Wyścig o biura w centrum Warszawy

Trwa wyścig o najlepsze biura dla firm, których umowy najmu wygasną w ciągu najbliższych kilku lat. Nie wszyscy najemcy znajdą jednak powierzchnie odpowiadające ich oczekiwaniom. W centrum Warszawy i na bliskiej Woli oferta szybko się kurczy, a o powodzeniu coraz częściej decyduje umiejętność pogodzenia realiów rynku z długoterminowymi potrzebami organizacji.

Wiele firm odkładało decyzje dotyczące najmu, licząc na większy wybór powierzchni, poprawę warunków rynkowych i korektę czynszów. Dziś jednak szanse na taki scenariusz są coraz mniejsze. Ograniczona podaż nowoczesnych biur, rekordowo niska liczba planowanych inwestycji i kurczący się zasób dużych powierzchni wysokiej jakości sprawiają, że strategia przeczekania przestaje się opłacać. Zamiast oszczędności, zwykle oznacza wyższe koszty i mniejszy wybór.

Okno decyzyjne szybko się zamyka

– Na warszawskim rynku dostępnych jest coraz mniej nowoczesnych biur klasy A, szczególnie w centrum i na bliskiej Woli, czyli tam, gdzie firmy najchętniej chcą się rozwijać. Problem pogłębia ograniczona nowa podaż. Pod koniec pierwszego kwartału aktywność deweloperska w stolicy spadła do najniższego poziomu od 2011 roku. W budowie pozostawało niewiele ponad 115 tys. mkw., z czego w ciągu ostatnich 12 miesięcy rozpoczęto budowę tylko jednego projektu – AFI Tower – mówi Magdalena Zagórska, Dyrektor w Dziale Powierzchni Biurowych w Newmark Polska.

Jak podkreśla, duża część projektów zostaje niemal w całości wynajęta na zasadzie umów pre-let jeszcze przed oddaniem ich do użytkowania. Tymczasem kilkanaście dużych firm, których umowy wygasają w latach 2028–2030, już dziś aktywnie poszukuje nowych siedzib, ich zapotrzebowanie szacowane jest na ok. 250 tys. mkw. powierzchni biurowej. W efekcie konkurencja o najlepsze powierzchnie rośnie, a rynek coraz wyraźniej przechyla się na stronę właścicieli budynków. W nowoczesnych biurowcach, w centralnych lokalizacjach współczynnik pustostanów wynosi zaledwie ok. 6 proc., co naturalnie zwiększa presję na wzrost czynszów.

Zdaniem Magdaleny Zagórskiej sytuacji nie zmieniłoby nawet odblokowanie planowanych inwestycji. – Zależnie od wielkości i skomplikowania projektu, nowe budynki potrzebują 2–3,5 roku na realizację. Nawet przy szybkim uruchomieniu nowych projektów znaczący wzrost podaży nie nastąpi więc przed końcem dekady. Firmy planujące relokacje lub renegocjacje umów do 2030 roku nie mogą pozwolić sobie na zwlekanie z decyzjami – wyjaśnia ekspertka.

Renegocjacje czy relokacja? Czas działa na niekorzyść najemców

Ostatnie lata były dla wielu organizacji okresem weryfikacji modeli pracy i rzeczywistych potrzeb dotyczących powierzchni biurowej. Dziś, gdy większość firm ma już za sobą ten etap, coraz większego znaczenia nabiera odpowiednio wczesne rozpoczęcie procesu poszukiwania biura i planowania przyszłej strategii najmu.

– Optymalnym momentem na rozpoczęcie przygotowań są trzy–cztery lata przed wygaśnięciem umowy. Tyle czasu potrzeba na wybór doradcy, przeprowadzenie badań workplace, analizę dostępnych opcji, negocjacje i podpisanie kontraktu. Po zawarciu umowy samo zaprojektowanie i przygotowanie nowego biura to proces długofalowy, którego czas trwania zależy od skali projektu i może wynieść od kilku do nawet kilkunastu miesięcy – wyjaśnia Magdalena Zagórska. Jak podkreśla, rozpoczęcie procesu mniej niż rok przed końcem obecnego najmu często oznacza konieczność pozostania w dotychczasowej lokalizacji, niezależnie od tego, czy jest ona optymalna z biznesowego punktu widzenia.

Ekspertka zwraca uwagę, że firmy mogą zwiększyć swoje możliwości wyboru, jeśli spojrzą szerzej na rynek i nie ograniczą się wyłącznie do centralnych obszarów miasta. Jako alternatywa na nowo do łask może wrócić Mokotów, a w szczególności Służewiec, gdzie czynsze kształtują się obecnie na poziomie około 12,00–16,00 euro za mkw. miesięcznie. I choć lokalizacje te nie dysponują tak nowoczesną infrastrukturą transportową czy prestiżem jak dynamicznie rozwijające się centrum lub Wola, to w obliczu silnej presji budżetowej ich zdecydowane atuty finansowe stają się dla wielu najemców kluczowym czynnikiem decyzyjnym.

Według doradców z Newmark Polska, budowanie alternatywnych scenariuszy wzmacnia pozycję negocjacyjną najemcy. Firmy, które rozpoczynają proces odpowiednio wcześnie, mogą równolegle renegocjować warunki w obecnej lokalizacji, analizując dostępne opcje na rynku. Innym rozwiązaniem jest zabezpieczenie powierzchni w projektach będących w realizacji. – Trzecią możliwością, na którą czasami decydują się duże organizacje, jest tzw. rozwiązanie pomostowe. Polega ono na krótkoterminowym przedłużeniu obecnej umowy w celu zyskania dodatkowego czasu na wybór docelowej siedziby – podpowiada Magdalena Zagórska, podkreślając, że każda z tych strategii wymaga odpowiedniego planowania z wyprzedzeniem, ponieważ z każdym kolejnym kwartałem możliwości wyboru maleją.

Biuro musi być gotowe na zmiany, których jeszcze nie znamy

Rosnąca presja rynkowa nie oznacza jednak, że firmy powinny podejmować decyzje wyłącznie na podstawie dostępności powierzchni czy wysokości czynszu.

– Nie da się obecnie zarządzać środowiskiem pracy, w tym podejmować decyzji o relokacji lub renegocjacji umowy, udając, że świat się nie zmienił. Żyjemy w realiach ciągłej transformacji – od masowego testu pracy zdalnej i późniejszych nakazów powrotu do biur, aż po błyskawiczną adaptację sztucznej inteligencji. To, co jeszcze kilka lat temu definiowano jako trend, dziś staje się rzeczywistością. Wpływa to bezpośrednio na decyzje o tym, jakiego biura będziemy potrzebować jutro – nie tylko pod względem metrażu, ale przede wszystkim jego funkcji – mówi Edyta Mika, Dyrektor ds. Zarządzania Zmianą Strategii Środowiska Pracy w Newmark Polska.

Dodaje, że tak jak niegdyś model pracy hybrydowej przestał być projektem eksperymentalnym i realnie przeformułował rynek biurowy, tak obecnie dzieje się ze sztuczną inteligencją. – Poza technologią silny wpływ na modele pracy ma również demografia. Analizy jednoznacznie wskazują na kurczącą się pulę talentów wchodzących na rynek przy jednoczesnym starzeniu się obecnych kadr. Taki układ sił wymusza nie tylko automatyzację procesów, ale też konieczność budowania środowisk pracy, które będą atrakcyjne zarówno pod względem przestrzennym, jak i technologicznym. Dlatego projektowanie nowego biura nie może polegać na prostym kopiowaniu dotychczasowych rozwiązań – twierdzi Edyta Mika.

Jej zdaniem elastyczność i mobilność – rozumiane nie tylko jako możliwość ekspansji lub redukcji metrażu, ale także dostosowywania funkcji biura do zmieniających się potrzeb organizacji – to cechy przestrzeni definiowanej dziś jako „odporna na zmiany”. Biuro powinno oferować różnorodne strefy do pracy, współpracy i spotkań oraz pozwalać na zmianę ich proporcji bez konieczności kosztownej przebudowy całej powierzchni. Jak podkreśla ekspertka, dobrze zaprojektowane środowisko pracy umożliwia płynną reorganizację poszczególnych modułów z zachowaniem spójności całej przestrzeni. Przestrzeń ta musi być gotowa na to, że za kilka lat organizacja będzie funkcjonować zupełnie inaczej niż obecnie.

– To, co te zmiany oznaczają dla najemców w kontekście funkcji i metrażu biura, wymaga przeprowadzenia szczegółowych badań ilościowych i jakościowych. Muszą być one realizowane w oparciu o sprawdzoną metodologię oraz dialog ze wszystkimi interesariuszami – dodaje Mika.

Biuro to nie tylko metry

Według Edyty Miki współczesne biuro nie powinno być projektowane wyłącznie w oparciu o liczbę biurek, lecz wokół funkcji wspierających realizację celów organizacji. – Przez lata wiele firm patrzyło na nowe biuro przede wszystkim przez pryzmat metrów kwadratowych i kosztów. To zbyt duże uproszczenie, a optymalizacja nie zawsze oznacza zmniejszenie powierzchni. Czasami oznacza jej lepsze wykorzystanie, zmianę proporcji, wprowadzenie nowych funkcji, które wspierają efektywność pracowników w nowej rzeczywistości – wyjaśnia.

Szczególnie ryzykownym zabiegiem jest automatyczne zmniejszanie biura wyłącznie na podstawie liczby osób pracujących hybrydowo. – Wielu najemców wciąż zakłada, że powierzchnię biura można ograniczyć jedynie w oparciu o liczbę osób pracujących zdalnie albo hybrydowo, na tej podstawie wyliczając liczbę stanowisk. Ale to tak nie działa. Doświadczenia ostatnich lat pokazały, że standardowe biurko nie jest jedynym miejscem pracy. Aby działać efektywnie, potrzebujemy różnorodności: stref do pracy w skupieniu, przestrzeni do współpracy, sal projektowych, miejsc spotkań ad hoc, salek konferencyjnych – zarówno tych mniej, jak i bardziej oficjalnych – czy dobrze wyposażonych pomieszczeń do spotkań online. Istotne są także strefy socjalne, integracyjne i regeneracyjne. O tym, jakiej przestrzeni potrzebuje konkretna organizacja, powinny decydować precyzyjnie zdefiniowane funkcje biura i budżety przestrzenne, a nie wyłącznie liczba standardowych stanowisk pracy  – podkreśla Mika.

Nie trać czasu. Wykorzystaj go na zdobycie danych

Ekspertki zgodnie podkreślają, że firmy nie powinny liczyć na szybki powrót warunków rynkowych sprzed kilku lat. Nie oznacza to jednak, że należy podejmować pochopne decyzje.

– Skoro strategia przeczekania przestaje działać, warto wykorzystać ten czas na zebranie danych i lepsze zrozumienie potrzeb organizacji. To może oznaczać zdefiniowanie modelu pracy na nowo, a co za tym idzie – redefinicję potrzeb funkcjonalnych i budżetu przestrzennego nowego lub zreorganizowanego biura. Nie jest to proste w sytuacji, gdy rynek wymusza na nas decyzje o profilu nowej przestrzeni znacznie wcześniej, niż wynikałoby to z naszych dotychczasowych doświadczeń związanych z relokacją czy renegocjacją umów. Musimy przewidzieć dynamicznie zmieniającą się przyszłość, jednocześnie minimalizując ryzyko.

Odpowiedzią na tę niepewność rynkową są pogłębione analizy i badania środowiska pracy. – „Nie zgaduj” – to jedna z najważniejszych zasad skutecznego doradztwa. W czasach tak dużej zmienności nie da się już kopiować rozwiązań ze starego biura ani opierać decyzji wyłącznie na doświadczeniach sprzed kilku lat. Im wcześniej organizacja rozpocznie analizę swoich potrzeb, tym większa szansa, że stworzy przestrzeń wspierającą biznes także w przyszłości – twierdzi Edyta Mika.

Jak podkreśla Magdalena Zagórska, dopiero połączenie wiedzy o rynku z rzetelną analizą potrzeb firmy pozwala podjąć właściwą decyzję dotyczącą przyszłej siedziby. – Przewagę zyskają organizacje, które odpowiednio wcześnie rozpoczną przygotowania. W warunkach ograniczonej podaży i rosnącej konkurencji o najlepsze powierzchnie, czas stał się jednym z najcenniejszych zasobów najemców. Dlatego nie warto zwlekać z działaniem – podsumowuje ekspertka.

Prawie 28 mln Polaków korzysta z aplikacji mobilnych banków

Z najnowszego raportu NetB@nk, przygotowanego przez Związek Banków Polskich, wynika, że w I kwartale 2026 r. liczba aktywnych użytkowników bankowych aplikacji mobilnych wzrosła do 27,7 mln. To o 2,2% więcej niż kwartał wcześniej i o 9,0% więcej niż rok wcześniej. Co więcej, ponad 21 mln klientów korzystało wyłącznie z aplikacji mobilnych. Z kolei liczba aktywnych klientów bankowości internetowej spadła do 20,8 mln. Dane pokazują wyraźne przesunięcie codziennej aktywności klientów w stronę kanału mobilnego.

Na koniec I kwartału 2026 r. liczba umów dostępu do bankowości internetowej klientów indywidualnych wyniosła 46 044 978. Oznacza to wzrost o 1,01% w porównaniu z IV kwartałem 2025 r. oraz o 3,29% r/r. Równocześnie liczba aktywnych klientów bankowości internetowej wyniosła 20 849 783, czyli była niższa o 3,26% w stosunku do poprzedniego kwartału i o 13,11% w porównaniu z pierwszym kwartałem 2025 r.

Liczba klientów logujących się co najmniej raz w kwartale do bankowości elektronicznej – internetowej lub mobilnej – wyniosła 31 772 468. To wzrost o 1,6% względem poprzedniego kwartału oraz o 4,6% r/r. Oznacza to, że klienci nie rezygnują z cyfrowego kontaktu z bankiem, lecz coraz częściej wybierają inny sposób dostępu do usług.

Najmocniejszym trendem pozostaje bankowość mobilna. W I kwartale 2026 r. z aplikacji bankowych aktywnie korzystało 27 662 033 użytkowników, o 601 138 więcej niż w IV kwartale 2025 r. i aż o 2 290 231 więcej niż rok wcześniej. Szczególnie widoczny jest wzrost grupy mobile only, czyli klientów logujących się wyłącznie do aplikacji bankowych. W I kwartale 2026 r. było ich 21 095 572, co stanowiło 76% wszystkich aktywnych użytkowników bankowości mobilnej.

Dane dotyczące małych i średnich przedsiębiorstw wskazują na dalszy wzrost dostępu do bankowości elektronicznej przy niższej aktywności w analizowanym kwartale. Liczba klientów MSP z dostępem do bankowości internetowej wyniosła 3 851 996, czyli wzrosła o 0,78% kwartał do kwartału i o 6,08% r/r. Liczba aktywnych klientów MSP spadła natomiast do 2 490 168. To o 6,02% mniej niż w IV kwartale 2025 r. oraz o 1,70% mniej niż w I kwartale 2025 r.

W systemach płatniczych I kwartał 2026 r. przyniósł spadki w ujęciu kwartalnym. W systemie Elixir rozliczono 555 mln transakcji, o 2,52% mniej niż kwartał wcześniej, przy wartości komunikatów na poziomie 2 322 mld zł, niższej o 4,88% kwartał do kwartału. W systemie Express Elixir liczba transakcji wyniosła 162,731 mln i była niższa o 4,30% niż w IV kwartale 2025 r., ale jednocześnie wyższa o 12,61% r/r. Wartość komunikatów w Express Elixir wyniosła 83,72 mld zł, co oznacza spadek kwartalny o 3,87%, ale wzrost roczny o 15,94%.

Spadki kwartalne widoczne były również w systemie Euro Elixir. Liczba komunikatów wyniosła 12 933 789, co oznacza spadek o 9,63% względem IV kwartału 2025 r. oraz o 2,02% r/r. Wartość rozliczonych operacji osiągnęła 93,79 mld euro. Była niższa o 10,22% kwartał do kwartału, ale wyższa o 4,02% w porównaniu z I kwartałem 2025 r.

– Dane z najnowszej edycji raportu NetB@nk pokazują, że bankowość mobilna nie jest już tylko uzupełnieniem bankowości elektronicznej, ale dla wielu klientów staje się podstawowym kanałem kontaktu z bankiem. Wzrost liczby użytkowników aplikacji oraz ponad 21 mln klientów mobile only potwierdzają, że klienci oczekują usług dostępnych natychmiast, prostych w obsłudze i bezpiecznych – mówi Agnieszka Wachnicka, Wiceprezes Związku Banków Polskich.

Wyniki za I kwartał 2026 r. pokazują, że bankowość w Polsce rozwija się w stronę coraz bardziej mobilnego modelu obsługi klienta. Dostęp do usług elektronicznych nadal rośnie, ale centrum codziennej aktywności przenosi się do aplikacji, które dla coraz większej grupy klientów stają się głównym sposobem zarządzania finansami.

Deweloperzy z większym zapasem projektów. Co czwarte pozwolenie nadal bez budowy

0

Dane GUS za okres od stycznia do maja 2026 roku przynoszą mieszany obraz sytuacji na polskim rynku mieszkaniowym. Z jednej strony liczba wydanych pozwoleń na budowę wzrosła o ponad 16 proc. rok do roku i była najwyższa od 2024 roku. To wyraźny sygnał rosnącej aktywności planistycznej inwestorów, przede wszystkim firm deweloperskich, które uzyskały aż o 22 proc. więcej pozwoleń niż przed rokiem.

Z drugiej strony większa gotowość do działania w sferze administracyjnej wciąż nie przekłada się na uruchamianie nowych inwestycji. Liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, pozostaje niemal identyczna jak rok wcześniej, a liczba lokali oddawanych do użytkowania nadal spada. Optymistycznym wyjątkiem są inwestorzy indywidualni, którzy we wszystkich trzech kluczowych kategoriach notują skromne, lecz konsekwentne wzrosty. Sytuację komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku w Otodom.

Z najnowszych danych GUS wynika, że w maju 2026 roku do użytkowania oddano w Polsce 15,3 tys. mieszkań i domów. To o 3,7 proc. więcej niż w maju 2025 roku, ale jednocześnie o 0,6 proc. mniej niż miesiąc wcześniej.

W tej puli firmy deweloperskie przekazały do użytkowania 9,5 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o blisko 2 proc. w ujęciu rocznym oraz niewielki spadek miesiąc do miesiąca. Inwestorzy indywidualni oddali natomiast 5,3 tys. lokali, czyli o 5,7 proc. więcej niż rok wcześniej.

Wyniki skumulowane za pięć pierwszych miesięcy roku potwierdzają utrzymującą się stagnację w tym segmencie. Od stycznia do maja 2026 roku w całej Polsce oddano do użytkowania 76,2 tys. mieszkań i domów, czyli o 0,5 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2025 roku.

To już drugi rok z rzędu, w którym wynik za pierwszych pięć miesięcy pozostaje poniżej granicy 77 tys. lokali. Dla porównania, w rekordowym 2023 roku w tym samym okresie oddano blisko 93,6 tys. mieszkań, a więc o ponad 20 proc. więcej.

Wiele wskazuje jednak na to, że liczba mieszkań oddawanych do użytkowania będzie w kolejnych miesiącach rosnąć. Podstawą takich prognoz jest duża liczba budów rozpoczętych w 2024 roku, przede wszystkim przez firmy deweloperskie. Spowolnienie sprzedaży obserwowane na rynku pierwotnym w 2024 roku i pierwszej połowie 2025 roku wyraźnie wydłużyło procesy budowlane.

Ponad 150 tys. mieszkań i domów, których budowę uruchomiono w 2024 roku, powinno z czasem przełożyć się na wzrost liczby lokali przekazywanych do użytkowania. Dlatego wyniki w tej kategorii w drugiej połowie bieżącego roku mogą być wyraźnie lepsze niż w pierwszych pięciu miesiącach.

Firmy deweloperskie odpowiadają za 60 proc. wszystkich lokali oddanych do użytkowania w pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku. W ujęciu skumulowanym deweloperzy przekazali do użytkowania 45,7 tys. mieszkań. To wynik o ponad 2 proc. gorszy niż rok wcześniej i jednocześnie najniższy od sześciu lat.

Warto jednak zauważyć, że dane z kolejnych miesięcy, od marca do maja, wskazują na stopniową stabilizację. Zgodnie z prognozami Otodom, w kolejnych miesiącach liczba lokali oddawanych przez deweloperów może być wyraźnie wyższa.

Na tym tle lepiej wypadają inwestorzy indywidualni. Oddali oni do użytkowania 28,7 tys. lokali, czyli o 2,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Ich udział w ogólnej liczbie mieszkań i domów oddanych do użytkowania wzrósł do 37,7 proc.

Zdecydowanie najbardziej pozytywnym sygnałem płynącym z danych GUS za okres od stycznia do maja 2026 roku jest liczba wydanych pozwoleń na budowę. Łącznie wszystkie grupy inwestorów uzyskały zgody na realizację 119,9 tys. lokali, czyli o 16,3 proc. więcej niż przed rokiem.

To wynik niemal identyczny jak w analogicznym okresie 2024 roku, kiedy wydano pozwolenia na budowę 119,6 tys. lokali, i wyraźnie lepszy od rezultatu z ubiegłego roku, wynoszącego 103,1 tys. W samym maju wydano 23,7 tys. pozwoleń. Oznacza to wzrost o 13 proc. w ujęciu rocznym, choć jednocześnie spadek o 13,8 proc. względem wyjątkowo aktywnego kwietnia.

Głównym motorem wzrostu w kategorii pozwoleń pozostają firmy deweloperskie. W pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku uzyskały one 79,5 tys. pozwoleń na budowę, co oznacza imponujący wzrost o 21,7 proc. rok do roku.

Dla porównania, w analogicznym okresie 2025 roku deweloperzy otrzymali jedynie 65,4 tys. pozwoleń. Tegoroczny wynik jest więc nie tylko wyraźnie wyższy od ubiegłorocznego, lecz także zbliża się do poziomów obserwowanych w latach 2021 i 2022.

Aktywność inwestorów indywidualnych również była większa niż rok wcześniej. Uzyskali oni 36,9 tys. pozwoleń na budowę, co oznacza wzrost o 10 proc. w ujęciu rocznym.

Na tle optymizmu widocznego w segmencie pozwoleń rozczarowują dane dotyczące faktycznie rozpoczynanych budów. W maju 2026 roku wszystkie grupy inwestorów rozpoczęły budowę 20,4 tys. lokali. To o 6,9 proc. więcej niż w maju 2025 roku, ale jednocześnie o 18,2 proc. mniej niż w bardzo aktywnym pod tym względem kwietniu.

W okresie od stycznia do maja 2026 roku uruchomiono łącznie 94,7 tys. budów. Wynik ten był niemal identyczny jak rok wcześniej, kiedy rozpoczęto realizację 94,9 tys. mieszkań i domów, co oznacza spadek o 0,2 proc. rok do roku.

Kluczową obserwacją pozostaje narastająca rozbieżność między skalą uzyskanych pozwoleń a faktycznym uruchamianiem inwestycji. W pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku różnica między liczbą wydanych pozwoleń, wynoszącą 119,9 tys., a liczbą rozpoczętych budów, sięgającą 94,7 tys., przekroczyła 25 tys. lokali.

Oznacza to, że co piąte uzyskane pozwolenie nie przełożyło się jeszcze na rozpoczęcie inwestycji. Dla porównania, w analogicznym okresie 2025 roku nadwyżka wynosiła zaledwie około 8 tys. lokali, czyli około 8 proc. odłożonych pozwoleń.

Szczególnie wyraźnie widać to w przypadku firm deweloperskich. Uzyskały one 79,5 tys. pozwoleń, podczas gdy rozpoczęły realizację jedynie 58 tys. lokali. Różnica przekracza więc 21,5 tys. mieszkań, co oznacza, że co czwarte uzyskane przez deweloperów pozwolenie nie przełożyło się dotąd na rozpoczęcie budowy.

Zjawisko to można interpretować jako przejaw ostrożności deweloperów. Firmy gromadzą zapasy pozwoleń, rozbudowując bank projektów i gruntów z myślą o uruchomieniu budów w bardziej sprzyjających warunkach sprzedażowych. Na decyzje o rozpoczęciu kolejnych inwestycji mogą wpływać również wyższe niż przed rokiem koszty materiałów budowlanych oraz niepewność regulacyjna związana z cenami nośników energii.

Inaczej zachowują się inwestorzy indywidualni, czyli gospodarstwa domowe, których aktywność w zakresie rozpoczynanych budów powoli, ale konsekwentnie rośnie. W pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku rozpoczęli oni budowę 34,5 tys. domów i mieszkań, czyli o 2,5 proc. więcej niż rok wcześniej.

To najlepszy wynik w tym segmencie od 2021 roku. Budownictwo indywidualne, z natury mniej podatne na krótkoterminowe wahania rynkowe niż sektor deweloperski, utrzymuje stabilną tendencję wzrostową już trzeci rok z rzędu.

Na marginesie głównych zjawisk warto odnotować pojawiające się oznaki ożywienia w segmencie budownictwa społeczno-czynszowego. W pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku wydano pozwolenia na budowę 2,3 tys. lokali w tej kategorii, a faktyczne budowy rozpoczęto dla 1,4 tys. mieszkań. Oznacza to wzrost o 29 proc. rok do roku.

Choć skala tego segmentu pozostaje niewielka w porównaniu z całym rynkiem, rosnący trend wpisuje się w ogłoszone przez rząd priorytety polityki mieszkaniowej, ukierunkowane na zwiększenie dostępności mieszkań czynszowych.

Szacuje się, że na koniec maja 2026 roku w budowie pozostawało 857,3 tys. mieszkań, czyli o 0,5 proc. więcej niż rok wcześniej. To pozytywny sygnał dla przyszłej podaży. Liczba projektów znajdujących się w przygotowaniu i realizacji utrzymuje się na relatywnie wysokim poziomie.

Jeżeli zgromadzone pozwolenia znajdą odzwierciedlenie w rozpoczętych inwestycjach, może to stworzyć podstawę do stopniowej poprawy liczby mieszkań oddawanych do użytkowania w perspektywie kolejnych lat.

Internauci nie kupili obrony KO. IMM o emocjach wokół Szpitala Południowego

Wokół zarobków radnego KO Dawida Kacprzyka w publicznych szpitalach oraz „saloniku VIP” w Szpitalu Południowym w Warszawie rozgorzała emocjonalna dyskusja, która w ubiegłym tygodniu zdominowała polskie media. W ciągu zaledwie siedmiu dni redakcje poruszały ten temat w blisko 15 tys. publikacji, a internauci – w 24,6 tys. postów i komentarzy. Instytut Monitorowania Mediów (IMM) przeanalizował opinie publikowane w social mediach i sprawdził, kogo z rządzących najbardziej mogą dotknąć wykryte nieprawidłowości oraz na ile skuteczna okazała się linia obrony koalicji.„Szpitalna afera”, w tym ujawnienie milionowych zarobków lekarza bez specjalizacji Dawida Kacprzyka, a zaraz potem nagłośniona 17 czerwca przez Patryka Słowika z portalu Zero w artykule Szybka ścieżka do badań i salonik dla VIP-ów. Tak polityków KO przyjmował SOR Dawida Kacprzyka sprawa uprzywilejowanej ścieżki przyjęć na SOR, uzyskała w dniach 15-21 czerwca zasięg ponad 1 mld potencjalnych kontaktów z przekazem. Oznacza to, że statystyczny polski odbiorca usłyszał o niej w badanym tygodniu ponad 30 razy.W mediach klasycznych temat był najczęściej poruszany przez telewizję wPolsce24 (669 przekazów), Wydarzenia 24 (338) i Polsat News (235). Na portalu Zero ukazało się 59 publikacji o aferze. Łącznie w badanym tygodniu temat wygenerował 39,6 tys. publikacji w mediach klasycznych oraz społecznościowych, co oznacza, że w każdej minucie ukazywały się blisko 4 nowe treści.

wykres 3

W mediach społecznościowych analitycy IMM odnotowali łącznie 3,9 mln interakcji (reakcji, komentarzy i udostępnień użytkowników pod postami na temat afery). Dyskusja na platformach społecznościowych toczyła się przede wszystkim na X (Twitterze), gdzie zarejestrowano 12,8 tys. wzmianek (52% wszystkich publikacji w social mediach) oraz 2,4 mln interakcji. Na drugim miejscu znalazł się Facebook z 7,2 tys. wzmiankami i 721,7 tys. interakcjami.

wykres 2

Eksperci IMM zbadali wątki w internetowej dyskusji i wyłonili najczęściej krytykowane postacie i obiekty w związku z wykrytymi nadużyciami:

  • Koalicja Obywatelska jako formacja: uprzywilejowana pozycja rządzących (szacunkowo 32% dyskusji) – wątek „saloniku VIP” dla działaczy i rodzin KO był wyjątkowo nośny medialnie, stając się symbolem kastowego systemu ochrony zdrowia. Wrażenie to potęgowały informacje o wynoszeniu mebli z saloniku nocą, co zostało odebrane jako próba zacierania śladów.
  • Rafał Trzaskowski: wiedział od roku i nic nie zrobił (szacunkowo 28% dyskusji) – Prezydent Warszawy zaprzeczał publicznie, że wiedział o nieprawidłowościach. Portal Zero udokumentował jednak, że ordynator chirurgii poinformował go o patologiach przez komunikator internetowy już 19 lipca 2025 roku. Internauci zestawiali zaprzeczenia Trzaskowskiego z jego wcześniejszymi wypowiedziami o osobistym zarządzaniu szpitalami, co czyniło dystansowanie się do ujawnionych zdarzeń niewiarygodnym.
  • Dawid Kacprzyk: symbol nepotyzmu partyjnego (szacunkowo 20% dyskusji) – koordynator SOR bez specjalizacji lekarskiej, który zarobił 1,6 mln zł w dużej części za pracę, której fizycznie nie wykonywał, stał się w mediach społecznościowych twarzą „afery szpitalnej”. Internauci zestawiali jego przedwyborcze deklaracje o walce z marnotrawstwem z faktyczną skalą jego wynagrodzenia.
  • Marcin Kierwiński, Bartłomiej Arłukowicz: nieszczerość rządzących (szacunkowo 12% dyskusji) – Kierwiński publicznie zaprzeczył istnieniu saloniku VIP, po czym lekarz pod własnym nazwiskiem potwierdził jego istnienie. W kontekście braku szczerości pojawiało się także nazwisko Arłukowicza, który namawiał do głosowania na Kacprzyka, a teraz twierdzi, że go nie znał. Nawet koalicjant KO Adrian Zandberg z Lewicy publicznie zaatakował Kierwińskiego, domagając się jego dymisji i rozbijając możliwość jednolitej narracji obronnej obozu rządzącego.
  • Szpital Południowy jako instytucja: patologia podmiotu publicznego (szacunkowo 8% dyskusji) – komentujący podnosili wątek ordynatora chirurgii, który poinformował Trzaskowskiego o patologiach, po czym został zwolniony z pracy, a także szpitala, który zamiast odpowiadać na pytania Patryka Słowika z portalu Zero, zaczął grozić mu konsekwencjami prawnymi.

wykres 1

Czego domagali się internauci?

Wśród formułowanych przez internautów oczekiwań najsilniej wybrzmiewało żądanie dymisji Kierwińskiego oraz konsekwencji wobec pozostałych polityków KO zamieszanych w aferę. Drugie w kolejności jest oczekiwanie rzetelnego śledztwa. Internauci zauważają, że NIK kończy właśnie kontrolę szpitala, a wyniki raportu spodziewane są na początku lipca; zlecanie przez premiera Tuska kolejnej, równoległej kontroli odbierają jako pozorowanie działań. Trzecie oczekiwanie dotyczy ochrony sygnalistów i przywrócenia do pracy zwolnionego ordynatora.

Gniew, pogarda i rozczarowanie, a obrona KO bez szans

W emocjonalnej dyskusji dominuje oburzenie i gniew (szacunkowo 42%), napędzany zestawieniem przywilejów polityków z codzienną rzeczywistością pacjentów na SOR. Blisko co czwarty komentarz (25%) utrzymany był w tonie pogardy i szyderstwa – memy, ironiczne zestawienia i sarkazm okazały się skuteczniejsze w niszczeniu autorytetu zamieszanych polityków niż bezpośredni atak. Co siódmy komentarz (15%) wyrażał rozczarowanie i poczucie zdrady, głównie wśród wyborców, którzy liczyli na „inną politykę”.

Obrona KO była praktycznie nieobecna tam, gdzie toczyła się dyskusja. Strona wspierająca Trzaskowskiego i Kierwińskiego stanowiła zaledwie 5% głosów zawierających konkretne stanowisko wobec „afery szpitalnej”, a jej argumenty (sprawa jest politycznie motywowanym atakiem opozycji, a prezydent Trzaskowski zlecił kontrolę) były błyskawicznie kontrowane kolejnymi ujawnieniami dziennikarzy portalu Zero.

Sebastian Bykowski, wiceprezes IMM, podsumowuje:

Choć afera wokół Szpitala Południowego uderzyła wizerunkowo w Koalicję Obywatelską, warto odnotować, że na obecnym etapie wśród najczęściej krytykowanych przez internautów polityków nie dominuje osoba premiera Donalda Tuska. Negatywne emocje koncentrują się przede wszystkim wokół postaci bezpośrednio kojarzonych ze sprawą – Rafała Trzaskowskiego, Marcina Kierwińskiego czy Dawida Kacprzyka. Potwierdzają to również wyniki najnowszego sondażu IBRiS dla Wirtualnej Polski, w którym reakcję premiera pozytywnie ocenia 47,4% badanych.

