Interaktywne zabawki zagrożeniem dla prywatności. Gromadzone w nich dane mogą zostać skradzione

Interaktywne zabawki zagrożeniem dla prywatności. Gromadzone w nich dane mogą zostać skradzione 1

Przed zakupem interaktywnej zabawki dla dziecka, która łączy się z internetem, trzeba koniecznie sprawdzić jej producenta, politykę prywatności i bezpieczeństwa – przestrzegło w tym roku FBI. Taka niepozorna zabawka może zostać szybko i łatwo zhakowana albo – dzięki wbudowanym kamerom i mikrofonom – posłużyć jako urządzenie szpiegowskie, które będzie podsłuchiwać otoczenie dziecka. Nowoczesne, elektroniczne zabawki rejestrują i gromadzą też duże ilości informacji, które mogą zostać wykradzione albo użyte w niewłaściwy sposób.

 W przypadku zabawek, które mają urządzenia rejestrujące, mikrofon czy kamerę, najpoważniejszym zagrożeniem jest to, że są one podłączone do internetu i komunikują się z infrastrukturą producenta. Decydując się na zakup tego typu elektroniki dla dzieci, trzeba wiedzieć, że istnieje potencjalne ryzyko ujawnienia tych informacji – przestrzega w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Pieleszek, ekspert Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Elektroniczne, interaktywne zabawki dla dzieci cieszą się ogromną popularnością, a ich sprzedaż rośnie zwłaszcza w okresie przedświątecznym. Są wyposażone w kamery, czujniki czy mikrofony, systemy komunikacji bluetooth i wi-fi. Dzięki połączeniu z internetem można je podłączyć do tabletu czy smartfona i sterować za pomocą aplikacji. Dziecko może rozmawiać z taką zabawką i zadawać jej pytania, a aplikacja zmienia tekst mówiony w pisany i udziela odpowiedzi na podstawie informacji znalezionych w sieci.

 Takie zabawki naśladują naturalną postać, rozpoznają mowę dzieci, które często przekazują im swoje tajemnice, opowiadają o swoim życiu, mówią, do jakiej chodzą szkoły, gdzie mieszkają i jak nazywają się rodzice. Wszystkie te informacje spływają na serwer producenta, tam są analizowane i przetwarzane, tak żeby zabawka naturalnie rozmawiała z dzieckiem, na przykład naśladując mowę bajkowej postaci. Dziecko jest bezbronne i będzie szczerze mówić do tej zabawki różne rzeczy, które znajdą się w infrastrukturze producenta – mówi Marcin Pieleszek.

Ekspert Wyższej Szkoły Bankowej radzi, żeby przed zakupem elektronicznej, interaktywnej zabawki w prezencie dla dziecka dokładnie sprawdzić jej producenta, zapoznać się z polityką prywatności i bezpieczeństwa. Dobrze jest też zasięgnąć opinii znajomych, poczytać opinie na internetowych forach albo serwisy poświęcone bezpieczeństwu teleinformatycznemu, gdzie można znaleźć przykłady dotyczące konkretnych zabawek i marek.

Jeżeli decydujemy się kupić dziecku zabawkę, która rejestruje dźwięk, obraz i przesyła te dane do internetu, możemy zmniejszyć ryzyko, decydując się na zakup od sprawdzonego, znanego producenta. Pewne ryzyko i tak zawsze pozostaje. Informacje, które zostały w bazach danych producenta tej zabawki, powinny być odpowiednio chronione, ale one już z naszego domu wyszły i nie ma stuprocentowej gwarancji, że tak rzeczywiście będzie – mówi Marcin Pieleszek.

Nowoczesne, elektroniczne zabawki rejestrują i gromadzą duże ilości informacji, które mogą zostać wykradzione albo użyte w niewłaściwy sposób. Z drugiej strony ze względu na słabe zabezpieczenia albo wręcz ich brak mogą szybko i łatwo zostać zhakowane.

Niebezpieczeństwo tkwi nie tylko w tym, że informacje są przekazywane do internetu czy producenta zabawki, bo inne osoby też mogą uzyskać do niej dostęp. Na filmikach w znanym serwisie wideo można zobaczyć, jak hakuje się taką zabawkę, która zaczyna na przykład mówić brzydkie słowa. Na zasadzie eksperymentu pokazano, jak uzyskać dostęp do takiej zabawki i że może to zrobić przykładowo sąsiad zza ściany. Oczywiście nie wszystkie urządzenia i nie wszyscy producenci są na to podatni – mówi Marcin Pieleszek.

W lipcu tego roku oficjalnie ostrzeżenie przed zabawkami, które łączą się z internetem, wydało FBI. Amerykańskie biuro śledcze przestrzegło, że mogą one naruszać prywatność dziecka i zagrażać jego bezpieczeństwu albo śledzić otoczenie dziecka i codzienne życie całej rodziny, a później przekazywać takie informacje cyberprzestępcom. FBI zaleca, żeby wybierać te zabawki, które łączą się z internetem przez protokoły szyfrujące zabezpieczone silnym hasłem i zwracać uwagę na to, czy producent często aktualizuje oprogramowanie dotyczące zabezpieczeń.

Wiosną tego roku w mediach głośno było o interwencji niemieckiego urzędu regulacyjnego (Bundesnetzagentur), który nakazał wycofać ze sprzedaży interaktywne lalki Cayla, które – za pośrednictwem Bluetooth – mogły służyć jako urządzenia szpiegowskie, podsłuchiwać otoczenie dziecka czy transmitować reklamy (zabawka reklamuje inne marki, wspominając o nich podczas rozmowy z dzieckiem).

Branża PR wraca do sektora publicznego. W przyszłym roku spodziewa się dużego wzrostu przychodów

Branża PR wraca do sektora publicznego. W przyszłym roku spodziewa się dużego wzrostu przychodów 2

Wzrost zainteresowania zagranicznych firm oraz przetargi spółek Skarbu Państwa na usługi PR to dwa czynniki, które w 2018 roku bardzo pozytywnie wpłyną na kondycję finansową tej branży – ocenia Związek Firm Public Relations. Paradoksalnie, przysłużyła się jej również publiczna dyskusja o fake newsach i większa transparentność – opublikowanie rankingu przychodów agencji z profesjonalnych usług PR i – po raz pierwszy – zestawienia średnich płac. W nadchodzącym roku branża PR liczy na dwucyfrowy wzrost przychodów. 

 Muszę powiedzieć, że 2017 rok kończymy w dobrych nastrojach. Rok temu byliśmy po wyborach w USA, brexicie, wszyscy w niepewności czekaliśmy na to, co się wydarzy w czasie wyborów w Holandii, potem we Francji i Niemczech. Horyzonty dla naszej branży nie były obiecujące. Branża, której zadaniem jest mówienie o prawdzie, była pod silną presją. W tym momencie jesteśmy w zupełnie innej rzeczywistości – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz Szczepański, prezes Związku Firm Public Relations.

Automatyzacja treści, schyłek mediów opiniotwórczych, coraz silniejsza pozycja mediów społecznościowych i rosnące znaczenie strategicznego doradztwa w usługach public relations – to główne trendy i wyzwania dla tej branży w ostatnim czasie. Za to w mijającym roku silny pozytywny wpływ na jej kondycję miała dobra koniunktura w UE, która przełożyła się też na rynek polski. Firmy i agencje z tej branży notowały duże zainteresowanie profesjonalnymi usługami PR ze strony zagranicznych spółek.

– Z drugiej strony widzimy też, że spółki Skarbu Państwa wracają do naszej branży. Jesteśmy po kilku bardzo ważnych przetargach. Widzimy powrót sektora publicznego do profesjonalnych usług PR – mówi Grzegorz Szczepański.

Po wyborach i zmianie rządów w Polsce branża PR przestała być przez jakiś czas obecna w sektorze publicznym, jednak w ostatnich miesiącach spółki Skarbu Państwa znów zaczęły organizować przetargi na tego typu usługi, co powinno mieć odzwierciedlenie w wynikach finansowych branży w 2018 roku.

Ostatnie miesiące w branży public relations upłynęły również pod znakiem zjawiska fake news. Fałszywe, spreparowane informacje rozprzestrzeniają się w sieci efektem kuli śnieżnej i mają większe grono odbiorów niż wiarygodne newsy. Zarówno dla mediów – tradycyjnych i społecznościowych, jak i dla branży PR to narastający problem, który powoduje spadek społecznego zaufania.

 Mamy za sobą cały rok dyskusji o fake newsach, która paradoksalnie bardzo pomogła branży PR. Nareszcie możemy powiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak czarny PR – to jest po prostu kłamstwo, obmowa, fake news czy po prostu dezinformacja – mówi Grzegorz Szczepański.

Prezes Związku Firm Public Relations podkreśla, że w ciągu ostatniego roku branża zaczęła być bardziej transparentna. Opublikowana została kolejna, piąta edycja rankingu przychodów agencji z profesjonalnych usług PR (fee income) oraz – po raz pierwszy – zestawienie średnich płac, które ma pomóc bardziej świadomie kształtować politykę personalną firm PR-owych. Agencje, wiedząc, jak kształtują się zarobki w branży PR, mogą zweryfikować własną siatkę wynagrodzeń, uniknąć niedomówień podczas rozmów o pracę i zaprezentować się jako rzetelny pracodawca. Z punktu widzenia employer brandingu jawność systemu płac oznacza dla agencji PR-owych same korzyści.

– W przyszłym roku największe nadzieje wiążemy z dialogiem branżowym, który odsłoni mechanizmy tego, w jaki sposób wyceniamy nasze usługi. Ze strony klientów, z którymi prowadzimy dialog branżowy, też obserwujemy wolę zrozumienia tego, w jaki sposób oni dokonują oceny atrakcyjności naszych ofert. Przyszły rok zapowiada się bardzo obiecująco – mówi Grzegorz Szczepański.

Według ostatniego raportu ZFPR, w 2016 roku 19 polskich firm PR-owych zarobiło łącznie 119,7 mln zł – czyli o 3,9 proc. więcej niż rok wcześniej. Prezes ZFPR prognozuje, że przyszłoroczny wzrost będzie już dwucyfrowy, głównie dzięki przetargom organizowanym przez sektor publiczny. Z drugiej strony – w górę pójdą również stawki usług public relations, co będzie efektem wyższych składek ZUS w związku z planowanym zniesieniem limitów dla najlepiej zarabiających oraz wykluczeniem branży komunikacji marketingowej z możliwości stosowania podwyższonych kosztów uzyskania przychodów z tytułu przeniesienia praw autorskich za pracę kreatywną.

– Widzimy, że poprawia się ogólna kondycja spółek, które zlecają nam pracę. Niestety, koszty tej pracy rosną w związku z dwiema ustawami, które zostały przygotowane od strony podatkowej. Jednak klienci wydają się już przygotowani na to, że część tych kosztów będzie przeniesiona na nich w postaci delikatnie wyższych stawek za usługi public relations – mówi Grzegorz Szczepański.

Związek Firm Public Relations to organizacja zrzeszająca blisko 40 profesjonalnych agencji PR, której celem jest reprezentacja branży oraz dbałość o standardy etyczne i zawodowe w usługach PR-owych. Od kilkunastu lat ZFPR jest organizatorem Złotych Spinaczy – konkursu promującego najlepsze projekty z dziedziny PR. Tegoroczne nagrody zostały wręczone w ubiegły piątek.

Jarosław Mikos prezesem Polskich ePłatności SA (PeP)

Jarosław Mikos
Jarosław Mikos

Jarosław Mikos został powołany na stanowisko prezesa zarządu Polskich ePłatności SA. Po półtora roku kierowania firmą z funkcji prezesa zrezygnował Janusz Diemko.

5-go grudnia 2017 r. Janusz Diemko złożył rezygnację z pełnienia funkcji Prezesa Zarządu Polskich ePłatności S.A. Rada Nadzorcza PeP SA rezygnację przyjęła i zdecydowała o powołaniu na to stanowisko Pana Jarosława Mikosa.

Janusz Diemko dołączył do firmy w lipcu 2016 r. Do głównych celów jego misji należały rozbudowa sieci terminali płatniczych oraz konsolidacja rynku.

Cele, które akcjonariusze postawili przed Januszem zostały osiągnięte. Firma znacząco powiększyła sieć terminali oraz niedawno przejęła biznes płatności elektronicznych od spółki Kolporter. W rezultacie, skala biznesu PeP uległa niemal podwojeniu. Dla Janusza Diemko oznacza to zakończenie jego misji. Tym samym, postanowił on przejść do rady nadzorczej firmy.

„Bardzo doceniamy efekty pracy Janusza, który dołączając do firmy i rozpoczynając szeroką ekspansję spółki na rynku usług płatniczych, zbudował solidne fundamenty dla kolejnego etapu rozwoju tego biznesu. Był to już kolejny raz w jego karierze, kiedy Janusz prowadził spółkę dla funduszu Innova Capital.” – powiedział Krzysztof Kulig, Senior Partner w Innova Capital, nadzorujący inwestycję funduszu w PeP SA.

„W następnym etapie rozwoju Polskich ePłatności będziemy chcieli poszerzyć ofertę produktową m.in. o działalność w obszarze płatności dla e-commerce. Prace w tym zakresie są mocno zaawansowane. Jestem przekonany, że kompetencje merytoryczne Jarka Mikosa, zdolność budowania sprawnych, szybko rosnących organizacji oraz zrozumienie rynku e-commerce wyniesione z WP pozwolą nam przenieść firmę na kolejny poziom jej rozwoju.” – dodaje Janusz Bober, Przewodniczący Rady Nadzorczej Polskie ePłatności SA.

Przemysław Kwiecień: w 2018 inflacja spadnie poniżej 2%

Ceny wzrosły o 2,5 proc. To dokładnie tyle, ile wynosi cel inflacyjny. We wtorek RPP nie podniosła stóp procentowych, co nie było zaskoczeniem. Jednak staje się pewne, że wkrótce będą podwyższone, pozostaje pytanie kiedy to się stanie.

W listopadzie ceny wzrosły o 0,5 proc. w porównaniu do poprzedniego miesiąca, a o 2,5 proc w ciągu 12 miesięcy. – Dla konsumentów jest to o tyle dotkliwe, zwłaszcza w okresie przedświątecznym, że drożeje żywność – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Mamy bardzo wysoki wzrost gospodarczy, rekordowo niską stopę bezrobocia i inflację bliską celu inflacyjnego, jednak nie ma powodu, aby RPP miała się śpieszyć z podwyżką. Ekspert XTB ocenia, że w przyszłym roku inflacja będzie niższa i wyniesie poniżej 2,0 proc. Co nie oznacza, że nie będzie podwyżki stóp procentowych w 2018 r. Nawet jeżeli obecnie są takie deklaracje ze strony NBP.

– Niektóre banki centralne reagowały podwyżkami przed osiągnięciem celu inflacyjnego – mówi dr P.Kwiecień.

Podwyżki będą, tylko kiedy. Czy dopiero na początku 2019 roku

Europa w świetnej formie

Nastroje w europejskim sektorze usługowym w dalszej mierze pozostają dość satysfakcjonujące – przynajmniej tak wynika ze świeżo zrewidowanych wskaźników PMI dla wiodących gospodarek Starego Kontynentu, co napawa optymizmem przed szacunkami dynamiki PKB za ostatnie trzy miesiące roku. Dzisiejsze szacunki indeksu ISM nie były aż tak łaskawe dla amerykańskiego sektora nieprzemysłowego. Wskazanie rzędu 57,4 pkt (konsensus: 59,0 pkt) to nie tylko pokłosie spadku subindeksu kosztowego, ale również odczuwalnie mniejszej liczby nowych zamówień czy chwilowej stabilizacji trendów w zatrudnieniu.

Miano najsilniej zwyżkujących komponentów koszyka G10 zyskują waluty skandynawskie – norweska (0,4 proc.) oraz szwedzka korona (0,4 proc.). W ich cieniu pozostaje nowozelandzki dolar (0,3 proc.), który znalazł oparcie w jastrzębich komentarzach Granta Spencera, p.o. gubernatora RBNZ, w sprawie zwiększenia wagi stabilności wzrostu gospodarczego oraz sytuacji na rynku pracy kosztem perspektyw inflacji. Napływ pozytywnych danych tylko chwilowo pomógł kanadyjskiemu dolarowi (-0,1 proc.) – w tym przypadku mowa o październikowych szacunkach wymiany handlowej, która zaskoczyła rynkowe oczekiwania (-1,5 mld CAD, konsensus: -2,7 mld) z racji na wyższy wolumen eksportu przedsiębiorstw z sektora chemicznego. Pod presją gorszego indeksu PMI dla sektora usługowego (53,8 pkt, poprzednio: 55,6 pkt) znalazł się funt szterling (-0,2 proc.) próbujący ustabilizować kurs GBP/USD w okolicach 1,3440. Obecnie listę zamyka euro (-0,4 proc.), które próbuje utrzymać EUR/USD nad 1,1820.

W trakcie wtorkowych notowań swoje pięć minut miała polska gospodarka z racji na finał dwudniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. O ile decyzja w sprawie pozostawienia głównych parametrów na niezmienionych poziomach nie powinna nikogo dziwić, o tyle ruch w stronę obniżenia oprocentowania rezerw obowiązkowych traktuje się jako ukłon w stronę zwiększenia zyskowności Narodowego Banku Polskiego. Komunikat po decyzji nie należy do przełomowych, bowiem ponownie zwrócono uwagę na słabość cen bazowych, występowanie czynników zewnętrznych ważących na inflacji CPI oraz konieczności utrzymania stóp na obecnych poziomach z racji na przeciwdziałanie nierównowagom. W regionie przecenę złotego (-0,4 proc.) przebijają węgierski forint (-0,5 proc.) oraz czeska korona (-0,6 proc.). Obecnie miano lidera walut Emerging Markets zyskuje turecka lira (0,9 proc.), która ma perspektywę uplasowania USD/TRY wyraźnie poniżej 3,8400. Na koniec dnia EUR/PLN oscyluje przy 4,2050, USD/PLN wraca nad 3,5600, GBP/PLN stabilizuje się przy 4,7850, a CHF/PLN plasuje się 30 pipsów nad 3,6000.

Sesja na europejskich parkietach obfitowała w wyraźny podział sentymentu. Dość blisko poziomów z wczorajszego zamknięcia znalazł się frankfurcki DAX (-0,1 proc.), w czołówce którego ponownie znalazł się jeden z beneficjentów reformy podatkowej – Fresenius. Z jego 1,8 proc. zwyżką zrównał się dzisiejszy skok Deutsche Börse (1,8 proc.), które planuje przeprowadzić w przyszłym roku skup akcji własnych na kwotę 200 mln EUR. Na fali poprawy nastrojów w światowym sektorze technologicznym znalazł się zamykający wczorajszą listę Infineon (2,0 proc.). Apetyt na wyjście nad kreskę skutecznie ograniczyły walory Volkswagena (-1,5 proc.) za sprawą planów chińskich władz w sprawie ograniczenia emisji generowanej przez pojazdy mechaniczne. Dość nisko znalazł się również ThyssenKrupp (-1,3 proc.) mający perspektywę ugody ze związkami zawodowymi.

Bardziej spektakularną zniżkę mają za sobą spółki zamykające spis komponentów londyńskiego FTSE 100 (-0,2 proc.). Na ich czele z przeceną rzędu 2,5 proc. znalazły się akcje Anglo American (-2,5 proc.), którym usilnie wtórowało Glencore (-2,3 proc.) oraz Rio Tinto (-2,0 proc.). Wśród europejskich spółek wydobywczych zdecydowanie mniej udany wtorek ma za sobą KGHM (-4,1 proc.) wracający w okolicę styczniowych poziomów. Na fali realizacji wczorajszych zysków znalazła się Jastrzębska Spółka Węglowa (-2,8 proc.), której przecenę próbowały niwelować Energa (3,2 proc.) oraz Cyfrowy Polsat (4,8 proc.). Liderem notowań indeksu WIG 20 (0,2 proc.) został Lotos (5,4 proc.) nie przejmujący się obniżką ceny docelowej przez mBank (-2,2 proc.) czy zaraportowanym przez Orlen (2,8 proc.) spadkiem marży rafineryjnej do poziomu 5,80 USD za baryłkę.

Na rynku metali przemysłowych uwagę inwestorów zwraca pokaźna przecena marcowych kontraktów na miedź (-4,6 proc.). Wtorek nie jest również łaskawy dla metali szlachetnych, gdzie odczuwalnej przecenie srebra (-1,6 proc.) towarzyszy powrót złota (-1,0 proc.) do poziomu 1 263 USD za uncję. Ze spadkowych nastrojów próbuje wyłamać się ropa naftowa. Na koniec dnia baryłka West Texas Intermediate jest ponownie kwotowana po 57,80 USD, tj. 0,6 proc. wyżej względem poniedziałkowego zamknięcia.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Magazyny typu „cross-dock” – coraz bardziej popularne wśród najemców

Dlaczego tego typu magazyny są tak ważne w procesie transportowym? Czym powinny się charakteryzować takie obiekty? Jaka jest ich dostępność na rynku?

Coraz silniejsza konkurencja cenowa oraz rosnące koszty wywołane presją płacową ze strony pracowników na rynku transportowym powodują, że wśród firm prowadzących dystrybucję rośnie zainteresowanie magazynami typu cross-dock (przeładunkowymi).

Magazyny typu cross-dock pozwalają na optymalizację kosztów związanych z dostawą towaru do odbiorcy na odcinku tzw. ostatniej mili w dystrybucji. Ostatnia mila to w języku logistyków określenie ostatniego odcinka transportu towaru od lokalnego hubu (magazynu) do odbiorcy. Firma transportowa łączy w lokalnym hubie dystrybucyjnym towary od różnych nadawców i wysyła je do miejsca docelowego jednym samochodem. Podobnie dzieje się w odwrotnym kierunku, tzn. towar od wielu lokalnych nadawców dostarczany jest wieloma pojazdami, a następnie jest przeładowywany i konsolidowany na auta jadące w danym kierunku. Zorganizowanie procesu przeładunkowego nie jest łatwe i wymaga wiedzy na temat logistyki magazynowej, ale pozwala na wygenerowanie znacznych oszczędności m. in. poprzez skrócenie trasy dostawy, jak również ograniczenie czasu składowania towarów w magazynie oraz emisji CO2.

To, co odróżnia magazyn cross-dock od standardowego budynku, to jego podstawowa funkcja, czyli krótkoterminowe składowanie towaru. Szybka rotacja towarów powoduje, że nie trzeba wyposażać go w regały, co z kolei ma wpływ na wysokość hali. Standardowe magazyny klasy A muszą zapewnić co najmniej 10 m wysokości dla przestrzeni składowej, tymczasem dla magazynu przeładunkowego wysokość 6 m jest w zupełności wystarczająca. Niższy magazyn to także mniejsza kubatura budynku, czyli niższe koszty ogrzewania. Dodatkowo, doświetlenie przestrzeni w tego typu obiektach, czy to światłem naturalnym, czy też sztucznym, jest znacznie łatwiejsze.

Standardowo magazyny wyposażane są w świetliki dające 2% światła dziennego. Na powierzchni przeładunkowej ten parametr powinien wynosić 5%, a ponieważ powierzchnia nie jest zabudowana regałami, jest to stosunkowo łatwo osiągnąć.

Duża ilość operacji przeładunkowych sprawia, że tego typu magazyn powinien mieć wystarczającą liczbę bram i doków. W standardzie oferuje się 1 dok na około 300 mkw. powierzchni magazynu, do zorganizowania logistyki „ostatniej mili” jest to zdecydowane za mało. Zakłada się, że optymalny magazyn cross-dock ma około 48 m głębokości, co przy umieszczeniu bram po obu stronach hali zwiększa ten współczynnik do około 110 mkw. na jedną bramę. Planując rozmieszczenie doków należy pamiętać również, że część operacji wykonywana będzie z wykorzystaniem mniejszych pojazdów. Logistyka miejska rozwija się w bardzo szybkim tempie, więc wykorzystanie małych pojazdów w transporcie będzie coraz bardziej powszechne. Dlatego część doków powinna zostać odpowiednio przystosowana.

Kształt magazynu cross-dok także jest dość istotny – jak już wspomniano wcześniej uznaje się, że optymalnie powinien on mieć około 48 m głębokości, co pozwoli na przygotowanie stref odkładczych po obu stronach budynku oraz na zapewnienie sprawnej komunikacji pomiędzy nimi. Elementami, które taką komunikację mogą zakłócać są słupy nośne, na których opiera się konstrukcja dachu – im jest ich mniej i im są one bardziej oddalone od strefy przy bramach, tym lepiej.

Ze względu na kształt działek deweloperzy często oferują tzw. „oszukany” cross-dock, nazywany często „L-shape”. To nic innego jak moduł narożny standardowego magazynu, w którym bramy zlokalizowane są na sąsiadujących ze sobą ścianach. O ile taki kształt pozwala na uzyskanie dobrego współczynnika liczby bram do powierzchni magazynu, to organizacja stref odkładczych i ruchu wózków jest bardzo utrudniona.

Przy dużej ilości operacji przeładunkowych zapewnienie w okresie zimowym minimalnej wymaganej temperatury pracy (14oC) jest praktycznie niemożliwe. Teoretycznie można byłoby zastosować dmuchawy z ciepłym powietrzem, ale w praktyce takiego rozwiązania się nie stosuje. Trudno bowiem wykonać rzetelną kalkulację opłacalności takiego rozwiązania. Być może warto postąpić całkiem inaczej, tj. ograniczyć liczbę urządzeń grzewczych, wziąwszy pod uwagę, że obowiązek zapewnienia temperatury 14oC nie ma charakteru bezwzględnego i odstępstwa od tej zasady są możliwe. Wymaga to jednak dokładnej analizy i odpowiednich regulacji wewnętrznych w przedsiębiorstwie.

Cross-docking cieszy się coraz większą popularnością wszędzie tam, gdzie niezbędna jest sprawna dystrybucja towarów, ale podaż powierzchni spełniających powyższe kryteria jest bardzo niewielka. O ile deweloperzy są skłonni dostarczyć budynek typu L-shape, ponieważ zachowują standardową głębokość magazynu, to obiekty o głębokości ok 48 m są dostępne jedynie w przypadkach, kiedy na inny kształt zabudowy nie pozwala działka. Oczywiście w przypadku obiektów BTS konstrukcja płytkiego magazynu jest jak najbardziej możliwa. Potencjalny najemca musi się jednak liczyć z umową na okres minimum 7-10 lat.

Cena za wynajem powierzchni do cross-dockingu może być wyższa od ceny wynajmu standardowego obiektu nawet o około 60-70%, co spowodowane jest gorszym współczynnikiem wykorzystania powierzchni działki pod zabudowę oraz wyższymi kosztami budowy, na które wpływają przede wszystkim większa liczba bram, placów manewrowych i parkingów dla ciężarówek.

W odniesieniu do oczekiwanych 6 m wysokości, należy zaznaczyć, że takie budynki nie są oferowane w żadnej formie wynajmu. W niektórych przypadkach wiąże się to z koniecznością zawarcia umowy BTO, czyli przeniesienia własności przez dewelopera na zamawiającego po zakończeniu inwestycji.

Podsumowując, zapotrzebowanie na nowoczesne magazyny do cross-dockingu będzie na pewno rosło. Należy mieć nadzieję, że deweloperzy będą podążali za tymi potrzebami i umożliwią potencjalnym najemcom korzystanie z powierzchni zbliżonych do „ideału”.

Autor: Maciej Szczepański, Business Development Manager w dziale powierzchni przemysłowych i logistycznych, Cushman & Wakefield

Premie i podwyżki – jasna sprawa czy wielka niewiadoma?

Jak wynika z badania Pracuj.pl „Czy pieniądze szczęścia nie dają?”, 77% pracujących Polaków przynajmniej raz w życiu zawodowym dostało premię. Jednak nie wszyscy pracujący Polacy znają zasady przyznawania premii w swojej organizacji. Z zasadami przyznawania podwyżek sytuacja wygląda jeszcze gorzej – zna je zaledwie 64% ankietowanych. Pracuj.pl zachęca do dyskusji o zarobkach – by zwiększyć komfort pracy zarówno pracowników, jak i pracodawców.Premie i podwyżki – jasna sprawa czy wielka niewiadoma

Niejasne reguły

Wyniki badania Pracuj.pl Czy pieniądze szczęścia nie dają?* pokazują, że ponad połowa pracujących Polaków otrzymała podwyżkę w przeciągu ostatniego roku. Niestety, prawie jedna trzecia badanych nie wie, na jakich zasadach podwyżki w ich firmie są przyznawane. Sytuacja w kwestii premii wygląda podobnie – aż 25% pracowników nie zna zasad ich przyznawania. Wśród ankietowanych, najbardziej świadomi są pracownicy zarabiający najwięcej, bo powyżej 4 tys. na rękę – prawie 80% z nich deklaruje znajomość zasad przyznawania premii. Tymczasem tylko niewiele ponad połowa osób o najniższych zarobkach (poniżej 1500 zł netto) zna te wytyczne. Podobnie znajomość, lub może raczej nieznajomość, zasad wygląda w przypadku podwyżek.

