Sypią się kary za nieujawnianie, kto jest beneficjentem spółki

Spółki, które nie złożyły obowiązkowego zgłoszenia, kto jest ich rzeczywistym beneficjentem muszą liczyć się z coraz z surowszymi sankcjami. Aparat państwa coraz częściej bowiem sprawdza, kto nie dopełnił tego obowiązku oraz nakłada za to coraz wyższe kary.

Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych to system, w którym są gromadzone i przetwarzane informacje o osobach fizycznych sprawujących bezpośrednią lub pośrednią kontrolę nad spółką (beneficjenci rzeczywiści), czy też trustem lub organizacją pozarządową. Funkcjonuje on w Polsce od 2019 r.

Zespół prawa spółek w CRIDO przygotował drugi już z kolei raport, jak wygląda stosowanie CRBR w praktyce. – W skrócie można powiedzieć, że w 2022 r. mieliśmy więcej zgłoszeń do rejestru, ale i więcej kontroli ze strony fiskusa. Stosowano też coraz wyższe kary za unikanie tego obowiązku – mówi Mateusz Baran, partner, szef praktyki prawa spółek w CRIDO. I tak, wśród spółek z o.o. obowiązek ten wypełniło 74 proc. z nich (67 proc. w 2021 r.), w spółkach jawnych było to blisko 87 proc. (80 proc. w 2021 r.), zaś komandytowych 96 proc. (94 proc. w 2021 r.). – Nadal słaby wynik w przypadku spółek z o.o. wynika zapewne z bardziej skomplikowanej struktury własnościowej, co utrudnia dokonanie analizy w zakresie beneficjenta rzeczywistego, jak i dokonanie zgłoszenia w terminie. Niedawna nowelizacja prawa wydłużająca termin na dokonanie zgłoszenia do 14 dni roboczych może jednak spowodować zauważalną poprawę w tym zakresie – uważa Justyna Solnica, senior associate w CRIDO, współautorka raportu.

Słabo wypadało w 2022 r. raportowanie w przypadku fundacji, spółdzielni czy stowarzyszeń objętych tym obowiązkiem. Jedynie 55 proc. z nich (53 proc. przed rokiem) zgłosiło dane do CRBR. Autorzy raportu uważają, że takie podmioty działają najczęściej w interesie określonych społeczności, a beneficjentem ich działań są określone jednostki lub grupy osób, co może powodować nieświadomość w zakresie istnienia beneficjentów rzeczywistych (w odniesieniu np. do struktury zarządczej fundacji, spółdzielni lub stowarzyszenia).

CRIDO w raporcie pokazuje, w jaki sposób kształtowały się wysokości kar nałożonych na podmioty, które nie dopełniły obowiązku zgłoszenia do CRBR. Urosły one drastycznie – w 2021 roku maksymalna wartością wymierzonej kary (w postępowaniu wszczętym przeciwko spółce z o.o.) było 35 tys. zł. W minionym roku było to już 250 tys. zł, co wskazuje na zdecydowane zaostrzenie sankcji stosowanych przez fiskusa. Maksymalna kara przewidziana przez prawo to 1 mln zł.

W raporcie czytamy także, że do 31 grudnia 2022 r. wszczęto łącznie 406 postępowań administracyjnych w zakresie naruszeń związanych z obowiązkiem dokonania zgłoszenia do CRBR w stosunku do ww. podmiotów. Aż 334 postępowania dotyczyły braku zgłoszenia do CRBR (w porównaniu do 93 takich postępowań wszczętych do 31 grudnia 2021 r.). Wzrosła również liczba postępowań prowadzonych z powodu dokonania zgłoszenia po upływie wyznaczonego terminu – z 11 do 48 oraz postępowań wszczynanych z powodu dokonania zgłoszenia do CRBR danych niezgodnych ze stanem faktycznym – z 0 do 23, co oznacza, że organ nadzoru zaczął wykorzystywać możliwość weryfikacji stanu faktycznego z danymi ujawnionymi w CRBR.

Grupa Excellence – prezes podsumowuje wyniki za 2022 rok

Grupa Excellence – polski producent soków, syropów, napojów oraz suplementów diety, notowany na NewConnect – w 2022 roku osiągnął przychody w wysokości 72,8 mln zł, czyli o 16% wyższe w porównaniu do roku 2021. Zysk netto Grupy wyniósł 0,3 mln zł. Biorąc pod uwagę rosnące koszty działalności w 2022 roku – głównie cen surowców, materiałów oraz energii – spółki Grupy Excellence osiągnęły pozytywny wynik finansowy.

„Możemy uznać miniony rok za dobry – biorąc pod uwagę tak zmieniające się otoczenie. Rynek, na którym działają spółki Grupy, jest relatywnie stabilny. Rok 2022 był bardzo trudny dla całej gospodarki – głównie ze względu na zerwane łańcuchy dostaw i bardzo szybko rosnące koszty. Rosnące koszty dotknęły wszystkich producentów w naszym kraju, w tym także nas. Odzwierciedleniem były i są rosnące ceny produktów na półkach. Najbardziej bolesne są skokowe wzrosty cen kluczowych surowców i materiałów. Przy tak wysokiej inflacji nie było szans, aby przełożyć wzrost kosztów na ceny – to z pewnością wpłynęło na marże większości przedsiębiorstw w Polsce, także w branży spożywczej. Także działania wojenne w Ukrainie bardzo mocno wpłynęły na łańcuchy dostaw do wszystkich branż przemysłu – nie tylko w Polsce, ale i całej UE. W naszej branży najbardziej odczuwalne były problemy z opakowaniami, surowcami i paliwami. Jeśli chodzi o opakowania szklane to należy zaznaczyć, że na terenie Rosji, Białorusi i Ukrainy zlokalizowanych było kilkanaście hut szkła, które dostarczały opakowania do dużej liczby państw UE. Brak dostępu do tych opakowań spowodował wzmożone zainteresowanie opakowaniami z terenów nie objętych konfliktem lub sankcjami – a jak wiadomo, możliwości hut są raczej ograniczone do określonych wolumenów przerobowych. Drugim czynnikiem, który mocno dotknął producentów, to drastyczna zmiana cen opakowań szklanych i tu niestety najbardziej widoczne zmiany wystąpiły u producentów ukraińskich. W niektórych przypadkach były to korekty o ponad 100%. Główna przyczyna to cena gazu i transportu – ale i inne czynniki również się dołączyły. Inflacja zmieniła nawyki konsumenckie – ale syropy oraz napoje to produkty podstawowej potrzeby – konsumenci mają je w swoich koszykach zakupowych nawet gdy oszczędzają. Owszem – rezygnują z produktów droższych – a to de facto oznacza jeszcze większą popularność naszych produktów. Są one zawsze w atrakcyjnych cenach, bardzo dobrej jakości.. Dlatego nasza sprzedaż rosła w 2022 roku. Na poziomie Grupy Excellence skupiamy się na rozwoju innych segmentów działalności, czyli Health Medica i Excellence Cannabis. To segmenty, które pozytywnie kontrybuują jeśli chodzi o marże i wyniki Grupy. Do 2024 roku chcemy, uzyskać status pełnoprawnego operatora na rynku marihuany z zastosowaniem medycznym. W 2023 roku będziemy koncentrować się na dalszym wyrównaniem cen versus koszty – tutaj rozmowy prowadzone są cały czas. Drugim elementem będzie rozwój Grupy w pozostałych segmentach. Jeśli inflacja nie będzie zbyt dotkliwa, to można liczyć na unormowanie sytuacji w całej branży”powiedział Dariusz Polinceusz, prezes zarządu Excellence.

Z danych Nielsena za 2021 rok wynika udział ilościowy sprzedawanych produktów spółki Excellence jest na poziomie 31%, co stanowi 13 mln litrów syropów sprzedawanych rocznie, a oznacza że co trzeci syrop sprzedawany w Polsce pochodzi z Excellence. Tym samym Excellence jest drugim graczem w Polsce, gdzie lider rynku produkuje ponad 20 mln litrów syropów rocznie, przy wielkości rynku 42 mln litrów.

Excellence eksportuje swoje produkty także do Niemiec, Holandii, Czech, Litwę, Łotwę i do Estonii. Asortyment jest dostępny również w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Tradycyjne smaki od Excellence docenili także konsumenci w Kanadzie.

GfK: przed Polakami skromne Walentynki

Walentynki cieszą się coraz większą popularnością wśród Polaków – w tym roku obchodzić je będzie niemal 40 proc. badanych. Jednak ze względu na wszechobecną drożyznę czeka ich skromny Dzień Zakochanych. Ponad 60 proc. Polaków wyda na tegoroczne Walentynki poniżej 100 zł. Takie wnioski płyną z sondażu firmy badawczej GfK.

Kryzys ekonomiczny sprawia, że Polacy coraz ostrożniej zarządzają domowymi budżetami. Mimo to, nie chcą rezygnować z drobnych przyjemności i chętnie obchodzą także mniej standardowe święta. Według danych GfK w tym roku Walentynki uczci 39 proc. ankietowanych. Niestety,  tutaj również widoczny jest wyraźny wpływ inflacji. – Od kilku miesięcy Polacy zaciskają pasa i ograniczają zbędne wydatki, dlatego czeka nas skromny Dzień Zakochanych. Zdecydowana większość obchodzących Walentynki – aż 61 proc. – przeznaczy na nie mniej niż 100 zł. Jedynie co dziesiąty badany planuje wydatki powyżej 200 zł, głównie są to osoby młode, między 15. a 29. rokiem życiazaznacza Anna Szwedowska, consultant w GfK.

Jakie plany?

Z danych GfK wynika, że najczęściej wybieranym sposobem na uczczenie Dnia Zakochanych jest wręczenie bliskiej osobie upominku. W ten sposób Walentynki uczci blisko 50 proc. badanych. Innym popularnym pomysłem jest zjedzenie uroczystego posiłku.

Spośród osób obchodzących Walentynki, co czwarty Polak przygotuje odświętny obiad lub kolację w domu, a co piąty zaplanował wyjście do restauracji, kawiarni czy baru. Prawie co trzeci mężczyzna sprezentuje bliskiej osobie kwiatekmówi Anna Szwedowska. – Zauważamy także wyraźne różnice w zależności od wieku badanych. Wśród młodszych Polaków sporą popularnością cieszą się wyjścia do kina czy teatru, z kolei osoby powyżej 60. roku życia często decydują się na zakup kwiatkadodaje ekspertka GfK. Jedną z rzadziej planowanych walentynkowych atrakcji są wyjścia do SPA, na masaż lub do sauny – wybierze je zaledwie 5 proc. Polaków.

Walentynki: drogie dla serca i portfela

W tym roku Walentynki będą dla Polaków wyjątkowo drogie. Walentynkowy Indeks eToro, obejmujące najpopularniejsze wydatki dokonywane przy okazji tego dnia, wzrósł  w ciągu ostatnich dwóch lat aż o 30 proc. To powyżej skumulowanego wskaźnika inflacji, który wyniósł w tym samym czasie 27 proc. 

Indeks Walentynkowy eToro obejmuje trzy podstawowe kategorie walentynkowych wydatków, w każdej analizując globalne ceny dwóch surowców. W przypadku zakupu biżuterii, która jej popularnym walentynkowym prezentem, analizujemy ceny złota i srebra. W przypadku popularnych przy okazji tego święta słodyczy, sprawdziliśmy ceny kakao i cukru. Ostatnia kategorią są kolacje na mieście, w tym przypadku reprezentowane przez ceny mięsa z kurczaka i wołowiny.

Gdyby patrzeć tylko na ceny to najlepszym walentynkowym prezentem powinna być biżuteria, bowiem podrożała w ciągu dwóch lat tylko o 15 proc. Słodycze poszły w górę o 38 proc., a koszty kolacji na mieście aż o 41 proc. A przecież restauratorzy nie zmagają się tylko z rosnącymi cenami mięsa ale także znacząco wzrosły ceny energii elektrycznej oraz gazu. Wzrost cen mięsa jest zbliżony do wzrostu cen wszystkich surowców na rynku. Bloomberg Commodity Index (BCI), czyli szeroki indeks surowcowy, zyskał w tym czasie 45 proc.

Walentynkowy Indeks eToro

Źródło: eToro

Paweł Majtkowski, Analityk eToro, skomentował: „Mówimy, że miłość jest ślepa, ale teraz wielu romantyków po otrzymaniu walentynkowego rachunku może szeroko otworzyć oczy z wrażenia. W ciągu dwóch lat wzrost cen wyniósł prawie 1/3. Walentynki cały czas pozostają w Polsce nie tak popularne jak inne święta. Zatem możliwą strategią w tej sytuacji jest ograniczenie związanych z tym wydatków. Wiele osób wybierze romantyczny gest (np. ręcznie robione kartki) zamiast drogiej kolacji. Bezpieczną opcja pozostają tez słodycze, które choć podrożały aż o 38%, to nadal mogą być tańszą alternatywą.

W USA przeciętny konsument planuje wydać z okazji Walentynek 192 dolary, co jest kwotą o 10 proc. wyższą niż rok temu i 17 proc. niż dwa lata temu. Polacy wydadzą niższe kwoty, zdecydowana większość z nas wyda przy tej okazji mniej niż 250 zł.”

Rośnie liczba upadłości niemieckich przedsiębiorstw

  • Stagnacja w Niemczech – wzrost liczby niewypłacalnych firm? Upadłości niemieckich przedsiębiorstw wzrastają, jednak w odniesieniu do niskiego poziomu początkowego.
  • Nieruchomości w USA – problemy (wciąż) przed nami? Niektóre wskaźniki rynku mieszkaniowego ustabilizowały się, ale nadal istnieje ryzyko spadku z powodu osłabienia aktywności krajowej. Perspektywy dla nieruchomości komercyjnych pozostają negatywne, szczególnie dla sektora biurowego.
  • Odrabianie inflacji – jak odzyskać spokój. Inwestorzy posiadający portfel 60/40 akcji/obligacji stracili w ubiegłym roku średnio około ~20%; pełne odrobienie strat zajmie im ponad 3 lata.
  • Wyniki przedsiębiorstw – czy inflacja będzie nadal ograniczać wydatki w 2023 roku? W sektorach dóbr uznaniowych zyski były słabe, wzrost zysku na akcję (EPS) wynosił średnio -1,6% w skali globalnej, przy czym dystrybutorzy i sektor specjalistycznego handlu detalicznego osiągali znacznie gorsze wyniki.

W centrum uwagi – polityka monetarna w Europie Środkowo-Wschodniej przed zakrętem?

  • Perspektywy dla Europy Środkowo-Wschodniej (CEE) w ostatnich tygodniach nieco się poprawiły ze względu na zmniejszenie presji ze strony niższych niż oczekiwano cen energii.
  • Niemniej jednak, wzrost w regionie CEE-4 (Polska, Czechy, Rumunia, Węgry) pozostaje ograniczony, ponieważ wpływ utrzymującej się wysokiej inflacji, wzrostu stóp procentowych, słabszego popytu zewnętrznego i niższego zaufania przedsiębiorców będzie w tym roku w pełni odczuwalny.
  • W większości gospodarek Europy Środkowo-Wschodniej inflacja osiągnęła szczyt, a proces dezinflacji może przebiegać nieco szybciej niż wcześniej oczekiwano. Jednak w ciągu najbliższych dwóch lat inflacja utrzyma się powyżej założeń banków centralnych.
  • Banki centralne w regionie CEE-4 były pierwszymi, które zatrzymały cykl podnoszenia stóp procentowych i – o ile nie wystąpią nowe problemy – w Allianz Trade spodziewamy się, że niektóre z nich również znajdą się na czele, jeśli chodzi o zmianę kierunku. Oczekujemy, że Czechy rozpoczną łagodzenie w czerwcu 2023 roku, następnie Polska w III kwartale, a Rumunia i Węgry pod koniec roku.

Stagnacja w Niemczech – wzrost liczby niewypłacalnych firm?

Perspektywy dla gospodarki niemieckiej pozostają ponure, pomimo poprawy oczekiwań przedsiębiorców. Nieco bardziej optymistyczny przekaz płynący z ostatnich danych sondażowych (wskaźniki nastrojów ifo i ZEW) wynikał wyłącznie z lepszych oczekiwań, które nadal utrzymują się na rekordowo niskim poziomie. Firmy z sektora usług i produkcji nadal sygnalizują słabszy poziom bieżącej działalności (w związku ze spadkiem zamówień), a niepewność w sektorach energochłonnych jeszcze bardziej wzrosła. Produkcja przemysłowa, szczególnie w sektorach energochłonnych, znacznie zwolniła w grudniu (-3,9% w ujęciu rocznym i -3,1% w ujęciu miesięcznym, w porównaniu z +0,4% w ujęciu miesięcznym w listopadzie). Produkcja w sektorach energochłonnych jest obecnie niższa o prawie -20% w porównaniu z grudniem ubiegłego roku. Nadal w Allianz Trade przewidujemy umiarkowaną recesję w Niemczech (z ujemnym wzrostem również w I kwartale 2023 roku po spadku o -0,2% w ujęciu kwartalnym w IV kwartale 2022 roku), po której nastąpi umiarkowane ożywienie w drugim półroczu 2023 i niewielki wzrost w 2024 roku, ponieważ warunki finansowania prawdopodobnie dłużej będą się utrzymywać na zaostrzonym poziomie (Wykres 1).

Wykres 1. Niemcy: produkcja przemysłowa

Niemcy produkcja przemysłowa
Źródła: Refinitiv Datastream, Dział Analiz Allianz

Upadłości niemieckich przedsiębiorstw wzrastają, jednak w odniesieniu do niskiego poziomu początkowego. Obecna słabość gospodarcza nie oszczędziła firm. Pomimo poprawy oczekiwań (i zwiększonego wsparcia rządowego), coraz więcej firm znajduje się pod presją ze względu na utrzymujące się potrójne zagrożenie wyższymi cenami nakładów, rosnącymi kosztami pracy i zaostrzonymi warunkami finansowania, które wpływają na perspektywy biznesowe. Ekstrapolacja tendencji z oficjalnych danych o upadłościach do października pozwala przypuszczać, że w 2022 roku liczba upadłości osiągnęła 14.600 przypadków, co oznacza wzrost o +4% w ciągu roku po wzroście o +19,5% w ostatnim kwartale. W tym roku w Allianz Trade spodziewamy się dalszego wzrostu liczby upadłości do 16.800 przypadków (+15%) (Wykres 2). Roczna średnia ruchoma zmian w zakresie liczby przypadków niewypłacalności wskazuje, że tempo wnoszenia nowych spraw do niemieckich sądów jest najwyższe od czasu europejskiego kryzysu zadłużenia (Wykres 3). W związku z tym zauważalny wzrost liczby upadłości w ciągu ostatnich kilku miesięcy oznacza jedynie stopniową normalizację, a nie nadchodzącą falę bankructw. Niemiecki sektor przedsiębiorstw nadal wygląda stosunkowo stabilnie w porównaniu z innymi krajami. W skali globalnej prognozujemy, że w tym roku liczba upadłości wzrośnie o kolejne +19%, osiągając poziom sprzed pandemii (po wzroście o +10% w ubiegłym roku).

Sektory najbardziej narażone na wpływ cen energii i czynników produkcji są bardziej zagrożone, przy czym występują znaczne różnice w obrębie poszczególnych sektorów, zwłaszcza w przemyśle. Na czele listy znajduje się budownictwo (+207 przypadków od początku roku, +10%), przed produkcją (+54 przypadki, +7%) i transportem/magazynowaniem (+52, +6%). Jak dotąd kilka sektorów zostało jednak oszczędzonych, jak np. hotelarstwo i nieruchomości, gdzie liczba upadłości spadła. Firmy z sektorów produkcyjnych są narażone na obecne wyzwania w różnym stopniu. Szybszy wzrost niewypłacalności obserwujemy przede wszystkim w sektorze urządzeń do przetwarzania danych i elektroniki (+16), wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych (+16), mebli (+14), artykułów spożywczych i pasz (+13). Umiarkowanie wzrosła liczba upadłości w sektorze handlu, który pozostaje drugim co do wielkości źródłem upadłości po budownictwie (Wykres 4).

Wykres 2. Niemcy – przypadki niewypłacalności (rocznie)

Niemcy – przypadki niewypłacalności
Źródła: DeStatis, Refinitiv Datastream, Dział Analiz Allianz

Wykres 3. Niemcy – wzrost PKB i przypadków niewypłacalności (roczna średnia ruchoma)

Niemcy – wzrost PKB i przypadków niewypłacalności
Źródła: Refinitiv Datastream, Dział Analiz Allianz

Wykres 4. Niemcy – zmiana liczby przypadków niewypłacalności firm (w rozbiciu na sektory)

Niemcy – zmiana liczby przypadków niewypłacalności firm
Źródła: DeStatis, Dział Analiz Allianz

 

Raporty inflacyjne z Polski i USA kluczowe dla złotego

Znaczenie dla kursu złotego będą mieć oba nadchodzące odczyty: inflacja w USA, która może wpłynąć na wyceny stóp procentowych Fedu, i styczniowa inflacja w Polsce, która może zaważyć na decyzjach RPP. Potencjał do zaskoczeń w przypadku danych z kraju jest wysoki, tym bardziej, że w regionie dynamika cen parokrotnie przebiła już oczekiwania.

Był to mocno mieszany tydzień. Dolar umocnił się w stosunku do większości walut rynków wschodzących po gwałtownym wzroście rentowności w USA, tydzień zakończył jednak niżej w stosunku do prawie wszystkich walut z grupy G10 (z wyraźnym wyjątkiem euro). Cięcia stóp procentowych Fed odsuwają się w coraz dalszą przyszłość, mimo że prezes Jerome Powell w ubiegłym tygodniu nie potwierdził szansy na wzrost docelowej stopy powyżej ostatniego dot plotu.

W międzyczasie kilka walut, takich jak korona szwedzka czy peso meksykańskie, osiągnęło świetne wyniki dzięki jastrzębim sygnałom właściwych im banków centralnych. W 2023 r. sytuacja na rynku walutowym wciąż zależy przede wszystkim od postaw banków centralnych i oczekiwań dotyczących docelowych stóp procentowych w krótkim terminie w różnych obszarach walutowych.

Oczy wszystkich zwracają się teraz ku odczytowi, który sam w sobie jest głównym motorem oczekiwań wobec banku centralnego: wtorkowemu (14.02) raportowi inflacyjnemu za styczeń w USA. Trudno przecenić znaczenie tych danych, ponieważ zarówno inwestorzy, jak i Fed wypatrują potwierdzenia stopniowego trendu spadkowego z ostatnich kilku miesięcy. We wtorek opublikowany zostanie również wstępny odczyt PKB strefy euro w IV kwartale oraz raport z brytyjskiego rynku pracy, w środę (15.02) poznamy zaś poziom styczniowej inflacji na Wyspach. Wpływ żadnego z tych odczytów nie będzie jednak bliski temu, jaki wywrze amerykańska dynamika cen.

PLN

W ubiegłym tygodniu złoty znalazł się pod presją i osłabił się o ok. 1% w parze z euro. Obecnie kurs EUR/PLN znajduje się w niewielkiej odległości od poziomu 4,80. Złotemu nie sprzyjał wzrost rynkowych oczekiwań w zakresie kontynuacji podwyżek stóp procentowych w USA ani rozczarowujące ostatnio dane ze strefy euro, które dodatkowo ściągały w dół kurs EUR/USD.

Pewien niepokój wśród inwestorów mogą budzić też sygnały ze Wschodu. Widać intensyfikację działań ofensywnych rosyjskiego agresora, jednocześnie rosną także ceny ropy, wspierane m.in. przez ogłoszenie obcięcia produkcji surowca przez ten kraj o ok. 5% w marcu. Oczekiwania dot. kolejnych podwyżek w USA i jastrzębie sygnały z części banków centralnych regionu dodatkowo kontrastują z tymi niejednoznacznymi wysyłanymi przez Radę Polityki Pieniężnej. Może to być element dopełniający wyjaśnienie ostatnich trudności złotego. W ostateczności na złotym może też ważyć kwestia KPO. Nadal jednak zakładamy, że osłabienie waluty jest tymczasowe.

W tym tygodniu poznamy zróżnicowaną gamę odczytów makro, w tym dane o PKB za IV kwartał (wtorek 14.02). Uwaga skupi się jednak głównie na inflacji w styczniu – środowy (15.02) odczyt ma pokazać silne podbicie na początku roku. Konsensus to obecnie 17,6% wobec odczytu 16,6% w grudniu, niemniej rozstrzał prognoz jest ogromny – od tych zbliżonych do odczytu z grudnia, do tych w okolicy 19%. Potencjał do zaskoczeń wydaje się spory także z uwagi na rozbieżności odczytów z konsensusem, które widzieliśmy w innych krajach – inflacja podbiła w styczniu silniej m.in. w Czechach i na Węgrzech.

Biorąc pod uwagę znaczenie tych danych dla przyszłych działań RPP, można oczekiwać, że wynik różniący się silnie od konsensusu będzie miał wpływ na kurs złotego. Waluta może też reagować na wcześniejszy odczyt inflacji w USA, który powinien być istotny dla wycen tamtejszych stóp.

