Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji rodzi się nowa gospodarka. Automatyzacja zmieni rynek pracy, zlikwiduje część zawodów i przyczyni się do powstania nowych

Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji rodzi się nowa gospodarka. Automatyzacja zmieni rynek pracy, zlikwiduje część zawodów i przyczyni się do powstania nowych 1

W chwili obecnej powstają pierwsze zalążki nowej gospodarki opartej na sztucznej inteligencji, automatyce oraz robotyce. Zautomatyzowane maszyny powoli wkraczają na rynek pracy, zmieniając jego oblicze. Roboty mogą zastąpić człowieka przy wykonywaniu najprostszych prac związanych z magazynowaniem czy transportem. Z drugiej strony popularyzacja rozwiązań automatycznych przyczynia się do ewolucji współczesnych zawodów i profesjonalizacji personelu.

– Nowa gospodarka jest dla nas przyszłością, więc cały czas zgadujemy, w którą stronę ona mogłaby pójść. Oczywiście najczęściej pojawiającym się hasłem jest łączenie inteligencji białkowej, ludzkiej, z tą inteligencją sztuczną. Próbujemy cały czas odgadnąć, w jakim kierunku to się będzie rozwijać – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. SGH dr hab. Tomasz Rostkowski z Instytutu Kapitału Ludzkiego SGH.

Naukowcy i futurolodzy od lat zwracają uwagę na rosnącą rolę sztucznej inteligencji oraz robotów na współczesnym rynku pracy. Automatyzacja wydaje się być realnym zagrożeniem dla wielu pracowników wykonujących najprostsze, powtarzalne czynności, o czym świadczą m.in. badania przeprowadzone przez McKinsey Global Institute na obywatelach 46 krajów oraz 800 zawodach.

Wstępne analizy wykazały, że automatyzacja może odebrać pracę co piątemu pracownikowi, a w krajach wysoko rozwiniętych takich jak Niemcy czy Stany Zjednoczone – nawet co trzeciemu zatrudnionemu. Pracownicy z krajów rozwijających się są najmniej zagrożeni utratą pracy, co wiąże się bezpośrednio z niższymi inwestycjami w nowe technologie.

– Często podkreśla się, że likwidacji będą ulegały najprostsze stanowiska pracy. Otóż one nie będą ulegały likwidacji bez powodu, po prostu nie stać nas na popełnianie błędów. Ludzie nadają się znakomicie do kreowania nowych rozwiązań, do nadzorowania urządzeń, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że w codziennej, monotonnej pracy nie tylko zdarzają się błędy, to jeszcze być może byłoby wybaczalne, ale już konsekwencje tych błędów dla ludzkiego życia są ogromne – przekonuje dr hab. Tomasz Rostkowski.

Innym problemem dotyczącym technologii sztucznej inteligencji jest moralność. Z tym problemem jako pierwsi zmierzą się projektanci autonomicznych samochodów. Dziś pojazdy te stanowią jedynie ciekawostkę, ale za kilka lat trafią do powszechnego użytku. W Tokio autonomiczne taksówki wyjadą na drogi już w 2020 roku, a rok później Toyota we współpracy z Uberem ma stworzyć pierwszą flotę inteligentnych miniwanów.

Naukowcy będą musieli wyposażyć te pojazdy w algorytmy, które pomogą podjąć decyzje o tym, jak postępować w kryzysowych sytuacjach. Pracownicy MIT przeprowadzili badania nad tym zagadnieniem w ramach projektu Moral Machine. Naukowcy udostępnili kwestionariusz, w którym stawiali badanych w roli inteligentnego samochodu z zepsutymi hamulcami. Rolą ankietowanych było wskazać, kogo powinna uśmiercić sztuczna inteligencja, jeśli uniknięcie wypadku okaże się niemożliwe.

W eksperymencie wzięło udział przeszło 2 mln ankietowanych z całego świata, którzy udzielili 40 mln odpowiedzi na różne scenariusze. W ten sposób próbowano stworzyć podwaliny algorytmu moralności, którą mogłaby się kierować sztuczna inteligencja sterująca autem.

 Trwają dyskusje zwłaszcza na temat etyki, czyli tego, na ile możemy zaufać urządzeniom, gdzie jest ludzka odpowiedzialność za bardzo trudne wybory, z którymi te urządzenia mają się stykać. Wydaje się, że najciekawszym w nowej gospodarce jest to, że ona nie została de facto zdefiniowana, nie wiemy w jakim kierunku to się będzie rozwijać. Od strony technologii jesteśmy spokojni, nasi inżynierowie naprawdę dokonują w tej chwili nadzwyczajnych cudów. To, co nas martwi w szczególności, to reakcja ludzi na tę technologię – mówi ekspert.

Powód, dla którego to branża autonomicznych samochodów może w pierwszej kolejności odebrać ludziom pracę, jest prosty – inteligentne samochody szybciej reagują na to, co dzieje się na drodze. Algorytmy nie męczą się, nie rozpraszają i mogą działać bez przerwy przez wiele godzin. Kierowca jest najsłabszym ogniwem samochodu, odbierając mu władzę nad pojazdem, znacząco zwiększamy bezpieczeństwo pasażerów.

– Kiedyś ludzie byli zatrudniani dlatego, że byli silni, obecnie coraz więcej tego rodzaju prac wykonują urządzenia, które są jeszcze silniejsze. Dziś ludzi potrzebujemy do zupełnie innych zadań – twierdzi dr hab. Tomasz Rostkowski.

Według analityków z Market Research Engine globalny rynek rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji będzie się rozwijał w najbliższych latach w średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 37 proc., a w 2024 roku przekroczy wartość 191 mld dol.

Polska z pełnomocnikiem rządu ds. cyberbezpieczeństwa. Będzie bezpośrednio nadzorował powstający krajowy system bezpieczeństwa w sieci

Polska z pełnomocnikiem rządu ds. cyberbezpieczeństwa. Będzie bezpośrednio nadzorował powstający krajowy system bezpieczeństwa w sieci 2

W ramach wdrażania ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa rząd powołał swojego pełnomocnika, który zajmie się monitorowaniem działania wspomnianego systemu. Do jego zadań będzie należeć koordynowanie prac nad systemami stosowanymi zarówno w sektorze rządowym, militarnym, jak i komercyjnym. Nowy pełnomocnik ma duże uprawnienia w obszarze cyberbezpieczeństwa, w tym m.in. możliwość dopuszczenia lub wykluczenia produktów, które z perspektywy bezpieczeństwa Polski uzna za szkodliwe albo ryzykowne.

Powołanie pełnomocnika przez polski rząd jest rezultatem przyjęcia Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie środków na rzecz wysokiego, wspólnego poziomu bezpieczeństwa sieci i systemów informatycznych na terytorium Unii Europejskiej (NIS). Wdrożenie dyrektywy ma przygotować państwa członkowskie na ataki ze strony cyberprzestępców wymierzone w operatorów usług kluczowych, czyli przedsiębiorstwa z sektorów bankowych, energetycznych, finansowych, infrastruktury cyfrowej, służby zdrowia, transportowych oraz wodociągowych. Ministerstwo cyfryzacji szacuje, że w skład operatorów infrastruktury krytycznej wejdzie od 500 do 600 podmiotów gospodarczych.

Rola pełnomocnika rządu ds. cyberbezpieczeństwa została przewidziana w nowej ustawie o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, która weszła w życie pod koniec sierpnia br.

– Pełnomocnik ma szereg zadań, które zostały zapisane wprost w ustawie o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, m.in. jednym z nich jest nadzór nad efektywnym działaniem całego systemu, czyli weryfikacja na bieżąco i rekomendowanie ewentualnych zmian, w tym zmian prawnych, które miałyby spowodować, że ten system działa efektywnie. Ustawa była implementacją dyrektywy NIS, ale jednocześnie wprowadzeniem w Polsce zupełnie nowej organizacji zarządzania cyberbezpieczeństwem – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Karol Okoński, nowy pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa.

Pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa będzie jednym z trzech urzędników wchodzących w skład nowego organu, tzw. kolegium, które ma koordynować działanie wszystkich krajowych systemów cyberbezpieczeństwa. Zgodnie z ustawą będzie wdrażać Strategię Cyberbezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej we współpracy z Ministrem ds. Informatyzacji i Ministrem Obrony Narodowej.

– Moim celem jest upewnienie się, że cały system działa sprawnie nie tylko poprzez fakt, jak zareagujemy na rzeczywiste zagrożenia, lecz także poprzez odpowiednie zbudowanie procesów symulujących, testujących i poprzez pewnego rodzaju szkolenia. Pełnomocnik może inicjować m.in. wspólne ćwiczenia reakcji na odpowiednie wydarzenia w cyberprzestrzeni – mówi Karol Okoński.

Nowy pełnomocnik rządu ds. cyberbepieczeństwa będzie monitorował pracę zespołów reagowania na incydenty komputerowe. Ma usprawniać przepływ informacji w ramach poszczególnych instytucji zajmujących się cyberbezpieczeństwem oraz pełnić rolę branżowego mediatora, aby przyspieszyć wprowadzenie zmian niezbędnych do zapewnienia bezpieczeństwa cybernetycznego usług kluczowych.

– Ważnym elementem jest również budowa rynku cyberbezpieczeństwa w Polsce. Widzę tu duży potencjał i szansę dla roli pełnomocnika w skoordynowaniu działań związanych z badaniami i rozwojem pomiędzy obszarami militarnym, cywilnym i ośrodkami nauki. Pełnomocnik po zasięgnięciu opinii kolegium może wydawać rekomendacje odnośnie dopuszczenia lub wykluczenia pewnych produktów, które z perspektywy bezpieczeństwa Polski uważamy za szkodliwe albo ryzykowne – tłumaczy ekspert.

Aby w pełni wdrożyć dyrektywę NIS, pełnomocnik będzie także reprezentował polski rząd na arenie międzynarodowej. Ma sprawować nadzór nad wdrażaniem ujednoliconej certyfikacji usług z zakresu cyberbezpieczeństwa, czyli rozwiązań, które ułatwią wymianę certyfikatów bezpieczeństwa pomiędzy krajami członkowskimi. W dalszej perspektywie będzie odpowiedzialny również za powołanie europejskiej sieci centrów kompetencji ds. cyberbezpieczeństwa.

– Chcemy w maksymalny sposób wykorzystać ustanawianą właśnie legislację europejską. Liczymy na to, że odpowiednio przeprowadzona implementacja nowych przepisów spowoduje, że Polska może się stać ważnym graczem na arenie europejskiej przynajmniej, jeśli chodzi o producentów sprzętu oraz firmy, które dostarczają usługi z zakresu cyberbezpieczeństwa – mówi Karol Okoński.

Według raportu opracowanego przez agencję MarketsandMarkets, wartość globalnego rynku cyberbezpieczeństwa wzrośnie z 153 mld dol. w 2018 do 248 mld dol. w 2023 roku przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ponad 10 proc.

Energetyka wiatrowa – rosną koszty produkcji i finansowania

Europejscy producenci turbin wiatrowych prawdopodobnie utrzymają czołową pozycję przez najbliższe 10 lat.

Energia wiatrowa, podobnie jak pozostałe odnawialne źródła energii, odnotowuje intensywny wzrost na całym świecie od połowy pierwszej dekady bieżącego stulecia. Sprzyjają temu takie czynniki jak silne wsparcie ze strony rządów, niższe koszty przeprowadzenia inwestycji (w porównaniu z energetyką jądrową czy węglową) oraz mniej szkodliwy wpływ na środowisko. Inaczej niż w przypadku paneli słonecznych Chiny nie są w stanie wyprzedzić Europy w energetyce wiatrowej, ponieważ tamtejsi producenci turbin są mocno uzależnieni od lokalnego rynku i bardzo wrażliwi na wszelkie zmiany w zakresie pomocy publicznej. Renomowana europejska jakość znajduje oparcie w dużym ekosystemie, w którym pielęgnuje się innowacyjność i konkurencyjność, a także w globalnym zasięgu struktur sprzedażowych. Coface oczekuje, że europejscy producenci utrzymają dominującą pozycję przez najbliższą dekadę dzięki zaawansowaniu technicznemu oraz intensywnemu wsparciu finansowemu na poziomie krajowym i europejskim.

Wojna handlowa i koniec łatwego dostępu do finansowania będą źródłem presji na branżę w 2019 r.

Do szybkiego rozwoju energetyki wiatrowej przyczyniają się spadające ceny turbin, ale to stanowi z kolei problem dla producentów, ponieważ szkodzi ich rentowności i może skłaniać do ograniczenia inwestycji. Z drugiej strony rosną koszty surowców, a w ślad za nimi także koszty produkcji. Branża musi zmierzyć się z wyzwaniami:

Trwająca wojna handlowa

Głównym surowcem do produkcji turbin wiatrowych jest stal, więc branża ucierpi z powodu protekcjonistycznych środków wprowadzanych od czerwca 2018 r. Dodatkowe koszty spowodowane toczącą się wojną handlową nie będą jeszcze odczuwane w tym roku dzięki zabezpieczeniom i wynegocjowanym warunkom kontraktów z dostawcami, ale już w 2019 r. ceny surowców prawdopodobnie wzrosną. Wyższe koszty nie przełożą się na ceny sprzedaży, ale zaszkodzą ostatecznym wynikom finansowym producentów.

Tanie finansowanie odchodzi do przeszłości

Dotychczas rozbudowa farm wiatrowych opierała się na dotacjach publicznych i łatwym dostępie do finansowania. Wobec zacieśniania polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych, spodziewanego pod koniec roku zakończenia luzowania ilościowego przez Europejski Bank Centralny oraz wstrzymania dotacji przez rządy niektórych państw, utrzymanie płynności prawdopodobnie stanie się trudniejsze. Sytuację zaostrzy dodatkowo konkurencja między producentami turbin, prowadząca do ponownego spadku cen. Coface przewiduje, że w branży dojdzie do kilku fuzji, które umożliwią producentom osiągnięcie odpowiedniej wielkości pozwalającej wpływać na obniżenie kosztów surowców i sprzętu.

Już co druga wiadomość e-mail to SPAM

Co łączy mielonkę z USA, nieśmiertelną grupę Monty Python oraz noblistę Paula Romera, który nie odbierał telefonu? Jest to SPAM, czyli niechciane, natarczywe wiadomości. Z najnowszych badań polskiego Internetu wynika, że aż 53% wiadomości to SPAM zawierający reklamy lub co gorsza szkodliwe dla komputerów oprogramowanie. 

– Nie odebrałem, ponieważ sądziłem, że to SPAM– powiedział Paul Romer z New York University* , tegoroczny laureat nagrody Nobla z dziedziny ekonomii. SPAM pierwotnie to nazwa konserwowej mielonki wieprzowej produkowanej od lat 30. XX wieku. W popkulturze określenie to zapisało się dzięki grupie Monty Python. Pod koniec jednego ze skeczów grupy osadzonego w scenerii restauracji pojawiają się wikingowie, którzy zaczynają głośno śpiewać piosenkę o treści: „SPAM, SPAM, lovely SPAM, wonderful SPAM”, skutecznie zakłócając rozmowę klientów.

Skąd pochodzi najwięcej SPAM-u?

Wiodącą pozycję wśród krajów, z których rozsyłany jest SPAM stanowią Chiny (14.36%). Za nimi plasują się Stany Zjednoczone (12.11%), co ciekawe na trzeciej pozycji są nasi zachodni sąsiedzi – Niemcy, odpowiedzialni za 11.12% globalnego SPAM-u**.

Jak wygląda sytuacja w polskim Internecie?

Badania ilości SPAM-u przechodzącego przez rodzime serwery przeprowadziła spółka nazwa.pl – największy w Polsce rejestrator domen i dostawca usług hostingowych. Badaniu poddano kilka milionów kont email oraz kilkaset milionów wysyłanych i odbieranych miesięcznie wiadomości wychodzących z kont ponad 600 tys. klientów firmy. Na podstawie tych danych spółka przeprowadziła analizę, z której wynika, że 53% wiadomości, które były skierowane do użytkowników tej firmy to SPAM zawierający reklamy lub co gorsza szkodliwe dla komputerów oprogramowanie. Wiadomości takie zostały jednak wychwycone przez filtry antywirusowe oraz filtry antyspamowe działające na bardzo zaawansowanych mechanizmach detekcji.

Krzysztof Cebrat, prezes zarządu nazwa.pl
Krzysztof Cebrat, prezes zarządu nazwa.pl

Poczta elektroniczna to bardzo ważna dla naszych Klientów usługa, dlatego nad poprawnym jej działaniem czuwa zespół inżynierów, którzy 24 h na dobę monitorują funkcjonowanie wszystkich systemów antyspamowych i antywirusowych. Przy tak dużej skali działalności jak nazwa.pl nawet 1% niezdiagnozowanych przypadków SPAM-u oznaczałby miliony przepuszczonych szkodliwych wiadomości e-mail” – Krzysztof Cebrat, prezes zarządu nazwa.pl

Ochrona u dostawców usług Walka ze SPAM-em to priorytet dla firm hostingowych. Pomaga w tym technologia automatycznej detekcji znanych zagrożeń w postaci list RBL (Real-time Blackhole List) znanych nadawców SPAM-u, filtry bazujące na słowach kluczowych, zaawansowane heurystyki, oprogramowanie antywirusowe oraz co najważniejsze zespoły wykwalifikowanych inżynierów, którzy podejmują reakcje również na podstawie indywidualnych zgłoszeń użytkowników. Takie rozwiązania skutecznie blokują SPAM, co na końcu objawia się tym, że klienci firmy nie otrzymują niechcianych wiadomości.

Walka ze SPAM-em przypomina nieco walkę z wirusami, działamy cały czas prewencyjnie, staramy się przechytrzyć spamerów jednak oni, tak jak wirusy, cały czas mutują swoje wiadomości, a firmy hostingowe muszą reagować na bieżąco. Ważne, aby nie odpuszczać i skutecznie przeciwdziałać temu zagrożeniu” – Krzysztof Cebrat, prezes zarządu nazwa.pl

*https://www.apnews.com/87598b3d269f4891984c0d7304ab2c1e ** https://securelist.com/spam-and-phishing-in-q2-2018/87368/

GalCap Europe wchodzi na polski rynek

Nowy gracz na polskim rynku nieruchomości – GalCap Europe sfinalizował zakup pierwszych aktywów w Polsce. Inwestor nabył od Amhola dwa historyczne budynki biurowe zlokalizowane w centrum Warszawy – Wilcza 46 i Mokotowska 33/35. Strony zadecydowały o nieujawnianiu kwoty transakcji. Kupującemu w transakcji doradzały firmy Savills, Linklaters, Crido i DIL. Sprzedającego reprezentowały firmy Colliers International i MDDP.

Dwa butikowe budynki biurowe położone w południowej części Śródmieścia oferują łącznie 7500 mkw. powierzchni biurowej i handlowej. Do prestiżowego grona najemców nieruchomości należą m.in. Muzeum Historii Polski, Instytut Adama Mickiewicza, Wyższy Urząd Górniczy, a także Biuro Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorstw oraz popularne restauracje, takie jak Bazar Kocha i Nolita, jedne z najbardziej prestiżowych w Warszawie.

GalCap Europe w 2015 roku założyli dr Manfred Wiltschnigg, Marco Kohla i Paul Hallam. Firma inwestuje i zarządza aktywami w Austrii i regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Do grona jej klientów należą niemieckie fundusze emerytalne, firmy ubezpieczeniowe, inwestorzy indywidualni oraz fundusze private equity, dla których GalCap Europe pełni rolę lokalnego partnera w danym regionie.

Amhola to międzynarodowy fundusz private equity działający na rynku nieruchomości komercyjnych i mieszkaniowych w Polsce, Irlandii, Wielkiej Brytanii i Danii. W Polsce firma skupia się na inwestowaniu w nieruchomości biurowe, zlokalizowane w Warszawie w ramach Centralnego Obszaru Biznesu, które posiadają potencjał do przeprowadzenia rewitalizacji i rozbudowy.

„Nabycie obu nieruchomości to dla nas kolejny ważny krok na drodze do zbudowania zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego” – powiedział Marco Kohla, partner zarządzający GalGap Europe. „Prestiżowa lokalizacja oraz ponadczasowy charakter budynków Wilcza 46 i Mokotowska 33/35 znakomicie wpisują się w profil portfela inwestycyjnego, który konsekwentnie budujemy w regionie. Oba aktywa to doskonałe przykłady naszej strategii, opartej o budowanie wartości nieruchomości i skupionej na uznanych obiektach w najbardziej centralnych lokalizacjach, niekoniecznie z zabezpieczonymi długoterminowymi umowami najmu” – dodał.

„Transakcja ta jest znakomitym punktem startowym dla kolejnych inwestycji GalCap Europe w Polsce. Oba budynki znajdują się w najbardziej prestiżowych lokalizacjach w Warszawie, które pozostaną atrakcyjne dla najemców, będąc odporne na wzrost podaży powierzchni biurowej w przyszłości” – powiedział Marek Paczuski, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w Savills.

„Butikowe i historyczne budynki biurowe zlokalizowane w prestiżowych punktach Warszawy to atrakcyjna nisza, zarówno dla deweloperów jak i instytucjonalnych inwestorów. Podaż tego rodzaju obiektów w Warszawie jest ograniczona i są one wynajęte mniejszym najemcom, których właściciele typowych wielkopowierzchniowych budynków biurowych nie są w stanie przyciągnąć” – dodaje Hubert Iwanicki, Associate Director, dział doradztwa inwestycyjnego w Colliers International.

GPW ogłosiła dwunasty skład indeksu RESPECT

  • W skład indeksu wejdzie rekordowa liczba 31 spółek, w tym 3 nowe
  • Od pierwszej publikacji w 2009 r. RESPECT Index zwiększył wartość o 70 proc.
  • Po raz pierwszy GPW przyznała Certyfikat RESPECT

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie ogłosiła nowy skład indeksu spółek odpowiedzialnych społecznie (RESPECT Index). W wyniku przeprowadzonej weryfikacji w skład indeksu po XII edycji wejdzie 31 spółek – w tym dwie zupełnie nowe (Amrest Holding SE, CCC S.A.) oraz firma PKN Orlen S.A., która wraca do indeksu po rocznej przerwie. W tegorocznej edycji RESPECT Index liczba nowych spółek jest najwyższa w historii.

– Z roku na rok rośnie liczba spółek, które prowadzą działalności zgodnie z zasadami CSR oraz tych, które doceniają znaczenie uwzględniania czynników pozafinansowych w komunikacji z inwestorami. W XII edycji RESPECT Index znalazło się aż 31 firm. Dodatkowo, w tegorocznej edycji po raz pierwszy wprowadziliśmy certyfikat RESPECT przyznawany spółkom, które nie mogą wejść do indeksu, ale są zainteresowane potwierdzeniem spełniania najwyższych standardów biznesu odpowiedzialnego społecznie na GPW. Jednocześnie we współpracy z Urzędem Regulacji Energetyki po raz pierwszy zostaną przyznane nagrody dla spółek dbających o jakość relacji z kontrahentami. Gratulujemy wszystkim laureatom tegorocznej edycji i życzymy dalszych sukcesów w rozwoju społecznie odpowiedzialnej działalności – powiedziała Izabela Olszewska, członek zarządu GPW.

GPW przyznała po raz pierwszy certyfikat RESPECT. Nowa formuła projektu jest skierowana do spółek, które nie mogą zostać uczestnikami RESPECT Index, a chcą potwierdzić spełnianie wymogów biznesu odpowiedzialnego społecznie. Certyfikaty są przyznawane spółkom po spełnienie takich samych wymogów jak w przypadku kwalifikacji do indeksu, w szczególności poprzez wypełnienie ankiety i uzyskanie odpowiedniej liczby punktów. Pierwszą spółką, która otrzymała certyfikat jest Provident Polska.

W skład tegorocznej edycji indeksu weszło 31 spółek (w kolejności alfabetycznej):

  • Agora S.A.
  • Amrest Holidngs SE
  • Apator S.A.
  • Bank Handlowy w Warszawie S.A.
  • Bank Millennium S.A.
  • Bank Ochrony Środowiska SA
  • Bank Pekao S.A.
  • CCC S.A.
  • Budimex S.A.
  • Elektrobudowa S.A.
  • Energa S.A.
  • Fabryki Mebli „FORTE” S.A.
  • Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.
  • Grupa Azoty S.A.
  • Grupa LOTOS S.A.
  • ING Bank Śląski S.A.
  • Inter Cars S.A.
  • Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.
  • KGHM Polska Miedź S.A.
  • Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.
  • mbank S.A.
  • Orange Polska S.A.
  • PCC Rokita S.A.
  • PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.
  • PGNIG S.A.
  • PKN Orlen S.A.
  • PZU S.A
  • Santander Polska S.A.
  • Tauron PE S.A.
  • Trakcja PRKiI S.A.
  • Zespół Elektrociepłowni Wrocławskich Kogeneracja S.A.

