Trendy na rynku kredytów w 2019 r. – dr Mariusz Cholewa

Rok 2018 zakończył się największym od dekady wynikiem sprzedaży kredytów mieszkaniowych na kwotę 56,2 mld zł. To wzrost o 20,1% w stosunku do 2017 r. W ocenie BIK tegoroczny wzrost wartości tych kredytów nie powinien być większy niż 5 %.

Natomiast w kredytach gotówkowych nastąpił wzrost wartości udzielonych kredytów o 6,8%, a wartość zawartych umów na kredyty ratalne wzrosła o 6,6%. Prognoza na ten rok to wzrost ich wartości o 2-5%.

Wpływ na ożywienie w segmencie kredytów gotówkowych i ratalnych miały utrzymujące się niskie stopy procentowe i wzrost dochodów gospodarstw domowych. W 2018 r. banki oraz SKOK-i udzieliły łącznie 7,5 mln szt. kredytów konsumpcyjnych, co oznacza wzrost liczby udzielonych kredytów o 2,8% w porównaniu do 2017 r. W ujęciu wartościowym – wzrost o 6,7% przełożył się na kolejny dobry wynik roczny w wysokości 84 mld zł udzielonych nowych kredytów.

– Kredyty gotówkowe są najbardziej popularnym produktem kredytowym. W 2018 r. udzielono ich na kwotę 70,7 mld zł. Charakterystyczny był dalszy wzrost średniej kwoty nowo udzielonego kredytu gotówkowego, a jednocześnie zaobserwowaliśmy, że były one udzielane na coraz dłuższe umowne okresy spłaty. Ponadto ponad połowa udzielonych kredytów gotówkowych związana była z konsolidowaniem wcześniej zaciągniętych zobowiązań wraz z przyznaniem dodatkowej kwoty kredytu – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Mariusz Cholewa, prezes Zarządu BIK. – Co czwarty kredyt gotówkowy został udzielony na okres dłuższy niż 5 lat, a kredyty te stanowiły ponad połowę wartości wszystkich udzielonych kredytów w 2018 r.

Spełniły się optymistyczne prognozy Biura Informacji Kredytowej dotyczące sprzedaży kredytów mieszkaniowych, która była najwyższa od dekady.

– Pod względem wartości udzielonych kredytów jest to trzeci wynik w historii po rekordowych latach 2007 i 2008 – wyjaśnia prezes M.Cholewa.

Wzrost wartościowy zawdzięczamy głównie wzrostowi średniej wartości udzielanego kredytu o 15,2% (247,2 tys. zł.). Wśród czynników pozytywnie wpływających na wysoką sprzedaż kredytów mieszkaniowych można wskazać rosnące dochody gospodarstw domowych, utrzymujące się niskie stopy procentowe, wzrost cen nieruchomości (6-10%) oraz program MdM, który zapewnił finansowanie ok. 5,5 mld zł. wartości kredytów.

Na mniejsze tempo rozwoju rynku kredytów mieszkaniowych w 2019 r. będzie miała wpływ sytuacja na rynku deweloperskim, który może wyhamować z uwagi na ograniczone zasoby gruntów oraz wzrost kosztów budowy mieszkań. Dodatkowo banki sygnalizują zaostrzenie polityki kredytowej. Nie do końca możliwy do przewidzenia jest również efekt braku kontynuacji programu „Mieszkanie dla młodych” zarówno dla samego rynku nieruchomości jak i rynku kredytów mieszkaniowych.

Słaby odczyt PMI z Chin oraz mocne dane z amerykańskiego rynku pracy osłabiły złotego

Piątek 2 lutego zakończył się stabilnymi notowaniami kursu euro do dolara, który oscylował wokół 1,1450 oraz osłabieniem złotego wobec euro (kurs EUR/PLN wzrósł z ok. 4,26 do ok. 4,29). Głównym wydarzeniem dnia na rynku walutowym były publikacje z amerykańskiego rynku pracy oraz styczniowe odczyty polskiego i chińskiego wskaźnika PMI. Chociaż polski PMI sektora wytwórczego okazał się nieco lepszy od oczekiwań (48,2 vs. oczekiwane 47,8 i poprzednio 47,6 w grudniu) jednak nie wpłynął znacząco na notowania złotego. Krajowy rynek w dużo większym stopniu wziął natomiast pod uwagę odczyt z Chin (48,3 vs. oczekiwane 49,5 oraz 49,7 poprzednio w grudniu). Spowodował on odbicie kursu USD/CNY i wyciągnięcie również kursu EUR/PLN, który przekroczył 4,27. Chińska waluta zyskiwała do dolara w ostatnich tygodniach pod wpływem oczekiwań pozytywnego zakończenia sporu handlowego na linii USA-Chiny. Chociaż prowadzone w tym tygodniu bilateralne rozmowy nie doprowadziły do zakończenia sporu jednak zanotowano dalszy postęp negocjacyjny. Chiny zgodziły się kupować miesięcznie ok. 5 mln ton soi z USA oraz wyraziły zgodę na nieco szersze otwarcie dla USA sektorów usługowego oraz rolniczego. Pomimo zamknięcia instytucji rządowych przez większą część stycznia dane o nowych miejscach pracy w USA okazały się dwukrotnie lepsze od oczekiwań (304 tys. wobec oczekiwanych 165 tys. oraz 222 tys. w grudniu). Dla EUR/USD to nie zaszkodziło ale pomogło kursowi EUR/PLN, który przesunął się jeszcze wyżej w stronę 4,29.

Wykres dnia: EUR/PLN na tle USD/CNY. Piątkowe poranne osłabienie juana do dolara po gorszych danych PMI z Chin osłabiło również złotego.EUR-PLN na tle USD-CNY

Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Mirosław Budzicki, Jarosław Kosaty / PKO Bank Polski

Rok temu czytalibyśmy te dane inaczej

Piątkowe odczyty z USA pokazały, że gospodarka pozytywnie wyróżnia się na tle reszty świata, ale póki Fed powstrzymuje się od działania, dobre dane dla USA są dobre dla wszystkich. Nowy tydzień zaczynamy ospale bez przekonujących wskazówek z handlu na sesji w Azji, gdzie obchody Nowego Roku Księżycowego przygasiły aktywność.

Dane makro ze świata pokazują kontrasty. Z jednej strony słabość przebija się z indeksów aktywności biznesowej z Chin i strefy euro. Z drugiej – gospodarka USA w dalszym ciągu pokazuje siłę. W piątek raport z rynku pracy USA pokazał bardzo mocny przyrost nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym (301 tys., prog .165 tys.), choć równie imponujący dane za grudzień zostały zrewidowane w dół o 90 tys. Za to płace przyrosły tylko o 0,1 proc. m/m, najsłabiej od października 2017 r/r, co studzi obawy o rychłe narastanie presji inflacyjnej. Ponadto indeks ISM dla przemysłu nieoczekiwanie wzrósł (do 56,4 z 54,1), wskazując na zwiększenie się nowych zamówień – ważny wskaźnik wyprzedzający poprawy koniunktury. W ubiegłym roku byłyby to dane mocno wspierające USD i negatywne dla ryzykownych aktywów. Teraz jednak, gdy wiemy o „cierpliwości Fed”, dane są dobre dla wszystkich. Jeśli odrzucimy ryzyko podwyżki stóp procentowych w USA, pozostajemy z dowodem, że globalne spowolnienie wcale nie dotyczy wszystkich, a przynajmniej nie największej gospodarki. Kojąca informacja, nawet jeśli w dłuższym terminie zwiększa prawdopodobieństwo powrotu Fed do zacieśniania polityki. Ale teraz decyzje Fed opierają się o nastroje rynkowe niż dane, a te pierwsze wymagają przyjęcia stanowiska „wait-nad-see”, co hamuje dolara.

Rynki w Chinach pozostaną zamknięte przez cały tydzień, co prawdopodobnie oznacza też wyciszenie tematu negocjacji handlowych z USA. W ostatnim przekazie w weekend prezydent USA Trump stwierdził, że administracja ropie wielkie postępy w negocjacjach, są duże szanse na porozumienie, choć on sam nie wie, czy do takiego dojdzie. Kolejny raz zwraca uwaga pozytywny język wypowiedzi i mimo braku konkretów inwestorzy mogą dalej traktować tok negocjacji jako szklankę do połowy pełną. Klimat na rynkach powinien być lekko nakierowany na wzrost apetytu na ryzyko, jednak brakuje solidnego koła zamachowego, aby rozwinąć mocniejszy rajd.

Uśpienie przywleczone z sesji azjatyckiej nie powinno być przerwane poniedziałkowymi publikacjami makro. PMI dla brytyjskiego sektora budowlanego powie więcej o stanie biznesu na starcie roku. Indeks Sentix ze strefy euro nie będzie istotny dla EUR. Po południu dostaniemy zaległe (listopadowe) dane o zamówieniach przemysłowych z USA. Dalej w nocy uwagę skupi finał posiedzenia RBA w Australii. Nie oczekujemy zmiany stopy procentowej, jednak od ostatniego posiedzenia w grudniu doszło do istotnych zmian czynników lokalnych i globalnych: rozczarowujący PKB, słabość rynku nieruchomości, osłabienie ożywienia Chin. W komunikacie bank powinien zaznaczyć wzrost negatywnych ryzyk dla prognoz, ale wątpimy, aby bank wyraźnie złagodził nastawienie i usunął z komunikatu fragment, że „następny ruch na stopach będzie w górę”. Rynek ustawia się na gołębi wydźwięk i skrzętnie wykorzystuje każde górki do sprzedaży AUD, więc zrównoważony komunikat może być katalizatorem do uciekania z krótkich pozycji.

USD/JPY z powrotem pod 110 mówi więcej o korelacji z wyższym rentownościami długu USA niż zapowiada silne zwyżki na rynku akcji. EUR/USD wracający do 1,14 jest kwintesencją niezdecydowania. GBP żyje tylko brexitem, ale wyciszenie szumu medialnego podnosi ryzyko spieniężania ostatniej fali zrostowej. Zloty w jeden dzień wymazał wizytę na 4,26 za EUR, co wskazuje na jednorazowe przepływy spowodowane przetasowaniami na koniec miesiąca. 4,29 przyciąga jak magnes, a w obecnych warunkach nie ma większego zainteresowania handlem polską walutą.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Orbis S.A. sprzedaje działkę we Wrocławiu

Firma Orbis S.A. sprzedała grunt biurowo-usługowy o powierzchni ok. 8 000 mkw. przy ul. Swobodnej we Wrocławiu. Nabywcą jest spółka deweloperska. Transakcję prowadził dział gruntów inwestycyjnych międzynarodowej agencji doradczej JLL.

Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych w JLL
Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych w JLL

„Cieszymy się, że 2019 rok rozpoczyna się od tak znaczącej transakcji na rynku gruntów inwestycyjnych. Zakup udowadnia silną pozycję miast regionalnych, które przyciągają inwestorów możliwością zrealizowania różnorodnych inwestycji komercyjnych. Świetnym przykładem jest tutaj Wrocław – trzeci co do wielkości rynek biurowy w kraju i jedna najatrakcyjniejszych w Polsce lokalizacji dla centrów usług dla biznesu, ze szczególnym uwzględnieniem jednostek IT i R&D. Mocny popyt i rozwój firm działających w stolicy Dolnego Śląska generują zapotrzebowanie na grunty inwestycyjne pod zabudowę biurową”, komentuje Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych w JLL.

Wartość transakcji to 44 mln złotych.

Zaostrzone prawo alimentacyjne nie pomaga. Przybywa dłuzników

Od tego roku zaczęły obowiązywać kolejne przepisy wymierzone w dłużników alimentacyjnych. Czy okażą się skuteczniejsze niż te wprowadzone w 2017 r.? Ówczesne zaostrzenie przepisów kodeksu karnego dla dłużników alimentacyjnych, w opinii większości osób, które z nich skorzystały, nie dało pożądanych efektów. Za pomocne uznała je jedynie co dwudziesta osoba – wynika z badania* BIG InfoMonitor. Liczba dłużników alimentacyjnych widniejących w BIG InfoMonitor wzrosła w minionym roku o ponad 34 tys. do 306 tys. Ich zaległość zwiększyła się o prawie 654 mln zł do 11,8 mld zł. Średnio na jednego dłużnika alimentacyjnego, przypada już 38,6 tys. zł niezapłaconych alimentów. Niektórzy nie płacą od lat, nie tylko za alimenty.

Od tego roku etapami wchodzą w życie rozwiązania zawarte w Ustawie o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy skuteczności egzekucji świadczeń alimentacyjnych. Zmieni się sporo. Od stycznia organizatorzy prac publicznych mają obowiązek w pierwszej kolejności zatrudniać dłużników alimentacyjnych, a urzędy pracy aktywizować bezrobotnych alimenciarzy. Nietykalna dla komornika przestaje być wypłacana pracownikowi dieta, wolna od egzekucji jest teraz jej połowa. Komornik będzie też mógł bardziej karać pracodawców za utrudnienia w egzekucji, np. brak odpowiedzi na temat dłużnika, nieprzekazanie zajętego wynagrodzenia czy potrącenie zbyt niskiej kwoty może oznaczać do 5 tys. zł grzywny.

To nie koniec zmian. Od połowy roku dłużnik alimentacyjny będzie zobowiązany do zarejestrowania się jako bezrobotny albo jako poszukujący pracy.

Zmieni się też dostępność do pieniędzy z Funduszu Alimentacyjnego. Dla świadczeń wypłacanych od października limit dochodów netto będzie wynosić 800 zł. Obecnie o świadczenia z Funduszu mogą się starać osoby, które mają w gospodarstwie domowym nie więcej niż 725 zł dochodu netto na osobę. Stawka ta obowiązuje od 2008 r.

Z kolei od grudnia 2019 r. komornik będzie szybciej pozyskiwał dane z ZUS o dłużniku alimentacyjnym. Będą one przekazywane drogą elektroniczną, a nie papierową jak dotychczas. Pozwoli to na natychmiastowe podjęcie przez komornika działań wobec dłużnika alimentacyjnego, w przypadku każdorazowego podjęcia przez niego legalnej pracy zarobkowej. Komornicy będą też powiadamiać ZUS, co najmniej raz na pół roku, o prowadzonych egzekucjach na dłużnikach alimentacyjnych.

Od grudnia 2020 r. pracodawcy zatrudniający dłużników alimentacyjnych na czarno lub płacący im więcej niż widnieje w umowie, karani będą grzywną w wysokości od 1,5 do 45 tys. zł.

Otwarte pozostaje pytanie czy nowe rozwiązania będą bardziej skuteczne niż zaostrzenie kodeksu karnego w 2017 r.

Brak wiary w skuteczność przepisów

Czy korzystasz z nowych przepisów kodeksu karnego dających możliwość zgłoszenia niealimentacji jako przestępstwa?

zaostrzone prawo alimentacyjne nie pomaga

Źródło: BIG InfoMonitor

W badaniu przeprowadzonym wśród obserwatorów, należącego do BIG InfoMonitor, fanpage’u Odzyskuj Alimenty sprawdziliśmy jak skuteczne okazały się zmiany w kodeksie karnym, które weszły w życie w maju 2017 r. Zgodnie z nimi rodzic, który nie zapłaci na dziecko równowartości trzech okresowych świadczeń, może już być pociągnięty do odpowiedzialności karnej. Jeśli wezwany przez prokuratora nie ureguluje zaległości w ciągu miesiąca, sąd może go ukarać karą ograniczenia wolności również w trybie dozoru elektronicznego. Tym samym w końcu doprecyzowane zostało wcześniejsze stwierdzenie mówiące o karaniu za „uporczywe” uchylanie się od płacenia. Niejednoznaczne określenie utrudniało policji i prokuraturze działania w oparciu o te przepisy (art. 209 k.k.). Jednak większość (57 proc.) rodziców, którzy skorzystali z nowych przepisów kodeksu karnego dających możliwość zgłoszenia niealimentacji jako przestępstwa uważa, że nie przyniosło to żadnych efektów. Powody? Wyroki sądów są bardzo łagodne. Dłużnicy skazywani są, np. na prace społeczne w wymiarze kilku godzin miesięcznie i nadal nie płacą alimentów. Często sprawy są umarzane, bo dłużnicy wpłacają niewielkie kwoty lub deklarują prokuratorom, że zaczną płacić, więc w interpretacji prokuratorów nie uchylają się od utrzymywania dzieci, ponieważ art. 209 zaczyna się od stwierdzenia: „Kto uchyla się od ciążącego na nim…”.

Działanie nowych przepisów pozytywnie oceniła jedynie co dwudziesta osoba (5 proc.). Prawie 16 proc. dopiero zamierza skorzystać z tych przepisów, a 10 proc. nie chce tego robić, bo nie wierzy w skuteczność zaostrzonego prawa.

W badaniu spytaliśmy też, ile osób korzysta z pomocy Funduszu Alimentacyjnego? Z powodu niskiego kryterium dochodowego – 725 zł na osobę w gospodarstwie domowym – alimentów od państwa nie otrzymuje 57 proc. ankietowanych. 6 proc. podaje inne powody, wśród których wskazują, że sprawa jest dopiero w toku lub, że dłużnik przekazuje małą kwotę, aby np. uniknąć wydania zaświadczenia od komornika. 37 proc. korzysta z pomocy funduszu.

fundusz alimentacyjny

Źródło: BIG InfoMonitor

Po zmianie przepisów, dla świadczeń wypłacanych z funduszu, próg dochodowy wzrośnie do 800 zł. Istnieje obawa, że po ostatnich wzrostach płac, nowa kwota nie pozwoli skorzystać ze środków funduszu większej liczbie osób, a jedynie tym, które wraz ze wzrostem wynagrodzeń utraciły taką możliwość. MRPiPS szacuje, że będzie to o 60 tys. dzieci więcej, ale nie informuje ile łącznie. Z ostatnich opublikowanych danych za 2014 r. na temat skali pomocy Funduszu Alimentacyjnego wynikało, że korzystało z niego około 330 tys. dzieci, a świadczenia o łącznej wartości około 1,5 mld zł pobierało na nich 243 tys. rodziców.

A dłużników alimentacyjnych przybywa

– Najwyższy przyrost liczby dłużników alimentacyjnych, według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, miał miejsce w lutym, kiedy to do bazy trafiło 3 984 nowych osób. W sumie w ciągu roku przybyło 34 137 niepłacących alimentów. I na koniec 2018 r. było to 306 348 osób – zaznacza Halina Kochalska z BIG InfoMonitor.

dłużnik alimentacyjny

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Najwyższe długi na Śląsku, ale średnia zaległość na Lubelszczyźnie

Z danych z końca grudnia 2018 r., zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że alimentów nie płaci 306 348 osób, a ich łączna zaległość przekracza 11,8 mld zł. Dane te przekazywane są przez jednostki samorządu terytorialnego z całej Polski.

Dominującymi województwami pod względem liczby osób niepłacących alimentów nadal są: śląskie (38 220 osób), mazowieckie (33 016 osób) oraz dolnośląskie (30 776 osób). W tych województwach są też najwyższe kwoty zaległości przekraczające miliard złotych. Do grupy „miliarderów” zbliża się także woj. wielkopolskie i kujawsko-pomorskie. W najmniejszym stopniu ten problem dotyka Opolszczyznę i Podlasie. Najwyższa średnia zaległość na osobę występuje na Lubelszczyźnie i w województwie świętokrzyskim. Wyższą średnią niż w kraju ma 11 województw.

alimenty województwa

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Niektórzy nie płacą od lat, nie tylko za alimenty

Mowa tu między innymi o rekordzistach, czyli osobach z najwyższymi wartościami zadłużenia alimentacyjnego, którą zgromadzili nie płacąc na dzieci od wielu lat. I tak np. pan z Mazowsza zalega dziecku lub dzieciom 669 tys. zł, a jego dług zaczął narastać od 2008 r. Poza tym, że został wpisany do rejestru przez gminę, która wypłaca za niego świadczenia alimentacyjne z Funduszu, ma też długi względem firm windykacyjnych. Trzeci na liście, mieszkaniec Wielkopolski, z długiem za alimenty na 512 tys. zł niespłacane od 14 lat, nie płaci też telekomom i sądom oraz również bankom. Kolejny rekordzista, swój dług wart prawie 507 tys. zł, zbiera od 11 lat, poza tym nie spłacił też zobowiązań względem firmy pożyczkowej i firm windykacyjnych.

rekordy alimentów

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

*Badanie „Społeczne spojrzenie na dłużników alimentacyjnych” zostało przeprowadzone przez BIG InfoMonitor na grupie 409 internautów, grudzień 2018 r.

Niemcy i Austria potrafią chronić kierowców przed negatywnymi skutkami oligopolu

Dlaczego Niemcy czy Austria potrafią chronić swoich obywateli przed dyktatem koncernów paliwowych, a polscy kierowcy muszą godzić się na zawyżone o ponad 30 gr/litr ceny benzyny? Konieczne są pilne działania regulacyjne, które zwiększą konkurencję pomiędzy koncernami paliwowymi i dadzą oręż polskim konsumentom do walki z negatywnymi skutkami oligopolu – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Najnowsze dane Komisji Europejskiej pokazują, że ceny paliw w Polsce w ostatnim tygodniu stycznia zaczęły rosnąć. Benzyna bezołowiowa podrożała o 4 grosze i litr tego paliwa kosztuje przeciętnie 4,79 zł. To jest absurdalnie wysoka cena, biorąc pod uwagę wydarzenia na rynku.

Po pierwsze świat jest zalany tym paliwem. Wskazują na to zarówno wysokie zapasy, jak i rekordowo niska marża uzyskiwana z przerobu ropy na benzynę przez globalne rafinerie. Popularnej bezołowiówki nagromadziło się dużo ze względu na olbrzymi wzrost wydobycia lekkiej ropy z amerykańskich łupków, którą przerabia się głównie na benzynę.

Nadpodaż surowca widać również na europejskim rynku hurtowym ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia), który wyznacza ceny dla rafinerii na całym kontynencie. Od ponad dwóch miesięcy cena benzyny waha się tam w przedziale 1,30-1,50 zł za litr, obecnie 1,41 zł. Ostatnie podwyżki cen ropy nie wpłynęły wyraźnie na notowania benzyny, co tylko potwierdza fakt, że globalny rynek jest przesycony tym paliwem.