EUR

Ubiegły tydzień przyniósł ograniczoną liczbę istotnych danych makro ze strefy euro. Nieco słabsza od prognoz okazała się sprzedaż detaliczna, niemiecka inflacja także nie spełniła oczekiwań. Kilku członków Europejskiego Banku Centralnego wystąpiło publicznie, żaden z nich nie przedstawił jednak wyraźnie jastrzębich komunikatów, których być może spodziewały się rynki. Euro zakończyło tydzień jako najgorzej radząca sobie waluta grupy G10.

Ten tydzień również nie będzie obfitował w zbyt wiele znaczących odczytów – poznamy przede wszystkim drugi szacunek PKB w strefie euro za IV kwartał. Najważniejsze będą zapewne odczyt amerykańskiej inflacji we wtorek i przemówienie prezeski EBC Christine Lagarde w środę.

USD

Drugorzędowe dane z USA, w tym cotygodniowy raport o liczbie bezrobotnych oraz nastroje konsumentów i rewizja inflacji CPI były zgodne z obrazem silnej gospodarki namalowanym przez raport z rynku pracy z poprzedniego tygodnia. Rynki odebrały jednak ostatnie wystąpienie prezesa Fed Jerome’a Powella jako gołębie, nie dał on bowiem do zrozumienia, że stopy wzrosną wyżej, niż wynika to z grudniowego dot plotu.

Zwracamy uwagę w szczególności na niewielką rewizję w górę bazowej miary dynamiki cen w grudniu. Wraz z niedawnym odbiciem danych o wysokiej częstotliwości, jak tych o używanych samochodach, oznacza to, że rynki przygotowują się na kolejny wzrost indeksu o 0,4% w ujęciu miesięcznym. Jest to mniej więcej zgodne z inflacją na poziomie 5% w kontekście roku – znacznie zbyt wysoką, by była akceptowalna dla Fedu. Spodziewamy się dalszej presji wzrostowej na stopy procentowe, podczas gdy słabną oczekiwania cięć stóp w 2023 r.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Bloober Team podpisał umowę z Draw Distance

Bloober Team SA podpisał umowę z Draw Distance SA, w ramach której autorzy m.in. Serial Cleaners zrealizują nową produkcję do portfolio mistrzów horroru. Gra o kodowym tytule M jest zupełnie nowym projektem, który został poprzedzony ponad roczną pre-produkcją. Bloober Team posiada blisko 35% akcji Draw Distance.

Współpraca z Bloober Team przy tej produkcji to dla Draw Distance zupełnie nowe otwarcie. Nasza sytuacja jest w pewien sposób podobna do tej, którą Bloober Team miał przed debiutem Layers of Fear. Projekt nie tylko stabilizuje naszą sytuację finansową, ale przede wszystkim bardzo spodobał się zespołowi produkcyjnemu. Dawno nie czuliśmy takiej kreatywnej radości tworzenia – komentuje Michał Mielcarek, Prezes Zarządu Draw Distance.

Bloober Team SA prowadził prace pre-produkcyjne nad nową grą od ponad roku. Obecnie tytuł wchodzi w fazę produkcyjną i do jego realizacji krakowscy mistrzowie horroru wybrali swoją spółkę portfelową – Draw Distance.

– Myśleliśmy o współpracy już wcześniej, ale do tej pory nasze projekty nie były ze sobą kompatybilne. Traktowaliśmy Draw Distance jako niezależną od nas firmę z zupełnie odmienną strategią. Nie jest też tajemnicą, że nie zawsze zgadzaliśmy się z decyzjami spółki. Jednak droga, którą przeszła firma prowadzona przez Michała Mielcarka, a także jej osiągnięcia, porażki i doświadczenie spowodowały, że nastąpił przełomowy moment nie tylko w naszych relacjach, ale przede wszystkim w jej historii. To już dojrzały zespół, świadomy swych atutów, ale i ograniczeń, pełen pasji oraz wspaniałych ludzi, których celem jest odciśnięcie swego znaku w historii gier. Jestem przekonany, że projekt M we współpracy z nami da szansę na to zespołowi Draw Distance – informuje Piotr Babieno, Prezes Zarządu Bloober Team.

Bloober Team SA już 7 marca tego roku zaprezentuje założenia swojej strategii na lata 2023 – 2027. Projekt M jest jej elementem, który podobnie do Layers of Fear, realizowany jest przez zewnętrzny zespół produkcyjny. Draw Distance został wybrany z wielu podmiotów, które Bloober Team rozważał do jej realizacji.

– Od dłuższego czasu mówimy o tym, że zespół produkcyjny Bloober Team SA będzie prowadził wewnętrzne produkcję dwóch tytułów w tym samym czasie. Liczący już ponad 200 osób zespół realizuje obecnie SILENT HILL 2 oraz grę w oparciu o nasze własne IP, której wydawcą będzie Private Division/Take Two – komentuje Babieno.

Firma posiada w swojej strukturze grupę, która współpracuje z zewnętrznymi zespołami. Partnerzy wybierani są na podstawie analizy jakościowej i możliwości realizacyjnych do danego projektu.

– Nie wybieramy partnerów dlatego, że należą do naszej grupy kapitałowej, czy z sympatii, lecz ze względu na jakościowe możliwości produkcyjne. W przypadku Draw Distance doszliśmy do wniosku, że to dla nas idealny partner do tego projektu. Będzie to też zdecydowanie największy projekt dla naszych koleżanek i kolegów, ale jesteśmy przekonani, że z naszą pomocą zrealizują najlepszą grę w swojej dotychczasowej historii. Nie możemy na tym etapie ujawniać więcej szczegółów, choć jesteśmy przekonani, że zarówno rynek jak i gracze będą ogromnie zaskoczeni, a sama gra osiągnie duży sukces – mówi Piotr Babieno, Prezes Bloober Team SA.

Planowana data premiery projektu M to rok 2024. Bloober Team SA posiada blisko 35% akcji w Draw Distance.

– Mówiłem już wcześniej, że jesteśmy nieco inną spółką niż część podmiotów na naszym rynku – nie zajmujemy się spekulacjami, rynkowymi “okazjami”, lecz inwestujemy w wartości fundamentalne i organiczny rozwój. Aktualna współpraca z Draw Distance to nie tylko symptom odpowiedzialności biznesowej, ale przede wszystkim logiczny i organiczny rozwój grupy. Draw Distance AD 2023 to spółka, której udało się stworzyć wartość w postaci zespołu, jego wiedzy i swoistego DNA. Od dłuższego czasu twierdzę, że przyszłe sukcesy spółek da się przewidzieć nie za pomocą analizy słupków arkusza kalkulacyjnego, lecz zbadania ducha zespołu, jego możliwości i przyszłych projektów. Obecnie jestem całkowicie spokojny o jakość projektu M i samą inwestycję w Draw Distance, który dla mnie osobiście jest wart znacznie więcej niż wskazuje na to jego rynkowa wycena – kończy Babieno.

Raport: Polacy rzucają pracę dla pieniędzy, już nie z powodu złego szefa

Odchodzimy z pracy głównie dla pieniędzy i ciekawszych, bardziej rozwojowych zadań, rzadziej z powodu szefa czy z przepracowania. Co jeszcze motywuje do zmiany pracodawcy? To zła atmosfera w zespole, wypalenie zawodowe czy brak możliwości pracy w modelu hybrydowym lub zdalnym. Co ciekawe, w momencie złożenie wypowiedzenia tylko co czwarty pracownik zdecyduje się na przyjęcie kontroferty od obecnego pracodawcy. A jeśli obie propozycje będą konkurencyjne finansowo, decydujące będą możliwości dalszego rozwoju zawodowego i lokalizacja miejsca pracy – to wnioski z opublikowanego dziś raportu Manpower, przedstawiającego motywacje pracowników do zmiany pracy, dane o wynagrodzeniach i trendy, które będą rządzić rynkiem pracy w bieżącym roku.

Zgodnie z najnowszym raportem Manpower „Raport trendów 2023. Wynagrodzenia i rynek pracy” głównym motywatorem do zmiany pracy jest możliwość uzyskania atrakcyjniejszego wynagrodzenia, o czym mówi 41% ankietowanych. Finansową motywację do zmiany pracy z pewnością umacnia fakt, że tylko 38% badanych otrzymało w minionym roku podwyżkę niezwiązaną z awansem. Najczęściej był to 5% wzrost, na który mógł liczyć co szósty badany, co dziesiąty mówi o 10% wzroście wynagrodzenia, a co dwunasty o 20% lub więcej.

– Na to, jak wyglądają obecne oczekiwania finansowe pracowników, wpłynęło wiele zjawisk, które wydarzyły się w ostatnich latach. Kluczowy był niedobór talentów, w wyniku którego firmy były gotowe płacić więcej za potrzebne kompetencje. Kolejny to presja płacowa wynikająca z większej świadomości kandydatów i drożej wycenianych umiejętności – mówi Katarzyna Pączkowska, dyrektor rekrutacji stałej w Manpower. – Aktualnie do wzrostu oczekiwań finansowych przyczyniają się także zjawiska związane z niepewnością na rynku, inflacja i rosnące raty kredytów oraz potrzeba stabilizacji ze strony pracowników, którą zapewniają właśnie pieniądze. Z drugiej strony mamy pracodawców, którzy analizują obecną sytuację i mogą już nawet odczuwać pierwsze symptomy spowolnienia, dlatego ich elastyczność finansowa jest dużo mniejsza. Pracownik, który ma określone oczekiwania płacowe, a których nie będzie w stanie zrealizować bieżący pracodawca, będzie szukał nowych możliwości zawodowych poza organizacją. Jednak silna motywacja finansowa u kandydata jest pewnym ryzykiem dla pracodawcy, ponieważ z dużym prawdopodobieństwem będzie się pogłębiać. Po kilku miesiącach pracy może się okazać, że pracownik oczekuje kolejnych podwyżek, które mogą być dużym wyzwaniem dla firmy – dodaje ekspertka.

– Wśród powodów odejść zarysowuje się też silna pozycja rozwoju zawodowego. Z jednej strony będą to nowe, ciekawe projekty czy praca z najnowszymi technologiami, z drugiej to możliwości awansu i pięcia się po szczeblach kariery. Co więcej, rozwój buduje lojalność pracownika nawet bardziej niż finanse. Możliwości udziału w szkoleniu czy wejścia w nowy projekt są postrzegane jako benefity. Zaawansowane szkolenie, które jest podzielone w czasie, oddala motywację do zmiany organizacji i zwiększa satysfakcję pracownika. A poczucie satysfakcji sprawa, że jest mniej otwarty na rynek pracy – tłumaczy przedstawicielka Manpower.

Niedopasowanie obowiązków i zła atmosfera na podium wśród przyczyn odejścia z pracy

Dla co piątego pracownika powodem odejścia będzie brak dopasowania obowiązków do roli oraz zainteresowań, a dla co ósmego zła atmosfera w zespole. Respondenci, mając do wyboru maksymalnie trzy odpowiedzi wskazywali również wypalenie zawodowe (12%) oraz brak możliwości pracy zdalnej lub nawet hybrydowej (11%). Co ciekawe, biorąc pod uwagę możliwość skorzystania z pracy w pełni zdalnej to tylko 14% ankietowanych deklaruje taką opcję w obecnym miejscu pracy, 23% pracuje hybrydowo a ponad połowa wykonuje swoje obowiązki stacjonarnie (54%).

Finanse i nieumiejętny styl zarządzania szefa największymi demotywatorami

W badaniu Manpower respondenci zostali również zapytani o to, co ich generalnie demotywuje w obecnym miejscu pracy. Okazuje się, że w czołówce czynników najbardziej demotywujących znalazły się zbyt niskie zarobki (44%), niewłaściwy i nieumiejętny styl zarządzania przez przełożonego (35%) oraz niewykorzystanie umiejętności i talentów pracowników zespołu (30%). Dla co czwartego pracownika demotywujące jest także nierówne traktowanie pracowników (27%) oraz brak wyzwań, rutyna (27%).

Kontroferta? Już za późno

W sytuacji złożenia przez pracownika wypowiedzenia ostatnią deską ratunku dla pracodawcy jest kontroferta. Jak pokazuje analiza, tylko co czwarty (24%) ankietowany zdecydowałby się na przyjęcie kontroferty, 76% badanych deklaruje wybór nowej pracy. A co w sytuacji, kiedy obie propozycje będą na podobnym poziomie finansowym? Jakie czynniki wpłyną na decyzję pracownika? To przede wszystkim możliwości dalszego rozwoju zawodowego (40%), lokalizacja miejsca pracy (31%) oraz możliwość pracy zdalnej lub hybrydowej (26%). Istotna będzie także osoba potencjalnego nowego przełożonego (16%) i stabilność, prestiż firmy (15%).

– Praktyka rynku pracy pokazuje, że kontroferty są akceptowane przez pracowników. Wiele zależy od motywacji do zmiany pracy oraz tego, na ile pracownik był zdemotywowany u obecnego pracodawcy. W przypadku motywacji finansowej, kontroferta oparta na atrakcyjnych warunkach płacowych może zdecydować o pozostaniu w firmie. W takim momencie pojawia się jednak pytanie, dlaczego dopiero teraz pracodawca jest gotowy podnieść wynagrodzenie. Z drugiej strony pracownik również dokładnie analizuje ryzyko przyjęcia kontroferty. Wypowiedzenie to przecież informacja dla pracodawcy o chęci pożegnania się z firmą, o wyjściu na rynek pracy i udziale w procesach rekrutacyjnych. Pracodawca może stracić zaufanie do takiego pracownika, może być postrzegany jako mniej lojalny, a w przypadku spowolnienia może być brany pod uwagę w redukcji etatów – mówi Katarzyna Pączkowska. – Kontroferta to wielowymiarowy temat, na który nie można patrzeć tylko z jednej perspektywy, składają się na nią także inne elementy. Czasem to forma sprawdzenia się pracownika, zweryfikowania swojej wartości na rynku. Dziś pracodawcy mają świadomość kosztów pozyskania i wdrożenia nowego talentu, dlatego o dobrego pracownika walczą do ostatniej chwili. Niepokojące jest jednak to, dlaczego dzieje się to dopiero w momencie złożenia wypowiedzenia. Dlaczego zmiany wynagrodzeń dla tego stanowiska nie były wcześniej uwzględniane – dodaje przedstawicielka Manpower.

Zdrowie i rozwój najważniejsze wśród benefitów

Jednym ze stałych elementów ofert pracy są benefity, które z powodu pandemii oraz przejścia wielu pracowników na pracę hybrydową lub zdalną nabrały zupełnie innego znaczenia. Na co obecnie zwracają uwagę kandydaci? Analizując odpowiedzi respondentów, wyraźnie zarysowuje się pozycja dwóch pierwszych, czyli prywatnej opieki medycznej (59%) oraz oferty szkoleniowej i rozwojowej (50%), o których mówi ponad połowa badanych. Pozostałe benefity plasują się już dużo niżej na liście priorytetów. W dalszej kolejności będą to karta uprawniająca do korzystania z obiektów sportowych (28%), ubezpieczenie na życie (27%) oraz dofinansowanie do nauki języków obcych i auto służbowe – ważne dla 26% badanych. Co ciekawe, na końcu listy znalazło się wsparcie psychologiczne (3%), spotkania integracyjne (5%) oraz atrakcyjne biuro (6%).

– Pandemia przewartościowała sposób postrzegania pracodawcy i miejsca pracy. Jeszcze kilka lat temu dobra lokalizacja i ładne biuro były czynnikami decydującymi o wyborze nowego pracodawcy. Dziś bardzo mocno wybrzmiewa potrzeba dobrostanu pracowników, rozumianego jako dobra kondycja zdrowotna, czas na pasję oraz dla najbliższych. Pandemia odzwyczaiła pracowników od kultury pracy w biurze, od spotkań ogólnofirmowych, zauważyli, że nie jest to konieczne, aby czuć się dobrze w organizacji. Z tego powodu nie czują motywacji, by część swojego prywatnego czasu poświęcać na spotkania służbowe. Praca zdalna sprawia, że nie potrzebujemy tak bardzo kontaktu ze współpracownikami, co również wpływa na osłabienie się kultury organizacyjnej – podsumowuje Katarzyna Pączkowska.

O badaniu:

W ramach Manpower przyjrzeliśmy się najnowszym trendom w obszarze preferencji kandydatów – co ich motywuje do zmiany pracodawcy, jaki jest ich stosunek do relokacji i kontroferty, a także co wpływa na decyzję o wyborze danej oferty pracy. Przedstawione dane pochodzą z badania przeprowadzonego w grudniu 2022 roku na grupie 645 osób o profilu white collar. Respondentami było 344 specjalistów, 197 osób pełniących rolę dyrektora lub menedżera oraz 104 pracowników będących asystentami. Wyniki analizy odnoszą się do aktualnych preferencji kandydatów na rynku pracy.

Z rynku szybko znikają jednoosobowe firmy. Miesięcznie zamyka się średnio blisko 16 tys. działalności

Dane rdr. z CEIDG: Małe firmy dotknął kryzys. Blisko 10 proc. biznesów zamknięto, a prawie 25 proc. zawieszono. Eksperci ostrzegają: Apogeum będzie w III i IV kwartale br.

Dane Ministerstwa Rozwoju i Technologii pokazują, że w 2022 roku o prawie 10% rdr. zwiększyła się liczba wniosków dot. zamknięcia jednoosobowych firm. Powyższy wzrost jest ponad dwukrotnie większy niż wynik dot. otwieranych JDG. Ponadto w ub.r. do CEIDG wpłynęło o blisko 25% więcej wniosków o zawieszenie niż rok wcześniej. W 2022 r. zarówno pod względem zamykania, jak i zawieszania JDG najaktywniejsze były osoby, które nie wskazały miejsca wykonywanej działalności. Te liczby też mocno skoczyły rok do roku. Eksperci komentujący ww. dane prognozują, że tegoroczne wyniki mogą być jeszcze bardziej niepokojące. I przewidują, że najgorzej będzie w drugiej połowie roku, gdyż wzrosty rdr. mogą sięgnąć nawet 20-30%.

Więcej likwidacji

W 2022 roku do rejestru CEIDG (Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej) wpłynęło prawie 193,1 tys. wniosków dot. zakończenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 9,6% więcej niż w 2021 roku, kiedy odnotowano ich ponad 176,1 tys. Dla doradcy restrukturyzacyjnego Łukasza Goszczyńskiego te dane nie są zaskoczeniem. W ocenie eksperta, polska gospodarka wciąż zmaga się ze skutkami pandemii. Co prawda, kryzys został trochę zażegany przez tzw. tarcze antykryzysowe, ale na rynku widać, że to nie wystarczyło. Do tego mamy trudną sytuację geopolityczną, bo za naszą granicą trwa wojna. Przedsiębiorcy prowadzący JDG mocno odczuli wzrost cen surowców energetycznych. Wiele małych firm już zbankrutowało, a kolejne stoją w kolejce.

– Wzrost o prawie 10% rdr. jest ewidentnym efektem inflacji, znaczącego wzrostu kosztów prowadzonej działalności i istotnego zmniejszenia popytu na rynku wewnętrznym. Moim zdaniem, taki wynik mówi o schłodzeniu gospodarki. Jest to dość niepokojące zjawisko. Pandemia i lockdowny doprowadziły do wyczerpania środków, którymi dysponowali przedsiębiorcy. Co więcej, mocno ograniczone zostały możliwości uzyskania finansowania prowadzonej działalności – komentuje doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol.

Warto też dodać, że ww. wzrost jest ponad dwukrotnie wyższy niż wynik dotyczący otwieranych działalności w analizowanym okresie (9,6% vs 4,7%). Jednocześnie w ub.r. więcej było wniosków o założenie niż o zamknięcie jednoosobowej działalności (ponad 310,2 tys. – blisko 193,1 tys.). Podobnie było w 2021 roku (odpowiednio – ponad 296,3 tys. – ponad 176,1 tys.).

Sytuacja w kraju

– Z danych procentowych wyłania się niepokojący obraz, świadczący o dużej niepewności Polaków co do rozwoju sytuacji w kraju. Silne spowolnienie gospodarcze skutkuje zamykaniem m.in. firm budowlanych oraz energochłonnych zakładów produkcyjnych. Małym podmiotom coraz trudniej jest udźwignąć rosnące rachunki za prąd i gaz, a przerzucenie wyższych kosztów działalności na odbiorców końcowych staje się coraz mniej możliwe i bardziej ryzykowne – wyjaśnia Anna Senderowicz, analityk Banku PKO BP.

Patrząc na dane z poszczególnych województw, widać, że w ub.r. najwięcej wniosków dot. zakończenia JDG złożono w woj. mazowieckim – 25,6 tys. (poprzednio 24,3 tys.), śląskim – 17,2 tys. (15,6 tys.), wielkopolskim – 15,7 tys. (15 tys.), małopolskim – 14,8 tys. (13,8 tys.), a także dolnośląskim – 12,7 tys. (12 tys.). Jednak najbardziej aktywne były osoby, które nie wskazały miejsca wykonywanej działalności – 28,5 tys. (wcześniej 21,3 tys.). Zgodnie z przepisami, w takich przypadkach przyjmuje się domyślnie, iż działalność jest wykonywana na terenie całego kraju. Z kolei najmniej wniosków o zamknięcie JDG było w woj. opolskim – 3,4 tys. (rok wcześniej – 3,2 tys.). Wcześniej w zestawieniu widać woj. podlaskie – 4,5 tys. (4,1 tys.), jak również lubuskie – 4,7 tys. (poprzednio 4,3 tys.).

– W województwach, w których liczba wniosków jest wyższa, zwyczajnie działa więcej firm. Nie można zatem stwierdzić, że tamtejsi przedsiębiorcy najmocniej odczuwają negatywne skutki pandemii czy inflacji. Na terenie całego kraju widoczne jest pogorszenie sytuacji gospodarczej, co skutkuje zmniejszeniem popytu na usługi świadczone przez przedsiębiorców – zaznacza Adrian Parol.

Wzmożone zawieszanie

Ponadto z danych resortu wynika, że w 2022 roku do rejestru CEIDG wpłynęło ponad 347 tys. wniosków o zawieszenie JDG. To o 24,7% więcej niż w 2021 roku, kiedy takich przypadków było blisko 278,3 tys.

– Cześć osób zdecydowała się poczekać na dalszy bieg sytuacji niż kończyć definitywnie działalność. Nie jest to dobry sygnał. Zawieszenie jest okresem przejściowym. Ostateczne decyzje przedsiębiorców będą zależały od uwarunkowań zewnętrznych. Natomiast spodziewam się, że większość z nich zamknie swoje firmy – uważa doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol.

Biorąc pod uwagę konkretne województwa, widać, że w 2022 roku najwięcej wniosków dot. zawieszenia JDG było w mazowieckim – 45,4 tys. (rok wcześniej – 37,7 tys.), śląskim – 30 tys. (23,9 tys.), małopolskim – 27,7 tys. (22,5 tys.), wielkopolskim – 24,6 tys. (20 tys.), a także pomorskim – 24 tys. (20,8 tys.). Jednak najbardziej aktywne były osoby bez wskazanego miejsca wykonywania działalności – 62,7 tys. (poprzednio 44,6 tys.). Na końcu listy widzimy opolskie – 5,5 tys. (4,6 tys.), świętokrzyskie – 6,8 tys. (5,7 tys.) oraz podlaskie – 6,9 tys. (5,7 tys.).

– Najwięcej tego typu sytuacji statystycznie występuje na terenach mocnej rozwiniętych gospodarczo. Według różnych wskaźników i wyliczeń, mazowieckie, wielkopolskie, dolnośląskie, pomorskie oraz śląskie są na czele wojewódzkich rankingów. Z kolei dolną część ww. zestawienia zamykają takie województwa, jak opolskie, świętokrzyskie, podlaskie i podkarpackie. I to mniej więcej pokrywa się z danymi uzyskanymi z rejestru CEIDG – stwierdza Łukasz Goszczyński.

Będzie gorzej

Jak prognozuje Anna Senderowicz, w 2023 roku pogorszenie polskiej i europejskiej gospodarki przełoży się na wzrost liczby zawieszanych i zamykanych firm. Może to dotyczyć większości branż, w tym budownictwa, produkcji, transportu, handlu i usług. Ograniczenie konsumpcji odbije się też na sprzedaży towarów i usług. Dodatkowo zniknie część jednoosobowych podmiotów gospodarczych z powodu droższych składek na ZUS. Ponadto analityk PKO BP przewiduje, że relatywnie dobra sytuacja na rynku pracy, mimo zapowiedzi redukcji zatrudnienia w wybranych sektorach, nie będzie zachęcała do rezygnacji z etatu i zakładania własnego biznesu.

– Uważam, że przedsiębiorcy będą naprawdę masowo zawieszać i zamykać firmy, bo w prowadzeniu ich przestaną widzieć sens. Już dzisiaj wielu sobie nie radzi, ale mimo wszystko cały czas łudzi się, że jakoś to będzie. Jednak na razie nie ma na to co liczyć. Sytuacja znacznie pogorszy się w drugim półroczu, aż przybierze na sile w ostatnim kwartale roku. Wówczas liczba likwidowanych podmiotów wzrośnie o ok. 20% rok do roku, a może nawet bardziej. Z kolei ilość zawieszanych działalności powiększy się o ok. 30% rdr. – twierdzi Łukasz Goszczyński.

