Złoty słabnie pomimo solidnych krajowych danych gospodarczych

Mimo licznych publikacji danych i wypowiedzi głównych bankierów centralnych na rynku SPW nie doszło do znaczących zmian notowań. Zaskakująco dobre dane o PKB Polski nie wsparły złotego, któremu ewidentnie ciążą czynniki globalne. We wtorek kurs EURPLN wzrósł powyżej 4,25.

Wtorkowy kalendarz makroekonomiczny zdominowały publikacje dot. PKB za III kw. tego roku. W Polsce dynamika wzrostu gospodarczego w okresie lipiec-wrzesień osiągnęła roczny poziom najwyższy od blisko sześciu lat 4,7% r/r. Ekonomiści spodziewali się wzrostu o 4,5% r/r wobec 4,0% (po rewizji z 3,9%) odnotowanych w drugim kwartale. Choć GUS zastrzegł, że opublikowane dane są tzw. szybkim szacunkiem i będą podlegać rewizji można już przypuszczać, że nadal motorem wzrostu pozostaje konsumpcja oraz po kilku kwartałach zastoju wreszcie odbijające inwestycje. Choć nasze dane zaskoczyły mocno in plus, to jednak bledną w zestawieniu z wynikami dla gospodarki rumuńskiej, która w III kw. tego roku rosła w tempie 8,8% r/r czy gospodarki Czech, gdzie wzrost PKB zanotowano na poziomie 5,0% r/r. Niemniej wtorkowe publikacje wyraźnie pokazują, że w całym regionie Europy Środkowej i Wschodniej trwa ożywienie gospodarcze. Ponadto, lepsze od oczekiwań dane za III kw. nadeszły z Niemiec, gdzie wzrost PKB wyniósł 2,3% r/r, oraz zgodne z prognozami ze strefy euro na poziomie 2,5% r/r.

W reakcji na te publikacje notowania EURUSD automatycznie wzrosły do ok 1,173, USDCZK spadł poniżej 3,86 zaś kursu EURPLN, który początkowo obniżył cenę do 4,226 szybko powróciły w okolice otwarcia dnia na poziomie 4,237 w kolejnych godzinach sesji dalej przyspieszając wzrost. Ewidentnie pokazuje to, że obecnie waluta nasza pozostaje bardziej pod wpływem negatywnych czynników zewnętrznych, niż pozytywnych dla niej impulsów krajowych.

Po wyraźnie słabszych poniedziałkowym danych monetarnych dla Chin (w październiku M2 na poziomie 8,8% r/r wobec 9,2% we wrześniu, New Yuan Loans 663,2 mld wobec 1270 mld we wrześniu), również wczorajsze publikacje wskazywały na stopniowe spowalnianie gospodarki Państwa Środka (w październiku sprzedaż detaliczna spadla do 10% z 10,3% we wrześniu, a produkcja przemysłowa wyniosła 6,2% r/r wobec. 6,6% miesiąc wcześniej). W reakcji na dane USDCNY lekko wzrósł, a giełda w Szanghaju spadła ok. 0,5%. Obawy o kondycję chińskiej gospodarki negatywnie wpływają na waluty innych rynków rozwijających się, do których wciąż należy też Polska.

Tymczasem w kraju, choć solidne wyniki gospodarcze wspierają jastrzębie skrzydło RPP, to raczej nie wpłyną na szybką zmianę dominującego w niej konsensusu. Choć wydaje się, że Rada zaczyna powoli dostrzegać zagrożenia dla stabilności cen płynące z rynku pracy (z komunikatu po listopadowym posiedzeniu usunięte zostało stwierdzenie, że inflacja bazowa jest niska pomimo przyspieszenia dynamiki płac) ocena prezesa Adama Glapińskiego, że stopy powinny pozostać niezmienione do końca 2018 r. pozostaje aktualna.

Spadków złotego nie przystopowała nawet wypowiedź prezes J. Yellen podczas konferencji zorganizowanej przez EBC, w której choć podkreśliła ona, że przedstawiona przez Fed prawdopodobna przyszła ścieżka stóp procentowych jest korzystna, to jednak zaznaczyła, że należy pamiętać, iż decyzje będą uwarunkowane tym, jak rzeczywiście rozwinie się sytuacja gospodarcza w USA. W reakcji na te słowa (i dodatkowo na wypowiedź J. Bullard, szefa oddziału Fed z St. Louis, że zaostrzenie polityki monetarnej podczas grudniowego posiedzenia nie jest konieczne, gdyż poziom inflacji nie uzasadnia takiego działania) euro do dolara wyraźnie zaczęło umacniać się (EURUSD na koniec dnia przetestował opór na 1,18), a w tym samym czasie kurs EURPLN przebijał opór na 4,24 kończąc wtorkową sesję amerykańską powyżej 4,25.

Złoty słabnie pomimo solidnych krajowych danych gospodarczych

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Frederic Guichard nowym prezesem Żywiec Zdrój

Stanowisko prezesa zarządu największej marki wodnej w Polsce objął Frederic Guichard. Rolą nowego prezesa będzie dalszy rozwój lidera rynku wód butelkowanych[1] i realizacja misji Żywiec Zdrój – w lipcu br. firma po raz drugi została wyróżniona jako najbardziej odpowiedzialna społecznie firma w Polsce[2]. Frederic Guichard zastąpił Fabrizio Gavelli, który objął stanowisko Dyrektora Generalnego w NUTRICIA w Mediolanie.

Poza silną pozycją rynkową, Żywiec Zdrój pozostaje zdecydowanym liderem pod względem Odpowiedzialności publicznej. Według międzynarodowego wskaźnika badanego co dwa lata przez instytut MillwardBrown, Indeksu Efektywnej Reputacji Producentów, konsumenci doceniają firmę za prowadzone przez nią działania pro-społeczne, dbanie o środowisko naturalne  i wspieranie słuszych idei.

Frederic Guichard, Prezes Zarządu Żywiec Zdrój
Frederic Guichard, Prezes Zarządu Żywiec Zdrój

Objęcie funkcji prezesa w firmie cieszącej się pozycją lidera na rynku wód butelkowanych to z jednej strony powód do dumy, a z drugiej silne poczucie obowiązku. Czuję ogromną odpowiedzialność stając na czele organizacji o ugruntowanej pozycji rynkowej, która może pochwalić się wizerunkiem najbardziej odpowiedzialnej firmy w Polsce. Jestem pod ogromnym wrażeniem wieloletniego i konsekwentnego społecznego zaangażowania Żywiec Zdrój zarówno w obszarze ochrony zasobów wodnych w Polsce, jak i kształtowania zdrowych nawyków żywieniowych u dzieci oraz dorosłych. Chcę być częścią dalszego rozwoju wszystkich inicjatyw – mówi  Frederic Guichard, Prezes Zarządu Żywiec Zdrój.

Frederic Guichard posiada 20 lat doświadczenia w sektorze FMCG i marek premium, w marketingu i rozwoju rynków eksportowych. Pracę w Danone zaczynał od obszaru produkty mleczne, gdzie pracował od 1999 roku. W branży wód butelkowanych działa od 2009 roku – karierę w tym segmencie rozpoczął jako Dyrektor Marketingu w Evian Volvic, następnie pełnił funkcję Dyrektora Marketingu w spółce wodnej Danone we Francji, by
w 2014 roku powrócić do Evian Volvic jako Dyrektor Generalny na region Azja
i Pacyfik. Następnie objął stanowisko Dyrektora Generalnego w Evian Volvic International. Ukończył studia inżynierskie w Ecole Nationale Superieure d’Arts et Metiers oraz marketing
i komunikację w Ecole Supérieure de Commerce w Paryżu.

Frederic Guichard objął stanowisko prezesa zarządu Żywiec Zdrój 1 października 2017 roku. Dotychczasowy prezes zarządu – Fabrizio Gavelli – pełnił tę funkcję od kwietnia 2014 roku.

[1] 10,4% na podstawie: Żywiec Zdrój za Nielsen – Panel Handlu Detalicznego, Cała Polska  (jako suma rynków: Hipermarkety, Supermarkety, Dyskonty, Sklepy spożywcze – Duże, Średnie, Małe, Sieci Chemiczne, Sklepy Winno-Cukiernicze, Stacje Benzynowe i Kioski); udział  wolumenowy, w 2016 w kategorii Napoje bezalkoholowe Żywiec Zdrój za Nielsen – Panel Handlu Detalicznego, Cała Polska  (jako suma rynków: Hipermarkety, Supermarkety, Dyskonty, Sklepy spożywcze – Duże, Średnie, Małe, Sieci Chemiczne, Sklepy Winno-Cukiernicze, Stacje Benzynowe i Kioski); udział wartościowy
i wolumenowy, w 2016 w kategorii Wody Butelkowanej z uwzględnieniem tzw. wód smakowych

[2] Żywiec Zdrój za MillwardBrown, Badanie reputacji firm w Polsce, czerwiec 2017 CAWI, n=1517, osoby w wieku 15-65 lat

Rząd do przeróbki

Druga rocznica rządu pretekstem do pochwalenia się sukcesami. Trump wraca do domu. Eurodolar znów wysoko.

Odejdzie czy zostanie?

Wczorajsza wspólna konferencja premier Szydło z Przewodniczącym Kaczyńskim oficjalnie rozpoczęła świętowanie drugiej rocznicy rządów PiS. Od dłuższego czasu polska polityka kręciła się wokół hasła “rekonstrukcja”, dlatego wiele osób spodziewało się, że wspólne wystąpienie będzie idealną okazją do zaprezentowania zmian w rządzie. Tak się jednak nie stało. Spotkanie z dziennikarzami posłużyło do wzajemnego komplementowania ostatnich osiągnięć i sukcesów. Pani premier została doceniona przede wszystkim za niezłomną postawę wobec niesprzyjających warunków. Z jednej strony mogłoby się wydawać, że po tylu ciepłych słowach pozycja Beaty Szydło jest niezagrożona, jednak podobno decyzja w sprawie jej przyszłości nie została jeszcze podjęta. Jasna wydaje się z kolei przyszłość ministrów Adamczyka, jak i Waszczykowskiego, którzy w dość bezpośredni sposób zostali skrytykowani przez przewodniczącego PiSu.

Dzisiaj festiwal jest kontynuowany, a na kolejnych konferencjach będziemy mogli posłuchać o sukcesach wszystkich ministerstw. Pierwszym, z oczywistych względów, jest wicepremier Morawiecki, którego spotkanie z dziennikarzami rozpoczęło się już o 9:00 rano. Sama rekonstrukcja została nieoficjalnie przesunięta na grudzień, więc wszystkie czarne owce mają jeszcze czas by nadrobić zaległości i uratować stanowiska.

Koniec azjatyckiego tournée

Po 12 dniach spędzonych na dalekim wschodzie do kraju wrócił Donald Trump. W swoim stylu powraca w blasku chwały, szczycąc się sukcesami. Prezydent USA skupił się przede wszystkim na deficycie handlowym, który faktycznie w stosunku do azjatyckich partnerów rozrósł się do gargantuicznych rozmiarów. Jak podkreśla sam Trump celem jest zniwelowanie go do zera i choć w to mało kto wierzy, to zawarcie umów na przeszło 300 mld dolarów, jest na pewno pozytywnym sygnałem. Drugim ważnym tematem była kwestia Korei Północnej i choć wszyscy zgadzają się ze sobą, to zabrakło konkretnych działań. Teraz jednak Trump wraca Stanów i musi zmierzyć się z kongresem w sprawie reformy podatkowej. Już wiadomo, że nie uda się przeprowadzić wszystkich zmian, jakie zaplanował. Pytaniem otwartym pozostaje, na jak dalekie ustępstwa będzie musiał się zgodzić.

To był dzień euro

Wczorajszy dzień przyniósł znaczne umocnienie wspólnej waluty. Euro między innymi dzięki dobrym odczytom PKB, podrożało w stosunku do dolara o ponad 1%, dochodząc do poziomu 1,18, kończąc tym samym ostatnią korektę. Dzisiaj ruch na północ jest kontynuowany, a kurs EUR/USD obecnie wynosi 1,183. Ruch ten znajduje odzwierciedlenie w wycenie złotego. Amerykańska waluta od wczoraj potaniała o blisko 7 groszy, a euro podrożało o około 3 grosze.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Grupa Masterlease podsumowuje wyniki po 3 kwartałach 2017 roku

  • Grupa od początku roku sfinansowała 7 922 pojazdy
  • Flota finansowana na 30.09.2017 wyniosła 32 429 pojazdów
  • Skonsolidowany wynik na działalności CFM wyniósł 71,2 mln zł
  • Skonsolidowany zysk netto Grupy wyniósł 30,0 mln zł
  • W IV kwartale 2017 spółka uruchomiła platformę Master1.pl do wynajmowania samochodów online
  • Spółka planuje emisję obligacji – program do 500 mln zł
mln zł 3 kwartały 2017 3 kwartały 2016 III kw. 2017 III kw. 2016
Zysk brutto 38,6 35,6 10,6 11,8
Zysk netto 30,0 27,9 8,3 9,3
Zysk netto na akcję* (zł) 2,52 2,34 0,7 0,78
Wynik na działalności CFM 71,2 62,7 22,4 20,3

*w danym okresie

Grupa Masterlease po pierwszych trzech kwartałach sfinansowała swoim klientom 7 922 pojazdy. Spółka koncentrowała wysiłki sprzedażowe na najbardziej perspektywicznych segmentach rynku obejmujących klientów indywidualnych i małe i średnie firmy.

– Jesteśmy zadowoleni z wyników sprzedażowych po trzech kwartałach 2017. W naszej ocenie realizacja planu rocznego na poziomie 11 000 dostaw pozostaje niezagrożona. W ostatnich kilku miesiącach priorytetem był dla nas rozwój sprzedaży produktów Abonament oraz uruchomienie działalności short-term rental. Wiążemy duże nadzieje z rozwojem tych produktów i zakładamy, że będę one motorem rozwoju Grupy w 2018 roku – mówi Konrad Karpowicz, Wiceprezes Zarządu Grupy Masterlease.

Grupa Masterlease po trzech kwartałach 2017 osiągnęła 30 mln zł zysku netto, co stanowi wzrost o 7,5% r/r. Wzrost wyników spółki jest pochodną rozwoju floty, która wzrosła w analizowanym okresie wzrosła o 7,4%.

W IV kwartale Grupa Masterlease uruchomiła platformę Master1.pl do zawierania kontraktów typu abonament na samochody online. Jest to pierwszy w Polsce serwis, który umożliwi sprzedaż samochodów w 100% przez Internet bez konieczności spotkania ze sprzedawcą w salonie. Cały proces od wyboru do podpisania kontraktu odbywa się w kilku krokach online. W ofercie dostępne są samochody nowe i używane. Na Master1.pl można znaleźć kilkaset ofert samochodów niemal wszystkich dostępnych w Polsce marek z możliwością sfinansowania ich w formie abonamentu, leasingu lub za gotówkę. Obecnie z pełnej ścieżki zakupu online mogą skorzystać klienci indywidualni, ale firma pracuje nad tym, by już niedługo samochody przez Internet mogły kupować także przedsiębiorstwa.

– Grupa Masterlease zawsze była bardzo aktywna w przedstawianiu nowych rozwiązań. Wiele lat temu byliśmy prekursorami produktu Leasingu z Serwisem. Następnie, jako jedna z pierwszych firm leasingowych w Polsce wprowadziliśmy finansowanie samochodów w formie abonamentu dla konsumentów, a teraz idziemy o krok dalej i uruchamiamy sprzedaż naszych usług online. To rewolucyjne rozwiązanie, którego na polskim rynku jeszcze nie było. Pierwsze transakcje już za nami. Otwarcie kanału sprzedaży online to odpowiedź na potrzeby współczesnych konsumentów, którzy szukają rozwiązań, pozwalających wiele rzeczy zrobić szybciej i efektywniej. Działania promujące Master1.pl rozpoczęliśmy w trzecim kwartale. Zakładamy, że sprzedaż wygenerowana przez kanał Master1.pl będzie istotną części naszego biznes planu w 2018 roku – mówi Jakub Kizielewicz, Prezes Grupy Masterlease.

Grupa Masterlease planuje w IV kwartale 2017 roku przeprowadzić emisję zabezpieczonych obligacji kierowanych do inwestorów instytucjonalnych. Wieloletni program emisji obligacji zakłada emisję do wartości 500 mln zł.

Aktualnie pracujemy nad emisją obligacji, co pozwoli nam zdywersyfikować  źródła finansowania. W przeciągu kilku tygodni będziemy spotykać się z instytucjami finansowymi, które mogą być zainteresowane udziałem w tym projekcie. W pierwszym kroku zakładamy pozyskanie do 200 mln złotych, co z jednej strony wykorzystamy na spłatę najdroższych kredytów, a z drugiej wykorzystamy do finansowania wzrostu naszego portfela kontraktów w 2018 roku – mówi Jakub Kizielewicz, Prezes Grupy Masterlease, operatora Master1.pl.

W dniu 21 lipca 2017 Spółka wypłaciła 28 mln zł dywidendy z zysku 2016, czyli 2,36 zł na akcję. Polityka dywidendowa Spółki zakłada wypłatę dywidendy w kwocie do 100% skonsolidowanego zysku netto za poprzedni rok obrotowy.

ABS Investment S.A. po 3 kwartałach 2017 r.

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną, zanotowała ponad 1,3 mln zł zysku netto po trzech kwartałach 2017 r. Emitent realizuje działania mające na celu dalszą rozbudowę portfela inwestycyjnego oraz zacieśnianie współpracy pomiędzy spółkami portfelowymi.

W 2016 r. Spółka po trzech kwartałach miała stratę netto w wysokości 254 tys. zł, więc tegoroczny wynik wykazuje wyraźną poprawę. Główne działania Zarządu ABS Investment S.A. są skoncentrowane na rozszerzaniu składu portfela inwestycyjnego oraz jego optymalizacji w oparciu o przyjęte kryteria. Na koniec września 2017 r. całkowita wartość portfela inwestycyjnego Emitenta wynosiła ponad 28,9 mln zł, a w jego skład wchodziło 27 spółek publicznych oraz udziały i niepubliczne serie akcji 10 podmiotów. Wartość akcji spółek publicznych sięgnęła 25,5 mln zł. Duże znaczenie dla ABS Investment S.A. ma współpraca spółek portfelowych, czego doskonałym przykładem są dwa podmioty działające w branży IT: Surfland Systemy Komputerowe S.A. oraz XSystem S.A. Spółki te prowadzą kooperację w zakresie dystrybucji ACCELO – autorskiego oprogramowania XSystem S.A. do elektronicznego obiegu dokumentów.

„Z wyniku po trzech kwartałach jestem zadowolony, zwłaszcza kiedy przeglądam raporty firm z branży. Rynek NewConnect w III kwartale zachowywał się wyjątkowo słabo. Podobnie jak rynek małych i średnich spółek na GPW. W tym roku bardzo mocno pracowaliśmy nad jakością i strukturą portfela inwestycyjnego. W mojej ocenie jest on bardzo ciekawy, różnorodny i maksymalnie bezpieczny jak tylko to jest możliwe. W sumie posiadamy obecnie 39 różnych pozycji inwestycyjnych, w tym 27 spółek notowanych. W portfelu znajduje się grupa firm bardzo dojrzałych, które generują pokaźne zyski (np. Orion Investment S.A., Zortrax S.A., Robinson Europe S.A.), kilka firm technologicznych  i trochę takich, które czekają na swoje milowe kroki (Mode S.A., XSystem S.A., Surfland Systemy Komputerowe S.A.). Bardzo ważna jest synergia i współpraca między firmami z portfela. W minionym  kwartale bardzo mocno popracowaliśmy nad synergią i podziałem kompetencji pomiędzy ABS Investment S.A. i Beskidzkim Biurem Consultingowym S.A., co zaowocowało znacznym wzrostem przychodów w Beskidzkim Biurze Consultingowym S.A. Portfel jest tak skonstruowany, aby był możliwy jego stabilny i zrównoważony wzrost w kolejnych latach.” – wyjaśnia Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

Dzięki posiadaniu w portfelu inwestycyjnym spółek dywidendowych ABS Investment S.A. jest stanie osiągać wysoki strumień przychodów z tego tytułu, który w 2017 r. wyniósł ponad 108 tys. zł. Emitent również należy do spółek dzielących się wypracowanym zyskiem z Akcjonariuszami i w tym roku wypłacił dywidendę z zysku osiągniętego w 2016 r. w kwocie 0,04 zł na akcję, podtrzymując w ten sposób dotychczasową politykę dywidendową.

Prognozy finansowe ABS Investment S.A. na 2017 r. przewidują wypracowanie zysku brutto na 1 akcję w przedziale 0,50 – 0,60 zł. Na koniec 3 kw. 2017 r. zysk brutto na 1 akcję sięga ok. 0,21 zł, co stanowi 42,08% dolnej granicy prognozy. Z kolei prognozowana wartość aktywów Spółki (wraz z należnościami ze sprzedaży aktywów) na 1 akcję ma wynieść na koniec 2017 r. od 4,50 zł do 5,00 zł. Po zakończonych trzech kwartałach br. wartość aktywów ukształtowała się na poziomie 4,13 zł, a więc realizacja prognozy wynosi w tym zakresie 91,78% dolnej granicy. Wyniki finansowe Spółki w tym roku należy uznać za bardzo dobre, szczególnie biorąc pod uwagę inne konkurencyjne podmioty działające również w branży inwestycyjnej. Zarząd ABS Investment S.A. podtrzymuje także prognozy finansowe na 2017 r.

„Cieszy mnie duża grupa spółek dywidendowych w portfelu ABS Investment S.A. Wpływy z dywidend w istotny sposób od kilku lat pokrywają koszty funkcjonowania Spółki. Obecnie stało się to jeszcze bardziej ważne, ponieważ ABS Investment S.A. nie może uzyskiwać przychodów z usług doradczych, gdyż złożyliśmy wniosek o uzyskanie statusu Alternatywnej Spółki Inwestycyjnej. Tradycyjnie powalczymy w tym roku o realizację prognoz, jakie opublikowaliśmy. Przeszkadza w tym bardzo słaby rynek, zaostrzenie kryteriów dopuszczania spółek do obrotu na NewConnect oraz lekkie zakłócenie harmonogramu zamykania pozycji inwestycyjnych.” – zakończył Prezes Jarosz.

Split Payment – wyzwania i szanse dla przedsiębiorstw

W 2018 roku podatników VAT czeka rewolucja. Jej powodem jest wprowadzenie mechanizmu tzw. podzielonej płatności (split payment), który sprawi, że obszar VAT w przedsiębiorstwach znajdzie się pod ścisłym nadzorem urzędów skarbowych. Jednocześnie przedsiębiorstwa korzystające ze split payment będą mogły szybciej uzyskiwać zwrot podatku i uchronić się przed częścią sankcji podatkowych. Zmiany miałyby wejść w życie 1 kwietnia 2018 r. 

W dniu 10 listopada projekt nowelizacji ustawy o VAT został przekazany do Senatu, który ma 30 dni na przyjęcie ustawy, wniesienie poprawek i skierowanie projektu ponownie do Sejmu lub odrzucenie w całości. Nowelizacja zakłada wprowadzenie mechanizmu tzw. podzielonej płatności (split payment), mającego na celu uszczelnienie podatku VAT.  Model split payment będzie dotyczył wyłącznie transakcji dokonywanych pomiędzy przedsiębiorstwami. Po nowelizacji nabywca towarów lub usług będzie decydował, czy przekaże sprzedawcy całą kwotę płatności, czy zrealizuje ją w modelu podzielonej płatności, w którym kwota netto trafia na rachunek rozliczeniowy sprzedawcy, a kwota z tytułu podatku VAT – na  specjalne konto VAT kontrahenta. Wprowadzenie split payment budzi obawy wśród przedsiębiorstw. Dotyczą one przede wszystkim ryzyka utraty płynności finansowej i konieczności stałego kontrolowania rozliczeń z klientami i fiskusem. Z drugiej strony, split payment umożliwi podatnikom zabezpieczenie środków koniecznych do opłacania podatku należnego fiskusowi, ochronę przed częścią sankcji podatkowych, a także zdecydowanie przyspieszy uzyskiwanie zwrotu VAT.

Specjalne konto VAT pod ścisłym nadzorem

Zgodnie z założeniami nowelizacji, korzystanie z modelu split payment ma być dobrowolne. W praktyce decyzję o wyborze tego mechanizmu będzie podejmowała strona dokonująca płatności, czyli nabywca towarów lub usług. Jeśli więc sprzedawca nie będzie chciał korzystać ze split payment, będzie musiał uzgodnić to najpierw ze swoim klientem. To oznacza, że każdy podatnik VAT będzie musiał posiadać dwa odrębne konta: podstawowe – do prowadzenia własnej działalności gospodarczej i specjalne – do celów VAT.

Zgodnie z nowelizacją, rachunek VAT dla przedsiębiorstwa będzie automatycznie zakładany przez bank lub Spółdzielczą Kasę Oszczędnościowo-Kredytową (SKOK), w której firma ma już rachunek rozliczeniowy do celów gospodarczych. Założenie i prowadzenie takiego konta nie będzie wiązało się z zawieraniem dodatkowej umowy czy kolejnymi kosztami. W modelu podzielonej płatności, nabywca będzie wykonywał jeden przelew w kwocie brutto. Rozdzielenie kwoty na netto i VAT będzie zadaniem instytucji bankowej, która z tego tytułu będzie mogła pobierać opłatę. Wartość opłaty nie będzie jednak wyższa niż tej za przelew bez zastosowania mechanizmu split payment.

Konto do celów VAT będzie pod stałym nadzorem administracji podatkowej. Przedsiębiorstwo będzie mogło używać go wyłącznie do uzyskiwania płatności VAT od nabywców towarów czy usług, wpłacania należności podatkowej do urzędu skarbowego lub do zapłaty VAT swoim dostawcom.

„Obecnie split payment funkcjonuje we Włoszech, Czechach, Turcji, a od niedawna również w Rumunii. W tych krajach korzystanie z tego mechanizmu jest dobrowolne, a strona dokonująca płatności samodzielnie dzieli ją na dwa oddzielne przelewy bankowe. Zastosowanie split payment powinno być indywidualną decyzją podatnika, rozpatrywaną m.in. w oparciu o aktualną sytuację finansową przedsiębiorstwa, rodzaj przepływów pieniężnych, procesy księgowania czy relacje z kontrahentami. Części przedsiębiorstw mechanizm ten pomoże zarządzać obszarem VAT, innym przysporzy dodatkowych problemów – w skrajnych przypadkach może nawet zachwiać płynnością finansową firmy. Środki na koncie VAT będą tymczasowo zamrażane. Jeśli właściciel konta będzie chciał przeznaczyć je na inwestycje czy inne zobowiązania niż te wynikające z przepisów VAT, będzie musiał uzyskać pozwolenie naczelnika urzędu skarbowego, który będzie miał na decyzję aż 60 dni. W związku z ryzykiem zachwiania płynności finansowej, Ministerstwo Finansów przewiduje wprowadzenie specjalnie skonstruowanej oferty kredytowej dla przedsiębiorstw, które zdecydują się na split payment, ale szczegółów jeszcze nie znamy” – komentuje Maciej Królikowski, VAT Expert w Dziale Podatków i Opłat w Ayming Polska.

