Unia Europejska inwestuje 130 mld euro w pracownicze programy oszczędnościowe

Dla pracodawców i pracowników korzystne jest otoczenie, które pozwala na realizowanie wspólnych idei. Środki, które można przeznaczyć na akcjonariat pracowniczy, są o wiele łatwiej dostępne we Francji niż na Ukrainie. Marka Auchan jest dziś obecna w czternastu krajach. Ma akcjonariuszy we Francji, Włoszech, na Węgrzech, w Hiszpanii, Polsce, Rosji, Chinach, Luksemburgu, a od przyszłego roku także na Ukrainie. Najlepsze systemy akcjonariatów pracowniczych istnieją we Francji. Do ich wprowadzenia potrzebna jest znajomość aktualnego systemu prawnego.

– W Polsce warunki też nie są sprzyjające. Kiedy firma rozdaje akcje w naszym kraju, musi zapłacić podatek. We Francji, kiedy akcje są zamrożone na 5 lat, nie ma takiego obowiązku. To element, który powinien zostać zmieniony także w innych krajach, aby system mógł funkcjonować – powiedział serwisowi eNewsroom Françoise Colombie, Przewodniczący Rady Nadzorczej Auchan Polska i Ukraina – W tym rozwiązaniu istotne są trzy strony.Pierwszą są przedsiębiorcy – im bardziej pracownicy są zaangażowani w sprawy firmy i zachowują się jak akcjonariusze, tym łatwiej jest z nimi współpracować. Sami widzą większy sens w swojej pracy i nowej roli, dzięki budowaniu długofalowego majątku. Zyskuje także państwo, kiedy obywatele gromadzą długoterminowe oszczędności, które później mogą być ich zabezpieczeniem na emeryturze oraz zostać przeznaczone na konsumpcję, dzięki czemu wrócą do gospodarki. Przykładem są Stany Zjednoczone. W Unii Europejskiej w pracownicze programy oszczędnościowe inwestowane jest już ok. 130 mld euro, z czego połowa nie zakłada udziału w akcjonariacie przedsiębiorstw. We Francji 4 proc. wartości indeksu CAC40, który odpowiada polskiemu WIG20, należy do pracowników firm. System ten jest też kierowany do firm rodzinnych, które zaczynały 40 lat temu i mimo wzrostu nie są notowane na giełdzie, jednak mogą nadal rozwijać się w tym systemie – wyjaśnił Colombie.

Rolnicy coraz chętniej ubezpieczają swoje mienie. To efekt wyższych rządowych dopłat do ubezpieczeń i częstszych anomalii pogodowych

Rolnicy coraz chętniej ubezpieczają swoje mienie. To efekt wyższych rządowych dopłat do ubezpieczeń i częstszych anomalii pogodowych 1

Nawet o jedną czwartą wzrosło zainteresowanie rolników ubezpieczeniami upraw po wprowadzeniu dopłat do składek z budżetu państwa w maksymalnej wysokości 65 proc. Do kupowania polis skłaniają farmerów także coraz częściej występujące zjawiska pogodowe, jak huragany, nawałnice, przymrozki, które niszczą uprawy i budynki. Rosnące zainteresowanie powoduje, że ubezpieczyciele wprowadzają coraz bogatszą ofertę dla sektora agro.

 Największym zainteresowaniem spośród ubezpieczeń dla klientów z sektora agro w ostatnich czasach cieszą się ubezpieczenia upraw z dopłatą z budżetu państwa – powiedziała podczas debaty Newserii Anna Kaczyńska-Zielińska, kierownik Zespołu Produktowego w PZU. – Na pewno sprzyja temu nowa ustawa o ubezpieczeniach upraw i zwierząt gospodarskich, która została uchwalona w tym roku. Wprowadziła ona maksymalne dopłaty do składek dla rolników w wysokości 65 proc. Tak naprawdę rolnik płaci tylko 35 proc. składki dla zakładu ubezpieczeń, więc to na pewno sprzyja wzrostowi sprzedaży.

Jak dodaje, w tym roku co piąty klient ubezpieczający swoje uprawy jest klientem nowym. Od 2017 roku państwo dopłaca rolnikom z budżetu niemal dwie trzecie składki. Produkty takie ma pięć zakładów ubezpieczeń, które podpisały umowę z Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi na 2017 rok. Są to PZU, Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych „TUW”, Concordia Polska Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych, Pocztowe Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych oraz InterRisk Towarzystwem Ubezpieczeń SA Vienna Insurance Group.

 Dużym zainteresowaniem cieszą się także ubezpieczenia mienia ruchomego w gospodarstwach rolnych, jak również ubezpieczenia agrocasco dla klientów, czyli ubezpieczenie maszyn rolniczych w ofercie all risk – mówi przedstawicielka największego polskiego ubezpieczyciela. – Nasza oferta dla klientów agro jest bardzo szeroka. Oferujemy ubezpieczenia obowiązkowe – jesteśmy liderem na polskim rynku w segmencie ubezpieczeń obowiązkowych budynków i OC rolników. Około 70 proc. rolników w Polsce jest ubezpieczonych w PZU.

Z danych Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa wynika, że polscy rolnicy najczęściej ubezpieczają budynki w gospodarstwie rolnym (90 proc.) oraz wykupują polisy odpowiedzialności cywilnej (88 proc.). 40 proc. rolników decyduje się na zapewnienie sobie ochrony przed finansowymi skutkami uszkodzenia lub zniszczenia ruchomości rolniczych. Jedynie 10–12 proc. rolników ubezpiecza swoje uprawy, a tylko 5–8 proc. żywy inwentarz.

Dodatkowo mamy ubezpieczenia specyficzne, np. dla hodowców zwierząt, mamy ubezpieczenia od ryzyka chorób i padnięcia. Mamy ubezpieczenia dla drobnych przedsiębiorców rolnych, np. producentów pasiek, ryb w chowie stawowym, zwierząt futerkowych. Dodatkowo mamy jedno z najlepszych ubezpieczeń na rynku dla sektora drobiarskiego. Jesteśmy głównym ubezpieczycielem kurników i dodatkowo ubezpieczamy drób, który znajduje się w kurnikach – wylicza Anna Kaczyńska-Zielińska.

Mimo niekorzystnych w tym roku warunków pogodowych kwota odszkodowań rolnych wypłaconych w ciągu trzech kwartałów 2017 roku przez PZU była niższa niż przed rokiem, gdy z powodu nawałnic ubezpieczyciel wypłacił o 230 mln zł więcej, niż wynosiła średnia z poprzednich trzech lat. Głównie dzięki temu czynnikowi zysk z ubezpieczeń masowych PZU wzrósł w ciągu trzech kwartałów 2017 roku o 559 mln zł, czyli dwuipółkrotnie.

 Zachęcamy producentów zbóż do ubezpieczenia upraw. Do tej pory nie byli oni tym zainteresowani, bo nie czuli takiego zagrożenia. Teraz coraz częściej – z uwagi na duże anomalie pogodowe, występujące właściwie co kilka miesięcy – widzimy rosnące zainteresowanie. Więcej klientów ubezpiecza swoje uprawy, np. od ryzyka gradobicia, deszczu nawalnego, huraganu – mówi kierownik Zespołu Produktowego w PZU. – U producentów rzepaku widzimy także bardzo duży rozwój. W tym segmencie 90 proc. klientów ubezpiecza swoje uprawy od ryzyka złego przezimowania.

Ministerstwo Rozwoju będzie premiować firmy farmaceutyczne, które inwestują w kraju i zatrudniają polskich naukowców. Dzięki nim gospodarka staje się bardziej innowacyjna

Ministerstwo Rozwoju będzie premiować firmy farmaceutyczne, które inwestują w kraju i zatrudniają polskich naukowców. Dzięki nim gospodarka staje się bardziej innowacyjna 2

Branża farmaceutyczna jest jednym z motorów innowacyjności polskiej gospodarki. Dlatego Ministerstwo Rozwoju chce premiować firmy, które najmocniej przyczyniają się do jej rozwoju. Te, które inwestują w Polsce i zatrudniają polskich naukowców, będą mogły liczyć na wsparcie w polityce refundacyjnej. Jedną z innowacyjnych firm jest działająca w Polsce od 25 lat firma Servier. Poza rozwijaniem produkcji oraz działalności badawczo-rozwojowej spółka stawia też na edukację społeczeństwa w zakresie badań profilaktycznych i ochrony zdrowia.

 Jeśli polska gospodarka ma się stać bardziej innowacyjna i mniej imitacyjna, to obecność firm farmaceutycznych i biotechnologicznych w Polsce może być warunkiem, który pozwoli zrealizować ten projekt – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jadwiga Emilewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.

Przemysł farmaceutyczny odpowiada za 1 proc. PKB Polski, co czyni go największym rynkiem w regionie i szóstym co do wielkości w Unii Europejskiej. Branża farmaceutyczna jest drugim po przemyśle obronnym sektorem, który inwestuje największe środki w badania i rozwój. Dlatego Ministerstwo Rozwoju planuje działania, które zwiększą zainteresowanie branżowych inwestorów polskim rynkiem.

– Chcielibyśmy zbudować taki system współpracy pomiędzy globalnymi graczami na rynku farmaceutycznym a polską gospodarką, aby wybierali oni inwestowanie w Polsce nie ze względu na koszty pracy, ale na jakość naszych pracowników naukowych czy przyjazną politykę refundacyjną, która sprawi, że nowe leki opracowywane w Polsce zyskają wsparcie w polityce refundacyjnej – wskazuje Jadwiga Emilewicz.

Rządowa Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju uznaje ochronę zdrowia za jedną z kluczowych dziedzin innowacyjnej gospodarki. Podkreśla też znaczenie rozwoju prac badawczo-rozwojowych w przemyśle farmaceutycznym. Zdaniem ekspertów przemysł farmaceutyczny w Polsce już odgrywa znaczącą rolę gospodarczą, może być ona jednak znacznie większa po stworzeniu odpowiednich mechanizmów i zachęt dla inwestujących.

– Jeszcze w I kwartale 2018 roku będziemy chcieli nadać firmom farmaceutycznym, zagranicznym i polskim, status „Przyjaciół polskiego przemysłu”. Będziemy premiować tych, którzy mają centra badawczo-rozwojowe w Polsce i zatrudniają w nich polskich naukowców. Sprawdzimy, jak i gdzie płacą podatki, ile spośród nowych leków zostało opracowywanych w Polsce. Taka firma będzie mogła liczyć na status „Przyjaciela przemysłu”, a wówczas będzie miała uproszczoną ścieżkę negocjacyjną z NFZ, jeżeli chodzi o refundację leków – zapowiada Jadwiga Emilewicz.

Z raportu McKinsey „Polska 2025 – Nowy motor wzrostu w Europie” wynika, że największy udział w wartości dodanej w tej branży stanowi produkcja (nawet do 90 proc.), dystrybucja generuje do 15 proc. wartości sektora (handel detaliczny i hurtowy), a logistyka 3–5 proc.

Jedną z firm farmaceutycznych inwestujących w Polsce jest Servier. Jak szacuje PwC, dotychczasowy wkład tej firmy w polską gospodarkę wynosi ponad 733,7 mln zł.

– Inwestujemy bardzo mocno w badania i rozwój. Od 1990 roku mamy w Polsce Międzynarodowy Ośrodek Badań Klinicznych, w którym daliśmy szansę także polskim naukowcom na prowadzenie tego typu dużych, wieloośrodkowych badań, a także na udział w różnych międzynarodowych projektach. Od tego roku ośrodek badań klinicznych prowadzi też badania nie tylko dla Polski, lecz także dla Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Joanna Drewla, dyrektor generalna Servier Polska.

Firma inwestuje też w Zakład Produkcyjny na Białołęce, który jest obecnie piątą co do wielkości fabryką w Grupie (zaraz po Francji, Irlandii, Rosji i Chinach). Dotychczas na rozwój fabryki przeznaczono 150 mln zł, w tym m.in. na nowoczesną linię butelkującą i pakującą. A teraz przyszedł czas na nowoczesne laboratorium kontroli jakości, które będzie świadczyć usługi także na rzecz firm z innych krajów UE.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z decyzji o zlokalizowaniu naszego nowego laboratorium w Polsce. Podjęto ją w oparciu o know-how, jakim dysponuje zespół, jego doświadczenie i wysoką jakość – mówi Colm Murphy, dyrektor Zakładu Produkcyjnego Servier Polska. – Produkujemy tu głównie leki sercowo-naczyniowe, nowotworowe i antydepresanty. Stanowią one około 80 proc. naszego portfolio. Reszta to mniejsze grupy produktowe.

– Dziś w Polsce milion pacjentów dziennie jest leczonych lekami produkowanymi w naszym zakładzie produkcyjnym. Jednak produkujemy leki nie tylko dla Polski. Poszerzamy też bardzo eksport. W tej chwili 40 proc. naszej produkcji przeznaczamy na eksport do UE, a także otwieramy się na rynki afrykańskie – wskazuje Joanna Drewla.

Servier zatrudnia w Polsce około 500 osób, w większości wykwalifikowanych specjalistów odpowiedzialnych m.in. za działalność badawczo-rozwojową i edukację. Firma już od 15 lat prowadzi kampanie edukacyjne. Jak podkreślają jej przedstawiciele, edukacja obok badań klinicznych i produkcji jest głównym filarem działalności spółki.

„Servier dla Serca” to organizowana od 2003 roku jedna z największych polskich kampanii profilaktyczno-edukacyjnych. Każdego roku w ramach akcji w trasę po Polsce wyrusza Mobilna Poradnia Kardiologiczna, która przeprowadza bezpłatne badania i konsultacje lekarskie. Do tej pory skorzystało z nich blisko 41 tys. pacjentów w 70 polskich miastach. Servier organizuje także „Forum Przeciwko Depresji”, a w tym roku ruszyła kampania onkologiczna – „Servier – Wyłącz Raka”.

– Onkologia to temat, w który Servier dopiero wkracza. Będzie to dla nas jeden z priorytetów na najbliższe lata, dlatego rozpoczęliśmy kampanię onkologiczną „Servier – Wyłącz Raka”. Pierwsza kampania będzie poświęcona rakowi jelita grubego. Jej druga edycja odbędzie się w marcu przyszłego roku. Jest to jedna z tych chorób, w których profilaktyka ma gigantyczne znaczenie. Dzięki niej możemy uchronić pacjentów przed rozwojem tego nowotworu, dlatego mamy poczucie, że jest to jedno z naszych najważniejszych zadań – zapewnia Katarzyna Urbańska, dyrektor komunikacji i spraw zewnętrznych Servier Polska.

– Edukacja prozdrowotna społeczeństwa i uzmysłowienie ludziom, jaki mamy wpływ na to, żeby nie zachorować, to musi być praca na pokolenia i kampania rozłożona na wiele lat – tłumaczy dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii.

Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów w 2016 roku odnotowano w Polsce rekordową liczbę zachorowań, która przekroczyła 180 tys. W sumie w ciągu ostatnich 30 lat liczba zachorowań na nowotwory wzrosła w Polsce dwukrotnie. Raport „Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania” Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny wskazuje, że w latach 2000–2009 zaledwie 43 proc. chorych onkologicznie żyło 5 lat od wykrycia choroby. Gorzej było tylko w Bułgarii.

Zdaniem ekspertów profilaktyka i edukacja – zwłaszcza przy chorobach nowotworowych – mają kluczowe znaczenie. Szybkie rozpoznanie choroby zwiększa bowiem szanse na wyleczenie.

– W Polsce blisko 80 proc. chorych zgłasza się w zaawansowanej chorobie nowotworowej, gdzie koszty leczenia są niewyobrażalne, szczególnie jeśli chodzi o nowe technologie. Chodzi o to, żeby w tych kampaniach przede wszystkim zmniejszyć liczbę pacjentów, którzy przychodzą zbyt późno, a z drugiej strony jak najbardziej oddalić w czasie możliwość zachorowania na choroby cywilizacyjne – mówi dr Janusz Meder.

Inteligentny kask może uratować życie. Chroni głowę i poinformuje o miejscu wypadku

Inteligentny kask może uratować życie. Chroni głowę i poinformuje o miejscu wypadku 3

Polacy stworzyli inteligentny kask, który nie tylko chroni przed urazami głowy, lecz także powiadomi przełożonych o wypadku lub innym zdarzeniu, zagrażającym życiu i zdrowiu pracowników budowy. Dzięki temu możliwe jest sprawne przygotowanie akcji, która pomoże poszkodowanym w niebezpiecznej sytuacji. Kask wyposażono w mikrokontroler z GPS-em, akcelerometrem, czujnikiem temperatury i modułem łączności bezprzewodowej. Czujniki zbierają informacje, które przekazują do aplikacji zainstalowanej na telefonie przełożonego. Rozwiązanie jest już dostępne na rynku.

– Kask może ratować życie pracowników na budowie, ponieważ skraca czas potrzebny do udzielenia pierwszej pomocy, do wykonania pierwszego rozpoznania tego, co się zdarzyło, w ogóle poinformowania osób o wystąpieniu danego zdarzenia. Takim zdarzeniem może być zarówno upadek, jak i uderzenie, potrącenie, wstrząsy. Wszelkiego rodzaju sytuacje, które potencjalnie są groźne dla zdrowia pracowników – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Rafał Rudnicki z firmy Cybercom.

Inteligentny kask czerpie z technologii przeznaczonych dla internetu rzeczy. Jego działanie opiera się na zestawie wielu sensorów połączonych w układ generujący informacje i wysyłający je za pomocą sieci bezprzewodowej. Rozwiązanie jest zoptymalizowane pod kątem zużycia baterii, dzięki czemu może działać kilka tygodni na jednym ładowaniu. Za przechowywanie i przetwarzanie danych odpowiada część serwerowa, a zwieńczeniem systemu jest aplikacja mobilna dla kierownictwa sprawującego nadzór nad daną budową. To na aplikację mobilną wysyłane są powiadomienia, dotyczące używanych kasków. Pewnym ograniczeniem może być konieczność zapewnienia w miejscu pracy łączności bezprzewodowej wi-fi.

– Jednym z elementów z których korzystamy, jest specjalny router w technologii LoRa. Jest to urządzenie bardzo zbliżone do tych, jakie instalujemy w domach po to, żeby korzystać z sieci wi-fi. Różni się tylko tym, że router, który my wykorzystujemy, ma dużo większy zasięg, liczony nawet do kilkunastu kilometrów – podkreśla przedstawiciel firmy Cybercom.

W kasku zamontowanych jest kilka czujników. Mikrokontroler zintegrowany jest z GPS-em, akcelerometrem, czujnikiem temperatury oraz modułem łączności bezprzewodowej. Czujniki sprawdzają, czy pracownik założył kask na głowę, wykrywają nagłą zmianę jego pozycji (np. podczas upadku), a także monitorują czy pracownik nie znajduje się na niedozwolonej dla niego wysokości.

Kask jest już oferowany zainteresowanym przedsiębiorstwom jako gotowe rozwiązanie. Jego cena zależy od wielkości zamówienia.

– Dla nas istotne jest, żeby była ona na takim poziomie, aby pozwalała używać tego kasku powszechnie. Żeby pracodawca mógł zakupić go dla całej swojej kadry, więc jego cena jest na tym samym poziomie jak para dobrych butów dla pracownika – dodaje Rafał Rudnicki.

Według raportu Głównego Urzędu Statystycznego to właśnie w budownictwie i transporcie dochodzi do największej liczby śmiertelnych wypadków w czasie pracy. Z tych danych wynika, że w pierwszych trzech kwartałach tego roku na budowach zgłoszono 3,4 tys. wypadków, ich następstwem była śmierć 31 osób. W całym ubiegłym roku było to 5,4 tys. zdarzeń z 52 ofiarami śmiertelnymi.

Według danych GUS wartość rynku produkcji budowlano-montażowej na terenie naszego kraju w 2016 roku wyniosła ponad 170 mld zł. Z raportu Euler Hermes wynika, że po I półroczu 2017 roku odnotowano wzrost rdr. o 7,6 proc.

Firmowe wigilie coraz popularniejsze. W tym roku zorganizuje je blisko połowa pracodawców

Firmowe wigilie coraz popularniejsze. W tym roku zorganizuje je blisko połowa pracodawców 4

Polscy przedsiębiorcy wolą organizować wigilijne spotkania dla pracowników, niż wręczać im świąteczne premie lub bony – wynika z badania Randstad. W tym roku tego rodzaju imprezę zorganizuje 40 proc. firm, decydując się na nieformalną zabawę w restauracji lub pubie. W menu królować będą tradycyjne potrawy, takie jak pierogi czy kapusta z grzybami. Popularność zyskują także miniaturowe kanapki i desery z ciasta korzennego do jedzenia na stojąco.

Jak wynika z badania „Plany pracodawców” przeprowadzonego przez Instytut Badawczy Randstad, 82 proc. polskich przedsiębiorców szykuje dla swoich podwładnych bożonarodzeniowe niespodzianki. Największą popularnością wciąż cieszą się tzw. christmas party – na zorganizowanie firmowego spotkania świątecznego zdecydowało się w tym roku 40 proc. pracodawców. Na jednego pracownika większość firm wyda od 100 do 300 zł. Wigilie firmowe coraz częściej organizowane są poza miejscem codziennej pracy, głównie w restauracjach lub pubach, gdzie łatwiej o swobodny nastrój.

– Zainteresowanie imprezami firmowymi jest bardzo duże. Myślę, że kluczem do sukcesu jest rozpoczęcie odpowiednio wcześnie rozmów o dostępności terminów – mówi agencji informacyjnej Newseria Robert Skubisz, wiceprezes i szef kuchni restauracji Amber Room.

Miejsce na świąteczne spotkanie należy rezerwować z dużym, nawet kilkumiesięcznym, wyprzedzeniem. W kwestii menu większość firm powstrzymuje się przed kulinarnymi eksperymentami i decyduje się na tradycyjne polskie potrawy, m.in. barszcz z uszkami, kapustę z grzybami, śledzie, karpia w galarecie oraz pierogi.

– Przed świętami każdy marzy o takich potrawach jak: pierogi z kapustą i grzybami, barszcz czy kapusta wigilijna. Należy wspomnieć też o rybach w galarecie czy różnego rodzaju śledziach, które podajemy naszym gościom – od karpia, sandacza, szczupaka po zwykłą sałatkę jarzynową połączoną ze śledziami – mówi Robert Skubisz.

Wśród polskich pracodawców coraz większą popularnością cieszą się jak najmniej formalne świąteczne spotkania, które pełnią zarazem funkcję integracyjną. Odchodzi się więc od wspólnej biesiady przy jednym stole, na rzecz opcji umożliwiającej swobodne kontakty towarzyskie. Na tego typu imprezach podaje się nieco inne menu, choć nadal związane ze świętami Bożego Narodzenia. Mogą to być np. miniaturowe kanapki i desery, które można jeść na stojąco.

– Może być to malutki piernik połączony z kremem śmietanowym i delikatnym musem śliwkowym albo tradycyjne ciasto korzenne, z którego możemy wypiec różnego rodzaju ciasteczka, udekorować je lukrem i posypkami, które dodatkowo wzbogacają nasze wizualne odczucia, a przy tym dobrze smakują – mówi Robert Skubisz.

Czwarty kwartał roku to dla branży gastronomicznej okres wytężonej pracy nie tylko ze względu na firmowe spotkania świąteczne. W tym czasie Polacy znacznie chętniej jedzą poza domem, choćby podczas bożonarodzeniowych zakupów w galeriach handlowych. Coraz więcej osób decyduje się ponadto zamówić gotowy catering na wigilijną kolację, zamiast samodzielnie przygotowywać wszystkie potrawy.

Drony wykorzystujące termowizję ratują życie ludziom i zwierzętom. Zastosowanie znajdują m.in. w straży pożarnej i rolnictwie

Drony wykorzystujące termowizję ratują życie ludziom i zwierzętom. Zastosowanie znajdują m.in. w straży pożarnej i rolnictwie 5

Do 2021 roku na rynek ma trafić 30 milionów dronów. Bezzałogowe, niewielkie statki powietrzne sterowane za pomocą joysticka zyskują zupełnie nowe znaczenie, dzięki umieszczonych w nich kamerom termowizyjnym. Wychwytywanie źródła ciepła pozwala operatorowi maszyny zlokalizować np. człowieka pod gruzami lub gromadę zwierząt na polu, na które za moment może wjechać kombajn. Drony z termowizją mogą być wykorzystywane przez strażaków, rolników i inspektorów budowlanych. Zakres ich zastosowań jest bardzo szeroki.

Termowizja, czyli możliwość zobaczenia w obrazie kamery źródła ciepła, jest coraz częściej wykorzystywana w tandemie z najnowszymi technologiami. Zamontowana w dronie kamera termowizyjna pozwala w zupełnie nowy sposób wykorzystywać latające statki powietrzne, które do tej pory głównie były wykorzystywane w celach rozrywkowych.

– Drony z termowizją to tak naprawdę zwykłe drony, które są wyposażone dodatkowo w kamerę termowizyjną. Kamera zamontowana jest z tyłu drona i w momencie, kiedy podlatujemy do obiektu i wciskamy jeden przycisk, dron obraca się o 180 stopni i przełączamy się na obraz z kamery termowizyjnej. Jesteśmy wówczas w stanie obserwować obraz połączony, zarówno z kamery zwykłej, jak i termowizyjnej, więc widzimy nie tylko krawędzie obiektów, lecz także to, co najważniejsze – temperatury i hotspoty – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Dominik Wójcik, menadżer ds. sprzedaży w firmie Parrot.

