Tereny poprzemysłowe – jak je odzyskać?

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych PINK zapytała swoich członków o perspektywy i możliwości wykorzystania terenów poprzemysłowych, z korzyścią dla miast i środowiska naturalnego.

Wraz z rozwojem gospodarczym Polski zmienia się postrzeganie terenów poprzemysłowych. Kurczą się tereny inwestycyjne, uwalnianie terenów rolniczych trwa długo, a wykorzystanie terenów zielonych nie jest uzasadnione z punktu widzenia bioróżnorodności środowiska. Dlatego dawne tereny przemysłowe zlokalizowane w obrębie dużych aglomeracji stają się kuszącą alternatywą dla inwestorów.

To, co jednak stanowi dużą barierę wykorzystania tych gruntów w przypadku ich zanieczyszczenia, jest remediacja, czyli ich przekształcenie i dostosowanie, tak aby były bezpieczne dla zdrowia mieszkających lub pracujących tam w przyszłości ludzi.
Łączna powierzchnia gruntów wymagających rekultywacji wynosi w Polsce około 65 tys. ha*, z czego najwięcej znajduje się w województwach: wielkopolskim, dolnośląskim, śląskim, warmińsko-mazurskim i łódzkim. Stopień rekultywacji i zagospodarowania gruntów zdewastowanych i zdegradowanych od wielu lat kształtuje się na niskim poziomie. W 2017 r. stanowił odpowiednio 2,1% i 0,8% ogólnej powierzchni gruntów zdewastowanych i zdegradowanych*.

Z punktu widzenia inwestorów, ważnym czynnikiem w uzdatnianiu terenów poprzemysłowych są przepisy i wyzwania oraz rozwiązania, które przynoszą. Jak podkreśla mecenas Ewa Rutkowska-Subocz, Partner kierująca Praktyką Ochrony Środowiska Dentons w Polsce oraz współkierująca Praktyką Ochrony Środowiska w Europie:

Nie ma odpowiednich przepisów prawnych, które dotyczą wszystkich aspektów związanych z oczyszczaniem powierzchni ziemi. O ile istnieją przepisy i standardy jakości dla gleby i ziemi to brakuje ich dla wód gruntowych, zatem plany remediacji dotyczą formalnie obecnie wyłącznie gleby i ziemi. – Ewa Rutkowska-Subocz, Partner kierująca Praktyką Ochrony Środowiska Dentons w Polsce

Jednocześnie mecenas Ewa Rutkowska-Subocz podkreśliła, że te same przepisy przynoszą rozwiązania remediacyjne, które warto brać pod uwagę w procesach inwestycyjnych dotyczących terenów poprzemysłowych. Rozwiązania te pozwalają na jednoczesne ograniczenie kosztów remediacyjnych i spełnienie wszystkich wymogów prawnych.
Brak odpowiednich regulacji, skomplikowana procedura i wysokie koszty remediacji to najczęstsze przeszkody wskazywane przez deweloperów planujących inwestowanie na terenach poprzemysłowych. Oczywiście istnieją sposoby na ograniczenie ryzyka i zabezpieczenie przed skutkami zanieczyszczenia w transakcjach kupna i sprzedaży gruntów, jednak nie jest to rozwiązanie istoty problemu, co ma duże znaczenie w dobie grożących nam niedoborów wody, czy ogólnie pogarszającego się stanu środowiska. O ile rozwinięte gospodarki etap rewitalizacji terenów poprzemysłowych mają już za sobą, my jesteśmy na początku tej drogi i konieczne jest ustalenie dla niej najlepszej i odpowiedzialnej strategii. Mamy już wiele przykładów udanych projektów inwestycyjnych przeprowadzonych właśnie na terenach poprzemysłowych jak Prologis Park w Rudzie Śląskiej czy Segro Business Park Warsaw, Żerań. Stoimy na stanowisku, że deweloperzy nie mogą jednak ponosić wszystkich kosztów związanych z zanieczyszczeniem terenów, zwłaszcza jeśli do ich powstania doszło w wyniku działań spółek Skarbu Państwa. Zrównoważony rozwój naszych miast wymaga współdziałania wielu podmiotów w tym władz samorządowych, centralnych, deweloperów jak i samych mieszkańców. – Agnieszka Jachowicz, członek zarządu PINK

Atrakcyjność terenów poprzemysłowych w ocenie członków PINK

Czy tereny poprzemysłowe mogą być atrakcyjne dla inwestorów i dlaczego?
Tereny poprzemysłowe są atrakcyjne dla inwestorów szczególnie w przypadku ograniczonej dostępności niezagospodarowanych przestrzeni. To sytuacje, w których np. brakuje Miejscowych Planów Zagospodarowania Przestrzennego, obszar jest już intensywnie zagospodarowany, ale cały czas atrakcyjny i cieszy się dużym popytem. Nieruchomości poprzemysłowe położone w granicach dużych ośrodków miejskich są dla inwestorów bardziej atrakcyjne niż takiego rodzaju powierzchnie położone poza granicami miast, ponieważ dają możliwość zmiany funkcji i sposobu zagospodarowania. – Michał Żelazek, Zastępca Dyrektora, Dział Powierzchni Magazynowych i Przemysłowych CBRE

Na inwestycje w tereny poprzemysłowe warto spojrzeć też z perspektywy realizowania strategii zrównoważonego rozwoju i prowadzenia biznesu odpowiedzialnego społecznie. Zagospodarowanie tych często opuszczonych i zaniedbanych terenów, które straciły swoją pierwotną funkcję, daje impuls do rozwoju lokalnej gospodarce. To sytuacja win-win. Klientom możemy zaoferować położone na zrewitalizowanych terenach nowoczesne obiekty logistyczne w pożądanych lokalizacjach, a społecznościom dajemy realne korzyści – od nowych miejsc pracy, przez zmodernizowaną infrastrukturę przekładającą się na większą wygodę dla mieszkańców, po zadbanie o historyczną tkankę np. miasta. – Paweł Sapek, Senior Vice President, Regional Head CEE Prologis

Jakie są największe bariery związane z wykorzystaniem terenów poprzemysłowych?
Największą barierą w takich inwestycjach są zbyt długo trwające procedury administracyjne związane z remediacją. Pamiętajmy, że bardzo często tereny takie są zanieczyszczone, zatem inwestycje na nich wymagają przejścia odpowiednich procedur, które niestety trwają, a dla inwestorów czas to pieniądz. Drugą największą barierą jest niepewność związana z licznymi problemami, które występują na takich nieruchomościach. Takie „niespodzianki” to właśnie niewystarczająco rozpoznane zanieczyszczenie środowiska gruntowo-wodnego, ale także istniejące odpady niebezpieczne, azbest, rtęć lub PCB, gdzie często ściany, posadzki oraz dachy starych budynków produkcyjnych mogą stanowić zagrożenie i muszą być utylizowane w kosztowy sposób. Często problemami są nieuregulowane struktury własnościowe – np. formą własności jest użytkowanie wieczyste, a nie własność oraz w księgach wieczystych mogą wystąpić niekorzystne wpisy. Pamiętajmy, że tereny poprzemysłowe kiedyś należały do zakładów, które już nie istnieją, czyli upadły i sam teren może stanowić masę upadłościową. Co więcej, włodarze miast i gmin, sporządzając miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego często otwierają łatwą pod względem biznesowym furtkę dla inwestycji przemysłowych na terenach zielonych. Inwestorzy, mając do dyspozycji prosty, nigdy wcześniej niezagospodarowany teren zielony, uznają zanieczyszczony teren poprzemysłowy za mało atrakcyjny z biznesowego punktu widzenia. – Sebastian Stachowski, Dyrektor Zarządzający Lion Environmental sp. z o.o.

Jakie rozwiązania mogą wpłynąć na większe wykorzystanie terenów poprzemysłowych?
Niezwykle duże znaczenie może mieć tu konsekwentna polityka państwa, polegająca na współdziałaniu z deweloperami w zakresie oczyszczania terenów poprzemysłowych z niebezpiecznych substancji, tym bardziej, że wiele tego typu obiektów było bądź jest własnością Skarbu Państwa. Obserwujemy dużą konkurencję o tereny poprzemysłowe z branżą mieszkaniową, co prowadzi do wypychania przemysłu z miast. Program jego ochrony w ramach miast mógłby doprowadzić do szerszego zagospodarowania na ten cel. Obecnie zbyt wysokie koszty inwestycji są dla wielu podmiotów barierą, która w znacznym stopniu ogranicza zagospodarowanie poprzemysłowych gruntów, a tym samym uniemożliwia ich rekultywację. Pomocne byłoby również stworzenie spójnego systemu identyfikacji terenów poprzemysłowych, co bezsprzecznie stanowiłoby duże wsparcie dla inwestorów oraz miałoby wpływ na proces rewitalizacji takich przestrzeni. Podobne rozwiązania funkcjonują już w wielu krajach Europy Zachodniej, gdzie polityka prowadząca do rekultywacji terenów poprzemysłowych przybrała ramy konsekwentnie realizowanej strategii. – Bartosz Michalski, Dyrektor Dewelopmentu SEGRO

Główne rozwiązania, które mogłyby wesprzeć inwestorów i przyspieszyć cały proces to przede wszystkim odpowiednie przepisy prawne. Tereny poprzemysłowe stanowią wyjątkową przestrzeń do zaaranżowania, a trudności prawne w wielu przypadkach zniechęcają inwestorów. Legislacyjne rozwiązania, które ułatwiłyby uruchomienie inwestycji, uzyskanie pozwolenia na budowę czy wydanie decyzji środowiskowej na pewno byłyby docenione przez rozważających zakup inwestorów. Samorządy również powinny być bardziej otwarte wprowadzając regulacje, które uprościłyby cały proces. Warto przy tej okazji wspomnieć o możliwości systematycznej aktualizacji planów miejscowych, aby wykorzystać potencjał, którym dysponują grunty i obiekty poprzemysłowe. – Daniel Puchalski, Managing Partner w Knight Frank.

Kto powinien wziąć odpowiedzialność za rewitalizację terenów poprzemysłowych?
Rewitalizacja terenów poprzemysłowych to bardzo szerokie zagadnienie, każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie. Nie ulega wątpliwości, że odpowiedzialność powinna być współdzielona między wszystkimi uczestnikami procesu, lokalną administracją samorządową, inwestorami, organizacjami pozarządowymi, w połączeniu z dialogiem społecznym. Natomiast odpowiedzialność za niewygodny „spadek” w postaci zanieczyszczenia powierzchni ziemi generalnie spoczywa na władającym – właścicielu nieruchomości. Wynika to głównie z faktu, że wskazanie sprawcy „starego” zanieczyszczenia jest skomplikowane, szczególnie w przypadku zanieczyszczeń spowodowanych przez podmioty już nieistniejące, o wieloletniej historii oraz braku danych o ilości i wielkości zdarzeń awaryjnych, podczas których mogło dochodzić do wycieków zanieczyszczeń. Jednak przy założeniu, że tereny poprzemysłowe leżą w strategicznych lokalizacjach, a inwestycja to przyszłe źródło dochodów, poniesione koszty na remediacje powinny zwrócić się z nawiązką. – Katarzyna Jankowska, Główny Specjalista ds. Planów Remediacji w Arcadis

Wszystkie odpowiedzi przedstawicieli PINK na powyższe pytania znajdują się w pliku Barometr_PINK_Appendix 1.

*Dane: Wskaźniki zielonej gospodarki w Polsce 2019, GUS.

NanoSanguis otrzymała grant na rozwój projektu INTERPIDUS

NanoSanguis, spółka zależna Nanogroup, otrzymała grant z programu EuroNanoMed III w wysokości 958 322,95 zł.

NanoSanguis, spółka zależna NanoGroup S.A., zajmująca się rozwojem nanotechnologii w obszarze zdrowia, uzyskała grant z programu EuroNanoMed III, na rozwój projektu INTERPIDUS w wysokości 958 322,95 zł.  Pozyskane środki zostaną przeznaczone na opracowanie nowego systemu terapeutycznego do dooponowego pseudopodawania leków bezpośrednio do ośrodkowego układu nerwowego, który pozwoli na usprawnienie leczenia m.in choroby Alzheimera.

EuroNanoMed III to międzynarodowy program wpierający konkurencyjność europejskiej nanomedycyny. Rozwój tego sektora to priorytet strategiczny dla Komisji Europejskiej – terapie celowane, medycyna regeneracyjna i diagnostyka realnie wpływają na wzrost dobrobytu i zdrowia społecznego. O dofinansowanie ubiegało się 112 projektów. Spośród nich eksperci wybrali jedynie 10 o największym potencjale – w tym projekt polskiej spółki NanoSanguis. INTERPIDUS otrzymał rekomendację pełnego finansowania w wysokości 958 322,95 zł. Wkład własny wynosi 108 173,52 zł.

– Dzięki przyznanym środkom NanoSanguis we współpracy z Politechniką Warszawską[1] będzie mogło rozszerzyć portfolio swoich projektów polegających na innowacyjnych metodach podawania leków. Działanie systemu INTERPIDUS modernizuje sposób podawania leków dooponowo, omijając barierę krew-mózg. Do współpracy przy projekcie zaprosiliśmy międzynarodową firmę farmaceutyczną Boehringer Ingelheim oraz hiszpańskiego neurologa Manuela Menendeza Gonzaleza – mówi prezes NanoGroup S.A., Marek Borzestowski.

Oczekujemy, że nasze rozwiązanie zwiększy skuteczność terapii dedykowanych m.in chorobie Alzheimera czy autoimmunologicznemu zapaleniu mózgu. Konwencjonalne leki często wywołują skutki uboczne lub immunologiczną odpowiedź organizmu chorego. Większość prób leczenia chorób neurodegeneracyjnych następuje późno, kiedy uszkodzenia i ubytek komórek układu nerwowego są już poważne. Dlatego tak ważne jest opracowanie terapii, które będą szybko i efektywnie hamować progresję choroby – dodaje Agata Stefanek, CEO NanoSanguis.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia[2] możemy spodziewać się lawinowego wzrostu chorób demencyjnych. Prognozy dotyczą także Polski i potwierdza je Główny Urząd Statystyczny[3]. Polacy żyją coraz dłużej, a tendencje pokazują, że udział osób starszych, tj. w wieku powyżej 65 lat, w społeczeństwie będzie systematycznie rósł, aż do 30% w 2050 roku. To właśnie seniorzy są grupą, w której najczęściej diagnozowane są choroby neurodegeneracyjne.  Będzie to stanowiło wyzwanie dla całego sektora ochrony zdrowia – opieki geriatrycznej, neurologicznej, psychologicznej i socjalnej. Inwestycje w rozwój diagnostyki i terapii takich chorób to kluczowe działanie, jakie możemy podjąć, aby znaleźć skuteczne metody ich leczenia.

NanoSanguis jest jedną z trzech spółek zależnych wchodzących w skład NanoGroup. Dzięki środkom uzyskanym z niedawnej emisji akcji H będzie mogła przeprowadzić badania przedkliniczne i kliniczne autorskiego systemu do przechowywania i transportu organów przeznaczonych do transplantacji (OrganFarm) oraz substytutu krwi (NanOX). Zakończenie I fazy tych badań planowane jest na lata 2022/2023.

[1] strony zobowiązały się podpisać umowę konsorcjum

[2] Global action plan on the public health response to dementia 2017 – 2025. World Health Organization; 2017.

[3] Prognoza ludności rezydującej dla Polski na lata 2015 – 2050 . Główny Urząd Statystyczny; 2016.

Benefity w dobie koronawirusa. Czego oczekują pracownicy?

Benefity w Polsce otrzymuje około 9,5 miliona pracowników, a łączna wartość świadczeń przyznanych w 2019 roku wyniosła ponad 14 miliardów złotych[1]. Ostatnie miesiące zweryfikowały zasadność i dostępność oferowanych przez pracodawców dodatków do pensji. W związku z pandemią aż dwie trzecie zatrudnionych miało problem z realizacją świadczeń pozapłacowych[2]. W praktyce oznacza to, że niemal 6,4 miliona Polaków nie mogło bezpiecznie i bez przeszkód skonsumować lub zrealizować benefitu otrzymanego od firmy.

Obecnie dla większości firm kluczowe jest zdrowie i bezpieczeństwo pracowników, przy jednoczesnym zachowaniu ciągłości prowadzenia biznesu. Wyzwaniem jest jak, pomimo tylu ograniczeń, prowadzić rentowną działalność i zadbać o motywację zatrudnionych. To właśnie ich postawa, nastawienie do pracy oraz efektywność mają kluczowe znaczenie dla realizacji bieżących zadań czy obsługi klienta, a w konsekwencji także dla przyszłości firmy. Warto zastanowić się jak wesprzeć i co zaoferować pracownikom w sytuacji, gdy niemal połowa z nich boi się obniżki pensji, co trzeci braku premii, a co czwarty utraty pracy i ograniczenia benefitów[3]. To ważny komunikat dla pracodawcy, że zatrudnieni cenią sobie dodatki do pensji i nie chcą z nich rezygnować.
czego obawiają się pracownicy

Benefity bez korzyści

Podczas gdy jedyną pewną jest niepewność, warto otoczyć pracownika troską i zadbać o to, by to, co otrzymuje poza wynagrodzeniem, sprawiało, żeby „chciało mu się chcieć”. Bez względu na to, czy firma okazjonalnie przyznaje pojedyncze świadczenia, czy oferuje złożone systemy kafeteryjne – zdaniem połowy aktywnych zawodowo Polaków benefity należy dostosować do oczekiwań i potrzeb pracowników. Taką strategię wdrożyło jedynie 16% organizacji[4]. Warto także wziąć pod uwagę fakt, że dwie trzecie pracowników miało problem z realizacją świadczenia w czasie pandemii. W praktyce oznacza to, że benefity mogły stracić swoją moc, nie wspominając już o stracie finansowej wynikającej z nieefektywnego wykorzystania budżetu.

Czego oczekują pracownicy?

W świetle wyników badania „Potrzeby pracowników 2020” współczesny benefit idealny powinien być odpowiedzią na obawy pracowników – powinien być wyrazem troski i wpływać, a wręcz przekładać się na budowanie poczucia stabilności i pewności. Nie dziwi więc fakt, że zdaniem 66% badanych świadczenie powinno wspierać domowy budżet, czyli stanowić realne wsparcie ich codziennego życia. Jako drugi najistotniejszy czynnik pojawia się elastyczność benefitów. Dla organizacji oznacza to, że pracownik nie chce ponosić ryzyka i czuć przymusu realizacji świadczenia w określony z góry sposób – chce mieć wolność wyboru. Również forma świadczenia ma duże znaczenie – co czwarty respondent oczekuje świadczenia w nowoczesnej formie, najchętniej elektronicznej lub mobilnej[5].benefity koronawirusWybierając benefity warto wziąć pod uwagę trzy kluczowe kryteria: bezpieczeństwo, elastyczność i nowoczesność. Bezpieczeństwo, czyli możliwość skorzystania z benefitu bez ryzyka zakażenia, elastyczność – czyli możliwość wykorzystania świadczenia w dogodnym dla siebie miejscu i czasie, oraz nowoczesność wyrażoną mobilnością i wspieraną nowoczesnymi technologiami. Przyszłość benefitów zdecydowanie należy do elastycznych, bezpiecznych i nowoczesnych rozwiązań. W tej roli doskonale sprawdzą się karty przedpłacone, eVouchery czy karty wirtualne, będące nowością w naszej ofercie – czyli w pełni cyfrowe, pozbawione plastikowego odpowiednika, karty płatnicze. Właśnie te benefity są najlepszym dowodem na to, że wsparcie pracowników nawet w tak niepewnych czasach jest możliwe – powiedziała Katarzyna Turska, Dyrektor ds. HR w Sodexo Benefits and Rewards Services.

Ograniczony dostęp do niektórych produktów i usług oraz zmieniające się potrzeby pracowników okazały się sprawdzianem dla systemów motywacyjnych. Nietrafione benefity mogą wywołać niezadowolenie i frustrację u pracowników – czyli przynieść efekt odwrotny od zamierzonego. Z kolei dla pracodawcy inwestycja w motywowanie i budowanie zaangażowania na bazie nieodpowiednio dobranych świadczeń okazuje się jedynie zbędnych wydatkiem i stratą. Warto wyciągnąć wnioski z doświadczeń z ostatnich miesięcy i sięgnąć po pewne benefity na niepewne czasy. Czyli rozwiązania, które spełnią swoją funkcję niezależnie od tego, jak długo jeszcze firmom przyjdzie mierzyć się ze skutkami pandemii.
[1] Opracowanie własne Sodexo na podstawie danych GUS i Antal.

[2],[3],[4],[5] „Potrzeby pracowników 2020”, PBS dla dla Sodexo Benefits and Rewards Services Polska, czerwiec 2020 r.

Słaba passa dolara. Kurs euro poniżej 4,50 zł

Im bliżej prezydentury jest w ostatnich dniach Joe Biden, tym silniejszy okazuje się złoty. Euro najtańsze jest od połowy października, a dolar od połowy września. Trochę odetchnąć mogą również kredytobiorcy frankowi, aczkolwiek 4,20 zł za franka to nie jest poziom, który ich cieszy.

Euro poniżej 4,50 zł

Po wyborach w USA dalej trwa dobra passa złotego. Polska waluta, podobnie jak inne z naszego regionu, gwałtownie zyskują wraz ze zwycięstwem kandydata Demokratów. Realizuje się zapowiadany przez wielu analityków scenariusz, gdzie pomimo uspokojenia dolar jest w odwrocie. Oczywiście mocniej od euro tanieje dolar amerykański, który stracił już na wartości w ciągu tygodnia imponujące 20 groszy. Pytanie pozostaje, jak długo utrzyma się ten dobry klimat dla złotego. Jeszcze teoretycznie pozostaje potwierdzenie przez elektorów wyniku wyborów, ale patrząc na przewagę nie powinno się tam wydarzyć nic niespodziewanego.

Słaba passa dolara

Przewaga Bidena tylko chwilowo przed wyborami uspokoiła rynki. Obecnie trwa odwrót od amerykańskiej waluty. Jest ona najsłabsza od połowy września, a patrząc na szybkość zmian prędko możemy przebić ten poziom. Co ważne, dzieje się to pomimo dobrych danych makroekonomicznych. Przybyło wyraźnie powyżej oczekiwań miejsc pracy, a bezrobocie spadło pierwszy raz od początku pandemii poniżej 7%, kiedy to oczekiwano pozostania na poziomie 7,6%. Wzrasta również płaca godzinowa, aczkolwiek w tym miejscu analitycy spodziewali się szybszego wzrostu o 0,1%. Nie zmienia to faktu, że w obecnej sytuacji wzrost płac w ciągu roku o 4,5% to dobra wiadomość.

Stopy procentowe bez zmian

Posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej nie spowodowało omawianego ostatnio coraz częściej zerowego poziomu stóp procentowych. Z drugiej strony poziom 0,1% różni się realnie bardzo niewiele. Analitycy wskazywali na przesunięcie posiedzenia ze środy na piątek i relatywnie późną godzinę publikacji decyzji, aczkolwiek tutaj wydawać by się mogło, że kluczowe mogło być oczekiwanie na decyzję amerykańskich wyborców, a raczej na podliczenie w kolejnych stanach głosów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Kondycja finansowa polskich firm. Większość widzi przyszłość w czarnych barwach

Porównywalny do wiosennego lockdown od pewnego czasu wisiał w powietrzu i stało się. Znów nie może działać: fitness, gastronomia, kultura, duża część handlu, organizatorzy targów i konferencji czy hotele, a wraz z nimi marnie ma się transport. Udało się salonom piękności i rehabilitantom. Ponownie wprowadzane obostrzenia, na razie do 29 listopada, nie pozostaną bez wpływu na kondycję przedsiębiorstw. Właśnie do miesiąca swoje możliwości przetrwania kolejnego lockdownu szacuje 4 proc. spośród mikro, małych i średnich firm, 7 proc. mówi, że da radę przeżyć dwa miesiące, a 17 proc., że maksymalnie trzy – wynika z badania dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Najczęściej przyszłość w czarnych barwach widzą branża transportowa, usługi i najmniejsze podmioty gospodarcze.

Przez chwilę wydawało się, że przedsiębiorcy najgorsze mają już za sobą i teraz mogą zająć się odrabianiem strat po pierwszym lockdownie. Niestety, w związku z kolejnymi przyrostami liczby zakażeń ponownie wprowadzane są obostrzenia. Tym razem może być trudniej niż za pierwszym razem, bo czas oddechu był krótki i ze względu na ograniczenia w wydatkach, które wprowadziło wiele osób i firm, trudno go porównać z normalnym okresem działania.

Co czwartej firmie wystarczy sił na trzy miesiące lockdownu
Źródło: research&grow dla BIG InfoMonitor

Na ile przedsiębiorcy szacują szanse przetrwania w przypadku ponownych obostrzeń? Jedna na pięć firm oceniła swoje możliwości na pół roku, 15 proc. nawet na dłużej, ale 28 proc. ten termin zawężało co najwyżej do kwartału. Przy czym jest to odpowiedź zarówno firm mikro zatrudniających do 9 osób, małych z załogą liczącą od 10 do 49 i średnich, w których pracuje od 50 do 249 osób. Gdyby podzielić te odpowiedzi, to ledwie trzy miesięczną perspektywę wśród mikro firm widzi nawet 34 proc. badanych, 30 proc. małych i 22 proc. średnich. W ujęciu branżowym największym pesymistą jest branża transportowa (38 proc.) i usługi (29 proc.).

Co czwartej firmie wystarczy sił na trzy miesiące lockdownu 2
Źródło: research&grow dla BIG InfoMonitor

Przedsiębiorstwa transportowe najrzadziej (6 proc.) wskazują też, że nie grozi im niestabilność finansowa. Najczarniejsze perspektywy, czyli wytrzymałość co najwyżej na miesiąc kryzysu, to również spostrzeżenia branży transportowej i zaraz po niej usługowej, odpowiednio 8 proc. i 6 proc. odpowiedzi.

Co czwartej firmie wystarczy sił na trzy miesiące lockdownu 3
Źródło: research&grow dla BIG InfoMonitor

– Uderzający w wynikach badań jest fakt, że przyszłość staje się coraz bardziej mglista, dziś co czwarty przedsiębiorca właściwie nie potrafi przewidzieć jak długo jest w stanie wytrwać i czy mu się to uda. W badaniu przeprowadzanym pół roku wcześniej mówiło tak 8 proc. ankietowanych – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Więcej firm się zamyka niż otwiera

Obawy znajdują potwierdzenie w danych GUS. Na koniec września 2020 r. do rejestru REGON wpisanych było 4,62 mln podmiotów gospodarki narodowej. W porównaniu do poprzedniego miesiąca dał się zauważyć wzrost o 18,9 proc. liczby podmiotów nowo zarejestrowanych, ale w tym samym czasie wyrejestrowało się o 50,3 proc. więcej przedsiębiorstw niż przed miesiącem.

Co dziesiąta firma znajdująca się w rejestrze REGON miała na koniec września zawieszoną działalność. Nie powinno zaskakiwać, że największy wzrost liczby takich przypadków odnotowano wśród firm zajmujących się zakwaterowaniem lub gastronomią – 41,5 proc.

– Z danych GUS widać, że z jednej strony w ostatnim czasie zwiększa się liczba nowych firm, ale z drugiej, zamyka się ich znacznie więcej niż jeszcze miesiąc temu. Konsekwencje ciężkiej sytuacji gospodarczej widać też w odsetku przedsiębiorstw, które zdecydowały się zawiesić działalność. Co oczywiste, najczęściej dotyczy to branż, które na wprowadzanych obostrzeniach najbardziej ucierpiały. W związku z nowymi regulacjami ich sytuacja może się jeszcze pogorszyć, prowadząc do dalszego znikania z rynku kolejnych podmiotów – mówi Sławomir Grzelczak. – Z drugiej strony, zapowiadane nowe programy pomocowe z pewnością przynajmniej części przedsiębiorców dają jakąś nadzieję – dodaje.

