Holenderska sieć dyskontów ACTION do końca 2017 roku otworzy 6 sklepów

ACTION, sieć dyskontów oferujących artykuły nieżywnościowe, uczyniła pierwszy krok na drodze do podboju polskiego rynku. Sieć otworzyła dwa pierwsze sklepy w Lesznie i Legnicy. Cztery kolejne sklepy powstaną w ciągu najbliższych miesięcy.

Rozsiane po Europie sklepy sieci Action w każdym tygodniu przyciągają ponad 6 milionów
klientów. Ponad 38 000 pracowników zatrudnionych już w siedmiu krajach – Holandii, Belgii, Luksemburgu, Niemczech, Francji, Austrii i Polsce – dokłada starań, aby zakupy przebiegały w wyjątkowej i przyjemnej atmosferze. Spółka otworzyła już swój tysięczny sklep w Europie i będzie rozwijać się dalej dzięki wkroczeniu na polski rynek.

Oficjalne otwarcie pierwszego polskiego sklepu w Lesznie, które odbyło się 12 października, było kolejnym kamieniem milowym w historii rozwoju sieci. W uroczystości wziął udział zarząd spółki, lokalny zespół, a także Pierwszy Zastępca Prezydenta Miasta Leszna, Adam Mytych. Kolejny sklep pod szyldem Action otwarto 19 października w Legnicy, a plany spółki na najbliższe miesiące zakładają uruchomienie kolejnych lokalizacji w Głogowie, Świdnicy, Wałbrzychu i Lubaniu. W każdym z tych miejsc pod szyldem Action zostanie zatrudnionych średnio 20 osób.

Zdecydowaliśmy się wejść na polski rynek ze względu na jego atrakcyjną infrastrukturę,
stabilność gospodarczą, kapitał ludzki i potencjał gospodarczy. Jesteśmy przekonani, że klienci z Polski docenią nasz model biznesowy tak, jak doceniają go nasi klienci z innych europejskich krajów. Odnieśliśmy wielki sukces dzięki naszej wyjątkowej formule: oferujemy klientom szeroki i zaskakujący asortyment oraz najniższe ceny. Jednak mimo niskich cen nie idziemy na ustępstwa, gdy chodzi o jakość naszych produktów. Klienci cenią sobie właśnie takie podejście – mówi Sander van der Laan, dyrektor generalny Action.

W 2016 roku wartość sprzedaży w Action sięgnęła 2,7 miliarda euro, zaś firma nieustannie się rozwija. W tym roku otworzono tysięczny sklep Action w Europie oraz uruchomiono piąte centrum dystrybucyjne sieci. W 2018 roku powstanie szóste centrum dystrybucyjne, które znajdzie się w północnych Niemczech.

Wybory w Japonii i korekta wzrostów w Polsce

W weekend odbyły się wybory w kraju kwitnącej wiśni. Potwierdziły one słuszność Abenomiki. Według spekulacji mediów Brytyjczycy przygotowują się na ewentualność fiaska Brexitu. GUS skorygował wzrost PKB w Polsce za 2016 rok.

Shinzo Abe triumfuje w Japonii

Partia obecnego premiera wraz z koalicjantem odniosły zwycięstwo w wyborach. Może liczyć na około 312 miejsc w 465 miejscowym parlamencie. Taka przewaga oznacza możliwą zmianę obecnej pacyfistycznej konstytucji kraju. Jest to też bardzo dobry sygnał dla inwestorów. Obecną politykę rządu na cześć premiera nazywa się Abenomiką. O tym, że jest to pożądany rezultat wyborów świadczą wzrosty na giełdzie. Mieliśmy właśnie 15 wzrostową sesję z rzędu. Waluta zareagowała wprost przeciwnie. Obecna ekipa rządowa dąży do osłabienia jena, by zwiększyć atrakcyjność eksportu.

Koniec Brexitu?

Wedle informacji, do jakich dotarły niektóre gazety w Wielkiej Brytanii, trwa przygotowywanie planu “B” na wypadek Brexitu. Chodzi o scenariusz gdzie nie udało się wynegocjować warunków z Unią Europejską lub są one dalekie od tych obiecywanych społeczeństwu. W takiej sytuacji możliwe jest podobno wycofanie całej procedury rozłączenia się z Unią Europejską. Gdyby informacje te się potwierdziły i zaczęły być realizowane, można się spodziewać sporej huśtawki na rynkach walutowych w szczególności na parach z funtem.

Wzrost gospodarczy jednak większy

W zeszłym roku polska gospodarka wzrosła jednak o 2,9%, a nie o 2,7%. Zmiana ta jest wynikiem komunikatu, w którym Główny Urząd Statystyczny zrewidował swoje poprzednie dane. Zmiana jest wynikiem otrzymania pełnych danych, dzięki którym, można było zweryfikować niektóre dotychczasowe szacunki. W rezultacie spadł również dług w relacji do PKB. Z jednej strony to dobra wiadomość, z drugiej warto zauważyć, że gdyby nie ta korekta to samo 0,2% pojawiłoby się w tym roku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na dni wolne od pracy w Nowej Zelandii i na Węgrzech.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Aż 2/3 instytucji finansowych doświadczyło w 2016 roku cyberataku

Cyberbezpieczeństwo staje się dla banków i innych instytucji finansowych coraz większym wyzwaniem. Dzieje się tak z uwagi na wzrastającą popularność urządzeń Internetu Rzeczy (IoT) oraz zachowania konsumentów, którzy chętnie korzystają z dostępu do swoich kont za pomocą różnych urządzeń mobilnych.

Instytucje finansowe zmieniają strategie bezpieczeństwa, aby sprostać oczekiwaniom klientów. Zapotrzebowanie na usługi w czasie rzeczywistym i na żądanie rośnie. Banki i inne instytucje muszą przy tym uwzględniać ciągle zmieniający się i rozwijający krajobraz zagrożeń. Cyberataki z kolei, aby ominąć tradycyjne zabezpieczenia, stają się coraz bardziej wyrafinowane. Eksperci z firmy Fortinet, globalnego dostawcy zaawansowanych cyberzabezpieczeń, zwracają też uwagę na fakt, że coraz częstszy dostęp do sieci za pomocą urządzeń mobilnych oraz rosnące wykorzystanie chmury zwiększają liczbę możliwych wektorów ataku.

Bezpieczeństwo sieci tradycyjnie koncentrowało się na ochronie przed włamaniami. Ta strategia polega na umieszczeniu na obszarze sieci zabezpieczeń w celu wykrycia i zatrzymania złośliwego oprogramowania. Jednak dzisiejsza architektura sieci jest dynamiczna, co zmniejsza skuteczność ochrony.

Dane muszą być bezpieczne, szybciej i łatwiej dostępne na różnych urządzeniach pomimo ciągłego zagrożenia atakiem. Instytucje finansowe będą więc musiały być przygotowane na nowe działania cyberprzestępców, które mogą zagrażać ich podstawowym funkcjom.

Dyrektorzy banków mają tę świadomość. Spośród nich aż 81% przyznaje zaniepokojenie tempem technologicznych zmian[1]. W dodatku 2/3 organizacji finansowych doświadczyło przynajmniej jednego cyberataku w ciągu 2016 roku[2]. W 98% przypadków system zabezpieczeń został naruszony w minutę lub szybciej[3]. Warto też zwrócić uwagę na kolejne dwie wartości: 48% wszystkich ataków zostało skierowanych na aplikacje webowe[4], a wciąż popularne są też ataki typu DDoS, które stanowiły z kolei 34% przypadków wszystkich incydentów[5].

Niepokojące jest to, że 15% ataków pozostawało nieodkrytych przez kilka miesięcy lub dłużej[6]. –  W tym czasie przestępcy mogli mieć swobodny dostęp do różnego rodzaju danych: teleadresowych danych klientów, historii kredytowej, operacji na kontach czy historii zatrudnienia – mówi Wojciech Ciesielski, kierownik ds. klientów kluczowych sektora finansowego w Fortinet. – Niesie to konsekwencje i dla klientów, których dane lub dostęp do ich konta mogą zostać sprzedane na czarnym rynku, i dla samych instytucji, które w wyniku naruszeń mogą stracić szacunkowo do 3% swojej wartości rynkowej.

[1] https://www.pwc.com/gx/en/ceo-survey/2016/landing-page/pwc-19th-annual-global-ceo-survey.pdf

[2] http://www.metricstream.com/pressNews/pr-888-metricStream-research-report-on-cybersecurity.htm

[3] http://www.verizonenterprise.com/resources/reports/rp_2016-DBIR-Financial-Data-Security_en_xg.pdf

[4] Jw.

[5] Jw.

[6] Jw.

Nadciąga burza wywołana przez Botneta atakującego IoT

Jak donosi firma Check Point Software Technologies, tworzony jest potężny Botnet, który może rozpocząć cyber-burzę zagrażającą sieci Internet. Szacuje się, że już milion organizacji zostało zainfekowanych. Co ciekawe, Botnet przejmuje urządzenia IoT, takie jak bezprzewodowe kamery IP, w celu sterowania atakiem.

Właśnie zbierają się cyber-burzowe chmury. Badacze z firmy Check Point odkryli całkiem nowego Botneta, który rozwija się i przejmuje urządzenia IoT w zdecydowanie szybszym tempie i prawdopodobnie z dużo gorszym skutkiem niż Mirai Botnet w 2016 roku.

image002 1Botnety atakujące IoT są połączone z Internetem za pomocą urządzeń inteligentnych, zainfekowanych przez  wirusa i kontrolowanych zdalnie przez hakera. To one stoją za jednymi z największych cyberataków przeciwko rozmaitym organizacjom na całym świecie, włącznie ze szpitalami, krajowymi przedsiębiorstwami transportowymi, kampaniami społecznymi czy ruchami politycznymi.

Chociaż niektóre aspekty techniczne mogą sugerować związek z „Mirai” (Botnet wykryty w sierpniu 2016), to jest to zupełnie nowy i bardziej zaawansowany atak, który szybko rozprzestrzenia się na całym świecie. Jest za wcześnie, aby zgadnąć, jakie intencje mają atakujący, ale biorąc pod uwagę poprzednie ataki typu Botnet DDoS, które paraliżowały Internet, ważne jest, aby organizacje były odpowiednio przygotowane i miały opracowane właściwe mechanizmy obronne, zanim nastąpi atak.

Niepokojące sygnały zostały najpierw wykryte pod koniec września przez System Zapobiegania Intruzom (ang. Intrusion Prevention System – IPS) firmy Check Point. Hakerzy przeprowadzają coraz więcej prób wykorzystania luk w zabezpieczeniach różnych urządzeń IoT.

Z każdym dniem szkodliwe oprogramowanie rozwijało się, aby  wykorzystać wzrastającą liczbę luk w zabezpieczeniach bezprzewodowych kamer IP, takich jak GoAhead, D-Link, TP-Link, AVTECH, NETGEAR, MikroTik, Linksys, Synology i innych. Wkrótce okazało się, że próby ataków pochodzą z różnych źródeł i różnych urządzeń IoT, co oznacza, że atak został rozpowszechniony przez urządzenia IoT.

Szacuje się, że do tej pory ponad milion organizacji na świecie zostało zarażonych wirusem, od USA po Australię, a liczba zainfekowanych organizacji stale wzrasta.

Badania Check Pointa sugerują, że to wciąż jeszcze cisza przed potężną burzą. Cyber-huragan ma dopiero nadejść. Aby dowiedzieć się więcej na temat powstania nowego Botneta IoT, polecamy zapoznać się z pełną publikacją wyników badań na blogu specjalistów od bezpieczeństwa.

Tworzenie sieci zainfekowanych urządzeń to długotrwałe zajęcie dla hakera. W celu utworzenia skutecznego Botneta, osoba atakująca musi mieć możliwość sterowania ogromną liczbą urządzeń. Wysłanie złośliwego kodu do każdego urządzenia indywidualnie byłoby dużym i czasochłonnym zadaniem – łatwiej jest, kiedy każdy zainfekowany komputer rozprzestrzenia szkodliwy kod dalej, na podobne sobie urządzenia. Ta metoda ataku bywa nazywana atakiem propagacyjnym ima duże znaczenie przy szybkim tworzeniu dużej sieci kontrolowanych urządzeń.

Badania nad Botnetem zaczęły się pod koniec września ’17 – po zaobserwowaniu wzrostu prób naruszenia ochrony IoT IPS. Po dostrzeżeniu tej podejrzanej działalności specjaliści szybko zorientowali się, że są świadkami kolejnych etapów rozwoju rozległej sieci botów IoT.

MŚP kiedy inwestują – sięgają po leasing – wyniki branży leasingowej po 3 kwartałach 2017

  • W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy roku, firmy leasingowe sfinansowały inwestycje polskich firm o wartości 47,9 mld zł.
  • 12,9% proc. r/r wyniosła dynamika polskiej branży leasingowej w omawianym okresie.
  • Z usług polskich leasingodawców korzystają głównie mikro i małe firmy, które deklarują, że leasing jest najważniejszym instrumentem, finansującym ich inwestycje.

Związek Polskiego Leasingu, reprezentujący polski sektor leasingowy podał, że w okresie od stycznia do końca września br. firmy leasingowe sfinansowały inwestycje polskich firm o wartości 47,9 mld zł. Dynamika branży leasingowej w tym czasie wyniosła 12,9 % r/r.

Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu
Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu

Najnowsze dane ZPL pokazują, że w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku branża leasingowa sfinansowała inwestycje firm o łącznej wartości niemal 50 mld zł. Ten wynik cieszy tym bardziej, kiedy weźmiemy pod uwagę fakt, że klientami polskich leasingodawców są najmniejsze firmy. Analizy ZPL pokazują, że branża leasingowa ¾ swoich usług kieruje do mikro i małych firm, a blisko połowa usług trafia do najmniejszych firm, czyli klientów o rocznych obrotach do 5 ml zł, mających najtrudniejszy dostęp do zewnętrznego finansowania” – powiedział Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu.

Źródła inwestycji MŚP

ZPL po_IIIQ2017_LiczbyDwie trzecie firm z sektora MSP deklaruje, że realizowane inwestycje finansuje z wypracowanego zysku. Co istotne przedsiębiorstwa, które wykorzystują zewnętrzne środki do finasowania swoich inwestycyjnych potrzeb, najczęściej stawiają na leasing (21,4 proc. wszystkich ankietowanych firm). W dalszej kolejności znalazły się: kredyt bankowy (20 proc.), faktoring (4 proc.), dotacje (3,8 proc.) oraz pożyczki od innych spółek (1,8 proc.) – wynika z najnowszego raportu NFG „Finansowanie działalności przez MŚP w Polsce”[1].

ZPL_po IIIQ2017_Struktura_Klientow„Cechą wyróżniającą leasing jest mocne powiązanie tego instrumentu z aktywami, które finansuje. Sfinansowane aktywa pracują na rzecz rozwoju działalności MŚP. Uważam, że to właśnie ze związku leasingu z aktywami, wynikają główne cechy tego produktu, które mają wpływ na rosnące znaczenie branży leasingowej i jej oddziaływanie na dalszy rozwój inwestycji, ze szczególnym uwzględnieniem inwestycji sektora małych i średnich przedsiębiorstw” – podkreśla Andrzej Sugajski.

Jakie aktywa są finansowane przez branżę leasingową?

ZPL_po IIIQ2017_AktywaW pierwszych trzech kwartałach 2017 r., klienci firm leasingowych najczęściej finansowali pojazdy lekkie (43,9 % udział w rynku), maszyny i inne urządzenia – w tym IT (27,7%) oraz środki transportu ciężkiego tj. m.in. ciągniki siodłowe, naczepy/przyczepy, pojazdy ciężarowe powyżej 3,5 tony, autobusy, samoloty, statki i środki transportu kolejowego (26,7 %). W omawianym okresie rzadziej finansowane były nieruchomości (1,1% udział w rynku).

Wyniki w grupach produktów

ZPL_po_IIIQ2017_Struktura_finansowaniaPodobnie jak w pierwszej połowie roku, pojazdy lekkie czyli ujmowane łącznie pojazdy osobowe i pojazdy o wadze do 3,5 tony, były dominującym aktywem finansowanym na rynku. Ma to związek z wysokim udziałem klientów z takich branż jak usługi czy handel. Od stycznia do końca września branża leasingowa sfinansowała pojazdy lekkie o łącznej wartości 21,1 mld zł, czyli o wartości 18,5 proc. większej niż przed rokiem (wówczas finansowanie wyniosło 17,8 mld zł).

Trzeci kwartał to kolejny okres, w którym obserwowaliśmy wzrost w zakresie finansowania maszyn i urządzeń. Dynamika segmentu  maszyn i urządzeń, liczonych  razem z IT (po III kw. 2017r.) wyniosła 19,4%, przy łącznym finansowaniu na poziomie 13,3 mld zł. Na dobre wyniki branży leasingowej, z której usług chętnie korzystają firmy działające w takich obszarach jak: przemysł, produkcja rolna czy budownictwo, w zakresie finansowania maszyn, wpływają fundusze unijne z nowej perspektywy finansowej na lata 2014-2020, uruchomione na początku bieżącego roku.

Od stycznia do końca września 2017r., branża leasingowa podpisała także nowe kontrakty, odnoszące się do takich aktywów jak m.in. ciągniki siodłowe, naczepy/przyczepy, pojazdy ciężarowe powyżej 3,5 tony, autobusy, samoloty, statki czy środki transportu kolejowego, o łącznej wartości 12,8 mld zł. Nowe kontrakty w zakresie finansowania środków transportu ciężkiego, na koniec trzeciego kwartału 2017r., pozostały na zbliżonym poziomie do finansowania udzielonego w analogicznym okresie 2016r.

Warto także zaznaczyć, że na koniec września, branża leasingowa odnotowała dodatnią, 9,5 proc. dynamikę w zakresie finansowania nieruchomości. W przypadku tej ostatniej kategorii, łączna wartość nowych kontraktów wyniosła 0,5 mld zł.

Koniunktura branży leasingowej

ZPL_po IIIQ2017_KoniunkturaPrognozy na koniec roku, są równie dobre jak najnowsze wyniki branży. W ostatnim kwartale roku firmy leasingowe spodziewają się przyśpieszenia aktywności sprzedażowej oraz ustabilizowania jakości portfela leasingowego. Takie wnioski płyną z badania koniunktury branży leasingowej, zrealizowanego przez Związek Polskiego Leasingu, wśród osób odpowiedzialnych za sprzedaż w firmach leasingowych. Przedstawiciele firm leasingowych oczekują wyższego poziomu finansowania dla wszystkich głównych grup środków trwałych, przy czym zdecydowanie najlepsze perspektywy rysują się – po raz kolejny – dla finansowania pojazdów lekkich.

[1] Raport „Finansowanie działalności przez MŚP w Polsce” przygotowała firma badawcza Keralla Research na podstawie badań przeprowadzonych w lipcu i sierpniu 2017 roku na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 500 aktywnych firm zatrudniających 1-9 (mikro), 10-49 (małe) i 50-249 osób (średnie) w proporcjach oddających strukturę krajowego rynku firm z segmentu MŚP. Respondentami byli właściciele, współwłaściciele oraz osoby współzarządzające firmami.

Jak wygląda rekrutacja obcokrajowców i czym ich kuszą pracodawcy – wyniki raportu

Rekrutacje językowe, w tym również rekrutacje obcokrajowców to jedno z wyzwań, z którym muszą mierzyć się nowoczesne działy HR, gdyż zapotrzebowanie na pracowników znających języki obce, nie tylko angielski, wciąż rośnie. Głównym zatrudniającym w tym obszarze jest sektor nowoczesnych usług dla biznesu, dynamicznie rozwijający się w Polsce.

Ile trwa proces rekrutacji językowych? Jak przebiega? W jaki sposób obcokrajowcy szukają pracy w Polsce? Na te i inne pytania odpowiada raport Monster Talent Sourcing Services „Skuteczne sposoby na rekrutacje językowe”.

W przeprowadzonym badaniu z jednej strony udział wzięli przedstawiciele działów HR z branży nowoczesnych usług biznesowych działających w Polsce, a z drugiej obcokrajowcy z 20 europejskich krajów m.in. z Danii, Finlandii, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch, którzy pracują nad Wisłą.

Jak pozyskują HR-owcy?

Raport pokazał, że większość pracodawców poszukuje pracowników ze znajomością języków w Polsce – wśród osób po filologiach lub wśród obcokrajowców, ale tych, którzy są już na miejscu – mieszkają, studiują w Polsce. Rekrutacje lokalne zdecydowanie dominują. Po te międzynarodowe działy HR sięgają zazwyczaj w ostateczności i podkreślają, że są one zdecydowanie trudniejsze i bardziej kosztowne. Stąd często w takich sytuacjach pracodawcy posiłkują się wsparciem agencji zewnętrznych.

– Partner zewnętrzny powinien mieć wiedzę o lokalnym rynku zatrudnienia i znać specyfikę danej branży. Kluczowe jest również posiadanie obszernej bazy kandydatów gotowych do relokacji – podkreśla Aleksandra Pocheć, Konsultant w Monster Talent Sourcing Services.

Poza agencjami zewnętrznymi, działy HR w pozyskaniu talentów językowych korzystają z szeregu narzędzi rekrutacyjnych. Wysoko cenią serwisy społecznościowe specjalizujące się w kontaktach biznesowych, systemy poleceń pracowniczych oraz platformy z ogłoszeniami o pracę, zwłaszcza te o międzynarodowym zasięgu. Coraz częściej korzystają również z mediów społecznościowych. Współpracują także ze szkołami języków obcych i uczelniami wyższymi.

Gdzie szukają obcokrajowcy?

Ciekawy jest sposób, w jaki cudzoziemcy docierają do pracodawców. Aż 65 proc. respondentów zadeklarowało, że korzystało z więcej niż jednego kanału rekrutacji, a 25 proc. użyło co najmniej czterech szukając pracy w Polsce – wynika z raportu Monster Talent Sourcing Services „Skuteczne sposoby na rekrutacje językowe”.
Do najpopularniejszych kanałów rekrutacji wśród cudzoziemców należą serwisy internetowe z ogłoszeniami o pracę. W ten sposób zatrudnienia szukało aż 68 proc. cudzoziemców. Na kolejnych miejscach znalazły się biznesowe portale społecznościowe, na które zdecydowało się 50 proc., agencje pośrednictwa – 33 proc. badanych oraz media społecznościowe, z których skorzystało 32 proc. obcokrajowców. Na bezpośredni kontakt z firmami postawiło 28 proc. ankietowanych, a na pomoc znajomych i rodziny 27 proc.1. Kanały rekrutacji

Co zaskakujące ten najrzadziej wykorzystywany przez obcokrajowców kanał okazał się najskuteczniejszy w pozyskaniu pracy. Dla 62 proc. osób szukanie pracy przez znajomych albo rodzinę zakończyło się sukcesem. Na kolejnych miejscach pod względem skuteczności znalazły się serwisy z ogłoszeniami o pracę (51 proc. skuteczności), biznesowe portale internetowe (42 proc. skuteczności), bezpośredni kontakt z firmami (40 proc. skuteczności) oraz agencje zewnętrzne (37 proc. skuteczności). Najmniej skutecznym kanałem rekrutacji okazały się media społecznościowe z 9-procentowym wskaźnikiem skuteczności.2. Skuteczność kanałów rekrutacji

Obcokrajowcy szukają zatrudnienia w Polsce wielokanałowo, dlatego warto prezentować ofertę pracy i informacje o pracodawcy w różnych miejscach, by w ten sposób zwiększyć rozpoznawalność firmy oraz szybciej zamykać procesy rekrutacyjne – mówi Aleksandra Pocheć, Konsultant w Monster Talent Sourcing Services.

