Szukasz pomysłu na biznes? 6 najbardziej zaskakujących polskich towarów eksportowych

O sukcesach eksportu polskich mebli, okien, żywności, kosmetyków czy części samochodowych wiedzą wszyscy. Ale twarde dane pokazują, że „Polak potrafi” i sprzeda najbardziej nietypowe towary pod słońcem w niezwykłych zakątkach świata. Polscy eksporterzy wysłali już m.in sztuczne zęby do Polinezji Francuskiej, globusy do Mongolii, karty do gry do Tanzanii, chusteczki do nosa do Libii a nawet brody, rzęsy i warkocze do Skandynawii.

– Nasz eksport naprawdę nie zna granic – mówi Radosław Jarema z instytucji płatniczej AKCENTA, realizującej płatności w walutach obcych dla polskich firm zajmujących się eksportem i importem. – Widzę to bardzo dobrze nawet w portfolio naszych Klientów. Jednym z najbardziej unikatowych transakcji, które rozliczaliśmy, był eksport materiałów edukacyjnych i książek dla wyznawców Kościołów Zielonoświątkowych. Jeden z naszych Klientów z dużym sukcesem eksportuje e-papierosy, zaś inny wysyła do Sudanu i Somalii proste silniki spalinowe do pomp wodnych. Te przykłady pokazują, że przedsiębiorca z każdej branży ma szansę na dowolnym zagranicznym rynku – tylko musi umiejętnie zbadać na nim popyt, trafnie obmyślić strategię wejścia na niego oraz dobrze zorganizować logistykę – dodaje Jarema.

Inne niespodzianki w polskim eksporcie? Jest ich wiele, wśród nich 6 wybranych przez AKCENTĘ z danych GUS.

Z Polski „stare ale jare”

W ubiegłym roku przedmioty sklasyfikowane przez GUS jako „antyki o wieku przekraczającym 100 lat” z Polskie trafiły do 7 krajów świata. Cały eksportowy biznes antykami w Polsce wart był w ubiegłym roku ok. 661 tys. zł. Najwięcej ponad stuletnich antyków trafiło do Rosji (6 358 kg, 224 785 zł), natomiast najdroższy, zaledwie dwukilogramowy, przedmiot (lub przedmioty) o wartości 125 tys. zł został wywieziony do Japonii. Doskonale dla eksporterów antyków zapowiada się obecny rok. Po trzech miesiącach 2015 r. do zaledwie trzech krajów wysłali wiekowe przedmioty za ok. 40 proc. wartości odnotowanej w całym 2014 r. czyli za 267 616 zł.

Polska rozdaje karty

To niesamowite, ale w ubiegłym roku dzięki naszym eksporterom polskie karty do gry znalazły się w każdym z 28 krajów Unii Europejskiej. Największą popularność zdobyły wśród Francuzów, którzy w 2014 r. kupili ich prawie 300 tys. kg za kwotę ponad 5 mln zł. W zeszłym roku polscy eksporterzy wysłali w świat około 1,3 mln kg kart do gry, których wartość wyniosła zawrotne 26 mln zł (25 908 567 zł)! To prawie tyle ile wyniosła zeszłoroczna wartość całego polskiego eksportu do Wenezueli i niewiele mniej niż do Chile. A polskie karty osiągają także sukcesy na kierunkach na których mało który polski eksporter może pochwalić się kontraktem! Naszymi karatami grają np. mieszkańcy Tanzanii czy Paragwaju. – Studium przypadku sukcesu polskich kart do gry dowodzi, że nawet na pierwszy rzut oka niepozornym towarem możemy zawojować świat – mówi Radosław Jarema z AKCENTY. Można wręcz powiedzieć, że to my rozdajemy karty w Europie, przynamniej te do gry.

Polskie zęby na środku oceanu

Największym zaskoczeniem lektury danych GUS może być odkrycie, że Polska eksportowała w 2014 r. ponad 565 tys. sztuk sztucznych zębów, a na dodatek, że część z nich wysłana została na … Polinezję Francuską, maleńką wyspę na Oceanie Spokojnym. W 2014 r. do tego kraju wysłaliśmy zęby o wartości aż 44 tys. zł! Poza tym, polscy eksporterzy sztucznego uzębienia „zjedli zęby” na wywozie na rynki krajów post sowieckich, takich jak Mołdawia, Azerbejdżan, Gruzja, Ukrainy i Kazachstanu.

Polska wywozi planetę Ziemię

Odchodząca coraz częściej do lamusa pomoc szkolna i ozdoba jaką jest globus przyniosła polskich eksporterom w 2014 r. zyski rzędu ponad 1,4 mln zł. Polacy wysłali w zeszłym roku za granicę 45,5 tys. kg miniatur kuli ziemskiej w tym większość do Rosji, gdzie wyeksportowaliśmy aż 33 tys. kg globusów o łącznej wartości ponad miliona złotych (1 064 422 zł). Polskie globusy trafiają także na biurka w Białorusi, Gruzji, Armenii, krajów Europy Środkowej i Południowej. Małe Ziemie z Polski przebyły spory kawał prawdziwego globu i trafiły w zeszłym roku nawet do takich krajów jak Chiny czy Liban.

Chusteczki do nosa w zagranicznych kieszeniach

Okazuje się, że wg danych GUS w polskie chusteczki swoje nosy wycierają mieszkańcy tak odległych krajów jak do Libia, Mongolia, Oman czy Turkmenistan. Wprawdzie zyski na tych kierunkach nie są ogromne i sięgają zaledwie kilkuset do kilkudziesięciu złotych, to należy przyznać, że ambicje polskich eksporterów chusteczek są „nie w kij dmuchał” i nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Cały eksport chusteczek do nosa wysłanych przez Polskę w świat osiągnął w 2014 r. wartość prawie 707 tys. zł (706 887 zł).

Kod 670419 – czyli kto potrzebuje polskiej brody, brwi, rzęs i warkoczy?

Pod kodem 670419 klasyfikacji CN w bazach GUS kryje się kategoria „brody, brwi, rzęsy, warkocze i podobne oprócz kompletnych peruk z materiałów włókienniczych, syntetycznych”. Choć jest to towar dość nietypowy, jego eksport z Polski jest jak najbardziej realny i w 2014 r. osiągnął wartość 661 646 zł. Kto ozdabia się wytworami z włosów z Polski? Odpowiedź brzmi – Skandynawowie. Nasze brody, brwi, rzęsy, warkocze i podobne towary dopełniają image’u głównie Norwegów i Finów, którzy w 2014 r. kupili po ponad tysiąc kilo tych produktów. Na wyroby z włosów z Polski zgłaszają również popyt wszyscy nasi sąsiedzi oraz – co ciekawe – Serbia, która była trzecim najważniejszym kierunkiem zbytu dla tej kategorii towaru.

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Rozmowa z Tomaszem Cieślakiem, pomysłodawcą Mobility Reseller Days 2015

W dniach 7 i 8 października na EXPO XXI w Warszawie odbędzie się kolejna edycja Mobility Reseller Days – wydarzenia branżowego, które skupia firmy i przedsiębiorców branży nowych technologii z Europy Centralnej, Wschodniej oraz Azji. Ideą, która przyświeca Mobility Reseller Days, jest nawiązanie bezpośrednich relacji partnerskich i handlowych. Wydarzenie skupia w sobie również cele edukacyjne – zarówno dla uczestników, jak i gości wydarzenia – które dotyczą rozszerzenia wiedzy o rozwoju lokalnych kanałów sprzedaży, programach partnerskich.

Tomasz Cieślak, prezes wydawnictwa MIT MEDIA Group Sp. z o.o., organizator i pomysłodawca Mobility Reseller Days 2015
Tomasz Cieślak, prezes wydawnictwa MIT MEDIA Group Sp. z o.o., organizator i pomysłodawca Mobility Reseller Days 2015

Rozmawiamy z Tomaszem Cieślakiem, prezesem wydawnictwa MIT MEDIA Group Sp. z o.o., organizatorem i pomysłodawcą Mobility Reseller Days 2015.

To już druga edycja wydarzenia. Jak dziś mógłby Pan podsumować pierwszą edycję, czy udało się spełnić zakładane założenia ?

Tak, ponieważ zauważyliśmy pewną niszę, jeżeli chodzi o eventy branżowe i tak narodziła się idea Mobility Reseller Days. Od pięciu lat organizujemy galę Mobility Trends i widzimy potrzebę spotykania się ludzi z branży IT i Telko. Pierwsza edycja MRD, która odbyła się w ubiegłym roku pokazała, że warto się spotkać i nawiązywać bezpośrednie relacje biznesowe. To przekłada się następnie na sukcesy nie tylko sprzedażowe oferowanych przez wystawców produktów i usług, ale także pozytywnie wpływa na wizerunek marek i ich rozpoznawalność. Dlatego zdecydowaliśmy się na kolejną edycję, ale w nieco zmienionym formacie: dzień dla biznesu i dzień otwarty.

Czym tegoroczna edycja będzie się różnić od poprzedniej ?

Pierwszy dzień to spotkanie kierowane do biznesu tj. kanały sprzedaży, osoby odpowiedzialne za zakupy w sieciach detalicznych, przedstawiciele małych i średnich przedsiębiorstw związanych z branżą IT i Telekom oraz pracowników i kadry managerskiej największych firm telekomunikacyjnych. Będą najważniejsze osoby z branży, wystawcy oraz ci, którzy szukają relacji biznesowych nie tylko w Polsce. Jeśli chodzi o rozwój naszego eventu nastawiamy się na Europę Wschodnią i Bliski Wschód. Podpisaliśmy umowę o współpracy z naszym partnerem z Chin, który będzie z nami współpracował pod kątem kooperacji chińskich firm z polskimi. Natomiast drugi dzień jest dniem otwartym na który zapraszamy wszystkich miłośników nowych technologii. Przygotowaliśmy niespodziankę dla zwiedzających – największą w Polsce wystawę zabytkowych telefonów komórkowych. Wystarczy zarejestrować się na stronie www. mobilityresellerdays.pl, by odebrać bezpłatne zaproszenie na Mobility Reseller Days.

Czy październik to dobry termin na tego typu wydarzenie ?

Ostatni kwartał jest o tyle ciekawy biznesowo, że zawsze mamy do czynienia z największą sprzedażą. Wiąże się to m.in. z back to school, czyli rozpoczęciem roku szkolnego i akademickiego. Potem mamy promocje związaną ze świętami, więc podczas Mobility Reseller Days na pewno pojawi się bardzo dużo ciekawych produktów i usług. Przedstawimy trendy Q4 na 2015 rok. Jest to także idealny czas i miejsce na debiut nowych marek i produktów. W ubiegłym roku na MRD po raz pierwszy w Polsce mogliśmy zobaczyć nowe modele iPhone’a – iPhone6 oraz iPhone6 +. Debiutował także nowy myPhone Luna oraz dwa modele Nokii. Swoją premierę miały także wkraczające na polski rynek marki – Allview i Wiko. W tym roku także będziemy świadkami wielu premier ale na chwilę obecną nie mogę zdradzić szczegółów.

W ubiegłym roku nad Mobility Reseller Days patronat objęło wiele ważnych instytucji państwowych i mediów. Jak wygląda to w tym roku ?

Ta edycja spotkała się z równie ogromnym zainteresowaniem. Patronat honorowy objęło: Ministerstwo Gospodarki, Urząd Komunikacji Elektronicznej, Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy oraz Polska Agencja Inwestycji Zagranicznych. Mamy również dobre relacje z mediami branżowymi, ale tu zaprosiliśmy media docierające do kanałów sprzedaży oraz tytuły zarówno o charakterze biznesowym i lifestylowym. Udział w wydarzeniu daje możliwość promocji firmy i jej produktów w całej branży, dlatego współpraca opiera się na wymiernych korzyściach, zarówno dla nas, jak i dla naszych partnerów i sponsorów.

Serdecznie zapraszam czytelników na Mobility Reseller Days, które odbędzie się już 7 i 8 października 2015 r. na EXPO XXI w Warszawie.

Dziękujemy za rozmowę.

Analiza jakości strony www – audyt strony internetowej

Polacy z zespołu Blink.pl udostępnili pierwsze na świecie narzędzie do semantycznego audytu strony internetowej. Dzięki analizatorowi można błyskawicznie sprawdzić podstawowe zagadnienia optymalizacyjne witryny pod kątem wyszukiwarki Google, a także – co stanowi o innowacyjności narzędzia – dokonać oceny znaczenia treści pod kątem marketingowym. Analizator jest dostępny bezpłatnie.

Audyt semantyczny to analiza strony www pod kątem kluczowych zagadnień optymalizujących i semantycznych. – Stworzony przez nas analizator pokazuje, w jakim stopniu audytowana witryna spełnia zakładane kryteria. Uzyskane wyniki dają wiedzę na temat obszarów, które należy poprawić, by uzyskiwać lepszą pozycję w wyszukiwarkach oraz poprawiać konwersję – mówi kierujący pracami, dr inż. Artur Pajkert z Blink.pl, pomysłodawca analizatora.

Czy taka analiza rzeczywiście jest ważna? Bez wątpienia tak. Pamiętajmy, że dobrze zoptymalizowana strona to lepsze wyniki organiczne w Google i lepsze stawki w reklamach AdWords. To także większa szansa, że użytkownik strony dokona pożądanej konwersji, np. zrobi zakupy w sklepie, wypełnieni formularz zamówienia czy zapisze się na newsletter.

Twoja strona bez tajemnic

– Opracowane w naszej firmie narzędzie przypomina, że marketing w wyszukiwarkach to część marketingu w szerokim rozumieniu. Sama pozycja w Google niewiele daje – potrzebne jest jeszcze zachęcenie użytkownika do dokonania konwersji – mówi Jakub Dwernicki, prezes Blink.pl. Dlatego w wyniku audytu uzyskuje się dwie syntetyczne liczby. Pierwsza mówi o tym, jaką część analizowanych kryteriów spełnia zgłoszona strona – to dość ogólny wskaźnik, obejmujący także kryteria techniczne. Druga liczba, zwana roboczo wynikiem semantycznym, jest z kolei miarą oddziaływania treści audytowanej witryny na użytkownika.

Mówiąc najprościej – analizator Blink.pl, korzystając z setek ustalonych reguł, sprawdza co analizowana strona znaczy – co oznaczają znalezione słowa, wyrażenia, frazy i jak mogą one wpływać na użytkownika strony www.

Czego dowiesz się dzięki analizie?

W wyniku audytu semantycznego dowiadujemy się, czy na stronie znajdują się elementy niezbędne dla zapewnienia prawidłowej konwersji oraz odpowiedniego, dużego ruchu (a konkretnie – ułatwiające robotom wyszukiwawczym odczytywanie i klasyfikowanie treści strony). Przykładowo: w kategorii „wezwania do akcji” treść strony jest skanowana pod kątem czasowników w drugiej osobie trybu rozkazującego, jak „kup”, „sprawdź”, „zarejestruj się”, „porównaj” itp. Oczywiście to tylko jedna z analizowanych kategorii semantycznych (w tej chwili jest ich dziesięć).

Naturalnie, wynik w jednej kategorii nie przesądza o dobrej lub złej jakości strony, ale dzięki analizowaniu wielu aspektów (m.in. społecznych dowodów słuszności, przejawów nadmiernej koncentracji na sobie itp.) można wypracować ogólną ocenę, która okazuje się trafna dla ok. 80-90% analizowanych stron.

To nowość w skali światowej!

Zwróćmy uwagę, że istniejące analizatory marketingowe stron www działają tylko w odniesieniu do witryn anglojęzycznych oraz skupiają się niemal wyłącznie na ich technicznych aspektach. Potrafią ocenić elementy optymalizacyjne i marketingową „jakość” strony, mierzoną na przykład tym, czy występują na niej blogi, formularze, jak często publikacje na jej temat pojawiają się w mediach społecznościowych itp. Autorzy analizatora Blink.pl nie napotkali jednak żadnego narzędzia, choćby próbującego odnieść się do tego, jaki wpływ na odbiorcę mogą wywierać treści strony.

Narzędzie przedstawione przez Polaków z Blink.pl to pierwszy semantyczny analizator stron działający na polskich treściach oraz na stronach niewykorzystujących semantycznych znaczników treści – a takich jest w internecie najwięcej. – Nie znaleźliśmy żadnego podobnego narzędzia ani w Polsce, ani na świecie. Dostępne mechanizmy świetnie audytowały techniczne elementy stron www, jednak niemal w ogóle nie odnosiły się do znaczenia treści nieopatrzonych semantycznymi tagami. Dlatego właśnie stworzyliśmy własne narzędzie – tłumaczy Łukasz Bielawski, programista zaangażowany w realizację projektu.

Polacy stają się światową potęgą na tym polu

Analizując ostatnie lata polskiego Internetu warto wspomnieć o dwóch projektach, które także podjęły wyzwanie analizy treści, jednak pod kątem tzw. analizy sentymentu, a nie wywierania wpływu. Są to Brand24 oraz SentiOne, a osoby zaangażowane w ich tworzenie, tj. Michał Sadowski i Kamil Bargiel stały się rozpoznawalne zarówno w kraju, jak i za granicą.

Semantyczny analizator stron, stworzony w Blink.pl, na dzień dzisiejszy pracuje tylko na stronach w języku polskim, ale autorzy już pracując nad dostosowaniem go do analiz w innych językach.

Popularność narzędzia przekroczyła oczekiwania. Od kiedy narzędzie zostało udostępnione na przełomie czerwca i lipca br., przeanalizowano już ponad 96 813 tysięcy elementów na 3.123 stronach internetowych.

Aby skorzystać z bezpłatnego audytu, wystarczy wejść na www.blink.pl/audyt – wyniki są dostępne po ok. 10 sekundach.

Grupa Waryński: 330 sprzedanych mieszkań w 12 miesięcy – podsumowanie wyników

Grupa Waryński podsumowała pierwszy rok sprzedaży mieszkań w inwestycjach Miasto Wola i Stacja Kazimierz, realizowanych wraz z partnerami przy ul. Jana Kazimierza na warszawskiej Woli. W okresie sierpień 2014 r. – lipiec 2015 r. spółka uruchomiła 4 etapy projektów o łącznej liczbie 515 mieszkań, z czego 330 lokali znalazło już swoich nabywców.

W ciągu dwunastu miesięcy, od sierpnia 2014 r., Grupa Waryński sprzedała łącznie 330 lokali, oferowanych w ramach I i II fazy obu inwestycji mieszkaniowych – Miasta Wola i Stacji Kazimierz. Bardzo dobre wyniki sprzedażowe plasują spółkę w czołówce stołecznych deweloperów mieszkaniowych.

