Eksport towarów w rozumieniu ustawy o podatku VAT

Współpraca międzynarodowa umożliwia podatnikom między innymi eksportowanie towarów poza granice Unii Europejskiej. Należy zwrócić uwagę, że prawidłowe rozliczenie transakcji eksportowych jest bardzo istotne z perspektywy podatku od towarów i usług, a ewentualne pomyłki mogą generować ryzyko podatkowe dla przedsiębiorców i konieczność opodatkowania eksportu towarów według krajowych stawek VAT, zamiast preferencyjnej stawki dla eksportu w wysokości 0%. Dodatkową komplikację przy rozliczaniu podatkowego eksportu towarów stanowi pobranie od kontrahenta zaliczki, co jest praktyką biznesową.

Co to jest eksport towarów?

W pierwszej kolejności należy ustalić, co oznacza eksport towarów w rozumieniu ustawy o podatku od towarów i usług. Zgodnie z art. 2 ust. 1 pkt 8 ustawy o VAT przez eksport towarów rozumie się dostawę towarów transportowanych lub wysyłanych z terytorium Polski poza granice Unii Europejskiej, która to dostawa wykonywana jest przez dostawcę lub na jego rzecz (eksport bezpośredni) lub przez nabywcę, lub na jego rzecz (eksport pośredni) oraz jest potwierdzona przez właściwy organ celny.

Warto zwrócić uwagę, że wywóz towarów powinien nastąpić w wykonaniu czynności określonych w art. 7 ustawy o VAT. Przykładowo NSA w jednym z wyroków zwrócił uwagę, że skoro transakcja eksportowa miała być realizowana na warunkach CPT, czyli cała odpowiedzialność związana z utratą lub uszkodzeniem w chwili przekazania towaru przewoźnikowi przechodzi na nabywcę, to wydanie towarów nieprawidłowemu przewoźnikowi nie daje możliwości zastosowania stawki 0%, ponieważ doszło do dostawy i wystawienia faktury, a dopiero później zorientowano się, że przewoźnik był nieuprawniony, a towar nie wyjechał z kraju. W efekcie spółka musiała skorygować fakturę eksportową ze stawką 0% i zastosować stawkę 23% (por. Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 14 września 2017 r., sygn. akt I FSK 1233/16).

W przypadku eksportu towarów obowiązek podatkowy powstaje zgodnie z ogólną zasadą w dacie dokonania dostawy bądź otrzymania całości lub części zapłaty.

Stawka

W przypadku transakcji eksportowych co do zasady zgodnie z art. 41 ust. 4 ustawy o VAT zastosowanie znajduje stawka podatku w wysokości 0%, jednak podatnik zobowiązany jest spełnić kilka warunków. Podstawowym warunkiem zastosowania stawki 0% jest posiadanie przez podatnika, przed upływem terminu do złożenia deklaracji podatkowej VAT za dany okres rozliczeniowy, dokumentu potwierdzającego wywóz towarów poza UE. Podstawowym dokumentem w tym zakresie jest dokument elektroniczny IE-599 otrzymywany z systemu teleinformatycznego lub wydruk tego dokumentu potwierdzony przez urząd. Ewentualnie podatnik może dysponować dokumentem w formie elektronicznej z systemu teleinformatycznego służącego do obsługi zgłoszeń celnych otrzymanym poza systemem, jeżeli zapewniona jest jego autentyczność, lub zgłoszeniem wywozowym w formie papierowej (dokument SAD). Należy jednak zaznaczyć, że są to jedynie przykładowe dokumenty wymienione przez ustawodawcę, jednak, jak wskazują sądy administracyjne, podstawowym dokumentem jest komunikat eksportowy IE-599 (por. wyrok NSA z dnia 27 czerwca 2017 r., sygn. akt I FSK 2195/15).

Tytułem przykładu można wskazać na sytuację podatnika dokonującego dostawy eksportowej we wrześniu i wywożącego we wrześniu towar poza granice UE. Eksport towarów może rozliczyć w dacie wywozu, jeżeli do 25 października otrzyma dokumenty potwierdzające wywóz towarów we wrześniu.

W przypadku, gdy podatnik nie będzie posiadał dokumentów potwierdzających wywóz, o których mowa powyżej, ale rozpocznie procedurę wywozową, wówczas nie wykazuje tej dostawy za dany okres rozliczeniowy, lecz w następnym okresie, ze stawką 0%, jeżeli będzie posiadał dokumenty eksportowe. Odnosząc te regulacje do omawianego przykładu, gdyby podatnik nie otrzymał dokumentów do 25 października, lecz dopiero 10 listopada, wówczas może ująć sprzedaż dokonaną we wrześniu w październiku. Jeżeli jednak nie otrzymałby dokumentu do 25 listopada, wtedy zobowiązany jest do wykazania eksportu ze stawką krajową w deklaracji za październik (składanej do 25 listopada). Nie następuje więc cofnięcie do poprzedniego okresu.

Jeżeli podatnik otrzyma dokumenty eksportowe w późniejszym terminie, może dokonać korekty rozliczenia w okresie otrzymania tych dokumentów. Innymi słowy, jeżeli podatnik otrzyma dokumenty w styczniu kolejnego roku, to może dokonać korekty podatku należnego za styczeń kolejnego roku.

Zaliczki na eksport

Zaliczki na eksport będą opodatkowane według zasad ogólnych, czyli podatnik co do zasady powinien rozliczyć wpłatę zaliczki na potrzeby VAT, ponieważ otrzymanie zaliczki powoduje powstanie obowiązku podatkowego w VAT. Zaliczki mogą być co do zasady opodatkowane stawką 0% w przypadku, gdy wywóz nastąpi w terminie dwóch miesięcy, licząc od końca miesiąca, w którym podatnik otrzymał zapłatę. Jeżeli powyższy warunek nie zostanie spełniony, czyli podatnik nie otrzyma w terminie dokumentu potwierdzającego wywóz, wtedy powinien skorygować deklarację podatkową, w której wykazał powyższą zaliczkę i zastosować stawkę odpowiednią dla danego rodzaju transakcji. Po otrzymaniu dokumentu korekty stawki należy dokonać na bieżąco, w okresie otrzymania dokumentu.

Ustawodawca przewidział jednak wyjątek od powyższej zasady rozpoznawania zaliczek w przypadku eksportu. W sytuacji, gdy z uwagi na specyfikę realizacji dostawy podatnik nie jest w stanie otrzymać dokumentów w ciągu dwóch miesięcy od daty zapłaty zaliczki, wtedy okres ulega odpowiedniemu przedłużeniu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Apel pracowników z branż: gastronomicznej, hotelarskiej, fitness i usługowej

Apel Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom: „Pilnie potrzebne jest wsparcie osłonowe dla pracowników”.

– Jestem zwykle daleka od panikowania i czarnych myśli, ale czytając wiadomości i obierając telefony od pracowników gastronomii, hotelarstwa, a także handlu odnoszę wrażenie, że tak źle jeszcze nie było. Pracownicy są zdesperowani, bo boją się utraty pracy oraz tego, że nie otrzymają swoich wynagrodzeń. W październiku odnotowaliśmy kilkadziesiąt wiadomości. Co więcej, większość to nie były skargi, a sygnały, że jest bardzo źle i pilnie potrzebna jest pomoc, by na przykład restauracja nie zbankrutowała – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. – Apeluję do osób odpowiedzialnych za przygotowanie Tarcz Antykryzysowych: pilnie potrzebne jest wsparcie osłonowe dla pracowników! Jeżeli go nie będzie to za kilka tygodni będziemy mieli dziesiątki tysięcy ludzi bez pracy – dodaje Prezes Małgorzata Marczulewska.

„Tysiące młodych ludzi, często zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych, zostaje z dnia na dzień bez pracy”

Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom działa od kilku lat. Rok 2020 jest czasem absolutnie przełomowym w naszej działalności, a w ciągu niecałego roku odnotowaliśmy trzykrotnie większą ilość interwencji i zgłoszeń niż przez wszystkie lata naszego działania razem. Pandemia koronawirusa dramatycznie zmieniła rynek pracy, a przed nami kolejne komplikacje. Jak mówi Prezes Małgorzata Marczulewska przed nami „czarny czas”: – Piszą do nas młodzi ludzie, którzy tracą właśnie prace w restauracjach i kawiarniach. Interwencji gastronomicznych są dziesiątki. Są to pytania czy zgadzać się na wypłatę pieniędzy w transzach, na jakich zasadach wypłacane powinny być odprawy, czy pracodawca może „zawiesić” nas w pracy, bo np. jest lockdown i restauracja nie działa i on nie chce nas zwolnić, ale jednocześnie nie ma jak nas utrzymać – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Skala gospodarczej tragedii w takich branżach jak gastronomia, hotelarstwo, turystyka czy handel jest trudna do opisania. To są tysiące młodych ludzi, często zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych, którzy zostają z dnia na dzień bez pracy. Oni nawet często się nie skarżą, a pytają nas o poradę prawną albo o to, jak pomóc swoim szefom. Jeżeli Rząd RP szybko nie wdroży działań osłonowych czeka nas tragedia i mówię to z całą odpowiedzialnością. Nie można zamknąć kilku branż i spodziewać się, że pracodawcy sobie poradzą – mówi Małgorzata Marczulewska.

Prezes Małgorzata Marczulewska przytacza treść jednej z wiadomości: Zostałam właśnie zwolniona z kawiarni. Nie dostałam pensji za sierpień i za wrzesień i jest mi bardzo ciężko, pomagają mi rodzice. Trudno jest mi jednak być wściekła na szefową, jak na nią patrzę to aż mi jej szkoda, tak ona to przeżywa.  – Obawiam się o młodych ludzi, ale i zgłaszają się np. osoby z Ukrainy, które utrzymują mieszkania w Polsce i u siebie w kraju i po zamknięciu restauracji zostali bez pieniędzy, a z ogromnymi zobowiązaniami. Rozmawiałam ostatnio ze starszą Panią z Ukrainy, która w Szczecinie była pomocą kuchenną. Jej łzy były wstrząsające. Została bez pracy, z zaległą wypłatą i bez perspektywy zarobku, bo kto teraz zatrudni pomoc kuchenną? – dodaje Prezes Małgorzata Marczulewska.

Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom prosi o pomoc

W tym miejscu Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom zwraca się także z apelem o pomoc do kancelarii prawnych z całej Polski. Jesteśmy małą organizacją pozarządową z którą na stałe współpracują dwie kancelarie: mec. Mateusza Galikowskiego oraz mec. Grażyny Wódkiewicz. Nasza praca to działalność pro bono przy agencji windykacji AVERTO. Ilość zgłaszanych tematów i próśb o interwencje jest tak ogromna, że nie jesteśmy w stanie dynamicznie wszystkim pomagać mając takie moce przerobowe jak teraz.

– Nie prosimy o pieniądze, ale prosimy o wsparcie merytoryczne. Zwracamy się o pomoc do wszystkich kancelarii prawnych specjalizujących się w prawie pracy o wsparcie. Jesteśmy otwarci na współpracę, wszystkim, którzy mogą pomóc nam w poradach prawnych i konsultacjach bardzo dziękujemy. Chcemy dalej pomagać, a skala ludzkich dramatów wynikająca z sytuacji gospodarczej jest tak wielka, że tak małe stowarzyszenie może sobie po prostu nie poradzić. Nie chcemy zostawiać nikogo bez porady – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych ABSL apeluje do Premiera o zmiany w prawie

Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) apeluje w ramach Rady Przedsiębiorczości o niewprowadzanie drugiego lockdownu i podjęcie dialogu z biznesem w celu wypracowania standardów bezpiecznego funkcjonowania gospodarki. Jednocześnie w pakiecie dla wsparcia inwestycji w sektorze nowoczesnych usług biznesowych ABSL wskazuje na obszary, które trzeba zabezpieczyć, aby kryzys nie był aż tak dotkliwy dla jednej z najważniejszych gałęzi polskiej gospodarki, gdyż wyjście z kryzysu trzeba planować już dziś.

Sektor usług nowoczesnych w Polsce tworzy obecnie ponad 338 000 miejsc pracy. W ciągu ostatniego roku pod względem zatrudnienia branża urosła o 10% i jest drugą pod względem wielkości zatrudnienia gałęzią gospodarki w Polsce. Brak adekwatnych rozwiązań w zakresie ochrony gospodarki wpływa na cały sektor, a co za tym idzie przekłada się negatywnie na wartość eksportu, który na koniec 2019 roku był szacowany na 19,8 mld USD.

Piotr Dziwok, Prezes ABSL podkreśla: – Kontynuacja biznesowa i szybkość reakcji na kryzysy jest tak samo ważna jak koszt i poziom innowacyjności. Biorąc pod uwagę m. in. wartość eksportu sektor usług wspólnych to szansa dla całej gospodarki. My jesteśmy przygotowani od strony procedur i procesów, czasami ograniczają nas jednak przepisy prawa, które nie zawsze są adekwatne do danej sytuacji biznesowej.

Wśród najpilniejszych zmian firmy zrzeszone w ABSL wymieniają:

  • Usankcjonowanie elastycznych form świadczenia pracy (praca zdalna, w pełnym bądź niepełnym wymiarze godzin), i to zarówno z punktu widzenia kodeksu pracy i bezpieczeństwa rozwiązań dla pracowników i pracodawców, jak i w kontekście programów pomocy publicznej.
  • Upowszechnienie formy dokumentowej w każdym możliwym aspekcie oraz zmiana obowiązku składania formy pisemnej dokumentów; możliwość przesyłania dokumentacji drogą elektroniczną m.in. certyfikowanymi mailami służbowymi bez obowiązku zapewnienia kosztownego podpisu elektronicznego każdemu pracownikowi
  • Zwiększenie liczby testów i lepsze wykorzystanie testów na obecność koronawirusa poprzez wprowadzenie m.in. refundacji pracodawcom części kosztów wykonania testów dla pracowników; dostępność szczepionek na grypę, możliwość sprawdzania stanu zdrowia pracowników pracujących stacjonarnie
  • Brak jasnych przepisów i wytycznych w związku z przebywaniem pracownika na kwarantannie i izolacji.
  • Wsparcie przedsiębiorców poprzez budowanie instrumentów prawnych i administracyjnych w celu ułatwienia i przyspieszenia procesów legalizacji pobytu cudzoziemców, pracy transgranicznej, a także pracy zdalnej z zagranicy.

 

ABSL w imieniu swoich członków wielokrotnie podkreślała znaczenie stosowanych rozwiązań prawno-podatkowych wspierających rozwój gospodarczy oraz przewidywalność systemu prawno-podatkowego jako jeden z najważniejszych elementów przy utrzymaniu inwestycji i pozyskiwaniu nowych, tym bardziej że wśród firm inwestorów posiadających centra usług w Polsce – 71 proc. to inwestorzy zagraniczni. Inwestorzy w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca do inwestycji są̨ bardzo wyczuleni na to, w jaki sposób dany kraj i jego rząd podchodzi do kwestii wolności oraz podstawowych praw człowieka i jaka jest opinia w tym zakresie odnośnie danego kraju na arenie międzynarodowej.

Piotr Dziwok dodaje: – Brak stabilności fiskalnej z perspektywy inwestorów i skomplikowanie systemu podatkowego jest dużym wyzwaniem. Wyjątkowo ważne z naszej perspektywy są też przepisy w zakresie zatrudniania cudzoziemców i przekraczania przez niech zewnętrznych granic UE. Kolejne obostrzenia sprawiają, że pojawią się problemy w powiatowych urzędach pracy i urzędach wojewódzkich legalizujących pobyt i pracę cudzoziemców w związku z ograniczeniami w obsłudze interesantów, a to powoduje potrzebę rozwoju systemów teleinformatycznych pozwalających na obsługę pracodawców i cudzoziemców on-line.

Ilu Polaków pobiera mieszkaniową pomoc?

Temat dodatków mieszkaniowych ostatnio cieszy się dość dużym zainteresowaniem. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, ilu Polaków pobiera taką mieszkaniową pomoc.

Jeszcze niedawno temat dodatków mieszkaniowych nie wzbudzał zainteresowania krajowych mediów. Sytuację zmieniła zapowiedź rządu dotycząca przyznawania specjalnych „COVID-owych” dodatków dla najemców mieszkań o łącznej wartości nawet 9000 zł (do 1500 zł/m-c przez 6 miesięcy). Rząd zamierza również zmienić zasady wypłacania zwykłych dodatków mieszkaniowych. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzają, ilu Polaków w ostatnich latach korzystało z takiej pomocy państwa. Statystyki na temat liczby wypłaconych dodatków mieszkaniowych, dość łatwo można znaleźć w bazie danych GUS. Wspomniane informacje wskazują, że przez ostatnie lata liczba oraz średnia wartość takich wypłaconych dodatków zmieniała się następująco:Tab.1 – Dodatki mieszkaniowe

Powyższe informacje wskazują, że wzrost średniej wartości wypłaconego dodatku nie skompensował spadku rocznej liczby analizowanych świadczeń (zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę inflację). Można szacować, że w minionym roku dodatki mieszkaniowe regularnie pobierało około 200 000 gospodarstw domowych. W bieżącym roku ta liczba prawdopodobnie wzrośnie. Liczba wypłacanych dodatków mieszkaniowych jest bowiem dość mocno powiązana z koniunkturą gospodarczą i stopą bezrobocia.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Wyniki GK GPW w III kwartale 2020 r.

  • Przychody Grupy Kapitałowej GPW wyniosły 88,4 mln zł w III kw. 2020 r.
  • EBITDA wyniosła 47,0 mln zł w III kw. 2020 r.
  • Koszty operacyjne wyniosły w tym okresie 49,8 mln zł
  • Zysk netto uplasował się na poziomie 32,0 mln zł

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) w III kw. 2020 r. wypracowała 88,4 mln zł przychodów ze sprzedaży i osiągnęła 32,0 mln zł zysku netto. Zysk EBITDA wyniósł 47,0 mln zł w tym okresie, w stosunku do 55,9 mln zł rok wcześniej.

Skonsolidowane przychody ze sprzedaży GK GPW wzrosły o 7,2% wobec III kw. 2019 r. i spadły o 13,5% wobec II kw. 2020 r. Wzrost przychodów w ujęciu rocznym wynika przede wszystkim z wyższych o 11,6 mln zł (o 25,0%) przychodów z rynku finansowego, na który złożyły się wyższe przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym o 34,3% tj. o 10,3 mln zł, w tym:  wzrost przychodów z tytułu obrotu akcjami i innymi instrumentami udziałowymi o 48,6% oraz wzrost wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 4,7% rdr. Wzrosły również przychody w obszarze sprzedaży produktów informacyjnych o 11,2% rdr (o 1,4 mln zł).

Przychody Grupy z rynku towarowego w III kw. 2020 r. były niższe o 18,0% rdr i o 26,4% kdk. Przychody z obsługi obrotu spadły rdr o 15,4%, tj. o 2,9 mln zł oraz o 3,4 mln zł kdk. Spadek przychodów jest głównie efektem niższych obrotów prawami majątkowymi do świadectw pochodzenia, które były niższe o 27,2% rdr, czyli o 2,1 mln zł. Spadek przychodów wynika z zakończenia obrotu certyfikatami z kogeneracji, których notowanie zakończyło się w czerwcu 2019 r.

Trzeci kwartał był kolejnym okresem wzmożonej aktywności inwestorów na rynkach GPW, a dla nas – okresem intensywnej pracy. Cieszy mnie fakt, że w obszarze podstawowej działalności giełdy „wyjrzało słońce”. Po pełnym wyzwań pierwszym półroczu, od lipca obserwujemy ożywienie na rynku IPO. Debiut Allegro pokazał, że na polskiej giełdzie z sukcesem kapitał mogą pozyskiwać również duże spółki. Co ważne, w najbliższych miesiącach spodziewamy się jeszcze kilku interesujących ofert na rynku akcji – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Koszty operacyjne w III kw. 2020 r. wzrosły o 13,7 mln zł w porównaniu z tym samym okresem przed rokiem i o 4,8 mln zł wobec II kw. 2020 r., osiągając poziom 49,8 mln zł. Wzrost kosztów operacyjnych jest związany głównie z wyższą opłatą za nadzór nad rynkiem kapitałowym na rzecz KNF. Po ostatecznym rozliczeniu opłata ta wyniosła 13,8 mln zł w 2020 r., wobec 6,7 mln zł w roku 2019, co oznacza wzrost o 104,9%, czyli o 7,1 mln zł. Wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) w III kw. 2020 r. ukształtował się na poziomie 55,6%, wobec 43,8% rok wcześniej oraz 44,5% w II kw. 2020 r.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za III kw. 2020 r. 

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w III kw. 2020 r. wyniósł 32,0 mln zł, o 22,2% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej i o 26,4% mniej niż w II kw. 2020 r. Spadek zysku netto w ujęciu rocznym to w znacznym stopniu rezultat wzrostu opłaty na rzecz KNF oraz niższych przychodów ze sprzedaży na rynku towarowym.

Przychody z rynku finansowego

W III kw. 2020 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 58,0 mln zł, co oznacza wzrost względem poprzedniego roku o 25,0% i spadek o 4,4% kwartał do kwartału. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 64,7% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, emitentów i sprzedaży informacji.

  • Obsługa obrotu na rynku finansowym

W III kw. 2020 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 40,2 mln zł w porównaniu do 29,9 mln zł rok wcześniej oraz 44,0 mln zł w II kw. 2020 r. Jest to wzrost o 34,3% rdr i jednocześnie spadek o 8,8% kdk. Na wynik największy wpływ ma wzrost przychodów z obrotu akcjami o 48,6% rdr oraz spadek o 7,9% kdk.

  • Obsługa emitentów

W III kw. 2020 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 5,0 mln zł czyli tyle samo co w III kw. 2019 r. i 3,8 mln zł w II kw. 2020 r. Przychody z tytułu opłat za notowanie wyniosły 4,1 mln zł (-3,1% rdr i +0,2% kdk). Głównym czynnikiem kształtującym wysokość przychodów za notowanie jest liczba notowanych emitentów na rynkach GPW oraz ich kapitalizacja na koniec poprzedniego roku. Przychody z tytułu opłat za wprowadzenie oraz inne opłaty wyniosły 0,9 mln zł (+13,4% rdr). Głównym czynnikiem kształtującym wysokość przychodów z tej linii biznesowej jest liczba debiutów na parkietach GPW oraz wartość akcji i obligacji wprowadzonych do obrotu.

Sprzedaż informacji z rynku finansowego i towarowego łącznie

Przychody ze sprzedaży informacji w III kw. 2020 r. wyniosły 13,0 mln zł, co oznacza wzrost o 11,2% rdr i spadek o 1,3% względem II kw. 2020 r. Przychody z tej linii biznesowej stanowiły 14,5% przychodów ze sprzedaży Grupy GPW.

Przychody z rynku towarowego

W III kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 29,5 mln zł, o 18,0% mniej niż rok wcześniej i o 26,4% mniej niż w II kw. 2020 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW w III kw. 2020 r. wyniósł 32,9%. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

  • Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w III kw. 2019 r. spadły o 15,4% rdr oraz o 17,7% kdk do poziomu 15,9 mln zł. Przychody z obrotu energią elektryczną wyniosły 4,2 mln zł, co oznacza spadek o 12,5% rdr i spadek o 11,2% kdk. Przychody z obrotu gazem spadły o 10,9% rdr i o 2,3% kdk osiągając poziom 2,9 mln zł. Przychody z tytułu obrotu prawami majątkowi do świadectw pochodzenia odnotowały spadek w III kw. 2020 r. o 27,2% rdr oraz o 33,0% kdk osiągając wysokość 5,6 mln zł. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w III kw. 2020 r. wyniosły 3,3 mln zł, co oznacza wzrost o 4,0% rdr oraz spadek o 3,0% kdk. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od liczby i aktywności Członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji.

  • Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W III kw. 2020 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 3,8 mln zł, w porównaniu do 6,2 mln zł w III kw.2019 r. oraz 9,1 mln zł kwartał wcześniej.

  • Rozliczenie transakcji

Grupa uzyskuje przychody z tytułu prowadzenia działalności rozliczeniowej prowadzonej przez IRGiT, spółkę zależną TGE. Przychody z rozliczenia transakcji w III kw. 2020 r. wyniosły 9,6 mln zł, w stosunku do 10,8 mln zł rok wcześniej i 11,4 mln zł w poprzednim kwartale. Wysokość przychodów z tego tytułu kształtuje się pod wpływem  wolumenów obrotu na wszystkich rynkach prowadzonych przez TGE.

Koszty działalności operacyjnej

W III kw. 2019 r. koszty działalności operacyjnej GK GPW wyniosły 49,8 mln zł, o 37,9% więcej niż w analogicznym okresie 2019 r., oraz o 10,6% więcej niż w II kw. 2020 r. Na wzrost kosztów działalności operacyjnej w ujęciu rocznym złożyły się wyższa opłata poniesiona na rzecz KNF, wzrost łącznych kosztów osobowych i usług obcych.