Połączenie możliwości dronów i termowizji pozwala łatwo, szybko i tanio zajrzeć w miejsca, do których dotychczas dostęp był utrudniony i kosztowny. Można przeprowadzić dokładną inspekcję budynków i przekonać się, gdzie ucieka ciepło. Można przeprowadzić przegląd farm słonecznych i bardzo szybko sprawdzić, które z ogniw nie działają. Zastosowań dronów z termowizją jest znacznie więcej.

– Termowizja ma szerokie spektrum możliwości, pierwsza rzecz, która przychodzi na myśl, to zastosowanie przez straż pożarną. Urządzenia pomagają im w momencie, kiedy przyjeżdżają na akcję sprawdzić, czy np. do danego obiektu można się już zbliżyć, czy nie ma przypadkiem tak wysokiej temperatury, że jest to niebezpieczne dla pracowników. Wykorzystywane są przy poszukiwaniu ludzi bądź zwierząt – mówi Dominik Wójcik.

Znaczenie dronów dla gospodarki będzie rosło. Zdaniem analityków z Business Insider Intelligence wartość usług i prac wykonanych przez drony w dziale infrastruktury wyniesie w najbliższych latach 45 mld dol., w rolnictwie będzie to 32,4 mld dol., w transporcie – 13 mld dol., a na rynku bezpieczeństwa wartość tę szacuje się na 10 mld dol. W rolnictwie zastosowanie znajdują także drony z termowizją.

– Mieliśmy niedawno ciekawy przykład rolników w Niemczech, którzy kupowali drony z kamerą termowizyjną, aby przed rozpoczęciem prac dużymi maszynami, kombajnami, móc sprawdzić, czy przypadkiem gdzieś nie przebywają zwierzęta na polu. Oni po prostu sprawdzają, czy nie ma zbiorowiska zwierząt, które należałoby najpierw przegonić, bo duże maszyny potrafią rozgonić i rozdzielić np. rodzinę – opowiada ekspert.

Analitycy z BI Intelligence przewidują, że cywilny rynek dronów będzie rósł w średniorocznym tempie 7,6 proc., a jego wartość zwiększy się z 8,5 mld dol. w ubiegłym roku do 12 mld dol. w 2021 roku.

Eksperci przewidują, że do 2021 roku na rynek konsumencki trafi 29 mln dronów, a na rynek przedsiębiorstw zostanie zakupionych 805 tys. takich urządzeń.

Różnice kulturowe to jedno z największych ryzyk inwestowania za granicą. Wiele polskich firm pozbawia się szans na rozwój już na starcie

Różnice kulturowe to jedno z największych ryzyk inwestowania za granicą. Wiele polskich firm pozbawia się szans na rozwój już na starcie 6

Coraz więcej polskich firm inwestuje i nawiązuje kontakty handlowe w Chinach i Azji, odległych krajach Bliskiego Wschodu czy Afryki Północnej. Różnice kulturowe to jeden z największych czynników ryzyka, które wiążą się z ekspansją na te rynki. Eksperci zauważają, że firma, która ma w planach taki krok, powinna najpierw zapoznać pracowników z kulturą i zwyczajami kraju, w którym zamierza inwestować albo sprzedawać swoje produkty. W przeciwnym razie może się pozbawić szansy na współpracę już na starcie.

Aby przygotować się do pracy w międzynarodowym środowisku, przede wszystkim trzeba być świadomym wyzwań, które czekają pracowników. Kluczowa w takich przypadkach jest znajomość różnic kulturowych, czyli kultury kraju, z którym współpracujemy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Tomala, trener biznesu i wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Polskie firmy coraz śmielej inwestują za granicą i wychodzą na globalne rynki, a ich pozycja się umacnia. Tylko w II kwartale tego roku sprzedały towary o wartości 206 mld zł (10-proc. wzrost w ujęciu rocznym). Natomiast w całym 2016 roku polscy inwestorzy bezpośredni zainwestowali za granicą w sumie 31,8 mld zł – wynika z danych NBP.

Najpopularniejsze kierunki to wciąż Niemcy, kraje sąsiednie czy Wielka Brytania, ale kryzys i silna konkurencja na rynkach zachodnich oraz zbrojny konflikt i rosyjskie embargo na Wschodzie spowodowały, że rodzime przedsiębiorstwa zaczęły się rozglądać za nowymi rynkami i szansami biznesowymi. Coraz więcej z nich nawiązuje kontakty handlowe z Chinami i Azją, odległymi kulturowo krajami Bliskiego Wschodu czy Afryki Północnej.

 Wyzwania są ogromne. Różnice kulturowe pojawiają się na wielu płaszczyznach, w zakresie relacji, w formach komunikacji, w formalnościach. Na to nakładają się procesy biznesowe w danej organizacji, styl komunikacji, osobowość i bariery językowe – jeżeli dwie strony posługują się językiem trzecim, najczęściej angielskim, to powoduje wiele nieporozumień – mówi Anna Tomala.

Różnice kulturowe to jeden z większych czynników ryzyka, które niesie za sobą inwestowanie na zagranicznym rynku. Dlatego firma, która ma w planach taki krok, powinna się najpierw zapoznać z kulturą i zwyczajami kraju, w którym zamierza inwestować albo nawiązywać kontakty handlowe. W przeciwnym razie może się pozbawić szansy na współpracę już na początkowym etapie.

– Pracownicy, którzy mają duże doświadczenie w takim wielokulturowym środowisku, potwierdzają, że pomagają bezpośrednie spotkania – co nie zawsze jest możliwe, bo bardzo często współpracujemy na odległość. Ważne jest jednak uświadamianie pracowników w różnicach i płynących za nimi wartościach. Jesteśmy inni, ale się szanujmy – podkreśla Anna Tomala.

Zaproponowanie wieprzowiny czy alkoholu partnerowi z kraju muzułmańskiego nie zostanie odebrane jako faux pas, ale wręcz obraza. Podobnie jak krytykowanie chińskich władz w przypadku nawiązywania relacji biznesowych z tamtejszym kontrahentem. Z kolei w Turcji obowiązuje inny, nieco wolniejszy tryb pracy, a Japończycy czy Brytyjczycy są bardziej zasadniczy i powściągliwi w kontaktach międzyludzkich.

Poznanie i szacunek dla różnic kulturowych może jednak wyjść firmie na dobre, co doskonale pokazuje przykład Inglota. Kosmetyki polskiej marki bardzo dobrze sprzedają się dziś w krajach arabskich, jednak początki nie były łatwe, bo Inglot miał problem ze sprzedażą m.in. lakierów do paznokci – muzułmanki musiały zmywać go kilka razy dziennie, żeby obmyć dłonie. Marka opracowała specjalny, oddychający lakier, który przepuszcza parę wodną – kosmetyk okazał się hitem w krajach muzułmańskich i pozwolił podbić tamtejsze rynki.

– Kiedy pojawia się tyle wyzwań, wszystko się komplikuje. Zawsze, kiedy pracuję z grupami międzynarodowymi, zadaję pytanie: człowiek czy kultura, na co powinniśmy patrzeć? Są konkretne narzędzia pomagające w codziennej pracy, których można się nauczyć i wypracować. Kluczowa jest świadomość menadżerów, którzy tworzą takie międzynarodowe zespoły, żeby już na samym początku pracownicy przeszli szkolenie międzykulturowe, które pomoże im zrozumieć pewne procesy i zachowania – mówi Anna Tomala.

Ekspertka poznańskiej Wyższej Szkoły Bankowej podkreśla, że na starcie międzynarodowej ekspansji czy współpracy z zagranicznymi kontrahentami dobrze jest przeszkolić pracowników i zaznajomić ich z kulturą obowiązującą w innym kraju. To pozwoli uniknąć późniejszych konfliktów i niezrozumień. Wiele firm robi to jednak dopiero wtedy, kiedy problem już się pojawi.

Ciągle spotykam firmy, w których szkolenia międzykulturowe odbywają się dopiero po pół roku lub po roku takiej współpracy. Niestety, jest trochę tak, że firma reaguje dopiero, kiedy pojawiają się konflikty i problemy. Część z nich można byłoby wyeliminować, przeprowadzając takie szkolenie już na początku – mówi Anna Tomala.

O różnicach kulturowych firma powinna też pamiętać, kiedy wysyła pracowników w delegacje za granicę. W zaznajomieniu się z nimi przydatne mogą być zarówno odpowiednie szkolenia dla kadry menadżerskiej i pracowników, jak i skorzystanie z pomocy Polskiej Agencji Handlu i Inwestycji, która utrzymuje sieć swoich przedstawicielstw w krajach o największym potencjale rozwojowym dla polskich firm.

Kluczowa jest otwartość na innych. To bardzo pomaga w rozwiązywaniu problemów, we współpracy przy procesach biznesowych – dodaje Anna Tomala.

Technologia 5G całkowicie zmieni sposób prowadzenia biznesu. Rewolucja nadejdzie po 2020 roku

Technologia 5G całkowicie zmieni sposób prowadzenia biznesu. Rewolucja nadejdzie po 2020 roku 7

Technologia 5G – nowy standard sieci komórkowej – będzie początkiem kolejnego etapu rewolucji technologicznej. Umożliwi szybszy rozwój internetu rzeczy, rozwiązań smart city czy telemedycyny na masową skalę. Zrewolucjonizuje styl życia i całkowicie zmieni też model prowadzenia biznesu. Pojawią się nowe produkty, usługi, całkiem nowe rozwiązania i modele biznesowe. – Technologia 5G wykracza daleko poza nasze wyobrażenia – przekonuje ekspert DNB Bank Polska. 

– Na początku następnego dziesięciolecia spodziewamy się rozpowszechnienia nowego standardu telekomunikacji mobilnej, jaką jest technologia 5G. To nie będzie ewolucja, ale rewolucja w telekomunikacji mobilnej. Otworzą się nowe możliwości szybkiego przesyłu danych, tworzenia nowych rozwiązań zarówno w biznesie, jak i w życiu codziennym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Cembrzyński, ekspert ds. Telekomunikacji, mediów i technologii w DNB Bank Polska.

Technologia 5G to nowa generacja sieci komórkowej. W porównaniu do LTE stworzy wręcz rewolucyjne możliwości, oferując szybsze łącza komunikacji i większą pojemność sieci. Już od kilku lat nad rozwojem i wdrożeniem 5G pracują największe globalne koncerny technologiczne – są wśród nich m.in. Samsung, Ericsson i Intel, Orange czy Deutsche Telekom. Większość ekspertów jest zgodna, że upowszechnienie 5G będzie początkiem kolejnego etapu rewolucji technologicznej i umożliwi rozwój internetu rzeczy na masową skalę.

– Technologia 5G wykracza daleko poza możliwości obecnej telekomunikacji mobilnej, a nawet nasze wyobrażenia o tym, co telekomunikacja mobilna potrafi – mówi Krzysztof Cembrzyński.

Rozwijane obecnie LTE pozwala na dostęp do internetu z przepustowością do 300 Mb/s. Natomiast sieć 5G stworzy możliwość przesyłania danych z prędkością wielokrotnie większą, sięgającą nawet 20 Gb/s. Czas opóźnienia transmisji danych skróci się z dzisiejszych 50 milisekund do ledwie 1 milisekundy, co będzie miało ogromne znaczenie dla rozwijania technologii jutra.

– Weźmy popularny ostatnio temat samochodów autonomicznych, które poruszają się bez asysty kierowcy. W tym przypadku najważniejszy jest czas i niezawodność przesyłu danych. Samochody autonomiczne, poruszające się w gęstym ruchu miejskim będą generowały niezliczone dane. Czas ich reakcji jest krytyczny, żeby poruszały się bezkolizyjnie. Technologia LTE z pewnością nie poradziłaby sobie z tym zadaniem. Tu konieczna jest technologia 5G –wyjaśnia Krzysztof Cembrzyński.

Z drugiej strony 5G umożliwi też wdrożenie na dużą skalę rozwiązań typu smart city (analiza ruchu i prędkości pojazdów w czasie rzeczywistym do sterowania sygnalizacją świetlną) oraz smart grid (optymalizacja dystrybucji mocy elektrycznej na podstawie zapotrzebowania zgłaszanego przez indywidualne liczniki zużycia prądu). Kolejna możliwość to telemedycyna i diagnostyka online. Urządzenia monitorujące krytyczne parametry, np. poziom glukozy u cukrzyków czy stan zdrowia osób chorych na nowotwory, w sytuacjach alarmowych zainicjują kontakt z pacjentem i ewentualną interwencję służb ratowniczych.

Motorem prac nad technologią 5G jest internet rzeczy i coraz większa liczba urządzeń podłączonych do sieci. Według ekspertów Cisco w 2020 roku do inteligentnej sieci będzie podłączonych już ponad 50 mld urządzeń. Z kolei globalna firma badawcza IDC szacuje, że w 2020 roku rynek internetu rzeczy będzie wart w sumie 1,5 bln dol. IoT wymaga odpowiedniej technologii, która umożliwi komunikację miliardów urządzeń.

5G umożliwi integrowanie ze sobą i łączenie w wielkie platformy setek miliardów czujników i urządzeń – w tym również tych codziennego użytku, jak smartfony, komputery, telewizory, samochody, inteligentne zegarki, urządzenia typu wearables czy sprzęty AGD. To oznacza, że inteligentne lodówki informujące o konieczności uzupełnienia zapasów, zdalnie sterowane oświetlenie, które samo reaguje na zmianę pór dnia, czy inteligentne pralki oszczędzające energię przestaną być technologiczną ciekawostką i trafią pod strzechy większej liczby gospodarstw domowych.

Upowszechnienie 5G zrewolucjonizuje styl życia i całkowicie zmieni też model prowadzenia biznesu.

– 5G i internet rzeczy to zarówno szanse, jak i zagrożenia dla biznesu w Polsce. Nowe technologie wprowadzą istotne zmiany w procesach biznesowych, w metodach zarządzania produkcją czy logistyką, do których poszczególne branże muszą się zaadaptować. Mogą spowodować spadek zatrudnienia w niektórych z nich, zwłaszcza jeśli jej zasadniczą przewagą konkurencyjną jest zatrudnianie wykwalifikowanej, aczkolwiek relatywnie nisko opłacanej kadry – mówi ekspert rynku telekomunikacji DNB Bank Polska.

Automatyzacja, zarządzanie produkcją i analiza metadanych pozyskanych dzięki wykorzystaniu 5G tworzą nowe perspektywy dla prawie każdego sektora gospodarki. Skorzysta zwłaszcza sektor produkcyjny, dystrybucja energii, bezpieczeństwo publiczne, ochrona zdrowia czy transport. Dzięki IoT i komunikacji machine to machine powszechne będzie zarządzanie flotą transportową, zarządzanie produkcją czy magazynem, optymalizacja wolnych mocy produkcyjnych. Pojawią się nowe produkty, usługi, całkiem nowe rozwiązania i modele biznesowe. Ta technologia stworzy też szansę start-upom i firmom z sektora SME rozwijającym innowacyjne rozwiązania.

– Nowe technologie spowodują, że wszystkie branże zyskają nowe przewagi technologiczne, zoptymalizują jeszcze lepiej procesy produkcyjne i logistyczne, a w konsekwencji będą w stanie zdobywać nowe rynki zbytu, zarówno lokalne, jak i globalne – mówi Krzysztof Cembrzyński.

Upowszechnienie technologii 5G na szeroką skalę, które ma nastąpić po 2020 roku, ma być dla biznesu i gospodarki prawdziwą rewolucją w odróżnieniu od ewolucji telekomunikacyjnej, która zachodziła na przestrzeni ostatnich 20-30 lat.

W czerwcu minister cyfryzacji Anna Streżyńska podpisała Porozumienie na rzecz Strategii 5G dla Polski, która ma się przysłużyć upowszechnieniu sieci piątej generacji. W tym roku odbył się też pierwszy w Polsce test G5 w warszawskiej galerii handlowej Blue City. Z kolei w październiku Intel, Telia i Ericsson powiadomiły o uruchomieniu pierwszej w Europie sieci 5G działającej w czasie rzeczywistym (w Tallinie i Sztokholmie).

PKN ORLEN zamierza przejąć pełną kontrolę nad czeskim Unipetrolem

PKN ORLEN, posiadający 62,9 proc. akcji Unipetrol a.s.,  rozpoczął procedurę ogłoszenia dobrowolnego warunkowego wezwania na akcje czeskiej spółki. Oferta dojdzie do skutku pod warunkiem osiągnięcia przez PKN ORLEN co najmniej 90–proc. udziału w akcjonariacie czeskiej spółki.

Docelowo PKN ORLEN zamierza kupić wszystkie akcje Unipetrolu i wycofać spółkę z praskiej giełdy. Transakcja jest zgodna z przyjętą rok temu strategią Koncernu na lata 2017-2021 przewidującą m.in. integrację aktywów rafineryjnych,  wydłużenie łańcucha wartości w petrochemii i rozwój sieci detalicznej.

Unipetrol a.s. jest największym w Czechach koncernem rafineryjno-petrochemicznym. W jego skład wchodzą rafinerie w Litvinowie i Kralupach,  największa na lokalnym rynku sieć stacji paliwowych Benzina (400 stacji) oraz spółka Spolana, jedyny producent PCW i kaprolaktamu na tym rynku. Bardzo istotna jest część petrochemiczna firmy zlokalizowana w Litvinowie, gdzie obecnie realizowana jest największa w historii Czech inwestycja petrochemiczna, w instalację do produkcji polietylenu.

Obecna struktura własnościowa nie pozwala na osiąganie przez PKN ORLEN pełnych korzyści z inicjowanych przez nas w Czechach działań, takich jak doskonalenie efektywności produkcyjnej, sprzedażowej, czy inwestycje w obszarze petrochemicznym. Dodatkowo, ze strony akcjonariuszy mniejszościowych pojawiają się odmienne oczekiwania w zakresie polityki dywidendowej. Dzięki przejęciu pełnej kontroli nad Unipetrolem będziemy mogli w przyszłości w znacznie większym stopniu wykorzystywać korzyści synergiczne realizowane poprzez projekty optymalizacyjne i wzmocnione zarządzanie segmentowe – mówi Wojciech Jasiński, Prezes Zarządu PKN ORLEN i Przewodniczący Rady Nadzorczej Unipetrolu.

Okres przyjmowania zapisów w ogłoszonym przez PKN ORLEN wezwaniu potrwa od 28 grudnia 2017 r.  do 30 stycznia 2018 r., a rozliczenie transakcji zaplanowane jest na 23 lutego 2018 r. PKN ORLEN oferuje po 380 koron za każdą akcję Unipetrolu, tj. cenę zbliżoną do obecnego kursu giełdowego spółki. Oznacza to, że dojście do poziomu 90 proc. akcji Unipetrolu będzie kosztowało 3,05 mld zł, a do 100 proc. 4,2 mld zł.

Oferowana cena akcji została określona w oparciu o wycenę zatrudnionej przez PKN ORLEN renomowanej  firmy doradczej i została pozytywnie zweryfikowana  przez niezależny bank inwestycyjny. Warunki transakcji nie odbiegają od rynkowych wycen przedsiębiorstw o podobnym profilu działalności.

Transakcja zostanie sfinansowana ze środków własnych PKN ORLEN oraz z dostępnego kredytu konsorcjalnego. Po przeprowadzeniu wykupu dług netto koncernu pozostanie na bezpiecznym poziomie i nie wpłynie na pogorszenie oceny ratingowej koncernu.

W naszej strategii przewidzieliśmy, że na inwestycje w 2017 i 2018 roku średniorocznie przeznaczymy po 5,4 mld zł. Przejęcie pełnej kontroli nad Unipetrolem nie wpłynie na realizację naszych innych planów akwizycyjnych, nie zmieni się też nasza polityka dywidendowa – zapewnia Prezes Wojciech Jasiński.

Rynek dóbr luksusowych w Polsce. Edycja 2017

W 2017 roku liczba dobrze zarabiających Polaków wyniesie już 1,1 miliona osób. W 2016 roku 164 tys. osób zarabiało miesięczne powyżej 20 tys. zł brutto, w tym ponad 40 tys. Polaków osiągało miesięcznie zarobki powyżej 50 tys. zł brutto. Najwięcej bardzo bogatych Polaków zamieszkuje województwa mazowieckie, wielkopolskie i małopolskie. Wraz ze wzrostem liczby potencjalnych nabywców, w 2017 roku kolejny raz zwiększy się wartość rynku dóbr luksusowych w Polsce, która jest szacowana na ponad 21 mld zł. Osoby bogate, które wzięły udział w badaniu KPMG, pracują średnio 10 godzin dziennie, a wolny czas najchętniej spędzają z rodzinami. Jako główne źródło sukcesu życiowego wskazują ciężką pracę, cechy charakteru i wykształcenie.

Od 1 stycznia 2018 r. wchodzą w życie przepisy dotyczące JPK

Jak podwyżka stóp procentowych przez FED wpłynie na kurs dolara

Ogłoszenie upadłości a sukcesja majątku

Potencjalnym spadkodawcom planującym przekazanie majątku na wypadek śmierci przyświeca cel ochrony zgromadzonego majątku oraz zabezpieczenie przyszłości najbliższych. Intuicja podpowiada, że rozwiązaniem jest udanie się do notariusza i sporządzenie testamentu. Z pewnością jest to kierunek właściwy, jednak w wielu wypadkach niewystarczający. Jednym z przypadków, gdy pomimo sporządzenia testamentu zainteresowani tracą kontrolę nad tym, do kogo trafi spadek jest sytuacja, gdy względem spadkobiercy ogłaszana jest upadłość.

Po ogłoszeniu upadłości wszystkie przysporzenia trafiające do dłużnika, w tym spadek, wchodzą do masy upadłości podlegającej podziałowi między wierzycieli. Skutkiem tego majątek podlegający dziedziczeniu trafia do innych osób wbrew woli spadkodawcy.

Ochrona majątku

Z pewnością osoby planujące rozporządzenie majątkiem na wypadek śmierci zainteresowane są doprowadzeniem do skutecznej sukcesji. W ten sposób chcą zapewnić przyszłość swoim najbliższym, a gdy przedmiotem spadku miałoby być przedsiębiorstwo lub inny ogół praw majątkowych i niemajątkowych – umożliwić kontynuowanie działalności gospodarczej.

Wbrew obiegowej opinii samo sporządzenie testamentu przed notariuszem wcale nie jest gwarancją, że po śmierci spadkodawcy majątek trafi do rąk osób wskazanych w treści dokumentu.

Wobec licznych przepisów prawa regulujących szczegółowo wyjątki od ogólnych zasad dziedziczenia, ochrona majątku i jego sukcesja wymaga szerokiego przenalizowania własnej sytuacji prawno-finansowej oraz sytuacji osób, do których miałby trafić majątek w drodze spadku.

O spadkobraniu słów kilka

Zgodnie z zasadami spadkobrania, spadek otwiera się w chwili śmierci spadkodawcy. Jednocześnie spadkobierca nabywa spadek z chwilą otwarcia spadku. Dla potencjalnego spadkobiercy ma to znaczenie o tyle, że nie istnieje wymóg wydania określonego wyroku bądź decyzji w przedmiocie przyznania praw ze spadku, ponieważ sama śmierć spadkodawcy powoduje nabycie spadku z mocy prawa. Powołanie do spadku może nastąpić w oparciu o przepisy ustawy lub w oparciu o testament. Dziedziczenie ustawowe polega na tym, że to przepisy prawa regulują, którzy krewni i w jakiej kolejności powoływani są do spadku. Natomiast testament w swojej treści określa sposób rozrządzenia majątkiem po śmierci spadkodawcy, który może być odmienny od regulacji ustawowej.

Pomimo tego, że nabycie spadku następuje z mocy prawa, potencjalni spadkobiercy nie muszą obawiać się, że zostaną przymuszeni przepisami prawa do przyjmowania każdego spadku, w szczególności spadku z długami. Potencjalni spadkobiercy mają prawo do podjęcia decyzji, czy zamierzają nabyć spadek albo w jaki sposób nabędą spadek (z tym że termin na podjęcie decyzji ograniczony jest przepisami prawa). W myśl przepisu art. 1015 § 1 kodeksu cywilnego oświadczenie o przyjęciu lub odrzuceniu spadku może być złożone w ciągu 6 miesięcy od dnia, w którym spadkobierca dowiedział się o tytule swego powołania. Niezłożenie odpowiedniego oświadczenia w tym terminie powoduje automatyczne przyjęcie spadku z dobrodziejstwem inwentarza.

Różnica pomiędzy przyjęciem spadku wprost a przyjęciem spadku z dobrodziejstwem inwentarza dotyczy odpowiedzialności za długi spadkowe. W razie prostego przyjęcia spadku spadkobierca ponosi odpowiedzialność za długi spadkowe całym swoim majątkiem bez ograniczenia, natomiast przy drugim modelu odpowiada do wysokości stanu czynnego spadku, tj. do wartości odziedziczonych w ten sposób aktywów. Warto odnotować, że przed nowelizacją przepisów kodeksu cywilnego, która weszła w życie 18 października 2015 r., brak złożenia oświadczenia woli w ustawowym terminie 6 miesięcy skutkował nabyciem spadku wprost.

Oświadczenie odnośnie do przyjęcia bądź odrzucenia spadku składane jest przed sądem bądź przed notariuszem.