Z kolei Adrian Parol również przewiduje, że będziemy obserwować dalszy wzrost liczby wniosków dot. zamykania i zawieszania jednoosobowych działalności gospodarczych. Ekspert prognozuje też, że w tym roku najgorzej będzie w III i IV kwartale, ponieważ problemy przez długi czas narastały. Do tego momentu przedsiębiorcy będą jeszcze starać się walczyć z przeciwnościami, odkładając decyzję o likwidacji bądź zawieszeniu działalności. Natomiast później może dojść do prawdziwego tsunami.

Europa Ubezpieczenia nabywa 80% udziałów Millennium Financial Services

Bank Millennium nawiązał długoterminową współpracę strategiczną oraz zawarł umowę sprzedaży 80% udziałów Millennium Financial Services spółkom Europy Ubezpieczenia – Towarzystwu Ubezpieczeń na Życie Europa S.A. i Towarzystwu Ubezpieczeń Europa S.A., będącymi częścią Grupy Talanx, jednego z największych europejskich ubezpieczycieli. Przez najbliższe 10 lat Bank będzie oferował wybrane ubezpieczenia towarzystw na zasadach wyłączności. Bancassurance jest dla Millennium obszarem strategicznym – nowe partnerstwo pomoże Bankowi w realizacji celów biznesowych, wzmocnieniu pozycji kapitałowej i przyśpieszy rozwój oferty ubezpieczeniowej dla klientów. Zgodnie z planem współpraca strategiczna w zakresie ubezpieczeń zostanie uruchomiona w 3 kwartale 2023 r.

Zawarte porozumienia Banku Millennium z Europą Ubezpieczenia wpisują się w realizację strategii Banku Millennium na lata 2022-2024, która zakłada m. in. rozwój oferty bancassurance dla klientów detalicznych. Bank współpracuje z Europą Ubezpieczenia od ponad 15 lat, dlatego bardzo się cieszę, że mogę dzisiaj ogłosić zacieśnienie tej współpracy.  Połączenie unikalnego doświadczenia i silnych stron obu organizacji ma na celu stworzenie konkurencyjnej rynkowo oferty produktów ubezpieczeniowych i udoskonalenie ich dystrybucji. Digitalizacja i zmieniające się oczekiwania klientów powodują, że ścisła współpraca z Europą Ubezpieczenia również pod kątem technologicznym stała się dla nas kluczowa. Jestem pewien, że razem stworzymy istotną wartość dla klientów i obu organizacji. Wynikiem transakcji będzie także istotne wzmocnienie pozycji kapitałowej Banku – powiedział Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium.

W ramach transakcji Europa Ubezpieczenia nabywa 80% udziałów w spółce Millennium Financial Services, działającej obecnie w Grupie Banku Millennium. Spółka będzie wspierać Europę Ubezpieczenia oraz Bank Millennium w tworzeniu nowych rozwiązań dla klientów i obsłudze zawartych już polis. Zapewni również możliwość efektywnej realizacji procesów sprzedażowych we wszystkich kanałach Banku, w tym poprzez wykorzystanie nowoczesnych rozwiązań technologicznych. W przypadku finalizacji transakcji, Bank oczekuje jej rozpoznania w wyniku przed opodatkowaniem na poziomie około 500 mln zł, co będzie miało pozytywny wpływ na wskaźniki kapitałowe Banku. Sfinalizowanie transakcji uzależnione jest od uzyskania zgody właściwego organu antymonopolowego.

Zawarte porozumienia nie wymagają od klientów Banku Millennium żadnych działań.

– Rozszerzenie naszej współpracy na strategiczne, długofalowe partnerstwo z Bankiem Millennium stwarza trwały fundament dla stabilności i powodzenia rozwoju spółek Europa Ubezpieczenia.  Istotnie zwiększamy skalę działalności na polskim rynku i budujemy podstawy dla dalszego zyskownego wzrostu biznesu. Wzmocnienie kondycji finansowej i zacieśnienie naszej relacji biznesowej z Bankiem Millennium przełoży się na udoskonalenie oferty ubezpieczeń dla klientów banku, tak aby dawały najwyższą możliwą wartość oraz ochronę życia i majątku – podkreślił Artur Maliszewski, Prezes Zarządu spółek Europy Ubezpieczenia.

Bank Millennium od wielu lat oferuje swoim klientom różnego typu ubezpieczenia w wygodnych dla nich kanałach sprzedaży. Są to zarówno ubezpieczenia zapewniające ochronę spłaty produktów kredytowych, rozwiązania assistance wspierające w sytuacjach życia codziennego, produkty turystyczne towarzyszące im podczas podróży, jak również ubezpieczenia samochodu czy skutera.

Hogan Lovells Oddział w Polsce pełnił funkcję doradcy prawnego i podatkowego, KPMG Advisory sp. z o.o. sp.k pełniła rolę doradcy transakcyjnego i księgowego, a Milliman pełnił funkcję doradcy aktuarialnego Banku Millennium.

Rynek parafin jeszcze nigdy nie był poddany takiej presji

Według portalu Statista w 2021 roku – ostatnim, z którego mamy kompletne dane – globalny rynek wosków przemysłowych został wyceniony na około 7,5 miliarda dolarów. Przewiduje się, że w ciągu najbliższych kilku lat urośnie do około 10 mld USD. Na europejskim rynku jedną z kluczowych firm parafinowych pozostaje spółka Polwax. Jest producentem i dystrybutorem rafinowanych i odwanianych parafin, wosków oraz zaawansowanych specyfików parafinowych.

Wosk parafinowy dzięki swoim wyjątkowym właściwościom z roku na rok zyskuje nowe zastosowania. Przede wszystkim dlatego, że zapewnia barierę dla przenikania wody i ma dobre właściwości ochronne. Dzięki temu jest doskonałym materiałem do powlekania płyt budowlanych typu OSB, zabezpieczania drewna, papieru i nawozów przed zawilgoceniem. Jego zdolność do mieszania się z różnymi produktami na bazie wosków sprawia, że jest uznawany za niezbędny składnik do produkcji past, kosmetyków i świec. Znajdziemy go także w preparatach do zabezpieczania metali, kredkach i farbach. Nie powstaną bez niego nowoczesne wyroby gumowe.

Od wielu lat rośnie również jego znaczenie w produkcji klejów termotopliwych, wykorzystywanych w meblach, budownictwie i opakowaniach. Zastosowanie gaczu pozwala na kontrolowanie lepkości, płynięcia i czasów wiązania klejów. Zapewnia im niezbędną elastyczność, zwiększa siłę wiązania i poprawia odporność na zmiany temperatury.  Wreszcie, co też nie pozostaje bez znaczenia wbrew różnym rozpowszechnionym mitom – jest także produktem naturalnym.

Przed nami kolejny trudny rok

– Przed nami rok wielkich niewiadomych. To następstwo wojny w Ukrainie, kolejnych pakietów sankcji wobec Rosji, nieprzewidywalnej postawy Chin i rysujących się na horyzoncie kolejnych geopolitycznych.. Każda z nich osobno i wszystkie razem wpłyną na rynek chemiczny. Podobnie, jak w 2020, 2021 i w 2022 będziemy musieli reagować na bieżąco. Zarówno, kiedy mówimy o pozyskiwaniu niezbędnego surowca do własnej produkcji i dla naszych partnerów, jak i oferowanych do sprzedaży produktów przemysłowych – podkreśla Małgorzata Mikoś, dyrektor handlowa spółki Polwax SA.

To właśnie i przede wszystkim sankcje na dostawy surowców parafinowych z Rosji i Białorusi lub też ich brak, będą mieć kluczowy wpływ na dostępność i ceny parafin. Jedna decyzja lub jej brak mogą całkowicie zmienić zasady gry. – Zakładamy i przygotowujemy się na dwa scenariusze. W pierwszym parafina będzie dostępna, w drugim stanie się towarem deficytowym i jej ceny będą osiągać kolejne maksyma.  Stąd – naszym zdaniem – tak ważne jest zwiększenie puli bezcłowego importu chińskich parafin ze 100 tys. ton do 160 tys. ton. Nie zmienia to jednak faktu, że stoimy przez dużymi wyzwaniami i ten rok znów będzie wymagał od nas wielu nieszablonowych decyzji – dodaje pani dyrektor.

Energia rządzi przemysłem

Od jakiegoś czasu na rynkach europejskich można zaobserwować stabilizacje cen gazu i energii elektrycznej. – To oczywiście następstwo zapowiedzi recesji i stagnacji. Natomiast z punktu widzenia naszej spółki kluczowym elementem, który wpłynie na kondycję w tym roku i na który nie mamy wpływu będzie przede wszystkim koszt zakupu surowca. Zakładamy tutaj dużą dynamikę i nie widzimy szans na dłuższą i wyraźniejszą stabilizacje cenową podstawowych gatunków gaczy – zapowiada M. Mikoś.

Rozważne inwestycje

W spółce parafinowej plany inwestycyjne realizowane w ciągu ostatnich dwóch lat są zawsze pochodną możliwości i potrzeb. W tej chwili spółka deklaruje je w bardzo ograniczonym zakresie, koncentrując się przede wszystkim na tych, które są niezbędne do utrzymania niezakłóconych procesów produkcyjnych oraz tych związanych z możliwością wprowadzenia do sprzedaży, już opracowanych niskotonażowych, ale wysokomarżowych specyfików parafinowych. Podobnie zresztą było w ubiegłym roku.

Zdajemy sobie sprawę i niepokoi nas zapowiadane spowolnienie gospodarcze, które może dotknąć wielu branż – więc także i naszych odbiorców. Z drugiej jednak strony – warto pamiętać, że każdy kryzys przynosi nowe możliwości – zdecydowanie zapewnia M. Mikoś. – Patrząc na trzy bardzo trudne lata, która są już za nami, naszą siłę dostrzegamy w umiejętności szybkiego dostosowania się do nieprzewidywalnych okoliczności rynkowych. Tak było, kiedy wybuchła pandemia koronawirusa i kiedy Rosja napadła na Ukrainę. Jesteśmy przekonani, że tak będzie również w tym roku. Zauważamy zresztą rosnące zainteresowanie nie tylko samymi parafinami, ale i rynkiem parafinowym, co może się przełożyć na ciekawe przetasowania na tym rynku w Europie. Polwax nie chce stać z boku tych zmian – podsumowuje.

Ważny dzień dla dolara

W USA w styczniu inflacja prawdopodobnie ponownie spadła. Według prezesa Rezerwy Federalnej Powella w USA rozpoczął się „proces dezinflacyjny” – choć on jak na razie dotyczy towarów. Dane za styczeń, które mają pojawić dziś powinny potwierdzić fakt, że dynamika wzrostu cen jest w odwrocie. Jednak niepewność prognozy jest tym razem nieco większa niż zwykle.

Po pierwsze, styczniowe dane opierają się na koszyku dóbr, który został dostosowany do nowych wzorców konsumpcji. Nie można stwierdzić, czy to zwiększyło, czy zmniejszyło stopę inflacji w ubiegłym miesiącu. Po drugie, wielu dostawców lubi dostosowywać swoje ceny na początku roku. Nie wiemy jednak czy tym razem efekt ten jest większy niż zwykle z powodu obecnej silnej presji cenowej. Wysoka inflacja nadal dotyka sektor usług. Szczególnie istotny w najbliższym czasie będzie rozwój sytuacji w obszarze czynszów mieszkaniowych. Na wtorkowe dane wrażliwy będzie z pewnością dolar amerykański, który w ostatnim tygodniu zyskał, głównie z powodu zaskakująco dobrych danych NFP oraz ISM. Niższe od prognoz odczyty CPI powinny przyczynić się do powrotu do deprecjacji USD, zaskoczenie wyższymi wynikami będzie skutkować umocnieniem „zielonego”.

Dane o inflacji to w tym momencie kluczowe publikacje dla Fed-u i tym samym dla rynku. Rezerwa Federalna zaznaczyła, że jest gotowa zaszkodzić gospodarce, aby obniżyć inflację – czyli będzie podnosić stopy tak wysoko, jak to będzie konieczne bez względu na skutki dla PKB.

Jeśli chodzi o rynek, to ten wciąż zakłada, że dziś zobaczymy obraz, gdzie dynamika wzrostu cen kontynuuje osłabienie (spadek do 6,2 proc. r/r) i tym samym zbliżymy się do końca cyklu zacieśniania. Co prawda rynek nieco skorygował swoją wycenę po ostatnich danych oraz wypowiedziach urzędników amerykańskich. Wciąż jednak pod koniec roku uczestnicy rynku „obstawiają” pierwsze obniżki – mimo, że niemal w każdym komentarzu poszczególnych członków Fed-u słychać negowanie takiego scenariusze zdarzeń.

Ostatnimi opiniami z rynkiem podzieliła się gubernatorka Fed-u Michelle Bowman, zdaniem której amerykański bank centralny wciąż będzie podnosił stopy procentowe do restrykcyjnego poziomu, a następnie będzie musiał je utrzymać przez „jakiś czas”, aby sprowadzić inflację z powrotem do celu Fed, jakim jest 2 proc.. Dodała, że „chociaż w ostatnich miesiącach obserwowaliśmy nieznacznie niższe odczyty inflacji, ogólna dynamika pozostaje wysoka … Utrzymująca się napięta sytuacja na rynku pracy wywiera presję na wzrost CPI, nawet jeśli niektóre składniki inflacji łagodnieją z powodu poprawy czynników po stronie podaży.”

Dolar po umocnieniu na początku lutego, w kolejnych dniach handlowany jest dość płasko. Przekłada się to na mniejszą zmienność głównej pary walutowej, która po dotarciu do poziomu 1,0665 nie była w stanie w minionym tygodniu ani wczoraj przełamać tej technicznej bariery. Bieżąca korekta kursu EUR/USD jest podobnej wielkości jak tak z przełomu października oraz listopada 2022 roku. Dodatkowo lokalne dołki utworzyły się w obrębie pierwszego zniesienia wewnętrznego Fibo 23,6 proc.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

FPP: Cyberbezpieczeństwo na rozdrożu

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, zmiany proponowane w nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (KSC) nie są w pełni zgodne z prawem unijnym. Jeśli te zapisy nie zostaną poprawione, nowelizowaną właśnie ustawę za chwilę trzeba będzie zmieniać jeszcze raz. Koszt wielokrotnych wdrożeń jak zwykle poniosą przedsiębiorcy.

NIS 2 wprowadza wspólny standard cyberbezpieczeństwa w całej UE. Obecna ustawa o KSC była bezpośrednim przełożeniem unijnych przepisów i co do zasady odpowiada założeniom wcześniejszej dyrektywy NIS. Tym razem jest inaczej – nowelizacja KSC nie odnosi się w żaden sposób do wielu rozwiązań projektowanych w NIS 2. Prace toczą się w oderwaniu od prac unijnych i są autorskim pomysłem polskich ustawodawców. Pytanie tylko, czy to dobry kierunek, skoro powinniśmy jak najszybciej rozpocząć prace nad wdrożeniem NIS 2. Może się okazać, że nowa wersja krajowych przepisów za chwilę będzie wymagała kolejnych zmian.

Na stronie Ministerstwa Cyfryzacji kolejna wersja nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (KSC) pojawiła się 17 stycznia br. Zaledwie dzień wcześniej weszła w życie NIS 2 – unijna dyrektywa dotycząca cyberbezpieczeństwa. Choć Polska ma obowiązek niedługo wdrożyć ją do polskich przepisów, projekt nowelizacji KSC w kilku istotnych kwestiach jest niezgodny z tą dyrektywą. Różni się w zakresie pojęć, obowiązków i ogólnego podejścia do zarządzania cyberbezpieczeństwem. Będzie to miało poważne negatywne konsekwencje.

„NIS 2 nakłada na przedsiębiorców szereg obowiązków dotyczących obsługi incydentów. Nowelizacja KSC niezależnie od NIS 2 modyfikuje zakres tych obowiązków i robi to niespójnie z założeniami NIS 2. Już tylko z tego powodu przedsiębiorcy będą musieli ponieść koszty podwójnego wdrożenia. Najpierw dostosować się do przepisów KSC, a następnie – po wdrożeniu NIS 2 – powtórzyć prace. KSC odnosi się do ograniczonego grona podmiotów z sektora energetycznego, transportowego, bankowego, finansowego i zdrowotnego. NIS 2 znacząco rozszerzy to grono i obejmie tysiące nowych podmiotów. Oba dokumenty są na tyle niespójne, że niektóre podmioty będą częścią krajowego systemu bezpieczeństwa w rozumieniu NIS 2, ale już nie nowelizacji KSC. Chodzi m.in. o operatorów usług pocztowych, dostawców usług kurierskich czy producentów żywności. Już teraz można by się zastanowić, jak rozwiązać ten problem, szczególnie że dotyczy on nawet niektórych małych i mikroprzedsiębiorców. Najwięcej obaw mają przedsiębiorcy telekomunikacyjni, którzy wcześniej nie byli objęci KSC. Projekt nakłada na nich wiele zupełnie nowych obowiązków. Nawet mali przedsiębiorcy będą musieli spełniać wymogi bezpieczeństwa i zgłaszania incydentów. Zgodnie z projektem powinni też zrezygnować z dostawców sprzętu i oprogramowania, których organ uzna za dostawców wysokiego ryzyka” – podkreśla Arkadiusz Pączka, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

„NIS 2 wprost wskazuje, że środki zarządzania ryzykiem powinny być proporcjonalne. Zapewnienie wysokiego poziomu bezpieczeństwa jest oczywiście kluczowe, ale trzeba zrezygnować z rozwiązań nadmiernych, a zwłaszcza takich, które oznaczają zbyt wysokie koszty i nie odpowiadają faktycznemu poziomowi ryzyka. NIS 2 weszła już w życie, więc ustawodawca nie może jej ignorować i nakładać na przedsiębiorców obowiązków w sposób niezgodny z tą dyrektywą. Jeśli przepisy zostaną uchwalone niezgodne z NIS 2 w czasie przewidzianym na jej implementację, Komisja Europejska może wszcząć postępowanie w związku z naruszeniem przez Polskę prawa UE. Poza tym postanowienia NIS 2 nadal trzeba włączyć do polskich przepisów. Dostosowanie się do nich będzie skomplikowanym prawnie i technicznie procesem. Ustawodawcy mogliby zmniejszyć uciążliwość takiego wdrożenia i wykreślić z projektu przepisy, które budzą praktyczne wątpliwości. Projekt nowelizacji KSC należy przynajmniej zmienić tak, by zachować zgodność z NIS 2 i DORA. Najrozsądniej byłoby zrezygnować z obecnego projektu i przygotować jedną propozycję uwzględniającą wszystkie zmiany w cyberbezpieczeństwie. Nie ma przeszkód, aby nowelizacja KSC stała się ustawą wdrażającą NIS 2. Uniknęlibyśmy większości problemów związanych z przyjmowaniem dwóch dużych, niespójnych aktów w tym samym czasie. Inaczej czeka nas chaos i wątpliwości, jak zastosować przepisy, które bywają sprzeczne. Zainteresowane podmioty będą musiały włożyć więcej czasu, pieniędzy i wysiłku w poradzenie sobie z podwójną zmianą przepisów. Prace nad nowelizacją KSC trwają od dawna i nie ma powodu, aby przyjmować ją teraz nagle w pośpiechu, w oderwaniu od unijnych przepisów. Warto się zastanowić, czy kontynuowanie prac nad obecnym projektem ma sens. Nadal jest szansa na zmianę kierunku” – mówi Wojciech Piszewski, Counsel w kancelarii Maruta Wachta, specjalizujący się m.in. w zagadnieniach compliance, prawa ochrony danych osobowych i e-commerce.

Zamiast skoordynowanej oceny ryzyka na poziomie UE i aktywnego zarządzania ryzykiem przez przedsiębiorcę, co jest ważnym założeniem unijnych przepisów, nowelizacja KSC uwzględnia odgórną decyzję organu. Kryteria takiej decyzji pozostają niejasne i są sprzeczne z NIS 2. Dają też organowi większą władzę niż przewiduje DORA – dyrektywa dotycząca wspólnego poziomu cyberbezpieczeństwa w UE. Obecne zapisy projektu pozwalają uznać za dostawcę wysokiego ryzyka praktycznie każdy podmiot spoza UE. Ocena nie dotyczy konkretnych usług czy systemów IT, ale całych ich kategorii.

Zakaz korzystania z usług oraz sprzętu ICT określonych dostawców będzie dotyczyć tysięcy podmiotów objętych KSC. Ograniczenie rynku odbije się na wszystkich jego uczestnikach, zmniejszy konkurencyjność i będzie miało negatywne skutki gospodarcze. Podmioty objęte KSC będą musiały usunąć ze swojej sieci wszystkie produkty, usługi lub procesy ICT wskazane w decyzji. Nie będzie już można wprowadzać do użytku rozwiązań tego typu. Podmioty objęte KSC będą musiały stale monitorować decyzje organów i utrzymywać ciągłą gotowość do zmiany stosowanych rozwiązań w narzuconym terminie. Może się to okazać ogromnie kosztowne lub wręcz niewykonalne, szczególnie w przypadku mniejszych podmiotów.

Przedsiębiorcy oburzeni dalszym widmem blokady środków z KPO

Przedsiębiorcy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie krytycznie odnoszą się do decyzji Prezydenta Andrzeja Dudy dotyczącej skierowania ustawy o KPO do Trybunału Konstytucyjnego. Jest to kolejna sytuacja, która oddala przedsiębiorców od środków, które w większości krajów europejskich zostały już efektywnie wydane. Polscy przedsiębiorcy stają się mniej konkurencyjni, a w trudnych czasach to inwestycje publiczne są motorem napędowym inwestycji.

– Decyzja Prezydenta Dudy oznacza dalszy ciąg chaosu i brak funduszy, które dziś są dla hamującej gospodarki jak kroplówka, bez której czeka nas ciężka choroba. Kryzys wywołany skutkami pandemii oraz wojny w Ukrainie dotyka całej Europy, ale w innych krajach pieniądze z UE już dawno płyną. Bez tych środków szybko nie uda się nam odmienić negatywnych trendów gospodarczych tj. wysoka inflacja, spadek PKB, bankructwa firm i wzrost bezrobocia. Potężne inwestycje publiczne oraz dotacje i instrumenty finansowe z pewnością pozwoliłyby złagodzić efekty kryzysu. Branża budowlana, która przeżywa ostre hamowanie z uwagi na wysoki koszt pieniądza (drogie i niedostępne kredyty) mogłaby realizować inwestycje publiczne, utrzymując zatrudnienie i dynamikę. Podobny efekt można było zaobserwować w Polsce podczas ostatniego kryzysu w 2008 roku, kiedy środki UE i ogromne inwestycje publiczne pozwoliły Polsce znacząco złagodzić jego skutki – komentuje dr Piotr Wolny, ekonomista i dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Oprócz KPO zagrożone są również środki strukturalne np. z Funduszu Spójności. Żeby móc otrzymać finansowanie z funduszy UE z nowej perspektywy 2021–2027, każde państwo członkowskie musi spełnić szereg wymagań zwanych „kryteriami horyzontalnymi”. To efekt zmian w konstrukcji polityki spójności wprowadzonych w 2021 roku. Polska wciąż nie wypełnia jednego z tzw. warunków podstawowych do wypłaty środków tj. kryterium horyzontalnego dotyczącego Karty Praw Podstawowych UE.

– To kolejny wielki cios dla polskich firm i całej gospodarki. Nie stać nas na dalsze przepychanki polityków. To najwyższy interes Państwa i wszystkich Polaków – komentuje dr Piotr Wolny.

Rozliczenie pracy zdalnej będzie koszmarem dla pracodawców. Firmy utoną w papierach lub zrezygnują z niej całkowicie

Eksperci rynku pracy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie spodziewają się odwrotu pracodawców od pracy zdalnej. Jej efektywność w wielu firmach oceniana jest negatywnie, a podpisany przez prezydenta projekt ustawy, który wejdzie w życie w kwietniu, zamiast upraszczać sprawę związaną np. z rozliczaniem pracy z domu, może paradoksalnie sytuację skomplikować. – W czasie pandemii praca zdalna przeżywała rozkwit. Po trzech latach widzimy, że przedsiębiorcy unikają jej, jak tylko mogą. Oczywiście praca hybrydowa w wielu sytuacjach jest stosowana, a ustawa otwiera jej szerzej drzwi. Myślę jednak, że dla wielu firm to ostateczność, a nie element stałej organizacji – mówi Anna Sudolska, ekspert rynku pracy.

30 groszy za godzinę poboru energii podczas pracy komputera? Prawnicy i działy HR będą mieć problem z rozliczaniem pracy zdalnej

Praca zdalna w czasie pandemii była jedną z opcji na utrzymanie ciągłości wykonywania obowiązków. Zaskakujące jest więc to, jak mocno obecnie przeżywa odwrót. Z informacji Północnej Izby Gospodarczej wynika, że większość przedsiębiorców w regionie już zarządziła powrót do biur i po trzech latach od momentu wybuchu pandemii, zaledwie ułamek firm stosuje pracę zdalną regularnie.

Przyjęcie ustawy wpisującej pracę zdalną do Kodeksu Pracy w roku 2023 jest więc spóźnione, a sama ustawa powoduje, że jeszcze większa część przedsiębiorców może się zniechęcić do jej obecności w firmach. Powodem może być np. rozliczanie kosztów pracowniczych.