Idealna sytuacja, ale nie dla Polaków

Notowania na rynku ARA ok. poziomu 1,40 zł/litr (taka była średnia cena w ostatnich dwóch miesiącach) powinny odpowiadać detalicznej cenie ok. 4,40-4,50 zł/litr na krajowych stacjach. Tymczasem stawki przy dystrybutorach są zawyżone o ponad 30 gr i wynoszą 4,79 zł, jak wynika z danych KE na 28 stycznia br. Konsumenci nie korzystają zatem z bardzo niskich cen hurtowych popularnej „95”, które wyrażone w polskiej walucie kształtują się w granicach ponad dwuletnich minimów.

Ważnym elementem analizy detalicznego rynku paliw w Polsce są również dane Komisji Europejskiej o koszcie tankowania benzyny z wyłączeniem podatków. Pokazują one m.in., czy krajowy rynek paliw jest efektywny i konkurencyjny, gdyż publikowana jest cena detaliczna „oczyszczona” z czynników fiskalnych, które są zróżnicowane na terenie UE. W Polsce cena popularnej „95” wynosi 51,9 eurocenta za litr (2,23, zł). Tylko trzy unijne kraje mają wyższą cenę tego paliwa. Przeciętnie ona wynosi 48,7 eurocenta (2,09 zł). W Polsce dodatkowo ta cena powinna być niższa niż średnia w UE ze względu na posiadanie własnych rafinerii (popyt na benzynę jest w całości zaspokajany przez produkcję krajową) oraz fakt, że ponad połowę przerabianej ropy dostarcza się najtańszą możliwą metodą, czyli rurociągami. W Niemczech, mimo znacznie wyższych kosztów pracy, detaliczna cena „bezołowiówki” wynosi bez podatków 46,3 eurocenta (1,99 zł), czyli aż o 24 gr mniej niż w Polsce. Podobnie sytuacja przedstawia się np. w Austrii, gdzie cena wynosi 48,1 eurocenta (2,07 zł), czyli o 16 gr mniej niż nad Wisłą.

Polacy nie mogą skorzystać ze światowego i europejskiego trendu niższych cen paliw, a winowajcą tego faktu może być zaburzona konkurencja oparta na oligopolistycznym (tylko kilku głównych koncernowych sprzedawców kontroluje większość podaży) rynku. Co ciekawe, analogiczny problem z paliwami kilka lat temu mieli Niemcy oraz Austriacy. Jak sobie z nim poradzili?

Konsumenci błądzą, a koncerny naftowe wiedzą wszystko

W Polsce, podobnie zresztą jak w większości krajów świata, na rynku paliw dominuje kilka firm. Część z nich wydobywa ropę globalnie, a także zajmuje się jej przerobem, magazynowaniem, dystrybucją i sprzedażą detaliczną. Pozostali nie ma dostępu do złóż ropy. Dokładnie tak samo wygląda sytuacja w Niemczech czy Austrii.

Koncerny naftowe mają kompletną informację o rynku. Wynika to zarówno z ich doświadczenia i ogólnej wiedzy biznesowej, jak i ciągłych badań, które w wielu przypadkach opierają się o sztuczną inteligencję pozwalającą praktycznie bezbłędnie dopasować optymalną dla maksymalizacji przychodu cenę detaliczną.

Konsument z kolei nie ma praktycznie żadnej informacji o rynku. Nie wie, czy oferowane przez sprzedawcę paliwo jest w cenie uwzględniającej normalną marżę, czy też wyraźnie za nie przepłaca. Nie opłaca mu się szukać innego miejsca do zatankowania, gdyż to wymaga czasu, a kolejne przejechane kilometry również kosztują. Chociaż teoretycznie ma wybór, by zrezygnować z tankowania, staje się faktycznie niewolnikiem stacji.

Nabywca nie może zastąpić paliwa żadnym innym produktem, a jego siła przetargowa jest niemal zerowa. To zresztą potwierdza obecna sytuacja. Poza nielicznymi przypadkami (niektóre stacje przy hipermarketach czy dyskontach) ceny są wyraźnie zawyżone, mimo to nie ma przypadków bojkotu zakupu benzyny czy diesla.

Co ciekawe, wcale nie musi dochodzić do nielegalnej zmowy (np. kartele), by koncerny wykorzystywały uprzywilejowaną pozycję. Know-how producentów i ich zaplecze badań zachowań klientów są na tyle rozbudowane, że strategia utrzymywania wysokich cen nie wymaga żadnego porozumiewania się.

Kluczowa transparentność cen

Problemy widoczne w Polsce nie są nowe. Martwić jednak może fakt, że nikt się nimi szczególnie nie przejmuje. Zarówno w Niemczech, jak i w Austrii tamtejsze urzędy antymonopolowe starają się walczyć z asymetrią informacji na rynku paliw oraz systemowo uprzywilejowaną pozycją koncernów paliwowych.

W tym celu w Niemczech wprowadzono ustawowy obowiązek publikacji każdej zmiany ceny paliw przez stację benzynową i przesyłanie tych informacji do wyspecjalizowanej jednostki przy Bundeskartellamt (Federalny Urząd Antymonopolowy). Te informacje są przekazywane nieodpłatnie konsumentom, którzy m.in. za pomocą aplikacji na smartfonach mogą sprawdzić ceny paliw na każdej stacji w dowolnym rejonie kraju.

Jeszcze dalej w swoich działaniach poszedł austriacki Bundeswettbewerbsbehörde (Federalny Urząd Ochrony Konkurencji – BWB). Prócz konieczności publikacji cen każdego dostępnego paliwa na wszystkich austriackich stacjach, ceny można podnosić tylko raz dziennie (obniżek może być więcej). Obowiązuje też zakaz wprowadzania podwyżek przed okresami wzmożonego popytu – np. podróży świątecznych.

Aplikacja podpowie, gdzie zatankować najtaniej

Działania urzędów antymonopolowych mają zwiększyć konkurencję pomiędzy koncernami paliwowymi, które zdominowały rynek paliw w Niemczech i w Austrii. Konsumenci z kolei zyskują kompletne informacje o cenach w okolicy miejsca pracy, zamieszkania czy na trasie planowanego przejazdu. Nie burzy to zasad wolnego rynku, jak sugerowali to przedstawiciele branży paliwowej, ale właśnie wzmacnia konkurencję poprzez zmniejszenie asymetrii informacji.

Branża paliwowa musiała się dostosować do bieżących regulacji. Część jej członków rozpoczęła wojnę cenową, oferując m.in. gwarancję najniższej ceny w promieniu kilku km od konkretnej stacji, aby przyciągać klientów. Kluczowe znaczenie odgrywa oczywiście aktualizacja informacji dostępnych w aplikacjach, a to może zagwarantować wyłącznie obowiązek nałożony przez urzędy antymonopolowe na stacje.

Istotne znaczenie odgrywa też fakt powszechnego wykorzystywania aplikacji. W Niemczech te najpopularniejsze – Clever-Tanken oraz Mehr-Tanken – mają po 5 milionów pobrań na samym systemie Android, a w sumie kierowcy mogą wybierać spośród kilkudziesięciu aplikacji dedykowanych cenom na stacjach paliw.

Możemy skopiować dobre rozwiązania

Aby Polscy konsumenci, podobnie jak niemieccy czy austriaccy, mieli dostęp do aktualnych cen paliw 24 godziny na dobę i bez żadnych dodatkowych kosztów, potrzebne są zmiany legislacyjne, które zmuszą stację paliw do publikacji aktualnych cen benzyny, diesla czy LPG.

W badaniach z 2011 r. przeprowadzonych przez Bundeskartellamt oszacowano, że jeżeli większa konkurencja na rynku paliw obniży średnie ceny dla konsumentów o 1,5 eurocenta (ok. 6,5 gr), przełoży się to na roczne oszczędności dla nabywców paliw o wartości 1 miliard euro (ok. 4,3 mld złotych).

Gdyby transparentność cen na polskim rynku paliw przyniosła analogiczny efekt (ok. 6 gr/litr), można liczyć na mniej więcej 1,5 mld zł (w Polsce sprzedaje się rocznie ok. 25 mld litrów) oszczędności krajowych, czyli ok. 100 zł na gospodarstwo domowe. Oczywiście ci, którzy dużo jeżdżą i przed każdym tankowaniem sprawdzaliby ceny w okolicy, mogliby oszczędzać znacznie więcej.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. z umową na ponad 18,7 mln zł

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od maja 2015 r., podpisała umowę na obsługę windykacyjną pakietu wierzytelności z branży usług przewozowych. Całkowita wartość obsługiwanych wierzytelności przekracza 18,7 mln zł.

Emitent zawarł umowę na obsługę windykacyjną wierzytelności z tytułu niedopełnienia przez podróżnych obowiązku uiszczenia należności przewozowych. Łączna wartość obsługiwanego pakietu wynosi ponad 18.710 tys. zł. Podpisana umowa będzie miała bardzo pozytywny wpływ na wyniki finansowe Spółki oraz na perspektywy jej rozwoju ze względu na bardzo wysoką wartość. Warto również dodać, że jest to już kolejny duży podmiot, który zdecydował się podjęcie współpracy z Emitentem w tym obszarze biznesowym, co potwierdza skuteczność działania Spółki oraz świadczy o coraz mocniejszej pozycji rynkowej. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. bardzo dobrze ocenia perspektywy podpisanej umowy i będzie dążyła do pozyskania kolejnych tego typu zleceń.

„Jest to dla nas projekt o charakterze pilotażowym i wiążemy z nim nadzieje na zwiększenie przychodów. Podstawową zaletą tej realizacji jest fakt nieangażowania swoich zasobów w zakup wierzytelności. Liczymy na to, że likwidacja tego pakietu da nam odpowiednie zyski i w takim wypadku będziemy kontynuowali ten model działalności i go rozszerzali.” – komentuje Remigiusz Brzeziński, Prezes Zarządu Spółki Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A.

Spółka notuje w ostatnim czasie bardzo wysoką aktywność biznesową w wielu segmentach biznesowych. W styczniu br. Emitent wygrał przetarg na zakup wierzytelności konsumenckich od operatora telefonii komórkowej o łącznej wartości nominalnej wynoszącej ponad 0,3 mln zł. Jest to zarazem pierwszy podmiot z branży telekomunikacyjnej, który podjął współpracę ze Spółką. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. na początku tego roku dokonała również zakupu wierzytelności z tytułu opłat dodatkowych od podmiotu z branży kolejowej. Ich całkowita wartość nominalna przekracza 1.777 tys. zł.

W listopadzie 2018 r. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. wykupiła w terminie zabezpieczone obligacje serii A, których łączna wartość nominalna wynosiła 823 tys. zł. Były to dwuletnie obligacje zabezpieczone z oprocentowaniem stałym na poziomie 7,5% w skali roku oraz kuponem odsetkowym wypłacanym kwartalnie. Wykup obligacji został sfinansowany przez Spółkę z jej środków własnych, co potwierdza jej bardzo dobrą sytuację finansową. Środki pozyskane z emisji obligacji serii A zostały wykorzystane w całości na finansowanie zakupu nieprzeterminowanych wierzytelności gospodarczych sektora B2B. Poprzez rozwój tego obszaru biznesowego Emitent cały czas notuje poprawę wyników finansowych.

W 3 kw. 2018 r. Spółka osiągnęła blisko 210 tys. zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym wobec 161 tys. zł rok wcześniej. Po trzech kwartałach 2018 r. skonsolidowany zysk netto Emitenta wyniósł ponad 621 tys. zł podczas gdy rok wcześniej było to 431 tys. zł.

ABS Investment S.A. oczekuje pozytywnych efektów połączenia z Beskidzkim Biurem Inwestycyjnym

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną, podjęła decyzję o przygotowaniu oraz rozpoczęciu procesu połączenia ze spółką Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. Emitent liczy, że dzięki połączeniu obu podmiotów będzie mógł umocnić swoją pozycję na rynku kapitałowym oraz w akcjonariatach spółek portfelowych.

Zarząd ABS Investment S.A. po przeprowadzonych rozmowach z Zarządem Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. podjął decyzję o przygotowaniu i rozpoczęciu procesu połączenia Spółki z tym podmiotem w drodze przejęcia przez ABS Investment S.A. spółki Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. Przeprowadzenie całego procesu połączenia wymaga wyrażenia zgody przez Akcjonariuszy obu spółek podczas WZA, na których zaproponowane zostaną stosowne uchwały w tym zakresie, co oznacza iż samo rozpoczęcie procesu nie jest jednoznaczne z faktycznym dokonaniem połączenia obu podmiotów. Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. do 17 grudnia 2014 r. było spółką zależną ABS Investment S.A., a jej wyniki finansowe były konsolidowane z wynikami Emitenta. Zarząd ABS Investment S.A. spodziewa się wielu korzyści z potencjalnego połączenia, do których można zaliczyć przede wszystkim umocnienie pozycji na rynku kapitałowym, zwiększenie udziałów w spółkach portfelowych czy obniżenie kosztów funkcjonowania dwóch podmiotów oddzielnie.

„Proces połączenia został rozpoczęty pod koniec stycznia tego roku i życzyłbym sobie, aby zakończył się w tym roku. Najpierw zostaną sporządzone wyceny obu firm, potem powstanie koncepcja połączenia. A o tym czy dojdzie do skutku zadecydują Akcjonariusze obu firm. Przejmującym będzie ABS, czyli aktywa, jakie są w posiadaniu BBI, trafią do niej w zamian za akcje ABS przekazane akcjonariuszom BBI. Dla ABS korzyści będą następujące: zwiększenie portfela inwestycyjnego, bezpośrednia konsolidacja wyników spółki doradczej Beskidzkie Biuro Consultingowe Sp. z o.o. i wzrost kapitałów własnych.” – komentuje Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. posiada 100% udziałów w spółce doradczej Beskidzkie Biuro Consultingowe Sp. z o.o. Przedmiotem jej działalności jest świadczenie usług ekonomiczno-finansowych oraz obsługa consultingowa o charakterze B2B. Spółka ta jest Autoryzowanym Doradcą dla rynku NewConnect i Catalyst. Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. prognozuje, że w 2019 r. osiągnie jednostkowy zysk brutto w kwocie 600 tys. zł, a skonsolidowany zysk brutto Spółki ukształtuje się w tym roku na poziomie 750 tys. zł.

ABS Investment S.A. opublikował na początku 2019 r. prognozę finansową, która przewiduje osiągnięcie przez Spółkę na koniec 2019 r. zysku brutto na 1 akcję w przedziale 0,50 zł – 0,55 zł. Prognoza finansowa została przygotowana w oparciu o zakładane przez Zarząd wyniki z działalności inwestycyjnej i będzie ona podlegała bieżącej ocenie pod kątem możliwości jej realizacji. W poprzednich latach, gdy ABS Investment publikował prognozy finansowe, Spółce udawało się je realizować.

„Na koniec poprzedniego roku rynek kapitałowy wyglądał jak po przejściu tsunami. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek wcześniej rynek kapitałowy funkcjonował tak słabo, we wszystkich jego obszarach. Z grubsza sytuacja była taka, że spółki portfelowe miały się dobrze, może najlepiej w historii istnienia ABS, tylko, że nie miało to żadnego wpływu na ich wyceny i płynność. Pozostawała tylko satysfakcja, że ABS ma różnorodny i ciekawy portfel i zadowolenie z tego jak postępuje rozwój spółek portfelowych. Nie wyobrażam sobie, żeby ten rok nie był zdecydowanie lepszy. Początek roku to zapowiada.” – podsumowuje Prezes Jarosz.

W akcjonariacie ABS Investment S.A. pojawił się tym roku nowy znaczący akcjonariusz – Pan Daniel Tworek, który przekroczył próg 5% w ogólnej liczbie głosów Spółki. Nowy inwestor posiada 400.088 szt. akcji Emitenta, stanowiących 5,00% udziału w ogólnej liczbie głosów na WZA ABS Investment S.A.

GPW promuje rozwój nowych rozwiązań technologicznych

  • GPW opracowała program mający na celu rozwój technologiczny rynku kapitałowego
  • Giełdowy Program Wsparcia Rozwoju Technologii powstał w ramach dialogu z domami maklerskimi, które będą mogły korzystać z rabatów za wykorzystanie usług technologicznych
  • Inicjatywa ma służyć podniesieniu konkurencyjności Członków Giełdy i atrakcyjności rynku kapitałowego

Rozwój technologiczny wpisuje się w długofalową strategię wzrostu warszawskiej giełdy oraz rynku kapitałowego. Kierując się tymi założeniami władze GPW, w porozumieniu ze środowiskiem maklerskim, zdecydowały o uruchomieniu od 1 marca 2019 r. nowatorskiego Programu dla Członków Giełdy.

Program został wypracowany po konsultacjach z domami maklerskimi i polega na możliwości skorzystania z rabatów w zakresie niektórych opłat giełdowych pod warunkiem poniesienia przez domy maklerskie wydatków na zwiększenie potencjału technologicznego, a co za tym idzie podniesienia jakości oferowanych usług.

Program skierowany jest do wszystkich członków GPW, którzy działają bezpośrednio na Rynku Głównym akcji, derywatach oraz NewConnect na dzień 28.02.2019 i złożą deklarację przystąpienia do Programu do 31.03.2019 r.

Parametry techniczne platformy GPW, w tym jej szybkość, wydajność i przepustowość, umożliwiają oferowanie rozwiązań i usług o najwyższych światowych standardach funkcjonalnych i technicznych oraz rozwój nowych technik inwestycyjnych.

Nawet dziesięciokrotny wzrost w dziesięć lat w nieruchomościach komercyjnych

Powiedzieć, że polski rynek nieruchomości sprostał wyzwaniu, to mało. Wartość inwestycji na rynku magazynowym od 2009 r. urosła aż dziesięciokrotnie, ilość powierzchni handlowej się podwoiła, a przestrzeni biurowej w polskich miastach regionalnych jest dziś niemal trzy razy więcej – wynika z analiz ekspertów CBRE. Niektóre z aktywnych obecnie regionów biurowych, czy magazynowych 10 lat temu praktycznie nie istniały. Rynek rozwija się tak intensywnie, że wyniki za kolejne dziesięciolecie mogą ponownie przekroczyć granice naszej wyobraźni.  

Aż trudno uwierzyć, że minęło tylko 10 lat. Zmiana na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce jest ogromna. Dziś, w zasadzie o każdym z sektorów możemy powiedzieć, że jest dojrzały, a produkty inwestycyjne są konkurencyjne dla krajów Europy Zachodniej. To oczywiście konsekwencja znacznego rozwoju polskiej gospodarki w ostatnich latach. PKB rosło, bezrobocie malało, znacznie rozwinęła się infrastruktura drogowa – sieć autostrad wzrosła o 115%, a wszystkich dróg mamy trzy razy więcej. To miało znaczący wpływ na rozwój każdego z sektorów. Szczególnie skorzystała i cały czas korzysta na tym oczywiście logistyka – nie bez powodu od kilku sezonów cały czas powtarzamy informacje o kolejnych rekordach na rynku magazynowym – mówi Agata Czarnecka, Dyrektor w Dziale Badań i Doradztwa CBRE.

Nowoczesnej przestrzeni handlowej mamy aż nadto

W ciągu 10 lat nasze nawyki zakupowe zmieniły się zdecydowanie, jesteśmy już przyzwyczajeni do dużej dostępności nowoczesnej przestrzeni handlowej, ze wszystkimi udogodnieniami. Nic dziwnego – jej ilość niemal się podwoiła, z 6,8 mln mkw. do 12 mln mkw. Obiektów handlowych mamy już w kraju 524, w 2009 r. było to 291. W trakcie minionych 10 lat każde z największych polskich miast miało u siebie otwarcie przynajmniej jednego, wielkopowierzchniowego i nowoczesnego centrum handlowego. W Krakowie powstała Bonarka, w Poznaniu Posnania, a w Łodzi IKEA Port Łódź, który  z powierzchnią 103 tys. mkw. nosi miano największej takiej inwestycji handlowej w minionym dziesięcioleciu.

Podobnie mocno jak rynek, zmieniły się trendy. Dziesięć lat temu obserwowaliśmy intensywną budowę nowych centrów handlowych, przede wszystkim w dużych miastach. Takie galerie pełniły wtedy rolę po prostu miejsca na duże zakupy. Dziś dostępność obiektów handlowych jest już tak duża, że muszą konkurować ze sobą oferując klientom dodatkowe atrakcje, np. strefy zabaw dla dzieci, relaksu, ciekawe przestrzenie z gastronomią, w których można odpocząć z przyjaciółmi. Widzimy wyraźnie, że inwestorzy zaczęli zwracać się w stronę modernizacji starszych obiektów, inwestują też w małe centra poza wielkimi miastami. Kolejne 10 lat na rynku handlowym będzie stało pod hasłem rewolucji technologicznej i znalezienia odpowiedniej synergii pomiędzy przestrzeniami wirtualnymi a fizycznymi sklepów – mówi Agata Czarnecka, Dyrektor w Dziale Badań i Doradztwa CBRE.

Biurowce wystrzeliły w górę

Powierzchnia biurowa w miastach regionalnych dziesięć lat temu zajmowała nieco ponad 1,4 mln mkw. Dziś jest jej ponad trzy razy więcej – aż  4,9 mln mkw. Przez ostatnie dziesięciolecie powstało ponad 3,4 mln mkw., a dostępność wolnej powierzchni jest dziś jeszcze niższa. Wskazuje to na intensywne zainteresowanie biurami w miastach regionalnych.

Dużym zmianom uległ również krajobraz stolicy – w 2009 widać było na nim pojedyncze wieże biurowe, dziś uzupełniają go nowe obiekty o różnej funkcji – Złota 44, Cosmopolitan, Warsaw Spire czy Q22, a w trakcie budowy powstają kolejne, które pobiją rekord związany z wysokością. Zmienia się również podejście do przestrzeni wokół budynków biurowych – to już nie puste powierzchnie, a ergonomicznie zaprojektowane i przemyślane przestrzenie miejskie, które oferują różnorodne funkcje np. rozrywkową czy wypoczynkową. Ta zmiana wynika z koncepcji placemakingu – takiej, w której przestrzeń miejska powinna pełnić różne funkcje i dopasowywać się do potrzeb korzystających z niej osób. Rośnie zainteresowanie przestrzeniami coworkingowymi, a także mixed-use – łączącymi w jednym obiekcie biur, apartamentów i sklepów. Znacząco zmieniły się same biurowce – obecnie wyposażone są w najnowsze technologie i aplikacje do komunikacji, a ich przestrzenie do pracy już od kilku lat pełnią funkcję narzędzia do budowania marki dla pracodawców.