Dłużnik w upadłości ograniczony w podejmowaniu decyzji

Przywołane powyżej zasady spadkobrania nie będą obowiązywać, jeśli względem spadkobiercy ogłoszono upadłość. Przepisy prawa upadłościowego znacznie modyfikują ogólne zasady spadkobrania. Wynika to z przyjętej w prawie upadłościowym zasady, iż z dniem ogłoszenia upadłości upadły traci prawo zarządu mieniem wchodzącym do masy upadłości, korzystania z niego i rozporządzania nim (art. 75 ust. 1 prawa upadłościowego). Przepisy ustawy wprowadzają bardzo wąski krąg składników nie wchodzących do masy upadłości. Co istotne, w tym wąskim katalogu czynności nie ujęto majątku nabytego w drodze spadkobrania.

Nabycie spadku po dniu ogłoszenia upadłości powoduje, że spadek ten automatycznie znajduje się w masie upadłości. Syndyk nawet nie składa oświadczenia o przyjęciu spadku, a spadek uważa się za przyjęty z dobrodziejstwem inwentarza. Podobnie wygląda sytuacja, gdy otwarcie spadku nastąpiło przed ogłoszeniem upadłości, a do chwili jej ogłoszenia nie upłynął jeszcze termin do złożenia oświadczenia o przyjęciu lub odrzuceniu spadku i powołany spadkobierca takiego oświadczenia nie złożył. W takiej sytuacji dłużnik nie dość, że traci kontrolę nad swoim majątkiem, to dodatkowo wszelkie czynności, które upadły wykonuje na majątku spadkowym dotknięte są sankcją nieważności. Umowa zbycia całości lub części spadku albo całości lub części udziału spadkowego zawarta przez upadłego po ogłoszeniu upadłości jest nieważna. Dodatkowo nieważna jest też dokonana przez niego czynność rozporządzająca udziałem w przedmiocie należącym do spadku, jak i jego zgoda na rozporządzenie udziałem w przedmiocie należącym do spadku przez innego spadkobiercę (art. 120 ustawy prawo upadłościowe). Natomiast gdyby dłużnik próbował zataić fakt nabycia spadku, to jego wszelkie oświadczenia o odrzuceniu spadku lub zapisu windykacyjnego będą bezskuteczne w stosunku do masy upadłości, jeżeli zostały złożone po ogłoszeniu upadłości, co wynika z przepisu art. 123 ustawy prawo upadłościowe.

Wyjątek tylko dla wątpliwych wierzytelności

Ustawodawca, prawdopodobnie mając na uwadze to, że częstokroć samo spadkobranie niektórych składników majątku wywołuje bardzo dużą liczbę problemów prawnych, doszedł do wniosku, że lepiej jest wyłączyć określone wierzytelności z masy upadłościowej i jednocześnie doprowadzić do szybkiej likwidacji majątku upadłego. Zgodnie z tą dyrektywą wprowadzono przepis art. 121 ustawy prawo upadłościowe, dopuszczający możliwość wyłączenia całego spadku z upadłości, jeżeli wierzytelności wchodzące w skład spadku są wątpliwe co do istnienia lub możliwości ich wykonania. Natomiast w przypadku, gdy składniki majątkowe wchodzące w skład spadku są trudno zbywalne albo z innych przyczyn wejście spadku do masy upadłości nie byłoby korzystne dla postępowania upadłościowego, wprowadzono obligatoryjne wyłączenie spadku z masy upadłości. Decyzję o wyłączeniu spadku z masy upadłości podejmuje sędzia komisarz w drodze postanowienia, na które służy zażalenie upadłemu bądź wierzycielowi.

Planowanie sukcesji – Succession care

Odpowiednie spojrzenie na majątek, zarówno w kontekście dziedziczenia, jak również innej formy przekazywania dóbr materialnych pozwala spadkodawcy kompleksowo zabezpieczyć przyszłość swoich najbliższych, szczególnie w razie nagłej i nieprzewidzianej śmierci. Przeprowadzeniem zaplanowanej sukcesji zainteresowani będą w szczególności przedsiębiorcy prowadzący „firmy rodzinne”. Zapewnienie skutecznej sukcesji nie ogranicza się wyłącznie do sporządzenia testamentu, lecz polega również na dokonaniu analizy prawnej przedsiębiorstwa, w tym jego ładu korporacyjnego, sposobu uregulowania spraw gospodarczych, pracowniczych i podatkowych pod kątem zabezpieczenia przyszłości sukcesorów. Może okazać się, że skuteczna sukcesja będzie możliwa dopiero przy zastosowaniu innych środków, jak na przykład założenie fundacji rodzinnej, trustu albo zagranicznej spółki holdingowej. Dla zapewnienia skutecznej sukcesji, w szczególności dużego i wartościowego majątku, niezbędna jest dokładna analiza jego struktury, a następnie takie ukształtowanie lub przemodelowanie jej, które wyeliminuje ryzyko, że dorobek życia spadkodawcy stanie się źródłem spłaty zobowiązań, na których powstanie spadkodawca nie miał najmniejszego wpływu.

Autorzy: Radca prawny Adam Klęczar, radca prawny Robert Nogacki – Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Polska specjalność – zakupy last minute w sieci

Bożonarodzeniowe zakupy już w pierwszych tygodniach grudnia? To rzadkość, bowiem tylko 7% Polaków kupuje prezenty na święta z wyprzedzeniem. Aż 49% z kolei odkłada tę sprawę na ostatnią chwilę – wynika z badania pracowni badawczej Kantar Millward Brown przeprowadzonego na zlecenie firmy płatniczej PayPal.   

  • Tylko 7% Polaków kupuje świąteczne prezenty z wyprzedzeniem
  • 49% robi zakupy w ostatniej chwili, coraz chętniej wykorzystując kanał online kosztem tradycyjnych zakupów
  • Prawo do zwrotu, szybka dostawa czy niższe ceny sprawiają, że coraz więcej osób decyduje się na zakupy online

Badanie PayPal “Świąteczne Problemy Zakupowe” objęło ponad 10 000 respondentów na reprezentatywnej grupie z 10 krajów Europy. Przekrojowa analiza pozwoliła poznać zwyczaje i preferencje przy świątecznych zakupach dominujące w dziesięciu państwach naszego kontynentu. Jak się okazało, jednym z problemów Polaków jest planowanie zakupów z wyprzedzeniem.

Wszystko na ostatnią chwilę

Tylko 7% respondentów z Polski deklaruje kupowanie prezentów na święta z wyprzedzeniem, na przykład w ostatnich tygodniach listopada, podczas „Black Friday” lub „Cyber Monday”. Reszta, bo aż 49%, odkłada temat na ostatnią chwilę. Jak wskazuje badanie, 88% Polaków narzeka na świąteczne zakupy. Wśród przyczyn wymieniają: zatłoczone ulice oraz sklepy (61%), nieprzyjemne zachowania innych klientów (54%), a także brak czasu na polowanie na prezenty (46%).POL3

Zakupy online rozwiązaniem dla nas

Tymczasem, aż 67% ankietowanych sądzi, że zakupy online mogą być lekarstwem na problemy związane z wyprawami do sklepów stacjonarnych. Respondenci podkreślają liczne zalety internetowych zakupów. Najwięcej z nich wskazuje na uniknięcie tłoku w sklepie (83%). Polacy doceniają także oszczędność czasu (81%) związaną przede wszystkim z szybkością uiszczenia opłaty za zakupy. W przypadku funkcji checkout oferowanej przez PayPal całość ogranicza się do kilku kliknięć, bez konieczności rejestracji, na co zwraca uwagę 68% badanych. W kraju nad Wisłą, wobec rosnącej popularności zagranicznych platform sprzedaży, istotna jest również możliwość zakupu produktów zza granicy z zachowaniem najlepszej ceny (78%). Jednak nie są to jedyne aspekty zakupów online, na które zwracali uwagę respondenci.POL2

POL1

Zwrot pieniędzy bez problemów

Polacy przyznają, że w przypadku zakupów w sieci istotna jest dla nich również polityka sklepu wobec zwrotów. W przypadku nietrafionego prezentu, aż 67% respondentów docenia możliwość oddania go do sklepu, zaś 74% zwraca uwagę na otrzymanie zwrotu kosztów przesyłki. W przypadku, gdyby paczka nie dotarła do celu lub została po drodze uszkodzona, 77% ankietowanych chciałoby mieć pewność, że otrzymają zwrot pieniędzy bez problemu.

***

O badaniu:

Badanie „Świąteczne Problemy Zakupowe” zostało przeprowadzone przez Kantar Millward Brown na zlecenie PayPal. Badanie online odbyło się w II turach, w dniach 2-10 listopada (I tura) oraz 15-20 listopada (II tura) w 2017 roku. Badanie przeprowadzono w 10 krajach (Czechy, Francja, Grecja, Hiszpania, Holandia, Polska, Rosja, Szwecja, Węgry oraz Włochy). Łączna liczba respondentów wyniosła 10 011 osób w wieku od 18 do 65 lat.

Trump w obliczu dobrze znanych problemów

Wtorkowa sesja na rynku walutowym należała do zdecydowanie ciekawszych, aczkolwiek na solidne podbicie zmienności par dolarowych należy poczekać do jutrzejszej decyzji Fed w sprawie poziomu prowadzonej polityki monetarnej. Tuż przed południem uwagę inwestorów próbowała zwrócić wyższa inflacja CPI z Wielkiej Brytanii (3,1 proc., konsensus: 3,0 proc.), która uplasowała się tuż pod sześcioletnimi maksimami. Siłę argumentów w rękach bardziej jastrzębich przedstawicieli Banku Anglii wytrąciła dynamika cen bazowych trafiająca w oczekiwane 2,7 proc. r/r. Pod koniec dnia dodatkowy zastrzyk zmienności zapewnił kontrowersyjny wpis republikańskiego senatora Randa Paula, który sprzeciwiając się pogłębieniu długu publicznego wskazuje na rozłam we frakcjach popierających administrację Donalda Trumpa.

Obecnie gwiazdą koszyka walut G10 zostaje szwedzka korona (0,8 proc.) będąca beneficjentem silniejszej presji cenowej w listopadzie. Najnowsze szacunki wskazały podbicie rocznej stopy inflacji CPI do poziomu 1,9 proc., gdy ceny bazowe uplasowały się na poziomie wyznaczonym przez cel stabilności monetarnej Riksbanku (2,0 proc.). W cieniu skandynawskiego odpowiednika znajduje się australijski dolar (0,4 proc.), który ma za sobą gorsze wskazania nastrojów w biznesie. Listę głównych walut zamyka euro (-0,3 proc.) spychające parę EUR/USD w stronę poziomu 1,1720.

Na Starym Kontynencie uwagę inwestorów próbowały zwrócić oszacowania indeksu ZEW, który wskazał na postępującą poprawę oceny bieżącej (89,3 pkt, poprzednio: 88,8 pkt). Za oceanem pierwsze skrzypce próbowały grać najnowsze szacunki inflacji PPI, która z miesiąca na miesiąc odnotowała 0,4 proc. skok (konsensus: 0,3 proc.). Za silniejszą zmianą stoją przede wszystkim wyższe ceny energii (4,6 proc. m/m), których wpływ próbowały równoważyć niższe koszty handlu (-0,3 proc. m/m). Swoje pięć minut miała również polska gospodarka. Zgodnie z najnowszymi wyliczeniami NBP roczna stopa inflacji bazowej przyspieszyła do poziomu 0,9 proc., spełniając tym samym oczekiwania ankietowanych uczestników rynku.

Wtorkowe notowania na europejskich parkietach należały do stosunkowo udanych. Na czele frankfurckiej giełdy znalazły się walory RWE (2,5 proc.), które z nadwyżką wymazały wczorajsze spadki. W ścisłej czołówce swoje miejsce miały również walory Merck KGaA (1,5 proc.) za sprawą przetasowań w chińskiej filii spółki – władze chemicznego giganta poinformowały, że dyrektorem zarządzającym zostanie Allan Gabor. Skalę wzrostów indeksu DAX (0,5 proc.) skutecznie ograniczyła Lufthansa (-1,0 proc.), która posiada wyłącznie ważną ofertę na Niki, tj. niskobudżetową część upadłego Air Berlin.

Najsilniej zyskującą spółką w Londynie okazał się być Experian (2,5 proc.), który za sprawą dość szeroko zakrojonych planów inwestycyjnych zdołał uplasować się nad średnią z ostatnich 200 notowań. Wysoko znalazły się również walory BP (2,5 proc.) za sprawą doniesień związanych z kontraktem na wydobycie surowców w Omanie. Dzisiejszy ruch w stronę północy indeksu FTSE 100 (0,6 proc.) najsilniej wstrzymywały Sainsbury (-4,1 proc.) oraz WM Morrison (-4,5 proc.), które według szacunków Kantar odnotowały istotny spadek udziału w rynku.

Dzisiejsza sesja przy Książęcej stała pod znakiem powrotu nad okrągły poziom 2 400 pkt. Najsilniej zwyżkującą spółką indeksu WIG 20 (1,1 proc.) okazało się być PGNiG, które zyskało miano beneficjenta przychylnej noty analitycznej DM BDM z rekomendacją „akumuluj” (cena docelowa: 6,55 PLN, obecnie: 6,10 PLN). Swoją wczorajszą zniżkę usilnie próbował odrobić Orlen (2,5 proc.), któremu nie towarzyszyło kontynuacji wczorajszej passy przez Lotos (-1,5 proc.). W cieniu spadków rafineryjnego giganta znalazł się KGHM (-0,4 proc.) za sprawą rosnących obaw cen miedzi (0,4 proc.) w następnych kwartałach.

Na rynku surowców energetycznych obserwuje się dość pokaźną zniżkę. Uwagę inwestorów ponownie skradły styczniowe kontrakty na gaz ziemny, które zdołały potanieć 4,4 proc. względem wczorajszego zamknięcia. Rajd w stronę południa notuje również ropa naftowa. Na koniec dnia baryłka West Texas Intermediate (-1,4 proc.) kosztuje 57,20 USD, gdy za Brent (-1,9 proc.) należy zapłacić 63,50 USD. Na rynku metali szlachetnych obserwuje się powrót do spadków. Obecnie złoto (-0,1 proc.) testuje wsparcie (1 240 USD), którego wyraźne przebicie zwiększy szansę podejścia pod 1 205 USD za uncję.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Nowe sposoby, które mogą pomóc menadżerom radzić sobie z niepewnością i stresem

Nowe sposoby, które mogą pomóc menadżerom radzić sobie z niepewnością i <a title=stresem" title="Nowe sposoby, które mogą pomóc menadżerom radzić sobie z niepewnością i stresem" />
Christian Kurmann
Christian Kurmann – Inclusive Leadership Inspirer

Wszyscy musimy mierzyć się z nieprzewidywalnością i stresem naszego codziennego życia. Jednak poziom niepewności, z jaką stykają się w swojej pracy zawodowej menadżerowie, zwłaszcza wyższego szczebla, jest tak duży, że może utrudnić podejmowanie efektywnych decyzji oraz zarządzanie firmą i zespołem.

Współczesny biznes podlega coraz szybszym zmianom. Kadra zarządzająca musi podejmować coraz bardziej złożone decyzje, mając na to dużo mniej czasu i jeszcze mniej danych. Menadżer ponosi odpowiedzialność za swój zespół i za realizację wyznaczonych celów, pośrednio więc za przyszłość firmy. Równocześnie wzrastają oczekiwania wobec niego ze strony udziałowców, rad nadzorczych i podwładnych. Ze względu na różnorodność, jaka cechuje współczesne przedsiębiorstwa, każdego dnia mierzy się z nieznanym – z nowymi rynkami, nową wiedzą i  nowymi ludźmi. To ogromna presja, która przytłacza, a czasem wręcz blokuje jego rozwój zawodowy i osobisty, zwłaszcza, że najprostszą formą obrony przed niepewnością wydaje się trwanie w utartych wzorcach, trzymanie się już zdobytej wiedzy i znanych schematów myślenia. Takie podejście jest jednak nieskuteczne.

Stare strategie nie działają

Wszyscy znamy powiedzenie „groźba jest silniejsza niż jej wykonanie”. Dokładnie tak samo jest z niepewnością, która sama w sobie jest większym źródłem lęku niż wydarzenia, których dotyczy. Niewiedza generuje stres, a to sprawia, że boimy się stawić czoła naszym obawom. Im bardziej się boimy, tym bardziej blokujemy się na nowe rozwiązania. Bo przecież najłatwiej pójść znaną ścieżką: pędzić do przodu, ciągle porównując się z innymi, sięgać po kolejne etapy awansu, wierząc, że są wyznacznikami naszego sukcesu. Czasem uważamy też, że łatwiej nam się uda opanować wewnętrzny i zewnętrzny chaos, jeśli pokażemy światu „twarde” cechy – arogancję, despotyzm, niecierpliwość czy upór. To autodestrukcyjne zachowania, które w dodatku zupełnie nie sprawdzają się w nowoczesnym modelu zarządzania firmą.

Recepta na niepewność

Wydaje się, że nie ma wyjścia z tego zamkniętego koła. Czy naprawdę nieodłączną częścią pracy menadżera musi być nieustanna niepewność i życie pod presją?

Z pewnością obydwa czynniki znacząco zaburzają osąd i jasność myślenia. Żeby pozbyć się tego wewnętrznego zamieszania, trzeba odnaleźć w sobie ciszę, która da wytchnienie umysłowi, zmęczonemu nieustanną gonitwą.

Zrelaksowany mózg w pełni rozumie i jasno postrzega rzeczywistość. Nie pozwala na samooszukiwanie się, na ucieczkę w stare, zawodne wzorce postępowania. Łatwiej za to przyswaja nową wiedzę i tworzy nowe ścieżki myślowe, które prowadzą do wypracowania cech kluczowych nie tylko w codziennym życiu, ale także w zarządzaniu firmą: odwagi, samoświadomości, jasności myślenia i empatii. Dzięki nim nie tylko zapanujemy nad  niepewnością, ale staniemy się prawdziwymi przywódcami „włączającymi”, czyli takimi, którzy potrafią angażować innych i rozwijać ich potencjał.

Jak odnaleźć w sobie ciszę?

Wielu menadżerów wysokiego szczebla stanowczo stwierdzi, że nie mają czasu na  lunch, a co dopiero na medytację w trakcie pracy. Ten moment wyciszenia może stać się jednak najwartościowszą pozycją dnia w ich terminarzu. Wszystkie badania wskazują, że stosowanie technik medytacyjnych w firmach nie tylko wpływa pozytywnie na zdrowie, ale też poprawia wyniki pracy i relacje z członkami zespołu, a także ułatwia radzenie sobie ze stresem i niepewnością. Zatrzymajmy się więc na moment. Bądźmy po prostu obecni. Poczujmy, a nie działajmy. Możemy zacząć od najprostszej czynności – świadomego oddychania. Nawet kilka minut skupienia na spokojnym, regularnym oddechu pomoże nam w stopniowym budowaniu samoświadomości i uważności.

Korzyści ze spokoju

Firma to środowisko podlegające nieustannym zmianom i generujące wysoki poziom niepewności. Rynek stawia przed nią wciąż nowe wyzwania, które obnażają niedostatki tradycyjnego modelu przywództwa. Dlatego menadżerowie muszą zdać sobie sprawę, że jedyną stałą rzeczą w zarządzaniu współczesnym przedsiębiorstwem jest właśnie niepewność.

Zarządzanie w warunkach niepewności jest dużym wyzwaniem, ale może też być znakomitą okazją dla osobistego i zawodowego rozwoju. Dzięki ćwiczeniom świadomej uważności i  technik medytacyjnych wzrasta poczucie zaufania do siebie i do innych. To istotny aspekt prowadzenia firmy, gdyż tylko mając zaufanie do współpracowników, możemy delegować im zadania, zwiększać zakres ich kompetencji i włączać do kolejnych procesów w firmie. Tak  tworzymy poczucie wspólnoty w zespole i zwiększamy inteligencję kulturową, czyli umiejętność odczytywania różnic kulturowych i stosowania się do nich w nowych środowiskach. W warunkach różnorodności współczesnego biznesu to niezbędna umiejętność w zarządzaniu firmą.

Wewnętrzny spokój prowadzi do jasnego i klarownego myślenia i rozwinięcia samoświadomości. Jeśli jesteśmy świadomi siebie i sygnałów, jakie wysyłamy otoczeniu, łatwiej podejmujemy dobre decyzje i jesteśmy postrzegani jako wiarygodni liderzy.

Wyciszony umysł łatwiej otwiera się na innych i dostrzega racje drugiej strony, jednym słowem, buduje w nas empatię.

Samoświadomość, odwaga, empatia i jasność myślenia to cztery najważniejsze cechy dobrego menadżera, który chce zostać prawdziwym przywódcą włączającym, inspirującym innych do rozwoju i nie poddającym się presji i niepewności. A pierwszym krokiem do tego, aby je osiągnąć, jest wyciszenie i spokój, płynący z wnętrza.

Autor: Christian Kurmann

Banki inwestują w sztuczną inteligencję. Wartość rynku deep learning do 2022 r. wzrośnie o ponad 60 proc.

Według szacunków firmy Nilson, do 2021 r. straty finansowe sektora bankowego z powodu oszustw dokonanych z użyciem kart płatniczych globalnie wyniosą 32,96 mld dolarów[1]. W stosunku do roku 2016 będzie to wzrost prawie o 17 proc. Zastosowanie rozwiązań opartych na technologii sztucznej inteligencji (AI), w tym m.in. na algorytmach deep learning jest szansą na zmniejszenie skali tego zjawiska. W dodatku 67 proc. finansistów biorących udział w międzynarodowym badaniu branży[2] uważa, że zastosowanie przez banki technologii AI pomoże w zwiększeniu efektywności procesów płatniczych i szacuje, że ta poprawa może nastąpić już w ciągu dwóch lat.

Rozwój szybkiego Internetu, technologii informatycznych oraz zwiększona dostępność rozwiązań, które pozwalają na przechowywanie masowej ilości danych, przyczyniły się jednocześnie do wzrostu zainteresowania technologią AI. Według danych zebranych przez Grand View Research, do 2025 r. wartość światowego rynku sztucznej inteligencji wyniesie już 35,870.0 mln dolarów (wzrost o blisko 60 proc. w stosunku do 2017 r.). Z kolei jak szacuje IDC, do 2019 r. globalny rynek oprogramowania do analizowania treści i obsługi systemów kognitywnych będzie wart 9,2 mld dolarów – dwukrotnie więcej niż w 2014 r. Trzy branże inwestujące najwięcej w systemy kognitywne to: bankowość (20 proc.), ochrona zdrowia (18 proc.) i handel detaliczny (17 proc.)[3].

– Pierwsze miejsce sektora bankowego w tym zestawieniu nie zaskakuje. Systemy informatyczne oparte na sztucznej inteligencji, które nie tylko przetwarzają dane, ale same uczą się je analizować, będą coraz częściej wykorzystywane przez instytucje finansowe. Zadaniem tej technologii jest automatyczne rozpoznawanie oraz analiza zagrożeń w cyberprzestrzeni związanych np. z oszustwami finansowymi. Przyszłością dla sektora bankowego jest deep learning (uczenie głębokie). Rynek technologii opartych na uczeniu głębokim rozwija się niezwykle szybko. Do 2022 r. będzie wart 1,722.9 mln dolarów, czyli w stosunku do 2016 r. wzrośnie o 65 proc[4]. Uczenie głębokie jest podklasą uczenia maszynowego, inną, ważną dyscypliną z obszaru badań nad sztuczną inteligencją. Deep learning to określony sposób wykorzystania algorytmów, oparty na sztucznych sieciach neuronowych – komentuje Marcin Jaworski, Senior Solutions Architect, Linux Polska.

Deep learning w walce z cyberprzestępczością w sektorze finansowym

Według Cisco Systems, średni czas wykrycia błędu lub włamania do systemów zabezpieczeń stosowanych przez sektor finansowy to aż 100 dni. Dlatego istnieje konieczność poszukiwania coraz to nowych rozwiązań z obszaru IT, które pomogłyby w walce z cyberprzestępczością.

– Klienci banków chcą mieć dzisiaj nieograniczony i bezpieczny dostęp do bankowości elektronicznej, ale również do innowacyjnych usług finansowych, takich jak np. płatności mobilne czy możliwości korzystania z internetowych serwisów płatniczych, jak np. PayPal. Te nowoczesne rozwiązania wymagają nowych sposobów dbania o bezpieczeństwo transakcji finansowych dokonywanych w Internecie. Z pomocą przychodzi technologia sztucznej inteligencji. Technologia głębokiego uczenia przeżywa od kilku lat rozkwit. Wiąże się to po pierwsze, z ilością danych – obrazowych, tekstowych, transakcyjnych – którymi możemy „karmić” sieci neuronowe. Po drugie, wzrost popularności tego podejścia jest wynikiem zwiększonej dostępności procesorów graficznych (GPU), które przyspieszają zaawansowane obliczenia matematyczne niezbędne w procesie deep learning. Po trzecie, wzrost skuteczności metod uczenia głębokiego wiąże się z udoskonalaniem samych algorytmów i architektury sieci neuronowych – zaznacza Marcin Jaworski, Linux Polska.

Sztuczna inteligencja pod postacią algorytmów uczenia maszynowego od ponad trzech dekad wspomaga bankowe systemy zabezpieczeń. Klasyczne techniki uczenia maszynowego nie zawsze okazywały się skuteczne z uwagi na niedoreprezentowanie zachowań przestępczych w puli transakcji. Rozwiązaniem tego problemu może być uczenie głębokie.