– Pracodawcy zachodzą w głowę, jak rozliczyć ekwiwalent za pracę zdalną, jak rozliczyć koszty pracownicze czy na jakim poziomie ustalić ewentualny ryczałt. Przyjęto, że koszt godziny prac komputera w domu może być oszacowany na poziomie około 30 groszy za godzinę. Mówimy o poborze energii. W skali całego dnia czy tygodnia mówimy więc o kwotach rzędu kilku lub kilkunastu złotych – mówi mec. Marek Jarosiewicz, adwokat z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

– Na pewno w pierwszych miesiącach funkcjonowania ustawy, kancelarie prawne i działy HR będą się borykały z problemem rozliczania pracy zdalnej – mówi mec. Jarosiewicz. – W wielu firmach już teraz na szybko zmieniane są regulaminy organizacyjne, tak by pracownicy mieli jasne wytyczne, jak wygląda możliwość podejmowania pracy zdalnej czy pracy hybrydowej – dodaje mecenas.

„Przedsiębiorcy oceniają pracę zdalną neutralnie lub negatywnie”

Eksperci dodają, że firmy albo utoną w papierach, rachunkach i wnioskach do rozliczenia przesyłanych przez pracowników albo całkowicie zrezygnują z pracy zdalnej.

– Nie jest to łatwa sytuacja, bo przedsiębiorcy nie będą chcieli otrzymywać od swoich pracowników rachunków za energię czy za gaz do rozliczania. Łatwiej będzie więc zablokować pracę zdalną niż utrudniać sobie życie jej rozliczaniem – prognozuje Anna Sudolska, ekspert rynku pracy. – Praca zdalna w wielu firmach się nie sprawdziła i przedsiębiorcy oceniają ją albo neutralnie albo negatywnie. Wynika to z oceny efektywności czy problemów z teambuldingiem i tworzeniem dobrze współpracujących ze sobą zespołów – dodaje Sudolska.

Kolejna sprawa to kontrola pracy zdalnej, która nareszcie zostanie sformalizowana.

– Zmiany ustawowe są potrzebne, ale bardzo spóźnione. Jest to porządkowanie pewnego stanu faktycznego związanego z pracą zdalną. Istotny jest tu aspekt kontrolny: czy pracownik jest trzeźwy podczas pracy zdalnej? Czy wykonuje swoją pracę w deklarowanym przez siebie miejscu? To istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa. To narzędzie do kontroli pracy zdalnej, które może sprawić, że będzie ona wyżej oceniana przez pracodawców i pozwoli na jej większą efektywność – mówi Łukasz Żak, prawnik i ekspert rynku pracy.

– Regulacje dotyczące relacji pracownik-pracodawca nigdy nie są łatwe. Przed nami pewien czas chaosu, pracodawca będzie dbać o optymalizację wydajności pracy, a pracownicy na pewno będą dążyć do tego, by praca zdalna w firmach pozostała – dodaje Łukasz Żak.

Małgorzata Lis objęła funkcję dyrektora ds. Zarządzania Majątkiem w IMMO, spółce centralnej Grupy Muszkieterów

Wraz z początkiem lutego w spółce centralnej Grupy Muszkieterów IMMO Muszkieterowie Polska, która odpowiada za zarządzanie nieruchomościami oraz rozwój sieci punktów sprzedaży Intermarché i Bricomarché, stanowisko Dyrektora ds. Zarządzania Majątkiem objęła Małgorzata Lis.

Swoje doświadczenie w zakresie nieruchomości komercyjnych zdobywała w takich obszarach jak zarządzanie i administrowanie, ekspansja oraz obrót. Przez ostatnie 11 lat pracowała jako menadżer w wiodących krajowych spółkach z branży FMCG.

Wraz ze swoim zespołem będzie odpowiadać między innymi za prowadzenie i nadzorowanie bieżącej obsługi nieruchomości, zarządzanie obiektami najmowanymi pod działalność szyldów i podnajmowaniem przestrzeni handlowych innym podmiotom, jak również sprzedaż nieruchomości Grupy Muszkieterów.

– Grupa Muszkieterów posiada rozbudowane portfolio własnych nieruchomości i powierzchni najmowanych. Poza zarządzaniem, komercjalizacją i sprzedażą tych obiektów oraz gruntów, we współpracy z moim zespołem, a także innymi działami Grupy Muszkieterów, będziemy pracować także nad pozyskaniem finansowania dla nowych inwestycji – mówi Małgorzata Lis, Dyrektor ds. Zarządzania Majątkiem w IMMO Muszkieterowie Polska. – Do tej pory pracowałam przede wszystkim dla sektora FMCG, a zarządzanie obiektami pod branżę DIY traktuję jako nowe i ciekawe wyzwanie.

Lokalność i przedsiębiorczość są podstawowymi wartościami Grupy Muszkieterów, które są szczególnie bliskie Małgorzacie Lis. – Dzięki komercjalizacji przestrzeni handlowych mamy możliwość podnosić jakość życia mieszkańców miejscowości, w których działają sklepy Intermarché i Bricomarché oraz wspierać rozwój lokalnych biznesów. Zwłaszcza dziś, gdy koszty utrzymania nieruchomości i prowadzenia biznesu nieustannie rosną, istotne jest efektywne  zarządzanie. Będziemy kontynuować działania mające na celu wspieranie właścicieli supermarketów Intermarché i Bricomarché, a także naszych podnajemców, w zakresie wdrażania rozwiązań obniżających chociażby zużycie energii – mówi.

Aktywnie na rynku biurowym we Wrocławiu

Wrocławski rynek biurowy miniony rok może zaliczyć do udanych zarówno pod względem aktywności deweloperów, jak i najemców. Co więcej, w budowie znajduje się ponad 154 000 m kw., co jest największym wolumenem ze wszystkich rynków regionalnych.

W 2022 roku we Wrocławiu ukończono 7 inwestycji, które powiększyły zasoby rynku biurowego o ponad 65 700 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Nowa podaż stanowiła 16% całkowitego wolumenu powierzchni oddanej do użytku w ubiegłym roku w miastach regionalnych. Dostarczona powierzchnia była wynikiem ponad trzykrotnie wyższym w porównaniu do 2021 roku, ale już w odniesieniu do średniorocznej podaży z ostatnich 5 lat, wynoszącej ponad 87 000 m kw., była niższa. Na koniec 2022 roku zasoby biurowe wyniosły blisko 1,33 mln m kw. i utrzymały pozycję wicelidera, po zajmującym pierwsze miejsce Krakowie, pod względem wielkości wśród rynków regionalnych. Największymi projektami biurowymi, które zostały oddane do użytku w minionym roku były MidPoint 71 (36 200 m kw., Echo Investment) oraz Quorum Office Park D (16 200 m kw., Cavatina Holding).

„Wrocław, dzięki bogatemu w znakomitych specjalistów zapleczu i bogatej ofercie edukacyjnej, przoduje w wielu kluczowych rankingach, m.in. zajął pierwsze miejsce w rankingu fDi Intelligence dla średnich europejskich miast w kategorii – Przyjazność dla biznesu. Szeroka oferta powierzchni biurowej zapewnia rozwój firmom, które chętnie wybierają stolicę Dolnego Śląska. W tym kontekście optymistycznie wygląda również aktywność deweloperów. Według szacunków, na koniec 2022 roku w budowie pozostawało prawie 154 500 m kw. powierzchni biurowej, co było najwyższym wynikiem wśród wszystkich miast regionalnych. Jeżeli uda się planowo ukończyć inwestycje, to 65% realizowanej powierzchni trafi na wrocławski rynek biurowy jeszcze w tym roku,” – wyjaśnia Anna Patrzyk-Sperzyńska, Associate Director w Knight Frank.

Inwestycjami na etapie budowy są Ininity (22 000 m kw., Avestus Real Estate, Tristan Capital) oraz centrum Południe III (20 000 m kw., Skanska Property Poland).

„Zainteresowanie najemców powierzchnią biurową we Wrocławiu widoczne było już od początku 2022 roku. W minionym roku podpisali oni umowy najmu na ponad 137 200 m kw., co stanowiło 22% powierzchni wynajętej w miastach regionalnych i jednocześnie było drugim najwyższym wynikiem wśród regionalnych destynacji biznesowych. W porównaniu do 2021 roku, popyt utrzymał się na analogicznym poziomie i był zbliżony do średniego wolumenu z ostatnich 5 lat, wynoszącego 137 700 m kw.,” – dodaje Katarzyna Bojar, Konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.

Blisko połowę (49%, ponad 67 500 m kw.) wolumenu transakcji najmu zawartych w 2022 roku stanowiły nowe umowę. Renegocjacje również miały w całość bardzo duży udział, bo aż 44%. Z kolei ekspansje wyniosły zaledwie 7%.

Czynsze wywoławcze we Wrocławiu na koniec 2022 roku wahały się od 10,00 EUR do 16,00 EUR za m kw. miesięcznie i w niektórych budynkach uległy delikatnemu wzrostowi. Utrzymująca się wciąż bardzo wysoka dostępność powierzchni biurowej może zachęcać najemców do podejmowania renegocjacji stawek czynszu i pakietów zachęt. Z drugiej strony, wysokie koszty budowy, a także wzrost kosztów obsługi kredytów budowlanych może skutecznie zahamować możliwości negocjacyjne inwestorów, zwłaszcza w nowych budynkach. Wciąż zauważalny jest wzrost stawek opłat eksploatacyjnych z uwagi na postępujący wzrost cen usług oraz mediów, które na koniec grudnia 2022 roku kształtowały się w przedziale od 16,00 do 25,00 PLN/m kw./miesiąc.

KI Chemistry zamierza ogłosić wezwanie i zwiększyć udział w Grupie Ciech do 100%

KI Chemistry, spółka z grupy Kulczyk Investments, do której należy ponad 51% akcji Ciech S.A., zamierza ogłosić wezwanie na wszystkie pozostałe akcje chemicznej grupy. Większościowy inwestor zaoferuje 49,00 zł za każdą akcję giełdowej spółki. Według KI Chemistry, działanie Ciech S.A. w formule spółki niepublicznej zapewni możliwość szybszego i elastyczniejszego reagowania na dynamicznie zmieniające się uwarunkowania ekonomiczne, regulacyjne oraz geopolityczne.

Cena oferowana przez KI Chemistry za akcje Ciech S.A. oznacza 29,3% premii wobec średniej ceny akcji spółki na GPW ważonej wolumenem obrotu z ostatnich sześciu miesięcy oraz 14,9% premii wobec średniej ceny z ostatnich trzech miesięcy. Jest również o 3,0% wyższa od kursu zamknięcia z ostatniej sesji na GPW poprzedzającej przekazanie zawiadomienia o zamiarze ogłoszenia wezwania.

KI Chemistry zamierza nabyć 25.747.857 akcji Ciech S.A., stanowiących 48,86% kapitału zakładowego spółki, i tym samym zwiększyć swój udział do 100%. W przypadku osiągnięcia w wyniku wezwania progu przynajmniej 95% ogólnej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu, inwestor zamierza przeprowadzić przymusowy wykup akcji należących do pozostałych akcjonariuszy, a następnie wycofać akcje spółki z obrotu giełdowego.

KI Chemistry zamierza nadal wspierać działalność i zrównoważony rozwój Grupy Ciech oraz inicjować działania mające na celu wzmocnienie jej pozycji rynkowej oraz finansowej poprzez ujednolicenie i usprawnienie nadzoru właścicielskiego przy podejmowaniu strategicznych decyzji, a także elastyczności w pozyskiwaniu finansowania, gdy będzie to konieczne. W opinii KI Chemistry, utrzymywanie statusu spółki publicznej ogranicza możliwość szybkiego i elastycznego reagowania na dynamicznie zmieniające się uwarunkowania ekonomiczne, regulacyjne oraz geopolityczne, zawirowania na globalnych rynkach finansowych i surowcowych, a także w bezpośrednim otoczeniu spółki. Ponadto, KI Chemistry ocenia, że zwiększanie konkurencyjności oraz dalszy rozwój Grupy Ciech może wymagać znacznych nakładów inwestycyjnych m.in. na realizację kompleksowej transformacji technologicznej oraz energetycznej, w tym nakładów na ograniczenie emisji CO2, czy dostosowywanie działalności do rosnących obciążeń regulacyjnych obejmujących spółki publiczne.

KI Chemistry została inwestorem strategicznym Ciech S.A. w 2014 roku. Od tego czasu z powodzeniem wspierała strategię i rozwój grupy oraz jej transformację w nowoczesny i efektywny holding o silnej pozycji na rynkach międzynarodowych. Od nabycia przez KI Chemistry pakietu kontrolnego w Ciech S.A. wartość rynkowa spółki istotnie wzrosła. Dodatkowo, w latach 2015-2022 akcjonariusze Ciech S.A. otrzymali dywidendy w łącznej kwocie 782,3 mln zł, czyli 14,85 zł w przeliczeniu na jedną akcję. W ocenie KI Chemistry, sprzedaż akcji w wezwaniu daje mniejszościowym akcjonariuszom spółki możliwość wyjścia z inwestycji z atrakcyjną stopą zwrotu.

Przewiduje się, że treść wezwania zostanie opublikowana w pierwszej połowie marca br., z zachowaniem terminów przewidzianych w stosownych przepisach. Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie pełni rolę wyłącznego podmiotu pośredniczącego w wezwaniu i doradcy transakcyjnego, natomiast BNP Paribas pełni rolę wyłącznego doradcy finansowego i M&A dla KI Chemistry.

Trwa ucieczka pieniędzy za ocean

Trwa ucieczka pieniędzy na drugą stronę Atlantyku. Powodem są kolejne dobre odczyty danych. W piątek były to: Raport Uniwersytetu Michigan oraz (co równie ważne) rewelacyjne dane z kanadyjskiego rynku pracy.

Dolar dalej się umacnia

W piątek poznaliśmy dane z Raportu Uniwersytetu Michigan. Jak na indeks koniunktury ma on ostatnimi czasy bardzo wysokie wskazania. Nie inaczej było w poprzedni piątek. Rezultat 66,4 pkt to nie tylko najwyższy rezultat od stycznia 2022 roku, ale również 1,4 pkt powyżej oczekiwań. To, co odróżnia badania z Raportu Uniwersytetu Michigan od typowych badań indeksów PMI, jest grupa badana. PMI bada menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. Z kolei na Uniwersytecie badają gospodarstwa domowe. Te, jak widać, są znacznie bardziej optymistyczne od kupujących dla firm. Rynek wyraźnie lubi ten optymizm, bo dolar zameldował się na najwyższych poziomach względem euro od początku stycznia.

Kanada pozazdrościła Amerykanom danych z rynku pracy

Piątkowe dane z Kanady spowodowały sporo zamieszania. Powodem nie był odczyt bezrobocia. To utrzymało się na poziomie 5% pomimo oczekiwanego wzrostu do 5,1%. Ważniejsze były zmiany zatrudnienia. Wzrosło ono o 150 tysięcy, oczekiwano wyniku niemal 10-krotnie niższego. Co ważne, większość miejsc powstała na pełny etat. Rynki zareagowały nagłym zainteresowaniem dolarem kanadyjskim. O sile tego ruchu najlepiej świadczy fakt, że w ciągu kilku godzin od publikacji waluta Kanady podskoczyła z 3,30 zł na 3,35zł.

Problemy na Słowacji

Wpływ Słowacji na walutę euro jest (powiedzmy to sobie wprost) minimalny. W rezultacie piątkowe dane mówiące o spadku produkcji przemysłowej o imponujące 13% nie spowodowały dużego zamieszania. Tym bardziej że odnosiły się do dobrego grudnia 2021. Nie zmienia to faktu, że jest to bardzo zły sygnał dla polskiej waluty. Wśród naszych sąsiadów mamy bowiem coraz gorszych partnerów handlowych. Rosja obłożona słusznymi sankcjami. Białoruś, która w sumie najwięcej zyskuje na ten inwazji, bo przez nią pomimo ostatniej farsy wyborczej nie jest głównym złym w regionie. Do tego problemy gospodarcze wywołane wojną na Ukrainie i teraz słabość Słowacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Pallad najtańszy od marca 2020

Nasdaq Composite zamknął się w piątek na najniższym poziomie od początku lutego (-0,61 proc.). Wzrosły natomiast na ostatniej sesji minionego tygodnia S&P 500 (+0,22 proc.), DJIA (+0,5 proc.). Dziś rano ok. godz. 9:40 kontrakty na S&P 500 lekko spadały (-0,12 proc.). Na giełdach Azji i Oceanii lekko przeważały dziś niewielkie spadki. Największy – -0,92 proc. – notował singapurski Straits Times Index.

Na giełdach europejskich nowy tydzień rozpoczynał się przeważnie od niewielkich wzrostów głównych indeksów (DAX +0,25 proc., CAC 40 +0,49 proc. ok. godz. 9:45).

WIG-20, który w piątek silnie spadła osiągają najniższy poziom od ponad miesiąca, dziś ok. godz. 9:45 lekko spadał o 0,14 proc. Wśród składników mWIG-u 40 swój najwyższy poziom od marca 2020 osiągnął dziś kurs akcji Ciechu.

Rentowność 10-latek rządu Stanów Zjednoczonych wzrosła w piątek na najwyższy poziom od miesiąca i dziś rano utrzymywała się w pobliżu piątkowych poziomów (3,745 proc.). Rentowność polskich 10-letnich obligacji skarbowych wyszła dziś rano na najwyższy poziom od 17 stycznia (6,134 proc. ok. godz. 9:25).

Lekko spadały dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową (WTI -1,02 proc., Brent -0,96 proc. ok. godz. 9:30). Lekko natomiast zwyżkowała cena kontraktu na amerykański gaz ziemny na NYMEX-ie (+0,72 proc.), która w styczniu spadła do najniższego poziomu od końca 2020 roku. Taniały dziś metale szlachetne (złoto -0,13 proc., srebro -0,7 proc., platyna -0,86 proc., pallad -0,29 proc.).Pallad był dziś najtańszy od marca 2020.

Amerykański dolar drożał dziś rano wyraźnie względem japońskiego jena (USD/JPY +0,71 proc). Kurs – EUR/USD -0,04 proc. ok. godz. 9:20 – osiągnął dziś najniższy poziom od miesiąca.

Minimalnie słabł dziś rano polski złoty (EUR/PLN +0,09 proc., USD/PLN +1,11 proc. ok. godz. 9:25).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który spadł w minionym tygodniu poniżej poziomu 22000 USD, utrzymywał się nadal poniżej tego poziomu dziś ok. godz. 9:20 minimalnie zyskując (+0,12 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Magazyny w okresie adaptacyjnym

W 2021 roku pod względem zrealizowanego wolumenu sektor magazynowy zdecydowanie dominował na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce. Wartość transakcji – około 3,2 miliardy euro – odpowiadała ponad połowie całkowitej wartości transakcji inwestycyjnych. W 2022 roku wynik sektora – 2 miliardy euro – zapewnił mu „jedynie” 34% udziału w całkowitym wolumenie transakcyjnym w Polsce.

Sektor w okresie adaptacyjnym

Teraz sektor magazynowy stoi w obliczu spowolnienia inwestycyjnego. Oczekiwania cenowe wobec produktów magazynowych są aktualnie najgorętszym przedmiotem wielu dyskusji. Właściciele chcą sprzedawać drożej niż kupujący planują nabyć, licząc na przeceny. Zatem od kilku miesięcy trwa proces adaptacyjny.

Dostrzec można już wyraźne obniżanie cen sprzedaży nieruchomości logistycznych, odzwierciedlone w wyższych stopach kapitalizacji. Różnica w jakiejś skali „rekompensowana” jest właścicielom czy deweloperom nienotowanymi dotąd wzrostami stawek czynszów bazowych. Takiej sytuacji doświadczamy zresztą w każdym sektorze, nie tylko magazynowym.

Rozpoczynanie nowych inwestycji jest obecnie utrudnione, podobnie jak w innych segmentach rynku, przez większe trudności z uzyskaniem finansowania projektów i jego wyższy koszt oraz mniejszą dostępność materiałów czy siły roboczej. Spodziewamy się jednak, że nowopowstające obiekty magazynowe powinny osiągnąć w tym roku pewien stan równowagi.

Transakcje dotyczące nieco starszych projektów magazynowych nadal będą indywidualnie rozpatrywane pod kątem wysokości czynszu i końcowej wartości za metr kwadratowy. A pozornie niższa stopa kapitalizacji wynikać będzie z większego potencjału danego projektu w momencie renegocjacji umów najmu.

Więcej transakcji poza głównymi rynkami

Sektor magazynowy, podobnie jak biurowy i handlowy, charakteryzuje się obecnie znaczącym wzrostem transakcji poza głównymi rynkami. W sektorze magazynowym oznacza to wzrost udziału z 24% w całkowitym wolumenie sektora w 2021 roku do 40% w 2022 roku.

Inwestorzy zauważają potencjał rynków regionalnych, w szczególności zachodniej części Polski, w okolicy Szczecina, Gorzowa, Zielonej Góry i Legnicy. Na tych obszarach zrealizowane zostały inwestycje drogowe, które zapewniają sprawną komunikację, zarówno na terenie Polski, jaki i tranzyt na Zachód, poza granice kraju. Interesujące inwestycyjnie obiekty zlokalizowane są w pobliżu dużych ośrodków miejskich, co zapewnia łatwy dostęp do pracowników. Wszystko to przekłada się na atrakcyjność i płynność inwestycji w tych obszarach. W regionach inwestorzy mogą pozyskać ciekawe aktywa po nieco wyższych stopach zwrotu niż w głównych ośrodkach.

Skrupulatne analizy projektów

Z 2 miliardów euro zrealizowanych w sektorze magazynowym w 2022 roku, 42% przypadło w udziale transakcjom portfelowym. To sporo, ale mniej niż rok wcześniej, kiedy ich udział kształtował się na poziomie 63%. Spadek udziału transakcji portfelowych jest sygnałem, że inwestorzy dokładniej rozpatrują każdy indywidualny projekt, wybierając często tylko pojedyncze aktywa.

Przyglądając się liczbom, warto zwrócić uwagę, że jedna znacząca transakcja odpowiadała aż za 26% całkowitego wolumenu sektora magazynowego zrealizowanego w ubiegłym roku. Przejęcie przez CBRE IM portfela magazynowego Danica od Hillwood było drugą pod względem wartości transakcją odnotowaną w 2022 roku i trzecią największą w sektorze magazynowym w Polsce w historii rynku.

Autor: Bartłomiej Krzyżak, Senior Director, Investment w Avison Young

Pompa głębinowa do nawadniania upraw – jak ją prawidłowo dobrać?

Woda jest niezbędna w procesie produkcji rolnej. Na terenie Polski od lat obserwujemy duże deficyty wody opadowej, co rokrocznie w okresie od wiosny do jesieni powoduje lokalne susze rolnicze, a nawet hydrologiczne. Rozwiązaniem tego problemu może być inwestycja w indywidualny system nawadniania, oparty o np. wydajną studnię głębinową i odpowiednią pompę. Dobór pompy głębinowej do nawadniania upraw to bardzo odpowiedzialne zadanie, któremu bliżej przyglądamy się w naszym artykule.

Warto wiedzieć:
(…) można stwierdzić, że we wszystkich analizowanych przypadkach nawadnianie wpływało na uzyskanie wymiernych efektów produkcyjnych, w postaci zwyżki i poprawy jakości plonu, a więc pozwalało przynajmniej częściowo uniezależnić się od warunków atmosferycznych. (…) Zastosowanie nawodnień w przypadku wszystkich analizowanychroślin przyczyniło się do wzrostu wysokości uzyskiwanych plonów.W istotny sposób wpływało także na zwiększenie stabilności i niezawodności plonowania w latach.” Źródło: https://bibliotekanauki.pl/articles/61830.pdf

Zaczynamy od określenia źródła wody

W gospodarstwach rolnych najczęściej wykorzystuje się trzy rodzaje źródeł wody do nawadniania pola uprawnego:

  • własną studnię głębinową lub kopaną,
  • staw/jezioro,
  • indywidualny zbiornik wodny o dużej pojemności, w którym gromadzi się wodę deszczową.

Pompa musi zostać dobrana ze względu na faktyczny rodzaj źródła, z którego chcemy pozyskiwać wodę. W przypadku studni głębinowej czy kopanej idealnym rozwiązaniem będzie pompa głębinowa (do studni kopanej musi posiadać własny system chłodzenia wymuszający przepływ wody przez silnik).

Do czerpania wody ze stawu, jeziora czy innego zbiornika najczęściej wykorzystuje się pompy zatapialne z wyłącznikiem pływakowym, natomiast można a wręcz warto tutaj pomyśleć o zastosowaniu wydajnej pompy głębinowej przystosowanej do pracy w pozycji poziomej.

Powinieneś wiedzieć:

Dobra pompa do deszczowni musi zapewnić fizyczną wydajność na poziomie minimum 300 litrów na minutę, jednak w przypadku posiadania dużego pola uprawnego lub sadu konieczny może się okazać zakup urządzenia oferującego wydajność nawet w okolicach 500-800 litrów na minutę.” Źródło: https://hydroportal.pl/pompy,ac99/jaka-pompe-do-deszczowni-wybrac-czym-sie-kierowac,10500

Ustalamy rodzaj systemu nawadniania

Efektywne nawadnianie pola uprawnego wymaga stosowania systemu gwarantującego bardzo duży wypływ wody i dostarczenie jej w odpowiednich ilościach do wszystkich sektorów pola. Tutaj bezsprzecznie najlepszym rozwiązaniem jest deszczownia, która charakteryzuje się generowaniem znacznego, dalekiego strumienia wody.