Magazyny nadrobiły wszystkie zaległości

Wartość inwestycji w rynek magazynowy w 2009 r. i wydawane obecnie kwoty trudno porównywać – wzrost jest aż dziesięciokrotny. Wartość inwestycji dziesięć lat temu wynosiła 173 mld euro, dziś jest to ponad 1,8 tys. mld euro. Dostępność powierzchni magazynowej w Polsce wzrosła ponad trzy razy, z 4,9 mln mkw. do 15,7 mln mkw. Dekadę temu inwestorzy podchodzili sceptycznie nawet do budowy małego magazynu dla konkretnego klienta. Dziś zagospodarowanych jest już większość rynków, a najsilniej rozwijają się te regionalne – inwestorzy poszukują nawet małych przestrzeni, w niedużych miejscowościach.

Do tego sukcesu mocno przyczynił się rozwój e-commerce i wzrost znaczenia logistyki miejskiej, tzw. dostaw ostatniej mili. Pojawiła się nagląca potrzeba budowy dużej liczby miejskich centrów magazynowych, wokół gęsto zaludnionych obszarów miejskich, w których trzeba szybko dostarczać produkty aktywnym i wymagającym konsumentom. Duże znaczenie miały także wielkoformatowe inwestycje Amazona i Zalando, które powstawały w różnych częściach Polski.

Trendy, które mogą „podbić” rynek mieszkaniowy

Boom na rynku mieszkaniowym trwa w najlepsze i nic nie wskazuje na to aby w najbliższym czasie stan ten uległ drastycznej zmianie. Głosy jakie dochodzące z rynku wskazują jednak, że może być coraz trudniej. Głównie za sprawą malejącej dostępności atrakcyjnych gruntów i ich rosnącej ceny. Można więc podejrzewać, że za jakiś czas pula mieszkań typu „wszystko tuż za rogiem” będzie mocno ograniczona, a tym samym jedna z kluczowych zalet reklamowanych inwestycji zostanie mocno zachwiana.

Mariusz Łubiński, Prezes firmy Admus Sp. z o.o.
Mariusz Łubiński, Prezes firmy Admus Sp. z o.o.

Na ratunek branży jak zwykle przyjdą rozwiązania projektowe, które wpiszą się w aktualne trendy społeczne i zapotrzebowanie kupujących mieszkania. Warto uświadomić sobie, że do głosu dochodzą tzw. milenialsi (Pokolenie Y), a więc osoby urodzone pomiędzy 1984, a 1997 rokiem. W najbliższych latach to właśnie oni ustanowią główną grupę nabywczą mieszkań, a tym samym będą decydować o obliczu całego rynku mieszkaniowego w naszym kraju. Będzie to całkiem nowe wyzwanie dla branży, która będzie musiała zmierzyć się z świadomym i bardzo wymagającym klientem. Wyzwanie, które może okazać się również szansą na daleko idące zmiany w podejściu do klienta i spełnianiu jego oczekiwań.

Budowanie wspólnoty w oparciu o ideę colivingu

Jednym ze zjawisk, które już niedługo powinny zdominować rynek nieruchomości będzie tworzenie przestrzeni pozwalających mieszkańcom formować prawdziwe osiedlowe mini-społeczności. Coraz więcej osób kupujących mieszkania przejawia chęć integracji z sąsiadami i budowania zjednoczonych wspólnot. Place zabaw, siłownie na świeżym powietrzu czy wspólne altany, które oglądamy teraz to wręcz idealny punkt wyjścia, ale za chwilę może okazać się, że to trochę za mało aby spełnić wymagania świadomego konsumenta. Aktywne wsparcie inicjatyw sąsiedzkich może okazać się dobrym sposobem nie tylko na promocję konkretnej inwestycji.

Być bardziej zielonym

Cenimy zdrowie nasze i naszych bliskich, dlatego „eko-inwestycje” będą cieszyły się jeszcze większym zainteresowaniem. Takie zjawiska jak smog czy zanieczyszczenia środowiska to obecnie realny problem nie tylko  największych polskich miast, ale również mniejszych rynków. Kupujący zaczną więc przywiązywać większą wagę do rozwiązań technologicznych, które zapewnią im bezpieczeństwo. W parze z antysmogowymi nasadzeniami będą szły wszelkiego rodzaju filtry i oczyszczacze oraz osiedlowe stacje mierzące jakość powietrza czy urządzenia wspomagające jego cyrkulację. Przy miejscach postojowych zaczną pojawiać się także gniazda ładowania samochodów elektrycznych – zjawisko to już teraz staje się standardem w zachodniej części Europy.

Internet rzeczy zmniejszy koszty

Ogromną zaletą rozwoju technologicznego jest bez wątpienia optymalizacja kosztów. W branży nieruchomości Internety rzeczy (ang. Internet of Things) pozwoli w dłuższej perspektywie na odczuwalne obniżenie kosztów wspólnot. Sensory zbierające dane i urządzenia potrafiące je skutecznie wykorzystać pomogą poznać zwyczaje mieszkańców i odpowiednio usprawnić im życie przy jednoczesnym zapewnieniu właściwego poziomu bezpieczeństwa. Zastosowanie rozwiązań w oparciu o IoT pozwoli precyzyjnie kontrolować takie kosztowne elementy jak poszczególne składowe systemu HVAC, oświetlenie części wspólnych czy ochrona budynku i dostosować je do rzeczywistych potrzeb mieszkańców.

Słowem podsumowania warto nadmienić, że te trzy trendy nie są jedynymi, które mogą „podbić” rynek mieszkaniowy. Dzieje się tak, ponieważ jest on na tyle dynamiczny, że trudno przewidzieć dokładnie jaka będzie chwilowa moda, która podbije serca klientów. Jednak możemy być pewni, że opisane propozycje „zamieszają” na rynku w najbliższych kilkunastu miesiącach. Wszystkie trzy wpisują się bowiem w ideę społecznie odpowiedzialnego biznesu, a właśnie wszelkie elementy CSR-u będą definiować sukces bądź porażkę danej inwestycji czy usługi.

Nie ma co liczyć na spadek prowizji bankowych od kredytów hipotecznych

W ub. roku wartość sprzedanych kredytów hipotecznych sięgnęła 53 mld zł. W porównaniu do 2017 roku nastąpił wzrost o 15%. Dobra sytuacja gospodarki, wyższe płace, znikome bezrobocie, niskie stopy procentowe i łatwy dostęp do finansowania zwiększają zainteresowanie klientów. Lekkie spowolnienie raczej nie zaburzy rynku. Mimo rosnących cen mieszkań, wciąż opłaca się sięgnąć po dość tani kredyt, tym bardziej że wśród kredytodawców koszty już raczej nie spadną. Jednak w kolejnych latach bankom może być trudniej, ponieważ o dwa miliony zmniejszyć się pula potencjalnych klientów. Do turbulencji może doprowadzić m.in. Brexit. Ponadto wiele będzie zależało od chińskiej gospodarki oraz amerykańskich ceł importowych. O przyszłości rynku nieruchomości mówi Jarosław Sadowski, główny analityk firmy Expander.

Jarosław Sadowski, Główny Analityk Expander Advisors
Jarosław Sadowski, Główny Analityk Expander Advisors

W 2018 roku sprzedano o ok. 15% więcej kredytów hipotecznych niż rok wcześniej. To ewidentny sygnał rozkwitu rynku finansowania nieruchomości. Jaka jest tego przyczyna? Z czego wynika rosnące zainteresowanie klientów, mimo coraz wyższych kosztów kupna mieszkań?

J. Sadowski: Rzeczywiście osiągnęliśmy wartości niespotykane od lat 2007-2008. A jedną z przyczyn są właśnie rosnące ceny nieruchomości. Powodują one, że kwoty zaciąganych kredytów hipotecznych także idą w górę. Istotny wkład w znakomite wyniki ma większa zamożność społeczeństwa i dobra sytuacja gospodarcza w kraju. Dzięki temu ludzie mają poczucie bezpieczeństwa, nie obawiają się utraty pracy, a to ułatwia podjęcie decyzji o wyborze takiej formy finansowania zakupu nieruchomości. Dlatego znacząco wzrosła liczba klientów. Czynnikiem sprzyjającym są też niskie stopy procentowe, które powodują, że kredyty są dość tanie i łatwo dostępne.

Dobry klimat ekonomiczny nie będzie przecież trwał wiecznie. Zatem jak długo taka sytuacja jeszcze potrwa? Od czego będzie to zależeć i jakie ryzyka czyhają na horyzoncie?

J. Sadowski: Rozwój sytuacji na rynku nieruchomości zależy od kliku czynników. Liczy się to, jak długo utrzymają się niskie stopy procentowe i jaka będzie kondycja gospodarki w nadchodzących latach. Szczyt koniunktury osiągnęliśmy w ubiegłym roku. W br. możemy oczekiwać stopniowego spowalniania. W kolejnych latach ten stan się utrzyma, a być może pogłębi. Będzie gorzej, ale to nie oznacza, że będzie źle. Według prognoz, tempo wzrostu PKB spadnie z ok. 5% do 3-4,5%. Dla przykładu NBP prognozuje, że w 2019 r. PKB wzrośnie o 3,6%, a w 2020 r. o 3,4%. Lekkie spowolnienie nie powinno zaburzyć segmentu mieszkań i domów. Na razie nie widać wielkich zagrożeń. Natomiast istotne czynniki ryzyka widzimy na świecie. Nie wiadomo dokładnie, jakie skutki przyniesie ewentualny Brexit, co wydarzy się w gospodarce chińskiej i jak na globalną ekonomię i relacje handlowe wpłynie amerykańska polityka wprowadzania ceł importowych.

Czy na krajowym podwórku jest rzeczywiście bezpiecznie? Nie widać rys na idyllicznym obrazku?

J. Sadowski:  Oczywiście nie jest idealnie. W kolejnych latach na rynek nieruchomości wpłynie też czynnik demograficzny. Dochodzimy do końca okresu, w którym liczna grupa osób sięgała po kredyty hipoteczne. Mieszkania kupują najczęściej ludzie mający 25-35 lat i w mniejszym stopniu – z przedziału 35-45 lat. Pozostałe grupy wiekowe robią to rzadko. W najbliższej dekadzie silnie skurczy się grupa potencjalnych nabywców. Najpierw ok. milion osób ubędzie w ciągu 5 lat i ten efekt będzie widoczny na rynku. W kolejnych 5 latach zniknie następny milion. To może zmniejszyć liczbę wniosków o finansowanie i w efekcie wartość sprzedaży. Jednak niewykluczone jest to, że powstającą lukę wypełnią imigranci zarobkowi. I ten napływ już widać. To będzie możliwe pod warunkiem, że stworzymy im warunki zachęcające do pozostania w Polsce.

PKO BP, Bank Pekao, ING Bank Śląski, Santander, mBank i Bank Millennium to liderzy w tym segmencie. Jednak za nimi widać już BGŻ BNP Paribas oraz Alior Bank. Na rynek wejdą też dwa nowe banki hipoteczne. Czy rosnąca konkurencja i rywalizacja o wejście do grona najbardziej aktywnych kredytodawców może wpłynąć na dalsze obniżenie kosztów kredytów hipotecznych

J. Sadowski: Nowe banki będą własnością istniejących graczy – Santandera i ING. Przede wszystkim mają posłużyć pozyskiwaniu kolejnych źródeł finansowania akcji kredytowej. Nie będą zdobywać nowych klientów, raczej trafi do nich część osób, które korzystają z usług właścicieli. Ale nawet zwiększenie liczby podmiotów nie wpłynie istotnie na ceny finansowania i wysokość marż. Obowiązujący podatek bankowy podnosi koszty działalności kredytowej i banki nie mogą ich znacząco obniżać ze względu na obawę o opłacalność transakcji. W ubiegłym roku w niewielkim stopniu potaniały oferty, ale tylko dla osób z wysokim wkładem własnym, tj. od 20%. Może pojawienie się bardzo agresywnego gracza, chcącego szybko zbudować portfolio sprzedawanych kredytów wywarłoby wpływ na rynek. W ubiegłym roku BGŻ zaoferował atrakcyjne marże, co przełożyło się na obniżkę średniej rynkowej. Ale te najniższe osiągnęły krańcowe wartości i raczej już nie spadną.

Jak zapotrzebowanie na mieszkania wpływa na oferty kredytowe? W jakich sytuacjach wymagania banków rosną, a kiedy są mniej restrykcyjne?

J. Sadowski: Teoretycznie większe zainteresowanie nieruchomościami oferenci mogą wykorzystać do śrubowania warunków, a przy słabszym popycie oferować bardziej atrakcyjne możliwości. W rzeczywistości przede wszystkim decyduje strategia banków w zakresie tego, czy chcą pozyskiwać więcej klientów, czy też przeciwnie – zamierzają ograniczyć ich liczbę. Są banki zarówno z wysokimi marżami, np. Alior – na poziomie 3%, jak i z niższymi. W BGŻ to 1,5%. Decyzje zależą też od realizacji planów sprzedażowych. Jeśli wyniki są kiepskie, pojawiają się zachęty dla nabywców. A jeżeli cel jest bliski osiągnięcia – szczególnie pod koniec roku – kredytodawcy nie wahają się podnosić kosztów.

Czy w obecnej sytuacji rynkowej klientom opłaca się sięganie po kredyty hipoteczne?

J. Sadowski: Wiele zależy od poziomu zarobków w relacji do wysokości rat. Ale sytuacja wciąż sprzyja kredytobiorcom. Są wśród nich także ci, którzy inwestują w nieruchomości na wynajem. Co prawda ceny mieszkań nie są tak niskie, jak 2-3 lata temu, ale wzrost nie jest tak duży, jak w latach 2007-2008. Rosły też w mniejszym tempie niż w innych krajach UE. Według Eurostatu od 2013 r. do II kw. 2018 r. ceny mieszkań w Irlandii wzrosły o 76%, na Węgrzech o 54%, a w Czechach o 37%. U nas w tym okresie wzrost wyniósł zaledwie 15%. Stosunek dochodów do rat wciąż jest atrakcyjny. Ale trzeba pamiętać o tym, że przez lata może dojść do zawirowań na rynku, więc nie należy przesadzać z wysokościami zaciąganych zobowiązań.

Przegląd wydarzeń tygodnia

Po tym, jak Fed zaskoczył zmianą nastawienia, interesujące będzie, jak do osłabienia globalnego ożywienia i wyższej zmienności rynkowej podchodzą inne banki centralne. W przyszłym tygodniu poznamy komunikaty z Australii, Polski i Wielkiej Brytanii. Na polu danych zapowiada się spokojniejszy tydzień z kontynuacją odczytów PMI, zaległymi publikacjami z USA i raportami z rynku pracy Kanady i Nowej Zelandii.

ISM dla usług, wystąpienia członków Fed, BoE, RPP, RBA, rynek pracy z NZ/Kanady

Blok danych z USA pozostaje lekki, gdyż jeszcze nie wyznaczono terminów dla większości zaległych przez government shutdown publikacji. Konsensus dla indeksu ISM dla usług (wt) zakłada lekki spadek wskaźnika, co będzie spójne z innymi sygnałami wyhamowania ożywienia. Mocniejsze tąpnięcie będzie dowodem, że government shutdown silniej zaciążył na nastrojach przedsiębiorców i w kolejnych miesiącach może osłabić aktywność biznesu i popyt inwestycyjny. Dane o zamówieniach przemysłowych (pon) i bilans handlowy (śr) będą zaległymi odczytami za listopad, co umniejsza ich wartość dla rynków, ale będą elementami układanki dla oceny PKB za cały czwarty kwartał. W ciągu tygodnia nie będzie brakować wystąpień przedstawicieli Fed (Kashkari, Mester, Quarles, Powell, Clarida, Bullard), którzy mogą rzucić więcej światła na ostatni zwrot w nastawieniu banku. Ryzyka dla USD przeważają tu po negatywnej stronie.

Zanosi się na spokojny tydzień po stronie danych z Eurolandu. PMI dla usług (wt) jest tylko rewizją, a sprzedaż detaliczna za grudzień to drugorzędna publikacja. Większa uwaga może dotyczyć danych z przemysłu Niemiec (śr, czw), gdzie po fatalnych odczytach z listopada grudzień ma przynieść odbicie. To powinno częściowo osłabić obawy w odniesieniu do najważniejszej gospodarki bloku, choć nie sądzimy, aby dla EUR miałby to być istotny impuls do wzrostów. EUR/USD jest przede wszystkim barometrem apetytu na ryzyko i sentymentu wobec USD. Zatem im lepsze nastroje na rynkach, tym silniejsze bodźce do wzrostów. Bez tego kurs powinien kontynuować trend boczny.

W Wielkiej Brytanii w ostatnich dniach nieco osłabły emocje wokół negocjacji brexitu, ale cały czas pozostajemy z ryzykiem, że temat wróci jeszcze przed głosowaniem w parlamencie 13 lutego. Wpierw jednak premier May musi wynegocjować z UE zmiany w procedurze backstopu, na co na razie szanse są nikłe, co będzie ciążyć na GBP. Indeksy PMI (pon, wt) będą potwierdzać niepewność wśród firm i działania przygotowawcze na wypadek chaotycznego rozwodu z UE. W czwartek mamy decyzję Banku Anglii i prezentację Raportu Inflacyjnego. Niepewność wokół brexitu pozostaje kluczowym czynnikiem wiążącym ręce decydentom, mimo że wysoka dynamika płac i inflacja powyżej celu przemawiają za zacieśnianiem polityki. Jeśli bank pokaże wzrost obaw o gospodarkę w obliczu brexitu, rynek odczyta to gołębio.

W Polsce mamy posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (wt-śr), gdzie z dużym prawdopodobieństwem otrzymamy konfirmację, że Rada pozostaje na autopilocie i nie rozważa zmiany stóp procentowych nawet do końca tej kadencji w 2022 (jeśli wierzyć słowom prezesa Glapińskiego). Ostatnia seria słabszych danych inflacyjnych, z przemysłu i rynku pracy osłabia argumenty jastrzębi, jednak solidny wzrost PKB blokuje gołębi. Bierność RPP jest dobrze znana inwestorom i nie powinniśmy obserwować ożywienia rynku złotego w okolicach konferencji prasowej.

W Chinach cały tydzień trwają obchody Noego Roku Księżycowego i tamtejsze rynki będą zamknięte, zabierając nam jeden z ważniejszych drogowskazów sentymentu (Shanghai Composite, CNY). To m.in. także ograniczy zmienność JPY w nocy i korelacje kursu z tokijską giełdą. Kruchy sentyment rynkowy i słabość rentowności długu USA po gołębim Fed premiują osuwanie się USD/JPY na miesięczne minima.

W Australii kluczowym wydarzeniem będzie posiedzenie RBA (wt) oraz wystąpienie prezesa banku Lowe’a (śr). Nie oczekujemy zmiany stopy procentowej, jednak od ostatniego posiedzenia w grudniu doszło do istotnych zmian czynników lokalnych i globalnych: rozczarowujący PKB, słabość rynku nieruchomości, osłabienie ożywienia Chin. W komunikacie bank powinien zaznaczyć wzrost negatywnych ryzyk dla prognoz, ale wątpimy, aby bank wyraźnie złagodził nastawienie i usunął z komunikatu fragment, że „następny ruch na stopach będzie w górę”. Rynek ustawia się na gołębi wydźwięk i skrzętnie wykorzystuje każde górki do sprzedaży AUD, więc zrównoważony komunikat może być katalizatorem do uciekania z krótkich pozycji. Z Nowej Zelandii otrzymamy raport z rynku pracy za IV kw. (śr), gdzie istotne będzie, czy presja płacowa się nasila i daje podstawy do oczekiwań wyższej inflacji. Poza tym NZD pozostanie zakładnikiem globalnego sentymentu.

Z Kanady otrzymamy dane o pozwoleniach na budowę domów (śr) i raport z rynku pracy (pt), przy czym ten drugi odczyt będzie ważniejszy. Rynek będzie oczekiwał pogorszenia w danych na przełomie roku z powodu negatywnego wpływu załamania cen ropy naftowej, zatem większa reakcja może być na pozytywne niespodzianki. Mimo że Bank Kanady zakomunikował, że przez kilka miesięcy ma zamiar przyglądać się danym, to jeśli jednak już teraz pojawią się oznaki stabilizacji/poprawy, rynek może zacząć wyceniać szybszy powrót BoC do zacieśniania polityki. To byłby solidny impuls dla CAD, który w naszej ocenie pozostaje niedowartościowany.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Nie było franków dla frankowiczów? Dlaczego bank pobierał spread walutowy?

Gdzie były franki szwajcarskie w kredytach? Banki twierdzą, że się pojawiły, a kredytobiorcy, że o nich nie wiedzieli. Tymczasem bank, aby udzielić kredytu frankowego, musiał pozyskać walutę na rynku międzybankowym. Lokował ją na swoim koncie „nostro” w Szwajcarii. Potem, w momencie uruchamiania kredytu, służyło ono do sprzedaży pozyskanych wcześniej franków. W związku z tym banki mają rację, co do istnienia waluty w obrocie – przy czym nie odbywał się on z kredytobiorcami. Miał miejsce jedynie na rynku bankowym z kontrahentami.

– Bank handlował frankiem szwajcarskim na rynku międzybankowym, po obowiązujących tam kursach kupna i sprzedaży. W relacji z kredytobiorcami waluta ta czasem nie pojawiała się nawet na papierze –  powiedziała agencji eNewsroom.pl Barbara Garlacz, radca prawny – W przypadku kredytów indeksowanych czy waloryzowanych, umowy zwykle o nich nie wspominają. Franka nie było także w tzw. obrocie dewizowym z kredytobiorcami. Pieniądze w tej walucie trafiły na konto „nostro”, skąd były później sprzedawane – w ten sposób skutecznie omijały konta kredytobiorców. To rodzi pytanie, dlaczego bank pobierał spread walutowy – zaznaczyła Garlacz.

BondSpot uruchamia Segment PRIME na rynku Catalyst

  • BondSpot, spółka z Grupy Kapitałowej GPW wprowadza Segment PRIME dedykowany instrumentom dłużnym spełniającym określone kryteria
  • Do Segmentu PRIME w lutym 2019 r. zakwalifikowano obligacje 16 emitentów

31 stycznia 2019 r. BondSpot, spółka z Grupy Kapitałowej GPW, dokonała kwalifikacji instrumentów dłużnych do obrotu w Segmencie PRIME – wyodrębnionym w Alternatywnym Systemie Obrotu (ASO) organizowanym przez BondSpot w ramach Catalyst.

Do tego Segmentu kwalifikowane będą emisje instrumentów dłużnych, których wartość nominalna wynosi co najmniej 100 mln zł lub równowartość tej kwoty w obcej walucie. Dodatkowo w Segmencie znajdą się papiery dłużne posiadające rating na poziomie inwestycyjnym przyznany przez agencję ratingową na zlecenie emitenta lub w stosunku do których Członek ASO pełni funkcję Animatora.