Za nami pierwszy rok aktywnej – sprzedażowej działalności na rynku deweloperskim. Duże zainteresowanie Klientów naszymi projektami pokazuje, że jako nowy gracz na rynku nieruchomości, podążamy w dobrym kierunku. We współpracy z partnerami, stale rozwijamy nasze projekty i analizujemy sytuację na rynku, dzięki czemu możemy błyskawicznie reagować na pojawiające się trendy oraz dostosowywać kolejne etapy naszych inwestycji do oczekiwań Klientów. Nie zamierzamy zwalniać tempa. Analizujemy również możliwość realizacji kolejnych projektów w nowych lokalizacjach, wśród których znajdują się takie dzielnice, jak Wola, Bemowo czy Mokotów. Duża popularność inwestycji, dobre wyniki sprzedażowe oraz dynamicznie postępująca budowa poszczególnych faz projektów dopingują nas do jeszcze cięższej pracy i sprawiają, że jeszcze w 2015 r. będziemy mogli uruchomić kolejne fazy naszych inwestycji na Woli – powiedział Jarosław Jankowski, Prezes Zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa.

deweloperskich Grupa Waryński podsumowuje pierwszy rok sprzedaży mieszkań
Miasto Wola

Grupa Waryński prowadzi obecnie dwa niezależne projekty mieszkaniowe na Odolanach, w ramach których w perspektywie kilku lat powstanie 1,5 tys. mieszkań o łącznej powierzchni użytkowej blisko 100 tys. m kw. Pierwszy – Miasto Wola, w który docelowo znajdzie się ok. 850 mieszkań, współtworzony jest ze spółką Dantex. Druga inwestycja – Stacja Kazimierz to z kolei wspólny projekt Grupy Waryński i firmy Polnord, zakładający powstanie ok. 650 lokali mieszkalnych.

W sprzedaży dostępne są aktualnie mieszkania 4 etapów inwestycji Grupy Waryński. W pierwszej fazie projektu Miasto Wola, swoich nabywców znalazło już 106 ze 112 oferowanych lokali. W drugim etapie tej inwestycji, w którym dostępnych było 113 mieszkań, firma sprzedała 56 lokali. Z kolei, w największym z dotychczas realizowanych budynków – pierwszym etapie Stacji Kazimierz, zakładającym powstanie 179 mieszkań – swoich nabywców znalazło aż 155 lokali. Druga faza tego projektu to natomiast 13 z 111 lokali sprzedanych w ciągu zaledwie kilku pierwszych dni od uruchomienia inwestycji.

W ostatnich dwunastu miesiącach, Grupa Waryński może pochwalić się nie tylko dobrymi wynikami sprzedażowymi, ale również dynamicznie postępującą budową kolejnych etapów. Spółka wraz z partnerami zawiesiła już wiechy na pierwszych etapach zarówno projektu Miasto Wola, jak i Stacji Kazimierz. Natomiast już w IV kw. zaplanowano zakończenie budowy pierwszej fazy inwestycji Miasto Wola, która tym samym stanie się pierwszym projektem deweloperskim zrealizowanym przez Grupę Waryński.

Co 4 polski przedsiębiorca nie założyłby firmy po raz drugi

Co 4. polski przedsiębiorca nie założyłby firmy po raz drugi, wynika z badania Keralla Research przeprowadzonego na zlecenie Rzetelnej Firmy. Co więcej, mając w perspektywie podobne zarobki, prawie 60% z tych rozczarowanych właścicieli, zdecydowałoby się na przejście na etat i pracę u kogoś innego.

Waldemar Sokołowski - Prezes Zarządu Rzetelnej Firmy sp. z o.o.
Waldemar Sokołowski – Prezes Zarządu Rzetelnej Firmy sp. z o.o.

1/3 właścicieli firm, założyła je, ponieważ miała świetny pomysł na biznes. Potrzeba samodzielności stała za decyzją 29% przedsiębiorców. Z kolei 1/4 biznesmenów do założenia firmy przekonała chęć zarabiania większych pieniędzy. Motywacją do pracy na własny rachunek była również niechęć do pracy u kogoś, a także problem ze znalezieniem pracy na etat – takich odpowiedzi udzieliło odpowiednio 16,6% i 13,4% przedsiębiorców.

Niezależność nie jest już jednak tym, co motywuje przedsiębiorców do dalszego rozwijania biznesu – na ten aspekt wskazało już tylko 2% aktualnie prowadzących działalność gospodarczą. Tym, co motywuje właścicieli do kontynuowania prowadzenia firmy jest zapewnienie sobie wyższego dochodu. Dla 35% przedsiębiorców jest to jedna z głównych motywacji prowadzenia działalności gospodarczej. Innymi czynnikami inspirującymi naszych przedsiębiorców do działania są: możliwość samorealizacji oraz zapewnienie sobie i innym miejsca pracy. Tę ostatnią odpowiedź wskazało 27,5% ankietowanych. Jednocześnie jednak odpowiedzialność za inne osoby to coś, co właściciele firm uznają za jedną z wad prowadzenia działalności gospodarczej – na tę uciążliwość skarżyło się 26,5% badanych.

Przedsiębiorca – pracowity, ale zestresowany

To, co znacząco utrudnia codzienną działalność polskiego biznesu są też długie godziny pracy, które powodują, że prawie 42% badanym trudno jest oddzielić pracę od życia prywatnego. Dodatkowymi elementami uprzykrzającymi życie biznesmenom jest wysoki poziom stresu związanego z koniecznością zdobywania kolejnych zleceń – wskazała na to ponad 1/3 ankietowanych, a także słaby popyt na ich usługi i niestabilność przychodów, jakie są efektem „bycia na swoim”.

Właściciele firm, którzy zgłaszają się do nas z prośbą o pomoc w odzyskaniu swoich pieniędzy od kontrahentów doprecyzowaliby tę niestabilność jako problemy z odzyskaniem zapłaty od kontrahentów. Naszymi klientami są głównie firmy z sektora MSP, które bardzo często o tym, jak dbać o własne należności uczą się na żywym organizmie, ponosząc często dotkliwe straty finansowe – przypomina Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji w firmie Kaczmarski Inkasso.

Co ósmy przedsiębiorca żali się także na częste kontrole urzędów. Dużo mniej uciążliwe są jednak dla nich pozapłacowe koszty prowadzenia biznesu, czyli konieczność opłacania podatków i ZUS-u – jako wadę wskazało je tylko 4,3% ankietowanych.

Kuszący etat

Stres i niepewność przychodów sprawiają, że perspektywa uzyskania porównywalnych dochodów na etacie u kogoś innego mogłaby być atrakcyjniejsza od prowadzenie własnej działalności dla ponad 57% badanych. Ponieważ w wielu przypadkach motywacją do rozpoczęcia własnej działalności gospodarczej był aspekt finansowy, najbardziej skłonni do zmiany zapisu na wizytówce z „właściciel” na „pracownik” są ci przedsiębiorcy, którzy prowadzą najmniejsze, zatrudniające do 9 osób, zakłady. Wśród firm tej wielkości przejście na etat skusiłoby aż 43% właścicieli. Praca dla kogoś za te same zarobki zostałaby rozpatrzona również przez 1/3 właścicieli zatrudniających do 49 pracowników. Pośród tych, którzy mają większe firmy, już tylko niecałe 9% rozważałoby przejście na etat.

Nie jest aż tak źle

Całościowy obraz prowadzenia biznesu w Polsce nie jawi się jednak w aż tak ciemnych barwach, jak mogłoby się to wydawać.

Wciąż jest więcej tych przedsiębiorców, którzy nie żałują decyzji o tym, że zdecydowali się na założenie własnej działalności gospodarczej. Co więcej, aż 62% badanych – pomimo problemów, z jakimi się spotyka każdego dnia, raz jeszcze zdecydowałoby się na założenie firmy. Za bardzo znaczące w tym badaniu uznaję również to, że wśród ankietowanych przedsiębiorców aż 49% swój biznes prowadziło ponad 21 lat, a więc przez cały okres kapitalizmu w Polsce – podkreśla Waldemar Sokołowski, prezes Rzetelnej Firmy.

Chociaż przedsiębiorcy mówili o tym, co boli ich w codziennej, gospodarczej rzeczywistości, opowiedzieli też o zaletach bycia na swoim. Wśród plusów prowadzenia własnego biznesu wskazywali elastyczny czas pracy , satysfakcję z pracy na własny rachunek i wyższe zarobki. Największą zaletą, na jaką zwróciło uwagę ponad 53% z ankietowanych była niezależność i wolność decyzji, a przecież to właśnie – oprócz pieniędzy, które kuszą czasami do rozważań nad pracą dla kogoś – był jeden z głównych motywatorów dla powstania nowych firm w Polsce.

 

Wyniki Grupy Kapitałowej PKO Banku Polskiego po I półroczu 2015 r.

W II kwartale tego roku Grupa Kapitałowa PKO Banku Polskiego wypracowała 703 mln zł zysku netto, co oznacza wzrost o 8,6% q/q. W całym I półroczu 2015 r. PKO Bank Polski wzmocnił wiodącą pozycję na rynku depozytów, a dzięki wysokiej nowej sprzedaż kredytów gotówkowych, MSP i korporacyjnych, ugruntował pozycję lidera na rynku kredytów. Konsekwentna poprawa jakości portfela kredytowego przyczyniła się równocześnie do spadku kosztów ryzyka, które w I półroczu wyniosły 0,82 pkt proc. Z satysfakcją należy odnotować wzrost transakcyjności klientów Banku używających kart kredytowych i debetowych. PKO Bank Polski jest największym wystawcą kart w Polsce.

Wysoki zysk netto wypracowany w II kwartale to głównie efekt poprawy wyniku odsetkowego, istotnego zwiększenia wyniku z tytułu prowizji i opłat, a także redukcji ogólnych kosztów administracyjnych. Wynik finansowy netto wypracowany przez Grupę PKO Banku Polskiego w I półroczu wyniósł 1 350 mln zł i pozostawał pod wyraźną presją czynników zewnętrznych: wzrostu składek na BFG, obniżonych limitów opłat interchange oraz historycznie niskich rynkowych stóp procentowych.

Zbigniew Jagiełło, Prezes Zarządu PKO Banku Polskiego
Zbigniew Jagiełło, Prezes Zarządu PKO Banku Polskiego

– W pierwszym półroczu 2015 r. Bank osiągnął satysfakcjonujący wynik finansowy pomimo negatywnych czynników o charakterze regulacyjnym i makroekonomicznym. Jesteśmy zadowoleni ze wzrostu zysku netto w drugim kwartale. Bank podjął wiele inicjatyw, które mitygują trudne warunki rynkowe. Renegocjacja umów z Visa i MasterCard wpływa pozytywnie na bieżące i przyszłe wyniki z prowizji i opłat, a wdrożenie programu optymalizacji kapitału pozwoli na redukcję poziomu aktywów ważonych ryzykiem i dalszą poprawę miar adekwatności kapitałowej. Stale też rozwijamy wszystkie wiodące linie biznesowe – mówi Zbigniew Jagiełło, Prezes Zarządu PKO Banku Polskiego.

Umacnianie wiodącej pozycji rynkowej

Skonsolidowane aktywa w I półroczu 2015 r. zwiększyły się o 5,5% r/r do poziomu 255,5 mld zł. Przyczynił się do tego wzrost kredytów netto o 4,1% r/r do 185,3 mld zł., finansowany przyrostem depozytów klientów o 4,5% do poziomu 179,1 mld zł. Za sprawą wysokiej nowej sprzedaży kredytów gotówkowych, MSP i korporacyjnych, Bank ugruntował wysoki udziału w rynku kredytów na poziomie 17,8%, przy czym był on stabilny zarówno na rynku detalicznym jak i korporacyjnym. Dotyczy to także depozytów, gdzie Bank pozostaje liderem z udziałem rynkowym na poziomie 17,5%.

Znacząca poprawa jakości portfela kredytowego

W ciągu ostatnich 12 miesięcy utrzymany został pozytywny trend dotyczący poprawy jakości portfela. Spadał koszt ryzyka oraz udział kredytów z rozpoznaną utratą wartości. Wzrastał wskaźnik pokrycia. Koszt ryzyka na koniec I półrocza 2015 r. ukształtował się na poziomie 0,82 pkt proc. (0,87 dla Banku), co oznacza spadek o 39 pb. r/r (o 28 pb. r/r dla Banku). Tak satysfakcjonująca poprawa to przede wszystkim zasługa kredytów gospodarczych, w przypadku których koszty ryzyka w ujęciu rocznym spadły o 59 pb. Wskaźnik udziału kredytów z rozpoznaną utratą wartości na koniec I półrocza 2015 r. wyniósł 6,9%, co oznacza spadek o 0,3 pp. r/r. Wskaźnik pokrycia wzrósł o 7,2 pp. r/r do poziomu 62,9%. Wynik z tytułu odpisów aktualizujących w I półroczu wyniósł -749 mln złotych i w ujęciu rocznym zmniejszył się o 22,9%, przede wszystkim w wyniku spadku odpisów na portfelu kredytów gospodarczych.

Solidna pozycja kapitałowa

Wskaźniki kapitałowe PKO Banku Polskiego pozostają na stabilnym, wysokim poziomie. Na koniec I półrocza 2015 r. współczynnik wypłacalności wyniósł 13,9 proc, a Core Tier 1 12,6 proc.

Inicjatywy wychodzące naprzeciw trudnym warunkom rynkowym

W II kwartale 2015 r. Bank dokonał kompleksowej renegocjacji umów z Visa i MasterCard. Nowe warunki współpracy pozytywnie wpływają na bieżące i przyszłe wyniki z prowizji i opłat oraz są efektem stale zwiększającego się poziomu transakcyjności kart kredytowych i debetowych klientów Banku. PKO Bank Polski z portfelem 7,5 miliona kart płatniczych i udziałem rynkowym na poziomie 21% jest największym wydawcą kart debetowych i kredytowych w Polsce.

W II kwartale PKO Bank Polski przeprowadził także kompleksowy przegląd wymogu kapitałowego celem określenia potencjału optymalizacji aktywów ważonych ryzykiem. Bank planuje wdrożenie w II półroczu 2015 r. zidentyfikowanych inicjatyw optymalizacji kapitału, a efektem przeprowadzenia programu będzie redukcja RWA (aktywa ważone ryzykiem) o blisko 10 mld zł oraz poprawa miar adekwatności kapitałowej o około 0,7 pp. do końca 2015 r.

Rozwój we wszystkich obszarach biznesowych

W kwietniu sukcesem zakończyła się integracja z Nordea Bank Polska. Obecnie wszyscy klienci Banku mają zapewniony jednakowy standard obsługi. Łączne szacowane synergie (brutto) z akwizycji wyniosą 300 mln zł rocznie od 2017 r., czyli po całkowitym zakończeniu procesu integracji.

W II kwartale PKO Bank Polski wygrał przetarg na obsługę budżetu miasta Katowice i jego 63 jednostek organizacyjnych, a Contact Center Banku w XI edycji badania infolinii bankowych pokonał 12 konkurentów i utrzymał pozycję lidera.

Z Chin znów powiało chłodem

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Tydzień wita inwestorów serią złych informacji z Chin, gdzie spadki kontynuują zarówno eksport, jak i import. Jednocześnie wzrosła nieco inflacja, co może ograniczać przestrzeń do działań stymulacyjnych banku centralnego. Reakcja rynków była zaskakująca. Indeksy na chińskim parkiecie rosły po 5 proc., a w górę szły także notowania miedzi.

Piątkowa publikacja danych z amerykańskiego rynku pracy, zgodnie z naszymi przypuszczeniami, nie przyniosła podpowiedzi w kwestii terminu podwyżki stóp przez Fed. Większość komentarzy sugeruje, że rynek pracy wysyła sygnały raczej wskazujące na wrzesień, ale rynki finansowe są odmiennego zdania. Świadczy o tym nie tylko wspomniane osłabienie dolara, ale także wzrost cen amerykańskich obligacji skarbowych, spychający rentowność papierów dziesięcioletnich poniżej 2,2 proc. i utrwalający ich spadkową tendencję. Dla interpretacji danych i nastawienia przedstawicieli rezerwy federalnej, ważne mogą być dzisiejsze wypowiedzi Dennisa Lockharta i Stanleya Fischera z Fed. Deklaracje Lockharta sprzed kilku dni skutkowały sporym umocnieniem się dolara. Jeśli potwierdzi swoje przekonanie o możliwości podwyżki stóp już we wrześniu, reakcja może być podobna. Szczególnie, jeśli Fischer także przychylałby się do tego stanowiska.

Dane z USA straszą rynki

Inwestorzy liczyli, że dane z amerykańskiego rynku pracy rozwieją wątpliwości co do terminu podwyżki stóp procentowych w USA. Odczyty były w miarę neutralne, a na rynku były spore rozbieżności co do interpretacji takiej publikacji. Dane z Chin znowu zaskoczyły negatywnie. S&P potwierdza dobre perspektywy Polski.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy nie dały odpowiedzi na nurtujące wszystkich pytanie o termin podwyżek stóp procentowych. Wiele mówi się w tym temacie o wrześniu, jednakże termin ten jest raczej pierwszym możliwym niż prawdopodobnym. Analitycy zwracają uwagę na dane z gospodarki przewidując, że poprawiająca się sytuacja skłoni FED do szybszego podniesienia oprocentowania. W tym kontekście bardzo ważne są dane z rynku pracy, gdyż dobrze pokazują kondycję gospodarki. Piątkowe dane były odrobinę gorsze od oczekiwań. Stopa bezrobocia nie wzrosła, ale zmiany zatrudnienia są mniejsze niż oczekiwano. Inwestorzy nie wiedzieli jak zareagować na te dane. W rezultacie tuż po publikacji dolar umocnił się do euro o jednego centa, by już po godzinie odbić w drugą stronę i zniwelować cały ten ruch.

W weekend poznaliśmy dane makroekonomiczne z Chin: w sobotę bilans handlowy, a w niedzielę inflację. Na szczególną uwagę zasługuje spadek eksportu o 8,1%. Jest to wynik znacznie gorszy od oczekiwań analityków. Import spadł o porównywalną wartość, jednak w tym przypadku pokrywało się to z oczekiwaniami. Tak duże spadki spowodowane są sytuacją na świecie oraz przestawianiem chińskiej gospodarki na wciąż szybko rosnący rynek wewnętrzny.

Agencja ratingowa Standard and Poor’s potwierdziła pozytywne perspektywy dla Polski, zarówno w długim, jak i krótkim okresie. W komunikacie zwrócono uwagę, na rosnącą rolę popytu wewnętrznego pozwalającą korzystnie wybrnąć z zawirowań w regionie. Agencja prognozuje 3,5% wzrostu PKB na ten rok. W kolejnych latach szacunki spadają po 0,1% rocznie. Pozytywna perspektywa to jednak nie to samo co poprawa rankingu. Szanse na wzrost ratingu w ciągu nadchodzących 18 miesięcy oceniono na powyżej 25%. Rosnący ranking umocnił by złotego, gdyż spowodowałby wzrost popytu na polskie obligacje.

