Teoria wtórnego dołka

?ukasz Bugaj, analityk DM BO?
?ukasz Bugaj, analityk DM BO?

Do minionego czwartku wydawać się jeszcze mogło, że indeksy na głównych parkietach z budowanych wcześniej konsolidacji mogą wybić się górą, dając tym samym sygnał kupna z możliwością dalszego istotnego zredukowania sierpniowych strat. Stało się jednak inaczej, a pierwszym sygnał do odwrotu byków dał Federalny Komitet Otwartego Rynku. Teoretycznie pozostawienie stóp w USA na niezmienionym poziomie było z punktu widzenia inwestorów decyzją pozytywną, przynajmniej tak sądziła większość. Z doświadczenia inwestycyjnego jednak wiadomo, że większość nieczęsto ma rację. Tak też się stało i tym razem. Nie pomógł nawet relatywnie gołębi wydźwięk komunikatu towarzyszącego decyzji monetarnego gremium. Można nawet zaryzykować tezę, że przy silniejszych rynkowych wahaniach Fed jeszcze długo stóp nie podniesie. Inwestorzy nie chcąc ponosić wyższego kosztu finansowania dostarczają więc Rezerwie Federalnej argumentów do dalszej pauzy poprzez giełdowe spadki. W Europie nałożył się na to skandal związany z Volkswagenem, a obawy o globalny wzrost gospodarczy są dalekie od zakończenia. Tym samym na popularności ostatnio zyskała teoria wtórnego jesiennego dołka. Zakłada ona, że zgodnie z często spotykanym wzorcem, po pierwszej dynamicznej fali wyprzedaży przychodzi kolejna, już spokojniejsza, aczkolwiek prowadząca do nowych minimów. Ich pojawienie na tyle psuje sentyment, że położone zostają podwaliny pod trwalsze odreagowanie. Zresztą w obecnym rynkowym układzie dość dobrze korespondowałoby to ze złą sławą początku jesieni. Dopiero od listopada sezonowy wzorzec zaczyna faworyzować trend wzrosty na parkiecie, co w lokalnym przypadku zbiegłoby się z końcem kampanii wyborczej, która dla warszawskiego parkietu okazała się nadzwyczaj wyniszczająca. Zapewniłoby to oddech, który zapowiadać mogą pierwsze rysy w dotychczas twardej postawie partii opozycyjnej wobec sektora bankowego, a nim GPW przecież stoi. Same banki mają też o tyle komfortową sytuację, że w ich strukturze właścicielskiej przeważa kapitał prywatny. Podobnego szczęścia nie mają spółki energetyczne, wokół których problem górnictwa będzie wciąż krążył. Tutaj bardzo pomocna okazałaby się poprawa klimatu wokół surowców, co dałoby ulgę spółkom wydobywczym. Jest to brakujący element układanki, której pozytywna kompilacja wciąż jest możliwa. Chiny bowiem dość konsekwentnie, aczkolwiek małymi fiskalnymi i monetarnymi krokami, swoją gospodarkę wspierają. Na efekty tych działań trzeba jednak poczekać do początku przyszłego roku, co dałoby podwaliny do ostatniego już akordu hossy rozpoczętej w 2009 roku. Tym samym bardzo obawiałbym się kolejnego uderzenia w globalną gospodarkę, gdyż ta po ostatnich wydarzeniach jest dosyć osłabiona i mogłaby jego po prostu nie wytrzymać.

Frankowicze chcą negocjować z Deutsche Bankiem

138 osób liczy grupa frankowiczów, reprezentowana przez adw. dr Daniela Pawluczuka z Kancelarii PZ Capital, która postanowiła negocjować z Deutsche Bankiem usunięcie niedozwolonych zapisów w umowach o kredyty waloryzowane kursem franka szwajcarskiego. Kolejne 260 kredytobiorców Deutsche Banku, sympatyzujących z Pro Futuris i liCHFą.com rozważa podjęcie działań procesowych.

 

Kredytobiorcy domagają się:

  • zwrotu kwoty pobranej tytułem podwyższonej marży za okres od dnia ustanowienia na pierwszym miejscu hipoteki na rzecz banku do dnia faktycznego zaprzestania naliczania podwyższonej marży,
  • zwrotu kwoty pobranej tytułem ubezpieczenia minimalnego wkładu własnego,
  • zwrotu kwoty pobranej tytułem tzw. przewalutowania kwoty kredytu przy wypłacie środków i kwot nienależnie pobranych z tytułu stosowania niekorzystnych kursów z tabeli banków,
  • zwrotu kwot pobranych za prowadzenie rachunków służących obsłudze kredytu i opłat naliczanych od przelewów,

oraz

  • usunięcia z umowy klauzuli waloryzacyjnej, tj. rozliczenia kredytów po kursie CHF/PLN z dnia podpisania umowy, w konsekwencji ustalenia salda zadłużenia i raty na poziomie kursu z dnia podpisania umowy oraz zwrot nadpłaconych kwot (tzw. przewalutowanie)

 

Kredytobiorcy są pewni swoich roszczeń, wielu z nich równocześnie prowadzi postępowania sądowe przeciwko bankowi. Deutsche Bank został ukarany za manipulowaniem stopą LIBOR karą w wysokości   2,5 mld dolarów.

Zdaniem Tomasza Sadlika z Pro Futuris banki w przeciwieństwie do kredytobiorców były świadome konsekwencji sprzedaży tak ryzykownych produktów.

Mec. Daniel Pawluczuk dodaje, że w niektórych przypadkach na wzroście kursu CHF/PLN zarobili właściciele banków. Właściciele banków sprzedali „franki” dużej grupie społecznej po kursie 2 – 2,5 pln a dzisiaj przez te same banki starają się odbierać je po kursie 3,5 – 4 pln. Jest to spekulacja na społeczeństwie polskim przy zupełnie biernej postawie KNF i NBP.

„Biznes w Ruchu” – wywiad z prezesem XTB Jakubem Malým

Nie czyta literatury motywującej, ale uważa, że niektórzy ludzie mają rodzaj aury, która sprawia, że sukces przychodzi im łatwiej. Nie widzi problemu w przeprowadzaniu się do kolejnych krajów z powodu pracy i uczeniu się nowych języków – zna ich już w sumie cztery i coraz lepiej mówi po polsku. Nie byłby dzisiaj prezesem firmy XTB, gdyby nie profil na LinkedIn… Co jeszcze zdradził Magdalenie Bober – Jakub Maly i jakie ma rady dla początkujących biznesmenów?

Zapraszamy na pierwszy wywiad z serii „Biznes w Ruchu”.

Projekt „Biznes w ruchu”- rozmowy o biznesie

Rusza rządowy plan refundacji części kosztów zatrudnienia dla osób do 30. roku życia

Planowany przez rząd projekt ma na celu zachęcenie przedsiębiorców do zatrudniania młodych bezrobotnych do 30. roku życia. Firmy, które przyjmą do pracy takie osoby, już od 1 stycznia 2016 roku mogą liczyć na częściową refundację kosztów zatrudnienia. Dofinansowanie byłoby realizowane przez pierwszych 12 miesięcy, a potencjalni pracodawcy byliby zobowiązani do utrzymywania zatrudnienia przez kolejny rok. Program ma obejmować młodych bezrobotnych i będzie realizowany za pośrednictwem urzędów pracy. Czy możemy liczyć na polepszenie się sytuacji młodych ludzi na rynku pracy?

 „Sytuacja, w której młody i wykształcony człowiek, wchodzący na rynek pracy nie może znaleźć zatrudnienia, może ciągnąć się latami. Niestety, absolwentom uczelni wyższych często odbiera to zapał do działania i wiarę we własne możliwości. Młodzi ludzie, którzy nie dostaną odpowiedniej szansy, w dłuższej perspektywie, mogą stać się trwale wykluczeni z rynku pracy. Przyczyny tego zjawiska możemy upatrywać się chociażby w procesie edukacji potencjalnych pracowników. Obecnie na rynku brakuje specjalistów z konkretnych dziedzin oraz wykwalifikowanych ekspertów, dlatego powinniśmy jak najszybciej zainwestować w aktywizację zawodową i edukację młodych, tak aby w przyszłości stali się oni wartościowymi pracownikami, którzy będą odpowiedzią na oczekiwania rynku. Dzięki temu ich pierwsze zderzenie z rynkiem pracy będzie bezbolesne i udane” – komentuje Bartosz Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Grupy Kapitałowej Loyd.

Wśród osób do 30. roku życia, według szacunków ekspertów, bezrobocie jest blisko dwukrotnie wyższe niż w całym społeczeństwie. Jest to ogromne wyzwanie zarówno dla rządowych programów, jak i polskich przedsiębiorców. Koniecznie jest stworzenie odpowiednich warunków, aby młodzi mieli szansę na płynne wejście na rynek pracy. W najbliższych latach nastąpi przewartościowanie mechanizmów motywacyjnych, niezbędna jest także współpraca z wyspecjalizowanymi agencjami zatrudnienia.

„Do osiągnięcia sukcesu niezbędne jest teraz nieustannie podnoszenie swoich kwalifikacji. Młodzi ludzie powinni myśleć o wykształceniu jako uczeniu się przez całe życie. W Polsce na porządku dziennych są wysokie aspirację odnośnie do wykształcenia, jednak stosunkowo niewiele osób korzysta z dostępnych i często bezpłatnych kursów i szkoleń. Mit o tym, że wykształcenie gwarantuje pracę to już echo minionej epoki. Urzędy pracy wspólnie z wyspecjalizowanymi agencjami pracy powinny wdrażać w życie rozwiązania ułatwiające start młodemu pokoleniu, jednocześnie wykorzystując wszystkie jego atuty” – podsumowuje Bartosz Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Grupy Kapitałowej Loyd.

W Polsce wystąpiło zjawisko nasycenia rynku pracy osobami z wyższym wykształceniem. Dyplom wyższej uczelni otrzymało w 2013 roku już ponad 455 tys. Polaków. Doprowadziła

do tego m.in. powszechność prywatnych uczelni i ich nastawienie na ilość „klientów” jakimi stają się tam studenci. Wykształcenie stało się towarem, który łatwo kupić, jednak trudniej sprzedać, ponieważ jak wynika z badań rynkowych, przedsiębiorcy nie są w stanie zaoferować tym młodym ludziom odpowiednich stanowisk pracy.

Ile musimy pracować na nowego iPhone’a?

Najnowszy raport przygotowany przez szwajcarski bank UBS nie pozostawia złudzeń. Mimo tego, że sytuacja na polskim rynku pracy systematycznie się poprawia, czas pracy w którym mieszkańcy Warszawy muszą pracować na jednego smartfona znacznie odbiega od średniej dla europejskich miast. Zatrudnieni w polskiej Stolicy, aby zarobić na jednego iPhona muszą spędzić w pracy przeciętnie 142 godziny, a więc około 3,5 tygodnia. Średnia dla wyszczególnionych w zestawieniu miast wynosi tylko 77 godzin.

Dla porównania: mieszkańcom Zurycha, Genewy i Luksemburga wystarczy mniej niż 30 godzin, a więc niecały tydzień pracy. Po drugiej stronie bieguna znajduje się Sofia i Bukareszt. Mieszkańcy tych miast, aby zarobić na jednego iPhona, muszą poświęcić na obowiązki zawodowe powyżej 200 godzin.

Cena jednego iPhone w przeliczeniu na godziny pracy w wybranych miastach europejskich w 2015 roku*

Cena jednego iPhone w przeliczeniu na godziny pracy w wybranych miastach europejskich w 2015 roku
*uwzględniono cenę iPhone 6, 16 GB
Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie raportu Prices and Earnings

Maria Jodłowska
Sedlak & Sedlak

Analitycy Ebury: kondycja złotego i innych walut rynków wschodzących w latach 2016 i 2017 uzależniona od decyzji FED

Uwaga rynków walutowych ponownie skupia się na lukach w polityce gospodarczej, które są widoczne w głównych obszarach wielu światowych gospodarek. Rezerwa Federalna zadecydowała o wstrzymaniu się z decyzją podwyżki stóp procentowych
w Stanach we wrześniu, jednak wiele wskazuje na to, że główne stopy wzrosną w USA jeszcze w 2015 roku. Bank Anglii podąży zapewne za tym przykładem w lutym 2016 r., natomiast pozostałe banki centralne grupy G10 w przeważającej mierze kontynuują łagodzenie swojej polityki monetarnej.

Oczekiwane zacieśnienie polityki pieniężnej przez Rezerwę Federalną oraz spowolnienie gospodarcze w Chinach, które wyraźnie wpłynęło na rynki finansowe w wyniku dewaluacji juana, spowodowało gwałtowną wyprzedaż większości walut rynków wschodzących, w wielu przypadkach sprowadzając je do najniższych poziomów w historii. Dotknęło to szczególnie krajów eksportujących, gdyż obecne ceny ropy oscylują wokół najniższych od sześciu lat poziomów.

Biorąc pod uwagę powyższe czynniki, kondycja walut gospodarek wschodzących będzie w najbliższych miesiącach zależeć od dwóch czynników:

  • Ich podatności makroekonomicznej na stopniowy wzrost stóp procentowych w USA w ostatnim kwartale 2015
  • Stopnia w jakim ostatnia wyprzedaż walut rynków rozwijających się przyczyniła się do ich dewaluacji oraz zwiększenia konkurencyjności gospodarek wschodzących

Prognoza dla PLN

Narodowy Bank Polski (NBP) spełnił nasze oczekiwania, utrzymując stopę procentową na rekordowo niskim poziomie wynoszącym 1,5%. Polityka pieniężna pozostanie bez zmian w najbliższej przyszłości, być może nawet po 2016 r., aż inflacja nie powróci do zakładanego poziomu 2,5%.

Co prawda poziom inflacji wzrasta, ale nadal pozostaje na wyraźnie ujemnym poziomie 0,7%. Deflacja będzie utrzymywać się ze względu na brak presji kosztowej, jednak solidny wzrost gospodarczy i poprawa na rynku pracy powinny przyspieszyć tempo wzrostu cen.

W drugim kwartale wzrost gospodarczy pozostaje na solidnym poziomie 3,3% dzięki silnemu popytowi krajowemu. Najnowsze prognozy ekonomiczne wskazują, że wzrost powinien utrzymywać się w okolicy 3,5% przez następne osiemnaście miesięcy. Dobrym odczytom gospodarczym pomaga stabilny rynek pracy, który odznacza się najniższym od sześciu lat bezrobociem oraz zwiększeniem poziomu płac, znacznie przekraczającym wskaźnik inflacji. Ponadto saldo obrotów bieżących także ulega poprawie, odnotowując bezprecedensowe nadwyżki przez większość 2015 roku.

Niepewna sytuacja polityczna, która utrzyma się do październikowych wyborów parlamentarnych, może mieć jednak wpływ na walutę. Pomimo tego, biorąc pod uwagę obecną presję na euro, oczekujemy stabilnego kursu złotego wobec wspólnej waluty w latach 2016 i 2017.

Długoterminowa prognoza dla PLN do walut G3

  USD/PLN EUR/PLN GBP/PLN
Na koniec 2015 3,97 4,05 6,10
1 kw. 2016 4,00 4,00 5,95
2 kw. 2016 4,08 4,00 6,05
Na koniec 2016 4,21 4,00 6,20
Na koniec 2017 4,21 4,00 6,20

 

Długoterminowa prognoza dla wybranych walut krajów wschodzących do PLN

  PLN/INR (rupia indonezyjska) PLN/TRY
(turecka lira)
PLN/CNY
(juan chiński)
PLN/ZAR (rand południowoafryk.)
Na koniec 2015 16 0,78 1,61 3,40
1 kw. 2016 16 0,78 1,60 3,30
2 kw. 2016 16 0,77 1,57 3,20
Na koniec 2016 15 0,76 1,52 3,10
Na koniec 2017 16 0,78 1,52 3,10

 

  PLN/THB
(tajski bat)
PLN/HUF
(forint węgierski)
PLN/CZK
(korona czeska)
PLN/BRL
(brazylijski real)
Na koniec 2015 8,8 79 6,9 0,91
1 kw. 2016 8,8 81 7,0 0,88
2 kw. 2016 8,6 81 7,0 0,83
Na koniec 2016 8,3 82 7,0 0,78
Na koniec 2017 8,3 82 7,0 0,78

 

Informacje zawarte w  tej wiadomości służą wyłącznie do celów informacyjnych. Nie stanowią one porady finansowej lub jakiejkolwiek innej porady, mają charakter ogólny i nie są specyficzne dla danego adresata. Przed skorzystaniem z tych informacji w jakichkolwiek celach należy zasięgnąć niezależnej porady.

10 aktualnych trendów w sprzedaży hurtowej

W dzisiejszych czasach innowacje pojawiają się i ewoluują szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Jakie są konsekwencje ostatniej fali nowych technologii dla sektora sprzedaży hurtowej i jak praktycznie wykorzystać je w typowych działaniach biznesowych? Jak maluje się obraz dostaw hurtowych przyszłości? To ważne zagadnienia, które powinien przemyśleć każdy przedsiębiorca z branży. Nie wiesz, od czego zacząć? Eksperci z firmy Exact przedstawiają kluczowe aspekty potrzebne do zrobienia kolejnego kroku naprzód.

Jak zostać dostawcą hurtowym przyszłości? Podążając uważnie za najważniejszymi trendami i starając się rozwijać działalność tam, gdzie istnieje taka możliwość. „Bardzo ważne jest, aby poświęć czas na szczegółowe przeanalizowanie potencjalnych konsekwencji najnowszych rozwiązań dla obecnego modelu biznesowego, partnerów z ekosystemu i wszystkich procesów biznesowych. Sukces odniosą te przedsiębiorstwa, które okażą się wystarczająco elastyczne, aby stworzyć przestrzeń dla pojawiających się nowych szans i możliwości” – mówi Izabela Górecka-Olejniczak, Senior Business Consultant w firmie Exact Software Polska.

  1. Internet Rzeczy – SMAC

Internet Rzeczy (IoT) stał się ideą, która zatacza coraz szersze kręgi. Obejmuje już takie zjawiska jak cyfryzacja, komunikacja M2M, big data, drony, rzeczywistość rozszerzona, technologie wearable (na przykład okulary i zegarki smart), technologie z zakresu robotyki i rozwiązania SMAC (social, mobile, analytics, cloud – społecznościowe, mobilne, analityczne i w chmurze). Wszystkie te technologie napędzają zmiany i stwarzają nowe możliwości. Rozwój Internetu Rzeczy naprawdę już się rozpoczął, a związane z nim nowe trendy stają się coraz bardziej widoczne.

  1. Handel internetowy

Przedstawiciele nowego pokolenia inaczej kupują, inaczej żyją i podejmują inne wybory. Internet zmienił sposób naszego myślenia, zachowania i komunikacji, nawet jeśli wydaje nam się, że wszystko pozostało bez większych zmian – wciąż przecież pracujemy, kupujemy, wciąż istnieją problemy, które pojawiały się w tradycyjnych sklepach i związana z nimi irytacja. Handel internetowy zmusza nas jednak do dokonywania zmian w sposobie myślenia o tym, jak wychodzimy naprzeciw zmieniającym się oczekiwaniom naszych klientów.