Na koniec każdego miesiąca kalendarzowego przeprowadzana będzie weryfikacja i aktualizacja listy instrumentów dłużnych zakwalifikowanych do Segmentu PRIME. Lista instrumentów dłużnych notowanych w Segmencie PRIME będzie obowiązywała od pierwszego dnia obrotu kolejnego miesiąca.

Z dniem 31 stycznia 2019 r. do Segmentu PRIME spółka BondSpot zakwalifikowała obligacje 16 emitentów o łącznej wartości nominalnej ponad 20,0 mld zł oraz 2,35 mld euro.

Pierwszym dniem notowania instrumentów dłużnych w Segmencie PRIME jest 1 lutego 2019 r.

Lista instrumentów dłużnych notowanych w Segmencie PRIME – Luty 2019

LP. Nazwa skrócona Nazwa emitenta ISIN Rating
Fitch Ratings Moody‘s Standard &Poor‘s
Emitenta Instrumentu Emitenta Instrumentu Emitenta Instrumentu
1 ALR1025 Alior Bank S.A. PLALIOR00219 BBB + (pol)[1]          
2 ALR0924 PLALIOR00094 BBB + (pol)          
3 ALR0820 PLALIOR00201 BBB + (pol)          
4 ALR0321 PLALIOR00102 BBB + (pol)          
5 ALR1221 PLALIOR00136 BBB + (pol)          
6 BGK0219 Bank Gospodarstwa Krajowego PL0000500187 AAA (pol)          
7 BGK0520 PL0000500211 AAA (pol)          
8 BGK0220 PL0000500203 AAA (pol)          
9 BGK1021 PL0000500229 AAA (pol)          
10 MIL1227 Bank Millennium S.A. PLBIG0000453 A (pol)   Baa1      
11 MIL0420 PLBIG0000446 A (pol)   Baa1      
12 BOS0724 Bank Ochrony Środowiska S.A. PLBOS0000191 BB + (pol)          
13 PEO1027 Bank Polska Kasa Opieki S.A. PLPEKAO00289 BBB +   A1      
14 PEO1028 PLPEKAO00297 BBB +   A1      
15 PEO1033 PLPEKAO00305 BBB +   A1      
16 ENA0220 Enea S.A. PLENEA000088 BBB          
17 ING1219 ING Bank Śląski S.A. PLBSK0000066 AAA (pol)   A1      
18 MBK0125 mBank S.A. PLBRE0005185 AA – (pol)          
19 OR10623 ORLEN Capital AB XS1429673327     Baa2      
20 PEONP01 PEKAO Bank Hipoteczny S.A. PLBPHHP00218 AA (pol) A        
21 PKN0219 Polski Koncern Naftowy Orlen S.A. PLPKN0000083 A (pol)   Baa2      
22 PKO0827 Powszechna Kasa Oszczędności BP S.A. PLPKO0000099     A2      
23 PKO0328 PLPKO0000107     A2      
24 PKO0721 XS1650147660     A2      
25 PZU0727 Powszechny Zakład Ubezpieczeń S.A. PLPZU0000037         A –  
26 PZU0719 PZU Finance AB XS1082661551           BBB+
27 SPL0428 Santander Bank Polska S.A. PLBZ00000275 AA (pol)          
28 TPE1119 TAURON Polska Energia S.A. PLTAURN00037 A + (pol)          

[1] (pol) – oznacza Rating krajowy, w każdym innym przypadku rating przyznany jest na poziomie międzynarodowym

EDP Renewables z umową w zakresie projektu farmy wiatrowej w Stanach Zjednoczonych

EDP Renewables podpisuje umowę o budowie i transferze technologii w zakresie projektu farmy wiatrowej o mocy 102 MW w Stanach Zjednoczonych.

EDP Renewables (Euronext: EDPR) podpisuje umowę o budowie i transferze technologii w zakresie projektu farmy wiatrowej o mocy 102 MW w Stanach Zjednoczonych.

EDPR, światowy lider w sektorze energii odnawialnej i jeden z największych na świecie producentów energii wiatrowej, podpisał kontrakt na budowę i transfer technologii z NIPSCO (Northern Indiana Public Service Company).

Umowa umożliwia rozwój i budowę farmy wiatrowej „Rosewater” o mocy 102 MW w miejscowości Rosewood w stanie Indiana, która ma rozpocząć produkcję energii do 2020 r. Dzięki tej transakcji EDPR zabezpieczył wartość 1,1 GW w umowach na produkcję energii wiatrowej w USA. Dotyczy to projektów, które mają zostać włączone do sieci w 2019 oraz 2020 roku.

Domknięcie tej transakcji podlega zatwierdzeniu przez właściwy urząd zajmujący się regulacją rynku energii, a także innym warunkom zamknięcia tego rodzaju transakcji.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – styczeń 2019 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 3,9% rdr do 19,9 mld zł w styczniu 2019 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu kontraktami terminowymi o 23,0% rdr do poziomu 567,6 tys. szt. w styczniu 2019 r.
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect o 118,7% rdr do poziomu 144,7 mln zł
  • Wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 15,5% rdr do 87,1 mln zł w styczniu 2019 r.
  • Wzrost łącznej wartości obrotu obligacjami na TBSP o 158,1% rdr do 34,9 mld zł
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 20,1% do poziomu 8,7 TWh w styczniu 2019 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym r. o 36,2% rdr do 9,7 TWh w styczniu 2019 r.
  • Wzrost wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia[2] na rynku spot o 5,5% do 3,1 TWh w styczniu 2019 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 20,3 mld zł w styczniu 2019 r., czyli o 4,6% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła w styczniu 2019 r. o 3,9% rdr do poziomu 19,9 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła w styczniu 2019 r. 903,8 mln zł, o 0,8% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec stycznia 2019 r. wyniosła 60 367,42 pkt i była o 8,6% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w styczniu 2019 r. odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 111,8% rdr do poziomu 153,4 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect w styczniu wzrosła o 118,7% rdr i wyniosła 144,7 mln zł.

W styczniu 2019 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 567,6 tys. szt., czyli o 23,0% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 30,7% rdr do poziomu 332,1 tys. szt. Wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł o 22,6% rdr do 105,7 tys. szt. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na waluty wzrósł o 14,6% do poziomu 111,7 tys. szt.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 84,7 mld zł na koniec stycznia 2019 r. wobec 74,5 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła w styczniu 2019 r. o 40,4% rdr do poziomu 240,9 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP sięgnęła w styczniu 2019 r. 34,9 mld zł i była o 158,1% wyższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w styczniu 2019 r. wyniósł 8,7 TWh, co oznacza spadek o 20,1% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku forward spadł o 30,6% rdr do poziomu 5,8 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w styczniu 2019 r. 9,7 TWh, o 36,2% więcej niż rok wcześniej. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 34,7% do poziomu 3,2 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 37,0% do poziomu 6,5 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[3], na rynku spot wyniósł w styczniu 2019 r. 3,1 TWh, co oznacza wzrost o 5,5% rdr. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 55,9% rdr osiągając w styczniu 2018 r. poziom 21,7 ktoe[4].

W styczniu 2019 r. na GPW odbyły się 22 sesje giełdowe, w porównaniu do 21 sesji rok wcześniej.

Kapitalizacja 411 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku wyniosła na koniec stycznia 2019 r. 645,95 mld zł (150,91 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 462 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec stycznia 2019 roku 1 216,98 mld zł (284,32 mld EUR).

Na NewConnect w styczniu 2019 r. zadebiutowały spółki 4MASS (oferta prywatna o wartości 2,85 mln zł) oraz QuarticOn (oferta prywatna o wartości 7,62 mln zł).

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)

[3] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[4] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Nowa ustawa deweloperska ma zabezpieczyć klientów przed upadkiem dewelopera. Nabywcy mieszkań będą chronieni jak klienci banków

Nowa ustawa deweloperska ma zabezpieczyć klientów przed upadkiem dewelopera. Nabywcy mieszkań będą chronieni jak klienci banków 1

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zaproponował, żeby w ramach nowelizacji ustawy deweloperskiej powołać specjalny fundusz. Zgromadzone na nim środki posłużą do finansowego zabezpieczenia nabywców mieszkań na wypadek upadłości dewelopera. To ma się przełożyć na wzrost poczucia bezpieczeństwa po stronie klientów, ale i większe zaufanie do branży deweloperskiej. – Klienci dostaną pełną ochronę w cenie lodówki – podkreśla prezes UOKiK Marek Niechciał. 

– Nowelizacja ustawy o ochronie nabywców lokali rozszerza zakres tej ochrony. Najważniejszą zmianą będzie Deweloperski Fundusz Gwarancyjny, który jest wzorowany na bankowym bądź ubezpieczeniowym funduszu gwarancyjnym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Niechciał, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Zakończyły się konsultacje tzw. ustawy deweloperskiej, czyli projektu nowelizacji ustawy o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego. Projekt wprowadza dodatkowe mechanizmy, które mają chronić i wzmocnić pozycję konsumentów. Najważniejszą zmianą zaproponowaną przez UOKIK będzie utworzenie Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego, który zabezpieczy nabywców na wypadek upadłości dewelopera.

– Nabywca mieszkania będzie chroniony w pełniejszy sposób niż do tej pory. Dotąd wpłacaliśmy pieniądze, które trafiały do dewelopera, a ten w miarę postępu prac pobierał je z konta bankowego. Teraz nawet jeżeli deweloper upadnie – środki zostaną nam zwrócone. Nie tylko te, które są zgromadzone na koncie w banku, lecz także fundusze za ukończony już fragment budowy. Pieniądze odzyskamy tak samo, jak w przypadku upadłości banku – podkreśla Marek Niechciał.

Według szacunków UOKiK obecnie deweloperzy na rachunkach powierniczych mają zgromadzone około 40 mld zł. Na rzecz Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego ma być odprowadzany procent od wpłat na rachunek powierniczy, co pozwoliłoby pokryć koszty upadłości 1–2 mniejszych deweloperów w ciągu pięciu lat.

– Te stawki będą wyraźnie poniżej 1 proc. wartości lokalu, sądzimy, że nawet poniżej 0,5 proc. To daje około 1–2 tys. zł w zależności od mieszkania, płatne jednorazowo. Nabywca mieszkania będzie w pełni chroniony już przy podpisaniu umowy rezerwacyjnej. Do tej pory ta sprawa była nieuregulowana i zdarzało się, że za taką rezerwację trzeba było zapłacić kilkadziesiąt tysięcy złotych. Teraz będzie to maksymalnie 1 proc. wartości mieszkania – mówi Marek Niechciał.

O wysokości składek na DFG będzie decydował co roku minister odpowiedzialny za budownictwo. UOKiK szacuje, że na stworzenie poduszki finansowej dla nabywców mieszkań potrzeba ok. 135 mln zł rocznie.

– Powiedzmy sobie, że przykładowo w Warszawie trudno jest znaleźć mieszkanie poniżej 200–300 tys. zł, natomiast ta dodatkowa ochrona będzie kosztować około 1–1,3 tys. zł. Klienci dopłacają więcej, wybierając mieszkanie w tym samym budynku, ale na innym piętrze czy lepiej nasłonecznione. Więcej trzeba dopłacić nawet za pojedynczy metr kwadratowy, a to jest składka za całe mieszkanie i wydaje nam się ona dość niska. Utworzenie Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego oznacza, że jesteśmy w pełni zabezpieczenia za cenę lodówki – podkreśla Marek Niechciał.

Nowelizacja zmieni też zasady, na jakich ma się odbywać proces odbioru i zgłaszania wad w mieszkaniach z rynku pierwotnego. Projektowane zmiany zakładają, że w ciągu 14 dni od podpisania protokołu odbioru deweloper powinien doręczyć nabywcy mieszkania oświadczenie o uznaniu wad albo odmowie uznania wad wraz z uzasadnieniem.

W przypadku już istniejących budynków powinno być tak, że przychodzimy z pieniędzmi i od razu mamy akt notarialny. Jednak zdarza się, że przychodzimy, wpłacamy pieniądze, a akt notarialny jest po wielu tygodniach. Teraz ten okres również będzie objęty ochroną z tytułu nowej ustawy deweloperskiej. Trzeba zaznaczyć, że obejmie ona również komórki lokatorskie, piwnice czy garaże – mówi Marek Niechciał.

Prezes UOKiK podkreśla, że nowelizacja ustawy oraz utworzenie Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego przełoży się nie tylko na wzrost poczucia bezpieczeństwa po stronie klientów, lecz także na większe zaufanie do branży deweloperskiej.

– Deweloperzy niepokoją się, że będą musieli odprowadzić 5 proc. wartości mieszkania na DFG. Rozwiewam wątpliwości – to będą stawki poniżej 0,5 proc., tak nam wychodzi z wyliczeń i z informacji zamieszczonych przy projekcie ustawy deweloperskiej. Rynek pierwotny będzie w pełni chroniony, a jego wiarygodność będzie porównywalna z sektorem bankowym. Teraz nie boimy się zanosić naszych pieniędzy do banków, bo mamy Bankowy Fundusz Gwarancyjny i tak samo nie będziemy bać się kontaktu z deweloperem – mówi Marek Niechciał, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Branża turystyczna chce przyciągnąć klientów poza sezonem. W marcu kolejny weekend zniżek na noclegi i atrakcje

Branża turystyczna chce przyciągnąć klientów poza sezonem. W marcu kolejny weekend zniżek na noclegi i atrakcje 2

Wyjazdy weekendowe i krótkoterminowe stanowią ok. 40 proc. wszystkich podróży Polaków. W promowaniu takiej aktywności hotele i pensjonaty, przewoźnicy, restauratorzy i inne firmy z branży turystycznej upatrują szans na zwiększanie zysków poza sezonem. Pomóc w tym ma kolejna edycja akcji „Polska zobacz więcej – weekend za pół ceny”, podczas której turyści w całej Polsce mogą liczyć na rabaty sięgające co najmniej 50 proc. W poprzedniej edycji wzięło udział 165 tys. Polaków i 757 partnerów z całego kraju. Kolejny weekend zniżek odbędzie się 15–17 marca, a rejestracja partnerów, którzy chcą wziąć udział w akcji, potrwa do 12 lutego.

– Turystyka weekendowa rośnie z roku na rok. Wzrost zamożności społeczeństwa wpływa na to, że więcej podróżujemy. Turystyka krótkookresowa to prawie 40 proc. wszystkich wyjazdów Polaków. Na wyjazdy weekendowe Polacy najchętniej wybierają duże miasta, takie jak Warszawa, Gdańsk, Kraków, Poznań i Wrocław, które są w ścisłej czołówce, ale również inne regiony Polski, które są atrakcyjne turystycznie, przede wszystkim morze i góry – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Andrzejczyk, prezes Polskiej Organizacji Turystycznej.

Jak podkreśla, dla turystów bardzo ważna jest komplementarność oferty. Polacy nie szukają wyłącznie zakwaterowania, lecz także ciekawych atrakcji turystycznych, tanich sposobów dojazdu na miejsce, wygodnego transportu i dobrego jedzenia. Oferta gastronomiczna coraz częściej jest czynnikiem, który przyciąga turystów do danego regionu.

W tym roku po raz szósty POT chce zachęcić Polaków do krótkich, weekendowych wyjazdów poprzez akcję „Polska Zobacz więcej – weekend za pół ceny”. Główną zachęta dla turystów jest możliwość skorzystania ze zniżek sięgających minimum 50 proc.

Na podstawie poprzednich edycji widzimy, że akcja mocno zachęca Polaków do wyjazdów weekendowych poza głównym sezonem turystycznym. Ostatnia edycja akcji była rekordowa. Ponad 165 tysięcy Polaków skorzystało z obniżonych cen. To ogromny wzrost liczby uczestników. Podczas pierwszej edycji akcji skorzystało z niej zaledwie 60 tys. osób – mówi Robert Andrzejczyk.

W 2018 roku z wiosennej i jesiennej edycji akcji POT oraz Ministerstwa Sportu i Turystyki skorzystało niemal 300 tys. Polaków. W tym roku Polska Organizacja Turystyczna planuje dodatkowo zwiększyć budżet na promocję akcji, stawiając mocny akcent na reklamę w mediach społecznościowych.

Akcja „Polska Zobacz więcej – weekend za pół ceny” daje możliwość darmowej promocji przedsiębiorcom, którzy do niej przystępują. Trzeba też pamiętać, że jej głównym celem jest wydłużenie sezonu turystycznego w Polsce, na czym przedsiębiorcy i instytucje uczestniczące bezpośrednio korzystają. W interesie wszystkich jest wydłużenie sezonu tak, żeby Polacy podróżowali nie tylko w wakacje i ferie zimowe, lecz także jesienią i wiosną – mówi Robert Andrzejczyk.

Ta akcja została już zauważona w całej Polsce. Nie tylko coraz więcej hoteli, lecz także muzeów, teatrów czy restauracji dołącza do kampanii. My odbieramy ten projekt nie tylko jako akcję sprzedażową, lecz także marketingową, która powinna mieć swój dalszy ciąg za granicą. Jestem przekonany, że Polska Organizacja Turystyczna w przyszłości będzie gotowa na to, żeby promować Polskę poprzez ten pomysł również za granicą. Będziemy trzymać za to kciuki – mówi Gheorghe Marian Cristescu, prezes Polskiego Holdingu Hotelowego.

Dzięki temu, że w akcji uczestniczą instytucje i przedsiębiorcy z różnych branż, turyści mają możliwość ułożenia sobie optymalnego planu podróży, korzystając ze zniżek na transport, zakwaterowanie czy bilety wstępu do atrakcji turystycznych.

Jednak organizatorzy podkreślają, że projekt to przede wszystkim niepoliczalne korzyści dla całej branży turystycznej i okołoturystycznej – przedsiębiorcy mogą pozyskać klientów i zapełnić obiekty również poza sezonem. POT zapewnia partnerom także wsparcie marketingowe w mass mediach i środkach transportu (np. filmy w pociągach Pendolino czy autobusach Polonus).

 Z roku na rok zainteresowanie akcją wśród naszych partnerów rośnie. Tymi partnerami są hotelarze, sieci restauracyjne, instytucje kultury, właściciele atrakcji turystycznych oraz firmy przewozowe. W ostatniej edycji uczestniczyło 757 partnerów i z każdą kolejną edycja obserwujemy wzrost o około 20 proc. Najważniejsze jest to, że ponad 90 proc. naszych partnerów wraca i bierze udział w kolejnych edycjach. Taki sam odsetek jest gotowy zarekomendować udział w tej akcji innym podmiotom – podkreśla prezes POT.

– W ten sposób budujemy nowy segment klientów. Cieszymy z każdego nowego gościa, który korzysta z tej promocji, bo liczymy, że ten gość do nas wróci albo zachęci innych do skorzystania z naszej oferty. Szósta edycja odbędzie się w połowie marca i jestem przekonany, że to będzie kolejny sukces, bo już słyszę od właścicieli i dyrektorów hoteli, że zainteresowane jest coraz większe – dodaje Gheorghe Marian Cristescu.

Wiosenna edycja akcji „Polska Zobacz więcej – weekend za pół ceny” odbędzie się w weekend 15–17 marca. Rejestracja partnerów, którzy chcą wziąć w niej udział, potrwa do 12 lutego br., a sprzedaż ofert ruszy 28 lutego br.

– Zachęcamy wszystkie przedsiębiorstwa i instytucje działające w branży turystycznej, jak i podmioty z branż powiązanych z turystyką, do zarejestrowania się na stronie polskazobaczwiecej.pl. Rejestracja trwa jedynie 5 minut – podkreśla Robert Andrzejczyk.

Duże oszczędności dla firm dzięki właściwej obsłudze technicznej nieruchomości. Rośnie rynek dostawców takich usług

Duże oszczędności dla firm dzięki właściwej obsłudze technicznej nieruchomości. Rośnie rynek dostawców takich usług 3

Kompleksowe zarządzanie budynkiem, czyli workplace management, może przynieść firmie szereg korzyści – od obniżenia kosztów utrzymania nieruchomości, przez zwiększenie jej rynkowej wartości, po poprawę warunków świadczonych usług. Sodexo, jeden z liderów w tym obszarze, stworzył autorski system zarządzania i obsługi technicznej nieruchomości, który został wdrożony m.in. w zakładzie produkcyjnym P&G w Warszawie. Zewnętrzny audyt w obiekcie zaowocował przyznaniem pierwszego w Polsce certyfikatu jakości ISO 55001:2014.

– Facility management dzisiaj jest już znane bardziej jako workplace management. Polega głównie na tym, że łączymy zarządzanie zarówno ekonomiczne, jak i socjologiczne danego budynku, czyli wszystkie aspekty jego obsługi technicznej, utrzymania czystości etc. Natomiast mocno pochylamy się również nad tym, w jaki sposób żyje się ludziom w danym budynku i stąd workplace management. Sodexo czuje się liderem i ekspertem w tej dziedzinie i dokładnie taką pozycję mamy w Polsce – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marta Diop, Corporate Segment Director IFM Poland w Sodexo Polska.

Sodexo obsługuje ok. 240 nieruchomości w całym kraju oraz 2,2 tys. mniejszych jednostek. Firma projektuje, zarządza i dostarcza unikalne usługi w zakresie kompleksowej obsługi nieruchomości (Sodexo On-site Services) oraz w zakresie kompleksowych usług motywacyjnych (Sodexo Benefits and Rewards Services).

– Sodexo jest liderem na rynku outsourcowania usług dla nieruchomości. Mamy około stu usług, tj. obsługa techniczna, usługa sprzątania, usługa cateringowa i wiele innych. Takie usługi warto outsourcować, niemniej nie może to być decyzja jednostkowa – musi powstać plan wynikających z tego korzyści. Outsourcowanie pojedynczych usług nigdy nie jest efektywne dla przedsiębiorstwa. Stawiamy jednak na oszczędności dla całego zakładu, które przynoszą realne kwoty, stąd zachęcamy do usług zintegrowanych – mówi ekspertka Sodexo Polska.

Sodexo Polska od czterech lat świadczy usługi z zakresu kompleksowej obsługi technicznej nieruchomości w zakładzie produkcyjnym P&G w Warszawie. Do obowiązków firmy należy obsługa techniczna urządzeń i instalacji ogólnobudynkowych z uwzględnieniem infrastruktury doprowadzającej media do części produkcyjnej.