Koszty amortyzacji spadły o 2,2% rdr oraz o 4,1% kdk do poziomu 8,7 mln zł w III kw. 2020 r. Spadek kosztów amortyzacji w stosunku do porównywalnego okresu 2019 r. jest w głównej mierze efektem spadku amortyzacji rzeczowych aktywów trwałych.

Łączne koszty osobowe w III kw. 2020 r. wyniosły 22,1 mln zł w stosunku do 19,2 mln zł w III kw. 2019 r. oraz 22,3 mln zł kwartał wcześniej. Wyższe łączne koszty osobowe wynikają ze stopniowego zwiększania zatrudnienia w Grupie podyktowanego większym nakładem pracy związanym z realizacją inicjatyw rozwojowych zawartych w strategii #GPW2022.

W III kw. 2020 r. GK GPW koszty czynszów wyniosły 1,1 mln zł, o 1,5% więcej rdr i o 1,6% więcej kdk.

Koszty usług obcych ukształtowały się na poziomie 12,9 mln zł, co oznacza wzrost o 11,8% rdr oraz 14% kdk. Wzrost ten jest głównie efektem wzrostu kosztów w zakresie IT zarówno w ujęciu rocznym jak i kwartalnym.

Udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności

W III kw. 2020 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności wyniósł 4,6 mln zł, w porównaniu do 4,7 mln zł w III kw. 2019 r. oraz 4,4 mln zł w II kw. 2020 r. Na wartość tej pozycji w głównej mierze wpływa wynik finansowy uzyskany przez Grupę KDPW.

Na ostatniej prostej uwaga na wyboje

Powyborcza euforia stygnie, ale wciąż jest obecna przy coraz większej liczbie znaków sugerujących triumf Bidena. Zliczane głosy korespondencyjne mogą pozwolić odbić republikańskie bastiony w Georgii i Pensylwanii. Nieobliczalność Trumpa nakazuje jednak ostrożność przed dwoma dniami weekendowej przerwy, co może skłaniać do realizacji zysków.

Według najnowszych danych przewaga Trumpa w Georgii wynosi mniej niż 1000 głosów, podczas gdy w Pensylwanii z wczorajszej przewagi 160 tys. głosów dziś rano zrobiło się mniej niż 20 tys. To najnowsze rewelacje z wyścigu prezydenckiego obok prowadzenia Bidena w Nevadzie i Arizonie, które już same dają wymagane 270 głosów elektorskich. Sztab Trumpa stara się oprotestować niektóre wyniki i kwestionować ważność głosów przesłanych pocztą, ale systematycznie spadają obawy, że obecny prezydent może cokolwiek zmienić. Umacnia się przekonanie do wygranej Bidena przy podzielonym Kongresie. W takim układzie polityka gospodarcza będzie się zmieniać w żółwim tempie, co sugeruje niskie rynkowe stopy procentowe w USA, paliwo dla rynku akcji i USD uzależnionego od generalnych nastrojów rynkowych. Na razie dominuje ekscytacja związana z wyparowywaniem wyborczej niepewności bez negatywnych implikacji podatkowych dla spółek z Wall Street. Ale za rogiem czai się już wracająca kwestia COVID-19, gdyż w USA kolejny dzień przynosi ponad 100 tys. nowych przypadków zachorowań. A pozostający w rękach Republikanów Senat nie zgodzi się na duży pakiet fiskalny. Pamiętajmy, że rynki nie poruszają się po prostej linii i schłodzenie nastrojów, nawet jeśli tylko przejściowe, może stać się ważnym elementem notowań w przyszłym tygodniu.

Na FX USD w nocy próbował odrobić część strat w ramach realizacji zysków po rajdach na niektórych parach G10. Ogólnie dalej wygląda to jedynie na domykanie pozycji zabezpieczających przed okołowyborczym chaosem niż przekonanie do otwierania nowych pozycji. To z jednej strony implikuje, że jest jeszcze miejsce do pełnego zdyskontowania wyniku wyborów (risk-on, sprzedaż USD) pod warunkiem, że nie znajdą się inne czynniki mącące obraz. Rozwój pandemii i przekreślenie szans na hojny pakietem fiskalny będą hamulcami dla rajdu ryzyka. Jeśli obawy dojdą do głosu, takie crossy jak EUR/USD czy AUD/USD mogą trafić na sufit, a łatwiej będzie o słabość USD względem np. JPY.
Nie sądzę, by raport z rynku pracy z USA dziś po południu mógł zaistnieć jako istotne wydarzenie. Konsensus zakłada wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym o 593 tys. przy spadku stopy bezrobocia do 7,6 proc. z 7,9 proc. Odbudowa miejsc pracy postępuje w solidnym tempie, choć jesienna fala pandemii może zahamować ten trend. Kolejny raport za listopad z pewnością powie więcej o wpływie COVID-19, choć jeśli już dzisiejsze dane wskażą na słabsze tempo przyrostu zatrudnienia, może to podkreślić konieczność szybkiego zatwierdzenia pakietu fiskalnego.

Złoty korzysta na poprawie nastrojów na rynkach zewnętrznych, co zdecydowanie przykrywa obawy o rozprzestrzenianie się wirusa w Polsce. Wczoraj Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 27 tys. nowych przypadków zachorowań i zbliżamy się do progu, po którym następna decyzją rządu będzie ogłoszenie narodowej kwarantanny. Mimo to na rynku złotego potwierdza się teza, że inwestorzy są gotowi sprzedawać walutę pod rozwój pandemii w Polsce i nakładane restrykcje o ile nie będzie się to kłócić z ogólnorynkowym apetytem na ryzyko. Dziś poznamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej po posiedzeniu przesuniętym z 4 listopada. Zmiana terminu obudziła spekulacje, że Rada szykuje zmiany w polityce w reakcji na nową falę COVID-19. Naszym zdaniem obniżka stopy referencyjnej (aktualnie 0,10 proc.) nie ma sensu, gdyż stopy sięgnęły efektywnego dna. Rozszerzenie QE także nie wchodzi w grę, gdyż program skupu obligacji jest nielimitowany. Najprostszym rozwiązaniem jest wsparcie działań rządu w walce z COVID-19 i werbalne zadeklarowanie gotowości do dalszego skupu obligacji skarbowych lub emitowanych przez PFR w ramach Tarczy Finansowej 2.0. Alternatywnie w grę może wchodzić uruchomienie programu bezpośredniego wsparcia pożyczkowego dla firm niefinansowych (a’la uruchomiony przez Fed Main Street Lending Program). Nie jest to jednak nasz bazowy scenariusz, choć jeśli Rada będzie chciała bardzo pokazać, że robi cokolwiek, to i obniżka stopy procentowej nie jest całkowicie wykluczona.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Mazurska Manufaktura Alkoholi rozpoczęła publiczną emisję akcji o wartości do 4,4 mln zł

Mazurska Manufaktura Alkoholi, producent kraftowych alkoholi wysokoprocentowych, rozpoczęła publiczną ofertę akcji, której warunki są zaprezentowane na platformie CrowdConnect.pl. W pierwszym etapie emisji inwestorzy mają możliwość zapisów na I transzę akcji o wartości 2,2 mln zł. Drugi etap, na kolejne 2,2 mln zł rozpocznie się 13 listopada i potrwa maksymalnie do 27 listopada. Cele emisji to rewitalizacja zabytkowego browaru w Szczytnie, gdzie firma przenosi swoją siedzibę, uruchomienie produkcji legendarnego na Warmii i Mazurach piwa Jurand oraz rozproszenie akcji przed planowanym debiutem na NewConnect.

Mazurska Manufaktura Alkoholi to rodzinna firma z siedzibą w ponad 100-letnim browarze w Szczytnie. Specjalizuje się w produkcji wysokoprocentowych alkoholi rzemieślniczych klasy premium. W lipcu 2019 roku spółka pozyskała w ramach kampanii prowadzonej na jednej z platform crowdfundingowych 2,54 mln zł od ponad 1000 nowych akcjonariuszy. Plasuje ją to w pierwszej dziesiątce największych emisji crowdfundingowych w Polsce. Na początku 2020 roku 149 akcjonariuszy Mazurskiej Manufaktury Alkoholi zainwestowało kolejne 1,45 mln zł w ramach emisji prywatnej – Dzięki zaufaniu i inwestycjom akcjonariuszy w naszą spółkę, po nieco ponad roku od pierwszej emisji zrealizowaliśmy większość zakładanych celów. Unowocześniliśmy i doposażyliśmy zakład, co przełożyło się na zwiększenie możliwości produkcyjnych do 2 mln litrów alkoholu rocznie. Wypuściliśmy na rynek serię produktów kraftowych, a dodatkowo zrealizowaliśmy próbny, kontraktowy rozlew piwa Jurand. Nakład rozszedł się w błyskawicznym tempie, co utwierdziło nas w przekonaniu, że to dobry czas na inwestycję w rewitalizację browaru i powrót Juranda do oryginalnego miejsca produkcji – mówi Jakub Gromek, prezes zarządu Mazurskiej Manufaktury Alkoholi. Firma zakłada, że Jurand zostanie wprowadzony na rynek na przełomie I i II kwartału 2021 roku z wyjściową produkcją na poziomie 12,5 tys. hl rocznie.

IPO w przeddzień debiutu na GPW

W czwartek, 5 listopada spółka rozpoczęła oficjalną emisję akcji serii E o łącznej wartości do 4,4 mln zł. W pierwszym etapie, dedykowanym głównie większym inwestorom, trwają zapisy na akcje spółki o wartości 2,2 mln zł. Kolejna runda emisji, także o wartości 2,2 mln zł, rozpocznie się 13 listopada i potrwa maksymalnie do 27 listopada. Warunki oferty będą prezentowane na platformie CrowdConnect.pl. Cena emisyjna w dwóch transzach będzie taka sama – 35 zł za akcję. Firmą inwestycyjną pośredniczącą w oferowaniu akcji jest Dom Maklerski INC S.A.

Kampania crowdinvestingowa jest ostatnią okazją na zakup akcji Mazurskiej Manufaktury Alkoholi przed planowanym debiutem giełdowym – jeszcze w tym roku spółka chce złożyć Dokumenty Informacyjne na GPW. Poza zapowiadanymi od dawna planami uruchomienia produkcji piwa Jurand w Szczytnie, celem emisji jest także rozproszenie akcji do poziomu 15 proc., tak aby osiągnąć niezbędne minimum wymagane przed wspomnianym wejściem na NewConnect. – Emisja akcji oraz wejście na giełdę to dla nas symboliczne zwieńczenie wielomiesięcznego procesu profesjonalizacji spółki oraz zakończenie etapu startupu. Jesteśmy rentowni, zakończyliśmy III kwartał 2020 roku z 1,9 mln zysku netto, a także mamy jasno zarysowaną strategię rozwoju biznesu oraz grono zaangażowanych akcjonariuszy wierzących w nasz potencjał. Świadczy o tym chociażby fakt, że najwięksi akcjonariusze posiadający łącznie 86 proc. akcji spółki  podpisali lock up aż do czerwca 2022 roku – dodaje Jakub Gromek.

Poza debiutem na NewConnect, firma ma w planach na kolejne miesiące m.in. rozwój współpracy z sektorem HoReCa, uruchomienie franczyzowej sieci pubów, a także rozwój sieci punktów odbioru sklepu internetowego ekraftp.pl w ramach usługi click and collect.

Podczas pandemii na większe zakupy wybieramy małe sklepy

Mimo drastycznie zwiększającej się liczby zakażeń, Polacy zachowują się bardziej racjonalnie niż przy pierwszym lockdownie. W minionym tygodniu wizyty w małych sklepach były o 20,6% rzadsze niż miesiąc temu, ale o 14,2% częstsze niż w szczytowym okresie wiosennej fali pandemii – wynika z danych M/platform zrzeszającej 10 tysięcy małych sklepów detalicznych.

Podczas wiosennej fali pandemii, impulsem do zmiany zachowań było niewątpliwie wprowadzenie ograniczeń w handlu. W szczytowym okresie nastąpił nawet 41% wzrost obrotów w małych, lokalnych sklepach przy równoczesnym spadku liczby paragonów (nawet o 20,5%), co wiązało się z rekordowym wzrostem średniej wartości paragonu (nawet o 64%). Mimo rzadszych zakupów, wiele towarów znikało wówczas z półek w błyskawicznym tempie.

W okresie uspokojenia po pierwszej fali, trend większych koszyków utrzymał się, natomiast zanotowano większy ruch niż przed pandemią. Od czerwca do września średni koszyk nadal był o 10 do 15% większy niż przed pandemią, jednak liczba wizyt, która na wiosnę była rekordowo niska, wzrosła o 5 do 15%. Najwyraźniej klienci, którzy wybierali małe, lokalne sklepy jako bezpieczne miejsce zaopatrzenia, równie chętnie robili tam większe zakupy w spokojniejszym okresie.

W połowie września do sklepów powrócił marcowy trend i liczba paragonów zaczęła spadać, a ich wartość rosnąć. W pierwszym tygodniu października średnia liczba wizyt w małych sklepach osiągnęła poziom sprzed pandemii. Przełom nastąpił po wprowadzeniu żółtej strefy w całym kraju, kiedy odwiedziny w punktach detalicznych spadły o ponad 8% w ciągu jednego tygodnia. Proces ten nadal trwa i częstotliwość zakupów wciąż spada, a równocześnie regularnie rośnie średnia wartość koszyka zakupowego.

W minionym tygodniu, od 26 października do 1 listopada, średnia wartość koszyka w małych sklepach była o 20,6% wyższa niż przed pierwszą falą pandemii. Jest to poziom podobny do tego z końca marca, jednak wówczas doszło do skokowego wzrostu w dwa tygodnie, a obecnie jest to skutek łagodniejszego wzrostu trwającego od sześciu tygodni. Można stwierdzić, że konsumenci przekonali się, że w trudnych chwilach mogą zaufać małym sklepom i zachowują się obecnie bardziej racjonalnie niż przy pierwszym lockdownie – powiedział Tomasz Jasinkiewicz, wiceprezes Comp Platforma Usług S.A., operatora M/platform.

Obecnie, przy dziennej liczbie zakażeń przekraczającej kilkanaście tysięcy, zachowania klientów małych sklepów są podobne do tych z okresu pierwszej fali pandemii, ale wydają się bardziej rozsądne. Obroty w tygodniu od 26 października do 1 listopada były mniejsze od szczytowych na wiosnę aż o 22,4%, liczba odwiedzin sklepów większa o 14,2%, a średnia wartość zakupów na paragon mniejsza o 26,5%. Można z tego wnioskować, że Polacy przywykli do obecnych utrudnień i nie mamy tak poważnych zawirowań na rynku handlu detalicznego, jak na początku pandemii.

Badaniami objęto próbkę n = 4634 reprezentatywnych sklepów z segmentu handlu tradycyjnego, wybranych spośród ponad 10.000 sklepów, które przystąpiły do M/platform.

20% wzrost cen ubezpieczeń w trzecim kwartale 2020 r.

Średnie ceny ubezpieczeń na świecie wzrosły o 20% w trzecim kwartale 2020 r. – wynika z najnowszego raportu Marsh Global Insurance Market Index, cyklicznego zestawienia stawek odnowieniowych oferowanych przez ubezpieczycieli. Jest to największy od 2012 r. wzrost, który nastąpił po 19% wzroście cen w drugim kwartale i 14% – w pierwszym kwartale 2020 r.

Do średniego wzrostu cen ubezpieczeń przyczyniły się w głównej mierze wyższe stawki linii majątkowych, finansowych i profesjonalnych. Przedstawiamy kluczowe wnioski z raportu:

  • W skali globalnej ceny ubezpieczeń majątkowych osiągnęły 21% wzrost, a ubezpieczenia finansowe i profesjonalne wzrosły średnio o 40% (oba wyższe niż drugim kwartale). Stawki ubezpieczeń od następstw nieszczęśliwych wypadków odnotowały średnio 6% wzrost (lekki spadek z 7% w poprzednim kwartale).
  • Trzeci kwartał 2020 r. jest ósmym z rzędu kwartałem, który zakończył się wzrostem cen ubezpieczeń we wszystkich regionach na świecie.
  • Wszystkie regiony, z wyjątkiem Ameryki Łacińskiej (9%), odnotowały dwucyfrowy wzrost cen ubezpieczeń, na czele z Wielką Brytanią (34%), Pacyfikiem (33%) i Stanami Zjednoczonymi (18%). Stawki ubezpieczeniowe pozostały równe lub większe w porównaniu do wyników odnotowanych w Q2 2020.
  • Ceny ubezpieczeń D&O dla sektora publicznego kontynuują dynamiczny wzrost. W Wielkiej Brytanii i Australii wzrost cen tych polis wyniósł ponad 100%. W Stanach Zjednoczonych, gdzie ponad 90% klientów tego sektora doświadczyło podwyżki cen, stawki D&O wzrosły o blisko 60%.

„Niepewność związana z COVID-19 i doświadczenia szkodowe z różnych linii spowodowały, że utrzymujący się od trzech lat trend wzrostowy, nasilił się. Dla wielu klientów wyzwania te pojawiają się w trudnym dla nich okresie, co skłania firmy do zmiany podejścia do zakupu ubezpieczeń, w tym zwiększenia retencji, zmniejszenia limitów czy modyfikacji warunków polisy. Spodziewamy się, że obecna, wymagająca sytuacja utrzyma się do 2021 r., dlatego dokładamy wszelkich starań, aby dostarczyć naszym klientom możliwie jak najlepsze warunki, dostępne aktualnie na rynku” – komentuje wyniki raportu Lucy Clarke, President, Marsh JLT Specialty and Marsh Global Placement.

Blanka Kuzdro-Chodor – Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego w Marsh Polska: „Analizując wnioski z raportu możemy potwierdzić obserwowane wzrosty również na rynku polskim – średnio na poziomie 20%. Jest to podyktowane zarówno aktualną sytuacją związaną z COVID-19, jak i niepewnością rynku, ale również faktem, że generalnie poziom stawek na rynku polskim był niski, co po głębszej analizie i ocenie wyników technicznych przez Zakłady Ubezpieczeń przyczyniło się do wzrostu oferowanych stawek. Wydaje się, że kolejny rok również wpisze się w aktualne trendy”.

Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO (ubezpieczenia finansowe i profesjonalne) i PEMA (fuzje i przejęcia) w Marsh Polska dodaje: „Tendencje dotyczące linii finansowych i profesjonalnych (FINPRO) wskazane w Raporcie coraz mocniej wpływają na programy naszych lokalnych Klientów. Bardzo wysokie stawki, szczególnie widoczne w programach plasowanych na rynku europejskim i UK, oraz problemy z pojemnością, to aktualnie dwa największe wyzwania.

Potwierdzam obserwacje Lucy Clarke, która wskazuje, że trudny rynek wielu Klientów zmusza to przemyślenia strategii zabezpieczenia swoich ryzyk – nie tylko w zakresie linii finansowych, ale też całej polityki ubezpieczeniowej ich organizacji.

Aktualny rok potwierdził ogromną świadomość naszych Klientów, którzy pomimo wzrostu stawek ubezpieczeń linii finansowych (D&O, Crime/PI, PI, cyber) w znaczącej większości nie obniżyli limitów sum ubezpieczenia kupowanej ochrony. Wśród kilkuset lokalnych organizacji, z którymi aktualnie współpracuje Zespół FINPRO Marsh Polska, przypadki odnowienia polisy przy niższym niż rok temu limicie, były dosłownie pojedyncze. Warto dodać, że Klienci nie decydowali się też bardzo często na limity wyższe, pomimo, że przede wszystkim w przypadku polis D&O i Cyber, COVID-19 zdecydowanie zwiększa ryzyko roszczeń do menedżerów oraz wystąpienia szkody związanej z ryzykiem cybernetycznym.

Warto podkreślić, że szczególnie w przypadku bardzo szerokich zakresowo programów D&O, na które apetyt mają tylko wybrane rynki zagraniczne, pomimo chęci zakupu dodatkowej ochrony przez Klientów, nie zawsze takie oferty były dostępne.

Biorąc pod uwagę trudną sytuację na rynku naszym priorytetem jest więc zapewnienie zakresu ochrony i pojemności na poziomie polisy wygasającej.

Wielu z Klientów, którzy do tej pory korzystali z konkurencyjnych cenowo programów globalnych aranżowanych na poziomie spółki matki, decydują się na lokalne pokrycie. Korzystniejsza cena i mniejsze problemy z lokalną pojemnością i apetytem rynków to niejedyny czynnik decyzji o ochronie aranżowanej lokalnie. Bardzo istotny jest także lokalny proces likwidacji szkód, który często przebiega znacznie sprawniej z brokerem i ubezpieczycielem z rodzimego rynku.

Nie dla wszystkich linii ubezpieczeń i warunków możliwa jest ochrona oferowana przez rynki polskie, czy regionalne. W odniesieniu do bardziej złożonych programów, czy potrzeb uplasowania programu z wysokim limitem ochrony, konieczne jest zaangażowanie do współpracy rynków zagranicznych. W takim przypadku wartością dodaną jest partner lokalny z międzynarodowym know-how i siecią oddziałów w kilkuset krajach na świecie, który nie tylko zapewni odpowiedni benchmark i wiedzę, ale również ma najlepszą przewagę konkurencyjną w rozmowach z ubezpieczycielami”.

Koronawirus nie powstrzymuje wzrostu funduszy IPOPEMA TFI

Pierwsze III kwartały 2020 roku były okresem dynamicznych zmian na rynkach finansowych w Polsce i na świecie, ale fundusze IPOPEMA TFI poradziły sobie całkiem nieźle w tych warunkach. Zarówno subfundusze konserwatywne (IPOPEMA Obligacji), subfundusze absolutnej stopy zwrotu (IPOPEMA Aktywnej Selekcji) jak i inwestycji na globalnych rynkach (IPOPEMA Globalnych Megatrendów), wydzielone w ramach funduszu parasolowego IPOPEMA SFIO, osiągnęły w krótkim i długim terminie bardzo dobre wyniki i pozwoliły znaleźć się w czołówce swojej grupy porównawczej.

Najlepszą stopę zwrotu uzyskał subfundusz IPOPEMA Globalnych Megatrendów – w okresie ostatnich 6 miesięcy osiągnął wzrost +21,96%. O sukcesie subfunduszu IPOPEMA Obligacji świadczy nie tylko zwrot z inwestycji + 5,35% za ostatnie 6 miesięcy, lecz również dynamiczny wzrost aktywów tego subfunduszu, które przekroczyły pół miliarda złotych, co potwierdza dobrą jakość zarządzania subfunduszem. Dla inwestorów o średniej skłonności do ryzyka, rozwiązaniem był IPOPEMA Aktywnej Selekcji – subfundusz, który posiadając komponent akcji dobrze radził sobie na rynku w ostatnim półroczu notując wzrost + 6,92%.

Zmienność rynków i niepewność gospodarcza to czas, w którym wielu inwestorów poszukuje ochrony kapitału, stabilnych i bezpiecznych inwestycji. Strategia subfunduszu IPOPEMA Obligacji, polegająca na aktywnym zarządzaniu i poszukiwaniu okazji rynkowych w ramach szeroko pojętego rynku długu, przyniosła dodatnie stopy zwrotu, które stanowią konkurencję dla niskooprocentowanych depozytów.

Z drugiej strony, dla inwestorów aktywnie poszukujących okazji, chcących wykorzystać trendy zmieniające światowe gospodarki, rozwiązanie przyniósł subfundusz IPOPEMA Globalnych Megatrendów. Zarządzający subfunduszem inwestowali bardziej ofensywnie tam, gdzie inni widzieli ryzyka dla akcji związane z recesją.

To podejście się opłaciło, gdyż udało się zidentyfikować wiele firm, dla których kryzys Covid-19 stał się przysłowiowym kołem zamachowym. Większość z tych firm należy do sektora technologii, ochrony zdrowia i nowoczesnych mediów. Firmy te nie tylko są liderami produktywności w swoich dziedzinach, ale przede wszystkim pomagają poprawić produktywność innym branżom, dzięki innowacyjności swoich produktów (np. aplikacje wideokonferencyjne, narzędzia pracy zdalnej, przetwarzanie danych w chmurze czy ochrona tożsamości ludzi pracujących z domu) – podkreśla Łukasz Jakubowski, zarządzający funduszem.

Jak przekonuje zarządzający, kryzys spowodował, że megatrend transformacji cyfrowej przedsiębiorstw nabrał wiatru w żagle (choć np. już w 2019 r. był on wskazywany jako jeden z najważniejszych priorytetów inwestycyjnych w obszarze IT przez firmy w USA). Jesteśmy przekonani, że będzie on napędzał wyniki firm technologicznych przez kolejną dekadę, a Ci, którzy dostrzegają tę okazję dziś, skorzystają na byciu pierwszymi. Innym czynnikiem, na który należy zwrócić uwagę jest dynamiczny rozwój firm medycznych – nowej ekonomii, będący pokłosiem pandemii. – Pandemia będzie z nami jeszcze przez wiele kwartałów, dopóki nie zostanie wynaleziona, wyprodukowana i rozdystrybuowana szczepionka, a poszczególne społeczeństwa nabiorą tzw. zbiorową odporność. O ile dwa pierwsze etapy mogą zakończyć się już w 2 lub w 3 kwartale 2021 roku, o tyle dystrybucja szczepionek może się przedłużać i ciężko oszacować – jak bardzo. Dlatego też oczekujemy, że spółki z nowej ekonomii wciąż będą radziły sobie relatywnie lepiej od sektorów starej ekonomii (tradycyjny przemysł, banki, sektor węglowy) – dodaje Łukasz Jakubowski.

