Zła sytuacja polskich producentów wieprzowiny. Niskie ceny i rosnący import sprawiają, że produkcja przestaje się opłacać

Zła sytuacja polskich producentów wieprzowiny. Niskie ceny i rosnący import sprawiają, że produkcja przestaje się opłacać 1

Rośnie produkcja wieprzowiny w Polsce, a ceny znajdują się na granicy lub poniżej poziomu opłacalności. Z jednej strony, ze względu na chorobę afrykańskiego pomoru świń, eksport jest ograniczony. Z drugiej zaś – polscy producenci przegrywają z tanią wieprzowiną z Unii Europejskiej. Tylko przez osiem miesięcy 2018 roku import wzrósł o blisko 8 proc. W ciągu roku deficyt w handlu wieprzowiną pogłębił się o 18 proc. Coraz lepsze natomiast są perspektywy przed polskim drobiem i wołowiną. Rośnie krajowa konsumpcja i eksport.

– Jesteśmy absolutnie liderem w produkcji i eksporcie mięsa drobiowego. To się bardzo dynamicznie rozwija, z roku na rok są wzrosty produkcji, wzrosty eksportu i cena jest w miarę stabilna, więc pozwalająca i drobiarzom, i przetwórcom działać na tym rynku, co zresztą świadczy o tym, że jesteśmy liderem w UE – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Witold Choiński, prezes Zarządu Związku Polskie Mięso.

Polska jest liderem produkcji drobiu w Europie. Według danych Komisji Europejskiej produkcja drobiu w 2017 roku sięgnęła 3,1 mln ton, czyli niemal dwukrotnie więcej niż np. w Niemczech. W  tym roku produkcja może wzrosnąć o kolejne 7 proc. Rekordowe jest też spożycie drobiu. Z danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej wynika, że statystyczny Polak konsumuje ok. 30 kg w ciągu roku.

– Gorzej wygląda sytuacja w obszarze produkcji wieprzowiny. Ceny są dla producentów na granicy opłacalności albo nawet poniżej. Wynika to z różnych czynników, nadprodukcji w Europie i na świecie, wynika to przede wszystkim też z tego, że mamy ograniczenia w eksporcie, jeśli chodzi o ASF i wiele jeszcze czynników, które decydują na końcu o samej opłacalności produkcji, czyli i wzrost wydajności produkcji, i więcej odsadek prosiąt od jednej sztuki – ocenia Witold Choiński.

Według danych MRiRW w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2018 roku eksport wieprzowiny z Polski wyniósł 367 tys. ton (wzrost o 3,3 proc. rdr.), z kolei  import wzrósł do 562 tys. ton, o blisko 8 proc. rdr. Tym samym deficyt w handlu wieprzowiną pogłębił się o 18 proc. w skali roku. Ze względu na wzrost produkcji u największych producentów tego mięsa, a jednocześnie na ograniczenie wywozu wieprzowiny związanego z występowaniem ASF w Polsce eksport jest utrudniony. Jednocześnie polski rynek zalewa wieprzowina z innych krajów UE, przede wszystkim Belgii.

– Import wynika m.in. z tego, że potrzebujemy dużej partii wyrównanego surowca czy elementów pewnych, których polscy producenci nie są w stanie zapewnić w takich ilościach. To wynika z technologii produkcji, z odpowiednich produktów, których rynek potrzebuje, i wielu innych czynników – tłumaczy prezes Związku Polskie Mięso.

Gorszą sytuacją na rynku wieprzowiny producentom mięsa może zrekompensować rosnące spożycie i eksport wołowiny. Z prognozy IERiGŻ – PIB wynika, że w 2018 roku produkcja żywca wołowego w Polsce może być o około 5 proc. większa niż w 2017 r. i wynieść ok. 1,1 mln ton. Polska w 2017 roku była trzecim eksporterem wołowiny wśród krajów Unii Europejskiej, po Hiszpanii i Irlandii. Tylko w ciągu pierwszych pięciu miesięcy tego roku eksport wzrósł o 4 proc. Choć odbiorcami są przede wszystkim kraje UE, rośnie sprzedaż mięsa wołowego do krajów azjatyckich.

– Rynek wołowiny jest jednym z bardziej stabilnych w ostatnich latach, czyli jest dosyć wyrównana cena, jeśli chodzi o sprzedaż mięsa wołowego. Jest to głównie eksport, głównie kraje UE, ale w tej chwili coraz większy udział w tym eksporcie stanowią również mięsa halal i mięso koszer, co pozwala dosyć optymistycznie patrzeć zarówno producentom, jak i przetwórcom na rynku mięsa wołowego – ocenia Witold Choiński.

Firmy coraz częściej sięgają w kampaniach reklamowych po influencerów. Najlepsi youtuberzy mają nawet pięciocyfrowe przychody miesięcznie

Firmy coraz częściej sięgają w kampaniach reklamowych po influencerów. Najlepsi youtuberzy mają nawet pięciocyfrowe przychody miesięcznie 2

W 2018 roku blisko pół tysiąca youtuberów opublikowało na swoich kanałach ponad 46,5 tys. wideo. Zostały wyświetlone łącznie 7 miliardów razy. Po popularnych blogerów i vlogerów coraz chętniej sięgają firmy. Influencerzy pomagają im dotrzeć do szerszego grona odbiorców i wypromować markę. Choć część kampanii to bartery, średnia wartość jednej kampanii sięga 9,5 tys. zł. Najdroższa kampania przeprowadzona z youtuberami w 2018 roku była warta już 1,5 mln zł.

Koszty współpracy z influencerami są bardzo różne, średnio policzyliśmy w zeszłym roku w LifeTube, że jedna kampania kosztowała 9,5 tys. zł, ale podkreślam, że jest to średnia. Mamy kampanie nawet barterowe, gdzie influencerzy dostają po prostu jakieś produkty w zamian za świadczenia, ale mamy też inne kampanie, najdroższa kampania zrealizowana przez nas w zeszłym roku kosztowała 1,5 mln zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Kamil Bolek, dyrektor ds. marketingu LifeTube.

Łącznie tylko pół tysiąca youtuberów zrzeszonych w sieci LifeTube miało w 2018 roku blisko 87 mln subskrypcji (wzrost o 60 proc. rdr.). Opublikowali ponad 46,5 tys. filmików, które miały 7 mld wyświetleń. Youtuberzy mają swoich wiernych fanów, to zaś sprawia, że coraz częściej są wykorzystywani w kampaniach reklamowych. W 2018 takich współprac marek z twórcami zrzeszonymi w LifeTube było 1 359. Wszystkim youtuberom agencja wypłaciła ok. 23 mln zł.

youtuberzy czy influencerzy, którzy zarabiają małe kwoty z wyświetlanych reklam czy z małych współprac, ale część youtuberów żyje z tego i to bardzo dobrze. Ich przychody nawet pięciocyfrowe miesięcznie – wskazuje Kamil Bolek.

Przepisem na sukces jest dobry pomysł na własnego vloga, pasja i umiejętność ciekawego przedstawienia. Nieodzowny jest też element szczęścia – często nawet wartościowe kanały na Youtubie nie spotykają się z dużym zainteresowaniem, czasami wystarczy jeden dobry filmik, by przyciągnąć do siebie rzeszę wiernych subskrybentów.

Często tworzy się do szuflady i te pierwsze publikacje nie mają w zasadzie żadnych wyświetleń. Po jakimś czasie okazuje się, że któryś materiał wystrzelił, „zażarł w internecie”, ktoś go dostrzegł i wszystkie inne materiały zaczynają rosnąć, a wokół influencera buduje się społeczność. Nie jest to zadanie wbrew pozorom proste, wymaga naprawdę sporej pracy i przede wszystkim długotrwałego zaangażowania – tłumaczy ekspert.

Najlepsi mogą jednak liczyć na duże pieniądze, bo rynek influencer marketingu coraz szybciej się rozwija. Firmy wiedzą, że dobrze zaplanowana współpraca może oznaczać dla nich same korzyści. Z raportu „6 kategorii, 11 000 różnic” przygotowanego przez LifeTube wynika, że np. z kanałami edukacyjnymi coraz częściej współpracują firmy farmaceutyczne, medyczne, z bankowości i finansów. Współpraca z twórcami lifestestyle’owymi to propozycja dla klientów, którzy chcą zwiększyć świadomość marki, wygenerować pozytywne emocje i poszerzyć grono swoich klientów o aktywnych użytkowników internetu o określonym stylu życia. Kluczem jest jednak dopasowanie profilu firmy do youtuberów.

Zły dobór twórcy czy patrzenie tylko na wybrane miary ilościowe to pierwszy błąd. Druga rzecz to brak zaufania do tego, że influencer wie, co robi. Kolejna to nachalność reklamowa, czyli większe logo, więcej produktu, a czasem mniej przynosi dużo fajniejsze efekty. Rzecz ostatnia, o której czasem reklamodawcy zapominają – model współpracy z influencerem powinien funkcjonować w tzw. potrójnym win, powinny wygrać na takiej współpracy trzy strony – przekonuje Bolek.

Przykładem kampanii, na której zyskują wszyscy, może być promocja linii farb jednej z marek. Kasia i Justyna z kanału loveandgreatshoes przekształciły stare wnętrze w nowoczesną sypialnię, a oprócz użycia farb klienta pokazały kilka prostych trików. W efekcie film po kilku tygodniach od publikacji miał 70 tys. wyświetleń, a po roku ich liczba wzrosła prawie czterokrotnie. Co więcej materiał zebrał prawie wyłącznie pozytywne oceny.

Jeżeli marka i influencer razem tworzą coś fajnego, coś nowego dla odbiorców influencera, to to są takie współprace, o których widzowie piszą, że coś takiego właśnie chcę oglądać, że za to właśnie cię śledzę, super, że jakaś marka cię dostrzegła i że dzięki tej współpracy my mamy coś fajnego i wartościowego – podkreśla ekspert LifeTube.

Z danych LifeTube wynika, że największy zysk z inwestycji przynoszą kampanie realizowane z influencerami z branży beauty. Jeden funt wydany na kampanie przynosi 8,81 £ średniego zwrotu. Jednak i tu łatwo o pułapkę, zwłaszcza ze strony początkujących youtuberów, którzy przyjmują zlecenia od różnych marek. W efekcie tracą na wiarygodności.

Niektórzy vlogerzy dają się ponieść temu, że logo powinno być większe, że powinno być więcej reklamy, więcej produktu, nie chcą stracić pierwszego klienta, więc bardzo często ulegają wszystkim jego prośbom. Oddając swój kanał w ręce reklamodawców, zdają się na łaskę lub niełaskę internetu. Jeżeli tam się wkradnie jakikolwiek fałsz, czyli np. oni sami nie czują danego produktu, nie wierzą, że on działa, a polecają to swoim widzom, to niestety, ale internet ten fałsz wyczuje i bardzo często to jest zarówno piękny początek, jak i bardzo szybki koniec takiego influencera – mówi Kamil Bolek.

Rośnie liczba ataków hakerskich poprzez publiczne sieci Wi-Fi. Niewielkie urządzenie testowane przez wojsko pozwala skutecznie ochronić komputer

Rośnie liczba ataków hakerskich poprzez publiczne sieci Wi-Fi. Niewielkie urządzenie testowane przez wojsko pozwala skutecznie ochronić komputer 3

Rośnie aktywność hakerów. Problemem są zwłaszcza niezabezpieczone publiczne hotspoty Wi-Fi, które łatwo padają łupem cyberprzestępców. To z takich serwerów najczęściej korzystają osoby pracujące zdalnie. Wystarczy jednak niewielkie urządzenie, które podpięte do laptopa przejmie na siebie całe ryzyko. Urządzenie wykorzystuje blockchain i sztuczną inteligencję i w ten sposób chroni komputer przed możliwymi atakami.

– DevPriv to rozwiązanie zapewniające cyberbezpieczeństwo osobom, które pracują zdalnie, łącząc się z siecią firmy, np. na lotnisku lub w innym miejscu, gdzie mają dostęp do publicznego Wi-Fi. Połączenie to musi być bezpieczne, dlatego opracowaliśmy małe urządzenie, które po podłączeniu do laptopa przejmuje na siebie całość ewentualnych zagrożeń związanych z takim połączeniem – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Mickael Leal z firmy DevPriv.

DevPriv to rozwiązanie do ochrony danych i komunikacji w podróży. To o tyle istotne, że publiczne punkty dostępu WiFi, choć bardzo wygodne, są często niezabezpieczone i tym samym narażone na ataki hakerów. Ochrona hasłem na poziomie routera w żaden sposób nie gwarantuje, że dane na laptopie są bezpieczne. DevPriv oferuje ponad 20 usług, które zwykle umieszczone są w serwerowniach – od zapór ogniowych po routery, sztuczną inteligencję i blockchain.  Łączy się z siecią Wi-Fi, następnie firmy i sprawdza, czy połączenie jest bezpieczne.

– Nasze rozwiązanie podnosi bezpieczeństwo połączenia już od pierwszych sekund. Różnica polega na tym, że w wirtualnych sieciach prywatnych VPN laptop po uruchomieniu najpierw łączy się z Wi-Fi, a dopiero potem z serwerem po drugiej stronie i VPN. W trakcie tych kilku minut połączenie nie jest szyfrowane i zabezpieczone. Dlatego dzięki naszemu rozwiązaniu laptop może nawiązać połączenie z siecią dopiero po potwierdzeniu jego bezpieczeństwa – podkreśla ekspert.

Korzystanie z publicznych sieci wiąże się z różnymi zagrożeniami ze strony hakerów. Najpopularniejszym jest atak MiTM – „man-in-the-middle”. Przestępca podłącza się między użytkowników, którzy nie są zabezpieczeni protokołami wzajemnego uwierzytelnienia, w efekcie może nie tylko czytać i zmieniać wysyłane wiadomości, lecz także przekierować na siebie transakcje z karty kredytowej czy wykonywane wirtualną walutą. Część hakerów stosuje programy, które śledzą ruch odbywający się za pośrednictwem niezabezpieczonych sieci, jeszcze inni tworzą sieci o zbliżonej nazwie do tych, których szuka się w danym miejscu. Przed takimi atakami bronić się jest niezwykle trudno.

Rozwiązanie DevPriv może oznaczać rewolucję w bezpieczeństwie dla firm, które często delegują pracowników lub umożliwiają im pracę zdalną.

– DevPriv zostało opracowane przy wsparciu armii Stanów Zjednoczonych i Francji, a przy jego wdrażaniu korzystaliśmy z pomocy różnych banków i firm z tego sektora. Rozwiązanie to zapewnia dużo wyższy poziom bezpieczeństwa niż oprogramowanie VPN uruchamiane za pośrednictwem systemu komputera. VPN działa tutaj całkowicie niezależnie – przekonuje Mickael Leal.

Dzięki sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowemu DevPriv wykrywa wszelkie ryzyko, działa jak śluza, chroniąc przed złośliwym oprogramowaniem i wirusami. Rozwiązanie do zabezpieczania połączeń laptopów w podróży jest już wdrażane przez Crédit Agricole, także francuskie siły specjalne i wojsko z innych krajów są zainteresowane LSP.

– Nasz produkt skierowany jest do dużych odbiorców korzystających z dużej liczby laptopów. Ale pracujemy też nad modelem przeznaczonym dla małych przedsiębiorstw, który będzie łatwy w konfiguracji i zapewni bezpieczne połączenie dla pięciu, dziesięciu lub piętnastu laptopów – zapowiada Mickael Leal.

Z prognoz MarketsandMarkets wynika, że rynek cyberbezpieczeństwa będzie wart w 2023 r. prawie 250 mld dol.

Wirtualna rzeczywistość o kilkaset procent skróci czas tworzenia prototypów urządzeń. Coraz bardziej zaawansowane i skutecznie są też szkolenia VR

Wirtualna rzeczywistość o kilkaset procent skróci czas tworzenia prototypów urządzeń. Coraz bardziej zaawansowane i skutecznie są też szkolenia VR 4

Technologia wirtualnej rzeczywistości już dawno wykroczyła poza branżę rozrywkową. Dziś wykorzystuje się ją coraz częściej w zastosowaniach profesjonalnych w roli interaktywnego narzędzia edukacyjnego. Dzięki wirtualnej rzeczywistości można przeprowadzić szereg skomplikowanych szkoleń, które pozwolą przetestować praktyczne umiejętności kursantów bez organizowania kosztownych manewrów na poligonie wojskowym czy symulowanych operacji.

– Polska jest bardzo innowacyjna, na tle zachodu wypadamy bardzo dobrze, natomiast to Stany Zjednoczone wiodą prym w wirtualnej rzeczywistości. VR wkracza w każdy sektor: medycyna, administracja publiczna, wojsko, psychologia, HR, przemysł ciężki. Takie szkolenia odbywają się już w bardzo wielu branżach. Dla przykładu, proces przygotowania tak skomplikowanej maszyny jak helikopter został skrócony o dobre kilkaset procent przez to, że całe prototypowanie odbywało się w wirtualnej rzeczywistości – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Maciej Buchowski, prezes MojoApps.

Wirtualna rzeczywistość oddaje w ręce użytkowników biznesowych całą paletę rozwiązań ułatwiających przeprowadzanie wyspecjalizowanych szkoleń, których zrealizowanie w klasycznej formie byłoby bardzo kosztowne. Firma MojoApps opracowała w tym celu platformę Mojo XR, którą można przystosować do wyszkolenia pracowników niemal z każdej branży.

– Proszę sobie wyobrazić żołnierzy, którzy mają przećwiczyć misję. Jeżeli założymy gogle i fizycznie znajdujemy się w tej przestrzeni, możemy niczym w grze komputerowej być na polu bitwy, wykonywać zadania, czuć efekty błędów. Tak naprawdę ćwiczymy, jak może takie pole bitwy wyglądać. Możemy przez wirtualną rzeczywistość wywołać stres – wystarczy, że kiedy będzie ciemno przed oczami, nagle coś się pojawia obok. Właśnie w ten sposób ćwiczymy prawdziwe, praktyczne scenariusze szkoleniowe – przekonuje Maciej Buchowski.

OperatioMed VR z kolei to platforma opracowana w celu nauczenia początkujących pracowników służby zdrowia pracy w trudnych warunkach. Dzięki niej mogą się zapoznać ze specyfiką wykonywanego zawodu na długo przed tym, zanim spotkają się z prawdziwym pacjentem. Wirtualne platformy treningowe są znacznie wszechstronniejsze niż fizyczne symulacje. Pozwalają niemal w czasie rzeczywistym zmieniać warunki środowiskowe, modyfikować wyposażenie sal operacyjnych czy wiernie oddawać atmosferę panującą podczas wykonywania danego zabiegu.

– Jeżeli chodzi o szkolenia z zakresu medycyny, to mamy już pierwsze pilotaże z zakresu wirtualnej rzeczywistości, nie tylko w branży biznesowej. Dla WUM zrobiliśmy manekina, na którym można ćwiczyć, jak są zgięte stawy, zobaczyć organy, skórę, kości. Centrum symulacji medycznych chce uzupełniać w ten sposób swój materiał tradycyjny. Manekiny, które kosztują kilkaset tysięcy złotych, chcą zastępować zestawami wirtualnej rzeczywistości, żeby uzupełniać szkolenia – wskazuje ekspert.

Potencjał wirtualnej rzeczywistości dostrzegły m.in. władze Dubaju, które powołały pierwsze na świecie miejskie centrum szkoleniowe VR. Smart Training Hub ma posłużyć do nauczania technologii i rozwiązań wykorzystywanych w procesie planowania przestrzennego oraz do przeprowadzania prac geodezyjnych i nadzorów budowlanych. W przyszłości planuje się także rozszerzenie zakresu szkoleń.

Nad wdrożeniem podobnych projektów pracują także inne instytucje z całego świata, m.in. amerykański Massachusetts Institute of Technology. Władze uczelni powołały do życia MIT Center for Advanced Virtuality, jednostkę naukową, która ma wypracować nowe metody pożytecznego wykorzystania technologii VR oraz sztucznej inteligencji, w tym również w zakresie przeprowadzania szkoleń w wirtualnej rzeczywistości.

Według firmy analitycznej Metaari globalny rynek szkoleń w rzeczywistości mieszanej (połączenia symulacji, rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości) osiągnie w 2023 r. wartość niemal 10 mld dol.

Neutralizacja spalin w elektrociepłowniach i hutach rud

Neutralizacja spalin w elektrociepłowniach i hutach rudCoraz bardziej restrykcyjne przepisy związane z ochroną środowiska powodują, że zakłady przemysłowe są zmuszone do stosowania coraz to nowocześniejszych metod odpylania mających za zadanie ograniczenie zanieczyszczenia powietrza. Poza instalacjami usuwającymi różnego rodzaju pyły coraz popularniejsze są urządzenia minimalizujące emisję metali ciężkich, dioksyn, furanów oraz lotnych związków organicznych. Blisko 65% emisji zanieczyszczeń powstaje w elektrociepłowniach i hutach zintegrowanych – w wyniku stosowania nowoczesnych technologii wydzielanie szkodliwych związków można zmniejszyć od 100 do nawet 200 mg/Nm3.

Metody odpylania spalin w ciepłownictwie i hutnictwie

Proces neutralizacji gazów polega na oddzielaniu oraz eliminowaniu cząstek stałych poprzez wykorzystanie urządzeń nazywanych odpylaczami. Odpylanie może być przeprowadzane zarówno przy użyciu metody suchej, jak i mokrej – w zależności od konkretnego sposobu finalnie uzyskuje się suchy pył lub zawiesinę cząstek stałych w cieczy.

Systemy odpylające w elektrociepłowniach oraz hutach najczęściej wykorzystują takie urządzenia jak:

  • filtry elektrostatyczne – działanie tego typu rozwiązań bazuje na procesie ładowania cząstek pyłu zawieszonego w gazie ładunkami elektrostatycznymi. Naładowane cząsteczki osiadają następnie na specjalnej elektrodzie osadniczej. Szacuje się, że filtry elektrostatyczne redukują stężenie pyłów przy skuteczności ok. 95%. Urządzenia te posiadają wiele zalet, spośród których można wymienić, chociażby możliwość funkcjonowania w wysokich temperaturach (sięgających nawet do 400 stopni Celsjusza), małe opory przepływu, a także możliwość otrzymania stosunkowo niskich stężeń pyłów na wylocie;
  • filtry tkaninowe (workowe) – to urządzenia, które są projektowane przede wszystkim do oddzielania pyłów ze spalin. Najczęściej są one połączone z innymi elementami instalacji odpylania np. z cyklonem lub filtrem elektrostatycznym. Filtry tkaninowe umożliwiają eliminowanie pyłów wraz z takimi związkami jak kwas solny, kwas fluorowodorowy oraz tlenki siarki. Co więcej, charakteryzują się dość dużą skutecznością pracy, wynoszącą nawet do 99,9%. Filtry workowe są wydajne w ograniczaniu pyłów, metali ciężkich i dioksyn;
  • cyklony – w hutnictwie mechanizmy te na ogół są stosowane w procesie wstępnego oczyszczania i rzadko kiedy są wykorzystywane samodzielnie. Funkcjonują na zasadzie bezładności, oddzielając pył poprzez użycie siły odśrodkowej. Niekiedy znajdują zastosowanie do ochrony urządzeń przed pyłami ściernymi występującymi w spalinach.

Sposoby neutralizacji szkodliwych substancji zawartych w spalinach

Obowiązujące aktualnie wymogi ochrony środowiska koncentrują się nie tylko na redukcji emisji pyłowych, ale także na neutralizacji toksycznych substancji znajdujących się w spalinach, w tym różnego rodzaju związków organicznych. Najczęściej stosowane metody ich usuwania to:

  • metody absorpcyjne, które polegają na zetknięciu się oczyszczanego gazu z cieczą absorbującą – proces neutralizowania jest uzależniony między innymi od właściwości fizycznych i chemicznych absorbentu, a także od rodzaju pochłanianych zanieczyszczeń,
  • metody adsorpcyjne, bazujące na zbieraniu się zanieczyszczeń gazowych na powierzchni ciała stałego pod wpływem oddziaływania sił powierzchniowych przylegania,
  • metody katalitycznego utleniania i redukcji, które wykorzystują zjawisko przyspieszania reakcji chemicznych zachodzących w obecności tzw. katalizatorów,
  • metoda kondensacyjna, polegająca na oziębieniu zanieczyszczonego powietrza do temperatury niższej od temperatury kondensacji par związku zanieczyszczającego,
  • metoda spalania płomieniem bezpośrednim, wykorzystywana zazwyczaj do eliminowania palnych składników zawartych w oczyszczanej mieszaninie.

Podsumowanie

Instalacje ochrony powietrza przez wiele długich lat były nastawione na odpylanie, przez co zaniedbywano neutralizowanie zanieczyszczeń gazowych. Na szczęście w miarę rozwoju świadomości ekologicznej oraz wzrostu wymagań ze strony instytucji ochrony środowiska sytuacja ta uległa zmianie i dzisiaj zarówno w ciepłownictwie, jak i hutnictwie stosowane są coraz nowocześniejsze technologie neutralizacji gazów przemysłowych.

Rynek biurowy w Łodzi – podsumowanie 2018 i prognozy na 2019 rok

Colliers International podsumowuje 2018 rok w Łodzi i prognozuje rok 2019 

W 2018 roku popyt na rynku łódzkim wyniósł prawie 57 tys. mkw. i był dużo większy od nowej podaży (32 tys. mkw.) – wynika z najnowszych danych firmy Colliers International. W tym roku na rynek może trafić 67 tys. mkw., co spowoduje, że zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na lokalnym rynku przekroczą pół miliona mkw.

Marcin Włodarczyk, dyrektor regionalny Colliers International w Łodzi
Marcin Włodarczyk, dyrektor regionalny Colliers International w Łodzi

— Tak wysoki popyt to efekt uwzględnienia umów najmu w budynkach, które zostaną oddane do użytkowania w 2019 roku. Umowy tego typu podpisane zostały m.in. przez Bluerank w budynku Imagine, Deloitte i BFF w Bramie Miasta czy Clariant w Monopolis. Udział w popycie miały także umowy podpisane w Ogrodowa Office, który został oddany do użytku w ubiegłym roku. Części z tych najemców doradzali eksperci z łódzkiego biura Colliers. W ubiegłym roku wsparliśmy łącznie 16 najemców w wynajmie 15 tys. mkw., co daje nam ponad 36-procentowy udział w lokalnym rynku w transakcjach z udziałem doradców — zaznacza Marcin Włodarczyk, dyrektor regionalny Colliers International w Łodzi.

W dużej mierze zeszłoroczny popyt został wygenerowany przez przedsiębiorstwa funkcjonujące w Łodzi od lat. 60-70% z nich to spółki z sektora BPO.

— Rok 2018 był dla nich okresem dostosowywania się do zmieniających się warunków rynkowych i zmiany  biur na takie, które pomogą im w walce o pracownika oraz stworzą optymalne warunki do rozwoju — mówi Marcin Włodarczyk.

Więcej dla małych

Łódź to miasto sprzyjające rozwojowi nie tylko dużych i uznanych marek, które zatrudniają setki, czasem tysiące, osób. Eksperci Colliers obserwują wzmożony ruch wśród start-upów i firm z sektora MŚP, które wymagają dużo więcej elastyczności w podejściu do wynajmu nieruchomości komercyjnych. Oddziałują one na rozwój oraz popularyzację coworkingu w Łodzi, ale również nadają życie rewitalizowanemu Śródmieściu. Na przykład przestrzeń w kamienicach przy ulicy Piotrkowskiej i w jej okolicach szczególnie upodobały sobie firmy IT i kancelarie.

Andrzej Szczepanik z łódzkiego biura Colliers International
Andrzej Szczepanik z łódzkiego biura Colliers International

— Inicjatywy coworkingowe to ciekawe zjawisko i dobry trend, który sprzyja wymianie doświadczeń przez małe firmy. Można powiedzieć, że start-upy i sektor MŚP są przyszłością miasta. Tym bardziej cieszą inicjatywy probiznesowe i protechnologiczne podejmowane przez jednostki administracji publicznej, uczelnie oraz podmioty biznesu z nimi współpracujące. Do tych, które zdecydowanie warto jest obserwować możemy zaliczyć Startup Spark, Eksoc StartUp!, Smart Up Lab, Mam Pomysł na Startup, czy Startup Academy — mówi Andrzej Szczepanik z łódzkiego biura Colliers International.

Ponad 0,5 mln mkw.

Według prognoz ekspertów Colliers, w tym roku na łódzki rynek trafi prawie 67 tys. mkw. nowych powierzchni biurowych, co spowoduje przekroczenie granicy 500 tys. mkw. biur w Łodzi. Już w styczniu do użytkowania oddano dwa projekty – Sepia Office i kolejny budynek kompleksu Zenit Blossom Center. Część prognozowanej podaży to projekty, które miały być gotowe do użytkowania już w 2018 roku.