Pamiętajmy natomiast, że bezpośrednie zasilanie deszczowni wymaga zastosowania pompy zapewniającej odpowiednie ciśnienie wody na końcowym odcinku instalacji. Do tego konieczne jest, aby pompa była w stanie wylać wystarczającą ilość wody w określonym czasie.

W praktyce do zasilania deszczowni należy wybrać pompę głębinową, która zapewni minimum 6 barów ciśnienia na wyjściu (pamiętajmy o stratach generowanych przez każdy odcinek instalacji, każde kolanko, złączkę etc.) oraz o wydajności co najmniej 350-400 litrów na minutę. Wkraczamy tutaj na obszar pomp do użytku profesjonalnego, o średnicy 4” i większej.

To jest ważne!

Nie da się prawidłowo dobrać pompy głębinowej do nawadniania pola bez poznania szczegółów na temat instalacji wodnej. Pompa traci około 1 bar ciśnienia na każde 10 metrów podnoszenia wody w pionie i około 1 bar ciśnienia na każde 100 metrów pchania wody w poziomie.

Bezcenna pomoc eksperta

Radzimy, aby przed zakupem konkretnej pompy skontaktować ze specjalistą (np. doradcą sklepu oferującego pompy dla domu, rolnictwa i przemysłu), przedstawić mu szczegóły na temat swojej instalacji i poprosić o wskazanie najlepszego modelu dostępnego w założonym budżecie.

Pomoc eksperta pozwoli uniknąć kosztownych błędów na etapie doboru pompy głębinowej do nawadniania upraw, na przykład niepoprawnego dopasowania parametrów wydajnościowych (pompa jest zbyt wydajna w stosunku do możliwości źródła) czy technicznych (brak możliwości prawidłowego zamontowania pompy w studni z powodu np. zbytniego obniżania się lustra w trakcie poboru).

Ekspert sugeruje:

Ponieważ pompa głębinowa powinna być dobrana ściśle pod kątem konkretnych parametrów studni, ale też potrzeb użytkownika. Nie można dopuszczać do sytuacji, w której np. zastosujemy bardzo wydajną pompę, choć źródło – pisząc kolokwialnie – „ledwie zipie”. Mogłoby to skutkować nawet okresowym osuszaniem studni, a tym samym wysokim zapiaszczeniem wody i w konsekwencji uszkodzeniem pompy.” Źródło: https://sklep-hydros.pl/blog/poradnik/jak-poprawnie-dobrac-pompe-glebinowa-wystrzegaj-sie-tych-4-bledow.html

Pompa to tylko jeden z elementów systemu nawadniania

Przymierzając się do zbudowania systemu nawadniania pola uprawnego należy podejść do sprawy w sposób kompleksowy. System składa się z wielu elementów, z których każdy ma wpływ na pracę innego. Przykładowo: niewiele da nam zakup bardzo wydajnej pompy głębinowej, jeśli zastosujemy rurę PE o zbyt małej średnicy, przeznaczoną do podlewania ogródka, ale już niewystarczającą do zasilania deszczowni.

Dodatkowo należy pamiętać o tym, że sama pompa głębinowa musi spełniać kryteria jakościowe i wytrzymałościowe, ściśle uzależnione m.in. od tego, w jakim źródle wody będzie pracować. Jeśli ma to być np. stosunkowo płytka studnia kopana, to zaleca się zakup pompy antypiaskowej, o zwiększonej odporności na uszkodzenia mechaniczne spowodowane ścieraniem elementów układu hydraulicznego.

Tanie gadżety reklamowe z logo – 9 pomysłów na dodatki do paczek

Wybraliśmy dla Ciebie listę praktycznych artykułów promocyjnych, które z pewnością nie wylądują na dnie szuflady.

Czym się kierować wybierając gadżety reklamowe z logo?

Przygotowujesz paczki dla swoich kontrahentów z okazji zbliżających się świąt, rocznicy współpracy lub innej ważnej dla Was okazji? Chcesz, by znalazły się w nich wyjątkowe gadżety z reklamowe, które nie tylko pomogą wypromować Twoją markę, ale również znajdą praktyczne zastosowanie? Przedstawiamy zróżnicowane propozycje, lecz pamiętaj, że najlepiej byłoby dostosować rodzaj upominków do rodzaju działalności. Wykorzystaj to, że Twoi kontrahenci są grupą docelową o określonych preferencjach. Niech materiały promocyjne będą dla nich przydatne, bo tylko wówczas spełnią swoją funkcję.

9 gadżetów promocyjnych, w które warto zainwestować

  1. Ołówki promocyjne – artykuły piśmiennicze to niedrogi, a przy tym bardzo praktyczny drobiazg, który zawsze się sprawdza. Co ważne, możesz wybrać wyjątkowe ołówki z nadrukiem w różnej wersji: podstawowe eko, eleganckie z metalicznym połyskiem, stolarskie, elastyczne lub z zabawnymi figurkami zwierząt. Sprawdź bogatą ofertę marki Artilon na https://www.artilon.pl/Olowki-reklamowe-z-nadrukiem.
  2. Kubki promocyjne – kolejna klasyka gatunku. Możesz wybrać proste kubki z porcelitu albo nieco bardziej oryginalne kubki z drewna dębowego, metalowe kubki z grawerem i uchwytem w kształcie karabińczyka, bądź kubki termiczne, które doceni każdy miłośnik ciepłej kawy lub herbaty.
  3. Pomadka ochronna – propozycja dla firm w branży beauty, lecz nie tylko. Eleganckie opakowanie pomadki z Twoim logo z pewnością zachęci do korzystania z zawartości nie tylko zimą, szczególnie jeśli pomadka zawiera filtr SPF.
  4. Torby reklamowe – wśród nich znajdziesz torby papierowe z nazwą Twojej marki, ale także ekologiczne torby materiałowe na zakupy, teczki szkolne, kosmetyczki, teczki konferencyjne, nerki lub torby termiczne. Zdecyduj, które z nich najbardziej wpisują się w Twoją działalność i mieszczą w planowanym budżecie.
  5. Pendrive z logo – coraz częściej wybierany gadżet, który w dzisiejszych czasach przyda się każdemu. Wśród dostępnych modeli masz drewniane, metalowe, skórzane, klasyczne i w bardzo oryginalnych kształtach o różnej pojemności.
  6. Powerbank reklamowy – kolejny nowoczesny i bardzo przydatny drobiazg. Kieszonkowy powerbank z grawerem jest uniwersalnym upominkiem dla każdego.
  7. Maskotki z logo – pluszak ubrany w koszulkę z logo Twojej firmy może się stać biurową maskotką Twojego klienta. Misie, renifery, zajączki, słoniki w klasycznym wydaniu lub jako breloczki to świetny wybór dla firm oferujących produkty dziecięce, lecz nie tylko.
  8. Gadżety antystresowe z nadrukiem – pomóż ukoić nerwy swoich kontrahentów, pokaż, że o nich dbasz. Podaruj im piłki, serduszka antystresowe z nadrukowaną nazwą Twojej firmy. Niech kojarzy się ze spokojem i poczuciem bezpieczeństwa.
  9. Worki reklamowe – worek sportowy to dziś modna i bardzo praktyczna alternatywa dla plecaka lub torebki. Wybierz jeden spośród wielu dostępnych kolorów, który najbardziej będzie się kojarzył z Twoją marką.

Wszystkie z powyższych, a także znacznie więcej gadżetów reklamowych znajdziesz na stronie Artilon https://www.artilon.pl/. Wykorzystaj doświadczenie marki i wybierz podarunki, które wpiszą się w potrzeby Twoich kontrahentów.

Inflacja powodem stresu Polaków

Psuje humor w sklepach, zalewa falą strachu przy otwieraniu kopert z rachunkami, pogarsza atmosferę w domu. Mowa o inflacji, która spowodowała też, że jedna piąta par częściej kłóci się o pieniądze. Najtrudniej obecnie utrzymać nerwy na wodzy związkom nieformalnym, mieszkańcom aglomeracji i tam gdzie na utrzymaniu są dzieci. Niestety nawet w trakcie emocjonalnej rozmowy nie zawsze jest szansa by dowiedzieć się o wiszących nad domem poważnych problemach finansowych, bo część partnerów nie jest skora by dzielić się takimi informacjami – wynika z badania „Pieniądze powodem stresu dla par i singli”, zrealizowanego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Koszty życia tylko w ostatnim roku mocno wzrosły. Najbardziej poszły w górę wydatki, od których nie da się uciec, nawet jeśli włącza się tryb oszczędnościowy, ceny żywności i utrzymania nieruchomości, odpowiednio o niemal 22 i 23 proc. Co gorsza wysoka inflacja, wynosząca w skali zeszłego roku 14,4 proc., nie jest chwilowym zawirowaniem, a zjawiskiem długofalowym i wszystko wskazuje na to, że trzeba będzie się z nim zmagać dłużej. Tymczasem utrzymujące się napięcie i stres zwykle szukają ujścia, niestety również w kłótniach z najbliższymi. Nawet w „dobrych czasach”, co drugi związek miał kłopot by się porozumieć w sprawach finansowych, teraz jest jeszcze trudniej. Bo chociaż 8 proc. badanych informuje, że spierają się o wydatki i zarobki rzadziej niż przed wzrostem cen, to 21 proc. robi to częściej. Sytuacja przybrała najgorszy obrót w związkach z największych miast, z liczbą ponad 0,5 mln mieszkańców, gdzie jedynie 4 proc. badanych deklaruje, że spory o finanse są rzadsze niż kiedyś, a aż 23 proc., że częstsze. Podobnie źle jest na wsiach.

Potrzeby dzieci wydłużają listę wydatków i powodów do stresu

Wyniki badania „Pieniądze powodem stresu dla par i singli” pokazały jeszcze jedną niepokojącą rzecz, kłótnie o pieniądze bardziej nasiliły się w domach, w których są dzieci. O częstszych sporach mówi tu 26 proc. ankietowanych, podczas gdy wśród osób bezdzietnych 18 proc.

W jakim najlepiej być związku, aby atmosfera wokół finansów, nawet w tak trudnym czasie, była lepsza? Pewnie nie będzie to zaskoczeniem, ale sytuacja stosunkowo najlepiej przedstawia się w niemieszkających razem związkach nieformalnych, gdzie spiera się dziś częściej 18 proc. osób. I kluczowy tu jest fakt, że mieszkają osobno, a nie, że jest to relacja niesformalizowana. Bo gdy już wprowadzą się do wspólnego M, to wówczas częściej niż przed skokiem inflacji kłóci się tu o pieniądze aż 25 proc. badanych. Wśród par po ślubie, mieszkających razem inflacja napędza nieporozumienia częściej w co piątym przypadku (20 proc.). Zdecydowanie najgorzej sytuacja przedstawia się jednak w mieszkających osobno małżeństwach, gdzie 44 proc. małżonków mówi, że teraz kłótni jest więcej.

Podstawa to szczera rozmowa…

– Pieniądze to trudny temat, nikt nie ma co do tego wątpliwości. Nasze regularnie prowadzone badania wskazują, że czas wysokiej inflacji wypada tylko nieznacznie gorzej w relacjach par, jeśli chodzi o temperaturę sporu o finanse, niż okres pandemii i lockdownów. Uświadamia to, że podstawowym problemem jest brak właściwej komunikacji. Dlatego, warto już od pierwszych miesięcy związku otwarcie podchodzić do tej kwestii i od najmłodszych lat objaśniać świat finansów swoim dzieciom. Niestety, kłótnie rodziców, to w niejednym przypadku podstawowa edukacja ekonomiczna jaką dzieci wynoszą z domu, a przecież nie o to chodzi – radzi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Podstawowym testem na otwartość i szczerość w związku jest reakcja na kłopoty finansowe. Na pytanie: Co robisz w sytuacji pojawienia się poważnych problemów finansowych? 71 proc. małżonków zamieszkujących razem odpowiada, że informuje o tym swoją drugą połowę. W żyjących pod jednym dachem związkach nieformalnych robi to jeszcze mniej, bo 62 proc. ankietowanych. Co z resztą? Czasami poinformują o tym dalszą rodzinę, znajomych lub specjalistę, ale przeważnie starają się samodzielnie uporać z kryzysem, w małżeństwach działa tak 18 proc. ankietowanych, a w pozostałych związkach 23 proc.

… szczególnie w czasach, gdy zaległości znów mocno rosną

– To w sumie niepokojąca sytuacja, szczególnie teraz, gdy ze względu na wzrost cen i podstawowych kosztów utrzymania, kłopoty finansowe są bardziej prawdopodobne. Oczywiście, w części przypadków ukrywaniu problemów towarzyszą dobre intencje, jak choćby zamiar oszczędzenia zmartwień drugiej połowie. Nie jest to jednak działanie fair – zauważa Sławomir Grzelczak. I dodaje, że z danych z prowadzonego przez BIG InfoMonitor rejestru dłużników jak i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że o ile w czasie pandemii ubywało osób nieradzących sobie z bieżącymi płatnościami, spadała też suma zaległości, to w ciągu zeszłego roku trend się zmienił. Przybyło niesolidnych dłużników o ponad 18 tys., a kwota niespłaconych zobowiązań wzrosła o 6,4 mld zł. – Dlatego, o nadciągających finansowych turbulencjach należałoby powiadomić domowników czy rodzinę, bo ich działania i pomysłowość mogą się okazać bardzo pomocne. W pętlę zadłużenia nie wpada się z dnia na dzień. Na niemal 2,7 mln niesolidnych dłużników widocznych w BIG InfoMonitor i BIK, ponad 240 tys. osób ma zaległości nieprzekraczające 500 zł. Pytanie, czy uda im się z nich wyjść, czy za chwilę będzie to już większa suma. Wiele zależy od wsparcia najbliższych, ale by mogli pomóc muszą o problemach wcześniej wiedzieć. Najlepiej po prostu na bieżąco ze sobą o tym rozmawiać – komentuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Badanie – Pieniądze powodem stresu dla par i singli, wykonane przez Quality Watch na zlecenie BIG InfoMonitor, przeprowadzone na próbie 1041 dorosłych Polaków techniką CAWI, 27-30 stycznia 2023 r.

Najemcy dwa razy aktywniejsi od deweloperów w Trójmieście

Trójmiasto jest kolejnym rynkiem biurowym, na którym aktywność najemców w 2022 roku była znacznie wyższa niż działania deweloperów. Skala aktualnie realizowanych projektów jest dużo mniejsza w porównaniu do wolumenu nowoczesnej powierzchni biurowej pozostającej w budowie w poprzednich latach.

Aktywność trójmiejskich deweloperów zakończyła się na pierwszej połowie 2022 roku, kiedy do użytku oddano 50 600 m kw. powierzchni. W drugiej połowie roku nie została ukończona żadna inwestycja. Wolumen nowej podaży w Trójmieście w ubiegłym roku stanowił 12% powierzchni ukończonej na głównych regionalnych rynkach, a przy tym był o 30% niższy w porównaniu do 2021 roku. Największymi zrealizowanymi w 2022 roku projektami były: Format (16 000 m kw., Torus) oraz K2 (10 900 m kw., Vastint Poland).

Optymistycznie nie przedstawia się również realizowana obecnie powierzchnia biurowa. Na koniec grudnia 2022 roku w budowie znajdowało się ponad 59 200 m kw. Jest to wolumen znacznie niższy w porównaniu do lat poprzednich, kiedy w trakcie realizacji było średnio 150 000 – 200 000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Na koniec ubiegłego roku największymi inwestycjami na etapie realizacji były: Waterfront II w Gdyni (14 500 m kw., Vastint Poland) oraz Punkt w Gdańsku (12 500 m kw., Torus).

„Trójmiasto zgarnia najważniejsze nagrody dla miast, które wyróżniają się względem atrakcyjności dla branży BSS. Nie powinno właściwie nikogo dziwić, że organizacje chętnie wybierają na swoje lokalizacje miasta z silnym zapleczem edukacyjnym oraz bogate w ofertę kulturowo-rekreacyjną dla mieszkańców. W 2022 roku najemcy, w przeciwieństwie do deweloperów, byli aktywni na trójmiejskim rynku biurowym. Odnotowany wolumen transakcji najmu wyniósł blisko 101 000 m kw. i był zbliżony do popytu odnotowanego w roku 2021 (108 000 m kw.). W odniesieniu do średniego poziomu rocznego z ostatnich 5 lat, rezultat był wyższy (96 600 m kw.),” – komentuje Maciej Kandybowicz, Leasing Manager w Knight Frank.

Większość umów zawartych w 2022 roku stanowiły nowe transakcje – 68% (ponad 68 500 m kw.), natomiast renegocjacje wyniosły 21% całkowitego popytu, a ekspansje 11%.

,,Mimo znacznej aktywności najemców, współczynnik pustostanów w Trójmieście wzrósł o 1 pp. względem roku 2021 i na koniec grudnia 2022 roku wyniósł 13,3%. Jednak w związku z brakiem nowych inwestycji oddanych do użytku w IV kwartale roku, wskaźnik obniżył się w porównaniu do III kw. o 0,2 pp. Warto podkreślić, że jest to trzeci najniższy współczynnik pustostanów wśród miast regionalnych, zaraz za Szczecinem i Poznaniem” – dodaje Katarzyna Bojar, Konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.

Czynsze wywoławcze w Trójmieście na koniec 2022 roku wahały się od 10,00 EUR do 15,00 EUR za m kw. miesięcznie i w niektórych budynkach uległy delikatnemu wzrostowi. Utrzymująca się wciąż wysoka dostępność powierzchni biurowej może zachęcać najemców do podejmowania renegocjacji stawek czynszu i pakietów zachęt. Z drugiej strony, wysokie koszty budowy, a także wzrost kosztów obsługi kredytów budowlanych może skutecznie zahamować możliwości negocjacyjne inwestorów, zwłaszcza w nowych budynkach. Wciąż zauważalny jest wzrost stawek opłat eksploatacyjnych z uwagi na postępujący wzrost cen usług oraz mediów, które na koniec grudnia 2022 roku kształtowały się w przedziale od 15,00 do 25,00 PLN/m kw. /miesiąc.

Co dalej z cenami gazu

Od szczytów gaz TTF stracił ponad 80% wartości, natomiast amerykański natgas jest niżej o ok. 75%. Jeszcze kilka miesięcy temu nagłówki w mediach sugerowały zakup ciepłych swetrów na nadchodzącą zimą przez ekstremalne ceny energii i gazu. Zima przy cenie gazu rzędu 300 euro za megawatogodzinę nie byłaby tania i najprawdopodobniej ciepła. Obawy te jednak już dawno przeminęły i teraz zadajemy sobie pytanie, czy to już koniec ery ekstremalnie drogiego gazu i wysokich rachunków za energię? Czy z drugiej strony to początek większych problemów przed którymi stoi Europa oraz inne kraje uzależnione od gazu?

Najwyższe ceny gazu w historii już za nami

W pewnym momencie ceny gazu na rynkach europejskich skoczyły do poziomu 300 EUR/MWh, co było 10 krotnie wyższą ceną niż przed pandemią czy nawet 30 krotnie wyższą niż w trakcie covidowego dołka. Głównym motywem wysokich cen była wojna w Ukrainie, choć jednocześnie podstawy do wzrostów stworzyli sobie sami Europejczycy poprzez zbyt małą dywersyfikację źródeł energii i dostaw surowców, gdzie dominującą rolę odgrywała Rosja. Na to wszystko nałożyły się jeszcze niskie stany magazynowe po poprzedniej zimie. Za pomocą systemu przesyłowego Nord Stream Rosja chciała w jeszcze większy sposób uniezależnić Europę od swoich dostaw, ucinając inne szlaki eksportowe. W tym miejscu należy również zwrócić uwagę, że Europa sama od wielu lat ograniczała własne wydobycie i nie dywersyfikowała dostaw, z wyjątkiem kilku krajów.

Drogi gaz oznaczał fatalne wieści dla europejskiej gospodarki

Wysokie ceny gazu doprowadziły do spustoszenia w europejskiej gospodarce, która nie zapadła się jedynie dzięki wcześniejszemu rozpędowi oraz wsparciu finansowemu ze strony władz. Oczywiście to wszystko nie obyło się bez wpływu na inflację, która skoczyła do poziomów nieobserwowanych od dziesięcioleci. Warunki handlowe w krajach UE były najgorsze w historii, co doprowadziło do spadku popularnego eurodolara poniżej parytetu! Europejskie indeksy również nie radziły sobie dobrze, a im dalej na wschód tym gorzej. Indeksy znalazły się najniżej od pandemii, a DAX od szczytu stracił 25% przy spadku polskiego WIG20 rzędu niemal 50%.

Europa stanęła na wysokości zadania

Mija niemal rok od rozpoczęcia inwazji Rosji w Ukrainie i od tego czasu mocno zmieniła się polityka dotycząca gazowego giganta czy samego miksu energetycznego. Unia Europejska, Stany Zjednoczone oraz G7 nałożyły szereg ograniczeń dla Rosji i jednocześnie rezygnowały z dostaw surowców z tego kraju. Oczywiście Europa musiała znaleźć innych dostawców, choć na początku niektóre kraje liczyły na szybki powrót prowadzenia biznesu z Rosją. Ostatecznie jednak Rosja zmusiła Europę do kupowania gazu z różnych miejsc, m.in. poprzez potężne zwiększenie importu LNG, który kupowany jest nie tylko na rynku spot, ale obecnie również podpisywane są długoterminowe kontrakty przy dalszym rozbudowywaniu infrastruktury.

Pogoda nam sprzyja

Tak łagodnej pogody podczas okresu grzewczego nie obserwowaliśmy w zasadzie od lat. Wysokie temperatury oraz wcześniejsza destrukcja popytu w przemyśle wpłynęła na ograniczenie zużycia średnio o 15-20%. Europa od dawna próbowała odejść od emisyjnych źródeł energii, a gaz miał być jedynie paliwem przejściowym, a teraz wydaje się, że wszystkie procesy powinny być jeszcze przyspieszone. Z drugiej strony pogoda potrafi być kapryśna, dlatego Europa powinna mieć na uwadze wcześniejsze problemy z dywersyfikacją i nie opierać się jedynie na zielonej energii, ale również spoglądać w stronę źródeł kopalnych czy atomu, a zapewnić stabilizację i bezpieczeństwo.

Czy Europa jest bezpieczna?

Magazyny gazu przed zimą wypełnione były w 90%, nawet przy awarii jednego z głównych terminali eksportowych w USA. W zeszłym roku dochodziło do tak kuriozalnych sytuacji jak wypełnianie magazynów pod koniec roku czy notowania ujemnych cen w dostawach tego samego dnia ze względu na brak możliwości składowania. Warto jednak pamiętać, że prawdopodobieństwo powtórki takich wydarzeń wydaje się niskie.

Obecnie magazyny wypełnione są w 70% i okres grzewczy powinien zakończyć się wypełnieniem powyżej 50%. Teoretycznie powinniśmy być bezpieczni, ale za obecny stan odpowiada pogoda oraz relatywnie niskie zużycie w przemyśle. Jeśli dołożymy do tego obecny dostawy, to zauważymy, że są one mniejsze niż roku temu, kiedy to cały czas płynął do nas gaz rosyjski. Oznacza to, że Europa musi konkurować na rynku spot, gdyż długoterminowe kontrakty zaczną obowiązywać dopiero za kilka lat. Sam rynek spot jest mocno napięty, Europa musi zgarnąć większość gazu z tego rynku, a konkurować musimy z Japonią, Koreą czy Chinami, gdzie ceny są obecnie nieco wyższe. To oznacza, że najprawdopodobniej dno cenowe na rynku gazu europejskiego w okolicach 50 EUR/MWh zostało już osiągnięte. Rynek terminowy nie widzi już dalszego spadku cen i dostawy na przyszły sezon zimowy są już nawet 20 EUR/MWh wyższe.

ceny gazu

Europa musi konkurować z Azją wśród dostawców na rynku spot, dlatego ceny gazu TTF muszą powrócić powyżej benchmarków azjatyckich, w szczególności gazu JKM. Źródło: Bloomberg, XTB

Co to oznacza dla gazu amerykańskiego?

Gaz amerykański w 2022 zaliczył wzrost do poziomów nieobserwowanych od 2008 roku! Fundamenty od tamtego czasu zmieniły się jednak drastycznie. USA są obecnie jednym z największych producentów i eksporterów na świecie. Potężna produkcja dzięki łupkom doprowadziła do spadku mocno poniżej globalnych benchmarków, nawet przy zeszłorocznych szczytach przy 10 USD/MMBTU. Pogoda i wysoka produkcja mogą obecnie sprzyjać stabilizacji cenowej, podobnej jak w latach 2015-2020. Z drugiej strony nawet wtedy, przy niskiej cenie gazu, implikowana zmienność była kilkukrotnie wyższa niż w przypadku innych popularnych rynków surowcowych jak ropa czy złoto.

Czy to koniec spadków?