  1. Zmieniające się łańcuchy dostaw

Już w najbliższej przyszłości dojdzie do znacznych zmian rynku i samych klientów. Zmiana w zachowaniu konsumentów, zarówno jeśli chodzi o zdobywanie informacji o produktach, jak również sam proces kupowania, odbija się na całym procesie sprzedaży, a więc również na dostawcach hurtowych. Aby przetrwać, sprzedawcy muszą dostosować się do tych odmiennych modeli zachowania. Jesteśmy świadkami tego trendu już teraz – sprzedaż wielokanałowa czy nowe modele biznesowe takie jak Alibaba.com to tylko niektóre z przykładów. Umożliwiają one konsumentom dokonywanie zakupów bezpośrednio u producenta, a tym samym uzyskanie niższej ceny (w niektórych przypadkach nawet o 90%). Płacąc na portalu Alibaba.com, a nie w fabryce, konsument uzyskuje również gwarancję bezpieczeństwa – wytwórca otrzyma zapłatę tylko wtedy, kiedy klient będzie zadowolony z zakupu (po upływie 28 dni od daty transakcji). Temat jest zatem wart przemyślenia. Potrafisz sobie wyobrazić, jak będzie wyglądać Twój łańcuch dostaw za pięć lat?

  1. Globalizacja

Sprzedawcy i pośrednicy już dziś przyznają, że ich łańcuchy dostaw obejmują coraz większą liczbę krajów. Globalizacja, nowi partnerzy międzynarodowi i outsourcing na innych kontynentach stwarzają dziś bardzo wiele atrakcyjnych okazji na rynku.

  1. Przemysł Smart

Na początku tego roku, mówiąc o rozpoczęciu rozwoju przemysłu opartego na technologiach smart w Holandii, tamtejszy minister gospodarki Henk Kamp przedstawił kilka imponujących liczb opisujących przewidywane korzyści płynące z wdrożenia tego typu innowacji: zużycie energii niższe o 60%, zużycie wody niższe o 80%, zużycie tuszu i substancji chemicznych niższe o 90%, a przy tym ograniczenie kosztów związanych z opłacaniem personelu nawet o połowę. Jak wyglądają jednak konkretne zastosowania takich technologii w roku 2015? Czego możesz oczekiwać, decydując się na wprowadzenie takich innowacji?

Typowe nagłówki prasowe skupiają się zazwyczaj na robotyce, Internecie Rzeczy i drukarkach 3D. Z tej trójki technologia druku 3D zdecydowanie przestała być już tylko modną nowinką i istotnie wpływa na funkcjonowanie łańcucha dostaw. Zbliżamy się do punktu, w którym będzie ona stosowana w produkcji masowej, a nie tylko do realizacji wybranych zamówień.

  1. Usługi o wartości dodanej

Zachowanie konkurencyjności w dzisiejszym łańcuchu dostaw niewątpliwie jest wyzwaniem. Dostawcy muszą udowadniać klientom, że ich usługi niosą ze sobą dodatkową wartość, aby uniknąć dezintermediacji („odpośredniczenia”, czyli usunięcia z pozycji pośrednika w łańcuchu dostaw). W rezultacie coraz większa liczba dostawców wprowadza do swojej oferty usługi dodatkowe. Niektóre z przykładów to: system zarządzania zapasami klienta przez dostawcę (VMI – Vendor Managed Inventory), dostawy dropshipping, ponowne etykietowanie, montaż, ulepszona obsługa online, usługi terenowe, gotowe produkty (turnkey), szkolenia i filmy wideo dla klientów, składy konsygnacyjne (consigned inventory), przepakowywanie, usługi lokalizacyjne (LSB), usługi logistyczne oraz programy lojalnościowe dla klientów.

  1. Zgodność z regulacjami handlowymi

Jesteśmy obecnie świadkami znacznego wzrostu liczby ważnych (międzynarodowych) standardów, regulacji i wymogów prawnych w sektorze logistycznym. Dotychczas były one domeną branży spożywczej i farmaceutycznej, lecz dziś odnoszą się do coraz większej liczby sektorów, kładąc nacisk na takie kwestie jak możliwość śledzenia produktu, bezpieczeństwo, elektroniczna wymiana danych, znakowanie i pakowanie. Czy Twoja organizacja zajmuje się importem i eksportem towarów? Jeśli tak, musisz zdawać sobie sprawę z różnorodnych regulacji obowiązujących w krajach, w których prowadzisz działalność. Czy dysponujesz planami i procedurami, które gwarantują zachowanie zgodności z tymi wymogami?

  1. Chmura obliczeniowa i usługi w chmurze

Technologia chmury obliczeniowej sprawia, że oprogramowanie jest dziś nie tyle sprzedawane, ile raczej dostarczane w formie subskrypcji. Trend ten rozwija się jeszcze szybciej w sektorze technologii użytkowych. Wystarczy wspomnieć o takich firmach jak Uber czy Greenwheels. Dziś  – gdy zajdzie taka potrzeba – nie kupuje się już samochodu, lecz płaci za podróż. Prowadzi to do fundamentalnej zmiany sposobu myślenia o własności i tego, jak wydajemy nasze pieniądze.

  1. Big data

Gromadzenie i analizowanie danych w odpowiedni sposób umożliwia identyfikację ukrytych korzyści skali i potencjału wzrostu. Więcej danych oznacza więcej przydatnych raportów, co z kolei prowadzi do usprawnienia procesu decyzyjnego. Efekt? Większa efektywność operacyjna, redukcja kosztów i skuteczniejsze zarządzanie ryzykiem. Obecny trend w obszarze big data polega na selektywnej retencji danych – nie chodzi już o zapisywanie wszystkiego, co tylko się da. Bardziej wydajne jest także prowadzenia analiz podczas fazy operacyjnej, a nie po jej zakończeniu. Najlepsze rezultaty osiąga się, analizując dane pochodzące z wielu różnych źródeł.

  1. Zrównoważony rozwój

Zrównoważony rozwój wymaga zarówno wysokiej jakości, jak i innowacyjności operacji. Dotyczy współpracy i prowadzenia działalności realnie zorientowanej na przyszłość, a także troski o rozwój biznesowy i wysoką jakość życia. Odpowiedzialna przedsiębiorczość oznacza sięganie wzrokiem poza słupki zysków. Chodzi w niej o równoważenie potrzeb populacji i planety oraz przychodów. Te trzy „słowa na P” są ze sobą ściśle powiązane. Zrównoważony rozwój staje się coraz ważniejszy dla coraz większej liczby firm, czy to z powodu regulacji prawnych kładących większy nacisk na społeczną odpowiedzialność biznesu, czy konsumentów, którzy w coraz większym stopniu domagają się prowadzenia działalności w odpowiedzialny sposób.

Programistą być i basta, czyli rośnie popyt na programistów

Powodów dobrej  sytuacji na rynku IT jest kilka. Za pomyślną atmosferą tej branży stoi dobra koniunktura gospodarcza, napływ nowych inwestycji, ale przede wszystkim postępująca automatyzacja i cyfryzacja. Zmieniają się potrzeby dnia codziennego, coraz więcej osób korzysta z wszelkiego rodzaju oprogramowań i rozmaitych aplikacji mobilnych. Czynniki te sprawiają, że rynek IT rośnie niezwykle dynamicznie, a popyt na pracowników znacznie przewyższa ich dostępność. Spośród stanowisk tego sektora na szczególną uwagę zasługują Programiści, na których panuje największe zapotrzebowanie. Wszystko wskazuje na to, że trend ten będzie się utrzymywał, dając pracę coraz większej liczbie osób.

Popyt na programistów w sektorze IT panował zawsze, jednak obecnie obserwujemy jego bardzo dynamiczny wzrost, który w skali ostatnich 2 – 3 lat zwiększył się o około 30%, – komentuje Urszula Mikulska, Lider Zespołu IT w firmie doradztwa personalnego Experis, specjalizującej się w rekrutacji w obszarach IT, inżynierii oraz finansów. – Pośród stanowisk na które rekrutujemy stanowiska programistyczne stanowią 90% wszystkich ofert z obszaru IT. Można nazwać je sercem wielu projektów. To profesje bazowe, niezbędne do tego, by wiele inicjatyw IT mogło się zmaterializować w postaci działającego produktu lub usługi. Na wzrost popytu na programistów w dużej mierze wpływa globalny rozwój i zwiększenie zapotrzebowania na aplikacje mobilne, bez których codziennie na całym świecie wiele osób nie potrafi się już obejść. Można powiedzieć, że programowanie to świetny zawód dla Polaków, bo wiąże się nie tylko z takimi cechami jak zdolność analitycznego myślenia, ale również umiejętność radzenia sobie w różnych sytuacjach, wymagających elastycznego podejścia, – mówi przedstawiciel Experis.

Wśród innych poszukiwanych cech znajdują się również dokładność oraz umiejętności komunikacyjne, które są niezbędne do pracy w zespołach programistycznych. Wbrew stereotypowi, to, czy osoba na stanowisku programisty ma zdolności komunikatywne jest bardzo istotne, bo wpływa na ostateczny efekt projektu, nad którym pracuje. Ważne również, by wykonawcy oprogramowania i aplikacji potrafili porozumieć się z klientem, dla którego przygotowują projekt. Poszukiwaną  cechą jest również chęć rozwoju. Programista to zawód, który ewoluuje i pociąga za sobą konieczność rozwoju w zakresie znajomości języków programowania, którymi dany specjalista się posługuje. Znajomość języków obcych również jest wymagana. Pośród nich przoduje angielski, niezbędny m.in. ze względu na charakter pracy, na którą składa się konieczność zapoznawania się z dokumentacjami technicznymi przygotowywanymi w tym języku. Jego znajomość warunkowana jest też dość powszechną koniecznością porozumiewania się z zagranicznym inwestorem lub zespołem współpracowników, który, częściej niż w przypadku innych zawodów, może być międzynarodowy. Również szkolenia oferowane przez pracodawców są zwykle prowadzone właśnie w języku angielskim.

W Polce mamy bardzo dobrze wykwalifikowanych specjalistów ds. programowania. Krajowi fachowcy w niczym nie ustępują swoim konkurentom z Zachodu, a niejednokrotnie są lepsi, – mówi Urszula Mikulska z Experis. – Zagraniczni specjaliści częściej ukierunkowani są na konkretny obszar działania, natomiast programiści z Polski wyróżniają się wszechstronnością. Wprawdzie wynagrodzenia nadal  jak na warunki europejskie są niższe, ale wypłacane stawki powoli gonią zarobki zachodnich kolegów po fachu. Dla przykładu początkujący programista, na stanowisku Juniora, może liczyć na wynagrodzenie rzędu od 5 000 do 7 000 zł brutto. Ekspert, z doświadczeniem dwu-czteroletnim, otrzymuje miesięczną stawkę wahająca się między 8 000 a 11 000 zł brutto. Natomiast na stanowisku zarządzającego zespołem Seniora wynagrodzenia rozpoczynają się od 13 000 zł a kończą na 20 000 zł brutto, przekraczając czasem nawet tę stawkę, – dodaje przedstawiciel Experis.

Pośród pracodawców programistów potrzebują wszyscy, niezależnie od skali czy branży działania danej firmy, choć największe zapotrzebowanie zgłaszają duzi gracze, którzy ze względu na swoją skalę prowadzą liczne rekrutacje na te stanowiska. Niezależnie jednak od tego jaki pracodawca poszukuje programistów, każdy ma narastające problemy w ich pozyskaniu. Dlatego też coraz więcej przedsiębiorstw zwraca się po wsparcie do firm doradztwa personalnego, które specjalizują się w ich pozyskiwaniu. Przy wyborze właściwej placówki ważne jest zrozumienie specyfiki branży IT. Informatycy nie będą chcieli rozmawiać z kimś, kto nie będzie dla nich partnerem w dyskusji. Ważne zatem, by zwracać uwagę na specjalizację danej firmy doradztwa personalnego oraz doświadczenie jej konsultantów.

Wyspecjalizowana firma doradztwa personalnego Experis współpracuje z pracodawcami oraz kandydatami odpowiednio dopasowując i łącząc te dwie grupy na zmieniającym się wciąż rynku pracy. Poszukującym pracy specjalistom wskazuje miejsca zatrudnienia ciekawe dla ich dalszego rozwoju i adekwatne do ich potrzeb. Experis zajmując się rekrutacją, doradza również kandydatom w zakresie budowy ich kariery dostarczając informacji na temat poszukiwanych na rynku kompetencji oraz tego, na co powinni położyć nacisk,
by zrealizować stawiany sobie cel zawodowy.

Poznań – miasto młodych innowatorów

Jeśli któreś z polskich miast miałoby pretendować do tytułu rodzimej Doliny Krzemowej, to Poznań byłby jednym z faworytów. W rankingu przeprowadzanym co roku przez „Forbesa” i Centralny Ośrodek Informacji Gospodarczej badający wskaźnik przyrostu liczby firm na 1000 mieszkańców, Poznań od 2013 roku zajmuje 2. miejsce, od razu za stolicą. Choć inwestycji z branży nowych technologii przybywa we wszystkich największych ośrodkach w kraju, jednak to w stolicy Wielkopolski rodzą się najbardziej rozpoznawalne start-upy. Co sprawia, że firmy z Poznania osiągają ogólnopolski sukces?

Poznaj Poznań

Poznańskie koziołki wiedzą, że w ich mieście dobrze się żyje, pracuje i inwestuje. Choć nie jest to największa, (7. pozycja w kraju), i najludniejsza (5. pozycja w kraju), miejscowość w Polsce, poszczycić może się najniższym wskaźnikiem bezrobocia, na poziomie 7,8% (dane GUS, czerwiec 2015).[1] Blisko 100% wszystkich podmiotów gospodarczych w mieście stanowią mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa, a wśród nich coraz więcej jest start-upów.[2] To w Poznaniu powstały m.in. portal informacyjny Wykop.pl wyceniany na 13 mln złotych czy warta półtora miliona złotych platforma transportowa jakdojade.pl.[3] Do tych najbardziej rozpoznawalnych należą również m.in. Polakpotrafi.pl, Lubimyczytać.pl czy Legimi.com oraz serwis Prześwietl.pl, który od kilku lat podbija sektor finansowy.

Zagłębie innowacji

W Poznaniu tkwi ogromy potencjał do tworzenia nowych biznesów – Dobra infrastruktura, wsparcie od władz i instytucji edukacyjnych, to silne elementy decydujące o „być albo nie być” nowo powstałych firm. Wiele start-upów nie rozwija skrzydeł, bo rozpoczynając działalność napotykają na swojej drodze pewne przeszkody m.in. brak wsparcia prawnego, biura, dodatkowego finansowania czy wiedzy jak dotrzeć do nowych klientów i prowadzić dalszą działalność. Nie umieją sobie poradzić z trudnościami, które spotykają na początkowym etapie, choć te nie są najbardziej problemowe. Wejście na kolejny poziom działalności to dopiero duże wyzwanie. Poznań pokazuje jak mu sprostać – w stolicy Wielkopolski aktywnie działają inkubatory i akceleratory technologiczne, a także lokalne czy akademickie ośrodki dedykowane właśnie start-upom m.in.: AIP, InQubator, YouNick. Wspierają młode innowacyjne firmy udostępniając im właśnie przestrzenie do pracy czy wsparcie księgowe – wyjaśnia Piotr Kania, Dyrektor Zarządzający firmą GFT Polska, która w Poznaniu działa od ponad dwóch lat.

– To również miasto konferencji technologicznych, m.in.: Startup Poznań, Hive61 czy Kickass, które dają uczestnikom możliwość skorzystania ze strefy doradczej i networkingu – dodaje Piotr Kania, GFT Polska.

Wsparcie uczelni

Rozwój start-upów wspierają także miejscowe uczelnie. Oferują know-how, a nawet kapitał na rozwój. Przykładem jest platforma jakdojadę.pl, w realizację, której zainwestowali profesorowie Politechniki Poznańskiej.[4] Równie chętnie ośrodki akademickie realizują projekty z działającymi przedsiębiorstwami. – W Poznaniu współpracujemy z dwiema uczelniami wyższymi. Na UAM, trzeciej najlepszej uczelni w kraju[5], nasi specjaliści prowadzą zajęcia z języków programowania. Dedykujemy również studentom programy stażowe, które uczą ich kreatywnego podchodzenia do stawianych wymagań i pozwalają na poznanie międzynarodowego środowiska pracy – opowiada Piotr Kania, GFT Polska.

Aktywność młodych, przedsiębiorczych ludzi, chętnych do działania pokazuje, że to miasto kreatywności i współpracy. – Poznań wyrasta na silny ośrodek technologiczny i jest widoczny na mapie kraju, jako dobra inwestycja dla firm. Miasto obrało odpowiedni kierunek, inwestując w nowe technologie i stwarzając przyjazną atmosferę dla nauki oraz innowacji w biznesie – dodaje Piotr Kania.

  • [1] dane GUS – 261 mkw. powierzchni, ok. 553 tys. mieszkańców
  • [2] http://startup.poznan.pl/projekt/
  • [3] http://www.web-scan.pl/www/wykop.pl/jakdojade.pl
  • [4] http://mamstartup.pl/sukces/7031/5-startupow-ktore-stworzyli-absolwenci-politechniki-poznanskiej
  • [5] http://www.perspektywy.pl/RSW2015/ranking-uczelni-akademickich

Ostatnie dni na licytowanie częstotliwości LTE. Ich łączna cena przekroczyła 7 mld zł

Jacek Czech, dyrektor ds. rozwoju Krajowej Izby Gospodarczej

Aktualizacja 12:22

Minister administracji i cyfryzacji Andrzej Halicki chce w trybie przyspieszonym zmienić zasady przedłużającej się aukcji częstotliwości LTE. Właśnie podpisał rozporządzenie w tej sprawie. Według nowych reguł, jeśli uczestniczy nadal będą podbijać ceny, w 116. dniu dojdzie do automatycznego rozstrzygnięcia. Z decyzją nie zgadza się część operatorów. P4 i Polkomtel uważają, że decyzja MAiC jest niekonstytucyjna. Według Jacka Czecha z KIG rozporządzenie ministra było potrzebne, bo na szybkim zakończeniu aukcji skorzystają zarówno rząd i operatorzy, jak i konsumenci.

Aukcja trwa bardzo długo. Wielu ekspertów zgłaszało ten problem na początku. Niestety, nie zostali wysłuchani. Dziś mamy sytuację, że aukcja trwa i nikt nie wie, kiedy się skończy – mówi agencji informacyjnej Newseria Jacek Czech, dyrektor ds. rozwoju Krajowej Izby Gospodarczej.

