Strajkowanie na L4. Sprawdziliśmy – możliwe konsekwencje

W ramach fali protestów po ogłoszeniu przez Trybunał Konstytucyjny wyroku w sprawie przerywania ciąży, wiele osób wyszło na ulice, nie podjąwszy swoich zawodowych obowiązków. Sposobów na usprawiedliwienie nieobecności w pracy znalazło się kilka. Część pań wzięła urlopy na żądanie, inne postanowiły usprawiedliwić nieobecność np. oddając krew. Były też i takie, które w celu wytłumaczenia absencji postanowiły skorzystać ze zwolnienia lekarskiego. Na ile było to masowe działanie i jakimi konsekwencjami grozi wykorzystanie „L4” niezgodnie z przeznaczeniem?

W sytuacji, gdy zwolnienie lekarskie nie ma rzeczywistej podstawy, może narazić pracownika na roszczenia zarówno od pracodawcy, jak i Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. W skrajnych przypadkach takie nadużycie może skończyć się nawet utratą pracy. Tymczasem szalejąca pandemia ułatwia podejmowanie tego typu wyborów. Bez konieczności osobistego spotkania z lekarzem łatwiej przedstawić swoje symptomy w taki sposób, aby skłonić go do udzielenia kilku dni chorobowego. W sytuacji, kiedy pracodawca nie chciał – z takich czy innych względów – umożliwić swoim pracownicom udziału w protestach, rozwiązanie w postaci zwolnienia chorobowego mogło wydawać się kuszące. Czy zatem panie masowo skorzystały z „L4”, aby wziąć udział w manifestacjach i pikietach?

Nie zauważyliśmy znaczących różnic w zainteresowaniu naszymi usługami w tym tygodniu w stosunku np. do tygodnia minionego – powiedziała Anna Lew Starowicz, prezes firmy Telemedika.net, która jako internetowa przychodnia świadczy usługi telekonsultacji lekarskich, w efekcie których już w 10 minut można otrzymać od lekarza receptę czy zwolnienie chorobowe. – Oczywiście obserwujemy tylko pewien wycinek rynku usług medycznych i trudno jednoznacznie wyciągnąć wniosek, że takich przypadków nie było wcale. Nie uważam natomiast, aby kobiety chcąc wziąć udział w protestach uciekały się masowo do wykorzystywania w tym celu tzw. „L4”. Liczba pacjentów, którzy skorzystali z naszych usług, sukcesywnie wzrasta. Obecnie przekroczyła już 45 tys., jednak jest to stabilny i równomierny wzrost, bez nagłych wahnięć. 

Zdaniem CEO Telemedika.net, wzrost zainteresowania zdalnymi konsultacjami medycznymi spowodowany jest przede wszystkim kryzysem epidemiologicznym, profesjonalnym podejściem do pacjentów i odpowiednimi działań promocyjnymi, a nie – strajkami kobiet.

Jednocześnie chciałabym przypomnieć wszystkim, tak kobietom, jak i mężczyznom, którzy chcieliby pomysł taki wcielić w życie, że znaczna część odpowiedzialności za wykorzystanie zwolnienia lekarskiego niezgodnie z przeznaczeniem spada na pacjenta. To on bowiem w przypadku kontroli będzie przede wszystkim ponosił konsekwencje swoich czynów – dodaje Anna Lew Starowicz.

Piłka po stronie pracodawcy

Prawda jest jednak taka, że w przypadku zwolnień krótkich – od 6 do 14 dni – Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie ma jak skontrolować słuszności ich wystawienia. Obejmują bowiem zbyt krótki okres, w którym ZUS nie zdąży wysłać kontroli do przebywającego na „L4”, a wzywanie pacjenta na komisję lekarską również mija się z celem, gdyż tak krótkie zwolnienia najczęściej dotyczą błahych przypadłości, które z pewnością miną przed wyznaczonym terminem wizyty na komisji lekarskiej.

Czy zatem pacjent wyłudzający zwolnienie lekarskie może się czuć bezkarnie? Niekoniecznie. Bo obok ZUS-u kontrolę wykorzystania zwolnienia lekarskiego może przeprowadzić także sam pracodawca. Takie uprawnienie mają pracodawcy, którzy zatrudniają powyżej 20 osób i są uprawnieni do wypłaty zasiłków chorobowych. Szczegółowy tryb i zasady takiej kontroli określają przepisy rozporządzenia ministra pracy i polityki socjalnej z 27 lipca 1999 roku. W myśl tych przepisów kontrola może być przeprowadzona przez samego pracodawcę lub też przez osobę do tego upoważnioną. Pracodawca ma przy tym pełne prawo dokonać jej w miarę potrzeb, a nawet nasilać ilość kontroli, kiedy liczba zwolnień w firmie wzrasta.

Na czym więc taka kontrola dokonywana przez pracodawcę polega? Ma ona za zadanie sprawdzić, czy w czasie orzeczonej przez lekarza niezdolności do pracy pacjent nie działa w sposób niezgodny z celem wystawienia takiego orzeczenia. Mówiąc prościej: pracodawca lub osoba przez niego upoważniona może sprawdzić, czy pacjent na „L4” np. nie wykonuje pracy zarobkowej, czy nie wyjechał w czasie zwolnienia na wakacje, albo właśnie czy nie bierze on udziału w ulicznym proteście.

Jeśli kontrola taka wykaże, że pacjent w sposób niewłaściwy wykorzystał zwolnienie lekarskie, to podstawową konsekwencją tego czynu będzie utrata przysługującego mu zasiłku chorobowego, zasiłku opiekuńczego lub zasiłku rehabilitacyjnego. Ale to jeszcze nie jest najgorsza konsekwencja. Okazuje się bowiem, że pracownik, który niezgodnie z przeznaczeniem wykorzystał zwolnienie chorobowe, co wykazała kontrola, musi liczyć się także z możliwością rozwiązania umowy o pracę, a nawet zwolnienia dyscyplinarnego, gdyż jest to naruszenie prawa.

Krok w tył dla branży

Wszystkim, którzy chcą wykorzystywać zwolnienia chorobowe niezgodnie z ich przeznaczeniem szczerze to odradzam – konkluduje Anna Lew Starowicz z Telemedika.net. – Możliwość telekonsultacji z lekarzem i wystawienia przez niego zwolnienia czy recepty w formie cyfrowej, co m.in. oferujemy naszym pacjentom, to znaczące osiągnięcie w rozwoju usług medycznych w Polsce, z którego powinniśmy korzystać rozsądnie i zgodnie z prawem. Stanowi bowiem dla każdego z nas ogromne ułatwienie w przypadku zaistnienia choroby, szczególnie w czasie, kiedy kontakty bezpośrednie z innymi powinniśmy ograniczyć do minimum. Dzięki teleporadom medycznym zwiększa się dostępność lekarzy dla każdego z nas, niezależnie od tego, gdzie w danej chwili przebywamy. Jeśli więc przez niewłaściwe wykorzystanie tego instrumentu doprowadzimy do sytuacji, w której możliwość wystawiania w ten sposób przez lekarzy zwolnień lub recept zdalnie zostanie cofnięta, będzie to ogromny krok wstecz dla służby zdrowia.

Dlatego zamiast narażać się na nieprzyjemności lepiej postarać się o dzień wolny z innego powodu. Tych przecież nie brakuje. Pracownikom przysługuje urlop na żądanie, zwykły urlop wypoczynkowy czy urlop bezpłatny. Można wreszcie po prostu podjąć próbę wynegocjowania z pracodawcą wolnego kompletnie nadprogramowo. Być może ważne przesłanki, które zostaną mu przedstawione, skłonią go do „pójścia na rękę” pracownikowi i nieodnotowywania jego jednorazowej nieobecności w firmie.

Słaby złoty. Wyprzedaż na rynkach akcji

Dzisiejsze przedpołudniowe odczyty dynamiki PKB Eurolandu mają szansę wskazać, że gospodarka odbijała w imponującym dwucyfrowym tempie w ujęciu kwartał do kwartału. Optymistycznie wyglądały też wczorajsze odczyty z USA.

Odgrywają jednak one rolę co najwyżej miłego wspomnienia i mogą skłaniać do westchnienia: „kiedyś to było.” Dziś, choć od końca poprzedniego kwartału mija zaledwie miesiąc wydają się one tak odległe, że wręcz nierealne. Dziś liczy się tylko i wyłącznie ograniczanie ryzyka.

W którym kierunku nie spojrzeć, na rynkach bierze górę pesymizm. Mocno zaakcentowany został on na wczorajszym posiedzeniu EBC, którego wynikiem jest spadek EUR/USD poniżej 1,17. W całym tygodniu wspólna waluta straciła 1,5 proc. i z nawiązką oddała umocnienie z poprzedniego tygodnia. Rada Prezesów szykuje się do kolejnego poluzowania w grudniu i podkreśla pandemiczna wyzwania przed którymi stoi europejska gospodarka. Samo to nie jest jeszcze niespodzianką. Rozszerzenie o około 500 mld euro i wydłużenie o minimum pół roku pandemicznego, ratunkowego skupu aktywów od dawna jest scenariuszem centralnym dla uczestników rynku. Sęk w tym, że wielokrotnie podkreślono wczoraj, że analizowany jest cały pakiet luzowania i wpływ na gospodarkę kombinacji zastosowanych narzędzi łącznie. Podziałało to na wyobraźnie inwestorów, których myśli automatycznie powędrowały ku obniżce stóp procentowych. Wycena prawdopodobieństwa takiego kroku wyraźnie wzrosła. Czy słusznie?

Odpowiedzi na to pytanie udzieli rozwój pandemii i jego wpływ na gospodarkę. Uważamy jednak, że dla EBC cięcie stóp nie jest pierwszym wyborem (jest nim rozszerzenie i intensyfikacja skupu aktywów, nowa seria tanich pożyczek dla sektora bankowego, poluzowanie niektórych wymogów). W rezultacie euro w dużej mierze zostało uodpornione na kanał polityki pieniężnej EBC.

Inwestorzy w ostatnich dniach mocno skupieni byli na rozwoju sytuacji epidemicznej w Europie. Im bliżej 3 listopada tym bardziej na pierwszy plan wychodzą wybory prezydenckie w USA. Najbardziej prawdopodobnym rezultatem jest zdecydowana wygrana Bidena, ale szanse na takie rozstrzygnięcie przestały rosnąć. Niepewność dotyczy także tego kiedy wyniki będą znane. Wyprzedaż na rynkach akcji zyskała też nowy motor napędowy, czyli wyniki Apple, które wywołują wyraźne spadki kontraktów na indeksy. Innymi słowy: z każdej strony inwestorzy bombardowani są niekorzystnymi informacjami. Chaos podsyca też koniec miesiąca, który często skutkuje silnymi przepływami kapitału.
Takie środowisko jest skrajnie niekorzystne dla polskiej waluty. Pierwotnym źródłem tarapatów jest oczywiście niepokojący przebieg epidemii i przodowanie naszego kraju w niechlubnej statystyce nowych zakażeń, co zagraża wprowadzeniem lockdownu. Nie ma obecnie argumentów za silniejszym złotym.

Bartosz Sawicki
Departament Analiz
DM TMS Brokers S.A.

Emerytury w Polsce są niskie i będą spadać

Średnia emerytur w Polsce jest niska – z kwotą niespełna 2500 zł brutto miesięcznie trudno mówić o komfortowym życiu. Dlatego poduszkę finansową trzeba budować samodzielnie, szczególnie biorąc pod uwagę trudne czasy, w których żyjemy. Istnieją na rynku rozwiązania, dzięki którym można zyskać nawet kilkaset złotych miesięcznie dodatkowego wsparcia. Z okazji Światowego Dnia Oszczędzania warto pomyśleć o solidnym zabezpieczeniu swojej finansowej przyszłości. Przy odpowiednim planowaniu nasze dochody na emeryturze mogą się zwiększyć nawet o kilkaset złotych miesięcznie.

Emerytury w Polsce

Średnia emerytura w Polsce w 2020 r. wynosi 2 463 zł. To kwota brutto, co oznacza, że „na rękę” przeciętny emeryt otrzymuje jeszcze mniej. Dla osób czynnych zawodowo, przejście na emeryturę może być prawdziwym szokiem. Dobrze obrazuje to tzw. stopa zastąpienia – relacja emerytury do średniego wynagrodzenia. Według aktualnych danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynosi ona dziś 56 proc. Oznacza to, że po zakończeniu pracy, będziemy musieli przeżyć za nieco ponad połowę średniej pensji krajowej brutto.

Co więcej, starzenie się polskiego społeczeństwa sprawi, że poziom emerytur w relacji do wynagrodzeń jeszcze spadnie. Według prognoz w 2040 r. stopa zastąpienia ma wynieść 37 proc., a w 2060 r. 25 proc. To znaczy, że dzisiejsi dwudziestolatkowie będą żyć za jedną czwartą średniej pensji.

Oszczędności Polaków nie pracują

Taka perspektywa powinna skłaniać do oszczędzania na własną rękę. Możliwości do gromadzenia kapitału jest sporo. Pieniądze na jesień życia można samodzielnie odkładać w ramach indywidualnych kont emerytalnych (IKE) oraz indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego (IKZE). Dodatkowym wsparciem w budowaniu poduszki finansowej są pracownicze plany kapitałowe (PPK) oraz pracownicze programy emerytalne (PPE), prowadzone przez pracodawców. Mimo takiego wachlarza możliwości, budowanie poduszki finansowej na emeryturę nie jest priorytetem Polaków. Tylko 11 proc. z nas, zamierza przeznaczać swoje oszczędności na emeryturę, wynika z raportu Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce. Dla porównania wykorzystanie oszczędności na remont mieszkania deklaruje 37 proc., a na wypoczynek 36 proc.

W Polsce oszczędności rosną, lecz jedynie niewielka ich część jest lokowana w ramach produktów emerytalnych czy też długoterminowego oszczędzania. Na koniec czerwca oszczędności finansowe gospodarstw domowych w Polsce oscylowały w granicach 1,65 bln zł. W ramach IKE, IKZE, PPK i PPE zgromadzono jedynie ok. 30 mld zł, czyli niespełna 2 proc. łącznej kwoty. Blisko 60 proc. oszczędności leży na kontach bankowych lub lokatach. Biorąc pod uwagę inflację i rekordowo niskie stopy procentowe, w długim terminie ich realna wartość spada. W zestawieniu nie są ujęte nieruchomości, które w Polsce cieszą się sporą popularnością jako forma lokowania kapitału. Oczywiście w pewnym stopniu mogą one stanowić zabezpieczenie emerytalne (m.in. dochody z najmu, możliwość sprzedaży), jednak nie jest to sposób inwestowania z myślą o emeryturze, a bariera wejścia na rynek nieruchomości sprawia, że nie jest to rozwiązanie dla każdego.

Prywatne oszczędności pomogą godnie żyć

Łatwiejszym i bardziej dostępnym sposobem oszczędzania są IKE, IKZE i PPK. W IKE i IKZE pieniądze odkładamy sami, w ramach maksymalnych ustawowych limitów. Dodatkowo wpłaty na IKZE możemy odliczyć od podstawy opodatkowania w PIT. W PPK oszczędzać pomaga pracodawca i państwo, którzy dokładają swoje wpłaty. Kapitał zgromadzony w IKE, IKZE i PPK jest realnym wsparciem po zakończeniu pracy zawodowej. Pokazuje to analiza przygotowana przez zespół Nationale-Nederlanden PTE.

Załóżmy, że przez minione 20 lat systematycznie odkładaliśmy środki w PPK, IKE i IKZE. Do PPK co miesiąc odprowadzaliśmy wpłaty naliczane od średniego wynagrodzenia w danym roku. Do IKE na koniec każdego roku wpłacaliśmy jedną trzecią rocznego limitu – a więc średnią pensję brutto, a do IKZE połowę rocznego limitu, czyli 60 proc. średniej pensji brutto. Jeśli przez 20 lat na oszczędności emerytalne przeznaczalibyśmy 15 proc. średniego wynagrodzenia brutto, to zgromadzimy łącznie 202,6 tys. zł. Na tę kwotę składa się 44,6 tys. zł w PPK, 102,6 tys. w IKE, a 55,4 tys. w IKZE (po odjęciu 10 proc. zryczałtowanego podatku, który jest naliczany przy wypłacie). Zakładając, że z tych oszczędności chcielibyśmy korzystać przez 20 lat, miesięczny dodatek do emerytury wynosiłby blisko 850 zł.

PPK IKE IKZE
Zaletą rozwiązań tzw. III filaru jest inwestowanie kapitału, a więc szansa na jego pomnożenie. Na zgromadzone 202,6 tys. zł składają się nie tylko odłożone przez nas pieniądze, ale również stopa zwrotu funduszu, w który zainwestowano. W przedstawionej symulacji dzięki inwestowaniu przez 20 lat, zysk wynosi kilkadziesiąt procent.
Katarzyna Czupa, analityk ds. programów emerytalnych w Nationale-Nederlanden PTE.

3 kw. przyniósł spadki sprzedaży opon sięgające 20%

Według danych Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO) po trzech kwartałach 2020 roku producenci i importerzy opon w Polsce odnotowali spadki sprzedaży na rynek sięgające -20% w niemal wszystkich segmentach opon. Jedynie sprzedaż opon motocyklowych wzrosła o +7%, a w samym trzecim kwartale o +57%. W trzecim kwartale zwiększyła się też sprzedaż opon ciężarowych (+15%) i rolniczych (+11) – co ograniczyło spadki w tych segmentach od stycznia odpowiednio do -3% oraz -17%. Sytuacja na rynku opon jest podobna w całej Europie – co potwierdzają dane Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).

– Rynek opon w Polsce został bardzo dotkliwie doświadczony przez pandemię, co było szczególne widoczne w pierwszym półroczu bieżącego roku. Wiele zakładów musiało przerwać produkcję z powodu spadku zamówień zarówno z rynku pierwszego wyposażenia, jak i rynku wymiany. Dynamika sprzedaży w 3. kwartale pozwoliła zmniejszyć spadki z pierwszego półrocza praktycznie we wszystkich segmentach – ale obserwując dynamiczny rozwój sytuacji epidemicznej w ostatnich tygodniach i biorąc również pod uwagę sytuację gospodarczą możemy założyć, że rok 2020 będzie bardzo trudny – mówi Andrzej Włodarczyk, prezes Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego.

– Drugie półrocze w przemyśle oponiarskim zapowiada się jedynie trochę lepiej niż pierwsze. Obawiamy się, że zamknięcie gospodarki znów mocno uderzy w branżę motoryzacyjną i oponiarską. Pozytywne sygnały w sprzedaży opon ciężarowych, rolniczych i motocyklowych w 3. kwartale są raczej sezonowym wyłomem, niż trwałym trendem. Nawet zakupy opon przed sezonem zimowym nie zrekompensują tak głębokich spadków. Budujący jest najmniejszy ubytek – tylko o -7% – zakupów opon w segmencie premium oraz wzrost o 3% sprzedaży opon rolniczych radialnych. To ważne, że użytkownicy inwestują w opony dobrej jakości – wskazuje Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.

Europejski rynek opon

Drugi kwartał 2020 roku pokazał wyraźne spowolnienie sprzedaży spowodowane przez Covid-19, ale jest ono jeszcze bardziej widoczne po trzech kwartałach. Wszystkie segmenty sprzedaży opon w 2020 roku notują spadki, a można oczekiwać dalszego pogorszenia sprzedaży ze względu na ograniczenia w przemieszczaniu się w całej Europie, a także zmniejszony tranzyt towarów. Niewielkim sygnałem pozytywnym jest – podobnie jak w Polsce – wzrost sprzedaży opon ciężarowych, rolniczych i motocyklowych w trzecim kwartale.

– Jak pokazują liczby, kryzys uderza w naszą branżę dość mocno – a sytuacja nie ma perspektyw na polepszenie. Najbardziej dotknięty sektor opon do samochodów osobowych (konsumencki) spadł jak dotychczas o -14,4% w porównaniu z III kwartałem 2019 roku w segmencie wymiany ogumienia przez użytkowników aut. Natomiast w obszarze zamówień do nowych aut spadek wyniósł aż -30,4%. Mamy nadzieję, że sytuacja zdrowotna ulegnie poprawie – jednak wyraźna jest pilna potrzeba wsparcia przemysłu oponiarskiego w celu zachowania miejsc pracy w tym sektorze. Perspektywy na koniec roku pozostają złe, z dwucyfrowym spadkiem sprzedaży spodziewanym we wszystkich segmentach” – powiedziała Fazilet Cinaralp, sekretarz generalna Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).

W czasie pandemii kluczowe jest zapobieganie zapaleniu płuc. Współzakażenia mogą zwiększyć ryzyko cięższego przebiegu COVID-19

Pandemia koronawirusa to czas, w którym inne schorzenia i choroby zeszły na dalszy plan. Tymczasem szczególnie istotna powinna być profilaktyka chorób układu oddechowego i zapobieganie współzakażeniom wywołanym m.in. przez bakterie pneumokokowe czy wirusa grypy. Szczepienia pozwalają nie tylko na zapobieganie niepotrzebnym hospitalizacjom, lecz także zmniejszają ryzyko powikłań po ewentualnym zakażeniu wirusem SARS-CoV-2. Zaszczepić powinny się zwłaszcza osoby w wieku 65+ i przewlekle chore.

Zgodnie z danymi resortu zdrowia w 2019 roku blisko 60 tys. Polaków było hospitalizowanych z powodu zapalenia płuc. Wiele przypadków jednak jest nierejestrowanych, a specjaliści szacują, że rocznie może być w Polsce nawet ok. 200 tys. przypadków tej choroby. Najczęściej chorują na nią dzieci do piątego roku życia oraz osoby w wieku 65+. W sumie odpowiada ona za około 50 proc. przypadków hospitalizacji z powodu chorób układu oddechowego u osób dorosłych w naszym kraju. Zapalenie płuc często dotyka ludzi starszych oraz przewlekle chorych, z chorobami współistniejącymi. W przypadku pneumokokowego zapalenia płuc u 1 na 20 pacjentów istnieje wysokie ryzyko śmierci, które rośnie wraz z wiekiem.

– Najnowsze europejskie badania pokazały, że pomimo stosowania nowoczesnych metod diagnostycznych w 40 proc. przypadków nie wiemy, jaki patogen wywołał zapalenie płuc. Spośród pozostałych 60 proc. około 1/3 są to bakteryjne zapalenia płuc, a niecałe 28 proc. ma charakter wirusowy. Mamy też kilka procent przypadków, które mają mieszany charakter, czyli mogą być wywołane zarówno przez wirusy, jak i bakterie. Pneumokoki są uznawane za najczęstszy patogen bakteryjny, który wywołuje zapalenie płuc – mówi prof. dr hab. n. med. Adam Antczak z Kliniki Pulmonologii Ogólnej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Ciężkiemu przebiegowi pneumokokowego zapalenia płuc sprzyjają współistniejące problemy zdrowotne, takie jak choroby płuc, zwłaszcza przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP), choroby serca, wątroby, nerek, zespół nerczycowy, cukrzyca, nowotwory i wszystkie stany upośledzonej odporności organizmu.

– One sprawiają, że przebieg zapalenia płuc jest cięższy. Co ciekawe, osoby palące papierosy też mają większe ryzyko ciężkiego przebiegu choroby pneumokokowej, a nikotynizm, który zwykle nie jest uznawany za chorobę, jest w tym przypadku wskazaniem medycznym do zaszczepienia się – mówi prof. Adam Antczak.

– Ryzyko zachorowania na inwazyjne zakażenie pneumokokowe rośnie od trzech do ośmiu razy, kiedy cierpimy na schorzenia przewlekłe – dodaje prof. dr hab. n. med. Aneta Nitsch-Osuch, kierownik Zakładu Medycyny Społecznej i Zdrowia Publicznego WUM, konsultant wojewódzki ds. epidemiologii i członek Rady Sanitarno-Epidemiologicznej. – W przebiegu pneumokokowego zapalenia płuc może dojść do zaostrzenia choroby przewlekłej, na którą cierpi pacjent. Natomiast zaostrzone objawy choroby przewlekłej sprawiają, że gorzej leczy się zapalenie płuc.

Leczenia nie ułatwia też fakt, że bakterie pneumokokowe są oporne na działanie antybiotyków i wywołane przez nie zakażenia po prostu źle się leczą. Na całym świecie rośnie odsetek tych pneukomoków, które trudno pokonać ze względu na antybiotykoodporność. Szacuje się, że w Polsce nawet 14 proc. pneumokoków wykazuje ją na co najmniej trzy klasy antybiotyków.

– Leczenie zakażeń pneumokokowych nie jest proste. Często konieczna jest hospitalizacja, co w dobie SARS-CoV-2 jest obciążone dodatkowym ryzykiem. W Polsce szacuje się, że główną przyczyną hospitalizacji seniorów są zakażenia dolnych dróg oddechowych. Około 50 proc. hospitalizacji osób w wieku podeszłym jest spowodowana przez zapalenia płuc i infekcje. U 35 proc. dorosłych z zapaleniem płuc przyczyną choroby jest właśnie zakażenie pneumokokowe – mówi prof. Aneta Nitsch-Osuch. – Teraz, w dobie pandemii SARS-CoV-2, coraz częściej zdarza się jednoczesne zakażenie koronawirusem i pneumokokiem. Takie jednoczesne zakażenia są bardzo niebezpieczne.

Zgodnie z komunikatem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w czasie pandemii COVID-19 jednym z priorytetowych świadczeń zdrowotnych powinna być realizacja szczepień ochronnych, w tym właśnie przeciwko pneumokokom, grypie czy krztuścowi, zwłaszcza u pacjentów z grup ryzyka.

– Chodzi o to, żeby w dobie pandemii zminimalizować obciążenie chorobami zakaźnymi, przed którymi możemy się chronić – tłumaczy konsultant wojewódzki ds. epidemiologii.

Lekarze podkreślają, że co roku należy szczepić się przeciw grypie, a to zalecenie dotyczy tak samo dzieci, jak i dorosłych. Szczepienie to zalecane jest szczególnie osobom o obniżonej odporności, kobietom w ciąży lub planującym ciążę, osobom z chorobami przewlekłymi i seniorom. To istotne o tyle, że ciężka grypa sprzyja rozwojowi pneumokokowego zapalenia płuc. Nawet 35 proc. hospitalizacji z powodu grypy prowadzi do jednoczesnego zakażenia pneumokokami. W ich przypadku zalecaną formą profilaktyki także są szczepienia ochronne. Szczepienie przeciw pneumokokom u dorosłych jest jednorazowe i w odróżnieniu od szczepionki na grypę nie trzeba go powtarzać.

– Profilaktyka jest w gruncie rzeczy bardzo prosta: szczepienia przeciw grypie i pneumokokom. Niestety teraz mamy do czynienia z brakiem ciągłości dostaw szczepionek przeciw grypie ze względu na bardzo wysoki popyt. Natomiast w przypadku szczepień pneumokokowych do końca roku do Polski powinno być dostarczone ok. 300 tys. dawek. To bardzo dużo. Do tej pory szczepiły się tylko nieliczne osoby w wieku 65+, a obecnie te szczepienia są bardzo chętnie wykonywane. Dość powiedzieć, że we wrześniu dysponowaliśmy 60 tys. szczepionek i one rozeszły się na pniu – mówi prof. Adam Antczak.

Szczepienie przeciw pneumokokom jest istotne nie tylko w kontekście pandemii COVID-19. Oprócz bakteryjnego zapalenia płuc zakażenie nimi może też prowadzić do innych, zagrażających życiu chorób – w tym posocznicy i inwazyjnej choroby pneumokokowej, czyli zapalenia opon mózgowych. Ta występuje rzadziej niż zapalenie płuc, ale wiąże się z wysoką śmiertelnością, bo wśród pacjentów po 65. roku życia prawie 45 proc. jej przypadków kończy się śmiercią.

– Nawet gdyby nie było COVID-19, i tak mamy mocne wskazania do szczepienia, bo epidemiologicznie najwięcej zakażeń dróg oddechowych i zapaleń płuc jest wywołanych przez pneumokoki. Pandemia COVID-19 pewnego dnia zniknie. Wydarzy się to prędzej lub później, natomiast przebycie choroby pneumokokowej nie daje odporności, więc możemy się zakażać wielokrotnie. Jednak zaszczepienie się przeciw pneumokokom daje trwałą odporność. Wystarczy się raz w życiu zaszczepić – podkreśla ekspert z Kliniki Pulmonologii Ogólnej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Szczepienie przeciw pneumokokom znajduje się już w kalendarzu szczepień obowiązkowych dla dzieci. Jednak jest ono rekomendowane również osobom po 50. roku życia, a także z osłabionym układem odpornościowym (m.in. z chorobami nowotworowymi czy zakażeniem HIV), przewlekle chorym, cierpiącym na choroby serca, płuc, cukrzycę czy na przewlekłe schorzenia wątroby i nerek. Zaszczepić powinny się też osoby nadużywające alkoholu i palące papierosy.