Można mówić o klasycznym mechanizmie ochrony lidera partii, w którym odpowiedzialność na pierwszym etapie kryzysu skupia się na osobach znajdujących się bliżej samej sprawy. Nie oznacza to jednak, że Donald Tusk pozostanie całkowicie poza zasięgiem afery. Jeśli ta będzie się rozwijała i obejmie kolejne osoby lub ujawni systemowy charakter problemu, wówczas odpowiedzialność może stopniowo przesuwać się również na poziom kierownictwa partii.

W tej sytuacji istotne znaczenie mają szybkie i stanowcze reakcje premiera oraz konsekwentne przedstawianie sprawy jako problemu dotyczącego funkcjonowania samorządu, a nie całego obozu politycznego. Z komunikacyjnego punktu widzenia działania te ograniczają dziś skalę negatywnego wpływu na lidera KO.

Inaczej wygląda sytuacja Rafała Trzaskowskiego. Jest on nie tylko prezydentem Warszawy, ale również jednym z najważniejszych polityków Koalicji Obywatelskiej. Z tego względu kryzys samorządowy może mieć konsekwencje wykraczające poza samą stolicę i wpływać na postrzeganie całego ugrupowania. Nie bez znaczenia pozostaje także szerszy kontekst debaty o modelu zarządzania dużymi miastami oraz ewentualnym zniesieniu limitów kadencji prezydentów miast.


Metodologia

Analiza obejmuje przekazy w polskiej prasie, radiu, telewizji, portalach internetowych i social mediach opublikowane w okresie 15–21 czerwca 2026 roku.

UMW i AstraZeneca zacieśniają współpracę. W centrum badania kliniczne, AI i edukacja

Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu i AstraZeneca zawarły porozumienie o współpracy, która obejmie rozwój badań klinicznych i projektów naukowych, odpowiedzialne wykorzystanie sztucznej inteligencji, wzmacnianie kompetencji studentów, doktorantów i pracowników uczelni a także działania podnoszące świadomość zdrowotną pacjentów. Dokument podpisany przez prof. dr hab. med. Piotra Ponikowskiego, rektora Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz Wiktora Janickiego, prezesa zarządu AstraZeneca Pharma Poland, jest potwierdzeniem współpracy rozwijanej przez obie instytucje od lat, a jednocześnie tworzy ramy dla kolejnych wspólnych projektów.

Partnerstwo odzwierciedla zmianę roli uczelni i biznesu w systemie ochrony zdrowia. Coraz większe znaczenie mają dziś nie tylko innowacje naukowe, ale także ich społeczny wpływ, bezpieczeństwo pacjentów, jakość informacji medycznej oraz przygotowanie przyszłych kadr do pracy w dynamicznie zmieniającym się środowisku klinicznym i technologicznym.

Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu – najlepsza polska uczelnia medyczna w światowych rankingach – od lat aktywnie rozwija badania kliniczne w Polsce i uczestniczy w międzynarodowych projektach o wysokim znaczeniu dla pacjentów. Jesteśmy partnerem doświadczonym – prowadzącym wieloośrodkowe badania kliniczne. Dziś jednak cele uczelni wykraczają poza klasycznie rozumianą działalność badawczą. Chcemy, aby nauka, medycyna i odpowiedzialny biznes wspólnie odpowiadały na realne problemy zdrowia publicznego – podkreśla prof. Piotr Ponikowski, rektor UMW.

Jak dodaje rektor, wrocławska uczelnia stawia sobie dziś szczególnie ambitne cele. Dzięki finansowaniu Komisji Europejskiej w ramach programu Teaming for Excellence w najbliższych latach powstanie RAPTOR-HF – europejskie centrum doskonałości w obszarze niewydolności serca, które będzie integrować i wzmacniać badania translacyjne w tym obszarze. – Punktem wyjścia dla prac naukowych będą realne problemy kliniczne. Wcześniejsze wykrywanie choroby, ograniczanie liczby hospitalizacji czy rozwój nowych metod diagnostycznych i terapeutycznych – to są nasze cele. Współpraca z tak znaczącym partnerem biznesowym może istotnie przybliżyć nas do ich realizacji – mówi prof. Piotr Ponikowski.

Jednym z przykładów dotychczasowej współpracy Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i AstraZeneca jest projekt PURE-LIGHT, realizowany z udziałem ponad 2 tysięcy dorosłych pacjentów z Polski obserwowanych przez dziewięć lat. Jego celem jest lepsze zrozumienie, dlaczego u części pacjentów z nadciśnieniem tętniczym nie udaje się skutecznie kontrolować ciśnienia oraz jakie może to mieć długofalowe konsekwencje zdrowotne.

Jednocześnie jest to modelowy przykład współpracy pomiędzy biznesem a środowiskiem akademickim, który obejmuje planowanie i realizację projektów badawczych od koncepcji po publikację naukową. Obie strony współtworzą całą infrastrukturę analityczną, od harmonizacji danych po publikacje naukowe. Projekt ma charakter niekomercyjny – jego wartością jest odpowiedź na ważne pytania kliniczne i wiedza, która posłuży pacjentom, środowisku naukowemu i systemowi ochrony zdrowia.

– Z Uniwersytetem Medycznym we Wrocławiu współpracujemy od lat – realizujemy wspólne projekty badawcze i uczymy się od siebie nawzajem, szukając odpowiedzi na pytania, które mają realne znaczenie dla pacjentów. Tak jest i w przypadku projektu PURE-LIGHT, w którym wspólnie analizujemy dane polskiej populacji. Potrzeba jest pilna bowiem nadciśnienie tętnicze dotyka w Polsce blisko jedenastu milionów osób, a o długofalowych konsekwencjach niedostatecznej kontroli ciśnienia wciąż wiemy zbyt mało. To doświadczenie utwierdziło nas w przekonaniu, że takich luk nie da się wypełniać pojedynczymi projektami. Porozumienie, które dziś podpisujemy, jest naturalną klamrą naszych dotychczasowych doświadczeń i zaproszeniem do realizacji ambitnych planów – od wspólnych badań po edukację zdrowotną, bo sama wiedza nie wystarczy, jeśli nie potrafimy jej przekazać tym, którzy jej najbardziej potrzebują – mówi Wiktor Janicki, prezes AstraZeneca Pharma Poland.

Poza wymiarem badawczym porozumienie otwiera też przestrzeń do rozwoju kompetencji przyszłych kadr medycznych. Dla studentów, doktorantów i pracowników UMW bliska współpraca z AstraZeneca będzie okazją do poszerzenia doświadczenia zawodowego o perspektywę, która naturalnie uzupełnia kształcenie akademickie.

Rynek handlowy w Polsce w I kwartale 2026 roku

Rynek powierzchni handlowych w Polsce skutecznie zaadaptował się do zmian w zachowaniach konsumentów oraz wzrostu znaczenia e-commerce. Głównym motorem rozwoju pozostają parki handlowe, które dominują w strukturze podaży. Spadek poziomu pustostanów oraz koncentracja na jakościowych modernizacjach potwierdzają coraz bardziej dojrzałą kondycję sektora – wynika z raportu BNP Paribas Real Estate Poland „Review. Rynek handlowy w Polsce w I kwartale 2026 roku”.

Dojrzałość rynku handlowego

Od wybuchu pandemii COVID-19 polski rynek powierzchni handlowych wyraźnie odbudował swoją pozycję. Sektor elastycznie dostosował się do zmieniających się preferencji zakupowych konsumentów. Scenariusze zakładające kryzys tradycyjnego handlu nie sprawdziły się, a głównym motorem rozwoju rynku stały się parki handlowe, które obecnie dominują w strukturze nowej podaży. W ciągu ostatnich sześciu lat parki handlowe odpowiadały za około 1,8 mln m kw. nowej powierzchni, podczas gdy w segmencie centrów handlowych dostarczono około 400 tys. m kw.

– Rynek centrów handlowych zbliża się do nasycenia, a aktywność inwestycyjna koncentruje się na modernizacjach, rozbudowach oraz repozycjonowaniu istniejących obiektów. Kluczowy trend stanowi przesunięcie akcentu z ilości na jakość, w tym dostosowanie oferty do ewoluujących potrzeb konsumentów. Widoczne są istotne zmiany w strukturze najemców, ze wzrostem udziału gastronomii, sportu i rekreacji, drogerii oraz marek z segmentu value retail – podkreśla Anna Pływacz, Dyrektorka Działu Powierzchni Handlowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Wysoki wolumen powierzchni w budowie

Analitycy BNP Paribas Real Estate Poland wskazują, że na koniec marca 2026 roku w budowie znajdowało się około 850 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni handlowej, obejmującej zarówno nowe inwestycje, jak i rozbudowy istniejących obiektów. W latach 2026–2027 planowane jest oddanie ponad 663 tys. m kw. nowej powierzchni, co oznacza wzrost o 90% w porównaniu z ubiegłym rokiem.

Dominującym formatem pozostają parki handlowe, które odpowiadają za ponad 780 tys. m kw. realizowanej powierzchni, czyli 92% całkowitego wolumenu inwestycji. Potwierdza to utrzymujące się zainteresowanie tym segmentem zarówno wśród deweloperów, jak i inwestorów kapitałowych. Do największych realizowanych inwestycji należą projekty BIG Piła (38 tys. m kw.), MMG Centers Krosno (26 tys. m kw.), Brama Bieszczad w Sanoku (23 tys. m kw.) oraz PH Świderek w Otwocku (23 tys. m kw.).

Więcej różnorodnych parków handlowych

W okresie od stycznia do końca marca 2026 roku oddano do użytkowania ponad 76 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni handlowej, co oznacza wzrost o 70% rok do roku. Jednocześnie wynik ten był niższy względem bardzo aktywnej końcówki poprzedniego kwartału.

Wśród największych obiektów handlowych oddanych do użytkowania w I kwartale znalazł się San Park Piaseczno II faza w Mysiadle koło Piaseczna, oferujący 15,9 tys. m kw. powierzchni handlowej na potrzeby Agata Meble. Do kluczowych realizacji należały również M Park Bogatynia (8,2 tys. m kw.) oraz Park Handlowy Tomaszów Lubelski (8 tys. m kw.).

W segmencie parków handlowych, obok dominującej funkcji zakupowej, coraz większe znaczenie zyskują usługi oraz gastronomia. Rosnącą popularnością cieszą się również sklepy modowe i drogerie. Mimo postępującej dywersyfikacji tenant mix parków handlowych pozostaje stosunkowo wąski i oparty głównie na powtarzalnych markach. Jednocześnie najlepiej funkcjonujące obiekty, szczególnie zlokalizowane w pobliżu dużych aglomeracji, coraz częściej przyciągają marki dotychczas obecne wyłącznie w tradycyjnych centrach handlowych.

Wskaźnik nasycenia i pustostanów

Analizując całkowity dostępny wolumen nowoczesnej powierzchni handlowej, obejmującej centra handlowe, centra wyprzedażowe, parki handlowe oraz wolnostojące obiekty handlowe, to za największym rynkiem warszawskim (2,3 mln m kw.), plasuje się konurbacja katowicka (1,5 mln m kw.) oraz Trójmiasto (prawie 1 mln m kw.). Z kolei najwyższe wskaźniki nasycenia obserwuje się w aglomeracjach wrocławskiej i poznańskiej, gdzie kształtują się one na poziomie odpowiednio 1044 i 1005 m kw. w przeliczeniu na 1000 mieszkańców.

W I połowie 2025 roku średni wskaźnik pustostanów wyniósł 2,8%, co oznacza spadek o 0,6 p.p. rok do roku. Najniższy poziom niewynajętej powierzchni odnotowano w Szczecinie (1,8%) oraz w Warszawie (1,9%), natomiast najwyższy we Wrocławiu (4,1%) i Poznaniu (3,6%). W większości analizowanych aglomeracji wskaźnik pustostanów uległ obniżeniu, co wskazuje na utrzymującą się równowagę rynkową oraz stabilny poziom popytu.

Poprawa sprzedaży i presja czynszowa

Dane dotyczące funkcjonowania rynku handlowego wskazują również na poprawę wyników sprzedażowych. W lutym 2026 roku obroty wzrosły o 1,7% rok do roku, przy jednoczesnym spadku odwiedzalności o 0,9%. Jak wskazują dane GUS za luty 2026 roku, zarówno sprzedaż detaliczna, jak i internetowa odnotowały wzrost w ujęciu rocznym – odpowiednio o 5% oraz 9,3%.

Pierwszy kwartał nowego roku to także czas debiutów nowych marek w Polsce. Na rynku handlowym pojawiły się m.in. kanadyjska marka Lululemon, azjatycka sieć XIMI V oraz internetowy koncept Søstrene Grene, który zapowiedział także otwarcie sklepu stacjonarnego w Warszawie.

Wyraźna poprawa koniunktury w handlu detalicznym oraz realny wzrost sprzedaży detalicznej, przekłada się na podwyżki czynszów w niemal wszystkich formatach.

– Najsilniejsza presja wzrostowa dotyczyła najlepszych centrów handlowych oraz najbardziej atrakcyjnych lokali o powierzchni 100–500 m kw. W kolejnych miesiącach możliwe są dalsze wzrosty w topowych galeriach, natomiast w parkach handlowych proces odnawiania umów z okresu pandemii może skutkować lokalnymi korektami stawek dla wybranych branż i formatów – ocenia Renata Weikert, Starsza Konsultantka, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

ORLEN rezerwuje moce w FSRU 2. Import LNG przekroczy 16 mld m sześc. rocznie

0

ORLEN zarezerwował przepustowość w planowanym terminalu FSRU 2 w Zatoce Gdańskiej. Decyzja zwiększa elastyczność dostaw LNG, wzmacnia bezpieczeństwo energetyczne Polski i regionu oraz wpisuje się w rozwój koncepcji Baltic Eagle Gas Hub. Po uwzględnieniu FSRU 1, FSRU 2 oraz rezerwacji w terminalu w Kłajpedzie, dzięki interkonektorowi Santaka, łączne możliwości importowe LNG Grupy ORLEN przekroczą 16 mld m sześc. gazu ziemnego po regazyfikacji rocznie.

Udział ORLEN w procedurze Open Season dla FSRU 2 jest kolejnym elementem budowy zdywersyfikowanego i elastycznego portfela importowego. Zarezerwowana przepustowość umożliwi odbiór dodatkowych wolumenów LNG w perspektywie kolejnej dekady, uzupełniając moce dostępne w terminalu LNG w Świnoujściu, terminalu FSRU 1 w Gdańsku oraz terminalach zagranicznych, z których korzysta Grupa.

– Energia jutra to niezależność i bezpieczeństwo energetyczne. To możliwie najniższe ceny energii dla naszych klientów. Dlatego już dziś podejmujemy strategiczne decyzje. Rezerwacja mocy w FSRU 2 jest kolejnym krokiem w budowie Baltic Eagle Gas Hub, czyli regionalnego hubu gazowego, który zapewni bezpieczeństwo nie tylko Polsce, ale i całemu regionowi. To także zwiększenie naszych możliwości importowych i handlowych. Rozwój ORLENU w obszarze LNG buduje nasze bezpieczeństwo oparte na zróżnicowanych kierunkach dostaw i elastycznej logistyce – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Rezerwacja dotyczy 12 slotów rocznie w latach 2030–2039. Odpowiada to możliwości odbioru około 1,25 mld m sześc. gazu ziemnego po regazyfikacji rocznie. Dzięki nowej przepustowości w FSRU 2, a także wykorzystaniu terminala LNG w Świnoujściu, FSRU 1 w Gdańsku oraz rezerwacji w Kłajpedzie, łączne możliwości importowe LNG Grupy ORLEN przekroczą 16 mld m sześc. gazu rocznie.

Nowe moce wpisują się w szerszy model działania Grupy na rynku gazu. ORLEN korzysta z terminala LNG w Świnoujściu, którego przepustowość po rozbudowie wynosi 8,3 mld m sześc. rocznie, a także zarezerwował pełną przepustowość planowanego terminala FSRU 1 w Gdańsku na poziomie 6,1 mld m sześc. rocznie. Grupa wykorzystuje również terminal w Kłajpedzie oraz – poprzez spółkę zależną – terminal w Montoir we Francji. Uzupełnieniem tego systemu jest własna flota gazowców, zwiększająca kontrolę nad łańcuchem dostaw i elastyczność operacyjną.

Skalę działalności ORLEN na globalnym rynku LNG dobrze pokazuje liczba dostaw realizowanych do Polski. Na początku przyszłego tygodnia Grupa odbierze 450. dostawę LNG w terminalu w Świnoujściu, w którym dysponuje przepustowością 8,3 mld m sześc. rocznie. Dotychczasowe dostawy umożliwiły sprowadzenie do Polski ponad 46 mld m sześc. gazu po regazyfikacji. To energia odpowiadająca 527,7 TWh, co przy założeniu średniego zużycia na poziomie ok. 20 MWh rocznie na gospodarstwo domowe, odpowiada zapotrzebowaniu ponad 26 mln gospodarstw domowych. Pokazuje to, jak w ciągu ostatniej dekady zmienił się model zaopatrzenia Polski w gaz – od dominacji dostaw z jednego kierunku do aktywnego udziału ORLEN w globalnym rynku LNG i budowy zdywersyfikowanego portfela importowego.

Rozwój infrastruktury importowej ma znaczenie nie tylko dla Polski. Dzięki połączeniom transgranicznym i aktywności handlowej ORLEN gaz sprowadzany przez polskie terminale może wspierać również bezpieczeństwo dostaw w państwach sąsiednich, w tym w Ukrainie, na Słowacji i innych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. W tym sensie Baltic Eagle Gas Hub jest odpowiedzią na trwałą zmianę europejskiej architektury energetycznej po ograniczeniu dostaw ze Wschodu i rosnącej roli LNG w regionie. Rezerwacja przepustowości zwiększa również elastyczność działania Grupy i zabezpiecza możliwość dalszego rozwoju działalności LNG w kolejnych latach.

Klawiatury foliowe: od fabryki po salę operacyjną

Zwykle pozostają niezauważone, choć korzystamy z nich każdego dnia: w kuchence mikrofalowej, pompie infuzyjnej, sterowniku obrabiarki czy panelu windy. Rynek klawiatur foliowych jest rozproszony i rzadko trafia na pierwsze strony branżowych mediów, ale jego wartość liczona jest w miliardach dolarów. Poszczególne firmy badawcze różnią się co do skali tego rynku, lecz są zgodne co do kierunku: popyt nadal rośnie.

Materiał analityczny · opracowanie własne na podstawie danych Grand View Research, Strategic Market Research, Knowledge Sourcing Intelligence, ResearchAndMarkets, GMI oraz The Business Research Company

Wiele komponentów przesądza o sposobie obsługi urządzeń, choć użytkownik końcowy praktycznie ich nie dostrzega. Klawiatura foliowa, często określana także jako membranowa, jest tego dobrym przykładem. To cienki, wielowarstwowy interfejs z nadrukowaną grafiką oraz ukrytym układem stykowym, który reaguje na nacisk. Po zamontowaniu na obudowie staje się integralną częścią urządzenia: panelem ekspresu, respiratora, wagi przemysłowej lub sterownika linii produkcyjnej.

Wokół tego pozornie prostego elementu powstał globalny przemysł warty miliardy dolarów, w którym działają również wyspecjalizowani producenci z Polski. Rozwija się on mimo dominującej narracji o ekranach dotykowych. W wielu zastosowaniach przemysłowych i medycznych prostszy interfejs fizyczny wciąż okazuje się rozwiązaniem bardziej przewidywalnym, odpornym na warunki pracy i korzystniejszym kosztowo — pod warunkiem właściwego doboru technologii do zadania.

4,2–4,5 mld USD
szacowana wartość rynku klawiatur foliowych w latach 2023–2024
5–8 % CAGR
zakres prognozowanej rocznej dynamiki wzrostu do 2030 r.
≥1 mln
typowa żywotność pojedynczego klawisza w cyklach zadziałań

Czym właściwie jest klawiatura foliowa

Pod względem konstrukcyjnym klawiatura membranowa przypomina wielowarstwową „kanapkę” z folii, najczęściej poliestrowych. Warstwę wierzchnią stanowi grafika drukowana od strony wewnętrznej, dzięki czemu opisy i symbole są chronione przed ścieraniem. Niżej znajdują się warstwy dystansowe oraz folie ze ścieżkami przewodzącymi, zwykle wykonywanymi z past srebrnych. Naciśnięcie pola roboczego powoduje zwarcie obwodu i wysłanie sygnału. Odpowiednio zaprojektowana konstrukcja może tworzyć zwartą, łatwą do czyszczenia powierzchnię o odporności na pył, zachlapanie, detergenty i wybrane substancje chemiczne; rzeczywisty poziom ochrony zależy jednak od materiałów, uszczelnienia i wymagań konkretnej aplikacji.

Producenci zwykle deklarują trwałość od około miliona do kilku milionów cykli dla pojedynczego klawisza, przy czym parametr ten zależy m.in. od zastosowanej konstrukcji, siły nacisku, środowiska pracy i metody testowania. Właśnie połączenie trwałości, relatywnie niskiego kosztu produkcji i dużej swobody projektowania grafiki przesądziło o popularności tych komponentów. W wersjach płaskich interfejs nie ma klasycznych, odsłoniętych mechanizmów przełączających, a w wariantach taktylnych funkcję sprzężenia zwrotnego zapewniają m.in. tłoczenia lub metalowe kopułki. Gładka powierzchnia ogranicza liczbę miejsc, w których mogą gromadzić się zanieczyszczenia, i ułatwia czyszczenie oraz dezynfekcję zgodnie z instrukcją producenta urządzenia.

Kluczowe rozróżnienie. Klawiatury membranowe występują w wersjach nietaktylnych — płaskich, bez wyczuwalnego „kliknięcia” — oraz taktylnych, w których stosuje się tłoczenia albo metalowe kopułki zapewniające odczuwalną odpowiedź pod palcem. Warianty płaskie są szeroko stosowane ze względu na prostotę i koszt. Z kolei sprzężenie zwrotne w wersjach taktylnych jest szczególnie ważne tam, gdzie operator musi potwierdzić uruchomienie funkcji bez odrywania wzroku od wykonywanego zadania.

Od fabryki: jak powstaje klawiatura foliowa

Tytułowa droga „od fabryki po salę operacyjną” zaczyna się w hali poligraficzno-elektronicznej, a nie — jak mogłoby się wydawać — w typowej fabryce elektroniki. Sercem produkcji jest druk. Grafikę nanosi się dwiema technikami: sitodrukiem, ceniony za grube, kryjące warstwy farby i odporność kolorów, oraz drukiem cyfrowym, który pozwala na fotograficzną szczegółowość i krótkie serie. Polscy producenci podkreślają, że nadruk wykonywany jest od wewnętrznej strony folii — to z pozoru drobny zabieg, ale ma fundamentalne znaczenie: opis przycisków widoczny jest przez grubość folii i nie sposób go zetrzeć podczas wieloletniej eksploatacji.

Równolegle drukuje się obwód. Ścieżki przewodzące i pola stykowe powstają z pasty srebrnej nakładanej sitodrukiem, z minimalną szerokością ścieżki rzędu pół milimetra. Tak przygotowane folie — warstwa graficzna, warstwy dystansowe i dwie folie obwodu — łączy się w wielowarstwową „kanapkę”, doklejając tylną warstwę montażową z odsłanianym klejem. Tu wkraczają technologie podnoszące wartość wyrobu: tłoczenie frontów foliowych nadające klawiszom wyczuwalny kształt, osadzanie metalowych kopułek dla efektu taktylnego, integracja diod LED do podświetlenia, a w bardziej zaawansowanych konstrukcjach — zatapianie diod SMD w strukturze folii.

Coraz częściej proces nie kończy się na samej klawiaturze. Producenci integrują panele czołowe z wyświetlaczami w technologii bondingu optycznego, sklejając ekran LCD z frontem szklanym lub z tworzywa. Najprostszą metodą jest technika Air Gap, w której między wyświetlaczem a frontem pozostaje szczelina powietrzna — rozwiązanie tanie i uniwersalne, ale wrażliwe na refleksy świetlne i wilgoć. Pełne zespolenie warstw (bonding) eliminuje szczelinę, poprawiając czytelność w jasnym otoczeniu i odporność mechaniczną, co ma znaczenie w aplikacjach zewnętrznych i najtrudniejszych warunkach przemysłowych.

Ten ciąg technologiczny — od druku, przez obwód, po integrację z wyświetlaczem — tłumaczy, dlaczego rynek bywa definiowany tak różnie przez analityków. Granica między „klawiaturą foliową” a „zintegrowanym panelem czołowym HMI” jest płynna, a im wyżej w łańcuchu wartości, tym wyższa marża i tym trudniej porównywać dane z różnych raportów.

Rynek wart miliardy — rozbieżne prognozy, zbieżny kierunek

Tu pojawia się pierwsza istotna trudność analityczna. Renomowane firmy badawcze różnią się w ocenie wartości rynku klawiatur foliowych — i to znacząco. Różnice wynikają przede wszystkim z odmiennych definicji: jedne raporty obejmują wyłącznie klasyczne klawiatury membranowe, inne doliczają panele czołowe, nakładki graficzne czy zintegrowane interfejsy HMI, jeszcze inne rozszerzają zakres o pokrewne technologie przełączników.

Prognozowana wartość rynku w 2030 r. wg różnych firm badawczych

Rozbieżność szacunków sięga kilkuset procent — efekt odmiennych definicji zakresu rynku

Źródło: Grand View Research, Strategic Market Research, Knowledge Sourcing Intelligence / ResearchAndMarkets, The Business Research Company (2024–2025)

Najbardziej zachowawcze szacunki, opracowane przez Knowledge Sourcing Intelligence i powielone w raporcie ResearchAndMarkets, wyceniają rynek na 3,473 mld USD w 2025 r. i prognozują wzrost do 4,770 mld USD w 2030 r., co odpowiada średniorocznej dynamice na poziomie 6,56 procent. Strategic Market Research ocenia wartość rynku na około 4,2 mld USD w 2024 r. i przewiduje osiągnięcie 6,1 mld USD do 2030 r. przy CAGR rzędu 6,5 procent.

Grand View Research punktuje wyżej: 4,53 mld USD w 2023 r. i prognoza 7,65 mld USD w 2030 r. przy najwyższej w tym zestawieniu dynamice 7,9 procent rocznie. Na drugim biegunie znajduje się The Business Research Company, której szacunek — około 13 mld USD do 2030 r. przy CAGR 8,4 procent — jest wartością odstającą, wynikającą najpewniej z najszerszej definicji obejmującej pokrewne kategorie przełączników. GMInsights z kolei wycenia rynek na 4,4 mld USD w 2024 r. i przewiduje bardziej umiarkowany wzrost rzędu 5 procent rocznie w dłuższej perspektywie do 2034 r.

Firma badawczaWartość bazowaPrognoza 2030CAGR
Grand View Research4,53 mld (2023)7,65 mld USD7,9%
Strategic Market Research4,2 mld (2024)6,1 mld USD6,5%
Knowledge Sourcing / R&M3,47 mld (2025)4,77 mld USD6,56%
GMInsights4,4 mld (2024)— (2034)5,0%
The Business Research Company~13 mld USD8,4%

Dla czytelnika biznesowego wniosek nie brzmi: „nie wiadomo, ile wart jest rynek”. Brzmi raczej: dokładna liczba zależy od przyjętej definicji, ale wszystkie liczące się ośrodki badawcze zgadzają się co do dwóch rzeczy — rynek mierzony jest w miliardach dolarów, a jego trajektoria jest jednoznacznie wzrostowa, z roczną dynamiką mieszczącą się w przedziale od około 5 do blisko 8 procent. To rzadka sytuacja, w której rozbieżność szacunków nie podważa, lecz wręcz wzmacnia tezę o stabilności trendu.

Trajektoria wzrostu rynku 2023–2030 (scenariusz Grand View Research)

Przykładowa ścieżka wzrostu przy CAGR 7,9% — ilustracja dynamiki, nie prognoza ostateczna

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Grand View Research

Co napędza wzrost: automatyka, medtech, motoryzacja, elektronika

Tu z kolei panuje wyjątkowa zgodność. Niezależnie od tego, który raport weźmiemy do ręki, wskazuje on cztery te same motory wzrostu: automatykę przemysłową, technologie medyczne, motoryzację oraz elektronikę użytkową. Każdy z tych sektorów generuje popyt z nieco innego powodu, ale wszystkie łączy potrzeba niezawodnego, trwałego i łatwego w utrzymaniu interfejsu.

Automatyka przemysłowa

Sterowniki maszyn, panele operatorskie, aparatura pomiarowa — to historycznie największy obszar zastosowań. Według danych Grand View Research segment zastosowań przemysłowych odpowiadał za największy udział w przychodach rynku, co wynika z masowego wykorzystania klawiatur membranowych w urządzeniach i maszynach produkcyjnych. W środowisku hali fabrycznej, gdzie panują pył, wibracje, smary i agresywne środki czyszczące, hermetyczny interfejs foliowy ma przewagę nad rozwiązaniami z ruchomymi częściami.

Technologie medyczne

To najszybciej rosnący segment rynku w prognozach większości ośrodków. Pompy infuzyjne, analizatory diagnostyczne, respiratory, monitory pacjenta — wszystkie wymagają interfejsu, który da się błyskawicznie zdezynfekować, który wytrzyma przewidziane przez producenta cykle czyszczenia i dezynfekcji i który zadziała pewnie nawet obsługiwany w rękawiczkach. Rosnący nacisk na higienę i kontrolę zakażeń dodatkowo przyspiesza adopcję rozwiązań foliowych w ochronie zdrowia.

Motoryzacja

Choć kabina nowoczesnego auta kojarzy się dziś z wielkimi ekranami, pod powierzchnią desek rozdzielczych, na kierownicach i w panelach klimatyzacji wciąż pracują przyciski oparte na technologii membranowej. To właśnie sektor motoryzacyjny bywa wskazywany jako segment o największym wolumenowym popycie. Niemcy — ojczyzna Volkswagena, BMW i Mercedesa — są tego najlepszym przykładem, o czym za chwilę.

Elektronika użytkowa

Kuchenki, piekarniki, pralki, lodówki, drobny sprzęt AGD — to ciche imperium klawiatur foliowych. Niski koszt jednostkowy, dowolność wzornicza i odporność na zalanie czy zatłuszczenie czynią je naturalnym wyborem dla produkcji masowej. Rozwój rynków wschodzących, zwłaszcza w Azji, oraz stały strumień nowych modeli urządzeń podtrzymują popyt w tym segmencie.

Główne segmenty końcowego zastosowania klawiatur foliowych

Udział orientacyjny — przemysł i motoryzacja jako filary popytu, medtech jako segment o najwyższej dynamice

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Grand View Research, Knowledge Sourcing Intelligence, GMInsights

Geografia rynku: Azja rośnie, Ameryka i Niemcy trzymają prymat

Pod względem regionalnym obraz jest klasyczny dla przemysłu komponentów elektronicznych. Ameryka Północna odpowiadała w 2023 r. za istotną część globalnych przychodów, co wynika z zaawansowanej bazy przemysłowej regionu i wysokiego stopnia automatyzacji. Według danych GMInsights same Stany Zjednoczone wygenerowały w 2024 r. około 1,03 mld USD przychodów, a głównym motorem był tam sektor motoryzacyjny z rosnącą liczbą systemów infotainment i sterowania.

W Europie pozycję lidera zajmują Niemcy — z udziałem rzędu 22 procent rynku europejskiego w 2024 r. i prognozowaną dynamiką 5,8 procent rocznie. To bezpośrednia pochodna siły niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego i jego zapotrzebowania na trwałe, wysokowydajne interfejsy. Region Azji i Pacyfiku jest natomiast wskazywany jako najszybciej rosnący i prawdopodobnie największy rynek, napędzany przez elektronikę użytkową, motoryzację i sektor medyczny. Chiny — jako globalne centrum produkcji elektroniki — wygenerowały w 2024 r. około 400 mln USD przychodów przy dynamice 6,3 procent rocznie.

Przychody wybranych rynków krajowych (2024)

USA wyraźnym liderem wartościowym; Chiny jako najszybciej skalujące się centrum produkcji

Źródło: GMInsights (2024–2025)

Materiały: poliester rządzi, poliwęglan zyskuje

Z perspektywy surowcowej rynek opiera się na trzech foliach. Poliester (PET) odpowiadał w 2023 r. za 35,3 procent przychodów — to materiał trwały, elastyczny, odporny chemicznie i tani, idealny do zastosowań przemysłowych i konsumenckich. Poliwęglan (PC), ceniony za przejrzystość optyczną i odporność na uderzenia, rośnie najszybciej — według Grand View Research z dynamiką 8,2 procent rocznie — i znajduje zastosowanie tam, gdzie liczy się widoczność i wytrzymałość, jak w kokpitach samochodowych czy aparaturze medycznej. Trzecią kategorię stanowią folie poliimidowe (PI), wyspecjalizowane w odporności termicznej i chemicznej, wykorzystywane w lotnictwie i zaawansowanej elektronice.

Polskie firmy w niszy interfejsów przemysłowych

To jeden z tych obszarów, w których polski przemysł zbudował realne, choć mało rozpoznawalne kompetencje. Na rodzimym rynku działa grupa wyspecjalizowanych producentów klawiatur membranowych i paneli czołowych, z których część ma kilkudziesięcioletnią historię i eksportuje swoje wyroby.