Uproszczony i szybszy zwrot VAT

Obecnie Urząd Skarbowy ma aż 60 dni na rozpatrzenie wniosku o zwrot VAT oraz prawo do przedłużenia tego terminu. Przedsiębiorstwa, które chcą ubiegać się o zwrot VAT w przyspieszonym, 25-dniowym terminie, muszą spełnić szereg wymogów formalnych. Firma musi wykazać m.in., że kwoty naliczonego podatku wykazane w deklaracji podatkowej wynikają z odpowiednich faktur i dokumentów celnych, a następnie złożyć w urzędzie skarbowym potwierdzenie, iż dokumenty te zostały opłacone. Ponadto, kwota nadwyżki wynikająca z poprzedniej deklaracji podatkowej nie może przekroczyć 3 tys. złotych. Jednocześnie w ramach procedury postępowania weryfikacyjnego, organy podatkowe mają możliwość przedłużenia terminu zwrotu podatku VAT, co często prowadzi do długotrwałego „zamrożenia” środków w przedsiębiorstwie, w wysokości należnego zwrotu.

Zgodnie z nowelizacją, przedsiębiorstwo korzystające z mechanizmu podzielonej płatności nie będzie musiało spełniać powyższych warunków, aby szybciej uzyskać zwrot podatku VAT. Jeśli podatnik zawnioskuje o przelanie zwrotu na rachunek służący rozliczeniom podatku VAT z Urzędem Skarbowym, otrzyma go w terminie do 25 dni. W tym wypadku ustawodawca nie przewiduje możliwości przedłużenia terminu otrzymania zwrotu, co jest nowością proceduralną dla urzędów skarbowych i dobrą wiadomością dla przedsiębiorstw.

Niższy podatek i mniej sankcji

Przedsiębiorstwa korzystające z mechanizmu split payment będą miały możliwość obniżenia wartości należnego podatku VAT. Będzie to dotyczyło podatników, którzy opłacą swoje zobowiązanie podatkowe w całości z rachunku VAT, w terminie wcześniejszym niż narzucony przez ustawodawcę. Oszczędności te będą jednak niewielkie. W ramach dodatkowej zachęty, wobec podatników posługujących się tym mechanizmem, nie będzie stosowana część sankcji zdefiniowanych w Ustawie o VAT.

„Ustawa o VAT wskazuje katalog towarów, w przypadku których nabywca jest obarczony odpowiedzialnością podatkową za zaległości VAT spowodowane przez dostawcę. Podatnik, który będzie stosował split payment nie będzie musiał obawiać się tzw. odpowiedzialności solidarnej w ramach tego katalogu towarów. Dodatkowo, taki podatnik nie będzie objęty regulacjami dotyczącymi stawek sankcyjnych, które mogą zwiększyć podatek należny nawet o 100 proc. oraz odsetki za zwłokę do 150 proc. Przykładowo, jeżeli w toku kontroli podatkowej lub celno-skarbowej urząd stwierdzi, iż podatnik zaniżył kwotę zobowiązania lub zawyżył kwotę zwrotu podatku VAT o 100 tys. zł, to nie obejmie go sankcja w wysokości 20 tys. zł. Natomiast, jeśli urząd stwierdzi, że podatnik uwzględnił w swoim rozliczeniu fakturę na 100 tys. zł, choć faktycznie nie doszło do zakupu czy sprzedaży, to stosowanie mechanizmu split payment uchroni podatnika przed sankcją w wysokości 100 tys. zł oraz zwiększonymi odsetkami ustawowymi” – wyjaśnia Maciej Królikowski, VAT Expert w Dziale Podatków i Opłat w Ayming Polska.

Choć split payment wydaje się skutecznym rozwiązaniem do walki z wyłudzeniami VAT, jego wprowadzenie będzie wyzwaniem dla przedsiębiorstw w Polsce. Kluczowa w tym kontekście wydaje się dobrowolność wyboru tego mechanizmu. Decyzja o stosowaniu podzielonej płatności powinna być podejmowana w oparciu o analizę indywidualnej sytuacji finansowej przedsiębiorstwa. Firmom, które wykluczą ryzyko utraty płynności finansowej, split payment może przynieść szybszy dostęp do zwrotu VAT i ochronę przed częścią sankcji podatkowych.

Podróże służbowe codziennością MŚP

Połowa małych i średnich firm w Polsce wysyła pracowników w delegacje – wynika z najnowszego badania Diners Club Polska. Choć większość podróży organizowana jest „na własną rękę” to już niemal co piąta firma podczas wyjazdu udostępnia pracownikom kartę służbową.

Prawie połowa firm (48,9 proc.) z sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw wysyła pracowników w podróże służbowe – wynika z najnowszego badania Diners Club Polska „Podróże służbowe polskich MŚP w 2017”. Najwięcej wyjazdów organizują firmy średnie – aż 78 proc. z nich wysyła delegatów poza miejsce pracy. Pod względem branży, najczęściej podróżują reprezentanci firm produkcyjno-przemysłowych (42 proc.) oraz usługowych (31 proc.). Podróży służbowych spodziewać się mogą również pracownicy co piątej firmy handlowej. Najmniej wyjazdów za to odbywa się w sektorze produkcyjno-rolniczym.

Czy w Pana/Pani firmie pracownicy w ramach obowiązków odbywają podróże służbowe?Czy w Pana/Pani firmie pracownicy w ramach obowiązków odbywają podróże służbowe?

Przeważają jednodniowe delegacje

Ponad 56 proc. właścicieli przyznało, że wyjazd służbowy ich pracowników trwa zwykle jeden dzień. Na dwudniowe podróże wysyła delegatów co trzecie przedsiębiorstwo. Tylko w co dziesiątej firmie pracownicy odbywają podróże trwające dłużej niż dwie doby.
– Połowa firm (51,2 proc.) w podróż służbową wysyła delegatów średnio raz na miesiąc lub rzadziej. Tylko w co czwartym przedsiębiorstwie pracownicy wyjeżdżają około dwa, trzy razy w miesiącu. Raz na tydzień lub częściej podróżują reprezentanci tylko 23 proc. MŚP, a największy odsetek z nich stanowią firmy handlowe – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club.

Podróż na własną rękę, ale samochodem firmowym Najczęściej (52,7 proc.) pracownicy podróże służbowe organizują samodzielnie. Tylko 14 proc. MŚP posiada osobne stanowisko dla osoby zajmującej się wyłącznie wyjazdami. Co trzeci właściciel przyznaje, że to zadanie deleguje na konkretnego pracownika, którego zarządzanie podróżami jest jednym z obowiązków. Prawie 70 proc. delegatów w podróży służbowej korzysta z firmowego samochodu. Prywatnym autem jeździ się tylko w co piątym przedsiębiorstwie.

– Reprezentanci MŚP coraz rzadziej podróżują służbowo pociągiem – obecnie praktykuje to tylko nieco ponad 11 proc. firm. Natomiast z samolotu korzysta jeszcze mniej, bo 2 proc. przedsiębiorstw i to tylko średnich – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club Polska.

Jakim środkiem transportu najczęściej realizowane są firmowe wyjazdy służbowe w  Pana\Pani przedsiębiorstwie?Jakim środkiem transportu najczęściej realizowane są firmowe wyjazdy służbowe w  Pana\Pani przedsiębiorstwie?

Coraz więcej kart firmowych

Zdecydowana większość wyjazdów służbowych w polskich MŚP opłacanych jest gotówką. W co trzecim przedsiębiorstwie pracownicy na wyjeździe korzystają z własnych pieniędzy, które następnie refunduje pracodawca, a 45 proc. firm oferuje delegatom zaliczkę, z której potem są rozliczani. Kartami służbowymi posługuje się prawie co piąta firma i jest to o 7 punktów procentowych więcej niż w 2015 r. Do bezgotówkowych form płatności najbardziej przekonały się firmy średnie i z branży handlowej.

Jak pracownicy w Pana\Pani firmie opłacają koszty podroży służbowych?

Jak pracownicy w Pana\Pani firmie opłacają koszty podroży służbowych?

– Polskie MŚP są obecnie w dobrej kondycji finansowej – ponad 67 proc. właścicieli pozytywnie oceniło sytuację swojej firmy. Dodatkowo, co trzeci przedsiębiorca jest optymistycznie nastawiony do najbliższej przyszłości. Najważniejsze zadanie, jakie stawia przed sobą ponad połowa właścicieli to pozyskanie nowych klientów – to oznacza, że w najbliższym czasie możemy spodziewać się, że liczba delegacji wzrośnie – dodaje Katarzyna Fatyga z Diners Club Polska.

Nota metodologiczna:

Badanie zostało przeprowadzone przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRIS) na zlecenie Diners Club Polska we wrześniu 2017 r. na podstawie wywiadów z 500. właścicielami mikro, małych i średnich przedsiębiorstw z całej Polski, metodą telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI). Błąd oszacowania = 4 proc. poziom ufności 0,95.

Korekta na półmetku

Silne korekty cen metali przemysłowych i surowców energetycznych odgrywają istotną rolę w widocznym już na pierwszy rzut oka pogorszeniu się sentymentu, także na rynkach akcji. Widzimy pole do głębszego cofnięcia się rozgrzanych w poprzednich miesiącach do czerwoności rynków ryzykownych aktywów.

Ostatnie fazy wzrostów cen miedzi i ropy były oderwane od fundamentów. W przypadku metali przemysłowych skrajny optymizm rynków nie wytrzymuje konfrontacji z obawą, ze po zjeździe Komunistycznej Partii Chin przyjdzie czas na kontrolowane schłodzenie rozgrzanego rynku nieruchomości i zacieśnienie warunków monetarnych. W przypadku ropy entuzjazm dotyczący zbliżającego się posiedzenia OPEC przyćmił rosnącą aktywność wydobywczą w USA i zbyt optymistyczną wizję siły popytu na surowiec w 2018 roku. Warto mieć na uwadze, że w ostatnim tygodniu zaangażowanie inwestorów na rynku surowców było najwyższe w historii. Tymczasem wartości oddającego popyt na niskoprzetworzone towary wskaźnika z rodziny CRB dość wyraźnie zawróciły i bliżej im do tegorocznych dołków niż maksimów. Zresztą można zauważyć, że indeks ten wielokrotnie wyprzedzał zachowanie szerszych miar koniunktury na rynkach surowcowych. W tym świetle należy naszym zdaniem oczekiwać kontynuacji słabości miedzi i ropy naftowej, tym bardziej, że pozytywny dla cen wynik posiedzenia OPEC jest już dawno zdyskontowany.

Ma to spore reperkusje dla rynku walutowego. W obecnym położeniu istnieje znaczne pole do kontynuacji zniżek przez AUD/USD oraz NZD/USD. Uważamy, że jesteśmy w fazie przesilenia na rynku złotego i EUR/PLN będzie dryfował na nieco wyższe pułapy. Waluty defensywne z euro i jenem na czele powinny krótkim terminie radzić sobie dobrze, zwłaszcza, że wzbiera niepewność dotycząca losów reformy systemu podatkowego.

Dziś w centrum uwagi będą dane o inflacji z USA. W sześciu na siedem ostatnich przypadkach inflacja bazowa rozczarowała (co było przecież kluczem do słabości dolara w tym roku). Dane za październik mają jednak szanse by pozytywnie zaskoczyć za sprawą m.in. mniejszej podaży używanych aut, czy stopniowego „przegryzania się” wyższych cen importowanych dóbr. Po poprzednich huraganach trajektoria cen również podnosiła się z minimum miesięcznym opóźnieniem. Wyższe ceny bazowe
w USA zderzone z rozczarowaniami inflacją w innych gospodarkach byłyby oczywiście pozytywne dla dolara, lecz przy przesądzonej podwyżce w grudniu ważniejsze są losy reformy systemu podatkowego. Główny wskaźnik inflacji konsumenckiej powinien natomiast wyhamować z 2,2 do 2,0 proc. rok do roku za sprawą normalizacji cen paliw po wrześniowym wystrzale spowodowanym przez huragany. Bazowy wskaźnik (również dziś publikowanej) sprzedaży detalicznej powinien przybrać solidną dynamikę – przy dobrych nastrojach gospodarstw domowych i rozpędzonym rynku pracy nie ma podstaw by obawiać się o siłę konsumpcji w USA. Na froncie danych warto też zwrócić uwagę na informacje z brytyjskiego rynku pracy. Pomimo dość słabej inflacji (dane wczorajsze) funt odrabia straty na fali słabości dolara – GBP/USD powraca w kierunku 1,32. Biorąc pod uwagę słabnącą pozycję premier May oraz oczekiwane przez nas schłodzenie koniunktury odsuwające lutową podwyżkę stóp przez Bank Anglii nie widzimy podstaw by obecne poziomy zostały w kolejnych tygodniach utrzymane.

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

MADKOM S.A. po III kwartale 2017 r.

MADKOM S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect zajmująca się produkcją systemów IT dla samorządów, wypracowała po trzech kwartałach 2017 r. ponad 1,35 mln zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym, a jej przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 7,41 mln zł. Spółka liczy na podobny, jak nie większy przyrost przychodów w ostatnim kwartale 2017 r.

W 3 kw. 2017 r. Grupa Kapitałowa MADKOM S.A. zanotowała 441,9 tys. zł zysku netto przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących 2.463,6 tys. zł. Rok temu w analogicznym okresie strata netto sięgnęła 648,7 tys. zł, a przychody netto ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 812,9 tys. zł. Narastająco na koniec trzeciego kwartału 2017 r. skonsolidowany zysk netto Grupy wyniósł 1.355,4 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży kształtujących się na poziomie 7.412 tys. zł. Rok wcześniej Grupa Kapitałowa MADKOM S.A. miała stratę netto przekraczającą 1.703,7 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 3.043,1 tys. zł.

W okresie 9 miesięcy 2017 roku Grupa przekroczyła poziom przychodów netto ze sprzedaży, jaki MADKOM SA wraz ze spółkami zależnymi wypracowała w 2016 roku. Jednocześnie Zarząd MADKOM SA oczekuje dalszych dobrych wyników w ostatnim kwartale 2017 roku.

Zanotowane przez Spółkę wyniki finansowe i ich wyraźna poprawa w ujęciu rdr. były rezultatem zmiany sytuacji rynkowej, jak również dynamicznej rozbudowy portfela zamówień. Spółka obecnie realizuje bardzo dużą ilość wdrożeń oraz szkoleń dla jednostek samorządu terytorialnego. Kolejne przetargi, w których startuje Grupa MADKOM, mogą jeszcze znacząco polepszyć wyniki Grupy w ostatnim kwartale 2017 r.

Pomimo tak dobrych wyników aktualna wycena spółki znacząco odbiega od rzeczywistego potencjału Grupy, jak i jej wyników. W ocenie Zarządu Jednostki Dominującej – niedoszacowanie kursu akcji uniemożliwia podjęcie kroków związanych z dalszym rozwojem.

Aktualna wycena Spółki kompletnie nie dyskontuje jej aktualnych wyników i odbiega od rzeczywistego potencjału Spółki. Najbliższe miesiące mogą przynieść nowe wyzwania związane z inwestycjami, które napędziłyby rozwój Spółek z Grupy, jednak tak niska wycena uniemożliwia pozyskiwanie kapitału akcyjnego.

Spółka konsekwentnie zwiększa wartość portfela zamówień, realizuje nowe projekty wdrożeniowe oraz powiększa poziom przychodów z tytułu świadczenia usług serwisowych. Dzięki nowo pozyskanym kontraktom serwisowym, Spółka już teraz przekroczyła poziom przychodów w tym segmencie z 2016 roku.

Kolejne zamówienia oczekują na rozstrzygnięcie i niewątpliwie ich pozytywny wynik wpłynie korzystanie i zagwarantuje MADKOM SA stabilny dochód nawet do końca pierwszego półrocza 2018 roku. Podejmowane przez Spółkę działania oraz ich rezultaty są zgodne ze strategią rozwoju na lata 2015-2020, która została zaktualizowana pod koniec 2016 r.

Nadchodzący rok powinien być co najmniej tak samo dobry dla Spółki jak obecny – na potencjalną sprzedaż przez Spółkę maja bezpośredni wpływ działania inwestycyjne urzędów. Koniunktura w gospodarce i wysoki poziom PKB dają nam pozytywną prognozę na co najmniej 12 miesięcy. W tym czasie Spółka powinna pokazać kolejne efekty związane ze stabilizacją przychodów pochodzących z innych źródeł niż rynek publiczny.

Finansowanie z funduszy strukturalnych UE wciąż dopływa, w czym Grupa Kapitałowa MADKOM S.A. widzi swój potencjał na dalszy rozwój. Spółka intensywnie pracuje nad nowymi innowacyjnymi produktami, które będą stanowiły kolejny filar Spółki i będą niezależne od dotychczas oferowanych produktów.

Grupa kapitałowa PZU po III kwartale 2017 roku

  • Wzrost składki przypisanej brutto o 15,1% r/r do 16,9 mld zł.
  • Wzrost udziałów rynkowych w Polsce w ubezpieczeniach majątkowych z działalności bezpośredniej o 0,8 p.p. r/r do 36,9% oraz w ubezpieczeniach na życie ze składką okresową o 0,7 p.p. r/r do 45,7% (dane na koniec czerwca 2017).
  • Wysoka dyscyplina kosztowa. Spadek wskaźnika kosztów administracyjnych spółek ubezpieczeniowych Grupy PZU w Polsce o 1,1 p.p. r/ r do 6,6%.
  • Utrzymanie wysokiej rentowności w ubezpieczeniach majątkowych w Polsce, pomimo wystąpienia szkód masowych. Poprawa wskaźnika mieszanego o 5,4 p.p. r/r do poziomu 90,1%.
  • Wzrost rentowności ubezpieczeń na życie w polisach grupowych i indywidualnie kontynuowanych w III kwartale do poziomu 25,9% (w porównaniu do 24,5% w II kwartale 2017), narastająco od początku roku do poziomu 21,4%.
  • Dwukrotnie wyższy zysk. Zysk netto Grupy PZU wzrósł do 3 mld zł w porównaniu do 1,5 mld zł po III kwartale 2016 roku, a zysk netto jednostki dominującej do 2,1 mld zł w porównaniu do 1,3 mld zł po III kwartale 2016 roku.
  • ROE powyżej 21%. Uroczniona rentowność kapitałów własnych „ROE” dla podmiotu dominującego wyniosła 21,3% w porównaniu do 13,8% po III kwartale 2016 roku.

„Grupa PZU dysponuje 300 mld zł aktywów, które wypracowały ponad 3 mld zł zysku netto po III kwartale 2017 roku, tj. niemal dwukrotnie więcej niż w analogicznym okresie 2016 roku. Tak wysoka dynamika to zasługa zarówno większej obecności Grupy w sektorze bankowym, jak i poprawy rentowości w podstawowej działalności ubezpieczeniowej. Co ważne, pomimo wzrostu szkodowości w III kwartale, związanej głównie z silnymi nawałnicami i opadami deszczu, które nawiedziły nasz kraj, utrzymaliśmy rentowność we wszystkich kluczowych liniach biznesu. Systematyczne inwestycje w fundamenty gwarantujące rozwój PZU, dbałość o bazę klientów oraz utrzymywanie dyscypliny kosztowej sprawia, że nawet w trudnych rynkowo okresach, jesteśmy w stanie efektywnie zarządzać kapitałem i generować wysokie zyski, zachowując przy tym najwyższe standardy świadczonych usług.” – powiedział Paweł Surówka, prezes PZU SA.

Ubezpieczenia majątkowe

„Pomimo szkód spowodowanych przez nawałnice, gwałtowne burze i huragany, które wystąpiły w III kwartale 2017 roku, poprawiliśmy o 5,4 p.p. wskaźnik mieszany dla całego segmentu ubezpieczeń majątkowych w Polsce. Osiągnięty po 9 miesiącach poziom 90,1% dla tego wskaźnika, utrzymuje się powyżej naszych strategicznych ambicji. Wsparciem dla tak dobrego wyniku jest wysoki wolumen sprzedaży ubezpieczeń oraz silna dyscyplina kosztowa. Wskaźnik kosztów administracyjnych spółek ubezpieczeniowych Grupy PZU w Polsce uległ poprawie o 1,1 p.p. osiągając na koniec września 2017 roku poziom 6,6%. Systematyczna poprawa to efekt zarówno zmian w obszarach kosztowych, jak i rosnącej kultury kosztowej całej organizacji, umożliwiający wykorzystanie efektów skali prowadzonej działalności w celu optymalizacji kosztów jednostkowych” – mówi Tomasz Kulik, CFO PZU.

Ubezpieczenia na życie

 „Po trudnym pierwszym kwartale, kiedy marża w ubezpieczaniach grupowych i indywidualnie kontynuowanych spadła poniżej 14%, podjęliśmy szereg działań mających na celu ograniczenie spadków rentowności. Przy malejącej częstości zgonów osiągnęliśmy bardzo dobry rezultat już w II kwartale 2017. Kontynuacja trendów i konsekwencja w naszych działaniach pozwoliły na dalszą poprawę wyników w III kwartale i osiągnięcie 25,9% marży zysku. Dzięki temu, już po 9 miesiącach rentowność w tym istotnym dla nas segmencie ubezpieczeń przekroczyła strategiczny poziom 20%.” – mówi Roman Pałac, prezes PZU Życie

Inwestycje

„Wyłączając wpływ działalności bankowej oraz po uwzględnieniu kosztów odsetkowych, wynik inwestycyjny po III kwartale 2017 roku wzrósł o 59% do 1 615 mln zł, głównie ze względu na lepszy wynik na portfelach akcyjnych. Było to spowodowane m.in. poprawą koniunktury na GPW – indeks WIG po III kwartale 2017 roku wzrósł o 24,2% wobec 1,3% w analogicznym okresie roku ubiegłego. Ponadto wyniki rosły dzięki wysokomarżowemu zaangażowaniu w instrumenty rynku dłużnego, które pozyskaliśmy w ramach budowania portfela długu nieskarbowego.” – komentuje Tomasz Kulik, CFO PZU.

Rating

27 października 2017 roku amerykańska agencja ratingowa S&P Global Ratings podwyższyła perspektywę ratingową PZU z negatywnej do stabilnej. Jednocześnie rating siły finansowej i rating kredytowy PZU pozostał na poziomie A-. Jest to ocena o jeden stopień powyżej długoterminowego ratingu Polski w walucie zagranicznej, i zgodnie z zasadami S&P, jedna z najwyższych możliwych ocen dla polskiej spółki.

„Podwyższenie perspektywy ratingowej PZU to dla nas bardzo ważna informacja. Ta decyzja kończy okres dwuletniej weryfikacji. Analitycy agencji pozytywnie ocenili wizję rozwoju PZU oraz wspólne działania zarządu, który konsekwentnie realizuje strategię Grupy PZU.” – dodał Paweł Surówka.

Szczegółowe podsumowanie wyników PZU  po III kwartale 2017 roku

Pozytywny wpływ na wyniki finansowe Grupy PZU po III kwartale 2017 roku miały w szczególności:

  • wzrost składki przypisanej brutto w grupie ubezpieczeń komunikacyjnych w segmencie klienta masowego i korporacyjnego głównie w efekcie wzrostu średniej składki i liczby ubezpieczeń oraz w ubezpieczeniach indywidulanych, w szczególności produktów unit-linked w kanale bankowym;
  • wzrost rentowności w segmencie ubezpieczeń masowych związany głównie z niższą szkodowością w ubezpieczeniach rolnych (w analogicznym okresie ubiegłego roku wystąpiły liczne szkody spowodowane siłami natury – negatywne skutki przezimowań) oraz w mniejszym stopniu poprawą rentowności w ubezpieczeniach OC komunikacyjnych;
  • lepsze wyniki w segmencie działalności bankowej w związku z wysokim poziomem sprzedaży przez Alior Bank produktów kredytowych wsparte korzystną koniunkturą gospodarczą;
  • wyższe dochody z działalności lokacyjnej, w szczególności na skutek lepszej koniunktury na GPW.

Negatywnie na wyniki w tym okresie wpłynęły:

  • niższa rentowność w segmencie ubezpieczeń korporacyjnych majątkowych, głównie w grupie ubezpieczeń poza komunikacyjnych ze względu na zgłoszenie kilku szkód o wysokiej wartości jednostkowej;
  • spadek rentowności w ubezpieczeniach grupowych i indywidualnie kontynuowanych (r/r), jako efekt wyższej szkodowości produktów ochronnych związanej ze wzrostem częstości zdarzeń związanych ze zgonami w I kwartale bieżącego roku, potwierdzony danymi GUS o śmiertelności w całej populacji. W II i III kwartale zanotowano powrót do poziomów szkodowości obserwowanych w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Na porównywalność wyników oraz sumy bilansowej r/r w sposób istotny wpłynęło rozpoczęcie konsolidacji Pekao w czerwcu 2017 roku. W wyniku tej transakcji doszło do przekształcenia Grupy PZU z grupy ubezpieczeniowej w finansową. Suma bilansowa wzrosła głównie z tego tytułu o ponad 187 mld zł względem analogicznego okresu ubiegłego roku (do poziomu 300 mld zł), a udziały niekontrolujące osiągnęły wartość 22,0 mld zł (stan na 30 września 2017 roku). Pekao kontrybuował do wyniku operacyjnego Grupy PZU oraz wyniku segmentu działalności bankowej kwotą 918 mln zł od momentu rozpoczęcia konsolidacji w czerwcu 2017 roku.

Składki

Po III kwartale 2017 roku Grupa PZU zebrała 16 933 mln zł składki brutto, czyli o 15,1% więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Jest to w znacznej mierze rezultatem wyższej sprzedaży ubezpieczeń komunikacyjnych w segmencie klienta masowego (+1 087 mln zł) i korporacyjnego (+300 mln zł), na skutek wzrostu średniej składki i liczby ubezpieczeń. O 346 mln zł wzrosła też składka w segmencie ubezpieczeń indywidualnych, głównie dzięki wyższej sprzedaży produktów unit-linked w kanale bankowym. Ponadto wzrost przypisu składki o 173 mln zł zanotowały spółki zagraniczne.