Nowy skład RESPECT Index będzie obowiązywał od 27 grudnia 2018 r.

Spółki do indeksu są kwalifikowane na podstawie liczby uzyskanych w badaniu punktów. Średnia liczba punktów wszystkich spółek wynosiła 63,7 – nieznacznie więcej niż rok temu. W indeksie 18 spółek reprezentuje przemysł, 9 finanse i 4 usługi. W podziale na sektory średni wynik spółek reprezentujących przemysł wyniósł 65,2 pkt., finanse 64,2 pkt. oraz usługi 55,5 pkt.

Wyniki notowań indeksu RESPECT pokazują, że spółki tworzące ten wskaźnik charakteryzują się wyższą stopą zwrotu niż przeciętna rynkowa wyrażona indeksem WIG. Od listopada 2009 roku do grudnia 2018 r., w ciągu dziewięciu lat istnienia indeksu, zwiększył on swoją wartość o 70 proc. W tym czasie indeks szerokiego rynku WIG wzrósł o 47% a WIG20 spadł o 4%.

RESPECT Index to pierwszy w Europie Środkowo-Wschodniej indeks spółek odpowiedzialnych. Projekt został wprowadzony przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie w 2009 roku, kiedy ogłoszono pierwszy skład Indeksu. RESPECT Index obejmuje swoim portfelem polskie i zagraniczne spółki z Głównego Rynku GPW. Do indeksu aspirować mogą spółki o najwyższej płynności, czyli wchodzące w skład indeksów WIG20, mWIG40 lub sWIG80. Trafiają do niego firmy, które przechodzą trzystopniową weryfikację prowadzoną przez GPW i Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych, prowadzące w nienaganny sposób komunikację z rynkiem poprzez raporty bieżące i okresowe oraz swoje strony internetowe. Trzecim warunkiem jest odpowiedzialne społecznie zachowanie wobec środowiska, społeczności i pracowników, które jest analizowane na podstawie ankiety weryfikowanej przez audytora projektu. Zgodnie z obecną formułą, badanie spółek i rewizja składu indeksu jest przeprowadzana raz w roku, w jego drugiej połowie. Udziały spółek w indeksie są określane na takich samych zasadach, jak w przypadku innych indeksów giełdowych – pod uwagę brane są akcje w wolnym obrocie, przy czym wagi największych spółek są ograniczane do 25 proc., gdy liczba uczestników jest mniejsza niż 20 spółek, lub do 10 proc. w pozostałych przypadkach.

Badanie IBM: połowa Polaków ufa sztucznej inteligencji

Choć obecnie w Polsce bezpośrednie doświadczenia ze sztuczną inteligencją ma zaledwie 23 proc. osób, to ponad 80 proc. z nas oczekuje szerszego zastosowania tej innowacji już w ciągu najbliższych 3 lat – wynika z badania opinii i postaw społecznych wobec sztucznej inteligencji przeprowadzonego na zlecenie IBM.

O sztucznej inteligencji słyszeli już niemal wszyscy, a dokładniej 92 proc. Polaków, ale jeszcze stosunkowo niewielka część społeczeństwa, bo zaledwie jedna czwarta, zetknęła się z tą innowacją bezpośrednio. Nie wpływa to jednak na nasze spore oczekiwania wobec sztucznej inteligencji. Aż 8 na 10 Polaków spodziewa się szerszego zastosowania sztucznej inteligencji w ciągu najbliższych 3 lat – wynika z najnowszego badania opinii społecznej przeprowadzonego na zlecenie I+-BM przez ośrodek badawczy NMS Market Research.

W naturalny sposób wykorzystanie sztucznej inteligencji w codziennym życiu jest najbardziej oczywiste dla młodych osób w wieku 18-24 lata, biegłych w korzystaniu z najnowszych technologii. To właśnie przedstawiciele „generacji Z” w największym stopniu przewidują rozwój sztucznej inteligencji w nadchodzących latach (88 proc.). Co ciekawe, takie odpowiedzi pojawiały się równie często wśród respondentów
w wieku 55-65 lat (84 proc.). Największe korzyści płynące z zastosowania sztucznej inteligencji widzimy w branży elektronicznej (70 proc. wskazań), ogólnie rozumianym przemyśle (47 proc.), a także w przypadku rozwoju sieci społecznościowych czy internetu (35 proc.). Prawie jedna trzecia Polaków wskazuje, że sztuczna inteligencja w pozytywny sposób przyczyni się także do rozwoju medycyny.

Sztuczna inteligencja wyczekiwana w opiece zdrowotnej

Już teraz 4 na 10 mieszkańców Polski z chęcią widziałoby wykorzystanie systemów sztucznej inteligencji jako wsparcia dla lekarzy przy wyborze skutecznego leczenia. Nasze zaufanie do sztucznej inteligencji w tym obszarze jest jednak ograniczone
i zakłada jedynie pomoc specjalistom, a nie podejmowanie niezależnych decyzji. Tylko 37 proc. Polaków powierzyłoby postawienie diagnozy sztucznej inteligencji zamiast lekarzowi, a w przypadku wyboru sposobu leczenia ta liczba jest jeszcze mniejsza (26 proc.).

Oczywiście Polacy widzą więcej korzyści płynących z rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję w codziennym życiu. Jako największe ich zalety wskazują łatwiejsze wykonywanie obowiązków domowych oraz łatwiejsze podróżowanie, a także bardziej efektywną pracę.

Jarosław Szymczuk, Dyrektor Generalny, IBM Polska i Kraje Bałtyckie
Jarosław Szymczuk, Dyrektor Generalny, IBM Polska i Kraje Bałtyckie

„W Polsce i innych krajach Europy Środkowej w ciągu ostatnich trzydziestu lat zaszły olbrzymie zmiany. Efektem gigantycznego skoku w rozwoju gospodarczym jest otwartość ludzi na nowe technologie, również zastosowanie sztucznej inteligencji.
W IBM jesteśmy przekonani, że rozwiązania oparte o sztuczną inteligencję pomogą polskim firmom tworzyć innowacje, pobudzą wzrost koniunktury i otworzą możliwości działania na nowych rynkach” –
mówi Jarosław Szymczuk, Dyrektor Generalny, IBM Polska i Kraje Bałtyckie.

Jakie nastawienie do sztucznej inteligencji mają inni mieszkańcy Europy?

Badanie na zlecenie IBM zostało przeprowadzone we wrześniu i październiku tego roku na reprezentatywnej grupie 1521 osób w wieku 18-65 lat z Polski, Czech
i Węgier. Jego celem było porównanie nastawienia mieszkańców poszczególnych krajów do sztucznej inteligencji. Okazało się, że uczestnicy badania pokładają spore nadzieje w tej innowacji, a najbardziej otwarci w kwestiach sztucznej inteligencji
w naszym regionie Europy są Węgrzy. Blisko dwie trzecie przedstawicieli tej nacji ufa rozwiązaniom opartym o sztuczną inteligencję, podczas gdy wśród Czechów ten odsetek stanowi 56 proc. Najbardziej sceptyczni w tym zestawieniu okazali się Polacy (53 proc.).badanie IBM

Opinie mieszkańców i przedstawicieli biznesu

Powyższe opinie w zestawieniu z wynikami wcześniejszych badań przeprowadzonych przez IBM Institute for Business Value wśród 5 tys. menedżerów najwyższego szczebla z całego świata pozwalają na ciekawe porównania. Raport opublikowany we wrześniu tego roku wskazuje na znaczącą zmianę w postrzeganiu sztucznej inteligencji przez liderów rynku w kontekście generowania wartości biznesowej i wzrostu przychodów. Dane udostępnione przez IBM pokazują, że 82 proc. firm i 93 proc. przedsiębiorstw o najlepszych wynikach rozważa wdrożenie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji lub już to robi z myślą o zwiększeniu zysków.

Nowa inwestycja Angel City Wrocław z pozwoleniem na budowę

Nowa inwestycja – Angel City Wrocław

Rozpoczęły się prace budowlane przy realizacji Angel City – nowej, prestiżowej inwestycji na mapie Wrocławia. Zaprojektowany w Londynie budynek powstanie na Przedmieściu Oławskim przy zbiegu ul. Walońskiej i Traugutta, tuż obok apartamentowców Angel Wings i Angel River.

Ron Ben Shahar w Angel Care
Ron Ben Shahar, partner Angel Poland Group

Angel Poland Group, deweloper prężnie działający we Wrocławiu, przygotowuje się do realizacji kolejnej inwestycji. To już pewne, że obok Angel Wings i niedawno ukończonego Angel River powstanie Angel City. Inwestor otrzymał pozwolenie na budowę. Prace ziemne rozpoczęły się w grudniu. Sprzedaż mieszkań zostanie uruchomiona w pierwszym kwartale 2019 roku, natomiast zakończenie budowy zaplanowano na II kwartał 2021 roku. – Poza samym projektem jednym z największych atutów inwestycji jest jej lokalizacja. To centrum miasta, ale w sąsiedztwie terenów rekreacyjnymi, realizowanych w ramach rewitalizacji nabrzeży rzeki Oławy – podkreśla Ron Ben Shahar, partner grupy deweloperskiej Angel Poland.

Angel City to budynek, który powstanie przy skrzyżowaniu ul. Traugutta z Walońską. Od Traugutta Angel City będzie 6-piętrowy, zaś od strony Walońskiej – 9-piętrowy. W Angel City powstanie 370 mieszkań o zróżnicowanych układach i metrażach. Zdecydowana większość z tarasami, balkonami lub loggiami.

W Angel City, podobnie jak w apartamentowcach Wings i River, każdy znajdzie coś dla siebie. Zaprojektowaliśmy różne typy mieszkań, od kameralnych – jednopokojowych, aż po komfortowe, stumetrowe apartamenty z widokami na południe Wrocławia. Mieszkańcy podobnie jak w nowo wybudowanym Angel River, będą mogli liczyć na wiele udogodnień w obiekcie. Przewidziano również prawie 2000 mkw. powierzchni usługowej na parterze budynku – zapowiada Natalia Sawicka, dyrektor sprzedaży i marketingu Angel Poland Group – obszar Zachód.

Coraz większe zapotrzebowanie na biura w Warszawie

Zapotrzebowanie na biura w Warszawie jest coraz większe, rośnie również absorpcja nowej powierzchni, wskaźnik pustostanów maleje, a na rynku odnotowywany jest wzrost czynszów i zwiększenie wolumenu inwestycji. W przyszłym roku miasto powinno jeszcze bardziej umocnić swoją pozycję biurowego lidera CEE. Zatem – dlaczego Warszawa?

Warszawa to lider regionu Europy Środkowo-Wschodniej pod względem wzrostu ekonomicznego oraz dojrzałości rynku biurowego. Mocna koniunktura gospodarcza pozwala na dalszy optymizm.

Dlaczego właśnie tutaj?

Warszawa, jako biznesowa stolica regionu CEE, jest chętnie wybierana przez globalnych gigantów technologicznych, takich jak Facebook, Google i Samsung, wiele firm doradczych, w tym Deloitte, EY, KPMG i PWC oraz inne międzynarodowe i polskie korporacje. Co więcej, oprócz firm już tu obecnych, na Warszawę decydują się kolejni światowi gracze, czego świetnym przykładem są inwestycje banków J.P. Morgan czy Standard Chartered.

Anna Młyniec, JLL
Anna Młyniec, JLL

„Dzięki doskonałej marce, dynamicznemu wzrostowi PKB rok do roku, znaczącym zmianom infrastrukturalnym i największej puli talentów w Polsce, Warszawa nadal z powodzeniem przyciąga międzynarodowe firmy. Warto przy tym podkreślić, że stołeczna gospodarka ewoluuje w kierunku zaawansowanych usług, w szczególności z obszaru bankowości i finansów, ubezpieczeń, doradztwa, mediów, a także sektora technologicznego. Atrakcyjność inwestycyjna miasta może być dodatkowo wzmocniona dzięki awansowi Polski do grona państw rozwiniętych w indeksie FTSE Russsell”, komentuje Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL.

Atrakcyjność inwestycyjna Warszawy jest nierozerwalnie związana z różnorodnym rynkiem biurowym, który jest w stanie odpowiedzieć na oczekiwania każdej firmy. Może to być globalny gigant poszukujący najnowocześniejszego biura w prestiżowej lokalizacji, średniej wielkości korporacja, która koncentruje się na kwestii najkorzystniejszych dojazdów do pracy dla pracowników, mała firma, potrzebująca lokalizacji blisko swoich kluczowych klientów, a także start-up lub freelancer, dla których kluczowe są efekty synergii w środowisku coworkingowym. W Warszawie jest miejsce dla wszystkich.

Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL
Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL

“Warszawę cechuje niezwykle wysoka aktywność najemców, co pomaga wyjaśnić fenomen tak wysokiego wzrostu nowoczesnych zasobów biurowych. Aktualnie stolica oferuje 5,4 mln mkw. biur, a kolejne 740 000 mkw. powierzchni jest w budowie z datą finalizacji do 2021 roku. Mimo że najwięcej nowej podaży trafi na rynek w 2020, to Warszawę charakteryzuje wyjątkowa chłonność i równowaga pomiędzy podażą i popytem”, wyjaśnia Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Na koniec 2017 roku firmy zajmowały w stolicy o 360 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej więcej niż rok wcześniej, co było drugim najlepszym wynikiem wśród europejskich miast. Lepszy rezultat osiągnał jedynie Paryż – 440 000 mkw. Warto jednak zauważyć, że ma on około 10-krotnie większą ilość całkowitej powierzchni biurowej.

„W ujęciu procentowym, patrząc na chłonność versus podaż, Warszawa zajmuje zdecydowanie pierwszą pozycję, deklasując zachodnioeuropejskie miasta, takie jak np. Dublin, Frankfurt, Bruksela, Madryt, Barcelona, Berlin czy Lizbona, które są postrzegane jako niezwykle konkurencyjne lokalizacje”, dodaje Mateusz Polkowski.

Dlaczego teraz?

“Wysoka aktywność deweloperska jest podtrzymywana przez ciągle rosnące zapotrzebowanie na powierzchnię biurową. Od 2015 zainteresowanie najemców biurami stale rośnie, a tylko pomiędzy pierwszym a trzecim kwartałem tego roku na stołecznym rynku wynajęto 632 000 mkw. powierzchni. Mocna kondycja stołecznego rynku biurowego wynika częściowo z dużego zróżnicowania najemców. Szczególnie aktywne są firmy z sektora usług biznesowych, doradztwa, bankowości, ale też operatorzy elastycznych przestrzeni biurowych”, dodaje Anna Młyniec.

Poziom pustostanów w Warszawie pozostaje w tendencji spadkowej i pod koniec III kwartału 2018 wyniósł 10%. W centralnych regionach wynosi 6,6%, co jest najniższym wynikiem od 2012 roku.

Najwyższe czynsze transakcyjne wzrosły w centralnych częściach Warszawy ze względu na wysoki popyt, niski wskaźnik pustostanów (który jest znacznie poniżej średniej dla całego miasta) oraz rosnące koszty budowy (wzrost średnio o 15-20% w porównaniu z 2012 r.). W szerokim centrum czynsze dla najlepszych nieruchomości wynoszą od 17 euro do 23,5 euro / mkw. /miesiąc, a poza nim od 11 euro do 15 euro/ mkw. / miesiąc.

“Stawki czynszowe w Warszawie osiągnęły już najniższy możliwy poziom. W tym momencie naturalną konsekwencją spadającego współczynnika pustostanów, zwłaszcza w centralnych obszarach Warszawy, oraz rosnącymi kosztami pracy (wzrost o ok. 30% od 2012), jest presja na wzrost czynszów w najbliższej przyszłości. Potwierdza to badanie przeprowadzone na terenie całej Europy, które wskazało, że Warszawa znajduje się w czołówce miast, gdzie te czynniki powinny przyspieszyć  podniesienie stawek czynszowych”, podsumowuje Mateusz Polkowski.

Więcej informacji na temat rynku biurowego w Warszawie i jego przyszłości można znaleźć w najnowszym raporcie JLL Why Warsaw? Why now?

Trend m-commerce przyspiesza. 4 na 10 polskich e-konsumentów kupi prezenty świąteczne na smartfonie

  • Trend m-commerce przyspiesza. Już niemal co drugi polski internauta (45%) kupuje mobilnie przynajmniej raz w tygodniu.
  • Tę formę płatności doceniamy szczególnie w okresie przedświątecznym, najchętniej kupując prezenty w domowym zaciszu.
  • Dla polskich e-konsumentów największymi zaletami zakupów z wykorzystaniem telefonu są szybkość (63%) oraz płatności one-click (33%).

Mastercard opublikował wyniki europejskiego badania na temat popularności zakupów internetowych dokonywanych na urządzeniach mobilnych. Wynika z niego, że zakupy na smartfonie stają się coraz powszechniejsze wśród polskich internautów, a ich szybkość i wygoda są szczególnie doceniane w okresie przedświątecznym.

Popularność zakupów internetowych stabilnie rośnie. Jednym z czynników, który to determinuje, jest możliwość ich realizacji również na urządzeniach mobilnych. To forma, po którą coraz częściej sięgają polscy e-konsumenci. W badaniu Mastercard już 68% z nich uznało, że zdarza im się robić zakupy w ten sposób co najmniej okazjonalnie. Natomiast już ponad co dziesiąty (13%) badany deklaruje, że robi internetowe zakupy wyłącznie na smartfonie.

Szybkość i wygoda w cenie

Niemal co piąty internauta (18%) deklaruje w badaniu Mastercard, że kupuje mobilnie częściej niż raz w tygodniu, co jest najwyższym wynikiem w Europie, a raz w tygodniu – 27%. Ogólnie zatem już niemal co drugi (45%) polski e-konsument robi zakupy w ten sposób raz w tygodniu lub częściej, a wyższe wskaźniki odnotowano jedynie w dwóch krajach – w Niemczech i Wielkiej Brytanii (po 48%).

Spośród wszystkich transakcji realizowanych przez ankietowanych z Polski już co czwarta (25%) jest dokonywana mobilnie. Pod względem koszyka mobilnych zakupów prym w Europie wiodą Niemcy (31%), zaś stawkę zamykają Rosja i Francja (po 20%).

Internetowe zakupy w telefonie Polacy doceniają przede wszystkim za szybkość (63% wskazań, najwięcej w Europie). Kupowanie w ten sposób nie wymaga już nie tylko podróżowania i osobistego odwiedzania sklepu, ale nawet czekania na uruchomienie komputera. Ten ostatni ustępuje więc miejsca telefonowi – urządzeniu, które zawsze mamy pod ręką. Drugą najczęściej wymienianą zaletą (33%) są płatności typu „one-click”. Dziś polscy konsumenci mogą płacić online bez konieczności wpisywania danych do logowania do banku, ani długich kodów liczbowych. Pozwalają na to portfele cyfrowe, takie jak Masterpass, które, umożliwiając bezpieczne zapisanie w nich danych karty płatniczej, maksymalnie upraszczają płatność. Trzecią zaletą m-commerce wymienianą przez ankietowanych jest prostsza nawigacja (24%), zapewniana np. przez responsywne strony WWW czy aplikacje zakupowe.

Ominąć przedświąteczne kolejki

Zalety mobilnych zakupów internetowych są szczególnie doceniane w czasie przedświątecznej gorączki. Już prawie 4 na 10 polskich internautów (38%) deklaruje, że w tym roku kupi mobilnie znaczną część świątecznych prezentów. Pod tym względem w Europie najbardziej postępowi są Włosi (48%), a konserwatywni – Holendrzy, spośród których 46% nie zrobi przed świętami żadnych mobilnych zakupów.

Jak pokazują badania[1], kolejki są jednym z najbardziej frustrujących elementów wizyty w sklepie. Zakupy mobilne stanowią odpowiedź na tę bolączkę, ponieważ umożliwiają wygodną realizację transakcji w dowolnym miejscu i czasie, pozwalając jednocześnie uniknąć tracenia czasu w kolejkach do kas. Zgodnie z wynikami badania Mastercard polscy internauci najczęściej kupują mobilnie w domowym zaciszu, na kanapie (82%) lub w łóżku (33%). Niemal połowa (49%) e-konsumentów robi takie zakupy w dni robocze między 17:00 a 21:00. To pokazuje, że m-commerce pozwala również poradzić sobie z innym problemem, jakim są ograniczone godziny otwarcia sklepów stacjonarnych.

W okresie przedświątecznym jesteśmy szczególnie „zabiegani”. W efekcie co piąty ankietowany (21%) kupuje mobilnie prezenty będąc w pracy lub na uczelni, zaś 40% robi to między godziną 12:00 a 17:00, czyli w godzinach tradycyjnie zarezerwowanych na pracę. Możliwość kupowania w biegu, między jedną czynnością a drugą, sprawdza się również m.in. podczas czekania na autobus lub pociąg, kiedy to robienie zakupów deklaruje 11% badanych.

„Jesteśmy świadkami tego, jak zyskujący na znaczeniu sektor m-commerce rewolucjonizuje sposób, w jaki kupujemy. Smartfon stał się centrum dowodzenia naszym codziennym życiem, więc to naturalne, że coraz częściej wykorzystujemy go także do internetowych zakupów. Za potrzebami współczesnych konsumentów nadążają też szybkie i wygodne płatności cyfrowe, dostosowane do ery mobilnej. Zakupy i płatności w telefonie pozwalają nam oszczędzać czas. Dzięki temu więcej bezcennych chwil możemy spędzać z naszymi najbliższymi, co w okresie świąt jest szczególnie ważne” – mówi Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny polskiego oddziału Mastercard Europe.

Do m-koszyka: ubrania, książki i elektronika

Polscy internauci kupują na smartfonach najczęściej ubrania i akcesoria (54%), przedmioty związane z kulturą – książki, bilety do kina, teatru i na koncerty (44%) oraz elektronikę (43%). Coraz częściej posiadaczom telefonów zdarza się w ten sposób płacić za bilety komunikacji miejskiej (34%) oraz za parkingi (20%).

Przy zakupach mobilnych polscy internauci chętnie korzystają z aplikacji na telefon. Deklaruje tak 81% ankietowanych w badaniu Mastercard, co jest drugim najwyższym wskaźnikiem w Europie, po Hiszpanii i Rosji (83%). Większość respondentów (64%) wskazała, że w ciągu ostatniego roku korzystała z 2-5 aplikacji zakupowych. Ideą ich użycia jest zwiększenie wygody i bezpieczeństwa kupowania w telefonie.

Telefonem płacimy za zakupy online i offline

Konsumentom coraz trudniej jest wyobrazić sobie zakupy bez smartfona. Oprócz używania go w e‑commerce, coraz częściej Polacy wykorzystują go także do płatności zbliżeniowych w sklepach fizycznych. Umożliwiają to popularne portfele cyfrowe, takie jak Google Pay czy Apple Pay, oraz mobilne aplikacje banków w standardzie HCE, w których można bezpiecznie zapisać swoją kartę płatniczą. Umożliwia to technologia tokenizacji, realizowana w usłudze MDES (Mastercard Digital Enablement Service).

Według najnowszych danych branżowych[2] już ponad 1,8 mln wydanych w Polsce kart płatniczych zostało zapisanych w urządzeniach mobilnych, czyli 3-krotnie więcej niż jeszcze rok temu. Co więcej, już 36% ankietowanych użytkowników kart[3] w Polsce uważa mobilne płatności zbliżeniowe za wygodne, 39% za szybkie, zaś 37% za bezpieczne.

Telefon daje także możliwość robienia zakupów wielokanałowo, np. kiedy w sklepie tradycyjnym chcemy zapłacić online. Tak działa właśnie rozwiązanie Carrefour Scan&Go. Dzięki niemu konsument może podczas zakupów samodzielnie skanować telefonem kody produktów, a następnie zapłacić za nie w aplikacji, korzystając z portfela cyfrowego Masterpass.

[1] „Czy Polacy są gotowi na sklepy bez kas?”, MAISON dla Mastercard, 2017 r.

[2] Raport PRnews.pl: Liczba mobilnych kart zbliżeniowych HCE w III kw. 2018 r.

[3] Badanie POLASIK Research przeprowadzone na reprezentatywnej grupie Polaków korzystających z płatności zbliżeniowych, maj 2018.

Porozumienie Ministerstwa Cyfryzacji i GPW w sprawie wykorzystania technologii blockchain

  • Ministerstwo Cyfryzacji oraz GPW podpisały porozumienie na rzecz wykorzystania technologii blockchain na rynku kapitałowym. 
  • Współpraca z GPW wesprze działania Ministra Cyfryzacji w zakresie wdrażanie projektów cyfryzacji państwa wykorzystujących technologię blockchain

Ministerstwo Cyfryzacji i Giełda Papierów Wartościowych zawarły porozumienie w sprawie współpracy w obszarze zastosowań technologii blockchain w przestrzeni publicznej. Celem porozumienia jest zwiększenie wykorzystania technologii blockchain na rynkach kapitałowych, a następnie wdrożenie analogicznych rozwiązań tam, gdzie mogą ona poprawić wydajność, skuteczność i produktywność procesów w gospodarce i w administracji.