QWERTY (Towarzystwo Elektrotechnologiczne QWERTY Sp. z o.o.)
Producent z 35-letnim doświadczeniem. Klawiatury membranowe, szklane panele dotykowe, zintegrowane panele czołowe, projektowanie kompletnych urządzeń. Oferuje bonding optyczny oraz wykończenia powierzchni AG, AF i AR. Wyroby kierowane do maszyn i sterowników przemysłowych oraz aparatury medycznej i pomiarowej.
IRGA
Firma działająca od 1994 r. Według własnych danych zaprojektowała i wyprodukowała ponad 5 tysięcy rodzajów klawiatur, paneli i frontów foliowych, współpracując z ponad 150 klientami. Specjalizuje się w rozwiązaniach dla nietypowych warunków eksploatacji.
Horizon Technologies
Deklaruje się jako jedyna w Polsce firma dysponująca technologią LGF (light guide film), pozwalającą podświetlić całą klawiaturę foliową kilkoma diodami SMD, oraz pełną integracją paneli dotykowych z klawiaturami membranowymi w technologii OCA Lamination.
Maszczyk (Spółka Jawna)
Producent obudów do elektroniki łączący ofertę klawiatur membranowych z produkcją obudów. Klawiatury kierowane m.in. do AGD, elektroniki, sprzętu medycznego i automatyki przemysłowej.
LC Elektronik
Wytwarza klawiatury w technologii sześciowarstwowej (6W), z myślą o pracy w trudnych warunkach klimatycznych. Łączy produkcję klawiatur, nakładek graficznych, okien wyświetlaczy i obudów u jednego dostawcy.

Wspólnym mianownikiem polskich firm jest model biznesowy oparty na produkcji kontraktowej i projektowaniu na zamówienie. W praktyce klawiatury foliowe na zamówienie powstają pod konkretną obudowę, warunki pracy, układ funkcji i wymagania dotyczące trwałości czy podświetlenia. To klasyczna nisza B2B: producent klawiatury foliowej rzadko jest rozpoznawalny przez końcowego użytkownika, bo jego wyrób trafia jako komponent do urządzenia innej marki. Ta „niewidzialność” jest jednocześnie siłą i ograniczeniem — pozwala działać stabilnie w wyspecjalizowanym segmencie, ale utrudnia budowę rozpoznawalnej marki i wyższych marż.

Z punktu widzenia odporności biznesu istotne jest, że polscy producenci obsługują równocześnie wszystkie cztery motory wzrostu globalnego rynku: automatykę, medycynę, motoryzację i elektronikę. Dywersyfikacja branżowa odbiorców zmniejsza wrażliwość na cykle koniunkturalne w pojedynczym sektorze. Bariera wejścia — park maszynowy do sitodruku i druku cyfrowego, kompetencje w obróbce folii i pasty srebrnej, doświadczenie konstrukcyjne — jest na tyle wysoka, że chroni istniejących graczy przed łatwą konkurencją cenową.

Klawiatury foliowe kontra ekrany dotykowe

Najciekawszy wątek tej analizy dotyczy pozornego paradoksu. W epoce, w której smartfon nauczył nas, że każdy interfejs powinien być gładkim ekranem dotykowym, znaczna część przemysłu i medycyny świadomie pozostaje przy prostszym, fizycznym rozwiązaniu. Dlaczego?

Klawiatura foliowa — przewagi

  • Sprzężenie zwrotne pod palcem (wersje taktylne) — operator wie, że wcisnął przycisk, bez patrzenia na panel.
  • Pełna obsługa w rękawiczkach, także grubych — bez konieczności kontaktu skóry z powierzchnią.
  • Hermetyczność i odporność na wodę, pył oraz agresywne chemikalia.
  • Gładka, pozbawiona szczelin powierzchnia — łatwa do dezynfekcji i sterylizacji.
  • Niższy koszt jednostkowy i prostsza integracja w produkcji masowej.
  • Możliwość zaprojektowania ochrony ESD, jeśli wymaga tego aplikacja.

Ekran dotykowy — przewagi

  • Elastyczność interfejsu — jeden ekran obsługuje wiele rozbudowanych menu i scenariuszy.
  • Możliwość wyświetlania zmiennych danych, wykresów, podglądów wideo.
  • Aktualizacja funkcji bez zmiany sprzętu — wystarczy zmiana oprogramowania.
  • Nowoczesny odbiór wizualny, ceniony w produktach konsumenckich.
  • Lepsze dopasowanie do urządzeń o wielu krokach i wielu opcjach wyboru.

W środowiskach wilgotnych, przy obsłudze w rękawiczkach lub w aplikacjach wymagających jednoznacznego potwierdzenia zadziałania, przełączniki membranowe mogą być bardziej przewidywalne niż standardowe ekrany pojemnościowe. Trzeba jednak zachować precyzję: część przemysłowych ekranów pojemnościowych jest projektowana do pracy w rękawicach, dlatego o wyniku przesądza konkretny kontroler, rodzaj rękawicy i konfiguracja urządzenia. W praktyce klinicznej fizyczny przycisk z wyczuwalnym skokiem nadal daje operatorowi dodatkowe potwierdzenie wykonania polecenia — szczególnie wtedy, gdy nie może on stale obserwować panelu.

Lekcja z USS John S. McCain

Najpoważniejszy argument za fizycznymi interfejsami przyniósł dramatyczny wypadek. 21.08.2017 r. amerykański niszczyciel USS John S. McCain zderzył się z tankowcem Alnic MC w Cieśninie Singapurskiej. Zginęło dziesięciu marynarzy, 48 zostało rannych, a okręt wymagał napraw za ponad 100 mln USD.

Śledztwo Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) wykazało, że projekt dotykowego systemu sterowania okrętu zwiększył prawdopodobieństwo błędów operatorskich, które doprowadziły do katastrofy. Załoga, niedostatecznie przeszkolona w obsłudze złożonego systemu dotykowego, podczas próby podziału sterowania między konsolami utraciła kontrolę nad jednostką. NTSB podkreśliła, że mechaniczne przepustnice — powszechnie stosowane w lotnictwie i na większości okrętów — są często preferowane, bo dają operatorowi natychmiastowe, dotykowe sprzężenie zwrotne i czytelną informację o położeniu sterowania.

W konsekwencji US Navy ogłosiła, że zastąpi dotykowe sterowniki przepustnic mechanicznymi na niszczycielach klasy Arleigh Burke, rozpoczynając wdrożenie latem 2020 r. Ankiety przeprowadzone wśród załóg po wypadkach pokazały, że marynarze w przeważającej większości woleli powrót do bardziej intuicyjnego sterowania mechanicznego. To wymowny przypadek instytucji, która po latach „cyfryzacji” interfejsu świadomie cofnęła się do rozwiązania prostszego — bo okazało się bezpieczniejsze.

Praktyczna zasada projektowa. Im bardziej ograniczony zestaw funkcji i im większa konsekwencja błędu, tym silniejszy jest argument za wyraźnie odróżnialnym, fizycznym elementem sterowania. Ekran dotykowy sprawdza się przy rozbudowanych menu i zmiennej treści, np. w kiosku samoobsługowym. W funkcjach krytycznych — takich jak wezwanie pomocy przy łóżku szpitalnym — konstruktorzy często wybierają osobne, jednoznaczne sterowanie. Uwaga: przycisk zatrzymania awaryjnego maszyny podlega odrębnym wymaganiom bezpieczeństwa i nie powinien być utożsamiany ze zwykłym przyciskiem foliowym.

Dlaczego przemysł nadal stawia na prostsze interfejsy

Złożywszy te wątki, można sformułować spójną odpowiedź. Wybór interfejsu w przemyśle i medycynie nie jest kwestią mody, lecz rachunku ryzyka i kosztu całkowitego cyklu życia produktu. Cztery czynniki przesądzają o trwałości pozycji klawiatur foliowych.

Po pierwsze, odporność w trudnym środowisku. Hala produkcyjna, sala operacyjna, kabina pojazdu użytkowego czy stacja paliw oznaczają kontakt z wilgocią, pyłem, środkami chemicznymi i wibracjami. Dobrze dobrany i uszczelniony interfejs foliowy może ograniczyć ryzyko awarii oraz uprościć utrzymanie urządzenia. Nie jest to jednak cecha automatyczna: odporność musi być potwierdzona dla konkretnego projektu, materiałów oraz warunków eksploatacji.

Po drugie, higiena. Gładka, ciągła powierzchnia ogranicza liczbę trudno dostępnych miejsc i ułatwia czyszczenie oraz dezynfekcję. Nie należy jednak utożsamiać tego ze sterylizacją: dopuszczalne środki, czasy kontaktu i procedury muszą wynikać z instrukcji producenta danego urządzenia oraz jego walidacji materiałowej. W warunkach rosnących wymogów kontroli zakażeń taka łatwość utrzymania powierzchni ma istotne znaczenie dla zastosowań medycznych.

Po trzecie, koszt i cykl życia produktu. Przy dużej skali oraz niewielkiej, stabilnej liczbie funkcji klawiatura foliowa zwykle oznacza niższy koszt komponentu i prostszą integrację niż ekran dotykowy z elektroniką sterującą. Porównanie nie jest jednak uniwersalne — ekran może być ekonomicznie uzasadniony, gdy zastępuje wiele przycisków, etykiet i oddzielnych wskaźników albo pozwala aktualizować funkcje programowo.

Po czwarte, ergonomia i bezpieczeństwo. Sprzężenie zwrotne i obsługa „na ślepo” mają realne znaczenie wszędzie tam, gdzie operator nie może oderwać wzroku od zadania — przy maszynie, za kierownicą, przy pacjencie. Lekcja z USS John S. McCain pokazała, jak kosztowne potrafi być zignorowanie tej zasady.

To nie znaczy, że ekrany dotykowe przegrywają. Obie technologie coraz częściej współistnieją w jednym urządzeniu: ekran do złożonej konfiguracji i wizualizacji danych, klawiatura foliowa lub fizyczne przyciski do krytycznych, najczęściej wykonywanych czynności. Polscy producenci, oferujący zarówno panele membranowe, jak i integrację paneli dotykowych w jednej konstrukcji, są na ten hybrydowy kierunek dobrze przygotowani.

Dokąd zmierza technologia

Byłoby błędem przedstawiać klawiaturę foliową jako technologię zamrożoną w czasie. Przeciwnie — jej trwałość rynkowa bierze się w dużej mierze z ciągłej ewolucji. Trzy kierunki rozwoju zasługują na uwagę z perspektywy biznesowej.

Inteligentne podświetlenie i miniaturyzacja źródeł światła. Technologia LGF (light guide film), którą wśród polskich firm wyróżnia się Horizon Technologies, pozwala równomiernie podświetlić całą powierzchnię klawiatury zaledwie kilkoma bocznymi diodami SMD. Oznacza to mniejsze zużycie energii, cieńszą konstrukcję i niższy koszt — przy zachowaniu czytelności w słabym oświetleniu, która w aparaturze medycznej i sterownikach pracujących na nocnych zmianach bywa wymogiem, a nie ozdobą.

Hybrydyzacja z technologią dotykową. Integracja paneli dotykowych z warstwą membranową przy użyciu laminacji OCA (Optical Clear Adhesive) zaciera dawną granicę między „przyciskiem” a „ekranem”. Powstają konstrukcje, w których jedna powierzchnia łączy pola dotykowe do nawigacji z wyodrębnionymi funkcjami taktylnymi przeznaczonymi dla operacji krytycznych. To jeden z najważniejszych kierunków rozwoju, ponieważ pozwala wykorzystać mocne strony obu technologii.

Elektronika in-mold i nowe materiały. Rozwijane równolegle technologie elektroniki zatapianej w tworzywie (in-mold electronics) oraz prace nad foliami o lepszych parametrach termicznych i chemicznych poszerzają zakres zastosowań w stronę bardziej wymagających środowisk — lotnictwa, motoryzacji wysokiego segmentu i przemysłu ciężkiego. Część raportów wskazuje też na rosnące znaczenie czynników środowiskowych i zrównoważonych materiałów jako jednego z motorów innowacji w europejskim segmencie rynku.

Wspólnym mianownikiem tych kierunków jest przesunięcie wartości „w górę” łańcucha — od prostego komponentu ku zintegrowanemu interfejsowi HMI. Dla producentów oznacza to wyższe marże, ale i wyższe wymagania kompetencyjne: trzeba łączyć poligrafię, elektronikę, optykę i mechanikę pod jednym dachem.

Ryzyka i ograniczenia niszy

Rzetelna analiza musi wskazać również słabe punkty. Pierwszym jest presja ze strony ekranów dotykowych w tych zastosowaniach, gdzie elastyczność interfejsu przeważa nad pewnością obsługi — to realna erozja w segmencie premium elektroniki użytkowej i części motoryzacji, gdzie wielkie panele stały się elementem pozycjonowania produktu.

Drugim jest charakter biznesu kontraktowego. Producent klawiatur foliowych jest dostawcą komponentu, a więc jego pozycja negocjacyjna wobec dużych odbiorców bywa ograniczona, a marże — pod presją. „Niewidzialność” wyrobu utrudnia budowę rozpoznawalnej marki i lojalności, które w innych branżach pozwalają bronić cen.

Trzecim jest konkurencja z Azji, zwłaszcza chińskich producentów o niższych kosztach pracy. Polskie i europejskie firmy bronią się jakością, krótkimi seriami, elastycznością projektową i bliskością geograficzną klienta — atutami, które zyskują na znaczeniu w erze skracania i regionalizacji łańcuchów dostaw, ale które nie eliminują presji cenowej w prostszych wyrobach.

Czwartym, bardziej technicznym ograniczeniem jest sztywność funkcjonalna: gotowej klawiatury foliowej nie da się przeprogramować tak, jak interfejsu ekranowego — zmiana układu czy opisów przycisków wymaga nowego nadruku, a więc nowego narzędzia produkcyjnego. W produktach o szybko zmieniających się funkcjach jest to wada, którą ekran eliminuje aktualizacją oprogramowania.

Wnioski dla biznesu

Rynek klawiatur foliowych to przykład dojrzałej, ale wciąż rosnącej niszy, która wymyka się medialnej narracji o triumfie ekranów dotykowych. Mimo rozbieżnych wycen — od niespełna 5 do kilkunastu miliardów dolarów — wszystkie liczące się prognozy zgodnie wskazują stabilny wzrost rzędu 5–8 procent rocznie do końca dekady.

Dla polskich firm z tego segmentu kluczowe są trzy atuty: dywersyfikacja odbiorców obejmująca wszystkie cztery motory wzrostu, wysoka bariera wejścia chroniąca przed konkurencją cenową oraz rosnący popyt na rozwiązania hybrydowe łączące folię z panelem dotykowym. Najszybciej rosnącym kierunkiem pozostaje medtech, gdzie wymogi higieny i niezawodności premiują dokładnie te cechy, które definiują interfejs foliowy.

Najważniejsza obserwacja strategiczna jest jednak natury fundamentalnej: w wielu zastosowaniach krytycznych prostszy interfejs to nie krok wstecz, lecz świadoma decyzja inżynierska oparta na bezpieczeństwie, koszcie i niezawodności. Dopóki ta logika obowiązuje, niewidzialny rynek wart miliardy będzie — spokojnie i konsekwentnie — rosnąć.

Mundialowa rywalizacja. Na boisku walczą reprezentacje, na giełdzie Adidas i Nike

Mistrzostwa świata w piłce nożnej od niemal dwóch tygodni przyciągają uwagę kibiców na całym świecie. W Polsce emocje są nieco mniejsze niż zwykle, bo tym razem naszej reprezentacji zabrakło w gronie uczestników turnieju. Mundial pozostaje jednak nie tylko sportowym świętem, ale także jednym z największych wydarzeń biznesowych na świecie. Na murawie rywalizują reprezentacje, a w tle trwa równie zacięta walka marek, które od dekad ubierają największe piłkarskie potęgi i budują swoją pozycję na globalnej popularności futbolu. Można zakładać, że tak wielka impreza powinna sprzyjać akcjonariuszom Adidasa i Nike. Historia pokazuje jednak coś zupełnie innego.  Dane z ostatnich sześciu mundiali wskazują, że podczas turniejów częściej dominowały spadki kursów akcji niż wzrosty. Co więcej, dla giełdy ważniejsze od samych meczów często okazują się tygodnie przed pierwszym meczem i po finale. Boisko żyje w rytmie 90 minut, a ostatnio zwykle nieco dłużej, ale rynek finansowy patrzy znacznie dalej, wyceniając nie wynik najbliższego meczu, lecz to, co może wydarzyć się za kilka miesięcy, a nawet lat.

Legendarny trener Kazimierz Górski, twórca największych sukcesów polskiej piłki, mawiał, że „piłka jest okrągła, a bramki są dwie”. Wokół każdego mundialu toczy się jednak jeszcze jeden mecz, znacznie mniej widoczny, ale wart miliardy dolarów. Gdy reprezentacje walczą o puchar, globalne marki rywalizują o uwagę kibiców i przyszłe zyski. Adidas od ponad 50 lat dostarcza oficjalną piłkę mistrzostw świata, a Nike ubiera wiele najbardziej rozpoznawalnych reprezentacji. Intuicja podpowiada, że mundial powinien pomagać obu firmom. Historia pokazuje jednak, że sportowe emocje nie zawsze przekładają się na wzrost sprzedaży i kursów akcji.

Dane z sześciu mistrzostw świata rozegranych w XXI wieku pokazują, że mundial wcale nie musi być dobrym okresem dla producentów sportowej odzieży. Akcje Adidasa podczas turniejów kończyły rozgrywki na minusie w pięciu przypadkach na sześć, osiągając średnią stopę zwrotu na poziomie -3,95 proc. Nieco lepiej radził sobie Nike, którego średni wynik wyniósł +0,56 proc., jednak także tutaj trudno dostrzec wyraźny i powtarzalny trend. Co ciekawe, w żadnym z analizowanych mundiali obie spółki nie zanotowały jednocześnie zdecydowanych wzrostów w trakcie czterech tygodni turnieju. Jeszcze ciekawszy obraz wyłania się po rozszerzeniu perspektywy o miesiąc przed mistrzostwami i miesiąc po ich zakończeniu. Historycznie zarówno Adidas, jak i Nike częściej osiągały lepsze wyniki właśnie przed pierwszym gwizdkiem lub po finale niż w czasie samego turnieju. To przypomina dobrze znaną na giełdzie zasadę „buy the rumors, sell the news”, zgodnie z którą inwestorzy kupują oczekiwania związane z wydarzeniem, a realizują zyski, gdy wydarzenie już trwa. Trzeba jednak pamiętać, że mówimy zaledwie o sześciu obserwacjach, dlatego nawet tak interesujące dane należy traktować raczej jako wskazówkę niż twardą regułę rynkową.

Sukces na boisku nie oznacza automatycznie sukcesu na giełdzie. Dobrze pokazują to wyniki Adidasa i Nike po mundialach. Adidas ubierał mistrzów świata w 2010 roku (Hiszpania), 2014 roku (Niemcy) i 2022 roku (Argentyna), ale miesięczne stopy zwrotu jego akcji po turniejach wyniosły odpowiednio +1,99 proc., -6,12 proc. i +21,63 proc. Trudno znaleźć w tych danych jakąkolwiek prawidłowość. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku Nike, który sponsorował zwycięskie reprezentacje w 2002 roku (Brazylia) i 2018 roku (Francja). W pierwszym miesiącu po zakończeniu mistrzostw akcje spółki przyniosły stopy zwrotu na poziomie -7,45 proc. oraz +2,86 proc. Raz inwestorzy zyskiwali, innym razem tracili. W praktyce nawet zdobycie Pucharu Świata przez sponsorowaną reprezentację nie daje gwarancji wzrostu kursu akcji. Dla rynku znacznie ważniejsze od sportowego triumfu pozostają wyniki finansowe, perspektywy sprzedaży i kondycja całej gospodarki.

Najciekawsza różnica między Adidasem a Nike pojawia się pomiędzy kolejnymi turniejami. Od finału mistrzostw świata w Katarze 18 grudnia 2022 roku akcje Adidasa wzrosły do teraz o prawie 44 proc., podczas gdy Nike stracił 59 proc. swojej wartości. Także w tym roku przewaga Adidasa jest wyraźna. Od początku roku jego akcje zyskały prawie 4 proc., a Nike spadł o niemal 32 proc. To pokazuje, że o sukcesie nie decyduje liczba sponsorowanych drużyn ani mundialowe emocje, lecz skuteczność realizowanej strategii i kondycja biznesu.

Adidas pod kierownictwem Bjorna Guldena, który wrócił na stanowisko prezesa w 2023 roku, skutecznie odbudował swoją pozycję. Firma mocniej postawiła na połączenie sportu i stylu życia, rozwinęła segment odzieżowy oraz zwiększyła obecność w Chinach i Ameryce Łacińskiej. Efekty widać w wynikach. W pierwszym kwartale 2026 roku przychody wzrosły o 14 proc., marża operacyjna sięgnęła 10,7 proc., a zysk operacyjny wyniósł blisko 705 mln euro. Nike ma dziś zupełnie inne wyzwania. Elliott Hill, który wrócił na stanowisko CEO jesienią 2024 roku, przejął firmę zmagającą się z nadmiernymi zapasami, słabszą sprzedażą hurtową i przesyceniem rynku popularnymi modelami obuwia. Proces naprawy trwa, ale odbija się na wynikach. W trzecim kwartale roku fiskalnego 2026 przychody spadły o 3 proc., marża brutto obniżyła się o 130 punktów bazowych do 40,2 proc. Dodatkowo prognozy na kolejny kwartał zakładają spadek przychodów o 2–4 proc., przy około 20-procentowym spadku sprzedaży w Chinach.

Adidas przystępuje więc do mundialu z mocnym rachunkiem wyników, wiarygodnym planem strategicznym i dodatkowym atutem w postaci oficjalnej piłki, która pojawia się w każdym meczu turnieju. Nike wchodzi w ten sam okres pod większą presją, choć pierwsze oznaki stabilizacji w Ameryce Północnej i zapowiadany jesienny Investor Day dają inwestorom nadzieję na bardziej czytelną wizję odbudowy grupy. To pokazuje, że mundial może być dla marek wielką sceną marketingową, ale nie zastąpi ani rosnących przychodów, ani zdrowych marż, ani zaufania do strategii zarządu. Dlatego najważniejsza lekcja z mundialowej historii jest prosta: wielki turniej może podnieść rozpoznawalność marki, ale o wartości akcji decyduje nie wynik finału, lecz jakość biznesu długo po ostatnim gwizdku.

Pure Biologics zamyka ABB. Pieniądze trafią na rozwój terapii RNAi

Spółka Pure Biologics (docelowo multiQure S.A.), do której został wniesiony projekt, przeprowadziła proces przyspieszonej budowy księgi popytu (ABB), w ramach którego znalazła popyt na 50 mln nowo emitowanych akcji serii S po cenie 1,00 zł za akcję. Środki, które Spółka pozyska w ramach emisji, zostaną przeznaczone na realizację szeregu kamieni milowych związanych z podaniem terapii RNAi pierwszym pacjentom w ramach wyjątku szpitalnego, a także uzyskaniu pierwszych wyników dotyczących skuteczności oraz profilu bezpieczeństwa. Pozyskanie środków jest również domknięciem porozumienia zawartego przez Pure Biologics oraz Biofund Capital Management.

Bardzo cieszy nas zaufanie inwestorów, którzy zdecydowali się zainwestować w multiQure. Terapie genowe to przyszłość leczenia chorób poliglutaminowych, w tym przede wszystkim choroby Huntingtona. Widać to również w sygnałach ze strony FDA. Kurs akcji uniQure, naszego konkurenta z zakresu terapii genowych rósł o prawie 80% w dniu opublikowania wniosków po spotkaniu z amerykańskim regulatorem, a kapitalizacja przekroczyła 3 mld dolarów. To pokazuje potencjał wycenowy naszego projektu. Cieszymy się, że już teraz polscy inwestorzy uzyskują ekspozycję na tak perspektywiczny obszar – komentuje dr Kris Siemionow, czołowy inwestor projektu multiQure, jeden z udziałowców funduszu Biofund.

W ramach transakcji ABB Spółka zidentyfikowała popyt na 50 000 000 nowo emitowanych akcji serii S po cenie 1,00 zł za akcję, która została ustalona podczas procesu book buildingu. Managerami Oferty byli IPOPEMA Securities S.A. oraz Dom Maklerski INC S.A. Pozyskane w ten sposób środki zasilą rozwój platformy multiQure RNAi – przede wszystkim projekt terapii na chorobę Huntingtona.

Emisja akcji oraz pozyskanie środków są ostatnim, warunkowym elementem porozumienia Pure Biologics oraz Biofund Capital Management. W ramach porozumienia Biofund oraz JD Copilot, właściciele projektu, wnieśli go do spółki w zamian za objęcie 146 700 000 akcji serii Q. Ponadto, porozumienie zakładało również umorzenie pożyczki udzielonej Spółce przez ACRX, istotnego akcjonariusza w zamian za 16 804 603 akcji serii R. Ostatnim elementem procesu będzie zmiana nazwy Spółki na multiQure S.A.

Wniesienie multiQure do Pure Biologics oraz pozyskanie środków na rozwój oznacza, że dajemy jej drugie życie oraz najbardziej innowacyjne rozwiązania w biotechnologii. Teraz zarówno dotychczasowi, jak i nowi akcjonariusze uzyskali ekspozycję na rynek o potencjalnej wartości liczonej w dziesiątkach miliardów dolarów. To dopiero początek naszej drogi – komentuje dr Kris Siemionow.

Środki z emisji pozwolą Spółce na przygotowanie się oraz przeprowadzenie podania terapii RNAi pierwszym pacjentom w specjalistycznym ośrodku. Ten cel ma zostać zrealizowany w II połowie 2027 r. Następnie lekarze będą prowadzili regularną obserwację pacjentów – pierwsze wyniki tego procesu Spółka spodziewa się otrzymać do połowy 2028 r. W międzyczasie Spółka przygotuje wniosek o badanie kliniczne (IND submission) do FDA lub innego regulatora. Złożenie wniosku również planowane jest w połowie 2028 r.

Dzięki funduszom pozyskanym od inwestorów wykonamy bardzo duży krok do przodu w zakresie realizacji projektu. Pierwszych efektów naszej pracy można oczekiwać już w najbliższym kwartale. Zamierzamy bowiem uruchomić proces wyboru optymalnego podwykonawcy w zakresie wytwarzania wektora wirusowego w standardzie GMP, opracować we współpracy z lekarzami kryteria włączenia i wyłączenia pacjentów w ramach planowanej procedury tzw. wyjątku szpitalnego (ang. ATMP-HE) oraz dokładny sposób wykonania zabiegu, a także rozpocząć przygotowania do konsultacji z organami regulacyjnymi – komentuje Tomasz Nocuń, szef projektu multiQure.

Platforma RNAi rozwijana przez multiQure to terapia na chorobę Huntingtona i inne choroby poliglutaminowe. Jej rewolucyjność polega na tym, że celuje w przyczynę choroby, zatrzymując jej postęp, a przy odpowiednio wczesnym i właściwym zastosowaniu ma potencjał do zapobiegania wystąpieniu jej objawów. Kolejną ogromną zaletą jest jednorazowy charakter zabiegu. Potencjał ekonomiczny projektu był przedmiotem wyceny ekspertów firmy Baker Tilly, którzy oszacowali jego wartość na obecnym etapie na 111,3 mln USD, co w przeliczeniu na PLN wynosi ponad 400 mln zł.

Naukowcy z UJ opracowali nowy sposób wytwarzania nanografenu

Naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego opracowali nową metodę wytwarzania nanografenu na materiałach niemetalicznych. Nieskomplikowana i efektywna kosztowo metoda daje możliwość projektowania materiałów przyszłości wykorzystywanych w elektronice, telekomunikacji czy medycynie.

Nowa metoda pozwala bezpośrednio pokrywać powierzchnie półprzewodników, izolatorów, w tym materiałów krzemowych nanowstążkami i płatkami grafenowymi o określonych strukturach. Biorąc pod uwagę bariery, z jakimi na tym polu od lat boryka się przemysł, odkrycie stanowi ważny krok w rozwoju innowacji elektronicznych.

Obecnie układy nanografenowe syntezuje się przede wszystkim na metalach szlachetnych, by przenieść je na właściwe podłoża. Są to złożone, energochłonne i kosztowne operacje, gdzie głównym wyzwaniem pozostaje transfer uzyskanych nanostruktur grafenowych z jednego materiału na drugi. Opracowana przez polskich badaczy metoda zmienia w tym zakresie reguły gry i może zostać uznana za rewolucyjną.

Przełom w prostocie

Nowa metoda polega na naniesieniu prekursorów grafenu (możliwe są różne sposoby) w warunkach wysokiej próżni bezpośrednio na powierzchnie materiałów niemetalicznych, które mają być pokryte nanografenowymi strukturami. Układ taki jest podgrzewany do 200 – 220°C i jednocześnie wystawiany na działanie atomowego wodoru, który pełni rolę selektywnego katalizatora reakcji powierzchniowych. W wyniku tych reakcji, prekursory przekształcają się w uporządkowane struktury nanografenowe, bez ryzyka powstawania czy nanoszenia zanieczyszczeń na pokrywanym podłożu.

Polska metoda eliminuje skomplikowane i kosztowne etapy obecnie stosowanych w przemyśle procesów powlekania grafenem niemetalicznych materiałów. Nie wymaga ona używania metali szlachetnych ani przenoszenia nanopowłok czy nanostruktur grafenowych z metalu na materiał docelowy. Co więcej, pozwala syntezować nanografenowe struktury w znacznie niższych temperaturach (ok 200°C względem stosowanych obecnie 400 C i wyższych), co podnosi efektywność kosztową i zarazem poszerza katalog materiałów, na które można nanosić grafen.

Co szczególnie istotne, do korzystania z tej metody nie potrzeba żadnych nowatorskich czy trudnodostępnych technologii ani materiałów. Bazujemy na dostępnych w przemyśle prekursorach grafenu oraz urządzeniach do generowania próżni i produkcji atomowego wodoru – tak zwanych crackerach. W naszej opinii łatwa dostępność narzędzi i prekursorów otwiera drogę do wdrożenia tej technologii do powszechnego zastosowania w przemyśle – wyjaśnia dr inż. Rafał Zuzak z Zakładu Fizyki Nanostruktur i Nanotechnologii UJ, współtwórca nowej metody.

Powlekanie grafenem pod kontrolą

Twórcy nowej metody przyznają, że po raz pierwszy na świecie udało się tym sposobem wytwarzać nanografen bezpośrednio na powierzchniach izolatorów. Opracowane rozwiązanie zostało objęte międzynarodową ochroną patentową i obecnie technologia jest na etapie intensywnych badań i dalszego rozwoju. Zespół pracuje nad zebraniem dodatkowych danych o możliwości skalowania procesu i jednocześnie nad dostosowaniem metody do rzeczywistych potrzeb przemysłu.

Już dziś wiemy, że przy zastosowaniu tej metody możliwe jest wytwarzanie różnego rodzaju struktur nanografenowych, które istotnie różnią się między sobą charakterystyką, przez co mogą nadawać różne właściwości materiałom, na których są umieszczone. Rodzaj wytwarzanych struktur zależy m.in. od wyboru prekursorów grafenowych. Dla przemysłu bez wątpienia ważne jest to, by nanografen miał jednorodną budowę i był wolny – podobnie jak podłoże – od zanieczyszczeń. Co ważne, opracowana przez nas metoda zapewnia spełnienie tych warunków i daje obietnicę syntezowania nanostruktur o określonych i pożądanych właściwościach, zachowując stabilność i pełną kontrolę na poziomie molekularnym – uzupełnia współtwórca opracowanej metody, dr hab. Szymon Godlewski, prof. UJ.

– Widzimy duży potencjał w integracji tej technologii z elektroniką krzemową. Z perspektywy przemysłu dostęp do metody prostszej i wymagającej znacząco niższej temperatury otwiera drogę do projektowania na przykład nowych typów tranzystorów czy układów scalonych. Tym bardziej, że przy jej użyciu wyeliminowane zostaje źródło wielu defektów materiałowych – dodaje dr inż. Rafał Zuzak.

Czas na komercjalizację

Za transfer opracowanej technologii odpowiada Centrum Transferu Technologii CITTRU, UJ.

– Na obecnym etapie konieczne jest przyspieszenie badań przedwdrożeniowych, optymalnie z partnerami wykorzystującymi struktury nanografenowe w przemyśle. Zakres potencjalnych zastosowań materiałów, które mogą powstać dzięki tej metodzie, jest ogromny. Ufam więc, że w niedalekiej przyszłości znajdzie ona zastosowanie komercyjne – mówi dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał, dyrektorka CTT CITTRU, UJ.

Potencjalne zastosowania struktur nanografenowych

Największą zaletą nanografenów jest ich różnorodność oraz silna zależność właściwości od kształtu i struktury atomowej. Opracowana na UJ metoda pozwala na wytwarzanie różnych nanografenów z precyzją atomową. Do czego można potencjalnie wykorzystać materiały pokryte nanografenowymi strukturami? Na przykład do budowy bardziej wydajnych podstawowych elementów elektronicznych, takich jak tranzystory. Parametry wstążek grafenowych – jak szerokość przerwy energetycznej, czy efektywna masa elektronów – mogą być precyzyjnie kontrolowane poprzez dobór odpowiedniego prekursora. Takie materiały znajdują zastosowanie w nowego typu tranzystorach, które charakteryzują się większą wydajnością i niższym zapotrzebowaniem na energię. W szczególności w erze sztucznej inteligencji, gdzie zapotrzebowanie na moc obliczeniową (a co za tym idzie – energię) jest ogromne, takie technologie są bardzo pożądane.

Nanografeny mogą być wykorzystywane również jako materiały absorbujące lub emitujące światło o określonej długości fali. Mogą również pełnić rolę elementów aktywnych, np. molekularnych przełączników optycznych aktywowanych światłem o odpowiedniej energii.