Odszkodowania i  świadczenia

Po III kwartale 2017 roku wartość netto odszkodowań i świadczeń oraz przyrostu rezerw Grupy PZU wyniosła 11 252 mln zł, tj. wzrost o 15,2% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku, co ma związek ze zwiększeniem skali działalności. Do zmiany wartości odszkodowań i świadczeń netto przyczyniły się: wzrost wartości odszkodowań i świadczeń w grupie ubezpieczeń komunikacyjnych w segmencie klienta korporacyjnego oraz masowego, wyższy poziom odszkodowań i świadczeń w ubezpieczeniach szkód powodowanych żywiołami, wyższe szkody w ubezpieczeniach odpowiedzialności cywilnej ogólnej oraz ubezpieczeniach od ognia w wyniku zgłoszenia kilku roszczeń o wysokiej wartości jednostkowej, zwiększenia rezerw dla indywidualnych produktów unit-linked w kanale bancassurance oraz w mniejszym stopniu tego samego rodzaju produktów grupowych i indywidualnych oferowanych w sieci własnej (głównie PPE oraz IKE), w ubezpieczeniach ochronnych wzrost w I kwartale 2017 roku w stosunku do ubiegłego roku częstości zgonów potwierdzony przez statystyki GUS dla całej populacji (w II i III kwartale powrót do poziomów szkodowości obserwowanych w analogicznym okresie ubiegłego roku).
Na obniżenie odszkodowań i świadczeń netto wpływ miał niższy poziom szkód w grupie ubezpieczeń pozostałych szkód rzeczowych w segmencie klienta masowego, w tym głównie ubezpieczeń dotowanych upraw rolnych – w analogicznym okresie 2016 roku wystąpienie licznych szkód powodowanych siłami natury.

Koszty administracyjne i akwizycji

 Koszty administracyjne Grupy po III kwartale 2017 roku ukształtowały się na poziomie 3 644 mln zł względem 1 927 mln zł analogicznym okresie 2016 czyli były o 89,1% wyższe w relacji do poprzedniego roku. Wzrost wynikał w głównej mierze z rozpoczęcia konsolidacji Pekao oraz połączenia Alior Bank z wydzieloną działalnością BPH 4 listopada 2016 roku. Koszty administracyjne segmentu bankowego wzrosły o 1 661 mln zł. Jednocześnie koszty administracyjne w segmentach działalności ubezpieczeniowej w Polsce ukształtowały się na poziomie niższym o 9 mln zł w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Ich zmiana wynikała z wyższych kosztów w ubezpieczeniach bankowych będącymi efektem zmiany zasad rozliczeń z bankami w ramach umów bancassurance, kompensowanymi niższymi kosztami działalności projektowej.
Koszty akwizycji po 3 kwartałach 2017 roku wzrosły o 227 mln zł w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Wzrost ten był w szczególności rezultatem wyższej sprzedaży w segmencie klienta masowego i korporacyjnego.

Inwestycje

Po III kwartale 2017 roku wynik netto na działalności inwestycyjnej1 Grupy PZU wyniósł 5 833 mln zł wobec 2 635 mln zł w analogicznym okresie 2016 roku (wzrost o 121,4%). Wyższy wynik po III kwartale to przede wszystkim efekt wzrostu dochodów z lokat wygenerowanych na działalności bankowej w związku z rozpoczęciem konsolidacji Pekao, a także lepszy wynik z działalności inwestycyjnej z wyłączeniem działalności bankowej.
Dochody z działalności inwestycyjnej, z wyłączeniem działalności bankowej oraz po uwzględnieniu kosztów odsetkowych, wzrosły o 58,5% do 1 615 mln zł. To głównie efekt wyższego wyniku na notowanych instrumentach kapitałowych w szczególności ze względu na poprawę koniunktury na GPW – wzrost indeksu WIG o 24,2% w 3 kwartałach 2017 roku wobec 1,3% w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Zysk

Po III kwartale 2017 roku Grupa PZU uzyskała wynik z działalności operacyjnej na poziomie 3 896 mln zł wobec 1 960 mln zł w poprzednim roku (wzrost o 98,8%). Zysk netto wzrósł o 1 495 mln zł (+99,1%) do poziomu 3 003 mln zł. Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej wyniósł 2 146 mln zł wobec 1 309 mln zł w analogicznym okresie 2016 roku (wzrost o 63,9%).

Kapitał własny

Na 30 września 2017 roku skonsolidowane kapitały własne osiągnęły wartość 35 930 mln zł wobec 16 268 mln zł na 30 września 2016 roku. Wzrost skonsolidowanych kapitałów własnych związany jest ze wzrostem udziałów niekontrolujących, które głównie w związku z rozpoczęciem konsolidacji Pekao w I półroczu 2017 roku osiągnęły wartość 22 025 mln zł. Kapitały przypadające udziałowcom jednostki dominującej wzrosły o 907 mln zł względem końca poprzedniego roku – efekt podziału zysku za 2016 rok w tym przeznaczenia na wypłatę dywidendy 1 209 mln zł skompensowany wynikiem netto przypisanym jednostce dominującej wypracowanym po III kwartale 2017 roku.

ROE

Po III kwartale 2017 roku zwrot z kapitałów własnych przypadający jednostce dominującej ukształtował się na poziomie 21,3% (wskaźnik uroczniony). Wskaźnik ROE był wyższy o 7,5 p.p. niż w analogicznym okresie poprzedniego roku, głównie z uwagi poprawę wyników działalności ubezpieczeniowej oraz inwestycyjnej.

Wypłacalność wg Solvency II

Według stanu na koniec II kwartału 2017 roku, po finalizacji transakcji nabycia pakietu akcji Banku Pekao, wskaźnik wypłacalności (liczony wg formuły standardowej Solvency II) wyniósł 247% i pozostał powyżej średniego wskaźnika wypłacalności dla grup ubezpieczeniowych w Europie.

1. Wynik netto na działalności inwestycyjnej obejmuje przychody netto z inwestycji, wynik netto z realizacji i odpisy z tytułu utraty wartości inwestycji oraz zmianę netto wartości godziwej aktywów i zobowiązań wycenianych w wartości godziwej. 

Wybrane dane finansowe Grupy PZU:

Lp. Wyszczególnienie Okres 9 m-cy
(w mln zł) zakończony w dniu
30.09.2017 30.09.2016
1. Składki ubezpieczeniowe przypisane brutto 16 933 14 706
2. Odszkodowania i świadczenia ubezpieczeniowe netto oraz zmiana stanu rezerw techniczno-ubezpieczeniowych (11 252) (9 771)
3. Dochód z działalności lokacyjnej, w tym: 5 833 2 635
3a. Przychody netto z inwestycji 6 150 3 024
3b. Wynik netto z realizacji i odpisy z tytułu utraty wartości inwestycji (663) (444)
3c. Zmiana netto wartości godziwej aktywów i zobowiązań wycenianych do wartości godziwej 346 55
4. Koszty odsetkowe (884) (506)
5. Zysk netto, w tym: 3 003 1 508
5a. zysk przypisywany właścicielom jednostki dominującej 2 146 1 309
5b. zyski przypisywane właścicielom udziałów niekontrolujących 857 199
6. Kapitały własne 35 930 16 268
7. Aktywa finansowe wraz nieruchomościami inwestycyjnymi 266 804 93 863
8. Aktywa razem 300 245 112 914

Plast-Box zdobywa Europę

Plast-Box, jeden z wiodących producentów opakowań z tworzyw sztucznych, w ciągu 9 miesięcy 2017 roku zwiększył skonsolidowane przychody o blisko 6% r/r do poziomu 122,8 mln zł wobec 116,2 mln zł uzyskanych w roku ubiegłym. Ponadto po 3 kwartałach br. grupa zanotowała wynik EBITDA sięgający 14,4 mln zł oraz zysk netto w wysokości 5,3 mln zł.   

Jednostkowe przychody ze sprzedaży spółki matki Plast-Box S.A. w okresie pierwszych III kwartałów br. podniosły się do poziomu 105,6 mln zł, tj. o 2,9% r/r. W tym samym okresie ukraińska spółka-córka dostarczyła ponad 25% przychodów w grupie kapitałowej, znacząco poprawiając zyskowność. Plast-Box Ukraina odnotowała poprawę wyników we wszystkich obszarach, uzyskując r/r wyrażony w hrywnach 33,9 % wzrost sprzedaży,  35,1 % wzrost zysku netto a także wyższą wartość EBITDA o 19,4 %.

Ukraina jest dla nas ważnym rynkiem, na którym działamy od 2004 roku –  informuje Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A. – Poprawa sytuacji makroekonomicznej w tym kraju sprzyja interesom naszej fabryki zlokalizowanej w Czernihowie. Skutecznie wykorzystujemy dobrą koniunkturę i z powodzeniem prowadzimy biznes na tym obszarze  – dodaje.

Plast-Box znacząco buduje swoją pozycję w Europie Wschodniej, gdzie sprzedaż udało się wzmocnić o 23,9 % r/r, tj. do poziomu 32,3 mln zł. Opakowania Plast-Boxu dostarczane są do zdecydowanej większości krajów europejskich. Grupa systematycznie zwiększa eksport na rynki unijne. Od stycznia do września 2017 roku sprzedaż eksportowa do UE urosła o 6,2% do 44,0 mln zł. W efekcie udział sprzedaży do państw unijnych w tym do Holandii, Francji, Wielkiej Brytanii w trakcie trzech kwartałów roku sięgnął 57,3% skonsolidowanych przychodów z eksportu.

W ciągu 9 miesięcy br. udział eksportu w naszej sprzedaży wyniósł 62,6% – mówi Krzysztof Pióro, wiceprezes zarządu Plast-Box S.A.  – Rynek opakowań z tworzyw sztucznych w Europie znajduje się w rosnącym trendzie, co daje nam duże szanse na dalszy rozwój. Działamy na ogromnym europejskim rynku, chcemy być znani jako spółka obejmująca swoją aktywnością biznesową całą Europę – stwierdza.

Główną pozycję asortymentową Plast-Boksu stanowią wyrafinowane, zamykane wiadra plastikowe, oferowane dla renomowanych producentów branży spożywczej, chemicznej i budowlanej, do których sprzedaż w okresie 3 kwartałów 2017 roku osiągnęła 98,3 mln zł, co przekłada się na 80% skonsolidowanych przychodów. Jednocześnie grupa zanotowała 7,2 % wzrostu sprzedaży skrzynek, plasowanych głównie na rynku spożywczym.

Rośnie rynek kamer przemysłowych w Polsce. W nowe rozwiązania inwestuje przede wszystkim sektor publiczny, zwłaszcza kolejnictwo

Rośnie rynek kamer przemysłowych w Polsce. W nowe rozwiązania inwestuje przede wszystkim sektor publiczny, zwłaszcza kolejnictwo 1

Na świecie zainstalowanych jest 350 milionów kamer przemysłowych. Ich liczba stale rośnie, także w Polsce. Tylko w Warszawie system monitoringu liczy blisko 14 tys. kamer, z czego prawie połowa zainstalowana jest w miejskich autobusach. W taki rodzaj monitoringu inwestują także firmy. Przy wyborze kamer kierują się przede wszystkim ceną, ale coraz częściej liczą się jakość, gwarancje i kraj pochodzenia.

– Polski rynek kamer przemysłowym jest dość duży. Stosunek liczby najnowocześniejszych kamer IP do kamer analogowych jest bardzo korzystny. Rynek jest bardzo mocno zorientowany na cenę, która ogrywa niewspółmiernie wysoką rolę. Widać jednak znaczącą poprawę, klienci, także z administracji publicznej, zaczynają doceniać parametry jakościowe dotyczące gwarancji, testowania, niekiedy również produkcji, kraju pochodzenia – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Kozak, menedżer sprzedaży na Polskę, Ukrainę i kraje bałtyckie w firmie Axis Communications, produkującej kamery przemysłowe.

Jak podaje stołeczny ratusz, tylko w Warszawie system monitoringu liczy blisko 14 tys. kamer, z czego prawie połowa zainstalowana jest w miejskich autobusach. W 2016 roku operatorzy miejskiego systemu monitoringu wizyjnego zgłosili ponad 8,7 tys. zdarzeń. Kamery pozwalają nie tylko zaobserwować nietypową sytuację, lecz także śledzić konkretną osobę. Monitoring jest coraz bardziej rozbudowany, jednak w ostatnich latach nieco spowolnił, przede wszystkim ze względu na mniejsze wydatki samorządów.

– Duże inwestycje publiczne w monitoringi miejskie są ściśle związane z tym, co dzieje się w samorządach. W 2016 roku samorządy niestety nie wydawały pieniędzy w takim tempie, jak życzylibyśmy sobie tego wszyscy, ale widzimy dynamiczny wzrost – pojawia się coraz więcej zapytań, toczących się postępowań. Są takie obszary, jak np. kolejnictwo, które wydaje się być w awangardzie, jeżeli chodzi o takie projekty – wskazuje Kozak.

Według corocznego sprawozdania Krajowej Rady Regionalnych Izb Obrachunkowych jednostki samorządu terytorialnego zrealizowały w 2016 roku wydatki majątkowe na poziomie 83,2 proc. planowanych. Łącznie wydatki inwestycyjne samorządów w ubiegłym roku wyniosły 24,4 mld zł (o 34 proc. niższe niż w 2015 roku i o 39 proc. niższe w porównaniu z 2014 rokiem).

Na rynku kamer przemysłowych coraz większą rolę pełnią podmioty gospodarcze. Spada natomiast udział klientów indywidualnych. Jeszcze kilka lat temu rynek indywidualny stanowił ponad połowę ogółu rynku, obecnie może to być 40 proc.

– Jesteśmy skoncentrowani na klientach publicznych i instytucjonalnych, mamy stosunkowo niewielu klientów prywatnych, rozumianych jako gospodarstwo domowe. Nasza oferta jest mocno skoncentrowana na obszarze enterprise czy obszarze handlowym, zdecydowaną większością są klienci instytucjonalni i przemysłowi – tłumaczy przedstawiciel Axis Communications.

Jak wynika z danych firmy IHS, na świecie zainstalowanych jest ok. 350 milionów przemysłowych kamer (CCTV). Najszybszy wzrost notuje segment kamer komunikujących się za pomocą protokołu IP, z 19,5 milionów w 2012 roku do 140 milionów w 2016 roku. Liczba zainstalowanych kamer analogowych wzrosła w tym samym czasie ze 137 do 208 mln.

– Polski rynek na tle innych krajów jest dość duży i niezwykle konkurencyjny. Właściwie wszyscy gracze są tu obecni, ale wynika to z tego, że dużo się dzieje. Liczba kamer w Warszawie jest na poziomie dobrej średniej europejskiej. To rynek obiecujący, choć trudny, bo zorientowany na cenę – ocenia Jakub Kozak.

Polacy wolą kupować własne mieszkania, niż je wynajmować. Trend ten ma odwrócić program Mieszkanie Plus

Polacy wolą kupować własne mieszkania, niż je wynajmować. Trend ten ma odwrócić program Mieszkanie Plus 2

Niespełna 5 proc. Polaków wynajmuje mieszkanie na rynkowych zasadach. Ponad 80 proc. mieszkań stanowi własność prywatną. Polacy zdecydowanie wolą kupować własne lokum, nawet jeśli muszą się posiłkować długoterminowym kredytem hipotecznym. Przez ostatnich kilka lat zakupy na rynku wspierał popularny program dopłat do kredytów Mieszkanie dla Młodych, który kończy się w przyszłym roku. Jego następca – program Mieszkanie Plus – ma zwrócić większą uwagę Polaków na wynajem.

Polacy preferują własne mieszkania, nie wynajem. Dziś tylko kilka procent wynajmuje mieszkania. Rynek chciałby, żeby program MdM – dopłacający do zakupu własnego mieszkania – dalej funkcjonował, ale już wiemy, że nie będzie kontynuowany. Zastąpi go kolejny program – Mieszkanie Plus, który będzie wspierał właśnie tę drugą opcję, czyli mieszkania pod wynajem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agata Stradomska, menadżer do spraw szkoleń i marketingu w sieci RE/MAX Polska.

Blisko 5 proc. Polaków wynajmuje mieszkania na rynkowych zasadach – wynika z danych Eurostatu. Statystyki jednoznacznie pokazują, że Polacy przedkładają zakup własnego M – chociażby na kredyt hipoteczny – nad wynajem. Ponad 80 proc. mieszkań w Polsce znajduje się w rękach prywatnych.

Czynsze najmu na rynku są dość wysokie, być może dlatego wiele osób po przeliczeniu wybiera opcję zakupu, nawet na kredyt hipoteczny. Opcja najmu po prostu jest bardzo droga – mówi Agata Stradomska.

Drugą przyczyną jest panujące wśród Polaków przekonanie, że własne lokum lepiej kupić, niż „łożyć komuś co miesiąc do kieszeni”. Poza tym posiadanie własnego M jest postrzegane jako element życiowej stabilności, zapewnia poczucie bezpieczeństwa.

W Niemczech mieszkania na rynkowych zasadach wynajmuje prawie 40 proc. obywateli, w Szwajcarii – blisko połowa (49,2 proc.). Średnia dla całej Unii Europejskiej wynosi 19,7 proc. – taki odsetek obywateli to najemcy, którzy płacą rynkowe stawki czynszu. Najniżej plasują się pod tym względem kraje takie jak Rumunia czy Litwa, gdzie na wynajem własnego lokum decyduje się zaledwie około 2 proc. obywateli.

Program Mieszkanie Plus ma stworzyć warunki i możliwości wynajmu mieszkań taniej. Za tym będzie musiał podążyć rynek. Zarówno inwestorzy instytucjonalni, jak i mali, prywatni inwestorzy będą musieli obniżać czynsze, bo w przeciwnym razie po prostu nie znajdą najemców – prognozuje Agata Stradomska. 

Mieszkanie Plus ma zastąpić obecny system dopłat w ramach MdM-u, który wygaśnie w 2018 roku. Działający na rynku od trzech lat program Mieszkanie dla Młodych cieszy się ogromną popularnością. Do tej pory skorzystało z niego 96 tys. kredytobiorców, a suma dopłat sięgnęła 2,5 mld zł.

Ostatnia odsłona tego programu będzie miała miejsce w przyszłym roku, ale zapewne dostępna pula środków szybko zostanie wyczerpana. Z programu MdM mogły skorzystać osoby kupujące swoje pierwsze mieszkanie, a w przypadku dużych rodzin dofinansowanie mogło też zostać przeznaczone na zakup kolejnego mieszkania poprawiającego warunki bytowe – mówi Agata Stradomska.

Ostatnia transza pieniędzy w ramach MdM zostanie uruchomiona w styczniu, ale eksperci oczekują, że środki rozejdą się błyskawicznie. Dla przykładu, środki z puli 67 mln zł, które w sierpniu uruchomił Bank Gospodarstwa Krajowego, zostały rozdysponowanie w ciągu kilku godzin. Pierwsze wnioski o dofinansowanie zakupu mieszkania zostały zarejestrowane w systemie BGK około 4 rano. Do godziny 14 zarezerwowano już całość środków, przeznaczonych do wykorzystania w tym roku.

Konstrukcja tego programu była bardzo ciekawa, ponieważ dopłacano do wkładu własnego na zakup mieszkania. Była to bardzo korzystna forma wsparcia dla osób zaciągających kredyt hipoteczny. W przypadku dużych rodzin – z trojgiem i większą liczbą dzieci – dopłata wynosiła nawet do 30 proc. wartości nabywanego mieszkania. Stąd ogromne zainteresowanie. Niestety już wiemy, że kontynuacji tego typu programów już nie będzie, nie będzie też wspierania zakupu własnych mieszkań przez rząd – mówi Agata Stradomska.

Ekspertka ocenia, że program Mieszkanie dla Młodych przyczynił się do wzmożonej aktywności deweloperów. Z danych GUS wynika, że w całym 2016 roku liczba mieszkań oddanych do użytkowania wyniosła 162,7 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o 10,2 proc. w ujęciu rocznym. Z kolei liczba wydanych pozwoleń na budowę zwiększyła się o 12 proc. w porównaniu z rokiem 2015.

Do tej pory również niskie stopy procentowe były bardzo korzystne dla osób, które kupowały własne lokum, zaciągając w banku kredyt hipoteczny. Z drugiej strony, przyciągały na rynek nieruchomości inwestorów szukających form lokowania kapitału alternatywnych dla niskooprocentowanych lokat bankowych.

Jeśli stopy procentowe pójdą w górę, będzie trochę trudniej o kredyt hipoteczny. Być może kwoty możliwe do uzyskania w ramach kredytu będą mniejsze. Możliwe również, że inwestorzy będą się zastanawiać nad innymi alternatywami lokowania środków. Inwestycje w nieruchomości są długoterminowe, więc raczej nie prognozowałabym sytuacji, w której nagle wszyscy będą się wycofywać z rynku nieruchomości i na powrót lokować pieniądze w banku – mówi Agata Stradomska. 

Podgrzewany tytoń ma o 90 proc. mniej substancji szkodliwych od tradycyjnych papierosów. Nową metodę zbadali polscy naukowcy

Podgrzewany tytoń ma o 90 proc. mniej substancji szkodliwych od tradycyjnych papierosów. Nową metodę zbadali polscy naukowcy 3

Naukowcy z Instytutu Biologii Doświadczalnej Polskiej Akademii Nauk jako pierwsi na świecie przeprowadzili innowacyjne badania sprawdzające, jak substancje powstające podczas spalania tradycyjnego papierosa i podgrzewania tytoniu wpływają na komórki człowieka. Badania wskazały, że innowacyjna technologia podgrzewania tytoniu minimalizuje uszkodzenia mitochondriów komórkowych, a tym samym zmniejsza ryzyko wystąpienia chorób związanych z paleniem papierosów.

Mitochondria to centra energetyczne komórek. Ponadto biorą udział w procesie metabolizmu komórek i ich specjalizacji. Zaburzenia pracy tych organelli mogą prowadzić do uszkodzenia komórek, a w efekcie do licznych chorób, w tym układu oddechowego. Wśród przyczyn tych zaburzeń naukowcy wymieniają m.in. palenie papierosów. Dym ze spalanego tytoniu zawiera bowiem szkodliwe substancje gromadzące się w mitochondriach i skutkujące stresem komórkowym.

– Badaliśmy substancje, które powstają podczas spalania papierosa konwencjonalnego i papierosa podgrzewanego. Wpływ substancji papierosa konwencjonalnego jest dużo większy na zaburzenia funkcjonowania mitochondriów niż substancji, które powstają podczas podgrzewania tytoniu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Joanna Szczepanowska z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego Polskiej Akademii Nauk.

Podgrzewanie tytoniu może być mniej szkodliwą dla zdrowia niż palenie tradycyjnych papierosów. W Instytucie Biologii Doświadczalnej Polskiej Akademii Nauk przeprowadzono badania mające wykazać przewagę nowatorskiej metody nad tradycyjnymi papierosami.

– Badania polegały na tym, że inkubowano komórki nabłonka oskrzeli przez 7 dni z tymi substancjami, oraz przez 12 tygodni – mówi prof. Joanna Szczepanowska.

W Systemie Podgrzewania Tytoniu, który otrzymał handlową nazwę IQOS, tytoń jest podgrzewany elektronicznie w temperaturze znacznie niższej, niż wynosi temperatura spalania. W efekcie tego procesu powstaje nie popiół, lecz aerozol odznaczający się niższą toksycznością i mniej intensywnym zapachem niż dym z tradycyjnych papierosów.

Badania komórkowe wykazały, że wpływ szkodliwych substancji powstających podczas podgrzewania tytoniu na funkcjonowanie mitochondriów jest dużo mniejszy niż podczas spalania papierosa.

– W wyciągu powstającym podczas podgrzewania tytoniu zawartych jest ok. 90 proc. szkodliwych substancji mniej niż podczas spalania papierosa w 800 stopniach – mówi prof. Joanna Szczepanowska.

Badania przeprowadzone w Polskiej Akademii Nauk były częścią ogólnoświatowego projektu nad rozwojem mniej szkodliwych produktów alternatywnych dla papierosów. Firma Philip Morris rozpoczęła prace badawczo-rozwojowe nad nową kategorią produktów ponad 10 lat temu, w tym celu powołując do życia dwa centra naukowe, w których pracuje ponad 400 badaczy. Jedno z nich zostało zlokalizowane w Singapurze, drugie natomiast w szwajcarskim mieście Neuchatel. Obecnie z IQOS na świecie korzysta ponad 3,7 mln osób.

Smog zabija 40 tys. Polaków rocznie. Powstaje coraz więcej firm walczących ze złą jakością powietrza

Smog zabija 40 tys. Polaków rocznie. Powstaje coraz więcej firm walczących ze złą jakością powietrza 4

Pod względem jakości powietrza Polska znajduje się w europejskim ogonie. Z ubiegłorocznego raportu Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że 33 spośród 50 miast o najgorszym stanie powietrza w Unii Europejskiej znajduje się właśnie w Polsce. Co roku smog powoduje śmierć nawet 40 tys. Polaków. Na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń, które pomagają walczyć ze smogiem. Inicjatywy takie jak Smogathon pomagają takim produktom zaistnieć na rynku. Powstaje m.in. system do prognozowania poziomu zanieczyszczeń powietrza.

Airly to polski start-up, który buduje sieć czujników powietrza w polskich miastach i gminach. Rozwiązanie to pozwala monitorować stan zanieczyszczenia powietrza w czasie rzeczywistym. Poziom zanieczyszczeń pokazywany jest na mapie oraz w specjalnej aplikacji mobilnej. Sensory Airly mierzą m.in. poziom stężenia pyłów zawieszonych, temperaturę powietrza, ciśnienie czy wilgotność powietrza. Mają także być wyposażane w czujniki gazów, w tym tlenku węgla oraz dwutlenku azotu.

– Te minisensory są tanie, każdy może je zamontować na swoim oknie, dzięki czemu mamy niesamowicie głęboką sieć, wiemy, jakie jest powietrze na Marszałkowskiej, powietrze na Promyka na Żoliborzu, dokładnie wiemy, czym pali nasz sąsiad. Zdecydowanie bardziej czujemy, że jest to nasz problem, dzięki temu bardziej chcemy z nim walczyć – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Maciej Ryś, lider Smogathonu.

Zasięg pojedynczego czujnika Airly wynosi ok 1 km2. Jak przekonuje krakowski start-up, jakość powietrza może się znacznie różnić na obszarze nawet kilkunastu kilometrów. Dlatego tak ważna jest budowa zintegrowanej sieci sensorów. Sensory co minutę przesyłają informacje na serwer za pomocą wbudowanej sieci WiFi, którą w nowszych modelach ma zastąpić sieć 3G/LTE. Obecnie w całej Polsce jest ich ponad 500.

– To jeden z projektów, który ma sporo wspólnego ze Smogathonem. W tym momencie wdraża swoje projekty głównie w Polsce, ale chłopaki myślą o wyjściu na cały świat – twierdzi Maciej Ryś, lider Smogathonu, inicjatywy dla start-upów, tworzących innowacje dotyczące oczyszczania powietrza.

Nowym projektem Airly jest zbudowanie systemu do prognozowania zanieczyszczeń powietrza. W tym celu zostaną wykorzystane dane zbierane przez sieć czujników, ale w analizie danych ma być wykorzystana także sztuczna inteligencja. Start-up otrzymał na ten projekt dofinansowanie od Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w wysokości 3,4 mln złotych. To jednak nie jest jedyna polska firma zajmująca się zanieczyszczonym powietrzem.

– Mamy chociażby specjalne oczyszczacze dla dzieci, które montuje się w wózkach dziecięcych, mamy specjalne systemy filtrujące, które naczepia się na rury wydechowe, dzięki czemu emisja spalin zmniejsza się o 80 proc. Mamy też specjalne oczyszczacze, które montuje się za obrazami, więc są schowane, a mają taką samą wydajność – wymienia lider Smogathonu.

Według ostatnich raportów Światowej Organizacji Zdrowia w ubiegłym roku na skutek złej jakości powietrza na świecie zmarło siedem milionów ludzi. Tylko w Polsce zanieczyszczenia powietrza są powodem przedwczesnej śmierci ponad 40 tys. Polaków rocznie. Pod względem jakości powietrza Polska znajduje się w europejskim ogonie. Z ubiegłorocznego raportu Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że 33 spośród 50 miast o najgorszym stanie powietrza w Unii Europejskiej znajduje się właśnie w Polsce.

Najważniejszą przyczyną zanieczyszczenia powietrza jest wysoka emisja wynikająca z tego, czym palimy w piecach. Raport Najwyższej Izby Kontroli w raporcie „Ochrona powietrza przed zanieczyszczeniami” wskazuje, że odpowiada ona za ok. 90 proc. zanieczyszczeń, a 7 proc. generuje komunikacja. W największych miastach transport odpowiada już za ponad 60 proc. zanieczyszczeń. Smog to coraz większy problem, dlatego rośnie popularność urządzeń, które pomagają walczyć z zanieczyszczeniami.

– Największe szanse mają projekty, które są możliwe do szybkiego wdrożenia i szybko widać ich efekty. Niekoniecznie musi to być tani projekt, ale taki, który od razu przynosi efekt. Najważniejszym aspektem jest łatwość ich wdrażalności. W momencie gdy są one łatwe do wdrożenia, nie muszą wygrywać Smogathonu, po prostu może się znaleźć inwestor, który zacznie te projekty wdrażać – ocenia Maciej Ryś.

W tegorocznej edycji Smogathonu twórcy najlepszego rozwiązania dostaną 100 tys. dol., z czego 75 proc. zostanie przeznaczone na wdrożenie w Krakowie. Finał edycji odbędzie się w Krakowie 25–26 listopada.

Rekordowo niskie bezrobocie wymusza na pracodawcach inwestycje. Rosną wynagrodzenia i zmieniają się warunki pracy

Rekordowo niskie bezrobocie wymusza na pracodawcach inwestycje. Rosną wynagrodzenia i zmieniają się warunki pracy 5

Bez pracy jest zaledwie nieco ponad milion dorosłych Polaków. Pracodawcy mają więc coraz większy problem z pozyskaniem i utrzymaniem pracowników, dlatego muszą inwestować. Pierwszą oznaką tego jest wzrost wynagrodzeń i świadczeń pozapłacowych. Firmy zmieniają też środowiska pracy – unowocześniają biura, umożliwiają pracę zdalną, w dużych międzynarodowych zespołach. To zadanie ułatwiają im rozwijające się prężnie technologie.

– Rynek pracownika wymusił na pracodawcach ogromny focus na ludzi w organizacjach. To dobra informacja zwłaszcza dla pracowników niższych szczebli, pracowników sieci handlowych, magazynowych czy programistów, gdzie popyt na pracę przewyższa podaż. Widać ogromne inwestycje pracodawców w wynagrodzenia, środowiska pracy, które mają przyciągać pracowników, zwiększać ich satysfakcję i zaangażowanie. To przekłada się też na innych pracodawców, bo oczekiwania pracowników bardzo wzrastają – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Magdalena Warzybok, dyrektor praktyki Talent w Aon Hewitt.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego we wrześniu stopa bezrobocia po raz kolejny spadła do poziomu 6,8 proc. Bez pracy pozostaje 1,1 mln Polaków. Z kolei resort pracy szacuje, że w październiku bezrobocie spadło jeszcze o 0,2 pkt proc. To najniższe wskaźniki od 1991 roku. Rynek pracownika przekłada się na presję dotyczącą wynagrodzeń, firmy są więc zmuszone systematycznie podnosić pensje.

– Z naszych badań wynika, że w skali globalnej temat wynagrodzeń to bardzo duże wyzwanie, szczególnie pod kątem usuwania nierówności w wynagrodzeniach. To kwestia zwiększania budżetów wynagrodzeń w taki sposób, aby było to angażujące i przyniosło spodziewane efekty. Jest to temat numer jeden – zauważa Magdalena Warzybok.

Jak podaje GUS, średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło we wrześniu blisko 4,5 tys. zł brutto. To o 6 proc. więcej niż rok temu. Na stosunkowo wysokie zarobki mogą liczyć nie tylko specjaliści IT i programiści, lecz także budowlańcy czy mechanicy, na których rośnie zapotrzebowanie. Z badania Busometr Związku Przedsiębiorców i Pracodawców wynika, że w II połowie 2017 roku podwyżki planowało 32 proc. przedsiębiorców.

– Dużo inwestycji pracodawców czynionych jest w telepracę, w usprawnienie współpracy, coworking osób pracujących w różnych lokalizacjach. Z jednej strony zespoły projektowe, globalne albo multifunkcyjne wspierają pracę, z drugiej strony to kwestia oczekiwań pracowników, którzy niekoniecznie chcą codziennie dojeżdżać do pracy, stać w korku, ale w lepszy sposób połączyć swoje życie prywatne z życiem zawodowym – tłumaczy ekspertka Aon Hewitt.

Tego typu zmiany na rynku pracy wspiera technologia. Firmy coraz chętniej umożliwiają pracownikom pracę z domu czy innego, dowolnego miejsca na świecie, ponieważ mają do tego odpowiednie narzędzia.

– To ma też duży wpływ na sposób organizowania przestrzeni biurowej, która się zmienia, umożliwiając pracę zespołową, bo zespołowość i działanie wspólne to jeden z ogromnych trendów i wyzwań polskich pracodawców – wskazuje Magdalena Warzybok.

Według Światowego Forum Ekonomicznego zmieniające się środowisko pracy i elastyczne formy zatrudnienia to kluczowe czynniki, które będą napędzać zmiany w organizacjach. Na rynku pracy pojawiają się coraz młodsze osoby, których wymagania dotyczące czasu pracy czy form zatrudnienia są większe niż u starszego pokolenia. Potrzeby millenialsów wpływają też na tworzenie w organizacjach kultury feedbacku i dialogu.

– Pracownicy wypowiadają się na temat swoich pracodawców nie tylko w sposób anonimowy, na forach internetowych. Obserwujemy też większą gotowość samych firm do tego, aby po feedback od pracowników sięgać w sposób bezpośredni, często nawiązywać z nimi kontakt i dialog, badać opinię pracowników różnymi formami komunikacji elektronicznej czy mailowej i reagować na informację zwrotną od nich – podkreśla Warzybok.

Coraz większe wymagania pracowników i rewolucja technologiczna przynoszą też zmiany w funkcjonowaniu samych organizacji, w tym także w działach HR.

– Większość organizacji wszystkie kwestie administracyjne załatwia już systemami online, coraz więcej procesów HR-owych jest przenoszonych w chmurę. Ułatwia to analitykę talentową, czyli podejmowanie decyzji dotyczących ludzi na podstawie analizy danych, analizy statystycznej, które trafniej pomagają przewidywać pewne trendy – przekonuje Magdalena Warzybok.

Polacy zbudowali innowacyjny motocykl. Nowe technologie na rynku pojazdów elektrycznych zwiększą ich zasięg dwukrotnie już w 2018 r.

Polacy zbudowali innowacyjny motocykl. Nowe technologie na rynku pojazdów elektrycznych zwiększą ich zasięg dwukrotnie już w 2018 r. 6

Pojazdy elektryczne będą przyszłością transportu, jednak zwykle w tym kontekście mówi się o elektrycznych samochodach. Tymczasem rynek elektrycznych motocykli i skuterów również będzie się rozwijał. Sukcesy na tym polu mają Polacy. Studenci z Akademii Górniczo-Hutniczej stworzyli terenowy motocykl elektryczny z innowacyjnym umieszczeniem silnika w piaście tylnego koła. To pozwala wyeliminować problem hałasu. Ograniczeniem pojazdów elektrycznych wciąż jest nieduży zasięg na jednym ładowaniu, chociaż 2018 rok może się okazać przełomowy w tym zakresie.

Motocykl z AGH wyposażono w akumulatory litowo-jonowe o pojemności 54 Ah, które pozwalają na przejechanie 100 km lub na 1 godzinę pracy w terenie. Pojazd ma chromowo-molibdenową ramę autorskiej konstrukcji oraz wahacz autorskiej konstrukcji ze stali 355 i obudowę z włókna węglowego. Korzysta on także z komputera pokładowego informującego kierowcę o parametrach jazdy. Studenci przygotowali też aplikację na smartfona, która pozwala na zdalną komunikację. Pojazd osiąga maksymalną prędkość do 80 km/h. Największą innowacją jest jednak umiejscowienie silnika.

– Silnik o mocy stałej 8 kW, w peaku jest to 15 kW, znajduje się w piaście tylnego koła. Dzięki temu pozbyliśmy się łańcucha, który jest głównym generatorem hałasu. Postawiliśmy na zaawansowane nowe technologie, np. rozwijający się silnie druk 3D, z którego jest zbudowana obudowa lampy, znajduje się tu również smart system – wyświetlacz, który ma możliwość łączenia z aplikacją, wysyła dane na temat tego, gdzie się znajduje motocykl czy poziom naładowania baterii – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Szymon Kurpiel z E-MOTO AGH.

Jednym z głównych ograniczeń elektrycznych pojazdów wciąż jest ich zasięg, ale i na tym polu odnotowywane są pewne sukcesy. Włoskim klubowiczom z Tesla Owners Italia udało się przejechać 1078 km na jednym ładowaniu. Dokonali oni tego jadąc modelem Tesla Model S 100D. Fabryczny zasięg tego modelu wynosi 539 km. Bardziej przystępny cenowo model Tesla 3 ma już zasięg jednak tylko 345 km. Nissan Leaf, najpopularniejsze auto elektryczne na rynku, obecnie ma zasięg nieco ponad 200 km. Nowy model, który do sprzedaży trafi w 2018 roku, według producenta przejedzie już na jednym ładowaniu prawie 380 km.

W 2018 roku na rynku ma się pojawić szereg elektrycznych aut od czołowych producentów, takich jak Jaguar, Mercedes, Audi, KIA czy Hyundai. Wszystkie mają być samochodami typu SUV, które mają oferować zasięgi oscylujące w granicach 500 km. Także producenci elektrycznych motocykli pracują nad udoskonalaniem swoich maszyn. Firma Zero Motorcycles w 2018 roku wprowadza do swojej oferty motocykl elektryczny, którego zasięg wyniesie 360 km.

– Obecnie sprzedawane pojazdy nie mają dość dużych zasięgów, dlatego to jest przyszłość. Zmagazynowanie energii w małej objętości będzie przyszłością. Jeżeli to zostanie opatentowane, to może mieć rację bytu – twierdzi Szymon Kurpiel.

Zespół E-MOTO AGH tworzy 25 osób z trzech studenckich kół naukowych. SKN Mechaników z Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Robotyki stworzyło konstrukcję, napęd i część mechaniczną motocykla, SKN Hydrogenium z Wydziału Energetyki i Paliw zbudowało układ zasilania i baterię, a SKN Telephoners z Wydziału Informatyki, Elektroniki i Telekomunikacji odpowiada za komunikację bezprzewodową. Elektryczny motocykl z AGH zadebiutował w lipcu na zawodach SmartMoto Challenge zdobywając 4. miejsce w klasyfikacji generalnej. Wygrał zaś m.in. w konkurencji na najlepsze rozwiązania mechaniczne i układ hamulcowy. Obecnie motocykl czeka na komercjalizację.

– Obecnie nie mieliśmy głosów z przedsiębiorstw, aby skomercjalizować ten produkt, ale podejrzewam, że jest to tylko kwestia czasu. Firmy zaczną się interesować tym tematem. To jest luka w przemyśle, jaką moglibyśmy wypełnić jako studenci, produkując takie innowacyjne rozwiązania – twierdzi Szymon Kurpiel.

Zdaniem analityków z Global Market Insights do 2024 roku sprzedaż motocykli i skuterów napędzanych silnikami elektrycznymi sięgnie ponad 60 mln sztuk, a wartość tego rynku wyniesie ponad 55 mld dol.

Prof. J. Hausner: Wracają stare zagrożenia na rynkach finansowych. Ryzykiem zbyt wysokie zadłużenie

Prof. J. Hausner: Wracają stare zagrożenia na rynkach finansowych. Ryzykiem zbyt wysokie zadłużenie 7

Wracają znane zagrożenia sprzed kryzysu finansowego, pojawiają się kolejne bańki na aktywach finansowych, a głównym ryzykiem jest duża skala zadłużenia – uważa prof. Jerzy Hausner, były wiceprezes Rady Ministrów oraz członek Rady Polityki Pieniężnej. Ekonomista przestrzega, że w razie dekoniunktury gospodarczej rynki finansowe nie unikną kolejnych, poważnych turbulencji. W Polsce nie ma na razie zagrożenia związanego z występowaniem baniek spekulacyjnych, ale z czasem może się ona wytworzyć na rynku mieszkaniowym.

Patrząc na światową gospodarkę w tej chwili – dekadę po wybuchu globalnego kryzysu i upadku Lehman Brothers, widać, że nastąpiło odbudowanie koniunktury. Jeżeli jednak popatrzymy na rynki finansowe, poprzednie zagrożenia znowu zaczynają występować. Znów rodzą się bańki na aktywach finansowych, mamy rozchodzenie się aktywności i operacji na aktywach ze skalą działalności wytwórczej. To, co nas spotkało, może przydarzyć się ponownie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Jerzy Hausner, ekonomista Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

We wrześniu 2008 roku zaczął się najpotężniejszy, globalny kryzys finansowy po II Wojnie Światowej. Zapoczątkował go upadek amerykańskiego banku Lehman Brothers – jednego z największych banków inwestycyjnych świata. Bankructwo giganta z Wall Street wywołało na giełdzie panikę i falę kolejnych upadłości. Jednym z przyczynków kryzysu, którego skutki globalna gospodarka odczuwa do dzisiaj, była potężna bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości.

Jeżeli chcemy uniknąć takich zagrożeń, to działalność instytucji finansowych musi być bardziej długookresowa, bardziej zorientowana na konkretnego klienta i na jego przedsięwzięcia inwestycyjne – nie tylko na obsługę konsumpcji i obsługę klientów przez masowe produkty. Ta zmiana nie następuje w stopniu zadowalającym – mówi prof. Jerzy Hausner. – Gdzie jest podstawowe ryzyko? Skala ogólnego zadłużenia jest o 40 proc. wyższa niż przed globalnym kryzysem. Gdyby w tej chwili przytrafił nam się okres dekoniunktury, najprawdopodobniej nie unikniemy kolejnych, poważnych turbulencji na rynkach finansowych.

Kilka miesięcy temu przed kolejnym światowym kryzysem przestrzegał również Jim Rogers, legendarny amerykański inwestor. Jego zdaniem w ciągu kilku najbliższych lat światową gospodarkę czeka kryzys jeszcze potężniejszy niż ten, który rozpoczął się w 2008 roku.

W połowie tego roku o zagrożeniu kolejnym krachem pisał też brytyjski „The Telegraph”, powołując się na Claudio Borio z Banku Rozrachunków Międzynarodowych. Prestiżowy dziennik odnotował, że wskaźniki długu publicznego rosną do zawrotnych poziomów, a światowy system monetarny nie został naprawiony od czasów poprzedniego kryzysu.

Prof. Hausner ocenia, że w Polsce nie ma na razie zagrożenia związanego z występowaniem baniek spekulacyjnych. W dłuższej perspektywie można się jednak spodziewać napięć na rynku mieszkaniowym.

Niskie stopy procentowe powodują, że opłaca się inwestować w mieszkania na wynajem. Widać wyraźnie, że mieszkaniówka ożyła, deweloperzy mają się dobrze, ceny mieszkań na razie gwałtownie nie rosną. Jednak chcę wyraźnie powiedzieć, że jeśli ceny zaczną rosnąć, a w niektórych dużych miastach już się to zaczyna, i nie nastąpi korekta polityki pieniężnej oraz wzrost stóp procentowych, będziemy mieli  bańkę. Tutaj bardzo wiele zależy od NBP i odpowiedniej zmiany – na razie retoryki, ale także podnoszenia stóp procentowych już wkrótce – mówi prof. Jerzy Hausner.

Ekonomista zwraca uwagę, że ze względu na dobrą koniunkturę i relatywnie wysoki wzrost gospodarczy większość gospodarek strefy euro nie ma dziś wysokich deficytów budżetowych. Jednak w niektórych państwach zadłużenie nadal rośnie – przykładem jest Polska.

Widać wyraźnie, że sam wysoki wzrost zmniejsza problem, ale nie rozwiązuje garbu długów. Kraje potrzebują trochę innej polityki, długookresowej polityki i wychodzenia z zadłużenia, co oznacza także konieczność restrukturyzowania finansów publicznych. To także problem, przed którym stoi Polska. Może nie jest to u nas bardzo dramatyczne, ale przypominam, że mamy dzisiaj dług publiczny do PKB na poziomie około 54 proc., a przed globalnym kryzysem było 10 pkt proc. mniej – mówi prof. Jerzy Hausner.

Rumunia liderem wzrostu

Amerykański dolar tracił do swoich rywali, w szczególności do euro, które powróciło do poziomów sprzed ostatnich decyzji EBC. Wspólna waluta była wspierana przez dobre dane niemieckiej gospodarki. W III kw. Niemcy osiągnęły zannualizowany wzrost PKB na poziomie 3,3%, podczas gdy oczekiwania analityków mówiły o 2,4%. Także Włochy mogą pochwalić się lepszą od oczekiwań zwyżką PKB, która wyniosła 1,7% i była najsilniejsza od 2011 r. Również Polska osiągnęła w III kw. wyższy wzrost PKB (4,7%) niż prognozowali ekonomiści (4,5%), co lekko umocniło złotówkę do niektórych walut. To najszybsze kwartalne tempo wzrostu polskiej gospodarki od 6 lat. Ale nawet polskiej gospodarce daleko do rumuńskiego lidera. Wzrost PKB Rumunii wyniósł aż 8,8%, co oznacza, że kraj ten rozwija się szybciej niż Chiny (6,8%)!

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do dolara australijskiego (+0,55%), a traci do euro (-1,07%), brytyjskiego funta (-0,42%), dolara kanadyjskiego (-0,11%) oraz japońskiego jena (-0,48%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,179, GBP/USD – 1,316, USD/CAD – 1,273, AUD/USD – 0,759 i USD/JPY – 113,1. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,6%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,4, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,897. Złotówka zyskuje do dolara i funta, a minimalnie traci do euro i franka szwajcarskiego. W środę rano dolar kosztuje 3,6 zł, euro – prawie 4,25 zł, funt – prawie 4,74 zł, a frank – ponad 3,64 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach czerwony pogrom. We wtorek londyński indeks FTSE 100 stracił 0,01%, frankfurcki indeks DAX – 0,31%, a paryski indeks CAC 40 – 0,49%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 obniżył się o 0,23%, meksykański indeks Bolsa – o 0,27%, a brazylijski Bovespa – aż o 2,27%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 1,57%, chiński indeks Shanghai Composite – o 0,79%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 0,83%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej idą w dół. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 62,21 USD (-1,53%), a ropy WTI – 55,7 USD (-1,9%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca spadła o 1 USD do 64 USD. Z kolei cena złota rośnie. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1282 USD. To 6 USD więcej (+0,47%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 0:50 – Japonia – PKB (r/r), III kw. – 1,7%
  • 5:30 – Japonia – Produkcja przemysłowa (r/r), wrzesień – 2,6% (prognoza 2,5%)
  • 8:45 – Francja – Inflacja CPI (r/r), październik – 1,1% (prognoza 1,1%)
  • 9:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Chicago
  • 10:30 – Wielka Brytania – Stopa bezrobocia, wrzesień (prognoza 4,3%)
  • 11:00 – Strefa euro – Bilans handlu zagranicznego, wrzesień (prognoza 21,2 mld euro)
  • 14:30 – USA – Indeks NY Empire State, listopad (prognoza 26 pkt.)
  • 14:30 – USA – Inflacja CPI (r/r), październik (prognoza 2%)
  • 14:30 – USA – Wyniki sprzedaży detalicznej, październik
  • 22:10 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Bostonu

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Epidemia ransomware dotyczy już prawie połowy firm

Firmy walczące z ransomware, czyli wirusem szyfrującym piliki w celu wymuszenia okupu, to coraz częstsze zjawisko. W 2017 roku już 42% ataków była skierowana w przedsiębiorców, podczas gdy rok wcześniej tylko 30% – wynika z raportu Symantec „Internet Security Threat Report”. Przestępcy w związku z tym, że atakują jednocześnie większą liczbę komputerów, obniżyli żądania finansowe ze średnio 1 tys. dol. do 540 dol. od sprzętu. Zdaniem ekspertów Onex Group rosnące zagrożenie atakami wśród firm, spowoduje wzrost zainteresowania rozwiązaniami chmurowymi, które są bezpieczniejsze niż stacjonarna infrastruktura.

Z raportu Symantec wynika, że tylko w I połowie 2017 roku, firma powstrzymała 319 tys. wirusów, co stanowi aż 68% sumy ataków za cały 2016 rok. Oznacza to, że liczba ataków znacząco rośnie, podobnie jak liczba nowych wariantów wirusów, których w I półroczu tego roku wykryto już 176 tys. (73% sumy za cały 2016 rok). – Cyberataki jeszcze nigdy nie były tak zmasowane jak obecnie. Rośnie ich liczba, ale też skuteczność i szybkość rozprzestrzeniania. Niektóre przykłady ataków, takie jak WannaCry, przez swój rekordowy zasięg, przedostały się do masowej świadomości. Ten wirus tylko w ciągu pierwszych 24 godzin zainfekował ponad 100 tys. komputerów. Wobec takiej skuteczności, użytkownicy indywidualni i firmy, muszą jeszcze bardziej niż dotychczas zadbać o bezpieczeństwo swoich danych – mówi Jakub Hryciuk, Dyrektor Zarządzający w Onex Group.

Zapłać lub na zawsze stracisz dane

Ransomware to złośliwe oprogramowanie, które aktywowane szyfruje dane przechowywane na dyskach w komputerze czy smartfonie. Żeby je odzyskać, ofiara ataku musi zapłacić okup. Najczęściej od indywidualnych użytkowników żąda się średnio 1 tys. dol. Wirus ransomware łatwo się rozprzestrzenia, wykorzystując błędy systemu operacyjnego czy nieuwagę użytkownika. Może ukrywać się m.in. w załącznikach e-maili – jako faktura, zdjęcie lub pod postacią reklamy na stronie internetowej. Jedno kliknięcie wystarczy, żeby rozpocząć szyfrowanie plików. Po jego zakończeniu, ukaże się komunikat z żądaniem okupu. Jeżeli dane nie zostały wcześniej odpowiednio zabezpieczone, ofiara ataku albo zapłaci i wtedy je odzyska albo pożegna się z nimi na zawsze.

Lepiej zapobiegać niż płacić

Dotychczas ofiarami ransomware padali najczęściej użytkownicy indywidualni, których komputery nie były wystarczająco dobrze zabezpieczone. Zarówno w 2015, jak i 2016 roku aż 70% infekcji odnotowano na prywatnym sprzęcie. Jednak już w pierwszej połowie 2017 roku widać zmianę tendencji. Firmy stały się celami ataków typu ransomware na niespotykaną dotąd skalę – 42%. Zmianę taktyki przestępców widać też po średniej kwocie żądanego okupu. Ze względu na większą liczbę komputerów w firmach, żądana kwota zmniejszyła się ze średnio 1 tys. dol. do 540 dol. od komputera.

Ransomware mimo że jest wirtualnym zagrożeniem ma realny wpływ na nasze kieszenie. Według raportu Symantec 34% ofiar na świecie płaci okup, a w USA, gdzie dochodzi do największej liczby ataków, nawet do 64% ludzi ulega żądaniom. Do tego sam brak możliwości korzystania z zaszyfrowanych plików generuje koszty. Tylko przez wirusa Petya gigant spedycji morskiej AP Moller-Maersk szacuje, że straci do 300 mln dol. dochodów. Dlatego tak ważna jest profilaktyka. Należy na bieżąco aktualizować system i oprogramowanie antywirusowe, a także wyrobić nawyk regularnego tworzenia kopii zapasowych najważniejszych plików. Kopie te powinniśmy trzymać w miejscach nie podłączonych trwale do naszego komputera jak np. chmura, której dobrym przykładem jest Microsoft Azure. W tej usłudze ruch do chmury jest szyfrowany, a same dane są przechowywane w wielu miejscach, dzięki czemu w przypadku ataku ransomware bez problemu odzyskamy potrzebne pliki – podsumowuje Jakub Hryciuk.

Dlaczego warto zaufać i inwestować w firmy działające na trudnych rynkach?

Sir Richard Branson zainwestował niedawno w nowatorski projekt Hyperloop One. Wiadomo nie od dziś, że przedsiębiorca słynie z zamiłowania do projektów, które mają zmienić czy polepszyć codzienne życie ludzi – w tym przypadku podróżowanie. Firma wprowadzająca zmiany na trudnych, a często także konkurencyjnych rynkach może być dobrą inwestycją – dla inwestora jak i klienta.

Historia pokazuje, że inwestycja w ryzykowne projekty na wysoko konkurencyjnych rynkach może okazać się strzałem w dziesiątkę. Dlaczego? A właśnie dlatego, że mają szansę coś na tym rynku zmienić i dostarczyć wartościowe produkty czy usługi.

Takie podejście cechowało Richarda Bransona budującego w ten sposób każdą ze swoich firm. Virgin Atlantic zmienił jakość i podejście do klienta korzystającego z linii lotniczych. Virgin Records, początkowo, jako mały sklep w Londyńskim Notting Hill udostępniał swoim klientom pufy i darmowe specjały wegetariańskie do zjedzenia podczas słuchania muzyki. Ta prosta zmiana – poza dostarczaniem muzyki – przyniosła firmie ogromny sukces, dzięki czemu Virgin Records stała się znaną wytwórnia muzyczną. Hyperloop idzie podobną drogą. Zmienia szybkość podróżowania koleją, dostarczając klientom wartość, jaką jest czas tej podróży. Podobnie było też z telefonią komórkową. Virgin Mobile pojawił się na konkurencyjnym rynku telekomunikacyjnym na którym wydawałoby się nie ma już miejsca. Virgin znów wybrał nowy model – wirtualnego operatora. Dzięki temu firma nie musiała ponosić takich kosztów jak tradycyjny operator, a skupiła się na ciekawej ofercie dopasowanej do potrzeb klienta. Zresztą podobnie działa w Polsce.

Jak przyznaje Piotr Suchodolski, Dyrektor marketingu Virgin Mobile Polska, głównym celem naszych działań była i jest zmiana pewnego status quo w ofertach dostarczanych klientom. Będąc niezależnym, wirtualnym operatorem klienci otrzymują od nas coś czego nie było dotychczas na rynku. Takim przykładem była zupełnie darmowa oferta Freemium, w której klient dostaje pakiet minut, sms-ów czy Internetu za darmo.

Zaufać temu, co nowe na starym rynku

Powyższe przykłady potwierdzają, że firma wchodząca na znany, ale trudny rynek może być bardzo dobrą inwestycją. Wprowadzając wartościową dla klienta zmianę, której oczekuje jest w stanie odnieść sukces. Taką drogę w telekomunikacji przechodzą wirtualni operatorzy, ale nie tylko oni. W każdej branży znajdzie się taki obszar, który można zmienić. Takie podejście do poszukiwania nisz przez przedsiębiorców będzie coraz częściej spotykane.

Wyższe przychody i zyski Grupy URSUS

Spółka URSUS S.A. wypracowała 6,4 mln zł zysku netto po 9 miesiącach 2017 roku. Przychody spółki zwiększyły się do poziomu 220,1 mln zł, czyli o 7,5%. Grupa URSUS osiągnęła 231,4 mln zł przychodów, a jej wynik netto wyniósł 3,3 mln zł. URSUS Bus wygrywa kolejne przetargi na dostawę elektrycznych autobusów, które będą realizowane w 2018 r. Również w przyszłym roku ukończona zostanie konsolidacja procesów produkcyjnych.

Grupa URSUS konsekwentnie realizuje założenia, których celem jest osiągnięcie pozycji kluczowego producenta i dystrybutora ciągników i maszyn rolniczych na terenie Polski oraz na wybranych rynkach zagranicznych. Jednocześnie Grupa z sukcesem rozwija segment transportu miejskiego, oferując autobusy i trolejbusy, w tym autobusy elektryczne. Po trzech kwartałach 2017 r. uzyskała 231,4 mln zł przychodów ze sprzedaży, czyli o 13,5% więcej niż przed rokiem. Na poziomie jednostki dominującej wypracowano 220,1 mln zł przychodów (wzrost o 7,5% r/r). Znacznie wyższą dynamikę wzrostu URSUS odnotował na rynkach zagranicznych – z tytułu sprzedaży eksportowej poza kontraktami spółka miała 53-proc. przyrost do poziomu 48,7 mln zł względem 31,9 mln zł przed rokiem.

– Konsekwentnie umacniamy naszą pozycję na rynkach europejskich, ale jednocześnie dokładamy starań, by jak najlepiej wykorzystać potencjał bardzo perspektywicznych rynków afrykańskich. W III kw. kontynuowaliśmy realizację kontraktu dla partnerów z Tanzanii. Z umowy o wartości 55 mln USD zrealizowano do końca III kwartału br.77 mln zł, co oznacza, że kwota blisko 124 mln zł będzie widoczna w wynikach kolejnych kwartałów. Przewidujemy zakończyć realizację kontraktu w przyszłym roku – skomentował Karol Zarajczyk, prezes zarządu URSUS S.A.

Innym zagranicznym kontraktem, którego realizacja budować będzie wynik Grupy w kolejnych kwartałach, jest podpisana w marcu br. umowa z zambijską spółką Industrial Development Corporation Limited. Realizacja kontraktu o rekordowej wartości 100 mln USD rozpocznie się w momencie wpłaty na konto Spółki zaliczki w wysokości 40%.

Nie tylko traktory i maszyny rolnicze

Pozytywny wpływ na wyniki finansowy Grupy miała realizacja przez konsorcjum Ursus Bus dwóch przetargów. W czasie 9 miesięcy 2017 r. konsorcjum Ursus Bus zakończyło realizację przetargu na dostawę 3 autobusów MAXI i 2 autobusów MIDI dla Miejskiego Zakładu Komunikacji w Toruniu sp. z o.o. o wartości 4,68 mln zł oraz przetargu na dostawę 10 autobusów elektrycznych Miejskie Zakłady Autobusowe sp. z o.o. w Warszawie o wartości 20,3 mln zł. Już w czasie IV kwartału, w październiku Ursus

Bus wygrał kolejny przetarg na dostawę 47 elektrycznych niskopodłogowych autobusów miejskich do MZK w Zielonej Górze o wartości 78,4 mln zł. Z kolei w listopadzie spółka wygrała przetarg na dostawę kolejnych 10 elektrycznych autobusów w Szczecinku o wartości 23,2 mln zł. Oba kontrakty będą realizowane w 2018 r.

Grupa konsekwentnie rozwija projekt budowy własnego auta elektrycznego ELVI. To samochód dostawczy, który powstaje jako odpowiedź na zapotrzebowanie rynku polskiego oraz rynków europejskich na mały kompaktowy e-samochód dostawczy. W ocenie zarządu jego produkcja seryjna może ruszyć w drugim kwartale przyszłego roku.

Istotna poprawa rentowności i konsolidacja produkcji

Po 9 miesiącach tego roku Grupa URSUS miała 3,3 mln zł zysku netto wobec straty 0,7 mln zł sprzed roku. Wynik netto spółki dominującej wyniósł 6,4 mln zł, wielokrotnie więcej niż rok temu. W ramach strategii poprawiania rentowności zarząd wdraża kolejne inicjatywy minimalizujące poziom kosztów. Obecnie realizuje projekt przeniesienia produkcji z Dobrego Miasta do Lublina. Wśród korzyści realizacji tego procesu jest zmniejszenie kosztów działalności poprzez redukcję kosztów ogólnego zarządu, tj. związanych z administracją oddzielnej dywizji produkcyjnej Spółki.

– Konsolidując produkcję w Grupie, chcemy poprawić rentowność naszych zakładów produkcyjnych i ograniczyć koszty wynikające z równoległego funkcjonowania dwóch ośrodków produkcyjnych. Cały proces już się rozpoczął, a jego zakończenie przewidujemy na koniec 2018 r. Uzyskane efekty będą miały widoczne przełożenie na wyniki finansowe Grupy. Już w trzecim kwartale zanotowaliśmy spadek kosztów sprzedaży o 14% i kosztów zarządu o 10% – skomentowała Monika Kośko, wiceprezes zarządu URSUS S.A.

Grupa Impel po 3 kwartale 2017 roku

Grupa Impel wypracowała przez dziewięć miesięcy 2017 roku przychody na poziomie 1 667 mln zł. Oznacza to wzrost o 10,8% w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym. Skonsolidowany zysk operacyjny wyniósł 33,9 mln zł, jest niższy o 3,3%, a zysk netto przypisany akcjonariuszom podmiotu dominującego, po dziewięciu miesiącach osiągnął poziom 9,9 mln zł.

Obszary działalności biznesowej Grupy Impel odnotowały wzrost przychodów ze sprzedaży. Po trzech kwartałach 2017 r. przychody w obszarze Facility Management wzrosły o 127 mln zł (11,5%) w stosunku do trzech kwartałów 2016 r. i wyniosły 1 232,4 mln zł. Digital Services & BPO osiągnął poziom przychodów w wysokości 278,6 mln zł, zwiększając je o 13 mln zł (4,9%), natomiast przychody najbardziej dynamicznie rozwijającego się obszaru Industrial Services wyniosły 156,4 mln zł i zwiększyły się o 23 mln zł (16,9%).

Grupa obecnie koncentruje się na procesie waloryzacji cen w obowiązujących umowach handlowych. Przy wzrastającej presji na podwyżkę wynagrodzeń, rosnącym popycie na pracę, oczekujemy wzrostu cen u odbiorców usług, które zabezpieczą oczekiwania płacowe pracowników. W przypadku braku zgody na wyższe ceny będziemy decydować się na zakończenie współpracy. Dążymy do zapewnienia uczciwego poziomu płac naszym pracownikom, a Klientowi prawidłowej obsługi. „Pomimo dzisiejszej sytuacji na rynku pracy: wysokiej presji na zwiększanie płac oraz spadającej podaży pracy na rynku usług prostych, chcemy zapewnić Klientowi bezpieczną obsługę, a szybko rosnące koszty pracy, częściowo ograniczyć wzrostem wydajności w kolejnych miesiącach współpracy. Jako lider w zakresie dostarczanych usług chcemy swoim Klientom proponować rozwój w oparciu o specjalistyczne rozwiązania” – podkreśla Wojciech Rembikowski, wiceprezes Impel SA.

Impel wzmacnia pozycję lidera na rynku usług outsourcingowych poprzez wdrażanie rozwiązań opartych o technologie informatyczne oraz innowacyjność, poszukiwanie najlepszych biznesowych praktyk i koncentrację na segmentach rynku, które doceniają pracę człowieka, oczekując oszczędności w oparciu o rozwój technologiczny i organizacyjny swojego dostawcy. Dzięki posiadaniu szerokiego wachlarza usług, stajemy się dla Klienta doradcą i partnerem. Pozwala to nam wspólnie budować nowe, unikatowe produkty wspierające biznes Klienta.” – mówi Grzegorz Dzik, prezes Impel SA.

[Zarządzanie w Grupie Impel]

Grupa od dwóch lat wdraża wewnętrzną reorganizację, której celem jest zwiększenie efektywności i elastyczności reagowania na potrzeby Klienta oraz dostosowuje organizację do nowych wyzwań rynkowych. Dokonano przebudowy systemów organizacyjnych, zwiększono role specjalizacji funkcjonalnych oraz zdefiniowano na nowo Obszary Biznesowe GI. Ujednolicono terytorialne działania operacyjne i handlowe usług ochrony mienia i utrzymania czystości. We wrześniu 2017 roku została zaktualizowana Polityka Korporacyjna, dokument opisujący koncepcję zarządzania spółkami Grupy Impel. „Nowy model zarządzania ma na celu stworzenie kultury organizacyjnej, której fundamentem jest specjalizacja, równość i współpraca pomiędzy komórkami organizacyjnymi” – podkreśla Grzegorz Dzik.

[Rozwój współpracy z partnerami zewnętrznymi]

We wrześniu została sfinalizowana transakcja sprzedaży spółki działającej w usługach opieki nad pacjentem Optima Care Sp. z o.o. Sprzedaż Optima Care jest zgodna ze strategią Grupy w zakresie dywersyfikacji modeli dostarczania usług dla Klienta. Dziś Grupa Impel swój model biznesowy opiera o trzy filary: realizację usług przez własne zasoby, podwykonawców i partnerów biznesowych – franczyzobiorców, wykonujących swoje kontrakty w oparciu o własne know-how w zakresie technologicznym i biznesowym. Optima Care jest kolejnym partnerem objętym franczyzą Grupy Impel. Grupa będzie pełnić nadzór nad jakością świadczonej usługi dbając o wizerunek marki Impel na rynku.

[INTEGRATED FACILITY MANAGMENT – IFM]

 „Od dwóch lat zwiększamy liczbę obiektów obsługiwanych w formule Integrated Facility Management. Grupa obsługuje już ponad 1,5 mln m² powierzchni, takich jak obiekty logistyczne i produkcyjne, ale również centra handlowe i obiekty biurowe. Liderzy w niektórych branżach oczekują integracji usług podstawowych tj. usługi porządkowo-czystościowej, ochrony fizycznej oraz serwisu technicznego, czyli zintegrowanego FM. Niemniej jednak, zabiegamy i dbamy o Klientów, którzy korzystają z pojedynczych usług, w tym cateringu, rentalu odzieży czy tych z koszyka zarządzania nieruchomościami” – podkreśla Jakub Dzik, wiceprezes zarządu Impel SA.

W ostatnim kwartale rozszerzyliśmy współpracę z siecią parków logistycznych Logicor. Pozyskaliśmy kontrakty na obsługę zakładu produkcyjnego Aero Gearbox International Poland i Hamilton Sundstrand Rzeszów. Dodatkowo, obsługujemy 5 parków logistycznych Grupy MLP. Łączna wartość rocznych przychodów z powyższych kontraktów wynosi prawie 25 mln zł.

[Nowe technologie w FM]

W obszarze ochrony coraz częściej wykorzystywane są nowoczesne technologie informatyczne. Pozwala to optymalizować koszty i zwiększać efektywność procesów związanych z ochroną. „Klientom oferujemy konwersję dotychczasowych rozwiązań w kierunku zwiększenia udziału nowych technologii. Implementujemy rozwiązania oparte o innowacyjne systemy CCTV dokonywane na podstawie analizy behawioralnej i w oparciu o dane z kamer termowizyjnych. Wspólnie z Klientami wypracowujemy kompleksowe rozwiązania w tym zakresie” – informuje Jakub Dzik. „W zarządzaniu zintegrowanym FM wykorzystujemy oprogramowania, aplikacje mobilne, systemy do planowania i monitorowania pracy. W trzecim kwartale pozyskaliśmy kontrakty w zakresie usług porządkowo-czystościowych i ochrony mienia m.in. w branży handlowej, szpitalnictwie, administracji publicznej i szkolnictwie” – dodaje.

DIGITAL SERVICES & BUSINESS PROCESS OUTSOURCING

[Nowoczesne rozwiązania dla branży farmaceutycznej]

Spółki informatyczne Grupy Impel dostarczają Klientom produkty będące odpowiedzią m.in. na potrzeby wynikające ze zmian systemowych w różnych obszarach gospodarki. Nowe obowiązki raportowania danych wynikające z nowelizacji ustawy Prawo Farmaceutyczne wymagają od Klientów zajmującymi się obrotem produktami leczniczymi dostosowania swoich systemów informatycznych do nowej sytuacji. „Opracowaliśmy nowe rozwiązania w tym zakresie – SI-ZSMOPL oraz eTransfer ZSMOPL. Oprogramowanie SI-ZSMOPL zostało z sukcesem wdrożone w dziesięciu polskich i międzynarodowych firmach, posiadających zróżnicowany charakter ruchów materiałowych oraz model dystrybucyjny. Podobnie jak w przypadku Jednolitego Pliku Kontrolnego, nowe obowiązki prawne zostały szybko zdiagnozowane. Pozwoliło to na przygotowanie odpowiednich rozwiązań umożliwiających realizację wymogów ustawy Prawo Farmaceutyczne w zakresie raportowania do systemu ZSMOPL Ministerstwa Zdrowia” podkreśla Jakub Dzik.

INDUSTRIAL SERVICES

[Trendy na rynku]

Segment po raz kolejny wykazał się największą dynamiką wzrostu pod względem przychodu, odnotowując dwucyfrowy przyrost blisko 17%. Działania Grupy Impel w obszarze Industrial Services wpisują się w nowy trend na polskim rynku, polegający na łączeniu usług oferowanych dla branży przemysłowej. Wypracowany model współpracy umożliwia elastyczne dostosowanie do bieżących czynników rynkowych i zapewnia Klientowi dostęp do nowoczesnych rozwiązań technologicznych, pełnej informacji zarządczej, doradztwa w obszarze nieruchomości i inwestycji, kontroli procesów, monitoringu oraz kontroli jakości. Takie podejście pozwala znacząco ograniczać ryzyka biznesowe, a doświadczenie i potencjał firmy outsourcingowej wpływa na obniżenie kosztów Klienta.

[Skanowanie infrastruktury]

Innowacyjną usługą oferowaną w segmencie Industrial Services jest laserowe skanowanie infrastruktury. Opracowana przez spółkę Insperit Data Management sp. z o.o. usługa, wspiera proces budowy cyfrowych modeli na potrzeby planowania inwestycji, remontów, zmian wykorzystania terenu oraz budowania planów zagospodarowania przestrzennego. Wspomaga również inwentaryzację miejskiej infrastruktury sieciowej. Zebrane dane mają charakter interdyscyplinarny i mogą być wykorzystywane w różnych innych aplikacjach i procesach.

[Nowe kontrakty z segmentu]

Wśród najważniejszych kontraktów w obszarze przemysłowym należy wymienić realizowane usługi dla PGE GiEK Oddział Elektrownia Turów, ArcelorMittal Poland S.A. Oddział w Dąbrowie Górniczej i CELSA Huta Ostrowiec sp. z o.o. Pozyskaliśmy również kontrakty na prace budowlane dla Szpitala Marynarki Wojennej w Gdańsku i Mazowieckiego Szpitala Wojewódzkiego w Siedlcach. W obszarze rebrandingu do portfela obsługiwanych Klientów dołączyła również sieć stacji paliw Moya oraz Polski Związek Piłki Nożnej. Wartym podkreślenia jest również wdrożenie kontraktu w segmencie lotniczym dla produktu Techniczne Utrzymanie Nieruchomości. Kluczowym Klientem został Pratt&Whitney.

Komentarz prezesa Zarządu Mostostal Warszawa S.A. – Andrzeja Goławskiego do skonsolidowanego sprawozdania finansowego Grupy Mostostal Warszawa za III kwartał 2017 roku.

Po 3 kwartałach 2017 roku Grupa Mostostal Warszawa zanotowała 88 mln zł zysku ze sprzedaży, przy czym w trzecim kwartale wyniósł on 23 mln zł. Zagregowany zysk netto po 3 kwartałach osiągnął poziom 10 mln zł, podczas gdy wynik netto trzeciego kwartału zamknął się stratą w kwocie 10 mln zł.

Na ujemny wynik netto trzeciego kwartału wpływ miały zdarzenia w postaci utworzenia odpisu na przegrany w Sądzie Arbitrażowym spór z Lubelskim Węglem Bogdanka SA na tle rozbudowy zakładu obróbki węgla w Bogdance, a także osłabienie polskiej waluty wobec euro, co spowodowało konieczność zaksięgowania ujemnych różnic kursowych od wyceny udzielonych Mostostalowi Warszawa pożyczek. Z wyłączeniem tych zdarzeń Grupa zanotowałaby dodatni wynik netto w trzecim kwartale w wysokości 3 mln zł.

W okresie trzeciego kwartału Grupa zrealizowała przychody ze sprzedaży na poziomie 250 mln zł (narastająco za 3 kwartały 2017 roku: 820 mln zł). Spadek przychodów w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku (odpowiednio o 26% i 23%), był wynikiem pozyskania mniejszej liczby kontraktów w latach 2015 – 2016 oraz zmniejszających się, zgodnie z harmonogramem, przerobów na kontrakcie w Opolu.

Obecnie Grupa odbudowuje portfel zleceń. Od początku 2017 roku zawarliśmy nowe kontrakty o łącznej wartości 937 mln zł. Wartość portfela zleceń na dzisiaj wynosi 1,42 mld zł i obejmuje kontrakty z sektora ogólnobudowlanego, energetycznego, przemysłowego, infrastrukturalnego oraz ochrony środowiska. Systematycznie uzupełniany portfel zamówień pozwoli na dalszy, stabilny rozwój Grupy.

Profil zadłużenia finansowego nie uległ zmianie w porównaniu do ubiegłego roku i nadal jest dla nas bardzo korzystny. Tylko 33 mln zł z 232 mln zł to kredyty bankowe i leasing (17 mln zł według stanu na dzień 31.12.2016 r.). Pozostała kwota to pożyczki otrzymane od spółki matki – Acciona Construccion z siedzibą w Madrycie.

Na koniec III kwartału 2017 roku kapitał własny ogółem Grupy Mostostal Warszawa wyniósł 248 mln zł. Zatrudnienie osiągnęło poziom 1.557 pracowników, utrzymując się na zbliżonym poziomie w porównaniu do stanu na koniec 2016 roku.

Sprawozdania finansowe Grupy Mostostal Warszawa za III kwartał 2017 r. dostępne są na stronie internetowej Mostostalu Warszawa S.A. w zakładce Raporty Okresowe.

Do rejestru dłużników trafimy szybciej

Zamiast 60 dni opóźnienia wystarczy 30 dni zwłoki w spłacie rachunku czy faktury, aby trafić do rejestru dłużników – to jedna z najważniejszych zmian ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych, która właśnie weszła w życie. Nowe przepisy ograniczają możliwości wpisywania do rejestrów długów starszych niż 10 lat. Jeśli jednak wpis będzie nieprawidłowy, dłużnik może zgłosić sprzeciw zarówno do wierzyciela jak i BIG-u.

– Najbardziej kluczową zmianą dla wierzycieli jak i dłużników wydawałoby się skrócenie okresu po jakim można zgłosić dłużnika do BIG. Wierzyciel może to bowiem zrobić już po 30 dniach od terminu zapłaty zamiast po 60 – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor i dodaje. – Nowelizacja spowoduje poprawę bezpieczeństwa obrotu gospodarczego i uszczelnianie rynku wymiany informacji gospodarczych. Nie ma też wątpliwości, że przyczyni się do wzrostu zainteresowania usługami BIG-ów i przełoży się na zwiększenie liczby ujawnianych dłużników

W rejestrze BIG InfoMonitor widnieje obecnie ponad 2,2 mln dłużników. Kwota zaległości przekroczyła właśnie 37 mld zł. Obecność w bazie swoje konsekwencje – powoduje ograniczony dostęp do kredytów, może stanąć na przeszkodzie w podpisaniu umowy z kontrahentem czy też innych umów długoterminowych z odroczonym terminem płatności jak choćby abonament na telefon, internet czy telewizję.

Po nowelizacji ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych, BIG może pozyskiwać informacje na temat sprawdzanej firmy czy osoby z innych rejestrów jak np. z KRS, CEiDG, PESEL, REGON, a także z Centralnego Rejestru Restrukturyzacji i Upadłości (CRRiU) oraz Rejestru Należności Publicznoprawnych (RNP). W efekcie z jednego raportu będzie można się dowiedzieć zarówno o zaległościach kontrahenta w BIG, ale także czy nie toczyła się wobec niego nieskuteczna egzekucja widoczna w CRRiU. Można będzie też znaleźć informacje o nieopłaconych cłach lub podatkach na rzecz Skarbu Państwa i samorządów, na kwotę co najmniej 5 tys. zł. Informujący o długach podatkowych RNP ma zacząć działać na początku przyszłego roku. Rozbudowany raport BIG InfoMonitor, zawierający dane z różnych źródeł będzie też opatrzony oceną wiarygodności płatniczej analizowanej firmy.

W grupie obiecująco ocenianych nowości znalazła się też obniżająca koszty windykacji, mailowa komunikacja z dłużnikiem-przedsiębiorcą. Jeśli będzie uwzględniała to umowa pomiędzy firmami, możliwe będzie wysyłanie wezwań do zapłaty z ostrzeżeniem o zamiarze przekazania informacji do BIG w formie elektronicznej. Dziś wykorzystuje się w tym celu głównie listy polecone, ewentualnie doręczenie do rąk własnych.

Na liście dłużników już w 30 dni po terminie płatności

Ze znaczącym pozytywnym odbiorem rynku spotkała się także możliwość wpisywania dłużników do BIG już po upływie 30 dni od terminu płatności zamiast obecnych 60 dni. Nie ma wątpliwości, że pozwoli to na wcześniejsze podejmowanie działań windykacyjnych, a jak wiadomo ich skuteczność zależy od jak najszybszej aktywności wierzyciela po stwierdzeniu braku zapłaty. Z naszych analiz BIG InfoMonitor wynika, że już po wysłaniu wezwania do zapłaty, zawierającego ostrzeżenie o możliwości wpisania długu do BIG spora część dłużników reguluje zaległość, a kolejne 25 proc. płaci je niezwłocznie po wpisaniu informacji do rejestru.

Wydawana przez konsumenta zgoda na weryfikowanie go w BIG-ach, na rzecz firm, z których usług zamierza skorzystać, będzie ważna przez 60 dni zamiast obecnych 30 dni. Dłużnik będzie mógł zgłaszać sprzeciw w sprawie wpisu zarówno do wierzyciela jak i do BIG-u.

Zaległość w rejestrze maksymalnie przez 10 lat od dnia wymagalności

Nowe przepisy ograniczają możliwości wpisywania długów starszych niż 10 lat. Tym samym pomoc BIG-ów w odzyskiwaniu długów zostaje skrócona do 10 lat od dnia wymagalności długu, zawartej ugody lub uzyskania prawomocnego wyroku. Obecne ograniczenie mówi o maksymalnym 10 letnim okresie obecności długu w rejestrze BIG – niezależnie od daty powstania zadłużenia.

Na wniosek każdego dłużnika wierzyciel, który przekazał informacje gospodarcze do biura, jest obowiązany do przekazania do BIG również informacji o uznaniu zobowiązania przez dłużnika za przedawnione. Biuro natomiast zobowiązane jest do zamieszczenia w rejestrze wzmianki o uznawaniu roszczenia za przedawnione.

Nieprawdziwy wpis czynem nieuczciwej konkurencji

Znacząca zmianą jest również uznanie za czyn nieuczciwej konkurencji przekazanie przez wierzyciela do baz nieprawdziwych danych o zaległości, czyli fałszywej informacji gospodarczej. Zgodnie z przepisami, czynu nieuczciwej konkurencji dopuszcza się także BIG, który wbrew obowiązkowi nie usunie lub nie zaktualizuje danych o należności.

Ceny żywności i energii już nie tak istotne dla inflacji

NBP opublikował listopadowy Raport o inflacji, w którym prognozuje wzrost PKB w 2017 r. na poziomie 4,2 proc., a w 2018 r. – 3,6 proc. Wskaźnik cen konsumenta (CPI) ma wynieść w 2017 r. 1,9 proc., a w 2018 r. 2,3 proc.

Bardzo trudno jest prognozować wskaźniki makroekonomiczne. Mechanizmy rynkowe są bowiem bardzo złożone i oddziałuje na nie wiele czynników. Nie wszystkie da się i nie wszystkie można uwzględnić w modelach, które prognozowaniu służą. Nie wszystkie są bowiem przewidywalne, np. niektóre decyzje polityczne (Korea Północna, (dez)integracja UE, Katalonia), warunki pogodowe, które wpływają na produkcję żywności, czy decyzje konsumentów (które wbrew temu co mówią ciągle ekonomiści, nie są racjonalne, ale jeśli to wiemy, to stają się przynajmniej w części przewidywalne). Dotyczy to także inflacji.

NBP opublikował trzeci w tym roku Raport o inflacji z którego wynika, że tegoroczny wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniesie 1,9 proc. Prawdopodobnie tak będzie, bowiem w ciągu 10 miesięcy 2017 r. inflacja (CPI) wyniosła właśnie 1,9 proc. (GUS). Dwa ostatnie miesiące br. nie powinny tego zmienić, aczkolwiek szalejące ceny żywności (wzrost w październiku br. r/r o 5,8 proc., a w ciągu 10 miesięcy – o 4,2 proc.) takiej gwarancji nie dają. Przed nami przecież święta. Jednak 2017 r. kończy się i warto przyjrzeć się raczej prognozom zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych w 2018 r.

Wg prognoz NBP inflacja ma być w 2018 r. wyższa niż w 2017 r. i wynieść 2,3 proc. Jednocześnie wzrost cen żywności ma być zdecydowanie niższy niż dzisiaj (2,8 proc.). Wolniej mają także rosnąć ceny energii (2,7 proc.). Zatem inflacja po wyłączeniu cen żywności i energii (bazowa) będzie w 2018 r. wyższa (1,9 proc.) niż jest dzisiaj (0,7 proc.).
To nie jest dobra informacja dla gospodarki. Oznacza bowiem, że wzrost cen będzie efektem presji płacowej oraz wzrostu obciążeń nakładanych przez państwo na przedsiębiorstwa. Obciążeń nie tylko w postaci wzrostu podatków, ale także np. ograniczenia handlu w niedziele, wprowadzenia split payment, który będzie „zamrażał” środki finansowe firm na dedykowanych płaceniu VAT kontach, zniesienia limitu 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia dla składek na ubezpieczenia społeczne, wprowadzenia dla firm obowiązku dopłacania do składek pracowników na Pracownicze Programy Kapitałowe).

A obciążenia te przynajmniej w części, tam gdzie nie będzie to w sposób istotny ograniczać popytu, będą przekładane na ceny towarów i usług. Ponadto jeśli przedsiębiorcy w sposób istotny nie zwiększą inwestycji, a tym samym mocy wytwórczych, to inflacja może być także zwiększana przez trudności w dostosowaniu struktury produkcji do zmian w strukturze popytu. A te zawsze zachodzą, m.in. ze względu na wzrost dochodów rozporządzalnych gospodarstw domowych.

Wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych w 2018 r. o 2,3 proc. to ciągle poniżej celu inflacyjnego (2,5 proc.). Wydawałoby się zatem, że nie mamy problemu. Jednak NBP wskazuje, że w 2018 r. nie będziemy już tak podatni na wewnętrzne i zewnętrzne szoki podażowe jak do tej pory. A to oznacza, że Rada Polityki Pieniężnej, mimo inflacji niższej od celu inflacyjnego powinna zacząć działać. Do tej pory można było mówić, że ponieważ inflacja w ok. 90 proc. generowana jest przez czynniki na które RPP nie ma zbyt dużego wpływu, to nie ma też sensu zmieniać polityki pieniężnej. W przyszłym roku, gdy znaczenie wzrostu cen żywności i energii dla wzrostu wskaźnika CPI zdecydowanie spadnie, takiego wytłumaczenia już nie będzie.

Warto, aby RPP odniosła się do prognoz inflacji zaprezentowanych przez NBP w Raporcie o inflacji i wskazała, czy w kontekście zmiany struktury inflacji będzie także planowała zmiany w prowadzonej polityce pieniężnej. To ważne dla gospodarki, przedsiębiorstw i gospodarstw domowych, bo wpływa na cenę pieniądza.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Zachęty podatkowe Ministerstwa Finansów – jakie korzyści będzie miał przedsiębiorca?

Ministerstwo Finansów twierdzi, że nieustannie dąży do tego, aby warunki prowadzenia biznesu w Polsce były coraz lepsze. W tym celu wprowadza np. zachęty podatkowe dla przedsiębiorców. Część z nich już obowiązuje, a wprowadzenie kolejnych planowane jest na początek 2018 r.

Ulgi na innowacje

Jedną z pierwszych zachęt podatkowych wprowadzonych 1 stycznia 2017 r. są ulgi dla przedsiębiorstw prowadzących działalność badawczo-rozwojową (B+R). Tzw. mała ustawa o innowacyjności zniosła podatek dochodowy od własności intelektualnej, która zostaje wniesiona do spółki. Pozwala również małym i średnim przedsiębiorstwom odliczyć koszty zdobycia patentu na własne produkty czy rozwiązania. Ważną zachętą do wykorzystywania innowacyjności przez przedsiębiorców miały być również zwiększone limity odliczania od opodatkowania wydatków na ten cel. Obecnie właściciele firm mogą odliczyć 30% (w przypadku dużych przedsiębiorstw) oraz 50% (w przypadku MŚP) kosztów związanych z B+R. Natomiast bez względu na wielkość biznesu jego właściciele mogą odliczyć również do 50% kosztów pracowniczych. Ponadto z ulgi można skorzystać w ciągu 6, a nie 3 lat, jak było poprzednio.

Ale…

Udogodnienia początkowo mogą wydawać się bardzo atrakcyjne. Jednak kiedy przedsiębiorcy zaczęli aktywnie korzystać z wprowadzonych przez rząd zmian, zaczęły pojawiać się poważne problemy z odliczeniami.

Określenie działalności B+R nie sprawia większych problemów, gdyż jej definicja jest jasno wskazana w Ustawie z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych. Jej art. 4a pkt. 26 określa działalność badawczo-rozwojową jako „działalność twórczą obejmującą badania naukowe lub prace rozwojowe, podejmowaną w sposób systematyczny w celu zwiększenia zasobów wiedzy oraz wykorzystania zasobów wiedzy do tworzenia nowych zastosowań”. Poważne problemy pojawiają się jednak w przypadku odliczania kosztów pracowniczych. Wprawdzie art. 18d ust. 2 pkt. 1 ustawy o CIT wskazuje, że odliczeniu podlegają wyłącznie należności i składki, które „dotyczą pracowników zatrudnionych w celu realizacji działalności badawczo-rozwojowej”. Jednak w praktyce fiskus często kwestionuje zasadność odliczenia kosztów zatrudnienia pracowników, jeśli ci w umowie o pracę nie mają zawartej informacji, że zostali zatrudnieni dla realizacji celu wskazanego w ustawie. Ponadto organy podatkowe wymagają przedstawienia szczegółowej ewidencji czasu pracy pracownika poświadczającej, jaka część jego czasu pracy jest rzeczywiście przeznaczana na realizację celów B+R, a tym samym – jaką rzeczywistą wysokość kosztów może odliczyć podatnik.

Kwestionowanie przez fiskusa zasadności odliczenia tych kosztów jest bardzo problematyczne dla przedsiębiorców, gdyż nakłada się na nich obowiązek udowodnienia, że należy im się dana ulga. W związku z tym wielu rezygnuje z prawa do odliczenia kosztów zatrudniania pracowników. W ten sposób tracą naprawdę dużo. A niedługo będą tracić jeszcze więcej – rząd zapowiada, że wysokość odliczeń może wzrosnąć w przyszłym roku do 100%.

Amortyzacja na nowych zasadach

Kolejną zachętą podatkową dla przedsiębiorców ma być zwiększenie limitu na jednorazowe odliczenie amortyzacyjne, które obowiązuje już od połowy br. roku. Dotychczasowa kwota 3,5 tys. zł została zwiększona do 100 tys. zł. Co więcej, ta kwota może obejmować zakup kilku urządzeń czy rozwiązań.

Ale…

Jednak aby podatnik mógł skorzystać z tzw. przyspieszonej amortyzacji, musi spełnić kilka zasadniczych warunków. Przede wszystkim wydatki przez niego dokonane muszą dotyczyć inwestycji i innowacji realizowanych w przedsiębiorstwie. Minimalny nakład przedsiębiorcy na te wydatki musi wynieść 10 tys. zł. Tak jak w przypadku całkowitej puli amortyzacji, kwota nakładu może być sumą kilku zakupów, przy czym cena żadnego z nich nie może być niższa niż 3,5 tys. zł. Ponadto zakupione maszyny czy urządzenia, które mają podlegać amortyzacji, nie mogą być nigdy wcześniej używane – muszą być nowe. W ramach przyspieszonej amortyzacji nie można rozliczyć również zakupu środków transportu czy nieruchomości.

Wiele wątpliwości dotyczących tego, czy podatnik może skorzystać z przyspieszonej amortyzacji, może pojawić się w przypadku, kiedy innowacja czy inwestycja będzie finansowana w ramach leasingu. Skorzystanie z amortyzacji jest w tym przypadku wyraźnie uzależnione od wariantu leasingu, z którego korzysta klient. Skorzystanie z zachęty podatkowej jest najprawdopodobniej możliwe w przypadku leasingu finansowego, natomiast leasing operacyjny przekreśla możliwość skorzystania z tego rozwiązania. Szkoda, zwłaszcza że badania z I kwartału br. przeprowadzone przez Związek Polskiego Leasingu dowodzą, że z leasingu korzysta już 600 tys. klientów, a 26,7% finansowania dotyczy inwestycji w maszyny i urządzenia.

Dodatkowe proekologiczne zachęty podatkowe

W ostatnim czasie rząd przedstawił projekt kolejnych zachęt podatkowych, które miałyby nakłonić polskich przedsiębiorców do korzystania z rozwiązań proekologicznych w swojej działalności. Wprawdzie jego autorem jest Ministerstwo Energii, jednak Ministerstwo Finansów ma znaczny wkład w opracowanie jego warunków. Zmiany miałyby dotyczyć zwolnienia z akcyzy na samochody elektryczne, zwiększenia do 30 tys. euro kwoty odliczenia zakupu pojazdów elektrycznych oraz zwolnienia z podatku od nieruchomości w sytuacji, kiedy na danym stanowisku wykorzystywane byłoby auto elektryczne. Proponowane zmiany być może wejdą w życie już 1 stycznia 2018 r.

Czy proponowany przez rząd projekt zachęt podatkowych sprawdzi się w Polsce? Może dzięki wprowadzonym ulgom podatnicy zaczną bardziej interesować się autami napędzanymi elektrycznie, jednak napotkają wiele utrudnień. Przede wszystkim w Polsce mało rozbudowana jest infrastruktura stacji szybkiego ładowania tego rodzaju pojazdów. Poza tym mają one ograniczony zasięg, a czas ich ładowania jest długi. Do zakupu aut elektrycznych nie zachęca również ich cena. Podstawowa wersja pojazdu do koszt rzędu min. 100 tys. zł. Wprawdzie rząd proponuje możliwość odliczenia kosztu zakupu „elektryka”, jednak proponowane 30 tys. euro może okazać się niekiedy zbyt małą kwotą na zakup auta, który sprawdzi się w danej firmie przez lata.

Brak sprecyzowanych zasad zwalniania przedsiębiorców z podatku od nieruchomości w momencie wykorzystywania na danym stanowisku pracy auta elektrycznego również może okazać się bardzo problematyczny w przyszłości. Niesprecyzowane kryteria wykorzystywania auta na danym stanowisku prowokują pytanie, w jakich konkretnych przypadkach podatnik może skorzystać z tego zwolnienia, a w jakich nie. A fiskus z pewnością nie będzie tak łatwo umarzał należnej zapłaty, co może przełożyć się na liczne zastrzeżenia dotyczące zasadności przyznania ulgi.

Pozorność działania

Pozostawianie „wolnej ręki” fiskusowi, który podważa próby skorzystania przez przedsiębiorców z przysługujących im ulg, jest jedynie pozornym działaniem na korzyść podatników. Z jednej strony – poprzez zachęty podatkowe – MF chce ułatwić prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce. Z drugiej zaś, wprowadzając rygorystyczne zmiany w prawie podatkowym, wielokrotnie stawia uczciwych przedsiębiorców w jednym rzędzie z tymi, których wyłącznym celem jest oszukanie Skarbu Państwa. Poza tym większa część zachęt podatkowych dotyczy wielonakładowych inwestycji, na które często nie stać małych i średnich przedsiębiorstw. Kogo zatem mają zachęcić zaproponowane zmiany i czy w ogóle będą zachęcać?

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców

Czy Polacy popierają projekt ustawy zakazujący handlu w niedzielę?

Zdania są podzielone i ciężko wskazać jednoznacznie, czy Polacy popierają inicjatywę. Wśród użytkowników portalu Praca.pl zauważamy delikatną przewagę przeciwników, blisko 55% nie popiera projektu ustawy, głos poparcia wyraziło ponad 45% respondentów.

Projekt ustawy ws. ograniczenia handlu w niedzielę zakłada, że handel ma być dozwolony w drugą i czwartą niedzielę miesiąca oraz w dwie kolejne niedziele poprzedzające pierwszy dzień Bożego Narodzenia.

Pomysłodawcy i zwolennicy tego projektu argumentują go głównie polską tradycją, według której niedziela jest dniem odpoczynku. Twierdzą również, że praca w niedzielę nie pozwala godzić życia zawodowego z rodzinnym oraz, że możliwość zatrudnienia w handlu w systemie równoważnego czasu pracy powoduje, że pracownicy nie otrzymują dodatków za pracę w niedziele.

Przeciwnicy projektu podnoszą argument ograniczania wolności i swobody decydowania o spędzaniu czasu wolnego. Martwią się również o studentów, dla których bardzo często niedziela jest jednym z dwóch dni, w których mogą dorobić, pracując najczęściej właśnie w handlu.

Trwają też dyskusje nad tym, czy zakaz (lub ograniczenie) handlu w niedzielę nie spowoduje wzrostu bezrobocia. Również w tym przypadku zdania użytkowników Praca.pl są podzielone i nie ma jednoznacznego wniosku. Mimo, że większość nie popiera zakazu, to przeważa opinia, że zakazanie handlu w niedzielę nie przyczyni się do spadku zatrudnienia – taką odpowiedź wybrało prawie 54% ankietowanych.

Zwolennicy zakazu handlu w niedzielę twierdzą, że nie będzie też żadnej redukcji etatów, a nawet powstaną nowe. Druga strona, podpierając się badaniami, alarmuje, że spadnie zatrudnienie, nie tylko w handlu, ale też w firmach produkcyjnych oraz w sektorze usługowym.

Komentarz Praca.pl:

Na Praca.pl co miesiąc publikujemy około 4 200 ogłoszeń z obszaru zawodowego sprzedaż i obsługa klienta. Sprzedawca to obecnie jeden z zawodów deficytowych na rynku pracy. Patrząc z tej perspektywy ograniczenie handlu w niedzielę może zmniejszyć nieco widoczny na dużą skalę problem z zatrudnieniem pracowników w tym obszarze. Nie sądzę, aby wpłynął na wzrost bezrobocia – komentuje Michał Filipkiewicz, ekspert rynku pracy portalu Praca.pl. Podejrzewany, że Polakom ciężko będzie się przestawić, bo przez lata przyzwyczailiśmy się do niedzielnych zakupów. Projekt zakładający, że zakupy będą możliwe w co drugą niedzielę, naszym zdaniem, spowoduje początkowo zamieszanie, ponieważ trudno będzie Polakom zorientować się czy w daną niedzielę mogą zrobić zakupy czy też nie.

Zmiany w opłatach komorniczych weszły w życie

28 października br. weszła w życie nowelizacja ustawy o komornikach sądowych i egzekucji, która przewiduje zmiany dotyczące opłat komorniczych. Ma ona dostosować przepisy do wyroku Trybunału Konstytucyjnego.

Chodzi o nowelizację ustawy o komornikach sądowych i egzekucji z 29 września 2017 r. Ma ona na celu dostosowanie przepisów tej ustawy do wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 13 października 2015 r., sygn. akt P 3/14.

Stanowisko Trybunału Konstytucyjnego

We wspomnianym wyroku Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z konstytucją art. 51 ust. 1 pkt 3 i ust. 2 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o komornikach sądowych i egzekucji. W ocenie TK ww. przepisy są sprzeczne z Konstytucją RP w zakresie, w jakim nie przewidują odrębnej stawki opłaty stałej za opróżnienie lokalu mieszkalnego z rzeczy i osób w sytuacji, gdy dłużnik po wezwaniu przez komornika dobrowolnie wykonał obowiązek w wyznaczonym terminie.

Trybunał zakwestionował to, że opłata pobierana przy dobrowolnej spłacie długu przez dłużnika i przymusowej egzekucji jest jednakowa, podczas gdy powinna być zróżnicowana. Przy dobrowolnej spłacie długu komornik nie podejmuje wielu czynności, jakie musi podjąć w sytuacji, gdy dłużnik dobrowolnie nie spłaca zobowiązania.

Opłata tymczasowa i jej rozliczenie

W myśl znowelizowanych przepisów egzekucja świadczeń niepieniężnych i wykonanie postanowienia o zabezpieczeniu roszczenia pieniężnego będą wiązały się z opłatą tymczasową równą 10 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. W razie jej nieuiszczenia w terminie 7 dni komornik zwróci wniosek lub odmówi wykonania czynności. Opłata tymczasową we wskazanej wysokości pobierana jest również w razie egzekucji świadczeń niepieniężnych na wniosek Skarbu Państwa, np. na polecenie sądu i prokuratora.

Jeśli egzekucja okaże się skuteczna, komornik pobierze opłatę uzupełniającą, czyli różnicę między opłatą ostateczną a zapłaconą opłatą tymczasową.

Nowelizacja przewiduje preferencyjną opłatę w razie dobrowolnej zapłaty długu przez dłużnika w terminie minimum 14 dni. W takim wypadku opłata wynosi 1/25 przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. W razie gdy dłużnik spłaci dług przed wezwaniem komornika, komornik nie pobierze opłaty.

Zarówno w przypadku dobrowolnej spłaty długu w terminie wynoszącym minimum 14 dni, jak i przed otrzymaniem wezwania od komornika komornik będzie musiał zwrócić wierzycielowi różnicę między zapłaconą opłatą tymczasową a opłatą ostateczną.

Zmiany w opłacie stałej

Po zmianach egzekucja polegająca na odebraniu rzeczy będzie się wiązać z koniecznością zapłaty opłaty stałej równej 20 proc. przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego. Taka sama opłata będzie należna w przypadku eksmisji z lokalu.

Do postępowań, które zostały wszczęte i nie zostały zakończone do dnia wejścia w życie omawianej nowelizacji, stosuje się przepisy tej nowelizacji.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców

Jak poprawnie ustalić moment powstania obowiązku podatkowego VAT przy usługach ciągłych

Interpretacja pojęcia usługi ciągłej na gruncie ustawy o podatku od towarów i usług wywołuje wiele problemów. Kłopot pojawia się również przy ustalaniu momentu powstania obowiązku podatkowego. Kiedy zatem przedsiębiorcy powinni uznać usługę za mającą charakter ciągłej i jakie są podatkowe obowiązki świadczenia takich usług w świetle najnowszej wykładni sądów administracyjnych?

Nie ustawodawca, a orzecznictwo wypracowało wiele definicji

Prowadząc działalność gospodarczą, przedsiębiorcy bardzo często zobowiązani są wykonywać czynności związane z dostawą towarów lub świadczyć usługi w sposób powtarzalny lub ciągły. Pomimo że tego rodzaju działalność w obrocie gospodarczym jest często podejmowana, problemów wciąż przysparza jednoznaczne zdefiniowanie takich usług i wskazanie, który rodzaj usług lub dostaw należy zakwalifikować jako ciągłe.

Na gruncie Ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz.U. z 2017 r. poz. 1221, dalej jako: „ustawa o VAT”) ustawodawca wprost nie zdefiniował pojęcia usługi ciągłej. Nie zrobił tego również legislator odpowiedzialny za tworzenie prawa unijnego. Jednak powszechność takich świadczeń i świadczeń do nich podobnych wymusiła na sądownictwie administracyjnym interpretację pojęcia usługi ciągłej.

W bardzo ważnym w historii tego pojęcia wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 14 kwietnia 2012 r. (sygn. akt I FSK 935/11, LEX nr 1165098) podniesiono, co następuje: „(…) sprzedaż o charakterze ciągłym (…) polega na świadczeniach ciągłych podatnika, obejmujących pewne stałe zachowania w czasie trwania stosunku obligacyjnego, zaspokajające interes odbiorcy tych świadczeń, poprzez ich trwały – pod względem czasowym i funkcjonalnym – charakter oraz cechujące się niemożliwością wyodrębnienia powtarzających się czynności podatnika, co jest charakterystyczne dla świadczeń ciągłych (okresowych)”.

Z kolei w wyroku z dnia 19 marca 2015 r. (sygn. akt I FSK 215/14, LEX nr 1656287) Naczelny Sąd Administracyjny wskazał: „(…) Po pierwsze, ocena w zakresie charakteru danej usługi musi się odnosić do konkretnego stanu faktycznego. Po drugie, z analizy wyżej wskazanych stanów faktycznych oraz tych typowych usług ciągłych takich jak najem, czy dostawa energii elektrycznej można wysnuć kilka tez charakteryzujących tego typu usługi. Przede wszystkim o usługach ciągłych można mówić tylko wtedy, gdy poszczególne czynności usługodawcy nie sposób wyodrębnić. Nie można określić, kiedy kończą się pewne świadczenia, a kiedy następne się rozpoczynają”.

Zakwalifikowanie momentu powstania obowiązku podatkowego

Jak wspomniano wcześniej, trudności pojawiają się również przy ustalaniu momentu powstania obowiązku podatkowego na gruncie ustawy o VAT. Należy podkreślić, że od momentu wprowadzenia do obowiązującego porządku prawnego uregulowania z art. 19a ust. 3 ustawy o VAT, budziło ono uzasadnione wątpliwości interpretacyjne. Wypracowane stanowisko organów podatkowych było kontrowersyjne, a co gorsza – niekorzystne dla podatników.

Art. 19a ust. 3 ustawy o VAT stanowi, iż usługę, dla której w związku z jej świadczeniem ustalane są następujące po sobie terminy płatności lub rozliczeń, uznaje się za wykonaną z upływem każdego okresu, do którego odnoszą się te płatności lub rozliczenia, do momentu zakończenia świadczenia tej usługi. Ustawodawca określił również, że usługę świadczoną w sposób ciągły przez okres dłuższy niż rok, dla której w związku z jej świadczeniem w danym roku nie upływają terminy płatności lub rozliczeń, uznaje się za wykonaną z upływem każdego roku podatkowego, do momentu zakończenia świadczenia tej usługi. Interpretacja wskazanego przepisu wiązała się z pojawieniem się w obrocie gospodarczym i prawnym wielu rozbieżności i niejasności, które były przedmiotem rozważań sądów administracyjnych oraz organów podatkowych.

Nie może zatem dziwić, że jedną z podstawowych przeszkód utrudniających rozwijanie działalności gospodarczej w Polsce jest mnogość przepisów i ich rozbieżnych interpretacji. W związku z tym przedsiębiorcy nie mogą być pewni, jakie jest właściwe odczytanie obowiązujących ich regulacji prawnych. W wielu wypadkach ponoszą negatywne tego konsekwencje, szczególnie jeśli zastosowanie mają przepisy podatkowe. Pomimo że w Polsce obowiązuje zasada in dubio pro tributario (ewentualne niedające się usunąć wątpliwości interpretacyjne powinno się rozstrzygać na korzyść podatnika), nie jest ona respektowana przez administrację skarbową. Sytuacja taka jest bardzo niebezpieczna i niekorzystna przede wszystkim dla samych podatników.

Usługi ciągłe to nie tylko te świadczone bez przerwy – przełomowy wyrok NSA

W wyroku z dnia 11 kwietnia 2017 r. (sygn. akt I FSK 1104/15, LEX nr 2271434) Naczelny Sąd Administracyjny w sposób przełomowy zmienił ogólnie przyjmowane i wyrażane stanowisko, uznając, że usługami ciągłymi są nie tylko te świadczone bez przerwy: „Z powyższych względów NSA uznał, że brak jest podstaw do przypisania pojęciu dostawy świadczonej w sposób ciągły, występującemu w art. 19a ust. 4 w związku z ust. 3 ustawy o VAT, takiego znaczenia, jakie przyjął Sąd pierwszej instancji, a wcześniej organ interpretacyjny, w myśl którego chodzi w nim o dostawy, dla których nie można wyodrębnić poszczególnych świadczeń cząstkowych. Zdaniem NSA pod pojęciem dostawy świadczonej w sposób ciągły, o której mowa w art. 19a ust. 4 w związku z ust. 3 ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. w Dz. U. z 2011 r. Nr 173, poz. 1054 z późn. zm.) należy rozumieć dostawę, która realizowana jest w sposób ciągły, w drodze świadczeń częściowych, dla której ustalane są następujące po sobie terminy płatności lub rozliczeń”.

W uzasadnieniu do przedmiotowego wyroku zauważalne jest stanowcze odejście od popieranego przez sądy administracyjne i organy podatkowe stanowiska, zgodnie z którym powtarzalne dostawy towarów rozliczane na podstawie okresów rozliczeniowych nie stanowiły dostawy ciągłej. Sąd, dokonując wykładni pojęcia usług świadczonych w sposób ciągły, wskazał, że niewłaściwe jest ograniczanie go wyłącznie do usług, które są świadczone bez przerwy. Pozwala to uznać, że Naczelny Sąd Administracyjny uznał za usługi czy dostawy ciągłe również czynności powtarzalne z określonym sposobem i okresami rozliczeniowymi.

Wątpliwości zostały rozwiane – usługi powtarzalne należy zakwalifikować jako usługi ciągłe

Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 12 lipca 2017 r. (sygn. akt I FSK 1714/15, LEX nr 2347614) potwierdził korzystną dla podatników interpretację, że usługą lub dostawą ciągłą są nie tylko usługi wykonywane i świadczone bez przerwy, lecz również – co ważniejsze – usługi powtarzalne: „Za dostawy o charakterze ciągłym, o których mowa w art. 19a ust. 4 w związku z art. 19a ust. 3 ustawy o VAT należy uznać ciąg kolejnych, odrębnych dostaw dokonywanych w dłuższym niż miesiąc okresie czasu, będący wynikiem ustaleń poczynionych pomiędzy kontrahentami, czy zawartych pomiędzy nimi umów, w ramach których dostawca zobowiązuje się wobec nabywcy do dostarczania na jego rzecz ściśle określonych towarów, według ustalonego planu”.

Naczelny Sąd Administracyjny podzielił zatem argumentację wyrażoną w wyroku z dnia 11 kwietnia 2017 r. (sygn. akt I FSK 1104/15), a odrzucił pogląd zawarty w poprzednich wyrokach NSA z dnia 28 października 2016 r. (sygn. akt I FSK 425/15) i z dnia 19 marca 2015 r. (sygn. akt I FSK 215/14), zgodnie z którym pod pojęciem usług świadczonych w sposób ciągły należy rozumieć wyłącznie takie usługi, w których poszczególnych czynności nie można wyodrębnić – a więc gdy nie da się określić, kiedy kończą się pewne świadczenia, a kiedy rozpoczynają następne.

Powtarzające się dostawy odrębne – stanowisko NSA

Niezmiernie ważne jest również to, iż charakter ciągły mogą mieć powtarzające się odrębne dostawy świadczone w stosunkach gospodarczych między podmiotami. Naczelny Sąd Administracyjny, dochodząc do takiego wniosku, przywołał art. 19a ust. 3 i ust. 4 ustawy o VAT, który implementuje do polskich przepisów art. 64 ust. 2 dyrektywy VAT. Zgodnie z tymi przepisami dostawy towarów wykonywane w sposób ciągły przez okres dłuższy niż jeden miesiąc kalendarzowy, które są wysyłane lub transportowane do państwa członkowskiego innego niż państwo członkowskie rozpoczęcia wysyłki lub transportu tych towarów i które są dostarczane lub przemieszczane ze zwolnieniem z VAT do innego państwa członkowskiego przez podatnika do celów działalności jego przedsiębiorstwa, uważa się za dokonane po upływie każdego miesiąca kalendarzowego do czasu zakończenia dostawy towarów.

Zdaniem sądu celem unijnego prawodawcy była harmonizacja momentu rozpoznawania obowiązku podatkowego w odniesieniu do wewnątrzwspólnotowych dostaw towarów o charakterze ciągłym w celu zapewnienia porównywalności informacji podsumowujących składanych w różnych krajach. Naczelny Sąd Administracyjny podkreślił też, że ścisłe odniesienie do pojęcia dostaw towarów wykonywanych w sposób ciągły przez okres dłuższy niż jeden miesiąc kalendarzowy pozwoliło zlikwidować występujące niejasności co do sposobu definiowania pojęcia takich dostaw. W ocenie sądu nie ma zatem wątpliwości, że usługi ciągłe obejmują także powtarzające się dostawy odrębne.

Impuls do zmiany stanowiska wojewódzkich sądów administracyjnych

Dostawy ciągłe po najnowszych wyrokach Naczelnego Sądu Administracyjnego zasadniczo wpływają na wykładnię przepisów podatkowych dotyczącą ustalania obowiązku podatkowego na gruncie ustawy o VAT. Analiza wyroków sądów administracyjnych wykazuje jednoznacznie, że ustalenie, iż obowiązek podatkowy powstaje wraz z upływem okresu rozliczeniowego, niezależnie od liczby dostaw zrealizowanych w danym cyklu, nie jest już błędne. Niewątpliwie taka linia orzecznicza pomoże podatnikom rozliczać należności wynikające z podatku VAT i w wielu przypadkach przesunie termin powstania obowiązku podatkowego.

Potwierdzeniem przyjęcia nowej linii orzeczniczej był wyrok wojewódzkiego sądu administracyjnego z dnia 26 lipca 2017 r. (sygn. akt I SA/Po 930/16, LEX nr 2347581). W uzasadnieniu tego orzeczenia sąd wskazał: „Pod pojęciem dostawy świadczonej w sposób ciągły, o której mowa w art. 19a ust. 4 w zw. z ust. 3 ustawy o VAT należy rozumieć dostawę, która realizowana jest w sposób ciągły, w drodze świadczeń częściowych, dla której ustalane są następujące po sobie terminy płatności lub rozliczeń”. Dla przedsiębiorców ma to praktyczne znaczenie – orzecznictwo sądów administracyjnych wskazuje jednoznacznie, że podatnicy nie są zobowiązani do rozliczania każdej poszczególnej dostawy wchodzącej w skład jednej transakcji gospodarczej, choćby ustalono następujące po sobie terminy płatności lub rozliczeń.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców

Przemysław Kwiecień: Zaskakująco wysoki wzrost polskiego PKB

Święta Bożego Narodzenia 2017 – pożyczamy czy oszczędzamy?

Ile wydamy w tym roku na święta Bożego Narodzenia? Jakie produkty znacznie podrożeją, czyniąc w naszych portfelach spustoszenie? Skąd Polacy pozyskują dodatkowe środki na zorganizowanie rodzinnych świąt? Czy pomocny jest w tym program 500+, a może Polacy sięgają chętniej po produkty sektora fintech? Badania pozyczkaportal.pl pokazują, że kilka przedświątecznych tygodni to nie tylko szał zakupów i przygotowań, ale też zwielokrotnione wydatki, co oznacza gorący czas dla sektora pożyczek online – zainteresowanie tego typu rozwiązaniami w tym okresie wzrasta prawie o 30 proc.

Ile wydamy? Podobnie, jak przed rokiem

Z badań przeprowadzonych przez ekspertów wynika, że wydatki związane z organizacją świąt Bożego Narodzenia w porównaniu z ubiegłym rokiem różnić się będą nieznacznie, albo wcale.[1] W 2016 roku średnia kwota przeznaczona na ten cel wynosiła około 720zł, z czego środki przeznaczone na żywność wynosiły 512 zł. W tym roku na jedzenie wydamy nieco więcej, bo 532zł, lecz ogólna kwota przeznaczona na organizację świąt nie ulegnie zmianie.[2] Co ciekawe, co czwarty z nas deklaruje, że zmieści się w kwocie mniejszej niż średnia, czyli 400zł, natomiast około 11 proc. planuje przeznaczyć na ten cel nawet ponad 1000 zł.

„Jeśli średnie wydatki Polaków związane z przygotowaniem świąt utrzymają się na takim samym poziomie jak przed rokiem, to z pewnością możemy spodziewać dużego zainteresowania ofertą pożyczkową wśród nowych jak i stałych klientów. W zeszłym roku średnia wartość pożyczki w tym gorącym czasie wzrosła o 17 proc., a ilość nowych klientów – o 15 proc. To pokazuje, że Polacy coraz bardziej przekonują się do rozwiązań proponowanych przez pożyczkodawców i zamiast zamartwiać się, skąd pozyskać dodatkowe środki – po prostu sięgają po pomoc instytucji finansowych.”– komentuje Tymon Zastrzeżyński, ekspert pozyczkaportal.pl.

Jak się również okazuje – im więcej zarabiamy, tym więcej wydajemy. Najniższe wydatki planują osoby z gospodarstw domowych, w których dochód wynosi nie więcej niż 2000zł. Kwota deklarowana w celu organizacji świąt wynosi wśród tych osób wynosi około 380zł. Niewielkie kwoty przeznaczane na wydatki świąteczne deklarują również osoby młode, które zazwyczaj nie organizują samodzielnie świąt, lecz jedynie obdarowują bliskich prezentami. Najmłodsi ankietowani, czyli osoby w wieku 15-24 lat wydadzą średnio 470zł. Idąc tym tropem wywnioskować można, iż wydatki rosną wraz z wysokością dochodów. Nawet 1000 zł wydadzą rodziny, w których dochody wynoszą powyżej 5000zł, a więc w grupie osób aktywnych zawodowo i posiadających dzieci (25-59 lat). Seniorzy wydadzą około 530zł.

500+ sposobem na sfinansowanie wydatków świątecznych?

Prognozy dotyczące sposób finansowania tegorocznych świąt są optymistyczne. Choć spora część Polaków zamierza wydać niemałe kwoty, nie zmienia to faktu, że około 75 proc. z nas deklaruje finansowanie świątecznych zakupów z bieżących dochodów. 40 proc. badanych rozważa możliwość zasięgnięcia w tym celu po środki z oszczędności. Niespełna 3 proc. Polaków bierze pod uwagę zapożyczenie się na ten cel u bliskiej osoby., natomiast 2 proc. – zaciągnięcie pożyczki w banku lub firmie pożyczkowej. Co ciekawe, niewiele osób korzystających z programu 500+ deklaruje przeznaczenie tych pieniędzy właśnie na organizację świąt. Środki pochodzące z programu społecznego to dodatkowe źródło świątecznych finansów jedynie dla 3 proc. badanych.

„3 proc. osób deklarujących sięganie po pożyczkę w celu zorganizowania świąt to niewiele, jakby się mogło wydawać, jednak okres przedświąteczny to bardzo gorący czas dla pożyczkodawców. Klientów przybywa, zwłaszcza tych, którzy sięgają po niewielkie kwoty na sfinansowanie prezentów dla najbliższych lub zorganizowanie wystawnych świąt.”– komentuje Maciej Suwik, ekspert Loando.pl

Świąteczne planowanie

Czy planowanie bożonarodzeniowych wydatków spędza Polakom sen z powiek? Co dwunasty respondent badania Provident wskazuje, że nie musi liczyć się z kosztami, planując święta. Nieco ponad 30 proc. co prawda szacuje koszty, lecz nie musi ograniczać się do wyboru najtańszych produktów. Ponad 45 proc. ankietowanych deklaruje zakup wszystkich potrzebnych produktów z jednoczesnym wskazaniem wyboru możliwie najtańszych.

Droższe jedzenie, więcej wydatków?

Co sprawia, że za produkty do świątecznych dań zapłacimy w tym roku nieco więcej? Z pewnością wpływ ma na to wysokość plonów oraz eksport produktów za granicę. Według prognoz ekspertki Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, dr hab. Krystyny Świetlik, grudniowe ceny w porównaniu z zeszłym rokiem będą o 4 proc. Świąteczny koszyk byłby w tym momencie średnio o 3 proc. droższy niż w grudniu 2016 roku. Drożej zapłacimy przede wszystkim za ryby, ze względu na rosnącą popularność zdrowego trybu życia i racjonalnego odżywiania. Podrożeją również jaja, masło, chleb oraz drób i wołowina.  Robiąc świąteczne zakupy zaoszczędzimy nieco m.in. na wieprzowinie, która choć drożała przez cały rok, w okresie przedświątecznym osiągnie stabilną cenę oraz grzybach, których jest bardzo dużo w polskich lasach.

A co pod choinką?

Polacy to tradycjonaliści, dlatego wciąż lubimy zarówno obdarowywać prezentami, jak i je dostawać. 76 proc. z nas spodziewa się że w tym roku otrzyma świąteczny upominek od bliskiej osoby. Jakie prezenty najchętniej znajdujemy pod choinką? Wśród mężczyzn niezmiennie króluje elektronika (20 proc. ankietowanych), odzież (17 proc.), dobry alkohol oraz pieniądze – w obu przypadkach zadeklarowało to po 14 proc. badanych mężczyzn. Wśród kobiet popularne są kosmetyki (27 proc. badanych), a także ubrania (20 proc.), biżuteria i pieniądze ( po 15 proc. dla obu wskazań).

[1]http://media-provident.pl/pr/374549/barometr-providenta-na-zorganizowanie-swiat-bozego-narodzenia-polak-pr-

[2]https://finanse.wp.pl/drogie-swieta-bozego-narodzenia-w-tym-roku-w-sklepach-zaplacimy-wiecej-6178090810689665a

Zasady postępowania dla pracodawców. Na podstawie raportu Aon Hewitt

Wyniki tegorocznego badania zaangażowania przeprowadzonego przez Aon Hewitt pokazują, że aż 52% polskich pracowników nie czuje się zaangażowanych w swoją pracę. W stosunku do ubiegłego roku grupa ta zwiększyła się o 3%, 49% w 2016 r.). Mimo pozytywnych nastrojów w gospodarce i najniższego od lat w naszym kraju bezrobocia widać, że pracownicy w Polsce i Europie reagują w odmienny sposób – podczas gdy zaangażowanie w Europie rośnie (o 4p.p. w stosunku do 2016 roku) , w Polsce spada –  różnica ta wynosi już 7 p. p.

Pracownicy w Europie i Polsce ciągle działają jeszcze na nieco innym rynku pracy – w naszym kraju cały czas mamy poczucie, że jesteśmy na tzw. dorobku. Czujemy jednak, że rynek się rozwija zatem oczekujemy od pracodawcy więcej w każdej dziedzinie życia zawodowego, także w sferze wynagrodzeń. Rynek pracownika umożliwia szukanie nowych możliwości, tak by rozwijać się zawodowo i poprawiać sobie komfort życia. W tym samym czasie pracodawcy skarżą się, że nie mogą znaleźć odpowiednich pracowników, czego wynikiem jest ciągła rotacja zatrudnionych.

Co z tym zrobić?

MARKA PRACODAWCY

Mimo bezprecedensowych wydatków przeznaczonych na employer branding i wzmacniane wizerunku firmy jako pracodawcy tegoroczne badanie pokazało smutną prawdę – tylko połowa badanych wskazała, że firma, w której pracuje cieszy się dobrą opinią. To o 6 p. p. mniej w stosunku do ubiegłego roku. 62% respondentów uważa, że w ich firmach pracodawcy nie dotrzymują obietnic składanych pracownikom. Dodatkowo jedynie 35% badanych jest zdania, że ich firma jest postrzegana jako jedno z najlepszych miejsc pracy dla osób o podobnych umiejętnościach i doświadczeniu jak ich własne. Pracodawcy powinni  dobrze przemyśleć swoją propozycję wartości dla pracowników (tzw. EVP – employee value proposition) , co chcą zaoferować pracownikom, co jest ich aktualną siłą, czyli marką i co może być wartością dla pracowników, których chcą pozyskać i zatrzymać. Kolejnym krokiem powinno być upewnienie się, że propozycja ta jest atrakcyjna i widoczna dla obecnych pracowników firmy, a dopiero w ostatnim etapie jej aktywna promocja na zewnętrznym rynku pracy.

WYNAGRODZENIE

Polacy nie są zadowoleni ze swoich wynagrodzeń. I nie mówimy tu tylko o samej wysokości wynagrodzenia. . Aż 74% respondentów uznało, że ich wynagrodzenie nie jest adekwatne do ich wkładu w wykonywaną pracę. Wyniki badania pokazały, że pracowników, którzy czują się doceniani przez swojego szefa, także w sposób pozafinansowy, mamy w Polsce jedynie 43%, o 5 p. p. mniej niż rok temu. Z badania widać, że dla pracowników coraz istotniejsze są niematerialne aspekty związane z pracą w konkretnej organizacji – związane np. z kulturą organizacyjną, zaangażowaniem społecznym czy elastycznymi godzinami pracy. Trzeba  pamiętać, że karnety na basen, fitness czy do centrów medycznych nie robią już na pracownikach wrażenia. To już nie benefit od pracodawcy i karta przetargowa w rekrutacji, a podstawowy wymóg kandydatów do pracy.

DZIEL SIĘ SUKCESAMI

Poczucie sensu wykonywanej pracy i poczucie wpływu to fundamenty zaangażowania. Ogromną rolę w ich budowaniu odgrywa zaufanie pracowników, że ich wysiłek będzie miał realne przełożenie na wyniki firmy, a sukces organizacji będzie też ich sukcesem. Tymczasem wśród polskich pracowników spada przekonanie, że zarządy firm dzielą się swoimi sukcesami z pracownikami. 63% badanych wskazało, że dobre wyniki finansowe firmy, w której pracują nie przekładają się na dodatkowe korzyści dla zespołu. W porównaniu do roku poprzedniego wskaźnik ten wynosił 58%, czyli odnotowaliśmy 5 procentowy spadek. Pracodawcy otrzymują jasny sygnał – pracownicy chcą uczestniczyć w sukcesach firmy i oczekują, że firma będzie dzieliła się z nimi dobrymi wynikami finansowymi. Połowa polskich pracowników z przebadanych firm nie dostrzega by przełożony zauważał i doceniał wkład oraz osiągnięcia zawodowe zespołu. Najlepsi pracodawcy potrafią wynagrodzić dobrą pracę i pozytywne wyniki zarówno pieniężnie jak i pozafinansowo. Dzięki temu 67% badanych czuje się docenionych i ma poczucie sensu swojej pracy, a co za tym idzie – chętniej angażuje się w wykonywane obowiązki.

MENADŻER = ZAANGAŻOWANIE ZESPOŁU

Istnieje bardzo duża korelacja pomiędzy zaangażowaniem przełożonych, a zaangażowaniem ich pracowników. Poziom zaangażowania menadżerów wyjaśnia aż w 59% poziom zaangażowania ich zespołów Innymi słowy – bez zaangażowania szefa, nie będzie zaangażowania pracownika.  Spójrzmy zatem, czego potrzebują nasi menadżerowie? Jeśli umożliwimy im efektywną pracę, i zadbamy o ich zaangażowanie – oni pociągną swoich pracowników. Menadżer łatwo nie ma. Z jednej strony musi sprostać wyznaczonym przez zarząd celom, z drugiej – oczekiwaniom ze strony pracowników. Zajmując pozycję „po środku” są coraz bardziej osamotnieni w swojej misji. Tylko 33% menadżerów uważa, że procesy i procedury obowiązujące w firmie pozwalają im efektywnie pracować. To aż o 9 p. p. mniej niż w roku ubiegłym, kiedy pozytywną odpowiedź wskazało 42% kierowników. Menadżerowie narzekają również na brak efektywnej współpracy pomiędzy jednostkami w organizacji, taką odpowiedź wskazało 68% respondentów. Natomiast 65% uważa, że nie jest wynagradzana adekwatnie do wkładu pracy.

 CIĄGLE SŁUCHAJMY

Budować zaangażowanie zespołu trzeba cały czas, a nie tylko raz w roku. Słuchajmy swoich pracowników. Powinniśmy dokonywać ciągłych pomiarów, aby wiedzieć na czym stoimy, na każdym etapie życia pracownika w organizacji. Jak się czują nowoprzyjęci pracownicy? Czy uzyskali odpowiednie wsparcie i mają wszystko, co jest potrzebne do efektywnej pracy? Co pracownicy myślą o nowej strategii firmy, czy w nią wierzą? Czy proces oceny rocznej przebiegł w opinii pracowników sprawiedliwie i pomoże im w lepszej realizacji celów? Co myślą ci, którzy zdecydowali się z firmy odejść? W ramach najnowszych trendów organizacje zachęcane są do działania zgodnie z dewizą „najlepsi z najlepszych”. Rosnące oczekiwania pracowników, a także większe tempo prowadzenia biznesu sprawiają, że pracodawcy są zmuszeni całkowicie zmienić podejście do utrzymania zaangażowania pracownika. Tymczasem badania pokazują, że nawet jeśli pracodawca ma świadomość, że podstawą zaangażowania jest częsta komunikacja to jedynie 11% pracodawców przeprowadza ankiety wśród swoich pracowników częściej niż raz w roku, a ponad 25% pracodawców przeprowadza badania tylko co dwa lata lub nawet rzadziej. Wielu prezesów zgodnie twierdzi, że pracownicy to najcenniejsza wartość ich firmy. Tylko jeśli to prawda, to czy liderzy i menadżerowie organizacji nie powinni z nimi rozmawiać, a także wysłuchać ich zdań i opinii częściej niż raz w roku?

WSPIERAJ ROZWÓJ

55% respondentów uważa, że przełożony nie wspiera ich rozwoju w firmie. Badanie pokazuje, że u najlepszych pracodawców wynik przedstawia się zupełnie inaczej – 63% pracowników ma poczucia wsparcia u swojego szefa, który daje jasne wskazówki, w jaki sposób rozwijać umiejętności i kompetencje.

DAWAJ WPŁYW

Czy pracodawcy dostatecznie motywują swoich pracowników, dając im przestrzeń do tego by mogli wykorzystywać mój naturalny potencjał? Wyniki badania pokazują, że 52% przełożonych staje na wysokości zadania i zachęca zespół do wnoszenia pomysłów i sugestii związanych z pracą. A co mówią pracownicy z najbardziej zaangażowanych organizacji? Pozytywną odpowiedź w tym zakresie wskazało tu aż 70% respondentów.

Badanie Aon Best Employers przeprowadzone zostało na grupie blisko 72 tysięcy respondentów ze 119 polskich firm.

JR HOLDING S.A. po trzech kwartałach 2017 r.

JR HOLDING S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., zakończyła trzeci kwartał 2017 r. skonsolidowanym zyskiem netto w kwocie 614 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży przekraczających 921 tys. zł. Spółka podejmuje aktywne działania mające na celu dalszy wzrost wartości całej Grupy.

Po trzech kwartałach 2017 r. zysk netto Grupy Kapitałowej JR HOLDING S.A. wyniósł 1.708 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły ponad 3.004 tys. zł. Spółka osiąga stabilne przychody dzięki odpowiedniemu zarządzaniu nabywanymi nieruchomościami, które od samego początku generują przychody z wynajmu i są dochodowe. Taki model biznesowy umożliwia Grupie notowanie coraz lepszych wyników finansowych uwzględniając przy tym bezpieczeństwo inwestycji, kapitału, a przede wszystkim Akcjonariuszy. Zarząd JR HOLDING S.A. konsekwentnie poszukuje nowych projektów inwestycyjnych, które pozwolą na dywersyfikację obszarów biznesowych oraz osiągnięcie wysokich stóp zwrotu z inwestycji przy zachowaniu minimalizacji czynników ryzyka.

„Osiągnięte przez całą Grupę wyniki finansowe w samym 3 kwartale oraz narastająco po trzech kwartałach 2017 r. należy uznać za bardzo dobre i stabilne. Zgodnie z przyjętą strategią rozwoju koncentrujemy się również na poszukiwaniu nowych i bezpiecznych projektów inwestycyjnych. Naszym głównym celem jest budowanie wartości spółek wchodzących w skład Grupy Kapitałowej JR HOLDING S.A. Taka filozofia inwestycyjna w połączeniu z naszym know-how przynosi oczekiwane rezultaty, czego potwierdzeniem są rosnące przychody oraz zyski.” – ocenia January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING S.A.

Wzrosty PKB w Europie, problemy Chin

Dzisiaj poznaliśmy serię odczytów wzrostów PKB z Europy. Polska i Czechy wypadły bardzo dobrze, ale wciąż daleko nam do rewelacyjnego wyniku Rumunii. Inwestorzy dalej wycofują się z chińskich obligacji.

Wzrost PKB w Europie

Dzisiaj poznaliśmy serię odczytów PKB w Europie. Od rana rozpoczęło się mocnym wydarzeniem i 8,8% wzrostu w Rumunii. O tej samej porze Norwedzy pokazali 0,7% w ujęciu kwartalny. Tutaj również był to odczyt powyżej oczekiwań, o 0,2%. Na Słowacji gospodarka rośnie o 3,3% i jest to wynik o 0,1% gorszy od przewidywań analityków. Również Węgrom zabrakło 0,1% by sięgnąć prognoz na 3,7%. Lepiej od oczekiwań wypadli Czesi z 5% przy spodziewanych 4,6%. Ten sam wynik osiągnęła Polska. Warto dodać, że jest to metodologia eurostatu. Z dobrej strony pokazały się również Włochy, gdzie PKB wzrosło o 1,8% czyli 0,2% powyżej oczekiwań.

Rumunia rośnie szybciej niż Chiny

Ostatnio dużo żyjemy coraz lepszymi danymi z naszego kraju. Warto natomiast zwrócić uwagę, że ogólnie na świecie koniunktura ulega wyraźnej poprawie. Najlepszym przykładem są ostatnie dane eurostatu. Rumunia osiągnęła tam imponujący wynik 8,8% wzrostu, a po wyrównaniu sezonowym wynosi on 8,6%. Jest to wyraźnie powyżej oczekiwań analityków ekonomicznych, którzy spodziewali się rezultatu poniżej 6%. Nie można w tym miejscu zapomnieć, że gospodarka tego kraju ma jeszcze sporo do nadrobienia do Europy Zachodniej. Przed kryzysem z 2008 roku rozwijała się ona w tempie momentami przekraczającym 10% w skali roku. Co ciekawe pomimo dużo lepszych od oczekiwań danych nie widać gwałtownego umocnienia się waluty. Ron co prawda rośnie, ale jest to ruch poniżej 0,25% wartości.

Problemy Chin

Poranne dane z Państwa Środka nie napawały entuzjazmem. Produkcja przemysłowa wzrosła zaledwie o 6,2% a sprzedaż detaliczna o 10%. To odpowiednio 0,1% i 0,4% poniżej oczekiwań. Nie jest to jednak główny problem chińskich decydentów. Problemem jest spadek zaufania do tamtejszych papierów dłużnych. Ich rentowność pierwszy raz od 3 lat przekroczył granicę 4%. Powodów jest przynajmniej kilka. Jednym z nich są naciski na instytucje by kupowały dług emitowany przez władze lokalne. Drugim są próby uspokojenia gospodarki nadmiernie napompowanej relatywnie tanim kredytem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak jest ważnych odczytów makroekonomicznych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Polskie firmy nie nadążają za cyfryzacją

W ubiegłym roku zaledwie 6% polskich firm analizowało duże zbiory informacji – wynika z danych Eurostatu. Daje nam to przedostatnie miejsce w unijnym rankingu, przed Cyprem. Liderami pod względem digitalizacji i korzystania z Big Data jest Malta i Holandia. W tych krajach niemal już co piąta firma analizuje cyfrowe informacje.

Dane Eurostatu nie napawają optymizmem. W ubiegłym roku, zaledwie co trzecia firma działająca w UE, zatrudniająca co najmniej 10 osób, posiadała stronę internetową. Choć znacznie lepiej wyglądają  wskaźniki wykorzystana mediów społecznościowych w działaniach biznesowych – przyznaje się do tego już połowa firm – to ten wyjątek tylko potwierdza regułę: cyfryzacja to pięta achillesowa wielu przedsiębiorstw. Nie tylko polskich. Najlepiej ilustrują to dane na temat wykorzystania Big Data.

Daleko za liderami

Jak wynika z opublikowanego przez firmę Domo raportu „Data Never Sleeps 5.0”, w ciągu minuty internauci publikują ponad 46 tys. zdjęć na Instagramie, korzystają z wyszukiwarki Google ponad 3,5 mln razy i umieszczają ponad 74 tys. postów w mikroblogowym serwisie TumbIr. To kopalnia wartościowych informacji. Jednak póki co wykorzystywana rzadko. Jak wynika z unijnych danych, w UE tylko 10% firm analizuje duże zbiory informacji – o klientach, rynku czy konkurencji. – To oczywiście średnia, są kraje, gdzie z danych korzysta się znacznie częściej, niemniej te liczby pokazują, że Big Data znajduje się na podobnym etapie rozwoju jak kilka lat temu chmura obliczeniowa. Biznes do cloud computingu podchodził na początku bardzo ostrożnie, dopiero gdy zobaczył efekty wdrożenia chmury, znacznie szybciej zaczął adaptować tę technologię. Podobnie będzie z Big Data. – zwraca uwagę Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, notowanej na NewConnect spółki, która zarządza jedną z największych na świecie hurtowni danych.

Ten wzrost już widać, co dobrze ilustrują dane spółki, która jeszcze w II kwartale ubiegłego roku z usług opartych o Big Data wygenerowała 12 mln zł, a rok później już 16,7 mln zł. Póki co, w unijnym rankingu Polska wypada jednak bardzo słabo. Tylko 6% polskich firm korzysta z analityki Big Data, co daje nam w ogólnej klasyfikacji 24, przedostatnie miejsce przed Cyprem. Lepiej wypada od nas m.in. Rumunia, Czechy, Słowacja czy Bułgaria. Podium zajmują Malta, Holandia i Belgia, kolejne pozycje zajęły takie państwa jak Finlandia, Wielka Brytania czy Estonia.

Marketing korzysta z danych

Dystans jaki dzieli nas od dobrze zinformatyzowanych, ucyfrowionych państw, dobrze pokazuje nasycenie rozwiązaniami Big Data w dużych firmach. W Polsce z analityki danych korzysta 5% małych, 8% średnich i 18% dużych, zatrudniających powyżej 250 osób przedsiębiorstw. Dla porównania, na Malcie takich firm jest 42%, w Danii i Finlandii 40% a u naszych południowych sąsiadów – Słowaków i Czechów – odpowiednio 24% i 22%.

Najczęściej firmy analizują dane geolokalizacyjne z urządzeń przenośnych, do czego przyznaje się aż 46% przedsiębiorstw, a także dane generowane w mediach społecznościowych (45% wskazań). Co trzecia firma analizuje dane własne pozyskane ze smart urządzeń i sensorów. Dla porównania, w Polsce dane z urządzeń smart pozyskuje 10% firm, tyle samo wykorzystuje informacje geolokalizacyjne. Co ciekawe, dane pozyskane z mediów społecznościowych analizuje zaledwie 5% firm. – Najczęściej po dane sięga branża marketingowa, a w szczególności e-commerce, bo mają one największą świadomość korzyści. Dzięki analizie informacji z różnych źródeł można bardzo dobrze poznać zainteresowania i potrzeby klienta i tym samym znacząco zwiększyć skuteczność kampanii reklamowych i sprzedaż produktu. Widzimy także rosnące zainteresowanie analizą danych ze strony instytucji finansowych oraz firm działających w segmencie B2C, które wzbogacają nimi swoje systemy CRM – tłumaczy Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.

Zewnętrzne

Firma analityczna IDC szacuje, że rynek Big Data rośnie dziś w tempie 11,7, proc. rdr i w 2020 r. osiągnie wartość 203 miliardów dolarów. Jaka część tego tortu przypadnie Polsce? Jak wynika z unijnych danych, proces digitalizacji polskich przedsiębiorstw postępuje dużo wolniej niż ma to miejsce w większości innych państw UE. To o tyle ciekawe, że autorzy rankingu Digital Economy and Society Index 2017 (w którym że Polska zajmuje odległe 23 miejsce), zwracają uwagę na to, że poczyniliśmy postępy m.in. w obszarze cyfryzacji społeczeństwa, wdrażania szybkich połączeń internetowych czy korzystania z mobilnych usług szerokopasmowych. Jednak wprowadzanie technologii cyfrowych przez przedsiębiorstwa idzie nam wyjątkowo opornie – Podczas gdy unijny wskaźnik w tym obszarze rośnie nieprzerwanie od 2014 r., to w Polsce od ubiegłego roku utrzymuje się na niemal na tym samym poziomie. Oznacza to, że dystans dzielący nas od liderów systematycznie się powiększa. W tej sytuacji warto zastanowić się nad skorzystaniem z usług Data as a Service, w tym modelu nie trzeba inwestować we własne rozwiązania – zwraca uwagę Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.

Jak wynika z danych Eurostatu, z zewnętrznych źródeł danych korzysta jedna czwarta firm. W Polsce, to zaledwie 1%.

BVT S.A. po trzech kwartałach 2017 r.

BVT S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od września 2015 r., zajmująca się zakupem oraz windykacją pakietów wierzytelności masowych i indywidualnych, wypracowała 334 tys. zł zysku netto po pierwszych trzech kwartałach 2017 r. przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 4.023 tys. zł. Emitent realizuje strategię rozwoju i rozbudowuje oraz dywersyfikuje portfel pakietów wierzytelności.

W samym 3 kw. 2017 r. Spółka zanotowała 80 tys. zł zysku netto, a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły 1.436 tys. zł. Rok wcześniej jej strata netto wyniosła 191 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 1.398 tys. zł. Istotna poprawa wyników finansowych BVT S.A. jest rezultatem efektywnej realizacji założeń przyjętej strategii rozwoju. Emitent realizuje obsługę posiadanych pakietów wierzytelności zgodnie z wypracowanymi i sprawdzonymi procedurami, utrzymując w ten sposób stały wzrost wpływu środków finansowych oraz minimalizując czynniki ryzyka. Spółka odczuwa coraz mocniej spływ środków z pakietów masowych zakupionych w 3 kw. 2016 r., pochodzących z sektora masowego transportu kolejowego, które odznaczają się doskonale znaną specyfiką, co umożliwia ich szybką i sprawną obsługę. Zarząd BVT S.A. liczy, że podejmowane działania przełożą się na dalszy wzrost przychodów oraz zysków.

„Odnosząc się do osiągniętych przez Spółkę wyników finansowych za 3 kwartały br. mogę powiedzieć, że widać tu naszą konsekwencję w realizacji założeń i planów. Wielokrotnie wskazywaliśmy na fakt, iż w minionych okresach dokonaliśmy intensyfikacji działań związanych z egzekucją sądowo-komorniczą – pociągnęło to za sobą koszty, które miały przynieść przychód w przyszłości. Ówczesna przyszłość dzieje się właśnie dziś, a to co pokazaliśmy publikowanym raporcie jest udokumentowaniem realizacji tamtych założeń. Kolejny raz podkreślam, że taki bieg wydarzeń utwierdza mnie, jako Prezesa Zarządu, w przekonaniu, że strategia jest właściwa i spójna, a konsekwencja w jej realizacji jest gwarancją sukcesu.” – podkreśla Katarzyna Szuba, Prezes Zarządu Spółki BVT S.A.

Emitent w dalszym ciągu rozbudowuje posiadany portfel pakietów wierzytelności oraz go dywersyfikuje, głównie pozyskując kolejne wierzytelności z sektora bankowego, które dotyczą osób fizycznych oraz są zabezpieczone hipotekami lub poręczeniami. Ważnym obszarem biznesowym realizowanym przez BVT S.A. i powiązanym z sektorem bankowym jest restrukturyzacja zadłużeń, a Spółka zamierza pozyskiwać w ramach restrukturyzacji wierzytelności zabezpieczone hipotecznie. Emitent dokonał w 3 kw. 2017 r. zakupu kolejnych pakietów wierzytelności masowych o wartości nominalnej wynoszącej blisko 18 mln zł, które pochodziły z sektora transportu kolejowego oraz z branży telekomunikacyjnej.

„Uważam, że myśląc o kolejnych kwartałach musimy działać dwutorowo. Z jednej strony konsekwentnie realizować działania, w trakcie których jesteśmy: pozyskiwać wierzytelności na wszystkich polach naszego zainteresowania oraz pilnować stabilności w polityce dywersyfikacji portfela wierzytelności i optymalizacji kosztów. Druga ścieżka to konieczność przygotowania się na zapowiedzi dotyczące zmian w przepisach chociażby tych dotyczących postępowań egzekucyjnych oraz związanych z nimi kosztów. Taki stan rzeczy wymusza na nas jako Zarządzie konieczność skupienia się na temacie windykacji polubownej i położenia właśnie tutaj głównego celu obsługi posiadanych pakietów. Reasumując, będziemy realizować dotychczasową politykę przy założeniu jej elastyczności w przypadku zmieniającego się otoczenia.” – dodaje Prezes Szuba.

W listopadzie br. Spółka nabyła kolejne dwa pakiety wierzytelności masowych pochodzących z sektora masowego transportu kolejowego. Ich łączna wartość nominalna wynosi 24,7 mln zł, a przewidywany okres windykacji wierzytelności został określony na 3 lata.

Solidny wzrost gospodarczy – wpływ na kurs złotego i obligacje skarbowe

Początek tygodnia przyniósł lekki ruch w górę krzywych SPW. W kolejnych dniach można oczekiwać kontynuacji tego ruchu. Złoty pozostaje pod wpływem czynników globalnych. Dzisiaj w centrum uwagi konferencja organizowana przez EBC z udziałem prezesów największych banków centralnych.

Rynek stopy procentowej

Na krajowym rynku stopy procentowej początek tygodnia przyniósł lekki ruch w górę krzywych dochodowości zarówno dla obligacji skarbowych jak i instrumentów pochodnych. Było to ciekawe, bo przynajmniej na początku poniedziałkowej sesji na świecie raczej kupowano obligacje. Biorąc pod uwagę czynniki, jakie wpływały na krajowy rynek spodziewać się można kontynuacji wzrostu rentowności większości instrumentów, szczególnie na krótkim końcu krzywej dochodowości (np. w przypadku 2-letnich obligacji do końca tego roku możliwy jest wzrost rentowności o nawet 25 pb. w relacji do bieżących poziomów).

W kraju najciekawsza była informacja o oczekiwaniach Ministerstwa Finansów dotyczących podaży papierów skarbowych w najbliższych kwartałach. Jak powiedział PAP wiceminister finansów Piotr Nowak ostateczny poziom prefinansowania potrzeb pożyczkowych na 2018 r. może wzrosnąć do ok. 15-20% z obecnych 13,5%. To oznacza jeszcze emisje na poziomie 3-12 mld PLN. Co ważne, w tym kontekście warto zwrócić uwagę, że MF wykonało tegoroczne potrzeby pożyczkowe w 91%, a to z kolei oznacza, że w IV kw. 2017 r. Ministerstwo Finansów musiałoby dodatkowo uplasować papiery rzędu 13 mld PLN. Zakładając zapowiedziany brak emisji na rynkach zagranicznych, prawdopodobne jeszcze lepsze wykonanie budżetu od nowego planu i pozyskanie finansowania w wysokości 1 mld EUR od instytucji finansowych otrzymujemy łącznie nowe emisje do końca grudnia 2017 na kwotę 8-17 mld PLN. Odnosząc to do kalendarza przetargów, dawałoby to podaż na najbliższej regularnej aukcji (23 XI) w maksymalnej wysokości 8 mld PLN, a także emisję na aukcji zamiany w grudniu na kwotę 4-9 mld PLN. Według zapowiedzi, podaż w I półroczu 2018 r. może być nieznacznie wyższa niż w I półroczu 2017 r., kiedy to wyniosła blisko 68 mld PLN (w I kw. 40 mld PLN i w II kw. 28 mld PLN).Duże plany emisyjne będą ciążyć rynkowi długu, w średnim terminie powodując rozszerzenie się ASW i wspierając wzrost rentowności obligacji.

Lekko negatywny wpływ na rynek może mieć również wypowiedź dla Bloomberga R. Sury z RPP, który powiedział, że dyskusja nad podwyżkami stóp procentowych może się zacząć w połowie 2018 r. To już kolejna taka wypowiedź członka Rady. I tak podsumowując, trzech członków RPP rozważa już podwyżki stóp na początku 2018 r., natomiast w sumie czterech kolejnych dostrzega taką możliwość w przyszłym roku. Wydaje się bardzo prawdopodobne, że publikowane w najbliższych dniach dane nt. PKB za III kw. br. jak również dane nt. wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw będą ten pogląd jedynie wzmacniać, a rynek będzie znajdować się cały czas pod presją zaostrzanej przez bank centralny retoryki. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na bardzo konserwatywne założenia NBP dotyczące wzrostu gospodarczego. Wg centralnej ścieżki z projekcji NBP, wzrost PKB w 2017 wyniesie 4,2%, w 2018 r. 3,6%, a w 2019 r. 3,3%. Biorąc pod uwagę trendy makroekonomiczne, a także oczekiwania rynkowe można spodziewać się w przyszłym roku wzrostu bliższego czy nawet przekraczającego 4,0%. Jeśli dodamy do tego fakt, że przy założeniach banku centralnego projekcja przewiduje wzrost inflacji w 2018 r. w okolice celu inflacyjnego, a w 2019 r. nawet powyżej, to widać, że istnieje tu duża przestrzeń do zaskoczenia in plus, a w konsekwencji do dalszego zaostrzenia tonu komentarzy ze strony członków RPP, pchających również krzywą dochodowości w górę.

Rynek stopy procentowej

Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

Poniedziałek na krajowym rynku walutowym rozpoczął się osłabieniem złotego, kurs EURPLN wzrósł do 4,239 po tym jak ub. tydzień zakończył w okolicach 4,22, kiedy to wsparcie naszej walucie dawały informacje płynące z USA wyraźnie osłabiające dolara.

Zeszłotygodniowe doniesienia z Waszyngtonu wskazywały na realną możliwość odłożenie do 2019 roku cięć obciążeń podatkowych dla przedsiębiorstw. Choć wciąż możliwe są inne działania stymulujące wzrost amerykańskiej gospodarki, w tym zwiększenie odpisów od inwestycji, zmniejszenie szans na szybkie wejście w życie zmian fiskalnych zostało negatywnie odebrane przez inwestorów, osłabiając dolara. W rezultacie, test okolic 1,168 na EURUSD pozwolił pod koniec zeszłego tygodnia EURPLN zbliżyć się do 4,22.

W oczekiwaniu na publikację zaplanowanych na poniedziałek krajowych danych gospodarczych złoty odreagowywał to umocnienie z powodu rosnącej awersji do ryzyka związanej z pogarszającą się sytuacją polityczną w Wielkiej Brytanii. Weekendowe doniesienia pokazały, że premier Wielkiej Brytanii Teresa May może znaleźć się w trudnej sytuacji. Po odejściu dwóch ministrów z jej rządu teraz Sunday Times podał, że 40 deputowanych jej Partii Konserwatywnej zgodziło się podpisać wniosek, który może prowadzić do zastąpienia premier May przez innego przedstawiciela partii. Aby jednak pozbawić May stanowiska do uruchomienia procedury brakuje jeszcze ośmiu głosów. Niemniej na rynku zaczyna pojawiać się niepewność, która uderza w funta szterlinga. Im bowiem bardziej podzielona zostanie Partia Konserwatywna i rząd, tym mniejsza będzie szansa na progres w negocjacjach dot. Brexitu. W rezultacie, w poniedziałek kurs GBPUSD spadł poniżej 1,306. Zważywszy, że obecna koalicja rządząca nie ma zbyt dużej przewagi w parlamencie brytyjskim, a premier May wydaje się nie mieć planu dot. negocjacji z Brukselą, funt może dalej tracić na wartości. Tymczasem słabszy na szerokim rynku szterling wspiera złotego, w poniedziałek kurs GBPPLN zbliżał się już do wsparcia na 4,74.

W trakcie wczorajszej sesji opublikowany został Raport o inflacji NBP, wg którego w 2019 roku inflacja nieznacznie przekroczy cel banku centralnego (w 2017 roku wyniesie 1,9% w 2018 2,3% a w 2019 wzrośnie do 2,7%). Z publikacji wynikało, że ścieżka inflacji w porównaniu do lipcowej projekcji została podwyższona ze względu na wyższe ceny surowców oraz wzrost presji kosztowej i popytowej przekładający się z opóźnieniem na ceny towarów i usług. W raporcie podano też, że podniesiona ścieżka wzrostu gospodarczego głównie wynika z wyższej od zakładanej w projekcji lipcowej dynamiki spożycia indywidualnego, a wysoki wzrost PKB przyczynił się do domknięcia w trzecim kwartale (ujemnej od 2012 roku) luki popytowej. Obecnie NBP oczekuje wzrostu PKB na poziomie 4,2% w 2017 roku, 3,6% rok później i 3,3% w 2019 roku. Pomimo rewizji w górę prognozy ścieżki inflacji projekcja NBP nie miała wpływu na złotego. RPP, choć już w zeszłym tygodniu znała jej wyniki, podczas posiedzenia decyzyjnego, pozostawiła główną stopę referencyjną bez zmian i utrzymała swoje gołębie stanowisko dot. perspektyw wzrostu stóp w Polsce. Niemniej, z treści komunikatu usunięty został fragment wskazujący, że występuje ograniczone ryzyko wzrostu inflacji ponad cel NBP. Pomimo tego lekko jastrzębiego akcentu, obecni na konferencji prasowej członkowie Rady wyraźnie tonowali oczekiwania rynkowe na szybsze podwyżki stóp w Polsce.

Obok projekcji NBP, w poniedziałek na rynku pojawiły się też finalne dane dot. dynamiki inflacji za październik oraz NBP dot. salda na rachunku obrotów bieżących. GUS potwierdził wstępnie szacowny indeks CPI na poziomie 2,1% r/r, a dekompozycja wskaźnika pokazała, że wciąż czynnikami proinflacyjnymi pozostają ceny żywności (w październiku ich roczna dynamika przyspieszyła do 5,8%). Pozytywnie zaskoczył zaś niższy od oczekiwań deficyt obrotów bieżących Polski, który we wrześniu wyniósł 100 mln euro (rynek oczekiwał 248 mln euro). Opublikowane raporty nie wpłynęły jednak na notowania złotego, który nadal pozostawał pod wpływem czynników globalnych, pod koniec dnia na EURPLN oscylując w okolicach 4,238.

Ciekawie pod względem publikacji zapowiada się również wtorkowy kalendarz, kiedy to rynek otrzyma wstępne dane dot. PKB Polski za III kw. oraz październikowy odczyt inflacji bazowej. Jednak również i w tym przypadku złoty powinien pozostawać obojętny na krajowe dane makro. Dzisiaj w centrum uwagi znajdować będzie się konferencja organizowana przez EBC, na której pojawią się obok Mario Draghi’ego, szefowa Fed Janet Yellen, prezes Banku Japonii Haruhiko Kuroda oraz prezes Banku Anglii Mark Carney.

Rynek walutowy

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

77 osób zatrzymanych przez CBA. 1000 zarzutów. 1,63 miliarda złotych strat SK Banku

Delegatura Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Katowicach prowadzi powierzone śledztwo, pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Warszawie, w sprawie nadużycia zaufania przez władze Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie, prowadzenia ksiąg rachunkowych ww. banku wbrew przepisom ustawy o rachunkowości i podawania w tych księgach nierzetelnych danych oraz zatajenia prawdziwych i podania nieprawdziwych informacji NBP.

Największym wątkiem śledztwa objęte są okoliczności związane z udzielaniem przez Spółdzielczy Bank Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie (SK Bank) kilku dziesiątek kredytów dla powiązanych ze sobą podmiotów gospodarczych z branźy deweloperskiej . Kredyty nie zostały spłacone.

Wśród zatrzymanych w akcji CBA 77 osób są byli członkowie zarządu i pracownicy SK Banku oraz biznesmeni i przedstawiciele firm z branży deweloperskiej.

Do zatrzymań doszło m.in. w Warszawie, Wołominie, Ząbkach, Radzyminie, Pruszkowie, Zielonce, Tłuszczu, Legionowie, Nasielsku, Kobyłce, Markach, Legionowie, Raszynie, Piasecznie i w woj. podkarpackim i lubelskim.

Działalność przestępcza tej zatrzymanej dziś grupy doprowadziła do wyrządzenia w majątku Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie (SK Bank) szkody wielkiej wartości. Na dziś zatrzymanym przez CBA pracownikom banku, szefom powiązanych ze sobą spółek zarzuca się działanie na szkodę Banku na kwotę ponad 1 miliard 638 milionów złotych.

Zatrzymanym przez CBA zostanie postawionych w prokuraturze ponad 1000 zarzutów.

Agenci CBA przeszukali mieszkania zatrzymanych osób. Zabezpieczana jest dokumentacja, która może zostać w późniejszym czasie wykorzystana w prowadzonym postępowaniu karnym. Celem przeszukań jest także zabezpieczenie składników majątkowych na poczet przyszłych kar i grzywien lub mogących być wykorzystane jako zwrot mienia utraconego przez Spółdzielczy Bank Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie.

W lutym br. funkcjonariusze katowickiej Delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali 6 osób związanych z dokonaniem wyłudzenia ponad 104 milionów zł z SK Banku w Wołominie. Wśród zatrzymanych są m.in. przedsiębiorcy i rzeczoznawcy majątkowi, którzy wyceniali nieruchomości będące zabezpieczeniem udzielanych kredytów. Wg ustaleń śledczych z Delegatury CBA w Katowicach i Prokuratury Regionalnej w Warszawie faktyczna wartość nieruchomości, na których ustanowiono hipoteki mające stanowić zabezpieczenie kredytów SK Banku, była znacząco niższa od wartości podawanych w operatach szacunkowych sporządzanych przez rzeczoznawców majątkowych. W ten sposób dwie spółki uzyskały ze Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie (SK Bank) w latach 2011 – 2014 dziewięć kredytów w łącznej kwocie ponad 104 mln zł. Spółki po otrzymaniu kredytów nie spłaciły ich, a pieniądze zostały wyprowadzone, wykorzystane niezgodnie z przeznaczeniem opisanym w umowach kredytowych.

Już wcześniej, pod koniec września ub.r., funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali 13 osób związanych z dokonywaniem oszustw i wyłudzeniem 100 milionów zł z SK Banku w Wołominie oraz z Banku Spółdzielczego w Nadarzynie. Wśród zatrzymanych przez CBA byli b. prezes i b. wiceprezes Banku Spółdzielczego w Nadarzynie. Zatrzymanym 13 osobom w sumie postawiono ponad 100 zarzutów.

Jeszcze w maju 2016 agenci CBA w ramach śledztwa, weszli do siedziby SK Bank w Wołominie (Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie), do miejsc zamieszkania osób sprawujących funkcje kierownicze banku w czasie objętym śledztwem, w tym do prezesa i członków zarządu oraz do kilkudziesięciu podmiotów gospodarczych z grupy kapitałowej działającej w branży deweloperskiej przeprowadzając szereg czynności procesowych.

Śledztwo Prokuratura Regionalna w Warszawie powierzyła w całości do prowadzenia Delegaturze CBA w Katowicach w kwietniu 2016. Do tego postępowania dołączono również wątek dotyczący nadużycia zaufania i działania na szkodę Banku Spółdzielczego w Nadarzynie. Działania CBA i prokuratury są związane także z zawiadomieniem przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego po kontroli dotyczącej SK Banku w Wołominie.

Straty banku oceniane są na ok. 2,7 mld zł brutto.

Autor: Piotr Kaczorek, CBA

Źródło: Centralne Biuro Antykorupcyjne

Przyszedł czas na prawdziwą kanonadę wydarzeń

Po ospałym poniedziałku przyszedł czas na prawdziwą kanonadę wydarzeń. Aż jedenastu członków czołowych banków centralnych zabierze dzisiaj głos z główną uwagą na prezesach ECB, Fed, BoE i BoJ. Niezaplanowane komentarze zawsze są możliwe, więc uwaga na nagłe zwroty akcji. Poza tym emocji mogą dostarczyć PKB z Eurolandu i Polski, CPI z Wielkiej Brytanii, ZEW z Niemiec i PPI z USA.

Europejski Bank Centralny organizuje konferencję we Frankfurcie i zaprosił znamienite osobistości z obszaru polityki monetarnej. Pośród rzeszy przemawiających największe zainteresowanie dotyczy panelu z udziałem prezesa ECB Draghiego, szefowej Fed Yellen, prezesa Banku Anglii Carneya i prezesa Banku Japonii Kurody. Tematem rozmowy ma ją być „wyzwania i szanse w komunikacji banków centralnych”, ale jak zwykle przy takich wydarzeniach dyskusja może pójść w innym kierunku. Inwestorom szybko przychodzą skojarzenia z lipcową konferencją w Sintrze, która przyniosła sporo zaskoczeń, m.in. rozpoczynając rajd EUR i CAD. Czy tym razem może być podobnie?

Osobiście wątpię. Po pierwsze większość banków centralnych nakreśliło swoją ścieżkę w ostatnim czasie. Jest to odmienna sytuacja od tej z lipca, kiedy w odniesieniu do wielu instytucji ich przyszła strategia była niejasna lub znajdowaliśmy się u progu zmiany nastawienia. Teraz ECB dokładnie rozrysował swoje plany na program QE do września 2018 r. Decyzja została odebrana gołębio, jednak związana z tym przecena EUR nie była dotkliwa. Zatem Draghi nie musi dążyć do stabilizacji kursu, a z drugiej strony zależy mu, by nie doprowadzić do zbytniej aprecjacji. W konsekwencji neutralny ton powinien dominować. W przypadku Banku Japonii sytuacja jest jeszcze prostsza, gdyż tutaj przekaz wskazuje status quo jeszcze na wiele miesięcy. Janet Yellen ma związane ręce faktem, że odchodzi ze stanowiska w lutym 2018 r., w związku z czym niestosownym byłoby komentowanie przyszłorocznej ścieżki stóp procentowych. A jeśli optuje ona za grudniową podwyżką, jej słowa niewiele zmienią dla rynkowej wyceny na poziomie 90 proc. Największe pole manewru ma prezes Banku Anglii Carney, który na początku miesiąca oznajmił decyzję o podwyżce stóp procentowych, ale opakowaną w wyjątkowo gołębi przekaz. BoE chciałoby zatrzymać przecenę funta i podsycanie inflacji, ale obiecywanie kontynuacji cyklu podwyżek grozi nadszarpnięciem reputacji, gdyż gospodarka nie do końca na to pozwala.

Podsumowując, na papierze żaden z prezesów nie powinien wychodzić poza ramy dotychczasowej komunikacji, a z drugiej strony to właśnie takie wydarzenia, jak dzisiejsze we Frankfurcie, są głównym źródłem niespodzianek. W efekcie przez cały dzień handel na FX może odbywać się pod dyktando niespodziewanych nagłówków w serwisach informacyjnych. Panel dyskusyjny startuje o 11:00.

Dodatkowo we wtorek nie będzie brakować publikacji makro. Po zaskakująco dobrym odczycie PKB za III kw. z Niemiec (2,3 proc. r/r, prog. 2,0 proc.) wzrosły oczekiwania na równie dobry wynik dla całej strony euro, co dziś rano już wzmacnia EUR. To także dobrze rokuje dla szacunku PKB z Polski, który ma coraz większe szanse wypaść ponad 4,5 proc. W Wielkiej Brytanii inflacja CPI powinna dalej rosnąć w październiku (prog. 3,1 proc. r/r), choć wiele wskazuje na to, że powinien to być szczyt i dalej inflacja zacznie słabnąć. Ale lepsze dane przynajmniej na chwilę pomogłyby funtowi zapomnieć o politycznych problemach premier May. Indeks ZEW z Niemiec raczej pokaże się od dobrej strony, z kolei inflacja PPI z USA może być śledzona z najmniejszą uwagą.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.