— Nagły wzrost podaży z pewnością wstrzyma rozpoczęcie części nowych projektów deweloperskich. Prognozuję zmniejszenie udziału umów typu pre-let, a więc zawieranych przed rozpoczęciem inwestycji lub w trakcie budowy. Wpłynie to na zwiększenie udziału graczy ogólnopolskich i międzynarodowych na łódzkim rynku deweloperskim, którzy mogą pozwolić sobie na budowanie spekulacyjne — komentuje Marcin Włodarczyk.

Oddanie dwóch nowych inwestycji przy skrzyżowaniu Marszałków (Imagine, Monopolis), a także potencjalna możliwość pojawienia się nowych projektów biurowych w rejonie skrzyżowania Marszałków poszerzy tę strefę lokalizacji biur w kierunku wschodnim. W ocenie Colliers daje to podstawę do wyodrębnienia 3 głównych „hubów biurowych” w Łodzi: rejonu skrzyżowania ulic Mickiewicza-Piotrkowskiej (tzw. stare centrum), NCŁ (Nowe Centrum Łodzi)  i rejonu skrzyżowania Marszałków.

— Okazuje się, że dla wielu najemców te trzy „huby” prezentują różną wartość pod kątem lokalizacji – oceny firm i ich pracowników różnią się pod kątem oceny łatwości dojazdu z różnych dzielnic mieszkalnych Łodzi czy charakteru i wizerunku poszczególnych hubów, z którymi najemcy chcą utożsamiać swoje marki. Zastępuje to w skuteczny sposób „centralną dzielnicę biznesową”, którą dysponują inne miasta regionalne. Ponadto kliku dużych deweloperów, którzy zakupili działki w wyżej wymienionych lokalizacjach  jeszcze nie odkryło kart. Liczymy, że to zrobią, zwłaszcza teraz, gdy najemcy szukają atrakcyjnych i dobrze zlokalizowanych powierzchni dla swoich pracowników — mówi Andrzej Szczepanik.

Lokalni deweloperzy również wykazują się dużą aktywnością i konkurują o największych klientów, wypełniając nisze dla mniejszych formatów biur. Ich działalności przynosi wielowymiarowe korzyści.

Wzrost cen na rynku budowlanym

Wzrost kosztów materiałów budowlanych, spadek dostępności pracowników i otwarcie granic zachodnich dla Ukraińców, którzy do tej pory wspierali polskie projekty to duże wyzwanie dla branży budowlanej i transportowej. Problemy, z którymi już dzisiaj borykają się generalni wykonawcy i ekipy remontowe jeszcze bardziej będą wpływać na terminy i koszty dostarczania nowych powierzchni oraz rearanżację przy renegocjacjach umów czy wynajmie biur.

— Koszty budowlane cały czas rosną, jednak czynsze w Łodzi były dotychczas dość stabilne. Według prognoz Colliers, wobec spodziewanego spowolnienia procesów deweloperskich, a także wzrostu kosztów budowlanych, możemy spodziewać się wzrostu czynszów w Łodzi — mówi Marcin Włodarczyk.

Zarówno najemcy, jak i deweloperzy mogą negocjować warunki, które zapewnią im utrzymanie ofertowych stawek czynszowych na stałym poziomie. Nie dzieje się to jednak bez konsekwencji, które w poprzednim roku sprowadzały się głównie do wydłużania okresów najmu oraz zwiększania zachęt dla najemców tj. kontrybucji pieniężnej na wykończenie powierzchni biurowej tzw. fit-out. Dla najemców poszukujących elastyczności nie jest to zawsze wyjście optymalne.

Wzrost cen kosztów budowy i wykończenia powierzchni biurowej (fit-out) to nie jedyne składowe, które wpłyną w 2019 roku na wzrost czynszu. W związku z ostatnimi zmianami regulacji prawnych najemcy muszą się liczyć ze znacznymi podwyżkami kosztów utrzymania nieruchomości, a tym samym podniesieniem opłat eksploatacyjnych. Podwyżki będą dotyczyć zarówno opłat za media, w szczególności energię elektryczną, jak i kosztów usług i serwisów – przede wszystkim ochrony i sprzątania.

W 2019 r. ekonomiści Santander Bank Polska prognozują dla eksportu trójkę z małym plusem

W minionym roku, w ślad za spowalniającym eksportem niemieckim i kurczącą się globalną wymianą handlową, tempo wzrostu polskiego eksportu spadło. W tym roku również będziemy obserwować taki trend, choć – co bardzo ważne – wartość eksportu nadal będzie rosła. Prognozy Santander Bank Polska zakładają, że w 2019 r. wynik liczony w euro będzie o ok. 3,3% lepszy niż w 2018 r. – Konkurencyjność cenowa polskiego eksportu zdaje się być niezagrożona – mówi Piotr Bielski, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych Santander Bank Polska.

Piotr Bielski, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych Santander Bank Polska
Piotr Bielski, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych Santander Bank Polska

Według wstępnych danych GUS, w ciągu 11. miesięcy 2018 r. wartość obrotów polskiego eksportu towarów sięgnęła 204,3 mld euro i była wyższa o 7,1% niż w analogicznym okresie rok wcześniej. To lekkie osłabienie w porównaniu z wynikami notowanymi w 2017 r., gdy dynamika sprzedaży zagranicznej na koniec roku wyniosła 10,2% r/r. Jaki będzie ten rok? – W 2019 r. polski eksport wyhamuje mocniej niż w 2018 r. Nasza prognoza to przyrost rzędu +3,3% r/r. Dynamika wzrostu importu sięgnie zaś 4,8%. W ten sposób, na koniec tego roku, saldo wymiany handlowej z dużym prawdopodobieństwem będzie pod kreską – mówi Piotr Bielski, szef Departamentu Analiz Ekonomicznych Santander Bank Polska.

W eksporcie dobre chęci nie wystarczą

W bieżącym roku wyniki polskiego eksportu nadal będą pod presją negatywnych zjawisk w europejskiej gospodarce oraz napięć w globalnym handlu, takich ja np. wojny handlowe czy Brexit. – Nasz kraj jest silnym ogniwem w europejskim łańcuchu dostaw a polski eksport, z racji bardzo silnej geograficznej koncentracji, jest ściśle powiązany z gospodarką europejską. Stąd też fakt, że w Europie pożegnaliśmy się ze szczytem koniunkturalnym i obserwujemy spowolnienie gospodarcze, obniża prognozy sprzedaży zagranicznej polskich firm – mówi Piotr Bielski. Podkreśla on, że w Unii Europejskiej, do której wędruje blisko 80% polskiego eksportu gospodarka będzie w tym roku rosła w tempie poniżej 2% a pytaniem jest tylko „jak bardzo poniżej?”. Największe znaczenie ma sytuacja w Niemczech, stąd szczególnie niepokoją ostatnie dane, wskazujące na mocne pogorszenie już nie tylko nastrojów, ale też obrotów i zamówień w niemieckim biznesie.

Według ekonomistów Santander Bank Polska dodatkową barierą dla rozwoju polskiego eksportu jest wysokie wykorzystanie mocy wytwórczych i pogłębiający się niedobór pracowników. Niemniej, te problemy nie powstrzymałyby dynamiki obrotów towarowych tak bardzo, gdyby nie słabnący popyt zagraniczny.

„Nie samą Europą eksporter żyje”

polski eksport wykresMimo niekorzystnych prognoz gospodarczych Europa pozostanie najważniejszym  kierunkiem rozwoju eksportu dla firm. – Konkurencyjność cenowa polskiego eksportu zdaje się być niezagrożona. Wzrost jednostkowych kosztów pracy przyśpieszył, ale pozostaje poniżej obserwowanego w innych porównywalnych gospodarkach. A przestrzeń między kosztami pracy w Polsce i w rozwiniętych krajach Europy jest wciąż duża – podkreśla Piotr Bielski.

W ujęciu wartościowym eksport z Polski na rynki poza Starym Kontynentem stanowi wąski margines całości sprzedaży zagranicznej. Ale jeśli chodzi o wzrosty procentowe, to właśnie te rynki królują. Co prawda wzrosty wynikają głównie z niskiej bazy, nie zmienia to jednak faktu, że pokazują pozytywny trend: proces geograficznej dywersyfikacji polskiego eksportu postępuje.

Z punktu widzenia pojedynczego przedsiębiorcy dywersyfikacja geograficzna rynków zbytu jest korzystna. Daje większą stabilność biznesu. – Chcemy, aby firmy oswajały się z rynkami pozaeuropejskimi. Rolą naszego Programu Rozwoju Eksportu jest więc nie tylko umożliwienie im nawiązywania relacji z odbiorcami z Europy, ale przede wszystkim pokazywanie i stwarzanie szans na dalekich rynkach – w Ameryce Łacińskiej czy w Azji. Mamy w tym zakresie możliwości, bo w Grupie Santander jest intensywna wymiana know-how i realnie możemy pomóc w rozwoju biznesu na różnych rynkach – mówi Małgorzata Demidziuk, szefowa International Desk Santander Bank Polska, odpowiedzialna za realizację Programu Rozwoju Eksportu, który Santander Bank Polska prowadzi już od kilku lat.

Poziom korupcji i nadużyć w sektorze publicznym w Polsce bez zmian

W najnowszej edycji rankingu Indeks Percepcji Korupcji opublikowanym przez Transparency International, międzynarodową organizację pozarządową działającą na rzecz zwalczania korupcji w życiu publicznym, Polska zajęła 36. miejsce, utrzymując tym samym pozycję sprzed roku.

Począwszy od 1995 roku międzynarodowa organizacja pozarządowa Transparency International corocznie publikuje Indeks Percepcji Korupcji (Corruption Perception Index). Ranking opracowywany jest w oparciu o specjalistyczne ekspertyzy oraz ankiety przeprowadzone wśród ekspertów zajmujących się tą tematyką i pokazuje poziom postrzegania korupcji w sektorze publicznym w poszczególnych krajach.

Najnowszy raport opublikowany 29 stycznia br. obejmuje dane pochodzące ze 180 krajów, w tym również z Polski, nadając im punktację w skali od 0 pkt (wysoki poziom korupcji) do 100 pkt (brak korupcji). Ponad 2/3 krajów objętych badaniem uzyskało poniżej 50 pkt, natomiast średnia ocena wyniosła 43 pkt. Autorzy rankingu zwracają uwagę, że od roku 2012 zaledwie 12 państw znacznie poprawiło swoje wyniki, w tym Estonia i Wybrzeże Kości Słoniowej, natomiast aż 16 terytoriów odnotowało znaczny spadek punktacji, m.in. Chile, Malta oraz Australia.

W tegorocznym zestawieniu Polska uplasowała się na 36. miejscu z wynikiem 60 pkt, co jest tożsame z wynikiem uzyskanym w zeszłorocznej edycji rankingu. Te same miejsca utrzymały również inne kraje znajdujące się w naszym regionie tj.: Litwa (38.), Łotwa (41.), Słowacja (57.) i Białoruś (70.). Awans w rankingu natomiast zanotowały Czechy (z 42. na 38.), Węgry (z 66. na 64.) i Ukraina (z 130. na 120.). Liderem regionu pozostała niezmiennie Estonia zajmująca wysokie 18. miejsce z wynikiem 73 pkt. Pomimo braku polepszenia pozycji w rankingu Polska została uplasowana wyżej niż niektóre kraje Europy Zachodniej: Hiszpania (41.), Włochy (53.) czy Grecja (67.).

Podobnie jak w poprzednich edycjach rankingu wysokie miejsca zajmują kraje nordyckie: Dania (1. miejsce – 88 pkt), Finlandia (3. miejsce – 85 pkt), Szwecja (3. miejsce – 85 pkt) oraz Norwegia (7. miejsce – 84 pkt). Wysoko plasują się również kraje takie jak Nowa Zelandia (2. miejsce – 87 pkt), Singapur (3. miejsce – 85 pkt) i Szwajcaria (3. miejsce – 85 pkt). Najsłabiej natomiast wypadły Somalia, Sudan Południowy i Syria, które zdobyły odpowiednio 10, 13 i 13 punktów.

Po raz pierwszy Polska pojawiła się w rankingu Transparency International w roku 2005 roku, plasując się wówczas na 70. miejscu. Obecny wynik pokazuje, że wykonaliśmy mnóstwo pracy, aby poprawić zarówno kondycję ekonomiczną, jak i uzdrowić mechanizmy zachodzące w naszym otoczeniu społeczno-gospodarczym. Choć jesteśmy przedstawiani jako jedni z liderów w regionie, wciąż jest jeszcze przed nami wiele pracy aby dorównać standardom antykorupcyjnym istniejącym w krajach z czołówki zestawienia. Utrzymanie tej samej lokaty co w roku poprzednim pokazuje, że korupcja jest nadal zjawiskiem dostrzeganym i odczuwalnym przez Polaków, a to z kolei powinno wzbudzić naszą czujność. – Angelika Ciastek-Zyska, wicedyrektor w zespole usług śledczych i zarządzania ryzykiem nadużyć, ekspert PwC ds. compliance i antykorupcji Eksperci PwC podkreślają, że choć indeks stworzony przez Transparency International dotyczy postrzegania korupcji w sektorze publicznym, świat biznesu też nie jest wolny od tego problemu.

Pomimo tego, że na przestrzeni ostatnich kilku lat polscy przedsiębiorcy coraz chętniej sięgają po rozwiązania prewencyjne w walce z oszustwami gospodarczymi, a także wzrosła ich świadomość w tym zakresie, nadal daleko nam do krajów, w których korupcja nie jest tolerowana przy prowadzeniu biznesu. Rozwiązania, które były wykorzystywane dotychczas, muszą być poddawane bieżącej aktualizacji i ciągłemu wzmacnianiu, by jak najlepiej chronić nas przed różnego rodzaju nadużyciami gospodarczymi – nie tylko w obszarze korupcji, ale i innych oszustw, w tym też podatkowych. – Szymon Bartczak, ekspert PwC w zespole usług śledczych i zarządzania ryzykiem nadużyć

Stany Zjednoczone „wdzięcznym” celem cyberszpiegostwa ekonomicznego

Najnowszy raport Narodowego Centrum Kontrwywiadu i Bezpieczeństwa USA pt. „Zagraniczne szpiegostwo ekonomiczne w cyberprzestrzeni” nie pozostawia złudzeń: szpiegostwo ekonomiczne i przemysłowe wciąż stanowi poważne zagrożenie dla rozwoju, bezpieczeństwa i przewagi konkurencyjnej USA. Cyberprzestrzeń pozostaje dominującym obszarem operacyjnym dla szerokiej gamy szpiegowskich graczy, w tym wrogich państw, przedsiębiorstw prywatnych działających na ich zlecenie, sponsorowanych grup hakerskich. Autorzy oceniają, iż technologie nowej generacji, takie jak sztuczna inteligencja (SI, ang. artificial intelligence – AI) czy Internet rzeczy (ang. Internet of Things – IoT) będą stanowiły zagrożenie dla narodowych sieci USA, do czego nie są w pełni przygotowane. Efektywna reakcja wymaga przede wszystkim postrzegania szpiegostwa ekonomicznego jako ogólnoświatowego, wielowektorowego zagrożenia dla integralności gospodarki amerykańskiej i globalnego handlu.

Trendy cyberszpiegostwa

W ocenie służb amerykańskich najbardziej narażone na cyberataki są sektory energetyki i alternatywnych źródeł energii, biotechnologie, technologie obronne, ochrona środowiska, zaawansowane technologie wytwórcze, technologie informatyczne i telekomunikacyjne. Nie wyklucza to wprawdzie innych obszarów, ale te wydają się najbardziej łakomym kąskiem dla cyberszpiegów.

Cyberzagrożenia ewoluują wraz z postępem technologicznym w globalnym środowisku informacyjnym. Na uwagę zasługują operacje związane z przerywaniem łańcucha dostaw oprogramowania. Przykłady można mnożyć. Wirus Floxif, który został wstrzyknięty do oprogramowania CCleanera, uderzył w 2,2 mln klientów. Hakerzy atakowali w szczególności 18 wybranych firm i zainfekowali 40 komputerów, aby uzyskać dostęp do danych takich potentatów, jak Samsung, Sony, Asus, Intel, VMWare, O2, Singtel, Gauselmann, Dyn, Chunghwa i Fujitsu. Zainfekowanie zmodyfikowanej wersji M.E. Doc, które najpierw pojawiło się na Ukrainie, przypisano wprawdzie Rosji, ale nie jest to do końca jasne, ponieważ ucierpiały również podmioty rosyjskie. W każdym razie atak sparaliżował sieci na całym świecie, powodując zamknięcie lub wpływając na operacje banków, firm, transportu. Koszt tego ataku na firmy dostawcze FedEx i Maersk wyniósł około 300 mln dolarów.

Prawo stanowione w niektórych krajach ułatwia kradzież własności intelektualnej i informacji prawnie chronionych. Dla przykładu w 2017 r. Chiny i Rosja rygorystycznie egzekwowały przepisy, które wzmacniały ich rodzime firmy kosztem przedsiębiorstw amerykańskich, umożliwiając dostęp do amerykańskich praw własności intelektualnej i informacji zastrzeżonych. W 2017 r. Chiny wprowadziły w życie nową ustawę o cyberbezpieczeństwie, która ograniczyła sprzedaż zagranicznych technologii informacyjnych i komunikacyjnych (ICT) oraz zobligowała obce firmy do poddawania się krajowym przeglądom bezpieczeństwa. Wymaga się również, aby firmy działające w Chinach przechowywały swoje dane na miejscu, a na ich transfer poza granice wymagana jest specjalna zgoda rządu. Amerykańska Izba Handlowa wykazała, że jeśli zagraniczna firma ulokowała cenny zbiór danych lub informacji w Chinach czy to do celów badawczo-rozwojowych, czy do prowadzenia działalności gospodarczej, będzie musiała ponieść określone ryzyko. Jej dane mogą zostać przywłaszczone lub wykorzystane niezgodnie z przeznaczeniem, szczególnie w środowisku biznesowym Chin, gdzie firmy, chcąc chronić swoje zasoby, napotykają poważne problemy prawne.

Podążając śladem Chin, Rosja zwiększyła wymagania co do przeglądów kodów źródłowych zagranicznych technologii sprzedawanych na terenie kraju. Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) związana z gospodarczymi misjami szpiegowskimi służy jako władza odpowiedzialna za kierowanie tymi przeglądami i zatwierdza sprzedaż produktów oraz usług technologicznych na terenie Rosji.

Kraje wysokiego zagrożenia wywiadowczego jak Chiny i Rosja wykorzystują te przepisy, ułatwiając znacząco dostęp do własności intelektualnej zagranicznych firm operujących na ich terenie, a następnie dzielą się poufnymi informacjami z rodzimymi podmiotami.

Odnotować należy również to, iż zagraniczne firmy zajmujące się technologiami informacyjnymi i komunikacyjnymi często podlegają wpływom swoich rządów, kreując ryzyko dla tajemnic handlowych i własności intelektualnej Stanów Zjednoczonych. Firmy te świadczą usługi, które niekiedy wymagają dostępu do fizycznych punktów kontrolnych obsługiwanych komputerów i sieci. Ostatnie wydarzenia pokazują potencjalne ryzyko stwarzane przez firmy technologiczne, które mają powiązania z rządami
o wysokiej aktywności wywiadowczej.

W odpowiedzi amerykański Departament Bezpieczeństwa Krajowego we wrześniu 2017 r. wydał dyrektywę skierowaną do departamentów i agencji federalnych o unikaniu produktów i usług firmy Kaspersky Lab w związku ze stwarzanym przez nią zagrożeniem bezpieczeństwa informacji. Chodzi naprawdę o jej powiązania z rządem Rosji. W grudniu 2017 r. Departament Sprawiedliwości zawarł umowę z Netcracker Technology Corp., która zaowocowała deklaracją, iż firma nie będzie przechowywała poufnych informacji i danych od swoich klientów technologicznych z USA w zagranicznych lokalizacjach, w tym w szczególności w Rosji.

Aktorzy państwowi najgroźniejszymi przeciwnikami

Do najpoważniejszych państwowych cyberszpiegów należą Chiny, Rosja i Iran. To gracze wrodzy i nic nie wskazuje na to, aby w dającej się przewidzieć przyszłości uległo to zmianie. Odnotować wszak trzeba, że kraje mające bliskie związki ze Stanami Zjednoczonymi również prowadzą działania szpiegowskie w cyberprzestrzeni, ale też inne formy działalności skierowane przeciwko sojusznikowi, chcąc pozyskać nowe technologie, własność intelektualną czy tajemnice handlowe dla zwiększenia swojej przewagi konkurencyjnej.

Chiny – przeciwnik totalny

Chiny pozostają najaktywniejszym „penetratorem” amerykańskiej cyberprzestrzeni i poszukiwaczem technologii. Nie wahają się sięgać po tajemnice handlowe i informacje prawnie zastrzeżone. Chińskie operacje w cyberprzestrzeni są częścią złożonej, wielopłaszczyznowej strategii, która zakłada osiągnięcie trzech głównych celów:

  • umocnienie narodowego potencjału,
  • ukształtowanie modelu gospodarczego opartego na innowacyjności,
  • modernizację militarną.

Cele strategiczne realizowane są za pomocą szerokiej gamy metod, środków i narzędzi, do których można zaliczyć:

  1. Wykorzystywanie nietradycyjnych „pozyskiwaczy” informacji – stawianie zadań naukowcom
    i biznesmenom w zakresie zdobywania amerykańskich technologii;
  2. Joint venture – zakładane z amerykańskimi podmiotami w celu uzyskiwania technologii oraz know-how;
  3. Partnerstwa badawcze – aktywne poszukiwania współpracy z laboratoriami państwowymi USA
    w celu poznania i pozyskania określonej technologii oraz „miękkich kompetencji” niezbędnych do prowadzenia takiego rodzaju laboratoriów i badań na własnym terenie;
  4. Współpraca akademicka – wykorzystywanie współpracy i powiązań z uniwersytetami dla prowadzenia specyficznych badań w celu uzyskania dostępu do wysokiej klasy narzędzi badawczych i sprzętu. Otwartość środowisk akademickich sprzyja wypełnianiu chińskich luk strategicznych;
  5. Inwestycje S&T (sprzedaż-handel) – długoterminowe inwestycje państwowe w infrastrukturę techniczno-technologiczną w zakresie handlu i sprzedaży;
  6. Fuzje i nabycia (M&A) – wykupywanie firm, które dysponują odpowiednimi technologiami, urządzeniami i ludźmi. Często kończy się to na sprawach rozpatrywanych przez Komitet Inwestycji Zagranicznych USA (CFIUS);
  7. Firmy fasadowe – wykorzystanie firm fasadowych (tzw. słupów), które przykrywają udział chińskiego rządu np. w pozyskiwaniu kontrolowanych technologii eksportowych;
  8. Programy rekrutujące talenty – programy mające na celu identyfikację talentów, ściąganie ich do Chin (często do powrotu) i angażowanie do strategicznych prac rozwojowych;
  9. Służby wywiadowcze – klasyczne szpiegostwo zagraniczne;
  10. Środowisko prawne i regulacyjne – wykorzystywanie przepisów prawa do utrudniania działalności zagranicznych podmiotów i wspierania podmiotów chińskich.

Większość wykrytych chińskich operacji cybernetycznych przeciwko sektorowi prywatnemu w USA koncentrowała się na zastrzeżonych kontrahentach wojskowych lub firmach informatycznych i komunikacyjnych, których produkty i usługi wspierały sieci rządowe.

Według oceny kilku firm cybernetycznych w 2017 r. kontynuowała swoją działalność chińska grupa cyberprzestępcza APT10, prowadząca szeroko zakrojone operacje ukierunkowane na przemysł inżynieryjny, telekomunikacyjny i lotniczy. APT10 interesowała się firmami na całym świecie, w tym w Stanach Zjednoczonych, wykorzystując dostawców usług IT jako narzędzi. Znaleziono powiązania między chińskimi cyberprzestępcami a wykorzystywaniem aplikacji CCleanera, która pozwalała hakerom ukierunkowywać działania na firmy amerykańskie, w tym Google, Microsoft, Intel i VMware.

Ocenia się, że Chiny będą w dalszym ciągu stanowiły zagrożenie dla zastrzeżonych przez USA technologii i własności intelektualnej. Jeśli chińskie zagrożenie nie zostanie zniwelowane, w dłuższej perspektywie może to odbić się ujemnie na przewadze konkurencyjnej Ameryki.

Rosja – przeciwnik wyrafinowany

Rosja ma wiele powodów, aby szpiegować USA w cyberprzestrzeni. Do najważniejszych z nich należy próba wzmocnienia gospodarki toczonej przez epidemię korupcji, wzmocnienie kontroli państwa i rekompensowanie wypływu własnych talentów za granicę. Wysiłki Moskwy na rzecz modernizacji wojskowej są i nadal będą czynnikiem motywującym Rosję do kradzieży własności intelektualnej w USA. Rosja wykorzystuje cyberprzestrzeń jako jedną z wielu metod uzyskiwania niezbędnego know-how i technologii do rozwoju i modernizacji swojej gospodarki. Inne metody obejmują:

  • wykorzystywanie rosyjskich przedsiębiorstw komercyjnych i podmiotów akademickich, które współdziałają z Zachodem;
  • rekrutację przez służby wywiadowcze rosyjskich imigrantów legitymujących się zaawansowanymi umiejętnościami technicznymi;
  • penetrację przedsiębiorstw publicznych i prywatnych przez służby, która umożliwia rządowi pozyskiwanie wrażliwych informacji technicznych od przemysłu.

Moskwa wykorzystuje cyberataki jako narzędzie gromadzenia danych wywiadowczych do podejmowania decyzji na szczeblu państwowym i czerpania korzyści gospodarczych. Eksperci twierdzą, że Rosja musi wprowadzić strukturalne reformy, w tym dywersyfikację gospodarczą sektorów technologicznych, aby osiągnąć wyższe tempo wzrostu produktu krajowego brutto, o który publicznie apelował rosyjski prezydent Putin. Aby wesprzeć ten cel, rosyjskie służby wywiadowcze przeprowadziły w USA zaawansowane hackingowe operacje na dużą skalę. Ponadto Moskwa wykorzystuje szereg innych operacji wywiadowczych dla kradzieży cennych aktywów ekonomicznych:

W 2016 r. haker „Eas7” ujawniła zachodniej prasie, że współpracowała z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa (FSB) w zakresie gospodarczych misji szpiegowskich. Oceniała, że „wśród dobrych hakerów co najmniej połowa pracuje dla struktur rządowych”, sugerując, że Moskwa zatrudnia cyberprzestępców.

Rosja wykorzystuje cyberataki do gromadzenia danych dotyczących własności intelektualnej z amerykańskich sektorów energetyki, opieki zdrowotnej i technologii. Na przykład hakerzy pracujący dla rosyjskiego rządu w ubiegłym roku włamali się do dziesiątek amerykańskich firm energetycznych, w tym do ich sieci operacyjnych. Działalność ta napędzana jest przez wiele celów, w tym zbieranie informacji wywiadowczych, uzyskanie dostępu do własności intelektualnej i przekazywanie jej rosyjskim firmom.

Przynajmniej od 2007 r. Moskwa wspierała program cybernetyczny APT28, który rutynowo gromadził informacje wywiadowcze dotyczące kwestii obronnych i geopolitycznych, w tym Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej. Uzyskanie wrażliwych danych z przemysłu obronnego USA może zapewnić Rosji korzyści ekonomiczne (np. w zagranicznej sprzedaży wojskowej) i w sferze bezpieczeństwa, ponieważ Rosja nadal wzmacnia i modernizuje siły wojskowe.

Ocenia się, że w bieżącym roku Rosja nie zaniecha agresywnych cyberataków przeciwko Stanom Zjednoczonym i ich sojusznikom w ramach globalnego programu gromadzenia danych wywiadowczych. Chociaż są one tylko jednym z elementów wielopłaszczyznowego podejścia Moskwy do pozyskiwania informacji, to dają rosyjskim służbom wywiadowczym sprawne i opłacalne narzędzie do realizacji celów państwowych.

Iran – rosnące zagrożenie dla cyberbezpieczeństwa

Irańska działalność szpiegowska w cyberprzestrzeni koncentruje się wprawdzie na przeciwnikach z Bliskiego Wschodu, takich jak Arabia Saudyjska i Izrael, jednak w 2017 r. Iran penetrował również sieci w Stanach Zjednoczonych. Część tej aktywności skierowana była na amerykańskie technologie o dużej wartości dla irańskiego rządu. Pozyskanie amerykańskich poufnych informacji i technologii umożliwia Teheranowi pobudzanie krajowego wzrostu gospodarczego, modernizację sił zbrojnych i zwiększenie sprzedaży zagranicznej.