Innym zastosowaniem są bardzo czułe detektory cząstek. Odpowiednio zaprojektowany nanografen może selektywnie wiązać określone cząsteczki lub molekuły. Zmiana przewodnictwa (np. porównanie prądu z zaadsorbowaną cząsteczką i bez niej) pozwala na detekcję stężeń na poziomie bliskim pojedynczym cząstkom. Zastosowania takich detektorów są liczne – od zapewnienia ultraczystych warunków w produkcji precyzyjnych urządzeń, po wykorzystanie w farmakologii czy medycynie.

Awansy w Baker McKenzie. Katarzyna Grodziewicz i Alicja Szczęśniak partnerkami

Katarzyna Grodziewicz z Zespołu Rynków Kapitałowych oraz dr Alicja Szczęśniak z Praktyki Rozwiązywania Sporów Sądowych i Arbitrażowych dołączyły do grona partnerów wiodącej globalnej kancelarii prawnej Baker McKenzie. Awanse obu prawniczek stanowią potwierdzenie kompetencji warszawskiego zespołu w pracy nad złożonymi transakcjami i sporami.

Katarzyna Grodziewicz jest radczynią prawną specjalizującą się w prawie rynków kapitałowych. Doradza klientom przy krajowych i międzynarodowych ofertach publicznych i prywatnych, emisjach akcji oraz obligacji, a także transakcjach fuzji i przejęć.

– Polski rynek kapitałowy ponownie nabiera tempa. Coraz więcej projektów wymaga połączenia wiedzy regulacyjnej z praktycznym zrozumieniem biznesu i oczekiwań inwestorów. W nowej roli zależy mi na dalszym budowaniu zaufania i byciu obecną przy najważniejszych decyzjach, które kształtują działalność naszych klientów – mówi Katarzyna Grodziewicz.

W ostatnich latach uczestniczyła w szeregu znaczących transakcji na polskim rynku kapitałowym, doradzając m.in. przy pierwszych ofertach publicznych Rex Concepts, Zabka Group i Diagnostyka S.A., ustanowieniu programu EMTN Banku Pekao oraz emisjach obligacji realizowanych w jego ramach. Doradzała również przy licznych transakcjach ABB, m.in. dla Benefit Systems, Creotech Instruments i innych spółek notowanych na GPW.

Jej doświadczenie i kompetencje zostały wielokrotnie docenione przez klientów oraz międzynarodowe rankingi prawnicze, w tym Chambers & Partners, The Legal 500 oraz IFLR1000.

Od 2020 roku Katarzyna jest członkinią panelu ekspertów Europejskiego Urzędu Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA), zajmującego się zagadnieniami związanymi z prospektami, transparentnością i ładem korporacyjnym.

– Awans Katarzyny to naturalna konsekwencja jej drogi i roli, jaką od lat buduje w naszej praktyce rynków kapitałowych i odzwierciedlenie jej pozycji rynkowej. Kasia łączy olbrzymie doświadczenie zdobyte przy obsłudze największych międzynarodowych transakcji z głębokim, praktycznym zrozumieniem funkcjonowania rynku i perspektywy jego uczestników – emitentów, instytucji finansowych i inwestorów. To podejście realnie przekłada się na jakość naszej pracy i wiodącą pozycję naszego zespołu – mówi Marcin Chyliński, szef Zespołu Rynków Kapitałowych i partner zarządzający w Baker McKenzie w Warszawie.

Dr Alicja Szczęśniak jest adwokatką specjalizującą się w sporach gospodarczych, arbitrażu krajowym i międzynarodowym oraz postępowaniach przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

– Najbardziej wymagające spory coraz rzadziej są wyłącznie problemem prawnym. Dotykają strategii biznesowej, relacji z partnerami, ryzyk regulacyjnych i reputacji przedsiębiorstwa. Klienci oczekują doradztwa, które uwzględnia wszystkie te aspekty. W nowej roli zamierzam rozwijać praktykę sporów transakcyjnych i arbitrażu, wspierając klientów w najtrudniejszych dla nich sytuacjach wymagających strategicznego podejścia – mówi dr Alicja Szczęśniak.

Alicja Szczęśniak doradza klientom w sporach gospodarczych, w tym dotyczących transakcji M&A, konfliktów pomiędzy wspólnikami oraz rozliczeń potransakcyjnych, takich jak earn-out czy price adjustment. Reprezentowała klientów w wielowątkowych sporach arbitrażowych i sądowych związanych z przejęciami przedsiębiorstw oraz inwestycjami o znaczącej wartości.

Posiada również bogate doświadczenie w sporach bankowych i finansowych. Reprezentuje instytucje finansowe oraz przedsiębiorców w postępowaniach przed TSUE. Doradza także klientom w sporach związanych z sankcjami gospodarczymi, kontrolą eksportu oraz skutkami wycofywania działalności z rynków objętych ograniczeniami regulacyjnymi.

Jest doktorem nauk prawnych w dziedzinie postępowania cywilnego i arbitrażu. Działa również jako arbiter i jest aktywną uczestniczką lokalnego środowiska arbitrażowego. Jest arbitrem rekomendowanym Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej oraz Sądu Arbitrażowego przy Konfederacji Lewiatan. Jej doświadczenie zostało wyróżnione w rankingach Chambers & Partners oraz The Legal 500.

– Alicja od lat wyróżnia się połączeniem doświadczenia procesowego i arbitrażowego z silnym zapleczem akademickim. W najbardziej wymagających sporach daje się poznać jako prawniczka, która potrafi spojrzeć na sprawę z szerszej perspektywy i prowadzić ją z dużą precyzją oraz zrozumieniem jej kontekstu biznesowego. Jej awans odzwierciedla wagę jej roli w zakresie kierunku rozwoju praktyki rozwiązywania sporów w naszej kancelarii – mówi Łukasz Hejmej, szef Zespołu Rozwiązywania Sporów Sądowych i Arbitrażowych i partner zarządzający w Baker McKenzie w Warszawie.

Ponadto kancelaria ogłosiła na świecie awanse 47 prawników, którzy dołączyli do grona globalnych partnerów[1]. W większości krajów awanse obowiązują od 1 lipca 2026 r.; wyjątkiem są wybrane biura w obu Amerykach, w tym w Ameryce Północnej, gdzie weszły one w życie wcześniej w tym roku.

Tegoroczne awanse partnerskie odzwierciedlają konsekwentne inwestowanie kancelarii w talenty oraz strategiczne podejście do rozwijania kompetencji niezbędnych do doradzania międzynarodowym klientom przy najbardziej złożonych, transgranicznych projektach.

Wraz z 44 partnerami, którzy dołączyli do Baker McKenzie w roku finansowym 2026, kancelaria powiększyła globalne grono partnerów łącznie o 91 osób, wzmacniając swoją zdolność do zapewniania klientom spójnego wsparcia na różnych rynkach.

Najwięcej awansów partnerskich przypadło w tym roku na praktykę transakcyjną. Kolejne miejsca zajęły praktyki rozwiązywania sporów, prawa handlowego oraz podatkowa. Kobiety stanowią 43% osób awansowanych w tym roku do grona partnerów.

[1] Awansów dokonano w firmach członkowskich Baker McKenzie. Odniesienia do „partnera” oznaczają osobę będącą partnerem lub pełniącą równoważną funkcję w firmie członkowskiej, a odniesienia do „biura” oznaczają biuro dowolnej takiej firmy członkowskiej.

MLP Group rozpoczyna budowę parku logistycznego w Rzeszowie

MLP Group rozpoczęła realizację nowej inwestycji MLP Rzeszów, zlokalizowanej na Podkarpaciu. W pierwszym etapie powstanie hala magazynowa o powierzchni 26 tys. mkw., a docelowo park zaoferuje około 65 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej i produkcyjnej. Oddanie pierwszego obiektu do użytkowania planowane jest na grudzień br.

MLP Group rozpoczyna budowę parku logistycznego w Rzeszowie 

MLP Group rozpoczęło budowę MLP Rzeszów nowego parku logistycznego w południowo-wschodniej Polsce. Inwestycja realizowana jest w formule spekulacyjnej, co odzwierciedla przekonanie Grupy o silnym potencjale rozwoju regionu oraz utrzymującym się popycie na wysokiej jakości powierzchnie logistyczne.

W ramach pierwszego etapu powstaje nowoczesna hala o powierzchni 26 tys. mkw. Generalnym wykonawcą inwestycji jest firma BREMER Sp. z o.o. Zakończenie prac budowlanych planowane jest na grudzień br.

– Rozpoczęcie budowy MLP Rzeszów to kolejny ważny krok w realizacji naszej strategii rozwoju w najbardziej perspektywicznych regionach Polski. Podkarpacie jest jednym z kluczowych rynków logistycznych w kraju, oferując doskonałą infrastrukturę transportową, dostęp do wykwalifikowanych pracowników oraz silne zaplecze przemysłowe. Realizacja inwestycji w formule spekulacyjnej pokazuje nasze przekonanie o utrzymującym się wysokim popycie na nowoczesne powierzchnie magazynowe. Jesteśmy pewni, że Rzeszów szybko spotka się z dużym zainteresowaniem najemców – powiedziała Agnieszka Góźdź, Członek Zarządu & CDO w MLP Group S.A.

„Bardzo cieszy nas kontynuacja udanej współpracy z MLP Group, opartej na wzajemnym zaufaniu i partnerskim podejściu do realizacji strategicznych projektów. Łączą nas wspólne wartości – jakość, rzetelność oraz budowanie długofalowych relacji biznesowych, które od lat stwarzają możliwości realizacji kolejnych wspólnych przedsięwzięć. MLP Group konsekwentnie rozwija swoje portfolio nowoczesnych nieruchomości logistycznych, a my z dumą wspieramy ten rozwój jako generalny wykonawca. Jesteśmy przekonani, że dzięki wysokim standardom technicznym i nowoczesnym rozwiązaniom zastosowanym w projekcie, MLP Rzeszów dostarczy nowoczesną, efektywną i zrównoważoną powierzchnię logistyczną, odpowiadającą na potrzeby firm poszukujących wysokiej jakości przestrzeni do rozwoju swojej działalności,” podkreślił Piotr Brańka, Prezes Zarządu BREMER Sp. z o.o.

Docelowo MLP Rzeszów będzie oferować około 65 tys. mkw. powierzchni w ramach nowoczesnego kompleksu logistycznego. Obiekt zostanie zrealizowany zgodnie ze standardami MLP Group, spełniającymi najwyższe wymagania techniczne, operacyjne i środowiskowe. Inwestycja zostanie poddana certyfikacji BREEAM na poziomie Excellent, co potwierdzi jej wysoką efektywność energetyczną oraz zastosowanie rozwiązań wspierających zrównoważony rozwój.

MLP Rzeszów powstaje w strategicznej lokalizacji na podkarpaciu, zaledwie 1,7 km od istniejącego węzła drogi ekspresowej S19, 3,5 km od istniejącego węzła na autostradzie A4 oraz ok. 6 km do lotniska Rzeszów Jasionka. Bliskość granicy z Ukrainą oraz dogodny dostęp do kluczowych tras komunikacyjnych zapewnią przyszłym najemcom sprawną dystrybucję zarówno na rynku krajowym, jak i międzynarodowym.

Liderzy decydują o sukcesie transformacji. Sama technologia już nie wystarcza

0

Zmiany w polityce handlowej, napięcia geopolityczne i niestabilność gospodarcza nie powstrzymują firm przed transformacją. Wręcz przeciwnie, aż 65% organizacji zwiększa tempo zmian, podczas gdy jedynie 17% ogranicza lub wstrzymuje działania transformacyjne. Jednocześnie 60% kadry zarządzającej przyznaje, że ich organizacje mają trudności z przekształcaniem dobrych pomysłów w realne efekty biznesowe – wynika z globalnego raportu KPMG „Winners don’t wait: Transforming with confidence and clarity in volatile times”.

W sytuacji pogarszających się warunków rynkowych większość firm nie rezygnuje z transformacji, ale weryfikuje swoje plany. 39% organizacji zmieniło kolejność priorytetów, koncentrując się na inicjatywach o bardziej przewidywalnym zwrocie z inwestycji (ROI) lub niższym poziomie ryzyka. 24% ograniczyło liczbę kluczowych inicjatyw, 15% rozszerzyło zakres działań lub wydłużyło harmonogram transformacji, a jedynie 1% firm całkowicie zrezygnowało z realizacji swojego planu.

Nastawienie liderów kluczowe dla powodzenia transformacji

Raport KPMG pokazuje, że powodzenie transformacji w dużej mierze zależy od podejścia liderów do niepewności, ryzyka i zmian. Brak zaangażowania liderów oraz niejasna wizja strategiczna pozostają najczęściej wskazywanymi przyczynami niepowodzeń. Autorzy raportu podzielili uczestników badania według ich oceny perspektyw własnej firmy oraz gotowości do przeprowadzania transformacji. Firmy najlepiej oceniające swoją sytuację i jednocześnie najbardziej gotowe do przeprowadzenia transformacji częściej wykorzystują partnerstwa zewnętrzne do skalowania sprawdzonych inicjatyw – 46% respondentów wobec 37% w grupie firm o pesymistycznych perspektywach i niskiej gotowości do transformacji. Aż 80% wskazywanych partnerstw dotyczyło podmiotów z sektora technologicznego. Co więcej, 46% organizacji z pierwszej grupy wskazało, że w razie polepszenia warunków rynkowych ich priorytetem numer jeden będzie przyspieszenie już realizowanych procesów transformacyjnych, wobec 37% wszystkich badanych firm.

Dane pokazują, że problemem nie jest już samo dostrzeżenie potrzeby transformacji, lecz jej skuteczne przeprowadzenie. Aż 60% badanych organizacji deklaruje trudności z realizacją zmian mimo posiadania odpowiednich pomysłów i możliwości. Dodatkowo 17% firm napotyka przeszkody zarówno na etapie inicjowania transformacji, jak i jej dalszego wdrażania. Tylko 4% respondentów wskazuje brak pomysłów, umiejętności lub możliwości rozpoczęcia transformacji, a 17% ocenia, że nie doświadcza znaczących wyzwań w tym obszarze.

wykres 2

Paradoks obecnego rynku polega na tym, że wiele firm traktuje niepewność jako powód do spowalniania zmian, podczas gdy dla bardziej dojrzałych organizacji jest ona impulsem do transformacji. To właśnie w okresach największej zmienności widać, które firmy potrafią podejmować decyzje w oparciu o dane, priorytety i długoterminową wizję, a które skupiają się jedynie na bieżących wynikach.

Dotyczy to również Polski. Wiele firm wciąż koncentruje się na krótkoterminowej efektywności, redukcji kosztów czy punktowych wdrożeniach technologicznych. Tymczasem doświadczenia ostatnich lat pokazują, że taka postawa może prowadzić do utraty konkurencyjności. Coraz więcej organizacji inwestuje w dane, automatyzację i AI, jednak wyzwaniem pozostaje skuteczna egzekucja zmian. Brakuje spójnego modelu zarządzania transformacją oraz jasno określonych priorytetów powiązanych z wartością biznesową i potrzebami klienta – mówi Maciej Bałabanow, CFA, Partner Associate, Advisory, Szef Zespołu Strategii w KPMG w Polsce.

Reakcje organizacji na poprawę warunków rynkowych

W przypadku poprawy warunków rynkowych większość firm planuje przyspieszyć transformację. Jedna trzecia respondentów (33%) deklaruje, że w pierwszej kolejności zwiększyłaby ogólny budżet transformacyjny, a 22% skoncentrowałoby się na większych inwestycjach w platformy cyfrowe i technologiczne. Kolejne 18% organizacji wskazuje na przeniesienie środków z innych obszarów działalności na projekty transformacyjne. Znacznie rzadziej firmy planują priorytetowe zwiększenie wydatków na partnerów zewnętrznych (9%), rozwój kompetencji zespołów wewnętrznych (7%) czy zwiększenie aktywności z zakresu fuzji i przejęć w celu przyspieszenia transformacji (7%). Jedynie 5% respondentów deklaruje utrzymanie obecnego poziomu inwestycji.

wykres 1

Obecnie większość organizacji utrzymuje inicjatywy transformacyjne w stanie gotowości – 25% na etapie pilotażu, a 39% w fazie skalowania. Firmy aktywnie realizujące transformację budują ekosystemy partnerskie, wdrażają sprawdzone rozwiązania i współtworzą kompetencje. Z kolei organizacje bardziej zachowawcze rezygnują z zewnętrznych współprac i przenoszą kompetencje do wewnątrz organizacji (ang. insourcing) lub wstrzymują działania.

Organizacje, którymi warto się inspirować, odchodzą od podejścia projektowego na rzecz zarządzania całym portfelem transformacji, łączą modernizację z rozwojem kompetencji przyszłości i wykorzystują AI do zwiększania efektywności oraz przyspieszania decyzji. Kluczowe jest podejście kulturowe – transformacja powinna być traktowana nie jako jednorazowy projekt, lecz jako trwała kompetencja organizacji – mówi Maciej Bałabanow, CFA, Partner Associate, Advisory, Szef Zespołu Strategii w KPMG w Polsce.

O raporcie:

Badanie „Unsticking Transformation Survey”, będące podstawą raportu „Winners don’t wait: Transforming with confidence and clarity in volatile times” zostało przeprowadzone przez KPMG w czerwcu 2025 roku. W badaniu wzięło udział 400 respondentów, reprezentujących amerykańskie firmy z sześciu głównych sektorów: usług finansowych, technologii, mediów i telekomunikacji, energetyki, surowców naturalnych i chemii, ochrony zdrowia i life sciences, handlu detalicznego i dóbr konsumenckich oraz produkcji przemysłowej. Uczestnicy reprezentowali zróżnicowane typy i wielkości organizacji, o rocznych przychodach od 1 miliarda do ponad 100 miliardów dolarów. 65% próby stanowiły spółki notowane na giełdzie. Większość respondentów zajmowała stanowiska w ścisłym kierownictwie – C-suite (64%) lub inne wysokie stanowiska, zazwyczaj zaangażowane w procesy transformacyjne, z wyraźną reprezentacją obszarów technologii/IT oraz operacyjnych.

Przedmiotem badania była transformacja obejmująca inicjatywy z zakresu cyfryzacji i technologii, transformacji przedsiębiorstwa oraz poprawy wyników operacyjnych. Celem analizy było zrozumienie, w jaki sposób firmy reagowały na okresy wysokiej zmienności i odbudowywały się po nich – ze szczególnym uwzględnieniem pandemii COVID-19.

Historyczny maj dla elektromobilności. Polska przekroczyła próg 150 tys. samochodów całkowicie elektrycznych

Według danych z końca maja 2026 r. w Polsce było zarejestrowane łącznie 150 751 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Przez pierwsze pięć miesięcy br. ich liczba zwiększyła się o 15 386 szt., czyli o 32% więcej niż w analogicznym okresie 2025 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.Licznik_Elektromobilnosci_2026-05_A4_PL

Pod koniec maja 2026 r. po polskich drogach jeździło 281 878 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 138 255 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 143 623 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 13 438 szt. Stale rośnie flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec maja br. składała się z 30 468 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 1 419 544 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 2 379 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 2 210 szt., zaś wodorowe 169 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec maja 2026 r. w Polsce funkcjonowało 12 897 ogólnodostępnych punktów ładowania pojazdów elektrycznych. 49% z nich (6 352 szt.) stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 51% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W przypadku 21% punktów DC możliwe jest również alternatywne skorzystanie z ładowania AC.

–  Maj 2026 roku można uznać za historyczny – została bowiem przekroczona granica 150 tys. samochodów bateryjnych różnych kategorii w parku w Polsce. Warto podkreślić, że ich liczba wzrosła r/r aż o 60%. Samych bateryjnych samochodów osobowych jest niespełna 140 tys. szt., zaś hybryd plug-in – ponad 140 tys. Bardzo dynamicznie rośnie park elektrycznych autobusów, o czym świadczy ponad 400% wzrost liczby rejestracji autobusów w pierwszych pięciu miesiącach br. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. W parku znajduje się nieco powyżej 600 szt. samochodów wodorowych oraz ponad 1,4 mln klasycznych hybryd – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Szybkie punkty ładowania stanowią już prawie 50% całej sieci infrastruktury ogólnodostępnej w Polsce i ich udział będzie się nadal zwiększał, szczególnie że w ostatnim miesiącu zaobserwowaliśmy liczne wyłączenia stacji AC. Jedną z ważniejszych informacji ostatnich dni jest zatwierdzenie przez NFOŚiGW listy projektów, które otrzymają dofinansowanie z programu wsparcia infrastruktury dla transportu ciężkiego. Teoretycznie pierwszy nabór poskutkuje uruchomieniem ponad 840 stacji. W praktyce jednak wątpliwości budzi możliwość realizacji niektórych inwestycji w terminach wskazanych we wnioskach o dopłaty, zwłaszcza biorąc pod uwagę potencjalnie długi czas realizacji przyłączy. Istnieje zatem ryzyko, że część budżetu programu zostanie niewykorzystana mówi Jan Wiśniewski, Dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

Polska spółka z projektem dla NASA. Scanway i JPL stworzą kamerę podczerwieni do obserwacji Ziemi

Scanway S.A. oraz Jet Propulsion Laboratory – JPL (Laboratorium Napędu Odrzutowego NASA) zarządzane przez California Institute of Technology – Caltech (Kalifornijski Instytut Technologiczny) opracują nowe rozwiązanie do termografii orbitalnej – kamerę podczerwieni do zastosowań kosmicznych. Kamery będą w pierwszej kolejności wykorzystane w instrumencie optycznym dla klienta z rynku amerykańskiego, zgodnie z umową zawartą przez Scanway S.A. w styczniu br.

  • Kamery będą wykorzystywać sensory JPL działające w średniofalowym (MWIR) oraz długofalowym (LWIR) zakresie podczerwieni, umożliwiając rozwój instrumentów zdolnych do prowadzenia obserwacji termograficznych z orbity
  • Nowa technologia będzie rozwijana w przyszłych projektach Spółki – Scanway prowadzi rozmowy z JPL dotyczące licencji na technologię sensorów do wykorzystania w kolejnych rozwiązaniach i projektach
  • Rozwiązanie termograficzne opracowywane przez JPL i Scanway poszerza portfolio produktowe Spółki oraz wzmacnia jej pozycję w światowej czołówce producentów zaawansowanych ładunków optycznych
  • Nowy projekt wspiera rozwój Scanway w obszarze usług opartych na danych satelitarnych o wysokiej wartości analitycznej, w tym model Data-as-a-Service

Kooperację pomiędzy stronami inicjuje podpisany dokument Support Letter, potwierdzający możliwość współpracy i stanowiący pierwszy etap budowy strategicznej relacji technologicznej. Kolejnym etapem będzie podpisanie umowy o współpracy. W ramach aktualnych uzgodnień, obie organizacje opracują unikalną kamerę podczerwieni do zastosowań kosmicznych. Rozwiązanie będzie wykorzystywać m.in. sensory JPL działające w średniofalowym (MWIR) i długofalowym (LWIR) zakresie podczerwieni.

Pierwsza kamera opracowywana wspólnie przez Scanway i JPL zostanie wyniesiona na orbitę jako demonstrator technologii w ramach nowej klasy instrumentów optycznych rozwijanych dla klienta z rynku amerykańskiego. Projekt realizowany jest w ramach umowy podpisanej przez Spółkę w styczniu bieżącego roku. Umowa zakłada opracowanie nowego instrumentu integrującego kilka kamer pracujących w różnych zakresach fal, który zostanie wykorzystany w budowanej konstelacji satelitów obserwacji Ziemi.

Równolegle – w kontekście długoterminowych planów Spółki – strony prowadzą rozmowy o licencji dla Scanway na technologię sensorów JPL. Rozszerzenie współpracy pozwoli rozwijać kolejne rozwiązania i aplikacje oparte na tej technologii.

Obserwacje termograficzne z orbity polegają na pomiarze promieniowania podczerwonego emitowanego przez obserwowane obiekty, co umożliwia określanie ich temperatury oraz identyfikację anomalii termicznych. Technologia ta znajduje zastosowanie m.in. w analizie procesów geologicznych i atmosferycznych, monitorowaniu środowiska oraz rozwiązaniach związanych z bezpieczeństwem i obronnością. Jest to zaawansowana technologia wymagająca wysokospecjalistycznych kompetencji, rozwijana i oferowana przez bardzo wąskie grono światowych producentów instrumentów optycznych – tłumaczy Mikołaj Podgórski, COO Scanway S.A.

Współpraca z JPL i NASA oraz rozwój nowych kamer podczerwieni pozwalają nam skokowo zwiększać kompetencje technologiczne Scanway dostarczając Klientom wartość, którą daje możliwość termografii z orbity. Dostęp do tego typu technologii wzmacnia nasze kompetencje w zakresie budowy własnych ogniw łańcucha dostaw oraz zwiększa niezależność technologiczną Spółki. Jednocześnie zyskujemy ekspozycję na nowy segment rynku, co wspiera dalszy rozwój Scanway w obszarze usług opartych na danych satelitarnych o wysokiej wartości analitycznej, w tym modelu Data as a Service – mówi Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

Jet Propulsion Laboratory (JPL) to jedno z najważniejszych centrów badawczo-rozwojowych NASA. Należy do światowych liderów w zakresie technologii satelitarnych, systemów obserwacyjnych oraz zaawansowanych sensorów dla zastosowań kosmicznych. Laboratorium jest zarządzane przez California Institute of Technology (Caltech) dla amerykańskiej agencji kosmicznej NASA. JPL odpowiadało za realizację przełomowych projektów eksploracji kosmosu, w tym misji marsjańskich, programów obserwacji Ziemi, badań Układu Słonecznego oraz rozwoju nowoczesnych technologii obrazowania i instrumentów naukowych wykorzystywanych w przestrzeni kosmicznej.

Współpraca z JPL – jednym z najbardziej zaawansowanych ośrodków technologii kosmicznych na świecie – potwierdza dojrzałość technologiczną Scanway i poziom projektów, które jesteśmy gotowi realizować. Rozwiązania termografii z orbity rozwijane są dziś wyłącznie przez wąskie grono światowych liderów rynku, dlatego projekt ten istotnie wzmacnia naszą pozycję w globalnym segmencie zaawansowanych payloadów optycznych – podsumowuje Mikołaj Podgórski.

Rynek rozwiązań wykorzystujących obrazowanie w podczerwieni i termografię z orbity rozwija się wraz z rosnącym popytem na dane satelitarne o wysokiej wartości analitycznej. Według Growth Market Reports („Thermal Infrared Earth Observation Market”) wartość globalnego rynku obserwacji Ziemi w podczerwieni wyniosła 1,97 mld USD w 2024 r. i ma wzrosnąć do 4,36 mld USD w 2033 r., przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 9,3%[1]. Z kolei DataIntelo („Thermal Imaging Satellite Market”) szacuje wartość rynku satelitarnych systemów obrazowania termicznego na 4,8 mld USD w 2025 r. i prognozuje jego wzrost do 10,3 mld USD w 2034 r., przy CAGR 8,9%[2]. Potencjał segmentu wpisuje się w szerszy rozwój rynku obserwacji Ziemi – Novaspace („Prospects for the Earth Observation Market”) wskazuje, że globalny rynek EO osiągnął wartość 5,4 mld USD w 2024 r., a w kolejnych 10 latach ma rosnąć średnio o 4,7% rocznie[3].

[1] Growth Market Reports, „Thermal Infrared Earth Observation Market”, https://growthmarketreports.com/report/thermal-infrared-earth-observation-market)

[2] DataIntelo, „Thermal Imaging Satellite Market Research Report 2034”, https://dataintelo.com/report/thermal-imaging-satellite-market)

[3] Novaspace, „Prospects for the Earth Observation Market”, https://nova.space/analysis/prospects-for-the-earth-observation-market/).

Rekordowy napływ kapitału VC do Polski. Inwestycje wzrosły ponad trzykrotnie

0

W 2025 r. fundusze private equity i venture capital zainwestowały w polskie spółki 994 mln euro, czyli 39 proc. całej wartości inwestycji w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (CEE) – wynika z najnowszego raportu „2025 Central & Eastern Europe Private Equity Statistics” przygotowanego przez Invest Europe.

Finansowanie trafiło do 100 polskich firm, wobec 83 rok wcześniej. Oznacza to, że fundusze wspierały średnio dwie polskie spółki tygodniowo. Polskie Stowarzyszenie Inwestorów Kapitałowych podkreśla, że prywatnego kapitału zaangażowanego w rozwój polskiej gospodarki może być istotnie więcej.

Kluczowe dane:

  • 994 mln euro zainwestowały fundusze private equity (PE) i venture capital (VC) w polskie spółki w 2025 r. Polska odpowiadała za 39 proc. wartości inwestycji w regionie CEE.
  • 100 polskich firm pozyskało finansowanie od funduszy PE i VC, wobec 83 rok wcześniej.
  • Inwestycje venture capital w Polsce wzrosły do 310 mln euro, czyli ponad trzykrotnie wobec 2024 r. To rekordowy wynik i 46 proc. całej wartości inwestycji VC w Europie Środkowo-Wschodniej.
  • Finansowanie venture capital trafiło do 57 polskich spółek, wobec 42 rok wcześniej.
  • Finansowanie spółek na etapie wzrostu w Polsce niemal się podwoiło – z ok. 145 mln euro do 287 mln euro.
  • Wartość wyjść z inwestycji – mierzona według wartości początkowej inwestycji – w Polsce wyniosła 537 mln euro. Polska miała najwyższą w regionie liczbę takich wyjść – 20 spółek.
  • W całym regionie CEE wartość inwestycji private equity i venture capital wyniosła 2,57 mld euro, a finansowanie otrzymało 341 spółek.
  • Wartość wyjść z inwestycji w CEE wzrosła o 26 proc., do 1,71 mld euro, najwyższego poziomu od 2020 r.
  • Fundusze działające w regionie pozyskały 1,87 mld euro nowego kapitału, czyli o 21 proc. więcej niż średnia z poprzednich pięciu lat.

Łączna wartość inwestycji w Polsce w 2025 r. była niższa niż w 2024 r., a struktura rynku wyraźnie się zmieniła. Spadek wynikał przede wszystkim z mniejszej liczby dużych transakcji w segmencie buy-out. Jednocześnie finansowanie trafiło do większej liczby firm, a szczególnie mocno wzrosły segmenty venture capital i growth capital, czyli kapitału finansującego innowacje, skalowanie biznesu i szybką ekspansję przedsiębiorstw. Niższa łączna wartość inwestycji przełożyła się na spadek ich udziału w relacji do dynamicznie rosnącego PKB Polski z poziomu 0,14 do 0,11 proc.

Ta zmiana oznacza, że wzrost gospodarczy wyprzedza rozwój rynku private capital, zamiast być przez niego w coraz większym stopniu stymulowany. Uważamy, że skala prywatnego kapitału angażowanego w rozwój firm może być istotnie większa. Polska pozostaje jedną z najszybciej rosnących gospodarek w Europie, ma przedsiębiorców, ambicje i rosnącą liczbę firm zdolnych do ekspansji, dlatego rynek private equity i venture capital powinien w większym stopniu wspierać długoterminowy rozwój przedsiębiorstw – mówi Andrzej Bartos, prezes Polskiego Stowarzyszenia Inwestorów Kapitałowych.

W ostatnich 10 latach fundusze PE i VC zainwestowały w polskie spółki niemal 10 mld euro, ale przy obecnej skali polskiej gospodarki ten kapitał może odgrywać jeszcze większą rolę. Potrzebujemy większej mobilizacji kapitału prywatnego, w tym krajowych oszczędności i inwestorów długoterminowych, aby dalszy wzrost PKB był silniej wspierany ekspansją polskich firm technologicznych i przemysłowych zdobywających rynki zagranicznedodaje Andrzej Bartos.

Raport „2025 Central & Eastern Europe Private Equity Statistics” podkreśla, że w 2025 r. kraje regionu CEE funkcjonowały w wymagającym otoczeniu makroekonomicznym i geopolitycznym. W całym regionie niższa była wartość dużych wykupów, ale wyraźnie wzrosło znaczenie średnich transakcji, venture capital i kapitału wzrostowego. Wartość inwestycji VC w CEE prawie się podwoiła – do 675 mln euro – a Polska odpowiadała za niemal połowę tego wyniku.

Raport Invest Europe pokazuje również rosnącą rolę wyjść z inwestycji jako miernika dojrzałości rynku. W całym regionie CEE wartość wyjść wzrosła do 1,71 mld euro, a najważniejszą ścieżką były sprzedaże inwestorom branżowym, które odpowiadały za 61 proc. wartości wyjść.

Dane za 2025 r. potwierdzają aktywność polskiego rynku private equity i venture capital zarówno w obszarze nowych inwestycji, jak i wyjść z dojrzałych projektów. Jednocześnie pierwsze miesiące 2026 r. pokazują kontynuację tej dobrej passy – wśród już zrealizowanych transakcji znalazły się m.in. sprzedaż IAI przez MCI do Montagu, sprzedaż udziałów w OSHEE przez Innova Capital do MidEuropy, inwestycja Value4Capital w Elocity, czy niedawno ogłoszone wyjście Enterprise Investors z Anwimu, a także inwestycja Avallon w Inglot.

Przykładem długoterminowego wpływu private equity na rozwój polskich firm jest Diagnostyka, jako jedna z historii sukcesu polskich transakcji. Przy wsparciu funduszu MidEuropa spółka zbudowała ogólnopolską sieć obejmującą ponad 1 100 punktów pobrań, 156 laboratoriów i 19 placówek diagnostyki obrazowej. Diagnostyka przeprowadziła 128 transakcji przejęć, stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek w polskiej ochronie zdrowia, a jej debiut giełdowy był jedną z największych ofert publicznych na GPW w ostatnich latach.