Kto ma oszczędności?

Pewnym optymizmem może napawać fakt, że prawie dwie trzecie respondentów badania zadeklarowało, że ma oszczędności (niewielkie – 41 proc., spore 17 proc.), które z pewnością pozwolą im z większą pewnością mierzyć się z kryzysową sytuacją. Co trzecia firma nie ma jednak takiego luskusu.

oszczędności firm
Źródło: research&grow dla BIG InfoMonitor

Posiadanie sporych oszczędności najrzadziej deklarują przedsiębiorcy zajmujący się transportem (10 proc.) i to w tej branży najwięcej firm (36 proc.) deklaruje, że nie ma żadnych odłożonych pieniędzy. Tłumaczy to przytaczany wcześniej pesymizm firm transportowych w kwestii szans na przetrwanie na rynku w warunkach przedłużającego się kryzysu. Także w handlu spore oszczędności na koncie to rzadkość (14 proc. firm), na dodatek znaczący odsetek firm z tej branży – 32 proc. mówi, że nie ma nic.

Kto ma oszczędności
Źródło: research&grow dla BIG InfoMonitor

Najlepszą rezerwą finansową mogą poszczycić się firmy średnie, wśród których liczące się oszczędności posiada 25 proc. W przypadku małych firm większą poduszką finansową dysponuje 15 proc., a wśród mikro jedynie 13 proc. Choć jednocześnie najmniejszy odsetek mikroprzedsiębiorstw deklaruje, że nie ma żadnych oszczędności – tak odpowiedziało 29 proc. z nich.

oszczędności
Źródło: research&grow dla BIG InfoMonitor

Pomoc znacząca, ale nie dla wszystkich

Według danych Polskiego Funduszu Rozwoju z 23 września z programu pomocowego skorzystało ponad 345 tys. mikro, małych i średnich i przedsiębiorstw. Według szacunków miało to być nieznacznie więcej – 350 tys. Za pośrednictwem banków Fundusz wypłacił im ponad 60,5 mld zł, z czego mikroprzedsiębiorstwa otrzymały 18,7 mld zł, a małe i średnie firmy 41,8 mld.

Badanie zrealizowane na zlecenie BIG InfoMonitor przez research&grow pokazuje, że rządowe programy pomocowe trafiły do 76 proc. firm sektora MSP. Pod względem wielkości najczęściej (81 proc.) były to mikroprzedsiębiorstwa, prawie tak samo często firmy małe (79 proc.), a najrzadziej – średnie (65 proc.).

– Jak wynika z naszego badania, pomoc trafiała w różnym zakresie do różnych branż. Najrzadziej korzystali z niej usługodawcy, a najpowszechniejsza była w sektorze transportowym, gdzie jej spożytkowanie zadeklarowało aż 82 proc. firm – mówi Sławomir Grzelczak. – Oczywiście, powody takiej sytuacji są bardzo różne – dodaje.

rządowe programy pomocowe
Źródło: research&grow dla BIG InfoMonitor

Najczęściej, w 39 proc. przypadków, respondenci badania wskazywali, że ich firmy nie spełniały warunków wymaganych przez programy pomocowe, więc im się ona nie należała. Niewiele mniej, 38 proc. przedsiębiorców zadeklarowało, że nie mieli potrzeby, aby z takiego wsparcia skorzystać. 5 proc. pytanych uznało, że nie chciało im się dopełniać niezbędnych formalności, a 4 proc. starających się o pomoc dostało odmowę jej przyznania ze względów formalnych.

Co dalej po zakończeniu pomocy po pierwszym lockdownie?

Niemal co trzeci przedsiębiorca uznał, że wszystko co najgorsze ma już za sobą i jego firma poradzi sobie w nowej sytuacji, a co czwarty stwierdził, że nie będzie źle. To połowa ogółu odpowiedzi. Druga część jest już mniej optymistyczna. 20 proc. firm zwraca uwagę, że popyt wciąż jest na tyle niski, że trudno będzie przetrwać bez pomocy, a 29 proc. wymienia bardziej konkretne, przykre konsekwencje braku dalszego wsparcia: konieczność zwolnień, obniżek wynagrodzenia i produkcji, a nawet ewentualność upadłości. – Najwięcej obaw wyrażają firmy z branży transportowej – co trzecia uważa, że po zakończeniu rządowego programu pomocowego będzie trudno przetrwać ze względu na brak perspektyw na zwiększenie popytu na ich usługi. 15 proc. firm w tej branży obawia się, że koniec wsparcia może oznaczać dla nich upadłość. Niewiele lepiej jest też w usługach – mówi Sławomir Grzelczak.

Ocena sytuacji firm
Źródło: research&grow dla BIG InfoMonitor

A przed gospodarką kolejny lockdown. – Gdyby jednak oceniać minione 6 miesięcy pod kątem przyrostu zaległości przedsiębiorstw to widać, że oszczędności firm i umiejętność zarządzania, a także pomoc państwa oraz wakacje kredytowe zrobiły swoje. Wzrost zaległości w II i III kw. tego roku był porównywalny do tego co obserwowaliśmy w analogicznym okresie minionego roku i wyniósł niecałe 4 proc. Na tym jednak podobieństwa się kończą, bo o ile wcześniej problem rozkładał się w miarę równomiernie na wiele sektorów, teraz mocno uderza punktowo m.in. w Kulturę, rozrywkę i rekreację (gdzie zarejestrowane są m.in. kluby fitness), Działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierającą (w której znajdują się mocno dotknięci lockdownem wynajmujący maszyny i pojazdy, firmy turystyczne), Rolnictwo, Transport, Pozostałą działalność usługową. Tam notujemy znaczące kilunasto-kiludziesięcioprocentwe wzrosty zaległości, podczas gdy jednocześnie w niektórych częściach gospodarki wartość przeterminowanych zobowiązań maleje – podkreśla Sławomir Grzelczak. Na koniec września zaległości przedsiębiorstw widoczne w rejestrze dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie BIK zbliżyły się do 34,4 mld zł, od marca wzrosły o ponad 1,2 mld zł. Problemy z rozliczeniami z partnerami biznesowymi i bankami (raty kredytów opóźnione o min. 30 dni w wysokości min. 500 zł) ma ponad 6 tys. firm więcej niż po I kw. tego roku, łącznie niemal 321 tys. działających, zawieszonych i zamkniętych przedsiębiorstw.

Badanie research&grow zrealizowane na zlecenie BIG InfoMonitor techniką CATI, na grupie firm MŚP N=500, w dniach 14-21 września 2020 r.

Amerykańskie wybory – batalia sądowa opóźni pomoc dla gospodarki

Sytuacja polityczna w USA może ulec zamrożeniu do stycznia 2021r., pomimo tego, że interwencja rządowa jest pilnie potrzebna celem złagodzenia gospodarczego wpływu drugiej fali Covid-19 – ocenia Dział Analiz Ekonomicznych Euler Hermes.

Batalia sądowa może potrwać do 8 grudnia (termin ponownego zliczenia głosów i zakończenia sporów prawnych, przypadający sześć dni przed zebraniem się Kolegium Elektorów 14 grudnia celem dokonania wyboru prezydenta i wiceprezydenta), potencjalnie wymagając interwencji Sądu Najwyższego.

  • Ta długotrwała niepewność pojawia się w czasach szybko rosnącej liczby zakażeń Covid-19 w USA
  • Nowy impuls mający na celu złagodzenie negatywnego skutku mocniejszego zamknięcia (które nadejdzie) pojawi się prawdopodobnie dopiero pod koniec stycznia
  • W tym kontekście, opóźnienie tego impulsu przez spór sądowy i rozbicie polityczne wpłynie na wyniki w zakresie wzrostu amerykańskiego PKB w 4-tym kwartale 2020 r. i 1-szym kwartale 2021 r.
  • Niekonwencjonalna polityka monetarna automatycznie stanie się znowu jedyną dostępną opcją

Ta długotrwała niepewność pojawia się w czasach szybko rosnącej liczby zakażeń Covid-19 w USA. Przewidujemy zwiększenie obostrzeń wprowadzanych na przestrzeni kolejnych sześciu do ośmiu tygodni celem spowolnienia rozprzestrzeniania się zakażeń, ze szczytem w styczniu 2021 r. Średnia liczba nowych przypadków dziennie w USA w poprzednim tygodniu wyniosła 85 000, zgodnie z danymi projektu śledzenia rozwoju pandemii Covid-19. Stanowi to 20% wzrost w stosunku do ubiegłego tygodnia i jest to największa liczba przypadków od początku pandemii.

W tym kontekście, opóźnienie tego impulsu przez spór sądowy i rozbicie polityczne wpłynie na wyniki w zakresie wzrostu amerykańskiego PKB w 4-tym kwartale 2020 r. i 1-szym kwartale 2021 r. Przewidujemy, że nowa faza obostrzeń spowoduje szok, jaki obserwowaliśmy w 2-gim kwartale 2020 r., ale na poziomie 30% tego poprzedniego. Największa różnica pomiędzy 4-tym kwartałem 2020 r. (druga fala), a 2-gim kwartałem 2020 r. (pierwsza fala) wiąże się z transferami socjalnymi, które w 2-gim kwartale 2020 r. przekroczyły 2 bln USD i umożliwiły szybkie odbicie wzrostu w 3-cim kwartale 2020 r. Te 2 bln USD wprowadzone do realnej gospodarki w II kwartale to ogromna różnica (w porównaniu z bieżącym, IV kwartałem). Tym razem, w związku z brakiem porozumienia w kongresie co do nowego impulsu fiskalnego, a także w związku ze zwiększoną niepewnością co do ostatecznego zatwierdzenia wyboru prezydenta, nowego impulsu spodziewać się możemy dopiero pod koniec stycznia 2021 r. W rezultacie prognozujemy obecnie wzrost amerykańskiego PKB w IV kw. na poziomie -8% kw/kw w ujęciu rocznym przedstawionym, przy ogólnym wyniku rok do roku na poziomie -4,2% w 2020r. i +3,6% w 2021 r.

Świadczenia socjalne w USA w mld USD

Świadczenia socjalne w USA w mld USD
Źródła: Euler Hermes, Allianz Research

Ten opóźniony impuls powinien przybrać formę nowej transzy świadczeń w 1-szej połowie 2021 r, a następnie zwiększonego wydatkowania na infrastrukturę w 2-giej połowie 2021 r., niezależnie od tego, kto wygra wybory, ponieważ w obecnej sytuacji zwycięży pilność potrzeb, która zapewni bezstronność. Biden będzie optował za pakietem opiewającym na 1,9 bln USD, którego wydatkowanie zostanie rozłożone równomiernie na lata 2020 i 2021. W przypadku drugiej kadencji prezydenta Trumpa obstawiamy pakiet fiskalny w wysokości 1,5 bln USD, który będzie wydatkowany w okresie dwóch lat – czyli kwotę w dolnym zakresie kwot omawianych w trakcie ostatnich negocjacji w Kongresie.

Wpływ gospodarczy impulsu w USA w okresie administracji Bidena i Trumpa w latach 2021 i 2022, przewidywana ścieżka wdrażania impulsu fiskalnego

Wpływ gospodarczy impulsu w USA w okresie administracji Bidena i Trumpa
Źródła: Euler Hermes, Allianz Research

Z poczuciem pewnego déjà-vu, rynki finansowe mierzą się teraz z ponurą wizją „podzielonego rządu”, gdy w kraju panuje sytuacja nadzwyczajna. Nawet przy najsilniejszym przywództwie ze strony prezydenta, federalna struktura USA nie ułatwia stworzenia i wdrożenia spójnej i zrównoważonej ogólnokrajowej strategii sanitarnej przeciwdziałającej epidemii Covid-19. Podzielonemu rządowi nie będzie również łatwo uzgodnić sposobu wydatkowania środków publicznych na wsparcie gospodarki. Czas jest tu kwestią kluczową, ale najprawdopodobniej zostanie zmarnowany – przynajmniej do Dnia Inauguracji.

Niekonwencjonalna polityka monetarna automatycznie stanie się znowu jedyną dostępną opcją

Niekonwencjonalna polityka monetarna automatycznie stanie się znowu jedyną dostępną opcją, niezależnie od jej dobrze znanych skutków ubocznych i niezamierzonych konsekwencji w zakresie niestabilności finansowej. Ci z uczestników rynku, którzy ufają w swe umiejętności w zakresie market timingu taką sytuację postrzegać będą jako wypróbowaną i sprawdzoną okazję. Inni będą obawiać się nagromadzenia i podtrzymywania nieustannie wzrastającego braku równowagi pomiędzy gospodarką realną i cenami aktywów.

Należy się spodziewać umiarkowanego zacieśnienia stóp rentowności papierów skarbowych, zgodnie z szybkim wzrostem deficytu publicznego i wskaźników zadłużenia, czego nie da się już uniknąć. W sytuacji konfliktu politycznego rynki mogą obawiać się możliwości ograniczenia zadłużenia i wprowadzenia go na ścieżkę jego zrównoważenia. Fed gotowy do dalszego zwiększania luzowania ilościowego w celu zrównoważenia tych obaw rynkowych, będzie gotowy do pośredniego subsydiowania banków komercyjnych (które obecnie szybko powiększają swoje pakiety obligacji rządowych) tolerując pewne zacieśnienia krzywej rentowności.

Pełna wersja analizy sytuacji w USA znajduje się w opracowaniu Działu Badań Ekonomicznych Grupy Euler Hermes dostępnym w języku angielskim na stronie www.eulerhermes.com

https://www.eulerhermes.com/en_global/news-insights/economic-insights/The-US-elections-turn-into-a-judiciary-battle-What-s-next.html

Działania antykryzysowe będą coraz mniej skuteczne

Wraz z drugą falą pandemii koronawirusa światowe rządy uruchamiają kolejne pakiety antykryzysowe bądź przedłużają funkcjonowanie tych uruchomionych wiosną. Warsaw Enterprise porównał antykryzysowe działania światowych rządów i ocenił je pod kątem efektywności w raporcie „Zawiniona konieczność”.

Okazało się, że antykryzysowe programy gospodarcze są do siebie bardzo podobne bez względu na rodzaj polityki epidemiologicznej prowadzonej przez dane państwo (z lockdownem, czy bez). Rządy przyjęły strategię robienia „wszystkiego, co się da” i użyły pełnego arsenału dostępnych polityk. Przy wsparciu banków centralnych zapewnia się płynność akcji kredytowej w gospodarce, organy fiskalne liberalizują swoje podejście do ściągania podatków, a ministerstwa finansów hojnie rozdają zasiłki i dopłaty do pensji.

Czy polityki te okazały się efektywne? W perspektywie krótkoterminowej tak, gdyż powstrzymały pogłębianie się recesji i pozwoliły na utrzymanie stanowisk pracy, jednak sytuacja wygląda inaczej w długim terminie. Jeśli pandemia będzie się przedłużać, wydłużać się będzie także obowiązywanie programów pomocowych. Niestety, ich efektywność będzie z czasem spadać, a one same zaczną być źródłem negatywnych zjawisk gospodarczych, m.in. zwiększając zombifikację gospodarki, czy spowalniając procesy dostosowawcze.

W związku z powyższym WEI rekomenduje m.in.:

1. Ograniczenie niepewności politycznej. Realizację polityki antykryzysowej na podstawie istniejących już mechanizmów prawnych.
2. Otwartość na handel i inwestycje. Rezygnację z obostrzeń w ruchu granicznym jako elementu polityki epidemiologicznej.
3. Zaprzestanie pomocy kryzysowej branżom niedostosowanym, które muszą i tak musiałyby przejść modernizację (np. energetyka, lotnictwo).
4. Pomoc dla tych, co bez winy: utrzymanie pomocy dla branż, które powrócą do normalnego funkcjonowania po pandemii (np. turystyka, hotele, gastronomia, sport, widowiska).
5. Pomoc bezpośrednią osobom szczególnie dotkniętym pandemią (pozbawionym środków do życia).
6. Monitoring kosztów polityki antykryzysowej i ryzyk dla finansów publicznych.

Sektor magazynowy odporny na zawirowania rynkowe

Pomimo globalnej pandemii i wywołanego nią kryzysu gospodarczego, rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce dynamicznie się rozwija. III kwartał 2020 roku przyniósł zarówno wysoki poziom nowej podaży, jak i popytu. W okresie lipiec – wrzesień zasoby istniejącej powierzchni przyrosły o 676 tys. m kw., a w całym 2020 r. aż o 1,7 mln m kw. Poziom zainteresowania najemców powierzchnią jest nawet wyższy niż w poprzednim roku, który był bardzo dobry pod tym względem. Popyt brutto w III kwartale osiągnął 1,3 mln m kw., a od początku roku ok. 3,7 mln m kw., tym samym o ponad 30% przewyższając wolumen powierzchni wynajętej w analogicznym okresie ubiegłego roku – wynika z raportu „At A Glance Rynek powierzchni przemysłowych i logistycznych w Polsce w III kwartale 2020 r.” opublikowanego przez BNP Paribas Real Estate Poland.

Na koniec września całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyła o ok. 300 tys. m kw. pułap 20 mln m kw. powierzchni. Największa część istniejących zasobów – 4,8 mln m kw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, co odpowiada 24% wolumenu krajowego, jest ulokowana w strefie Warszawa I i II. Dynamicznie rozwijają się także pozostałe wiodące regiony magazynowe, czyli Górny Śląsk, Polska Centralna, Poznań i Dolny Śląsk (Wrocław), które na koniec III kwartału 2020 r. wspólnie skupiały 55% istniejących zasobów (prawie 11,3 mln m kw.). Na lokalizacje rozwojowe, do grona których zaliczane są Kraków, Trójmiasto, Wschód (Białystok / Rzeszów / Lublin), Toruń / Bydgoszcz, Szczecin, Zachód i Opole, obecnie przypada prawie 20% ogółu zasobów co stanowi ponad 3,9 mln m kw. powierzchni przemysłowo – logistycznej.

Sektor przemysłowo – logistyczny w Polsce od kilku lat przeżywa rozkwit. Rozwój dróg szybkiego ruchu włączył nasz kraj w korytarze logistyczne Europy Zachodniej, co bardzo podniosło atrakcyjność lokalizacji w Polsce. Nowoczesne powierzchnie magazynowe o wysokiej jakości, wciąż dobra dostępność terenów w atrakcyjnych cenach, wykwalifikowani pracownicy, niższe koszty pracy, wiele udogodnień oferowanych przez strefy ekonomiczne czy w końcu spory, lokalny rynek zbytu, to najważniejsze z szeregu atutów, które pozwalają Polsce z sukcesem konkurować o inwestycje produkcyjne, dystrybucyjne czy o przeżywający rozkwit w ostatnich latach segment e-commerce. Obserwujemy, że koronakryzys może jeszcze wzmocnić ten trend. – Igor Roguski, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo – Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

W ciągu całego 2020 r. na polski rynek magazynowy dostarczono ponad 1,7 mln m kw. nowej powierzchni, z czego 676 tys. m kw. w III kwartale. W okresie lipiec – wrzesień największy przyrost nowej podaży odnotowano w regionach Górnego Śląska (232 tys. m kw.) oraz Dolnego Śląska (110 tys. m kw.). W tej drugiej strefie oddano do użytkowania m.in. duży kompleks magazynowy Hillwood (53 tys. m kw.) w Oleśnicy, która zyskała na atrakcyjności dzięki otwarciu kilka lat temu drogi ekspresowej S8 pomiędzy Wrocławiem a Łodzią. Natomiast wpływ na wzrost atrakcyjności terenów na północ od Wrocławia miało ukończenie w 2019 r. trasy S5 do Poznania.

Od początku roku najwięcej nowej powierzchni oddano do użytkowania w regionie Warszawa II. Bieżący rok przyniósł również znaczący wzrost zasobów magazynowych w tzw. strefach rozwojowych, zwłaszcza w Trójmieście, regionie Zachód rozciągającym się pomiędzy granicą polsko – niemiecką a trasą ekspresową S3 oraz w duo-strefie Bydgoszcz / Toruń.
Chociaż ostatnie kilka lat przyniosło podwojenie wolumenu powierzchni magazynowej w Polsce, aktywność deweloperów na rynku wciąż jest relatywnie wysoka. Na koniec III kwartału w budowie pozostawało 1,53 mln m kw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, nieznacznie mniej (o ok. 15%) niż w analogicznym okresie 2019 r. Najwięcej rozpoczętych inwestycji zarejestrowano na Górnym Śląsku (352 tys. m kw.) oraz w strefach Warszawa I i II (322 tys. m kw.), przy czym aż 240 tys. m kw. znajduje się w strefie Warszawa II. Znaczna część powierzchni magazynowej (ok. 585 tys. m kw.) realizowana jest obecnie w strefach rozwojowych, a zwłaszcza w regionach Zachód (np. kolejne duże centrum dystrybucyjne z segmentu e-commerce), Trójmiasto i Wschód (okolice Rzeszowa i Lublina).

Wskaźnik pustostanów zanotował wzrost w odniesieniu do poprzedniego kwartału i na koniec września wyniósł 8,5% (+1,5 p.p.). Najwięcej powierzchni niewynajętej pozostaje obecnie w strefie Warszawa I (14%) i na Górnym Śląsku (11%), najmniej natomiast w Szczecinie i Polsce Wschodniej (0,7%). Stawki czynszów w III kwartale pozostały na stabilnym poziomie.
Mimo trwającego globalnego kryzysu ekonomicznego, wartość popytu brutto (bez kontraktów krótkoterminowych – do 12 miesięcy) w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2020 r. była najwyższym wynikiem w historii rynku magazynowo – przemysłowego w Polsce (3,7 mln m kw.), analizując wyniki analogicznych okresów minionych lat. Tylko w III kwartale całkowity wolumen transakcji wyniósł 1,3 mln m kw. Przy założeniu, że w ostatnim kwartale 2020 r. tempo wzrostu wartości popytu brutto nie zmaleje, możemy być świadkami pobicia rocznego rekordu wielkości najmu. Rośnie także wolumen umów krótkoterminowych (do 12 miesięcy), które w warunkach trwającej pandemii cieszą się sporym zainteresowaniem wśród najemców. Od początku roku ich wielkość wyniosła prawie 380 tys. m kw. W strukturze popytu w III kw. 2020 r. dominowały zdecydowanie umowy na nowe powierzchnie, które stanowiły 64% popytu brutto. Na renegocjacje przypadło 33% całkowitego wolumenu najmu.

Fundamenty sektora przemysłowo – logistycznego w Polsce są stabilne, a obecna sytuacja na rynkach europejskich może okazać się dodatkowym bodźcem rozwojowym.
Ostatnie miesiące, naznaczone pandemią i koniecznością izolacji społecznej, przyspieszyły przeniesienia części aktywności zakupowej do kanału online. Rozwój segmentu e-commerce kreuje dodatkowe zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe. W sprawnej obsłudze zamówień sprzedaży internetowej kluczowe stają się centra dystrybucyjne usytuowane jak najbliżej odbiorcy końcowego („last mile logistics”). Polski rynek magazynowy może stać się również beneficjentem zmian rozważanych przez europejskie firmy produkcyjne w celu skrócenia i zabezpieczenia łańcuchów dostaw. W perspektywie długoterminowej, „nearshoring” i dywersyfikacja źródeł dostaw mogą jeszcze umocnić pozycję Polski jako ważnego ogniwa łańcucha logistycznego w Europie – Robert Pawłowski, Zastępca Dyrektora Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych w BNP Paribas Real Estate Poland

40 proc. polskich MŚP z branży obróbki metali zwiększyło inwestycje w park maszyn i urządzeń

Firmy z branży obróbki metali mocno inwestują w sprzęt – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Siemens Financial Services. Aż 40 proc. ankietowanych przedsiębiorstw przeznaczyło wyższe nakłady na odnowienie parku maszyn i urządzeń w stosunku do 2019 roku, a 32 proc. zwiększyło także ich częstotliwość. Firmy te stawiają również na automatyzację procesów produkcji. W stosunku do ubiegłego roku, jej poziom podniosło 37 proc. badanych przedsiębiorstw.

Branża metalowa ceni nowoczesny sprzęt

Podmioty z branży obróbki metali doceniają nowe technologie oraz mają świadomość przewagi konkurencyjnej, jaką one dają. Jak wynika z badania Siemens Financial Services, poziom automatyzacji procesów produkcji w stosunku do ubiegłego roku zwiększyło 37 proc. ankietowanych firm, a 53 proc. utrzymało na takim samym poziomie.

Przedsiębiorcy z branży obróbki metali chętnie inwestowali w rozwój swoich parków maszyn i urządzeń. Nakłady na odnowienie sprzętu zwiększyło aż 40 proc. firm. Maszyny są ważne dla producentów z tego sektora co potwierdza także fakt, że aż co drugi przedsiębiorca wymienił nowoczesny park maszyn i urządzeń, jako jeden z najważniejszych czynników pozwalających osiągnąć przewagę konkurencyjną. Częściej badani wymieniali tylko wysoką jakość produktów końcowych, którą z kolei bardzo trudno osiągnąć bez posiadania nowoczesnego sprzętu – mówi Tomasz Kukulski, Prezes Zarządu Siemens Financial Services w Polsce. – Dzięki poczynionym inwestycjom w maszyny i urządzenia prawie połowa firm z branży uważa, że jest równie lub bardziej konkurencyjna od zagranicznych podmiotów – dodaje.

Jak kształtują się następujące obszary w relacji do minionego roku w firmie
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, 2020.

Deklarowanemu poziomowi automatyzacji i nakładów na inwestycje w sprzęt towarzyszyło także zwiększenie częstotliwości odnowień parku maszyn – według badania, jedna trzecia firm odnawia urządzenia częściej niż w 2019 roku.

Park maszyn w zgodzie z innowacjami

Inwestycje w sprzęt powinny być poprzedzone dokładną weryfikacją oferty rynkowej, która pozwoli wybrać najlepsze maszyny zgodne z najnowszymi osiągnięciami inżynierów. Aktualnie, w sektorze obróbki metali coraz popularniejsze są maszyny hybrydowe. Łączą one wiele funkcji np. wiertarki i frezarki czy cięcia plazmowego i wodnego. Drugą grupą są urządzenia kompaktowe, które z kolei są łatwe do rozbudowy o nowe funkcje w przyszłości. Warto wspomnieć również o rozwoju układów sterowania ze zwiększoną mocą obliczeniową. Pomagają one poszerzyć zdolność kontroli różnych podsystemów – mówi Anita Grygorowicz, Szef Zespołu Vendorskiego w Siemens Financial Services.

Obecnie w wyposażeniu parków maszynowych polskich MŚP dominują maszyny do obróbki metalu (74 proc. badanych zakładów) i maszyny do obróbki blachy (71 proc.).

Konkurencyjność może być jeszcze lepsza

Dzięki inwestycjom w sprzęt 44 proc. firm z branży obróbki metali ocenia swoje przygotowanie do konkurowania z zagranicznymi podmiotami na podobnym poziomie – co jest najlepszym wynikiem na tle ujętych w badaniu sektorów (spożywczym, poligraficznym i tworzyw sztucznych). 4 proc. przedsiębiorstw uważa, że jakość ich parku maszynowego daje im lepszą pozycję rynkową. Odsetek firm, które wskazały na mniejszą konkurencyjność wyniósł 23 proc.