Aukcja częstotliwości 800 MHz oraz 2,6 GHz, służących do budowy sieci szerokopasmowego internetu LTE, trwa od lutego. Łączna wartość ofert złożonych przekroczyła już 7 mld złotych. To ponadczterokrotnie więcej niż początkowe deklaracje licytujących i ponaddwukrotnie więcej niż pierwotnie spodziewała się prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Rozumiem ministra Andrzeja Halickiego, że taki krok poczynił. To korzystne dla nas wszystkich, bo musimy wziąć pod uwagę trzy obszary: obywateli, rząd i podmioty, które biorą w tym udział – ekspert KIG

Dla operatorów tak wysokie ceny za częstotliwości oznaczają mniejsze środki na inwestycje. To zaś może opóźnić niezbędne dla cyfrowej gospodarki prace nad infrastrukturą dla szybkiego internetu mobilnego. Bez tego trudno będzie wypełnić założenia Europejskiej Agendy Cyfrowej, co jest zadaniem nie tylko tego rządu, lecz także kolejnego. Sprawne rozstrzygnięcie leży również w interesie obywateli, którym zależy na coraz lepszym dostępie do szybkiego internetu.

Ekspert jest zdania, że pozytywne rozstrzygnięcie aukcji przyniesie korzyści całej gospodarce. W obecnej rzeczywistości dostęp do sieci internetowej jest standardem, zarówno dla dużych przedsiębiorców, jak i lokalnego biznesu.

Szybki dostęp do internetu jest podstawą. Warto zauważyć, że to dotyczy całej Europy. Polska jest jednym z niewielu krajów, która częstotliwości 800 MHz nie rozdysponowała, wiec jesteśmy już bardzo zapóźnieni. Z punktu widzenia Polski to bardzo proces, którego beneficjentami będziemy wszyscy – wyjaśnia Jacek Czech.

Słuszność takiego rozwiązania sprawy podważają Polkomtel i P4, którzy zwrócili się do prezydenta Andrzeja Dudy z prośbą o zbadanie konstytucyjności rozporządzenia MAiC. Jeśli Trybunał podzieliłby wątpliwości operatorów, aukcja może zostać unieważniona.

– To na pewno jest problemem. Pamiętam, że kiedy wypowiadałem się na ten temat rok temu, to starałem się przestrzegać, że wszystko musi być lege artis, bo w grę wchodzą ogromne pieniądze – zaznacza Jacek Czech.

Rozdysponowanie częstotliwości LTE jest niezbędne do realizacji celów stawianych Polsce przez EAC. Jednym z najważniejszych zadań jest objęcie do 2020 roku całej populacji Unii Europejskiej dostępem do internetu o szybkości minimum 30 Mb/s, a co najmniej połowy użytkowników w każdym z krajów – do internetu o szybkości 100 Mb/s.

Kongres chemiczny z międzynarodową obsadą coraz bliżej. ,,Chemical Industry Summit & Awards Gala” już 12 października

Już coraz mniej czasu zostało do  konferencji ,,Chemical Industry Summit & Awards Gala”, która zapowiada się na duże wydarzenie dla branży chemicznej nie tylko w Polsce, ale na świecie. Na kongresie chemicznym pod patronatem międzynarodowych organizacji PlasticsEurope i Fertilizers Europe, z patronatem honorowym Ministerstwa Skarbu Państwa i Ministerstwa Gospodarki, zjawi się w tym roku wyjątkowo dużo gości z zagranicy.

W czasie całodniowej konferencji organizowanej przez Executive Club we współpracy z PwC Polska głos zabiorą: Alexis Brouhns – Dyrektor Generalny, Solvay Europe (Panel I), Karl-H. Foerster – Dyrektor Zarządzający, PlasticsEurope (Panel I, na zdjęciu), An Nuyttens – Prezes Silica Global Business Unit, Solvay (wystąpienie specjalne). Uczestnikami paneli dyskusyjnych na ,,Chemical Industry Summit & Awards Gala”  będą również przedstawiciele czołowych spółek rynku chemicznego w Polsce, m.in.: Paweł Jarczewski – Prezes Zarządu, Grupa Azoty (Panel I), Marek Kapłucha – Wiceprezes Zarządu Grupy Azoty S.A.  i Wiceprezydent Fertilizers Europe (Panel II), Grzegorz Czul – Prezes Zarządu, Dyrektor Generalny FLUOR (Panel III), Patrycja Zielińska – Wiceprezes Zarządu, Agencja Rozwoju Przemysłu S.A. (Panel III).

Struktura konferencji jest trójpanelowa. Debata w panelach będzie toczyć się wokół najbardziej aktualnych kwestii dla światowego rynku chemicznego. Tradycyjnie w czasie gali wieńczącej konferencję wręczone zostaną ,,Diamenty Polskiej Chemii” dla najbardziej wyróżniających się podmiotów w branży w 10 kategoriach: Inwestycja Roku, Lider Innowacji Roku, Produkt Roku, Lider Ekologii, Lider CSR, Podmiot Finansujący Roku, Doradca Roku, Osobowość Roku, Inwestor w Kapitał Ludzki, Top Executive Roku.

Więcej na temat konferencji: http://www.executive-club.com.pl/konferencje/chemia/12-pazdziernika-2015/

Badanie nastrojów gospodarczych wśród małych i mikroprzedsiębiorstw

W pierwszej połowie 2015 roku mali przedsiębiorcy częściej odczuli pogorszenie swojej sytuacji niż jej poprawę, chociaż pod koniec minionego roku spodziewali się wyraźnej poprawy. Winny jest dalszy spadek cen i popytu na rynku – to wnioski z badania Instytutu Badań i Analiz OSB oraz portalu Firmy.net, dotyczącego nastrojów gospodarczych wśród mikro- i małych firm w pierwszej połowie 2015.

Badanie z grudnia 2014 roku pokazało, że po raz pierwszy od dawna więcej przedsiębiorców odczuło poprawę sytuacji swoich firm niż jej pogorszenie. Stąd optymizm małych firm odnośnie I półrocza 2015 roku, kiedy to większość przedsiębiorców spodziewała się dalszej poprawy. Obecne badania pokazały jednak, że te oczekiwania się nie spełniły. Pomimo że sytuacja ogólna ponad 42 proc. firm pozostała bez zmian (wobec 44,8 proc., które prognozowały taki stan rzeczy), to wśród pozostałych firm częściej nastąpiło pogorszenie sytuacji niż jej poprawa. Do tego znacznie więcej firm, niż przewidywano, doświadczyło recesji, oraz znacznie mniej firm, niż oczekiwano, odnotowało pozytywne zmiany.

Sytuacja firm według sektorów gospodarczych

Występująca w I połowie 2015 roku tendencja zachowania stabilności sytuacji ogólnej firm była charakterystyczna dla 4 sektorów: budownictwa, handlu, rolnictwa i usług, w których prawie połowa właścicieli nie odczuła zmian w ostatnim półroczu. Wśród pozostałych większy odsetek firm dostrzegł pogorszenie sytuacji niż poprawę, z mniejszą lub większą dysproporcją w zależności od sektora. W największym stopniu przewagę spadków nad wzrostami odnotowano w sektorach przemysłu, budownictwa i handlu.

Co wpłynęło na poprawę, a co na pogorszenie sytuacji w firmach?

Firmy, które odczuły poprawę swojej sytuacji ogólnej, przypisały to przede wszystkim wzrostowi popytu i ożywieniu rynku (30,1 proc.) lub wzrostowi rozpoznawalności ich marki (21,4 proc.). Duży wpływ na poprawę sytuacji miały także inwestycje firm w rozwój (16,6 proc.) lub w reklamę (16,1 proc.). Relatywnie nieduży wpływ na wzrost miały zmiany organizacyjne w firmach (7,9 proc.) oraz poprawa jakości (3,4 proc.).

Jako powód pogorszenia się sytuacji swoich firm na rynku, przedsiębiorcy najczęściej wskazywali

zbyt dużą konkurencję cenową (27,5 proc.), a także wzrost kosztów prowadzenia firmy (21,3 proc.) i ogólne spowolnienie rynku (20,7 proc.). Relatywnie mniejszy wpływ miały decyzje rządu i idące za tym zmiany w przepisach oraz utrata klientów (15,4 proc.) czy zatory płatnicze (4 proc.).

Ceny i sprzedaż w dół

W minionym półroczu ceny produktów i świadczonych przez przedsiębiorstwa usług najczęściej pozostały bez zmian (60 proc.). Jednak wśród pozostałych firm znacznie częściej podejmowane były decyzje o obniżeniu cen niż ich zwiększeniu. Najsilniejsza tendencja spadku poziomu cen wystąpiła w sektorze budowlanym.

Spadkowi cen towarzyszyła pogłębiająca się tendencja spadku popytu na rynku krajowym (30 proc. w II połowie 2014 roku wobec 32,8 proc. w I połowie 2015 r.). Również firmy sprzedające na  rynkach zagranicznych odczuły pogorszenie sytuacji. Wprawdzie ponad połowa z nich utrzymała poziom sprzedaży (53,4 proc.), to w grupie pozostałych nieco częściej odnotowano spadek (24,8 proc.) niż wzrost sprzedaży (21,8 proc.). Jest to tendencja odwrotna do tej, która występowała jeszcze w II półroczu 2014 roku.

Wyraźna tendencja spadku wielkości sprzedaży wystąpiła przede wszystkim w sektorze budowlanym. W usługach i przemyśle odnotowano równowagę z nieznaczną tendencją wzrostową. Natomiast w rolnictwie i handlu zaobserwowano wzrost wielkości sprzedaży na rynkach zagranicznych.

Finanse, konkurencyjność i pozycja na rynku

Choć większość przedsiębiorców nie odczuła zmian w swojej sytuacji finansowej (40,6 proc.), to widoczny jest coraz większy odsetek firm, u których nastąpiło pogorszenie sytuacji finansowej (34 proc. w II połowie 2014 roku i 38,4 proc. w I połowie 2015 roku). Najczęściej trudności dotknęły przedsiębiorstwa budowlane, handlowe i przemysłowe.

W minionym półroczu blisko 2/3 przedsiębiorstw utrzymało swoją pozycję wśród konkurencji. W grupie pozostałych firm częściej ich konkurencyjna pozycja poprawiła się (25,7 proc.), niż pogorszyła (13,7 proc.).

Tendencja poprawy pozycji na rynku wystąpiła we wszystkich sektorach gospodarki, jednak najwyższy poziom osiągnęła w przemyśle, usługach i budownictwie (pomimo zanotowania tam niezadowalających wyników z działalności). Nieco słabszą tendencję poprawy konkurencyjnej pozycji zanotowano w firmach działających w handlu i rolnictwie.

Poziom zatrudnienia minimalnie w górę

Przedsiębiorstwa w I połowie 2015 r. przeważnie utrzymały stały poziom zatrudnienia (77,4 proc.). Pozostałe firmy minimalnie częściej decydowały się zatrudniać nowych pracowników (11,4 proc.), niż ich zwalniać (11,1 proc.).

Niewielki wzrost zatrudnienia wystąpił w sektorach przemysłu i usług. Tendencja spadku poziomu zatrudnienia wystąpiła w sektorach budownictwa i handlu.

Informacje o badaniu

Badanie nastrojów gospodarczych zostało przeprowadzone po raz piąty w czerwcu 2015 r. z zastosowaniem techniki CAWI przez Instytut Badań i Analiz OSB. W badaniu wzięło udział 1419 przedstawicieli małych firm (50,3 proc. firm jednoosobowych, 43,2 proc. mikro firm, zatrudniających od 1 do 9 pracowników, oraz 6,5 proc. małych firm, zatrudniających od 10 do 49 osób), które są zarejestrowane w wyszukiwarce firm Firmy.net. Wśród ankietowanych większość zajmuje się działalnością usługową (68,1 proc.), 19,6 proc. – handlową, 6,8 proc. – budowlaną, 5 proc. – przemysłowo-produkcyjną, a około 0,5 proc. działa w branży rolnej. Z uwagi na liczbę i strukturę respondentów wyniki badania mają charakter reprezentatywny.

Kraje wschodzące doświadczają poważnych zakłóceń, kraje rozwinięte mają się dobrze.

Na kraje wschodzące – gdzie ekonomiści Coface prognozują w 2015 r. wzrost o 3,5 proc., a w kolejnym roku aż o 4,2 proc. – cień rzucają niskie ceny surowców oraz spadek kursów walut w stosunku do USD. W Chinach, Turcji i RPA nastąpiło spowolnienie działalności, a w Rosji i Brazylii – recesja. Załamanie na chińskiej giełdzie oraz jego wpływ na ceny surowców jeszcze bardziej spotęgowały te niekorzystne okoliczności.

W znacznie lepszej sytuacji znajdują się gospodarki rozwinięte. Aktywność w Stanach Zjednoczonych znacząco wzrosła w II kwartale br. (prognoza na 2015 r. wynosi 2,5 proc.) dzięki wydatkom konsumenckim i inwestycjom. W strefie euro (1,5 proc.) obserwuje się dalsze stopniowe ożywienie działalności.

Aktualna sytuacja gospodarcza na rynkach światowych przejawia stopniowe ożywienie w krajach rozwiniętych i pogorszenie sytuacji w gospodarkach rozwijających się. Wydaje się jednak, że zawirowania, które dotykają krajów wschodzących nie dotyczą regionu Europy
Środkowo-Wschodniej.

– Nasze ostatnie rewizje ocen potwierdziły stabilną sytuację w krajach regionu, który korzysta nie tylko na poprawiających się perspektywach gospodarczych głównego partnera handlowego – strefy euro, ale przede wszystkim na rosnącym popycie wewnętrznym, który stał się główną siłą napędową wielu gospodarek w regionie. Poprawa sytuacji na rynku pracy, ze stopą bezrobocia osiągającą poziomy nienotowane w ostatnich sześciu latach, rosnące płace i niska inflacja lub nawet deflacja są pozytywnymi czynnikami wspierającymi wzrost konsumpcji prywatnej, jak i całej gospodarki – powiedział Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej.

Poprawa sytuacji gospodarczej na Węgrzech

Węgry z oceną B zostały umieszczone na pozytywnej liście obserwacyjnej ze względu na lepsze perspektywy gospodarcze, które przekładają się na poprawę warunków działalności biznesowej przedsiębiorstw. Solidny wzrost konsumpcji prywatnej jest zasługą znacznego zwiększenia liczby zatrudnionych i tym samym obniżenia stopy bezrobocia, jak również rozwiązania systemowego ryzyka kredytów hipotecznych w walutach obcych. Otoczenie biznesowe ulega poprawie i jest na porównywalnym poziomie do obserwowanego w Polsce lub Czechach. Jednocześnie wzrost gospodarczy pozostaje na solidnym poziomie i nie jest zasługą jedynie czynników jednorazowych. Zgodnie z prognozą Coface wzrost gospodarczy Węgier osiągnie 3 proc. w tym roku i 2,4 proc. w 2016 r.

Pogorszenie sytuacji w krajach wschodzących

  • Ogłoszono perspektywę negatywną oceny A2 dla Malezji. Kraj ten ucierpiał w wyniku spowolnienia gospodarki chińskiej (będącej jednym z jego głównych partnerów) oraz spadku cen surowców, a ponadto uzależniony jest od popytu zewnętrznego. Ryzyko stanowią wysokie poziomy zadłużenia gospodarstw domowych i dług publiczny.
  • Armenia, z oceną C, została objęta perspektywą negatywną z powodu uzależnienia gospodarczego i finansowego od Rosji, niestabilności politycznej i gwałtownego pogorszenia sytuacji w finansach publicznych.
  • Tunezja utraciła perspektywę pozytywną oceny B (od marca 2015 r.). Jest wysoce prawdopodobne, że nastąpi tu recesja z powodu ataków terrorystycznych i ich skutków dla gospodarki, w szczególności dla sektora turystyki. Utrzymujące się ryzyko ze strony terrorystów oraz rosnące napięcia społeczne w sektorach, na które wcześniej wywarł wpływ kryzys gospodarczy, zatarły wcześniejsze pozytywne skutki zmian politycznych.

Ameryka Łacińska: oceny czterech krajów spadły o jeden stopień

W Ameryce Łacińskiej (przewidywany spadek o 0,2 proc. w 2015 r.) nastąpiła nowa fala zmian ocen na niższe.

  • Ocena Brazylii, objętej przez Coface w marcu perspektywą negatywną, została obniżona do poziomu B. Gospodarka tego kraju znajduje się w recesji i perspektywy na kolejne kwartały nie są zachęcające (przewidywany wzrost w 2015 r. wyniesie -2,5 proc.) w kontekście wzmożonej niestabilności politycznej. Spadły zarówno wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych – główny czynnik napędzający wzrost – jak i inwestycje, w szczególności z uwzględnieniem afery Petrobras.
  • Ekwador od marca także objęty jest perspektywą negatywną. Ocena tego kraju została obniżona do poziomu C. Jest to drugi kraj, który najbardziej odczuł spadek ceny ropy naftowej (40 proc. dochodów budżetowych, ponad 50 proc. eksportu). Wpłynęło to negatywnie na wydatki i inwestycje publiczne. Z powodu nieporozumień w sprawie taryf z Kolumbią i Peru pogorszyły się perspektywy lokalnych firm prywatnych. Gospodarka jest w dużym stopniu uzależniona od kapitału chińskiego.
  • Ocena Chile spadła do poziomu A3. Kraj ten cierpi z powodu długotrwałego spadku cen miedzi oraz spowolnienia gospodarczego w Chinach, które są głównym odbiorcą miedzi z Chile. Skandale korupcyjne destabilizują otoczenie biznesowe.
  • Po powrocie do stanu sprzed recesji w 2012 r. i okresie korzystnych warunków gospodarczych, na Trynidad i Tobago – obecnie z oceną A4 – negatywny wpływ wywierają utrzymujące się niskie ceny ropy naftowej. Pozostaje jeszcze inny problem: rozwój dostaw gazu i infrastruktury.

LS Tech-Homes S.A. z kontraktem na dostawę przenośnych obiektów budowlanych do zastosowań militarnych

LS Tech-Homes S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2012 r., podpisała jako członek Konsorcjum wstępne porozumienie odnośnie warunków kontraktu na budowę przenośnych obiektów budowlanych do zastosowań militarnych. Szacowana wartość pierwszej fazy projektu wynosi ponad 72 mln zł.

Spółka jest członkiem Konsorcjum, któremu przewodzi firma AmTech Sp. z o.o. Podpisane wstępne porozumienie odnośnie warunków kontraktu dotyczy budowy pierwszej partii obiektów do montażu przenośnych baraków wojskowych o przeznaczeniu mieszkalnym, sanitarnym, sztabowym itp. Wartość tej fazy przedsięwzięcia została określona na 72 mln zł. Realizacja kontraktu wpłynie w istotny sposób na wyniki finansowe LS Tech-Homes S.A. w kolejnych latach.

„Zastosowane materiały i rozwiązania techniczne dostarczone przez Spółkę i wdrożone w projekcie spełniają bardzo restrykcyjne wymogi klienta, co potwierdzili jego przedstawiciele na testowych i modelowych obiektach. Baraki są demontowalne i przenośne przy użyciu określonych w założeniach do projektu środków transportu. Spełniają one także warunki bezpieczeństwa wymagane przez odbiorcę, w tym ognioodporność i izolacyjność wilgotnościową. Ponadto materiały i rozwiązania techniczne zawierają założone warunki dotyczące konstrukcji, montażu, demontażu  i izolacyjności cieplnej umożliwiającej stosowanie ich w każdych warunkach atmosferycznych.” – komentuje Leszek Surowiec, Prezes Zarządu Spółki LS Tech-Homes S.A.