Wiem mniej więcej, ile premii powinienem dostać, ale przyznaję, że nigdy nie wyliczam dokładnie tej kwoty, bo jest to dosyć skomplikowane. Moja korporacja ma specjalny algorytm, który bazuje na moich wynikach, wynikach finansowych firmy, poziomie stanowiska, ocenie przełożonego, czy rezultatach działu. Byłoby lepiej, gdyby premię wyliczało się w jakiś prostszy sposób. Rafał, Inżynier w firmie budowlanej

W firmie w której pracuję, premie w marketingu są uznaniowe, daje się je okazjonalnie. Nie ma także określonych zasad przyznawania podwyżek. W tym obszarze, wiele zależy od szefa i kwestia podwyżki jest do końca zazwyczaj wielką niewiadomą. Gdyby takie zasady się pojawiły, byłaby to zmiana na lepsze. Malwina, zajmująca się reklamą w wydawnictwie

Pracodawcy świadomi problemu

Coraz więcej firm w Polsce zdaje sobie sprawę, że brak transparentności w przyznawaniu premii czy podwyżek to duży minus zarówno dla obecnych pracowników, jak i kandydatów do pracy. Dlatego najlepsi pracodawcy, wzorem zachodnich trendów, starają się budować bardziej przejrzyste systemy wynagradzania – tak, aby każdy pracownik wiedział, za co i kiedy może zostać dodatkowo wynagrodzony. W niektórych organizacjach tworzone jest nawet stanowisko reward managera czy eksperta ds. płac, odpowiedzialnego za politykę płacową i systemy motywacyjne pracowników, w tym także formułowanie czytelnych zasad premii i podwyżek. Takie stanowiska i jasne zasady są potrzebne, tym bardziej, że wśród pracowników silne jest przekonanie, że o podwyżkę trzeba się ubiegać – może to wynikać z faktu, że, jak wynika z badania Pracuj.pl, blisko 40% pracujących Polaków w przeszłości ubiegało się o podwyżkę, jednak jej nie otrzymało.

Premie i podwyżki – jasna sprawa czy wielka niewiadoma 2Za dość niepokojący można uznać fakt, iż nadal istnieje duża grupa pracowników, którzy deklarują, że przyznawanie premii lub zwiększanie pensji w firmach, w których pracują, jest nietransparentne. Taka sytuacja jest niekorzystna dla pracodawców oraz może mieć szkodliwy wpływ na wyniki firmy, ponieważ prowadzi to często do konfliktów i braku poczucia stabilności oraz docenienia wśród pracowników. Dr Tomasz Sobierajski, Socjolog, ISNS UW

Zasady jasne już na rozmowie o pracę

O zasady przyznawania premii i podwyżek warto pytać już na rozmowie kwalifikacyjnej. Premie to istotny składnik wynagrodzenia, a kwestia podwyżek jest ważna pod kątem zaangażowania pracowników oraz dalszej kariery w danym przedsiębiorstwie. Fakt ten wskazują również badania przeprowadzone przez firmę Deloitte Pierwsze kroki na rynku pracy – dla 44% respondentów, zadania zwiększające motywację to takie, które dają szansę na awans, podwyżkę czy dodatkowe nagrody. Podwyżki są istotne pod względem zaangażowania w pracę również dla ponad 51% menedżerów oraz dla prawie 40% ekspertów.

Pracownicy często zapominają zapytać o kwestię podwyżek na etapie rozmowy o pracę. Tymczasem warto ustalić, jaki system podnoszenia pensji obowiązuje w danej firmie – czy podwyżki przyznaje się w określonych przedziałach czasowych, jakich kwot można się spodziewać i co decyduje o podwyżkach: uznanie szefa, spełnienie jasno określonych celów okresowych, a może wyniki finansowe firmy. Jeśli okaże się, że potencjalny pracodawca nie ma określonych zasad przyznawania podwyżek, to też jest pewien sygnał – wtedy warto skupić się na negocjacji początkowej pensji.

Maciej Bąk, Ekspert ds. raportów wynagrodzeń w Grupie Pracuj

Podsumowując

  • 77% pracujących Polaków przynajmniej raz w zawodowym życiu dostało premię.
  • 25% pracowników nie zna zasad przyznawania premii, które obowiązują w ich firmie, a prawie jedna trzecia badanych nie wie, na jakich zasadach przyznawane są podwyżki.
  • Zasady przyznawania podwyżek i premii lepiej znają osoby zarabiające powyżej 4 tys. na rękę – prawie 80% z nich deklaruje znajomość zasad przyznawania premii.
  • Ponad połowa pracujących Polaków otrzymała podwyżkę w przeciągu ostatniego roku.

Badanie „Czy pieniądze szczęścia nie dają?”, zrealizowane przez Kantar TNS na zlecenie Pracuj.pl, N=1001, wrzesień 2017

Stopy procentowe bez zmian. Koniec dobrej passy złotego?

Stopy procentowe w Polsce nie zmieniły się i jeszcze długo się nie zmienią. Zmiany natomiast prawdopodobnie będą mieć miejsce w rządzie. Złoty pozostaje nieczuły na te czynniki, lekko zyskując do koszyka walut. Jego dobra passa jednak zbliża się do końca.

Na zakończonym dziś posiedzeniu, zgodnie z rynkowymi oczekiwaniami, Rada Polityki Pieniężnej (RPP) nie zmieniła stóp procentowych, pozostawiając główną z nich na rekordowo niskim poziomie 1,50 proc.

Decyzja Rady nie wywołała emocji na krajowym rynku walutowym. We wtorek złoty nieznacznie się umacnia do koszyka walut, co kontrastuje z osłabieniem węgierskiego forinta i czeskiej korony oraz pogorszeniem klimatu inwestycyjnego w Europie, ale wpisuje się we wczorajsze odreagowanie piątkowej przeceny złotego i koresponduje ze wzrostami na giełdzie w Warszawie. O godzinie 14:01 za euro trzeba było zapłacić 4,2030 zł, dolar kosztował 3,5470 zł, a szwajcarski frank 3,5990 zł. Do końca dnia ten układ sił może jeszcze się zmienić.

Stopy procentowe w Polsce pozostają rekordowo niskie od marca 2015 roku, gdy Rada obniżyła je po raz ostatni, tnąc główną z nich o 50 punktów bazowych (pb) z ówczesnego poziomu 2 proc. Rynek oczekuje, że kolejnym ruchem będzie ich podwyżka. Jednak nie stanie się to wcześniej niż w IV kwartale 2018 roku. Oczekiwania te są tak mocno zakotwiczone, że nie zdołało na nie wpłynąć nawet niespodziewane przyspieszenie inflacji w w listopadzie, która wzrosła do 2,5 proc. w relacji rocznej (i wróciła do celu inflacyjnego) z 2,1 proc. w październiku, rozmijając się z prognozą na poziomie 2,3 proc.

Bez wpływu na złotego pozostają też medialne doniesienia o zmianie na fotelu premiera. Zgodnie z nimi, premier Beatę Szydło miałby zastąpić wicepremier Mateusz Morawiecki. Taka wymiana, jakkolwiek implikuje niepewności, jak chociażby to, kto będzie zajmował się resortami gospodarczymi, w praktyce niewiele zmienia. Roszady będą mieć tylko charakter kadrowy, a polityka rządu pozostanie taka sama. Po drugie, dopóki polska gospodarka mocno prze do przodu, tematy polityczne znajdują się zdecydowanie na drugim, a być może nawet i trzecim planie. Dlatego ewentualna wymiana premiera, powiązana nawet z głęboką rekonstrukcją rządu, jakkolwiek chwilowo mogą podnieść zmienność na złotym, to nie wywołają żadnych trwałych zmian.

O ile decyzja RPP pozostała bez wpływu na złotego, to już zaplanowana na godzinę 16:00 konferencja prasowa po posiedzeniu, taki wpływ już może mieć. Należy oczekiwać, że członkowie Rady podtrzymają swoją gołębia retorykę, ignorując listopadowy wyskok inflacji i sugerując jej spadek w kolejnych miesiącach (przemawia za tym efekt bazy). Tym samym prezes Glapiński po raz kolejny zapewne powtórzy swoją opinię, że w 2018 roku nie będzie argumentów przemawiających za wzrostem stóp w Polsce. To zaś może prowokować już realizację zysków, a więc osłabienie złotego, przez tych uczestników rynku, którzy zakładali szybsze podwyżki stóp. Szczególnie, że w grudniu będzie brakować nowego paliwa do umocnienia złotego, a perspektywa wzrostu stóp w USA w połowie miesiąca, czy też napędzanego reformą podatków umocnienia dolara, będzie tworzyć podażową presję na złotego i inne waluty rynków wschodzących.

Z punktu widzenia kształtowania się sytuacji na wykresie dziennym EUR/PLN, kluczowym wsparciem jest testowana w ubiegłym tygodniu strefa 4,19-4,20 zł, a oporem okolice 4,22 zł. Pokonanie jednej z tych barier może skutkować ruchem nawet o 5 gr. Na gruncie analizy wykresu wzrosty wydają się być bardziej prawdopodobne niż spadki.

Wykres dzienny EUR/PLN

EURPLN+Daily

Dzisiejsza konferencja RPP to jednak miecz obosieczny. Ewentualna zmiana retoryki przez Radę, czyli zaostrzenie jej stanowiska i ciche zasygnalizowanie, że istnieje prawdopodobieństwo wcześniejszej podwyżki niż w ostatnim kwartale 2018 roku, będzie dużym zaskoczeniem, które musiałoby zaowocować skokowym umocnieniem polskiej waluty. Proces ten zapewne byłby kontynuowany w kolejnych dniach, sprowadzając notowania głównych walut w dół o 3-5 groszy. Niemniej jednak, byłaby to już ostatnia okazja w tym roku do wygenerowania takiej popytowej fali na złotym, a końcówka roku prawdopodobnie i tak upłynie pod znakiem realizacji zysków.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Kontrola podatkowa na życzenie

W październiku 2017 r. Komisja Kodyfikacyjna Ogólnego Prawa Podatkowego opublikowała projekt nowej ordynacji podatkowej. Jednym z zaproponowanych rozwiązań jest wprowadzenie konsultacji podatkowych pomiędzy organem i podatnikiem, które w  założeniu mają rozwiać wątpliwości przedsiębiorcy co do prawidłowości dokonanych rozliczeń podatkowych.

Jak to zwykle jednak w podatkach bywa, diabeł tkwi w szczegółach, a koncepcje zmian zmierzające do uproszczenia systemu podatkowego nierzadko odbiegają od założonych postulatów i jeszcze bardziej komplikują sytuację prawno-podatkową firm. Warto zatem bliżej przyjrzeć się proponowanym rozwiązaniom i ustrzec się ewentualnych nieścisłości.

„Audyt na zamówienie”

Projekt nowej ordynacji podatkowej wprowadza m.in. procedurę szczególną mającą na celu konsultację skutków podatkowych transakcji. W trybie konsultacji zobowiązany będzie mógł wystąpić do organu podatkowego z wnioskiem o uzyskanie wiążącego potwierdzenia konsekwencji podatkowych opisanych w tym wniosku zdarzeń lub procesów gospodarczych. W przeciwieństwie do postępowania w sprawie wydania interpretacji indywidualnej, w ramach procedury konsultacyjnej będą dokonywane ustalenia faktyczne, prowadzone będzie postępowanie dowodowe, a także będą się odbywać uzgodnienia między organami podatkowymi a podatnikami. Tym samym organ nie ograniczy się w swoim rozstrzygnięciu wyłącznie do opisu stanu faktycznego przedstawionego w treści wniosku, tak jak to ma miejsce przy ubieganiu się o interpretację, ale dokona kompleksowej – przynajmniej tak wynika z treści projektu – oceny zdarzeń gospodarczych mających wpływ na wysokość zobowiązania podatkowego.

Tryb postępowania zakłada, że organ podatkowy I instancji właściwy do poboru danego podatku na wniosek zainteresowanego i po przeprowadzeniu z nim konsultacji wyda decyzję w sprawie skutków podatkowych czynności lub zdarzeń, których dokonał bądź w których brał udział. Zakres przedmiotowy konsultacji będzie obejmował czynności lub zdarzenia, w rezultacie których dochodzi do przeniesienia własności składników majątku lub przekazania ich do używania, udzielania pożyczek lub kredytów, jak również procesów restrukturyzacyjnych w firmie. Przepisy zostały skonstruowane w taki sposób, aby obejmowały wyłącznie takie transakcje gospodarcze, które charakteryzują się znacznym stopniem skomplikowania i są obarczone dużym ryzykiem podatkowym.

Konsultacje z konsekwencjami

Samo złożenie wniosku o wszczęcie konsultacji nie oznacza jednak, że rozstrzygnięcie władcze organu będzie korzystne dla podatnika. Decyzja wymiarowa w sprawie skutków podatkowych dokonanej transakcji wywoła bowiem podobne skutki prawne jak decyzja określająca wysokość zobowiązania podatkowego wydana w toku postępowania podatkowego, m.in. przewiduje się tryb odwoławczy oraz sądową kontrolę rozstrzygnięć organów podatkowych. W rezultacie, jeśli ustalenia organu co do istoty sprawy w drodze przeprowadzonych konsultacji będą niekorzystne dla wnioskującego, wówczas przedsiębiorca będzie mógł dochodzić swoich praw przed sądami administracyjnymi, ale cały proceder może potrwać nawet kilka lat.

Nie ma nic za darmo

Jak łatwo zauważyć, wydanie decyzji w ramach konsultacji będzie wiązało się z wniesieniem stosownej opłaty. Projektodawca uzależnił wysokość opłaty od rozmiarów i wartości transakcji będącej przedmiotem wniosku. Przykładowo opłata za wniosek o konsultację złożony przez dużego przedsiębiorcę wyniesie 1% wartości transakcji będącej przedmiotem wniosku, jednak nie mniej niż 5 tys. zł i nie więcej niż 100 tys. zł. Co więcej, jeśli zainteresowany wystąpi o konsultację w sprawie skutków podatkowych więcej niż jednej transakcji albo więcej niż jednego podatku, organ zażąda odrębnej opłaty od każdej transakcji oraz każdego podatku. Przepis ten jest kalką regulacji dotyczących opłat za wydanie interpretacji indywidualnych, które od wielu lat wywołują wzmożoną krytykę podatników i pełnomocników. Wprowadzenie takiego rozwiązania może spowodować, że fiskus w sposób uznaniowy będzie dokonywał sztucznych podziałów na mniejsze transakcje, podczas gdy ciężarem kosztów takiego postępowania w całości zostanie obarczony przedsiębiorca.

Zakres ochrony – przewidywania a rzeczywistość

Innym mankamentem opisywanej procedury jest zastrzeżenie, zgodnie z którym decyzja wymiarowa może dotyczyć skutków podatkowych wyłącznie tych transakcji, które wystąpiły przed złożeniem przez podatnika wniosku o wszczęcie konsultacji. Nie jest zatem możliwe uzyskanie w takim trybie ochrony prawnej w odniesieniu do dopiero co planowanych transakcji. Prowadzi to do absurdalnych wniosków, ponieważ firmy, które dokonały rozliczeń wbrew temu, co orzeknie fiskus, same będą raportowały organom schemat swojego postępowania i narażały się na konsekwencje prawne, natomiast nie otrzymają w zamian żadnej wiążącej opinii organu na etapie projektowania swoich strategii biznesowych i podejmowania decyzji finansowych.

Z treści projektu ustawy wynika także, że do wniosku o wszczęcie konsultacji należy załączyć dokumentację dotyczącą dokonanej transakcji, w szczególności oryginały lub kopie umów. Postępowanie dowodowe nie musi jednak ograniczać się do dokumentacji przedstawionej przez wnioskującego, a organ prowadzący konsultację dostaje de facto wolną rękę w zakresie gromadzenia materiału dowodowego. Taki zapis może budzić uzasadnione obawy przedsiębiorców w sytuacji, gdy organy będą wykorzystywały zdobytą dokumentację firm w innych postępowaniach, niemających związku z prowadzonymi konsultacjami.

Powyższe argumenty dają do zrozumienia, że pomimo dobrej woli i przekonania projektodawcy, iż procedura konsultacji ma na celu ułatwienie prowadzenia biznesu, może się okazać, że skorzystanie z niej uderzy rykoszetem na firmie i wywoła niepożądane skutki prawno-podatkowe.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

W ciągu 2017 r. wartość bitcoina urosła o ponad 1000%

W ciągu 2017 r. wartość kryptowaluty bictoin urosła o ponad 1000%, ustanawiając dziesiątki różnych rekordów. Niedawno jeden bitcoin przekroczył granicę 11 tys. USD i nadal idzie w górę, osiągając we wtorek rano kurs 11 728 USD. Wartość bitcoina jest już większa niż wielkich międzynarodowych koncernów i znanych światowych marek (kapitalizacja rynkowa wynosi 195 mld USD). Niektórzy analitycy i inwestorzy ostrzegają, że koniec tej bańki spekulacyjnej jest bliski (np. Nouriel Roubini, Jim Rogers, Ken Griffin), a inni, że bitcion nadal będzie zyskiwał (np. John McAfee, Michael Novogratz, Maks Keiser). Na razie jeszcze szybciej niż bitcoin rośnie kryptowaluta ethereum, której wartość od początku 2017 r. podniosła się aż o 5500%.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do głównych walut: do euro (-0,23%), brytyjskiego funta (-0,11%), dolara kanadyjskiego (-0,5%), dolara australijskiego (-0,78%) oraz japońskiego jena (-0,26%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,187, GBP/USD – 1,344, USD/CAD – 1,265, AUD/USD – 0,765 i USD/JPY – 112,6. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,04%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,883. Złotówka minimalnie umacnia się do głównych walut. We wtorek rano dolar kosztuje 3,54 zł, euro – poniżej 4,21 zł, funt – 4,76 zł, a frank szwajcarski – 3,6 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru czerwonego i zielonego. W poniedziałek w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,53%, frankfurcki indeks DAX – 1,53%, a paryski indeks CAC 40 – 1,36%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 0,11%, meksykański indeks Bolsa obniżył się o 0,22%, a brazylijski indeks Bovespa zyskał 1,14%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei stracił 0,37%, chiński indeks Shanghai Composite – 0,18%, a hongkoński indeks Hang Seng – 0,99%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej idą w dół. W poniedziałek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 62,45 USD (-2,05%), a ropy WTI – 57,47 USD (-1,55%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca obniżyła się o 1 USD do 66 USD. Z kolei cena złota po wcześniejszych spadkach idzie w górę. We wtorek rano uncję metalu rynek wycenia na 1275 USD. To 2 USD więcej (+0,16%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

2:45 – Chiny – PMI dla usług, listopad – 51,9 pkt. (prognoza 51,5 pkt.)
4:30 – Australia – Decyzja RBA ws. stóp procentowych, grudzień – bez zmian
9:55 – Niemcy – PMI dla usług, listopad (prognoza 54,9 pkt.)
10:00 – Strefa euro – PMI dla usług, listopad (prognoza 56,2 pkt.)
10:30 – Wielka Brytania – PMI dla usług, listopad (prognoza 55 pkt.)
14:30 – USA – Saldo bilansu handlowego, październik (prognoza -47,5 mld USD)
15:45 – USA – PMI dla usług, listopad (prognoza 54,7 pkt.)
16:00 – USA – ISM dla usług, listopad (prognoza 59,1 pkt.)
16:00 – Polska – Komunikat po posiedzeniu RPP, grudzień (decyzja ws. stóp procentowych)
17:30 – Niemcy – Wystąpienie szefa Bundesbanku

Przygotował zespół analityczny easyMarkets 

Podsumowanie 2017 r. w branży ubezpieczeniowej oraz prognozy na rok 2018

O tym, co wydarzyło się w 2017 r. i co czeka branżę ubezpieczeniową w roku 2018 mówi Michał Kwasek z ANG Spółdzielni.

  • Pomimo widma wejścia w życie nowej ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym, rok 2017 minął w branży głównie pod znakiem działań pozalegislacyjnych.
  • Obserwowaliśmy wzmożone działania w sektorze ubezpieczeń medycznych, a także pierwsze kroki w stronę ochrony przed cyberatakami.
  • W 2018 r. możemy spodziewać się przede wszystkim bogatszej oferty ubezpieczeń spersonalizowanych.

Michał KwasekJeszcze w 2016 r. wiedzieliśmy, że niebawem przyjdzie nam się zmierzyć z nową ustawą o pośrednictwie ubezpieczeniowym. Jednak jej wprowadzenie zajmie więcej czasu niż na początku sądziliśmy. I choć widmo zmian nadal istnieje i ustawa na pewno prędzej czy później wejdzie w życie, branża pośrednictwa ubezpieczeniowego zdaje się ten fakt bagatelizować. Ubezpieczeniowcy z wieloma regulacjami mierzą się już od lat i skóra na ich plecach odpowiednio już stwardniała. Niejedną zmianę prawa widzieli, widzieli też wdrażanie tych zmian w życie. Niestety, w tym przypadku doświadczenie i wynikający z tego spokój może faktycznie okazać się niebezpieczny i finalnie zgubny.

Kancelarie odszkodowawcze groźniejsze niż KNF i UOKiK

Kłopoty mogą bowiem przyjść z najmniej oczekiwanego i spodziewanego kierunku… Nowa ustawa regulująca pośrednictwo ubezpieczeniowe ma bowiem wejść w życie w końcówce lutego 2018 r, jednak jej uchwalenie może zostać odroczone w czasie. Oby, ponieważ na dzisiaj spora część branży ubezpieczeniowej zupełnie nadchodzącymi zmianami się nie przejmuje. A powinna. Niewątpliwie przydałoby się te kilka miesięcy więcej. Najważniejszą nadchodzącą zmianą jest konieczność badania potrzeb klienta, coś niby oczywistego, co większość praktyków tego rynku robi od zawsze. I właśnie dlatego te nowe przepisy ci praktycy bagatelizują. W ich podejściu do klienta zmieni się faktycznie niewiele. Dużo zmieni się jednak w dokumentowaniu i ewentualnym udowodnieniu tego, co faktycznie powiedziało się klientowi. Co ważne, razy mogą przyjść nie od strony najbardziej oczywistej, czyli z KNF-u czy UOKiK, w tej rozgrywce mogą je wymierzać kancelarie odszkodowawcze. Warto zatem zadbać o odpowiednią infrastrukturę i procedury zabezpieczające przed takimi ewentualnymi sporami. Na rynku ubezpieczeniowym widoczna również będzie konsolidacja, jako nieunikniona konsekwencja nadchodzących zmian.

2018 rokiem ubezpieczeń zdrowotnych, porównywarek i insurtechów

Nadchodzący rok 2018 będzie zatem upływał pod znakiem prób skutecznej adaptacji do nowej rzeczywistości legislacyjnej, w której zarówno części kredytowej, jak i ubezpieczeniowej rynku pośrednictwa przyjdzie żyć. W ubezpieczeniach widoczne powinny być jeszcze trzy trendy.

Na dzisiaj już 2,1 mln Polaków korzysta z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych. Ostatni okres, to dominacja prywatnych zakładów medycznych, oferujących bezpośredni zakup abonamentu medycznego. Ich dotychczasowa skuteczność może jednak stać się ich przekleństwem. Zbyt duży sukces skutkuje obserwowanym spadkiem jakości, w efekcie którego klienci mogą zechcieć migrować w produkty oferowane przez Towarzystwa Ubezpieczeniowe, które dają zdecydowanie szerszą ofertę placówek, a tym samym dostępność, co przecież w tym produkcie jest najważniejsze. Zmiana biegu rzeki klientów w sektorze ubezpieczeń zdrowotnych może być jednym z ważniejszych wydarzeń 2018 r.

Pierwsze, obserwowane w 2017 r. cyberataki mogą natomiast skutkować rozwojem oferty produktowej chroniącej klientów przed ich konsekwencjami. Dziś popyt na takie produkty jest niewielki, a więc i podaż znikoma. Rok 2018 powinien jednak przynieść istotną zmianę w tym segmencie rynku.

W branży ubezpieczeniowej widać także apetyt na nowe, niszowe ryzyka i personalizowanie budowanych przez Towarzystwa ofert. Malejąca marża na dotychczasowych produktach, rosnąca świadomość, a w ślad za nią wymagania klientów, rosnące wymagania legislacyjne, technologia umożliwiająca bardzo precyzyjną analizę potrzeb – to wszystko skutkować będzie koniecznością istotnej zmiany w percepcji, otwartości na nowości i apetycie na nowe ryzyka po stronie ubezpieczycieli. W 2018 r. obserwować będziemy zatem drugą młodość porównywarek ubezpieczeniowych, indywidualnych, bądź dedykowanych wąskim grupom odbiorców ofert i wreszcie przecierających pierwsze szlaki projektów insurtechowych.

Wydaje nam się, że przez kilka ostatnich lat przygotowaliśmy się do nadchodzących zmian. Cechy, które od kilku już lat przyświecają naszej misji tworzenia Spółdzielni, czyli organizacji ludzi i dla ludzi, dzisiaj stają się bardzo pożądane. Budujemy naszą tożsamość już kilka lat i wiemy doskonale, że organizacji odpowiedzialnej społecznie nie da się zbudować z dnia na dzień. Innego sposobu myślenia nie da się także narzucić czy wdrożyć korporacyjnym zarządzeniem. Czas więc pokaże, jak ze zmianami w branży ubezpieczeniowej poradzą sobie inne firmy pośrednictwa i czy nasze podejście do prowadzenia organizacji zdało egzamin.

USDX i podwyżki sóp procentowych

13 grudnia czeka nas kolejna podwyżka stóp procentowych w USA, inwestorzy wyceniają ją już w 98.3 proc., zatem zaskoczenia nie będzie. Z kolei w 2018 roku prawdopodobnie dojdzie do dwóch albo nawet i trzech podwyżek kosztu pieniądza, ale to nie jest najważniejsze.

stopy procentowe

Najważniejszą zmianą w prowadzeniu polityki monetarnej przez Rezerwę Federalną jest redukcja sumy bilansowej z obecnych 4,45 biliona USD do 2,5-3 bln USD. Dopiero łącząc te dwie informacje otrzymujemy prawdziwie jastrzębi komunikat. Ponadto przyszły szef Rezerwy Federalnej Powell uważa, że gospodarka amerykańska znajduje się w stanie pełnego zatrudnienia i nie ma co czekać na przegrzanie rynku pracy. Jest to nieco bardziej jastrzębie stanowisko niż Janet Yellen.

Wracając do bilansu, jest to bardzo ważna informacja dla wszystkich. Od 2009 roku globalna polityka monetarna polegała na dostarczaniu płynności na rynek poprzez zaniżanie rentowności obligacji krótkoterminowych oraz długoterminowych. Aczkolwiek sytuacja zmienia się razem z nastaniem 2018 roku (FED zamierza zredukować bilans, ECB zmniejszyć skale QE, BoJ również zmniejsza skale działania).

QE bilanse bankow

Wspomniany czynnik z pewnością przełoży się na rynek kapitałowy tak samo jak i na dolara amerykańskiego.

2017 rok nie jest udany dla waluty amerykańskiej. Od początku stycznia do września indeks dolara znajdował się w trendzie spadkowym, dopiero teraz doszło do małego odreagowania. Czy na tym się zakończy? Prawdopodobnie nie, ponieważ do USD żywiony jest zbyt duży pesymizm, co widać chociażby po pozycjonowaniu się zarządzających na kontraktach terminowych.

USDX i zarzadzajacy

Kolorem zielonym zaznaczono pozycje netto zarządzających na kontraktach terminowych. Z kolei na biało indeks dolara amerykańskiego. Pozycje netto znalazły się na poziomie, w którym przeważnie dochodziło do odbicia DXY. Czy tym razem będzie tak samo? Być może, ale może również dojść do długoterminowej konsolidacji, w której zarządzający zrealizują zysk z krótkich pozycji. Z drugiej strony indeks dolara może znaleźć się w jeszcze mocniejszej korekcie, co jest potwierdzone przez spread rentowności niemieckich i amerykańskich.

USDX i podwyżki sóp procentowych 3

Linia pomarańczowa przedstawia spread rentowności niemieckich i amerykańskich na tle pary walutowej EURUSD. Jak widać, od czterech miesięcy spread rentowności zaczął rosnąć na korzyść obligacji amerykańskich. Natomiast EURUSD tąpnęło, po to aby zaraz odbić i zniwelować cały ruch spadkowy. Niemniej jednak dokładając do tego zbyt duży pesymizm żywiony do USD bazowym scenariuszem pozostanie umocnienie indeksu dolara na rynku.