Irańska grupa hakerów Rocket Kitten konsekwentnie atakuje amerykańskie firmy obronne, prawdopodobnie umożliwiając Teheranowi poprawę już zaawansowanych programów rakietowych i kosmicznych. Hakerzy irańscy celują w firmy lotnictwa cywilnego, wykorzystując na różne sposoby strony internetowe, spearphishing, zdobywanie poświadczeń i techniki inżynierii społecznej. Irańscy hakerzy atakowali amerykańskie instytucje naukowe, kradnąc cenne własności intelektualne.

Uważa się, że Iran będzie nadal przenikał do amerykańskich sieci w celu szpiegostwa przemysłowego. Gospodarka Iranu – wciąż silnie napędzana przez przychody z ropy naftowej – będzie uzależniona od wzrostu w branży naftowej, więc państwo nadal będzie wykorzystywało cyberprzestrzeń, aby zyskać przewagę w tym sektorze. Iran będzie wykorzystywał swoje zdolności cybernetyczne do zmniejszenia luki naukowej i technologicznej między nim a krajami zachodnimi.

Rząd USA podejmuje liczne kroki przeciwdziałające szpiegostwu gospodarczemu w cyberprzestrzeni. Najbardziej widoczne są wysiłki podejmowane dla ochrony infrastruktury krytycznej i wrażliwych sieci komputerowych. Państwo kontynuuje także współpracę z sektorem prywatnym, inwestując w naukę i technologie, badania cybernetyczne i rozwój jako sposób na złagodzenie złośliwej aktywności wrogich podmiotów w cyberprzestrzeni. Inne działania obejmują: udostępnianie informacji o zagrożeniach cybernetycznych, lukach i innych zagrożeniach; promowanie najlepszych praktyk w zakresie cyberbezpieczeństwa, poprawę reakcji na incydenty cybernetyczne; współpracę z sojusznikami w zakresie cyberprzestępczości.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Marek Ciecierski, Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

Jak kantory internetowe oceniają miniony rok i co wydarzy się na rynkach w 2019?

Roku 2018 z pewnością nie można nazwać nudnym. Może nie zdarzyło się nic na miarę kryzysu z dekady wcześniej, ale ważnych wydarzeń z pewnością nie brakowało. Wahania nastrojów wpływały na rynki finansowe, w tym na branżę kantorów online. Jak kantory internetowe oceniają miniony rok i co wydarzy się na rynkach w 2019 roku? O analizę pokusili się eksperci Currency One, operatora serwisów Internetowykantor.pl i Walutomat.pl.

Rzadko kiedy nowy rok dostaje aż tyle problemów w spadku po poprzednim. Nie ma wątpliwości, że 2019 przyniesie całe spektrum nowych wyzwań, ale zanim to nastąpi, musi sobie poradzić z nierozwiązanymi kwestiami. A tych nie brakuje –  wojna handlowa
Chiny-USA, negocjacje brexitowe, próba sił między Włochami a Unią Europejską, shutdown
w USA czy spadek cen ropy. „Każdy z tych problemów niesie ze sobą ogromny potencjał do zmiany świata, w którym funkcjonujemy” – ocenia Krzysztof Adamczak, analityk finansowy Currency One.

Większość głównych wydarzeń 2018 wciąż trwa i niewykluczone, że robiąc zestawienie na 2019 rok spora część tematów powtórzy się. Mają one bowiem dalszy wpływ na rynki finansowe, w tym na branżę kantorów online, które, mimo wahań na światowych rynkach, stale rosną w siłę. Ostatnie 12 miesięcy to dalszy, dynamiczny rozwój serwisów oferujących wymianę walut przez Internet. Jak pokazują dane opublikowane przez Currency One, operatora serwisów Internetowykantor.pl i Walutomat.pl, Polacy coraz chętniej decydują się przenieść swoje potrzeby walutowe do Internetu. Według statystyk aż
o 20,5% zwiększyła się liczba rejestracji nowych klientów w kantorach internetowych względem 2017 roku.

W poprzednim roku dało się zauważyć dużo większe zainteresowanie euro –  o 9% zwiększyła się liczba ofert kupna tego pieniądza. Euro było również walutą największego, jednorazowego zlecenia wymiany w wysokości 923 tysięcy. To właśnie europejską walutę najczęściej wysyłamy za granicę, m.in. do Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Holandii.

Interesująco wyglądają dane demograficzne użytkowników kantorów online. Większość z nich (ok. 45%) to osoby w wieku 30-45 lat. Mężczyźni to zdecydowanie liczniejsza grupa wśród klientów kantorów online, stanowiąca 69%. Wszyscy klienci Internetowykantor.pl tylko w 2018 roku zaoszczędzili na wymianie walut w serwisie ponad 122 miliony złotych.

Usługi kantorów internetowych coraz bardziej przekonują również klientów biznesowych. Wynika to z oferty dedykowanej użytkownikom prowadzącym własną działalność, która idealnie wpasowuje się w ich potrzeby walutowe. Tylko w 2018 roku z usług Walutomat.pl skorzystało aż o 27%  więcej klientów z własną działalnością. Średnio tacy użytkownicy wymieniali o 4% więcej, niż w poprzednim okresie.

Ponad 7 milionów użytkowników skorzystało w 2018 roku z portalu Biznes.gov.pl

Ponad 7 milionów użytkowników skorzystało w 2018 roku z portalu Biznes.gov.pl, na którym można załatwić online ponad 300 różnych procedur dotyczących zakładania i prowadzenia firmy. To cyfrowe wrota do przedsiębiorczości dostępne dla każdego, kto prowadzi lub dopiero myśli o własnej firmie. Portal Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii to także kompleksowe źródło informacji dla przedsiębiorców na każdym etapie rozwoju ich działalności. Z portalu korzystają również pracownicy administracji państwowej i samorządowej.

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii podsumowało 3-letni etap prac nad projektem.
W spotkaniu udział wzięli m.in. wiceminister przedsiębiorczości i technologii Tadeusz Kościński oraz Sekretarz Stanu w Ministerstwie Cyfryzacji Karol Okoński, przedstawiciele zespołu projektowego Biznes.gov.pl, przedstawiciele sektora finansowego oraz  przedsiębiorcy.

Prace nad portalem Biznes.gov.pl prowadzone były przez 150 osób o różnych specjalizacjach. Nie są to wyłącznie informatycy, prawnicy, ale także eksperci w zakresie prowadzenia biznesu. W tworzeniu rozwiązań udostępnianych na portalu uczestniczyli między innymi specjaliści z MPiT, Krajowej Izby Gospodarczej oraz Instytutu Logistyki i Magazynowania.

Biznes.gov.pl jest nie tylko coraz bardziej funkcjonalny, ale też cieszy się coraz większą popularnością. W ciągu ostatniego roku liczba odsłon portalu wzrosła o 86,6 proc., z nieco ponad 8 mln w 2017 roku do ponad 15 mln. O niemal tysiąc proc. wzrosła w ciągu trzech lat działalności Biznes.gov.pl liczba uruchomionych usług (w 2018 roku było ich ponad 200 tys.). Dziś portal oferuje przedsiębiorcom już ponad 300 usług do załatwienia wyłącznie online. Dzięki temu bez wychodzenia z domu lub biura można uzyskać kwalifikacje w danych zawodach i zezwolenia w poszczególnych branżach. Na portalu dostępnych jest ponad 200 na bieżąco aktualizowanych poradników dla przedsiębiorców, 1000 opisów procedur oraz 500 artykułów o tym jak prowadzić biznes (w 2018 roku skorzystało z nich ponad 600 tys. osób – to wzrost o ponad 30 proc. rok do roku).

Symbol zmian w relacjach między biznesem a administracją

Biznes.gov.pl rozwijany jest przy współudziale użytkowników. Dla przykładu w ramach akcji #GłosPrzedsiębiorcy zebrano dotychczas ponad 240 pomysłów. Regularnie prowadzone są badania użyteczności i sprawdzane potrzeby użytkowników. Portal będzie w najbliższych latach intensywnie rozwijany, a usługi cyfrowe dla firm będą gromadzone w jednym miejscu. Głównym celem jest większa integracja z rejestrem CEIDG, stworzenie Konta przedsiębiorcy z dostępem do wszystkich usług dotyczących zakładania i prowadzenia działalności gospodarczej.

– Zależy nam na tym, by przedsiębiorcy, zarówno początkujący jak i prowadzący działalność od kilku lat, mieli w sieci jedno miejsce, w którym będą mogli nie tylko dowiedzieć się o wszystkich uwarunkowaniach związanych z prowadzeniem biznesu, ale także załatwić wszystkie sprawy przez Internet. Elektronizacja przełoży się na szybkość i efektywność działania naszych firm, a tym samym pozwoli na stabilny rozwój polskiej gospodarki – mówi wiceszef MPiT.

– Ostatnie lata to, dzięki działaniom Ministerstwa Cyfryzacji, dynamiczny rozwój usług e-administracji publicznej. Polacy przekonali się, że cyfryzacja ułatwia życie, a sprawy urzędowe można załatwiać z domu, bez wizyt w urzędach – mówi Sekretarz Stanu w Ministerstwie Cyfryzacji Karol Okoński. – Obecnie ze strony gov.pl można się już zalogować i przejść do panelu użytkownika. Jest tam m.in. informacja o dowodzie osobistym, zestawienie informacji o posiadanych samochodach. Do tego wkrótce pojawią się informacje z ksiąg wieczystych i wiele innych. Intensywnie pracujemy nad kolejnym e-usługami – dodaje wiceminister cyfryzacji.

O popularności przygotowanych przez MC e-usług najlepiej świadczą liczby. Oto tylko kilka z nich.

Coraz więcej Polaków ma Profil Zaufany – obecnie to przeszło 2,6 miliona osób. To ponad osiem razy więcej niż trzy lata temu. W 2018 r. około 2,5 miliona wniosków w programach 500+ i 300+ złożono przez Internet. Do urzędów tą samą drogą trafiło 170 tysięcy wniosków o wydanie dowodu osobistego. Od 1 czerwca 2018 r. – czyli od dnia uruchomienia e-usługi – do dziś rodzice zgłosili online narodziny ponad 27 tysięcy maluchów. Niemal 40 tysięcy osób bez wychodzenia z domu zameldowało się w nowym miejscu zamieszkania. Polacy złożyli też prawie 35 tysięcy wniosków o odpis aktów stanu cywilnego.

Jednymi z najbardziej popularnych e-usług są możliwość sprawdzenia online historii pojazdu oraz liczby punktów karnych. Polacy skorzystali z nich niemal 60 milionów razy!

Polska cyfryzuje się szybciej niż Europa

Raport międzynarodowej firmy doradczej McKinsey&Company „Polska jako cyfrowy challenger 2018” wskazuje, że nasz kraj cyfryzuje się dwukrotnie szybciej niż największe kraje Europy. Proces ten rozwija się w tempie 7 proc. rocznie. Wartość usług cyfrowych w 2016 roku stanowiła 6,2 proc. naszego PKB – czyli około 112 mld zł. A do 2025 roku może osiągnąć wartość nawet 275 mld.

Ponadto według badań Uniwersytetu Warszawskiego, 90% polskich przedsiębiorstw zadeklarowało, że przynajmniej raz skorzystało z e-administracji – to znaczy uzyskało informacje za pośrednictwem strony internetowej danej instytucji, pobrało lub złożyło formularz, bądź też odprowadziło składki i podatek VAT. To potwierdza fakt, że przedsiębiorcy coraz bardziej są gotowi na to, żeby kontakt z administracją przebiegał jedynie cyfrowo.

Rynek nieruchomości w Polsce w 2018 r. – okiem ekspertów

Istotne wzrosty cen mieszkań, kontynuacja mody na inwestowanie na rynku nieruchomości oraz rekordowa akcja kredytowa. Pod wieloma względami 2018 rok był przełomowy. Trendy minionego roku omawiają eksperci Metrohouse, Expandera oraz portalu RynekPierwotny.pl.

Rekordowe wzrosty cen na rynku wtórnym

Wtórny rynek mieszkań 2018 r. był wyjątkowy pod względem wzrostów cen. Już dawno w największych miastach w Polsce nie obserwowaliśmy tak dynamicznych podwyżek. – O ile na początku 2018 roku nasze analizy wykazywały kilkuprocentowe zmiany cen w porównaniu rok do roku, to już zmiany cen w ostatnich 12-stu miesiącach osiągnęły znacznie wyższe pułapy. Jeszcze przed rokiem liderem wzrostów był Kraków, gdzie odnotowaliśmy zmianę 4 proc. r/r. Obecnie w pięciu na sześć analizowanych miastach wzrosty cen przekroczyły więcej niż 10 proc., mówi Marcin Jańczuk, analityk z Metrohouse.

W ciągu roku byliśmy obserwatorami znacznych wzrostów cen w Trójmieście. Gdańsk, z racji możliwości wynajmu krótkoterminowego i wakacyjnego cieszył się szczególnym zainteresowaniem inwestorów, którzy windowali ceny w tym rejonie. Ostatnie odczyty z raportu Metrohouse i Expandera wskazują, że w ciągu roku ceny mieszkań z rynku wtórnego wzrosły tu o 10,3 proc. (6385 zł za m kw.). Jednak to nie Gdańsk okazał się liderem wzrostów. Są nimi Łódź, gdzie ceny wzrosły o 13,9 proc., a za m kw. lokalu płacimy już 4243 zł oraz Kraków, gdzie różnica w ciągu 12-stu miesięcy wyniosła 13,2 proc., a obecnie za m kw. płacimy już 7114 zł. We Wrocławiu i w Warszawie wzrosty też były bardzo zauważalne i wyniosły odpowiednio 10,8 proc. (5929 zł) i 10,2 proc. (8611 zł). Z największych miast tylko w Poznaniu wzrosty cen nie przekroczyły 10 proc (8,7 proc.). W stolicy Wielkopolski za m kw. płacimy obecnie średnio 5688 zł.

Cenniki deweloperów wpływają na ceny mieszkań z drugiej ręki

Drożejące mieszkania na rynku wtórnym to w prostej linii wynik tego, co możemy zaobserwować na rynku pierwotnym. Zwykle właśnie sytuacja w branży deweloperskiej ma silne przełożenie na zachowania rynkowe sprzedających. Tymczasem na rynku deweloperskim mieliśmy do czynienia z wysokim popytem na mieszkania, który napędzamy był zwłaszcza przez inwestorów indywidualnych, którzy właśnie na rynku nieruchomości upatrywali najlepszej przystani dla swojego kapitału.

Choć w ostatnim kwartale 2018 r. zainteresowanie zakupami w celach inwestycyjnych nieco osłabło, co było pochodną coraz wyższych cenników w biurach deweloperskich, to z pewnością miniony rok był dla branży bardzo udany. – Kupujący mieszkania  na własne potrzeby musieli więc rywalizować z inwestorami, ale także godzić się na bardzo odległe terminy oddawania do użytku wymarzonych M. Alternatywą był, jak zwykle rynek wtórny, gdzie wybór mieszkań i lokalizacji jest znacznie szerszy. Jednak korzystając z okazji sprzedający także zaczęli podnosić poprzeczkę oczekiwań, co bardzo szybko przyczyniło się do pojawienia się na rynku cen (także tych transakcyjnych), które jeszcze nigdy nie gościły w analizach, komentuje Marcin Jańczuk z Metrohouse.

Końcówka roku w Warszawie dość spokojna

W IV kwartale 2018 roku mogliśmy zaobserwować kilka ciekawych zmian na lokalnych rynkach mieszkaniowych. Jedną z nich jest fakt, że najmniejsze zmiany cen metrażu wystąpiły w stolicy. – Od października do grudnia 2018 r. średni ofertowy koszt zakupu nowego mieszkania z Warszawy wzrósł o zaledwie 1,0%. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że pomimo cenowej stabilizacji w Warszawie, tamtejsza średnia cena nowych „M” zaczyna przywodzić na myśl czasy poprzedniego boomu mieszkaniowego (tzn. lata 2006 – 2008)” – tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Dość ciekawie przedstawia się również sytuacja w Poznaniu, Wrocławiu i Gdańsku. Wszystkie te miasta prawie zrównały się pod względem średniej ceny ofertowej, która oscyluje w przedziale 7100 – 7300 zł/mkw. Różnice między nimi można jednak zauważyć, analizując podaż lokali w poszczególnych segmentach cenowych. – Pod koniec 2018 roku, aż jedną trzecią oferty wrocławskich deweloperów stanowiły mieszkania kosztujące 6 – 7 tys. zł/mkw. W Gdańsku dominowały natomiast nowe lokale z ceną ofertową 5 – 6 tys. zł/mkw. (37% podaży). Jeżeli chodzi o Poznań, to widoczna była dominacja „M” za 6 – 7 tys. zł/mkw. (42%) oraz 7 – 8 tys. zł/mkw. (36%).” – tłumaczy ekspert RynekPierwotny.pl.

Stabilna sytuacja w Łodzi, w Krakowie duże wzrosty

Jeśli spojrzymy na Łódź, to w IV kw. 2018 r. pod względem cenowym była ona drugą najstabilniejszą metropolią (wzrost średniej stawki ofertowej o 1,4%). Mimo tej stabilizacji, osoby szukające tanich mieszkań z Łodzi mogą mieć powody do niepokoju. W okresie X – XII 2018 r. udział nowych łódzkich lokali z ceną 4 – 5 tys. zł/mkw. zmalał bowiem o 3,4 punktu procentowego. Znacząco przybyło natomiast „M” kosztujących 6 – 7 tys. zł/mkw. (+3,7 p.p.). Takie mieszkania są znacząco droższe niż łódzkie lokale „z drugiej ręki”.

Zupełnie inna sytuacja ma miejsce w Krakowie, w przypadku którego ostatnie zmiany cenowe budzą największe obawy o stabilność rynku pierwotnego. Jak tłumaczy ekspert portalu RynekPierwotny.pl: „Kolejny kwartał przyniósł podwyżkę wynoszącą aż 5,9%. Była to największa zmiana w grupie sześciu analizowanych metropolii.” Dodatkowo można było zauważyć znaczący ubytek mieszkań w średnich segmentach cenowych (5 – 6 tys. zł/mkw. oraz 6 – 7 tys. zł/mkw.), przy jednoczesnym szybkim wzroście odsetka lokali kosztujących 8 – 10 tys. zł/mkw., które są za drogie dla przeciętnego krakowianina.

Rekordy na rynku kredytów hipotecznych

Ubiegły rok był wyjątkowy jeśli chodzi o zainteresowanie kredytami hipotecznymi. Wartość  przyznanego finansowania wyniosła ok. 53 mld zł i była najwyższa od 2008 r. Ten wynik, to częściowo efekt wzrostu cen mieszkań, przez który Polacy musieli zadłużać na wyższe kwoty niż w poprzednich latach. Dodatkowo wzrosła również liczba osób kupujących mieszkanie z pomocą kredytu. To natomiast wynik bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy połączony z wciąż bardzo niskimi stopami procentowymi.

Dla tych, którzy planują zaciągniecie kredytu w tym roku mamy zarówno dobre jak i złe informacje. Dobrą jest to, że niska inflacja sprawia, że spada ryzyko podwyżki stóp procentowych. – Stopy procentowe mogą pozostać na obecnym poziomie jeszcze przez kilka lat. Dzięki temu kredyty nadal będą tanie i dość łatwo dostępne. Warto jednak pamiętać, że okres spłaty może wynieść 20-30 lat, a w tak długim okresie stopy procentowe zapewne wzrosną, komentuje Jarosław Sadowski z Expandera.

Złą informacją jest prognozowane spowolnienie gospodarcze. Banki, obawiając się gorszej koniunktury, mogą zaostrzać wymogi dotyczące uzyskania kredytów hipotecznych.

Dostępność kredytów obecnie jest dość dobra, ale w tym roku może się pogorszyć.  Dotychczas banki chętnie udzielały kredytów, gdyż były one bardzo dobrze spłacane. Pojawiają się jednak obawy, że wraz z pogorszeniem się koniunktury gospodarczej więcej kredytobiorców może mieć problemy ze spłatą rat. Banki wolą się przed tym zabezpieczyć. Kilka z nich już zaostrzyło wymogi, co zmniejszyło dostępną kwotę kredytów. W najbliższym czasie ich śladem mogą pójść kolejne. Im bardziej gospodarka będzie spowalniała, tym mocniej będą rosły obawy banków, a więc i ograniczenia w zakresie udzielania kredytów, dodaje ekspert Expandera.

Perspektywy rynku kredytowo – pożyczkowego na rok 2019

BIK podsumowuje kredytowo – pożyczkowy rok 2018 oraz wskazuje perspektywy rynkowe na 2019 r.: kilkuprocentowa (2-5%) dodatnia dynamika wartości nowych kredytów gotówkowych i ratalnych w sektorze bankowym, oraz kilkuprocentowy (ok. 5%) wzrost wartości kredytów mieszkaniowych.

Rok 2018 zakończył się największym od dekady wynikiem sprzedaży kredytów mieszkaniowych na kwotę 56,2 mld zł., co stanowi wzrost o 20,1% w stosunku do 2017 r. W kredytach gotówkowych nastąpił wzrost wartości udzielonych kredytów o 6,8%, a wartość zawartych umów na kredyty ratalne  wzrosła o 6,6%.

Zakładając kontynuację pozytywnych trendów w gospodarce i utrzymujących się niskich stóp procentowych, BIK prognozuje na 2019 r. lepszy wynik zarówno w kredytach konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych), jak i w mieszkaniowych.

Kredyty gotówkowe i ratalne

Wpływ na ożywienie w segmencie kredytów gotówkowych i ratalnych miały utrzymujące się niskie stopy procentowe i wzrost dochodów gospodarstw domowych. W 2018 r. banki oraz SKOK-i udzieliły łącznie 7,5 mln szt. kredytów konsumpcyjnych, co oznacza wzrost liczby udzielonych kredytów o 2,8% w porównaniu do 2017 r. W ujęciu wartościowym – wzrost o 6,7% przełożył się na kolejny dobry wynik roczny w wysokości  84 mld zł udzielonych nowych kredytów.

Pomimo ograniczenia handlu w niedziele, wzrosła liczba (1,2%) i wartość (6,6%) udzielonych kredytów ratalnych. To najlepszy wynik w ostatnich trzech latach, który jest konsekwencją wysokiej dynamiki kredytów na średnie (10-30 tys. zł) i wysokie kwoty (powyżej 30 tys. zł), odpowiednio 17,0% i 12,6%.Wzrost kredytów ratalnych na wysokie kwoty związany jest głównie z finansowaniem zakupu samochodów.

Zaobserwowano wpływ ustawowego ograniczenia handlu w niedziele – okazuje się, że część sprzedaży kredytów ratalnych przeniosła się z niedzieli na poniedziałek. Potwierdzają to obserwacje BIK z 2-4 kwartału 2018 r. z których wynika, że liczba udzielonych kredytów w niedziele spadła o 100 tys. szt., a w poniedziałki wrosła o 90 tys. kredytów. Ponadto w okresie styczeń́–marzec 2018 r. (gdy nie obowiązywało jeszcze ograniczenie handlu) dynamika liczby udzielanych kredytów ratalnych wyniosła 8,2% a później, w okresie kwiecień–grudzień 2018 r. liczba udzielonych kredytów spadła o 1% (w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego).

Wzrósł również rynek kredytów gotówkowych, których w 2018 r. udzielono na kwotę 70,7 mld zł (wzrost o 6,8%). Najwyższe dynamiki wzrostu dotyczyły zobowiązań na niskie kwoty (<=2 tys. zł) oraz  wysokie kwoty (powyżej 30 tys. zł). Wart odnotowania jest wzrost średniej kwoty nowego kredytu gotówkowego (do 18,3 tys. zł) przy jednoczesnym wydłużeniu średniego umownego okresu spłaty zawieranych kredytów do 45 miesięcy.

– Kredyty gotówkowe są najbardziej popularnym produktem kredytowym. W ubiegłym roku udzielono ich na kwotę 70,7 mld zł. Charakterystyczny był dalszy wzrost średniej kwoty nowo udzielonego kredytu gotówkowego, a jednocześnie zaobserwowaliśmy, że były one udzielane na coraz dłuższe umowne okresy spłaty. Ponadto ponad połowa udzielonych kredytów gotówkowych związana była z konsolidowaniem wcześniej zaciągniętych zobowiązań wraz z przyznaniem dodatkowej kwoty kredytu – mówi dr Mariusz Cholewa, prezes Zarządu BIK.

– Co czwarty kredyt gotówkowy został udzielony na okres dłuższy niż 5 lat, a kredyty te stanowiły ponad połowę wartości wszystkich udzielonych kredytów w 2018 r. – dodaje Prezes BIK.

Pożyczki pozabankowe

Do firm pożyczkowych należy już prawie 2/3 rynku finansowania niskokwotowego (do 2 tys.), a w całym rynku finansowania gotówkowego (bankowe kredyty gotówkowe i pożyczki pozabankowe) to ok. 10% udział. Czynne pożyczki posiada obecnie 571 tys. klientów na łączną kwotę 5,2 mld zł.

Z analiz BIK wynika, że prawie 80% pożyczkobiorców posiada czynne kredyty w bankach. Kredyty posiadane przez pożyczkobiorców są częściej przeterminowane niż kredyty klientów tylko sektora bankowego. Może to oznaczać, że część klientów korzysta z pożyczek pozabankowych aby utrzymać płynność finansową. Pożyczkobiorcy obsługują w bankach 22,8 mld zł co stanowi 80% ich łącznego zadłużenia.

– W ocenie BIK wyzwaniem dla rynku pozabankowego w najbliższym czasie będzie zapewnienie kapitału na udzielanie pożyczek, który pozyskiwany jest m.in. z rynku obligacji i funduszy private equity. Na wielkość sprzedaży może wpłynąć planowane wprowadzenie w sektorze firm pożyczkowych kodeksu odpowiedzialnego pożyczania, który powinien ograniczyć ryzyko nadmiernego zadłużania się klientów – stwierdza dr Mariusz Cholewa.

– Rosnącemu popytowi w sektorze pozabankowym sprzyja prostota i łatwość uzyskania pożyczki, szczególnie w kanałach internetowych, co może być istotne dla klientów młodszych, dominujących w tym obszarze finansowania – dodaje Prezes BIK.

Kredyty mieszkaniowe

Spełniły się optymistyczne prognozy Biura Informacji Kredytowej – sprzedaż kredytów mieszkaniowych była najwyższa od dekady. Pod względem wartości udzielonych kredytów jest to trzeci wynik w historii po rekordowych latach 2007 i 2008.

Wzrost wartościowy zawdzięczamy głównie wzrostowi średniej wartości udzielanego kredytu o 15,2% (247,2 tys. zł.). Wśród czynników pozytywnie wpływających na wysoką sprzedaż kredytów mieszkaniowych można wskazać rosnące dochody gospodarstw domowych, utrzymujące się niskie stopy procentowe, wzrost cen nieruchomości (6-10%) oraz program MdM, który zapewnił finansowanie  ok. 5,5 mld zł. wartości kredytów.

– Na rozwój rynku kredytów mieszkaniowych w przyszłym roku będzie miała wpływ sytuacja na rynku deweloperskim który może wyhamować z uwagi na ograniczone zasoby gruntów oraz wzrost kosztów budowy mieszkań. Dodatkowo banki sygnalizują zaostrzenie polityki kredytowej. Nie do końca możliwy do przewidzenia jest również efekt braku kontynuacji programu „Mieszkanie dla młodych” zarówno dla samego rynku nieruchomości jak i rynku kredytów mieszkaniowych – tłumaczy prezes Cholewa.

Pytania o trwałość styczniowych wzrostów i rosnące obawy o kondycję globalnej gospodarki

Styczeń przyniósł uspokojenie nastrojów na rynkach akcji i umiarkowane wzrosty indeksów. Dla inwestorów była to miła odmiana po silnych grudniowych spadkach, w szczególności jeśli spojrzymy na rynki zagraniczne. Poznaliśmy szereg interesujących danych gospodarczych, które nie dają jednak optymistycznego obrazu na przyszłość. Obraz był jednak niepełny, bo przez najdłuższe w historii zamknięcie rządu w Stanach Zjednoczonych część publikacji nie ujrzała światła dziennego. Temat wojen handlowych zszedł na dalszy plan, przynajmniej na chwilę. Mogliśmy za to obserwować kolejne „odcinki sagi” zwanej Brexitem.

Poprawa nastrojów na rynkach akcji, która była kontynuacją trwających od ostatniego tygodnia wzrostów, pozwoliła na chwilę odetchnąć inwestorom i odsunąć kasandryczne wizje wejścia w permanentną bessę, o czym mówiło się pod koniec ubiegłego roku. Sprawił to między innymi fakt, że w znaczący sposób poprawiła się sytuacja techniczna na rynkach akcji. Indeks dużych spółek w trakcie miesiąca przebił psychologiczną barierę 2400 punktów, znajdując się na najwyższym poziomie od lutego ubiegłego roku. Nie udało się jednak na trwałe obronić tego poziomu. Podobnie wyglądała sytuacja w przypadku niemieckiego DAX-u i amerykańskiego S&P 500. Jednak z uwagi na skalę wcześniejszej przeceny, jedyne co się udało zrobić, to odrobić część  grudniowych spadków.