Znaczenie funduszy private equity i venture capital wykracza poza same transakcje. Według danych Invest Europe firmy wspierane przez fundusze private equity i venture capital zatrudniały w Polsce w 2024 r. 122,6 tys. osób w 420 przedsiębiorstwach. W latach 2023–2024 stworzyły netto 9,1 tys. nowych miejsc pracy, czyli średnio ok. 25 dziennie, a zatrudnienie w tych firmach wzrosło o 11,1 proc.

Private equity i venture capital to nie tylko kapitał. To także doświadczenie w skalowaniu firm, profesjonalizacja zarządzania, wsparcie w ekspansji zagranicznej, konsolidacji branż i sukcesji firm rodzinnych. Jeżeli chcemy, aby polskie przedsiębiorstwa coraz częściej budowały pozycję regionalnych i europejskich liderów, potrzebujemy silnego rynku kapitału prywatnegomówi Andrzej Bartos.

Informacje dodatkowe

Raport „2025 Central & Eastern Europe Private Equity Statistics” został przygotowany przez Invest Europe we współpracy z Gide Loyrette Nouel. Obejmuje dane dotyczące fundraisingu, inwestycji i wyjść z inwestycji private equity i venture capital w Europie Środkowo-Wschodniej w 2025 r.

Polskie Stowarzyszenie Inwestorów Kapitałowych zrzesza fundusze private equity i venture capital działające w Polsce oraz podmioty wspierające rozwój rynku kapitału prywatnego. Celem Stowarzyszenia jest rozwój polskiego rynku private equity i venture capital oraz wspieranie finansowania wzrostu polskich przedsiębiorstw. W ostatnich 10 latach fundusze private equity i venture capital zainwestowały w polskie spółki niemal 10 mld euro.

Kurs euro i dolara rośnie. Słabsze od oczekiwań dane z polskiej gospodarki osłabiają złotego

Po słabych danych z Polski widzimy wyraźny odwrót od polskiej waluty. Kurs euro jest najwyższy od początku kwietnia. W tle, jak co roku po górce z marca i kwietnia, delikatnie spadło średnie wynagrodzenie. W Kanadzie, mimo wzrostu inflacji, rynki nie oczekują reakcji na stopach procentowych.

Słabsze dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy duży pakiet danych z Polski. W przeciwieństwie do piątkowych odczytów, tym razem nie było rewelacji. Produkcja budowlano-montażowa rośnie o 3,9% w skali roku. Analitycy oczekiwali silniejszego odbicia, na poziomie 4,9%. Teoretycznie 3,9% to nie jest bardzo słaby wynik, ale w ciągu ostatnich dwóch lat w tej kategorii przeważały spadki. Rynek nie wrócił jeszcze do poziomów z wcześniejszej górki. Nie oznacza to jednak, że ceny nieruchomości w największych miastach nie ustanawiają kolejnych rekordów. Po prostu robią to trochę wolniej. Sprzedaż detaliczna rośnie z kolei o 4,4%. To również mniej od oczekiwań, które zakładały wzrost o 5,3%. Jak na te dane zareagował złoty? Kurs euro skoczył wczoraj w górę o 1,5 grosza, a dolara z kolei 2,5 grosza. Trzeba jednak zauważyć, że na wyraźniejszą przecenę złotego wpływ miało również zasysanie kapitału z Europy przez umacniającą się amerykańską walutę.

Wynagrodzenia w Polsce

Maj jest co roku trudnym miesiącem do interpretacji. Duża część premii rocznych wypłacana jest na koniec pierwszego kwartału, dlatego są one widoczne w danych za marzec lub kwiecień, w zależności od przyjętej metody. W rezultacie, skoro premie roczne zderzają się wówczas z kwartalnymi, w tych miesiącach obserwujemy średnio wyższe niż zwykle płace. To właśnie dlatego średnia płaca w maju tego roku wynosiła 9173,24 zł, podczas gdy miesiąc wcześniej było to 9530,74 zł. Spadek o ponad 350 zł mógłby nieuważnego obserwatora zaniepokoić. Nadal jednak mówimy o wzroście o 5,8% względem zeszłego roku. Tym, co powinno bardziej zwracać uwagę, jest spadek zatrudnienia w ujęciu rocznym o 0,9%. Tutaj również warto zaadresować jedną ważną uwagę. Wszystkie te dane pochodzą z firm zatrudniających ponad 9 osób. W rezultacie przechodzenie pracowników do mniejszych firm lub na samozatrudnienie rzeczywiście psuje ten wskaźnik, ale nie powoduje bezrobocia.

Ceny w Kanadzie przyspieszają

Wczoraj zobaczyliśmy pakiet danych dotyczących zmian cen w Kanadzie. Ceny rosną szybciej, niż oczekiwano. W ujęciu rocznym inflacja wynosi już 3,2%. Jest to spory problem, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że główna stopa procentowa wynosi obecnie 2,25%. Teoretycznie można by to próbować wyjaśnić przejściowym wzrostem cen wywołanym np. wojną w Zatoce Perskiej. Inflacja bazowa wynosi bowiem pełen punkt procentowy mniej i wynosi 2,2%. Dodatkowo Kanada jest pod dużą presją innowacyjnych pomysłów nowej administracji prezydenckiej w USA. W rezultacie, pomimo tego, że inflacja rośnie, na rynku nie widać wyraźnego umocnienia dolara kanadyjskiego. Taka reakcja byłaby przejawem oczekiwania na podwyżki stóp wywołane rosnącymi cenami.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych seria odczytów wskaźników koniunktury.

Rekordowy kwiecień Cloud Technologies. Nowy produkt napędza sprzedaż

Cloud Technologies, notowana na głównym rynku GPW spółka technologiczna działająca na globalnym rynku danych dla reklamy internetowej, zwiększyła w kwietniu 2026 r. sprzedaż danych do kluczowych klientów o 58 proc. rdr. Rekordowa w tym roku dynamika wzrostu w kluczowym obszarze działalności Spółki to m.in. efekt kontrybucji do sprzedaży nowego produktu Cloud Technologies: Data Curation. Około 80% przychodów Cloud Technologies pochodzi z rynku USA.

– Kwiecień był kolejnym miesiącem, w którym osiągnęliśmy mocną, dwucyfrową dynamikę sprzedaży danych do naszych kluczowych klientów. Wysokie tempo wzrostu w ujęciu miesięcznym było efektem utrzymującego się od kilku miesięcy pozytywnego trendu sprzedażowego oraz istotnej kontrybucji naszego nowego produktu – Data Curation. Łączy on sprzedaż danych i mediów, otwierając nam dostęp do zupełnie nowej kategorii kontrahentów, w tym globalnych agencji reklamowych. Data Curation rozwija się szybciej niż pierwotnie zakładaliśmy i zaczyna generować przychody o skali istotnej z punktu widzenia całej grupy. To pozwala nam oczekiwać bardzo dobrych dynamik sprzedaży również w kolejnych miesiącach i z optymizmem patrzeć na potencjał osiąganych w efekcie wyników finansowych – mówi Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Przyjęta w lutym 2026 r. Strategia 2026+ Cloud Technologies zakłada dalszy rozwój sprzedaży danych przy utrzymaniu wysokiej rentowności biznesu. Jednym z kluczowych elementów strategii jest odejście od modelu white-label na rzecz sprzedaży danych pod własnymi markami, co ma zwiększać skalę biznesu, poprawiać ekonomię sprzedaży i rozszerzać rynek adresowalny.

Cloud Technologies zamierza dalej rozwijać kanały sprzedaży, zwiększać obecność na globalnych platformach reklamowych oraz przyspieszać wzrost zarówno organicznie, jak też poprzez partnerstwa i akwizycje. Jednym z nowych motorów wzrostu jest produkt Data Curation, który łączy sprzedaż danych ze sprzedażą mediów, otwierając spółce dostęp do nowej kategorii klientów, w tym globalnych agencji reklamowych. Produkt Data Curation stanowi nowy obszar sprzedaży rozwijany w ramach Strategii 2026+, a jego wzrost jest niezależny od pozostałej działalności Spółki. Zaraportowana wartość miesięcznej sprzedaży danych ma charakter szacunkowy i może ulec zmianie po otrzymaniu kompletu raportów sprzedażowych oraz zakończeniu procesu zamknięcia danych sprzedażowych za kwiecień 2026 r.

Realizacja Strategii 2026+ może przyczynić się do wzrostu sprzedaży danych* przez Cloud Technologies do poziomu 16 – 18 mln USD w 2026 roku oraz 18 – 24 mln USD w 2027 roku przy utrzymaniu wysokiej rentowności biznesu. Strategia zakłada także kontynuację redystrybucji kapitału do akcjonariuszy poprzez politykę dywidendową (ok. 20% oczyszczonego wyniku EBITDA za dany rok) oraz skup akcji własnych (250.000 sztuk akcji własnych).

W konsekwencji Cloud Technologies wypłaci dywidendę z zysku za rok 2025 w wysokości 1,1 PLN na akcję oraz będzie kontynuować skup akcji własnych, o czym zadecydowało walne zgromadzenie 8 czerwca br. Akcjonariusze przyjęli również program motywacyjny dla wybranych kluczowych członków zespołu. Zakłada on możliwość objęcia akcji Spółki pod warunkiem osiągnięcia przez Cloud Technologies skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży za lata 2026–2028 w łącznej wysokości co najmniej 60 mln USD. W ocenie Spółki program będzie dodatkowym akceleratorem
i źródłem motywacji dla kluczowych członków zespołu do dalszej intensywnej pracy nad zwiększaniem skali działalności Cloud Technologies, realizacją ambitnych celów strategicznych oraz budową długoterminowej wartości dla akcjonariuszy.

Raportowany przez spółkę co miesiąc wskaźnik dynamiki sprzedaży danych obejmuje sprzedaż danych do kluczowych klientów Cloud Technologies i jest wyrażony w USD. Natomiast w raportach okresowych spółka prezentuje dane w PLN, a zatem na raportowane dynamiki wpływ mają różnice kursowe.

*Przedstawione w niniejszym dokumencie wartości przychodów stanowią cel postawiony przez Zarząd Spółki w związku z wdrożeniem i realizacją zaprezentowanych planów rozwoju. Założenia te nie stanowią prognozy.

Kurs dolara wystrzelił. EUR/PLN najwyżej od kwietnia. Co dalej?

Rezerwa Federalna pod przewodnictwem Kevina Warsha wydaje się znacznie silniej zaniepokojona inflacją, niż spodziewały się rynki – przynajmniej jeśli wierzyć jego pierwszej konferencji prasowej jako prezesa banku.

Kluczowe punkty:

  • PLN traci pomimo porozumienia pokojowego między USA a Iranem.
  • USD wystrzelił po jastrzębich sygnałach Fedu.
  • Zrewidowany dot plot wskazuje na możliwą podwyżkę stóp procentowych w USA w 2026 r.
  • Keir Starmer zrezygnował ze stanowiska premiera, otwierając drogę do niego Andy’emu Burnhamowi.
  • Wskaźniki PMI pokażą pierwsze oznaki ekonomicznego optymizmu po zawarciu porozumienia pokojowego z Iranem.

Niemal połowa uczestników posiedzenia spodziewa się co najmniej jednej podwyżki stóp procentowych w 2026 r., z czym zgadzają się rynki. Skutkiem tego były gwałtowny wzrost rentowności obligacji krótkoterminowych, rajd ulgi w przypadku długoterminowych oraz ponowna aprecjacja dolara względem niemal wszystkich pozostałych głównych walut. Nawet potężny rynek akcji doświadczył tymczasowych wahań po posiedzeniu FOMC, przed końcem tygodnia zdołał jednak odrobić większość strat. Waluty krajów Pacyfiku radziły sobie relatywnie lepiej, wspierane przez niższe ceny energii po ogłoszeniu porozumienia pokojowego z Iranem.

W tym tygodniu, gdy posiedzenia głównych banków centralnych są już za nami, uwaga skupi się ponownie na aspektach gospodarczych. W jej centrum znajdą się wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej, które są najlepszym wczesnym indykatorem wpływu porozumienia na nastroje przedsiębiorców – we wtorek (23.06) poznamy dane dla wszystkich głównych gospodarek. Raport dot. amerykańskiej inflacji PCE w czerwcu również będzie kluczowy, biorąc pod uwagę wyraźny zwrot Fedu w kierunku inflacyjnej strony jego mandatu. Będziemy również uważnie obserwować reakcję brytyjskich aktywów na rezygnację ze stanowiska premiera Keira Starmera.

PLN

Mimo porozumienia na linii USA–Iran i redukcji premii za ryzyko w tym kontekście polski złoty osłabił się – kurs EUR/PLN podbił do poziomu 4,27 i jest najwyższy od kwietnia. Łączymy to z rynkowym wzrostem wycen podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych i silniejszym dolarem.

Ostatnie wieści z kraju są mieszane. Inflacja bazowa lekko podbiła, do 3,1% w maju, niemniej pozostaje w celu inflacyjnym. Poprawie uległy nastroje konsumentów w czerwcu i przede wszystkim – produkcja przemysłowa w maju (+4,1% r/r). Ta ostatnia wyraźnie wychodzi na prostą po słabym początku roku, produkcja budowlana jednak rozczarowała (+3,9%). Zawiodły też poniedziałkowe dane o sprzedaży detalicznej (+3% realnie) oraz płacach (+5,8%). To ostatnie, podobnie jak inflacja w ryzach i świeży spadek cen ropy naftowej, to dla RPP mocne argumenty za niepodnoszeniem stóp procentowych w najbliższym czasie.

EUR

Po ubiegłotygodniowym jastrzębim oświadczeniu Fedu obligacje w strefie euro doświadczyły głębszej wyprzedaży na długim końcu krzywej, nie przyniosło to jednak korzyści wspólnej walucie, która nadal osłabia się względem dolara. Niemniej odczyty makroekonomiczne ze strefy euro, jak zawsze opóźnione, uległy w ostatnim czasie niewielkiej poprawie. W połączeniu ze wzrostem inflacji bazowej wspiera jastrzębie skrzydło Europejskiego Banku Centralnego, które chciałoby drugiej podwyżki stóp procentowych we wrześniu.

Najbliższa publikacja indeksów PMI (wtorek 23.06) jest niezwykle istotna dla bloku, ponieważ będą pierwszymi znaczącymi wskaźnikami opublikowanymi po ogłoszeniu w ubiegłym tygodniu pozytywnych wiadomości dotyczących porozumienia pokojowego między USA a Iranem. Zakończenie konfliktu na Bliskim Wschodzie powinno być korzystne dla euro, choć obecnie wspólna waluta jest blisko najniższych poziomów w parze z dolarem od połowy marca. Jest to naszym zdaniem po części konsekwencja trwałych szkód gospodarczych wyrządzonych przez wojnę i być może niechęci inwestorów do podejmowania ryzyka zakupów, póki decydenci nie podpiszą oficjalnie bardziej trwałego porozumienia pokojowego.

USD

Wyraźny zwrot ku lepszemu widoczny w danych z amerykańskiego rynku pracy i wzrost inflacji spowodowany wojną w Iranie położyły kres nadziejom Trumpa na to, że Fed wkrótce obniży swoje stopy procentowe. W ubiegłym tygodniu, podczas swojej pierwszej konferencji prasowej jako prezes, Kevin Warsh dał jasno do zrozumienia, że głównym celem banku jest zapewnienie stabilności cen. Oświadczenie zostało znacznie rozmyte – usunięto z niego wszelkie pozory forward guidance, które to Warsh silnie krytykował.

Jasne jest, że jeśli nie dojdzie do jakiegoś ogromnego negatywnego zaskoczenia, kolejnym ruchem Fedu będzie podwyżka stóp procentowych, choć jej termin jest wyjątkowo niepewny. Wydaje się, że napędzane przez sztuczną inteligencję inwestycje biznesowe przejęły pałeczkę od stłumionego popytu konsumenckiego, niemniej odbicie na rynku pracy i efekt bogactwa wynikający z trwającego rajdu na rynku akcji oznaczają, że ten ostatni prawdopodobnie ulegnie niedługo poprawie. W kontraktach futures obecnie niemal w pełni wycenia się kolejną podwyżkę stóp procentowych już we wrześniu, a silna jastrzębia zmiana w ubiegłotygodniowym dot plocie sugeruje, że nie trzeba wiele, by przechylić szalę właśnie w taką stronę.

GBP

Andy Burnham zdecydowanie zbliżył się do objęcia funkcji kolejnego premiera Wielkiej Brytanii. Jego zdecydowane zwycięstwo w piątkowych wyborach uzupełniających w Makerfield i rezygnacja Keira Starmera ze stanowiska w poniedziałek rano otworzyły mu drogę do przejęcia stołka. Nominacje do tego urzędu zostaną rozpoczęte 9 lipca, niemniej spodziewamy się raczej braku innych kandydatów niż przedłużającej się walki. Doniesienia te nie wpłynęły silnie na funta, choć preferencje Burnhama dotyczące ekspansji fiskalnej, wyższych podatków i większej emisji obligacji skarbowych budzą pewien niepokój. Kluczowym pytaniem pozostaje, kto zostanie kanclerzem skarbu. Rynki chciałyby ciągłości i pozostawienia na tym stanowisku Rachel Reeves, a wszelkie sygnały, że nowy kanclerz zamierza poluzować lub wycofać obecne reguły fiskalne, mogłyby spowodować kolejną falę wyprzedaży brytyjskich aktywów.

Ciekawe jest również, jaki wpływ – o ile jakikolwiek – będzie miała zmiana premiera na Bank Anglii. W ubiegłym tygodniu komitet utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie (7:2), a przy tym zostawił otwarte drzwi do podwyżki w dalszej części roku, jeśli zajdzie taka potrzeba. Biorąc jednak pod uwagę, że majowa inflacja była poniżej oczekiwań, a rynek pracy pozostaje słaby, sądzimy, że BoE utrzyma postawę wait-and-see co najmniej przez lato, a może nawet do końca roku.

Dymisja Starmera, kruche rozmowy z Iranem i rosnący kurs dolara

Nowy tydzień zaczynamy od kolejnej już dymisji brytyjskiego premiera. Do tego wciąż brzmią echa weekendowego rollercoastera podczas negocjacji w Szwajcarii. Pokój okazał się mocno kruchy, co nie powinno nikogo dziwić. Mamy także paczkę danych z polskiej gospodarki, te jednak pozostają bez wpływu na kurs złotego. 

Starmer potwierdza dymisję

Początek tygodnia przynosi polityczne trzęsienie ziemi w Wielkiej Brytanii. Keir Starmer ogłosił rezygnację z funkcji premiera, kończąc zaledwie dwuletni okres sprawowania władzy po wyborczym triumfie Partii Pracy w 2024 roku. Tym samym do historii przechodzi siódmy już premier w 10 letniej historii postbrexitowej. Dla rynku walutowego sama zmiana lokatora przy Downing Street 10 nie jest jednak najważniejsza. Znacznie większe znaczenie ma fakt, że dymisja jest kolejnym dowodem na narastające problemy brytyjskiej gospodarki. W ostatnich kwartałach wzrost gospodarczy pozostawał anemiczny, finanse publiczne znajdowały się pod presją, a inwestorzy coraz częściej kwestionowali zdolność rządu do realizacji ambitnych planów gospodarczych. Reakcja funta pozostaje raczej umiarkowana, rynek już wcześniej wyceniał ten scenariusz. Teraz przechodzi do oceny ryzyk związanych z kolejnym okresem politycznej niepewności. Szczególnie że wśród potencjalnych następców pojawiają się politycy opowiadający się za bardziej ekspansywną polityką fiskalną, co mogłoby dodatkowo zwiększyć presję na brytyjski dług i podnieść koszty finansowania gospodarki. W efekcie inwestorzy ponownie muszą odpowiedzieć sobie na pytanie: czy problemem Wielkiej Brytanii jest osoba premiera, czy raczej kondycja gospodarki, która od lat nie potrafi odzyskać dawnej dynamiki?

Rynek bardzo chce wierzyć

Weekend przyniósł kolejną odsłonę negocjacyjnego rollercoastera wokół konfliktu pomiędzy USA i Iranem (i Izraelem?). Jeszcze kilka dni temu inwestorzy świętowali przełom i perspektywę trwałego porozumienia, by chwilę później mierzyć się z informacjami o opóźnieniach w rozmowach oraz kolejnych napięciach wokół cieśniny Ormuz. Ostatecznie rynek przyjął jednak, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostaje kontynuacja negocjacji, a nie powrót do otwartej konfrontacji. Widać to przede wszystkim na rynku ropy, gdzie ceny pozostają wyraźnie niższe niż podczas szczytu geopolitycznych obaw. Jednocześnie inwestorzy zachowują ostrożność, ponieważ ruch przez Ormuz wciąż nie wrócił do normalnych poziomów, a trwałość porozumienia będzie zależeć od postępów w kolejnych rundach rozmów. Szczególną uwagę zwraca się na sytuację w Libanie, która może stać się najpoważniejszym testem dla kruchego zawieszenia broni. Na początku tygodnia rynki sprawiają więc wrażenie, jakby przestały wyceniać scenariusz wojenny, ale jednocześnie nie były jeszcze gotowe uwierzyć w trwały pokój na Bliskim Wschodzie.

Odczyty makro dalej w cieniu

W kalendarzu makroekonomicznym odnajdujemy dziś sporo rodzimych wątków. Po piątkowym pozytywnym zaskoczeniu produkcji przemysłowej, która wyniosła 4,1%, dziś produkcja budowlano-montażowa trochę studzi nastroje, wynik na poziomie 3,9% jest niższy zarówno od poprzedniego odczytu, jak i od oczekiwań analityków. Więcej uwagi rynek poświęca jednak dynamice wynagrodzeń. Drugi miesiąc z rzędu ekonomiści oczekiwali wyniku na poziomie 6% i po raz drugi rzeczywistość okazała się mniej optymistyczna dla naszych portfeli. Odczyt za kwiecień wyniósł 5,4%, ten dzisiejszy był bliższy predykcji i dynamika wynagrodzeń sięgnęła 5,8%. Są to wyniki zdecydowanie niższe niż te, do których przywykliśmy w ostatnich kilkunastu miesiącach, jednak wciąż trudno na nie kręcić nosem. Warto odnotować też sprzedaż detaliczną, która rośnie mocniej niż oczekiwano i znowu wskazuje na siłę polskiego konsumenta. Dane te jednak pozostają w cieniu wydarzeń globalnych, a złoty słabo sobie radzi w otoczeniu mocnego dolara. W efekcie mamy próbę wyjścia górą z ostatniej konsolidacji na parze EURPLN, gdzie kurs podchodzi już do pułapu 4,27 zł. Drożeje oczywiście także dolar, który dzisiaj dobił do 3,73 zł.

WhatsApp zamiast firmowego systemu. UODO ukarał partnera Energa-Obrót

0

Przedstawiciele handlowi korzystali z WhatsAppa do przesyłania dokumentów klientów Energa-Obrót. Na prywatnych telefonach znajdowały się skany i zdjęcia umów, a część komunikacji mogła odbywać się poza Europejskim Obszarem Gospodarczym. Prezes UODO uznał, że spółka i jej partnerzy nie zapewnili odpowiednich zabezpieczeń. Jeden z podmiotów otrzymał karę w wysokości 10 145 zł.

Nieautoryzowany komunikator, prywatne telefony i dokumenty klientów przesyłane między handlowcami. Tak wyglądała sprawa, którą zbadał Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych po zgłoszeniu naruszenia przez Energa-Obrót.

Postępowanie zakończyło się upomnieniami dla administratora danych i podmiotów przetwarzających dane. Jeden z partnerów biznesowych spółki został dodatkowo ukarany grzywną w wysokości 10 145 zł.

UODO uznał, że w procesie obsługi klientów zabrakło skutecznej kontroli nad tym, w jaki sposób dane osobowe były przetwarzane w praktyce.

Handlowcy używali WhatsAppa do pracy

Sprawa dotyczy sieci sprzedaży door-to-door, działającej na rzecz Energa-Obrót w czasie pandemii. Przedstawiciele handlowi odwiedzali klientów w domach i proponowali między innymi podpisywanie aneksów do obowiązujących umów.

W trakcie późniejszego postępowania okazało się, że osoby zaangażowane w sprzedaż korzystały z WhatsAppa jako narzędzia służbowej komunikacji. Problem w tym, że aplikacja nie była zatwierdzona przez administratora danych do przetwarzania informacji o klientach.

Na prywatnym telefonie jednego z byłych przedstawicieli handlowych znajdowały się zdjęcia i skany dokumentów zawartych z klientami Energa-Obrót. Zrzut ekranu przekazany spółce wskazywał, że rozmowy odbywały się także w grupowych czatach.

To oznaczało, że dane klientów mogły trafiać do osób i systemów, nad którymi administrator nie miał pełnej kontroli.

Wszystko wyszło na jaw przez spór o pieniądze

Do ujawnienia sprawy doszło przypadkowo. Były przedstawiciel handlowy skontaktował się z Energa-Obrót, prosząc o pomoc w odzyskaniu należności od byłego pracodawcy.

W czasie rozmowy wyszło na jaw, że on i inni handlowcy korzystali z WhatsAppa do przekazywania poleceń służbowych oraz dokumentów związanych z klientami. Spółka wszczęła wewnętrzne postępowanie wyjaśniające, a następnie zgłosiła naruszenie do UODO.

Energa-Obrót ustaliła, że problem na pewno dotyczył danych co najmniej 15 osób. Skala mogła jednak być większa, ponieważ komunikator był wykorzystywany przez wiele miesięcy.

Prywatny telefon nie jest bezpiecznym systemem firmowym

Partner biznesowy, który dopuścił korzystanie z komunikatora, tłumaczył, że WhatsApp miał jedynie usprawnić pracę handlowców w okresie pandemii. Przedstawiciele odwiedzali klientów osobiście, dlatego potrzebowali szybkiego sposobu komunikacji.

Podmiot wskazywał również, że pracownicy mieli upoważnienia do przetwarzania danych osobowych, podpisywali zobowiązania do zachowania poufności i zakazu konkurencji.

UODO uznał jednak, że to za mało. Samo podpisanie dokumentów nie wystarcza, gdy firma nie kontroluje narzędzi, z których faktycznie korzystają pracownicy.

Z perspektywy RODO znaczenie ma nie tylko to, kto ma dostęp do danych, ale także gdzie dane są przechowywane, w jaki sposób są przesyłane i czy organizacja ma możliwość nadzorowania tego procesu.

Część danych mogła być przetwarzana poza EOG

W materiałach przekazanych do UODO znalazła się informacja, że część komunikacji prowadzonej za pomocą aplikacji mogła odbywać się poza Europejskim Obszarem Gospodarczym.

To dodatkowo zwiększało ryzyko. Transfer danych poza EOG wymaga bowiem odpowiednich podstaw prawnych i zabezpieczeń. Firma powinna wiedzieć, gdzie trafiają dane klientów, kto może uzyskać do nich dostęp oraz czy dostawca usługi zapewnia wymagany poziom ochrony.

W przypadku popularnych komunikatorów używanych prywatnie firmy często nie mają pełnej kontroli nad tymi elementami.

UODO: Energa-Obrót nie zweryfikowała partnera wystarczająco dobrze

Prezes UODO uznał, że Energa-Obrót nie wdrożyła odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych, które zapewniałyby bezpieczeństwo danych osobowych.

Według urzędu spółka nie zweryfikowała też w wystarczającym stopniu, czy partner przetwarzający dane rzeczywiście stosuje wymagane zabezpieczenia.

To ważny sygnał dla firm korzystających z outsourcingu. Administrator danych nie może poprzestać na podpisaniu umowy powierzenia przetwarzania danych. Powinien również sprawdzać, jak partner działa w praktyce.

Chodzi między innymi o audyty, procedury, szkolenia oraz kontrolę nad używanymi przez pracowników urządzeniami i aplikacjami.

Kara dla partnera biznesowego

Podmiot, który dopuścił korzystanie z WhatsAppa przez handlowców, otrzymał upomnienie oraz karę administracyjną w wysokości 10 145 zł.

UODO zwrócił uwagę, że w trakcie postępowania pojawiły się rozbieżności między wyjaśnieniami Energa-Obrót a stanowiskiem partnera. Organ uznał, że podmiot przetwarzający próbował ograniczać swoją odpowiedzialność i przenosić ją na inne osoby.

Urząd przypomniał, że podmiot przetwarzający dane nie jest jedynie wykonawcą poleceń administratora. Ma własne obowiązki wynikające z RODO i odpowiada za to, czy stosuje odpowiednie zabezpieczenia.

Firmy powinny uważać na „wygodne” narzędzia

Sprawa pokazuje, że największe problemy z ochroną danych często nie wynikają z zaawansowanych cyberataków. Czasem wystarczy prywatny telefon, grupowy czat i przesłanie zdjęcia dokumentu klienta.

Dla pracownika może to być szybkie i wygodne rozwiązanie. Dla firmy może oznaczać naruszenie RODO, konieczność zgłoszenia incydentu, kontrolę urzędu i ryzyko kary.

Szczególnie ostrożne powinny być organizacje korzystające z zewnętrznych sieci sprzedaży, call center, agentów, firm marketingowych czy podwykonawców obsługi klienta. Im więcej osób uczestniczy w procesie, tym trudniej zachować kontrolę nad danymi.

Wnioski są proste: firmy powinny jasno wskazywać, z jakich narzędzi wolno korzystać, blokować wykorzystywanie prywatnych komunikatorów do przesyłania danych klientów i regularnie sprawdzać, czy zasady są przestrzegane.

Sygnatura sprawy: DKN.5131.7.2022

Inflacja producencka (PPI) wraca na plus. Presja kosztowa ponownie rośnie w polskim przemyśle

Ceny produkcji sprzedanej przemysłu wzrosły w maju 2026 r. o 2,4 proc. rok do roku, co potwierdza zakończenie trwającego niemal dwa lata okresu deflacji producenckiej. Choć w ujęciu miesięcznym ceny nie zmieniły się względem kwietnia, rosnąca dynamika PPI wskazuje, że presja kosztowa w gospodarce zaczyna ponownie narastać. Najsilniejszy wzrost odnotowano w górnictwie i przetwórstwie przemysłowym, podczas gdy niższe ceny energii nadal częściowo łagodzą ogólny obraz.

Ceny i inflacja

Koniec deflacji u producentów. Ceny w przemyśle rosną o 2,4% po dwóch latach spadków

W maju 2026 r. ceny produkcji sprzedanej przemysłu były o 2,4% wyższe niż rok wcześniej — to trzeci z rzędu miesiąc wzrostu po niemal dwóch latach deflacji producenckiej. W ujęciu miesięcznym ceny ustabilizowały się na poziomie z kwietnia, ale zwrot w dynamice rocznej sygnalizuje powrót presji kosztowej do gospodarki.

22.06.2026 · Opracowanie własne na podstawie danych GUS

+2,4%
r/r
ceny produkcji sprzedanej przemysłu (PPI)
0,0%
m/m
stabilizacja względem kwietnia 2026 r.
3 miesiące
wzrostu z rzędu
dodatnia dynamika roczna od marca 2026 r.
+18,2%
vs 2021 r.
skumulowany poziom cen producentów

Wskaźnik cen produkcji sprzedanej przemysłu (PPI) to jeden z najważniejszych barometrów presji kosztowej w gospodarce — wyprzedza zwykle zmiany cen konsumenckich i bezpośrednio wpływa na marże przedsiębiorstw. Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują jego wyraźny zwrot: po spadkach notowanych nieprzerwanie od lipca 2023 r., od marca 2026 r. ceny producentów ponownie rosną w skali roku.

Zwrot dynamiki rocznej: z deflacji w inflację

Jeszcze w styczniu 2026 r. ceny producentów były o 2,6% niższe niż rok wcześniej. W marcu dynamika roczna przebiła zero (plus 1,2%), w kwietniu wzrosła do 2,1%, a w maju do 2,4%. To najszybsze tempo wzrostu cen producenckich od początku obecnego cyklu deflacyjnego.

Zmiana cen produkcji przemysłu rok do roku
W %, ostatnie 17 miesięcy
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Punktem zwrotnym był marzec 2026 r., gdy ceny w ujęciu miesięcznym skoczyły aż o 3,0% — najmocniej w całym prezentowanym okresie. To pojedyncze przyspieszenie wypchnęło dynamikę roczną na dodatnie poziomy. W kolejnych miesiącach tempo miesięczne wyhamowało: w kwietniu wyniosło 0,6%, a w maju ceny ustabilizowały się (0,0%).

Zmiana cen produkcji przemysłu miesiąc do miesiąca
W %, ostatnie 17 miesięcy
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Sekcje: górnictwo ciągnie ceny w górę, energetyka w dół

Za majowym wzrostem stoi przede wszystkim górnictwo i wydobywanie, gdzie ceny były o 4,3% wyższe niż przed rokiem. W tej sekcji rozpiętość jest jednak ogromna: ceny w górnictwie rud metali wzrosły aż o 11,5% rok do roku, podczas gdy w wydobyciu węgla kamiennego i brunatnego spadły o 3,4%. Wzrost cen odnotowano także w przetwórstwie przemysłowym (o 2,8%) oraz w dostawie wody i gospodarce odpadami (o 1,3%).

Jedyną sekcją z ujemną dynamiką roczną pozostaje wytwarzanie i zaopatrywanie w energię (spadek o 1,6%). To istotne, bo właśnie ceny energii były w poprzednich miesiącach głównym czynnikiem ściągającym wskaźnik ogólny w dół — ich dalszy spadek częściowo amortyzuje presję z pozostałych sekcji.