Emitent opracował pakiet szkoleniowy i montażowy obiektów, dostarczany w postaci elektronicznej w formie specjalistycznego oprogramowania na tabletach. W pierwszej fazie realizacji kontraktu przeprowadzone zostaną również szkolenia u klienta prowadzone przez instruktorów LS Tech-Homes S.A. Jest to unikalne rozwiązanie techniczne umożliwiające otwarcie rynku na tego typu produkty także dla innych klientów. Spółka nadal pracuje nad optymalizacją niektórych rozwiązań zarówno konstrukcyjnych jak i procesu montażu, transportu i demontażu baraków.

„Rozważamy stosowanie podobnych rozwiązań dla domów na terenach katastroficznych, np. po powodziach, huraganach, trzęsieniach ziemi czy konfliktach zbrojnych, a także dla osiedli dla uchodźców. Posiadamy odpowiednie zaplecze produkcyjne do realizacji kontraktu, a wkrótce obecnie budowane nowe hale pozwolą na zwielokrotnienie produkcji i rozszerzenie oferty o obiekty modułowe mieszkalne i komercyjne, a także rekreacyjne, całoroczne domy mobilne.” – ocenia Surowiec.

W sierpniu br. Emitent podpisał umowę inwestycyjną o charakterze intencyjnym z Partnerem, który zadeklarował inwestycję w Spółkę w kwocie nieprzekraczającej 15 mln zł poprzez objęcie akcji nowej emisji oraz udzielenie finansowania dłużnego. Obecnie przeprowadzane jest badanie due diligence, którego pozytywny wynik będzie jednym z warunków koniecznych do podpisania ostatecznej umowy inwestycyjnej. Partner posiada wyłączność na prowadzenie negocjacji do dnia 30.10.2015 r. Nawiązana współpraca ma się przyczynić do zwiększenia wartości Spółki.

LS Tech-Homes S.A. jest Spółką notowaną na rynku NewConnect od czerwca 2012 r. Zajmuje się ona wdrażaniem nowoczesnych technologii kompozytowych dla różnych gałęzi przemysłu. Głównymi produktami Spółki są płyty magnezowe MgO GREEN oraz płyty kompozytowe – SIP MgO GREEN.

Większy wkład własny zmieni rynek nieruchomości?

Od stycznia zwiększy się wkład własny przy zakupie mieszkania na kredyt – minimalna wpłata będzie wynosić 15%. W 2017 roku poprzeczka wzrośnie o kolejne 5 punktów procentowych. Co to oznacza dla kupujących? Czy ostatni kwartał tego roku będzie rekordowy pod względem zakupu nieruchomości?

Jeszcze w 2013 roku niektóre banki udzielały 100-procentowego kredytu na zakup nieruchomości. Światowy kryzys finansowy, którego powodem było rozluźnienie standardów kredytowych i nadmierne zadłużenie części gospodarstw domowych, zmienił nastawienie Komisji Nadzoru Finansowego. Organ nadzorujący rynek finansowy w Polsce postawił wymóg pobierania wkładu własnego, który zmniejszy ryzyko i koszty kredytobiorcy. Zmiany wprowadzane są stopniowo – od 2014 roku minimalna wpłata musi wynosić przynajmniej 5%, a od stycznia 2015 roku – 10%. To nie koniec zmian – w 2016 roku wzrośnie do 15%, a w 2017 roku do 20%.

Zacznij odkładać już teraz

Zmiany wpływają na to, jak dużo osób stać na zaciągnięcie kredytu. O ile jeszcze rok temu przy zakupie mieszkania za 350 tys. zł wystarczyło 17,5 tys. zł, o tyle od stycznia będzie trzeba zgromadzić 52,5 tys. zł, a od 2017 roku 70 tys. zł.

Zdaniem Teresy Witkowskiej dyrektor sprzedaży Alpha Park, inwestycji na warszawskim Ursusie, dla mniej zamożnych klientów oznacza to konieczność przygotowania się do zakupu mieszkania z odpowiednim wyprzedzeniem czasowym: – Nowe przepisy wymagają wcześniejszego odkładania pieniędzy. Zmiany nie były tajemnicą, zostały ogłoszone półtora roku temu, dlatego wielu kredytobiorców zdążyło przygotować się zakupu nieruchomości – dodaje. Ile czasu należy oszczędzać aby zaoszczędzić wymagane 15%?

Zakładając, że kupujemy dwupokojowe mieszkanie o powierzchni 50 mkw. na osiedlu Alpha Park w warszawskim Ursusie (w cenie 6580 zł za mkw.), na wymagany od przyszłego roku wkład własny będziemy potrzebować 49,3 tys. zł. – odkładając 1 tys. zł miesięcznie wymagany limit uzbieramy po czterech latach, 2 tys. zł miesięcznie – po przeszło dwóch larach, a 4 tys. zł miesięcznie po około roku.

MdM na ratunek

Pozytywną wiadomością są zmiany, które zaszły w rządowym programie Mieszkanie dla Młodych. Osoby wychowujące jedno dziecko będą mogły liczyć na pokrycie 15-procentowego wkładu własnego właśnie z MdM. Przy dwójce dzieci pomoc państwa zwiększa się do 20%, a trojgu i większej liczbie do 30%. Osoby bezdzietne, które nie ukończyły 35 roku życia mogą liczyć na 10-procentowe wsparcie, co oznacza, że zamiast 49,3 tys. zł, musza odłożyć 16,5 tys. zł.

MdM to dobry sposób na znaczne zaoszczędzenie na mieszkaniu. Przeglądając oferty warto zwrócić uwagę co jeszcze można zyskać. Na przykład kupując apartament na osiedlu Alpha Park oferujemy kompleksowe wykończenie. Klient oszczędza kilkadziesiąt tysięcy złotych, a w dodatku czas i nerwy, ponieważ od razu wprowadza się do gotowego mieszkania zauważa Teresa Witkowska.

Wkład własny to europejski standard

Jak zmiany wpłyną na rynek nieruchomości? – Trudno powiedzieć, jakie będzie podejście klientów do zakupu nieruchomości. Niewykluczone, że chętniej będą wynajmować mieszkania. Mimo to rynek pierwotny w Polsce nie straci na znaczeniu. Jesteśmy inni niż Hiszpanie czy Amerykanie, którzy chętnie korzystają z wynajmu. W Polsce istnieje bardzo silna potrzeba posiadania własnej nieruchomości. Cena jest ważna, ale nie kupujemy mieszkań, ponieważ są tanie. Decydujemy się na nie, ponieważ ich potrzebujemy – mówi Teresy Witkowskiej dyrektor sprzedaży Alpha Park.

Polskie wymagania związane z kredytem mieszkaniowym nie odbiegają od innych krajów europejskich. 20-procentowy wkład własny jest wymagany między innymi u naszych zachodnich sąsiadów, w Austrii, Francji czy Danii. Mniejsze wymagania dotyczą Francuzów i Słowaków – tam wystarczy 10%. W ciekawej sytuacji są Węgrzy, którzy biorąc kredyt hipoteczny w forintach muszą wpłacić 20%, ale w euro 50%, a w frankach szwajcarskich aż 65%.

Znów będziemy drukować euro?

EBC pozazdrościł FED-owi uwagi jaka spada na niego w związku z potencjalną podwyżką stóp, więc rozpoczął spekulacje na temat kolejnego programu tanich pożyczek. Dane PMI dla Europy okazały się słabsze od oczekiwań. Bezrobocie w Polsce wciąż dwucyfrowe.

Na wczorajszej konferencji prasowej Mario Draghi, szef Europejskiego Banku Centralnego, mówił o możliwości wprowadzenia kolejnego luzowania ilościowego w strefie euro. Zwrócił uwagę na wolniejszą od oczekiwań dynamikę PKB. Powodem rozważań na ten temat był również spadek inflacji, sugerujący spowolnienie gospodarcze. Inflacja jest jednak pochodną cen surowców. Tak długo jak surowce będą tanie, to wytwarzane z nich produkty również powinny być tańsze. Co ciekawe, pomimo tego inflacja była wymieniana jako powód potencjalnego kolejnego luzowania. Jak to wpłynie na rynki walutowe? W wyniku pojawiania się dodatkowego euro na rynku powinno dojść do osłabienia tej waluty. Stanie się tak dlatego, że perspektywy inwestowania dodatkowych miliardów euro wcale się nie poprawią, zatem inwestorzy będą sprzedawać walutę by inwestować ją gdzie indziej. Beneficjentami programu, oprócz oczywiście banków, będą więc kraje naszego regionu i USA gdzie również popłynie strumień pieniędzy.

Wczoraj poznaliśmy wstępne odczyty indeksów PMI dla przemysłu. Dane finalne oczywiście jak to w przypadku wstępnych odczytów mogą się różnić, ale najczęściej ogólna tendencja zostaje utrzymana. Łączny indeks dla strefy euro wyniósł 54 pkt. Jest to solidny wynik, biorąc pod uwagę w jakiej sytuacji jest w dalszym ciągu Europa, ale to mniej niż miesiąc temu i mniej niż oczekiwali analitycy. Głównymi winowajcami spadków są Niemcy. Optymizm menadżerów za Odrą spada. W dalszym ciągu przeważają optymiści, jednakże zbliżamy się do psychologicznej bariery oddzielającej rozwój od recesji. Lepiej za to wypadły dane z Francji, która po wielu miesiącach poniżej 50 pkt znów powróciła powyżej tego poziomu. Jak reagowały rynki? Euro osłabiało się względem zarówno dolara, jak i złotego. Ruch ten nie był silny i jeszcze tego samego dnia został skorygowany.

Oprócz tych danych poznaliśmy jeszcze wskaźnik bezrobocia dla Polski. Wbrew zapowiedziom ministra pracy nie udało się osiągnąć jednocyfrowej wartości, ale poziom 10,0%, biorąc pod uwagę odczyty z ostatnich miesięcy, może cieszyć. Powoli kończy się korzystny wpływ czynników sezonowych na bezrobocie. Jeżeli w kolejnym odczycie nie przełamiemy pułapu 10% bezrobocia, prawdopodobnie przyjdzie nam poczekać w tym celu do przyszłego roku.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

  • 10:00 – Niemcy – indeks instytutu IFO,
  • 14:30 – USA – zamówienia na dobra oraz wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 16:00 – USA – sprzedaż nowych domów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wzrost strategicznej roli lidera działu HR. Walka o talenty znowu nabiera tempa

Nowy Globalny Barometr HR Michael Page pokazuje, że branża HR stawia ludzi na pierwszym planie. Następuje wzrost strategicznej roli lidera działu HR, a walka o talenty znowu nabiera tempa.

Globalny Barometr HR międzynarodowej firmy doradztwa personalnego Michael Page śledzi zmiany zachodzące w pełnej wyzwań roli, jaką pełnią działy i liderzy HR. Jego wyniki odzwierciedlają opinie wyrażone przez ponad 2500 menedżerów i dyrektorów HR z 65 krajów świata reprezentujących cały przekrój organizacji z różnych gałęzi gospodarki.

Paweł Wierzbicki, Dyrektor w Michael Page
Paweł Wierzbicki, Dyrektor w Michael Page

– Barometr HR Michael Page obiektywnie wskazuje wyzwania i priorytety jakie stoją przed liderami zarządzania zasobami ludzkimi na świecie. Odpowiada na pytania o ich pozycję w organizacji oraz najbliższe plany i najważniejsze zadania. Wskazuje też, czy w sektorach, w których zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników wciąż rośnie, działy HR są przygotowane do nowej walki o talenty – podsumowuje Paweł Wierzbicki, Dyrektor w Michael Page.

Wzrost strategicznej roli lidera działu HR

Funkcja HR przechodzi obecnie radykalne zmiany w organizacjach. Z pełnienia przede wszystkim roli administracyjnej, staje się strategicznym partnerem biznesu skoncentrowanym na rekrutacji, rozwoju i zarządzaniu talentami, od których zależy sukces organizacji. Swoje działania liderzy HR prowadzą pod bezpośrednim nadzorem prezesów lub dyrektorów generalnych lub zarządzających firm, do których według Barometru HR raportuje prawie 2/3 (63%) wyższej kadry menedżerskiej HR na świecie i niemal 3/4 (72%) w Europie.

Wyścig po talenty rozpoczyna się od nowa

Raport Michael Page dostarcza także przekonujących dowodów na to, że organizacje zmierzają w kierunku nowej „wojny o talenty”. Wyniki badania pokazują bowiem, że:

  • Prawie połowa (48%) liderów HR na świecie oczekuje zwiększenia zatrudnienia w ciągu najbliższych 12 miesięcy
  • Prawie jedna trzecia organizacji zwiększyła budżety na rekrutację w ciągu ostatnich miesięcy
  • Wielka Brytania i Irlandia oraz sektor technologiczny wiodą prym w globalnym zapotrzebowaniu na talenty

Zarządzanie talentami na szczycie priorytetów HR

Poproszeni o wskazanie najpilniejszych priorytetów, liderzy HR raz jeszcze odwołali się do działań związanych z utalentowanymi pracownikami:

  • Zarządzanie talentami – 33% wskazań
  • Szkolenia i rozwój – 33% wskazań
  • Pozyskiwanie talentów/ rekrutacja – 32% wskazań

Zróżnicowany obraz w regionach i branżach

Globalny Barometr HR wydobywa także na światło dzienne regionalne zróżnicowania dotyczące działów zarządzania zasobami ludzkimi. Na przykład w Europie Kontynentalnej mniej liderów HR (44%) niż na świecie (48%) i na Bliskim Wschodzie (75%) spodziewa się wzrostu zatrudnienia w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Różnice pomiędzy Europą a światem widać także na liście priorytetów HR. W naszym regionie otwiera ją zarządzanie zmianą (34%), która globalnie znalazła się na piątym miejscu (27%). Podobnie jest gdy porównamy branże. Znaczenie rekrutacji w branży technologicznej jest znacznie wyższe niż globalnie. Firmy z tego sektora zdecydowanie częściej jako priorytet określają pozyskiwanie talentów/rekrutację – 45% niż ma to miejsce globalnie – 32%.

Wyniki najnowszego Globalnego Barometru HR Michael Page pochodzą z odpowiedzi uzyskanych od ponad 2500 menedżerów HR z 65 krajów świata, w tym ponad 1280 z Europy. Badani reprezentują cały przekrój organizacji z różnych gałęzi gospodarki, w tym m.in.: MSP, organizacje globalne, media, przemysł, dobra konsumenckie, nowoczesne technologie, budownictwo. Raport zatytułowany „Ludzie na pierwszym planie. Branża HR w przededniu zmiany i rozwoju” jest dostępny na stronie internetowej Michael Page:  http://publikacje.michaelpage.pl/globalny-barometr-hr-2015

Główni akcjonariusze Infovide-Matrix podpisali z Asseco Poland umowy o zamiarze zbycia posiadanych akcji

Główni akcjonariusze Infovide-Matrix, spółki notowanej na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, podpisali z Asseco Poland umowy o zamiarze zbycia posiadanych akcji. W związku z tym w dniu wczorajszym firma Asseco Poland opublikowała wezwanie na zakup akcji Infovide-Matrix.

„Sprzedaż spółki inwestorowi strategicznemu to jeden z naturalnych etapów rozwoju firm. W ciągu ostatnich dwóch lat zdobyliśmy silną pozycję na rynkach takich jak finanse, energetyka czy sektor publiczny. Realizujemy więcej ciekawych projektów, i działamy w większej skali niż kiedykolwiek wcześniej w historii firmy. Backlog na lata 2015 i 2016 pokazuje że nasza oferta spotyka się dziś z dobrym przyjęciem na rynku. Uznaliśmy, że wykorzystanie będących efektem tego sukcesu okazji – dużych projektów jakie pojawiają się dziś w naszym zasięgu – wymaga wzmocnienia kapitałowego.” – powiedział Prezes Zarządu Infovide-Matrix, Borys Stokalski.

Do sfinalizowania transakcji Infovide-Matrix będzie funkcjonowało bez zmian, realizując umowy i projekty dla dotychczasowych klientów. Docelowo, zespoły obu firm będą ściśle współpracować, świadcząc usługi dla takich sektorów jak energetyka, bankowość, telekomunikacja oraz administracja publiczna.

„Asseco to jeden z największych graczy europejskich, flagowa grupa polskiego przemysłu IT. Jestem przekonany, że w tym środowisku kompetencje i kultura pracy naszego zespołu zostanie doceniona i stanie się jednym ze źródeł wzrostu wartości grupy.” – powiedział Marek Kobiałka, Przewodniczący Rady Nadzorczej Infovide-Matrix.

Obie strony będą kontynuować realizację swoich dotychczasowych umów z klientami, którzy dzięki tej transakcji zyskają dostęp do pełnej oferty oraz know-how Grupy Asseco. Ponadto, klienci Infovide-Matrix będą mieli po drugiej stronie dużego i stabilnego partnera, który będzie mógł kompleksowo realizować bardziej wymagające projekty.

Finalizacja transakcji uwarunkowana jest zgodą Prezesa UOKiK oraz przekroczeniem w wezwaniu zapisów, dających Asseco minimum 70% udziału w kapitale zakładowym Spółki.

Czy kryzys gospodarczy w Chinach położy się cieniem na pozostałych krajach regionu azjatyckiego?

Chiny starają się znaleźć sposób na osiągnięcie stabilnego wzrostu gospodarczego. Proces ten odbija się jednak negatywnie nie tylko na gospodarce tego kraju, ale i na gospodarkach krajów ościennych. Według szacunków Coface, mało prawdopodobnym jest, by tempo wzrostu gospodarczego przekroczyło 6,7 proc. w 2015 r. i 6,2 proc. w 2016 r. w porównaniu z wynikiem 13,4 proc. osiąganym w latach 2006-2007. Przyczyn takiej sytuacji należy upatrywać przede wszystkim w spowolnieniu procesu doganiania pod względem technologicznym i kapitałowym gospodarek krajów wysoko rozwiniętych przez Chiny.

 

Państwo Środka w obliczu kluczowych zmian 

Zmiany zachodzące obecnie w chińskiej gospodarce ukazują dwie główne tendencje – spadek poziomu konkurencyjności cenowej w stosunku do innych krajów azjatyckich oraz przejście do wzrostu opartego na konsumpcji, a nie na inwestycjach.

Wzrost jednostkowych kosztów pracy, częściowo spowodowany spadkiem liczby ludności w wieku produkcyjnym, prowadzi do zmniejszenia konkurencyjności cenowej. Wolumen bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) w Chinach spadł na rzecz bardziej konkurencyjnych krajów regionu (Tajlandii, Malezji, Indonezji i Wietnamu). Udział inwestycji we wzroście gospodarczym stracił na znaczeniu, na co wskazuje stopniowe spowolnienie tempa wzrostu inwestycji w środki trwałe (11,2 proc. w I kw. 2015 r.), spadek poziomu zysków wykazywanych przez spółki oraz spadek poziomu produkcji przemysłowej (średnio 6,3 proc. miesięcznie w okresie od początku roku do lipca 2015 r. w porównaniu z 8,3 proc. w 2014 r.).

Jak duże jest ryzyko wystąpienia efektu domina w innych krajach azjatyckich?