Styczniowe zachowanie rynku akcji można z pewną dozą ostrożności zakwalifikować jako książkowy efekt stycznia. Co jednak jest istotne, rynki rosły nie dzięki wspierającej sytuacji fundamentalnej, ale pomimo niej. Kończący się powoli sezon wyników amerykańskich spółek za IV kwartał przynosi ze sobą mieszane refleksje. Z jednej strony, dużej części spółek udało się pozytywnie zaskoczyć analityków, ale ani skala tych zaskoczeń, ani też dynamika wzrostu zysków nie była tak oszałamiająca jak w poprzednich okresach. Ponadto, jeśli prognozy na IV kwartał zakładały średnią poprawę EPS (zysku na akcję) o 10%, to estymacje na I kwartał 2019 roku rzadko przekraczają 2-3%. Składają się na to dwa czynniki. Po pierwsze, efekt stymulacji fiskalnej, który tak mocno wsparł wyniki amerykańskiej gospodarki, jest na ukończeniu. Po drugie, spowolnienie globalnego wzrostu powoli staje się faktem. Odczyty wskaźników wyprzedzających za grudzień, jak np. ISM dla usług i amerykańskiego przemysłu, w dalszym ciągu utrzymują się na dość wysokich poziomach, zanotowały jednak bardzo silny spadek miesiąc do miesiąca. Co więcej, wstępne odczyty PMI sektora przemysłowego dla części europejskich krajów, jak Niemcy i Francja, wskazują na wejście w obszar recesji, spadając poniżej poziomu 50 punktów. Takie same wskazania mieliśmy w przypadku Chin. Ponadto, wzrostom na amerykańskim rynku akcji nie przeszkadzało czasowe zawieszenie rządu Stanów Zjednoczonych. Sam goverment shutdown nie jest w USA niczym szczególnym, jednak z uwagi na długość jego trwania szacuje się, że jego negatywny wpływ na PKB wyniesie 0,6% w ujęciu zannualizowanym. Warto też zauważyć, że spór z kongresem o budowę muru z Meksykiem nie został finalnie zakończony.

Temat wojny handlowej w styczniu wyraźnie przycichł, ale z początkiem miesiąca powróci na pierwszy plan, z uwagi na rozpoczęcie drugiej tury negocjacji handlowych i naciski rządu Stanów Zjednoczonych na koncern Huawei. Podobnie wygląda sprawa z Brexitem. Pod koniec miesiąca rząd Teresy May dostał zgodę od parlamentu brytyjskiego na renegocjację umowy wyjścia Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty Europejskiej.

To spotkało się ze sprzeciwem strony unijnej. Luty przyniesie zapewne kontynuację tych wydarzeń i możliwy kompromis. Twardy Brexit nie leży w tym momencie w niczyim interesie.

Obserwowane od końca grudnia wzrosty na GPW nie współgrały z pojawiającymi się danymi gospodarczymi. Do tej pory mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdy wskaźniki wyprzedzające wskazywały stopniowe spowolnienie wzrostu gospodarczego, co nie miało jednak odzwierciedlenia w danych realnych. To się jednak zmieniło. Ostatnie dane o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej wskazują na spowolnienie w tych sektorach. Jak na razie są to dane z jednego miesiąca, ale ten scenariusz jest spójny z prognozami ekonomistów, którzy wskazują na umiarkowane schłodzenie dynamiki PKB w najbliższych kwartałach. Motorem wzrostu PKB pozostanie konsumpcja prywatna i absorpcja środków unijnych. Pod znakiem zapytania pozostają inwestycje prywatne, tutaj duże znaczenie ma globalny klimat inwestycyjny, który jednak pomimo słabszych danych gospodarczych ma szanse się nieco poprawić w stosunku do 2018 roku. O sile krajowej gospodarki w styczniu świadczyć za to może polski złoty, którego notowania charakteryzowały się niemal zerową zmiennością.

A jak w tym świetle wyglądają perspektywy krajowych spółek? Duże podmioty zostały w styczniu wsparte kapitałem zagranicznym. Mniejsze spółki w dalszym ciągu borykać się będą przede wszystkim z rosnącymi kosztami i problemami na rynku pracy. Temat migracji pracowników z Ukrainy przesunął się na 2020 r., ale w dalszej części tego roku może ponownie wrócić do dyskusji rynkowej. Paradoksalnie, problem rosnącej presji płacowej może zostać przejściowo zahamowany przez malejące tempo wzrostu PKB, ale w dalszym ciągu pozostanie na dość wysokim poziomie.

Jeszcze kilka miesięcy temu kontrowersyjną tezą mogłoby się wydawać, że wsparcie dla rynków akcji może przyjść ze strony polityki pieniężnej. Ostatnie stanowisko EBC nie było specjalnie zaskakujące dla rynkowych obserwatorów. Powtórzono stanowisko, zgodnie z którym stopy zostaną utrzymane na niezmienionym poziomie przynajmniej do lata 2019 roku. W przypadku utrzymania się spowolnienia gospodarczego w strefie euro trudno jednak oczekiwać dalszych ruchów ze strony Rady Gubernatorów.

Dużo większe znaczenie miała ostatnia konferencja po posiedzeniu amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Ostatnie wypowiedzi członków Fed mogły wskazywać na bardziej gołębie podejście tego gremium. Rynek przestał wyceniać jakąkolwiek podwyżkę w 2019 roku, wszystko to bazowało głównie na rynkowych oczekiwaniach. Sytuacja uległa jednak zmianie. Przede wszystkim z komunikatu po posiedzeniu Komitetu Otwartego Rynku zniknęło zdanie o dalszych stopniowych podwyżkach stóp, co było od 2015 roku swoistą mantrą. Zastąpiono je zdaniem o cierpliwym analizowaniu właściwego poziomu stóp dla podtrzymania dobrej koniunktury na rynku pracy oraz o dostosowaniu normalizacji bilansu Fed do aktualnej koniunktury gospodarczej i rynkowej. Informacja ta spotkała się z entuzjastyczną reakcją rynków akcji, co nie powinno dziwić, gdy jeszcze jesienią widmo dalszego zaostrzania polityki pieniężnej przez Fed było typowane jako główny czynnik ryzyka dla rynków finansowych. Osłabił się za to dolar amerykański, co może być dobrym prognostykiem dla rynków wschodzących i rynku surowców.

Koniec miesiąca zostawia nas z pytaniami o trwałość styczniowych wzrostów i rosnącymi obawami o kondycję globalnej gospodarki. Nie można mieć złudzeń, że wysoka zmienność na rynkach poszła w zapomnienie. Obowiązujący trend wcale nie musi być jednak spadkowy.

Autor: Kamil Hajdamowicz, Doradca Inwestycyjny Vienna Life TU na Życie S.A. Vienna Insurance Group

Wiceprezes Huawei Eric Xu o cyberbezpieczeństwie i 5G

Wiceprezes Huawei, Eric Xu, udzielił wywiadu największym niemieckim mediom. W swoich wypowiedziach poruszył temat cyberbezpieczeństwa, 5G, wyników finansowych firmy oraz wyzwań stojących przed Huawei. Podkreślił, że cyberbezpieczeństwo powinno być sprawą techniczną, a nie polityczną. W spotkaniu udział wzięły między innymi redakcje: Der Spiegel, Die Welt czy DPA.   

Eric Xu, Wiceprezes Huawei
Eric Xu, Wiceprezes Huawei

Wiceprezes Huawei zaznaczył, że przychody firmy w 2018 r. wyniosły 108,5 mld USD, co oznacza 20% wzrost w stosunku do roku poprzedniego. Zapowiedział, że tegoroczny wzrost wyniesie ponad 10% w stosunku do roku 2018, aby osiągnąć przychód w wysokości 125 mld dolarów w 2019 r.

Perspektywy rozwoju 5G

Eric Xu w kontekście rozwoju technologii 5G wyróżnił trzy rodzaje rynków. Pierwszy typ obejmuje takie kraje jak Chiny, Japonia, Korea Południowa i kraje z regionu Zatoki Perskiej, gdzie ruch danych rośnie bardzo szybko i istnieje realne zapotrzebowanie na 5G. Wyraził przekonanie, że na tych rynkach technologia 5G będzie rozwijała się  szybciej, a zapotrzebowanie użytkowników będzie większe niż na innych rynkach.

Drugim typem rynku jest Europa, gdzie rzeczywisty popyt na 5G jeszcze nie nadszedł. Nawet technologia 4G nie jest tu w pełni rozwinięta. W związku z tym kraje europejskie nadal będą dążyć do wdrożenia 5G, ale skala nie będzie tak znacząca jak w przypadku rynków pierwszego typu. Wdrożenie 5G jest podyktowane tutaj przede wszystkim celami marketingowymi i brandingowymi. Eric Xu nawiązał do wypowiedzi głównego eksperta Huawei, Danga Wenshuana, który powiedział, że liczba stacji bazowych 4G w Chinach stanowi 55% wszystkich stacji na świecie, podczas gdy w całej Francji jest ich mniej niż tych mniejsza niż liczba stacji 4G rozmieszczonych przez China Mobile w Shenzhen, w Chinach.

Trzecim typem rynku są kraje, w których 4G nie rozwinęło się w dużym stopniu. 5G jest dla nich dość odległą perspektywą.

Cyberbezpieczeństwo według Huawei

Eric Xu nawiązał również do wywiadu udzielonego przez Rena Zhengfeia, CEO Huawei, potwierdzając, że Huawei jako firma prywatna, która chce osiągnąć sukces komercyjny, firma musi kierować się etyką biznesową. Zadeklarował, że Huawei nigdy nie zaszkodzi interesom żadnego klienta ani narodu.

Bezpieczeństwo cybernetyczne powinno być przede wszystkim kwestią techniczną. Nie powinno stać się sprawą polityczną. Jeżeli bezpieczeństwo cybernetyczne przerodzi się w coś związanego z polityką lub ideologią, to moim zdaniem znalezienie rozwiązania będzie niemożliwe. Jeżeli jest to problem techniczny, to możemy go rozwiązać – powiedział Eric Xu.

Wiceprezes firmy podkreślił, że Chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyjaśniło już, że żadne prawo w Chinach nie wymaga od przedsiębiorstw, aby instalowały obowiązkowe backdoory w swoich urządzeniach i do tej pory Huawei nigdy nie otrzymał takich próśb.

Przypomniał, że w przypadku Niemiec, sieci telekomunikacyjne są budowane głównie przez trzech największych operatorów komórkowych, którzy korzystają z usług kilkudziesięciu dostawców. Huawei dostarcza tylko część produktów, nie posiada ani nie obsługuje całej sieci. Firma zapewnia jedynie wsparcie techniczne, które zawsze jest nadzorowane przez operatorów.

Zauważył również, że to operatorzy ponoszą główną odpowiedzialność za bezpieczeństwo sieci telekomunikacyjnych. Nawiązał do wypowiedzi dyrektora ds. bezpieczeństwa Deutsche Telekom, Thomasa Tschersicha, który wyjaśniał w jaki sposób firma zarządzała bezpieczeństwem cybernetycznym i swoimi sieciami. Deutsche Telekom zbudował bardzo silne zdolności w zakresie bezpieczeństwa cybernetycznego. Każdy z produktów Huawei jest dokładnie testowany przed wprowadzeniem go do sieci. Według RODO operatorzy telekomunikacyjni są administratorami informacji. Rolą Huawei jest dostarczanie sprzętu, który pomaga operatorom telekomunikacyjnym w przetwarzaniu tych informacji. Huawei nie ma bezpośredniego dostępu do tych informacji.

Eric Xu poinformował, że Huawei współpracuje z Urzędem Federalnym ds. Bezpieczeństwa w Technikach Informatycznych (BSI – Bundesamt für Sicherheit in der Informationstechnik), zajmującym się cyberbezpieczeństwem w Niemczech. Wiąże się to również z utworzeniem w Bonn innowacyjnego laboratorium bezpieczeństwa cybernetycznego, które ma współpracować z różnymi zainteresowanymi stronami, w tym z BSI, przemysłem i operatorami telekomunikacyjnymi.

Ponadto, zapewnił, że sieć 5G jest znacznie bezpieczniejsza z punktu widzenia standaryzacji i technologii w porównaniu z sieciami poprzednich generacji. 5G używa 256-bitowego szyfrowania dla przesłanych danych, co oznacza, że jeżeli ktoś chciałby złamać te zabezpieczenia to musiałby korzystać z komputerów kwantowych i zajęłoby to setki lat.

Wspomniał również o testach wydajności przeprowadzanych przez grupę P3, niezależną firmę consultingową specjalizującą się w telekomunikacji, inżynierii i energetyce. Sieci dostarczane przez wszystkich operatorów telekomunikacyjnych są oceniane i klasyfikowane przez P3 na podstawie osiągniętych wyników. Sieci komórkowe zbudowane z wykorzystaniem urządzeń Huawei są zazwyczaj jednymi z najlepszych w klasyfikacji, dzięki czemu operatorzy korzystający z sprzętu Huawei mogą być bardziej konkurencyjni na swoim rynku oraz zyskać więcej klientów i większe przychody.

Zdaniem Xu, Huawei wypracował pozycję absolutnego lidera w dziedzinie telekomunikacji. Wykorzystanie sprzętu Huawei w sieciach pozwoliłoby operatorom telekomunikacyjnym na zapewnienie lepszego doświadczenia swoim użytkownikom i uzyskanie wyższego zwrotu z inwestycji.

VII edycja Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego OSE GDAŃSK 2019

Przed nami VII edycja Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego OSE GDAŃSK 2019. Szczyt tradycyjnie odbędzie się w Gdańsku w dniach 8-9 kwietnia br. w Europejskim Centrum Solidarności. Tematem przewodnim spotkania będzie:

ENERGETYKA DLA GOSPODARKI – GOSPODARKA DLA ENERGETYKI

VII edycja Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego OSE GDAŃSK 2019Intencją organizatorów OSE Gdańsk 2019 jest ponowne zebranie przedstawicieli kluczowych instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo energetyczne i gospodarcze kraju, polityków, ekonomistów oraz przedstawicieli świata biznesu i nauki celem przeprowadzenia dyskusji ukierunkowanej na zabezpieczenie polskiej gospodarki, a w szczególności strategicznych sektorów pod kątem ryzyk wynikających z sytuacji międzynarodowej oraz polityki UE. Rozwój i innowacyjność jako niekwestionowane elementy budowy przewagi konkurencyjnej na przykładzie przemysłu energetycznego, chemicznego i infrastruktury nadal będą towarzyszyć przewidzianym debatom w celu wyłonienia laureata nagrody Fale Innowacji. Na zakończenie pierwszego dnia obrad tradycyjnie odbędzie się uroczysta Gala podczas której już po raz szósty zostaną wręczone Statuetki „Bursztyn Polskiej Energetyki 2019”.

Podczas najbliższej edycji Szczytu wśród poruszanych zagadnień odniesiemy się do reorganizacji polskiego rynku energii jako konsekwencji polityki surowcowej Państwa. Rewitalizacja narodowego potencjału gospodarczego jest priorytetem polityki Rządu oraz poszczególnych resortów, a tym samym tematem zapewniającym niezwykle ciekawą i inspirującą dyskusję. Uniezależnienie gospodarcze i energetyczne, pewność zaopatrzenia w surowce, stabilność relacji międzynarodowych to tematy przewodnie, które zostaną poruszone w poszczególnych panelach. Szczegółowe informacje: www.osegdansk.pl

Jakie mieszkania najczęściej wybierali kupujący w 2018 roku

Jakie mieszkania były najczęściej wybierane przez kupujących na rynku deweloperskim w minionym roku? O jakim metrażu? W jakiej cenie? Jak wiele osób kupowało lokale inwestycyjnie? Jakie osiedla cieszyły się największym uznaniem nabywców? Sondę prezentuje serwis nieruchomości dompress.pl.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Rok 2018 nie różnił się szczególnie od poprzedniego. Wciąż dużym zainteresowaniem cieszyły się mieszkania nadające się pod wynajem, a więc małe, kompaktowe lokale w inwestycjach zlokalizowanych w centrach miast, blisko dużych ośrodków akademickich i biurowych. W segmencie popularnym utrzymał się trend związany z szerszym zainteresowaniem większymi mieszkaniami, co jest efektem większej zdolności nabywczej klientów. Pomimo, iż ceny mieszkań wyraźnie wzrosły, zdolność nabywcza klientów jest dwa razy większa niż przed dekadą. Nowym zjawiskiem jest większe zainteresowanie projektami zlokalizowanymi dalej od centrum lub w miastach sąsiadujących z dużymi aglomeracjami, gdzie ceny aż tak bardzo nie wzrosły.

Aleksandra Goller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Skanska Residential Development Poland

Na rynku dominują dwie tendencje. Z jeden strony utrzymuje się zainteresowanie małymi mieszkaniami. Ten trend zauważamy szczególnie w przypadku osiedli, takich jak warszawskie Holm House, zlokalizowanych w okolicy dzielnic biurowych. Klientów przyciągają też tego typu mieszkania w dobrze skomunikowanych miejscach. Zauważają ich potencjał najmu i traktują jako bezpieczną lokatę kapitału. Jednocześnie w niektórych projektach dużą popularnością cieszą się mieszkania czteropokojowe, oferujące po prostu wygodną przestrzeń do życia na lata. Zatem w zależności od lokalizacji, inwestycje przyciągają klientów o różnych potrzebach. Coraz ważniejszym aspektem stają się także dodatkowe udogodnienia. Mam tu na myśli, zarówno rozwiązania smart home, np. szyfrowe zamki ułatwiające korzystanie z mieszkań przeznaczonych pod wynajem, czy termostaty pozwalające na zdalną regulację temperatury, jak i atrakcyjną, zieloną przestrzeń wokół, której rolą jest dbanie o bioróżnorodność i wpasowanie osiedla w istniejącą dookoła przyrodę.

Andrzej Gutowski, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu Ronson Development

Ze względu na duże zainteresowanie zakupami w segmencie inwestycyjnym, wciąż ogromnym powodzeniem cieszyły się małe mieszkania. Najbardziej efektywne dla inwestorów są kawalerki o powierzchni do 30 mkw. i lokale dwupokojowe o metrażu do 46 mkw. w centralnych lokalizacjach. Udział zakupów na cele inwestycyjne zmienia się w zależności od lokalizacji. W centralnych punktach miasta jest znacznie większy i np. w osiedlu City Link na warszawskiej Woli przekracza 70 proc. Natomiast w przypadku ofert z segmentu popularnego, skierowanych przede wszystkim do młodych rodzin, jest o wiele niższy. Nasze bestsellerowe projekty mieszczą się w obu tych segmentach. Wspomniany już City Link to jedna z naszych przodujących inwestycji, ale w podobnym stopniu zadowoleni jesteśmy z osiedla Miasto Moje na warszawskiej Białołęce, które jest wybierane przez klientów jako lokalizacja pierwszego, własnego mieszkania. Coraz większy udział w naszej sprzedaży mają też osiedla położone poza Warszawą, jak szczecińska Panoramika, w której w czwartym etapie sprzedaliśmy już blisko 80 proc. lokali.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Tradycyjnie już największym uznaniem naszych klientów cieszyła się inwestycja Bliska Wola, łącząca atrakcyjną lokalizację i wysoki standard. Projekt realizowany w sercu jednej z najbardziej atrakcyjnych dzielnic miasta i biznesowej części Warszawy, poza apartamentami o wysokości blisko 3 metrów z klimatyzacją i panoramicznymi oknami z widokiem na ścisłe centrum, oferuje także np. powierzchnie biurowe. Przy zakupach inwestycyjnych liczyły się najmniejsze metraże.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu Grupy CTE

Zauważalny wzrost zamożności społeczeństwa przekłada się na gotowość do zmiany dotychczasowego mieszkania na większy lokal albo dom. W naszej ofercie hitem sprzedażowym były domy jednorodzinne w zabudowie bliźniaczej realizowane w ramach Osiedla Familia we wrocławskich Maślicach, których w mijającym roku sprzedaliśmy blisko 70, a także trzypokojowe mieszkania oferowane w inwestycji Rędzińska.

Wojciech Duda, wiceprezes zarządu w Duda Development

Inwestorzy, kupujący mieszkania pod wynajem najbardziej zainteresowani są zakupem kompaktowych, jedno i dwupokojowych mieszkań, które najłatwiej jest później wynająć. Osoby poszukujące lokali na potrzeby własne coraz chętniej kupują duże mieszkania o metrażu przekraczającym nawet 90 mkw., a także domy pod miastem, w naszym przypadku w okolicach Poznania.

Wśród naszych inwestycji w 2018 roku wyraźnie na prowadzenie wysunęło się poznańskie osiedle Fyrtel Wilda i Diasfera Łódzka, które jest naszym pierwszym projektem poza rynkiem poznańskim i jednocześnie największą z dotychczasowych inwestycji firmy. Na wysokim poziomie utrzymuje się także zainteresowanie domami jednorodzinnymi, budowanymi pod Poznaniem w ramach trzeciego etapu osiedla Nowe Złotniki i drugiego etapu inwestycji Morasko Park.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

W ubiegłym roku niezmiennie królowały małe mieszkania dwupokojowe. W czasach stabilnej sytuacji gospodarczej, a co za tym idzie stabilizacji finansowej, umożliwiającej gromadzenie oszczędności, klienci chętnie inwestują w takie lokale pod wynajem lub dla dzieci. W 2018 roku odnotowaliśmy też znaczący wzrost ilości sprzedanych lokali czteropokojowych, co również jest oznaką stabilizacji ekonomicznej i optymizmu nabywców, którzy ze względu na powiększenie rodziny, czy w celu poprawy warunków mieszkaniowych wybierali dużo większe mieszkania. Nabywcy są jednak ostrożni i rzadko decydują się na większe mieszkania, których metraż przekracza 80 mkw.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Nasi klienci w 2018 roku najczęściej wybierali nieduże mieszkania dwu i trzypokojowe o powierzchni od 34 mkw. do 55 mkw. Generalnie średni metraż nabywanych lokali wyniósł około 44 mkw. Klienci najczęściej kupowali mieszkania do kwoty 350 tys. zł. W celach mieszkaniowych kupowało około 70 proc. nabywców, a pozostałe osoby to inwestorzy. Największym uznaniem wśród klientów cieszyły się inwestycje Warszawski Świt na Targówku, Willa Ochota na Ochocie i Okopowa 59A na warszawskiej Woli.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

W naszej ofercie znajdują się mieszkania i domy z segmentu popularnego, luksusowe apartamenty oraz jednostki condo. Nasze projekty w większości zlokalizowane są na rynku pomorskim, m.in. w Gdańsku, ale powstają także w innych rejonach kraju. Największym zainteresowaniem klientów w zeszłym roku cieszyły się inwestycje: Hotel Grano, Grano Residence, Foresta, Jaworowe Wzgórze, Młoda Morena i Nowe Rokitki.

Olga Pietrzak, specjalista ds. sprzedaży i marketingu w firmie Skaland

Dostrzegamy dwa równoległe trendy sprzedażowe. Pierwszą, najbardziej popularną grupą kupujących są osoby w wieku 30-35 lat, poszukujące mieszkań dla siebie. Tutaj dominowały zakupy lokali trzypokojowych o metrażu 70- 90 mkw., najchętniej z przydomową przestrzenią w postaci ogrodów na lubianym, wybierane w podpoznańskim osiedlu Nowe Koninko. W drugim wariancie klienci dokonywali zakupów inwestycyjnych, decydując się na mieszkania kompaktowe w osiedlu Młodych w Grodzisku Wielkopolskim o powierzchni nieprzekraczającej 40 mkw. Istotnym kryterium wyboru były udogodnienia, jak winda w niskim bloku, brak barier architektonicznych, czy dostęp do komórki lokatorskiej. Charakter tych transakcji nie skupiał się wyłącznie na chęci czerpania zysków z najmu czy inwestowania oszczędności. Mieszkania w tym formacie docelowo mają posłużyć właścicielom lub członkom ich rodziny, kiedy będą w podeszłym wieku. Ceny nie przekraczały 4000 zł/ mkw.

Piotr Tarkowski, pełnomocnik zarządu Allcon Osiedla

Osoby kupujące swoje pierwsze mieszkania najczęściej wybierały trzy pokoje w lokalizacji dobrze skomunikowanej z centrum. Klienci chcący podnieść swój standard życia decydowali się na lokale trzy i czteropokojowe o powierzchni 75 – 120 mkw. Często posiłkując się kredytem płacili za nie od 700 tys. zł do ponad miliona zł. Inwestorzy wybierali głównie dwa pokoje do 50 mkw. W dobrych lokalizacjach byli skłoni zapłacić za nie nawet 600 tys. zł. Coraz bardziej popularne na rynku są mieszkania z obszaru tzw. second home położone nad morzem albo w górach. W tych przypadkach wybierane są zarówno mieszkania o powierzchni 40 mkw. za 400 tys. zł, jak i 130 metrowe apartamenty w cenie 2 mln zł.

Największą popularnością wśród inwestycji Allcon Osiedla w ubiegłym roku cieszyły się apartamenty w Tarasach Bałtyku, zlokalizowane na gdańskim Przymorzu w bezpośrednim sąsiedztwie Parku Regana i morza. Osoby poszukujące lokali second home i inwestorzy kupowali też w projekcie Nexo Apartamenty na Klifie w Pucku, położonym 50 m od morza. Chcący podnieść swój standard życia wybierali kameralne osiedle Kamienice Malczewskiego w pobliżu gdańskiej starówki.

Marcin Antczak, prezes FB Antczak

W 2018 roku największym zainteresowaniem kupujących cieszyły się lokale dwupokojowe. Widocznie rośnie też liczba zapytań o większe mieszkania, dostosowane do potrzeb rozwijających się rodzin. Mamy też sporo zapytań o ofertę domów. Niskie stopy procentowe i łatwość uzyskania kredytu zachęcają również coraz więcej osób do zakupu mieszkań w celach inwestycyjnych. Obecne ceny najmu wciąż pozwalają spłacać zaciągnięte kredyty, a nawet na nich zarobić. Do zakupu pod wynajem najchętniej wybierane są mieszkania dwupokojowe.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

W 2018 roku klienci wybierali najczęściej mieszkania dwupokojowe o średniej wielkości 42 mkw. Cena mieszkania dla najchętniej wybieranych dwójek oscylowała na poziomie 300 tys. zł. Na zakup mieszkania na potrzeby własne zdecydowało się 89 proc. naszych klientów, pozostałe 11 proc. to zakupy inwestycyjne. Inwestycjami cieszącymi się w ubiegłym roku największym uznaniem kupujących były wrocławskie osiedla Olimpia Port, Słoneczne Stabłowice, Na Ustroniu, jak również Cztery Pory Roku. Wynika to w szczególności ze wzrostu zainteresowania klientów mieszkaniami gotowymi do odbioru.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Już od kilku lat widzimy wyraźne zainteresowanie dwupokojowymi mieszkaniami, gdzie metraż mieści się w granicach 45 mkw. Sporym zainteresowaniem cieszą się też mieszkania większe, trzypokojowe o powierzchni do 55 mkw. Kwoty, jakie skłonni są zapłacić klienci za takie lokale mieszczą się w przedziale od 6500 zł do 7000 zł za mkw. Jeśli porównamy ilość mieszkań, które klienci kupowali u nas pod inwestycję w roku 2017 i w roku 2018 widzimy spadek zainteresowania takim zakupem.

W ubiegłym roku bardzo dużą popularnością cieszyła się krakowska inwestycja Piasta Park. Z dużym zainteresowaniem kupujących spotkały się również nasze inwestycje, które miały premierę w ubiegłym roku, do których należały: Krygowskiego III, Lublańska Park oraz Lawendowy Prądnik.

Autor: Dompress.pl

Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. coraz bliżej połączenia z ABS Investment

Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., poinformowała o podjęciu decyzji o przygotowaniu i rozpoczęciu procesu połączenia z ABS Investment S.A. Emitent prognozuje, że jego skonsolidowany zysk brutto w 2019 r. wyniesie 750 tys. zł.

Zarząd Spółki w wyniku przeprowadzonych rozmów z Zarządem ABS Investment S.A. podjął decyzję o przygotowaniu oraz rozpoczęciu procesu połączenia Spółki z tym podmiotem w drodze przejęcia przez ABS Investment S.A. spółki Emitenta. Przeprowadzenie procesu połączenia wymaga wyrażenia zgody przez Akcjonariuszy obu spółek podczas WZA, na których zaproponowane zostaną stosowne uchwały w tym zakresie, więc samo rozpoczęcie procesu nie jest jednoznaczne z faktycznym dokonaniem połączenia obu podmiotów. Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. liczy, że fuzja obu podmiotów przyniesie wymierne korzyści ich Akcjonariuszom oraz pozwoli na wzmocnienie pozycji połączonej spółki na rynku kapitałowym.