Nowością na rynku jest subfundusz IPOPEMA Aktywnej Selekcji o średnim ryzyku, skierowany do Klientów akceptujących ryzyko rynku akcji, minimalizowanemu dzięki aktywnemu zarządzaniu – fundusz z grupy absolutnej stopy zwrotu.

Subfundusz IPOPEMA Aktywnej Selekcji alokacją w akcje zbliżony jest do grupy funduszy zrównoważonych, jednak zmienność jego wyceny, powinna być znacznie mniejsza niż funduszy z tej grupy. Subfundusz koncentruje się na najlepszych jakościowo spółkach (30-55% portfela to akcje), dywidendowych oraz charakteryzujących się ponadprzeciętnym wzrostem. Dodatkowo, cześć dłużna jest aktywnie inwestowana na rynku dobrego jakościowo długu korporacyjnego, czy też obligacji skarbowych, tak aby osiągnąć wzrost wartości jednostki w średnim/dłuższym horyzoncie czasu, przy ryzyku znacznie niższym niż w przypadku funduszy zrównoważonych.

Pierwsze miesiące działalności funduszu w nowej odsłonie, pokazały jak skuteczna jest taka strategia. Należy jednak pamiętać, iż w przypadku ewentualnych silnych wzrostów na rynku akcji, wycena funduszu może zachowywać się gorzej niż w przypadku klasycznych funduszy zrównoważonych. Wierzymy jednak, że w dłuższej perspektywie, nasza strategia przy znacznie niższym ryzyku przyniesie co najmniej takie same efekty, jak inne tradycyjne fundusze opierające się na WIG-u – podkreśla Karol Godyń, zarządzający funduszem.

*Wyniki funduszy według danych na dzień 28.10.2020 r. (www.ipopematfi.pl)

Dane z IAS za I półrocze 2020 roku: Policja rzadziej karała Polaków, ale kwoty za mandaty wzrosły

W pierwszej połowie br. liczba wszystkich kar grzywien nałożonych przez policję była mniejsza o ponad 7% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Natomiast łączna ich kwota była wyższa o blisko 3%. Ze statystyk wynika też, że w ten sposób najczęściej dyscyplinowano Polaków na Mazowszu, Śląsku i w Wielkopolsce. Z kolei tylko w woj. kujawsko-pomorskim, podlaskim i opolskim odnotowano ostatnio więcej takich kar niż rok wcześniej.

W pierwszym półroczu 2020 roku liczba wszystkich kar grzywien nałożonych przez policję wyniosła przeszło 1,730 mln. Jak wynika z danych Izby Administracji Skarbowej w Opolu, to mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 1,867 mln. Wówczas opiewały one na łączną kwotę wynoszącą ponad 284,2 mln zł. Ostatnio zaś była większa i wyniosła 292,3 mln zł. Statystyki te dotyczą całego kraju i uwzględniają wszystkich ukaranych w ten sposób, nie tylko kierowców.

– Na pewno na mniejszą liczbę kar wpłynął lockdown, kiedy możliwości przemieszczania się były dość ograniczone. Przykładowo, rzadziej jeździliśmy samochodami, więc było mniej wypadków. Jednocześnie widać zaostrzenie kar. Przypuszczam, że są w tej kwestii odgórne wytyczne, zwłaszcza że dochodzi do takich sytuacji jak np. rok temu w Warszawie, gdzie mężczyzna został potrącony na przejściu dla pieszych i zmarł. Takie zdarzenia są nagłaśniane w mediach i powodują, że policja chce ostrzej karać za tego typu zdarzenia – mówi ekonomista Marek Zuber.

Od stycznia do czerwca br. najwięcej kar grzywien nałożonych zostało w mazowieckim – ok. 243,5 tys. na kwotę 45,8 mln zł (rok wcześniej – 277,1 tys. i 48,8 mln zł). Dalej znalazły się woj. śląskie – prawie 192,7 tys. i 32,6 mln zł (220,3 tys. i 33,5 mln zł) oraz wielkopolskie – 177,5 tys. i 25,7 mln zł (211,3 tys. i 28,2 mln zł). Natomiast na końcu zestawienia widzimy lubuskie – 39,4 tys. i 7,6 mln zł (poprzednio 43,1 tys. i prawie 7,5 mln zł). Przed nim są woj. opolskie – ponad 49,1 i prawie 7,2 mln zł (44,2 tys. i niemal 6,5 mln zł) oraz warmińsko-mazurskie – 65,1 tys. i ok. 11,5 mln (blisko 71 tys. i przeszło 11,3 mln zł).

– Sądzę, że w tych statystykach przeważają kary dla kierowców. Na Mazowszu, Śląsku i w Wielkopolsce jest dużo mieszkańców, a ponadto występuje tam spory ruch samochodowy. Ponadto przybywa dróg, po których można jeździć szybciej. To potencjalnie także oznacza większe przekroczenia obowiązujących limitów, a tym samym – wyższe mandaty – stwierdza Marek Zuber.

Porównując statystyki z analizowanych okresów, widzimy, że ostatnio liczba wszystkich kar grzywien spadła w trzynastu województwach. Natomiast wzrosła tylko w kujawsko-pomorskim (z 101 971 do 113 387), podlaskim (z 78 098 do 89 645) oraz opolskim (z 44 221 do  49 170).

– O ponad 7 tys. wzrosła w naszym systemie liczba zarejestrowanych wykroczeń drogowych. W pierwszym półroczu 2019 roku było 76 042 mandatów, a rok później – 83 169. Ten wzrost zapewne jest efektem taktyki w walce z piratami drogowymi. Ale przede wszystkim ma związek z działaniami podejmowanymi w celu ograniczania wypadków drogowych, zwłaszcza ze skutkiem śmiertelnym – informuje mł. insp. Monika Chlebicz, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Bydgoszczy.

W kujawsko-pomorskim wzrosła też liczba wykroczeń przeciwko przepisom ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Tu odnotowano skok o ponad 1 600 mandatów, w pierwszym półroczu ub.r. było ich – 5 002, a ostatnio – 6 675. Z kolei wzrost o przeszło 1 000 takich kar dotyczy wykroczeń przeciwko porządkowi i spokojowi publicznemu. Ostatnio odnotowano ich 3 133, a wcześniej – 2 050. Natomiast o 430 podskoczyła liczba mandatów wystawionych za wykroczenia przeciwko mieniu, najczęściej za kradzieże i uszkodzenia. Od stycznia do czerwca 2019 roku było ich 3 494, a rok później – 3 924.

– Statystyki dot. województwa podlaskiego mają związek z wyższą liczbą ujawnianych przez policjantów wykroczeń, a co za tym idzie – z większą liczbą nałożonych mandatów karnych. Porównując dane w tym zakresie z pierwszego półrocza 2020 roku i pierwszych sześciu miesięcy 2019 roku, największy wzrost nastąpił w kategorii wykroczeń przeciwko bezpieczeństwu i porządkowi w komunikacji. Tu było o ponad 6 200 więcej grzywien – wyjaśnia podinsp. Tomasz Krupa, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Białymstoku.

Na Podlasiu podskoczyła też liczba grzywien za wykroczenia przeciwko przepisom ustawy o wychowaniu w trzeźwości (o przeszło 2 000), przeciwko urządzeniom użytku publicznego (ponad 1 100) i porządkowi (blisko 1 000). Natomiast na Opolszczyźnie ujawniono więcej wykroczeń przeciwko mieniu czy też przepisom ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Jak informuje podkom. Karol Brandys z KWP w Opolu, każda interwencja jest inna. To policjant na miejscu decyduje, czy należy zakończyć ją pouczeniem, mandatem czy też sporządzeniem wniosku o ukaranie do sądu.

– Kwota mandatu waha się od 20 do 500 złotych. Wysokość grzywny bywa określona w taryfikatorze, a czasami zależy od decyzji policjanta podejmującego interwencję. Na pewno funkcjonariusz bierze pod uwagę stopień zawinienia oraz szkodliwość czynu. Ale zwraca też uwagę na postawę i zachowanie w czasie interwencji osoby popełniającej wykroczenie – podsumowuje mł. insp. Monika Chlebicz.

Maciej Tygielski nowym dyrektorem generalnym Złotych Wyprzedaży

Do spółki Złote Wyprzedaże dołączył Maciej Tygielski, który objął stanowisko dyrektora generalnego. Poprzednio był z-cą dyrektora ds. sprzedaży i rozwoju technologii w projekcie należącym do Grupy Interia.pl. Jednym z jego pierwszych zadań będzie nowe wejście firmy na rynek po zakończeniu współpracy z Veepee i doprowadzenie do jej pełnej samodzielności. W dalszej perspektywie planuje przekształcenie serwisu pod nowe trendy konsumenckie. Zapowiada też istotne zmiany jakościowe w obsłudze konsumenckiej i nawiązanie realnej walki o klientów z liderami rynku tzw. segmentu wyprzedaży premium.

Z początkiem sierpnia br. Maciej Tygielski został zaproszony przez akcjonariuszy firmy do Rady Nadzorczej Złotych Wyprzedaży S.A. To pozwoliło mu dokładniej przyjrzeć się organizacji od środka na przestrzeni kilku miesięcy. Następnie podjął decyzję o wejściu do spółki w charakterze dyrektora generalnego.

– Powierzyliśmy Maciejowi tak odpowiedzialną funkcję, ponieważ wysoko cenimy jego kompetencje, m.in. umiejętność precyzyjnej analizy i planowania poszczególnych procesów. Wiemy, że nasza spółka zyskała solidnego i godnego zaufania lidera. Ma on bogate doświadczenie we wdrażaniu niezbędnych zmian, mających na celu dynamiczny rozwój firmy. Wierzymy, że stojąc na czele spółki, umocni jej pozycję na rynku i rozwinie ofertę, zgodnie z najnowszymi trendami – stwierdza Marcin Michnicki, przewodniczący Rady Nadzorczej Złotych Wyprzedaży.

Jednym z krótkoterminowych celów, jakie stoją przed nowym dyrektorem, jest zakończenie współpracy z Veepee (tj. byłym już współwłaścicielem). Następstwem tego będzie uzyskanie pełnej samodzielności na rynku.

– Oprócz tego w dłuższej perspektywie planujemy przeobrażenie serwisu pod zmieniające się upodobania konsumentów, głównie w zakresie oferty. Zamierzamy też wprowadzić dość istotne zmiany jakościowe w obsłudze procesów sprzedażowych. Chcemy również nawiązać realną walkę o nowych klientów z liderami rynku tzw. segmentu wyprzedaży premium – podkreśla nowy dyrektor zarządzający.

Maciej Tygielski zaczynał karierę w branży finansowej. Zyskał uznanie, m.in. największego stowarzyszenia doradców finansowych na świecie MDRT. Pracował zarówno jako dyrektor sprzedaży, jak i członek zarządu. Realizował też własne projekty, m.in. jako CEO w Myshop.mobi. Kilka lat temu przeszedł do nowych technologii. Na początku 2018 r. rozpoczął pracę w Grupie Interia.pl jako head of sales, żeby po roku zostać zastępcą dyrektora ds. sprzedaży i rozwoju technologii. W 2019 r. zdobył nominację  w konkursie Effie oraz odebrał dwie statuetki Mixx Awards za produkt ROPO360 w kategoriach Innowacje i Commerce.

– Od dłuższego czasu obserwowaliśmy jego dokonania na rynku. I doszliśmy do wniosku, że chcemy mieć go w naszym zespole i na co dzień korzystać z jego umiejętności sprzedażowych oraz zarządczych. Wierzymy, że już w niedługim czasie podejmie dla nas szereg niestandardowych działań, które szybko zaczną procentować. Mamy również nadzieję, że jego świeże spojrzenie pozwoli na szybki i dynamiczny rozwój naszej spółki na rynku – podsumowuje Marcin Michnicki.

Hakerzy z Bliskiego Wschodu zaatakowali popularne systemy VoIP

Hakerzy z Gazy, Zachodniego Brzegu oraz Egiptu zaatakowali popularne systemy komunikacji VoIP – ujawnił Check Point Research. Ofiarami ataków są systemy telefoniczne Sangoma oraz Asterisk VoIP, wykorzystywane przez 1200 organizacji, w 60 krajach świata, w tym przez korporacje z listy Fortune 500. Zdaniem Check Pointa oszustwa w głównej mierze dotyczyły firm i administracji z Wielkiej Brytanii, Holandii, Belgii i USA.

Badacze bezpieczeństwa z Check Point Software Technologies odkryli trwającą operację cyber-oszustwa prowadzoną przez hakerów z Gazy, Zachodniego Brzegu i Egiptu, która w ciągu ostatnich 12 miesięcy mogła wpłynąć na 1200 organizacji na całym świecie. Wykorzystując grupy zakładane w mediach społecznościowych do dzielenia się swoimi zasobami i technikami, hakerzy systematycznie atakują serwery Voice-over-IP (VoIP) różnych organizacji w celu uzyskania intruzywnego dostępu. Po włamaniu cyberprzestępcy zarabiają na nim, sprzedając automatycznie generowane połączenia lub zmuszając systemy do dzwonienia na numery Premium w celu pobierania opłat.

Według CFCA (Stowarzyszenie Kontroli Oszustw Komunikacyjnych) hakowanie VoIP PBX jest jedną z 5 najczęstszych metod oszust telekomunikacyjnych, natomiast globalne straty spowodowane różnymi rodzajami tego typu oszustw sięgają łącznie nawet 28 mld dolarów!

Zdaniem analityków Check Pointa najczęściej wykorzystywanymi organizacjami w opisanej kampanii były firmy, rządy oraz instytucje wojskowe z Wielkiej Brytanii (52%), Holandii (21%), Belgii (15%) i USA (7%). Inne potwierdzone kraje, których systemy zaatakowali cyberprzestępcy to Kolumbia, Niemcy, Francja, Indie, Włochy, Brazylia, Kanada, Turcja, Australia, Rosja, Szwajcaria, Czechy, Portugalia, Dania, Szwecja i Meksyk.

Jak na razie nie potwierdzono ataku na jakikolwiek system VoIP wykorzystywany przez polskie organizacje, choć z usług telefonii VoIP korzysta w Polsce ponad 2,5 mln użytkowników – wynika z raportu Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Łączne przychody z usług VoIP wyniosły w 2019 roku blisko 300 mln zł, natomiast wiodącą rolę na rynku pełni operator Orange, który w 2019 r. świadczył tego typu usługi dla ponad 59 proc. polskich użytkowników.

Operacja oszustwa cybernetycznego to szybki sposób na szybkie zarobienie dużych sum pieniędzy. Mówiąc szerzej, w tym roku obserwujemy powszechne zjawisko polegające na tym, że hakerzy używają mediów społecznościowych do skalowania hakowania i zarabiania na systemach VoIP. Hakerzy tworzą dedykowane grupy w mediach społecznościowych, aby dzielić się spostrzeżeniami, wiedzą techniczną i reklamować swoje możliwości. W ten sposób hakerzy z Gazy, Zachodniego Brzegu i Egiptu byli w stanie zorganizować się, aby skalować globalną operację oszustwa cybernetycznego. – komentuje odkrycie Adi Ikan, szef Network Cyber Security Research w Check Point Research.

Jak wygląda metoda ataku?

VoIP to technologia umożliwiająca wykonywanie połączeń głosowych przy użyciu szerokopasmowego łącza internetowego zamiast zwykłej linii telefonicznej. Przykładem mogą być połączenia wykonywane przez komunikator WhatsApp. Jak twierdzi Adi Ikan metoda hakerów składa się z trzech kroków:

  1. Hakerzy systematycznie skanują systemy VoIP, które mogą być podatne na ataki
  2. Następnie atakują wybrane systemy VoIP, wykorzystując różne luki w zabezpieczeniach
  3. Hakerzy zarabiają na swoim dostępie do włamywanych systemów, sprzedając połączenia, które mogą automatycznie generować dla danego dostępu, lub zmuszają system do dzwonienia pod numery premium pobierające opłaty.

Co więcej, hakerzy sprzedają numery telefonów, plany połączeń i dostęp na żywo do shakowanych usług VoIP organizacji, które inne podmioty mogą wykorzystać do własnych celów. Zdaniem specjalistów cyberbezpieczeństwa hakerzy mogli również podsłuchiwać niektóre z organizacji.voip

Jak natrafiono na trop cyberprzestępców? Badacze bezpieczeństwa cybernetycznego zaczęli dostrzegać podejrzaną aktywność związaną z exploitami VoIP za pośrednictwem czujników w ThreatCloud, silniku analizy zagrożeń należącym do firmy Check Point. Dokładniejsze badanie doprowadziło do odkrycia nowej kampanii, którą naukowcy nazwali operacją INJ3CTOR3, skierowanej na Sangoma PBX, internetowy interfejs graficzny typu open source, który zarządza Asterisk.

Asterisk to najpopularniejszy na świecie system telefoniczny VoIP, używany przez wiele firm z listy Fortune 500 w krajowej i międzynarodowej telekomunikacji. Atak wykorzystuje lukę krytyczną w Sangoma PBX (CVE-2019-19006), która pozwala atakującemu uzyskać dostęp administratora. Eksperci Check Pointa udokumentowali w pierwszej połowie 2020r. liczne próby ataków wykorzystujące powyższy schemat.

Wynagrodzenie minimalne i przeciętne – kto i jak je wylicza?

Minimalne wynagrodzenie za pracę ma w przyszłym roku wynosić 2800 zł brutto. Przeciętne wynagrodzenie według prognoz ma być na poziomie 5452 zł brutto. Kto i jak wylicza te kwoty?

Minimalne wynagrodzenie

Najprościej rzecz ujmując, minimalne wynagrodzenie za pracę (potocznie płaca minimalna albo najniższa krajowa) to najniższe dopuszczone przepisami wynagrodzenie – nikt zatrudniony na etacie nie może zarobić mniej. Zgodnie bowiem z zapisami ustawowymi (Ustawa o minimalnym wynagrodzeniu za pracę) wysokość wynagrodzenia pracownika zatrudnionego w pełnym miesięcznym wymiarze czasu pracy nie może być niższa od wysokości minimalnego wynagrodzenia.

Wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę określana jest corocznie. Do 15 czerwca Rada Ministrów przedstawia swoją propozycję wysokości płacy minimalnej w roku następnym Radzie Dialogu Społecznego. Przedstawiciele pracowników, pracodawców i rządu na rozmowy i wypracowanie wspólnego stanowiska mają 30 dni. Ustalona w tym gronie wysokość minimalnego wynagrodzenia jest następnie do 15 września ogłaszana w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski” jako obwieszczenie Prezesa Rady Ministrów.

Jeżeli jednak Rada Dialogu Społecznego (RDS) nie uzgodni minimalnego wynagrodzenia w terminie, rząd ustala je w drodze rozporządzenia Rady Ministrów, a to do 15 września ogłaszane jest w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej.

W tym roku ze względu na epidemię koronawirusa i zawirowania, jakie wprowadziła w gospodarce, terminy dotyczące prac nad ustaleniem wysokości płacy minimalnej zostały zmodyfikowane. Tzw. ustawą covidową rząd wydłużył czas na przedstawienie swojej propozycji przyszłorocznej płacy minimalnej do 31 lipca. Z kolei Rada Dialogu Społecznego miała na negocjacje tylko 10 dni. Ostatecznie wysokość minimalnego wynagrodzenia określił rząd (ostatni raz minimalną płacę udało się uzgodnić z RDS w 2010 r.).

Niezależnie od trybu ustalania (RDS i obwieszczenie czy ostatecznie rząd i rozporządzenie), wysokość płacy minimalnej ustalana jest w taki sposób, aby przeciętna wysokość minimalnego wynagrodzenia w danym roku wzrastała w stopniu nie niższym niż prognozowany na dany rok wskaźnik cen.

W 2020 roku minimalne wynagrodzenie za pracę wynosi zgodnie z rozporządzeniem 2600 zł brutto;(z uwzględnieniem prognozowanego w czasie negocjacji wskaźnika cen powinna wynosić co najmniej 2345,60 zł). Od stycznia 2021 r. minimalna płaca wzrośnie o 7,7 proc. i będzie wynosić 2800 zł (powinna wynosić co najmniej 2716,10 zł).

Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z nowym rokiem podwyżkę dostanie około 1,7 mln osób. Tak liczna jest bowiem według rządowych danych grupa pracowników otrzymujących wynagrodzenie na poziomie obecnego minimalnego wynagrodzenia za pracę. Jednocześnie zmiana ta dotknie około 2 mln pracodawców, którzy będą musieli ponieść zwiększone koszty zatrudnienia pracowników. Takie wyliczenia znalazły się w przygotowanej przez MRPiPS Ocenie Skutków Regulacji do projektu rozporządzenia.

Zgodnie z ustawą, minimalne wynagrodzenie za pracę nie ma charakteru jedynie wynagrodzenia zasadniczego. Jest to łączny przychód pracownika za nominalny czas pracy w danym miesiącu. Dlatego poza wynagrodzeniem zasadniczym obejmuje również inne składniki wynagrodzenia i świadczenia pracownicze. Nie obejmuje natomiast: nagrody jubileuszowej, odprawy emerytalnej lub rentowej, wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych, dodatku do wynagrodzenia za pracę w porze nocnej, dodatku za staż pracy.

Z myślą o tych, którzy nie mają umowy o pracę, co roku określana jest także minimalna stawka godzinowa dla umów cywilnoprawnych. W tym roku wynosi ona 16 zł brutto, w przyszłym roku będzie to 18,30 zł brutto.

Przeciętne wynagrodzenie

Z kolei przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej (potocznie średnie wynagrodzenie) to wartość statystyczna. Ogłaszane jest przez prezesa Głównego Urzędu Statystycznego w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski” jako komunikat.

Do 7. roboczego dnia lutego każdego roku GUS ma obowiązek podać kwotę przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w poprzednim roku kalendarzowym. Do 7. roboczego dnia drugiego miesiąca po kwartale publikowany jest komunikat o przeciętnym wynagrodzeniu w poprzednim kwartale. Takie terminy nakłada „Ustawa o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych”, ale GUS publikuje też szereg innych komunikatów dotyczących wynagrodzeń np. o przeciętnym miesięcznym wynagrodzeniu w sektorze przedsiębiorstw.

Zgodnie z komunikatami GUS przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2019 r. wyniosło 4918,17 zł brutto. W drugim kwartale 2020 r. wyniosło 5024,48 zł i przy porównaniu danych rok do roku było wyższe o 3,8 proc. (kwartał do kwartału spadło o 5,8 proc.).

Jak jest wyliczane? GUS wyjaśnia, że jest to stosunek sumy wynagrodzeń osobowych brutto (także honorariów wypłaconych niektórym grupom pracowników za prace wynikające z umowy o pracę, wypłat z tytułu udziału w zysku lub w nadwyżce bilansowej w spółdzielniach oraz dodatkowych wynagrodzeń rocznych dla pracowników jednostek sfery budżetowej) do przeciętnej liczby zatrudnionych w danym okresie (bez osób zatrudnionych za granicą i wykonujących pracę nakładczą, tj. pośrednią między stosunkiem pracy a umową o dzieło).

Dynamika nominalna przeciętnego wynagrodzenia brutto w gospodarce narodowej pozwala prognozować wysokość konsumpcji i wpływów z podatków, jest to więc ważny wskaźnik makroekonomiczny przy projektowaniu budżetu państwa. Ale nie tylko. Do przeciętnego wynagrodzenia odnosi się kilkadziesiąt ustaw i rozporządzeń, uzależniając od niego wysokość wynagrodzeń (np. członków komisji egzaminującej pośredników kredytu hipotecznego), opłat (np. za odpis dokumentacji medycznej), świadczeń (np. do ustalenia podstawy wymiaru emerytury), a nawet kar.

W projekcie ustawy budżetowej na 2021 rok Rada Ministrów przyjęła, że prognozowane przeciętne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej wyniesie w 2021 roku 5452 zł brutto. Według prognoz w 2021 roku minimalne wynagrodzenie za pracę będzie stanowiło 53,2 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej.

Pandemia zapoczątkowała w Polsce cyfrową rewolucję. Na niespotykaną dotąd skalę cyfryzują się zarówno firmy, jak i urzędy

Polska wciąż ma do nadrobienia spore zaległości w obszarze cyfryzacji – zarówno po stronie firm, jak i administracji publicznej. Ta w ostatnich latach rozwija e-usługi, z których sztandarowa, czyli elektroniczny Profil Zaufany, tylko do września zanotowała przyrost aż o 3,4 mln użytkowników. Pandemia mocno przyspieszyła procesy cyfryzacji i wdrażania rozwiązań technologicznych. Z raportu Banku Światowego i PARP wynika, że co trzecia firma zwiększyła wykorzystanie internetu, aplikacji czy platform cyfrowych, co miało istotny wpływ na ich wyniki. Druga fala i nadchodzący kolejny lockdown będzie sprawdzianem dla firm i administracji, które musiały cyfryzować swoje usługi i działania w błyskawicznym tempie. Co ciekawe, za cyfryzacją nie stoją już tylko duże firmy. Aż 72 proc. laureatów konkursu PARP „100 najlepszych projektów na zwiększenie poziomu cyfryzacji w firmie” to mikrofirmy.