Współpraca Ministra Cyfryzacji i GPW może stanowić podstawę wypracowania propozycji wymagań dla projektów realizowanych z użyciem technologii blockchain oraz otwartych danych publicznych, co wpisuje się w megatrendy technologiczne (w tym np. sztuczną inteligencję czy internet rzeczy).

Marek Dietl, prezes Zarządu GPW
Marek Dietl, prezes Zarządu GPW

Poprzez podpisane dzisiaj porozumienie, GPW deklaruje istotne wsparcie w procesie cyfryzacji państwa. Do tej pory, zaledwie 5 proc. spośród najważniejszych giełd na świecie zastosowało blockchain, zaś 70 proc. pracuje nad wdrożeniem tej technologii. Skupiając się na jej implementacji, mamy szansę znaleźć się w światowej awangardzie. Na rynku kapitałowym, blockchain może stać się istotnym elementem funkcjonowania rynku obligacji i pożyczek, nowego rynku prywatnego, systemów post trade, e-votingu czy rozliczania transakcji online – powiedział Marek Dietl, prezes zarządu GPW.

Wśród najważniejszych priorytetów Ministra Cyfryzacji i GPW jest opracowanie standardów bezpieczeństwa w obrocie gospodarczym i w administracji publicznej, stworzenie środowiska testowego (sandbox), służącego ewaluacji nowych rozwiązań dla administracji publicznej i gospodarki, a także opracowanie wymagań dla rozwiązań, obejmujących tokenizację dokumentów, papierów wartościowych i praw, wspierających bezpieczeństwo i skuteczność obrotu gospodarczego oraz procesów w administracji.

Blockchain jest technologią umożliwiającą zawieranie transakcji, przechowywanie lub organizowanie informacji w sposób transparentny i bezpieczny. Dzięki wykorzystaniu kryptografii transakcje zawierane za pośrednictwem blockchaina nie wymagają weryfikacji przez instytucje pośredniczące. Można też dysponować niezawodnym systemem identyfikacji. Zastosowania blockchain będą się przyczyniać do stworzenia w Polsce przyjaznego i bezpiecznego środowiska dla nowych firm technologicznych.

Właściciele aut z dużymi silnikami zapłacą większe podatki

Zapowiedź nowych regulacji padła podczas szczytu klimatycznego COP24 w Katowicach. Premier Mateusz Morawiecki nie przedstawił szczegółów rozwiązania, ale prace nad nim już trwają. Na cenzurowanym znajdą się pojazdy o pojemności skokowej silnika wynoszącej co najmniej 2000-2500 cm³. Nie mają one dużego udziału w rynku. Jednak, zdaniem Jakuba Farysia, prezesa Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, takie regulacje nie przyniosą więc istotnych zmian dla środowiska i budżetu państwa. Lepiej wzorować się na krajach UE, w których już obowiązuje zasada „więcej trujesz, więcej płacisz”. 

Ministerstwo Finansów pracuje nad zmianami podatkowymi, które mają zniechęcić Polaków do kupowania pojazdów o dużych pojemnościach silników, tj. tych powyżej 2-2,5 litra. Z zapowiedzi wynika, że nowe regulacje zostaną wprowadzone na przestrzeni lat. O takich planach poinformował premier Mateusz Morawiecki podczas szczytu klimatycznego COP24 w Katowicach.

Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego
Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego

– Rozumiem, że zapowiedź pana premiera była w kontekście czystości powietrza i środowiska. Krótko mówiąc, chcemy mniej truć i przyjmujemy założenie, że samochody z dużymi silnikami, tj. o większej pojemności, a jeszcze nie wiemy, jaka będzie to granica, szkodzą bardziej. Jednak w Polsce takich aut w parku samochodów osobowych jest mniej niż 10% – zaznacza Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Z analiz PZPM wynika, że rejestracje nowych samochodów z silnikiem co najmniej dwulitrowym stanowią zaledwie kilka procent rynku. Wśród nich są również auta hybrydowe różnych producentów. W przypadku używanych pojazdów, wspomniany odsetek jest nieco większy i prawdopodobnie przekracza 10%.

– Problem nie leży w dużej pojemności, a w jakości obecnego parku samochodowego w Polsce i braku rozwiązań, które będą promowały zakup nowszych pojazdów. Samochód z normą Euro 6, w tym hybrydy z silnikiem 2,3 czy 2,5 litra, są znacznie bardziej przyjazne środowisku niż dwunastoletni diesel 1,8 czy 1,9 –  stwierdza prezes Faryś.

Co roku do Polski przybywa ok. 400 tys. samochodów, które są starsze niż 10 lat. Przynajmniej połowa z nich posiada silniki wysokoprężne, często bez filtra DPF lub z wyciętym DPF-em. To niewątpliwie obszar, w którym można znaleźć przyczynę smogu i zanieczyszczonego powietrza.

– Premier wypowiedział tylko kilka zdań o tych planach. Moim zdaniem, wprowadzenie tego podatku będzie miało bardzo mały efekt z punktu widzenia czystości środowiska. Tego samego możemy się spodziewać w przypadku wpływów do budżetu – dodaje Jakub Faryś.

W większości państw UE obowiązują już daniny oparte o parametry emisyjne. Ich wysokość jest uzależniona od różnych parametrów, np. od normy CO2. Ponadto są różnego rodzaju zachęty. Dla przykładu we Francji funkcjonuje system bonus malus. Osoba kupująca samochód o mniejszej emisji dwutlenku węgla dostaje premię od państwa.

– Podatki unijne są zróżnicowane, ale jest żelazna, podstawowa zasada – im więcej trujesz, tym więcej płacisz. Nie należy więc skupiać się na jednej grupie pojazdów, np. z silnikami powyżej 2-2,5 litra, bo to nie rozwiąże problemu. Jeżeli chcemy osiągnąć efekt ekologiczny, to sięgnijmy po projekt zmiany ustawy o podatku akcyzowym, który od dłuższego czasu czeka w sejmie. On bowiem zakłada powyższe rozwiązanie – informuje Jakub Faryś.

Park pojazdów w Polsce zdecydowanie wymaga odświeżenia i powinno to wydarzyć się w miarę szybko. Jednak zamknięcie granic przed poszczególnymi grupami pojazdów nie będzie sensowne. Należy wprowadzić rozwiązania, które będą zachęcały do kupowania nowszych aut.

– Pamiętajmy, że jesteśmy narodem niezamożnych ludzi. Wyobrażenie, że nagle np. 80% kupujących ruszy do salonów po nowe auta, jest mało realne i kompletnie oderwane od rzeczywistości. Natomiast z całą pewnością możemy wprowadzić system „więcej trujesz, więcej płacisz” – podsumowuje prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Większość kasjerów zadowolona z zakazu handlu w niedzielę

Decyzję rządu o ograniczeniu handlu w niedzielę uznaje za dobrą dla siebie aż 71% kasjerów, którzy wzięli udział w III już edycji badania platformy TakeTask. To samo wykazała poprzednia analiza. Po raz drugi ubyło przeciwników wśród osób bezdzietnych, a przybyło ich w gronie rodziców. Zatarła się między nimi różnica. W dużych miastach wzrósł odsetek pracowników, którzy nie zauważają, by zyskali więcej wolnego czasu, a w małych i średnich ośrodkach – zmalał. 45% wszystkich respondentów deklaruje, że pasuje im praca w niedzielę. I tu ostatnio nastąpił wzrost. Natomiast w każdej edycji zwiększa się udział sprzedawców twierdzących, że ich miesięczne zarobki wcale się nie zmniejszyły. Od samego początku bardzo zawęziła się grupa ludzi niezdecydowanych co do tego, czy zamiast wolnego dnia woleliby mieć wyższą stawkę godzinową.

Ogólny poziom poparcia dla ograniczenia handlu w niedzielę wśród kasjerów i kasjerek od drugiej edycji badania utrzymuje się na identycznym, bardzo wysokim poziomie – 71%. Tylko za pierwszym razem było ich 56%. Odsetek przeciwników wynosił na początku 28%, potem spadł do 22%. Obecnie jest to 25%. Zatem w tym zakresie tak naprawdę niewiele się zmieniło.

– Początkowo, tj. w I i II fali badania, wśród bezdzietnych respondentów odsetek przeciwników zakazu handlu był ponad dwukrotnie wyższy niż w gronie rodziców. Obecnie w obu grupach niezadowolenie deklaruje jedna czwarta badanych. Osoby niemające dzieci raczej uważały, że zmiana nie była dedykowana dla nich. Ponadto obawiały się obniżki zarobków. Jednak z czasem dostrzegły więcej zalet nowego rozwiązania. Z kolei różnica w opiniach matek i ojców wynikała z malejącego udziału niezdecydowanych – informuje Sebastian Starzyński, prezes zarządu platformy TakeTask.

Natomiast 76% ankietowanych przyznało, że w co drugą niedzielę zyskało więcej czasu dla siebie, rodziny i znajomych w porównaniu z okresem sprzed marca br. W II edycji badania ten odsetek wyniósł 81%, a w I fali był na poziomie 66%. Z analizy wynika również, że następuje stały wzrost osób niezgadzających się z tym stwierdzeniem wśród mieszkańców dużych miast. Najpierw było ich 19%, potem 24%, a obecnie jest to 28%. Jednocześnie ciągle maleje grupa mieszkańców średnich i małych miast, którzy nie zgadzają się z ww. opinią. Kolejno było ich 24%, 14% i ostatnio 13%.

– W dużych ośrodkach jest inne tempo życia. Ponadto więcej osób potrzebuje elastyczności zatrudnienia. Wśród nich są studenci. Oni też wybierają branże pozwalające na dopasowanie czasu pracy z zajęciami na uczelni. W średnich i małych miastach jest nieco inna specyfika handlu. Nie ma aż tylu placówek. Z drugiej strony, tam zwykle mniej pracowników potrzebuje niestandardowych rozwiązań. I z tego wynika większość różnic w deklaracjach obu grup – komentuje Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu.

Z kolei 45% respondentów stwierdziło, że praca w niedzielę im pasuje. Sebastian Starzyński zwraca uwagę na postawy mieszkańców dużych miast. Oni częściej niż w ubiegłych edycjach badania wskazywali „tak”. Nastąpił wzrost z 39% (I fala) i 38% (II fala) do 59%. Tym osobom może bardziej zależeć na braniu dni wolnych w środku tygodnia, by załatwić wiele spraw, m.in. w urzędach, na spokojnych zakupach czy też w szkołach w przypadku wychowywania dzieci. I dlatego chętniej przychodziłyby one do pracy w niedzielę.

– Nie każdy chce być zatrudniony na pełny etat w tych samych godzinach przez 5 dni w tygodniu. Handel stwarza spory wybór pod tym względem. Dla przykładu, w Niemczech dużo kobiet, które są po urlopie macierzyńskim, ceni sobie możliwość pracy w niedzielę. Dla nich jest to sposób na stopniowy powrót do aktywności zawodowej. I podobnie może być w Polsce – podkreśla Maciej Ptaszyński.

Jeszcze przed marcem br. prognozowano, że jednym ze skutków wprowadzenia nowych przepisów będzie zmniejszenie miesięcznych zarobków pracowników handlu. W pierwszym badaniu nie zgodziło się z tym stwierdzeniem 37%, a w drugim – już 56%. Ostatnio ta grupa powiększyła się do 62%, co było wynikiem spadku udziału respondentów niemających zdania. W ostatniej fali niezdecydowanych zostało tylko 10%. W opinii Sebastiana Starzyńskiego, potencjał do zmiany poglądów jest już dość niewielki, oczywiście o ile nie odwróci się sytuacja na rynku pracy.

– Na wątek wynagrodzeń nie należy patrzeć tylko przez pryzmat ograniczenia handlu. Z pewnością nie jest on kluczowy. W tym momencie mamy do czynienia z dobrą koniunkturą gospodarczą i z rynkiem pracownika. To przekłada się na oferowanie wyższych stawek, również dla kasjerów. Kandydaci do pracy i już zatrudnieni mają najlepsze możliwości negocjacyjne od lat – stwierdza dyrektor generalny PIH.

Jak zauważa dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, walczące o rynek sklepy dyskontowe bardzo mocno podniosły poprzeczkę wynagrodzeniową. W tej chwili podstawowe pensje są kalkulowane między 3500 a 4000 zł brutto. Inne formaty handlowe, szczególnie supermarkety, również podniosły płace. W wielu przypadkach były to podwyżki o ok. 500 zł brutto. I dlatego kasjerzy mogą dobrze oceniać swoją sytuację zarobkową.

– W okresie letnim zaobserwowaliśmy wzrost liczby osób, które deklarowały konieczność dodatkowej pracy w sobotę do późna lub bardzo wcześnie w poniedziałek. Teraz sytuacja wygląda inaczej. Wyraźnie widać to w dużych miastach. Poprzednio 36% ich mieszkańców nie zgadzało się z takim stwierdzeniem, a ostatnio – 59%. Wzrost jest wynikiem zmniejszenia się ilości osób potwierdzających niekorzystne sytuacje. To dobry sygnał, że sieci coraz lepiej sobie radzą z organizacją pracy przed i po wolnych niedzielach  – ocenia prezes zarządu platformy TakeTask.

Ankietowani po raz kolejny odpowiedzieli też na pytanie o to, czy zamiast wolnego dnia wolą wprowadzenie 2,5 razy wyższej stawki godzinowej we wszystkie niedziele. W tej kwestii opinie w dalszym ciągu się polaryzują. Od I do III edycji badania odsetek zwolenników tego pomysłu wzrósł z 43% do 53%, a przeciwników przybyło z 29% do 39%. Już tylko 8% respondentów nie ma zdania. I od samego początku ich udział spadł aż o 20%.

– Dla mnie akurat zaskakujący jest wzrost liczby przeciwników wśród osób bezdzietnych, najpierw z 23% do 25%, a następnie – do 32%. Ponadto zwiększyło się poparcie dla tego pomysłu w grupie rodziców, z 39% do 41%, a ostatnio – do 52%. Znacznie wyższa stawka za niedzielną pracę może być atrakcyjną opcją również dla części matek i ojców, dla których byłaby okazją do poprawienia sytuacji finansowej w gospodarstwie domowym – wskazuje Sebastian Starzyński.

Jednak, według opinii dr. Falińskiego, wprowadzenie 2,5 razy wyższej stawki godzinowej w Polsce jest nierealne. Ekspert przypomina, że zwolennikiem tej koncepcji był przede wszystkim OPZZ. Ale wizja ewentualnej zmiany prawdopodobnie wystraszyła pracodawców. Obecnie większość formatów handlowych konkuruje przecież z dyskontami, które stale obniżają ceny. Wprowadzenie tego typu rozwiązania, niezwykle kosztownego, zrodziłoby pytanie o rentowność wielu firm.

– Moim zdaniem, podwyższenie stawki godzinowej nie byłoby problemem dla sieci, bo obowiązywałoby wszystkich graczy. Natomiast zwiększyłoby to atrakcyjność handlu jako miejsca pracy, na czym oczywiście zyskaliby kasjerzy. Uważam, że ważniejszym powodem niewprowadzenia tego rozwiązania, poza kwestiami światopoglądowymi i politycznymi, była obawa, że inne branże zaczęłyby się domagać tego samego, w tym sektor budżetowy – podsumowuje prezes zarządu platformy TakeTask.

Pierwsze badanie opinii kasjerów odbyło się w lutym br. w 20 miastach, gdzie analizą objęto 118 pracowników. 59,3% z nich to rodzice, a 40,7% – osoby bezdzietne. Po raz drugi przeprowadzono ankietę pod koniec czerwca br. Wówczas w badaniu wzięło udział 134 osób z 38 ośrodków. 61,9% ankietowanych miało dzieci, a 38,1% – nie. Natomiast trzecia edycja została zorganizowana końcem października br. i objęła 36 miast oraz grupę 101 osób. Wśród nich było 67 rodziców i 34 bezdzietnych respondentów.

Coface: Wzrost gospodarczy w 2019 r. zwolni do poziomu 3,7 proc.

Międzynarodowa firma Coface podwyższyła swą tegoroczną prognozę wzrostu PKB do 5,0 proc., ale ocenia, że w przyszłym roku nie da się utrzymać wzrostu konsumpcji na tak wysokim poziomie. To jeden z powodów, że przyszłoroczny wzrost gospodarczy będzie znacząco niższy.

Coface podniosło swą prognozę wzrostu PKB dla Polski z 4,6 do 5,0 proc. Przyszłoroczny wzrost ma wynieść 3,7 proc.

– Od dziewięciu kwartałów wzrost konsumpcji jest wysoki, jego solidne tempo przekracza 4,0 proc. Nie da się utrzymać konsumpcji na tak wysokim poziomie, choć nadal pozostanie główną siłą napędową polskiej gospodarki- mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Moonlit Games S.A. kupiło prawa do produkcji Ignis: Duels of Wizards

Moonlit Games S.A., kupiło prawa do produkcji Ignis: Duels of Wizards. Premiera tytułu na platformie Steam planowana jest na drugi kwartał 2019 roku.

Od strony produkcyjnej zespół Moonlit Games już wcześniej zajmował się projektem, ale wydawcą miała być spółka Fat Dog Games. W listopadzie br. całość praw została wykupiona przez Moonlit. Decyzja podyktowana została dobrą znajomością produkcji oraz przeświadczeniem o jej potencjale sprzedażowym. Podobne gry, takie jak Battlerite czy Bloodline Champions, cieszą się dużą popularnością. Pierwszy z nich ma 3 710 000, a drugi 659 000 pobrań.

Ignis: Duels of Wizards na tle innych tytułów wyróżnia unikatowa i autorska mechanika walki – gracze mają możliwość sterowania trajektorią każdego pocisku wypuszczanego przez ich postać. Zależnie od upodobań, mogą albo modyfikować parabole, albo ręcznie zmieniać kierunek lotu. Rozgrywka w Ignis opiera się na serii krótkich, dynamicznych i intensywnych starć. Dzięki temu, w przeciwieństwie do innych gier z gatunku MOBA, mecz nie wymaga zarezerwowania dłuższego czasu – ocenia Piotr Gardeła, CEO/CFO Moonlit Games S.A.

Ignis: Duels of Wizards będzie więc bardziej przystępna dla osób, które chcą zrobić sobie krótką przerwę od aktualnie wykonywanych obowiązków na kilkunastominutową rozgrywkę.

Poza platformą Steam, tytuł wydany będzie również na konsole PlayStation, Xbox oraz Nintendo Switch. Przewidywana cena gry to 15-20 USD.

Kto pracuje na nasze emerytury?

Ci, którzy przejdą na emeryturę od drugiej połowy 2019 r., mogą zyskać ok. 500 zł rocznie dzięki coraz większej grupie pracujących w Polsce imigrantów. Jak to możliwe? Wynika to wprost z ustawowej metody waloryzacji kapitału na nasze przyszłe świadczenie emerytalne – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Napływający do Polski imigranci stanowią znaczne wsparcie dla krajowej gospodarki. W większości są to młode i chętne do pracy osoby, które zmniejszają negatywne ekonomiczne skutki starzenia się polskiego społeczeństwa. Dodatkowo stanowią również pomoc dla pracodawców, którzy mają problemy z zatrudnieniem wykwalifikowanych osób.

Co ciekawe, przyjeżdżający do Polski Ukraińcy, Białorusini czy obywatele krajów azjatyckich mają także wpływ na nowo przyznane świadczenia emerytalne. Całościowy efekt tego wpływu będzie widoczny już od drugiej połowy 2019 r., kiedy w waloryzacjach kont emerytalnych zostaną uwzględnione wszystkie lata okresu największego napływu imigrantów.

Szczęście przechodzących na emeryturę

Osoby zbliżające się do wieku emerytalnego mogą mówić o szczęściu. Dobra koniunktura zwiększa zatrudnienie i wynagrodzenia pracujących, a dzięki temu więcej pieniędzy wpływa do ZUS-u. Dotyczy to również składek na ubezpieczenie emerytalne.

Według ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (art. 25 ust. 6) waloryzacja kapitału początkowego (to, co zgromadziliśmy przed 1999 r.) oraz składki na ubezpieczenie emerytalne zależą od inflacji i realnego wzrostu sumy przypisu składek wszystkich ubezpieczonych.

W latach 2016-2017 wskaźnik waloryzacji wyniósł odpowiednio 106,37 proc. i 108,68 proc. – według danych z ZUS. To oznacza, że kapitał emerytalny (z wyłączeniem subkonta, które jednak w niewielkim stopniu zwiększa świadczenie odchodzących niedługo na emeryturę) został powiększony o 6,37 proc. oraz o 8,68 proc. Można się spodziewać, że podobny wynik do 2017 r. zostanie również osiągnięty w 2018 r., biorąc pod uwagę wpływy do ZUS-u za trzy kwartały br. W jakim stopniu jednak do wzrostu wskaźnika waloryzacji przyczynili się imigranci?

Wzrost składek dzięki imigrantom

Dane NBP (Prezentacja Projekcji Inflacji z 13 listopada br.) pokazują, że Ukraińcy zwiększyli całkowitą liczbę pracujących o 0,8 proc. zarówno w 2016 r., jak i 2017 r. Biorąc dodatkowo pod uwagę dane ubezpieczonych obcokrajowców w ZUS, podobny wzrost utrzymał się również w 2018 r.

Dzięki imigrantom liczba pracujących i płacących składkę emerytalną w Polsce w latach 2016-2018 zwiększy się o ok. 2,5 proc. Godzinowe zarobki tych osób są prawdopodobnie niższe niż średnia w Polsce, ale biorąc pod uwagę, że pracują oni więcej niż Polacy (54 godziny tygodniowo w aglomeracji warszawskiej – według badania NBP „Obywatele Ukrainy pracujący w Polsce”) oraz są zatrudnieni w większych miastach, można przyjąć, że ich wkład finansowy do systemu ZUS jest analogiczny do tego, jaki przeciętnie wynosi dla obywatela Polski.

Z tego wynika również, że w trzy lata imigranci mogli zwiększyć fundusz emerytalny ZUS właśnie o ok. 2,5 proc. Ponieważ waloryzacja konta emerytalnego zależy od wzrostu realnego sumy przypisu składek, to imigranci wyraźnie zwiększą emerytury dla tych, którzy przejdą na świadczenie ZUS od lipca 2019 r.

O 500 zł rocznie wyższe świadczenie

Dane ZUS pokazują, że średnia emerytura przyznana w 2017 r. wynosiła 2156 zł brutto. Przy przeciętnym wieku jej otrzymania (62,3 lata – dla kobiet i mężczyzn) i liczby miesięcy oczekiwanej długości życia świadczeniobiorcy (243 – według tablic GUS) zgromadzony kapitał statystycznego emeryta nieco przekracza 500 tys. zł.

Przynajmniej 80 proc. środków jest zgromadzona w części kapitału początkowego i składek emerytalnych (bez subkonta), co oznacza, że współczynnik waloryzacji dla ok. 400 tys. zł zgromadzonych w ZUS jest zależny od wpływów imigrantów.

W rezultacie dzięki napływowi Ukraińców czy Białorusinów w latach 2016-2018 kapitał przeciętnego emerytura przechodzącego na świadczenie ZUS od drugiej połowy 2019 r. zwiększy się o ok. 10 tys. zł (2,5 proc. z 400 tys. zł). Ponieważ oczekiwana długość życia przeciętnego emeryta (od 62. roku życia) wynosi ok. 20 lat, to mniej więcej o 500 zł rocznie zwiększy się jego świadczenie dzięki napływowi imigrantów z ostatnich 3 lat.

Francja zaufała polskim rozwiązaniom dla kierowców

Aż w 18 europejskich państwach kontrola czasu pracy kierowców prowadzona jest na polskim oprogramowaniu Inelo, w tym między innymi w Niemczech, Wielkiej Brytanii, a teraz również we Francji, czyli w krajach, do których najczęściej jeżdżą kierowcy ciężarówek z Polski.

Andrzej Oślizło, prezes Grupy Inelo
Andrzej Oślizło, prezes Grupy Inelo

Dynamicznie zmieniające się regulacje dotyczące czasu pracy kierowców zawodowych są często powodem naruszeń, za które przedsiębiorcom grożą wysokie kary finansowe. Ważne są tutaj odpowiednie rozwiązania IT, które zapewnią niezawodność i najwyższej jakości usługę kontroli przerw i odpoczynków. Teraz do grona naszych partnerów dołączyła Francja, która jest kluczowym rynkiem dla polskich przewoźników. Współpraca z francuskimi służbami daje firmom transportowym gwarancję na monitorowanie czasu pracy ich kierowców zgodnie z francuskim prawem i unijnymi regulacjami – mówi Andrzej Oślizło, prezes Grupy Inelo.