– Przykładem wykorzystania technik deep learning w obszarze cyberbezpieczeństwa może być wykrywanie oszustw finansowych przy pomocy tzw. autoenkoderów (deep autoencoder network), czyli sieci neuronowych, które tworzą własne reprezentacje danych wejściowych, np. transakcji finansowych, a następnie dekodują je, odpowiadając jednocześnie na pytanie, czy w kontekście wewnętrznej struktury danych wybrana transakcja jest anomalią– dodaje Marcin Jaworski, Linux Polska.

Szansa na poprawę efektywności procesów płatniczych

Sposoby uczenia sieci, także w przypadku deep learning możemy podzielić na nienadzorowane i nadzorowane. Stosowane do wykrywania oszustw finansowych modele nienadzorowane mogą być wykorzystywane do wyszukiwania i izolowania anomalii. Z kolei te nadzorowane mogą być używane do rozróżnienia, czy te nieprawidłowości, np. wielokrotne próby logowania się do systemu bankowości elektronicznej, w rzeczywistości są naruszeniem bezpieczeństwa danych czy tylko „nietypowym” zachowaniem użytkownika.

– Dla firm z sektora finansowego jest niezwykle ważne, aby nowoczesne systemy zabezpieczeń stosowane np. przez banki nie tylko pomagały w wykrywaniu nieuprawnionych transakcji finansowych, ale również bezbłędnie rozpoznawały transakcje prawidłowo przeprowadzone przez klientów. Jeżeli tak się nie dzieje, są one wtedy traktowane jako podejrzane działania, którym system „odmówi” uwierzytelnienia. Na ten problem zwraca uwagę raport “Leveraging artificial intelligence for payments efficiency”, przygotowany wspólnie przez firmy Finextra i Pelican. Blisko 3 na 4 respondentów dostrzega potencjał sztucznej inteligencji w usuwaniu nieefektywności z procesów płatniczych – komentuje Marcin Jaworski, Linux Polska.

Sztuczna inteligencja na celowniku polskiego sektora finansowego

Jak zauważa Marcin Jaworski, jest kwestią czasu, kiedy rozwiązania z obszaru sztucznej inteligencji oparte na technologii deep learning zaczną być wykorzystywane na szeroką skalę. Także polskie firmy, przede wszystkim te z sektora bankowego i ubezpieczeń coraz częściej dostrzegają wartość tego podejścia. Jest to widoczne, chociażby w tematyce konferencji branżowych poświęconych cyberbezpieczeństwu, podczas których wątek deep learning jest stale obecny.

– W Linux Polska pracujemy nad rozwiązaniem wykorzystującym algorytmy uczenia głębokiego, które będzie dedykowane branży ubezpieczeniowej. Pozwoli ono usprawnić proces likwidacji szkód. Testy rynkowe planujemy już na początek przyszłego roku. Nawiązaliśmy także współpracę z Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej, by rozwijać narzędzia informatyczne oparte na sztucznej inteligencji. Jako partner tego ośrodka naukowego prowadzimy własne badania rozwojowe dotyczące wykorzystania deep learning w procesie segmentacji semantycznej zdjęć satelitarnych (wyodrębnienie konkretnych klas obiektów) – wyjaśnia Marcin Jaworski, Linux Polska.

[1]The Nilson Report, Card Fraud Worldwide, listopad 2017.

[2]Finextra in association with Pelican, AI in payments: The last mile in efficiency, wrzesień 2016.

[3]DC, Worldwide Semiannual Cognitive System Spending Guide.

[4]Marketsandmarkets.com, Deep Learning Market by Application (Image Recognition, Signal Recognition, Data Mining), Offering (Hardware (Von Neumann and Neuromorphic Chip), and Software), End-User Industry, and Geography – Global Forecasts to 2022, listopad 2016.

Inflacja bazowa obojętna na pędzącą gospodarkę

W listopadzie dynamika inflacji bazowej podniosła się z 0,8 do 0,9 proc. r/r. To wartość minimalnie powyżej prognoz TMS Brokers i zgodna z rynkowym konsensusem. Pomimo szybkiego tempa wzrostu i zacieśniającej się sytuacji na rynku pracy nadal nie widać w Polsce oznak narastania presji cenowej w mniej zmiennych kategoriach. Dynamika wskaźnika od marca 2014 roku nie przybrała dynamiki przekraczającej 1 proc. rok do roku. Po odczycie złoty (od rana minimalnie tracący na wartości) pozostał stabilny. Euro wyceniane jest na nieco ponad 4,2030 zł.

Przypomnijmy, że wczoraj GUS potwierdził odczyt inflacji CPI na poziomie 2,5 proc. Za powrót dynamiki inflacji konsumenckiej do celu NBP w niemal równym stopniu odpowiadały dwie kategorie: koszty transportu oraz żywność. Nie jest to nic nowego. Żywność drożeje nieprzerwanie od wiosny a w ostatnim roku kategoria ta tylko dwa razy nie zanotowała miesięcznych wzrostów. Ceny paliw podskoczyły w samym tylko listopadzie o kilkanaście groszy, a kurs ropy na globalnych rynkach od czerwca podniósł się o ponad 20 dolarów za baryłkę (co oznacza około 50 – proc. wzrost).

Jakie perspektywy stoją przed inflacją w Polsce? Osiągnięcie celu NBP przez dynamikę CPI nie jest zwiastunem dalszych bezpośrednich wzrostów dynamiki cen. Wręcz przeciwnie: w grudniu główny wskaźnik powróci w okolice 2,0 proc. rok do roku. Następnie oczekujemy kilku miesięcy stabilizacji, powrotu ponad cel NBP na wiosnę i szczytu dynamiki inflacji w połowie roku. W naszych wstępnych szacunkach przebiegu ścieżki cen wypadnie on w okolicach 3,0 proc. Nie widzimy dużego zagrożenia, że inflacja opuści optymalny z punktu widzenia mandatu NBP przedział 1,5 – 3,5 proc. rok do roku.

Warto odnotować, że w naszych projekcjach inflacja bazowa stopniowo będzie rosnąć w kierunku dynamiki na pułapie 1,5 proc. rok do roku. Zostanie ona przekroczona latem przyszłego roku, co podsycać będzie (w naszym scenariuszu bezowocne) dyskusje w RPP na temat konieczności podwyżek stóp w przyszłym roku. Warto dodać, że ceny żywności powinny się normalizować. Powtórzenie się kumulacji szoków podażowych z tego roku jest skrajnie mało prawdopodobne. Ceny ropy na globalnych rynkach również nie mają naszym zdaniem potencjału do zwyżek mogących nadal podnosić trajektorię inflacji. Innymi słowy: w 2018 roku dojdzie do zmiany ról: żywność i ceny paliw zaczną oddziaływać dezinflacyjnie a przyspieszenie dynamiki cen konsumenckich będzie pochodną tendencji w kategoriach bazowych.

Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS Brokers S.A.

Najwięcej transakcji na rynku walutowym robią klienci indywidualni, obroty generują głównie firmy

Jak wskazują dane zaprezentowane przez internetowy kantor Waluteo, w drugiej połowie br. klienci indywidualni zrobili aż 60,9 proc. transakcji walutowych. Udział firm wyniósł natomiast 39,1 proc. Największe kwoty wymienią przedsiębiorstwa prowadzące działalność zagraniczną import-eksport, najwięcej transakcji robią frankowicze, osoby pracujące za granicą i turyści. Rynek e-kantorów cały czas rośnie, bo jest po prostu tańszy od stacjonarnych rozwiązań.

Jak wskazuje Waluteo, mimo iż klienci indywidualni wykonują najwięcej transakcji, wygenerowali oni jedynie 37,7 proc. całościowego obrotu, w przypadku firmy wskaźnik ten wyniósł natomiast aż 62,3 proc..

Indywidualnemu klientowi e-kantory zapewniają przede wszystkim możliwość szybkiego, ale jednocześnie zaplanowanego i bezpiecznego, zaopatrzenia się w pieniądze na zagraniczną wycieczkę, kredytobiorcom zmniejszają wysokość raty kredytu walutowego, co pozwala zaoszczędzić nawet kilkanaście tysięcy złotych, a osobom pracującym za granicą zwiększają wypłatę. Firmom zapewniają wygodę obsługi, bezpieczeństwo, często możliwość dodatkowej negocjacji kursu waluty, a przede wszystkim dużo atrakcyjniejsze kursy wymiany niż w bankach i kantorach stacjonarnych, co zwiększa rentowność prowadzonego biznesu.

Według kursu waluty na dzień 4 grudnia br., największa transakcja klienta indywidualnego wyniosła 567 568 zł, a firmy 439 325,64 zł. Najmniejsze transakcje opiewały zaś na kilkanaście złotych. Tak wysokie wymieniane kwoty nie dziwią. Przy oferowanych przez Waluteo najlepszych na rynku warunkach oznacza to spore oszczędności dla wymieniającego – mówi Marcin Kiepas, Główny analityk Waluteo.

Średnia wartość transakcji klientów indywidualnych według kursu waluty z 04.12.2017 to 9396,56 zł, natomiast dla firm było to 25031,45 zł. Tutaj widać znaczącą różnicę, która wpływa na obrót. Firmy średnio wymieniają znacznie więcej, niż klienci indywidualni. Dynamiczny rozwój rynku e-kantorów w Polsce każe oczekiwać, że z każdym rokiem coraz większa grupa przedsiębiorców będzie korzystała z ich usług, co będzie systematycznie podnosić średnią wielkość transakcji.

Najpopularniejszą walutą według ilości transakcji niezmiennie pozostaje EUR – 85,046%, następnie CHF – 7,483%, USD – 3,443% oraz GBP – 1,395%. Poniżej jednego procenta transakcji wyrabiają takie waluty jak: NOK – 0,861%, DKK – 0,479%, SEK – 0,352%, JPY – 0,303%, CAD – 0,297%, CZK – 0,145%, AUD – 0,103%, HUF – 0,048%.

W kantorach internetowych wymienia się wysokie kwoty, ponieważ jedną z ich największych zalet jest przede wszystkim bezpieczeństwo i niskie koszty. Operacje te odbywają się w całości elektronicznie, co oznacza brak konieczności trzymania przy sobie większej ilości gotówki. Wystarczy przelew na konto, wybór oraz wymiana i z powrotem otrzymujemy wybraną walutę na konto.

Kreatywnie. Przedsiębiorczo. Po łódzku

Gra, która zyskała ponad milion zwolenników na całym świecie, awangardowe skarpetki  sprzedające się w 25 tysiącach egzemplarzy rocznie czy rajstopy z lokalnymi wzorami, o które zabiegają zagraniczne firmy. To tylko niewielki procent biznesów z Łodzi, które sławią miasto nie tylko w całej Polsce, ale i poza jej granicami. Jak w mieście kreatywnych wspiera się biznes?

Niedawne przystąpienie Łodzi do sieci Miast Kreatywnych UNESCO, konkurs Lokale dla Kreatywnych czy program Kreatywna Przedsiębiorczość to działania, które wspierają twórczą stronę miasta. A jest co wspierać. Według danych, biznes w Łodzi ma się coraz lepiej. Tylko w 2017 r. w mieście powstało ponad 4 tysiące indywidualnych działalności gospodarczych i niemal 900 spółek prawa handlowego[1].

Lokalne biznesy wizytówką miasta

Ponad milion sprzedanych egzemplarzy i kilkadziesiąt zdobytych nagród przyczyniło się do rozgłosu na skalę światową marki SUPERHOT – innowacyjnej gry, która w ramach zbiórki społecznej na portalu Kickstarter zebrała 250 tysięcy dolarów na rozwój. Aktualnie, będąc jedyną polską produkcją pośród ponad setki gier zgłoszonej w 29 kategoriach, została nominowana do konkursu The Game Awards 2017 jako „Najlepsza gra VR/AR”. Ze względu na rodzaj i profesjonalizm wykonywanej pracy, klientów z całej Polski ma także Polkadot, łódzkie studio graficzne. – Nasze projekty doceniają nie tylko lokalni klienci. Mimo, iż nie brakuje nam zleceń z całej Polski, cieszymy się, że pracujemy w Łodzi, ponieważ tutaj mamy rodziny, przyjaciół i tu czujemy się dobrze – komentują Hanna Niemierowicz i Aleksandra Woźniakzałożycielki Polkadot. Prowadzą one także wykłady i warsztaty o tematyce związanej z projektowaniem graficznym, a prace studia graficznego wielokrotnie były prezentowane w Polsce i za granicą na wystawach czy w wydawnictwach branżowych.

Przedsiębiorczość wyniesiona z domu i szkoły

Łódzkie uczelnie kończy rocznie prawie 22 tysięcy młodych ludzi. Według pracodawców szkoły wyższe w mieście skutecznie przygotowują ich do wejścia na rynek pracy. – Atutem miasta jest z pewnością zaplecze łódzkiej filmówki, ASP, Politechniki czy Uniwersytetu Łódzkiego, które stanowią solidną bazę dobrze wykwalifikowanych pracowników – dodaje Brand Manager marki SUPERHOT, Piotr Jaros.

Wielu łodzian, którzy zdecydowali się „przejść na swoje” zaczyna karierę przedsiębiorcy od razu po skończeniu studiów. – Skończone studia architektoniczne na Politechnice Łódzkiej i ASP dały mi dodatkowo dużą wiedzę i świadomość tego, czym chce się zajmować – mówi Marta Ogrodowczyk, założycielka marki NOTEKA, sklepu internetowego z designerskimi artykułami biurowymi. – Przedsiębiorczość można mieć w genach. Moi rodzice w czasie swojej młodości również założyli w Łodzi własną działalność. Wśród moich znajomych także jest wiele kreatywnych i przedsiębiorczych osób. Przebywając w takim otoczeniu człowiek szybko zaczyna marzyć o własnym biznesie – dodaje.

W Łodzi ma kto wspierać

W mieście nie brakuje podmiotów, które pomagają młodym przedsiębiorcom w rozwoju ich firm. Jednym z nich jest Art Inkubator, czyli miejsce zapewniające pomoc firmom z branży kreatywnej na starcie i przez pierwsze lata funkcjonowania. Elementem działań promujących kreatywne przedsięwzięcia jest również „Katalog produktów i usług” łódzkiego sektora kreatywnego. Został on stworzony, by promować przedsiębiorców z Łodzi na arenie międzynarodowej podczas wydarzeń poświęconych branżom kreatywnym. Katalog powstał przy współpracy Urzędu Miasta Łodzi oraz Łódź Design Festival – międzynarodowego wydarzenia, które od 11 lat promuje młode, lokalne marki. – Podczas tegorocznej edycji Łódź Design Festival, zaprezentowało się u nas ponad 30 łódzkich firm z branży wzorniczej, m.in. Wood & Paper, Tartaruga czy Hello Pets. Cel jest zawsze taki sam – chcemy pokazać potencjał naszego miasta szerokiemu gronu odbiorców z Polski i ze świata, prezentując produkty wykonane przez rodzime marki. Dzięki projektowi „Promocja gospodarcza łódzkiego sektora kreatywnego”, którego elementem jest właśnie katalog lokalnych firm, młodzi i zdolni projektanci mogli zaprezentować swoje produkty nie tylko na Łódź Design Festival, ale także na wydarzeniach branżowych, jak London Design Fair, Dutch Design Week czy targi Formex – mówi Michał Piernikowski, dyrektor Łódź Design Festival.

O wsparciu, jakie można uzyskać w mieście mówią także właściciele marki SUPERHOT. Firma uczestniczyła w Łódzkim Klastrze Gamedv – pierwszym projekcie w województwie, który stworzył możliwość rozwoju producentom gier komputerowych. Firmy zrzeszone w Klastrze otrzymują wsparcie m.in. w promocji i dystrybucji, pozyskaniu źródeł finansowania, czy kwestiach prawnych. – Rynek gamedv zaczyna być w mieście dostrzegany. Są tworzone  konkursy, takie jak np. Nagroda Gospodarza Województwa Łódzkiego Mocni w Biznesie 2017, w której byliśmy nominowani jako startup. Takie działania utwierdzają w przekonaniu, że warto rozwijać tu swój biznes – komentuje Piotr Jaros.

Kolejnym przykładem wparcia łódzkich przedsiębiorców w Łodzi jest także konkurs Lokale dla kreatywnych, w którym miasto daje możliwość wynajęcia atrakcyjnie zlokalizowanego lokalu w ścisłym centrum za niski czynsz. Z takiej możliwości skorzystały m.in. takie firmy jak: Niebostan, NUBEE, Mebloteka YELLOW czy butik Agaty Wojtkiewicz.

Biznes potrzebuje integracji

Łódzcy przedsiębiorcy mogą również korzystać z lokalnych inicjatyw wspierających ich rozwój.  Do takich można zaliczyć spotkania networkingowe, czy otwarte warsztaty, jakie oferują coraz liczniejsze przestrzenie coworkingowe. Od lipca br. takie wydarzenia organizuje łódzki oddział Idea Hub w Manufakturze. Podczas nich, lokalni przedsiębiorcy opowiadają o swoim doświadczeniu i firmach, a uczestnicy mają możliwość wymienienia opiniami oraz nawiązania nowych kontaktów biznesowych. – Na dotychczasowych spotkaniach networkingowych wystąpili u nas właściciele cenionych marek, takich jak: Folkstar, Niebostan, Un’common, RONZO, Animalkingdom, NOTEKA czy „Architektura Nastazja Kropidłowska-Słaboszewska”. Duża frekwencja na tych wydarzeniach dowodzi, że łodzianie mają silną potrzebę integrowania się, dzielenia się swoimi doświadczeniami. Są pełni świetnych pomysłów na biznesy i chcą czerpać z wiedzy innych – mówi Marta Bloch, project manager Idea Hub.

[1] http://www.coig.com.pl/nowe-firmy-lodz_rejestr_ceidg_KRS_2017_2016_lodzkim.php

Zobacz analizę techniczną Tesli oraz Deutsche Post

Tesla

Tesla, spółka która cały czas zaskakuje marketingiem. Każdy zastanawia się nad jej przyszłością, niby nie zarabia, ale jest jedną z najdroższych spółek motoryzacyjnych na świecie. Optymiści wyceniają cenę akcji na 400 dolarów amerykańskich, pesymiści na 50 USD.

W długim terminie większe prawdopodobieństwo leży po stronie sprzedających, natomiast w krótkim terminie ciężko powiedzieć. Pierwszym znakiem ostrzegawczym są działania insiderów, którzy wyprzedają wszystkie posiadane akcje.

insiderzy – osoby zatrudnione w danej spółce publicznej

Przez ostatnie trzy lata zaobserwowano ponad 30 transakcji sprzedaży akcji przez insiderów względem dwóch transakcji kupna o bardzo małym wolumenie.

gurufocus

Źródło: gurufocus

Wyprzedaż akcji przez zarząd oraz pozostałe osoby mające posiadające najlepsze informacje nie jest dobrym znakiem. Oprócz tego Tesla ma fatalne wskaźniki finansowe, nie mówiąc już o ponad miliardowej stracie.

Tesla free cash flow

Źródło: zerohedge

Gdyby Tesla została odcięta od finansowania zewnętrznego, to niestety zbankrutowałaby w przeciągu kilku tygodni. Pomijając czynniki fundamentalne odpowiedzialne za kreowanie długoterminowej wartości spółki spójrzmy na wykres tygodniowy.

Notowania zatrzymały się na solidnym wsparciu 275-291 USD za jedną akcję, które zostało utworzone przez szczyt z 2014 oraz 2015 roku. Pokonanie tego wsparcia w krótkim terminie może sprawić wiele problemów stronie sprzedającej. Oprócz wsparcia oscylator stochastyczny wskazuje na mocne wyprzedanie rynku.

Notowania Tesli, interwał tygodniowy

Notowania Tesli, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Analiza techniczna w krótkim terminie daje większe prawdopodobieństwo kontynuacji trendu wzrostowego niż wyprzedaży. Niemniej jednak w długim terminie rynek zmierza do wartości godziwej, warto o tym pamiętać.

Deutsche Post

Deutsche Post, jak na lidera branży przystało, na giełdzie cieszy się sporym szacunkiem inwestorów. Od lutowych dołków z 2016 roku, kurs akcji poszybował w górę o 100% i znajduje się w silnym trendzie wzrostowym. Stoją za tym solidne fundamenty. Deutsche post należy wysoko ocenić pod kątem rentowności – uzyskiwane marże są podobne jak u konkurencji (marża operacyjna to 6.1% natomiast netto 4.5%) natomiast spółka świetnie robie radzi z rentownością kapitału własnego oraz aktywów (ROE = 25.4% oraz ROA = 7.3%). Po trzech latach spadków, odbiły przychody oraz zysk netto, a w ostatnim roku spółka potroiła wartość wolnych przepływów pieniężnych (do ponad 2 miliardów EUR). Deutsche Post to firma, która rozwija się poprzez przejęcia a co za tym idzie, rośnie wartość długu. Spowodowało to spadek wskaźnika gotówki do długu (do 0.33) natomiast umiejętność generowania przychodów utrzymuje wskaźnik długu do EBITDA tuż powyżej poziomu 1.0. Ostatni kwartał tego roku również zapowiada się dobrze więc potencjał wzrostowy jeszcze jest. Jednak przy globalnej korekcie na akcji, warto mieć na uwadze, że akcje Deutsche Post handlowane są ze współczynnikiem beta na poziomie 1.4 – będą tracić więcej niż szeroki rynek.

Notowania Deutsche Post, interwał tygodniowy

Notowania Deutsche Post, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie tygodniowym widzimy, że wzrosty kursu akcji zostały na chwilę wyhamowane. Na pewno doszło do częściowej realizacji zysków. Aby liczyć na dalsze wzrosty, byki muszą przełamać opór na poziomie szczytów 41 EUR. W takim przypadku celem będzie 45 EUR. Głębsza korekta nastąpi po przebiciu wsparcia 38 EUR. Jaki może mieć zasięg? Podobna fala wzrostowa w 2016 roku (wzrost kursu o 35%) zakończyła się 13%-ową korektą. Jeżeli rynek wytraci impet i korekta się pogłębi, spadek cen akcji może sięgnąć poziomu ok. 35 EUR.

Dział Analiz Admiral Markets

Zmiana premiera. Ropa drożeje

Rekonstrukcja rządu na razie zakończyła się wymianą premiera i wicepremiera miejscami. Ropa znów wyraźnie drożeje. Jutro około 20:00 dowiemy się o ile wzrosną stopy procentowe w USA.

Nowy-stary rząd

Zmiana premiera nie pociągnęła za sobą zmian ministrów. Jedyną zmianą pozostaje zatem wymiana stanowisk premiera i wicepremiera pomiędzy Mateuszem Morawieckim a Beatą Szydło. Spekulacje analityków dotyczyły osoby zajmującej stanowisko ministra finansów oraz ministra rozwoju, dotychczas zajmowane przez obecnego premiera. Okazuje się jednak, że będą one łączone z funkcją szefa rządu. W pewnym sensie sytuację wyjaśnił marszałek senatu w radiowej jedynce, który zapowiedział, że do zmian ministrów dojdzie po nowym roku. Dodał on również była to pierwsza i ostatnia zmiana premiera w tej kadencji. Zmiana ta ma jedną podstawową wadę. Przez to całe zamieszanie budżet na 2018 rok będzie uchwalany dopiero w styczniu. Takie opóźnienia były dotychczas typowe dla rządów koalicyjnych, gdzie występował konflikt w sprawie kierunku zmian. Opóźnienie to, o ile faktycznie nie przeciągnie się dalej, raczej nie powinno negatywnie wpłynąć na notowania złotego.

Rynek ropy wciąż zaskakuje

Ropa brent, czyli odmiana wydobywana głównie w okolicach Morza Północnego osiągnęła wczoraj dwuletnie maksima. Warto zwrócić uwagę na rosnącą różnicę w cenie dwóch podstawowych rodzajów ropy naftowej brent i WTI. Różnica dochodzi już do 10% wartości. Powodem takiej rozbieżności jest rekordowe wydobycie w USA i wciąż rosnąca liczba odwiertów, która dusi cenę WTI. Z drugiej strony wczoraj mieliśmy informacje o awarii szkockiego ropociągu, która może wstrzymać dostawy nawet na kilka tygodni. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że na rynku pomimo ograniczeń wydobycia przez OPEC i Rosję wciąż jest na tyle dużo surowca, że obydwa gatunki ropy idą w górę. Drożejąca ropa doprowadziła do umocnienia się rubla dzisiejszej nocy o niemal 1%.

Już jutro posiedzenie FOMC

Jutro o 20:00 poznamy decyzję w sprawie stóp procentowych w USA. Analitycy są zgodni. Stopy procentowe wzrosną. Obecnie znacznie ciekawszym wydaje się zagadnienie czy na pewno wzrosną o zaledwie 0,25%. Decyzja taka wydaje się być obecnie w cenach. Gdyby jednak wzrosły o 0,5% można by oczekiwać umacniania się dolara względem innych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 11:00 – Niemcy – indeks instytutu ZEW,
  • 14:00 – Polska – wskaźnik inflacji bazowej,

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

W grudniu ceny żywności w Polsce będą o 4,5 proc. wyższe niż przed rokiem

W grudniu ceny żywności w Polsce będą o 4,5 proc. wyższe niż przed rokiem. Tempo wzrostu cen tych produktów będzie zatem najszybsze od 2011 r., kiedy to w grudniu ceny żywności były o 4,7 proc. wyższe niż rok wcześniej – prognozują analitycy Departamentu Analiz Ekonomicznych, Sektorowych i Rynków Rolnych Banku BGŻ BNP Paribas. 

W grudniu 2017 r. poziom cen detalicznych, z wyjątkiem cukru, wszystkich grup produktów, wchodzących w skład publikowanego przez GUS koszyka żywności, będzie wyższy niż przed rokiem.