Trwają negocjacje w Grecji. Czasu na osiągnięcie porozumienia jak na ten kraj jest jeszcze dużo zatem nie widać nerwowości na rynkach. Kolejna rata wobec EBC powinna zostać spłacona do 20 sierpnia. Komentarze uczestników rozmów mówią o uzyskaniu porozumienia na początku tego tygodnia. Problemy Grecji ciążą na notowaniach euro. W rezultacie osiągnięcie porozumienia powinno doprowadzić do umacniania się euro wobec dolara. Nie powinno być mowy oczywiście o powrotach do poziomów sprzed roku. Ostatni ruch na tej parze jest wynikiem głównie dysproporcji w potencjale gospodarek. Nie można jednak ignorować napięć na rynkach związanych z potencjalnym opuszczeniem przez Grecję strefy euro.

EUR/PLNKomentarz walutowy 10.08.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 10.05.2015 do 10.08.2015

Kurs EUR/PLN porusza się w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerokiej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega obecnie w okolicach 4,1600, a kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1200 – 4,1250, gdzie znajduje się dolne ograniczenie głównej formacji.

CHF/PLNKomentarz walutowy 10.08.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 10.05.2015 do 10.08.2015

Kurs CHF/PLN utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Ku uciesze kredytobiorców można dalej mówić o dłuższym trendzie spadkowym. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9000, kolejnym ważnym poziomem jest 3.8450.

USD/PLNKomentarz walutowy 10.08.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 10.05.2015 do 10.08.2015

Kurs USD/PLN porusza się w ramach szerokiej formacji wzrostowej. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem są minima na 3,7600.

GBP/PLNKomentarz walutowy 10.08.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 10.05.2015 do 10.08.2015

Kurs GBP/PLN podobnie jak USD/PLN porusza się w ramach szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9900. W przypadków dalszych spadków najbliższym wsparciem jest Ostatnie minimum lokalne na 5,7700.

Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Dobre perspektywy dla producentów tworzyw sztucznych. Pomaga tania ropa naftowa

Piotr Górowski, prezes Gekoplast SA

Polski przemysł zużywa coraz więcej wyrobów z tworzyw sztucznych. To efekt silnego wzrostu produkcji w ostatnich latach w branży motoryzacyjnej, AGD oraz spożywczej, które należą do głównych odbiorców opakowań i płyt z polipropylenu. Producenci tych wyrobów spodziewają się utrzymania dynamicznego wzrostu przychodów, dlatego inwestują w nowe moce wytwórcze. Spadek cen ropy naftowej do wieloletnich minimów dodatkowo zwiększa rentowność tej branży.

– Uruchomiliśmy nową linię do produkcji płyt komórkowych, ona nie funkcjonuje jeszcze tak wydajne, jak zakładaliśmy, natomiast efektem tej i poprzednich inwestycji jest to, że zwiększyliśmy znacznie moce produkcyjne. Już po pierwszym półroczu możemy się pochwalić blisko 10-proc. wzrostem przychodów, a to jest dopiero początek. Spodziewam się, że te wzrosty będą w drugim półroczu jeszcze większe – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Górowski, prezes Gekoplast SA.

Na zyski i przychody producentów tworzyw sztucznych silnie oddziałują trendy w globalnej gospodarce, zwłaszcza zmiany popytu w największych gospodarkach z silną bazą przemysłową, jak np. Chiny, USA czy Niemcy. Zgodnie z informacjami Gekoplastu eksport odpowiada za blisko połowę obrotów spółki i koncentruje się przede wszystkim na rynkach krajów UE. W długim okresie produkcja tworzyw sztucznych charakteryzuje się stabilnym i wysokim wzrostem – od 1950 r. światowa podaż tych wyrobów rosła w średnim tempie 9 proc. rocznie.

Obecnie kluczowym czynnikiem wpływającym na ceny polipropylenu jest silna bessa na rynku ropy naftowej i gazu ziemnego. W przypadku tego pierwszego surowca po krótkotrwałej, aczkolwiek silnej wzrostowej korekcie w połowie bieżącego roku ceny z powrotem sięgają wieloletnich minimów. To dobry prognostyk na następne kwartały dla branży.

– Ceny polipropylenu, czyli naszego głównego surowca, zachowywały się bardzo dziwnie w pierwszym półroczu. Na początku roku był spadek cen do bardzo niskich, niespotykanych od dawna poziomów, natomiast od marca do czerwca ceny wzrosły o blisko 50 proc., natomiast w lipcu już była niewielka obniżka i myślę, że rynek się ustabilizował – uważa Górowski.

Gwałtowna przecena ropy naftowej to przede wszystkim efekt porozumienia krajów zachodnich z Iranem, który niedługo potem zapowiedział silne zwiększenie produkcji węglowodorów, bez jakichkolwiek konsultacji z partnerami z OPEC. Innym korzystnym czynnikiem dla producentów tworzyw sztucznych jest szybki wzrost inwestycji w polskim przemyśle w ostatnich kwartałach. Do tego dodać należy sygnały o możliwych dużych bezpośrednich inwestycjach zagranicznych, m.in. w branży motoryzacyjnej.

– Pierwsze półrocze w Gekoplaście było bardzo udane. Co prawda spodziewaliśmy się trochę lepszych wyników, w tym zysków, ale sytuacja na rynku surowców nie była dla nas sprzyjająca, szczególnie w drugim kwartale. Stąd wyniki, szczególnie te z drugiego kwartału, są niższe od naszych oczekiwań, zważywszy jednak na to, że surowce, które wykorzystujemy do produkcji, wzrosły w tym czasie o prawie 30 proc., to wygenerowanie mimo wszystko pozytywnego wyniku jest jak najbardziej zadowalające – twierdzi prezes Gekoplastu.

W pierwszym półroczu 2015 r. zysk netto Gekoplastu wyniósł 2,4 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 13,5 proc. w ujęciu rocznym. Przychody w tym samym okresie wyniosły 41,2 mln zł i były o 9,3 proc. wyższe niż w pierwszej połowie 2014 r.

i2 Development skupia się na rewitalizacjach i trudnych projektach w ścisłym centrum Wrocławia

Marcin Misztal, wiceprezes zarządu i2 Development

Spółka deweloperska w najbliższych latach ma w planach budowę 1,4 tys. mieszkań i 30 tys. lokali usługowo-biurowych. Przede wszystkim w ścisłym centrum i prestiżowych dzielnicach stolicy Dolnego Śląska. Aktualnie firma prowadzi we Wrocławiu 27 inwestycji.

Mamy bardzo dużą liczbę projektów we Wrocławiu. Obecnie jest to dwadzieścia siedem różnych inwestycji – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Misztal, wiceprezes zarządu i2 Development. – Jest to najwięcej spośród wszystkich deweloperów w mieście – dodaje.

Wrocławska spółka istnieje od 2012 roku. W skład grupy i2 Development wchodzi deweloper, generalny wykonawca KPB oraz biuro projektowe Chamielec Architekci. Firma zatrudnia 70 osób i współpracuje z kolejnymi 600.

Firma specjalizuje się w projektach mieszkalnych klasy premium. To stanowi około 75 proc. jej działalności. Pozostała część to budowa powierzchni biurowych i usługowych. Jak przekonuje Marcin Misztal, deweloper koncentruje się na trudnych projektach w ścisłym centrum miasta i jego prestiżowych dzielnicach.

Z jednej strony mamy inwestycje komercyjne, które stanowią jedną czwartą wszystkich realizowanych projektów, a z drugiej strony projekty mieszkaniowe – wymienia Marcin Misztal. – Stawiamy przede wszystkim na rewitalizację – dodaje.

Flagowym projektem dewelopera jest Bulwar Staromiejski w bezpośrednim sąsiedztwie wrocławskiego rynku. Teren obejmuje 2,5 ha powierzchni w okolicach Odry i fosy miejskiej. Powstanie tam 11 budynków mieszkalnych oraz trzy komercyjne. W sumie i2 Development posiada we Wrocławiu bank ziemi pozwalający na stworzenie 93 tys. metrów kwadratowych powierzchni użytkowej.

W ciągu najbliższych trzech lat firma zamierza wybudować 1,4 tys. mieszkań i niemal 30 tys. metrów kwadratowych powierzchni biurowo-usługowych. Na inwestycje spółka w ciągu najbliższych lat chce przeznaczyć sto milionów złotych.

Szukamy stale inwestycji w ścisłym centrum miasta oraz w dzielnicach, w których dobrze się mieszka, czyli z dużą ilością zieleni, z otoczeniem przyjaznym dla rodzin – twierdzi wiceprezes zarządu. – Takich miejsc, gdzie oprócz realizowanego budynku jesteśmy w stanie stworzyć otoczenie sprzyjające życiu.

Wiceprezes i2 Development dodaje, że niespełna rok temu firma zakończyła pierwszy cykl inwestycyjny, dzięki czemu uzyskała około 60 mln złotych przychodów.

Pojawiły się pierwsze przychody z tych najmniejszych inwestycji – twierdzi Marcin Misztal. – Za 2014 rok przychody przekroczyły 60 mln złotych. Zakładamy, że przez najbliższe kilka lat rok do roku wzrost będzie kilkudziesięcioprocentowy, jednak dokładnych prognoz nie podajemy – dodaje.

i2 Development intensywnie pracuje nad prospektem emisyjnym, który w ciągu najbliższych tygodni ma zostać złożony do Komisji Nadzoru Finansowego. Firma planuje debiut na głównym parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych. Dzięki sprzedaży akcji spółka chce pozyskać nawet kilkadziesiąt milionów złotych, które przeznaczy na rozpoczęcie nowych inwestycji i realizację już rozpoczętych.

Opti TFI: Jeśli wejdzie w życie przyjęta przez Sejm ustawa frankowa, banki stracą od 15 do 17 mld zł

Tomasz Bursa, wiceprezes zarządu Opti TFI

Przyjęta przez Sejm ustawa o pomocy frankowiczom przerzuca na banki aż 90 proc. kosztów przewalutowania kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich. Koszty, jakie poniesie sektor, wyniosą według szacunków Opti TFI między 15 a 17 mld złotych. Ustawa w połączeniu z planowanym wprowadzeniem podatku bankowego może zahamować akcję kredytową banków, a zysk całego sektora pomniejszyć nawet o 2/3.

– Szacujemy, że te koszty wyniosą między 15 a 17 mld zł, stanowi to około 8 do 10 proc. wartości kapitału własnego sektora – mówi Tomasz Bursa, wiceprezes zarządu Opti TFI.

Wpływ ustawy w najbliższych latach będzie wyraźnie ciążył na sektorze bankowym. Szacowane koszty przewalutowania kredytów hipotecznych we frankach są porównywalne do rocznego zysku osiągniętego przez wszystkie polskie banki w 2014 (16,23 mld zł).

– Gdyby rzeczywiście zastosować te rozwiązania, które zaproponowała Platforma Obywatelska, i tę poprawkę SLD-owską na poziomie 90 proc. partycypacji w kosztach tej ustawy przez banki, to rentowność sektora obniżyłaby się o około 20-30 proc. – ocenia ekspert.

Rozmówca zwraca również uwagę na ryzyko obniżenia bądź nawet całkowitego zawieszenia wypłaty dywidend dla akcjonariuszy. Mogą też wzrosnąć ceny usług bankowych.

– Myślę, że banki z pewnością będą szukać możliwości przenoszenia części tych kosztów na klientów, m.in. poprzez wzrost opłat, ale myślę, że głównym problemem będzie obniżenie tempa wzrostu akcji kredytowych – podkreśla Bursa.

Przedstawiciel Opti TFI w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor przestrzega przed kupowaniem akcji przecenionych banków. Brak pewności co do ostatecznego kształtu ustawy oraz niepewność co do faktycznych kosztów proponowanych rozwiązań sprawiają, że obecnie na rynku lepiej poszukać innych okazji inwestycyjnych.

– Nigdy nie łapie się spadających noży, tutaj rzeczywiście musimy poczekać na uspokojenie nastrojów i ostateczne wyklarowanie się ustawy – wyjaśnia.

W chwili obecnej najważniejszym tematem w sektorze bankowym obok ustawy frankowej jest kwestia podatku bankowego. W bieżącej wycenie polskich banków widać, że inwestorzy dyskontują wpływ proponowanych rozwiązań na ich wartość. Jak mówi Tomasz Bursa, ujemny wpływ obu ustaw na wyniki banków może wynieść 8-10 mld złotych rocznie, a to dwie trzecie ubiegłorocznego wyniku. Jak podał KNF, tylko w pierwszym półroczu 2015 roku, nawet bez proponowanych rozwiązań prawnych, zysk sektora bankowego spadł o ponad 8 proc. do niespełna 8 mld zł.

– Banki dalej będą rentowne, ale rzeczywiście ich zdolność do generowania akcji kredytowej w przyszłości, w szczególności w segmencie kredytów hipotecznych czy infrastrukturalnych, znacząco by spadła – wyjaśnia przedstawiciel Opti TFI.

W przypadku akceptacji ze strony Senatu i złożenia podpisu przez prezydenta efekty wprowadzenia ustawy frankowej będą widoczne w wynikach banków już w przyszłym roku. Proponowany przez Prawo i Sprawiedliwość podatek bankowy może wejść w życie już w połowie 2016 roku lub na początku 2017. Wszystko zależy od szybkości przebiegu procesu legislacyjnego.

Prezes Opti TFI zwraca uwagę na wzrost cen usług w sektorze bankowym, który widoczny jest już od 2-3 lat. Podwyżki związane są przede wszystkim z podniesieniem składek do BFG oraz obniżeniem opłat od transakcji kartami płatniczymi.

–  Myślę, że będzie to kontynuowane, tym bardziej że postępują pewne procesy konsolidacyjne w sektorze, co spowoduje, że banków będzie mniej – prognozuje analityk.

Indeks giełdowy WIG-banki jest jednym z najsłabszych wskaźników warszawskiej giełdy. Od początku roku stracił już 18 proc. Poszczególne banki radzą sobie jeszcze gorzej. Te posiadające największe portfele kredytów frankowych, czyli Getin Noble oraz Millennium, notują od początku roku spadki o odpowiednio niemal 60 i 36 proc.

66 proc. seniorów pobiera emeryturę na konto. To coraz ważniejsza grupa klientów dla banków

Justyna Galbarczyk

Rośnie liczba emerytów, którzy korzystają z rachunków bankowych. Wciąż jednak co trzeci senior pobiera świadczenie w formie gotówki. Koszty ponoszone przez ZUS z tytułu wypłaty świadczeń w tej formie wynoszą około 221 mln zł rocznie. Wszystkie przelewy na konto to jedynie kilka tysięcy złotych. Na ubankowieniu zyskują jednak przede wszystkim seniorzy, bo przelew emerytury zwiększa ich bezpieczeństwo. Również banki doceniają emerytów jako klientów i coraz częściej przygotowują ofertę dopasowaną do ich potrzeb.

Ponad 65 proc. klientów ZUS pobiera świadczenia na rachunki bankowe. Dotyczy to wszystkich świadczeń długoterminowych, począwszy od emerytur, rent i rent rodzinnych, aż po emerytury pomostowe i kompensacyjne świadczenia nauczycielskie. Obserwujemy od kilku lat systematyczny wzrost wypłat świadczeń na rachunki bankowe – przyznaje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Justyna Galbarczyk z Departamentu Finansów Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Wskaźnik ubankowienia seniorów rośnie. Z danych NBP wynika, że 57 proc. osób po 65 roku życia nie posiada rachunku bankowego. W grupie 55-65 lat jest to już 32 proc. osób. ZUS przelewa emerytury na konto 66 proc. seniorów, a odsetek ten stopniowo rośnie. W 2005 roku wynosił 44,5 proc., a w 2012 – 59 proc.

Dwa lata temu ZUS przeprowadził I edycję konkursu skierowanego do banków komercyjnych, prosząc o propozycję oferty bankowej, która zainteresuje naszych klientów. Analizując wyniki, stwierdziliśmy, że ubankowienie najbardziej wzrosło w grupie wiekowej 68-77 lat. Więc odsetek ten zwiększają nam nie tylko nowi emeryci, którzy w sposób naturalny mają już rachunki bankowe i wśród których wskaźnik ten wynosi blisko 90 proc. – ocenia ekspertka.

Z danych Zakładu wynika, że świadczenie w formie bezgotówkowej najczęściej pobierają mieszkańcy północno-zachodniej i południowo-zachodniej Polski. Rekordzistą jest Rybnik, gdzie w ten sposób emerytura dociera do 76 proc. seniorów. Najgorzej pod tym względem sytuacja wygląda w rejonie Radomia, Tarnowa i Nowego Sącza, gdzie nieco ponad połowa emerytów wybiera gotówkę.

ZUS walczy z wykluczeniem cyfrowym seniorów zgodnie z zaleceniem Komisji Europejskiej, dlatego wspólnie z komercyjnymi bankami przygotowuje oferty, które mają zachęcić seniorów do zakładania kont bankowych. Również banki często dostosowują swoją ofertę do osób starszych, zwłaszcza że stanowią oni dobrą grupę klientów.

Seniorzy ufają bankom, a banki im. To bardzo dobrzy klienci, którzy mają stałe dochody, w związku z tym współpraca z nimi układa się bardzo dobrze. Co więcej, dużo osób starszych polubiło nowoczesne narzędzia bankowości i nie jest dla nas żadnym zaskoczeniem, że osoby starsze, mające od wielu lat konta bankowe, zgłaszają się do banków, prosząc, aby uruchomić im dostęp do internetu – tłumaczy Przemysław Barbrich ze Związku Banków Polskich.

Emeryci mają zazwyczaj dobrą historię kredytową, stałe źródło dochodów, a jeśli zaciągają pożyczki, to terminowo je spłacają. Rośnie więc liczba banków, które oferują konta dla osób starszych.

Spośród wszystkich narzędzi bankowych, które mamy do dyspozycji, to właśnie konto internetowe jest najbezpieczniejszym miejscem do przechowywania gotówki – przekonuje Barbrich. – Bankomaty nie gryzą, jest ich coraz więcej, dlatego zachęcamy wszystkich, którzy jeszcze nie korzystają z kart, żeby z tej bankowości, czy to internetowej czy mobilnej, korzystali.

ZUS liczy, że dzięki współpracy z Bankiem BPH i jego Kapitalnym Kontem dla Klientów ZUS, które okazało się najlepsze w drugiej edycji konkursu, uda się zwiększyć liczbę wypłat na rachunki bankowe.

Właściciele nieruchomości mają powody do obaw. Jest ryzyko wprowadzenia podatku katastralnego i kilkukrotnego wzrostu obciążeń

Rafał Parvi

Nawet kilkudziesięciokrotnie mogą wzrosnąć obciążenia nakładane na właścicieli nieruchomości, jeśli w Polsce zostanie wprowadzony podatek katastralny. Może to nastąpić przed 2020 r. Danina ta zastąpiłaby podatek od nieruchomości, a pobierana byłaby od wartości, a nie od powierzchni nieruchomości. Szczególnie dotknęłoby to właścicieli mieszkań w starych kamienicach w centrach miast.