Zmiana cen według sekcji przemysłu
Maj 2026 r. wobec maja 2025 r., w %
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.
Sekcja Maj r/r Maj m/m I–V r/r
OGÓŁEM przemysł+2,4%0,0%+0,2%
Górnictwo i wydobywanie+4,3%+1,5%+2,3%
Przetwórstwo przemysłowe+2,8%−0,2%+0,3%
Dostawa wody, gosp. odpadami+1,3%+0,4%+1,7%
Energetyka−1,6%+1,0%−1,8%

Szerszy kontekst: ceny wciąż 18% powyżej poziomu z 2021 r.

Zwrot dynamiki rocznej nie oznacza, że ceny producentów wracają do poziomów sprzed inflacyjnego szoku. Mimo deflacyjnego epizodu z lat 2023–2025, w maju 2026 r. ceny w przemyśle pozostawały o 18,2% wyższe niż średnia z 2021 r. Po okresowym schodzeniu z tego poziomu do około 13,6% w styczniu, ostatnie miesiące przyniosły ponowny wzrost skumulowanego wskaźnika.

Skumulowana zmiana cen producentów względem 2021 r.
W %, ostatnie 17 miesięcy
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Taki układ — powrót dodatniej dynamiki rocznej przy wciąż wysokim poziomie bazowym — oznacza, że presja kosztowa odbudowuje się od już podwyższonego pułapu. Dla przedsiębiorstw przemysłowych jest to sygnał, że okno taniejących kosztów wytwarzania, charakterystyczne dla ostatnich dwóch lat, zaczyna się domykać.

Wniosek dla biznesu: PPI ponownie na plusie to wczesny sygnał odbudowy presji kosztowej. Po dwóch latach deflacji producenckiej, która wspierała marże, przedsiębiorstwa muszą liczyć się z rosnącymi cenami surowców i półproduktów — z wyjątkiem energii, która wciąż taniała rok do roku.

Co z tego wynika

Najważniejsze wnioski

  • Deflacja producencka się skończyła. Po niemal dwóch latach spadków ceny w przemyśle rosną r/r trzeci miesiąc z rzędu, osiągając w maju +2,4%.
  • Marzec był punktem zwrotnym. Skok cen o 3,0% m/m w marcu wypchnął dynamikę roczną na dodatni poziom; w kolejnych miesiącach tempo wyhamowało.
  • Górnictwo napędza wzrost. Ceny w górnictwie wzrosły o 4,3% r/r, a w segmencie rud metali aż o 11,5% — to główny czynnik proinflacyjny po stronie producentów.
  • Energia wciąż taniała. Spadek cen energii o 1,6% r/r częściowo równoważy presję z pozostałych sekcji, ale jego skala maleje.
  • Poziom cen pozostaje wysoki. Mimo deflacyjnego epizodu ceny producentów są o 18,2% wyższe niż w 2021 r. — presja odbudowuje się od podwyższonej bazy.

Dla całej gospodarki kluczowe będzie, czy zwrot w cenach producenckich przełoży się z opóźnieniem na ceny konsumenckie i dalsze decyzje w polityce pieniężnej. PPI tradycyjnie wyprzedza inflację CPI, dlatego jego powrót na dodatnie poziomy po dwóch latach deflacji jest sygnałem, który zarządzający i analitycy będą uważnie monitorować w kolejnych miesiącach.

Dane wstępne za maj 2026 r., ostateczne za kwiecień 2026 r. Wskaźnik cen produkcji sprzedanej przemysłu (PPI) obejmuje sekcje B–E według PKD 2007. Źródło danych GUS (Informacje sygnalne „Wskaźniki cen produkcji sprzedanej przemysłu w maju 2026 r.”, Departament Cen i Usług). Opracowanie własne na podstawie danych GUS.

E-commerce przyspiesza, a leki i kosmetyki biją rekordy sprzedaży online

GUS opublikował dane o sprzedaży detalicznej za maj 2026 r. Ogólny wynik jest solidny, choć bez fajerwerków. Sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła o 3,0 proc. rok do roku — wyraźnie skromniej niż w maju 2025 r. (4,4 proc.). W porównaniu z kwietniem nastąpił spadek o 1,7 proc., co jest typowym dla maja sezonowym schłodzeniem po wiosennym szczycie.

E-commerce wypadł wyraźnie lepiej niż handel ogółem. Wartość sprzedaży przez internet wzrosła o 9,9 proc. rok do roku — to solidne odbicie po bardzo słabym kwietniu, w którym dynamika roczna praktycznie zamarła (100,5). Udział sprzedaży online wzrósł z 8,8 proc. (maj 2025 r.) do 9,2 proc.

Najważniejsza obserwacja z danych majowych dotyczy kategorii farmaceutyki, kosmetyki, sprzęt ortopedyczny — i trudno ją zbyć jako ciekawostkę. Dynamika 157,1 proc. to najwyższy wynik tej kategorii, jaki odnotowujemy w ostatnich latach. Jeszcze bardziej wymowny jest udział sprzedaży online w tej kategorii: 9,1 proc. To poziom nieodnotowany w danych GUS od czasu lockdownu z wiosny 2020 r., kiedy udział wyniósł 10 proc. — przy zamkniętych aptekach stacjonarnych i panice zakupowej. Maj 2026 r. przyniósł wynik zbliżony do tamtego, lecz w zupełnie normalnych warunkach rynkowych, przy pełnej dostępności kanałów stacjonarnych. Dane z ostatnich miesięcy nie pozostawiają wątpliwości — coś strukturalnego zmienia się w kategorii farmaceutyki, kosmetyki, sprzęt ortopedyczny, choć wciąż czekamy na odpowiedź, co dokładnie.

Zupełnie inny obraz przynosi kategoria tekstylia, odzież, obuwie. Dynamika sprzedaży online rok do roku wyniosła tu dokładnie 100,0 proc. Udział online wyniósł 23,6 proc., również praktycznie tyle samo co rok temu (23,7 proc.). Po rekordowym lutym z udziałem 31,2 proc. — najwyższym od zamkniętych galerii handlowych z 2021 r. — kolejne miesiące przynoszą wyraźne wyhamowanie. Nie jest to dramatyczny regres, ale warto zauważyć, że sezonowość w tej kategorii okazuje się silniejsza, niż mogło się wydawać. E-commerce w modzie zyskuje udziały w sezonie wyprzedaży i przy chłodnej pogodzie, a traci je, gdy konsumenci chętniej wychodzą z domów i wracają do sklepów stacjonarnych.

Kategoria pojazdy samochodowe, motocykle, części kontynuuje wychodzenie z cienia efektu wysokiej bazy. Dynamika rok do roku wyniosła w maju 64,1 proc. — to wciąż wynik głęboko poniżej zeszłorocznych poziomów, ale wyraźnie lepiej niż 46,8 proc. w marcu i 48,2 proc. w kwietniu. Udział sprzedaży online wzrósł do 3,4 proc. — najwyżej od początku roku. Trend jest czytelny i kierunek właściwy, choć powrót do udziałów z 2025 r. (regularnie powyżej 5 proc.) pozostaje odległy.

Maj 2026 r. to miesiąc, w którym e-commerce rósł spokojnie, ale w jego wnętrzu zaszły zmiany, które wymagają uważnej obserwacji. Farmaceutyki online osiągnęły poziom udziałów, których w normalnych warunkach rynkowych jeszcze nie widziano — i każdy kolejny miesiąc z taką dynamiką będzie domagał się odpowiedzi na pytanie, co za tym stoi.

Koniec ery eksperymentów. AI inference wchodzi do produkcji

AI inference[1] przeszło z fazy eksperymentów do środowisk produkcyjnych. Zgodnie z raportem F5 2026 State of Application Strategy, 78% przedsiębiorstw wykorzystuje obecnie własną infrastrukturę do obsługi procesów związanych z AI, a przeciętna organizacja posiada siedem modeli AI działających już w środowisku produkcyjnym lub lub przygotowywanych do wdrożenia.

Jak wskazuje Kunal Anand, Chief Product Officer w F5, jest to wyraźny sygnał, że era spekulacyjnych inwestycji w AI dobiega końca. Rozpoczyna się etap, w którym sztuczna inteligencja staje się elementem codziennych operacji biznesowych i musi spełniać te same wymagania dotyczące wydajności, niezawodności oraz bezpieczeństwa, co inne systemy krytyczne dla organizacji. Jak zaznacza ekspert, jest to zmiana, która będzie wymagała od firm ponownego przemyślenia wielu założeń dotyczących projektowania i zarządzania współczesnymi środowiskami IT, w tym tych, na których przedsiębiorstwa opierały swoje systemy przez ostatnią dekadę.

AI inference jest obecnie dominującą aktywnością związaną z AI w firmach

Ten sam raport pokazuje, że dla 77% organizacji najważniejszym obszarem wykorzystania sztucznej inteligencji nie jest już trenowanie czy dostrajanie modeli, lecz ich wykorzystywanie do generowania odpowiedzi, prognoz i decyzji w rzeczywistych procesach biznesowych. To zmiana, która pokazuje, gdzie dziś organizacje osiągają wymierne korzyści z AI.

Choć to trenowanie modeli zwykle znajduje się w centrum zainteresowania, to właśnie etap AI inference odpowiada za większość kosztów oraz efektów biznesowych związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. To wtedy model otrzymuje rzeczywiste dane od użytkowników i generuje wyniki, które następnie są wykorzystywane przez aplikacje oraz procesy biznesowe. To na tym etapie organizacje osiągają zwrot z inwestycji, zauważają błędy i mierzą się z konsekwencjami decyzji dotyczących wydajności, dokładności oraz kosztów działania modeli. Firmy osiągające dziś wymierne korzyści z AI nie są tymi, które posiadają najwięcej modeli. Są nimi organizacje, które potrafią skutecznie zarządzać ich wykorzystaniem.

To również dlatego istotny jest kolejny wniosek z raportu: 88% organizacji zgłasza wyzwania architektoniczne, organizacyjne lub trudności związane z bezpieczeństwem podczas wdrażania wyników generowanych przez AI do codziennych procesów i podejmowania decyzji. Korzyści płynące z wykorzystania AI są realne. Tak samo jak koszty operacyjne wynikające z błędów popełnianych na tym etapie.

AI inference szybko staje się systemem rozproszonym

Istotne jest również to, że organizacje te nie korzystają z jednego modelu. Przeciętnie wykorzystują ich siedem, a powody są podobne do tych, które stoją za strategią hybrydowego środowiska multicloud: optymalizacja kosztów pomiędzy dostawcami, dostępność w różnych regionach, suwerenność danych czy wymogi regulacyjne. Faktem jest, że żaden pojedynczy model nie jest najlepszy do każdego zadania. Jeden sprawdza się w złożonych analizach, inny w klasyfikacji dużych wolumenów danych, kolejny w procesach wymagających specjalistycznej wiedzy domenowej, a jeszcze inny pozwala ograniczać koszty mniej wymagających zastosowań.

Architektura oparta na wielu modelach nie jest rozwiązaniem przejściowym. Jest nowym standardem, ponieważ biznesowe i technologiczne czynniki, które doprowadziły do jej powstania, nie znikną.

Konsekwencją jest to, że AI inference przestaje być pojedynczą operacją wykonywaną przez model, a staje się złożonym środowiskiem obejmującym wiele modeli, lokalizacji i zależności. Dziedziczy przy tym wszystkie cechy systemu rozproszonego: opóźnienia wymykające się spod kontroli przy dużym obciążeniu, częściowe awarie ujawniające się dopiero wtedy, gdy klient zrobi zrzut ekranu, koszty narastające w obszarach pozbawionych odpowiedniego monitoringu oraz rosnącą powierzchnię ataku obejmującą każdy punkt końcowy modelu, który może zostać uruchomiony przez programistę.

W tym miejscu pojawia się najbardziej niepokojąca liczba z raportu. Jedynie 28% respondentów deklaruje że zarządza rozwiązaniami AI z poziomu jednego, centralnego narzędzia. Pozostałe 72% organizacji realizuje te procesy w rozproszonym środowisku pozbawionym jednego punktu kontroli. AI inference stało się krytycznym elementem funkcjonowania przedsiębiorstw, a większość organizacji zarządza nim za pośrednictwem rozproszonych i fragmentarycznych narzędzi kontroli.

Nowy poziom złożoności dla przedsiębiorstw

Co oznacza to dla liderów odpowiedzialnych za transformację cyfrową? Oznacza to, że przewagę konkurencyjną będą budować nie firmy dysponujące najlepszymi modelami, lecz te, które potrafią najskuteczniej nimi zarządzać.

Przykłady zastosowań są konkretne i już działają w środowiskach produkcyjnych. Instytucje finansowe wykorzystują AI do wykrywania oszustw w czasie rzeczywistym. Placówki ochrony zdrowia przyspieszają proces diagnozowania. Producenci przewidują awarie urządzeń, zanim do nich dojdzie. W każdym z tych przypadków sam model nie stanowi czynnika różnicującego. Większość konkurentów ma dostęp do podobnych modeli. Tym, co naprawdę wyróżnia organizacje, jest zdolność do niezawodnego uruchamiania tych modeli, przy odpowiednich opóźnieniach, zgodnie z wymaganiami dotyczącymi nadzoru i przy kosztach akceptowalnych dla biznesu.

To zmienia pytanie, które powinien zadawać sobie każdy zespół odpowiedzialny za architekturę przedsiębiorstwa. Pytanie nie brzmi: „Który model powinniśmy wdrożyć?”. Brzmi ono: „Jak zarządzać rozproszonym środowiskiem modeli, zapewniając spójne bezpieczeństwo, niezawodność i kontrolę kosztów w środowiskach chmurowych, lokalnych i brzegowych?”.

Rozwiązaniem nie są coraz bardziej zaawansowane modele AI. Kluczowe znaczenie mają sprawne procesy operacyjne. Niższe opóźnienia. Elastyczne skalowanie. Pełna widoczność od początku do końca. Strategiczna kontrola nad danymi, tożsamością i kosztami. Dyscyplina operacyjna zastosowana do obciążenia, którego większość zespołów jeszcze osiemnaście miesięcy temu nigdy nie obsługiwała w środowisku produkcyjnym.

Zarządzanie środowiskiem AI opartym na wielu modelach

W miarę jak przedsiębiorstwa wdrażają AI inference oparte na wielu modelach, wynikająca z tego złożoność będzie miała większy wpływ na rezultaty ich inwestycji w AI niż jakakolwiek pojedyncza decyzja dotycząca samych modeli.

Organizacje, które nie skonsolidują rozproszonych narzędzi wykorzystywanych do zarządzania AI inference, narażają się na narastające ryzyko związane z bezpieczeństwem, niezawodnością i kosztami. Raport IDC FutureScape 2026: Worldwide Agentic Artificial Intelligence prognozuje, że „do 2027 roku firmy, które nie zbudują wysokiej jakości fundamentów danych gotowych na AI, odnotują spadek produktywności o 15%, gdy systemy generatywnej i agentowej AI zaczną zawodzić.” To nie jest błahy problem. To realny koszt fragmentacji środowiska AI, który organizacje będą odczuwać z każdym kolejnym kwartałem.

Inaczej wygląda sytuacja w przypadku organizacji, które integrują zarządzanie AI w ramach jednego modelu operacyjnego. Integrując dostarczanie usług, bezpieczeństwo i nadzór nad AI w jednym modelu operacyjnym, zyskują widoczność w czasie rzeczywistym w całym środowisku AI inference, większą kontrolę nad kosztami i ryzykiem oraz możliwość wdrażania kolejnych zastosowań AI bez konieczności dokładania kolejnych narzędzi do istniejącej infrastruktury.

Wnioski płynące z doświadczeń z hybrydowym multicloud mają tu bezpośrednie zastosowanie. To właśnie zunifikowane usługi sprawiły, że środowiska hybrydowe stały się możliwe do zarządzania na dużą skalę. Tak samo będzie w przypadku AI inference opartego na wielu modelach. Firmy, które zrozumieją to w ciągu najbliższych 12–18 miesięcy, uzyskają strukturalną przewagę, którą później będzie bardzo trudno skopiować.

[1] Proces wykonywania obliczeń przez model AI na podstawie nowych danych wejściowych. To właśnie na etapie AI inference model generuje odpowiedzi, przewidywania, klasyfikacje lub inne wyniki wykorzystywane przez użytkowników i systemy biznesowe.

Średnia pensja przekroczyła 9,1 tys. zł. Zatrudnienie nadal spada

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w maju 2026 r. 9173,24 zł i było o 5,8 proc. wyższe niż rok wcześniej. Jednocześnie zatrudnienie spadło o 0,9 proc., co potwierdza coraz wyraźniejszy trend: firmy podnoszą płace, ale ostrożniej tworzą nowe etaty. Najwięcej zarabiają pracownicy IT i usług profesjonalnych, podczas gdy największe spadki zatrudnienia dotyczą górnictwa, przemysłu i energetyki.

Rynek pracy i płace

Mniej etatów, wyższe pensje. Wynagrodzenia rosną o 5,8%, choć zatrudnienie wciąż się kurczy

W maju 2026 r. przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw sięgnęło 9173,24 zł — o 5,8% więcej niż rok wcześniej. Równocześnie liczba etatów spadła o 0,9% rok do roku, do 6,38 mln. To utrwalony obraz polskiego rynku pracy: płace rosną mimo powolnego, ale systematycznego zmniejszania zatrudnienia.

22.06.2026 · Opracowanie własne na podstawie danych GUS

9173,24 zł
▲ 5,8% r/r
przeciętne wynagrodzenie brutto (nominalnie)
−3,8%
m/m
spadek płacy względem kwietnia (efekt premii i nagród)
6377,4 tys.
▼ 0,9% r/r
przeciętne zatrudnienie (etaty)
−1,0%
I–V r/r
zatrudnienie narastająco od początku roku

Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego utrwalają zjawisko, które towarzyszy polskiej gospodarce od kilkunastu miesięcy: rynek pracy „chudnie”, ale wynagrodzenia rosną. Liczba etatów w sektorze przedsiębiorstw konsekwentnie się obniża, jednak przedsiębiorstwa wciąż podnoszą płace w tempie blisko 6% rocznie. Na poziom przeciętnego wynagrodzenia wpłynął również wzrost ustawowej płacy minimalnej, która od stycznia 2026 r. wynosi 4806 zł (o 3,0% więcej).

Płace: trwały wzrost przerywany sezonowymi wahaniami

Przeciętne wynagrodzenie utrzymuje wyraźny trend wzrostowy — z poziomu około 6 tys. zł na początku 2022 r. do ponad 9 tys. zł obecnie. Majowy odczyt (9173,24 zł) jest jednak o 3,8% niższy niż kwietniowy. To efekt czysto sezonowy: w maju wystąpiło mniej dodatkowych wypłat — premii kwartalnych, rocznych, motywacyjnych i nagród jubileuszowych — które zawyżyły wynagrodzenia w poprzednim miesiącu.

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw
W złotych, dane miesięczne 2022–2026
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Charakterystyczne piki wynagrodzeń przypadają na grudzień, marzec i kwiecień — miesiące koncentracji wypłat premiowych — po których następuje korekta. Mimo tych wahań linia trendu pozostaje stabilnie rosnąca, co potwierdza utrzymującą się presję płacową w przedsiębiorstwach.

Zatrudnienie: cicha, ale uporczywa erozja

Obraz zatrudnienia jest odwrotny. Po szczycie z 2023 r. (ponad 6,53 mln etatów) liczba miejsc pracy systematycznie się obniża. W maju 2026 r. wyniosła 6377,4 tys. etatów — o 0,9% mniej niż rok wcześniej i o 0,1% mniej niż w kwietniu. Dynamika roczna pozostaje poniżej 100 nieprzerwanie od połowy 2023 r.

Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw
W tys. etatów, dane miesięczne 2022–2026
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

To nie jest gwałtowne tąpnięcie, lecz powolna erozja — od szczytu ubył ekwiwalent ponad 150 tys. pełnych etatów. Taki układ jest typowy dla rynku pracy w fazie dojrzałej: przedsiębiorstwa nie zwalniają masowo, ale ograniczają nowe rekrutacje i nie odtwarzają wszystkich odchodzących stanowisk, jednocześnie konkurując o pracowników wynagrodzeniem.

Branże: gdzie płacą najwięcej, a gdzie znika praca

Rozpiętość wynagrodzeń między sekcjami jest znaczna. Najwyższe przeciętne pensje oferuje informacja i komunikacja (15 581 zł), wyprzedzając działalność profesjonalną, naukową i techniczną (12 504 zł) oraz energetykę (12 136 zł). Na drugim biegunie znajduje się zakwaterowanie i gastronomia (6784 zł) — sekcja o najniższym wynagrodzeniu, ale jednocześnie jedna z nielicznych zwiększających zatrudnienie.

Przeciętne wynagrodzenie brutto według sekcji
Maj 2026 r., w złotych
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Po stronie zatrudnienia podział jest równie wyrazisty. Najgłębsze cięcia etatów dotknęły górnictwo i wydobywanie (spadek o 5,5% r/r), a także działalność profesjonalną (o 2,0%), energetykę (o 1,6%) i przetwórstwo przemysłowe (o 1,4%). Wzrost zatrudnienia odnotowały tylko nieliczne sekcje — gospodarka odpadami i dostawa wody (o 3,7%) oraz zakwaterowanie i gastronomia (o 1,7%).

Zmiana zatrudnienia według sekcji
Maj 2026 r. wobec maja 2025 r., w %
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Pełny obraz sektorowy

Sekcja Wynagrodzenie (zł) Płaca r/r Etaty (tys.) Zatrudnienie r/r
SEKTOR PRZEDSIĘBIORSTW9 173+5,8%6 377,4−0,9%
Informacja i komunikacja15 581+7,1%309,2−0,8%
Działalność profesjonalna, naukowa12 504+7,9%273,7−2,0%
Energetyka12 136+7,1%109,4−1,6%
Górnictwo i wydobywanie11 536+2,3%113,5−5,5%
Obsługa rynku nieruchomości9 215+6,9%94,0−0,8%
Transport i gosp. magazynowa8 966+6,4%655,6−0,3%
Budownictwo8 913+5,4%412,1−0,2%
Przetwórstwo przemysłowe8 723+5,1%2 301,1−1,4%
Handel; naprawa pojazdów8 398+6,6%1 285,8−0,7%
Dostawa wody, gosp. odpadami8 339+6,7%142,9+3,7%
Administrowanie i wspieranie7 398+4,4%377,2−0,6%
Zakwaterowanie i gastronomia6 784+5,9%141,0+1,7%

Wynagrodzenie brutto i zatrudnienie w maju 2026 r. Dynamika r/r względem maja 2025 r.

Wniosek dla zarządzających: rynek pracy wszedł w fazę, w której presja płacowa utrzymuje się mimo kurczącego się zatrudnienia. Najwyższe i najszybciej rosnące wynagrodzenia koncentrują się w sektorach wiedzy — IT i usługach profesjonalnych — co pogłębia różnice płacowe między branżami.

Co z tego wynika

Najważniejsze wnioski

  • Płace rosną, etaty maleją. Wzrost wynagrodzeń o 5,8% r/r przy spadku zatrudnienia o 0,9% to utrwalony obraz rynku pracy w fazie dojrzałej — firmy konkurują pensją, nie liczbą miejsc pracy.
  • Spadek miesięczny płac jest sezonowy. Korekta o 3,8% m/m wynika z mniejszej skali premii i nagród, a nie z osłabienia presji płacowej; trend bazowy pozostaje wzrostowy.
  • Sektory wiedzy płacą najwięcej i podnoszą najszybciej. IT (15 581 zł) i usługi profesjonalne (+7,9% r/r) wyznaczają górną granicę rynku, pogłębiając rozwarstwienie płacowe.
  • Górnictwo traci pracę najszybciej. Spadek zatrudnienia o 5,5% r/r przy niskim wzroście płac (2,3%) odzwierciedla strukturalne kurczenie się sektora.
  • Usługi konsumenckie jako wyjątek. Zakwaterowanie i gastronomia to jedna z nielicznych sekcji zwiększających zatrudnienie, mimo najniższych wynagrodzeń w sektorze.

Dla pracodawców kluczowe pozostaje pytanie, jak długo utrzyma się rozejście między rosnącymi płacami a malejącym zatrudnieniem. Trwała presja płacowa przy słabnącym popycie na pracę może oznaczać presję na marże i wydajność — zwłaszcza w sektorach o niższej rentowności, w których wzrost wynagrodzeń nie jest równoważony przyrostem produktywności.

Dane wstępne za maj 2026 r. Dotyczą podmiotów sektora przedsiębiorstw o liczbie pracujących 10 i więcej osób (badanie DG-1). Wynagrodzenia w ujęciu nominalnym (brutto). Źródło danych GUS (Informacje sygnalne „Przeciętne zatrudnienie i wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w maju 2026 r.”, Urząd Statystyczny w Bydgoszczy). Opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Majowe odbicie w budownictwie. Branża wciąż odrabia straty z początku roku

Maj przyniósł wyraźne odbicie w budownictwie. Produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 3,9 proc. rok do roku i o 7,9 proc. względem kwietnia, lecz po pięciu miesiącach branża nadal pozostaje na minusie. Coraz mocniej widać też podział rynku: nowe inwestycje przyspieszają, podczas gdy segment remontów notuje głęboki spadek.

Budownictwo

Budowlanka odbija w maju, ale od początku roku wciąż na minusie. Inwestycje rosną, remonty się załamują

Produkcja budowlano-montażowa w maju 2026 r. była o 3,9% wyższa rok do roku i aż o 7,9% wyższa niż w kwietniu. Miesięczne odbicie nie odwraca jednak słabego początku roku — narastająco od stycznia branża pozostaje 5,1% pod kreską, a jej wnętrze dzieli głęboki rozłam między rosnącymi inwestycjami a kurczącymi się remontami.

22.06.2026 · Opracowanie własne na podstawie danych GUS

+3,9%
r/r, ceny stałe
produkcja budowlano-montażowa w maju
+7,9%
m/m
wzrost względem kwietnia 2026 r.
−5,1%
I–V r/r
narastająco od początku roku
+4,8%
r/r, wyrówn. sezonowo
produkcja po oczyszczeniu z sezonowości

Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują budownictwo w punkcie zwrotnym. Po słabych pierwszych miesiącach roku maj przyniósł wyraźne odbicie — w cenach stałych produkcja wzrosła o 3,9% rok do roku, a po wyeliminowaniu czynników sezonowych o 4,8%. To pierwszy tak czytelny sygnał poprawy w 2026 roku, choć skala dotychczasowego osłabienia sprawia, że bilans pięciu miesięcy wciąż pozostaje ujemny.

Produkcja budowlano-montażowa w cenach stałych (wyrównana sezonowo)
Przeciętna miesięczna 2021 = 100, ostatnie 29 miesięcy
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Po wyrównaniu sezonowym produkcja osiągnęła w maju indeks 107,8 (2021 = 100) i odrobiła spadek z początku roku, gdy w styczniu zanurkowała do 98,7. Linia trendu pozostaje jednak płaska — branża od kilkunastu miesięcy porusza się w wąskim paśmie wokół poziomu z 2021 r., bez wyraźnego impulsu wzrostowego.

Działy budownictwa: roboty specjalistyczne ciągną w górę

W ujęciu rocznym majowy wzrost napędziły przedsiębiorstwa wykonujące roboty budowlane specjalistyczne (o 10,8%) oraz zajmujące się budową budynków (o 5,8%). Na minusie pozostała natomiast inżynieria lądowa i wodna (spadek o 1,8%) — dział obejmujący drogi, mosty i sieci, najbardziej zależny od cyklu inwestycji publicznych.

W porównaniu z kwietniem obraz jest jednolicie dodatni: produkcja wzrosła we wszystkich trzech działach, najmocniej w inżynierii lądowej i wodnej (o 10,7%), co sygnalizuje, że również ten segment zaczyna nabierać tempa po słabszym okresie.

Dynamika produkcji według działów budownictwa
Maj 2026 r., ceny stałe, w % · porównanie r/r oraz narastająco I–V
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Zestawienie ujęcia miesięcznego z narastającym odsłania skalę słabego startu roku. Mimo majowych wzrostów wszystkie trzy działy pozostają od stycznia pod kreską — roboty specjalistyczne o 5,6%, budowa budynków o 5,2%, a inżynieria lądowa i wodna o 4,5%. Majowe odbicie jest więc realne, ale dopiero zaczyna odrabiać straty z pierwszego kwartału.

Dział m/m (kwiecień=100) r/r (maj 2025=100) I–V r/r
BUDOWNICTWO ogółem107,9103,994,9
Budowa budynków105,7105,894,8
Inżynieria lądowa i wodna110,798,295,5
Roboty budowlane specjalistyczne106,6110,894,4

Sedno odczytu: inwestycje w górę, remonty w zapaści

Najważniejszy sygnał majowych danych nie kryje się w podziale na działy, lecz w charakterze realizowanych prac. Roboty o charakterze inwestycyjnym wzrosły o 15,9% rok do roku, podczas gdy prace remontowe załamały się o 23,1%. To rozejście — jedno z najgłębszych w ostatnich latach — pokazuje gospodarkę budowlaną przestawiającą się z utrzymania istniejącej infrastruktury na realizację nowych projektów.

Prace inwestycyjne a remontowe — dynamika produkcji
Ceny stałe, zmiana r/r, w %
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Rozjazd jest jeszcze wyraźniejszy w ujęciu narastającym. Od stycznia do maja produkcja prac remontowych skurczyła się o 27,6% rok do roku, podczas gdy prace inwestycyjne wzrosły o 4,9%. Dla porównania rok wcześniej spadek remontów wynosił 10,1%, a wzrost inwestycji 6,4% — skala załamania segmentu remontowego wyraźnie się więc pogłębiła.

Taki układ jest spójny z fazą cyklu, w której uruchamiane są duże projekty inwestycyjne — w tym współfinansowane ze środków unijnych — kosztem prac modernizacyjnych i remontowych, wrażliwych na koszty finansowania i ostrożność prywatnych inwestorów. Dla wykonawców oznacza to przesunięcie popytu w stronę realizacji kubaturowych i infrastrukturalnych.

Wniosek dla branży: majowe odbicie jest realne, ale selektywne. Motorem wzrostu są nowe inwestycje i roboty specjalistyczne, podczas gdy segment remontowy przechodzi głęboką korektę. To rynek dwóch prędkości, w którym kierunek popytu jest równie ważny jak jego skala.

Co z tego wynika

Najważniejsze wnioski

  • Maj odwrócił trend, ale rok wciąż na minusie. Wzrost o 3,9% r/r i 7,9% m/m to najsilniejszy sygnał poprawy w 2026 roku, jednak narastająco branża pozostaje 5,1% pod kreską.
  • Inwestycje napędzają, remonty hamują. Prace inwestycyjne wzrosły o 15,9% r/r, a remontowe spadły o 23,1% — to najgłębsze rozejście determinujące obraz całej branży.
  • Roboty specjalistyczne liderem. Wzrost o 10,8% r/r wskazuje, że to wykonawcy wyspecjalizowani najszybciej korzystają z odbicia inwestycyjnego.
  • Inżynieria lądowa odbija miesięcznie. Mimo ujemnej dynamiki rocznej (−1,8%) dział dróg i sieci wzrósł o 10,7% wobec kwietnia — możliwy początek odwrócenia trendu w infrastrukturze publicznej.
  • Trend bazowy pozostaje płaski. Wskaźnik wyrównany sezonowo (107,8) od kilkunastu miesięcy oscyluje wokół jednego poziomu — branża nie weszła jeszcze w fazę trwałej ekspansji.

Kluczowe dla oceny kondycji budownictwa będą kolejne miesiące — to one pokażą, czy majowe odbicie zapoczątkowało trwałe odwrócenie ujemnego trendu z początku roku, czy okaże się jedynie sezonowym wzrostem. Najwięcej zależy od tempa uruchamiania inwestycji publicznych i od tego, czy segment remontowy zdoła zahamować swoje głębokie spadki.

Dane wstępne za maj 2026 r. Obejmują przedsiębiorstwa o liczbie pracujących powyżej 9 osób, których przeważający rodzaj działalności zaliczono do sekcji F „Budownictwo” (PKD 2007). Źródło danych GUS (Informacje sygnalne „Produkcja budowlano-montażowa w maju 2026 r.”, Urząd Statystyczny w Lublinie). Opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Sprzedaż detaliczna w maju 2026. Konsumpcja rośnie wolniej, e-commerce zyskuje

Sprzedaż detaliczna w Polsce nadal rośnie, ale tempo odbudowy konsumpcji wyraźnie słabnie. W maju realna sprzedaż zwiększyła się o 3,0 proc. rok do roku, przy jednoczesnym spadku o 1,7 proc. względem kwietnia. Dane GUS pokazują jednak, że wydatki gospodarstw domowych coraz mocniej przesuwają się z żywności w stronę dóbr trwałych, kosmetyków, produktów zdrowotnych oraz zakupów internetowych.

Konsumpcja i handel

Sprzedaż detaliczna rośnie wolniej.

Sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła w maju 2026 r. o 3,0% rok do roku, wobec wzrostu o 4,4% przed rokiem. Miesiąc do miesiąca odnotowano spadek o 1,7%, jednak dane po korekcie sezonowej wskazują, że konsumpcja nadal pozostaje na ścieżce wzrostu. W strukturze wydatków widać wyraźną zmianę: realna sprzedaż żywności maleje, podczas gdy rosną zakupy dóbr trwałych, kosmetyków oraz produktów kupowanych przez Internet.

22.06.2026 · Opracowanie własne na podstawie danych GUS

+3,0%
r/r, ceny stałe
dynamika sprzedaży detalicznej; rok wcześniej wzrost wyniósł 4,4%
−1,7%
m/m
zmiana sprzedaży względem kwietnia 2026 r.
+3,7%
r/r, po korekcie sezonowej
dynamika sprzedaży po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych
9,2%
▲ z 8,8% r/r
udział sprzedaży internetowej w całym handlu detalicznym

Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że konsumpcja gospodarstw domowych nadal wspiera gospodarkę, choć dynamika zakupów jest niższa niż rok wcześniej. W maju sprzedaż detaliczna zwiększyła się realnie o 3,0% rok do roku, czyli o 1,4 pkt proc. wolniej niż w maju 2025 r. W porównaniu z kwietniem odnotowano spadek, ale dane oczyszczone z wpływu sezonowości i układu kalendarza pozostają korzystniejsze.