DXY – analiza techniczna

USDX i podwyżki sóp procentowych 4

Notowania DXY na interwale tygodniowym znajdują się w kanale spadkowym, ostatnia korekta nie zdołała pokonać górnej bandy kanału. Aczkolwiek zostało pokonane wsparcie 92.5 punktów. Dodatkowym aspektem wspierającym scenariusz wzrostowy jest oscylator stochastyczny, które sugeruje bardzo mocne wyprzedanie amerykańskiej waluty. Bazowym scenariuszem zostanie pokonanie górnej bandy kanału wzrostowego i wzrost USDX w okolicę 97 punktów.

Dobre dane z Francji. Kiedy rekonstrukcja rządu?

Paryż pokazuje ostatnio bardzo dobre informacje ze swojej gospodarki. RPP raczej nie zmieni dzisiaj stóp procentowych. Zapowiadana od niemal 2 miesięcy rekonstrukcja rządu w końcu może stać się faktem.

Poprawa we Francji

Dobre dane nadchodzą z Paryża. Wzrost PKB w wysokości 2,2% nie jest co prawda niczym co powali rynki na kolana. Jest to natomiast bardzo dobry sygnał i najlepszy wynik od 5 lat. Bardzo dobre wyniki osiągają również indeksy koniunktury. Zarówno dla przemysłu jak i usług. Dzisiaj tuż przed 10:00 poznaliśmy odczyt dla usług, który przekracza 60 pkt. Jest to wynik o przeszło 5 pkt wyższy od odczytu z Niemiec czy z Włoch. Jaki ma to wpływ na rynki walutowe? Euro oparte jest na kondycji wielu państw. Dotychczas bardzo dobre dane z Niemiec były tonowane przez słabsze z Francji, Hiszpanii i Włoch. Teraz gdy pojawi się druga lokomotywa w tym pociągu być może zobaczymy kolejne umocnienie wspólnej europejskiej waluty.

Decyzja w sprawie stóp procentowych w Polsce

Dzisiaj powinniśmy poznać decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych w Polsce. Opinia analityków jest zgodna – na dzisiejszym posiedzeniu nie powinno dojść do zmian. Powodem jest oczekiwanie na działanie naszych sąsiadów, a szczególnie start zacieśniania polityki monetarnej w Unii Europejskiej. O potrzebie wzrostu stóp dyskusja w kraju trwa od miesięcy. Problemem jest fakt, że podniesienie stóp spowoduje nie tylko umocnienie waluty, ale dodatkowo zwiększy oprocentowanie kredytów. W rezultacie polscy eksporterzy ucierpią podwójnie. Otrzymają mniej środków za swój eksport i będą się drożej finansować. To właśnie lęk zduszenia obecnego wzrostu gospodarczego spowoduje, że najprawdopodobniej jeszcze przez wiele miesięcy nie zobaczymy zmian stóp.

Rekonstrukcja rządu PiS

Wielokrotnie zapowiadana i przekładana rekonstrukcja rządu ma podobno odbyć się jednak w grudniu. Obecnie mówi się o objęciu teki premiera przez Mateusza Morawieckiego. Dla rynków walutowych zmiana premiera byłaby oczywiście istotna. Biorąc pod uwagę życiorys i doświadczenie nie należałoby się spodziewać niepokoju a tym samym osłabienia waluty. Ważne też będą ewentualne zmiany w resortach finansów i gospodarki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – handel zagraniczny,
  • 16:00 – USA – raport ISM dla usług.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kurs funta po spotkaniu May z szefem KE Junckerem

Lunch między premier Wielkiej Brytanii May i szefem KE Junckerem nie przyniósł finalnego porozumienia w kolejnej fazie rozmów negocjacyjnych ws. Brexitu. Funt zaliczył huśtawkę nastrojów, gdzie dziś wygrywa kapitulacja optymistów. Mocniejsze są AUD i NZD w reakcji na lokalne czynniki. W kalendarzu PMI/ISM dla usług oraz decyzja RPP. Nie spodziewamy się istotnego wpływu decyzji na złotego.

Poniedziałek był ciężkim dniem dla traderów na rynku GBP. Budowane na spekulacjach przez większość dnia oczekiwania na kolejny krok do rozpadu w rozmowach Wlk. Brytanii z UE finalnie się zawaliły. Sporną kwestią jest ustawienie granicy (dla handlu i ruchu osobowego) między Wielką Brytanią i UE, a różnica zdań dotyczy wyspy Irlandii. Bruksela życzyłaby sobie, aby Irlandia Północna podlegała pod jej regulacje, z kolei Belfast żąda traktowania na równi z resztą Wielkiej Brytanii. Premier May musi się liczyć ze zdaniem DUP, największej partii w Irlandii Północnej, która wspiera rząd May w parlamencie. Choć May i Juncker podkreślili wczoraj, że „wystarczający postęp” powinien zostać osiągnięty do szczytu UE 14 grudnia, to daje ponad tydzień na dywagacje i zmiany zdań, a przede wszystkim pokazuje, że negocjacje Brexitu nie są i nie będą łatwym procesem. Dla GBP oznacza to, że kolejny raz wielu traderów sparzyło się na handlowaniu optymizmu wobec całej operacji i kapitulacja będzie balastem ściągającym funta w dół. Oczywiście do czasu, aż prasa nie dotrze do kolejnej pozytywnej rewelacji.

Funt jest przegranym ostatnich 24 godzin, a prym wiodą waluty z Antypodów. W nocy prezes RBNZ Spencer zasugerował, że wprowadzenie podwójnego mandatu dla polityki pieniężnej pozwoli na tolerowanie niższej inflacji, kiedy zatrudnienie i wzrost gospodarczy pozostają mocne. To w ocenie rynku uchyla furtkę dla wcześniejszej decyzji o podwyżkach, choć przekonanie nie jest zbyt silne, gdyż NZD powoli zaczyna odpuszczać wzrosty. AUD znalazł wsparcie w lepszych danych o sprzedaży detalicznej i komunikacie RBA, który niewiele zmienił się przez ostatni miesiąc pomimo kilka rozczarowań w danych. RBA pokłada dużą nadzieję w odczycie PKB za III kw. (dziś w nocy), więc jeśli dane rozczarują, Aussie będzie miał wiele do stracenia.

Dziś w kalendarzu GBP pilnuje PMI dla usług z Wielkiej Brytanii, z kolei ISM dla usług z USA może nie wybić się z istotnością ponad klimat wyczekiwania przez rynek USD postępów w kolejnej fazie zatwierdzania ustawy podatkowej. Na krajowym podwórku RPP wyjątkowo kończy posiedzenie we wtorek i tutaj chyba kończą się anomalie związane z posiedzeniem. Choć Rada ma sporo do przedyskutowania po stronie danych makro, wątpliwe, aby zmianie uległ przekaz o utrzymaniu polityki bez zmian co najmniej do końca przyszłego roku. Nawet jeśli jastrzębie będą chciały mocniej zaznaczyć swoją obecność, to za mało, aby rynek odebrał to jako pozytywny impuls dla złotego. Na konferencji prasowej prezes Glapiński powinien podtrzymać swoją prywatną opinię o braku konieczności podwyżek w przyszłym roku. A ponieważ głos prezesa przesądza o rozkładzie sił w Radzie, trudno oczekiwać podwyżki we wcześniejszym terminie. Rynek doskonale zdaje sobie z tego sprawę i wątpimy, aby wynik posiedzenia dał podstawy do istotnej zmiany wartości złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Nowa ustawa, nowa metoda, stare wyniki i nawyki – wymagania ustawy o rachunkowości a praktyka rynkowa

Spółki notowane na warszawskim parkiecie  mogą mieć problem wypełnieniem nowych obowiązków  raportowania danych niefinansowych, zgodnie z nowymi zapisami Ustawy o rachunkowości. To główny wniosek z badania firmy doradczej EY, Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych i GES „Raportowanie niefinansowe: wymagania ustawy o rachunkowości a praktyka rynkowa. Wyniki Analizy ESG Spółek w Polsce 2017”. Analiza pokazuje, że spółki najczęściej pomijają raportowanie o zagadnieniach dotyczących polityki praw pracowniczych – wynagrodzeń i godzin pracy (82,9 %) i przeciwdziałania korupcji (72,9 %). Ponadto, poziom raportowania w wymaganych ustawą obszarach pozostaje na niewystarczającym poziomie. Oznacza to, że giełdowe spółki czeka gigantyczna praca, aby rzetelnie spełnić wymagania ustawy w zakresie ujawniania informacji niefinansowych oraz aby lepiej odpowiadać na coraz większe zapotrzebowanie na tego typu dane ze strony inwestorów.

Przeprowadzona przez EY, SEG i GES już po raz szósty analiza raportowania danych niefinansowych objęła 140 największych spółek z ośmiu sektorów: paliw i energii, finansów, chemii i surowców, ochrony zdrowia, dóbr konsumpcyjnych, handlu i usług, przemysłowego i budowlanego oraz technologii. Wszystkie badane podmioty były notowane 30 czerwca br. na warszawskim parkiecie. Analizą objęto pięć obszarów: środowiskowy, praw pracowniczych, etyki i przeciwdziałania korupcji, kwestii społecznych oraz praw człowieka.

– W 2017 r. zdecydowaliśmy się na zmianę metodologii badania tak, aby monitorować na ile spółki zobligowane do ujawniania danych niefinansowych spełniają wymagania Ustawy o rachunkowości, zachowując równocześnie perspektywę inwestorską. To znaczy, koncentrując się jedynie na analizie wybranych, istotnych wskaźników w obszarach: środowiskowym, społecznym, pracowniczym, praw człowieka oraz przeciwdziałania korupcji – mówi Rafał Hummel, Partner EY i lider zespołu Climate Change and Sustainability Services. – Warto pamiętać, że nowy obowiązek objął nie tylko wybrane spółki z Polski, ale wszystkie rynki Unii Europejskiej. Zatem optyka inwestorów również zostanie skalibrowana pod kątem wymagań prawnych i praktyk rynkowych. Rozległość tych zmian pozwoli również na lepszą porównywalność danych niefinansowych – dodaje.

Kuleje raportowanie w obszarze praw pracowniczym

W obszarze praw pracowniczych żadna ze spółek nie raportuje na poziomie spełniającym wszystkie wymagania. Blisko połowa ankietowanych (48,6%) ujawniaj tylko znikomą ilość informacji lub w ogóle nie raportują zagadnień dotyczących tego zagadnienia. Zdecydowana większość (82,9%) spółek, nie ujawnia lub nie posiada polityki dotyczącej wynagrodzeń i godzin pracy a jedynie deklaruje, że przestrzega regulacji prawnych w tym zakresie. Zaledwie 12,1% ankietowanych podmiotów publikuje dane dotyczące przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia.

Choć spółki deklarują, że przestrzegają regulacji prawnych z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy, to 58,6% nie ujawnia żadnej informacji lub tylko w minimalnym stopniu odnosi się do tych zagadnień. Jedynie 23,6% spółek posiada politykę antydyskryminacyjną, ale 59,3% nie ujawnia informacji nt. różnorodności lub ogranicza się do deklaracji, iż nie toleruje przejawów dyskryminacji. Jeszcze gorzej wygląda sytuacji jeśli chodzi o związki zawodowe. Większość, bo aż 77,9% spółek nie ujawnia żadnych informacji odnoszących się do wolności zrzeszania się lub jedynie deklaruje, że przestrzega regulacji prawnych z tego zakresu.

Kwestie środowiskowe traktowane po macoszemu

Prawie połowa (42,9%) spółek nie ujawnia żadnych informacji lub tylko w minimalnym stopniu odnosi się do zagadnień związanych z zarządzaniem środowiskowym. Najczęściej spółki deklarują, iż działają zgodnie z regulacjami prawnymi z zakresu ochrony środowiska. Raportowanie 8,6% (12) spółek ogranicza się jedynie do zaprezentowania polityki lub strategii CSR, która uwzględnia aspekt środowiskowy.

Zdecydowana większość, bo aż 80,7% spółek nie ujawnia informacji lub jedynie w sposób bardzo ogólny raportuje o zagadnieniach związanych ze zużyciem wody, a 67,1% nie raportuje lub ujawnia jedynie bardzo ogólne informacje dotyczące zużycia energii. Podobnie jak w przypadku zużycia energii czy wody większość spółek – 78,6% (110) – nie publikuje lub ujawnia jedynie bardzo ogólne informacje dotyczące emisji gazów cieplarnianych. Raportowanie 9,3% (13) spółek ogranicza się jedynie do zaprezentowania polityki odnoszącej się do emisji gazów cieplarnianych lub przedstawienia informacji o całkowitej emisji w ostatnim roku.

Korupcja wśród niezauważanych tematów

W obszarze przeciwdziałania korupcji, 72,9% podmiotów deklaruje, że nie toleruje łapownictwa. Jednak 15% firm ogranicza się do publikacji polityki antykorupcyjnej, a 0,7% ankietowanych, czyli de facto jedna spółka przeprowadza analizę w celu określenia ryzyka wystąpienia korupcji.

Gorzej jest z etyką, bo aż 66,4% spółek nie ujawnia informacji z zakresu tego zakresu lub jedynie deklaruje, iż działa w oparciu o normy. Dla 9 (6,4%) podmiotów z analizowanych 140 raportowanie dotyczące zarządzania etyką ogranicza się jedynie do publikacji Kodeksu Etycznego.

Kwestie społeczne lepiej raportowane niż prawa człowieka

Z raportu wynika, że 62,1% spółek albo nie raportuje albo ujawnia w znikomym zakresie informacje na temat zaangażowania społecznego. W przypadku 19,3% spółek opublikowana została jedynie polityka z tego zakresu, a 10% spółek informuje, że przeprowadza konsultacje społeczne lub oferuje możliwość odbywania stażu lub praktyki zawodowej. Zaledwie 5% spółek publikuje informacje o systemie umożliwiającym lokalnej społeczności wnoszenie zażaleń dotyczących działalności spółki lub informuje o lokalnych inicjatywach podejmowanych na obszarze, na którym prowadzi działalność.

Obszarem, o którym spółki niemalże nie informują są prawa człowieka. Znaczna większość, bo aż 82,1% badanych podmiotów nie udostępnia informacji z zakresu przestrzegania praw człowieka i praw pracowniczych w łańcuchu dostaw lub jedynie informuje, iż od swoich dostawców wymaga przestrzegania zasad dotyczących praw pracowniczych i praw człowieka.

– Od sześciu latach podejmujemy działania, aby edukować i przygotowywać emitentów do raportowania niefinansowego. W roku 2017 nasze działania edukacyjne były szczególnie zintensyfikowane i uczestniczyło w nich fizycznie i zdalnie ponad 1500 osób. Zorganizowaliśmy 5 konferencji w całości poświęconych tej tematyce, a dodatkowo zagadnienia te były prezentowane podczas kongresów skierowanych do prawników, działów HR, relacji inwestorskich oraz CFO. Dodatkowo SEG wspólnie z Fundacją Standardów Raportowania zainicjowały powstanie Standardu Informacji Niefinansowych (SIN), który ma pomóc spółkom, które zaczynają swoją przygodę z raportowaniem ESG. Teraz nadchodzi moment próby. Kiedy zostaną opublikowane raporty roczne za 2017 rok będziemy wiedzieli jak spółki poradziły sobie z tym wyzwaniem. Mam nadzieję, że wynik będzie pozytywny – mówi Mirosław Kachniewski, Prezes Zarządu, Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych.

Coraz więcej raportów, procedur i polityk

W zakresie polityki w obrębie wszystkich pięciu obszarów najczęściej pojawiającymi się, udostępnianymi w formie osobnego dokumentu lub na stronie internetowej były: Kodeks Etyki (41 spółek), Polityka Środowiskowa (21), Polityka Różnorodności (17), polityka dotycząca wymogów środowiskowych i etycznych stawianych dostawcom (16), Polityka Zintegrowanego Systemu Zarządzania (11), Polityka Zrównoważonego Rozwoju (11), Polityka BHP (8), Polityka Antykorupcyjna (6), oraz Polityka Energetyczna (5) i Polityka Sponsoringowa (5).

Choć część z badanych spółek deklaruje, iż posiada dokumenty dotyczące wyżej wymienionych aspektów, nie pojawiają się one jednak w domenie publicznej – na ich stornach internetowych. Może to oznaczać, że dokumenty te znajdują się w obiegu wewnętrznym lub spółki nie widzą potrzeby publikacji zagadnień z obszaru zarządzania kwestiami środowiskowymi, społecznymi, jak również dotyczącymi praw człowieka, praw pracowniczych i etyki.

– Mając na uwadze wyniki badania trudno powiedzieć cokolwiek pozytywnego o poziomie raportowania danych niefinansowych na polskim rynku kapitałowym. Pozostaje mieć nadzieję, że w 2018 r. wyniki kolejnej analizy pozytywnie zaskoczą, a wysiłek włożony w przygotowanie i upublicznienie informacji niefinansowych zostanie zarówno nagrodzony przez inwestorów, jak i będzie służył emitentom do efektywniejszego zarządzania poprzez posiadanie lepszej jakości informacji zarządczej – podsumowuje dr Robert Sroka, Menedżer w zespole Climate Change and Sustainability Services EY.

Projekt ma charakter edukacyjny. Tak jak w poprzednich edycjach każda badana spółka może otrzymać  swoje indywidulane wyniki oraz przeprowadzić dialog z analitykami. Spółki nienależące do indeksów WIG20, mWiG40, sWIG80, które nie zostały objęte badaniem mogą do 22 grudnia br. zgłosić chęć przejścia analizy.

– Chcemy, żeby polskie spółki jak najwięcej dowiedziały się o tym jak prawidłowo przedstawiać dane niefinansowe, tak aby były jak najbardziej czytelne dla inwestorów. Dlatego od początku trwania projektu stwarzamy spółkom możliwość dialogu z analitykami, którzy odpowiedzą na pytania w jaki sposób prezentować informacje i które są z ich punktu widzenia szczególnie istotne. Spółki chętne do zapoznania się ze swoimi indywidulanymi wynikami zapraszamy do kontaktu do dnia 22 grudnia br. – mówi Katarzyna Burger, Starszy Analityk GES.

Giełdowy Indeks Produkcji mocno w dół. Winna korekta na GPW?

W listopadzie spadły ceny akcji 42 spółek z Giełdowego Indeksu Produkcji, który zakończył miesiąc z wynikiem 1088.50 pkt., czyli 56.38 pkt. poniżej poziomu na jakim znajdował się w październiku.  Spadek wartości indeksu o 4.92 proc. miał silny związek z korektą, jaka zapanowała w listopadzie na całej GPW. Co ciekawe, rynek tracił mimo kolejnych pozytywnych odczytów wskaźników monitorujących stan realnej gospodarki.

W listopadzie ceny akcji 42 spółek z GIP60 spadły, a jedynie dwunastu wzrosły. Średnia miesięcznych stóp zwrotu 60 polskich spółek produkcyjnych objętych indeksem wyniosła -2.3 proc. W przekroju branżowym najlepszymi okazały się spółki farmaceutyczne z 3.8 proc wzrostem, a dodatnią średnią stopę zwrotu udało się uzyskać jeszcze tylko producentom tworzyw sztucznych (+0.5 proc. m/m). Pozostałe branże uplasowały się poniżej zera: najwięcej traciły spółki motoryzacyjne (-2.5 proc. m/m), chemiczne (-5.4 proc. m/m) oraz spółki z branży elektromaszynowej (-4.1 proc. m/m).

Podobna sytuacja panowała w listopadzie na całej GPW, gdzie indeks szerokiego rynku WIG spadł o 4.6 proc. m/m. Spośród wszystkich indeksów branżowych zawierających spółki z szeroko pojętego przemysłu przetwórczego najwięcej straciły WIG-MOTO (-7.42 proc. m/m), WIG-ODZIEŻ (-6.97 proc. m/m) i WIG-LEKI (-6.8 proc. m/m). Wśród nielicznych indeksów WIG, których wartość w listopadzie wzrosła, na próżno szukać indeksów związanych mniej lub bardziej z branżą produkcyjną.

Najgorzej wśród największych

W październiku słabe wyniki indeksu sWIG80 miały negatywny wpływ na zachowanie GIP60, a w listopadzie spółki z sWIG80 były jedynymi, które osiągnęły dodatnią średnią stóp zwrotu (0.78 proc m/m). Aż 10 z 12 spółek z dodatnią stopą zwrotu pochodziło właśnie z indeksu małych spółek sWIG80. Tym razem Giełdowemu Indeksowi Produkcji najbardziej ciążyły największe spółki z indeksu WIG20 (średni zwrot na poziomie -8.40 proc m/m) i średnie spółki z indeksu mWIG40 (-5.84 proc m/m). Mimo, że tylko co szósta spółka z GIP60 pochodzi ze wspomnianych indeksów zrzeszających największe spółki z GPW to ich rozmiar, a więc i waga w GIP, wpłynęły stosunkowo mocno na jego odczyt.

Również w tym przypadku można doszukać się wielu analogii pomiędzy GIP60, a całym rynkiem podstawowym GPW, na którym najmniejszy spadek zanotował indeks sWIG80 (-1.20 proc. m/m), wyraźnie gorszy wynik osiągnęły spółki z mWIG40 (-3.74 proc m/m), a największy spadek zaliczyły największe spółki z indeksu WIG20 (-4.60 proc m/m).

W listopadzie SELVITA najlepsza

Najwyższą stopę zwrotu (29 proc m/m)  i pierwsze miejsce w listopadowym rankingu GIP60 osiągnęła spółka SELVITA. Pozytywny wpływ na kurs akcji SELVITY miały ogłoszone w listopadzie wyniki za III kwartał. Przychody na poziomie 20 mln zł (+49 proc. r/r) i EBITDA w okolicach 3.9 mln zł (+60 proc. r/r) to wyniki, które przebiły oczekiwania i poprawiły humor akcjonariuszom tej spółki. Również pozytywne prognozy dotyczące sprzedaży, w tym przede wszystkim oczekiwany przez spółkę wzrost rentowności sprzedaży należy zaliczyć do pozytywnych bodźców wzrostu wartości SELVITY w listopadzie. Te i inne czynniki wpłynęły na to, że kurs akcji biotechnologicznej spółki powrócił już do poziomu sprzed „clinical hold” i zawieszenia badań klinicznych nad cząsteczką SEL24 mimo, że nie zostały one jeszcze odwieszone.

Drugie miejsce w rankingu GIP60 i 15.6 proc. wzrost wartości zaliczyła w listopadzie VISTULA GROUP. Również w tym przypadku bardzo dobre wyniki finansowe miały kluczowy wpływ na pozytywny odbiór spółki przez inwestorów w listopadzie. Spółka zakończyła III kwartał z 6.28 mln zł zysku netto, co w porównaniu z 4.01 mln zł rok wcześniej dało ponad 56 proc. wzrost. Dodatnią dynamikę zaobserwowano też na poziomie przychodów ze sprzedaży (16.9 proc r/r) i zysku operacyjnego (47.6 proc r/r).

Najniższy stopień podium dla grupy FERRO, która w listopadzie zanotowała wzrost ceny akcji o 9.2 proc. Źródeł sukcesu na rynku kapitałowym również w tym przypadku najłatwiej doszukać się w sprawozdaniu finansowym za III kwartał. Po raz pierwszy w historii grupy, kwartalna sprzedaż przekroczyła poziom 100 mln zł, głównie za sprawą dwucyfrowej dynamiki wzrostu sprzedaży w Polsce, Rumunii oraz na nowych dla niej rynkach. Spóła rozpoczęła sprzedaż produktów FERRO w krajach bałtyckich i obecnie jest jednym z największych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej producentów dystrybutorów armatury sanitarnej i instalacyjnej.

Stan gospodarki bez zarzutu

Duża ilość podobieństw w listopadowej strukturze stóp zwrotu indeksu GIP60 i całej GPW sugeruje, że ceny akcji polskich spółek produkcyjnych znalazły się pod presją czynników systematycznych, wpływających na całą GPW. Tymczasem odczyty wskaźników makroekonomicznych dotyczących polskiej gospodarki oraz wskaźników monitorujących stan polskiego przemysłu były jednymi z najlepszych w ostatnim czasie.

W listopadzie pojawiła się informacja o wartości PKB za III kwartał, który wzrósł o 4.9 proc., czyli 0.2 proc. powyżej prognozy GUS. Tak wysoki wzrost polska gospodarka zawdzięcza rosnącemu popytowi krajowemu (+3.9 proc. r/r) i przede wszystkim wysokiemu eksportowi (+7.8 proc r/r). Po raz kolejny rozczarowały inwestycje, które wzrosły w Q3 o 3.3 proc. r/r, a więc mniej niż cała gospodarka. I to już jest kolejny kwartał, kiedy udział nakładów na środki trwałe w PKB spadł, przez co obecnie znajduje się na poziomie najniższym od 1995 roku.

Polska gospodarka znajdowała się pod wpływem silnego bodźca wzrostowego w postaci rosnącego eksportu, ale również odczuła negatywny wpływ realnego spadku inwestycji w całości PKB. Jak na tym tle wypadł polski przemysł? Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, produkcja sprzedana przemysłu przetwórczego w październiku br.  była o 14 proc. wyższa niż w tym samym okresie poprzedniego roku, co dało 4.2 proc. wzrost m/m. W listopadzie nastroje pracowników polskich firm produkcyjnych mierzone za pomocą wskaźnika PMI wzrosły o 0.9 pkt do poziomu 54.2 pkt i były najlepsze od dziewięciu miesięcy.

 Awersja do rynków wschodzących zaszkodziła

Dobra koniunktura przemysłowa w Polsce i w Europie trwa w najlepsze, polskie przedsiębiorstwa produkują coraz więcej, a coraz większa część tej produkcji przeznaczona jest na eksport. W Stanach Zjednoczonych dobre dane płynące z gospodarki dostarczyły paliwa pod wzmocnienie hossy czego skutkiem był kolejny rekord indeksu Dow Jones, który przekroczył 24 ty. punktów. Reakcja zachodnich rynków europejskich była bardziej stonowana, ale i tak była ona żywsza od reakcji inwestorów działających na warszawskim parkiecie.

Według Macieja Zaręby, współtwórcy Giełdowego Indeksu Produkcji z DSR SA, spółki dostarczającej nowoczesne rozwiązania IT dla przemysłu, duże podobieństwa polskiej gospodarki do innych rynków wschodzących sprawia, że poszukiwania wytłumaczenia dla listopadowej korekty należy raczej zawęzić do grupy czynników ryzyka geopolitycznego, wpływających na ocenę całego polskiego rynku akcji.

Wygląda na to, że ceny akcji polskich spółek coraz bardziej odbiegają od danych fundamentalnych sprawiając wrażenie niedoszacowania, a porównując wyniki polskich spółek z podobnymi spółkami na rynkach zagranicznych, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mają one spory potencjał wzrostowy Jego daniem Być może objawi się on w postaci rajdu św. Mikołaja, ale równie dobrze obecna niepewność na akcjach polskich spółek może zostać z nami na dłużej, a spory wpływ na przyszłe wydarzenia będą miały czynniki znajdujące się poza wpływem zarządzających spółkami – uważa Maciej Zaręba.

Prezes Banku Pekao Michał Krupiński najlepszym menedżerem firmy Skarbu Państwa

Michał Krupiński, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A. najlepszym menedżerem w rankingu czytelników „Parkietu” – analityków finansowych, maklerów i inwestorów. Prezes Pekao został najwyżej oceniony wśród prezesów spółek z udziałem Skarbu Państwa.

Michał Krupiński kierujący od czerwca br. Bankiem Pekao S.A., pod nadzorem premier Beaty Szydło, uzyskał najwyższe notowania u czytelników „Parkietu” między innymi za to, że w niedługim czasie skompletował kompetentny zarząd, a także przestawił kierunki strategiczne na lata 2018-2020, zakładające przyśpieszenie rozwoju i utrzymanie wysokich dywidend.

Michał Krupiński
Michał Krupiński

– To niezmiernie ważne i budujące wyróżnienie. Docenili nas eksperci rynków finansowych i biznesu. Bardzo dziękuję czytelnikom „Parkietu” za zaufanie i oddane głosy oraz Zarządowi Banku i wszystkim współpracownikom, którzy przyczyniają się do budowania pozycji Banku Pekao – powiedział Michał Krupiński, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

W rankingu „Parkietu” ocenionych zostało 14 prezesów spółek z udziałem skarbu państwa.

Deloitte: Inwestycja w roboty może się zwrócić już po roku

Ponad połowa największych firm na świecie rozpoczęła już wdrażanie automatyzacji procesów z wykorzystaniem robotów. Kolejne 19 proc. firm ma zamiar zrobić to w ciągu dwóch lat. Z raportu „The robots are ready. Are you? Untapped advantage in your digital workforce”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte wynika, że docelowo roboty mogą zastąpić jedną piątą pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze godzin, a jednocześnie pozwalają na zwiększenie przychodów firm. W opinii menedżerów inwestycje w robotykę mają szansę zwrócić się już po niespełna dwunastu miesiącach.