Za jaja i masło wciąż słono zapłacimy

O blisko 20 proc. droższe niż rok wcześniej będą przede wszystkim oleje i tłuszcze. W tej kategorii żywności wyróżnia się masło, które będzie kosztowało o 30-35 proc. więcej niż w grudniu 2016 r. W ostatnich tygodniach ceny masła na rynkach międzynarodowych i w Polsce uległy już obniżeniu, ale ich poziom w sklepach jest wyższy w relacji rocznej. O kilka procent droższa będzie też margaryna.

Znacznie więcej Polacy zapłacą również za drugi podstawowy produkt, używany do wypieków ciast, czyli jaja. Ich ceny w sklepach mogą być o 20-25 proc. wyższe niż w grudniu 2016 r. W mniejszym stopniu niż żywność ogółem podrożeje natomiast mąka.

Owoce ciągle drogie

O ponad 10-proc. droższe są też owoce, przede wszystkim z uwagi na wyższe ceny produktów krajowych, np. jabłek. O ile w przypadku masła i jaj, o wzroście cen decydowała przede wszystkim sytuacja na rynku międzynarodowym, to w przypadku jabłek, głównym czynnikiem wzrostu ich cen były o 1/3 mniejsze krajowe zbiory. Wyższe niż przed rokiem będą również przeciętne ceny warzyw (o 3,5 proc.), jednak w tym przypadku należy pamiętać, że w ubiegłym roku były one relatywnie niskie.

Obserwowany w Polsce w ostatnich miesiącach 2017 r. poziom cen żywności jest najwyższy od początku XXI wieku. W porównaniu z grudniem 2000 r. ceny detaliczne żywności w naszym kraju wzrosły o 50 proc., czyli znacznie więcej niż ceny wszystkich towarów i usług konsumpcyjnych, których poziom w tym okresie zwiększył się o ponad 40 proc. Oznacza to, że żywność stała się relatywnie droższa wobec innych towarów i usług konsumpcyjnych – zaznacza Paweł Wyrzykowski, ekspert rynków rolnych w Banku BGŻ BNP Paribas – Tak znaczący wzrost cen żywności nie oznacza jednak, że w tym roku na święta Bożego Narodzenia kupimy mniej produktów żywnościowych niż przed rokiem. W październiku br. średnie wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw było o 7,4 proc. wyższe niż w październiku 2016 r., podczas gdy ceny żywności w tym okresie wzrosły wolnej – o 5,8 proc. Również w grudniu br. roczna dynamika wzrostu wynagrodzeń powinna być wyższa niż dynamika wzrostu cen żywności, co oznacza, że za przeciętne wynagrodzenie w gospodarce będziemy mogli kupić więcej żywności niż przed rokiem – dodaje Paweł Wyrzykowski.

Więcej zapłacimy też za sery, twarogi i mięso

Wzrost cen detalicznych produktów mleczarskich, takich jak sery, twarogi czy śmietana będzie zbliżony do dynamiki zmian żywności ogółem. Ceny pieczywa będą o ok. 3 proc. wyższe niż w grudniu 2016 r. Tegoroczne podwyżki będą najbardziej widoczne w przypadku mięsa drobiowego, które w grudniu br. może być nawet o 5-7 proc. droższe niż przed rokiem. Więcej trzeba będzie zapłacić również za mięso wieprzowe i wołowe.

Tańszy będzie cukier

Zniesienie limitu kwot produkcji cukru w Unii Europejskiej przyczyniło się do zwiększenia produkcji we Wspólnocie. Znalazło to odzwierciedlenie w spadku cen na pułkach sklepowych, które w październiku były o 7,3 proc. niższe niż w październiku 2016 r. Należy oczekiwać, że w grudniu br., w relacji rocznej, ceny cukru będą o ponad 10 proc. niższe.

Korzystne zmiany dla przedsiębiorców, które wejdą w życie w 2018 r.

W ostatnim czasie w Polsce zostało wprowadzonych wiele ułatwień podatkowych dla przedsiębiorców, a kolejne wejdą w życie już wkrótce. Z drugiej strony równocześnie pojawiają się nowe obowiązki i obostrzenia. Czy polscy przedsiębiorcy mają więc powody do zadowolenia?

„Liczba ostatnio wprowadzonych zachęt i ułatwień dla przedsiębiorców jest duża. Możemy tu wymienić chociażby 15-procentowy podatek CIT dla małych firm, jednorazową amortyzację do kwoty 100 tys. zł, atrakcyjniejszą ulgę na badania i rozwój, likwidację uciążliwego podatku u źródła w przypadku zakupu biletów lotniczych czy wprowadzenie objaśnień podatkowych” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Małgorzata Samborska, doradca podatkowy w firmie Grant Thornton.

Kolejne zmiany korzystne dla przedsiębiorców wejdą w życie w 2018 r. Między innymi z 3,5 tys. zł do 10 tys. zł zostanie zwiększony limit wydatków na zakup składnika majątkowego uprawniający do jednorazowego zaliczenia w koszty, a ulga na badania i rozwój stanie się jeszcze atrakcyjniejsza. Poza tym w planach jest Konstytucja biznesu, która ma przynieść firmom następne korzyści.

Oczywiście nie wolno zapominać, że jednocześnie są wprowadzane obowiązki i obostrzenia, które mogą być dla przedsiębiorców uciążliwe. Wymienić można np. obowiązek raportowania ewidencji VAT w formie jednolitych plików kontrolnych czy sankcje za błędne rozliczenie podatku VAT. Kolejne obowiązki pojawią się już w przyszłym roku.

Na co tymczasem liczą sami przedsiębiorcy? Jak zauważa ekspertka: „Podatnicy oczekują przede wszystkim jasnych i stabilnych przepisów, poczucia bezpieczeństwa oraz gwarancji, że rozliczenia podatkowe, które dzisiaj wydają się prawidłowe, nie zostaną zakwestionowane przez organy podatkowe za kilka lat”.

Kwartalny raport Fortinet: cyberprzestępcy uderzają w firmy średniej wielkości

Fortinet, globalny dostawca rozwiązań cyberbezpieczeństwa, przedstawił wyniki najnowszego kwartalnego badania cyberzagrożeń. Wynika z niego, że zautomatyzowane ataki na szeroką skalę stają się normą, aktywność ransomware jest coraz powszechniejsza i niemal 80% organizacji odnotowało w ciągu ostatnich trzech miesięcy poważne naruszenie bezpieczeństwa.

Wyniki badania z trzeciego kwartału 2017 roku potwierdzają wiele prognoz, które zostały niedawno zaprezentowane przez globalny zespół badawczy Fortinet FortiGuard Labs na rok 2018. Zarówno trendy, jak i dane o zagrożeniach mogą zapowiadać falę nowych rodzajów ataków, które będą rozprzestrzeniać się z dużą prędkością i na szeroką skalęprzestrzega Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet na Polskę, Białoruś i Ukrainę.

Najważniejsze wnioski z badania Fortinet:

  • Nasilenie ataków. 79% firm odnotowało poważne ataki w trzecim kwartale 2017 r.
    Wykryto 5 973 unikalne eksploity, 14 904 unikatowe warianty złośliwego oprogramowania z 2646 różnych rodzin oraz 245 unikatowych botnetów. Najbardziej rozpowszechniony w ostatnim kwartale był eksploit wykorzystany do ataku na amerykańską firmę Equifax – wykryto ponad 6000 przypadków jego użycia. Ponadto Fortinet zidentyfikował w tym roku już 185 zagrożeń typu zero-day.
  • Średnie firmy na celowniku. Firmy średniej wielkości odnotowały wyższy wskaźnik aktywności botnetów, co wskazuje na coś więcej niż na ich „statystyczny udział” w liczbie przypadków naruszeń bezpieczeństwa. – Cyberprzestępcy postrzegają organizacje średniej wielkości jako atrakcyjne cele, ponieważ często nie mają one takiego poziomu zabezpieczeń jak duże przedsiębiorstwa, ale posiadają cenne zasoby danych – wyjaśnia Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet. Jednocześnie powierzchnia ataków na średnie firmy rośnie w szybkim tempie ze względu na przenoszenie danych do chmury.
  • Ransomware wciąż powszechne. Po przerwie w pierwszej połowie roku przypomniał o sobie ransomware Locky – w dużym stopniu dzięki trzem nowym kampaniom, co zgłosiło około 10% firm. Ponadto 22% organizacji doświadczyło aktywności oprogramowania ransomware w ciągu ostatniego kwartału.
  • Ponowne pojawianie się botnetów. Wiele organizacji wielokrotnie doświadczało tych samych infekcji botnetowych. To alarmujące, ponieważ albo organizacje nie do końca zrozumiały całkowity zakres naruszenia, a botnet uaktywnił się ponownie po tym, jak działalność firmy wróciła do ​​normy, albo główna przyczyna nie została znaleziona, a organizacje zostały ponownie zainfekowane tym samym złośliwym oprogramowaniem.
  • Rozpowszechnione i nieuchwytne złośliwe oprogramowanie.. Najczęściej spotykaną funkcją najpopularniejszych rodzin złośliwego oprogramowania było pobieranie i przesyłanie złośliwego kodu oraz infekowanie nim nowych systemów. Popularne były również szczepy destrukcyjne, które ustanawiają połączenia dostępu zdalnego, przechwytują dane wprowadzane przez użytkownika i zbierają informacje o systemie. Te zaawansowane techniki stają się ostatnio standardem, co wskazuje na coraz bardziej inteligentny i zautomatyzowany charakter złośliwego oprogramowania.

Metodologia badania

Globalny raport zagrożeń informatycznych Fortinet to kwartalny przegląd, który stanowi zestawienie danych analitycznych zebranych przez laboratoria FortiGuard Labs w III kw. 2017 roku. Dane są prezentowane w ujęciu globalnym i regionalnym, oraz w rozbiciu na poszczególne sektory i przedsiębiorstwa. Ponadto Fortinet publikuje bezpłatny biuletyn informacyjny o zagrożeniach (Threat Intelligence Brief), analizujący największe niebezpieczeństwa związane ze złośliwym oprogramowaniem, wirusami i innymi zagrożeniami internetowymi, które zostały wykryte w ostatnim czasie wraz z linkami do wyników najważniejszych badań nad zdarzeniami ostatniego tygodnia.

Japończycy stawiają na wodór

Toyota, Nissan i Honda oraz inni partnerzy z sektora infrastruktury i finansów powołają do życia nową spółkę do budowy sieci 160 stacji tankowania wodoru w Japonii. Porozumienie w tej sprawie podpisało 11 koncernów. Nowa firma rozpocznie działalność wiosną przyszłego roku.

Rozmowy w sprawie nowego przedsięwzięcia rozpoczęły się w maju 2017 roku. W wyniku zawartej właśnie umowy powstanie rozbudowana sieć stacji tankowania wodoru dla samochodów na ogniwa paliwowe. Porozumienie podpisały Toyota, Nissan, Honda, JXTG Nippon Oil & Energy Corporation, Idemitsu Kosan, Iwatani Corporation, Tokyo Gas, Toho Gas, Air Liquide Japan, Toyota Tsusho Corporation i Development Bank of Japan Inc.

Podstawowym zadaniem nowego przedsiębiorstwa będzie budowa 80 stacji w ciągu pierwszych 4 lat oraz łącznie 160 stacji w 10 lat. Zarząd opracuje własny plan działania, którego celem będzie stworzenie takich warunków, które zachęcą jak największą liczbę kierowców do przesiadania się do samochodów na ogniwa paliwowe. W tym celu firma będzie starała się nieustanie zwiększać wygodę korzystania z samochodów na wodór, a jednocześnie będzie monitorowała regulacje prawne pod kątem ich wpływu na rynek wodoru i szukała sposobów na standaryzację rozwiązań i redukcję kosztów.

Członkowie konsorcjum będą uczestniczyć w nowym przedsięwzięciu w sposób wynikający z ich podstawowej działalności. Firmy zajmujące się produkcją wodoru i budową infrastruktury będą odpowiadały za budowę stacji oraz ich prowadzenie w imieniu nowego przedsiębiorstwa. Toyota, Nissan i Honda będą wspierać je finansowo oraz dążyć do wzmacniania popytu na samochody na ogniwa paliwowe. Instytucje finansowe, czyli Toyota Tsusho Corporation i Development Bank of Japan, częściowo pokryją koszty uruchomienia stacji tankowania wodoru oraz ich funkcjonowania do czasu, aż staną się finansowo niezależne.

Członkowie konsorcjum są podmiotami najbardziej zaangażowanymi w realizację narodowej strategii Japonii, mającej na celu szeroką adaptację wodoru w gospodarce. Zgodnie z polityką „Strategic Road Map for Hydrogen and Fuel Cells” opracowaną przez Radę Strategii Wodoru i Ogniw Paliwowych przy Ministerstwie Gospodarki, Handlu i Przemysłu Japonii, do 2020 roku powstanie 160 stacji, a na drogach będzie się poruszać 40 000 samochodów na ogniwa paliwowe.

Im młodszy przedsiębiorca, tym częściej korzysta z IT oraz zaawansowanych technologii

EFL w badaniu „Milenialsi w MŚP. Pod lupą” zapytał przedsiębiorców z pokolenia Y o nowoczesne technologie, z jakich korzystają w swoich firmach. Blisko połowa wskazała na tradycyjne narzędzia jak sprzęt komputerowy, telefony, internet, co trzeci – na maszyny, zaawansowane programy i aplikacje, a co szósty – na technologie czerpiące z IT, m.in. nawigację, monitoring czy terminale płatnicze. Biorąc pod uwagę branże, z podstawowego IT najczęściej korzystają przedstawiciele firm usługowych. Natomiast z rozkładu odpowiedzi w podziale na grupy wiekowe wynika, że im młodszy właściciel przedsiębiorstwa, tym częściej korzysta z IT oraz zaawansowanych maszyn, aplikacji, programów.

Milenialsi w MŚP. Pod lupą– Nowoczesne technologie dają przedsiębiorstwom niezwykle efektywne narzędzia budowania przewagi konkurencyjnej. Z badań Konfederacji Lewiatan wynika, że „analogowe” firmy są zdecydowanie bardziej zachowawcze niż „cyfrowe”, gdyż ich priorytetem jest przede wszystkim przetrwanie i utrzymanie się na rynku. Tymczasem wśród „cyfrowych” przedsiębiorstw przeważa nastawienie prowzrostowe – w tej grupie dynamiczny rozwój jest celem nadrzędnym. Najlepiej wśród nowinek technologicznych orientują się najmłodsi przedsiębiorcy, którym od dziecka towarzyszą Internet, telefony czy inne technologiczne gadżety. Widać to na przykładzie rynku e-commerce, który jest obecnie jednym z najdynamiczniej rozwijających się, a którego uczestnikami są w zdecydowanej większości milenialsi. Dlatego, cytując jednego z naszych klientów Y, Mikołaja Golatowskiego, prezesa Follow – nie korzystać dziś z nowoczesnych technologii to grzech. One stanowią nie tylko podstawowe narzędzie pracy, ale bardzo często są głównymi produktami czy usługami firm – mówi Radosław Woźniak, wiceprezes EFL S.A.

Nowe technologie w opinii milenialsa

EFL w badaniu „Milenialsi w MŚP. Pod lupą” poprosił przedsiębiorczych Y, aby sami sprecyzowali, co rozumieją pod pojęciem nowoczesnych technologii nie czytając możliwych odpowiedzi. Co ciekawe, 12 proc. badanych wskazało, że w pracy nie wykorzystuje nowoczesnych technologii, a kolejne 15 proc. odpowiedziało, że nie wie. Wśród pozostałych rzuca się w oczy tradycyjne rozumienie tego pojęcia. Blisko połowa wskazywała na wykorzystywanie w pracy sprzętu komputerowego, telefonów komórkowych i narzędzi internetowych – najczęściej maili. Blisko co trzeci korzysta ze specjalistycznych maszyn oraz zaawansowanych programów i aplikacji. Rzadziej wskazywano na technologie czerpiące z IT takie jak nawigacja (np. w traktorach), monitoring, karty automatyczne (np. wstępu) czy wreszcie terminale płatnicze.

Marta Jasiukiewicz, partner Translation Street, podkreśla, że nowe technologie pomagają, bo dzięki nim klienci mają większe zaufanie i postrzegają firmę jako bardziej rzetelną i bezpieczną. – Nowoczesne technologie wykorzystujemy do przechowywania danych, archiwizowania ich oraz do ochrony danych klientów – to dla nas podstawowa higiena. Mamy właściwe oprogramowanie, odpowiednio zabezpieczoną stronę, sieć i serwery oraz informatyków, którzy pomagają nam dbać o najwyższy standard tej ochrony – mówi Marta Jasiukiewicz.

Im młodszy, tym bardziej cyfrowy

Rozkłady odpowiedzi w podziale na trzy grupy wiekowe pokazują wyraźnie tendencję, że im młodszy przedsiębiorca, tym jest bardziej za pan brat z nowymi technologiami. Najczęściej z podstawowego IT korzystają milenialsi do 24 roku życia (63 proc.), a zdecydowanie rzadziej przedsiębiorcy od 31 do 37 roku życia – 44 proc. odpowiedzi. Również z zaawansowanymi maszynami, aplikacjami i programami bardziej zaznajomione są najmłodsze Y, wśród których połowa korzysta z tego typu narzędzi technologicznych. W przypadku starszych kolegów-przedsiębiorców ten odsetek jest niższy i wynosi 29 proc. Najmłodsi rzadziej zaś korzystają z pochodnych IT, takich jak GPS, monitoring, terminale płatnicze.

Najbardziej technologiczne są firmy usługowe i z największymi obrotami

W ujęciu branżowym, z podstawowego IT najczęściej korzystają przedstawiciele firm usługowych (63 proc.) oraz produkcyjnych (52 proc.). Z maszyn oraz zaawansowanych technologii, programów i aplikacji najchętniej korzysta natomiast branża IT – 52 proc. Co zrozumiałe, widać wyraźnie, że dla tej branży podstawowe IT nie jest zaliczane do nowoczesnych technologii, gdyż jedynie 48 proc. wskazało, że mogłoby używać internetu, maili czy komputerów. Firmy niekorzystające z nowoczesnych technologii najczęściej można znaleźć wśród podmiotów handlowych (27 proc.).

Biorąc pod uwagę obroty majątku firmowego milenialsów, z internetu oraz sprzętu elektronicznego najczęściej korzystają firmy o najwyższych obrotach, czyli powyżej 5 mln zł – 67 proc. One też najczęściej używają maszyn, zaawansowanych technologii, programów i aplikacji – 33 proc. Korzystanie z pochodnych IT najczęściej deklarują przedstawiciele firm o obrotach do 1 mln zł.

Strona i profil społecznościowy nie w każdej firmie

W dobie powszechnego dostępu do internetu z każdym rokiem coraz więcej przedsiębiorstw postrzega swoją stronę internetową jako narzędzie marketingowe. W 2016 r. własną www dysponowało 67 proc. przedsiębiorstw. Im większa firma, tym częściej ma stronę – wśród dużych przedsiębiorstw ten odsetek wyniósł 91,8 proc., a wśród małych – 62 proc.[1]

Obok witryny firmowej, ważnym kanałem utrzymywania relacji z klientami oraz pracownikami, są media społecznościowe. Z raportu PARP wynika, że ponad jedna czwarta przedsiębiorstw w Polsce w 2016 r. korzystała przynajmniej z jednego z mediów społecznościowych. W większości przypadków wykorzystywane są serwisy społecznościowe, w mniejszym stopniu blogi i portale umożliwiające udostępnianie multimediów. Uwzględniając wielkość organizacji, najchętniej z mediów społecznościowych korzystały firmy duże – 54,4 proc.

Siódmy raz pod lupą

Raport „Milenialsi w MŚP. Pod lupą” jest siódmym z kolei opracowaniem z serii „Pod lupą”. Pierwszy charakteryzował kondycję mikro-, małych i średnich firm w Polsce („MŚP pod lupą”, 2011), drugi poświęcony był sytuacji gospodarstw rolnych w Polsce („Agro pod lupą”, 2012). Trzecie opracowanie analizowało finansowe aspekty prowadzenia działalności transportowej w Polsce („Transport pod lupą”, 2013), czwarte – wsparcie młodych na rynku pracy („Młodzi na rynku pracy. Pod lupą”, 2014), piąte – innowacje („Innowacje w MŚP. Pod lupą”, 2015). Natomiast ubiegłoroczny, szósty, przedstawiał inwestycje prowadzone przez MŚP w Polsce („Inwestycje w MŚP. Pod lupą”, 2016).

Raport, oparty m.in. na badaniach firm, w szerszym kontekście odpowiada na pytanie o specyfikę milenialsów jako przedsiębiorców z obszaru MŚP, także w zestawieniu z obrazem poprzedniego pokolenia X. Opiera się na badaniach zleconych przez EFL S.A. niezależnemu podmiotowi (Ecorys Polska), rozbudowanych o kontekst społeczno-ekonomiczny i psychologiczno-społeczny dotyczący procesów związanych ze zmianą pokoleniową w polskiej gospodarce.

Pokolenie Y, czyli milenialsów, określają ramy czasowe, w których się urodzili. Są to lata 1980-2000.

Metodologia badania:

Badanie „Milenialsi w MŚP. Pod lupą” zostało zrealizowane przez Ecorys Polska na zlecenie EFL S.A. na reprezentatywnej grupie 500 firm z sektora MŚP prowadzonych przez milenialsów, dobranych w sposób losowo-kwotowy. Przebadano przedsiębiorców z pokolenia Y ze wszystkich województw z następujących branż: budownictwo, handel, hotele i gastronomia, ICT, produkcja, rolnictwo i przetwórstwo, transport, usługi. 40 proc. stanowili mikroprzedsiębiorcy zatrudniający do 9 osób, tyle samo mali przedsiębiorcy zatrudniający do 49 osób, a 20 proc. średni przedsiębiorcy z maksimum 249 osobami na pokładzie.

Ogólnopolska próba uwzględnia zróżnicowanie ze względu na zatrudnienie, działalność i liczbę firm przypadających na województwo. Respondentami były osoby decyzyjne, odpowiedzialne za rozwój firmy (właściciel, wspólnik, prezes, dyrektor zarządzający, dyrektor finansowy, dyrektor ds. rozwoju, szef działu B+R, specjalista ds. inwestycji lub inne z wskazane jako odpowiedzialne za rozwój). Badanie wykonano metodą ilościową, techniką CATI (wywiad telefoniczny) w lipcu i sierpniu 2017 roku.

[1] O stanie sektora małych i średnich firm w Polsce, Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, Warszawa 2017, https://www.parp.gov.pl/images/PARP_publications/pdf/raport%20o%20stanie%20sektora%20msp%20w%20polsce_2017.pdf

Nie ma już firm niedotkniętych cyberprzestępczością wymierzoną w urządzenia mobilne?

Najnowsza publikacja firmy Check Point rozwiewa wszelkie wątpliwości związane ze skalą cyberataków na urządzenia przenośne. Każda z 850 zaproszonych do międzynarodowego badania organizacji przyznała, że padła ofiarą ataku na podłączone do firmowej infrastruktury IT urządzenia mobilne.

Zdaniem analityków Check Point Software Technologies z mobilnymi atakami malware spotkało się 100% przedsiębiorstw uczestniczących w badaniu, a każde z nich doświadczyło ich średnio 54 w okresie od 1 czerwca 2016 do 1 czerwca 2017.

Man in the middle

Check Point wziął pod uwagę firmy z całego świata zarządzające infrastrukturą, w ramach której połączonych jest co najmniej 500 urządzeń mobilnych. Mimo że przed atakami malware nie była w stanie uchronić się żadna uczestnicząca w badaniu organizacja, jest to zaledwie jeden z typów cyberagresji ukierunkowanej na smartfony, tablety itp. Analitycy stwierdzili także wysoką częstotliwość występowania ataków typu „man in the middle”, w przypadku których cyberprzestępcy całkowicie incognito, bez wiedzy użytkowników urządzeń przenośnych uczestniczyli w zachodzącej pomiędzy nimi komunikacji, zyskując dostęp zarówno do przesyłanych w ten sposób informacji, jak i kluczowych danych całego przedsiębiorstwa. Tego typu aktywność twórcy raportu stwierdzili aż w 89% przebadanych wewnętrznych sieciach Wi-Fi.

Co więcej, mimo że w większości przebadanych przedsiębiorstw funkcjonowały systemy zarządzania firmowym środowiskiem urządzeń mobilnych (EMM – Enterprise Mobility Management), aż 75% z nich miało w swojej infrastrukturze co najmniej jedno urządzenie po jailbreaku lub rootingu, czyli operacji rozszerzającej zestaw funkcji urządzenia i jednocześnie usuwającej wszystkie wewnętrzne zabezpieczenia systemów operacyjnych IOS czy Android. Średnia liczba takich urządzeń w organizacji wynosiła 35.

To kolejne potwierdzenie tezy, że polityki cyberbezpieczeństwa w wielu firmach wciąż pozostawiają wiele do życzenia, ograniczając się jedynie do utworzenia powierzchownego modelu zarządzania bezpieczeństwem. Warto podkreślić, że utrzymanie wysokiej stopnia bezpieczeństwa firmowej sieci jest działaniem ciągłym, polegającym m.in. na cyklicznych szkoleniach personelu i regularnym sprawdzaniu odporności administrowanej infrastruktury na stale ewoluujące rodzaje zagrożeń. Fakt, że absolutnie wszystkie badane firmy doświadczyły ataków na urządzenia mobilne powinien zwrócić uwagę menadżerów przedsiębiorstw otwartych na politykę BYOD na konieczność systematycznego przeprowadzania testów penetracyjnych systemów teleinformatycznych i niezwłocznego wdrażania napraw wskazanych w raportach po pentestach – zaznacza Adam Dzielnicki z Atmana, lidera polskiego rynku data center.