  • Wysokie ryzyko wystąpienia efektu domina na rynkach finansowych

Zarówno Hongkong, jak i Singapur mogą odczuć efekty spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego w Chinach w dwojaki sposób:

  • poprzez rynki finansowe. Giełdy w tych krajach są ściśle powiązane z rynkiem chińskim, a w wyniku udzielania transgranicznych kredytów bankowych ich banki narażone są na pogorszenie wiarygodności kredytowej chińskich spółek;
  • poprzez wymianę handlową. Stosunek ich eksportu do Chin w sektorach wysokiego ryzyka jest znaczący – wynosi 74 proc. PKB w Hongkongu i 15 proc. w Singapurze.

Wolumen eksportu Mongolii do Chin jest również znaczący. Mongolia może odczuć skutki spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego Chin i zostać podwójnie dotknięty negatywnym efektem cenowym (eksport wysokiego ryzyka stanowi 43 proc. PKB). Mongolia, na którą negatywnie wpłyną niższe ceny towarów oraz zmniejszenie wartości chińskich inwestycji w powiązanych sektorach, doświadczy spadku popytu na minerały, metale i paliwa.

  • Umiarkowany efekt domina: Tajlandia, Malezja, Indonezja i Wietnam

Ryzyko finansowe i handlowe w tej grupie krajów jest znaczące – stosunek eksportu do Chin jest  tu wysoki. Jednak eksport wysokiego ryzyka stanowi mniej niż 10 proc. całkowitego PKB. Dlatego też kraje te są wystarczająco stabilne, aby uniknąć sytuacji, w której tempo wzrostu ich gospodarek spadnie, jeśli gospodarce Chin uda się opanować spowolnienie tempa wzrostu. Dziesięcioprocentowy spadek wartości eksportu do Chin w tych krajach doprowadziłby do spadku tempa wzrostu o mniej niż jeden punkt w ich gospodarkach. Ponadto kraje te czerpią korzyści z obniżającego się poziomu konkurencyjności Chin, a co za tym idzie – odnotowują wzrost wartości dokonywanych BIZ.

  • Kraje o największej odporności na efekt domina: Indie i Filipiny

Stosunki handlowe między tymi krajami i Chinami są ograniczone, podobnie jak ograniczone jest ryzyko wystąpienia efektu domina na rynkach finansowych. Kraje te również korzystają na spadku cen towarów. Indie mogą odczuć negatywne skutki z opóźnieniem w wyniku efektu odbicia, jeśli okaże się, że kraje Zatoki Perskiej ucierpiały z powodu spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego w Chinach.

Porównanie majątków najbogatszych Polaków i Chińczyków

Nikogo nie dziwi ogromne zainteresowanie rankingiem najbogatszych ludzi na świecie. Fortuny przyciągają. Takie zestawienie to swoiste kompendium wiedzy, w jaki sposób zarobili inni. Szczególnie interesujące są dynamicznie pomnażane majątki chińskich przedsiębiorców. Chiny, zaliczane niegdyś do krajów trzeciego świata, dziś są tygrysem azjatyckim, pierwszym światowym eksporterem, a drugim importerem.

Tamtejsze społeczeństwo nie jest już oddzielone od świata murem chińskim – staje naprzeciw wyzwań globalizacji. Ekonomiczne reformy Deng Xiao Penga wykreowały nową generację przedsiębiorców. W 1978 roku przeprowadził on Chiny poprzez historyczną transformację, wprowadzając plan „poczwórnej modernizacji” – zreformował rolnictwo, przemysł, obronę narodową, a także naukę i technikę. W czasie długiego panowania Deng zdecentralizował gospodarkę oraz otworzył niegdyś izolujące się Chiny na międzynarodowy handel. Obecnie o tym państwie mówi się, że jest największą „fabryką świata”.

Najbogatsi Polacy i Chińczycy

Porównując łączny majątek stu najbogatszych Polaków i Chińczyków nie sposób nie stwierdzić, że dzieli ich przepaść. Zwykło się postrzegać Chiny jako kraj biedny, komunistyczny, położony gdzieś daleko w Azji, tymczasem wiele osób może być zaskoczonych liczbą chińskich miliarderów i wartością ich majątków. Łączny majątek setki najbogatszych Chińczyków wynosi prawie 423 mld USD, to ponad jedenaście razy więcej niż wynosi suma majątków 100 najbogatszych Polaków.

Wykres 1. Porównanie łącznego majątku 100 najbogatszych Chińczyków i 100 najbogatszych Polaków (w mln USD)*

100 najbogatszych Polaków” i zostały przeliczone z PLN na USD według średniorocznego kursu z 2014 roku
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie rankingów Forbesa
*dane dla Chin pochodzą z rankingu „The World’s Billionaires”, a dla Polski z rankingu „100 najbogatszych Polaków” i zostały przeliczone z PLN na USD według średniorocznego kursu z 2014 roku

W 2014 roku przeciętny majątek najzamożniejszych Polaków wyniósł 288 mln USD. Dla porównania najbogatsi Chińczycy średnio posiadali dobra o wartości 4 228 mln USD. Oznacza to, że bogactwo najzamożniejszej grupy obywateli Chin jest 14,5 razy większe niż Polaków. Podobne różnica występują gdy do porównania majątków użyjemy takiej miary jak mediana.

Wykres 2. Porównanie średniej i mediany majątków 100 najbogatszych Chińczyków i 100 najbogatszych Polaków (w mln USD)*

Wykres 2 Porównanie średniej i mediany majątków
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie rankingów Forbesa
*dane dla Chin pochodzą z rankingu „The World’s Billionaires”, a dla Polski z rankingu „100 najbogatszych Polaków” i zostały przeliczone z PLN na USD według średniorocznego kursu z 2014 roku

W światowym rankingu „The World’s Billoinares” znalazło się jedynie pięciu Polaków. W tym samym zestawieniu było aż 170 Chińczyków. W ubiegłym roku najbogatszym Polakiem był nieżyjący już Jan Kulczyk z majątkiem w wysokości 4,8 mld USD. Najbogatszy Chińczyk Wang Jianlin mógł pochwalić się znacznie większym majątkiem – ponad 24 mld USD. Jest on właścicielem wielu nieruchomości w tym również drugiej co do wielkości sieci kin w USA. W polskiej pierwszej trójce znaleźli się również Zygmunt Solorz-Żak i Michał Sołowow, natomiast w Chinach Jack Ma, założyciel największej chińskiej platformy e-commerce Alibaba (to on osiągnął największy zysk w 2014 roku na świecie) oraz Li Hejun – właściciel firmy zajmującej się energią odnawialną.

Tabela 1. Porównanie wartości majątków Polaków i Chińczyków zajmujących dziesięć najwyższych pozycji w rankingu 100 najbogatszych osób w poszczególnych krajach (w mld USD)*

miejsce w Chinach najbogatsi Chińczycy majątek w mld USD miejsce w Polsce najbogatsi Polacy majątek w mld USD
1 Wang Jianlin 24,2 1 Jan Kulczyk 4,8
2 Jack Ma 22,7 2 Zygmunt Solorz-Żak 3,8
3 Li Hejun 21,1 3 Michał Sołowow 2,4
4 Ma Huateng 16,1 4 Leszek Czarnecki 1,6
5 Robin Li 15,3 5 Dariusz Miłek 1,2
6 Lei Jun 13,2 6 Wiaczesław Smołokowski 1,2
7 Zong Qinghou 10,3 7 Grzegorz Jankilewicz 1,2
8 He Xiangjian 9,9 8 German Efromovich 1,1
9 Wang Wenyin 9,9 9 Anna Woźniak-Starak i Jerzy Starak 1,0
10 Wei Jianjun 8,9 10 Roman Karkosik 0,7

Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie rankingów Forbesa
*dane dla Chin pochodzą z rankingu „The World’s Billionaires”, a dla Polski z rankingu „100 najbogatszych Polaków” i zostały przeliczone z PLN na USD według średniorocznego kursu z 2014 roku
Listę stu najbogatszych obywateli Polski zamyka Piotr Nowak, prezes Nowak Holding oraz właściciel spółki Nazwa.pl, z dorobkiem 76 mln USD. Jego mienie jest aż dwudziestojednokrotnie mniejsze niż wynosi majątek ostatnich w zestawieniu Chińczyków – Simona Xie, Tian Ming i Fu Meicheng.

Tabela 2. Porównanie wartości majątków Chińczyków i Polaków zajmujących dziesięć najniższych pozycji w rankingu 100 najbogatszych osób w poszczególnych krajach (w mld USD)*

Lp. Chińczycy wartość majątku

w mld USD

Polacy wartość majątku

w mld USD

91 Jiang Wei 1,70 Zbigniew Bojanowicz 0,092
92 Jiang Zhaobai 1,70 Andrzej Oliszewski 0,086
93 Lin Li 1,70 Mariusz Książek 0,086
94 Huang Zhenda 1,65 Henryk Kania 0,086
95 Shen Wenrong 1,65 Wiesława Herba 0,081
96 Zhou Chengjian 1,65 Kazimierz Herba 0,081
97 Zhou Yahui 1,65 Artur Toronowski z rodziną 0,079
98 Fu Meicheng 1,60 Jerzy Mazgaj 0,079
99 Tian Ming 1,60 Zbigniew Czyż 0,079
100 Simon Xie 1,60 Piotr Nowak 0,076

*dane dla Chin pochodzą z rankingu „The World’s Billionaires”, a dla Polski z rankingu „100 najbogatszych Polaków” i zostały przeliczone z PLN na USD według średniorocznego kursu z 2014 roku
Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie rankingów Forbesa


Ewelina Jurczak
Sedlak & Sedlak

 

HB Reavis w ciągu roku planuje zakończenie kilku biurowców w Warszawie

Grzegorz Strutyński

HB Reavis, europejski deweloper, bardzo dobrze ocenia koniunkturę na warszawskim rynku nieruchomości. Polska część firmy się rozwija, powiększa zespół i kończy kilka biurowców w Warszawie. Planuje też rozpoczęcie kolejnych inwestycji.

HB Reavis wybudował dotąd 760 tys. mkw. biur, magazynów i centrów handlowo-rozrywkowych na Słowacji, Węgrzech, w Czechach i Polsce. Tylko w zeszłym roku portfel inwestycyjny firmy powiększył się o 93 tys. mkw., a w planach jest kolejnych 875 tys. mkw. W Polsce koncentruje się na powierzchniach biurowych, m.in. w Warszawie.

Na pewno dosyć istotna jest inwestycja Postępu 14 – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Grzegorz Strutyński, dyrektor handlowy HB Reavis. – To jest budynek, który zaczęliśmy budować około dwóch lat temu, w trochę innych warunkach rynkowych. Niedawno oddany i w połowie wynajęty cieszy się dosyć dużym zainteresowaniem, dlatego mamy nadzieję skomercjalizować znaczną część tej powierzchni jeszcze w tym roku.

Spółka ma więcej inwestycji w zaawansowanej fazie.

– W grudniu tego roku oddamy kolejną fazę Gdański Business Center, my określamy to jako budynek C – około 21 tys. mkw., a w kwietniu przyszłego roku – budynek D liczący 29 tys. metrów. Budynek C będzie siedzibą spółki Aviva, która przeprowadzi się z Mokotowa na Muranów, w pobliżu ulic Pokornej, Inflanckiej. To bardzo ciekawa lokalizacja i wydaje się, że cieszy się dużym zainteresowaniem najemców – mówi Grzegorz Strutyński.

Na przyszły rok spółka planuje kolejne inwestycje, m.in. zamierza zakończyć I etap budowy biurowca przy stołecznym dworcu kolejowym Warszawa Zachodnia. Kolejny etap ma się zakończyć się 2018 w roku, a łączna powierzchnia tych budynków przekroczy 63 tys. mkw.

– Oddajemy budynek West Station, który jest budowany w kooperacji z Polskimi Kolejami Państwowymi, właściwie z ich spółką, która nazywa się Xcity Investment i mamy nadzieję, że rozpoczniemy kolejną fazę West Station i że wystartujemy z nasz flagowy projekt przy ul. Chmielnej – mówi Grzegorz Strutyński

Jak dodaje, jego firma nie tylko buduje, lecz także z sukcesem zapełnia swoje biurowce najemcami.

Wynajęliśmy dotychczas 65 tys. mkw., wydaje się, że to jest bardzo dobry wynik na tle konkurencji. Pierwsze półrocze było dosyć dobre dla całego rynku, ale i w tym pierwszym półroczu byliśmy na jednym z czołowych miejsc wśród deweloperów warszawskich.

Dla samej spółki ostatni okres był bardzo korzystny. Oznaczał nie tylko wiele realizowanych inwestycji, lecz także rozwój strukturalny.

Myślę, że to jest rok dosyć dynamicznego rozwoju – ocenia dyrektor handlowy HB Reavis. – Zachodzą dosyć duże zmiany, powiększamy zespół, firma zatrudnia obecnie około 100 osób, to już jest znacząca liczba. I jesteśmy od paru dni w nowej siedzibie, co jest dla nas dużą zmianą mentalną, bo to jest zupełnie inny styl pracy. Pod kątem biznesu można powiedzieć, że „business as usual” z dużym wzrostem. Natomiast dla nas jako firmy to duże zmiany, bo jesteśmy dużo więksi i w nowym miejscu.

Jak dotąd HB Reavis, która w innych krajach regionu sporo inwestuje w powierzchnie handlowe oraz w mniejszym zakresie w magazynowe, w Polsce buduje tylko biura. Wprawdzie może się to zmienić, ale na razie  – jak zaznacza Grzegorz Strutyński z HB Reavis – plany te nie są mocno sprecyzowane.

Nie byliśmy do tej pory w stanie znaleźć wystarczająco dobrego projektu handlowego, który moglibyśmy rozpocząć. Nie wynika to z jakichś naszych ograniczeń, a raczej z tego, że nie znaleźliśmy jeszcze wystarczająco dobrych okazji na rynku.

Lotte Wedel zainwestuje w promocję swoich wyrobów na Bałkanach. W Polsce producent słodyczy notuje wzrosty sprzedaży

CEO Magazyn Polska

Obecny rok jest dla Wedla najlepszy w 5-letniej historii spółki w japońsko-koreańskim koncernie Lotte. Jak zapewnia dyrektor ds. sprzedaży, spółka zdołała zwiększyć sprzedaż, zarówno pod względem liczby sprzedanych słodyczy, jak i wartości przychodów, a zysk jest zadowalający. W przyszłym roku, po rozbudowie fabryki w Warszawie, producent zwiększy moce wytwórcze, a w najbliższym czasie zainwestuje w promocję swoich wyrobów na rynkach bałkańskich.

Ten rok jest bardzo dobry dla firmy – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Maciej Herman, dyrektor ds. sprzedaży w firmie Lotte Wedel. – To jest najlepszy rok w ciągu tego pięciolecia, kiedy Wedel jest własnością firmy Lotte, zarówno pod względem wartości sprzedaży, jak też ilości. Zysk również mamy na zadowalającym poziomie, co w obecnej rzeczywistości nie jest łatwe ze względu na dużą presję cenową wynikającą m.in. z deflacji, działań konkurencyjnych i przede wszystkim z tego, że kategoria słodyczy dwa lata temu przestała w Polsce rosnąć. Konsumpcja w tym roku nawet lekko spadła.

Maciej Herman wskazuje także, że konsumpcja słodyczy czekoladowych w Polsce nie jest duża, bo wynosi jedynie około 4,5 kg na głowę. Przykładowo w Wielkiej Brytanii jest to około 10 kg na głowę. Stąd Wedel planuje skoncentrować się także na eksporcie.

Intensywnie szukamy odbiorców w różnych krajach. Na ten moment największymi rynkami dla nas, jeśli chodzi o odbiorców, są Stany Zjednoczone, Kanada, również Wielka Brytania od kilku lat, kiedy jest nowa fala emigracji – wyjaśnia Herman. – Najbliższe plany, które będziemy uruchamiać, dotyczą rynku bałkańskiego w Europie, gdzie już nasza pozycja jest dość ugruntowana, mamy wysoką dystrybucję naszego asortymentu także w takich krajach, jak Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Serbia. Tam planujemy rozpocząć również kampanię reklamową i to będą jedne z pierwszych rynków w tej chwili, w które będziemy mocno inwestować.

Według raportu KPMG między 2008 a 2013 rokiem można było zaobserwować spowolnienie na rynku słodyczy. W tym czasie jego wartość wzrosła tylko o 2,3 proc. Trend ma się jednak zmienić, a tempo wzrostu sprzedaży ma przyspieszyć. Głównie dzięki wyrobom czekoladowym o nowych, nieznanych dotąd smakach.

– Wedel i inni producenci będą wprowadzać na rynek produkty innowacyjne, ciekawe dla konsumentów – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Maciej Herman, dyrektor ds. sprzedaży Lotte Wedel. – Spodziewam się delikatnego wzrostu konsumpcji. Już nie kilkunastoprocentowego,  tak jak kiedyś, jednak wciąż na poziomie 2-4 proc. rocznie – dodaje.

W 2013 roku światowy rynek słodyczy wart był około 307 mld euro. Z tego Unia Europejska stanowi niemalże jedną czwartą jego wartości. Polska natomiast stanowi około 4 proc. rynku europejskiego.

Polskie firmy szukają informatyków. Płacą coraz lepiej, ale chętnych do pracy wciąż jest za mało

W polskich firmach dramatycznie brakuje informatyków. Mimo że warunki zatrudnienia, jakie są oferowane specjalistom, nie odbiegają już od tych, jakie są w innych krajach Unii Europejskiej, to chętnych do pracy jest wciąż za mało. Firmy z branży ściągają więc fachowców z zagranicy, nie tylko z krajów biedniejszych od Polski, lecz także np. z Grecji czy Hiszpanii.

Z „Raportu płacowego 2014” przygotowanego przez firmę Hays wynika, że w branży IT brakuje ok. 50 tys. informatyków. Tymczasem zapotrzebowanie na pracowników o tej specjalności stale rośnie, bowiem sektor systematycznie zwiększa zatrudnienie. Polscy specjaliści wolą szukać jednak zajęcia w innych krajach Unii, mimo że w kraju mogą już uzyskać porównywalne oferty.

Tutaj także możemy zrobić karierę, która będzie satysfakcjonująca, mamy nowoczesne technologie, mamy klientów, którzy są liderami w skali i Polski, i Europy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Witold Rogowski, dyrektor zarządzający Accenture Delivery Center Polska. – Mamy warunki pracy, które są właściwie takie same, jak w innych krajach. Co więcej, mamy programy pracownicze, które są czasami nawet lepsze, oferujemy także przekwalifikowanie tych osób, które kończą studia, niekoniecznie informatyczne, ale tez ścisłe kierunki, inżynieryjne. Bądź też po prostu pokrewne w jakiś sposób z tym, co nas interesuje, czyli wszystkie kierunki IT, ekonomia, ekonometria.

Obecnie, jak zapewnia Witold Rogowski, na pracę w polskiej branży IT mogą liczyć nie tylko ludzie z kwalifikacjami i odpowiednim wykształceniem. Firmy są gotowe zatrudnić także takie osoby, które chcą się fachu nauczyć.