„Pierwszym etapem w procesie połączenia jest przygotowanie koncepcji połączenia. Następnie należy sporządzić wycenę i skonstruować plan połączenia. Wycena pozwoli na uzyskanie proponowanego parytetu wymiany akcji przy połączeniu. W dalszej kolejności uchwały związane z połączeniem trzeba poddać pod głosowanie przez WZA w obu podmiotach, które uczestniczą w połączeniu. Po akceptacji przez Akcjonariuszy można rozpocząć „właściwy” proces połączenia. Główne korzyści to redukcja kosztów, scalenie aktywów i umocnienie pozycji w akcjonariacie w wielu spółkach portfelowych.” – podkreśla Michał Damek, Prezes Zarządu Spółki Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A.

Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. opublikowało prognozy finansowe na 2019 r., które zakładają wypracowanie w tym roku jednostkowego zysku brutto w wysokości 600 tys. zł. Z kolei skonsolidowany zysk brutto Spółki ma wynieść 750 tys. zł. Prognozy finansowe Emitenta na ten rok zostały przygotowane w oparciu o zakładane przez Zarząd wpływy z działalności inwestycyjnej w ramach Spółki oraz z działalności doradczej w spółce zależnej – Beskidzkie Biuro Consultingowe Sp. z o.o.

„Prognozy na rok 2019 zostały skonstruowane w oparciu o aktualny poziom kosztów, możliwość wzrostu wartości aktywów, oczekiwane strumienie dywidend oraz spodziewany poziom przychodów spółki doradczej. Przypomnę tylko, że działalność spółki doradczej to usługi związane z Autoryzowanym Doradztwem – 15 podmiotów, specjalistyczne usługi finansowe np. wyceny ekonomiczne oraz doradztwo przy pozyskiwaniu różnych środków pomocowych w tym z UE. We wszystkich tych segmentach spodziewamy się wzrostu przychodów w stosunku do roku poprzedniego.” – dodaje Prezes Damek.

Do Spółki Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. należy spółka doradcza Beskidzkie Biuro Consultingowe Sp. z o.o. Przedmiotem działalności BBC jest świadczenie usług ekonomiczno-finansowych oraz obsługa consultingowa o charakterze B2B. Podstawowymi usługami świadczonymi przez BBC są usługi doradcze przy pozyskiwaniu dotacji dla przedsiębiorstw, sporządzanie wycen, analiz i innych opracowań ekonomicznych oraz usługi w zakresie pełnienia funkcji Autoryzowanego Doradcy dla rynku NewConnect i Catalyst.

Kolejny krok w kierunku włączenia marihuany do medycyny w Polsce

Polscy pacjenci są zainteresowani korzystaniem z możliwości leczenia marihuaną, natomiast polscy lekarze nie są przygotowani do współpracy z chorymi w tym zakresie – mówili eksperci zgromadzeni na konferencji pt. „Etyczne, psychologiczne i praktyczne aspekty medycznych zastosowań marihuany”. Tymczasem są kraje, w których leczenie stosowane jest z powodzeniem, a pacjentów sukcesywnie przybywa. Chociażby w Kanadzie szacuje się, że w ciągu kilku lat przybędzie kolejnych 450 tys. leczonych – swoim doświadczeniem w temacie marihuany leczniczej podzielili się goście z Holandii, Kanady, Izraela i Niemiec, czyli z krajów słynących z bogatego doświadczenia w zakresie wykorzystania leczniczych właściwości konopi.

W ciągu ostatnich lat na świecie znacząco wzrosło stosowanie konopi kwalifikowanych do celów medycznych (medical grade cannabis), co zbiegło się z faktem odnotowania istotnych postępów w badaniach naukowych nad tym surowcem roślinnym. Dzięki temu dyskusja wokół marihuany leczniczej coraz częściej toczy się wokół wskazań do zastosowania. Najczęściej wykorzystuje się ją w leczeniu bólu, ale także objawowo w chorobach onkologicznych i neurologicznych. Polskie doświadczenia dotyczą m.in. nowotworów, bólów neuropatycznych, firbromialgii i chorób rzadkich. Jednak wciąż brakuje jednolitych czy globalnych standardów w tym zakresie. Biorąc pod uwagę kontrowersje związane z pozamedycznym stosowaniem preparatów konopi, istotne jest omówienie i wprowadzenie systemu kontroli i regulacji mających na celu zapewnienie bezpieczeństwa i ochrony zdrowia publicznego.

Produkty z marihuany leczniczej stosowane w celach leczniczych powinny być traktowane jak zarejestrowane leki bądź produkty medyczne. Warto byłoby zastanowić się nad nazewnictwem typu „leki kanabinoidowe”, co dałoby szansę na większą wiarygodność tych preparatów. Dzisiaj „marihuaną leczniczą” określa się bowiem surowce, wytwarzane przez uznanych producentów, ale także i te od dilerów, czyli bez różnicy, a przecież
z punktu widzenia chociażby bezpieczeństwa ma to znaczenie. Potrzeba nam ustanowienia właściwych standardów dotyczących jakości produktów leczniczych oraz ujednoliconej, uporządkowanej i jasnej metodologii klinicznej – mówił dr Jerzy Jarosz.

Obowiązujące od listopada ubiegłego roku przepisy prawne udostępniają na polskim rynku preparaty medycznej marihuany. W praktyce jednak nie wygląda to tak łatwo.

Lekarze i farmaceuci są nieprzygotowani do obsługi pacjenta pod tym kątem. Nie każdy lekarz potrafi wypisać receptę, bo po pierwsze: nie zna tego tematu, nie zna badań i wskazań, po drugie: nie chce prowadzić leczenia pacjenta w ten sposób – tylko 4,5% lekarzy korzysta z recepty RTW, która umożliwia ordynację marihuany leczniczej – wyjaśniał dr Jarosz. Dla farmaceuty też sprawa nie jest prosta. Nie każdy będzie wiedział, co może z tego zrobić – maść czy może proszek do sporządzania naparu? – dodaje.

Temat marihuany leczniczej jest wciąż żywy. Potrzebujemy wielu rozmów, szkoleń, aby wypracować odpowiednie standardy. Konieczne jest podjęcie systematycznego, opartego na rzetelnej wiedzy, szkolenia lekarzy i farmaceutów, aby potrafili w sposób najbardziej skuteczny i bezpieczny wykorzystywać nowe leki. Fundacja Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa w Warszawie (FHO) podjęła się tego zadania. Od ponad 3 lat prowadzi punkt konsultacyjny i poradnię dla chorych. Wczorajsza międzynarodowa konferencja jest przykładem działalności edukacyjnej. Rok temu odbyło się podobne wydarzenie z udziałem specjalistów z Izraela. W tym roku wydarzenie było współorganizowane przez Canadian Cannabis Clinics, jednego ze światowych liderów na rynku klinik kanabinoidowych, który zapewnia swoim pacjentom najlepsze doświadczenia, prowadzi także badania kliniczne oraz działania edukacyjne. Organizatorzy nie bez przyczyny przywołują doświadczenia kanadyjskie, gdyż w ciągu ostatnich 5 lat rynek konopi leczniczych w tym kraju nieustannie rozwijał się i znacząco urósł. Według szacunków Health Canada obecnie w tym kraju jest ponad 450 tys. pacjentów, którzy stosują marihuanę leczniczą i oczekuje się, że ta liczba wzrośnie w kolejnych kilku latach.

Początkowo nasz rozwój był kwestionowany przez wielu lekarzy ze względu na brak informacji i ogólną stygmatyzację konopi. Wymagało to podjęcia działań edukacyjnych w ramach kształcenia ustawicznego i nie tylko, aby wykazać bezpieczeństwo i pozytywne efekty stosowania konopi indyjskich w celach medycznych. Dzięki ciągłemu podejmowaniu działań świadomościowych oraz organizowaniu szkoleń udało nam się dotrzeć do tak dużej liczby pacjentów, że nasz dalszy rozwój był podyktowany ich rosnącymi oczekiwaniami. Spodziewaliśmy się, że jeśli otworzymy klinikę, pacjenci będą szukać dostępu do marihuany. Legalizacja użytkowania rekreacyjnego marihuany i wzrost świadomości społecznej przyczyniły się do rozwoju oraz utrzymania zrównoważonego „ekosystemu medycznego”. Terapia konopiami indyjskimi jest wysoce zindywidualizowana, zaś dawki leków dobierane są w myśl znanej zasady rozpoczynania od najmniejszych dawek i stopniowego, powolnego ich zwiększania – mówił dr Mohammad Rahim z Canadian Cannabis Clinics.

Współpraca międzynarodowa to kolejny krok w kierunku włączenia marihuany do medycyny w Polsce.

Gołębi Fed osłabił notowania dolara

Strefa euro spowalnia, co ogranicza pole do wzrostu rentowności obligacji w Europie. Gołębi Fed osłabił dolara i umocnił złotego. Kurs EUR/USD wzrósł do 1,15 zaś EUR/PLN powrócił w okolice 4,28 po tym jak jeszcze w pierwszych godzinach sesji uderzał w 4,298.

Rynek walutowy i stopy procentowej

W środę, w centrum uwagi przede wszystkim znajdowało się posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Fed potwierdził, że będzie „cierpliwy”, jeśli chodzi o dalsze podwyżki stóp w tym roku ze względu na rosnącą niepewność odnośnie perspektyw gospodarki USA. Choć podkreślono, że dalszy wzrost gospodarczy i poprawa sytuacji na rynku pracy są nadal „najbardziej prawdopodobnym scenariuszem”, to jednak z komunikatu usunięto stwierdzenie, że ryzyka dla prognoz są „w zasadzie zbilansowane” oraz, że „pewne dalsze” podwyżki stóp mogą być właściwe. Wyraźnie gołębi wydźwięk przekazu osłabił dolara (EUR/USD wzrósł do 1,15), na czym skorzystał złoty (EUR/PLN powrócił w okolice 4,28 po tym jak jeszcze w pierwszych godzinach sesji uderzał w 4,298).

Obok silniejszego euro, złotego dodatkowo wspierało umocnienie CNY wobec USD wynikające z pozytywnych nastojów wokół rozmów handlowych USA-Chiny. Chińska delegacja rozpoczęła wczoraj wizytę w USA. Sekretarz Skarbu S.Mnuchin nadal wypowiadał się w optymistycznym tonie, co do wyniku negocjacji. Po raz kolejny zasugerował możliwość zniesienia wszystkich ceł nałożonych dotychczas na Chiny w zamian za ustępstwa w polityce przemysłowej Chin oraz wskazał, że kwestie handlowe i zarzuty wobec firmy Huawei to dwa osobne tematy i nie należy ich łączyć. Niemniej, nawet, gdyby rozmowy nie posunęły się istotnie do przodu, to obie strony mogą być zainteresowane sygnalizowaniem w mediach bliskości porozumienia podkreślając dobrą wolę aż do czasu, kiedy będzie wiadome, że trwałe porozumienie nie jest możliwe.

Na rynku stopy procentowej w Europie obserwowaliśmy lekkie spadki rentowności, na co wpływały dane ze strefy euro. Nastroje gospodarcze w EZ od miesięcy się pogarszają i w tym tonie podobnie wybrzmiała publikacja indeksu ESI, który spadł do 106,2 pkt. z 107,4 pkt. w grudniu, przy szacunkach na poziomie 106,8 pkt. W czwartek publikowane będą dane o PKB ze strefy euro za czwarty kwartał 2018 roku, gdzie oczekuje się spowolnienia dynamiki w stronę 1,2% r/r. Niższym odczytem zaskoczył również indeks CPI dla Niemiec, gdzie flash na poziomie 1,4% r/r wobec prognozowanych 1,6%. Przy tych danych niemiecki Bund 10Y notowany był poniżej 0,20%. W USA po wyraźnie gołębim zwrocie w polityce monetarnej Fed rentowności poszły już mocno w dół, w przypadku UST 10Y chwilowo poniżej 2,675%.

W Polsce w czwartek poznamy plan podaży Ministerstwa Finansów w lutym. Szacujemy, że uplasowane zostaną papiery za około 10 mld (wobec 14 mld PLN miesiąc wcześniej). Jednak w odróżnieniu od stycznia nie będą obserwowane wykupy obligacji czy wypłaty odsetek, co powinno sprzyjać utrzymaniu rentowności polskich 10-letnich obligacji w okolicy 2,80%. W ciągu dnia opublikowane zostaną również minutes z RPP, które powinny potwierdzić chęć stabilizacji stóp procentowych w najbliższych miesiącach, co sprzyja utrzymywaniu się krótkiego końca krzywej dochodowości blisko stawki referencyjnej. W czwartek dojdzie również do publikacji polskiego PKB w za cały 2018 rok, którego wzrost był zbliżony do 5% (PKO: 5,0%).

Wykres dnia: Strefa euro spowalnia, co ogranicza pole do wzrostu rentowności obligacji w Europie.

Strefa euro spowalnia, co ogranicza pole do wzrostu rentowności obligacji w Europie
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Zatrzymanie w kadrach, czyli HR bez tajemnic

Pięciu na stu szefów i przedstawicieli działów zarządzania zasobami ludzkimi twierdzi, że dział HR ma złą pozycję w firmie. Mniej więcej tyle samo respondentów uważa, że tzw. kompetencje miękkie (komunikacja, umiejętność współpracy itp.) nie są w stanie zastąpić kompetencji twardych, czyli wiedzy merytoryczne – wynika z badań Brainstorm Group, przeprowadzonych podczas III Kongresu HR w Katowicach.

Ankietowani zgadzają się (37,8 proc.), i zdecydowanie zgadzają (54,1 proc.) z twierdzeniem, że zarządy firm powinny przestać kierować się własnymi kryteriami doboru pracowników, a zwracać większą uwagę na rekomendacje z działów HR. Jednocześnie HR-owcy mają poczucie, że ich działy mają dobrą pozycję w firmach (59,5 proc. – dobra, 13,5 proc. – bardzo dobra).

W zestawieniu wagi kompetencji miękkich i twardych ciekawie wypada ocena wyzwań HR w najbliższym czasie. Wśród wyzwań uczestnicy kongresu zwracali uwagę na retencję, a więc przepływ pracowników, pracę z postawą pracowników – przekonywanie ich, że pracują w tej organizacji, do której chcieli trafić, a nawet kwestie pozapłacowego motywowania i wsparcia rozwoju liderów.

Uczestnicy badań byli też niemal w całości zgodni, że obecnie pracownicy kierują się przy wyborze pracodawcy nie tylko wysokością zarobków, ale przede wszystkim dobrą atmosferą. To może oznaczać nie tylko wzrost popularności nowego trendu – widoczny już od kilku lat, ale również potrzebę głębokich zmian przede wszystkim w korporacjach, które, by utrzymać najbardziej cenionych, będą musiały zmienić nie tylko systemy motywacji, ale również zindywidualizować podejście do pracowników.

Dolar traci. Powell dał zielone światło dla rajdu ryzyka

Fed ugiął się pod presją rynków i przyjął gołębie stanowisko, będąc gotowym porzucić chęci dalszego zacieśniania polityki na rzecz podtrzymania hossy na Wall Street. USD traci, gdyż rynek do kosza wyrzuca szanse na dwie podwyżki do końca 2019 r., a jako kolejny ruch banku widzi obniżkę. I na razie nic tego nie zmieni.

Rynek w pewnym stopniu spodziewał się złagodzenia nastawienia Fed, ale wczorajszy przekaz przeszedł najśmielsze oczekiwania. Z komunikatu usunięto fragment mówiący, że dalsze stopniowe podnoszenie stóp procentowych jest spójne z celami banku. W zamian za to pojawiło się stwierdzenie, że Fed zamierza być cierpliwy w określaniu przyszłych dostosowań polityki w obliczu sytuacji globalnej i zachowania rynków finansowych oraz zdławionej presji inflacyjnej. Jednocześnie FOMC wyraża gotowość do rozważenia zmian w zakresie polityki redukcji sumy bilansowej, a dokładniej zakończenie procesu redukcji bilansu wcześniej niż planował (czyli w mniejszej skali ograniczy płynność).

Bez wątpienia od czasu grudniowego posiedzenia nazbierało się czynników ryzyka dla perspektyw ożywienia USA: zapaść rynku akcji, government shutdown, pogorszenie perspektyw wzrostu globalnego (strefa euro, Chiny), brexit oraz negocjacje handlowe z Chinami. Fed ma podstawy, by być mniej jastrzębi, jednak tak silny zwrot w nastawieniu jest zaskoczeniem. Szczególnie, że z gospodarki USA nie napływają silnie niepokojące sygnały hamowania. Chociażby indeksy ISM wciąż pozostają na wysokich poziomach, a rynek pracy jest coraz mocniejszy. Najwyraźniej jednak Fed widzi kruchość rynku akcji i chce przeciwdziałać zagrożeniom, jakie bessa może poczynić na zaufaniu konsumentów i przedsiębiorstw. Wysyłając sygnał, że polityka monetarna w przyszłości będzie dużo łagodniejsza niż się wydawało kilka tygodni temu, zdejmuje z rynków finansowych jeden ciężar.

Prezes Powell podkreślał wczoraj, że decyzje Fed będą determinowane przez napływające dane, ale wydaje się, że ważniejsze będą nastroje inwestorów przynajmniej do czasu, aż gospodarka globalna złapie wiatru w żagle, by rynki finansowe były w stanie przełknąć kolejny zwrot w polityce monetarnej. Gdyż wcześniejsze oczekiwania decydentów Fed o neutralnym poziomie stopy procentowej na 3,0-3,5 proc. nie wzięły się znikąd. Fed mógł uznać, że z dalszej normalizacji polityki będą nici, jeśli już teraz globalna gospodarka w padnie w spiralę zwątpienia i obaw o spowolnienie. Jednak nie chce mi się wierzyć, aby opinie członków FOMC o gospodarce uległy aż tak silnej rewizji, zatem oczekiwałabym, że za kilka miesięcy będą szukać sposobu, by przemycić kolejną podwyżkę. Czerwiec jest najwcześniejszym terminem, jednak bardziej realny jest dopiero wrzesień. Dla rynków może to być wówczas nowy wstrząs i pretekst do zmienności.

Dla USD i rynków teraz nie ma to jednak znaczenia, a liczy się fakt, że prezes Powell dał zielone światło dla rajdu ryzyka i sprzedaży USD. Jest to wzmocnienie sygnału, jaki Powell przekazał pierwszy raz 4 stycznia, pytanie tylko, czy tym razem inwestorzy zrobią z tym więcej niż dotychczas? Pozostałe czynniki ryzyka (spowolnienie, wojny handlowe) dalej są obecne. Krótkoterminowo jednak trudno ignorować falę zapoczątkowaną przez FOMC, więc na razie USD jest na straconej pozycji.

W międzyczasie uwaga przenosi się na trwające od wczoraj rozmowy handlowe USA-Chiny. Niewiele wskazuje na to, że Pekin jest gotów odpowiedzieć na kluczowe żądania USA dotyczące ochrony własności intelektualnej, a sytuację dodatkowo komplikują kryminalne zarzuty przedstawione przez USA dyrektor finansowej Huawei. Mimo to jakiekolwiek oznaki postępu wyartykułowane w oświadczeniu po zakończeniu rozmów prawdopodobnie będą odczytane przez rynki jako wzrost szans na zakończenie sporu. Bo szklanka jest w połowie pełna.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Koncern Beiersdorf dołączył do projektu Platformy Loop

Początek roku przynosi potwierdzenie konsekwentnych działań i inwestycji Beiersdorf związanych z globalną polityką proekologiczną koncernu (marki NIVEA, Tesa, La Prarie, Eucerin, Hansaplast). Grupa dołączyła do przełomowego projektu Platformy Loop działającej na rzecz recyclingu, a w rankingu CDP uznana została za pioniera w działaniach na rzecz zmian klimatycznych, chroniących przed wycinaniem lasów i zaangażowanych w budowanie przyszłej, udoskonalonej gospodarki.

Beiersdorf wspiera fazę pilotażową programu platformy TerraCycle oferując produkty z linii NIVEA MEN, które posłużą sprawdzeniu, czy ten innowacyjny pomysł może stać się długoterminowym rozwiązaniem dla konsumentów. Program rozpocznie się wiosną 2019 r. w Paryżu i Nowym Yorku.

Platforma Loop zaaranżowana przez TerraCycle, światowego lidera w zakresie gospodarką odpadami, jest misją szerzenia idei zero-waste. We współpracy z wiodącymi światowymi markami tworzy przełomowe, przyjazne dla środowiska rozwiązanie, które zrewolucjonizuje dotychczasowy system recyklingu. Celem tej inicjatywy jest wyeliminowanie opakowań jednorazowych i zapewnienie konsumentom wygodnego, przyjaznego dla środowiska rozwiązania opartego na trwałym opakowaniu produktu z możliwością ponownego napełniania oraz zamkniętym łańcuchu dostaw. Loop zapewnia odbiór zużytych produktów w domach konsumentów, następnie oczyszcza je, ponownie napełnia lub poddaje recyklingowi.

Zrównoważony rozwój ma długą tradycję w Beiersdorf. Tak, jak pokazuje nasza tradycja We Care, zawsze staramy się integrować elementy całego systemu wartości z naszymi procesami. Platforma Loop to doskonały sposób na oszczędzanie zasobów poprzez ponowne wykorzystanie naszych opakowań – mówi Dorle Bahr, Kierownik ds. Zrównoważonego Rozwoju Środowiska Beiersdorf.

Na rozwiązaniach nakłaniających do szczepień skorzystaliby wszyscy podatnicy

Eliminacja groźnych chorób ma poważny wpływ na ekonomię. Koszty profilaktyki są niższe niż opłaty za leczenie. Jeden przypadek odry to dla polskiej gospodarki strata minimum 6 tys. zł, nie licząc obniżonej produktywności opiekuna chorego i strat opieki zdrowotnej. A coraz częściej rodzice nie chcą szczepić dzieci. Dlatego pojawiają się pomysły, aby jednak skłaniać opornych do zmiany podejścia. Dla przykładu, Finowie wobec zagrożenia epidemią odry, chcą uzależnić wypłaty świadczeń dla dzieci od szczepień. W Polsce zaproponowano podniesienie składki zdrowotnej dla odmawiających udziału w programach wakcynacji. Część ekspertów uważa takie posunięcie za słuszne, jednak wątpi w ich wprowadzenie w naszym kraju. Uzależnienie wypłaty 500 plus od przedstawienia kart szczepień raczej nie przejdzie. Rząd nie chce tracić wyborców.

Niższe koszty

Z powodu rosnącej liczby rodziców odmawiających szczepienia dzieci, pojawiają się pomysły na nakłonienie ich do zmiany zdania. W Finlandii minister nauki i szkolnictwa zaproponowała uzależnienie wypłaty świadczeń na dzieci (program podobny do polskiego 500 plus) od przedstawienia adekwatnych dowodów. Zdaniem Krzysztofa Kutwy, analityka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego, w tym kraju poziom szczepień pozostaje wysoki i zapewne ta koncepcja się nie sprawdzi. Tym bardziej, że wymagałaby zmian treści konstytucji. Wysoki poziom wykształcenia Finów i fakt, że ruchy antyszczepionkowe nie są tam popularne, skłoni decydentów raczej do podjęcia działań edukacyjnych i informacyjnych.

– Państwo zawsze określa warunki do otrzymania określonych świadczeń, m.in. takich jak 500 plus. Obowiązek przedstawienia dokumentu potwierdzającego szczepienie nie narusza prawa, o ile da się go racjonalnie wytłumaczyć, a także chroni wartość wyższą, jaką w tym przypadku jest obrona społeczeństwa przed epidemią – komentuje dr Dobrawa Biadun, radca prawny i ekspert ds. polityk publicznych Konfederacji Lewiatan.

Z kolei ekonomista Marek Zuber uważa, że fiński projekt należy ocenić zdecydowanie pozytywnie z ekonomicznego punktu widzenia. Tak samo byłoby w przypadku uzależnienia wypłat 500 plus od karty szczepień. We wszystkich światowych opracowaniach podkreśla się, że koszty działań profilaktycznych są zdecydowanie niższe od wydatków na leczenie. Janusz Jankowiak, ekonomista i właściciel JJ Consulting, podkreśla, że takie działanie w języku ekonomii nazywa się międzyokresowym przesunięciem kosztów i korzyści. Bieżące obciążenie budżetu jest mniejsze niż nakłady ponoszone w długim okresie na wydatki zdrowotne państwa i obywateli.

– Profilaktyka w postaci obowiązkowych szczepień ma zabezpieczyć przed kosztami związanymi z chorobami oraz powikłaniami z nich wynikającymi. Ważną kwestią do rozwiązania będzie nadzór zdrowotny nad wszystkimi osobami przebywającymi na jej terytorium, w szczególności z uwagi na zwiększającą się liczebność cudzoziemców. Świadomość zagrożenia płynącego od osób, które nie zostały zaszczepione w takim samym zakresie, jaki obowiązuje w Polsce, powinny stanowić ważny element działania właściwych organów. Zbudowanie sprawnego systemu nadzoru w tym zakresie jest istotne dla zachowania bezpieczeństwa publicznego – uważa ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Najnowsza krajowa inicjatywa to pomysł Polskiego Towarzystwa Prawa Medycznego na podniesienie do 12% składki zdrowotnej dla rodziców uchylających się od obowiązkowych szczepień dzieci. Jednak Krzysztof Kutwa zwraca uwagę, że to tylko jeden z elementów systemu prewencji zdrowotnej. Czy podobne regulacje powinny dotyczyć programów profilaktyki gruźlicy czy chorób odtytoniowych? To rodzi wątpliwości. Jak zatem postąpić z innymi takimi programami, by było to sprawiedliwe przy założeniu, że podniesienie stawek jest sensu stricto uczciwe i egalitarne.

6 tys. zł za odrę

Natomiast Janusz Jankowiak sądzi, że zapewne polski rząd powinien w przypadku programu 500 plus zdecydować się na takie działania, jakie zaproponowano w Finlandii. Jednak jest pewien, że tego nie zrobi. Twarda postawa w kwestii szczepień obowiązkowych oznacza utratę części głosów wyborczych. Ekspert dodaje, że to bardzo smutne, ale przecież nie zaskakujące. Przypomina również, że według wielu opracowań uśrednione koszty działań prewencyjnych, poniesione w krótkim okresie, są 4-5 razy mniejsze niż skumulowane długookresowe wydatki na leczenie trwale niezdolnych do pracy.

–  Z ekonomicznego punktu widzenia powinniśmy zwrócić uwagę na koszty powstałe w wyniku ewent. wybuchu epidemii. W przypadku odry choroba trwa średnio 11,5 dnia, a w tym czasie pracownik wygenerowałby stratę zarówno dla pracodawcy, jak i gospodarki. Przy założeniu, że praca jest jedynym czynnikiem produkcji, mnożąc średnią liczbę dni choroby przez średnie PKB na zatrudnionego, dochodzimy do ponad 6 tys. zł straty w polskiej gospodarce na chorego, nie licząc powikłań i zgonów. Należy dodać do tego także koszty systemu ochrony zdrowia. W USA to ponad 2 tys. dol. na jeden przypadek. Także opiekun chorego jest mniej produktywny – przekonuje ekspert z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Tymczasem Marek Zuber przytacza szacunki, z których wynika, że koszty zaniechania mogą być nawet 4-5 razy wyższe od wartości profilaktyki. Zapowiadane zwiększenie wydatków na zdrowie w Polsce do 6% PKB nie odbędzie się bez podniesienia składki zdrowotnej lub zwiększenia transferów z budżetu centralnego. Dodatkowe koszty, m.in. związane z konsekwencjami braku szczepień, będą oznaczały kolejne napięcia finansowe w budżecie przede wszystkim NFZ-u. Pojawi się nacisk na wzrost składki zdrowotnej lub innych podatków i parapodatków. A to może negatywnie wpłynąć na wzrost PKB.

– Jestem zdecydowanie za powiązaniem decyzji ponoszonych przez rodziców w związku z obowiązkowymi szczepieniami z odpowiedzialnością finansową. Konkretne rozwiązania, jak np. uzależnienie wypłaty świadczeń 500 plus od udokumentowania wakcynacji, powinny być zainicjowane przez rząd. Bodźce finansowe są wskazane, ale nic nie zastąpi świadomości oraz poczucia odpowiedzialności rodziców – twierdzi Janusz Jankowiak.

Edukacja czy przymus?