Francuskie Ministerstwo Przekształceń Ekologicznych i Solidarnych wybrało oprogramowanie TachoScan Control, dzięki czemu służby, które dokonują kontroli samochodów ciężarowych i kierowców na terenie Francji, będą pracowały w oparciu o rozwiązania polskiego dostawcy. Zamówienie dotyczy nawet do 1050 licencji na program zgodny z francuskimi przepisami prawa, który będzie wykorzystywany przez tysiące funkcjonariuszy z Inspekcji Transportu Drogowego, Żandarmerii, Policji oraz Służby Celnej. – Takie oprogramowanie jest niezbędne do prowadzenia działań mających na celu wykrywanie nieprawidłowości w pracy kierowców zawodowych, a tym samym podnoszenia bezpieczeństwa na drodze. Przedsiębiorcy, wysyłający swoich pracowników w przewozach międzynarodowych lub kabotażowych, powinni pamiętać, że o ile przepisy w zakresie przestrzegania przerw i odpoczynków są takie same w całej Unii Europejskiej, to kary za naruszenia znacząco różnią się od tych obowiązujących w Polsce. Sankcje są dużo wyższe i mogą mieć wpływ na kondycję finansową prowadzonej działalności. Dlatego obecnie tak ważny jest solidny i stabilny partner, który wspiera firmy w prowadzeniu ewidencji czasu pracy ich kierowcy, prowadzi prawidłowe rozliczenia i doradza w interpretowaniu kłopotliwych zapisów  – przekonuje prezes Grupy Inelo.

Wymagający partner

Francja to drugi, zaraz za Niemcami, najczęściej wybierany kierunek delegowania polskich pracowników. Regularne trasy do Republiki Francuskiej wykonuje aż 14% rodzimych ciężarówek.[1] Podróżują tam również przewoźnicy zmierzający do krajów Zjednoczonego Królestwa. Służby kontrolujące transport powyżej 3,5 tony znane są ze swojej skrupulatności i częstych kontroli. Bardzo dokładnie sprawdzają wskazania tachografów, dzięki którym można stwierdzić czy kierowca prawidłowo wykorzystał dostępny czas pracy oraz wykonał odpowiednią ilość odpoczynków i przerw. Należy też wziąć pod uwagę francuską biurokrację. Wymaga ona od kierowców posiadania przy sobie dokumentów, takich jak przetłumaczone na język francuski zaświadczenie o delegowaniu, umowa o  pracę (dla pracowników agencji pracy tymczasowych – kopie umów o pracę tymczasową oraz o  udostępnienie pracownika) oraz druk „A1’’ (zaświadczenie o podleganiu pod ZUS w Polsce). Ponadto firma musi posiadać przedstawicielstwo na terenie Republiki, by na przykład pośredniczyć w kontaktach z lokalnymi służbami kontroli. – Francja to wymagający rynek dla polskich przewoźników. Tym bardziej cieszy fakt, że proponowane przez Inelo rozwiązania spotkały się z uznaniem najważniejszych instytucji dbających o bezpieczeństwo w ruchu drogowym w tym kraju. Polscy eksperci przeprowadzą również cykl szkoleń skierowanych do francuskich inspektorów i funkcjonariuszy, co tylko potwierdza naszą wiedzę i pozycję w branży transportowej w Polsce i w Europie – komentuje Andrzej Oślizło.

Doświadczony dostawca

Oprócz Francji, Wielkiej Brytanii oraz Niemiec, oprogramowanie Inelo w codziennej pracy wykorzystują funkcjonariusze w Rumunii, Czechach, Estonii oraz na Litwie i Łotwie, a także w Polsce Holandii, Luksemburgu, Słowacji, Słowenii. – Polska jakość i wiedza doceniane są na rynkach Unii Europejskiej. Niedawno do grona naszych partnerów dołączyła również Policja w Szwajcarii oraz Inspekcja Transportu Drogowego w Macedonii. Ekspansja na rynki zagraniczne umacnia pozycję Grupy Inelo jako doświadczonego dostawcy usług wspierających codzienną pracę służb kontrolnych, firm transportowych oraz kierowców. Jako lider w branży TSL stale pracujemy nad nowymi propozycjami łączącymi telematykę i nowoczesne rozwiązania informatyczne – informuje Bartosz Najman, wiceprezes Zarządu Inelo.

Grupa Inelo łączy marki OCRK, które prowadzi ewidencję czasu pracy kierowców dla firm z szeroko rozumianej branży transportowej, oraz Inelo, będące producentem programów IT, niezbędnych do prowadzenia działalności przewozowej oraz działań służb kontrolnych mających na celu podnoszenie bezpieczeństwa na drodze.

[1] Badanie Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców, wrzesień 2018.

Wynagrodzenie w Polsce zrówna się ze średnią unijną za 59 lat

W ostatnich latach poziom średniego polskiego wynagrodzenia stale rośnie, tym samym odrabiamy duży dystans wobec bogatszych krajów Unii Europejskiej. Jednak ta przepaść wciąż jest ogromna. Aby polskie zarobki zrównały się ze średnią unijną, potrzeba aż 59 lat.

Minione ćwierć wieku to dla polskiej gospodarki okres dynamicznego rozwoju. Od 1991 r. nie odnotowano ani jednego roku z ujemną dynamiką PKB, co jest unikalnym wynikiem wśród wszystkich krajów obecnej Unii Europejskiej. Dynamiczny rozwój polskiej gospodarki nie w pełni przekłada się jednak na wzrost wynagrodzeń. W latach 2000-2017 płace w Polsce rosły rocznie średnio o 0,9 proc. wolniej niż dynamika PKB. Od 2000 roku PKB w Polsce wzrósł o 83,8 proc., tymczasem średnie polskie wynagrodzenie – po uwzględnieniu inflacji – zwiększyło się tylko o 59,6 proc. Jak wynika z raportu Grant Thornton, gdyby ta dynamika wynagrodzeń w Polsce rosła równo ze wzrostem PKB, przeciętny zatrudniony w Polsce pracownik w 2017 roku średnio zarabiałby o 1834 zł brutto więcej, niż ma to miejsce obecnie (średnia pensja wynosiłaby nie 4517 zł a 6351 zł). A zliczając łącznie od 2000 roku wszystkie „stracone” w ten sposób pensje, przeciętny Polak zarobiłby o 190,3 tys. zł więcej.

Polsce pod względem wynagrodzeń nadal wiele brakuje też do średniej unijnej. Według danych z Eurostatu, średnie miesięczne wynagrodzenie mieszkańca UE wynosi prawie 2,9 tys. EUR brutto. Jest to niemal trzy razy więcej niż średnie zarobki mieszkańca Polski, którego miesięczna pensja wynosi 982 EUR. Najwyżej w zestawieniu najlepiej zarabiających państw UE znajduje się Luksemburg, którego pracownik dostaje średnio ponad 4,5 tys. EUR miesięcznie. Najmniej zarabia się natomiast w Bułgarii (460 EUR miesięcznie). Te wyniki stawiają Polskę na ósmej pozycji od końca w rankingu na średnie miesięczne wynagrodzenia w Unii.

Na podstawie danych z Eurostatu w raporcie stworzono symulację procesu doganiania przez Polskę bogatszych państw UE pod względem średnich wynagrodzeń. Obliczenia oparto na założeniu, że dla każdego państwa dynamika wynagrodzeń z ostatnich trzech lat, dla których dostępne są porównywalne dane (2014-2016), utrzyma się na tym poziomie w przyszłości.

Gdyby w Polsce średnie wynagrodzenie wzrastało stale o 4,53 proc. rocznie (dynamika odnotowana w latach 2014-2016), to nasz kraj najszybciej dogoniłby Portugalię – stałoby się to już w marcu 2023 roku. Ostatnim doganianym krajem byłyby natomiast Niemcy – ze względu na relatywnie wysoką dynamikę wzrostu płac odnotywaną w ostatnich latach u naszych zachodnich sąsiadów (w porównaniu do innych bogatszych krajów UE) wynagrodzenia Polski i Niemiec zrównałyby się dopiero w maju 2077 roku.

Co ciekawe, dokładnie w tym samym czasie – w maju 2077 roku – dogonilibyśmy również średnią pensję w całej Unii Europejskiej. Na pierwszy rzut oka może wydawać się to nieco zaskakujące. Intuicja podpowiadałaby, że średnia unijna zostanie osiągnięta znacznie wcześniej, tzn. gdzieś w połowie między pierwszym i ostatnim dogonionym państwem. Należy jednak pamiętać, że do obliczenia średniej unijnej brane są pod uwagę nie tylko te kraje, które uda nam się dogonić (bogatsze od Polski i z niższą od nas dynamiką), ale też te biedniejsze państwa, których naturalnie nigdy nie „dogonimy”, bo już teraz je wyprzedzamy. Uwzględnienie tych państw sprawia, że okres doganiania średniej unijnej „wydłuża się”.

Wyniki badania pokazują, że nawet pomimo bardzo optymistycznego założenia szybkiego wzrostu średnich płac w Polsce (4,53 proc. realnie wydaje się na tle historycznych danych i innych krajów wysokim wynikiem), nasz kraj dzieli duża odległość pod względem wynagrodzeń od najbogatszych państw UE. Co więcej, Rumunia, która obecnie ma jedną z najniższych średnich rocznych pensji w całej Unii – ze względu wysoką dynamikę wzrostu (8,3 proc. w latach 2014-2016) – dogoniłaby Polskę już w listopadzie 2029 roku.

Postanowiono również sprawdzić, kiedy wynagrodzenia w Polsce osiągną aktualny stan średniej unijnej i innych krajów UE. Innymi słowy, staramy się odpowiedzieć na pytanie, ile lat dzieli nas od poziomów, jakie obecnie panują w krajach UE. W tym przypadku podczas obliczeń założono, że wynagrodzenia w Polsce rosną w tempie 4,53 proc. (odnotowanym w ostatnich trzech latach), natomiast, dla pozostałych państw przyjęto zerową dynamikę.

Okazuje się, że jeśli wynagrodzenia w Polsce będą rozwijać się w takim tempie, jak w ostatnich latach, to poziom zarobków, jaki obecnie panuje średnio w UE, osiągniemy za 21 lat. Z kolei jeśli chcielibyśmy porównać się do wysokich zarobków Luksemburga oraz Danii – Polska jest aktualnie 32 lata w tyle za tymi państwami. Jeśli chodzi o Niemcy – ich obecny poziom osiągniemy za 28 lat.

10 najważniejszych wydarzeń na rynku nieruchomości komercyjnych w 2018 r.

Kolejny rok na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce dobiega końca. Choć podsumowania liczbowe ostatnich 12 miesięcy jeszcze przed nami, możemy pokusić się o ocenę, że był to zdecydowanie dobry okres dla polskiego rynku. Eksperci Colliers International wybrali 10 wydarzeń, które istotnie wpłynęły na kształt rynku nieruchomości w Polsce.                                                                               

  1. Wejście do Polski giganta co-workingu – WeWork

Firma podpisała umowy najmu w czterech lokalizacjach w Warszawie. W grudniu otwarto pierwsze biuro WeWork w budynku Cedet przy ul. Kruczej. Trwają przygotowania do pozostałych biur w Browarach Warszawskich, Mennica West Building oraz w Europejskim.

  1. Wrocław przekracza granicę 1 mln mkw. powierzchni biurowej

Stolica Dolnego Śląska jest drugim po Krakowie rynkiem regionalnym, gdzie zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej przekroczyły poziom 1 mln mkw.

  1. E-commerce motorem napędowym popytu na rynku magazynowym w 2018 r.

Największą transakcją na rynku w roku 2018 z udziałem firmy zajmującej się handlem internetowym było wynajęcie magazynu BTS przez spółkę Hillwood dla firmy Zalando. Obiekt o powierzchni 120 tys. mkw. powstaje w Olsztynku.

  1. Polska Centralna największym magazynowym placem budowy w kraju

Na koniec roku w regionie łódzkim w budowie pozostaje ponad 500 tys. mkw. powierzchni przemysłowo-magazynowej. Wśród realizowanych inwestycji można wymienić m.in. budowę centrum logistycznego dla sieci Zalando (126 tys. mkw.) w Głuchowie (Tuszyn) oraz budowę największego magazyny dla sieci Leroy Merlin (124 tys. mkw.) w Piątku.

  1. Polska Strefa Inwestycji zastąpiła Specjalne Strefy Ekonomiczne

Wejście w życie Ustawy o wspieraniu inwestycji (w czerwcu tego roku), w ramach której niemal 100% terenów inwestycyjnych w kraju objętych zostało możliwością uzyskania ulg podatkowych przez inwestorów polskich i zagranicznych. Okres zwolnienia wynosi w PSI wynosi 15 lat, a zatem jest prawie dwukrotnie dłuższy niż ten przyznawany w ostatnim czasie w ramach SSE (8,5 roku).

  1. Wprowadzenie pierwszych ograniczeń dotyczących handlu w niedziele

Od stycznia br. w Polsce obowiązują przepisy wprowadzające stopniowo zakaz handlu w niedziele. W roku 2018 handel był dozwolony w dwie niedziele w miesiącu, w roku 2019 handlowa pozostanie tylko jedna niedziela, a od stycznia 2020 obowiązywać będzie całkowity zakaz handlu w niedziele.

  1. Budynki mix-used otwierają się na lifestyle

Ważnym wydarzeniem na rynku warszawskim było otwarcie Centrum Praskiego Koneser i rozpoczęcie budowy kilku kolejnych obiektów o funkcjach mieszanych, w tym: Elektrowni Powiśle, ArtN i Browarów Warszawskich. W odróżnieniu od standardowych budynków mix-used, obiekty te prócz funkcji mieszkaniowej, biurowej, handlowej, łączą w sobie także funkcję prospołeczną. Poprzez tworzenie i udostępnianie terenów publicznych dla mieszkańców i organizację otwartych eventów już na etapie budowy, stają się ważnym elementem kształtowania tkanki miasta.

  1. Otwarcie hotelu marki Raffles w Europejskim

To trzeci obiekt tej luksusowej marki w Europie. Hotel został otwarty w Warszawie w miejscu dawnego Hotelu Europejskiego.

  1. Wejście na rynek nowego kapitału z Azji

Inwestorzy z Korei Południowej, Malezji i Filipin dokonali pierwszych zakupów inwestycyjnych na rynku polskim. GLL Real Estate Partners w imieniu koreańskiego funduszu nabył biurowiec CEDET w Warszawie, Savills Investment Management w imieniu funduszu Employees Provident Fund of Malaysia (jednego z największych funduszy emerytalnych na świecie) zakupił Galerię Katowicką, natomiast filipiński fundusz ISOC Holdings Inc. swoją aktywność na rynku polskim rozpoczął od zakupu dwóch budynków Silesia Business Park w Katowicach.

  1. Sprzedaż Domów Towarowych „Wars Sawa i Junior” w Warszawie

Transakcja opiewała na kwotę ponad 300 mln EUR, czyli niemal 1,3 mld PLN. Dokonano jej przy najniższej odnotowanej w historii polskiego rynku inwestycyjnego stopie zwrotu szacowanej na ok. 4%. Nowym właścicielem Warsa, Sawy i Juniora została spółka Atrium European Real Estate Limited.

Dominika Jędrak, dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International
Dominika Jędrak, dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International

— Biorąc pod uwagę wydarzenia z tego roku możemy spodziewać się, że przyszły rok przyniesie odpowiedzi na wiele nurtujących pytań, np. jaki skutek dla rynku będzie miał wprowadzony w 2018 r. zakaz handlu w niedzielę, co stanie się z REIT-ami i czy nowa ustawa o PSI faktycznie przełoży się na wzrost inwestycji w Polsce ze strony zarówno dużych międzynarodowych koncernów, jak również rodzimych, małych i średnich firm. Z uwagą będziemy śledzić wszystkie wydarzania, które mają wpływ na polski rynek nieruchomości — mówi Dominika Jędrak, dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Świąteczna gorączka zakupów sprzyja hakerom – uwaga na podejrzane e-maile

Według badań F-Secure, 9 na 10 prób zainfekowania użytkowników złośliwym oprogramowaniem to efekt rozsyłania spamu przez cyberprzestępców. W 69% przypadków wiadomości kierują odbiorców na strony internetowe zawierające szkodliwe treści, a pozostałe 31% zachęca do pobrania złośliwych załączników. W okresie świątecznym hakerzy aktywnie wysyłają fałszywe powiadomienia o nieudanej dostawie prezentu czy otrzymaniu faktury za zakupy. Na co powinniśmy uważać, aby nie paść ofiarą cyberprzestępców?

W oczekiwaniu na Mikołaja

Tegoroczny Black Friday ustanowił rekord sprzedaży w e-sklepach. Na zakupy w sieci Polacy wydali o 176% więcej, niż wynosiła średnia dzienna w październiku – na każdy koszyk przypadło przeciętnie 190 zł. Liczba transakcji wzrosła o 112% w stosunku do średniej dziennej z października[1], a to jedynie rozgrzewka przed świątecznymi zakupami.

Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w firmie F-Secure
Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w firmie F-Secure

W tygodniach poprzedzających święta niemal każdy z nas spodziewa się przesyłki, a to sprawia, że tracimy czujność. Wiadomość od kuriera zazwyczaj nie wzbudza żadnych podejrzeń, dlatego klikamy w link odsyłający do śledzenia paczki. Niestety na zaufaniu do znanych firm oraz przedświątecznej gorączce zakupów korzystają cyberprzestępcy. Przeprowadziliśmy eksperyment, który wykazał, że spreparowane e-maile nawiązujące do Black Friday czy Cyber Monday charakteryzują się o 39% wyższą otwieralnością. Takie wyniki powinny dać nam wszystkim do myślenia – ostrzega Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w firmie F-Secure.

Okup traci popularność, ale…

Badacze ds. cyberbezpieczeństwa obserwują spadek popularności oprogramowania typu ransomware, które blokuje dane użytkowników i wymusza okup za ich odzyskanie. Nie oznacza to jednak, że zagrożenie minęło – cyberprzestępcy zaczęli po prostu stosować inne metody. Według danych F-Secure obecnie tylko 6% załączników w e-mailach ze spamem zawiera ransomware, a już 42% stanowią trojany bankowe.

Jak się chronić?

W przypadku e-maili od nieznanych nadawców (szczególnie firm kurierskich czy sklepów) należy dokładnie czytać treść wiadomości, a także unikać otwierania załączników i klikania w linki.

Wszelkie błędy językowe lub zastępowanie liter liczbami w adresach stron internetowych powinny wzbudzać podejrzenia. Warto również zwrócić uwagę na typ załącznika – hakerzy próbują uśpić czujność, stosując podwójne rozszerzenia plików, przykładowo: faktura.pdf.exe. Nie mniej istotne jest regularne aktualizowanie oprogramowania, a także stosowanie rozwiązań ochronnych na wszystkich urządzeniach – radzi Karolina Małagocka.

[1] https://www.kir.pl/o-nas/aktualnosci/black-friday-winduje-obroty-w-e-commerce-takze-w-polsce,249.html

Theresa May przed kolejną próbą

W środę inwestorzy powinni obserwować wotum nieufności przeciwko premier May oraz odczyty amerykańskiej inflacji.

Dziś uwaga inwestorów skupia się przede wszystkim na sytuacji w Wielkiej Brytanii. Ostatecznie przeciwnikom Theresy May udało się zebrać wymaganą liczbę 48 podpisów pod wnioskiem uruchamiającym proces głosowania nad wotum nieufności wobec premier Wielkiej Brytanii. Głosowanie ma odbyć się dziś wieczorem (po godzinie 18). Aby pozostać na stanowisku, May musi uzyskać poparcie co najmniej 158 z 315 Torysów. W obecnej chwili wygląda na to, że premier powinna wyjść z sytuacji obronną ręką, tak przynajmniej sugerują wyceny bukmacherów i zachowanie funta brytyjskiego, który mimo, iż znajduje się na niskich poziomach, tak pozostaje dość stabilny.

Jeśli Theresa May przetrwa dzisiejsze głosowanie nie będzie można uruchomić wobec niej analogicznej procedury przez rok. Jeśli z kolei nie uzyskałaby wystarczającej liczby głosów, w ciągu kilku tygodni doszłoby do wyboru jej następcy. W kontekście Brexitu jednak raczej niewiele by to zmieniło: strona europejska twardo obstaje przy swoim i wyraźnie stwierdza, że nie będzie podejmować prób renegocjacji porozumienia z Wielką Brytanią.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek wzrósł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,29-4,30. Euro w ostatnim czasie pozostaje nieco słabsze, co ma związek m.in. z zamieszaniem wokół Brexitu oraz siłą dolara amerykańskiego. Informacje płynące ze strefy euro nie są bowiem wcale złe: wczorajsze dane ZEW o nastrojach ekonomicznych w Niemczech wprawdzie nadal wskazywały na słaby sentyment, tak jednak były lepsze od oczekiwań. Dzisiejsze dane o produkcji przemysłowej w krajach wspólnego bloku w październiku również zaskoczyły na plus: dynamika wyniosła 1,2% w ujęciu rocznym wobec oczekiwanego poziomu 0,7%. Mimo, iż względnie niska, tak roczna dynamika produkcji pozostaje obecnie wyższa niż w trzech poprzedzających miesiącach.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,74-4,78. Wczorajsze dane z brytyjskiego rynku pracy zaskoczyły na plus. Stopa bezrobocia w październiku wprawdzie zgodnie z oczekiwaniami pozostała na niezmienionym poziomie 4,1%, wyraźnie przyspieszyła jednak dynamika płac, która zarówno w przypadku wskaźnika mierzącego sam wzrost, jak i tego mierzącego wzrost uwzględniający bonusy pokazała poziom 3,3% w ujęciu rocznym. W przypadku indeksu nieuwzględniającego premii jest to najwyższa nominalna dynamika płac w Wielkiej Brytanii od ok. dekady. W przypadku bardziej wahliwego indeksu uwzględniającego bonusy jest to najwyższa dynamika od ponad ośmiu lat. Wyższe płace powinny wspierać brytyjską gospodarkę oraz przekładać się na wyższe perspektywy podwyżek stóp ze strony BoE. Jednak wpływ odczytów na rynek walutowy był ograniczony – inwestorzy cały czas skupiają się przede wszystkim na kwestiach związanych z Brexitem, a te nie napawają optymizmem i raczej nie sprzyjają brytyjskiej walucie

Wczoraj premier Theresa May spotkała się z Angelą Merkel. Kanclerz Niemiec, podobnie jak inni europejscy liderzy (Donald Tusk, czy Jean-Claude Juncker) odrzuciła możliwość renegocjacji porozumienia z Wielką Brytanią. Niezależnie od tego, jaki będzie dzisiejszy rezultat wotum nieufności wobec May, mało prawdopodobne wydaje się, żeby europejscy oficjele zmienili nastawienie w kwestii negocjacji.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek wzrósł o 0,4%, wahając się w widełkach 3,77-3,80. Dolar amerykański w ostatnim czasie nieco zyskuje. Oprócz zamieszania w Europie w związku z Brexitem, amerykańskiej walucie mogło pomóc odbicie rentowności amerykańskich papierów dłużnych po serii ostatnich spadków.

Dziś istotne dla dolara będą odczyty amerykańskiej inflacji CPI i bazowej inflacji CPI w USA w listopadzie, które poznamy w drugiej części dnia. Wczorajsze listopadowe odczyty inflacji producentów pokazały wyższy odczyt od oczekiwań (2,7% wobec 2,5% rocznie), budząc lekki optymizm. Niewykluczone, że dzisiejszy odczyt CPI pokaże mniejszy od oczekiwanego spadek (dynamika cen konsumpcyjnych w listopadzie ma wynieść 2,2% wobec 2,5% rocznie miesiąc wcześniej). Możliwy wyższy odczyt mógłby nieco wpłynąć na oczekiwania względem działań Rezerwy Federalnej w przyszłym roku i tym samym wesprzeć amerykańską walutę w drugiej części dnia.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – inflacja CPI i bazowa inflacja CPI w USA w listopadzie
  • po 18:00 – głosowanie nad wotum nieufności wobec premier Wielkiej Brytanii

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Agencja ds. bezpieczeństwa cybernetycznego

UE tworzy nową agencję ds. bezpieczeństwa cybernetycznego. Jednostka powstanie na bazie istniejącej już Europejskiej Agencji ds. Bezpieczeństwa Sieci i Informacji (ENISA). Jej głównym zadaniem będzie koordynowanie działań państw członkowskich w zapobieganiu cyberatakom i reagowaniu na cyberprzestępstwa.

Porozumienie w tej sprawie opracowały kraje członkowskie i Parlament Europejski. O ochronę Internetu w Unii Europejskiej ma zadbać m.in. system certyfikacji bezpieczeństwa cybernetycznego produktów i usług. Zaufanie i bezpieczeństwo mają fundamentalne znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania naszego jednolitego rynku cyfrowego. Porozumienie w sprawie kompleksowej certyfikacji produktów cyberbezpieczeństwa i wzmocnienia unijnej agencji ds. cyberbezpieczeństwa to kolejny krok na drodze do ukończenia budowy tego rynku – komentuje wiceszef KE Andrus Ansip.