– Zaszczepić możemy się u naszego lekarza rodzinnego. Każdy POZ ma swój pion szczepionkowy, dysponuje stosownym zapleczem technicznym. Jeśli przychodnia nie ma szczepionki u siebie, lekarz POZ może wypisać receptę. Pacjent kupuje szczepionkę w aptece, wraca i może zostać zaszczepiony w gabinecie zabiegowym POZ. Bywają też programy samorządowe, które finansują szczepienia – trzeba się dowiedzieć, czy nie ma takiego programu w naszej gminie bądź mieście. Programy profilaktyki zdrowotnej, realizowane przez jednostki samorządu terytorialnego, to są właśnie programy grypowe lub pneumokokowe – wskazuje prof. Adam Antczak.

Mimo trudnych warunków pogodowych światowe zbiory kukurydzy mają szansę na rekord. Rynkowi szkodzą susze i niskie ceny

Obecny rok jest trudny dla rynku wielu upraw, w tym kukurydzy. Susze i chłodna wiosna spowodowały opóźnienia w zbiorach, nie tylko na polskim rynku. Mimo to globalnie jest szansa na rekordowe plony, a także na dobry wynik polskich eksporterów. Zdaniem prezesa Polskiego Związku Producentów Kukurydzy ocieplenie klimatu działa na korzyść upraw w naszym klimacie, problemem jest jednak niedobór wody.

– Rok jest dosyć nietypowy, trudny, ponieważ wiosenne chłody spowodowały około dwutygodniowe opóźnienie całego rozwoju kukurydzy, w efekcie również zbiorów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. Tadeusz Michalski, prezes Polskiego Związku Producentów Kukurydzy. – Opóźnienie wynika stąd, że kukurydza nieco przedłużyła wegetację, a poza tym ziarno ma dużą wilgotność, co oznacza, że trzeba czekać na wysuszenie.

Ceny skupu w tym roku podlegają wyjątkowym wahaniom. Jeszcze przed sezonem ceny za kukurydzę z ubiegłorocznych zbiorów były dość wysokie, nawet do 900 zł za tonę, ale potem zaczęły szybko spadać, osiągając poziom 600 zł za tonę. W tej chwili średnio w Polsce to jest 650–700 zł za tonę suszonego ziarna oraz 420–450 zł za tonę ziarna mokrego, prosto z pola przy wymaganej wilgotności 30 proc.

Niedobór opadów w sierpniu zaszkodził zbiorom kukurydzy w Polsce. Unijna Jednostka Monitorująca Zasoby Rolne (MARS) w swojej sierpniowej prognozie dla Polski obniżyła oczekiwany plon z 6,80 do 6,68 t/ha (średnia dla UE to 7,42 t/ha). To jednak nadal jest o prawie 10 proc. więcej niż średnia przeciętna z lat 2015–2019.

– Kukurydza jest ciepłolubną rośliną pochodzącą z Meksyku, czyli ocieplenie klimatu pracuje na jej rzecz. Jednak jest jedno ale: jeśli jest ciepło, to potrzeba dużo wody – mówi prof. Tadeusz Michalski. – Kukurydza jest jedną z najoszczędniejszych roślin uprawnych, ale też najbardziej wydajną z jednostki powierzchni, czyli wiadomo, że tej wody będzie potrzeba dużo. Braki wody są u nas głównym problemem agrotechnicznym i w tym roku obserwowaliśmy w wielu rejonach kraju mniejsze lub większe zagrożenia rozwoju z tytułu suszy.

Kukurydza jest jednak rośliną bardzo odporną i zdolną do przystosowania nawet w przypadku uprawy na bardzo nieurodzajnych glebach. Dlatego też rolnicy są skłonni ją uprawiać, nawet zbierając plon raz na dwa lata.

Satysfakcjonujący plon to jest w tej chwili około 8 ton surowego ziarna z hektara, a cena około 650 zł za tonę. Ten poziom właściwie zapewnia zwrot nakładów, natomiast o zyskach trudno mówić – wyjaśnia prezes Polskiego Związku Producentów Kukurydzy.

 IGC szacuje, że w tym roku światowa produkcja kukurydzy sięgnie 1156 mln ton, co jest lepszym wynikiem niż w poprzednich sezonach. Będzie to ilość, która prawie dorówna rosnącej konsumpcji (1173 mln ton).

Europa niestety, poprzez różnego rodzaju, niezbyt chyba przemyślane działania polityków, rokrocznie importuje około 20 mln ton ziarna kukurydzy. Dla porównania produkcja w Polsce to 4 mln ton ziarna. Współpracując z licznymi organizacjami europejskimi, wiemy, że spokojnie moglibyśmy jako Unia Europejska tę ilość kukurydzy wyprodukować  mówi prezes PZPK.

Plony w Polsce nie należą do najwyższych. Z krajów naszego regionu są nieco wyższe niż w Bułgarii czy Rumunii, podobne jak w Czechach i na Słowacji czy na Węgrzech. Nasz kraj ma generalnie słabe warunki glebowe, natomiast kukurydza dzięki swoim możliwościom przystosowawczym opanowała nawet gleby lekkie. W sierpniu bieżącego roku jednak nie tylko w Polsce susza zaszkodziła uprawom, bo również we Francji, Rumunii, Bułgarii i na Węgrzech.

– Polska jest w stanie wyeksportować około miliona ton kukurydzy, w bieżącym roku nawet 1,5 mln ton. Naszymi konkurentami są unijne kraje południowo-wschodniej Europy i Ukraina – mówi prof. Tadeusz Michalski. – W całym basenie Morza Czarnego panowała susza i Ukraińcy też mają pewne ubytki, więc być może presja ze strony kukurydzy ukraińskiej będzie trochę mniejsza. Nawet Stany Zjednoczone narzekają, że w tym ich słynnym pasie kukurydzianym też było nie najlepiej, ale i tak te plony są w miarę przyzwoite. Generalnie tutaj zbiór kukurydzy znowu będzie rekordowy, ale to wynika ze stałego, rokrocznego postępu.

Pandemia ograniczyła jawność pracy sądów. Sale rozpraw w wielu sądach zamknięte dla publiczności

0

Obostrzenia związane z koronawirusem wprowadzone w sądach wpłynęły na jawność procesów. W początkowym okresie pandemii ograniczenia dostępu publiczności do rozpraw obowiązywały w 88 proc. sądów powszechnych i administracyjnych. Obecnie są one mniej restrykcyjne, ale wciąż istnieją sądy, w których co do zasady obowiązuje zakaz wstępu publiczności na salę rozpraw. To wnioski z Obywatelskiego Monitoringu Sądów 2020 prowadzonego przez Fundację Court Watch Polska. – Niesie to za sobą istotne zagrożenia: bez publicznego ogłoszenia wyroku może on zostać podważony, a nawet uznany za nieistniejący – tłumaczy Bartosz Pilitowski, prezes zarządu fundacji.

– W dobie pandemii wiele sądów zamknęło swoje drzwi dla publiczności, czyli osób, które mają prawo brać udział w rozprawach i posiedzeniach jawnych, obserwując ich przebieg. Takie obostrzenia wprowadzono początkowo w ponad 1/3 sądów. Obecnie, po naszej interwencji, jest już znacznie mniej sądów, w których obowiązuje zupełny zakaz obecności publiczności. Natomiast nadal zdarza się, że utrudnienia są skuteczne. W 40 proc. przypadków nasi obserwatorzy mieli problemy z wejściem do sądu w charakterze publiczności – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Bartosz Pilitowski, prezes zarządu Fundacji Court Watch Polska.

Jak wynika z Obywatelskiego Monitoringu Sądów 2020, w początkowym okresie pandemii ograniczenia dostępu publiczności do rozpraw wprowadzono zarządzeniami w 88 proc. sądów powszechnych i administracyjnych, jak również w Sądzie Najwyższym. Niektóre umożliwiały udział w rozprawach publiczności i mediów, choć w ograniczonej liczbie. Inne pozwalały na arbitralne wyłączenie jawności.

Publiczność na sali sądowej przede wszystkim kontroluje to, co dzieje się na sali rozpraw. Chodzi o to, aby społeczeństwo mogło samo się przekonać, czy wyroki są rzeczywiście wydawane w sposób bezstronny oraz czy sędziowie nie podlegają naciskom. Jest to również okazja do tego, żeby się edukować. To jest darmowa edukacja prawna, a także świetna okazja do tego, żeby sędziowie mogli nawiązać bezpośredni kontakt z obywatelami, zwracać się do nich bezpośrednio w uzasadnieniach i w ten sposób budować swój autorytet, legitymizować swoją władzę – zaznacza prezes Fundacji Court Watch Polska.

Eksperci fundacji podkreślają, że ograniczenia w dostępie publiczności do rozpraw sądowych odbierają obywatelom fundamentalne prawo zawarte w art. 45 Konstytucji RP oraz ważną gwarancję rzetelnego i bezstronnego procesu.

– Największym zagrożeniem związanym z obecną sytuacją, czyli zakazami wstępu publiczności do sądów, jest sytuacja, w której wyroki nie są wydawane w sposób publiczny. Konstytucja gwarantuje publiczne ogłoszenie wyroku w każdym przypadku, nawet w sprawie, której jawność była wyłączona. Taki nieprawidłowo ogłoszony wyrok może być podważony, a nawet uznany za nieistniejący. Sąd Najwyższy w podobnych przypadkach, czyli kiedy zabrakło publicznego ogłoszenia wyroku, uznawał taki wyrok za nieistniejący – dodaje Bartosz Pilitowski.

Jak podkreśla, przede wszystkim konieczna jest zmiana zarządzeń prezesów sądów, które wykluczają obecność publiczności, oraz wprowadzenie rozwiązań, które umożliwią udział publiczności przy zachowaniu wszelkich zasad bezpieczeństwa i dostosowanie się do restrykcji sanitarnych.

– Ważna jest ochrona życia i zdrowia obywateli, ale bardzo ważne jest też prawo obywateli do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy. Chodzi o to, żeby znaleźć równowagę i wprowadzić rozwiązania, które są w stanie pogodzić te wartości. W Polsce liczba publiczności, która pojawia się na salach rozpraw, to tylko ułamek wszystkich osób przebywających w budynku. Zatem łamanie zasady jawności tylko dlatego, żeby zrezygnować z tej niewielkiej grupy, jest naszym zdaniem po prostu nieadekwatne – uważa prezes zarządu Fundacji Court Watch Polska. – Potrzebna jest także zmiana w podejściu do tej kwestii ze strony wszystkich pracowników sądów, np. pracowników ochrony. Mimo zarządzeń, które teoretycznie zezwalają na obecność publiczności, zdarza się, że odmawiają oni prawa wejścia do sądu obywatelom.

Prof. Stanisław Gomułka: Perspektywa powrotu do stanu normalności w gospodarce się odsuwa. Odbicie najwcześniej w połowie przyszłego roku

Drugi albo trzeci kwartał przyszłego roku to najwcześniejsze okresy, w których przedsiębiorcy mogą liczyć na odbicie w gospodarce – przewiduje były wiceminister finansów, prof. Stanisław Gomułka. Z pomocą państwa i bez drugiego ścisłego lockdownu większość firm jest w stanie przetrwać ten trudny okres. Kosztem jest wzrost długu publicznego, osłabienie złotego i słabość warszawskiej giełdy. Pod znakiem zapytania stoi też współpraca z UE przy kolejnej perspektywie budżetowej.

Pomoc ze strony państwa dla przedsiębiorstw jest rzeczywiście na sporą skalę, mniej więcej w tej wysokości, w jakiej one tej pomocy oczekiwały, szczególnie tzw. trzecia tarcza – finansowa, która zmierzała do utrzymania ich płynności i zatrudnienia. Teraz mamy nową falę problemów i przedsiębiorcy zaczynają się zastanawiać, czy będzie jakaś dodatkowa pomoc – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, członek Polskiej Akademii Nauk. – Skala tej najnowszej pomocy jest bardzo niewielka, dotyczy w zasadzie jednego miesiąca z możliwością przedłużenia na następne i tylko stosunkowo wąskiej grupy przedsiębiorców.

W ramach tarczy finansowej wiosną tego roku rząd przeznaczył 100 mld zł na walkę z trudną sytuacją, w jaką lockdown wpędził firmy. Połowa tej kwoty miała być przeznaczona dla małych i średnich przedsiębiorstw, ćwierć dla mikrofirm, ćwierć dla firm dużych, zatrudniających powyżej 250 pracowników. W sumie w  ramach tarcz antykryzysowych do przedsiębiorców trafiło prawie 150 mld zł.

W efekcie zamiast zrównoważonego budżetu, zapowiadanego przed rokiem, tegoroczny deficyt budżetowy przewidziano na 109,3 mld zł, a przyszłoroczny na 82,3 mld zł. Obecnie w obliczu drugiej fali pandemii i rekordowej liczby zakażeń i zgonów rząd stara się uniknąć całkowitego zamrożenia gospodarki. Jednak kluby fitness, siłownie i restauracje zostały ponownie zamknięte. Te ostatnie mogą jedynie dostarczać dania na wynos.

Premierowi i rządowi generalnie chodzi głównie o te branże, które już cierpią z racji tego, że mamy nową falę zakażeń. Problem też jest ze szkolnictwem, w jaki sposób zmniejszać stopień rozpowszechniania się wirusa, czy zamrozić, czy nie – mówi główny ekonomista BCC. – Mamy też doświadczenie innych krajów, które zaczynają myśleć o powrocie do silniejszych działań, chociażby sąsiednia Słowacja, ale także Czechy, Wielka Brytania, Francja. Myśleliśmy, że być może już będzie powrót do odbicia, ale wygląda na to, że III i IV kwartał to będą dalsze spadki aktywności ekonomicznej. Oczekujemy w tej chwili odbicia dopiero od II kwartału przyszłego roku.

Ekonomiści oceniają, że w czasie wiosennego lockdownu spowolnienie lub wręcz zamknięcie dotknęło firm odpowiedzialnych za około jedną czwartą polskiego PKB, obecnie – za około 5 proc.

Na razie premier Mateusz Morawiecki zapowiedział przeznaczenie 1,8–2 mld zł na pomoc dla branży HoReCa, rozrywkowej, dbającej o zdrowie i osób handlujących na targowiskach. Wystarczy udowodnić spadek przychodów rok do roku o 40 proc., by ubiegać się o pomoc do 5 tys. zł (w wypadku mikrofirm i małych przedsiębiorstw), zwolnienie ze składek ZUS (w listopadzie 2020 roku z możliwością przedłużenia na kolejne miesiące) oraz postojowe, czyli jednorazowe świadczenie dla osób prowadzących działalność. Handlujący na targowiskach byliby zwolnieni z opłaty targowej za cały 2021 rok, którą rząd zapłaci za nich samorządom.

– Polskie firmy zdają sobie sprawę z tego, że koszt już podjętych działań jest wysoki. Mamy przyrost długu publicznego w skali około 250 mld zł, może nawet do 300 mld zł. Dla przedsiębiorców ważne jest też to, że mamy silne osłabienie złotego, silny spadek akcji przedsiębiorstw, więc inwestorzy zagraniczni też reagują na tę sytuację w Polsce – wyjaśnia prof. Stanisław Gomułka. – Przedsiębiorcy oczekują bliskiej współpracy z Unią Europejską, są zaniepokojeni tym, co powiedział prezes Kaczyński, że Polska może zawetować prace nad nową perspektywą budżetową. Zresztą premier zwracał uwagę na to, jak ważna może być pomoc ze strony UE. Jeżeli Polska dobrze wykorzysta tę ofertę, to jest szansa, że w przyszłym roku już to odbicie będzie znaczne i wrócimy do stanu normalnego.

W ciągu ostatnich trzech miesięcy zloty stracił do euro 5 proc., podobnie do dolara. Indeks WIG20 zanotował w tym czasie spadek o ponad 15 proc.

Według Banku Światowego w 2020 roku gospodarka Polski skurczy się – po raz pierwszy od 1990 roku – o 3,9 proc. W przyszłym powinna wzrosnąć o 3,5 proc. Według lipcowej projekcji inflacji NBP (w listopadzie będzie kolejna, zapewne zmieniona) tegoroczny spadek sięgnie 5,4 proc., a przyszłoroczny wzrost 4,9 proc.

Pod względem bankructw wrzesień nie był złym miesiącem: liczba firm, które ogłosiły wtedy upadłość, wyniosła 32, czyli była wyższa o 33,3 proc. w porównaniu z sierpniem br. i niższa o 34,7 proc. w skali roku – podała Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE).

Sytuacja w przedsiębiorstwach jest bardzo zróżnicowana, ale generalnie malejące inwestycje świadczą o tym, że przedsiębiorcy są zaniepokojeni sytuacją, a niektórzy wręcz są w dramatycznej kondycji. Oczywiście wciąż jest nadzieja, że to jeszcze jest kwestia dwóchtrzech kwartałów. Jeżeli przetrwamy ten okres, w dużym stopniu z pomocą państwa, ale też dzięki wysiłkowi własnemu przedsiębiorców, pracowników, to w drugiej połowie przyszłego roku będzie odbicie w skali znaczącej na tyle, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Oczywiście, gdyby rząd był zmuszony do bardziej radykalnych działań, a te z kolei oznaczają duże koszty dla całej gospodarki, to dla wielu przedsiębiorstw może to oznaczać bankructwo – podkreśla główny ekonomista BCC.

Nowa platforma blockchain połączy sprzedawców zielonej energii z kupującymi. Online będzie można wybrać jej producenta

Rośnie moc instalacji odnawialnych źródeł energii w Polsce. Zmieniają się też sposoby dystrybucji i sprzedaży zielonej energii. Przyszłością może być zakup energii z mikroinstalacji, np. od sąsiada. Na Zachodzie Europy start-up Elblox opracował platformę blockchain, z której mogą korzystać konsumenci energii elektrycznej, aby stworzyć własny, indywidualny miks pochodzącej od wielu regionalnych producentów energii. Rozwiązanie jest już stosowane w Niemczech, jednak na razie to pilotaż. Jeśli się sprawdzi, podobne zostanie wprowadzone w kolejnych krajach.

– Elblox to obecnie projekt pilotażowy, który w małym rejonie w Niemczech pozwala łączyć małych wytwórców z konsumentami za pośrednictwem platformy przypominającej Airbnb. Można sobie wybrać źródła energii, np. naszego sąsiada, i za pośrednictwem technologii blockchain zakupić od niego energię elektryczną – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Grzegorz Biliński, dyrektor zarządzający Axpo Polska.

Na znaczeniu zyskuje współpraca na poziomie lokalnym. Przykładem może być sektor spożywczy, gdzie konsumenci mogą od siebie np. odkupywać żywność, która inaczej mogłaby się zmarnować. Elblox, spółka wydzielona z Axpo, przewiduje, że regionalność zyska na znaczeniu również w zakresie zakupów energii. Dlatego też firma stworzyła platformę, która pozwala użytkownikom na komponowanie własnej mieszanki energii od regionalnych producentów. Platforma oparta jest na technologii blockchain. Użytkownicy mogą ją wykorzystać do zakupu energii z systemu solarnego sąsiada, z systemu biogazowego lub z farmy wiatrowej w regionie. Konsumenci mogą wybrać producenta energii w trybie online za pomocą jednego kliknięcia myszką.

Co istotne, technologię można wykorzystać do śledzenia dostaw energii w czasie rzeczywistym. Platforma rejestruje wszystkie dane dotyczące produkcji, zużycia i stosunków między uczestnikami platformy. Dzięki blockchainowi ​​informacje dotyczące produkcji i marketingu są dokumentowane dla każdego zakładu.

– Stawiamy pierwsze kroki, które są jeszcze przed Elbloxem. Chcemy dać klientom możliwość zakupu energii elektrycznej przez internet, dlatego udostępniliśmy platformę, która pozwala potencjalnym klientom przyłączyć się do Axpo bez wychodzenia z domu. Klientowi w Polsce głównie zależy na konkurencyjnej cenie, na tym, żeby było bezpiecznie i żeby faktura była na czas. Etap, w którym będziemy mogli kupić energię od sąsiada, jest drugim stadium, do którego mam nadzieję, że dojdziemy – ocenia Grzegorz Biliński.

Jak przekonuje, w Polsce rynek zielonej energii szybko się rozwija, jednak na tle Europy jesteśmy dopiero na początku drogi. Według danych GUS udział OZE w końcowym zużyciu energii brutto w 2018 roku wyniósł 11,28 proc. Na koniec 2020 roku, jak wynika ze wstępnych szacunków, może to być 13 proc. Im jednak rozwój OZE będzie szybszy, tym więcej innowacyjnych, ekologicznych rozwiązań, nie tylko w zakresie sprzedaży i dystrybucji energii.

– Bardzo ważne są projekty, które pobudzają wyobraźnię. W tym momencie Axpo jest w fazie końcowej bardzo innowacyjnego i pobudzającego wyobraźnię projektu budowy farmy fotowoltaicznej na wysokości 2,5 tys. metrów, notabene przyłączonej do fasady jednej z naszych największych elektrowni wodnych – wskazuje ekspert.

Na rynku są już dostępne dachówki fotowoltaiczne, którymi można pokryć cały dach. Energię słoneczną pozyskują już także okna. Farba słoneczna opracowana przez naukowców z Królewskiego Instytutu Technologii w Melbourne (RMIT) pochłania światło słoneczne i wilgoć z otoczenia, przekształcając parę wodną w wodór, a tym samym w energię.

W Holandii rowerzyści mogą zaś jeździć po ścieżkach rowerowych, które pozyskują energię ze Słońca. Przykłady można mnożyć. Wkrótce podobne rozwiązania mogą powstać również w Polsce, istotna jest jednak budowa świadomości społecznej dotyczącej korzyści, jakie płyną z odnawialnych źródeł energii.

– Inspirujących projektów nie brakuje, w pewnym stopniu ogranicza nas tylko wyobraźnia. Liczę, że Polska niedługo dołączy do tych wszystkich krajów, które wprowadzają na rynek innowacyjne projekty – ocenia Grzegorz Biliński. – Mam nadzieję, że programy rządowe spowodują geometryczny przyrost nowych źródeł.

Zaprojektowano wysoce wydajny i bezpieczny atomowy napęd rakietowy. Lot na Marsa może potrwać zaledwie trzy miesiące

Inżynierowie z Ultra Safe Nuclear Technologies opracowali na zlecenie NASA bezpieczny napęd atomowy. Silnik powstał z myślą o wykorzystaniu w misjach do najbliższych obiektów Układu Słonecznego. Prototypowy napęd jądrowy charakteryzuje się bardzo wysokim ciągiem, dzięki czemu może zostać wykorzystany w trakcie podróży na Księżyc czy Marsa, ponad dwukrotnie skracając czas trwania misji.

Ze wstępnych eksperymentów i obliczeń przeprowadzonych przez ekspertów z USNC-Tech wynika, że nowy silnik może pracować przy dwukrotnie silniejszym impulsie, niż oferują współczesne napędy rakietowe bazujące na mieszance chemicznej. Wypracowanie tak wysokich osiągów było możliwe zarówno dzięki usprawnieniu paliwa rakietowego, jak i wdrożeniu pasywnych systemów bezpieczeństwa.

– Nasz silnik maksymalizuje wykorzystanie sprawdzonej technologii, eliminuje tryby awarii z poprzednich koncepcji NTP (nuklearnych silników rakietowych – przyp. red.) i ma impuls właściwy ponad dwukrotnie większy niż w przypadku systemów chemicznych – podkreśla dr Michael Eades, główny inżynier w Ultra Safe Nuclear Technologies (USNC-Tech). – Chcemy przewodzić wysiłkom zmierzającym do otwierania nowych granic w kosmosie i robić to szybko i bezpiecznie.

Nowatorski rdzeń reaktora pozwoli uzyskać zauważalnie wyższy ciąg niż rakiety wykorzystywane w bieżących misjach kosmicznych. To z kolei odbije się na drastycznym skróceniu czasu transferu międzyplanetarnego. Silnik USNC-Tech na obecnym stadium rozwoju pozwoliłby zrealizować załogową misję na Marsa w ciągu zaledwie trzech miesięcy i zapewnić błyskawiczny transport na powierzchnię Księżyca, co przyspieszyłoby budowę stacji badawczej na jego powierzchni.

Do jego napędzenia użyto paliwa bazującego na niskowzbogaconym uranie o podwyższonym stopniu wzbogacenia (HALEU), które wykorzystuje się w najnowocześniejszych reaktorach elektrowni atomowych. Dzięki niemu udało się uzyskać wysoką temperaturę pracy silnika przy zachowaniu dużej stabilności paliwa. Sam reaktor przystosowano zaś do funkcjonowania w warunkach zerowej grawitacji, aby zapewnić wysoki poziom bezpieczeństwa astronautom oraz zminimalizować ryzyko radioaktywnego skażenia Ziemi oraz eksplorowanych obiektów kosmicznych.

Co istotne, napęd wykorzystuje mieszankę, którą można wyprodukować na liniach produkcyjnych wyspecjalizowanych w wytwarzaniu paliwa na potrzeby elektrowni atomowych. Decydując się na wykorzystanie tego silnika, przedstawiciele NASA nie musieliby inwestować w rozwój niezależnej infrastruktury produkcyjnej i transportowej.

– Kluczem do projektu USNC-Tech jest świadome nakładanie się technologii reaktorów naziemnych i kosmicznych – wyjaśnia dr Paolo Venneri, dyrektor generalny USNC-Tech. – To pozwala nam wykorzystać postęp w technologii jądrowej i infrastrukturze systemów naziemnych i zastosować je w naszych reaktorach kosmicznych.

Według analityków z firmy Research and Markets wartość globalnego rynku technologii kosmicznych w 2018 roku wyniosła 360 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie do 558 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 5,6 proc.

COVID-19 jest powodem do niepokoju dla 64 proc. polskich konsumentów

Pandemia oraz stan finansów są dla Polaków najczęstszym powodem obaw i wzrostu opracowanego przez Deloitte indeksu niepokoju. Z najnowszej edycji badania firmy doradczej Global State of the Consumer Tracker wynika, że Polacy ostrożniej planują wydatki. Oszczędności widać m.in. w przypadku wizyt w restauracjach i zamawiania jedzenia na wynos. Zwiększenie wydatków na ten cel planuje w najbliższych tygodniach tylko 13 proc. ankietowanych, to spadek w ciągu miesiąca aż o 7 pp. Mniej chętnie płacimy także za różnego rodzaju udogodnienia, jak na przykład dostawa zakupów do domu.

Rosnący lęk o finanse

Choć obowiązującym, wywołanym pandemią obostrzeniom towarzyszy rosnący lęk o finanse wśród polskich konsumentów, tym co zdecydowanie najbardziej nas niepokoi są kwestie zdrowia naszego i naszych bliskich. W Europie jedynie Hiszpanie deklarują wyższy od nas poziom niepokoju. Eksperci Deloitte zauważają błyskawiczny wzrost od ostatniego badania ogólnego poziomu lęku wśród Polaków. W ciągu miesiąca do 4 proc., a więc aż o 12 pp. wzrósł opracowany przez Deloitte indeks niepokoju, czyli różnica netto między osobami, które zgodziły się ze zdaniem „Jestem bardziej zaniepokojony niż tydzień temu” oraz tymi, które zaprzeczyły. Wśród powodów niepokoju na pierwszym miejscu jest COVID-19 (64 proc.), na drugim stan finansów (49 proc.).

Jak koronawirus zmienia postawy konsumentów

Nasze obawy przekładają się na postawy konsumenckie. Od końca sierpnia do 36 proc., a więc o 4 pp. spadła liczba klientów sklepów, którzy deklarują, że kupują więcej niż są w stanie zużyć na bieżąco. Ten spadek jest jeszcze większy w porównaniu z pierwszą połową czerwca, kiedy aż 44 proc. z nas przyznawało, że kupuje więcej niż w danej chwili potrzebuje. Mimo to pod względem robienia zapasów nadal jesteśmy na pierwszym miejscu w Europie, razem z mieszkańcami Wielkiej Brytanii. Wśród europejskich konsumentów, którzy szukają najkorzystniejszych okazji zakupowych także dominują Polacy, choć dołączyli do nas Niemcy. Na dobre ceny poluje w tych krajach po 45 proc. klientów – mówi Michał Tokarski, partner, lider sektora dóbr konsumenckich w Polsce, Deloitte.