Jak wynika z naszego badania, blisko co druga firma z branży obróbki metali czuje się dobrze przygotowana pod względem sprzętowym do konkurowania z zagranicznymi podmiotami. To wyraźny dowód na to, że spora część sektora ma solidne fundamenty, aby wzmacniać swoją pozycję na międzynarodowych rynkach. Jest to także jasny sygnał dla pozostałych przedsiębiorstw, które odkładają inwestycje „na później”. Jeśli nie zrobią tego w najbliższym czasie, mogą zostać w tyle, a powstała różnica może być trudna do nadrobienia w przyszłości – dodaje Tomasz Kukulski z Siemens Financial Services.

Przygotowanie do konkurowania w stosunku do firm zagranicznych
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, 2020.

Nowe maszyny przede wszystkim ze środków własnych i leasingu

Do finansowania inwestycji w maszyny i urządzenia, najwięcej przedsiębiorstw z branży obróbki metali wykorzystuje środki własne (79,3 proc.). Z kolei drugą najpopularniejszą formą jest leasing, z którego korzysta blisko 46 proc. przedsiębiorców – wynika z badania Siemens Financial Services. Jedna piąta firm finansuje maszyny z wykorzystaniem dotacji, a 16,3 proc. kredytów.

Wykorzystywane źródła finansowania parku maszyn i urządzeń 2
Wykorzystywane do sfinansowania całości parku MiU lub jego części
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, 2020.

W porównaniu do ubiegłego roku, branża obróbki metali odnotowała także największy wzrost finansowania zewnętrznego, spośród wszystkich badanych sektorów (15 proc.).

Według danych blisko co drugie przedsiębiorstwo z sektora obróbki metali finansuje zakup maszyn i urządzeń z wykorzystaniem leasingu. To najlepiej pokazuje zalety tego sposobu pozyskania kapitału dla polskich MŚP. Leasing, dzięki swojej elastyczności, indywidualnemu podejściu do przedsiębiorcy, a także szybkiemu i prostemu procesowi, będzie nadal chętnie wykorzystywany przez rodzime firmy do finansowania najważniejszych inwestycji.

Nota metodologiczna:

Badanie zostało zrealizowane przez Instytut Keralla Research w marcu 2020 r. na podstawie wywiadów z 400 przedstawicielami małych i średnich przedsiębiorstw z branży poligraficznej, metalowej, tworzyw sztucznych i food and beverage z całej Polski oraz posiadających własny park maszyn i urządzań (MiU). Wykorzystano metodę telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych (CATI).

Odlewnia Volkswagen Poznań rozpocznie produkcję kolejnych komponentów do samochodów elektrycznych

  • Odlewnia Volkswagen Poznań wygrała kolejne przetargi na produkcję komponentów do elektrycznych modeli Grupy VW
  • Nowe linie produkcyjne i zabezpieczenie istniejących miejsc pracy
  • Jeszcze bardziej ekologiczny proces produkcyjny, wykorzystanie energii elektrycznej pochodzącej ze źródeł odnawialnych
  • Dyrektor Odlewni Volkswagen Poznań, dr Thomas Kreuzinger-Janik podkreśla: „W naszym procesie planowania strategicznego uwzględniliśmy rosnący rynek e-mobilności. Poznańska odlewnia będzie w najbliższych latach produkować prawie półtora miliona komponentów rocznie dla elektrycznych modeli koncernu VW

Kierunek rozwoju Grupy Volkswagen to elektromobilność. Każda z marek koncernu już dziś oferuje przynajmniej jeden w pełni elektryczny model. Zmiany w ofercie modelowej pociągają za sobą zmiany sposobu produkcji. Odlewnia Volkswagen Poznań wpisuje się w kierunek rozwoju Grupy i już wkrótce rozpocznie seryjną produkcję obudów do silników elektrycznych stosowanych w elektrycznych modelach różnych marek Grupy budowanych na platformach PPE i MEB Performance. Zakład zostanie wyposażony w kolejne nowoczesne maszyny, a istniejące miejsca pracy zostaną zabezpieczone na przyszłość.

W wyniku postępowania przetargowego, Odlewnia Volkswagen Poznań w dwóch etapach pozyskała zlecenia na produkcję obudów silników elektrycznych do bogatej gamy napędzanych w ten sposób modeli różnych marek Grupy Volkswagen.

W pierwszym przetargu Odlewni powierzono wytwarzanie obudowy silnika elektrycznego osi przedniej, osi tylnej oraz osi tylnej platformy PPE Performance elektrycznych samochodów segmentu premium: Audi oraz Porsche. Start seryjnej produkcji tych podzespołów nastąpi w połowie roku 2022, a docelowa wielkość produkcji wyniesie 860 000 sztuk rocznie. W ramach niezbędnych inwestycji powstanie zupełnie nowa linia produkcyjna, zakupionych będzie 10 nowych maszyn obróbczych, maszyna myjąca oraz maszyna do automatycznego pakowania.

Drugi, rozstrzygnięty w październiku przetarg, pozwoli na uruchomienie w Odlewni Volkswagen Poznań produkcji obudów silnika elektrycznego dla modeli budowanych na platformie MEB Performance. Są to przede wszystkim sztandarowe elektryczne modele Volkswagena: ID.3 oraz ID.4, ale również inne modele takich marek jak Skoda, Seat, Audi, a także przyszły VW ID. Buzz. W tym przypadku seryjna produkcja komponentów rozpocznie się w I kwartale roku 2023, a szacowana, maksymalna wielkość produkcji wyniesie ponad 450 000 sztuk rocznie. Na potrzeby tej produkcji, w ramach efektu synergii, rozbudowana będzie istniejąca już linia produkcyjna MEB Base + na której wytwarzane są w tej chwili komponenty do elektrycznego ID.3. Pojawią się tu dodatkowe maszyny i urządzenia: 4 kolejne maszyny obróbcze oraz maszyna myjąca i maszyna do automatycznego pakowania.

„W naszym procesie planowania strategicznego uwzględniliśmy rosnący rynek e-mobilności. W związku z tym, nasz dział planowania technicznego już na etapie projektowania linii produkcyjnej MEB Base+  tak zaplanował urządzenia produkcyjne dla ID.3, by możliwa była ich rozbudowa. Dlatego możemy teraz wykorzystać tę linię do potrzeb produkcji obudów silników elektrycznych dla samochodów osadzonych na platformie MEB Performance” – wyjaśnia dr Thomas Kreuzinger-Janik, dyrektor Odlewni Volkswagen Poznań. „W odlewaniu ciśnieniowym stosowane są standardy z projektu MEB Base+, a istniejąca linia MEB Base+ zostanie rozszerzona o różne systemy obróbki mechanicznej. W ten sposób poznańska odlewnia będzie w najbliższych latach produkować prawie półtora miliona komponentów rocznie dla elektrycznych modeli koncernu VW”.

 

Zdobyte kontrakty pozwolą na zabezpieczenie istniejących w Odlewni miejsc pracy. Jednocześnie sama produkcja obudów do silników elektrycznych będzie bardziej ekologiczna. Obróbka mechaniczna komponentów odbywać się będzie z minimalnym wykorzystaniem chłodziwa – metodą MMS (Minimal-Mengen-Schmierung). Zamiast dużej ilości płynów chłodzących wykorzystana będzie tu mgła olejowa i powietrze. Grupa Volkswagen przykłada również ogromną wagę do tego, by produkowane przez nią pojazdy elektryczne były neutralne pod względem emisji dwutlenku węgla w całym łańcuchu dostaw. Stąd Odlewnia Volkswagen Poznań od roku 2019 – podobnie jak fabryka Volkswagen Poznań w Antoninku – w 100% zasilana jest energią elektryczną pochodzącą ze źródeł odnawialnych – z elektrowni wiatrowych i hydroelektrowni zlokalizowanych w Polsce.

 

Powierzenie Odlewni Volkswagen Poznań produkcji komponentów do samochodów elektrycznych świadczy o technicznym zaawansowaniu zakładu, wysokiej jakości wytwarzanych tu produktów oraz o najwyższej klasy umiejętnościach zawodowych tutejszej kadry pracowniczej.

Odlewnia Volkswagen Poznań jest drugą odlewnią aluminium w koncernie Volkswagen i jedną z największych odlewni w Europie. Od początku swej działalności wyprodukowała i sprzedała 84 mln. komponentów zabudowywanych w autach  Koncernu VW.  W odlewni produkowane są głowice cylindrowe do silników, obudowy przekładni kierowniczej, wsporniki przedniej osi zawieszenia, oraz obudowy sprzęgła i skrzyni biegów.  Części wytwarzane w Poznaniu są wysyłane między innymi do zakładu produkującego silniki w Polkowicach oraz do Niemiec, Czech, Węgier i Chin. Odlewnia ubiegły rok zamknęła wynikiem 4,2 mln wyprodukowanych komponentów.  We wrześniu 2019 roku odlewnia rozpoczęła seryjną produkcję obudowy przekładni dla modułowej platformy MEB samochodów z napędem elektrycznym. To pierwszy komponent z portfolio poznańskiej odlewni z przeznaczeniem do zabudowy w elektrycznym modelu VW ID.3.  Począwszy od 2019 roku odlewnia dołączyła do zakładów Volkswagen Poznań zasilanych w 100% energią elektryczną pochodzącą ze źródeł odnawialnych. Odlewnia Volkswagen Poznań jako pierwsza fabryka w Polsce, wykorzystała technologię odzysku ciepła z procesów produkcyjnych do ogrzania okolicznego szpitala i kamienic. Dzięki ciepłu z Odlewni ogrzewanych jest 2.000 pobliskich mieszkań

Odliczenie VAT w ramach overbookingu. Niedopuszczalne jest przerzucanie ciężaru ekonomicznego podatku na przedsiębiorcę

Przedsiębiorca prowadzący działalność hotelarską stosował w niej metodę tzw. overbookingu, w ramach którego nabywał usługi gastronomiczne i noclegowe, a następnie odsprzedawał je swoim gościom. Organ podatkowy stwierdził, że przedsiębiorca nie może odliczać VAT z tytułu tych nabyć, bo działalność hotelarska nie stanowi uprawnionej do tego działalności turystycznej. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu uchylił rozstrzygnięcie organu jako nieakceptowalne i stojące w rażącej sprzeczności z podstawową zasadą podatku od wartości dodanej, tj. zasadą jego neutralności (wyrok z 14 października 2020 r., sygn. akt I SA/Po 416/20).

Świadczący usługi turystyki może odliczać VAT od nabytych usług noclegowych i gastronomicznych

Do dnia 30 listopada 2008 r. w ustawie o podatku od towarów i usług obowiązywał art. 88 ust. 1 pkt 4 lit. a) stanowiący, że obniżenia kwoty lub zwrotu różnicy podatku należnego nie stosuje się do nabywanych przez podatnika usług noclegowych i gastronomicznych, z wyjątkiem przypadków, gdy zostały one nabyte przez podatników świadczących usługi turystyki, jeżeli w skład usługi turystyki opodatkowanej na zasadach innych niż określone w art. 119 wchodzą usługi noclegowe lub gastronomiczne albo jedne i drugie. Przepis ten został uchylony z dniem 1 grudnia 2008 r.

Trybunał Sprawiedliwości UE zakazuje naruszania zasady standstill

Jednak w wyroku z dnia 2 maja 2019 r. wydanym w sprawie C‑225/18 Grupa LOTOS S.A. przeciwko Ministrowi Finansów Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że przepis art. 168 lit. a) dyrektywy Rady 2006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej sprzeciwia się uregulowaniom prawa krajowego, które rozszerzałyby zakres wyłączenia prawa do odliczenia podatku od wartości dodanej.

TSUE chodziło o zakaz naruszania klauzuli standstill. Jest to klauzula pozwalająca państwu członkowskiemu na utrzymywanie obowiązujących w tym państwie przed dniem przystąpienia do Unii Europejskiej ograniczeń co do możliwości odliczania VAT przez podatników, także po wejściu tego państwa do UE. Jednakże naruszeniem tej klauzuli jest rozszerzanie zakresu tych ograniczeń już po przystąpieniu przez kraj do struktur Wspólnoty. Polska przystąpiła do Unii w 2004 r., a rozszerzenie ww. ograniczeń zostało wprowadzone z dniem 1 grudnia 2008 r.

TSUE stwierdził, że pozbawienie przedsiębiorcy prawa do odliczenia VAT naliczonego z tytułu nabycia usług noclegowych i gastronomicznych od innego podatnika, a które przedsiębiorca ten refakturuje na rzecz swoich klientów, możliwe jest tylko wówczas, gdy nie świadczy on usług turystyki.

Overbooking i zakup usług od podmiotów trzecich

Przedsiębiorca będący czynnym podatnikiem VAT, prowadzący od października 2008 r. działalność gospodarczą w zakresie zakwaterowania, jest właścicielem hotelu, w którym oprócz noclegu oferuje gościom także możliwość zakupienia śniadania, które przygotowuje we własnym zakresie. Przedsiębiorca chce się jednak rozwijać, stąd planuje poszerzyć swoją ofertę o sprzedaż obiadów i kolacji. W tym celu nabywać będzie od innych przedsiębiorców usługi gastronomiczne, które następnie odsprzeda gościom hotelowym.

Zamierza również stosować w swojej działalności tzw. overbooking. Polega on na przyjmowaniu rezerwacji usług hotelu od większej liczby klientów, niż hotel ten jest w stanie pomieścić. W tego typu działalności występują bowiem sytuacje, gdy część rezerwacji jest odwoływana, nierealizowana, stąd poprzez overbooking przedsiębiorca chce niwelować skutki takich zdarzeń. Natomiast w sytuacji pełnego, ponad miarę wykorzystania dokonanych rezerwacji będzie nabywał usługi zakwaterowania, a także gastronomiczne we własnym imieniu, ale na rzecz swoich klientów. Przedsiębiorca zwrócił się do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z zapytaniem, czy w tak opisanym stanie faktycznym będzie mógł odliczać VAT naliczony na fakturach za nabyte od innych przedsiębiorców usługi, które następnie odsprzeda.

Pojęcie „usług turystyki”

W maju 2020 r. organ podatkowy uznał, że przedsiębiorca jest w błędzie i nie będzie mógł korzystać z odliczenia w podatku od towarów i usług w zakresie faktur dokumentujących nabycia usług od innych przedsiębiorców, dokonywanego celem zrealizowania własnej usługi wobec klientów.

Organ przytoczył wyrok TSUE z 2 maja 2019 r. w sprawie Grupa Lotos przeciwko Ministrowi Finansów, wskazując, że zgodnie z tezą tego wyroku warunkiem koniecznym korzystania z odliczenia VAT jest odsprzedaż usług noclegowych i gastronomicznych wyłącznie przez podatnika świadczącego usługi turystyczne. Nie odnajdując legalnej definicji „usług turystyki” w ustawie o VAT, odwołał się do art. 307 dyrektywy Rady UE z 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej, a którego implementacją do polskiego prawa podatkowego jest art. 119 ustawy o VAT. Dyrektor stwierdził, że w rozumieniu tych przepisów za usługę turystyki można uznać usługę zorganizowanych lub indywidualnych wyjazdów wypoczynkowych połączonych z rekreacją i rozrywką. Zatem usługą turystyki może być tylko usługa składająca z się z więcej niż jednego świadczenia, a świadczący ją musi działać na rzecz klienta w imieniu własnym i na własny rachunek. Gdy więc przedsiębiorca nie nabywa usługi bezpośrednio na korzyść turysty, a usługa jest świadczeniem pojedynczym, to nie spełnia definicji usługi turystyki. Organ powołał się również na wyrok TSUE z 22 października 1998 r. w sprawach C-308/96 i C-94/97, w którym zawarto, że podmiotu prowadzącego hotel nie można automatycznie uznawać za świadczącego usługi turystyczne, jeżeli oferuje wyłącznie usługę hotelową, a nie usługę kompleksową, której jednym z elementów jest nocleg.

Usługi hotelarskie wraz z towarzyszącymi usługami gastronomicznymi to usługi turystyki

Z dokonaną przez organ wykładnią przepisów nie zgodził się jednak Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu. Rozpoznając wniesioną przez przedsiębiorcę skargę, przyznał, że w ustawie podatkowej nie zostało zdefiniowane pojęcie „usług turystyki”. Wykładni tej definicji dokonał natomiast Naczelny Sąd Administracyjny w wyrokach z: 4 września 2009 r., sygn. akt I FSK 1252/07; z 20 czerwca 2011 r., sygn. akt I FSK 897/10; z 2 lipca 2015 r., sygn. akt I FSK 763/14, stwierdzając, że usługi hotelarskie, w ramach których świadczone są tylko usługi gastronomiczne, bez usług dodatkowych, właściwych biurom podróży (jak transport, organizacja wypoczynku), są usługami turystyki, o których mowa w art. 88 ust. 1 pkt 4 lit. a) ustawy o VAT.

Sąd nie doszukał się w art. 88 ust. 1 pkt 4 lit. a) ustawy o VAT odesłania do definicji usług turystyki zawartej w art. 119. Z kolei wbrew wykładni organu, z treści tego przepisu można wnioskować, że prawo do odliczenia podatku od towarów i usług z faktur dokumentujących nabycie usług gastronomicznych przysługuje wszystkim, którzy zakupili je, świadcząc usługi turystyki, które nie były opodatkowane na podstawie art. 119, bo nie były świadczone kompleksowo w zakresie właściwym dla biur podróży.

Niedopuszczalne przerzucanie ciężaru ekonomicznego podatku na przedsiębiorcę

Dlatego też poznański sąd uznał, że podatnik VAT świadczący usługi hotelowe, stanowiące podstawowy składnik szerszej kategorii usług turystyki, o których mowa w art. 88 pkt 1 pkt 4 lit. a), może – o ile usługi te są opodatkowane na zasadach innych niż określone w art. 119 – rozliczyć podatek naliczony od nabytych usług gastronomicznych. Uchylając zaskarżoną przez przedsiębiorcę interpretację Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej, orzekł:

„Niedopuszczalna jest więc sytuacja, w której podatnik prowadzący działalność hotelarską i w związku z tym nabywający usługi gastronomiczne w celu ich odprzedaży na rzecz swoich klientów, pozbawiony byłby prawa do odliczenia podatku naliczonego przy nabyciu tych usług. W ten sposób ciężar ekonomiczny podatku poniósłby nie ostateczny konsument, jakim jest gość hotelowy, a przedsiębiorca. Jak już wskazano, najważniejszą cechą podatku od wartości dodanej jest jego neutralność (…) stanowisko organu jako sprzeczne z zasadą neutralności podatku od towarów i usług, nie może być uznane za prawidłowe i zaakceptowane” (wyrok z 14 października 2020 r., sygn. akt I SA/Po 416/20).

Odmienne, niekorzystne dla przedsiębiorców rozumienie prawa

Niekorzystne dla przedsiębiorców rozumienie przepisów prawa to dość częsta praktyka fiskusa. Zapewnienie większych wpływów do kasy Skarbu Państwa możliwe jest bowiem nie tylko poprzez zwiększanie podatnikom podstawy opodatkowania, ale też poprzez odbieranie im możliwości jej pomniejszenia. Przykład tej sprawy pokazuje jednak, że przedsiębiorcy potrafią skutecznie chronić swoje firmy przed takimi działaniami organów, zwłaszcza korzystając z dostępnego na rynku wsparcia radców prawnych, doradców podatkowych czy też całych wyspecjalizowanych w tego typu postępowaniach kancelarii prawnych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

27 postulatów Północnej Izby Gospodarczej dla ratowania gospodarki

Północna Izba Gospodarcza, jako samorząd gospodarczy i instytucja zrzeszająca największą liczbę przedsiębiorców w Polsce, z ogromnym niepokojem obserwuje negatywne skutki obecnej sytuacji w naszym regionie i w kraju oraz konsekwencje społeczno-gospodarcze, często tragiczne i nieodwracalne, jakie wywołuje kolejna fala COVID-19 i brak realnej pomocy ze strony Państwa na rzecz najbardziej potrzebujących przedsiębiorców.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie nie ustępuje w swych działaniach na rzecz przedsiębiorców, którzy obecnie przechodzą przez trudny czas związany z drugą falą pandemii. Docierają do nas sygnały od wielu przedstawicieli zrzeszonych firm o fatalnych skutkach, jakie niosą za sobą obostrzenia związane z zapobieganiem rozprzestrzeniania się wirusa. Tysiące ludzi traci miejsca pracy, firmy stoją na skraju bankructwa bez płynności finansowej i braku wizji na poprawę. Sytuacji na pewno nie poprawi kwarantanna narodowa, która jest w planach Rządu. Obawiamy się, iż lockdown oraz znikoma pomoc, jaka jest proponowana w ramach projektu ustawy o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych, zwanej potocznie Branżową Tarczą Antykryzysową, nad którą pracowało m.in. Ministerstwo Rozwoju, Technologii i Pracy, doprowadzą do zapaści gospodarczej w wielu sektorach i osobistych tragedii polskich przedsiębiorców i ich rodzin.

Tarcza 6.0 mająca z założenia być pomocą właśnie dla branż gastronomicznej, fitness, targowej, estradowej, filmowej, rozrywkowej i rekreacyjnej, fotograficznej oraz fizjoterapeutycznej czyli tych, które zostały najbardziej dotknięte obostrzeniami wprowadzonymi w celu przeciwdziałania drugiej fali pandemii,  przewiduje zwolnienie ze składek ZUS, świadczenie postojowe – ale uzależnione od dominującego kodu PKD oraz spadku obrotu, co do zasady o 40 proc. Jednym z głównych kryteriów, jakie firmy będą musiały spełnić ubiegając się o pomoc, jest posiadanie odpowiedniego głównego kodu PKD.  I jest to problematyczny zapis, ponieważ wykluczy on wielu przedsiębiorców prowadzących swą działalność w kilku obszarach, a „niewłaściwy” główny kod PKD może ich wykluczyć z otrzymania pomocy, mimo spełnienia kryterium spadku dochodu. Zwolnienia z ZUS na jeden miesiąc i jednorazowe postojowe to żadna pomoc przy stale zaostrzających się obostrzeniach, uniemożliwiających w zasadzie funkcjonowanie wielu branż gospodarki.

Proponowane rozwiązania pomocowe nie rozwiązują nabrzmiewających finansowych problemów i zaledwie w nikłym stopniu pomagają przedsiębiorcom w trakcie tego największego kryzysu gospodarczego ostatniego czasu.

Wystąpiliśmy z postulatami  w ramach „Tarczy Ochronnej dla Przedsiębiorców”, które naszym zdaniem, pomogą przetrwać wielu przedsiębiorcom i uchronić znaczną ilość miejsc pracy.  Mamy nadzieję, że zostaniemy wysłuchani i będziemy mogli wesprzeć Rząd w pracach merytorycznych nad odpowiednimi mechanizmami wsparcia przedsiębiorstw oraz zapobiegania pogłębiania się kryzysu.

List do Premiera Mateusza Morawieckiego podpisała Prezes Północnej Izby Gospodarczej Hanna Mojsiuk oraz przedstawiciele Prezydium Izby.

  1. Rezygnacja z klasyfikowania branżowego przedsiębiorstw, które otrzymają wsparcie (po kodzie PKD). Gospodarka to system naczyń połączonych. Jest wiele branż zależnych, które wsparcia nie otrzymają, a mają olbrzymie kłopoty. Przyjęcie ponownie kryterium spadku przychodów.
  2. Zastosowanie jednej obniżonej stawki podatkowej VAT dla podmiotów najbardziej dotkniętych obostrzeniami związanymi z stanem epidemii do 30.11.2025. Jedna obniżona stawka podatku VAT w wysokości 5 % na wszystkie usługi.
  3. Obniżenie stawki VAT z 23 na 22%
  4. Jedna obniżona stawka podatku PIT w wysokości 10 % od przychodu wszystkich podmiotów gospodarczych wykazujących stosowny spadek przychodu (dla przedsiębiorcy do limitu dochodu 1 mln zł).
  5. Jedna obniżona stawka podatku CIT w wysokości 5 % od przychodu wszystkich podmiotów gospodarczych wykazujących stosowny spadek przychodu (do limitu 2 mln euro).
  6. Zwolnienia w płatnościach ZUS na 6 miesięcy dla podmiotów wykazujących spadek przychodów.
  7. Dotacje na pokrycie kosztów stałych firmy np. w wysokości 70% lub 80% finansowania
  8. Pomoc w dostępie do niskooprocentowanych pożyczek obrotowych – pożyczki płynnościowe np. na rok, żeby firma mogła stanąć na nogi- jednak żeby wszystkie formy prawne miały te same możliwości- w przypadku Sp. z o.o. przy udzieleniu kredytu brany jest pod uwagę wskaźnik pokrycia kosztów i kredyt inwestycyjny na działalność.
  9. Subwencje obrotowe i na spłatę należności dla MŚP i dużych firm. Mikro – Limit roczny do 30 000 zł. Małe – Limit roczny do 50 000 zł. Średnie – Limit roczny do 100 000 zł. Duże – Limit roczny do 200 000 zł.
  10. Niewprowadzanie oskładkowania umów zlecenie.
  11. Niewprowadzanie CIT dla spółek komandytowych.
  12. Wprowadzenie na okres 36 miesięcy od dnia wprowadzenia ustawy w życie w związku z wystąpieniem COVID 19 ochrony majątku przedsiębiorców przed egzekucją komorniczą. Zarówno do egzekucji trwających jak i egzekucji wszczętych po wprowadzeniu ustawy.
  13. Utworzenie przez Ministerstwo Finansów funduszu rekompensat dla wierzycieli.
  14. Przywrócenie handlu w niedzielę (choćby czasowe na okres pandemii).
  15. Zniesienie lub odroczenie niektórych obowiązków sprawozdawczych, obciążających przedsiębiorców, wzrostem kosztów i ilości osób do obsługi np. JPK.
  16. Zmiana praktyki administracyjnej Inspekcji Ochrony Środowiska odnośnie traktowania importu drewna poużytkowego jako odpad, a nie surowiec wtórny do produkcji, co uderza w przemysł meblarski (specjalizacja naszego województwa i kraju).
  17. Wsparcie finansowe od Rządu na ratowanie miejsc pracy- z uwzględnieniem umów o pracę oraz umów zleceń (niestety firmy mówią, że z wielkim bólem ale muszą zwalniać pracowników i nie mogą czekać na pomoc Rządu).
  18. Wprowadzenie bonifikat w podatku od nieruchomości.
  19. Wsparcie dotyczące lokali, które są wynajmowane przez przedsiębiorców – upust w czynszu dla podmiotów wykazujących spadek przychodów.
  20. Skrócenie spraw administracyjnych, np. w niektórych krajach nie trzeba nawet składać kolejnych wniosków tylko firmy z automatu dostają przedłużone wsparcie.
  21. Przesunięcie o rok (do 01.01.2022 r.) terminu na wdrożenie prowadzenia ewidencji sprzedaży przy zastosowaniu kas rejestrujących z elektronicznym lub papierowym zapisem kopii (rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 10 czerwca 2020).
  22. Utworzenie specjalnego funduszu szkoleniowego na przebranżowienie się (na wzór BUR lub KFS).
  23. Wprowadzenie programu zapomóg dla tracących zatrudnienie oraz uruchomienie funduszy na nowy start.
  24. Wprowadzenie programu pobudzania rynku – staże 12-miesięczne finansowane w 100% przez UP z obowiązkiem zatrudnienia na co najmniej 6 m-cy.
  25. Złagodzenie warunku utrzymania zatrudnienia lub nie brania pod uwagę okresów lockdown-u do liczenia poziomu zatrudnienia uprawniającego do umorzenia dofinansowania PFR w wysokości 50% mikro i 25% dla małych i średnich przedsiębiorstw.
  26. Przedłużenie okresu rozliczeniowego dofinansowania PFR o 1 rok po zakończeniu stanu pandemii lub zagrożenia epidemicznego.
  27. Dostęp do postojowego dla mikroprzedsiębiorców, których samozatrudnienie jest związane z obowiązkiem posiadania stosunku pracy na ułamek etatu, np. 1/64. Przykładem są pośrednicy kredytowi, których wg. KNF jest w Polsce ok. 35.000. W związku z tym, iż warunkiem uzyskania postojowego jest m.in. fakt nieposiadania innego niż działalność gospodarcza tytułu do ubezpieczeń, konieczność utrzymywania cząstki etatu, uniemożliwia uzyskanie tego wsparcia zarówno w przypadku pierwotnej tarczy, jak i tarczy 6.0., nawet w przypadku spadku lub całkowitego braku przychodów.