– Pandemia COVID-19 zmusiła nas do tego, abyśmy automatyzowali się w sposób szybszy, abyśmy prowadzili zdalne nauczanie, zdalną pracę i spotykali się online. To spowodowało również bardzo szybki proces cyfryzacji, w który weszła nie tylko Polska, ale i cały świat – mówi agencji Newseria Biznes Olga Semeniuk, wiceminister rozwoju, pracy i technologii.

Jak pokazuje raport Banku Światowego przygotowany we współpracy z PARP („COVID-19 Business Pulse Survey – Polska”), w wyniku pandemii 32 proc. polskich firm zaczęło używać (bądź zwiększyło użycie) internetu, mediów społecznościowych, wyspecjalizowanych aplikacji czy platform cyfrowych w celach biznesowych. Przedsiębiorstwa poprawiły w ten sposób głównie sprzedaż (45 proc.), marketing (38 proc.) i zarządzanie (24 proc.)

– Proces cyfryzacji do tej pory przebiegał – zarówno wśród mieszkańców, administracji, jak i instytucji publicznych i przedsiębiorców – w sposób dosyć ewolucyjny. A pandemia zapoczątkowała rewolucję w tym obszarze. Wiele instytucji i przedsiębiorców stwierdziło, że bez wprowadzenia rozwiązań cyfrowych nie mogą normalnie funkcjonować albo nie przetrwają na rynku – wyjaśnia Małgorzata Oleszczuk, prezes PARP. – Dotyczy to firm, które zaczęły np. prowadzić sprzedaż internetową. Ogromny rozwój branży e-commerce spowodował możliwość kontaktu z wieloma kontrahentami, już nie tylko lokalnymi. Dla firm, które wychodzą na rynki międzynarodowe, bodźcem była pandemia, natomiast żałują, że nie zrobiły tego wcześniej.

Chwila oddechu przed drugą falą pandemii nie zatrzymała procesów transformacji w polskich firmach. Nie tylko z powodu obaw przed trudniejszymi czasami, lecz także z powodu nagłych zmian w zachowaniach konsumentów. Pojawiły się nowe potrzeby produktowe, również te związane z procesem zakupu i obsługi klienta. Obecne obostrzenia, mające chronić polskie społeczeństwo tu i teraz, ograniczają dotychczasową formę pracy, życia i drogę rozwoju gospodarczego. Jednak – z drugiej strony – będą one miały długoterminowe skutki w postaci nowych modeli biznesowych, produktów i usług oraz mechanizmów współpracy w różnych sferach życia społecznego. Pandemia przyspiesza te procesy, ale faktycznym podłożem dla większości tych rozwiązań jest trend transformacji cyfrowej, z którego coraz więcej polskich firm chce korzystać.

– Firmy wprowadzają więc szeroko zakrojone zmiany. Zmieniają modele biznesowe i formy działania, kanały sprzedaży i obsługi klienta, ale także wprowadzają zmiany dotyczące wewnętrznej struktury. Wiedzą, że od tego nie da się już odejść – przekonuje Małgorzata Oleszczuk.

Statystyki GUS pokazują systematyczny rozwój cyfryzacji w sektorze przedsiębiorstw. W tym roku z usług chmury obliczeniowej korzystało 24,4 proc. firm (wzrost o prawie 7 pkt proc. względem poprzedniego), jednak to wciąż mniej niż w Finlandii, Szwecji czy Danii, gdzie z chmury korzysta ponad połowa firm. Niemal co 10. polskie przedsiębiorstwo prowadziło analizy Big Data, a 16,6 proc. używało urządzeń lub systemów internetu rzeczy.

– W Polsce biznes jest w wielu obszarach mocno zaawansowany cyfrowo. Sztandarową branżą, którą możemy się pochwalić, jest bankowość i mobilne aplikacje bankowe uznawane za jedne z najlepszych na świecie. Warto wspomnieć też ostatni sukces Allegro czy firmy telekomunikacyjne, które mocno wykorzystują usługi cyfrowe. Mamy wiele branż, o których możemy powiedzieć, że są w czołówce pod względem wykorzystania najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych – mówi Marek Zagórski, pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

O tempie przyspieszenia cyfrowej transformacji w biznesie mogą świadczyć również zgłoszenia do konkursu PARP „100 najlepszych projektów na zwiększenie poziomu cyfryzacji w firmie”, którego wyniki poznaliśmy 26 października. W ciągu zaledwie kilkudziesięciu dni aplikacje złożyło prawie 500 firm, głównie mikroprzedsiębiorcy, wskazując projekty, które niedawno zakończyli lub planują wdrożyć w najbliższym czasie.

W programie finansowanym z funduszy unijnych (Program Operacyjny Inteligentny Rozwój) wzięli udział przedsiębiorcy ze wszystkich województw w Polsce. Wśród wnioskodawców przeważały firmy usługowe. Co piąta nagrodzona firma pochodzi z sektora produkcyjnego, w którym wprowadzenie tego typu zmian jest kosztowniejsze i bardziej długotrwałe. Różnorodność była jednak duża – aplikowały zarówno firmy, które wcześniej nie mały do czynienia z rozwiązaniami w obszarze cyfryzacji (zmieniając diametralnie np. sposób realizacji usług albo komunikacji z klientem), jak i firmy, których zgłoszone rozwiązania cechowały się bardzo wysoką wartością dodaną (projekt był przemyślanym, kolejnym etapem już toczącej się transformacji).

W czerwcu br. PARP przeprowadziła również badanie o tematyce COVID-19 wśród beneficjentów swoich programów realizowanych w ramach POIR oraz POPW. 75 proc. ankietowanych potwierdziło, że w wyniku pandemii wprowadziło pracę zdalną, 62 proc. zaczęło obsługiwać klientów przez Internet, a ponad połowa uruchomiła działania z obszaru marketingu internetowego.

– Przynajmniej w części firm te działania można było wprowadzić stosunkowo szybko, dlatego te wysokie odsetki są uzasadnione. Natomiast zwraca uwagę fakt, że sięgano również po bardziej pracochłonne i kapitałochłonne działania – co piąty beneficjent deklarował wprowadzenie automatyzacji procesów w firmie jako efekt pandemii, a 39 proc. uruchomiło działalność e-commerce – mówi Małgorzata Oleszczuk. – Te dane wskazują, że ogólna sytuacja na rynku mogła być analogiczna i szybkość oraz masowość zjawiska cyfryzacji będzie się pogłębiać. Mniejsze firmy nie zawsze w takiej konkurencji wygrywają, dlatego nasz konkurs skierowaliśmy również do takich podmiotów.

Przyspieszenie procesu cyfryzacji w ostatnich miesiącach nastąpiło także w administracji publicznej. Z e-usług – jak pokazują dane GUS – w ciągu ostatniego roku korzystało 42 proc. Polaków.

– W administracji najlepszym przykładem e-usług jest używanie przez Polaków środka identyfikacji elektronicznej, czyli Profilu Zaufanego, poprzez który każdy może załatwić cały szereg spraw urzędowych, np. e-PIT-y. W tym przypadku dane zgromadzone przez administrację pozwalają na to, żeby aktywność obywatela była ograniczona do minimum. Podobnie zresztą jak w przypadku danych w rejestrach wykorzystywanych chociażby po to, żebyśmy nie musieli zawsze jeździć z dowodem rejestracyjnym czy prawem jazdy – mówi Marek Zagórski.

Z danych resortu cyfryzacji wynika, że jeszcze w połowie lutego br. Profil Zaufany, który umożliwia m.in. złożenie online wniosku o nowy dowód, zgłoszenie narodzin dziecka, kupna lub sprzedaży samochodu czy zawnioskowanie o odpis aktu stanu cywilnego, miało 5 mln Polaków. Pod koniec września ta liczba wzrosła już do 8 mln. Od początku tego roku PZ założyło w sumie 3,4 mln osób, czyli prawie trzykrotnie więcej niż przez cały 2018 rok.

– Cyfryzacja to dla nas szansa, ale i wyzwanie w kontekście państwowych urzędów i wykorzystania Profilu Zaufanego. Tutaj warto przypomnieć, że zaczynaliśmy od 400 tys. beneficjentów tego systemu – wskazuje Olga Semeniuk.

W Polsce działania dotyczące rozwoju cyfryzacji koncentrują się na kilku obszarach. Poza rozwijaniem infrastruktury i e-usług są to także: tworzenie bardziej przyjaznej legislacji oraz podnoszenie cyfrowych kompetencji społeczeństwa. Z raportu Komisji Europejskiej wynika, że w tym obszarze wciąż pozostało dużo do nadrobienia.

– Prawie połowa ludności Polski twierdzi, że nie ma kompetencji cyfrowych. To jest dosyć niepokojący wskaźnik i od dłuższego czasu podejmowane są działania, aby go poprawić – podkreśla Małgorzata Oleszczuk.

– Najpierw musi być internet, żeby móc z niego korzystać. Kiedy już mamy internet, potrzebne są kompetencje i usługi w tym internecie. Żeby jednak te usługi działały dobrze, potrzebujemy też dobrego prawa. Prawo często jest barierą dla cyfryzacji, ponieważ zostało wymyślone w czasie, kiedy internetu jeszcze nie było – dodaje sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Według danych GUS w ubiegłym roku 83,1 proc. gospodarstw domowych w Polsce miało przynajmniej jeden komputer, a ten wskaźnik rośnie z roku na rok – choć w coraz wolniejszym tempie. Aktualnie dostęp do internetu ma już 90,4 proc. gospodarstw (jeszcze w ubiegłym było to 86,7 proc.), ale jest on uzależniony m.in. od miejsca zamieszkania i stopnia urbanizacji. Najwięcej gospodarstw domowych mających dostęp do internetu znajduje się w aglomeracjach i dużych miastach. Z kolei wśród tych, które nie mają w domu internetu, najczęściej wskazywanym powodem jest brak takiej potrzeby. Drugi istotny powód to brak odpowiednich umiejętności.

PARP

Szybko rośnie liczba samochodów elektrycznych. Firmy ubezpieczeniowe i assistance muszą dostosować się do zmian na rynku motoryzacyjnym

Po polskich drogach jeździ już ponad 14,7 tys. samochodów osobowych z napędem elektrycznym, a ich liczba przyrasta w tempie prawie 100 proc. rok do roku – wynika z Licznika Elektromobilności. Wraz z rozwojem tego segmentu rynku rośnie liczba zgłoszeń od kierowców, którzy mierzą się z awariami i usterkami. To oznacza nowe wyzwania dla firm assistance udzielających pomocy na drodze. Muszą one przygotować i wdrażać nowe standardy obsługi, które mają pomóc szybciej naprawiać awarie pojazdów elektrycznych.

– Rozwój samochodów elektrycznych i hybrydowych znacząco wpłynął na cały rynek motoryzacyjny, dotknęło to również branżę assistance. Nie można standardów samochodów osobowych przyrównywać do standardów samochodów elektrycznych związanych z obsługą w tym zakresie. Potrzebne jest więc nowe spojrzenie na auta elektryczne i hybrydowe właśnie pod kątem rynku assistance – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mikołaj Siwecki, kierownik sieci w firmie Starter24.

Z Licznika Elektromobilności PSPA i PZPM wynika, że na koniec września 2020 roku po polskich drogach jeździło 14 788 elektrycznych samochodów osobowych, z czego ponad połowę (ponad 8,1 tys.) stanowią pojazdy w pełni elektryczne, a pozostałą część – hybrydy (6,6 tys.). Przez pierwsze dziewięć miesięcy 2020 roku przybyło blisko 6 tys. pojazdów elektrycznych, o 97 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku. Rozwija się też infrastruktura ładowania. To wszystko sprawia, że również firmy ubezpieczeniowe muszą dostosować się do zmian na rynku motoryzacyjnym.

– Wyzwań jest wiele. Jedna kwestia to przystosowanie się do nowego modelu obsługi klienta. Natomiast najważniejsze wyzwanie, które przed nami stoi, to wiedza na temat podzespołów danego samochodu oraz całej obsługi związanej z jego ładowaniem. Oczywiście jest część wspólna dla aut elektrycznych i spalinowych, jeżeli chodzi o usterki i awarie, natomiast wiele rzeczy jest nowością dla użytkownika i dla nas – tłumaczy Mikołaj Siwecki.

Obecnie nie ma europejskiej legislacji w zakresie obsługi samochodów elektrycznych. To oznacza, że przy interwencjach w przypadku awarii i wypadków stosuje się standardowe procedury jak w przypadku tradycyjnych pojazdów spalinowych. Nie uwzględniają one zagrożeń związanych z uszkodzeniem instalacji wysokiego napięcia czy akumulatorów trakcyjnych. Dlatego też część firm ubezpieczeniowych we własnym zakresie opracowuje nowe standardy obsługi i specjalistycznego podejścia do wsparcia kierowcy pojazdu elektrycznego. Korzystają przy tym z doświadczeń firm na europejskich rynkach, bardziej rozwiniętych w segmencie elektryków.

 Odnotowujemy bardzo dużo zgłoszeń związanych z problemami w obsłudze stacji ładowania czy z włożeniem i wyciągnięciem przewodu ładującego. Takie zdarzają się najczęściej. Reasumując, jest dużo zgłoszeń dotyczących obsługi samochodu, niewynikających z awarii bezpośredniej auta, ale z niewiedzy użytkownika i z tego, że ta technologia jest nowością – wymienia ekspert.

Jak wskazuje Mikołaj Siwecki, samochody elektryczne mają bardziej zaawansowaną elektronikę, dodatkowe systemy związane z obsługą napędu i aplikacje mobilne wspierające kierowcę. To brak doświadczeń w użytkowaniu nowej technologii jest najczęstszym problemem, który można szybko rozwiązać przez telefon lub na miejscu awarii.

– Wiele pytań kierowców dotyczy samej obsługi samochodu, pojawiają się nowe komunikaty, nowe kontrolki, których wcześniej w nich nie było – zwraca uwagę.

Wsparcie kierowcy udzielane na miejscu zdarzenia czy awarii jest kluczowe dla minimalizacji kosztów assistance związanych np. z holowaniem. Do tego niezbędny jest przeszkolony personel, z odpowiednimi kompetencjami. Przykładowo w przypadku pracowników pomocy drogowej są to uprawnienia do pracy z wysokim napięciem.

Zmiana rozpoczyna się już w momencie zgłoszenia klienta. Konsultant przyjmujący sprawę musi być gotowy na to, że dostanie pytania spoza standardowej puli i będą dotyczyć obsługi samego samochodu. Druga zmiana to odpowiednie przeszkolenie i uprawnienia osoby wykonującej usługę assistance na drodze – przekonuje przedstawiciel Starter24.

W przypadku samochodów elektrycznych personel musi być wyposażony w odzież zabezpieczającą i ochronną, musi też znać standard postępowania w razie wycieku  płynów czy zabezpieczenia baterii, szczególnie w sytuacji po poważnej kolizji czy wypadku. Także sama pomoc drogowa musi być przystosowana do przewozu uszkodzonych pojazdów, często cięższych niż spalinowe samochody.

– Wdrożyliśmy obsługę kontraktu dla Volkswagen ID, czyli nowej grupy samochodów elektrycznych z grupy VGP. Podejście do klienta jest zupełnie inne, wychodzimy z pytaniem, jak możemy pomóc, w jaki sposób możemy zareagować dla klienta, nie dla samochodu – tłumaczy Mikołaj Siwecki.

Co dziesiąte dziecko na świecie rodzi się jako wcześniak. Wywołujący zapalenie płuc czy oskrzeli wirus RS jest dla nich śmiertelnie niebezpieczny i groźniejszy niż koronawirus

Średnio co 10. dziecko w Polsce rodzi się przed terminem. Wcześniaki, zwłaszcza z bardzo lub ekstremalnie małą masą ciała, wymagają po urodzeniu długiego pobytu na oddziałach intensywnej terapii i patologii noworodka. W okresie jesienno-zimowym bardziej niż koronawirus groźny jest dla nich wirus RS, który może prowadzić do ponownego pobytu w szpitalu i groźnych powikłań, a nawet śmierci. Kontakt z nim ma nawet 90 proc. wcześniaków. Dlatego dzieci, które przyszły na świat przedwcześnie, warto zabezpieczyć poprzez immunoprofilaktykę, czyli podanie im gotowych przeciwciał. Świadczenie jest refundowane przez państwo, a w całej Polsce jest prawie 70 akredytowanych ośrodków, w których można bezpłatnie z niego skorzystać.

– Okres jesienno-zimowy jest szczególnie niebezpieczny dla dzieci urodzonych przedwcześnie. To okres wzmożonych infekcji zarówno dla dorosłych, jak i dzieci, ale też czas, w którym szczególnie wirus RS, czyli wirus nabłonka oddechowego, jest niezwykle groźny dla noworodków urodzonych przedwcześnie – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezes Fundacji Koalicja dla wcześniaka.

Pandemia COVID-19 sprawiła, że opieka nad wcześniakami, czyli według definicji WHO dziećmi urodzonymi pomiędzy 22. a 37. tygodniem ciąży, stała się dużym wyzwaniem. Wielu rodziców nie mogło odwiedzać swoich dzieci w szpitalach ze względu na ryzyko zakażenia koronawirusem. Zagrożeniem dla maluchów jest też wirus RS, syncytialny wirus nabłonka oddechowego. W okresie jesienno-zimowym jest on przyczyną infekcji u 70 proc. dzieci do drugiego roku życia, a kontakt z nim ma 90 proc. wcześniaków.

– Wirus ten powoduje zakażenia zarówno górnych, jak i dolnych dróg oddechowych, a więc np. zapalenie oskrzeli, oskrzelików czy płuc. W najgorszej sytuacji są dzieci urodzone przedwcześnie z tzw. dysplazją oskrzelowo-płucną, czyli już nasilonymi zmianami w płucach. Takie dzieci mogą trafić na oddziały intensywnej terapii noworodka – mówi prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka.

Wirus RS jest aktywny od października do kwietnia. U zdrowych dzieci, urodzonych w terminie, może wywołać tylko lekki katar lub kaszel. Jednak dla wcześniaków jest szczególnie niebezpieczny. Z powodu przedwczesnych narodzin mają one nie w pełni dojrzałe drogi oddechowe, a to oznacza, że struktury w płucach niezbędne do oddychania nie są jeszcze wykształcone. Infekcje wywołane wirusem RS, takie jak zapalenia oskrzeli czy płuc, dodatkowo obciążają niedojrzałe płuca i pociągają za sobą zaburzenia oddychania i bezdechy. Może to prowadzić do niedotlenienia i kolejnych powikłań zdrowotnych. W efekcie konieczne jest leczenie szpitalne, niekiedy nawet na oddziale intensywnej terapii z zastosowaniem respiratora. Infekcja ta może pociągać za sobą poważne powikłania: u dzieci, które przeszły infekcję wywołaną wirusem RS, czterokrotnie częściej występuje później astma oskrzelowa.

Jedyną formą zabezpieczenia przed zakażeniem wirusem RS i jego powikłaniami jest tzw. profilaktyka bierna, czyli podanie dziecku gotowych przeciwciał – immunoglobulin. Wcześniakom, które urodziły się przed 33. tygodniem ciąży, to świadczenie przysługuje bezpłatnie, bo jest refundowane przez państwo. W ubiegłym sezonie immunoprofilaktyce zostały poddane pierwsze w Polsce sześcioraczki.

Immunoprofilaktyka polega na podaniu dziecku pięciu dawek leku w miesięcznych odstępach – to konieczne, ponieważ stężenie immunoglobulin w organizmie już po ok. 21 dniach spada do wartości, która przestaje zabezpieczać przed zachorowaniem. Wtedy należy podać kolejną dawkę.

– Z profilaktyki mogą skorzystać noworodki urodzone przed 33. tygodniem ciąży. Na rodziców czeka 70  placówek akredytowanych do jej prowadzenia. Jesteśmy przygotowani, żeby w sposób bezpieczny i nie obawiając się koronawirusa, przeprowadzić tę profilaktykę i podać pełne pięć dawek. Fundacja Koalicja dla wcześniaka przygotowała dla rodziców wcześniaków zestawy zawierające środki ochrony osobistej – jednorazowe maseczki, rękawiczki i płyn do dezynfekcji rąk, które są przekazywane w przychodniach – podkreśla prezes Fundacji Koalicja dla wcześniaka.

Placówkę prowadzącą program profilaktyki zakażeń wirusem RS można znaleźć w każdym województwie, a ich pełna lista jest dostępna na stronie www.wczesniaki.org.pl oraz www.koalicjadlawczesniaka.pl.

Wizyta w placówce jest umawiana na konkretną godzinę i organizowana tak, aby rodzic i dziecko nie stykali się z innymi pacjentami. Z kolei rodzice są proszeni o dezynfekcję rąk, noszenie maseczek i, jeśli to możliwe, przyjazd do ośrodka zdrowia własnym samochodem, a nie środkiem komunikacji publicznej.

Projekt ustawy o czasie pracy maszynistów budzi kontrowersje. Nowe prawo może być niekorzystne dla przewoźników i maszynistów

Zaproponowane przez Ministerstwo Infrastruktury zmiany dotyczące regulacji czasu pracy maszynistów budzą wiele wątpliwości – zarówno ekspertów, jak i samych zainteresowanych. – Zamiast wzrostu bezpieczeństwa głównym skutkiem nowego prawa będzie spadek efektywności pracy maszynistów oraz ich wynagrodzeń. Efektem ubocznym zmian może być odpływ pracowników kolei do innych branż – przewiduje Jakub Majewski, prezes zarządu Fundacji Pro Kolej. Jak podkreśla, system kontroli czasu pracy maszynistów działa dobrze i wymaga jedynie udoskonalania, a nie rewolucji, jaką proponuje rząd.

W pierwszej połowie października w wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów znalazł się projekt ustawy o czasie pracy maszynistów przygotowany przez Ministerstwo Infrastruktury. Celem nowych przepisów jest stworzenie jednolitych norm dotyczących jego wymiaru w odrębnym akcie prawnym, a także zmian w obowiązkach pracodawców, które mają przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa ruchu kolejowego i przestrzegania standardów prawa pracy.

Rząd zaproponował zupełną rewolucję dotyczącą regulacji czasu pracy maszynistów. Jest to dość kontrowersyjna propozycja, bo okazuje się np., że maszynista, jako jedyny zawód w Polsce, może od momentu wyjścia z domu aż do powrotu do niego być w pracy. Według nowych regulacji będzie musiał zmieścić się w 12 godzinach, by dojechać do miejsca pracy, aby objąć pociąg, przejechać zaplanowaną trasę i wrócić do domu. To dość zaskakujące, bo nigdzie w transporcie nie ma tego typu regulacji – zauważa Jakub Majewski.

Nowe przepisy określają, że czas pracy maszynistów zatrudnionych na podstawie stosunku pracy nie może przekraczać ośmiu godzin na dobę i przeciętnie 40 godzin w tygodniu pracy oraz w okresie rozliczeniowym nieprzekraczającym dwóch miesięcy. Dopuszczalne jest przedłużenie wymiaru czasu pracy do 12 godzin na dobę, ale liczba godzin nadliczbowych nie może przekroczyć 150 godzin w roku kalendarzowym. Ponadto praca na stanowisku maszynisty wykonywana u kilku pracodawców podlega sumowaniu.

Chcielibyśmy jako branża racjonalnie gospodarować zasobami ludzkimi i dobrze zorganizować czas pracy maszynistów, aby byli efektywni i mogli bezpiecznie prowadzić pociąg. Ale nie można zaliczyć całego czasu poza domem do czasu pracy, bo może się okazać, że kiedy maszynista dojedzie na miejsce, w którym znajduje się pociąg, połowa czasu, który może być przeznaczony na pracę, będzie już wykorzystana – zauważa prezes zarządu Fundacji Pro Kolej.

Zdaniem Jakuba Majewskiego pracownicy powinni mieć możliwość odpoczynku i móc bezpiecznie dojechać do domu, a 12 godzin pracy dla maszynisty to jest limit, którego w żaden sposób nie powinno się przekraczać.

– Jednak nie można przesunąć tego wahadła w drugą stronę, bo to spowoduje, że część pociągów nie pojedzie, a towary trafią na drogi, które już są zatłoczone – wyjaśnia. – Musimy ten system zbudować tak, żeby był efektywny. Skutki ustawy będą negatywne nie tylko dla przewoźników kolejowych, pasażerskich czy towarowych, ale również dla samych maszynistów. Bo jeżeli maszynista przez większość swojego czasu pracy nie będzie prowadził pociągu, to jego wynagrodzenie się obniży.