Firma wdrożyła w obiekcie autorski system zarządzania AMS (Asset Management System), w ramach którego w zakładzie opracowano politykę, strategię i plan zarządzania zasobami fizycznymi jednostki (w tym m.in. proces zarządzania operacjami technicznymi, procedurę likwidacji i utylizacji zasobów, procedurę analiz awarii, proces zarządzania krytycznymi częściami zamiennymi), a także skupiono się na niematerialnych aktywach (m.in. usprawnieniu komunikacji w zespole, procesie monitorowania wymagań prawnych czy procesie zarządzania zmianą).

– AMS to ustandaryzowany, profesjonalny program, który pomaga w obsłudze technicznej nieruchomości. Jest to zbiór najlepszych praktyk z całego świata, zgodnych z międzynarodowym certyfikatem ISO 55001. Oparty jest na kole Deminga, który – przy wsparciu Maximo, programu informatycznego IBM – pomaga nam idealnie zarządzać obsługą techniczną w danej nieruchomości. Wszystkie dane zebrane przez miesiące przygotowań do wdrożenia programu są katalogowane, dzięki temu jesteśmy w stanie ocenić długość życia urządzeń i prewencyjną opiekę nad nimi. Dodatkowo pomaga nam to w dostarczaniu oszczędności dla klienta i realizowaniu jego strategii na miejscu – mówi Marta Diop.

Audyt przeprowadzony pod koniec 2018 roku w zakładzie produkcyjnym P&G na warszawskim Targówku wykazał najwyższy standard zarządzania według normy ISO 55001:2014. Ten certyfikat przyznany Sodexo jest jedynym jak do tej pory tego typu dokumentem wydanym przez zewnętrznego audytora BSI w Polsce.

– Ten certyfikat jest wysokiej klasy ogólnoświatowym osiągnięciem. Jego wyjątkowość polega na tym, że wyraża w praktyce bardzo ustandaryzowane, proaktywne zarządzanie nieruchomością – podkreśla Marta Diop.

Audyt, który ocenia standard zarządzania obiektem według normy ISO 55001:2014, wykazał zero nieprawidłowości, co zdarza się jedynie w 30 proc. audytowanych przez BSI jednostek, a w Polsce stanowi jedyny tego typu przypadek.

– Wdrożenie systemu AMS i uzyskanie certyfikatu trwało półtora roku, audyt zewnętrzny był jego uwieńczeniem – mówi Marta Diop.

Liczba zachorowań na raka szybko rośnie. Tylko połowa Polaków wykonuje badania diagnostyczne w kierunku nowotworu

Choroby nowotworowe dotykają co roku blisko 160 tys. Polaków. Mimo rosnącej skali zachorowań tylko połowa społeczeństwa regularnie poddaje się badaniom diagnostycznym – wynika z raportu Nationale-Nederlanden. W związku z tym, że rak jest chorobą, która pociąga za sobą ogromne koszty, kluczowa jest nie tylko profilaktyka zdrowotna, lecz także finansowa, która zapewnia dodatkowe środki na czas leczenia i powrotu do zdrowia. Okazją do dyskusji na ten temat jest obchodzony 4 lutego Światowy Dzień Walki z Rakiem.

– Polacy zdają sobie sprawę z tego, że leczenie onkologiczne jest długie i kosztowne. To są zarówno koszty bezpośrednie, jak i pośrednie, ponoszone przez chorego i państwo. Dlatego zapobieganie i szybkie wykrywanie chorób nowotworowych leży w interesie państwa i samych pacjentów. Ważne jest to, kiedy rak zostanie wykryty. Dlatego kładziemy nacisk na profilaktykę. Namawiamy Polaków do badań i pochylenia się nad własnym zdrowiem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Elżbieta Kozik, prezes Ruchu Społecznego Polskie Amazonki.

Statystyki Krajowego Rejestru Nowotworów pokazują, że w ciągu ostatnich trzech dekad liczba zachorowań na raka wzrosła w Polsce ponaddwukrotnie. Każdego roku taką diagnozę słyszy około 160 tys. osób, z których blisko 95 tys. umiera. Szacunki pokazują, że nowotwory – obecnie druga najczęstsza przyczyna zgonów w Polsce – za kilka lat awansują na pierwsze miejsce. Do 2025 roku taką diagnozę usłyszy rokrocznie już 180 tys. osób. Podobny trend obserwuje się na świecie – każdego roku diagnozuje się około 14 mln zachorowań i ponad 8 mln zgonów spowodowanych chorobami nowotworowymi. Według prognoz Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (IARC) liczba chorych na raka w 2030 roku wzrośnie do 22 mln, a w 2035 – do 24 mln.

Do głównych czynników ryzyka chorób nowotworowych należą: niewłaściwy tryb życia, nieodpowiednia dieta, zanieczyszczenie środowiska oraz uwarunkowania genetyczne. Właściwa profilaktyka i regularne badania diagnostyczne zwiększają szanse pacjentów, ale Polacy wciąż zbyt rzadko przykładają do nich odpowiednią wagę. Dane z raportu „Choroba nowotworowa – profilaktyka zdrowotna i finansowa”, przygotowanego na zlecenie Nationale-Nederlanden, pokazują, że tylko 51 proc. Polaków regularnie poddaje się badaniom diagnostycznym w celu wczesnego zdiagnozowania choroby.

– Najczęściej na badania decydują się kobiety, osoby starsze, a także mieszkańcy małych i średnich miejscowości. Znacznie więcej, bo ponad 60 proc. respondentów, stosuje tzw. bierną formę profilaktyki, czyli nie spożywają alkoholu w nadmiarze oraz nie palą tytoniu – mówi Joanna Walczuk, menadżer ds. produktów Nationale-Nederlanden.

Elżbieta Kozik podkreśla, że w leczeniu onkologicznym ogromnie ważna jest nie tylko profilaktyka zdrowotna, lecz także finansowa, bo rak jest chorobą, która pociąga za sobą ogrom wydatków.

– Rak jest chorobą, która wymaga specjalnej troski, dojazdów do szpitala, zostawiania dzieci w domu etc. Chorzy niejednokrotnie tracą pracę albo nie mogą pracować ze względu na rodzaj terapii. To wszystko pociąga za sobą koszty, z którymi się należy liczyć – podkreśla Elżbieta Kozik.

Dla pacjentów chorych na raka dużym obciążeniem są zwłaszcza koszty pośrednie, niezwiązane z leczeniem – takie jak konsultacje dodatkowych specjalistów, rehabilitacja czy opieka pielęgniarska, dojazdy na badania i do szpitala, pomoc w domu czy utrata źródła dochodu z powodu niezdolności do pracy.

Z wcześniejszych badań Nationale-Nederlanden wynika, że Polacy nie do końca są świadomi tego, z jakimi kosztami wiąże się diagnoza nowotworowa. Co czwarty sądzi, że na leczenie potrzebowałby raptem ok. 1 tys. zł, podobny odsetek wskazuje kwotę ok. 5 tys. zł. Tymczasem już pojedyncze badanie rezonansem czy tomografem komputerowym to koszt rzędu kilkuset złotych.

– Zabezpieczenie finansowe na wypadek choroby nowotworowej to ważny element profilaktyki. Zapewnia pomoc na każdym etapie choroby. Objęci nim chorzy mogą liczyć m.in. na dodatkowe konsultacje i badania diagnostyczne, pieniądze na leczenie i powrót do zdrowia czy nawet wsparcie w codziennym życiu – pomoc psychologa, rehabilitację, transport oraz szereg usług assistance – wymienia Joanna Walczuk.

Jak podkreśla, w leczeniu nowotworu ważny jest czas, a im szybciej choroba zostanie wykryta, tym leczenie jest bardziej przyjazne dla chorego i koszty z nią związane są mniejsze. Dlatego w przypadku podejrzenia choroby ubezpieczyciel zapewnia specjalny program diagnostyczny, tzn. umawia wizyty u specjalistów oraz organizuje konieczne badania diagnostyczne.

Jak wynika z tegorocznych badań Nationale-Nederlanden, co czwarty ankietowany uważa dostęp do najlepszego zespołu medycznego za jedną z bardziej istotnych korzyści takiego ubezpieczenia. Popularność polis z roku na rok rośnie. Są one wskazywane jako ważne zabezpieczenie zwłaszcza przez osoby, które miały już w rodzinie przypadki zachorowania na raka i doświadczyły choroby kogoś bliskiego. Jest to również alternatywa dla osób, które nie mają dużych oszczędności, za to znajdują się w grupie ryzyka zachorowania na nowotwór.

Z okazji Światowego Dnia Walki z Rakiem 4 lutego stowarzyszenie Polskie Amazonki po raz siódmy organizuje w warszawskiej Hali Koszyki bezpłatne badania. Tego dnia będzie można wykonać USG piersi, USG tarczycy, zbadać skórę pod kątem znamion i skonsultować się z lekarzem onkologiem. Na miejscu będzie działać także centrum informacyjne, w którym uczestnicy dowiedzą się więcej na temat profilaktyki oraz tego, jak radzić sobie w trakcie choroby.

Polskie dzieci mało aktywne na tle europejskich. Już co piąte dziecko cierpi na nadwagę lub otyłość

Polskie dzieci mało aktywne na tle europejskich. Już co piąte dziecko cierpi na nadwagę lub otyłość 4

Tylko 20 proc. polskich dzieci bierze udział w zorganizowanych zajęciach sportowych. Zdecydowana większość w ogóle nie uprawia sportu lub robi to w bardzo niewielkim stopniu. Wśród siedemnastu europejskich krajów Polska plasuje się pod koniec stawki. W efekcie co piąte dziecko cierpi na nadwagę lub otyłość. Do aktywności fizycznej można jednak zachęcić, czego przykładem jest program Drużyna Energii. Do pierwszej edycji zgłosiło się prawie sześćset szkół, a teraz trwa już druga edycja.

– „Czym skorupka za młodu…” – tak zawsze powtarzano mi w dzieciństwie. Myślę, że to hasło jest aktualne do dzisiaj, stąd zaczynamy współpracę i pokazujemy zdrowe nawyki sportowe już dzieciom w najmłodszym wieku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Leszczyński, dyrektor marketingu sportowego w New Balance.

Międzynarodowe badanie Global Matrix 3.0 przeprowadzone z inicjatywy Active Healthy Kids Global Alliance wskazuje, że 80 proc. dzieci w Polsce prowadzi siedzący tryb życia, zaledwie 20 proc. ćwiczy regularnie lub uprawia aktywność fizyczną. Tylko połowa rodziców wspiera aktywność dzieci, kupując im sprzęt do ćwiczeń. Nie lepiej wygląda sytuacja w szkołach – zwolnienia z WF ma 15 proc. uczniów klas IV–VI szkół podstawowych i 20 proc. gimnazjalistów.

– Gen rywalizacji, który tak był obecny, kiedy byłem młodym chłopcem, dziś zanika. To współzawodnictwo twarzą w twarz, ramię w ramię, bark w bark to coś, czego najbardziej brakuje, a co potem jest bardzo przydatne w dorosłym życiu – przekonuje Bartosz Ignacik, dziennikarz sportowy, ambasador II edycji Drużyny Energii.

Z badania COSI Instytutu Matki i Dziecka wynika, że ponad 30 proc. ośmiolatków w Polsce spędza przed ekranem dwie godziny dziennie w tygodniu szkolnym. Jeszcze gorzej jest w weekendy, kiedy połowa z nich poświęca na to co najmniej trzy godziny. Tymczasem siedzący tryb życia jest przyczyną chorób układu krążenia czy cukrzycy. Dlatego tak ważne jest, by gen sportowy zaszczepić w jak najmłodszym wieku. Służy temu program Drużyna Energii, którego druga edycja niedawno ruszyła.

– Cieszy nas to, że jest tak duże zainteresowanie programem, że w szkołach nie tylko ćwiczą te dzieciaki, które są wybrane do Drużyny Energii, lecz także cała społeczność szkolna jest zaangażowana w sport, wspieranie, kibicowanie. To buduje bardzo dobre nawyki na całe dalsze życie. Cieszy nas zaangażowanie młodzieży, dzieci, a także nauczycieli i to, że spędzają razem czas, angażując się wokół sportu. Odciągamy ich od urządzeń elektronicznych, zachęcamy do wspólnego spędzania czasu i aktywności życiowych – podkreśla Urszula Drukort-Matiaszuk, główny specjalista w Dziale Sponsoringu Grupy Energa.

Program Drużyna Energii przeznaczony jest dla uczniów klas VI–VIII szkoły podstawowej. Aby zgłosić szkołę, wystarczy nagrać trwające od 15 do 300 sekund wideo, na którym uczniowie i nauczyciele pokażą, że sport to ich pasja i wypełnić formularz na stronie www.DruzynaEnergii.pl. Do pierwszej edycji zgłosiło się prawie sześćset szkół, a filmików, które nadesłały dzieci, było ponad 20 tys.

– Największą zaletą programu jest to, że on nie trwa jeden dzień, jeden weekend – komunikacja, którą budujemy z dzieciakami i z nauczycielami, trwa całą edycję. To są codziennie wrzucane filmiki, codziennie możliwości obejrzenia ćwiczeń pokazywanych przez ambasadorów – ocenia Robert Leszczyński.

Dla dzieci istotna jest możliwość ćwiczenia pod okiem uznanych sportowców – ambasadorów programu. To właśnie sukcesy sportowe narodowych reprezentacji są impulsem, który zachęca do aktywności fizycznej.

– Chciałbym bardzo widzieć w każdym dziecku, do którego docieramy, potencjał. Oczywiście ten potencjał u jednego dziecka jest mniejszy, u innego większy. Najważniejsze, żeby najmłodsi odczuwali radość z tego, że chcą porzucić na chwilę komputer, laptop, telefon komórkowy i po prostu pójść na świeże powietrze, poruszać się, bo o to tak naprawdę nam wszystkim chodzi – tłumaczy Bartosz Ignacik.

Szkoły mogą się zgłaszać do programu Drużyna Energii do 10 lutego, a wybrane będą do czerwca rywalizować o udział w wielkim finale. Trzy najlepsze dostaną czeki na wyposażenie sali gimnastycznej w sprzęt sportowy, a najlepsza szkoła II edycji otrzyma dodatkowo puchar Drużyny Energii.

Nanotechnologia w walce ze smogiem. Miniaturowe czujniki jakości powietrza można zamontować w każdym urządzeniu internetu rzeczy, w samochodach i inteligentnych miastach

Nanotechnologia w walce ze smogiem. Miniaturowe czujniki jakości powietrza można zamontować w każdym urządzeniu internetu rzeczy, w samochodach i inteligentnych miastach 5

Z powodu zatrucia czadem co roku umiera w Polsce kilkadziesiąt osób. Zabójcze jest też zanieczyszczone powietrze – nie tylko na zewnątrz, lecz także w mieszkaniach i samochodach. Już niedługo informacje o stężeniu toksyn będzie można otrzymać niemal w każdym miejscu. Dzięki miniaturowym czujnikom opartym na nanotechnologii, które można umieścić w każdym urządzeniu internetu rzeczy w domu, system sam podejmie decyzję o koniecznych działaniach. W miastach przyszłości takie urządzenia mogłyby pomóc w walce ze smogiem.

– W AerNos opracowaliśmy niewielki czujnik gazów oparty na nanotechnologii. Jest to mały chip 3 na 3 mm, który może wykryć wiele rodzajów gazów równocześnie, nawet o bardzo niskich stężeniach rzędu części na miliard. Jest niedrogi, niewielki i może zostać wykorzystany w urządzeniach internetu rzeczy. Oznacza to możliwość monitorowania jakości powietrza, wykrywania szkodliwych gazów i innych zastosowań elektronicznego nosa, również do celów ochrony zdrowia – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Larry Eason z AerNos.

Dane WHO są alarmujące. Z powodu niskiej jakości powietrza tylko w Europie umiera przedwcześnie nawet 500 tys. osób. Jeszcze bardziej szkodliwe może być powietrze w naszych domach, w sezonie grzewczym nawet kilkukrotnie bardziej szkodliwe niż na zewnątrz. W domach jesteśmy też narażeni na zatrucie tlenkiem węgla, który tylko w Polsce co roku zabija kilkadziesiąt osób. Wszystkie toksyczne substancje, nawet te o bardzo niewielkim stężeniu, można jednak wykryć dzięki nowoczesnym czujnikom.

Czujniki wykrywają m.in. gazy czy lotne związki organiczne, a ponieważ są niewielkich rozmiarów, można je umieścić w niemal wszystkich urządzeniach internetu rzeczy.

– Proszę wyobrazić sobie systemy oczyszczania powietrza, inteligentne systemy wentylacji, system alarmowy, termostat, wszystkie te urządzenia, które znajdują się w domu, w garażu, w pokoju dziecinnym, w sypialni, w salonie, w kuchni – wszystkie mogą być wyposażone w zaawansowane czujniki, które łączą się z innymi inteligentnymi urządzeniami – przekonuje ekspert.

Urządzenia internetu rzeczy wyposażone w czujnik będą mogły same się ze sobą kontaktować i działać tak, by maksymalnie oczyścić powietrze w domu – zamykając lub otwierając okna, uruchamiając oczyszczacz lub nawilżacz powietrza czy jonizator. W przypadku niebezpiecznego dla życia stężenia gazów mogą natomiast podnieść alarm i ostrzec domowników.

– Konsumenci uzyskują możliwość automatycznego włączania systemów wentylacji i oczyszczania powietrza na podstawie danych dotyczących jakości powietrza wewnątrz domu. Jeżeli jakość powietrza na zewnątrz jest dobra, do domu wprowadzone zostanie świeże powietrze, a jeśli jest zła, dom zostanie przed nim zabezpieczony. Dla właściciela domu oznacza to ochronę oraz poprawę zdrowia i bezpieczeństwa – podkreśla Larry Eason.

Urządzenie sprawdzi się także w samochodach. Naukowcy z Cambridge określili samochody mianem „pojemników z toksycznym gazem”. Nawet elektryczne pojazdy mogą być dla użytkowników niebezpieczne – przesz systemy wentylacji dostają się do nich szkodliwe substancje emitowane przez inne samochody. Prof. Stephen Holgate z Southampton University szacuje, że poziom zanieczyszczeń w samochodach może być nawet dwanaście razy wyższy niż na zewnątrz. Wykazują to także przeprowadzane w największych miastach testy, które pokazują, że to użytkownicy samochody są bardziej narażeni na toksyn niż np. rowerzyści.

– Możliwość wykrycia zanieczyszczeń powietrza wewnątrz samochodu, ozonowania zanieczyszczeń, włączenia i wyłączenia systemu oczyszczania powietrza to potężne narzędzie, które mogą zapewnić firmy motoryzacyjne – wskazuje ekspert.

Technologia ma być już wkrótce dostępna też w miastach. Już teraz największe metropolie stosują oczyszczacze powietrza, np. w przedszkolach i żłobkach, inne stawiają na duże pochłaniacze smogu w centrach miast. Dzięki nanotechnologii można byłoby na bieżąco reagować na zanieczyszczenia i obecność toksyn.

Research and Markets podaje, że globalny rynek systemów kontroli zanieczyszczenia do 2025 roku będzie wart 98 mld dol.

Inteligentny pojemnik na butelkę ułatwi karmienie niemowlęcia. Rozwiązania baby tech są coraz bardziej zaawansowane i wspierane przez sztuczną inteligencję

Inteligentny pojemnik na butelkę ułatwi karmienie niemowlęcia. Rozwiązania baby tech są coraz bardziej zaawansowane i wspierane przez sztuczną inteligencję 6

Inteligentne rozwiązania zmieniają oblicze opieki nad dziećmi. Dzięki nim można zoptymalizować karmienie niemowlęcia, a także poprawić komfort matek ściągających pokarm przy użyciu laktatora. Coraz częściej rodziców w codziennych obowiązkach wspiera także sztuczna inteligencja. Najważniejszymi technologiami wspierającymi nadal pozostaną jednak inteligentne nianie i monitory.

– Mia to inteligentne rozwiązanie do monitorowania karmienia niemowlęcia, które pasuje do każdej butelki. Podczas karmienia wystarczy umieścić butelkę w specjalnej obudowie, a rozpocznie ona mierzenie temperatury pożywienia. Niebieski oznacza, że pokarm jest zbyt zimny, zielony to temperatura optymalna, a czerwony oznacza zbyt gorący – te oznaczenia są bardzo uniwersalne – mówi w rozmowie agencją Newseria Innowacje Gisela Xie z firmy Bluesmart Technology.

Urządzenie oprócz wysyłania komunikatów dźwiękowych i świetlnych komunikuje się z opiekunem dziecka również poprzez aplikację mobilną. Dzięki temu ma on dostęp do informacji związanych z żywieniem dziecka także wówczas, gdy butelkę trzyma inna osoba. Za pracę urządzenia odpowiada szereg zaawansowanych czujników. Mierzą one temperaturę, ruch i wagę.

– Przed rozpoczęciem karmienia umieszcza się butelkę w obudowie na równej powierzchni na sekundę, a po skończeniu stawia się ją z powrotem na stole. Wtedy można za pomocą mobilnej aplikacji sprawdzić informacje o karmieniu, czyli ile dziecko właśnie zjadło, temperaturę pokarmu, czas karmienia i kąt nachylenia butelki. W ten sposób można sprawdzić, co dzieje się z dzieckiem pod opieką niani lub w żłobku – twierdzi Gisela Xie.

Na rynku pojawia się coraz więcej zaawansowanych urządzeń z dziedziny baby tech. Jednym z nich jest inteligentny laktator. Urządzenie zostało zaprojektowane tak, by jak najbardziej ograniczyć czynności związane ze ściąganiem pokarmu i sprawić, by było ono możliwe w każdych warunkach. Laktator można nosić pod ubraniem i używać go w dowolnej pozycji. Laktator automatycznie przełącza się od fazy stymulacji aż po ściąganie pokarmu. Dzięki aplikacji mobilnej można zaś śledzić ilość pobranego mleka i czas pompowania.

Wciąż jedną z najważniejszych technologii wspierających opiekę nad niemowlęciem są inteligentne nianie i monitory, coraz częściej wspierane sztuczną inteligencją. Nanit Plus to zaawansowany monitor śledzenia snu. W praktyce jest to noktowizyjny aparat fotograficzny zawieszony nad łóżeczkiem. Urządzenie zawiera w sobie mikrofon, głośnik, kamerę, światło nocne i czujnik temperatury. Dzięki algorytmom uczenia maszynowego wykorzystanym do analizy zapisanych przez monitor danych urządzenie śledzi model snu dziecka i może zinterpretować te dane w późniejszym czasie. Rodzice mogą m.in. dowiedzieć się, ile czasu dziecko spało w nocy i jak długo zajęło mu zasypianie.