Podatek katastralny to podatek od wartości nieruchomości, a zatem im droższa nieruchomość, tym większy podatek – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria dr Rafał Parvi z Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu. – Podatek ten w krajach Unii Europejskiej wynosi średnio 2-3 proc. wartości nieruchomości, a zatem roczny podatek od mieszkania ok. 100-metrowego wartego 350 tys. zł w starym budownictwie wyniesie 7 tys. zł przy 2 proc. obciążenia. Obecnie podatek od nieruchomości wynosi kilkaset złotych, ok. 200-300 zł.

Podatek od nieruchomości jest obecnie podatkiem lokalnym, a jego wysokość jest ustalana przez samorządy. Jego podstawą jest powierzchnia nieruchomości. Jest to obciążenie nieprzekraczającej w większości przypadków kilkuset złotych rocznie.

Wprowadzenie podatku katastralnego to temat, który wraca w dyskusji publicznej co jakiś czas, szczególnie w kontekście podreperowania budżetów samorządowych. W większości krajów UE obowiązuje już podatek naliczany od wartości nieruchomości i zwykle jest znacznie wyższy niż podatek od nieruchomości. Sposoby wyliczania wysokości tej daniny są jednak bardzo różne – w Niemczech to średnio 2 proc. wartości nieruchomości, w Wielkiej Brytanii stosowany jest system progresywny, a średnia to ok. 1 proc. Z kolei we Francji płaci się daninę od hipotetycznego przychodu z wynajmu. Kataster stosują też m.in. Czesi, Litwini i Łotysze.

Istnieją różne rodzaje podatku katastralnego i różnie się je wylicza w krajach Unii Europejskiej, lecz mechanizm pozostaje zawsze ten sam – kwota liczona jest od wartości nieruchomości. To rozwiązanie jest nie do przyjęcia w państwie będącym w trakcie rozwoju gospodarczego, w którym poziom emerytur i płacy minimalnej nie pozwala na godne życie – ocenia Parvi.

W Polsce podatek katastralny może zostać wprowadzony do 2020 r. zgodnie z Krajową Polityką Miejską. Jednak rząd zaprzecza, by planował wprowadzić taką daninę i podkreśla, że podatki nie podlegają harmonizacji na poziomie UE. Dlatego nawet jeśli inne kraje wspólnoty wybierają kataster, Polska nie ma takiego obowiązku.

Parvi ocenia, że jeśli władze mimo to zdecydowałyby się wprowadzić taki podatek, mogłoby to spowodować problemy właścicieli nieruchomości.

Kataster w Polsce może wywołać eskalację protestów, a co najgorsze wymusi zamiany mieszkań z większych na mniejsze, gdyż osoby nieposiadające wystarczającej liczby środków pieniężnych nie będą w stanie zapłacić podatku. Obecnie podatek od nieruchomości jest dziesięciokrotnie niższy niż podatek katastralny. Przy podatku katastralnym trzeba będzie przeznaczyć co najmniej jedną pensję na jego zapłatę przy większym i droższym mieszkaniu, domu itp. – podkreśla Parvi. – Jeśli podatek wyniesie 1 proc. wartości nieruchomości, to mieszkanie 100-metrowe w większej aglomeracji, które jest warte 1 mln zł, będzie oznaczać koszt 10 tys. zł. Dziś płacimy 75 zł podatku od nieruchomości.

Wprowadzenie podatku katastralny szczególnie dotknęłoby mniej zamożne osoby mieszkające np. w mieszkaniach w kamienicach w centrach miast. Nawet jeśli ich powierzchnia jest nieduża (przez co podatek od nieruchomości nie jest wysoki), to wartość jest bardzo duża. Dlatego kataster oznaczałby wielokrotny wzrost obciążeń.

Wzrost gospodarczy może przyspieszyć w przyszłym roku. Na razie podtrzymują go stabilna konsumpcja i zamówienia z Zachodu

Rafał Benecki

Polska gospodarka rośnie w stabilnym tempie, zbliżonym do tego z początku roku. Jak przewidują jednak ekonomiści, druga połowa 2015 roku będzie nieco lepsza niż pierwsza. Głównie z powodu możliwego niewielkiego przyspieszenia produkcji przemysłowej, a to dzięki zamówieniom zagranicznym oraz lepszym nastrojom konsumentów. Znacząco szybszego tempa wzrostu gospodarczego spodziewać się jednak można dopiero w przyszłym roku, gdy przyjdzie czas na realizację obietnic zapowiadanych w czasie kampanii wyborczej.

Według ostatnich danych opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny sprzedaż detaliczna w minionym miesiącu była wyższa niż w analogicznym okresie 2014 roku o 6,6 proc, w porównaniu z majem była większa o 1 proc. To dużo lepiej niż oczekiwali ekonomiści, których szacunki oscylowały wokół 3,4 proc. w ujęciu rocznym i 0,5 proc. w ujęciu miesięcznym.

Jak przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego, sprzedaż detaliczna, która w pierwszym półroczu wzrosła o 0,7 proc. w cenach bieżących i 3,9 proc. w cenach stałych, w drugiej połowie roku może się poprawić jeszcze o 1 pkt proc.

– Jest to związane z efektami bazowymi, również ze stopniowym otwieraniem się konsumentów na konsumpcję, lepszymi nastrojami i mniejszymi obawami o bezrobocie i sytuację finansową – wyjaśnia Rafał Benecki. – Trzeba jednak pamiętać o tym, że dynamika dochodów nominalnych nie jest zbyt wysoka. Będziemy mieli jednak do czynienia z zatrzymaniem spadków cen i pewnym technicznym wzrostem inflacji – dodaje.

Stąd według niego nie należy się spodziewać istotnej poprawy dynamiki konsumpcji. Innym czynnikiem, który według Rafała Beneckiego będzie miał wpływ na nieznaczną poprawę tempa rozwoju polskiej gospodarki, jest sytuacja w przemyśle.

Sytuacja w sektorze przemysłowym wygląda dobrze, ale przyspieszenie produkcji nie następuje. Po części możemy to tłumaczyć pewnym pogorszeniem się sytuacji w Zachodniej Europie, szczególnie w Niemczech, gdzie nastroje przedsiębiorstw i oczekiwania co do rozwoju sytuacji gospodarczej są ostatnio trochę gorsze – tłumaczy Rafał Benecki. – Na szczęście polskie firmy są również aktywne na rynkach strefy euro poza Niemcami i to tam właśnie notowane jest największe ożywienie gospodarcze.

Ekonomista twierdzi, że to właśnie dzięki zamówieniom z innych państw Unii (poza Niemcami) Polska produkcja przemysłowa radziła sobie nieźle w pierwszej połowie roku. Według niego zamówienia zagraniczne do innych krajów niż Niemcy i popyt wewnętrzny przyczynią się do lepszej sytuacji przemysłu w drugiej połowie roku.

W czerwcu produkcja przemysłowa w Polsce wzrosła o 7,6 proc. w ujęciu rocznym. Szacunki ekonomistów wyniosły 6,7 proc. w ujęciu rocznym i 3,6 proc. w ujęciu miesięcznym. W całym pierwszym półroczu produkcja sprzedana przemysłu wzrosła o 4,6 proc. w porównaniu z produkcją sprzedaną w tym samym okresie 2014 roku.

Polska gospodarka będzie się rozwijać w nieco szybszym tempie niż w pierwszej połowie roku, ale wciąż mówimy o stabilizacji w fazie cyklu koniunkturalnego – tłumaczy główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Większej poprawy tempa wzrostu gospodarczego można się spodziewać w przyszłym roku, wraz z realizacją licznych wydatków budżetowych, które politycy zapowiadają w czasie kampanii wyborczej – dodaje.

Już 26 proc. Polaków kupuje w sieci przez urządzenia mobilne. To rozwija e-handel

Damien Perillat

Coraz więcej Polaków robi zakupy w sieci przez smartfony i tablety. W najbliższym czasie ten segment klientów ma szansę stać się siłą napędową rynku e-commerce. Firmy działające na rynku chcą im to ułatwić, oferując nowe sposoby dostaw, płatności czy zwiększając bezpieczeństwo zakupów. Mimo że poziom bezpieczeństwa jest coraz wyższy, to i tak większość odbiorców wybiera opcję zapłaty gotówką przy odbiorze zamówienia.

– Już 26 proc. Polaków robi zakupy online przez swoje smartfony. Naszym zdaniem ten segment będzie siłą napędową handlu elektronicznego w Polsce. Potrzebna jest więc wysokiej jakości obsługa transakcji, która dodatkowo spełni oczekiwania klientów mobilnych – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Damien Perillat, dyrektor zarządzający serwisu płatności cyfrowych PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej.

Dziś PayPal ma blisko 170 mln użytkowników. W ubiegłym roku pośredniczył w transakcjach wartych 235 mld dol. (w tym 46 mld dol. przez urządzenia mobilne) i osiągnął ponad 8 mld dol. przychodu. Perillat zapowiada, że spółka chce nadal rozwijać swoją sieć akceptacji w Polsce, tak by krajowi konsumenci mieli coraz więcej możliwości kupowania za pośrednictwem serwisu, zarówno w kraju, jak i za granicą. Handel za pomocą urządzeń mobilnych jest także obszarem, którym PayPal jest zainteresowany.

Polska jest dla nas bardzo ważna, ponieważ to największy rynek e-commerce w regionie – 11 mln użytkowników, czyli prawie połowa wszystkich internautów w Polsce (25 mln), kupuje online – przekonuje Damien Perillat. – Naszym zdaniem rynek wciąż będzie rosnąć, bo zakupy online stanowią w Polsce 3-4 proc. sprzedaży. W Niemczech udział ten wynosi 10 proc., a w Wielkiej Brytanii – 14 proc. Potencjał wzrostu jest więc bardzo duży.

Mimo dynamicznego rozwoju rynku e-commerce w Polsce wciąż barierą jest obawa e-klientów o bezpieczeństwo.

Jednym z najważniejszych aspektów e-commerce jest zaufanie i bezpieczeństwo, jeśli tego nie ma, to nie ma też handlu – tłumaczy dyrektor zarządzający PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej. – W Polsce i innych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej widać, że wielu e-klientów płaci gotówką przy odbiorze. W ten sposób zabezpieczają się na wypadek, jeśli przesyłka nie dojdzie lub dostaną coś niezgodnego z zamówieniem. Jest to jedna z większych barier rozwoju handlu elektronicznego.

Temu zjawisku firmy działające na rynku starają się przeciwdziałać, również PayPal. 1 lipca br. wszedł w życie nowy, zmodyfikowany Program Ochrony Kupujących (POK). Udzielana przez serwis gwarancja dotyczy nie tylko zakupów przedmiotów fizycznych, lecz także cyfrowych (muzyka, e-booki, software, gry itp.). Zgodnie z nowymi uregulowaniami serwis zobowiązuje się do zwrotu wpłaconych środków kupującym, którzy zgłoszą niezgodność usługi lub produktu z opisem, albo gdy opłacony towar po prostu do nich nie dotrze. Roszczenie można zgłosić w ciągu 180 dni od wykonania przelewu. Zmiany zostały wprowadzone w odpowiedzi na prośby klientów.

Teraz prawie wszystko jest objęte naszym programem, co może być dużą korzyścią dla każdego użytkownika PayPal – przekonuje Damien Perillat. – Co ważne, niezależnie od tego, czy kupujesz w Polsce, czy w Wielkiej Brytanii, czy Stanach Zjednoczonych, to poziom ochrony jest identyczny.

Rośnie sprzedaż napojów bezalkoholowych. Najpopularniejsza jest woda, ale najbardziej dochodowe są napoje gazowane

Małgorzata Skonieczna

Łączna wartość rynku napojów bezalkoholowych przekroczyła 12 mld zł, a najbardziej wartościową kategorią są napoje gazowane. Rynek charakteryzuje się silną sezonowością – w lecie sprzedaje się ich o 50 proc. więcej niż w chłodnych miesiącach. Popularnością cieszą się przede wszystkim napoje takie jak cola, które odpowiadają za 60 proc. całości sprzedaży napojów gazowanych. Polacy coraz chętniej sięgają też po mrożone herbaty w egzotycznych smakach, słodzone stewią.

Napoje są produktem sezonowym. Pijemy więcej nie tylko wtedy, kiedy jest ciepło, a sprzyjają temu lato i wakacje, lecz także w okresie świąt i karnawału, kiedy mamy w kalendarzu więcej spotkań towarzyskich. To są takie momenty w roku, kiedy tradycyjnie obserwujemy zwiększony apetyt na napoje – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Małgorzata Skonieczna, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej na Europę Centralną w PepsiCo.

Z badań firmy Nielsen wynika, że w ubiegłym roku na napoje bezalkoholowe Polacy wydali 12,4 mld zł, czyli o 3,5 proc. więcej niż w 2013 roku. Wzrosła też sprzedaż w litrach – o 2,8 proc. Blisko połowę (48 proc.) całego rynku stanowi woda, jednak pod względem wartości prym wiodą napoje gazowane. W 2014 roku wartość ich sprzedaży wzrosła co prawda niewiele, bo o 0,4 proc., jednak i tak stanowią ponad 30 proc. rynku (blisko 3,9 mld zł).

Struktura rynku napojów gazowanych oraz jego wielkość są dość stabilne. Kluczowym segmentem tego rynku są napoje takie jak cola, stanowią około 60 proc. całości sprzedaży napojów gazowanych. Dobrze sprzedają się również w okresie okołoświątecznym. Poza tym największe segmenty to napoje o smakach cytrynowych i pomarańczowych – ten ostatni dynamicznie się rozwija dzięki wzrostowi marki Mirinda – przyznaje przedstawicielka PepsiCo.

Polacy doceniają też smak mrożonej herbaty. W ubiegłym roku sprzedano 157 mln litrów tego napoju za 482 mln zł (dane Coca-Cola Poland Services). Blisko połowa rocznego wolumenu sprzedaży (41 proc.) realizowana jest w miesiącach letnich, od czerwca do września.

Dotychczas byliśmy krajem herbaty, ale gorącej. To się jednak zmienia. Obecnie na rynku jest dostępna mrożona herbata Lipton Ice Tea, słodzona stewią, dlatego zawiera o 30 proc. mniej cukru. Ma też bardzo ciekawe smaki: zielonej herbaty, tropikalny, mango, czyli egzotyczne, które przypominają o podróżach wakacyjnych – mówi Skonieczna.

Popularność mrożonej herbaty wynika też z faktu, że Polacy zwracają coraz częściej uwagę na ilość cukru w napoju i wartość kaloryczną. Stąd popularność Pepsi Max i Pepsi Light, z obniżoną zawartością cukru.

Rośnie też sprzedaż soków owocowych i nektarów. Statystyczny Polak wypija ok. 20 litrów tych napojów, a ich sprzedaż wzrosła do poziomu 2 mld zł (dane firmy Nielsen).

W badaniach przeprowadzonych na zlecenie Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności w 2013 r. 45 proc. Polaków zadeklarowało, że co najmniej raz w roku pije napoje energetyczne. W 2014 roku wydatki na te napoje wzrosły o 7,8 proc. do 806 mln zł.

Aplikacje i hosting napędzają polski rynek usług IT. Te obszary rosną dwa razy szybciej niż cały sektor

Ewa Zborowska

Rynek usług IT wzrósł w zeszłym roku o 4,4 proc., a jego wartość wyniosła 3,2 mld dolarów – wynika z danych IDC. Producenci aplikacji oraz dostawcy usług hostingowych zwiększają jednak wartość swojego biznesu o ponad 10 proc. rocznie. Usługi IT – podobnie jak w krajach Zachodniej Europy – będą zyskiwać coraz bardziej na znaczeniu. Dziś odpowiadają tylko za jedną trzecią rynku.

Wartość polskiego rynku usług IT w 2014 roku wzrosła o ok. 4,4 proc. i przekroczyła 3,2 mld dolarów.

Są takie kategorie usług, które są dość stabilne, a wzrosty są na poziomie 1 proc. To np. instalacja oprogramowania czy sprzętu. Natomiast usługi związane z aplikacjami, hostingiem infrastruktury i aplikacji rosną dużo szybciej, powyżej średniej rynkowej, a nawet powyżej 10 proc. – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Ewa Zborowska, analityk rynku IT z firmy IDC.

Polska nie odbiega pod tym względem od innych rynków w regionie – w Czechach czy na Słowacji sektor IT rozwija się podobnie, choć jest proporcjonalnie do wielkości tych państw mniejszy. Zborowska zauważa, że różnicą jest jedynie nieco większa zachowawczość firm w naszym kraju. Polskie przedsiębiorstwa rzadziej niż firmy z krajów sąsiednich korzystają z outsourcingu. Eksperci IDC oceniają jednak, że ten segment usług będzie w dużej mierze napędzał dalszy rozwój rynku usług IT. Częściej niż do tej pory firmy będą korzystały z dostawców zewnętrznych.

Firmy dostrzegają, że informatyka, nawet wewnątrz firmy, nie jest jednorodna. Mamy takie usługi, które rzeczywiście budują przewagę konkurencyjną i to zostawiamy we własnych działach IT. Natomiast to, co musimy mieć, ale spokojnie może to robić ktoś inny, np. utrzymywanie infrastruktury, coraz chętniej zlecamy firmom zewnętrznym – wyjaśnia analityczka.

Przenoszenie usług na zewnątrz to nie tylko outsourcing, lecz także coraz popularniejsze usługi w technologii chmury. To z kolei wpłynie na sposób korzystania i płacenia za usługi. Zborowska prognozuje, że firmy będą coraz częściej wybierały taki model korzystania z IT, w którym płacą jedynie za to, czego faktycznie używają w danym momencie.

Do tego firmy będą angażowały się w większą liczbę małych, krótkoterminowych projektów zamiast kilkuletnich zadań. Ten trend już widać, a Zborowska jest przekonana, że będzie się on nasilał.

Te zmiany będą napędzać rynek, który według prognoz Zborowskiej ma rosnąć w tempie 4,5-5 proc. rocznie do 2019 r. Segment usług utrzymania IT będzie stabilny.

Spodziewamy się dużo bardziej dynamicznego wzrostu usług hostingu aplikacji i hostingu infrastruktury, także usług związanych z aplikacjami, rozwojem aplikacji mobilnych. Rynek polski jest dość specyficzny, bo nadal bardzo mocno rozwija się rynek pisania aplikacji na zamówienie – mówi Zborowska. – Nie spodziewałabym się przynajmniej w ciągu najbliższych czterech lat wydarzeń, które miałyby przewrócić rynek do góry nogami.

Dodaje, że Polska cały czas musi nadganiać rynki europejskie. Tam usługi stanowią często nawet ponad połowę wartości całego segmentu IT, w Polsce to tylko mniej niż jedna trzecia.