Prezes Fundacji Pro Kolej zwraca również uwagę, że projekt ustawy zawiera bardzo rygorystyczne zapisy dotyczące limitów umożliwiających dorobienie u innego pracodawcy oraz pracę w nadgodzinach. To kolejna przyczyna możliwego spadku wynagrodzeń.

Obowiązująca ustawa o transporcie kolejowym daje bardzo konkretne narzędzia do kontroli czasu pracy. Już dziś pracodawca zgłasza, ilu ma maszynistów oraz w jakim wymiarze etatu są zatrudnieni. Urząd Transportu Kolejowego skonstruował przepisy, które wprowadzono dwa lata temu do ustawy, i przestrzeganie norm czasu pracy znacznie się poprawiło.

– Nie mamy na kolei takich problemów jak np. często sygnalizuje Inspekcja Transportu Drogowego, zatrzymująca kierowców, którzy jadą po 24 godziny bez odpoczynku. Cała służba nadzoru ruchu, PKP Polskie Linie Kolejowe i poszczególni przewoźnicy bardzo skrupulatnie pilnują przestrzegania prawa. Nie potrzebujemy żadnej rewolucji. Potrzeba już tylko niewielkich zmian, aby każdy maszynista prowadził pociąg bezpiecznie do celu – zapewnia Jakub Majewski.

Według szacunków w Polsce brakuje około 2–2,5 tys. maszynistów. Taka liczba dodatkowych pracowników spowodowałaby, że maszyniści nie braliby zleceń od kilku pracodawców. Na niedobory kadrowe wpływa fakt, że czas szkolenia nowych pracowników to ponad dwa lata, zwłaszcza że dziś na kolei stosuje się bardzo zaawansowane technologie, a dodatkowo wymogi zdrowotne są rygorystyczne.

– Maszynista dziś to nie jest umorusany węglem atleta, który musi z ogromną siłą angażować się w prowadzenie pociągu. Teraz są komputery, nowoczesne urządzenia, które pomagają człowiekowi, a w zasadzie często prowadzą pociąg za niego. Maszynista nadzoruje tę skomplikowaną aparaturę – tłumaczy prezes Fundacji Pro Kolej.

Jego zdaniem system szkolenia maszynistów pozostał w XIX wieku i nie przystaje do dzisiejszych czasów. Bardzo trudno namówić młodych ludzi do wyboru tego zawodu, bo podczas szkoleń można odnieść wrażenie, że kolej w Polsce wciąż działa tak jak w czasach parowozów.

Mamy nowoczesną, zinformatyzowaną kolej i należałoby szkolić maszynistów w odpowiedni sposób, wykorzystując nowe technologie, np. narzędzia do edukacji online. Niestety perspektywa dwuletniej nauki i płacy minimalnej przez dwa lata nie jest kusząca. Wielu młodych ludzi woli zostać kierowcą lub pilotem niż maszynistą. Co roku część osób pracujących na kolei odchodzi na emeryturę i nie sposób znaleźć młodych, którzy ich zastąpią – ubolewa Jakub Majewski.

Trwa budowa nowego wojska cyberprzestrzennego. Wzoruje się na amerykańskiej cyberarmii

W październiku 2020 roku USA oskarżyły rosyjskich funkcjonariuszy GRU o udział w incydentach hakerskich, w tym w atakach na ukraińską infrastrukturę krytyczną w latach 2015 i 2016. Niedawno okazało się, że chińscy hakerzy stali za serią ataków na podmioty w Rosji, Indiach, Ukrainie, Kazachstanie, Kirgistanie i Malezji. To tylko przykłady ataków hakerskich na instytucje państwowe czy infrastrukturę krytyczną krajów. Wojna przenosi się do sieci. W Polsce walczyć z hakerami będzie m.in. Zespół Działań Cyberprzestrzennych w strukturze Wojsk Obrony Terytorialnej. Trwa jego budowa, docelowo będzie liczyć 100 żołnierzy.

– Cyberkomponent Wojsk Obrony Terytorialnej powstał po to, aby wspierać Wojska Obrony Cyberprzestrzeni. W tej chwili mamy w nim kilkudziesięciu żołnierzy ochotników. Idea tworzenia cyberkomponentu pojawiła się w momencie, kiedy dostrzegliśmy, że w naszych szeregach są osoby, które mogą robić więcej dla obronności, niż biegać z karabinem po polu. Mają kompetencje, które mogą wesprzeć działania w cyberprzestrzeni – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje płk Marek Pietrzak, rzecznik prasowy Dowództwa Wojsk Obrony Terytorialnej.

Trwa formowanie Zespołu Działań Cyberprzestrzennych w strukturze Wojsk Obrony Terytorialnej. Docelowo zespół będzie składać się ze 100 żołnierzy, przy czym 90 proc. będą stanowić ochotnicy, którzy pełnią terytorialną służbę wojskową. Doświadczenie takich krajów jak USA czy Estonia wskazuje, że żołnierze ochotnicy mogą być cennym wsparciem dla tradycyjnego wojska, ale także dla Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni. Przykładem może być komponent cyber w Gwardii Narodowej USA, który odpowiada nawet za 40 proc. potencjału do obrony cyberprzestrzeni. To właśnie do stosowanych tam metod szkolenia mają być podobne standardy stosowane w polskim Zespole Działań Cyberprzestrzennych.

– W tej chwili ten cyberkomponent jest u nas jeszcze budowany, jest w nim już kilkudziesięciu żołnierzy, a ich umiejętności są też wykorzystywane w działaniach przeciwkryzysowych. Budują bazy danych, wspierają nas swoją wiedzą i doświadczeniem także w przygotowywaniu rozwiązań aplikacji do wsparcia walki z koronawirusem. Ale my oczywiście, jako Wojska Obrony Terytorialnej, generalnie pełnimy funkcję force usera, czyli dostarczyciela pewnych kompetencji do Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni – mówi płk Marek Pietrzak.

O tym, że budowa zespołów, które będą skutecznie walczyć z cyberatakami, jest kluczowa, świadczą coraz częstsze skoordynowane ataki na infrastrukturę krytyczną wielu państw, także na ich instytucje. Za atakami często stoją władze niektórych państw, a ich skala jest coraz większa.

Think tank Center for Strategic and International Studies (CSIS) podaje, że w październiku 2020 roku Stany Zjednoczone oskarżyły sześciu rosyjskich funkcjonariuszy GRU o udział w incydentach hakerskich, w tym w atakach na ukraińską infrastrukturę krytyczną w latach 2015 i 2016, epidemię ransomware NotPetya w 2017 roku czy ingerencję w wyborach we Francji. Przedstawiciele rządu USA ujawnili, że podejrzani chińscy hakerzy stali za serią ataków na podmioty m.in. w Rosji, Indiach, Ukrainie czy Malezji. Z kolei w trakcie eskalacji konfliktu między Armenią a Azerbejdżanem o terytorium Górskiego Karabachu nieznany wywiad przeprowadził kampanię cyberszpiegowską wymierzoną w azerbejdżańskie instytucje rządowe. Niedawno odkryto zaś, że nieznana wcześniej grupa cyberszpiegowska od 2011 roku kradła dokumenty od agencji rządowych i korporacji w Europie Wschodniej i na Bałkanach.

Zagrożone są także kraje NATO. We wrześniu rosyjscy hakerzy zaatakowali agencje rządowe w państwach członkowskich, a kampania wykorzystywała materiały szkoleniowe Sojuszu jako przynętę dla programu phishingowego. Dlatego też budowa zespołu, który będzie potrafił wykryć zagrożenia i skutecznie im przeciwdziałać, ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego.

Zespół Działań Cyberprzestrzennych w strukturze Wojsk Obrony Terytorialnej ma składać się z ekspertów w zakresie cyberbezpieczeństwa.

– Docelowo po stworzeniu komórki przy dowództwie chcemy stworzyć regionalne zespoły, usytuowane przy brygadach obrony terytorialnej, które będą złożone również z ekspertów branży IT, naszych żołnierzy. Będą mogli wykonywać działania na szczeblu brygadowym lub regionalnym. Docelowo nasi żołnierze nie działają samodzielnie, stanowią wsparcie elementu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni – przypomina rzecznik prasowy Dowództwa Wojsk Obrony Terytorialnej.

5G wchodzi do lotnictwa. Zrewolucjonizuje systemy komunikacji, a tym samym poprawi bezpieczeństwo

Wraz z postępującą informatyzacją i automatyzacją przemysłu lotniczego konieczne stało się wdrożenie nowych metod komunikacji bezprzewodowej, które pozwolą szybciej i sprawniej komunikować się w ramach sieci urządzeń połączonych. Projekt FACT ma na celu zwiększenie bezpieczeństwa, ochrony, wydajności i odporności przyszłej komunikacji w ruchu lotniczym na całym świecie. Do unijnego programu badawczego dołączą eksperci z firm Nokia oraz Honeywell International.

Future All Aviation CNS Technology (FACT) to unijny projekt, w ramach którego opracowywane są innowacyjne technologie na potrzeby rynku lotniczego.

– Projekt FACT to ambitne przedsięwzięcie, które ma na celu zwiększenie bezpieczeństwa, ochrony, wydajności i odporności przyszłej komunikacji w ruchu lotniczym na całym świecie poprzez opracowanie zintegrowanej architektury CNS (Communication, Navigation, Surveillance – przyp. red.) nowej generacji – wskazuje Mervyn Harris, szef zarządzania ruchem lotniczym w firmie Nokia.

Nokia została wytypowana jako partner strategiczny Projektu FACT i będzie odpowiedzialna za wdrożenie, rozwój oraz nadzór merytoryczny nad infrastrukturą nowej generacji, w tym implementacji technologii 4G oraz 5G na potrzeby europejskiego sektora lotniczego. Celem projektu jest wyposażenie dotychczasowej architektury CNS w technologie usprawniające komunikację pomiędzy wieżą kontroli lotów oraz pilotami. Centrum nowego systemu wymiany informacji mają być wysokoprzesyłowe sieci, które w przyszłości mogą zostać wykorzystane do zintegrowania usług z sektora U-Space. Dzięki temu możliwe stanie się zintegrowanie ruchu dronów oraz innych zdalnych pojazdów latających z europejskim systemem kontroli lotów.

– Przy obecnej komunikacji mobilnej z kokpitem samolotu przy użyciu technologii o ograniczonej przepustowości istnieje potrzeba transformacji na bardziej solidną i skalowalną technologię opartą na protokole IP, zdolną do obsługi dużych prędkości przy niewielkich opóźnieniach. Projekt FACT może pomóc w przekształceniu CNS, przy czym priorytetem jest zapewnienie bezpieczeństwa i wsparcia migracji starszych usług – podkreśla Mervyn Harris.

Pierwsze testy laboratoryjne nowych systemów komunikacji lotniczej od Nokii rozpoczną się latem 2021 roku. Z kolei do czerwca 2022 roku firma planuje rozpocząć testy terenowe.

Według firmy badawczej Research and Markets wartość globalnego rynku technologii 5G do 2025 roku wzrośnie do 251 mld dol. W najbliższych latach ma się on rozwijać w tempie blisko 97 proc. w skali roku.

Pyszny sposób na pomysłowy prezent firmowy

Prezenty świąteczne są coraz popularniejszą praktyką w wielu polskich firmach. Pracodawcy chcąc podziękować za udaną współpracę decydują się na wyjątkowe upominki dla klientów, pracowników i cenionych kontrahentów. Taki prosty gest jest bardzo pozytywnie odbierany, wprowadza we wzajemne relacje ciepłą, rodzinną atmosferę, pozwala także zacieśnić więzy i wprowadzić lojalność w kontaktach. Obdarowując pracowników ładnym, słodkim i pięknie skomponowanym koszem prezentowym, mamy pewność, że wywołamy na ich twarzach uśmiech, sprawimy przyjemność i zapewnimy sobie pozytywny odbiór naszych starań.

Eleganckie podziękowanie

Kosze upominkowe dla pracowników i klientów to doskonały gest serdeczności i piękny sposób na pokazanie naszej wdzięczności za udaną współpracę i cały rok starań. Jest to też doskonała recepta na połączenie eleganckiego gestu z subtelnym działaniem marketingowym. Imponująco wyglądające upominki świąteczne robią spore wrażenie, zapadają w pamięć i dobrze wpływają na odbiór firmy jako całości. Dzięki możliwości personalizacji Twoje logo lub firmowe barwy mogą być ładnie wkomponowane w kosz upominkowy. Taki prosty trik sprawia, że wizerunek Twojego przedsiębiorstwa utrwala się w głowach kontrahentów lub pracowników, a to wszystko kojarzy się dodatkowo ze świąteczną atmosferą i obdarowywaniem prezentami. Logowane upominki świąteczne sprawdzają się w każdej branży, dzięki swojemu uniwersalnemu charakterowi. Dzięki szerokiej ofercie Fabulosa.pl znajdziesz odpowiednio skomponowany zestaw na każdą okazję, i w wielkości, jaka Ci odpowiada.

kosze upominkowe

Zyskujesz cenny czas

Niebanalne kosze upominkowe to też ogromna oszczędność czasu. Skomponowanie samemu tak precyzyjnie dobranych składników i pomysłowe opakowanie to wiele godzin zakupów i sporo kluczenia pomiędzy sklepami. Oszczędność czasu nie oznacza jednak kompromisu, jeśli chodzi o jakość zestawu prezentowego. Ta jest na najwyższym możliwym poziomie. Dzięki temu właśnie, upominki świąteczne od Fabulosa.pl to rozwiązanie, o którym powinien pamiętać każdy szef i kierownik planujący podarunki w swoim przedsiębiorstwie. Nie musisz sam martwić się o wybranie odpowiednich produktów, nie tracisz czasu, który możesz przeznaczyć na inne, równie ważne w okresie przedświątecznym obowiązki. A jednocześnie masz pewność, że nie idziesz na skróty. Kosz upominkowy Fabulosa to nie jest przypadkowa czekolada, zapakowana w błyszczący celofan. Każda kompozycja prezentuje się okazale i jest bardzo bogata oraz gustownie przystrojona.

Standard premium

W biznesowej branży pielęgnowanie dobrych relacji jest szalenie ważne. Dlatego coraz częściej oprócz świątecznego gestu wobec pracowników, pragniemy też podkreślić naszą wdzięczność wobec najlepszych klientów. Pomysłowe upominki świąteczne od Fabulosa.pl to gwarancja, że Twój gest będzie odebrany jako elegancki, taktowny i szczodry. Kosze upominkowe są przygotowane bardzo starannie, kompozycja zawsze jest dobrze przemyślana, dzięki czemu w poszczególnych upominkach znajdują się współgrające ze sobą produkty. Warto tez podkreślić, że wszystkie składniki wypełniające kosz upominkowy to produkty premium, najwyższej jakości i o genialnym smaku. Nie znajdziesz tam żadnych, przypadkowych, marketowych wypełniaczy. Będziesz się mógł za to delektować prawdziwą belgijską czekoladą, ręcznie robionymi piernikami czy włoskim nugatem.

Skarbówka chciała dwukrotnie opodatkować szpital tym samym podatkiem

ZUS przeprowadził w szpitalu kontrolę, w następstwie której szpital zapłacił zaległe składki zdrowotne i społeczne za zatrudnionego na umowę zlecenie w 2013 r. w kwocie blisko 17 tys. zł. W konsekwencji ów zatrudniony zamiast zwrotu 57 zł, zapłacił za 2018 r. PIT w wysokości blisko 5 tys. zł, bo – jak stwierdził organ podatkowy – wskazana kwota 17 tys. zaległych składek stanowiła przysporzenie jego majątku. Po stronie podatnika stanął sąd, orzekając, że: „Przyjęcie za prawidłowe stanowiska organu podatkowego prowadziłoby do zakłócenia podstawowych zasad opodatkowania w zakresie podatku dochodowego od osób fizycznych, a mianowicie zakazu podwójnego opodatkowywania” (wyrok WSA w Rzeszowie z 24 września 2020 r., sygn. akt I SA/Rz 249/20).

Płatnik po latach uregulował zaległe składki ZUS za zatrudnionego

Zakład Ubezpieczeń Społecznych przeprowadził w jednym ze szpitali kontrolę jego rozliczeń, w wyniku której stwierdził m.in. brak opłacenia składek na ubezpieczenie społeczne i ubezpieczenie zdrowotne należnych od umowy zlecenia jednego z zatrudnionych w okresie od 1 stycznia do 31 grudnia 2013 r. Szpital uregulował zaległe składki w 2018 r. i wykazał je w informacji PIT-11 jako inne źródła, a ubezpieczony ujął je w zeznaniu PIT-37 za 2018 r. Wskutek uregulowania przez szpital blisko 17 tys. zł zaległości podatnik miał do zapłaty blisko 5 tys. zł podatku.

To nie podatnik był zobowiązany, a płatnik

W maju 2019 r. ubezpieczony złożył w urzędzie skarbowym wniosek o stwierdzenie nadpłaty, jednocześnie składając korektę zeznania za 2018 r. i wykazując w niej do zwrotu kwotę 57 zł. Podatnik podniósł, że wartość zapłaconych przez szpital z 5-letnim opóźnieniem zaległych składek ZUS nie może stanowić dla niego przychodu podlegającego opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Poza tym nie może on ponosić negatywnych konsekwencji niedopełnienia obowiązków, do których realizacji nie był zobowiązany. Bowiem to nie on, a szpital był płatnikiem, na którym ciążył obowiązek obliczania, pobierania i opłacania składek.

Sporne przysporzenie po stronie podatnika

Ponieważ naczelnik urzędu skarbowego odmówił stwierdzenia nadpłaty, podatnik wniósł odwołanie do dyrektora izby administracji skarbowej. Ale organ drugiej instancji utrzymał w mocy decyzję naczelnika US. W jego opinii szpital jako płatnik spełnił świadczenie, które obciążało wynagrodzenie podatnika, a którego wartości od tego podatnika nigdy nie odzyska. Bezsprzeczne w opinii organu było więc to, że podatnik otrzymał bezzwrotne świadczenie majątkowe, które jako wymierne przysporzenie o wartości niezwróconej szpitalowi przez podatnika kwoty składek podlega opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób fizycznych, jako przychód z innych źródeł.

W skardze do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Rzeszowie pełnomocnik podatnika wskazał, że w wyniku zapłaty przez szpital zaległych składek ZUS podatnik nie otrzymał od tego płatnika żadnego nieodpłatnego świadczenia, generującego przychód do opodatkowania.

W relacji płatnik – ZUS podatnik nie jest stroną

Sąd w pierwszej kolejności zaznaczył, że szpital jako płatnik spełnił ciążące na nim na mocy ustawy zobowiązanie publicznoprawne, które w żadnym momencie nie ciążyło na skarżącym. W relacjach płatnik – ZUS podatnik nie może być nawet podmiotem tych relacji, a jeśli tak, to tylko w stopniu marginalnym, pobocznym – może np. złożyć do ZUS wniosek o przeprowadzenie kontroli u płatnika, ale już stroną toczącego się później postępowania być nie może. Dlatego też w zakresie obowiązku odprowadzania składek na ubezpieczenia zdrowotne i społeczne relacja prawna zachodzi wyłącznie między Zakładem Ubezpieczeń Społecznych a płatnikiem. Stąd też jakiekolwiek skutki w sferze realizacji tych obowiązków mogą dotyczyć (obciążać) jedynie płatnika. Spełnienia przez płatnika ciążącego wyłącznie na nim zaległego obowiązku nie można utożsamiać ze spełnieniem go za kogoś innego.

Brak jakiegokolwiek przysporzenia po stronie podatnika

Sąd zgodził się ze skarżącym, że szpital, wykonując swoje zobowiązanie publicznoprawne, nie dokonał z tego tytułu żadnego przysporzenia majątkowego. Zgodnie z art. 11 ust. 1 ustawy o PIT co do zasady przychodami są otrzymane przez podatnika lub pozostawione do jego dyspozycji pieniądze i wartości pieniężne oraz wartość otrzymanych świadczeń w naturze i innych nieodpłatnych świadczeń. By powstał przychód podatkowy, musi więc zaistnieć określony przyrost majątkowy dla beneficjenta i musi mieć charakter definitywny, czyli rzeczywiście powiększyć jego aktywa. Natomiast aby wartość innych świadczeń stanowiła taki przychód, musi być otrzymana przez podatnika, bo nie wystarczy tu postawienie ich tylko do dyspozycji podatnika, jak w przypadku wartości pieniężnych.

Gdyby podatnik zapłacił PIT, zapłaciłby go dwukrotnie

Rzeszowski sąd orzekł więc, że szpital, uiszczając zaległe składki ZUS na ubezpieczenia społeczne zatrudnionego podatnika, nie dokonał po jego stronie żadnych przysporzeń majątkowych. Ale sąd w uzasadnieniu swojego wyroku z 24 września, uchylając decyzję dyrektora izby administracji skarbowej, zwrócił uwagę na jeszcze inną ważną kwestię, której nie dostrzegły organy podatkowe:

„Konsekwencją niepobrania przez Płatnika we właściwym czasie składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne, było wypłacenie tych świadczeń w wyższej wysokości. W związku z powyższym także pobranie zaliczek na podatek dochodowy od osób fizycznych w wyższej wysokości. Przyjęcie za prawidłowe stanowiska organu podatkowego prowadziłoby do zakłócenia podstawowych zasad opodatkowania w zakresie podatku dochodowego od osób fizycznych, a mianowicie zakazu podwójnego opodatkowywania” (sygn. akt I SA/Rz 249/20).

Podatnicy muszą chronić swój majątek przed nieuprawnionymi działaniami organów

Omawiana sprawa stanowi ostrzeżenie, że w relacjach z fiskusem należy mieć się na baczności. Bo, jak widać, organy podatkowe zdolne są tak interpretować prawo, aby opodatkować podatnika tym samym podatkiem dwukrotnie, a na dodatek obarczyć go negatywnymi konsekwencjami za niedopełnienie obowiązków, do których nie był zobowiązany.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

InPost inwestuje w nowe centrum logistyczne w Krakowie

InPost – lider nowoczesnej logistyki w Polsce – InPost – inwestuje w nowe centrum logistyczne, które powstanie w parku City Logistics Kraków I przy ul. Cementowej. Nowy obiekt o powierzchni 9 040 m kw. będzie wybudowany przez Panattoni we wrześniu 2021 roku. InPost uruchomił też drugą po sortowni w Piotrkowie Trybunalskim centralną sortownię w P3 Logistic Parks Mszczonów. Obiekt o powierzchni 17300 m² pełni funkcję centrum cross dockowego obsługującego oddziały InPost z całego kraju oraz centrum sortowniczego dla kluczowego rejonu Warszawy.

„W 2020 roku bardzo istotnie rozbudowaliśmy infrastrukturę i powiększyliśmy możliwości obsługi przesyłek o ponad 40%. Dotyczy to zarówno liczby Paczkomatów® InPost, których sieć przekroczyła już 9000, jak też liczby sortowni i centrów logistycznych. Jednak wolumeny rosną szybciej niż zakładaliśmy – dlatego nie zwalniamy tempa. Wprowadziliśmy wiele innowacyjnych usług – takich jak Paczka w Weekend, InPost Fullfilment czy Urząd24. Paczkomaty® InPost świetnie sprawdzają się w okresie pandemii – terminowo dostarczając miliony paczek, ale też wspierając urzędy miast czy szpitale. Jesteśmy dumni, że nasze urządzenia pomagają rozwiązywać codzienne problemy oferując bezkontaktowe przekazywanie wszelkiego rodzaju dóbr i dokumentów” – zwraca uwagę Rafał Brzoska, prezes InPost.

Jednym z najnowszych obiektów będzie centrum logistyczne InPost w City Logistics Kraków I, budowanym przez Panattoni w stolicy Małopolski przy ul. Cementowej. Dzięki miejskiej lokalizacji park jest idealny dla firm działających w branży e-commerce oraz kurierskiej.

„Powierzchnie w parkach miejskich są kluczowym ogniwem usprawniającym operacje na linii e-sklep – firma kurierska – konsument. Znacząco ułatwiają dystrybucję towarów na etapie tzw. ostatniej mili i maksymalnie skracają czas dostawy przesyłek do odbiorcy. Bez wątpienia, Kraków z dużą liczbą mieszkańców (800 tys.) i bogatym rynkiem zbytu musi budzić zainteresowanie tych firm, zwłaszcza w dobie szybkiego rozwoju e-commerce oraz wielokanałowych strategii sprzedaży. Skrócenie łańcucha dostaw to obecnie priorytet wielu firm logistycznych” – wyjaśnia Marek Dobrzycki, Managing Director w Panattoni.

W czasie pandemii w zespole siła

Funkcjonowanie biznesu w czasach kryzysu to wyzwanie dla wszystkich, zarówno dużych międzynarodowych korporacji, jak i średnich czy mniejszych firm. Odnalezienie się w nowej sytuacji, a taką z pewnością był wybuch pandemii, wymagało zaangażowania nie tylko właścicieli, zarządów i prezesów, ale także pracowników. Najnowsze badania potwierdzają, że w niepewnych czasach to właśnie silny, lojalny zespół jest tym, co pracodawcy doceniają najbardziej.