Analityk z Polskiego Instytutu Ekonomicznego zauważa, że podobnie jak „system kar finansowych” równie dobrze można rozważyć budowę „systemu zachęt finansowych”. Jednak znacznie ważniejsze i potrzebniejsze jest podjęcie działań edukacyjnych oraz odpowiednie dotarcie z wiedzą do przyszłych lub obecnych rodziców. Przymus to nie jest najlepsza metoda. Ekspert przytacza też dane CBOS-u z sierpnia 2017 roku, w których 73% Polaków opowiadało się za tym, że szczepionki są bezpieczne dla dzieci.

– Do momentu, kiedy jednoznacznie nie udowodnimy negatywnego wpływu szczepień na zdrowie dzieci, musimy zgodzić się z tym, że ich brak oznacza dodatkowe wydatki w systemie, których w przeciwnym wypadku by nie było. W takiej sytuacji absolutnie należy rozważyć wprowadzenie obowiązku pokrycia kosztów leczenia chorób, które wiążą się z decyzją o braku wakcynacji. Takie postępowanie byłoby przede wszystkim uczciwe wobec tych, którzy szczepią swoje dzieci – kontruje Marek Zuber.

Podsumowując, Janusz Jankowiak podkreśla, że na rozwiązaniach nakłaniających do szczepień skorzystaliby wszyscy podatnicy. Byliby to nawet przeciwnicy takich zabiegów, ponieważ na tym polega wcześniej wspomniane międzyokresowe przesunięcie kosztów i korzyści. Natomiast Krzysztof Kutwa dodaje, że takie korzyści dotyczą też kapitału ludzkiego. Bowiem eksperci Banku Światowego dowodzą, że jednym ze zdecydowanych działań w tym zakresie, stymulującym rozwój gospodarczy, są inwestycje właśnie w programy wakcynacji.

Fast foody nie zyskały na zakazie handlu w niedziele

W niedziele handlowe placówki McDonald’s i KFC odwiedza blisko 60% konsumentów w wieku od 18 do 34 lat, a w pozostałe – ponad 40%. Ale w niektórych miastach dysproporcje są większe. Najbardziej oblegane są lokale mieszczące się w dużych aglomeracjach. W dni bez handlu w KFC bywa nieco ponad 30% niedzielnych klientów tej sieci. W McDonald’s ten odsetek wynosi prawie 45%. W wolnostojących lokalach obu sieci jest wtedy większy ruch niż w restauracjach znajdujących się w samych galeriach. Ponadto obiekty niedziałające w centrach handlowych są odwiedzane przez badanych w bardziej stabilny sposób niż te, które są w nich zlokalizowane. Warto też dodać, że nie ma sezonowych skoków ani spadków wizyt. Tak wynika z analizy przeprowadzonej przez firmę Proxi.cloud, która bazowała na obserwacji zachowań ponad 1,5 mln konsumentów.

Wspólne ograniczenia

W dni bez handlu placówki McDonald’s i KFC odwiedza ponad 41% młodych konsumentów, a w handlowe niedziele – 58,99%. W ocenie Adama Grochowskiego, analityka z firmy technologicznej Proxi.cloud, różnica na poziomie blisko 18 punktów procentowych jest dość spora. Zdaniem eksperta, ona wyraźnie pokazuje negatywny wpływ zakazu handlu na działanie restauracji typu fast food, jak i samych galerii, w których one się znajdują.

– Takie restauracje lokuje się tam, gdzie mają szansę na duży ruch. Jeśli jedna z istotnych aktywności, jaką są zakupy, zostaje wyłączona, to wtedy drastycznie spada liczba odwiedzin w tych punktach, w których kupujący stanowią ważny udział. I to doskonale widać na przykładzie lokali usytuowanych w galeriach. Zatem wpływ zakazu handlu należy rozpatrywać dla każdej placówki osobno – komentuje Sebastian Starzyński, prezes Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Największy ruch występuje w wielkomiejskich lokalach. Jak wyjaśnia Marcin Lenkiewicz, wiceprezes Grupy Mobilnej Qpony/Blix, w aglomeracjach jest sporo punktów gastronomicznych dostępnych w niedziele bez handlu. Może to wpływać na ogólne poczucie młodych osób, że te dni są nadal pełne atrakcji poza domem i dobre na spotkania ze znajomymi, m.in. w restauracjach z szybkim jedzeniem. Natomiast w mniejszych ośrodkach tego typu lokale występują zdecydowanie rzadziej. Dlatego też chęć wychodzenia z domu jest słabsza.

– W części dużych miast widać spore dysproporcje. W Kielcach w dni bez handlu przybywa do analizowanych restauracji 30,59% badanych, a w niedziele handlowe – 69,41%. W Rzeszowie odnotowaliśmy odpowiednio 31,50% i 68,50%, a w Katowicach – 35,18% oraz 64,82%. Mniejsze rozbieżności zaobserwowaliśmy w Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Krakowie, Szczecinie, Gdańsku i we Wrocławiu. W tych ośrodkach średnie odchylenia są w proporcji od ok. 40% do niecałych 60%. Wpływ na to może mieć różny dostęp do rozrywek i sposób spędzania wolnego czasu przez mieszkańców – mówi ekspert z Proxi.cloud.

McDonald’s vs KFC

Analiza wykazała również, że 44,65% klientów sieci McDonald’s odwiedza restauracje w niedziele bez handlu. W KFC ten odsetek wynosi 30,73%. Według obserwacji Sebastiana Starzyńskiego, pierwsza z ww. firm posiada więcej placówek zlokalizowanych poza galeriami. Dlatego w te dni notuje w analizowanych miastach mniejsze spadki liczby odwiedzin niż badana konkurencja. Zatem to nie marka, lecz lokalizacja punktów decyduje o tej statystyce.

– Nasze badanie wykazało, że w niedziele handlowe w McDonald’s średnio bywa 55,35% niedzielnych  klientów tej sieci, a KFC – 69,27%. Warto zauważyć, że Kentucky Fried Chicken ma większość swoich restauracji w centrach handlowych, przez co zdecydowanie więcej klientów bywa tam w dni wolne od zakazu sprzedaży. Tym samym sieć jest bardziej narażona na czynniki makroekonomiczne, związane z ograniczeniem handlu, niż jej konkurencja – dodaje Adam Grochowski.

Wyniki sieci McDonald’s jasno pokazują, że młodzi konsumenci w bardziej stabilny sposób odwiedzają jej placówki wolnostojące niż te, które są zlokalizowane w galeriach. W 10 najbardziej uczęszczanych przyulicznych lokalach stosunek wizyt klientów w niedziele wolne od zakazu do ich obecności w dni z ograniczeniem sprzedaży jest dość wyrównany, tj. pomiędzy ok. 60% a 40%. Natomiast w restauracjach usytuowanych w centrach zakupowych występują duże wahania. Dla przykładu, obecność klientów spada z przeszło 90% w niedziele handlowe do ponad 5% w dni bez handlu. Dość podobnie wygląda sytuacja w KFC.

– Tak duże rozbieżności są oczywiście związane z ogólną liczbą odwiedzin galerii podczas niedziel bez handlu. Otwarte punkty gastronomiczne, kina czy nawet kręgielnie same nie są w stanie masowo przyciągać klientów. Zamknięte butiki naturalnie ograniczają ruch w tych placówkach. Osoby, które chcą zjeść szybki posiłek poza domem w dniu z zakazem sprzedaży, nie jadą tam specjalnie. Często chętniej wybierają inne miejsca – podkreśla ekspert z Grupy Mobilnej Qpony/Blix.

Zwyczaje klientów

Z kolei Adam Grochowski zwraca uwagę na to, że konsumenci robiący zakupy w galeriach często spędzają tam całe popołudnia, co wręcz wymusza na nich konieczność zjedzenia posiłku na miejscu. Głównym beneficjentem takich przyzwyczajeń Polaków jest branża gastronomiczna. Tymczasem restauracje wolnostojące przestają być swego rodzaju niewolnikiem ruchu w centrach handlowych. Są bliżej potencjalnych klientów, którzy chcą kupować dania nawet bez konieczności wychodzenia z samochodów.

– Zarówno w McDonald’s, jak i w KFC widać, że w restauracjach wolnostojących w niedziele bez handlu jest większy ruch niż w lokalach znajdujących się w centrach handlowych. Jest to związane z przyzwyczajeniem klientów do miejsc, w których przeważnie spędzają czas wolny. Polacy przywykli do wychodzenia z domów w weekendy. Chętnie jeżdżą wtedy do galerii. Gdy jest to możliwe, odwiedzają butiki, niekoniecznie w związku z intencją zakupową. Przy okazji coś jedzą, korzystają z parkingów, a czasem wybierają się również do kina – stwierdza Andrzej Wierzchoń, Senior Sales Manager z firmy TERRITORY Influence.

Można też zauważyć, że w całym okresie badawczym nie było drastycznych spadków lub skoków liczby odwiedzin w analizowanych restauracjach, np. w letnie czy zimowe dni. Ekspert z Proxi.cloud przypomina, że nie jest to branża sezonowa. Dlatego wizyty w lokalach rozkładają się mniej więcej proporcjonalnie przez cały rok. Wyjątkiem były pierwsze tygodnie po wprowadzeniu zakazu handlu. Wówczas w obu sieciach nastąpił duży wzrost i natychmiastowy, ogromny spadek ogólnej liczby odwiedzających.

– Polacy zwyczajnie nie mają zbyt dużej inwencji w zakresie spędzania czasu wolnego. Alternatywą dla galerii wciąż pozostaje siedzenie w domu przed telewizorem. Do momentu pojawienia się daleko idących zmian w sposobie myślenia, polegających na potrzebie przebywania w innym otoczeniu, m.in. w parku na spacerze czy w lesie na wyprawie rowerowej, nie będzie sezonowości odwiedzin. Jednak za kilka lat, wiosną i latem, podczas dobrej pogody, będzie widoczny spadek liczby wizyt w tego typu restauracjach – przewiduje Andrzej Wierzchoń.

Firma technologiczna Proxi.cloud poddała analizie 339 restauracji McDonald’s i 136 lokali KFC. Badanie objęło okres od 4 marca do 30 grudnia 2018 roku. Łącznie przeanalizowano 20 niedziel handlowych i tyle samo bez handlu. Anonimowe dane zebrano za pośrednictwem tzw. geofencingów, czyli wirtualnych punktów na mapie. Po ich założeniu w obiektach rejestrowano liczbę użytkowników smartfonów wchodzących na dany teren i posiadających jedną z dostępnych na rynku aplikacji mobilnych agregujących promocje. Badani konsumenci pobierając ww. aplikacje, wyrazili zgodę na udostępnienie swojej lokalizacji.

Revolut udostępnił w swojej aplikacji opcję korzystania z saloników lotniskowych

Revolut testuje i uruchamia nowe usługi. Firma zaprosiła użytkowników swoich kart Premium i Metal do korzystania z globalnej sieci 1000 saloników lotniskowych. Fintech liczy, że nową usługę przetestują polscy turyści wyjeżdżający właśnie na zimowy urlop, ferie narciarskie lub w tropiki. Oferta powstała w partnerstwie z Collinson Group.

Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce
Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce

Revolut zarabia na płatnych planach Premium i Metal oraz ofercie dla firm, czyli Revolut for Business. Chcemy stale zwiększać wartość płatnych planów, tak by zachęcały użytkowników by weszli z nami na wyższy poziom. Od stycznia Revolut oferuje dostęp do saloników lotniskowych. Chcemy sprawdzić, czy jest to opcja, która wzbudzi zainteresowanie polskich użytkowników i być może dalej ją rozwijać“ – mówi Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce.

Revolut wprowadza do beta-testów szereg zaplanowanych na ten rok innowacji. Pierwszą, która “wylądowała”, są saloniki lotniskowe. Jako pierwsi skorzystają z niej właściciele płatnych planów Premium i Metal. Usługa jest płatna £25 za każde wejście (przewidziano jedno darmowe wejście w ramach planu Metal). To opcja, z której warto skorzystać gdy poczujemy się przytłoczeni opóźnionym lotem, kolejkami, słabą ofertą gastronomiczną lub zanikającym WiFi. Wystarczy wtedy wejść w aplikację Revolut i sprawdzić co oferuje lokalny airport lounge.

Usługa jest prosta. W ramach dostępnego z poziomu aplikacji LoungeKey Pass można odszukać i sprawdzić godziny otwarcia najbliższego saloniku lotniskowego, obejrzeć na zdjęciach salki konferencyjne, bar, restauracje i inne wygody. Jeśli uznamy, że warto, generujemy unikalny QR kod, pokazujemy go przy wejściu i wchodzimy. Jeśli podróżujemy z osobą towarzyszącą, rodziną, dziećmi lub znajomymi, możemy im także wygenerować kody i przesłać w aplikacji lub jako screenshot z ekranu naszego telefonu (nawet zdalnie, z drugiego końca świata).

Jest nam szczególnie miło, ponieważ w pracach nad projektowaniem i wdrożeniem nowej funkcjonalności szczególną rolę odegrał zespół programistów z centrum Revolut w Krakowie. Choć w krakowskim centrum pracuje już około 400 osób, stale rekrutujemy na nowe stanowiska. Poszukujemy zwłaszcza developerów zainteresowanych tworzeniem autorskich rozwiązań dla globalnego użytkownika” – mówi Stefan Bogucki, PR & Community Manager Revolut w Polsce.

Spięcie polityczno-energetyczne. Polityka i spółki kontrolowane przez Skarb Państwa

Należy pilnować rozdziału między właścicielami spółek Skarbu Państwa, czyli kontrolą właścicielską a prawodawcą regulatorem. Jeżeli są one skupione w jednym ręku, może spowodować to szkody na rynku. Obecnie toczy się dyskusja dotycząca cen energii oraz spółek Skarbu Państwa. Są one na ogół notowane publicznie – natomiast w przypadku tych, w których Skarb Państwa odgrywa istotną rolę, pojawia się cienka granica. Kiedy ich zarządy realizują zadania wpisane w statuty – jak bezpieczeństwo energetyczne, mogą narażać spółki na straty. Wtedy działa nie tylko Prawo Energetyczne, ale Kodeks Spółek Handlowych i Kodeks Karny. W pewnych przypadkach widać, że to oddziaływanie na siebie polityki i gospodarki nie służy tym podmiotom.

– Balans między strategią energetyczną Polski, zadaniami rządu a działalnością gospodarczą musi być zachowany – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – Spółki nie są w stanie zrealizować wszystkich założeń. Publiczne wypowiedzi polityków dotyczące podejmowania przez nie pewnych działań wiążą się z odpowiedzialnością. Prezesi spółek odpowiadają przed zgromadzeniem akcjonariuszy, więc porządek zostaje zachwiany. Zarządy przy działaniu na szkodę podmiotów ponoszą odpowiedzialność karną, do 10 lat pozbawienia wolności.  Specyfika sektora energetycznego zakłada jego silne regulacje. W przypadku tej branży ma miejsce przenikanie się między prawodawcą, regulatorem, a nadzorem właścicielskim spółek Skarbu Państwa. Ostatecznie są one notowane na giełdzie, a ich kapitalizacja jest wrażliwa na działania polityków. Wymiana zarządów na takie, które zgodzą się zrealizować pewne zadania, jest niedopuszczalna. Ład korporacyjny wygląda zupełnie inaczej, czego niektórzy politycy nie rozumieją – podkreślił Roszkowski.

Polski rynek stomatologiczny konsoliduje się. Silniejsze marki przyciągają więcej pacjentów

Polski rynek stomatologiczny konsoliduje się. Silniejsze marki przyciągają więcej pacjentów 5

Zdecydowana większość pacjentów korzysta z usług prywatnych gabinetów stomatologicznych. Obok wysokiej jakości i profesjonalizmu, coraz częściej liczy się również zaufanie do lekarzy i poczucie komfortu w gabinecie. Nowe technologie pozwalają skrócić czas leczenia i zwizualizować pacjentowi efekt końcowy, dzięki czemu w czasie całego procesu leczenia czuje się bezpieczniej. Placówki konsolidują się, dołączając do większych podmiotów, aby mieć środki na inwestycje w innowacje oraz sprostać rosnącej konkurencji. Na pozycję lidera wysunęła się sieć Medicover Stomatologia, do której niedawno dołączyła jedna z najlepszych klinik na Śląsku.

– W ostatnich trzech latach spółka Medicover Stomatologia urosła trzykrotnie dzięki nowym otwarciom i polityce akwizycyjnej. Z pewnością będziemy to kontynuować. Obecnie mamy 118 gabinetów dentystycznych w 27 lokalizacjach. Będziemy inwestować w kolejne kliniki, bo chcemy być niekwestionowanym liderem na rynku usług stomatologicznych w Polsce – liderem, który wyznacza nowe trendy, edukuje i wsłuchuje się w potrzeby pacjentów. Ważna jest nie tylko jakość medyczna, lecz także kompetencje komunikacyjne całego zespołu – żeby lekarz, asystentka czy recepcjonistka wiedzieli, jak zaangażować pacjenta w proces leczenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wioletta Januszczyk, dyrektor zarządzająca Medicover Stomatologia.

Stomatologia pozostaje jedyną gałęzią medycyny, z usług której pacjenci najczęściej korzystają prywatnie. Z badań CBOS wynika, że w I połowie 2018 roku 53 proc. Polaków przynajmniej raz odwiedziło dentystę, a zdecydowana większość (82 proc.) wybrała usługi prywatnej kliniki stomatologicznej. Raptem co trzeci Polak decyduje się na korzystanie z usług refundowanych w ramach NFZ. Publiczna stomatologia przegrywa konkurencję z powodu niedofinansowania, bo wydatki na nią stanowią zaledwie ok. 2,5 proc. całego budżetu NFZ.

O przewadze prywatnych gabinetów decyduje profesjonalizm, wysoka jakość usług i wyposażenie gabinetów w nowoczesny sprzęt. Pacjenci coraz częściej szukają również wartości dodanej. Liczy się dla nich zaufanie do lekarza, poczucie komfortu i bezpieczeństwa, ponieważ dla wielu osób wizyta u dentysty kojarzy się z bólem i stresem.

– Pacjenci chcą bezkompromisowej jakości medycznej oraz gwarancji bezpieczeństwa leczenia i wiedzy o tym, co się z nimi dzieje. Poprzez bezpieczeństwo mam na myśli przewidywalność procesu leczenia – co się dzieje na danej wizycie i co będzie się dziać na kolejnych. Nowe technologie bardzo pomagają nam w tym, żeby zwizualizować pacjentowi proces leczenia i efekt końcowy. Dlatego decydując się na współpracę z nowymi placówkami, bierzemy pod uwagę kompetencje ludzi, którzy w nich pracują. Ważne są dla nas nie tylko twarde, lecz także miękkie kompetencje, umiejętność komunikacji z pacjentem, umiejętność indywidualnego podejścia do każdego pacjenta – podkreśla Wioletta Januszczyk.

Ze względu na rosnącą konkurencję oraz fakt, że pacjenci oczekują wysokiej jakości usług niezależnie od miejsca ich świadczenia, rynek stomatologiczny od kilku lat jest w trakcie konsolidacji. Mniejsze podmioty dołączają do większych sieci, aby móc lepiej odpowiadać na oczekiwania pacjentów.

Konsolidacja to trend, który występuje nie tylko na polskim rynku, lecz także w całej Europie. Umożliwia budowanie dużej, silnej marki, która budzi zaufanie klientów i świadczy usługi takiej samej jakości – niezależnie od terminu wizyty czy lokalizacji placówki, którą odwiedza pacjent. Duże podmioty mają też środki na inwestycje i wdrażanie innowacji.

 Skupiamy się na partnerach, którzy mają przynajmniej 4–6 gabinetów dentystycznych, z pełną diagnostyką, która umożliwia przygotowanie planu leczenia. Zależy nam na kompleksowości dostarczanych usług pod jednym dachem. Z drugiej strony, ważne są również nowe technologie, dzięki którym pacjent wie dokładnie, jak będzie wyglądał proces leczenia, a wizyty są krótsze i bardziej komfortowe – mówi Wioletta Januszczyk.

Do sieci Medicover Stomatologia dołączyła niedawno katowicka klinika Śmigiel Implant Master Clinic. Placówka jako jedyna na Śląsku otrzymała certyfikat jakości Blanx, umożliwia wykonanie wszystkich badań radiologicznych na miejscu – od małego zdjęcia zębowego po tomografię stożkową – i jest wyposażona w najnowszy sprzęt, jak skanery wewnątrzustne, mikroskop stomatologiczny czy radiowizjografia cyfrowa.

 Śmigiel Implant Master Clinic jest placówką, która świetnie się wpisuje w nasze podejście i strategię akwizycyjną na polskim rynku. Decydując się na współpracę, przede wszystkim patrzyliśmy na lekarzy, którzy tworzą tę placówkę, i ich bardzo wysokie kompetencje, a także na wykorzystanie nowych technologii. Dodatkowo, kompetencje lekarzy w zakresie implantologii, implantoprotetyki i stomatologii estetycznej mamy nadzieję powielić w innych placówkach Medicover Stomatologia – mówi Wioletta Januszczyk.

 Specjalizujemy się w kompleksowym leczeniu. Współpracujemy z osteopatą, fizjoterapeutami, w leczenie pacjentów zaangażowanych jest wielu specjalistów: periodontolog, wykwalifikowana higienistka. Generalnie jesteśmy nastawieni na poszukiwanie przyczyn choroby. Może ich być wiele, stąd nie możemy się skupiać tylko na jednym obszarze. Potrzebujemy więc pomocy innych lekarzy, którzy nas wesprą i dzięki temu budujemy plany leczenia, które są przewidywalne i pozwalają odetchnąć pacjentom – dodaje Barbara Urbanowicz-Śmigiel, założycielka kliniki Śmigiel Implant Master Clinic.

Jak podkreśla, dołączając do większej sieci, prywatne gabinety stają się częścią silnego brandu o ugruntowanej pozycji, zyskują dostęp do know-how i nie muszą się martwić o aspekty związane z zarządzaniem, marketingiem czy pozyskiwaniem funduszy na inwestycje.

– Cieszę się, że z moich barków zostanie zdjęta część administracyjna. Każdy lekarz najlepiej czuje się z pacjentem, z zespołem, a sprawy administracyjne są trudne i czasochłonne. Myślę, że obie strony będą czerpały z tego korzyści – mówi dr Barbara Urbanowicz-Śmigiel.

 Dla nas to duży komfort, bo możemy skupić się na tym, co robimy najlepiej, czyli na pracy lekarza, a niekoniecznie na roli menadżera, kierownika i dyrektora firmy. Z kolei wartość, jaką wniesiemy do Medicover, jako profesjonalny team, pozwoli szybciej stawiać kroki milowe w rozwoju – dodaje dr Tomasz Śmigiel.

UODO będzie walczyć z nieuczciwym i uporczywym telemarketingiem. Firmom grożą kary

UODO będzie walczyć z nieuczciwym i uporczywym telemarketingiem. Firmom grożą kary 6

Niechciany i natrętny telemarketing prowadzony bez zgody abonenta jest niezgodny z prawem. Działające tak firmy muszą się liczyć z różnymi konsekwencjami, w tym karami finansowymi. Z racji tego, że telemarketing to zagadnienie objęte wieloma przepisami i kompetencjami różnych urzędów odpowiedzialnych za ich stosowanie, walka z tym zjawiskiem jest utrudniona. Urząd Ochrony Danych Osobowych zapowiada, że weźmie takie praktyki pod lupę, zacieśniając w tym zakresie współpracę z UKE i UOKiK.

Natrętne, niechciane telefony z ofertami reklamowymi są częstą zmorą. Działające w ten sposób firmy naruszają nie tylko przepisy Prawa telekomunikacyjnego, lecz także ogólnego rozporządzenia o ochronie danych, czyli RODO. Często bowiem nie mają podstaw prawnych do kontaktowania się z nami, nie uwzględniają naszego sprzeciwu i kontaktują się z nami, mimo braku naszej zgody na to.

Te niezgodne z prawem praktyki dotyczą styku wielu różnych przepisów – nie tylko o ochronie danych osobowych, lecz także np. Prawa telekomunikacyjnego. Dlatego problem jest złożony i wymaga zaangażowania nie tylko Urzędu Ochrony Danych Osobowych, lecz także podjęcia działań przez Urząd Komunikacji Elektronicznej czy UOKiK. Zamierzamy takie działania prowadzić wspólnie, żeby wyeliminować niezgodne z prawem praktyki w zakresie telemarketingu – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Edyta Bielak-Jomaa, prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

UODO ma podstawy do podjęcia działań m.in. wówczas, jeżeli do urzędu wpłynie skarga na niezgodne z prawem wykorzystanie danych osobowych do prowadzenia telemarketingu. Jednak, żeby móc zareagować, Urząd musi wiedzieć, kto jest administratorem danych. Dlatego – odbierając telefon od natrętnego telemarketera – nie należy żądać jego danych, ale informacji o tym, kto jest administratorem naszych danych osobowych. Taka informacja powinna nam zostać udzielona. Gwarantuje nam to ogólne rozporządzenie o ochronie danych (RODO), które zaczęło być stosowane od 25 maja ub.r.

Zatem jeżeli dzwoni do nas uciążliwy telemarketer, żądajmy spełnienia obowiązku informacyjnego, bo jeżeli UODO otrzyma skargę na działalność takich uciążliwych telemarketerów działających w imieniu konkretnych administratorów, będzie mógł podjąć działania, czyli wszcząć postępowanie administracyjne – podkreśla dr Edyta Bielak-Jomaa.

Prezes UODO wskazuje, że wachlarz konsekwencji, jakie mogą zostać wyciągnięte wobec administratorów naruszających przepisy, jest bardzo szeroki. Urząd może nakazać zaprzestania dalszego niezgodnego z prawem przetwarzania danych osobowych albo co może być najpoważniejszą konsekwencją nałożyć karę finansową. Maksymalna wysokość tych kar jest określona przepisami RODO i może sięgnąć aż 20 mln euro bądź 4 proc. rocznych, globalnych obrotów firmy.

– UODO prowadzi – i zamierza dalej prowadzić – kontrole prawidłowego przetwarzania danych osobowych w podmiotach z branży telemarketingu. W przypadku stwierdzenia poważnych naruszeń, mogą się one zakończyć nałożeniem kary. Rzecz jasna, decyzja o jej nałożeniu i wysokości jest oceniana w świetle przepisów RODO – mówi dr Edyta Bielak-Jomaa.

Nadużycia w telemarketingu w kontekście ochrony danych osobowych były jednym z głównych tematów poruszanych podczas obchodów Dnia Ochrony Danych Osobowych 28 stycznia.

Ministerstwo Cyfryzacji: potrzeba 9 mld zł do 2023 roku, aby w pełni wykorzystać potencjał sztucznej inteligencji

Ministerstwo Cyfryzacji: potrzeba 9 mld zł do 2023 roku, aby w pełni wykorzystać potencjał sztucznej inteligencji 7

Do 2023 roku potrzebne jest 9 mld zł, aby w pełni wykorzystać potencjał sztucznej inteligencji – wynika z szacunków Ministerstwa Cyfryzacji. Dostępne obecnie mechanizmy finansowania zapewniają ok. 19 proc. tej kwoty. Dodatkowe finansowanie na poziomie 7 mld zł musi wygenerować sektor publiczny i prywatny – mówi Hubert Romaniec z resortu cyfryzacji. Jak podkreśla, szerokie zastosowanie sztucznej inteligencji przyspieszy wzrost gospodarczy i przeobrazi rynek pracy, ale potrzebne są odpowiednie ramy prawne i etyczne oraz budowanie świadomości dotyczącej zastosowań tej technologii.

Dla powodzenia rozwoju sztucznej inteligencji istotny jest przede wszystkim dostęp do danych publicznych i przemysłowych. Tylko duże zasoby danych pozwalają nam trenować algorytmy, które są podstawą do rozwoju usług i kolejnych możliwości zastosowania tej technologii. Musimy też zadbać o finansowanie zarówno prac badawczo-rozwojowych, jak i nowatorskich przedsięwzięć – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Hubert Romaniec, naczelnik w Departamencie Współpracy Międzynarodowej Ministerstwa Cyfryzacji.

Jak podkreśla, bezwzględnie potrzebne jest budowanie świadomości dotyczącej tego, jak sztuczna inteligencja przeobrazi gospodarkę i społeczeństwo, tak aby absorpcja tej technologii była jak najszersza.

– Nie możemy też zapomnieć o aspektach prawnych i etycznych. Sztuczna inteligencja od razu budzi skojarzenia z czymś potencjalnie groźnym. Uświadomienie szans, które się z nią wiążą, wymaga odpowiedniego prawa i wysokich standardów etycznych – podkreśla Hubert Romaniec. – Musimy także zadbać o finansowanie prac zarówno badawczo-rozwojowych, jak i nowatorskich przedsięwzięć.