Tylko w sześciu krajach pensje rosną szybciej, niż w Polsce

Pomiędzy 2012 i 2014 rokiem zarobki Polaków liczone w euro i z uwzględnieniem siły nabywczej wzrosły o +5,5 proc. Był to szósty największy przyrost na świecie. Szybciej od nas rosły tylko płace w Bułgarii, Islandii, Grecji, Indiach i Rosji – pisze portal money.pl. „Zarobkowo” przegoniliśmy już za to Turków.

Biorąc pod uwagę, że pensje w Polsce w samym pierwszym kwartale bieżącego roku zwiększyły się o kolejne 2,8 proc. w złotówkach w skali roku, to najprawdopodobniej już teraz wyprzedzamy pod tym względem Rosję. Tym bardziej, że kurs rubla spadł o 5,4 proc. od początku roku, nie mówiąc o cenach paliw, które mają decydujący wpływ na gospodarkę naszego wschodniego sąsiada. Niewiele wyprzedzają nas jeszcze Estonia i Czechy, a trochę więcej brakuje Polakom do wynagrodzeń Słoweńców i Portugalczyków.

Co to jest wspomniana „siła nabywcza”? Organizacja OECD co roku publikuje wskaźnik Purchasing Power Parity (PPP, PSN). Jest on liczony w oparciu o porównanie cen ustalonego koszyka towarów i usług w różnych krajach w tym samym czasie, wyrażonych w walutach tych krajów. Wszystkie ceny porównywane są z cenami w USA, które przyjęto jako podstawę, dlatego wartość PPP dla USA jest równa 1.

Jeśli więc podamy, że statystyczny Hindus wyprodukował wartość tysiąca dolarów, to nie będzie to oznaczało tego samego co osiągnięcie tej samej liczby dolarów przez Amerykanina. Ten drugi za tysiąc dolarów kupi u siebie o wiele mniej towarów i usług, niż Hindus w swoim kraju. Tysiąc dolarów ma w Indiach o wiele większą wartość, a przeżyć miesiąc można za o wiele mniejszą „dolarową” kwotę niż w USA. Wskaźnik PPP jest właśnie po to, żeby takie różnice „wyrównać”, porównując gospodarki.

W wyliczeniach portal money.pl zastosował przelicznik PPP w celu sprawdzenia, ile zarabiamy realnie na tle świata i jak nasze zarobki się zmieniły w latach 2012-2014. Przeliczenia prezentujemy w walucie europejskiej a zarobki są w kwotach netto, czyli „na rękę”. Prezentowane dane obejmują wszystkie kraje Unii Europejskiej (z wyjątkiem Cypru), USA, kraje BRIC, czyli Brazylię, Rosję, Indie i Chiny oraz kraje rozwinięte – członków OECD.

I tak, z wyliczeń wynika, że najlepiej zarabiającymi ludźmi na świecie są Szwajcarzy, o aż 29 proc. wyprzedzając drugich w rankingu Luksemburczyków. Jak widać system bankowy, silnie rozwinięty w obu krajach, dostarcza obywatelom ponadprzeciętne zarobki. Na drugim biegunie są Hindusi, wynagradzani co prawda realnie coraz lepiej (wzrost o +6,0 proc. wynagrodzenia w latach 2012-2014), ale nadal za te pieniądze po świecie raczej nie mogą podróżować. Do nadrobienia mają wiele, o czym świadczy fakt, że przedostatni Brazylijczycy zarabiają o 33 proc. więcej.

W poniższym zestawieniu podajemy kwoty zarobków z uwzględnieniem siły nabywczej, zmianę realną z uwzględnieniem PPP i zmianę nominalną, czyli bez przeliczania siły nabywczej.

Wynagrodzenia miesięczne w wybranych krajach, w euro, przeliczone według parytetu siły nabywczej PPP (ceny towarów w USA traktowane jako odnośnik)
w euro 2014 2012 zmiana realna % zmiana nominalna %
* najnowsze dostępne dane za 2013 r. Źródło: Eurostat, OECD, Bank Światowy, tradingeconomics
Szwajcaria 3431 3367 1,9 2,3
Luksemburg 2668 2673 -0,2 3,3
Norwegia 2566 2627 -2,3 -4,2
Holandia 2552 2468 3,4 6,1
Wielka Brytania 2412 2521 -4,3 1,5
USA 2361 2388 -1,1 -1,1
Japonia 2284 2339 -2,4 -26,0
Korea Południowa* 2283 2337 -2,3
Australia 2278 2239 1,8 -10,6
Niemcy 2217 2223 -0,3 3,2
Islandia 2194 2036 7,8 18,4
Szwecja 2166 2139 1,3 1,4
Austria 2095 2086 0,4 3,2
Irlandia 2048 2085 -1,7 2,4
Dania 2036 2040 -0,2 1,9
Francja 2022 1998 1,2 1,5
Belgia 2008 2029 -1,1 1,6
Finlandia 1990 2069 -3,9 1,6
Malta 1877 1913 -1,9 2,1
Hiszpania 1873 1833 2,2 3,6
Włochy 1726 1699 1,6 4,1
Nowa Zelandia 1591 1514 5,1 6,8
Grecja 1519 1414 7,4 1,0
Izrael 1393 1392 0,1 9,1
Portugalia 1356 1346 0,8 3,1
Słowenia 1241 1216 2,1 3,4
Czechy 1130 1120 0,9 -5,5
Estonia 1113 1055 5,4 13,9
Rosja 1112 1049 6,0 -10,0
Polska 1095 1037 5,5 8,6
Turcja 1078 1222 -11,8 -17,4
Chorwacja 1077 b.d.
Słowacja 1015 972 4,5 5,2
Węgry 938 906 3,5 3,4
Chiny 898 863 4,1 11,2
Litwa 803 789 1,8 5,7
Łotwa 787 798 -1,4 3,9
Bułgaria 748 693 8,0 8,3
Rumunia 679 695 -2,4 3,6
Brazylia 615 780 -21,1 -28,0
Indie 463 436 6,0 3,2

Bartłomiej Dwornik

Będą ulgi w akcyzie za energię, ale nie dla wszystkich

24 lipca br. Sejm uchwalił zmiany w ustawie o akcyzie. Nowe przepisy, na podstawie których część firm będzie mogła otrzymać zwrot akcyzy za energię, mają wejść w życie z dniem 1.01.2016 r.

Wprowadzane zmiany ograniczają formalizm procedur akcyzowych, m.in. umożliwiając przedsiębiorcom, których działalność nie ogranicza się do jednego miejsca na terytorium kraju, wybór właściwego miejscowo w zakresie akcyzy organu podatkowego. Nowe przepisy obniżają też wymagania w zakresie ewidencji prowadzonych na potrzeby podatku akcyzowego. Funkcję ewidencyjną i kontrolną będzie mogła spełniać dokumentacja przeznaczona dotychczas dla innych celów podatkowych i księgowych. Zmiany mają ponadto ułatwić tworzenie składów akcyzowych, znosząc obowiązek podwójnej weryfikacji podmiotu ubiegającego się o zezwolenie akcyzowe, a także poprzez rezygnację z wymogu prowadzenia podwójnej dokumentacji dotyczącej składu podatkowego.

Zauważalną ulgę w postaci zwolnienia z części podatku znowelizowane przepisy przyniosą podatnikom akcyzy od energii elektrycznej wykorzystywanej w przedsiębiorstwach do celów redukcji chemicznej w procesach elektrolitycznych, metalurgicznych i mineralogicznych. Z kolei zakłady energochłonne wykorzystujące energię elektryczną, czyli w myśl nowych przepisów te, dla których koszt zużytej energii elektrycznej przekracza odsetek 3 procent wartości sprzedanej produkcji, otrzymają zwrot akcyzy zapłaconej za energię pobraną ponad powyższy wskaźnik energochłonności. Podobne zwolnienie obejmie zakłady energochłonne rozpoczynające działalność z wykorzystaniem wyrobów węglowych lub gazowych, pod warunkiem, że objęty działalnością koszt zakupu tych surowców wyniesie odpowiednio 10 i 5 procent wartości sprzedaży.

Nie dla wszystkich podatników podatku akcyzowego nowelizacja oznacza jednak obniżenie wymagań. Przedsiębiorcy – pośrednicy w obrocie tytoniu, objęci dotychczas obowiązkiem zgłoszeniowym, będą musieli ubiegać się o rejestrację prowadzonej działalności oraz utworzyć milionowe zabezpieczenia na wypadek powstania obowiązku podatkowego oraz braku płatności.

Popołudniowy komentarz walutowy z 07.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 07.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Nowoczesna instalacja oczyszczania spalin w krakowskiej elektrociepłowni

Sam moment pierwszego podania nieoczyszczonych spalin do instalacji jest kluczowy w całym procesie inwestycyjnym. Oznacza, że układ technologiczny jest sprawny, prace rozruchowe przebiegają prawidłowo i można przejść do końcowej fazy rozruchu i odbioru instalacji przez inwestora. – Jest to moment, w którym zakończone zostały wszystkie roboty budowlane i montaże urządzeń, sprawdzonych wcześniej metodą „na zimno”, czyli bez udziału spalin. Dziś po raz pierwszy podaliśmy spaliny do instalacji, która okazała się sprawna i zadziałała tak, jak będzie funkcjonować w przyszłości, w trakcie eksploatacji – mówi Adam Miara, kierownik realizacji projektu IMOS z EDF Polska, Oddzial nr 1 w Krakowie.

IMOS KrakówInwestycja jest bardzo ważnym elementem ochrony środowiska nie tylko dla Grupy EDF w Polsce, ale przede wszystkim dla Krakowa, gdzie zanieczyszczenie powietrza jest istotnym problemem. Dzięki instalacji budowanej przez RAFAKO S.A. emisja szkodliwych tlenków siarki zostanie obniżona aż pięciokrotnie, kilkukrotnie zredukowana zostanie też emisja pyłów. – Jakość powietrza nad Krakowem powinna się w tym aspekcie znacząco poprawić, tym bardziej, że parametry emisyjne na naszej instalacji są nawet wyższe od tych, jakie będą obowiązywać w unijnych dyrektywach już od 2016 r. – dodaje A. Miara z krakowskiej elektrociepłowni.

IMOS Kraków– Dzisiejszy dzień, czyli pierwsze podanie spalin do instalacji jest ukoronowaniem 2,5 letniej intensywnej pracy całego zespołu. IMOS w Krakowie to jeden z czterech tego typu projektów realizowanych niemalże równolegle dla Grupy EDF w Polsce, z tym, że ten obiekt jest największy i najbardziej skomplikowany technologicznie – mówi Jerzy Błasiak, kierownik projektu IMOS Kraków z RAFAKO S.A.

Moment, w którym nad kominem uniesie się obłok pary wodnej – znak, że wszystkie procesy zachodzą poprawnie – był z napięciem wyczekiwany przez cały zespół realizujący inwestycję. – W związku z tym, że jest to nowy obiekt, podanie spalin do instalacji odbywa się tu po raz pierwszy; trzeba kontrolować każdy krok, by wszystko odbywało się zgodnie z założeniami. Jak widać, wszystko poszło sprawnie. Pozostaje nam utrzymać te procesy w ruchu, a jak przyjdzie na to pora, przekazać instalację inwestorowi – mówi Szymon Dziarmaga z firmy SBB Energy, która na zlecenie RAFAKO prowadzi rozruch instalacji.

IMOS Kraków– Teraz mamy 40 dni na ruch regulacyjny, który zakończy się ruchem odbiorowym całej instalacji. Znaczenie tej inwestycji dla krakowskiej elektrociepłowni jest ogromne. Wszystkie elektrownie mają pewne wymogi ekologiczne; do końca 2015 r. muszą uzyskać limit 200mgSO2/m3. Potrzebna jest do tego właśnie taka instalacja odsiarczania spalin, jaką tu wybudowaliśmy. Najważniejszy jest przy tym absorber, w którym zachodzą wszystkie reakcje wyłapywania tlenków siarki – wyjaśnia Jacek Noworyta, dyrektor budowy IMOS Kraków z RAFAKO S.A.

Przedstawiciel inwestora nie kryje zadowolenia z przebiegu współpracy. – RAFAKO to profesjonalny wykonawca, właściciel technologii, którą oferuje. Wybudowało już wiele instalacji odsiarczania spalin na terenie Polski, w związku z czym jest jednym z najbardziej doświadczonych wykonawców w tej dziedzinie. Warto pamiętać, że proces inwestycyjny jest zawsze skomplikowany. Jednak, jak widać to po dzisiejszym dniu, efekt tego jest imponujący, tym bardziej, że krakowska instalacja była najtrudniejsza – przyznaje Adam Miara z krakowskiej elektrociepłowni.

IMOS Kraków– To dla nas kamień milowy jeżeli chodzi o współpracę z Grupą EDF w Polsce, którą z perspektywy RAFAKO oceniamy jako wzorową. Za nami pomyślne podanie spalin na IMOS Kraków. Wszystkie instalacje łącznie stanowią istotną część portfela zamówień RAFAKO. Warto podkreślić, że są one realizowane w oparciu o naszą technologię odsiarczania. Jak do tej pory wszystko odbywa się zgodnie z harmonogramem i oczekiwaniami klienta – podsumowuje Magdalena Wawrzynowicz, dyrektor ds. Realizacji Kontraktów Strategicznych RAFAKO S.A.

Zakres prac dla IMOS Kraków obejmował realizację „pod klucz”, czyli kompleksowe zaprojektowanie, dostawę urządzeń i wyposażenia, budowę i montaż oraz rozruch i przekazanie obiektu do eksploatacji. Generalnym wykonawcą jest RAFAKO S.A. w konsorcjum z PBG S.A. Krakowska elektrociepłownia jest jedną z czterech, obok Gdańska, Gdyni i Wrocławia, w której Grupa EDF w Polsce realizuje taką inwestycję. Kontrakt na budowę wszystkich czterech obiektów podpisany został 6 grudnia 2012 r. i opiewał łączną kwotę 947 mln złotych brutto.

Rynki zamarły w oczekiwaniu na sygnał

Piątkowy poranek przynosi tak mikroskopijne zmiany notowań walut, że rynki wyglądają jak wymarłe. To pokazuje jak wielką wagę przywiązują inwestorzy do tego co i kiedy zrobi Fed. Co zrobi, wiadomo już od dawna. Wszyscy liczą na to, że dziś otrzymają odpowiedź, kiedy to nastąpi. Wydaje się, że największy problem byłby wtedy, gdyby dane z amerykańskiego rynku pracy okazały się zgodne z oczekiwaniami. Trzeba jednak mieć na względzie, że we wtorek opublikowane zostaną również ważne informacje o zmianie jednostkowych kosztów pracy, które dla Fed mogą mieć spore znaczenie.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Z zanikiem zmienności nie mają problemu gracze w Szanghaju, gdzie indeksy rosną po ponad 2 proc. oraz w Warszawie, która usiłuje otrząsnąć się z szoku po zwiększeniu obciążenia banków pomocą dla posiadaczy kredytów we frankach. W tym kontekście trzeba zauważyć kontrast między bardzo spokojną reakcją złotego, który w czwartek osłabił się bardzo nieznacznie, a w piątek wyraźnie zyskuje na wartości, a czwartkowym mocnym spadkiem cen polskich obligacji. Rentowność papierów dziesięcioletnich skoczyła z 3 do 3,1 proc., a chwilami sięgała 3,18 proc., poziomu najwyższego od miesiąca. Dynamika wzrostu ich rentowności była wczoraj dwukrotnie wyższa niż papierów Grecji i Rosji.

Sierpień w bankach centralnych: letnia sjesta

Sierpień to chwila oddechu przed – być może historycznym – wrześniem Większość inwestorów nadal przewiduje, że podwyżka stóp Fed nastąpi w grudniu BoE jeszcze przez pół roku może nie podjąć żadnych działań.

Mads Koefoed
Mads Koefoed

Ani działający przy amerykańskim banku centralnym Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC), ani Rada Prezesów banku centralnego strefy euro nie będzie w tym miesiącu debatować nad polityką pieniężną, dzięki czemu obserwatorzy rynku mogą się cieszyć zasłużonymi letnimi wakacjami przed potencjalnie przełomowym wrześniowym posiedzeniem FOMC, na którym może zapaść decyzja o pierwszej od 2006 r. podwyżce stóp w Stanach Zjednoczonych.

Mimo iż większość inwestorów nadal przewiduje, że podwyżka ta nastąpi dopiero w grudniu, Dennis Lockhart, centrowy członek FOMC z prawem głosu i prezes Banku Rezerwy Federalnej w Atlancie, dolał oliwy do wrześniowego ognia stwierdzając, że przyszły miesiąc może stanowić „optymalną porę” na podwyżkę stóp i że Rezerwa Federalna „jest już bliska” podjęcia tej decyzji. Biorąc pod uwagę, że Lockhart postrzegany jest jako postać centrowa na skali „od gołębi do jastrzębi” (zwolenników umiarkowanej i agresywnej retoryki Fed), jego wypowiedź ma szczególne znaczenie i przyczyniła się już do umocnienia USD.

Dziś nastąpi posiedzenie Komitetu Polityki Pieniężnej Bank of England, na którym – no cóż – jak zwykle nic się nie wydarzy. Godny uwagi jest jednak fakt, iż wraz z komunikatem BoE w sprawie polityki pieniężnej opublikowany zostanie również miesięczny raport na temat inflacji. Przewiduje się, że ścieżka inflacji obejmować będzie prognozę przekraczającą docelowe poziomy (w perspektywie długoterminowej) pomimo aprecjacji GBP o 8% w bieżącym roku. Mimo iż niektórzy uczestnicy rynku uważają, że pierwsza podwyżka stóp nastąpi jeszcze w tym roku, naszym zdaniem BoE nie będzie skłonny do podwyższania stóp; pierwsza podwyżka nastąpi dopiero w 2016 r., i to nawet raczej nie na początku roku.

Volvo zwiększyło sprzedaż w Polsce. W lipcu sprzedano o 67% r/r więcej samochodów

W przeciągu ostatnich miesięcy dało się zauważyć istotny wzrost sprzedaży samochodów szwedzkiego producenta. Jak informuje firma Volvo Car Group w lipcu sprzedano na całym świecie przeszło 38 tys. samochodów, co oznacza wzrost o 4,5% w porównaniu do lipca ubiegłego roku. Volvo zyskuje także w Polsce. W lipcu sprzedano przeszło 67% więcej samochodów niż w lipcu 2014, stając się wiceliderem segmentu premium w tym miesiącu.

Volvo – wzrost sprzedaży w Polsce i na świecieGlobalny wzrost sprzedaży to zasługa dobrych wyników marki na głównych rynkach europejskich oraz amerykańskim. W obu regionach zanotowano duży popyt zarówno na nowy model XC90, jak i na wciąż cieszące się dużą popularnością modele serii 60.