Ekspert dodaje, że mniej chętnie płacimy także za różnego rodzaju udogodnienia, jak na przykład dostawa zakupów do domu. Tzw. trend convenience wynosi obecnie 29 proc. To mniej o 5 pp. od ostatniej przeprowadzonej ankiety i aż o 8 pp. od pierwszej połowy czerwca, kiedy cieszył się największą popularnością w historii badania. Aż 61 proc. osób, które deklarują, że są gotowe więcej wydać na udogodnienia za powód podają ochronę zdrowia. Dla 38 proc. korzystanie z wygód podczas zakupów wiąże się z redukcją stresu, natomiast aż 37 proc. robi to, by uniknąć konieczności zakładania maski czy zachowania dystansu społecznego.

Mniejsze wydatki na jedzenie

Stopniowo od początku badania Deloitte wśród polskich konsumentów spada poziom planowanych wydatków na żywność. Pod koniec maja prawie jedna trzecia ankietowanych deklarowała, że w ciągu najbliższych tygodni planuje więcej wydać na jedzenie. Miesiąc temu odpowiedziało tak 26 proc. respondentów, a w najnowszej ankiecie już tylko niespełna jedna czwarta zapytanych. Oszczędności widać też w przypadku wizyt w restauracjach czy też zamawiania jedzenia na wynos. Coraz mniej konsumentów chce i planuje wydawać na ten cel więcej. W ciągu miesiąca to spadek o 7 pp., a od końca maja aż o 12 pp., do 13 proc. Coraz mniej jest także osób, które czują się bezpiecznie w restauracjach. Odpowiedziało tak 41 proc. osób, o 3 pp. mniej niż w sierpniu. Choć, trzeba przyznać, że to daleki wynik od tego z końca maja, kiedy bezpiecznie podczas wizyt w restauracjach czuła się zaledwie nieco ponad jedna trzecia zapytanych.

Jedzenie pozostaje też tą kategorią zakupową, którą Polacy najchętniej kupują w sklepach stacjonarnych. Takie odpowiedzi dostaliśmy od 90 proc. naszych ankietowanych. Wśród 19 badanych przez nas krajów bardziej od nas przekonani do zakupów żywności offline i bardziej sceptyczni co do jej zakupu online są Niemcy. Aż 92 proc. z nich kupuje jedzenie w sklepach stacjonarnych, a tylko 4 proc. w sieci. Na świecie liderem w kupowaniu żywności online są mieszkańcy Południowej Korei, Chińczycy i Hindusi, w Europie natomiast Brytyjczycy – mówi Kamil Kucharczyk, wicedyrektor w dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Duże marki kontra marki własne sieci handlowych

W zdecydowanej większości najpopularniejszych kategorii zakupowych widać wyraźny spadek planowanych wydatków. O 3 pp. spadła liczba Polaków, którzy przewidują w najbliższych tygodniach większe wydatki na rzeczy niezbędne do domu (22 proc.), elektronikę (13 proc.) i meble (11 proc.). Tylko 20 proc. ankietowanych zamierza więcej wydawać na ubrania, podczas gdy miesiąc temu odpowiedziała tak jedna czwarta z nich. Wyraźny wzrost widać natomiast w przypadku leków. Na ten cel planowane wydatki wzrosły do 29 proc., czyli aż o 7 pp.

W tej edycji badania firma Deloitte po raz pierwszy zapytała respondentów o przekonania dotyczące marek własnych sieci handlowych i pozostałych marek. Najchętniej polscy respondenci kupują private labels, czyli marki sklepowe w przypadku jedzenia (34 proc.), napojów (28 proc.) oraz środków higieny (27 proc.). Duże marki najczęściej wybieramy, kupując rzeczy do domu (74 proc.).

Aż 39 proc. naszych badanych wybiera duże marki, bo uważa, że ich produkty są lepszej jakości. Kolejne 35 proc. ma do dużych marek większe zaufanie niż do marek sklepowych. Co ciekawe jedna trzecia badanych, którzy decydują się na kupno marek własnych sieci handlowych za główny powód wymienia jakość podobną lub lepszą od tej, jaką prezentują produkty dużych marek. Jedna czwarta z kolei wybiera mniejsze marki, bo po prostu nie może sobie pozwolić na zakup droższych produktów – mówi Natalia Załęcka, CMO Advisory Leader, Deloitte.

W Europie największe zaufanie do marek własnych sieci handlowych zdają się mieć Holendrzy i Belgowie. Żywność sprzedawaną pod marką własną sieci kupuje odpowiednio 45 proc. i 44 proc. badanych.

Trend BOPIS zadomowiony nad Wisłą

Po żywności produktami, których nie lubimy kupować w sieci są rzeczy do domu i leki, po 82 proc. ankietowanych kupuje je tylko stacjonarnie. Z kolei online zdecydowanie najwięcej z polskich konsumentów kupuje elektronikę (35 proc.) a także ubrania (31 proc.) i jedzenie na wynos (26 proc).

Najnowsze badanie pokazuje, że Polacy utrzymują się w średniej europejskiej, jeśli chodzi o tzw. trend. BOPIS (buy online, pick up in store).

Najczęściej kupujemy online i odbieramy w sklepie elektronikę i ubrania. Takie odpowiedzi usłyszeliśmy od odpowiednio 12 proc. i 10 proc. naszych respondentów. We wszystkich badanych przez nas krajach w Europie tą drogą najczęściej decydujemy się kupować właśnie rzeczy z tych dwóch kategorii zakupowych. Prym wiodą Niemcy i Brytyjczycy. Gdzie po 12 proc. zapytanych sprzęt elektroniczny czy ubrania woli zamówić online i odebrać w sklepie – mówi Wiesław Kotecki, partner, lider zespołu Customer Strategy & Applied Design w Deloitte Digital.

Konsumenci na świecie najchętniej kupują w ten sposób jedzenie. Odpowiedziało tak aż 19 proc. Amerykanów.

Na stałym poziomie utrzymuje się liczba konsumentów, którzy chętniej kupują lokalne marki (49 proc.). Od początku czerwca, kiedy takich odpowiedzi było najwięcej, to jednak spadek o 4 pp.

Mniej istotne jest dla nas także to, czy sklep w którym kupujemy, jest społecznie odpowiedzialny. Od marek, które odpowiedzialnie zareagowały na pandemię chętniej kupuje dziś tylko 35 proc. zapytanych Polaków. Na początku lipca było to aż 44 proc. respondentów – mówi Michał Tokarski.

O badaniu
Najnowsza edycja badania „Global State of the Consumer Tracker” została przeprowadzona przez Deloitte na przełomie września i października. Badanie reakcji i obaw konsumentów związanych z pandemią koronawirusa to jedenasta ankieta na świecie i ósma dla Polski. Na pytania Deloitte odpowiadało po tysiąc osób z każdego spośród 19 badanych krajów. Oprócz Polski były to: Australia, Belgia, Kanada, Chiny, Francja, Niemcy, Indie, Irlandia, Włochy, Japonia, Meksyk, Holandia, Korea Południowa, Hiszpania, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Chile oraz RPA.

Wartość inwestycji na rynku nieruchomości komercyjnych w 3 kw. 2020 spadła o 12,4% r/r

  • Trzeci kwartał tego roku, pomimo niesłabnącej pandemii oraz ograniczeń w przemieszczaniu się, zamknął się z wynikiem ok. 1 mld euro.
  • Zdecydowaną większość stanowiły inwestycje logistyczne.
  • Największą transakcją był zakup portfela Goodman’a przez GLP – wiodącego gracza na globalnym rynku nieruchomości logistycznych.
  • C&W prognozuje, że wolumen inwestycyjny w roku 2020 wyniesie ok. 5,2 – 5,5 miliarda EUR, co będzie wynikiem zbliżonym do 5-letniej średniej na polskim rynku.

Wartość wszystkich inwestycji na rynku nieruchomości komercyjnych po trzecim kwartale 2020 roku wyniósł nieco ponad 4 mld euro. To o 12,4% mniej niż w analogicznym okresie roku 2019. Prawie połowę inwestycji stanowiły transakcje z sektora logistycznego. Sektor biurowy stanowił 38% wolumenu transakcji w okresie Q1-Q3 2020.

Rok 2020 zaczął się dla polskiego rynku nieruchomości komercyjnych bardzo dobrze. Wartość inwestycji wyniosła wówczas aż 1,72 mld euro, co jest drugim najlepszym wynikiem za pierwszy kwartał roku w historii. Potem aktywność inwestorów została ograniczona w wyniku niepewności spowodowanej przez pandemię. W trzecim kwartale obserwujemy tendencję dostosowywania strategii kupujących do konsekwencji związanych z obecną sytuacją, dzięki czemu aktywność inwestycyjna nie uległa drastycznym spadkom – mówi Paweł Partyka, Partner w firmie Cushman & Wakefield.

Największą pod względem wolumenu transakcją był zakup portfela Goodman’a przez GLP – wiodącego gracza na globalnym rynku nieruchomości logistycznych, reprezentowanego przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield. Jest to jednocześnie największa logistyczna transakcja w Europie Środkowo – Wschodniej od 2017 roku.

Portfolio obejmujące 1,3 mln mkw. na terenie Polski, Czech, Słowacji i na Węgrzech oraz kolejne znaczące plany na najbliższą przyszłość, sprawiają, że nasz klient GLP zyskał strategiczną pozycję w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Paweł Partyka.

Nie zmarnujmy potencjału Bazy Danych Odpadowych

Niedługo miną trzy lata od wprowadzenia rejestru BDO, który jest bazą danych o produktach, opakowaniach i gospodarce odpadami. Firma Interseroh zajmująca się organizacją odzysku opakowań przeprowadziła badania dotyczące funkcjonowania systemu. Płyną z nich bardzo ciekawe wnioski.

BDO to Baza Danych o Odpadach. Jej utworzenie miało na celu uszczelnienie i usprawnienie systemu gospodarowania odpadami, ograniczenie powstawania dzikich wysypisk oraz zwiększenie poziomu recyklingu. Wprowadzenie systemu sprawiło, że kłopotliwe odpady są dziś ewidencjonowane, dzięki czemu wiadomo, co się z nimi dalej dzieje.

Elektroniczny rejestr BDO, będący pierwszym elementem systemu, został uruchomiony w styczniu 2018 roku. Od tego momentu muszą wpisywać się do niego nie tylko podmioty wytwarzające odpady, ale także transportujące je, ewidencjonujące, wprowadzające na rynek nowe opakowania czy zajmujące się przetwarzaniem odpadów. Tak naprawdę to bardzo dużo firm z różnych branż, począwszy od sklepów spożywczych, poprzez gabinety lekarskie, warsztaty samochodowe, a na przedsiębiorstwach zajmujących się transportem i utylizacją odpadów kończąc.

Pozytywnie, ale z zastrzeżeniami

Pod koniec sierpnia firma Interseroh zapytała firmy o wrażenia związane z użytkowaniem Bazy Danych o Odpadach. Celem badania było sprawdzenie, jakie problemy pojawiły się w trakcie użytkowania systemu i jakie elementy można by jeszcze w nim  poprawić. W ankiecie wzięła udział reprezentatywna grupa przedsiębiorców  wpisanych do BDO. 36% z nich zgadza się, że system usprawnia i uszczelnia gospodarowanie odpadami. Jednocześnie równo połowa respondentów pozytywnie ocenia wprowadzenie BDO i elektronicznej ewidencji odpadów, 11% badanych nie ma na ten temat zdania, a 40% uważa, że nie był to dobry pomysł. Niestety, aż 55% respondentów źle ocenia funkcjonowanie BDO, a tylko 28% dobrze. Dlaczego, w opinii firm, system nie działa jak należy? Większość respondentów uważa, że problemem jest jego powolna praca i częste zawieszanie się. Kolejna przeszkoda to brak jasnych instrukcji, jak korzystać z elektronicznej bazy danych.

Aż 53% respondentów twierdzi, że system jest nieintuicyjny. Przeciwnego zdania jest 32% ankietowanych, a pozostali nie mają na ten temat wyrobionej opinii. Jednocześnie tylko co czwarty badany przyznaje, że wprowadzenie elektronicznej ewidencji odpadów usprawniło pracę jego firmy, 60% badanych nie zauważyło zmian na lepsze. Tyle samo ankietowanych stoi na stanowisku, że ewidencja odpadów nie ułatwiła wcale wyboru firmy odbierającej odpady (przeciwnego zdania jest zaledwie 13% badanych). Niemal co drugi respondent negatywnie ocenia wprowadzenie elektronicznej sprawozdawczości za pośrednictwem BDO. Ponad 60% ankietowanych zaznacza, że sporządzanie dokumentów w BDO jest skomplikowane, a 30% z nich prowadzi sprawozdawczość poprzez podmioty zewnętrzne. Okazuje się, że problemy sprawia firmom tak naprawdę sporządzanie wszystkich typów dokumentów, a więc sprawozdawczość komunalna (64% ankietowanych uważa, że jest to skomplikowane), sporządzanie sprawozdania rocznego o produktach, opakowaniach i gospodarowaniu odpadami z nich powstającymi (68%) oraz sporządzanie sprawozdania rocznego o wytwarzanych odpadach i gospodarowaniu odpadami (62%). Płynie z tego wniosek, że wszystkie rodzaje dokumentów są dla respondentów równie trudne do przygotowania. Powyższe dane świadczą o tym, że podmioty biorące udział w ankiecie mają sporo zastrzeżeń do systemu, który – ich zdaniem – jest trudny w obsłudze i nie spełnia swoich podstawowych funkcji.

Musi być prościej i szybciej

Nawet pozytywnie nastawieni do elektronicznej ewidencji przedsiębiorcy zwracają uwagę na niedogodności, które można by zniwelować lub poprawić. Ponad połowa ankietowanych miała złe doświadczenia w kontaktach z infolinią, wskazując m.in. na bardzo długi czas oczekiwania na połączenie z konsultantem. 60% ocenia, że prowadzenie sprawozdawczości jest skomplikowane, a za łatwe uznaje je zaledwie jeden na 14 badanych! Dla większości ankietowanych korzystanie z BDO generuje dodatkowe koszty – 42% z nich musiało zatrudnić i przeszkolić dodatkowych pracowników do obsługi systemu, a 62% uznało, że z tytułu jego wprowadzenia płaci więcej za odbiór odpadów. Mało tego, wiele podmiotów obawia się, że pierwszy rok działania BDO pociągnie za sobą kary wynikające z błędów i problemów, występujących przy obsłudze bazy. Ponadplanowe wydatki mogą skutkować tym, że wiele podmiotów zrezygnuje ze zgłaszania niektórych rodzajów odpadów, co z kolei spowoduje, że trafią one do tzw. „szarej strefy”.

Póki co, korzystanie z BDO sprawia użytkownikom wiele trudności. Instrukcje mające tak naprawdę ułatwiać poruszanie się po bazie są niejasne, niedokładne i niepraktyczne. Respondenci wskazują w badaniu, że system działa wolno i się zawiesza, a obsługa i ewidencja odpadów jest bardzo czasochłonna. Wynika to m.in. z konieczności ciągłego przechodzenia między wieloma zakładkami oraz wielokrotnego wprowadzania tych samych danych. Podkreślają, że nieprzyjazny i nieintuicyjny jest interfejs użytkownika, który ma zbyt dużą liczbę zakładek.

Jak temu zaradzić?

Korzystanie z systemu na pewno musi być prostsze i bardziej intuicyjne (należy na pewno usprawnić interfejs), zaś wprowadzanie danych powinno odbywać się znacznie szybciej. W bazie powinny pojawić się również nowe funkcje, m.in. generowania zestawień i raportów na podstawie wprowadzanych informacji. Użytkownicy systemu życzą sobie również, aby można było logować się do niego przez prywatny profil zaufany tylko jednego pracownika i powiązanie tego profilu z firmowym kontem BDO. Ważną kwestią są dodatkowe koszty. Sugerowane wyżej zmiany spowodują, że do obsługi systemu nie będzie trzeba zatrudniać aż tak wielu nowych pracowników czy korzystać z pomocy firm zewnętrznych. Warto zapewnić też przedsiębiorców, że nie będą musieli płacić kar za błędy czy problemy związane z obsługą bazy.

– Rejestr BDO ma bez wątpienia ogromny potencjał, jednak potrzebne są działania, które jak najszybciej usprawnią jego pracę sprawiając, że stanie się bardziej przyjazny dla użytkowników – podsumowuje Paweł Lesiak z firmy Interseroh.

Należy pamiętać, że połowa respondentów, pomimo wielu niedociągnięć, pozytywnie ocenia wprowadzenie BDO. Oczywiście elektroniczna ewidencja wymaga dopracowania, jednak kiedy już to nastąpi, może stanowić naprawdę efektywne narzędzie nie tylko usprawniające funkcjonowanie firm, ale także całego systemu gospodarowania odpadami.

Interseroh Organizacja Odzysku Opakowań SA

Rynki zaczęły panikować

Takiej sesji jak 28 października nie mieliśmy od marca. Na europejskich rynkach lała się krew, Warszawa przewodziła temu trendowi. Inwestorzy zaczęli panikować. Teraz obserwujemy delikatne uspokojenie sytuacji.

– Jest bardzo nerwowo, mamy duże spadki na giełdach, a złoty się osłabia – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Nerwowo jest zwłaszcza w Europie, bo na amerykańskiej giełdzie indeksy słabły, ale są nadal bliskie rekordowych poziomów.

Od dobrych kilku miesięcy rynki ignorowały ryzyko powrotu restrykcji związanych z pandemią. Oceniano, że Europa dobrze radzi sobie z pandemią w porównaniu do sytuacji w USA. Panowało przekonanie, że nawet jeśli pandemia nie została ostatecznie pokonana, to gospodarek po prostu nie stać na restrykcje podobne do tych wiosną.

I właśnie fakt, że ich nie stać, a mimo to są wprowadzane torpeduje nastroje rynkowe. Ponad miesięczny lockdown we Francji to ograniczenie wychodzenia z domu, zamknięcie biznesów, które nie są kluczowe, zakaz podróży między regionami.

Restrykcje może nie są aż tak surowe jak wiosną, ale naprawdę niewiele już brakuje. Jest oczywistym, że uderzenie w gospodarkę będzie duże. W innych krajach restrykcje są nieco lżejsze, ale też są powszechne.

W Polsce sytuacja robi się na tyle nieciekawa, że również coraz głośniej mówi się o lockdownie w stylu francuskim.

W zaistniałej sytuacji złoty znalazł się pod presją i euro było najdroższe od wiosny 2009 r. Kurs euro przekroczył poziom 4,60 zł.

– Kurs 4,60 zł za euro wydawał się sufitem, ale w sytuacji, gdy nie będzie powrotu do lockdownów – komentuje ekspert XTB. – Znaleźliśmy się w okolicach marcowych szczytów na parze euro/złoty i nie jest wykluczone, że złoty nadal będzie tracił.

Aby to się zmieniło konieczna jest stabilizacja na rynkach europejskich, a to z kolei wymaga przekonania inwestorów, że dalszych restrykcji już nie będzie.

– Kotwica spadła i nie wiadomo, gdzie jest nowy sufit – dodaje P.Kwiecień.

Zielona awangarda w e-commerce: zobacz jak e-shopy pakują ekologicznie

Wraz ze wzrostem sprzedanego towaru w e-shopach rośnie objętość produkowanych odpadków, które zostaną klientom po otwarciu paczki.

Dlatego niektóre e-shopy powiedziały basta. Zamiast pakowania zakupów do jednorazowego plastikowego opakowania szukają rozwiązania, które będzie przyjazne dla środowiska naturalnego. Zobacz, jakie sztuczki i opakowania zastosowali.

E-shopy wracają do papieru

Najbardziej ulubioną drogą do tego, aby pakować z oszczędnością dla środowiska, to pakowanie do papieru. Ekologicznie myślące e-shopy do pakowania towaru wybierają najczęściej pudełka kartonowe, które wypełnią papierowym wypełnieniem i zakleją papierową taśmą klejącą.

Dziwisz się, czemu akurat papier, do produkcji którego zużywa się ogromne ilości wody? Jego ogromną zaletą jest to, że pochodzi z odnawialnego źródła – z drzewa. W przyrodzie bez problemu rozłoży się w ciągu miesiąca, dla porównania jego plastikowy konkurent rozkłada się nawet 450 lat!

W praktyce jednak e-shopy nie starają się ograniczać plastiku za każdą cenę. „Szczerze mówiąc czasami używamy również folię bąbelkową, którą mamy z paczek zapakowanych od dostawców” – przyznaje właścicielka e-sklepu BIOneeds zaznaczając, że szkoda taką folię od razu wyrzucać do śmieci.

Podejście zero-waste to oczywista oczywistość

Ciekawsze niż to do jakich opakowań się pakuje jest całkowite podejście e-shopów do materiałów opakowaniowych. Najlepiej to wyjaśnia filozofia e-sklepu NuSpring: „Nie kupujemy zbytecznie dużo nowych opakowań. Chętniej maksymalnie korzystamy z tego, co już mamy do dyspozycji”.

Filozofia zero-waste jest znana większości e-shopom. Wspiera ponowne wykorzystanie wszystkich źródeł bez tworzenia odpadków a przede wszystkim wspiera używanie opakowań z drugiej ręki – od dostawców, okolicznych firm i klientów. Niektórym e-sklepom opakowania przynoszą sami klienci.

Piękno niepięknych paczek

Pakowanie do opakowań z drugiej ręki ma swoją drugą stronę – paczki nie należą do najpiękniejszych. Nie będzie czymś wyjątkowym, jeśli na klienta wysypią się strzępki papieru z niszczarki, stare gazety albo pogięta folia stretch. A to wszystko w innym przypadku skończyłoby w śmietniku.

Niektóre sklepy internetowe już wielokrotnie spotkały się ze skargami od klientów, którzy skarżyli się na to, że paczka przyszła pełna śmieci. Jednym z takich e-shopów to sklep z nasionami. „Klienci skarżyli się na to, że papier z niszczarki strasznie się kurzy w pomieszczeniu, że taśma klejąca się odkleja oraz że oszczędzamy na klientach” – wyjaśnia szef firmy.

Rozwiązanie patowej sytuacji było łatwiejsze niż można było czekać. „Wszystko rozwiązaliśmy notatką, którą dodajemy do paczki” – dopełnia właściciel. W notatce wyjaśnia powody, które ich wiodły do tego, aby zaczęli pakować ekologicznie. Co na to klienci? Od tego czasu ten sposób pakowania i ich podejście zaczęli nawet chwalić.

Jedna droga, jeden cel?

Coraz więcej sklepów internetowych wydaje się na ekologiczną ścieżkę. Mają do tego powody zarówno ekologiczne, ale i ekonomiczne – 62% osób chętniej kupuje w e-shopie, który pakuje w sposób zrównoważony i ekologiczny – podaje badanie DotCom.

Pakowanie do papieru czy opakowań z drugiej ręki to nie zawsze jedyny krok, który sklepy internetowe mogą używać do zmniejszenia swojego śladu ekologicznego. Do tego można zoptymalizować logistykę i w ten sposób zmniejszyć obciążenie dla środowiska.

E-shopy mogą również zmniejszyć rozmiar paczki i nie transportować w nich powietrza, mogą też wybrać materiały z recyklingu albo łatwo się niemu poddające albo mogą minimalizować zbędny transport towaru.

Wszystkie te środki nie tylko ograniczają ślad ekologiczny, ale w praktyce również pieniądze. Dlatego bardzo prawdopodobne, że odpowiedzialne podejście do pakowania paczek stanie się nowym standardem, który będzie oczekiwany od każdego sklepu internetowego.

Już 30 proc. polskich firm posiada w swoich flotach pojazdy z napędami alternatywnymi

Park samochodowy w polskich oraz europejskich firmach staje się coraz bardziej ekologiczny. Do głosu dochodzą również alternatywne środki transportu, takie jak car sharing czy współdzielenie rowerów. Takie wnioski płyną z „Barometru Flotowego 2020” opublikowanego przez Arval Mobility Observatory.

Najważniejsze punkty raportu przedstawił na konferencji internetowej Radosław Kitala Consultant & Arval Mobility Observatory Manager. Wynika z nich, że już 30 proc. polskich firm posiada w swoich flotach pojazdy z napędami alternatywnymi (hybrydy, hybrydy typu plug-in, LPG, CNG i pełne elektryki). Daje to 10. miejsce wśród 20 badanych krajów.

„W perspektywie najbliższych trzech lat takie rozwiązanie planuje wdrożyć w swoich flotach 50 proc. firm w Polsce. W pełni elektryczne auta zamierza mieć do tego czasu 18 proc., a obecnie z tego typu pojazdów w kraju korzysta 3 proc. przedsiębiorców. To wynik zdecydowanie gorszy od przeciętnego w Unii Europejskiej” – tłumaczył Kitala.

Według prognoz udział samochodów z silnikiem diesla we flotach samochodowych w ciągu najbliższych trzech lat powinien spaść do poziomu 42 proc., zaś silników benzynowych do 38 proc. Radosław Kitala przedstawił również najważniejsze powody, dla których przedsiębiorcy decydują się na wdrożenie aut służbowych z napędem alternatywnym.

„Obniżenie emisji zanieczyszczeń jest głównym czynnikiem, dla którego takie samochody będą włączane do firmowych flot. Zarówno w przypadku samochodów osobowych, jak i dostawczych, w Polsce i na terenie UE to troska o środowisko stoi na pierwszym miejscu. Inne czynniki to redukcja kosztów paliwa i niższe koszty utrzymania” – powiedział Kitala.

W trakcie prezentacji raportu dyrektor generalny Arval Service Lease Polska, Robert Antczak powiedział, że jedną ze zmian wynikającą bezpośrednio z pandemii koronawirusa i potrzeby oszczędzania jest wzrost zainteresowania najmem krótko- i średnioterminowym, a także releasingiem, czyli najmem pojazdów używanych o niskim przebiegu.

„Innym trendem, który obserwujemy, jest zainteresowanie mikromobilnością, czyli alternatywnymi środkami transportu. Warto wspomnieć chociażby o rowerach. Można również powiedzieć, że za sprawą pandemii transformacja w kierunku elektromobilności i ekologii przyspieszyła” – stwierdził Antczak.

Czynniki, które mogą nadal zniechęcać do elektromobilności w Polsce to, zdaniem Antczaka, ograniczona dostępność infrastruktury do ładowania pojazdów poza miastami, rozwijająca się w zbyt wolnym tempie oraz niedostateczne wsparcie ze strony rządowych programów.

Przynajmniej połowa badanych firm w Polsce wdrożyła co najmniej jedną alternatywną formę mobilności. Na komunikację publiczną wskazało 24 proc. respondentów, wspólne przejazdy pracowników wybrało 20 proc., a korporacyjny car sharing 18 proc. Pierwszą piątkę zamyka pracowniczy wynajem auta (14 proc.) i najem średnioterminowy (12 proc.).

Sytuacja pandemiczna wpłynie na zmianę struktury preferowanych form mobilności. Oczekuje się wzrostu zainteresowania korporacyjnym najmem średnioterminowym aut (za trzy lata może z niego korzystać nawet 30 proc. polskich firm), a także współdzielenia innych środków transportu (np. bike sharing).

W Polsce najpopularniejszym sposobem finansowania aut firmowych pozostaje leasing (44 proc.) i zakup ze środków własnych (43 proc.). Tymczasem w UE nadal główną formę płatności stanowi zakup za gotówkę (39 proc.), zaś na drugim miejscu plasuje się wynajem długoterminowy (29 proc.). Zmniejsza się też średni wiek samochodów flotowych. Według najnowszych danych obecnie samochody służą w polskiej firmie 5,9 lat, a to o rok krócej niż w poprzednim badaniu.

Jednocześnie w naszym kraju rośnie liczba firm zainteresowanych wynajmem długoterminowym. Rozważa to obecnie 40 proc. polskich fleet managerów. Rok temu taką formę poszerzania floty aut firmowych deklarowało 29 proc. ankietowanych. Perspektywy wzrostu dla najmu długoterminowego są w Polsce dość widoczne.

Ewenementem w opinii Roberta Antczaka wydaje się kondycja tego segmentu mimo trwającej pandemii koronawirusa. Według wstępnych analiz wynajem długoterminowy nie powinien w najbliższym czasie tracić na popularności. Może to być związane chociażby z przewidywalnością kosztów oraz brakiem konieczności inwestowania.

Badanie przeprowadzone w ramach najnowszej 16. edycji „Barometru Flotowego” objęło swoim zasięgiem 20 krajów, również spoza Europy (m. in. Turcję, Brazylię i Rosję). Jest ono przeprowadzane cyklicznie wśród menadżerów flot samochodowych w firmach. Analizuje nastroje w branży, oczekiwania oraz główne trendy.