Dlaczego trudniej pozyskać obcokrajowca?

Badanie pokazało, że proces rekrutacyjny obcokrajowców trwa zwykle od 3 tygodni do 3 miesięcy i jest podobny do pozostałych procesów rekrutacyjnych pod względem kluczowych etapów. Różni się jednak poziomem trudności i zaangażowania ze strony poszukującego – szczególnie w momencie, gdy na rynku lokalnym brakuje pożądanych kandydatów. Działy HR rekrutujące za granicą obawiają się głównie znacznego wydłużenia całego procesu oraz wzrostu kosztów. Trudnościami, które wskazali pracownicy HR, są również: przeprowadzenie rekrutacji online oraz odmienna kultura pracy i oczekiwania kandydatów (zwłaszcza finansowe).

Wyniki raportu potwierdziły, że skuteczna rekrutacja musi uwzględniać kontekst kulturowy. Pracownicy z poszczególnych krajów różnią się – np. ci pochodzący z Włoch, Hiszpanii czy Grecji są bardziej otwarci i chętniej uczestniczą w procesach rekrutacyjnych. Z drugiej jednak strony, wykazują się mniejszym zaangażowaniem, np. długo nie odpowiadają na maile. HR-owcy muszą mieć do nich sporo cierpliwości, podobnie zresztą jak do kandydatów z Niemiec czy Danii. Pracownicy z tych krajów potrzebują czasu, aby zaufać osobie oferującej im zatrudnienie. Z kolei dla Brytyjczyków wiarygodny pracodawca, to taki, który podaje zarobki już na pierwszym poziomie rekrutacji – czyli w ofercie pracy.

– Znajomość rynku pracy, na którym poszukujemy pracowników, jest kluczem do skutecznej rekrutacji. Pozwala na skrócenie całego procesu dzięki lepszej wstępnej weryfikacji kandydatów – zauważa Aleksandra Pocheć, Konsultant w Monster Talent Sourcing Services.

Ocena rekrutacji przez obcokrajowców

W sumie obcokrajowcy w dziesięciopunktowej skali oceniają jakość rekrutacji do pracy w Polsce na 7,8 punktów – wynika z raportu Monster Talent Sourcing Services „Skuteczne sposoby na rekrutacje językowe”. Jako najważniejszy powód zadowolenia wymieniają – krótki proces rekrutacji. Taką odpowiedź wybrało 47 proc. badanych. Wysoko ceniona jest również dobra komunikacja z rekruterem i duża ilość interesujących ofert pracy – odpowiednio 42 i 35 proc. odpowiedzi. Na kolejnych miejscach znalazły się dobra współpraca z agencją pośredniczącą (20 proc.) i mało formalności (19 proc.).3. Powody zadowolenia z rekrutacji

Wśród negatywów procesu rekrutacji obcokrajowcy wymienili – długi okres poszukiwania pracy i niedużą ilość ciekawych ogłoszeń – po 29 proc. odpowiedzi.  Na formalności narzekało 20 proc. badanych, 19 proc. wskazało na trudności w komunikacji z rekruterem, a złej współpracy z agencją pośredniczącą doświadczyło 11 proc. obcokrajowców.

Ogólna ocena pozyskiwania pracowników do pracy w Polsce jest wysoka. Szczególną uwagę warto zwrócić na długość procesu, która dla obu stron jest najważniejsza oraz odpowiednią komunikację z kandydatami.4. Powody obniżające poziom zadowolenia

Czym kusi konkurencja, czyli benefity pozapłacowe

W raporcie zapytano również o główne benefity, które cudzoziemcy otrzymują od firm w Polsce. I tak: 41 proc. pracodawców oferuje obcokrajowcom kursy językowe, 35 proc. stawia na integrację z zespołem, w tym wspólne wyjazdy, a 31 proc. udziela wsparcia podczas załatwiania dokumentów i pozwoleń – wynika z badania Monster Talent Sourcing Services „Skuteczne sposoby na rekrutacje językowe”.
Jedynie 14 proc. pracodawców pomaga cudzoziemcom w znalezieniu mieszkania lub zapewnienia służbowe, zaś 11 proc. udziela wsparcia finansowego. Także 11 proc. firm myśli o pakiecie rodzinnym. Pomoc zarezerwowana jest raczej dla specjalistów oraz kadry menadżerskiej, szczególnie z krajów Europy Zachodniej.5. Benefity dla obcokrajowców

Warto zwrócić uwagę na to, że znacząca część obcokrajowców, bo aż 27 proc., nie otrzymała żadnego wsparcia od zatrudniającego. To właśnie na tym polu pracodawcy mogą zyskać przewagę. Wystarczy dodatkowy bonus dla kandydata, a firma będzie w stanie przebić ofertę konkurencji – radzi Aleksandra Pocheć, Konsultant w Monster Talent Sourcing Services.

A jest, o kogo walczyć, bo pracodawcy na potęgę potrzebują specjalistów znających języki obce.

Lewica dołuje swoją walutę

W piątek amerykański dolar był najsilniejszy wobec japońskiego jena od ok. 3 miesięcy. Umocnienie się waluty USA to skutek przegłosowania w Senacie budżetu federalnego, który otwiera drogę do cięć podatkowych prezydenta Donalda Trumpa. To także efekt lepszych niż oczekiwano danych dotyczących sprzedaży domów na rynku wtórnym. Do amerykańskiego dolara tracił w szczególności dolar nowozelandzki. Inwestorzy obawiają się bowiem, że nowy lewicowy rząd w Wellingtonie będzie więcej wydawał, a tym samym zwiększał zadłużenie publiczne, co uderzy w krajową walutę. Nowozelandzki dolar jest najsłabszy od 5 miesięcy wobec amerykańskiego rywala.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do euro (+0,07%) i japońskiego jena (+0,16%), a traci do brytyjskiego funta (-0,26%), dolara kanadyjskiego (-0,07%) oraz dolara australijskiego (-0,17%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,178, GBP/USD – 1,322, USD/CAD – 1,261, AUD/USD – 0,783 i USD/JPY – 113,7. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,05%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,8, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,891. Złotówka mocno traci do funta, a minimalnie do innych walut światowych. W poniedziałek rano dolar kosztuje 3,6 zł, euro – 4,24 zł, funt – 4,76 zł, a frank szwajcarski – 3,66 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru zielonego. W piątek frankfurcki indeks DAX wzrósł o 0,37%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,08%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 0,51%, meksykański indeks Bolsa stracił 0,02%, a brazylijski Bovespa wzrósł o 0,14%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 1,11%, chiński indeks Shanghai Composite zyskał 0,06%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem tracił 0,5%.

Ropa i złoto: Cena ropy naftowej idzie w górę. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 57,75 USD (+0,9%), a ropy WTI – 51,47 USD (+0,35%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 59 USD. Z kolei cena złota spada. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1276 USD. To 6 USD mniej (-0,47%) niż przed weekendem.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 3:30 – Chiny – Ceny nieruchomości (r/r), wrzesień – 6,3% (poprzednio 8,3%)
  • 14:00 – Polska – Podaż pieniądza M3 wg RPP (r/r), wrzesień (prognoza 5,6%)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Analiza techniczna – dolar amerykański (KURS DOLARA)

Do końca 2017 roku dolar amerykański (USD) powinien wzrosnąć do koszyka głównych walut do 97 punktów, czyli co najmniej 3 proc. od obecnego poziomu. W ciągu ostatnich 3 miesięcy US Dolar (USD) nastąpiła zmiana sentymentu. W szczególności, ostatnia tendencja spadkowa, która odbyła się we wrześniu mogła być punktem zwrotnym. Wskazuje na to analiza techniczna.

Byczy sygnał na USD

Na wykresie dziennym widać zmieniający się trend, co może być również oznaką nadchodzącej poprawy gospodarki Stanów Zjednoczonych już w pierwszym kwartale 2018 roku.

Na dzień dzisiejszy na wykresie dziennym indeks dolara pokazuje kilka byczych sygnałów technicznych. Po pierwsze, USD index zdołał pokonać 50-dniową średnią kroczącą (50 SMA) i zdołał dotrzeć do strefy oporu 94.

Ponadto 50 SMA zaczęła działać jako wsparcie, na przestrzeni kilku ostatnich tygodni było to miejsce do zajęcia długiej pozycji.

Po drugie na wykresie została utworzona formacja świecowa zapowiadająca odwrócenie trendu. Mowa o ORGR, czyli ramie-głowa-ramie. Na samym początku mamy ramię, następnie niższy dołek to głowa, po tym kolejne, prawe ramię. Musimy pamiętać, że ORGR występuje po trendzie spadkowym. W ujęciu krótkoterminowym wzrost ten może dojść, a nawet pokonać 200-dniową średnią kroczącą, czyli poziomem 97 punktów. Będzie to poziom 50 proc. wcześniejszej wyprzedaży.

Dla osób grających pod wybiciem ciekawą strategią może okazać się zajęcie pozycji długiej po mocnym wybiciu ponad poziom 94 punktów. Nie ważne, czy preferujesz granie pod korektę albo łapanie ceny, w średnim terminie USD powinien dać zarobić na długich pozycjach.

US Dollar Index, Wykres dzienny.

Indeks dolara - wykres

Źródło: web.admiralmarkets.com

Z kolei na wykresie EURUSD uformowała się odwrotna formacja do wcześniejszej. Para walutowa EURUSD może pokonać poziom 1.1650-1.7000, spadki mogą sięgnąć poziomu 1.200.

EurUsd, interwał dzienny.

EURUSD - wykres

Źródło: web.admiralmarkets.com

Oczywiście jest małe prawdopodobieństwo, że przed dalszą wyprzedażą EURUSD nastąpi mocniejsza korekta, ale wszystko wskazuje na kontynuację ostatnich spadków. Podaż powinna dominować nad popytem na tej parze walutowej. Na chwile obecną wszystko wskazuje, że w nadchodzących dniach dolar amerykański pokona poziom oporu 94 punkty, tak aby do końca roku znaleźć się na poziomie 97 punktów. Tymczasem EURUSD powinno systematycznie być wyprzedawane do poziomu 1.1200.

Ujawnienie Ryzyka: Handel na Forex i CFD niesie za sobą wysokie ryzyko, a straty mogą przewyższyć Twoje depozyty. Ten materiał nie zawiera i nie powinien być interpretowany jako zawierający porady inwestycyjne lub rekomendacje inwestycyjne lub ofertę lub zachętę do zawierania transakcji na instrumentach finansowych. Należy pamiętać, że analizy instrumentów finansowych, które odnoszą się do wyników osiągniętych w przeszłości, mogą się zmieniać w czasie. Nie ma gwarancji dokładności ani kompletności informacji zawartych w materiale, a każda osoba działająca na jego podstawie robi to wyłącznie na własne ryzyko. Przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji inwestycyjnej, powinieneś zasięgnąć porady niezależnego doradcy finansowego, aby upewnić się, że rozumiesz związane z tym ryzyka.

Przygotowanie do RODO w 10 krokach – krótki poradnik dla przedsiębiorców

Coraz częściej słyszymy o nowych regulacjach, jakie wprowadza europejskie rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO). Zaczną one obowiązywać od 25 maja 2018 r. Tego dnia wszystkie procesy w firmach powinny być dostosowane do nowych przepisów.  Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo wskazuje, że ich wdrożenie – pod warunkiem dobrego zaplanowania i zdecydowanych działań – zajmie przynajmniej klika miesięcy. A także podpowiada, jak przedsiębiorcy mogą skutecznie przygotować się do stosowania nowego prawa.

Może wydawać się, że wdrożenie odpowiedniego systemu ochrony danych osobowych zgodnego z przepisami RODO jest procesem trudnym. Aby mieć gwarancję, że cała procedura przebiegnie efektywnie, należy odpowiednio wcześnie się do tego przygotować i właściwie zidentyfikować problemy, które mogą się pojawić– mówi Marcin Zadrożny, ODO 24.

Od czego zacząć przygotowania do RODO?

  1. Wybierz sposób wdrożenia

Nowe przepisy można wprowadzić z wykorzystaniem własnych pracowników. Zwłaszcza, jeżeli firma posiada dział bezpieczeństwa lub compliance. Alternatywą jest wybór ekspertów zewnętrznych, którzy posiadają wypracowaną metodologię działań. Przy wdrożeniu RODO niezbędna jest wiedza interdyscyplinarna.

  1. Powołaj zespół wdrożeniowy

Przygotowanie do RODO jest procesem angażującym całą organizację. Dlatego konieczne jest powołanie odpowiedniego zespołu, który będzie czuwał nad całością prac wdrożeniowych.

  1. Stwórz harmonogram

Wskazanie zakresu prac oraz terminów wykonywania poszczególnych etapów przystosowywania firmy do RODO jest elementem, który pozwali określić jaki etap będzie najbardziej pracochłonny i kosztowny oraz od czego należałoby zacząć.

  1. Przeanalizuj ryzyko i przeprowadź DPIA

Unijne rozporządzenie wymusza na przedsiębiorcach dokonanie analizy ryzyka przetwarzania danych, aby zapewnić stopień bezpieczeństwa przetwarzania danych odpowiadający temu ryzyku poprzez wdrożenie odpowiednich zabezpieczeń technicznych i organizacyjnych. Dopiero, na postawie oceny ryzyka firmy mogą zdecydować, jakie zabezpieczenia należy wprowadzić. Ocena skutków przetwarzania dla ochrony danych (DPIA) jest istotnym i nowym narzędziem mającym na celu pomoc administratorom danych w wykazaniu, że podjęto odpowiednie środki w celu zapewnieniu zgodności z RODO.

  1. Dostosuj systemy IT

Systemy IT muszą przede wszystkim realizować prawa osób, których dane dotyczą, a zastosowane środki techniczne i organizacyjne powinny być wynikiem uprzednio wykonanej analizy ryzyka. Dodatkowo administrator danych osobowych powinien zapewnić zdolność do ciągłego zapewnienia poufności, integralności dostępności i odporności systemów i usług przetwarzania oraz powinien regularnie testować, mierzyć, oceniać skuteczność środków technicznych i organizacyjnych mających zapewnić bezpieczeństwo przetwarzania

  1. Organizuj szkolenia

Aby mieć pewność, że nowy system ochrony danych osobowych funkcjonuje sprawnie  nie wystarczy jednorazowa realizacja zadań służących dostosowaniu się do nowych procedur. Konieczne jest przygotowanie wszystkich pracowników upoważnionych do przetwarzania danych i  dostarczenie im odpowiedniej wiedzy. Człowiek, to zawsze najsłabsze ogniwo każdego systemu, w tym systemu ochrony danych osobowych.

  1. Dostosuj klauzule informacyjne

Do tej pory obejmowały one wyłącznie wąski zakres informacji. RODO rozszerza obowiązek informacyjny m.in. o okres przechowywania danych osobowych, informacje o wszystkich prawach przysługujących osobie, której dane dotyczą, cofnięciu zgody na przetwarzanie danych, ewentualnym profilowaniu czy prawie wniesienia skargi do organu nadzorczego – dziś GIODO, a na gruncie stosowania RODO najprawdopodobniej Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

  1. Przygotuj wewnętrzne procedury

Wszystkie obowiązujące w firmie zasady powinny zostać uaktualnione, dostosowane i rozbudowane o nowe obowiązki, wynikające z RODO. Należy zwrócić szczególną uwagę na to by dostosować proces przetwarzania danych osobowych pod względem m.in. wymogów legalności, adekwatności i przejrzystości.

  1. Upewnij się, czy Twoja firma musi powołać Inspektora Ochrony Danych

Po wprowadzeniu nowego prawa Inspektor Ochrony Danych (IOD) będzie odpowiednikiem obecnego Administratora Bezpieczeństwa Informacji (ABI). Aktualnie powołanie ABI nie jest obligatoryjne. RODO reguluje tę kwestię w sposób odmienny i wymusza powołanie IOD np. w organach i podmiotach publicznych oraz gdy np. główna działalność podmiotu polega na przetwarzaniu danych osobowych szczególnej kategorii (np. dot. stanu zdrowia) czy wyroków skazujących i naruszeń prawa.

  1. Zaplanuj audyt zamknięcia

…czyli weryfikację i ocenę wszystkich działań dostosowawczych. Warto by firmy przeprowadziły również porównanie aktualnego systemu ochrony z jego stanem sprzed wdrożenia. Audyt zamknięcia ujawnia, które zadania można było wykonać lepiej oraz jakie elementy wymagają jeszcze dopracowania.

Koniecznym w przygotowaniach do implementacji RODO jest zaangażowanie do tego odpowiednich osób oraz opracowanie dobrego planu. W większych organizacjach, o złożonych procesach,  warto rozważyć powołanie interdyscyplinarnego  zespołu reprezentującego różne obszary działalności, w tym m.in.: Dział Prawny, Biznes, HR, Handel, IT/BI, Marketing. Istotnym punktem w planie przygotowań jest przenalizowanie przepływów danych osobowych w organizacji wraz z oceną ryzyka, dostosowanie procedur i dokumentacji oraz komunikacja zmian połączona z programem edukacyjnym. Wszystko po to, by zrozumienie istoty ochrony danych osobowych, które niesie RODO, osiągnąć i podtrzymywać na każdym poziomie organizacji – mówi Katarzyna Stryła, Dyrektor Legal & Compliance Software Wolters Kluwer Polska.

Farmacja przyciąga benefitami

91% firm jako cel polityki zarządzania benefitami przedstawia budowanie zaangażowania pracowników. Na drugim miejscu znajduje się budowanie lojalności pracowników (70% wskazań) – wynika z najnowszego badania Antal „Polityka zarządzania świadczeniami pozapłacowymi w sektorze farmacji i sprzętu medycznego”.

W świetle wysokiego wskaźnika attrition, czyli dobrowolnej rotacji pracowników w branży (12,5% wg badania Antal „Attrition 2016”. Odpływ pracowników z organizacji) wydaje się to szczególnie istotne. Kolejne pozycje z wynikiem 39% wskazań zajmują: przyciąganie kandydatów do organizacji oraz efektywniejsze gospodarowanie całym systemem wynagradzania.farmacja

Świadczenia oferowane wszystkim pracownikom

Najbardziej rozpowszechnionym benefitem jest prywatna opieka medyczna – oferuje ją aż 90% firm. Następne w kolejności są: karta fitness, którą oferuje 67% organizacji oraz ubezpieczenia na życie/majątkowe/komunikacyjne, które w swojej ofercie ma co druga (50%) organizacja. Do popularnych świadczeń należą również: akcje prozdrowotne dla pracowników poza standardową prywatną opieką medyczną, np. darmowe szczepienia sezonowe (47%) czy nowoczesne narzędzia pracy z dostępem do mobilnego Internetu (47%).

5 najpopularniejszych benefitów pozapłacowych, oferowanych wszystkim pracownikom:farmacja 2

„Współczesne zespoły są bardzo różnorodne – pod względem pokoleń, płci, wieku czy wykształcenia. Siłą rzeczy motywowanie wszystkich w ten sam sposób nie może być skuteczne. Przykładów nietrafionych świadczeń pozapłacowych jest wiele, np. karnet na siłownię dla osoby, która nie lubi sportu, ubezpieczenie emerytalne dla pracownika, który dopiero co skończył studia, albo opieka medyczna dla kogoś kto już ją ma z firmy małżonka. Dlatego warto pamiętać o tym, że rolę motywacyjną spełniają tylko takie świadczenia, które odpowiadają na indywidualne potrzeby zatrudnionych.” – Magdalena Słomczewska-Klimiuk, Kierownik Marketingu Sodexo Benefits and Rewards Services.

Preferencje pracowników a polityka firmy

W połowie z badanych organizacji pracownicy mają możliwość wyboru otrzymywanych benefitów w ramach z góry określonych pakietów. Takie rozwiązanie szczególnie sprawdza się w dużych organizacjach, chcących dostosować oferowane świadczenia do potrzeb różnych grup pracowniczych. Co trzecia firma nie oferuje możliwości wyboru benefitów. Możliwość wyboru świadczeń jest kluczowa zwłaszcza w przypadku zróżnicowanych zespołów, które obecnie funkcjonują w wielu firmach farmaceutycznych i sprzętu medycznego. Różni pracownicy mają różne potrzeby, dlatego efektywne programy motywacyjne powinny opierać się na indywidualnym podejściu do każdego pracownika i umożliwiać mu stworzenie idealnego dla niego zestawu świadczeń w danym momencie.

Narzędzia, za pomocą których pracownicy wybierają swoje benefity są zróżnicowane. Zalicza się do nich system kafeteryjny, intranet, a także indywidualne zgłoszenia bezpośrednio do działu HR. Wśród firm, które nie zdecydowały się na oferowanie wyboru benefitów  swoim pracownikom, powodem takiej decyzji był brak czasu na zajęcie się tematem, zbyt wysokie koszty administrowania systemem oraz zbyt mała skala biznesu (po 40%).

„Bieżące monitorowanie potrzeb w zakresie preferowanych benefitów oraz reagowanie na te potrzeby odgrywa rolę wobec satysfakcji i zaangażowania pracowników. Istotne jest również umożliwienie współfinansowania przez pracowników części benefitów, aby zwiększyć zakres oferowanych świadczeń dodatkowych. Czasami przy niskim poziomie satysfakcji z płacy zasadniczej i bodźców krótkoterminowych, to właśnie poprzez zwiększenie pakietu świadczeń dodatkowych można znacząco poprawić ich satysfakcję z pracy, a tym samym pozytywnie wpłynąć na ich zaangażowanie”. – Magdalena Kaczkowska-Serafińska, ekspert współpracujący z Antal.

Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o….. koszty świadczeń

Jak wynika z badania Antal, 46% badanych organizacji przeznacza średnio rocznie na świadczenia pozapłacowe dla jednego pracownika budżet zawierający się w przedziale 3000 zł – 5000 zł. Wysoki odsetek firm nie przekracza kwoty 3000 zł (42% wskazań). Jednak już co dziesiąta firma decyduje się na kwotę przekraczającą 5000 zł.  Oferowane przez firmy dodatki pozapłacowe mogą stanowić ważny atut w budowaniu wizerunku pracodawcy i przyciąganiu talentów do organizacji. 25% badanych   wskazuje, że kandydaci zawsze pytają o ofertę świadczeń dodatkowych, a już co druga firma deklaruje, że spotyka się z takim pytaniem w ponad połowie przypadków.

„Kandydaci są bardzo świadomi tego, co oferuje rynek i jak wyglądają siatki płac na danym poziomie stanowiska. Zarówno badanie, jak i obserwacje konsultantów Antal pokazują, że kandydaci dążą do pozyskania wiedzy o świadczeniach pozapłacowych. Interesują ich możliwości rozwoju i przyszłość w organizacji. Do częstych pytań należy prośba o informację, czy w przypadku awansu na stanowisko menedżerskie, istnieje możliwość dofinansowania studiów kierunkowych (studia podyplomowe menedżerskie). W ponad połowie przypadków kandydaci pytają o dodatkowe benefity. Karty fitness czy prywatna opieka medyczna nie grają już przetargowej roli, ze względu na to, że są uważane za standard.” – Marta Lebuda, Senior Consultant Antal Pharma & Medical Devices.

Wśród firm, które traktują benefity jako element negocjacyjny przede wszystkim wykorzystuje się samochód służbowy oraz dofinansowanie do posiłków. Na pytanie o to, czy istnieją benefity, które organizacja mogłaby zaproponować kandydatowi w zamian za zmniejszenie oczekiwań finansowych,  tylko co trzecia (31%) firma odpowiada twierdząco. Pozostałe 69% nie ma przewidzianych świadczeń pozapłacowych, które mogłyby być atrakcyjna propozycją dla kandydata, zamiast wyższego wynagrodzenia.

„Badanie wskazuje, że pracodawcy w większości nie mają narzędzi umożliwiających włączenie benefitów w obszar negocjacji z potencjalnym pracownikiem. Świadczenia mogą jednak pełnić rolę wyróżnika oferty rekrutacyjnej, budzić zainteresowanie firmą wśród pożądanej grupy docelowej”. – Krzysztof Fiłonowicz, Consultant Antal Pharma & Medical Devices.

Najnowsze dane o sprzedaży kredytów w Polsce

We wrześniu 2017 r., w ujęciu wartościowym, udzielono więcej każdego rodzaju produktu kredytowego, w porównaniu z wrześniem 2016 r. Największy wzrost odnotowano w przypadku kredytów mieszkaniowych (+4,7%) oraz zaakceptowanej wartości limitów kredytowych w kontach osobistych (+4,4%). W ujęciu liczbowym, kilku procentowy wzrost w stosunku do września 2016 r. dotyczył limitów kredytowych (+4,1%), kredytów konsumpcyjnych (+3,2%) oraz kredytów mieszkaniowych (+1,8%). Natomiast nadal obserwujemy negatywną tendencję w kartach kredytowych – spadła liczba wydanych kart kredytowych (-5,4%).

Dużo wyższe dynamiki w ujęciu wartościowym, a nie wolumenowym w okresie styczeń – wrzesień 2017 r. wynikają z faktu, ze banki i SKOK-i udzielają kredytów na wyższe kwoty i przyznają wyższe kwoty limitów. Liczba kredytobiorców praktycznie się nie zmienia i oscyluje wokół 15,1 mln osób.

Na początku 2017 r. stwierdziliśmy, że rok ten powinien charakteryzować się kilkuprocentowymi dodatnimi dynamikami wzrostu wartości udzielanych kredytów gospodarstwom domowym w porównaniu do 2016 r. Wyniki sprzedaży wszystkich produktów kredytowych w ujęciu wartościowym w trzech kwartałach 2017 r.
w porównaniu do analogicznego okresu roku 2016 r. mają dodatnie dynamiki. Co przy nadal pozytywnych informacjach napływających z gospodarki, dobrych danych dotyczących kondycji dochodowej i sytuacji materialnej gospodarstw domowych, skłaniają nas do podtrzymania prognozy dotyczącej całego roku.

Kredyty konsumpcyjne (kredyty gotówkowe i ratalne)

We wrześniu 2017 r. banki SKOK-i udzieliły łącznie 615,6 tys. kredytów konsumpcyjnych na łączną kwotę 6,7 mld zł. Stanowi to wzrost o 3,2% w ujęciu liczbowym i wzrost o 1,8% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do września 2016 r. Narastająco od początku 2017 r. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 5,23 mln kredytów na łączną kwotę 58,65 mld zł. Jest to mniej o 1,4% w ujęciu liczbowym i więcej o 3,1% w ujęciu wartościowym, niż w analogicznym okresie 2016 r.

– We wrześniu br. banki i SKOK-i udzieliły nieznacznie mniej kredytów konsumpcyjnych niż w sierpniu, lecz więcej o 3,2% niż we wrześniu 2016 r. Od początku roku widać trwały trend związany ze spadkiem liczby udzielanych kredytów niskokwotowych, a wzrostem liczby kredytów udzielanych na wyższe kwoty. Należy podkreślić, że wzrost sprzedaży kredytów i towarzyszący mu wzrost portfela kredytów konsumpcyjnych następuje przy zachowaniu, stabilnej, dobrej jakości kredytów, na bezpiecznym dla sytemu bankowego kilkuprocentowym poziomie szkodowości – mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.

Kredyty mieszkaniowe

We wrześniu 2017 r. banki udzieliły łącznie 16,7 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną wartość 3,8 mld zł. Stanowi to wzrost o 1,8% w ujęciu liczbowym i wzrost o 4,7% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do września 2016 r. Narastająco od początku 2017 r. banki udzieliły łącznie 157,7 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną kwotę 35,33 mld zł. Jest to więcej o 5,7% w ujęciu liczbowym i więcej o 12,2% w ujęciu wartościowym, niż w analogicznym okresie 2016 r.

– Wrzesień jest kolejnym w 2017 r. wzrostowym miesiącem dla kredytów mieszkaniowych zarówno pod względem liczby, jak i wartości udzielonych kredytów. Na rynku kredytów mieszkaniowych nadal panuje więc optymizm. Wartość udzielonych kredytów wzrosła o 4,7%, a ich liczba o 1,8% w porównaniu z wrześniem 2016 r. Średnia kwota kredytu mieszkaniowego udzielonego w okresie styczeń – wrzesień 2017 r. wyniosła 224,07 tys. zł i była wyższa o 6,2% względem średniej z pierwszych dziewięciu miesięcy 2016 r. Jeżeli chodzi o dynamikę udzielanych kredytów mieszkaniowych w różnych przedziałach kwotowych od początku roku widzimy istotne zróżnicowanie. Najbardziej wzrosła o 21,3% liczba kredytów udzielonych na kwotę > 350 tys. zł. Wyraźnie spadła natomiast liczba kredytów udzielonych na niskie kwoty do 100 tys. zł. W tej grupie kredytów zanotowano spadek o 14,4%.

W ostatnim okresie zaobserwowaliśmy, że istotna część sprzedaży kredytów mieszkaniowych  obejmowała osoby zainteresowane zakupem nieruchomości w celach inwestycyjnych – jeden na pięciu kredytobiorców zaciągających nowy kredyt mieszkaniowy spłaca już kredyt mieszkaniowy (wyłączyliśmy refinansowania i przewalutowania). Cele inwestycyjne związane są zarówno z krótkoterminowym i długoterminowym wynajmem prywatnym, jak i inwestycjami w condo i apart hotele. Wysoką dodatnią dynamikę kredytów wysokokwotowych można wiązać zarówno z kilkuprocentowym wzrostem cen na rynku nieruchomości, jak i zainteresowaniem większymi metrażami mieszkań lub domami  – dodaje prof. Waldemar Rogowski z BIK.

Karty kredytowe

We wrześniu 2017 r. wydano 85,1 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 457 mln zł. Stanowi to spadek o 5,4% w ujęciu liczbowym i wzrost o 3,2% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do września 2016 r. Narastająco od początku 2017 r. wydano 752,7 tys. kart na łączną kwotę 4,07 mld zł przyznanych limitów. Jest to mniej o 6,2% w ujęciu liczbowym i więcej o 4,0% w ujęciu wartościowym, niż w analogicznym okresie 2016 r.

– W wrześniu nadal kontynuowany jest wcześniej obserwowany trend w kartach kredytowych, których banki wydają liczbowo mniej, przyznając jednak wyższe kwoty limitów kredytowych. Z taką sytuacją mamy do czynienia już od kilku kwartałów. Średnia kwota przyznanego limitu w karcie kredytowej wyniosła 5 371 zł w sierpniu i stanowi to wzrost o 8,2% w porównaniu do średniej kwoty z sierpnia 2016 r. Najwyższy o 12,9% wzrost liczby wydanych kart w okresie styczeń – wrzesień 2017 r. zanotowano w kartach z przyznanym limitem na kwotę powyżej 10 tys. zł. Ujemne dynamiki odnotowano w przypadku kart o limicie do 3,5 tys. zł. Wzrost wartości przyznawanych limitów można tłumaczyć tym, że banki w przypadku kart kredytowych preferują klientów, którzy będą wykonywać wiele transakcji kartowych. W przypadku kart kredytowych obserwujemy duże zróżnicowanie przyznawanych limitów nie tylko w różnych miastach – wyższe w aglomeracjach, niższe w mniejszych miejscowościach ale również w poszczególnych dzielnicach dużych miast np. Warszawy (znacząco wyższe w Wilanowie i niższe na Targówku)– mówi prof. Waldemar Rogowski z BIK.

Limity kredytowe w kontach osobistych

We wrześniu 2017 r. przyznano 53,2 tys. limitów kredytowych w kontach osobistych na łączną kwotę przyznanych limitów 227 mln zł. Stanowi to wzrost o 4,1% w ujęciu liczbowym i wzrost o 4,4% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do września 2016 r. Narastająco od początku 2017 r. przyznano 460,7 tys. limitów na łączną kwotę 2,0 mld zł przyznanych limitów. Jest to więcej o 4,1% w ujęciu liczbowym i więcej o 6,1% w ujęciu wartościowym, niż w analogicznym okresie styczeń – wrzesień 2016 r.

– We wrześniu zaobserwowaliśmy kilkuprocentowy wzrost zarówno liczby jak i wartości przyznanych limitów kredytowych w kontach osobistych, odpowiednio o 4,1% i 4,4% w porównaniu z wrześniem ubiegłego roku. Od początku roku obserwujemy wzrost zainteresowania limitami kredytowymi w kontach osobistych. W okresie pierwszych dziewięciu miesięcy 2017 r. banki przyznały limity na kwotę 2 mld zł – jest to wzrost o 6,1% w porównaniu do tego samego okresu zeszłego roku. Przyczyną może być wzrost wartości wpływów na rachunek, co może wynikać zarówno ze wzrostu wynagrodzeń jak i comiesięcznych wpływów z programu 500+. – dodaje prof. Waldemar Rogowski z BIK.

Projekt ustawy o ochronie danych osobowych rzuca nowe światło na procesy rekrutacyjne w firmach

Projekt przedstawiony 13 września 2017 roku został przygotowany w związku z koniecznością dostosowania prawa krajowego do unijnego rozporządzenia 2016/679 o ochronie danych osobowych („RODO”). – W kwietniu 2016 roku Parlament Europejski przyjął rozporządzenie, które wprowadza największą w historii reformę prawa ochrony danych osobowych. Rozporządzenie będzie obowiązywać we wszystkich krajach Unii Europejskiej od 25 maja 2018 roku. Do tego czasu pracodawcy muszą dostosować swoją strukturę organizacyjną i procedury do nowych wymogów. Opublikowany przez Ministerstwo Cyfryzacji projekt rozstrzyga istotne wątpliwości, w szczególności w zakresie możliwości pozyskiwania zgód pracowników i kandydatów do pracy – mówi Agnieszka Witaszek, ekspert ds. ochrony danych osobowych w eRecruiter.

Pracodawca może poprosić o e-mail lub numer telefonu kandydata

Projekt, podobnie jak obecnie obowiązujące przepisy kodeksu pracy, definiuje zakres danych osobowych, które mogą być pozyskiwane od kandydata na etapie rekrutacji (art. 221 § 1 kodeksu). Są to imię (imiona) i nazwisko, data urodzenia, adres do korespondencji, adres poczty elektronicznej albo numer telefonu, wykształcenie, przebieg dotychczasowego zatrudnienia. Dodatkowo, w nowym projekcie przewidziano możliwość pozyskiwania adresu poczty elektronicznej albo numeru telefonu. Choć trudno wyobrazić sobie przeprowadzenie procesu rekrutacji bez tych informacji, obecne przepisy kodeksu pracy nie wymieniają ich w swej treści. – W odniesieniu do tych dwóch nowych kategorii danych osobowych projekt posługuje się spójnikiem „albo”, czyli pracodawca nie może żądać od kandydata do pracy jednoczesnego podania numeru telefonu oraz adresu e-mail. Do nawiązania kontaktu z kandydatem do pracy wystarczy bowiem tylko jedna z dwóch wskazanych informacji, np. adres e-mail. Tak jest co do zasady, gdyż dodatkowo, za zgodą kandydata, pracodawca będzie mógł pozyskać numer telefonu potencjalnego pracownika – zwraca uwagę ekspert ds. ochrony danych osobowych w eRecruiter.

Kiedy zgoda kandydata niepotrzebna …

W zakresie danych osobowych, o których była mowa w art. 22(1) kodeksu pracy, zbieranie przez pracodawców od osób ubiegających się o zatrudnienie zgody na przetwarzanie tych danych będzie błędną praktyką. Zgodnie z art. 22(1) § 1 kodeksu pracy podstawą przetwarzania wymienionych danych osobowych będzie przepis prawa. Jednak na etapie zatrudnienia, zgodnie z treścią projektowanego art. 22(1) § 4 kodeksu pracy, dalsze przetwarzanie uzyskanego na etapie rekrutacji  adresu do korespondencji oraz adresu e-mail albo numeru telefonu kandydata, możliwe będzie wyłącznie po uzyskaniu jego zgody. Stąd pracodawca podczas procesu rekrutacyjnego powinien w pierwszej kolejności zbadać, czy dane, które chce pozyskiwać, wymienione w przepisach kodeksu pracy. Jeżeli nie to, czy obowiązek ich podania wynika z przepisów szczególnych lub czy jest to niezbędne do wypełnienia obowiązku przez pracodawcę.

…a kiedy jest konieczna?

Bez określonej podstawy prawnej, projekt dopuszcza możliwość pozyskiwania dodatkowych danych osobowych kandydata do pracy w oparciu o jego zgodę. Jest to bardzo istotna zmiana w stosunku do obecnie obowiązujących regulacji prawnych. Zgodnie z projektowanym art. 22(2) § 1 kodeksu pracy, przetwarzanie przez pracodawcę innych danych osobowych niż wymienionych powyżej jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy dotyczą one stosunku pracy, a kandydat wyrazi na to zgodę w oświadczeniu (na papierze lub w e-mailu). – Może na przykład chodzić o wizerunek kandydata. Ponadto, choć projekt nie odnosi się wprost do przetwarzania danych kandydata na potrzeby przyszłych rekrutacji, to słusznym podejściem będzie przetwarzanie tych danych w oparciu o odrębną zgodę kandydata tak jak to miało miejsce dotychczas. A dzięki specjalnym aplikacjom takim jak eRecruiter pracodawcy mogą na bieżąco monitorować, jakie zgody zaakceptował kandydat. W przypadku kontroli łatwo i szybko mogą odtworzyć dokładne treści klauzul i udowodnić, czy kandydat wyraził zgodę na przykład na udział w przyszłych procesach rekrutacyjnych – podkreśla Agnieszka Witaszek z eRecruiter.

Czasami zgoda jest bezzasadna

Nie wszystkie dane osobowe będzie można pozyskiwać w oparciu o zgodę kandydata. Dotyczyć ma to m.in. biometrycznych danych osobowych, informacji o stanie zdrowia, nałogach, życiu seksualnym czy orientacji seksualnej. Nie oznacza to jednak, że przetwarzanie innych danych osobowych wrażliwych oraz danych o karalności możliwe będzie na etapie rekrutacji za zgodą kandydata. Takie wnioskowanie byłoby sprzeczne z wyrażoną w RODO zasadą minimalizacji danych. Dlatego, co do zasady, należy całkowicie wykluczyć możliwość przetwarzania danych osobowych wrażliwych w oparciu o zgodę kandydata.

Co z danymi biometrycznymi kandydata?

Biometryczne dane osobowe dotyczą cech fizycznych, fizjologicznych lub behawioralnych osoby fizycznej oraz umożliwiają lub potwierdzają jednoznaczną identyfikację tej osoby. Może to być m.in. wizerunek twarzy czy odcisk palca. I o ile przepis szczególny nie będzie dawał takiej podstawy, to przetwarzanie wizerunku kandydata dopuszczalne będzie w oparciu o jego zgodę tylko wtedy, gdy wizerunek ten nie zostanie zakwalifikowany jako dana biometryczna (nie będzie przetwarzany szczególną techniką).. Przykład? Przetwarzanie wizerunku utrwalonego w postaci zdjęcia nadrukowanego w CV kandydata nie będzie przetwarzaniem danych osobowych biometrycznych. Będzie nim natomiast  zastosowanie rozwiązań pozwalających na rozpoznawanie twarzy w urządzeniach mobilnych.

– Nowe regulacje, zarówno te znajdujące się w RODO, jak i w naszej krajowej ustawie, mają być gwarancją dla obywateli, w tym kandydatów do pracy, że ich dane będą bezpieczne. By tak się stało również pracodawcy, w tym w szczególności przedstawiciele działów HR, IT i prawnych, muszą w ciągu najbliższych kilku miesięcy, odpowiednio przygotować kadry, infrastrukturę oraz politykę firmową do nowej rzeczywistości w zakresie ochrony danych osobowych. Nasza aplikacja eRecruiter, która między innymi służy do przetwarzania danych kandydatów do pracy, już od dłuższego czasu przechodzi istotne zmiany i jest dostosowywana do nowych wymogów. W efekcie, w wielu obszarach już odpowiada na wymogi określone w Rozporządzeniu o Ochronie Danych Osobowych i z pewnością będzie stanowić istotne wsparcie dla zespołów rekrutacyjnych w dostosowaniu się do nowych regulacji – podkreśla Agnieszka Witaszek, ekspert ds. ochrony danych osobowych w eRecruiter.

Abenomika zostaje, słabość jena też

Premier Japonii Abe wygrał niedzielne wybory, a jego przywództwo oznacza podtrzymanie słabości jena. Polityka jest też wyznacznikiem klimatu wokół USD, a procedowanie budżetu w Kongresie działa krzepiąco. EUR czeka na czwartkową decyzję ECB. Złoty bez reakcji po decyzji S&P.

Zwycięstwo koalicji rządzącej w niedzielnych wyborach w Japonii nie było niespodzianką, ale utrzymanie „super większości” dwóch trzecich głosów w Izbie Reprezentantów już tak. Abenomika zostaje na trzecią kadencję, co oznacza słabszego jena i wyższy Nikkei225. Premier Abe będzie kontynuował rozsądną ekspansję fiskalną na rzecz podtrzymania ożywienia gospodarczego, a wtórować będzie mu Bank Japonii nierezygnujący z luzowania monetarnego. Pakiet fiskalny wart 2 bln JPY jest w drodze, by złagodzić skutki planowanej podwyżki VAT. To wzmocni krajowe firmy (i rynek akcji), ale także pogorszy bilans handlowy Japonii, gdyż będzie skutkować wzmożony popytem krajowym. To długofalowa perspektywa, natomiast w krótkim terminie USD/JPY powinien okopać się na nowej półce ponad 113,20. Pierwsza reakcja po weekendzie nie jest duża (gdyż nie było wielu pozycji zabezpieczających przed słabym wynikiem koalicji rządzącej), ale przy pozytywnym klimacie wokół USD powinniśmy szybko widzieć testy 114,50, a dalej 118 jest w realnym zasięgu.

Na USD obecnie liczy się polityka, choć nagłe ogłoszenie nowego prezesa Fed bez wątpienia wpłynie na układ sił na rynku. Z pewnych rzeczy jest procedowanie przez Izbę Reprezentantów USA projektu budżetu, który gładko przeszedł przez Senat. Jest bardziej realne, że Izba przegłosuje budżet bez wprowadzania większych zmian i dopiero później skupienie się na debacie bezpośrednio nad reformą podatkową. To oznacza, że w najbliższych dniach USD może ponownie znaleźć wsparcie w nagłówkach, że korzystna reforma podatków jest coraz bliżej, nawet jeśli nic nie wiadomo, co Kongresmeni chcą zrobić z reformą.

EUR/USD pozostaje blisko ostatnich minimów z całą uwagą skupioną na czwartkowej decyzji ECB. Jeśli rozwój sytuacji w Hiszpanii ma odpowiadać za ostatnie 30 pipsów spadku, to do końca dnia nie powinno po nim być śladu. W przypadku ECB, rynek powszechnie oczekuje wyklarowania sytuacji w sprawie przyszłości programu skupu aktywów, choć zdania są podzielone odnośnie tego, jak ta przyszłość będzie wyglądać. Diabeł jak zwykle będzie tkwił w szczegółach, choć co do jednego można być pewnym – Mario Draghi’emu i spółce bardzo zależy, aby EUR nie rozpędzało swojego rajdu i dobór słów w komunikacie i na konferencji może wskazywać właśnie w stronę takiego scenariusza.

Złoty pozostaje stabilny po zgodnej z oczekiwaniami decyzji agencji S&P, która utrzymała rating Polski i perspektywę. Rewizja PKB Polski w 2017 r. z 3,6 proc. do 4,2 proc. to czysto pragmatyczny zabieg podyktowany lepszymi danymi z drugiego i trzeciego kwartału. Agencja ponownie zwróciła uwagę na dość uwypuklone spięcia pomiędzy Warszawą oraz Brukselą. W nocie zaznaczono poprawę kondycji sektora finansów publicznych, ale też intensyfikację ryzyk w zakresie szeroko zakrojonej ekspansji fiskalnej. Ogólnie jednak nie było niespodzianek w ocenie. Złoty dalej pozostaje bez impulsu do zmiany swojego położenia. Konsolidacja EUR/PLN blisko 4,24 powinna być motywem przewodnim najbliższych dni, ale lepsza postawa dolara i funta do euro będzie wpływać na słabość polskiej waluty na crossach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W tym tygodniu w centrum uwagi minutes RPP i posiedzenie EBC

Ostatni tydzień przyniósł lekki wzrost rentowności obligacji skarbowych. Złoty w relacji do głównych walut nadal utrzymuje relatywnie wysokie poziomy, ale to już raczej koniec jego wzrostów.