Sprzedaż na rynku europejskim, łącznie ze Szwecją, osiągnęła 4,6 % wzrost w stosunku do lipca 2014. Co ważne, poza debiutującym niedawno modelem XC90, rośnie także zainteresowanie bestsellerem Volvo, czyli SUV-em XC60. Europejczycy kupili 10,5% więcej samochodów niż rok wcześniej, z kluczowymi wzrostami na rynku niemieckim oraz szwedzkim. Tylko w lipcu Amerykanie kupili 5,617 samochodów Volvo, czyli o 14,7 % więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku.

W wynikach sprzedaży zaczyna być widać dobre przyjęcie przez klientów naszego nowego flagowego modelu XC90. Ogromnym powodem do radości jest dla nas także rosnąca popularność aut z serii 60 – powiedział Alain Visser, wiceprezes ds. marketingu, sprzedaży i obsługi klienta w Volvo Car Group. Patrząc na rosnące wskaźniki sprzedaży na rynku USA oraz popularność XC90 jestem przekonany, że uda się nam utrzymać ten poziom wzrostu w drugiej połowie roku.

Również na polskim rynku marka Volvo umacnia swoją pozycję, dzięki rosnącemu trendowi sprzedaży samochodów. Od początku roku sprzedano polskim klientom 3,818 samochodów Volvo, co stanowi 4,92% wzrostu w stosunku do pierwszych siedmiu miesięcy 2014 r. Wzrost sprzedaży o ponad 67% zanotowano także w porównaniu lipca 2015 do lipca 2014.Nabywców znalazło aż 673 aut, co dało marce drugi wynik sprzedażowy wśród marek premium w ujęciu miesięcznym. Za ten znakomity wynik w największej mierze odpowiada popularność lidera segmentu małych SUV-ów XC60 oraz sprzedaż nowego XC90, która ruszyła kilka miesięcy temu.

Silny popyt i budowlana ofensywa deweloperów na rynku magazynowym

Dobre wyniki makroekonomiczne pozytywnie stymulują rozwój sektora powierzchni magazynowo-produkcyjnych w Polsce. Silny popyt na poziomie 1,27 mln mkw. i spadający we wszystkich regionach poziom pustostanów motywuje deweloperów do uruchamiania kolejnych inwestycji nie tylko na dojrzałych rynkach, ale też w nowych lokalizacjach. W budowie pozostaje 680 000 mkw. nowoczesnej powierzchni przemysłowej, z czego 172 000 mkw. to inwestycje spekulacyjne. Kolejne przynajmniej 100 000 mkw. jest na etapie przygotowywania pozwoleń na budowę, jak wynika z raportu AXI IMMO.ofensywa deweloperów na rynku magazynowym

POPYT

Na koniec czerwca br. popyt brutto, czyli nowe umowy, ekspansje i przedłużenie, wyniósł 1,27 tys. mkw. i był o 350 000 mkw. wyższy, niż w tym samym okresie w 2014 r. 63% transakcji stanowiły nowe umowy najmu i ekspansje klientów w dotychczasowych lokalizacjach. Najwięcej, bo 270 000 mkw., wynajęte zostało w regionie Polski Centralnej oraz Warszawie i okolicach. Najwyższy popyt netto 164 000 mkw. również odnotowano w Polsce Centralnej, następnie w regionie Poznania  i na Górnym Śląsku. Poza głównymi regionami widoczny był wzrost popytu na nowych rynkach takich jak Lublin i  Rzeszów, gdzie łącznie wynajęto ponad 100 000 mkw.

Obecny wzrost gospodarczy opiera się na solidniejszych niż w czasie poprzednich cyklów koniunkturalnych podstawach. Utrzymuje się niska inflacja, obserwujemy rozsądny wzrost akcji kredytowych i malejący deficyt na rachunku obrotów, a dodatkowo stabilnie rośnie konsumpcja prywatna, co przekłada się pośrednio na dynamiczny rozwój rynku nieruchomości przemysłowych w Polsce – skomentowała Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO. Znaczna cześć nowego popytu w sektorze generowana jest przez firmy związane z rynkiem konsumenta końcowego. Szacujemy, że na koniec br. popyt netto może przekroczyć ubiegłoroczny rekord 1,4 mln mkw. – dodała Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO.

W strukturze popytu w pierwszej połowie roku tradycyjnie największy 33% udział mieli operatorzy logistyczni, ale warto zaznaczyć wyższą niż w ubiegłych latach aktywność firm z sektora dom i wnętrze i szeroko rozumianego sektora elektronicznego, które odpowiednio miały 17% i 13% w całości odnotowanego popytu.

PODAŻ

W pierwszej połowie roku do użytku oddano 472 000 mkw., jest to wzrost o 58% względem tego samego okresu roku poprzedniego. Najwięcej, bo o 182 000 mkw. w ramach 5 inwestycji wzbogacił się rynek w Poznaniu.

Obserwujemy wysoką aktywność deweloperów, w budowie jest ponad 680 000 mkw. nowoczesnych powierzchni magazynowych, z czego ponad 170 000 mkw. to powierzchnia spekulacyjna. W porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego, wolumen realizowanej powierzchni spekulacyjnej jest ponad dwukrotnie wyższy. Warto zaznaczyć, że poza dużą liczbą projektów w realizacji, niemal na każdym rynku, deweloperzy mają zabezpieczone grunty pod nowe inwestycje. Dotyczy to nie tylko dojrzałych rynków jak, Warszawa czy Poznań, ale również nowych lokalizacji takich jak Bydgoszcz czy Lublin – podsumowała Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO.

POZIOM PUSTOSTANÓW

Na koniec II kw. 2015 r. współczynnik powierzchni niewynajętej wyniósł 5%. Jest to spadek o 0,7% względem I kw. br. W ujęciu rocznym spadł o 5,4%. Jest to historycznie najniższy średni poziom pustostanów w Polsce. Łącznie do wynajęcia pozostaje 480 000 mkw. We wszystkich regionach dostępność powierzchni spadła poniżej 10%. Najwięcej wolnych modułów pozostaje w Warszawie (9,7%) oraz okolicach (9,5%), a następnie na Górnym  Śląsku. Najniższy poziom pustostanów poniżej 3% występuje w Poznaniu i Wrocławiu. Warto też zaznaczyć, że cześć powierzchni jest zajęta pod kontrakty „short term”, które formalnie nie są wliczane, jako powierzchnia wynajęta.

CZYNSZE

W ostatnim półroczu czynsze utrzymały się na stabilnym poziomie, takie pozostaną w kolejnych miesiącach, pomimo niskiego poziomu pustostanów. Niewielkich podwyżek możemy oczekiwać w Polsce Centralnej, ze względu na niską dostępność powierzchni i brak realizacji inwestycji spekulacyjnych.

PROGNOZY

W drugiej połowie roku możemy spodziewać się utrzymania wysokiej aktywności deweloperskiej. Niski poziom pustostanów będzie zachęcał deweloperów do uruchamiania kolejnych inwestycji. Możliwe, że część z nich będzie realizowana spekulacyjne, cześć głównie w regionie Warszawy oraz nowych lokalizacjach po podpisaniu umów typu pre-let.

Pod względem popytu trend wzrostowy powinien utrzymać się, głównie dzięki rozwojowi firm obecnych już na polskim rynku oraz inwestycją zagranicznym. Sektorami z największym potencjałem rozwoju pozostanie sektor FMCG, elektronika, dom i wnętrze zwłaszcza w kanale sprzedaży e-commerce.

Więcej informacji o AXI IMMO można znaleźć na stronie www.axiimmo.com

 

Deweloperzy o zmianach w MdM

Popyt na mieszkania z rynku pierwotnego nie maleje. Deweloperzy wciąż odważnie inwestują w nowe przedsięwzięcia. Czy dołączenie do programu mieszkań z rynku wtórnego ostudzi ich zapał? Zapytaliśmy poznańskie biura sprzedaży o zmiany, które już niebawem wejdą w życie.

W czerwcu Sejm kolejny raz znowelizował ustawę o przyznawaniu dopłat z rządowego programu wspomagającego zakup mieszkania przez osoby młode. Ze względu na niewielkie zainteresowanie w 2014 roku stopniowo zostają wprowadzane poprawki, które mają otworzyć projekt na szerszy audyt.

Zmiany w programie  (więcej na temat zmian)

Ostatnie zmiany są znaczące dla rodzin, które posiadają dwoje i więcej dzieci – dopłata dla takich rodzin wzrośnie. Dla tych, którzy wychowują troje i więcej dzieci znaczące będzie, że została zniesiona granica wieku (która do niedawna wynosiła 35 lat) i co istotne – warunek posiadania pierwszego mieszkania – Dla naszych klientów zmiany będą korzystne, nawet ci, którzy mają już własne mieszkanie, będą mogli przenieść się na nasze zaciszne osiedla- mówi Maciej Bartczak, współwłaściciel KM Building.

Zwiększy się również kwota dofinansowania dla rodzin wielodzietnych – Duże rodziny mogą liczyć na dofinansowanie o wartości nawet 30% mieszkania, to znacznie ułatwi wymianę mieszkania na większe – mówi Marek Smogór, Prezes Atrium Grunwald. W związku ze zmianami zaproponowanymi przez rząd kwoty wsparcia będą o wiele wyższe – Tak naprawdę rodzina może zaoszczędzić nawet 100 000 złotych – mówi Marlena Zapalska, Prezes spółki Proxin Ogrody. Jeśli rodzina ma dwoje i więcej dzieci warto więc poczekać kilka tygodni z zaciągnięciem kredytu, nowelizacja ustawy zwiększy dopłatę praktycznie o połowę. Dla osób wychowujących dzieci zwiększona zostanie również minimalna powierzchnia mieszkania, od której liczona jest ulga z 50 do 65 mkw. Tu warto jednak pamiętać, że wysokość dopłaty zależy od wskaźnika ceny, który jest ustalony na dany rejon.

Mieszkanie dla Młodych a rynek wtórny

Znaczącą zmianą będzie dołączenie do programu mieszkań z rynku wtórnego. Większość zapytanych deweloperów jest tego samego zdania, dzięki wprowadzonym poprawkom wzrośnie popularność programu, co przyciągnie nowych klientów. Włączenie rynku wtórnego do MdM-u w dużych miastach, gdzie rynek deweloperski jest mocno rozwinięty nie wpłynie znacznie na sprzedaż – Klient kupujący u dewelopera otrzymuje gwarancję na mieszkanie, poza tym może urządzić je jak tylko zechce, nowe mieszkanie jest również łatwiej wynająć, a wielu kupujących to właśnie inwestorzy – mówi Roma Peczyńska, dyrektor e-markeingu RED – Real Estate Development.

Podobnie o zmianach wypowiada się Paweł Wunderse, Kierownik Sprzedaży Mieszkań z nowopowstającej inwestycji Nowe Piotrowo – Różnica pomiędzy limitami cenowymi będzie na tyle wysoka, że dostępność mieszkań z rynku wtórnego będzie okrojona. Do tego dochodzi jeszcze jeden argument – Rynek pierwotny i wtórny to dwa zupełnie różne rodzaje nieruchomości, co oznacza, że target jest różny – mówi Agata Nowaczyk z poznańskiego biura sprzedaży Ekonbud-Fadom.

Zmiany a ceny mieszkań i wkład własny

Do tej pory, przez sześć kwartałów funkcjonowania MdM-u, ceny mieszkań były dostosowane do wymogów tego programu. Póki co, utrzymują się one na podobnym poziomie. O tym czy zmienią się one wraz z kolejnymi nowelizacjami dowiemy się za jakiś czas. Wszystkim zachowawczym radzimy jednak nie zwlekać z kupnem i zdecydować się już teraz, kiedy ceny są jeszcze takie same. Warto również pamiętać, że sięgając po kredyt z dopłatą nie będziemy mogli przez pięć lat sprzedać, wynająć, a nawet użyczyć mieszkania.

Alior Bank rozszerza współpracę z Grupą Deutsche Telekom i wychodzi poza granice Polski

7 sierpnia 2015 r. Alior Bank podpisał umowę z rumuńskim operatorem Telekom Romania Mobile Communications z Grupy Deutsche Telekom. Tym samym Bank rozszerza strategiczny alians z globalnym operatorem telekomunikacyjnym o kolejny rynek z Europy Środkowej.

Celem inicjatywy realizowanej wspólnie przez Alior Bank i Telekom Romania Mobile Communications jest utworzenie na terytorium Rumunii oddziału Banku, który będzie działał w modelu zbliżonym do obecnej współpracy Alior Banku i T-Mobile Polska. Rozpoczęty projekt ma strategiczne znaczenie dla Alior Banku, stanowi bowiem pierwszy krok w kierunku ekspansji Banku na rynki zagraniczne.

Telekom Romania Mobile Communications wchodzi w skład Grupy Telkom Romania największego, zintegrowanego operatora telekomunikacyjnego działającego na rynku rumuńskim. Grupa oferuje kompleksowe, nowoczesne usługi telefonii stacjonarnej i mobilnej, Internetu i telewizji, a także rozwiązania dla biznesu. Telekom Romania Mobile Communications działa pod marką T-Mobile i obsługuje aktualnie 6 milionów klientów.

Współpraca Alior Banku z Telekom Romania Mobile Communications to pierwszy na lokalnym rynku alians łączący świat finansów i usług telekomunikacyjnych w tak szerokim zakresie. Już w pierwszym kwartale przyszłego roku klienci indywidualni zyskają możliwość skorzystania z usług bankowych, a w dalszej kolejności zostanie udostępniona również oferta dla firm. W ramach zawartego porozumienia klienci rumuńskiego operatora uzyskają dostęp do szerokiej gamy nowoczesnych produktów depozytowych i kredytowych, analogicznych do tych oferowanych w Polsce. W celu realizacji projektu, w Bukareszcie powstaną struktury Alior Banku odpowiedzialne za rozwój i utrzymanie oferty na rynku rumuńskim.

Rumunia jest największym rynkiem Europy południowo-wschodniej i drugą co do wielkości gospodarką w naszym regionie. To także rynek o dużym potencjale dla rozwoju usług bankowych, bo ponad połowa mieszkańców Rumunii nie posiada jeszcze konta bankowego, a jednocześnie dynamicznie wzrasta liczba użytkowników smartfonów (obecnie 28%, przewidywane jest podwojenie do 2017 r.).

Od blisko dwóch lat budujemy nasze doświadczenia w partnerstwie biznesowym z globalnym operatorem telekomunikacyjnym. Doskonałe rezultaty jakie przynosi kooperacja z T-Mobile Polska sprawiły, że kolejnym krokiem jest wejście Alior Banku na inne europejskie rynki – mówi Michał Hucał, wiceprezes Zarządu Alior Banku. Rozpoczęcie współpracy z Telekom Romania jest dowodem, że Alior Bank ma niezbędny potencjał biznesowy i technologiczny, aby realizować strategiczne projekty także poza granicami naszego kraju, współpracując z największymi firmami z Europy – zapewnia Michał Hucał.

Alior Bank jest dynamicznie rozwijającym się bankiem uniwersalnym, liderem pod względem innowacyjności. Bank rozpoczął działalność w listopadzie 2008 r. i od tego czasu systematycznie umacnia swoją pozycję rynkową dzięki ofercie nowatorskich produktów i usług, wyznaczających nowe standardy w polskiej bankowości. W grudniu 2013 r. Bank zawarł strategiczny alians z T-Mobile wiodącym operatorem telekomunikacyjnym o globalnym zasięgu. W efekcie, w maju 2014 r. uruchomiony został T-Mobile Usługi Bankowe dostarczane przez Alior Bank – unikalny na skalę europejską projekt współpracy banku i firmy telekomunikacyjnej. Dzięki czemu klienci uzyskali dostęp do nowoczesnych produktów i rozwiązań łączących świat telekomunikacji
i usług bankowych.

Obecnie z usług T-Mobile Usługi Bankowe korzysta już ponad pół miliona klientów. Mogą oni otworzyć konto w sieci kilkuset punktów zlokalizowanych w całej Polsce oraz poprzez nowoczesne zdalne kanały sprzedaży. Do tej pory Bank otworzył już 144 placówek typu store-in-store w salonach T-Mobile oferujących szerszy zakres obsługi, w tym produkty kredytowe. Sprzedaż w zakresie pożyczki gotówkowej, rok do roku, wzrosła aż czterokrotnie. W czerwcu br. T-Mobile Usługi Bankowe wprowadził również ofertę dedykowaną małym firmom.

GoldenLine zdobywa polski rynek rekrutacji specjalistów i managerów

Serwis GoldenLine.pl to miejsce, w którym pracodawca znajdzie idealnego pracownika a pracownik wymarzoną pracę. Jak GoldenLine zdobywa rynek rekrutacji?

Na dynamiczny rozwój serwisu GoldenLine.pl mają w głównej mierze wpływ zmieniające się trendy na rynku rekrutacyjnym oraz stale rozbudowywane i unowocześniane funkcjonalności serwisu. Rozwiązania te przyciągają zarówno kandydatów umieszczających w nim swoje wirtualne CV, rekruterów szukających pracowników, jak i firmy chcące budować odpowiedni wizerunek pracodawcy. Na co dzień z narzędzi rekrutacyjnych i employer brandingowych serwisu GoldenLine korzysta ponad 6 tys. rekruterów. Najnowsze wyniki badania Megapanel PBI/Gemius z maja 2015 roku po raz kolejny potwierdziły, że GoldenLine to niekwestionowany lider wśród serwisów rekrutacyjnych.

Jedyne takie narzędzie

Wyszukiwarka Kandydatów GoldenLine to jedyne na polskim rynku narzędzie, wykorzystywane coraz częściej w rekrutacjach kandydatów pasywnych. Kandydatem pasywnym jest osoba nieszukająca w danym momencie pracy, ale mogąca być potencjalnie zainteresowana przedstawioną jej ofertą nowego zatrudnienia. Dokładne sprecyzowanie za pomocą Wyszukiwarki Kandydatów oczekiwań rekrutera co do umiejętności kandydata, pozwala na wyszukanie i przedstawienie najbardziej poszukiwanych przez niego profili kandydatów. Analiza ścieżek ich kariery, umiejętności, opisu wykonywanych projektów i zadań, a także udzielonych im referencji, pozwalają na znalezienie odpowiedniego kandydata i kontakt z nim. Obecne funkcjonalności serwisu sprawiają, że GoldenLine stał się pierwszym wyborem przy szukaniu kandydatów na stanowiska specjalistyczne i menadżerskie. A na tym nie koniec. Kolejne ważne zmiany, na które czeka rynek, nastąpią w serwisie już wkrótce.

Czekając na ofertę pracy

Wzrost popularności rekrutacji pasywnych spowodował chęć odpowiedniej prezentacji siebie i swojej ścieżki zawodowej przez samych pracowników. Dzięki temu mogą zbadać swój potencjał na rynku pracy, zainteresowanie pracodawców, a także otrzymywać oferty pracy, którymi mogą być zainteresowani. Z danych GoldenLine wynika, że w ostatnich 12 miesiącach podwoiła się ilość aplikacji składanych przez osoby posiadające aktualnie zatrudnienie.