Zmiany w zarządzie HB Reavis

Firma HB Reavis powołała dwie nowe osoby na stanowiska członków zarządu. Działający w poszerzonym składzie zarząd odpowiada za realizację ambitnych planów na kolejne lata. HB Reavis, międzynarodowy specjalista w zakresie tworzenia przestrzeni pracy, dysponuje największym w Europie portfelem deweloperskich projektów komercyjnych w realizacji i przygotowaniu według rankingu Property EU. W perspektywie krótkoterminowej, dyrektorowie wykonawczy skoncentrują się na wykorzystaniu podejścia Workspace-as-a-Service jako odpowiedzi na potrzeby firm w erze post-COVID.

Zmiany w zarządzie

Peter Pecnik, HB Reavis
Peter Pecnik, HB Reavis

Peter Pecnik, obecnie prezes zarządu spółki w Polsce, został powołany do zarządu Grupy i dodatkowo obejmie w niej stanowisko Chief Financial Officer. Będzie też nadal zarządzał przedsięwzięciami firmy w Polsce w związku z doskonałą znajomością lokalnego rynku oraz zespołu. Peter dołączył do firmy w 2008 roku. Przed objęciem stanowiska w Polsce, odpowiadał głównie za finansowy obszar aktywności firmy.

Pavel Jonczy, aktualnie zajmujący stanowisko Head of Product Design, Construction and Procurement, również dołączył do zarządu Grupy. Pavel jest związany z firmą od pięciu lat. W nowej roli zachowa odpowiedzialność za rozwój w powyższych obszarach, w tym nadzór nad ośmioma centrami coworkingowymi HubHub oraz linią biznesową Qubes (flexi leases), które doskonale odzwierciedlającą obecne potrzeby rynku i stanowią istotny element portfela usług HB Reavis.

Zarząd niewykonawczy również powiększony

Martin Miklas, dotychczasowy Chief Financial Officer, został powołany do zarządu Grupy jako dyrektor niewykonawczy. Do jego obowiązków należy wsparcie aktywności w obszarze corporate governance, a także projektów nie związanych z branżą nieruchomości, które realizuje udziałowiec HB Reavis Ivan Chrenko.

Rynek złota w III kwartale 2020 roku – wnioski z raportu Gold Demand Trends Q3 2020

W trzecim kwartale 2020 roku nadal rosło zapotrzebowanie na królewski kruszec. Globalnie nadal dominuje popyt inwestycyjny. W związku z trwającą pandemią koronawirusa oraz zamrożeniem gospodarek w wielu krajach obniżeniu natomiast uległ popyt na fizyczny kruszec – wynika z raportu Gold Demand Trends Q3 2020. W analizowanym okresie światowy popyt na złoto – mimo trendu wzrostowego w 2020 roku – kształtował się na poziomie 892.3 tony i był mniejszy o 19% w porównaniu rok do roku osiągając najniższą sumę kwartalną od 2009 roku. Spadek jest również widoczny, gdy zestawimy trzeci kwartał 2020 roku i 2019 roku – popyt na kruszec obniżył się o 10%. Warto jednak podkreślić, że wartość inwestycji w kruszec jest większa niż rok temu. W 2019 roku przykładowo za 100 uncji trzeba było zapłacić 550 tys. PLN, natomiast obecnie około 780 tys. PLN.

Złoto inwestycyjne na stabilnej pozycji

Skala pandemii koronawirusa oraz jej potencjalny wpływ na globalną gospodarkę sprawiły, że inwestorzy skłaniali się ku aktywom, które w czasach kryzysu uznawane są za bezpieczną przystań. Jak prezentuje najnowszy raport Gold Demand Trends Q3 2020 w trzecim kwartale br. obserwować mogliśmy silny napływ do funduszy ETF zasilanych złotem. Kwartalnie plasował się on na poziomie 272,5 tony, co doprowadziło do ​​nowego, globalnego rekordu – 3880 tony. Podczas gdy tempo nieco zwolniło od I półrocza, utrzymujące się wpływy w trzecim kwartale wskazują na ciągłą motywację inwestorów ETF do zwiększania swoich aktywów. Co więcej, wpływ na to mogły mieć również nisko oprocentowane lokaty bankowe, depozyty i obligacje.

Chociaż w trzecim kwartale tego roku ogólny popyt spadł, nastąpił znaczny wzrost popytu inwestycyjnego o 21%, do 494,6 tony.

Wyniki najnowszego raportu Światowej Rady Złota potwierdzają przewidywania analityków. Popyt inwestycyjny pozostaje dominującym czynnikiem w obszarze złota. Najprawdopodobniej – w najbliższym czasie – utrzyma on swoje tempo wzrostowe w związku z nadal odczuwanymi skutkami pandemii koronawirusa – mówi Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. Inwestorzy poszukują alternatywnych, bezpiecznych aktywów. Dlatego wzrosty w głównej mierze zostały wygenerowane przez fundusze inwestycyjne lokujące środki w fizyczne złoto – dodaje.

Duże zainteresowanie sztabkami i monetami

Rosnący popyt inwestycyjny można również dostrzec w ponownym zwiększeniu zainteresowania sztabkami i monetami bulionowymi. Światowa Rada Złota podała, że ​​globalny popyt na sztabki złota i monety wzrósł w trzecim kwartale o 49% w porównaniu z analogicznym okresem rok temu.

Niezmiennie Polacy najchętniej kupują sztabki o wadze jednej uncji trojańskiej (31,1 gramów). Warto zwrócić również uwagę na sztabki o mniejszej gramaturze. Przykładowo te 5 gramowe cieszyły się sporym zainteresowaniem w czerwcu. Ich sprzedaż w porównaniu z początkiem roku wzrosła o ponad 66% – mówi Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Innym ważnym filarem rynku złota jest popyt banku centralnego, który w trzecim kwartale br. spadł o 12 ton. Pierwszy raz od prawie dziesięciu lat, obserwujemy sytuację, kiedy banki centralne sprzedają złoto netto. Banki centralne nadal pozostają silnymi nabywcami netto w ujęciu rocznym, a popyt w pierwszych trzech kwartałach wyniósł 220,6 ton. Natomiast sprzedaż generowały głównie tylko dwa banki centralne – Uzbekistan i Turcja. Zakupy w tym przypadku są kontynuowane w umiarkowanym tempie, napędzane potrzebą dywersyfikacji i ochrony w otoczeniu ujemnych kursów.

Polacy też doceniają złoto

Najatrakcyjniejszymi formami do zainwestowania swoich oszczędności dla respondentów badania firmy Tavex zrealizowanego przez SW RESEARCH okazały się nieruchomości oraz złoto. 56% badanych uważa, że warto postawić na posiadanie własnego mieszkania lub domu. Natomiast co trzecia osoba wskazała kruszec jak dobry ruch inwestycyjny.

Co ciekawe, w grupie przebadanych kobiet wskazania głównie padały na nieruchomości (63%), złoto cieszyło się mniejszą popularnością (prawie 27%). Różnice te są słabiej widoczne w przypadku mężczyzn, analogicznie – prawie 42% i 48%.

Ceny złota nadal wysokie

W trzecim kwartale 2020 roku wartość złota w dolarach amerykańskich wzrosła do rekordowego poziomu 2 067,15 USD/oz. Następnie nastąpiła korekta, w wyniku której kwartał został zamknięty ceną w okolicach w okolicy 1900 USD/oz. Rekordowo wysokie notowania kruszcu odnotowano również w innych walutach – wynika z raportu Gold Demand Trends Q3 2020.

Co ciekawe, wartość wyrażona w PLN uległa zmianie o 35.26% w ciągu ostatnich ośmiu lat. W tym okresie najniższa wynosiła 3 451,17 PLN/oz, a najwyższa 7 788,48 PLN/oz.

Covid-19 nadal odciska piętno na rynku biżuteryjnym

Zmniejszone zainteresowanie rynkiem biżuteryjnym spowodowane przez pandemię zostało spotęgowane przez rekordowe ceny złota – popyt w trzecim kwartale spadł o 29% rdr do 333 ton. Podczas gdy Chiny i Indie odpowiadały za największe spadki wolumenu. Osłabienie w tym sektorze miało charakter globalny.

 

Rynek magazynowy w Poznaniu – wysoki popyt powrócił do Poznania

W pierwszej połowie 2020 r. popyt brutto na poznańskim rynku magazynowym wyniósł blisko 260 000 mkw. i był to czwarty wynik w analizowanym okresie na największych rynkach logistycznych w Polsce. Firmy logistyczne, ale też produkcyjne na nowo doceniły potencjał regionu poznańskiego wynika z podsumowania rynkowego przygotowanego przez ekspertów AXI IMMO.

Na poznańskim rynku inwestycyjnym dwie nieruchomości magazynowe o łącznej powierzchni 112 000 mkw. zmieniły swoich właścicieli w pierwszej połowie roku w ramach dużych transakcji portfelowych. Nabywcą parku logistycznego Panattoni Poznań IV w Komornikach (86 000 mkw.), został nieznany dotychczas w Polsce azjatycki fundusz inwestycyjny reprezentowany przez firmę Savills Investment Management. Fundusz P3 kupił natomiast projekt o powierzchni 26 000 mkw. w ramach przejęcia europejskiego portfela Maximus od Apollo Global Management. Ponadto Investec zakupił 40% udziałów w europejskim funduszu zarządzanym przez Ares Management, przez co stał się współwłaścicielem parku Panattoni Poznań VI.

„Poznański rynek magazynowy to jeden z najważniejszych rynków  logistycznych i dystrybucyjnych do Niemiec. Region ten charakteryzuje przede wszystkim doskonała infrastruktura komunikacyjna tj. dostęp do autostrady A2 w kierunkach Berlin – Warszawa, dróg ekspresowych S5 i S11, rozwinięta sieć połączeń kolejowych, a także dostęp do lotniska. Wszystkie te elementy w ostatnich latach przyczyniły się do rozwoju tej lokalizacji i wzmożonej aktywności ze strony najemców. Fakt ten wykorzystali wszyscy główni deweloperzy, a także mniejsi lokalni gracze, którzy zabezpieczyli już grunty pod dalszą rozbudowę. Aglomeracja poznańska od lat uznawana jest za jeden z trzech najatrakcyjniejszych regionów do inwestowania. Firmy zagraniczne mogą m.in. skorzystać z oferty podstref sześciu Specjalnych Stref Ekonomicznych” – komentuje Piotr Roszkowski, Senior Consultant Industrial & Logistic w AXI IMMO.

Aktywność deweloperska w pierwszych sześciu miesiącach 2020 r. na rynku magazynowym w Poznaniu przyniosła 31 000 mkw. (+7% niż w I poł. 2019 r.). Nowa podaż pozwoliła na zwiększenie całkowitych zasobów do 2,3 mln mkw. nowoczesnej powierzchni (8,2% r/r). i utrzymanie piątej pozycji pod względem wielkości w Polsce. W ostatnich pięciu latach całkowite zasoby poznańskiego rynku wzrosły o 70%. Wzrost był znaczący, ale mniejszy niż na innych głównych rynkach, że względu na mniejsze zainteresowanie nowych, dużych najemców Poznaniem. Przyczyną tej sytuacji  była ograniczona dostępność wykwalifikowanych pracowników, która negatywnie wpływała na popyt ze strony nowych najemców. W efekcie, obecnie w budowie  znajduje się tylko 59 000 mkw. (-57% r/r), z czego 39% to projekty spekulacje. Na koniec czerwca 2020 r. wskaźnik pustostanów wynosił 7,4%, przy średniej krajowej na poziomie 6,8%. Z kolei czynsze bazowe wahały się od 3,00 do 3,60 EUR/mkw.

„Na terenie wielkopolski wyróżniamy sześć głównych podrynków, w których rozwija się lokalna baza magazynowo logistyczna. Jedną z najbardziej rozbudowanych stref są położone na południowy wschód od Poznania, Gądki. Lokalizacja ta wraz z sąsiednimi gminami tj. Żernikami, Jaryszkami, Robakowem i Koninko tworzy komfortowe warunki dla różnego typu najemców, którzy są zainteresowani relatywnie atrakcyjnymi stawkami najmu. Kolejnym istotnym podrynkiem są Komorniki i Plewiska, zlokalizowane wzdłuż południowo zachodniej obwodnicy Poznania. Region ten słynie z gęstej infrastruktury magazynowej i dostępu do komunikacji publicznej miasta. Zarówno w jednej, jak i drugiej lokalizacji obecni są główni deweloperzy jak Panattoni, P3, Segro, Logicor czy MLP. Kolejną strefą jest Poznań-Zachód, w skład, którego wchodzą m.in. Wysogotowo, Dąbrówka, Swadzim, Sady, Gołuski czy Tarnowo Podgórne. Na korzyść tego regionu wpływa relatywnie nowa zabudowa magazynowa, a także zabezpieczone pod kolejne inwestycje grunty. Z kolei Swarzędz to lokalizacja zdominowana przez firmy związane z fabryką Volkswagena i sektorem motoryzacyjnym. Najmniejszymi podrynkami w regionie wielkopolski są Kalisz, Konin i Niepruszewo, w których dominują projekty w formule BTS (built-to-suit)” – komentuje Piotr Roszkowski z AXI IMMO.

Całkowity wolumen transakcji najmu na poznańskim rynku magazynowym w I półroczu 2020 r. wyniósł 257 000 mkw. (+29% niż w I półroczu 2019 r.). W strukturze najemców dominują firmy logistyczne, które odpowiadają za blisko 50% popytu od początku 2018 r. Na kolejnych miejscach znajdują się branże – budowlana (19%) i motoryzacyjna (10%). Największą transakcją pierwszej połowy 2020 była umowa między niemieckim producentem rozwiązań technicznych stosowanych w projektach przemysłowych a deweloperem Panattoni na dostarczenie zakładu produkcyjnego o powierzchni 40 000 mkw. Ponadto operator logistyczny Ekol wynajął 23 500 mkw. w Panattoni Park Poznań VII, a dwóch innych najemców z sektora logistycznego zdecydowało się na wejście do parku Logicor Poznań IV (16 000 mkw.) i Panattoni Park Poznań IX (15 000 mkw.).

Sklep internetowy… na telefonie? Z aplikacją mobilną Sky-Shop to możliwe

Sklepy internetowe to wygoda. Możliwość dokonywania zakupów z dowolnego miejsca na świecie. Z dowolnego urządzenia. Dlaczego wszystkie te korzyści miałyby dotyczyć tylko klientów e-sklepów?

Na szczęście tak nie jest. Ta mobilność i dostępność może być również udziałem osób prowadzących sklep internetowy. Do jego założenia i prowadzenia nie potrzebujesz bowiem miesięcy planowania, zespołu programistów do ciągłej dyspozycji, ani nawet wykupionego miejsca na serwerze.

Na start wystarczą chęci i dostęp do Internetu. A później? Smartfon.  

E-commerce w 2020 roku – postaw na mobile

2020 rok z doskonale znanych wszystkim powodów zmienił nasze podejście do handlu. Cały czas zmieniają się nawyki zakupowe konsumentów, dla których w przypadku zakupu wielu produktów oczywistym wyborem są dziś sklepy internetowe. E-commerce to więc jedna z niewielu branż, która zyskała w tym wyjątkowo trudnym dla gospodarki czasie. 

Najnowsze badania mówią o tym, że w Polsce zakupy w sieci robi już 7 na 10 internautów. Daje to 21 milionów potencjalnych klientów. Przyjrzyjmy się jednak bardziej szczegółowym danym. Analitycy Santander Bank Polska obliczyli, że udział branży e-commerce w handlu detalicznym w 2020 roku może się ustabilizować na poziomie ok. 8%, podczas gdy w 2019 r. wynosił on 5,4%. 

Co więcej, w pierwszej połowie lipca poziom wydatków na zakupy w sieci był równy blisko 140% wydatków z analogicznego okresu w 2019. Zgodnie z przewidywaniami analityków, do 2025 roku co piątą złotówkę będziemy wydawać za pośrednictwem Internetu.

Branża ma więc ogromny potencjał. Pojawia się jednak pytanie – co zrobić, aby nadążyć za tempem jej rozwoju?

Możliwości platformy e-commerce

Tradycyjne biura powoli odchodzą dziś w zapomnienie. Nie jest to jednak zła wiadomość dla właścicieli sklepów internetowych – ci od dawna wiedzą, że do zarządzania sprzedażą w sieci nie są potrzebne przestronne pokoje wypełnione stertą dokumentów, kilkudziesięcioma komputerami i nieustannie pracującymi drukarkami.

To właśnie w nowoczesności i elastyczności tkwi potencjał e-commerce. Wraz z nim i wartością branży, rosną jednak wymagania klientów. Dziś jak nigdy liczą się szybkie reakcje i nienaganna obsługa klienta. Przetwarzanie płatności, dostawa, przesyłanie faktur – to wszystko musi przebiegać bez żadnych opóźnień. 

W spełnieniu tych oczekiwań może pomóc niezawodne oprogramowanie, z którym błyskawicznie uruchomisz sprzedaż, a następnie będziesz mógł ją obsługiwać z dowolnego miejsca i o dowolnej porze. Bez zbędnych formalności, wiedzy programistycznej czy umiejętności graficznych. 

Oto, co zyskujesz, wybierając platformę e-commerce Sky-Shop:

  • możliwość korzystania z ponad 1200 funkcji, umożliwiających prowadzenie sklepu internetowego na miarę trzeciej dekady XXI wieku,
  • sklep zaprojektowany w technologii RWD,
  • intuicyjny panel administracyjny,
  • hosting w cenie abonamentu,
  • gotowe integracje z ponad 330 hurtowniami,
  • gotowe integracje z Allegro, eBay, marketplace’ami, systemami płatności, kurierami oraz narzędziami marketingowymi,
  • bezpłatne wsparcie techniczne doradców
  • i oczywiście – wygodną aplikację mobilną do zarządzania sklepem!

Funkcje aplikacji mobilnej Sky-Shop

Głównym założeniem aplikacji mobilnej jest to, byś mógł zarządzać swoim sklepem internetowym gdziekolwiek jesteś. Nie chodzi oczywiście o to, że nie możesz z niego spuścić oka – a raczej o to, by trzymać rękę na pulsie i móc reagować tak szybko, jak oczekują tego współcześni klienci.Funkcje aplikacji mobilnej Sky-Shop

Jakie dokładnie możliwości daje Ci aplikacja?

  • Dostęp do przejrzystego dashboardu

Sprawdzisz tam najistotniejsze dane dotyczące sprzedaży w Twoim sklepie, takie jak liczba zamówień. Będziesz mógł również upewnić się, czy działania marketingowe przebiegają sprawnie – w oparciu o liczbę wizyt w sklepie oraz liczbę aktualnie aktywnych klientów.

  • Możliwość obsługi zamówień

Z poziomu aplikacji możesz podejrzeć wszystkie zamówienia oraz edytować ich parametry, takie jak: sposób płatności, forma wysyłki, dane klienta oraz dane do faktury. Sprawdzisz również stan realizacji zamówień, a więc status płatności i wysyłki. 

  • Zarządzanie produktami

Aplikacja mobilna umożliwia podgląd listy produktów oraz aktualnych stanów magazynowych. Z jej pomocą możesz także edytować ich parametry, wgrać dodatkowe zdjęcia oraz określić widoczność danego produktu.

  • Obsługa klientów

Dzięki aplikacji masz stały dostęp do listy klientów. Możesz także edytować ich dane oraz sprawdzić status (aktywny/nieaktywny).

Znajdziesz tam również informacje o nowościach w oprogramowaniu Sky-Shop. Co ważne, z poziomu aplikacji możesz obsługiwać nawet kilka sklepów.

Chcesz własnoręcznie sprawdzić możliwości aplikacji mobilnej do zarządzania sklepem? Sprawdź Sky-Shop – i testuj bezpłatnie przez 14 dni. 

Biała lista podatników VAT – to jeden z największych bubli podatkowych 2020 r.

82% członków zarządu, prezesów, księgowych i właścicieli firm korzystało ze szkoleń podatkowych przynajmniej raz w roku, a 64% więcej niż raz w roku. Podatnicy mają problemy ze zrozumieniem przepisów i opanowaniem ogromnej liczby zmian podatkowych – wynika z badania, które przeprowadziła Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan. Księgowi dostrzegają zagrożenia związane z podatkami w innych miejscach niż właściciele, prezesi i członkowie zarządów. Przepisy podatkowe nie powinny być domeną tylko księgowych. Wśród ocenianych zmian w podatkach najgorsze oceny zebrały przepisy o Białej Liście i raportowaniu schematów podatkowych. Zaskakująco pozytywnie oceniono nowy schemat JPK_VAT. Dobrze przyjęte zostały też nowe stawki PIT (17%) i CIT (9%).

Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan przygotowała raport o świadomości podatkowej przedsiębiorców. Ankietę, jeszcze przed rozpoczęciem pandemii, wypełniło 457 księgowych, członków zarządów, prezesów, właścicieli firm i innych osób na co dzień borykających się z przepisami podatkowymi.

Przedsiębiorcy na pytanie, co zmienić w przepisach podatkowych, najczęściej odpowiadali: uprościć podatki, ograniczyć liczbę zmian, wyeliminować rozbieżności interpretacyjne i większy nacisk położyć na konsultacje społeczne.

Wśród pozytywnych zmian w podatkach (zarówno w 2019 r. jak i 2020 r.). ankietowani najwyżej ocenili: wprowadzenie JPK VAT (53,6% – uwaga badanie jeszcze przed wprowadzeniem w życie), nową 17% stawkę PIT (36,3%), 9% CIT (36,1%), podniesienie limitu amortyzacji samochodów (28,9%), skrócenie terminów w uldze na złe długi w VAT (27,1%) zerowy PIT dla młodych (26,7%) oraz ulgę na złe długi CIT (17,1%).

Natomiast najgorsze oceny otrzymały Biała Lista (61,7%), raportowanie schematów podatkowych – MDR (58,2%) limitowanie kosztów podatkowych – najem, leasing (51,2%) zmiany dotyczące obowiązkowego split payment (46,4%), tzw. test przedsiębiorcy (42%) i odpowiedzialność podmiotów zbiorowych (40%).

– Z badania wynika, że obraz świadomości podatkowej przedsiębiorców prezentuje się całkiem dobrze, ale istnieją różnice w postrzeganiu zmian podatkowych w grupie księgowych, członków zarządu oraz prezesów i właścicieli. Kadra zarządzająca koncentruje się przede wszystkim na wybranych zmianach, które dotyczą ich bezpośrednio (leasing samochodów, danina solidarnościowa) oraz wpływających na wynik finansowy firmy. Księgowym pozostawia zaś kwestie bardziej techniczne. Często brakuje podejścia całościowego – mówi Arkadiusz Łagowski, wiceprzewodniczący Grupy VAT Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan, partner w Martini i Wspólnicy.

Zdaniem autorów raportu to nastawienie osób zajmujących najwyższe stanowiska w firmach powinno ulec modyfikacji. Mamy bowiem do czynienia z rosnącym ryzykiem podatkowym spowodowanym: dużą presją szybko wprowadzanych, niejasnych przepisów, nowymi karami za nieprawidłowości, zaostrzeniem stanowiska fiskusa w wielu kwestiach połączonym ze zmianą modelu działania organów podatkowych, nowymi wymogami raportowymi (MDR, GTU w JPK) oraz zdecydowanie lepszymi narzędziami informatycznymi organów podatkowych. To powoduje, że przepisy podatkowe nie powinny być domeną tylko księgowych.

Poradnik: istota, definicja i najważniejsze pojęcia przedsiębiorstwa

Ze względu na epidemię COVID-19 i jej skutki dla gospodarki słowo „przedsiębiorstwo” odmieniane jest przez wszystkie przypadki. W tym kontekście warto przypomnieć podstawowe pojęcia ekonomiczne związane z przedsiębiorstwem, jak np. kapitał, bilans, rachunek zysków i strat, które mają istotne znaczenie dla funkcjonowania każdej firmy.

Przykładem opisu stanu polskich przedsiębiorstw w czasach pandemii COVID-19 może być poniższy raport NBP.

Z lipcowego Szybkiego Monitoringu NBP wynika, że pandemia COVID-19 i towarzyszący jej wstrząs administracyjny (m.in. czasowy lockdown znacznej części gospodarki) doprowadziły do tego, że w II kwartale ocena bieżącej sytuacji przedsiębiorców gwałtownie pogorszyła się i jest najniższa od momentu przystąpienia Polski do UE.

Jak zaznaczono w raporcie NBP, wpływ pandemii COVID-19 na ocenę sytuacji bieżącej charakteryzował się dużym zróżnicowaniem – zarówno pomiędzy branżami, jak i przedsiębiorstwami, spośród których aż 68 proc. nadal uważa swoją sytuację za dobrą albo bardzo dobrą. Z ankiety prowadzonej wśród firm w okresie od lutego do czerwca br. wynika, że w II kwartale pogorszyła się deklarowana ocena płynności przedsiębiorstw oraz zdolność do terminowej obsługi zadłużenia. Jednocześnie większość ankietowanych przez bank centralny przedsiębiorców przewidywała dość szybki powrót do sytuacji sprzed wybuchu pandemii, choć w niektórych obszarach może być on trudniejszy.(…) Według opinii respondentów – ok. 2/3 przedsiębiorstw deklaruje odzyskanie kondycji przedkryzysowej w przeciągu co najwyżej 2-3 kwartałów, a w sumie niemal 80 proc. w czasie nie dłuższym niż rok (…).

Pamiętajmy jednak, że powyższe dane odnosiły się do sytuacji z wiosny i pierwszej „fali” epidemii i dziś, w obliczu nowych restrykcji i ograniczeń wprowadzanych przez rząd, ocena sytuacji przez część przedsiębiorców mogłaby być inna.

Niemniej jednak, żeby łatwiej zrozumieć, jak radzą sobie firmy i jaka jest ich kondycja, warto przypomnieć najważniejsze terminy i ich definicje, które odnoszą się do funkcjonowania przedsiębiorstw. W poniższym artykule omawiamy takie pojęcia jak: przedsiębiorstwo – jego kapitał i majątek, sprawozdanie finansowe oraz mierniki kondycji finansowej przedsiębiorstwa.

Czym jest przedsiębiorstwo?

Kodeks cywilny definiuje przedsiębiorstwo jako zorganizowany zespół składników niematerialnych i materialnych przeznaczony do prowadzenia działalności gospodarczej. Obejmuje ono w szczególności:

  1. oznaczenie indywidualizujące przedsiębiorstwo lub jego wyodrębnione części (nazwa przedsiębiorstwa),
  2. własność nieruchomości lub ruchomości, w tym urządzeń, materiałów, towarów i wyrobów, oraz inne prawa rzeczowe do nieruchomości lub ruchomości,
  3. prawa wynikające z umów najmu i dzierżawy nieruchomości lub ruchomości oraz prawa do korzystania z nieruchomości lub ruchomości wynikające z innych stosunków prawnych,
  4. wierzytelności, prawa z papierów wartościowych i środki pieniężne,
  5. koncesje, licencje i zezwolenia,
  6. patenty i inne prawa własności przemysłowej,
  7. majątkowe prawa autorskie i majątkowe prawa pokrewne,
  8. tajemnice przedsiębiorstwa,
  9. księgi i dokumenty związane z prowadzeniem działalności gospodarczej.

Cel działalności gospodarczej przedsiębiorstwa, począwszy od zysku księgowego do maksymalizacji wartości wszystkich interesariuszy, ewoluował wraz ze zmianami wiedzy ogólnej, zmieniających się światopoglądów czy też rozwoju demokracji. We współczesnych finansach przyjmuje się, że głównym celem działalności przedsiębiorstwa jest pomnażanie bogactwa właścicieli, który jest realizowany poprzez maksymalizację wartości przedsiębiorstwa. Osiąganie głównego celu przedsiębiorstwa możliwe jest dzięki wypełnieniu celów cząstkowych, wzajemnie powiązanych, tworzących hierarchiczną siatkę celów firmy zaprezentowaną w tabeli 1 (w atrykule).Cel działalności gospodarczej przedsiębiorstwa

Istnieje wiele kryteriów dokonywania podziału przedsiębiorstw uwzględniających ich wielkość, rodzaj działalności, formę własności przedsiębiorstwa czy formę prawną. Powszechnie stosowaną klasyfikację przedsiębiorstw zaprezentowano na rysunku 1 (w artykule).Powszechnie stosowaną klasyfikację przedsiębiorstw

Najbardziej rozbudowaną oraz rozwiniętą formą prawną przedsiębiorstw jest spółka akcyjna należąca do najczęściej wybieranych form prawnych przedsiębiorstw działających na dużą skalę. Minimalny kapitał zakładowy spółki akcyjnej wynosi 100000 zł, a cena jednej akcji nie może być niższa niż 1 gr. Spółka akcyjna jest zobowiązana do powołania rady nadzorczej oraz zarządu reprezentującego spółkę na zewnątrz oraz prowadzącego jej interesy. Kapitał zakładowy spółki powstaje z wkładów założycieli, którzy w ten sposób stają się współwłaścicielami przedsiębiorstwa w formie posiadania pakietu akcji spółki. Kapitał akcyjny może zostać podniesiony w dalszej działalności przedsiębiorstwa poprzez dodatkową emisję akcji skierowaną do dotychczasowych akcjonariuszy lub przeznaczoną do publicznej oferty. Właścicielem akcji może być zarówno osoba fizyczna jak i prawna. Akcjonariusze, w zależności od zysku wypracowanego przez przedsiębiorstwo, posiadają prawo do dywidendy.