Branże podwyższonego ryzyka

Jak wynika z publikacji Check Point, cyberprzestępcy atakujący urządzenia mobilne najczęściej wybierali instytucje finansowe (29%) i rządowe (26%), a następnie firmy technologiczne (18%). Dalsza klasyfikacja obejmuje operatorów telekomunikacyjnych, przedsiębiorstwa z z sektora przemysłowego i firmy z branży retail – ataki na nie stanowiły odpowiednio 8, 7 i 6% ogółu.

Nieco ponad połowa uczestniczących w badaniu firm (51%) pochodziła z rejonu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA), 31% z Ameryki Północnej i Południowej, a 18% z regionu Azji i Pacyfiku.

Wzrost inwestycji w bezpieczeństwo

Wielkoskalowe cyberataki z użyciem złośliwego oprogramowania, w tym m.in. słynne infekcje Petya czy WannaCry, a także stopień zagrożenia mobilnych urządzeń połączonych z firmową infrastrukturą teleinformatyczną tłumaczą przewidywany przez Gartnera wzrost wydatków światowych przedsiębiorstw na rozwiązania z zakresu cyberbezpieczeństwa. Firma analityczna podaje, że nakłady związane z produktami i usługami chroniącymi dane organizacji w 2016 r. wyniosły 80,3 mld dolarów, w tym roku mają wzrosnąć do 86,4 mld, by na koniec 2018 r. osiągnąć 93 mld dolarów.

Optymizm na rynku pracy największy od 2010 roku

Pracodawcy w Polsce 19. kwartał z rzędu planują powiększać swoje zespoły, a odnotowany wzrost jest najwyższym od 2010 roku. Jak pokazują wyniki Barometru ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia, pozytywne prognozy na I kwartał 2018 roku odnotowano w 9 z 10 badanych sektorach rynku. Dla szukających pracy najkorzystniejsza będzie sytuacja w branżach Handel detaliczny i hurtowy, Produkcja przemysłowa oraz Restauracje/Hotele.

Jak wynika z opublikowanego dziś przez firmę doradztwa personalnego ManpowerGroup, kwartalnego raportu Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia, pracodawcy w Polsce są zauważalnie optymistyczni co do planów zwiększania zatrudnienia w najbliższych trzech miesiącach. Prognoza netto zatrudnienia po korekcie sezonowej plasuje się na poziomie +11%. To najwyższy wynik dla naszego kraju od IV kwartału 201 O roku. Zarówno w ujęciu kwartalnym jak i rocznym prognoza uległa poprawie, odpowiednio o 2 i 3 punkty procentowe. Spośród 750 przebadanych pracodawców, 14% planuje wzrost całkowitego zatrudnienia, 7% zamierza redukować etaty, a 77% nie planuje zmian personalnych w najbliższym kwartale.

– Tempo zatrudniania nie zwalnia i w nadchodzących miesiącach, osoby poszukujące pracy mogą spodziewać się kontynuacji korzystnej sytuacji na rynku, – komentuje Iwona Janas, Dyrektor Generalna ManpowerGroup w Polsce. – Jak wynika z naszych badań oraz obserwacji rynku, prognozy dotyczące zatrudnienia w poszczególnych branżach są mieszane, jednak w prawie każdym z sektorów odnotowujemy wzrost liczby ofert. Jak każdego roku, w styczniu spadnie liczba rekrutacji do prac sezonowych, które są dodatkowym zastrzykiem dla rynku pracy w okresie około świątecznym. Nie wpłynie to jednak na obraz rynku, który w dalszym ciągu będzie przyjazny pracownikom, – dodaje Iwona Janas.

W I kwartale 2018 r. w dziewięciu z dziesięciu badanych sektorach prognoza netto zatrudnienia jest dodatnia. Największy optymizm widoczny jest w sektorze Handel detaliczny i hurtowy (+22%) oraz Produkcja przemysłowa (+19%). Kolejne branże, które uzyskały wysoką prognozę netto zatrudnienia to Restauracje/ Hotele (+14%), Kopalnie/Przemysł wydobywczy (+11 %) oraz Budownictwo (+10%). Dodatnie wyniki odnotowano również dla Instytucji sektora publicznego (+9), Transport/Logistyka/Komunikacja (+8%), Rolnictwo/Leśnictwo/Rybołówstwo (+4%) oraz Energetyka/Gazownictwo/Wodociągi (+2%). Ujemną prognozę netto zatrudnienia uzyskano dla sektora Finanse/ Ubezpieczenia/Nieruchomości/Usługi (-2%).

W porównaniu do poprzedniego kwartału prognoza uległa poprawie w pięciu z dziesięciu badanych sektorów. Najistotniejszy wzrost, o 11 punktów procentowych, zadeklarowano w sektorze Handel detaliczny i hurtowy, podczas gdy w sektorach Restauracje/Hotele oraz Kopalnie/Przemysł wydobywczy prognoza zatrudnienia wzrosła o odpowiednio 7 i 4 punkty procentowe. Jednocześnie pracodawcy czterech sektorów deklarują pogorszenie prognoz; dla sektora Finanse/ Ubezpieczenia/Nieruchomości/Usługi wynosi ona o 5 punktów procentowych mniej, podczas gdy pracodawcy Budownictwa deklarują spadek o 4 punkty procentowe.

Pracodawcy w sześciu z dziesięciu badanych sektorów wskazują na wzrost zatrudnienia w porównaniu do pierwszego kwartału 2017 r. Najwyższą poprawę o 15 i 14 punktów procentowych odnotowano odpowiednio w sektorach Kopalnie/Przemysł wydobywczy oraz Handel detaliczny i hurtowy. W Energetyce/Gazownictwie/Wodociągach odnotowano poprawę o 9 punktów procentowych, a w sektorze Instytucje sektora publicznego wynik jest wyższy o 6 punktów procentowych. Natomiast prognoza dla trzech sektorów ulega znacznemu pogorszeniu, co szczególnie widoczne jest w Budownictwie, gdzie wskaźnik spadł o 13 punktów procentowych. Pracodawcy w sektorze Rolnictwo/ Leśnictwo/Rybołówstwo deklarują spadek o 6 punktów procentowych, a prognoza dla Transportu/Logistyki/Komunikacji pogorszyła się o 5 punktów procentowych.

We wszystkich sześciu regionach w okresie styczeń-marzec przewidywany jest wzrost zatrudnienia. Największego wzrostu wskaźnika spodziewają się pracodawcy w regionie Południowym, którzy deklarują prognozę netto zatrudnienia na poziomie +17%. W dwóch regionach, Północno-Zachodnim i Południowo-Zachodnim odnotowany jest umiarkowany optymizm pracodawców na poziomie +10%, podczas gdy prognoza zatrudnienia w Polsce Centralnej wynosi +9%. Najmniejszy optymizm cechuje pracodawców na Północy i Wschodzie, gdzie prognoza zatrudnienia jest na poziomie odpowiednio +8% oraz+ 7%. W porównaniu do ostatniego kwartału 2017 r. prognoza pogorszyła się w trzech z sześciu regionów, w tym w regionie Wschodnim i Południowo-Zachodnim, gdzie odnotowano lekki spadek o 2 punkty procentowe. Jednakże pracodawcy w regionie Południowym deklarują znaczną poprawę o 9 punktów procentowych, a prognoza dla regionu Północno-Zachodniego wzrasta o 3 punkty procentowe.

W badaniu Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia dla I kwartału 2018 r. deklaracje polskich respondentów przedstawiono również w podziale pod względem rodzajów organizacji na przedsiębiorstwa duże, średnie, małe oraz mikroprzedsiębiorstwa. Największy wzrost zatrudnienia deklarują duże przedsiębiorstwa, przy prognozie netto zatrudnienia wynoszącej +21 %. Prognoza dla średnich przedsiębiorstw wynosi +9%, a małe przedsiębiorstwa przewidują wzrost zatrudnienia przy perspektywie na poziomie +11 %. Najbardziej umiarkowaną perspektywę deklarują mikroprzedsiębiorstwa, dla których odnotowuje się wynik na poziomie +3%.

Polska a Świat:

W badaniu ManpowerGroup wzięło udział blisko 59.000 pracodawców z 43 krajów i terytoriów. Pracodawcy w 41 z 43 krajów i terytoriów zamierzają w różnym stopniu zwiększać zatrudnienie w okresie od stycznia do marca 2018 roku. Jest to drugi kwartał z rzędu od światowego kryzysu finansowego z 2009 roku, kiedy pracodawcy ze wszystkich badanych państw nie wykazują negatywnej prognozy zatrudnienia. Ponadto pracodawcy w wielu krajach, w tym w Australii, Japonii, Norwegii, Polsce, Rumunii i USA, odnotowują najsilniejsze plany rekrutacyjne od około 5 lat. W porównaniu do ostatniego kwartału 2017 r. plany rekrutacyjne poprawiły się w 20 z 43 krajów i terytoriów, pogorszyły w 15, a w 8 pozostały bez zmian. W ujęciu rocznym można zaobserwować większą pewność pracodawców; wzrost zatrudnienia prognozowany jest w 26 krajach, spadek spodziewany jest w jedynie 11 krajach, natomiast bez zmian pozostanie sytuacja w 6 krajach. Najlepsze nastroje związane ze zwiększaniem zatrudnienia w I kwartale panują wśród pracodawców na Tajwanie, w Japonii oraz Indiach. Najsłabsze prognozy odnotowano we Włoszech, Austrii i Francji. Kwartalne badanie Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia przeprowadzono w Polsce już po raz 40.

Raport z badania jest bezpłatny i ogólnodostępny w wersji polskiej i angielskiej na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy. Wyniki dla wszystkich badanych 43 krajów i terytoriów a także interaktywne narzędzie umożliwiające ich analizę są dostępne na stronie na stronie: http://manpowergroup.com/meos.

###
Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia to kwartalne badanie, które mierzy intencje pracodawców związane ze zwiększeniem lub zmniejszeniem całkowitego zatrudnienia w ich oddziale w najbliższym kwartale. Badanie jest przeprowadzane od przeszło 50 lat, aktualnie wśród blisko 59 OOO pracodawców w 43 krajach i jest jednym z najbardziej wiarygodnych badań rynku pracy na świecie. Raport dla I kwartału 2018 r. został opracowany na podstawie wywiadów indywidualnych przeprowadzonych pomiędzy 18 a 31 października 2017 r. W Polsce wyniki raportu ManpowerGroup publikowane są od li kwartału 2008 r. Badanie jest przeprowadzane na reprezentatywnej grupie co najmniej 750 pracodawców. Więcej informacji na temat raportu dostępnych jest na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy.

Białorusini będą drugą największą grupą imigrantów zarobkowych w Polsce?

Już nie tylko Ukraińcy, ale również Białorusini chętnie odwiedzają Polskę. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że od maja do października br. Białorusini przekroczyli polską granicę 2,2 mln razy. Oznacza to wzrost o 20% w porównaniu rok do roku. Eksperci Personnel Service wskazują, że Białorusini coraz częściej ustawiają się w kolejce po pracę w Polsce. Nadal jednak odsetek firm, które ich zatrudniają jest niewielki. Z „Barometru Imigracji Zarobkowej” wynika, że Białorusinów znajdziemy w 4% polskich przedsiębiorstw.

Białorusini, podobnie jak Ukraińcy, mogą przyjeżdżać do Polski w ramach uproszczonej procedury zatrudniania. I jak wynika z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej coraz chętniej są rekrutowani. W pierwszym półroczu tego roku liczba oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy Białorusinom może nie była tak imponująca jak w przypadku Ukraińców – 24 tys., ale potroiła się w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Zakładam, że wzrostowy trend się utrzyma. Pracodawcy nadal chętniej będą sięgali po obywateli Ukrainy, ale rosnąca konkurencja między firmami, zachęca część przedsiębiorców do sięgania po kadrę również na inne rynki. Białorusini to naturalny wybór, bo podobnie jak Ukraińcy, są nam bliscy kulturowo – mówi Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service.

Zwiększony ruch na Białoruskiej granicy

Z danych GUS wynika, że od maja do października 2017 roku Białorusini przekroczyli polską granicę 2,2 mln razy. W tym samym czasie, Ukraińcy, którzy stanowią najliczniejszą grupę imigrantów zarobkowych w Polsce, wjeżdżali do Polski 5,5 mln razy. Warto jednak odnotować, że liczba przekroczeń granicy przez obywateli Białorusi w stosunku rok do roku wzrosła o 20%, podczas gdy w przypadku Ukraińców o 5%.

Obywatele obu krajów najchętniej odwiedzali Polskę w miesiącach wakacyjnych, kiedy liczba przekroczeń granicy była rekordowa. Tylko w lipcu i sierpniu Białorusini 813 tys. razy wjeżdżali do Polski, a Ukraińcy 1,9 mln razy.

Są co najmniej dwa powody, dla których Ukraińcy i Białorusini najczęściej przekraczają polską granicę w miesiącach wakacyjnych. Z jednej strony, to szczyt prac sezonowych, a wielu obywateli Białorusi czy Ukrainy przyjeżdża tu za pracą. Z drugiej strony, lipiec i sierpień to miesiące wakacyjne. Zapewne część z odwiedzających wybiera się do Polski na urlop, często odwiedzając mieszkających czy pracujących w Polsce znajomych lub rodzinę – mówi Krzysztof Inglot.

Czy firmy stawiają na Białorusinów?

Z przygotowanego przez Personnel Service „Barometru Imigracji Zarobkowej” wynika, że tylko 4% pracodawców zatrudnia obecnie Białorusinów. Odsetek ten jest dwukrotnie wyższy w największych przedsiębiorstwach, wśród których co dziesiąta zatrudnia obywateli Białorusi. Najczęściej pracują oni w branży usługowej (zadeklarowało tak 8% firm z tego sektora), natomiast w przedsiębiorstwach produkcyjnych ten odsetek wynosi 4%.

Białorusini, podobnie jak Ukraińcy, Gruzini, Mołdawianie, Rosjanie i Armeńczycy, mogą w Polsce pracować w ramach uproszczonej procedury zatrudniania. Nadal jednak rekrutowanie obywateli krajów innych niż Ukraina czy dużo mniej popularna Białoruś jest niszowe. Zatrudnienie Mołdawian deklaruje zaledwie 0,17% przedsiębiorstw, Gruzinów 0,08%, a Rosjan i Armeńczyków nie zatrudnia prawie żadna polska firma.

W perspektywie najbliższych kilku lat nie ma raczej możliwości, żeby obywatele jakiekolwiek innego kraju niż Ukraina zaczęli dominować na polskim rynku pracy. Można jednak zakładać, że udział m.in. Białorusinów będzie rósł. Będzie miała na to wpływ rosnąca konkurencja między firmami w zakresie pozyskiwania pracowników z Ukrainy, połączona z pogłębiającymi się deficytami kadrowymi – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Metodologia badania:

Dane prezentowane w raporcie „Barometr Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2017” zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Personnel Service S.A. przez instytut Kantar Millward Brown. Badanie zostało podzielone na dwie kategorie:

  • Pracodawców – badanie pracodawców zostało przeprowadzone metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych w ramach dedykowanego badania CATI Ad Hoc. Próbę pracodawców N=300 dobrano w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby N=300 to +/- 4,2%, a dla klas wielkości zatrudnienia N=100 +/- 10,2%. Wywiady z pracodawcami zostały zrealizowane w lipcu 2017 r.
  • Pracowników – badanie pracowników zostało przeprowadzone metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych w ramach badania syndykatowego CATIBUS. Badanie zrealizowano na 515 osobach, które dobrano z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków (18+ lat) N=1000. Próba bazowa odpowiadała strukturze populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania – dzięki losowo-kwotowemu doborowi badanych oraz ważeniu wyników. Dokładność wyników zależy od liczebności analizowanej grupy i odsetka odpowiedzi. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących N=515 to +/-4,4%. Wywiady z pracownikami zostały zrealizowane w lipcu 2017 roku.

Zaległości alimentacyjne Polaków wynoszą już 11,3 mld zł

Zaległości alimentacyjne Polaków wynoszą już 11,3 mld zł – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Rekordzista jest winny dzieciom prawie pół miliona złotych. Zadłużenie rośnie, jednak zdecydowanie wolniej niż w I połowie roku. To m.in. efekt zaostrzenia przepisów kodeksu karnego. Przeprowadzone na zlecenie BIG InfoMonitor badanie potwierdza, że osoby unikające płacenia zmieniają postępowanie głównie pod wpływem poprawy sytuacji materialnej oraz ze strachu przed wyrokiem sądowym. Co do tego czy zaostrzone prawo karne zmobilizuje dłużników alimentacyjnych zdania są podzielone. 37 proc. badanych uważa, że pomoże, 38 proc. uważa, że nie, a jedna czwarta jak na razie jeszcze nie wie co sądzić.

W porównaniu z poprzednim kwartałem, przyrost liczby dłużników alimentacyjnych wyhamował prawie we wszystkich regionach. W ciągu trzech miesięcy (od sierpnia do końca października) w sześciu województwach: łódzkim, warmińsko-mazurskim, małopolskim, podlaskim, pomorskim i opolskim, odnotowano wręcz nieznaczny spadek liczby dłużników alimentacyjnych. Choć i tak liczba osób niepłacących na dzieci wzrosła w tym okresie o 4 520 osób, zmiana jest jednak zauważalna, w poprzednich trzech miesiącach (maj-lipiec) przybyło 8 166 dłużników alimentacyjnych. Obecnie zaległości wzrosły o prawie 365 mln zł do 11 334 748 746 zł, podczas gdy poprzednim razem dług powiększył się o 485 mln zł.

Po zmianie art. 209 kodeksu karnego rodzic, który nie płaci na dziecko przez trzy miesiące może zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej. Wezwany przez prokuratora ma miesiąc na uregulowanie zaległości, jeśli tego nie zrobi sąd może go ukarać pozbawieniem wolności lub dozorem elektronicznym – mówi Sławomir Grzelczak prezes BIG InfoMonitor. – To spora zmiana, bo wcześniej, zanim 31 maja tego roku weszła w życie nowelizacja, kodeks mówił o karze pozbawienia wolności za uporczywe uchylanie się od płacenia świadczenia, ale określenie „uporczywe” było trudne do interpretacji i wielu dłużnikom alimentacyjnym unikanie płacenia uchodziło na sucho – dodaje prezes BIG InfoMonitor.

Jak wynika z ostatniego badania „Postawy Polaków wobec dłużników alimentacyjnych”* wykonanego przez Instytut ARC Rynek i Opinia na zlecenie BIG InfoMonitor jedna trzecia badanych zna dłużników alimentacyjnych, którzy zmienili swoją postawę i zaczęli płacić na dzieci. Główne powody, to znalezienie lepszej pracy (24 proc.) oraz poprawa sytuacji materialnej (18 proc.). Spore znaczenie dla przemiany ma także strach przed wyrokiem sądowym (21 proc.) czy komornikiem (9 proc.). Choć należy zaznaczyć, że po zmianie prawa do kary bezwzględnego pozbawienia wolności doszła też możliwość skazywania na dozór elektroniczny. Jak wynika z danych prokuratury Krajowej wpływ spraw o czyn z art. 209 kk po nowelizacji prawa gwałtownie wzrósł. Gdy przez pierwszych pięć miesięcy roku wpłynęło ponad 16,7 tys. spraw, po nowelizacji w ciągu czterech miesięcy było to prawie 20 tys. Dla porównania w całym 2016 r. wpłynęło 32 293 spraw.

– Z oceną tego czy nowe prawo rzeczywiście działa jak straszak i powoduje, że więcej rodziców jest skłonnych dobrowolnie zacząć łożyć na utrzymanie własnych dzieci, musimy jeszcze poczekać. Dochodzenia policyjne i sprawy karne trwają, a wielu dłużników ukrywa swoje miejsce zamieszkania, co wydłuża całe postępowanie. Wielu jeszcze zapewne nie odbyło rozmów „dyscyplinujących” z prokuratorem – mówi Katarzyna Tatar, wiceprezeska stowarzyszenia Alimenty to nie prezenty.

Badanie pokazuje także, że znaleźli się i tacy, którzy zaczęli płacić, bo ruszyło ich sumienie lub ulegli pozytywnemu wpływowi otoczenia. Jest ich jednak zdecydowanie mniej, odpowiednio 6 i 4 proc.Zaległości alimentacyjne Polaków

Respondenci są podzieleni co do tego czy nowe przepisy okażą się skuteczne. 37 proc. uważa, że pomogą wyeliminować długi alimentacyjne, a 38 proc., że nie. Co czwarty ankietowany jeszcze nie ma zdania.Zaległości alimentacyjne Polaków 2

Zatrudnienie alimenciarzy sposobem na niskie bezrobocie?

Według zdecydowanej większości Polaków należy wprowadzić obowiązek odpracowywania długów w pracach publicznych oraz monitorować aktywność zawodową dłużnika.Zaległości alimentacyjne Polaków 3

– Aktywizacja zawodowa dłużników alimentacyjnych, możliwość odpracowywania długów wobec Funduszu i dzieci nieotrzymujących alimentów z Funduszu, poprzez roboty publiczne, które mogą m.in. organizować gminy – to jest coś o co zabiegamy już od dłuższego czasu. Dopiero wtedy, kiedy zdrowy i zdolny do pracy dłużnik nie zechce podjąć zatrudnienia lub odpracować długu powinno wkraczać, już wtedy bezwzględnie, prawo karne – mówi Katarzyna Tatar.

Prawo skłaniające do zarejestrowania się dłużnika w urzędzie pracy i wykorzystaniu go do prac publicznych obowiązuje już dziś. Według ostatniego raportu Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej za 2015 r. mniej niż 18 tys. osób zostało zobowiązanych do zarejestrowania się w urzędzie pracy w 1,4 tys. przypadków pomogło to w ściągnięciu alimentów. Z kolei próba aktywizacji zawodowej podjęta została wobec 37 tys. osób i sprawdziła się u 3 tys. dłużników.

– Obecnie zastosowaniu tych regulacji sprzyja dodatkowo dobra koniunktura gospodarcza i brak ludzi do pracy. Należy sięgać po wszelkie możliwe sposoby dyscyplinowania dłużników m.in. po słabo wykorzystywaną konfiskatę prawa jazdy dłużników. Im szerszy zakres działań, tym większe szanse osiągnięcia efektu, bo każdą osobę może zmobilizować co innego – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Zaległości alimentacyjne Polaków 4

Wiek i płeć dłużników alimentacyjnych

Niezmiennie, najliczniejszą grupę niepłacących na swoje dzieci stanowią osoby między 35 a 44 rokiem życia i to zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet.Zaległości alimentacyjne Polaków 5

Średni dług alimentacyjny przypadający na osobę

Średnia wartość zobowiązania z tytułu niezapłaconych alimentów przypadająca na jednego dłużnika alimentacyjnego wynosi już 36 034 zł. Od sierpnia do października wzrosła o 651 zł. Zwiększyła się we wszystkich województwach. Najwyższe średnie zadłużenie, przekraczające średnią dla kraju, występuje w województwach: lubelskim, kujawsko-pomorskim oraz świętokrzyskim. Najniższe na Śląsku oraz w Lubuskiem.Zaległości alimentacyjne Polaków 6

Skala zadłużenia alimentacyjnego w miastach w Polsce

Niezmiennie, w porównaniu z poprzednim kwartałem, najwięcej dłużników alimentacyjnych zamieszkuje w Warszawie, Łodzi oraz Wrocławiu. Łódź, Białystok oraz Gdańsk, to miasta, gdzie liczba dłużników alimentacyjnych nieznacznie spadła. Z kolei największy przyrost odnotowano w Warszawie (o 777 osób) oraz w Poznaniu – o 312 osób. Łączna kwota zadłużenia największa jest w Łodzi, Warszawie i Bydgoszczy. Najmniejszą liczbą dłużników alimentacyjnych i ich łączną kwotą zadłużenia może pochwalić się Opole.Zaległości alimentacyjne Polaków 7

Rekordziści alimentacyjni na tle województw

W sumie ponad 6,4 mln zł wynoszą niespłacone zobowiązania wobec dzieci 16 osób reprezentujących niechlubny ranking wojewódzkich rekordzistów alimentacyjnych. Dług pierwszego na liście wynosi już prawie pół miliona złotych. Średnia zaległość każdego z nich waha się pomiędzy 400 a 300 tys. zł. W porównaniu z poprzednim kwartałem zmiany zaszły w województwie lubelskim, gdzie na miejsce 37-letniego ojca z długiem o wartości 398 tys. zł, wskoczył 50-letni mężczyzna z kwotą  ponad 405 tys. zł. Nowi rekordziści pojawili się także w regionie świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim.alimenty

Akcja BIG InfoMonitor „Odzyskuj alimenty”

W ramach akcji „Odzyskuj alimenty”, do BIG InfoMonitor zgłasza się coraz więcej osób zainteresowanych wpisem dłużników alimentacyjnych do rejestru za symboliczne 1 zł. Ostatnie dane mówią o 865 osobach, które skorzystały z tej możliwości. W sumie wpisały do BIG InfoMonitor długi na ponad 4,5 mln zł. Do tej pory udało im się odzyskać 309,4 tys. zł. Średnia wartość zgłaszanych w ramach akcji zobowiązań alimentacyjnych wynosi obecnie 29 949 zł.Zaległości alimentacyjne Polaków 9

Skarbiec TFI tworzy zespół odpowiedzialny za nową linię produktową

Agnieszka Łukawska
Agnieszka Łukawska

Skarbiec TFI, zgodnie z ogłoszoną strategią rozwoju, rozpoczyna przygotowania do wejścia w kolejny segment rynku produktów oszczędnościowych – długoterminowe programy emerytalne. Nowym obszarem działalności pokieruje Agnieszka Łukawska, twórczyni najdłużej funkcjonującego w Polsce pracowniczego programu emerytalnego, która 1 marca 2018 roku dołączy do zespołu Towarzystwa i obejmie stanowisko Dyrektora ds. programów emerytalnych.