Rynek stopy procentowej

Na krajowym rynku stopy procentowej ostatni tydzień przyniósł lekki wzrost rentowności obligacji skarbowych. Przecenie papierów sprzyjały opublikowane przez GUS mocne dane makroekonomiczne, a szczególnie wzrost rentowności papierów skarbowych widoczny na świecie. Skalę wzrostu rentowności polskich papierów w krótkim okresie ograniczał z kolei zbliżający się wykup papierów DS1017 i wypłata odsetek (łączna kwota 17,8 mld PLN).

Krótkoterminowo napływ netto kapitału na rynek będzie wzmacniać notowania obligacji skarbowych, przeciwdziałając ich silniejszej przecenie. Gdyby nawet Ministerstwo Finansów wyemitowało w środę papiery o maksymalnej wartości (4-8 mld PLN), to i tak na rynek netto napłynęłoby prawie 10 mld PLN. Tak duży napływ środków w krótkim okresie może przynajmniej częściowo „chronić” rynek przed silniejszą przeceną.

Poza korzystną sytuacją na rynku pierwotnym, czynniki fundamentalne wspierają już wyraźnie scenariusz wzrostu rentowności obligacji. Publikowane w kraju dane makroekonomiczne – zgodnie ze scenariuszem bazowym – zaczynają wywierać coraz silniejszą presję na członków RPP. Dotychczas 3 z 10 przedstawicieli Rady rozważało podwyżkę stóp procentowych na początku 2018 r., ale po publikacji w ostatnich dniach danych GUS trzech kolejnych wyraźnie zaostrzyło ton swoich wypowiedzi. To nie oznacza szybkiej podwyżki stóp procentowych w Polsce, niemniej zwiększa ich prawdopodobieństwo w przyszłym roku. A warto zwrócić uwagę, że dotychczas NBP zakładał ich stabilizację do końca 2018 r. Dla odmiany rynek wycenia łagodny scenariusz uwzględniający podwyżkę stóp o 25 pb. pod koniec 2018 r. i o kolejne 25 pb. w I połowie 2019 r. Przy tak mocnym wzroście gospodarczym i utrwalającej się presji płacowej w gospodarce nie można wykluczyć szybszej i bardziej zdecydowanej reakcji ze strony banku centralnego, na co rynek powinien się przygotować. W krótkiej perspektywie kolejnym ważnym czynnikiem, który potencjalnie będzie wpływał na opinie członków RPP będzie publikacja projekcji inflacyjnej NBP w listopadzie. Warto w tym kontekście wspomnieć, że dwóch członków Rady wspomniało w ostatnich dniach o możliwym wzroście PKB w 2017 r. i w 2018 r. powyżej 4%. Dla porównania, według lipcowych szacunków banku centralnego, wzrost PKB w 2017 r. wyniesie 4,0%, a w 2018 r. 3,5%. Gdyby wspomniane oczekiwania przedstawicieli RPP zostały potwierdzone w najnowszej projekcji, to oznaczałoby to znaczącą jej korektę w górę, a także mogłoby doprowadzić do zaostrzenia tonu wypowiedzi pozostałych członków Rady.

W czwartek (26.10) odbędzie się posiedzenie EBC, na którym zapewne ogłoszone zostaną warunki procesu ograniczania programu skupu aktywów. Biorąc pod uwagę oczekiwania i wyceny rynkowe, nie można wykluczyć, że po posiedzeniu dojdzie do lekkiego wzrostu rentowności obligacji. Ekonomiści oczekują ograniczenia QE do 40 mld EUR miesięcznie, zakładając jednocześnie wygaszenie programu w ciągu 6-9 miesięcy. Nieoficjalne z EBC docierają raczej informacje, że program może zostać zredukowany mocniej do 25-40 mld EUR, jednak bez podania terminu jego zakończenia (ze względu na rozbieżności poglądów). Za mocniejszym ograniczeniem QE przemawia też ograniczona dostępność aktywów na rynku. Biorąc to pod uwagę, jak również niskie rentowności w Europie, trudno spodziewać się, aby EBC mógł jeszcze wesprzeć wyceny obligacji. Dostrzec można raczej ryzyko po stronie ich wyraźniejszej przeceny. W kierunku wzrostu krzywych dochodowości na świecie będą w najbliższych tygodniach oddziaływały też rosnące oczekiwania na podwyżki stóp w USA.

W tym tygodniu w centrum uwagi minutes RPP i posiedzenie EBC

Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

W tym tygodniu złoty w relacji do głównych walut utrzymywał wysokie poziomy.  Wsparcie dla naszej waluty stanowiły publikowane w ostatnich dniach dane makro, które choć czasami rozczarowywały wynikami niższymi od prognozowanych przez ekonomistów, to jednak nie zmieniły ogólnej oceny polskiej gospodarki. Wrześniowy wzrost produkcji przemysłowej o 4,3% oraz sprzedaży detalicznej o 7,5% wraz z dobrymi wynikami z rynku pracy potwierdziły, że polska gospodarka nadal utrzymuje solidny wzrost i nie jest wykluczone, że w trzecim kwartale dynamika wzrostu PKB Polski znacznie przekroczy odnotowane w drugim kwartale 3,9%. Jednakże w ostatnich dniach tygodnia, pomimo solidnych odczytów, tempo aprecjacji złotego wyraźnie wyhamowało. Mało prawdopodobne wydaje się bowiem, aby w reakcji na ich publikację na tyle powiększyło się grono członków RPP opowiadających się za szybszą podwyżką stóp NBP, aby przed 4Q 2014 zdołali oni przegłosować prezesa A. Glapińskiego. Większość członków Rady jest bowiem przekonana, że w średnim terminie inflacja pozostawać będzie pod kontrolą, co zapewne potwierdzi zaplanowana na czwartek publikacja protokołu z ostatniego posiedzenia RPP. Niemniej, dyskusje i rozważania o możliwej w przyszłym roku podwyżce stóp będą się zapewne pojawiać. W piątek, na rosnącą dynamikę płac zwrócił uwagę J. Kropiwnicki (RPP), który jednak z oceną polityki pieniężnej chce poczekać do publikacji listopadowej projekcji NBP. Z kolei na możliwą podwyżkę stóp, wcześniejszą niż obecnie komunikuje Rada, wskazał J. Osiatyński (RPP) dobrze oceniając perspektywy wzrostu gospodarczego Polski (ok. 4,1-4,2% PKB w 2017 roku i nieco poniżej 4,0% w 2018).

Te jastrzębie wypowiedzi członków RPP nie miały jednak wpływu na piątkowe notowania złotego, który pozostawał pod negatywnym wpływem umacniającego się dolara wobec euro. W ostatnich dniach kurs EURUSD spadł poniżej 1,175. Na rynku ponownie rosną bowiem nadzieje na przeprowadzenie ważnej dla rozwoju gospodarki amerykańskiej reformy podatkowej. W zeszłym tygodniu Senat USA przewagą dwóch głosów (51-49) zatwierdził budżet na 2018 rok, co otworzyło drogę do tego, by Republikanie mogli przeprowadzić forsowane zmiany w ustawie podatkowej nawet bez wsparcia Demokratów (obniżyć podatki, zwiększyć wydatki na obronność i obciąć wydatki socjalne) Takie wsparcie fiskalne powinno ożywić amerykańską inflację, co z kolei mogłoby skłonić Fed do silniejszego niż obecnie zakłada rynek, zaostrzenia polityki monetarnej. W tym momencie jeszcze ważniejsze stają się też dyskusje dot. wyboru nowego prezesa amerykańskiego banku centralnego. W ostatni czwartek odbyło się spotkanie Donalda Trumpa z obecnie obejmującą to stanowisko Janet Yellen, której kadencja dobiega końca 3 lutego 2018 roku. Szczegóły spotkania nie są znane, ale biorąc pod uwagę nieoficjalne doniesienia, Trump raczej skłania się ku innym kandydatom (chodzi o gubernatora Fed Jerome Powella albo profesora Uniwersytetu Stanford Johna Taylora). Dolar „kibicuje” zapewne Taylorowi, według którego stopy w USA powinny być minimum dwukrotnie wyższe niż są obecnie.

W tym tygodniu planowana publikacja amerykańskiego PKB za III kw. (wystarczająco mocna, aby wspierać oczekiwania rynku na dalsze podwyżki stóp procentowych w 2017 r. i w 2018 r.) wraz z raczej ostrożnym stanowiskiem prezentowanym podczas decyzyjnego posiedzenia EBC dot. redukowania programu QE od przyszłego roku powinny dodatkowo negatywnie wpływać na notowania złotego. Można zatem oczekiwać, że w najbliższych dniach kurs EURPLN zacznie powracać na wyższe niż obecnie poziomy zważywszy, że również deprecjonujący wpływ na PLN będzie miała wspomniana już gołębia prezentacja minutes RPP.

W tym tygodniu w centrum uwagi minutes RPP i posiedzenie EBC 2

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Norbert Talarczyk rozbuduje sieć sprzedaży w Skarbiec TFI

Na początku października br. do zespołu Skarbiec TFI dołączył Norbert Talarczyk, któremu powierzono utworzenie dwóch departamentów sprzedażowych – rozwoju sieci agencyjnej oraz dystrybucji do klientów instytucjonalnych. Nowy dyrektor zarządzający jest doświadczonym managerem, od ponad 20 lat związanym z branżą finansową.

Zmiany personalne w zarządzie Skarbiec Holding oraz Skarbiec TFI pociągnęły za sobą nowe podejście do strategii rozwoju Grupy. Efektem tego jest finalizowanie prac nad poszerzeniem oferty produktowej, a także zmiany organizacyjne mające na celu rozbudowę sieci dystrybucji.

– Decyzja o rozwoju struktur sprzedażowych Skarbiec TFI jest wynikiem dogłębnych analiz i obserwacji rynku produktów inwestycyjnych. Widzimy tendencje konsolidacji banków i zawężania ich oferty dla klienta zamożnego. Jednocześnie coraz więcej private bankerów i doradców decyduje się na pracę na własnych rachunek lub dla niezależnych pośredników. Zależy nam, aby klienci tych firm mieli możliwość nabywania naszych funduszy – mówi Jacek Janiuk, członek zarządu Skarbiec TFI odpowiedzialny za rozwój produktów oraz sprzedaż.

Zacieśnienie współpracy z pośrednikami będzie należało do kompetencji organizowanego Departamentu Sieci Agencji. – Ostatnie lata to wzrost sprzedaży firm pośrednictwa finansowego; tylko w I kwartale 2017 r. wolumen ten wyniósł 161 mln zł, co oznacza wzrost o 35 proc. w stosunku 2016 r. Rosnąca inflacja sprawiła, że produkty takie jak lokaty czy konta oszczędnościowe zaczęły tracić na popularności. Polacy zaczęli poszukiwać alternatywnych produktów, o wyższych zyskach, ale równie bezpiecznych. Oferta niezależnych firm inwestycyjnych lub banków jest często ograniczona, dlatego klienci kierują swoje zaufanie do firmy pośredniczących. Doradcy w tych instytucjach stają się ich prawą ręką, pomagając wybrać najlepszą ofertę – mówi Norbert Talarczyk.

Drugą grupą klientów są inwestorzy instytucjonalni, poszukujący alternatywnych rozwiązań wobec lokat bankowych. Ich obsługą w Skarbiec TFI będzie zajmował się Departament Klientów Instytucjonalnych. – Firmy szukają alternatyw dla depozytów ponieważ oprocentowanie kont i lokat jest dla nich coraz mniej atrakcyjne. Aż 88 proc. z nich deklaruje takie zainteresowanie. Z ankiety przeprowadzonej wśród klientów korporacyjnych tj. średnich i dużych firm wynika, iż rośnie zainteresowanie innymi niż depozyty, rozwiązaniami oszczędnościowo-inwestycyjnymi. Na fundusze inwestycyjne chętnych jest 30 proc. respondentów. Tendencje te potwierdzają także ostatnie dane NBP, z których wynika spadek wartości depozytów w firmach. Skarbiec TFI posiada w swojej ofercie fundusze bezpieczne o stabilnych i powtarzalnych wynikach, które mogą być wykorzystywane do budowy portfela aktywów inwestorów instytucjonalnych – mówi Ewa Radkowska-Świętoń, prezes zarządu Skarbiec TFI.

– Dwie nowe komórki organizacyjne będą miały za zadanie zwiększenie udziału sprzedaży naszych produktów do klientów korporacyjnych, a także zacieśnienie współpracy z agencjami pośrednictwa finansowego, obsługującymi inwestorów detalicznych – mówi Jacek Janiuk.

– Nie mamy żadnych wątpliwości co do realizacji misji jaką powierzyliśmy Norbertowi, gdyż posiada on bogate doświadczenie w budowaniu i zarządzaniu zespołami sprzedażowymi. – podsumowuje Ewa Radkowska-Świętoń.

Norbert Talarczyk pracę w finansach rozpoczął w CitiBank Handlowy, gdzie przez 9 lat zajmował się rozwijaniem oferty Citigold od strony sprzedażowej, zaczynając jako doradca finansowy, by dojść do funkcji dyrektora oddziału Citigold, zarządzającego największym zespołem doradców w banku. Od 2008 roku zdobywał doświadczenie jako dyrektor sprzedaży w BlackRock Investment Management UK Ltd oraz Opera TFI. Przez ostatnie ponad 5 lat związany był z KBC TFI, gdzie jako dyrektor Departamentu Sprzedaży i Private Banking odpowiadał za rozwój sprzedaży i współpracy towarzystwa z dystrybutorami zewnętrznymi. Jest absolwentem Akademii Ekonomicznej w Poznaniu o specjalności Inwestycje Kapitałowe i Strategie Finansowe Przedsiębiorstw.

Octavia, Golf, Focus i Astra – Najchętniej wybierane modele samochodów w Polsce

Rynek samochodów popularnych praktycznie się nie zmienia. Od lat czołówkę stanowią te same marki. O zmianach można mówić tylko w przypadku poszczególnych modeli.

– Dzisiaj podstawowym odbiorcą salonów są klienci instytucjonalni. Potrzebują aut tanich w eksploatacji – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Drzewiecki, prezes IBMR Samar – Stąd znaczny rozwój marki Skoda, Toyota, Opel, Ford czy Renault – czyli te, które zawsze stanowiły czołówkę na liście wybieranych samochodów. Najpopularniejsze na polskim rynku są auta klasy niższej i niższej średniej. Jeśli chodzi o modele są to – Skoda Octavia, Volkswagen Golf, Ford Focus czy Opel Astra. To auta, które są najchętniej wybierane. W zależności od roku i działań producenta, ich pozycje między sobą często się zmieniają – dodał Drzewiecki.

Czas na korektę notowań złotego

Złoty zakończył poprzedni tydzień umocnieniem, wspierany przez pozytywny sentyment do walut regionu, dobre dane makroekonomiczne, a także nadzieje na niespodziankę ze strony S&P. Ten tydzień powinie przynieść korektę jego notowań.

W poniedziałek o godzinie 08:00 za euro trzeba było zapłacić 4,2395 zł, dolar kosztował 3,6020 zł, szwajcarski frank 3,6610 zł, a brytyjski funt 4,7550 zł. We wszystkich 4. przypadkach są to poziomy nieco wyższe niż w piątek na zamknięciu. Kolejne godziny powinny przynieść pogłębienie tej tendencji.

Wykupienie złotego, brak nowego paliwa do jego umocnienia, rozczarowanie decyzją agencji S&P, plotki nt. listopadowej rekonstrukcji polskiego rządu, wybory w Czechach, a także oczekiwanie na czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego (ECB). To wszystko będzie sprzyjać realizacji zysków na złotym.

W piątek agencja S&P poinformowała o utrzymała ratingu Polski na poziomie BBB+ z perspektywą stabilną, na jakim to poziomie pozostaje on od grudnia 2016 roku. Wprawdzie decyzja ta była zgodna z przewidywaniami większości ekonomistów, ale w świetle ostatniej znaczącej podwyżki przez S&P prognoz dla polskiej gospodarki na lata 2017-2020, była jednak pewnym rozczarowaniem. Szczególnie, że teraz ciężko już będzie zakładać korektę ratingu lub jego perspektywy w górę przy okazji najbliższych jego przeglądów.

Złotemu szkodzić też mogą plotki nt. listopadowej rekonstrukcji rządu w Polsce. W dzisiejszej gazecie „Sieci” zostały opisane spekulacje zgodnie z którymi, Beatę Szydło na fotelu premiera zastąpi Jarosław Kaczyński. Wymowę tych plotek wzmacniają wyniki piątkowo-sobotnich wyborów w Czechach, które wygrała populistyczna partia ANO biznesmena Andreja Babicza, przed konserwatywną ODS, a sromotnie je przegrała rządząca Czechami socjaldemokracja. W efekcie korona traci na wartości, a wybory w Czechach przypominają o ryzyku politycznym wiszącym nie tylko nad tą częścią Europy, ale nad Europą w ogóle (sytuacja wokół Katalonii).

Impulsem do korekty będzie też utrzymujące się wykupienie złotego, który do koszyka walut umacniał się od ostatnich dni września. A także brak nowego paliwa do kontynuacji tego procesu. Stąd też nawet zakładając, że kolejne tygodnie przyniosą dalszą aprecjację polskiej waluty, to teraz powinna mieć miejsce realizacja zysków na niej. Doskonale to ilustruje przykład EUR/PLN, gdzie po spadku notowań o około 10 gr (z 4,3318 zł), ruch w dół został zatrzymany na poziomie wrześniowego dołka (4,2283 zł), a teraz powinno mięć miejsce cofnięcie do strefy oporu na 4,2595-4,26 zł, żeby docelowo euro spadło w kierunku 4,20 zł.

Wreszcie za korekcyjnym scenariuszem przemawia zbliżające się czwartkowe posiedzenie ECB, podczas którego zapadnie zapewne decyzja o ograniczeniu wartości skupowanych miesięcznie aktywów do 40 mld EUR z obecnego poziomu 60 mld EUR, przy jednoczesnym wydłużeniu tego programu o pół roku. To o tyle istotne, że złoty był jednym z beneficjentów tego programu. Stąd też przykręcenie kurka z tanim pieniądzem powinno niekorzystnie odbić się na jego notowaniach. Zwłaszcza wobec euro, które przed posiedzeniem ECB ma szansę podrożeć.

Opisane wyżej czynniki pozostaną dziś głównymi impulsami decydującymi o losach złotego. Rynkowe kalendarium jest bowiem praktycznie puste, przez co nie pojawią się nowe impulsy. Na pewno takowym nie będą publikowane o 14:00 dane nt. podaży pieniądza w Polsce (prognoza: 5,6 proc. R/R). Nie oznacza to jednak, że to będzie nudny tydzień. Wręcz przeciwnie. Oprócz posiedzenia ECB duże emocje będzie wywoływać m.in. publikacja wstępnych indeksów PMI, a także danych nt. amerykańskiego i brytyjskiego PKB. Cały czas też w grze będzie temat przyszłego prezesa Fed oraz reformy podatkowej w USA.

Komentarz przygotował:

Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Pięć rzeczy, które poprawią relacje między menedżerami a pracownikami

Gdy poproszono grupę osób, by na swoim czole napisali literę „E”, część z nich zrobiła to z własnej perspektywy, tak, że ci którzy stali naprzeciwko nich widzieli ją jakby w lustrzanym odbiciu. Okazało się, że najczęściej robią tak osoby, które sprawują funkcje kierownicze i w porównaniu z innymi mają znacznie obniżony poziom empatii, za to charakteryzują się większym egocentryzmem. 16 października w Stanach Zjednoczonych obchodzony był Dzień Szefa. Można tam było kupić okolicznościowe kartki z gotowymi już deklaracjami wdzięczności i sympatii czy kubki z nadrukiem „Najlepszy szef na świecie”. W Polsce święto to nie jest obchodzone, ale warto się zastanowić czy twoi podwładni mają powody, by stworzyć taką datę w kalendarzu? W którą stronę ty skierowałbyś literę „E”?

Dzień Szefa pojawił się oficjalnie w 1962 r. za sprawą amerykańskiej sekretarki Patricii Haroski, sekretarki z firmy ubezpieczeniowej w Illinois, która zarejestrowała to święto. Data nie była przypadkowa – Haroski wybrała dzień urodzin swojego ojca, który był jednocześnie jej … szefem.

Uważała, że święto to pomoże poprawić relacje między menedżerami a pracownikami. Da też szansę tym ostatnim, by wyrazili swoje uznanie dla szefa, nie narażając się za bardzo na zarzuty lizusostwa.

Prof. Sydney Finkelstein z Dartmouth Business School uważa, że menedżerów, którzy zasługują na miano superszefa jest niewielu. Według niego to ci, którzy nie tylko pomagają pracownikom przekraczać bariery i osiągać więcej, niż przypuszczali. Powinni także umieć wyławiać talenty i umiejętnie je rozwijać, a w odpowiednim momencie pozwolić im odejść. W praktyce oznacza to, że jakość szefa potwierdzają udane kariery jego podwładnych. Dobry menedżer musi pamiętać, że zarządzanie to nauka empiryczna, a nie ścisła. Co w takim razie zrobić, by nie tylko Dzień Szefa, ale każdy dzień pracy był miły zarówno dla szefów, jak i pracowników?