Kapitał w firmie

Kapitał w przedsiębiorstwie można scharakteryzować według różnych kryteriów. Jednym z nich jest źródło jego pozyskiwania. Kapitał ogółem dzieli się na własny i obcy. Do kapitałów własnych zalicza się:

  • kapitał podstawowy, inaczej nazywany zakładowym,
  • kapitał zapasowy,
  • kapitał z aktualizacji wyceny,
  • kapitał rezerwowy.

Kapitał własny w spółce akcyjnej stanowią środki wniesione przez właścicieli oraz wypracowane w trakcie działalności przedsiębiorstwa. Do najważniejszych funkcji kapitału własnego zaliczają się następujące:

  • założycielska – kapitał własny stanowi podstawę spółki akcyjnej i jest niezbędny do zarejestrowania działalności,
  • pomiarowa – na podstawie wysokości wpłaty na kapitał zakładowy dokonuje się podziału wypłacanej dywidendy,
  • gwarancyjna – kapitał własny jest zabezpieczeniem dla wierzycieli spółki, ponieważ w przypadku upadłości są oni spłacani przed właścicielami,
  • finansowa – kapitał własny zapewnia środki finansujące działalność i pozwala na zwiększenie jej skali,
  • reprezentacyjna – wysokość kapitału własnego świadczy o pozycji, skali działalności przedsiębiorstwa i kondycji finansowej,
  • wyrównawcza – rezerwy utworzone w ramach kapitału własnego są wykorzystywane do pokrywania strat i wypłaty dywidendy.

Należy podkreślić bezpieczeństwo i stabilność, jakie zapewnia kapitał własny. Jest on wniesiony do spółki na czas nieokreślony, czyli bezterminowy. Stanowi gwarancję dla wierzycieli, ponieważ to oni są zaspokajani w pierwszej kolejności w przypadku bankructwa.

Kapitał obcy to kapitał pozyskiwany tylko i wyłącznie na zewnątrz firmy. Do źródeł pozyskiwania kapitału obcego zalicza się m.in. kredyty bankowe, leasing finansowy oraz wpływy z emisji papierów dłużnych. Do zalet finansowania pozyskiwanego od wierzycieli, określanego mianem kapitału obcego, zalicza się m.in.:

  • zwiększenie własnych zdolności inwestycyjnych przedsiębiorstwa,
  • korzystny wpływ na rentowność kapitału własnego, przez zakwalifikowanie do kosztów podatkowych obciążeń wynikających z obsługi długu pomniejszających podstawę opodatkowania.

Aktywa przedsiębiorstwa

Majątek firmy dzieli się na aktywa trwałe i obrotowe. Zgodnie art. 3 pkt. 1 ustawy o rachunkowości środki trwałe to zdatne do użytku, kontrolowane przez jednostkę, przeznaczone na potrzeby jednostki rzeczowe aktywa trwałe, których okres użytkowania określa się na dłużej niż rok. Przez aktywa obrotowe rozumie się środki majątku przeznaczone do wykorzystania lub sprzedaży w ciągu 12 miesięcy od dnia bilansowego. Tym samym, do aktywów trwałych zalicza się:

  • wartości niematerialne i prawne, np. licencje, znaki towarowe, prawa do patentów,
  • rzeczowe aktywa trwałe, np. budynki, budowle, grunty, środki transportu, maszyny i urządzenia techniczne,
  • inwestycje długoterminowe, np. nabyte obce długoterminowe papiery wartościowe, nieruchomości i grunty nabyte nie na własne potrzeby, a z zamiarem późniejszej odsprzedaży z korzyścią ekonomiczną,
  • należności długoterminowe,
  • długoterminowe rozliczenia międzyokresowe, np. aktywa z tytułu odroczonego podatku dochodowego.

Z kolei wśród aktywów obrotowych wymienia się:

  • zapasy (w tym materiały), wyroby gotowe, półprodukty, towary,
  • inwestycje krótkoterminowe, np. krótkoterminowe papiery wartościowe, udzielone krótkoterminowe pożyczki, środki pieniężne w kasie i na rachunkach bankowych,
  • należności krótkoterminowe, np. z tytułu podatków i ubezpieczeń społecznych, dostaw i usług,
  • krótkoterminowe rozliczenia międzyokresowe, np. ubezpieczenia majątkowe, podatki od nieruchomości, czynsze płacone z góry.

Zgodnie z praktyką firmy produkcyjne charakteryzują się zazwyczaj relatywnie dużym udziałem majątku trwałego w aktywach ogółem. W przedsiębiorstwach usługowych udział ten będzie najniższy, ponieważ swoją wartość opierają one na wypracowanej marce, rozpoznawalności oraz jakości świadczonych usług. W firmach handlowych udział aktywów trwałych w aktywach ogółem jest zależny od przyjętego modelu biznesowego. Korzystając z wynajętego magazynu i powierzchni sklepowej, mogą ograniczać zapotrzebowanie na majątek trwały. W firmach handlowych obserwuje się za to wysoki udział zapasów ze względu na zamrożenie kapitału w zaopatrzonych sklepach. Spółki mogą minimalizować wartość tych aktywów przez optymalizację wielkości i częstotliwości dostaw oraz wysyłek.

Sprawozdanie finansowe firmy

Sprawozdanie finansowe jest usystematyzowanym zbiorem danych finansowych. W Polsce sprawozdania są tworzone według ustawy o rachunkowości z dnia 29 września 1994 roku. Wszystkie jednostki gospodarcze, które prowadzą księgi rachunkowe, są zobligowane do tworzenia uproszczonych sprawozdań finansowych, w których skład wchodzą: bilans, rachunek zysków i strat oraz informacja dodatkowa, stanowiąca uzupełnienie sprawozdania finansowego. Dodatkowo sprawozdanie jednostek określonych w art. 64 ust. 1 ustawy o rachunkowości obejmuje: zestawienie zmian w kapitale bądź funduszu własnym (w przypadku funduszy inwestycyjnych – zestawienie zmian w aktywach netto) oraz rachunek przepływów pieniężnych.

Bilans

Bilans określany jest jako jeden z podstawowych dokumentów sprawozdawczych. Sporządzany jest na dany dzień, w języku polskim i w obowiązującej walucie. Bilans zamknięcia poprzedniego okresu jest bilansem otwarcia kolejnego. Przedstawia się go w formie tabeli z podziałem na aktywa, czyli składniki majątku oraz pasywa, czyli źródła finansowania tego majątku. Suma aktywów musi być równa sumie pasywów. Uproszczony wzór bilansu zgodny z ustawą o rachunkowości przedstawia tabela 2 (w artykule).rachunek zysków i strat

Zazwyczaj obok siebie prezentuje się wartości na ostatni dzień danego roku oraz roku poprzedniego. Za rok obrotowy przyjętych jest kolejnych i pełnych 12 miesięcy, przez co w większości przypadków rok obrotowy pokrywa się z kalendarzowym. Przez aktywa rozumie się zasoby, które: są wynikiem zdarzeń przeszłych, podlegają kontroli jednostki, przyniosą korzyści ekonomiczne w przyszłości. Uporządkowuje się je według kryterium zapadalności, tzn. od najtrudniej do najłatwiej zamienialnych na gotówkę i jej ekwiwalenty. Z tego względu najwyżej prezentowane są aktywa trwałe, tj. środki trwałe czy wartości niematerialne i prawne. Poniżej wykazuje się składniki obrotowe, do których zalicza się m.in. zapasy, należności krótkoterminowe czy środki pieniężne. Ich cykl obrotowy nie przekracza roku. Z zasady aktywa wycenia się według ceny nabycia lub kosztów wytworzenia.

Pasywa w podstawowym ujęciu klasyfikuje się jako kapitał własny lub zobowiązania i rezerwy na zobowiązania. Są uporządkowane według okresu wymagalności, tzn. od trwale pozostających w przedsiębiorstwie kapitałów własnych do zobowiązań krótkoterminowych o najpilniejszym terminie zwrotu.

Rachunek zysków i strat

Kolejnym istotnym elementem sprawozdania finansowego jest rachunek zysków i strat. Podstawowy układ zaprezentowano w tabeli 3 (w atrykule).rachunek zysków i strat 2

Rachunek zysków i strat stanowi zestawienie kosztów i przychodów z działalności podstawowej, finansowej, pozostałej działalności operacyjnej oraz z tytułu podatku dochodowego za dany okres, dlatego ma charakter dynamiczny. Może być sporządzony w wersji porównawczej lub kalkulacyjnej. Niezależnie od wybranej wersji musi wykazywać tę samą wartość wyniku finansowego. Główną różnicę w tym zakresie stanowi ujęcie kosztów.

W ustawie o rachunkowości za przychody i zyski uznaje się uprawdopodobnione korzyści ekonomiczne oczekiwane w okresie sprawozdawczym, z wiarygodnie określoną wartością, zwiększające wartość aktywów lub pomniejszające zobowiązania, przez co doprowadzają do wzrostu kapitału własnego lub spadku jego niedoboru, jednak w inny sposób niż wniesienie środków przez właścicieli. Z kolei za koszty przyjmuje się uprawdopodobnione pomniejszenie korzyści ekonomicznych w okresie sprawozdawczym, z wiarygodnie określoną wartością, prowadzące do zmniejszenia wartości aktywów lub zwiększenia wartości zobowiązań, co skutkuje pomniejszeniem kapitału własnego lub zwiększeniem jego niedoboru w inny sposób niż wycofanie środków przez właścicieli. Analiza rachunku zysków i strat nie powinna ograniczać się do interpretacji pojedynczych wartości. Należy brać pod uwagę poszczególne składowe wyniku finansowego, szczególnie przychody i zrównane z nimi koszty.

Rachunek przepływów pieniężnych

Dokumentem odzwierciedlającym stan płynności finansowej przedsiębiorstwa jest rachunek przepływów pieniężnych, inaczej zwany „cash flows”. Tabela 4 (w artykule) przedstawia wzór rachunku przepływów pieniężnych ukazujący przepływy z działalności operacyjnej dwoma metodami, bezpośrednią i pośrednią.wzór rachunku przepływów pieniężnych

Rachunek przepływów pieniężnych rejestruje faktyczne wpływy i wydatki gotówkowe przedsiębiorstwa w podziale na trzy rodzaje jego działalności, to znaczy: operacyjną, inwestycyjną oraz finansową.

Działalność operacyjna jest równoznaczna z podstawową działalnością przedsiębiorstwa. Do działalności inwestycyjnej zalicza się kupno i sprzedaż aktywów trwałych oraz krótkoterminowych aktywów finansowych. Dodatkowo dolicza się wszelkie pieniężne koszty i przychody z nimi związane. Przez finansową działalność rozumie się pozyskanie lub stratę źródeł finansowania wraz ze związanymi z nimi pieniężnymi korzyściami i kosztami. Istnieją dwa sposoby prezentacji danych z działalności operacyjnej. Metoda bezpośrednia jest różnicą faktycznych, zaistniałych wpływów i wydatków, czyli ustalonych w myśl zasady kasowej. Natomiast punktem wyjścia w metodzie pośredniej jest wynik finansowy ustalony wcześniej według zasady memoriałowej, następnie jest on skorygowany o operacje gospodarcze o charakterze niepieniężnym i o operacje niezaliczane do działalności operacyjnej. Do najczęstszych korekt zalicza się: amortyzację, wynik z tytułu różnic kursowych, dywidendy uzyskane od innych spółek, wynik na działalności inwestycyjnej, zmiany stanu rezerw, zapasów, należności, rozliczeń międzyokresowych i zobowiązań krótkoterminowych, z wyłączeniem kredytów i pożyczek.

W wyniku obliczeń otrzymuje się przepływy pieniężne netto z działalności operacyjnej. Bez względu na wybraną metodę, wynik powinien być taki sam. Następnie powinna zostać obliczona różnica wpływów i wydatków z działalności inwestycyjnej oraz finansowej. W konsekwencji otrzymuje się całkowite przepływy pieniężne netto oraz środki pieniężne na koniec okresu.

Zestawienie zmian w kapitale własnym i informacja dodatkowa

Zestawienie zmian w kapitale własnym to informacje na temat zmian poszczególnych składowych funduszu własnego. Dotyczy obecnego oraz minionego roku obrotowego. W tym dokumencie ujmowane są takie zdarzenia jak wyniki aktualizacji aktywów, korekty błędów czy tworzone rezerwy. Informacja dodatkowa jest uzupełnieniem sprawozdania finansowego. Zawiera kluczowe dane oraz wszelkiego rodzaju sprostowania i wyjaśnienia. Dokument obejmuje wstęp do sprawozdania finansowego, w którym opisuje przyjętą politykę rachunkowości oraz metody sporządzania sprawozdania finansowego i wyceny składowych, dodatkowo określa zakres i długość trwania roku obrotowego. Ponadto zawiera noty, czyli objaśnienia dla lepszego zrozumienia składowych sprawozdania, informacje na temat pracowników i organów spółki oraz zaproponowany podział zysku lub pokrycia straty.

Victoria Dom pozyskała 43 mln zł z emisji obligacji

Deweloper Victoria Dom zakończył prywatną emisję trzyletnich obligacji korporacyjnych, z której pozyskał 43 mln zł. Środki przeznaczy na zasilenie kapitału obrotowego, a tym samym na finansowanie bieżących projektów i zakup gruntów pod nowe inwestycje mieszkaniowe.

Deweloper Victoria Dom zakończył prywatną emisję obligacji korporacyjnych, w ramach której inwestorzy objęli trzyletnie papiery dłużne o łącznej wartości 43 mln zł. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na zasilenie kapitału obrotowego, a w szczególności na realizację projektów deweloperskich oraz zakup gruntów pod nowe inwestycje.

„Cieszymy się z okazanego zaufania inwestorów, którzy chętnie inwestują w papiery korporacyjne podmiotów o silnym standingu finansowym. Wśród obligatariuszy jest kilka nowych instytucji, z którymi z pewnością będziemy w przyszłości rozwijać współpracę w zakresie finansowania naszej działalności. Pozyskane środki zamierzamy przeznaczyć na zakup gruntów pod kolejne inwestycje oraz realizację bieżących projektów deweloperskich” – powiedział Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Victoria Dom S.A. Podkreślił, że osiągnięty w pierwszych dziewięciu miesiącach br. poziom sprzedaży był zgodny z planem. „Ze względu na przedłużające się procedury administracyjne mieliśmy jednak w trzecim kwartale ograniczoną podaż mieszkań. Dlatego obecnie na bieżąco staramy się rozszerzać naszą ofertę mieszkaniową. Sytuacja na rynku pozostaje stabilna. Klienci są szczególnie zainteresowani zakupem kompaktowych i funkcjonalnych mieszkań w lokalizacjach z dobrym dostępem do komunikacji miejskiej” – dodał Waldemar Wasiluk.

Victoria Dom, będąca jednym z największych warszawskich deweloperów, w pierwszych trzech kwartałach 2020 r. sprzedała 1166 mieszkań. Oznacza to wzrost o 3% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku.

Fiskus odmówił przedsiębiorcy prawa do odliczenia VAT, bo ten nie sprawdził komornika, który zdaniem organu był oszustem

Organ podatkowy odmówił firmie prawa do odliczenia VAT z faktur wystawionych przez komornika. Chodziło o dwie faktury na kwotę ponad 3,7 mln zł, które komornik sądowy wystawił spółce za towar przejęty w ramach czynności egzekucyjnych od dłużnika. Fiskus stwierdził, że komornik nie zajął żadnych towarów, ruchomości. A skoro nie zajął żadnych towarów u dłużnika, to spółka, jako rzetelny i staranny podatnik, nie powinna przyjmować od niego faktur ani też dokonywać w oparciu o nie odliczenia VAT. Przedsiębiorca tłumaczył, że komornik to funkcjonariusz publiczny, więc jak ma mu nie ufać, czy też w jaki sposób, dla dochowania wymaganej przez fiskusa należytej staranności, ma komornika sprawdzać? Po stronie przedsiębiorcy stanął sąd.

Kontrola nabyć od komornika wszczęta po trzech latach

W grudniu 2016 r. dyrektor urzędu kontroli skarbowej wszczął wobec spółki z o.o. spółki komandytowej postępowanie kontrolne w zakresie prawidłowości jej rozliczeń w podatku dochodowym od osób prawnych i podatku od towarów i usług za 2013 r. Organ stwierdził, że spółka zawyżyła kwotę podatku naliczonego w wysokości ponad 695 tys. zł, ujmując w swoich rozliczeniach dwie faktury zakupu wystawione jej przez komornika sądowego na łączną kwotę brutto ponad 3,7 mln zł. Chodziło o sprzedaż egzekucyjną w ramach przeprowadzonych na wniosek tej spółki postępowań egzekucyjnych.

Organ stwierdził, że komornik wystawił fikcyjne faktury

W wyniku tych ustaleń naczelnik urzędu celno-skarbowego w sierpniu 2018 r. odmówił przedsiębiorcy prawa do odliczenia VAT w kwocie ponad 695 tys. zł z tychże faktur. Po odwołaniu się spółki decyzję naczelnika podtrzymał dyrektor izby administracji skarbowej. W decyzji z grudnia 2018 r. organ drugiej instancji wskazał, że komornik nie zajął żadnych ruchomości na podstawie wniosku o wszczęcie egzekucji złożonego przez spółkę od wskazanych przez nią podmiotów. A skoro zajęć nie dokonał, to i nie miał czego spółce odsprzedać. Stąd też wystawione przez komornika faktury są fikcyjne.

Zmowa…

Dyrektor IAS co prawda zgodził się z przedsiębiorcą, że komornik jako funkcjonariusz publiczny powinien działać zgodnie z prawem. Jednocześnie zarzucił jej, że zarówno dłużnicy, u których zajęto ruchomości, jak i sama spółka wiedzieli o tym, że działania komornika są nieprawidłowe. W powyższej sprawie organy skarbowe ustaliły bowiem, że komornik ani nie był w miejscach faktycznego przechowywania ruchomości, ani też nie zajmował ich na miejscu. Sporządził jedynie protokół zajęcia tych ruchomości w siedzibie dłużników. Dlatego też, odmawiając spółce prawa do odliczenie VAT z zakwestionowanych faktur, zarzucił jej, że jako rzetelny i staranny podatnik nie powinna przyjmować tych faktur ani też dokonywać w oparciu o nie odliczeń.

W opinii dyrektora organ podatkowy nie jest uprawniony jedynie do badania formalnej poprawności faktur VAT zaewidencjonowanych w księgach rachunkowych, ale do szerokiego badania okoliczności, które mają bezpośredni wpływ na stan faktyczny sprawy i skutki prawno-podatkowe przeprowadzonych transakcji.

Nie do fiskusa, a do sądu powszechnego należy weryfikacja działań komornika

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, przywołując przepisy obowiązującej do końca 2018 r. – a więc i w poddanym przez fikusa kontroli okresie działalności spółki – Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o komornikach sądowych i egzekucji, zwrócił uwagę, że w myśl art. 3 ust. 2 pkt 1 prezes sądu rejonowego, przy którym działa komornik, sprawuje nadzór nad jego działalnością. Zaś z przedstawionych w tej sprawie przez organ wywodów nie wynika, czy i jakie środki organ przedsięwziął, by zgłosić prezesowi sądu zarzucane komornikowi nieprawidłowości, a przede wszystkim, czy istnienie tych nieprawidłowości zostało potwierdzone we właściwym trybie, przeznaczonym do nadzoru działalności komornika.

Sąd przyznał spółce rację co do tego, że działalność komorników ma charakter szczególny i może być weryfikowana tylko przez konkretne, wskazane w przepisach podmioty. Takiego prawa nie posiadają natomiast organy podatkowe. A i potwierdzenia swoich zarzutów wobec komornika organ podatkowy nie może szukać w sądzie administracyjnym, bo komornik nie stanowi części administracji publicznej.

Hipokryzja organów

Jednak to nie koniec. Warszawski sąd zwrócił również uwagę na to, iż fiskus zarzuca przedsiębiorcy, że ten nie podniósł w postępowaniu egzekucyjnym dostrzeżonych przez organ nieprawidłowości, podczas gdy sam organ nie zwracał się do tegoż komornika o ich wyjaśnienie. A przecież przedsiębiorca, w przeciwieństwie do organu, o rzekomych nieprawidłowościach nie wiedział. Do tego organ zarzuca spółce, że wręcz aprobowała je, a nawet działała z komornikiem w zmowie.

Nabywając własność od komornika, spółka korzystała ze szczególnej ochrony

Pomijając fakt, że organ podatkowy wykracza poza swoje kompetencje, oceniając rzetelność działań komornika sądowego, to na dodatek bezpodstawnie wywodzi, że w wyniku tych zarzucanych nieprawidłowości komornik nie mógł skutecznie przenieść własności rzeczy w postępowaniu egzekucyjnym. Zgodnie bowiem z powoływanym przez skarżącą spółkę przepisem art. 879 Kodeksu postępowania cywilnego w przypadku nabycia egzekucyjnego od komornika przeciwko nabywcy nie można podnosić zarzutów co do ważności nabycia.

Zatem w sytuacji sprzedaży egzekucyjnej ten, który tą drogą uzyskał własność rzeczy, zyskuje silniejszą ochronę niż w przypadku nabycia własności na podstawie przepisów prawa cywilnego, co potwierdza wskazany przepis art. 879 K.p.c., wyłączając możliwość podważania ważności takiego nabycia. Co prawda w doktrynie istnieje pogląd, iż wyjątkowo można wystąpić przeciw ważności takiego nabycia, ale tylko wówczas, gdy czynności egzekucyjne komornika, polegające na zajęciu i sprzedaży rzeczy, oraz nabywcy działającego wspólnie i w porozumieniu z komornikiem zostaną prawomocnym wyrokiem skazującym uznane za przestępstwa.

Organ nie rozumie, na czym polega egzekucyjne przeniesienie własności

Tym samym sąd wskazał organowi drogę, na jaką powinien wstąpić, chcąc podważyć ważność zakwestionowanego nabycia przez spółkę. Organ może bowiem powiadomić o swoich podejrzeniach właściwe organy ścigania, choć w opinii sądu powinien najpierw rozważyć uruchomienie czynności nadzorczych nad komornikiem, które leżą w kompetencjach prezesa sądu rejonowego. WSA odniósł się również do zarzutów organu, jakoby spółka nie mogła nabyć ruchomości udokumentowanych wystawionymi przez komornika fakturami, skoro ów komornik nie dokonywał w rzeczywistości fizycznego zajęcia. Sąd zwrócił uwagę, że organ nie rozumie, na czym polega egzekucyjne przeniesienie własności.

WSA w Warszawie uchylił zaskarżoną, niekorzystną dla przedsiębiorcy decyzję dyrektora izby administracji skarbowej i poprzedzającą ją decyzję naczelnika urzędu celno-skarbowego. W uzasadnieniu swojego wyroku wskazał:

„Zaskarżona decyzja nie odpowiada prawu. Organ podatkowy nie może egzekucyjnego przeniesienia własności rzeczy przez komornika sądowego traktować jak zwyczajnej czynności handlowej. Organ nie może stwierdzać, że dostawa towarów, będąca wynikiem egzekucyjnego przeniesienia własności rzeczy przez komornika, nie miała miejsca bez wytaczania przed sądem powszechnym powództwa o ustalenie nieistnienia stosunku prawnego (przeniesienia własności rzeczy) lub nieistnienia prawa własności Spółki (…) Dokonując egzekucyjnego przeniesienia rzeczy, komornik nie handluje towarem, ani też nie pośredniczy w takim handlu. (…) Organ nie ma kompetencji, aby arbitralnie stwierdzać nierzetelność działania komornika sądowego, a nadto nie ma prawa, aby samodzielnie oceniać czy stopień ewentualnej nierzetelności w działaniu komornika sądowego jest tak poważny, że przekłada się na bezskuteczność nabycia egzekucyjnego rzeczy” (wyrok z 4 września 2020 r., sygn. akt III SA/Wa 678/19).

To przedsiębiorcy muszą weryfikować, czy kontrahenci nie są oszustami, a oszustami tymi mogą być nawet funkcjonariusze publiczni i organy władzy

Minister Finansów, czyli szef fiskusa, w kwietniu 2018 r. wydał dokument zatytułowany: „Metodyka w zakresie oceny dochowania należytej staranności przez nabywców towarów w transakcjach krajowych”. W instrukcji tej czytamy: „W przypadku podatnika, który nie wiedział, że transakcja nabycia towaru została zorganizowana w związku z popełnieniem przez inny podmiot oszustwa lub nadużycia, prawo do odliczenia podatku naliczonego nie powinno zostać mu odebrane, jeżeli podatnik, przy zachowaniu należytej staranności nie mógł wiedzieć, że transakcja ta służy oszustwu lub nadużyciu w zakresie VAT (…) Co do zasady, dla dochowania należytej staranności podatnik powinien zweryfikować swojego kontrahenta, czyli dostawcę towaru i okoliczności transakcji z nim zawieranej” (www.podatki.gov.pl).

Opisana sprawa nasuwa konkluzję, że dla dochowania wymaganej przez fiskus, owej należytej staranności w doborze kontrahenta, aby nie zostać posądzonym o złą wiarę czy też, co gorsza, o zmowę w popełnieniu oszustwa, przedsiębiorcy będą musieli weryfikować nie tylko innych przedsiębiorców, ale nawet i organy oraz funkcjonariuszy władzy publicznej. Jak bowiem stanowi obowiązująca Ustawa z dnia 22 marca 2018 r. o komornikach sądowych (Dz.U. 2018 poz. 771, ze zm.), komornik sądowy, prócz tego, że w zakresie wykonywania czynności w postępowaniu egzekucyjnym i zabezpieczającym jest organem władzy publicznej, to jest również funkcjonariuszem publicznym (art. 2 i 3).

W kwietniowym wywiadzie dla Forbesa Adam Góral, prezes jednej z największych polskich firm – Asseco Poland, powiedział:

„Przedsiębiorca w Polsce to nie jest człowiek sukcesu, tylko ten, który coś kombinował. To jest straszne, bo bez przerwy ktoś sugeruje, że przedsiębiorcy to nieuczciwi ludzie, zamiast doceniać ich wysiłek w dochodzeniu do pieniędzy” (www.forbes.pl).

Jak widać, obecnie fiskus tak mocno i bezkompromisowo zaangażował się w ściąganie podatków, że o oszustwa, nieuczciwość i kombinatorstwo nakazuje podejrzewać nawet organy państwa. No, ale zarzucanie przedsiębiorcom braku dochowania należytej staranności w doborze kontrahenta to jeden z najczęstszych powodów, na jakie fiskus powołuje się, odbierając firmom pieniądze.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Złoty na przecenie

Po ponad tygodniu walk złoty w końcu przekroczył barierę 4,60 zł. To, co cieszy polskich eksporterów, zdecydowanie nie podoba się osobom posiadającym zobowiązania walutowe i importerom. Dla tych osób znów nadchodzą trudne finansowo czasy.

Euro za 4,63 zł ?

Wczoraj doszło do mocno oczekiwanego ruchu. Od kilku dni dochodziło do regularnych przebić na parze EURPLN poziomu 4,59 zł, jednakże po chwilowych wyskokach znajdowało się wystarczająco dużo chętnych, by nabyć polską walutę i kurs zawracał. Wczoraj nie zawrócił i byliśmy świadkami kilkugodzinnego ruchu, w wyniku którego euro podrożało niemal 5 gr i dotarło do 4,63 zł. Jest to o tyle istotne, że już przekroczyliśmy o ułamek grosza najwyższe poziomy od początku pandemii. Poprzedni raz tak drogo było w 2009 roku zaraz po kryzysie z 2008 roku.

Czy to tylko polski problem?