Rozwój sztucznej inteligencji to dla Polski przede wszystkim szansa na przyspieszenie wzrostu gospodarczego. Z wyliczeń Ministerstwa Cyfryzacji wynika, że szerokie wykorzystanie technologii związanych z uczeniem maszynowym, wykorzystaniem danych i sztucznej inteligencji pozwoliłoby osiągnąć poziom PKB zaplanowany na lata 2035–2036 już o pięć lat wcześniej.

Mamy do czynienia z globalnym wyścigiem między trzema blokami – Chinami, UE i USA. Dobrze by było, aby Polska wpisała się w trend rozwoju sztucznej inteligencji w kontekście swoich partnerów unijnych – mówi Hubert Romaniec.

Sztuczna inteligencja jest technologią, która ma charakter transformacyjny – w nadchodzących latach przeobrazi nie tylko przemysł i gospodarkę, lecz także cały rynek pracy. Ministerstwo – opierając się na danych Gartnera – wskazuje, że na każde sto miejsc pracy, które zostaną wyparte przez sztuczną inteligencję, pojawi się blisko 140 nowych.

– Wyzwaniem jest, aby te miejsca pojawiły się tutaj, czyli żeby one nie zniknęły z Polski, i żeby miały jak najwyższą jakość – podkreśla Hubert Romaniec.

Jak podkreśla, najważniejszy krok, który musi podjąć administracja, sektor pozarządowy i biznes, to wyznaczenie strategicznych dla Polski obszarów, w których sztuczna inteligencja mogłaby wygenerować największą wartość dodaną. Zdaniem eksperta do takich sektorów z pewnością należy zaliczyć rolnictwo, energetykę czy służbę zdrowia.

Nasze badania pokazują, że aby w pełni wykorzystać potencjał sztucznej inteligencji, do 2023 roku potrzebujemy nakładów rzędu 9 mld zł. Ok. 2 mld zł jest dostępnych w obecnych instrumentach finansowych, ale wciąż pozostaje dodatkowe finansowanie na poziomie 7 mld zł. Tę kwotę musi wygenerować sektor publiczny i prywatny. Dodatkowo musimy też zapewnić odpowiednie oprzyrządowanie prawne, czyli wypracować takie rozwiązania, które umożliwią bezproblemowy rozwój tej technologii w Polsce. To są główne wyzwania na nadchodzący czas – mówi przedstawiciel Ministerstwa Cyfryzacji.

Z przedstawionego w listopadzie ubiegłego roku dokumentu „Założenia do strategii AI w Polsce – Plan działań Ministerstwa Cyfryzacji” wynika, że w nadchodzących latach sztuczna inteligencja może się stać jednym z nowych motorów polskiej gospodarki. Aby to umożliwić, resort utworzył platformę współpracy międzysektorowej, złożoną z blisko dwustu ekspertów (wywodzących się z administracji, NGO-sów, biznesy i nauki), którzy opracowali rekomendacje rozwoju AI w Polsce w czterech głównych obszarach: gospodarka oparta na danych, finansowanie badań i rozwoju, edukacja oraz etyka i kwestie prawne.

Tylko 30 proc. Polaków posługuje się językiem angielskim na poziomie komunikatywnym. W nadrobieniu zaległości mogą pomóc lekcje na żądanie

Tylko 30 proc. Polaków posługuje się językiem angielskim na poziomie komunikatywnym. W nadrobieniu zaległości mogą pomóc lekcje na żądanie 8

Mniej niż co trzeci Polak zna język angielski na poziomie umożliwiającym codzienną komunikację. Podobny odsetek nie posługuje się żadnym językiem obcym. Szkołę języków obcych czy lekcje z native speakerem trudno często pogodzić z napiętym planem dnia. Ułatwieniem są usługi na żądanie. Uberyzacja edukacji pozwala się uczyć w dowolnym miejscu i czasie, wykorzystując 20-minutowe okienka czasowe w ciągu dnia. Dwóch Polaków stworzyło platformę, która popularyzuje w ten sposób naukę języka angielskiego. 

Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że mniej niż 30 proc. Polaków ocenia swoje kompetencje językowe jako średnie, wystarczające minimum do utrzymywania relacji zawodowych z obcokrajowcami. 32 proc. wciąż nie włada żadnym językiem obcym. Tylko co piąty posługuje się dwoma, a 3 proc. – trzema językami obcymi

– To jest olbrzymie wyzwanie, ponieważ gospodarka intensywnie się zmienia. Dziś duża część ogłoszeń o pracę jest już w języku angielskim. Dlatego musimy nadrobić te zaległości – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Jabłoński, członek zarządu i współtwórca Tutlo.

Wśród pokolenia milenialsów sytuacja wygląda nieco lepiej. 40 proc. 20- i 30-latków posługuje się językiem angielskim, którego od najmłodszych lat uczyli się w szkole.

Natomiast osoby starsze coraz częściej zaczynają naukę angielskiego, ponieważ rynek pracy je do tego zmusza. Trudno jest jednak pogodzić naukę z rodziną, z pracą po 10–12 godzin czy wożeniem dzieci na zajęcia dodatkowe. Tradycyjna szkoła językowa, do której trzeba dojechać, a zajęcia odbywają się w godz. 18.00–19.00, jest często poza ich zasięgiem. Dlatego szukają efektywniejszych form uczenia się – mówi Tomasz Jabłoński.

Na rynku istnieje wiele form nauki – szkoły językowe oferujące zajęcia stacjonarne w grupie bądź indywidualne, korepetytorzy, którzy przyjeżdżają w umówione miejsce albo udzielają lekcji przez Skype’a wymagają jednak umówienia się z lektorem na konkretną godzinę i dostosowania lekcji do napiętego harmonogramu dnia. Minusem kursów online jest z kolei brak interakcji z lektorem.

Ułatwieniem są usługi na żądanie, które w ostatnich latach zmieniają globalną gospodarkę. Zaspokajają konkretną potrzebę użytkownika w danym momencie, w zamian pobierając proporcjonalną opłatę. Wszystko odbywa się szybko i wygodnie, za pośrednictwem aplikacji. Usługi na żądanie – na których opiera się model biznesowy Ubera – wkraczają do kolejnych branż, w tym także do edukacji.

– Uberyzacja pojawia się już w wielu dziedzinach życia. Klienci oczekują też takiego podejścia w edukacji – chcą się uczyć wtedy, kiedy faktycznie mają na to czas. W badaniach 43 proc. Polaków deklaruje, że pracuje za dużo, co wpływa na mniej wolnego czasu, który mogą poświęcić na naukę czy odpoczynek. Uberyzacja pozwala wykorzystać te okienka, które mamy stojąc w korku, jadąc tramwajem do pracy czy czekając na odbiór dzieci z zajęć – mówi Tomasz Jabłoński

Uberyzacja edukacji polega na tym, że osoba, która chce się uczyć, może to robić w dowolnym momencie, w trybie na żądanie – wtedy kiedy faktycznie ma na to czas, możliwości i ochotę.

– To dość przełomowa zmiana w edukacji. Nie trzeba się z nikim umawiać, przekładać zajęć czy dostosowywać harmonogramu nauki do planu dnia, który często się zmienia – podkreśla Tomasz Jabłoński.

Tutlo to stworzona przez dwóch Polaków platforma, która bazuje właśnie na trendzie uberyzacji w nauce. Jej innowacyjność została doceniona w programie akceleracyjnym Orange Fab Poland, we wczesnej fazie rozwoju firmy Tutlo brało też udział w DMZ Toronto. To prestiżowy uniwersytecki program akceleracyjny na świecie, który przeprowadził proces inkubacji i akceleracji 317 biznesów, dla których zebrał blisko 400 mln dol. finansowania.

Tutlo łączy lektorów i native speakerów z osobami, które chcą uczyć się angielskiego. Mamy ponad 200 lektorów, w tym w większości native speakerów. Nauka z nimi pozwala poznawać różne akcenty. Osoby, które korzystają z platformy, każdego dnia uczą się z kimś innym i dzięki temu przełamują barierę językową. To jest kluczowe, bo ucząc się z jednym native speakerem, przyzwyczajamy się, poziom stresu spada, ale kiedy mamy spontaniczną sytuację, w której musimy się skomunikować, okazuje się, że mamy blokadę i boimy się mówić. Nasz sposób nauki pozwala to przełamać – tłumaczy Tomasz Jabłoński.

Platforma skupia kilkunastu polskich lektorów i ponad 200 anglojęzycznych native speakerów z kilkunastu krajów, m.in.: Wielkiej Brytanii, Australii, Stanów Zjednoczonych czy Kanady. Można się zalogować na nią z każdego miejsca na świecie, bez wcześniejszego umawiania się, na żądanie, w dowolnym wybranym przez kursanta momencie.

– Metodycy budują programy nauki, dopasowane do zainteresowań i potrzeb, niezależnie od tego, czy jest to angielski biznesowy czy ogólny. Personalizujemy kurs pod konkretną osobę – mówi Tomasz Jabłoński. – Te 20 minut na lekcję jesteśmy w stanie znaleźć praktycznie każdego dnia, żeby podtrzymywać kontakt z językiem. Nie musimy się umawiać – to lektorzy i native speakerzy zawsze czekają na nas w platformie, więc tylko logujemy się do aplikacji, klikamy i rozmawiamy.

Tutlo jest w tej chwili najszybciej rozwijającą się platformą do nauki języków w Polsce – uczy się na niej ponad 3 tys. użytkowników.

Zaburzenia snu globalną epidemią. W ich leczeniu pomogą innowacyjne technologie

Zaburzenia snu dotykają prawie połowę populacji na świecie i stają się globalną epidemią. W Polsce cierpi na nie ponad 55 proc. społeczeństwa. Nieleczone zaburzenia mają negatywny wpływ nie tylko na pamięć, zdolność koncentracji i poziom zmęczenia, lecz także mogą prowadzić do poważniejszych chorób. Dlatego na rynku pojawia się coraz więcej inteligentnych urządzeń, które kontrolują jakość snu i pomagają w terapii zaburzeń. Na targach CES 2019 w Las Vegas Philips zaprezentował najnowsze technologie, które mają pomóc osobom z takimi problemami.

– Większość ludzi zna oznaki niewysypiania się – czujemy się wtedy poirytowani i nie funkcjonujemy dobrze w ciągu dnia. Podczas snu zachodzą bardzo ważne procesy biologiczne, które pozwalają nam na utrzymanie zdrowego stylu życia. Sen ma więc ogromne znaczenie w naszej codziennej aktywności – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Mark Aloia, ekspert ds. snu i behawiorystyki w Philips.

Jak podkreśla, sen jest jednym z filarów zdrowego stylu życia, równie ważnym, co pozostałe czynniki, takie jak odpowiednia dieta, aktywność fizyczna czy jakość powietrza. Zdrowy sen wpływa na prawie każdy aspekt zdrowia psychicznego i fizycznego. Tymczasem zaburzenia snu stają się globalną epidemią, która dotyka już 45 proc. całej populacji – wynika z danych przytaczanych przez Narodową Fundację Snu. Istnieje blisko sto zaburzeń snu, które nieleczone negatywnie wpływają nie tylko na pamięć czy zdolność koncentracji, lecz także mogą prowadzić do poważniejszych chorób, takich jak otyłość, cukrzyca i zwiększone ryzyko zaburzeń metabolicznych, osłabiony układ odpornościowy, a nawet niektóre nowotwory.

 Jest wiele przyczyn nasilenia się problemów ze snem. Pierwszym jest wzrost otyłości, który wiąże się z licznymi problemami zdrowotnymi, takimi jak zespół bezdechu sennego – mówi dr Mark Aloia.

Bezdech senny jest jednym z najczęściej występujących zaburzeń snu. Według statystyk w Stanach Zjednoczonych to schorzenie dotyczy 24 proc. mężczyzn i 9 proc. kobiet.

– W Polsce problem obturacyjnego bezdechu sennego (OBS) dotyczy około 2 mln osób, w szczególności mężczyzn po 40–45 roku życia. Często widzimy ten problem występujący wśród osób, które prowadzą siedzący tryb życia – mówi Michał Grzybowski, dyrektor Działu Zaburzeń Snu i Oddychania w krajach Europy Środkowo-Wschodniej w Philips. – Są badania, które pokazują, że osoby, które mają nieleczony obturacyjny bezdech senny albo są nieświadome tego problemu, do siedmiu razy częściej uczestniczą w wypadkach samochodowych, bo albo zasypiają za kierownicą, albo ich koncentracja jest obniżona do minimum.

Kierowcy z OBS stwarzają niebezpieczeństwo dla siebie i innych użytkowników dróg. Jak pokazują badania amerykańskie, mniej więcej co piąty wypadek jest powodowany przez deficyt snu. Eksperci porównują ten stan do prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu. Dlatego unijna dyrektywa z 2015 roku nakazuje badania kierowców pod tym kątem.

Na podstawie tej dyrektywy w Polsce zostały też przyjęte wytyczne co do tego, w jaki sposób postępować z obturacyjnym bezdechem sennym wśród kierowców – mówi Michał Grzybowski.

Bezdech senny powoduje zmęczenie, rozdrażnienie i problemy z koncentracją, ale jest też źródłem dużo poważniejszych problemów. Może prowadzić do zaburzenia rytmu serca czy wysokiego ciśnienia. Brak terapii bezdechu sennego może również prowadzić do udaru mózgu, padaczki czy cukrzycy.

Głównym problemem jest to, że osoba podczas snu przestaje oddychać nawet od kilkunastu do kilkudziesięciu razy na godzinę, co powoduje liczne wybudzenia. Oznacza to, że pacjent cierpiący na bezdech senny jest w stanie przespać 8 czy 9 godzin, a  jednocześnie, ze względu na złą jakość snu, być chronicznie niewyspany – wyjaśnia Grzybowski.

Dlatego tak istotne jest rozpoznanie i leczenie tego problemu.

Diagnostykę w Polsce przeprowadza się w specjalnych placówkach medycznych. Możliwa jest też diagnoza w warunkach domowych, wtedy pacjent otrzymuje urządzenie, które odnotowuje tzw. epizody bezdechu podczas snu. Następnie, kiedy już pacjent zostanie rozpoznany, czyli wiemy, ile razy bezdech wystąpił, wdrażane jest leczenie polegające na zastosowaniu specjalnego aparatu monitorującego oddech pacjenta podczas snu. Zadaniem tego urządzenia jest dostarczanie powietrza tak, aby epizody bezdechu w ogóle nie wystąpiły – wyjaśnia Michał Grzybowski.

Źródłem coraz powszechniejszych problemów ze snem jest też korzystanie z urządzeń elektronicznych w łóżku, co wpływa na rytm dobowy i zdolność zaśnięcia. Trzecim bardzo istotnym czynnikiem jest stres, który może prowadzić do trudności z zasypianiem i częstego wybudzania się w nocy.

– Naszym celem jest uzyskanie nie tylko odpowiedniej długości snu, lecz także poprawa jego jakości, której potrzebujemy, abyśmy mogli lepiej funkcjonować pod względem biologicznym, emocjonalnym i psychologicznym – mówi dr Mark Aloia. – Naszym celem jest wyeliminowanie 80 proc. problemów ze snem naszych klientów. Nasze osiągnięcia w tym zakresie są znaczne – mamy ponad 40-letnie doświadczenie w leczeniu i diagnozowaniu zespołu bezdechu sennego.

Zaawansowana technologia śledzenia ruchu gałek ocznych to potężne narzędzie marketingowe. Sprawdza się również w diagnostyce i terapii np. udaru mózgu

Zaawansowana technologia śledzenia ruchu gałek ocznych to potężne narzędzie marketingowe. Sprawdza się również w diagnostyce i terapii np. udaru mózgu 9

Technologia śledzenia ruchu gałek ocznych to coraz potężniejsze narzędzie w obszarze marketingu. Pozwala w dokładny sposób przeanalizować, na co patrzą konsumenci, co przyciąga ich wzrok. W połączeniu ze sztuczną inteligencją, może także przewidywać ich zachowanie. W obszarze medycyny z kolei pozwala w zaledwie 4 minuty zdiagnozować wstrząs mózgu. W najbliższych latach rynek eye trackingu zanotuje wzrosty przekraczające 26 proc. rocznie.

– Technologia eye tracking polega na śledzeniu gałek ocznych. Technologia okulografii wykorzystuje kamerę na podczerwień, która wychwytuje i analizuje bardzo szczegółowe ruchy gałek ocznych. Możemy się z nich dowiedzieć, gdzie dany użytkownik patrzy, co go interesuje, co go ciekawi – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Martyna Zielińska z AssisTech.

W tę technologię wyposażone są m.in. zaprezentowane na targach CES 2019 w Las Vegas zestawy słuchawkowe VR Pimax serii 8K. Pozwala ona ich użytkownikom na jeszcze głębszą interakcję w środowisku wirtualnym i zwiększenie immersji. Eye tracking znajduje jednak szerokie zastosowanie również w innych dziedzinach niż gry. To m.in. psychologia, marketing czy medycyna. Zwłaszcza dwie ostatnie z wymienionych stanowią najważniejsze kierunki rozwoju okulografii.

– Skuteczność reklamy po ruchu gałek ocznych można ocenić za pomocą tzw. map cieplnych, które są rezultatem działania naszej kamery na podczerwień i po prostu widzimy na monitorze, w które miejsce dana osoba patrzy. Mapy na podczerwień są specyficznie pozaznaczane kolorami – wskazuje ekspertka.

Spostrzeżenia wynikające z pomiaru uwagi konsumentów i ich spontanicznych reakcji na komunikaty marketingowe pozwalają marketerom tak projektować strategię komunikacji, by w jak największym stopniu przyciągać uwagę klientów. Rozwiązania korzystające z technologii okulograficznych opracowuje m.in. Tobii Pro Insight Research Services. Z usług tej firmy korzystają koncerny takie, jak np. Unilever, który technologię wykorzystuje do projektowania opakowań.

Z kolei naukowcy ze szwedzkiego CTF Karlstad University przeprowadzili w palarni kawy za pomocą Tobii Pro badanie zapachowe połączone ze śledzeniem ruchów oczu. Niemiecka fundacja czytelnicza Stiftung Lesen technologię eye trackingu wykorzystała do zbadania, w jaki sposób młodzi ludzie używają w swoim codziennym życiu języka pisanego podczas korzystania z mediów, również internetowych. Okulografia jest szeroko wykorzystywana także w medycynie.

– W medycynie eye tracking skupia się na diagnozie stanu chorego oraz jego terapii i rehabilitacji. Systemy eye tracking rewelacyjnie sprawdzają się w przypadku diagnozy i terapii takich schorzeń, jak udar mózgu, porażenie mózgowe czy różnego rodzaju zespoły schorzeń neurologicznych – twierdzi Martyna Zielińska.

Urządzenie EyeBOX wykorzystywane jest do nieinwazyjnego diagnozowania wstrząsu mózgu. W niespełna 4 minuty opatentowana technologia Oculogica zbiera i analizuje ponad 100 tys. punktów danych, aby wygenerować obiektywną ocenę, która jest unikalna dla każdego pacjenta. Technologia oparta jest na badaniach dotyczących wpływu nerwu czaszkowego na ruchy gałek ocznych, a nie subiektywnych objawów pacjenta. Generuje ona szybką ocenę bez potrzeby wykonywania testu podstawowego.

Według Grand View Research globalny rynek eye trackingu był w 2017 roku wyceniany na 285,6 mln dol. Zdaniem analityków w latach 2018–2025 będzie on rósł w średniorocznym tempie na poziomie 26,3 proc. Segment śledzenia optycznego prawdopodobnie będzie stanowił około 50,0 proc. ogólnych przychodów branży do 2025 roku.

Inteligentna lampa poprawi skuteczność opieki nad seniorami. Upadki wciąż są jedną z najczęstszych przyczyn nagłej śmierci osób po 65 roku życia

Inteligentna lampa poprawi skuteczność opieki nad seniorami. Upadki wciąż są jedną z najczęstszych przyczyn nagłej śmierci osób po 65 roku życia 10

Co roku w konsekwencji upadków umiera na świecie 646 tys. ludzi, a 37 mln poważnych upadków wymaga interwencji medycznej – wynika z danych Światowej Organizacji Zdrowia. Największą grupą ryzyka są osoby w wieku powyżej 65 lat. Inteligentna lampa pozwoli zminimalizować ryzyko upadku u osób starszych, a także poprawi jakość opieki nad nimi. Domowy system trzech lamp może czuwać nad domownikiem 24 godziny na dobę.

– Aladin to inteligentna lampa, dzięki której starsi ludzie mają szansę na utrzymanie dobrego stanu zdrowia. Chcieliśmy stworzyć produkt, który przeciwdziała upadkom, ponieważ wiemy, że upadki prowadzą do trzykrotnie większej liczby zgonów u osób starszych niż wypadki samochodowe. W większości przypadków brak samodzielności wiąże się z kosztownym pobytem w domu opieki oraz z wydatkami na leczenie, które są dość wysokie. Dlatego stworzyliśmy lampę, która jest dla starszych osób jak towarzysz życia i pomaga im zachować samodzielność – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Melody Bellier z firmy Domalys.

Według firmy badawczej P&S Market Research, głównymi motorami napędzającymi rynek inteligentnych rozwiązań w opiece zdrowotnej mają być w najbliższych latach rosnący popyt na zaawansowaną inteligentną domową opiekę zdrowotną oraz opracowywanie spersonalizowanych technologii opieki zdrowotnej. Znacznie zwiększają się też możliwości zastosowania Internetu Rzeczy w opiece zdrowotnej.

Inteligentna lampa Aladin ma chronić starsze osoby przede wszystkim w domu. Lampa wyposażona jest w czujniki ruchu, które wykrywają ruch osoby będącej pod opieką. Czujniki ruchu są przydatne przede wszystkim w nocy, gdy ryzyko upadku jest większe. Lampa zapala wówczas progresywną wiązkę światła, która oświetla drogę, ułatwiając przejście np. przez korytarz, ale nie oślepiając przy tym użytkownika. Lampa zapewnia całodobowy monitoring aktywności starszej osoby.

– Stworzyliśmy rozwiązanie umożliwiające łączność między np. trzema lampami umieszczonymi w mieszkaniu oraz analizę danych związanych z nocną i dzienną aktywnością osób starszych. Dzięki temu można stwierdzić, czy z babcią jest wszystko w porządku. Jeśli częściej niż zwykle wychodzi do toalety, nie jest to dobry znak i może wskazywać na chorobę. W takim przypadku Aladin przesyła opiekunom ostrzeżenie – mówi Melody Bellier.

Dane zbierane przez czujniki są analizowane przez algorytmy, a następnie wysyłane w formie komunikatów na aplikację mobilną zainstalowaną na smartfonach opiekunów. Dzięki aplikacji Aladin inteligentna lampa daje im bezpośredni dostęp do danych takich jak temperatura w domu, pogoda czy czas aktywności i odpoczynku. W razie potrzeby możliwe jest też skorzystanie z pomocy telemedycznej.

– W nagłych sytuacjach, np. przy upadku, lampa jest w stanie go wykryć, wysłać ostrzeżenie do rodziny, opiekunów czy do sąsiada lub teleopiekuna, który wezwie karetkę – przekonuje ekspertka.

Lampę Aladin można kupić na rynku amerykańskim, ale firma poszukuje dystrybutorów również w innych częściach świata, także w Europie. Tymczasem rozwiązania inteligentne znajdują coraz szersze zastosowanie w opiece nad seniorami.

Robot stworzony przez naukowców z Washington State University wspomaga w codziennym funkcjonowaniu osoby z demencją lub niepełnosprawnością. Działanie robota wykorzystuje pracę czujników, w które wyposażony jest system smart home. Dzięki temu robot jest w stanie określić, gdzie znajdują się mieszkańcy, a także, co robią i kiedy potrzebują pomocy przy codziennych czynnościach. Urządzenie jest w stanie wspomóc seniora, wyświetlając w formie filmu instrukcję wykonywania prostych czynności, a także zaprowadzić go do apteczki czy lodówki.

Z kolei inteligentne dozowniki na leki, takie jak Smart Pillbox wykrywają pominięcie zażycia dawki leku lub zażycie niewłaściwego medykamentu. Co więcej, dozownik może się łączyć poprzez aplikację mobilną z rodziną lub opiekunem seniora.

Analitycy z P&S Market Research wskazują, że światowy rynek inteligentnych rozwiązań w opiece zdrowotnej przyniósł w 2017 roku przychody sięgające 4,5 mld dol. Do 2023 roku zachowa on tempo wzrostu na poziomie 37,3 proc. średniorocznie.

7 obszarów, gdzie analityka lokalizacyjna wspiera pracę CEO

Analityka lokalizacyjna przestaje być kojarzona z niszowym rozwiązaniem opartym o statyczną mapę. Obecne rozwiązania z obszaru location analytics to coraz częściej pełnoprawne platformy analityczne służące do przetwarzania dużych zbiorów danych (nie tylko przestrzennych). Dostęp do coraz większej liczby informacji i skuteczna ich analiza pozwala CEO na realizowanie praktycznie wszystkich zadań które stawiają przed nim akcjonariusze, pracownicy i klienci. Oto 7 obszarów, w których analityka lokalizacyjna wspiera kadrę kierowniczą w ich codziennych obowiązkach.

„Do zadań tych należą m.in. identyfikacja wzorców sprzedaży czy przewidywanie globalnych zmian rynkowych i demograficznych. Analiza dużych zbiorów danych przestrzennych możliwa jest dzięki systemom informacji geograficznej (GIS). Technologia ta umożliwia analizowanie i porządkowanie informacji w oparciu o inteligentne mapy i pulpity menedżerskie.” – mówi Małgorzata Grzywacz z Esri Polska. James McCormick, Główny Analityk ds. Wiedzy o Klientach w Forrester, nazywa takie podejście strategią opartą na analityce: „Potrzebujemy odpowiedniej technologii danych i analityki, które niosą ze sobą wartość strategiczną, a nie tylko typowe wartości zwrotu z inwestycji (ROI). I to musi nas wyróżniać”.

  1. Monitoruj i reaguj na trendy biznesowe, ekonomiczne i społeczne

Przykładem wykorzystania analityki przestrzennej do monitorowania trendów i warunków biznesowych może być malejąca liczba właścicieli samochodów, która powoli zmienia branżę automotive. Wynika to m.in. z rosnącej popularności wynajmu samochodów na godziny i trendu związanego z ekologicznym stylem życia. Mapowanie informacji z rynków globalnych pomaga zrozumieć, w jaki sposób, gdzie i w jakim tempie zmieniają się preferencje konsumentów w zakresie zakupu samochodów. Pulpity menedżerskie dostępne w ramach obecnych na rynku rozwiązań analitycznych pozwalają na monitorowanie:

  • Tendencji i zagrożeń w różnych miejscach na całym świecie;
  • Czynników ryzyka lub szans związanych ze zmianami wzorców politycznych, kulturowych lub gospodarczych;
  • Wskaźników rynkowych, gospodarek regionalnych lub lokalnych, rynków akcji i stóp procentowych;
  • Tematów w mediach społecznościowych, które ujawniają obawy konsumentów dotyczące gospodarki, biznesu lub społeczeństwa.
  1. Zrozum swojego klienta

Dyrektorzy generalni muszą rozumieć zmieniające się oczekiwania klientów i dostarczać im nowe lub zmodyfikowane produkty i usługi. Dane przestrzenne pomagają w głębokim zrozumieniu nie tylko tego, kim są najlepsi i potencjalni klienci, ale także tego, gdzie się znajdują. Jedna z amerykańskich sieci restauracji typu fast casual zdecydowała się na wdrożenie aplikacji pozwalającej na telefoniczne zamawianie jedzenia. W oparciu o platformę analityczną GIS, opracowano mapy miast, które wykazały wysoką sprzedaż i wskaźniki „ucyfrowienia” klientów. Analiza pozwoliła sprawdzić, jaki odsetek osób korzystał w ostatnim czasie z telefonu do zakupu produktów. Wiedza ta pozwoliła na wprowadzenie nowej usług, która ułatwiła popularyzację aplikacji przy jednoczesnym ograniczeniu wydatków marketingowych.

  1. Rozwijaj biznes i broń się przed konkurencją

Firmy mają coraz więcej problemów ze sprawnym monitorowaniem konkurencji. Zmiany technologiczne i prawne sprawiają, że z dnia na dzień możemy obudzić się w zupełnie innej rzeczywistości. Dotyczyło to m.in. branży energetycznej, gdzie w wyniku deregulacji w krótkim czasie krajowi monopoliści musieli zmierzyć się z dużą liczbą nowych podmiotów na rynku. Obecnie wyzywaniem jest demokratyzacja energetyki, która w roli „konkurencji” stawia właścicieli domów czy spółdzielnie mieszkaniowe, które przy wykorzystaniu słońca czy wiatru same mogą wytwarzać energię elektryczną.