Badanie Deloitte objęło 400 największych firm na świecie z różnych branż, których łączna wartość pod względem przychodów jest większa niż 1,5 mld funtów.

Inwestycje w automatyzację kosztowne, ale i opłacalne

Aż 53 proc. ankietowanych przedsiębiorstw już rozpoczęło proces wdrażania robotów i automatyzacji procesów, a kolejne 19 proc. chce go rozpocząć w ciągu dwóch lat. – Jeśli tempo to będzie utrzymane, w ciągu kolejnych pięciu lat będziemy mogli mówić o pełnym rozpowszechnieniu automatyzacji z wykorzystaniem robotów w grupie największych globalnych firm – mówi Adam Dziemba, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Automatyzacja z wykorzystaniem robotów zazwyczaj wypróbowywana była w pojedynczych obszarach, ale coraz częściej wpisuje się ona w strategię korporacyjną. Taką opinię wyraziło aż 64 proc. menedżerów, podczas gdy rok wcześniej było to jedynie 15 proc. Autorzy raportu wyliczają, że w przypadku firm uczestniczących w badaniu z przychodami rocznymi w wysokości 20 mld dolarów i zatrudniającymi 50 tys. osób, powierzenie 20 proc. zadań robotom, zapewniłoby im rocznie 30 mln dolarów dodatkowego przychodu.

W tej chwili gotowych do skalowania automatyzacji i robotyzacji jest jedynie 3 proc. przedsiębiorstw. Są to organizacje, które dysponują flotą ponad 50 robotów.

Inwestycje w procesy automatyzacji z wykorzystaniem robotów są i będą znaczące. Spośród tych, którzy znajdują się już na etapie ich wdrażania, 78 proc. oczekuje zwiększenia nakładów finansowych w ciągu kolejnych trzech lat. Ich dotychczasowe inwestycje pochłonęły dotychczas średnio 3,5 mln dolarów. Natomiast ci, którzy są w fazie pilotażu planują średnio wydać na ten cel 1,5 mln dolarów.

Tak duże inwestycje czynione są z myślą o oczekiwanych zyskach. Organizacje, które znajdują się na etapie pilotażu automatyzacji uważają, że okres zwrotu z tej inwestycji nastąpi średnio po prawie 9,5 miesiącach. Ci, którzy mają ten etap za sobą oceniają ten okres na średnio 11,5 miesiąca. Różnice te mogą wynikać z tego, że na początkowym etapie firmy źle oceniają czas i koszty implementacji zautomatyzowania. Aż 63 proc. respondentów przyznało, że pomyliło się w oszacowaniu czasu potrzebnego do jego wdrożenia, a 37 proc. nieprawidłowo oszacowało koszty.

Coraz mniejszy opór pracowników

W opinii ankietowanych menedżerów automatyzacja procesów z wykorzystaniem robotów jest w stanie zastąpić pracę aż 20 proc. pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze godzin. Organizacje, które mają już doświadczenie w tym zakresie są zdania, że może być to nawet średnio 52 proc. – Niektórzy patrzą na roboty z obawą o miejsca pracy, ale jest ona nieuzasadniona. Każdy element rewolucji przemysłowej w sposób bezpośredni i w bardzo krótkim terminie miał wpływ na miejsca pracy, ale później powstawały one w innych obszarach. Roboty można porównać do poczty elektronicznej i rewolucji, której dokonała – mówi Adam Dziemba. – Nie sposób sobie wyobrazić porównywalnej ilości wymienianych informacji dokonywanej za pomocą maili do możliwości tradycyjnej poczty, nie wspominając o szybkości tej wymiany. Nikt jednak nie oskarża twórców wiadomości e-mail o niszczenie miejsc pracy. Tak jak niemożliwa jest praca bez e-mail, tak w przyszłości być może niemożliwa będzie praca bez robotów – dodaje.

Od kilku lat badanie Deloitte „Global Human Capital Trends” pokazuje, że temat automatyzacji będzie miał kluczowy wpływ na rynek pracy. – Stopniowe wdrażanie nowoczesnych technologii oraz postępująca automatyzacja sprawią, że firmy będą szukać u pracowników innych kompetencji niż dziś. W erze cyfryzacji umiejętności, które dziś są najbardziej cenione, w ciągu kolejnych pięciu lat ustąpią miejsca innym. Jednak typowo ludzkie aspekty pracy, takie jak empatia, komunikacja i rozwiązywanie problemów będą ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej – mówi Michał Olbrychowski, Lider doradztwa Human Capital, Deloitte.

Co naturalne proces implementacji robotyzacji i automatyzacji największe wsparcie zyskał wśród liderów i menedżerów wyższego stopnia. Wśród nich poparcie to sięga aż 72 proc. Z kolei negatywny stosunek do wdrażania robotyzacji zmalał od zeszłego roku wśród wszystkich pozostałych zainteresowanych stron. Tylko 17 proc. respondentów napotykało na opór pracowników w tym zakresie. W grupie firm, które proces automatyzacji mają już za sobą, odsetek ten wynosi jedynie 3 proc. Zdaniem ankietowanych menedżerów ewentualne obawy pracowników można zminimalizować poprzez angażowanie ich bezpośrednio w projekt wdrażania robotyzacji i automatyzacji.

Same korzyści

Zdaniem ankietowanych zalet automatyzacji z wykorzystaniem robotów nie sposób przecenić, szczególnie w obszarze korzyści pozafinansowych.

W opinii 92 proc. wpływają one pozytywnie na podniesienie poziomu zgodności (compliance) oraz na jakość i produktywność (odpowiednio 90 i 86 proc.). Zdaniem 59 proc. respondentów przyczyniają się również do redukcji kosztów. Wśród wyzwań w procesie wdrażania automatyzacji i robotyzacji firmy wymieniają konieczność standaryzacji procesów, zarządzanie zmianą, jak również integrację z systemami informatycznymi.

Automatyzacja daje możliwości szybkiego zwrotu z inwestycji. Jednakże często nie tylko wskaźniki finansowe są kluczowe w podejmowaniu decyzji dotyczących wdrażania robotów. Robotyzacja daje możliwości zwiększenia mocy przerobowych bez konieczności zwiększania zatrudnienia, a także poprawienia jakości procesów, czyli czasu realizacji oraz dokładności. Roboty niwelują wąskie gardła w procesach, przez co organizacje są szybsze w kontaktach z klientami i innymi interesariuszami, w tym akcjonariuszami, regulatorami i audytorami – podsumowuje Adam Dziemba.

W tym tygodniu kurs euro może wrócić w okolice 4,23

Poniedziałkowa sesja nie przyniosła zmiany ogólnego obrazu krajowego rynku walutowego pomimo niewielkiego umocnienia złotego. Jeszcze przed południem kurs EURPLN ponownie zbliżył się do wsparcia na 4,20. Od kilku dni, pomimo solidnych danych makro, dających przekonywujący dowód ekspansji polskiej gospodarki, złoty pozostaje relatywnie mocny, ale jego wzrost wyraźnie jednak wyhamował. Nawet zeszłotygodniowe zejście poniżej 4,19 na EURPLN nie zdołało wywołać kolejnych fal umocnienia PLN. Para zawróciła, co wskazuje, że w najbliższych dniach walutę naszą może czekać wyraźniejsze osłabienie. W tym tygodniu nie jest wykluczony powrót kursu EURPLN w okolice 4,23 a na koniec roku ruch o jeszcze kilka groszy wyżej.

We wtorek kończy się dwudniowe posiedzenie decyzyjne RPP i najprawdopodobniej solidne krajowe dane makro nie zmienią gołębiej postawy RPP, dla której relatywnie słabszy wzrost inwestycji w porównaniu do konsumpcji oraz brak oznak bańki kredytowej w sektorze finansowym mogą stać się czynnikami wspierającymi łagodną obecnie postawę większości jej członków. Przy wzroście PKB w III kw. 2017 o 4,9% r/r inwestycje nadal nie wykazują bowiem oczekiwanego przyspieszenia, co więcej to już kolejny okres w którym kategoria ta zaskoczyła in minus kształtując się na poziomie 3,3%. Z kolei zanotowany w listopadzie 2,5% poziom inflacji konsumenckiej (CPI po raz pierwszy od 2012 r. dotknął cel inflacyjny NBP) najprawdopodobniej wynikał ze wzrostu rocznej dynamiki cen żywności, ale też w dużej mierze cen paliw (w związku z silnym wzrostem notowań ropy naftowej na rynkach światowych oraz wzrostem cen opału za sprawą wysokich cen węgla). Jednakże na przełomie 2017/2018 roku oczekiwany jest spadek wskaźnika CPI, który w grudniu powinien powrócić w okolice 2,0% r/r. Zgodnie z jedną z ostatnich ankiet, ekonomiści podtrzymują, że Rada na kończącym się we wtorek posiedzeniu pozostawi stopy procentowe na rekordowo niskim 1,50% poziomie twierdząc nadal, że na pierwszą podwyżkę w Polsce będziemy musieli poczekać do ostatniego kwartału 2018 roku.

Tymczasem nie tylko gołębia RPP, ale też spodziewany w najbliższym czasie silniejszy dolar na rynku globalnym wraz ze słabszymi odczytami dla chińskiej gospodarki będą ciążyć złotemu. Choć na razie zaufanie rynków do silniejszego dolara nie jest zbyt duże, niemniej biorąc pod uwagę, że gospodarka amerykańska rozwija się, a grudniową podwyżkę stóp przez Fed dodatkowo przypieczętuje zaplanowana na koniec tygodnia publikacja rządowych dane z rynku pracy (wg NFP w sektorach poza rolnictwem przybędzie 198 tys. nowych miejsc pracy przy wzroście o 0,3% m/m średniego godzinnego wynagrodzenia), a do tego prace nad reformą podatkową najprawdopodobniej zakończą się podpisem ustawy przez prezydenta D. Trumpa (wspierając wzrost gospodarczy amerykańskiej gospodarki i zapowiedziane na 2018 rok kolejne podwyżki stóp), dolar powinien zacząć zyskiwać na wartości względem głównych walut, osłabiając złotego. Można spodziewać się, że jak tylko obie izby Kongresu USA uchwalą wspólną wersję ustawy i zostanie ona przegłosowana, kurs EURUSD wyraźnie zacznie obniżać notowania. Prace w wyznaczonych grupach delegatów rozpoczną się już w tym tygodniu. Wg. doniesień prasowych, Goldman Sachs szacuje, że jeśli reforma podatków w USA wejdzie w życie, zwiększy tempo wzrostu PKB o ok. 0,3 p.p. w przyszłym roku i następnym.

Tymczasem, w poniedziałek negatywny wpływ na wspólną walutę mogły wywierać opublikowane dane makro. Wskaźnik Sentix zaufania wśród inwestorów strefy euro spadł w grudniu do poziomu 33,6 pkt z 34 pkt odnotowanych miesiąc wcześniej. Rozczarowały też dane inflacyjne. Wskaźnik PPI wyniósł 2,5% r/r wobec 2,6% oczekiwanych, a do tego w dół do 2,8% z 2,9% zrewidowano dane za wrzesień. Przy wciąż niewiele rosnącej inflacji wydaje się, że bank centralny strefy euro będzie nadal trzymał się przyjętych założeń i jeszcze długo koszt pieniądza w EBC pozostanie na historycznie niskim poziomie. W średnim terminie dodatkowo przemawiać to będzie za silniejszym dolarem względem euro.wsparcie złotego

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Czy RPP ugnie się pod ciężarem solidnych danych gospodarczych?

W oczekiwaniu na RPP doszło do symbolicznego wzrostu rentowności obligacji skarbowych. EURPLN pozostaje w szerokiej konsolidacji. Utrzymanie gołębiego tonu po grudniowym posiedzeniu RPP może osłabić złotego.

Rynek stopy procentowej

Na krajowym rynku stopy procentowej poniedziałkowa sesja przyniosła symboliczny wzrost rentowności obligacji skarbowych. Podobnie jak w zeszłym tygodniu, również i teraz dłuższy koniec krzywej pozostawał stabilny.

W pespektywie najbliższych dni kluczowym wydarzeniem będzie posiedzenie RPP, które rozpoczęło się nietypowo, bo w poniedziałek. Chociaż dzisiaj Rada powinna pozostawić stopy procentowe bez zmian, to jednak najciekawszy będzie komentarz po posiedzeniu. Oficjalny komentarz prezentowany przez prezesa NBP A. Glapińskiego zapewne będzie utrzymany w dotychczasowym neutralnym tonie, sygnalizującym brak zmian stóp procentowych do końca 2018 r. Niemniej wśród pozostałych członków Rady widoczne mogą być większe wątpliwości. Czterech z 10 członków wyraźnie rozważa zaostrzenie polityki pieniężnej w 2018 r. i to nawet w pierwszych miesiącach. Dodatkowo dwóch członków RPP w ostatnich miesiącach w pewnym momencie wspominało o podwyżkach, chociaż ostatecznie wsparło stanowisko A. Glapińskiego.

To, co zmieniło się od ostatniego listopadowego posiedzenia, to przede wszystkim dane makroekonomiczne znacznie lepsze od oczekiwań rynkowych, członków RPP i założeń projekcji makroekonomicznej banku centralnego. PKB wzrósł w III kw. 2017 r. aż o 4,9% r/r. Dla porównania oczekiwania rynkowe kształtowały się na koniec listopada na poziomie 4,5%, a wcześniej były jeszcze niższe. Warto zwrócić uwagę, że w ostatnim odczycie nie mieliśmy jeszcze do czynienia z silniejszym efektem wzrostu inwestycji. Biorąc pod uwagę, że powinny one wzrosnąć w kolejnych kwartałach, daje to szanse na podtrzymanie dynamiki wzrostu PKB również w 2018 r. W ostatnich tygodniach kolejne instytucje finansowe korygują swoje oczekiwania na przyszły rok w zakresie wzrostu gospodarczego w okolice 4,3%, podczas gdy projekcje NBP mówią o dynamice wzrostu na poziomie 3,6%.

Od ostatniego posiedzenia Rady właściwie wszystkie odczyty miesięcznych danych makroekonomicznych zaskoczyły bardzo mocno in plus (m.in. listopadowa produkcja przemysłowa, płace w sektorze przedsiębiorstw, sprzedaż detaliczna i indeks PMI), co potwierdza dobrą koniunkturę również w IV kw. 2017 r. W tym kontekście szczególnie ważne są bardzo mocne dane z rynku pracy, które w niektórych sektorach pokazują dwucyfrowy wzrost wynagrodzeń. Wzrost gospodarczy powyżej PKB potencjalnego sugeruje dalszy wzrost presji płacowej. Jest to o tyle ważne, że dodatkowo nieoczekiwanie po raz pierwszy od listopada 2012 r. inflacja wzrosła do poziomu celu inflacyjnego NBP (2,5%). Uprawdopodabnia to scenariusz trwalszego wzrostu inflacji powyżej celu w perspektywie 2018 r.

Tak wiele nowych poważnych argumentów przemawiających za zaostrzeniem polityki pieniężnej w 2018 r. spowodowało przesunięcie się oczekiwań rynkowych. Podczas, gdy jeszcze niedawno rynek wyceniał w pełni podwyżkę stóp o 25 pb. w IV kw., to teraz już zakłada, że dojdzie do niej w III kw. 2018 r. z prawdopodobieństwem przekraczającym 50%. Te propodwyżkowe oczekiwania rynkowe chłodzić będą zapewnienia banku centralnego o braku zmian stóp procentowych w kolejnych kwartałach.zaostrzenie retoryki

Autor: Mirosław Budzicki , PKO Bank Polski

Na łuszczycowe zapalenie stawów choruje 40 tys. Polaków. Problemem jest trudny dostęp do specjalistów i opieki psychologicznej

Na łuszczycowe zapalenie stawów choruje 40 tys. Polaków. Problemem jest trudny dostęp do specjalistów i opieki psychologicznej 5

W Polsce ponad 40 tys. osób, głównie młodych, choruje na łuszczycowe zapalenie stawów. Leki mogące zahamować rozwój choroby dostępne są jednak tylko dla pacjentów z najcięższą postacią schorzenia. Brakuje również kompleksowej opieki medycznej, szybkiego dostępu do specjalistów oraz pomocy psychologicznej. Wsparcie chorych i ich rodzin oraz zwrócenie uwagi społeczeństwa na ich potrzeby jest celem kampanii „ŁZS. Podwójny cios”.

Łuszczycowe zapalenie stawów to przewlekła choroba z grupy schorzeń reumatologicznych o podłożu zapalnym, atakująca stawy kończyn górnych i dolnych, kręgosłupa, stawy krzyżowo-biodrowe, a także przyczepy ścięgien. Zazwyczaj towarzyszy łuszczycy plackowatej – według statystyk 10–30 proc. pacjentów chorujących na łuszczycę rozwinie ŁZS w trakcie trwania procesu zapalnego. Choroba atakuje głównie ludzi młodych, przed 50 rokiem życia, a więc aktywnych zawodowo i społecznie. Do czynników decydujących o powodzeniu terapii należy wczesna diagnoza oraz szybkie wdrożenie prawidłowego leczenia.

– Im wcześniej pacjent będzie miał prawidłowo rozpoznane ŁZS i rozpoczęte leczenie przeciwzapalne, tym większa szansa na to, że nie dojdzie do uszkodzenia całego stawu, także jego unieruchomienia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. nadzw. dr hab. n. med. Witold Owczarek, kierownik Kliniki Dermatologii CSK MON Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

Łuszczycowe zapalenie stawów może mieć różny przebieg. Najczęściej choroba przyjmuje łagodną postać, zdarzają się jednak przypadki ciężkie, prowadzące do zniszczenia stawów, a co za tym idzie – do kalectwa. Pierwsze objawy ŁZS pojawiają się w postaci stanów zapalnych stawów międzypaliczkowych rąk i nóg, bólu, obrzęku i sztywności stawów, m.in. kręgosłupa, a także bólem w okolicach pięt i połączenia mostka z żebrami spowodowanego zapaleniem przyczepów ścięgien. Podstawą diagnostyki jest badanie krwi, którego celem jest ustalenie wartości OB i CRP oraz obecności czynnika reumatoidalnego. W procesie diagnostycznym i terapeutycznym kluczowe znaczenie ma współpraca między lekarzami reumatologami a dermatologami.

– Dermatolog odgrywa bardzo ważną rolę w procesie rozpoznania ŁZS. W większości ŁZS rozwija się u chorych wcześniej chorujących na łuszczycę plackowatą, tylko u ok. 10–15 proc. pacjentów wcześniej występują zmiany o charakterze zapalenia stawów w stosunku do procesu odbywającego się na skórze. Dodatkowo ŁZS rozwija się u pacjentów chorujących zwykle na łuszczycę umiarkowaną do ciężkiej, choć może się również pojawić u chorych z mniej nasilonymi zmianami skórnymi – mówi prof. Witold Owczarek.

Problemem polskich pacjentów z łuszczycowym zapaleniem stawów jest ograniczony dostęp do lekarzy specjalistów, zwłaszcza poza dużymi miastami. W wielu mniejszych miejscowościach nie ma lekarzy reumatologów lub dermatologów, co uniemożliwia kompleksowe leczenie. Jak wynika z raportu „Ja Pacjent 2017” jednym z problemów, jakie napotykają osoby zmagające się z ŁZS, jest długi czas oczekiwania na wizytę u lekarzy specjalistów. Także dostęp do nowoczesnych form terapii bywa mocno ograniczony. W leczeniu ŁZS stosuje się przede wszystkim niesteroidowe leki przeciwzapalne, leki modyfikujące działanie układu odpornościowego pacjenta oraz glikokortykosteroidy.

– Klasyczne, syntetyczne leki modyfikujące przebieg choroby są ogólnodostępne i refundowane, ale jeśli chodzi o leki biologiczne Polska znajduje się na szarym końcu Europy. U nas około 1–2 proc. pacjentów jest leczonych w ten sposób, podczas gdy w innych krajach Europy jest to około 10–20 proc. pacjentów – mówi dr n. med. Piotr Krawiec, reumatolog z Małopolskiego Centrum Reumatologii, Immunologii i Rehabilitacji w Krakowie.

Leki biologiczne hamują rozwój choroby i ograniczają występowanie objawów. Dostępne są jednak wyłącznie dla pacjentów cierpiących na ciężką, oporną na innego rodzaju leczenie postać choroby, po spełnieniu wszystkich warunków klinicznych wymaganych przez finansowany ze środków publicznych program lekowy.

ŁZS wpływa na wiele aspektów życia. Chorzy borykają się z przewlekłym bólem, ograniczeniem ruchowym i szpecącymi zmianami skórnymi, co wpływa na ich kondycję psychiczną. Często zmuszeni są przerwać pracę zawodową, spotykają się też z brakiem zrozumienia ze strony zdrowych członków społeczeństwa.

– Nie ma aspektów życia, na które ta choroba nie wpływa, począwszy od tego, jak wstajemy z łóżka i czy w ogóle z niego wstaniemy, a skończywszy na tym, jak czuję się w tym momencie, przechodząc przez pracę, przyjemności albo ich brak, przez frustracje i morze innych rzeczy, które zwykły człowiek robi w zwyczajnym tempie. Tutaj wiele spraw urasta do poziomu rzeczy niemożliwych – mówi Monika Kotlarz-Koza, prezes Fundacji „Tak, mam łuszczycę”.

– Choroba uderza w wiele aspektów naszego życia. Dlatego potrzebne jest wieloaspektowe myślenie o tej chorobie. Głównym problemem, który ostatnio wysuwa się w stowarzyszeniu, jest kwestia aktywności zawodowej – musimy tak leczyć chorych, żeby jak najdłużej utrzymać ich na rynku pracy – dodaje Monika Zientek, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Młodych z Zapalnymi Chorobami Tkanki Łącznej „3majmy się razem”.

Z myślą o pacjentach z łuszczycowym zapaleniem stawów prowadzona jest ogólnopolska kampania „ŁZS. Podwójny cios”, której inicjatorem jest firma AbbVie Polska wspólnie z Ogólnopolskim Stowarzyszeniem Młodych z Zapalnymi Chorobami Tkanki Łącznej „3majmy się Razem”, Fundacją „Tak, mam Łuszczycę” oraz Świętokrzyskim Stowarzyszeniem Chorych na Łuszczycę. Jej celem jest wsparcie pacjentów w chorobie oraz budowanie świadomości społecznej na temat łuszczycowego zapalenia stawów. Informacje na temat akcji można znaleźć w serwisie poruszycswiat.pl w zakładce jej dedykowanej.

Intuicja odgrywa coraz większą rolę w biznesie. Oparta o wiedzę i doświadczenie może przynieść duże korzyści

Intuicja odgrywa coraz większą rolę w biznesie. Oparta o wiedzę i doświadczenie może przynieść duże korzyści 6

Duża część decyzji w biznesie podejmowana jest intuicyjnie. Choć intuicja kojarzy się z kobietami, to w taki sposób podejmują decyzje także mężczyźni. Zdaniem ekspertów warto się zdać na wewnętrzną podpowiedź, gdy brakuje wystarczającej liczby danych lub czasu na przemyślane ruchy. Intuicji można się nauczyć poprzez lepsze zarządzanie własną energią, wyciszenie czy medytację.

– Intuicja na pewno odgrywa ważną rolę w biznesie. Wiele decyzji podejmujemy intuicyjnie, przede wszystkim gdy mamy za dużo albo za mało informacji lub też niewystarczająco dużo czasu na przeanalizowanie sytuacji. Dlatego większość decyzji to decyzje intuicyjne – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Ewa Hartman, kierownik studiów podyplomowych Neuro-Przywództwo w Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego.

W prowadzeniu własnego biznesu decyzje często trzeba podejmować spontanicznie. Jak wskazuje dr Hartman, takie sytuacje zdarzają się częściej, niż można przypuszczać. To m.in. decyzje podejmowane na najwyższym szczeblu w obliczu kryzysu, zagrożenia czy nagłej zmiany. Intuicją trzeba się wspierać także wtedy, gdy fakty są sprzeczne lub gdy o wszystkim decyduje czas.

Z mojego doświadczeni wiem, że polscy menadżerowie podejmują decyzje na podstawie intuicji, choć często sami się do tego nie przyznają. Są to decyzje podjęte na zasadzie: tak uważam, tak czuję. Podejmujemy je w ten sposób, gdy nie mamy czasu na dogłębne przeanalizowanie informacji – wskazuje dr Hartman.

Wśród menadżerów często dominuje przekonanie, że dobra decyzja musi być podjęta w oparciu o racjonalne przesłanki. Dlatego mają problem z przyznaniem się do intuicyjnego działania. Co ciekawe, choć teoretycznie to kobiety częściej kojarzone są z intuicyjnymi decyzjami, to coraz więcej mężczyzn działa w ten sposób.

Kobiety, nawet jeśli wiedzą, co zrobić, i tak będą szukać uzasadnienia swojej decyzji w faktach, żeby odeprzeć ewentualny zarzut, że ich decyzja nie jest racjonalna. Analizują więc swoje decyzje i ostatecznie często dochodzą do tego, co poczuły intuicyjnie w pierwszym momencie. Panowie podejmują decyzje sprawniej, szybciej, ale nie przyznają się do tego, że rozwiązanie podpowiedziała im intuicja – ocenia kierownik studiów podyplomowych Neuro-Przywództwo na Uczelni Łazarskiego.

Intuicja nie zawsze musi się wiązać z podjęciem ryzyka. Często podpowiada nam właściwe rozwiązania, choć to dopiero można ocenić z perspektywy czasu. Szanse podjęcia słusznej decyzji są tym większe, im lepiej znamy się na danym temacie i bardziej ufamy intuicji.

 Opieranie się na intuicji w biznesie nie musi być ryzykowne, jeśli jesteśmy ekspertem w danej dziedzinie. Badania dowodzą, że im więcej mamy prawdziwej ekspertyzy w danym temacie, im więcej mamy doświadczeń, tym lepsze są nasze decyzje oparte na intuicji. Jeżeli brakuje nam wiedzy czy doświadczenia, to wówczas podjęcie decyzji w taki sposób może być ryzykowne – przekonuje dr Ewa Hartman.

Intuicja w dużej mierze opiera się na tym, co wiemy.

– To zbiór doświadczeń z całego naszego życia, który jest połączony z emocjami. Jest on w naszej głowie nieświadomie posegregowany tak, żeby znaleźć między tymi doświadczeniami jakieś zależności, wzory, kategorie. Musimy mieć tylko skąd czerpać. Jeżeli człowiek się nie uczy i nie rozwija, to nie będzie w stanie podejmować dobrych decyzji intuicyjnie – mówi dr Ewa Hartman.

Dobra wiadomość jest taka, że intuicję można trenować. Potrzebny jest do tego jednak czas i cierpliwość.

– Intuicji można się nauczyć lub ją wyostrzyć. Aby tak się stało, trzeba umieć lepiej zarządzać swoją energią. Tu wchodzimy w obszar neuronauki, która doskonale tłumaczy, czym jest intuicja. Procesy intuicyjne można nawet zobaczyć – można zobaczyć, które ośrodki w mózgu biorą w niej udział – tłumaczy dr Ewa Hartman. – Da się wyostrzyć myślenie intuicyjne poprzez medytację, wyciszenie, danie sobie czasu na ułożenie informacji oraz odpoczynek. Tylko wtedy informacje, które zbieramy, mogą się poukładać i znaleźć swoje właściwe miejsce w głowie – intuicja wymaga bowiem zatrzymania.

Przed świętami liczba przesyłek wzrasta o 70 proc. Firmy kurierskie szykują się do szczytu już od września

Przed świętami liczba przesyłek wzrasta o 70 proc. Firmy kurierskie szykują się do szczytu już od września 7

Blisko połowa Polaków zamierza w tym roku kupić prezenty przez internet – wynika z badania Deloitte. Wydatki w tym kanale wzrosną o 8,6 proc., podczas gdy budżet na prezenty w ogóle ma być tylko o 3,4 proc. wyższy niż przed rokiem. To oznacza gorący okres dla firm kurierskich, które przygotowują się do niego od miesięcy, zatrudniając dodatkowych pracowników.

Boom rozpoczął się już w czarny piątek, gdy napędzana promocjami sprzedaż wzrosła o 45 proc., a kurierzy odnotowali podwojenie liczby przesyłek.

– W okresie przedświątecznym spodziewamy się do 40 proc. wzrostu wolumenu, a w dniach pikowych nawet 70 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Świerszcz, dyrektor ds. operacyjnych w DHL Parcel Polska. – Większość przesyłek napłynie z kanału e-commerce, co z punktu widzenia firmy kurierskiej stanowi dodatkowe wyzwanie z racji szczególnych wymagań klientów sklepów internetowych.