W przypadku tak silnych ruchów zawsze istotne jest pytanie o jego powód. To, czy rozwiązania trzeba szukać wewnątrz, czy na zewnątrz, można ocenić sprawdzając, jak zachowują się podobne instrumenty. Patrząc na wyrażoną w forintach, czy czeskich koronach cenę euro widzimy, że nie jest to tylko polski problem. Oznacza to, że powodem jest raczej ogólny niepokój związany z pandemią, a wydarzenia w kraju nie są jeszcze uwzględnione w notowaniach, o ile w ogóle będą mieć na nie w obecnej sytuacji znaczący wpływ.

Kolejne spadki na ropie

Jeszcze wczoraj pisaliśmy o najtańszej ropie naftowej od początku miesiąca. Po dzisiejszej przecenie jest ona już najtańsza od czerwca. Patrząc na sytuację pandemiczną i lockdown w kolejnych państwach, możemy zamknąć ten tydzień znacznie niższymi poziomami. Na uwagę zasługują szczególnie rosnące zapasy ropy w USA, co świadczy o tym, że surowca wciąż jest na rynku za dużo.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polacy chcą częstszych wypłat wynagrodzeń

Obecny system czasu pracy i wynagrodzeń nie odpowiada sporej części Polaków. Aż 21 proc. pracowników wolałoby dostawać pensję co dwa tygodnie, a jedynie 38 proc. chce zostać przy dotychczasowym, ośmiogodzinnym dniu pracy
– wynika z badania „Workforce view in Europe 2020” firmy ADP. Do zmian najbardziej pozytywnie nastawieni są przedstawiciele pokolenia Z i millenialsi.

Z danych ADP wynika, że miesięcznego systemu wypłaty wynagrodzenia wcale nie popiera zdecydowana większość pracowników. Choć 85 proc. badanych dostaje pensję co miesiąc,
to jedynie 52 proc. chciałoby przy tym rozwiązaniu pozostać. Aż 21 proc. polskich pracowników wolałoby dostawać wynagrodzenie co dwa tygodnie, a 15 proc. co tydzień. Co ciekawe, najwięcej chętnych na wypłaty dwa razy w miesiącu jest wśród młodych pracowników w wieku 18-24 lata (21 proc.) i 25-34 proc. (23 proc.) oraz wśród osób w wieku 55+ (24 proc.). Zaskakująco wysoką popularnością cieszy się również tygodniowy tryb wypłat i to wśród osób w wieku 45-50 lat – aż 19 proc. tej grupy chciałoby otrzymywać pensję co tydzień.

Widać wyraźną zmianę w podejściu pracowników do pracy przede wszystkim oczekują od pracodawców większej elastyczności. Jedną z konsekwencji tego trendu jest chęć zmiany w systemie wypłat. Istotna część pracowników, zamiast dostawać wynagrodzenie co miesiąc, woli otrzymywać je co dwa tygodnie lub nawet co tydzień. Dzięki temu mogą swobodnie zarządzać swoimi wydatkami i być bardziej elastyczni, co zwłaszcza w czasach pandemii może dawać im poczucie większego bezpieczeństwa. Choć w Polsce prawnie jest taka możliwość, to system ten może okazać się wyzwaniem dla pracodawców, ponieważ zwiększy to liczbę formalności związanych na przykład z rozliczaniem składek czy czas poświęcony na poprawne wyliczenia wynagrodzeń – mówi Anna Barbachowska, HR Business Partner z firmy ADP Polska.

8 godzin dziennie przez 5 dni w tygodniu odchodzi do lamusa

Potrzeba zmian widoczna jest także w opiniach polskich pracowników o czasie pracy. Jedynie 38 proc. chciałoby kontynuować pracę w obecnym systemie – czyli osiem godzin dziennie przez pięć dni w tygodniu – otrzymując takie samo wynagrodzenie. Bardziej przywiązane do tego rozwiązania są kobiety (40 proc.) niż mężczyźni (37 proc.). Wyraźnie też widać, że za utrzymaniem „tradycyjnego” modelem są osoby starsze– tylko 35 proc. pracowników w wieku 18-24 lata chce zachowania obecnego systemu, podczas  gdy wśród pracowników 55+, odsetek ten wynosi 54 proc.

Co ciekawe, aż 32 proc. zatrudnionych opowiada się za wydłużonym tygodniem pracy, ale
z wyższą pensją. Opcja ta jest szczególnie popularna wśród młodych pracowników (37 proc. ankietowanych  w wieku 18-24 lat). Nie brakuje jednak zwolenników innego rozwiązania, czyli krótszego tygodnia pracy, ale z większą liczbą dziennych godzin za te same wynagrodzenie.  Taką opcję popiera 23 proc. pracowników.

Pojawia się coraz więcej badań świadczących o tym, że pracownicy, nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie, chcą zmian w systemie pracy. Od pewnego czasu mówi się
o czterodniowym tygodniu pracy, a testy, takie jak na przykład eksperyment japońskiego Microsoftu, pokazują, że taka zmiana może być korzystna nie tylko dla pracownika, ale i dla pracodawcy. Widoczny jest wzrost efektywności i większe zadowolenie z pracy. Ostatnio do krajów, które rekomendują takie rozwiązanie dołączyła także Nowa Zelandia. Choć Polacy nie są jeszcze wielkimi entuzjastami tego pomysłu, to rośnie świadomość dotycząca korzyści takiego trybu pracy i stale przybywa osób przekonujących się do tego rozwiązania
– komentuje Anna Barbachowska.

Stres cyfrowy realnym zagrożeniem – jak dbać o pracowników?

Ostatnie miesiące pokazały, że rewolucja cyfrowa nabrała tempa na całym świecie. Jesteśmy otoczeni technologią, która nie tylko dostarcza nam rozrywki, ale pozwala na wykonywanie obowiązków zawodowych bez wychodzenia z domu. Videokonferencje, emaile, komunikatory ułatwiają życie, ale w nadmiarze mogą mieć też negatywne skutki na nasze zdrowie przede wszystkim te psychiczne. Dlatego świadomy manager powinien też zadbać o digital well-being
w firmie.

Coraz więcej mówi się o dbaniu o dobre samopoczucie pracowników i tworzenie przyjaznej kultury organizacyjnej w firmie. Dzięki zadbaniu o wellbeing pracownicy czują się częścią danej firmy, ponieważ szefowie dają im odczuć, że są dla nich ważni. Mając świadomość jej współtworzenia, czerpią zdecydowanie większą satysfakcję i radość z wykonywanych zadań. Managerowie i kadra zarządzająca zaczęli dostrzegać związek między kondycją psychiczną pracowników, a ich efektami i jakością wykonywanych obowiązków. A do tego ostatnie miesiące uwydatniły potrzebę wsparcia pracowników również od strony kondycji psychofizycznej.

Do czego prowadzi nadużywanie technologii?

42%[1] osób odczuwa stres wynikający z pracy, co przekłada się na ich samopoczucie i narastające przytłoczenie nadmiarem obowiązków zarówno w pracy, jak i w domu. Towarzyszy im nieustanne wrażenie presji i niedosytu, które często wynika z ich poczucia obowiązku i chęci dorównania innym. W ostatnich miesiącach jeszcze bardziej zaczęła się zacierać granica między życiem prywatnym i zawodowym, co stanowi źródło dodatkowych napięć i stresu, które mogą prowadzić do wypalenia zawodowego i depresji.

Jedną z przyczyn złego stanu zdrowia pracowników  jest ich przebodźcowanie się i stres cyfrowy. Szczególnie podczas pracy zdalnej są oni narażeni na nadmiar informacji, emaile, telefony służbowe, videokonferencje. Konsekwencją ciągłego bycia online jest spadek produktywności i kreatywności oraz większa rotacja i zwolnienia lekarskie pracowników. Nadużywanie technologii cyfrowej negatywnie wpływa na kondycję psychofizyczną pracowników, przekładając się tym samym.in. na obniżenie ich nastroju, spłycenie więzi społecznych, a także na chroniczny stres utrudniający wykonywanie codziennych obowiązków, nie tylko zawodowych, ale też tych rodzinnych.

– Warto uświadomić sobie, czym tak naprawdę jest stres cyfrowy. To napięcie, które pojawia się w trakcie naszej interakcji z technologiami cyfrowymi, czyli podczas np. czytania emaili lub przeglądania aktualności w social mediach. Stresorem w tym przypadku staje się przeciążenie informacyjne, wielozadaniowość, czy poczucie niedoczasu – podkreśla Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z obszaru HR i komunikacji międzykulturowej.

Digital well-being odpowiedzią na cyfrowy stres

Digital well-being to zyskujący na coraz większym znaczeniu trend i element współczesnego biznesu, pozwalający pracownikom na utrzymanie zdrowej równowagi cyfrowej – balansu pomiędzy życiem realnym, a wirtualnym.

– Krótko mówiąc jest to postawienie wyraźnych granic w naszej „relacji” z technologią. To umiejętność wyłączenia się, odcięcia od napływających informacji i zadbania o swoje ludzkie potrzeby. Robimy to dla siebie i swojego zdrowia psychicznego – podkreśla Katarzyna Richter.

Świadomy leader powinien zadbać o swoich pracowników umożliwiając im skorzystanie
z pakietu świadczeń wspierających ich zdrowie nie tylko fizyczne, ale przede wszystkim psychiczne. Postawienie granic i trzymanie się wyznaczonych zasad bywa trudne, szczególnie gdy mamy do czynienia z uzależnieniem od Internetu. Dlatego wsparcie specjalistów staje się często konieczne.

– Jest to szczególnie ważne w czasie, kiedy pracujemy z domu, w którym trudniej jest oddzielić życie prywatne od zawodowego. Co więcej, zadbanie o digital wellbeing przeciwdziała wypaleniu zawodowemu, chronicznemu stresowi, a także zdominowaniu naszych myśli przez natłok informacji. Pomocne w tym mogą okazać się cyfrowe detoxy czy warsztaty online z digital wellbeing – podsumowuje Katarzyna Richter.

[1] Raport „Bezpieczeństwo Pracy w Polsce 2019” Koalicja Bezpieczni w Pracy, 2019.

Jak Polki zarządzają swoim czasem?

Na podstawie wyników badania „Siła Kobiet”, które we współpracy z Ambasadorkami, ekspertami i internautkami zrealizowała agencja badawcza Mobile Institute.

Polki w ciągu dnia wykonują szereg aktywności, na które doba to zdecydowanie za mało. Zarządzanie czasem, łączenie życia zawodowego z prywatnym i wygospodarowanie czasu dla siebie, to nie lada wyzwanie. Wyniki badania „Siła Kobiet. Jakie są współczesne Polki?” nie pozostawiają wątpliwości, że Polki są bardzo zapracowanymi kobietami.

Ja… nigdy na pierwszym miejscu

Stawianie siebie i swoich potrzeb na pierwszym miejscu nie jest raczej mocną stroną Polek. Mimo tego, że deklarowany czas poświęcany na rożne aktywności w ciągu dnia znacznie przekracza 24 godziny (zliczając wszystkie aktywności w ciągu dnia doba kobiet trwa 36 godzin, a mam 41), to Polki wciąż poświęcają swój czas na rzecz bliskich – partnera, dzieci, rodziny czy przyjaciół. Ze swoich potrzeb na rzecz innych osób na co dzień rezygnuje 58% kobiet. Najczęściej są to przedstawicielki pokolenia X i Silver Power. W tych grupach odpowiednio tylko 24% i 9% zawsze stawia siebie ponad innymi. To, że nigdy nie rezygnują ze swoich potrzeb na rzecz innych, najczęściej deklarują kobiety z pokoleń Millennials i Xennials, czyli dziewczyny w wieku 25-45 lat,

Work-life balance raczej w teorii

Work-life balance, slow life, czy midfulness to pojęcia, za którymi stoi szereg zasad i rad, które pomagają wprowadzić równowagę w życiu prywatnym i zawodowym oraz (przynajmniej w tegorii) osiągnąć pełnię szczęścia i spokoju w innych dziedzinach życia. Osiągnięcie harmonii w życiu zawodowym i prywatnym, czyli tzw. równowagi work-life-balance jest dla Polek nie lada zadaniem  i wydaje się być jeszcze trudniejsze w pełnym wyzwań świecie. Okazuje się, że wymienione pojęcia i założenia za nimi idące przemawiają do około 15% badanych kobiet, najczęściej do tych z pokolenia X. Kobiety z pokolenia Old Millennials i Xennials w dużym stopniu znają pojęcia „slow life”, „work-life-balance” i „mindfulness”, ale w najmniejszym stopniu wskazują, że te założenia są dla nich ciekawe i godne wdrożenia w życie. Mała znajomość i zastosowanie wymienionych idei nie znaczy, że Polki nie czują potrzeby równowagi między czasem w pracy a czasem spędzonym z rodziną, przyjaciółki i samą sobą. Potrzebę harmonii na linii praca-rodzina odczuwa 2/3 kobiet. Niestety, jednocześnie tylko 1/3 internautek przyznaje otwarcie, że są w stanie taką stabilizację osiągnąć. Jakie są rady kobiet, którym udało się osiągnąć taką równowagę? Jak wspominają, podstawą są szczere rozmowy z dziećmi i partnerem oraz konsensusy, czyli wspólne wypracowywanie rozwiązań.

Czas na odpoczynek, ale nie na pełny relaks

Pogodzenie wielu ról i wielu obowiązków jest nadzwyczaj trudne. Choć Polki wskazują, że pomiędzy różnymi aktywnościami znajdują czas na odpoczynek (maksymalnie 3 godziny dziennie), to jednocześnie połowa internautek przyznaje, że nie potrafi się w tym czasie w pełni relaksować. Odpoczynek i relaks zdają się stanowić najtrudniejszą sztukę dla kobiet w wieku 25-45 lat oraz mieszkanek wsi i małych miejscowości. Jak w takim razie Polki spędziłyby 3 dni bez pracy, rodziny i obowiązków, czyli wszystkich codziennych aktywności, które realizują pomiędzy chwilą na odpoczynek? Okazuje, że Polki bez wahania odpowiadają, że najchętniej spędziłyby ten czas same, na leżeniu (najlepiej we własnym łóżku) lub na wakacjach – oddając się błogiemu „nicnierobieniu”.

Obowiązki, obowiązki

Skąd to zmęczenie? W około połowie gospodarstw domowych obowiązki są podzielone między partnerów i kobiety (oraz mężczyźni) utrzymują, że jest to podział dość równy. Z drugiej strony, gdy zapytać Polki, czy uważają, że tych obowiązków ciąży na nich zbyt dużo, w większości zgadzają się z tym stwierdzeniem (58%). Dodatkowo, gdy przyjrzymy się szczegółowo obowiązkom, jakie wykonują na co dzień kobiety i mężczyźni widać pewne dysproporcje. Co prawda, to panowie wskazują, że wypełniają takich obowiązków więcej (5 vs 4 w przypadku kobiet), ale już kobiety zapytane o obowiązki codzienne partnera, mówią o maksymalnie 3. Najczęściej wersje partnerki i partnera różnią się w kwestii zarządzania budżetem, sprawach administracyjnych i zakupach, do których mężczyźni przyznają się znacznie częściej niż potwierdzają to ich partnerki. Wychowanie dzieci pozostaje w dużej mierze w gestii kobiet, a zarabianie pieniędzy, to wciąż w deklaracjach badanych, męska “rzecz”. Co ciekawe, badani, zapytani wprost o to, czy to mężczyzna powinien utrzymywać rodzinę, nie są już tak pewni – w szczególności właśnie mężczyźni, a także dobrze zarabiające kobiety.

2 osoby, 2 sakiewki

Połowa gospodarstw domowych ma oddzielne budżety. Co więcej, 41% kobiet w stałych związkach przyznaje, że nie wiedzą, ile zarabia ich partner. Niewiedza jest zdecydowanie mniejsza w gospodarstwach domowych, gdzie oboje partnerzy zarabiają dobrze, w dużych miastach oraz w związkach milenialsów i xenialsów.

Już 03 listopada 2020 odbędzie się kolejny z cyklu webinarów towarzyszących premierze raportu “Siła Kobiet. Jakie są współczesne Polki?”. Podczas webinaru “Matki, żony, kochanki, supermanki” porozmawiamy o rolach współczesnych kobiet. Panel ekspercki poprowadzi Jacek Kotarbiński, a udział w nim wezmą eksperci: Dorota Minta (psycholog, prezes zarządu fundacji STOMAlife), Justyna Pokojska (Wydział Socjologii UW), Magdalena Czaja (mentorka, certyfikowany coach, nauczycielka, a także twórczyni autorskiej metody Lovefiting) oraz Maria Magnuszewska (działaczka w Kole Gospodyń Wiejskich, mama dwóch córek).

Link do rejestracji: https://app.livewebinar.com/938-329-507/3982ee08c64492f212f47ed5ee747290

Kolejne webinary zaplanowane są na:

10.11.2020 – Kobiety pistolety – praca i finanse współczesnych Polek

Link do rejestracji: https://app.livewebinar.com/484-240-357/c0a10309c5ea031e0277f9f945710a9a

17.11.2020 – Polki w swoim ciele – samoakceptacja, dbanie o siebie, wygląd, moda

Link do rejestracji: https://app.livewebinar.com/663-420-871/de7398e8a3e847665d2aea58cb1287dc

Raport „Siła Kobiet” powstał na podstawie szeroko zakrojonego badania, w którym zebrano opinie ponad 1600 internautów, z czego ponad 1000 stanowiły kobiety. W ramach badania zostało zadanych ponad 170 różnorodnych pytań. Przy tworzeniu kwestionariusza badawczego oraz analizie wyników brały udział ambasadorki projektu i eksperci. Pytania do badania zgłosiły również w ramach akcji #kobietypytająkobiety internautki. Raport jest dostępny do pobrania na stronie: https://mobileinstitute.eu/kobiety

Koronawirus, smog, klimat – te globalne wyzwania interesują Polaków

Ostatnie miesiące mogły skłaniać do silniejszego przyglądania się problemom współczesnego świata. Pandemia, susza, powodzie dotykają nas bezpośrednio, ale czy sprawiają, że z większą uwagą śledzimy informacje na te tematy? Gdzie szukamy informacji, kto jest dla nas autorytetem, czy widzimy lokalny wymiar globalnych problemów? Najnowsza edycja badania opinii społecznej „Barometr Bayer”, odpowiada na te pytania.

Ogłoszono wyniki badania opinii społecznej „Barometr Bayer”, realizowanego na rzecz Bayer przez Kantar[1]. Celem tegorocznej, 9. edycji badania było określenie społecznego zainteresowania w Polsce tematyką globalnych wyzwań w obszarach zdrowia, rolnictwa i zrównoważonego rozwoju: oceny własnej wiedzy, źródeł informacji i zaufania do nich.

Jakie tematy interesują Polaków?

Najważniejszym dla respondentów globalnym wyzwaniem jest – co wydaje się zupełnie naturalne – koronawirus (47%). Drugie miejsce to zanieczyszczenie powietrza (29%) i globalne zmiany klimatu (28%). Ważne są dla nas kwestie zdrowego żywienia i nowych szczepionek (po 24%), a także zanieczyszczenie gleby i wód.

Czy mamy wiedzę?

Swoją wiedzę na istotne dla życia i zdrowia tematy Polacy oceniają jako przeciętną. Częściej czujemy się poinformowani w zakresie koronawirusa, smogu, zdrowej diety i zmian klimatu. W pozostałych tematach większość osób deklaruje niedoinformowanie. Co piąty Polak nie ma żadnej wiedzy na temat nowych szczepionek i leków, głodu na świecie, rozwoju rolnictwa zrównoważonego. Jako główne powody niedoinformowania respondenci podają słabe rozpowszechnienie informacji (28%), które są zbyt ogólnikowe (23%) i wielokrotnie powtarzane w różnych mediach (23%).

Gdzie szukamy informacji?

Głównym źródłem informacji jest Internet, z którego wiedzę o globalnych wyzwaniach czerpie 52% badanych, przede wszystkim z portali ogólnotematycznych (43%) – tam najczęściej szukamy informacji na temat problemów dotyczących zdrowia.

To właśnie z ogólnotematycznych mediów: wiadomości telewizyjnych, portali internetowych, prasy codziennej i radia czerpiemy wiedzę najczęściej. Tylko 11% informacji o globalnych wyzwaniach czerpiemy z mediów rozrywkowych – blogów znanych osób czy mediów społecznościowych.

Kto jest dla nas autorytetem?

Naukowcy, lekarze, specjaliści? Tak! Najbardziej cenionymi komentatorami doniesień naukowych są eksperci (78%). W dalszej kolejności budujemy opinie na podstawie wyników wyszukań Google i posiłkując się rozmowami z najbliższym otoczeniem. Najrzadziej ufamy doniesieniom przekazywanym przez celebrytów (16%), którzy nieco więcej posłuchu znajdują wśród osób młodych (23%).

Wiedza, nie intuicja

Opinie na tematy dotyczące globalnych wyzwań współczesnego świata budujemy w oparciu o umiarkowaną przewagę informacji naukowych nad intuicją. Najsilniej na twardych danych opieramy opinie o nowych lekach, a także o nowych szczepionkach, panującej suszy i ginących gatunkach roślin i zwierząt. W najmniejszym stopniu dopuszczamy informacje naukowe w przypadku budowania opinii o samoleczeniu i dietach, jednak nawet w tym przypadku opinia ta jest prawie równo wyważona w oparciu o intuicję i o dane.

Wiedza a codzienna praktyka

Okres przymusowej izolacji będzie miał wpływ na zachowania prozdrowotne Polaków. Zamierzamy na stałe wprowadzić w swoje życie wzmożone zasady sanitarne, takie jak częste mycie rąk (78%). Planujemy również unikać tłumów (69%) i uważniej przyglądać się symptomom własnym i naszych bliskich (67%). Więcej uwagi odpowiedzialnemu samoleczeniu, w tym zapoznawaniu się z ulotkami dołączanymi do leków, zamierza poświęcić 55% badanych. 9% Polaków nie zamierza wprowadzać żadnej z tych zmian. W czasie pandemii z telemedycyną zetknęło się 60% respondentów, korzystających z tego typu świadczeń osobiście lub czynili to ich najbliżsi. Pozytywnie tę formę ocenia 62% badanych.

Zrównoważony świat po pandemii? Komentarze ekspertów

– Koronawirus to zjawisko globalne, które zaczyna dotykać nas bezpośrednio. To zarazem namacalny lokalny dowód na ważność wyzwań globalnych – mówi prof. Andrzej Rychard, socjolog – A czy ludzie wierzą bardziej specjalistom – jak wynika z badań „Barometru Bayer” – czy też chcieliby abyśmy myśleli, że tak czynią? Ludzie zawsze wolą się prezentować jako bardziej racjonalni niż nieracjonalni, ale potem niekiedy myślą „może rzeczywiście ten celebryta nie zna się na tym, o czym mówi, ale ja go lubię i mu wierzę”. Dlatego tak fundamentalnie znaczenie ma to, by sprawdzać i weryfikować źródła. To, co sprawdzalne, jest naukowe, co nie jest sprawdzalne – nienaukowe. Niekiedy słuchamy autorytetów lub pseudoautorytetów po to, żeby zredukować lęk. Nauka czasem pogłębia w ludziach ten lęk, ponieważ nie zawsze jest zrozumiała lub nie potrafi komunikować się z opinią publiczną, i – pomimo wzrostu poziomu wykształcenia w naszym społeczeństwie – staje się niekiedy trudna i niedostępna dla tzw. przeciętnego obywatela. Nierzadko też wolimy uciekać w bardzo proste wyjaśnienia. Myślę jednak, że Covid będzie sprzyjał racjonalności, choć w międzyczasie ta armia szermierzy irracjonalności zdecydowanie nadmiernie urosła.

– Tacy ludzie jak ja, w niewielkim – jak wynika z badania „Barometr Bayer” – stopniu są postrzegani przez społeczeństwo jako źródło wiedzy naukowej. Niemniej – staram się zachęcać do tego, by ludzie zastanowili się nad swoim podejściem do rzeczywistości – mówi Artur Barciś, aktor – Na swoim kanale na Youtube prezentuję różne wierszyki i w ten sposób – łagodny i dowcipny – staram się do nich docierać. Znany przykład to wierszyk pt. „Czy Was wszystkich po…kręciło”, który napisałem pod wpływem wakacyjnych obserwacji tłumów ludzi bez masek. Film z wierszykiem zdobył ogromną oglądalność i mnóstwo komentarzy – a więc dotarł do dużej liczby ludzi i może pozwolił coś zmienić. Apeluję o to, żebyśmy weryfikowali informacje, żebyśmy nie ulegali temu, co chcemy usłyszeć. Namawiajmy znajomych, przyjaciół, którzy głoszą różne niedorzeczności, żeby je sprawdzali. By dociekali kto jest źródłem przekazywanej informacji – czy jest to wiarygodny naukowiec. Wiedza naukowa zawsze opiera się na sprawdzonych dowodach. Kluczowa jest edukacja i przekonywanie młodych ludzi, że warto wiedzieć, że warto się uczyć, bo wiedza nie będzie ich wyprowadzała na manowce.

– Mamy dziś do czynienia z czasami testowania tego, na ile ludzie wierzą nauce – mówi prof. Witold Orłowski, ekonomista – Z jednej strony mamy naukowe podstawy wiedzy o drobnoustrojach, wywoływanych przez nie chorobach i zasadach walki z pandemią. Z drugiej – ruchy antyszczepionkowe, wezwania do nieprzestrzegania zaleceń epidemiologów, osoby publiczne otwarcie poddające w wątpliwość istnienie zagrożenia Covid-19. Sądzę, że już wkrótce społeczeństwa będą mogły stwierdzić, kto ma rację. Z podobnymi problemami mamy do czynienia w dziedzinie ekonomii. Ludzie są zagubieni i nie bardzo wierzą w prezentowane dane i prognozy, ekonomiści dzielą się w swoich poglądach, sparaliżowany przez pandemię rynek finansowy zamarł w oczekiwaniu na wyklarowanie się sytuacji. Sądzę jednak, że i tu w ciągu kilku kwartałów doczekamy się powrotu do normalności. Prawa ekonomii znów zaczną działać, tak jak działa prawo grawitacji.

– Rok 2020 należy uznać za globalny punkt zwrotny: wirus wstrząsnął naszą rzeczywistością we wszystkich wymiarach, prywatnych i zawodowych – mówi Markus Baltzer, prezes Bayer Sp. z o.o. – Te fundamentalne zmiany w życiu publicznym dają możliwość wglądu w gospodarkę i jej wpływu na klimat. Prezes naszej firmy, Werner Baumann podkreśla, że – pomimo ogromnych ograniczeń w tym roku, gdy duża część światowej gospodarki uległa spowolnieniu – emisja dwutlenku węgla nadal stanowi ponad 90% tego, co w 2019. Dlatego potrzebujemy nowych technologii, przełomowych innowacji i zrównoważonych modeli biznesowych.

[1] „Barometr Bayer” realizowany przez Kantar na rzecz Bayer w sierpniu 2020, N=1001, CAWI

Wsparcie pracodawców dla pracujących rodziców pilnie potrzebne

W poniedziałek, 26 października, uczniowie klas IV-VIII przeszli na nauczanie zdalne. Już od kilku tygodni jednak w wielu placówkach nauka odbywała się w tym trybie. Także dzieci z młodszych klas i przedszkoli zostawały w domu ze względu na punktowo zarządzaną kwarantannę. Wracamy do sytuacji z pierwszych miesięcy pandemii, kiedy większość rodziców stanęła przed koniecznością godzenia pracy z opieką nad dziećmi i organizacją zdalnej nauki. Właśnie ukazał się raport Well.hr pt. „Rodzina, ach rodzina”, w którym pracodawcy znajdą odpowiedź na pytanie, jak pomóc pracownikom. Partnerem raportu jest firma PwC. 

Większość firm w Polsce zaczynała swoją przygodę z programami wellbeing od wspierania pracowników

w godzeniu ról zawodowych i rodzicielskich. Pandemia ponownie zwróciła uwagę pracodawców na ten problem. – Podczas lockdownu, gdy zamknięte zostały przedszkola i szkoły, pracodawcy nie mogli powiedzieć: „to nie nasza sprawa”. Od tego, czy ich pracownicy poradzą sobie z opieką nad dziećmi zależała ich praca. Dziś sytuacja się powtarza, a temat wspierania pracowników będących rodzicami staje się kluczową kwestią w wielu firmach. Zwłaszcza, że trudno nakreślić jakiś realny termin powrotu do normalnościmówi Joanna Kotzian, strateg well-beingu w Well.hr.