Ubezpieczyciele sfinansują pracę 100 dodatkowych konsultantów call center dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego

18 firm ubezpieczeniowych sfinansuje dodatkowe call center dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego (GIS). Organizatorem przedsięwzięcia jest Polska Izba Ubezpieczeń. To kolejna inicjatywa branży ubezpieczeniowej, która wspiera osoby walczące z koronawirusem na pierwszej linii, oraz Polaków, zmagających się ze skutkami pandemii. Ubezpieczyciele sfinansują pracę 100 dodatkowych konsultantów przez najbliższe pół roku.

– Naszą społeczną rolą jest niesienie pomocy w najtrudniejszych sytuacjach życiowych. Pandemia bez wątpienia jest taką sytuacją. Dlatego pomagamy i działamy znacznie szerzej, niż wynikałoby to wyłącznie z zapisów w umowach ubezpieczenia. Pomoc jest potrzebna w wielu wymiarach. Branża ubezpieczeniowa chce dołożyć swoją część – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Środki przeznaczone przez ubezpieczycieli na dodatkowe call center dla GIS to pomoc dla osób z podejrzeniem lub chorych na COVID-19. Praca konsultantów zostanie zorganizowana w taki sposób, by byli oni dostępni dla potrzebujących przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. W przedsięwzięciu wzięło udział 18 firm ubezpieczeniowych: Allianz, Aviva, Axa, Compensa, Credit Agricole Ubezpieczenia, Ergo Hestia, Generali, Interrisk, MetLife, PKO Ubezpieczenia, Grupa PZU, Saltus, TUW TUW, Uniqa, Unum, Vienna Life, Warta i Wiener.

Od początku gotowi do działania

Do tej pory zakłady ubezpieczeń podjęły szereg inicjatyw mających na celu wsparcie Polaków w walce z pandemią. Było to m.in. dofinansowanie lub zakup potrzebnego sprzętu medycznego oraz środków ochrony osobistej czy bezpłatna pomoc prawna dla przedsiębiorców oraz telemedyczna i psychologiczna dla klientów. Zaraz po wybuchu pandemii PIU opracowała rekomendacje działań proklienckich dla zakładów ubezpieczeń. Uproszczono procedury zawierania i przedłużania umów ubezpieczenia, a także wprowadzono zdalną likwidację szkód w znacznie szerszym zakresie niż wcześniej. Przy naprawach pojazdów priorytet zyskały te należące do pracowników służby zdrowia i ratowników medycznych. Dodatkowo przyspieszone zostały wypłaty dla kontrahentów, takich jak warsztaty naprawcze, firmy transportowe czy lekarze orzecznicy.

Od początku pandemii wspieramy Polaków, których dotknęły skutki kryzysu. Robimy to zarówno w ramach wspólnych inicjatyw, jak i akcji realizowanych przez poszczególne zakłady ubezpieczeń mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Już 7 na 10 Polaków załatwia sprawy urzędowe online

71% mieszkańców załatwia sprawy urzędowe przez Internet – wynika z badania #RegionyNEXERY2020 przeprowadzonego w czerwcu br. przez agencję badawczą GfK dla firmy Nexera. To wzrost aż o 30 p.p. w stosunku do poprzedniego roku. Pandemia koronawirusa oraz wprowadzone obostrzenia przyczyniły się do rozwoju e-administracji. Jakie sprawy urzędowe najczęściej załatwiamy przez internet i co utrudnia nam zrezygnowanie z osobistych wizyt w urzędzie?

7 spraw urzędowych, które najczęściej załatwiamy online

Ponad połowa urzędników (52%), którzy wzięli udział w tegorocznym badaniu Nexery potwierdziło, że już wszystkie sprawy można zgłaszać do urzędu zdalnie. Polacy z tego przywileju korzystają najczęściej przy składaniu wniosku o dowód osobisty (32%) oraz wysyłaniu różnego rodzaju podań, pism i zaświadczeń (22%). W gronie najpopularniejszych spraw realizowanych online są również te dotyczące deklaracji i zeznań podatkowych (17%), ewidencji ludności (17%), zarządzania odpadami komunalnymi (13%). Zdalnie często odbywa się również procesowanie wniosków o zabudowę (11%) oraz zapewnienia dostępu do informacji publicznej (10%) – pokazują wyniki badania #RegionyNEXERY2020.

– Coraz więcej spraw życia codziennego przenosimy do sieci, dlatego nie dziwi fakt, że coraz chętniej rezygnujemy z bezpośrednich wycieczek do urzędów, na rzecz internetowej realizacji naszych zobowiązań. Na tak dynamiczny rozwój e-administracji ma oczywiście wpływ pandemia. Zamknięte urzędy niejako zmusiły część społeczeństwa do tego, aby zdecydować się na wirtualną drogę urzędniczą. Wiele jednak wskazuje na to, że nawet po ustaniu pandemii, część z nas nie powróci do starych nawyków. Świadczy o tym fakt, że już blisko 70% respondentów uważa, że korzystanie z e-urzędów jest proste, a 75% badanych twierdzi, że osobiste wizyty w urzędach trwają zbyt długomówi Paweł Biarda z firmy NEXERA, która buduje i zarządza siecią światłowodową w czterech Regionach Polski.

Bariery dla rozwoju e-administracji

Boom na usługi e-administracyjne dopiero nadchodzi. 80% badanych w czerwcu br. deklarowało, że sprawy urzędowe załatwialiby zdalnie, jeśli tylko mieliby taką możliwość. Co więc stoi na przeszkodzie, aby w jeszcze większym stopniu przejść na wirtualną obsługę administracyjną?

Główną barierą, na którą najczęściej wskazują urzędnicy jest niewystarczający dostęp do infrastruktury internetowej w domach mieszkańców. Według 37% badanych pracowników urzędu, słabe łącze internetowe lub jego brak uniemożliwia wielu mieszkańcom korzystanie z wirtualnej administracji. Kolejnymi, najczęściej wskazywanymi powodami są preferencje i przyzwyczajenia petentów. Zdaniem 31% ankietowanych, część mieszkańców woli osobiście odwiedzić urząd, a 22% twierdzi, że w wielu przypadkach wygrywają stare, tradycyjne przyzwyczajenia. Problemem wskazywanym przez co piątego urzędnika (21%) jest również brak elektronicznego podpisu na Profilu Zaufanym, który jest konieczny do tego, aby móc w pełni korzystać z e‑administracji. Do realizacji spraw przez internet trudniej przekonać jest także seniorów (14% wskazań) oraz osoby o niskich kompetencjach cyfrowych (11%).

Okazuje się, że dziś największą przeszkodą utrudniającą rozwój e-administracji nie jest niski poziom cyfryzacji urzędów czy brak narzędzi do zdalnego procesowania spraw administracyjnych. Pod tym względem urzędy wydają się być coraz lepiej przygotowane, a niektóre wręcz umożliwiają swoim mieszkańcom na pełną digitalizację administracji. Problemem natomiast jest to, że ze względu na nierówny dostęp do infrastruktury internetowej, nie wszyscy mieszkańcy mogą korzystać z  obsługi zdalnej. Dostęp do niezawodnej i stabilnej sieci internetowej to priorytet – nie tylko dla rozwoju e-administracji, ale również wielu innych obszarów, które przeniosły się do sieci, jak np. telemedycyna, praca zdalna, czy nauka online. Zapewnienie infrastruktury światłowodowej w gospodarstwach domowych jest również kluczowe, aby móc rozwijać kompetencje cyfrowe wśród społeczności. Te natomiast, jak widać również wpływają na chęć korzystania ze zdalnych rozwiązań. To właśnie brak internetu lub jego słabe łącze blokuje wielu rodzinom dostęp do cyfrowych usług, które w obecnych czasach nie są już wygodną alternatywą, ale koniecznością. Już co trzeci urzędnik (32%) jest zdania, że dostęp do szybkiej sieci internetowej jest w tym momencie dla miasta ważniejszy niż rozbudowa infrastruktury drogowejdodaje Paweł Biarda z firmy Nexera, pierwszego w Polsce wyłącznie hurtowego operatora telekomunikacyjnego o dużej skali, rozwijającego światłowodową sieć dostępową o wysokiej przepustowości.

Rynek nieruchomości stoi przed wieloma wyzwaniami, ale nie traci na atrakcyjności w dłuższej perspektywie

  • W opracowanym przez PwC i ULI rankingu najbardziej atrakcyjnych lokalizacji dla inwestorów działających na rynku nieruchomości w Europie, na 1. miejscu uplasował się Berlin. Na podium powrócił Londyn (2. miejsce), a na 3. miejscu znalazł się Paryż.
  • 55% inwestorów deklaruje, że w 2021 r. planuje raczej kupować niż sprzedawać nieruchomości, ale w przypadku aktywów innych niż podstawowe (non-core assets) ich obawy budzi stabilność przychodów.
  • Wśród inwestycji z potencjałem wymieniane są centra danych, obiekty logistyczne oraz zaplecze dla branży life sciences, podczas gdy tradycyjne sektory rynku raczej uważane są za problematyczne.

Według już 18. edycji raportu Emerging Trends in Real Estate® Europe rynek nieruchomości znajduje się w samym środku cyklicznego spowolnienia, a przy tym przechodzi znaczące zmiany strukturalne. Mimo to, nieruchomości wciąż postrzegane są jako jedna z niewielu klas aktywów generujących satysfakcjonujący zwrot z inwestycji w czasach niskich lub wręcz ujemnych stóp procentowych.

Zdaniem blisko tysiąca liderów branży real estate w Europie ankietowanych przez PwC i Urban Land Institute, największe turbulencje czekają właścicieli obiektów handlowych oraz biurowych, a ocena ryzyka związanego z działalnością ich najemców stała się chlebem powszednim inwestorów.

Zauważalne są także zmiany w przepływie kapitału – popularne jest przekonanie, że coraz większą rolę będą odgrywać lokalni oraz europejscy inwestorzy. O ile większość zapytanych ekspertów uważa, że kapitał azjatycki nadal będzie trafiał do Europy, podkreślają też fakt, że chociażby brak możliwości obejrzenia budynku przed sfinalizowaniem zakupu, w związku z ograniczeniami podróży biznesowych, może skutkować mniejszą liczbą transakcji.

Obawy przed kolejnymi lockdownami stanowią osobne wyzwanie. Większość transakcji przed pandemią była przedmiotem typowego procesu due diligence i zazwyczaj była realizowana w gronie sprawdzonych partnerów biznesowych. Ocena możliwości inwestycyjnych w krajach objętych obostrzeniami jest utrudniona, a w dodatku trudno mówić o nawiązywaniu relacji biznesowych wyłącznie przez wideokonferencje. To również może mieć wpływ na mniejszy wolumen transakcji w najbliższym czasie. Jednocześnie, taka sytuacja może dać przewagę graczom dysponującym lokalnymi zespołami w wielu krajach, bądź działać na korzyść większych państw, np. Niemiec, gdzie ograniczenia w podróżowaniu są mniejsze.

Na preferencje inwestorów wpływa przyśpieszona cyfryzacja. Wśród obiektów o szczególnym potencjale wymieniane są m.in. nieruchomości logistyczne, centra danych oraz te służące operatorom telekomunikacyjnym. Ze względu na bezpośredni związek z pandemią COVID-19, cenione są budynki przeznaczone dla szeroko rozumianej branży life sciences. Na celowniku inwestorów pozostaje także sektor mieszkaniowy.

“Europejski rynek nieruchomości znalazł się punkcie zwrotnym, a działające na nim firmy muszą szukać nowej drogi, stawiając czoła spadkowi koniunktury oraz niepewności, którą generuje pandemia. COVID-19 przyśpieszył trendy znane wcześniej, takie jak digitalizacja, praca zdalna czy zakupy w sieci. Jednak ze względu na sztuczność całej sytuacji, trudno jednoznacznie przewidzieć, jaki będzie jej dalszy rozwój. Poszukiwanie korzystnych stóp kapitalizacji, jeszcze ważniejszych niż przed pandemią, przyciąga inwestorów do projektów generujących stabilny przychód, np. mieszkaniowych w „bezpiecznych przystaniach” w Europie” – komentuje Lisette van Doorn, przewodnicząca ULI Europe.

Zdaniem Doroty Wysokińskiej-Kuzdry, przewodniczącej ULI Poland i członkini ULI Europe Executive Committee – „Podobnie jak w przypadku innych branż gospodarki, pandemia COVID-19 i jej skutki mają znaczący wpływ na rynek nieruchomości. Z powodu ograniczeń sanitarnych znaczące spadki odnotowały aktywa handlowe, hotelowe i akademiki, natomiast wymuszona lockdownem praca zdalna początkowo wprowadziła obawy także wobec przyszłości nieruchomości biurowych. Warto jednak pokreślić, że bardzo dobrze radzi sobie sektor logistyczny zawdzięczający popularność e-commerce, jak również napędzane przez cyfryzację data center. Na świecie, jak również w Polsce, coraz większą uwagę przyciąga branża tzw. „life science” uwzględniająca np. farmację czy laboratoria biotechnologiczne. Pomimo krótkoterminowej niepewności, inwestorzy zgodnie twierdzą, że obecna sytuacja przyspieszy znane wcześniej trendy związane z rozwojem technologii, aspektami ekologicznymi i wpływem budynków na ludzi. Tym bardziej cieszy, że wykazując odporność na trudne czasy, Warszawa utrzymała 14. pozycję jako najatrakcyjniejsze spoza Europy Zachodniej miasto do lokowania kapitału.”

Z kolei Gareth Lewis, Real Estate Director w brytyjskim oddziale PwC, uważa, że: „Wzrost znaczenia e-commerce i pracy zdalnej sprawia, że wielu inwestorów musi na nowo ocenić profil ryzyka związanego z lokowaniem kapitału w określone rodzaje nieruchomości. Jedno jest pewne – nawet w czasach niepewności inwestorzy nadal cenią główne miasta w Europie, co daje podstawy do umiarkowanego optymizmu. Ewentualne decyzje banków centralnych o dalszym obniżaniu stóp procentowych mogą mieć skutek w postaci uwolnienia kapitału i niewielkiego wzrostu aktywności inwestycyjnej.

Inwestując w społeczeństwo

W związku z pandemią, coraz więcej firm interesuje się strategią Environmental, Social and Governance. O ile aspekt środowiskowy już wcześniej znajdował odzwierciedlenie w ich działalności, o tyle na znaczeniu wyraźnie zyskują aspekty społeczne.

Według Garetha Lewisa: “W 2020 roku przedstawiciele rynku nieruchomości zaczęli poważniej podchodzić do roli, jaką pełnią w społeczeństwie – od kwestii związanych z różnorodnością i inkluzją w miejscu pracy, po większy nacisk na zagadnienia związane z ESG. Chociaż droga do tego jest długa, pandemia może zwiększyć popularność tworzenia zmian społecznych i środowiskowych poprzez inwestowanie w odpowiednie nieruchomości.”

TOP 10 – najbardziej perspektywiczne miasta w Europie

Ranking miast w tegorocznym raporcie odzwierciedla ostrożność oraz szanse napędzające rynek. Przewodzą w nim lokalizacje gwarantujące płynność i stabilność. Na czele znalazł się Berlin, który, podobnie jak całe Niemcy, przekonuje do siebie inwestorów relatywnie skutecznym stawianiem czoła pandemii.

Miejsce w rankingu Miasto
1 Berlin
2 Londyn
3 Paryż
4 Frankfurt
5 Amsterdam
6 Hamburg
7 Monachium
8 Madryt
9 Mediolan
10 Wiedeń

W badaniu przeprowadzonym pomiędzy lipcem a wrześniem 2020 r., czołowi przedstawiciele branży nieruchomości byli ostrożni w ogólnej ocenie sytuacji rynkowej – 28% z nich zdeklarowało spadek zaufania biznesowego (w porównaniu z 13% rok wcześniej). Aż 44% ankietowanych przewiduje spadek rentowności biznesu, w porównaniu z 15% rok wcześniej. 88% deklaruje „zaniepokojenie” lub „duże zaniepokojenie” sytuacją związaną z pandemią, a 79% obawia się międzynarodowej niestabilności politycznej.

Rynki kapitałowe – podzielony świat

Eksperci spodziewają się, że 2021 będzie rokiem krajowych inwestorów, do czego przyczynią się ograniczenia w podróżowaniu z Azji i Ameryki Północnej. Większość respondentów (53%) oczekuje zwiększenia azjatyckich inwestycji w Europie, jednak odsetek ten jest dużo mniejszy niż rok wcześniej. Około jedna trzecia respondentów uważa, że aktywność europejskich inwestorów wzrośnie w nadchodzącym roku, a nieco ponad połowa, że pozostanie na takim samym poziomie. 51% ankietowanych spodziewa się, że w 2021 roku zostanie ograniczona aktywność inwestorów z Ameryki Północnej w Europie.

TOP 10 – najbardziej perspektywiczne sektory

Trzy z czterech rodzajów nieruchomości zajmujących czołowe miejsca w zestawieniu, są związane z przyśpieszoną cyfryzacją. Deweloperzy i inwestorzy zwracają się również ku branży life sciences, która do tej pory uznawana była za wymagającą szczególnej specjalizacji. Trzy z dziesięciu perspektywicznych sektorów dotyczą nieruchomości mieszkaniowych.

Ze względu na rosnącą popularność pracy zdalnej, a przy tym niepewność co do tego, jak trend ten będzie ewoluował w najbliższym czasie, w zestawieniu zabrakło tym razem sektora biurowego, również w formie co-workingów czy biur serwisowanych.

Miejsce w rankingu Sektor Ranking inwestycyjny Ranking deweloperski
1 Centra danych 1 1
2 Obiekty logistyczne 2 2
3 Life sciences 3 3
4 Nowa energia/infrastruktura 5 4
5 Nieruchomości przemysłowe/magazyny 6 5
6 Opieka zdrowotna 7 7
7 Mieszkania na wynajem 9 8
8 Tanie mieszkania 8 6
9 Infrastruktura telekomunikacyjna 4 13
10 Budownictwo społeczne 11 9

Dofinansowanie w trakcie restrukturyzacji. Jak firmy mogą je zdobyć?

Setki polskich przedsiębiorstw mierzą się obecnie z największymi problemami płynnościowymi w swojej dotychczasowej działalności. Pandemia wymusiła na nich pilne poszukiwanie zewnętrznych rozwiązań naprawczych, które pozwolą nie tylko przetrwać kryzys, ale także umożliwią szybkie przywrócenie stabilności. Jednym z nich jest restrukturyzacja i kluczowe dla jej powodzenia finansowanie pomostowe.

O skali problemów z niewypłacalnością polskich przedsiębiorstw świadczą m.in. najnowsze dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK, z których wynika, że tylko w sektorze gastronomicznym kwota zadłużenia firm powiększyła się w okresie od marca 2019 do września br. o blisko 128 mln zł i wciąż systematycznie rośnie. O trudnościach ze spłatą zobowiązań coraz częściej informują jednak także inni przedsiębiorcy. Część firm z branży eventowej i targowej, w tym również ich podwykonawcy znajduje się dziś w bardzo trudnym położeniu, a do grona podmiotów poszkodowanych przez pandemię dołączają regularnie kolejne – salony fitness, biura podróży czy też spółki specjalizujące się w transporcie pasażerów. Wszystkie stają dziś w obliczu kryzysu i są zmuszone do poszukiwania rozwiązań umożliwiających uzyskanie porozumienia z wierzycielami oraz wypracowania często nowej organizacji działań.

– W przypadku zagrożenia niewypłacalnością kołem ratunkowym dla firm jest Prawo Restrukturyzacyjne. Zawarte w nim przepisy i narzędzia chronią firmę m.in. przed agresywną windykacją, zawieszają egzekucje oraz zabezpieczają kluczowe umowy. Strategicznym elementem postępowania restrukturyzacyjnego jest pozyskanie finansowania pomostowego, które wspiera firmę zarówno w zakresie realizacji planu restrukturyzacyjnego, jak również w zależności od stopnia kryzysu, pomaga w realizacji bieżącej działalności.  Instrumentami dofinansowania mogą być m.in. pożyczki, w tym także te ze środków publicznych, kredyty bankowe, kredyty kupieckie, faktoring lub emisja dłużnych papierów wartościowych. Jednakże z uwagi na sytuację finansową danego przedsiębiorstwa nie ze wszystkich narzędzi firma będzie mogła skorzystać w podobnym zakresie. Już na starcie kluczowe staje się zatem kompleksowe podejście do oceny wachlarza możliwych rozwiązań naprawy i zaplanowania architektury restrukturyzacji, czyli bardzo dobrego przygotowania przedsiębiorstwa do aplikowania o środki pieniężne  – podkreśla Małgorzata Anisimowicz, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny i prezes zarządu PMR Restrukturyzacje.

Dodatkowe środki dzięki wsparciu doradcy

W zakresie szeregu prowadzonych usług postępowania restrukturyzacyjnego, wsparcie w pozyskaniu finansowania jest jednym z podstawowych punktów współpracy z doradcą restrukturyzacyjnym. Zazwyczaj też to właśnie doradca przygotowuje wnioski pozwalające aplikować o środki finansowe i związaną z nimi dokumentację. – Wybór doradcy restrukturyzacyjnego, to nie tylko wybór jednej osoby, ale i współpracującego z nim interdyscyplinarnego zespołu doświadczonych w zarządzaniu kryzysowym i współpracy z inwestorami specjalistów, m.in. z zakresu finansów, podatków i prawa. W takiej sytuacji efektywność uzyskania pomocy finansowej jest niewspółmierna do poszukiwania kapitałów obcych na własną rękę. Tym bardziej, że działania te muszą być często prowadzone w sposób szybki, a także w pełni przemyślany. Bez doświadczenia i know-how, bardzo łatwo popełnić błąd – wskazuje Małgorzata Anisimowicz.

Pomoc publiczna

Wśród źródeł finansowania pomostowego w ramach postępowania restrukturyzacyjnego znajduje się. pomoc publiczna pod postacią Polityki Nowej Szansy, wprowadzona ustawą z dnia 16 lipca 2020 r. o udzielaniu pomocy publicznej w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorców. Przewiduje ona trzy rodzaje wsparcia: na ratowanie firmy, tymczasowe wsparcie restrukturyzacyjne oraz restrukturyzację. Pomoc udzielana jest przez Agencję Rozwoju Przemysłu S.A. Na rok 2020 na ten cel zaplanowano minimum 720 mln zł.

Fundusze inwestycyjne

Środki finansowe na restrukturyzację firmy mogą pozyskiwać także od wyspecjalizowanych funduszy private equity. Wybór tego wariantu zależy nie tylko od indywidualnej sytuacji finansowej przedsiębiorstwa, ale przede wszystkim od branży, w której działa oraz od potencjału firmy. Tutaj również bardzo przydatne okazują się wcześniejsze doświadczenia doradców restrukturyzacyjnych we współpracy z poszczególnymi funduszami i znajomość specyfiki ich inwestycji.

Kredyt bankowy nie dla każdego

Jedną z najtrudniejszych form pozyskiwania finansowania w czasie restrukturyzacji są kredyty bankowe.

Jeżeli jednak uda się uzyskać finansowe zaangażowanie banku w proces restrukturyzacji, wiąże się ono z rozwojowym charakterem restrukturyzacji i dotyczy odejścia od mało rentownych obszarów działalności na rzecz poprawiających rentowność i przychody spółki – wskazuje Małgorzata Anisimowicz, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny PMR Restrukturyzacje.

Częstą formą finansowania jest także kredyt kupiecki od dostawców, polegający na odroczonym terminie płatności. Stanowi on najczęstszą formę bieżącego finansowania przedsiębiorstw, jednakże pozostaje zależny od potrzeb obu stron i w przypadku przedsiębiorstwa w restrukturyzacji wymaga zbudowania niezbędnego zaufania. Znaczenia nabiera również faktoring.

– Warto zauważyć, że źródłem finansowania w pewnej części mogą być również sami wierzyciele, oferując możliwość refinansowania restrukturyzowanych zobowiązań, uzyskujących w ten sposób możliwość przyznania korzystniejszych warunków restrukturyzacji zobowiązań dłużnika. Bez względu na wybór formuły, kluczowym czynnikiem wpływającym na skuteczność procesu naprawczego jest odpowiednio wczesna decyzja. Reakcja w porę umożliwia skorzystanie w szerokiego wachlarza opcji restrukturyzacyjnych, w tym szczególnie, przeprowadzanego niemalże w całości poza sądem, szybkiego uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego, w którym przedsiębiorca sam decyduje z jakim doradcą restrukturyzacyjnym będzie wspólnie pracował nad ratowaniem firmy i jej dofinansowaniu pomostowym – podsumowuje Małgorzata Anisimowicz, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny.

Savills: sektor publiczny na ratunek rynku biurowego

Coraz więcej spółek z udziałem Skarbu Państwa korzysta z nowoczesnej powierzchni biurowej, podała firma doradcza Savills. Po trzech kwartałach 2020 roku na rynku nieruchomości w Warszawie sektor publiczny oraz spółki, których współwłaścicielem jest państwo mają ponad dwukrotnie wyższy udział w popycie na nowoczesną powierzchnię biurową, niż rok wcześniej. Co więcej, według szacunków Savills, w trakcie negocjacji znajduje się ponad drugie tyle powierzchni, którą podmioty z tego sektora wynajęły do tej pory w 2020 r.

Trzeci kwartał na rynku nieruchomości biurowych w Warszawie był pierwszym, w którym tak wyraźnie odczuwalne były skutki spowolnienia gospodarczego wywołanego pandemią Covid-19. Jak zauważa firma doradcza Savills, coraz istotniejszym trendem jest rosnąca rola, jaką na rynku najmu nowoczesnych powierzchni biurowych zaczyna pełnić sektor publiczny oraz spółki, których współwłaścicielem jest Skarb Państwa.

„Siedziby administracji publicznej i spółek państwowych kojarzone były do tej pory głównie ze starszymi budynkami. Wraz z rozwojem rynku biurowego coraz więcej przedstawicieli sektora publicznego decyduje się na przeprowadzkę do nowoczesnych biurowców. Wbrew pozorom powodem takiej decyzji często są oszczędności, które nowoczesne powierzchnie biurowe mogą wygenerować m.in. dzięki niższym opłatom eksploatacyjnym czy też możliwości wynajęcia mniejszego metrażu, który pozwala jednak na efektywniejszą aranżację” – mówi Wioleta Wojtczak, dyrektorka działu badań i analiz, Savills.

Jak podaje firma Savills, na koniec września 2020 r. rynek nieruchomości biurowych w Warszawie dysponował zasobami wynoszącymi 5,82 mln m kw. Podaż w trzecim kwartale roku wzrosła dzięki oddaniu do użytku 131 500 m kw. nowej powierzchni, na którą złożyło m.in. otwarcie The Warsaw HUB i Biura przy Warzelni w ramach kompleksu Browary Warszawskie.