– Jako młoda mama uważam, że powinniśmy się skupić na innowacjach w sektorze produktów dla dzieci, który od wielu lat pozostaje w tyle. Porównując sytuację sprzed dziesięciu lat i obecną możemy zauważyć, że niewiele się zmieniło, jednak z zadowoleniem obserwujemy pojawienie się licznych produktów dla dzieci wykorzystujących nowe technologie. Można zauważyć wśród rodziców trend w kierunku korzystania z technologii, które sprawiają, że wychowanie dziecka staje się łatwiejsze – mówi ekspertka.

Globalny rynek opieki nad dzieckiem według Zion Market Research osiągnie w 2024 r. wartość ponad 108 mld dol.

Ochrona szyta na miarę. Sprawdź, jak kompleksowo zadbać o bezpieczeństwo swojej firmy

ochronaBez względu na to, czym zajmuje się twoja firma, jednym z filarów jej sukcesu jest troska o bezpieczeństwo prowadzenia działalności – zarówno w zakresie ochrony osób, jak i mienia. Zastanawiasz się, jak o nie zadbać? Oto, jakie rozwiązania oferuje ci rynek nowoczesnych usług z branży security.

Kosztowny sprzęt biurowy i produkcyjny, warta setki tysięcy złotych flota pojazdów, gotówka, którą obracasz, czy dane osobowe twoich pracowników i klientów – to tylko niektóre (bez)cenne zasoby twojej firmy, które wymagają ochrony. Czy tej fizycznej, związanej z obecnością pracownika ochrony na terenie obiektu? Nie zawsze i nie tylko. Oto, w co warto zainwestować, aby spać spokojnie.

Nowoczesne systemy zabezpieczeń, czyli co?

Podstawą zabezpieczenia firmy jest dobrze dobrany system zabezpieczeń. O czym mowa? Standardowe rozwiązanie to centrala, z którą zintegrowana jest sieć rozmaitych czujników – m.in. ruchu, nieautoryzowanego otwarcia drzwi, dymu czy gazu. Ta forma zabezpieczeń doskonale sprawdza się m.in. w biurach, magazynach czy zakładach produkcyjnych – zwłaszcza po godzinach otwarcia firmy. To jednak nie wszystko, w co można i warto zainwestować. Przydatne mogą się okazać również np.:

  • system kontroli dostępu – który dodatkowo zabezpieczy wejście do określonych pomieszczeń i stref w firmie (np. do archiwów czy serwerowni),
  • system zabezpieczania gotówki – bezpieczny wpłatomat, który uniemożliwi złodziejom kradzież gotówki w trakcie napadu.

Zintegrowane rozwiązania dla bezpieczeństwa

Systemy bezpieczeństwa nie działają „w próżni”. Samo zainstalowanie alarmu nie wystarczy, aby realnie wzmocnić ochronę obiektu. Niezbędne jest również rzetelne monitorowanie działania zabezpieczeń oraz szybka reakcja na wykryte zagrożenie. Dlatego najlepsze systemy bezpieczeństwa są:

  • obsługiwane przez firmy ochroniarskie, np. takie jak Konsalnet – oznacza to, że każdy system alarmowy dociera do centrali monitoringu, co powoduje natychmiastową interwencję specjalistów,
  • sprzężone z systemem monitoringu – kamery pozwalają na bieżąco obserwować sytuację na terenie obiektu, ale i – jak to ma miejsce w systemach inteligentnej telewizji przemysłowej – automatycznie identyfikują rozmaite zagrożenia. Mogą też posłużyć do wykonania zdalnego obchodu i weryfikacji sytuacji.

Jak zatem dobrać system bezpieczeństwa? Najlepiej zrobić to wspólnie z ekspertami z branży security. Specjaliści przeanalizują potrzeby twojej firmy w tym zakresie i pomogą ci dobrać współmierne do nich zabezpieczenia.

„Facility&Property Management – bezpieczna i oszczędna nieruchomość”– 25 kwietnia, Wrocław

Polski Instytut RozwojuPolski Instytut Rozwoju Biznesu ma zaszczyt zaprosić Państwa do udziału w konferencji:

„Facility&Property Management – bezpieczna i oszczędna nieruchomość”– 25 kwietnia, Wrocław.

Wymagana rejestracja->>

Ilość miejsc jest ograniczona. Decyduje kolejność zgłoszeń.

Zarządzanie nieruchomością stawia przed zarządcą wiele wyzwań – kwestia bezpieczeństwa w budynku, utrzymanie urządzeń i obiektów, outsourcing, kontrola finansowa, relacje z klientami… Ogromna odpowiedzialność ciążąca na osobach wykonujących ten zawód zmusza je do stałego podnoszenia kwalifikacji.

Konferencja ma za zadanie przedstawienie najnowszych trendów w obszarze nieruchomości. Zaproszeni eksperci postarają się poszerzyć wiedzę Uczestników na temat możliwości, jakie niosą ze sobą nowe technologie.

Organizator zaprasza do udziału przedstawicieli, właścicieli obiektów (takich jak biura, centra handlowe, magazyny, hipermarkety, sieci sklepów), Facility Menedżerów, Property Menedżerów, dyrektorów ds. zarządzania nieruchomościami, dyrektorów administracyjnych, dyrektorów technicznych, zarządców nieruchomości komercyjnych, deweloperów oraz architektów. Udział w konferencji jest bezpłatny dla powyższych osób.

W programie konferencji m.in. następujące zagadnienia:

  • – building management system;
  • – monitoring wizyjny i kontrola dostępu;
  • – systemy automatyki i bezpieczeństwa w budynkach;
  • – zarządzanie środkami trwałymi;
  • – Big Data;
  • – technologie mobilne i chmurowe;
  • – zarządzanie wydajnością przedsiębiorstwa;
  • – zarządzanie projektami;
  • – planowanie i zarządzanie jakością;
  • – systemy utrzymania obiektów i urządzeń;
  • – outsourcing (ekonomiczny, techniczny, infrastrukturalny);
  • – greenbuilding – zielony wymiar funkcjonowania obiektów;
  • – planowanie i zarządzanie przestrzenią użytkową;
  • – kontrola finansowa;
  • – zarządzanie relacjami z klientem;
  • – zarządzanie nieruchomościami; – zarządzanie kontraktami.

Czas trwania: 09.30 – 15.00

Istnieje możliwość zaprezentowania swoich rozwiązań, sprzętów i usług przed zgromadzonym audytorium. Szczegóły dostępne są u Organizatora.

Kontakt z organizatorem:
Ewelina Tęcza
mobile: +48/ 531 645 512
e-mail: [email protected]

Fokus na elektromobilność – przyszłość i konieczność?

Ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych, która weszła w życie w ubiegłym roku, miała na celu m.in.: uregulowanie rynku energii elektrycznej oraz wsparcie rozwoju infrastruktury w aglomeracjach, co miało się przełożyć na zwiększenie świadomości oraz chęci korzystania z tego typu pojazdów. W związku z przepisami zawartymi w Ustawie, przedstawiciele władz samorządowych miast i gmin stanęli w obliczu konieczności modernizacji infrastruktury miejskiej oraz ładującej, w zgodzie z przepisami ustawy. W parze ze stopniowym rozwojem branży elektromobilnej idą inwestycje w technologie, a także inicjatywy, które mają wspierać postęp w sektorze pojazdów bezemisyjnych. Jedną z nich jest specjalna Strefa Elektromobilności organizowana w Warszawie 13 i 14 marca w ramach Targów Elektrotechnika 2019.

Miasta i gminy w obliczu elektromobilności

Jak zaplanować i przeprowadzić inwestycje oświetleniowe tak, aby generowały rzeczywiste oszczędności energii i kosztów? Jak zaplanować infrastrukturę miast i gmin na potrzeby wprowadzenia sieci ładowania samochodów elektrycznych? A także, w jaki sposób najefektywniej przeprowadzić przetarg na pojazdy bezemisyjne i stacje ładowania? Na te i wiele innych pytań odpowiedzą, podczas dwudniowej sesji panelowej w ramach Specjalnej Strefy Elektromobilności, inżynierowie i wykładowcy szkół wyższych, przedstawiciele jednostek samorządów terytorialnych oraz przedstawiciele marek oświetlenia miejskiego.

Instalacje oświetleniowe w nowoczesnym mieście

Już 13 marca tematem przewodnim spotkań będzie „Oświetlenie uliczne w nowoczesnym mieście”, w ramach którego specjaliści poruszą zagadnienia związane z rodzajami oświetlenia ulicznego, zabezpieczeniami przeciwprzepięciowymi, inteligentnymi rozwiązaniami oraz systemami sterowania oświetleniem. 14 marca podejmowany będzie temat: „Pojazdy elektryczne w polskich miastach – fanaberia czy przyszłość
i konieczność?”. W ramach panelu zostaną omówione praktyczne aspekty prawne związane z realizacją wymogów zawartych w Ustawie o elektromobilności i paliwach alternatywnych oraz zostaną poruszone zagadnienia związane z rozbudową infrastruktury miast w kontekście inwestycji oświetleniowych czy sieci ładowania.

Podczas spotkań położymy nacisk na omówienie prawno-technicznych aspektów lokalnych planów modernizacji infrastruktury miast i gmin oraz ich realizacji względem Ustawy o elektromobilnosci. Ważnym elementem programu będzie cykl prezentacji „Elektromobilność w samorządzie oczami praktyków”, w których udział wezmą przedstawiciele samorządów mający wieloletnie doświadczenie w tym temacie. Sesje panelowe kierujemy przede wszystkim do przedstawicieli władz samorządowych i przedstawicieli jednostek odpowiedzialnych za budowę, modernizację i eksploatację urządzeń oświetleniowych, a także za wprowadzanie do użytku pojazdów z napędem elektryczny – mówi Marek Orłowski, organizator Targów Elektrotechnika.

Przestrzeń dla rozwiązań

Podczas spotkań poruszone zostaną również kwestie techniczne związane z: eksploatacją pojazdów elektrycznych w działalności gospodarczej, parametrami stacji ładowania oraz komercjalizacji usług ładowania, a także specyfikacją oświetlenia drogowego jako „źródła ładowania” dla samochodów elektrycznych.  Dopełnieniem spotkania będzie organizowana w ramach Strefy Elektromobilności wystawa rozwiązań elektromobilnych, na której będzie można zobaczyć skutery, rowery czy hulajnogi elektryczne. Wystawa obejmie również rozwiązania związane z elektromoblinością, takie jak stacje ładowania, systemy wypożyczania i rezerwacji czy systemy monitorowania.

Zaprojektuj innowacje

W ramach strefy odbywa się również konkurs Elektromobilność 2018 , którego celem jest wsparcie najlepszych rozwiązań w branży pojazdów elektrycznych. Dedykowany jest on, m.in. inwestorom deweloperom, jednostkom samorządu terytorialnego, przedsiębiorstwom komunalnym, producentom związanym z branżom elektromobliności, instytucjom kultury, spółdzielniom mieszkaniowym, firmom wykonawczym czy biurom projektowym.

– W konkursie chcielibyśmy wyróżnić najlepsze rozwiązania w trzech kategoriach: najlepsza inwestycja elektromobilna, najlepszy produkt elektromobilny i najlepsza strategia elektromobilna, w ramach których przyznane będą nagrody. Ważne jest dla nas to, aby tematy poruszane w projektach odnosiły się do aspektów technicznych, specyficznych dla produkcji samochodów elektrycznych i podzespołów, a także tematów związanych z infrastrukturą zasilającą te pojazdy, technologią ładowania i magazynowania energii, utylizacji i recyklingu produktów ładowania i magazynowania energii – podkreśla Jerzy Orłowski, organizator Strefy Elektromobilność.

Co będzie z bitcoinem? Jaka przyszłość czeka bitcoinową kryptowalutę?

Bitcoin jest najbardziej znaną kryptowalutą na świecie. Wciąż rośnie liczba krajów, w których traktowany jest jako pełnoprawny instrument finansowy. W wielu stanowi już zwykły środek płatniczy. Państwa takie jak Malta dostosowały nawet swój system podatkowy i prawny, by był on korzystniejszy dla inwestujących w bitcoinową kryptowalutę. Jaka przyszłość czeka obchodzący dziesiąte urodziny wirtualny pieniądz, który ma właśnie za sobą rok największego spadku?

1 309 BTC = 1 dolar – tyle wynosił pierwszy, ustalony w październiku 2009 r. kurs bitcoina. W 2010 r. powstała pierwsza giełda obsługująca obrót tą kryptowalutą. W tym samym roku za 10 000 BTC kupiono pizzę. Siedem lat później za 1 bitcoina można już było kupić w Polsce samochód lub kawalerkę w małej miejscowości. W drugiej połowie grudnia 2017 r. wartość jednego bitcoina oscylowała wokół 20 000 dolarów. Na otwarcie nowego roku (4 stycznia 2019 r.) BTC wyceniany jest już tylko na ok. 4 000 dolarów.

Uznaje się, że Satoshi Nakamoto, czyli człowiek lub grupa ludzi ukrywających się pod takim pseudonimem, tworząc bitcoina, określił graniczną jego ilość na 21 milionów. Szacunkowo liczba „wykopanych” BTC zbliża się do 18 milionów. Pomnażając tę liczbę przez jego wartość na końcu 2017 r. oraz na początku 2019 r., można wyliczyć, że bitcoin utracił na przestrzeni 2018 r. 288 miliardów dolarów.

Co się stanie z bitcoinem?

Jeden z najsłynniejszych i najbogatszych inwestorów giełdowych na świecie Warren Buffet określił bitcoina aktywem, które nic nie tworzy, a samo zjawisko kryptowalut zmierzającym do złego zakończenia. Pomimo ostrzeżeń inwestycyjnego guru, jak i 80% spadku wartości bitcoina inwestorzy na całym świecie wciąż inwestują w najsłynniejszą kryptowalutę, a także inne z wirtualnych monet technologii blockchain, i nadal chcą to robić.

Jak wynika z badań opinii publicznej w Chinach przeprowadzonych w grudniu 2018 r. przez firmę PANews aż 4 na 10 ankietowanych, pomimo aktualnej bessy, wyraziło chęć zakupu bitcoinów. W październikowym wystąpieniu przed Zgromadzeniem Ogólnym Narodów Zjednoczonych premier Malty Joseph Muscat powiedział, że widzi blockchain jako technologię, która prowadzi nieuchronnie bitcoina i inne kryptowaluty do stanu, w którym zostaną one powszechnie przyjęte i uznane, i staną się w przyszłości pieniędzmi. Rząd Muscata uczynił jednym ze swoich priorytetów stworzenie otoczenia prawnego, infrastrukturalnego i podatkowego przyjaznego dla bitcoina. W kwietniu 2017 r. Malta przyjęła narodowy projekt strategii promowania bitcoina i technologii blockchain.

Europa chce inwestować w blockchain

Oprócz nazywanej światową wyspą technologii blockchain Malty, bitcoin zaadoptowało do swego systemu prawnego już wiele państw na świecie. W 2015 r. unijny trybunał w Luksemburgu uznał tę kryptowalutę za pełnoprawny środek płatniczy: „Waluta wirtualna ”bitcoin” należy do systemu walut wirtualnych z tzw. ”dwukierunkowym przepływem”, za pomocą którego użytkownicy mogą kupować i sprzedawać pieniądze wirtualne zgodnie z kursami wymiany walut (…) pozwalają na zakup zarówno wirtualnych, jak i rzeczywistych dóbr i usług” (wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 22 października 2015 r., sygn. C-264/14).

Na początku stycznia 2019 r. włoski rząd powołał 30-osobowy, specjalny komitet doradczy, złożony z ekspertów w dziedzinach: technologii, biznesu i prawa, którego celem jest zbadanie możliwości wykorzystania technologii blockchain w obu sektorach gospodarki: publicznym i prywatnym. W grudniu 2018 r. Włochy były jednym z siedmiu członków Unii Europejskiej, którzy podpisali deklarację o włączeniu technologii blockchain do swojej gospodarki.

(Nie)prawny środek płatniczy

W polskich przepisach na próżno szukać legalnej definicji bitcoina. Funkcjonuje za to definicja waluty wirtualnej. Nie uznając jej za prawny środek płatniczy, Ustawa z dnia 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu nazywa wirtualną walutę „cyfrowym odwzorowaniem wartości, wymienialnym w obrocie gospodarczym na prawne środki płatnicze i akceptowane jako środek wymiany, a także mogącym być elektronicznie przechowywanym lub przeniesionym albo stanowić przedmiot handlu elektronicznego” (w art. 2 ust. 1 pkt 26, Dz.U. 2018, poz. 723, ze zm.).

Z kolei zgodnie z komunikatem opublikowanym 4 kwietnia 2018 r. przez Ministerstwo Finansów: „Działalność w zakresie kupna i sprzedaży tzw. kryptowalut podlega opodatkowaniu VAT jako odpłatne świadczenie usług. Dla celów VAT pojęcie walut używanych jako prawny środek płatniczy obejmuje również tzw. kryptowalutę” (mf.gov.pl).

Wciąż istnieje niepewność rozliczania bitcoinowych transakcji

Choć przywołany komunikat Ministerstwa Finansów miał za zadanie ostatecznie wyjaśnić skutki podatkowe obrotu kryptowalutami w podatku od towarów i usług, podatku dochodowym oraz podatku od czynności cywilnoprawnych, to celu nie osiągnął. Sam Minister Finansów rozporządzeniem z 11 lipca 2018 r. wywiesił czasowo białą flagę w zakresie opodatkowania PCC, ogłaszając zaniechanie jego poboru do 30 czerwca 2019 r. (Dz.U. z 2018 r., poz. 1346).

Klarowniej wygląda sytuacja z opodatkowaniem podatkiem dochodowym bitcoinowych transakcji. Na mocy ustawy z dnia 23 października 2018 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy – Ordynacja podatkowa oraz niektórych innych ustaw, od 1 stycznia 2019 r.:

„Od dochodów uzyskanych z odpłatnego zbycia walut wirtualnych podatek dochodowy wynosi 19% uzyskanego dochodu. Dochodem z odpłatnego zbycia walut wirtualnych jest osiągnięta w roku podatkowym różnica między sumą przychodów uzyskanych z tytułu odpłatnego zbycia walut wirtualnych a kosztami uzyskania przychodów” (Dz.U. 2018, poz. 2193).

Wątpliwości w kwestii rozliczania bitcoinowych transakcji pozostają wciąż na gruncie ich dokumentowania, gdyż nabywcy kryptowalut nie otrzymują od sprzedawcy żadnych faktur czy rachunków. Przede wszystkim jednak bitcoinowi inwestorzy nie mogą mieć pewności co do stanowiska fiskusa w zakresie rozliczenia VAT. Jednym z powodów mogą być rozbieżności w ustalaniu przez podatników i organy podatkowe miejsca świadczenia usługi sprzedaży kryptowaluty. A to ustalenie zdaniem fiskusa determinuje możliwość objęcia transakcji zwolnieniem z VAT. Jak stwierdził Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w wydanej 20 września 2018 r. interpretacji indywidualnej, uznając stanowisko podatnika za nieprawidłowe: „(…)sprzedaż wirtualnych walut – Bitcoinów (…) może być uznana za usługę zwolnioną od podatku VAT w myśl art. 43 ust. 1 pkt 7 ustawy, ale tylko w przypadku, jeżeli miejsce świadczenia tych czynności, a zarazem ich opodatkowania będzie na terytorium Polski. (…) Jeżeli natomiast miejscem świadczenia nie będzie terytorium kraju, transakcje sprzedaży wirtualnych walut – Bitcoinów nie będą podlegały opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług na terytorium kraju. Zatem transakcje te będą czynnościami, które nie będą mogły korzystać ze zwolnienia od podatku na podstawie art. 43 ust. 1 pkt 7 ustawy, obowiązującej na terytorium kraju” (sygn. 0115-KDIT1-1.4012.450.2018.2.MN).

Stanowisko, choć prawidłowe, to nieprawidłowe

W przywołanej interpretacji organ wskazał również, że: „(…) oceniając całościowo stanowisko Wnioskodawcy, należało uznać je za nieprawidłowe, pomimo że podzielono stanowisko Wnioskodawcy w części dotyczącej zwolnienia od podatku sprzedaży wirtualnych walut – Bitcoinów…”. Różnica w ocenie skutków podatkowych kryptowalutowych transakcji między podatnikami a organami fiskusa stanowi i może stanowić nadal jeden z najpoważniejszych problemów obrotu bitcoinem w Polsce (np. interpretacja indywidualna Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej: z 17.12.2018 r., sygn. 0114-KDIP1-2.4012.610.2018.2.IG; z 12.10.2018 r., sygn. 0112-KDIL1-3.4012.430.2018.6.AP; z 28.09.2018 r., sygn. 0111-KDIB1-1.4010.266.2018.1.BK).

Osiemdziesięcioprocentowy spadek wartości bitcoina na przestrzeni jednego roku można nazwać krachem. Patrząc jednak całościowo, od początku jego notowań, gdy za 1 dolara można było nabyć 1 309 BTC, wzrost wartości bitcoina należałoby liczyć w milionowych procentach. Jak stwierdził Patrick Byrne, założyciel firmy Overstock.com: „Bitcoin stał się już zbyt duży, by mógł upaść. To nie jest dżin, którego mogą wepchnąć z powrotem do butelki”. Dlatego przedsiębiorcy, podatnicy chcący nadal – mimo znaczącego spadku wartości bitcoina w 2018 r. – uczestniczyć w jego obrocie, powinni wraz z nowym rokiem dokonać analizy opłacalności swojej działalności – przede wszystkim w świetle obowiązków podatkowych. Mając z kolei na uwadze planowane zmiany i podwyższanie kar w przepisach karno skarbowych, obok audytu podatkowego, bezpieczeństwo bitcoinowych inwestorów zwiększy również ogólny audyt prawny prowadzonej działalności.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Drożejący papier może poważnie zmienić rynek gazetek reklamowych

Według branży, ceny niektórych rodzajów papieru potrzebnego do produkcji gazetek promocyjnych, podskoczyły w styczniu br. prawie o 10%. Jednak opinie o dalszych podwyżkach są dość podzielone. Część ekspertów twierdzi, że kolejne wzrosty jeszcze w tym roku mogą doprowadzić do spadku liczby tego typu publikacji na rynku. W konsekwencji do klientów może trafiać dużo mniej wydań niż w ub. roku, choć oczywiście wszystko będzie zależało od indywidualnych strategii. Mówi się też, że najbardziej dotkliwie odczują tę sytuację najmniejsze sieci handlowe. Niektórzy gracze już pracują nad optymalizacją kosztów i szukają sposobów na nieobniżanie jakości wydawanych materiałów. Tymczasem wielu specjalistów zauważa, jak ważnym kanałem komunikacji marketingowej wciąż pozostaje papierowa gazetka.