Z badania przeprowadzonego podczas pandemii przez Nationale Nederlanden wynika, że 39% rodziców w Polsce ma duże trudności z łączeniem pracy zdalnej i opieki nad dziećmi, 32% współdzieli sprzęt z dziećmi, 31% czuje się sfrustrowanych koniecznością zapewnienia opieki dziecku/dzieciom, 44% uważa, że nie ma kompetencji, by edukować zdalnie swoje dziecko, a 42% nie ma możliwości izolacji w czasie pracy zdalnej.[1] Eksperci Well.hr przeanalizowali doświadczenia pracodawców, którzy wspierają pracowników w godzeniu ról zawodowych i rodzicielskich. Efektem ich pracy jest raport, który zawiera podpowiedzi i inspiracje dla firm.

Czym zająć znudzone dzieci?

Na początku pandemii bardzo ważne było pozyskanie wiedzy na temat tego, jak zorganizować sobie pracę w towarzystwie dzieci. Wiele firm, np. Colliers International, prowadziło szkolenia online dla pracowników z tego zakresu. Podczas lockdownu kluczowe stało się zapewnienie znudzonym dzieciom zajęcia, które sprawi, że rodzice będą mogli skoncentrować się na pracy. Pracodawcy sięgali po różne formy wsparcia, głównie oparte o Internet. PwC przygotowało specjalną sekcję dla rodziców na stronie z komunikacją dotyczącą pandemii. Rodzice mogli tu znaleźć podpowiedzi dotyczące zajęć i wydarzeń online dla dzieci w różnym wieku. W Dniu Dziecka zorganizowano tematyczne zabawy online dla młodszych i starszych dzieci. Santander Bank postawił na newslettery i porady dotyczące tego, jak organizować pracę zdalną z dziećmi na pokładzie. W Banku uruchomiono również sesje czytania dzieciom książek przez pracowników, tzw. „Poczytajki”. Dodatkowo Fundacja Santander Bank Polska organizowała dla dzieci różne wydarzenia: przedstawienia teatralne, spotkania z iluzjonistą oraz spotkania z rysunkiem.

Firma Wedel zapewniła pracownikom i ich bliskim dostęp do rozrywki i różnych form rozwoju. Na platformie e-tutor prowadzone były lekcje angielskiego, firma udostępnia również kody do platform Player i Legimi. Pracownicy Wedla chętnie korzystali także z dostarczanych im podpowiedzi, jak w trakcie pandemii spędzać czas z dziećmi.  BNP Paribas postawił na edukację – wolontariusze Banku w ramach programu Bakcyl, którego celem jest edukacja finansowa, prowadzili zdalne zajęcia dla dzieci. W kierunku edukacji poszła też GFT Group. Firma zorganizowała dla dzieci pracowników zajęcia programowania oraz naukę matematyki z wykorzystaniem klocków LEGO. Pracownicy otrzymywali także newslettery z ofertą online placówek kulturalnych – np. wirtualnych muzeów, projekcji filmowych, przedstawień teatralnych i koncertów. Firma Bosch zorganizowała przedszkole online, w którym animatorzy prowadzą warsztaty dla dzieci w wieku 6 – 10 lat.

Niektórzy pracodawcy uruchamiali także sieci, w ramach których pracownicy wspierali się nawzajem np. przy odrabianiu lekcji z dziećmi i opiece nad nimi. Taka sieć działa m.in. w Credit Agricole.

Wsparcie mentalne

W dobie pandemii nie wszyscy rodzice radzą sobie z dodatkowymi obciążeniami i lękiem o siebie i bliskich. Pracodawcy coraz częściej dostrzegają nasiloną potrzebę wsparcia mentalnego pracowników, dlatego organizują dla nich zajęcia mindfulness, szkolenia dotyczące radzenia sobie z lękiem o zdrowie i obejmują pracowników i ich rodziny wsparciem psychologicznym. Przykładowo, Wedel udostępnił pracownikom programy do medytacji na platformie Inspiro by Audioteka. Firma zaoferowała im także możliwość udziału w webinarach na temat dbania o wewnętrzny spokój, radzenia sobie z lękiem i niepokojem oraz wzmacniania odporności. Pracownicy firmy mają też możliwość skorzystania ze wsparcia psychologicznego. W PKN ORLEN pracownicy i ich rodziny mogą liczyć na bezpłatne i anonimowe konsultacje psychologiczne w miejscu pracy w ramach funkcjonującej w strukturze firmy Pracowni Psychologii Pracy. Firma Ringer Axer Springer podczas pandemii przeniosła do sieci istniejący w niej Klub Rodzica i zaoferowała pracownikom wsparcie psychologa dziecięcego. Sporo uwagi poświęciła także indywidualnemu wspieraniu pracowników za pośrednictwem sesji mentoringowych, coachingowych i konsultacji psychologicznych.

Firmy, które nie mogą sobie pozwolić na takie konsultacje, udostępniają pracownikom listy z kontaktami do instytucji, które świadczą takie wsparcie nieodpłatnie.

Wcześniejsze doświadczenia pomagają

Z analizy Well.hr wynika, że w firmach, które miały wcześniej doświadczenia w pracy zdalnej pracownicy (w tym pracujący rodzice) szybciej adaptowali się do nowych warunków, np. większość pracujących w PwC rodziców było dobrze przygotowanych do pracy zdalnej i potrafiło elastycznie zarządzać swoim czasem, bo system ten był im już dobrze znany. Podobnie sytuacja wyglądała np. w BNP Paribas. Bank przed pandemią był pionierem wdrażania nowych modeli pracy w branży finansowej.

Z drugiej strony, firmy, które wcześniej wspierały swoich pracowników w godzeniu ról zawodowych i rodzicielskich w tracie pandemii, starały się znaleźć możliwość dostosowania tych form wsparcia do covidowych warunków, np. firma Bosch, która rok temu organizowała podczas wakacji półkolonie dla dzieci pracowników, w tym roku również zdecydowała się na ich organizację, tyle że w reżimie sanitarnym.

Wsparcie na czas covidu to nie jedyny temat poruszany przez ekspertów Well.hr w ich nowym raporcie. Raport pt. „Rodzina, ach rodzina” przynosi także odpowiedzi na pytanie, jak tworzyć w firmie warunki sprzyjające godzeniu różnych ról społecznych. Autorzy przyglądają się, jak zmienia się współczesna rodzina, jaki wpływ ma na nią środowisko pracy, analizują trendy i podpowiadają rozwiązania sprawdzone przez pracodawców reprezentujących różne branże i rodzaje działalności. Raport jest dostępny nieodpłatnie na stronie: www.well.hr.

[1] Rodzina przyszłości, Nationale Nederlanden 2020.

Polki i Polacy odłożyli średnio 3200 zł na osobę dzięki sejfom Revolut w 2020 r.

  • Ponad 38 000 Polek i Polaków korzysta dziś z Revolut do odkładania pieniędzy, aktualnie na sejfach Vault przechowują 32 miliony zł w walucie narodowej (PLN), 8 milionów zł w walucie euro (EUR) i 1 milion zł w bitcoinach (BTC)
  • Klientki i klienci z Polski odkładają pieniądze w Revolut w ponad 30 różnych walutach, zarówno tradycyjnych jak i kryptowalutach, korzystają także z ekspozycji na złoto i srebro
  • Które kraje i miasta odkładają w sejfach Vault najwięcej środków „na czarną godzinę”?

Revolut z okazji przypadającego w sobotę Światowego Dnia Oszczędzania (31.10), zachęca klientki i klientów do oceny stanu posiadanych oszczędności. Revolut publikuje też dane o tym jak z sejfów Vault korzystają w tym roku Polki i Polacy i jakie waluty wybierają do przechowywania oszczędności.

Polki i Polacy odłożyli w sejfach Vault Revolut średnio 3200 zł na osobę w 2020 roku. Sejfy Vault to najprostszy sposób by jednorazowo, cyklicznie lub automatycznie odkładać pieniądze na później, lub na z góry upatrzone cele, wykorzystując do tego 30 wspieranych przez Revolut walut i kryptowalut. Środki zablokowane na sejfach Vault nie ulegają zmniejszeniu na skutek realizowanych płatności kartowych, ale mogą być w każdej chwili uwolnione dla potrzeb klienta jednym kliknięciem i wedle uznania przewalutowane.

Revolut obsługuje ponad 1 milion klientek i klientów w Polsce, ich grono od zeszłego roku powiększyło się dwukrotnie. Aktualnie ponad 38.000 Polek i Polaków posiada odłożone na aktywnych sejfach Vault środki o wartości 53 milionów zł. W ciągu bieżącego, 2020 roku, ponad 47 tysięcy klientek i klientów utworzyło łącznie ponad 80 tysięcy sejfów Vault – część z nich, po osiągnięciu celów oszczędnościowych, została rozwiązana i zamknięta.

Dominującą walutą, w której Polki i Polacy przechowują środki w sejfach Vault jest polski złoty (PLN), w tym momencie to ponad 32 miliony zł. Kolejną popularną walutą jest euro (EUR), klienci przechowują w niej ponad 8 milionów zł. Następnie, walutami wybieranymi do odkładania środków w sejfach Vault jest dolar amerykański (USD) i funt brytyjski (GBP), Polki i Polacy mają odłożoną w nich dziś, w obu przypadkach, równowartość 4 milionów zł. Jeśli chodzi o franka szwajcarskiego (CHF), tradycyjnie uznawanego za walutę chroniącą wartość, w sejfach Vault Polki i Polacy przechowują w nim nieco ponad 1 milion zł.

Revolut sejfy Vault (4)Polskie klientki i klienci Revolut odkładają środki w sejfach Vault także w walutach cyfrowych. Podobnie jak w przypadku franka szwajcarskiego (CHF), w przypadku kryptowaluty bitcoin (BTC) Polki i Polacy odłożyli w niej na sejfach Vault środki warte ponad 1 milion zł. Klientki i klienci Revolut, którzy do odkładania pieniędzy wybrali kryptowalutę ethereum (ETH) przechowują w niej obecnie 400 tysięcy zł, a w XRP (nazywanym też “Ripple”) w kwocie 130 tysięcy zł.

Prócz tego, wiele klientek i klientów trzyma wymienione waluty “luzem” na subkontach Revolut, nie są one jednak wtedy zablokowane przed bieżącymi wydatkami kartowymi. Na świecie klientki i klienci Revolut utworzyli ponad 4 miliony sejfów Vault, z czego obecnie aktywnie używana jest połowa. Klientki i klienci Revolut używają sejfów Vault przeważnie do odkładania pieniędzy na “czarną godzinę” lub na cele takie jak “wakacje”, “remont” i “święta”.Revolut sejfy Vault (3)

Jak Polska wypada względem innych rynków? Przy średniej kwocie na osobę odłożonej w tym roku w sejfach Vault na poziomie 3182 zł wyprzedzamy Węgrów (2642 zł) i nieco ustępujemy Rumunom (3320 zł). Na szczycie stawki plasują się Wielka Brytania (7628 zł), Francja (7085 zł) i Hiszpania (6679 zł). W przypadku średnich kwot zebranych na pojedynczym sejfie, rozstrzał jest podobny – najmniej Węgry (126 zł), najwięcej Francja (438 zł).Revolut sejfy Vault (2)

A jak wypadają miasta? W przypadku 10 europejskich stolic średnio najmniej, w przeliczeniu na pojedynczy sejf Vault, zbierają mieszkańcy Budapesztu, Bukaresztu i Warszawy (150 zł, 193 zł i 206 zł), a najwięcej mieszkańcy Berlina, Londynu i Zurychu (643 zł, 588 zł i 535 zł). W polskiej czołówce znajdują się Szczecin, Katowice i Łódź (233 zł, 232 zł i 215 zł), a stawkę zamykają Poznań, Wrocław i Lublin (145 zł, 147 zł i 156 zł).

***

*liczby szacunkowe, wg. kursów z 28 października 2020 roku, bazowa waluta GBP, wartość walut i kryptowalut podlega zmienności. *Światowy Dzień Oszczędzania (link): https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awiatowy_Dzie%C5%84_Oszcz%C4%99dzania

Polacy zaczynają inwestować oszczędności

W sobotę 31 października obchodzimy Światowy Dzień Oszczędzania. Z tej okazji analizujemy, jak obecnie oszczędzają Polacy i jak zmienia się struktura ich oszczędności.

Bliskie zera nominalne stopy procentowe, w połączeniu z podwyższoną inflacją, skłaniają Polaków do zmiany nawyków oszczędnościowych i inwestycyjnych. To element nowej normalności, z którą muszą się mierzyć oszczędzający oraz inwestujący kapitał. Oszczędzanie środków w formach, które przed wybuchem kryzysu zapewniały utrzymanie realnej wartości kapitału, obecnie prowadzi do spadku jego realnej wartości. Według dostępnych danych, w Polsce ponad połowa aktywów finansowych gospodarstw domowych lokowana jest na standardowych lokatach bankowych*. To jeden z najwyższych odsetków w Unii Europejskiej, znacznie przewyższający średnią dla Wspólnoty.

W obecnych uwarunkowaniach środki te praktycznie nie generują dochodu, choć posiadają wielki atut w postaci wysokiego bezpieczeństwa i ochrony nominalnej wartości kapitału. Dopóki więc stopy procentowe banku centralnego utrzymywane będą na poziomie bliskim zera, najbezpieczniejsze formy oszczędzania (lokaty terminowe, obligacje skarbowe), będą generowały bardzo niską stopę zwrotu. W tej sytuacji dodatnią realną stopę zwrotu może przynieść właśnie inwestowanie oszczędności, związane jednak oczywiście z akceptacją wyższego niż dotychczas poziomu ryzyka inwestycyjnego, w tym również ryzyka utraty części lub całości zainwestowanego kapitału.

W rezultacie powinna stopniowo zmieniać się struktura aktywów finansowych i napływ środków do aktywów akcyjnych, w tym także do funduszy inwestycyjnych i produktów ubezpieczeniowych, mających formę długoterminowego inwestowania. W ostatnich miesiącach widoczne są zmiany nawyków oszczędnościowych Polaków, co znajduje odzwierciedlenie zwiększonym napływie do funduszy inwestycyjnych**. Biorąc pod uwagę, że w znacznej grupie krajów Unii Europejskiej udział alternatywnych dla lokat bankowych form oszczędzania jest wyższy niż w Polsce, to trend ten może utrzymać się w kolejnych miesiącach. Oczywiście nie oznacza to, iż sektor bankowy czeka masowy odpływ depozytów. Ich udział będzie zapewne stopniowo obniżał się, jednak lokaty bankowe pozostaną moim zdaniem główną formą oszczędzania. Widać to nawet w krajach rozwiniętych, takich jak Niemcy, gdzie udział lokat bankowych w aktywach finansowych sięga 40%. To bezpieczna część oszczędności, która chroni nominalną wartość kapitału, jednak aby ich zasób wygenerował wyższą stopę zwrotu, konieczna jest większa dywersyfikacja oszczędności czyli większe zróżnicowanie metod oszczędzania/inwestowania.

Należy przy tym pamiętać, że inwestycje w akcje, surowce lub inne aktywa niefinansowe, w przeciwieństwie do lokat,  nie zawsze muszą oznaczać wyższy zysk czy zwrot kapitału. To rynki o dużej zmienności, a przez to i ryzyku. W czasach dekoniunktury inwestowanie na tych rynkach może przynieść ujemne stopy zwrotu w krótkim terminie, natomiast w długim okresie, kilkuletnim, szanse na dodatnią stopę zwrotu rosną (choć nie jest to gwarantowane). Dlatego też warto mieć na uwadze dłuższy horyzont inwestycyjny. Także w kontekście oszczędzania na emeryturę, ponieważ biorąc pod uwagę trendy demograficzne, należy liczyć się ze znacznym spadkiem przyszłych emerytur. Dla wielu z nas temat ten wydaje się zbyt odległy, ale warto pamiętać o zabezpieczeniu finansowym na starość. Obecnie emerytura stanowi ok. 56% średniego wynagrodzenia w gospodarce. Natomiast za 20 lat będzie wynosiła prawdopodobnie ok. 37%, a w dalszej perspektywie spadnie do nawet 25%. To liczby, które w mojej ocenie są mocnym argumentem za wyrobieniem w sobie nawyku długoterminowego oszczędzania.

Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium

* Na podstawie danych Eurostatu

** Na podstawie danych Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami

Projekt dyrektywy Komisji Europejskiej w sprawie płacy minimalnej to przepis na katastrofę

Komisja Europejska zaproponowała dziś europejską dyrektywę w sprawie płacy minimalnej i rokowań zbiorowych. Propozycja ta jest sprzeczna z poglądem większości państw członkowskich UE – wiele z nich opowiada się za niewiążącym instrumentem – i ignoruje zdecydowany sprzeciw europejskiego środowiska biznesowego.

Sprzeciwiają się temu również nordyckie związki zawodowe, które sprzeciwiają się prawnej ingerencji w autonomiczne negocjacje zbiorowe dotyczące wynagrodzeń między partnerami społecznymi. Wniosek jest sprzeczny ze słowem i duchem Traktatu UE, który chroni kompetencje krajowe w zakresie wynagrodzeń i rokowań zbiorowych. BusinessEurope nie sprzeciwia się niektórym wytycznym UE w tych delikatnych kwestiach, ale nalega, aby instytucje UE dążyły do ​​wyznaczonych celów za pomocą niewiążącego prawnie narzędzia, takiego jak zalecenie Rady.

„Chcemy sprawiedliwych wynagrodzeń ustalanych przez krajowych partnerów społecznych, a nie płac minimalnych manipulowanych politycznie. Chcemy prawdziwie autonomicznego dialogu społecznego, a nie quasi-obowiązkowych rokowań zbiorowych narzucanych przez władze publiczne. Tymczasem to, co proponuje Komisja, to legalny potwór. Może to prowadzić tylko do problematycznego orzecznictwa, ponieważ proponowane odstępstwa nie mogą złagodzić problemów spowodowanych przewidzianymi obowiązkami. Firmy walczą o przetrwanie i uratowanie miejsc pracy zagrożonych kryzysem COVID. Nie mają marginesu, by pokryć koszty niebezpiecznych eksperymentów na minimalnych płacach na szczeblu UE” – powiedział Dyrektor Generalny BusinessEurope Markus J. Beyrer.

Jak powinni postępować zadłużeni rolnicy, żeby nie utracić majątku i wyjść z kłopotów

  • Jest koło ratunkowe dla zadłużonych rolników. Daje też ochronę, nawet przed już wszczętą egzekucją.
  • Rolnicy mogą uchronić się przed wszczętą egzekucją. 
  • Rolnicy też mogą korzystać z restrukturyzacji. Ekspert radzi, jak bezpiecznie zrobić to krok po kroku.

Rolnicy, nieprowadzący działalności gospodarczej, często nawet nie wiedzą, że mogą ogłosić upadłość konsumencką. Ponoszą wówczas mniejsze wydatki niż upadli przedsiębiorcy. To jednak wiąże się z likwidacją ich majątku. Dlatego warto rozważyć restrukturyzację, która pozwala na zachowanie gospodarstwa i oddłużenie go. Daje też ochronę przed egzekucją, nawet jeśli już została wszczęta. Procedura może przebiegać w ramach pomocy publicznej, udzielanej przez ARiMR lub KOWR. Kluczowe jest sporządzenie planu restrukturyzacyjnego i przekonanie większości wierzycieli do układu. Ale to już są zadania dla profesjonalnego doradcy.

Ogłoszenie upadłości

Rolnik, który nie figuruje w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i faktycznie nie prowadzi działalności na dużą skalę, nie jest przedsiębiorcą. Nie może więc korzystać z praw przysługujących właścicielowi przedsiębiorstwa. Tak jest m.in. w sytuacji zadłużenia.

Według art. 6 pkt. 5 ustawy Prawo upadłościowe, osoby fizyczne prowadzące gospodarstwa rolne, które nie wykazują żadnej działalności gospodarczej lub zawodowej, nie mogą ogłosić upadłości. Oznacza to, że nie są uprawnione do skorzystania z procedury przewidzianej dla przedsiębiorców. Mają jednak do wyboru inne możliwości uwolnienia się od długów. Mogą skorzystać m.in. z upadłości konsumenckiej.

Przy zastosowaniu tego rozwiązania wierzyciel nie może złożyć windykacyjnego wniosku o ogłoszenie upadłości, jak to ma miejsce w przypadku rolnika prowadzącego działalność gospodarczą. Jednak w pewnych przypadkach istnieje możliwość uznania podmiotu prowadzącego gospodarstwo rolne za przedsiębiorcę bez formalnego wpisu do CEIDG. Jest to indywidualnie oceniane przez sąd rozpoznający wniosek wierzyciela.

Nie bez znaczenia dla sytuacji prawnej rolnika, nieprowadzącego działalności gospodarczej, jest okoliczność, iż nie ma on obowiązku złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości. W przypadku przedsiębiorcy brak takiego wnioskowania wiąże się z odpowiedzialnością nie tylko cywilnoprawną, ale również karną.

Warto też podkreślić, że rolnik, nieprowadzący działalności gospodarczej, ponosi jedynie koszt związany z opłatą sądową od wniosku o ogłoszenie upadłości. Wynosi on 30 zł. Z kolei upadłość przedsiębiorcy wiąże się z dużo większymi wydatkami. Uiszcza on opłatę sądową w wysokości jednego tysiąca złotych i zaliczkę na wydatki w toku postępowania w przedmiocie ogłoszenia upadłości, równą 5148,07 złotych. Co więcej, sąd upadłościowy może oddalić wniosek przedsiębiorcy z uwagi na ubóstwo masy upadłości.

Trzeba jednak wiedzieć o tym, że upadłość wiąże się nie tylko z oddłużeniem, ale również z likwidacją całego majątku upadłego. Rolnik może znaleźć nabywcę, który wykupi gospodarstwo, nie pozostawiając na nim obciążeń. Ma też prawo wybrać osobę z rodziny. Wtedy tzw. ojcowizna zostaje w rękach krewnych lub innych wskazanych osób.

Lepsza restrukturyzacja?

Należy również dodać, że rolnik, nieprowadzący działalności gospodarczej, może skorzystać z procedury restrukturyzacyjnej. Ma taką możliwość oddłużenia swojego gospodarstwa, chociaż nie posiada przedsiębiorstwa.

Restrukturyzacja umożliwia uniknięcie upadłości, czyli utraty gospodarstwa. I pozwala je oddłużyć. Jednak zainteresowany nie może sam przeprowadzić takiej procedury. Konieczna jest pomoc doradcy restrukturyzacyjnego. Samodzielne działania kończą się z reguły niepowodzeniem. Tylko wsparcie specjalisty odpowiednio może zabezpieczyć interesy rolnika.

Podmiot prowadzący gospodarstwo rolne ma możliwość ubiegania się o restrukturyzację w ramach pomocy publicznej, świadczonej przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Jest ona oferowana m.in. w formie dopłat do oprocentowania kredytu udzielonego przez bank. Możliwa jest też pożyczka na sfinansowanie spłaty długu.

Ponadto Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa (KOWR) może pomóc podmiotowi prowadzącemu gospodarstwo rolne w formie gwarancji zabezpieczającej spłatę kredytu restrukturyzacyjnego. Ośrodek może również przejąć dług pod warunkiem przeniesienia całości albo części własności nieruchomości rolnej na rzecz Skarbu Państwa, za zgodą wszystkich wierzycieli. Przy skorzystaniu z tej opcji rolnik może dzierżawić gospodarstwo i ma prawo jego pierwokupu.

Agencja udziela dopłat w wysokości od 40% do 60% oprocentowania kredytu restrukturyzacyjnego, za pośrednictwem banku, na podstawie umowy. Ich suma nie może przekroczyć 5 mln złotych, a okres kredytowania – 10 lat. Z kolei pożyczka na sfinansowanie zadłużenia jest udzielana na maksymalnie 15 lat, w kwocie identycznej jak wyżej.

Natomiast gwarancja spłaty kredytu restukturyzacyjnego jest udzielana przez KOWR bankowi, z którym rolnik zawarł umowę. KOWR może przejąć dług o charakterze pieniężnym, który powstał w związku z prowadzeniem działalności rolniczej. Jego wysokość nie może przekraczać wartości nieruchomości pomniejszonej o sumę ustanowionej na nią hipoteki.

Warunki oddłużenia

W celu uzyskania pomocy publicznej przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARMiR) należy opracować plan restrukturyzacyjny. Musi go zaakceptować właściwy, ze względu na miejsce zamieszkania rolnika, dyrektor wojewódzkiego ośrodka doradztwa rolniczego w terminie 30 dni od dnia złożenia wniosku o restrukturyzację.

Przepisy ustawy o restrukturyzacji zadłużenia podmiotów prowadzących gospodarstwo rolne określają zakres planu, który sporządza doradca restrukturyzacyjny przy wsparciu ekonomisty. Musi on wskazać źródła finansowania działań oraz prognozę ekonomiczno-finansowych efektów ich wdrożenia.

Nawet wypowiedzenie umów istotnych dla funkcjonowania gospodarstwa rolnego czy prowadzenie postępowań egzekucyjnych nie zamyka możliwości korzystania z prawa restrukturyzacyjnego. Otwarcie postępowania skutkuje uzyskaniem ochrony przed wierzycielami i ich agresywnymi działaniami. W takiej sytuacji komornik nie może już prowadzić egzekucji w stosunku do rolnika, a w szczególności – licytacji gospodarstwa i maszyn.

Dzięki uproszczonemu postępowaniu restrukturyzacyjnemu rolnik ma instrument prawny umożliwiający oddłużenie bez konieczności poddawania się na początkowym etapie procedurom wymagającym udziału sądu restrukturyzacyjnego. To zmniejsza koszty i pozwala szybko uzyskać ochronę. Trzeba tylko przekonać większość wierzycieli do przyjęcia układu. Łatwiej uzyskać takie poparcie, zwołując zgromadzenie niż organizując pisemne głosowanie. Decydują o tym różne sposoby liczenia głosów.

Prowadzenie rozmów z wierzycielami i przekonywanie ich do układu to już zadania doradcy restrukturyzacyjnego. Przy jego wsparciu rolnik uzyskuje możliwość przeprowadzenia restrukturyzacji nie tylko zadłużenia, ale również samych aktywów.

Na koniec warto dodać, że uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne jest najtańszą dostępną procedurą dla rolnika. Jednak każde postępowanie jest inne, dlatego nie można precyzyjnie wskazać jego kosztów. Doświadczenie pokazuje, że oscylują one w przedziale od 15 tys. do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Uzależnione jest to m.in. od liczby wierzycieli i struktury wierzytelności.

Autorem publikacji jest Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny

Strajkuję, więc nie pracuje! Czy pracodawca może nas upominać za udział w protestach?

Ostatnie kilka dni to czas wielkiej aktywności społecznej – tysiące Polek i Polaków wychodzą na ulice miast w całym kraju, by wyrazić swoje stanowisko i oburzenie w sprawie wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który zaostrza przepisy antyaborcyjne. Nasze Stowarzyszenie nie zajmuje się tematami politycznymi, ale z punktu widzenia obecnej sytuacji epidemicznej spodziewamy się szeregu pytań odnośnie tego czy pracodawca może pytać pracowników czy uczestniczą w tego typu wydarzeniach. – Mamy czas epidemii. Jeszcze tydzień-dwa tygodnie temu docierały do nas informacje o tym, że pracodawcy rozliczają swoich pracowników z udziału w weselach i uroczystościach rodzinnych. Obawiamy się, czy udział w manifestacjach nie będzie brany „pod lupę” pracodawców – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – Zdezorientowani są zarówno pracownicy jak i pracodawcy. Uczestniczyć? A jak tak, to czy komuś o tym mówić? – dodaje.

Pracownik ma prawo do udziału w manifestacjach. W czasie pandemii musimy jednak zachowywać się odpowiedzialnie

W minionym miesiącu do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom dotarło kilkanaście skarg i podobna ilość pytań w związku z rozmaitymi „ankietami” oraz „dokumentami” do wypełnienia na okoliczność przeciwdziałania pandemii koronawirusa. Część pytań była standardowa: Czy mieliśmy kontakt z zakażonym? Czy czujemy się dobrze? Itp. Część pytań ingerowała w sferę prywatną pracowników i niektórzy wprost nazywali je inwigilacją, bo pracodawcy chcieli wiedzieć czy braliśmy udział w weselach lub pogrzebach, czy byliśmy w minionym czasie w teatrze lub kinie. Zdarzały się też pytania czy posiadamy w bliskiej rodzinie lekarzy lub ratowników medycznych.