  • Wsparcie – Badania przeprowadzone przez firmę McKinsey pokazały, że docenianie, pochwała ze strony bezpośredniego przełożonego oraz jego zainteresowanie, to dla pracowników bardzo silny motywator pozafinansowy. Dla menedżerów odpowiednio przeprowadzony feedback jest okazją do poznania swoich podwładnych, ich odczuć, pomysłów, a także metodą budowania dobrych, partnerskich relacji. Może być również ważnym instrumentem kształtowania postaw i zachowań pracowników oraz zespołów. To także bezcenna pomoc motywacyjna – daje pracownikowi informację o całokształcie jego działań podczas dążenia do celu i pomaga go osiągnąć. Taka postawa u szefa może być szczególnie ważna dla millenialsów, którzy już w 2025 roku będą stanowić aż 75 proc. ludzi aktywnych zawodowo. Co nie bez znaczenia feedback, wsparcie i pochwała nic nie kosztują, a mogą skutkować podobnym rezultatem co podwyżka.
  • Zaufanie – Obdarzenie pracowników zaufaniem i pozwolenie im na większą samodzielność w pracy to cechy nie do przecenienia u dobrego szefa. Samodzielnie poprowadzony projekt zwiększy ich umiejętności i doświadczenie. Dobry menedżer pozwala swoim podwładnym rozwijać się i unika nadmiernego kontrolowania oraz tzw. mikrozarządzania. Jest to szczególnie ważne w mniejszych firmach, w których pracownicy muszą robić często rzeczy wykraczające poza zakres ich obowiązków. Ludzie z natury kochają się rozwijać, wzrastać i udowadniać innym, ile są warci. I doceniają tych, którzy im na to pozwalają. Należy jednak pamiętać, że zbyt łatwe cele sprawiają, że pracownicy tracą motywację i za słabo przykładają się do realizacji zadań. Natomiast cel zbyt trudny do osiągnięcia może wywołać u nich z kolei zniechęcenie, opór i frustrację. Zatem ważne będzie stawianie wymagań na takim poziomie, który będzie motywował i skłaniał do wzmożonego wysiłku, a jednocześnie dawał szansę osiągnięcia zamierzonych efektów.
  • Benefity – Sposobem na pokazanie, że szefowi zależy na zespole jest zaoferowanie pracownikom pozapłacowych benefitów: szkoleń, pakietu opieki medycznej, karnetu na zajęcia sportowe lub ubezpieczenia grupowe, gwarantującego ochronę w różnych trudnych sytuacjach życiowych. Wachlarz możliwości jest naprawdę duży. Z badania Nationale-Nederlanden wynika, że pozapłacowe benefity są istotne dla 35 proc. Polaków. Dla prawie dwóch trzecich badanych możliwość przystąpienia do ubezpieczenia w miejscu pracy jest wartościowym benefitem. Standardowe ubezpieczenie grupowe gwarantuje wypłatę odszkodowania w przypadku: śmierci ubezpieczonego, trwałego uszczerbku na zdrowiu, kalectwa, śmierci małżonka, osierocenia dziecka, urodzenia dziecka, poważnej choroby i leczenia szpitalnego. Ale coraz częściej oferują one również pakiety dla całej rodziny, w tym opcję ochrony dzieci przed skutkami nieszczęśliwych wypadków, skręceń, odmrożeń, zwichnięć czy złamań w dużo szerszym zakresie niż jest to standardem w szkolnych ubezpieczeniach.
  • Elastyczność – Bycie pracownikiem jest tylko jedną pełnionych przez nas ról życiowych. Zazwyczaj jesteśmy też rodzicami czy też partnerami. Z badań amerykańskich wynika, że ponad połowa wszystkich pracowników twierdzi, że obowiązki zawodowe kolidują z ich osobistymi, a 43 proc. osób ma poczucie, że ich obowiązki rodzinne zakłócają pracę. Dlatego coraz więcej pracodawców pozwala pracownikom regulować sobie czas pracy w zależności od ich potrzeb, wychodząc z założenia, że ważniejsze jest wykonanie określonego zadania, a nie godziny wysiedziane przy biurku. Nowoczesne technologie sprawiają, że rodzice mogą równie dobrze wykonywać swą pracę, przebywając w domu, jak i w biurze. Telepraca jest często wykorzystywana chociażby w przypadku choroby dziecka. Rodzice zamiast brać kolejne zwolnienie lekarskie mogą pogodzić obowiązki zawodowe z opieką nad chorym maluchem. Z badania przeprowadzonego przez Future Workplace wynika, że praca zdalna wpływa pozytywnie na możliwość pogodzenia życia prywatnego z zawodowym. Zwiększa również lojalność pracowników wobec szefa.
  • Integracja – Nawiązywanie kontaktów z pracownikami, szczególnie w małych i średnich firmach, jest nie tylko nieuniknione, ale i konieczne. Panują w nich niemalże rodzinne relacje, więc formalizowanie stosunków może przyczynić się do pogorszenia atmosfery pracy. Szefowie wybierają więc różne sposoby na zintegrowanie się z pracownikami i bliższe ich poznanie. Poza spotkaniami firmowymi czy wyjazdami integracyjnymi decydują się także na nieformalne wyjścia po godzinach pracy. Należy jednak pamiętać, że nawet w pubie nadal jest się szefem, więc pewnych granic nie należy przekraczać. Dobrym sposobem integracji zespołu jest wspólne zaangażowanie w wolontariat albo działalność charytatywną, która zjednoczy pracowników wokół jakiejś szczytnej idei. Aby taka integracja miała sens musi być spełniony jeden warunek – autentyczne zaangażowanie. Nie wystarczy więc, że szef wrzuci datek do puszki albo zrobi przelew na konto.

Trzy czwarte pacjentów ze schizofrenią traci pracę w momencie diagnozy. Choroba eliminuje ich z rynku pracy

Trzy czwarte pacjentów ze schizofrenią traci pracę w momencie diagnozy. Choroba eliminuje ich z rynku pracy 1

Schizofrenia to jedna z najcięższych i najbardziej stygmatyzujących chorób psychicznych. Liczba chorych w Polsce może sięgać nawet miliona osób, ale trudno o oficjalne statystyki dotyczące skali problemu. Większość chorych w momencie postawienia diagnozy nie ma jeszcze 30 lat, a trzy czwarte z nich traci pracę. Szansą na normalne życie i przywrócenie ich na rynek pracy mogą być nowoczesne leki o przedłużonym działaniu i odpowiedni model opieki nad pacjentami z tym schorzeniem. 

– Pacjenci ze schizofrenią mają bardzo złą, wręcz okropną jakość życia. Są stygmatyzowani, dlatego muszą z powrotem zostać uwzględnieni w społeczeństwie, znaleźć w nim swoje miejsce i spotykać się z mniejszą dyskryminacją. To absolutnie podstawowa kwestia, która przyświeca wszelkim innym działaniom – w przeciwnym wypadku powstaje problem z leczeniem, z jakością ich życia. Dzisiaj pacjenci ze schizofrenią cierpią bardziej z powodu stygmatyzacji niż z powodu samego schorzenia – mówi prof. Norman Sartorius, były dyrektor Departamentu Zdrowia Psychicznego WHO oraz były przewodniczący World Psychiatric Association.

Szacuje się, że w Polsce na schizofrenię choruje ok. 385 tys. osób, czyli około 1% społeczeństwa. Ponieważ zaburzenia psychiczne w dalszym ciągu są tematem tabu, część chorych nigdy nie zgłasza się po pomoc i nie jest właściwie leczona. Według Fundacji Pro Damo, łącznie na schizofrenię może cierpieć w Polsce nawet milion osób.

– Jak wszystkie choroby psychiczne, schizofrenia wiąże się z bardzo złymi skojarzeniami. Uważa się tych ludzi za szkodliwych, nieodpowiedzialnych, często za przestępców – to jest największe źródło cierpienia tych pacjentów – mówi prof. Norman Sartorius.

– Schizofrenia to bardzo poważna choroba, bardzo ubezwłasnowolniająca, obniżająca jakość życia. Często pacjenci nie są w stanie funkcjonować samodzielnie, cierpią na nawroty choroby, pojawia się potrzeba ponownej hospitalizacji. W związku z tym wyniki leczenia często nie są zadowalające – mówi prof. Robin Emsley, psychiatra z Uniwersytetu Stellenbosch w Cape Town.

Schizofrenia jest nazywana chorobą młodych, ponieważ zwykle dotyczy osób między 25 a 35 rokiem życia. Choroba psychiczna zmusza ich do wycofania się z życia społecznego i zawodowego. Średnia wieku w chwili postawienia diagnozy to 27 lat, u 73 proc. chorych na schizofrenię rozpoznanie postawiono jeszcze przed 30. rokiem życia.

– Leczenie często rozpoczyna się zbyt późno, właśnie ze względu na stygmatyzację. Pacjenci wstydzą się chorób psychicznych. Często rodziny w obawie przed stygmatyzacją nie przychodzą z tymi pacjentami do lekarza, w związku z tym ich terapia rozpoczyna się później, niż powinna. Władze również przeznaczają mniej funduszy na choroby psychiczne, często uważa się tego typu pacjentów za przypadki beznadziejne. Dlatego – zanim zastanowimy się w ogóle nad skuteczną terapią – trzeba zmienić to nastawienie i skłonić ludzi, aby przychodzili do lekarza i po drugie – skłonić rządy, aby inwestowały w terapię chorób psychicznych – mówi prof. Norman Sartorius.

Według Fundacji Pro Damo, 72 proc. chorych na schizofrenię straciło pracę w chwili postawienia diagnozy. Dla rynku pracy to duża i niezagospodarowana grupa – 26 proc. pacjentów z tym schorzeniem ma wyższe wykształcenie. Tymczasem wśród osób z zaburzeniami psychicznymi stopa bezrobocia jest ponad dwukrotnie wyższa, niż dla ogółu społeczeństwa.

– Większość pacjentów chorujących na schizofrenię jest na rencie, tylko kilkanaście procent jest aktywnych zawodowo. Wiemy, że aktywność zawodowa jest najlepszym zabezpieczeniem – poza przyjmowaniem leków i terapią psychologiczną – przez nawrotami choroby. Podobnie jak relacje społeczne, bo schizofrenia dotyka nie tylko osoby chorującej, ale również jej otoczenia, osób najbliższych. Przyjmuje się, że ten problem dotyka kilkadziesiąt osób, a efektem jest zrywanie się relacji w rodzinie, wśród bliskich. Potrzebne jest więc kompleksowe działanie, praca i powrót do pełnionych ról życiowych – wskazuje dr Marek Balicki, kierownik Wolskiego Centrum Zdrowia.

Prof. Robin Emsley, psychiatra z Uniwersytetu Stellenbosch w Cape Town podkreśla, że bardzo ważne jest zdiagnozowanie choroby na wczesnym etapie i szybkie wdrożenie leczenia, które stwarza pacjentowi szansę na normalne życie. Pomagają w tym długodziałające przeciwpsychotyczne leki w iniekcjach (ang. LAT).

– W Kapsztadzie, gdzie praktykuję, stosujemy je dosyć powszechnie. Trzeba przy tym działać we współpracy zarówno ze środowiskiem, jak i samym pacjentem oraz z lekarzami. Gdy psychiatrzy widzą, że te leki rzeczywiście działają, pacjenci dobrze na nie reagują i poprawiają się wyniki leczenia – wówczas ta współpraca trwa. Może ona spowodować, że choroba nie będzie postępowała i nie przejdzie w stan przewlekły, który uniemożliwia samodzielne funkcjonowanie pacjenta – mówi prof. Robin Emsley.

W większości wypadków ciężar opieki nad chorymi na schizofrenię spada na rodzinę i bliskie osoby. Leki o przedłużonym działaniu zdejmują z nich odpowiedzialność za pilnowanie czy pacjent stosuje się do zaleceń lekarza psychiatry i regularnie przyjmuje leki.

– Jeśli są to tabletki, to przyjmowanie ich może być nieregularne. Zwłaszcza w przypadku gdy współpraca pacjenta z lekarzem czy z jego opiekunami jest nienajlepsza. Tak się dzieje w połowie, a nawet w większej liczbie przypadków. Dlatego dobrą formą leczenia są leki o przedłużonym działaniu – łatwiej kontrolować poziom leku w organizmie pacjenta, co daje też lepsze wyniki. W Polsce niestety ze stosowaniem leków o przedłużonym działaniu ciągle nie jest najlepiej. Stosujemy je wielokrotnie rzadziej, niż w innych krajach europejskich – mówi dr Marek Balicki.

– Istnieją leki, które dość efektywnie zwalczają tę chorobę, szczególnie w jej wczesnej fazie. Problemem są późniejsze nawroty, które zwykle są efektem tego, że pacjent przestaje przyjmować leki. Szansą na poprawę tej sytuacji jest pilnowanie, aby pacjenci stosowali się do zaleceń lekarzy. Mamy do dyspozycji interwencje psychospołeczne oraz długo działające leki przeciwpsychotyczne. W przypadku takich leków jesteśmy w stanie monitorować, czy pacjent stosuje się do zaleceń lekarza. Jeżeli nie przyjmie przypisanej dawki leku jesteśmy w stanie zainterweniować – mówi prof. Robin Emsley.

Polacy coraz częściej inwestują w nieruchomości. Na rynkach regionalnych zwrot z inwestycji może być dwa razy większy niż w Warszawie

Polacy coraz częściej inwestują w nieruchomości. Na rynkach regionalnych zwrot z inwestycji może być dwa razy większy niż w Warszawie 2

Z racji na niskie oprocentowanie lokat bankowych Polacy coraz częściej inwestują w rynek nieruchomości. W Warszawie stopa zwrotu wynosi ok. 3–4 proc., a na rynkach regionalnych może być prawie dwukrotnie wyższa – oceniają eksperci OPG Property Professionals. Osobnym segmentem tego rynku, który także mocno zyskuje na popularności, są inwestycje w nieruchomości premium oraz domy wakacyjne.

– Nieruchomości są zdecydowanie najlepszą formą inwestowania, jeśli chodzi o ochronę kapitału. Czasami można zarobić na nich więcej, ale jest to ściśle uzależnione od momentu wejścia i wyjścia z inwestycji w cyklu koniunkturalnym. Standardowo na rynku mieszkaniowym w Warszawie te stopy zwrotu są niewielkie, rzędu 3–4 proc. Na rynkach regionalnych ten zysk często jest prawie dwukrotnie wyższy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Styś, dyrektor zarządzający OPG Property Professionals.

Przy obecnym poziomie inflacji i stóp procentowych nieruchomości są postrzegane jako bardziej zyskowna i bezpieczna forma lokowania kapitału. Generują stałe przepływy w postaci dochodów z najmu albo zysk ze sprzedaży. To w połączeniu z dobrą koniunkturą na polskim rynku nieruchomości przyciąga coraz większe grono inwestorów.

Z danych Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami wynika, że w ubiegłym roku 51 proc. Polaków wskazywało nieruchomości jako najlepszą formę lokaty kapitału. Popyt na mieszkania wzrósł w tym czasie o 20 proc., a deweloperzy oddali do użytku w 2016 roku blisko 80 tys. nowych lokali (wzrost o prawie jedną trzecią). Jak wskazuje firma Reas, w I połowie 2017 roku na sześciu największych rynkach w Polsce na sprzedaż trafiło ponad 33 tys. nowych mieszkań.

Systematycznie rośnie też rynek nieruchomości luksusowych. Poland Sotheby&HASH39;s International Realty szacuje, że jego obecna wartość sięga około 3,6 mld zł. W 2016 roku zamożni inwestorzy kupili ponad dwa tysiące nieruchomości zaliczanych do luksusowych (ich cena przekracza 1 mln zł). Najbardziej pożądane są duże, przestronne apartamenty w Warszawie.

– Inwestorzy zamożni szukają przede wszystkim prestiżu i unikalnego produktu. Chcą się wyróżniać i nie do końca chodzi im o zwrot kapitału. Bardzo często jest to chęć posiadania czegoś unikatowego, bo niekoniecznie są to inwestycje, które mają przynosić pasywny dochód. Raczej jest to drugie albo nawet trzecie miejsce do pomieszkiwania – mówi Michał Styś.

Z kwietniowego raportu „Luxury Realty Map” Poland Sotheby&HASH39;s International Realty wynika, że rynek nieruchomości luksusowych jest skupiony w dużych miastach. W latach 2012–2016 zwiększył swoją wartość o 40 proc. Ten segment rośnie już od około trzech lat, jednak Polska w dalszym ciągu jest pod tym względem wschodzącym rynkiem i ma duży potencjał.

– Rynek nieruchomości luksusowych to segment, który dopiero się kształtuje. Jest mało tego typu transakcji, ponieważ muszą to być bardzo dobrze dopracowane projekty – takie, które mają specyficzną lokalizację, są bardzo dobrze zaprojektowane i mają ciekawe otoczenie – mówi Michał Styś. – W zeszłym roku było przeprowadzonych kilka zakupów zagranicznych funduszy mieszkaniowych, głównie niemieckich, które kupują już całe pakiety mieszkań, również z trochę wyższego segmentu. Bardziej luksusowych inwestycji jest jednak bardzo niewiele.

W ostatnich latach coraz popularniejsze są domy wakacyjne i aparthotele. Inwestycja polega na tym, że deweloper buduje hotel, a inwestorzy wykupują w nim na własność poszczególne apartamenty, które później wynajmują, czerpiąc z nich zyski. Całością zarządza operator, który dba o wszystko: począwszy od promocji i marketingu, poprzez konserwację, aż po pozyskiwanie nowych klientów i obsługę gości hotelowych.

– Domy wakacyjne to kolejny segment rynku, który dopiero w Polsce raczkuje. Społeczeństwo sukcesywnie się bogaci, część stać na coraz bardziej zróżnicowane formy wypoczynku, z perspektywą posiadania nieruchomości, na której można zarobić, przy okazji przebywając w niej przez kilka tygodni w roku na urlopie. Jest to dość popularna forma lokowania kapitału w rejonie największych miast turystycznych na północy i w górach – mówi dyrektor zarządzający OPG Property Professionals.

Polacy niechętnie zmieniają dostawców prądu. W ciągu 10 lat tylko 3 proc. odbiorców zdecydowało się to zrobić

Polacy niechętnie zmieniają dostawców prądu. W ciągu 10 lat tylko 3 proc. odbiorców zdecydowało się to zrobić 3

W tym roku minęło 10 lat od liberalizacji rynku energii elektrycznej, która umożliwiła Polakom swobodny wybór sprzedawcy prądu. Konkurencja jednak dopiero się rozkręca. W ciągu dekady tylko 3 proc. klientów – łącznie 515,5 tys. konsumentów – skorzystało z tej możliwości. Dla porównania, na rynku telekomunikacyjnym w 2016 roku klienci przenieśli do innego operatora 1,75 mln numerów telefonów komórkowych.

Polacy rzadko zmieniają sprzedawcę prądu, ponieważ jest to skomplikowany i czasochłonny proces, trwający kilka tygodni. To jedna z największych barier dalszego rozwoju rynku usług energetycznych. Konsumentom nadal brakuje też wiedzy, że zmiana sprzedawcy nie wiąże się z wymianą licznika, koniecznością instalacji nowych kabli czy budowy przyłącza. Wszystko odbywa się na istniejącej już infrastrukturze i w praktyce dotyczy wyłącznie zmian w systemach elektronicznych.

Dla rozwoju rynku przeszkodą jest też wymóg zatwierdzana taryf energetycznych przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki (URE). W praktyce faworyzuje on tradycyjnych sprzedawców, z dominującym udziałem państwa. Mimo to, konkurencja się rozkręca. Coraz bardziej aktywni są operatorzy alternatywni, którzy dopiero budują pozycję na rynku. Jednym z challengerów jest Orange Polska, operator telekomunikacyjny, który od 2015 roku ma ofertę prądu pod nazwą Orange Energia.

Zdecydowaliśmy się na wejście na rynek energii, ponieważ ma wiele cech wspólnych z rynkiem telekomunikacyjnym. Opiera się na stałych relacjach z klientem, jest rynkiem sieciowym, infrastrukturalnym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Bakun, dyrektor Orange Energia. – Wiedząc, jaką trudność sprawia klientom zmiana sprzedawcy, jako pierwsi na rynku wprowadziliśmy całkowicie cyfrowy proces, gdzie bez fizycznego kontaktu z Orange można online zostać naszym klientem, poprzez stronę pradnaklik.pl – dodaje.

Działalność na rynku energii elektrycznej, poza szybkim procesem zmiany sprzedawcy, zdecydowanie ułatwiłyby też jednolite standardy wymiany informacji w ramach jednej, wspólnej dla wszystkich podmiotów platformy elektronicznej. Operatorzy alternatywni, a także URE, chcą ich szybkiego stworzenia. Proces ten jednak się opóźnia. Za budowę Centralnego Systemu Wymiany Informacji odpowiadają spółki dystrybucyjne.

Zgłosiliśmy szereg postulatów związanych z tym, żeby uprościć proces zmiany sprzedawcy poprzez jego jednolite standardy, żeby go skrócić i by był dogodny dla klienta – informuje Paweł Bakun.  Staramy się też by nasza oferta była atrakcyjna. Dziś klienci mogą wybrać trzy miesiące bez opłat za zużyty prąd lub bonus 200 zł na opłacenie rachunków za energię. Wkrótce zaoferujemy też bonifikatę w ratach za telefon, przy podpisaniu umowy na prąd.

Receptą na szybszy rozwój rynku jest jego dalsza liberalizacja a także skok technologiczny, który będzie powodował wzrost zużycia prądu, wynikający choćby z rozwoju technologii Internet of Things (IoT). Już dziś oferowane są usługi sterowania zasilanymi prądem urządzeniami w domu zgodnie z rytmem dnia mieszkańców. Od strony klienta odbywa się to przy pomocy smartfona. W efekcie uzyskuje się nie tylko wygodę wynikającą z „przygotowania” domu na powrót mieszkańców z pracy czy szkoły, ale także oszczędności na rachunkach za energię.

Dostrzegamy tu naszą szansę, ponieważ energetyka i telekomunikacja zaczynają mieć wspólną przestrzeń  mówi Paweł Bakun. – Jest ona w tych rozwiązaniach, które pozwalają na aktywne korzystanie z energii, zarządzanie nią w domu bądź firmie. W sposób, który pozwala klientom z jednej strony zaoszczędzić, a z drugiej strony daje im pełną kontrolę i informację, czyli większą wygodę. 

Milion dzieci rocznie umiera z powodu chorób wywołanych pneumokokami. Zapobiec temu mogą jedynie szczepienia ochronne

Milion dzieci rocznie umiera z powodu chorób wywołanych pneumokokami. Zapobiec temu mogą jedynie szczepienia ochronne 4

Zakażenia pneumokokami to jedna z głównych przyczyn zachorowalności i umieralności małych dzieci. Światowa Organizacja Zdrowia ocenia, że rocznie z powodu zakażenia pneumokokami umiera nawet milion dzieci. Chorobom wywoływanym przez pneumokoki mogą zapobiec szczepienia, które chronią też tych pacjentów, którzy ze względu na stan zdrowia nie mogą być szczepieni. W Polsce od 2017 roku wszystkie nowonarodzone dzieci objęte są obowiązkowymi szczepieniami przeciwko chorobom wywoływanym przez pneumokoki.