Jednocześnie popyt na powierzchnię biurową spadł do poziomu najniższego od 10 lat. W okresie od początku lipca do końca września w Warszawie wynajęto zaledwie 113 200 m kw., z czego blisko połowę stanowiły renegocjacje. W konsekwencji, zgodnie z wcześniejszymi prognozami Savills, wskaźnik pustostanów zaczął wzrastać. Aktualnie plasuje się on na poziomie 9,6%, i to bez uwzględnienia ponad 100 000 m kw., które dostępne są dodatkowo w formie podnajmu.

Oprócz wyraźnego spowolnienia na rynku najmu, dostrzegalne są również zmiany w strukturze popytu. Coraz większy udział w nim ma sektor publiczny i spółki z udziałem Skarbu Państwa. Warszawa, podobnie jak większość światowych stolic, uznawana jest za krajową centralę administracyjną. Jednak spośród ok. 400 polskich spółek z udziałem Skarbu Państwa zaledwie co piąta ma swoją siedzibę w Warszawie.

Zgodnie z danymi Savills, w poprzednich dwóch latach udział sektora publicznego i spółek z udziałem Skarbu Państwa w popycie brutto utrzymywał się w stolicy na względnie stałym poziomie i wynosił 8,5% w 2018 r. i 10,6% w 2019 r. W 2020 r., w okresie od początku stycznia do końca września, podmioty te odpowiadały już za blisko jedną czwartą całkowitej ilości wynajętej powierzchni biurowej.

Jak obliczyli eksperci Savills, ok. 105 000 m kw. wynajęte przez tę grupę najemców po trzech kwartałach 2020 r. to wynik nieznacznie większy, od tego, który sektor ten odnotował w całym 2019 r. (93 000 m kw.), ale wobec aktualnego spadku całkowitej ilości wynajętej powierzchni biurowej, oznacza to ponad dwukrotny wzrost udziału w popycie brutto.

Do tej pory w 2020 r. największą umowę najmu wśród przedstawicieli sektora publicznego i spółek z udziałem Skarbu Państwa podpisało PZU. Pod koniec czerwca firma poinformowała o wynajęciu 47 000 m kw. powierzchni w budynku wieżowym kompleksu Generation Park zlokalizowanym przy rondzie Daszyńskiego. Była to jednocześnie największa umowa najmu w historii polskiego rynku nieruchomości biurowych. Na drugim miejscu wśród transakcji zrealizowanych w 2020 r. znajduje się Poczta Polska. Przedłużyła ona umowę najmu 19 800 m kw. powierzchni w budynku Domaniewska Office Hub na Służewcu.

Według szacunków Savills na różnym etapie negocjacji znajdują się obecnie umowy najmu kolejnych ok. 125 000 m kw. powierzchni w zlokalizowanych w Warszawie nowoczesnych budynkach biurowych, które zająć mogą przedstawiciele sektora publicznego oraz spółki z udziałem Skarbu Państwa.

„Rynek biurowy w wyniku Covid-19 znajduje się obecnie w pewnym zawieszeniu. Część najemców stara się odwlekać decyzje dotyczące lokalizacji przyszłej siedziby, chcąc lepiej oszacować swój poziom zatrudnienia oraz skalę wykorzystywania modelu pracy z domu. Istnieją jednak podmioty, gdzie praca zdalna nie jest najbardziej optymalnym rozwiązaniem, chociażby ze względów bezpieczeństwa. Należy do nich m.in. wiele spółek z udziałem Skarbu Państwa, które dodatkowo muszą często planować kwestie związane z lokalizacją swojego biura z dużym wyprzedzeniem. To, że najemcy ci uwzględniają w swoich strategiach długoterminowych powrót do tradycyjnej pracy z biura można odczytywać jako optymistyczny sygnał dla całego rynku biurowego” – podsumowuje Wioleta Wojtczak z Savills.

Tabela 1. Struktura popytu na nowoczesną powierzchnię biurową w Warszawie z uwzględnieniem sektora publicznego i spółek z udziałem Skarbu Państwa.

  Ilość nowoczesnej powierzchni biurowej wynajęta przez sektor publiczny i spółki z udziałem Skarbu Państwa (m kw.) Łączny popyt brutto na powierzchnię biurową (m kw.) Udział sektora publicznego i spółek z udziałem Skarbu Państwa w popycie brutto (%)
2018 73 100 858 700 8,5%
2019 93 000 878 800 10,6%
1-3 kw. 2020 105 800 447 400 23,6%

Źródło: Savills

Tabela 2. Największe transakcje najmu powierzchni biurowej zrealizowane w Warszawie w 2020 r. przez sektor publiczny i spółki z udziałem Skarbu Państwa (stan na koniec września 2020 r.).

  Najemca Budynek Powierzchnia biurowa (w m kw.)
1. PZU Generation Park Y 47 000
2. Poczta Polska Domaniewska Office Hub 19 800
3. nieujawniona spółka
z udziałami Skarbu Państwa
Konstruktorska Business Center 17 500
4. Uniwersytet Warszawski Prosta 69 3600
5. Polski Holding Nieruchomości S.A. Kaskada 2975

Źródło: Savills

Ponad 70 proc. Polaków boi się o swoją sytuację finansową w związku z pandemią

Polacy bardziej obawiają się skutków finansowych pandemii niż samego koronawirusa. Z badania przeprowadzanego dla platformy Kapitalni.org przez dom badawczy Maison&Partners wynika, że 57 proc. z nas obawia się COVID-19, ale jednocześnie aż 71 proc. wyraża przynajmniej jedną obawę dotyczącą swojej sytuacji finansowej. Najczęściej jest to kwestia wzrostu inflacji i zmniejszenia własnej poduszki finansowej. Ponad jedna trzecia badanych skorzystała z mechanizmów wsparcia finansowego stworzonego w związku z pandemią.

W ramach testu wiedzy finansowej Polaków, platforma Kapitalni.org po raz czwarty sprawdziła ocenę sytuacji ekonomicznej wśród badanych. Tym razem pod kątem wpływu pandemii COVID-19. Zainteresowanie Polaków finansami, nie tylko własnymi, ale też w gospodarce wzrosło, podobnie jak sam poziom wiedzy finansowej.

– Polacy uważnie śledzą sytuację związaną z rozwojem pandemii. Co oczywiste, większość obawia się koronawirusa, jednak większe obawy budzą negatywne skutki ekonomiczne, jakie wywołuje ta sytuacja. Dodatkowo, 43 proc. badanych deklaruje, że doświadczyło już negatywnego skutku epidemii w kontekście swoich finansów. Duży wzrost zachorowań i rosnąca niepewność gospodarcza mogą oczywiście w niedalekiej przyszłości tę grupę powiększyć – mówi Agnieszka Szczepanik, która odpowiada za rozwój platformy edukacyjnej Kapitalni.org.

Polacy najbardziej obawiają się wzrostu inflacji (41 proc. wskazań) oraz zmniejszenia swoich oszczędności (29 proc. odpowiedzi). Co piąta osoba boi się także utraty pracy, co oczywiście także negatywnie wpłynie na jej sytuację finansową. Dodatkowo 6 proc. badanych ma obawy związane z brakiem możliwości otrzymania kredytu.Jak Covid wpłynął na nasze finanse

Wyjaśnieniem obaw mogą być deklaracje dotyczące już zdiagnozowanych problemów finansowych wynikających z koronawirusa. Na pierwszym miejscu w tym względzie znalazła się deklaracja, że badani wydają obecnie więcej (14 proc. odp.), zostało im zmniejszone wynagrodzenie (13 proc.) oraz musieli naruszyć swoje oszczędności (12 proc.). Ponadto 7 proc. respondentów przyznało, że w związku z pandemią straciła pracę.

Mimo negatywnych skutków finansowych, jakie przyniosła pandemia nadal więcej osób ocenia swoją osobistą sytuację finansową dobrze (38 proc. pozytywnych odpowiedzi) niż źle (21 proc.). Co ważne te deklaracje nie odbiegają w zasadzie od wyniku ubiegłorocznego pomiaru.

Pomoc finansowa państwa znana, ale mało wykorzystywana

Od początku pandemii wprowadzono wiele mechanizmów wsparcia, które miały łagodzić negatywne skutki zamykania gospodarki. Wiedza na ten temat jest jak się okazuje dość duża, jednak nie powszechna. Najwięcej osób słyszało o możliwości skorzystania z tzw. bonu turystycznego – aż 62 proc. Prawie połowa Polaków wie także, że osoby prowadzące działalności gospodarczą mogły przez 3 miesiące korzystać ze zwolnienia opłacania składek na ubezpieczenia społeczne. Trzecim najbardziej znanym rozwiązaniem było świadczenie postojowe dla osób które mają własną firmę (42 proc. osób znało to rozwiązanie). Ponad jedna trzecia osób wiedziała także o wprowadzeniu dodatkowego zasiłku opiekuńczego.

– Zastanawia nas fakt, że tylko 27 proc. Polaków słyszało o możliwości skorzystania z tzw. wakacji kredytowych, czyli odroczeniu na trzy miesiące spłacania rat. Na pewno wynika to po prostu z faktu, że nie każdy spłaca kredyt lub pożyczkę, ale wpływ może mieć też to, że ustawowe rozwiązanie, o którym więcej mówiło się w przestrzeni publicznej, zostało wprowadzone relatywnie późno. Wcześniej to instytucje finansowe same wprowadzały tego typu udogodnienie, jednak komunikowały to głównie swoim klientom – mówi Agnieszka Szczepanik.

Znajomość mechanizmów wsparcia finansowego wprowadzonego w związku z pandemią nie oznacza oczywiście, że były one powszechnie wykorzystywane. Najwięcej, bo 11 proc. Polaków deklaruje, że skorzystało z bonu turystycznego. Po 5 proc. korzystało ze zwolnienia z opłacania składek na ubezpieczenia społeczne oraz wakacji kredytowych.  Jednocześnie aż 58 proc. badanych stwierdziło, że jak dotąd nie skorzystało bezpośrednio z żadnej formy wsparcia finansowego wprowadzonego w związku z pandemią koronawirusa.Jak Covid wpłynął na nasze finanse 2

Wiedza finansowa rośnie wraz z obawami

Eksperci platformy Kapitalni.org sprawdzili także, jak obawy o sytuację ekonomiczną przekładają się na poziom wiedzy o finansach. Okazuje się, że Ci którzy najbardziej boją się negatywnych skutków pandemii najlepiej wypadają w teście wiedzy finansowej (średnia punktów to 14,78 wobec 12,28 wśród osób, które stwierdziły, że zdecydowanie nie boją się koronawirusa).

Podobną korelację widać w odniesieniu do wyników testu jakie osiągały osoby, które odczuły negatywne konsekwencje finansowe pandemii. Ich średnia w teście to 14,78 wobec 13,65 wśród tych, którzy przez koronawirusa nie ucierpieli finansowo.

– Obawy zmobilizowały Polaków do poszukiwania informacji oraz zwiększania swojej wiedzy o świecie finansów i ekonomii. Nie jest to optymistyczny wniosek, ale jeśli mielibyśmy szukać dobrych informacji w kontekście pandemii, to z pewnością to, że dzięki niej zaczęliśmy się bardziej edukować w zakresie finansów można uznać za dobrą informację – podsumowuje Agnieszka Szczepanik.

Komentarz Tomasza Jaroszka, eksperta Kapitalni.org

Historia pokazuje, że interesujemy się naszymi finansami dużo bardziej, gdy pojawiają się tam potencjalne zagrożenia. Takim zagrożeniem jest bez wątpienia pandemia, której efekty zobaczyliśmy w postaci niespotykanej w historii sytuacji, czyli zamrożenia gospodarki na kilka miesięcy. Aktualna sytuacja i konsekwencje gospodarcze wynikające z pandemii będą zapewne nadal przekładać na większe zainteresowanie edukacją finansową, ze szczególnym naciskiem na elementy bliskie domowemu budżetowi takie jak oszczędzanie, ochrona kapitału czy poszukiwanie pomocy finansowej.

Już teraz jedna trzecia badanych Polaków twierdzi, że ich sytuacja materialna pogorszyła się. Badanie pokazało, że 43% osób odczuło przynajmniej jeden negatywny skutek epidemii koronawirusa w kontekście swoich finansów, aż 71% osób ma przynajmniej jedną obawę związaną z kryzysem finansowym wywołanym pandemią. Co ciekawe, wśród respondentów aktualnie największym zmartwieniem jest wysoka inflacja. Możliwe, że dużą rolę odegrała tu trzykrotna obniżka stóp procentowych, przekładająca się na rekordowo niskie oprocentowanie lokat. Wystarczy podstawowa wiedza finansowa by stwierdzić, że oszczędności odłożone w banku tracą na wartości w zestawieniu z inflacją.

W sytuacjach zagrożenia, edukacja finansowa może faktycznie przełożyć się na polepszenie sytuacji materialnej. Doskonałym tego przykładem była wiosną umiejętność korzystania z działań pomocowych czy też odpowiednie zarządzanie domowymi finansami. Warto zwrócić uwagę, że 28% osób odczuło przynajmniej jeden pozytywny skutek epidemii koronawirusa w kontekście finansów, w tym głównie zmniejszenie wydatków i rozpoczęcie oszczędzania. Być może przełoży się to na budowanie dobrych nawyków finansowych w przyszłości.

Spośród działań podejmowanych w walce ze skutkami pandemii, najwięcej, bo aż 62% badanych znało bon turystyczny. To jedyne działanie, które znała ponad połowa ankietowanych, żadne inne elementy nie przebiły się aż tak w świadomości badanych. Wydaje się, że ma to związek z silną promocją tego świadczenia w mediach i dyskusjach społecznych, również w czasie tegorocznej kampanii wyborczej. Dopiero w dalszej kolejności były zwolnienia ze składek ZUS, świadczenia postojowe i zasiłki. Warto jednak odnotować, że znajomość możliwości umorzeń zaległości podatkowych, czy zmian w rozliczeniu strat z 2020 roku, była wręcz marginalna, a aż 17% badanych nie słyszało o żadnej formie pomocy w przeciwdziałaniu skutkom pandemii. To bardzo wysoki wskaźnik, gdy weźmiemy pod uwagę jak ogromna i zarazem kosztowna była skala działań pomocowych.

Biorąc pod uwagę rozmiar wyzwania z jakim się wszyscy mierzymy, bardzo ciekawe mogą być wnioski w kolejnych badaniach. Finansowe wyzwania wywołane przez pandemię mogą z nami zostać jeszcze co najmniej kilka kwartałów, a takie kryzysowe sytuacje przekładają się niekiedy na długoterminowe zmiany trendów i budowanie różnych postaw finansowych, które zostają z nami na długie lata.

Trump czy Biden – czy to pytanie ma znaczenie dla rynku nowych technologii?

Rynki inwestujące w nowe technologie potrzebują przede wszystkim stabilności, przewidywalności i współpracy – to te cechy tworzą podwaliny szybkiej ścieżki wzrostu.

Wybory w USA po okresie wysokiego napięcia i kilku mniej lub bardziej zaskakujących zwrotów akcji zakończyły się zwycięstwem Joe Bidena, który jest już Prezydentem Elektem. Podobnie jak dla samej polityki międzynarodowej, również dla rynków nowych technologii jest to dobra informacja. Cechą charakterystyczną tego obszaru gospodarki jest globalizacja, stąd też przywrócenie współpracy transatlantyckiej do stanu „przedtrumpowego” oraz zakończenie wojny handlowej z Chinami będzie budowało wzrost w perspektywie średnio- i długoterminowej. Nie mniejsze znaczenie ma przewidywalność zachowań ciągle największej gospodarki świata, ponieważ inwestorzy mają większy apetyt na inwestycje niż na akumulowanie gotówki. Sama stabilność raz podjętych zobowiązań jest kluczowa dla tego obszaru wysokich technologii, gdzie mamy do czynienia z koniecznością długofalowych badań czy wdrażania technologii. Świetnym przykładem jest deklaracja Joe Bidena o powrocie do „Porozumienia Paryskiego”, od którego odszedł Donald Trump. Walka o zachowanie neutralności klimatycznej nie tylko pomaga zachować nam nasze środowisko w co najmniej nie pogorszonym stanie dla przyszłych pokoleń, ale jest również jednym z ważniejszych czynników rozwoju technologicznego. Wniosek nasuwa się sam, nowy Prezydent Elekt – Joe Biden z punktu widzenia stabilności, przewidywalności i współpracy jest daleko lepszy od byłego już prezydenta Donalda Trumpa. W krótkiej perspektywie tj. czasie do zaprzysiężenia Joe Bidena martwić może nastawienie Donalda Trumpa oraz jego zwolenników w kontekście niepokojów społecznych czy prób podważania demokratycznego wyboru obywateli USA. Również sam rozwój pandemii jest czynnikiem destabilizującym rynek, ale to osobny temat. Reasumując, po zaprzysiężeniu Joe Bidena może być tylko lepiej. – Marek Kamiński, partner w kancelarii Chałas i Wspólnicy

Jakie konsekwencje dla polityki amerykańsko-polskiej może mieć wygrana Joe Bidena

Zmiana warty na fotelu prezydenckim USA może mieć konsekwencje dla polityki amerykańsko-polskiej. Nowa administracja demokratów, pod wodzą Joe Bidena, najpewniej nie zmieni za bardzo podejścia do polityki gospodarczej, energetycznej i bezpieczeństwa w naszym regionie. Najpewniej kwestie NATOwskie nie zostaną zmienione – chociaż już plany budowy elektrowni atomowej i eksportu węglowodorów mogą stać się przedmiotem dyskusji. To, co może się zmienić w dialogu USA-Polska, to kwestie polityki społecznej. 

– W głównej agendzie amerykańskiego rządu najpewniej znajdą się prawa mniejszości. Widać to po dosyć lewicowej administracji demokratów. To będzie nowy element polityki Białego Domu, którego do tej pory nie było w tak dużej skali – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Możemy się tego spodziewać także dlatego, że kwestie światopoglądowe w Polsce od dawna podnoszone są przez amerykańskie korporacje. One wprowadzają do naszego kraju nie tylko technologię, ale także czasami zmiany ideologiczne czy światopoglądowe. Wielokrotnie brały czynny udział w paradach równości i innych akcjach społecznych – między innymi w obecnych, burzliwych niepokojach na ulicach, sprzeciwiających się zaostrzaniu prawa aborcyjnego. Myślę więc, że te elementy światopoglądowe będą grały rolę w podejściu nowej administracji Joe Bidena do Polski – przewiduje Roszkowski.

Risk-on

Typowy tryb risk-on został załączony w poniedziałek wraz z optymizmem wokół scenariusza wygranej Bidena przy utrzymaniu podzielonego Kongresu. Rynek akcji zostawia w tyle bagaż niepewności, a z rynku walutowego usuwane są pozycje zabezpieczające, co głównie oznacza osłabienie USD. Sporo kapitału musi wrócić do pracy.

Liczne serwisy informacyjne w USA (m.in. AP, CNN, Fox News, NBC) zgodnie ogłosiły wygraną Joego Bidena z 290 głosami elektorskimi przy 270 wymaganych. Tradycyjnie jest to moment zakończenia wyścigu, mimo że jeszcze wyniki w trzech stanach są nierozstrzygnięte, ale różnica jest nie do nadrobienia. Im wyższy wynik na korzyść Bidena, tym mniejsze ryzyko kontestowania wyniku przez Trumpa, ale inwestorzy już nie wierzą, że protesty cokolwiek zmienią. Jednocześnie Kongres prawdopodobnie pozostanie podzielony, choć dwa ostatnie miejsca w Senacie z Georgii będzie trzeba rozstrzygnąć w drugiej turze wyborów w styczniu. Z obecnego położenia jednak taki układ władzy jest przyjazny dla rynków i biznesu, gdyż oznacza malejące szanse na podwyżki podatków i zaostrzenie regulacji. Spór nad pakietem fiskalnym będzie podtrzymany, zatem gospodarkę w obliczu drugiej fali pandemii będzie musiał mocniej wspierać Fed. Mocniejsza stymulacja monetarna będzie wywierać presję na USD. Ale i bez tego dolar traci, gdyż inwestorzy domykają długie pozycje w USD zabezpieczające przed ryzykiem powyborczego chaosu. Tryb risk-on potwierdza silny wzrost typowych dla apetytu crossów, jak np. AUD/JPY.

Choć kolejne dni mogą jeszcze przynieść nagłówki o potencjalnym zaskarżaniu wyników i żądaniach powtórnego przeliczenia głosów, dla rynków będzie to już coraz mniej istotny szum. Jest też mało prawdopodobne, aby rynek wyceniał wyższą premie za ryzyko z tytułu szansa przejęcia kontroli w Senacie przez Demokratów. Mimo że w wyborach prezydenckich w Georgii prowadzi Biden, co innego jest obywatelski głos sprzeciwu wobec Trumpa, a co innego poparcie dla partii.

Teraz motywem przewodnim dla rynków staną się ponownie perspektywy globalnego ożywienia i wyzwania idące z drugą falą pandemii. Już teraz widać, że pomimo zarządzanych lockdownów rynki nie wpadają w tryb paniki, jak to miało miejsce wiosną. Banki centralne są lepiej przygotowane, lockdowny mają bardziej zorganizowany charakter, podczas gdy świat jest bliżej wypracowania szczepionki. To powinno wystarczyć, by nieprzerwanie widzieć światełko na końcu tunelu, ciągnąc w górę ryzykowne aktywa z pomocą taniego kapitału, który przez wybory w USA czekał zniecierpliwiony na boku.

Pomimo covidowych ryzyk dla Europy, EUR/USD będzie głównym wehikułem odzwierciedlających słabość dolara i siłę rynku akcji, zatem wstępny marsz ku 1,20 wydaje się realny, zanim rynek zacznie się obawiać się znaczenia tego poziomu dla EBC. Funt ponownie może skupi się na perspektywach umowy handlowej brexitu z deadline’m wyznaczonym na 15 listopada. Kluczowe różnice zdań jeszcze istnieją, ale pierwszy przebłysk porozumienia szybko wystrzeli GBP w górę.

Rynki wschodzące mocno korzystają na rajdzie ryzykownych aktywów i przecenie dolara. EUR/PLN dziś rano schodzi do 4,48. Spadki kursu nie są oznaką otwierania nowych pozycji długich w złotym, a bardziej domykaniem pozycji krótkich zawieranych w połowie października. Wówczas fala osłabienia złotego wystartowała z okolic 4,46 i tutaj należy wyznaczyć wstępny cel dla zniżek. Po oczyszczeniu się rynku, inwestorzy wrócą do śledzenia rozwoju wirusa w Polsce. Wątpię, aby ryzyka lokalne dało się ignorować całkowicie, szczególnie gdzie powyborcza euforia osłabnie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Lubimy przepłacać. Sprawdź, jak można oszczędzać na co dzień

Codzienne, wydawałoby się drobne, wydatki potrafią pochłonąć całą naszą miesięczną pensję. Tymczasem każdy z nas lubi, gdy na koniec miesiąca na koncie pozostanie mu nieco pieniędzy, które można zaoszczędzić i przeznaczyć na przykład na wyjazd na wakacje. Podpowiadamy, w jaki sposób oszczędzać na codziennych, niezbędnych wydatkach.

Niższe OC

Dziś niemal każde gospodarstwo domowe posiada przynajmniej jeden samochód. Prawo zobowiązuje nas do wykupienia ubezpieczenia OC, a towarzystwa ubezpieczeniowe często kuszą nas różnymi promocjami i innymi, ciekawymi ofertami. Zanim jednak zdecydujemy się wykupić konkretne ubezpieczenie, dobrze jest sprawdzić ranking OC. W rankingu znaleźć można najkorzystniejsze oferty dopasowane do nas i naszego samochodu. Z pomocą rankingu możemy płacić mniej za ubezpieczenie OC, co w skali roku oznacza realne oszczędności bez względu na to, czy OC płacimy w ratach, czy też jednorazowo. Więcej o tym, jak działa ranking OC, przeczytasz na stronie: https://www.compero.pl/poradnik/ranking-oc.

Oferty promocyjne

Dokonując zakupów warto wybierać najlepsze możliwe oferty cenowe. Większe supermarkety, a także dyskonty często przeceniają wybrane produkty. W promocyjnej cenie można je kupić przez cały tydzień bądź nawet miesiąc. Wystarczy tylko przejrzeć gazetkę promocyjną naszego ulubionego sklepu, przygotować listę zakupów i dokładnie trzymać się jej będąc w sklepie. Dobrze jest też chodzić na zakupy po posiłku, bowiem z pustym żołądkiem kupujemy znacznie więcej, czego dowodzą liczne badania konsumenckie. Warto pamiętać o tym także w kontekście niemarnowania żywności, której co roku wyrzucamy całe tony na śmietnik.

Wspólna droga do pracy

Na ulicach codziennie widzimy mnóstwo samochodów, w których często jedzie tylko jedna osoba. Jest to nie tylko nieekologiczne, ale i mało ekonomiczne rozwiązanie. Wystarczy, że umówimy się z kolegą czy z koleżanką z pracy na wzajemne podwożenie się do miejsca pracy i z powrotem. Często bowiem zdarza się, że dwie osoby mieszkają blisko siebie i dojeżdżają do pracy tą samą drogą. Dobrze więc umówić się na zamienne podwożenie, tak aby wykorzystywać swój samochód tylko przez część miesiąca. Innym sposobem na oszczędzanie jest jazda rowerem w porze letniej i wybór komunikacji miejskiej w porze zimowej.

Rozrywka za darmo

Wyjście do teatru, na lodowisko czy na koncert sporo kosztuje. Tymczasem wiele instytucji organizuje różnego rodzaju imprezy sportowe i kulturalne, na które wstęp jest darmowy. Są to inicjatywy przede wszystkim miejskie lub także prywatnych firm, które w ten sposób promują swoją działalność. Imprezy tego rodzaju co prawda częściej mają miejsce latem, jednak niektóre z nich odbywają się także w sezonie zimowym. Darmowa rozrywka pozwoli nam sporo zaoszczędzić, szczególnie jeśli mamy dużą rodzinę i na rozrywkę wydajemy tym samym naprawdę sporo. Bezpłatnie możemy również korzystać z dobrodziejstw kultury, na przykład poprzez odwiedzanie bibliotek. Jeżeli zaś chcemy kupić książkę, ciekawych tytułów można poszukać na kiermaszach książek używanych bądź w antykwariatach.

Koszty eksploatacyjne w biurowcach

Knight Frank opublikował 6. edycję raportu pt. Koszty i opłaty eksploatacyjne w budynkach biurowych w latach 2011-2019. Ponownie pod lupę wzięte zostały koszty eksploatacyjne w wybranych biurowcach w Warszawie i miastach regionalnych.

Najemcy i właściciele budynków coraz chętniej analizują, porównują, kontrolują i starają się znaleźć sposób na ograniczenie kosztów eksploatacyjnych. Wynika to nie tylko z ich stałego wzrostu, ale też ze względu na coraz większy udział w całości kosztów ponoszonych przez najemców.

Koszty eksploatacyjne stanowią dla najemców – obok czynszu – znaczący element ponoszonych wydatków za wynajem powierzchni. Coraz częściej zdarza się, że decyzja o wynajmie biura lub lokalu usługowo-handlowego w danej nieruchomości jest uzależniona od wysokości opłaty eksploatacyjnej. Dzieje się tak z powodu względnie wyrównanych stawek czynszu kształtowanych przez mechanizmy rynkowe popytu i podaży.