Mamy w naszej firmie kilka przykładów osób, które kończyły filozofię albo germanistykę i następnie, po krótkim przygotowaniu, tzw. on-the-job training, jak to się w branży ładnie nazywa, stawały się niezłymi fachowcami. Dobrze, to nie są fachowcy tej skali, co kończący wybitne studia kierunkowe IT, ale to w dalszym ciągu pozwala w pewien sposób nadgonić te braki. W ciągu kilku lat również oni staną się wartościowymi specjalistami.

Accenture to międzynarodowy koncern outsourcingowy i konsultingowy specjalizujący się w zarządzaniu oraz nowoczesnych technologiach. W Polsce funkcjonuje od 25 lat i obecnie zatrudnia ponad 2 tys. osób. Centra firmy działają w Warszawie, Krakowie i Łodzi.

W Accenture w Łodzi, gdzie jest nasze główne biuro Accenture Delivery Center, mamy sporo pracowników z krajów takich jak Ukraina, Białoruś, Rosja informuje dyrektor zarządzający Accenture Delivery Center Polska. – Ściągamy także specjalistów z krajów europejskich, jak Grecja albo Hiszpania. Tam możliwości są nieco mniejsze, nasze zarobki są w wystarczającym stopniu atrakcyjne, projekty i technologie również. W związku z tym przyjeżdżają do nas do pracy.

O ile jednak Accenture jest otwarty na rekrutację pracowników z państw europejskich, nie wiąże specjalnych nadziei z napływem informatyków z dalszych rejonów, choćby Bliskiego Wschodu. Najpoważniejszą barierą jest język.

– Na razie eksplorujemy obszary, które są nam bliskie, także historycznie – mówi Witold Rogowski z Accenture Delivery Center Polska. – Na Ukrainie kierujemy się do Lwowa, gdzie sporo osób mówi po polsku, więc jest dla nas dosyć łatwe pozyskanie takiej osoby i bezpośrednie wdrożenie w projekty. Zresztą nie muszą mówić po polsku, wystarczy, że posługują się językiem zrozumiałym dla kogoś innego pracującego przy danym projekcie bądź też w ogóle w firmie.

40 proc. firm chce dalej rozszerzać działalność poza Polską. Przedsiębiorcy coraz lepiej radzą sobie z konkurencją na rynkach zagranicznych

0

CEO Magazyn Polska

Polskie firmy coraz chętniej wychodzą na zagraniczne rynki i coraz lepiej sobie na nich radzą. 90 proc. z tych, którzy na taki krok już się zdecydowali, postrzega siebie jako tak samo, a nawet bardziej innowacyjnych niż rywale zza granicy. Największą barierą dla tych niezdecydowanych jest duża konkurencja na rynkach zagranicznych. Z kolei największą motywacją są sukcesy polskich firm z różnych branż, które już weszły na te rynki. Tym bardziej że coraz częściej wygrywają one jakością, a nie tylko ceną.

– 82 proc. badanych przez nas firm jest zadowolonych z podjęcia decyzji o ekspansji zagranicznej i swojej bytności za granicą. Dla dużej części badanych firm przychody z ekspansji zagranicznej stanowią znaczący udział w ich całościowych przychodach. 41 proc. z firm, które zbadaliśmy, chce nadal rozszerzać swoją działalność zagraniczną i dokonywać ekspansji – mówi Krzysztof Kaczmar, prezes Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy.

Jest ich o 2 pkt proc. więcej niż rok wcześniej.

Jak wynika z badań Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy, prawie połowa firm działających za granicą prowadzi biznes w co najmniej trzech krajach. Najchętniej wybierają Niemcy – aktywność przedsiębiorców wzrosła tu o 7 pkt proc. w porównaniu z 2014 rokiem. Na drugim miejscu znalazły się Czechy, ale szybko zyskuje Francja i Litwa.

– Polskie firmy na rynkach zagranicznych radzą sobie bardzo dobrze. Są coraz bardziej konkurencyjne – mówi Krzysztof Kaczmar.

Ponad połowa (56 proc.) podkreśla, że skupia się bardziej na jakości niż na cenie.

– 40 proc. wskazało przewagę kosztową i cenową względem konkurencji lokalnej – podkreśla Piotr Kosno, dyrektor zarządzający w Departamencie Klientów Strategicznych w Citi Handlowy.

Sami przedsiębiorcy przyznają, że nie mają kompleksów. Zdecydowana większość uważa, że jest co najmniej tak samo innowacyjna jak konkurenci z innych rynków. Dalszy rozwój innowacyjności jest jednym z największych wyzwań, które stoją przed firmami.

– To także inwestowanie w centra badawczo-rozwojowe, żeby produkty, które powstają, były konkurencyjne. Wyczerpują się proste rezerwy konkurowania ceną, w związku z tym innowacyjność produktów jest coraz ważniejsza – wyjaśnia Kaczmar.

Wśród barier, które powstrzymują przedsiębiorców przed ekspansją zagraniczną, znajdują się m.in. kwestie celne i podatkowe, biurokracja, a także zmienność na rynkach walutowych i kapitałowych. Największym problemem jest jednak większa konkurencja. To, z kim będą rywalizować, zależy od wielkości firmy. Duże koncerny rywalizują najczęściej z nowoczesnymi korporacjami. Mniejsze, zatrudniające między 10 a 50 osób, częściej muszą zmierzyć się z konkurencją ze strony małych lokalnych przedsiębiorstw, które dobrze znają dany rynek. Znalazły jednak sposób na to wyzwanie.

– 70 proc. przedsiębiorstw poszukuje sojuszów z lokalnymi podmiotami, by poradzić sobie z kwestiami związanymi z podatkami, aspektami prawnymi oraz biurokracją. Oni też lepiej znają specyfikę lokalnych społeczności. Ponadto połowa przedsiębiorstw inicjuje transakcje zabezpieczające kursy walut poprzez różne platformy FX-owe i stosuje strategie zabezpieczające – mówi Piotr Kosno.

Motywacją dla niezdecydowanych jeszcze przedsiębiorców mogą być przykłady firm, które odnoszą za granicą duże sukcesy. Fundacja Kronenberga chce nagradzać takie podmioty. Temu służyć ma konkurs Emerging Market Champions, którego rozstrzygnięcie nastąpi w trakcie Europejskiego Kongresu Finansowego.

Eksperci krytykują zbyt szybkie tempo przygotowania rządowego podręcznika, brak możliwości wyboru i wytykają jego błędy merytoryczne

Krzysztof Baszczyński

Rządowy podręcznik, który rok temu trafił do pierwszoklasistów, ma wielu przeciwników wśród nauczycieli i ekspertów. Choć nie podważają oni idei obniżania kosztów, to krytykują tempo wykonania tej publikacji i jej zawartość merytoryczną. Największą bolączką jest jednak brak możliwości wyboru podręcznika przez nauczycieli.

Co do idei, to oczywiście dobrze, że rodzice nie muszą finansować podręczników, natomiast wykonawstwo jest fatalne. Wszystko robione było w pośpiechu. Podręczniki nie są dobrej jakości, zwłaszcza ten elementarz do klasy pierwszej. Jesteśmy przekonani, bo takie badania robiliśmy, że to odbije się na efektach pracy uczniów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Baszczyński, wiceprezes zarządu głównego Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Z ankiety przeprowadzonej przez ZNP pod koniec ubiegłego roku wynika, że ponad połowa nauczycieli uznała, że z nowym elementarzem gorzej pracuje im się z pierwszakami. Krytyczne głosy na temat zawartości merytorycznej, strony dydaktycznej, treści wychowawczych i warstwy językowej wyraziło miedzy 26 proc. a 37 proc. ankietowanych.

Zastrzeżenia mamy przede wszystkim do jakości – podkreśla Baszczyński. – Nie można w takim tempie napisać dobrego podręcznika, jeżeli jeszcze nie korzysta się z rzeczoznawców, którzy ocenią podręcznik pod względem językowym, merytorycznym, dydaktycznym, to mamy, niestety, niedojrzały owoc. Obawiamy się – tak mówią nauczyciele i rodzice, że ten podręcznik nie wytrzyma trzech lat.

Problemem jest także brak możliwości wyboru podręcznika przez nauczycieli. Mają oni z góry narzuconą książkę, z której muszą uczyć. Eksperci podkreślają, że pogłębia to nierówności – zasada ta dotyczy tylko szkół państwowych. W placówkach prywatnych zachowało się prawo wyboru podręcznika.

Każdy uczeń jest inny. Nie można stworzyć systemu, w którym wszyscy będą tak samo uczeni, według tego samego podręcznika na danym etapie edukacyjnym, dlatego że każdy uczeń jest inny. Powinniśmy dać wybór uczniom, nauczycielom i szkołom – ocenia prof. Maciej Sysło z Uniwersytetu Wrocławskiego oraz Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Trudno jest o jednoznaczną ocenę. Osiągnięcia dzieci będą najwiarygodniejszą oceną. Dowiemy się, czy rzeczywiście nauczymy je selektywności informacji, która jest przecież niezbędna w tej chwili, bo informacji jest zbyt wiele. Postawiłam też pytanie, dlaczego nasze dzieci mają być indoktrynowane jedną wizją świata? – mówi Danuta Waloszek z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.

Zdaniem prof. Sysły takie podejście prowadzi do społecznej szkody, ponieważ koszty darmowego podręcznika de facto ponoszą podatnicy, powinien on pełnić rolę społeczną.

– To społeczeństwo powinno podyktować ustami czy umysłami swoich przedstawicieli profesjonalnych, jak powinny wyglądać te podręczniki i na to przeznaczać środki, tak by dla dziecka i rodzica książki były darmowe – mówi prof. Sysło.

Waloszek zastrzega, że w ocenie zmiany podręcznika wiele będzie także zależało od kolejnych jego części i ich powiązania z elementarzem.

Taka jest filozofia podręcznika, że jeżeli jeden wprowadza konkret, to drugi powinien już doprowadzić do uogólnienia – mówi Waloszek.

Dyrektorzy finansowi prognozują poprawę sytuacji gospodarczej. Będzie przybywać nowych inwestycji

CEO Magazyn Polska

55 proc. dyrektorów finansowych w polskich firmach pozytywnie ocenia perspektywy gospodarcze na kolejne 12 miesięcy – wynika z badania Euler Hermes i Grant Thornton. Nastroje są lepsze niż przed rokiem. Dobra koniunktura i wzrost popytu skłaniają firmy do inwestycji. 74 proc. z nich chce zwiększać wydatki związane z wchodzeniem na nowe rynki, a 48 proc. zapowiada inwestycje w badania i rozwój.

Dyrektorzy finansowi bardzo optymistycznie patrzą w przyszłość. Większość ocenia, że popyt będzie rósł, a na pewno pozostanie na tym samym poziomie – mówi agencji informacyjnej Newseria Waldemar Wojtkowiak, członek zarządu Euler Hermes.

Z badania Euler Hermes i Grant Thornton przeprowadzonego w ramach projektu „Dyrektor Finansowy Roku” wynika, że nastroje wśród dyrektorów finansowych są lepsze niż rok temu. Pozytywnie perspektywy na kolejne 12 miesięcy ocenia 55 proc. z nich (rok temu 52 proc.). Tylko 5 proc. uważa, że koniunktura będzie się pogarszać. 61 proc. dyrektorów spodziewa się wzrostu popytu na swoje produkty i usługi, a tylko 7 proc. jego spadku.

Dobre prognozy sprawiają, że dyrektorzy finansowi są bardziej skłonni do podejmowania ryzyka związanego z inwestycjami. 70 proc. zamierza kupić nowe maszyny i urządzenia. Blisko połowa zapowiada inwestycje w badania i rozwój – w ubiegłym roku tylko 43 proc. Co czwarty badany deklaruje chęć przejęcia innych firm. Grono to jest wprawdzie o 2 pkt proc. mniejsze niż rok temu, ale za to firmy coraz chętniej myślą o akwizycjach międzynarodowych.

75 proc. uczestników badania potwierdza gotowość do podniesienia w swoich przedsiębiorstwach nakładów inwestycyjnych na wsparcie wejścia na nowe rynki, w tym na nowe rynki międzynarodowe, a więc włączenie się w nurt umiędzynarodowienia swojej działalności, a przez to umiędzynarodowienia polskiej gospodarki – mówi Michał Mrożek, prezes HSBC Bank Polska. – To bardzo ważny sygnał, zarówno dla rynku, jak i dla naszego banku, który właśnie w tym zakresie buduje swoją strategię działalności na rynku polskim.

Przedsiębiorcy podtrzymują chęć ekspansji mimo nieco utrudnionej sytuacji na rynkach zagranicznych ze względu na rosyjskie embargo.

Wbrew wcześniejszym obawom embargo nie miało istotnego wpływu na naszych przedsiębiorców. Bardzo dobrze poradzili sobie z tą sytuacją – mówi Waldemar Wojtkowiak.

Tylko 16 proc. firm odczuło skutki embarga w postaci wzrostu konkurencji firm z innych państw także objętych embargiem.

Dyrektorzy finansowi spodziewają się, że przychody firm będą rosnąć, zarówno na rynku krajowym, jak i na rynkach zagranicznych.

Zdecydowanie bardziej wierzą jednak w rynek wewnętrzny [61 proc. vs. 54 proc. – red.]. Mamy wprawdzie różne prognozy dotyczące polskiej gospodarki, ale ogólnie trend jest pozytywny. Natomiast na świecie mamy cały czas przeciągającą się degrengoladę w Unii Europejskiej i poważne zawirowania na rynku chińskim. Gaśnie także gwiazda gospodarcza Ameryki Łacińskiej. Nie dziwię się więc, że dyrektorzy finansowi pokładają nadzieję bardziej w rynku krajowym – mówi Tomasz Wróblewski, partner zarządzający Grant Thornton.

Dobre prognozy gospodarcze i zapowiedź zwiększonych inwestycji oznaczają, że będzie rosło zapotrzebowanie na nowych pracowników. Więcej ankietowanych deklarowało wzrost zatrudnienia niż zwolnienia. Nowe rekrutacje zapowiada 37 proc. firm, a redukcję zatrudnienia – 13 proc. Na znaczące podwyżki się raczej nie zanosi.

Jeśli deklaracje o chęci zatrudnienia zderzymy z tym, że 55 proc. dyrektorów finansowych zakłada, że będzie dobrze, to powstaje 18-proc. luka. Wydaje mi się, że wyjaśnieniem może być wzrost produktywności. Polskie firmy w ostatnich latach podjęły szereg działań, projektów, inicjatyw, które podniosły produktywność – wyjaśnia partner zarządzający Grant Thornton. – Myślę, że to jest dobra informacja, ponieważ pomimo wszystko cały czas zostajemy w ogonie krajów Unii Europejskiej w zakresie produktywności, a z roku na rok kurczą się nasze rezerwy związane z niskimi kosztami pracy w Polsce.

W kolejnych 12 miesiącach dyrektorzy finansowi nadal duży nacisk będą kładli na poszukiwanie oszczędności, jednak częściej chcą to robić poprzez działania ofensywne, czyli np. modernizację parku maszyn czy optymalizację łańcucha dostaw.

W roku ubiegłym były to restrukturyzacja grupy kapitałowej, restrukturyzacja w ramach działu finansowo-księgowego i wreszcie optymalizacje podatkowe. To są taktyki raczej defensywne – mówi Wróblewski.

Eksperci podkreślają, że – jak pokazało ubiegłoroczne badanie – takie deklaracje dyrektorów finansowych przekładają się w rzeczywistości na wzrost wydatków inwestycyjnych w gospodarce.

Dyrektorzy finansowi to już nie tylko strażnicy wyniku finansowego firmy, jak historycznie bywało, lecz także w coraz większym stopniu stratedzy odpowiedzialni za jej rozwój, w tym za podejmowanie decyzji o inwestycjach i wchodzeniu na nowe rynki – podkreśla Michał Mrożek.

Coraz mniej wolnych magazynów. Rosnący popyt może się przełożyć na wzrost czynszów

Piotr Wąs

W ciągu 25 lat w Polsce wybudowano niemal 10 mln mkw. nowoczesnych magazynów. Rozwój tego segmentu napędza rosnący segment e-commerce oraz dobra koniunktura w handlu i przemyśle. Mimo dużej podaży i dynamiki wzrostu popyt w ostatnich miesiącach zwiększa się na tyle szybko, że dostępnej od ręki powierzchni jest coraz mniej. Po raz pierwszy od dawna deweloperzy liczą na wzrost czynszów.

Na początku lat 90. nowoczesnej powierzchni magazynowej nie było wcale, dzisiaj mamy jej już ponad 9,2 mln mkw., jak raportują firmy doradcze – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Wąs, dyrektor ds. leasingu i developmentu w Polsce w P3 Logistic Parks. – Musimy jednak budować dalej, by mieć takie zasoby jak państwa zachodnie, musimy także nadążać za trendami, które pojawiają się np. w handlu czy produkcji na Zachodzie, a to się też zmienia.

Jak wynika z danych firmy JLL, w I połowie roku najemcy podpisali umowy na ponad 1,1 mln mkw. powierzchni magazynowych i przemysłowych. W całym ubiegłym roku było to 2 mln mkw. Widząc rosnący popyt, deweloperzy rozpoczynają nowe inwestycje. W budowie jest ok. 700 tys. mkw.

Wąs tłumaczy, że popyt na powierzchnie magazynowe napędzają nowe trendy w handlu. Konsumenci oczekują świeżych, szybko dostarczanych produktów. Nie bez znaczenie jest też polityka zwrotów, ponieważ sprzedawcy chcą być elastyczni dla swoich klientów, muszą dysponować magazynami zdolnymi przyjąć zwracane towary.

Takie same trendy obserwowane są na Zachodzie, co dodatkowo zwiększa ich wpływ na polski rynek magazynów.

Rynek wyraźnie rośnie – podkreśla Wąs. – Jeżeli spojrzymy na stan powierzchni wolnej do wynajęcia, stan wakatów, które pojawiają się w statystykach, to zobaczymy bardzo poważną obniżkę powierzchni magazynowej dostępnej na wynajem od ręki.

Wskaźnik niewynajętej powierzchni obniżył się do 7,4 proc., poziomu najniższego od ośmiu lat. W całej Polsce do dyspozycji jest 686 tys. mkw. wolnej powierzchni. W ujęciu regionalnym najwięcej pustostanów znajduje się na rynkach dojrzałych, czyli w Warszawie i okolicach (odpowiednio 13,7 proc. i 10,4 proc.) oraz na Górnym Śląsku (10,2 proc.), a także na rynkach wschodzących, czyli w Lublinie (25,5 proc.) i Szczecinie (10,4 proc.). Najmniej wolnych magazynów jest w Polsce Zachodniej – w Poznaniu tylko 1,5 proc. podaży, a we Wrocławiu – 4,5 proc.

Mniejsza liczba wolnej powierzchni magazynowej może doprowadzić do wzrostów czynszów. Polska jest jednym z najtańszych krajów pod względem czynszów za magazyny.

Chociaż branża jeszcze niedawno spodziewała się podwyżek dopiero w 2016 r., Wąs ocenia, że pierwsze sygnały odbicia już są widoczne.