– Pneumokoki są jedną z trzech bakterii, które od lat najczęściej powodują najczęstsze zachorowania u najmłodszych dzieci obok tak zwanego hiba  i meningokoków powodują w skali globalnej najwięcej na świecie zgonów w tej grupie wiekowej. Do chorób wywoływanych przez pneumokoki należą zakażenia inwazyjne: zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych i mózgu, posocznica, czasem inwazyjnie przebiega też zapalenie płuc oraz nieinwazyjne: zapalenie ucha środkowego, które może nie jest może najgroźniejszą chorobą dla dziecka, ale występuję bardzo często – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes lek. med. Alicja Książek, pediatra z działu medycznego GSK.

Na świecie istnieje ok. 90 rodzajów pneumokoków. Zdecydowana większość (nawet 85 proc.) nie wywołuje żadnych zakażeń. Gdy jednak zaatakują groźniejsze pneumokoki, pojawiają się infekcje. Częściej nieinwazyjne, gdzie atakowany jest tylko jeden narząd, np. zapalenie ucha środkowego, płuc czy spojówek. Rzadziej pojawiają się zakażenia inwazyjne, jednak ich przebieg jest znacznie poważniejszy i może doprowadzić nawet do śmierci. Bakterie przedostają się do krwi, atakują różne narządy, oprócz zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych może pojawiać się sepsa, czy zapalenie płuc z zakażeniem krwi.

– Najskuteczniejszym sposobem na zapobieganie tym chorobom są szczepienia ochronne. Zapalenie płuc to najczęstsza forma infekcji powodowanej przez bakterie pneumokoki. W 2015 roku 920 tysięcy dzieci zmarło przed swoimi 5. urodzinami z tego powodu. Tę liczbę można znacząco obniżyć za pomocą dostępnych szczepionek, które są rekomendowane jako najbardziej skuteczny sposób zapobiegania tym chorobom. Stawką jest życie. Obecnie szczepienia przeciw pneumokokom obejmują jedynie 40 proc. tych, którzy mogliby być zaszczepieni na całym świece – wskazuje profesor Richard Adegbola, dyrektor globalny ds. naukowych i zdrowia publicznego w centrali GSK Vaccines w Belgii, autor wielu książek i kilkuset publikacji na temat szczepień

Światowa Organizacja Zdrowia ocenia, że rocznie z powodu zakażenia bakteriami pneumokoków umiera 1,6 mln ludzi, z czego blisko milion to dzieci, przede wszystkim te, które nie ukończyły jeszcze 2 lat. W Polsce rocznie wykrywanych są setki przypadków inwazyjnej infekcji pneumokokowej, a rocznie umiera ok.100 dzieci.

– Obecnie zarejestrowane są dwie szczepionki koniugowane przeciwko pneumokokom. Obie przeznaczone dla dzieci. Wszystkie dzieci, które urodziły się od stycznia tego roku objęte są programem szczepień obowiązkowych i nieodpłatnych w ramach tak zwanego kalendarza szczepień – tłumaczy Alicja Książek.

Najbardziej narażone na zachorowanie są małe dzieci, do drugiego roku życia i osoby starsze, które ukończyły 65 lat. Badania przeprowadzone przez Krajowy Ośrodek Referencyjny ds. Diagnostyki Bakteryjnych Zakażeń Ośrodkowego Układu Nerwowego wskazują, że w 2014 roku najwyższą zapadalność na zakażenia inwazyjne (IChP) odnotowano u dzieci poniżej 2. roku życia (5,61 na 100 tys.).

– Zastosowanie koniugowanej szczepionki przeciwko pneumokokom to najlepszy sposób na ochronę dzieci przeciwko tej bakterii. Po wprowadzeniu tej szczepionki na skalę powszechną nie tylko dzieci będą chronione, ale również ludzie, którzy nie byli chronieni wcześniej. Taki jest realny wpływ tego rozwiązania na zdrowie publiczne – przekonuje Patricia Izurieta, dyrektor ds. medycznych w GSK Vaccines.

W Polsce od stycznia 2017 roku wszystkie nowonarodzone dzieci szczepione są szczepionką, która zabezpiecza przed najbardziej zjadliwymi serotypami pneumokoka występującymi w Polsce, w tym 19A. Obecnie w Europie dostępne są dwa typy szczepionki: 10- i 13-walentna (PCV-10 i PCV-13).

– Według niezależnych organów badawczych obie szczepionki mają podobny wpływ jeżeli chodzi o choroby wywołane pneumokokami. Nie ma dowodów na wyższość jednej szczepionki nad drugą – podkreśla Patricia Izurieta.

W Polsce, oprócz nowonarodzonych dzieci, szczepionki są refundowane także dla wcześniaków z niską masą urodzeniową i dzieci znajdujące się w grupie ryzyka, np. z niedokrwistością sierpowatokrwinkową, czy zakażonych HIV.

– Mam nadzieje, ze efekty tych szczepień odczują wszyscy: pacjenci i pediatrzy. Myślę, że to kwestia roku, może dwóch lat i zobaczymy również efekty w raportach epidemiologicznych. Będzie mniej zachorowań na inwazyjną chorobę pneumokokową, na zapalenie płuc i ostre zapalenie ucha środkowego –ocenia Alicja Książek.

Pierwsza w Warszawie operacja robotem Da Vinci. Technologia zmniejsza ewentualność komplikacji i przyspiesza rekonwalescencję

Pierwsza w Warszawie operacja robotem Da Vinci. Technologia zmniejsza ewentualność komplikacji i przyspiesza rekonwalescencję 5

Warszawski szpital Mazovia został trzecim w Polsce ośrodkiem wykonującym operacje z wykorzystaniem robota Da Vinci. Technologia ta ogranicza powikłania pooperacyjne i przyspiesza rekonwalescencję. W przypadku pacjentów onkourologicznych zabieg chirurgii robotycznej pozwala zachować funkcje seksualne i uniknąć problemów z nietrzymaniem moczu.

Jednym z podstawowych celów nowoczesnej urologii, w tym także urologii onkologicznej, jest zmniejszenie inwazyjności zabiegów operacyjnych. Od blisko 30 lat ta dziedzina medycyny bazuje na laparoskopii, jako technologii minimalizującej możliwość wystąpienia powikłań i zakażeń oraz przyspieszającej powrót pacjenta do zdrowia. Ostatnim osiągnięciem w tym zakresie jest robot chirurgiczny Da Vinci, dający jeszcze szersze możliwości przeprowadzenia mało inwazyjnego zabiegu operacyjnego.

– Operacja robotyczna to laparoskopia bez ograniczeń anatomicznych, wykorzystanie specyficznych i bardzo unikalnych technologii robotycznych pozwala na operowanie pod dowolnym kątem, u każdego chorego, z dowolną swobodą mówi agencji informacyjnej Newseria dr n. med. Tomasz Szopiński, urolog, ordynator oddziału chirurgii robotycznej i laparoskopowej, Szpital Mazovia.

Zastosowanie robota Da Vinci pozwala na wykonywanie maksymalnie precyzyjnych zabiegów, dzięki wyeliminowaniu takich czynników jak zmęczenie osoby wykonującej operację czy naturalne, anatomiczne ograniczenia ludzkiego ciała. Robot składa się z czterech ramion, z czego trzy wyposażone są w narzędzia chirurgiczne a czwarte zawiaduje pracą kamery endoskopowej. Ramiona mające styczność z ciałem pacjenta posiadają funkcję sztucznego nadgarstka, imitującą ruch ręki ludzkiej, odpowiednio dostosowany do wielkości pola operacyjnego.

–  To jest zintegrowane i całościowe podejście do wykonywania zabiegów laparoskopowych, czyli jednoczesne zastosowanie techniki trójwymiarowego obrazowania wewnątrz pola operacyjnego i z tym związane również wykorzystanie narzędzi z tzw. EndoWrist, czyli przełożenie ruchu nadgarstka operatora w obręb pola laparoskopowego – mówi dr Tomasz Szopiński.

Zastosowanie robota Da Vinci minimalizuje uszkodzenia tkanek, zmniejsza zapotrzebowanie na krew podczas zabiegu, przyspiesza rekonwalescencję i umożliwia uniknięcie powikłań i zakażeń pooperacyjnych. W przypadku operacji urologicznych, np. usunięcia prostaty, pozwala zachować funkcje seksualne oraz uniknąć problemów z nietrzymaniem moczu, co jest najczęstszym skutkiem ubocznym zabiegu.

– Operacje robotem da Vinci to operacje laparoskopowe, stąd wszyscy ci, którzy są kandydatami do operacji laparoskopowych, również mogą być operowani tym zintegrowanym systemem robotycznym – mówi dr Tomasz Szopiński.

Dotychczas zabiegi z wykorzystaniem robota Da Vinci wykonywane były w zaledwie dwóch ośrodkach w Polsce, w dodatku w ograniczonym zakresie. Od października poddanie się zabiegowi umożliwia także warszawski szpital urologiczny Mazovia. Placówka planuje udostępnić operacje robotyczne szerszej grupie pacjentów.

– Możliwości robota otwierają dla pacjentów znacznie większe możliwości rehabilitacyjne i uzyskanie efektu pooperacyjnego, to spowodowało naszą decyzję o sprowadzeniu robota mówi dr hab. med. Igal Mor, urolog, dyrektor zarządzający w Szpitalu Mazovia.

Pierwsza warszawska operacja robotem Da Vinci odbyła się 16 października. 62-letni pacjent szpitala został poddany zabiegowi prostatektomii.

Jakie korzyści płyną z wydobywania kryptowalut?

Kryptowaluty  stały się gorącym towarem który przyszedł do nas z opóźnieniem. Przez cały rok wartość różnych kryptowalut wzrosła i jest obecnie wielokrotnością tego, co odnotowane zostało w grudniu ubiegłego roku. W wyniku tego coraz więcej osób chce zaangażować się w branżę. Istnieją dwa bardzo popularne sposoby, aby kryptowaluty wpadły w Twoje ręce. Są albo do kupienia, albo do wydobywania. Poniżej o tym czym wydobywanie kryptowalut jest i jakie płyną z tego korzyści.

Co to jest wydobywanie kryptowalut?

Wydobywanie kryptowalut jest siłą napędową branży. Jako, że kryptowaluty nie są kontrolowane przez żaden bank centralny, ważne jest, aby znaleźć inny sposób sprawdzania poprawności transakcji. Odbywa się to za pomocą szeregu złożonych równań matematycznych, które kończą się ostatecznie tak zwanym blokiem.

To doprowadziło do jednego dużego problemu. Bez udziału ludzi do rozwiązywania tych złożonych równań matematycznych, blokada będzie zasadniczo rozpadała się. Tak więc, aby zachęcić tych, którzy są zainteresowani ukończeniem tych równań, zostaną spłaceni w kryptowalucie, którą zdobywają. Ostatecznie, tworząc wydobywanie kryptowalut rentownym procesem.

Korzyści z wydobywania kryptowalut

Zarabianie pieniędzy

Finalnie wydobywanie kryptowalut  może być bardzo opłacalnym przedsięwzięciem. Jeśli z głową i umiejętnie do tego podejdziesz, może nawet zastąpić w ten sposób pracę w pełnym wymiarze godzin. Jedną z największych korzyści związanych z wydobywaniem kryptowalut są pieniądze, które generujesz właśnie w ten sposób.

Zawsze masz coś wartościowego

Jednym z najczęściej zadawanych pytań dotyczących kryptowalut jest czy może czeka je tak zwany cryptocrash? Odpowiedź brzmi: tak. W rzeczywistości w przeszłości  wartości niektórych kryptowalut spadały o ponad 20% w ciągu jednego dnia. Jednakże, użytkownik zajmujący się kryptowalutami wykorzystuje komputery wysokiej klasy i inne urządzenia. Te elementy technologii mają tendencję do utrzymania ich wartości na bardzo dobrym poziomie. Tak więc, nawet jeśli kryptowalucie, nad którą pracowałeś, zdarzyła się potknięcie, pozostanie Ci wartość w sprzęcie używanym do wydobywania kryptowaluty.

Kryptowalut nie można ot tak ukraść

W przeciwieństwie do powszechnie używanych form waluty, kradzież kryptowalut jest teoretycznie niemożliwa. W rezultacie możesz mieć pewność, że pieniądze, które wydobywasz, są bezpieczne ulokowane na Twoim koncie.

Jesteś swoim własnym szefem

Kiedy osiągniesz obiecujące wyniki w wydobywaniu można zastąpić pracę dzienną tymże procesem. W ten sposób stajesz się swoim szefem. Ustawisz własne godziny pracy i tworzysz zasady zarabiania , dając sobie ostateczny poziom swobody!

Przeciw scentralizowanym regulacjom

Wreszcie, kryptowaluty to zakwestionowanie scentralizowanej regulacji monetarnej. Wielu pyta, czy wymiany kryptowalut są regulowane? Odpowiedź jest w większości nie. Chociaż w bardzo nielicznych krajach istnieje pewna regulacja, jako że jest to towar, istnieją kluczowe różnice w rozporządzeniu dotyczącym zwykłej waluty i regulacji wokół kryptowalut. Na koniec dnia kryptowaluty są w dużej mierze niedostępne, dając wydobywającemu trochę prywatności, ile pieniędzy zarabia i co robi z tymi pieniędzmi.

Wydobywanie cyfrowej waluty jest nadal bardzo nową koncepcją i potrzebuje czasu, aby zostać przyjętym przez społeczeństwo, w którym wiele osób wykorzystywało wymierną formę płatności. Gdy jednak o tym myślisz, większość ludzi nawet nie ma gotówki, a jedynie plastikową kartę. Tak więc początkowy krok w kierunku bezgotówkowego społeczeństwa został już wykonany. Bitcoiny wydobywane stały się uznanym elementem społeczeństwa, ponieważ jednostki nadal uczą się, jak zarabiać pieniądze i uzyskiwać materialne dobra w zamian za ich użycie – wyjaśnia Michał Kwieciński, CEO, Advisor w CCG Mining spółce technologicznej oferującej między innymi kontrakty na wydobywanie różnych kryptowalut.

Końcowe wnioski

Mining może być bardzo satysfakcjonującym procesem. Przy wszystkich powyższych zaletach nic dziwnego, że tak wiele osób angażuje się w to zajęcie.  Więc nie zwlekaj zacznij wydobywanie dla siebie i ciesz się owocami swojej pracy!

Pieniędzy do rozdania jest mniej niż to się wydaje

Znane są już założenie dotyczące budżetu państwa na przyszły rok. Deficyt budżetowy nie wydaje się duży, jednak okres bardzo dobrej koniunktury w Europie wkrótce się skończy. Budżety na kolejne lata będą trudniejsze. Coraz mniejsze będą możliwości, aby w ramach różnych programów prowadzić popularne rozdawnictwo pieniędzy.

– Trudno będzie utrzymywać tak wysoki wzrost gospodarczy i należałoby się przygotować na trudniejsze czasy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – I już przyszłoroczny budżet państwa uświadamia nam, że nie ma w nim za dużo pieniędzy, aby prowadzić rozdawnictwo. Jeżeli dojdziemy do nadwyżki w finansach publicznych, wtedy będziemy mogli zastanawiać się co z tymi pieniędzmi zrobić.

Odliczanie VAT od faktur wystawionych przez członków zarządu

Gdzie do 2020 r. powstaną nowe drogi ekspresowe

S&P pozostawia rating bez zmian, złoty pozostaje obojętny

Decyzja o podtrzymaniu przez agencję Standard & Poor’s oceny wiarygodności kredytowej na poziomie BBB (plus) z perspektywą stabilną nie powinna być traktowana jako wysoce zaskakująca. Przeprowadzona rewizja tegorocznego tempa wzrostu z uprzednio opublikowanych 3,6 proc. do 4,2 proc. to czysto pragmatyczny zabieg podyktowany koniecznością utrzymania wiarygodności sporządzanych analiz. Obecnie można powiedzieć, że S&P poszło w ślady Moody’s, które odmówiło aktualizacji rodzimego ratingu po solidnej rewizji dynamiki PKB.

Dość konserwatywni ekonomiści Standard & Poor’s ponownie zwrócili uwagę na dość uwypuklone spięcia pomiędzy Warszawą oraz Brukselą, przy czym na przestrzeni ostatnich tygodni obserwuje się wyraźne załagodzenie sporu. W nocie analitycznej można wyczytać wyraźną poprawę kondycji sektora finansów publicznych, co jest zasługą nie tylko utrzymywania wysokiej dyscypliny, ale również uszczelnienia systemu podatkowego przez byłego ministra finansów Pawła Szałamachę. Uwagę zwracają również wzmianki dotyczące intensyfikacji ryzyk w zakresie stosunkowo szeroko zakrojonej ekspansji fiskalnej, w szczególności wydatków związanych z realizowanymi programami społecznymi. Powyższa wzmianka znalazła swoje miejsce również w komunikacie z 21 lipca.

Rezultaty wynikające ze sporządzonych przez nas modeli probabilistycznych wyraźnie ograniczały huraoptymistyczne nastroje tych, którzy oczekiwali bardziej zdecydowanego ruchu ze strony agencji. Szansa na zmianę perspektyw została przez nas wyceniona na poziomie zaledwie 13 proc., co należy traktować jako pokłosie zrewidowanych „indeksów wolności” sugerujących obecność niezbyt przychylnych ram instytucjonalnych czy perspektyw utrzymywanych przez pozostałe instytucje. Prawdopodobieństwo podwyższenia ratingu do obserwowanego do połowy stycznia poziomu A (minus) balansowało w granicach błędu modelu. Barierą osiągnięcia wyższej oceny pozostaje stosunkowo niski udział produktu krajowego brutto na obywatela czy starzejące się społeczeństwo. Warto zauważyć, że osiągnięcie najniższego z „A” nie jest utrudniane przez niezależny bank centralny, którego polityka charakteryzuje się ponadprzeciętnie wysoką transparentnością. Agencja jednak zagroziła ścięciem ratingu w przypadku występowania presji ze strony partii rządzącej. Dodatkowo na pochwałę zasłużyła elastyczność rodzimych mechanizmów gospodarczych, otwartość ekonomiczna oraz tendencje w zakresie produktywności.

Przed publikacją komunikatu obserwowano stopniową deprecjację złotego, który na przestrzeni ostatnich dwóch godzin (tj. od 20:00) sukcesywnie wymazywał swój dzisiejszy ruch. Wyższa nerwowość uczestników rynku została skutecznie ograniczona przez wyraźny spadek płynności wynikający z pory publikacji decyzji. Złoty pozostał relatywnie niewrażliwy w obliczu podtrzymania ratingu. Obecnie EUR/PLN znajduje się tuż przy poziomie 4,2350.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Święto przedsiębiorczości zakończone

6000 uczestników z 30 krajów. 3 dni intensywnego festiwalu wiedzy biznesowej za nami. Ostatni, trzeci dzień Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw, to komunikacja mobilna, transfer wiedzy, smart rozwiązania i rola kobiety. Jak przekuć pasję w biznes? Czym jest RODO? W jakim kierunku zmierza komunikacja? Wyjątkowo szerokie spektrum tematyczne towarzyszyło tegorocznej edycji Europejskiego Kongresu MŚP.

Zakończył się trzeci i ostatni dzień Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Piątkowe spotkania zainicjował Jens Ocksen (Członek Zarządu Volkswagen Samochody Użytkowe, Prezes Zarządu Volkswagen Poznań), który podczas sesji „Czy jednolity rynek UE rzeczywiście powoduje transfer wiedzy i innowacyjnych technologii w sektorze przemysłu?”, podkreślił rolę Polski w produkcji pojazdów i silników. Volkswagen zatrudnia w Polsce 19 tys. osób i niemalże 58 tys. pośrednio.

W trakcie spotkania Violeta Jelić (Sekretarz Generalna Chorwackiej Izby Przemysłowo-Handlowej) wskazała na ważny problem – Dobrze, że młodzi mogą jeździć po świecie i zbierać wiedzę, ważne jest jednak, aby wracali do domu. W innym przypadku będziemy siedzieć zamknięci w pudełku (…). Pytanie jak spowodować, aby wracali? Z kolei Cezary Kaźmierczak, Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców podkreślił nierówność panującą w Unii Europejskiej, zaznaczając, że nie ma tutaj wolnego rynku i stale trzeba walczyć z krajami starej Unii.

Na podobny problem zwracali uwagę pozostali goście spotkania, podając przykłady dyskryminacji przedsiębiorstw w krajach UE czy też wskazując na problemy związane z VAT i innymi prawami, które utrudniają transfer innowacji.

Prelegenci kolejnej sesji poruszali się wokół tematyki smart city, możliwości finansowania inteligentnych rozwiązań, dobrych praktyk i współpracy na linii samorząd – mieszkańcy – biznes.

Celem samorządu jest rozwijanie wszystkich działalności na rzecz społeczeństwa, które ten samorząd tworzy – mówił Marcin Krupa, Prezydent Miasta Katowice. – Rozmawiamy o zrównoważonym transporcie i jednym z istotniejszych elementów jest przekonanie mieszkańców do tego: nie wsiadaj do swojego samochodu, tylko podróżuj transportem publicznym. Ale ten transport musi być na odpowiednim poziomie smart, aby społeczeństwo też było smart i chciało z tego korzystać.

Nie brakowało również spotkań, w których można było zdobyć wiedzę przydatną w codziennej działalności przedsiębiorców. Rozmawiano m.in. o aplikacjach mobilnych w biznesie, a także o komunikacji mobilnej w szerszej perspektywie, w tym także o kierunkach zmian. Podczas spotkania Michał Wyrobek postawił tezę, a zarazem wskazówkę dla uczestników: „Niezależnie od kanału powiedziałbym trzy słowa: zaangażowanie, zaangażowanie, zaangażowanie”.

Warsztaty o bardzo trafnej nazwie „Zanim dojdziesz do wniosku… szkoła pisania dobrych aplikacji i realizacji projektów ze środków UE” przebiegły w kameralnej, ale produktywnej atmosferze. Aktywne uczestnictwo słuchaczy i praktyczne podejście prowadzących pozwoliło rozwiać wiele wątpliwości i zwrócić uwagę na najważniejsze aspekty pisania skutecznych wniosków o dofinansowanie.

Podczas Kongresu dyskutowano także o bolączkach polskich przedsiębiorców, do których należy rozstrzyganie sporów na poziomie sądowym. Prelegenci zwracali uwagę m.in. na skomplikowane procedury, wnioski, zasady opłat, a także na czas, jaki trzeba poświęcić od złożenia wniosku do finału sprawy – to może zająć kilka dobrych lat! W trakcie wymiany doświadczeń Cezary Kaźmierczak, podsumował to, co dzieje się w naszym kraju: „W Polsce jest bardzo źle, co wynika z organizacji sądów – mamy koszmarne procedury sądowe, poczynając od doręczeń sądowych. (…) Powinniśmy przejąć pewne sprawdzone rozwiązania z systemu anglosaskiego i sądownictwa arbitrażowego”.