ENISA będzie niezależnym centrum wiedzy specjalistycznej, którego zadaniem będzie uświadamianie obywateli wspólnoty o zagrożeniach w sieci. Przez pierwsze sześć miesięcy 2018 roku odnotowano w Polsce ponad 6 mln prób cyberataków. Jestem przekonany, że do końca roku ten wynik się podwoi. Każdy krok w kierunku minimalizowania ryzyka utraty danych lub pieniędzy w wyniku działania hakerów jest kierunkiem w dobrą stronę. Wirusy, konie trojańskie, robaki – z tym mamy do czynienia już od wielu lat. Cyberprzestępcy ciągle jednak pracują nad nowymi oszustwami i sposobami zdobycia naszych poufnych danych. Trzeba na to reagować i uświadamiać użytkowników sieci o potencjalnych ryzykach, a tych z każdym rokiem jest coraz więcej – twierdzi Bartosz Gadzimski, właściciel firmy hostingowej Zenbox.

Agencja zajmie się również certyfikacją infrastruktury krytycznej. Chodzi przede wszystkim o sieci energetyczne i transportowe. Certyfikaty bezpieczeństwa np. aut podłączonych do sieci będą uznawane we wszystkich krajach UE.

Porozumienie musi zostać zatwierdzone przez komisję przemysłu, badań naukowych i energii, a następnie przez cały Parlament Europejski. Muszą je także ostatecznie zaakceptować kraje członkowskie w ramach Rady UE.

Polski rynek powierzchni handlowych po IV kw. 2018

Polski rynek handlowy jest już mocno nasycony – w latach 2014-2018 rozwijał się w tempie średnio 4% rocznie, czyli o połowę wolniej niż w okresie 2009-2013 (8%). Cały czas przybywa jednak nowej powierzchni – w 2018 r. w Polsce powstało 21 nowych obiektów handlowych, a 15 zostało rozbudowanych. Zestawienie „TOP10 miast z największym nasyceniem powierzchnią handlową” (powyżej 200 tys. mieszkańców) otwierają Poznań, Gdańsk i Lublin. Z kolei najmniej przestrzeni handlowej na 1000 mieszkańców znajdziemy w Radomiu, Częstochowie i Toruniu. Tak wynika z najnowszego raportu CBRE podsumowującego rynek nieruchomości handlowych w 2018 roku „Market View: polski rynek handlowy po IV kw. 2018”.

Magdalena Frątczak, Szef Działu Powierzchni Handlowych w CBRE
Magdalena Frątczak, Szef Działu Powierzchni Handlowych w CBRE

Możemy już zdecydowanie powiedzieć, że rynek centrów handlowych w Polsce osiągnął dojrzałość. Od lat 90-tych ubiegłego wieku, gdy pojawiły się pierwsze tego typu obiekty, nasz kraj przeszedł ogromną metamorfozę. Od hipermarketów, poprzez rozbudowę części butikowych, do centrów społecznościowych, z rozbudowaną gastronomią i obszarem rozrywkowym. Ich rozwojowi sprzyja stały wzrost siły nabywczej polskich konsumentów i zmiana stylu życia, dzięki której Polacy więcej czasu spędzają na rozrywkach poza domem. W najbliższej przyszłości możemy spodziewać się m.in. rozwoju ulic handlowych i obiektów typu „convenience” – pozwalających szybko i wygodnie zrobić zakupy „przy okazji” – mówi Magdalena Frątczak, Szefowa Sektora Handlowego w CBRE.

Zakupowa mapa Polski

Z najnowszego raportu CBRE, opisującego stan rynku handlowego w Polsce w całym 2018 roku „Market View: polski rynek handlowy po IV kw. 2018 r.” wynika, że największe nasycenie przestrzenią handlową wśród miast powyżej 200 tys. mieszkańców występuje obecnie w Poznaniu i wynosi aż 1257 mkw. na 1000 mieszkańców. Tuż za nim znajduje się Gdańsk z 1177 mkw., a podium zamyka Lublin – 1152 mkw. Z kolei najmniej przestrzeni handlowej na 1000 mieszkańców – od 600 do 656 mkw. – znajdziemy w Radomiu, Częstochowie i Toruniu, które znalazły się poza pierwszą dziesiątką. W porównaniu do innych miast wciąż niskie nasycenie przestrzenią zakupową ma Warszawa. Wynika to przede wszystkim z nieporównywalnie dużej liczby mieszkańców.

Stolica jednak przoduje wśród aglomeracji biorąc pod uwagę całkowitą liczbę dostępnej powierzchni handlowej, która wynosi prawie 1,7 mln mkw. Za nią plasuje się Górny Śląsk (1,2 mln mkw.), a podium domyka Trójmiasto (795 tys. mkw.).

Warszawa jest również numerem jeden jeśli chodzi o przestrzeń handlową w budowie – 135 tys. mkw. W Łodzi, która jest na drugim miejscu, buduje się już zdecydowanie mniej, bo 23 tys. mkw. Tuż za nimi jest Górny Śląsk z 21 tys. mkw. powstających obiektów.

Handlowy plac budowy

W ciągu ostatnich 12 miesięcy w Polsce przybyło 430 tys. mkw. powierzchni handlowej (+3,7% r/r) – wynika z raportu CBRE „Market View: polski rynek handlowy po IV kw. 2018 r.”. Porównując ostatnie pięć lat (2014-2018) z okresem 2009-2013 zauważalne jest jednak wolniejsze tempo rozwoju obiektów – średnio 4% rocznie wobec 8% rocznie. W 2018 r. zbudowano 21 obiektów handlowych, ale aż 15 zostało rozbudowanych. Nasz kraj ma już ponad 500 różnych centrów zakupowych – rynek jest nasycony. Dlatego coraz częstszym krokiem staje się powiększenie, szczególnie starszych obiektów. Przyczyną takich decyzji są przede wszystkim silna pozycja nowych centrów handlowych i rozwój sklepów internetowych – by nie pozostawać w tyle pod względem komfortu i oferty, starsze obiekty modernizują swoją przestrzeń, szczególnie strefy gastronomiczne, rozrywkowe, socjalne i parkingi.

Galerie na celowniku inwestorów

Podobnie jak w poprzednich latach, nieruchomości handlowe pozostają na liście ulubionych projektów inwestorów w Polsce. Choć obecnie w kraju powstaje nieco mniej nowych obiektów, to na zainteresowaniu zyskują nieruchomości o ustabilizowanej pozycji na rynku. Długa działalność na rynku pozwala inwestorom łatwiej wycenić nieruchomość i przewidzieć przyszłe wyniki.

Ważnymi wydarzeniami na rynku handlowym w 2018 r. były transakcje zakupu dwóch obiektów, położonych przy warszawskich ulicach handlowych. Chodzi o kompleks handlowy Wars Sawa Junior przy ul. Marszałkowskiej i biurowiec CEDET, dawniej Centralny Dom Towarowy, położony przy Kruczej. CBRE miało przyjemność reprezentowania kupujących w obu tych transakcjach tak ważnych z punktu widzenia rynku. To obiekty o długiej historii i stabilnej pozycji, dlatego kupujący je inwestorzy mogą liczyć na długoterminowy stabilny wzrost wartości – mówi Michał Stanisławski, Zastępca Dyrektora, Dział Rynków Kapitałowych, CBRE. Perspektywy rozwoju ekonomicznego Polski są bardzo dobre, co sprawia, że potencjał wzrostu rynku handlowego jest duży, a od właścicieli i zarządców centrów handlowych zależy w jakim stopniu przełoży się na wzrost wartości ich portfeli. Konsolidacja rynku obiektów handlowych postępuje. Uważam jednak, że Polska nadal ma do zaoferowania wiele atrakcyjnych projektów inwestycyjnych zarówno dla inwestorów zorientowanych na wzrost ich obecnego polskiego portfela jak i tych, którzy dopiero rozważają wejście do kraju. Do tego, w trakcie budowy są nowe obiekty, które za jakiś czas będą przedmiotem obrotu – dodaje Michał Stanisławski.

Nowy rok, stare wyzwania

Nadchodzi nowy rok, ale stare wyzwania pozostają. 2019 rok to kolejne 12 miesięcy z zakazem handlu, którym będzie objętych jeszcze więcej niedziel. W związku z tym, rozpoczęte w minionych miesiącach działania i inicjatywy właścicieli, zarządców i najemców, mające na celu minimalizowanie negatywnych skutków regulacji, będą kontynuowane. Dodatkowo, wszystkie strony rynku muszą liczyć się z rosnącymi kosztami pracowników spowodowanymi między innymi wyższą stawką wynagrodzenia minimalnego. Wzrost kosztów wygenerują tez podwyżki cen energii, które mają wynieść nawet 20-30%.

Istniejące obiekty handlowe, czy brak dostępności odpowiednich działek, będzie z czasem ograniczać bądź wręcz uniemożliwiać budowę innych nowoczesnych projektów handlowych. Z tego powodu właściciele centrów handlowych skupią się na możliwościach rozbudowy i modernizacji istniejących obiektów oraz dopasowaniu ich oferty do potrzeb klientów. Spodziewamy się, że w 2019 r. w Polsce może przybyć ok. 0,5 mln mkw. nowej powierzchni handlowej – prognozuje Magdalena Frątczak z CBRE.

Pieniądze w polskim banku nie są już bezpieczne

Żyjemy w szybko zmieniających się czasach. Do niedawna powiedzenie „jak w banku” oznaczało, iż mamy do czynienia z czymś pewnym. Powiedzenie to wzięło się oczywiście z przekonania, iż środki ulokowane w banku są pewnie zabezpieczone. To już jest niestety przeszłość.

Nowe regulacje

Tajemnica bankowa i ochrona wkładów bankowych od lat ulega stopniowemu ograniczaniu. Na szczególną uwagę zasługuje niedawno wprowadzona regulacja. Chodzi o ustawę z 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Jej przepisy weszły w życie z dniem 13 lipca 2018 r., zastępując poprzednio obowiązującą ustawę z 16 listopada 2000 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu.

Co prawda poprzednia ustawa również przewidywała możliwość blokowania kont bankowych, ale w obecnie obowiązującej doprowadzono te regulacje do absurdu. W zasadzie nikt nie może być pewien, czy jego pieniądze w banku nie zostaną zablokowane.

Jak to działa?

Mechanizm jest następujący: jeżeli bank poweźmie podejrzenie, iż środki na rachunku mogą mieć związek z praniem pieniędzy albo finansowaniem terroryzmu, ma obowiązek zawiadomić o tym Generalnego Inspektora Informacji Finansowej. Należy podkreślić, iż nigdzie nie jest napisane, co oznacza, iż środki są podejrzane oraz na jakiej podstawie dokonuje się takiej oceny. Może to oznaczać przelewy z krajów podejrzewanych o finansowanie terroryzmu, przelewy o znacznych kwotach bez wystarczająco jasnego opisu itp. Słowem, subiektywna ocena urzędnika bankowego może na każdego z nas sprowadzić znaczne kłopoty, i to nie tylko finansowe.

Samo przekazanie tej informacji do Generalnego Inspektora powoduje, iż ruch na rachunku bankowym zostaje wstrzymany na okres 24 godzin. Tak więc praktycznie rzecz ujmując, sam bank wstępnie blokuje rachunek bankowy.

Po otrzymaniu informacji Generalny Inspektor Informacji Finansowej może sam arbitralnie założyć blokadę danego rachunku bankowego. W ciągu 24 godzin Generalny Inspektor ma czas na zweryfikowanie podejrzeń (znowu nie wiemy, według jakich kryteriów). W tym czasie może sam przedłużyć blokadę do 94 godzin. Oprócz tego ma obowiązek powiadomić o sprawie prokuratora, a ten ma prawo do zarządzenia blokady rachunku na okres do sześciu miesięcy. Dla porządku należy dodać, iż w praktyce blokadzie podlegają nie tylko środki „podejrzane”, ale całe saldo rachunku, również pieniądze, które wpłyną na rachunek w przyszłości w czasie obowiązywania blokady. Inną istotną kwestią jest to, iż prokurator w takich przypadkach blokuje nie tylko rachunek, na którym znalazły się „podejrzane” środki, ale może zablokować również inne rachunki należące do danej osoby. Podstawa prawna dla takiej czynności jest wątpliwa, ponieważ ustawa z dnia 1 marca 2018 r. nie przewiduje możliwości blokowania wszystkich rachunków bankowych należących do danej osoby, jeżeli środki „podejrzane” wpłynęły tylko na jeden z nich. Niemniej praktyka stosowania tych regulacji i kierunek, w jakim pójdą sądy w rozpatrywaniu zażaleń na takie postanowienia, wskażą nam w przyszłości wykładnię przepisów w tym zakresie.

Konsekwencje blokady

Nietrudno sobie wyobrazić jakie skutki np. dla przedsiębiorcy może wywołać taka blokada. Przyjmując, iż zostanie ona założona np. na kontach bankowych przedsiębiorcy prowadzącego działalność gospodarczą, będzie ona oznaczała praktyczny paraliż przedsiębiorstwa. Żadne środki nie wpłyną do przedsiębiorstwa, a przedsiębiorca straci możliwość regulowania swoich zobowiązań. Zupełnie poważnie należałoby wtedy rozważyć złożenie wniosku o upadłość.

Wyrażenie zgody na transfer znacznych środków pieniężnych bez sensownego uzasadnienia ekonomicznego naraża właściciela rachunku bankowego na blokadę wszystkich rachunków (w tym pochodzących z jak najbardziej legalnych źródeł) oraz na podejrzenie udziału w przestępstwie prania brudnych pieniędzy uregulowanym w artykule 299 § 1-7 kodeksu karnego. Może to oznaczać wielkie problemy, łącznie z karą pozbawienia wolności. W takim przypadku należy podjąć niezwłoczną obronę swoich interesów, bowiem brak aktywności może bardzo dużo kosztować, nie tylko w sensie finansowym.

Alternatywa – konto bankowe za granicą

Działania Państwa obierają kierunek totalnej inwigilacji. Skłoniło to wiele firm do założenia rachunków bankowych będących poza zasięgiem działania organów polskiego Państwa, czyli do przeniesienia ich za granicę. W innych krajach równouprawnienie podmiotów gospodarczych działa w praktyce.

Decydując się na taki ruch, trzeba jednak dołożyć należytej staranności, aby zastosowane rozwiązanie było zgodne z polskim i zagranicznym prawem. Samodzielne próby zakładania konta zagranicznego mogą okazać się czasochłonne i mają małe szanse na powodzenie. Warto tu skorzystać z doświadczenia i fachowej wiedzy wyspecjalizowanych firm. Per saldo może się to okazać tańsze i szybsze.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Raport: Cztery osobowości pracowników i jeden rynek pracy

Wzrost znaczenia elastyczności, zdrowy styl życia, deformalizacja pracy wraz z dywersyfikacją zarządzania HR – najnowszy raport Antal i Sodexo odkrywa nowe oblicze rynku pracy. Wyodrębnia również 4 główne postawy pracowników. Kim są: Zdystansowany Zawodowiec, Zwinny Profesjonalista, Bezpieczny Tradycjonalista oraz Praktyczny Inicjator? Jakie są ich wymagania względem pracodawcy? Co motywuje ich do pracy?

Raport przedstawia opis postaw Polaków na rynku pracy, które ewoluowały na przestrzeni lat. Analizowane w nim są oczekiwania pracowników wobec idealnego pracodawcy w zakresie: mobilności i czasu pracy, miejsca pracy, wynagrodzenia i benefitów, stylu komunikacji w organizacji, atmosfery oraz stylu zarządzania. Na podstawie tych preferencji wyszczególniono 4 dominujące typy osobowości pracowników na dzisiejszym rynku pracy. Z raportu dowiadujemy się, że rodzaj motywacji pracownika zależy nie tylko od jego osobistych preferencji, ale również od branży jaką reprezentuje.

– Jesteśmy świadkami rewolucji zarządzania kapitałem ludzkim, która wymaga od firm umiejętnego zarządzania potencjałem wielopokoleniowych i różnorodnych zespołów, na niespotykaną do tej pory skalę. Ten raport doskonale oddaje tę różnorodność – postaw, celów, ambicji, motywatorów i oczekiwań. Prezentowane 4 typy osobowości w dużym uproszczeniu pokazują jak bardzo jesteśmy do siebie podobni, a zarazem różni. Nie chodzi tylko o wiek czy płeć, ale o różne oczekiwania, potrzeby, a nawet sposób myślenia czy reagowania. Sztuką staje się umiejętność wykorzystania tej różnorodności – czyli pełnego wykorzystania tkwiącego w nas potencjału i kreowanie pozytywnego środowiska pracy rozumianego jako employee experience – powiedział Arkadiusz Rochala, Dyrektor Generalny, Sodexo Benefits and Rewards Services.

Nowoczesny model pracy – czego chcą dziś pracownicy?

 Wciąż obserwujemy wzrost oczekiwań w zakresie elastyczności pracodawcy

 Jak wynika z raportu, aż 81% pracowników w Polsce chce elastycznie zaczynać i kończyć czas pracy w zależności od natężenia obowiązków i prywatnych zobowiązań. W zamian są w stanie zaakceptować brak stałego miejsca pracy w biurze czy konieczność biznesową zostania w pracy po godzinach, np. przy wzmożonej intensywności projektów.

Rośnie znaczenie zdrowego stylu życia, również w pracy

Dla 76% pracowników ważna jest możliwość wygodnego dbania o zdrowy styl życia. Istotne są również związane z tym benefity, np.: konsultacje z dietetykiem, owocowe poniedziałki czy karty lunchowe.

Przestajemy chodzić w garsonkach i garniturach

Miejsca pracy ulegają deformalizacji – 97% pracowników ceni swobodną atmosferę, otwartą komunikację oraz chce mieć możliwość wyboru wygodnego ubioru.

Rośnie kultura partycypacyjna w aspekcie HR

Aż 92% badanych chce mieć wpływ na działania HR, rozwój firmy i jej kulturę organizacyjną. Zależy im, aby samodzielnie wybierać benefity pozapłacowe czy szkolenia. Chętnie angażują się w akcje społeczne i charytatywne organizowane przez pracodawcę.

Kluczowym wymiarem oceny pracodawcy są wynagrodzenia i benefity

Wyniki przeprowadzonego badania potwierdzają, że wśród czynników racjonalnych, wpływających na ocenę pracodawcy, nadal niezmiennie prym wiodą wysokość oferowanego wynagrodzenia oraz oferta świadczeń pozapłacowych. Na kolejnych miejscach respondenci uplasowali: możliwości rozwoju, wartości społeczne, zgodność z zainteresowaniami oraz możliwości uczenia się.

Artur Skiba, dyrektor zarządzający Antal International
Artur Skiba, dyrektor zarządzający Antal International

Funkcjonowanie na współczesnym rynku pracy opiera się przede wszystkim na partnerstwie oraz wzajemnej satysfakcji pracownika i pracodawcy. Tylko holistyczne podejście do modelu współpracy, znajomość potrzeb i preferencji oraz dostosowanie oferty do panujących standardów, może przełożyć się na sukces i obopólne korzyści. Na znaczeniu zyskują elastyczność pracy, zdrowy styl życia, wynagrodzenie i benefity, a czasy formalizmu odchodzą już do lamusa – wyjaśnia Artur Skiba, prezes Antal.

4 osobowości pracowników

W raporcie „Cztery osobowości – jeden rynek pracy”, pracownicy zostali zbadani w dwóch wymiarach: kulturowym oraz funkcjonalnym. Pierwszy z nich dotyczy obszarów związanych z atmosferą w pracy, stylem wykonywania zadań, kulturą organizacyjną, podejściem do work-life balance / work-life integration. Z kolei wymiar funkcjonalny obejmuje warunki ekonomiczne, sposoby rozliczeń pracowników z zadań, systemy wynagrodzenia, warunki biurowe, bezpieczeństwo pracy czy formę umowy. Na tej podstawie wyróżniono 4 typy postaw pracowników: Zwinny Profesjonalista, Praktyczny Inicjator, Bezpieczny Tradycjonalista oraz Zdystansowany Zawodowiec.4 osobowości pracowników

Co drugi pracownik w Polsce to Zwinny Profesjonalista

Niezwykle ciekawy jest procentowy udział typów osobowości wśród polskich pracowników. Zwinni Profesjonaliści stanowią zdecydowaną większość, bo aż 55% pracowników w kraju. Ten typ reprezentuje nieco częściej mężczyzna niż kobieta (57% do 52%) i są to głównie przedstawiciele sprzedaży (aż 76%) oraz wyższej kadry zarządzającej (59%), prawnicy i HR-owcy (57%). Branże, w których najczęściej spotkasz Zwinnego Profesjonalistę, to: Agencje marketingowe (100%), Ubezpieczenia (86%) Handel detaliczny (73%), Farmacja (71%).Co drugi pracownik w Polsce to Zwinny Profesjonalista

Firmy, zainteresowane zatrudnieniem kandydatów z tej grupy, powinny przede wszystkim zaprezentować ofertę pracy podkreślając elementy, które są kluczem do serc Zwinnych Profesjonalistów. Są to: możliwość łączenia życia prywatnego i realizacji pasji z pracą, świetna atmosfera, otwartość we współpracy z szefem oraz możliwości wyboru narzędzi rozwojowych czy benefitów. Współcześni zawodowcy to osoby, które poszukują nowych, ciekawych doświadczeń także w sferze zawodowej i docenią niestandardowe działania pracodawców, warto, więc zainwestować w odświeżenie materiałów rekrutacyjnych i employer brandingowych, nowe formy rekrutacji czy kreatywne kampanie – wyjaśnia Anna Piotrowska-Banasiak, Development Director w Antal.

Pozostałe osobowości polskich pracowników, wyróżnione w raporcie, reprezentują: Praktyczny Inicjator (26%), Bezpieczny Tradycjonalista (10%) oraz Zdystansowany Zawodowiec (10%). Jak podkreślają eksperci Antal – do każdego typu  pracownika należy dostosować ofertę pracodawcy, aby skutecznie prowadzić działania z zakresu rekrutacji, polityki płacowej, doboru benefitów, rozwoju pracowników czy employer brandingu. Ważna jest również dywersyfikacja oferty pod kątem specjalizacji pracowników czy branży.

Typ pracownika Charakterystyka
Zwinny Profesjonalista Prezentuje on postawę elastyczną i liberalną. Z drugiej strony, od pracodawcy również wymaga wyjścia w kierunku jego potrzeb. Praca dla niego powinna się mocno przenikać z życiem prywatnym.
Praktyczny Inicjator Zna swój cel i skupia się na jego realizacji. W pracy spędzi czasu tyle ile to konieczne, koncentrując się w pełni na zadaniach, ale zamykając drzwi do biura przestaje też myśleć o pracy. Chyba, że chodzi o integrację z pracownikami na stopie prywatnej – jako ceniący towarzystwo w takich sytuacjach go nie zabraknie.
Bezpieczny Tradycjonalista To osoba ceniąca stabilizacją i bezpieczeństwo pracy w obszarze funkcjonalnym i konserwatywnym. Jest odpowiedziany za określony obszar, lubi jasne i przewidywalne sytuacje. Gra w pojedynkę.
Zdystansowany Zawodowiec Zna swoje miejsce w organizacji i zależy mu na jasnej, formalnej strukturze. Woli pozostawać na swojej, dobrze znanej połowie boiska.  Broni tradycyjnych zasad w kulturze organizacyjnej, ale potrafi być elastyczny, jeśli względy funkcjonalne za tym przemawiają.

 

Więcej informacji dostępnych w raporcie pod linkiem: https://antal.pl/trendy/raporty-rynku-pracy/1706-cztery-osobowosci-jeden-rynek-pracy

Wartość pokory w przywództwie

Wewnętrzna pokora jest niedocenioną jakością prawdziwego przywódcy.
Niesłusznie, bo tylko liderzy posiadający tę cechę potrafią stworzyć najwyższej jakości zespoły, które osiągają spektakularne sukcesy, a nawet wznoszą firmę
na wyższy poziom.

„Wewnętrzna pokora”, często jest mylona z „byciem pokornym” w potocznym znaczeniu tego słowa. Według dr Roberta Hogana pokora jest psychologicznym przeciwieństwem narcyzmu.

Wewnętrzna  pokora – co oznacza?

Dzięki wewnętrznej pokorze manager potrafi ze zrozumieniem słuchać swoich podwładnych, pozyskiwać potrzebne dane, a także przyjmować krytykę i być gotowym na zmianę planów, gdy sugerowane wcześniej  rozwiązanie nie przynosi efektów. Posiadanie tej cechy gwarantuje skuteczne przywództwo. Pozwala managerowi przyciągnąć do swojego zespołu osoby o wysokich kwalifikacjach i osiągać nadzwyczajne, zawodowe sukcesy.