„Miniony rok nie przyniósł znaczących zmian w całkowitym poziomie kosztów eksploatacyjnych. Oczywiście wzrosły te składowe kosztów, które ustawowo zostały zmienione – podatek od nieruchomości, ochrona i sprzątanie. Z maksymalnej możliwej stawki podatku od nieruchomości skorzystały wszystkie główne miasta, z wyjątkiem Krakowa. Ze względu na wzrost minimalnego wynagrodzenia i stawki godzinowej wzrosły o kilka procent koszty ochrony obiektów oraz ich sprzątania. Jeśli chodzi o media to w 2019 roku koszt był na poziomie tego z roku 2018, głównie za sprawą odgórnych regulacji prawnych” – powiedziała Magdalena Oksańska, Head of Property Management Compliance w Knight Frank i jednocześnie autorka raportu.

W dalszym ciągu zdecydowanie najwyższy koszt stanowią media – 35,65% (w roku 2018 – 34,16%), podatki – ponad 13,31  (2018 – 13,61%), ochrona i recepcja – 10,99% (2018 – 11,86%) i obsługa techniczna – 11,14% (dla porównania w roku 2017 wynik ten wynosił 10,99%).

Do tej pory wyodrębnialiśmy do analiz w raporcie dziewięć głównych grup kosztów: zużycie mediów, obsługa techniczna, ochrona i recepcja, sprzątanie powierzchni wspólnych, zarządzanie nieruchomością, ubezpieczenie, podatek od nieruchomości, użytkowanie wieczyste i pozostałe usługi. Od 2019 roku rozszerzyliśmy listę grup kosztów eksploatacyjnych biurowca o dziesiąty element składowy – wywóz odpadów.

„Zdecydowaliśmy się na to, ponieważ ostatnio w wielu miastach znacząco wzrosły koszty wywozu odpadów oraz w ostatnich latach kilka razy zmieniały się przepisy dotyczące ich odbioru. Największy problem występował w Warszawie, gdzie firmy odbierające odpady nie radziły sobie z ilością odbieranych odpadów z budynków komercyjnych. Zdarzały się sytuacje, w których odpady nie były odbierane wcale” – wyjaśnia Magdalena Oksańska.

We wrześniu 2020 roku zaczęły obowiązywać nowe przepisy. Obiekty komercyjne zostały zwolnione z obowiązku wnoszenia opłat za wywóz odpadów w formie podatku i oddawania ich gminom. Zarządcy i właściciele biurowców na mocy nowego prawa mogą podpisać bezpośrednio umowę z wybranym przez siebie odbiorcą.

„Zmiany w przepisach dotyczących wywozu odpadów znacznie ułatwiły organizację samego procesu odbioru odpadów, jak i umożliwiły zdrową konkurencję cenową na rynku. W 2019 roku koszt wywozu odpadów w obiektach biurowych zarówno w Warszawie oraz w głównych miastach regionach wynosił 0,30 PLN na metr kwadratowy, a koszty całkowite stanowiły 1,40% wszystkich kosztów” – dodaje Magdalena Oksańska.

Zdaniem eksperta Knight Frank w chwili obecnej trudno jest prognozować jak zmienią się koszty w 2021 roku. Pewne jest, że stawki za energię elektryczną nieco spadły. Natomiast wzrostu spodziewamy się po stronie serwisów budynkowych – ochrony i sprzątania, ze względu na standardowe, coroczne wzrosty minimalnego wynagrodzenia i stawek godzinowych, jak i podatku od nieruchomości (zgodnie z obowiązującymi przepisami).

Metodologia badania

Analizując koszty i opłaty eksploatacyjne eksperci Knight Frank dysponują zarówno danymi z nieruchomości zarządzanych, jak i z innych budynków biurowych z Warszawy i miast regionalnych, które są zbierane regularnie od 2011 roku.

Spadek dochodów zmusza samorządy do zadłużania się. W przyszłym roku kilkadziesiąt z nich będzie mieć problem z obsługą swojego długu

Do końca tego roku ponad 90 samorządom grozi utrata płynności budżetowej na pokrycie bieżących wydatków. Z kolei w 2021 roku około 45 może mieć problemy z obsługą już istniejącego zadłużenia – wynika z prognoz analityków Aesco Group. Największe problemy samorządy odczują na początku przyszłego roku i dotkną one zwłaszcza duże miasta. Pogarszającą się sytuacja finansowa skłania coraz więcej JST do sięgania po nowe instrumenty dłużne, co ułatwiły im przyjęte wiosną antycovidowe pakiety ustaw. Do końca tego roku zadłużenie samorządów ma już wzrosnąć do ok. 96 mld zł przy deficycie w wysokości 26 mld zł.

 Na koniec ubiegłego roku zadłużenie samorządów wyniosło ok. 82 mld zł. Natomiast na koniec 2020 roku jest ono planowane na poziomie 96 mld zł, co oznacza wzrost o 14 mld zł – mówi Mariusz Gołaszewski, prezes firmy analitycznej Aesco Group, wyspecjalizowanej w obsłudze JST i instytucji publicznych. – Jednak zadłużenie samorządów to tylko ok. 7 proc. całego zadłużenia publicznego w Polsce. W największym stopniu wpływa na nie deficyt w finansach – w ubiegłym roku deficyt samorządów wyniósł ok. 2 mld zł, a w tym jest planowany już na 26 mld zł. Dla porównania zakładany deficyt budżetu centralnego to ok. 100 mld zł, czyli ponad czterokrotnie więcej, przy czym samorządy dysponują środkami tylko o ok. 1/3 mniejszymi niż cały budżet.

Na tegoroczną sytuację finansową samorządów wpłynęły dwa główne czynniki. Pierwszy to uchwalone w ubiegłym roku przez rząd zmiany podatkowe, które spowodowały, że stracą one łącznie ok. 6–7 mld zł dochodów własnych z PIT. Drugi czynnik to pandemia COVID-19, która – jak szacują analitycy – będzie kosztowała samorządy od 10 do 15 mld zł, m.in. z tytułu utraty dochodów z podatku PIT, jak i innych opłat lokalnych. Równolegle cały czas rosną koszty funkcjonowania samorządów – w stosunku do ubiegłego roku zwiększyły się o ok. 13 proc.

 Rezultat jest taki, że samorządy wypracowują mniej własnych środków na inwestycje, a to inwestycje są najważniejszą rzeczą, którą robią w naszych gminach i miastach. Szacujemy, że spadek środków wypracowanych przez samorządy na inwestycje sięgnie ok. 7 mld zł do końca tego roku, w zależności od rozwoju pandemii – mówi Mariusz Gołaszewski.

Na razie sytuacja finansowa JST jest na poziomie porównywalnym z latami ubiegłymi. Jednak negatywne skutki odczują one z pewnym opóźnieniem. Ministerstwo Finansów zakłada, że co trzecia JST w przyszłym roku będzie miała niższe wpływy z PIT niż zaplanowane na ten rok. Łącznie jednak dochody samorządów z tytułu PIT i subwencji ogólnej mają być wyższe, niż pierwotnie planowano na ten rok. W opinii ekspertów Aesco Group te prognozy mogą okazać się zbyt optymistyczne.

Podkreślają oni także, że w tym roku ponad 90 samorządom grozi utrata płynności budżetowej na pokrycie bieżących wydatków, a w przyszłym dodatkowe 45 jednostek może mieć problemy z obsługą już istniejącego zadłużenia. Największe problemy samorządy mają odczuć już na początku przyszłego roku i dotkną zwłaszcza duże miasta. Analitycy podkreślili też, że te szacunki mogą się zmienić na bardziej pesymistyczne, biorąc pod uwagę obecny rozwój pandemii COVID-19.

Jak jednak dodają, zwiększanie zadłużenia samorządów to w tych trudnych gospodarczo czasach konieczność, bo potrzebują one środków chociażby na zapewnienie podstawowych usług dla mieszkańców, takich jak funkcjonowanie przedszkoli, żłobków czy komunikacji miejskiej. Większe kwoty będzie też pochłaniać służba zdrowia.

 Dodatkowo jesteśmy teraz w szczycie wykorzystania środków unijnych z obecnej perspektywy, samorządy muszą prowadzić te projekty i korzystać z zadłużenia, żeby finansować swój wkład własny do nich – tłumaczy prezes Aesco Group.

Pytaniem, z jakim mierzą się dziś władze miast i mniejszych gmin, nie jest: czy się zadłużać, ale: jak to robić ostrożnie i rozsądnie.

 Samorządy pozyskują finansowanie zewnętrzne głównie z polskich banków, w formie zaciągania kredytów czy emisji swoich obligacji. Warto zauważyć, że mamy rekordowo niskie stopy procentowe, co oznacza, że za swoje zadłużenia samorządy płacą średniorocznie około 1–1,5 proc. Jednocześnie inflacja kształtuje się na poziomie 3,5–4 proc. To oznacza, że samorząd – który dzisiaj zaciąga zadłużenie i odpowiednio rozłoży je w czasie, np. na 10 lat – przy utrzymującej się inflacji po tym czasie realnie spłaci 40–50 proc. mniej, niż zaciągnął, bo tak właśnie działa inflacja, dewaluując pieniądz – wskazuje Mariusz Gołaszewski.

Wiele gmin będzie sięgać po kredyty, pożyczki czy obligacje. Przewagą tych ostatnich jest elastyczność, bo nie są one objęte prawem zamówień publicznych, co oznacza więcej możliwości renegocjacji warunków spłaty, a także odłożenie jej w czasie o wiele lat. Tym bardziej że ostatnie kilka lat pokazało, że obligacje komunalne cieszą się dużym zainteresowaniem po stronie inwestorów i pozwalają stosunkowo łatwo pozyskać finansowanie.

– W tarczy antykryzysowej 4.0 ustawodawca przyjął przepisy, które umożliwiają samorządom zaciąganie kredytów czy emisję obligacji zastępujących utracone dochody. To wcześniej nie było dozwolone. Co więcej, takie zadłużenie jest wyłączone z obowiązujących limitów zadłużeniowych, więc de facto ustawodawca stworzył samorządom koło ratunkowe. W przyszłości to zadłużenie będzie musiało być spłacane i cała sztuka polega na tym, żeby samorządy sobie z tym poradziły – mówi prezes Aesco Group.

Antycovidowe pakiety ustaw przyjęte wiosną i latem wprowadziły szereg ułatwień dla JST w zakresie zarządzania długiem. Zyskały one możliwość zaciągania dodatkowych zobowiązań, które nie wliczają się do IWZ (tzw. indywidualny wskaźnik zadłużenia) i nie obciążają ich zdolności kredytowej. Ponadto w trakcie oceny wykonania budżetu za 2020 rok regionalne izby obrachunkowe będą patrzeć na samorządy przychylniejszym okiem, biorąc pod uwagę kryzysowe warunki, w których musiały one funkcjonować przez ostatnie miesiące.

Jak podkreśla prezes Aesco Group, w Polsce samorząd nie może formalnie zbankrutować, czyli odmówić spłaty swoich zobowiązań. Dlatego też zgodnie z zapisami ustawy o finansach publicznych te, które nie poradzą sobie ze spadkiem dochodów, czekają programy naprawcze i wiele lat daleko idących oszczędności.

– Jest to sytuacja na razie jeszcze dość rzadka. Natomiast ze względu na rozwój pandemii IV kwartał bardzo negatywnie wpłynie na dochody samorządów i może pokazać, że jednostek mających realne trudności może być w Polsce więcej – mówi Mariusz Gołaszewski.

Poziom zadłużenia jednostek samorządu terytorialnego ma wpływ na ich rating, a im wyższa ocena, tym więcej możliwości elastycznego zarządzania finansami lokalnymi.

Polacy nagminnie przegrzewają mieszkania. To odbija się nie tylko na rachunkach, lecz przede wszystkim na ich zdrowiu

Ponad połowa Polaków przegrzewa swoje mieszkania, utrzymując średnią temperaturę na poziomie 22°C i więcej – wynika z badania przeprowadzonego dla Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie. Jej eksperci rekomendują, żeby obniżyć ją o 1–2°C. Przykręcenie termostatu może obniżyć wysokość rachunków za ciepło od 5 do 16 proc. rocznie. Ma także pozytywny wpływ na zdrowie, bo przegrzane pomieszczenia sprzyjają rozwojowi infekcji górnych dróg oddechowych. To szczególnie ważne zwłaszcza teraz, gdy z powodu pandemii w pomieszczeniach spędzamy całe dnie. W skali kraju ograniczanie temperatury o zaledwie 1°C w domach i biurach ogrzewanych ciepłem systemowym przyczyniłoby się do zmniejszenia w Polsce emisji CO2 o około 1 mln ton rocznie. 

– Skala marnowania ciepła w polskich domach i mieszkaniach jest zbyt wysoka – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Szymczak, prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie. – Obniżając temperaturę o 1°C, możemy zaoszczędzić w skali roku od 5 do 8 proc. na rachunkach za ciepło, zapewniając sobie przy tym komfortowe warunki pod względem zdrowotnym i swój minimalny wkład w poprawę jakości powietrza. Z ciepła systemowego korzysta 15 mln Polaków, więc każde takie racjonalne zachowanie ograniczające zużycie ciepła ma duży wpływ na ograniczanie emisji CO2.

Polacy w dużej mierze nauczyli się już racjonalnie korzystać z wody czy energii elektrycznej, ale wciąż marnują sporo ciepła – pokazuje badanie przeprowadzone na zlecenie Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie. Wynika z niego, że ponad połowa z nich przegrzewa swoje mieszkania, utrzymując średnią temperaturę na poziomie co najmniej 22°C. Tymczasem według lekarzy w okresie jesienno-zimowym temperatura w ogrzewanych pomieszczeniach nie powinna przekraczać 20–21°C. Wyższa ma niekorzystny wpływ na zdrowie, bo obniża poziom wilgotności powietrza, co sprzyja m.in. stanom zapalnym i chorobom dróg oddechowych.

– W warunkach wysokiej temperatury rozwijają się czynniki środowiskowe, które są niezdrowe dla domowników, np. roztocza kurzu domowego czy zarodniki grzybów pleśniowych – mówi prof. dr hab. n. med. Bolesław Samoliński, specjalista zdrowia publicznego i alergolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – W przegrzanych pomieszczeniach ludzie czują się źle, mają bóle głowy, źle śpią. Suche powietrze źle wpływa na drogi oddechowe, może spowodować martwicę nabłonka błony śluzowej nosa, zatok przynosowych i gardła. Z tego powodu pojawiają się u pacjentów dolegliwości takie jak chrypka, zatkany nos i uczucie dyskomfortu w obrębie górnych dróg oddechowych. Dlatego rekomendujemy, żeby te temperatury były jednak niższe.

Na temperaturę trzeba zwracać uwagę nie tylko w domach czy mieszkaniach, lecz także w miejscu pracy, gdzie spędzamy około 1/3 swojego czasu.

– Kiedy temperatura w pomieszczeniu jest zbyt wysoka, możemy czuć się gorzej, organizm będzie źle pracował, będzie nam duszno i gorąco. Dlatego lepiej obniżyć ją do 20–21°C. To ważne szczególnie teraz, kiedy powinniśmy budować naszą odporność – mówi Sylwia Majcher, edukatorka ekologiczna.

Jak podkreśla, marnowaniu ciepła przeciwdziałają też takie dobre nawyki jak wietrzenie mieszkania przy wyłączonych kaloryferach czy wyłączanie grzejników na czas wyjazdu lub innej długiej nieobecności.

– Temperatura w mieszkaniu ma także bardzo duże znaczenie dla dzieci. Obserwujemy u nich skłonność do infekcji, przerostu migdałków i nieżytów górnych dróg oddechowych spowodowanych złymi warunkami klimatycznymi w mieszkaniach, przede wszystkim przegrzaniem, zbyt suchą atmosferą. Co ważne, dzieci znakomicie się adaptują do niższych temperatur w otoczeniu, znacznie lepiej niż osoby w wieku podeszłym – mówi prof. Bolesław Samoliński.

Niższa średnia temperatura przełożyłaby się też pozytywnie na jakość powietrza. Według ekspertów z Politechniki Warszawskiej jej zmniejszenie tylko o 1°C we wszystkich mieszkaniach w Polsce ocieplanych ciepłem systemowym pozwoliłoby obniżyć emisję CO2 o 1 mln ton rocznie, czyli o ok. 5 proc. Do pochłonięcia takiej ilości dwutlenku węgla potrzeba 15 mln drzew. Po obniżeniu temperatury o 2°C korzyści środowiskowe byłyby jeszcze większe.

– Smog jest dzisiaj czwartym czynnikiem powodującym przedwczesne zgony na świecie. W Polsce dotyczy to 45 tys. osób. Poza tym powoduje choroby układu krążenia i układu oddechowego, zwiększoną predyspozycję do infekcji i chorób nowotworowych, szczególnie układu oddechowego – wymienia alergolog z WUM.

 Ciepłownicy zachęcają do racjonalnych i świadomych zachowań. Wiemy, że tendencji związanych z poprawą efektywności energetycznej, ochroną klimatu i poprawą jakości powietrza nie da się zahamować, dlatego informujemy odbiorców ciepła, że warto je oszczędzać, odnosząc przy tym korzyści zdrowotne, ekonomiczne i mając swój wkład w poprawę jakości powietrza, którym oddychamy – mówi Jacek Szymczak.

Branża ciepłownicza zachęca do przykręcenia termostatów w ramach akcji edukacyjnej „20 stopni dla klimatu”, która pokazuje, jakie korzyści można odnieść nawet z minimalnego obniżenia temperatury. Patronat nad kampanią objęło Polskie Towarzystwo Alergologiczne, a wspierają ją autorytety z dziedziny medycyny i ekologii. Do akcji ciepłownicy zapraszają urzędy, szkoły, kawiarnie, restauracje i inne miejsca publiczne, w których ciepło jest często zużywane nadmiernie.

– Sektor ciepłownictwa od 20 lat mocno inwestuje w poprawę jakości powietrza, m.in. poprzez ograniczanie wysokiej i niskiej emisji. Zamieniając indywidualne piece w gospodarstwach na ciepło systemowe, możemy stukrotnie ograniczyć emisję pyłów PM10, PM2,5 oraz dwustukrotnie ograniczyć emisję szczególnie niebezpiecznego benzoalfapirenu, który powoduje raka. Badania URE pokazują, że w ramach wysokiej emisji przez ostatnie 15 lat ograniczyliśmy już o 80 proc. emisję grubego pyłu, o 75 proc. związki siarki i przynajmniej o 50 proc. związki azotu. Ograniczyliśmy również emisję CO2 na poziomie 20 proc. Natomiast teraz, promując zachowanie odpowiedniej temperatury w mieszkaniach, przyczyniamy się do tego, aby redukcja tego gazu cieplarnianego była jeszcze mniejsza – mówi prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie.

Telemedycyna w czasie pandemii głównym sposobem na pierwszy kontakt z lekarzem. Odpowiednie przygotowanie się do teleporady zwiększy jej skuteczność

W czasie pandemii alternatywą dla tradycyjnych wizyt w gabinecie stała się telemedycyna. Eksperci wskazują, że zwłaszcza choroby serca, płuc, cukrzyca, nowotwory czy choroby neurologiczne wymagają szybkiej diagnozy, leczenia i monitorowania przez lekarza, a teleporada to dobre narzędzie do wstępnej oceny stanu zdrowia pacjenta. We wrześniu br. organizacje pacjentów zainicjowały kampanię „Badaj Się i Lecz”, która ma wzbudzać czujność zdrowotną Polaków związaną z chorobami przewlekłymi, edukować i pokazywać im, jak przebiega zdalna wizyta i jak się do niej przygotować. 

Postawienie służby zdrowia w stan alarmowy i koncentracja na walce z COVID-19 wpłynęły na ograniczenie możliwości opieki nad pacjentami z innymi chorobami. W kryzysowej sytuacji alternatywą dla pacjentów wymagających konsultacji albo kontynuacji leczenia chorób przewlekłych są teleporady.

– Pandemia zmieniła funkcjonowanie opieki zdrowotnej. Osoby chore przewlekle na pewno doświadczyły i wciąż doświadczają różnych problemów, które wiążą się i z gorszą dostępnością do ochrony zdrowia, i być może też z obawami o własne zdrowie i bezpieczeństwo. Nowością, która rozwinęła się na szeroką skalę wraz z początkiem pandemii w opiece zdrowotnej, są teleporady – wskazuje dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas, krajowy konsultant w dziedzinie medycyny rodzinnej i prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej.

W sierpniu weszło w życie rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie standardu organizacyjnego teleporady w ramach podstawowej opieki zdrowotnej. Zawiera ono standardy i wytyczne dla lekarzy POZ dotyczące udzielania teleporad, precyzując m.in. sposób rejestracji pacjentów, formy udzielania porad zdalnych czy kwestie związane z organizacją pracy. Zgodnie z rozporządzeniem teleporada jest udzielana m.in. w formie porady telefonicznej, wideorozmowy, a w uzasadnionych przypadkach – także drogą mailową. Udziela jej lekarz, pielęgniarka bądź położna w zakresie swoich kompetencji, a o możliwości i sposobie realizacji takiej zdalnej wizyty powinna poinformować przychodnia.

We wrześniu ruszyła kampania edukacyjna „Badaj Się i Lecz”, zainicjowana przez organizacje pacjentów. We współpracy z krajowym konsultantem w dziedzinie medycyny rodzinnej i prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej przygotowano materiały edukacyjne, które krok po kroku pokazują, jak przygotować się do teleporady i jak przebiega taka zdalna wizyta.

Jednym z ważniejszych elementów jest wcześniejsze zebranie odpowiednich dokumentów, takich jak nr PESEL czy wynik pomiaru temperatury ciała, lecz także spisanej na kartce historii choroby, w tym informacji o niepokojących objawach – od jak dawna, z jakim nasileniem i w jakich okolicznościach się pojawiają. Przygotowane wcześniej odpowiedzi na te podstawowe pytania może usprawnić proces teleporad.

– Z całą pewnością w czasie pandemii jest to bardzo dobre narzędzie do kontaktu pacjenta chorego przewlekle ze swoim lekarzem. Ma on możliwość skonsultowania wyników badań, omówienia niepokojących objawów i ustalenia wizyty osobistej, jeśli jest taka konieczność. Zachęcam pacjentów przewlekle chorych, u których pojawiły się niepokojące objawy, wątpliwości co do stanu zdrowia,  do kontaktu ze swoimi lekarzami rodzinnymi – podkreśla dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas.

Przed teleporadą lekarz bądź pielęgniarka POZ musi potwierdzić tożsamość pacjenta. Może to zrobić na podstawie danych z dokumentacji medycznej, po okazaniu dokumentu tożsamości (w przypadku wideoporady) albo przy wykorzystaniu elektronicznego konta pacjenta. Podczas zdalnej wizyty lekarz przeprowadza konsultację i analizuje dokumentację medyczną, może też wypisać e-receptę, e-skierowanie czy e-zlecenie na wyroby medyczne. Jeżeli uzna, że problem zdrowotny pacjenta wymaga jednak wizyty w placówce – wskaże taką konieczność.

– Oprócz teleporad oczywiście nadal świadczenia są też udzielane osobiście. Lekarze pracują w zabezpieczeniu, mają środki ochrony osobistej. Prosimy pacjentów również o to, aby do placówek opieki zdrowotnej przychodzili zabezpieczeni w maseczki, dezynfekowali dłonie. W przypadku wystąpienia dolegliwości, niepokoju, utrzymujących się objawów – opieka zdrowotna działa i pracuje. Musimy robić wszystko, żeby choroby przewlekłe były diagnozowane i leczone, niezależnie od tego, jak długo jeszcze potrwa pandemia – podkreśla krajowy konsultant w dziedzinie medycyny rodzinnej.

Z opublikowanego w sierpniu „Raportu z badania satysfakcji pacjentów” MZ i NFZ wynika, że teleporady w podstawowej opiece zdrowotnej stały się jednym z działań zapobiegających rozpowszechnianiu się SARS-CoV-2. W czasie pierwszej fali pandemii 80 proc. konsultacji medycznych odbywało się właśnie w formie teleporady. Dzięki temu pacjenci mieli możliwość ograniczenia kontaktów z innymi osobami i unikania miejsc, w których potencjalnie mogłoby dojść do zakażenia. Badanie satysfakcji przeprowadzono na grupie 15 tys. pacjentów, z których blisko 92 proc. zadeklarowało rozwiązanie problemu podczas teleporady.

Obecnie wiemy, że w obliczu szybko zmieniającej się sytuacji epidemicznej pacjenci coraz częściej skarżą się na problemy z dostępem do lekarza nawet w formie zdalnej. Nastroje w kolejnych miesiącach ulegają pogorszeniu. Jednak, jak podkreśla prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej, chociaż ze względu na sytuację epidemiczną w Polsce kontakt z lekarzem może być obecnie utrudniony, nie należy rezygnować z umówienia teleporady. Zwłaszcza dotyczy to pacjentów przewlekle chorych, ponieważ zbagatelizowanie objawów może prowadzić do zaostrzenia się choroby.

Pandemia znacznie zwiększyła ilość przesyłanych danych. Coraz więcej firm do ich przetwarzania wdraża rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji

Tylko w tym roku w wyniku pandemii koronawirusa na całym świecie zostanie przetworzonych 59 zetabajtów danych. Rosnąca w lawinowym tempie ilość przesyłanych informacji wymusza błyskawiczną cyfryzację firm i administracji. Podstawą w tym procesie jest sztuczna inteligencja, która jednak wymaga stosowania odpowiedniej infrastruktury IT. Powszechnie stosowane dziś rozwiązania przestają wystarczać, dlatego coraz więcej przedsiębiorstw decyduje się na inwestycje w serwery zaprojektowane stricte z myślą o sztucznej inteligencji i analizie wielkich zbiorów danych. Już teraz są wykorzystywane także w walce z pandemią.

– Sztuczna inteligencja będzie wymagała znacznych zasobów obliczeniowych. Kiedy technologia stanie się bardziej złożona, a koszty ogólne będą lawinowo rosnąć, znalezienie opłacalnych środowisk do prowadzenia intensywnych procesów będzie zarówno wymogiem, jak i przewagą konkurencyjną. Firmy będą musiały się dostosować i być elastyczne, zwłaszcza w zakresie infrastruktury. Technologie chmurowe – w szczególności hybrydowe – są i będą podstawą sztucznej inteligencji, ponieważ potrzebuje ona znacznych ilości danych – mówi agencji Newseria Biznes Jakub Grzywacz, Infrastructure Solution Architect w Goldenore.

Sztuczna inteligencja (SI) to jedna z fundamentalnych technologii w procesie cyfrowej transformacji, dla której motorem są dane. Według dotychczasowych szacunków IDC globalna baza danych miała zwiększyć się z 45 w ubiegłym do 175 zetabajtów w 2025 roku, przy czym prawie 30 proc. z nich będzie musiało być przetwarzanych w czasie rzeczywistym. Nowsze prognozy pokazują jednak, że tylko w tym roku na całym świecie zostanie przetworzonych 59 ZB danych. Do tego wzrostu przyczyniła się pandemia COVID-19.

IDC prognozuje, że wydatki firm na systemy SI będą znacząco przyspieszać, bo organizacje coraz szerzej wdrażają je w ramach swojej cyfrowej transformacji, aby utrzymać konkurencyjność w realiach cyfrowej gospodarki. W ciągu najbliższych czterech lat globalne wydatki na SI mają się podwoić z obecnych 50,1 mld dol. do ponad 110 mld dol. w 2024 roku przy średniorocznej stopie wzrostu na poziomie ponad 20 proc. Rozwiązania SI wymagają jednak odpowiedniej architektury.

– Korzystając z infrastruktury, która została zaprojektowana z myślą o obsłudze właśnie takich systemów, mamy pewność, że maksymalizujemy korzyści z pracy SI i informacji zawartych w naszych danych. Zastosowanie dedykowanych rozwiązań jest bardziej efektywne niż rozwiązań do ogólnych przeznaczeń. Dedykowana platforma dostarczy wyniki szybciej, co z kolei pozwala na szybsze reagowanie i podejmowanie decyzji – wskazuje Jakub Grzywacz.