Z raportu firmy Gemius wynika, że 54 proc. z 26,5 mln polskich internautów robi zakupy w internecie, z czego 53 proc. kupuje w polskich sklepach, a 16 w zagranicznych. Wartość rynku szacowana jest już na 36–40 mld zł. Konsumentów do kanału internetowego zachęca całodobowa dostępność (82 proc.), wygoda (44 proc.), prostota (41 proc.), mniejsza czasochłonność (39 proc.) i niższe ceny (33 proc.). O 5 pkt proc. do 38 proc. spadła też w porównaniu z 2016 rokiem obawa o bezpieczeństwo transakcji. Przed świętami wszystkie te czynniki zyskują na znaczeniu.

Badanie Deloitte wskazuje, że 49 proc. Polaków zamierza kupić prezenty online, korzystając z komputera, a 20 proc. – z urządzeń mobilnych.

– Już w połowie roku przygotowujemy się do szczytu paczkowego, powołujemy cross-funkcyjny zespół, który usprawnia nasze procesy według ustalonego wcześniej planu – informuje Agnieszka Świerszcz. – To współpraca na poziomie całej firmy. Dla przykładu wspólnie z działem HR opracowujemy plany zatrudnienia dodatkowych pracowników i kurierów. Dział IS sprawdza, czy nasze systemy działają prawidłowo. Dział sprzedaży we współpracy z klientami przygotowuje dla nas prognozy wolumenowe. Dzięki temu w czasie szczytu paczkowego jesteśmy dobrze przygotowani.

W listopadzie DHL Parcel rozpoczął obsługę serwisu Zalando. Od maja rozwija także współpracę z siecią sklepów convenience Żabka, w których konsumenci mogą odbierać zamówione przesyłki. O ile przed wakacjami usługą objętych było nieco ponad dwa tysiące sklepów, obecnie jest to już cała sieć sześciu tysięcy placówek.

– W odpowiedzi na potrzeby klientów przygotowaliśmy nowe rozwiązania w kanale ostatniej mili, takie jak kurier wieczorny i doręczenia do ParcelShopów – mówi Agnieszka Świerszcz.

DHL Parcel zatrudnia też dodatkowych kurierów, by uporać się ze wzmożonym ruchem. Proces rekrutacyjny ruszył już we wrześniu.

– Wspólnie z działem HR przygotowaliśmy platformę rekrutacyjną w oparciu o nowoczesne kanały rekrutacji, takie jak Facebook, internet, program poleceń –mówi dyrektor ds. operacyjnych DHL Parcel Polska. – Staramy się, aby nasza oferta była elastyczna, co jest ważne w obecnej sytuacji rynkowej. Z racji tego, że pracujemy 24 godziny na dobę, każdy pracownik znajdzie dla siebie coś interesującego. 

Polskie górnictwo pilnie potrzebuje nowych technologii. Szansą na rozwój tego sektora jest otwarcie na prywatny kapitał

Polskie górnictwo pilnie potrzebuje nowych technologii. Szansą na rozwój tego sektora jest otwarcie na prywatny kapitał 8

Z danych Agencji Rozwoju Przemysłu wynika, że sytuacja polskiego górnictwa poprawia się. Okres chwilowej stabilizacji trzeba wykorzystać na reformy, a polskie kopalnie muszą jak najszybciej nadrobić zapóźnienie technologiczne – uważa Jerzy Kurella ekspert Instytutu Staszica. Jak podkreśla, to jeden z głównych warunków restrukturyzacji górnictwa. Były prezes Tauronu i PGNiG ocenia, że otwarcie na inwestorów prywatnych, którzy mają kapitał, technologię i doświadczenie, może być szansą na rozwój dla sektora górniczego. 

– Państwo musi wyznaczyć ramy dla działalności zakładów górniczych i spółek energetycznych, dlatego konieczne jest opracowanie długoterminowej strategii surowcowej. Branża energetyczna – w tym również sektor węgla kamiennego i cała gospodarka – czeka na finalną wersję Polskiej Strategii Energetycznej 2050, która jest przygotowywana przez Ministerstwo Energii we współpracy z rozwoju i finansów. Ten dokument jest swego rodzaju biblią dla całej gospodarki, bez niego trudno będzie prowadzić długoterminowe inwestycje – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jerzy Kurella, ekspert ds. energetyki Instytutu Staszica, były prezes Tauronu i PGNiG.

Sytuacja w polskim górnictwie jest dobra – pokazują dane Agencji Rozwoju Przemysłu a trzy kwartały 2017 roku. Wydobycie sięgnęło w tym okresie 49 mln ton węgla, co oznacza, że w ujęciu rocznym wzrosło o 22 proc. Wynik finansowy netto sektora węgla kamiennego wyniósł 1,66 mld zł, co istotne, większość spółek górniczych wykazała dodatnie wyniki finansowe. Przychody ze sprzedaży węgla wzrosły o jedną piątą i przekroczyły 15 mld zł. Na sytuację branży korzystnie wpływają wysokie ceny węgla na rynkach międzynarodowych przekraczające 90 dol. za tonę. Z drugiej strony w produkcji wzrasta udział węgla koksowego i surowca o wyższych wskaźnikach kaloryczności. Zakłady górnicze osiągają na ich sprzedaży wyższe marże.

Ekspert Instytutu Staszica podkreśla, że choć sytuacja w sektorze węgla kamiennego jest stabilna, to nie należy wpadać w hurraoptymizm, ponieważ polskie górnictwo pilnie potrzebuje gruntownych reform.

– Wydajność polskich kopalni jest istotnym mankamentem. Obecnie wynosi około 700 ton w przeliczeniu na pracownika. To zdecydowanie za mało, żeby zakłady górnicze mogły myśleć o długotrwałych, dodatnich wynikach finansowych. W tym zakresie jest wiele do poprawy, jeśli chcemy mówić o realnej konkurencji z globalnymi koncernami z Australii, USA czy Rosji – podkreśla Jerzy Kurella.

Wydajność zakładów górniczych powinna się kształtować na poziomie minimum tysiąca ton na pracownika, żeby kopalnia mogła utrzymać rentowność. Kopalnie z grupy Tauron i prywatna kopalnia Silesia utrzymują ten wskaźnik na poziomie 1,1 tys. ton. Natomiast wydajność w lubelskim zagłębiu w kopalni Bogdanka kształtuje się na poziomie 1,7 tys. ton.

To jednak wyjątki. W górnośląskich kopalniach średnia wydajność przekracza nieznacznie 700 ton. Ekspert Instytutu Staszica ocenia, że zakłady górnicze mają wiele do zrobienia w zakresie organizacji pracy i zmiany modelu kosztowego. W tej chwili większość jest nieefektywna kosztowo i słabo radzi sobie z zarządzaniem kosztami stałymi i operacyjnymi, przez co nie reaguje elastycznie na zmienne otoczenie rynkowe.

Zdaniem Kurelli, obecny okres stabilizacji w górnictwie należy wykorzystać na reformy i zmianę technologiczną. W ciągu ostatnich dwóch dekad miał miejsce duży postęp i w zakresie wydobycia i przetwarzania węgla, który w większości ominął polskie kopalnie. Nadrobienie zapóźnień technologicznych to jeden z głównych warunków restrukturyzacji górnictwa.

Szansą na poprawę efektywności zakładów górniczych jest też wykorzystanie czystych technologii węglowych, przede wszystkim zgazowania odpadów węglowych.

– Uważam, że nie powinniśmy się obawiać sektora prywatnego, który brałby udział w zarządzaniu czy finansowaniu kopalni węgla kamiennego w Polsce. Wręcz przeciwnie, sektor prywatny jest niezbędny dla poprawy efektywności całego sektora. Tego typu inwestycje są szansą na transfer nowoczesnych technologii, nowych rozwiązań z zakresu organizacji pracy, doświadczeń związanych z dbałością o koszty i elastyczność w zarządzaniu kopalniami. Szerszy dostęp inwestorów prywatnych do sektora górniczego w Polsce jest wręcz koniecznością. Nie możemy się skupiać tylko na potencjalnych obawach z tym związanych – podkreśla Jerzy Kurella.

Otwarcie się na inwestorów prywatnych, którzy mają kapitał, technologię i doświadczenie, może być szansą na rozwój dla sektora górniczego. Przykładem jest prywatna kopalnia Silesia, przejęta przez czeskiego inwestora, który wzorcowo wywiązuje się ze zobowiązań podjętych w momencie nabycia zakładu.

– Dobrym prognostykiem jest zainteresowanie australijskiego koncernu Prairie Mining, który chciałby zainwestować w nieaktywne od kilkunastu lat i nierentowne złoże Dębieńsko. Widać, że jest zainteresowanie prywatnych podmiotów, również z zagranicy, inwestycjami w sektor górnictwa – zauważa Jerzy Kurella.

Ze względu na szybki rozwój gospodarczy w Polsce zapotrzebowanie na energię będzie rosnąć skokowo. W tej chwili średnie zużycie energii wynosi ok. 3 560 kWh rocznie w przeliczeniu na mieszkańca, co stanowi 65 proc. unijnej średniej.

– Kilka dni temu zakończył się szczyt klimatyczny COP23 w Bonn, gdzie 20 państw – w tym Kanada, Francja, Belgia czy Wielka Brytania – zadeklarowało, że w najbliższych latach zamkną wszystkie swoje kopalnie. Paktu nie podpisały kraje rozwijające przemysł węglowy, jak Niemcy, USA, Chiny czy Indie. To pokazuje, że przemysł węglowy nadal ma rację bytu. W tym kontekście jestem przekonany, że istnieje szansa dla polskiego górnictwa, które będzie głównym dostawcą energetycznego dla elektrowni w Polsce – przewiduje Jerzy Kurella.

Dochody rolników znacznie niższe niż innych grup zawodowych. Brakuje młodych chętnych do przejmowania gospodarstw

Dochody rolników znacznie niższe niż innych grup zawodowych. Brakuje młodych chętnych do przejmowania gospodarstw 9

Po wejściu do Unii Europejskiej w polskim rolnictwie zaszły duże zmiany. Rosną dochody gospodarstw rolnych, poprawia się też jakość życia na wsi, co jest zauważalne np. w dostępie do infrastruktury. Wciąż jednak wiele obszarów wymaga modernizacji, a dochody rolników są niższe niż innych grup zawodowych. Problemem jest też zmiana pokoleniowa i założenia prawne dla rozwoju rolnictwa, o których eksperci z całego świata rozmawiali w trakcie ubiegłotygodniowej konferencji „Integracja europejska, jako determinanta polityki wiejskiej” na SGGW pod patronatem ministra Krzysztofa Jurgiela.

Tematem konferencji był rozwój rolnictwa, zwłaszcza w kontekście ekonomicznym i prawnym. Wzięli w niej udział eksperci z Polski, Włoch, Francji czy Niemiec. Organizatorem konferencji była Fundacja Programów Pomocy Dla Rolnictwa (FAPA), niezależna jednostka doradcza i wykonawcza dla resortu rolnictwa.

– Takie spotkania są bardzo potrzebne, bowiem działalność rolnicza stanowi fragment szerszego kontekstu działalności ekonomicznej. Okazję do spotkania mają nie tylko prawnicy agraryści, lecz także ekonomiści i przedstawiciele innych zawodów, którzy łącznie prowadzą działalność gospodarczą czy rolniczą mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Ángel Sánchez Hernández z hiszpańskiego Universidad de La Rioja.

Polska jest jednym z najbardziej rozwiniętych rolniczo państw UE. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego na koniec 2015 roku działalność prowadziło nieco ponad 1,4 mln gospodarstw, jednak ich liczba maleje nieprzerwanie od 2010 roku. Jedna trzecia (32 proc.) to średnie gospodarstwa o areale 2 do 5 ha, które przynoszą relatywnie niewielkie dochody. Niemal co czwarte (23 proc.) liczy pomiędzy 5 a 10 ha, natomiast największe gospodarstwa rolne powyżej 20 ha, które na ogół są dobrze wyposażone, profesjonalnie podchodzą do produkcji rolnej i przynoszą dobre dochody, stanowią niecałe 10 proc.

 Pomimo Wspólnej Polityki Rolnej dochody rolników w całej Unii są stosunkowo niskie. Brakuje młodych rolników chętnych do przejmowania gospodarstw, mamy zahamowany proces wymiany pokoleń, szczególnie w starej Europie. Jeżeli gospodarstwo jest duże, dobrze wyposażone i dochodowe, wtedy jeszcze młodzi chcą w nim zostawać, aczkolwiek w przyszłości też będą zmieniać zdanie – mówi dr Czesław Siekierski, przewodniczący Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi Parlamentu Europejskiego.

Jak podaje GUS, w ubiegłym roku dochód rozporządzalny w gospodarstwach rolnych wzrósł o 11 proc. Natomiast średni dochód gospodarstw rolnych w przeliczeniu na 1 ha wyniósł 2577 zł i był znacznie wyższy niż jeszcze rok wcześniej (1975 zł w 2015 roku), co ma być efektem wzrostu produkcji globalnej wyższej dotacji z UE. Szacuje się, że obecnie 40–50 proc. dochodów rolników stanowią unijne dotacje.

– W Polsce jakość życia wyraźnie wzrosła po wejściu do Unii, kiedy otrzymaliśmy wsparcie w ramach WPR. Były to dopłaty bezpośrednie do hektara, a więc te środki dostały duże, średnie i małe gospodarstwa w zależności od wielkości. Ich wpływ był istotny, bo – szczególnie w małych gospodarstwach – część była przeznaczona na wsparcie bieżących potrzeb. Natomiast sektor ładnie się rozwija, o czym najlepiej świadczy wzrost poziomu eksportu i powszechna dostępność do żywności w Polsce – mówi dr Czesław Siekierski.

 Zmniejszył się dysparytet dochodów rolniczych w relacji do dochodów pozarolniczych. W 1990 roku dochody rolnicze sięgały 38 proc. dochodów pozarolniczych. Natomiast w tej chwili sięgają w Polsce 80–82 proc. Pojawia się jednak nowe zjawisko deprywacji rolników. Mimo że sytuacja się poprawia, rolnicy ciągle narzekają, ponieważ dynamika rozwoju gospodarczego, szczególnie poza rolnictwem, jest szybsza, rolnicy ciągle muszą nadganiać. Mimo że produkują więcej, lepiej, wydajniej, wciąż pozostają w dysparytecie w stosunku do innych zawodów – tłumaczy prof. dr hab. Andrzej Czyżewski, kierownik Katedry Makroekonomii i Gospodarki Żywnościowej z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Obecnie tylko dwa kraje, Czechy i Estonia, mają parytet dochodów rolniczych wyższy niż poza rolnictwem. W pozostałych sektor nie mógłby funkcjonować na rynkowych zasadach bez unijnego wsparcia i Wspólnej Polityki Rolnej.

 Wiele jeszcze przed nami, szczególnie jeśli chodzi o problem zagospodarowania ziemi, która nie jest użytkowana rolniczo, głównie w południowo-wschodniej Polsce. Tam gospodarstwa są rozdrobnione. Szacuje się, że 20–30 proc. ziemi jest nieużytkowanej w sposób właściwy dla potrzeb rolnictwa –mówi dr Czesław Siekierski.

– Problematyka rozwoju obszarów wiejskich pojawiła się na pewnym etapie rozwoju WPR. Wszystkie państwa członkowskie się nią zajmują. W niektórych, jak Włochy czy Szwajcaria, mówi się nawet, że istnieje prawo wiejskie. W tej konferencji biorą udział zarówno prawnicy, jak i ekonomiści. Uważam, że w zakresie problematyki rolnej czy rozwoju obszarów wiejskich powinni się wypowiadać przedstawiciele różnych dziedzin naukowych – mówi prof. dr hab. Roman Budzinowski, przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Prawników Agrarystów.

W 2018 roku Polska będzie gospodarzem Światowego Kongresu Prawa Rolnego. Organizatorzy – Polskie Stowarzyszenie Prawników Agrarystów i włoskie Unione Mondiale degli Agraristi Universitari – szacują, że do Poznania może przyjechać ponad czterystu uczestników i ekspertów nauk rolnych z całego świata. Za dwa lata, również we wrześniu, odbędzie się w Polsce Europejski Kongres Prawa Rolnego.

 Te kongresy, światowy i europejski, to będzie milowy krok na drodze naszego rozwoju i internacjonalizacji badań. Prawo rolne, które odpowiada po części za bezpieczeństwo żywnościowe, czyli za dostęp każdego człowieka do zdrowej żywności, stanowi przedmiot zainteresowania wszystkich państw, w tym Polski i krajów UE. Jest zatem wspólna płaszczyzna do dyskusji – mówi prof. dr hab. Roman Budzinowski.

Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe rewolucjonizują informatykę śledczą. Nowy system automatycznie wyśledzi źródło cyberataku

Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe rewolucjonizują informatykę śledczą. Nowy system automatycznie wyśledzi źródło cyberataku 10

Coraz większa ilość danych cyfrowych powoduje większą potrzebę ich śledzenia, odzyskiwania lub analizowania. Wraz z liczbą danych przechowywanych w cyberprzestrzeni, rośnie także liczba cyberataków. To wyzwanie dla tych, którzy zajmują się śledzeniem poczynań cyberprzestępców. Informatyka śledcza wkracza w nową fazę. Stworzony przez amerykańskich naukowców system pozwoli cofnąć się w czasie, by dokładnie prześledzić, w jaki sposób cyberprzestępca złamał zabezpieczenia systemu.

Naukowcy z Georgia Institute of Technology we współpracy z amerykańskim departamentem obrony stworzyli system RAIN (Refinable Attack Investigation), określany jako pierwsze zautomatyzowane narzędzie informatyki śledczej. Oprogramowanie pozwala dokładnie prześledzić, w jaki sposób cyberprzestępca złamał zabezpieczenia, nawet jeśli zatarł on wszystkie ślady. RAIN w pełni automatycznie przeszukuje sieć w poszukiwaniu potencjalnych zagrożeń.

Naukowcy ułożyli zbierane przez narzędzie informacje w hierarchiczny sposób i zastosowali zróżnicowane metody automatycznej analizy danych, dzięki czemu nie wystąpią problemy z ograniczonym miejscem na przechowywanie logów – informacji, dotyczących niepożądanych zdarzeń czy błędów w systemie. W najgłębszej warstwie system potrafi wydobyć informacje na poziomie jednego bajta.

– Bez technologii niewiele moglibyśmy zrobić, przy tej liczbie danych możemy sobie wyobrazić, że gdybyśmy chcieli wydrukować wszystkie informacje zawarte na standardowym dysku, to mielibyśmy stos kartek A4 na kilkanaście kilometrów w górę. W związku z tym żaden człowiek nie jest w stanie przetworzyć takiej ilości informacji, dlatego niezbędna jest dzisiaj ta technologia – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Sebastian Małycha, prezes zarządu firmy Mediarecovery.

Kolejnym przykładem zautomatyzowanych działań śledczych w cyberprzestrzeni są zaawansowane algorytmy portalu społecznościowego Facebook, który wykorzystuje systemy rozpoznawania i dopasowywania obrazów oraz uczenia maszynowego do wychwytywania postów związanych z terroryzmem. Wykorzystanie metod sztucznej inteligencji pozwala na zablokowanie nawet 99 proc. niepożądanych treści, zanim ktokolwiek je zobaczy lub oznaczy.

– Możemy wyśledzić, czyli przeanalizować, każdy rodzaj danych i uzyskać to, co nas interesuje, bez względu na to, czy jest to tekst, czy liczby w sensie numer PESEL, czy jest to kawałek obrazka, zdjęcie tablicy rejestracyjnej, czy są to jakieś warunki logiczne typu większy, mniejszy, równy itd. Od strony cyfrowej nie jesteśmy w żaden sposób ograniczeni – mówi ekspert.

Usługi informatyki śledczej są przeznaczone dla firm, które chcą udowodnić np. nielojalność pracownika, czy wynosi informacje z firmy, wysyła je na zewnątrz. Z usług skorzystać mogą także osoby prywatne, np. w poszukiwaniu dowodów zdrady przed postępowaniem rozwodowym. W Polsce informatyka śledcza wykorzystywana jest jednak przede wszystkim przez wymiar sprawiedliwości.

– Dostajemy konkretne postanowienie od prokuratora, w którym jest mowa: proszę sprawdzić, czy na dysku znajdują się treści związane z pornografią, skany dowodów osobistych, skany jakichś dokumentów, pełnomocnictw – wymienia Sebastian Małycha.

Na świecie rośnie zainteresowanie informatyką śledczą dla potrzeb organów ścigania. W listopadzie prezydent Donald Trump podpisał ustawę zatwierdzającą działalność Narodowego Instytutu Informatyki Śledczej (National Computer Forensics Institute). Urząd od 2008 roku na zlecenie amerykańskiego Secret Service i Alabama Office of Prosecution Services przeszkolił w zakresie informatyki śledczej niemal siedem tysięcy policjantów, prokuratorów i sędziów.

Europejski rynek informatyki śledczej był w ubiegłym roku warty 790 mln dol. Eksperci prognozują jednak jego błyskawiczny wzrost na średniorocznym poziomie 13,40 proc. Oznacza to, że do roku 2022 wartość tego rynku na samym tylko Starym Kontynencie wzrośnie do 1,66 mld dol.

Inwestowanie w młodą sztukę to istna loteria. Ale Polacy coraz chętniej podejmują to ryzyko

Eksperci ostrzegają przed lokowaniem kapitału w dziełach, zwłaszcza początkujących i szerzej nieznanych autorów. Tymczasem, wg raportu Artinfo.pl, w ub. roku wartość tego typu transakcji wyniosła w sumie 7,7 mln zł. Z kolei tylko w I półroczu br. aukcje przyniosły 4,2 mln zł. To pozwala przewidywać kolejny wzrost. Nabywców przyciągają niskie ceny wywoławcze i perspektywa zysku. Czasem zdarza się, że prace zakupione 4-5 lat temu z powodzeniem sprzedaje się nawet o 200% drożej. Jednak w praktyce nie jest to takie proste. Na ewentualny zarobek, w długoterminowej perspektywie, składa się wiele czynników. Generalnie rynek sztuki jest najmniej przejrzysty i najbardziej nieprzewidywalny ze wszystkich. Poznanie go wymaga dużo większego zaangażowania, niż np. inwestowanie w nieruchomości.

Rosnący popyt

W 2016 roku przeprowadzono 96 aukcji młodej sztuki, a w I półroczu br. – aż 56. Zgodnie z prognozami ekspertów, w całym 2017 roku ich liczba ma przekroczyć 120. Z obserwacji Artura Dumanowskiego z Domu Aukcyjnego Desa Unicum wynika, że zainteresowanie dziełami początkujących artystów sukcesywnie rośnie od kilku lat. Można je licytować już od 500 zł, więc bariera cenowa praktycznie nie istnieje. Właśnie dlatego Polacy decydują się na inwestowanie w prace debiutantów. Coraz częściej pojawiają się też aukcje z cenami wywoławczymi w wysokości 1000 zł. Generalnie obiekty autorstwa mało znanych twórców są tanie, ale w ciągu kilku lat mogą zyskać na wartości.

– W latach 2008-2010 aukcjami młodej sztuki zajmowało się tylko kilka domów aukcyjnych i galerii. Z czasem tego typu inicjatyw zaczęło przybywać, a obecnie jest już ich naprawdę dużo. Właściwie co chwilę zakładany jest nowy dom aukcyjny, skoncentrowany wokół młodej sztuki. Nawet, będąc w branży, trudno jest wiedzieć o wszystkich. W związku z tym, 2017 rok na pewno przebije 2016 pod względem obrotów – mówi Dilan Abdulla z Sopockiego Domu Aukcyjnego.

W ub. roku obrót na aukcjach młodej sztuki tylko w Desa Unicum wyniósł niemal 2,5 mln zł. Jedną z najdroższych prac okazała się „Dziewczynka z lalką” Katarzyny Słowiańskiej-Kucz, sprzedana za 17,7 tys. zł. To było ponad 35 razy więcej w stosunku do ceny wywoławczej. Jak wyjaśnia Artur Dumanowski, młoda sztuka, po współczesnej, jest obecnie drugim najdynamiczniej rozwijającym się segmentem rynku. Jeszcze kilka lat temu nikt nie był gotowy płacić tak dużo za prace początkujących artystów. Wszystko wskazuje na to, że ich wartość nadal będzie rosła. W ocenie eksperta, coraz więcej osób może pozwolić sobie na odwiedzanie aukcji młodej sztuki.

Ile można zarobić?

– Nastawienie na szybki zarobek, w przypadku inwestowania w młodą sztukę, jest skazane na porażkę. Dzieła artystów o ugruntowanej pozycji na rynku często przynoszą zwrot po kilku latach. Natomiast zakup prac debiutantów to istna loteria. Oczywiście są młodzi stażem twórcy, którzy zwrócili już na siebie uwagę mecenasów i znaleźli się np. w ścisłej czołówce rankingu Kompas Sztuki. Na pracach artystów umieszczanych na tego typu listach można zarobić więcej, bo ich ceny są z reguły wyższe. Docenieni autorzy są zwyczajnie pewniejsi dla inwestorów – zaznacza Artur Kaliński, artysta, performer i doradca ds. inwestowania w młodą sztukę.

Dilan Abdulla podkreśla, że nabywane obecnie dzieła debiutujących artystów mogą przynieść zyski nie nam, lecz naszym dzieciom czy wnukom. Wprawdzie zdarza się, że obiekty kupione 4-5 lat temu da się teraz sprzedać, zyskując nawet 200%. Ale nie jest to regułą i dotyczy prac garstki najbardziej aktywnych twórców. Jeżeli dany artysta bierze udział w wystawach oraz konkursach w kraju i zagranicą, to istnieje duża szansa na to, że jego prace z czasem zdobędą wysokie noty. Analizę w tym zakresie może przeprowadzić doświadczony specjalista. Ekspert zaznacza też, że młoda sztuka to jest zupełnie inny rynek, niż np. nieruchomości. Poznanie jego specyfiki wymaga dużego zaangażowania, m.in. oglądania wystaw. W praktyce trudno to osiągnąć bez prawdziwej pasji.

– Chcąc zarobić na młodej sztuce, trzeba obserwować rynek. Najlepiej zacząć od zapoznania się z prasą związaną ze sztuką i śledzenia wyników aukcyjnych z ostatnich lat na portalach internetowych. Z pewnością należy oglądać wystawy i czytać profesjonalną literaturę. Nie da się określić, po jakim czasie nabędziemy odpowiednich umiejętności do rozsądnego inwestowania w młodą sztukę i ile zarobimy. Niektórym osobom przychodzi taki sukces bardzo szybko, innym nigdy to się nie udaje. To indywidualna kwestia. W tym biznesie przede wszystkim liczy się posiadanie wrażliwości artystycznej. Nie mając jej, można zatrudnić specjalistę – podpowiada Mariusz Szewczyk z Domu Aukcyjnego Rempex.

Z kolei Artur Dumanowski stwierdza, że trudno jest z góry oszacować wartość prac artysty, który dopiero wchodzi na rynek. Sam przebieg licytacji potwierdza, że jest co najmniej dwóch zainteresowanych danym dziełem. Dlatego to aukcje niejako wskazują przyszłe notowania, zwłaszcza jeśli wciąż pojawia się na nich twórczość tego samego autorstwa i osiąga coraz wyższe ceny.

– Od dłuższego czasu zauważam, że inwestorzy różnego kalibru analizują rynek młodej sztuki. Uważnie obserwują i kupują dzieła, które uznają za tzw. pewniaki przyszłego zarobku. W praktyce efektywne inwestowanie wymaga nie tylko stałego odwiedzania domów aukcyjnych i galerii, ale również śledzenia indywidualnych zbiorów i wystaw. Warto też rozmawiać z artystami i odwiedzać ich w pracowniach. Wbrew pozorom, nie jest trudno do nich bezpośrednio dotrzeć – wyjaśnia Artur Kaliński.

Korzystając z porad Dilana Abdulli, przed przystąpieniem do jakichkolwiek zakupów inwestycyjnych trzeba sprawdzić, które domy aukcyjne mają najlepszą renomę i co konkretnie oferują. Należy zapoznać się z harmonogramem aukcji młodej sztuki i być na bieżąco z wynikami licytacji. Warto też oglądać na żywo aukcje i poznawać twórczość interesujących nas artystów. Takie analizowanie rynku oczywiście wymaga wielu godzin, ale powinno odpowiednio zaprocentować.