Większość z nas uważa, że przywódca wykazujący pokorę nie zyska dużej popularności w dzisiejszych czasach, gdzie wielu chce osiągnąć status celebryty. Niesłusznie, bo ta cecha pomaga właściwe wyczuć swoje mocne i słabe strony, a także widzi jakie cechy dominują w jego zespole. Prawdziwy lider jest skromny, rozważny i refleksyjny a wszystkie sukcesy zawodowe przypisuje pracy zespołowej. – tłumaczy Magdalena Giryn, Country Manager, Assessment Systems Polska.

Jakie zachowania cechują „skromnego przywódcę”?

Według dr Roberta Hogana, amerykańskiego psychologa, przywódcy z wewnętrzną pokorą pracują dla dobra firmy, a nie dla samych siebie. Słuchają informacji zwrotnej
i chętnie uznają błędy, a jeśli decyzja okaże się niewłaściwa to szukają innego rozwiązania. Ten ostatni punkt jest niezwykle istotny, ponieważ aż 50% wszystkich decyzji biznesowych jest błędnych.

Skromni przywódcy tworzą środowiska pracy, które są otwarte i przejrzyste, ponieważ mają dobre relacje z podwładnymi, a także umieją docenić wkład pracy podwładnych.

Znalezienie skromnego przywódcy w świecie biznesu nie jest łatwe, ale i nie jest nie możliwe. Dr Hogan za pomocą opracowanych przez siebie skal osobowości ustalił pięć kluczowych obszarów związanych z wewnętrzną pokorą:

Skala Arogancji – skromni przywódcy uzyskują niższe wyniki na tej skali.
To oznacza, że nie są zainteresowani autopromocją i nie przeceniają własnych umiejętności. Wysokie wyniki na skali władzy wskazują na tendencję do asertywnego promowania siebie, przeceniania własnych zdolności i kompetencji, a także mogą zawyżać oczekiwania do odnoszenia sukcesów.

Skala Nieelastyczności – skromni liderzy są otwarci na krytyczne opinie i chętni do znalezienia sposobów rozwoju w obszarach, które mogą być dla nich wyzwaniem. Wysokie wyniki cechują osoby, które w stresie stają się agresywne, uparte i mają problem z podejmowaniem trafnych decyzji.

Skala Władzy – nie powinno być niespodzianką, że osoby z wewnętrzną pokorą mają niskie wyniki na tej skali. Są bardziej zainteresowani współpracą niż osiągnięciem osobistego sukcesu.

Skala Rozpoznawalności – skromny przywódca nie chce ściągać na siebie uwagi innych, co oznacza, że będzie w niższych obszarach na tej skali.

Skala Hedonizmu – zauważono, że osoby z wewnętrzną pokorą na ogół wolą trzymać się z dala od centrum uwagi. Zależności pomiędzy hedonizmem a pokora nie są jeszcze dobrze znane – wymagają pogłębionych badań.

Rekrutacje na wysokie stanowiska często są przeprowadzone intuicyjnie. Niestety, liderzy z wewnętrzną pokorą są trudni do wykrycia w ten sposób. Firmy, którym zależy  na osiągnięciu sukcesów powinny polegać na sprawdzonych narzędziach i dokładnych danych. Dzięki kwestionariuszom osobowości dr Roberta Hogana osoby odpowiedzialne za rekrutacje mogą dokonać obiektywnej oceny kandydata na lidera, ponieważ nie są brane pod uwagę wiek, płeć, uprzedzenia, stereotypy, czy inne kwestie pozamerytoryczne. – mówi Magdalena Giryn, Country Manager, Assessment Systems Polska.

EBREX przedłużył kontrakt z Fordem na obsługę polskiego rynku do 2024 r.

Ebrex Polska przedłużyła umowę do 2024 roku na zarządzanie działaniami związanymi ze składowaniem części zamiennych Forda w Polsce. Centrum Dystrybucji Części znajduje się w Teresinie pod Warszawą w ProLogis Park Teresin, gdzie Ebrex Polska wynajmuje 10 700 m2 powierzchni magazynowej. 

Umowa między Ford Polska a Ebrex Polska obejmuje kompleksową obsługę logistyczną, od magazynowania i zarządzania zamówieniami, po obsługę posprzedażową polskich dealerów, oraz uzupełnianie asortymentu o około 16 000 części z centralnego magazynu Forda w Kolonii.

Współpraca między Ford i Ebrex w międzynarodowym transporcie, magazynowaniu i dystrybucji rozpoczęła się w 2006 roku. W najtrudniejszym, początkowym okresie dostaw części zamiennych na rynek rosyjski, jako dostawcy usług transportowych, firmie udało się zredukować koszty i czas dostawy.

„Umowa  dotycząca kompleksowej obsługi logistycznej dla Forda jest ważnym wyróżnieniem i daje nam motywację do dalszego rozwoju. Nasz przypadek pokazuje, że w przetargach dla dużych, międzynarodowych korporacji szanse na wygraną mają również mniejsi operatorzy. Trudna, dynamicznie zmieniająca się sytuacja na rynku wymaga elastycznego podejścia, aby na co dzień spełniać oczekiwania klientów, przy zachowaniu najwyższych standardów jakości. Stopniowo budujemy naszą pozycję rynkową, angażując wyszkolonych pracowników i indywidualnie podchodząc do wymagań klienta „- komentuje Arvid Meijer, Dyrektor Zarządzający w Ebrex Polska.

„Na decyzję o powierzeniu Ebrex Polska usług logistycznych miały wpływ takie czynniki jak wygranie polskiego przetargu, możliwości ograniczenia kosztów, zaangażowanie w doskonałą obsługę, elastyczność, szybkie i wydajne rozwiązania poprzez ‘płaską’ strukturę organizacji. Nie bez znaczenia było zaangażowanie kierownictwa firmy na wszystkich etapach współpracy”- powiedział Gerrit Hebmueller, menadżer działu zakupów w Ford of Europe.

„Nominacja nowego operatora logistycznego była ważną decyzją dla naszej firmy i pokazuje, że w ramach kontraktowania usług logistycznych, istnieje możliwość zachowania niezależności poprzez zmianę dostawcy. W Europie współpracujemy z kilkudziesięcioma firmami transportowymi, ale tylko z kilkoma operatorami logistycznymi, którzy są częścią naszej wspólnej rodziny Ford i dostawców 3PL. Przemysł motoryzacyjny, także w czasach zawirowań gospodarczych, musi docierać do każdego klienta zapewniając wysoką jakość rozwiązań technologicznych jak i  usług. Jesteśmy przekonani, że EBREX przyczyni się do wspólnego sukcesu będąc częścią strategii naszej firmy”- dodał Gerrit Hebmueller.

Polacy europejskimi królami zakupów świątecznych online

Najpopularniejszym miejscem robienia przedświątecznych zakupów są wciąż sklepy stacjonarne, z których skorzysta prawie 60 proc. Polaków. To jednak obok Wielkiej Brytanii najsłabszy wynik w Europie. Jak wynika z badania firmy doradczej Deloitte „Zakupy świąteczne 2018” z roku na rok Polacy dostrzegają coraz więcej zalet kupowania w sieci. Aż 82 proc. respondentów najbardziej ceni sobie fakt, że może zrobić zakupy w dogodnym dla siebie czasie. Internet jest także miejscem, gdzie prawie połowa konsumentów szuka pomysłów na prezenty. Co zaskakujące, Polacy najchętniej ze wszystkich pytanych  inspirują się forami i blogami w kwestii tego, co podarować bliskim. Sklepy stacjonarne są natomiast najbardziej popularnym wyborem przy kupowaniu żywności.

W międzynarodowym badaniu Deloitte wzięli udział respondenci z 10 europejskich krajów, w tym także z Polski. Wśród pytań zadanych ankietowanym znalazły się nie tylko kwestie dotyczące świątecznych budżetów, ale również zakupów przedświątecznych robionych w sieci.

W tym roku na prezenty planujemy przeznaczyć około 532 zł, z czego 236 zł (55 euro) wydamy w Internecie. – Po Brytyjczykach, którzy aż 55 proc. budżetu przeznaczonego na prezenty wydadzą w sieci oraz  Niemcach, jesteśmy liderami w zakupach online, wyprzedzając tym samym Holandię, która jeszcze rok temu była przed nami. Wciąż większość, bo 58 proc. respondentów, deklaruje, że świąteczne prezenty kupi w tradycyjnych sklepach. To jednak relatywie mało, biorąc pod uwagę 70 proc. europejskiej średniej – mówi Wojciech Górniak, Dyrektor, Lider zespołu ds. sektora dóbr konsumenckich w Deloitte.

Coraz większe zaufanie do e-commerce

Jedna trzecia klientów obdaruje bliskich prezentami kupionymi w sklepach internetowych, które mają przynajmniej jeden oddział stacjonarny, a jedna czwarta skorzysta z platform e-commerce. Coraz częściej wybieramy zakupy online przez aplikacje mobilne. W ten sposób zamierza kupić prezenty 27 proc. pytanych. Pod tym względem ponownie wyprzedzamy inne kraje, średnia dla Europy to bowiem 24 proc. Tą najbardziej innowacyjną drogą najczęściej kupujemy nowoczesny sprzęt. Z respondentów, którzy planują zakup mobilnych urządzeń elektronicznych typu smartwatch czy smartband, aż 57 proc. najchętniej dokona tego zakupu właśnie przez aplikację na telefonie lub tablecie. Z komputera skorzysta 56 proc. planujących podarunki o charakterze sportowym lub związane z domem. Wyniki tegorocznego badania Deloitte pokazują, że na internetowym rynku wciąż dużo do zrobienia mają sprzedawcy żywności. Ankietowani deklarują, że tylko 11 proc. budżetu przeznaczonego na jedzenie świąteczne wydadzą w sieci. W tradycyjny sposób wolimy też kupować kosmetyki i perfumy.

Polacy cenią wygodę

Tradycyjne sklepy wygrywają przede wszystkim możliwością natychmiastowego otrzymania zakupionych rzeczy (81 proc.) oraz bezpośrednim kontaktem ze sprzedawcą i uzyskaniem od niego fachowej porady (79 proc.). Dla 76 proc. respondentów ważna jest ochrona ich danych osobowych, którą gwarantuje tradycyjna forma zakupów, a dla kolejnych 71 proc. – bezpieczeństwo płatności. Potwierdza to najczęściej deklarowana forma płatności w stacjonarnych sklepach, aż 57 proc. badanych za zakupy zapłaci gotówką. Na użycie karty kredytowej zdecyduje się nieco ponad jedna trzecia respondentów.

– Ponad 80 proc. klientów, którzy wybierają sklepy internetowe, docenia fakt, że mogą zrobić zakupy w dowolnie wybranym przez siebie czasie. Internet to także baza opinii innych ludzi o produktach, co docenia aż trzy czwarte kupujących w sieci. Prawie tyle samo badanych deklaruje, że kupuje w Internecie ze względu na wygodę wynikającą z dostawy zakupów prosto do domu – mówi Jan Kisielewski, Dyrektor w dziale strategii marki i badań konsumenckich, Deloitte. Co ciekawe, wybierając tę metodę zakupów niemal połowa klientów (45,3 proc.) płaci za pomocą cyfrowych portfeli jak Apple Pay, Android Pay czy PayPal. Kartę debetową wybiera 39 proc. klientów.

Po inspiracje do sieci

Pomysłów na prezenty szuka w Internecie aż połowa badanych. Po Włoszech jest to trzeci najwyższy wynik w ankietowanych krajach. W sklepach stacjonarnych inspiracji szuka nieco ponad 37 proc. klientów, jest to trzeci od końca wynik przed Brytyjczykami i Austriakami. Szukamy w nich zazwyczaj pomysłów na prezenty w kategorii żywność i napoje (48,4 proc.). Z kolei z Internetu najchętniej korzystamy poszukując pomysłów na prezenty do domu (63,2 proc.) i mobilną elektronikę (59,9 proc.), m.in. urządzenia pomagające mierzyć naszą aktywność (activity tracker) czy zegarki (smartwatch). Nieco ponad jedna czwarta w kwestii zakupu prezentu pyta o opinię rodzinę i znajomych. – Polacy nie są praktyczni w kwestii kupowania prezentów. Tylko nieco ponad jedna czwarta z nas kupuje takie podarunki, o które została poproszona. Dla porównania – robi tak prawie połowa mieszkańców Austrii. To, co natomiast najbardziej zaskakuje, to wysoka pozycja wśród źródeł inspiracji internetowych forów oraz blogów. Pomysłów na podarunki szuka za ich pośrednictwem aż 24 proc. zapytanych Polaków. To najwyższy wynik w Europie – mówi Radosław Pidzik, Starszy Menedżer w zespole strategii cyfrowych i transformacji Deloitte. Wybór Amazona jako pierwszego źródła inspiracji pokrywa się z mapą lokalizacji jego sklepów. Najczęściej pomysłów szukają tu mieszkańcy Niemiec, Austrii, Włoch, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Podobnie jak reszta Europejczyków szukając prezentów najczęściej korzystamy z wyszukiwarek (55,3 proc.). Na drugim miejscu (49 proc.) są strony poszczególnych marek lub producentów, a na trzecim (43,7 proc.) strony z kuponami.

Jesteśmy drugim za Portugalią krajem, który inspirację znajduje także w social mediach (25,8). Wykorzystujemy je już nie tylko jako formę kontaktu z innymi, ale też przeglądamy za ich pośrednictwem produkty, które planujemy kupić bliskim (60,5 proc.) i sprawdzamy ich ceny (58,8 proc.)

Informacje o badaniu:
Badanie online przeprowadzono w dniach 27 września – 22 października 2018 roku, wśród blisko 9,2 tys. respondentów w przedziale wiekowym od 18 do 65 lat. Tegoroczna edycja analizuje dane z dziesięciu krajów europejskich (Austria, Belgia, Niemcy, Włochy, Holandia, Polska, Portugalia, Rosja, Hiszpania i Wielka Brytania).

Zmiany w przepisach od 1 stycznia 2019 r.

Polscy przedsiębiorcy już od 1 stycznia 2019 roku będą mogli liczyć na znaczące zmiany w przepisach, które z założenia mają przyczynić się do uproszczenia i tym samym ułatwienia prowadzenia działalności gospodarczej. Jedne z najważniejszych nowelizacji, które obejmą również sektor MSP, dotyczą m.in.:

  • Możliwości zaliczania do kosztów uzyskania przychodu wydatków wynikających
    z zatrudnienia małżonka i dzieci w prowadzonym przez podatnika przedsiębiorstwie
  • Zwiększenia poziomu kosztów związanych z eksploatacją samochodu
    do 75 proc. względem zapowiadanych wcześniej 50 proc. oraz podwyższenia
    limitu amortyzacji dla aut osobowych
  • Podniesienia – z 1,2 mln euro do 2 mln euro – progu przychodów uprawniającego do uzyskania statusu ‘małego podatnika’
Agnieszka Baran-Płomińska, Prezes Zarządu Aforti Collections / Grupa AFORTI
Agnieszka Baran-Płomińska, Prezes Zarządu Aforti Collections / Grupa AFORTI

Niemal równolegle z publikacją projektu ustawy budżetowej, która z założenia ma wprowadzić dodatkowe przywileje dla przedsiębiorców, ukazał się również rządowy projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu wprowadzenia uproszczeń dla przedsiębiorców w prawie podatkowym i gospodarczym oraz projekt nowelizacji ustaw o PIT i CIT, wnioskowany przez Ministerstwo Finansów.

W ocenie ekspertów Aforti Collections każdy ze wspomnianych projektów stanowi bez wątpienia zapowiedź nie tylko wsparcia przedsiębiorców w zakresie podejmowania inicjatyw biznesowych, ale również ułatwienia w prowadzeniu firmy na poziomie podatkowym, księgowym, finansowym i urzędowym. Planowane zmiany mogą bowiem pozytywnie oddziaływać na rozwój małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce, którym najtrudniej jest – ze względu na oczywiste ograniczenia kadrowe, finansowe i organizacyjne – funkcjonować w gąszczu przepisów, które co do zasady bardziej zniechęcają niż aktywizują do zakładania i prowadzenia własnej firmy.

Wynagrodzenie małżonka i małoletnich dzieci pełnoprawnym kosztem przedsiębiorcy

Jedną z najważniejszych zmian, która będzie obowiązywać już od 1 stycznia 2019 roku jest możliwość uwzględnienia wynagrodzenia małżonka i małoletnich dzieci, zatrudnionych przez przedsiębiorcę w swojej firmie, w kosztach uzyskania przychodu. Projekt ustawy rządowej złożonej do Sejmu utrzymuje jednocześnie zakaz zaliczania do tychże kosztów: pracy własnej przedsiębiorcy oraz członków jego rodziny, ale właśnie z wyłączeniem żony, męża oraz niepełnoletniego dziecka, których zatrudnienie będzie regulowane w kontekście kosztów na takich samych zasadach, jakie obowiązują przy zatrudnianiu osób spoza rodziny. Jest to szczególnie istotne w przypadku tzw. firm rodzinnych, dla których dotychczasowe regulacje rodziły znaczące , żeby nie powiedzieć – krzywdzące, konsekwencje finansowe.

Eksploatacja auta prywatno-firmowego z 75 proc. progiem kosztowym przy podwojeniu limitu amortyzacji przy zakupie samochodu

Z początkiem 2019 roku przedsiębiorcy korzystający z aut firmowych mogą liczyć na to, że wydatki związane z eksploatacją samochodu w celach służbowo-prywatnych, tj. koszt paliwa, serwisowania i napraw czy zakupu części zamiennych, itp., będą stanowiły koszt na poziomie 75 proc. kwoty netto widniejącej na fakturze zakupowej, a nie jak wcześniej zapowiadało Ministerstwo Finansów – tylko 50 proc. Jednocześnie, niezmiennie 100 proc. wydatków eksploatacyjnych będzie kosztem przedsiębiorstwa w przypadku aut użytkowanych wyłącznie w celach służbowych, rozliczanych w tym przypadku w oparciu o szczegółową ewidencję przebiegu.

Należy jednocześnie pamiętać, że w przypadku podatku VAT odliczeniu dla samochodów użytkowanych w celach służbowo-prywatnych będzie podlegać jedynie 50 proc. kwoty podatku wskazanej na fakturze. Istotne jest również to, że ograniczenie w odliczeniu wspomnianych wydatków dotyczy tylko tych przedsiębiorców, którzy nie złożą do Urzędu Skarbowego odpowiedniego oświadczenia, dotyczącego wykorzystywania auta wyłącznie do celów prowadzonej działalności gospodarczej, a tym samym nie zdecydują się na prowadzenie szczegółowej ewidencji przebiegu pojazdu. Zmiany zostały wprowadzone w ramach uchwalonych już nowelizacji w ustawach o PIT i CIT.

Równocześnie od 1 stycznia 2019 limit amortyzacji dla firmowych aut wzrośnie niemal dwukrotnie. Aktualnie przedsiębiorca może zaliczyć do kosztów prowadzonej działalności pełne odpisy amortyzacyjne jedynie w odniesieniu do samochodów osobowych, których wartość nie przekracza 20 tys. euro (ok. 86 tys. zł). Przy autach wycenianych powyżej tej kwoty, odpisy stosowane są tylko do wspomnianego progu, a pozostała część nie podlega amortyzacji. Projekt nowelizacji ustaw o PIT i CIT, przedstawiony przez Ministerstwo Finansów, zakłada jednak niemal dwukrotne zwiększenie od 1 stycznia 2019 roku limitu amortyzacji – z ok. 86 tys. zł do niemal 150 tys. zł dla pojazdów spalinowych i hybrydowych oraz do 225 tys. zł dla pojazdów elektrycznych, co powinno ucieszyć przedsiębiorców.

Mimo jednoczesnych korzyści i ograniczeń dla przedsiębiorców, związanych z rozliczeniem w kosztach zakupionego auta, można przyjąć, że na podwyższonym limicie amortyzacji skorzysta znacząca liczba właścicieli firm, zwłaszcza z sektora MSP, których wartość samochodów z reguły nie przekracza kwoty 150 tys. zł.

Mniej biurokracji, krótsze terminy, łatwiej o status ‘małego podatnika’

Nowelizacja kluczowych dla przedsiębiorców ustaw, wprowadza także kolejne udogodnienia na poziomie organizacyjno-księgowym.

Projekt rządowej ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu wprowadzenia uproszczeń dla przedsiębiorców w prawie podatkowym i gospodarczym przewiduje chociażby – w ramach zmian w ustawie o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne – zniesienie obowiązku prowadzenia karty przychodów, ewidencji wyposażenia czy ewidencji zatrudnienia. To znacząco zminimalizuje koszty i czas przeznaczany każdego miesiąca przez przedsiębiorców na działania techniczno-organizacyjne, pozwalając im skupić się na prowadzeniu biznesu.

Nie sposób pominąć również planowanych zmian w ustawie o podatku od towarów i usług, przewidujących m.in. skrócenie – ze 150 do 90 dni – terminu umożliwiającego wierzycielowi zastosowanie przepisów regulujących „ulgę na złe długi”. Analogiczne zmiany dotyczą obowiązku po stronie dłużnika. W ocenie ekspertów Aforti Collections, spółki specjalizującej się w zarządzaniu należnościami i usługach windykacyjnych, zmiana ta niesie za sobą pozytywne konsekwencje
dla wierzycieli
, wprowadzając mechanizm motywujący dłużników do wcześniejszej spłaty.

Jednocześnie, mimo tego, że w projekcie ustawy o zmianie niektórych ustaw nie ma wskazania dotyczącego zmiany stawki podatku CIT dla ‘małego podatnika’ z 15 proc. na 9 proc. – to projekt ten wprowadza podwyższenie progu przychodów uprawniającego do uzyskania statusu ‘małego podatnika’ z 1,2 mln euro do 2 mln euro. Zmiana ta poszerzy krąg spółek, które będą mogły skorzystać
z uproszczonej formy sporządzania sprawozdań finansowych.

Zmiana przepisów sposobem na sukces mikro i makrogospodarczy?

Bez wątpienia rzeczywistość gospodarcza, fiskalna i podatkowa przedsiębiorcy po 1 stycznia 2019 może ulec znaczącej i finalnie zapewne pozytywnej zmianie, choć jednocześnie nie na tyle spektakularnej, by prowadzenie działalności gospodarczej stało się tak sprzyjające rozwojowi przedsiębiorczości.

Niemniej, według ekspertów Aforti Collections, zapowiadane nowelizacje niosą pozytywny wydźwięk gospodarczy, dając polskim przedsiębiorcom nadzieję na poprawienie ich dotychczasowej sytuacji. Tym samym, należy zgodzić się z uzasadnieniem pierwszego ze wspomnianych projektów, w którym czytamy między innymi, że „podejmowanie tego rodzaju działań legislacyjnych, (…) może wpłynąć
na uwolnienie przedsiębiorczości
. Uproszczenie regulacji i procedur odciąża przedsiębiorstwa i ich pracowników od wykonywania niektórych zbędnych formalności administracyjnych, w efekcie zwiększa skuteczność gospodarowania posiadanymi zasobami i koncentrację na podstawowej działalności przedsiębiorcy. Dla gospodarki oznacza to wzmocnienie konkurencyjności i jej efektywności, co wpływa także pozytywnie na wzrost PKB”.

Głosowanie nad brexitem. Kurs funta z potencjałem do spadku

Bałagan na brytyjskiej scenie politycznej wchodzi na wyższy poziom wraz z uruchomieniem procedury wotum nieufności do przywódcy Partii Konserwatywnej. Przy nieuporządkowanej kwestii brexitu niema czasu do stracenia i głosowanie odbędzie się jeszcze dziś wieczorem. Premier May nie zamierza oddać przywództwa bez walki. Dla funta nie wynika z tego nic dobrego.

Sporo się działo na brytyjskiej scenie politycznej w ciągu ostatniej dobry, ale finalnie plotki o zgłoszeniu wniosku o wotum nieufności dla premier May zostały potwierdzone. Głosowanie na razie dotyczy tylko parlamentarzystów Partii Konserwatywnej, ale przegrana May otworzy drogę dla wotum nieufności dla całego rządu i opozycja nie omieszka skorzystać z okazji. Według procedury 48 listów z prośbą o głosowanie zostało złożone w Komitecie 1922, a głosowanie ma się odbyć dziś wieczorem po 19:00. Twardzi brexitowcy są wściekli na May za odwołanie głosowania nad projektem porozumienia brexitu, który z resztą by odrzucili. Teraz potrzeba 158 głosów posłów za odwołaniem May, a później rozpocznie się proces wyboru nowego lidera partii i premiera, co może zająć 2 tygodnie albo półtora miesiąca. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że chęć zbicia kapitału politycznego i wykorzystanie słabej pozycji May przysłania najważniejszą kwestię – przyszłość brexitu. Na razie od przeciwników May nie słychać nic o alternatywnej wersji umowy brexitu, która prawdopodobnie zostanie odrzucona przez UE, w opinii której jedyna możliwa umowa jest już przygotowana i innej nie będzie. Premier May jednak jeszcze się nie poddaje i w ciągu następnych godzin może przekonywać posłów, że są możliwe poprawki (nie w samej umowie, ale w postaci załączników), które rozwiążą problematyczną kwestię backstopu (tj. brak terminu jego wyłączenia). Karuzela nagłówków rozpędza się do prędkości dźwięku.