W tej chwili firmy, które potrzebują bardzo dużych mocy obliczeniowych w celu przetwarzania danych w chmurze czy obsługi systemów SI, dość powszechnie korzystają z rozwiązań opartych na serwerach w architekturze x86 (stosowanej także w domowych komputerach). Część organizacji zaczyna od nich odchodzić, bo przestają być wystarczające, a ich skalowanie wymaga np. fizycznej rozbudowy centrów danych, co pociąga też za sobą większe koszty zasilania czy chłodzenia.

Co więcej, wraz ze wzrostem ilości danych serwery będą musiały dostosowywać się do rosnących potrzeb. Dlatego też z rozwiązaniami opartymi na x86 coraz skuteczniej konkurują na rynku serwery IBM Power Systems (oparte na procesorach POWER9 i autorskiej architekturze amerykańskiego producenta), zaprojektowane do przetwarzania ogromnych ilości danych i przystosowane do działania w chmurze. Ich skalowanie nie wymaga rozbudowy centrum danych dzięki zaawansowanej wirtualizacji sprzętu.

– Prawie każda firma lub organizacja wykorzystuje wirtualizację. Procesory Power zostały zaprojektowane z myślą o niej, a samo zastosowanie wirtualizacji skutkuje około 2-proc. narzutem na wydajność. Architektura x86 posiłkuje się rozwiązaniami firm trzecich i nie uzyskuje tak dobrych wyników – mówi ekspert z Goldenore. – Trzeba też pamiętać, że nie wszystkie procesory sprawdzają się np. przy obciążeniach związanych ze sztuczną inteligencją. W procesorach IBM Power mamy wykorzystaną akcelerację GPU za pomocą technologii NVIDIA NVLink 2.0 dla połączenia zarówno pomiędzy procesorami logicznymi i graficznymi, jak i graficznymi między sobą. U konkurencji akceleracja dotyczy wyłącznie procesorów graficznych.

Jak podaje IBM, po migracji i konsolidacji obciążeń na Power Systems zajęta powierzchnia serwerowni może zmniejszyć się o 85 proc., a zastosowanie tej technologii dodatkowo ogranicza koszty zużycia energii elektrycznej nawet do 80 proc. Obsługa platformy wymaga mniej pracy od administratorów, dzięki czemu mogą poświęcać więcej czasu na inne, innowacyjne projekty. Duża skalowalność powoduje też, że firma nie będzie mieć problemów z zaspokojeniem swoich rosnących potrzeb na moce obliczeniowe, związanych z nowymi projektami czy po prostu rozwojem przedsiębiorstwa.

Co istotne, w porównaniu z jednostkami klasy x86 serwery IBM Power Systems zapewniają dwukrotnie większą wydajność na każdy rdzeń procesora i pięciokrotnie szybszą przepustowość danych.

– Power Systems zostały zaprojektowane dla obciążeń wymagających dużej wydajności, takich jak analiza danych, sztuczna inteligencja czy aplikacje tworzone dla chmury. Natomiast x86 został stworzony dla wielu rynków, m.in. pod rozwiązania serwerowe, komputery PC i laptopy, była nawet próba wejścia na rynek smartfonów – wymienia Jakub Grzywacz.

Dla firm równie istotna jest niezawodność sprzętu, bo wszelkie zakłócenia w realizacji operacji oznaczają straty finansowe, których wysokość może sięgnąć od kilku do nawet kilkuset tysięcy dolarów.

– Serwery IBM cechują się również wysoką niezawodnością i odpornością na awarię, co prowadzi do długiego czasu dostępności i braku nieplanowanych przestojów działania systemów – podkreśla ekspert.

Według kwietniowego raportu ITIC, która co roku przeprowadza ankietę wśród ok. 1 tys. globalnych przedsiębiorstw na temat niezawodności serwerów i ich systemów operacyjnych, serwery IBM Power Systems okazały się pod tym względem najlepsze i otrzymały najwyższe oceny już po raz 12. z rzędu. W ich przypadku średni przestój z powodu nieprzewidzianych wad sprzętowych wyniósł w tym roku nieco ponad 1 minutę, podczas gdy przestój serwerów klasy x86 wahał się między 4,8 a18 min. Koszt takiego przestoju waha się od 24 tys. do nawet 90 tys. dol., tymczasem w przypadku IBM Power Systems wyniósł on 6 tys. dol. – wynika z obliczeń ITIC.

Brak kosztów związanych z przestojami to niejedyne oszczędności, jakie generuje IBM Power Systems. Fizyczny sprzęt to nie są jedyne wydatki niezbędne do działania systemów.

– Czynnikiem, który trzeba wziąć pod uwagę, jest całkowity koszt posiadania. Koszt samej platformy jest zazwyczaj stosunkowo niewielki w stosunku do kosztu oprogramowania, które na niej działa. W porównaniu do innych platform mniejsza liczba rdzeni zapewni taką samą wydajność, dzięki czemu całe rozwiązanie będzie wymagało zakupu mniejszej liczby licencji. Dodatkowo dzięki takiej konsolidacji firma oszczędza na kosztach przestrzeni, prądu czy klimatyzacji – wskazuje Jakub Grzywacz.

Procesory IBM POWER9 są już wykorzystywane m.in. w superkomputerze Summit, który swoje działanie opiera na sztucznej inteligencji. Jego moc obecnie jest używana m.in. do walki z koronawirusem. We współpracy m.in. z Białym Domem oraz Departamentem Energii Stanów Zjednoczonych IBM pomaga w uruchomieniu COVID-19 High Performance Computing Consortium, które zapewni bezprecedensową moc obliczeniową – 16 systemów o mocy ponad 330 petaflopsów, 775 tys. rdzeni procesorów, 34 tys. procesorów graficznych. Konsorcjum ma na celu pomoc naukowcom na całym świecie w lepszym zrozumieniu COVID-19, metod leczenia i potencjalnych leków.

Powstaje hybrydowy robot bojowy z adaptacyjnymi kołami. W przyszłości może znaleźć zastosowanie m.in. w kosmosie czy rolnictwie

Naukowcy z amerykańskiej agencji DARPA opracowali prototyp robota bojowego α-WaLTR, wyposażonego w nowatorski hybrydowy napęd krocząco-jeżdżący. Koła pojazdu po natrafieniu na trudną do pokonania przeszkodę rozkładają się i zamieniają robota w maszynę kroczącą. Ułatwiają tym samym pokonanie obiektów, które stanowią przeszkody nie do pokonania dla klasycznego napędu kołowego. Innowacyjny robot znajdzie zastosowanie nie tylko w wojsku, lecz także m.in. w kosmosie, jako służba domowa, do nadzoru, a także w  rolnictwie.

– Otrzymałam nowy kontrakt DARPA (amerykańskiej Agencji Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności – przyp. red.) na dołączenie do projektu OFFSET Sprint-5, skupiającego się na ulepszeniach fizycznych stanowisk testowych robota – mówi Kiju Lee, prof. nadzwyczajny w Katedrze Technologii Inżynierii i Dystrybucji Przemysłowej na Texas A&M University. – Dzięki niemu opracuję bezzałogowe pojazdy naziemne o zwinnych i wszechstronnych możliwościach ruchowych dla miejskich operacji wojskowych.

Robot α-WaLTR (Wheel-and-Leg Transformable Robot) zaprojektowany na Texas A&M University ma być odpowiedzią na zapotrzebowanie ze strony wojska na kompaktowe, autonomiczne roboty przystosowane do pracy w trudnym terenie. Maszynę wyposażono w autorski hybrydowy napęd zdolny do zaadaptowania się do aktualnych warunków terenowych. Maszyna samodzielnie wybiera optymalną metodę przemieszczania się w przestrzeni miejskiej.

Tym, co wyróżnia α-WaLTR na tle innych pojazdów autonomicznych, są jego koła. Każde z nich składa się z trzech chwytaków obleczonych antypoślizgową gumą. Na płaskiej powierzchni chwytaki pozostają złożone, umożliwiając robotowi szybkie przemieszczanie się i manewrowanie, a kiedy α-WaLTR natrafi na schody bądź rumowisko, koła automatycznie rozkładają się, zamieniając w zminiaturyzowany napęd kroczący. Dzięki temu maszyna może z łatwością wspinać się na niewielkie wzniesienia.

– Poruszanie się na nogach jest bardziej wszechstronne, lecz obarczone ograniczeniami pod kątem strukturalnym, mechanicznym i kontrolnym – wskazuje Kiju Lee. – Opracowywana platforma testowa będzie wyposażona w nowatorskie mechanizmy przekształcania koła w nogi i odwrotnie, które mogą przełączać się między dwoma trybami, aktywnie dostosowując się do otoczenia. Co istotne, nie ma konieczności stosowania dodatkowego siłownika.

Mimo iż α-WaLTR jest projektem współfinansowanym przez wojsko w ramach programu DARPA OFFensive Swarm-Enabled Tactics, jego projektanci liczą na to, że znajdzie zastosowanie także w sektorze cywilnym. Napęd hybrydowy sprawdzi się bowiem wszędzie tam, gdzie zawodzą autonomiczne roboty wyposażone w napęd kołowy.

Zespół odpowiedzialny za α-WaLTR zapowiedział, że pracuje nad kolejnymi prototypami urządzenia, które pokażą nowe możliwości tej innowacyjnej platformy. Według wstępnych założeń nowa wersja hybrydowego napędu kołowo-kroczącego ma być gotowa na początku przyszłego roku. Naukowcy z Texas A&M University planują zaprezentować go inwestorom podczas targów OFFSET FX5 w lutym 2021 roku.

– Chociaż obecnie koncentrujemy się na obronności i innych zastosowaniach wojskowych, tego typu adaptowalne roboty mobilne można zastosować w wielu innych obszarach, m.in. w kosmosie, jako służba domowa, do nadzoru, a także w  rolnictwie – wymienia Kiju Lee.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku robotów wojskowych w 2020 roku wyniosła 14,5 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie do 24,2 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 10,7 proc.

Polskie wojsko inwestuje w rozszerzoną rzeczywistość. Innowacyjne holograficzne gogle będą wykorzystywane w procesie szkoleniowym żołnierzy

Wojskowe Centralne Biuro Konstrukcyjno-Technologiczne SA wykorzysta technologię wirtualnej rzeczywistości rozszerzonej w roli narzędzia treningowego dla przyszłych pracowników wojskowego sektora lotniczego. Nowe symulatory pozwolą przeprowadzić szkolenia w kontrolowanych, bezpiecznych warunkach, a ich wdrożenie ma zminimalizować koszty przeszkolenia załogi przy jednoczesnym zwiększeniu ich efektywności.

– Podczas Salonu MSPO 2020 w Kielcach działając w konsorcjum z Instytutem Technicznym Wojsk Lotniczych, WCBKT SA otrzymało prestiżową Nagrodę Defender za system, który potrafi diagnozować, w jaki sposób pracuje dane urządzenie, a następnie przekazuje te odpowiednio zagregowane dane do baz wojskowych, którymi zarządza instytut. Z drugiej strony poprzez systemy rozszerzonej rzeczywistości pozwala szkolić techników, użytkowników, montażystów i pracowników linii produkcyjnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Kisiel, prezes zarządu Wojskowego Centralnego Biura Konstrukcyjno-Technologicznego SA.

Kompleksowy symulator wdrożony do służby przez WCBKT SA ma ułatwić przeszkolenie nowych pracowników w obsłudze specjalistycznego sprzętu oraz urządzeń służących do naziemnej obsługi statków powietrznych. Integralnym elementem symulatora będą gogle holograficzne nakładające cyfrowe elementy na pole widzenia szkolonej osoby.

W pierwszej kolejności nowe symulatory posłużą jako element procesu szkoleniowego kadry odpowiedzialnej za obsługę lotniskowych systemów zasilania elektroenergetycznego samolotów oraz trenażera dla pojazdów bojowych. Na tym jednak nie skończą się inwestycje WCBKT SA w technologię tego typu. W przyszłości biuro planuje udostępniać trenażery partnerom zewnętrznym, zarówno z sektora wojskowego, jak i prywatnego.

– Przyświeca nam idea zarządzania ryzykiem i minimalizowania możliwości wystąpienia błędu, szkody na samolocie w kategoriach spowolnienia czy wstrzymania eksploatacji na jakiś czas. Jest to trend, w którym podąży cały świat lotniczy, nie tylko ten latający, ale również ten naziemny, tak jak to obserwujemy w innych gałęziach przemysłu cechującego się nasyceniem wyższej technologii – tłumaczy ekspert.

Zastosowanie gogli wirtualnej rzeczywistości rozszerzonej pozwala rozwiązać szereg problemów występujących w przypadku szkoleń prowadzonych przy wykorzystaniu w pełni funkcjonalnego sprzętu. Symulatory holograficzne niwelują ryzyko uszkodzenia urządzeń przy jednoczesnym zwiększeniu efektywności samego szkolenia dzięki możliwości wyświetlania instrukcji obsługi bądź podpowiedzi na linii wzroku kursanta. Takie hybrydowe wskazówki sprawdzają się w roli przewodnika ułatwiającego opanowanie nowych umiejętności.

Po holograficzne gogle sięgnęli także przedstawiciele firmy Airbus, która we współpracy z Microsofem wdrożyła szereg programów wsparcia pracowników przy wykorzystaniu gogli rozszerzonej rzeczywistości. Firma stosuje je zarówno w procesie szkolenia nowo zatrudnionych pracowników, jak i w roli narzędzia ułatwiającego proces projektowania nowych pojazdów.

– Nasza firma pilotażowo sporządziła kilka obsług dla kilku rodzajów sprzętu, które produkujemy. Chcemy pójść krok dalej i objąć inne systemy takim systemem rzeczywistości rozszerzonej – zapowiada Piotr Kisiel.

Według analityków z firmy Fortune Business Insights wartość globalnego rynku symulatorów VR dla lotnictwa do 2027 roku ma osiągnąć wartość 8 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 5,2 proc.

Uczniowie w domach – niemal 38% firm ma obawy co do absencji pracowników

Zanim jeszcze rząd przed kilkoma dniami ogłosił kolejne obostrzenia, 37,8% przedsiębiorców z sektora MŚP już we wrześniu sygnalizowało, że w przypadku ponownego zamknięcia szkół i przedszkoli wzrośnie w ich firmach absencja pracowników. Rozwiązaniem w tej sytuacji może być praca zdalna rodziców. Niestety w sektorze MŚP jest nierealna – wynika z badania Krajowego Rejestru Długów.

Już w poniedziałek, 9 listopada, uczniowie klas 1-3 przejdą w tryb nauczania zdalnego. Dla rodziców oznacza to konieczność zapewnienia im odpowiedniej opieki. Dodatkowy zasiłek opiekuńczy będzie przysługiwał tylko rodzicom dzieci do lat 8. Nie przysługuje on natomiast na dzieci starsze. Mimo to 37,8% przedsiębiorców z sektora MŚP liczy się z nieobecnością swoich pracowników w tym okresie.

– Mowa zarówno o rodzicach przebywających na dodatkowych zasiłkach opiekuńczych, jak i tych, którzy nie kwalifikują się do zasiłku, a po prostu obawiają się zostawić dziecko samo w domu. W szkołach podstawowych uczy się obecnie ponad 3 miliony uczniów. Tylko w klasach pierwszych jest ich około 367 tysięcy. Nasze wrześniowe badanie „KoronaBilans MŚP” pokazuje, że nieobecności pracowników w czasie zdalnej nauki mogą sięgnąć nawet 50 procent załogi. Tak wskazuje jedna czwarta badanych. Z kolei 64 procent badanych mówi o absencji sięgającej 25 procent załogi – wymienia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Dodatkowy zasiłek opiekuńczy przysługuje rodzicowi z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, co oznacza, że nie obciąży on budżetu pracodawcy. Niemniej jednak przedsiębiorcy poniosą inne koszty wynikające z nieobecności w pracy osób wykonujących służbowe obowiązki.

– Absencja pracownika jest problemem zwłaszcza w najmniejszych firmach, gdzie trudno o zastępstwo. Pociąga za sobą koszty wynikające z niewykonanej pracy czy utraconych klientów, a także pogorszenie wydajności firmy. Dłuższa nieobecność w pracy zaburza jej funkcjonowanie. Często wiąże się z opóźnieniami w realizacji zamówień, a co za tym idzie, późniejszą płatnością za ich wykonanie. Niestety pracodawcy mają obawy, że ta sytuacja potrwa zdecydowanie dłużej niż zadeklarował rząd – mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Jak zapowiedział premier Mateusz Morawiecki dzieci zostaną w domach do 29 listopada. Jednak później jest grudzień i przerwa świąteczna. Niewykluczone, że rząd przedłuży edukację zdalną do zakończenia nawet przerwy noworocznej, czyli do święta Trzech Króli, a może i do zakończenia ferii zimowych we wszystkich województwach, które zaczynają się 18 stycznia i kończą 28 lutego. Warto przygotować się na każdy scenariusz.

Pewnym rozwiązaniem w tej sytuacji jest umożliwienie rodzicom pracy zdalnej. Wykonując swoje obowiązki w trybie home office, mogliby równocześnie przypilnować dzieci. Niestety sektor MŚP ma z tym duży problem. To, co sprawdza się w korporacjach – wydaje się niemożliwe w mikro, małych i średnich firmach.

– Zaledwie 5 procent firm z sektora MŚP, i to głównie z branży usługowej, może oddelegować na home office całą swoją załogę. Pracę zdalną części zatrudnionym jest w stanie zapewnić 42 procent właścicieli firm, ale ponad połowa nie ma takiej możliwości. To głównie firmy handlowe, budowlane i produkcyjne, które nie dadzą rady tego zrobić właśnie ze względu na profil swojej działalności – dodaje Adam Łącki.

Badanie KoronaBilans MŚP przeprowadzone przez IMAS International we wrześniu 2020 r. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej i pod patronatem Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców. Objęło grupę 304 firm z sektora MŚP, w tym: mikro (zatrudniające 3-9 osób), małe (10-49) i średnie przedsiębiorstwa (50-249).

Stopa bezrobocia bez zmian

Opublikowane dzisiaj przez resort rozwoju, pracy i technologii szacunki dotyczące bezrobocia w październiku pokazują stabilną sytuację na rynku pracy – stopa bezrobocia wyniosła 6,1%, czyli tyle samo ile w ostatnich miesiącach, a liczba bezrobotnych osiągnęła 1 019 000 osób.

W stosunku do końca września odnotowano zmniejszenie liczby osób zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy o 4 746. Spadek stopy bezrobocia zaobserwowano w województwach: dolnośląskim, kujawsko – pomorskim, łódzkim, opolskim, świętokrzyskim i warmińsko – mazurskim, zaś wzrost – w pomorskim i zachodniopomorskim. W pozostałych województwach stopa bezrobocia pozostała na niezmienionym w stosunku do września poziomie.

Wstępne dane o rynku pracy pokazują, że środki Funduszu Pracy, Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, jakie zostały przeznaczone przez rząd na utrzymanie zatrudnienia, osiągnęły cel. Nie mamy doniesień o zapowiedziach zwolnień grupowych, nie rośnie bezrobocie. Nowa fala zachorowań, a tym samym kolejna odsłona obostrzeń w prowadzeniu działalności gospodarczej będzie stanowiła wyzwanie dla przedsiębiorców, w wielu przypadkach osłabionych ekonomicznie po pierwszej fali pandemii.

Z zapowiedzi rządu wynika, że na tak powszechną pomoc jak wiosną, przedsiębiorcy nie mogą już liczyć, co wynika z ograniczeń budżetowych. Punktowe wsparcie, czego przykładem może być pomoc dla producentów kwiatów, w związku z zamknięciem cmentarzy, nie może być porównywane do środków wypłacanych wiosną, stosunkowo łatwo dostępnych dla prawie wszystkich przedsiębiorców.

Kluczowym pytaniem pozostaje więc czy obserwowana we wcześniejszych miesiącach solidarność pracodawców i pracowników, której celem było utrzymanie miejsc pracy i ekonomicznych podstaw funkcjonowania firmy, nadal będzie obowiązywała i czy będzie wystarczająca dla zachowania dotychczasowego poziomu zatrudnienia.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

11 innowacyjnych startupów międzynarodowego akceleratora MIT Enterprise Forum CEE

Wirtualna klinika pomagająca pacjentom zmagającym się z Hashimoto, platforma umożliwiająca pracownikom elastyczną rezerwację miejsc parkingowych czy system do produkcji leków pozbawionych skutków ubocznych – to tylko niektóre z 11 projektów, które już w listopadzie staną do walki o tygodniowy bootcamp w Bostonie oraz 100 tys. zł w konkursie Young Innovator Awards.  Rusza dwumiesięczna akceleracja w 4. edycji programu MIT EF CEE. Stawka jest wysoka!

Międzynarodowy akcelerator MIT Enterprise Forum CEE jest inicjatywą Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej, która z sukcesem zrealizowała już 8 edycji programu podczas 5 lat swojej działalności. Nadrzędnym celem programu jest przede wszystkim wsparcie i promowanie startupów w Europie Środkowo-Wschodniej, a także dzięki globalnej sieci firm współpracujących, pomoc w pozyskaniu nowych klientów, inwestorów lub partnerów biznesowych.

„Czas pandemii to trudny okres dla wielu organizacji, dla nas również, szczególnie jeżeli chodzi o kwestie organizacyjne. Planowane przez nas działania związane z rekrutacją do jesiennej edycji przeprowadziliśmy online, by nie narażać siebie oraz Partnerów programu na kontakt z innymi osobami. Panująca sytuacja na rynku nie miała zbyt dużego przełożenia na liczbę zgłoszeń do programu, wręcz przeciwnie. Otrzymaliśmy prawie 250 aplikacji, z czego ponad 160 kandydatów przeszło, po weryfikacji formalnej, do kolejnego etapu – oceny merytorycznej. Proces analizy był długi, oceniliśmy i porównaliśmy technologie przedsiębiorców z określonymi potrzebami naszych firm partnerskich w obszarach technologii i innowacji w zakresie zaawansowanej produkcji, inteligentnej energii, zastosowań zdrowotnych czy ubezpieczeń. Wybraliśmy 11 innowacyjnych, kreatywnych i ciekawych świata przedsiębiorców. Jestem bardziej niż pewien, że dzięki naszemu wsparciu świat bardzo szybko o nich usłyszy” – powiedział Łukasz Owczarek, Head of Acceleration w MIT Enterprise Forum CEE.

Startupy, które zakwalifikowały się do programu MIT Enterprise Forum CEE, zyskują szansę współpracy z międzynarodowymi przedsiębiorstwami i przejście akceleracji zgodnie z modelem 24 kroków przedsiębiorczości zdyscyplinowanej Billa Auleta, profesora Massachusetts Institute of Technology (MIT). To dla nich także szansa do globalnego networkingu, konsultacji z prawnikami, rzecznikami patentowymi oraz coachami sprzedaży. Nie bez znaczenia jest także szansa nawiązania relacji biznesowych z potencjalnymi partnerami i inwestorami z USA.

„Zbliżająca się kolejna edycja programu MIT Enterprise Forum CEE jest inna niż pozostałe, a tym samym wyjątkowa w związku z trwającą pandemią COVID-19. W trakcie nadchodzących miesięcy szkoleń startupy będą miały możliwość nauczyć się między innymi jak dobrze prezentować się przed inwestorem i jak w niecałe 3 minuty powiedzieć najważniejsze informacje o swojej firmie – co jak wiemy, nie jest łatwe, ale nie niemożliwe do zrealizowania” – powiedziała Linda Plano, Pitching Coach w MIT Enterprise Forum CEE.

Dzięki współpracy z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości i przyznanemu grantowi na projekt dotyczący programu MIT Enterprise Forum CEE, każda z firm, rozpoczynających akcelerację, otrzyma dofinansowanie w kwocie do 200 000 zł na realizację pilotażu, która odbędzie się przy współpracy z wybranym partnerem korporacyjnym, a także wsparcie w postaci usług doradczych – „Z doświadczenia wiemy, że w przyszłości może to zaowocować długofalową współpracą. Taki też jest cel naszego programu, by innowacyjne technologie przedsiębiorców z regionu Europy Środkowo-Wschodniej znalazły nie tylko swoich odbiorców, ale i odpowiednie miejsce w biznesie” dodaje Owczarek

Po raz kolejny, startupy biorące udział w programie MIT Enterprise Forum CEE będą miały okazję stanąć do walki w konkursie CVC Young Innovator Awards, realizowanym dzięki partnerstwie z CVC Capital Partners – międzynarodową firmą doradczą. Nagroda toczy się o wysoką stawkę – czek o wartości 100 000 zł na dalszy rozwój działalności. Do konkursu mogą przystąpić przedsiębiorcy (poniżej 30. roku życia), a technologia, którą oferują powinna cechować się wysoką użytecznością społeczną.

W konkursie od czterech edycji nagradzamy te firmy, które potrafią zbudować atrakcyjny model biznesowy i odpowiadać na ważne potrzeby społeczne. To założenie jest szczególnie istotne w czasie pandemii COVID-19, która cały czas niezwykle głęboko zmienia naszą rzeczywistość. Najlepszym przykładem tego, jak skutecznie łączyć te dwa założenia jest jeden ze zwycięzców konkursu – firma Genomtec. Dwa lata temu wygrywała konkurs jako ambitny start-up. Dzisiaj to dynamiczna, ale już w pełni rozwinięta spółka, która jest w drodze na giełdowy parkiet, a jednocześnie wykonała błyskawiczny zwrot tworząc pierwsze w Polsce szybkie testy na koronawirusa – mówi Krzysztof Krawczyk, Partner CVC Capital Partners.

Lista startupów, które zakwalifikowały się do programu

Amorphis Pharma Development to firma opracowująca ulepszone generycznie leki amorficzne, które staną się łatwiej dostępne dla pacjentów. Będą też skuteczniejsze, mniej toksyczne dla organizmu i tańsze.

CyberStudio to dostawca wyselekcjonowanych rozwiązań z obszaru bezpieczeństwa IT. Zapewnia ochronę organizacji przed cyber-zagrożeniami zewnętrznymi i wewnętrznymi 24/7, przez cały rok.

Dobry Prąd to platforma pozwalająca porównać oferty energetyczne. Zapewnia użytkownikom łatwy proces zakupu lub sprzedaży energii odnawialnej.

Hashiona to aplikacja, wirtualna klinika, która pomaga pacjentom zmagającym się z chorobą Hashimoto i niedoczynnością tarczycy w polepszeniu jakości życia.

Minte.ai to inteligentne oprogramowanie B2B dla firm ubezpieczeniowych, pozwalające skrócić czas i obniżyć koszt likwidacji roszczenia osobowego, zwiększyć zadowolenie klienta, a także dostarczyć ustrukturyzowane dane medyczne.

Parkey to platforma zwiększająca efektywność wykorzystania biurowej przestrzeni do parkowania poprzez umożliwienie pracownikom elastycznej rezerwacji miejsc parkingowych.

PayTicon: to dostawca i sieć dystrybucji produktów pre-paid. Dzięki obsłudze przez szereg rozwiązań technologicznych, pomaga zarówno detalistom, jak i usługodawcom maksymalizować ich możliwości sprzedaży.

RevDeBug to platforma pomagająca w monitorowaniu systemów IT, która usuwa element zgadywania z procesu identyfikacji i naprawy błędów w oprogramowaniu. Dzięki czemu skraca jego czas aż o 50%.

SaniSmart to nowoczesne rozwiązanie do wywozu ścieków, które umożliwia monitorowanie poziomu szamba, przewidywanie terminu wywozu i automatyzację opróżniania.