Wyjątkowych przedsiębiorców można było wysłuchać podczas sesji „Pasja + Biznes”, w czasie której m.in. Kamil Durczok (Silesion.pl), Maria Lipiak (Leżę i pracuję) czy Sebastian „Rahim” Salbert (Maxflorec) opowiadali o tym, jak przekuć swoje zainteresowania w pomysł na firmę. Uczestników przestrzegano jednak przed pułapką realizacji swoich pasji – trudno jest wówczas oddzielić życie prywatne od zawodowego, wymaga to przynajmniej w pierwszych latach ogromnego zaangażowania i samodyscypliny.  – Ja, teraz dopiero, po 7 latach, jestem w stanie nabrać delikatnie dystansu do tego, co się zrobiło i np. pojechać na urlop na tydzień – powiedziała Izabela Sadowska z Lubimyczytać.pl.

Podczas sesji dotyczącej RODO poruszono aspekt dotychczasowego przestrzegania praw i zaleceń dotyczących ochrony danych osobowych. Prelegenci wysunęli wniosek, że do tej pory w praktyce nie funkcjonowały, ponieważ niestosowanie się nie przynosiło negatywnych skutków.

Trzeba mieć na uwadze to, że RODO będzie obowiązywać we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej, które do tej pory miały swoje własne akty prawne i kompletnie nie raz różne podejście do tematyki ochrony danych osobowych – stwierdził dr Jacek Błachut, adwokat SPCG.

W drugiej części dnia można było spotkać się m.in. z przedstawicielkami Stowarzyszenia „Aktywność Kobiet” i Fundacji Liderek Biznesu, aby zapoznać się z raportem „Kobiety w Zarządach. Dlaczego nic się nie zmienia”. Stereotypy, poczucie własnej wartości, dylemat „praca a rodzina” – to tylko część kwestii o jakich rozmawiano.

Dziesiątki badań, prowadzone także w Polsce, pokazują, że na aktywność kobiet nie tylko w biznesie, ale i w sferze życia publicznego, powinniśmy patrzeć w kategoriach ekonomicznych. Nie chodzi o uczciwość społeczną, że jestesmy grupą specjalnej troski, że należy nas wspierać, bo całe wieki nas ciemiężono. Chodzi o to, że równość jest opłacalna. Dzięki obecności kobiet w firmach wyniki mogą być o 56% wyższe niż w tych zdominowanych przez mężczyzn – referowała Magdalena Rygiel ze Stowarzyszenia Aktywność Kobiet.

VII Europejski Kongres Małych i Średnich Przedsiębiorstw przeszedł do historii. Jego uczestnicy opuszczają Katowice z mnóstwem inspirujących doświadczeń zdobytych na ponad stu wydarzeniach z udziałem kilkuset ekspertów. Oficjalnym podsumowaniem Kongresu będzie wydawnictwo “Rekomendacje”, które ukaże się nakładem Regionalnej Izby Gospodarczej w grudniu 2017 roku.

Dlaczego agencja S&P podniesie ocenę Polski i co z tego wyniknie

Agencja S&P ma wszelkie argumenty, żeby podnieść w dniu dzisiejszym ocenę wiarygodności kredytowej (rating) Polski. Aczkolwiek raczej perspektywę, niż sam rating. Taka decyzja nie jest jeszcze uwzględniona w cenach.

Od stycznia 2016 roku agencja Standard&Poor’s Global Ratings (S&P) utrzymuje rating Polski na poziomie BBB+. To o dwa poziomy niżej niż ocena wystawiona przez agencję Moody’s i o jeden poziom niżej niż rating nadany przez Fitch. Od grudnia 2016 roku S&P utrzymuje „stabilną” perspektywę ratingu.

Ostatni raz S&P potwierdziła rating Polski w kwietniu br. Od tego czasu jednak wiele w polskiej gospodarce się zmieniło na plus, co każe oczekiwań realnych szans na wyższą ocenę. Ta opinia nie jest jednak podzielana przez uczestników rynku. 14 z 15 ekonomistów ankietowanych przez PAP Biznes zakłada brak zmian ratingu i jego perspektywy, podczas gdy tylko jeden spodziewa się podniesienia perspektywy .

Wspomniane zmiany w gospodarce doskonale ilustruje październikowa rewizja przez S&P prognoz polskiego PKB, deficytu sektora finansów publicznych i długu netto na lata 2017-2020. I tak tylko prognoza na 2017 rok odnośnie PKB została podwyższona do 4,2 proc. z 3,6 proc. szacowanych wcześniej, podczas gdy prognozy deficytu zostały obniżone do 2,6 proc. PKB z 3 proc., a długu netto do 50,6 proc. PKB z 51,2 proc.

Najnowsze prognozy S&P dla Polski na lata 2017-2020

sp polskaŹródło: PAP Biznes

Uwagę zwracają też zmiany w całym 4-letnim horyzoncie prognozy. W latach 2017-2020 deficyt sektora będzie na średnim poziomie 2,6 proc. PKB (2,925 proc. PKB szacowanych w lipcu), a zadłużenie netto na poziomie 50,45 proc. PKB (51,8 proc. PKB).

Ponadto należy jeszcze zwrócić uwagę na tendencje obu tych miar. Zarówno deficyt, jak i dług będą spadać, podczas gdy w lipcu oczekiwano w latach 2018-2020 wahań deficytu w przedziale 2,8-2,9 proc. PKB, przy jednoczesnym systematycznym wzroście długu.

Mając powyższe na uwadze zakładam, że S&P w dniu dzisiejszym podniesie perspektywę ratingu Polski ze „stabilnej” do „pozytywnej”, pozostawiając sam rating na poziomie BBB+. Dlaczego nie podniesie ratingu? Byłoby to prawdopodobne, gdyby nie zagrożenia jakie zapewne S&P dostrzeże w związku ze zwiększonymi wydatkami socjalnymi, obniżeniem wieku emerytalnego, a także pogorszeniem ramy instytucjonalnych państwa jakie mają miejsce za czasów rządu premier Beaty Szydło.

Inwestorzy decyzję S&P powinni poznać około godziny 17:30 (trzy ostatnie komunikaty były publikowane kilka minut po 17:30).

Godziny publikacji komunikatów przez agencję S&P

wal twitterŹródło: Twitter

W cenach nie jest ujęte, ani podniesienie perspektywy ratingu, ani tym bardziej podwyżka samego ratingu. Jak to zostało wspomniane wcześniej, 93 proc. ekonomistów ankietowanych przez PAP Biznes zakłada, że żadnej zmiany dziś nie będzie. Nieco mniej przekonani są do tego sami inwestorzy, ale również wśród nich prawdopodobnie większość podziela pogląd ekonomistów. Dlatego też potencjalna niespodzianka powinna stać się źródłem umocnienia złotego.

O godzinie 14:10 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2370 zł, USD/PLN 3,5855 zł, a CHF/PLN 3,6535 zł. Podniesienie perspektywy powinno obniżyć notowania tych par o 1-2 gr. Podwyżka ratingu zaś o 3-4 gr do połowy przyszłego tygodnia, gdy tematy krajowe zejdą na drugi plan, a uwaga rynków zacznie koncentrować się na czwartkowym posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego i ewentualnym wyborze następcy Janet Yellen na fotelu prezesa amerykańskiej Rezerwy Federalnej.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Wyraźne odbicie inwestycji w 3q17

Główne wskaźniki aktywności gospodarczej za wrzesień potwierdziły wzmocnienie wzrostowych tendencji w głównych obszarach gospodarki, szczególnie w budownictwie, mimo niekorzystnego wpływu mniejszej niż przed rokiem liczby dni roboczych. Produkcja przemysłowa zwiększyła się we wrześniu o 4,3% r/r (PKO i konsensus: 5,4%), produkcja budowlana wzrosła o 15,5% r/r (PKO: 21,0%; konsensus: 18,6%), a sprzedaż detaliczna o 7,5% r/r (PKO: 7,4%; konsensus: 6,8%).

Biorąc pod uwagę cały 3q17, wyniki przemysłu i w szczególności budownictwa poprawiły się wyraźnie w porównaniu z 2q17, a dynamika sprzedaży detalicznej ustabilizowała się. Na podstawie opublikowanych dotychczas danych za 3q17 szacujemy, że dynamika PKB w 3q17 przyspieszyła co najmniej do 4,5% r/r (z 3,9% r/r w 2q17). Nasz szacunek doprecyzujemy do końca miesiąca wraz z napływem dodatkowej porcji danych z gospodarki (m.in. rewizja kwartalnych dynamik PKB i jej komponentów za 2016 r. towarzysząca notyfikacji fiskalnej zaplanowanej na 23 X oraz Biuletyn Statystyczny GUS publikowany 24 X).

Szczegóły danych za wrzesień potwierdzają, że zmienia się struktura wzrostu PKB. Wzrost produkcji budowlano-montażowej w dziale inżynieria lądowa i wodna przekracza 20% r/r już 3. miesiąc z rzędu, sugerując wyraźnie odbicie inwestycji publicznych. Dynamika „bazowej” sprzedaży detalicznej (z wyłączeniem sprzedaży pojazdów, paliw i żywności) utrzymuje się na poziomach zbliżonych do 7-8% (podobnie jak w 2q17).

Dane o sprzedaży detalicznej potwierdzają, że dynamika konsumpcji prywatnej utrzymuje się w okolicach 4,9% r/r odnotowanych w 2q17, a silny wzrost produkcji budowlanej w 3q17 jest historycznie spójny z wyraźnym odbiciem inwestycji, nawet w okolice 10% r/r. Zatem wkład inwestycji do wzrostu PKB powinien się zwiększać (kosztem konsumpcji).

Inflacja PPI wzrosła we wrześniu na skutek niskiej bazy cen w górnictwie oraz wzrostu cen w przetwórstwie (do 3,1% r/r z 3,0% r/r; PKO: 3,4%; konsensus: 3,0%). Choć wahania głównego indeksu cen producentów w dużej mierze odzwierciedlają zmiany cen surowców, to bazowe miary inflacji PPI pokazują, że fundamentalna presja cenowa nabiera siły.

Potwierdzenie naszych szacunków wzrostu PKB (publikacja szybkiego szacunku PKB zaplanowana jest na 14 listopada) oznaczałoby, że dynamika PKB znalazłaby się powyżej przedziału komfortu 3-4% r/r zdefiniowanego niegdyś przez Prezesa NBP. To (zwłaszcza jeśli potwierdzi się oczekiwane wyraźne odbicie inwestycji), wraz z dobrymi wynikami rynku pracy oraz danymi inflacyjnymi będzie wspierało jastrzębie skrzydło RPP. Raczej nie wpłynie to jednak na panujący w Radzie konsensus (brak podwyżek w horyzoncie 3-4 kwartałów), który bazuje m.in. na założeniu spowolnienia dynamiki PKB w 2018 r. vs 2017 r. Prognozowane przez nas utrzymanie wzrostu PKB powyżej 4% w przyszłym roku będzie mieć przełożenie na nastroje w RPP, ale kluczem do zmiany nastawienia Rady są w naszej ocenie nie tyle dane ze sfery realnej, co informacje z rynku pracy i ścieżka inflacji (oraz notowania PLN).

Nadal zakładamy, że skłonna podnieść stopy procentowe większość w ramach RPP zgromadzi się dopiero pod koniec przyszłego roku, chociaż pierwsze wnioski o podwyżki pojawią się wcześniej.

Wskaźnikikoniunktury konsumenckiej GUS utrzymały się w październiku w pobliżu rekordowych poziomów (bieżący na poziomie 4,6 pkt, a wyprzedzający na poziomie 1,6 pkt). Wskazuje to, że dynamika konsumpcji na początku 4q17 pozostaje na poziomie blisko 5% r/r.

Wyraźne odbicie inwestycji w 3q17

Członek RPP, Ł. Hardt, powiedział, że obniżki stóp procentowych nie zawsze są skutecznym narzędziem stymulowania inwestycji. Podkreślił też, że przyczyny braku przełożenia wzrostu płac na inflację są nieoczywiste.

Źródło: PKO Bank Polski

 

Weekend politycznych rozstrzygnięć m.in. w Czechach i Japonii

  • Dziś i w sobotę odbędą się wybory parlamentarne w Czechach. Sondaże przedwyborcze dają największe szanse partii Ano A. Babisa (25% poparcia). Rządząca partia socjaldemokratyczna (CSSD) premiera Sobotki ma szanse na 12,5% głosów. Do parlamentu wejść może jeszcze 6 innych partii. A. Babis jest znany z pragmatyzmu, opowiada się przeciw przyjęciu euro przez Czechy, krytykuje politykę migracyjną UE oraz wyklucza koalicję z komunistami, liberałami a także skrajną prawicą.
  • W niedzielę odbędą się także (przedterminowe) wybory do parlamentu w Japonii. Sondaże dają największe szanse urzędującemu premierowi S. Abe, który prawdopodobnie będzie kontynuować dotychczasową politykę gospodarczą (tzw. Abenomikę).
  • Premier Hiszpanii zwołał na sobotę nadzwyczajne posiedzenie rządu by zdecydować, jakie środki prawne powinny zostać podjęte aby zawiesić autonomię Katalonii.
  • Na dziś S&P zaplanował przegląd ratingu Polski. Nie spodziewamy się zmian ratingu oraz jego perspektywy (BBB+, perspektywa stabilna).
  • Wzrost inflacji PPI w Niemczech we wrześniu odzwierciedlać będzie rosnące ceny ropy.
  • W nocy z piątku na sobotę prezes Fed J. Yellen na spotkaniu National Economist Club w Waszyngtonie będzie mówić na temat polityki pieniężnej od czasu kryzysu finansowego.

Przegląd wydarzeń:

Mimo rozczarowujących danych o sprzedaży detalicznej z Wlk. Brytanii we wrześniu (1,2% r/r we wrześniu; konsensus: 2,0%; wobec 2,3% r/r w sierpniu) na początku listopada Bank Anglii najprawdopodobniej zdecyduje się na podwyżkę stóp procentowych.

Komu knedliczki a komu sake

Członek RPP G. Ancyparowicz oceniła, że inwestycje publiczne ostro ruszyły. Wzrost PKB w tym roku powinien wynieść ponad 4%, a w przyszłym roku może być jeszcze wyższy niż w obecnym.

Bank Światowy podniósł prognozę wzrostu PKB Polski do 4,0% w 2017 r. i 3,4% w 2018 r. (z odpowiednio 3,3% i 3,2%).

Źródło: PKO Bank Polski

Kurs złotego w oczekiwaniu na agencję S&P

Dolar nieco odrabia straty. Czy S&P znów okaże się surowe?  Wieczorem poznamy ocenę wiarygodności Polski. Czy poznamy nowe wieści w sprawie Brexitu? Co w dzisiejszym kalendarzu?

Nocne umocnienie dolara

Tuż po godzinie 3:00 w nocy amerykańska waluta zaczęła się umacniać. Główna para walutowa po dotarciu powyżej poziomu 1,185 obrała przeciwny kierunek i aktualnie testowana jest granica 1,18. Nocny wzrost siły dolara najprawdopodobniej spowodowany był zatwierdzeniem przyszłorocznego budżetu przez Senat w Stanach Zjednoczonych. Jest to niewątpliwie pozytywny sygnał przed próbami wprowadzenia zmian w systemie podatkowym w USA.

Czas na odreagowanie

W oczekiwaniu na decyzję agencji ratingowej przyszedł czas na niewielką korektę na głównych “polskich” parach walutowych. W godzinach popołudniowych, najprawdopodobniej ok. godziny 18:00, można spodziewać się opublikowania noty dla Polski. Tym razem oceniać Polskę będzie najsurowsza dla nas agencja ratingowa S&P. Aktualnie według Standard & Poor’s nasz kraj oceniany jest na poziomie BBB+ ze stabilną perspektywą. Jest to najgorsza z not wśród trzech głównych agencji ratingowej. Inwestorzy oczywiście będą liczyli na zaktualizowanie statusu i podniesienie oceny wiarygodności kredytowej Polski. Jeżeli tak się stanie to może to być kolejny już zastrzyk umocnienia i tak już silnej złotówki. Aktualnie frank szwajcarski wyceniany jest na 3,65 zł. Funt podrożał do 4,72 zł. euro kosztuje 4,24 zł, a cena dolara wynosi 3,59 zł.

Szczyt Unii

Dziś trwa kolejny dzień szczytu Unii Europejskiej. Do tej pory jednakże nie wyciekły żadne ważne informacje, które zainteresowałyby inwestorów. Do najważniejszych przecieków zapewne należałyby te związane z negocjacjami w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z szeregów wspólnoty. Każde wieści dotyczące Brexitu będa miały konsekwencje widoczne w notowaniach brytyjskiej waluty.

Kalendarz nie zachwyca

Poza wymienionymi wydarzeniami kalendarz wydarzeń makroekonomicznych wygląda nieco ubogo. W godzinach popołudniowych zza oceanu napłyną do nas wyniki sprzedaży detalicznej oraz odczyt inflacji konsumenckiej z Kanady. Z kolei w Stanach Zjednoczonych poznamy tylko Liczbę sprzedanych domów.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Rynek pracy cały czas pozytywnie się rozwija

W tym tygodniu w polskim kalendarzu makroekonomicznym dominowały przede wszystkim dane o rynku pracy. Wśród nich najlepsze wyniki osiągnęły płace, które według wyników wrześniowych wzrosły z roku na rok aż o 6%.

Płace powinny w dalszym ciągu rosnąć, między innymi ze względu na zmianę wieku emerytalnego. W październiku wchodzi w życie ustawa, na podstawie której wiek emerytalny kobiet zostanie zmieniony na 60 lat, a dla mężczyzn na 65 lat. Biorąc pod uwagę obecną sytuację, można oczekiwać, że niektóre firmy będą próbować przekonać pracowników do pozostania w pracy przez pewien czas, pomimo możliwości przejścia na emeryturę. Mogłoby to potencjalnie doprowadzić do wzrostu ich płac. Dla pracowników aktualna sytuacja jest bardzo pozytywna. Jednak zmiana wieku emerytalnego może wiązać się również z problemami w przyszłości. Polskie społeczeństwo szybko się starzeje, więc łatwo może dojść do sytuacji, w której system emerytalny będzie niezbilansowany. W dłuższej perspektywie są to bardzo problematyczne zmiany.

To był pozytywny tydzień dla złotego. Oprócz wzrostu płac na umocnienie złotego miał wpływ również międzyroczny wzrost zatrudnienia o 4,5% oraz produkcji przemysłowej o 6,9%. W piątek rano kurs złotego w stosunku do euro wynosił 4,24 EUR/PLN. Eurodolar był na poziomie 1,18 EUR/USD.

AKCENTA CZ a.s.

Przygotuj się na dane makroekonomiczne

Przyszły tydzień zapowiada się bardzo ciekawie. W poniedziałek i wtorek poznamy jedynie ważne dane dla Euro, ale trzy ostatnie dni sesji mogą dać się we znaki. W środę poznamy koszyk danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro oraz Brytanii, aczkolwiek najważniejsza będzie decyzja Banku Centralnego Kanady o koszcie pieniądza. Ostatnio Traderzy zostali zaskoczeni, ponieważ władze monetarne Kanady zdecydowały się na podwyżkę stóp procentowych. Decyzja zostanie opublikowana o godzinie 16:00. W czwartek przyjdzie czas na EBC, który również ma opublikować koszt pieniądza o godzinie 13:45, z kolei 45 minut później odbędzie się konferencja z Europejskiego Banku Centralnego. Ostatni dzień sesji powinien być odpoczynkiem, bowiem poznamy dane jedynie ze Stanów Zjednoczonych oraz Japonii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Marktes

Stopy procentowe – Kanada

Po ostatniej niespodziewanej podwyżce stóp procentowych rynek zredukował swoje oczekiwania, co do podwyżki na najbliższym spotkaniu. Czy tym razem się myli? Gdyby tak było, to moglibyśmy zobaczyć kolejną mocną fale umacniającą dolara kanadyjskiego. Aktualne prawdopodobieństwo wzrostu stóp procentowych wynosi jedynie 23.3 procenta. Możemy zatem powiedzieć, że inwestorzy oczekują bierności ze strony banku centralnego do końca roku. Prawdopodobieństwo powyżej 50 procent przypada na styczeń 2018 roku.

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Kanadzie

Źródło: Bloomberg

Ale czy stopy procentowe umocnią dolara kanadyjskiego?

Patrząc na ostatnie notowania dolara amerykańskiego, to możemy stwierdzić, że nie. Niemniej jednak musimy to potwierdzić.

CADUSD i stopy procentowe

Źródło: Bloomberg

Na powyższej grafice przedstawiono notowania CAD/USD (odwrócony kurs USDCAD) na tle kosztu pieniądza ustalanego przez bank centralny Kanady. W zacieniowanym okresie mieliśmy podwyżki stóp procentowych. Po każdym z trzech ostatnich cykli podwyżek dolar kanadyjski znajdował się wyżej niż przed nim. Reasumując, dalsze zacieśnianie monetarne w Kanadzie powinno przełożyć się na aprecjację tamtejszej waluty.

Stopy procentowe -Europa

W nadchodzący czwartek o godzinie 13:45 poznamy decyzję Europejskiego Banku Centralnego w sprawie stóp procentowych. Inwestorzy nie spodziewają się żadnej zmiany, ale 45 minut później odbędzie się konferencja ECB. Coraz więcej analityków oraz inwestorów wspomina o możliwości o wiele szybszego wygaszenia programu QE, zatem jest co obserwować.

Instrument do obserwacji – USDCAD

Historycznie podwyżki stóp procentowych dokonywanych przez bank centralny Kanady umacniały CAD. Jeżeli dane zjawisko ma się powtórzyć, to warto szukać pozycji krótkich na parze walutowej USD/CAD z wyższego interwału czasowego.

Notowania USD/CAD, interwał tygodniowy

Notowania USD/CAD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie tygodniowym USDCAD notowania zbliżyły się do strefy podaży 1.26-1.27. Ponadto oscylator stochastyczny wskazuje na wykupienie kursu, czy dolara amerykańskiego stać na większą korektę? Jeżeli tak, to kolejnym celem może być poziom 1.30.

Ciekawostka: Długoterminowa korelacja USDCAD i ropy naftowej WTI oscyluje w okolicy -93 proc. Sprawdź pozostałe instrumenty za pomocą dodatku Supreme Edition.

Bitcoin wart więcej niż 5 tys. dolarów, czyli niezwykła kariera kryptowalut

bitcoinGdy w 2009 r. w cyberświecie pojawił się bitcoin i przebił się do świadomości wielu ludzi jako pierwsza kryptowaluta, chyba nikt nie przypuszczał, że wystarczy zaledwie kilka lat, by za bitcoiny dało się oficjalnie kupić obywatelstwo podatkowego raju. Zdumiewa także tempo wzrostu wartości najpopularniejszej z kryptowalut – cena jednego bitcoina już przekroczyła barierę 5 tys. dolarów.