GoldenLine nowoczesnym pracodawcą

Stały rozwój serwisu przekłada się w ostatnim czasie także na wzrost zatrudnienia. Młody, kreatywny zespół, nowoczesne przestrzenie biurowe, elastyczny czas pracy powodują, że GoldenLine stał się także pożądanym na rynku pracodawcą.

Cyberzagrożenia oraz niskie stopy procentowe – najważniejsze ryzyka w branży ubezpieczeniowej

Najnowsze badanie CSFI i firmy doradczej PwC „Insurance Banana Skins 2015” pokazuje, że cyberzagrożenia oraz stopy procentowe są najczęściej wymienianymi przez ubezpieczycieli na świecie nowymi ryzykami, które mogą zagrozić ich biznesom w najbliższych latach. Nieco inaczej sytuacja wygląda w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie na szczycie listy zagrożeń znalazło się otoczenie makroekonomiczne. Według eksperta PwC w Polsce mamy natomiast rewolucyjną skalę wzmocnienia regulacji sektora ubezpieczeniowego, co stanowi obecnie największe wyzwanie dla branży.

Najnowsze badanie Centre for the Study of Financial Innovation (CSFI) i firmy doradczej PwC, w którym wzięło udział ponad 800 przedstawicieli sektora ubezpieczeń oraz analityków branży z 54 krajów, wskazuje te obszary, które zdaniem respondentów będą stanowiły największe zagrożenie w ciągu następnych 2–3 lat. Ryzyko związane z wprowadzeniem nowych regulacji prawnych po raz trzeci z rzędu okazało się najczęściej wskazywanym przez uczestników badania zagrożeniem, co podkreśla istotny wpływ zmian regulacyjnych na tę branżę.

Niskie stopy procentowe trapią ubezpieczycieli

W regionie Europy Środkowo-Wschodniej na szczycie rankingu znalazło się natomiast ryzyko dotyczące otoczenia makroekonomicznego. Ma to związek z niestabilną sytuacją gospodarczą regionu, na którą z jednej strony wpływa kryzys w strefie euro, z drugiej zaś niepewna sytuacja geopolityczna na wschodzie. Otoczenie makroekonomiczne ma duży wpływ na popyt na produkty ubezpieczeniowe, a także na ich rentowności.

Na drugim miejscu rankingu „Insurance Banana Skins 2015” znalazło się ryzyko związane z niskimi stopami procentowymi (3. miejsce w ujęciu globalnym). To nowe w zestawieniu zagrożenie powoduje niższe stopy zwrotu z inwestycji ubezpieczycieli, a przez to negatywnie oddziałuje na ich ogólne wyniki finansowe. Dodatkowo, ubezpieczyciele, którzy oferowali produkty oszczędnościowe z gwarancją zwrotu w momencie, gdy stopy procentowe były dużo wyższe, obecnie zmagają się ze stratami w tym segmencie produktów (produkty gwarantowane plasują się na 3. pozycji wśród ryzyk w naszym regionie, a na 7. na świecie).

„Trzy najważniejsze ryzyka znajdujące się na szczycie tegorocznego rankingu dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej są ze sobą powiązane, a ich wspólnym mianownikiem są niskie stopy procentowe, które wpływają na produkty gwarantowane zarówno w obszarze ubezpieczeń życiowych, jak i majątkowych. Niski poziom stóp procentowych zmusza ubezpieczycieli do zmiany ofert produktowych i strategii inwestycyjnych. Niezdolność do reagowania na tego typu ryzyka poprzez wprowadzanie innowacyjnych produktów może w przyszłości znacząco wpłynąć na zyski ubezpieczycieli. Jestem przekonany, że właśnie w tym tkwi przyczyna wysokiej pozycji w rankingu tych zagrożeń” – twierdzi Artur Pikula, partner w PwC, lider zespołu ds. ubezpieczeń w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Nowe regulacje – szanse i zagrożenia

Praktyki biznesowe, zajmujące w rankingu regionalnym 4. miejsce (11. w zestawieniu globalnym), dotyczą przede wszystkim nieuczciwej sprzedaży produktów ubezpieczeniowych przez pośredników. Wyjściem z tej sytuacji jest próba wprowadzenia przez regulatorów dodatkowych przepisów zapewniających lepszy nadzór nad agentami ubezpieczeniowymi i kanałami sprzedaży.

Z drugiej zaś strony to właśnie wprowadzanie nowych regulacji prawnych było piątym najczęściej wskazywanym przez respondentów badania zagrożeniem w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (1. miejsce w globalnym rankingu). Nowe regulacje, takie jak dyrektywa Solvency II, powodują dodatkową niepewność na rynku, który już od jakiegoś czasu zmaga się ze wzrostem kosztów powiązanych z nowymi wymogami i przepisami.

Zdaniem Artura Pikuli wyniki badania „Insurance Banana Skins 2015” dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej nie do końca odzwierciedlają sytuację branży ubezpieczeniowej w Polsce. Jak twierdzi ekspert, największym wyzwaniem dla polskiej branży jest właśnie ryzyko regulacyjne. Dotyczy ono zarówno obszaru ochrony konsumenta, jak też stricte działalności ubezpieczeniowej.

„Skala wzmocnienia regulacji polskiego sektora ubezpieczeń jest rewolucyjna i niespotykana w dotychczasowej działalności tego rynku. Nowe wymogi , takie jak Rekomendacja U czy wytyczne KNF, już wpłynęły na zmianę modelu dystrybucji w kanale bancassurance. Kolejne regulacje, które wejdą w życie w niedalekiej przyszłości (m.in. nowelizacja Ustawy o działalności ubezpieczeniowej) będą wpływały także na pozostałe kanały dystrybucji oraz samą konstrukcję produktów. W efekcie zmianie mogą ulec zarówno poziom ponoszonych przez ubezpieczycieli kosztów operacyjnych, jak też wolumeny sprzedaży i rentowność działalności. Trzeba podkreślić, że nowe regulacje prawne z jednej strony wzmacniają ochronę konsumentów i wybrane obszary działalności, np. IT będące w zakresie wytycznych KNF, z drugiej zaś wiążą się ze znacznymi kosztami dostosowania, które w dłużej perspektywie mogą wpłynąć na wzrost cen ubezpieczeń lub obniżenie rentowności firm” – ocenia Artur Pikula, partner w PwC, lider zespołu ds. ubezpieczeń w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Ubezpieczyciele w świecie cyberzagrożeń

Drugim – po niskich stopach procentowych – ryzykiem, które po raz pierwszy pojawiło się w pierwszej dziesiątce rankingu „Insurance Banana Skins” są cyberzagrożenia: 7. pozycja w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, 4. na świecie. Po kilku głośnych przypadkach naruszenia bezpieczeństwa firm ubezpieczeń zdrowotnych w USA, zarówno klienci, jak i ubezpieczyciele obawiają się o bezpieczeństwo wrażliwych danych osobowych. W odpowiedzi krajowe organy regulacyjne wdrażają nowe przepisy prawne, aby pomóc firmom ubezpieczeniowym w zarządzaniu cyberzagrożeniami i minimalizowaniu ich późniejszych skutków.

„Skala cyberzagrożeń rośnie w bardzo szybkim tempie w firmach ze wszystkich sektorów. Kluczowa stała się ochrona danych klientów i informacji wrażliwych oraz właściwe i spójne zarządzenie ryzykiem związanym z tym obszarem w firmie. W całym regionie CEE krajowi regulatorzy wprowadzają zalecenia, wytyczne i rekomendacje mające na celu zminimalizowanie wpływu cyberzagrożeń w sektorze ubezpieczeniowym. W Polsce Komisja Nadzoru Finansowego opublikowała ‘Wytyczne dotyczące zarządzania obszarami technologii informacyjnej i bezpieczeństwa środowiska teleinformatycznego w zakładach ubezpieczeń i zakładach reasekuracji’ z datą wdrożenia do końca 2016 r. Wytyczne mają na celu m.in. zwrócenie szczególnej uwagi właśnie na obszar zarządzania bezpieczeństwem. Dodatkowo, firmy ubezpieczeniowe mogą czerpać z doświadczeń banków, które przeszły drogę związaną z uściśleniem regulacji w zakresie bezpieczeństwa informacji. Z pewnością priorytetowe podejście do cyberbezpieczeństwa pozwoli firmom ubezpieczeniowym przygotować się do nadchodzących zmian” – mówi Piotr Urban, partner w PwC, lider zespołu zarządzania ryzykiem.

Ubezpieczyciele gotowi do reagowania na ryzyka

Mimo dynamicznych zmian na rynku i presji związanej z nowymi regulacjami, ubezpieczyciele z regionu Europy Środkowo-Wschodniej czują się znacznie pewniej niż jeszcze dwa lata temu w reagowaniu na ryzyka biznesowe. Według tegorocznego badania „Banana Skins” „wskaźnik, pokazujący gotowość do reakcji na biznesowe zagrożenia, wzrósł do 3,18 (w 5-stopniowej skali) w roku 2015, w porównaniu do 2,93 w 2013 r.

Poziom niektórych rodzajów ryzyka obniżył się. Dotyczy to obszarów takich jak: jakość zarządzania, zobowiązania długoterminowe, ingerencja polityczna, czy dostęp do talentów. Spada też poziom ryzyka związanego z reputacją, ponieważ ubezpieczyciele stają się bardziej proaktywni w relacjach zewnętrznych, chociaż jednocześnie ich rosnąca obecność w mediach społecznościowych jest postrzegana jako wzrastające zagrożenie dla zarządzania reputacją.

Insurance Banana Skins Index 2015

(w nawiasach dane z poprzedniej edycji rankingu z 2013 r.)


 

Wyniki na świecie

 

Wyniki w Europie Środkowo – Wschodniej

1

Regulacje prawne (1)

1

Otoczenie makroekonomiczne (3)

2

Otoczenie makroekonomiczne (3)

2

Stopy procentowe (-)

3

Stopy procentowe (-)

3

Produkty gwarantowane (14)

4

Cyberzagrożenia (-)

4

Praktyki biznesowe (2)

5

Wyniki inwestycyjne (2)

5

Regulacje prawne (1)

6

Zarządzanie zmianą (15)

6

Wyniki inwestycyjne (5)

7

Produkty gwarantowane (6)

7

Cyberzagrożenia (-)

8

Kanały dystrybucji (11)

8

Kanały dystrybucji (16)

9

Katastrofy naturalne (5)

9

Zmiany klimatyczne (22)

10

Jakość zarządzania ryzykiem (7)

10

Zarządzanie zmianą (17)

O badaniu „Insurance Banana Skins 2015”

Badanie CSFI oraz firmy doradczej PwC „Insurance Banana Skins 2015” zostało przeprowadzone w marcu i kwietniu 2015 roku. Wzięło w nim udział 806 przedstawicieli branży ubezpieczeniowej z 54 krajów. Poprzednie edycje badania przeprowadzone zostały w 2008, 2009, 2011 i 2013 roku.

Złoty dalej traci, szczególnie do euro i dolara

Funt po osiągnięciu najwyższego poziomu od 10 lat traci na wartości. Jest to konsekwencja decyzji Banku Anglii. Bardzo dobre dane z amerykańskiego rynku pracy. Złoty dalej traci, szczególnie do euro i dolara.

Krzysztof Pawlak - dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Krzysztof Pawlak – dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Bank Anglii okazał się bardziej “gołębi”, co było zaskoczeniem dla analityków – za podniesieniem stóp procentowych głosował tylko jeden członek. Podczas wystąpienia po decyzji, Mark Carney jasno stwierdził, że pośpiech nie jest wskazany. Ewentualne podniesienie kosztu kredytu nastąpi, gdy sytuacja w gospodarce się poprawi, a inflacja powróci do zakładanego celu.

Na tą chwilę więc tematu zmiany polityki Banku Anglii nie ma, a patrząc na dość słabe prezentowane wcześniej dane (choćby spadek produkcji o 0,4%) jeszcze długo nie będzie. Wysoki poziom funta niekorzystnie wpływa na eksport. Analitycy oczekiwali podwyżki stóp procentowych już w listopadzie, ale najprawdopodobniej nastąpi to dopiero w I kwartale 2016 roku, a i ten termin budzi wątpliwość. W rezultacie funt traci na wartości i w najbliższych dniach nie powinno się to zmienić.

Wczoraj poznaliśmy też raport o bezrobociu w USA – liczba wniosków od nowych bezrobotnych wyniosła 270 tys. i była trochę mniejsza niż zakładano w prognozach. Oznacza to, że kondycja amerykańskiego rynku pracy bardzo się poprawiła, gdyż cały czas oscylujemy wokół najniższego poziomu od czterech dekad. Martwić może jedynie publikowany również wczoraj indeks przyszłych zwolnień Challengera, który znacznie wzrósł w lipcu. Rynek jednak kompletnie to zignorował.

Dzisiaj inwestorzy czekają z niecierpliwością na dane na temat zatrudnienia w sektorze pozarolniczym i stopę bezrobocia z USA. Nawet niewielkie rozczarowanie, czyli dane odbiegające od prognoz mogą spowodować znaczny ruch na EUR/USD. Dolar pozostaje silny w ostatnich dniach więc można się domyślać, że analitycy obstawiają dobre dane. Gdyby jednak tak się nie stało będzie to znakomitym pretekstem do sporej korekty i powrotu powyżej 1,10 na parze EUR/USD. A przypomnijmy, że środowy raport ADP był słaby, co może się przełożyć na słabsze odczyty również dzisiaj.

Wraz z pogorszeniem nastawienia do rynków wschodzących, polski złoty traci na wartości. Bezprecedensowe znaczenie ma tutaj zbliżające się zacieśnienie polityki monetarnej w USA. Ale jest wiele innych mniejszych czynników przemawiających za wyprzedawaniem polskiej waluty – m.in. mianowicie kryzys gospodarczy w Rosji z powodu lawinowo spadających cen ropy, zaangażowanie się Turcji w walki z Państwem Islamskim.

Również swoje trzy grosze dorzuca sytuacja polityczna w naszym kraju. Propozycje przewalutowania kredytów frankowych, opodatkowanie banków i sieci handlowej skutecznie zniechęcają inwestorów. Samo nastawienie do naszego kraju w ostatnich dniach zostało mocno pogorszone, bo tak naprawdę nie wiadomo czego można jeszcze oczekiwać po ewentualnej zmianie władzy. A jak wiemy niepewność nie sprzyja inwestowaniu.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 07.08.2015
Komentarz walutowy 07.08.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 05.05.2015 do 07.08.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 4,035 utworzył trend wzrostowy. Jest to średnioterminowy trend wewnątrz szerokiej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega obecnie w okolicach 4,1200, a kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1120, gdzie znajduje się 61,8% zniesienie Fibonacciego. Na chwilę obecną udało się wyznaczyć przyśpieszoną linię wsparcia, która obecnie znajduje się na poziomie 4,1600.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 07.08.2015
Komentarz walutowy 07.08.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 05.05.2015 do 07.08.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, po którym doszło do korekty. Ku uciesze kredytobiorców można już mówić o trendzie spadkowym. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9200, kurs poszybował ostro w dół. Po odbiciu od ważnego wsparcia na 3.8500 kurs zawrócił i dotarł do oporu w postaci 61,8% zniesienia Fibonacciego. Aktualnie kurs CHF/PLN przebił linię wsparcia, co może przełożyć się na dalsze spadki na tej parze walutowej.

USD/PLN

Komentarz walutowy 07.08.2015
Komentarz walutowy 07.08.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 05.05.2015 do 07.08.2015

Kurs USD/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. Opór stanowić będzie górne ograniczenie kanału na poziomie 3,8750. Wcześniej skutecznym oporem okazał się poziom 3,8520, czyli maksimum z 7 lipca. W przypadku, gdyby kurs obrał kierunek na południe wsparciem będzie 23,6% zniesienie Fibonacciego na poziomie 3,7750, silne wsparcie stanowi również poziom 3,7450.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 07.08.2015
Komentarz walutowy 07.08.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 05.05.2015 do 07.08.2015

Kurs GBP/PLN porusza się w trendzie wzrostowym. Testowane jest aktualnie wsparcie na poziomie 5,9450, czyli dolne ograniczenie wyrysowanego kanału wzrostowego. W przypadku kontynuowania ruchu w górę opór stanowić będzie ostatnie maksimum w okolicach 5,9950.

Fundusz AIP Seed Capital zainwestuje w portal podróżniczy Jarosława Kuźniara. Kwota inwestycji wyniesie około 100 tys. zł w zamian za 15 proc. udziałów

Jacek Aleksandrowicz

Model biznesowy funduszu zalążkowego AIP Seed Capital zakłada inwestycję w perspektywiczne start-upy i jak najszybsze doprowadzenie do kolejnej rundy finansowania. W tym roku spółka planuje dofinansować łącznie od 4 do 6 start-upów. Jednym z niech jest projekt portalu podróżniczego Jarosława Kuźniara, w który fundusz zainwestuje 100 tys. zł w zamian za 15 proc. udziałów. Najlepsze projekty objęte będą programem akceleracji globalnej we współpracy z inwestorami z Doliny Krzemowej czy Londynu.

W najbliższym czasie zainwestujemy w portal podróżniczy Jarosława Kuźniara, dziennikarza TVN24, to będzie nasza najnowsza inwestycja – informuje Jacek Aleksandrowicz, wiceprezes i współzałożyciel Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości.

W opinii rozmówcy projekt portalu podróżniczego ma bardzo dużą szansę osiągnięcia sukcesu. W założeniu nowy serwis ma zrewolucjonizować rynek przewodników turystycznych, a planowana koncepcja biznesowa ma już za sobą pierwsze testy.

– Tu jesteśmy na etapie negocjacji, więc jeszcze nie możemy podawać szczegółów – mówi rozmówca, pytany o szczegóły portalu Jarosława Kuźniara.

Sposób finansowania start-upu będzie zbliżony do klasycznego modelu biznesowego spółki AIP Seed Capital. Oznacza to inwestycję w wysokości 100 tys. zł w zamian za nabycie 15 proc. udziałów w projekcie.

–  Poza tym będziemy chcieli zainwestować do końca tego roku w 4 do 6 start-upów na łączną kwotę około 1 mln zł – tłumaczy współtwórca funduszu.

Ekspert w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor deklaruje, że liczy na zamknięcie wszystkich planowanych inwestycji już po wakacjach.

– Stawiamy przede wszystkim na ludzi, inwestujemy w firmy, które dzisiaj jeszcze nie istnieją, dopiero są na etapie testowania, sprawdzania tego, czy mogą się sprawdzić, choćby na zasadzie prototypu – wyjaśnia Jacek Aleksandrowicz.