Rzeczywiście, jakkolwiek ogólnie poziom czynszów uznać należy za stabilny, to na niektórych rynkach czy podrynkach obserwujemy tendencję, by je podnosić. Nawet na rynku magazynowym, który relatywnie szybko jest w stanie dostarczać powierzchnię magazynową, istniejące obiekty bardzo często mają dziś więcej niż jednego chętnego do wynajęcia – tłumaczy dyrektor w P3 Logistic Parks.

Wąs podkreśla, że w ocenie czynszów często należy spojrzeć nie na całe regiony, ale na poszczególne podrynki. Tak jest na przykład na Śląsku – większość statystyk uwzględnia cały ten region jako całość.

On posiada już w tej chwili grupę podrynków, które pokazują jasno, że w zależności od bardzo lokalnych trendów możemy obserwować wyraźne zróżnicowanie czynszowe – zwraca jednak uwagę Wąs.

Raport JLL wskazuje, że najwyższe stawki są na rynkach wewnątrzmiejskich, czyli w Warszawie, Łodzi i we Wrocławiu. Dominuje tu format SBU (Small Business Unit), czyli budynki z powierzchnią biurową i niewielką powierzchnią magazynową lub produkcyjną. W Warszawie miesięczny czynsz efektywny w takich obiektach wynosi średnio 4,8 euro/mkw., we Wrocławiu – 3,8 euro/mkw., a w Łodzi – 3,7 euro/mkw. Obiekty Big Box, zlokalizowane poza miastami, są tańsze. Ich ceny rozpoczynają się od 2,1 euro/mkw./miesiąc do 3,4 euro/mkw./miesiąc w najdroższych lokalizacjach, jak Kraków czy Szczecin.

Cyfrowe media i nowoczesne technologie zmieniają przemysł kreatywny. Będą powstawać nowe dziedziny sztuki

CEO Magazyn Polska

Nowe technologie stają się nieodłączną częścią kultury. Nie tylko pomagają ją rozpowszechniać i docierać do odbiorców na całym świecie, lecz także mają na nią znaczący wpływ. Umożliwiają kreatywnym twórcom łączenie różnych dziedzin w obszarze sztuki cyfrowej oraz wykorzystanie nowych środków ekspresji. Można się spodziewać, że cyfrowe media i nowoczesne technologie przyczynią się do powstawania nowych dziedzin sztuki związanych ze zmysłami dotąd w niej mało wykorzystywanymi, np. dotykiem czy węchem. Takie formy sztuki ma wspierać konkurs UPC Digital Art.

Digital art to sztuka w świecie cyfrowym, z którym mamy do czynienia w internecie oraz dzięki rozwojowi nowych technologii. To jest to, co sprawia, że wzruszamy się i dzielimy się z innymi jakimś przesłaniem czy historią. To jest sztuka, która dzisiaj może dotrzeć nie tylko do odbiorcy, z którym mamy fizyczny kontakt, lecz także do odbiorców na całym świecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Patrycja Gołos, dyrektor ds. korporacyjnych i polityki publicznej w UPC Polska.

Digital art – poza możliwościami rozpowszechniania sztuki – może mieć duży wpływ na rozwój całego przemysłu kreatywnego w Polsce. Po pierwsze, inspiruje młodych ludzi do działania i daje im nowe narzędzia (związane z nowymi mediami i technologiami), po drugie, ułatwia wychodzenie z nowymi usługami czy produktami poza Polskę.

Mamy w Polsce bardzo wielu kreatywnych młodych ludzi, którzy już dzisiaj tworzą albo dzięki nowym technologiom, albo w internecie. Ich praca może się przełożyć na rozwój gospodarczy i na rozwój całego przemysłu kreatywnego – mówi Gołos.

Cyfrowe media i nowoczesne technologie stają się również siłą napędową kultury, dzięki czemu nie stoi ona w miejscu.

Dzięki pojawieniu się nowych mediów jest szansa na dalszy rozwój sztuki, na poszukiwanie nowych dróg wypowiedzi artystycznych – mówi Jakub Koźniewski, designer nowych mediów w panGenerator.

Nowe środki ekspresji mogą być wykorzystane we wszystkich istniejących już dziedzinach sztuki, można je łączyć w dowolnych konfiguracjach lub mogą przyczyniać się do powstawania nowych dziedzin. Przykładem jest sztuka danych: artyści mogą wykorzystać olbrzymie zasoby danych i tworzyć z nich wyszukane wizualnie i artystycznie formy.

Cyfrowe media to jest taki klej, który pozwala łączyć ze sobą różne dziedziny sztuki w zupełnie nowych formach, zunifikowanych właściwie do zer i jedynek. Sprowadzone do pewnego wspólnego mianownika są zdecydowanie łatwiejsze w łączeniu w różnych nowych konfiguracjach. Myślę, że możemy się także spodziewać powstawania zupełnie nowych dziedzin sztuki, związanych np. z innymi zmysłami, takimi jak dotyk czy węch zintegrowanymi z dźwiękiem i obrazem – wyjaśnia Koźniewski.

W ostatnim czasie zainteresowanie digital art, czyli sztuką cyfrową, dynamicznie rośnie. Przybywa festiwali sztuki nowych mediów. Jednak eksperci podkreślają, że to wciąż nowość, która ma problem z przebiciem się do oficjalnego obiegu. Niewiele jest instytucji, które zatrudniają specjalistów znających się na sztuce cyfrowej. Stąd oburzenie części środowiska, kiedy nowojorskie muzeum włączyło do swojej kolekcji 14 gier wideo.

Rynek ten z czasem będzie się jednak rozwijać. Wskazuje na to fakt, że pionierskie prace sztuki cyfrowej podwoiły swoją wartość na rynku sztuki w ciągu ostatnich lat. Prace młodszego pokolenia podrożały o średnio 30-40 proc., choć i tak ceny są dużo niższe niż w tradycyjnych dziedzinach. Przewagą digital art jest to, że nowe media, które służą tworzeniu tej sztuki, mogą też służyć docieraniu do odbiorców. Niektórzy dystrybuują swoje dzieła w postaci aplikacji na urządzenia mobilne.

Niedługo będę wypuszczał zapis koncertu, który nagraliśmy na 360-stopniowe głowice, czyli będzie można obejrzeć go na telefonie. Dzięki temu, że telefon porusza się wraz z ruchem dłoni, wygląda to tak, jak byśmy byli w centrum uwagi. Jesteśmy w stanie się obracać, oglądać publiczność, nawet przybliżać w kilku miejscach sceny. To jest coś nowego, co nie byłoby możliwe bez odpowiedniej mocy przerobowej aparatów i innych technologii. Chociaż wciąż to, czy to będzie wspaniały koncert, zależy głównie od muzyki – podkreśla Radzimir Dębski, kompozytor muzyki filmowej i rozrywkowej, dyrygent i producent muzyczny.

UPC chce wspierać twórców wykorzystujących technologie cyfrowe. Uruchomiony wspólnie z magazynem „F5” konkurs UPC Digital Art jest skierowany do artystów, którzy tworzą sztukę nowych mediów – ilustratorów, twórców muzyki i animacji. W konkursie oceniana będzie 30-sekundowa animacja pokazująca wybrany proces, np. zjawisko fizyczne, proces mechaniczny lub społeczny.

W konkursie Digital Art zbieramy pomysły, krótkie formy audiowizualne, które opowiadają historię pod hasłem „To fajnie działa”. Do wygrania jest 20 tys. zł. Szukamy takich propozycji, które będą promowały całą ideę digital art i pozwolą nam w nowy sposób mówić o tym, czym jest sztuka cyfrowa – mówi Patrycja Gołos.

Finaliści I etapu konkursu mają czas do 15 października na przygotowanie animacji. Wśród mentorów akcji są m.in. kompozytor Radzimir Dębski, artysta, grafik Andrzej Pągowski i Malwina Konopacka, ilustratorka i projektantka.

Z każdą sekundą w Polsce ubywa ponad 100 pszczół. Bez nich zagrożonych jest wiele roślin i owoców

Katarzyna Jagiełło

Pszczoły są coraz słabsze i masowo wymierają w wyniku chorób, niszczenia ich siedlisk i stosowania szkodliwych środków chemicznych w rolnictwie. To ogromna strata, bo odpowiadają one za zapylanie dużej części roślin uprawnych, a przez to mają wpływ na produkcję 30 proc. żywności, w tym większości owoców. Ekolodzy zachęcają, by stwarzać pszczołom jak najlepsze warunki bytowania. Można je też adoptować wirtualnie.

O ile pszczoły miodne mają swoich strażników, czyli pszczelarzy, którzy im pomagają, dokarmiają, dbają o to, żeby leczyć choroby, o tyle dziko żyjące pszczoły nie mają tak komfortowej sytuacji. Zarówno pszczoły miodne, jak i dziko żyjące są dla nas jednak niezwykle ważne, bo zapylają kwiaty i rośliny uprawne – mówi agencji informacyjnej Newseria Katarzyna Jagiełło z Greenpeace Polska.

W Polsce jest ponad 470 gatunków pszczół, z czego 222 znajduje się w czerwonej księdze gatunków zagrożonych. Pszczelarze szacują, że w Polsce z każdą sekundą ubywa 105 pszczół. Owady masowo wymierają w wyniku zmian klimatycznych, niszczenia ich siedlisk, chorób i chemizacji rolnictwa. Szkodliwe dla nich jest stosowanie sztucznych nawozów, zwłaszcza w okresie kwitnienia roślin.

Pszczołom zagraża wiele różnych czynników. Środki i pestycydy wykorzystywane w rolnictwie nie dość, że bardzo często są zabójcze dla pszczół, to jeszcze wiele z nich przyczynia się do pogłębienia stanów chorobowych, do zakłócenia lotu pszczół, ich zdolności komunikacyjnych. Pszczoły rodzą się chore i są słabsze – tłumaczy Katarzyna Jagiełło.

Pszczoły żywią się nektarem i pyłkiem kwiatowym, dlatego ekolodzy radzą, by przystosować ogrody, balkony i działki tak, by były bardziej przyjazne dla pszczół. Przede wszystkim trzeba dobierać odpowiednie rośliny.

Pszczołom nie służą uprawy monokulturowe – w jednej chwili kwitnie na przykład bardzo dużo rzepaku, ale tuż przed tym i tuż później pszczoły nie mają, co jeść. Niestety, te owady nie poradzą sobie bez nas, a są dla nas niezwykle ważne i pożyteczne. To od nas zależy ich dobrostan – mówi Jagiełło.

Co prawda, pszczoły kojarzą się głównie z produkcją miodu, ale ekolodzy podkreślają, że produkcja 30 proc. żywności i 90 proc. owoców zależy od zapylania przez owady pszczołowate.

Bez pszczół nasze jedzenie byłoby o wiele uboższe i na pewno droższe. Wartość zapylania, czyli wartość daru, który dają nam pszczoły, jest obliczona na 265 mld euro. To ogromna suma. Bez pszczół odżywialibyśmy się głównie roślinami, które są wiatropylne, czyli zbożami. Uprawy, które są zależne od pracy pszczół, pewnie moglibyśmy zapylać ręcznie lub mechanicznie, ale to przełożyłoby się na cenę naszego jedzenia – podkreśla Katarzyna Jagiełło.

By ratować owady pszczołowate, Greenpeace od trzech lat prowadzi akcję „Adoptuj pszczołę”. Dzięki pierwszej edycji udało się zebrać fundusze na budowę 100 hoteli dla pszczół samotnic i innych owadów zapylających w 16 miastach Polski. W drugiej edycji pozyskano prawie 150 tys. zł m.in. na odbudowę pszczelej populacji w Przyczynie Dolnej. Wirtualne pszczoły zaadoptowało już ponad 8 tysięcy osób.

Adopcja jest bardzo prosta. Wystarczy wejść na stronę www.adoptujpszczole.pl – tam każdy z nas może wziąć udział w wielkim spisie zapylaczy, adoptować wirtualną pszczołę i wziąć później udział w badaniach, które przełożą się na dobro pszczół. Im więcej o nich wiemy, tym lepiej jesteśmy w stanie im pomagać – dodaje Katarzyna Jagiełło.

Popołudniowy komentarz walutowy z 23.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 23.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Otwarcie przez Sumy Frunze przedstawicielstwa w Warszawie ma ułatwić współpracę z Polską

0

TLC Polska

Otwarcie przez ukraińską spółkę Sumy Frunze polskiego przedstawicielstwa ma być krokiem w stronę zacieśniania międzynarodowej współpracy. Firma już prowadzi negocjacje z przedstawicielami polskiego sektora energetycznego i liczy na możliwość zaangażowania się w interesujące projekty biznesowe. Jednocześnie ma nadzieję na dwustronną współpracę i udział polskich firm w przedsięwzięciach realizowanych na Ukrainie.

– To jest kwestia kilku tygodni, maksymalnie miesiąca. Będzie to biuro całej grupy, bo firma Sumy Frunze jest jednym z większych zakładów należących do grupy kapitałowej Energy Standard – mówi Wojciech Krupnik, prezes zarządu spółki TLC Polska, będącej przedstawicielem spółki Sumy Frunze na terenie Polski.

W skład grupy Energy Standard oprócz ukraińskiego dostawcy urządzeń procesowych dla przemysłu naftowego i gazowego wchodzą także przedsiębiorstwa specjalizujące się m.in. w produkcji urządzeń dla elektrowni atomowych. Grupę tworzy ponadto wiele innych podmiotów, takich jak zakład produkujący transformatory czy wytwórca specjalistycznych rur do wydobywania ropy naftowej. Wszystkie podmioty grupy Energy Standard prowadzą działalność skupioną wokół sektora energetycznego.

– Oczywiście trudno traktować Polskę jako jedyny docelowy kraj, aczkolwiek wszyscy sobie zdają sprawę z tego, że w Polsce będzie się najwięcej działo. Tym bardziej że tak, jak potwierdził to premier Piechociński, ta współpraca energetyczna pomiędzy Polską a Ukrainą powinna być dosyć szeroko zakrojona – wyjaśnia Krupnik.

Plany spółki dotyczą także współpracy dwustronnej. Sunny Frunze liczy na to, że partnerzy biznesowi, których spodziewa się pozyskać po polskiej stronie, będą zainteresowani podjęciem współpracy nad projektami realizowanymi na Ukrainie.

– Daje to pewność tego biznesu czy inwestycji na Ukrainie ze strony Polski. Bo jeżeli mamy poważnego partnera, to bezpieczniej czujemy się również za granicą – zaznacza prezes zarządu TLC Polska.

Obecnie spółka prowadzi rozmowy ze wszystkimi największymi przedsiębiorstwami na polskim rynku, takimi jak GAZ-System, PGNiG czy Lotos. Firma Sumy Frunze należy również do organizacji CEEP. Celem tego stowarzyszenia jest wspieranie procesów integracji sektora energetycznego w Europie Środkowej.

– Staramy się nie tylko być aktywni w biznesie, lecz także doradzać, dzielić się naszym doświadczeniem – podsumowuje ekspert.

Założona w 1896 roku spółka Sumy Frunze jest jednym z europejskich liderów w swojej branży. Od 2007 roku stanowi część grupy Energy Standard. Aktualnie w ramach siedmiu spółek zależnych zatrudnia łącznie około 12 tys. osób. Według danych za 2013 roku łączna wartość przychodów firmy wyniosła 3,4 mld hrywien ukraińskich (tj. około 160 mln dolarów).

Polska regionalnym liderem outsourcingu procesów biznesowych. Zatrudnienie w branży wynosi ponad 150 tys. osób

CEO Magazyn Polska

Polska jest regionalnym liderem outsourcingu procesów biznesowych (BPO) i informatycznych. Branża zapewnia ponad 150 tys. miejsc pracy, z czego ponad 50 tys. przypada na sektor IT. Przewagą naszego kraju jest wykwalifikowana kadra oraz relatywnie niskie koszty. Aby utrzymać konkurencyjność, powinniśmy jednak postawić na systemowe rozwiązania dotyczące technologii informatycznych. 

– Polska jest wielkim wygranym ostatnich 10 lat, jeżeli chodzi o inwestycje w branży BPO, KPO i IT. Obecnie oceniamy, że cały rynek to ponad 150 tys. miejsc pracy, z czego 30 proc. to IT, to jest potężny rynek – mówi Wojciech Mach, dyrektor zarządzający w spółce Luxoft Polska.

Choć oprócz Polski inwestorów przyciągają także takie kraje, jak Bułgaria, Rumunia, Węgry czy do niedawna także Ukraina, to jednak nasz kraj pozostaje regionalnym liderem branży IT. Dużym atutem Polski jest wysoki poziom kompetencji pracowników, a także względnie niskie koszty funkcjonowania.

Istotna dla budowania konkurencyjności naszego kraju jest także obecność specjalnych stref ekonomicznych i związanych z nimi ulg podatkowych. Jak zastrzega jednak ekspert, są to propozycje skierowanego głównie do inwestorów z innych branż niż IT.

– Jest to jeden z bardzo ważnych aspektów, które są analizowane przez inwestorów. Bardzo często szukają oni miejsca, gdzie będą mogli zbudować swoje centra IT, gdzie zawsze będzie dostęp do ludzi z wykształceniem, umiejętnościami i talentem, a także odpowiednie ceny – tłumaczy dyrektor zarządzający Luxoft Polska.

Wojciech Mach uważa, że Polska powinna postawić na systemowe rozwiązania wspierające rozwój nowych technologii. Dysponuje odpowiednim zapleczem naukowym, które pozwala na realizację tego celu. Budowa ogólnokrajowego programu wspierającego sektor IT pozwoliłaby na osiągnięcie wymiernych korzyści. Przykładem jest tutaj edukacja kobiet, u których zainteresowanie technologiami informatycznymi jest statystycznie niższe niż u mężczyzn, a także niż w innych krajach.

– Na Ukrainie 30 proc. rynku IT to są kobiety, u nas poniżej 10 proc. To jest potężna grupa ludzi, którzy mogliby pracować i zarabiać bardzo godziwe pieniądze, więc na pewno to, co my, jako biznes, robimy i chcemy robić, czyli dawać pracę – wyjaśnia.

Z powodu rosnącego zapotrzebowania na wykwalifikowaną kadrę powinniśmy zapewnić młodym ludziom odpowiednie warunki do kształcenia.

– Programy stypendialne, a także zmiany w prawie, które pozwolą nam poprawiać im płace. Będąc konkurencyjni na tle innych krajów regionu, chcemy im móc płacić lepiej lub przynajmniej podobnie, jak w innych podobnych miejscach – mówi Wojciech Mach.

Rozmówca tłumaczy, że współpraca z samorządami i strefami ekonomicznymi różni się w zależności od obszaru Polski. Jako przykład podaje Agencję Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, która wspiera inwestorów lokujących swój kapitał na terenie dolnośląskiej aglomeracji. Oferowana pomoc dotyczy nie tylko wyboru lokalizacji, lecz także późniejszych etapów rozwoju biznesu.

Instytucje takie jak ARAW czy Invest in Pomerania niosą wsparcie merytoryczne głównie zaawansowanym usługom i technologiom. Tymczasem strefy ekonomiczne są miejscami, gdzie koncentruje się biznes o innym charakterze.