Przez Polskę przechodzi fala protestów, z epidemicznego punktu widzenia uczestnictwo w nich może być traktowane jako zachowanie ryzykowne: – Pracodawcy chcieli wiedzieć czy uczestniczyliśmy w weselach, mogą więc też pytać o udział w manifestacjach. To, co robimy poza godzinami pracy jest naszą prywatną sprawą i podobnie jak w przypadku udziału w weselach czy w wydarzeniach kulturalnych nie musimy o tym mówić pracodawcy. Musimy jednak być odpoiedzialni i jeżeli czujemy się źle lub gdy podejrzewamy u siebie zakażenie, to pod żadnym pozorem nie należy iść do pracy. Wskazana jest tu po prostu samoizolacja lub badanie. Żyjemy w czasie epidemii i musimy być jednocześnie solidarni i odpowiedzialni, a to wiąże się często z podejmowaniem trudnych decyzji – przyznaje Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

Kiedy udział w proteście może być powodem upomnienia ze strony pracodawcy?

– Kiedy np. wykonujemy pracę zdalną i nie informujemy pracodawcy o tym, że jesteśmy poza obszarem zasięgu, a jednocześnie w tym czasie jest zadanie do wykonania – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – Nikt nie ma prawa zwracać nam uwagi na uczestnictwo w wydarzeniach, które mogą być identyfikowane z konkretnym światopoglądem czy opcją polityczną. Gdyby pracodawca zwrócił nam uwagę, że „to nie wypada” albo, że „pracując w instytucji publicznej nie powinniśmy”, to jest to oczywiste łamanie przepisów prawa pracy. Jesteśmy wolnymi ludźmi. Apeluję jednak o odpowiedzialność, bo o epidemii zapominać nie należy – dodaje.

Jak z punktu widzenia Prawa Pracy powinna być uregulowana sytuacja udziału pracownika w manifestacjach, kiedy te odbywają się w godzinach pracy?

Każdy pracownik ma prawo do czterech dni „urlopu na żądanie” w roku. Pracodawca nie ma prawa odmówić żadnemu pracownikowi urlopu w cztery wskazane przez pracownika dni w roku kalendarzowym. Warunkiem jest zgłoszenie przez pracownika żądania urlopu najpóźniej w dniu rozpoczęcia urlopu oraz oczywiście posiadanie „w puli” niewykorzystanego urlopu w danym roku.

W pozostałych kwestiach pozostaje kwestia umownego ustalenia kwestii zwolnienia z obowiązku pracy z pracodawcą lub innej formy np. odebrania wolnego za wypracowane nadgodziny – mówi mec. Mateusz Galikowski, prawnik Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Nie możemy jednak powiedzieć szefowi: „Strajkuję, więc nie pracuję”: – Strajk w rozumieniu przepisów prawa jest „zbiorowym powstrzymaniem się pracowników od wykonywania pracy w celu rozwiązania sporu dotyczącego interesów wskazanych w art. 1” (art.17), tj. sporu „pracowników z pracodawcą lub pracodawcami” dotyczących warunków pracy, płacy lub świadczeń socjalnych oraz praw i wolności związkowych pracowników lub innych grup (art. 1) – w tym wypadku nie mamy więc do czynienia ze strajkiem wobec pracodawcy wobec czego nie widzę tu możliwości zastosowania przepisów o prawie do strajku w oparciu o tę ustawę – dodaje mec. Mateusz Galikowski.

Czasowe wycofanie z ruchu samochodu osobowego już niedługo będzie możliwe

Wycofanie auta z ruchu i oszczędność na OC – teraz możliwe? Niedawna nowelizacja przepisów wprowadza możliwość tymczasowego wycofania auta z ruchu i obniżenia składki OC o przynajmniej 95%. Kto i kiedy może skorzystać z tej opcji?

Zdecydowana większość właścicieli prywatnych pojazdów opowiada się zapewne za nieskrępowaną możliwością czasowego wycofania samochodu lub motocykla z ruchu. Opisywane rozwiązanie pozwoliłoby bowiem wielu osobom na obniżenie kosztów obowiązkowego ubezpieczenia OC.

Na razie nie ma szans na aż tak liberalną regulację. Z możliwości czasowego wycofania samochodu z ruchu będą mogli już niebawem skorzystać jednak właściciele naprawianych aut. Dzięki temu obniżą swoją składkę OC o co najmniej 95%.

Eksperci porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl sprawdzają wymogi i ograniczenia związane z tym nowym rozwiązaniem.

Wycofanie auta z ruchu – dla kogo już teraz możliwe?

Już od dłuższego czasu wycofanie samochodu z ruchu jest możliwe dla właścicieli większych pojazdów mechanicznych. Konkretnie mowa o:

  • samochodach ciężarowych,
  • przyczepach o dopuszczalnej masie całkowitej od 3,5 tony,
  • ciągnikach samochodowych,
  • pojazdach specjalnych,
  • autobusach.

Właściciele takich pojazdów mogą wycofać je z ruchu na czas od 2 do 24 miesięcy. Istnieje także możliwość przedłużenia tego okresu, ale łączny czas wycofania z ruchu nie może przekroczyć 48 miesięcy począwszy od pierwszej decyzji starosty.

Co ważne, aby wycofać pojazd z ruchu, ich właściciele nie muszą podawać żadnej konkretnej przyczyny takiej decyzji – podkreśla Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki Ubea.pl

Czasowe wycofanie z ruchu samochodu osobowego – kiedy będzie możliwe?

Niedawna nowelizacja ustawy prawo o ruchu drogowym wprowadziła możliwość czasowego wycofania z ruchu również dla samochodów osobowych będących w naprawie.

Kierowcy muszą jednak jeszcze nieco poczekać, zanim ta opcja stanie się faktycznie dostępna. Najpierw trzeba bowiem przygotować odpowiednią bazę danych – tłumaczy Paweł Kuczyński z Ubea.pl

Jakie będą warunki czasowego wycofania z ruchu samochodu osobowego?

  1. Wniosek o czasowe wycofanie auta z ruchu będzie można złożyć jedynie w przypadku poważnych uszkodzeń pojazdu (np. uszkodzenie zasadniczych elementów nośnych konstrukcji samochodu).
  2. Przepisy przewidują odpowiedzialność karną dla kierowcy, który wbrew prawdzie oświadczy o istnieniu takich poważnych uszkodzeń.
  3. Samochód osobowy będzie można wycofać z ruchu na czas od 3 do 12 miesięcy (bez możliwości przedłużenia).
  4. Wycofanie z ruchu auta będzie możliwe raz na 3 lata.
  5. Przed przywróceniem auta do ruchu właściciel będzie musiał wykonać badanie techniczne samochodu.

Ile zaoszczędzisz na OC?

Co ważne, auto czasowo wycofane z ruchu nadal będzie musiało posiadać ubezpieczenie OC, ale jego koszt będzie o wiele niższy. Ustawodawca zastosował bowiem te same zasady, które dotyczą większych pojazdów wycofanych z ruchu.

Właściciel auta wycofanego z ruchu, kupując OC, będzie więc mógł skorzystać z obniżki składki wynoszącej co najmniej 95%.

Warto jednak podkreślić, że wspomniane przepisy obligują ubezpieczyciela do okresowego obniżenia składki dopiero na wniosek kierowcy” – zaznacza Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Polacy chcą finansować samochody elektryczne leasingiem

61 proc. klientów posiadających aktualną umowę leasingową na samochód do 3,5 tony, rozważa w najbliższym czasie zakup samochodu elektrycznego, i chce go sfinansować leasingiem – wynika z ankiet PKO Leasing.[1] Według badania PSPA, taką możliwość chciałoby mieć ok. 80 proc. potencjalnych beneficjentów kwalifikujących się do programu „Zielony samochód” w ramach wsparcia NFOŚiGW.

W związku z zakończeniem trzech programów Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, obejmujących dopłaty do pojazdów elektrycznych, PKO Leasing postanowił zapytać swoich klientów o ich preferencje zakupowe związane z samochodami zeroemisyjnymi. Z ankiety przeprowadzonej w sierpniu br. wynika, że ponad połowa klientów jest zainteresowana finansowaniem samochodu elektrycznego przy kolejnej umowie leasingowej. Ponad 90 proc. respondentów wskazało, że chciałoby wyleasingować elektryczny samochód osobowy, a 10 proc. ankietowanych wykazało zainteresowanie nabyciem w leasingu samochodu dostawczego do 3,5 tony z napędem alternatywnym.

Bez dotacji, ale to powinno się zmienić

Leasing samochodów osobowych w programie „Zielony samochód” nie został objęty subwencją w ramach finansowania Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Wśród trzech dostępnych programów tylko dwa zawierały finansowanie leasingiem, ze znacznym zakresem obostrzeń. Według wytycznych instytucji, obejmowały one elektryczne samochody dostawcze do 3,5 tony (program eVan) oraz samochody osobowe służące do przewozu osób w transporcie drogowym (program Koliber). Program zakończył się w lipcu br., a pula dofinansowania nie została wykorzystana.

Z danych Instytutu Samar wynika, że to firmy najczęściej kupują nowe samochody osobowe. Ich udział stanowi ok. 70 proc. całości rynku. Z kolei firmy finansują swoje flotowe inwestycje głównie za pomocą leasingu lub wynajmu długoterminowego.

– Leasing w istotny sposób finansuje motoryzację w Polsce. Samochody osobowe stanowią 40 proc. całości rynku aktywów leasingowych. To daje w przyszłości duży potencjał do zagospodarowania finansowania samochodów elektrycznych właśnie przez leasing. Firmy w sposób naturalny będą chciały finansować pojazdy z takim napędem w wynajmie lub leasingu – podkreśla Paweł Pach, prezes Grupy PKO Leasing.

Podobne wnioski wskazują badania przeprowadzane przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych. Z analiz podsumowujących programy NFOŚiGW wynika, że ok. 80 proc. respondentów uznała wykluczenie z dotacji pojazdów nabytych w drodze finansowania leasingiem za główną barierę ograniczającą popularność programu.

– Włączenie leasingu, jako jednej z form finansowania samochodów elektrycznych objętych dotacją jest jednym z głównych postulatów zgłaszanych przez PSPA – podkreśla Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych. – Elektryfikacja polskich dróg musi się zacząć od przedsiębiorców, a oni korzystają głównie z finansowania leasingiem. Naszym celem jest ułatwienie im dostępu do dopłat również poprzez włącznie leasingu w realizowane programy.

Finansowanie, to jedno z wyzwań rozwoju

Rynek elektromobilności w Polsce rozwija się dynamicznie, ale samochody elektryczne wciąż stanowią niszę. We wrześniu do rąk klientów trafiły 444 egzemplarze EV. W stosunku do sierpnia br. jest to wzrost o ponad 50 proc. Do końca trzeciego kwartału 2020 roku, Polacy zarejestrowali 2 168 nowych aut osobowych na prąd, co oznacza 82 proc. wzrost liczony rok do roku. Co może wpływać na decyzje zakupowe klientów w przyszłości?

Ponad 80 proc. klientów w badaniu PKO Leasing wskazuje, że objęcie subwencją leasingu pozytywnie wpłynie na ich decyzję zakupową dotyczącą takiego pojazdu. Jednak klienci nie widzą elektromobilności tylko w „zielonych barwach”. Nadal 39 proc. badanych nie jest zainteresowana zakupem pojazdu elektrycznego. Co zatem zniechęca przedsiębiorców? Jak się okazuje, cena nie jest najistotniejszym z czynników blokujących taką decyzję. 59 proc. ankietowanych wskazało, że nie zdecydują się na zakup samochodu z alternatywnym napędem z powodu niedostatecznie rozwiniętej infrastruktury ładowania i wydajności takich pojazdów.

– Przed nami wiele wyzwań, ale elektromobilność już dzisiaj jest funkcjonalna i praktyczna – zapewnia Jan Wiśniewski z Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych. – Pod koniec czerwca br. na jedną stację ładowania w naszym kraju przypadało mniej niż 6 osobowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). To jeden z najlepszych wyników w Europie. Dla porównania, na jedną stację benzynową przypadało aż ok. 2 970 pojazdów osobowych. Stacji ładowania przybywa z dnia na dzień. Rozwija się też technologia. Jeszcze niedawno samochody elektryczne dysponowały stosunkowo niewielkim zasięgiem. To jednak przeszłość. Elektryki najnowszej generacji są w stanie przejechać ok. 500 km na jednym ładowaniu (WLTP), a średni zasięg elektrycznego, osobowego samochodu sprzedawanego w Polsce wynosi ok. 360 km.

Partnerstwo dla elektromobinlości

PSPA dostrzega potrzebę edukacji w zakresie elektromobilności, także przedsiębiorców. Wynikiem tego jest kampania społeczna elekromobilni.pl, realizowana wspólnie z Krajowym Ośrodkiem Zmian Klimatu. Jej celem jest wzrost świadomości społecznej, edukacja i propagowanie zeroemisyjnych rozwiązań w transporcie w Polsce. W ramach kampanii stworzony został serwis elektromobilni.pl. To źródło rzetelnej informacji na temat elektromobilności w Polsce, które dostarcza wiedzę i narzędzia, niezbędne do podejmowania świadomych decyzji o zamianie pojazdu na elektryczny – teraz lub w przyszłości. Grupa PKO Leasing, w skład której wchodzą PKO Leasing oraz spółka Masterlease, została partnerem strategicznym tego projektu. – Firmy leasingowe rozwijają ofertę dotyczącą samochodów elektrycznych. Do tej pory czynnikiem blokującym jej popularność była cena oraz trudność w ustaleniu prawidłowej wartości końcowej pojazdu na koniec kontraktu. Spółki z Grupy PKO Leasing posiadają ofertę na samochody eklektyczne zarówno w wynajmie długoterminowym, jak i w leasingu. Co ważne, nasz produkt jest dostępny dla osób fizycznych, co nie jest standardem na rynku. W planach mamy dalsze poszerzanie oferty w tym zakresie – podkreśla prezes PKO Leasing

– W serwisie docelowo znajdzie się 12 narzędzi ułatwiających podjęcie odpowiedzialnej decyzji o przejściu na elektromobilność, a także wiele treści edukacyjnych – dodaje Maciej Mazur.

[1] Ankieta przeprowadzona w sierpniu 2020 roku na próbie 1000 klientów PKO Leasing posiadających aktywną umowę leasingową na samochód do 3,5 tony.

Kontrowersje wokół interfejsów mózg – komputer

Interfejsy dawno wyszły już z wnętrz laboratoriów. Pojawiły się rozwiązania o znaczeniu komercyjnym. Odbiór sztuki przez człowieka poprzez bodźce audiowizualne, futurologiczne projekty pozwalające sterować dronami i maszynami bojowymi omawia w komentarzu eksperckim dr Dominika Kaczorowska-Spychalska z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego.

Sama technologia nie wystarcza. Jej upowszechnienie wymaga najpierw ewolucji mentalnej człowieka i przełamania barier wobec tego, co nieznane. – dr Dominika Kaczorowska-Spychalska.

Interfejs mózg – komputer

Interfejs mózg – komputer to system komputerowy, który rozpoznaje sygnały mózgowe, analizuje je, przetwarza i przekazuje do urządzenia mającego podjąć określone działania. Czyta nasze myśli by przełożyć je na rozpoznawalną dla naszego otoczenia mowę, lub pozwolić nam sterować różnymi urządzeniami zewnętrznymi.

Takie interfejsy wydają się być doskonałym rozwiązaniem w przypadku dolegliwości wynikających z takich chorób, jak np. stwardnienie rozsiane czy udar mózgu. Ale idea interfejsu mózg – komputer może mieć jednak dużo szersze zastosowanie i to ono jest najczęściej przedmiotem wielu kontrowersji.

Kontrowersyjny Neuralink Elona Muska

Ekscentryczny właściciel Tesli pracuje nad trudną i ryzykowną metodą połączenia komputera z mózgiem za pomocą czipu. Musk chwali się bardzo dobrymi wynikami eksperymentów dokonywanych na zwierzętach i zapowiada rychłe testy z udziałem ludzi. Bardzo niewielkich rozmiarów implant byłby umieszczony pod skórą; implant łączyłby się z mózgiem wyposażonymi w elektrody polimerowymi nićmi o grubości ćwierci ludzkiego włosa.

Ponadto w ciele umieszczone byłyby cztery sensory – trzy w obszarach ruchowych, jeden w obszarze somatosensorycznym. Ponieważ łączność ma się odbywać bezprzewodowo, za uchem człowieka miałby się znajdować transmiter. Za jego pomocą możliwa byłaby łączność z komputerem lub telefonem.

Technologia opracowana przez Neuralink miałaby doprowadzić do pełnej symbiozy człowieka ze sztuczną inteligencją. Korzystać z niej mogłyby osoby z zaburzeniami pracy mózgu z powodu chorób (np. epilepsji) lub innych uszkodzeń.

Neuralink budzi oczywiste niepokoje, jak lęk o utratę kontroli nad wspomnieniami i myślami. Krytykowana jest też obrana przez startup inwazyjna metoda instalowania implantu. Naukowcy wskazują na wysoki stopień ryzyka uszkodzeń mózgu związany z umieszczaniem w nim przewodów. Firma boryka się z problemem znalezienia odpowiedniej powłoki, a także ze stworzeniem elektrod, które przetrwają dziesięciolecia i nie będą wymagały kłopotliwych wymian.

Czy Neuralinkowi uda się obejść istniejące problemy? Czy planowane na 2020 rok testy z udziałem ludzi dojdą do skutku? Czy Agencja Żywności i Leków (FDA) udzieli startupowi Muska stosownych pozwoleń? Te pytania wciąż pozostają otwarte.

Uniwersytet Łódzki bada nowe technologie

Tematyka interfejsów jest tylko jednym z zagadnień, które leżą w obszarze zainteresowań badawczych dr Spychalskiej. Naukowczyni raportowała ostatnio o nadchodzącej erze zetabajtów w kontekście sieci 5G, o algorytmach, którymi posługuje się sztuczna inteligencja, jak również o dyskryminacji człowieka przez A.I.

Ponadto, dr Kaczorowska-Spychalska reprezentowała Uniwersytet Łódzki w pierwszej edycji akcji „Posłuchaj naukowca” Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Stowarzyszenia Rzecznicy Nauki. Badaczka zmierzyła się z tematem fake newsów – sposobów odróżniania informacji rzetelnych od nieprawdziwych, konsekwencjach nieprawdziwych informacji, również w wymiarze politycznym i biznesowym.

Dominika Kaczorowska-Spychalska jest dyrektorem Centrum Mikser Inteligentnych Technologii CMIT na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego. Jako ekspert uczelni w obszarze technologii cyfrowych, zajmuje się w szczególności sztuczną inteligencją (AI) i Internetem Rzeczy (IoT) oraz ich implikacją w biznesie. Pasjonuje ją wpływ tych technologii na zachowania człowieka (Homo Cyber versus Homo Roboticus) oraz zakres i charakter interakcji między nim a technologią (Human-to-Machine, Machine-to-Human), w tym problematyka Digital Ethics.

Wprowadzenie dodatkowych ograniczeń w handlu doprowadzi do bankructw i zwolnień pracowników

Polska Rada Centrów Handlowych, która zrzesza ponad 200 największych podmiotów działających w branży nieruchomości handlowych, stoi na stanowisku, iż ewentualne wprowadzanie dodatkowych ograniczeń dla handlu jest obecnie nieuzasadnione. W ostatnich dniach klienci przychodzą do galerii po to, żeby zaspokoić najważniejsze potrzeby zakupowe, co potwierdza spadająca odwiedzalność w obiektach handlowych, obowiązują godziny dla seniorów oraz ograniczenia dotyczące liczby osób, mogących przebywać w sklepach. Wprowadzono zakaz korzystania z oferty restauracyjnej, poza zamawianiem posiłków na wynos. Obowiązkiem branży centrów handlowych jest zapewnienie klientom możliwości zrealizowania potrzeb zakupowych w maksymalnie bezpiecznych warunkach, zgodnie z obowiązującym zaostrzonym reżimem sanitarnym.

Sektor centrów handlowych był i jest przygotowany do bezpiecznej obsługi klientów także przy pogarszającej się sytuacji epidemiologicznej. Po pierwsze stosowane są najwyższe standardy sanitarne, w tym m.in.  nieograniczony dostęp do środków dezynfekujących, regularna i częsta dezynfekcja miejsc dotykanych przez ludzi, po drugie zaawansowane technologie –systemy kamer zliczające klientów w czasie rzeczywistym, pozwalające na kontrolowanie liczby osób przebywających w obiekcie oraz po trzecie –prowadzone są intensywne działania informacyjno-edukacyjne kierowane do klientów.

Wiosenny lockdown mocno zdestabilizował sytuację finansową wielu podmiotów z branży handlowej, zarówno najemców, jak i wynajmujących, które mozolnie zaczęły odrabiać straty i nadal muszą mierzyć się z kolejnymi zagrożeniami. Wprowadzenie dodatkowych ograniczeń może zagrozić przyszłości wielu podmiotów z sektora handlowego i doprowadzić do bankructw, a w konsekwencji do zwolnień pracowników.

W pierwszym półroczu 2020 roku PRCH Turnover Index wskazujący na poziom obrotów branży centrów handlowych był o jedną trzecią niższy (31,2 proc.) w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Wynikało to z lockdownu wprowadzonego od 14 marca do 4 maja. Rekordowo niskie obroty zanotowano w kwietniu br., kiedy indeks był niższy aż o 79,6 proc. rok do roku. Na tzw. lockdownie najbardziej ucierpiały usługi. Według danych PRCH Turnover Index, obroty w tej kategorii zakupowej w pierwszej połowie 2020 roku były niższe niż przed rokiem o ponad połowę, czyli o 58,8 proc. Z kolei moda i akcesoria odnotowały spadek obrotów o 38,6 proc. r/r. Trudna sytuacja pandemiczna najmniej wpłynęła na sklepy z żywnością, które w okresie wiosennym mogły działać nieprzerwanie. W tej kategorii odnotowano spadek obrotów o 12,2 proc. (r/r),

Skutki drugiej fali pandemii już widać w spadających wskaźnikach odwiedzalności w ostatnim tygodniu (19 – 25 października), kiedy PRCH Daily Footfall Index był niższy o 10 punktów proc. w porównaniu do wcześniejszego tygodnia (11-18 października) i wyniósł dla dni handlowych 70 proc. W zależności od dnia tygodnia i wielkości obiektu, odwiedzalność w ostatnim tygodniu była niższa nawet o 40 proc.

Pragniemy również wyrazić poparcie dla postulatów  branży gastronomicznej, fitness oraz rozrywkowej o uruchomienie realnej pomocy, która pozwoli przetrwać tym podmiotom nie tylko miesiąc, ale przede wszystkim kolejne tygodnie w oczekiwaniu na poprawienie się sytuacji epidemicznej.

Tarcza Branżowa nie osłoni biznesu. Pomoc jest niewystarczająca wobec skali problemów

26 października do Sejmu wpłynął poselski projekt tzw. Tarczy Branżowej. Przedsiębiorcy, m.in. z branży gastronomicznej czy rozrywkowej, fotografowie lub fizjoterapeuci, będą mogli liczyć na wsparcie w postaci zwolnienia ze składek ZUS za listopad oraz dodatkowego świadczenia postojowego. Zdaniem ekspertów inFakt proponowana przez rząd pomoc jest niewystarczająca wobec skali problemów, z jakimi zmagają się właściciele firm.

Poza zwolnieniem z ZUS i świadczeniem postojowym premier Morawiecki zapowiedział 5 000 zł bezzwrotnej dotacji. – Z tej formy pomocy mieliby skorzystać przedsiębiorcy, których przychód z działalności uzyskany w październiku lub listopadzie 2020 roku będzie niższy co najmniej o 40% w stosunku do przychodu uzyskanego odpowiednio w październiku lub w listopadzie 2019 roku. Niestety obecnie nie są znane pozostałe regulacje związane z dotacją, a nawet to, które branże będą mogły z niej skorzystać – tłumaczy Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt.

Zdaniem eksperta pomoc jest na pewno niezbędna, zwłaszcza w branżach, które nie mogą funkcjonować – jak kluby fitness –  lub funkcjonują tylko częściowo, jak np. gastronomia. – Jednak czy świadczenie postojowe w wysokości 2 080 zł i zwolnienie z ZUS pozwoli na wypłacenie pensji pracownikom i dokonanie opłat niezbędnych do utrzymania działalności gospodarczej? Firmy borykają się z utratą płynności finansowej, zaczynają się masowe zwolnienia. Dla wielu z nich proponowana przez rząd pomoc to za mało – ocenia Piotr Juszczyk.

Wniosek o zwolnienie ze składek ZUS można składać do 31 stycznia 2021 r. Poniżej lista branży wg PKD, którym przysługuje zwolnienie za listopad:

  • 47.71.Z (sprzedaż detaliczna odzieży)
  • 47.81.Z (sprzedaż detaliczna żywności na straganach i targowiskach)
  • 47.82.Z (sprzedaż detaliczna wyrobów tekstylnych na straganach i targowiskach)
  • 47.89.Z (sprzedaż detaliczna pozostałych wyrobów na straganach i targowiskach)
  • 56.10.A (restauracje)
  • 56.10.B (ruchome placówki gastronomiczne)
  • 56.29.Z (pozostała działalność gastronomiczna)
  • 56.30.Z (przygotowywanie i podawanie napojów)
  • 59.11.Z (produkcja filmów, nagrań wideo itp.)
  • 74.20.Z (działalność fotograficzna)
  • 77.21.Z (wypożyczanie sprzętu rekreacyjnego i sportowego)
  • 82.30.Z (organizacja targów, wystaw i kongresów)
  • 85.51.Z (pozaszkolna edukacja sportowa)
  • 86.90.A (działalność fizjoterapeutyczna)
  • 86.90.D (działalność paramedyczna)
  • 90.01 Z (wystawianie przedstawień artystycznych)
  • 90.02.Z (wspomaganie przedstawień)
  • 93.11.Z (działalność obiektów sportowych)
  • 93.13.Z (działalność obiektów dot. poprawy kondycji fizycznej)
  • 93.19.Z (pozostała działalność sportowa)
  • 93.21.Z (działalność wesołych miasteczek)
  • 93.29.A (działalność pokojów zagadek)
  • 93.29.B (pozostała działalność rozrywkowa niesklasyfikowana)
  • 93.29.Z (pozostała działalność rozrywkowa)
  • 96.04.Z (działalność usługowa dot. poprawy kondycji fizycznej).

Warunki:

  • przedsiębiorca był zgłoszony jako płatnik składek do dnia 30 czerwca 2020 r.,
  • przedsiębiorca prowadził działalność gospodarczą na dzień 30 września 2020 r.,
  • przychód z tej działalności w rozumieniu przepisów podatkowych uzyskany w listopadzie 2020 r. był niższy co najmniej o 40% w stosunku do przychodu uzyskanego w listopadzie 2019 r.,
  • przesłanie deklaracji rozliczeniowych lub imiennych raportów miesięcznych należnych za listopad 2020 r. – do dnia 31 grudnia 2020 r., chyba że płatnik składek zwolniony jest z obowiązku ich składania.

 

Dodatkowe świadczenie postojowe za listopad również jest przeznaczone dla przedsiębiorców świadczących usługi określonych PKD:

  • 47.71.Z (sprzedaż detaliczna odzieży)
  • 47.81.Z (sprzedaż detaliczna żywności na straganach i targowiskach)
  • 47.82.Z (sprzedaż detaliczna wyrobów tekstylnych na straganach i targowiska)
  • 47.89.Z (sprzedaż detaliczna pozostałych wyrobów na straganach i targowiskach)
  • 56.10.A (restauracje)
  • 56.10.B (ruchome placówki gastronomiczne)
  • 56.29.Z (pozostała działalność gastronomiczna)
  • 56.30.Z (przygotowywanie i podawanie napojów)
  • 59.11.Z (produkcja filmów, nagrań wideo itp.)
  • 74.20.Z (działalność fotograficzna)
  • 77.21.Z (wypożyczanie sprzętu rekreacyjnego i sportowego)
  • 82.30.Z (organizacja targów, wystaw i kongresów)
  • 85.51.Z (pozaszkolna edukacja sportowa)
  • 86.90.A (działalność fizjoterapeutyczna)
  • 86.90.D (działalność paramedyczna)
  • 93.11.Z (działalność obiektów sportowych)
  • 93.13.Z (działalność obiektów dot. poprawy kondycji fizycznej)
  • 93.19.Z (pozostała działalność sportowa)
  • 93.21.Z (działalność wesołych miasteczek)
  • 96.04.Z (działalność usługowa dot. poprawy kondycji fizycznej).

Warunki:

  • przedsiębiorca prowadził działalność gospodarczą na dzień 30 września 2020 r.,
  • przychód z tej działalności w rozumieniu przepisów podatkowych uzyskany w październiku lub listopadzie 2020 r. był niższy co najmniej o 40% w stosunku do przychodu uzyskanego odpowiednio w październiku lub w listopadzie 2019 r.