Po korekcie sezonowej sprzedaż była o 3,7% wyższa niż rok wcześniej oraz o 0,4% większa niż miesiąc wcześniej. Oznacza to, że podstawowy trend konsumpcyjny pozostaje dodatni, choć tempo wzrostu stopniowo słabnie. W ujęciu poziomów sprzedaż detaliczna osiągnęła w maju indeks 113,0 przy średniej z 2021 r. przyjętej jako 100.

Sprzedaż detaliczna w cenach stałych po korekcie sezonowej
Przeciętna miesięczna z 2021 r. = 100, ostatnie 29 miesięcy
Źródło danych: GUS. Opracowanie własne.

Majowy odczyt należy do najwyższych w całym szeregu, jednak wykres pokazuje, że po silnym odbiciu obserwowanym w latach 2024–2025 dynamika wyraźnie się wypłaszcza. Konsument nadal zwiększa wydatki, ale coraz ostrożniej wybiera kategorie, na które przeznacza pieniądze.

Zmiana struktury wydatków. Mniej żywności, więcej dóbr trwałych

Najbardziej widoczna zmiana dotyczy struktury sprzedaży. W największej kategorii handlu detalicznego, obejmującej żywność, napoje i wyroby tytoniowe, realna sprzedaż spadła w maju o 2,8% rok do roku. Segment ten odpowiada za 25,4% całej sprzedaży detalicznej, dlatego jego słabszy wynik istotnie obciąża dynamikę wskaźnika ogółem.

W tym samym czasie rosły wydatki w pozostałych grupach. Najsilniejszy wzrost odnotowano w kategorii „pozostałe”, gdzie sprzedaż zwiększyła się o 10,8% rok do roku. Wyraźnie rosła też sprzedaż paliw, farmaceutyków, kosmetyków oraz sprzętu ortopedycznego. Dodatnie wyniki utrzymały również meble, sprzęt RTV i AGD, a także tekstylia, odzież i obuwie.

Dynamika sprzedaży detalicznej według grup towarów
Maj 2026 r., ceny stałe, analogiczny miesiąc 2025 r. = 100
Źródło danych: GUS. Opracowanie własne.

Takie dane można odczytywać jako sygnał przesuwania się wydatków z bieżącej konsumpcji w stronę zakupów odkładanych wcześniej w czasie. Gdy sytuacja dochodowa gospodarstw domowych się stabilizuje, część konsumentów chętniej przeznacza środki na elektronikę, wyposażenie mieszkań, ubrania czy produkty związane ze zdrowiem i pielęgnacją.

Dla sieci handlowych oznacza to zmianę w rozkładzie popytu między kategoriami. Zyskują sprzedawcy, którzy elastycznie reagują na przesuwanie się wydatków klientów i potrafią łączyć ofertę stacjonarną z kanałem cyfrowym.

Paliwa: obroty rosną także przez ceny

Porównanie danych w cenach stałych i bieżących pokazuje, jak istotny wpływ na wyniki handlu mają zmiany cen. W przypadku paliw realna sprzedaż zwiększyła się o 9,9% rok do roku, ale w cenach bieżących wzrost obrotów był znacznie wyższy i sięgnął 22,4%. Różnica wskazuje, że istotna część wzrostu wartości sprzedaży wynikała z wyższych cen, a nie wyłącznie z większego wolumenu zakupów.

Odmiennie wygląda sytuacja w żywności. Realna sprzedaż tej kategorii spadła o 2,8%, a w cenach bieżących obniżyła się o 1,4%. Oznacza to, że przy słabszym popycie realnym presja cenowa była ograniczona, choć konsumenci nadal przeznaczają na zakupy spożywcze znaczącą część domowych budżetów.

Grupa towarów m/m (kwiecień=100) r/r (maj 2025=100) I–V r/r Udział w sprzedaży
OGÓŁEM98,3103,0102,9100,0%
Żywność, napoje, tytoń97,297,297,925,4%
Paliwa stałe, ciekłe i gazowe91,0109,9109,514,2%
Pozostałe102,4110,8108,29,7%
Farmaceutyki, kosmetyki98,8109,3107,68,3%
Pojazdy samochodowe, części99,0102,1102,57,8%
Meble, RTV, AGD100,4104,5105,67,6%
Tekstylia, odzież, obuwie109,8103,8100,95,3%
Prasa, książki, sprzedaż wyspec.107,999,497,73,6%

Dynamika w cenach stałych; udział w sprzedaży ogółem według cen bieżących. Pozycja „pozostała sprzedaż w niewyspecjalizowanych sklepach” objęta tajemnicą statystyczną.

E-commerce umacnia pozycję w handlu

Sprzedaż detaliczna przez Internet, liczona w cenach bieżących, była w maju o 9,9% wyższa niż przed rokiem. Udział kanału online w sprzedaży detalicznej ogółem zwiększył się z 8,8% do 9,2%. Wzrost jest stopniowy, lecz trwały, choć udział e-commerce nadal podlega silnym wahaniom sezonowym.

Najwyższe poziomy sprzedaży internetowej przypadają zwykle na okres przedświąteczny. W listopadzie 2025 r. udział kanału online wyniósł 11,0%, podczas gdy w kolejnych miesiącach powrócił do wartości bliższych średniej dla całego roku. Majowy wynik potwierdza jednak, że e-commerce pozostaje jednym z głównych kanałów wzrostu w handlu detalicznym.

Udział sprzedaży przez Internet w sprzedaży detalicznej ogółem
Ceny bieżące, w %, ostatnie 13 miesięcy
Źródło danych: GUS. Opracowanie własne.

Handel internetowy pozostaje szczególnie ważny w segmentach, gdzie klienci łatwo porównują ceny, modele i parametry produktów. Najwyższy udział sprzedaży online nadal notują tekstylia, odzież i obuwie, a następnie prasa, książki oraz sprzęt RTV i AGD wraz z meblami.

W grupie mebli, elektroniki i AGD udział e-commerce wzrósł rok do roku z 17,3% do 19,4%. W kategorii prasy i książek zwiększył się z 19,2% do 20,4%. Segment modowy utrzymał bardzo wysoki poziom sprzedaży internetowej, choć jego udział minimalnie obniżył się z 23,7% do 23,6%.

Udział sprzedaży przez Internet według grup towarów
Maj 2026 r., ceny bieżące, w %
Źródło danych: GUS. Opracowanie własne.

Różnice między kategoriami pokazują, że cyfryzacja handlu postępuje nierównomiernie. W modzie, książkach czy elektronice zakupy online są już ważnym elementem sprzedaży, podczas gdy w żywności kanał internetowy odpowiada jedynie za 0,9% obrotów. W paliwach jego udział pozostaje praktycznie nieistotny.

Największa przestrzeń do dalszego rozwoju sprzedaży internetowej pozostaje w dobrach trwałych, produktach zdrowotnych i kosmetycznych. To tam udział online zwiększa się zauważalnie, ale nadal pozostaje niższy niż w najbardziej zdigitalizowanych segmentach handlu.

Majowy odczyt pokazuje, że polska konsumpcja pozostaje w fazie selektywnego wzrostu. Popyt nie słabnie równomiernie, lecz przesuwa się z żywności w stronę dóbr trwałych, produktów uznaniowych i zakupów internetowych. Zyskują sprzedawcy, którzy szybko dostosowują ofertę do zmieniających się preferencji klientów i rozwijają sprzedaż wielokanałową.

Najważniejsze wnioski

Co wynika z danych GUS

  • Sprzedaż detaliczna nadal rośnie, ale wolniej. Dynamika roczna wyniosła 3,0%, wobec 4,4% rok wcześniej. Dane po korekcie sezonowej wskazują jednak, że bazowy trend konsumpcyjny pozostaje dodatni.
  • Żywność obciąża wynik całego handlu. Realna sprzedaż żywności, napojów i wyrobów tytoniowych spadła o 2,8%, mimo że jest to największa kategoria w strukturze sprzedaży detalicznej.
  • Rosną wydatki na dobra trwałe i produkty uznaniowe. Lepsze wyniki zanotowały m.in. meble, elektronika, kosmetyki, farmaceutyki oraz odzież i obuwie.
  • W paliwach duże znaczenie ma efekt cenowy. Wartość sprzedaży rośnie szybciej niż realny wolumen zakupów, co wskazuje na istotny wpływ wyższych cen.
  • Internet systematycznie zwiększa udział w handlu. Kanał online odpowiada już za 9,2% sprzedaży detalicznej, a jego rola szczególnie rośnie w meblach, elektronice i książkach.

W kolejnych miesiącach kluczowe będzie to, czy słabsza sprzedaż żywności okaże się jedynie przejściową korektą, czy też elementem trwalszej zmiany modelu konsumpcji. Na wyniki handlu wpływać będą przede wszystkim ceny paliw i żywności, sytuacja na rynku pracy oraz skłonność gospodarstw domowych do większych zakupów w sezonie letnim i jesiennym.

Dane za maj 2026 r. Dane dotyczą przedsiębiorstw o liczbie pracujących powyżej 9 osób, grupowanych według przeważającego rodzaju działalności zgodnie z PKD 2007. Źródło: GUS, Informacja sygnalna „Sprzedaż detaliczna w maju 2026 r.”, Departament Cen i Usług. Opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Debiut SpaceX przyciągnął tłumy. Inwestorzy z regionu CEE wykonali co piątą transakcję

Pierwszy dzień notowań akcji SpaceX wzbudził wyjątkowo duże zainteresowanie wśród klientów Saxo. Liczba klientów Saxo handlujących akcjami SpaceX była ponad 16 razy wyższa niż w przypadku drugiej najczęściej handlowanej tego dnia spółki – Nvidii.

Na tym tle wyróżniała się Europa Środkowo-Wschodnia. Choć inwestorzy z tego regionu stanowili jedynie 2,1% wszystkich klientów handlujących akcjami SpaceX, odpowiadali aż za 20,5% wszystkich transakcji. Był to najwyższy udział spośród wszystkich analizowanych rynków, przewyższający poziomy aktywności odnotowane w Danii, Holandii, Szwajcarii i Singapurze.

Dane pokazują, że inwestorzy z Europy Środkowo-Wschodniej nie tylko zareagowali na debiut giełdowy, ale również aktywnie uczestniczyli w handlu. Na koniec pierwszego dnia notowań posiadali 7,6% wszystkich akcji SpaceX znajdujących się w portfelach klientów Saxo.

Na większych rynkach zainteresowanie SpaceX wynikało przede wszystkim z szerokiej bazy inwestorów: inwestorzy z Danii stanowili niemal 23% wszystkich klientów handlujących tą spółką, inwestorzy z Holandii – 20%, a inwestorzy ze Szwajcarii – 17%.

Wśród klientów Saxo z Danii, Holandii, Francji i Szwajcarii – czterech rynków, na których klienci mogli wcześniej zapisać się na IPO – 13% zwiększyło swoje pozycje w pierwszym dniu notowań, 10% sprzedało akcje w całości, a 77% utrzymało posiadane walory bez zmian. Łącznie grupa ta zakończyła sesję z liczbą akcji o 42% wyższą niż początkowo przydzielona, co wskazuje, że dodatkowe zakupy wyraźnie przeważyły nad sprzedażą. Jednocześnie niemal 60% wszystkich transakcji zostało zrealizowanych przez klientów, którzy nie otrzymali akcji w ramach IPO. Pokazuje to, że zainteresowanie spółką szybko wykroczyło poza uczestników oferty publicznej i objęło inwestorów kupujących akcje na rynku wtórnym.

Dane z pierwszego dnia notowań SpaceX pokazują, że zainteresowanie inwestorów nie jest skoncentrowane już wyłącznie w największych centrach finansowych Europy Zachodniej czy Azji. Inwestorzy Saxo z regionu Europy Środkowo-Wschodniej odpowiadali za ponad jedną piątą wszystkich transakcji. To ważny sygnał dojrzewania rynku: inwestorzy z tego regionu coraz szybciej reagują na najważniejsze globalne wydarzenia na rynkach kapitałowych i aktywnie szukają ekspozycji na rozpoznawalne spółki technologiczne. Jednocześnie tak podwyższona aktywność wokół debiutów giełdowych przypomina, że rozsądne zarządzanie ryzykiem pozostaje kluczowe. Inwestorzy powinni unikać nadmiernej koncentracji portfela wokół jednej narracji inwestycyjnej i utrzymywać szeroką dywersyfikację – komentuje Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu Europy Środkowo-Wschodniej w Saxo Banku.

Firmy nie tną jeszcze kosztów, ale hamują z optymizmem. Nowe dane o koniunkturze

Czerwcowe badanie GUS pokazuje gospodarkę w fazie wyczekiwania. Bieżąca sytuacja przedsiębiorstw pozostaje względnie stabilna, jednak prognozy na najbliższe trzy miesiące wyraźnie się pogarszają. Najlepsze nastroje utrzymują się w finansach i gastronomii, podczas gdy przemysł ponownie znalazł się najsłabiej ocenianym końcu zestawienia.

Koniunktura gospodarcza

Czerwcowa koniunktura: firmy ostrożniejsze wobec drugiej połowy roku

Czerwcowe badanie GUS pokazuje gospodarkę pozostającą w stanie względnej równowagi, ale z wyraźnie słabszymi oczekiwaniami przedsiębiorstw. Oceny bieżącej sytuacji w większości branż pozostają stabilne, natomiast prognozy na kolejne trzy miesiące częściej się pogarszają. Firmy nie mówią jeszcze o gwałtownym hamowaniu, lecz coraz ostrożniej podchodzą do inwestycji, zatrudnienia i kosztów.

22.06.2026 · Opracowanie własne na podstawie danych GUS

+24,4
▼ z +26,6 m/m
Finanse i ubezpieczenia — najwyższy wskaźnik, ale niższy od średniej długookresowej
−6,0
▼ z −4,1 m/m
Przetwórstwo przemysłowe — najsłabszy odczyt wśród badanych branż
+19,7
▲ z +14,7 m/m
Zakwaterowanie i gastronomia — największa miesięczna poprawa
4 z 8
sekcji poniżej zera
wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury, dane niewyrównane sezonowo

Comiesięczne badanie koniunktury Głównego Urzędu Statystycznego nie pokazuje jednego, wyraźnego kierunku dla całej gospodarki. W czerwcu najistotniej osłabły nastroje w finansach i ubezpieczeniach, natomiast najsilniejszą poprawę odnotowano w zakwaterowaniu i gastronomii. Pozostałe branże poruszają się blisko poziomu neutralnego lub utrzymują umiarkowanie negatywne oceny, co składa się na obraz gospodarki w fazie ostrożnego wyczekiwania.

Finanse nadal liderem, przemysł pozostaje najsłabszy

Między poszczególnymi sektorami nadal widać dużą różnicę ocen. Najwyższy wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury zanotowano w finansach i ubezpieczeniach, gdzie wyniósł plus 24,4 pkt. Niewiele słabszy wynik osiągnęły zakwaterowanie i gastronomia, z odczytem na poziomie plus 19,7 pkt.

Na drugim biegunie znalazło się przetwórstwo przemysłowe, gdzie wskaźnik spadł do minus 6,0 pkt. Istotne jest również to, że nawet sektor finansowy, mimo wyraźnie dodatniego wyniku, pozostaje poniżej swojej średniej długookresowej wynoszącej plus 25,4 pkt. To sygnał, że wysoki optymizm w tej branży stopniowo traci impet.

Wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury według sektorów
Czerwiec 2026 r., dane niewyrównane sezonowo
Źródło: GUS. Opracowanie własne.

Wskaźnik poniżej zera odnotowano w czterech z ośmiu analizowanych sekcji: w przetwórstwie przemysłowym, handlu detalicznym, budownictwie oraz transporcie i gospodarce magazynowej. Handel hurtowy utrzymał wynik dodatni, ale bardzo niski. Taki układ nie wskazuje jeszcze na załamanie nastrojów, lecz pokazuje brak silnego impulsu, który mógłby uruchomić szerokie ożywienie w przedsiębiorstwach.

Gastronomia zyskuje, finanse i handel tracą rozpęd

Miesięczne zmiany wskaźnika wyraźnie podzieliły badane branże. Najsilniejszą poprawę zanotowały zakwaterowanie i gastronomia, gdzie wskaźnik wzrósł o 5,0 pkt. Wzrost można wiązać z rozpoczęciem sezonu wakacyjnego oraz lepszymi oczekiwaniami dotyczącymi popytu w najbliższych miesiącach.

Na plusie znalazły się także informacja i komunikacja, budownictwo oraz transport i gospodarka magazynowa. Z kolei spadek nastrojów dotknął przede wszystkim finanse i ubezpieczenia, przetwórstwo przemysłowe oraz handel detaliczny. Największe pogorszenie w skali miesiąca odnotowano właśnie w finansach, gdzie wskaźnik obniżył się o 2,2 pkt.

Zmiana wskaźnika koniunktury miesiąc do miesiąca
Czerwiec wobec maja 2026 r., w punktach
Źródło: GUS. Opracowanie własne.

Osiem sektorów, cztery perspektywy porównawcze

Sektor Rok temu Maj 2026 Czerwiec 2026 Śr. długookr. Zmiana m/m
Finanse i ubezpieczenia25,326,624,425,4−2,2
Zakwaterowanie i gastronomia17,314,719,7−0,4+5,0
Informacja i komunikacja9,28,110,217,2+2,1
Handel hurtowy−0,53,01,62,4−1,4
Transport i gosp. magazynowa−0,8−1,1−0,6−0,9+0,5
Budownictwo−4,7−1,3−0,7−3,6+0,6
Handel detaliczny−0,90,0−1,6−4,1−1,6
Przetwórstwo przemysłowe−7,7−4,1−6,00,4−1,9

W porównaniu z czerwcem ubiegłego roku poprawę widać przede wszystkim w budownictwie, przetwórstwie oraz finansach i ubezpieczeniach. W przypadku budownictwa wskaźnik wzrósł z minus 4,7 do minus 0,7 pkt i znalazł się wyraźnie powyżej średniej długookresowej. Oznacza to, że mimo nadal negatywnych ocen, sytuacja w tej branży wygląda lepiej niż przed rokiem.

Od wielu miesięcy widać wyraźny rozjazd między sektorami

Szersze spojrzenie na dane pokazuje, że czerwcowy odczyt nie jest jednorazowym wahnięciem. Finanse i ubezpieczenia utrzymują relatywnie wysoki poziom nastrojów, choć od kilku miesięcy widać stopniowe schłodzenie. Zakwaterowanie i gastronomia odbudowują swoją pozycję po słabszym okresie jesienno-zimowym.

Przetwórstwo przemysłowe pozostaje natomiast pod presją i mimo chwilowej poprawy na początku roku wciąż utrzymuje się poniżej zera. Budownictwo poprawia wyniki, lecz nie odzyskało jeszcze trwałej przewagi po stronie optymistycznych ocen. Różnice między branżami są dziś większe niż kilka miesięcy temu, co utrudnia postawienie jednej diagnozy dla całej gospodarki.

Wskaźnik koniunktury w wybranych sektorach — ostatnie 18 miesięcy
Dane niewyrównane sezonowo
Źródło: GUS. Opracowanie własne.

Firmy spokojniej oceniają teraźniejszość niż przyszłość

Najważniejszy sygnał płynący z czerwcowego badania nie dotyczy wyłącznie poziomu wskaźników ogólnych. Znacznie istotniejsza jest różnica między oceną obecnej sytuacji a oczekiwaniami na kolejne trzy miesiące. W większości sektorów część diagnostyczna pozostaje stabilna, natomiast część prognostyczna wyraźnie słabnie.

Oznacza to, że przedsiębiorstwa nie widzą obecnie gwałtownego pogorszenia warunków działania, ale z większą rezerwą patrzą na najbliższą przyszłość. Taki układ często towarzyszy okresom, w których firmy ograniczają skłonność do ryzyka, wstrzymują inwestycje i ostrożniej planują wydatki.

Ocena bieżącej sytuacji a oczekiwania na kolejne trzy miesiące
Czerwiec 2026 r., składowa diagnostyczna i prognostyczna
Źródło: GUS. Opracowanie własne.

Najsilniejszy kontrast widoczny jest w finansach i ubezpieczeniach. Bieżąca ocena sytuacji osiągnęła tam bardzo wysoki poziom plus 46,2 pkt, ale prognozy dla najbliższych miesięcy spadły do plus 2,5 pkt. Podobny, choć mniej wyraźny mechanizm występuje w przetwórstwie przemysłowym i handlu detalicznym.

Wyjątkiem jest zakwaterowanie i gastronomia. W tej branży oczekiwania na kolejne trzy miesiące wyniosły plus 28,8 pkt i wyraźnie przewyższają ocenę bieżącej sytuacji. To pokazuje, że przedsiębiorcy liczą na sezonowy wzrost popytu i poprawę wyników w okresie wakacyjnym.

Zatrudnienie bez większych zmian, podwyżki zależne od kondycji firm

Pytania dotyczące rynku pracy potwierdzają, że przedsiębiorstwa przyjmują obecnie ostrożną strategię. W perspektywie trzech miesięcy zdecydowana większość firm planuje utrzymanie dotychczasowego poziomu zatrudnienia. Dotyczy to przede wszystkim pracowników relatywnie łatwych do zastąpienia.

Największy udział firm rozważających redukcję zatrudnienia występuje w przetwórstwie przemysłowym oraz handlu hurtowym. Z kolei większą skłonność do zwiększania liczby pracowników deklarują przede wszystkim przedsiębiorstwa z sektora zakwaterowania i gastronomii. W tym przypadku znaczenie ma prawdopodobnie sezonowy charakter działalności.

Plany zatrudnienia na najbliższe trzy miesiące
Pracownicy relatywnie łatwi do zastąpienia, ważony odsetek odpowiedzi
Źródło: GUS. Opracowanie własne.

W badaniu uwagę zwraca także zmiana czynników wpływających na politykę płacową. We wszystkich analizowanych sekcjach najczęściej wskazywanym elementem decydującym o wynagrodzeniach w kolejnych miesiącach jest sytuacja finansowa firmy. Wskazuje ją od 61 do 66 proc. respondentów jako czynnik istotny.

Presja inflacyjna nadal pozostaje ważna, ale jest wymieniana rzadziej niż kondycja przedsiębiorstwa. Oznacza to, że firmy coraz rzadziej traktują podwyżki jako automatyczną odpowiedź na wzrost cen. Coraz większe znaczenie ma ich własna rentowność, poziom zamówień oraz możliwość przenoszenia kosztów na klientów.

Wniosek dla zarządzających: gospodarka nie sygnalizuje gwałtownego pogorszenia, jednak słabnące prognozy przy stabilnej ocenie teraźniejszości są wyraźnym sygnałem ostrożności. Firmy nie ograniczają jeszcze masowo kosztów, ale częściej wstrzymują decyzje rozwojowe, ostrożniej planują zatrudnienie i uzależniają politykę płacową od własnych wyników finansowych.

Najważniejsze wnioski z badania

Co wynika z czerwcowego odczytu

  • Prognozy słabną szybciej niż ocena bieżącej sytuacji. Przedsiębiorcy nie widzą jeszcze silnego pogorszenia warunków działania, ale coraz ostrożniej patrzą na kolejny kwartał.
  • Finanse pozostają na czele, ale tracą dynamikę. Sektor finansowy nadal notuje najwyższy wskaźnik koniunktury, jednak spadł on poniżej średniej długookresowej, a oczekiwania firm wyraźnie się pogorszyły.
  • Zakwaterowanie i gastronomia są jasnym punktem odczytu. Branża poprawiła wynik najmocniej w skali miesiąca i liczy na dalsze wsparcie ze strony sezonowego popytu.
  • Przemysł pozostaje słabym ogniwem gospodarki. Przetwórstwo przemysłowe ponownie pogłębiło spadek i nadal wyraźnie odstaje od swojej średniej długookresowej.
  • Rynek pracy pozostaje zamrożony. Dominują plany utrzymania zatrudnienia, a o decyzjach płacowych coraz częściej decyduje sytuacja finansowa przedsiębiorstw, a nie sama inflacja.

W kolejnych miesiącach kluczowe będzie to, czy słabsze prognozy przedsiębiorstw przełożą się na realne ograniczenie inwestycji, zatrudnienia i wydatków. Na razie dane bardziej wskazują na ostrożność niż na wyraźne pogorszenie sytuacji gospodarczej. Letnie odczyty pokażą, czy sezonowy wzrost popytu poprawi nastroje także poza usługami związanymi z turystyką i gastronomią.

Dane za czerwiec 2026 r., niewyrównane sezonowo, o ile nie wskazano inaczej. Źródło: GUS, „Koniunktura gospodarcza – czerwiec 2026 r.”, Departament Przedsiębiorstw. Opracowanie własne na podstawie danych GUS. Badanie współfinansowane przez Unię Europejską.

Deweloperzy szykują nowe projekty, ale nie przyspieszają z budową

Liczba mieszkań objętych pozwoleniami na budowę wyraźnie rośnie, ale deweloperzy nadal ostrożnie podchodzą do uruchamiania nowych inwestycji. Dane GUS za pierwsze pięć miesięcy 2026 r. pokazują, że firmy rozbudowują portfel projektów na przyszłość, podczas gdy liczba rozpoczętych budów i gotowych lokali pozostaje praktycznie bez zmian.

Rynek mieszkaniowy

Pozwolenia w górę o 16,3%, budowy i odbiory w miejscu. Deweloperzy odbudowują portfel projektów

W okresie styczeń–maj 2026 r. liczba mieszkań z wydanym pozwoleniem na budowę wzrosła o 16,3% rok do roku, podczas gdy liczba mieszkań rozpoczętych spadła o 0,2%, a oddanych do użytkowania — o 0,5%. Rynek wszedł w fazę, w której papierowy front inwestycji rośnie szybciej niż realne place budowy.

22.06.2026 · Opracowanie własne na podstawie danych GUS

76,2 tys.
▼ 0,5% r/r
mieszkań oddanych do użytkowania
94,7 tys.
▼ 0,2% r/r
mieszkań rozpoczętych
119,9 tys.
▲ 16,3% r/r
mieszkań z wydanym pozwoleniem
857,3 tys.
▲ 0,5% r/r
mieszkań w budowie (koniec maja)

Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują rynek rozszczepiony na dwie prędkości. Statystyka wyprzedzająca — pozwolenia na budowę — przyspiesza, ale efekty bieżącej działalności budowlanej pozostają płaskie lub lekko się kurczą. To rozejście się wskaźników jest najważniejszym sygnałem ostatnich miesięcy: deweloperzy gromadzą gotowe do uruchomienia projekty, zachowując jednocześnie ostrożność przy wbijaniu pierwszej łopaty.

Pozwolenia: pojedynczy wskaźnik, który rośnie

W okresie styczeń–maj 2026 r. wydano pozwolenia na budowę 119,9 tys. mieszkań — o 16,3% więcej niż rok wcześniej. Motorem wzrostu byli deweloperzy, dla których wydano 79,5 tys. pozwoleń (wzrost o 21,7% r/r). Inwestorzy indywidualni uzyskali pozwolenia na 36,9 tys. mieszkań (wzrost o 10,0%). Łącznie obie formy budownictwa odpowiadały za 97,2% wszystkich lokali objętych pozwoleniami.

Skala odbicia po stronie deweloperów jest istotna, ponieważ pozwolenie jest pierwszym ogniwem cyklu inwestycyjnego. Rosnąca liczba pozwoleń oznacza, że firmy budują zapas projektów gotowych do uruchomienia — bank ziemi z dokumentacją, który można aktywować, gdy warunki popytowe i finansowe na to pozwolą.

Rozpoczęcia i odbiory: bez zmian względem ubiegłego roku

Po stronie realnej aktywności obraz jest stabilny, ale pozbawiony dynamiki. Rozpoczęto budowę 94,7 tys. mieszkań — o 0,2% mniej niż przed rokiem. Deweloperzy przystąpili do budowy 58,0 tys. mieszkań (spadek o 2,6%), a inwestorzy indywidualni — 34,5 tys. (wzrost o 2,5%).

Oddano do użytkowania 76,2 tys. mieszkań — o 0,5% mniej niż w analogicznym okresie 2025 r. Deweloperzy przekazali 45,7 tys. lokali (spadek o 2,4%), a inwestorzy indywidualni — 28,7 tys. (wzrost o 2,7%). Powierzchnia użytkowa nowo oddanych mieszkań wyniosła 7,0 mln m², a przeciętna wielkość jednego mieszkania osiągnęła 91,3 m².

We wszystkich trzech kategoriach widać tę samą prawidłowość: segment indywidualny utrzymuje lekko dodatnią dynamikę, podczas gdy deweloperzy redukują liczbę rozpoczynanych i oddawanych mieszkań — przy jednoczesnym mocnym zwiększeniu pozwoleń.

Mieszkania oddane do użytkowania w okresie styczeń–maj
Dane skumulowane I–V w kolejnych latach, w tys. mieszkań
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

W ujęciu wieloletnim bieżący wynik odbiorów to kontynuacja schodzenia z rekordu. Szczyt przypadł na lata 2022–2023 (ponad 91 tys. mieszkań oddanych w okresie I–V), po czym nastąpiła wyraźna korekta. Rok 2026 z wynikiem 76,2 tys. lokali jest najniższym odczytem od 2020 r. i potwierdza, że rynek przeszedł z fazy ekspansji w fazę normalizacji.

Deweloperzy napędzają pozwolenia, hamują na placach budowy

Zestawienie obu form budownictwa według trzech wskaźników pokazuje, gdzie dokładnie powstaje rozejście rynku. Deweloperzy odpowiadają za zdecydowaną większość pozwoleń, jednak ich udział w mieszkaniach rozpoczynanych i oddawanych rośnie wolniej.

Budownictwo deweloperskie i indywidualne według etapu inwestycji
Okres styczeń–maj 2026 r., w tys. mieszkań
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Różnica między 79,5 tys. pozwoleń a 58,0 tys. rozpoczęć w segmencie deweloperskim to bufor projektów, które mają dokumentację, ale nie weszły jeszcze w realizację. Ten nawis — pozwolenia bez natychmiastowego rozpoczęcia budowy — jest klasycznym sygnałem rynku, który przygotowuje się na odbicie popytu, ale nie chce ponosić kosztów finansowania budowy przed czasem.

Mapa regionalna: trzy województwa decydują o skali rynku

Koncentracja geograficzna pozostaje wysoka. Najwięcej mieszkań — we wszystkich trzech kategoriach — odnotowano w województwie mazowieckim, małopolskim i śląskim. Same te trzy regiony skupiają znaczącą część krajowej aktywności budowlanej.

Budownictwo mieszkaniowe według województw
Okres styczeń–maj 2026 r., w tys. mieszkań
Źródło danych GUS. Opracowanie własne.

Mazowieckie wyprzedza resztę kraju w każdym wskaźniku — 20,0 tys. pozwoleń, 17,5 tys. rozpoczęć i 15,0 tys. mieszkań oddanych. Małopolskie jest jedynym regionem, w którym odbiory (8,6 tys.) wyprzedzają poziom z większych pod względem pozwoleń województw, co świadczy o dojrzałym, sprawnie domykanym potoku inwestycji. Śląskie wyróżnia się natomiast szczególnie wysokim poziomem pozwoleń (13,0 tys.) względem odbiorów (6,9 tys.) — to region, w którym przyszły potok podaży jest budowany najbardziej zaliczkowo.

Województwo Pozwolenia Rozpoczęte Oddane
Mazowieckie20,017,515,0
Małopolskie10,99,28,6
Wielkopolskie9,89,27,5
Dolnośląskie11,47,47,3
Śląskie13,08,36,9
Pomorskie10,28,34,7
Łódzkie7,65,55,1
Podkarpackie6,74,43,5
Lubelskie4,74,33,4
Kujawsko-pomorskie5,73,63,0
Zachodniopomorskie4,75,72,5
Warmińsko-mazurskie3,62,92,2
Lubuskie3,01,81,8
Świętokrzyskie2,52,11,7
Podlaskie4,33,01,7
Opolskie1,81,41,2

Maj 2026: spadki we wszystkich wskaźnikach miesiąc do miesiąca

W ujęciu miesięcznym maj przyniósł osłabienie. W porównaniu z kwietniem 2026 r. spadła liczba mieszkań oddanych do użytkowania (o 0,6%), z wydanym pozwoleniem (o 13,8%) oraz rozpoczętych (o 18,2%). Znaczący spadek pozwoleń i rozpoczęć w pojedynczym miesiącu warto interpretować z ostrożnością — wskaźniki te cechuje wysoka zmienność miesięczna, a obraz roczny pozostaje rozstrzygający.

Na koniec maja 2026 r. w budowie pozostawało 857,3 tys. mieszkań — o 0,5% więcej niż rok wcześniej. Tak duży, lekko rosnący zasób w toku oznacza, że podaż mieszkań spływająca na rynek w kolejnych kwartałach pozostanie stabilna, nawet jeśli bieżąca liczba nowych rozpoczęć się nie zwiększa.