Plan wzrostu Skarbiec TFI do 2020 roku zakłada podwojenie wartości aktywów w funduszach skierowanych do szerokiego grona inwestorów, rozbudowę oferty produktowej, a także zwiększenie liczby kanałów dotarcia do klientów. Towarzystwo, realizując przyjętą strategię rozwoju, rozbudowuje struktury sprzedażowe, zarówno w obszarze sieci agencyjnej, jak również wykorzystania potencjału klientów instytucjonalnych, poszukujący alternatywnych rozwiązań inwestycyjnych wobec lokat bankowych. Kolejnym obszarem rynku, w którym Skarbiec TFI chce zintensyfikować swoją obecność, jest segment długoterminowych produktów oszczędnościowych.

– Z punktu widzenia zachodzących zmian demograficznych, rosnącej świadomości społeczeństwa w zakresie oszczędzania na emeryturę oraz planów Rządu dotyczących powstania Pracowniczych Planów Kapitałowych, grupowe programy emerytalne będą znakomitym uzupełnieniem naszej oferty produktów oszczędnościowych – mówi Ewa Radkowska-Świętoń, prezes zarządu Skarbiec TFI.

Utworzeniem i rozwojem obszaru długoterminowych programów emerytalnych w Skarbiec TFI zajmie się Agnieszka Łukawska, która posiada 25 letnie doświadczenie w obszarze ubezpieczeń i funduszy inwestycyjnych. Przez pierwsze lata aktywności zawodowej związana z towarzystwami ubezpieczeniowymi, a od ponad 19 lat w Legg Mason TFI S.A., obecnie Esaliens TFI S.A., jednym z trzech głównych graczy w segmencie grupowych programów emerytalnych oferowanych przez TFI. Agnieszka Łukawska posiada doświadczenie we wszystkich fazach tworzenia programów emerytalnych, począwszy od etapu koncepcji, przez implementację, aż po bieżące utrzymywanie planów i programów emerytalnych, współpracując przy tym z przedstawicielami pracodawców, strony społecznej, Komisji Nadzoru Finansowego i kancelariami prawnymi. Jest absolwentką wydziału Finansów i Statystyki na SGPiS oraz studiów doktoranckich z zakresu ubezpieczeń i funduszy emerytalnych w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym SGH.

– Produkty emerytalne, PPE, IKE, IKZE czy PPK mają stanowić ważną pozycję w naszej ofercie rozwiązań oszczędnościowych, dlatego tworzenie i rozwój tego segmentu naszej działalności powierzyliśmy osobie z bardzo dużym doświadczeniem w tym obszarze. Agnieszka Łukawska jest uznaną na rynku ekspertką, doskonale znającą zarówno specyfikę tych rozwiązań, jak i ich otoczenie prawne i instytucjonalne. W naszej ocenie, taka specjalistka w zespole Skarbiec TFI jest gwarancją, że nasza oferta produktów emerytalnych będzie wyróżniała się na rynku, nie tylko sprawnością regulowania procedur związanych z uruchamianiem programów emerytalnych, ale i optymalnym dopasowaniem polityk inwestycyjnych funduszy objętych programami emerytalnymi do preferencji podmiotów zainteresowanych ich tworzeniem – mówi Jacek Janiuk, członek zarządu Skarbiec TFI odpowiedzialny za rozwój produktów oraz sprzedaż. – Naszą ambicją jest wejście do czołówki instytucji finansowych działających na rynku grupowych i indywidualnych rozwiązań emerytalnych, co wydaje się być jak najbardziej realne w perspektywie najbliższych kilku lat. – dodaje Jacek Janiuk.

Długoterminowe programy emerytalne uzupełnią ofertę Skarbiec TFI w obszarze rozwiązań oszczędnościowo-emerytalnych, która obecnie składa się z czterech produktów: Planu Systematycznego Oszczędzania, koncentrującego się na regularnym inwestowaniu środków w jednostki uczestnictwa Skarbiec FIO, Planu Skarbiec Rentier, skierowanego do klientów inwestujących znaczny kapitał, pozwalający na wypłacanie wypracowanych zysków, Indywidualnego Konta Emerytalnego – Skarbiec jako III filaru w polskim systemie emerytalnym oraz Skarbiec Programu Emerytalnego, łączącego zalety trzech produktów oszczędnościowych w jeden Program: Indywidualnego Konta Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE), Indywidualnego Konta Emerytalnego (IKE) oraz Planu Systematycznego Oszczędzania (PSO).

Inflacja w celu (nie na długo)

  • Listopadowy odczyt inflacji w Wielkiej Brytanii może przynieść jej stabilizację na poziomie 3,0% r/r, umożliwiając BoE utrzymanie stóp procentowych na stabilnym poziomie na czwartkowym posiedzeniu. Według projekcji banku, po osiągnięciu szczytu w 4q17 inflacja CPI powinna w 2018r spadać ze względu na koniec wpływu słabego funta na ceny energii.
  • Komponent ZEW dotyczący oczekiwań pozostanie prawdopodobnie na niskich poziomach, wskazując na obawy niemieckich inwestorów co do trwałości ożywienia, którym sprzyjać może brak rozstrzygnięć politycznych.
  • Struktura wczorajszego odczytu inflacji wskazuje na wzrost inflacji bazowej do 0,9% r/r w listopadzie z 0,8% r/r miesiąc wcześniej.

Przegląd wydarzeń:

Inflacja w celu (nie na długo)

Inflacja CPI wzrosła w listopadzie do 2,5% r/r (PKO: 2,4% r/r; konsensus: 2,4% r/r) z 2,1% r/r w październiku, a ostateczne dane potwierdziły szacunek flash. Tym samym inflacja osiągnęła cel NBP po raz pierwszy od pięciu lat.

Główną przyczyną wzrostu inflacji było listopadowe przyspieszenie dynamiki cen paliw wywołane przez odbicie cen ropy naftowej (spekulacje przed decyzją OPEC z końca listopada, konflikt w irackim Kurdystanie oraz sytuacja geopolityczna na Półwyspie Arabskim).

Kolejny miesiąc drożała żywność i napoje bezalkoholowe, których dynamika przyspieszyła do 6,0% r/r z 5,4% r/r w październiku i była najwyższa od maja 2011 roku. Rosnące ceny odnotowano niemal we wszystkich kategoriach (uwagę zwraca 30% m/m dynamika cen jaj; spadały zaś ceny cukru i owoców). W najbliższych miesiącach ceny żywności będą prawdopodobnie nadal pozostawały na wysokich poziomach, niemniej z uwagi na silne efekty wysokiej bazy (wysokie wzrosty cen żywności na przełomie ubiegłego roku spowodowane czynnikami pogodowymi na południu Europy) ich dynamika zacznie wyhamowywać począwszy od grudnia stanowiąc (obok spadku dynamiki cen paliw) główny czynnik stojący za spadkiem inflacji na przełomie roku. Nieznacznie przyspieszyła dynamika cen energii, przy czym wzrost cen opału był najsilniejszy od grudnia 2011 r.

Inflacja usług spadła do 2,5% z 2,7% w październiku, podczas gdy dynamika cen towarów wzrosła do 2,5% r/r z 2,0% r/r w październiku. Szacujemy, że inflacja bazowa przyspieszyła w listopadzie do 0,9% r/r z 0,8% r/r.

Prognozujemy, że inflacja CPI wyhamuje w grudniu w okolice 2,1% r/r i utrzyma się na podobnym (lub nieco niższym poziomie aż do lutego), aby później rozpocząć silny trend wzrostowy (do ok. 2,9-3,0% r/r w czerwcu 2018 r.), którego ważnym silnikiem będzie inflacja bazowa.

inflacja CPI

Wciąż spodziewamy się pierwszej podwyżki stóp procentowych NBP pod koniec 2018r., nie wykluczając wcześniejszych wniosków o podwyżki stóp (i intensyfikacji dyskusji w RPP) w obliczu wzrostu dynamiki cen konsumenckich, w tym w kategoriach bazowych.

R. Sura (RPP) powiedział, że „jeżeli marcowa projekcja inflacji będzie wskazywać na niekorzystne tendencje inflacyjne, to w drugiej połowie 2018 r. możliwa jest dyskusja nad zmianą nastawienia w polityce pieniężnej”. Do zmiany nastawienia skłoniłoby go trwałe utrzymywanie się inflacji powyżej celu w nowej projekcji NBP. Tym samym, R. Sura jest kolejnym członkiem Rady, który w obliczu ostatnich mocnych danych z gospodarki nie wyklucza zacieśnienia polityki pieniężnej w 2018 r.

Zgodnie z oczekiwaniami czeska inflacja wyhamowała w listopadzie do 2,6% r/r z 2,9% r/r w paź., do czego przyczyniły się głównie efekty wysokiej bazy cen żywności. Ceny jajek wzrosły o 37,8% m/m, na co (podobnie jak w przypadku Polski) miał wpływ silniejszy popyt z zagranicy związany ze skażeniem jaj w Europie Zachodniej fipronilem. Czeska inflacja powinna w najbliższych miesiącach kontynuować spowolnienie w związku z efektami wysokiej bazy cen paliw i żywności. Umożliwi to bankowi centralnemu pozostawienie stóp na niezmienionym poziomie (0,50%) po listopadowej podwyżce (najbliższe posiedzenie 21 grudnia).

Dane GUS o handlu zagranicznym w październiku wskazują na ryzyko w dół dla prognoz salda na rachunku obrotów bieżących (PKO: 274 mln EUR, konsensus: 188 mln EUR, publikacja w czwartek).

Dług publiczny (ESA2010) obniżył się po 3q17 do 52,0% PKB (wobec 53,2%PKB po 2q17).

Źródło: PKO Bank Polski

Złoty czeka na Fed, na EURPLN oscylując w okolicach 4,20

Nadchodzące posiedzenie Fed i aukcja zamiany będą ciążyć wycenie obligacji skarbowych. Złoty czeka na Fed, na EURPLN oscylując w okolicach 4,20.

Rynek stopy procentowej

Na krajowym rynku stopy procentowej początek tygodnia przyniósł dosyć silne umocnienie notowań długoterminowych obligacji skarbowych. W efekcie doszło do dalszego wypłaszczenia się krzywej. Aktualnie spread 2Y10Y na rynku polskich obligacji skarbowych spadł już w okolice 155 pb. podczas, gdy jeszcze niedawno przekraczał 180 pb. Widać, że cały czas stabilizację na krótkim końcu krzywej podtrzymują obawy przed potencjalnymi podwyżkami stóp procentowych w 2018 r. w Polsce. Z drugiej strony długoterminowe obligacje zyskują przede wszystkim dzięki utrzymującemu się popytowi na obligacji na globalnym rynku długu (m.in. dzięki EBC). Tym razem w poniedziałek popyt na obligacje krótkoterminowo pobudził wzrost awersji do ryzyka po informacji o zamachu terrorystycznym w Nowym Jorku.

W kraju druga publikacja danych nt. inflacji w listopadzie nie przyniosła istotniejszych zmian notowań, niemniej mogła powstrzymywać inwestorów przed kupowaniem krótkoterminowych papierów skarbowych. Jak podał GUS, zgodnie ze wstępnym odczytem, ceny konsumpcyjne w Polsce wzrosły w listopadzie o 2,5% r/r. Chociaż generalnie dane były neutralne dla rynku, to jednak struktura zmian cen sugeruje, że inflacja bazowa po wyłączeniu cen żywności i energii powinna przyspieszyć w okolice 0,9% r/r wobec 0,8% w październiku. Lekki wzrost inflacji bazowej będzie negatywną informacją dla rynku (dane zostaną opublikowane przez NBP we wtorek). Trudno jednak oczekiwać silniejszej zmiany notowań w sytuacji, gdy cały czas nominalne odczyty pozostają wyraźnie poniżej dolnego ograniczenia odchylenia od celu inflacyjnego NBP (1,5%), sugerując brak fundamentalnej presji inflacyjnej. Jest to o tyle ciekawe, że systematycznie rośnie z kolei presja płacowa w sektorze przedsiębiorstw, w niektórych sektorach przekraczając nawet poziomy dwucyfrowe.

W najbliższych dniach głównym wydarzeniem będzie rozpoczynające się we wtorek dwudniowe posiedzenie Fed. Scenariuszem bazowym pozostaje podwyżka stóp procentowych o 25 pb. Zakładając, że wzrost awersji do ryzyka był jedynie krótkoterminowy (na co może wskazywać chociażby reakcja amerykańskich giełd), to decyzja FOMC i konferencja prasowa banku centralnego powinny mieć negatywny wpływ na wyceny obligacji skarbowych w perspektywie najbliższych tygodni.

Na koniec tygodnia (15 grudnia) Ministerstwo Finansów zorganizuje jeszcze aukcję zamiany, na której oferowane będą papiery serii OK0720, WZ1122, PS0123, DS0727 i WZ0528, a odkupowane będą WZ0118, PS0418, PS0718 i OK1018. Prawdopodobnie dużym zainteresowaniem będą cieszyć się papiery OK0720 ze względu stosunkowe wysokie rentowności bliskie 1,87%. Warto w tym kontekście zwrócić uwagę, że papiery o krótszych terminach wykupu niż PS0420 notowane są już poniżej 1,65%, w tym większość nawet poniżej stopy referencyjnej NBP. To wyraźnie pokazuje, że część instytucji finansowych zgłasza wysoki popyt na najkrótsze papiery wzmacniając ich wyceny (w ich przypadku ryzyko negatywnego wpływu ze strony wzrostu stóp procentowych jest mniejsze).

Rynek stopy procentowejAutor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

Poniedziałek na krajowym rynku walutowym rozpoczął się lekkim osłabieniem złotego (do 4,206), przy jednocześnie dalej utrzymującym się dolarze do euro w okolicach 1,18. Listopadowe dane z rynku pracy w USA wskazały na wyższy od oczekiwań wzrost liczby etatów poza rolnictwem w USA, ale również na wciąż umiarkowany wzrost wynagrodzeń. W ub. miesiącu średnie wynagrodzenie wzrosło o 2,5% r/r wobec 2,3% w październiku (w ujęciu miesięcznym wzrost wyniósł 0,2%, czyli nieco poniżej oczekiwanego wzrostu na poziomie 0,3% m/m). Rynek spodziewa się podwyżki stóp na kończącym się w środę posiedzeniu Fed oraz dwóch lub trzech podwyżek w 2018 roku. Perspektywy te pogarsza jednak wciąż niska dynamika płac oraz inflacja. Jak pokazują dane amerykańska gospodarka jest bliska stanu pełnego zatrudnienia (bezrobocie na poziomie 4,1% jest najniższe od 17 lat), co powoduje, że rosną oczekiwania na wyższy wzrost dynamiki wynagrodzeń, czyli jedną z kluczowych składowych dla prognoz inflacji. Tymczasem płace nie rosną tak jak by tego oczekiwali ekonomiści, co powoduje, że jastrzębi wydźwięk Fed traci nieco na blasku. Nie zmienia to faktu, że środowe posiedzenie FOMC zakończy się zapewne trzecią w tym roku podwyżką stóp procentowych o 25 pb., ale ten ruch jest od dawna już przez rynek oczekiwany. Można więc spodziewać się, że dla dolara ważniejszy okaże się fragment komunikatu dot. skali podwyżek stóp w 2018 roku. Jeśli Fed potwierdzi trzy możliwe ruchy stóp w górę, dolar powinien wyraźnie zacząć zyskiwać wobec euro.

W tym tygodniu nie tylko obradować będzie Fed, ale posiedzenie decyzyjne zaplanowane ma również EBC. Tu jednak nie należy oczekiwać zmian parametry polityki pieniężnej. Podczas konferencji prasowej z udziałem prezesa M. Draghi’ego mogą zostać poruszone kwestie dotyczące perspektyw polityki pieniężnej, w tym szczegóły dot. prowadzonego programu luzowania ilościowego lub potencjalne zmiany w forward guidance.  Rynki będą zapewne w przekazie EBC doszukiwać się argumentów przemawiających za zakończeniem programu QE we wrześniu 2018 roku. Czwartkowemu posiedzeniu będzie towarzyszyła publikacja najnowszych prognoz.

Wyższy dolar oznaczać będzie słabszego złotego, któremu dodatkowo ciąży gołębia RPP, dla której bieżące mocne dane gospodarcze nadal nie są argumentami przemawiającymi za odejściem od twardej gołębiej postawy. Wręcz przeciwnie, w ocenie prezesa Adama Glapińskiego to właśnie bieżące odczyty m.in. pokazujące wciąż niską inflację bazową, malejącą presję płacową oraz spadającą dynamikę jednostkowych kosztów pracy, nie poddają w wątpliwość zakładanego przez niego scenariusza utrzymania stóp NBP bez zmian do końca 2018 roku. Pod koniec tygodnia kurs EURPLN powinien więc zbliżać się do poziomu 4,23 przy EURUSD notowanym poniżej 1,18. Tymczasem, w poniedziałek GUS potwierdził wstępny szacunek listopadowej inflacji CPI na poziomie 2,5% r/r, we wtorek NBP opublikuje zaś inflację bazową CPI. Potwierdziło się, że osiągnięcie celu inflacyjnego NBP było możliwe przede wszystkim dzięki przyspieszeniu dynamiki cen paliw wywołanego przez odbicie cen ropy naftowej i wysokim kosztom utrzymania mieszkania (drożejący opał) oraz częściowo również dalszemu wzrostowi cen żywności.

Tymczasem we wtorek w centrum uwagi rynków znajdzie się indeks ZEW mierzący nastroje niemieckich analityków finansowych. Rynek oczekuje spadku do 18 pkt w grudniu z 18,7 miesiąc wcześniej, zakładając, że nastroje niemieckich inwestorów pozostają w stanie umiarkowanego optymizmu. Tymczasem niemiecka giełda jest już rozgrzana do czerwoności. Indeks DAX przez ostatnie 12 miesięcy zyskał blisko 25%, na przełomie października i listopada zbliża się do poziomu powyżej 13.500 pkt. Hossa na parkiecie we Frankfurcie podobnie jak na Wall Street trwa od marca 2009 roku. I podobnie jak w Nowym Jorku także u naszych zachodnich sąsiadów wyceny akcji nie należą do niskich. Trudno więc oczekiwać znacznego pogorszenia nastrojów wśród niemieckich konsumentów. Nie zmienia to faktu, że pozostając pod wpływem oczekiwań na jastrzębi Fed nawet wyższy od oczekiwanego ZEW może niewiele pomóc wspólnej walucie.

indeks DAXAutor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Zmienność na giełdach najniższa od kryzysu

  • Akcje pozostają najatrakcyjniejszą klasą aktywów. Krótkoterminowo silniejsze powinny być giełdy na rynkach rozwiniętych.
  • Po zakończeniu korekty spadkowej na indeksie MSCI Emerging Markets, lepsze perspektywy mają rynki wschodzące. Przemawiają za tym wyższe prognozowane zyski spółek oraz atrakcyjniejsze wyceny.
  • Najniższa od czasu kryzysu finansowego zmienność na światowych giełdach sugeruje, by przy inwestowaniu w akcje zachować większą ostrożność.
UI TFI - Michał Milewski
UI TFI – Michał Milewski

Indeks MSCI ACWI, który odzwierciedla koniunkturę na światowych giełdach, zyskał w tym roku już ponad 20%. Także w perspektywie miesiąca jest na delikatnym plusie. To zasługa rynków rozwiniętych, ponieważ na wielu rynkach wschodzących wciąż trwa zasłużona korekta spadkowa. Przypomnę, że do końca listopada indeks MSCI Emerging Markets wzrósł o 30%, co na tle poprzednich lat jest świetnym wynikiem.

Przy nieco głębszej analizie źródła globalnego wzrostu cen akcji zauważymy, że indeksy giełdowe w USA są obecnie wyraźnie mocniejsze niż europejskie. Ma to związek z ostatnimi wynikami finansowymi zaraportowanymi przez spółki.

W III kwartale 2017 r. w USA aż trzy czwarte spółek wypracowało zyski wyższe od oczekiwań analityków. Zdecydowanie na plus wyróżnił się amerykański sektor IT, który ma silną reprezentację w indeksie NASDAQ Composite. W Europie tylko połowa spółek zdołała pobić konsensusy. Druga połowa, niestety, zawiodła inwestorów.

Niska zmienność na giełdach nakazuje ostrożność

Niezmiennie uważamy, że w tym momencie cyklu gospodarczego akcje, jako klasa aktywów, mają największy potencjał. Poczyniliśmy jednak kilka obserwacji.

Po pierwsze, hossa na świecie jest już w dojrzałym stadium. Spółki wzrostowe (growth), choćby wspomniane podmioty z branży IT, mają za sobą bardzo solidne wzrosty. Ponadto w przypadku USA weszliśmy już w fazę, w której wyceny spółek nie wynikają bezpośrednio z fundamentów i są nieproporcjonalnie wysokie w stosunku do osiąganych przez spółki zysków.

W związku z powyższym, coraz bardziej racjonalnym wyborem inwestycyjnym stają się spółki o charakterze wartościowym (value) wypłacające dywidendę, np. banki.

Po drugie, rośnie zróżnicowanie pomiędzy poszczególnymi rynkami akcji. To tworzy środowisko, w którym coraz większy wpływ na końcową wartość inwestycji w przypadku globalnych funduszy typu absolutnej stopy zwrotu czy asset allocation będzie miała selekcja. W ramach krajów, sektorów i samych spółek.

Po trzecie, zmienność na globalnych rynkach akcji jest obecnie najniższa od czasu ostatniego kryzysu finansowego. Na bardzo wysokich poziomach kształtuje się też liczba inwestorów grających na dalszy spadek indeksu zmienności VIX.

Ten „spokój” sam w sobie nie oznacza, że tuż za rogiem czai się krach. Nakazuje natomiast większą niż dotąd ostrożność przy inwestowaniu w akcje.

Przed exposé nowego premiera

W poniedziałek amerykański dolar ograniczał swoje wcześniejsze straty w oczekiwaniu inwestorów na posiedzenie Rezerwy Federalnej. Analitycy są zdania, że w środę Federalny Komitet Otwartego Rynku podniesie stopy procentowe o 25 punktów bazowych. To byłaby trzecia podwyżka stóp w tym roku. Z kolei w czwartek Europejski Bank Centralny i Bank Anglii mają ogłosić swoje decyzje dotyczące polityki monetarnej. Choć nie oczekuje się żadnych zmian, rynki będą doszukiwać się sygnałów na temat przewidywania inflacji i stanu gospodarki. W Polsce nie było większych ruchów na złotówce w związku ze zmianą premiera, a dzisiaj rynki będą śledzić exposé nowego szefa rządu.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do dolara australijskiego (-0,19%) i japońskiego jena (-0,02%), a zyskuje do euro (+0,03%), brytyjskiego funta (+0,6%) oraz dolara kanadyjskiego (+0,06%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,178, GBP/USD – 1,335, USD/CAD – 1,284, AUD/USD – 0,754 i USD/JPY – 113,4. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,1%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,5, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,883. Złotówka zyskuje do funta, a traci do innych głównych walut. We wtorek rano dolar kosztuje 3,57 zł, euro – 4,2 zł, funt – 4,76 zł, a frank szwajcarski – 3,6 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego. W poniedziałek w Europie londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,8%, frankfurcki indeks DAX i paryski indeks CAC 40 spadły po 0,23%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,32%, meksykański indeks Bolsa – 0,27%, a brazylijski indeks Bovespa – 0,09%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei obniżył się o 0,32%, chiński indeks Shanghai Composite – o 1,25%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 0,63%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej rosną kolejny dzień z rzędu. W poniedziałek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 64,69 USD (+1,99%), a ropy WTI – 57,99 USD (+1,09%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca podniosła się o 1 USD do 66 USD. Z kolei ceny złota idą w dół. We wtorek rano uncję metalu rynek wycenia na 1245 USD. To 5 USD mniej (-0,4%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Rumunia – Inflacja CPI (r/r), listopad – 3,2% (prognoza 2,95%)
  • 9:00 – Słowacja – Produkcja przemysłowa (r/r), październik 5,4% (prognoza 5,1%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Inflacja PPI (r/r), listopad (prognoza 3%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Inflacja CPI (r/r), listopad (prognoza 3%)
  • 11:00 – Niemcy – Indeks instytutu ZEW, grudzień (prognoza 18 pkt.)
  • 14:00 – Polska – Inflacja bez cen żywności i energii (r/r), listopad (prognoza 0,9%)
  • 14:30 – USA – Inflacja PPI (r/r), listopad (prognoza 2,9%)
  • 20:00 – Strefa euro – Wystąpienie szefa EBC
  • 23:15 – Australia – Wystąpienie szefa RBA

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Pracownik już nie oszuka swojego szefa. Beacony znajdą go wszędzie, nawet… w toalecie

Zdaniem ekspertów, w ciągu 3-5 najbliższych lat beacony mogą stać się powszechnym narzędziem nadzoru w polskich firmach. Znajdą zastosowanie w biurowcach, sklepach i fabrykach. Pozwolą bez trudu zlokalizować konkretnego pracownika w danym obiekcie. Będą mierzyły stopień aktywności personelu, np. lekarzy na dyżurach. Zebrane informacje posłużą pracodawcom do lepszego tworzenia planów optymalizacji kosztów związanych z zatrudnianiem. W pewnym sensie urządzenia będą im podpowiadać, kogo zwolnić, a komu dać upomnienie. Wskażą także, czyja obecność w przedsiębiorstwie jest kompletnie nieefektywna lub za mało produktywna. Zarejestrują więcej, niż kamery. Z kolei, pracownicy zyskają narzędzie, które zapewni im potencjalne dowody, m.in. w kwestii przepracowanych nadgodzin.