Kolejne podwyżki?

Publikacje sieci handlowych mają rozmaite formaty, objętości i gramatury. Są drukowane w różnych technologiach. Do druku tego typu materiałów stosuje się często papiery gazetowe i ulepszane. Powszechnie używany jest również SC-A – niepowlekany, mocno gładzony i podobny do niego – SC-B z dodatkami makulatury, a także LWC – jednokrotnie powlekany. Z uwagi na cenę, rzadko wykorzystywany jest papier offsetowy. Jakość konkretnej gazetki w dużej mierze wpływa na koszt jej produkcji, ale znaczenie mają też inne czynniki.

– Analizując dane z ostatnich dwóch lat, widać, że największym wahaniom cen uległ papier gazetowy po wypadku w IP Kwidzyn w połowie marca ub. roku. Na rynku zabrakło ponad 30 tys. ton tego produktu. W relacji do 2017 roku koszty zakupu ww. produktu wzrosły nawet o 25%. Natomiast podwyżka w styczniu br. zatrzymała się na poziomie 8-10%. Jeżeli nie dojdzie do samoograniczenia produkcji lub zamknięcia kolejnej maszyny, to obecne ceny nie powinny wzrosnąć. Przemawia za tym także zmniejszone zapotrzebowanie na papier gazetowy z Chin i Turcji – mówi Krzysztof Izbrandt, Dyrektor Zarządzający w drukarniach Agory.

Natomiast Agnieszka Kapturkiewicz, Sales Manager z Drukarni Grupy Bauer Media, informuje, że w styczniu tego roku zdrożał papier używany do produkcji gazetek sieci handlowych o ok. 7-9%. Ekspert przewiduje kolejny wzrost na tym poziomie w lipcu br. W sumie w ciągu 12 miesięcy tworzywo może podrożeć o ok. 15%. Umowy drukarni z papierniami są negocjowane zwykle co pół roku. Z obserwacji eksperta wynika, że wytwórcy zawsze podnoszą ceny swoich surowców.

– Należy zauważyć również, że dostępność papierów SC i LWC jest zależna od złożonych i zakontraktowanych zamówień. I ten obszar rynku pozostaje dosyć stabilny. Dlatego wzrost cen na przełomie ubiegłego i tego roku osiągnął poziom ok. plus 5-6 procent za tonę. Widać już, że koszty zakupu różnych papierów używanych do produkcji wydawnictw promocyjnych na 2019 rok stabilizują się. Niemniej należy też liczyć się z ich nieznaczną podwyżką w drugiej połowie roku – uważa Krzysztof Izbrandt.

Ekspert z Drukarni Grupy Bauer Media wyjaśnia, że wytwórcy papieru z krajów skandynawskich tłumaczą swoje podwyżki m.in. wysokimi cenami energii elektrycznej. Ponadto wymieniają przestarzałe maszyny na nowe. A koszty poważnych inwestycji istotnie odbijają się na ich klientach, w tym na polskich firmach. Ponadto kolejnym już czynnikiem, wpływającym na rosnące ceny ww. produktu, jest drożejący w Europie transport. Dlatego, w ocenie Agnieszki Kapturkiewicz, to nie będzie łatwy rok dla rynku gazetek promocyjnych.

– Od stycznia br. 7 wiodących producentów wprowadziło podwyżki. W wypadku papieru używanego do produkcji gazetek osiągnęły one od 3 do 8%. Jest to już odczuwalne dla całej branży, nie tylko dla nas – dystrybutorów. Sieci mogą jedynie negocjować koszty swoich zleceń z drukarniami, ale wątpię, aby udało się utrzymać je na poziomie tych z ub. roku. Na pewne oszczędności może pozwolić zastosowanie papieru publikacyjnego o niższej gramaturze i większym spulchnieniu. Trudno powiedzieć, czy i kiedy będą kolejne podwyżki. Natomiast ich kumulacja na początku roku pozwala mieć nadzieję, że na jakiś czas sytuacja się uspokoi – przekonuje Michał Tenerowicz, Marketing Manager z firmy ZING, polskiego dystrybutora papieru.

Jak zareagują sieci?

Według Agnieszki Kapturkiewicz, to, ile zapłacą za swoje publikacje sieci handlowe, nie będzie zależało wyłącznie od drukarni. Jeśli po podwyżkach cen papieru budżet danego zleceniodawcy na druk znacząco się uszczupli, to będzie on musiał wydawać publikacje rzadziej lub w mniejszym nakładzie bądź też zmniejszać gramatury papieru gazetek. A to może odbić się na ich jakości. Ekspert prognozuje, że sieci nadal będą musiały optymalizować swoje koszty. W konsekwencji do sklepów może trafiać nawet o połowę mniej wydań niż w 2018 roku, ale oczywiście wszystko będzie zależało od indywidualnych decyzji i strategii.

– Wiele sieci już decyduje się na zakup papieru niższej jakości, co niekoniecznie jest dobrym zagraniem wizerunkowym. Natomiast niektórzy gracze mogą liczyć na indywidualne cenniki w drukarniach przy dużych zamówieniach. To oznacza, że podwyżki najbardziej dotkliwie odczują najmniejsze sieci. Oczywiście w 2019 roku możemy spodziewać się zmniejszenia liczby stron w gazetkach, ale zmiany nie będą rewolucyjne ani też zauważalne dla przeciętnego konsumenta – analizuje A. Julita Pryzmont, Business Development Manager Hiper-Com Poland.

Jak podkreśla Mariola Skolimowska, PR&Communications Manager Netto Polska, duże sieci mają większe budżety marketingowe i z pewnością są w bardziej komfortowej sytuacji niż mniejsi gracze. Komunikacja tych drugich opiera się głównie na papierowych nośnikach. Podwyżki zmotywują jednak wszystkich uczestników rynku do aktywnego poszukiwania nowych form reklamowania się i do takiej relokacji środków finansowych, aby zyskać większą niezależność od ciągle rosnących cen papieru.

– Sieci będą musiały poradzić sobie z tą sytuacją. Nie mogą zrezygnować z papierowych gazetek. Tradycyjne publikacje zdecydowanie bardziej umożliwiają im pozyskiwanie nowych klientów niż np. aplikacje mobilne, których instalowanie na smartfonach wymaga świadomych decyzji konsumentów. Dlatego nie spodziewam się, żeby sieci zmniejszyły liczbę wydań drukowanych. Raczej dokonają analizy tego, gdzie warto wysyłać więcej gazetek, a gdzie – mniej. I w tym zakresie dokonają zmian – stwierdza Sebastian Starzyński, prezes Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Z kolei Norbert Kowalski, Dyrektor Zarządzający w Grupie AdRetail, uważa, że w najtrudniejszej sytuacji są obecnie dyskonty. To one przede wszystkim nie mogą redukować liczby drukowanych gazetek z uwagi na preferencje swoich klientów. W opinii eksperta, rosnące ceny papieru doprowadzą do tego, że w kolejnych latach najszybciej odejdą od tradycyjnych publikacji sieci sprzedające asortyment RTV i AGD. To będzie wynikało z otwartości konsumentów na nowoczesne rozwiązania. Następnie można spodziewać się tego, że zaczną rezygnować z druku sklepy typu convenience, hipermarkety i supermarkety. Na końcu będą dyskonty, co ma związek z profilem kupujących.

– Obecnie przygotowujemy się do sytuacji podniesienia kosztu produkcji papierowej gazetki. Jest ona najważniejszym kanałem komunikacji marketingowej w naszej sieci. Na pewno nie chcemy obniżać jej jakości poprzez zmianę rodzaju papieru czy też modyfikowanie planów wydawniczych. Nie możemy też pozwolić sobie na zmniejszenie nakładu, bo nasi klienci oczekują tradycyjnej publikacji. Szukamy jednak alternatywnych i skutecznych sposobów dotarcia do konsumenta, głównie poprzez wzmocnienie obecności gazetki w kanałach digitalowych – podsumowuje Mariola Skolimowska z Netto Polska.

Robert Rękas w zarządzie Lewiatan Holding S.A.

Rada Nadzorcza Lewiatan Holding S.A. powołała do zarządu Spółki Roberta Rękasa, menadżera z wieloletnim doświadczeniem w branży handlowej. Odpowiedzialny będzie za wdrażanie strategii Polskiej Sieci Handlowej Lewiatan w obszarze detalicznym oraz rozwój projektu category management’u w placówkach handlowych.

Robert Rękas - Lewiatan Holding S.A.
Robert Rękas – Lewiatan Holding S.A.

Robert Rękas od września 2013 roku zajmuje stanowisko Dyrektora Operacyjnego odpowiedzialnego za dziewięć Spółek Regionalnych Lewiatana. Wcześniej związany był z Eurocash, gdzie pracował jako Regionalny Dyrektor Operacyjny oraz z Coca-Cola Hellenic Bottling Company. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz studiów podyplomowych m.in. na Akademii Leona Koźmińskiego oraz Politechnice Rzeszowskiej.

Robert Rękas obejmie stanowisko członka zarządu spółki od 1 lutego br.

Polska gospodarka wg wstępnych szacunków wzrosła o 5,1% w 2018 r.

W tym tygodniu poznaliśmy wstępne wyniki dla PKB w Polsce. Wg tych danych polska gospodarka wzrosła w 2018 r. o 5,1% w stosunku do roku 2017. Biorąc pod uwagę, że inflacja w Polsce długoterminowo utrzymuje się poniżej celu przyjętego przez NBP, to bardzo dobry wynik.

Polska w dalszym ciągu znacznie przewyższa strefę euro pod względem tempa wzrostu gospodarczego. Wg opublikowanych także w tym tygodniu danych w strefie euro międzyroczny wzrost PKB zwolnił w IV kwartale do 1,2%. Za spowolnienie odpowiadają przede wszystkim globalne i europejskie ryzyka, jak wojny handlowe czy Brexit. Jeżeli nie dojdzie do dalszych eskalacji napięć w międzynarodowym handlu lub/i do twardego Brexitu, to i recesja gospodarcza w UE jest mało prawdopodobna. Chociaż należy zaznaczyć, że perspektywy ekonomiczne są wciąż nie do końca jasne. W
Polsce również nie spodziewamy się recesji, jednak obecne tempo wzrostu PKB jest z pewnością nie do utrzymania w bieżącym roku.

W tym tygodniu złoty się umocnił i jego kurs w piątek rano był pod poziomem 4,27 PLN/EUR. Eurodolar w tym czasie wynosił ok. 1,145 USD/EUR. Na wspólną walutę nie miało negatywnego wpływu kolejne, bezowocne posiedzenie w parlamencie brytyjskim, gdyż jego posłowie nadal są na razie zgodni jedynie w tym, że nie dojdą do porozumienia w sprawie Brexitu.

AKCENTA CZ a.s.

Fed i dane o PKB Polski wsparły złotego. Kurs euro spadł w okolice 4,26

Złoty wyraźnie umocnił się w czwartek, a kurs euro podążał w stronę 4,26. Było to reakcją na styczniowe posiedzenie Fedu, które rynek ocenił jako bardziej gołębie w przekazie niż się spodziewano. Nieoczekiwanie zmianie uległ komunikat, z którego usunięto stwierdzania dot. zbilansowanych ryzyk oraz „pewnych, dalszych” podwyżek stóp, co miało związek z rosnącą niepewność członków wobec perspektyw gospodarki.

Po posiedzeniu Fed euro umocniło się do 1,15 USD, tradycyjnie przynosząc podbicie popytu również inne na waluty EM. Na wartości nadal zyskuje chiński juan, dodatkowo wspierany oczekiwaniami na pozytywny wynik rozpoczętej w środę, kolejnej tury amerykański-chińskich negocjacji handlowych. Aprecjację euro przyhamowała jednak czwartkowa poranna publikacja danych sprzedażowych z Niemiec. Grudniowy wynik na poziomie -4,3% m/m mocno rozczarował (konsensus: 0,6%) potwierdzając pogarszającą się sytuację gospodarczą naszych zachodnich sąsiadów (dane najsłabsze od 11 lat).  Wsparcia wspólnej walucie nie dał też odczyt dla PKB strefy euro, który spadł  w Q4’18 do 1,2% r/r (z 1.6% poprzednio).

PLN mógł otrzymać dodatkowe wsparcie za sprawą publikacji PKB w Polsce za cały 2018 gdzie dynamika wzrostu wyniosła 5,1% wobec 4,8% rok wcześniej. Gospodarka krajowa zaskoczyła in plus, jednak przy słabszych danych ze strefy euro, odczyty PKB w 2019 mogą okazać się niższe i w tym kontekście ważny będzie piątkowy wynik wskaźnika PMI dla przemysłu Polski, który obecnie jest poniżej granicy 50 pkt.

Na polskim rynku dłużnym obserwowaliśmy spadki rentowności obligacji skarbowych, które dla dłuższego końca krzywej dochodowości zbliżały się do 5 pb. W tym przypadku również głównym czynnikiem kierującym zmianami wycen aktywów było posiedzenie Fed. Polskie papiery podążały w dużym stopniu za US Treasuries, gdzie cała krzywa jest już 10 pb niżej niż na początku zeszłego tygodnia. Takie ruchy mogą stanowić jednak pewne przereagowania, gdyż rynek nie tylko nie wycenia już podwyżki stóp procentowych, ale również zaczyna wyceniać ich obniżkę (implikowana stopa z Fed funds to 10 pb niżej niż obecnie).

Wśród czynników specyficznych dla lokalnego rynku stopy procentowej istotna była publikacja planu podaży Ministerstwa Finansów w lutym. Zorganizowany zostanie jeden przetarg regularny ze sprzedażą 3-6 mld PLN oraz jedna aukcja zamiana, co powinno dać łączną podaż zbliżoną do 10 mld PLN w skali miesiąca. Popyt na polskie papiery pozostaje solidny zarówno wśród krajowych inwestorów, jak i nierezydentów (pomimo spadku ich zaangażowania o 0,7 mld PLN w grudniu 2018 r.). Stabilizacji krótkiego końca krzywej dochodowości sprzyja nastawienie RPP, gdzie według minutes prawdopodobna jest stabilizacja stóp NBP w najbliższych kwartałach.

Wykres dnia: W lutym MF zorganizuje jeden regularny przetarg sprzedaży oraz jedną aukcję zamiany.

MF zorganizuje jeden regularny przetarg sprzedaży oraz jedną aukcję zamiany
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Herosi upadają, czyli 5 cech menedżera sukcesu dzisiejszych czasów

Często menedżerowie czy coachowie wpadają na sakramentalne pytanie: „Czy istnieje wzorcowy styl myślenia idealnego przywódcy?”. Osoby z pokolenia urodzonego w latach sześćdziesiątych/siedemdziesiątych ubiegłego wieku, odpowiadając na to pytanie, mówiłyby prawdopodobnie o skuteczności, rywalizacji i wygrywaniu jako pożądanych cechach. „Jesteś tak dobry, jak twoja pozycja w rankingu w ostatnim miesiącu” – powiadają. Dla nich menedżer sukcesu wyznacza sobie najwyższe cele i je osiąga. Kluczowe słowa to: najlepszy, najskuteczniejszy, najlepiej wykształcony, naj… Ten sposób myślenia może przynosić odwrotny skutek. Tomasz Zawadzki, ekspert MindSonar Polska przedstawia propozycję cech, które powinien mieć dzisiejszy menedżer sukcesu.

Tomasz Zawadzki, ekspert MindSonar Polska
Tomasz Zawadzki, ekspert MindSonar Polska

W ostatnich miesiącach mieliśmy możliwość doświadczyć jak w dzisiejszych czasach kończą menedżerowie NAJ. Powołani do tworzenia skutecznych, zwycięskich zespołów powodują ich rozpad. Przykładem tej zmiany w myśleniu społeczeństwa są dwa głośne medialne przypadki w sporcie w 2018 r. Jednym z nich jest Jorge Sanpaoli wobec, którego zbuntował się team Argentyny podczas ubiegłorocznego Mundialu, drugim natomiast Jose Mourinho, do którego zwolnienia z Manchesteru United walnie przyczynili się sami piłkarze. Nie można odmówić im ogromnego doświadczenia w dziedzinie, którą uprawiają, kompetencji, charyzmy i zaangażowania oraz pewności siebie i przebojowości. I pomimo prezentowania tych cech, a może właśnie w związku z niektórymi z nich, zespoły bezpardonowo wyrzuciły ich ze swojego grona, spektakularnie odmawiając współpracy.

No więc, pytanie: Co poszło nie tak? A może lepiej postawić pytanie: jakie cechy powinien posiadać nowoczesny lider?

Mam kilka subiektywnych odpowiedzi:

ELASTYCZNOŚĆ W MOTYWOWANIU

– dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek przydaje się umiejętność rozpoznawania i uznawania motywacji innych ludzi. Dla niektórych z nas wygrywanie i bonusy materialne mają znaczenie, dla innych jest to dobra atmosfera w zespole, a dla pozostałych może być to poczucie niezależności czy poczucie sensu wykonywanej pracy. Zastanów się czy system nagród, który stworzyłeś za realizację celów okresowych motywuje odpowiednio wszystkich twoich pracowników, czy w ogóle ich motywuje?

RELACJE

– według raportu DELOITTE, Trendy HR 2018, 98% respondentów określa „przyjazne miejsce w pracy” jako ważny element środowiska pracy i stawia na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o skuteczność zarządzania. Wyobrażacie sobie? Waszych pracowników nie motywuje najwyższy osiągnięty wynik finansowy i bonusy, lecz jak najlepsza atmosfera pracy!

PROMOWANIE ZESPOŁU a nie JEDNOSTKI

– coraz częściej dowiadujemy się, że żadne, nawet wybitne jednostki, nie mogą równać się ze świetnie funkcjonującymi zespołami. W 2018 roku Polacy mogli przekonać się jak ważne jest podporządkowanie jednostki zespołowi. Vital Heynen, w sobie tylko znany sposób, przekonał wielkiego indywidualistę i wybitnego siatkarza Bartosza Kurka do gry dla zespołu, do przyjęcia miejsca w szeregu, efekty przerosły oczekiwania – wspólnie zdobyli Mistrzostwo Świata.

REZYGNACJA Z MIKROZARZĄDZANIA NA RZECZ INFORMACJI ZWROTNEJ

– w 2018 r. dr Monika Kwiecińska i wsp. (Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu) przeprowadziła badania przy użyciu narzędzia MindSonar w grupie 23-24-latków na temat ich sposobów myślenia w kontekście pracy. Jeden z elementów charakteryzujących badanych to równowaga w sposobie myślenia: wewnętrzne/zewnętrzne odniesienie – czyli: „posiadam swój własny standard postępowania, ale również chętnie upewnię się czy dobrze postępuję”. Innymi słowy badani nie chcą instrukcji na temat, w jaki sposób mają wykonać zadanie, ale przyjmą częstą informację zwrotną, czy wykonują swoją pracę poprawnie. Jest to podpowiedź dla menedżerów zrezygnuj z mikrozarządzania na rzecz częstych pochwał.

TWARDE KOMPETENCJE

– w tej kwestii percepcja świata bardzo się zmieniła w stosunku do ostatnich 20 lat. Millennialsi, którzy do 2020 r. mają stanowić 50% pracowników w firmach, nie chcą marnować czasu na nieważne czynności, oczekują od swoich szefów kompetencji, eksperckiej znajomości tematu – to duża zmiana oczekiwań wobec menedżerów. Nie tylko ogólna znajomość zarządzania się liczy oraz ogólnego bycia w temacie. Liczy się, że jesteś ekspertem w dziedzinie, którą zarządzasz. Wspomina o tym w swoim wpisie na Li „Six characteristics of a successful digital leader” Sonia Wedrychowicz, kiedyś wice-szefowa Citi w Polsce, a dzisiaj dyrektor zarządzająca w JP Morgan.

Oczywiście, jest jeszcze szereg innych cech charakteryzujących idealnego menedżera dzisiejszych czasów, jak na przykład umiejętność słuchania czy też umiejętności dystrybuowania, pomnażania przywództwa (Dr S. Western, Leadership: A Critical Text), ale warto jednak skupić się na tych pięciu i od nich zacząć, aby budować odpowiednie kompetencje menedżerskie oraz żeby dowiedzieć się czego oczekuje zespół.

Internet w Europie ma się dobrze

Czytanie, oglądanie, granie. To przyciąga do świata online. 85% mieszkańców europejskiej wspólnoty regularnie korzysta z Internetu.

Według najnowszych danych Eurostatu mieszkańcy Unii Europejskiej, w wieku 16-74 lat, korzystają z Internetu głównie w celu wysyłania i odbierania maili (73%) oraz wyszukiwania informacji o usługach i produktach (70%). 57% internautów korzysta z sieci głównie dla contentu video, jeden procent mniej dla social mediów. Kolejne miejsca tego zestawienia to bankowość elektroniczna (54%) i poszukiwanie informacji z zakresu medycyny i zdrowego trybu życia (52%). „Użytkowanie Internetu w UE stale i regularnie rośnie. W 2007 roku tylko 57% obywateli wspólnoty deklarowało, że  korzysta na co dzień z dobrodziejstw sieci. Pięć lat później ten odsetek wzrósł już do 73%. Polska ma jeszcze sporo do nadgonienia ponieważ nadal jesteśmy pod tym względem w drugiej połowie unijnej stawki. Z wynikiem niecałych 80% plasujemy się na 21. miejscu” – komentuje Bartosz Gadzimski, z firmy hostingowej Zenbox. Tuż za Polską plasują się Węgry i Chorwacja. W unijnym ogonie plasują się Grecja, Rumunia i Bułgaria. W tym ostatnim kraju tylko 65% społeczeństwa w wieku 16-74 lat regularnie korzysta z Internetu. Europejskimi liderami, z wynikiem 98%, są z kolei Duńczycy. Na drugim miejscu w zestawieniu znajduje się Luksemburg, a dalej Holandia, Wielka Brytania i Finlandia.

PMI wzrósł, ale sygnały niepomyślne

W styczniu indeks nastrojów managerów polskiego przemysłu wzrósł z 47,6 do 48,2 punktu, jednak niewielkie to pocieszenie. Wciąż pozostaje poniżej krytycznego poziomu, a jego wskazania nie są optymistyczne.