– Odpowiedzi na pytania, czyje prace, za ile kupić i kiedy sprzedać, nie są tak oczywiste, jak niektórym się wydaje. Gdyby tak było, to mielibyśmy samych milionerów. Generalnie rynek sztuki jest najmniej przejrzysty i najbardziej nieprzewidywalny ze wszystkich. Szwajcarski bank UBS, w ramach usługi art banking, swoim ekskluzywnym klientom podaje tylko aktualną cenę rynką oferowanego dzieła – ostrzega Kama Zboralska, inicjatorka prestiżowych rankingów polskich artystów współczesnych, Kompas Sztuki i Kompas Młodej Sztuki.

Kogo i co kupować?

W opinii Joanny Dziewulskiej z Domu Aukcyjnego Agra-Art, dzieła dawnych mistrzów, powstałe przed 1945 rokiem, są najstabilniejszą formą inwestowania w sztukę. W miarę bezpieczny może być zakup prac klasyków współczesności, np. Kantora, Stażewskiego, Wróblewskiego, Fangora, Gierowskiego czy Tarasina. Natomiast świadome inwestowanie w dzieła debiutantów wymaga sporej umiejętności przewidywania, dużego doświadczenia i wiedzy, która nie jest powszechnie dostępna.

– Obecnie do najciekawszych artystów polskiej młodej sztuki należą: Adam Wątor, Sonia Ruciak, Aleksandra Kowalczyk, Patrycja Nurkan, Agata Krutul, Grzegorz Klimek i Andrzej Sobiepan. To właśnie ich prace cieszą się największym zainteresowaniem na aukcjach. Dlatego kariery tych twórców warto uważnie obserwować. Ich sukcesy na pewno wynikają z prowadzonej działalności artystycznej. Stale się rozwijają. Są autorami kolejnych wystaw i ich twórczość trafia do szerszego grona odbiorców – wskazuje Artur Dumanowski.

Jak zaznacza ekspert z Sopockiego Domu Aukcyjnego, już teraz jest grono artystów, których prace osiągają wysokie ceny na aukcjach. Można ich odszukać, śledząc rankingi najwyższych transakcji na rynku. Ale nawet, jeśli dany twórca osiąga wysokie wyniki, to nie oznacza, że w dłuższej perspektywie zakup jego obrazu będzie trafioną inwestycją. Warto więc zachować ostrożność, korzystać z rad specjalistów i kierować się własną intuicją. Najatrakcyjniejsze oferty generują ponad połowę łącznych przychodów na rynku. Dlatego najlepiej jest szukać firm aukcyjnych, które mają dobre wyniki w klasyfikacjach, a tym samym dostęp do prac najbardziej obiecujących artystów.

– Każdy zakup warto skonsultować z ekspertem, ale on też nie zagwarantuje zarobku na konkretnym obiekcie w określonym terminie. Jeżeli nabędziemy dzieło pochodzące z dobrego okresu twórczego uznanego już artysty i nie przepłacimy, to raczej nie powinniśmy stracić. Ewentualny zysk może zweryfikować tylko czas – podkreśla Kama Zboralska.

W I połowie 2017 roku aż 84% wszystkich obiektów wylicytowanych na aukcjach w Polsce stanowiło malarstwo. Dlatego ta gałąź sztuki jest uznawana przez ekspertów rynkowych za najbardziej przyszłościową. Co więcej, 53%, sprzedanych na rynku obrazów odbyło się na aukcjach młodej sztuki. Średnia wylicytowana cena wynosiła 1506 zł, więc nie była bagatelną kwotą. Natomiast, jak pokazuje raport portalu Atrinfo.pl, wiele obrazów sprzedano taniej, bo za 800-1000 zł.

– Na polskich aukcjach młodej sztuki ceny obrazów niejednokrotnie są zawrotne w stosunku do wywoławczych 500 zł. Często mają one niewiele wspólnego z potocznym rozumieniem piękna. A jednak kupujący widzą w nich coś więcej, niż ozdobę salonu czy gabinetu. Natomiast na świecie coraz większym uznaniem cieszą się instalacje, dzieła sztuki performatywnej lub streetartu. W Polsce jest to słabo widoczne. Ale, w mojej ocenie, to tylko kwestia czasu, kiedy inwestorzy dostrzegą, że właśnie w tych niszach leży dodatkowy potencjał dla generowania przyszłego zysku – przewiduje Artur Kaliński.

Ponadto, Dilan Abdulla zauważa, że na rynku rośnie zainteresowanie rzeźbą, więc zakup takich prac może również zaprocentować. Oczywiście tak, jak w przypadku każdego obiektu młodej sztuki, zarobek wymaga czasu. Trzeba zachować ostrożność i pamiętać, że obrazy zawsze najlepiej się sprzedają, z praktycznych względów. Ciężkie, masywne i duże rzeźby trudniej znajdują miejsca w domach kolekcjonerów, niż malarstwo. Natomiast plakaty, grafiki, czy rysunki są tańsze, ale zyski z nich mogą być niższe. Dodatkowo prace na papierze są bardziej podatne na upływający czas i ich przechowywanie jest bardziej skomplikowane.

Marketingowe pułapki?

– Trzeba mieć świadomość tego, że młoda sztuka jest najbardziej narażona na działania spekulacyjne ze wszystkich segmentów tego rynku. Charakteryzuje się ogromną różnorodnością, przez co łatwiej jest galernikom wykreować wartość prac nieznanego artysty. Na rynku zauważalny jest też okresowy koniunkturalizm. Największe spadki cen odnotowuje się we wrześniu i w październiku. Jest to więc idealny moment na kupowanie. Z kolei, najpoważniejsze podwyżki przypadają na koniec roku i wtedy właśnie opłaca się sprzedawać obiekty artystyczne. Ale, jak to ze sztuką bywa, to też nie jest regułą – tłumaczy Artur Kaliński.

Specjalista z Domu Aukcyjnego Rempex uważa, że rynek sztuki, jak każdy inny, jest poddawany działaniom manipulacyjnym i marketingowym. To stwarza dodatkowe ryzyko dla kupujących. Oczywiście zdarza się, że artysta o wątpliwym talencie i warsztacie ma dobry marketing. Dlatego, ekspert zaleca, aby porównywać ze sobą ceny dzieł interesującego nas twórcy w różnych domach aukcyjnych. Jeżeli dany autor współpracuje tylko z jednym z nich, to może być informacją na temat jego faktycznej aktywności. Ale nie należy go od razu skreślać. Prace takiej osoby mogą być też sprzedawane na rynku wtórnym. I to również warto zweryfikować.

– Nie da się ukryć, że domy aukcyjne i galerie nie zajmują się sprzedażą dzieł sztuki charytatywnie. Jednak nie należy tego demonizować. Działania marketingowe oczywiście są prowadzone, ale ich zakres jest zdecydowanie mniej nachalny, niż w wypadku innych rynków. Tak, jak w przypadku każdej inwestycji, trzeba mieć otwarty umysł i słuchać tego, co mówią eksperci. Warto również kierować się własną wiedzą i intuicją, a także liczyć na odrobinę szczęścia – stwierdza Dilan Abdulla.

Jak podsumowuje Artur Dumanowski, na rynku sztuki dużą rolę odgrywają kuratorzy i instytucje. Inwestorzy są gotowi płacić więcej za prace artystów, które były wystawiane np. w galeriach. Dobrym przykładem jest twórczość Władysława Hasiora. Przez lata był artystą zapomnianym, aż w 2013 roku zaprezentowano jego dzieła na największych na świecie targach sztuki ArtBasel. Tam okazały się sensacją. Zaledwie 2 lata później jego „Popiersie” zostało sprzedane za ponad pół mln zł, przy cenie wywoławczej 130 tys. zł. W 2014 roku odbyła się głośna monograficzna wystawa jego prac w MOCAK-u. Wystawiany na niej „Ochotnik” niedługo potem był sprzedany za 141 tys. zł. A jeszcze dekadę temu ceny dzieł tego artysty oscylowały wokół 5-10 tys. zł.

Nowe regulacje Federalnej Komisji Łączności USA dotyczące kontroli Internetu

Federalna Komisja Łączności Stanów Zjednoczonych przygotowała nowe regulacje, które dotyczą kontroli nad Internetem. Cele są szczytne – chodzi o to, aby pozbawić kontroli aparat państwowy, a przekazać ją w ręce firm telekomunikacyjnych będących dostawcami Internetu dla użytkowników. Zmiany budzą sprzeciw sprzedawców i producentów kontentu, czyli treści internetowych – dużych firm, jak np. Netflix. Dostawcy usług internetowych są też dostawcami treści. Swoje programy mogą więc sprzedawać taniej, niż programy konkurencji. Taka sytuacja może skończyć się dużym konfliktem w Stanach Zjednoczonych.

– Jest drugie dno tej decyzji. Kryją się za nią interesy różnych sił i lobbystów. Zwykle w takich sytuacjach ofiarą jest użytkownik. Według tej propozycji firmy mają zyskać kontrolę nad dostawą Internetu. Będą mogły decydować, które kanały powinny dostać szybsze łącza, a które zostaną wolniejsze lub odłączone – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej – W świetle amerykańskiego prawa to niedopuszczalne, ponieważ Internet jest uznawany za dobro wspólne, tak jak np. prąd. Tak, jak inne media ma on być dostępny dla wszystkich bez ograniczeń. Z jednej strony będą firmy telekomunikacyjne i sympatyzująca z tym rozwiązaniem Federalna Komisja Łączności, a z drugiej – tuzy jak Google, Facebook i inne firmy dostarczające treści internetowe. Gdyby projekt ten przeszedł, stworzyłby pewien bardzo groźny precedens – zarządzanie bardzo ważnymi dla życia codziennego dobrami wspólnymi oddaje się w ręce komercyjnych firm. Zwykle była to domena zastrzeżona dla władz państwowych, czy międzynarodowych. Kontrola podmiotów prywatnych byłaby znacznie trudniejsza niż nadzorowanie aparatu państwowego – ocenił Arendarski.

XVIII edycja Ogólnopolskiego Kongresu Energetyczno-Ciepłowniczego POWERPOL

grafika do podstawowej informacji tekstowejPrzed nami XVIII edycja Ogólnopolskiego Kongresu Energetyczno-Ciepłowniczego POWERPOL, która odbędzie się w dniach 29-30 stycznia 2018 r.  w Warszawie Hotelu Marriott. Patronem Medialnym Kongresu jest CEO Magazyn Polska. Temat przewodni tegorocznego Kongresu brzmi:

„Rok 2018: Perspektywy rozwoju polskiej energetyki”

Rok 2018 jest dla polskich wytwórców i dostawców energii czasem intensywnych zmian związanych zarówno z otoczeniem legislacyjnym, optymalizacją procesów wytwarzania, zapewnieniem bezpieczeństwa operacyjnego spółek strategicznych, przygotowaniem nowych inwestycji jak i nowymi priorytetami rządowej polityki energetycznej. Przyjęta panelowa formuła Kongresu połączona z wystąpieniami przedstawicieli największych w kraju przedsiębiorstw energetycznych, najważniejszych organizacji branżowych, środowisk akademickich i przedstawicieli biznesu stwarza szansę na wszechstronne przeanalizowanie strategii polskich spółek energetycznych oraz zmian zachodzących na rynku. W tym gronie chcemy poruszyć kwestie kondycji sektora elektroenergetycznego i gazowego, perspektyw dla rozwoju elektromobilności i kogeneracji, budowania rynku mocy, a także coraz silniejszego wpływu legislacji i sytuacji międzynarodowej na bezpieczeństwo energetyczne.

Szczegółowe informacje na temat Kongresu: www.powerpol.pl.

Konfliktowy współpracownik. Oto 8 zdań, które pozwolą uniknąć sporów w pracy

Spór w pracy można uciąć jednym zdaniem. Ważne, aby wypowiedzieć je z pewnością, z jednej strony – pokazując niezadowolenie z zachowania współpracownika, z drugiej – dając mu szansę na zmianę sposobu komunikacji.

Awanturnik w zespole. Kto choć raz pracował z taką osobą, wie, że bardzo ważna jest odpowiednia reakcja na kłótliwego współpracownika. Błędem jest wchodzenie w niepotrzebne słowne utarczki. Jeszcze gorzej, gdy lubiąca kłótnie osoba zobaczy, że kolega z pracy się denerwuje i nie potrafi bronić. Siedzenie cicho również nie pomoże, gdyż podnosi ryzyko, że współpracownik będzie wygłaszał nieprzyjemny monolog nad naszą głową.

Tymczasem na kłótliwą osobę jest sposób, w zasadzie nie jeden. Uciąć zbędną dyskusję. Choć propozycje odpowiedzi mogą wydawać się „mocne”, pamiętajmy, że naszym przeciwnikiem jest współpracownik, dla którego awantury są codziennością. Psychologowie, który uczą, jak sobie radzić z gniewnymi ludźmi, podkreślają, że musimy pokazać im asertywność, siłę i w ten sposób zakomunikować, że wymagamy szacunku. Ważne jest to, aby zdań nie wypowiadać agresywnie, ale ze spokojem.

Oto osiem sformułowań polecanych przez serwis rekrutacyjny MonsterPolska.pl, które warto wykorzystać wobec konfliktowych współpracowników:

  1. „Posłuchaj. Nie kłóćmy się”.
    Krótkie stwierdzenie, bez poszukiwania okrężnej drogi, potrafi zastopować przeciwnika. Niektórzy wręcz nieświadomie prowadzą do kłótni, gdyż jest to jedyny sposób komunikacji, jaki znają. Dlatego wyrażenie swoich oczekiwań jest bardzo ważne – podkreśla Joanna Żukowska z MonsterPolska.pl.
  2. „Proponuję zakończyć ten spór i wspólnie rozwiązać problem. Możemy?”
    To zdanie idealne na osoby, które mają w zwyczaju „szukać zaczepki”, podkręcać konflikt, zarzucać oskarżeniami i nie próbować w dyskusji iść krok do przodu. Powiedzenie wprost takiej osobie, że dyskusja jest bezowocna, zabiera cenny czas zespołowi i nic nie wnosi, działa często onieśmielająco.
    Poza tym „mąciciel” nie będzie chciał uchodzić za osobę, która nie ma do zaoferowania konstruktywnego rozwiązania z sytuacji. Można się spodziewać, że zmieni sposób rozmowy o 180 stopni. Pytanie „możemy?” ułatwi dalszą rozmowę i pozwoli na wyjście z impasu.

    3. „Cenię cię jako pracownika, ale jest mi przykro, gdy krzyczysz. Możemy porozmawiać?”
    Połączenie pozytywnego komunikatu i prośby sprawia, że do rozmówcy dociera przekaz, iż nie wypada się kłócić. Warto mówić o swoich emocjach i tym, że jest nam przykro – mówi Żukowska.

Autor książki „Inteligentny sposób radzenia sobie z głupimi uwagami i docinkami” B. Berkchan podkreśla, że komplement jest jedną ze skutecznych strategii samoobrony, dlatego zdanie mówiące o naszych oczekiwaniach, możemy poprzedzić zdaniem podkreślającym atut danej osoby. Mówienie bez ogródek – to żelazna zasada obrony przed agresywnymi ludźmi.

  1. „Próbujesz wejść ze mną w spór już trzeci raz w tym tygodniu. Zróbmy przerwę i wróćmy do tej rozmowy za kwadrans, dobrze?”.
    Informowanie i wyznaczenie reguł – to według Berkchana, skuteczny sposób komunikowania się z trudnymi przeciwnikami. Wypowiedzenie tych słów ze spokojem, ale jednocześnie z pełnym przekonaniem o ich słuszności, zaniepokoi osobę, która wszczyna konflikty. Raz – zda sobie sprawę, że współpracownicy odnotowują takie zachowania, dwa – usłyszy, że koledzy z pracy życzą sobie zmiany. Osoba, niejako przyłapana na gorącym uczynku, będzie się chciała z tego wywinąć. Jest spora szansa, że następnym razem powstrzyma awanturnicze zapędy.
  2. „Przyjdź do mnie proszę, jak będziesz chciał/a porozmawiać na spokojnie”.
    Musimy obudzić w sobie asertywność i nauczyć się stawiać innym granice, zwłaszcza gdy chętnie je łamią. Pamiętajmy, że w pracy możemy wymagać szacunku.

    6. „Rozumiem, że skoro krzyczysz, masz lepsze rozwiązanie dla zespołu. Słuchamy”.
    Zdaniem doktor Lilian Glass, znanej w USA specjalistki w dziedzinie komunikacji międzyludzkiej odważna postawa jest jedną ze skutecznych metod obrony przed toksyczną osobą. Mogą jej użyć w pracy pewne siebie osoby, które nie będą borykać się w kolejnych tygodniach z wyrzutami sumienia. Wezwanie firmowego „krzykacza” do odpowiedzi zdziała cuda. Warto bowiem pamiętać, że niektórzy współpracownicy chętnie się awanturują, ale nie potrafią zaproponować korzystnych dla wszystkich rozwiązań.
    Przyłapanie ich na gorącym uczynku w pracy, działa bezwzględnie. Taka osoba momentalnie się wycofuje i pilnuje się w przyszłości.

  3. „A gdzie dzień dobry, uśmiech na powitanie? Trzeba dbać o relacje w pracy”.
    Żartobliwie wypowiedziane zdanie do wchodzącej i już naburmuszonej osoby z zespołu może jej dać do myślenia, że koledzy z działu są wprawnymi obserwatorami. A skoro niepoprawne i niekoleżeńskie zachowanie widzą koledzy, to sygnał, że najpewniej widzi to także szef. W efekcie współpracownikowi może zapalić się lampka ostrzegawcza, że o relacje w zespole trzeba dbać – radzi Żukowska z MonsterPolska.pl.

    8. „Stawiam na półce puszkę. Kto niemiło będzie odzywał się do kolegów z zespołu lub użyje przekleństw, wpłaca złotówkę”.
    Takie zbiórki prowadzone są w niejednym biurze, w którym zwłaszcza szefowi zależy na utrzymaniu wysokiego poziomu w komunikacji między zespołem. Wprowadzenie tej zasady jest też jasnym odgórnym komunikatem, że firma nie toleruje kłótliwych współpracowników.

Sposobów na trudnych współpracowników jest kilka. Czasem warto użyć żartu, a czasem trzeba posłużyć się chłodnym komunikatem i obudzić w sobie asertywność. Najważniejsze to jednak nie dać się zdominować przez współpracownika i walczyć o poziom rozmowy w pracy.

Na giełdach Trump, wśród walut BREXIT

Początki tygodnia na rynkach finansowych bywają niezbyt emocjonujące. Tym razem jednak było nieco inaczej, bowiem główną gwiazdą poniedziałkowego zamieszania stał się funt szterling (-0,2 proc.) będący zakładnikiem potencjalnego przełomu na linii Bruksela-Londyn. Apetyt na osiągnięcie konsensusu w sprawie BREXIT-u wyraźnie narzucił Philippe Lamberts, belijski europoseł z ramienia Zielonych, który po rozmowie z Michelem Barnierem, głównym negocjatorem po stronie UE, dał nadzieję na rychły konsensus. Pobożne oczekiwania uczestników rynku przekreśliły nagłówki BBC wskazujące na fiasko dzisiejszych rozmów.

Dzisiejszej sile amerykańskiego dolara najsilniej próbował się oprzeć jego kanadyjski odpowiednik (-0,1 proc.) – obecnie obserwuje się próbę utrzymania przez USD/CAD poniżej psychologicznego poziomu 1,2700. Nieco mniej udaną sesję notuje euro (-0,4 proc.), które nie mogło liczyć na napływ danych istotnie warunkujących rynkowy sentyment. Na dnie koszyka walut G10 znajdują się szwajcarski frank (-1,0 proc.) oraz szwedzka korona (-0,9 proc.). Przetasowania na rynku ropy naftowej istotnie uderzają w siłę korony szwedzkiej (-0,5 proc.), która wypycha parę USD/NOK w okolicę poziomu 8,3300.

Poniedziałkowe dane zza oceanu zyskały w opinii inwestorów drugorzędne znaczenie. Dzisiejsza sesja przyniosła potwierdzenie plotek odnośnie wyboru Thomasa Barkina, menedżera wyższego szczebla w McKinsey, na stanowisko przewodniczącego oddziału Fed w Richmond. Dolar nie znalazł się pod presją powyższej decyzji, bowiem rynek spodziewa się podtrzymania przez Barkina dość jastrzębiego wydźwięku charakterystycznego dla jego poprzedników. W cieniu komunikatu znalazła się solidna rewizja październikowych zamówień fabrycznych, którym towarzyszyły wyższe zamówienia na dobra kapitałowe spoza sektora obronnego oraz lotniczego dają nadzieję na budowę oczekiwań w zakresie bardziej pokaźnego tempa wzrostu w ostatnim kwartale. Przy obecnej kalibracji modelu nowcastowego spodziewamy się, że amerykańska gospodarka zakończy rok z zannualizowaną dynamiką PKB na poziomie 3,7 proc.

Przyjęcie przez amerykański Senat ustawy o reformie podatkowej istotnie wpłynęło na nastroje na europejskich parkietach. We Frankfurcie miano lidera zyskał Fresenius (4,4 proc.) będący jednym z największych beneficjentów zmian administracji Donalda Trumpa. Wśród komponentów indeksu DAX (1,5 proc.) wzrostowych nastrojów jedynie nie podzielił Infineon (-0,7 proc.), który znalazł się pod presją niezbyt pozytywnych nastrojów wśród spółek technologicznych. W Londynie najbardziej pokaźną zwyżkę odnotował Carnival (3,5 proc.), aczkolwiek miano gwiazdy sesji zyskał Sky (2,8 proc.) za sprawą negocjacji Walta Disneya w sprawie przejęcia istotnej części aktywów 21st Century Fox. Możliwość bardziej pokaźnej zwyżki indeksu FTSE 100 (0,5 proc.) ograniczyły spółki z sektora wydobywczego. Dzisiejszą przecenę Randgold Resources (-1,2 proc.) skutecznie ograniczyła pomyślna nota RBC, w której założono utrzymanie wskaźników na poziomach typowych dla branży.

Przy Książęcej swoje pięć minut miała Jastrzębska Spółka Węglowa (6,1 proc.) za sprawą rekomendacji kupna wydanej przez Haitong (cena docelowa: 114,27 PLN, obecnie: 95,92 PLN). Dość wysoko znalazły się również walory Alior Banku oraz Orange Polska, które od piątkowego zamknięcia zyskały aż 4,0 proc. Potencjalne wzrosty indeksu WIG 20 (0,6 proc.) najsilniej ograniczało LPP (-1,4 proc.) raportujące w trakcie piątkowej sesji roczny wzrost sprzedaży na poziomie 24 proc. przy jednoczesnym spadku marży do 59 proc. Na dole stawki znalazł się również PKO Bank Polski, którego inwestorzy stopniowo realizują październikowe oraz listopadowe zyski.

Na rynku surowców energetycznych w wyraźnym odwrocie znajdują się styczniowe kontrakty na gaz ziemny, których 3,1 proc. przecena okrywa niezbyt udaną sesję w wykonaniu ropy. Obecnie za baryłkę West Texas Intermediate należy zapłacić 57,60 USD, tj. 1,2 proc. mniej względem poziomów z piątkowego zamknięcia. W odwrocie znajdują się również metale szlachetne. Najbardziej pokaźny ruch w stronę południa ma za sobą pallad (-2,2 proc.), który próbuje dystansować się od przeceny platyny (-1,5 proc.) oraz srebra (-0,8 proc.). W przypadku złota (-0,5 proc.) należy mówić o nieco skromniejszym ruchu, bowiem za uncję żółtego kruszcu należy obecnie zapłacić 1 274 USD.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Bandera, własność oraz czarterowanie – jak zarządzać jachtem? (PODATKI)

Dzięki właściwej strukturze zarządzania jachtem można wykorzystać jednocześnie zalety kilku różnych jurysdykcji. Zarządzanie takim aktywem jak jacht nie jest proste – przede wszystkim z uwagi na to, że nieraz wymaga wykorzystania licznych jurysdykcji. Dlatego niektórzy doradcy żeglarscy decydują się wybrać jedną jurysdykcję, za pośrednictwem której można zarządzać danym jachtem. Z kolei inni doradcy są po prostu nieświadomi tego, że możliwy jest model posiadania jachtu oparty na wielu jurysdykcjach – skutek jest ten sam.

Branża jachtów jest wyraźnie skoncentrowana wokół Morza Śródziemnego. Nic więc dziwnego, że Europa wiedzie prym w budowie jachtów i posiada ok. 80% udziałów w rynku. Nie należy jednak zapominać o państwach należących do Gulf Cooperation Council, które wprowadziły lub wprowadzają podatki podobne do podatku VAT.

Utworzenie odpowiedniej struktury własności dla jachtów jako punkt wyjścia

Kiedy osoba fizyczna rozważa posiadanie i zarządzanie aktywem tak złożonym i cennym jak jacht, powinna dążyć do ustanowienia odpowiedniej struktury własności dla jachtu. Jej ustanowienie przynosi bowiem takie korzyści jak segregacja aktywów i ograniczenie odpowiedzialności czy korzyści podatkowe.

Między innymi z powyższych względów opracowanie struktury własności jachtu jest bardzo ważne. Należy wziąć to pod uwagę nie tylko przy zakupie nowego jachtu, ale i już w trakcie zarządzania nim – żadna struktura nie może być idealna przez długie lata, gdy przepisy dynamicznie się zmieniają.

Bandera, własność oraz czarterowanie jachtu

Przed zakupem nowego jachtu należy wybrać odpowiednią jurysdykcję, z której można zarządzać jachtem, w której można mieć jacht oraz go zarejestrować. Wiele osób zakłada, że musi wybrać tylko jedną jurysdykcję. Tak jednak nie jest. W istocie wybranie jednej jurysdykcji może poważnie ograniczyć możliwości działania jako właściciela lub menedżera. Idealna struktura może wykorzystywać nawet trzy odrębne jurysdykcje.

Zacznijmy od wyjaśnienia, co rozumiemy przez jurysdykcję bandery, własności i czarterowania:

  • jurysdykcja bandery: kraj, zgodnie z którego przepisami jacht jest zarejestrowany oraz który ma obowiązek egzekwowania przestrzegania przepisów;
  • jurysdykcja własności: kraj, w którym struktura własności (spółka) jest zarejestrowana lub gdzie struktura własności (spółka) utrzymuje główne miejsce prowadzenia działalności;
  • jurysdykcja czarterowania: kraj, z którego jacht będzie zarządzany, czyli wyczarterowany lub wynajmowany, lub gdzie będzie jego miejsce do cumowania.

Wybór najlepszej jurysdykcji

Przed podjęciem decyzji o zakupie jachtu należy zadać sobie trzy pytania: dlaczego kupuję ten jacht, gdzie chcę na nim pływać i jaką mogę mieć pewność, że zarządzam tym luksusowym dobrem w najbezpieczniejszy i najbardziej efektywny sposób?

Odpowiedzi na te pytania pozwolą usprawnić i uporządkować złożoną kwestię własności jachtów.

Pytanie: dlaczego kupuję jacht?

Priorytetem powinno być ustalenie faktycznego przeznaczenia jachtu – należy zdecydować, czy jacht ma być używany prywatnie czy komercyjnie.

Jeżeli osoba fizyczna chciałaby zakupić jacht na własny użytek, to należałoby w pierwszej kolejności rozważyć jej miejsce zamieszkania i miejsce, w którym zamierza korzystać z jachtu przy wprowadzaniu odpowiedniej struktury własności.

Jeśli właściciel statku chciałby komercyjnie wykorzystać jacht, tak aby był on dostępny do czarteru, pojawiają się pytania: gdzie właściciel zamierza udostępnić jacht do czarteru? Kim będą potencjalni użytkownicy statku? Jakiej będą narodowości? Odpowiedzi na te pytania umożliwią właścicielowi stworzenie wydajnej struktury własności.

Należy pamiętać, że VAT UE może obejmować jacht niezależnie od ostatecznego właściciela rzeczywistego i jego bandery, ponieważ będzie on zależał od tego, gdzie jacht jest fizycznie zlokalizowany, a w przypadku jachtu „komercyjnego” – gdzie jest wyczarterowany.

Lokalizacja: gdzie znajduje się jacht?

Niezwykle ważne jest również to, czy jacht będzie zlokalizowany na wodach UE, czy też nie. Zarówno miejsce zamieszkania ostatecznego beneficjenta rzeczywistego, jak i miejsce, gdzie ostateczny właściciel rzeczywisty będzie jacht udostępniał do czarteru, będą wpływały na tę decyzję.

W przypadku stwierdzenia, że jacht ma być używany na europejskich wodach terytorialnych, opodatkowanie VAT zawsze będzie jednym z najważniejszych czynników, które należy wziąć pod uwagę przy ustanawianiu i zarządzaniu strukturą jachtu. Unijne przepisy dotyczące VAT, choć teoretycznie powinny być zharmonizowane w całej UE, są różnie stosowane w państwach członkowskich. W skrajnych przypadkach powoduje to, że różne interpretacje przepisów unijnych pojawiają się w dwóch portach w tym samym kraju. Ponadto niektóre państwa członkowskie zmieniają swoją politykę i interpretację przepisów VAT i unijnego kodeksu celnego w zależności od… sezonu.

Bandera: jaka bandera jest najlepsza?

Wszystkie powyższe rozważania mogą wpływać na wybór bandery jachtu, jednak nie musi to oznaczać, że państwo bandery powinno być tożsame z państwem prowadzenia działalności lub jurysdykcją własności, a nawet rejestracji podatkowej.

Państwo bandery jest to państwo, zgodnie z którego prawem jacht jest zarejestrowany lub posiada licencję, a także które może (i powinno) egzekwować przepisy dotyczące jachtów zarejestrowanych pod jego banderą, w tym przepisy dotyczące inspekcji, certyfikacji i wydawania przepisów dotyczących bezpieczeństwa i zapobiegania zanieczyszczeniom.

Podejmując decyzję dotyczącą bandery statku, należy wziąć pod uwagę następujące kwestie:

  • jacht (jego cechy fizyczne, takie jak wiek, długość, tonaż, specyfikacja, kodowanie);
  • stabilność i reputację kraju i jego bandery;
  • zgodność z międzynarodowymi standardami i przepisami dotyczącymi bandery jachtów;
  • wymagania, proces i opłaty związane z rejestracją jachtu, a także poziom usług świadczonych przez rejestr.

Łącząc wszystko w jedno

Nieaktualna struktura własności może doprowadzić do zajęcia jachtu, anulowania czarteru, drakońskich kar… Innymi słowy, może kosztować właściciela niewielką fortunę.

CASE STUDY 1: Prywatna własność jachtu spoza UE

Ostateczny beneficjent spoza UE -> Spółka będąca właścicielem jachtu z siedzibą spoza UE -> Jacht pływający pod banderą spoza UE

  • Czasowy przywóz do celów podatku VAT.
  • Brak połączenia z UE, tylko do użytku prywatnego.
  • Należy zachować ostrożność, aby uniknąć problemów.

Jeżeli ostateczny właściciel rzeczywisty jachtu jest osobą spoza UE, która chciałaby używać jachtu jedynie do celów prywatnych, najlepiej byłoby utworzyć strukturę offshore’ową, a także zapewnić, aby jacht był oznaczony flagą spoza terytorium UE. Umożliwi to właścicielowi skorzystanie z ulgi czasowego przywozu. Jacht będące własnością osoby niebędącej rezydentem UE i zarejestrowany poza UE jest bowiem uprawniony do bezcłowego przywozu do UE, pod warunkiem że jacht nie jest czarterowany lub w inny sposób wykorzystywany w celach handlowych.

Procedura ta wymaga, aby jacht zawijał do kraju UE i podlegał procedurze czasowego przywozu w uzgodnieniu z organami celnymi danego kraju. Właściciel jachtu będzie mógł następnie swobodnie korzystać z jachtu na wodach UE, a zatem jacht będzie mógł przemieszczać się z jednego państwa członkowskiego do drugiego bez dodatkowych formalności celnych przez dozwolony okres 18 miesięcy. Przed upływem wyznaczonego okresu jacht powinien opuścić wody UE, jednak jego właściciel może od razu zwrócić się o kolejny okres 18 miesięcy czasowego przywozu, powracając na terytorium UE po zawinięciu do portu spoza UE.

Ponieważ jacht będzie przywożony do UE tylko na czas określony, a zatem będzie dostępny w swobodnym obrocie w UE przez określony czas, właściciel jachtu nie będzie podlegał standardowym stawkom podatku VAT należnego od wartości jachtu. Właściciel jachtu spoza UE, który pozostaje na wodach UE dłużej niż przez uzgodniony okres, będzie musiał opłacić podatek VAT od wartości jachtu.

Chociaż opisywana koncepcja jest możliwa do zaakceptowania w całej UE, należy ją stosować ostrożnie – przy jednoczesnym zapewnieniu, że ostateczny właściciel rzeczywisty jachtu oraz użytkownicy statku nie są w żaden sposób związani z UE. Należy również bezwzględnie zapewnić, że jacht jest wykorzystywany wyłącznie do celów prywatnych, a nie komercyjnych.

Ponieważ nie ma działalności gospodarczej, nie ma też podatku VAT z tytułu czarteru ani żadnego innego wymaganego podatku należnego. Jednakże naliczony podatek VAT od wydatków poniesionych przez właściciela jachtu zasadniczo nie podlega zwrotowi.

CASE STUDY 2: Prywatna własność jachtu na terenie UE

Ostateczny beneficjent z UE -> Spółka wynajmująca z siedzibą w UE -> Jacht pod banderą UE lub spoza UE

  • Spółka będąca właścicielem jachtu dzierżawi jacht z powrotem beneficjentowi rzeczywistemu.
  • Tylko do użytku prywatnego.
  • Brak wymogu umieszczenia bandery UE na jachcie.

W przypadku gdy ostateczny beneficjent rzeczywisty jachtu jest obywatelem/rezydentem UE, który chciałby być właścicielem jachtu na zasadach prywatnych, niekomercyjnych, to najlepiej by było, gdyby rozważył on ustanowienie struktury własnościowej opartej na prawach UE.

Jeżeli osoba fizyczna lub osoba prawna będąca rezydentem UE posiada jacht, będzie ona miała prawo do swobodnego przemieszczania się w UE, pod warunkiem że podatek VAT zostanie zapłacony od wartości jachtu w jednym z państw członkowskich UE.

W tym scenariuszu przy podejmowaniu decyzji, które państwo bandery byłoby najodpowiedniejsze, można rozważyć dwie możliwości: zarówno w UE, jak i poza nią. Większość właścicieli jachtów wolałaby wybrać banderę UE, głównie ze względu na czynniki wizerunkowe. Wbrew powszechnemu przekonaniu, w tym przypadku wybór bandery spoza UE jest możliwy i nie będzie mieć wpływu na strukturę lub użytkowanie jachtu.

Kiedy dana osoba fizyczna zdecyduje się na zakup jachtu, mądrze byłoby natychmiast ustanowić odpowiednią strukturę do jego zakupu bezpośrednio przez podmiot, a nie w swoim osobistym imieniu. Taka struktura umożliwi właścicielowi jachtu skorzystanie z dostępnych programów leasingowych.

Obecnie w krajach członkowskich UE dostępne są różne programy leasingowe. Najkorzystniejsze oferują właścicielom jachtów, którzy chcieliby kupić nowe jachty, atrakcyjne możliwości w zakresie podatku VAT. Ponadto po sfinalizowaniu programu leasingu jacht zostanie uznany za automatycznie „opłacony podatkiem VAT UE” i będzie mógł swobodnie poruszać się po wodach UE bez żadnych ograniczeń.

Podczas korzystania z tych programów, spółka, za pośrednictwem której właściciel zakupił jacht, jest na ogół zobowiązana do zawarcia umowy leasingu, zgodnie z którą jako leasingodawca zawrze umowę na wykorzystanie jachtu przez ostatecznego beneficjenta rzeczywistego jako leasingobiorcy w zamian za wynagrodzenie. Ponadto na koniec okresu leasingu leasingobiorca może zdecydować się na zakup jachtu po cenie procentowej od pierwotnej ceny jachtu.

Do celów podatku VAT leasing jachtu stanowi świadczenie usług z prawem do odliczenia naliczonego podatku VAT przez leasingodawcę. To świadczenie usług podlega opodatkowaniu zgodnie z użytkowaniem jachtu na wodach terytorialnych UE. Takie rozwiązanie oparte jest na przepisach dotyczących efektywnego wykorzystania i korzystania z przepisów dyrektywy w sprawie podatku VAT w UE i jest ustalane z wykorzystaniem z góry określonych wartości procentowych w zależności od wielkości i środków napędowych jachtu (żegluga a silnik), które skutkują obniżoną efektywną stawką podatku VAT.

CASE STUDY 3: W pełni komercyjna struktura czarteru

Beneficjent rzeczywisty z UE lub spoza UE -> Spółka posiadająca z siedzibą w UE -> Jacht pod banderą UE

  • Odroczenie podatku VAT jest możliwe.
  • Można wybrać system leasingu jachtu.
  • Preferowana jest flaga UE, aby uniknąć problemów w niektórych państwach członkowskich.

W tym scenariuszu, gdy jacht jest nabywany na rynku krajowym lub w innym państwie członkowskim, lub poza UE, VAT należny przy zakupie jachtu można odzyskać, a nawet odroczyć.

Po zakupie jachtu – ponieważ w tym przypadku właściciel jachtu zamierza posiadać go w UE w celach czysto komercyjnych – jacht powinien przejść odpowiednie procedury VAT i celne, aby następnie mógł zostać przywieziony do UE. Najlepiej byłoby, gdyby jacht został zarejestrowany w państwie członkowskim UE, ale, jak wspomniano wcześniej, właściciel ma swobodę wyboru między banderą UE a banderą spoza UE, a jego decyzja nie będzie miała bezpośredniego wpływu na strukturę własności jachtu i obowiązki jego właściciela.

Ustalając strukturę własności jachtu, należy pamiętać, że sytuacja, w której właściciel zdecyduje się na połączenie struktur UE z banderą spoza UE, może wywołać zamieszanie, powodując m.in. powstanie zobowiązań z tytułu podatku VAT.

Jeżeli decydujemy się na odroczenie podatku VAT (o ile jest możliwe), nie musimy płacić podatku VAT należnego przy zakupie jachtu, a następnie ubiegać się o jego zwrot. Innymi słowy, podatek VAT byłby rozliczany w samym rozliczeniu VAT, co zapewniłoby neutralny wpływ przepływów pieniężnych z tytułu VAT. W dalszej kolejności, jeżeli właściciel jachtu będzie chciał uzyskać status „VAT zapłacony” za jacht, może on skorzystać z programów leasingowych wspomnianych wyżej, w związku z odroczeniem podatku VAT. Umożliwiłoby to właścicielowi jachtu płacenie VAT stopniowo przez cały okres leasingu po obniżonej cenie.

Czarter jachtu na wodach UE jest traktowany jako świadczenie usług, a zatem jest opodatkowany do celów podatku VAT. Oznaczałoby to, że właściciel jachtu będzie podlegał obowiązkowi rejestracji na podatek VAT w urzędzie skarbowym państwa członkowskiego, w którym świadczy on takie usługi, w związku z wynajmem czarteru na wodach UE. Zwykle zatem komercyjna struktura czarterowa działająca na wodach UE może wymagać do zarządzania wielu rejestracji na VAT w różnych państwach członkowskich. Dlatego też niewykluczone, że może być konieczne wyznaczenie doradców podatkowych w niektórych krajach członkowskich w celu zapewnienia, że przepisy VAT są przestrzegane.

Zasady dotyczące podatku VAT i obowiązujące stawki różnią się w zależności od jurysdykcji, w której czarter się rozpoczyna. Istnieją możliwości obniżenia stawek podatku VAT w wielu krajach członkowskich, takich jak Francja, Włochy i Malta.

Popularne jurysdykcje jachtowe

W związku z tym, że coraz więcej państw członkowskich wdraża podatki u źródła od struktur własności jachtów w jurysdykcjach bez umów o unikaniu podwójnego opodatkowania, wielu właścicieli jachtów rejestruje je na Malcie, która znajduje się na terenie UE.

Państwo członkowskie UE: Malta

Malta to w pełni niezależna, była jurysdykcja brytyjska położona na południe od Sycylii. Jest położona w sercu Morza Śródziemnego i od 2005 r. jest członkiem Unii Europejskiej.

Od momentu przystąpienia do UE Malta stale udoskonalała swoje usługi świadczone na rzecz europejskiego przemysłu żeglarskiego i jest obecnie uważana za najważniejszą europejską jurysdykcję żeglarską. Przykładowo, system leasingu jachtów na Malcie w ostatnich latach okazał się niezwykle atrakcyjny i obecnie jest najpopularniejszy w Europie. Podobnie jak bandera maltańska, która jest dziś najpopularniejsza w regionie Morza Śródziemnomorskiego. Malta znajduje się również na białej liście Memorandum Paryskiego z 1982 r.

Ponadto Malta oferuje również:

  • odroczenie zwrotu podatku VAT dla właścicieli jachtów;
  • konkurencyjne koszty zakładania spółek, rejestracji jachtów i tonażu;
  • konkurencyjny system podatkowy;
  • doskonałe zaplecze fizyczne dla jachtów;
  • brak ograniczeń w sprzedaży lub obciążeniach hipotecznych jachtów oraz możliwość rejestracji jachtów będących jeszcze w budowie;
  • anglojęzyczny kraj z anglosaskim dziedzictwem prawnym i biznesowym.

Państwo spoza UE: Wyspa Man

Wyspa Man jest zależna od Korony Brytyjskiej, ale ma całkowicie niezależne ustawodawstwo krajowe; jest położona na Morzu Irlandzkim między Wielką Brytanią i Irlandią.

Prywatny rejestr jachtowy Wyspy Man został uruchomiony w 2002 r. i szybko został uznany za wewnętrzną banderę z wyboru. To była ta wyspa, która pierwotnie napisała Duży Kodeks Jachtowy MCA (LY2). Podobnie jak Malta, oferuje ona przyjazny dla klienta rejestr jachtów, który reaguje na jego potrzeby znacznie szybciej niż te w większych jurysdykcjach.

Obecnie Wyspa Man jest częścią UE (dzięki umowie z Wielką Brytanią) dla celów podatku VAT i celnych, więc pełny import jachtu i odroczenie podatku VAT jest opcją dla jachtów dostarczanych ze stoczni północnoeuropejskich lub rejsem z USA. Może się to jednak zmienić po Brexicie.

Wyspa Man oferuje system prawny i biznesowy podobny do brytyjskiego.

Zaangażowanie dobrze poinformowanych i doświadczonych doradców jest niezbędne, by zapewnić wydajną strukturę operacyjną jachtu. Właściwie skonstruowana struktura ze wszystkimi współpracującymi częściami składowymi zapewni zaś potencjalnemu właścicielowi spokój ducha.

Autor: prawnik Maja Czarzasty-Zybert, radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Windows i Office – tanio sprzedam!

To najpotężniejszy przeciwnik cyfrowej rewolucji. Przeciwnik, który nie ma twarzy. Walka z nim przypomina poniekąd walkę Don Kichota z wiatrakami – z tą jednak różnicą, że tutaj problem jest poważny i przede wszystkim: realny. Piractwo komputerowe stało się jedną z największych bolączek cyfrowych czasów. Wartość nielegalnego oprogramowania przekroczyła już próg 60 mld dolarów. Tej sytuacji sprzyja często niewiedza samych użytkowników, którzy kupują w Internecie oprogramowanie wątpliwego pochodzenia, kierując się tylko jednym – kuszącą ceną.

„Piraty” warte miliardy euro

Liczba ściąganych programów bądź kluczy kupowanych po „atrakcyjnej cenie” w Sieci stale utrzymuje się na wysokim poziomie. Piracki software napędza dziś nie tylko komputery indywidualnych użytkowników. Z szacunków Business Software Alliance wynika, że w zeszłym roku aż 48 proc. oprogramowania było użytkowanych niezgodnie z licencją. I choć trudno jednoznacznie wskazać winnego – właściciel firmy? pracownik? – to jedno nie ulega wątpliwości. Za wykrycie „pirata” na komputerze firmy odpowiedzialność ponosi zazwyczaj jej właściciel lub zarządzający.

Tylko jeden incydent tego typu wystarczy by uruchomić lawinę i poważnie naruszyć bezpieczeństwo przedsiębiorstwa. Wykrycie pirackiego oprogramowania może spowodować przestój w pracy całego zespołu, a w rezultacie doprowadzić do konieczności wydania firmowych pieniędzy na prawnika i procesy sądowe. Nie bez znaczenia pozostają też zagrożenie utraty reputacji biznesowej i nadszarpnięcie zaufania partnerów oraz klientów firmy.

Nielegalne oprogramowanie potrafi doprowadzić przedsiębiorstwo do konieczności poniesienia niepotrzebnych kosztów: odwirusowanie komputerów, zastrzeżenie kart bankomatowych, albo naprawa sprzętu, wszystko nie tylko uszczupla kieszeń właściciela, ale także naraża na niepotrzebne nerwy. Dodatkowo, zainstalowany na komputerze „pirat” może w pełni zablokować komputer. Tu przykładem może być „ransomware” czyli tak zwane „oprogramowanie szantażujące”, często towarzyszące pirackiemu oprogramowaniu, którego usunięcie będzie uzależnione od zapłaty okupu hakerom.

Piracki software to tykająca bomba, która czeka tylko na oderwanie zawleczki. Według raportu IDC Causes and Costs of Security Threats from Pirated Software in Europe 2017 największą obawą przedsiębiorców i użytkowników domowych jest utrata danych, do której może doprowadzić korzystanie z nielegalnego oprogramowania. Jako główne zagrożenie wskazało ją aż 45 proc. dużych i 59 proc. małych i średnich firm, a także co drugi użytkownik indywidualny (51 proc.).

NIElegalne się NIE opłaca

Jedną z najczęstszych metod stosowanych przez cyberprzestępców jest zainfekowanie programu instalacyjnego złośliwym oprogramowaniem. Choć pozornie wszystko wydaje się przebiegać w jak najlepszym porządku, to oprócz zainstalowania (nielegalnego) oprogramowania na komputerze – użytkownik zainstaluje w nim również niepożądane aplikacje: dodatkowe pliki, tzw. malware, na którym składać się mogą rozmaite wirusy, trojany, backdoory itd. Według wspominanego wcześniej badania IDC aż 96 proc. ankietowanych biorących udział w badaniu użytkowników wyraziło swoje zaniepokojenie możliwością korzystania z zainfekowanego oprogramowania.

Szacuje się, że nielegalne kopie zwiększają ryzyko zawirusowania komputera aż o 33 proc. Na pirackim procederze europejskie firmy tracą dziś nawet 51 mld euro[1]. Usunięcie tych niepożądanych towarzyszy pirackiego oprogramowania wiąże się nierzadko z dużym wysiłkiem ze strony użytkownika (lub firmy) i uszczupleniem portfela. Często również nie da się ich usunąć bez szkody na funkcjonalności samego (nielegalnego) oprogramowania. Z drugiej strony – to nie lada gratka dla piratów, którzy dzięki takiemu “bonusowi” dodawanemu przez nich do nielegalnego oprogramowania, uzyskują łatwy dostęp do danych użytkownika lub firmy i swobodnie mogą nimi dysponować, otrzymując wgląd w każdy plik i w każde hasło, którego zapragną.

Utrata danych to jednak nie wszystko. Może zdarzyć się tak, że wraz z pirackim oprogramowaniem na komputerze instalowany jest również spyware. Jego samoistne aktywowanie otwiera przestępcom drogę dostępu do wszelkiego rodzaju umów, kont bankowych, strony www, portali społecznościowych oraz danych dotyczących wysokości wynagrodzeń, a nawet prywatnej korespondencji mailowej pracowników. Jednego dnia, w ułamku sekundy, wiarygodna dotychczas firma – może obrócić się w nieświadomie wspierającą cyberprzestępców instytucję. Nawet po ujawieniu takiej informacji i naprawieniu szkód wyrządzonych przez piracki software, pozyskanie nowych klientów czy odbudowa reputacji firmy może okazać się dużym wyzwaniem.

„Promocja w sieci”, czyli jak rozpoznać nielegalne oprogramowanie?

Podejrzanie niska cena. To pierwszy element, który powinien zapalić użytkownikom i firmom czerwoną lampkę ostrzegawczą i wzbudzić ich wątpliwości. Jeśli cena oferowanego oprogramowania okazuje się rażąco niższa od tej, która widnieje na stronach jego oficjalnych dystrybutorów, to można mieć już poważne wątpliwości, czy mamy do czynienia z legalnym źródłem. Najnowszy Windows 10 za 49,99 zł? A może Office za 10,99 zł? Takich ofert, rodem z owianego złą sławą, nieistniającego już Stadionu Dziesięciolecia, wcale w Sieci nie brakuje. Niestety – chętnych na ich zakup również.

Poza kuszącą ceną, uwagę użytkownika powinna skupić także strona, na jakiej zamierza kupić oprogramowanie. Zgodnie z badaniem IDC aż 66 proc. użytkowników z Europy, którzy zakupili nielegalne oprogramowanie na podejrzanych aukcjach internetowych lub od nieautoryzowanych sprzedawców, doświadczyło trudności związanych z jego użytkowaniem na komputerze. Ryzyko, że oprogramowanie zakupione z nielegalnego źródła jest zainfekowane malwarem, w przypadku firm wynosi 35 proc. Z kolei u użytkowników domowych – wzrasta już do 44 proc.

Dlatego warto sprawdzić dwa razy, czy na pewno mamy do czynienia z legalnym dystrybutorem oprogramowania. Koszt jest żaden – to tylko kilka minut aż wyświetlą nam się odpowiedzi w wyszukiwarce. W końcu – lepiej nie kupować kota w worku.

Nie ryzykuj – sprawdź, co może Cię czekać, jeśli pirackie oprogramowanie trafi do Twojej firmy lub domowego komputera! www.wybierajlegalne.pl

  • [1] Raport IDC Causes and Costs of Security Threats From Pirated Software in Europe

Firmy Esri i Autodesk łączą siły w obszarze dostarczania rozwiązań do projektowania miast

Firmy Esri i Autodesk poinformowały o nawiązaniu współpracy, która tworzy podwaliny pod nowe rozwiązania do projektowania i zarządzania miastami. Połączenie w jednym środowisku danych 2D i 3D z informacją przestrzenną otwiera zupełnie nowe możliwości dla administracji publicznej, branży deweloperskiej i obywateli w obszarze tworzenia przyjaznej, inteligentnej i bezpiecznej przestrzeni miejskiej.

Połączenie technologii GIS i BIM (Building Information Modeling) pozwoli na uzyskanie bardziej wartościowych i pełniejszych informacji na temat miasta, jego otoczenia i mieszkańców. Nowe możliwości w zakresie wykorzystania danych geograficznych i tych pochodzących z BIM pozwolą między innymi na:

  • Bezpośrednie uzyskanie dostępu do informacji geograficznych w celu budowania bardziej niezawodnych modeli kontekstowych do planowania, wstępnego projektowania i zarządzania miastami i budynkami.
  • Bezpośrednie zapisywanie danych BIM do bazy danych systemów geograficznych oferowanych przez Esri, by zmniejszyć ryzyko pominięcia istotnych danych.
  • Bezpośrednie uzyskanie dostępu do informacji BIM z aplikacji Esri, w celu lepszego zarządzania aktywami.

„Połączenie tych dwóch technologii pozwoli na lepsze planowanie, projektowanie, budowanie i zarządzanie posiadaną infrastrukturą. Większe zaangażowanie wszystkich interesariuszy pozwoli na redukcję liczby potrzebnych dokumentów, skróci proces uzyskania pozwolenia na budowę oraz zmniejszy ryzyko odrzucenia projektu” – mówi Tomasz Galant, Prezes Zarządu w Esri Polska.

ONZ przewiduje, że w ciągu następnych 30 lat światowa populacja zwiększy się o 2,5 mld ludzi. Takie obciążenie dla naszej planety wymaga zastosowania nowatorskich rozwiązań, które pozwolą na lepsze wykorzystanie dostępnej przestrzeni pod budowę i rozwój inteligentnych miast w duchu zrównoważonego rozwoju.

Odwzorowanie modelu miasta w technologii 3D i umieszczenie go na trójwymiarowej mapie pozwala na natychmiastowe uzyskanie danych o tym, jakie ulice przylegają do budynku i jaki panuje na nich aktualnie ruch. Daje również informacje, jak wygląda z zewnątrz i wewnątrz oraz z jakich materiałów i komponentów jest zbudowany. Na tej podstawie można m.in. przewidywać natężenie ruchu w danym miejscu, rozmieszczać kamery monitoringu miejskiego czy przeprowadzać symulacje akcji ratunkowych w przypadku wystąpienia pożarów lub innych nieprzewidzianych zdarzeń.

Wykorzystanie na szeroką skalę sensorów i czujników i zintegrowanie danych z nich płynących z modelami miast w 3D daje użytkownikom dostęp do dokładnych analiz w czasie rzeczywistym. Partnerstwo między firmami może przyczynić się również do rozbicia silosów danych, co ułatwi współpracę i dzielenie się informacjami między różnymi departamentami. Administracja publiczna wykorzystuje GIS w celu zrozumienia informacji geodemograficznych i zarządzania działaniami związanymi z dostarczaniem mediów dla mieszkańców czy zarządzania transportem. Dane pochodzące z BIM są wykorzystywane w procesie oceny scenariuszy budowlanych i projektowych.

Rozwiązania do tworzenia trójwymiarowych modeli miast były również wykorzystywane przy produkcji filmów animowanych, takich jak „Zwierzogród” czy „Wielka Szóstka”. Aplikacja CityEngine od Esri pozwala na generowanie i szczegółowe „teksturowanie” budynków i geometrii ulic, co pozwoliło w krótkim czasie „zbudować” wirtualne miasto składające się z 300 000 obiektów.

„W tym konkretnym przypadku chodziło o stworzenie iluzji tętniącego życiem miasta. Mówiąc o współpracy między Esri a Autodesk i połączeniu technologii GIS i BIM, mówimy o zbudowaniu niezwykle szczegółowego modelu, którego każdy element będzie dokładnie opisany i w pełni edytowalny” – dodaje Tomasz Galant.

Branża call center skutecznie walczy o wizerunek

Dynamiczny rozwój branży call center i usług outsourcingowych w roku 2016 szedł w parze ze wzrostem świadomości sektora i aktywnymi działaniami na rzecz poprawy wizerunku telemarketingu – wynika z analizy medialnej przygotowanej przez Polskie Stowarzyszenie Marketingu SMB we współpracy z „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”. Nadal jednak najwięcej publikacji na temat call center pojawia się w mediach branżowych.

Rynek usług call i contact center rośnie w Polsce w tempie 30 proc. 135 firm, jakie zidentyfikowano w badaniu, dysponuje ponad 12 tys. stanowisk, a 61 proc. podmiotów zamierza zwiększyć liczbę zatrudnionych. Prawie połowa firm ma swoją siedzibę w Warszawie, a najwięcej firm prowadzi działalność od 5 lat. Najczęściej z usług call center korzystają branża finansowa, telekomunikacja, ubezpieczenia i energetyka. Największy wzrost zainteresowania usługami cc wykazuje miedzy innymi sektor mediów. Ponad połowę firm deklarujących udział w organizacjach branżowych zrzeszają SMB i Fundacja Pro Progressio.

– Ubiegły rok, z którego pochodzą zebrane przez nas dane, cechował się dużą dynamiką zmian w zakresie akwizycji kilku dużych graczy na rynku. Ma to swoje odzwierciedlenie w niektórych danych i analizach. Jednocześnie jednak sytuacja w branży wydaje się coraz bardziej stabilna, a jej dalszy rozwój opierać się będzie najprawdopodobniej na przewidywalnych i zgodnych ze światowymi trendach – komentuje Marcin Sosnowski, dyrektor wykonawczy SMB.

W szczegółowej analizie medialnej sektora badaniu poddane zostały publikacje z prasy, internetu, radia i telewizji, jakie ukazały się w 2016 roku. Dodatkowa ocena dotyczyła obecności w mediach poszczególnych firm – dostawców usług call center.

Na temat call center opublikowano w roku 2016 blisko 7,8 tys. informacji, których ekwiwalent szacunkowy* wyniósł 56,6 mln złotych. Ponad połowa przekazu miała zasięg regionalny. Najwięcej publikacji odnotowano w województwach pomorskim (451), mazowieckim (397) i kujawsko-pomorskim (373), najmniej – w lubuskim (59), opolskim (74) i świętokrzyskim (107). Zdecydowanie najpopularniejszym źródłem informacji był internet – 84 proc. Najczęściej monitorowano materiały w branżowych mediach call center: Forumcallcenter.pl, Ccnews.pl i Outsourcingportal.eu.

– W dalszym ciągu najwięcej publikacji na temat call center pojawia się w mediach branżowych. Ich zasięg i skala dotarcia, w szczególności do szerokiego kręgu odbiorców spoza tego sektora, jest ograniczona. Należy docenić rolę i pracę tych mediów w rozpowszechnianiu informacji i wiedzy służących edukacji i rozwojowi rynku. W poszukiwaniu metod na zmianę sposobu postrzegania branży przez konsumentów należy jednak szukać narzędzi alternatywnych i uzupełniających ten kanał dotarcia – wyjaśnia Marcin Szczupak, kierownik działu raportów medialnych „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”.

Analiza 1200 publikacji na temat call center przez pryzmat podmiotów działających w branży wykazała, że 90 proc. doniesień miało neutralny charakter, a pozostałe 10 proc. było nacechowanych pozytywnie. Tych ostatnich najwięcej dostarczył konkurs „Telemarketer Roku 2016” oraz doniesienia o nowych miejscach prasy dla telemarketerów.

– Z analizy wyników raportu wynika między innymi zaskakujący raczej wniosek, że skala publikacji na temat branży o wydźwięku negatywnym jest w mediach niewielka. Choć może to w pierwszej chwili dziwić, po głębszej analizie pozwala jednak wysnuć kolejne wnioski, które wskazują, że publiczne komentarze na temat branży o zabarwieniu negatywnym pochodzą ze zdecydowanej większości z komentarzy użytkowników internetu do artykułów, a także są przedmiotem wymiany spostrzeżeń w portalach społecznościowych – dodaje Marcin Szczupak.Branża call center skutecznie walczy o wizerunek

Najpopularniejsza w mediach była marka Contact Center, która zgromadziła 368 materiałów. Druga w zestawieniu Call Center Inter Galactica zebrała o 213 publikacji mniej. Trzeci był Transcom Wordlwide Poland z wynikiem 97 informacji. Marka ta osiągnęła najwyższy wynik ekwiwalentu reklamowego zweryfikowanego** – 325 mln zł, głównie z powodu otwarcia oddziału w Białymstoku. Największe dotarcie materiałów uzyskały Arteria – 102 mln potencjalnych kontaktów z odbiorcami, Call Center Inter Galactica – 84 mln oraz Call Center Poland – 43 mln.

– Opracowane wyniki wskazują na bardzo duże różnice w obecności poszczególnych firm w komunikatach w poszczególnych mediach. Kilka spółek cechuje się bardzo dużą intensywnością tych komunikatów, podczas gdy inne nie są praktycznie w ogóle obecne w mediach – podkreśla Marcin Sosnowski.

O analizowanych markach cc najczęściej pisano na portalach branżowych, jednak największe dotarcie generowały media ekonomiczne, takie jak biznes.onet.pl, finanse.wp.pl, money.pl czy bankier.pl. Tematem publikacji była głównie działalność korporacyjna podmiotów i ich wyniki finansowe.

Zagadnienia telemarketingu poruszano w 0,9 tys. materiałów, publikowanych najczęściej przez media specjalistyczne. Z informacjami tymi mogło zetknąć się nawet 246 mln odbiorców. Znacznie popularniejszym hasłem było contact center, które pojawiło się w 2,9 tys. informacji i wygenerowało dotarcie na poziomie 546 mln potencjalnych kontaktów.

* Ekwiwalent szacunkowy – to wartość stanowiąca koszt umieszczenia w danym medium reklamy o takiej samej powierzchni jak zmonitorowana informacja

** Ekwiwalent zweryfikowany – wartość stanowiąca koszt umieszczenia w danym medium reklamy, z uwzględnieniem udziału procentowego analizowanego podmiotu w zmonitorowanej informacji

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – listopad 2017 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 18,7% rdr do 21,4 mld zł
  • Wzrost średniej dziennej wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń o 13% do 1 mld zł
  • Wzrost wartości emisji obligacji notowanych na rynku Catalyst o 16,5% do 93,9 mld zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 8,8% do poziomu 10,7 TWh
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem o 7% rdr do 14,7 TWh
  • Wzrost wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia o 13,4% do 3,8 TWh2

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 22 mld zł w listopadzie 2017 r., czyli o 17,8% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 18,7% rdr, do poziomu 21,4 mld zł, a średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła w listopadzie 2017 r. poziom 1 017 mln zł, o 13% większy niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec listopada 2017 r. wyniosła 62 440,31 pkt i była o 28,4% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 7,6% rdr. W ramach arkusza zleceń wartość obrotu akcjami na rynku alternatywnym GPW wyniosła 82 mln zł, co oznacza spadek o 8,3% rdr. Od początku roku obrót w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect wyniósł 1,3 mld zł, co oznacza wzrost o 14,1%.

W listopadzie 2017 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 578,3 tys. szt., o 14,7% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł 334,5 tys. szt., co oznacza spadek o 4,1% rdr.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 93,9 mld zł na koniec listopada 2017 r. wobec 80,6 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła w listopadzie o 13% rdr, do poziomu 192,4 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP sięgnęła w listopadzie tego roku 48,8 mld zł i była o 0,7% niższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w listopadzie 2017 r. wyniósł 10,7 TWh, co oznacza wzrost o 8,8% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku forward wzrósł o 16,3% do poziomu 8,6 TWh, w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w listopadzie 2017 r. 14,7 TWh, o 7% mniej niż rok wcześniej. Na rynku terminowym wolumen obrotu wzrósł o 2,1% do poziomu 12,5 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)3, na rynkach spot i terminowym wyniósł w listopadzie 2017 r. 3,8 TWh, co oznacza wzrost o 13,4% rdr. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) sięgnął w listopadzie 2017 r. 50,7 ktoe4, w porównaniu do 55,3 ktoe rok wcześniej.

Kapitalizacja 427 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku wyniosła na koniec listopada 2017 r. 654,42 mld zł (155,61 mld EUR). Łączna kapitalizacja 477 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec listopada tego roku 1 390,11 mld zł (330,55 mld EUR).

Na Głównym Rynku w listopadzie 2017 r. zadebiutowała spółka Venture INC, której wartość oferty wyniosła 30 mln zł.

Na NewConnect w listopadzie 2017 r. zadebiutowały spółki Gremi Media, Cambridge Chocolate Technologies i Cherrypick Games, których łączna wartość ofert wyniosła 65 mln zł.

Na Catalyst w listopadzie 2017 r. zadebiutowały obligacje Gminy Miasta Płock i spółki Statima o łącznej wartości emisji wynoszącej 61,7 mln zł.

W listopadzie 2017 r. na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych, o jedną więcej niż rok wcześniej.

  • [1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych
  • 2 z wyłączeniem praw wynikających ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną
  • 3 świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane , notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg;)
  • 4 ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Wyniki BETACOM S.A. I połowa 2017 r.

Betacom S.A. opublikowała właśnie swoje półroczne sprawozdanie finansowe. Spółka w roku obrotowym rozpoczynającym się 1 kwietnia 2017, osiągnęła blisko 79 mln PLN przychodu ze sprzedaży. To ponad 11% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego, kiedy firma wypracowała 71 mln PLN. Dobre wyniki są efektem m.in. realizacji nowej strategii zakomunikowanej rynkowi jesienią tego roku.

W zakończonym właśnie półroczu finansowym, Betacom S.A. wypracowała niemal 79 mln zł przychodów, co stanowi ponad 11-procentowy wzrost w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Podobnie dobry wynik wypracowano w odniesieniu do zysku netto za pierwsze półrocze roku obrotowego rozpoczynającego się 1 kwietnia br., spółka wypracowała 0,82 mln zł zysku netto, tj. o 25% więcej niż w pierwszym półroczu poprzedniego roku obrotowego.

Komentując dobre wyniki pierwszego półrocza, Bartłomiej Antczak, Prezes Zarządu Betacom S.A., powiedział: – „Dobre wyniki to rezultat ciężkiej pracy całego zespołu, który efektywnie połączył realizację bieżących planów sprzedażowych z pracami mającymi na celu zdefiniowanie programu transformacji spółki. Nowa strategia na lata 2017-2020 zakłada oparcie działalności na czterech podstawowych liniach biznesowych: Hybrydowym IT, Smart Workplace, Logistyce oraz Edukacji. Nowa strategia i program transformacji zakładają odejście od monolitycznej struktury. Chcemy, aby każda z linii biznesowych działała w ramach własnych planów budżetowych i posiadała niezależne cele ilościowe i jakościowe do osiągnięcia.”

Tab. 1. Betacom S.A.: wybrane wyniki finansowe za I półrocze roku obrotowego 2017/2018

– źródło raport półroczny Spółki Betacom S.A., opublikowany w dniu 30-11-2017 r.:

WYBRANE DANE FINANSOWE w tys. PLN
od 1.04.2017

do 30.09.2017

od 1.04.2016

do 30.09.2016

Przychody netto ze sprzedaży produktów, towarów i materiałów 79 024 70 991
Zysk (strata) brutto 1 037 853
Zysk (strata) netto 826 661
Aktywa, razem (na koniec półrocza bieżącego roku obrotowego i na koniec poprzedniego roku obrotowego) 57 755 76 571
Zysk (strata) na jedną akcję zwykłą (w zł) 0,41 0,33
Wartość księgowa na jedną akcję (w zł) (na koniec półrocza bieżącego roku obrotowego i na koniec poprzedniego roku obrotowego) 9,57 9,33

 

Zarząd określił główne kierunki rozwoju spółki, a za podstawowy cel swoich działań przyjął podniesienie wartości dla akcjonariuszy. Sprzedaż produktów własnych, sprzedaż na rynkach międzynarodowych oraz sprzedaż w modelu rekurencyjnym w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw – to 3 główne wymiary, których realizacji podporządkowane zostały działania operacyjne i strategiczne dla nowo powstałych czterech linii biznesowych.

– „Realizacja naszych planów to fundament podniesienia rentowności spółki. Rok 2018 to czas nowych inicjatyw biznesowych i zapewniam, że będzie jeszcze niejedna okazja do rozmowy o nich. Chcemy, żeby każdy z naszych inwestorów wiedział, że Betacom będzie się zmieniał in plus w kolejnych latach, co już widać po dobrych wynikach. Mamy ambitne plany, mogę obiecać, że szykujemy nowe odsłony naszego biznesu, co dla inwestorów będzie interesujące, a dla wartości spółki – pozytywne. Co więcej, nasze ostatnie inicjatywy biznesowe poza granicami kraju napawają jeszcze większym optymizmem.
W obszarze edukacji, wraz z lokalnym Partnerem, zakończyliśmy wdrożenie pierwszego etapu rozwiązania dla Ministerstwa Edukacji na Słowacji, opartego o Eduwarebox – autorskim produkcie Betacom. Już niebawem zakomunikujemy rynkowi kolejne przedsięwzięcia biznesowe z wprowadzenia produktów własnych w Polsce i na świecie. Mam nadzieje, że rynek dostrzeże ten nowy pozytywny wymiar działań Betacomu.” – dodaje Bartłomiej Antczak. dodaje Bartłomiej Antczak.

Bilety za 1 zł już po raz trzeci w aplikacji mPay

mPay i Mastercard ponownie zachęcają pasażerów do sięgania w życiu codziennym po nowoczesne, bezgotówkowe rozwiązania płatnicze. Tym razem z tańszych przejazdów można korzystać także w Trójmieście oraz kilkunastu okolicznych miejscowościach. W promocyjnej puli znalazło się 80 tys. biletów komunikacji miejskiej, spośród których każdy kosztuje jedynie złotówkę.

mPay – zakup biletu za 1 zlW ramach poprzednich edycji akcji „Bilet za 1 zł z Masterpass od mPay” pasażerowie skorzystali z tańszych przejazdów blisko 300 tys. razy. Jedynym warunkiem było kupowanie biletów przy użyciu aplikacji mobilnej i karty płatniczej zarejestrowanej w portfelu cyfrowym Masterpass. Najnowsza, trzecia odsłona promocji działa na identycznych zasadach. Można w niej uczestniczyć wielokrotnie, kupując taniej bilety jednorazowe lub czasowe do 90 minut o wartości od 1,10 zł do 5 zł.

Przejazdy za złotówkę są dostępne we wszystkich miastach, w których mPay udostępnia płatności za bilety komunikacji miejskiej. Od 1 grudnia usługa działa także nad morzem, gdzie użytkownicy aplikacji mogą  kupować bilety metropolitalne. Pozwalają one na korzystanie ze środków komunikacji miejskiej na obszarze Trójmiasta oraz kilkunastu innych miejscowości zlokalizowanych nad Zatoką Gdańską.

Aplikacja mPay 2– Z radością kontynuujemy inicjatywę, która zwróciła uwagę mieszkańców wielu polskich miast na to, jak bardzo nowoczesną formy płatności ułatwiają codzienne czynności. Wystarczy mieć przy sobie telefon, aby kupowanie biletów przestało być uciążliwe i przede wszystkich czasochłonne. Przy obecnym tempie życia ma to ogromną wartość – mówi Maciej Orzechowski, prezes zarządu mPay S.A.

Wspólna akcja mPay i Mastercard dostarcza też interesujących danych na temat tego, w jaki sposób pasażerowie komunikacji miejskiej korzystają z mobilnych biletów. Podczas jej jesiennej odsłony aż 43 proc. wszystkich transakcji zostało zrealizowanych w Warszawie, a najczęściej kupowanym biletem okazał się jednorazowy przesiadkowy 75-minutowy. We wszystkich miastach pasażerowie najchętniej korzystali z aplikacji w porannych i popołudniowych godzinach szczytu, dokonując transakcji przede wszystkim między 7:00 a 8:00 (16 proc.) oraz między 15:00 a 17:00 (27 proc). Średnio 5 proc. zakupów przypadało na godziny między 22:00 a 5:00, kiedy dostęp do klasycznych punktów sprzedaży biletów bywa mocno utrudniony. Mobilne zakupy rozkładały się równomiernie na wszystkie dni powszednie (po ok. 16 proc.), zmniejszając swoją dynamikę niemal o połowę w czasie weekendów. W zdecydowanej większości (79 proc.) pasażerowie używali do kupowania biletów aplikacji mPay w wersji na telefony z systemem Android.

Jak kupować bilety za złotówkę?

Wystarczy uruchomić mPay w komórce, a następnie wybrać miasto i jeden z dostępnych biletów. Proces ten można znacznie przyspieszyć, dodając wybrane bilety do listy ulubionych. W kolejnym kroku należy wybrać jedną z metod płatności kartą, np. mPay Wallet Masterpass, gdzie do sfinalizowania zakupu wystarczy wpisanie kodu PIN. Innym sposobem jest skorzystanie z opcji „Masterpass portfel elektroniczny” i dokonanie płatności za pomocą dowolnego portfela działającego w ramach Masterpass.

Jak podłączyć kartę płatniczą?

W promocji mogą uczestniczyć posiadacze kart z logo różnych banków i organizacji płatniczych. Aby móc płacić nimi za bilety, należy być użytkownikiem dowolnego portfela dostępnego w Masterpass. Rejestracji można dokonać m.in z poziomu aplikacji mPay w telefonie. W tym celu wystarczy wejść do zakładki „Karty płatnicze”, wybrać opcję „Dodaj kartę” i wypełnić krótki formularz potrzebnymi danymi.

Promocja będzie trwała do wyczerpania puli 80 tys. biletów, nie dłużej jednak niż do końca roku. Jej regulamin jest dostępny jest na stronie internetowej mPay.

40% nauczycieli przyznaje, że nie potrafi angażować uczniów

Pracuś, urwis, introwertyk, ekstrawertyk, kujon, niechluj. Szufladkowanie uczniów to problem, z którym od zawsze boryka się polska edukacja. Ostatnie raporty Najwyższej Izby Kontroli i Instytutu Badań Edukacyjnych alarmują, że rodzimy system edukacji nie stosuje indywidualnego podejścia do uczniów. Czy polski uczeń może być traktowany jednostkowo?

Jakie idą za tym korzyści?

Według Instytutu Badań Edukacyjnych, 98% nauczycieli uważa swoją pracę za społecznie ważną. Trudno się z nimi nie zgodzić. Ich wpływ na nasze społeczeństwo jest olbrzymi. Dla 91% z nich, decydującym powodem wyboru swojej profesji było to, że po prostu lubią pracę z dziećmi. Niewiele mniej, bo 88% przyznaje, że utrzymanie porządku w klasie nie jest dla nich kłopotem. Problem polskiej edukacji jednak nie leży w dyscyplinie, a w zaangażowaniu uczniów. Aż 40% pedagogów przyznaje, że nie potrafi zmotywować swoich podopiecznych do większej aktywności. Potwierdza to również najnowsza edycja międzynarodowego raportu TALIS, która wskazuje, że polscy nauczyciele, rzadziej niż pedagodzy z innych krajów, prowadzą zajęcia w małych grupach, czy oparte na dłuższych projektach, a to właśnie one w największym stopniu angażują uczniów.

Dyscyplina tak, zaangażowanie nie

Trudno jednak winić samych nauczycieli. NIK regularnie wskazuje na te same problemy w polskim systemie edukacji – brak odpowiednich warunków lokalowych (przepełnione klasy) i brak zaplecza technologicznego. Pracujący w skrajnych warunkach nauczyciele nawet z 35-cio osobową grupą, w naturalny sposób skupiają się na utrzymaniu dyscypliny, a wtedy kreatywność, zaangażowanie i sami uczniowie trafiają do szuflady, z której potem bardzo trudno wyjść, nawet po zakończeniu edukacji. Według TALIS brak zrozumienia i indywidualnego podejścia do uczniów, negatywnie wyróżnia nas na tle innych systemów edukacji.

Przez grywalizację do edukacji

Jakie mogą być metody na zaangażowanie uczniów i obudzenie w nich pasji? Rozwiązanie może leżeć we wsparciu systemu edukacji za pomocą rozwiązań z dziedziny nowych technologii, umożliwiających np. edukację on-line w grywalizacyjnej formie. Skuteczność tej metody potwierdzają wyniki badań prowadzonych przez Brainly, czyli platformę peer-to-peer learning z której korzysta już 100 milionów uczniów miesięcznie na całym świecie. Wyniki ankiety przeprowadzonej przez krakowską firmę wskazują, że aż 91% uczniów uważa korzystanie z platformy za pomocne w zapamiętywaniu treści, wzmacniające samoocenę (86%) i poszerzające bazę wiedzy (83%).

„W swojej wieloletniej praktyce pedagoga szkolnego, wbrew obiegowej opinii, nauczyłam się tego, że nie istnieje jedna określona lista typów uczniów. Każdy z podopiecznych, których spotkamy w trakcie jego edukacyjnej drogi, jest inny i zasługuje na indywidualne podejście. Niestety powszechne w polskiej edukacji szufladkowanie zabija samodzielne myślenie i staje się często czymś w rodzaju samospełniającej się przepowiedni. Uczniowie w końcu godzą się z przypisaną im „łatką” i utożsamiają z nią, a to najgorsze co może się wydarzyć” – komentuje Barbara Kowol pedagog szkolny z Gimnazjum nr 2 w Wodzisławiu Śląskim. „Ważne jest też podejście do ucznia jako do człowieka z jego uczuciami, które nie zawsze są widoczne na pierwszy rzut oka. Podopieczny musi czuć, że jest dla nas ważny i staramy się go zrozumieć, a nie oceniać. Musi wiedzieć, że go szanujemy” – dodaje Barbara Kowol.

Myślenie niesamodzielne

Nacisk na rozwijanie umiejętności samodzielnego myślenia spada wraz z wkraczaniem przez uczniów w kolejne etapy edukacji. Na poziomie szkoły średniej próżno szukać matematycznych gier czy zabaw, które mogłyby sprawić, że uczniowie uważani dotychczas za mniej zdolnych i aktywnych odnaleźliby pasję w nauce przedmiotów ścisłych.
„Uczniowie korzystający z naszej platformy, chcą wyjść poza szkolne schematy. Wymieniając się z rówieśnikami wiedzą i informacjami, angażują się oraz szukają sposobu na uzupełnienie braków w przyjaznym dla nich środowisku opartym na grywalizacji” – komentuje Anna Sieroń Opiekun Treści w społeczności Brainly. „Z naszego portalu korzysta miesięcznie 100 milionów dzieci z całego świata. To, że angażują się w wyszukiwanie informacji i naukę w grupie pokazuje jak duży drzemie w nich potencjał, który czeka dopiero na odkrycie” – dodaje Anna Sieroń.

Indywidualne podejście do nauczania opłaca się wszystkim, a naszym dzieciom w szczególności. Choć rodzima edukacja zmienia się póki co bardzo wolno, to nowoczesne rozwiązania oparte na mechanizmach społecznościowych i nowych technologiach, takie jak Brainly, mogą tchnąć nowe życie w polską szkołę i wyrzucić szufladki na śmietnik historii.

Boom gospodarczy w Europie, mocna poprawa w Indiach

Listopadowy zestaw indeksów PMI potwierdza, że dynamika poprawy koniunktury w Europie jest coraz wyższa – korzysta z tego także Polska. Kolejny słabszy odczyt w Chinach nie przeszkodził odbiciu w Indiach i wyraźnej poprawie w Korei Południowej.

Azja – Chiny słabną. Mocna poprawa w Indiach i rekordy w Korei.

Azja – Chiny słabną Mocna poprawa w Indiach i rekordy w KoreiBoom gospodarczy w Europie, mocna poprawa w Indiach 11

Listopadowe odczyty przemysłowych indeksów PMI w Azji były mieszane potwierdzając, że kilka krajów azjatyckich boryka się z własnymi problemami i nie wykorzystuje w pełni koniunktury gospodarczej panującej na świecie. Dotyczy to chociażby Chin, gdzie przemysłowy PMI 5 miesiąc z rzędu spada. Ponieważ kompozyt w dalszym ciągu pozostaje powyżej granicy 50 pkt, należy stwierdzić, że sytuacja w chińskim przemyśle pozostaje stabilna, chociaż widoczne są pewne oznaki słabości – Chińczycy nie przestają zwalniać pracowników, a wzrost popytu i nowych zamówień jest niewystarczający do zahamowania tej tendencji. Warto również zwrócić uwagę, że listopad był kolejnym miesiącem z rzędu, w którym wyraźnie rosły ceny produkcji oraz ceny wyrobów gotowych, co powinno wspierać wzrost inflacji w Państwie Środka i na świecie. Uważamy, że dopóki przemysłowy PMI będzie znajdował się powyżej 50 pkt bariery oddzielającej fazę rozwoju od fazy recesji to o stabilność sytuacji w Chinach możemy być spokojni.

Poprawa kondycji w indyjskim sektorze przemysłowym była w listopadzie najmocniejsza od 13 miesięcy. Przede wszystkim dzięki wzrostowi produkcji oraz nowym zamówieniom, które przełożyły się na największy przyrost zatrudnienia od września 2012 roku. Co ważne, tym razem również zamówienia eksportowe, choć minimalnie, były wyższe niż przed miesiącem. Listopadowy kompozyt przemysłowy okazał się zaskakująco dobry sugerując, że wszystko co najgorsze, po wprowadzeniu GST, gospodarka indyjska może już mieć za sobą. Potwierdziły to również dane o dynamice wzrostu gospodarczego w III kwartale. Obserwowany wzrost cen może być jednak w nadchodzących miesiącach dla indyjskiej gospodarki sporym wyzwaniem, ponieważ w obliczu wyższej inflacji bank centralny raczej nie zdecyduje się dalej obniżać stóp procentowych, bo wspomóc podnoszącą się gospodarkę. Tym niemniej uważamy, że wprowadzona reforma podatkowa już w nadchodzących miesiącach zacznie indyjskiej gospodarce przynosić korzyści.

Europa – boom gospodarczy w Europie. Mocna poprawa w Polsce.

Boom gospodarczy w Europie, mocna poprawa w Indiach 12boom w europie

To co od kilku miesięcy obserwujemy w Europie można już chyba śmiało nazwać boomem gospodarczym. Obraz makroekonomiczny na Starym Kontynencie z miesiąca na miesiąc jest coraz lepszy, a publikacje przemysłowych indeksów PMI sugerują, że dynamika poprawy staje się coraz wyższa. W listopadzie okazało się, że wzrost produkcji i nowych zamówień, w tym rekordowy wzrost zamówień eksportowych, były najwyższe od kilkunastu lat, a dynamika wzrostu zatrudnienia kolejny miesiąc z rzędu znalazła się na historycznie wysokim poziomie. Bardzo wysoki popyt i coraz dłuższy czas realizacji zamówień powoduje, że w wielu sektorach coraz częściej mamy do czynienia z rynkiem producenta, co skutkuje wzrostem cen wyrobów gotowych. To na co szczególnie chcemy zwrócić uwagę to fakt, iż przedstawiciele firm przemysłowych w Europie inwestują coraz większe w środki w powiększenie mocy produkcyjnych. A to sugeruje, że przedsiębiorcy oczekują, że 2018 rok również okaże się czasem dynamicznej poprawy warunków gospodarczych na Starym Kontynencie. Uważamy, że póki co obraz makroekonomiczny w Europie powinien się dalej poprawiać, przy rosnących cenach wyrobów gotowych. W nieco dłuższej perspektywie dalszy wzrost zatrudnienia i wzrost cen produktów finalnych powinien wreszcie przełożyć się na wyraźniejszy wzrost dynamiki inflacji, zwłaszcza przy obecnych, relatywnie wysokich cenach ropy naftowej. Uważamy to za nasz scenariusz bazowy, którego skutkiem będzie nieco szybsze rozpoczęcie dyskusji o zacieśnianiu polityki pieniężnej w Europie, co powinno być bardzo silnym impulsem wzrostowym dla wspólnotowej waluty.

Rewelacyjna koniunktura gospodarcza w Europie to świetna wiadomość dla polskiego przemysłu. Z badań Markitu wynika, że rodzimi przedsiębiorcy coraz bardziej zauważalnie korzystają na boomie gospodarczym w strefie euro, co potwierdza listopadowy odczyt przemysłowego indeksu PMI, który znalazł się na najwyższym poziomie od 9 miesięcy. Wg ankiet wielkość produkcji przemysłowej urosła najszybciej od marca, a liczba nowych zamówień była wyższa niż miesiąc wcześniej. Najsilniejsza od 7 lat presja na łańcuch dostaw spowodowała wzrost opóźnień w dostawach, a rosnące koszty produkcji przełożyły się na wzrost cen wyrobów gotowych. Biorąc pod uwagę świetne dane z Europy w naszej opinii jest duże prawdopodobieństwo kontynuacji poprawy obrazu makroekonomicznego w Polsce. Dlatego też uważamy, że to co możemy zaobserwować w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni na polskiej giełdzie, należy traktować po prostu jako korektę. Niepokoić może mocny wzrost cen wyrobów gotowych, który jest już widoczny w dynamice inflacji. Uważamy bowiem, że Rada Polityki Pieniężnej nie docenia tempa poprawiającej się koniunktury i być może będzie zmuszona już w przyszłym roku podnieść koszt pieniądza, by utrzymać inflację w celu.

USA i Ameryka Łacińska – rewelacyjna Brazylia. Odbicie w Meksyku.

Boom gospodarczy w Europie, mocna poprawa w Indiach 13USA i Ameryka Łacińska

Sektor przemysłowy w Brazylii dynamicznie w listopadzie przyspieszył, głównie dzięki największemu wzrostowi nowych zamówień od przeszło 7 lat, wskutek czego producenci wyraźnie zwiększyli produkcję i zakupy półfabrykatów. Ponieważ presja na dostawców urosła gwałtownie, nie byli oni w stanie obsłużyć bieżącego popytu, dlatego też producenci wykorzystywali zapasy. Ostatnie odczyty indeksów PMI z brazylijskiej gospodarki dają wyraźne sygnały, że koniunktura gospodarcza zaczyna się tam zauważalnie poprawiać, mimo wciąż obecnego bardzo wysokiego ryzyka politycznego. Bez wątpienia wpływ na to ma wyraźna poprawa koniunktury gospodarczej na całym świecie, ale także lepszy sentyment lokalnie. Są więc spore szanse na to, że w tak sprzyjających okolicznościach przedsiębiorcy zaczną wreszcie inwestować, co dotychczas było jednym z większych problemów.

Ubiegłomiesięczne tąpnięcie w meksykańskim przemyśle było skutkiem przede wszystkim potężnego trzęsienia ziemi. W listopadzie po wyraźnym spowolnieniu nie ma już właściwie śladu. Największą kontrybucję do kompozytu dołożył subindeks nowych zamówień – wzrost nowego biznesu był najmocniejszy od ponad półtora roku. W środowisku rosnącego popytu przedsiębiorcy zareagowali zwiększoną produkcją. Odnotowano również wyraźny wzrost zakupów półfabrykatów i wyższą dynamikę zatrudnienia. Niestety osłabienie waluty spowodowało, że koszty produkcji wzrosły, jednak wzrost popytu był na tyle silny, że przedsiębiorcy mogli przerzucić część kosztów na finalnych odbiorców, generując dodatkową presję inflacyjną.

Podsumowując sytuację za oceanem, zarówno Brazylia, jak i Meksyk wyraźnie korzystają na globalnej poprawie obrazu makroekonomicznego. I chociaż w brazylijskie firmy nie wydają jeszcze środków na inwestycje, co ma miejsce w Meksyku, wydaje się, że coraz bardziej sprzyjające otoczenie makroekonomiczne zmusi do tego lokalnych przedsiębiorców.

Autor: Szymon Juszczyk – Zarządzający Portfelami RDM Wealth Management S.A.