Zmiany na rynku, które w marcu pojawiły się właściwie z dnia na dzień były sporym zaskoczeniem i niejako zmusiły nas do błyskawicznego odnalezienia się w nowej sytuacji. Elastyczność, otwartość i wzajemny dialog na linii pracownik – firma nabrały wręcz strategicznego znaczenia. Jak wiadomo, wykwalifikowani specjaliści, to jeden z najcenniejszych zasobów każdej organizacji. Profesjonalizm i doświadczenie zatrudnionych to nie tylko klucz do efektywnych działań, ale także gwarancja funkcjonowania podczas globalnych zawirowań gospodarczych.

Potwierdzają to wyniki najnowszych badań „Jak pandemia zmieniła biznes”[1], z których wynika, że dla większości ankietowanych pracodawców (72 proc.) w niepewnych czasach pandemii najcenniejszy jest właśnie dobry, lojalny zespół. – Obecna sytuacja to z całą pewnością test dla szeroko pojętego biznesu. Nowe wyzwania, które stanęły zarówno przed pracodawcami jak i zatrudnionymi podczas pandemii wymagają od obu stron pełnego zaangażowania. Doświadczenie pracowników i relacje, które tworzą w ramach poszczególnych zespołów stają się więc dziś niezwykle cenne i są nieocenionym wsparciem w działalności organizacji – mówi Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Mobilizację i zaangażowanie pracowników potwierdza większość przebadanych właścicieli firm. 87 proc. z nich podkreśliło, że w czasie pandemii mogli polegać na swoim zespole, a ponad połowa ankietowanych (55 proc.) wskazała także na odpowiedzialną postawę całej kadry mimo trudniejszych warunków pracy. Co ciekawe, w wielu przypadkach okazało się, że niepewność związana z koronawirusem podziałała na pracowników wręcz motywująco. W co trzeciej badanej firmie 34 proc. zatrudnionych wykazało się większym zaangażowaniem w swoich codziennych zadaniach, a niektórzy (29 proc.) byli gotowi pracować więcej.

Odpowiedzialny, zaangażowany i lojalny zespół to dziś jak widać jeden z filarów funkcjonowania firmy. W czasie pandemii praca zespołowa nabiera strategicznego znaczenia i aktywnie wspiera organizacje w realizacji celów biznesowych w nowej, wymagającej rzeczywistości.

[1] https://krd.pl/Centrum-prasowe/Informacje-prasowe/2020/Wirus-zwiekszyl-wartosc-pracownikow

Co trzeci klient już czeka na tegoroczny Black Friday

Aż 84 proc. konsumentów myśli o skorzystaniu ze specjalnych promocji na tegoroczny Czarny Piątek (27.11). Jednak większość z nich uzależnia swój udział od odtrzymania atrakcyjnej oferty. Połowa e-sklepów ma już gotowe promocje, ale co trzeci sprzedawca internetowy jeszcze nie wie, czy zrobi coś specjalnego na Black Friday. Czy w tym roku padnie nowy rekord?

W poprzednich latach ostatni piątek listopada był najlepszym dniem pod względem sprzedaży w polskim e-commerce, a każda kolejna edycja poprawiała rekord poprzedniej. W tym roku, wyjątkowo, wyniki sprzedaży z Black Friday 2019 udało się przebić w czasie wiosennego lockdownu. Nie jest więc do końca jasne, czy tegoroczna edycja Black Friday przeskoczy pandemiczny rekord, niemniej jasne jest, że na pewno wyniki sprzedaży tego dnia będą znakomite. I to nawet jeśli część ekspertów dzieli się przypuszczeniami, że na wyniki sprzedaży w sezonie przedświątecznym i jego tradycyjne otwarcie czyli Czarny Piątek, wpłynąć może zaostrzająca się pandemia.

Firmy SMSAPI i Shoper, przygotowując wspólny raport na temat komunikowania się sklepów z konsumentami, postanowiły zapytać zarówno kupujących jak i sprzedawców o ich plany związane z tegorocznym Black Friday.

Pierwszy krok należy do sprzedawcy

W konsumenckiej części badania wzięło udział 1000 respondentów. Tylko 17 proc. z nich deklaruje, że nie interesuje ich tegoroczny Black Friday, ponad 35 proc. respondentów zapowiada, że skorzysta z czarnopiątkowych promocji, a pozostałe 48 proc. – uzależnia swój udział od tego, jak atrakcyjne się okażą.

black friday 2020
Źródło: SMSAPI

– Spora grupa konsumentów nie zamierza tak po prostu usiąść 27 listopada do komputera z kartą kredytową lub kodem BLIK w pogotowiu, tylko czeka na sygnał od sprzedawców. Od tego, czy sklepy zrobią pierwszy krok zależy, czy będą miały tego dnia rekordową liczbę klientów. Warto się do tego przygotować narzędziowo już teraz. Badanie pokazuje, że zainteresowanie Black Friday jest większe wśród kobiet niż mężczyzn i silniejsze wśród osób do 35 roku życia niż w starszych grupach wiekowych. To cenna wskazówka dla sklepów, w których większość klienteli stanowią młode kobiety. Warto zintensyfikować działania promocyjne w listopadzie i kampanię przygotować z odpowiednim wyprzedzeniem – zachęca Maja Wiśniewska, PR & Content Marketing Manager w SMSAPI.

Czarny Piątek domeną e-commerce

Badanie pokazuje również, że zainteresowanie Black Friday jest dużo większe wśród konsumentów, którzy robią zakupy głównie online. Ten wynik koreluje z coroczną obserwacją, że polski Czarny Piątek, inaczej niż np. w USA, odbywa się głównie w internecie.

Nie powinien zatem dziwić wynik najnowszego badania firm Shoper i SMSAPI przeprowadzonego wśród sprzedawców internetowych. Blisko połowa z przebadanych sklepów (48 proc.) już w październiku deklarowała, że przygotowuje dodatkowe działania na Black Friday.

black friday 2020 2
Źródło: SMSAPI

– Ostatnie lata dowiodły, że strategia sprzedawców internetowych, aby skupić się w ostatnim kwartale na Black Friday, naprawdę działa. W ubiegłym roku sklepy na naszej platformie łącznie zarobiły tego dnia o 185 proc. więcej niż w piątek tydzień wcześniej. Tym razem zainteresowanie klientów będzie zapewne większe, ale konkurencja o uwagę konsumentów również. Przy spadającym z powodu pandemii ruchu w sklepach stacjonarnych, wiele firm handlowych przenosi swoją sprzedaż i działania marketingowe do internetu. Bez dobrej kampanii promocyjnej sprzedawcom może być trudno przebić się ze swoją ofertą, dlatego zachęcamy, by pomyśleli o skutecznych kanałach komunikacji swoich działań. To już właściwie ostatni moment – podpowiada Oliwia Tomalik Marketing Manager Shoper.

Raport na temat komunikacji sklepów internetowych z klientami na bazie badań przeprowadzonych na grupach 1000 konsumentów i 216 sprzedawców korzystających z narzędzi firm Shoper i SMSAPI, ukaże się w listopadzie.

Rynki czekają na oficjalne wyniki wyborów w USA

Joe Biden jest bliżej wygrania wyborów, ale głosy wciąż są liczone. Rozmach rynkowej euforii spowolnił, ale dalej widać podtrzymanie wzrostu na giełdach i presję na osłabienie USD. Strach przed kontestowaniem wyniku przez sztab Trumpa nie uwidacznia się.

Czwartek nie przyniesie odpoczynku od wyścigu wyborczego w USA, gdyż wciąż w kilku stanach nie wszystkie głosy są przeliczone, a w żadnym z nich wynik cząstkowy nie daje gwarancji utrzymania do oficjalnego rezultatu. Joe Biden prowadzi w zdobytych głosach elektorskich i teoretycznie potrzebuje tylko 6 głosów z Nevady, aby zdobyć 270 głosów i wygrać. Nevada wznowi liczenie dziś po 18 polskiego czasu i wcześniej raczej się nic nie wyjaśni. W międzyczasie oczy zwrócone są na Arizonę (11 głosów), dla której Fox News przyznało już zwycięstwo Bidenowi (ale np. CNN nie), podczas gdy nocne liczenie kolejnych pul głosów listownych zredukowało przewagę nad Trumpem do 79 tys. głosów. Jednocześnie sztab Trumpa już szykuje się do zaskarżania wyniku wyborów, kwestionowania ważności głosów listowanych i szykuje wnioski do powtórnego liczenia głosów w co najmniej czterech stanach. Dodajmy jeszcze, że Pensylwania i Karolina Północna mogą nie zakończyć liczenia do piątku, czekając na ostatnie głosy złożone listownie. Jakby do tego momentu proces wyborczy w USA nie był już wystarczająco skomplikowany.

Rynki rozgrywają scenariusz wygranej Bidena przy utrzymaniu przez Republikanów kontroli w Senacie. Ryzyko kontestowania wyniku wyborów w przypadku przegranej Trumpa wydaje się pomijane. W takim wypadku zdjęcie premii za niepewność wyborów przynosi rajd ulgi dla aktywów ryzykownych. Podzielony Kongres przekreśla szanse na hojny pakiet fiskalny, co w kolejnych tygodniach może się zemścić pogorszeniem nastrojów, ale teraz Wall Street za impuls do wzrostów traktuje jednoczesne zablokowanie podwyżek podatków, do których chciał doprowadzić Biden. Zmniejsza się też ryzyko zaostrzenia regulacji wobec sektora technologicznego. Jeśli USA nie będzie miała mocnej odpowiedzi na drugą falę pandemii, spółki cykliczne będą przegrywać z technologicznymi i medycznymi. W efekcie Nasdaq rósł wczoraj dużo mocniej niż przemysłowy Dow Jones.

Na FX wzmacnia się tryb risk-on z przeceną USD, a gdzie brylują NOK, AUD i NZD. Wszystko to jednak wygląda bardziej na odwracanie pozycji zabezpieczających zawieranych pod koniec października (kiedy wzrastała przedwyborcza nerwowość), a nie budowanie nowych strategii makro. Jakkolwiek potwierdzenie wygranej Bidena daje więcej powodów do umocnienia walut ryzykownych (korelacja z rynkiem akcji, łagodniejsza polityka zagraniczna), to w najbliższych tygodniach droga może być wyboista przez ryzyko kontestowania wyborów. Warto zauważyć, że EUR/USD i GBP/USD nie wykroczyły jeszcze poza szczyty sprzed Dnia Wyborów.

W podobny sposób oceniam sytuację na złotym, który umocnił się do 4,53 za euro. Wczoraj rynek złotego zaliczył sporą huśtawkę, z której wynika, że inwestorzy są gotowi sprzedawać walutę pod rozwój pandemii w Polsce i nakładane restrykcje o ile nie będzie się to kłócić z ogólnorynkowym apetytem na ryzyko. W środę złoty tracił, kiedy szeroki rynek zaczął negatywnie reagować na prowadzenie Trumpa, ale szybko sentyment się odwrócił wraz ze wzrostem przewagi Bidena. Obawiam się, że jak tylko powyborcza euforia przycichnie, wróci presja na złotego.

W tle liczenia głosów mamy decyzje banków centralnych. Dziś rano Bank Anglii pozostawił główną stopę procentową bez zmian, ale zwiększył skup aktywów o dodatkowe 150 mld GBP. Bank ściął prognozy wzrostu na ten i przyszły rok i widzi większy, negatywny wpływ wirusa na gospodarkę. Z perspektywy GBP istotna jest jednomyślność decydentów bez forsowania pomysłu ujemnych stóp procentowych. Bank analizuje użycie takiego narzędzia, ale ewentualna decyzja nie pojawi się wcześniej, jak na wiosnę. Większe od oczekiwań QE wesprze rynek długu, szczególnie w obliczu rosnącego długu publicznego wskutek walki rządu z COVID-19. Jest czynnikiem stabilizującym, który pośrednio także pomaga funtowi. Ogólnie jednak decyzja nie jest silnym katalizatorem dla FX. GBP/USD skoczył do 1,3040, co jednak bardziej wygląda na zdjęcie z rynku premii za ryzyko związane z decyzją BoE i skupienie na dyskontowaniu wyniku wyborów w USA.

Wieczorem Fed utrzyma gołębią retorykę z gotowością do działania. Z uwagi na potencjał ryzyka politycznego i podwyższonej zmienności aktywów, niewykluczone, że prezes Powell uzna za stosowne zapewnić o gotowości do działania na rzecz stabilizacji cen aktywów obok podstawowego celu, jakim jest wsparcie gospodarki. To drugie staje się wymagające większej uwagi, gdyż pojawiają się pierwsze oznaki spowolnienia wywołane wzrostem liczby zakażeń COVID-19. Lokalne lockdowny są wracającym zagrożeniem, a obawy wzmacnia opóźniający się pakiet fiskalny. Sytuacja nie wymaga reakcji Fed już teraz, ale niewykluczone, że język komunikatu i konferencji wskaże, że Fed jest gotowy do działania w każdej chwili.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Złoty znów mocny. Wybory w USA nadal niepewne

Wczorajsze pierwsze wyniki liczenia głosów okazały się wskazywać innego zwycięzcę niż obecne. Powoduje to duże zamieszanie na rynkach walutowych. Patrząc na ilość policzonych głosów, sytuacja powinna się uspokajać, ale nie ma pewności, że coś nas jeszcze nie zaskoczy.

Niespodzianka wyborcza?

Liczenie głosów w USA przyniosło wczoraj już kolejną, w tym wyścigu, zmianę lidera. Obecnie na prowadzeniu ponownie znajduje się Joe Biden. I do zwycięstwa realnie brakuje mu jeszcze jednego stanu – powinno się to wydarzyć, jeżeli nie dojdzie do kolejnego nieoczekiwanego zwrotu akcji. Rynki znów wyraźnie uwierzyły w przewagę demokratów, przenosząc środki z USA do Europy. W rezultacie dolar wyraźnie traci względem euro.

Złoty znów mocny

Wczorajszy dzień na rynkach walutowych dla osób o słabych nerwach mógł być horrorem. Złoty najpierw był w wyraźnym odwrocie, po tym jak Donald Trump wyszedł na prowadzenie w wyścigu prezydenckim. Po spłynięciu dodatkowych głosów jednak szybko okazało się, że wcale nie ma on przewagi i waluty zawróciły. Tym samym złoty ponownie zaczął zyskiwać na wartości i dzisiaj za jedno euro płaciliśmy już poniżej 4,52 zł.

Dane w cieniu wyborów

Oprócz liczenia głosów w USA mamy również ważne dane makroekonomiczne. Raport ADP z rynku pracy nie był tak dobry jak oczekiwano, ale w październiku przybyło 365 tysięcy miejsc pracy. Publikowane w podobnym czasie dane na temat bilansu handlowego pokazują malejącą przewagę importu nad eksportem, co było jednym z celów obecnej ekipy rządzącej. Słabiej od oczekiwań wypadł z kolei indeks ISM dla usług.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
20:00 – USA – decyzja FOMC w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polacy niechętnie inwestują w działania proekologiczne

Tylko 37% Polaków w ostatnich trzech latach zdecydowało się przeprowadzić inwestycję ekologiczną, wymagającą nakładów co najmniej 1 tys. zł – wynika z badania IBRiS, przeprowadzonego na zlecenie Banku Ochrony Środowiska. Tymczasem, jak wskazują eksperci w raporcie „Barometr ekologiczny Polaków. Co robimy, aby chronić środowisko?”, rozwiązania zwiększające możliwości retencjonowania wody to nie tylko projekty angażujące znaczne środki finansowe, ale także te, na które mogą pozwolić sobie inwestorzy indywidualni.

Polacy nie są skłonni do podejmowania działań ekologicznych, które wymagają od nich ponoszenia nakładów finansowych. Jedynie 37% badanych w ostatnich trzech latach przeznaczyło więcej niż 1 tys. zł na ten cel. Najczęściej na wykonanie inwestycji ekologicznej decydowali się mieszkańcy wsi (59%) i dużych miast (47%), a najrzadziej średnich miast (od 50 do 250 tys. mieszkańców) – 18%.Wykres 1

Podejmowanie działań ekologicznych, które wymagają znacznych nakładów finansowych, jest wciąż mało popularne w polskim społeczeństwie. Można jednak zaobserwować, iż trend ten w ostatnim czasie ulega zasadniczej zmianie. Pomimo że niektóre rozwiązania ekologiczne są nadal kapitałochłonne, to z roku na rok ich wydajność rośnie, a dostęp do finansowania staje się łatwiejszy. Przykładowo, wykorzystywanie wody opadowej do nawadniania roślin czy pozyskiwanie energii słonecznej dzięki panelom fotowoltaicznym to działanie efektywne zarówno pod względem ekologicznym, jak i ekonomicznym. Z tych względów szczególnie mieszkańcy terenów pozamiejskich doceniają zalety przedsięwzięć poprawiających stan środowiska – mówi Emil Ślązak, p.o. prezes zarządu Banku Ochrony Środowiska.Wykres 2

Polacy wybierają deszczówkę

Spośród osób, które w ostatnich trzech latach zdecydowały się przeprowadzić inwestycję proekologiczną, wymagającą nakładów w wysokości co najmniej 1 tys. zł, najwięcej (60%) wybrało budowę systemu zbierającego wodę deszczową. 40% ankietowanych zdecydowało się na wymianę źródła energii bądź ogrzewania, a także stworzenie instalacji fotowoltaicznej (38%). Wśród najrzadszych inwestycji znalazły się termomodernizacja (18%), wymiana samochodu na bardziej ekologiczny (16%) i likwidacja powierzchni nieprzepuszczalnych na posesji (7%).

Magazynowanie deszczówki w obliczu cyklicznych i coraz bardziej dotkliwych susz staje się priorytetem. Rozwiązania są dostępne dla większości z nas i przystępne finansowo. Wodę można zatrzymywać w zbiornikach retencyjnych, studzienkach chłonnych, stawach i oczkach wodnych. Ciekawym rozwiązaniem są także ogrody deszczowe, zaprojektowane tak, aby woda opadowa nawadniała rośliny, nawilżała glebę i zasilała wody gruntowe, zamiast spływać wprost do kanalizacji deszczowej – podkreśla Sławomir Mazurek, główny ekolog BOŚ.Wykres 3

Motywacje inwestycyjne

Polacy, dokonując inwestycji proekologicznych, przede wszystkim kierują się długofalowymi korzyściami ekonomicznymi (90%). Niemal tak samo ważna jest troska o środowisko – na ten aspekt wskazuje 86% respondentów. Dla jednej czwartej odpowiadających na pytanie motywację stanowi możliwość skorzystania z rządowego (27%) bądź samorządowego programu wsparcia (25%). Perspektywa produkowania energii i sprzedawania nadwyżek (system prosumencki) skłania do działania 13% ankietowanych.

E-sklep szyty na miarę – LoanByLink

Digitalizacja nie jest nowym pojęciem. Wielu biznesmenów od dawna przeprowadza cyfryzację w strukturach swoich firm. Część przedsiębiorstw podjęła temat kompleksowo planując każdy etap automatyzacji jako odpowiedź na łatwiejsze nawiązywanie relacji z klientami czy ograniczenie kosztów związanych z obiegiem dokumentów papierowych. Jednym z powodów szybkiego wdrożenia nowoczesnych rozwiązań była organizacja zdalnej pracy możliwie najefektywniejszej.

Pandemia COVID-19 mocno wpłynęła na przyspieszenie cyfryzacji i szukania nowych rozwiązań. Z jednej strony ekonomiczna zapaść a z drugiej szansa w przeniesieniu usług np. do sieci. Sprawna i szybka transformacja wymaga odpowiednich koncepcji. Odpowiedzią jest zmiana strategii  technologiczny rozwój.

Rynkowi liderzy z zakresu fintech udostępniają kolejne rozwiązania ułatwiające przeniesienie usług do sieci. Warto zwrócić uwagę na LoanByLink. Twórcy tego modułu twierdzą, że mogą przekształcić każdą, dowolną stronę internetową w sklep internetowy bez ponoszenia dodatkowych kosztów (Czyli bezpłatnie?) Integracja jest (jak informuje usługodawca) prosta i zajmuje kilka minut. Po rejestracji na stronie partnera usługobiorca otrzymuje kod do implikacji na swojej witrynie oraz dostęp do platformy zarządzającej. Z tego miejsca może monitorować nie tylko dokonane zakupy ale oferowane finansowanie. Z pozycji panelu widzimy na jakim etapie znajduje się zakup lub obecny status wniosku o sfinansowanie zakupu. Provema w panelu udostępnia niezbędne do realizacji sklepu opcje. Od kalkulatora przeliczającego raty, banery reklamowe a na instrukcjach kończąc. Od tej chwili strona staje się sklepem. To, co istotne współpracujący partner może liczyć na pełne wsparcie zespołu LoanByLink zarówno na etapie wdrażania usługi, jak również później, kiedy klienci już aktywnie korzystają z zakupów na raty.

LoanByLink oprócz możliwości uzyskania opcji sklepu pozwala na oferowanie usług w formie ratalnej. W zależności od tego, czy sprzedawca ma już sklep czy też stoi przed wyborem jego uruchomienia ma również możliwość udostępnienia finansowania dla swoich usług. Ponieważ w analizie ryzyka kredytowego sprawnie wykorzystane są algorytmy sztucznej inteligencji system jest w stanie przetworzyć aż 10 000 wniosków jednocześnie. Dzięki temu skracany jest czas potrzebny do uruchomienia finansowania a jednocześnie zmniejszane jest prawdopodobieństwo porzucenia koszyka przez klientów.  LoanByLink dedykowany jest dla wszystkich przedsiębiorców niezależnie od rodzaju prowadzonej działalności gospodarczej. Do podjęcia współpracy wystarczy, że potencjalni Partnerzy sprzedają lub zamierzają sprzedawać swoje towary i usługi on-line.

„Dzisiaj każdy powinien mieć możliwość szybkiej transformacji swoich usług. Digitalizacja otwiera drzwi tylko trzeba wiedzieć jakim kluczem je otworzyć. Naszym kluczem jest LoanByLink” – mówi Grzegorz Szulik, prezes polskiego fintechu Provema.

Handlowcy oczekują wsparcia od rządu w związku z ponownym zamknięciem galerii

Polska Rada Centrów Handlowych, która zrzesza ponad 200 największych firm działających w branży nieruchomości handlowych, wnioskuje o pilne uruchomienie tarczy pomocowej dla objętych lockdownem podmiotów z sektora handlowego w celu zabezpieczenia stałych kosztów funkcjonowania przedsiębiorstw, które ponownie utraciły z dnia na dzień możliwość generowania przychodów. Apelujemy o adekwatne do potrzeb wsparcie państwa dla całego sektora.

Wiosenny lockdown mocno zdestabilizował sytuację finansową zarówno najemców, jak i wynajmujących, którzy w ostatnich tygodniach mozolnie starali się odrabiać straty, a decyzją z dnia 4 listopada zostali definitywnie pozbawieni tej możliwości.

Ograniczenie działalności centrów handlowych trwające 7 tygodni, a dla niektórych branż nawet dłużej, którego koszt w całości ponieśli właściciele obiektów handlowych, kosztowało wynajmujących utratę przychodów na poziomie około 1 miliarda złotych*. Dodatkowo właściciele centrów handlowych na bazie indywidualnych ustaleń pomiędzy najemcami i wynajmującymi sfinansowali czasowe wsparcie dla najemców poprzez rabaty w czynszu w okresie od maja do grudnia  2020 roku. Szacowana łączna wartość tej pomocy wyniosła w skali kraju około 2 mld złotych*.

Skala już udzielonego wsparcia ze strony właścicieli obiektów handlowych, w tym wielu polskich firm, w łącznej wysokości ok. 3 mld zł, oraz ich sytuacja finansowa wykluczają możliwości ponoszenia kosztów ponownego lockdownu, m.in. ze względu na brak możliwości finansowych, problemy płynnościowe oraz wysokie zobowiązania kredytowe (banki nie umarzały rat kredytów za czas lockdownu, tylko odsuwały w czasie ich spłatę). Relacje najemców i wynajmujących są oparte o indywidualne umowy określające wieloletnie zasady współpracy i wzajemnych rozliczeń oraz jako takie nie powinny podlegać jakimkolwiek zewnętrznym regulacjom, czy uzgodnieniom. Ingerencja w umowy pomiędzy najemcami i wynajmującymi nie była dotychczas stosowana w żadnym innym kraju i może rodzić potencjalne roszczenia odszkodowawcze względem państwa.

Rynek handlu detalicznego tworzą wynajmujący, najemcy oraz setki firm, które zatrudniają tysiące pracowników zajmujących się bieżącą obsługą obiektów handlowych (usługi sprzątania, ochrony, obsługi technicznej, księgowości, zarządzania nieruchomościami, obsługi imprez). Wsparcie państwa pozwalające wszystkim uczestnikom branży wywiązywać się ze swoich zobowiązań pozwoli uniknąć destabilizacji rynku oraz bankructw, także wśród wynajmujących, silnego ograniczania działalności, a w konsekwencji likwidacji miejsc pracy na masową skalę.