Europejski gaz najprawdopodobniej dotarł już do dołka. Ceny i tak są najniższe od połowy 2021 roku, więc wpływ na euro czy europejskie indeksy wciąż powinien być pozytywny. Z kolei gaz amerykański jest już ekstremalnie tani. Korekta od szczytu sięgnęła blisko 75% i jedynie raz w historii obserwowaliśmy większą zapaść cenową!  Teraz widzimy, że gracze spekulacyjni dosyć mocno zwiększają swoje zaangażowanie na rynku, nawet przy wysokiej produkcji i sprzyjającej pogodzie, co może sugerować pewne zmiany na rynku. W najbliższym czasie wraca również do działania jeden z większych terminali eksportowych LNG Freeport, a wciąż potężna różnica cenowa  między gazem amerykańskim oraz europejskim przy uwzględnieniu kosztu skraplania i transportu będzie skłaniać firmy za oceanem do wysyłania coraz większej ilości gazu na Stary Kontynent. Może to oznaczać, że sezonowy dołek jest już za nami.

Autor: Michał Stajniak CFA, starszy analityk w XTB

Odpowiedź Europy na amerykańską ustawę IRA

  • Ustawa o redukcji inflacji (IRA) uchwalona latem 2022 roku jest pierwszą poważną próbą podjęcia przez Amerykę walki z kryzysem klimatycznym i osiągnięcia własnych celów w zakresie redukcji emisji. Jako taka jest spóźniona, lecz jak najbardziej pożądana. Jednocześnie zakłada szereg działań protekcjonistycznych, które – choć wymierzone głównie w Chiny – mogą zaszkodzić europejskiemu zielonemu przemysłowi. Jednak wcześniejsze doświadczenia z hojnymi ulgami podatkowymi za czasów prezydenta Trumpa nie tłumaczą nerwowej reakcji Europy.
  • Wspieranie zielonej transformacji za pomocą licznych funduszy, inicjatyw i programów już od dawna znajduje się w programie UE. Mimo to, w obliczu kryzysu energetycznego i zmian geopolitycznych panuje powszechne przekonanie, że Europa może stracić swoją rzekomą przewagę w zakresie ekologicznych gałęzi przemysłu i innowacyjności. W związku z tym, wielu decydentów i liderów biznesu wzywa UE do zwiększenia wysiłków.
  • Krótkoterminowa reakcja na amerykańską ustawę IRA – nazwana przez Komisję Europejską „Planem Zielonego Ładu dla Przemysłu” (Green Deal Industrial Plan) – opiera się przede wszystkim na umożliwieniu większego wsparcia krajowego, w tym ulg podatkowych, poprzez złagodzenie zasad dotyczących pomocy publicznej. Chociaż wspomniane złagodzenie jest (nadal) tymczasowe, to jednak stanowi ryzykowną drogę: krajowe środki wsparcia mogą być łatwiejsze do wdrożenia, ale grożą osłabieniem jednolitego rynku, będącego największym sukcesem UE, oraz pogłębieniem przepaści między bogatszymi i biedniejszymi członkami UE. W najgorszym razie mogą otworzyć puszkę Pandory wyścigu po dotacje – między UE i USA oraz w samej UE.
  • W dłuższej perspektywie UE i jej przemysł zachowają znaczenie – jako podmiot geopolityczny i światowy lider technologiczny – tylko wtedy, gdy będą działać tak, jakby nim były. Dlatego w opinii Allianz Trade UE potrzebuje jasnej i ambitnej wspólnej strategii przemysłowej, zabezpieczającej jej konkurencyjność w rozpadającym się świecie, wspartej wspólnymi funduszami, które pozwolą zachować jedność. Przewaga konkurencyjna Europy nie tkwi w wysoce efektywnym podejmowaniu decyzji i ich wdrażaniu – choć Unia powinna dołożyć wszelkich starań, aby udoskonalić tę umiejętność – ale w jej różnorodności i bogactwie talentów. Zjednoczeni, odniesiemy sukces. Dlatego w Allianz Trade uważamy, że utworzenie nowego funduszu suwerenności jest najlepszą możliwą odpowiedzią, natomiast pójście w kierunku nacjonalizmu poprzez porzucenie zasad pomocy publicznej lub wprowadzenie elementu „kupuj europejskie” w Allianz Trade uważamy za najgorszą z możliwych dróg.
  • Komisja Europejska wydaje się być zgodna, ale dokonała faustowskiego targu: otworzyła bramę dla dotacji krajowych, które nieuchronnie przechylą szalę zwycięstwa w Europie – a tym samym wzmocnią argumenty za ponadnarodowymi środkami zaradczymi, takimi jak nowy wspólny fundusz wsparty wspólnym zadłużeniem. Jest to niebezpieczna strategia. Istnieje realne ryzyko, że Komisja Europejska skończy z pustymi rękami: zasady pomocy publicznej pozostaną jedynie listkiem figowym, a oczekiwany fundusz suwerenności nigdy nie ujrzy światła dziennego. UE utknęła pośrodku, rozdarta pomiędzy szalejącym wyścigiem o dotacje a zbyt małą ilością dóbr wspólnych.

Amerykańska Ustawa o redukcji inflacji (IRA) w skrócie

Ustawa IRA zmienia reguły gry. Ulgi i zachęty podatkowe mają wyzwolić prywatne inwestycje ekologiczne, w ramach których przedsiębiorstwa będą inwestować w czystą energię, taką jak magazynowanie wodoru lub akumulatory, a gospodarstwa domowe kupować domy i samochody o niższej emisji. W ten sposób, po raz pierwszy, Stany Zjednoczone poważnie traktują kryzys klimatyczny i mają szansę na osiągnięcie własnych celów w zakresie redukcji emisji, tj. zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych o -50% do 2030 roku (w stosunku do poziomu z 2005). To cieszy. Bez USA wszelkie próby ograniczenia wzrostu temperatury poniżej 2°C – nie mówiąc już o celu paryskim – są skazane na niepowodzenie. Budowanie zielonych gałęzi przemysłu na dużą skalę w USA może również wspomóc podobne wysiłki na całym świecie poprzez mechanizm cenowy: tego typu technologie mogą stać się bardziej przystępne finansowo w krótszym czasie. W tym kontekście IRA zdecydowanie zasługuje na pochwałę.

Jest jednak pewien szkopuł: Wymogi dotyczące zawartości krajowej – powiązane z dwiema trzecimi zachęt podatkowych przewidzianych IRA – nie tylko naruszają zasady Światowej Organizacji Handlu, lecz także mogą zaszkodzić producentom spoza USA. Oczywiste rozwiązanie: iść na Zachód i produkować w USA. Już teraz pojawiają się niepotwierdzone informacje, że firmy zwiększają swoje inwestycje w USA. Na razie są to jednak głównie zapowiedzi. Ale bez wątpienia USA stały się atrakcyjnym miejscem do inwestowania w zielone technologie[1]. Jest to poważny powód do obaw dla Europy, która ma tendencję do postrzegania siebie jako awangardy zielonego przemysłu. Jest jeszcze gorzej: gdy ustawa IRA weszła w życie w USA, Europa doznała poważnego ciosu jako lokalizacja przemysłu z powodu kryzysu energetycznego wywołanego wojną w Ukrainie.

Nerwowe reakcje nie są jednak uzasadnione. Po pierwsze, wielkość IRA jest mniejsza niż się wydaje. Kwota główna – 370 mld USD – brzmi imponująco, ale jest rozłożona na dziesięć lat; w skali rocznej w budżecie jest zapisane nieco więcej niż 0,1% PKB. Po drugie, nie wiadomo, czy za zapowiedziami pójdą twarde decyzje i realne pieniądze. Istnieje przecież precedens. Prezydent Trump wprowadził wcześniej ogromną obniżkę podatku od osób prawnych o 14 punktów procentowych (z 35% do 21%); chodziło oczywiście o to, aby zachęcić firmy do inwestowania w USA „sprowadzając miejsca pracy do domu”. Wynik nie był jednak taki, jakiego oczekiwano: nowe bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) w USA utrzymały tendencję spadkową. Aby zmienić decyzje inwestycyjne, potrzeba czegoś więcej niż (tymczasowej) ulgi podatkowej. Tym bardziej, że – po trzecie – nie wiadomo, co stanie się z tymi ulgami za następnej administracji USA.

Wniosek: w najbliższych latach w USA będzie dużo inwestycji w ekologiczne gałęzie przemysłu, nie tylko ze strony producentów pojazdów elektrycznych, ponieważ rynek amerykański jest jeszcze w powijakach (większość produkcji samochodów odbywa się lokalnie). Nie wiadomo jednak, czy należy to traktować jako „zakłócenie”, które wymaga środków zaradczych. Transformacja ekologiczna nie jest rozwiązaniem neutralnym, lecz grą, w której wygrywają wszyscy.

Odpowiedź UE – podsumowanie

W dniu 1 lutego 2023 roku Komisja Europejska przedstawiła swoją krótkoterminową (nieoficjalną) odpowiedź na amerykańską ustawę IRA, pod nazwą „Plan Zielonego Ładu dla Przemysłu” (Green Deal Industrial Plan). Opiera się na czterech filarach: redukcja biurokracji, umiejętności, handel i finansowanie. Ten ostatni filar to przede wszystkim zestawienie wszystkich istniejących środków, które składają się na imponujące sumy, chociaż uzyskanie ostatecznej liczby całkowitej jest raczej niemożliwe[2].

Najlepszym szacunkiem może być suma już zatwierdzonych 250 mld EUR z Funduszu Odnowy i Odporności (RRF) na zieloną transformację plus wciąż dostępne 270 mld EUR w ramach programu REPowerEU. To już znacznie przekracza środki amerykańskiego programu IRA, nie licząc środków dostępnych z budżetu UE (fundusze spójności) i różnych innych programów, takich jak Horizon Europe, Invest EU czy Fundusz Innowacji. Ponieważ jednak te programy i fundusze mają szerszy zakres niż zielona transformacja, trudno jest podać jedną precyzyjną kwotę.

Jedynym nowym środkiem w zakresie finansowania jest przedłużenie i rozszerzenie złagodzenia zasad pomocy publicznej do końca 2025 roku. Nazywa się ono teraz „Tymczasowymi Ramami Kryzysowymi i Przejściowymi” i daje członkom UE więcej swobody we wspieraniu własnego przemysłu, między innymi poprzez ulgi podatkowe, celem przeciwdziałania (rzekomej) hojności rządu USA. Dla firm, które planują inwestować w nowe zakłady lub powiększać istniejące, otwiera się przyjemna perspektywa między-atlantyckiej licytacji między rządami w celu zwabienia fabryk na swoją stronę Oceanu.

Pozostałe trzy filary, czyli zmniejszenie biurokracji oraz położenie nacisku na umiejętności i handel, to „nic nowego”, czyli rutynowe podsumowanie wszystkich inicjatyw w tych dziedzinach. Sceptycyzm jest uzasadniony. Na przykład pozbawiona biurokracji UE to po prostu oksymoron. Niemniej jednak wysiłki w tym kierunku są mile widziane, a niektóre pomysły brzmią obiecująco, na przykład punkty kompleksowej obsługi w zakresie pozwoleń z maksymalnymi okresami zatwierdzenia oraz ustawowe rozwiązania ułatwiające dla nowych i powstających technologii oraz start-upów. To samo można powiedzieć o zbliżającej się wojnie o (zielone) talenty, którą dostrzega również amerykańska ustawa IRA, która wyraźnie mówi o finansowaniu promowania umiejętności. Również w UE wzrasta świadomość przyszłych niedoborów siły roboczej, lecz na razie środki unijne służące przyciąganiu i promowaniu niezbędnych umiejętności wydają się niewystarczające: odważna polityka migracyjna, która otworzyłaby rynki pracy dla wykwalifikowanych migrantów, wciąż nie jest w planach. Trzeba przyznać, że znalezienie wspólnej płaszczyzny porozumienia w tej sprawie jest szczególnie trudne, ale fakt, że nawet nie są podejmowane w tym kierunku próby sprawia wrażenie, że polityka UE nadal nie uwzględnia nadchodzącego szoku demograficznego. W filarze handlowym najbardziej interesująca jest rażąca pustka. Wprawdzie wspomina się o wielu umowach o wolnym handlu (FTA), a także o trwających negocjacjach z USA w sprawie niektórych środków protekcjonistycznych w ramach IRA, to jednak nie wspomina się o szerszym pakcie z USA. Transatlantyckie Partnerstwo w Dziedzinie Handlu i Inwestycji” (TTIP) wydaje się być kompletnie martwe.

Wniosek: „Plan Zielonego Ładu dla Przemysłu” jest w sumie wyrazem bardzo pragmatycznego podejścia Komisji Europejskiej. Jeżeli chodzi o odpowiedź na protekcjonistyczne działania w ramach IRA, odpowiedzialność za nią spoczywa na państwach członkowskich. Na razie nie ma nowych funduszy ani programów unijnych, ale są starania, aby uzyskać więcej korzyści z istniejących środków. Takie podejście pozwala zyskać na czasie, ale nie jest alternatywą dla prawdziwej strategii (zielonego) przemysłu, która uwzględnia nie tylko kryzys klimatyczny, ale także nową rzeczywistość geopolityczną po wojnie w Ukrainie.

Jakie są zatem opcje polityczne, które UE mogłaby zastosować, aby jej (zielony) przemysł i gospodarka były dostosowane do przyszłości?

[1] To, co dla jednego jest zyskiem, dla innego stratą. Mniej zauważalne są przepisy dotyczące cen leków, które w najbliższych latach będą miały negatywny wpływ na przemysł farmaceutyczny.

[2] Sama Komisja Europejska wydaje się zagubiona we własnym gąszczu funduszy i programów: o ile w dokumencie, który wyciekł zaledwie dzień przed spotkaniem, fundusze spójności dostępne na zieloną transformację wynosiły około 36 mld EUR, o tyle w dokumencie końcowym liczba ta wynosiła już 100 mld EUR, co oznacza pozorny cudowny wzrost środków.

Upadłość konsumencka – czy warto skorzystać z pomocy prawnika, by ją ogłosić?

Konsumenci mają już od dłuższego czasu możliwość ogłoszenia upadłości konsumenckiej. Taką procedurę można prowadzić samodzielnie, ale również można uzyskać pomoc w jej przejściu. Gdzie jest ona dostępna i czy warto z niej skorzystać?

Dlaczego warto skorzystać z usług prawnika przy ogłaszaniu upadłości konsumenckiej?

Do najważniejszych związanych ze skorzystaniem z pomocy prawnika przy upadłości konsumenckiej zaliczane są:

Fachowe wsparcie

Prawo upadłościowe może być złożone i trudne w zrozumieniu bez pomocy profesjonalisty. Adwokat może zapewnić wskazówki i wsparcie w trakcie całego procesu.

Ochrona praw upadłego

Adwokat może zapewnić ochronę praw osoby korzystającej z procesu upadłości i zadbać o przestrzeganie wszystkich niezbędnych procedur.

Uniknięcie błędów

Postępowanie upadłościowe może mieć poważne, długoterminowe konsekwencje. Adwokat może pomóc uniknąć błędów, które mogą mieć wpływ na finansową przyszłość.

Reprezentacja

Adwokat może reprezentować upadłego w sądzie i prowadzić sprawę w jego imieniu.

Mniejszy stres

Ogłoszenie upadłości może być stresującym procesem. Adwokat może pomóc zmniejszyć ten stres u klienta, zajmując się prawnymi aspektami sprawy.

Ogólnie rzecz biorąc, zatrudnienie adwokata może zapewnić spokój ducha, ochronę praw osoby uczestniczącej w postępowaniu i zwiększyć szanse na pomyślne rozwiązanie sprawy upadłościowej.

Fachowa pomoc – upadłość konsumencka Łódź – https://upadlosci-ekspert.pl/upadlosc-lodz/ sprawdź oferty kancelarii prawych już teraz!

Jak wybrać dobrego prawnika specjalizującego się w prawie upadłościowym?

Znalezienie dobrego prawnika specjalizującego się w upadłości powinno obejmować poniższe kroki:

  • Poproś o rekomendacje – zapytaj o rekomendacje przyjaciół, rodzinę lub inne osoby.
  • Sprawdź informacje o adwokacie – dowiedz się więcej o przygotowaniu danego adwokata, na przykład sprawdź jego wykształcenie, doświadczenie i reputację zawodową.
  • Zwróć uwagę na jakość obsługi – dobrym wyborem będzie adwokat, który łatwo się komunikuje z klientem i jest dobrym słuchaczem.
  • Umów się na konsultację – umów się na spotkanie z prawnikiem, aby omówić szczegóły sprawy i poznać wiedzę i podejście adwokata.
  • Porównaj opłaty – uzyskaj informacje o opłatach za usługi prawne i porównaj opłaty z innymi prawnikami zajmującymi się upadłością, aby upewnić się, że konkretny prawnik oferuje uczciwą cenę.
  • Weź pod uwagę sukcesy – zapytaj, czy adwokat zajmował się sprawami podobnymi do Twojej i zapytaj go o dotychczasowe sukcesy w sprawach dotyczących upadłości.

Pamiętaj więc, że dobry adwokat specjalizujący się w upadłości może pomóc Ci przejść przez proces upadłościowy i chronić Twoje prawa i majątek.

Zerwanie nieopłacalnej umowy poza kosztami podatkowymi

Możliwość zaliczenia wydatków związanych z wcześniejszym rozwiązaniem umowy do kosztów uzyskania przychodów jest problematyczna i wymaga każdorazowej analizy konkretnego stanu faktycznego w ramach przygotowywania umowy pomiędzy stronami, a nawet zabezpieczenia w formie interpretacji podatkowej. Rozważane podejście w tym zakresie pozwoli na ograniczenie negatywnych konsekwencji wynikających np. następczej negatywnej interpretacji podatkowej o czym przekonał się podatnik w sprawie o sygn. 0113-KDIPT2-1.4011.524.2022.2.ISL.

Czego dotyczyła sprawa?

Wnioskodawczyni, będąca osobą fizyczną prowadzącą działalność gospodarczą (kancelarię komorniczą) zawarła niekorzystną umowę z komornikiem prowadzącym czynności egzekucyjne w imieniu podatnika (umowa B2B). Umowa przewidywała konieczność wypłaty miesięcznego wynagrodzenia za świadczenie usług komorniczych w zakresie m.in. poszukiwania dłużników, asystowania w czynnościach egzekucyjnych w terenie, działania zmierzającego do wyjawienia majątku dłużników i wyegzekwowania należności, monitoringu ściągalności należności, organizacji działań windykacyjnych. Miesięczne wynagrodzenie było niezależne od podejmowanych przez komornika czynności i stanowiło równowartość sumy poniesionych kosztów związanych z umową oraz 40% dochodów. Celem zawarcia umowy z komornikiem było wykorzystanie predyspozycji osobistych, doświadczenia zawodowego, jak i posiadanych kontaktów do osiągnięcia dużo wyższych przychodów aniżeli bez jego pomocy.

Taka konstrukcja umowy doprowadziła do sytuacji, w której komornik przez dwa miesiące nie świadczył żadnych usług, z uwagi na udział w szkoleniu wojskowym, a mimo to podatnik zobowiązany był do zapłaty wynagrodzenia. Wobec tak niekorzystnych warunków umowy podatnik zdecydował o zakończeniu współpracy z komornikiem. Wiązało się to jednak z koniecznością zapłaty kary umownej w związku z tym, że komornik poczynił już pewne nakłady w związku ze sprawą. Klient, będący wnioskodawcą w ramach postępowania interpretacyjnego, zapytał czy w związku z zaistniałą sytuacją karę umowną w wysokości 60 tys. zł może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów.

W ocenie podatnika powyższa kwota mogłaby zostać zaliczona do kosztów uzyskania przychodów, ponieważ jej poniesienie doprowadziło do ograniczania kosztów postępowania prowadzonego przez podatnika. Powołał się on przy tym na korzystne stanowiska sądów w zakresie np. wcześniejszego rozwiązania umów najmu. W ocenie podatnika podjęte przez niego działania zmierzały do zachowania źródła (ochrona znacznej kwoty kapitału), jak i zabezpieczenia źródła przychodów (daje możliwość nawiązania stosunków z tańszymi

partnerami lub wykonującymi usługi w zadowalający sposób). W ocenie podatnika za koszt uzyskania przychodu należy zatem traktować te wydatki, których poniesienie było spowodowane racjonalnym dążeniem i obiektywną możliwością osiągnięcie przychodu, choćby sam przychód nie wystąpił.

Stanowisko fiskusa

Z takim stanowiskiem nie zgodził się Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej, który rozpoczął analizę od ogólnej definicji kosztów uzyskania przychodów oraz przesłanek, warunkujących możliwość zaliczenia wydatku do KUP. Szczególną uwagę poświęcił wydatkom nieuznawanym za koszty uzyskania przychodów. Zgodnie z przepisem art. 23 ust. 1 pkt 19 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych kary umowne i odszkodowania z tytułu wad dostarczonych towarów, wykonanych robót i usług oraz zwłoki w dostarczeniu towaru wolnego od wad lub zwłoki w usunięciu wad towarów albo wykonanych robót i usług nie uważa się za koszty uzyskania przychodów. Istotą tego zapisu jest sankcjonowanie przez ustawodawcę postaw sprzecznych z postanowieniami umownymi, z których wynikają kary. Organ podatkowy wskazał, że wnioskodawczyni zawarła z komornikiem umowę zgodnie z wolą stron, a następnie się z niej nie wywiązała co doprowadziło do konieczności zapłaty kary umownej. W ocenie organu wnioskodawczyni nie wykazała związku przyczynowo – skutkowego, co jest jedną z koniecznych przesłanek kwalifikacji do kosztów uzyskania przychodu. Ponadto, wydatek ten został bezpośrednio wymieniony w art. 23 ust 1 ustawy o PIT.

Istotne jest także stanowisko organu wyrażone w interpretacji, że zapłata kary wynikała z podjęcia przez podatnika ryzyka gospodarczego, a nie każdy wydatek, nawet ekonomicznie uzasadniony, prowadzi do powstania kosztów uzyskania przychodu. Podatnik nie może wykorzystywać podatków do zmniejszenia wartości płaconej przez siebie kary za niedochowanie umowy.

Komentarz

Omawiana interpretacja pozbawia podatnika prawa do zaliczenia wydatku do kosztów podatkowych, podczas gdy Dyrektor KIS wydawał już pozytywne interpretacje podatkowe, potwierdzające możliwość zaliczenia do kosztów podatkowych opłat z tytułu wcześniejszego rozwiązania umowy, które wyglądały bardzo podobnie do kar umownych.

Sprawa ta unaocznia jak istotne jest dokładne zweryfikowanie stanu faktycznego oraz zebranie mocnych argumentów, przemawiających za zaliczeniem opłat za wcześniejsze rozwiązanie umowy do kosztów podatkowych przy przygotowaniu wniosku o interpretację podatkową. Tego typu wydatki powinny być również wzięte pod uwagę na etapie przygotowywania umowy, tak by świadomie rozważyć wszystkie konsekwencje podatkowe.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Wystąpienie prezesa zawiodło

Konferencja prasowa prezesa NBP Adama Glapińskiego miała wiele ozdobników, ale zabrakło wyraźnych wskazówek na przyszłość. Dostaliśmy jednak jasny przekaz, że w nadchodzących miesiącach zmian nie będzie.

Show prezesa

Konferencja prezesa nie przyniosła rewolucji. Utrzymano wątek górski, aczkolwiek wracamy do tematu płaskowyżu, w którym pan profesor czuje się wyraźnie mocniejszy, niż w polskich szczytach górskich. Temat kynologiczny został zawieszony, ale pojawiły się koty. Prezes NBP postanowił również zasugerować słuchaczom, że wycieczki szkolne to siedlisko patologii i dobrze, że na nie nie jeździł. Dobrze, że znalazł czas na wątki polityki monetarnej. Skupiał się co prawda znów na niezależności NBP, zdaniem analityków odnosząc się do sugestii możliwych obniżek stóp procentowych, o których napomknął premier Mateusz Morawiecki. W rezultacie wiemy, co RPP chciałaby robić i wiemy też, jakie naciski polityczne z obozu władzy płyną.

Dramat Węgrów

Poznaliśmy dzisiaj odczyt inflacji na Węgrzech. Kraj ten wyszedł na wyraźne prowadzenie w Unii Europejskiej. Wynik 25,7% to nie tylko 0,5% powyżej oczekiwań, ale przede wszystkim okropna wiadomość dla tamtejszych mieszkańców. Widzimy przecież, co się dzieje w Polsce przy poziomach wyraźnie niższych. Kraj ten już podniósł stopy procentowe do imponującej wartości 13%, w związku z czym realnie pozostaje im czekać. Trochę lepsza sytuacja jest w Czechach. Tam również inflacja rośnie, ale do 17,5% i oczekiwania zostały tylko nieznacznie przekroczone.

Co z inflacją w Polsce?

Patrząc na odczyty na Węgrzech i w Czechach można mieć spore obawy względem sytuacji w Polsce. Odczyty dla tych państw były dostępne już dzisiaj, natomiast odczyt dla Polski zobaczymy finalnie dopiero 15 lutego. Oby nie był to dramatyczny prezent tuż po walentynkach. Należy też zwrócić uwagę, że styczeń był ostatnim miesiącem sprzed wprowadzenia tarczy antyinflacyjnej. W rezultacie wzrost roczny w styczniu powinien być jeszcze pod kontrolą. Pytanie, co stanie się w marcowych danych za luty. Z drugiej strony temat podwyżek stóp procentowych wydaje się na ten moment w Polsce definitywnie zamknięty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Polska słabo przygotowana do transformacji energetycznej

Poziom gotowości Polski do transformacji energetycznej jest jednym z najniższych w Europie – wynika z raportu firmy Eaton. Wciąż pozostaje wiele do poprawy w obszarze technik zapewniających elastyczność sieci oraz wsparcia społeczno-politycznego. Jednak pod względem dostępności rynku energetycznego wypadamy lepiej niż Wielka Brytania, Niemcy czy Francja.