SEMONI to oprogramowanie dla biznesu do semantycznej analityki tekstu, bazujące na wynikach własnych badań w obszarze sztucznej inteligencji (AI). Dzięki rozwiązaniu użytkownik dotrze do ponad 80% informacji będących do tej pory poza zasięgiem analizy.

Questpass to innowacyjny system reklamowy działający na zasadzie podobnej do paywalla. Opłata w Questpass polega na wskazaniu prawidłowej odpowiedzi na pytanie dotyczące reklamy widocznej powyżej. W zamian na poświęconą uwagę użytkownik otrzymuje darmowy dostęp do dalszej części artykułu.

Partnerami głównymi programu są trzy organizacje: Adamed, polska firma farmaceutyczno-biotechnologiczna, lider na rynku leków nowej generacji; system firm Coca-Cola w Polsce – lider rynku napojów bezalkoholowych, a także firma MCX – trzon silnej grupy wyspecjalizowanych spółek, będących dostawcą kompleksowych rozwiązań z zakresu Fintech, energii odnawialnej oraz szeroko pojętego smart city. Partnerami wspierającymi są: CVC Capital Partners, HubHub, MDI Energia, Nationale-Nederlanden, PZU, Sollers Consulting oraz TVN Grupa Dicovery. Realizacja programu dofinansowana jest grantem przyznanym Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w ramach Działania 2.5 POIR Programy Akceleracyjne.

Czy warszawskie ulice handlowe czeka renesans?

Pandemia COVID-19 przyniosła niespodziewany impuls dla zmian na rynku handlowym. Konsumenci szukają bezpiecznych miejsc na zakupy i spotkania, a sieci handlowe i gastronomiczne chcą być „blisko klienta” i dywersyfikować swoje portfolia lokali. W dłuższej perspektywie czasowej może to wpłynąć na wzrost zainteresowania ulicami handlowymi, głównie w dużych osiedlach mieszkaniowych – wynika z raportu „Warszawskie ulice handlowe w czasie pandemii” opracowanego przez firmę Colliers International.

Raport Colliers International powstał na postawie badania i analizy 32 stołecznych ulic handlowych przeprowadzonych przez ekspertów firmy w kontekście dostępnej oferty, pustostanów i stawek czynszowych po I połowie 2020 r.[1]

Wolna powierzchnia

Badania wykazały, że w pierwszej połowie roku łączna liczba wakatów na ulicach handlowych zmniejszyła się o 2 p.p. Zasoby wolnej powierzchni zmniejszyły się przy 18 przeanalizowanych ulicach, nie zmieniły się przy 2, a wzrosły przy 12. Największy spadek pustostanów w I poł. 2020 r. odnotowano w Śródmieściu, przy najbardziej atrakcyjnych ulicach handlowych, takich jak: Pl. Trzech Krzyży, Krakowskie Przedmieście, Nowogrodzka, Chmielna czy Foksal. Natomiast najwięcej wyjść odnotowano w Al. Jana Pawła II, na Marszałkowskiej i Targowej. Nowe powierzchnie do wynajęcia to głównie lokale po najemcach z sektorów: gastronomia (28%), usługi (26%) i moda (15%).

– Na koniec czerwca 2020 r. wolnych było ok. 230 lokali o łącznej powierzchni ok. 2 500 mkw., z czego ok. 90 dostępnych jest na rynku od ponad roku. Większość to lokale małe, poniżej 100 mkw. Niestety w III kw. wakaty ponownie zaczęły rosnąć. W najbliższych miesiącach przewidujemy dalszy wzrost pustostanów, także w Śródmieściu, gdzie w I poł. 2020 odnotowano spadek wakatów. Powodem wyjścia kolejnych najemców będzie zmniejszenie się ruchu turystycznego, spotkań biznesowych i towarzyskich po pracy oraz restrykcje nakładane na gastronomię przez rząd – mówi Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Pl. Trzech Krzyży najdroższy

Porównując czerwiec 2020 z analogicznym okresem roku ubiegłego, nie zaobserwowano

znaczącego spadku stawek czynszowych za lokale użytkowe przy ulicach handlowych. Widoczne są jednak różnice w oczekiwaniach właścicieli lokali i potencjalnych najemców – stawki transakcyjne są zwykle o 20-25% niższe od ofertowych. Najwyższe stawki ofertowe obowiązują tradycyjnie w Śródmieściu, jednak ich zróżnicowanie jest duże w zależności od jakości lokalu.

Jak wynika z badania Colliers, najdroższą ulicą handlową w Polsce jest Pl. Trzech Krzyży, gdzie miesięczna stawka za mkw. wynosi 350 zł.  Dalej znajdują się Chmielna (305 zł/mkw./miesiąc), Mokotowska (215 zł/mkw./miesiąc), Nowy Świat i Al. Jerozolimskie (200 zł/mkw./ miesiąc).

Niepewna przyszłość gastronomii

Jednym z sektorów który najbardziej ucierpiał w wyniku pandemii koronawirusa jest sektor gastronomiczny. Od 14 marca do 18 maja restauracje, kawiarnie i bary mogły serwować jedynie posiłki na wynos lub z dowozem. Obostrzenia zostały przywrócone 23 października, najpierw na okres dwóch tygodni, a następnie zostały przedłużone na czas nieokreślony.

– Jak wynika z naszego badania pierwsza fala koronawirusa nie dotknęła znacząco typowo warszawskich lokalizacji gastronomicznych. Ulice Francuska, Świętokrzyska czy Nowy Świat zachowały swój charakter, a poziom pustostanów nie zwiększył się tu znacząco. Czy taki stan rzeczy utrzyma się po drugiej fali pandemii? Możliwe że nie. Branża musi mierzyć się z utrudnionymi warunkami funkcjonowania i szuka nowych rozwiązań, takich jak: powiększenie ogródków, aktywność on-line, abonamenty i vouchery czy wprowadzenie dodatkowej oferty garmażeryjnej. W wielu przypadkach to nie wystarcza – w III kw. obserwujemy stały wzrost powierzchni niewynajętej w stolicy, z czego ponad ¼ to lokale po zlikwidowanych kawiarniach, restauracjach czy barach – mówi Katarzyna Michnikowska.

Nie tylko obostrzenia wpłynęły na trudną sytuację na rynku gastronomii. Lokale muszą się również dostosować do zmian, które zaszły w zachowaniach konsumentów.

– Zauważamy rozkwit lokalnego stylu życia i częstsze korzystanie z punktów usługowo-handlowo-gastronomicznych w pobliżu miejsca zamieszkania. Będzie to skutkować rozwojem ulic handlowych będących arteriami komunikacyjnymi dużych osiedli mieszkaniowych, z intensywnym ruchem pieszym i komunikacją publiczną. Obecność w takich miejscach stanie się dodatkowym sposobem dywersyfikacji ryzyka dla sieci handlowych – dodaje Małgorzata Kobziakowska, dyrektor w Dziale Powierzchni Handlowych w Colliers International.

[1] Badania objęły siedem centralnych dzielnic Warszawy: Śródmieście, Mokotów, Ochotę, Wolę, Żoliborz, Pragę Północ i Pragę Południe. Wyodrębniono w nich 32 ciągi handlowe, przy których znajduje się łącznie ok. 3 150 sklepów, punktów usługowych i gastronomicznych.

Koniec ulgi abolicyjnej, wyższe podatki dla pracujących za granicą

Od 1 stycznia 2021 r. Polacy pracujący w takich krajach, jak np. Belgia, USA, Dania czy Holandia, nie będą mogli już skorzystać z ulgi abolicyjnej, która pozwalała odliczyć podatek za zarobki za granicą. Miała ona zastosowanie, jeśli podatek należny w obcym kraju był niższy niż w Polsce. Eksperci inFakt wskazują, że na mocy znowelizowanej ustawy konieczne będzie dopłacanie w Polsce różnicy między podatkiem obowiązującym w naszym państwie, a podatkiem zapłaconym za granicą.

Obecnie, zgodnie z przepisami, rezydent polski, który wyjedzie do pracy np. do Holandii i uzyska tam swoje jedyne dochody w roku, tam też zapłaci podatek dochodowy. W Polsce w takiej sytuacji nie musi w ogóle płacić podatku z tego tytułu. Zdaniem Piotra Juszczyka, doradcy podatkowego w firmie inFakt, zniesienie ulgi abolicyjnej dotknie najmocniej osoby zarabiające za granicą, a jednocześnie posiadające centrum interesów życiowych w Polsce. – Tacy podatnicy będą musieli podzielić się swoimi zarobkami z fiskusem. Łatwo też jest zauważyć, że powstanie znacząca nierówność. Osoba pracująca w Niemczech nie będzie miała obowiązku zapłacenia podatku w Polsce, ale już ta, która pracuje w Belgii, będzie zmuszona to zrobić. Ulga abolicyjna niwelowała te nierówności – podkreśla ekspert.

Obecnie ulga może być stosowana nawet wtedy, gdy podatek w ogóle nie był płacony za granicą, np. ze względu na dużo wyższą kwotę wolną od opodatkowania. – Przykładowo w Belgii wynosi ona obecnie 8 860 euro lub więcej, jeśli podatnik ma dzieci. Dodatkowo można dokonać innych odliczeń – wskazuje Piotr Juszczyk. – Po zmianie przepisów, jeśli pracownik zarobił w Belgii 30 000 zł, to nie zapłaci tam podatku, ale w Polsce będzie musiał zapłacić ok. 4 550 zł, o ile nie będzie mógł zastosować żadnych odliczeń.

Tymczasem jedyne zwolnienie, jakie przewidział ustawodawca, dotyczy sytuacji, kiedy zarobki nie przekroczą 8 000 zł. Wówczas nie będzie konieczności zapłaty podatku w Polsce, a więc limit tego podatku wyniesie 1 360 zł. Zniesienie ulgi abolicyjnej wpłynie w wielu przypadkach na wzrost obciążeń podatkowych u niektórych osób pracujących za granicą.

Browar Za Miastem zebrał 4,18 mln zł. 100 proc. celu emisji

Browar Za Miastem zgromadził środki na budowę własnego browaru, którego koszt wyniesie 9 mln. zł. Kwotę 4,18 mln zł pozyskano od 644 inwestorów w ramach właśnie zakończonej emisji crowdfundingowej przeprowadzonej na platformie Crowdway.pl. To 100 proc. celu i górna granica w ramach obowiązujących przepisów.

Prace budowlane w Rumianku pod Poznaniem rozpoczęły się we wrześniu br. Pierwsze piwa zostaną uwarzone we wrześniu 2021. Powstawać będą zgodnie z innowacyjną technologią na bazie surowców Superfood, którą interesują się klienci w Europie, Azji i Ameryce Północnej.

„Emisja akcji skierowana do społeczności inwestorów to ważny etap naszej strategii.W tej chwili jesteśmy w pełni przygotowani finansowo do dokończenia budowy browaru. Mamy środki własne, zawarliśmy umowę o kredyt inwestycyjny oraz umowę o dotację” – podsumował Tomasz Brycki, współzałożyciel i prezes spółki Browar Za Miastem. „Prace budowlane zaczęły się jeszcze przed kampanią crowdfundingu udziałowego. Do dzisiaj wykonane są fundamenty budynku oraz trwa budowa ścian części murowanej. Za około 2 tygodnie zaczniemy montaż konstrukcji hali produkcyjnej. Niedługo też rozpoczniemy przetargi związane z zakupem urządzeń produkcyjnych. Pierwsze piwo w naszym browarze zamierzamy uwarzyć już za niecały rok” dodał prezes.

Jesienią 2021 roku zostanie uruchomiony kompletny browar rzemieślniczy, w którym znajdzie się linia technologiczna składająca się z warzelni, tanków fermentacyjno-leżakowych oraz urządzeń do rozlewu. Docelowo browar będzie mógł produkować 30 tys. hektolitrów, czyli 6 milionów butelek piwa rocznie.

Już w pierwszym etapie w obiekcie znajdą się rozwiązania rzadko spotykane w browarach rzemieślniczych. Będzie to między innym wirówka do piwa, która podniesie jakość i efektywność produkcji oraz laboratorium produkcji zapewniające wysoką jakość piwa.

Browar Za Miastem jest właścicielem innowacyjnej technologii produkcji piwa na bazie surowców „Superfood”, która otwiera szerokie możliwości eksportu.

„Ogromnie dziękujemy społeczności inwestorów za udział w emisji akcji naszej spółki promowanej w kampanii crowdinvestingowej. Jej ważnym celem było zbudowanie grona ambasadorów marki. Liczba naszych akcjonariuszy wzrosła do około 650 osób. To duża grupa ludzi, którzy piją nasze piwa i już teraz są zainteresowani sukcesem naszej firmy. Ostatnie tygodnie pokazały, że nowi inwestorzy mogą i chcą angażować się w rozwój teraz już naszego wspólnego biznesu” – powiedział Marek Wziątek, współzałożyciel i wiceprezes spółki.

Spółka warzy kilkanaście gatunków piwa, o wdzięcznych nazwach kojarzących się miłym nastrojem i wypoczynkiem, np. Dzień Wolny czy Święty Spokój. W ofercie posiada zarówno europejską klasykę (np. pilsner, pszeniczne), jak i piwa nowej fali (np. APA, Black IPA).

„W nowym browarze uruchomimy produkcję zupełnie nowej linii piw warzonych w oparciu o naszą innowacyjną technologię. Oczywiście oprócz inwestycji koncentrujemy się na bieżącej działalności. Bardzo zależy nam na ciągłej budowie dystrybucji oraz dalszym wzroście przychodów” – dodał Marek Wziątek.

Piwa Browaru Za Miastem dostępne są w ponad 2 000 punktów sprzedaży, w tym w sieciach handlowych: Auchan, Carrefour, Duży Ben, Intermarche, Kaufland, Lidl, Stokrotka.

Koszt budowy browaru planowany jest na około 9 mln złotych. W kolejnych latach spółka zainwestuje dalsze środki w rozbudowę mocy produkcyjnych. Projekt zostanie sfinansowany ze środków własnych (2,0 mln zł), dotacji unijnej (1,8 mln zł), kredytu inwestycyjnego (1,3 mln zł) oraz kapitału pozyskanego w ramach crowdfundingu.

„To już 3. kampania w tym roku promowana na platformie Crowdway.pl, która pozyskuje maksymalne finansowanie o równowartości 1 mln euro. Za sukcesem Browaru Za Miastem stoi konkretny cel, mocne podstawy biznesowe oraz bardzo dobrze przeprowadzone działania komunikacyjne. Ogromne gratulacje dla spółki, która przekonała do siebie prawie 700 inwestorów w trakcie bardzo trudnego okresu związanego z pandemią” – powiedział Jakub Niestrój, prezes Crowdway.pl

W 2019 roku Browar Za Miastem sprzedał 4 tys. hektolitrów piwa i zanotował 3,3 mln przychodów. Rok do roku sprzedaż wzrosła o 50 proc. (wolumenowo i wartościowo). W drugiej połowie 2019 r., czyli w trzecim roku działalności, firma osiągnęła rentowność.

Rynek inwestycji w nieruchomości komercyjne w regionie CEE po 3 kw. 2020 r.

Pomimo pandemii wartość inwestycji w nieruchomości komercyjne w Europie Środkowo-Wschodniej w trzech kwartałach 2020 roku utrzymała się na dobrym poziomie i wyniosła ok. 8 mld euro. To o 12% mniej w porównaniu z tym samym okresem w 2019 r. Udział Polski oszacowano na 4 mld euro – podaje firma Colliers International.

Chociaż zainteresowanie inwestorów regionem CEE nie słabnie, łączny wolumen transakcji w nieruchomości komercyjne na koniec roku wyniesie prawdopodobnie 10-11 mld euro, czyli o ok. 20% mniej niż w 2019 r.

– Polski rynek inwestycyjny pozostał silny pomimo lockdownu i trwającej pandemii. O ile na koniec tego roku spodziewamy się niższych wolumenów, o tyle pierwsze trzy kwartały przyniosły zadowalające wyniki – ok. 4 mld euro, za czego 1,5 mld euro ulokowano w sektorze powierzchni biurowych i 1,9 mld euro w magazynach. Jest to wynik bliski ustanowienia nowego rekordu. Spodziewamy się dalszego wzrostu zainteresowania polskimi nieruchomościami, szczególnie klasami aktywów biurowych i logistycznych, popartego silnym napływem kapitału na kluczowe rynki w kraju. Jednak, co zrozumiałe ze względu na okoliczności, realizacja transakcji będzie trwała dłużej – mówi Piotr Mirowski, senior partner, szef Działu Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers International.

Niewielkie zmiany stóp kapitalizacji

Eksperci Colliers odnotowali bardzo nieznaczne zmiany stóp kapitalizacji, głównie ze względu na ograniczoną liczbę sfinalizowanych transakcji wskazującą na dalsze ruchy w tym sektorze. Chociaż niektórych zmian nie da się uniknąć, kluczowe, dobrze funkcjonujące aktywa powinny utrzymać się na stabilnym poziomie, przy czym większy nacisk zostanie położony na te nieruchomości, które są bardziej ryzykowne pod względem inwestycyjnym, ale oferują lepszy zwrot z inwestycji w porównaniu do nieruchomości standardowych, cieszących się zawsze zainteresowaniem inwestorów. Ze względu na przesunięcie zainteresowania inwestorów w kierunku logistyki, możemy spodziewać się również odpowiedniej reakcji cen w tej klasie aktywów.

Dominacja sektora biurowego

Sektor biurowy ponownie zdominował pierwsze trzy kwartały 2020 r. Słabsze wyniki niż w roku ubiegłym odnotowały rynki handlowy i hotelowy. Znaczny wzrost nastąpił z kolei w sektorze nieruchomości logistycznych. Osiągnięcie większych wolumenów w tej klasie aktywów powstrzymała jedynie niska podaż.

Kapitał europejski

Najbardziej aktywne na rynku inwestycyjnym w ciągu pierwszych 9 miesięcy 2020 r. były fundusze zachodnioeuropejskie, jednak znaczącej transakcji w regionie dokonała szwedzka firma Heimstaden Bostad, która zainwestowała 1,3 mld EUR w projekty mieszkaniowe w Czechach.

Aktywni pozostali także krajowi inwestorzy z Europy Środkowo-Wschodniej – głównie kapitał czeski i węgierski – którzy inwestowali zarówno na własnych rynkach, jak i za granicą w obrębie regionu. Kapitał z Azji, w szczególności z Singapuru i Korei Południowej, w dalszym ciągu zabezpiecza możliwości inwestycyjne w środkowej i wschodniej części Europy.

Ożywienie gospodarcze w 2021 r.

Zarówno w skali globalnej, jak i w Europie Środkowo-Wschodniej, przewiduje się, że w 2020 r. gospodarki odnotują spadki, ale już w 2021 r. zaczną się odbijać. Oczekuje się także wzrostu wskaźników bezrobocia, co w połączeniu z wcześniejszym czynnikiem może wpłynąć spadek sprzedaży w sektorze handlowym.Ożywienie gospodarcze w 2021

Rynki coraz pewniejsze wyniku wyborów w USA

Patrząc na reakcje rynków uznały one już zwycięstwo Joe Bidena nad urzędującym prezydentem. Formalnie jednak na wyniki przyjdzie nam poczekać, tym bardziej, że prawo pozwala przyjmować głosy wysłane pocztą nadane 3 listopada, a które dotrą do dzisiaj.

Rynki już wiedzą, Trump walczy

W USA liczenie głosów przynosi coraz większą przewagę Joe Bidena nad Donaldem Trumpem, co wcale nie znaczy, że wygra on wybory. Z pewnością nie znaczy to, że wygra je szybko. Reakcje prezydenta na utratę przewagi nie pokazują go z dobrej strony. Pada bardzo dużo zarzutów niepopartych na razie dowodami, co w przypadku gdyby się okazało, że nie są prawdziwe, stawiałoby go w bardzo złym świetle. Rynki są już niemal pewne zwycięstwa kandydata Demokratów, pomimo groźby ponownego liczenia głosów w kluczowych stanach. Dolar wyraźnie traci względem euro, aczkolwiek ruch ten nie przekłada się już tak korzystnie na złotego jak w poprzednich dniach.

Decyzje banków centralnych

Wczorajsze posiedzenie FED nie przyniosło istotnych zmian. Dzisiaj odbędzie się przełożone posiedzenie RPP. Przełożenie go na po wyborach było bardzo dobrym posunięciem, aczkolwiek oficjalnego wyniku i tak jeszcze nie znamy, nie mniej na rynkach jest już niemal pewność. Patrząc na ostatnie umocnienia złotego wątpliwe jest, by RPP podjęła jakieś ważniejsze decyzje dzisiaj.

Biden sprzyja bitcoinowi?

Wraz ze zdobywaniem przewagi podczas liczenia głosów przez kandydata Demokratów jesteśmy świadkami również bardzo silnego wzrostu wyceny dolarowej bitcoina. W ciągu dwóch dni cena wzrosła o około 15%. Wiadomo, że przy słabnącym dolarze i w miarę stabilnej cenie bitcoina w innych walutach jego cena powinna rosnąć, ale dolar osłabił się raptem o około 2%, co nie wyjaśnia siły tego wzrostu. Jako powód wskazuje się możliwy wzrost wydatków administracji Demokratów i mogącą pojawić się inflację.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Wpływ wyborów prezydenckich w USA na rynki finansowe

Wszystko wskazuje, że wybory prezydenckie w USA wygra Joe Biden. Taki układ przy podzielonym Kongresie nie jest dobry dla inwestorów, którzy jednak zareagowali pozytywnie. To pokazuje, że wygrany jest tylko jeden, to tani pieniądz.

Część inwestorów może przyjmować reakcję rynków ze zdumieniem, przecież Joe Biden miał być negatywny dla rynków? To dlatego, że Biden nie będzie tak sprzyjał najzamożniejszym i korporacjom jak to robił Donald Trump. Do tego podzielony Kongres nie przyjmie zapewne tak dużego pakietu stymulacyjnego, na jaki wcześniej liczyli inwestorzy. Dlaczego zatem rynki reagują tak euforycznie? Można byłoby ryzykować różne teorie, np. o tym, że Demokraci w zamian za zgodę (Republikanów w Senacie) na pakiet fiskalny poświęcą plany podniesienia podatków dla firm technologicznych – czyli rynek dostanie dwie pieczenie upieczone na jednym ogniu.

– Wiemy więc, że nie zrealizuje się scenariusz, który byłby najlepszy dla rynków finansowych, a zakładał kompletne zwycięstwo Republikanów – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Układ w Kongresie pozostanie taki, jaki był do tej pory czyli nowy prezydent nie może liczyć na zgodną współpracę, trzeba będzie targować się i układać, dlatego nie jest to scenariusz optymalny dla inwestorów.

Skąd więc tak bardzo pozytywna reakcja rynków? Działa jednak efekt kleszczy, giełdowi inwestorzy są rozdarci pomiędzy coraz gorszymi perspektywami a zalewem tanich pieniędzy, który skłania ich do podejmowania ryzyka. Przed nami nadal sporo zmienności i przeplatania się okresów trudnej do wytłumaczenia euforii z momentami strachu i paniki.

– Rynki finansowe są nadal bardzo wysoko, bo tam zostały wysłane przez banki centralne – wyjaśnia ekspert XTB. – Przy zerowym koszcie pieniądza inwestorzy są zachęcani do podejmowania dużego ryzyka, ale w końcu mogą zacząć panikować.

Wartość złotego zmienia się w wyniku zmienności na parze euro/dolar, ale teraz dla polskiej waluty będzie już ważne szczególnie to – co dzieje się w Europie.

Rynki walutowe zdominowane przez wybory w USA

Zgodnie z oczekiwaniami, w tym tygodniu głównym wydarzeniem na rynkach walutowych były wybory prezydenckie w USA. Według dotychczasowych szacunków prowadzi Joe Biden. Jednak Donald Trump już na początku liczenia głosów stwierdził, że ich przebieg będzie prawnie zakwestionowany. Niewykluczone więc, że wyniki będą musiały zostać potwierdzone przez sąd, co może zająć kilka tygodni. Jednak wybór któregokolwiek z kandydatów nie wiąże się ze zmianami dla polskiej gospodarki.

W ramach kampanii obaj kandydaci mówili o próbie przeforsowania pakietu fiskalnego, który powinien pomóc amerykańskiej gospodarce stanąć na nogi, a przede wszystkim pomóc w szybszym tworzeniu nowych miejsc pracy, które generowane są znacznie wolniej niż oczekiwano. Joe Biden obiecał, że będzie dążył do reformy amerykańskiego systemu edukacji, większej przystępności cenowej ubezpieczenia zdrowotnego oraz zapowiedział podwyżki podatków dla najbardziej zamożnych. W przypadku wyboru Donalda Trumpa możemy liczyć na to, że nadal będzie forsował pewne elementy protekcjonalizmu handlowego. Jednak zapowiadane przez obu kandydatów zmiany nie powinny być na tyle fundamentalne, aby miały istotny wpływ na polską gospodarkę.

W tym tygodniu odbyły się również posiedzenia kilku banków centralnych m.in. polskiego NBP, amerykańskiego Fed i czeskiego CNB. Żaden z nich nie zmienił jednak ustaleń w polityce pieniężnej, więc traderzy walutowi mogli skupić się głównie na wyborach w USA.

W tym tygodniu złoty umocnił się do 4,54 PLN/EUR, odrabiając część strat z ostatnich trzech tygodni. Eurodolar natomiast wzrósł i osiągnął w piątek rano poziom 1,184 USD/EUR.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Wodór – paliwo przyszłości i szansa dla Polski

Jednym z “paliw przyszłości”, dzięki którym będziemy mogli wyeliminować emisję CO2 przy produkcji energii, jest wodór. To pierwiastek, który w czystej formie ma duży potencjał magazynowania energii, a także może być wykorzystywany jako zamiennik paliw kopalnych – w transporcie, szczególnie ciężkim, oraz w produkcji prądu i w górnictwie. Polska jest jednym z państw o największej produkcji wodoru w Europie, a nawet na świecie. To jednak nie oznacza, że jesteśmy gospodarką przodującą w pozyskiwaniu ekologicznych paliw. Produkujemy wodór tak zwany “szary”, czyli posiadający dosyć duży ślad węglowy – jego źródłem jest gaz ziemny. Żeby móc produkować “zielony wodór”, potrzebujemy dużych inwestycji w technologię pozyskiwania wodoru w sposób ekologiczny.

– Jeśli myślimy o zastosowaniu wodoru w kontekście niedawno opublikowanej strategii Unii Europejskiej, czyli wodoru produkowanego w procesie elektrolizy, czekają nas szerokie procesy inwestycyjne – powiedziała serwisowi eNewsroom Magdalena Maj, analityczka zespołu energii i klimatu w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – W tym momencie jednak te technologie są dosyć kosztowne. Wraz z ich rozwojem liczymy na spadek kosztów. Żeby produkcja “zielonego wodoru” była opłacalna, musimy zwiększyć również udział odnawialnych źródeł energii w miksie energetycznym. Potrzebne jest też generowanie popytu na wodór. W tym momencie jest on w dużej mierze konsumowany w przemyśle – ale korzystać z niego może także transport, szczególnie transport ciężki i dalekobieżny. W górnictwie wodór może być równocześnie surowcem zastępującym koks oraz źródłem podwyższania energii w procesach termicznych. Wodór jest jednak tak naprawdę nośnikiem energii i jego potencjał jest upatrywany w magazynowaniu. Wraz z rozwojem niestabilnych, odnawialnych źródeł energii zaistnieje konieczność magazynowania tej energii. Magazynowanie wielkoskalowe w postaci wodoru będzie efektywniejsze niż magazynowanie energii elektrycznej w akumulatorach – zauważa Maj.