Po sześciu kolejnych spadkach i zejściu do poziomu najniższego od kwietnia 2013 r., wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu w styczniu zwiększył swoją wartość z 47,6 do 48,2 punktu. To niewielkie pocieszenie, bowiem trzeci miesiąc z rzędu pozostaje on poniżej poziomu 50 punktów, a więc w obszarze wskazującym na osłabienie koniunktury. W tym kontekście, mimo wzrostu wartości wskaźnika, trudno mówić o poprawie perspektywy. Dodatkowo szczegółowe odczyty sygnalizują narastanie niekorzystnych tendencji. Zdaniem managerów, wielkość produkcji zniżkowała w tempie najwyższym od czerwca 2009 r., a więc od największego nasilenia recesji po globalnym kryzysie finansowym. Podobne zjawisko miało miejsce w przypadku eksportu. Coraz mocniej narastają zapasy niesprzedanych towarów, a jednocześnie maleją zaległości produkcyjne. Bardzo wyraźnie widać, że jedną z kluczowych przyczyn kłopotów polskich firm przemysłowych jest głębokie pogorszenie się koniunktury w Europie, a w szczególności w Niemczech. Według analityków IHS Markit, zamówienia eksportowe maleją szósty miesiąc z rzędu i to w tempie najszybszym od połowy 2009 r. Trudno się dziwić, że obserwując to zjawisko polskie firmy ograniczają produkcję. Jednym z nielicznych pozytywnych sygnałów jest wzrost zatrudnienia, który nastąpił w styczniu po trzech poprzednich słabszych miesiącach. Choć w ostatnim czasie negatywne wskazania PMI kontrastowały z bardzo dobrymi wynikami polskiej gospodarki, nie należy sygnałów tego indeksu lekceważyć, tym bardziej, że są one zbieżne zarówno z analogicznymi wskazaniami płynącymi z wiodących krajów europejskich, jak również z tendencjami obserwowanymi w ich realnych gospodarkach, a także z niekorzystnymi prognozami na przyszłość. Tempo wzrostu niemieckiej gospodarki już mocno wyhamowało i pozostanie na niskim poziomie także w 2019 r. Gospodarka włoska kurczy się już drugi kwartał z rzędu. Niewiele lepiej jest we Francji. Do tego dochodzi przedłużająca się niepewność związana z Brexitem oraz negocjacjami między Stanami Zjednoczonymi a Chinami.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Trudne środowisko

Luty zaczyna się przypomnieniem defektów globalnej gospodarki, gasząc optymizm, jaki jeszcze wczoraj dominował na fali zadowolenia ze zmiany retoryki Fed. Dolar wciąż utrzymuje status bezpiecznej przystani i dziś korzysta na zwrocie sentymentu rynkowego. Po południu uwaga przerzuci się na raport z rynku pracy USA, który dziś może jednak znaczyć mniej dla rynków niż dotychczas.

Po dwóch dniach rozmów delegacji USA i Chin na temat wspólnych relacji handlowych wiemy tyle, ile dało się przewidzieć: poczyniono postęp, ale jeszcze wiele pracy musi zostać dokonane. Innymi słowy, lista żądań strony amerykańskiej jest bardzo długa, a strona chińska szuka wszystkich sposobów, by uciec od spełnienia jak największej liczby. Jednocześnie obu stronom zależy, by do wojny handlowej nie doszło, szczególnie gdy globalne spowolnienie zaczyna doskwierać wszystkim bez wyjątku i dokładanie sobie jeszcze jednego problemu w postaci recesji w międzynarodowym handlu nie ma sensu. Uważam, że dla rynku głodnego sygnałów do nadania kierunku taki przekaz wystarczyłby do podsycenia nadziei na porozumienie i interpretację, że szklanka jest do połowy pełna. Problem w tym, że inwestorzy byli już nakarmieni gołębim zwrotem Fed i poprzeczka dla podtrzymania rajdu ryzyka została zawieszona wyżej. Z tego położenia finał rozmów ma umiarkowanie pozytywny wpływ, a na pewno nie wygra z przypomnieniem o zapaści globalnego przemysłu. Indeks Caixin PMI z Chin osunął się do prawie trzyletnich minimów i choć dane można odczytywać jako zachętę dla reaktywnej polityki Pekinu, to już podobnie słabe odczyty z innych azjatyckich gospodarek (a także polskiej i Eurolandu) nie zostaną rozwiązane stymulacją fiskalno-monetarną chińskich władz. Otoczenie rynkowe pozostaje skomplikowane i nie da się ot tak rozgrywać relacji: gołębi Fed = tani USD + rajd ryzyka. Dolar wciąż pozostaje płynną bezpieczną walutą, która będzie poszukiwana w momentach skoku awersji do ryzyka. Nawet jeśli w dłuższym horyzoncie oczekiwania co do kresu cyklu zacieśniania Fed będą osłabiać dolara.

Przy zdefiniowanym jasno stanowisku Fed raport z rynku pracy USA traci na mocy, szczególnie że government shutdown i tak zaważy na statystykach. Jakkolwiek pracownicy administracji publicznej z nakazem pozostania w domu dalej będą zaliczani do pracujących, niewiadomą jest wpływ na zatrudnienie w firmach podwykonawczych dla sektora publicznego. Rynek już wkalkulował to ryzyko i konsensus dl zmiany NFP jest na 165 tys. po imponujących 312 tys. w grudniu. Ten wysoki wynik z poprzedniego miesiąca dodatkowo zaniża poprzeczkę dla pozytywnych zaskoczeń. Jeśli dane wypadną słabo, albo zostaną zignorowane przez wahania wywołane government shutdown, albo zostaną potraktowane jako dowód obserwowanego spowolnienia gospodarczego. Większą reakcję rynku mogłaby wywołać kolejna silna niespodzianka, skoro jednak Fed przyjął postawę cierpliwego wyczekiwania, to raczej nic nie zmieni jeden raport z segmentu gospodarki, który od dawna nie sprawia bankowi centralnemu problemów.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Grudzień 2018 r. i podsumowanie roku kredytowego w Polsce

Podsumowując grudzień 2018 r. w porównaniu do grudnia 2017 r., banki i SKOK-i udzieliły kredytów na wyższą kwotę w dwóch z czterech grup produktowych.

W ujęciu wartościowym:

  • najwyższy wzrost odnotowano w przypadku kredytów mieszkaniowych – wzrost o (+22,5%),
  • wzrost limitów na kartachkredytowych wyniósł (+15,3%).

Spadła natomiast wartość udzielonych kredytów konsumpcyjnych (-1,7%) oraz limitów kredytowych o (-3,5%).

W ujęciu liczbowym odnotowano wzrost sprzedaży trzech produktów kredytowych:

  • najwyższy wzrost dotyczył kart kredytowych (+15,5%),
  • wzrost kredytów mieszkaniowych osiągnął (+14,3%),
  • niewielki wzrost limitów kredytowych (+5,0%).

Spadek odnotowały jedynie kredyty konsumpcyjne (-8,3%).

Analizując cały 2018 r. w porównaniu do analogicznego okresu sprzed roku widzimy, że dodatnie dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i w wartościowym dotyczą kredytów odpowiednio:

  • mieszkaniowych: (+10,3%) i (+20,1%);
  • kredytów konsumpcyjnych: (+2,8%) i (+6,7%);
  • limitów kredytowych: (+5,6%) i (+0,6%).

Niewielką ujemną dynamikę w 2018 r. w porównaniu do 2017 r. odnotowała liczba wydawanych kart kredytowych (-0,6%). W ujęciu wartościowym dynamika limitów na kartach kredytowych była już jednak dodatnia (+2,2%).

W całym 2018 r. banki i SKOK-i udzieliły kredytów konsumpcyjnych na kwotę 84,04 mld, zaś mieszkaniowych na kwotę 56,2 mld, co odpowiada prognozom BIK publikowanym w poprzednich wydaniach Newslettera kredytowego.

Nieuczciwe pokazy produktów zmorą rynku i konsumentów. PSSB apeluje do hotelarzy i restauratorów, aby nie wynajmować im przestrzeni

Nieuczciwe pokazy produktów zmorą rynku i konsumentów. PSSB apeluje do hotelarzy i restauratorów, aby nie wynajmować im przestrzeni 7

Mimo działań edukacyjnych i prawnych nieuczciwe firmy wciąż organizują pokazy, podczas których konsumenci są namawiani do zakupu drogich garnków, kołder czy urządzeń medycznych. Ofiarą takich trików manipulacyjnych najczęściej padają osoby starsze. Takie spotkania odbywają się najczęściej w hotelach, restauracjach, a nawet w szkołach i szpitalach. Polskie Stowarzyszenie Sprzedaży Bezpośredniej wspólnie z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów i Federacją Konsumentów chcą uświadomić właścicieli obiektów, że udostępniając przestrzeń na takie wydarzenia, biorą udział w oszustwie. 

– W Polsce obserwujemy wysyp pokazów i spotkań, podczas których uczestnicy są poddawani manipulacjom. Najczęściej są na nie zapraszane osoby starsze, np. pod pretekstem bezpłatnych badań. W efekcie wychodzą z niebotycznie drogimi zestawami garnków, kołder leczniczych czy pseudopakietami medycznymi. Nierzetelne firmy, które organizują takie spotkania, często ukrywają ich rzeczywisty cel komercyjny, wprowadzają uczestników w błąd co do właściwości produktów, które są na nich prezentowane, a czasem wręcz straszą konsekwencjami zdrowotnymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Konrad Szałkiewicz, przewodniczący zarządu Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej.

W ubiegłym roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadził ponad 40 postępowań wobec nieuczciwych przedsiębiorców sprzedających produkty lub usługi na takich pokazach. UOKiK zebrał już dane o ok. 500 takich incydentach w samym tylko woj. łódzkim i ponad 300 w dolnośląskim. Ale to tylko niewielki procent tych, które odbywają się w całej Polsce.

– Skala problemów związanych z nieuczciwą sprzedażą bezpośrednią jest naprawdę duża. Do oddziału Federacji Konsumentów codziennie przychodzą osoby, które skarżą się, że zostały naciągnięte na zakup poduszek, pościeli, garnków czy cudownych urządzeń, które mają uzdrawiać ze wszystkiego. Podczas takich spotkań stosuje się nierzetelne praktyki, triki psychologiczne i manipulacje, za pomocą których konsumenci są namawiani do zawarcia umowy, której tak naprawdę zawrzeć nie chcieli. Dochodzi tam do przekłamań i – nie ukrywajmy – również do oszustw – podkreśla Michał Herde, prezes warszawskiego oddziału Federacji Konsumentów.

Takie pokazy najczęściej odbywają się w wynajętych salach, np. w hotelach, restauracjach, domach weselnych, lecz także w sanatoriach, a nawet szkołach czy szpitalach. Dlatego Polskie Stowarzyszenie Sprzedaży Bezpośredniej i Federacja Konsumentów chcą uczulić na ten problem podmioty wynajmujące pomieszczenia na pokazy komercyjne. Temu służyć ma nowa kampania „Poznaj swojego kontrahenta” organizowana pod patronatem UOKIK.

– Pokazy komercyjne najczęściej odbywają się w hotelach albo restauracjach, dlatego właśnie do nich kierujemy nasze działania. Bardzo często ich właściciele nie są świadomi, że wynajmując przestrzeń takim nierzetelnym firmom, biorą udział w wykroczeniu, a nawet w przestępstwie. Chcemy zwrócić uwagę, że wynajmowanie im przestrzeni może być postrzegane jako udział w nieetycznym procederze czy oszustwie – podkreśla Konrad Szałkiewicz.

– Do tej pory staraliśmy się pomagać konsumentom interwencyjnie, występując do przedsiębiorców czy pomagając w pisaniu pozwów. Tego rodzaju działania nie są zbyt efektywne. Położenie nacisku na działania edukacyjne mogłoby przynieść bardziej znaczący efekt, stąd pomysł kampanii „Poznaj swojego kontrahenta”. Będziemy apelować do społecznej odpowiedzialności biznesu, żeby przedsiębiorcy, którzy wynajmują przestrzeń na pokazy komercyjne, zastanowili się nad etycznością swoich działań – dodaje Michał Herde.

W ramach kampanii organizatorzy wyślą do blisko 40 tys. hoteli i restauracji ulotki informujące o nieprawidłowościach, do których może dochodzić podczas pokazów handlowych. Przedsiębiorcy znajdą w niej też rady i informacje o tym, co powinni zweryfikować przed wynajęciem sali kontrahentowi.

– Najlepsza rada to sprawdzić firmę, która stara się o wynajem – jej historię i opinie w internecie. Warto też sprawdzić, kto będzie zaproszony na to spotkanie, do kogo jest adresowane. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości najlepiej jest skontaktować się z PSSB. Można sprawdzić, czy wśród firm członkowskich znajduje się taki podmiot. Jeżeli nie, to może być sygnał ostrzegawczy. Można też skontaktować się z lokalnym oddziałem Federacji Konsumentów albo z lokalnym rzecznikiem konsumenta – podkreśla Konrad Szałkiewicz.

Kampania będzie prowadzona również w mediach społecznościowych. Pierwsza jej odsłona ma na celu edukację środowiska hotelarskiego i restauracyjnego. Na jesień jest zaplanowana druga odsłona akcji, która będzie skierowana m.in. do sanatoriów i domów opieki społecznej. Kampania „Poznaj swojego kontrahenta” jest trzecim tego typu przedsięwzięciem wymierzonym w nieuczciwych sprzedawców realizowanym przez Polskie Stowarzyszenie Sprzedaży Bezpośredniej, którego celem jest wyznaczanie standardów etycznych w biznesie i monitorowanie ich przestrzegania przez firmy członkowskie.

Będzie 50-procentowa ulga na wzmocnienia połączeń w budynkach z wielkiej płyty. Według resortu inwestycji i rozwoju są w dobrym stanie technicznym

Będzie 50-procentowa ulga na wzmocnienia połączeń w budynkach z wielkiej płyty. Według resortu inwestycji i rozwoju są w dobrym stanie technicznym 8

Według szacunków Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju w Polsce jest około 60 tys. budynków z wielkiej płyty. Mieszka w nich blisko 12 mln Polaków. Tym samym wielka płyta stanowi sporą część polskiego zasobu mieszkaniowego. Z badań przeprowadzonych na zlecenie MIiR wynika, że bloki wielorodzinne z wielkiej płyty są w dobrym stanie technicznym i konstrukcyjnym, ale wymagają odpowiedniej opieki, która przedłuży ich żywotność. Resort zapowiada także finansowe wsparcie w kosztach termodynamizacji oraz dodatkowego wzmocnienia połączeń w płytach.

– Wielka płyta powstawała w czasach, kiedy warunki techniczne, np. związane izolacją budynków, były inne. Dzisiaj wymagania są wyższe, dlatego postanowiliśmy przebadać te budynki i sprawdzić, w jakim są stanie. Zrobił to Instytut Techniki Budowlanej, który wybrał około 300 budynków w całej Polsce, w czterech różnych województwach (mazowieckim, łódzkim, śląskim i dolnośląskim – przyp. red.) i w różnych systemach – bo ta wielka płyta też się nieco różniła – tak, żeby próbka była reprezentatywna – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Soboń, sekretarz stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju.

Wyniki badań bezpieczeństwa bloków wielorodzinnych z wielkiej płyty zostały przedstawione przez MIiR w tym tygodniu. Pokazują, że najczęstszymi uchybieniami są m.in. nieszczelności, zarysowania czy drobne uszkodzenia balkonów, ale nie istnieją żadne zagrożenia dla konstrukcji i bezpieczeństwa takich budynków.

– Bezpieczeństwu tych budynków nic nie grozi, one są w dobrym stanie, ale wnioski są takie, że trzeba o nie dbać – mówi minister Artur Soboń – Istnieją różne mity, które okazały się nieprawdziwe. Nie ma określonego limitu czasu żywotności takich budynków. Jeśli będziemy o nie dbali, posłużą nam jeszcze bardzo długo.

Raport Instytut Techniki Budowlanej zawiera rekomendacje dla zarządców dotyczące użytkowania i zarządzania budynkami z wielkiej płyty tak, żeby utrzymywać je w dobrym stanie przez kolejne lata.

– Wymagają one specyficznego traktowania, więc mamy cały poradnik o tym, w jaki sposób dbać o te budynki, w jaki sposób likwidować drobne rysy, ale także poważniejsze usterki. Dzisiaj jest ich naprawdę promil, bo dane z nadzoru budowlanego pokazują tylko 43 przypadki, w których wystąpiło jakiekolwiek zagrożenie związane z wielką płytą na 60 tys. takich budynków – mówi minister Artur Soboń.

Minister Artur Soboń podkreśla też, że ok. 80 proc. takich budynków (50 tys.) zostało wybudowanych w technologii płyt trójwarstwowych bez przeprowadzonej termodynamizacji. Dlatego resort zapowiada wsparcie w kosztach termodynamizacji oraz dodatkowego wzmocnienia połączeń w płytach.

– W przypadku płyty trójwarstwowej zalecamy, aby rozważyć możliwość wzmocnienia połączeń pomiędzy samą płytą. To jest opcja w przypadku, kiedy termomodernizujemy te budynki, kiedy je ocieplamy. Takie dodatkowe łączenia będziemy premiować w ramach termomodernizacji dodatkową premią, sięgającą 50 proc. kosztów inwestycji. To rozwiązanie bardzo atrakcyjne, które będzie finansowane przez Fundusz Termomodernizacji i Remontów – mówi minister Artur Soboń.

Resort pracuje nad nowelizacją ustawy o Funduszu Termomodernizacji i Remontów, która wprowadzi 50-procentową premię na wzmocnienie połączeń warstw w płytach wielowarstwowych. Propozycja ma być gotowa w ciągu kilku miesięcy.

– Zakładamy, że w ramach Funduszu Termomodernizacji i Remontów będziemy przeznaczać kilkadziesiąt milionów złotych rocznie na dodatkowe premie związane z łączeniem wielkiej płyty. W przypadku premii termomodernizacyjnej, ona pozostanie w wysokości 16 proc. Przyjmując, że termodynamizacja takiego budynku będzie kosztować 300 tys., a połowę, czyli 150 tys. zł, stanowią dodatkowe prace związane ze wzmocnieniem wielkiej płyty, to taka premia może wynieść nawet 75 tys. zł – mówi minister Artur Soboń.

Według wstępnych założeń resortu z dodatkowego wsparcia będzie można skorzystać już w drugiej połowie tego roku.

– Mamy na to pieniądze, Fundusz ma na swoim koncie środki na dofinansowania. To jest dobre również dla rynku, bo takie usługi będą wykonywać z pewnością firmy małe, kilkuosobowe, nie będzie trzeba certyfikować tych usług. Nie zamierzamy tego w żaden sposób ograniczać, będzie można wybrać z rynku firmy do realizacji takich zleceń – mówi minister Artur Soboń – Tam, gdzie to jest pożądane albo konieczne, warto skorzystać z takiego dofinansowania i jednocześnie obok termomodernizacji, obok docieplenia czy nałożenia kolejnej warstwy, przy tej okazji można przygotować również dodatkowe mocowania, łączenia, tak żeby te budynki dobrze służyły jeszcze kolejne lata – dodaje.

Od tego roku do rozliczenia z fiskusem wystarczy chwila. Od 15 lutego urzędnicy sami przygotują nasze zeznania podatkowe

Od tego roku do rozliczenia z fiskusem wystarczy chwila. Od 15 lutego urzędnicy sami przygotują nasze zeznania podatkowe 9

Blisko połowa Polaków rozliczy się w tym roku z fiskusem za pomocą maksymalnie dwóch kliknięć. Osoby składające PIT-37 i PIT-38 będą mogły skorzystać z gotowego formularza. Urzędnik skarbowy wypełni je za podatnika. W każdej chwili będzie można sprawdzić swój e-PIT, zmienić dane, uzupełnić o ulgi czy darowizny. Od 2020 roku z ułatwienia skorzystają też przedsiębiorcy – do zeznań wypełnianych przez urząd dołączą PIT-28, PIT-36 i PIT-36L.

– W tym roku pierwszy raz administracja skarbowa za nas przygotuje nasze zeznania podatkowe, na razie tylko dla podatników rozliczających się w zeznaniach PIT-37 i PIT-38, w 2019 roku dojdą nam jeszcze przedsiębiorcy, czyli osoby prowadzące działalność gospodarczą, w postaci zeznania PIT-36, PIT-36L i PIT-28 – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Baran, wspólnik w Kancelarii Baran i Pluta.

Usługa „Twój e-PIT” to kolejne ułatwienie w rozliczaniu się z fiskusem. Już rozliczając się za 2017 rok formularzem PIT-37, można było skorzystać z pomocy urzędnika, wystarczyło tylko wysłać wniosek PIT-WZ. Od tego roku, od 15 lutego, administracja skarbowa przygotuje je sama, bazując na zgromadzonych danych z ZUS o opłaconych składkach na ubezpieczenia społeczne czy ubezpieczenie zdrowotne, które można odliczyć od podatku.

– Administracja będzie korzystała również z bazy PESEL – jeżeli mamy dzieci i korzystamy z ulg podatkowych na dzieci, to z tejże bazy PESEL administracja skarbowa weźmie informacje dotyczące przysługujących nam ulg. Oczywiście będzie korzystała ze swojej bazy danych, czyli ze składanych PIT-11 przez płatników, którzy nas zatrudniają, tam będzie określona kwota przychodów, będzie określona kwota kosztów uzyskania przychodu i kwota wpłaconych zaliczek na podatek dochodowy – wymienia Grzegorz Baran.

Taki wypełniony PIT będzie można sprawdzić na portalu podatnika. Jeśli tego nie zrobimy – zeznanie zostanie automatycznie złożone 30 kwietnia. Centrum Informacyjne Rządu ocenia, że co czwarta osoba, która rozlicza się indywidualnie i nie korzysta z żadnych ulg i odliczeń nie będzie musiała nic robić, aby rozliczyć się z podatku. Kolejne 25 proc., czyli osoby rozliczające się wspólnie z małżonkiem i nie korzystające z żadnych ulg i odliczeń, rozliczą się z fiskusem za pomocą dwóch kliknięć.

– Jeżeli chodzi o ulgi podatkowe, z których chcemy skorzystać, sugerowałbym podatnikom, żeby się tym zainteresowali, 15 lutego weszli na portal podatnika i przejrzeli swoje zobowiązanie podatkowe.  Jeżeli to zobowiązanie, które przygotowała nam administracja skarbowa, nie zawiera ulg, do których mamy prawo za 2018 rok, będziemy mogli to zeznanie odpowiednio zmodyfikować i zatwierdzić, co będzie równoznaczne z jego złożeniem – przypomina Grzegorz Baran.