Polska najsłabiej przygotowana do transformacji energetycznej

Od 2019 roku stowarzyszenie Association for Renewable Energy and Clean Technology (REA), we współpracy z firmą Eaton, bada gotowość europejskich rynków energii do transformacji energetycznej. W tym roku wskaźnikiem Energy Transition Readiness Index (ETRI) po raz pierwszy objęto również Polskę. W pięciostopniowej skali Polska otrzymała ogólną ocenę 3, podobnie jak Niemcy, Irlandia, Włochy, Hiszpania, Szwajcaria i Wielka Brytania. Najlepiej wypadła Finlandia, która uzyskała najwyższą możliwą ocenę – 5.

Polski rynek jest otwarty na inwestycje…

Rynek energetyczny w Polsce jest otwarty na inwestycje – jego dostępność oceniono na 4 (w pięciostopniowej skali), podobnie jak w przypadku Norwegii, Holandii czy Szwecji. To wynik znacząco wyższy niż w przypadku Niemiec, wypadamy też lepiej niż Francja, Wielka Brytania, Szwajcaria, Hiszpania i Włochy. Polska została pozytywnie oceniona pod kątem rozwiązań regulacyjnych i zasad rynkowych, które pozwalają na uczestnictwo wielu podmiotów. Rynek jest przejrzysty pod kątem zawieranych umów i wielkości obrotu, jednak, jak wskazuje badanie, jego otwartość na rozwiązania elastycznej sieci to głównie teoria, związana z koniecznością realizowania polityki klimatycznej UE.

…ale z nich nie korzysta

Polska jest mniej skuteczna w zachęcaniu do przyjmowania mechanizmów zapewniających elastyczność sieci. Rynek energetyczny stanowi barierę dla inwestycji w OZE, ponieważ jest złożony, wolno się zmienia i dominują na nim zasiedziałe podmioty. Źródła odnawialne są też nadal mniej konkurencyjne niż źródła konwencjonalne. Polityka i regulacje dotyczące transformacji są na wczesnym etapie rozwoju i wdrażania, dlatego inwestycje są obarczone wysokim ryzykiem i mało atrakcyjne. Badani przedstawiciele branży energetycznej jako kluczowe wskazują reformy polityczne, które usuną bariery inwestycyjne w dostępie do sieci, pomiarach, zasadach funkcjonowania rynku czy systemach IT oraz zwiększą przewidywalność rynku.

Każdy inwestor szuka rozwiązania, które przyniesie mu największą sprawność instalacji, a co za tym idzie, największy zysk. Trzeba pamiętać, że jesteśmy porównywani m.in. z krajami z południa Europy, gdzie nasłonecznienie jest zdecydowanie większe, a także z krajami skandynawskimi o bardzo dobrych warunkach hydrologicznych. W Europie Północno-Zachodniej cała linia brzegowa jest wyeksponowana na ruchy mas powietrza znad Morza Północnego czy Oceanu Atlantyckiego, co znacząco zwiększa możliwości generowania mocy z OZE. Żeby zwiększać atrakcyjność Polski dla inwestorów przede wszystkim należy rozwijać infrastrukturę energetyczną i przystosowywać ją do coraz większej liczby źródeł rozproszonych – podkreśla Mariusz Hudyga, Product Manager w firmie Eaton.

O badaniu

Raport ETRI 2022 ocenia gotowość i postępy w transformacji energetycznej według pięciostopniowej skali (gdzie 1 to najniższa, a 5 najwyższa ocena). Obejmuje ona społeczno-polityczne wsparcie transformacji, umiejętność wykorzystywania technik zapewniających elastyczność sieci, a także dostępność rynku. W raporcie z 2021 roku oceniono postępy w 12 krajach. W najnowszym badaniu ETRI ranking objął 13 krajów: Danię, Wielką Brytanię, Niemcy, Hiszpanię, Francję, Finlandię, Szwecję, Irlandię, Włochy, Norwegię, Holandię, Szwajcarię i Polskę.

Ocena wyliczona została na bazie wyników ankiety przeprowadzonej wśród ekspertów reprezentujących inwestorów w mechanizmy elastyczności w różnych wybranych krajach/regionach, a następnie na podstawie rozmów indywidualnych, mających na celu zrozumienie podstawowych powodów udzielenia danej odpowiedzi. Respondenci badania zostali również poproszeni o komentarz na temat tego, jak obecny kryzys energetyczny wpłynął na ich wiarę w osiągnięcie transformacji energetycznej.

Amerykańskie indeksy giełdowe najniżej od początku lutego

Na najniższych od początku lutego br. poziomach zamknęły się wczoraj główne indeksy rynku akcji w Stanach Zjednoczonych (S&P 500 -0,88 proc., DJIA -0,73 proc., Nasdaq Composite -1,02 proc.). Zniżki głównych indeksów przeważały dziś również na giełdach Azji i Oceanii. Najsilniejszą notował Hang Seng.

Niezbyt dużymi spadkami otworzyła się piątkowa sesja na europejskich rynkach akcji (DAX -0,31 proc., CAC 40 -0,19 proc. ok. godz. 9:30).

WIG-20 spadał w piątek ok. godz. 9:30 o 0,81 proc. Wśród składników WIG-u 20 poziom swego rocznego maksimum wyrównał na początku sesji kurs akcji spółki Asseco Poland. Wśród składników mWIG-u 40 najwyżej od ponad roku była dziś cena akcji spółki Benefit Systems. Wśród składników sWIG-u 80 najwyższy poziom od 2011 roku osiągnął dziś rano kurs akcji spółki Sygnity, natomiast swój najniższy poziom w historii osiągnął kurs akcji PCF Group.

Minimalnie rosła dziś rano znajdująca się poniżej poziomu 3,7 proc. rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych. Rentowność polskich 10-latek była dziś rano na tym samym poziomie co na czwartkowym zamknięciu (5,914 proc.).

Cena kontraktów na węgiel kamienny w Rotterdamie spadła wczoraj po raz kolejny do najniższego od stycznia ub.r. będąc już 4-krotnie niżej niż w szczycie z marca ub.r. Ceny kontraktów na gaz ziemny notowanych w Europie spadła wczoraj do poziomów minimalnie wyższych od styczniowych wielomiesięcznych minimów. Dziś rano kontrakty na gaz ziemny na NYMEX-ie lekko drożały (+0,62 proc. ok. godz. 9:15). Minimalnie taniała ropa naftowa (WTI -0,32 proc., Brent -0,27 proc.).

Kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena spadł dziś rano poniżej poziomu 130 JPY (1,18 proc. ok. godz. 9:05). USD słabł minimalnie względem euro (+0,06 proc.). Czeska korona była dziś rano najsilniejsza względem euro od 2008 roku.

Praktycznie bez zmian w stosunku do euro i amerykańskiego dolara był dziś kurs polskiego złotego (EUR/PLN +0,03 proc., USD/PLN +0,02 proc. ok. godz. 9:10).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara zanotował wczoraj swój największy spadek od 11 listopada ub.r. (-5,07 proc.) i spadł poniżej poziomu 22000 USD do najniższego poziomu od 20 stycznia br. Dziś rano kurs lekko odreagowywał w górę (+0,62 proc. ok. godz. 9:05).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Akcesoria biurowe przydatne w pokoju ucznia

Komfortowe warunki do nauki to nie tylko właściwie dopasowane biurko i krzesło do wzrostu i potrzeb dziecka, ale także odpowiednia organizacja miejsca, w którym uczeń odrabia prace domowe, przygotowuje się do kolejnych zajęć, rozwija swoje zainteresowania czy się relaksuje. Nie bez powodu znane jest bowiem powiedzenie „porządek na blacie, to porządek w głowie”. Jak zatem wprowadzić porządek na biurku dziecka? Odpowiedź jest bardzo prosta! Mianowicie zainwestować w różnorakie akcesoria biurowe, m.in. w te, które polecamy w dzisiejszym wpisie.

Artykuły piśmiennicze i organizery na biurko, czyli przydatne akcesoria biurowe pożądane w pokoju ucznia

Trudno wyobrazić sobie zarówno szkolną, jak i domową naukę ucznia bez tak popularnych artykułów biurowych i szkolnych jak np. długopisy, ołówki, zakreślacze czy korektory. Bezapelacyjnie należą one do jednych z najważniejszych elementów wyposażenia ucznia, wykorzystywanych m.in. do robienia notatek, wykonywania schematycznych rysunków, zaznaczania najważniejszych treści w materiałach dydaktycznych czy zakrywania drobnych błędów, które wkradną się w zeszyty czy wypracowania. Wyposażając dziecko w tego typu artykuły piśmiennicze, należy pamiętać jednak o ich odpowiedniej organizacji, po to, aby nie poniewierały się bez ładu po biurku, dekoncentrując ucznia w wykonywanych obowiązkach. W tym celu najlepiej sprawdzą się różnego rodzaju organizery na biurko (https://extrabiuro.pl/pl/menu/organizer-na-biurko-171), które z łatwością kupisz w sklepie biurowym. Mogą one przybierać postać klasycznych kubków, różnokształtnych figur z wieloma przegródkami – idealnych do ustawienia na blacie biurka, czy płaskich przyborników przeznaczonych do zaprowadzenia porządku w szufladach.

Organizacja i przechowywanie dokumentów – gadżety do biura i do pokoju ucznia  

Bez względu na to, do której klasy uczęszcza dziecko, jedno jest pewne, w trakcie całego roku szkolnego extra nazbiera mu się niemała ilość różnorodnej „papierologii”, którą w odpowiedni sposób należy przechowywać, przynajmniej na okres danego półrocza lub roku szkolnego. Z tego względu koszulki na dokumenty, teczki i segregatory to nieodzowne akcesoria do biura (https://extrabiuro.pl/pl/menu/akcesoria-biurowe-601), w które należy wyposażyć pokój ucznia. Tego typu produkty zapewnią nie tylko należytą ochronę uczniowskich dokumentów czy wytworów jego twórczej pracy przed zniszczeniem, ale także pozwolą na łatwy i szybki dostęp do nich, zwłaszcza gdy zostaną dodatkowo opisane!

Kolejne akcesorium, które zda egzamin na przechowywanie uczniowskich materiałów do nauki, notatek czy dokumentów, to z całą pewnością szuflady na biurko! Są one wręcz obowiązkowym wyposażeniem, jeżeli w dziecięcym pokoju brakuje wystarczającej ilości szuflad/szafek, a widok poniewierających się kartek przyprawia Cię lub Twoje dziecko o ból głowy. Tego typu akcesoria biurowe pozwolą mieć pod ręką potrzebne materiały, do których w każdej chwili można wrócić.

Jeżeli dokładność to drugie imię Twoje – jako rodzica lub Twojego dziecka, a idealnie zorganizowane szkolne dokumenty to „must have”, przydatne gadżety do biura, które będą w tym przypadku strzałem w dziesiątkę, to różnego rodzaju zakładki i etykiety.

Sklep z akcesoriami biurowymi, czyli miejsce, które warto odwiedzić

Utrzymanie porządku na biurku ucznia wcale nie jest ani trudnym, ani kosztownym przedsięwzięciem. Wystarczy odrobina chęci ze strony rodziców i dzieci, a także dobrze wyposażony sklep z akcesoriami biurowymi (https://extrabiuro.pl/), w którym kupisz potrzebne materiały, żeby nauka Twojego dziecka była bardziej efektywna!

 

Słaby czas dla rynku NewConnect. W ub.r. spadek debiutów był na 50-procentowym poziomie rdr.

W ubiegłym roku na rynku NewConnect zadebiutowało o 50% mniej spółek niż w 2021 roku. Jak przekonują eksperci, sytuacja w ostatnich miesiącach nie sprzyjała takim działaniom. 2 lata temu były wyższe wyceny. Obserwowano również duży popyt na akcje ze strony inwestorów indywidualnych. Blisko 40% spółek, które w ubiegłym roku weszły na tzw. mały parkiet, działa w obszarze gier. Znawcy tematu nie są zgodni co do tego, jak będzie wyglądać sytuacja w 2023 roku, zarówno w kwestii liczby debiutujących spółek, jak i wycen.    

W 2022 roku na rynku NewConnect zadebiutowało 16 spółek. To o 50% mniej niż w 2021 roku, kiedy takich przypadków odnotowano 32. Jak stwierdza Maciej Bombol, dyrektor Działu Rynku Pierwotnego GPW, miniony rok był na pewno trudny dla inwestorów giełdowych i emitentów. Bessa na światowych giełdach doprowadziła do znaczącego spadku wycen spółek. Nie sprzyjało to debiutom, gdyż podmioty, które planowały IPO i wejście na giełdę, wstrzymywały się z decyzją z powodu zbyt niskich wycen akcji możliwych do uzyskania w ofercie publicznej. Natomiast w przypadku rynku NewConnect nie miało to tak dużego znaczenia, gdyż na tzw. mały parkiet wchodziły w 2022 roku spółki, które emisje przeprowadzały w latach 2020-2021, kiedy wyceny były istotnie wyższe niż w ostatnim roku.

– Mamy do czynienia z kryzysem polskiej giełdy, trwającym od 2010 roku. Nawet jeśli w 2021 roku były 32 debiuty na rynku NewConnect, to trudno mówić o sukcesie. Jeżeli weźmiemy pod uwagę główny i tzw. mały parkiet, to w ostatnich latach spada liczba spółek netto. Są debiuty, ale widzimy też wyjścia, co jest złą informacją. Giełda nie jest dzisiaj naturalnym miejscem do pozyskiwania środków – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Jak zaznacza Konrad Ryczko, analityk z Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska, 2022 rok był bardzo słaby dla rynków kapitałowych. Problem z debiutami dotyczy nie tylko NewConnect. W ostatnim czasie na GPW nie zadebiutowała żadna nowa spółka. Były jedynie przejścia z tzw. małego parkietu. Zdaniem eksperta, wpływ na to miały przede wszystkim dwa czynniki. Po pierwsze, nastąpił spadek zainteresowania wśród potencjalnych inwestorów. Po drugie, niższe były wyceny spółek, które miały się pokazać na rynku. Ale to było widoczne również w innych krajach.

– W ubiegłym roku było gorzej niż w 2021 roku, ale nie można powiedzieć, że dwa lata temu było dobrze. Oczywiście mamy np. gaming, gdzie sytuacja jest lepsza. Jednak to wynika z niesamowitej popularności akurat tego obszaru. I jest to niemalże odosobniony przypadek, wyjątek potwierdzający regułę. Dopiero niedawno mieliśmy krótki moment, kiedy odrobiliśmy straty po kryzysie z lat 2008-2009. To znaczy, na krótko przekroczyliśmy poziom szczytu z października 2007 roku. Potem nastąpił spadek, bo po dziesięciu latach skończyła się hossa w Stanach Zjednoczonych – dodaje Marek Zuber.

Sześciu ubiegłorocznych debiutantów działa w sektorze gier. Każdy pozostały reprezentuje inny sektor. W tym gronie mamy budownictwo ogólne, wierzytelności, sprzęt i materiały medyczne oraz energię odnawialną. Do tego dochodzą takie segmenty, jak nowe technologie, produkcja rolna, radio i telewizja, oprogramowanie, odzież i obuwie, a także reklama i marketing.

– Trudno wskazać branże, które cieszą się największym zainteresowaniem. To nie jest ten czas, kiedy duży popyt ze strony inwestorów indywidualnych wykreował silną hossę na spółkach gamingowych w 2020 roku. Okres od sierpnia 2020 roku to czas bessy na rynku NewConnect, w trakcie którego indeks NCIndex stracił ok. połowy swojej wartości. Dlatego obecnie popyt inwestorów na tym rynku koncentruje się tylko na wybranych podmiotach z różnych sektorów. Mam tu na myśli spółki, w których dzieje się coś pozytywnego np. podpisanie dużego kontraktu czy znaczna poprawa wyników finansowych. To powoduje często gwałtowny wzrost kursów akcji tych spółek – analizuje Maciej Bombol.

Z kolei Konrad Ryczko podkreśla, że NewConnect miał być przeznaczony dla niewielkich spółek, nowoczesnych technologicznie. Z czasem jednak to się zdewaluowało. Według eksperta DM BOŚ, w tym roku powinno być więcej debiutów na małym parkiecie niż w ubiegłym roku. Takie przynajmniej są oczekiwania, bo sytuacja na rynkach poprawiła się w ostatnich miesiącach. A wzrastające wyceny powodują większe zainteresowanie inwestorów.

– Nie jestem pewny, czy w 2023 roku liczba debiutów na rynku NewConnect będzie większa niż w 2022 roku. A jeśli już przekroczy 16, to zapewne o niewiele. Kluczowe będzie to, jak długo potrwa kryzys. Obecnie najczęściej pojawiają się prognozy o hamowaniu gospodarki w pierwszym i drugim kwartale tego roku, a poprawa ma nastąpić w trzecim lub w czwartym. Moim zdaniem, zadebiutują przede wszystkim podmioty związane z gamingiem. Ten obszar wciąż nie znudził się inwestorom, mimo problemów niektórych spółek – mówi Marek Zuber.

Jak prognozuje Maciej Bombol, w tym roku powinno być więcej debiutów na małym parkiecie niż w 2022 roku. Ekspert spodziewa się ożywienia na rynku NewConnect raczej w drugiej połowie br. Zdaniem dyrektora z GPW, w tym roku pojawi się dobry moment na pozyskiwanie kapitału przez małe spółki, które chcą się dynamicznie rozwijać. Być może wyceny jeszcze nie będą na takim poziomie jak rok czy dwa lata temu. Jednak dla spółki mającej ambitne, długoterminowe cele ważniejsze może być jak najszybsze pozyskanie środków na przyspieszenie rozwoju organicznego albo przejęcie innej firmy po atrakcyjnej – dzięki bessie – wycenie niż czekanie na trochę wyższe oszacowanie wartości spółki w IPO.

– Druga połowa roku nie przyniesie fantastycznych wycen. Nie zakładam, że wówczas dojdziemy do poziomu indeksów z zeszłego roku, tym bardziej że przewidziane są wybory. Jeśli wygra obecnie rządząca formacja, to szanse na to, żeby zobaczyć jakieś większe wzrosty, są absolutnie śladowe. Jeżeli zwycięży opozycja, to na pewno będzie to bardziej optymistyczny element z punktu widzenia postrzegania sytuacji w Polsce, choćby ze względu na większe dążenie do stabilizacji otoczenia gospodarczego – podsumowuje ekonomista Marek Zuber.

Fizjoterapia – profesjonalne zabiegi rehabilitacyjne w Krakowie

Fizjoterapia to szczególny rodzaj leczenia, który opiera się na wykorzystaniu ruchu i ćwiczeń fizycznych do poprawy zdrowia i dobrego samopoczucia. Fizjoterapia jest skutecznym sposobem leczenia i rehabilitacji, który może pomóc w leczeniu wielu schorzeń. W Krakowie fizjoterapia jest szeroko dostępna i może pomóc w wielu różnych sposobach. Jednym z polecanych miejsc jest Krakowskie Centrum Fizjoterapii i Osteopatii Osteohelp.

Fizjoterapia może pomóc w leczeniu wielu schorzeń, w tym bólu pleców i kręgosłupa, artretyzmu, choroby zwyrodnieniowej stawów, bólu stawów i mięśni, urazów sportowych, niestabilności stawów i wielu innych. Fizjoterapeuci w Krakowie mogą również pomóc w zapobieganiu urazom i zwiększaniu wydajności sportowej.

Fizjoterapia może również pomóc w poprawie postawy ciała. Fizjoterapeuci w Krakowie mogą zalecić ćwiczenia lub techniki, które pomogą poprawić postawę ciała i zmniejszyć ból i dyskomfort. Fizjoterapeuci w Krakowie mogą również pomóc w poprawie równowagi i koordynacji ruchowej, co może pomóc w zmniejszeniu ryzyka upadków i urazów.

Fizjoterapia może również pomóc w poprawie jakości życia. Fizjoterapeuci w Krakowie mogą zalecić ćwiczenia i techniki, które pomogą zwiększyć siłę i wytrzymałość mięśni, co może pomóc w zwiększeniu zakresu ruchu i zmniejszeniu bólu i dyskomfortu.

Fizjoterapia może również pomóc w poprawie funkcjonowania układu oddechowego. Fizjoterapeuci w Krakowie mogą zalecić ćwiczenia i techniki, które pomogą w poprawie oddychania i zwiększeniu wydajności układu oddechowego.

Fizjoterapia może również pomóc w poprawie funkcjonowania układu krążenia. Fizjoterapeuci w Krakowie mogą zalecić ćwiczenia i techniki, które pomogą zwiększyć wydajność układu krążenia i zmniejszyć ryzyko chorób serca.

Fizjoterapia może również pomóc w zapobieganiu urazom. Fizjoterapeuci w Krakowie mogą zalecić ćwiczenia i techniki, które pomogą w zmniejszeniu ryzyka urazów i zwiększeniu stabilności stawów.

Fizjoterapia może również pomóc w poprawie funkcjonowania układu nerwowego. Fizjoterapeuci w Krakowie mogą zalecić ćwiczenia i techniki, które pomogą zmniejszyć stres i poprawić funkcjonowanie układu nerwowego.

Jeśli szukasz profesjonalnej pomocy fizjoterapeutycznej w Krakowie, warto skorzystać z usług specjalistycznej kliniki fizjoterapii. Klinika oferuje szeroki zakres usług fizjoterapeutycznych, w tym leczenie bólu, rehabilitację, zapobieganie urazom, poprawę postawy ciała, zwiększenie wydajności sportowej, poprawę funkcjonowania układu oddechowego i krążenia oraz poprawę funkcjonowania układu nerwowego. Specjaliści z kliniki oferują również wsparcie psychologiczne i doradztwo w zakresie zdrowia i dobrego samopoczucia.

Korzystanie z usług fizjoterapeuty w Krakowie może pomóc w leczeniu wielu schorzeń i poprawie jakości życia. Fizjoterapia może pomóc w leczeniu bólu, zapobieganiu urazom i poprawie funkcjonowania układu oddechowego, krążenia i nerwowego. Fizjoterapeuci w Krakowie oferują również wsparcie psychologiczne i doradztwo w zakresie zdrowia i dobrego samopoczucia. Jeśli szukasz profesjonalnej pomocy fizjoterapeutycznej w Krakowie, skontaktuj się z nami i skorzystaj z naszych usług.

Więcej informacji na temat fizjoterapii w Krakowie znajdziesz tutaj: https://osteohelp.pl/fizjoterapia/

Answear.com przejmuje Sneakerstudio

Answear.com ogłosił podpisanie umowy warunkowej na nabycie marek Sneakerstudio i PRM. Pierwsza z nich jest jednym z liderów sprzedaży w segmencie sneakers streetwear w Europie Środkowo-Wschodniej. Akwizycja zostanie sfinansowana akcjami Answear.com.

Transakcja wzmocni pozycję Answear.com jako jednego z wiodących podmiotów branży fashion ecommerce działającego na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej oraz samej marki Answear w kierunku premium fashion & lifestyle, a także pozwoli na rozszerzenie działalności firmy o nowy segment i grupy klientów. Spółka widzi duży potencjał w segmencie premium sneakers & streetwear i liczy na wzajemne wykorzystanie mocnych stron, łącząc unikalną ofertę, sprawność operacyjną i zaplecze technologiczno-logistyczne w Answear.com.

– Spodobały nam się brandy, które przede wszystkim wyróżniają się unikalną ofertą premium streetwear & sneakers. Dzięki temu połączeniu poszerzamy obszar naszej działalności i możliwość dotarcia do nowych grup klientów z dedykowanymi liniami produktowymi, w tym Gen Z czy klientów zainteresowanych produktami z półki premium i produktów luksusowych. Wszelkie prognozy zakładają dynamiczny wzrost rynku produktów premium, w co my również wierzymy i uważamy, że ta transakcja pozwoli nam jeszcze szybciej wejść w ten segment i skutecznie się w nim rozwijać – komentuje Krzysztof Bajołek, Prezes Zarządu Answear.com.

Sneakerstudio jest dojrzałym i cenionym wśród społeczności młodego pokolenia na rynkach CEE lifestylowo – sneakersowym brandem. Posiada w swojej ofercie produkty marek takich jak Adidas Originals, New Balance, Carhartt czy Veja. Sneakerstudio prowadzi sklepy internetowe w krajach CEE, a także sprzedaje swoje produkty na rynkach zachodnio-europejskich, m.in. poprzez globalną witrynę prowadzoną w języku angielskim. Marka zrodziła się w 2015 roku na krakowskim Kazimierzu, gdzie przy ulicy Starowiślnej 55 posiada swój stacjonarny butik, który jest kultowym miejscem dla lokalnych fanów sneakersów i kultury ulicznej. Z kolei PRM jest to nowy koncept, który wpisuje się w obecne trendy rynkowe i oferuje produkty z segmentu luxury streetwear & fashion. Pomimo wczesnego etapu rozwoju, udało się już pozyskać wiele znanych i cenionych na zachodzie Europy marek takich jak Y-3, A.P.C., Marni, A-Cold-Wall, MISBHV czy Rick Owens. Sprzedaż odbywa się poprzez globalną witrynę internetową, a butik marki znajduje się przy ulicy Świętokrzyskiej 16 w Warszawie.