W większości przypadków kapitał zainwestowany w dany projekt stanowi pierwszy poważny wkład finansowy, którym dysponują jego wykonawcy. Jacek Aleksandrowicz zastrzega jednak, że wymaga od swoich partnerów choćby minimalnego doświadczenia w biznesie oraz technologii, którą mają zamiar stosować.

– Na komitet inwestycyjny zapraszamy start-upowców z całej Polski, czyli ludzi, którzy rozpoczęli testowanie swoich pomysłów na biznes, i ludzi, którzy dzięki naszej inwestycji mogą założyć spółkę z o. o. i wspólnie z nami realizować biznesy – tłumaczy wiceprezes.

Fundusz zalążkowy AIP Seed Capital umożliwia przedsiębiorcom rozpoczęcie działalności w skali globalnej. Fundusz organizuje wyjazdy do Doliny Krzemowej, Londynu czy Izraela. Pozwala to na potencjalne dotarcie do znacznie szerszego rynku ze swoimi projektami.

– Naszym celem jest też jak najszybsze doprowadzenie do drugich rund, czyli pozyskania już nie 100 tys. zł, ale miliona lub kilku milionów po to, żeby dokapitalizować taką spółkę. I oczywiście po to, by za jakiś czas, za kilka lat, wyjść z odpowiednim zyskiem – mówi o polityce inwestycyjnej funduszu Jacek Aleksandrowicz.

AIP Seed Capital to fundusz zalążkowy działający na rynku od 2009 roku. Od tego czasu komitet podjął ponad 100 decyzji inwestycyjnych. Aktualnie w portfelu funduszu znajduje się łącznie 80 spółek.

Rekordowe wynagrodzenia w Premier League

Już 8 sierpnia ruszy kolejny sezon English Premier League. Jest to najbogatsza europejska liga piłkarska, która nie szczędzi wydatków na wysokie wynagrodzenia graczy. W rozgrywkach bierze udział 20 drużyn. W poniższym zestawieniu przedstawiliśmy 10 z nich, które w sezonie 2014/2015 oferowały najwyższe wynagrodzenia.

Podane kwoty to wyłącznie wynagrodzenia za grę w zespole bez uwzględnienia dodatków, premii itp.

Manchester City to klub, który płaci najwięcej – średnio ponad 5 mln GBP na jednego piłkarza w ciągu roku. Na kolejnym miejscu uplasował się ich lokalny rywal– Manchester United, który na jednego zawodnika przeznaczał średnio 4,68 mln GBP.Ostatnie miejsce na podium zajmuje Chelsea London oferujący przeciętne roczne zarobki na poziomie 4,35 GBP.Ostatnim zespołem, który wypłacał rocznie swoim graczom ponad 4 mln GBP jest Arsenal London. Dziesiątkę zamyka Sunderland, który przeciętnie płacił piłkarzom – około 1,62 mln GBP.

Wykres 1. Przeciętne roczne zarobki na jednego piłkarza w 10 najlepszych klubach Premier League sezonie 2014/2015 (w GBP brutto)

Przeciętne roczne zarobki na jednego piłkarza w 10 najlepszych klubach Premier League sezonie 2014/2015 (w GBP brutto)
Przeciętne roczne zarobki na jednego piłkarza w 10 najlepszych klubach Premier League sezonie 2014/2015 (w GBP brutto). Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu Global Sports Salaries.

Mateusz Rachucki
Sedlak & Sedlak

ING Bank Śląski inwestuje w segment mobilny. Bank w I półroczu osiągnął wynik o 13 proc. wyższy niż rok wcześniej

Mirosław Boda

Skonsolidowany zysk netto ING Banku Śląskiego za pierwsze dwa kwartały 2015 roku wyniósł ponad 605 mln złotych (wzrost o 13 proc. rok do roku). Znacząco zwiększyła się również liczba udzielonych kredytów (20 proc. rok do roku) oraz przyjętych depozytów (15 proc. rok do roku). Dalsza poprawa wyników ma być możliwa dzięki rozwojowi nowych produktów. ING Bank Śląski intensywnie rozwija segment mobilny. Nowości pojawiły się także w ofercie biura maklerskiego ING Securities.

– Za I półrocze bank osiągnął wynik 605 mln zysku netto, co oznacza przyrost 13-proc. rok do roku. Aczkolwiek w tym zysku miały również duży udział czynniki jednorazowe, bo mieliśmy w I kw. sprzedaż portfela obligacji – informuje Mirosław Boda, wiceprezes zarządu ING Banku Śląskiego.

Zbycie portfela instrumentów dłużnych przyniosło 40 mln zł zysku netto. Dodatkowo w II kwartale bieżącego roku bank otrzymał dywidendę z ING PTE w wysokości 82 mln zł. Według danych za czerwiec 2015 roku łączna wielkość depozytów zgromadzonych w banku osiągnęła poziom ponad 80 mld złotych. W skali roku ich poziom wzrósł o 10,8 mld zł (15 proc.). Jeszcze większy był wzrost liczby udzielonych kredytów (20 proc. rok do roku)

– Rośnie nam liczba klientów, w pierwszych dwóch kwartałach tego roku liczba klientów wzrosła  o mniej więcej 100 tys. i mamy nadzieję, że ten trend się utrzyma – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Mirosław Boda.

Na koniec czerwca 2015 roku bank obsługiwał 3,9 mln klientów, a ogólna liczba prowadzonych rachunków bieżących wzrosła do 2,68 mln (wzrost o ponad 10 proc. rok do roku).

– Rynek oczekuje wzrostu stóp pod koniec 2016 roku i dyskontując to, już dzisiaj widzimy wzrost długoterminowych stóp, co będzie powodować, że przychodowość inwestycji banku będzie rosła – tłumaczy przedstawiciel ING Banku Śląskiego pytany o wpływ podwyżek stóp procentowych na wysokość marż.

Prognoza ING Banku Śląskiego zakłada niewielki spadek marży odsetkowej w najbliższym czasie. Natomiast początek przyszłego roku powinien przynieść już wzrosty.

Spółka inwestuje w nowe kanały obsługi klientów, w szczególności kanał mobilny.

– Oferujemy tutaj zarówno usługi bankowe ,jak i usługi maklerskie. Ostatnio mamy nowy produkt, mam nadzieję, że spotka się z dużym zainteresowaniem naszych klientów obecnych i pomoże nam pozyskać nowych – informuje Mirosław Boda.

W ofercie biura maklerskiego ING Banku dostępne są dwa nowe rodzaje rachunków. Pierwszy z nich to „konto elastyczne”, dla mniej aktywnych inwestorów, drugi to „konto aktywne”, dla aktywnych inwestorów. Cechą wyróżniającą produkty banku mają być głównie niższe prowizje oraz doradztwo transakcyjne.

– Ostatnio mieliśmy również prezentację naszego nowego systemu bankowości mobilnej. Mam nadzieję, że spotka się on z dużym zainteresowaniem klientów – mówi Boda.

Katowicki bank jest jedną z najdłużej notowanych spółek na polskiej giełdzie. Debiut na warszawskim parkiecie odbył się w 1994 roku. Obecnie ING Bank Śląski wchodzi w skład giełdowego indeksu mWIG40.

Producent systemu oceny bólu PAS chce wprowadzić na rynek holter medyczny w postaci plastra

Michał Uherek

Technologia oferowana przez spółkę Heart pozwala na kompleksowy monitoring stanu zdrowia. Analiza pracy serca ułatwi pracę ratownikom medycznym i lekarzom oraz usprawni procedury szpitalne. Oferowane narzędzia umożliwią zbadanie obszarów, których obserwacja do tej pory nie była możliwa. Zagwarantują też pacjentom dyskrecję.

– Nasz produkt nazywamy obecnie LifeSticker. To urządzenie wielofunkcyjne, które jest wyposażone w wiele czujników zbierających sygnał biometryczny z ciała pacjenta – mówi wiceprezes spółki Heart Michał Uherek.

System monitoringu fizjologicznego LifeSticker może być wykorzystywany zarówno w warunkach klinicznych, jak i polowych. Konstrukcja urządzenia umożliwia na małoinwazyjny montaż na ciele człowieka. Produkt pozwala na prowadzenie monitoringu stanu zdrowia pacjenta w trybie ciągłym.

– Każdy członek grupy ratowniczej jest w stanie dzięki temu urządzeniu ocenić stan poszkodowanego, przydzielając go do jednej z trzech grup: zielonej, żółtej lub czerwonej, która klasyfikuje pacjentów względem ich stopnia zagrożenia życia – wyjaśnia rozmówca.

Przedstawiciel wrocławskiej spółka zaznacza, że system LifeSticker ma zastosowanie interdyscyplinarne. Oprócz wsparcia pracy ratowników medycznych może być wykorzystywany we wszystkich sytuacjach, które wymagają monitoringu stanu zdrowia.

– Nadaje się równie dobrze po drobnych modyfikacjach np. do oceny zdrowia seniorów, dzieci i osób, które mają problem z sercem – wylicza ekspert.

Tym, co odróżnia LifeSticker od tradycyjnych holterów medycznych, jest jego niewielki rozmiar. Miniaturyzacja każdego z elementów systemu pozwala na zachowanie dyskrecji przez pacjentów.

– Natomiast pozwalamy naszemu lekarzowi kontrolować nasz stan zdrowia, sprawdzać, co tak naprawdę się zdarzyło w wyjątkowych sytuacjach zagrożenia – tłumaczy wiceprezes Uherek.

Rozmówca wskazuje na wysoce innowacyjny charakter urządzenia. Dzięki czujnikom EKG kontrolującym stan zdrowia możliwa jest obserwacja organizmu w takim stopniu, który do tej pory nie był dla lekarzy możliwy.

– Dzięki temu teraz lekarz w niedalekiej przyszłości będzie mógł faktycznie spojrzeć na nasze ciało z zupełnie innej perspektywy – podsumowuje Michał Uherek.

Spółka, która przygotowuje kolejne produkty, na razie oferuje na rynku system oceny bólu PAS, który pozwala na automatyczne zdiagnozowanie poziomu bólu u pacjenta i zastosowanie odpowiedniej terapii.

– Mamy tak naprawdę kilka produktów, natomiast pierwszy jest w pełni skończony, gotowy do pokazania, do użytku – produkt PAS, czyli Pain Assessment System – informuje Michał Uherek, wiceprezes spółki Heart.

Głównym zadaniem systemu PAS jest pomiar stopnia bólu u pacjenta. Choć urządzenie jest dedykowane głównie placówkom medycznym, to tak naprawdę może być wykorzystywane w dowolnym miejscu. Dane uzyskane przez urządzenie mają zastosowanie przy leczeniu przeciwbólowym. Pozwalają również na pewną automatyzację procedur szpitalnych.

–  W Polsce akurat jest w społeczeństwie 27 proc. osób, czyli dosyć sporo, którym ból doskwiera na co dzień lub też w jakimś okresie życia doskwierał – tłumaczy Uherek.

W chwili obecnej produkt oferowany jest głównie szpitalom, które korzystają z systemu najczęściej w przypadku pacjentów pozabiegowych. Automatyczne przetwarzanie danych na temat bólu pozwala na efektywniejszą opiekę nad hospitalizowanymi.

Pod koniec sierpnia program Mieszkanie dla Młodych obejmie także rynek wtórny i spółdzielnie. Ożywi to rynek w mniejszych miastach

Łukasz Madej

Jeszcze w tym miesiącu zaczną obowiązywać zmiany w programie Mieszkanie dla Młodych. Z państwowego dofinansowania będzie można skorzystać, kupując lokal na rynku wtórnym lub od spółdzielni. To dobra informacja dla mieszkańców mniejszych miast, gdzie deweloperzy budują niewiele, a obrót mieszkaniami odbywa się przede wszystkim na rynku wtórnym. Wciąż brakuje jednak instrumentów, które wspierałyby oszczędzanie.

Znowelizowana ustawa dotycząca programu Mieszkanie dla Młodych wejdzie w życie jeszcze przed końcem wakacji, 14 dni od daty publikacji w Dzienniku Ustaw. Skorzystają na nich mieszkańcy mniejszych miast, gdzie przeważa rynek wtórny, a deweloperzy budują mało.

Największa zmiana nastąpi w obszarze małych miast, bo tam pojawią się mieszkania z dopłatą. Do tej pory nie była to kwestia tego, czy przysłowiowy Kowalski spełnia warunki, czy może mieszkanie jest za drogie, po prostu takiej oferty nie było. To podstawowy problem starej wersji programu Mieszkanie dla Młodych – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Madej, prezes zarządu Pro-Development.

Inne będą też limity cen, które kwalifikują lokal do programu. Na rynku wtórnym będzie to 90 proc. średniego wskaźnika odtworzeniowego (przy 110 proc. na rynku pierwotnym).

W Warszawie czy Krakowie zmiany w ustawie nie przełożą się na większe zainteresowanie mieszkaniami z drugiej ręki, trudniej będzie znaleźć taki lokal, który zmieści się w limicie. Inaczej wygląda sytuacja na mniejszych rynkach. Dane Metrohouse wskazują, że największe szanse na zakup mieszkania z rynku wtórnego z dopłatami będą w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie 60 proc. mieszkań kwalifikuje się do dopłat. Duży wybór będzie też w Olsztynie (50 proc.), Łodzi (47 proc.), Zielonej Górze (44 proc.) i Katowicach (41 proc.).

Znowelizowana ustawa podwyższa dopłatę do mieszkań. Skorzystają na tym rodziny z dziećmi, w ich przypadku mnożnik, na podstawie którego wyliczana jest dopłata, zwiększy się z 15 do 30 proc., ponadto dopłata dotyczyć będzie 65 mkw. mieszkania, a nie jak dotychczas 50 mkw. Dla rodzin z dwójką dzieci dofinansowanie wyniesie 20 proc. zamiast dotychczasowych 15 proc.

Pewnie do uzupełnienia tego programu przydałyby się jeszcze inne instrumenty, w których wspieramy oszczędzanie przez rodziny po to, żeby budować fundusz, który może stanowić także wkład własny do kredytów. Tego elementu nie mamy w obszarze obecnej ustawy – mówi Łukasz Madej.

Tym bardziej że wymagany wkład własny będzie coraz wyższy. Dziś wynosi on 10 proc., a docelowo w 2017 roku będzie to 20 proc.

Pytanie, skąd młodzi ludzie mają wziąć na niego pieniądze? Powinniśmy o tym pomyśleć. Na razie jest to na etapie rozmów, nie mamy żadnego projektu, ale na pewno jest to rozwiązanie potrzebne dla rynku – ocenia prezes Pro-Development.

Jego zdaniem w najbliższym czasie klienci nie powinni się obawiać wzrostu cen nieruchomości.

Klient dziś ma z czego wybierać. Czy kupuje w ofercie z dopłatą, czy bez, oferta jest bardzo duża, co powoduje, że nawet polepszenie obecnej sytuacji na rynku pracy nie przekłada się na wzrost cen. Większa nadpodaż będzie powodować, że nawet jeśli gospodarka będzie w lepszej sytuacji, to ceny nie będą rosnąć – analizuje ekspert.

W ramach MdM Bank Gospodarstwa Krajowego sfinansował zakup blisko 27 tys. mieszkań i domów jednorodzinnych. Wysokość dofinansowania wkładu własnego przekroczyła 624 mln zł. Z programu najczęściej korzystają osoby bezdzietne (77 proc. beneficjentów). 20 proc. to osoby lub małżeństwa z jednym dzieckiem.

W przyszłym roku będą obowiązywać nowe przepisy Kodeksu pracy. Ograniczenia w umowach na czas określony

Adam Nierzwicki

Za niecałe pół roku wejdą w życie zmiany w Kodeksie pracy. Po podpisie prezydenta nowelizacja czeka na opublikowanie w Dzienniku Ustaw. Nowe przepisy wprowadzą inne zasady zatrudniania w oparciu o umowę na czas określony. Pracodawca będzie mógł zawrzeć tylko trzy takie umowy z pracownikiem, maksymalnie na 33 miesiące. Zmienią się także okresy wypowiedzenia.

Do tej pory było ograniczenie do dwóch umów terminowych, ale nie było ograniczenia czasowego. Można było zawrzeć jedną umowę na przykład na pięć lat, a potem drugą na kolejne pięć lat. A jeśli była przerwa, ponad miesięczna, pomiędzy jedną a drugą umową na czas określony z tym samym pracownikiem, to ten licznik się zerował – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Nierzwicki, radca prawny w zespole prawa pracy w Kancelarii Wierzbowski Eversheds.

Od przyszłego roku takiej możliwości już nie będzie. Pracodawca będzie mógł zawrzeć z pracownikiem tylko trzy umowy o pracę na czas określony, przy czym łączny okres obowiązywania tych umów nie będzie mógł trwać dłużej niż 33 miesiące. Przerwa między kolejnymi umowami nie będzie mieć znaczenia.

Ta reguła będzie miała pewne wyjątki. Nie będzie obowiązywać w przypadku zastępstwa innego pracownika, prac sezonowych i dorywczych, pracy w placówkach zagranicznych oraz pracy na czas kadencji.

Czasami nie sposób przewidzieć, jak długo zastępstwo za danego pracownika będzie konieczne. Wtedy reguła trzech umów i 33 miesięcy nie będzie obowiązywać – wyjaśnia Nierzwicki. – Pracodawca będzie mógł z innych ważnych przyczyn nie stosować się do tej zasady, ale będzie to musiał uzasadnić przed Okręgowym Inspektorem Pracy.

Nowelizacja będzie miała wpływ także na umowy trwające w chwili wejścia w życie nowych przepisów.

Jeżeli były one zawarte na okres dłuższy niż sześć miesięcy, to będą podlegały nowym przepisom. Jeżeli na przykład z tym samym pracownikiem były już zawarte dwie kolejne umowy na czas określony, to będzie można z nim zawrzeć jeszcze tylko jedną – twierdzi Adam Nierzwicki. – Gdy pracodawca zawrze czwartą umowę albo ich łączna długość przekroczy 33 miesiące, to z mocy prawa taka umowa będzie traktowana jako umowa o pracę na czas nieokreślony – wyjaśnia.

Nowe przepisy wprowadzają też zmiany w okresach wypowiedzenia w umowach na czas określony. Od przyszłego roku wypowiedzenie umowy będzie zależne od określonej w niej długości, a niej rodzaju. W przypadku umowy zawartej na krócej niż pół roku pracodawca będzie miał obowiązek wypowiedzieć ją z dwutygodniowym wyprzedzeniem. W przypadku umowy zawartej na więcej niż pół roku będzie to miesiąc, a przy zatrudnieniu przez co najmniej trzy lata – trzy miesiące.

Dla pracodawców oznacza to przede wszystkim konieczność stosowania dłuższych okresów wypowiedzenia, takich samych, jakie stosują przy umowach na czas nieokreślony – zaznacza Adam Nierzwicki. – Przy czym nowelizacja przewiduje, że w dalszym ciągu nie trzeba będzie podawać przyczyny wypowiedzenia umowy i to jest akurat korzystne dla pracodawców.