Pulpit menedżerski może pomagać śledzić bazujące na lokalizacji informacje, takie jak planowane rozmieszenie placówek konkurentów i rynki, na których rywale zmieniają linie produktów. Niektórzy dyrektorzy stosują bardziej bezpośrednie podejście, pozyskując usługi wykorzystujące sztuczną inteligencję do interpretowania obrazów satelitarnych i ujawniania trendów wśród konkurentów. Wszystkie te dane, czy to na poziomie lokalnym, czy krajowym, wpływają na decyzje wykonawcze dotyczące sposobu alokacji zasobów korporacyjnych w celu rozszerzenia i rozwoju oferty.

  1. Alokuj zasoby

Wykorzystanie analityki lokalizacyjnej pozwoliło jednej z dużych sieci detalicznych w USA na przeanalizowanie swojego łańcucha dostaw. Dzięki naniesieniu na mapę lokalizacji klientów, techników i dostaw udało się przeanalizować takie dane, jak:

  • Dostawy do klienta i trasy usług, w tym dostawy uwarunkowane czasowo;
  • Koszty paliwa i utrzymania floty pojazdów;
  • Raporty z wypadków i koszty obsługi poszczególnych tras;
  • Wynagrodzenia i świadczenia dla kierowców i personelu serwisowego;
  • Regiony przewidywanego wzrostu liczby klientów.

W efekcie, firma zmniejszyła liczbę centrów usług o ponad połowę (z 46 do 22) przy obsłudze wszystkich dotychczasowych klientów. Efektem tego była lepsza obsługa klienta i wzrost rentowności spowodowany m.in. redukcją liczby kierowców ciężarówek czy kosztów paliwa.

  1. Rozwijaj i promuj najlepszych ludzi i najlepsze praktyki

Planowanie zespołu pracowników, coraz częściej opiera się nie tylko na „twardych danych”, ale także tym, gdzie pojawiają się talenty i w jaki sposób firma może je wykorzystać. James Fallows, długoletni współpracownik miesięcznika The Atlantic, i autor wystąpień dla prezydenta Jimmy’ego Cartera , w swojej książce „Our Towns: A 100,000-Mile Journey into the Heart of America” zauważa, że poszukiwanie talentów coraz częściej powinno koncentrować się na nieoczekiwanych miejscach. Coraz częściej młodzi ludzie z pokolenia millenialsów, zostają w swoich rodzinnych stronach, aby być jego częścią i budować jego dobrobyt. Prowadzący biznes mogą korzystać z technologii GIS, aby wykryć tego typu zmiany demograficzne, zanim zrobi to konkurencja.

  1. Odzwierciedlaj zróżnicowaną bazę klientów w zasobach firmy

Badanie z 2013 r. zaprezentowane w Harvard Business Review wykazało, że firmy o zróżnicowanym składzie personalnym wykazują o 45 proc. większe prawdopodobieństwo zwiększania z roku na rok udziałów w rynku. Jednym z celów CEO powinno być zatem tworzenie zespołu, który odzwierciedlałby demografię rynków obsługiwanych przez firmę. Celem tych działań jest tworzenie takiej kultury organizacji, w której poglądy pracowników odzwierciedlają interesy, obawy i subtelności populacji konsumentów. Inteligentne mapowanie może ujawnić, gdzie te i inne kluczowe grupy działają, żyją i bawią się, aby dopasowywać do nich asortyment produktów.

  1. Chroń i wzmacniaj wizerunek firmy

Renoma firmy może się załamać z dnia na dzień w związku z naruszeniem danych klienta lub niewłaściwym zachowaniem któregoś z szefów. Przekonać się o tym mogli zarządzający takich firm jak Theranos i Cambridge Analytica, które w aferze skandalu zniknęły z rynku w 2018 roku. Jednak dla większości firm reputacja psuje się i zmienia w znacznie bardziej subtelny sposób. Przykładowo, jeden niepochlebny wpis na twitterze zamieszczony przez wpływową osobę może wywołać całą lawinę negatywnych komentarzy. Opracowanie mapy influencerów w oparciu o technologię GIS i analizę nastrojów może pomóc zrozumieć skąd pochodzą poglądy na temat firmy lub branży.

Dyrektor generalny świadomy znaczenia lokalizacji może wykorzystywać GIS do śledzenia także innych wskaźników wpływu – jest ich wiele, od wyników sprzedaży na określonych rynkach, poprzez regionalne wyniki badania lojalności klientów, po informacje zwrotne od pracowników sprzedaży i serwisu. W 2018 roku James McCormick z firmy Forrester powiedział, że większość firm może przetrwać bez strategii opartej na głębokiej analizie danych, ale to nie potrwa długo.

Automotive branżowym liderem eksportu

O ponad 7 proc. wzrósł polski eksport w ciągu jedenastu miesięcy 2018 roku – tak wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. Według ekspertów, w najbliższym czasie możliwy jest dalszy wzrost, ale może go utrudnić m.in. Brexit, schłodzenie gospodarki Niemiec oraz wojny handlowe pomiędzy USA i Chinami.

Od stycznia do listopada 2018 roku polskie przedsiębiorstwa sprzedały za granicę produkty o wartości 204,3 mld euro. Według Narodowego Banku Polskiego o wzroście eksportu towarów zadecydowała głównie większa sprzedaż komputerów, produktów rafinacji ropy naftowej, tworzyw sztucznych oraz odzieży. Z roku na rok rośnie nasz eksport do Niemiec, Francji, Holandii, Belgii, Czech, na Słowację, do USA, a także na Bałkany i do Azji.

Coraz więcej eksportowych hitów

Za sukcesem polskiego eksportu stoi przede wszystkim rosnąca liczba przedsiębiorstw, które rozszerzają zakres działalności o sprzedaż za granicę. Nie bez znaczenia jest również dobra znajomość otoczenia konkurencyjnego oraz uznanie, jakim polskie firmy cieszą się na europejskich i światowych rynkach, zarówno w kontekście jakości oferty jak i obsługi klienta. Czynnikiem stymulującym eksport polskich towarów jest również ich cena. Najlepsze wyniki w tym zakresie osiąga od lat branża automotive, bardzo dobrze radzi sobie również sektor meblarski, AGD oraz szeroko pojęta żywność.

Miniony rok był  udany dla eksportu polskich towarów z branży metalowej. Rodzime spółki odnotowały  znaczne wzrosty we wszystkich kwartałach 2018. Polski przemysł z roku na rok jest coraz bardziej ceniony na świecie. Zagraniczni odbiorcy darzą nasze rodzime firmy rosnącym zaufaniem, co skutkuje  nowymi kontraktami na sprzedaż ich produktów.

Istotna sytuacja międzynarodowa

Jak twierdzą specjaliści, ogromny wpływ na polski eksport ma sytuacja gospodarcza Niemiec. Według Marcina Brola z Katedry Makroekonomii Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, od kilku lat sprzedaż polskich towarów do tego kraju stanowi ponad jedną czwartą całego eksportu.

– Wynika to z wielu czynników, m.in. bliskości tego kraju oraz powiązań biznesowych, które wykształciły się w epoce schyłkowego PRL-u i początku transformacji, a przede wszystkim obecności Polski w Unii Europejskiej – uważa Marcin Brol. – Gospodarka Niemiec, podobnie jak Polski, jest gospodarką eksportową, a zatem ważnym czynnikiem wpływającym na wielkość polskiego eksportu jest popyt na towary niemieckie na rynku światowym.

Według ekonomistów, prognozując warunki rozwoju, przedsiębiorcy nie wykazują olbrzymiego optymizmu. Ma to związek z międzynarodową sytuacją polityczną, na czele z wojną handlową miedzy Rosją i Chinami, Brexitem i oczekiwaniem hamowania gospodarek krajowych po wyjątkowo długim okresie nieustannego wzrostu.

Liczą się dobre kontakty biznesowe

Polscy przedsiębiorcy cały czas starają się o nowe zagraniczne kontakty i próbują je nawiązać, wykorzystując uczestnictwo w wydarzeniach branżowych oraz działalność w lokalnych wywiadowniach gospodarczych. Partnerzy są pozyskiwani również poprzez izby branżowe i aktywnie działające stowarzyszenia. W tym celu wykorzystuje się również misje gospodarcze organizowane przez instytucje rządowe i izby gospodarcze, w tym bilateralne, np. polsko-niemiecką.

Wszystko to wpływa pozytywnie na rozwój eksportu, jednak należy brać pod uwagę procesy mogące ten trend odwrócić: spowolnienie europejskich gospodarek i w konsekwencji ograniczenie popytu czy ewentualne wyjście Polski z Unii Europejskiej lub jakiekolwiek osłabienie więzi gospodarczych w ramach wspólnoty. Dużą niewiadomą jest również konflikt pomiędzy USA i Chinami, którego skutki rzutować będą na całą gospodarkę światową.

Szanse na dalszy rozwój eksportu

Jak dodaje Rafał Parvi, ekspert z obszaru analiz ekonomicznych w Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu, aby rozwinąć eksport, należałoby dotrzeć bezpośrednio do wszystkich lub prawie wszystkich przedsiębiorców, bo pomimo tego, że w Polsce mamy 2 mln firm, to tylko około 17 tys. z nich eksportuje. Należy także wziąć pod uwagę eksport nie tylko do krajów Unii Europejskiej, ale i poza nią.

Na zwiększenie eksportu mają większą szansę te przedsiębiorstwa, które już istnieją na zagranicznych rynkach. Znają ich specyfikę i potrzeby, a także mogą pochwalić się udanymi kontraktami, co pozwala nabrać zaufania kolejnym partnerom biznesowym z danego kraju. To z kolei skutkuje nowymi zamówieniami i coraz większą sprzedażą produktów polskiego przemysłu za granicę i rosnącym wskaźnikiem polskiego eksportu.

Ubezpieczenie na wypadek choroby nowotworowej

Ponad połowa Polaków ma w rodzinie osobę chorującą na nowotwór – wynika z badania IBRiS przeprowadzonego na zlecenie Nationale-Nederlanden. Mimo to tylko 51 proc. respondentów deklaruje, że regularne wykonuje badania profilaktyczne w celu wykrycia choroby. Na badania częściej decydują się kobiety, osoby starsze oraz mieszkańcy małych i średnich miejscowości. Ubezpieczenie na wypadek choroby zostało uznane przez ankietowanych za najlepsze zabezpieczenie przed finansowymi konsekwencjami nowotworu. Dane Nationale-Nederlanden pokazują, że zdecydowaną większość posiadaczy takich polis stanowią osoby w wieku 30-50 lat.

Według Światowej Organizacji Zdrowia choroba nowotworowa plasuje się na drugim miejscu wśród przyczyn śmierci na świecie. Do czynników zwiększających ryzyko zachorowania należą: otyłość, dieta uboga w warzywa i owoce, brak aktywności fizycznej, palenie papierosów i picie alkoholu.

Mimo rosnącej skali zachorowań, wciąż niewielu Polaków podejmuje aktywne działania prewencyjne. Według danych z raportu „Choroba nowotworowa – profilaktyka zdrowotna i finansowa” Nationale-Nederlanden – częściej stosujemy bierne formy profilaktyki. I tak 65 proc. Polaków deklaruje, że nie spożywa alkoholu w nadmiarze, a 62 proc. nie pali tytoniu. Osoby z wyższym wykształceniem częściej unikają szkodliwych nałogów (ok. 70 proc.). Zdrową dietę stosuje prawie połowa ankietowanych – najczęściej również osoby najlepiej wykształcone. Polacy rzadko wiążą aktywność fizyczną z profilaktyką antynowotworową. Tylko 30 proc. respondentów wskazało, że regularnie uprawia sport jako działanie profilaktyczne przeciw chorobie nowotworowej. Jest to praktyka częstsza wśród mężczyzn (33 proc.) niż wśród kobiet.

Profilaktyka ważniejsza dla kobiet

Jedynie połowa Polaków regularnie bierze udział w badaniach lekarskich, żeby uchronić się przed zachorowaniem na raka. Nieco więcej ankietowanych (57 proc.) przynajmniej raz w roku wykonuje badania profilaktyczne, takie jak: badanie krwi, USG, badania przesiewowe zależne od wieku. Niespełna jedna czwarta ankietowanych (23 proc.) deklaruje wykonywanie badań co 2-3 lata.

Znacznie częściej swój stan zdrowia sprawdzają kobiety (60 proc.) niż mężczyźni (43 proc.). Największą skłonność do wykonywania badań mają 50-latkowie (65 proc.), a najniższą 20-latkowie (40 proc). Mieszkańcy małych i średnich miast częściej odwiedzają gabinety lekarskie niż mieszkańcy miast powyżej 500 tys. mieszkańców. Co 10. mieszkaniec wsi deklaruje, że nie wykonuje żadnych badań.

Zabezpieczenie finansowe wciąż mało popularne

Choroba nowotworowa to nie tylko ogromne wyzwanie emocjonalne, ale także finansowe, tym bardziej, że chorzy często nie są w stanie w czasie terapii pracować, a bywa tak, że jedyną szansą na powrót do zdrowia jest leczenie zagranicą. Ankietowani uznają ubezpieczenie na wypadek choroby za najlepszą formę zabezpieczenia przed jej finansowymi konsekwencjami. Na drugim miejscu wskazują samodzielne odkładanie pieniędzy, a na trzecim pomoc ze strony rodziny. Mimo to 38 proc. ankietowanych nie zastanawia się, czy w ciągu najbliższych 2 lat wykupić ubezpieczenie na wypadek choroby nowotworowej. Najbardziej skłonne do nabycia polisy są osoby w wieku 40-49 lat. Badanie to znajduje odzwierciedlenie w danych Nationale-Nederlanden. Wśród osób, które posiadają ubezpieczenie przeciwnowotworowe 67 proc. stanowią osoby w wieku 30-50 lat. Co ciekawe większość z nich to mężczyźni.

– Ubezpieczenie na wypadek choroby nowotworowej pozwala nie tylko na skuteczniejszą terapię medyczną, ale także kompleksowe wsparcie osoby chorej i rodziny, np. dzięki pomocy psychologicznej. Patrząc na doświadczenia krajów rozwiniętych należy przypuszczać, że ten rynek ma w Polsce ogromny potencjał – mówi Joanna Walczuk, menadżer ds. produktów Nationale-Nederlanden PTE.

Zabezpieczenie dla rodziny ważniejsze niż szybszy powrót do zdrowia

Za najbardziej istotną korzyść z ubezpieczenia na wypadek nowotworu respondenci uznają wsparcie finansowe dla rodziny w przypadku śmierci (38 proc.). Na drugim miejscu wskazują pieniądze na leczenie i powrót do zdrowia (31 proc.), a na trzecim dostęp do najlepszego zespołu medycznego (26 proc.). Ten rodzaj wsparcia jest najważniejszy jedynie dla osób w wieku 30-39 lat.

Konsultacje lekarskie i badania diagnostyczne w przypadku podejrzenia choroby są najmniej istotną korzyścią dla ankietowanych. Wsparcie w codziennym funkcjonowaniu w przypadku choroby, na przykład pomoc psychologa, transport, rehabilitacja, zostały wskazane przez co 5-tą osobę.

Badanie zrealizowane zostało na zlecenie Nationale-Nederlanden przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych w dniach 17-18 i 26-27 stycznia 2019 roku. W ramach badania ilościowego przeprowadzono wywiady przy użyciu techniki CATI, na reprezentatywnej grupie dorosłych Polaków (n=1100).

Wstępne, niezaudytowane wyniki Grupy Santander Bank Polska za 2018

W 2018 roku Grupa Santander Bank Polska zanotowała wynik netto należny akcjonariuszom podmiotu dominującego w wysokości 2,4 mld zł.

Michał Gajewski, Prezes Zarządu Santander Bank Polska
Michał Gajewski, Prezes Zarządu Santander Bank Polska
  • Zysk należny udziałowcom wypracowany przez Grupę Santander Bank Polska w 2018 roku wyniósł 2,4 mld zł, dochody ogółem zwiększyły się o prawie13% r/r. W efekcie transakcji włączenia wydzielonej części DB oraz dynamicznego wzrostu organicznego aktywa Grupy wzrosły do prawie 206 mld zł, o 35% więcej niż przed rokiem, do blisko 7 mln zwiększyła się liczba obsługiwanych klientów.
  • W minionym roku z powodzeniem przeprowadziliśmy zmianę marki i skutecznie zakomunikowaliśmy jej główne atrybuty – bezpieczeństwo i innowacje. Transakcja włączenia zwiększyła nasz potencjał do dalszego rozwoju. Oba duże projekty zrealizowaliśmy zachowując poziom satysfakcji naszych klientów. Nadchodzi czas na wzmacnianie satysfakcji klienta z relacji z bankiem, aby nasza strategia bycia najlepszym bankiem dla klienta mogła stać się rzeczywistością.

Wyniki Grupy Santander Bank Polska w 2018 roku:

  • Dochody ogółem – wyniosły 8,7 mld zł, i były wyższe o 12,5 % w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.
  • Wynik z tytułu odsetek wyniósł 5,7 mld zł i wzrósł o 8,8% r/r.
  • Wynik z tytułu prowizji wyniósł 2,1 mld zł i wzrósł o 2,2% r/r. Wzrost wyniku z tytułu prowizji nastąpił dzięki przyrostom w większości linii produktowych (w obszarze kredytów, wymiany walut, obsłudze kart debetowych).
  • Koszty operacyjne ogółem wyniosły 3,8 mld zł i zwiększyły się o 11,8% r/r przy wzroście kosztów pracowniczych i działania o 10,3% pod wpływem projektów transformacyjnych i rozwojowych.
  • Wskaźnik C/I ukształtował się na poziomie 43,1% i pozostał na zbliżonym poziomie co w roku poprzednim.
  • Obciążenia podatkowe Grupy w 2018 wynoszą łącznie 1,2 mld zł, z czego 466 mln zł to podatek bankowy i 727 mln podatku dochodowego.
  • Odpisy netto z tytułu rezerw kredytowych wyniosły 1,1 mln zł, a zannualizowany koszt ryzyka kredytowego ukształtował się na poziomie 90 pb. i jest zgodny z oczekiwaniami. Wskaźnik kredytów niepracujących wyniósł: 4,5% i był niższy w porównaniu do zeszłego roku (2017 wyniósł 5,8%)

Kapitały Silna pozycja kapitałowa Grupy Santander Bank Polska: Współczynnik kapitałowy na poziomie:16,7% (16,69% na 31 grudnia 2017 r.) oraz Tier1: 14,83%(15,28% na 31 grudnia 2017 r.), zapewniający bezpieczeństwo prowadzonej działalności i stabilny wzrost.

Klienci Należności brutto od klientów zwiększyły się o 26% r/r do 142 mld zł w wyniku wzrostu kredytów dla klientów indywidualnych o 29% r/r do 74,7 mld zł oraz należności od podmiotów gospodarczych o 23% r/r do 59 mld zł.

Depozyty klientów ogółem wzrosły o 34% r/r, przy czym depozyty bieżące o 30% a terminowe o 41% r/r. Depozyty od klientów indywidualnych wzrosły o 36% r/r, a biznesowe o 32% r/r.

Wskaźnik kredytów do depozytów wynosił 91,9% na koniec grudnia 2018 roku.

Na 30 grudnia 2018 r. łączna wartość aktywów netto funduszy inwestycyjnych i portfeli aktywów zarządzanych przez Santander Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych wyniosła 15,4 mld zł i zmniejszyła się o 6,1% r/r.

Transformacja cyfrowa W 2018 r. wdrożono kilkanaście nowych robotów realizujących zadania m.in. w kredytach hipotecznych i reklamacjach, a także w trade finance. O 13% wzrosła liczba klientów, korzystających z kanałów zdalnych, a liczba transakcji realizowanych w mobile przekroczyła 40 mln. W kanałach cyfrowych wprowadzano systematycznie udogodnienia – zarówno dla klientów indywidualnych, jaki i firmowych.

Linie biznesowe. Z nowego Konta Jakie Chcę na koniec kwartału korzystało 1,13 mln klientów, trzykrotnie wzrosła liczba kart dodanych do portfeli cyfrowych, udostępniono płatności Fitbit Pay oraz pakiet wielowalutowy na karcie Dopasowanej. W bankowości korporacyjnej wzrosły dochody w liniach strategicznych, bankowość inwestycyjna notuje wzrost wyniku segmentu. Spółki leasingowa i faktoringowa także zanotowały wzrost zysku.

Bankowość detaliczna w 2018 r.:

  • 3,64 mln kont osobistych w złotych
  • 1,13 mln otwartych Kont Jakie Chcę
  • 431 tys. kart mobilnych HCE, Google Pay, Garmin Pay, Apple Pay, Fitbit Pay (+209% r/r)
  • Wzrosty portfela kredytowego r/r: kredyty gotówkowe 51% r/r do poziomu 11,6 mld; kredyty hipoteczne w złotych 53% r/r do poziomu 37,1 mld
  • 2,36 mln (+13% r/r, 8% q/q) aktywnych klientów digital, w tym 1,34 mln klientów mobilnych (+22% r/r, 8% q/q)
  • 40,9 mln transakcji w bankowości mobilnej (+74% r/r) w 2018 roku, 12,7 mln transakcji w IV kw. wzrost o ponad 2,03 mln (+19% q/q).
  • Co trzeci produkt kredytowy sprzedawany w bankowości elektronicznej udzielany był w aplikacji mobilnej (30% liczby produktów kredytowych oferowanych przez kanały elektroniczne).
  • Dynamiczny wzrost transakcyjności wpłatomatów w ujęciu rok do roku – 12% pod względem liczby wpłat oraz 24% pod względem ich wartości.
  • Wzrost wolumenu depozytów o 38% r/r do poziomu 81,4 mld;
  • W IV kwartale uruchomiono 17 kolejnych oddziałów w nowym innowacyjnym formacie (razem 31 zmodernizowanych w 2018) oraz 1 Strefę Santander w Gdyni (razem działa 5 Stref).

MŚP1 2018 r.:

  • Wzrost wolumenu kredytów o 26% r/r do poziomu 12,4 mld;
  • Wzrost wolumenu depozytów o 31% r/r do poziomu 13,5 mld;
  • Sprzedaż nowych kredytów MSP większa o 15% w stosunku do 2017 r. wartościowo o 635 mln, za IVQ wzrost ten stanowił 12% (156 mln) w stosunku do IVQ 2017.
  • Wzrost przychodów prowizyjnych kredytowych o 30% r/r (o 29 mln)
  • Wzrost przychodów odsetkowych o 12% r/r (o 28 mln)
  • usługi eKsięgowość – księgowość on-line dla jednoosobowych działalności gospodarczych – również w aplikacji mobilnej – oraz wsparcie profesjonalnych księgowych

Bankowość Biznesowa i Korporacyjna w 2018 r.:

  • 11% wzrost przychodów z podstawowej działalności biznesowej
  • 16% wzrost dochodów w sektorach strategicznych
  • 15% wzrost przychodów w obszarach biznesu międzynarodowego
  • Biznes Międzynarodowy – dalszy rozwój korytarzy międzynarodowych – Niemcy, Hiszpania/LatAm, USA/UK.
  • Strefy samoobsługowe w iBiznes24 –rozwój kanału dostępu
  • VIII edycja Programu Rozwoju Eksportu

Globalna Bankowość Korporacyjna i inwestycyjna w 2018 r.:

  • 11% wzrost wyniku segmentu r/r
  • Pierwsze miejsce na rynku kapitałowym pod względem wartości wyemitowanych akcji i obligacji*
  • pierwsza emisja euroobligacji Santander Bank Polska o wartości nominalnej 500 mln EUR, w której Pion pełnił rolę wyłącznego aranżera programu emisji oraz wyłącznego prowadzącego księgę popytu emitowanych obligacji
  • Innowacje
  • Santander Cash Nexus: globalna platforma dla międzynarodowych firm zapewniająca kompletny zestaw rozwiązań transakcyjnych dla różnych krajów poprzez bezpośrednią komunikację elektroniczną
  • Santander Kantor: 25% wzrost dochodów r/r z wymiany walut na platformie
  • SCIB Debt Advisory: uruchomienie usług doradczych w zakresie optymalnej struktury finansowania, logistyki pozyskania finansowania dłużnego oraz kompleksowe wsparcie
    w procesie ratingowym i komunikacji z agencjami ratingowymi
  • natychmiastowe zlecanie i rozliczanie operacji bankowych, obsługa rachunków VAT dla klientów w Polsce jednej z największych amerykańskich instytucji finansowych

Leasing w 2018 r.:

  • W 2018 r. Santander Leasing sfinansował aktywa o wartości netto blisko 5,4 mld zł, czyli
    o +29% r/r więcej – to absolutny rekord w historii spółki!
  • W samej kategorii pojazdów Santander Leasing sfinansował środki trwałe o wartości netto ponad
    3 mld zł, ze wzrostem +45% r/r, a w maszynach i urządzeniach wartość netto sfinansowanych aktywów wyniosła ponad 2,2 mld zł, z blisko 13% wzrostem
  • na koniec roku wartość portfela leasingowego osiągnęła poziom blisko 9 mld zł, co oznacza wzrost +16% r/r, przy jednoczesnym utrzymaniu bardzo wysokiej jakości portfela
  • liczba klientów wzrosła do 57 tys.

Faktoring w 2018 r.:

  • Obroty spółki faktoringowej wyniosły 27,3 mld zł i były wyższe o 17% r/r;
  • Portfel kredytów wzrósł o 21% r/r i osiągnął poziom 5,1 mld zł;
  • Pod względem uzyskanych obrotów Spółka zajmuje trzecią pozycję na rynku, z udziałem na poziomie 11,2%, jednak nadal jest liderem w zakresie finansowania dostawców posiadając
    31% udziału w rynku
  • Sprzedaż na koniec roku wyniosła 2,5 mld zł.

Santander Consumer Bank w 2018 r.:

  • Zysk netto wyniósł 584 mln zł;
  • Aktywa wyniosły 19,8 mld zł
  • należności kredytowe Grupy SCB S.A. osiągnęły wartość 15,8 mld zł,
  • Zobowiązania wobec klientów wyniosły 8,9 mld zł.
  • Wskaźnik C/I wyniósł 36,4%.

(*) Źródło: Bloomberg, GPW, NBP

W 2019 r. wideo będzie dominowało w reklamie internetowej

Wideo online będzie głównym motorem napędowym rynku reklamy online w 2019 r. Co do kosztów emisji, to zauważalne będzie odejście od standardowego modelu na rzecz rozliczeń CPV, gwarantujących płatność dopiero po pełnym obejrzeniu naszych spotów wideo.

Fakt, że użytkownicy chętniej konsumują treści wideo w online nie oznacza śmierci tekstu czy też grafik, ale sprawia że wydawcy chcąc utrzymać, czy też przyciągnąć nowych użytkowników na swoje serwisy, poszukują sprawdzonego tzn. dobrej jakości kontentu, głównie o charakterze newsowym.

Już teraz zdecydowana większość głównych treści prezentowana jest w postaci materiału wideo z krótkim tekstowym leadem. Istotna staje się również unikalność tego kontentu oraz jego profesjonalne przygotowanie – co nie zawsze udaje się uzyskać, szczególnie kiedy mówimy o User Generated Content, mający często charakter stricte viralowy.

– Zdecydowanie wideo online będzie głównym motorem napędowym rynku reklamy online w 2019 r. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Piotr Chrzanowski, Prezes Zarządu VideoTarget.pl, platformy wymiany treści oraz sieci reklamy wideo online. – To stwierdzenie wystarczy poprzeć kilkoma faktami z ubiegłego roku. Mam tu na myśli zwrot globalnych gigantów w stronę prezentacji treści wideo. Wymieńmy choćby wprowadzenie Facebook Watch, IGTV czy rozwój platformy TikTok, która zdobywa coraz większą popularność szczególnie wśród nastolatków.

Rok 2019, to również wyzwania dla reklamodawców, którzy powinni zwrócić uwagę na kilka kwestii planując swoje działania za pomocą wideo. Szukajmy dobrego kontentu, jako otoczenia dla naszego przekazu reklamowego, jest to szczególnie istotne w przypadku kampanii opartych o formy In-streamowe – preroll lub midroll. Zwracajmy uwagę na nasze spoty wideo, standardowe 15-30 sekundowe spoty to może być za mało, często potrzebne są dłuższe filmy promocyjne, głównie o charakterze instruktażowym, prezentujące dany produkt/usługę.

– W kwestii kosztów emisji zauważalne będzie odejście od standardowego modelu rozliczenia emisji w CPM na rzecz rozliczeń CPV, gwarantujących płatność dopiero po pełnym obejrzeniu naszych spotów wideo – wyjaśnia Piotr Chrzanowski z VideoTarget.pl, platformy, która posiada w swojej ofercie ponad 200 serwisów z 12 kategorii tematycznych, a niesięczny potencjał reklamowy sieci wynosi ponad 20 mln wyświetleń spotów wideo w miesiącu.

Podsumowanie rynku powierzchni handlowych w Polsce w 2018 roku