Apelujemy jednocześnie o uruchomienie centrów handlowych, tak szybko jak tylko sytuacja epidemiczna na to pozwoli. Będzie to wartościowa forma wsparcia dla sektora, który w okresie przedświątecznym ma szansę na wygenerowanie przychodów.

* Estymacje w oparciu o Raport „Wpływ pandemii COVID 19 na polski rynek centrów handlowych” przygotowany przez Deloitte w kwietniu 2020 roku.

Rekordowe wyniki PayPal za Q3 2020

W tym tygodniu PayPal ogłosił wyniki finansowe za trzeci kwartał tego roku – to kolejny rekordowy okres w historii działania firmy. W tym roku byliśmy świadkami niesamowitych zmian na rynku e-commerce. Amerykański fintech miał zaszczyt być w centrum tej rewolucji.

  • W trzecim kwartale tego roku PayPal przeprocesował rekordową liczbę transakcji, dzięki czemu osiągnął największe TPV (Total Payment Volume) w swojej historii na poziomie 247 miliardów USD. Biorąc pod uwagę wyniki z tego kwartału, spółka szacuje, że bieżący run ratewynosi około 1 biliona USD liczonych w łącznej wartości płatności.
  • W dobie permanentnego wzrostu liczby użytkowników korzystających z handlu online, wygoda i bezpieczeństwo PayPal nigdy nie były bardziej atrakcyjne czy potrzebne niż teraz. W trzecim kwartale tego roku w systemie zarejestrowało się 15,2 milionów nowych aktywnych kont– to drugi z rzędu kwartał, gdy fintech osiągnąłrekordową liczbę nowych użytkowników pozyskanych organicznie. To oznacza, że jest na dobrej drodze do osiągnięcia swojego celu – zakończenia tego roku z największą w historii liczbą 70 milionów nowych kont na pokładzie.
  • Odnotowano także raptowny wzrost liczby kont biznesowych. W tym kwartale 1,5 milionów osób zaczęło sprzedawać z PayPal – to ponad dwa razy większy przyrost niż przed wybuchem pandemii koronawirusa. Ten skok pokazuje, że coraz więcej przedsiębiorców dostosowuje się do nowych warunków, przenosząc swoje biznesy do sfery online.
  • Podsumowując wszystkie liczby, napływ nowych klientów i rekordowa liczba transakcji płatniczych złożyły się na największy przyrost dochodów w historii PayPal.
  • W pierwszych tygodniach października fintech osiągnął najwyższe w historii TPVprzeprocesowane jednego dnia.

W tym roku PayPal przeprocesuje ponad 900 miliardów USD łącznej wartości transakcji, obsługując ok. 375 milionów klientów. Jest największą otwartą e-platformą płatności na całym świecie, a wydarzenia 2020 roku wzmocniły jeszcze bardziej znaczenie wartości, które oferuje klientom, jak i swoją rynkową pozycję. Następne kilka lat będzie decydującym okresem nowego etapu rozwoju PayPal.

W 2021 Volvo Trucks wprowadzi na rynek europejski pełną gamę ciężarowych samochodów elektrycznych

Z początkiem 2021 r. Volvo Trucks będzie oferować pełną gamę samochodów ciężarowych o dużej ładowności z elektrycznym układem napędowym.

Volvo Trucks przeprowadza obecnie testy elektrycznych samochodów ciężarowych o dużej ładowności Volvo FH, Volvo FM i Volvo FMX, które będą używane w transporcie regionalnym i podczas prac budowlanych w miastach Europy. Maksymalna masa zestawu drogowego w przypadku tych pojazdów będzie wynosić do 44 ton. W zależności od konfiguracji akumulatorów możliwy zasięg wyniesie nawet 300 km. Sprzedaż rozpocznie się w przyszłym roku, a produkcja masowa w roku 2022. To oznacza, że począwszy od 2021 r. w Europie będzie dostępna pełna oferta elektrycznych (akumulatorowych) samochodów ciężarowych Volvo Trucks przeznaczonych do transportu dystrybucyjnego, regionalnego, wywozu odpadów i prac budowlanych w miastach.

„Szybko zwiększając liczbę samochodów ciężarowych o dużej ładowności z napędem elektrycznym, chcemy pomóc naszym klientom i nabywcom transportu osiągnąć ambitne cele w zakresie zrównoważonego rozwoju. Jesteśmy zdeterminowani, aby nieprzerwanie kierować naszą branżę w stronę zrównoważonej przyszłości” – mówi Roger Alm, prezes Volvo Trucks.

Volvo Trucks rozpoczęło produkcję Volvo FL Electric i Volvo FE Electric w 2019 r. Są to elektryczne samochody ciężarowe przeznaczone do miejskiej dystrybucji i wywozu odpadów, głównie w Europie. W Ameryce Północnej sprzedaż Volvo VNR Electric, samochodu ciężarowego do transportu regionalnego, rozpocznie się 3 grudnia 2020 r.
Stopniowe przejście na paliwa alternatywne o pochodzeniu niekopalnym

Pojazdy elektryczne do wymagających operacji i długodystansowych przewozów ciężkich ładunków pojawią się w najbliższych latach. Będą to samochody ciężarowe o większym zasięgu wyposażone w akumulatory i ogniwa paliwowe. Volvo Trucks zamierza rozpocząć sprzedaż elektrycznych samochodów ciężarowych napędzanych wodorowymi ogniwami paliwowymi w drugiej połowie bieżącej dekady. Celem Volvo Trucks jest zaoferowanie do 2040 r. całej gamy produktów niekorzystających z paliw kopalnych.
„Aby zmniejszyć wpływ transportu na klimat, musimy szybko przejść od paliw kopalnych do alternatyw, takich jak energia elektryczna. Jednak warunki wprowadzania tej zmiany, a co za tym idzie, jej tempo, znacznie się różnią w zależności od przewoźników i rynków, a także od wielu zmiennych, takich jak zachęty finansowe, dostęp do infrastruktury ładowania i rodzaj operacji transportowych” – wyjaśnia Roger Alm.

Z tego powodu większość firm transportowych będzie wprowadzać pojazdy elektryczne stopniowo. W praktyce wiele z nich będzie miało mieszaną flotę samochodów ciężarowych zasilanych różnymi paliwami w okresie przejściowym.

„Nasze podwozia są zaprojektowane tak, aby były niezależne od zastosowanego układu napędowego. Nasi klienci mogą zakupić kilka samochodów ciężarowych Volvo z tego samego modelu, z tą różnicą, że niektóre są elektryczne, a inne napędzane gazem lub olejem napędowym. Jeśli chodzi o takie cechy produktu jak kabina kierowcy, niezawodność i bezpieczeństwo, wszystkie nasze pojazdy spełniają te same wysokie standardy. Kierowcy powinni czuć się dobrze w swoich pojazdach i móc obsługiwać je bezpiecznie i efektywnie niezależnie od stosowanego paliwa” – mówi Roger Alm.

Z punktu widzenia Volvo Trucks, przejście na bardziej zrównoważony transport powinno być dla przewoźników maksymalnie płynne, tak aby mogli rozpocząć dostosowywać się do tej zmiany. Oferowane rozwiązania muszą wykorzystywać paliwa niekopalne i umożliwiać przewoźnikom osiągnięcie niezbędnego poziomu rentowności i produktywności.

„Naszym głównym zadaniem jest ułatwienie przejścia na pojazdy zelektryfikowane. Robimy to, oferując całościowe rozwiązania, które obejmują planowanie tras, pojazdy o prawidłowej specyfikacji, wyposażenie do ładowania, finansowanie i serwis. Długoterminowe bezpieczeństwo, które wraz z globalną siecią dealerów i warsztatów serwisowych zapewniamy naszym klientom, będzie ważniejsze niż kiedykolwiek” – mówi Roger Alm.

Konieczność odbudowy gospodarek po pandemii stwarza niepowtarzalną szansę na zieloną transformację

Polska i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej (EŚW) stoją przed wielką szansą na zieloną transformację swoich gospodarek w świecie po pandemii. Wpisując się w implementację ambitnej polityki klimatycznej UE, kraje regionu mogą zyskać dostęp do pokaźnych funduszy unijnych na finansowanie zielonej transformacji w energetyce, budownictwie czy transporcie. W porozumieniu z KE, kraje regionu zaproponują wkrótce wykorzystanie środków unijnych w Narodowych Planach Odbudowy. Aby zrozumieć jak wielka to szansa, wystarczy porównać sytuację krajów UE z naszego regionu z Turcją i Rosją, które będą wdrażać Porozumienie Paryskie głównie w oparciu o finansowanie krajowe.

Pandemia Covid-19 stanowi największy negatywny szok dla gospodarki światowej od Wielkiego Kryzysu lat 1930-tych. W ostatnich miesiącach wiele rządów podjęło działania ratunkowe na rzecz wsparcia swoich gospodarek – dochodów pracowników i płynności firm. Niektóre z nich postanowiły wykorzystać ten moment i przeznaczyć wsparcie publiczne na rzecz jednoczesnego ożywienia gospodarki i jej przekierowania na ścieżkę niskoemisyjną np. Niemcy, Francja, Korea. Inne, w obliczu kryzysu, musiały opóźnić realizację celów klimatycznych np. Rosja.

W tym roku kraje regionu EŚW uruchomiły rekordowo wysokie programy antykryzysowe, ale postawiły głównie na szybkość działania i powszechność pomocy publicznej, ze szczególnym uwzględnieniem mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Jednak, w obliczu dalszego podnoszenia unijnych celów klimatycznych i przygotowania wysokich środków z unijnego Funduszu Odbudowy, kraje regionu stoją przed wielką szansą, aby swoje programy antykryzysowe nakierować na zieloną transformację. Będzie on obejmował w szczególności inwestycje w czystą energię i modernizację sieci elektro-energetycznych, bardziej efektywne gospodarowanie energią w budynkach i przemyśle oraz przejście na niskoemisyjny transport, w tym elektromobilność i transport intermodalny.

W ostatnich trzech dekadach w regionie EŚW udało się dokonać niezwykłej poprawy w jakości środowiska i (z wyjątkiem Turcji) oderwać stosunkowo szybki wzrost gospodarczy od emisji gazów cieplarnianych. Niewiele jest takich przypadków w gospodarce światowej. W dużej mierze wynikało to z rozwoju mniej emisyjnych sektorów takich jak usługi, a rynkowe i stosunkowo wysokie ceny energii, wymuszały lepsze gospodarowanie w firmach. W regionie występuje szereg przykładów zielonych inicjatyw jak chociażby rozwój zrównoważonego transportu na Węgrzech czy rozbudowa mocy w odnawialnych źródeł energii (OZE) w Rumunii. Także Polska zapowiedziała zielony zwrot w długofalowej polityce energetycznej – mówi Leszek Kąsek, starszy ekonomista ds. zrównoważonego rozwoju w ING Banku Śląskim, współautor raportu.

Widzimy, że zaktualizowany projekt Polityki Energetycznej, upubliczniony we wrześniu przez Ministerstwo Klimatu to spojrzenie w przyszłość i zmiana dotychczasowego podejścia. Ministerstwo bardziej zdecydowanie opowiada się za transformacją energetyczną. Przyszłość należy bowiem do coraz tańszych, bardziej efektywnych i dostępnych technologii czystej energii. Mogą on mieć zastosowanie w budownictwie i przemyśle, natomiast trwanie przy węglu to duże obciążenie dla gospodarki. Na tej zmianie skorzysta konsument poprzez czyste powietrze i ograniczenie wzrostów cen energii. Jeśli Polska umiejętnie wpisze się w unijną politykę klimatyczną i przeznaczy jej finansowanie na rozwój własnych czystych źródeł energii i modernizację infrastruktury energetycznej i transportowej zyska także sektor przedsiębiorstw – mówi Rafał Benecki, główny ekonomista w ING Banku Śląskim, współautor raportu.

Jasne opowiedzenie się za transformacją energetyczną, włączenie się w unijną politykę klimatyczną będzie sprzyjać zaangażowaniu inwestorów prywatnych w mniejszej skali (jak fotowoltaika prosumencka) i większej (budowa farm wiatrowych czy solarnych, elektromobilność). Miliardy euro i złotych są gotowe zainwestować w kolejną wielką transformację, jaką przejdzie Polska, tym razem w sferze energetycznej. W takich warunkach również dostęp do finansowania bankowego na projekty przyjazne dla środowiska jest otwarty – dodaje Rafał Benecki.

Polska może tak zaplanować dalsze programy antykryzysowe, aby rekordowy skok długu publicznego poprawił konkurencyjność gospodarki w przyszłości, a nie tylko przyczynił się do ograniczenia skali recesji krótkoterminowo – podkreśla Rafał Benecki.

Region EŚW, a w szczególności Polska, która generuje około ¾ swojej energii elektrycznej z węgla, jest bardziej wrażliwy na unijne instrumenty polityki klimatycznej, w tym na rosnące ceny uprawnień do emisji CO2. Ich wzrost przekłada się na wyższą cenę energii elektrycznej w kraju. Obecnie Polska nie spełnia żadnego z celów klimatycznych, ale Unia Europejska dalej „podnosi poprzeczkę”. W ślad za podniesieniem celów redukcji CO2 w UE do 55%, ścieżka redukcji emisji gazów cieplarnianych stanie się jeszcze bardziej wymagająca. To spowoduje także dalszy wzrost opłat za emisje gazów cieplarnianych. Sytuację można zacząć zmieniać dzięki dostępowi do miliardów funduszy unijnych jakie pojawiają się na początku dekady lat 2020-tych. Taka zmiana wydaje się wykonalna i uwzględniająca sytuację górników czy innych pracowników w schyłkowych przemysłach, a także gospodarstw domowych, wrażliwych na wysokie ceny energii.

W nowym budżecie unijnym, poprzez różne fundusze kraje regionu mogą uzyskać średniorocznie od 2,5% do 4,5%PKB środków bezzwrotnych, co w zestawieniu ze składką dla UE rzędu 1%PKB rocznie będzie oznaczać olbrzymi napływ netto finansowania bezzwrotnego z zagranicy. Dodatkowo, część z tych środków powinna zostać wykorzystana w pierwszych 2-3 latach dekady lat 20-tych, aby wesprzeć gospodarki po głębokim załamaniu z powodu pandemii. Na takie wsparcie nie mogą liczyć Rosja czy Turcja, których zobowiązania redukcyjne na rok 2030 są obecnie niewystarczająco ambitne w kontekście globalnego kryzysu klimatycznego. Możliwe, że zostaną podniesione przed międzynarodową konferencją klimatyczną COP26 w Glasgow pod koniec 2021 roku. Oba te kraje będą również musiały zmierzyć się z propozycją wprowadzenia granicznego podatku węglowego.

Konieczność odbudowy gospodarek po pandemii stwarza niepowtarzalną szansę na zieloną transformację w Polsce i innych krajach regionu EŚW. Skorzystanie z tej szansy w najbliższej dekadzie, w takich krajach jak Polska czy Czechy, pozwoli im myśleć o przyszłości wolnej od drogich paliw kopalnych. Warto z tej okazji skorzystać.

Według autorów raportu, kraje regionu EŚW mogą także pobudzić zielone inwestycje w sektorach dotychczas nieco zaniedbanych od tej strony np. rolnictwo. Mogą również poprawić efektywność energetyczną i wdrożyć zasady gospodarki obiegu zamkniętego, polegającej na lepszym wykorzystaniu dostępnych zasobów – energii, wody, materiałów, produktów czy odpadów – w przetwórstwie przemysłowym.

Sytuacja na europejskim rynku nieruchomości komercyjnych w 3 kw. 2020

Z najnowszego raportu „DNA of Real Estate”, opracowanego przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield, wynika, że trend powolnego wzrostu czynszów i zmian stóp kapitalizacji na europejskich rynkach nieruchomości komercyjnych utrzymał się również w trzecim kwartale 2020 roku. 

  • Silny popyt ze strony najemców i inwestorów przyczynia się do wzrostu czynszów i dalszej kompresji stóp kapitalizacji w sektorze nieruchomości logistycznych.
  • Rynki biurowe we Francji oraz w Niemczech i Wielkiej Brytanii bardziej odporne na zawirowania pomimo nieznacznego spadku czynszów i niewielkiego wzrostu stóp kapitalizacji.
  • Sektor handlowy nadal znajduje się w trudnej sytuacji, a czynsze obniżyły się w ujęciu rocznym o 7,2% – jest to najgłębszy spadek od czwartego kwartału 2009 roku.

Trwająca globalna pandemia koronawirusa wpływa na europejski rynek nieruchomości komercyjnych, powodując w ujęciu kwartalnym kolejne spadki czynszów w obiektach handlowych oraz nieznaczne obniżki stawek czynszowych w budynkach biurowych. Natomiast w sektorze nieruchomości logistycznych czynsze nadal rosną, a stopy kapitalizacji ulegają dalszej kompresji, ponieważ dzięki pozytywnym wskaźnikom przyciąga on kolejnych inwestorów – mówi Silvia Jodlowski, starszy analityk w Cushman & Wakefield.Europejski sektor logistyczny w czasie pandemii nadal rośnie

Nieruchomości logistyczne

Sektor nieruchomości logistycznych pozostał w dość dobrej kondycji również w trzecim kwartale 2020 roku. W warunkach ograniczonej podaży oraz silnego popytu ze strony najemców i inwestorów osiąga on najlepsze wyniki spośród głównych sektorów nieruchomości, o czym świadczy dalszy wzrost czynszów i kompresja stóp kapitalizacji na większości rynków. Stawki czynszowe w przypadku najlepszych obiektów w Europie wzrosły średnio o 0,6% w trzecim kwartale i aż o 2,1% w ciągu roku. Największy wzrost miał miejsce w Berlinie, gdzie czynsze wzrosły w ciągu kwartału o 12%, a także w Rotterdamie – o 7,1%. Stopy kapitalizacji dla nieruchomości logistycznych w Europie spadły o 25 pb rok do roku i wyniosły 5,26% w trzecim kwartale 2020 roku. Najniższe średnie stopy kapitalizacji na poziomie nieprzekraczającym 4% utrzymują się we Francji i w Niemczech, a na większości rynków obniżyły się w ujęciu rocznym o co najmniej 20 pb.

Pomimo dynamicznej sytuacji na rynku i wciąż dużej niepewności spowodowanej pandemią koronawirusa perspektywy dla sektora magazynowego pozostają korzystne. Przewidujemy, że popyt na rynku magazynowym będą nadal generować przede wszystkim firmy z branży logistycznej, kurierskiej i handlowej w silnym powiązaniu z rozwojem sektora e-commerce. Do normalnej aktywności wracają powoli firmy z sektora produkcyjnego i motoryzacyjnego. Warto także wspomnieć o rosnącej aktywności firm z branży IT, które poszukują nowoczesnej powierzchni magazynowej z przeznaczeniem na centra przetwarzania danych. To szczególnie ciekawa grupa najemców, zupełnie odporna na aktualną sytuację rynkową – mówi Joanna Sinkiewicz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Cushman & Wakefield Polska.

Nieruchomości biurowe

Czynsze za wynajem powierzchni biurowych spadły nieznacznie w trzecim kwartale (-0,1% kwartał do kwartału), po dużo większym spadku o 0,7% w poprzednim kwartale. Tempo wzrostu w ujęciu rocznym spowolniło jeszcze bardziej – stawki czynszowe są o zaledwie 1% wyższe w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku, co oznacza, że rosną one najwolniej od 2014 roku. Czynsze wzrosły tylko w pięciu miastach, przy czym najbardziej w Birmingham (o 7% do 37,00 GBP/st. kw./rok) oraz w Leeds (o 6% do 34,00 GBP/st. kw./rok). Spadki odnotowano w sumie na dziesięciu rynkach – o 10% w Stambule oraz o 5% w Berlinie, gdzie tym samym zakończył się okres nieprzerwanego wzrostu czynszów, w którym wzrosły one z poziomu 22,50 EUR/m kw./miesiąc w trzecim kwartale 2014 roku do 40 EUR/m kw./miesiąc w pierwszym kwartale 2020 roku. 

Stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości biurowych w Europie wzrosły do 4,34% po spadku do 4,26% w pierwszym kwartale bieżącego roku. Na głównych rynkach Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii zaobserwowaliśmy jednak w ciągu kwartału nieznaczną kompresję, co świadczy o zainteresowaniu inwestorów najbardziej atrakcyjnymi aktywami w kluczowych lokalizacjach – mówi Nigel Almond, dyrektor zespołu ds. analiz danych w Cushman & Wakefield.

Nieruchomości handlowe

W sektorze nieruchomości handlowych trend spadkowy utrzymał się również w trzecim kwartale 2020 roku. Tempo zmian na rynku handlowym, który znalazł się w trudnej sytuacji, przyspieszyło z powodu trwającej pandemii i spadku sprzedaży w sklepach stacjonarnych, zamarcia ruchu turystycznego w niektórych lokalizacjach oraz nieprzerwanego rozwoju sprzedaży w kanale online.

Od ponownego otwarcia centrów handlowych po wiosennym lock-downie obserwowaliśmy w Polsce systematyczny spadek udziału sprzedaży przez Internet, który w sierpniu 2020 r. wyniósł już tylko 6,1%, podczas gdy w kwietniu wynosił rekordowe 11,9%. Przed pandemią udział e-commerce w sprzedaży detalicznej ogółem oscylował w granicach 5-6%. Wraz z jesiennym nasilaniem się pandemii obserwujemy powrót konsumentów do zakupów internetowych. We wrześniu 2020 roku udział sprzedaży online wyniósł już 6,8%, czyli o 0.7 pp. więcej niż miesiąc wcześniej. W kolejnych miesiącach spodziewamy się dalszych wzrostów, których wysokość będzie uzależniona od rozwoju sytuacji epidemicznej – mówi Małgorzata Dziubińska, Associate Director, Cushman & Wakefield.

Czynsze za najlepsze powierzchnie handlowe obniżyły się w trzecim kwartale o 2,3% – to mniej niż w drugim kwartale, w którym spadły o 4,3%. W ujęciu rocznym spadły one w trzecim kwartale jeszcze bardziej, bo aż o 7,2%, czyli najbardziej od czwartego kwartału 2009 roku, w którym spadki czynszów wyniosły 7,6%. Na żadnym rynku nie odnotowano wzrostów w ciągu kwartału, a na połowie rynków zarejestrowano spadki. Stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości handlowych w Europie wzrosły w trzecim kwartale 2020 roku do 4,67% i były o 45 pb wyższe niż rok temu, przy czym największy wzrost do poziomu 6,19% zaobserwowano w Wielkiej Brytanii.

MedApp podpisał umowę z NEO Hospital na pilotażowe wykorzystanie technologii CarnaLife System

MedApp, polska spółka technologiczna specjalizująca się w sztucznej inteligencji i mieszanej rzeczywistości w medycynie, poszerzyła współpracę z Grupą NEO Hospital, prowadzącą krakowski Szpital na Klinach. Spółka będzie dostarczała szpitalowi swoje rozwiązanie telemedyczne do zdalnego monitorowania stanu zdrowia pacjenta oraz zarządzania procesem leczenia – CarnaLife System. Pilotażowo systemu zostanie wykorzystany w opiece nad pacjentami dotkniętymi otyłością.

Już teraz lekarze i pacjenci szpitala korzystają z CarnaLife Holo, rozwiązania do holograficznego obrazowania danych medycznych 3D.

CarnaLife System to innowacyjne narzędzie do rejestracji danych medycznych, umożliwiające w efektywny sposób ich gromadzenie oraz analizę. System bezpiecznie gromadzi dane medyczne i rejestruje wyniki badań w czasie rzeczywistym w chmurze Azure firmy Microsoft oraz interpretuje je przy użyciu algorytmów sztucznej inteligencji. Technologia ta będzie wspierać specjalistów szpitala w czasie całej ścieżki pacjenta bariatrycznego w systemie, tj. od kwalifikacji i planowania zabiegu, po jego przeprowadzenie i  monitorowanie stanu zdrowia po operacji.

– Współpraca z NEO Hospital rozwija się pomyślnie. Cieszymy się, że potencjał naszych technologii został doceniony. Wdrożenie rozwiązania CarnaLife System wpłynie na jakość leczenia i obsługi pacjenta. Wykorzystanie naszej aplikacji przez Szpital na Klinach jest kolejnym wdrożeniem CarnaLife System, jednak pierwszym wdrożeniem w Szpitalu. Chcemy przekonać również inne szpitale, że zdalny monitoring i diagnostyka pacjentów z wykorzystaniem naszej aplikacji CarnaLife System przynosi korzyści zarówno lekarzom, pielęgniarkom, jak i pacjentom. Nasza technologia sprawdza się w każdych warunkach, jednak teraz w okresie ograniczonego dostępu do personelu medycznego, wykorzystanie CarnaLife System przynosi szpitalom jeszcze większe korzyści. Wierzę, że dzięki współpracy z NEO Hospital będziemy mieć kolejne referencje dla innych podobnych placówek i szpitali nie tylko w Polsce, ale również za granicą – podsumowuje Krzysztof Mędrala, Prezes Zarządu MedApp.