– Przyznam, że strefy ekonomiczne to nie jest klucz do rynku IT. Trudno mi ocenić, jak bardzo pozytywnie się z nimi współpracuje, ponieważ one są w Polsce tak skonstruowane, przynajmniej tak wynika z naszych doświadczeń, że największy nacisk kładziony jest na inwestycje w środki trwałe, a my działamy w innym obszarze – ocenie przedstawiciel spółki Luxoft Polska.

Chińska gospodarka jest na rozdrożu. Ma problemy z eksportem i inwestycjami, a oficjalne dane o wzroście PKB budzą wątpliwości ekonomistów

CEO Magazyn Polska

Chińska gospodarka jest w coraz gorszej kondycji. Wskaźnik PMI dla przemysłu za wrzesień spadł do 47 pkt, co nie tylko oznacza kurczenie się sektora, ale jest poziomem najniższym od 6,5 roku. Spada eksport oraz poziom inwestycji, czyli dwa motory napędzające ją przez ostatnie lata. W rezultacie analitycy coraz mniej wierzą w podawane przez tamtejsze władze wciąż optymistyczne dane o wzroście gospodarczym.

W 2007 roku chiński produkt krajowy brutto wrósł o ponad 14 proc. Od 2008 roku gospodarka Państwa Środka zaczęła jednak hamować. Od trzech lat tempo rozwoju Chin nie przekracza 8 proc., a obecnie szacowane jest na ok. 7 proc. Nawet ten słabnący wzrost budzi jednak coraz poważniejsze wątpliwości ekonomistów.

– Chińska gospodarka zwalnia i to już od kilku lat – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Ignacy Morawski, główny ekonomista BIZ Banku. – Obecnie oficjalnie mierzony wzrost gospodarczy wynosi około 7 proc., ale jest wiele szacunków, które pokazują, że prawdopodobnie prawdziwy wzrost gospodarczy jest niższy i że chiński rząd albo to źle mierzy, albo źle zbiera statystyki, albo jakoś te statystyki są celowo źle pokazywane. Sporo jest szacunków, które wskazują, że ten wzrost już jest prawie 4-proc. To widać po niższej produkcji przemysłowej i niższym zużyciu energii elektrycznej. Jest kilka wskaźników, które są mocno skorelowane z PKB, i one sugerują, że ten wzrost PKB jest już niższy.

Spadające tempo wzrostu Chin wiąże się ze spadkiem eksportu, czyli najważniejszego ze źródeł finansowania tamtejszej gospodarki. W sierpniu tamtejsze firmy sprzedały za granicę towary warte o 5,5 proc. mniej niż rok wcześniej. Nadwyżka w handlu zagranicznym Chin wzrosła tylko dlatego, że jeszcze mocniej od eksportu spadł import (13,8 proc.).

– Mamy spowolnienie chińskiej gospodarki, która jeszcze kilka lat temu rosła w tempie ponad 10 proc., teraz to jest 7 proc., a może nawet mniej mówi Ignacy Morawski. – Natomiast kluczowe pytanie dotyczące Chin jest takie, czy to będzie stopniowe spowolnienie, czyli czy ten wzrost spadnie powoli z obecnych 7 proc. powoli do 6, do 5 i tak w przeciągu paru lat ta chińska gospodarka będzie stopniowo zwalniać, czy tam dojdzie do jakiegoś tąpnięcia wzrostu gospodarczego. To jest oczywiście wielka niewiadoma, trudno w tym momencie to wyrokować.

Kłopoty, w jakich znalazła się ostatnio chińska gospodarka, nie oznaczają bowiem, że nie ma dla niej dróg ucieczki od nadchodzącego kryzysu. Ekonomiści zastanawiają się, czy ten kraj zdoła znaleźć nowe źródła wzrostu.

– Wydaje mi się, że są wskaźniki, które sugerują, że jakoś Chińczykom udaje się uniknąć scenariusza wstrząsu makroekonomicznego, czyli silnego spadku wzrostu PKB – ocenia główny ekonomista BIZ Banku. – Bo z jednej strony mamy spadającą dynamikę inwestycji przede wszystkim i spadający eksport, czyli te dwa silniki, które ciągnęły Chiny w ostatnich latach, ale jednocześnie wiele sygnałów sugeruje, tak przynajmniej mówią ludzie, którzy dobrze obserwują chińską gospodarkę, że powoli zaczyna przyspieszać konsumpcja. To jest teraz główne wyzwanie, które stoi przed Chinami.

To, czy Chinom uda się przejść z modelu opartego głównie na inwestycjach i eksporcie do modelu bardziej opartego na konsumpcji, jest – jak zwraca uwagę Ignacy Morawski z BIZ Banku  wielką niewiadomą.

– Ale są sygnały sugerujące, że przy spadającej dynamice inwestycji i spadającej dynamice eksportu konsumpcja trzyma się dość stabilnie, a może nawet lekko przyspiesza. Wydaje mi się, że jest niemałe prawdopodobieństwo, że uda się uniknąć jakichś wielkich wstrząsów makroekonomicznych w Chinach. Inne jest oczywiście pytanie, czy Chińczykom uda się ustabilizować walutę. Oni ją trochę zdewaluowali w sierpniu i teraz jest pytanie, czy będą dalej dewaluować i dewaluacja juana sięgnie 20-30 proc., co dla świata byłoby dość trudne, bo to by obniżyło znacząco ceny eksportu w Chinach, które są jednym z największych eksporterów na świecie i mogłoby pogłębić deflację w niektórych obszarach na świecie.

Z drugiej strony, jak przypuszcza ekspert, Chińczycy będą próbowali swoją walutę stabilizować, nawet za cenę obniżenia rezerw walutowych. W sierpniu wartość rezerw spadła o ponad 94 mld dol. do 3,56 bln dol., co było największym spadkiem w historii.

Za źle naliczone ulgi we wpłatach na PFRON pracodawcy zapłacą wysokie kary. Zmianami w przepisach zajmie się Sejm

CEO Magazyn Polska

Wystawianie ulg we wpłatach na Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych może przestać być opłacalne dla pracodawców. To z kolei może zmniejszyć atrakcyjność zatrudniania osób niepełnosprawnych. Projekt nowelizacji ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych wprowadza kary za błędy w wystawieniu ulgi nawet do 30 proc. ich sumy. Sposób sformułowania przepisu może rodzić problemy z jego interpretacją.

Na trwającym posiedzeniu Sejm zajmie się nowelizacją ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych.

– Najwięcej kontrowersji budzi propozycja, która na nowo reguluje zasady wystawiania ulg we wpłatach na Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Przepisy nakładają nowe obowiązki na pracodawców, na przykład obowiązek wysyłania co miesiąc dodatkowej informacji sprawozdawczej do funduszu, ale tego pracodawcy się nie boją. Boją się natomiast nieprecyzyjności pewnych uregulowań, których skutkiem może być to, że nie będą mogli wystawiać ulg we wpłatach – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Mateusz Brząkowski, radca prawny w Polskiej Organizacji Pracodawców Osób Niepełnosprawnych.

Obecnie wpłat na fundusz musi dokonywać każda firma zatrudniająca 25 pracowników (i więcej), która nie osiąga wskaźnika zatrudnienia osób niepełnosprawnych na poziomie co najmniej 6 proc. Może jednak obniżyć wysokość tej wpłaty, jeśli wykupi usługi od pracodawcy, który zatrudnia minimum 25 pracowników i osiąga 30-proc. wskaźnik zatrudnienia osób niepełnosprawnych (niepełnosprawni zaliczeni do znacznego stopnia niepełnosprawności albo osoby niewidome, psychicznie chore lub upośledzone umysłowo, albo osoby z całościowymi zaburzeniami rozwojowymi lub epilepsją – zaliczone do umiarkowanego stopnia).

– Największa bolączka to propozycja wprowadzenia kary za błędne wystawienie ulgi. Kary rzędu 5, 10 oraz 30 proc. [kwoty pojedynczej ulgi – red.] mogą spowodować, że wystawienie ulg może już nie być opłacalne. Nawet jeśli pracodawca pomyli się o złotówkę, to może się okazać, że będzie musiał jeszcze uregulować dodatkowo karę rzędu nawet 30 proc. tejże ulgi – tłumaczy Brząkowski.

Nowelizacja ustawy zakłada, że firma, która udziela ulg przez wystawienie informacji z jej wysokością, będzie musiała to zrobić niezwłocznie po opłaceniu przez kontrahenta faktury. Nie będzie mogło to nastąpić później niż do ostatniego dnia miesiąca następującego po tym, w którym przypadł czas płatności za zakup. Co więcej, firma będzie musiała również przekazywać do PFRON-u dane o kwocie ulg udzielonych miesięcznie. Jeśli tego nie dopełni, zapłaci karę.

– Dzisiaj ulgę może wystawić nie tylko zakład pracy chronionej, lecz także każdy polski przedsiębiorca, który zatrudnia co najmniej 25 pracowników. Teraz, kiedy wystawienie ulg przestanie być opłacalne, pracodawca – patrząc na wskaźnik zatrudnienia osób niepełnosprawnych – może stwierdzić, że niepełnosprawni pracownicy wcale nie są potrzebni i spowoduje to ich zwolnienie – ocenia radca prawny w POPON.

W ubiegłym roku budżet PFRON-u wyniósł 4,8 mld zł, z czego blisko 3,5 mld pochodziło z wpłat od pracodawców, którzy nie mają odpowiedniego wskaźnika zatrudnienia osób niepełnosprawnych. Fundusz wyliczył, że na ulgach traci rocznie ok. 700 mln zł. Nowelizacja ustawy ma uszczelnić system, jednak w opinii eksperta POPON-u, zmiany są nieprecyzyjne, a kary dla pracodawców niewspółmiernie wysokie. W efekcie, choć ulgi będą formalnie istniały, przedsiębiorcy nie będą ich wystawiać.

Brząkowski podkreśla, że procedowanie nowelizacji ustawy przebiega bardzo szybko. Zgodnie z założeniami ma wejść w życie w marcu 2016 roku.

– Ustawa nie powinna być w tak szybkim trybie procedowana. Co nagle, to po diable. To głównie bat na pracodawców, wprawdzie jest marchewka, ale nadgryziona – przekonuje Mateusz Brząkowski.

Jak podkreśla, propozycja nowych przepisów nie uwzględnia propozycji POPON i pracodawców, które zostały przedstawione w I połowie roku.

– To m.in. propozycja, żeby zlikwidować obowiązek doraźnej opieki medycznej w zakładach pracy chronionej, także propozycja większej modyfikacji na plus dofinansowań do wynagrodzeń pracowników niepełnosprawnych – wskazuje ekspert.

Brakuje również uregulowań dotyczących badania kondycji przedsiębiorstwa w trudnej sytuacji ekonomicznej, co skutkuje dowolnością interpretacyjną organów administracji publicznej w przypadku starania się przez pracodawcę o pomoc publiczną.

Handel Polski z Ukrainą w impasie. Rynek wschodniego sąsiada jest jednak nadal bardzo perspektywiczny

CEO Magazyn Polska

Po siedmiu miesiącach tego roku znacząco spadła wartość wymiany handlowej między Polską a Ukrainą. Uspokojenie sytuacji we wschodnich regionach Ukrainy może jednak przynieść szybką poprawę wzajemnych relacji. Szczególnie mogą na tym skorzystać małe i średnie firmy w przygranicznych województwach. Potrzebne są jednak instrumenty wsparcia, które zminimalizują ryzyko.

To, co wydarzyło się na wschodzie Ukrainy, nie mogło nie wpłynąć na relacje gospodarcze z Polską – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Zygmunt Berdychowski, przewodniczący Rady Programowej Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju, założyciel Fundacji Instytutu Studiów Wschodnich. – W najbliższych latach, jeżeli sytuacja nie ulegnie zmianie, będziemy lizać rany po bardzo istotnym spadku wolumenów wymiany gospodarczej między Polską a Ukrainą.

Jak wynika z informacji Głównego Urzędu Statystycznego, po siedmiu miesiącach sprzedaż zagraniczna na Ukrainę zamknęła się kwotą ponad 6,5 mld zł (1,57 mld euro). Do Polski sprowadzono natomiast towary i usługi o wartości 3,5 mld zł (ponad 842 mln euro). Łączne obroty ze wschodnim sąsiadem spadły w eksporcie o 10,7 proc. (liczone w złotych), import natomiast skurczył się o 21,8 proc.

Udział tego kraju w obrotach handlowych Polski obniżył się w tym czasie w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku o 0,3 pkt proc. i wyniósł ogółem 1,5 proc. eksportu oraz 0,8 proc. importu. Jak informuje GUS, podczas pierwszych siedmiu miesięcy br. Ukraina zajmowała 18. miejsce na liście partnerów handlowych polskich przedsiębiorstw w eksporcie oraz 23. pod względem importu. W tym samym okresie ubiegłego roku były to odpowiednio 15. i 21. miejsce.

Ukraina to wśród sąsiadów Polski jeden z krajów, który potencjalnie może stanowić najlepszy, najbardziej obiecujący, najdynamiczniej rozwijający się rynek – uważa Zygmunt Berdychowski. – Warto zatem patrzeć na to, co się tam dzieje, nawet nie przez pryzmat polityki, ale przede wszystkim gospodarki.

Jak podkreśla, kluczowe dla polsko-ukraińskiej wymiany gospodarczej są małe i średnie firmy.

To przede wszystkim kapitał lokalny, regionalny, podkarpacko-małopolsko-lubelski – precyzuje Zygmunt Berdychowski. – Daje to szansę na bardzo szybki wzrost. Gdy zakończy się wojna, będziemy świadkami bardzo dynamicznego odbicia.

Dużych zagranicznych inwestorów, jak mówi Berdychowski, na Ukrainie brakuje. Niestety, po pierwsze, na wielu obszarach, gdzie ekspansja jest możliwa, jest blokowana przez tamtejsze firmy i administrację, które zazdrośnie strzegą dostępu do lokalnego rynku. Po drugie, znacznie atrakcyjniejszym kierunkiem dla dużych polskich przedsiębiorstw, szczególnie w pierwszym okresie wchodzenia na rynki środkowej i wschodniej Europy, są jednak Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria, czyli kraje członkowskie Unii Europejskiej.

W przyszłym rozwoju wymiany handlowej kluczowy jest jednak pokój – podkreśla Berdychowski. – Jeśli on wreszcie zapanuje, to pojawi się otwarty rynek i nastąpi wzrost wymiany gospodarczej. Będą także korzyści i pojawią się możliwości zaangażowania się na tamtejszym rynku przez krajowe firmy.

Drugim istotnym elementem jest wsparcie dla firm ze strony polskiej administracji.

Chodzi o to, aby tej obecności polskiego kapitału na Wschodzie towarzyszyły instytucjonalne instrumenty wsparcia, które pozwolą przede wszystkim małym i średnim polskim firmom zminimalizować ryzyko – podkreśla przewodniczący Rady Programowej Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju.

Od przyszłego roku nowe zasady raportowania w gospodarce odpadami

CEO Magazyn Polska

W styczniu 2016 roku zmienią się zasady rocznego raportowania ws. odpadów. Firmy działające w branży gospodarki odpadami będą mogły w uproszczony sposób składać raporty ze swojej działalności. Według nowych zasad będzie raportowany jednak dopiero 2017 rok. Resort środowiska pracuje nad nową wersją rozporządzenia w tej sprawie.

Prawo stanowi, że obowiązek ewidencjonowania odpadów dotyczy każdego posiadacza odpadów, czyli podmiotu, który włada tym odpadem, a także jednostek organizacyjnych niebędących przedsiębiorcami. Odpady są ewidencjonowane za pomocą formularzy, które są stanowione aktem wykonawczym do ustawy o odpadach. Jaki to ma być raport, to zależy od rodzaju prowadzonej działalności przez przedsiębiorcę.

Inne obowiązki mają zakłady przetwarzania zużytego sprzętu, inne stacje demontażu pojazdów, a jeszcze inne przedsiębiorstwa, które zajmują się zbieraniem i przetwarzaniem odpadów – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Wójcik, kierownik ds. ochrony środowiska i ADR Stena Recycling. – Dla wszystkich tych przedsiębiorstw wspólny jest raport, który składany jest raz do roku do urzędu marszałkowskiego w terminie do 15 marca. To jest raport, w którym przedsiębiorca ma obowiązek wskazać ilość i rodzaje odpadów, które zbierał, wytwarzał czy przetwarzał w danym roku kalendarzowym.

Rozporządzenie, które ma zacząć obowiązywać 1 stycznia 2016 r., będzie zawierać katalog wszystkich możliwych raportów i sprawozdań, a w załącznikach znajdą się nowe wzory formularzy.

Dotychczas te raporty były porozrzucane w różnych, chyba ponad osiemnastu aktach wykonawczych, co sprawiało dużą trudność przedsiębiorcom – mówi Anna Wójcik.

Wszyscy przedsiębiorcy działający w branży gospodarki odpadami będą składali swoje sprawozdania tylko w jednym miejscu – do marszałka danego województwa. Wcześniej organy, do których przekazywane były sprawozdania, były różne, np. sprawozdanie dla firm działających w obszarze zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego przekazywano do GIOŚ, a sprawozdanie dotyczące odbioru odpadów komunalnych do gminy. Do marszałków trafiał tylko roczny raport.

Nowością jest także obowiązek wskazania masy poszczególnych rodzajów odpadów zmagazynowanych na koniec roku kalendarzowego. Przedsiębiorca uzupełnia w formularzu tylko te działy, które rzeczywiście dotyczą jego działań w danym zakresie.

Jak podkreśla Wójcik, rozporządzenie zacznie obowiązywać w przyszłym roku, ale zgodnie z przepisami przejściowymi raport za 2016 rok będzie składany według starych zasad.

Nowe sprawozdania będą składane w 2018 roku za 2017 rok. Za 2016 rok, zgodnie z przepisami przejściowymi, przedsiębiorcy będą mieli obowiązek składać sprawozdania na starych formularzach. Dodatkowym udogodnieniem dla przedsiębiorców, jeśli chodzi o nowe sprawozdania, będzie możliwość składania ich w sposób interaktywny – informuje Anna Wójcik.

Nowe wzory formularzy mają stanowić podstawę do opracowania elektronicznych formularzy dostępnych w bazie danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami (BDO), za której pośrednictwem docelowo przedsiębiorcy będą mogli składać sprawozdania w formie elektronicznej. Baza powinna powstać w przyszłym roku.

Za niewywiązywanie się z obowiązku raportowania w zakresie gospodarki odpadami, czyli np. za niezłożenie sprawozdania do marszałka, grozi administracyjna kara w wysokości od 500 zł do 8,5 tys. zł w zależności od tego, jak bardzo przedsiębiorca jest oporny w złożeniu tego sprawozdania – przypomina ekspertka Stena Recycling.

W decyzji o nałożeniu kary 500 zł wojewódzki inspektor ochrony środowiska określa termin do przekazania, musi być to co najmniej 14 dni. Uchybienie temu terminowi skutkuje nałożeniem na podmiot kary w wysokości 2 tys. zł, przy czym kara taka może być wymierzana wielokrotnie. Za jeden rok kalendarzowy łączna wysokość kar nie może przekroczyć kwoty 8,5 tys. zł.