W istocie bitcoin (BTC) wcale nie przecierał szlaku wśród kryptowalut, zdobył jednak i dość pewnie utrzymuje dominującą pozycję w swoim segmencie. A konkurencja jest ogromna. Istnieje już ponad 1100 kryptowalut, czyli sześć razy więcej niż tradycyjnych jednostek monetarnych, nierzadko z wielowiekową tradycją.

Dziś w zasadzie już każdy człowiek może stać się posiadaczem kryptowaluty, dokonywać za jej pomocą transakcji lub lokować kapitał. Szkoła Główna Handlowa uruchomiła podyplomowe studia poświęcone technologiom kryptowalut. Przed kilkoma tygodniami świat obiegła informacja o tym, że Vanuatu, niewielkie wyspiarskie państwo w Oceanii, a przy tym znany w świecie raj podatkowy, oferuje transakcję: obywatelstwo za bitcoiny. Cenę obywatelstwa znamy wprawdzie w dolarach – wynosi 200 tys. Ledwie rok temu byłoby to ok. 320 bitcoinów. Tymczasem dziś to już tylko ok. 36 jednostek najpopularniejszej z kryptowalut. Co oznacza, że kurs BTC pnie się w górę, i to w zawrotnym tempie. W połowie października br. pierwszy raz złamał barierę 5 tys. dolarów. A przecież ledwie dwa lata temu bitcoina wyceniano na 260 dolarów, a cztery lata temu na ok. 100 dolarów.

Szybki wzrost wartości bitcoina powyżej 5,6 tys. dolarów, spowodował, że najbardziej znana kryptowaluta kosztuje dziś cztery razy więcej niż uncja złota. Tymczasem przed rokiem jeden bitcoin stanowił równowartość ledwie połowy uncji złota (wyrażonej w dolarach).

Co to jest i skąd się bierze kryptowaluta?

Kryptowaluta to innymi słowy wirtualny pieniądz. Encyklopedyczny opis jest nieco bardziej zawiły: Rozproszony system księgowy bazujący na kryptografii, przechowujący informację o stanie posiadania w umownych jednostkach. Stan posiadania związany jest z poszczególnymi węzłami systemu („portfelami”) w taki sposób, aby kontrolę nad danym portfelem miał wyłącznie posiadacz odpowiadającego mu klucza prywatnego i niemożliwe było dwukrotne wydanie tej samej jednostki – informuje Wikipedia.pl

– Kryptowalutę można zdobyć na co najmniej dwa sposoby: 1. kupić za tradycyjne pieniądze na istniejących w internecie prywatnych giełdach; 2. “wydobyć” czy też “wykopać” (tzw. mining). Drugi sposób wymaga jednak umiejętności, specjalistycznego sprzętu i czasu. Trzeba się liczyć ze sporym zużyciem energii elektrycznej. “Wydobywanie” polega w tym wypadku na rozwiązywaniu złożonych problemów matematycznych – tłumaczy Bartosz Grejner, analityk rynkowy serwisu wymiany walut Cinkciarz.pl.

Zakupioną lub “wydobytą” kryptowalutę przechowuje się np. w plikach, które zabezpiecza się kluczami – losowo generowanymi ciągami znaków i cyfr. Powstały także firmy, które zajmują się przechowywaniem prywatnych zbiorów kryptowalut, kluczy czy też portfeli offline – drukowanych w wersji papierowej. Rzecz ważna dla potencjalnych posiadaczy kryptowalut – z dwóch rodzajów kluczy jeden służy do zabezpieczania kapitału, drugi udostępnia się nadawcy przelewu.

Techniki szyfrowania internetowych danych służą do weryfikacji kryptowalutowych transakcji oraz do tworzenia nowych jej jednostek. Kryptowaluty nie powstają jednak na bazie tych samych technologii, stąd różnią się metody ich przechowywania i obrotu.

– Transakcje najczęściej odbywają się bezpośrednio między sprzedającym a kupującym – model peer-to-peer (p2p). Przykładem technologii wykorzystywanej do przeprowadzania tego typu transakcji jest blockchain (inaczej łańcuch bloków). Nie tak łatwo wyjaśnić, na czym polega funkcjonowanie blockchainu. To typ rozproszonej bazy danych, którą można wykorzystywać do księgowania stale rosnącej liczby rekordów nazywanych blokami. Poszczególne bloki są połączone i każdy z nich zawiera kompletny rejestr rekordów. Całkowity rejestr udostępniany jest każdemu użytkownikowi transakcji, ale bez wykorzystania bazy centralnej. Z jednej strony w znacznym stopniu utrudnia to przeprowadzenie cyberataku. Nie ma bowiem w sieci jednego miejsca, w którym taka baza byłaby przechowywana. Z drugiej strony technologia umożliwia weryfikację rekordów, czyli w przypadku kryptowalut chodzi o transakcje – mówi analityk Cinkciarz.pl.

Unikatowe cechy kryptowalut

Kryptowaluty dość szybko zyskały wzięcie i popularność m.in. dlatego, że cechują się tym, czego brakuje walutom tradycyjnym.

Jednym z głównych wyróżników jest anonimowość. Transakcje nie są przypisywane do imienia i nazwiska konkretnej osoby, tylko do losowo wygenerowanego ciągu cyfr i liczb. Tylko w przypadku niektórych kryptowalut publiczny charakter transakcji sprawia, że można dostrzec skalę kupna-sprzedaży, ale i tak nie da się tego powiązać z ludźmi czy firmami stojącymi po dwóch stronach transakcji.

Na uwagę zasługuje też poziom bezpieczeństwa, gdyż według twórców poszczególnych projektów tylko właściciel prywatnego klucza może przesyłać zgromadzoną przez siebie kryptowalutę.

Brak centralizacji to – wg założeń twórców – kolejna cecha charakterystyczna dla pieniędzy XXI w. Nie ma jednego organu stojącego nad przepływem i notowaniami kryptowalut, nie ma też jednego miejsca, które mogłoby się stać np. celem hakerskiego ataku, dane o kryptowalutach są rozproszone w sieci.

W odróżnieniu od przelewów tradycyjnych walut, które zależą od różnych systemów bankowych oraz m.in. sesji przychodzących i wychodzących w bankach i krajach odbiorcy oraz nadawcy, transfer kryptowalut jest niezależny od fizycznej lokalizacji użytkowników, a przepływ jest niemal natychmiastowy.

Transakcje zlecone w kryptowalutach stają się nieodwracalne i nie mogą zostać już przez nikogo cofnięte. Stanowi to prawdopodobnie wadę i zaletę jednocześnie. Plus polega na tym, że środki na pewno docierają do zdefiniowanego przez nas celu. Kiedy jednak przy definiowaniu odbiorcy zdarzy się pomyłka, nie istnieje żadna jednostka, która mogłaby pomóc w wycofaniu się z błędnej operacji.

Jeszcze jedna z cech, na którą warto zwrócić uwagę, to szybki rozwój narzędzi i usług powiązanych z kryptowalutami. Dziś umożliwiają już m.in. bezpośrednie płatności kartami, które są zasilane na bazie posiadania kryptowalut, w sklepach stacjonarnych czy w internecie. – Dzieje się tak dzięki temu, że są firmy, które przeliczają i wymieniają kryptowaluty np. na dolary czy euro – tłumaczy analityk Cinkciarz.pl.

Rynek kryptowalut pełen dynamicznych zmian

W teorii każdy może stworzyć własną kryptowalutę, skoro nie wymaga to żadnych zezwoleń. W praktyce powstaje wiele nowych projektów, ale też sporo z nich upada. Według serwisu Coinmarketcap, badającego m.in. kapitalizację oraz obrót w rynku, w połowie października 2017 r. blisko 1200 kryptowalut, a wśród nich m.in. utworzony w naszym kraju Polcoin, dominowało nad 180 tradycyjnymi walutami używanymi przez obywateli 195 państw świata.

Ruch w kryptowalutowym interesie wywołał sukces bitcoina, który debiutował w 2009 r. w oparciu o blockchain, czyli rozproszoną baza danych. Od tego czasu powstało mnóstwo nowych kryptowalut, mimo to bitcoin pozostał liderem całej domeny.

Według serwisów Coinmarketcap oraz statystycznego coin.dance kapitalizacja bitcoina (czyli liczba jednostek w obrocie pomnożona przez cenę) wynosiła 19 października 2017 r. ok. 94,5 mld dolarów, co stanowi zarazem nieco ponad połowę udziału w rynku kryptowalut. Pod koniec 2013 r. dominacja bitcoina była o wiele jednak wyraźniejsza – przekraczała nawet 95 proc.

Pod względem udziału w rynku – z jedną piątą udziału w rynku i kapitalizacją ok. 29 mld dol. – drugie miejsce należy do ethereum. Początki tej kryptowaluty sięgają połowy 2015 r. (choć koncepcja zaproponowana już w 2013 r.), a podobnie jak bitcoin wykorzystuje ona technologię łańcucha bloków.

– Ethereum ma nieco więcej możliwości od bitcoina – oprócz samego przesyłu kryptowaluty umożliwia również tworzenie m.in. Smart Contracts, czyli algorytmów zaprogramowanych do wykonywania specyficznych czynności, takich jak dzielenie środków pomiędzy udziałowców przy okazji zbiórki na dany projekt w procesie nazywanym Initial Coin Offering. Ethereum może zatem ułatwiać inwestowanie czy crowdfunding – analizuje Bartosz Grejner.

Trzecie miejsce pod względem kapitalizacji zajmuje ripple, z całkowitą wartością rynkową rzędu ok. 8 mld dol. i udziałem w rynku kryptowalut ok. 5 proc.

Firma Ripple, która stworzyła każdą jednostkę tej kryptowaluty i jest także jedynym jej dystrybutorem, postawiła na technologię inną niż blockchain, mierzy też przede wszystkim we współpracę z bankami i instytucjami finansowymi. W przypadku bitcoina czy ethereum mamy do czynienia z ich “wydobyciem” (miningiem) – procesem, który mogą wykonywać zarówno firmy, jak i pojedynczy użytkownicy. Tymczasem pełen zasób ripplei została z góry ustalony na 100 mld jednostek. Firma Ripple przetrzymuje większość stworzonej przez siebie kryptowaluty – w październiku 2017 r. w obrocie było ok. 38 mld jednostek.

Ripple, w odróżnieniu od bitcoina i ethereum, zaadoptowało część czołowych banków na świecie. I w oficjalnym obiegu kryptowaluta może być wymieniana na waluty tradycyjne, a korzystanie z niej i stworzonego przez firmę Ripple systemu przesyłu miałoby sprawić, że wymiana i przelew tradycyjnej waluty staną się szybsze i tańsze.

Co wpływa na notowania kryptowalut

Wartość kryptowalut często zestawia się z dolarem, ale równie dobrze mogą być one wyceniane w każdej z tradycyjnych walut świata, bądź porównywane bezpośrednio między sobą.

Wycenę i kapitalizację rynkową podaje się z reguły na konkretny dzień, ponieważ wartość kryptowalut zmienia się w tempie niespotykanym na rynku tradycyjnych walut. Od początku kwietnia do początku października 2017 r. wartość bitcoina w relacji dolara wzrosła pięciokrotnie, ethereum blisko siedmiokrotnie, a ripple trzynastokrotnie. Przy tak ogromnych skokach dzienne wahania kursu np. bitcoina mogą przekraczać nawet 20 proc.

Co decyduje o notowaniach kryptowalut? Na cenę jakiegokolwiek towaru istotnie wpływają czynniki popytu i podaży. Duża ekspozycja kryptowalut w mediach może zwiększać popyt, prowadząc w szybkim tempie do wzrostu ceny. Jeżeli chcemy wymienić kryptowalutę na tradycyjne pieniądze, np. dokonując płatności, mamy do czynienia z crossem walutowym. I wówczas do głosu dochodzą czynniki makroekonomiczne przypisywane tzw. zwykłym walutom.

Zdecentralizowanie i dużo mniejsza wrażliwość na czynniki makroekonomiczne dotykające tradycyjne waluty sprawiają, że kryptowaluty mogą być również postrzegane jako alternatywna inwestycja. Gdy na globalnym rynku mamy do czynienia ze wzrostem niepewności i odpływem kapitału, wtedy część pieniędzy, akcji czy obligacji inwestorzy mogą lokować na rynku kryptowalut. Zdarza się, że w ten sposób podnoszą ich wycenę.

Wszystkie cyfrowe kryptowaluty funkcjonują w określonych systemach, a zmiany w standardach tych systemów mogą wpływać na wycenę kryptowalut. – Podobny wpływ zdają się też wywierać informacje o tym, że np. jakiś kraj lub duża instytucja uznają i wykorzystują daną kryptowalutę lub technologię, na której ona bazuje – wskazuje Bartosz Grejner. Tego typu informacje mogą się pojawiać nieoczekiwanie, powodując duże wahania wartości, co obarcza inwestowanie w kryptowaluty wysokim ryzykiem.

Trump ma już kandydata?

Amerykański dolar zyskuje po tym, jak prezydent Donald Trump skłonił się ku kandydaturze członka zarządu Fedu Jerome Powella na następnego szefa Rezerwy Federalnej. Miałby on być kontynuatorem obecnej polityki amerykańskiego banku centralnego. Dolarowi pomogło też przegłosowanie przez amerykański Senat reformy podatkowej prezydenta Trumpa. Mocno trzyma się natomiast euro mimo rosnącego kryzysu związanego z chęcią uzyskania niepodległości przez hiszpańską Katalonię. Z kolei złotówka zyskuje do głównych walut po tym, jak Bank Światowy dość znacznie podniósł prognozę tegorocznego wzrostu PKB Polski z 3,3% do 4%.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do euro (-0,03%), a zyskuje do brytyjskiego funta (+0,73%), dolara kanadyjskiego (+0,4%), dolara australijskiego (+0,26%) oraz japońskiego jena (+0,24%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,181, GBP/USD – 1,311, USD/CAD – 1,252, AUD/USD – 0,784 i USD/JPY – 113,8. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,27%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,4, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,901. Złotówka minimalnie traci do euro, a zyskuje do innych głównych walut światowych. W piątek rano dolar kosztuje poniżej 3,59 zł, euro – poniżej 4,24 zł, funt – 4,7 zł, a frank szwajcarski – poniżej 3,66 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach niewielka przewaga koloru zielonego. W czwartek londyński indeks FTSE 100 spadł o 0,26%, frankfurcki indeks DAX – o 0,4%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,29%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 0,03%, meksykański indeks Bolsa zyskał 0,12%, a brazylijski Bovespa spadł o 0,4%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,04%, chiński indeks Shanghai Composite – o 0,25%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 1%.

Ropa i złoto: Po czterodniowym wzroście cena ropy naftowej idzie w dół. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 57,23 USD (-1,61%), a ropy WTI – 51,29 USD (-1,46%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca spadła o 1 USD do 58 USD. Z kolei cena złota rośnie. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1282 USD. To 4 USD więcej (+0,31%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Niemcy – Inflacja PPI (r/r), wrzesień – 3,1% (prognoza 2,9%)
  • 10:00 – Strefa euro – Saldo bilansu bieżącego, sierpień (prognoza 26,2 mld euro)
  • 14:00 – Polska – Wskaźniki koniunktury gospodarczej, październik
  • 14:30 – Kanada – Inflacja CPI (r/r), wrzesień (prognoza 1,6%)
  • 16:00 – USA – Sprzedaż domów na rynku wtórnym, wrzesień (prognoza 5,3 mln)
  • 20:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Cleveland

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Wyniki finansowe Nestlé S.A. po trzech kwartałach 2017 roku

Dziewięć pierwszych miesięcy 2017 roku Nestlé S.A. zamyka na poziomie 2,6% wzrostu organicznego oraz 1,8% rzeczywistego wzrostu wewnętrznego (RIG). W perspektywie całorocznej wzrost organiczny powinien być zbliżony do poziomu z okresu dziewięciu miesięcy.

Sprzedaż  na poziomie 65,3 mld CHF, spadek o 0,4% (analogicznie w 2016 roku 65,5 mld CHF). Spadek jest głównie wynikiem nieuwzględniania w sprzedaży kategorii Lodów po utworzenia joint venture Froneri oraz ujemnego efektu walutowego na poziomie 0.4%.

  • Firma zanotowała 2,6% wzrostu organicznego, 1,8% rzeczywistego wzrostu wewnętrznego (RIG) oraz 0,8% wzrostu  związanego z podwyżką cen.
  • Na rozwiniętych rynkach zanotowano wzrost organiczny na poziomie 0.8%, na rynkach rozwijających się 5.1%.
  • Perspektywa całoroczna przewiduje wzrost organiczny zbliżony do poziomu z okresu dziewięciu miesięcy. Prognozuje się poprawę zysku operacyjnego bez uwzględniania kosztów jednorazowych na 2017 rok
    o co najmniej 20 punktów bazowych przy zachowaniu stałego kursu walutowego. Inicjatywy w obszarze oszczędności w kosztach strukturalnych rosną szybciej niż zakładano, oscylując między 400–500 mln CHF. W rezultacie zysk operacyjny zmniejszy się o około 40-60 punktów bazowych przy zachowaniu stałego kursu walutowego. Firma przewiduje wzrost zysku na akcję oraz wzrost efektywności kapitałowej.

Wstępne wyniki Grupy Ergis po trzech kwartałach 2017 roku

Grupa ERGIS, lider przetwórstwa tworzyw sztucznych w Europie Środkowo–Wschodniej, opublikowała wstępne wyniki finansowe za III kwartał.
W trzech kwartałach Grupa zanotowała przychody w wysokości 574,7 mln zł (wzrost o 8,3%), wynik EBITDA sięgający 48,9 mln zł (wzrost o 0,1%), wynik operacyjny wynoszący 31,3 mln zł (wzrost o 3,7%) oraz zysk netto w wysokości 20,4 mln zł (spadek o 3,3%).

W samym III kwartale Grupa zrealizowała, w stosunku do III kwartału 2016, wzrost przychodów sięgający 11,6% oraz spadki na poziomie: zysku operacyjnego o 3,3%, EBITDA o 2,8% oraz zysku netto o 34,4%. Wartości zysku w III kwartale 2017 roku są obciążone wzrostem kosztów wynagrodzeń w Grupie – o 2,8 mln zł (w stosunku do II kw. 2017 r.) i o 5,6 mln zł po  trzech  kwartałach 2017 roku (w porównaniu z kosztami wynagrodzeń po trzech kwartałach 2016 r.). Niekorzystnie na poziom realizowanych marż wpływała również sytuacja surowcowa, szczególnie  utrzymujące się od początku roku wysokie koszty PVC oraz zmiękczaczy. EBITDA  III kwartału jest  również obciążone kosztami restrukturyzacji organizacyjnej w Grupie w wysokości około 500 tys. zł., a zysk netto został pomniejszony o blisko  milion złotych w wyniku rozwiązania aktywa podatkowego dokonanego w procesie fuzji niemieckich spółek Grupy.

Wstępne wyniki Grupy Ergis

Wstępne wyniki finansowe Grupy ERGIS po III kwartałach 2017 roku przedstawia poniższa tabela:

 

w tys. PLN

III kw. 2017

wstępne

III kw. 2016 Dynamika I-III kw. 2017

wstępne

I-III kw. 2016 Dynamika
Przychody ze sprzedaży 201 236 180 369 +11,6% 574 706 530 759 +8,3%
Zysk operacyjny 9 098 9 405 -3,3% 31 335 30 228 +3,7%
Zysk brutto 8 010 8 899 -10,0% 28 605 26 185 +9,2%
EBITDA 15 061 15 491 -2,8% 48 950 48 911 +0,1%
Zysk netto 4 656 7 094 -34,4% 20 423 21 116 -3,3%
Zadłużenie odsetkowe 162 304 151 981 +6,8% 162 304 151 981 +6,8%

Analiza wyników za trzy kwartały daje jasny obraz. Odnotowaliśmy rekordowy wzrost sprzedaży. Wyniki zrealizowane na sprzedaży folii stretch z nowej inwestycji  po trzech kwartałach zwiększyły EBITDA tego sektora o ponad 5 mln zł. Od czasu wprowadzenia na rynek folii nanoERGIS® udział folii  stretch w EBITDA Grupy wzrósł ponad dwukrotnie  i osiągnął poziom 50% tego wskaźnika.

Te pozytywne  rezultaty  zostały jednak  zamaskowane przez wzrost kosztów pracy oraz istotny spadek rentowności – szczególnie w miękkich foliach PVC oraz opakowaniach elastycznych, wywołany sytuacją surowcową. Ponieważ oczekujemy, że ceny polimerów wreszcie spadną, perspektywy na najbliższy rok oceniamy optymistycznie – powiedział Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS SA.

Szczepan Bentyn: Bitcoin alternatywą dla systemu płatniczego? Czy tylko inwestycją?

Pierwsza kryptowaluta, czyli bitcoin powstał w 2009 roku. Nie wiadomo kim jest jego twórca, znany jest jedynie jego pseudonim – Satoshi Nakamoto. Wymyślił on system, który motywuje nowych uczestników sieci do dodatkowego zabezpieczania jej. System cały czas rośnie, dołączają do niego nowi użytkownicy, którzy oddając moc obliczeniową zwiększają jego bezpieczeństwo.

– Chociaż twórca zniknął, system świetnie działa dalej, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. To jedyny system finansowy, który od początku istnienia, przez 8 lat działa nieprzerwanie – powiedział serwisowi eNewsroom Szczepan Bentyn, prezes Pracowni Nowych Technologii –  Kryptowaluty stosowane są w praktyce jako jednostka rozliczeniowa, za którą można kupić niemal wszystko. Najczęściej jednak wykorzystywane są jako przechowywanie wartości. Szacuje się, że 80 proc. bitcoinów zachowywanych jest właśnie w tym celu. Ludzie je kupują i liczą na to, że ich wartość wzrośnie. Tylko 20 proc. bitcoinów jest używane jako przekazy pieniężne. Aż 40 proc. z transakcji na Filipiny jest realizowanych właśnie w tej kryptowalucie. Nie ma lepszego międzynarodowego środka przekazywania wartości. Konkurencja, jak Western Union czy MoneyGram, pobiera nawet do 12 proc. prowizji. W bitcoinie taki przelew kosztuje grosze i odbywa się w ciągu sekundy. Jest to więc najlepszy wybór, jeśli chodzi o przekazy międzynarodowe – podsumował Bentyn.