Niepłynny rynek funta był wczoraj zdany na pastwę spekulacyjnej sprzedaży, a dziś wydaje się, że więcej „do ugrania” jest na pozytywnych niespodziankach. Po wskaźnikach rynku opcji nie widać, aby inwestorzy przyspieszyli z zabezpieczeniami przed ryzykiem tąpnięcia funta. To sugeruje, że rynek jest przesycony pesymizmem i inwestorzy czekają teraz na rozwój wypadków. Nadal możemy widzieć załamanie notowań funta, jeśli wewnętrzne walki o przywództwo u Torysów przerodzą się w głosowanie nad obaleniem rządu i realne stanie się zagrożenie brexitu bez umowy.

W cieniu brexitowej farsy znajdą się dane makro. Od strony USD istotny będzie odczyt CPI z USA za październik. CPI pokaże słabość przez spadki cen paliw, ale inflacja bazowa powinna wypaść dobrze. Jeśli nie, reakcja rynku będzie silna, biorąc pod uwagę ożywione spekulacje o zatrzymaniu cyklu podwyżek stóp procentowych Fed.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

ONE MORE LEVEL S.A. oczekuje premiery gry „God’s Trigger” w 1 kw. 2019 r.

ONE MORE LEVEL S.A. (poprzednio Laser-Med S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, poinformowała o przesunęciu terminu premiery gry „God’s Trigger” na 1 kw. 2019 r. Produkcja ta trafi jednocześnie na platformy PC (Steam), Microsoft Xbox One, Sony Playstation 4.

Spółka poinformowała, że premiera gry „God’s Trigger” będzie przesunięta na pierwszy kwartał 2019 roku. Podjęta decyzja o zmianie terminu premiery wynika z wypracowanej w porozumieniu z wydawcą gry – Techland Sp. z o.o. – strategii marketingowej oraz z konieczności dokonania ostatnich finalizacji niektórych elementów projektu. Premiera gry „God’s Trigger” jest planowana na wszystkie platformy jednocześnie, a więc na komputery PC (Steam), Microsoft Xbox One oraz Sony Playstation 4. ONE MORE LEVEL S.A. poinformuje o konkretnej dacie premiery gry w momencie otrzymania informacji od wydawcy. Zarząd Spółki oczekuje, że produkcja ta odniesie duży sukces rynkowy i pozwoli budować pozycję rynkową w branży producentów gier.

„Oceniając obecny potencjał projektu zdecydowaliśmy się na dokonanie kilku modyfikacji, które jeszcze bardziej podniosą jego jakość projektu. Nasza decyzja oparta była również o wyniki konsultacji z działem marketingu, który śladem innych firm zdecydował się na przesunięcie działań marketingowych na pierwszy dogodny okres po premierze jednego z największych hitów sprzedażowych ostatnich lat – Red Dead Redemption 2.” – komentuje Iwona Cygan-Opyt, Prezes Zarządu Spółki ONE MORE LEVEL S.A.

W tym roku ONE MORE LEVEL S.A. przedstawiła grę „God’s Trigger” podczas targów Electronic Entertainment Expo 2018 (E3) w Los Angeles oraz w trakcie amerykańskich targów PAX WEST w Seattle. Flagowa produkcja Spółki została również zaprezentowana na krajowym rynku podczas największych polskich targów poświęconych tematyce gier komputerowych – Poznań Game Arena 2018.

ONE MORE LEVEL S.A. w czerwcu 2018 r. zawarła umowę licencyjną z podmiotem, który będzie wyłącznym Wydawcą nowej gry z gatunku FPP produkowanej przez Spółkę. Całkowity budżet tego projektu wynosi 4,5 mln zł. Nowa gra z gatunku FPP powstanie przy użyciu technologii Unreal Engine, a jej zapowiedź została przewidziana na drugą połowę 2019 r. Gra będzie docelowo tworzona na platformy PC, Xbox oraz PlayStation.

„Spółka regularnie transferuje kolejnych pracowników do prac nad nowym projektem. Otworzyliśmy również rekrutację, która już przynosi pierwsze efekty m.in. przez zatrudnienie doświadczonego art directora, który będzie czuwał nad spójnością wizji artystycznej nowej gry.” – podkreśla Prezes Cygan-Opyt.

W 3 kw. 2018 r. Spółka wypracowała 81 tys. zł zysku netto przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących 1.257 tys. zł. Po trzech kwartałach 2018 r. zysk netto ONE MORE LEVEL S.A. wzrósł do 294 tys. zł wobec 230 tys. zł rok wcześniej, a przychody netto ze sprzedaży do poziomu 3.238 tys. zł z 279 tys. zł. Zwiększenie zysku netto oraz przychodów ze sprzedaży jest rezultatem zmiany profilu działalności Spółki i koncentracji na produkcji gier komputerowych.

Co piąta firm z sektora MŚP planuje zwiększyć zatrudnienie

Prawie 20 proc. firm z sektora MŚP planuje w ciągu najbliższego roku pozyskać nowych pracowników. Rąk do pracy najczęściej szukać będą przedsiębiorstwa zatrudniające do 249 osób. Redukcję etatów zapowiada tylko 5 proc. właścicieli mikro, małych i średnich firm – wynika z badania Diners Club Polska.

Z danych zebranych w raporcie „Kondycja polskich MŚP” opracowanym na zlecenie Diners Club Polska wynika, że pracownicy mogą spać spokojnie. Co piąta firma z sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw planuje zwiększyć zatrudnienie w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Prawie 68 proc. właścicieli zadeklarowało, że liczba ich pracowników utrzyma się na tym samym poziomie, a tylko 5,4 proc. firm przyznało, że myśli o redukcji etatów.

W porównaniu do ubiegłorocznej edycji badania nastroje są jednak mniej optymistyczne. W 2017 r. aż o połowę więcej przedsiębiorców zamierzało szukać nowych pracowników. O 25 pkt. proc. wzrosła natomiast liczba firm, w których zatrudnienie pozostanie bez zmian. Podobnie jak rok temu, tylko co dwudziesta firma z tego sektora planuje zwolnienia.

– Główny powód, dla którego planowany wzrost zatrudnienia jest mniejszy, to sytuacja na rynku pracy. Rekordowo niskie bezrobocie powoduje, że coraz trudniej pozyskać i utrzymać w firmie dobrze wykwalifikowanych pracowników. Jak wynika z naszych badań, polskie mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa również mniej optymistycznie patrzą w przyszłość, niż przed rokiem – mówi Paweł Kałudow z Diners Club Polska.zatrudnienie

Najstabilniej u największych

Plany powiększenia personelu zależą od wielkości przedsiębiorstwa. Jak wynika z badania Diners Club Polska, najczęściej zatrudniać zamierzają firmy średnie (między 50 a 249 pracowników) – 33,3 proc. przedsiębiorstw. Z kolei ponad 60 proc. z nich planuje utrzymać liczbę pracowników na takim samym poziomie. Nowe osoby zatrudniać chce również 20 proc. mikro firm (do 9 pracowników), a zredukować etaty tylko 1,7 proc. z nich.

Na przeciwnym biegunie plasują się firmy małe (10-49 pracowników). Tylko 12,9 proc. ich właścicieli planuje powiększenie swoich zespołów, a 15 proc. chce zwalniać.

W MŚP zatrudnienie jest stabilnie

Mimo optymistycznych zapowiedzi sprzed roku, tylko części firm z sektora MŚP udało się zwiększyć zatrudnienie. Zaledwie 16 proc. badanych przedsiębiorstw w ciągu ostatnich 12 miesięcy powiększyło personel – jest to najniższy wynik od trzech lat. Systematycznie wzrasta natomiast liczba firm, w których zatrudnienie pozostaje bez zmian – z 57 proc. w 2016 r. do 74,7 proc. w tegorocznym badaniu.zatrudnienie 2

Spadła też  liczba przedsiębiorstw, które redukują etaty. W minionym roku tylko co dziesiąta firma ograniczyła liczbę pracowników, co jest zbliżonym wynikiem do zeszłorocznego badania, ale aż o połowę lepszym, niż dwa lata temu.

Nota metodologiczna:

Badanie zostało zrealizowane przez Instytut Badań i Raportów Społecznych (IBRIS) we wrześniu 2018 r. na podstawie wywiadów z 500. właścicielami mikro, małych i średnich przedsiębiorstw z całej Polski. Wykorzystano metodę telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI). Błąd oszacowania = 4 proc., poziom ufności 0,95.

SAVILLS: wpływ rewolucji coworkingowej na rynek nieruchomości

Rewolucja coworkingowa, która trwa w Polsce od ponad dwóch lat, zdążyła już wywrzeć znaczący wpływ na to, jak obecnie przebiega proces najmu powierzchni biurowej. Firma doradcza Savills identyfikuje kluczowe zmiany na rynku nieruchomości biurowych, które nastąpiły w ostatnim czasie w wyniku rozwoju elastycznych miejsc pracy.

Zgodnie z danymi Savills w 2018 r. pięć największych rynków biurowych w Polsce wzbogaciło się łącznie o 50 000 mkw. powierzchni elastycznej oferowanej przez operatorów biur serwisowanych oraz coworków. Na rynek weszły m.in. takie firmy jak: WeWork, New Work czy BE Yourself, dołączając do już obecnych jak Regus, Business Link czy Mindspace. Tym samym zasoby elastycznych miejsc pracy w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Łodzi wynoszą już łącznie 163 000 mkw., z czego najwięcej przypada na stolicę Polski (114 000 mkw.) i Kraków (25 000 mkw.).

Jarosław Pilch, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy, Savills
Jarosław Pilch, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy, Savills

„Twierdzenie, że coworki i biura serwisowane rozwijały się dynamicznie w ostatnim czasie nie oddaje skali rewolucji, jakiej jesteśmy świadkami. W ciągu minionych 12 miesięcy niemalże co kilka dni ogłaszane były nowe lokalizacje operatorów elastycznych miejsc pracy. Część z tych firm podpisała umowy najmu na obiekty, które otwarte zostaną dopiero w przyszłym roku lub nawet za dwa lata. Wówczas nastąpi chwila prawdy dla nowego fenomenu. Być może będziemy wtedy świadkami konsolidacji wśród operatorów lub spadku cen za wynajem takich powierzchni. Z pewnością jednak nie ma powrotu do ery sprzed rewolucji coworkingowej” – mówi Jarosław Pilch, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy, Savills.

Według firmy doradczej Savills w wyniku zmian, jakie zaszły na rynku nieruchomości biurowych w związku z rozwojem elastycznych miejsc pracy dostrzegalna jest konkurencja o najemców pomiędzy operatorami biur serwisowanych i coworków a właścicielami budynków biurowych oferujących tradycyjną powierzchnię. Efektem tego jest uelastycznienie warunków najmu przez wynajmujących starsze powierzchnie oraz tworzenie przez deweloperów swoich własnych marek coworkingowych.

Ponadto analitycy Savills zwracają uwagę na to, że na rynku zaczęły być dostrzegalne transakcje hybrydowe, czyli takie w których firmy wynajmują część powierzchni w tradycyjnym biurze a część w biurze serwisowanym lub coworku, co pozwala zachować im większą elastyczność biznesową. Najemcy mogą również wykorzystać elastyczne powierzchnie w pierwszych miesiącach działalności po wejściu na polski rynek, zanim przeniosą się do biura docelowego, a także skorzystać z niej w okresie pomiędzy zakończeniem aktualnej umowy najmu a przeprowadzką do nowego biura.

Właściciele budynków biurowych, zainspirowani działalnością operatorów coworkingowych, coraz częściej rozważają dziś także zatrudnianie community managerów, czyli osób dedykowanych do budowania społeczności wśród najemców i użytkowników budynku, np. poprzez organizację eventów. Nowoczesne rozwiązania projektowe stosowane we współczesnych biurach serwisowanych i coworkach mogą spowodować wzrost wydatków na aranżacje powierzchni wśród najemców tradycyjnych powierzchni, którzy będą chcieli oferować przyszłym pracownikom równie wysoką jakość miejsca pracy.  Zmiany wynikające z rewolucji coworkingowej dostarczają także nowych wyzwań przy wycenie nieruchomości i ocenie ich potencjału na rynku inwestycyjnym.

 

„Tempo rozwoju elastycznych miejsc pracy sprawia, że łatwo nie dostrzec jak szybko zmieniły one nasze podejście do wynajmu powierzchni biurowych. W wyniku transformacji społecznych i rozwoju nowych technologii firmy oczekują dziś rozwiązań szybszych i bardziej elastycznych. Rynek najmu powierzchni biurowych wygląda obecnie zupełnie inaczej, niż jeszcze kilka lat temu. Każda zmiana, która, tak jak coworki, zaburza tradycyjny model działania rynku, rodzi pytania i wątpliwości. O ile tylko jest ona odpowiedzią na realny popyt, to nie ma od niej odwrotu” – dodaje Jarosław Pilch z firmy doradczej Savills.

Tabela 1. Kluczowe zmiany, jakie zaszły na rynku nieruchomości biurowych w wyniku ekspansji operatorów coworków i biur serwisowanych.Kluczowe zmiany, jakie zaszły na rynku nieruchomości biurowych w wyniku ekspansji operatorów coworków i biur serwisowanych

Grudzień najtrudniejszym miesiącem roku dla portfela Polaka

Gwiazdka, Sylwester, niezliczone promocje to wyjątkowo trudny czas dla budżetu domowego. Niemal dwie trzecie Polaków wskazuje, że właśnie w grudniu najczęściej zdarzają się im problemy z opłaceniem koniecznych rachunków i rat – wynika z badania wykonanego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Gdy brakuje pieniędzy na płatności, w pierwszej kolejności przesuwane są na później spłaty pożyczek od znajomych i rodziny, wpłaty na rzecz szkoły, opłaty za przedszkole i żłobek, alimenty oraz raty za samochód.

Ostatni miesiąc roku, ze względu na Święta Bożego Narodzenia i Sylwestra, potrafi dać się we znaki budżetom domowym Polaków – wynika z badania „Nastawienie do finansów”* wykonanego przez Quality Watch na zlecenie BIG InfoMonitor. W kategorii „Najtrudniejsze miesiące roku pod względem finansowym” (badani mogli wskazać dwa takie miesiące), grudzień wytypowało 62 proc. badanych. Aż tylu osobom zdarza się mieć wówczas problemy z uregulowaniem zobowiązań m.in. bieżących rachunków, czynszu czy też rat kredytów i pożyczek. Wielu z ankietowanych wychodzi na prostą co najmniej do lutego, a nawet do marca. O problemach finansowych w styczniu mówi jeszcze 33 proc. ankietowanych. Trzecim w zestawieniu najbardziej kłopotliwych miesięcy jest wrzesień, na który wskazało 15 proc. respondentów. Co zrozumiałe, częściej wymieniały go osoby posiadające dzieci, które muszą wyposażyć swoje pociechy na nowy rok szkolny.

Najgorzej znoszą koniec roku młodzi i mieszkańcy woj. świętokrzyskiego

Wracając do grudnia, to o problemach właśnie w tym okresie, częściej mówią kobiety – 67 proc. niż mężczyźni – 56 proc. oraz osoby młode między 18-24 rokiem życia a także od 25 do 34 roku życia – 67 proc. wskazań. Stosunkowo najlepiej znoszą grudniowe wydatki budżety osób, które mają 45-54 lata.Grudzień najtrudniejszym miesiącem roku dla portfela PolakaJeśli chodzi o województwa, organizacja świąt Bożego Narodzenia oraz grudniowe zakupy stanowią największe wyzwanie finansowe dla mieszkańców świętokrzyskiego – aż 81 proc. ankietowanych z tego regionu uważa, że jest to najtrudniejszy miesiąc w roku. Powyżej średniej dla kraju, wytypowali też grudzień mieszkańcy woj. łódzkiego – 69 proc. Najlepiej radzą sobie z zamknięciem roku na Lubelszczyźnie, gdzie w porównaniu ze średnią dla Polski, „tylko”46 proc. badanych wymieniło grudzień jako ciężki okres dla budżetu domowego. Całkiem nieźle wypada też Podlasie, gdzie na ostatni miesiąc roku skarży się 52 proc. mieszkańców.

Grudzień najtrudniejszym miesiącem roku dla portfela Polaka 2

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

– Dane BIG InfoMonitor potwierdzają, że w grudniu ciężko jest zapanować nad finansami i w efekcie w lutym i marcu trafia do rejestru zazwyczaj więcej dłużników niż wynoszą średnie miesięczne statystyki – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Wierzyciel może bowiem wpisać dłużnika do BIG, jeśli płatność jest opóźniona o co najmniej 30 dni, a niezapłacona kwota wynosi min. 200 zł. O takim zamiarze trzeba powiadomić dłużnika wcześniej listem poleconym. W kopercie będzie wezwanie do zapłaty ostrzegające, że jeśli dług nie zostanie uregulowany to za 30 dni od wysłania wezwania dłużnik trafi do rejestru. Obecnie w bazach BIG InfoMonitor oraz w BIK, z zaległościami przekraczającymi 200 zł, widnieje prawie 2,8 mln osób. Ich łączne przeterminowane zobowiązania dochodzą do 73,4 mld zł. Średnio na osobę przypada 26,6 tys. zł.

Co by tu przełożyć na później?

Niejedna osoba pod naporem grudniowych wydatków, w których mieszczą się gwiazdkowe prezenty i organizacja świąt, a także liczne zakupy na powszechnych w tym czasie „promocjach” nie jest w stanie dopiąć domowego budżetu. A wtedy albo idzie po pożyczkę, albo „zapomina” zapłacić bieżące rachunki. – Jeśli z trudem udaje się wiązać koniec z końcem, to nie należy się oszukiwać, że z dołożoną do napiętego budżetu ratą “drobnego” kredytu czy pożyczki damy sobie radę. Jest niemal pewne, że w takiej sytuacji, po dwóch trzech miesiącach ta mała rata wprowadzi nas na listę dłużników w BIG – przestrzega Sławomir Grzelczak. – Przekładanie płatności rachunków też jest groźne, szczególnie gdy odpuszczamy sobie duże kwoty. Taki ruch sprawi, że w kolejnym miesiącu znów będzie problem, bo nie będziemy w stanie uregulować płatności za dwa miesiące. Decydując się na takie działanie trzeba mieć świadomość, że nieopłacenie w terminie np. rachunku za telefon będzie wiązało się z opłatą karną, w którą mogą być włączone przyznane na początku umowy rabaty, do tego dojdą odsetki. Niespłacenie całego zadłużenia na karcie kredytowej spowoduje z kolei, że policzone zostaną odsetki od wszystkich transakcji dokonanych kartą w minionym okresie rozliczeniowym. Odcięciem i ponowną opłatą za przyłączenie może się skończyć igranie z rachunkiem za energię elektryczna czy gaz – dodaje prezes BIG InfoMonitor.

Grudzień najtrudniejszym miesiącem roku dla portfela Polaka 3Według badania „Nastawienie do finansów”, niepłacenie czynszu czy też rachunków za media to już ostatnia „deska ratunku”. Gdy brakuje pieniędzy w portfelu na szczycie listy płatności do przełożenia na później jest spłata pożyczki od znajomych i rodziny – pokazuje kolejność w jakiej badani uszeregowali 13 rodzajów płatności według hierarchii spłaty (im niższa wartość średniej, tym wyższa pozycja w rankingu). Na liczącej 13 punktów liście koniecznych opłat, długi wobec rodziny i znajomych znalazły się na końcu, poza 9. pozycją. Następne na liście do skreślenia, w razie kłopotów, są wydatki na dzieci: opłaty na szkołę (również poza 9. miejscem), za przedszkole, żłobek oraz alimenty (8. pozycja). Pod koniec rankingu płatności znajdują się też raty za samochód. Tuż za 7. miejscem są też inne zakupy ratalne. Na 7. pozycji karta kredytowa, rata pożyczki z firmy pożyczkowej oraz rachunek za telefon, telewizję kablową oraz internet. Płatnicze priorytety to czynsz, rachunki za media oraz rata kredytu mieszkaniowego i tuż za podium rata kredytu konsumpcyjnego zaciągniętego w banku.

*Badanie zrealizowane na zlecenie BIG InfoMonitor przez Quality Watch, techniką komputerowo wspomaganych wywiadów internetowych (CAWI) na reprezentatywnej próbie 1296 dorosłych mieszkańców Polski, październik 2018 r.

Polacy wciąż nie odrobili lekcji z długoterminowego oszczędzania

Koniec aktywności zawodowej często kojarzy się z realizacją celów i marzeń. Blisko co piąty Polak wyobraża sobie, że emeryturę spędzi na podróżowaniu, wynika z badania IBRiS przeprowadzonego na zlecenie Nationale-Nederlanden. Równie ważne dla ankietowanych jest dbanie o relacje rodzinne oraz rozwój pasji. Ze względów finansowych ta pozytywna wizja emerytury rzadko odnajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Według Zakładu Ubezpieczeń Społecznych statystyczne świadczenie w Polsce wynosi bowiem 2179 zł brutto (1806 zł netto). Dlatego aż 40 proc. Polaków planuje utrzymywać się na emeryturze, podejmując dodatkową pracę.

Czas na życie rodzinne

Polacy mają pozytywne wyobrażenie o życiu na emeryturze. Prawie co piąty respondent chciałby ten czas przeznaczyć na podróże. Najczęściej to marzenie osób w wieku 30-39 lat (51 proc.). Kolejne 18 proc. ankietowanych chciałoby natomiast więcej czasu spędzać z rodziną i przyjaciółmi. Popularnością cieszą się wszelkie działania związane z realizacją marzeń oraz wspieraniem rodziny.

To nieco inny obraz niż Polacy deklarowali jeszcze kilka lat temu. Z raportu „Skłonność do oszczędzania na emeryturę” przygotowanego w 2016 roku wynika, że oprócz czasu spędzonego z najbliższymi bardzo ważny jest ten poświęcony na przebywanie w domu i odpoczynek. W badaniu tym dużo rzadziej deklarowano również chęć podróży.

Oczekiwania finansowe a rzeczywistość

Grzegorz Chłopek, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden PTE
Grzegorz Chłopek, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden PTE

Aż 62 proc. ankietowanych jest przekonanych, że aby utrzymać obecny standard życia będzie miesięcznie potrzebować powyżej 2 500 złotych. Natomiast ponad połowa respondentów (54 proc.) uważa, że ich miesięczne świadczenie będzie wynosić do 1 500 złotych. Z analizy przeprowadzonego badania zauważalna jest duża dysproporcja pomiędzy przewidywanymi wydatkami a oczekiwaniami finansowymi po zakończeniu aktywności zawodowej. Tymczasem, jak podaje ZUS, najczęściej wypłacana kwota emerytury wynosiła 1 066 zł brutto – czyli 906 zł netto (dane za marzec 2018 r.).

– Już dzisiejsze dane pokazują, że świadczenia z systemu emerytalnego mogą być niewystarczające, aby spełniać potrzeby i plany przyszłych emerytów. Prognozy ekonomiczne również nie są optymistyczne. Według szacunków wartość emerytury osób kończących karierę zawodową w latach 2040–2050 będzie wynosić około 30–40 proc. ostatniego wynagrodzenia brutto – mówi Grzegorz Chłopek, prezes Nationale-Nederlanden PTE. –  Bez dodatkowych oszczędności Polacy będą uzależnieni od wsparcia rodziny czy pomocy państwa lub zmuszeni do pracy po osiągnięciu wieku emerytalnego – dodaje.

Plan finansowy

Polacy coraz częściej zdają sobie sprawę, że w przyszłości poziom świadczeń z ZUS będzie niedostateczny. Tylko co dziesiąty respondent planuje po osiągnięciu wieku emerytalnego nie korzystać z żadnych dodatkowych źródeł. Aby utrzymać dotychczasowy styl życia, aż 40 proc. uczestników ma zamiar podjąć dodatkową pracę. To najczęściej wskazywany plan na pozyskanie pieniędzy na życie. Z kolei 30 proc. Polaków deklaruje, że przeznaczy na ten cel swoje oszczędności odłożone w depozytach. Zaledwie 8 proc. planuje wykorzystać możliwości trzeciego filara emerytalnego, czyli Indywidualnego Konta Zabezpieczenia Emerytalnego oraz Indywidualnego  Konta Emerytalnego.

– Zaletą obu produktów jest optymalizacja podatkowa. W przypadku IKZE, na ulgę nie trzeba czekać do emerytury. Wpłacone w danym roku kalendarzowym kwoty można odpisać od podstawy opodatkowania w zeznaniu rocznym PIT. Po ukończeniu 65. roku życia, kiedy oszczędności będą wypłacane, pobrany zostanie zryczałtowany podatek w wysokości 10 proc. dokonywanej wypłaty.  Natomiast oszczędności gromadzone w ramach IKE są całkowicie zwolnione z podatku od zysków kapitałowych. Trzeba jednak spełnić kilka warunków, m.in. osiągnąć wiek uprawniający do wypłaty pieniędzy (60 lat), dokonywać wpłat przez pięć dowolnych lat kalendarzowych lub wpłacić ponad połowę środków nie później niż na pięć lat przed ich wypłatą – tłumaczy Grzegorz Chłopek.

Badanie zrealizowane zostało na zlecenie Nationale-Nederlanden przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych w dniach 23-24 listopada 2018 roku. W ramach badania ilościowego przeprowadzono wywiady przy użyciu techniki CATI, na reprezentatywnej grupie dorosłych Polaków (n=1100).

Dimitris Raptis prezesem Globalworth Poland

Dimitris Raptis zastąpi na stanowisku CEO Globalworth Poland Małgorzatę Turek, która pełniła tę funkcję od września 2017 roku. W tym czasie odpowiadała za wdrożenie strategii firmy oraz jej rozwój na polskim rynku, po tym jak Globalworth nabył pakiet kontrolny w platformie nieruchomościowej GPRE. Dimitris Raptis obejmie nową rolę (interim CEO) po zatwierdzeniu przez zarząd.

Firma poinformowała również o powołaniu z początkiem grudnia Łukasza Duczkowskiego na stanowisko Dyrektora ds. Inwestycji (Head of Investments). Łukasz Duczkowski posiada ponad 10-letnie doświadczenie na rynku inwestycyjnym oraz w obszarze finansowania nieruchomości, które zdobył pracując dla HSBC, Colliers International oraz Griffin Real Estate. Dotychczasowy Dyrektor ds. Inwestycji Globalworth Poland, Artur Apostoł, został z kolei nominowany na stanowisko Dyrektora Operacyjnego (Chief Operating Officer, COO). CFO Globalworth Poland pozostaje Rafał Pomorski.

Dimitris Raptis – CEO Globalworth Poland
Dimitris Raptis – CEO Globalworth Poland

Po pozyskaniu większości udziałów w GPRE, prawie rok temu, udało nam się ogłosić zakup kolejnych budynków biurowych w Polsce o łącznej wartości prawie 680 mln EUR. W ten sposób, w prawie 6 miesięcy staliśmy się liderem sektora biurowego. Tak wielkie osiągnięcie, zrealizowane w tak krótkim czasie, było możliwe dzięki bezcennemu wkładowi polskiego zespołu Globalworth. Specjalne podziękowania chciałbym złożyć Małgorzacie Turek. Dynamiczny rozwój firmy nie byłby możliwy bez jej zdolności przywódczych, wiedzy oraz wsparcia, jakie otrzymaliśmy na każdym z etapów budowania naszego biznesu w Polsce. Życzę również Małgorzacie kolejnych sukcesów. Globalworth Poland będzie dalej wzmacniać swoją pozycję na rynku, przy wsparciu naszego wyjątkowego zespołu, który będziemy dalej rozwijać. – Dimitris Raptis

Praca w Globalworth Poland była dla mnie wspaniałym doświadczeniem. Ostatni rok to dla firmy wyjątkowo intensywny czas, a dla mnie duża satysfakcja, że miałam okazję współpracować z tak świetnym zespołem w okresie wchodzenia spółki na polski rynek. Moim koleżankom i kolegom życzę wielu kolejnych sukcesów. Jestem przekonana, że uda im się osiągnąć każdy cel i dalej budować pozycję Globalworth, jako lidera rynków w Polsce i Rumunii. – Małgorzata Turek

Dimitris Raptis posiada ponad 20-letnie doświadczenie zawodowe w obszarze usług finansowych oraz zarządzania inwestycjami na rynku nieruchomości. Od 2013 roku, czyli momentu powstania Globalworth, pełni tam funkcję Zastępcy Dyrektora Generalnego oraz Dyrektora ds. Inwestycji. Jako CEO Globalworth Poland Dimitris Raptis będzie odpowiedzialny za nadzorowanie realizacji strategii grupy na polskim rynku.

Wzrost cen energii w Polsce największy w całej Europie

Na wzrost cen energii elektrycznej w Polsce wpływają najbardziej dwa czynniki. Pierwszym jest brak spójnej polityki energetycznej, która bardzo długo nie była aktualizowana. Wszelkie działania podejmowane w tym zakresie są chaotyczne, a nie spójne i długoterminowe. Oprócz tego chodzi o wzrost cen prawa do emisji CO2, co zwiększa koszt wytworzenia energii w konwencjonalnych blokach węglowych. W zakresie energetyki cały świat podąża w stronę określonych rozwiązań. Polska – zmierzając w przeciwnym kierunku – będzie na tym tracić, a jej możliwości kiedyś się wyczerpią. Obecnie jesteśmy tego świadkami. Wzrost cen energii elektrycznej w Polsce jest największym wzrostem w całej Europie. Wszystkie kraje wybierają i dofinansowują odnawialne źródła energii, albo starają się chociaż ograniczać konwencjonalne paliwa kopalniane. Zarządzają miksem energetycznym w bardziej racjonalny i odpowiedzialny sposób przez stanowienie stabilnego prawa. Konieczne są negocjacje z krajami sąsiednimi – gdzie energia elektryczna jest tańsza.

Potrzebne jest też wsparcie rodzimych przedsiębiorców, którzy w przypadku rozproszonej energetyki są w stanie niwelować negatywne skutki rosnących cen.

– Tak, jak w przypadku drożenia paliwa, wzrost cen energii elektrycznej oznacza dla konsumenta wyższe ceny wszystkich towarów i usług. Powstrzymanie wzrostu cen energii wymaga zastanowienia się nad dwiema możliwościami – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Musiał, prezes Pracowni Finansowej – Pierwszą jest import z krajów, gdzie jest ona tańsza. Przykładem są nasi wschodni sąsiedzi. Ukraina wytwarza energię za pomocą elektrowni atomowych. Nadal nie przesyła jej do Polski, co mogłoby okazać się dla nas dobrym rozwiązaniem – zwłaszcza w trudnych momentach, gdy zdarzają się blackouty czy przymusowe wyłączenia dużych zakładów produkcyjnych.

Odpowiednie umowy bilansujące umożliwiłyby posiłkowanie się energią zza granicy. Inny sposobem na zatrzymanie wzrostu cen lub ich obniżenie jest inwestowanie w najtańsze i najbardziej opłacalne źródła.

Chodzi o energetykę wiatrową – zwłaszcza lądową, w której Polska posiada największe doświadczenie i know-how. W tym sektorze u rodzimych przedsiębiorców zostaje też najwięcej pieniędzy. Cały biznes związany z potrzebną infrastrukturą wymaga kompetencji, które w Polsce występują. Do budowy zatrudniane są firmy lokalne, tak samo jak przy zamawianiu części. W ten sposób znaczna część kapitału zostaje w kraju. W przypadku inwestycji w energetykę morską zostalibyśmy go pozbawieni, co ostatecznie zwiększyłoby cenę samych projektów. W konsekwencji znowu nastąpiłby wzrost cen energii, który musiałby zamortyzować nakłady inwestycyjne. Dodatkowo należy pamiętać o mikroinstalacjach na gospodarstwach domowych. Panele fotowoltaiczne są w stanie wyprodukować energię na potrzeby domu. Przez odpowiedni miks i politykę energetyczną Polska może utrzymać w ryzach ceny energii. Najdroższy prąd w Europie, którego doświadczymy już od 2019 roku, jest spowodowany trzymaniem się jednej, określonej drogi – bez patrzenia na otoczenie rynkowe – ocenił Musiał.

Polacy nie zapłacą więcej za prąd. Rekompensaty popłyną z nowego funduszu

Polacy nie zapłacą więcej za prąd. Rekompensaty popłyną z nowego funduszu 3

Zapowiadane na przyszły rok podwyżki cen prądu nie będą odczuwalne dla gospodarstw domowych – wynika z projektu ustawy powstającej w Ministerstwie Energii. Działania osłonowe obejmą też mikro-, małych i średnich przedsiębiorców. Wzrost cen zostanie pokryty ze specjalnego Funduszu Efektywności Energetycznej i Rekompensat (FEER). Do jego wprowadzenia przygotowują się spółki energetyczne. – FEER pokazuje, że zarówno minister energii, jak i spółki energetyczne chcą być po prostu fair względem klientów – mówi Filip Grzegorczyk, prezes Tauron Polska Energia.

Gospodarstwa domowe, zgodnie z zaprezentowanym przez ministra energii projektem ustawy, nie zapłacą w nowym roku więcej za prąd. Oczywiście prezes URE ustali nową taryfę i wzrost cen energii, który w tej taryfie zostanie wyznaczony, zostanie skompensowany wszystkim gospodarstwom domowym ze specjalnego funduszu [Funduszu Efektywności Energetycznej i Rekompensat (FEER) – red.] utworzonego przez ministra energii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Filip Grzegorczyk, prezes Tauron Polska Energia.

Program rekompensat obejmie 15 mln gospodarstw domowych w całej Polsce. Nie będą one musiały podejmować żadnych działań, by skorzystać z rabatu. Firmy energetyczne będą wystawiać faktury i pomniejszać je o rabat, a następnie będą mogły się ubiegać o rekompensaty u zarządcy rozliczeń.

Mikro-, mali i średni przedsiębiorcy również nie odczują skutków wzrostu cen energii na rynku hurtowym, przy czym oni będą zobowiązani do wystąpienia o rekompensatę. Jeśli chodzi o duży biznes, to zawsze jesteśmy otwarci na rozmowy, jesteśmy w stanie negocjować, ale też trzeba wyraźnie powiedzieć, że duży biznes doskonale odnajduje się w warunkach rynkowych – wyjaśnia Filip Grzegorczyk.

Beneficjentami programu będą także tacy odbiorcy prądu, jak hospicja, domy opieki społecznej, akademiki, internaty, domy dziecka. Koszt programu rekompensat szacowany jest na 4–5 mld zł. Będzie on sfinansowany m.in. ze sprzedaży uprawnień do emisji dwutlenku węgla, budżetu państwa oraz spółek energetycznych.

Środki ze spółek mają być przeznaczane na wzrost efektywności energetycznej w samorządach i firmach. Rekompensaty mają się pojawić na rachunkach od kwietnia 2019 roku.

Propozycja Ministerstwa Energii to wyraz odpowiedzialności za bezpieczeństwo Polaków wobec zagrożenia wzrostu cen energii, a w konsekwencji – ubóstwem energetycznym. Wprowadzenie tych zmian wymaga, po pierwsze, bardzo pilnego uchwalenia zaprezentowanej ustawy, co jest po stronie ministerstwa, a po drugie, wymaga zmian w systemach billingowych spółek, które sprzedają na co dzień energię elektryczną. Myślę, że bardzo szybko się z nimi uporamy, tak szybko, jak tylko to będzie możliwe – mówi Filip Grzegorczyk.

Ministerstwo Energii podkreśla, że ustawa osłonowa to jeden z elementów zmian, które mają wzmacniać bezpieczeństwo energetyczne kraju oraz niwelować zjawisko ubóstwa energetycznego. Wśród pozostałych są m.in. przygotowany dokument „Polityka energetyczna Polski do 2040 roku”, procedowana ustawa o wysokosprawnej kogeneracji, a także działające już regulacje o rynku mocy czy OZE.

Dziś ceny energii w Polsce są jednymi z niższych w Europie. Według zaprezentowanych przez Ministerstwo Energii analiz w latach 2013–2018 nastąpił spadek cen o 14 proc.

Brak większych zmian

Brak większych zmian. Spadki rentowności polskich papierów 10-letnich wyhamowały i utrzymują się ponad poziomem 3%. Złoty dalej traci na wartości. Ciążący nastrojom temat Brexitu osłabił euro do 1,131 USD, co pchnęło kurs EUR/PLN w okolice 4,30.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Wtorkowa sesja przyniosła dalsze spadki notowań złotego. Chwilowo podczas sesji europejskiej kurs EUR/PLN wzrósł powyżej 4,30. Złoty osłabiał przy taniejącym euro do dolara po tym jak po spotkaniu z brytyjską premier T.May, kanclerz Niemiec A.Merkel oznajmiła, że nie będą prowadzone z Wielką Brytanią żadne dalsze negocjacje w sprawie Brexitu. Na rynku pojawiły się też informacje, że złożono liczbę listów wymaganą do przeprowadzenia głosowania nad usunięciem premier May ze stanowiska przewodniczącej Partii Konserwatywnej.

Jeszcze w pierwszych godzinach handlu widać było nieznaczne odreagowanie poniedziałkowych spadków notowań wspólnej waluty do dolara, a EUR/USD powrócił w okolice 1,14. Choć sygnały, jakie napływały ze strony europejskich polityków dot. zmiany porozumienia w sprawie warunków Brexitu były negatywne, rynek najwyraźniej nie stracił nadziei. Poranny ruch wzrostowy euro dodatkowo wspierała publikacja indeksu gospodarczego ZEW dla Niemiec, którego grudniowy poziom -17,5 znacznie przewyższył oczekiwania rynkowe. Nie zmienia to faktu, że nadal ujemny wynik oznacza w badaniu przewagę pesymistów obawiających się słabego wzrostu gospodarczego niemieckiej gospodarki w czwartym kwartale br., odczuwających niepewność związaną z handlem międzynarodowym i ostateczną formą Brexitu. Czynniki te mają bowiem szczególnie ujemny wpływ na prywatne inwestycje i niemiecki eksport. Danych nie należy więc „nadinterpretować”, jak zaznaczył szef instytutu ZEW, stąd nie wystarczyły one do utrzymania porannych wzrostów euro. Z danych makro z USA na pierwszy plan wyszła inflacji cen producentów. W listopadzie PPI wzrósł o 0,1% m/m przy prognozie zakładającej brak zmiany. Od odczyt okazał się lepszy niż oczekiwano, co dodatkowo wsparło dolara, to jednak w porównaniu z październikiem (+0,6%) zauważalne jest mocne spowolnienie. W ujęciu rocznym wskaźnik PPI wyniósł 2,5%.

Na rynku stopy procentowej nie doszło do większych zmian, a krzywe utrzymywały się na poziomach, na które zeszły w trakcie ubiegłego tygodnia. Spadki rentowności polskich papierów 10-letnich wyhamowały i utrzymują się ponad poziomem 3%. W tym tygodniu publikacje z lokalnej gospodarki zaplanowane są dopiero na koniec tygodnia, kiedy poznamy finalne dane CPI oraz bilans na rachunku bieżącym. Odczyty inflacji z regionu Europy Środkowo-Wschodniej potwierdzają spowolnienie wzrostu cen w Rumunii oraz na Węgrzech, które okazały się niższe od oczekiwań rynkowych. Spowolnienie dynamiki CPI ogranicza presję na wzrosty rentowności papierów krótkoterminowych, co powinno sprzyjać dalszej stabilizacji polskich papierów.

Brak paliwa do wzrostu rentowności obligacji w Polsce wynika również ze spadku oczekiwań na działania Fed w przyszłym roku. Obecnie rynek wycenia zaledwie jeden ruch amerykańskich władz monetarnych w 2019r. Dodatkowo inwestorzy od końca września zdecydowanie zredukowali liczbę swoich pozycji krótkich kosztem pozycji długich, co potwierdza spadek wiary rynku w potencjał do podwyżek stóp przez Fed.

W środę w centrum uwagi znajdą się dane z USA. CPI może pokazać słabość przez spadki cen paliw, jednak inflacja bazowa CPI nie powinna mocno zaskoczyć wspierając grudniową podwyżkę stóp przez Fed. Tylko duże rozczarowanie może sprowokować rynek do silnej reakcji. Prognozy wskazują na wzrost CPI o 0,0% m/m i bazowego CPI o 0,2% m/m.

Wykres dnia: Spadek pozycji krótkich wobec długich na amerykańskich obligacjach pokazuje coraz niższe oczekiwania na działania Fed w przyszłym roku.

Spadek pozycji krótkich wobec długich na amerykańskich obligacjach pokazuje coraz niższe oczekiwania na działania Fed w przyszłym roku
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Przedsiębiorstwa mają do odegrania coraz ważniejszą rolę w ochronie klimatu. Biznes istotnym uczestnikiem COP24

Przedsiębiorstwa mają do odegrania coraz ważniejszą rolę w ochronie klimatu. Biznes istotnym uczestnikiem COP24 4

Szczyt klimatyczny COP24 w Katowicach potrwa do końca tygodnia. Obok polityków i ekspertów uczestniczą w nim przedstawiciele nauki i biznesu, którzy mają do odegrania istotną rolę w przeciwdziałaniu zmianom klimatycznym. Pokazuje to przykład 3M – na przestrzeni ostatnich 15 lat przedsiębiorstwo zredukowało emisję gazów cieplarnianych o 68 proc., a prawie 1/5 wolumenu energii konsumowanej przez firmę pochodzi dziś ze źródeł odnawialnych. Nowoczesny biznes musi obecnie uwzględniać ochronę środowiska i cele zrównoważonego rozwoju, a firmy tworzyć innowacje, które będą je wspierać.

 Nasza obecność na szczycie klimatycznym COP24 wynika ze stuprocentowej zbieżności celów przyjętych w ramach tego wydarzenia oraz założeń Porozumienia Paryskiego. Chodzi o to, w jaki sposób możemy uczestniczyć w procesie zmniejszania emisji, a tym samym ograniczania zmian klimatycznych, jak możemy wspierać adaptację do zmian klimatycznych oraz przede wszystkim, w jaki sposób możemy wykorzystać naukę i technikę, aby osiągnąć powyższe cele – mówi agencji Newseria Biznes Alain Simonnet, dyrektor zarządzający 3M na region Europy Wschodniej i Polskę.

Szczyt klimatyczny COP24 w Katowicach potrwa do 14 grudnia. Biorą w nim udział przedstawiciele 195 państw, które w 2015 roku przyjęły Porozumienie Paryskie. Ich głównym zadaniem jest wypracowanie ostatecznego kształtu (tzw. mapy drogowej), w jakim zostanie wdrożona ta międzynarodowa umowa, która kładzie nacisk na radykalną redukcję emisji dwutlenku węgla.

Przedstawiciele firm mają w dyskusji o zmianach klimatu ważny głos, bo – jak podkreśla Alain Simonnet z 3M – w tej chwili nowoczesny biznes musi już odbywać się w oparciu o zasady zrównoważonego rozwoju i z poszanowaniem środowiska. Przedsiębiorstwa – zwłaszcza firmy produkcyjne – mogą podejmować cały wachlarz działań, żeby przyczyniać się do przeciwdziałania zmianom klimatu i tworzyć innowacje, które będą ten cel wspierać.

3M jest tego dobrym przykładem: od 2005 przedsiębiorstwo zmniejszyło zużycie wody o ponad 37 proc., a na przestrzeni ostatnich 15 lat emisja gazów cieplarnianych została zredukowana o 68 proc. Prawie 1/5 wolumenu energii konsumowanej dziś przez firmę pochodzi ze źródeł odnawialnych. Do połowy przyszłej dekady ten odsetek ma sięgać już 25 proc. Przyjęty przez firmę program „2025 Sustainability Goals” zakłada również osiągnięcie zerowej ilości odpadów w 30 proc. zakładów produkcyjnych 3M – ten cel został już prawie całkowicie zrealizowany.

Na COP24 3M poszło o krok dalej i ogłosiło swój pierwszy wymóg o charakterze formalnym dotyczący wprowadzania na rynek nowych produktów. Od 2019 roku każdy z nich będzie zgodny z Deklaracją Zrównoważonego Rozwoju przyjętą przez 3M. Deklaracja Zrównoważonego Rozwoju 3M obejmuje wiele aspektów procesu powstawania i wprowadzania na rynek nowych produktów, których jest około tysiąca każdego roku. To między innymi ponowne wykorzystywanie materiałów, recykling, gospodarka energią i odpadami, oszczędność wody, odpowiedzialny łańcuch dostaw czy zastosowanie materiałów odnawialnych, odpowiednich dla danego rozwiązania – od początku do samego końca cyklu życia każdego produktu. Zobowiązanie 3M obejmuje również produkty, które mają przede wszystkim na celu pomóc rozwiązywać problemy środowiskowe lub społeczne, takie jak poprawa jakości powietrza, ograniczenie emisji gazów cieplarnianych czy zwiększenie bezpieczeństwa pracowników i pacjentów w placówkach opieki zdrowotnej i zakładach przemysłowych.

– Ambitne cele przyjęte w ostatnim czasie przez 3M opierają się na trzech filarach. Są to: nauka w obszarze procesu produkcyjnego, nauka na rzecz społeczności oraz nauka w obszarze klimatu – wymienia Alain Simonnet.

Nauka w obszarze procesu produkcyjnego obejmuje takie metody projektowania i wytwarzania produktów, które wymagają zastosowania jak najmniejszych ilości materiałów i wody przy jednoczesnym wytwarzaniu minimum odpadów. Mówiąc w skrócie, jest to optymalizacja produkcji przy ograniczonym zużyciu surowców.

 Jeden z naszych najważniejszych zakładów produkcyjnych na świecie jest zlokalizowany w Polsce i ten aspekt naszych działań jest w tym zakładzie niezwykle istotny. Nasze procesy są projektowane i ewoluują dokładnie w tym kierunku. Dotyczy to wyboru dostawców, surowców, recyklingu materiałów, m.in. substancji rozpuszczalnych w wodzie, eliminowania rozpuszczalników i ograniczania odpadów. Dla przykładu w ramach całkowitej produkcji realizowanej w naszych zakładach we Wrocławiu osiągnęliśmy zerowy wskaźnik składowania odpadów na wysypiskach śmieci – podkreśla Alain Simonnet.

Drugi filar strategii 3M – nauka w obszarze klimatu – skupia się na produktach i rozwiązaniach, które pomagają ich użytkownikom działać w sposób ukierunkowany na ograniczanie emisji dwutlenku węgla i gazów cieplarnianych oraz przyczyniają się do efektywniejszego zarządzania energią czy zasobami wodnymi. Jak wynika z Raportu Zrównoważonego Rozwoju firmy („2018 Sustainability Report”) w ubiegłym roku produkty 3M pomogły klientom zredukować emisję gazów o 13 mld ton. Od momentu zainaugurowania w 1975 roku programu Pollution Prevention Pays firma zrealizowała już ponad 15 tys. projektów mających na celu ochronę środowiska naturalnego, które wpisują się w założenia United Nations Global Compact ONZ.

 Mamy w tym obszarze szereg rozwiązań, które zostały wytworzone, opracowane lub pozyskane w Polsce. Do przykładów należą kleje stosowane w branży motoryzacyjnej, filtry na potrzeby bioupraw oraz szereg innych rozwiązań i produktów, które przyczyniają się do ograniczania emisji lub ułatwiają adaptację do zmian klimatycznych przy coraz mniejszym przyczynianiu się do tych zmian – mówi Alain Simonnet.

Trzecim filarem przyjętej przez firmę strategii jest wykorzystywanie zdobyczy naukowych na potrzeby lokalnych społeczności. Ekspert 3M zwraca uwagę na wyniki ostatniego globalnego badania 3M „State of Science Index”, które pokazują, że konsumenci w coraz większym stopniu dostrzegają wpływ nauki na ich otoczenie i jakość życia. Prawie połowa Polaków (49 proc.) dostrzega znaczenie nauki dla funkcjonowania społeczeństw, a 37 proc. twierdzi, że ma ona przełożenie na ich życie codzienne.

– Nasze badania pokazują, że mamy teraz wyśmienitą okazję, żeby szerzyć na świecie – a zwłaszcza w Polsce – wiedzę na temat tego, jak zdobycze naukowe i techniczne mogą pomagać nam zwalczać zmiany klimatyczne i ich konsekwencje. Dlatego niezwykle ważne jest to, abyśmy jako przedsiębiorstwo bazujące na zdobyczach naukowych, którego głównym celem jest wdrażanie technologii na potrzeby życia codziennego, nawiązywali kontakty z innymi firmami sektora technicznego oraz uniwersytetami, szkołami i społecznościami lokalnymi. Dzięki temu będziemy mogli zmieniać nasze przyzwyczajenia i wspólnie opracowywać rozwiązania, które będą miały pozytywny wpływ na środowisko – podkreśla dyrektor zarządzający 3M na region Europy Wschodniej i Polskę.

W ubiegłym roku łączne nakłady 3M na działalność badawczo-rozwojową osiągnęły 1,9 mld dol. Ponad 70 mln dol. firma przeznaczyła na wsparcie edukacji, ochrony środowiska i programów skierowanych do społeczności lokalnych. Globalna organizacja była jedną z pierwszych na świecie, które zintegrowały swoją działalność biznesową z działaniami na rzecz zrównoważonego rozwoju.