Jak przewiduje Fabian Pietras z międzynarodowej firmy rekrutacyjnej Antal, beacony to technologia przyszłości, która może sprawdzić się w każdej gałęzi gospodarki. Najszybciej należy spodziewać się wprowadzenia ich w dużych firmach z sektorów handlu, logistyki i produkcji. Wynika to z prostego faktu – w przedsiębiorstwach, w których zatrudnia się wiele osób, najtrudniej kontrolować rzeczywisty czas pracy. Beacony to ułatwią. Nadajniki, uruchamiane na aplikacji mobilnej w smartfonach z technologią Bluetooth, zapewnią dokładniejszy i szybszy pomiar, m.in. wskazując konkretną godzinę wejścia do firmy i wyjścia z niej. Aplikacja w ciągu dnia na bieżąco zliczy czas pracy danej osoby, spędzony na wykonywaniu określonych czynności, np. przy taśmie produkcyjnej czy na kasie. Wiadomo będzie też, o której dokładnie godzinie pracownik wykonał obchód po magazynie, czy ile razy przejechał wózkiem widłowym po hali. Zostaną zarejestrowane wszystkie jego ścieżki, przebyte na terenie zakładu pracy.

– Warto posłużyć się przykładem służby zdrowia. Dzięki beaconom, będzie można mierzyć faktyczną aktywność personelu medycznego. Dyrektor szpitala będzie wiedział, czy podczas nocnego dyżuru lekarz zaglądał do pacjentów, czy cały czas był w swojej dyżurce, a może opuścił placówkę na krótko. Nadajniki umożliwią też zlokalizowanie specjalisty, np. urologa na bloku operacyjnym w momencie, gdy będzie go szukał internista ze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. W innym przypadku, mogą one pomóc znaleźć konkretny sprzęt medyczny w jednej z kilku sal do ćwiczeń. Warunkiem tego będzie umiejscowiony na urządzeniu beacon – mówi Krzysztof Łuczak, Prezes Zarządu firmy technologicznej Proxi.cloud.

Tymczasem adwokat Bartłomiej Raczkowski, Partner w Kancelarii Raczkowski Paruch, podkreśla, że wymaganie od pracownika uruchomienia w telefonie aplikacji, współpracującej z beaconami, powinno być ściśle uzasadnione. Zgodnie z obecnymi przepisami, jak również z tymi, które zaczną obowiązywać w maju 2018 roku, wkraczanie w prywatność zatrudnionego musi być proporcjonalne do zamierzonego celu. Jeżeli jest on osiągalny w inny sposób, to wybór środków ingerujących w życie człowieka w wyższym stopniu nie będzie zgodny z prawem, a więc, jak zaznacza ekspert, w każdym przypadku pracodawca będzie musiał ocenić, czy aplikacja nie stanowi nadmiernej inwazji w prywatność pracownika.

– Oczywiście konieczna będzie pisemna zgoda zatrudnionego na poddawanie go kontroli. Może być ujęta np. jako jeden z punktów umowy z pracodawcą. Natomiast istotne jest to, że w przeciwieństwie do technologii geolokalizacyjnej, infrastruktura beaconowa rejestruje zdarzenia wyłącznie w odległości od 2 do 90 m od nadajnika. Oznacza to, że fizycznie pracownik nie może być obserwowany przez 24 godziny na dobę, chyba że np. mieszkałby i pracowałby w tym samym budynku. I w takim przypadku faktycznie mogłoby to naruszać jego prywatność – wyjaśnia Krzysztof Łuczak.

Jeżeli w konkretnym miejscu pracy uznamy beacony i samą aplikację „śledzącą” za dopuszczalne rozwiązanie, to według mec. Raczkowskiego, za odmowę ich stosowania będzie można dyscyplinować pracowników, w tym zwalniać ich. Wówczas dane, uzyskane z tego systemu, również będą mogły służyć do analizy, a następnie podejmowania ewentualnych decyzji dyscyplinarnych.

– W moim przekonaniu, wprowadzenie beaconów do kontroli i pomiaru czasu pracy przyniesie korzyści nie tylko firmom, ale też samym pracownikom. Nadajniki będą automatycznie sumowały i zapisywały w systemie przepracowane nadgodziny, co oczywiście ułatwi rozliczenie ich z pracodawcą. Jeżeli dany projekt okaże się sukcesem, to osoba, która pracowała nad nim najdłużej, będzie mogła dostać premię. To narzędzie wskaże przełożonym najbardziej pracowitych ludzi w zespołach, najmocniej skupionych na swoich obowiązkach i najmniej zabiegających o własną popularność – wymienia ekspert z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Beaconami najpierw zainteresują się duże firmy, bo ta technologia może znacząco rozładować kolejki przy przechodzeniu przez bramki w biurowcach czy fabrykach. Fabian Pietras podaje przykład zakładów produkcyjnych, do których codziennie na tę samą godzinę przychodzą do pracy tysiące osób. Obecnie wszyscy czekają w kolejce, aby zarejestrować swoją obecność. Gdyby natomiast wprowadzić beacony, mogliby bez większego trudu wejść na teren obiektu, bez konieczności przykładania karty do czytnika. Podobnie byłoby w sytuacji opuszczania budynku. Przygotowana w ten sposób infrastruktura miałaby szansę wygenerować dużą oszczędność czasu dla pracowników. Ponadto nie musieliby oni podpisywać list obecności i dodatkowo dokumentować wykonanych zadań.

– Po wprowadzeniu oprogramowania do służbowej komórki monitoring będzie działał automatycznie, z pominięciem jakiejkolwiek aktywności ze strony pracownika. Czas pracy na danym obszarze będzie automatycznie zapisywany w tzw. chmurach. Informacje na ten temat będą na bieżąco dostępne dla szefów, mających stały dostęp do Internetu. Warto dodać, że rozwiązania chmurowe są bezpieczne i powszechnie wykorzystywane m.in. w zespołach współpracujących ze sobą na odległość. W ich przypadku szczególnie sprawdzą się nadajniki. Przełożeni nie widzą bowiem, co fizycznie robią ich podwładni. Ale dzięki beaconom zyskają pewność w tym względzie – przekonuje Łuczak.

Według eksperta z firmy rekrutacyjnej Antal, pracownicy nie powinni obawiać się wprowadzenia beaconów. Ich główną rolą nie jest kontrola czasu pracy, a jego rzetelna analiza. Aplikacja może np. sugerować, kiedy należy zrobić przerwę od intensywnego wysiłku w pracy. Pracodawca natomiast otrzyma konkretną informację dotyczącą tego, o której godzinie dana osoba przychodzi do firmy i z niej wychodzi, ile czasu poświęca na wykonywanie określonej czynności czy jak długo trwa praca nad specyficznym projektem. Stąd nie ma raczej większych niebezpieczeństw związanych z wprowadzeniem beaconów, zarówno po stronie pracodawców, jak i pracowników.

– Beacony stanowią uzupełnienie systemu monitoringu w postaci kamer. Są od nich tańsze w instalacji, dlatego część pracodawców już się nimi interesuje. Dotyczy to przedsiębiorców otwartych na innowacje. Koszt inwestycji zależy od ilości punktów wyznaczonych do obserwacji. Nadajniki sięgają dalej, niż kamery. Zbierają też dokładniejsze dane, np. związane z przemieszczaniem się ekipy sprzątającej. Niektóre miejsca w biurowcach, m.in. toalety, nie mogą być filmowane. Beacony rozwiążą ten problem. Pracodawcy nie będą zastanawiać się już nad tym, gdzie są jego pracownicy. Ci z kolei nie będą musieli podpisywać kartek umieszczanych zwykle na drzwiach łazienek – dodaje Krzysztof Łuczak.

Należy jednak zaznaczyć, że pracodawcy w Polsce jeszcze nie oswoili się z technologią beaconów. Fabian Pietras wskazuje, że może się to zmienić w perspektywie najbliższych 3 lat, kiedy to duże koncerny zaczną inwestować w tego typu urządzenia. Jeżeli okaże się, że to rozwiązanie przynosi korzyści, w ciągu kolejnych 2 lat do tego trendu dołączą następne przedsiębiorstwa, również mniejsze. Wszystko jest kwestią czasu. Jeszcze niedawno pracownicy sceptycznie podchodzili do systemów CCTV, czyli monitorowania kamerami w miejscu pracy. Obawiali się, że każdy ich ruch będzie oceniany, ale ostatecznie szybko przeszli nad tym do porządku dziennego. Zastosowanie tego sprzętu wpłynęło na zmniejszenie ilości kradzieży, np. materiałów budowlanych z magazynów przez nieuczciwych pracowników. Właściciele firm mogli też skutecznie eliminować na bieżąco zaobserwowane błędy.

– Dzięki tego typu rozwiązaniu, ludzie stale kontrolowani w pracy staną się bardziej efektywni. Będzie to dotyczyło zarówno pracowników fizycznych, m.in. na budowach, jak i osób pracujących umysłowo, choćby w dużych bankach. Wszak powszechnym problemem polskich firm jest niska wydajność. Natomiast we współczesnym zarządzaniu liczy się optymalizacja kosztów i umiejętne wykorzystywanie posiadanych zasobów. W wielu przypadkach okaże się, że obowiązki, które do tej pory należały do trzech osób, może teraz wykonywać tylko jedna z nich – stwierdza Prezes Łuczak.

Ekspert z firmy Antal wskazuje, że technologia beaconów ma szansę przynieść firmom wiele korzyści. Poza rejestrowaniem ludzkiej pracy, nadajniki w niektórych fabrykach podniosą poziom bezpieczeństwa. Dla przykładu, człowiek idąc zakładem produkcyjnym, może wejść w nieznany mu wcześniej obszar zagrożenia. Wówczas aplikacja da mu wyraźny sygnał do tego, że powinien niezwłocznie opuścić daną strefę.

– Oczywiście istnieją również zagrożenia związane z wdrożeniem tego rozwiązania. Jednym z nich może być uprzedmiotowienie pracowników. Oznaczałoby to ograniczenie oceny ich pracy tylko do pomiarów wykonanych ścieżek. Problemem dla zatrudnionych i pracodawców może też okazać się zawodność systemu. Winni temu mogą być jednak sami ludzie, którzy będą zapominać o nierozstawaniu się z telefonami w pracy. Niektórzy na pewno będą próbować oszukiwać swoich szefów i specjalnie zostawiać komórki w miejscach, w których powinni siedzieć lub stać. I to niestety będzie zafałszowywać dane – podsumowuje ekspert z Proxi.Cloud.

Dryfowanie ku ciekawszemu

Kiedy kalendarz dopiero w drugiej części tygodnia jest napakowany kluczowymi wydarzeniami, nie powinna dziwić poniedziałkowa flauta. Płynność na rynku walutowym podupadła, a za nią zmienność i klimat jest kontynuowany w pierwszych godzinach wtorkowego handlu. Wyróżnia się za to ropa naftowa, która korzysta na awarii jednego z ważniejszych rurociągów. W kalendarzu mamy inflację ze Szwecji i Wielkiej Brytanii, niemiecki ZEW, a w nocy uwaga będzie na wyborach uzupełniających do Senatu USA.

Największy brytyjski rurociąg transportujący ropę naftową z dna Morza Północnego może zostać zamknięty na kilka tygodni w związku z odkrytym wyciekiem. Ropa naftowa Brent skoczyła do wczoraj o ponad 3 proc. i na 65 USD/b jest najwyżej od ponad dwóch lat, gdyż zamknięcie rurociągu oznacza ograniczenie wydobycia o ok. 450 tys. baryłek/dzień. Z rynkowego punktu widzenia doniesienia mogą usunąć widmo z rynku ropy, że pustka informacyjna po szczycie OPEC mogłaby rozpętać spiralę realizacji zysków z długich pozycji w kontraktach na ropę. Teraz zakłócenia po stronie podaży mogą być punktem zaczepienia dla rynku, który chce pozostać wysoko.

W Szwecji listopadowy odczyt CPI będzie ważną wskazówką przed posiedzeniem Riksbanku w przyszłym tygodniu. Prognozy zakładają pozostanie inflacji poniżej celu 2 proc. r/r, zatem rozmowy o zacieśnianiu monetarnym pozostają odłożone na później, podobnie jak perspektywa umocnienia SEK. Inflacja konsumencka w Wielkiej Brytanii ma pozostać na 3 proc, ale ponieważ Bank Anglii dopiero co jest po podwyżce stóp procentowych, dane na tym etapie nie stanowią istotnego punktu zaczepienia. Obecnie polityczne zamieszanie wokół Brexitu odgrywa ważniejszą rolę z przewaga zagrożeń i szans, więc rozsądniejsze wydaje się wygaszanie ewentualnej siły funta po danych. Niemiecki raport ZEW powinien pokazać, że największej gospodarce strefy euro wszytko jest bardziej niż w porządku, nawet jeśli dzisiejsze odczyty będą nieco niższe od listopadowych. Inflacja bazowa z Polski i PPI z USA powinny przejść bez echa. W nocy przemawia prezes RBA Lowe, a ryzyko leży po stronie lekko gołębiego wydźwięku.

Także w nocy polityka ponownie będzie dotykać USD. W Alabamie odbędą się wybory uzupełniające do Senatu na miejsce Jeffa Sessionsa, który objął stanowisko prokuratora generalnego. Republikanie potrzebują wygranej, gdyż ich przewaga w Senacie jest niewielka, także ze względu na bunty wśród własnych członków. Wystarczy wspomnieć, że głosowanie nad ustawą podatkową przeszło stosunkiem zaledwie 51:49. Alabama to republikański stan, a w zeszłym roku Donald Trump wygrał tam przewagą 28 pkt proc. Jednak kandydat GOP Roy Moore jest zaplątany w skandal obyczajowy, co może zaważyć na jego poparciu. Zatem wygrana Demokratów nie jest całkowicie wykluczona i jeśli się zrealizuje, może to za zatrząść długimi pozycjami w dolarze, gdyż postawi w wątpliwość szanse na łatwe forsowanie przyszłych projektów fiskalnych w Kongresie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Deloitte: Za pięć lat będzie się sprzedawać na świecie ponad pięć milionów smartfonów dziennie

Do końca 2023 roku użytkownikami smartfonów w krajach rozwiniętych będzie ponad 90 proc. dorosłych osób. Roczna sprzedaż telefonów w 2023 wyniesie 1,85 miliarda sztuk. Ale rosnąć będzie nie tylko ich ilość, ale też jakość. Jak przewiduje 17. edycja raportu „Global TMT Predictions 2018”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, w ciągu pięciu najbliższych lat elementy sztucznej inteligencji w smartfonach będą standardem, a już w 2018 roku przynajmniej miliard użytkowników za ich pośrednictwem będzie tworzyć treści w rozszerzonej rzeczywistości. Między innymi na smartfonach będziemy oglądać transmisje na żywo, z których przychody w przyszłym roku wyniosą 545 mld dolarów w skali globalnej. W tym samym czasie samoloty przestaną być jedną z ostatnich wolnych od połączeń internetowych stref.        

Raport „Global TMT Predictions 2018” prezentuje główne trendy z dziedziny technologii, mediów i telekomunikacji, które mogą wywrzeć istotny wpływ na rynek w perspektywie najbliższych pięciu lat.

Wszechobecny smartfon

W 2023 roku sprzedaż smartfonów wyniesie ponad 5 mln sztuk dziennie. Eksperci Deloitte przewidują, że w tym samym roku będziemy mieć kontakt ze swoim telefonem średnio 65 razy dziennie, co będzie stanowiło 20 proc. wzrost w stosunku do 2018 roku. Odsetek właścicieli smartfonów, którzy codziennie używają swoich urządzeń, wzrośnie z 93 proc. w 2018 r. do 96 proc. w 2023 roku. Rosnąca częstotliwość korzystania ze smartfonu oznacza, że będzie on posiadał coraz to więcej funkcji.

Już obecnie około 45 proc. pracowników w Unii Europejskiej używa smartfonu lub innego urządzenia mobilnego jako głównego lub jedynego narzędzia do pracy. Udostępnianie w większym stopniu niż dotychczas procesów biznesowych za pośrednictwem smartfonu może wpłynąć na produktywność pracowników – mówi Jan Michalski, Partner, Lider sektora TMT, Deloitte. Do końca 2023 roku smartfon oprócz funkcji telefonu i komputera będzie również kartą wstępu do biura, kluczami do domu i samochodu, kartą debetową, kredytową, naszym pośrednikiem z bankiem, sklepami i urzędami. Aby się tak jednak stało, smartfony nieustannie muszą się uczyć – dodaje.

Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe

Prognozy Deloitte zakładają, że do 2023 roku chipy sztucznej inteligencji w smartfonach staną się prawdopodobnie standardem. Ich zadaniem będzie wspomaganie uczenia maszynowego. Już w bieżącym roku smartfony w segmencie premium (około 300 milionów sztuk) były wyposażone w chipy AI. Według badań Deloitte około dwóch trzecich dorosłych właścicieli smartfonów w krajach rozwiniętych korzysta z co najmniej jednej aplikacji z funkcjami uczenia maszynowego, a 79 proc. zna takie aplikacje. Najczęściej korzystamy z funkcji podpowiedzi przy pisaniu.

Przeciętny nowy smartfon sprzedany w roku 2023 będzie miał 128 GB lub więcej pamięci do przechowywania danych, w porównaniu z około 32 GB w 2018 roku. Z kolei pamięć RAM może wynosić od 2 GB do 16 GB. Oba ulepszenia powinny sprawić, że smartfony będą jeszcze bardziej przydatne i funkcjonalne. W 2018 roku ponad miliard użytkowników smartfonów stworzy najprawdopodobniej treść w rozszerzonej rzeczywistości (AR) przynajmniej raz. Co najmniej 300 milionów zrobi to raz w miesiącu, a dziesiątki milionów raz w tygodniu. – Przewidujemy również, że dziesiątki tysięcy aplikacji wykorzystujących możliwości AR staną się dostępne w ciągu roku, tak aby na koniec 2018 roku miliardy użytkowników smartfonów mogło pobierać aplikacje lub aktualizację aplikacji lub systemu operacyjnego umożliwiające tworzenie treści AR – mówi Jakub Wróbel, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Transmisja na żywo, ale bez reklam

Mimo, że ostatnie lata to dynamiczny rozwój platform VoD, które sprawiają, że wybrane przez nas treści oglądamy w dowolnym czasie, nie oznacza to, że transmisje na żywo idą w niepamięć. Wręcz odwrotnie.

Coraz częściej traktujemy smartfony również jako przenośne odbiorniki telewizyjne, na których oglądamy wydarzenia emitowane na żywo, w tym przede wszystkim transmisje sportowe.

Deloitte przewiduje, że transmisje na żywo wygenerują 545 miliardów dolarów bezpośrednich przychodów w 2018 roku, co stanowi wzrost o jeden procent w stosunku do roku poprzedniego. Aż 72 proc. z tej sumy będzie pochodzić z transmisji telewizyjnych i radiowych, przy czym transmisje telewizyjne wygenerują 358 miliardów dolarów z reklam i subskrypcji.

Co prawda w coraz większym zakresie będziemy korzystać z mediów na naszym smartfonie i innych urządzeniach mobilnych, ale to nie znaczy, że chcemy by były one zakłócane reklamami. W 2018 roku co dziesiąty dorosły Amerykanin skorzysta jednocześnie z czterech lub więcej rozwiązań, które pozwalają na blokowanie reklam. Z kolei aż trzy czwarte obywateli USA i Kanady korzysta z co najmniej jednej takiej opcji.

Raport Deloitte przewiduje, że do końca 2018 roku połowa dorosłych osób w krajach rozwiniętych będzie posiadać co najmniej dwie subskrypcje mediów w kanałach on-line, a do końca 2020 roku liczba ta wzrośnie do czterech. Koszt tych subskrypcji, obejmujący głównie telewizję, filmy, muzykę, wiadomości i prasę, w 2018 roku wyniesie poniżej 10 dolarów miesięcznie. Natomiast liczba subskrybentów na świecie wyniesie 350 mln osób, w których posiadaniu będzie 680 milionów subskrypcji. Aż 20 proc. osób dorosłych w krajach rozwiniętych wykupi co najmniej pięć płatnych subskrypcji mediów online, a do 2020 roku aż dziesięć. Poniesione przez nich opłaty miesięczne z tego tytułu będą wynosić ponad 100 dolarów.

Internet mobilny w domu i samolocie

Raport Deloitte przewiduje, że w 2018 roku jedna piąta mieszkańców Ameryki Północnej z dostępem do internetu będzie korzystać jedynie z sieci mobilnej. W 2022 roku takich osób może być już 30-40 proc. Osoby te w ogóle zrezygnują z internetu stacjonarnego. – Ludzie, którzy korzystają z sieci mobilnej w miejscach publicznych, w szkole i czasem w pracy przeniosą ten zwyczaj również do domu. Istnieje wiele powodów takiego podejścia, zarówno o charakterze demograficznym, społecznym, jak i ekonomicznym. Najczęściej jednak internet mobilny jest jedyną dostępną opcją transmisji danych, zwłaszcza poza miastami – mówi Jakub Wróbel.

Do tej pory jednym z nielicznych miejsc, w których używanie telefonu było mocno ograniczone był samolot. Teraz ma się to jednak zmienić. Według ekspertów Deloitte w przyszłym roku około jedna czwarta wszystkich podróży lotniczych (czyli około miliarda) będzie odbywać się samolotami pasażerskimi wyposażonymi w łączność internetową (IFC). Może ona być używana do transmisji danych, jak również do rozmów. W porównaniu rok do roku będzie to wzrost o 20 proc. Przychody linii lotniczych z tego tytułu powinny być zbliżone do 1 mld dolarów. – Dzięki

rosnącej liczbie tras lotniczych z łącznością internetową, zwiększającej się prędkości połączeń i przepustowości danych w ciągu kolejnych kilku lat samolot przestanie być jedną z ostatnich wolnych stref na świecie bez połączeń internetowych. Niewykluczone więc, że za kilka lat tryb samolotowy w naszych smartfonach przestanie istnieć – mówi Agnieszka Zielińska, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Czy dzięki sztucznej inteligencji możemy mieć sprawniejszy wymiar sprawiedliwości?

Nie ma idealnych sędziów, ale można będzie ich zastąpić algorytmami i sztuczną inteligencją. Każdy sędzia jest przecież obciążony własnymi przeżyciami, które mogą mieć wpływ na orzekane wyroki. Algorytmy tej wady nie mają, procesy sądowe trwałyby krócej, ale to jeszcze nie oznacza, że tak działający wymiar sprawiedliwości byłby lepszy.

Sztuczna inteligencja to technologia i dziedzina badań naukowych informatyki na styku z neurologią, psychologią, a nawet ze współczesną filozofią. Głównym zadaniem badań nad sztuczną inteligencją (Al) jest konstruowanie maszyn i programów komputerowych zdolnych do realizacji wybranych funkcji umysłu i ludzkich zmysłów. Problemy takie są nazywane AI-trudnymi i zalicza się do nich systemy eksperckie i diagnostyczne. Rozwiązywane są dzięki algorytmom, które ułatwiają podejmowanie decyzji w warunkach braku wszystkich danych.

Już obecnie algorytmy wykorzystywane są na lotniskach. Jeżeli słyszymy, że ktoś losowo został wybrany do kontroli podczas odprawy, to prawdopodobnie nie jest to wybór przypadkowy. Algorytmy wybrały taką osobę na podstawie tego, co zapisane jest w naszej twarzy.

A czy dzięki Al możemy mieć sprawniejszy wymiar sprawiedliwości? – Rodzi się pokusa, zwłaszcza w takich sytuacjach, o których mówimy: ten sędzia nigdy nie prowadził samochodu więc nie ma pojęcia, jak się zachować na drodze, a ten sędzia był pokrzywdzony kradzieżą, więc wymierzył większą karę – mówi dr Mateusz Woiński, z Kolegium Prawa Akademii Leona Koźmińskiego. – Wykorzystanie algorytmów może być pewną pomocą, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, by zastąpiły sędziego.

– Przy obecnym stanie wiedzy nie wyobrażam sobie także takiej sytuacji, gdy algorytmy oceniałyby wiarygodność świadka – dodaje M.Woiński.

Jak podaje Grand View Research, do 2025 r. wartość światowego rynku sztucznej inteligencji wyniesie już ponad 35 mld dolarów. To oznacza wzrost o blisko 60 proc. Inwestują w nią banki, ale nie tylko, bo tworzy potężne zasoby wiedzy o naszej prywatności, która może być wykorzystana na różne sposoby, dlatego Al i algorytmy to także zagrożenie dla praw obywatelskich.