– Bardzo cieszymy się z połączenia sił z tak renomowanym graczem jak Answear, który nie raz już udowodnił jak świetnie zorganizowaną jest firmą, co widać po osiaganych wynikach.

Dzięki niezawodnej logistyce i świetnym systemom e-commerce, obsługuje klientów na najlepszym poziomie. Mocno wierzę, że połączenie tych obszarów wraz z unikalnymi brandami, które tworzyliśmy przez ostatnie lata, będzie istotnym krokiem w naszym rozwoju i pomoże nam wypłynąć na jeszcze szersze wody. Mamy ambitny i kreatywny zespół, który posiada odpowiedni know-how i wie, jak dotrzeć do klientów w niszy w której operują nasze brandy, bo w wielu przypadkach są to osoby, które od zawsze interesowały się streetwearem i sneakersami. Łącząc nasze zespoły, nie tylko dalej będziemy rozwijać nasze marki, ale liczę, że również dzięki wymianie doświadczeń, będziemy tworzyć wartość dodaną w realizacji strategii Answear – mówi Łukasz Lepczyński, założyciel marek Sneakerstudio i PRM.

Answear.com przejmuje ZCP (Zorganizowana Część Przedsiębiorstwa) od Fashion Trends Group Sp. z o.o., w skład którego wchodzą m.in. witryny internetowe Sneakerstudio oraz PRM, a także dwa butiki stacjonarne w Krakowie i Warszawie, kontrakty z markami oraz zespoły odpowiedzialne za sprzedaż i marketing. Przejęcie ZCP odbędzie się w całości w zamian za akcje Answear.com. Zgodnie z warunkami umowy, Fashion Trends Group Sp. z o.o. obejmie łącznie do 650.000 akcji Answear.com, co przy cenie emisyjnej 29 zł oznacza wartość transakcji na poziomie 18,85 mln zł. Według harmonogramu transakcji uchwała o emisji akcji będzie poddana głosowaniu na WZA, które planowane jest na marzec lub
kwiecień br. W 2022 r. Sneakerstudio oraz PRM według wstępnych danych sprzedażowych
wygenerowało 136 mln zł przychodu, a osiągnięcie break-even planowane jest na ten rok.

– Wiemy, że spółka w ostatnim czasie miała wiele wyzwań, typowych dla firm o mniejszej skali operujących w tak nieprzewidywalnych okolicznościach jak te w ostatnich miesiącach, ale udało jej się ten okres przetrwać i jesteśmy przekonani, że z naszym wsparciem, temu projektowi uda się w najbliższych latach osiągnąć sukces. Oczywiście na tym etapie nie chcielibyśmy zdradzać zbyt wielu szczegółów odnośnie naszych planów rozwoju, ale możemy powiedzieć, że widzimy spory potencjał w tej kategorii produktowej na rynkach, na których obecnie funkcjonuje Answear, a także sporo synergii w obszarach produktowych i operacyjnych obu biznesów. Chcemy dalej rozwijać przejmowane brandy, wykorzystując przy tym rozwiązania e-commerce i logistyczne wypracowane przez Answear.com.

Wchodząc w ten segment, który z założenia generuje wyższe koszyki, a przy tym utrzymując jakość oraz niższe koszty jednostkowe operacji dzięki skali jaką już generuje Answear, daje ciekawe perspektywy do osiągnięcia dobrej rentowności sprzedaży w nowych sklepach i dotarcia do nowych grup klientów – dodaje Krzysztof Bajołek.

Wiatraki, atom czy dotacje? Jak Polacy chcą poprawić bezpieczeństwo energetyczne kraju

Ponad 50 proc. Polaków uważa, że powinniśmy zbudować własną elektrownię atomową. Aż 87 proc. rodaków oczekuje inwestycji w OZE, a 42 proc. zgodziłoby się na budowę wiatraków w odległości 1 km od swojego domu. Takie wnioski wynikają z nowego badania Columbus Energy na temat bezpieczeństwa energetycznego.

Temat bezpieczeństwa energetycznego Polski i całej Europy nie schodzi z top 3 od niespełna roku. Przenika niemal każdą sferę naszego życia, bo wszędzie odczuwamy skutki jego zagrożenia, które trwa od wybuchu wojny w Ukrainie.
Pod koniec 2022 r., na zlecenie Columbus Energy, przeprowadzono badanie nastrojów i postaw Polaków, w którym zapytano m.in. o działania zwiększające bezpieczeństwo energetyczne kraju. Okazuje się, że polskie społeczeństwo w zdecydowanej większości chce zmian przywracających to bezpieczeństwo, otwierając się na takie działania jak własna elektrownia atomowa czy farmy wiatrowe.

Na to, że Polska jest krajem źle lub bardzo źle zabezpieczonym pod kątem dostaw energii, wskazuje 44 proc. badanych osób. 19 proc. respondentów ocenia nasze zabezpieczenie jako raczej dobre, tylko 4 proc. twierdzi, że nasz kraj jest bardzo dobrze zabezpieczony, a 17 proc. nie ma zdania na ten temat.

Wykres nr 1

Polacy chcą poprawić bezpieczeństwo energetyczne

Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy
Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy

– Sądzę, że Polsce raczej nie grożą częste blackouty. Natomiast brak stabilizacji w systemie miksu energetycznych źródeł, komplikacje z ustawą wiatrakową, długie oczekiwanie na energię atomową i offshore, ograniczenia prosumenckie, problemy z napięciem w sieci energetycznej – to wszystko sprawia, że przed nami jeszcze bardzo długa droga do osiągnięcia bezpieczeństwa energetycznego. Jak potwierdzają nasze badania, znaczna część Polaków dostrzega, że to bezpieczeństwo jest na złym lub bardzo złym poziomie, więc tym większą powinniśmy mieć motywację, żeby to zmienić – komentuje Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

W ramach zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego 52 proc. badanych Polaków proponuje budowę własnej elektrowni atomowej. Tyle samo uważa, że należy zwiększyć dotacje na inwestycje w OZE tak, aby pokrywały ponad 50 proc. kosztów. 51 proc. respondentów twierdzi, że bezpieczeństwo energetyczne należy rozwijać inwestując w elektrownie oparte o OZE. Zaledwie 9 proc. Polaków wskazało na zwiększenie importu paliw kopalnych z zagranicy jako sposób rozwijania bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Wykres nr 2Polacy chcą poprawić bezpieczeństwo energetyczne 2

Zdecydowana większość, bo aż 87 proc. respondentów jest zdania, że Polska powinna inwestować w odnawialne źródła energii, a tylko 11 proc. nie ma opinii na ten temat.

Wykres nr 3.

Polacy chcą poprawić bezpieczeństwo energetyczne 3

Interesujący jest też fakt, że aż 70 proc. badanych Polaków twierdzi, iż fotowoltaika jest jednym ze sposobów na zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego, podczas gdy jeszcze wiosną ub.r. (podczas pierwszego badania Columbus) było to o 10 punktów procentowych mniej badanych.

Wykres nr 4

Polacy chcą poprawić bezpieczeństwo energetyczne 5

Polacy są też zaskakująco przychylni wobec kontrowersyjnego tematu budowy farm wiatrowych w pobliżu domów. Aż 42 proc. badanych właścicieli domów jednorodzinnych wolnostojących zgodziłoby się na budowę wiatraka w odległości do 1 km od domu. 20 proc. z nich dopuszcza odległość do 5 km. Tylko 12 proc. respondentów nie zgodziłoby się na taką budowę w pobliżu domu. – Wykres nr 5.
Polacy chcą poprawić bezpieczeństwo energetyczne 6

Wśród mieszkańców wsi poparcie dla budowy wiatraków w odległości do 0,5 km zadeklarowało 25 proc. respondentów, a w odległości do 1 km – 16 proc. – Wykres nr 6.
Polacy chcą poprawić bezpieczeństwo energetyczne 7
– Skoro ponad 40 proc. mieszkańców terenów podmiejskich nie ma problemu z tym, żeby wiatrak powstał w niedalekiej odległości od ich domu, to oznacza, że ustawa wiatrakowa, która właśnie została przyjęta przez Sejm, jest naprawdę potrzebna. Szkoda, że nie jest to 500 m, bo czy 500 m czy 700 m od domu, to z punktu widzenia społecznego jest irrelewantne. Znaczenie ma to, żeby można je było w końcu budować – twierdzi Dawid Zieliński.

Jest to pierwsza część badania przeprowadzonego na zlecenie Columbus. Kolejne części zostaną opublikowane już niebawem.

Szczegóły badania:

Badanie postrzegania fotowoltaiki oraz nastrojów i postaw konsumentów dotyczących cen energii elektrycznej i cieplnej.

Badanie zostało zrealizowane na zlecenie Columbus Energy S.A. w terminie 4 października – 12 grudnia 2022 r. na próbie N = 999 dorosłych Polaków. Próba badawcza ma strukturę zbliżoną do reprezentatywnej grupy pełnoletnich konsumentów.

Badanie miało zasięg ogólnopolski i zostało przeprowadzone metodą wywiadu telefonicznego (CATI).

EDP Renewables inauguruje w Brazylii swój największy kompleks produkujący energię odnawialną

Kompleks z 14 farmami wiatrowymi ma łączną zainstalowaną moc 580 MW
i mógłby wyprodukować energię wystarczającą do zaopatrzenia w energię ponad 1,5 miliona ludzi rocznie.

EDP Renewables, spółka zależna Grupy EDP i czwarty co do wielkości wytwórca energii wiatrowej i słonecznej na świecie, zainaugurowała w Brazylii największy kompleks farm wiatrowych firmy w tym kraju. Z mocą 580 MW i 138 turbinami wiatrowymi kompleks powstał w stanie Rio Grande do Norte, regionie Brazylii, w którym firma jest już obecna, z zainstalowanymi mocami na ponad 800 MW i 300 MW w budowie.

Projekt obejmuje farmy wiatrowe Monte Verde I-VI, Boqueirão I-II i Jerusalém I-VI, które łącznie mają wydajność około 3000 GWh/rok, czyli ilość energii wystarczającą do zaopatrzenia miasta liczącego ponad 1,5 miliona mieszkańców. Kompleks ten zapobiegnie emisji ponad miliona ton CO2 rocznie.

EDP Renewables nadal koncentruje się na rynku brazylijskim, gdzie zainstalowała już łącznie ponad 1,1 GW energii odnawialnej, przyczyniając się do transformacji energetycznej kraju, zwiększając moce odnawialne w regionach, w których działa, oraz dywersyfikując produkcję energii w kraju.

„EDP Renewables z dumą otwiera farmy wiatrowe Boqueirão, Jerusalém i Monte Verde, wnosząc znaczący wkład w wykorzystanie potencjału energetycznego Rio Grande do Norte – stanu, który przodował w produkcji energii wiatrowej w ostatnich latach. Będziemy nadal obserwować przyspieszenie rozwoju energii odnawialnej w Brazylii, z ponad 7 GW energii wiatrowej i słonecznej w tym kraju, które mają zostać uruchomione w ciągu najbliższych kilku lat”, mówi Duarte Bello, dyrektor operacyjny EDP Renewables na Europę i Amerykę Łacińską.

Projekt ten przyczynia się również do rozwoju społeczno-gospodarczego regionu. Podczas budowy farm wiatrowych utworzono ponad trzy tysiące miejsc pracy, zaś na co dzień zatrudnionych jest 80 osób przy obsłudze i utrzymaniu instalacji. EDP Renewables wdraża również projekty odpowiedzialności społecznej w regionie, które wywarły wpływ na co najmniej 700 mieszkańców, promując szkolenia i kwalifikacje zawodowe oraz tworząc warunki do poprawy lokalnej gospodarki. Firma wzmocniła również swój program „Keep it Local”, zapewniając specjalistyczne szkolenia związane z branżą energii odnawialnej dla ponad 40 mieszkańców, w celu zwiększenia zatrudnienia na obszarach wiejskich.

W dzisiejszej inauguracji udział wzięli Duarte Bello, dyrektor operacyjny EDP Renewables na Amerykę Łacińską i Europę; Manuel Ortiz, dyrektor wykonawczy EDPR na Amerykę Łacińską; Paula Dalbello, Country Manager EDP Renewables na Brazylię; oraz Joao Marques da Silva, prezes EDP Brasil, spółki Grupy EDP, która będzie dostarczać swoim klientom blisko połowę energii z instalacji Jerusalém – przyspieszając w ten sposób transformację energetyczną nie tylko Brazylii, ale także klientów EDP w regionie.

W wydarzeniu wzięli również udział Sekretarze ds. Rozwoju Gospodarczego i Infrastruktury Stanu Rio Grande do Norte oraz Zastępca Sekretarza ds. Rozwoju Gospodarczego, a także burmistrzowie gmin Caiçara do Rio do Vento, Pedra Preta i Pedro Avelino, oraz gubernator stanu Rio Grande do Norte, Fátima Bezerra.

Sejm przyjął zmiany w Kodeksie pracy. Nowe urlopy i reformy w umowach na okres próbny

8 lutego Sejm uchwalił zmiany w Kodeksie pracy – to część wdrażania dwóch unijnych dyrektyw, tzw. work-life-balance. Nowe przepisy dotyczą m.in. urlopu rodzicielskiego, prawa do dodatkowych pięciu dni urlopu opiekuńczego i dwóch dni wolnych z powodu działania siły wyższej. Zmiana obejmuje również regulacje warunków zawierania umów na okres próbny. 

Dodatkowy wymiar i wyższa wartość urlopu rodzicielskiego

Nowelizacja kodeksu pracy wydłuża okres urlopu rodzicielskiego do 41 tygodni w przypadku urodzenia jednego dziecka i 43 tygodni w przypadku urodzenia więcej niż jednego dziecka. W tym wymiarze każdy z rodziców otrzymuje do wyłącznego wykorzystania 9 tygodni urlopu. Oznacza to, że jeden z rodziców może skorzystać z urlopu rodzicielskiego w maksymalnym wymiarze 32 lub 34 tygodni, a pozostałe 9 tygodni zostaje do wykorzystania dla drugiego rodzica. Zgodnie z przepisami rodzice będą mogli korzystać z urlopu rodzicielskiego równolegle.

Wysokość zasiłku macierzyńskiego w wymiarze 20 tygodni nadal będzie wynosić 100%.  Zmieni się za to wymiar wysokości świadczenia na urlopie rodzicielskim na 70%. Nowe przepisy dają kobiecie prawo o zawnioskowanie o stałą wysokość świadczenia za czas zasiłku macierzyńskiego i urlopu rodzicielskiego – wówczas zasiłek za cały ten okres wyniesie 81,5%. Ojciec dziecka za 9-tygodniowy urlop rodzicielski otrzyma 70% podstawy wymiaru. Zmienione przepisy skracają jednocześnie czas w którym można skorzystać z urlopu ojcowskiego do 12 miesięcy od dnia urodzenia dziecka.

Urlop opiekuńczy

Zmienione przepisy pozwolą pracownikowi na dodatkowy urlop opiekuńczy w wymiarze do pięciu dni w roku kalendarzowym, jednak nie będzie za niego przysługiwało wynagrodzenie. O taki urlop pracownik będzie mógł wnioskować jednorazowo lub w częściach. Dodatkowy urlop opiekuńczy będzie można wykorzystać w celu zapewnienia osobistej opieki lub wsparcia krewnemu lub innej osobie pozostającej we wspólnym gospodarstwie domowym.

Siła wyższa

Znowelizowany kodeks pracy umożliwi skorzystanie ze zwolnienia w wymiarze 2 dni albo 16 godzin w pilnych sprawach rodzinnych spowodowanych chorobą lub wypadkiem, w przypadku gdy niezbędna jest natychmiastowa obecność pracownika. Za ten czas pracownikowi będzie przysługiwało prawo do połowy wysokości wynagrodzenia.

Obowiązki informacyjne pracodawcy

Pracodawcy będą mieli obowiązek informowania pracownika o wynagrodzeniu, w tym o początkowym wynagrodzeniu podstawowym, wszystkich innych elementach składowych wskazanych oddzielnie oraz częstotliwości i sposobie wypłacania wynagrodzenia, do którego pracownik jest uprawniony. Pracownik będzie musiał również otrzymać informacje o przysługujących mu szkoleniach oraz długości płatnego urlopu.

Umowy na okres próbny

Zgodnie z nowymi przepisami umowy o pracę na okres próbny będą zawierane maksymalnie na okres:

  • 1 miesiąca – w przypadku zamiaru zawarcia umowy o pracę na czas określony krótszy niż 6 miesięcy;
  • 2 miesięcy – w przypadku zamiaru zawarcia umowy o pracę na czas określony wynoszący co najmniej 6 miesięcy i krótszy niż 12 miesięcy.

Pracownik będzie mógł wystąpić o zmianę umowy

Po przepracowaniu co najmniej 6 miesięcy pracownik będzie mógł raz w roku wystąpić o zmianę rodzaju umowy (np. na umowę o pracę na czas nieokreślony) lub o bardziej przewidywalne i bezpieczne warunki pracy. Wystąpienie z takim wnioskiem nie będzie mogło być podstawą do wypowiedzenia umowy, a pracodawca będzie musiał odpowiedzieć na niego pisemnie w ciągu jednego miesiąca.

Dodatkowe przerwy

Zmiany przewidują również dwie dodatkowe przerwy, które będą wliczane do czasu pracy. Pracownik będzie miał prawo do drugiej przerwy trwającej co najmniej 15 minut, jeżeli jego dobowy wymiar pracy jest dłuższy niż 9 godzin pracy, oraz do trzeciej przerwy trwającej co najmniej 15 minut, jeżeli jego dobowy wymiar czasu pracy jest dłuższy niż 16 godzin.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Google musi usunąć z przeglądarki nieprawdziwe informacje o firmie

Panuje przekonanie, że w Internecie nic nie ginie. Jak ma się to do przewidzianego w RODO prawa do bycia zapomnianym? O tym przekonał się Google, który musi usunąć z listy wyszukiwania po nazwisku szkodzące reputacji, nieprawdziwe informacje o członkach zarządu jednej ze spółek.

Negatywne opinie niszczą firmy

Jak wynika z publikacji Strefabiznesu.pl, ogólnopolskiego serwisu informacyjnego o gospodarce, pt. „Nowy trend w marketingu” nieprzychylne opinie o firmie mają negatywny wpływ na działalność 100% nowych i 97% działających już od pewnego czasu firm. W obu przypadkach wyrażane recenzje mają dla nich ogromne znaczenie. Tylko w 0.6% nowych biznesów i niecałych 3% starych nie wykazano zależności pomiędzy tym, co o danej firmie się mówi, a jej rynkowym sukcesem. Tak znaczący wpływ opinii zamieszczanych w Internecie ma swoje konsekwencje dla dostawców usług internetowych, takich jak Google.

Internetowe publikacje stawiające w złym świetle członków zarządu

Członek zarządu spółki, będący jednocześnie prezesem jej spółki zależnej, wraz z partnerką, która w jednej ze spółek pełniła funkcję prokurenta, wnieśli skargę w sprawie, która trafiła przed Trybunał Sprawiedliwości UE. Na jednej ze stron internetowych pojawiły się artykuły, w których krytycznie opisano model inwestycyjny zastosowany przez jedną ze spółek, w której uczestniczyli skarżący. Dodatkowo, jedną z publikacji zilustrowano zdjęciami ww. prezesa spółki w luksusowym samochodzie, kabinie helikoptera i pozującego przed samolotem oraz zdjęciem prokurentki siedzącej w kabriolecie.

Operatorem strony była firma z siedzibą w Nowym Jorku, krytykowana za swoją działalność oczerniającą inne firmy. Zarzucano jej próby szantażowania przedsiębiorstw w ten sposób, że najpierw publikowała na ich temat treści stawiające je w złym świetle, a następnie proponowała ich usunięcie i zdementowanie.

Linki i zdjęcia w wynikach wyszukiwania

Globalny operator przeglądarki internetowej Google zamieszczał w wynikach wyszukiwania rzeczoną stronę. Wystarczyło wpisać w przeglądarkę imiona i nazwiska skarżących, również w połączeniu z nazwami konkretnych spółek. Na liście wyników Google pokazywał również thumbnails, czy miniaturowe zdjęcia, grafiki przedstawiające skarżących.

Żądanie usunięcia danych

Członek zarządu i prokurentka zażądali od Google’a usunięcia z listy wyników wyszukiwania ww. linków kierujących do artykułów, które zdaniem skarżących zawierały nieprawdziwe i szkalujące ich opinie. To samo żądanie dotyczyło zdjęć. Wnioskodawcy deklarowali, że padli ofiarą szantażu nowojorskiej firmy administrującej stroną, na której zamieściła ich dane i wizerunki. Google odmówił wskazując m.in. na kontekst zawodowy w jaki wpisują się przedmiotowe artykuły i zdjęcia. Po bezskutecznym wyczerpaniu drogi sądowej, członkowie zarządu spółek wnieśli skargę rewizyjną do niemieckiego, federalnego trybunału sprawiedliwości.

Bundesgerichtshof zwrócił się do TSUE o rozstrzygnięcie sprzeczności gwarantowanych Kartą praw podstawowych Unii Europejskiej prawa do poszanowania życia prywatnego (art. 7 Karty) i do ochrony danych osobowych (art. 8) z prawem do wolności wypowiedzi i informacji (art. 11). Kierując swoje pytanie prejudycjalne niemiecki trybunał zaproponował, by osoba, która domaga się usunięcia dotyczących jej danych, uzyskała wcześniej przynajmniej tymczasowe rozstrzygnięcie przez sąd, czy treści, do których odsyłają linki, są prawdziwe czy nie.

Prawo do bycia zapomnianym

TSUE przypomniał, że choć zgodnie z art. 17 ust. 1 unijnego rozporządzenia 2016/679 o ochronie danych osobowych (RODO), osoba, której dane dotyczą, ma prawo domagać się od administratora ich usunięcia, to jednak w ust. 3 tego przepisu zawarto wyłączenie. Polega ono na tym, że na prawo to nie można się powoływać, jeśli przetwarzanie spornych danych jest niezbędne m.in. do realizacji prawa do wolności wypowiedzi i informacji. Operator internetowej wyszukiwarki musi więc w przypadku wpłynięcia takiego żądania sprawdzić, czy umieszczenie danego podlinkowania na wyświetlanej liście wyników wyszukiwania po imieniu i nazwisku osoby, której dane dotyczą, jest niezbędne do skorzystania przez użytkowników sieci z prawa do wolności informacji.

Konkludując, w sytuacji gdy ktoś zwróci się z żądaniem usunięcia linków i przedstawi wystarczające dowody świadczące o jawnie nieprawdziwym charakterze informacji zawartych w treści, do której odsyłają linki, operator wyszukiwarki jest zobowiązany do uwzględnienia tego żądania i usunięcia linków. Jak dodał TSUE, do wystąpienia z tym żądaniem zainteresowany nie musi przedstawiać żadnego tymczasowego rozstrzygnięcia sądu co do prawdziwości spornych informacji.

Thumbnails a prawo do ochrony wizerunku

Odnosząc się do thumbnails, to ich zawarcie na liście wyników wyszukiwania znacznie ułatwia dostęp do informacji o danej osobie identyfikowanej po imieniu i nazwisku, i może odgrywać decydującą rolę w rozpowszechnianiu tych informacji. Dlatego tym bardziej może to stanowić poważniejszą ingerencję w prawo do poszanowania życia prywatnego i do ochrony danych osobowych osoby, której dane dotyczą. Prawo człowieka do ochrony wizerunku opiera się na założeniu, że ma on kontrolę nad swoim wizerunkiem, w szczególności ma możliwość odmówienia jego rozpowszechniania.

Przenosząc te wnioskowania na grunt sprawy skarżących członków zarządu spółki, TSUE uznał, że same miniatury na liście wyników wyszukiwania mają małą wartość informacyjną. W tym kontekście należy stwierdzić, że gdyby żądanie usunięcia linków przenoszących do określonych treści podlegało uwzględnieniu, to należałoby jednocześnie usunąć wyświetlanie miniatur zdjęć. W przeciwnym razie wątpliwa byłaby skuteczność usunięcia linków, skoro nadal do spornej treści można byłoby dotrzeć poprzez thumbnails.

Każdy ma prawo do obrony swojego dobrego imienia, także firma

Wizerunek firmy, biznesmena, przedsiębiorcy, to jeden z najważniejszych czynników determinujących sukces rynkowy firmy. Na dobre imię pracuje się latami. Jeszcze trudniej je odzyskać, gdy zostanie nadszarpnięte. Przedsiębiorcom, tak jak i innym podmiotom, przysługuje prawo do obrony swojej reputacji. Służą temu szczególnie gwarancje zawarte w unijnej Karcie praw podstawowych, czy wspomnianym rozporządzeniu o ochronie danych osobowych. Warunkiem pozytywnego rozstrzygnięcia żądania o usuniecie szkodliwych- nieprawdziwych treści jest przekonywująca argumentacja żądania.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców