GK Rainbow Tours S.A. podsumowała wyniki za III kwartały 2017 r.

Grupa Kapitałowa Rainbow Tours S.A. podsumowała wyniki za III kwartały 2017 roku. W tym okresie przychody grupy wzrosły o 18,1 %, natomiast przychody ze sprzedaży imprez turystycznych aż o prawie 25%. Liczba klientów wzrosła aż o 26,1%.

Trzeci kwartał 2017 stanowi podsumowanie sprzedaży całego sezonu Lato 2017. Spółka ocenia, że jest to kolejny rekordowy rok działalności pod kątem osiągniętych wyników finansowych oraz liczby klientów korzystających z oferty. Przychody Grupy Kapitałowej Rainbow Tours po trzech kwartałach 2017 wzrosły o 18,1%, przy czym przychody ze sprzedaży imprez turystycznych wzrosły, aż o 24,7%. W analizowanym okresie zysk netto całej Grupy Kapitałowej oszacowano na poziomie 44.348 tys. zł. Na szczególną uwagę zasługuje znakomity wynik osiągnięty przez Spółkę dominującą. Zysk netto wyniósł bowiem 41 275 tys. zł, podczas gdy w okresie porównywalnym 2016 roku wypracowany zysk netto wyniósł 26.991 tys. zł. Dynamika wzrostu wyniosła aż 52,9%.

Analiza przesłanek powodujących imponujący wzrost wskazuje przede wszystkim na ofertę produktową Spółki, jako czynnik powodujący wzrosty. W ostatnim sezonie również ograniczony dostęp do bazy hotelowej w tzw. tańszych destynacjach, tj. np. w Tunezji, czy przede wszystkim Turcji, wpłynął na wybór przez klientów innych europejskich destynacji. Działania na sezon letni były ukierunkowane na wprowadzenie do oferty, oprócz wzbogacenia oferty letnich, europejskich destynacji, dalekodystansowych lokalizacji tj. Kuba, Bali czy Meksyk. W analizowanym okresie trzech kwartałów 2017 roku Spółka zaobserwowała znaczący wzrost liczby turystów. Z oferty Spółki skorzystało 366,7 tys. klientów, co stanowi wzrost 26,1% w porównaniu do analogicznego okresu 2016 roku. W odpowiedzi na zapotrzebowanie polskiego rynku wprowadzono do sprzedaży również ofertę ekonomiczną, co było główmy motorem wzrostu ilości uczestników w imprezach. W sezonie „Lato 2017” największą popularnością cieszyła się Grecja, której wzrost w ilości osób wyniósł aż 38,0%, Hiszpania – wzrost o 30,2% oraz Chorwacja – wzrost o 24,3%. Warto dodać, że kierunki nie cieszące się dotychczas dużym zainteresowaniem wykazały znaczące wzrosty w ilości uczestników, tj. Egipt, Albania, Cypr.

Z raportu wynika również, iż także działalność hotelarska Grupy Kapitałowej ( spółki: Rainbow Hotels A.E i White Olive A.E) przyniosła oczekiwane, pozytywne wyniki finansowe. W tym segmencie wygenerowano przychody na poziomie 4.351 tys. zł, zaś zysk netto wyniósł 858 tys. zł.

PKN ORLEN wśród 100 globalnych liderów branży energetycznej

Koncern znalazł się na przygotowanej przez Thomson Reuters globalnej liście 100 wiodących firm energetycznych oraz wśród 25 czołowych przedsiębiorstw z sektora oil&gas. Opracowanie oparte było o wieloaspektową ocenę funkcjonowania firm i wskazywało te, które najlepiej radzą sobie z wyzwaniami w złożonym otoczeniu biznesowym. 

Metodologia zestawienia 2017 Thomson Reuters Top 100 Energy Leaders, przygotowana przez jedną z wiodących firm analizujących i dostarczających dane rynkowe, bazowała na złożonych modelach statystycznych. Ocenie poddawane było osiem głównych obszarów działalności firm. Pod uwagę brano sytuację finansową, jakość zarządzania i zaufanie wśród inwestorów, innowacyjność, działanie w zgodności z regulacjami (compliance), wpływ środowiskowy, odpowiedzialność społeczną, reputację oraz zarządzanie ryzykiem. Na liście znalazło się 100 najwyżej ocenianych firm, spośród 1500 koncernów na całym świecie.

Jesteśmy dumni, że firma jest dostrzegana nie tylko w najważniejszych krajowych rankingach, ale też zestawieniach globalnych. Warto bowiem przypomnieć, że prowadzimy działalność zarówno w Europie Centralnej, jak i po drugiej stronie Atlantyku, a nasza oferta dostępna jest w ponad 80 krajach świata. Wyróżnienie cieszy nas tym bardziej, że nie koncentruje się wyłącznie na finansowych aspektach działalności, ale jest odzwierciedleniem bardzo szerokiej i kompleksowej analizy naszych działań – powiedział Wojciech Jasiński, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W przypadku PKN ORLEN szczególnie wysoko ocenione zostały takie aspekty jak zaangażowanie w redukcję emisji i wykorzystywania zasobów, budowanie relacji z pracownikami i społecznościami,  odpowiedzialność za produkt, a także dywersyfikacja dostawców.

Na pozycję firmy w dzisiejszym, niezwykle konkurencyjnym otoczeniu powinno się patrzeć nie tylko przez pryzmat wyników finansowych, ale też szeregu innych czynników. Bycie liderem jest warunkowane również tworzeniem bezpiecznych warunków pracy, dbałością o równość szans,  innowacyjnością, dywersyfikacją dostawców i rynków, czy w końcu redukcją oddziaływania środowiskowego – powiedziała Emily Lyons, Dyrektor Zarządzająca Thomson Reuters Energy Practice Group. – Gratulujemy firmom, które znalazły się na naszej liście, bowiem dzięki swoim umiejętnościom i sprawności doskonale radzą sobie z wyzwaniami rynkowymi, pozostając o krok przed konkurencją. 

Obok listy 100 globalnych liderów, analiza zawierała także zestawienia branżowe wyróżniających się firm w kategoriach oil&gas, wyposażenie i usługi dla sektora oil&gas, energia odnawialna, multiline utilities. Każde zestawienie wskazywało 25 wyróżniających się przedsiębiorstw, PKN ORLEN został uwzględniony w kategorii oil&gas.

Z Europy, łącznie z 19 krajów, pochodzi 41 wyróżnionych firm. Z Ameryki Północnej na liście znalazło się 25 koncernów, w tym 19 z USA i 6 z Kanady, natomiast z Azji 24 przedsiębiorstwa.

Timmermans nie zaszkodził złotemu

Gorąca sesja w Parlamencie Europejskim, podczas której Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, ostro skrytykował państwo polskie, a potem przegłosowano rezolucję w sprawie praworządności w naszym kraju, nie wpłynęła negatywnie na polską walutę. Złotówka minimalnie, ale jednak umocniła się do części walut światowych. Należy to wiązać z faktem, że rezolucja nie ma żadnych konsekwencji prawnych, a z powodów politycznych istnieją bardzo nikłe szanse na wprowadzenie unijnych sankcji wobec Polski, co wielokrotnie podkreślał Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący Europarlamentu.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin odwrotnie niż dobę wcześniej amerykański dolar traci do dolara australijskiego (-0,03%), a zyskuje do euro (+0,23%), brytyjskiego funta (+0,19%), dolara kanadyjskiego (+0,45%) oraz japońskiego jena (+0,24%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,178, GBP/USD – 1,315, USD/CAD – 1,278, AUD/USD – 0,759 i USD/JPY – 113,1. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,03%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,4, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,896. Złotówka minimalnie umacnia się do euro i franka szwajcarskiego i pozostaje na podobnym poziomie do dolara i funta. W czwartek rano dolar kosztuje 3,6 zł, euro – 4,24 zł, funt – poniżej 4,74 zł, a frank – poniżej 3,64 zł.

Giełdy: Na większości światowych giełd nadal dominuje kolor czerwony. W środę londyński indeks FTSE 100 stracił 0,56%, frankfurcki indeks DAX – 0,44%, a paryski indeks CAC 40 – 0,27%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 obniżył się o 0,55%, a meksykański indeks Bolsa – o 0,38%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 1,47%, chiński indeks Shanghai Composite spadł o 0,1%, a hongkoński indeks Hang Seng zyskał 0,74%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej kontynuują spadki. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 61,87 USD (-0,55%), a ropy WTI – 55,33 USD (-0,67%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca spadła o 1 USD do 63 USD. Po wcześniejszych wzrostach także cena złota idzie w dół. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1276 USD. To 6 USD mniej (-0,47%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:
• 1:30 – Australia – Stopa bezrobocia, październik – 5,4% (prognoza 5,5%)
• 9:00 – Czechy – Inflacja PPI (r/r), październik – 1,1% (prognoza 1,4%)
• 10:30 – Wielka Brytania – Sprzedaż detaliczna (r/r), październik (prognoza -0,8%)
• 11:00 – Strefa euro – Inflacja HICP (r/r), październik (prognoza 1,4%)
• 14:10 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Dallas
• 14:30 – USA – Indeks Fed z Filadelfii, listopad (prognoza 25 pkt.)
• 14:30 – USA – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, tydzień (prognoza 235 tys.)
• 15:10 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Cleveland
• 15:15 – USA – Produkcja przemysłowa (m/m), październik (prognoza 0,5%)
• 16:00 – USA – Indeks rynku nieruchomości NAHB, listopad (prognoza 68 pkt.)
Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Wenezuela zbankrutowała. Słabe dane z Francji

Dane z australijskiego rynku pracy. Sprzedaż detaliczna w Wielkiej Brytanii. Agencja S&P ogłosiła niewypłacalność Wenezueli. Słabe dane z francuskiego rynku pracy.

Dane makroekonomiczne

W nocy poznaliśmy solidne dane z Australii. Co prawda nie powstało aż tyle nowych miejsc pracy jak sądzono, ale i tak stopa bezrobocia spadła względem oczekiwań. Wynosi ona obecnie 5,4%. Początkowo po danych dolar australijski umacniał się, ale ruch ten szybko został skorygowany. Wielka Brytania opublikowała lepsze od oczekiwań dane na temat sprzedaży detalicznej. Spada ona w ujęciu rocznym o 0,3% a nie jak dotychczas przewidywano 0,8%. Po tych danych funt umocnił się względem złotego o około 1 grosz.

Wenezuela zbankrutowała

Agencja S&P po tym jak rząd w Wenezueli nie wypłaca odsetek od obligacji przyznała mu ranking oznaczający selektywną niewypłacalność. Co ciekawe agencja szanse, że w najbliższych 3 miesiącach znów dojdzie do nie wypłacenia odsetek ocenia na zaledwie 33%. Warto zwrócić uwagę, że amerykańskie sankcje zabraniały kupowania tamtejszych obligacji, co podniosło konieczne do wypłaty odsetki. Kraj jako taki nie ogłosił niewypłacalności, ale jest to raczej unikanie powiedzenia tego co wszyscy wiedzą. Co ciekawe kraj jest w tak złej sytuacji, że nawet drożejąca ropa naftowa nie jest w stanie ustabilizować finansów.

Słabe dane z Francji

Pomimo faktu, że walka z bezrobociem miała być priorytetem Emmanuela Macrona obecne wyniki nie napawają optymizmem. W czasach gdy koniunktura na świecie ulega poprawie bezrobocie wzrosło o 0,2%. Co gorsza jest to poziom 9,7% czyli dość wysokim na tle np. tego co dzieje się w naszej części kontynentu. Warto zwrócić uwagę, że prezydencki plan na 2020 rok zakłada 7% wskaźnik. W tym celu podpisana została między innymi ostro krytykowana przez związki zawodowe zmiana kodeksu pracy. Jest też dobry element tej całej układanki. W najmłodszej grupie wiekowej do 24 roku życia bezrobocie wyraźnie spadło. Wynik 21,9% nie może jednak cieszyć, mimo, że jest o 3% niższy niż w poprzednim odczycie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Reforma emerytalna – kto stracił najwięcej?

Miesiąc po wejściu w życie reformy emerytalnej możemy dostrzec już pierwsze skutki. Pomimo zapowiadanych waloryzacji realna kwota, którą otrzymują emeryci wzrosła maksymalnie o kilkadziesiąt złotych. Wiadomo już, że w związku z obniżeniem wieku emerytalnego, blisko 330 tys., spośród 410 tys. nowouprawnionych osób będzie ubiegać się lub już ubiega się o świadczenia[i]. Tymczasem budżet ma swoje granice, a nierówności w wypłacanych świadczeniach pogłębiają się. O jakich nierównościach mowa? O wysokości emerytury kobiet i mężczyzn. Kto najwięcej stracił na reformie emerytalnej? Czy prognozy są optymistyczne?

W ubiegłym miesiącu, pierwszy raz po zmianach prawnych, ZUS wypłacił świadczenia emerytalne ponad 42 tys. seniorom, z czego 55 proc. stanowiły kobiety. Różnica pomiędzy emeryturami wypłacanymi kobietom i mężczyznom wzrosła z 50 do 80 proc. W praktyce oznacza to różnicę sięgającą nawet 1260 zł miesięcznie[ii]. – Niestety seniorki zawsze otrzymywały niższe emerytury, aniżeli seniorzy, co wynika m.in. z ich dłuższego życia. Warto jednak pamiętać, że różnice w wysokościach emerytur były znacznie mniejsze. Ich pogłębienie, po reformie, sygnalizował zarówno ZUS, jak i sam rząd, jeszcze przed wejściem nowelizacji w życie. Jest to efekt uboczny obniżenia wieku emerytalnego dla kobiet do 60 lat oraz dla mężczyzn do 65. Wydaje się, że to tylko kilka lat, jednak doprowadza to do skrócenia okresu składkowego przy jednoczesnym, dodatkowym wydłużeniu okresu pobierania emerytury – wyjaśnia Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM, najstarszej w Polsce instytucji oferującej rentę dożywotnią.

Zmiany nie wyszły na dobre

Jak podaje Instytut Rozwoju Gospodarczego aż 76 proc. Polaków jest zdania, że przyszła emerytura nie zapewni im pożądanego poziomu życia[iii]. Czy mają rację? Biorąc pod uwagę efekty ostatniej reformy emerytalnej trudno się z tym założeniem nie zgodzić. Dodatkowe programy, takie jak zapowiadane „Senior 500+” lub „Leki 75+” mogą dawać okazjonalne wsparcie, jednak długofalowo – nie podnoszą jakości codziennego życia seniorów. – Doraźne programy pomocy są dobrym pomysłem, ponieważ każda pomoc jest potrzebna. Trzeba jednak pamiętać, że takie działania w większości przypadków zwalczają jedynie symptomy, ale nie rozwiązują przyczyn niskich emerytur w Polsce – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Konieczne jest nie tylko profesjonalne doradztwo Państwa dotyczące rozwiązań finansowych skierowanych do emerytów. Ważne jest też edukowanie samych seniorów w kwestii zarządzania domowym budżetem oraz wprowadzenie w życie rozwiązań (chociażby regulacji dotyczących renty dożywotniej), które pozwolą na pozyskiwanie dodatkowych przychodów na emeryturze. Dzięki temu nie tylko odciążymy budżet Państwa, ale także pomożemy seniorom w aktywizacji i socjalizacji w gronie rówieśników – dodaje Robert Majkowski.

Problemy finansowe bez zmian

Z ostatniego badania Funduszu Hipotecznego DOM wynika, że blisko 80 proc. seniorów zgadza się z tezą, iż polscy emeryci mają problemy finansowe. Co więcej – ponad 30 proc. osób starszych nie może liczyć w tej kwestii na niczyją pomoc. W bazie Krajowego Rejestru Dłużników znajduje się ponad 230 tys. seniorów, a średni dług emeryta to 12,3 tys. zł. Ich łącznie zadłużenie opiewa na kwotę 2,87 mld złotych. To blisko o
40 proc. więcej niż w ubiegłym roku. Wśród długów seniora są zobowiązana wobec banków lub innych instytucji pożyczkowych (21 proc.), niezapłacony czynsz oraz rachunki za wodę, prąd i gaz (20 proc.), czy zaległe płatności za media (13 proc.). Seniorzy coraz częściej decydują się na pożyczki i kredyty, których nie są w stanie spłacić. – Z danych wynika, że większy problem z zadłużeniem mają seniorki. Jedną z przyczyn jest to, że żyją dłużej niż mężczyźni. W wielu przypadkach kobiety zostają same z zadłużeniem, które zaciągnęły jeszcze z współmałżonkiem. W dodatku emerytura kobiet jest niższa niż mężczyzn, co sprawia, że domowy budżet samotnej kobiety jest znacznie bardziej ograniczony – podkreśla Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. Możliwość pracy dorywczej, uzyskania dodatkowego źródła dochodu poza emeryturą jest przeważnie niemożliwa lub bardzo ograniczona ze względu na zły stan zdrowia. Wynajem pokoju narusza ograniczoną przestrzeń prywatną, dodatkowo zmniejsza komfort codziennego życia. Dlatego warto, by senior spróbował wziąć los w swoje ręce, znajdując sposób na wsparcie finansowe z zewnątrz.

[i]               https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/zus-emerytury-kobiet,128,0,2374528.html

[ii]              https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/zus-emerytury-kobiet,128,0,2374528.html

[iii]             Raport „Sytuacja na rynku consumer finance” Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych oraz Instytutu Rozwoju Gospodarki

Grupa SIMPLE po III kwartale 2017 r.

Grupa SIMPLE wypracowała w III kwartale 2017 r. 11,2 mln zł przychodów ze sprzedaży. W porównaniu do III kwartału 2016 r. to wzrost o 36,6%. Narastająco w okresie 9 pierwszych miesięcy br. Grupa osiągnęła 29,0 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost o około 14% względem analogicznego okresu 2016 r. W tym okresie Grupa osiągnęła 2,0 mln zł EBITDA. SIMPLE konsekwentnie realizuje strategię rozwoju, czego efektem jest pozyskanie, tylko w III kwartale, nowych umów o wartości 23 mln zł. W tym tygodniu do Zarządu SIMPLE dołączył Jarosław Witwicki, dotychczasowy Doradca Zarządu, a wcześniej przez 7 lat Członek Zarządu ds. Sprzedaży w Macrologic.

W III kwartale Grupa SIMPLE intensywnie pracowała nad zwiększeniem portfela zamówień. Efektem tych prac są podpisane umowy z placówkami medycznymi, uczelniami wyższymi i przedsiębiorstwami o łącznej wartości około 23 mln zł. Czas realizacji głównych pracy przy wdrożeniach systemów informatycznych, w zależności od umowy, wynosi od kilku do kilkunastu miesięcy.

– „III kwartał był bardzo pracowity dla sił handlowych SIMPLE. Tylko w tych trzech miesiącach pozyskaliśmy zamówienia od nowych klientów o wartości 23 mln zł. Obecnie jesteśmy w trakcie kilkunastu kolejnych postępowań, które są na różnym poziomie zaawansowania. Co najmniej kilka z nich powinno zakończyć się jeszcze w IV kwartale, a niektóre to potencjalnie duże umowy, które na pewno będziemy raportować.” – mówi Rafał Wnorowski, Prezes Zarządu SIMPLE S.A.

W III kwartale Grupa SIMPLE wypracowała 11,2 mln zł, wobec 8,2 mln zł rok wcześniej. Zysk operacyjny wyniósł 193 tys. zł, co oznacza wzrost o 17% r/r.

Narastająco w okresie od stycznia do wrześnie Grupa zanotowała 29,0 mln zł przychodów, wobec 25,5 mln zł osiągniętych w analogicznym okresie ubiegłego roku. Zysk operacyjny wyniósł 414 tys. zł, wobec 704 tys. zł, w roku ubiegłym, a wynik netto wyniósł -210 tys. zł, wobec zysku w wysokości 59 tys. zł przed rokiem.

– „Zaraportowany przez Spółkę spadek rentowności w III kwartale wynika ze znacznie większej aktywności SIMPLE w pozyskiwaniu nowych klientów oraz zamówień. Mimo, iż negatywnie wpływa to na bieżące koszty działalności już w najbliższych kwartałach będziemy obserwować pozytywne skutki tych działań w zwiększonych przychodach.” – komentuje Rafał Wnorowski, Prezes Zarządu SIMPLE S.A.

– „Aktualny wynik nie pokazuje portfela obecnie realizowanych przez Spółkę wdrożeń. Tylko w III kwartale podpisaliśmy i uruchomiliśmy jednocześnie wiele nowych i złożonych projektów, nie mających jeszcze przełożenia na zysk, a wpływających za to na zwiększenie kosztów, potrzebnych do ich rozpoczęcia. Kilka dużych etapów tych prac zakończymy i rozliczymy jeszcze w IV kwartale tego roku.” – dodaje Daniel Fryga, Wiceprezes Zarządu SIMPLE S.A.

SIMPLE konsekwentnie realizuje plan rozwoju, koncentrując się na zwiększeniu przychodów dzięki działaniom dosprzedażowym oraz efektywnemu pozyskiwaniu nowych klientów, szczególnie w strategicznych dla Grupy sektorach – medycznym, szkolnictwa wyższego, instytutów naukowo-badawczych, produkcji i usługach oraz nowych branżach – kolejowej i transportowej.

– „Już w III kwartale osiągnęliśmy spore sukcesy w zakresie sprzedaży naszych rozwiązań. Intensywnie pracujemy również nad wzmocnieniem naszego Zespołu i zintensyfikowaniem działań cross- i up-sellingowych, co będzie miało przełożenie na znaczący wzrost przychodów i w czym pomóc ma również Jarosław Witwicki, który w tym tygodniu dołączył do Zarządu SIMPLE.” – dodaje Rafał Wnorowski, Prezes Zarządu SIMPLE S.A.

Jarosław Witwicki to doświadczony menadżer sprzedaży systemów informatycznych. Przez ponad 20 lat związany był z Grupą Macrologic, gdzie przeszedł wszystkie szczeble kariery w pionie handlowym, a w latach 2009-2016 pełnił funkcję Członka Zarządu ds. Sprzedaży. Do zespołu SIMPLE dołączył na koniec III kwartału, pierwotnie jako Doradca Zarządu, a decyzją Rady Nadzorczej 14 listopada dołączył do składu Zarządu. Będzie odpowiadał za obszar sprzedaży, w szczególności wzmocnienie działań dosprzedażowych oraz rozwój i powtarzalność sprzedaży abonamentowej.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respondentów uważa akcje za przewartościowane. To rekordowo wysoki odczyt, który jednocześnie nie powodował bardziej defensywnego nastawienia do rynku. W tym samym czasie spadały bowiem poziomy gotówki leżącej na kontach funduszy. W konsekwencji apetyt na ryzyko osiągnął nowe rekordy, a główny strateg BofA ML trafnie streścił to zdaniem, że Ikar lata coraz bliżej Słońca.

Zgodnie z przekazem mitologii greckiej coraz większa odwaga Ikara nie skończyła się dla niego dobrze i zadać można sobie pytanie, czy podobnie nie będzie z rynkiem. Sygnałów ostrzegawczych pojawiło się bowiem ostatnio aż nadto.

Zresztą od końca minionego tygodnia nastroje na świecie zauważalnie się pogorszyły, co tłumaczono publikacją przez amerykański Senat swojej propozycji reformy podatkowej.

W kilku zasadniczych kwestiach różniła się ona od propozycji podanej wcześniej przez Izbę Reprezentantów. Ten powód wydaje się jednak tylko częściowo słuszny. To bowiem nie rynek amerykański był w ostatnich dniach najsłabszy, ale europejski. Mogło to dziwić, gdyż wcześniej zauważyć można było dość dużą dozę wstrzemięźliwości globalnych parkietów wobec amerykańskich planów na reformę podatków.

Dlaczego nagle miałoby się to zmienić? Owszem, najbardziej zależne od przyszłego poziomu opodatkowania małe spółki taniały na Wall Street najbardziej, ale ich słabsza postawa trwa już od ponad miesiąca, więc zaczęła się wcześniej.

Zresztą słabość amerykańskich maluchów jest jednym z sygnałów ostrzegawczych wskazujących, że tzw. „smart money” zmniejszają poziom akceptowanego ryzyka, gdyż to największe jest w segmencie mniejszych spółek. Rynek w USA zaczął więc tracić wcześniej obserwowaną „szerokość”. Zresztą podobnie wygląda handel na GPW, gdzie nawet w gronie silniejszych dotychczas blue chipów coraz mniej spółek wykazywało wzrostową tendencję. Dochodzą do tego kłopoty gwiazd drugiej linii, gdzie jaskrawym przypadkiem tego tygodnia jest CD Projekt.

Wracając jednak do kontekstu międzynarodowego można wątek zagrożeń kontynuować wskazując na słabość notowań obligacji śmieciowych, do których w tym tygodniu dołączyły wcześniej silne surowce. W obecnej fazie cyklu towary powinny prezentować się najlepiej, podobnie jak spółki cykliczne i te korzystające na rosnącej presji inflacyjnej. Tymczasem w tym miesiącu najlepszym sektorem na Wall Steet są dywidendowe spółki defensywne. Nie pasuje to do apetytu na ryzyko prezentowanego przez zarządzających. Wygląda na to, że przynajmniej część z nich wyraźnie ogranicza ryzyko przed końcem bardzo udanego przecież roku, a dłuższy czas bez korekty może ją wręcz prowokować.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Czy obawy o inwestycje powstrzymają podwyżki?

Finalne dane o inflacji w strefie euro wskażą na źródła silniejszego od oczekiwań wyhamowania presji cenowej w październiku. We wstępnych danych uwagę zwrócił spadek dynamiki cen usług, którego źródłem najprawdopodobniej okaże się zmienny komponent turystyki. Taka struktura łagodziłaby gołębią wymowę danych.

Dziś w centrum uwagi:

  • Finalne dane o inflacji w strefie euro wskażą na źródła silniejszego od oczekiwań wyhamowania presji cenowej w październiku. We wstępnych danych uwagę zwrócił spadek dynamiki cen usług, którego źródłem najprawdopodobniej okaże się zmienny komponent turystyki. Taka struktura łagodziłaby gołębią wymowę danych.
  • Dane o prod. przemysłowej w USA potwierdzą, że powróciła ona do wcześniejszego trendu (około 2% r/r) po zaburzeniach wywołanych przez huragany. Przetwórstwo wspierają silny popyt zewnętrzny i tani dolar, a wysokie odczyty wsk. koniunktury zapowiadają odbicie produkcji w październiku (konsensus: 0,5% m/m).
  • Według operatorów kart płatniczych brytyjscy konsumenci nadal ograniczają wydatki, czego odzwierciedleniem będą dane o sprzed. detalicznej za paź. i prawdopodobny pierwszy od 2013r. spadek jej rocznej dynamiki poniżej zera.

Przegląd wydarzeń:

  • G.Ancyparowicz oceniła, że w obliczu „niepokojąco słabych perspektyw” inwestycji nakreślonych w listopadowym Raporcie o inflacji, RPP nie powinna podnosić stóp procentowych. Ocena perspektyw inwestycji w 2017r. i 2018r. pozostaje czynnikiem różniącym nasze założenia od projekcji NBP. Spodziewamy się nieco niższej niż NBP dynamiki inwestycji w tym, ale wyższej w przyszłym roku. Tym samym podtrzymujemy też założenie, że pod koniec 2018r. RPP zdecyduje się na podwyżkę stóp procentowych, zwłaszcza, że intensyfikują się także jastrzębie głosy w RPP. E.Gatnar ocenił, że podwyżka o 25pb inwestycjom nie zaszkodzi, a jej opóźnianie grozi podwyżkami przy słabszej koniunkturze (patrz str. 3).
  • Amerykańska inflacja CPI za paź. wpisała się w oczekiwania i spadła do 2,0% r/r (z 2,2% r/r) odzwierciedlając m.in. korektę wrześniowych wzrostów cen paliw. Wbrew prognozom wzrosła też infl. bazowa (1,8% r/r z 1,7% r/r) odzwierciedlając wyższe ceny szerokiej kategorii dóbr i usług, w tym czynszów, usług medycznych a także usług telekomunikacyjnych, które często wskazywano jako jeden z czynników hamujących procesy inflacyjne w USA. Zaskakujący wzrost infl. bazowej będzie kolejnym argumentem wspierającym Fed w grudniowej decyzji o kolejnej podwyżce stóp procentowych.
  • Silniejszy od prognoz wzrost sprzed. detalicznej w USA w paź. (0,2% m/m i 4,6% r/r) zapowiada ożywienie konsumpcji w 4q17. Silne wzrosty w sprzedaży samochodów i mat. budowlanych wskazują, że poza dobrymi nastrojami konsumentów, sprzedaż napędza także odbudowa majątku po huraganach.

Czy obawy o inwestycje powstrzymają podwyżki

Źródło: PKO Bank Polski

Motoryzacja jedną z głównych gałęzi polskiego przemysłu

Motoryzacja jest jedną z najważniejszych gałęzi polskiego przemysłu, odpowiada za 11,1 proc. łącznej wartości produkcji sprzedanej. Zajmuje drugie miejsce, zaraz po przemyśle spożywczym. Nasz kraj stał się regionalnym liderem w produkcji części i akcesoriów. Perspektywy dalszego rozwoju sektora motoryzacyjnego w Polsce są korzystne, a większość produkcji nadal będzie kierowana na rynki zagraniczne.

– Motoryzacja jest jednym z kluczowych sektorów przemysłu w Polsce. Stabilny wzrost branży wspierany przez dobrą koniunkturę na rynku krajowym i zagranicznym, spowodował, że w ocenie Coface dot. sektorów, zaktualizowanej we wrześniu 2017, sektor motoryzacyjny w Polsce pozostał na poziomie ryzyka niskiego – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej.

Branża motoryzacyjna w naszym kraju jest w dużym stopniu zależna od popytu zagranicznego, zwłaszcza z Europy Zachodniej. Znajduje to odzwierciedlenie w danych statystycznych, które potwierdzają, że większość produkcji kierowana jest na eksport. Szczególnie dało się to zauważyć, gdy gospodarka Unii Europejskiej w latach 2009 i 2012 przeżywała spadki, a razem z nią malała produkcja fabryk motoryzacyjnych w Polsce. Po tych słabszych latach, kolejne przyniosły jednak odbicie.

W 2016 roku za sprawą nowych inwestycji oraz dzięki ożywieniu na głównych rynkach eksportowych, produkcja polskiego przemysłu motoryzacyjnego wzrosła. Według danych GUS ze wszystkich fabryk ulokowanych w Polsce wyjechało 554,6 tys. samochodów osobowych. To oznacza, że drugi rok z rzędu produkcja samochodów osobowych rosła (+4 proc.). Natomiast produkcja samochodów dostawczych, ciężarowych i autobusów wyniosła 127,2 tys., co stanowiło 1-proc. wzrost.

W 2017 roku produkcja tego typu pojazdów znacznie zwiększyła się – w pierwszych dziewięciu miesiącach tego roku była większa o ponad 37 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Sprzyjała temu dalsza poprawa koniunktury na naszym głównym kierunku eksportowym, czyli w Europie Zachodniej, jak również wyższe moce produkcyjne wsparte przez nowe inwestycje, zwłaszcza uruchomienie produkcji nowego Volkswagena Craftera w fabryce koncernu we Wrześni. Z kolei produkcja samochodów osobowych obniżyła się o 7 proc. r/r w tym samym okresie. Jednak w obliczu oczekiwanego dalszego wzrostu popytu w strefie euro prawdopodobne jest, że w tym roku produkcja pojazdów osobowych w Polsce przekroczy poziom osiągnięty w roku ubiegłym.

Jak wynika z danych Eurostat, w zeszłym roku przychody producentów motoryzacyjnych w Polsce były niemal o połowę wyższe niż odnotowane w 2010 r. Na przestrzeni tego roku dalej się zwiększały, a w sierpniu 2017 r. wartość produkcji była o ponad 12 proc. wyższa niż w roku poprzednim. Ponadto, producenci motoryzacyjni są znacznym pracodawcą w Polsce – w ubiegłym roku w sektorze tym pracowało ponad 250 tys. osób, co stanowiło ponad 14 proc. zatrudnionych w polskim przemyśle. Łącznie z osobami pracującymi w handlu pojazdami samochodowymi, częściami i akcesoriami oraz naprawami związanymi z motoryzacją poziom zatrudnienia sięgnął prawie 440 tys. pracowników w zeszłym roku.

Postprawda a poglądy polityczne – badanie F-Secure

Jedna trzecia polskich internautów o zdefiniowanych poglądach politycznych udostępnia w mediach społecznościowych niesprawdzone informacje – wynika z badania firmy F-Secure. Niepotwierdzone newsy publikowane są od prawicy do lewicy. Memy najczęściej udostępniają zwolennicy poglądów lewicowych, a centrowcy upodobali sobie niekoniecznie prawdziwe dane liczbowe oraz wykresy.

image001Firma F-Secure, globalny dostawca rozwiązań z zakresu cyberbezpieczeństwa, przeprowadziła badanie dotyczące postprawdy. Według raportu internauci określający swoje poglądy jako lewicowe najczęściej udostępniają w mediach społecznościowych niesprawdzone informacje (35%) – tuż za nimi są jednak zarówno zwolennicy prawicy (32%), jak i centrum (28%).

Publikowanie w sieci memów i dowcipów bez sprawdzenia, czy zawierają prawdziwe treści, to domena lewicowców (64%). Ponad połowa osób, które je udostępniają (51%) to internauci o poglądach centrowych, a najmniej skora do żartowania bez weryfikacji jest prawica, która stanowi 47%.

Niepotwierdzone wykresy najczęściej udostępnia centrum (53%), lewica w tym przypadku to 39%, a prawica – 34%. Informacje o politykach, które nie były weryfikowane, publikują w znacznej mierze osoby o poglądach centrowych (54%), robi tak również 48% zwolenników lewicy oraz 39% należących do prawicy. Ponad jedna trzecia internautów bez względu na poglądy polityczne udostępnia niezweryfikowane informacje o wydarzeniach.

Udostepnianie_informacji_wykres_F-SecureRezultat badań to dla nas niemałe zaskoczenie. Udało się zdobyć dane na temat rodzaju informacji udostępnianych przez polskich internautów i zestawić je z ich poglądami politycznymi. W przeciwieństwie do badania przeprowadzonego w USA[1], w Polsce rodzaj publikowanych „fake newsów” nie jest aż tak mocno powiązany z poglądami. Robią to niemal w takim samym stopniu osoby o różnych poglądach. Widać jednak pewne trendy, np. lewica chętniej udostępnia memy, a centrowcy upodobali sobie niepotwierdzone wykresy i liczby – mówi Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w firmie F-Secure.Udostepnianie_memow_wykres_F-Secure

Kto przyznaje się do poglądów?

Spośród badanych internautów zaledwie jedna piąta (19%) opublikowała w sieci w ciągu roku informacje na temat swoich poglądów politycznych. Zdecydowanie częściej robili to mężczyźni (25%) aniżeli kobiety (14%) i aż jedną trzecią stanowiły osoby w wieku 36–45 lat. Najmniej chętnie podchodzą do obnoszenia się z kwestiami politycznymi osoby młode – zaledwie 10% stanowił przedział wiekowy 15-24 lata. Do upodobań politycznych najczęściej przyznaje się lewica (27%), następnie centrum (26%), a najrzadziej robią to osoby o poglądach prawicowych (23%).

Jak zatrzymać efekt postprawdy?

Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się nieprawdziwych treści w internecie, warto przestrzegać kilku podstawowych zasad i zweryfikować rzetelność informacji, które chcemy przekazać dalej.

Przed udostępnieniem informacji w internecie warto poświęcić kilka minut, aby sprawdzić, czy jest ona prawdziwa. Między innymi możemy zweryfikować rzetelność domeny, która opublikowała newsa (czy jest to oficjalny serwis) oraz uzyskać szczegóły odnośnie redakcji lub autora. Warto poszukać, czy informacja pojawiała się już na innych portalach. Jeżeli news jest prawdziwy, to zapewne opublikowałyby go wiodące serwisy informacyjne. Jeżeli go tam nie ma, to lepiej nie ulegać emocjom i dobrze zastanowić się nad przekazaniem informacji dalej – radzi dr Anna Miotk z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Źródło:
Na podstawie badania F-Secure przeprowadzonego w kwietniu 2017 roku na próbie 600 osób – internautów, którzy w ciągu roku udostępnili przynajmniej jedną informację. Wywiady online na panelu (CAWI). Celem badania było określenie postaw i przekonań użytkowników internetu na temat fałszywych informacji.
[1] Social Media and Fake News in the 2016 Election, Hunt Allcott and Matthew Gentzkow

Gospodarka rośnie, ale zatory płatnicze też

Pomimo dynamicznie rosnącego PKB, wzrasta liczba firm, którym odbiorcy nie płacą za towar i usługi nawet – 60 dni po terminie wymagalności. Aktualnie o takim problemie informuje już 52 proc. firm, podczas gdy wiosną było ich 45 proc. – wynika z badania wykonanego dla BIG InfoMonitor. Problem z zaległymi płatnościami mają obecnie przede wszystkim firmy handlowe oraz zatrudniające co najmniej 10 pracowników.

Najnowsze, cokwartalne badanie* na temat zatorów płatniczych w mikro, małych i średnich firmach nie przynosi dobrych wieści. Problemów z opóźnionymi o co najmniej 60 dni płatnościami, od odbiorców towarów i usług, doświadczyło w ostatnich 6 miesiącach już 52 proc. przedsiębiorstw.

Gospodarka rośnie, ale zatory płatnicze też

Źródło: BIG InfoMonitor

Firm z kłopotami przybywa, bowiem po II kwartale odsetek firm sygnalizujących kłopoty z uzyskiwaniem płatności wynosił 48 proc., a po I kwartale 45 proc. Obecnie o zaległych płatnościach informują przede wszystkim firmy małe (zatrudniające od 10 do 49 pracowników), średnie (50-249), eksporterzy oraz przedsiębiorstwa działające w handlu.

Gospodarka rośnie, ale zatory płatnicze też 2

Źródło: BIG InfoMonitor

Poprawy sytuacji spodziewają się nieliczni – tylko 18 proc. ankietowanych. Natomiast prawie 70 proc. badanych firm uważa, że liczba faktur regulowanych z ponad 60 dniowym opóźnieniem utrzyma się na dotychczasowym poziomie, a nawet wzrośnie. Co ósmemu przedsiębiorcy trudno przewidzieć zmiany.

4-procentowy wzrost PKB nie sprzyja małym firmom

– Wzrost nie jest alarmujący, ale pokazuje, że problem długo przeterminowanych płatności jest wciąż aktualny – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Na dodatek małym firmom, które w największym stopniu dotyka problem opóźnionych płatności, wcale nie pomaga dobra koniunktura gospodarcza. Statystyki GUS obejmujące I półrocze, okres wysokiej dynamiki wzrostu gospodarczego, pokazują, że kondycja małych firm zatrudniających od 10 do 49 pracowników uległa w tym czasie pogorszeniu – dodaje Sławomir Grzelczak.

Liczba małych podmiotów osiągających zysk zmniejszyła się, a ponad 30 proc. małych przedsiębiorstw było na minusie. O ponad 5 proc. zwiększyły się ich zobowiązania, w tym długoterminowe o prawie 9 proc. Obniżył się w porównaniu do poprzedniego roku wskaźnik rentowności ze sprzedaży, pogorszyły się też wskaźniki płynności finansowej. Wynika z tego, że małe podmioty gospodarcze nie odnoszą wymiernych korzyści ze wzrostu gospodarczego. Można się domyślać, że dzieje się tak, ponieważ mocniej odczuwają negatywne skutki zjawisk, towarzyszących przyspieszonemu wzrostowi gospodarczemu, takich jak wzrost kosztów, czy trudności ze znalezieniem pracowników. Niezmiennie doskwierają im również opóźnienia płatności od kontrahentów.

Będzie można wpisać dłużnika do BIG już po 30 dniach

Niestety mikro i małe firmy mają najwięcej skrupułów w korzystaniu z możliwości jakie daje Rejestr Dłużników BIG. Ze względu na relacje, a także poczucie, że opóźnienia to swoisty standard, nie spieszą się ze zgłaszaniem niesolidnych dłużników do BIG, choć jest to tani i mało absorbujący sposób na mobilizację niesolidnych płatników. Już samo wysłanie wezwania do zapłaty z informacją o wpisie do Rejestru BIG InfoMonitor przynosi efekty. Im szybsza reakcja i niższa kwota zaległości tym lepszy efekt działania. – Na pewno nie należy zwlekać, a szczególnie pozwalać na wzrost kwoty zadłużenia, bo to tylko obniża szanse na odzyskanie pieniędzy – radzi Sławomir Grzelczak.

Jak ważne jest szybkie podejmowanie kroków wobec dłużnika pokazują nowe rozwiązania prawne, wchodzące w życie już 13 listopada. Pozwolą one wierzycielowi wpisać dłużnika do BIG InfoMonitor już po upływie 30 dni od terminu zapłaty, zamiast obecnych 60 dni.

Zawsze warto też sprawdzać z kim robi się interesy. Obecnie w Rejestrze BIG InfoMonitor widnieje prawie 186 tys. firm z zaległościami sięgającymi 3,4 mld zł. Po uzyskaniu zgody sprawdzanej firmy przedsiębiorca poprzez BIG InfoMonitor może też skontrolować swojego kontrahenta w bazie BIK, gdzie dowie się jak radzi on sobie ze spłatą kredytów. Obecnie przeterminowane płatności kredytowe powyżej 60 dni i na kwotę powyżej 500 zł w BIK ma prawie 56 tys. przedsiębiorstw. Ich wartość to 19,2 mld zł.

*Badanie „Skaner MSP, wśród mikro, małych i średnich firm”. przeprowadzone przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych, kwiecień, sierpień, październik 2017 r.

10 zdań, które sprawdzą się podczas rozmowy kwalifikacyjnej

Serwis rekrutacyjny MonsterPolska.pl przygotował listę 10 zdań, których warto użyć podczas pierwszego spotkania z pracodawcą bądź rekruterem, by pokazać się z jak najlepszej strony. Oto one:

  1. „Dzień dobry. Miło mi poznać”.
    Banał? Skąd. Kandydaci w stresie na rozmowie kwalifikacyjnej, potrafią się nie przedstawić albo podać rękę bez słowa i zaangażowania. Tymczasem powitanie jest niezwykle ważne. Serdecznie wypowiedziane dzień dobry, uśmiech i biznesowy uścisk dłoni (ani za mocny, ani za lekki)… tyle (i aż tyle) wystarczy na dobre wejście.
  2. „Dobrze Pan/i to ujął/ujęła”.
    Nadmierne pochlebstwa nie budzą zaufania, ale sprytnie wpleciony w konwersację komplement, może sprawić, że przyszły szef poczuje do nas sympatię. Pozytywne emocje przełożą się na atmosferę na rozmowie kwalifikacyjnej – radzi Joanna Żukowska, ekspertka serwisu MonsterPolska.pl.
  3. „Mam podobne zdanie w tej kwestii”.
    Na rozmowie kwalifikacyjnej warto choć raz wprost zgodzić się z rozmówcą i mu o tym powiedzieć. Pokazywanie podobieństw to dobry sposób na budowanie pozytywnych relacji. Po prostu lubimy ludzi podobnych do siebie – i nie chodzi o wygląd zewnętrzny – ale o wspólne przekonania czy spojrzenie na  pewne kwestie. Jeśli już na rozmowie uda się znaleźć tematy, które łączą, to dobry sygnał na dalszą współpracę.
  4. „O, dobrze słyszeć”.
    Nie warto przerywać osobie, z którą rozmawiamy, ale warto reagować na to, co ona mówi. Nie muszą to być sztuczne, żywiołowe reakcje, ale spokojne i pozytywne komunikaty.
  5. „Czytałem plany firmy i jest coś, co szczególnie mi odpowiada”.
    To może być początek odpowiedzi na pytanie: co wie Pan/i na temat naszej firmy? Pokazuje nasze przygotowanie do rozmowy i podkreśla, że już utożsamiamy się z pracodawcą – podkreśla Żukowska.
  6. „Nie będę udawał, że wiem wszystko o pracy w tak dużym zespole, bo tak nie jest. Ale szybko się uczę”.
    Autentyczność to coś, co jest w cenie. Nikt nie lubi ludzi, którzy udają innych, niż są. Watro, więc przyznać się do swojej słabości, ale podkreślić chęć nauki.
  7. „Myślałem/am o pracy przy tym projekcie i mam już pewne pomysły”.
    Na rozmowie kwalifikacyjnej warto pokazać, że jest się człowiekiem z inicjatywą, który ma pewne pomysły. Nie trzeba „wybiegać przed orkiestrę”, ale można pokazać, kreatywność i zaangażowanie.
  8. „Na początku naszej rozmowy wspomniał Pan/i o…”.
    Zdanie, które nawiązuje do początku rozmowy, jest sygnałem dla rozmówcy, że uważnie go słuchaliśmy. Dajemy tym samym sygnał, że jesteśmy dobrym partnerem do rozmowy. To bardzo ceniona umiejętność w kontaktach biznesowych.
  9. „Mógłby Pan/i opowiedzieć mi coś więcej o obowiązkach na tym stanowisku?”
    Pytania – to bardzo ważna część rozmowy kwalifikacyjnej. Nawet jeśli czujemy, że na tym etapie spotkanie wyczerpało naszą wiedzę, pytajmy – mówi Żukowska z MonsterPolska.pl. Osoba, z którą rozmawiamy, odbierze nas za osobę zainteresowaną pracą na tym stanowisku i najpewniej z zadowoleniem wytłumaczy niezrozumiałe kwestie. Nic nie nastawia rozmówcy tak przychylnie, jak widok osoby zaangażowanej w konwersację – dodaje.
  10. „Pozwolę sobie pogratulować Pana/i zespołowi branżowej nagrody”.
    Takie zdanie wypowiedziane na rozmowie kwalifikacyjnej, z jednej strony jest informacją dla rozmówcy, że znamy dobrze branżę, a z drugiej, że doceniamy pozycję firmy na rynku.

    Idąc na rozmowę, warto mieć w głowie „zdania- klucze”, które mogą ukierunkować rozmowę na właściwe tory. W parze ze słowami musi współgrać także nasza mowa ciała. Ważne, aby te komunikaty były spójne. Wówczas nasz rozmówca odbierze nas za autentycznego i wiarygodnego kandydata do pracy.

Kto w firmie będzie ponosił odpowiedzialność za naruszenie przepisów RODO?

Od maja 2018 r. każde naruszenie ochrony danych osobowych będzie musiało zostać zgłoszone do Urzędu Ochrony Danych Osobowych. W poważniejszych przypadkach będzie trzeba ponadto poinformować podmiot, którego dotyczą dane. Kto będzie ponosił odpowiedzialność za naruszenie przepisów Rozporządzenia Ogólnego o Ochronie Danych Osobowych (RODO) przez firmę?

„W przypadku naruszenia ochrony danych osobowych przez pracownika w pierwszej kolejności odpowiedzialność poniesie jego pracodawca jako administrator danych osobowych […]. Niemniej jednak jeśli dojdzie do zaniedbania czy naruszenia obowiązków pracowniczych, sam pracownik – jak najbardziej – również będzie odpowiedzialny. Będzie to odpowiedzialność na podstawie kodeksu pracy, z tytułu niedopełnienia obowiązków pracowniczych, jak też w skrajnych przypadkach odpowiedzialność odszkodowawcza, a nawet karna, gdy naruszenie będzie miało charakter przestępstwa” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Ewa Kurowska-Tober, partner w kancelarii DLA Piper.

Jeżeli chodzi o sankcje dla firm, naruszenie przepisów RODO będzie zagrożone administracyjnymi karami finansowymi w wysokości do 20 mln euro lub 4% całkowitego światowego obrotu przedsiębiorstwa za poprzedni rok obrotowy. Poza tym firma będzie mogła ponieść odpowiedzialność cywilną.

57% Polaków kupuje świąteczne prezenty na ostatnią chwilę – eBay chce zmienić ten trend i rusza z nową akcją

Ponad połowa Polaków decyduje się na zakup świątecznych prezentów na ostatnią chwilę, głównie z uwagi na brak czasu czy świątecznych promocji – tak wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez Kantar TNS na zlecenie eBay. Odpowiedzią jednego z największych portali aukcyjnych na świecie na przyzwyczajenia polskich kupujących jest najnowsza akcja „First Minute Shopping”, która ma zachęcić do zmiany zakupowych nawyków.

Infografika Polacy vs świąteczne zakupyTradycja obdarowywania najbliższych świątecznymi prezentami jest wyraźnie zakorzeniona w polskiej kulturze – prezenty kupujemy dla rodziny, przyjaciół, a od niedawna również dla osób z najbliższego otoczenia, np. ochroniarza czy opiekunki dla dziecka. W tym roku kupimy średnio 6 świątecznych prezentów i większość z nas zrobi to na ostatnią chwilę, tj. w grudniu (48%) lub tydzień przed świętami (10%). Główne powody to przede wszystkim niewystarczająca ilość czasu i brak świątecznej atmosfery. Aż 23% jako powód podaje również brak świątecznych promocji.

Jak wynika z badania,  najtrudniej przychodzi nam kupić prezent najbliższej osobie. Najczęściej na poszukiwaniu odpowiedniego prezentu spędzamy kilka godzin (29%) lub nawet kilka dni (25%). Statystycznie kobiety poświęcają więcej czasu na znalezienie odpowiedniego podarunku dla najbliższych.

eBay chce wyjść naprzeciw polskim kupującym poprzez akcję „First Minute Shopping” skierowaną do wszystkich tych, którzy chcą uniknąć przedświątecznego gwaru i kupić przemyślany prezent dla najbliższych z większym niż zwykle zapasem czasu. W ramach akcji już od 16 listopada wszyscy polscy kupujący otrzymają 15-procentowy kupon na cały asortyment na eBay.pl.

– Jak pokazują wyniki badań, co piąty Polak odkłada decyzję o świątecznych zakupach na ostatnią chwilę z uwagi na brak promocji. W odpowiedzi na takie głosy eBay.pl uruchamia specjalną akcję „First Minute Shopping”, poprzez którą chcemy zachęcić kupujących w Polsce, aby w tym roku rozpoczęli poszukiwania prezentów wcześniej, a zaoszczędzony w ten sposób czas poświęcili później swoim najbliższym – mówi Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay.

Wyniki badań wskazują, że 63% Polaków planuje w tym roku kupić tyle samo lub więcej prezentów w sklepach internetowych niż w ubiegłym roku. Ponad połowa z nas (53%) co najmniej raz kupiła świąteczny prezent online, m.in. dlatego, że konkretnej rzeczy nie udało się znaleźć nigdzie indziej.

Świąteczna promocja na eBay.pl: 15% zniżka na cały asortyment po wpisaniu kodu PXMAS17S

***

Pod koniec ubiegłego roku eBay ogłosił zmiany dla kupujących i sprzedających w Polsce w ramach planu transformacji portalu, które objęły m.in. zniesienie w Polsce opłaty za wystawienie przedmiotów na eBay.pl, zarówno dla firm, jak i osób prywatnych. W maju serwis rozpoczął także współpracę z firmą Borderlinx, która umożliwia polskim użytkownikom zamawianie produktów z niemieckiej platformy eBay.de z dostawą do Polski. Ponadto od sierpnia br. funkcjonuje także spersonalizowana strona główna eBay w języku polskim, a od października sprzedawcy mogą korzystać z narzędzia do wystawiania aukcji na rynkach międzynarodowych eBaymag.

Kurs dolara w defensywie. Rekordowe minima tureckiej liry i rosyjskiego rubla

ASW 5Y na polskim rynku długu zmierza w kierunku zera. EURPLN wyhamował wzrost przy 4,25 jednak dla złotego perspektywy pozostają negatywne. Pomimo pozytywnych danych makro dolar nadal pozostaje w defensywie.

W środę kurs EURPLN stabilizował się w okolicach poziomów zamknięcia dnia poprzedniego 4,24-4,25 nadal pozostając pod negatywnym wpływem czynników globalnych. Rosnącą awersję do ryzyka w stosunku do rynków EM widać było również po taniejących innych walutach koszyka, w tym lirze tureckiej (która osiąga obecnie rekordowe minima w relacji do euro zbliżając się do oporu na poziomie 4,62) oraz rosyjskim rublu (który w relacji do dolara spadł do najniższego poziomu od początku sierpnia, w tym tygodniu idąc w kierunku 60,5). Na wartości traciły też walory na europejskich parkietach, testują dwutygodniowe dołki. Słabe nastroje na rynkach utrzymują obawy o kondycję gospodarki Chin, której wyniki w ostatnich dniach mocno rozczarowały. W tej sytuacji złotemu nie pomogły ani jastrzębie wypowiedzi członka RPP Łukasza Hardta, ani też nadal umacniające się na szerokim rynku euro do dolara.

W wywiadzie prasowym Hardt zasugerował, że choć obecnie jest zbyt wcześnie na podwyżkę stóp procentowych, to nie oznacza to, że za wcześnie będzie na podjęcie takiej decyzji na początku przyszłego roku. Tym samym wyraźnie odciął się od swojej dość gołębiej postawy podczas konferencji po listopadowym posiedzeniu RPP. Jak teraz zaznaczył, jeśli na początku 2018 roku wszystko będzie wskazywało, że zacznie materializować się scenariusz NBP wg którego inflacja będzie rosła (ostatecznie w 2019 roku przekraczając 2,5% cel), wówczas będzie to moment na rozważenie niewielkiej podwyżki stóp. Wydaje się jednak, że dopóki nie dojdzie do wyraźnego nasilenia się presji inflacyjnej RPP może nie chcieć zajmować się tym tematem, co będzie negatywnie odbierane przez złotego.

Tymczasem kurs EURUSD już od pierwszych godzin środowej sesji rósł, momentami przełamując opór na 1,185. Dolarowi ciążą obecnie prace nad senacką wersją ustawy podatkowej, które nie do końca przekonują inwestorów co do szybkiego wprowadzenia zmian fiskalnych. Na rynek docierają bowiem różne koncepcje powodując, że rynki zaczynają obawiać się opóźnień pokazując, że może nie być łatwo procedować ustawę przez Kongres.

Europejskiej walucie nadal pomagają też solidne dane makroekonomiczne (w tym ostatnie dot. PKB Niemiec w 3Q17), a wczoraj wsparcie dodatkowo nadeszło z centralnego banku Szwajcarii. SNB ocenił, że frank pozostaje „wysoko wyceniany” mimo niedawnego osłabienia kursu tej waluty wobec euro. Prezes SNB Thomas Jordan w czasie dorocznego spotkania z rządem podkreślił, że ujemne stopy procentowe i gotowość do interweniowania na rynku walutowym są nadal właściwe, by ograniczyć aprecjację waluty. W reakcji na te słowa kurs EURCHF wzrósł do 1,169 wspierając tym samym euro w relacji do dolara.

W środę uwagę przyciągały też publikacje z USA dotyczące inflacji CPI oraz sprzedaży detalicznej w październiku, które szczególnie mogą mieć wpływ na ocenę perspektyw oczekiwanych przez Fed trzech podwyżek stóp w przyszłym roku. Dane częściowo zaskoczyły pozytywnie (inflacja bazowa CPI wzrosła do 1,8% r/r wobec 1,7% szacowanych zaś sprzedaż detaliczna zwiększyła się o 0,2% m/m wobec 0,0% wskazywanych), a częściowo pokryły się oczekiwanymi ekonomistów (inflacja CPI na poziomie 2,0% r/r). Wyniki nie okazały się jednak na tyle pozytywne dla dolara, aby go wyraźnie wesprzeć. Presja pod jaką obecnie znajduje się waluta amerykańska jest bowiem wysoka i w rezultacie jeszcze długo po publikacji raportów EURUSD nadal oscylował w okolicach 1,185.  Dopiero pod koniec handlu w USA notowania euro spadły poniżej 1,18. Jak by nie patrzeć dane sugerują bowiem rosnące prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych podczas grudniowego posiedzenia FOMC. Wyższa sprzedaż napawa optymizmem przed publikacją wstępnych szacunków dot. tempa wzrostu PKB w USA w IV kw., które w głównej mierze zależy od dynamiki konsumpcji prywatnej. Wydaje się też, że pomimo trudności proponowane zmiany fiskalne wejdą jednak w życie w kolejnych latach wspierając gospodarkę amerykańską.

turecka lira

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Konstytucja wreszcie dla biznesu

Konstytucja Biznesu to ważna regulacja, nad którą Ministerstwo Rozwoju długo pracowało we współpracy z przedsiębiorcami. Wiele jej zapisów było uzgadnianych w ramach konsultacji społecznych. Zrezygnowano jednak z pewnych rozwiązań, które jeszcze bardziej pomogłyby przedsiębiorcom, zwłaszcza w konfrontacji z administracją niepodlegającą resortowi rozwoju czy urzędnikami państwowymi. Najważniejsze będą regulacje szczegółowe, w których nadal mogą być zapisy wprowadzające negatywne rozwiązania dla przedsiębiorców i swobody prowadzenia przez nich działalności.

– Kierunek zmian jest dobry. To, co nie jest zakazane, będzie dozwolone. Przedsiębiorca z założenia będzie traktowany jako uczciwy. Jak rzeczywiście będzie postrzegany przez urzędników i jak będzie wyglądało stosowanie prawa, okaże się w przyszłości. Nowe przepisy są dobrym początkiem do zmiany sytuacji. Konstytucja Biznesu ma jednak pewne braki – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej – Część z tych ustaw nie podlega kompetencji resortu rozwoju, dlatego wdrożenie zmian jest o wiele trudniejsze, bo wymaga zgody ministerstw, które regulują szczegółowe przepisy administracyjne w innych zakresach prowadzenia działalności niż ogólne. Ważną kwestią będzie interpretacja wprowadzana przez właściwych ministrów i organy administracyjne. To, czego jeszcze brakuje, to zmiana mentalności. Przepisy mogą w tym pomóc. Potrzebne jest delikatniejsze podejście do przedsiębiorców ze strony resortu finansów, zarządzanego również przez ministra Morawieckiego. Przestępcom należy wymierzać odpowiednie kary. Nie można jednak przenosić tego, jak zachowuje się pewna wąska grupa, której działanie z góry nastawione jest na wyłudzenia czy działalność w szarej strefie, na inne firmy, nie funkcjonujące w ten sposób. Jeśli przestrzegają przepisów powinny być lepiej traktowane. Najczęstszy problem to zakładanie przez urzędników stosujących prawo nadużyć i wykroczeń ze strony przedsiębiorców. Być może Konstytucja Biznesu zmieni tę sytuację – dodała Durlik.

Nowe technologie szansą dla sklepów stacjonarnych w wyścigu o klienta

Warszawa, 16 listopada 2017 r. – Nowe technologie i tempo ich wdrażania rewolucjonizuje rynek dóbr konsumenckich. Według autorów raportu Deloitte „Consumer Review. Digital Predictions 2017” dzięki rozwojowi biometrii, sieci piątej generacji (5G), sztucznej inteligencji oraz IoT (internet of things) smartfony zyskają dodatkowe funkcje. Według raportu Deloitte do końca 2017 r. około 40 proc. wszystkich smartfonów w krajach rozwiniętych będzie wyposażonych w czytniki odcisków palców. Jednocześnie, ponad 200 sieci komórkowych będzie zawierać elementy architektury sieci 5G. Jak zauważają eksperci Deloitte Digital, nowe technologie wbudowane w smartfony dają detalistom narzędzia niezbędne do konkurowania ze sklepami online.

Raport „The Deloitte Consumer Review. Digital Predictions 2017”, analizuje, jak trendy przedstawione w raporcie Deloitte „TMT Predictions 2017”, przekładają się na życie i zwyczaje konsumentów.

Popularność urządzeń cyfrowych rośnie, dodatkowo stają się one coraz bardziej wszechstronne, a ich użytkownicy wymagają coraz szybszej łączności z Internetem. Jak pokazuje raport Deloitte „Global Mobile Consumer Survey 2017: The UK cut”, biorąc pod uwagę kryterium popularności w 2016 r. w porównaniu do roku poprzedniego, smartfon dominuje na tle innych urządzeń. Spada dynamika wzrostu liczby posiadanych tabletów, a w ubiegłym roku – po raz pierwszy – liczba posiadanych smartfonów była wyższa niż posiadanych laptopów.

Jedną z technologii, która przekłada się na życie i zwyczaje konsumentów jest biometria. Jak przewiduje Deloitte, przynajmniej 80 proc. posiadaczy telefonów z czytnikiem linii papilarnych będzie korzystać z niego regularnie: każdy z nich będzie używany średnio 30 razy dziennie. Autorzy raportu Deloitte wskazują, że pod koniec dekady zabezpieczenia biometryczne staną się tak wszechobecne jak przednie kamery w smartfonach. – Ich sukces i popularność wynika z możliwości szybkiego i dyskretnego, w stosunku do haseł, odblokowania telefonów i uwierzytelniania transakcji. Ze względów bezpieczeństwa, obecnie wymagane są silne hasła (dla wielu trudne do zapamiętania) a liczba kont online będzie rosłamówi Magdalena Jończak, Partner Deloitte, Lider ds. Sektora Dóbr Konsumenckich.

Jak prognozuje Deloitte, do końca 2020 roku przeciętny konsument będzie posiadał 200 kont on-line. Zgodnie z przewidywaniami, w tym czasie rynek biometrii w samym handlu detalicznym, ma osiągnąć wartość 1,6 mld dolarów. To wzrost o 156 procent, w porównaniu do 625 mln dolarów w 2015 roku. W szczególności rozpoznawanie twarzy – technologia używana głownie przez ochronę portów lotniczych czy w kasynach – obecnie cieszy się dużym zainteresowaniem również wśród detalistów. Umożliwia przeciwdziałanie kradzieżom, ale może być również wykorzystywana do obserwowania klientów i na tej podstawie analizowania ich zachowań. – Wiele firm, które oferują funkcje rozpoznawania twarzy, udostępnia również zaawansowane aplikacje analityczne, które przechwytują, np. czas przebywania w sklepie kupujących – mówi Magdalena Jończak.

Jak wynika z raportu „The Deloitte Consumer Review. Digital Predictions 2017” duży wpływ na rynek dóbr konsumenckich, będzie miało uruchomienie i rozwój sieci 5G oraz modernizacje sieci związanych z technologią 4G. Szacuje się, że 4G zwiększy wzrost gospodarczy o 150 miliardów dolarów i przyniesie 771 000 miejsc pracy w samych Stanach Zjednoczonych. Sektor dóbr konsumpcyjnych będzie jednym z głównym beneficjentów sieci piątej generacji – stanie się on w dużej mierze mobilny. Dzięki superszybkiemu internetowi, firmy z tego sektora będą wykorzystywać nowe kanały dystrybucji i marketingu. Jednocześnie wymagający konsumenci będą oczekiwać od nich coraz bardziej angażujących doświadczeń z wykorzystaniem technologii Virtual Reality, Augumented Reality czy treści wideo i 3D. Przykładem może być sektor dystrybucji, gdzie klienci pragną sprawdzić dostępność oraz porównać ceny towarów w czasie rzeczywistym, jednocześnie poruszając się po sklepie internetowym. Jak zauważa Jan Michalski, Lider sektora TMT, Partner w Deloitte Digital, obecnie łączność jest podstawowym czynnikiem wzrostu nowoczesnej gospodarki. – Wyższa prędkość może spopularyzować również aplikacje mobilne. Sprzedawcom detalicznym umożliwiłoby to większą funkcjonalność, w tym możliwość oferowania wewnętrznych nawigacji lub kas jednodotykowych, czyli takich, w których autoryzacja płatności dokonywana jest przy użyciu czytników linii papilarnych – dodaje.

Szybszy internet umożliwi między innymi jeszcze lepszą nawigację wewnątrz budynków, która daje klientom wygodniejszy dostęp do informacji o produktach i usługach w ich otoczeniu. Wpływa na doświadczenia konsumentów dzięki np. nawigowaniu ich w którym miejscu w centrum handlowym znajduje się sklep, którego szukają. Po stronie biznesu beneficjentem tej zmiany mogą być polskie firmy, które są aktywne na rynku rozwiązań geolokalizacyjnych opartych o technologię BLE (Bluetooth Low Energy) np. beaconach. Mowa tu o małych nadajnikach, które nieustannie sygnalizują swoją obecność i komunikują się np. ze smartfonami. Ich klientami są m.in. FC Barcelona, lotnisko w Katarze, McDonald’s czy IBM. Beacony są dziś wykorzystywane, m.in. przez sieci handlowe, które dzięki nim mogą wiedzieć, jakie półki i produkty mijali ich klienci. – Dostępność nawigacji wewnątrz pomieszczeń może przynieść korzyści dla centrów handlowych w perspektywie średnioterminowej. Właściciele domów handlowych będą mieli atut do zachęcania sieci komórkowych, dostawców sieci Wi-Fi i innych dostawców infrastruktury do wdrażania jej w lokalach. Realizacja obietnicy nawigacji wewnętrznej wymaga, podobnie jak w przypadku nawigacji na zewnątrz, dwóch podstawowych elementów: komunikacji w czasie rzeczywistym z lokalizacją i map cyfrowych – mówi Olgierd Cygan, Lider Deloitte Digital w Polsce i Europie Środkowej.

Na doświadczenia konsumentów w coraz większym stopniu wpływa też sztuczna inteligencja oraz internet rzeczy (IoT). – Wdrożenia LTE-Advanced, a następnie LTE-Advanced Pro będą przybliżały nas do pełnego wprowadzenia 5G oferując m.in. coraz większe prędkości przesyłania danych i niższe poziomy opóźnień, co powinno napędzać rozwój nowych produktów i usług, w tym popularyzację IoT – wyjaśnia Jan Michalski. Algorytmy uczenia maszynowego, potocznie zwane elementami „sztucznej inteligencji” będą nie tylko w smartfonach, z czasem systemy samouczące się w trybie offline, pojawią się w dziesiątkach milionów dronów, tabletów, samochodów, urządzeń ze sfery rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej czy Internetu Rzeczy (IoT), urządzeń medycznych oraz w innych, opracowywanych obecnie technologiach. Mobilne systemy samouczące będą w coraz większym stopniu przyczyniać się do usprawniania mechanizmów reagowania w sytuacjach kryzysowych. Przykładem tego mogą być pojazdy autonomiczne, które w przyszłości mogą ograniczyć liczbę wypadków śmiertelnych. Systemy wykorzystujące machine learning będą również stanowić istotny element obrony przed cyberatakami.

Katharsis

Po chwilach trwogi przychodzi moment oczyszczenia. Środowe apogeum awersji do ryzyka w nocy zaczęło być korygowane. Japoński Nikkei2225 przerwa serię pięciu spadkowych sesji. Odwraca się USD/JPY, EUR/USD i złoto, waluty rynków wschodzących mają się lepiej. Spokój może być złudny, szczególnie jeśli Europa i USA będą miały odmienne zdanie. Ale równie dobrze możemy być już wszystkim. Na razie jest za mało informacji i trzeba być czujnym.

Nic nie trwa wiecznie, ale w 2017 r. rynki finansowe realizują to porzekadło w ekstremalnej formie. Nawet najbardziej konsensualne ruchy cen aktywów mają problem z utrzymaniem dłużej niż kilka godzin. Nagłe zwroty akcji i nieprzewidziane wydarzenia dziejące się w nocy stały się samospełniającą się prognoza, przez którą traderzy prędzej zadowolą się realizacją zysków przed wyjściem z pracy niż podejmą ryzyko utrzymania pozycji przez noc, by na drugi dzień okazało się, że po ich pozycji pozostały zgliszcza. Strach przed całkowitym skorygowaniem pierwotnego ruchy skłania do decyzji inwestycyjnych, które ten zwrot potęgują. W efekcie nawet najpewniejsze projekcje średnioterminowych trendów w krótkim terminie (czasem nawet jednej sesji!) mogą być wystawione na ciężką próbę. Najlepszy przykład: tylko w tym tygodniu USD/JPY zdołał zaliczyć dwa nagłe zwroty (113,90 i 112,47) bez wyraźnej przyczyny, po których odbicie przyjmowało jednak pokaźne rozmiary (relatywnie do skali zmienności z poprzednich dni). Czy zapoczątkowane w ostatnich godzinach odreagowanie wczorajszej przeceny utrzyma się na dłużej? Czas pokaże.

USD pozostaje najbardziej problematycznym elementem układanki. Z jednej strony ma po swojej stronie dobre dane makro i już (po wczorajszym CPI) pewną podwyżkę stóp procentowych Fed w grudniu. Ale batalia o kształt reformy podatkowej jest słabym punktem, który ma dominujące znaczenie. Izba Reprezentantów dziś powinna przegłosować swój projekt, ale głosowanie w Senacie dalej nie jest pewne, gdyż nie więcej jak trzech republikańskich senatorów może nie poprzeć ustawy (głosowanie po Święcie Dziękczynienia). EUR zaczyna znowu być atrakcyjne i inwestorzy powoli zapominają o rozczarowaniu stanowiskiem ECB, choć odnoszę wrażenie, że to bardziej niezdecydowanie dolara pomogło zatrzymać przecenę euro. Niezależnie od powodów, EUR może być dobrym wehikułem do budowanie pozycji względem walut z oczywistymi problemami. GBP (polityka wewnętrzna, Brexit), AUD (gołębi bank centralny) i CAD (odwijanie optymizmu związane z nierealizowanym cyklem zacieśniania polityki monetarnej) są tutaj głównymi kandydatami. A jeśli fundamenty staną w cieniu rosnącej awersji do ryzyka, to także będzie po drodze ucieczce kapitału od walut surowcowych.

EUR/PLN zdołał obronić konsolidację 4,23-4,25, ale ryzyko wybicia jest zdecydowanie większe w górę. Potencjany skok awersji do ryzyka nie będzie przyjacielem polskiej waluty, a alternatywę widzimy w przebudzeniu rajdu rentowności obligacji skarbowych USA i USD, na co aktywa emerging markets tradycyjnie będą reagować negatywnie. 4,28 na koniec roku pozostaje celem.

Dziś w kalendarzu sprzedaż detaliczna z Wielkiej Brytanii, finalne szacunki inflacji z Eurolandu i produkcja przemysłowa z USA. Z całej trójki pierwszy odczyt może mieć najmocniejszy wydźwięk, szczególnie jeśli podsyci narastający pesymizm wobec funta. Przez cały dzień uwaga też na komentarze przedstawicieli ECB, Fed i Banku Anglii.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polscy informatycy i przedstawiciele służb mundurowych mają najwyższe oszczędności. Najbardziej rozrzutni są przedstawiciele branży handlowej i usługowej

Polscy informatycy i przedstawiciele służb mundurowych mają najwyższe oszczędności. Najbardziej rozrzutni są przedstawiciele branży handlowej i usługowej 1

Mimo wysokich zarobków informatycy nie są rozrzutni – świadczą o tym ich oszczędności, które stanowią równowartość ich kilkunastu miesięcznych pensji. Równie dobrą sytuację finansową mają przedstawiciele sektora mundurowego. Z kolei najgorzej oceniają swoją sytuację budowlańcy. Za to przedstawicielom branży handlowej i usługowej najczęściej zdarza się przekraczać domowy budżet – wynika z badania przeprowadzonego przez Kantar TNS na zlecenie Grupy KRUK.

– Branża IT najlepiej radzi sobie z zarządzaniem domowym budżetem. Prawie 60 proc. ankietowanych przez nas pracowników tego sektora uważa, że ich sytuacja materialna wygląda dobrze – przy czym 13 proc. odpowiedziało, że żyją bardzo dostatnio i mogą sobie pozwolić na zakup usług czy dóbr luksusowych. Najgorzej sytuację finansową oceniają z kolei pracownicy branży budowlanej, którzy nie mogą sobie pozwolić na regularne oszczędzanie. W tej branży jest sporo osób, które mimo niskich zarobków deklarują, że starają się z rozwagą planować swój domowy budżet – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Salach z Grupy KRUK.

Na zlecenie Grupy KRUK Kantar TNS przeprowadził badanie wśród przedstawicieli różnych zawodów w siedmiu krajach Europy, pytając ich, jak radzą sobie z zarządzaniem domowym budżetem. Poza Polską sondaż objął również pracowników branż: informatycznej, finansowej, usługowej, handlowej, medycznej, transportowej, budowlanej, edukacji i służb mundurowych z Czech, Słowacji, Rumunii, Włoszech, Hiszpanii i Niemczech.

Wyniki pokazują, że pracownicy branży IT to grupa zawodowa, która może się pochwalić najlepszą sytuacją finansową. Ponad połowa specjalistów (54 proc.) ocenia ją dobrze, a 13 proc. ma poczucie, że żyje dostatnio i nie musi się martwić o pieniądze. Dla porównania wśród innych grup zawodowych ten odsetek waha się pomiędzy 3 a 9 proc.

Informatycy okazali się jedną z najlepiej zarabiających grup zawodowych również w pozostałych krajach europejskich. Najlepiej swoją sytuację finansową oceniają przedstawiciele tej profesji z Hiszpanii i Polski. Jednak – mimo wysokich zarobków – informatycy nie są rozrzutni. Świadczą o tym choćby ich oszczędności, które średnio stanowią równowartość ich kilkunastu miesięcznych pensji. Rekordzistami są niemieccy informatycy, którzy na czarną godzinę mają odłożoną średnio dziewiętnastokrotność swoich zarobków.

 Pracownicy branży IT w Polsce także mają wysokie oszczędności – to prawie trzynastokrotność ich wynagrodzenia. Zbliżoną sytuację materialną ma sektor mundurowy – pracownicy służb mundurowych oszczędzają i dbają o swoją przyszłość finansową – mówi Agnieszka Salach.

Prawie połowa pracowników polskich służb mundurowych (49 proc.) dobrze ocenia swoją sytuację materialną. Co więcej, przedstawiciele sektora mundurowego deklarują posiadanie najwyższych oszczędności – średnio jest to prawie osiemnastokrotność ich comiesięcznej pensji. Obok informatyków i służb mundurowych zadowoleni ze swoich dochodów są też finansiści, jednak ta grupa w mniejszym stopniu planuje swój domowy budżet.

 Tutaj było pewne zaskoczenie. Wydawało nam się, że finansiści są grupą, która bacznie obserwuje swój budżet domowy i skrzętnie go planuje. Natomiast – jak wynika z naszych badań – jest to grupa, która bardzo lubi spontaniczne wydatki – mówi Agnieszka Salach.

W grupie tych branż, które wydają więcej, niż pozwala im na to domowy budżet, znaleźli się m.in. przedstawiciele sektora usług (52 proc.) oraz handlu – 57 proc. z nich ma poczucie, że wydaje więcej, niż może.

Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Grupy KRUK, w Polsce najgorzej swoją sytuację finansową oceniają budowlańcy. Prawie co piąty (18 proc.) pracownik tej branży ocenia ją jako trudną. Z drugiej strony to właśnie przedstawiciele tej profesji bardzo odpowiedzialnie podchodzą do zarządzania domowym budżetem i rzadko zdarza się im go przekraczać (43 proc.).

Niskie zarobki nie oznaczają od razu problemów finansowych, a wysokie dochody nie świadczą o rozrzutności – to najważniejszy wniosek z sondażu, który Kantar TNS przeprowadziła w siedmiu krajach Europy. Jak podkreśla ekspertka Grupy KRUK, kontrola wydatków i przemyślane planowanie domowego budżetu pozwalają uniknąć kłopotów finansowych i przygotować sobie poduszkę finansową, która zapewnia poczucie bezpieczeństwa, kiedy przydarzą się nieprzewidziane wydatki.

– Przede wszystkim trzeba zacząć od domowego budżetu – należy się przyjrzeć stałym wydatkom: ile płacimy za czynsz, media, prąd i gaz, a potem odłożyć jakąś kwotę, bo wiadomo, że poduszka finansowa bywa bardzo przydatna. Czujemy się bezpieczniej, jeżeli trzeba niespodziewanie kupić na przykład lodówkę, która nagle się zepsuje. Powinniśmy zadbać o to, żeby ten budżet był bardzo zrównoważony – podkreśla Agnieszka Salach.

Zarządzanie domowym budżetem staje się szczególnie ważne w okresach przedświątecznych, które z reguły wiążą się z dużymi wydatkami. Kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem – 17 listopada – wypada również Dzień bez Długów, który jest dobrą okazją do uporządkowania domowych finansów.

– W listopadzie zaczynamy się już zastanawiać nad świątecznymi zakupami, zaczynają kusić nas różnego rodzaju reklamy i promocje. To dobry moment, żeby zacząć planować wydatki świąteczne, a przy okazji uporządkować swoją sytuację finansową. Powinniśmy podejść do tego tematu długoterminowo, nie czekać na ostatni moment. Dobrze jest w ciągu roku odkładać pewną kwotę pieniędzy, nawet taniej kupować różne produkty, żeby przed okresem świątecznym nie wydawać zbyt dużo – mówi Agnieszka Salach.

Rośnie zainteresowanie zmianą sprzedawcy gazu. Zdecydowało się na nią ponad 120 tys. Polaków

Rośnie zainteresowanie zmianą sprzedawcy gazu. Zdecydowało się na nią ponad 120 tys. Polaków 2

Już ponad 120 tys. konsumentów zmieniło firmę, od której kupuje gaz, a liczba ta z roku na rok rośnie coraz szybciej – wynika z danych Urzędu Regulacji Energetyki. Rozwojowi rynku sprzyja jego liberalizacja oraz działania samych sprzedawców, które podnoszą świadomość konsumentów na temat możliwości dokonania zmiany. Jak wynika z najnowszego badania Hermes Energy Group 9 na 10 klientów tej firmy jest zadowolonych ze zmiany sprzedawcy gazu.

W październiku HEG przeprowadził wraz z domem badawczym 4P Research Mix badanie satysfakcji swoich klientów.

9 na 10 naszych klientów jest zadowolonych z faktu zmiany sprzedawcy oraz ze współpracy z naszą firmą – informuje o wynikach badania Marek Kołtonik, dyrektor ds. marketingu w Hermes Energy Group SA. – 90 proc. naszych klientów jest również zadowolonych z samego procesu zmiany sprzedawcy, czasu, jaki musieli na niego poświęcić, który był znacznie krótszy, niż zakładali, ze spotkania z naszym doradcą, który wytłumaczył im w sposób rzetelny wszelkie aspekty związane z fakturą, umową, przedstawił i wyliczył im konkretne oszczędności oraz przeprowadził ich przez proces zmiany sprzedawcy.

W badaniu wzięło udział 779 klientów firmy, która podkreśla, że wysoki był także wskaźnik rekomendacji, który wyniósł +28 punktów przy średniej dla rynku energetycznego na poziomie -29 punktów.

– Co istotniejsze, ten poziom rekomendacji rośnie wraz z stażem obecności w naszej firmie. Klienci bardzo chętnie polecają sobie markę HEG, uczestniczą w programie poleceń, który jest dla nich również dodatkowym benefitem. Co drugiemu naszemu klientowi marka została zarekomendowana przez jego najbliższych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Kołtonik.

Rynek gazu ziemnego w Polsce znajduje się w początkowym etapie rozwoju – mówi Piotr Kasprzak, członek zarządu ds. operacyjnych w Hermes Energy Group SA. – W 2016 roku mieliśmy do czynienia z około 50 tys. zmian sprzedawcy gazu ziemnego w Polsce. HEG prognozuje, że w 2017 roku tych zmian będzie więcej, co wynika z dynamicznych działań prowadzonych przez alternatywnych sprzedawców gazu ziemnego, jakim jest również HEG.

Z danych Urzędu Regulacji Energetyki wynika, że liczba zmian sprzedawców gazu, choć w odniesieniu do liczby gospodarstw domowych (14 mln) w Polsce jest niewielka, to jednak z roku na rok wzrasta. Możliwość wyboru sprzedawcy istnieje od lipca 2007 roku, ale do końca 2011 roku dokonano zaledwie 4 takich zmian. W kolejnym roku ich liczba przekroczyła 200, a 429 odbiorców zdecydowało się na ten ruch w 2013 rok. Rok później rozpoczął się proces liberalizacji rynku gazu i nastąpiło wyraźne przyspieszenie – na koniec 2014 roku wszystkich narastająco było już ponad 7 tys., a po następnych dwunastu miesiącach ponadczterokrotnie więcej. Ubiegły rok przyniósł niemal 50 tys. nowych umów, zaś trzy kwartały tego roku – ok. 44 tys.

Należy zwrócić uwagę na fakt, że odbiorcy końcowi wciąż są mało świadomi – zarówno tego, co wiąże się z procesem, jak i możliwości, jakie daje zmiana sprzedawcy paliwa gazowego. Co za tym idzie, są bardzo nieufni i wpływa to na obserwowany poziom zmian sprzedawcy gazu ziemnego – przekonuje Piotr Kasprzak. – Działania HEG skoncentrowane na pozyskiwaniu odbiorców detalicznych polegają głównie na sprzedaży bezpośredniej. Oznacza to, że staramy się z wszystkimi naszymi klientami spotkać w domu, zaprezentować im nasza ofertę, przedstawić spółkę, wyliczyć oszczędności, pokazać kluczowe warunki i zapisy umowne, poinformować o prawie do odstąpienia od umowy w przeciągu 14 dni.

Z raportu Federacji Konsumentów „Konsument na rynku gazu w Polsce” płynie wniosek, że co czwarty pytany nie wie, czy może zmienić sprzedawcę gazu, czy nie. Choć dwie trzecie badanej grupy odpowiedziało na to pytanie twierdząco, na faktyczną zmianę zdecydowało się 6 proc. Ponad połowa z tej grupy zrobiła to, by obniżyć swoje rachunki za gaz, a 37 proc. dało się przyciągnąć lepszą ofertą produktową. Co piąty skorzystał z możliwości połączenia dostawy z inną usługą. W więcej niż połowie przypadków (54 proc.) to przedstawiciel firmy był inicjatorem kontaktu bądź to osobiście, bądź telefonicznie.

– Chciałbym zwrócić uwagę na fakt raportu, który został przeprowadzony w 2017 roku przez Federację Konsumentów, gdzie również zostało wskazane, że umowy i zapisy umowne stosowane przez HEG są transparentne, uczciwe i rzetelne. Mamy nadzieję, że jako firma, która jest liderem na polskim rynku gazu ziemnego, w ten sposób będziemy zmieniać rzeczywistość nas otaczającą i wpływać na to, że procesy liberalizacyjne będą przebiegały bardziej dynamicznie w naszym kraju – podsumowuje Kasprzak.

Branża ubezpieczeniowa odpowiada za 2 proc. polskiego PKB. Łączną wartość inwestycji w gospodarkę szacuje się na 160 mld zł

Branża ubezpieczeniowa odpowiada za 2 proc. polskiego PKB. Łączną wartość inwestycji w gospodarkę szacuje się na 160 mld zł 3

Wpływ branży ubezpieczeniowej na polską gospodarkę to nie tylko 1,6 mld zł podatków i ponad 220 tys. etatów w różnych sektorach. Całkowita wartość dodana generowana przez branżę wynosi blisko 36 mld zł, czyli 2 proc. PKB, a łączną wartość inwestycji branży w polską gospodarkę ocenia się na 160 mld zł. Bez ubezpieczeń trudniejsze byłoby też prowadzenie biznesu. Obecnie ubezpieczeniami objęte jest 60 proc. majątku polskich firm.

– Gdy potocznie mówimy o ubezpieczeniach, mamy obraz ubezpieczeń w wymiarze bardzo indywidualnym, bo te są najbardziej dostępne – mamy ok. 10 mln domów, mieszkań, nieruchomości ubezpieczanych w Polsce i 23,5 mln polis OC komunikacyjnego. Za tym indywidualnym wymiarem nie widzimy jednak, jak ubezpieczenia wpływają na polską gospodarkę, a co za tym idzie – na nasze życie i poziom zamożności – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Z przygotowanego przez PIU raportu „Jak ubezpieczenia zmieniają Polskę i Polaków” wynika, że wpływ branży ubezpieczeniowej na polską gospodarkę to 1,6 mld zł podatków odprowadzonych w 2016 roku oraz 225 tys. wygenerowanych etatów w różnych sektorach (łącznie miejsc pracy jest ok 400 tys.). Jednak do tego należy doliczyć dodatkowe dobra i usługi wytwarzane w polskiej gospodarce dzięki wypłatom z tytułu ubezpieczeń. Całkowita wartość dodana wygenerowana przez branżę sięga 36 mld zł, czyli stanowi ok. 2 proc. PKB.

– Ubezpieczenia inwestują w gospodarkę 160 mld zł. To olbrzymia kwota. Ubezpieczyciele mają największy wpływ na branże handlu i napraw samochodów, gdzie generujemy wartość dodaną ok. 7,9 mld zł, finanse i nieruchomości to 3,2 mld zł. W dalszej kolejności jest jeszcze transport i logistyka, gdzie generujemy 1,4 mld zł – wymienia Jan Grzegorz Prądzyński.

Ubezpieczyciele są po bankach największym krajowym inwestorem instytucjonalnym w Polsce. Lokują 60 mld zł swoich aktywów w obligacje, a 17,4 mld zł długoterminowo w akcje spółek. W ten sposób gwarantują rozwój przedsiębiorstw i finansują kluczowe dla kraju obszary.

Specyfiką branży ubezpieczeniowej jest długoterminowość naszych inwestycji. O ile banki to sprinterzy, o tyle my jesteśmy maratończykami. Długoterminowe są nie tylko nasze inwestycje, lecz także jest nasze zaangażowanie w stosunku do naszych klientów – podkreśla prezes PIU.

Branża ubezpieczeniowa jest też gwarantem bezpieczeństwa działania firm. Obecnie objętych ubezpieczeniem jest 60 proc. majątku polskich przedsiębiorstw, przede wszystkim tych największych (ponad 90 proc. jest ubezpieczonych). Wartość ubezpieczonego majątku firm od pożarów i innych żywiołów sięga 1,7 bln zł.

 Przedsiębiorcy w Polsce zdają sobie sprawę z konieczności zabezpieczenia swojego majątku. Zabezpieczamy również płynność finansową polskich przedsiębiorstw – to 460 mld zł ubezpieczonego obrotu firm w 2016 r. Prowadzenie działalności gospodarczej bez ubezpieczeń byłoby dla polskich przedsiębiorców dużo trudniejsze – podkreśla Jan Grzegorz Prądzyński.

Dodatkowo poprzez reasekurację start-upów oraz inwestycje w insurtechy ubezpieczyciele mają swój wkład we wzrost innowacyjności polskiej gospodarki.

Zacieśnia się współpraca gospodarcza Polski z Hiszpanią. Krajowe firmy coraz chętniej inwestują też w Ameryce Łacińskiej

Zacieśnia się współpraca gospodarcza Polski z Hiszpanią. Krajowe firmy coraz chętniej inwestują też w Ameryce Łacińskiej 4

Rośnie wymiana gospodarcza Polski z Hiszpanią i krajami Ameryki Łacińskiej. Hiszpania zajmuje piąte miejsce wśród inwestorów zagranicznych w Polsce. Rośnie też liczba polskich firm, które decydują się na rozpoczęcie działalności w Hiszpanii lub eksportują tam swoje produkty. Ten kraj może się stać bramą do państw Ameryki Łacińskiej. To region o ogromnym potencjale, który obecnie odpowiada za zaledwie 1 proc. polskiego eksportu. Do rozwoju współpracy konieczne są wsparcie biznesowe i prawne oraz wymiana informacji.

 Rynek hiszpański i rynek Ameryki Łacińskiej mogą być atrakcyjne dla polskich firm. Hiszpania jest jednym z dziesięciu krajów, do których eksportują polskie przedsiębiorstwa. Sytuacja ekonomiczna w tym kraju poprawiła się, spada bezrobocie, obserwujemy rozwój popytu wewnętrznego. Jeśli chodzi o Amerykę Łacińską, Departament Współpracy Ekonomicznej MSZ wskazuje ten rynek jako drugi pod względem kierunków ekspansji zagranicznej, gdzie najczęściej inwestują polscy przedsiębiorcy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Sosnowska, prawnik w Praktyce Energetycznej w Kancelarii Baker McKenzie.

Polska jest jednym z głównych partnerów gospodarczych Hiszpanii. W ciągu ostatnich czterech lat znacznie wzrosła liczba polskich firm, które zdecydowały się na rozpoczęcie działalności w tym kraju. Rośnie też wartość wymiany gospodarczej. W 2016 roku polski eksport do Hiszpanii sięgnął blisko 5 mld euro, co przy 4,7 mld euro w 2015 roku oznacza ponad 6-proc. wzrost. Saldo wymiany handlowej było korzystne dla Polski i wyniosło 997 mln euro. Do Ameryki Południowej i Środkowej trafia zaledwie 1 proc. naszego eksportu.

 Ministerstwo Rozwoju wskazuje Meksyk jako jeden z pięciu najbardziej perspektywicznych krajów, do których eksportują polscy przedsiębiorcy. Eksperci wskazują również Brazylię oraz Chile jako jedne z najbardziej przyjaznych rynków pod względem inwestycyjnym ze względu na stabilność gospodarki, przejrzystość przepisów prawnych, regulacji oraz otwartość tego kraju – wskazuje Katarzyna Sosnowska.

Wymiana handlowa z Meksykiem w 2016 roku wyniosła blisko miliard dolarów i stopniowo rośnie. Dużym partnerem Polski w tej części świata jest też Brazylia. W 2015 roku obroty w handlu wyniosły ok. 1,4 mld dol. Według Głównego Urzędu Statystycznego wartość eksportu do krajów Ameryki Środkowej i Południowej w I połowie 2016 roku wyniosła ok. 3,8 mld zł. Niedoceniane są jednak kraje Ameryki Środkowej i Karaibów, gdzie w całym 2016 roku wartość obrotów sięgnęła 350 mln dol.

 Cała UE zwiększa inwestycje w Ameryce Łacińskiej. Wskazuje te regiony szczególnie ze względu na Meksyk. Dobrym przykładem inwestycji jest projekt budowy instalacji termicznego przekształcania odpadów, będzie to pierwsza taka instalacja w Meksyku – mówi przedstawicielka Kancelarii Baker McKenzie.

W Ameryce Łacińskiej rozwojowa jest też branża motoryzacyjna. Ten sektor przemysłu w regionie skupia się przede wszystkim na imporcie, co stanowi szansę dla polskich producentów, np. części samochodowych.

Także Polska staje się coraz bardziej interesująca dla Hiszpanii i krajów Ameryki Łacińskiej.

– Inwestorzy z Hiszpanii i Ameryki Łacińskiej bardzo chętnie inwestują w Polsce. Największy skok inwestycyjny datuje się od 1991 roku. Szacuje się, że inwestycje wynoszą ok. 11 mld euro – to wciąż trochę mniej niż w niektórych krajach ościennych, np. w Czechach, ale jest to zdecydowanie rosnący trend –wskazuje Piotr Rawski, partner w Kancelarii Baker McKenzie.

Zdaniem ekspertów do rozwoju współpracy Polski z Hiszpanią i Ameryką Łacińską niezbędne jest wsparcie biznesowe i prawne. Zagraniczne podmioty, które chcą inwestować w Polsce, mogą skorzystać ze współpracy z samorządami, które aktywnie zabiegają o bezpośrednie inwestycje zagraniczne na swoich terytoriach. Z kolei wsparcie kancelarii będzie pomocne np. w przeprowadzeniu przez proces inwestycyjny czy przy przetargach publicznych.

– Inwestorzy ibero- czy latynoamerykańscy potrzebują bliższego kontaktu z doradcami. To nie tylko kwestia wyłącznie swobodnego operowania poszczególnymi przepisami, lecz przede wszystkim znajomości kulturowej i zrozumienia, czego taki klient może oczekiwać – mówi Piotr Rawski.

Podobnego wsparcia potrzebują też polscy inwestorzy na zagranicznych rynkach. Niezbędne jest też identyfikowanie możliwości inwestycyjnych w danym kraju, m.in. poprzez monitoring rynków.

– Przy tego typu wymianie informacji ważna jest współpraca z organizacjami takimi jak Polsko-Hiszpańska Izba Gospodarcza, której jesteśmy członkiem, oraz współpraca z Ambasadą Hiszpanii i ambasadami krajów Ameryki Łacińskiej, które są łącznikiem między przedsiębiorcami a stroną publiczną w naszym kraju – podkreśla Katarzyna Sosnowska.

Kancelaria Baker McKenzie od wielu lat jest obecna zarówno w Polsce, jak i w Hiszpanii. Ścisła współpraca między oddziałami zaowocowała powstaniem Grupy Hiszpańsko-Polskiej (Spanish-Polish Desk), czyli zespołu prawników zajmujących się doradztwem przy projektach, transakcjach i wszelkich kwestiach prawnych związanych z prowadzeniem działalności na obu rynkach.

Polscy naukowcy chcą stworzyć sztuczny liść na bazie grafenu. Ma on przetwarzać tyle samo dwutlenku węgla, co naturalny

Polscy naukowcy chcą stworzyć sztuczny liść na bazie grafenu. Ma on przetwarzać tyle samo dwutlenku węgla, co naturalny 5

W ciągu trzech lat na rynku może się pojawić prototyp sztucznego liścia, który byłby zdolny przetwarzać co najmniej tyle samo dwutlenku węgla, co naturalny liść. Stworzony fotokatalizator mógłby wykorzystać energię słoneczną, dostarczyć ją do cząsteczki dwutlenku węgla i uzyskać z niej wysokoenergetyczne produkty, które można wykorzystać ponownie jako paliwa. Naukowcy z Politechniki Wrocławskiej chcą stworzyć sztuczny liść na bazie grafenu.

– Projekt sztucznego liścia polega na zaprojektowaniu odpowiedniego układu katalitycznego, który pełniłby funkcjonalnie rolę podobną do naturalnego liścia, czyli odpowiednika procesu fotosyntezy. W procesie fotosyntezy rośliny wykorzystują światło słoneczne do wytwarzania związków organicznych z dwutlenku węgla, sztuczny liść ma bardzo podobne założenia. Pod wpływem światła chcielibyśmy przetwarzać dwutlenek węgla do produktów bardziej wartościowych, jakichkolwiek związków wysokoenergetycznych, przydatnych bardziej niż sam dwutlenek węgla, który w zasadzie jest odpadem – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Bartłomiej Szyja z Wydziału Chemicznego Politechniki Wrocławskiej.

Naukowcy chcą uzyskać z redukcji dwutlenku węgla wysokoenergetyczne produkty, np. metan, metanol, które można ponownie wykorzystać jako paliwa. Projekt wpisuje się w politykę ekologiczną. Obecnie technologie, które wykorzystują paliwa kopalne do wytwarzania energii, produkują znaczne ilości dwutlenku węgla. To zaś przyczynia się do globalnego ocieplenia.

– Celem działającego układu katalitycznego jest otrzymanie paliw, które znowu mogą być wykorzystywane w procesach spalania, znowu będziemy emitowali dwutlenek węgla w tychże procesach spalania, niemniej można rozpatrywać ten proces jako pewnego rodzaju cykl. Wytwarzamy dwutlenek węgla w procesach spalania, potem zwracamy go jako surowiec, dostarczamy energię świetlną do katalizatora i znowu otrzymujemy paliwo, które znowu możemy spalić i znowu otrzymać dwutlenek węgla. W tym cyklu emisja dwutlenku węgla do otoczenia będzie zerowa – podkreśla dr Bartłomiej Szyja.

W naturze dwutlenek węgla zużywany jest w procesie fotosyntezy, gdzie pod wpływem światła i z wykorzystaniem wody jest przetwarzany. Zbyt duże ilości dwutlenku węgla emitowanego do atmosfery sprawiają, że możliwości absorpcji tego związku są ograniczone. Poziom stężenia w atmosferze głównego gazu cieplarnianego, dwutlenku węgla, stopniowo rośnie. W 2017 roku zostanie przekroczone stężenie 410 cząstek dwutlenku węgla na milion (ppm). Na świecie od lat prowadzone są badania nad utylizacją dwutlenku węgla. W Polsce, na Politechnice Wrocławskiej, naukowcy do tego procesu chcą wykorzystać grafen.

– Grafen jest wykorzystywany w badaniach i projektach głównie ze względu na swoje ciekawe właściwości. Przede wszystkim jest przewodnikiem elektrycznym, ma bardzo ciekawą strukturę molekularną, jest zbudowany w kształcie plastra miodu i jest bardzo cienki, to jego zaleta. Nadaje się do zabezpieczania pewnych powierzchni, do pewnym membran – ocenia ekspert.

Katalizator wykorzystujący grafen ma się składać z dwóch części pełniących te same funkcje co fotosystemy w przyrodzie. Fotoanoda ma pozyskiwać protony i elektrony z cząsteczek wody pod wpływem światła, a katoda – uwodornić cząsteczki dwutlenku węgla z wykorzystaniem protonów i elektronów. Badania będą wspierane symulacją komputerową, która będzie powtórzona w warunkach laboratoryjnych.

– Projekt jest na początku realizacji, ma charakter łączony, teoretyczno-eksperymentalny. Jest część odpowiedzialna za obliczenia, za modelowanie molekularne i część eksperymentalna, która towarzyszy części teoretycznej na zasadzie korzystnego wpływu obydwu części na siebie, tzn. z modelowania molekularnego chcemy uzyskać prognozy co do tego, jak taki układ mógłby działać, a weryfikować te hipotezy chcemy w części eksperymentalnej –wskazuje dr Bartłomiej Szyja.

Obecnie badanie jest w fazie obliczeniowej. Następnie zostanie zaprojektowany odpowiedni katalizator reakcji. Zespół z Politechniki Wrocławskiej otrzymał z programu Opus 11 Narodowego Centrum Nauki  550 tys. zł grantu.

Zimowe Igrzyska Olimpijskie wracają na antenę Eurosportu. Stacja planuje specjalne transmisje dla polskich kibiców

Zimowe Igrzyska Olimpijskie wracają na antenę Eurosportu. Stacja planuje specjalne transmisje dla polskich kibiców 6

Po wieloletniej przerwie przyszłoroczne Zimowe Igrzyska Olimpijskie w południowokoreańskim Pjongczangu wracają na anteny Eurosportu. Stacja będzie tworzyć przekaz z wydarzenia dostosowany do oczekiwań polskich widzów. Oznacza to, że Polacy będą mogli zobaczyć niemal wszystkie występy i walki o medale swoich reprezentantów.

– Lokalizacja przekazu olimpijskiego będzie główną nowością w ramówce Eurosportu. Oznacza to, że cały przekaz na kanale Eurosport1 będzie budowany pod polskiego widza. Nie będziemy pokazywać feedu międzynarodowego, tylko wybrane wydarzenia z Pjongczang – te, które uznamy za odpowiednie dla polskiego odbiorcy. Mówiąc krótko, chcemy śledzić poczynania polskich sportowców – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Widomski, dyrektor Eurosport w Polsce.

Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2018 odbędą się w południowokoreańskim Pjongczangu. Impreza wystartuje 9 lutego i potrwa do 25 lutego. Sportowcy będą rywalizować w ponad stu konkurencjach i piętnastu dyscyplinach, a medale Zimowych Igrzysk Olimpijskich zostaną przyznane po raz 23. w historii.

– Bez wątpienia kibice chcieliby oglądać Polaków, podziwiać ich starty, cieszyć się z ich medali. Korzystając z przekazu paneuropejskiego, nie jesteśmy w stanie im tego zapewnić, ponieważ taki przekaz musi brać pod uwagę interesy wszystkich, do których dociera. My także będziemy w jakimś stopniu korzystać z przekazu międzynarodowego, ale będziemy go lokalizować, zmieniać na bieżąco w zależności od tego, co dzieje się na arenach olimpijskich tak, aby pokazać Polaków od początku do końca – zapowiada Adam Widomski.

Większość krajów, w których dostępny jest Eurosport, będzie transmitowała przekaz z igrzysk sprofilowany pod własnych kibiców.

– Zobaczymy też polskie studio, z polskimi prowadzącymi i ekspertami, to będą duże nazwiska, ale na razie nie możemy ich zdradzić – plus podsumowanie całego dnia, czyli godzinny, studyjny program, który będzie mieszanką studia i materiałów produkowanych przez nasze ekipy w Pjongczang, budowanych pod polskiego odbiorcę. Naszymi ekspertami będą byli zawodnicy, którzy mają na swoim koncie medale olimpijskie – mówi Adam Widomski.

Dyrektor Eurosportu w Polsce zapowiada, że kibice z pewnością zobaczą dyscypliny najważniejsze dla Polaków, a więc nie zabraknie skoków, biegów narciarskich, biathlonu.

– Te trzy dyscypliny będą rozgrywane tuż obok siebie, tam też będzie centrum dowodzenia polskiego Eurosport. Jest to największa impreza sportowa, jaką do tej pory produkowaliśmy. Jest to też trudna impreza – przede wszystkim ze względu na różnicę czasu i sposób, w jaki musimy dobierać odpowiednie sloty programowe na pokazanie studia czy połączeń na żywo z naszymi reporterami – mówi Adam Widomski.

Największa impreza sportowa wraca na antenę Eurosportu po wieloletniej przerwie związanej z brakiem praw do transmisji Igrzysk Olimpijskich w Soczi w 2014 roku oraz rok temu w Rio de Janeiro. W całej Europie Eurosport udostępni transmisje z ZIO dla prawie siedmiusetmilionowej widowni. Decyzją Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego prawa do transmisji na terenie Europy z czterech kolejnych igrzysk olimpijskich w latach 2018–2024 zostały przyznane Discovery Communications, właścicielowi Eurosportu.

– Igrzyska Olimpijskie są dla nas strategicznym przedsięwzięciem. W Polsce mamy podpisane umowy partnerskie na sublicencję transmisji igrzysk z TVP, również z Polskim Radiem. To nie są jedyne partnerstwa, rozmawiamy o innych w Polsce. Nawiązujemy też nowe partnerstwa w Europie, na przykład ze Snapchatem i Amazonem, więc dla nas pokazanie igrzysk olimpijskich na poziomie tak wielu ekranów jest niezmiernie istotne. Dotarcie do jak największej liczby widzów w każdym przedziale wiekowym, zarówno w Polsce, jak i w Europie, to dla nas największy potencjał biznesowy – mówi Dorota Żurkowska-Bytner z Discovery Polska.

Nowoczesne rolnictwo coraz chętniej sięga po nowe technologie m.in. do eliminowania pestycydów. Polacy tworzą innowacje na światowym poziomie

Nowoczesne rolnictwo coraz chętniej sięga po nowe technologie m.in. do eliminowania pestycydów. Polacy tworzą innowacje na światowym poziomie 7

Branża rolnicza zwykle kojarzy się z ciągnikami, traktorami, hodowlą bydła i zbieraniem plonów. Tymczasem coraz częściej na polach wykorzystywane są różnego rodzaju innowacje, takie jak drony czy zdjęcia satelitarne, za pomocą których ocenia się jakość upraw z powietrza. Także polskie innowacje na rynku rolniczym są coraz bardziej doceniane na świecie. Polacy budują biotechnologiczne urządzenie, które pozwoli wyeliminować problem pestycydów. Z ich powodu rocznie na świecie umiera 200 tys. osób.

– Pojawił się pomysł na wdrożenie technologii DNA do rolnictwa. Razem z poziomem techniki, który tak szybko się rozwija, i z tą biotechnologią, która z naszej strony wchodzi do rolnictwa, to jest dopiero nowoczesne rolnictwo – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Adam Kuzdraliński, prezes zarządu firmy Nexbio, producenta innowacyjnych rozwiązań rolniczych.

Lab-on-chip to małe, przenośne laboratorium, które ma wykrywać nawet pojedyncze mikroorganizmy i śladowe ilości np. pestycydów. Obecnie firma Nexbio wykonuje takie analizy dla rolników, którzy przysyłają próbki, a badanie trwa od kilku dni do dwóch tygodni. Innowacyjne urządzenie ma je wykonać w znacznie krótszym czasie.

– Oznaczamy mikroorganizmy w próbkach roślin, które do nas spływają od rolników. Na tej podstawie już dziś mogą oni planować zabiegi środków ochrony roślin, nie podchodząc do tego w ciemno, tak jak było do tej pory. Rolnikowi daje to korzyści ekonomiczne, bo okazuje się, że z tej maksymalnej dawki, którą musiał stosować zapobiegawczo, robi się dużo mniejsza dawka środków. Ale jest to przede wszystkim korzyść dla konsumenta – mówi dr Adam Kuzdraliński.

Na całym świecie używanych jest ponad tysiąc różnych pestycydów. Dzięki nim rolnicy mogą uniknąć strat w uprawach żywności, jednocześnie z racji tego, że są to środki toksyczne, zatruwane jest środowisko naturalne oraz żywność, którą spożywamy. Toksyczność pestycydów zależy od wielu różnych czynników, prowadzone są też międzynarodowe działania mające na celu eliminowanie najbardziej szkodliwych z tych środków. Z tegorocznego raportu ONZ wynika, że każdego roku pestycydy są odpowiedzialne za 200 tys. przypadków zgonów z powodu ostrego zatrucia.

– To globalna sprawa, cały świat ma problemy z pestycydami. Są badania, które mówią, że ponad 85 proc. produktów spożywczych, które są na półce, zawierają pozostałości pestycydów, my to potem zjadamy. Są badania, które mówią o tym, że z tego powodu cierpimy nie tylko na choroby związane z wątrobą czy organami, które muszą sobie z tymi truciznami radzić, lecz także na nowotwory – alarmuje dr Adam Kuzdraliński.

W ostatnich latach wartość światowego rynku rolnego błyskawicznie się zwiększała. Jak informuje Bank Światowy, jeszcze w 2000 r. rynek ten wart był 1,1 bln dol., podczas gdy w 2016 r. jego wartość wyniosła blisko 3,2 bln dol. Najnowsze technologie, takie jak roboty czy sztuczna inteligencja, coraz częściej pojawiają się w branży rolniczej.

Firma NatureSweet uprawia pomidory na sześciu farmach w USA i Meksyku, korzystając przy tym z algorytmów sztucznej inteligencji izraelskiej firmy Prospera. Pomagają one kontrolować rozprzestrzenianie się chorób w szklarniach. Umieszczone w szklarniach kamery monitorują rośliny i wszczynają alarm, gdy zauważą szkodniki bądź usychające rośliny. NatureSweet prognozuje, że nowoczesna technologia pozwoli na zwiększenie plonów o 20 proc. Podobne zabiegi można stosować na całych polach.

– Z dronów lub za pomocą technologii związanej z satelitami można oceniać zdrowotność roślin i co aktualnie dzieje się na polu. Oceniając chociażby kolor czy inne parametry całego pola, jesteśmy w stanie stwierdzić, czy mikroorganizmy już nie spowodowały jakichś szkód albo czy np. w którejś części tego pola coś się nie dzieje – tłumaczy dr Adam Kuzdraliński.

Firma Resson stworzyła algorytm, który lepiej od człowieka rozpoznaje i klasyfikuje choroby roślin, a Abundant Robotics pracuje nad maszyną zbierającą twarde owoce. Przemysł rolny wydaje rocznie 2,6 mld dol. na rozwój nowych produktów. Sztuczna inteligencja może znacząco obniżyć te koszty.

– Takie roboty, jak lab-on-chip, drony czy autonomiczne pojazdy, które będą wykonywały określone czynności, spowodują, że w rolnictwie będzie mniej miejsca na błędy. Rolnictwo już dziś jest na naprawdę wysokim poziomie i widać, że ten poziom cały czas jest podnoszony – przekonuje prezes Nexbio.

Podatnicy sprawdzą kontrahenta w wykazie podatników VAT czynnych

Rządowy projekt nowelizacji ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw przewiduje utworzenie wykazu podatników VAT czynnych, który ma służyć przede wszystkim weryfikacji kontrahentów.

Chodzi o rządowy projekt nowelizacji ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw, który nakłada na szefa Krajowej Administracji Skarbowej obowiązek publikowania na stronie ministra finansów wykazu podatników VAT czynnych i aktualizowania go raz na dobę.

Ma on służyć podatnikom do sprawdzania kontrahentów.

Poza danymi dotyczącymi m.in. imion, nazwisk osób fizycznych oraz adresu prowadzenia działalności, wykaz będzie zawierał również dane dotyczące rejestracji, wykreślenia, ponownego zarejestrowania podatnika VAT i podstawę prawną jego wykreślenia z rejestru. Dane dotyczące ponownej rejestracji będą wskazane przy podatnikach, którzy spełnili przesłanki do wykreślenia, wykazali, że prowadzą działalność, i zostali ponownie zarejestrowani. Dane dotyczące podatników VAT wykreślonych będą figurowały w rejestrze przez okres 5 lat.

Dostęp do ww. wykazu będzie bezpłatny. Projekt przewiduje, że podawanie danych w wykazie nie będzie naruszało tajemnicy skarbowej ani przepisów dotyczących ochrony danych osobowych.

W myśl przepisów przejściowych omawianego projektu dane zawarte w zgłoszeniu rejestracyjnym przed wejściem w życie omawianej nowelizacji nie zostaną umieszczone w wykazie. Wykreślenie podatnika z rejestru przed 12 miesiącami od dnia wejścia w życie omawianej nowelizacji również sprawi, że dane jego dotyczące nie trafią do wykazu.

Zmiany w ustawie o PIT i CIT

Omawiana nowelizacja przewiduje też zmiany w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych. Podatnicy nie będą mogli zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów transakcji przekraczającej 15 tys. zł (w myśl art. 22 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej), gdy nie dokonano jej za pośrednictwem rachunku bankowego.

W myśl przepisów przejściowych ww. zasada obejmie płatności i koszty zaliczone do kosztów uzyskania przychodów po dniu wejścia w życie omawianej ustawy.

Zmiany w Ordynacji podatkowej

Omawiany projekt dokonuje też zmian w Ordynacji podatkowej. Chodzi o solidarną odpowiedzialność wobec podatnika z podmiotem dokonującym tej dostawy lub świadczącym tę usługę za jego zaległości podatkowe w części podatku, która przypada proporcjonalnie na tę dostawę lub tę usługę, gdy zapłata należności zostanie przekazana na rachunek inny niż ww. wykaz podatników VAT czynnych. Chodzi o transakcje o wartości powyżej 15 tys. zł.

Omawiana nowelizacja ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw ma wejść w życie po upływie 6 miesięcy od dnia jej ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Niebawem trafi na posiedzenie rządu.

Autor:

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców

Wzrost polskiego PKB przyśpieszył

W tym tygodniu Główny Urząd Statystyczny opublikował wstępne wyniki polskiego PKB za trzeci kwartał br. Szybki wzrost, o 4,7%, zaskoczył. Szczególnie, że biorąc pod uwagę korektę sezonową, wzrost wyniósł aż 5%. Do tej pory nie podano, które składniki przyczyniły się w największym stopniu do tego wyniku, ale można się spodziewać, że będzie to ponowne większa konsumpcja, głównie dzięki szybkiemu wzrostu płac.

Polska gospodarka ogólnie korzysta również z dobrych wyników gospodarek krajów Unii Europejskiej, które są znaczącym odbiorcą polskich towarów. Pozytywną informacją jest również to, że wzrost PKB jest większy przy stosunkowo niskiej inflacji, która w ostatnich miesiącach wynosi około 2%. Tempo wzrostu polskiej gospodarki jest znacznie wyższe niż w większości krajów UE. Przykładowo, w Niemczech, wg wstępnych danych, PKB wzrosło międzyrocznie o 2,3%, a w całej strefie euro o 2,5%. W przyszłości można oczekiwać, że polska gospodarka będzie nadal rosła szybciej niż w większości wysoko rozwiniętych krajów UE oraz będzie się zbliżać do poziomu ekonomicznego krajów Europy Zachodniej.

Cała europejska gospodarka powinna nadal się rozwijać w najbliższych miesiącach. Świadczy o tym m.in. niemiecki indeks nastrojów ekonomicznych ZEW, który utrzymuje się na wysokim poziomie, w listopadzie wynosił 18,7 pkt. W tym tygodniu złoty się osłabił i w czwartek kurs w stosunku do euro był na poziomie 4,23 EUR/PLN. Eurodolar wynosił 1,18 EUR/USD.

Arcona Property Fund N.V. po III kwartale 2017 r.

Fundusz Arcona Property Fund N.V. zakończył III kwartał 2017 r. z zyskiem przed opodatkowaniem w wysokości 3,3 mln euro. Dla porównania, w 2016 r. kwota ta wyniosła 0,45 mln euro. Całkowity dochód z najmu brutto w III kwartale z kwoty 1,56 mln euro, jaką osiągnięto w analogicznym okresie roku ubiegłego, wzrósł do 2,68 mln euro. Zysk operacyjny przed opodatkowaniem – z wyłączeniem aktualizacji wycen i opłat jednorazowych – zwiększył się z 0,34 mln euro w III kw. 2016 r. do 0,61 mln euro w III kw. 2017 r.

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2017 r. fundusz Arcona Property Fund N.V. osiągnął wynik operacyjny na poziomie 1,52 mln euro. Dla porównania, w tym samym okresie 2016 r. kwota ta wyniosła 1,01 mln euro. Przychody z wynajmu netto wzrosły o 56,8% – z 2,23 mln euro w analogicznym czasie 2016 r. do 3,49 mln euro w roku bieżącym.

Wyniki portfela nieruchomości funduszu w Polsce, Czechach i na Słowacji wzrosły wobec poprzedniego kwartału dzięki nabyciu w lipcu Centrum Biurowego Maris w Szczecinie, co w znacznym stopniu przyczyniło się do końcowego wyniku funduszu.

Wskaźnik wynajęcia nieruchomości zwiększył się w III kwartale z 78,4% do 82,3%, co stanowi poprawę o 3,9%. Współczynnik LTV wzrósł z 52,4% do 55% na koniec kwartału w wyniku zakupu Centrum Biurowego Maris w Polsce, a także sprzedaży biurowca Gemerska na Słowacji.

W III kwartale br. została wystawiona na sprzedaż nieruchomość funduszu położona na ulicy Drahobejlova 27 w Pradze. Sprzyjający moment – korzystne warunki podatkowe oraz warunki rynkowe – sprawiły, że zarząd funduszu podjął decyzję o zbyciu niewielkiego biurowca klasy B. Budynek, usytuowany w 8. dzielnicy Pragi, został zbudowany w 1930 r. i obecnie dostarcza 2 387 mkw. powierzchni biurowej. Finalizacja sprzedaży ma nastąpić na początku 2018 r.

Guy Barker, Dyrektor Zarządzający Arcona Capital Fund, komentuje: „Wyniki, jakie osiągnęliśmy w III kwartale br., są zbieżne z naszymi oczekiwaniami. Priorytetem funduszu jest obecnie dalszy wzrost zysków i zwiększenie płynności naszych walorów na giełdzie”. I dodaje: „Wniosek o wprowadzenie akcji do obrotu równoległego na Praskiej Giełdzie Papierów Wartościowych jest częścią naszej strategii na rzecz zwiększenia widoczności rynkowej Arcona Property Fund, poprawy płynności walorów i zmniejszenie dyskonta pomiędzy ich ceną a wartością rzeczywistą”.

„Kontynuujemy prace nad kolejnymi przejęciami, głównie transakcjami typu off-market. Podtrzymujemy nasze pozytywne prognozy na ten rok i jesteśmy przekonani, że będziemy w stanie kontynuować strategię dzielenia się zyskiem z udziałowcami”.

Stanowisko ZPP ws. projektu ustawy o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw z 18 października 2017 roku

Przedstawiony projekt ustawy należy ocenić jednoznacznie negatywnie, jako nie tylko zwiększający pozapłacowe koszty pracy, ale również uderzający w dopiero formującą się w Polsce klasę średnią, której kondycja z punktu widzenia tempa rozwoju gospodarczego, ma kluczowe znaczenie. Na osobną uwagę zasługuje sam tryb procedowania projektu, który został w błyskawicznym tempie przyjęty przez Komitet Stały Rady Ministrów i skierowany do prac w Sejmie, z całkowitym pominięciem etapu konsultacji społecznych. Jest to drastyczne naruszenie zasad rzetelnej legislacji, z której wprost wynika obowiązek przeprowadzania konsultacji społecznych, w ramach których zachować należy odpowiednie terminy, gwarantujące podmiotom opiniującym projekt aktu czas na realne zaznajomienie się z przedmiotem analizy. Zasada ta powinna mieć tym silniejsze znaczenie w przypadku projektów, które dotyczą dziedziny tak istotnej z punktu widzenia gospodarki i społeczeństwa, jak system ubezpieczeń społecznych, a także które w sposób zdecydowany zmieniają jeden z tego systemu ważnych punktów. Nie można wyrazić zgody na taki tryb procedowania ustaw, szczególnie tak istotnych.

Kluczową treścią zawartą w projekcie jest propozycja likwidacji ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe w roku kalendarzowym. W tej chwili podstawa ta nie może być w skali roku wyższa od kwoty odpowiadającej trzydziestokrotności prognozowanego wynagrodzenia w gospodarce narodowej na dany rok kalendarzowy. Rozwiązanie to zostało zaimplementowane do systemu z dosyć prostego powodu – po to, by spłaszczyć wysokość wypłacanych z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych emerytur. Jeśli przyjmiemy, że osoby osiągające w skali roku przychód przekraczający trzydziestokrotność prognozowanego wynagrodzenia w gospodarce narodowej na dany rok, dalej opłacałyby składki (również po przekroczeniu tego progu), to skutki takiego rozwiązania będą dwa. Pierwszy nasuwa się wręcz od razu – więcej pieniędzy trafia do systemu. Drugi objawia się niestety dopiero w przyszłości, w której z systemu wypłacone zostanie również więcej pieniędzy na świadczenia emerytalne. Nadwyżka nie trafi jednak do wszystkich emerytów – pieniądze przeznaczone będą na relatywnie bardzo wysokie świadczenia dla tej grupy osób, które opłacałyby składki po przekroczeniu trzydziestokrotności prognozowanego wynagrodzenia w danym roku.

Innymi słowy – do Funduszu trafiłoby więcej pieniędzy, jednak skutkowałoby to w przyszłości również wyższymi wydatkami, przeznaczonymi na wypłacanie wysokich emerytur. Wziąwszy pod uwagę fakt, iż przyjęty w Polsce model ubezpieczeń społecznych jest i tak wrażliwy na sytuację demograficzną (z czym boleśnie mierzymy się w tej chwili) w takim sensie, że im gorsza jest ta sytuacja, tym mniej pieniędzy trafia do systemu, należy docenić pewną zapobiegliwość ustawodawcy, który zdecydował się wmontować w system ten właśnie element zabezpieczający Fundusz przed koniecznością wypłacania w przyszłości bardzo wysokich (w relacji do ogółu) świadczeń. Postulat likwidacji ograniczenia maksymalnej wysokości rocznej podstawy wymiaru składek, wiąże się w oczywisty sposób z usunięciem tego bezpiecznika, co – szczególnie w bieżącej sytuacji demograficznej, która uzasadnia raczej zwrot w kierunku emerytur obywatelskich, niż tak dużego zróżnicowania wysokości wypłacanych świadczeń – wydaje się być posunięciem co najmniej nierozsądnym.

Osobnym efektem projektowanej regulacji jest uderzenie w dopiero kształtującą się w Polsce klasę średnią. Oczywista jest jej rola w generowaniu wzrostu gospodarczego, a przedstawiony projekt bardzo negatywnie wpłynie na jej sytuację ekonomiczną. Zgodnie z przedstawionymi w Ocenie Skutków Regulacji szacunkami, w Polsce jest ok. 350 tysięcy osób, których dotyczyłaby potencjalna likwidacja ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek. Zgodnie z przewidywaniami, rodzina, obywatele oraz gospodarstwa domowe mają w ciągu pierwszego tylko roku stracić w ujęciu pieniężnym aż miliard złotych, w rezultacie wejścia w życie projektowanych przepisów. Dziesięć lat później, roczne straty finansowe wynikające z przyjęcia zaproponowanych rozwiązań, sięgać mają już 1,7 miliarda złotych. Łącznie, w ciągu 10 lat od wejścia w życie zmian, klasa średnia ma w Polsce stracić niemal 13 miliardów złotych. Jest to z pewnością istotny cios finansowy, który nie pozostanie bez wpływu na rozwój rodzimej gospodarki. Warto zresztą spojrzeć na to zagadnienie w dłuższej perspektywie – ze względu na burzliwą historię XX wieku, Polacy nie mieli kiedy akumulować kapitału i gromadzić majątku. Dlaczego teraz, gdy w końcu powoli robi się to możliwe dla coraz szerszej grupy ludzi, proponowane są rozwiązania utrudniające ten proces? Nie sposób takiej propozycji zaaprobować.

W jeszcze szerszej perspektywie, wejście projektu w życie z pewnością wpłynęłoby na zwiększenie obciążeń przedsiębiorców pozapłacowymi kosztami pracy. Wprowadzenie zmian ma wpłynąć również na przedsiębiorstwa (z niejasnych względów w OSR uwzględniono jedynie wpływ na duże podmioty) – skutkiem ma być ponad 11 miliardów złotych mniej w ich kasach w ciągu 10 lat od momentu wejścia w życie projektowanych regulacji.

Argument wskazany powyżej nie pozostaje jednak bez znaczenia również w kontekście efektywności projektowanych przepisów (przynajmniej w zakresie zamierzonym przez projektodawcę). Jeśli założyć, że podstawowym celem projektu ma być zapewnienie zwiększenia wpływów z tytułu składek na ubezpieczenia społeczne, to należy zastanowić się nad reakcją podmiotów, których ta zmiana dotyczy. Prawdopodobnie wskutek wejścia w życie projektu, osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę i osiągające roczne przychody przekraczające trzydziestokrotność prognozowanego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, do tej pory rozliczające się ze składek zgodnie z dotychczasowymi przepisami, zwyczajnie zdecydują się uniknąć nowych rozwiązań np. poprzez założenie własnych działalności gospodarczych, w ramach których płaciliby de facto ryczałtowe składki na ubezpieczenia społeczne.

Reasumując, przedstawiony projekt ustawy należy ocenić jednoznacznie negatywnie. Nie tylko zwiększy on pozapłacowe koszty prac i wpłynie na pogorszenie sytuacji finansowej przedsiębiorców, ale również uderzy w dopiero klarującą się klasę średnią – o ile nie skłoni jej przedstawicieli do zmiany formy funkcjonowania na rynku pracy z zatrudnienia na podstawie umowy o pracę na tzw. samozatrudnienie. W takim układzie, projektowana regulacja byłaby bezcelowa i doprowadziłaby raczej do uszczuplenia wpływów do ZUS, niż do ich zwiększenia – a to w aktualnej sytuacji jest bardzo niebezpieczne. Warto zaznaczyć, że w uzasadnieniu do projektu de facto nie przytoczono żadnych racjonalnych argumentów świadczących o konieczności przyjęcia projektowanych rozwiązań. Powołano się jedynie na mglistą i niejednoznaczną koncepcję „solidarności wewnątrz wspólnoty”, której oznaką miałaby być szersza redystrybucja dochodów. Niestety – wziąwszy pod uwagę przytoczone na łamach stanowiska argumenty, do tejże szerszej redystrybucji (oczywiście niesłusznej) omawiany projekt najpewniej by nie doprowadził (ponieważ wielu spośród tych potencjalnie objętych projektowanymi rozwiązaniami, zdecydowałoby się zapewne przejść na tzw. samozatrudnienie), a jeśli nawet by do niej doprowadził, to rezultatem byłaby uboższa albo mniej liczna klasa średnia, i tak w tej chwili w Polsce jeszcze bardzo słaba. Przypominając dodatkowo o całkowicie niezrozumiałym trybie procedowania aktu, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców ocenia przedstawiony projekt krytycznie.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców

Tygodniki opinii – w druku i na Facebooku

Od lat słyszy się, że wraz z rosnącą popularnością Internetu prasa drukowana odnotowuje spadek czytelnictwa. Postanowiliśmy przyjrzeć się obecnej kondycji najpopularniejszych tygodników opinii i przeanalizować je pod kątem angażowania fanów na Facebooku. Staraliśmy się znaleźć odpowiedzi na pytanie, czy wielkość sprzedaży przekłada się na popularność tygodnika w Internecie oraz które tygodniki najlepiej angażują publikowanymi treściami.

Sprzedaż nie jest najważniejszym wskaźnikiem

Wielkość sprzedaży tygodnika w niewielkim stopniu przekłada się na popularność prowadzonego przez niego fanpage’a. Szczególnie duże rozbieżności między wielkością sprzedaży a wielkością fanpage’a widać wśród tygodników znajdujących się po lewej stronie sceny politycznej – Newsweeka, Polityki oraz Wprost. Jednak niezależnie od publikowanych treści prawie wszystkie tygodniki opiniotwórcze mają większą liczbę fanów na Facebooku niż czytelników – wyjątek stanowi jedynie Przegląd oraz Fakty i Mity.

PR_prasa_wykres_1

Nie ilość, a jakość!

Analizując aktywności pod publikowanymi treściami określiliśmy jakość każdego z postów (Post Quality, PQ), czyli średnią ważoną liczby polubień, komentarzy oraz ponownych udostepnień. W analizowanym okresie najwięcej treści pojawiło się na stronie Wprost,  jednak nie przełożyło się to na zwiększone zainteresowanie postami – strona pomimo największej liczby publikacji angażowała poniżej przeciętnej.

Poziom interakcji pod treściami jest w dużej mierze uzależniony od wielkości samego fanpage’a, ale nie jest to jedyny czynnik wpływający na wielkość Post Quality. Najbardziej angażujące treści pojawiły się w analizowanym okresie na fanpage’u Newsweek Polska, który jest także największym wśród analizowanych fanpage’y. Jednak drugim najbardziej angażującym fanpagem jest Sieci (strona tygodnia Sieci, wcześniejszego wSieci), który znajduje się na trzecim miejscu pod względem wielkości fanpage’a.

PR_prasa_wykres2

Co wpływa na jakość postów?

Newsweek Polska, najbardziej angażujący fanpage, osiągnął dwukrotnie wyższą wartość Post Quality niż kolejny w zestawieniu tygodnik Sieci. Duża popularność treści na Newsweek Polska wynika po części z wielkości samego fanpage’a, ale także z rodzaju publikowanych treści. Stronę charakteryzuje najwyższy udziału materiałów video wśród publikowanych treści – treści te stanowią ponad 50% publikowanych postów.

Publikowanie treści wideo przekłada się na zwiększoną liczbę interakcji z postem – zarówno Tygodnik Powszechny, jak i Gazeta Polska charakteryzują się wysokim udziałem materiałów video, a ich publikacje osiągają wyższe Post Quality niż wynikałoby to z liczby ich fanów.

Zaskoczeniem jest aktywność na fanpage’u Faktów i Mitów oraz Tygodnika Wprost, o której piszemy szerzej w raporcie.

Dwa Internety?

Z analizy aktywności użytkowników na pod treściami publikowanymi na fanpage’ach wynika, że istnienie dwóch Internetów jest faktem, a przepływ użytkowników pomiędzy nimi ma miejsce jedynie w ograniczonym stopniu.

PR_prasa_wykres3

Pierwsza sieć skupia się wokół Newsweeka – osoby aktywne na stronie tygodnika są także aktywne pod postami publikowanymi na Polityce, Tygodniku Wprost oraz Tygodniku Powszechnym. Przepływ użytkowników między tymi stronami waha się między 5,7 tysięcy a 8,5 tysiąca. Do Internetu Newsweeka należy także tygodnik Przegląd oraz Fakty i Mity – obie strony są jednak słabiej związane z siecią i charakteryzują się mniejszym przepływem użytkowników. Wynika to z mniejszej liczby fanów obu stron (Fakty i Mity mają 28 tys. fanów, a Przegląd 9 tys.)

Druga sieć jest skupiona wokół Tygodnika Sieci, który jest trzecim kolejnym największym fanpagem. Osoby aktywne na tym fanpage’u najczęściej reagują na treści publikowane na stronie Tygodnika Lisickiego, Gościa Niedzielnego oraz Gazety Polskiej. Warto zauważyć, że Gość Niedzielny jest jednak outlierem w zestawieniu – pomimo stosunkowo dużej liczby fanów (130 tys.) przepływ użytkowników aktywnych na innych stronach jest niewielki i nie przekracza 3 tys. Wynika to częściowo ze słabego angażowania fanów pod treściami publikowanymi na stronie.

Punktem styku dwóch sieci jest strona Wprost, która jako jedyna w porównywalnym stopniu aktywizuje osoby z sieci Newsweeka oraz sieci Tygodnika Sieci.

Raport opiera się na analizie aktywności na fanpage’ach najpopularniejszych tygodników opinii w okresie od października 2016 do października 2017.

Weronika Gawarska – IRCenter.com.

Celon Pharma S.A. wyniki po 3 kwartałach 2017 r.

  • Całościowa wygenerowana przez Spółkę wartość sprzedaży przez 3 kwartały 2017 r. wyniosła 81 mln netto, przy ponad 19 mln zysku netto;
  • W segmencie leków gotowych: 3,7% dynamika wzrostu wartościowego i ponad 13% wolumenowego;
  • Realizacja projektów badawczo-rozwojowych zgodna z przyjętym harmonogramem – wzmocniona kolejnymi dofinansowaniami z NCBiR.

Stabilizacja i umocnienie pozycji rynkowej kluczowych produktów

Wygenerowana całościowa wartość sprzedaży netto za  trzy kwartały 2017 r. wyniosła 81 mln netto i była zbliżona do tego samego okresu w 2016 r., po pominięciu zdarzeń jednorazowych w postaci milestonów związanych z zawartymi umowami dystrybucyjnymi dla leku Salmex[1], które nie miały miejsca w 2017 r.

Bogdan Manowski, Dyrektor ds. Rozwoju, członek Zarządu Celon Pharma S.A.: Wyniki sprzedaży osiągnięte w ramach 3 kwartałów 2017 r. potwierdzają stabilność naszego biznesu oraz umocnienie pozycji rynkowej kluczowych produktów. Na rynku polskim udało nam się zwiększyć dynamikę sprzedaży leków gotowych zarówno wartościowo, jak i wolumenowo. Wartość eksportu jest zgodna z naszymi analizami i uzależniona od postępu rejestracji, a następnie wprowadzania produktu na poszczególne rynki. Ważnym elementem jest tu również wystąpienie różnic kursowych.

Priorytetowa w tym obszarze jest dla nas finalizacja kolejnych rejestracji na rynkach europejskich, przy których ściśle współpracujemy z naszym partnerem i lokalnymi regulatorami.

Na dobrej drodze do rozwoju klinicznego pierwszych kandydatów na lek

W obszarze badań i rozwoju w trzecim kwartale 2017 spółka kontynuowała realizację najważniejszych założeń strategicznych dotyczących przygotowań do rozwoju klinicznego leków z portfolio innowacyjnego. Dr Maciej Wieczorek, Prezes Zarządu Celon Pharma S.A.: Złożyliśmy wniosek formalny o rozpoczęcie fazy klinicznej projektu wziewnej esketaminy, a dla inhbitora FGFR, który w październiku 2017 r. otrzymał ochronę patentową na terenie USA, złożymy do końca IV kwartału. Przygotowujemy się również do pierwszych spotkań, wspólnie z Plexus Ventures, które mają na celu skuteczną komercjalizację naszych projektów. Ruszyła także budowa nowego Centrum Badawczo-Rozwojowego w Kazuniu Nowym.

[1] W analogicznym okresie poprzedniego roku wartość przychodów ze sprzedaży została powiększona o jednorazowe płatności milestone, związane z zawartymi umowami dystrybucyjnymi dla leku Salmex  w tamtym okresie.

Sprzedaż detaliczna skradła show

W dość obfitym kalendarzu makroekonomicznym uwagę inwestorów usilnie zwracała popołudniowa paczka danych ze Stanów Zjednoczonych. Miano niekwestionowanej gwiazdy miały zyskać październikowe szacunki inflacji, których miesięczne dynamiki uplasowały się na konsensualnych poziomach 0,1 proc. dla wskaźnika podstawowego CPI oraz 0,2 proc. dla wskaźnika bazowego. Finalnie dzisiejsze show skradła fenomenalna sprzedaż detaliczna (0,2 proc. m/m, konsensus: 0,0 proc.) mająca za sobą jeszcze bardziej udany wrzesień niż wynikało to ze wstępnych pomiarów (1,9 proc. m/m, konsensus: 1,6 proc.). Utrzymywanie powyższych tendencji w amerykańskiej gospodarce będzie niewątpliwie napawało optymizmem przed wstępnymi szacunkami tempa wzrostu za IV kwartał, które w głównej mierze zależą od dynamiki konsumpcji prywatnej.

Środowa publikacja danych z brytyjskiego rynku pracy nie wstrząsnęła wyceną funta szterlinga (0,0 proc.), który usilnie broni poziomów z końca wczorajszych notowań (GBP/USD: 1,3160, EUR/GBP: 0,8960). Najnowsze dane wskazały niewiele silniejszy wzrost średniej stawki tygodniowej we wrześniu (2,2 proc. r/r, konsensus: 2,1 proc.) przy jednoczesnej rewizji sierpniowego wskazania o dodatkową 0,1 pp. Stopa bezrobocia pozostaje stabilna na poziomie 4,3 proc., tj. 0,9 pp. poniżej poziomu równowagowego wynikającego z szacunków OECD oraz 0,7 pp. względem estymacji wynikających z analitycznych modeli TMS Brokers.

Swoje pięć minut ponownie mieli bankierzy centralni. W pierwszej połowie dnia swoje gołębie stanowisko potwierdził Charles Evans, głosujący przedstawiciel Fed z Chicago, eksponujący fakt dość płaskiej krzywej rentowności. Według Evansa członkowie FOMC powinni zwrócić uwagę w całym cyklu podwyżek na konieczność realizacji założeń wynikających z przyjętego celu dualnego. Słuszność ostatniej zmiany parametrów prowadzonej polityki potwierdził wicegubernator Banku Anglii Ben Broadbent, zdaniem którego wpływ BREXIT-u na dynamikę cen pozostaje w dalszej mierze niejednoznaczny. W perspektywie najbliższych kwartałów Broadbent spodziewa się wystąpienia szoków obniżających produktywność, co należy traktować jako pokłosie opuszczenia struktur UE przez Wielką Brytanię. Pod koniec sesji europejskiej lekki wpływ na wycenę szwedzkiej korony (-0,5 proc.) miała wypowiedź Cecilii Skingsley, wiceszefowej Riksbanku, która uważa serię ostatnich odczytów inflacji oraz wzrostu jako wysoce przewidywalnych. Skingsley pozostawia perspektywę porzucenia luzowania w grze oraz ciepło przyjmuje schłodzenie przegrzanych mechanizmów na lokalnych rynkach nieruchomości.

Liderem koszyka walut G10 pozostaje japoński jen, który notuje 0,3 proc. umocnienie względem dolara pomimo lekkiego rozczarowania tempem wzrostu w III kwartale (1,4 proc. zann., konsensus: 1,5 proc.). Obecnie listę komponentów zamyka norweska korona (-0,8 proc.) będąca pod presją przetasowań sentymentu na rynku ropy. Dość nisko znajduje się również dolar australijski. Do jego 0,7 proc. przeceny przyczyniły się najświeższe dane dotyczące słabszej presji płacowej w gospodarce (0,5 proc. kw./kw., konsensus: 0,7 proc.). W gronie państw Emerging Markets najsilniejszą skalę umocnienia notuje południowokoreański won (0,5 proc.), który okrył cieniem dzisiejszą sesję w wykonaniu rosyjskiego rubla (0,2 proc.) czy chińskiego renminbi (0,2 proc.). Pod koniec dnia złoty wraca w okolice poziomów z wczorajszego zamknięcia. Obecnie EUR/PLN jest kwotowany po 4,2470, USD/PLN balansuje przy 3,6000, GBP/PLN notuje skromny ruch w okolice 4,7420, a CHF/PLN pozostaje przy 3,6380.
Środa na europejskich parkietach nie należała do zbyt udanych. Ze spadkowych nastrojów udało się wyłamać giełdzie w Madrycie, gdzie IBEX 35 zakończył swoje notowania z 0,2 proc. zwyżką za sprawą poprawy sentymentu w branży finansowej. Pokaźny ruch ku niższym poziomom odnotowała giełda przy Książęcej, gdzie WIG 20 (-1,8 proc.) oddalił się od tymczasowej kotwicy przy poziomie 2 450 pkt. Gwiazdą notowań okazał się być Eurocash, którego 1,8 proc. zwyżka to między innymi efekt skupu ponad 78 tys. akcji przez Luisa Amarala, prezesa spółki. Nieco niżej znalazła się Energa (0,9 proc.) będąca pod presją wypowiedzi ministra Krzysztofa Tchórzewskiego informującego o konieczności pozyskania dodatkowego bufora bezpieczeństwa w postaci 1,5 GW energii elektrycznej. Najsilniej ciążącym komponentem okazał się być KGHM Polska Miedź (-5,8 proc.) po serii dość rozczarowujących wyników. W raporcie uwagę zwraca nie tylko niższa skorygowana EBITDA (1,41 mld PLN, konsensus: 1,46 mld), ale również spadek wydobycia miedzi elektrolitycznej o 22 tys. ton względem wyjściowo założonego poziomu.

Na giełdzie we Frankfurcie najbardziej optymistycznymi nastrojami mogły pochwalić się Deutsche Bank (1,9 proc.) oraz Commerzbank (1,8 proc.) za sprawą doniesień o pozyskaniu nowego kluczowego inwestora – spółki Cerberus. Dość wysoko znalazły się również walory Deutsche Börse (1,8 proc.) niesione możliwością zastąpienia zamieszanego w aferę insider-tradingową prezesa spółki Carstena Kengetera Theodorem Weimerem, obecnym szefem niemieckiej odnogi UniCredit (0,8 proc.). Wczorajszą przecenę podtrzymały RWE (-1,9 proc.) oraz Henkel (-1,6 proc.), czyli spółki będące po publikacji niezbyt przychylnych wyników za miniony kwartał. Dodatkowym cios w ich wycenę wymierzyły LBBW oraz DZ Bank, które zdecydowały się na rewizję rekomendacji do „trzymaj” z cenami docelowymi odpowiednio na poziomie 22 EUR (obecnie: 20,66 EUR) oraz 122 EUR (obecnie: 113,90 EUR). W odróżnieniu od najbardziej przecenionych komponentów indeksu DAX (-0,4 proc.) publikacja nowych not analitycznych sprzyjała Fresnillo, które według HSBC (-0,1 proc.) ma potencjał do dalszej zwyżki. Wzrost na poziomie 3,3 proc. był zdecydowanie wystarczający ku temu, aby wydobywczy gigant okrył cieniem dość udane sesje Bunzl (1,5 proc.) i BT Group (1,4 proc.) oraz objął pozycję lidera londyńskiego indeksu FTSE 100 (-0,6 proc.).

Na rynku płodów rolnych najbardziej udane notowania ma za sobą ryż surowy, którego styczniowe kontrakty zdołały podrożeć o 6,0 proc. Najsilniej zwyżkującym metalem okazała się być platyna (0,6 proc.) opierająca się przetasowaniom na rynku złota (-0,1 proc.) oraz srebra (-0,1 proc.). Prawdziwy roller coaster ma za sobą ropa naftowa. Na koniec dnia baryłka West Texas Intermediate schodzi w okolice poziomu 55,40 USD, notując tym samym dzienną przecenę na poziomie 0,5 proc.
Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Raport – Rynek magazynowy w III kwartale 2017 r.

Zmiany na rozgrzanym rynku magazynowym. Deweloperzy aktywni, ale mniej skłonni do ryzyka: spadający udział spekulacji i wzrost czynszów w wybranych lokalizacjach

Dobre wyniki makroekonomiczne polskiej gospodarki pozytywnie przekładają się na rynek magazynowy. Od początku roku popyt przekroczył 2,54 mln mkw., co dało impuls do kolejnych inwestycji – w III kwartale osiągnięto imponujący wynik 1,15 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej w budowie. Deweloperzy budują na potęgę, ale są mniej skłonni do ryzyka i ograniczają inwestycje typowo spekulacyjne. Wysoki popyt, spadająca dostępność pracowników i ograniczona liczba atrakcyjnych terenów inwestycyjnych wpływają na zmiany poziomu czynszów na rynku, czytamy w raporcie przygotowanym przez AXI IMMO.

Popyt: E-commerce mobilizuje operatorów logistycznych

W III kwartale 2017 roku popyt na powierzchnie magazynowe wyniósł ponad 720 tys. mkw., w tym 62% stanowiły nowe umowy najmu i ekspansje stanowiły nowe umowy najmu i ekspansje. W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku wynik ten był niższy o 23%. Mimo to, ze względu na rekordowy popyt w I połowie roku (1,82 mln mkw.), na koniec 2017 możemy spodziewać się wyrównania lub nawet przekroczenia ubiegłorocznego wyniku zamknięcia roku, czyli ponad 3,09 mln mkw. wynajętej powierzchni magazynowej.

Najwięcej powierzchni magazynowej wynajęto w regionie Warszawy – 155 tys. mkw., czego ponad 138 tys. mkw., czyli 90% stanowiły umowy poza granicami miasta. Na drugim miejscu uplasowała się Polska Centralna z wynikiem 134 tys. mkw., a zaraz za nią Górny Śląsk 105 tys. mkw. wynajętej powierzchni magazynowej.

Jak podaje AXI IMMO, najbardziej ekspansywnymi najemcami III kwartału 2017 byli operatorzy logistyczni (ponad 30% popytu) oraz firmy z sektora handlowego (13%).  Dużą grupę najemców w badanym okresie stanowiły także firmy z sektora motoryzacyjnego, których udział w popycie brutto wyniósł ponad 11%.

Rynek magazynowy pozostaje pod silnym wpływem e-commerce generującym wysoką dynamikę po stronie popytowej. Ujawnia się on nie tylko w bezpośrednich umowach najmu e-sklepów z deweloperami, ale także w rosnącej liczbie umów zawieranych przez operatorów logistycznych na rzecz klientów zewnętrznych tego sektora.  komentuje Anna Głowacz, Head of Industrial – Leasing Agency z AXI IMMO.

Wśród największych nowych kontraktów na wynajem powierzchni w III kwartale 2017 znalazły się m.in. umowy firm: Agito w P3 Błonie (33,1 tys. mkw.), Grupy VIVE w Panattoni Park Kielce (26,3 tys. mkw.) oraz FM Logistic w P3 Piotrków (18,3 tys. mkw.). Do dużych transakcji w minionych miesiącach należą również przedłużenie umowy i ekspansja Moto Profil w Prologis Park Chorzów (44,3 tys. mkw.) Whirpool w Goodman Wrocław I (25,9 tys. mkw.), oraz przedłużenie umowy i ekspansja firmy Sarantis w MLP Pruszków II (14,4 tys. mkw.).

Podaż: Deweloperzy budują na potęgę, ok. 1,9 mln mkw. będzie oddanych do końca br.

Całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce w III kwartale 2017 roku przekroczyła 13 mln mkw. To rezultat oddania do użytkowania od początku roku 1,59 mln mkw., z czego prawie 55% to inwestycje zakończone w III kwartale br.

Dynamika podaży jest bardzo duża. W miesiącach lipiec – wrzesień do użytkowania oddano 870 tys. mkw. nowej powierzchni. Dla porównania w III kw. poprzedniego roku oddano do użytkowania 390 tys. mkw., co oznacza wzrost o 223%.  – komentuje Anna Głowacz, Head of Industrial – Leasing Agency z AXI IMMO.

W efekcie podpisania dużej liczby umów najmu w pierwszym półroczu 2017 w na koniec III kwartału odnotowano także wysoki, przekraczający 1,15 mln mkw., poziom inwestycji magazynowych w budowie. Ponad 70% inwestycji w budowie będzie oddanych do końca br. – czytamy w raporcie AXI IMMO. Najwięcej buduje się w Polsce Centralnej (ponad 356 tys. mkw.), na Górnym Śląsku (219 tys. mkw.) oraz w regionie Warszawy (212 tys. mkw.).

Inwestycje w pełni spekulacyjne zostały ograniczone. Na koniec września ich udział w łącznym wolumenie powierzchni magazynowych w budowie spadł do 20%. Dominują inwestycje zabezpieczone umowami najmu i dedykowane konkretnym najemcom (BTS).

Deweloperzy intensywnie pracują nad kolejnymi projektami przygotowując grunty i pozwolenia na budowę, jednak uruchamiają nowe projekty po podpisaniu przynajmniej 1-2 umów typu pre-let. – wyjaśnia Anna Głowacz, zarządzająca działem Industrial w AXI IMMO.

Poza centrum logistycznym budowanym w Sosnowcu dla Amazon (135 tys. mkw.), największe inwestycje magazynowe budowane są obecnie na terenie Polski Centralnej. Należą do nich projekty BTS realizowane przez Panattoni dla: Castorama (100 tys. mkw.) w Strykowie, BSH (79 tys. mkw.) w Łodzi oraz OBI w Łodzi-Nowosolnej (50 tys. mkw.). W trakcie budowy jest także centrum logistyczne dla Kuhene Nagel (56 tys. mkw.) w Piotrkowie Trybunalskim przygotowywane przez P3.

Poziom pustostanów utrzymuje się na niskim poziomie

Na koniec III kwartału 2017 r. wskaźnik pustostanów na polskim rynku magazynowym wynosił 5,6%, co  oznacza nieznaczny wzrost o 0,1 p. proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2016 r. Najwięcej wolnej powierzchni dostępnej „od ręki” odnotowano w Małopolsce (9,3%) i Poznaniu (8,5%), a także w regionie Warszawy – ok. 7,9% (w mieście oraz w III strefie, oddalonej o ok. 50 km od stolicy). Brak wolnych magazynów najbardziej odczuwają najemcy z Centralnej Polski, gdzie wskaźnik pustostanów wynosi 1,79%.

W większości lokalizacji widoczny jest trend spadku wskaźnika pustostanów ze względu na mniejszą liczbę inwestycji spekulacyjnych. Zamiast tego deweloperzy coraz częściej preferują inwestycje zabezpieczone umowami typu pre-let, najlepiej na okres 5 lat i dłuższy, oraz BTS czy BTO (fee development), które są w stanie zrealizować nie tylko na głównych rynkach magazynowych.

Stawki czynszów: Pierwszy ruch w kierunku wzrostu czynszów

Przygotowana przez AXI IMMO analiza danych dotyczących wysokości stawek czynszów w ostatnich kwartałach jednoznacznie wykazuje na zmianę dotychczasowego trendu – widoczny jest pierwszy ruch w kierunku wzrostu czynszów za powierzchnie magazynowe.

Podwyżki czynszów to z jednej strony rezultat zmian wewnętrznych na rynku, w tym m.in. spadku poziomu pustostanów oraz ograniczenia inwestycji spekulacyjnych, a z drugiej  wypadkowa sytuacji gospodarczej, zwłaszcza wzrostu kosztów pracy, które z kolei rzutują na rosnące wydatki inwestycyjne. Nowe inwestycje deweloperskie są relatywnie droższe niż dwa czy trzy lata temu, również ze względu na ograniczoną podaż gruntów po zmianach prawa dotyczącego nabywania gruntów rolnych w kwietniu 2016 roku. – wyjaśnia Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO.

Najatrakcyjniejsze stawki efektywne możliwe są do uzyskania w okolicach Warszawy (1,90 – 2,40 euro/mkw.) i w Poznaniu (1,9 – 2,50 euro/mkw.). Lokalizacje z najwyższymi stawkami za magazyn to Kraków (2,80 – 3,5 euro/mkw.) i Łódź (2,50 – 3,00 euro/mkw.).

Zapowiedź kolejnych rekordów na zamknięcie roku

Po stronie popytu do końca roku 2017 oczekujemy wyniku analogicznego do ubiegłorocznego na poziomie ok. 3,09 mln wynajętej powierzchni magazynowej lub nawet o kilka procent wyższego – czytamy w raporcie przygotowanym przez AXI IMMO. Pozytywne rokowania co do sytuacji gospodarczej, wysoka konsumpcja wewnętrzna oraz inwestycje zagranicznych firm w kraju będą zachęcać najemców do zawierania nowych umów i ekspansji. W kolejnych kwartałach utrzyma się wysoka aktywność deweloperów.

Zachęceni dobrą koniunkturą deweloperzy zabezpieczają kolejne grunty pod budowę centrów magazynowo –  logistycznych, również w poza głównymi rynkami magazynowymi, na tzw. rynkach wschodzących. Spodziewany jest także dalszy wzrost popularności inwestycji typu BTS czy BTO kosztem spekulacyjnych.  – mówi Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO.

Analitycy AXI IMMO podkreślają, że w strukturze umów najmu sukcesywnie zwiększać się będzie udział umów pięcioletnich, które stopniowo zastępują umowy trzyletnie jeszcze dwa lata temu uważane za standard rynkowy. Stawki czynszów wykazują ogólną tendencję zwyżkową w wyniku niskiej dostępności A-klasowych powierzchni dostępnych „od zaraz” oraz stosunkowo niewielkiej liczby inwestycji spekulacyjnych będących w budowie. Wpływają na to również rosnące nakłady na nowe inwestycje magazynowe.

Kontrakty na Bitcoin od teraz dostępne w TMS Brokers

Dom Maklerski TMS Brokers poszerza właśnie swoją ofertę o nowy instrument. Od dziś klienci będą mieli do dyspozycji również CFD na Bitcoin. Broker przygotował konkurencyjne warunki, prowizja wynosi tu bowiem jedynie 0,08% za otarcie, za zamknięcie broker nie pobiera wynagrodzenia. Oferta dostępna jest na rachunkach TMS Trader, TMS Connect (w tym TMS Connect Premium).

Kwotowania CFD na Bitcoin opierają się o dane publikowane przez Bloomberg z giełd Bitfinex, Bitstamp, Kraken i Coinbase. Egzekucja zleceń, dokonywana jest w trybie market, dzięki czemu nie występują rekwotowania. Godziny handlu są natomiast zgodne z godzinami handlu dla pozostałych walut (brak możliwości zawierania transakcji w weekend). Przy tym instrumencie broker oferuje spread rynkowy, który można sprawdzić za pomocą dostępnego na stronie TMS narzędzia do analizy spreadów. Tak, jak w przypadku innych instrumentów, klienci będą mogli zobaczyć jak kształtował się on historycznie dla dowolnego 15-miuntowego wycinka czasu w podziale na sesję europejską, azjatycką i amerykańską.

Poza konkurencyjnymi warunkami, TMS Brokers zadbał również o to, by w przeciwieństwie do giełd kryptowalut, środki klientów były w jak największym stopniu bezpieczne. Dlatego broker nie przyjmuje depozytów w Bitcoin, umożliwiając wyłącznie inwestowanie w kontrakty oparte o różnice kursowe. Takie podejście wyklucza możliwość zniknięcia portfela w wyniku np. ataku hakerskiego.

W celu zwiększenia bezpieczeństwa kapitału zainwestowanego przez klientów, TMS Brokers ograniczył również poziom dźwigni do poziomu 2:1. Ze względu na znaczne wahania kursu Bitcoin obserwowane obecnie na rynku, większy lewar mógłby skutkować bowiem stop outem i stratami. Warto wspomnieć, że TMS Brokers podlega Komisji Nadzoru Finansowego oraz uczestniczy w systemie rekompensat prowadzonym przez Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych S.A.

Eksport części samochodowych produkowanych w Polsce rośnie w siłę

Produkujemy stosunkowo mało samochodów osobowych, jednak polska branża motoryzacyjna szybko rośnie w siłę. W całym 2017 roku wartość jej produkcji sprzedanej może przekroczyć 150 mld zł, a liczba zatrudnionych zbliża się już do 200 tys. osób – wynika z najnowszego raportu przygotowanego przez analityków Departamentu Analiz Ekonomicznych, Sektorowych i Rynków Rolnych Banku BGŻ BNP Paribas.

Piąty rok z rzędu sektor motoryzacyjny jest na fali wznoszącej, głównie dzięki licznym inwestycjom w nowe fabryki. Według danych GUS w 2016 roku przeciętne zatrudnienie w sektorze wyniosło 180 tys. i było o 18 proc. wyższe niż w 2012 roku. Natomiast w pierwszych trzech kwartałach br. wynosiło już 194 tys., czyli o 8,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Z kolei w tym samym czasie produkcja sprzedana przemysłu motoryzacyjnego wzrosła o 7,5 proc. Zdaniem ekonomistów Banku BGŻ BNP Paribas wartość produkcji sprzedanej sektora motoryzacyjnego w 2017 roku przekroczy 150 mld zł.

– W Polsce sytuacja producentów w sektorze motoryzacyjnym pozostaje korzystna, głównie ze względu na utrzymujący się wysoki popyt na rynkach zagranicznych. Według danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA) liczba rejestracji nowych aut osobowych w Europie w pierwszej połowie 2017 roku była o 4,3 proc. wyższa niż rok wcześniej, a ich produkcja większa o 1,5 proc – mówi Martyna Dziubak, analityk sektorowy Banku BGŻ BNP Paribas. Dzięki temu wzrosła wartość eksportu produkcji motoryzacyjnej z Polski. Jak wynika z analizy danych Eurostat w tym okresie wyniosła ona 12,6 mld EUR i była o 12,3 proc. wyższa niż w pierwszej połowie 2016 roku. Oznacza to, że drugi rok z rzędu przewyższyła wartość eksportu produktów rolno-spożywczych, od lat podawanych za przykład polskiego hitu eksportowego – dodaje Martyna Dziubak.

Polska silnym graczem w produkcji części samochodowych

W Polsce produkuje się stosunkowo niewiele samochodów osobowych, znacznie mniej niż w Czechach lub na Słowacji. Jednak jesteśmy bardzo konkurencyjni pod względem produkcji części samochodowych. Stanowią one blisko połowę wartości polskiego eksportu produkcji motoryzacyjnej. Polscy producenci stali się ważnym ogniwem w łańcuchach produkcyjnych samochodów w Unii Europejskiej. Największymi odbiorcami polskich części są Niemcy, Czechy oraz Włochy. W bieżącym roku wyraźnie wyższy (+24 proc. r/r) jest eksport części samochodowych na Słowację, która dzięki temu stała się czwartym największym importerem części z Polski, wyprzedzając Wielką Brytanię.

Rośnie sprzedaż do Stanów Zjednoczonych, Rosji i Turcji

W bieżącym roku bardzo dynamicznie rósł również eksport poza Unię Europejską, wciąż jednak stanowi jedynie 9 proc. łącznej sprzedaży części samochodowych na rynki zagraniczne. Wśród najpopularniejszych kierunków były Stany Zjednoczone, Turcja i Rosja, gdzie po okresie recesji, produkcja motoryzacyjna zaczęła ponownie rosnąć.

– Mimo korzystnego otoczenia makroekonomicznego, w 2017 roku przed przedsiębiorcami stało wiele wyzwań – szczególnie po stronie wzrastających kosztów produkcji. Przede wszystkim chodzi o sytuację na rynku pracy związaną z rekordowo niską stopą bezrobocia oraz rosnące ceny surowców m.in. stali i aluminium, które w przypadku surowcochłonnej produkcji wpływają na obniżenie rentowności – zauważa Martyna Dziubak z Banku BGŻ BNP Paribas.

Niepokojący spadek produkcji samochodów na rynku niemieckim

W perspektywie kolejnego roku niepokojąca pozostaje również sytuacja w Niemczech, które są największym producentem aut w Unii Europejskiej i głównym partnerem handlowym Polski. Według danych ACEA w pierwszej połowie 2017 roku produkcja aut osobowych była tam o 3,4 proc. mniejsza niż rok wcześniej. Z drugiej strony znacząco wzrosła produkcja w krajach pozaunijnych np. w Rosji czy Turcji. Zdaniem analityków Banku BGŻ BNP Paribas, ożywienie w krajach pozaunijnych może rekompensować ewentualne nasycanie się rynku i spadki popytu w Unii Europejskiej.

Gamer Advertising podbija rynek w ekspresowy tempie

Miliardy graczy na całym świecie to grupa docelowa, która jest łakomym kąskiem dla wielu marek. Dotarcie do nich może jednak stanowić nie lada wyzwanie. Rynek szturmem podbijają platformy gaming reward, pomagające firmom w promocji wśród gamerów.

Do końca 2017 roku światowy rynek gier osiągnie wartość niemal 109 mld dolarów. Takie prognozy pokazuje w swoim raporcie Global Games Market Report agencja Newzoo. W samej Polsce jest to kwota sięgająca niemal 1,9 mld złotych.

Ta suma zupełnie nie dziwi, biorąc pod uwagę zeszłoroczne badanie Polish Gamers Research, z którego wynika, że aż 69% polskich internautów to aktywni gracze. 32% to osoby w wieku 13-24 lat, a więc niezwykle trudno uchwytna marketingowo grupa. Taki sam procent (32%) stanowią osoby o największej sile nabywczej w wieku 25-34 lat. Ponad połowa (54%) ankietowanych deklaruje, że gra na smartfonie lub tablecie.

Nic więc dziwnego, że marketerzy inwestują w działania skierowane do graczy już od jakiegoś czasu, a w gamer advertising weszły największe korporacje. Jak w takim razie zaplanować obecność własnej marki w gamingowym świecie, aby odnieść sukces?

Ślepi na banery

Obecnie najpopularniejszą metodą na zaistnienie w segmencie jest in-game advertising (IGA), który najczęściej przybiera formę inwestycji w banery reklamowe wyświetlane w czasie gry. To tani sposób, niestety niewystarczająco skuteczny. Ludzki mózg skonstruowany jest tak, by ignorować część przyswajanych codziennie danych. To tzw. ślepota banerowa. Doświadczamy jej na przykład podczas przeglądania stron internetowych – zauważamy jedynie te informacje, które rzeczywiście nas interesują, a cała reszta jest przez nas pomijana. Drugą, popularną formą IGA jest wyświetlanie wideo-reklamy w trakcie trwania gry. Niestety jest to dość irytujące dla gracza, gdy musi poczekać aż odtwarzanie się zakończy i będzie mógł wrócić do rozgrywki.

Własna gra gwarancją sukcesu?

Można również na potrzeby konkretnej marki stworzyć własną grę w oparciu o cele komercyjne, takie jak zwiększenie liczby fanów marki czy zapoznanie z nowymi usługami i produktami. To tzw. advergaming. Bezdyskusyjnie ta forma łączy się z wyższymi kosztami niż przeciętna aplikacja mobilna. Zwłaszcza jeśli gra jest skomplikowana, wielopoziomowa i posiada atrakcyjną grafikę. Dlatego z tego rodzaju marketingu korzystają głównie duże firmy.

Dodatkowo, pomimo zainwestowania znacznych środków w produkcję gry, działanie to obarczone jest dużym ryzykiem porażki.Gracze przede wszystkim doceniają pomysł oraz umiejętność stworzenia angażującej gry. Często zdarza się natomiast, że nawet najlepsze pomysły przechodzą bez echa ze względu na słabą lub niezbyt skuteczną promocję tytułu

Game Rewards na fali wznoszącej

Dla marek, które chcą bezpośrednio dotrzeć do graczy, świetną alternatywą mogą okazać się tzw. Game Rewards Platforms – serwisy lojalnościowe skierowane do graczy. Ta forma szturmem zdobywa rynek i daje korzyści zarówno firmom, jak i samym gamerom. Jak to działa? Marki za pośrednictwem platformy nagradzają graczy wirtualnymi przedmiotami lub wirtualną walutą w grach, w zamian za wykonywanie określonych zadań. Mogą to być zadania udostępniane w samych grach, udział w konkursach i akcjach promocyjnych na stronie partnera aż po zakup fizycznych produktów w sklepie.

Polscy gracze chętnie uczestniczą w tego rodzaju aktywnościach. Z badania Polish Gamers Research wynika, że lubimy wydawać na gry wideo niewiele lub właściwie nic. Aż 67% ankietowanych przyznaje, że w minionym miesiącu grało w tytuł free-to-play.

Najpopularniejszymi grami na świecie są gry sieciowe, takie jak Heartstone, League of Legends czy World of Tanks. Grają w nie za darmo dziesiątki milionów graczy, a wydawcy zarabiają na sprzedaży dodatków, np. umożliwiających zmianę wyglądu postaci. Za niektóre trzeba zapłacić nawet kilkaset euro, a nie każdego gracza na to stać. My pomagamy w zdobyciu ulepszeń bez wydawania pieniędzy – mówi Bartek Jędrychowski, Managing Director w Gamekit, największej platformy lojalnościowej dla graczy na świecie, w Polsce działającej pod nazwą dogry.pl.

W ciągu 4 lat w serwisie zarejestrowało się ponad 14 milionów użytkowników, w tym ponad 11 milionów poza Polską. Serwis działa na 15 rynkach, z których kluczowe to USA, Niemcy, Francja i Wielka Brytania. Miesięcznie serwis ma 50 milionów odsłon, a użytkownicy odebrali nagrody o łącznej wartości ponad 9 milionów złotych.

FMCG, HoReCa, Telekomunikacja i Retail dla graczy

Z oferty serwisu na co dzień korzystają giganci rynków FMCG i HoReCa. Międzynarodowa sieć restauracji McDonald’s udostępniła specjalne kupony zniżkowe dla graczy na swoje menu. W ciągu zaledwie 15 dni, z oferty skorzystało ponad 61 tysięcy osób.

Również Coca-Cola i Wedel dostrzegły potencjał w platformie lojalnościowej, a gamerzy chętnie skorzystali z okazji wymieniając kody z produktów na wirtualne punkty w ulubionych grach. Obecnie użytkownicy mogą zdobywać punkty np. za zakupy w RTV Euro AGD, zamówienie jedzenia z KFC z dostawą do domu, czy nadanie paczki kurierem DPD. Akcje nie muszą być jednorazowe. Mogą również być długookresowe. Taką opcję wybrał np. Play, który m.in.nagradza graczy punktami za doładowania. Dostarczamy naszym partnerom oczekiwane efekty i często jesteśmy dla nich najlepszym kanałem dotarcia do zaangażowanej grupy odbiorców
-dodaje Bartek Jędrychowski.

Smart business szyty na miarę klienta

W pojęciach smart data, data mining, Business Intelligence zawierają się przyzwyczajenia, upodobania i potrzeby konsumenckie – dane nas wszystkich. Od ich umiejętnego wykorzystania zależy, czy staniemy się adresatami spersonalizowanych treści i produktów. Problem w tym, że ponad 80 proc. polskich przedsiębiorstw nie włącza analizy danych do strategii swojego rozwoju.

Przeciętny użytkownik telefonu komórkowego i komputera każdego dnia pozostawia po sobie tysiące śladów w postaci kliknięć, wpisywanych komentarzy, wgrywanych zdjęć, oglądanych filmów, słuchanej muzyki, wybieranych witryn www. Nawet najkrótsze komunikaty adresowane do znajomych, płatności kartą kredytową lub dane w programach lojalnościowych stają się częścią big data. International Data Corporation szacuje, że w 2020 roku na każdego mieszkańca globu przypadnie ponad 5 GB takich danych – to prawie tyle ile na nośniku zajmują dwa sezony House of Cards ściągnięte z Netflixa. – W dzisiejszym świecie nasycenia, prawie pełnej substytucji oraz nielimitowanego dostępu do informacji zawsze i wszędzie, to klient, a nie produkt powinien stać w centrum uwagi – mówi Piotr Krzeszowiak, Managing Partner Envolved – firmy doradczej z biurami w Krakowie, Monachium i Londynie, która specjalizuje się w tworzeniu i wdrażaniu strategii, procesów i cyfrowych technologii dla marketingu, sprzedaży oraz obsługi wykorzystujących zintegrowane z różnych źródeł dane. – Dlatego dane są największym majątkiem, ale też najważniejszym narzędziem zorientowanych na klienta firm – dodaje Krzeszowiak.

Lecz aby szum informacyjny mógł zamienić się w sensowną fabułę – opowieść o preferencjach użytkownika sieci niezbędna jest eksploracja danych – data mining i praca na smart data – obejmujące wyselekcjonowanie, pogrupowanie oraz wstępne zinterpretowanie danych przez analityka – data scientist . Pozyskanie stosownej wiedzy czy mechanizmów zawartych w powyższych określeniach jest coraz łatwiejsze w dobie mnożących się na rynku przedsiębiorstw świadczących usługi dla zachowania i syntezy big data . Jedna z polskich firm będąca hurtownią danych przetwarza anonimowe informacje aż o trzech miliardach użytkowników sieci na świecie. Prawdziwym wyzwaniem staje się więc odpowiednie ich wykorzystanie.

Jednak według badań firmy Intel tylko 18 proc. polskich przedsiębiorców poznało wagę budowania swojej wartości na analizie dużych zbiorów danych. Co potwierdza Piotr Krzeszowiak: – Z racji ponad dwudziestoletniego doświadczenia naszego zespołu na projektach dla klientów w Europie, Azji czy USA widzimy różnice jeżeli chodzi o nastawienie do podejmowania decyzji umotywowanych danymi. Nadal jeszcze na naszym kontynencie nie we wszystkich branżach oraz wśród nie wszystkich dużych graczy wykorzystanie wielkich zbiorów danych jest wpisane w strategię.

Odpowiednie wyselekcjonowanie pożądanych informacji pozwala na dotarcie z konkretnym przekazem nawet do bardzo wąskiej grupy internautów, których łączą wspólne zainteresowania czy specyfika wykonywanej pracy. W modelach biznesu zorientowanych na klienta smart data będą odgrywały coraz większą rolę poprzez zwiększanie dokładności targetowania działań marketingowych, zwiększania efektywności obsługi zapytań i reklamacji, a także pomagając wprowadzić innowacyjne rozwiązania produkcyjne. Jednym słowem to właśnie analiza wyselekcjonowanych danych pozwala na szybkie i precyzyjne reagowanie na potrzeby klientów, personalizowanie produktów oraz indywidualne kierunkowanie oferty. Co bezpośrednio przekłada się na wzrost rentowności firmy. Profesor Michał Kosiński (absolwent psychologii społecznej na SWPS) – specjalista od big data na Uniwersytecie Stanforda – dowodzi, że skuteczność psychograficznego mikrotargetowania może być nawet kilkunastokrotnie większa od skuteczności reklam wysyłanych według kryteriów demograficznych.*

Dla biznesu nie każde dane gromadzone w sieci są wartościowe. Wieloletnie zapisy transakcji bankowych mają sens dla budowania zdolności kredytowych, tak by decyzja o ewentualnej pożyczce mogła zapaść automatycznie. Ale już dla firm logistycznych największe znaczenie ma fast data – czyli wyłącznie bieżące dane z GPS o sytuacji na drogach, tak by móc jak najszybciej zareagować w sytuacji kryzysu. Z pojęciem tym łączy się również analiza komentarzy na temat danego produktu podejmowana zazwyczaj w czasie rzeczywistym. Długość życia takich danych jest zatem wyjątkowo krótka – niezbędna do zdobycia wiedzy na konkretny temat w danej chwili.

Kluczem do sukcesu jest pełna wiedza o odbiorcach swoich usług lub produktów. Istotę stanowi nie tylko ilość, ale i jakość oraz różnorodność zasobów danych. Rejestrowanie wirtualnych kroków swoich klientów stwarza potencjał do zwiększenia efektywności. Ale dopiero połączenie tej wiedzy z informacjami np. o reklamacjach, zwrotach, korzystaniu z benefitów na karcie lojalnościowej tworzy kompletną ramę dla obrazu klienta. Pełne jego odwzorowanie wymaga jednak talentu i żmudnej pracy. – Aby osiągnąć przewagę konkurencyjną osadzając w swoim modelu biznesowym dane na strategicznej pozycji, nie wystarczy tylko samych danych, umiejętności pracowników oraz nowoczesnym technologii. Musi się przede wszystkim zmienić styl zarządzania, pozwalający w tym aspekcie na integracje wiedzy pomiędzy obszarami firmy jak marketing, sprzedaż, obsługa czy IT. – zauważa ekspert Envolved. – Przy opracowaniu i strategii dla integracji danych analizujemy i optymalizujemy w pierwszej kolejności właśnie struktury i procesy w organizacji. Tylko firmy rozumiejące jak korzystać całościowo z danych w swoim biznesie, przetrwają cyfrową transformację – konkluduje Krzeszowiak.

Wszystkie historie utkane w globalną sieć WWW zaczynają się od jednego ruchu (kliknięcia), który odpowiednio przetworzony dyktuje zapis indywidualnych potrzeb. A pomnożony przez liczbę wszystkich użytkowników Internetu i zsumowany z pozostałymi informacjami z matematyczną precyzją może uporządkować wszelkie gusta i określić trendy. Smart data nie pozostawia przedsiębiorcom innej alternatywy – są obecnie nieodzownym narzędziem optymalizacji biznesu. W swej różnorodności staje się też technologią najbardziej elastyczną, ponieważ każda branża może decydować o stopniu szczegółowości i rodzaju danych, których potrzebuje. Lecz tylko umiejętnie wykorzystana, redukując czas i koszty, prowadzi do wzrostu wartości biznesu. Czy analiza danych sprawdza się wyłącznie w korporacjach? – Jeżeli wielkość firmy koreluje ze skalą przetwarzanych danych, liczbą klientów jak również złożonością procesów to potencjał płynący z wykorzystania smart data w takich przypadkach jest szczególnie duży – odpowiada Piotr Krzeszowiak. – Z drugiej strony mamy przykłady Booking.com czy Airbnb, które w dobie transformacji cyfrowej powstały jako start-upy, oparły swoje modele biznesowe na analizie i wykorzystaniu danych i zdobyły znaczące udziały na rynkach zdominowanych wcześniej przez branżowych graczy.

Terminal gazowy Gaspolu w Sędziszowie – pełna przepustowość w październiku 2018

Nowy terminal gazowy w Sędziszowie jest na etapie zakończenia prac ziemnych i montażu zbiorników magazynowych. Pełna, nominalna przepustowość terminala zostanie uzyskana w październiku 2018 roku.

– Koszt wybudowania tego obiektu to ok. 50 mln złotych. Terminal istotnie poprawi logistykę dostaw gazu do klientów w południowej Polsce – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Janic, dyrektor operacyjny Gaspol – Inwestycja zostanie zakończona we wrześniu przyszłego roku. Wtedy też planowane jest rozpoczęcie prac związanych z uruchomieniem terminala – orientacyjnie potrwa to ok. 45 dni – by rozpocząć pierwsze dostawy gazu. Pełna, nominalna przepustowość terminala zostanie uzyskana w październiku 2018 roku – ocenił Janic.

Jak tworzyć strategię, aby skutecznie oddziaływała na rozwój firmy?

Jest wiele małych, średnich i dużych firm działających bez sprecyzowanej strategii. Bez względu na to niektóre z nich odnoszą sukcesy, a inne porażki. W związku z powyższym nasuwa się pytanie, czy warto taką strategię w ogóle tworzyć?

Realizując codziennie zadania, koncentrujemy się na jak najszybszym ich wykonaniu i na efektach, które realizacja tych zadań ma przynieść. Często jednak gubimy po drodze kierunek, w którym powinna zmierzać nasza firma. Strategia jest swoistym punktem odniesienia, dzięki któremu możemy sprawdzać, w każdym momencie, czy nasza firma podąża we właściwym kierunku i czy zadania które realizujemy, wspierają realizację celów strategicznych.

Strategię zazwyczaj tworzymy od ustalenia ram naszego działania, a są nimi misja, wizja i wartości. Na poziomie operacyjnym, strategię tworzymy od przeprowadzenia analizy SWAT dla naszej działalności, czyli określenia mocnych stron naszej organizacji, słabych stron naszej organizacji oraz szans i zagrożeń wynikających z otoczenia biznesowego firmy. Na podstawie analizy SWOT tworzymy cele strategiczne, które wskazują kierunek długofalowego działania i na podstawie których ustalamy KPI (Key Performance Indicators) dla wszystkich obszarów działalności oraz odnosimy je do poziomu zadań na każdym stanowisku pracy. Na podstawie analizy SWOT tworzymy także projekty które mają zmienić bądź usprawnić dotychczasowy sposób działania.

Aby  strategia realnie oddziaływała na organizację oraz aby wszyscy pracownicy respektowali  jej założenia, należy nie tylko włączyć ich w tworzenie tejże strategii, ale także pokazywać im wpływ delegowanych im celów i zadań na realizację strategii. Dzięki temu będziemy nadawali większy sens realizacji codziennych zadań oraz będziemy budowali świadomość, w jaki sposób ich realizacja celów wpływa na realizację strategii firmy.

Jednym z kluczowych czynników tego, czy będzie ona skutecznie wdrożona, jest z jednej strony zaangażowanie zarządu na każdym etapie jej tworzenia oraz z drugiej strony przywiązanie dużej wagi do sposobu i formy komunikacji strategii wewnątrz i na zewnątrz organizacji. Kluczowym jest także znalezienie wspólnego mianownika i ustalenie celów strategicznych dla wszystkich obszarów działalności przedsiębiorstwa, a nie tylko dla tych, które są najbardziej kluczowe. Aby strategia żyła i realnie oddziaływała na organizację warto jest także zadbać o to, aby każdy pracownik, w każdej chwili, mógł ocenić na jakim poziomie strategia jest zrealizowana. Najczęściej tworzymy dedykowane do tego narzędzia wizualizacji oraz narzędzia IT pozwalające łączyć zadania z celami strategicznymi oraz informować o aktualnym procentowym udziale zadań połączonych z celami strategicznymi w stosunku do wszystkich zadań wykonywanych przez pracownika.

Sebastian Matyniak, Prezes Zarządu Brainstorm Group

Na Diesla za późno, na elektryki za wcześnie

Najnowsze badania pokazują, że ponad dwie trzecie kierowców popiera działania mające na celu poprawę jakości powietrza poprzez wprowadzanie ograniczeń emisji spalin emitowanych przez pojazdy.

Jak wynika z badań RAC przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii, opublikowanych w raporcie „RAC Report on Motoring 2017”, ponad połowa (57 proc.) respondentów jest za wprowadzaniem dodatkowych opłat na obszarach o najgorszej jakości powietrza dla właścicieli samochodów z silnikami Diesla, jeżeli te nie spełniają najnowszych standardów emisji spalin. Natomiast 42 proc. zapytanych jest za wprowadzeniem opłat obejmujących wszystkie samochody napędzane silnikami wysokoprężnymi – niezależnie od poziomów emisji spalin.

Badania pokazały również, że 36 proc. kierowców zgadza się z tezą, że to głównie samochody z silnikami Diesla odpowiadają za zanieczyszczone powietrze na obszarach miejskich. Z tezą tą nie zgadza się 24 proc. zapytanych, a 29 proc. odpowiedziało „nie wiem”.

Jakość powietrza budzi niepokój

W rzeczywistości – według szacunków specjalistów z Wielkiej Brytanii – pojazdy odpowiadają za około 65 proc. (60 proc. w samym Londynie) całej emisji dwutlenku azotu na obszarach o najgorszej jakości powietrza. Samochody z silnikami Diesla odpowiadają przy tym za dwie trzecie całej emisji dwutlenku azotu na wspomnianych terenach.

Zaledwie 16 proc. respondentów stwierdziło, że najchętniej kupuje samochody z silnikami wysokoprężnymi. Warto dodać, że jeszcze rok temu udział tej grupy wynosił 28 proc.

Nastąpiła również minimalna zmiana w nastawieniu samych kierowców do skutków związanych z emisją szkodliwych substancji emitowanych przez samochody z silnikami Diesla. Obecnie 7 proc. ankietowanych (w zeszłym roku 6 proc.) twierdzi, że martwi ich poziom emisji spalin. Co więcej, 32 proc. kierowców wyraża zaniepokojenie lokalną jakością powietrza, a 40 proc. jest bardziej zaniepokojonych niż rok temu. Badania przeprowadzone przez organizację ADAC zdają się potwierdzać obawy kierowców. W gronie 38 testowanych aut z jednostkami wysokoprężnymi tylko dwa modele zyskały dobre oceny (cztery na pięć gwiazdek), a w niektórych przypadkach normy były przekraczane nawet o 900 procent.

Równocześnie 65 proc. respondentów zgadza się, że działania mające na celu poprawę sytuacji muszą być agresywniejsze i bardziej skuteczne, a 57 proc. (wzrost o 2 proc.) zgadza się z zakazami wjazdu do miast dla pojazdów niespełniających norm emisji spalin.

Na początku roku władze Paryża, Madrytu, Aten i Meksyku zapowiedziały, że do 2025 roku wprowadzone zostaną zakazy wjazdu do centrów miast dla pojazdów z silnikami Diesla. Niemieckie miasta również walczą ze smogiem, a za największych trucicieli uznawane są przez ich władze samochody z silnikami wysokoprężnymi – szczególnie te starsze rocznikowo. W Berlinie, Monachium i Hamburgu obowiązują przepisy zakazujące wjazdu samochodom z dużą emisją trujących spalin. Poziom zanieczyszczeń NOx w tych regionach występuje tak często, że Komisja Europejska wystosowała już kilka upomnień.

W Polsce z powodu zanieczyszczeń w atmosferze umiera co roku około 45 tys. osób – wynika z danych Światowej Organizacji Zdrowia. Plany związane z wprowadzeniem stref ograniczonego ruchu lub zakazu ruchu pojazdów przekraczających normy spalin są brane pod uwagę w 16 miastach Polski – między innymi w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Gdyni. W praktyce oznaczałoby to najprawdopodobniej wprowadzenie nalepek podobnych do tych, jakie obowiązują w niemieckich miastach.

Kierowcy odchodzą od diesla – elektryki wciąż przyszłością

Według badań przeprowadzonych przez magazyn Fleet News, kierowcy używający samochodów służbowo również zmieniają swoje nastawienie i systematycznie odchodzą od technologii Diesla. Zaledwie jedna trzecia (35 proc.) deklaruje, że kolejny samochód będzie zasilany olejem napędowym. Podobna ilość zapytanych (34 proc.) planuje zakup samochodu z napędem hybrydowym, a 17 proc. deklaruje zakup auta z silnikiem benzynowym. Samochody z napędem elektrycznym nadal są niszą – taki zakup planuje 8 proc. menadżerów floty.

Trendy te można zauważyć również na polskim rynku. Dane za pierwsze półrocze 2017 roku pokazują wzrost rejestracji samochodów z napędem hybrydowym rok do roku o 90 proc. (8,5 tys. samochodów). Na liście najpopularniejszych marek znalazły się Toyota (7979 hybryd) oraz Lexus (882 egz.), Kia (217 egz.), BMW (109 egz.), Hyundai (107 egz.) i Infiniti (71 egz.).

Brytyjscy specjaliści zaznaczają, że mała popularność samochodów z czystym napędem elektrycznym wynika przede wszystkim z braku zachęt – zarówno tych podatkowych, jak i związanych z ceną takiego auta. Wyniki badania RAC pokazują, że największy wpływ na zakup auta z napędem elektrycznym miałyby koszty eksploatacji (30 proc.) oraz niższa cena zakupu (29 proc.), większy zasięg samochodu (27 proc.), a także lepsza dostępność punktów ładowania (25 proc.).

Obecnie w Wielkiej Brytanii planowane są działania mające na celu wypracowanie jednego standardu dla technologii wykorzystywanej w punktach ładowania oraz zasad współpracy dla przyszłych operatorów takich miejsc. Specjaliści podkreślają przy tym, że obecnie nie zauważa się rosnącego zainteresowania na takie usługi. Jak temu zaradzić? Nick Lyes z RAC uważa, że motorem napędowym dla rozwoju sieci stacji ładowania powinny stać się samochody hybrydowe z technologią plug-in.