W Szpitalu na Klinach lekarze będą mogli wykorzystywać rozwiązanie w pełnym zakresie. Pomiary gromadzone i analizowane przez CarnaLife System będą mogły być wykorzystywane przez specjalistów chirurgii metabolicznej, kardiologów, pulmonologów, diabetologów i lekarzy innych specjalizacji.

Będzie ono stanowiło uzupełnienie rozwiązania CarnaLife Holo, które już teraz jest wykorzystywane na co dzień przez specjalistów Szpitala. Technologia CarnaLife Holo umożliwia tworzenie dokładnego i interaktywnego środowiska rzeczywistości mieszanej (MR) z wykorzystaniem gogli HoloLens Microsoft. Na podstawie tomografii komputerowej (CT), rezonansu magnetycznego (MRI), angiografii (angio-CT, angio-MRI), echokardiografii (ECHO), USG, a także innych modalności dostępnych w standardzie obrazowania DICOM tworzy się wirtualny, trójwymiarowy obraz pacjenta.

– Dziś w dobie pandemii, gdy pacjenci doświadczają ograniczeń w dostępie do ośrodków medycznych, zaawansowane rozwiązania telemedyczne w zakresie monitorowania zdrowia wspierają kontakt lekarzy i pacjentów w oparciu o dane medyczne. Szczególną grupą naszych pacjentów są osoby otyłe, dla których rozwiązania powinny być szyte na miarę. Pacjenci dotknięci otyłością wymagają dedykowanego systemu urządzeń monitorujących oraz monitoringu większej liczby parametrów z uwagi na złożoność choroby jaką jest otyłość i współistniejące choroby – podkreśla Joanna Szyman, Prezes Zarządu NEO Hospital.

Sytuacja epidemiologiczna związana z pandemią SARS-CoV-2 skłoniła szpitale do większego, niż wcześniej otwarcia się na rozwiązania zdalne. Korzyścią wdrożenia takich rozwiązań jest możliwość zapewnienia wysokiego poziomu bezpieczeństwa – zarówno kadrze medycznej jak i pacjentom, którzy podlegają stałemu monitoringowi stanu zdrowia. Telemedycyna jest również optymalnym narzędziem ułatwiającym pracę w obliczu ograniczonych zasobów i konieczności ciągłej kontroli wielu pacjentów w tym samym czasie.

CarnaLife System jest modułem analitycznego systemu CarnaLife, który jest certyfikowany jako wyrób medyczny klasy IIb.  MedApp wprowadza wkrótce kolejne rozszerzenia aplikacji, po wideokonsultacji z której lekarze i pacjenci mogą korzystać od września, już w grudniu planuje udostępnić  usługę Wirtualnej Przychodni. Ma ono na celu usprawnić funkcjonowanie zarówno małych placówek medycznych, szpitali, jak i rozwiniętych sieci medycznych i będzie dla nich realnym wsparciem w zakresie pełnej obsługi pacjentów.

InventionMed zakupił działkę pod budowę Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy

InventionMed, technologiczna firma z branży medycznej jest coraz bliżej rozpoczęcia budowy Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy. Spółka zakupiła nieruchomości o łącznej powierzchni 2072 mkw. za kwotę ponad 4 mln zł.  Projekt uzyskał dofinansowanie z Ministerstwa Rozwoju w kwocie 16 mln zł.

– Zgodnie z zapowiedziami, już niedługo rozpocznie się budowa Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy. „Wirtualny szpital” to innowacyjna na skalę światową inwestycja, która pozwoli na kształcenie przyszłych lekarzy z wykorzystaniem zaawansowanych technologicznie rozwiązań z dziedziny symulacji medycznych  – komentuje Tomasz Kierul, Prezes Zarządu InventionMed.

Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy będzie pierwszą tego typu inwestycją na świecie. „Wirtualny szpital” umożliwi testowanie najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych i prototypowych symulatorów medycznych stworzonych w oparciu o VR (virtual reality) i AR (augmented reality) oraz autorską technologię InventionMed – podwójną immersję. Spółka opracuje i wdroży rozwiązania produktowe umożliwiające kompleksowe szkolenie adeptów medycyny – nie tylko w zakresie dermatologii i medycyny estetycznej, ale również kardiologii, kardiochirurgii a także neochirurgii, chirurgii, geriatrii, anatomii oraz rehabilitacji neurologicznej.

Wstępny projekt zakłada budowę 5-kondygnacyjnego budynku.. Całkowita wartość projektu to 29,5 mln zł. Realizację projektu wspiera notowana na NewConnect spółka SoftBlue. W maju br. firmy zawarły list intencyjny w tej sprawie. SoftBlue udostępni zasoby technologiczne a także wesprze InventionMed swoim wieloletnim doświadczeniem branżowym.

WIBOR i LIBOR do likwidacji. Czeka nas rewolucja w oprocentowaniu kredytów mieszkaniowych?

Oprocentowanie kredytów mieszkaniowych opiera się m.in. na stopach WIBOR oraz LIBOR. Wyjaśniamy, czy faktycznie zostaną one zlikwidowane.

W 2019 r. krajowe media donosiły, że stopa WIBOR może zostać zupełnie zlikwidowana. Była to ważna wiadomość, ponieważ na wspomnianej stopie opiera się oprocentowanie kredytów mieszkaniowych spłacanych przez 1,8 mln polskich gospodarstw domowych. Po tych doniesieniach z I kw. 2019 roku, sprawa rzekomej likwidacji WIBOR-u zeszła na dalszy plan. Właśnie dlatego czasem pojawiają się pytania, czy oprocentowanie kredytów mieszkaniowych oraz sposób jego wyznaczania faktycznie ulegnie dużym zmianom w najbliższym czasie. Warto wspomnieć, że ten temat dotyczy również półmilionowej rzeszy rodzin oraz singli posiadających kredyty mieszkaniowe rozliczane we franku i euro. Wcześniejsze zapowiedzi zmian dotyczyły bowiem również innych stóp międzybankowych niż WIBOR. Przykładem są stopy LIBOR EUR oraz LIBOR CHF, na których opiera się oprocentowanie „hipotek” z waloryzacją do franka szwajcarskiego i euro.

Zmiany mają zapobiec manipulowaniu oprocentowaniem

Najpierw warto wyjaśnić, skąd wzięło się zamieszanie ze stopami międzybankowymi jako podstawą oprocentowania kredytów mieszkaniowych. Źródeł opisywanych komplikacji trzeba szukać m.in. w Rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady UE 2016/1011. „Wspomniane rozporządzenie informuje, że stopy rynku międzybankowego, które później stanowią podstawę oprocentowania „hipotek” powinny opierać się na faktycznie zrealizowanych transakcjach, a nie deklaracjach największych banków” – komentuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

W analizowanym kontekście warto przypomnieć, że stopa WIBOR 3M, na której często bazuje oprocentowanie kredytów mieszkaniowych odzwierciedla przeciętny koszt trzymiesięcznej pożyczki z rynku międzybankowego. „Jeżeli taki średni odsetkowy koszt pozyskania kapitału od konkurentów bazuje na samych deklaracjach banków, a nie faktycznie zrealizowanych transakcjach z rynku międzybankowego, to mogą pojawiać się podejrzenia dotyczące manipulacji dokonywanych przez największe instytucje finansowe” – tłumaczy Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wspomniane podejrzenia w przeszłości dotyczyły również innych stóp międzybankowych niż krajowy WIBOR lub WIBID. W przypadku londyńskiej stopy międzybankowej LIBOR, wiemy że największe banki faktycznie dopuściły się manipulacji. Takie nieuczciwe praktyki wpływały na oprocentowanie kredytów oraz wiele innych wskaźników finansowych. W efekcie prowadzonego śledztwa, największe światowe banki (takie jak np. Citigroup, RBS, Barclays oraz JPMorgan) musiały zapłacić ponad 17 mld dolarów kary. Chodziło między innymi o porozumiewanie się pracowników banków w sprawie deklarowanych stawek LIBOR. „Nowe unijne rozporządzenie (zwane też rozporządzeniem BMR) ma utrudnić nieuczciwe zachowania bankowców” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Stopa WIBOR już została odpowiednio zmodyfikowana …

Posiadacze kredytów mieszkaniowych mogli poczuć się nieco zdezorientowani w kwestii WIBOR-u oraz innych stóp odpowiadających za wysokość ich rat (tzw. stóp bazowych/referencyjnych). Krajowe media najpierw informowały bowiem, że stopa WIBOR w obecnej formie przestanie istnieć wraz z końcem 2019 r. Tak krótki termin wyznaczony do wprowadzenia zmian sprawił, że nad opisywanym tematem musiał obradować Komitet Stabilności Finansowej skupiający przedstawicieli Narodowego Banku Polskiego, Komisji Nadzoru Finansowego, Ministerstwa Finansów i Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Na całe szczęście, unijni prawodawcy zreflektowali się, że państwom członkowskim potrzeba więcej czasu. „Dlatego ostateczny termin wprowadzenia regulacji dotyczących ważnych stóp międzybankowych został przesunięty na przełom 2021 r. oraz 2022 r.” – mówi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

W związku z powyższym, „złotówkowych” kredytobiorców na razie nie czekają poważne zmiany. Trzeba również wspomnieć, że stawka WIBOR została już odpowiednio dostosowana do nowych unijnych regulacji. Oznacza to, że może być ona używana również po 31 grudnia 2021 roku. Takie rozstrzygnięcie będzie wpływać nie tylko na oprocentowanie kredytów mieszkaniowych. „Warto pamiętać, że od WIBOR-u oraz stopy WIBID (również dostosowanej do rozporządzenia BMR) zależą warunki wielu innych produktów bankowych. Przykład to chociażby lokaty oraz kredyty gotówkowe” – przypomina Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Nie wiemy, jaki wskaźnik zastąpi „frankowcom” LIBOR

Bardziej skomplikowana sytuacja aktualnie dotyczy kredytów bazujących na stopie międzybankowej LIBOR. W przypadku Polski, chodzi przede wszystkim o kredyty mieszkaniowe, które są rozliczane w euro oraz franku szwajcarskim. Posiadacze tych „hipotek” powinni wiedzieć o istotnym fakcie. Mianowicie brytyjski regulator rynku finansowego (FCA – Financial Conduct Authority) niedawno potwierdził, że stopy LIBOR (dotyczące np. euro oraz franka) nie będą już publikowane po 31 grudnia 2021 r. „Właśnie dlatego aktualnie trwają prace nad przygotowaniem alternatywnych wskaźników zastępujących różne stopy LIBOR (m.in. LIBOR EUR oraz LIBOR CHF)” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Skutki gospodarcze pandemii koronawirusa sprawiły, że opisywany temat ostatnio zszedł na dalszy plan. Tym niemniej, nadal jest on bardzo ważny, ponieważ wpłynie na oprocentowanie kredytów spłacanych przez około 500 000 polskich gospodarstw domowych. „W takich „hipotekach” LIBOR prawdopodobnie zostanie automatycznie zastąpiony przez wskaźnik, który wskaże Komisja Europejska” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Autor: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Rollercoaster na rynku kredytów mieszkaniowych

Wartość BIK Indeksu – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM) informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Kolejny w tym roku, dziesiąty odczyt Indeksu wyniósł +8,1%, co oznacza, że w październiku 2020 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 8,1% w porównaniu z październikiem 2019 r.

W październiku 2020 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 38,44 tys. potencjalnych kredytobiorców, w porównaniu do 39,12 tys. rok wcześniej – jest to spadek o -1,7%. W porównaniu do września 2020 r., liczba wnioskujących wzrosła o 2%, zaś w stosunku do minimum z kwietnia 2020 r. wzrosła aż o 38,2%. Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w październiku br. wyniosła 297,77 tys. zł i była o 5,3% wyższa niż w październiku 2019 r.

– Na wartość październikowego Indeksu pozytywnie wpłynął wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu, natomiast negatywnie – spadek liczby wnioskodawców. Październikowy Indeks, choć jest mu daleko do odczytu lutowego br. (+27,6%), który zakończył poprzedni wzrostowy trend popytu na kredyty mieszkaniowe, jest już kolejnym po wrześniowym, dodatnim odczytem obejmującym okres pandemii. Potwierdza się więc odbudowa popytu (ujęcie wartościowe) na rynku kredytów mieszkaniowych, zapoczątkowana w czerwcu, lipcu i sierpniu oraz odzwierciedlona dodatnim wrześniowym odczytem.

Popyt w roku 2020 możemy określić jako swoisty rollercoaster: w styczniu kontynuowana hossa z 2019 r., w lutym – pełna euforia, w marcu w pierwszej połowie optymizm, w drugiej połowie niepewność, w kwietniu – głęboki spadek, w maju lekka poprawa, w czerwcu wyraźna poprawa, stabilizacja w miesiącach wakacyjnych lipcu i sierpniu, a we wrześniu i październiku dodatnie odczyty. Otwartym pytaniem pozostaje, jak długo potrwają wzrosty. Zagrożeniem może być druga fala pandemiczna. Mamy obecnie już soft lockdown, rośnie prawdopodobieństwo hard lockdownu na podobieństwo drugiej połowy marca i kwietnia. Tym bardziej, że twardy lockdown jest już ogłoszony w kilku europejskich krajach, m.in. w Wielkiej Brytanii czy w Austrii. W takim przypadku można się spodziewać negatywnej a wręcz panicznej reakcji potencjalnych wnioskodawców – mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Trzeba również pamiętać, że Indeks wskazuje jedynie na odbudowę strony popytowej i to tylko w wymiarze wartościowym rynku kredytów mieszkaniowych. Warto zwrócić uwagę na wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu, co częściowo może być związane z poluzowaniem przez część banków wymagań co do udziału własnego – a tym samym wzrostu akceptowalnego poziomu wskaźnika LtV. Wartość akcji kredytowej determinowana jest polityką kredytową banków. Dlatego też w miarę optymistyczne odczyty poziomu popytu na kredyty mieszkaniowe nie oznaczają jednak, że nastąpi również automatycznie wzrost akcji kredytowej. Szczególnie w obecnych warunkach, banki prawdopodobnie w odpowiedzi na wzrost niepewności, bardzo ostrożnie podejdą do udzielania kredytów mieszkaniowych – dodaje prof. Rogowski.BIK Indeks w październiku 2020Metodyka indeksu:

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe na kwoty przekraczające 1 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.

Radna Warszawy: Nowy wiceprezydent musi mieć doświadczenie w zarządzaniu miastem. W tych trudnych okolicznościach nie ma czasu na naukę

Obowiązki zdymisjonowanego wiceprezydenta Warszawy Pawła Rabieja przejęła wiceprezydent Renata Kaznowska. To o tyle istotne, że wśród nich jest nadzór nad szpitalami w mieście, a dziś sytuacja w służbie zdrowia jest bardzo trudna. Jednocześnie trwają rozmowy o wyborze nowego wiceprezydenta. – Najważniejsze, aby osoba ta mogła szybko przejąć nowe obowiązku i aby miała dużą wiedzę i doświadczenie w pracy w samorządzie – mówi Anna Auksel-Sekutowicz, radna m.st. Warszawy z ramienia Nowoczesnej.

Paweł Rabiej został zdymisjonowany we wtorek, 3 listopada. „W związku z tym, że wiceprezydent Paweł Rabiej odpowiedzialny za obszar zdrowia w Urzędzie m.st. Warszawy, w trudnej dla wszystkich sytuacji epidemicznej udał się na urlop bez mojej wiedzy i zgody, podjąłem decyzję o jego dymisji” – zakomunikował prezydent miasta Rafał Trzaskowski.

Nie będę komentowała decyzji prezydenta Rafała Trzaskowskiego. Zrobił to, co musiał. Teraz musimy stanąć na wysokości zadania, w obliczu tej sytuacji, z którą mamy do czynienia. Jak wiadomo, obecnie obowiązki prezydenta Pawła Rabieja przejęła Renata Kaznowska – mądra i kompetentna osoba, z bardzo dużym doświadczeniem w zarządzaniu miastem. Będzie miała pełne wsparcie zarządu i rady miasta, więc sądzę, że bez najmniejszego problemu odnajdzie się w swoich nowych obowiązkach. Sądzę, że nie będzie to miało żadnych negatywnych skutków dla zdrowia warszawiaków i funkcjonowania szpitali – komentuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Auksel-Sekutowicz.

Radna m.st. Warszawy nie wytypowała żadnego kandydata, ale poinformowała, że jest to przedmiotem ustaleń między przedstawicielami partii.

Myślę, że ta sytuacja szybko się wyklaruje i nowo mianowany wiceprezydent równie szybko przejmie obowiązki na stałe – dodaje. – Na pewno nowym wiceprezydentem Warszawy będzie osoba merytoryczna. Chciałabym, żeby była to osoba z szeregów Nowoczesnej, natomiast to są kwestie, które są dyskutowane na poziomie władz. Najważniejsze, aby nowy wiceprezydent mógł szybko przejąć swoje obowiązki i aby miał dużą wiedzę i doświadczenie w pracy w samorządzie. Mamy tak trudne czasy, że uczenie się w tym momencie nie jest tutaj dla nas najważniejsze. Powinniśmy zaproponować to stanowisko osobie bardzo merytorycznej.

Jak podkreśla Anna Auksel-Sekutowicz, Pawłowi Rabiejowi należą się podziękowania, bo w obliczu pandemii wiele razy stawał na wysokości zadania.

Miałam z nim stały kontakt, nawet w ostatnim czasie, współpracowaliśmy w ramach przygotowań Warszawy do drugiej fali pandemii, wzmacniania opieki szpitalnej. Paweł Rabiej zawsze był dostępny dla radnych 24 godziny na dobę. Współpraca układała się nam bardzo dobrze – podsumowuje radna Nowoczesnej.

Prezydent miasta już kilka dni temu informował, że sytuacja epidemiczna w mieście jest krytyczna. Zgodnie z danymi Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w m.st. Warszawie z 4 listopada w mieście jest ponad 26,3 tys. przypadków potwierdzonych laboratoryjnie z wynikiem dodatnim. W ciągu poprzedniej doby przybyło ich 1,7 tys. Liczba osób hospitalizowanych z powodu podejrzenia zakażenia to 542 (56 przybyło w ciągu poprzedniej doby), a  liczba zgonów związanych z COVID-19 to 226 (z kolei liczba ozdrowieńców to 9876 osób).

70 proc. firm w branży szkoleniowej jest zagrożonych bankructwem. Apelują o wsparcie finansowe i pomoc w uruchomieniu usług online

0

Po pierwszej fali pandemii koronawirusa ponad połowa firm w branży usług rozwojowych straciła przychody w zasadzie w całości, a pozostali przedsiębiorcy – znaczną ich część. Druga fala będzie jeszcze groźniejsza od pierwszej, bo wiele firm jest na skraju bankructwa. Ratunkiem może być rozwój usług szkoleniowych online. – Postulujemy do rządu o różnego rodzaju projekty, granty oraz bezzwrotne lub częściowo umarzalne pożyczki, które pomogą firmom przejść na profesjonalne usługi zdalne – mówi Piotr Piasecki, prezes Polskiej Izby Firm Szkoleniowych i przewodniczący Rady ds. Kompetencji Sektora Usług Rozwojowych.

Kondycja branży usług rozwojowych jest tragiczna. Badanie, które przeprowadziliśmy po pierwszej fali pandemii koronawirusa, pokazało, że ponad połowa firm straciła praktycznie 100 proc. przychodów, a kolejne 30 proc. przedsiębiorców uzyskiwało 20–25 proc. przychodów. Obecnie przygotowujemy drugie badanie, ale wiemy już z informacji zebranych z rynku, że sytuacja się powtarza. 70 proc. firm sektora jest bardzo zagrożona bankructwem, czyli nie ma kompletnie dochodów – uściśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Piasecki.

22 proc. przedsiębiorstw odczuło obniżenie dochodów na poziomie 50–75 proc, a pozostała część realizuje 20–50 proc. obrotów.

Większość firm z branży próbuje adaptować się do zmian, 1/3 organizacji chce jakoś przeczekać najtrudniejszy okres, 13 proc. szuka szans poza rynkiem usług rozwojowych, a 2 proc. z niego wychodzi. Pozostali wprowadzają usługi zdalne lub przygotowują się do tego. Co szósta firma znacząco zwiększyła skalę lub zakres oferty świadczonej online. Jednak nie każde szkolenie lub zajęcia można prowadzić zdalnie – często w ten sposób udaje się przekazać tylko część teoretyczną, a praktyczna musi się odbywać tradycyjnie. Przykładem może być nauka jazdy samochodem.

Po pierwszej fali pandemii mieliśmy takie sygnały, że mimo pomocy ze strony państwa firmy bardzo ścięły koszty, ograniczyły wydatki w swojej działalności, wiele z nich korzystało z oszczędności. Przygotowanie się do drugiej fali pandemii jest trudne, bo wiele podmiotów po prostu jest na skraju bankructwa po tym, co wydarzyło się wiosną. Liczymy na pomoc rządu. Niestety część firm bez wsparcia będzie musiała ogłosić upadłość – dodaje prezes Polskiej Izby Firm Szkoleniowych.

Wśród postulatów branży usług rozwojowych kierowanych do rządu jest uruchomienie wsparcia finansowego, które umożliwi przejście do świadczenia usług zdalnych. Chodzi o różnego rodzaju projekty, granty, bezzwrotne lub częściowo umarzalne pożyczki. To wymaga zbudowania infrastruktury e-learningowej, zakupu technologii oraz rozwoju kompetencji. Przykładem takiego wsparcia może być uruchomiony dziś program o wartości 5,5 mln zł obejmujący szkolenia i doradztwo z zakresu projektowania i realizacji zdalnych usług rozwojowych. To wspólna inicjatywa Ministerstwa Rozwoju, PARP, Rady ds. Kompetencji Sektora Usług Rozwojowych, HRP Group i Polskiej Izby Firm Szkoleniowych. Tego typu inicjatyw branża potrzebuje jednak więcej.

Potrzebujemy również wsparcia bezpośredniego, które uratuje płynność finansową: zwolnienia ze składek ZUS, wypłaty postojowego, dotacje dla przedsiębiorców, którzy utrzymają miejsca pracy, restrukturyzacja zadłużenia, które już powstało np. względem ZUS czy urzędu skarbowego, czy też zmiana harmonogramu spłat subwencji, które wcześniej firmy otrzymały – wymienia Piotr Piasecki.

Jednym z postulatów branży jest także wsparcie dla popytu na usługi rozwojowe, np. poprzez wprowadzenie bonów edukacyjnych, które mogłyby być wykorzystane w czasie pandemii na zdalne szkolenia.

– Oczekujemy szybkiej reakcji i zapewnienia, że szkoleniowcy, którzy odnotowali duży spadek dochodów, będą w stanie funkcjonować, przynajmniej w  minimalnym zakresie. Chcielibyśmy usłyszeć, że rząd poważnie potraktuje nasze pomysły i zasili branżę średnio- i długofalowo, aby mogła się rozwijać, zarówno ze strony technologicznej, jak i kompetencyjnej, oraz dopasować do potrzeb gospodarki – zaznacza prezes PIFS.

26 października przedstawiciele Polskiej Izby Firm Szkoleniowych i Prezydium Rady ds. Kompetencji Sektora Usług Rozwojowych wzięli udział w spotkaniu z wicepremierem i ministrem rozwoju, pracy i technologii Jarosławem Gowinem.

– Rząd nas uprzedził, że niestety skala tych potrzeb, łącznie zsumowanych, z różnych branż to są ogromne sumy, które przekraczają możliwości. Otrzymaliśmy zapewnienie, że rząd będzie te postulaty dokładnie weryfikował i selektywnie podchodził do przyznawania pomocy. My nie mamy nic przeciwko temu, bo każda firma potrzebuje innego rodzaju wsparcia – podkreśla Piotr Piasecki.

Jak szacuje PIFS, w branży usług rozwojowych działa w Polsce około 70 tys. podmiotów, które zatrudniają ok. 100 tys. osób. Wartość rynku, jeżeli weźmiemy pod uwagę całą edukację pozaformalną i formalną, szacowana jest na 6–10 mld zł.

– Do usług rozwojowych zalicza się edukacja skierowana zarówno do przedsiębiorstw, jak i innych grup odbiorców: na potrzeby rynku pracy, sportowa, artystyczna oraz edukacja po zajęciach szkolnych. Wszędzie tam, gdzie świadczone są usługi wspomagające uczenie się, mówimy o sektorze usług rozwojowych – wyjaśnia prezes PIFS.

Zdaniem Piotra Piaseckiego branża ma kluczowe zadanie w tym trudnym gospodarczo czasie. Rośnie bowiem zapotrzebowanie na wsparcie coachów, trenerów, ale także na kursy umożliwiające przekwalifikowanie się.

– W związku z tym mamy do odegrania ważną rolę, może nie pierwszoplanową jak medycy, ale jesteśmy tuż za nimi. Wspomagamy psychikę, edukujemy, uczymy nowych umiejętności – wymienia.