Co to oznacza dla rynku i inwestorów

Najważniejsze wnioski

  • Wskaźnik wyprzedzający rośnie, realny spływa. Wzrost pozwoleń o 16,3% przy płaskich rozpoczęciach i odbiorach sygnalizuje, że deweloperzy budują portfel projektów na przyszłość, ale wstrzymują się z uruchamianiem budów. To zwiastun potencjalnego przyspieszenia podaży, gdy poprawią się warunki popytowe.
  • Segment indywidualny jest stabilizatorem. Inwestorzy indywidualni utrzymują dodatnią dynamikę we wszystkich trzech kategoriach, łagodząc spadki po stronie deweloperskiej.
  • Bufor projektów rośnie. Różnica między pozwoleniami a rozpoczęciami w segmencie deweloperskim to zaplecze, które może zostać szybko zaktywizowane — czynnik elastyczności podaży, ale i ryzyko nawisu, jeśli popyt nie odbije.
  • Geografia pozostaje skoncentrowana. Mazowieckie, małopolskie, śląskie, wielkopolskie i dolnośląskie wyznaczają rytm całego rynku; aktywność inwestycyjna poza tymi regionami jest wielokrotnie niższa.
  • Stabilny zasób w budowie. 857,3 tys. mieszkań w realizacji zapewnia przewidywalny dopływ gotowych lokali w nadchodzących kwartałach, niezależnie od bieżącego tempa nowych startów.

Obecny układ danych opisuje rynek w punkcie zwrotnym między korektą a ostrożnym przygotowaniem do kolejnej fazy wzrostu. Kluczowym wskaźnikiem do obserwacji w drugiej połowie roku będzie tempo, w jakim rosnący bank pozwoleń zacznie przekładać się na realne rozpoczęcia budów — to ono pokaże, czy deweloperzy uznają warunki rynkowe za wystarczająco korzystne, by uruchomić zgromadzony portfel projektów.

Dane wstępne za okres styczeń–maj 2026 r. Źródło danych GUS (Informacje sygnalne „Budownictwo mieszkaniowe”, Urząd Statystyczny w Lublinie). Opracowanie własne na podstawie danych GUS. Budownictwo przeznaczone na sprzedaż lub wynajem określane jest w tekście jako deweloperskie.

Baltic Power coraz bliżej uruchomienia. Na Bałtyku zamontowano już 50 turbin

0

Na morskiej farmie wiatrowej Baltic Power zamontowano już 50 z 76 turbin. Wspólna inwestycja ORLENU i Northland Power weszła w końcową fazę realizacji. Równolegle do prac instalacyjnych prowadzone są testy infrastruktury oraz przygotowania do przesyłu energii do krajowej sieci. Po uruchomieniu farma ma wytwarzać do 4 TWh energii rocznie, co odpowiada około 3 proc. obecnego zużycia energii elektrycznej w Polsce.

Budowa Baltic Power, pierwszej polskiej morskiej farmy wiatrowej, zbliża się do finału. Na obszarze inwestycji na Bałtyku zainstalowano już 50 turbin wiatrowych. Wcześniej wykonawcy zakończyli montaż wszystkich 78 fundamentów wraz z elementami przejściowymi.

Gotowe do rozruchu są także dwie morskie stacje elektroenergetyczne oraz lądowa infrastruktura przyłączeniowa. Uruchomiono również bazę serwisową, która po rozpoczęciu pracy farmy będzie odpowiadać za jej codzienną obsługę techniczną.

– Energia jutra dzieje się już dziś. Baltic Power to pionierski projekt i jedna z najważniejszych inwestycji energetycznych w historii Polski. Tworzymy nowe źródło odnawialnej energii, które zwiększy bezpieczeństwo energetyczne kraju i wesprze rozwój nowoczesnej gospodarki – wskazuje Ireneusz Fąfara, prezes zarządu ORLEN.

Testy przed przesyłem energii do sieci

Obecnie prace koncentrują się nie tylko na montażu kolejnych turbin. Równolegle prowadzone są roboty kablowe, testy urządzeń oraz działania rozruchowe, które mają umożliwić pełną integrację infrastruktury morskiej i lądowej z krajowym systemem elektroenergetycznym.

Kluczowym etapem będzie przygotowanie farmy do próbnego przesyłu energii. Wymaga to skoordynowania działań inwestora, wykonawców, zespołów technicznych oraz operatora systemu przesyłowego.

– Instalujemy kolejne turbiny i prowadzimy zaawansowane prace kablowe. Jednocześnie realizowane są testy oraz prace rozruchowe, które pozwolą na pełną integrację farmy z krajowym systemem elektroenergetycznym – mówi Maciej Stryjecki, prezes zarządu Baltic Power.

Jak podkreśla, jest to jeden z najbardziej wymagających momentów całej inwestycji, ponieważ obejmuje zarówno sprawdzenie infrastruktury na morzu, jak i jej współpracę z instalacjami na lądzie.

Największe turbiny Vestas trafiły na polski Bałtyk

Baltic Power należy do pierwszych projektów na świecie, w których wykorzystywane są turbiny Vestas o mocy 15 MW. To obecnie największy model produkowany przez europejskie zakłady duńskiego koncernu.

Każda turbina wraz z fundamentem osiąga wysokość przekraczającą 250 metrów. Same łopaty mają długość 115,5 metra, a powierzchnia omiatania wirnika jest większa niż sześć boisk piłkarskich.

Skala urządzeń pokazuje, jak bardzo różni się morska energetyka wiatrowa od inwestycji realizowanych na lądzie. Większe i bardziej wydajne turbiny pozwalają produkować znaczące ilości energii przy relatywnie ograniczonej liczbie instalacji.

W projekcie zastosowano również rozwiązania mające ograniczać ślad węglowy inwestycji. Według informacji przekazanych przez inwestorów około 15 proc. stali wykorzystanej w turbinach pochodzi z materiałów wytwarzanych w dużej części z recyklingu, przy użyciu energii odnawialnej. Vestas szacuje, że może to zmniejszyć ślad węglowy turbiny w całym cyklu życia o około 10 proc.

Farma o mocy 1,2 GW powstaje 23 km od brzegu

Baltic Power powstaje około 23 km od polskiego wybrzeża, na wysokości Choczewa i Łeby. Po zakończeniu budowy farma ma dysponować mocą około 1,2 GW.

Jej planowana produkcja sięgnie do 4 TWh energii elektrycznej rocznie. To wolumen odpowiadający około 3 proc. obecnego krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną.

Inwestycja ma znaczenie nie tylko dla realizacji celów klimatycznych, lecz także dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Morska energetyka wiatrowa może zapewniać relatywnie stabilną produkcję energii, zwłaszcza w okresach jesienno-zimowych, gdy zapotrzebowanie na prąd jest wysokie.

Baltic Power jest jednym z kluczowych projektów rozwijających polski sektor offshore. Jego uruchomienie ma otworzyć nowy etap rozwoju energetyki wiatrowej na Bałtyku, a zarazem wzmocnić pozycję ORLENU wśród największych podmiotów uczestniczących w transformacji energetycznej Europy Środkowej.

Majowe dane z handlu: wzrost jest, ale konsumenci ostrożniej wydają pieniądze

Majowe dane o sprzedaży detalicznej sygnalizują, że konsumpcja w Polsce pozostaje na ścieżce wzrostu, choć nadal widoczna jest duża racjonalizacja wydatków gospodarstw domowych. Wzrost na poziomie 3 proc. r/r w cenach stałych jest odczytem poniżej konsensusu rynkowego, który zakładał dynamikę na poziomie 3,6 proc. r/r. Na plus wyróżniają się sektory paliw, farmaceutyków oraz dóbr z kategorii „pozostałe”, co odzwierciedla strukturę bieżących wydatków gospodarstw domowych. Z kolei spadek sprzedaży żywności – największego segmentu rynku – jest sygnałem niepokojącym, mogącym sugerować presję na realne dochody. Konsekwentnie widoczny jest także dalszy rozwój sprzedaży przez internet, który konsekwentnie zwiększa swój udział w rynku, zbliżając się do 10 proc. sprzedaży „ogółem”. Całościowo obraz handlu detalicznego pozostaje mieszany – umiarkowany wzrost w ujęciu rocznym przy słabszych danych miesięcznych i dużym zróżnicowaniu sektorowym wskazuje, że popyt konsumpcyjny jest obarczony dużą niepewnością.

Agentic AI zmienia firmy. Do 2028 roku może wygenerować nawet 450 mld dolarów wartości

Agentic AI przestaje być kolejnym etapem rozwoju sztucznej inteligencji, a staje się początkiem nowego modelu działania organizacji. W centrum tej zmiany nie znajduje się już samo wdrażanie technologii, lecz zdolność firm do przekładania AI na wymierną wartość biznesową – szybciej, szerzej i w bardziej zintegrowany sposób.

Do 2028 roku agenci AI mogą wygenerować nawet 450 mld dolarów wartości ekonomicznej – wynika z danych Capgemini Research Institute. Jednocześnie tylko 2% organizacji wdrożyło ich dotąd na pełną skalę. To pokazuje, że przewagę zyskają nie ci, którzy najwcześniej rozpoczną eksperymenty, ale ci, którzy potrafią przełożyć Agentic AI na realną transformację biznesu i generowanie wartości.

Agentic AI wchodzi do operacyjnego centrum organizacji

Przez ostatnie lata wiele organizacji wykorzystywało technologię głównie do zwiększania produktywności poprzez automatyzację zadań, szybszego tworzenia treści czy wspierania pracowników w codziennych procesach. Agentic AI zmienia punkt ciężkości tej dyskusji. Nie chodzi już tylko o system odpowiadający na polecenia użytkownika, ale o inteligentnych agentów zdolnych do planowania działań, korzystania z danych i narzędzi oraz realizowania kolejnych kroków w ramach określonego celu.

Dlatego Agentic AI coraz częściej traktowany jest nie jako „dodatek” do istniejących systemów, lecz jako nowa warstwa operacyjna przedsiębiorstwa, która łączy procesy, dane, platformy i ludzi. W praktyce oznacza to przejście od automatyzacji pojedynczych zadań do sprawniejszego zarządzania całymi przepływami pracy – od obsługi klienta, przez operacje back-office, po decyzje wspierające finanse, IT czy zarządzanie ryzykiem.

„Największy potencjał Agentic AI nie polega na tym, że organizacje będą wykonywać te same zadania szybciej. Prawdziwa zmiana zaczyna się wtedy, gdy technologia pozwala przeprojektować sposób działania firmy – jej procesy, modele decyzyjne, role pracowników i sposób mierzenia wartości. Dlatego w Capgemini patrzymy na Agentic AI nie przez pryzmat pojedynczego wdrożenia, ale jako element transformacji End-to-End” – mówi Zbigniew Troszka, Dyrektor ds. Strategii i Transformacji w Capgemini Polska.

Od zachwytu technologią do twardych rezultatów

Zainteresowanie Agentic AI jest ogromne, ale droga do skali pozostaje wymagająca. Capgemini Research Institute wskazuje, że 61% organizacji dopiero eksploruje możliwości wdrożenia agentów AI, 23% prowadzi pilotaże, 12% osiągnęło częściową skalę, a pełne wdrożenia deklaruje zaledwie 2% firm. Jednocześnie mniej niż jedna piąta organizacji ocenia swoją dojrzałość w zakresie danych i infrastruktury technologicznej jako wysoką.

To ważny sygnał dla rynku – sama dostępność technologii nie wystarczy, aby osiągnąć wymierną wartość biznesową. Firmy potrzebują jasnego powiązania między ambicją technologiczną a konkretnym rezultatem: wzrostem przychodów, poprawą jakości obsługi, skróceniem time-to-value, redukcją kosztów operacyjnych czy lepszym zarządzaniem ryzykiem.

Agentic AI potrzebuje fundamentów, nie tylko ambicji

Agentic AI może działać skutecznie tylko wtedy, gdy ma dostęp do wiarygodnych danych, bezpiecznej architektury i jasno zdefiniowanych reguł. W przeciwnym razie agenci AI pozostają atrakcyjną koncepcją, na której trudno opierać procesy, rekomendacje czy decyzje biznesowe.

Dlatego jednym z najważniejszych warunków skalowania Agentic AI jest dojrzałość organizacji w obszarze danych i AI. Obejmuje ona jakość i dostępność informacji, governance, zgodność z regulacjami, bezpieczeństwo, audytowalność działania modeli oraz odpowiedni poziom nadzoru człowieka.

Wraz z rozwojem Agentic AI zmienia się również rola platform. Przestają być one wyłącznie zbiorem aplikacji obsługujących poszczególne funkcje biznesowe, a coraz częściej stają się środowiskiem skalowania wartości – miejscem, w którym dane, procesy, ludzie i agenci AI działają w jednym ekosystemie. Dzięki temu transformacja może objąć cały łańcuch wartości organizacji.

Od kosztu jednostkowego do wartości biznesowej

Agentic AI zmienia także sposób dostarczania usług. Tradycyjny model, w którym przewaga była często budowana wokół lokalizacji i kosztu jednostkowego, ustępuje miejsca podejściu opartemu na kompetencjach, specjalizacji i wartości.

Dla klientów oznacza to dostęp do interdyscyplinarnych zespołów łączących strategię, technologię, dane, procesy, change management i kompetencje branżowe. Agentic AI wzmacnia ten model, automatyzując część działań wykonawczych i jednocześnie zwiększając znaczenie ról odpowiedzialnych za projektowanie rezultatów, nadzór nad agentami, zarządzanie ryzykiem, jakością i wartością.

To istotna zmiana również dla samych organizacji. Wraz z rozwojem Agentic AI mniej przestrzeni zajmują powtarzalne działania manualne, a więcej – role związane z nadzorem, interpretacją, orkiestracją i projektowaniem nowych modeli pracy. Dlatego transformacja AI to także zmiana kompetencji, struktury zespołów i kultury organizacyjnej.

„Agentic AI nie zastępuje potrzeby ludzkiej odpowiedzialności – przeciwnie, zwiększa jej znaczenie. Im większa autonomia agentów, tym ważniejsze stają się kompetencje związane z definiowaniem celów, projektowaniem procesów, kontrolą jakości i etycznym nadzorem. Najlepsze efekty osiągną te organizacje, które potraktują ludzi i AI jako wspólny system tworzenia wartości” – podkreśla Zbigniew Troszka, Dyrektor ds. Strategii i Transformacji w Capgemini Polska.

Produktywność to dopiero początek

Wzrost produktywności jest naturalnym efektem wdrożeń Agentic AI, ale nie powinien być ich jedynym uzasadnieniem. Prawdziwa wartość pojawia się wtedy, gdy organizacja potrafi połączyć efektywność z lepszym podejmowaniem decyzji, krótszym time-to-value i spójnym zarządzaniem zmianą w całym przedsiębiorstwie.

W świecie, w którym AI staje się coraz bardziej autonomiczna, przewagę zyskają firmy potrafiące połączyć technologię z odpowiedzialnym przywództwem, dojrzałymi danymi, kompetencjami przyszłości i jasną orientacją na rezultaty. O przewadze konkurencyjnej nie zdecyduje sama technologia, lecz zdolność organizacji do wdrożenia Agentic AI jako elementu realnej, mierzalnej transformacji biznesu przynoszącej wymierną wartość.

Urlop ojcowski coraz popularniejszy. Pracodawcy wprowadzają „dni taty” i elastyczne grafiki

Polscy ojcowie należą do najbardziej aktywnych zawodowo grup na rynku pracy. Tylko w IV kw. 2025 r., niemal 3,58 mln pracujących mężczyzn, było ojcami dzieci poniżej 18. roku życia, a jedynie 17 tys. pozostawało bez etatu z powodów rodzinnych lub osobistych (GUS). Współcześni tatowie mogą korzystać z coraz szerszego katalogu uprawnień związanych z rodzicielstwem i zatrudnieniem – nie tylko tych gwarantowanych przez państwo i instytucje publiczne, ale także oferowanych przez pracodawców. Coraz więcej firm wdraża rozwiązania ułatwiające godzenie obowiązków zawodowych i rodzinnych, oferując m.in. dodatkowe płatne dni wolne po narodzinach dziecka wykraczające poza ustawowe urlopy, programy wsparcia psychologicznego dla rodziców czy specjalne dni wolne przeznaczone wyłącznie na wspólne spędzanie czasu z dzieckiem.

  • Rozwiązania umożliwiające łączenie ról zawodowych i rodzinnych, w tym urlopy związane z rodzicielstwem, które wspierają aktywne uczestnictwo ojców w opiece nad dziećmi, zyskują na znaczeniu.
  • W 2024 r. z urlopu ojcowskiego skorzystało 64 proc. uprawnionych, a w okresie I–IV 2026 r. świadczenie wykorzystało już 42,8 tys. osób (dane ZUS).
  • Coraz więcej pracodawców wdraża benefity dla ojców – od standardowych rozwiązań po budżety „startowe” na wyprawkę i pierwsze miesiące opieki oraz wsparcie psychologiczne dla rodziców. Jest w czym wybierać.
  • Badanie na zlecenie MRPiPS wskazuje na utrzymujący się stereotyp: ojcostwo postrzegane jest jako krótsza przerwa w pracy niż macierzyństwo, co wpływa na decyzje mężczyzn o korzystaniu z uprawnień.
  • Ojcowie mają szeroki katalog uprawnień (urlopy, elastyczna organizacja pracy, ochrona zatrudnienia), jednak część z nich pozostaje niewykorzystywana – m.in. z powodu niskiej świadomości przysługujących praw.

W ostatnich latach ojcostwo przestaje być wyłącznie kwestią prywatną – staje się jednym z istotnych trendów kształtujących rynek pracy. Coraz większe znaczenie zyskują rozwiązania umożliwiające łączenie ról zawodowych i rodzinnych, w tym urlopy związane z rodzicielstwem, które wspierają aktywne uczestnictwo ojców w opiece nad dziećmi. Potwierdzają to zarówno dane instytucjonalne, jak i analizy gospodarcze oraz badania społeczne. Jak wynika z danych ZUS, w 2024 r. z urlopu ojcowskiego skorzystało 162,3 tys. mężczyzn, co stanowiło 64 proc. uprawnionych. Według najnowszych statystyk Urzędu w okresie od stycznia do kwietnia 2026 r. z tego świadczenia skorzystało 42,8 tys. osób, a łączny wymiar wykorzystanych dni urlopu wyniósł 486,6 tys.

Urlop ojcowski przestaje być teorią, a staje się realnym elementem życia zawodowego mężczyzn. To już nie jest niszowe świadczenie – to coraz częstszy wybór i sygnał zmiany w podejściu do obowiązków nie tylko zawodowych, ale też prywatnych. Jeśli mówimy o rynku pracy, to nie możemy udawać, że ojcowie są marginalną grupą – to ogromna część pracowników, którzy łączą życie zawodowe z rodzinnymi i realnie wpływają na funkcjonowanie firm mówi Paweł Dąbrowski, prezes spółek operacyjnych w Grupie Progres. – Obserwujemy jednak, że mimo stabilnych statystyk, decyzje o korzystaniu z dłuższych form urlopów nadal są silnie uwarunkowane kulturą organizacyjną przedsiębiorstw. Tam, gdzie pracodawca aktywnie wspiera ojców, wykorzystanie uprawnień jest wyraźnie wyższe. To pokazuje, że prawo jest tylko jednym z elementów układanki – dodaje.

Ojcowie – jedna z największych grup pracujących w Polsce

O tym, jak liczną grupę na rynku pracy stanowią ojcowie, świadczą dane GUS. Tylko w IV kw. 2025 r. wśród pracujących mężczyzn było niemal 3,58 mln osób wychowujących dzieci poniżej 18. roku życia. Spośród nich 1,647 mln miało jedno niepełnoletnie dziecko, 1,529 mln wychowywało dwoje dzieci, a 402 tys. było ojcami trojga lub większej liczby dzieci. Wskaźnik zatrudnienia mężczyzn posiadających dzieci przekracza średnio 95 proc.

Benefity dla ojców stają się nową walutą rynku pracy

Analizy Grupy Progres wskazują, że coraz więcej pracodawców w Polsce wdraża benefity skierowane bezpośrednio do ojców, traktując je jako element strategii HR i odpowiedź na zmieniające się oczekiwania pracowników. Obok standardowych rozwiązań, takich jak elastyczny czas pracy, możliwość pracy zdalnej, dodatkowe dni wolne po narodzinach dziecka, rozszerzone pakiety medyczne, prywatna opieka pediatryczna, dodatkowe dni opieki nad dzieckiem w razie choroby czy dofinansowanie żłobka i przedszkola, pojawiają się także rozwiązania bardziej niestandardowe.

Należą do nich m.in. płatne okresy adaptacyjne po narodzinach dziecka wykraczające poza urlop ojcowski, indywidualne programy coachingowe i mentoringowe dla ojców, budżety „startowe” na wyprawkę i pierwsze miesiące opieki, a także pakiety wsparcia psychologicznego obejmujące konsultacje dla rodziców i par w okresie okołoporodowym. W części organizacji wdrażane są również tzw. „dni taty” – dodatkowe, w pełni płatne dni wolne przeznaczone wyłącznie na budowanie relacji z dzieckiem – oraz stopniowe, elastyczne powroty do pracy w modelu hybrydowym lub skróconym wymiarze czasu w pierwszych tygodniach po przerwie.

Coraz częściej pojawiają się także benefity o charakterze wellbeingowym i „lifestylowym”, takie jak vouchery na usługi opiekuńcze (np. niania na godziny), dostęp do aplikacji wspierających rodzicielstwo, warsztaty dla świeżo upieczonych ojców, szkolenia z zakresu work-life balance oraz dodatkowe dni wolne „na dziecko” niezależnie od choroby czy urlopu wypoczynkowego. W niektórych firmach testowane są również mniej typowe rozwiązania, jak „godziny ciszy” dla rodziców pracujących zdalnie, możliwość pracy w skróconych tygodniach w pierwszych miesiącach po narodzinach dziecka czy firmowe programy wsparcia logistycznego, obejmujące np. organizację opieki zastępczej w nagłych sytuacjach.

Paweł Dąbrowski, prezes spółek operacyjnych w Grupie Progres, zwraca uwagę, że wchodzimy w etap, w którym benefity dla ojców przestają być dodatkiem, a zaczynają być elementem konkurencyjności pracodawców. – Firmy, które rozumieją znaczenie pierwszych miesięcy rodzicielstwa, szybciej budują lojalność pracowników i ograniczają rotację. Co istotne, ojcowie nie oczekują dziś wyłącznie czasu wolnego, ale także realnego wsparcia w organizacji powrotu do pracy. To może oznaczać zarówno elastyczne grafiki, jak i stopniowe zwiększanie zakresu obowiązków. Nie we wszystkich firmach obserwujemy jednak taką otwartość — w wielu zespołach wciąż obecna jest obawa przed oceną ze strony pracodawcy i utratą pozycji zawodowej. To bariera przede wszystkim kulturowa, a nie prawna, ponieważ obowiązujące przepisy zapewniają ojcom szeroką ochronę oraz szereg uprawnień związanych z rodzicielstwem i godzeniem życia zawodowego z prywatnym – podkreśla ekspert.

Rodzicielskie stereotypy wciąż silne

Bariery psychologiczne w podejmowaniu decyzji o rodzicielstwie wśród mężczyzn opisuje raport „Być czy nie być rodzicem? Kobiety i mężczyźni o swoich decyzjach, doświadczeniu i obawach” przygotowany na zlecenie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Wynika z niego, że mężczyźni najczęściej odkładają decyzję o dziecku do momentu osiągnięcia stabilizacji zawodowej i finansowej, zwykle między 30. a 40. rokiem życia. Badanie wskazuje również na utrzymujący się stereotyp w miejscu pracy: ojcostwo postrzegane jest jako krótkotrwała nieobecność, podczas gdy macierzyństwo jako dłuższa przerwa zawodowa. W efekcie część mężczyzn rezygnuje z pełnego korzystania z przysługujących im uprawnień rodzicielskich, obawiając się oceny pracodawcy. Kluczowym obciążeniem pozostaje presja zapewnienia stabilności finansowej i mieszkaniowej przed decyzją o dziecku. Mężczyźni wskazują także, że ojcostwo wymaga dziś realnego pogodzenia obowiązków zawodowych z opieką nad dzieckiem, co zwiększa znaczenie elastycznych form pracy.

Wśród dostępnych narzędzi wsparcia najczęściej rozpoznawany i wykorzystywany pozostaje urlop ojcowski. Inne rozwiązania, w tym dzielenie się urlopem rodzicielskim, nadal są stosowane sporadycznie i w niewielkim zakresie. Raport zwraca też uwagę na niską znajomość szczegółowych zasad dotyczących urlopów i świadczeń rodzinnych, co ogranicza ich wykorzystanie.

Ochrona, której wielu ojców nie wykorzystuje

Pracujący ojcowie w Polsce mają szeroki katalog uprawnień związanych z rodzicielstwem, obejmujący zarówno urlopy, jak i elastyczne formy organizacji pracy oraz szczególną ochronę zatrudnienia. Do najważniejszych należą: urlop ojcowski, urlop rodzicielski, urlop wychowawczy, a także możliwość skorzystania z urlopu macierzyńskiego w określonych sytuacjach, w tym jego uzupełniającej części (np. w przypadku hospitalizacji dziecka lub szczególnych okoliczności okołoporodowych).

Ojcowie mogą również korzystać z elastycznej organizacji pracy, w tym pracy zdalnej, indywidualnego rozkładu czasu pracy, ruchomego systemu czasu pracy czy obniżenia wymiaru etatu. Przysługuje im także zwolnienie od pracy na opiekę nad dzieckiem do 14. roku życia (2 dni lub 16 godzin) oraz zwolnienie z powodu siły wyższej w pilnych sprawach rodzinnych.

W określonych sytuacjach pracodawca nie może bez zgody pracownika m.in. zatrudniać go w nadgodzinach, w nocy, w systemie przerywanego czasu pracy ani delegować poza stałe miejsce pracy — dotyczy to ojców wychowujących dziecko do 8. roku życia. Dodatkowo pracownicy opiekujący się dzieckiem do 4. roku życia nie mogą pracować powyżej 8 godzin na dobę bez swojej zgody wyjaśnia Paweł Dąbrowski, prezes spółek operacyjnych w Grupie Progres. – Istotnym elementem systemu jest także ochrona przed zwolnieniem, obejmująca m.in. okresy korzystania z urlopów rodzicielskich, ojcowskich i wychowawczych oraz czas bezpośrednio po złożeniu wniosków o ich udzielenie. W tym czasie pracodawca nie może wypowiedzieć ani przygotowywać wypowiedzenia umowy o pracę. Ważną zasadą jest również to, że część uprawnień rodzicielskich przysługuje tylko jednemu z rodziców zatrudnionych jednocześnie — rodzice decydują, kto z nich z nich korzysta, składając odpowiednie oświadczenie – dodaje ekspert.

Ojcostwo coraz mocniej wpisuje się w realia nowoczesnego rynku pracy, stając się istotnym elementem polityk HR i kultury organizacyjnej firm. Kierunek tej zmiany wyznacza odejście od sztywnego podziału ról na rzecz większej elastyczności i partnerskiego podejścia do łączenia pracy z życiem rodzinnym. Ostatecznie to właśnie organizacje, które potrafią odpowiedzieć na potrzeby pracujących ojców, będą zyskiwać przewagę w pozyskiwaniu i utrzymywaniu talentów.

Złoto najpierw wystrzeliło, potem spadło. Rynki oceniają nowy kurs Fed

Za nami jedno z najbardziej wyczekiwanych i przełomowych posiedzeń amerykańskiej Rezerwy Federalnej (Fed) w ostatnich latach. Choć decyzja o pozostawieniu stóp procentowych na dotychczasowym, niezmienionym poziomie nie była dla rynków zaskoczeniem, to styl, w jakim zadebiutował nowy przewodniczący Fed Kevin Warsh, wywołał na giełdach prawdziwe trzęsienie ziemi. Na rynku surowcowym i walutowym obserwowaliśmy ekstremalną zmienność – cena złota najpierw gwałtownie wzrosła po ogłoszeniu decyzji o stopach, by następnie zanurkować, gdy inwestorzy zapoznali się z nowym, jastrzębim kursem banku centralnego.

– Debiut Kevina Warsha w roli szefa Fed przyniósł rynkom głęboki, jastrzębi reset. Nowy przewodniczący od pierwszej minuty swojej konferencji prasowej przyjął bezkompromisowy ton, ogłaszając, że od teraz stabilność cen będzie niezmienną „Gwiazdą Północną” banku centralnego. Warsh pokazał, że nie zamierza kontynuować polityki swoich poprzedników – drastycznie skrócił oficjalne oświadczenie i całkowicie usunął z niego tzw. „forward guidance”, czyli zapowiedzi kolejnych ruchów, do których inwestorzy byli od lat przyzwyczajeni. To radykalna zmiana reguł gry, która zmusza rynki do porzucenia dotychczasowych schematów analitycznych – komentuje Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver i Goldenmark.

Potwierdzeniem nowego, twardego kursu Fed stał się zaktualizowany wykres kropkowy (dot plot). Pokazał on, że wysokie stopy procentowe zostaną z nami na dłużej, a bank centralny oficjalnie popiera co najmniej jedną podwyżkę stóp przed końcem tego roku. Aż 9 z 18 członków FOMC spodziewa się podniesienia kosztu pieniądza przed końcem 2026 roku, z czego sześciu zakłada nawet dwa ruchy w górę. Co więcej, Kevin Warsh natychmiast przystąpił do reorganizacji instytucji, powołując pięć specjalnych zespołów zadaniowych, które przeanalizują kluczowe obszary: od komunikacji i bilansu Fed, przez wykorzystanie danych, po ramy dotyczące inflacji oraz produktywność w erze transformacji.

Porozumienie między USA a Iranem podpisane

W środę 17 czerwca USA i Iran podpisały memorandum porozumienia, które położyć ma kres trwającemu od lutego otwartemu konfliktowi. Porozumienie to wywołało ulgę na rynkach surowców, ale jednocześnie w kuluarach politycznych budzi ogromne kontrowersje.

Kluczowe punkty dotyczą odblokowania globalnego handlu ropą, kwestii nuklearnych, ale także finansowania odbudowy Iranu – częścią ramowego porozumienia jest plan utworzenia funduszu o wartości 300 mld USD na odbudowę i rozwój gospodarczy Iranu. Ciężar utworzenia tego funduszu spocznie na „partnerach regionalnych”, a więc głównie na bogatych krajach Zatoki Perskiej.

W zamian Iran zgodził się na rozcieńczenie swoich zapasów wysoko wzbogaconego uranu, a także zobowiązał się do natychmiastowego otwarcia Cieśniny Ormuz, która była zablokowana przez ostatnie miesiące, paraliżując ok. 20% światowych dostaw ropy.

Bankierzy centralni o zakupach złota

Równolegle do tektonicznych zmian w Waszyngtonie najnowsze badanie opublikowane przez Światową Radę Złota (WGC) potwierdza, że instytucje monetarne na całym świecie kontynuują proces systematycznego odwrotu od walut fiducjarnych. Badanie, którego większość odpowiedzi napłynęła już po wybuchu ostatnich napięć geopolitycznych, wskazuje na rekordowy optymizm wobec kruszcu.

Aż 89% banków centralnych uważa, że globalne rezerwy złota wzrosną w ciągu najbliższych 12 miesięcy, a rekordowe 45% respondentów planuje zwiększyć własne zapasy. Zaledwie 1% analityków spodziewa się spadku rezerw w swojej instytucji. Kluczowymi argumentami za zakupami pozostają ochrona przed ryzykiem geopolitycznym oraz konieczność dywersyfikacji aktywów, podczas gdy aż 74% respondentów przewiduje spadek udziału dolara amerykańskiego w globalnych rezerwach w ciągu najbliższych pięciu lat.

Retail media coraz mocniejsze. Sieci handlowe chcą zarabiać nie tylko na sprzedaży

Reklamy wyświetlane na ekranach w sklepach zwracają uwagę już niemal połowy konsumentów. Tak wynika z niedawno opublikowanego badania. Eksperci przekonują, że tego typu komunikatów będzie przybywać, bo mogą one realnie wpływać na decyzje zakupowe. Prognozują też, że fizyczny sklep stanie się medium monetyzującym uwagę klienta. Dla sieci handlowych emitowanie reklam na ekranach będzie dodatkowym źródłem przychodów, niezależnym od sprzedaży produktów. W USA np. Walmart już od lat rozwija własne platformy retail mediowe jako odrębne segmenty działalności, które generują miliardowe przychody reklamowe. Podobny scenariusz wkrótce może zrealizować się w Polsce.

Klienci robiący zakupy w sklepach, w których są już wyświetlane reklamy na ekranach, zostali zapytani o to, czy je w ogóle zauważają. Bezpośrednie wywiady zostały przeprowadzone z prawie tysiącem konsumentów w całym kraju tuż po wyjściu z takich placówek handlowych. Wyniki zostały opisane w raporcie pt. „Retail media coraz mocniej rozpychają się w polskim handlu”, autorstwa UCE Research. Można z niego wyczytać, że podczas zakupów 47,4% osób zauważa ww. reklamy na ekranach.

– Zważywszy na nasycenie reklamami, płynącymi również z social mediów, a także na ilość gazetek promocyjnych i leafletów, ten wynik jest wysoki. Samo miejsce jest szczególne, zwiększające zakup poprzez bliskość towaru i bezpośredniość bodźca informacyjnego. To wpływa na skuteczność perswazji. I właśnie ta ostatnia okoliczność będzie podstawowym czynnikiem wzrostu liczby i częstotliwości wyświetlania reklam na ekranach w sklepach – mówi dr Maria Andrzej Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u.

Jak komentuje Radosław Gołąb z MyShopTV, na tym etapie rynkowym ww. wynik może zadowalać marki, producentów i retailerów. Jednocześnie pokazuje potencjał, ale też przestrzeń do poprawy. – To sygnał przede wszystkim dla sieci handlowych, że same ekrany to za mało. Kluczowe jest ustawienie ich w kontekście realnej ścieżki klienta, aby komunikaty pojawiały się w momentach decyzyjnych, a nie przypadkowych. Liczy się też kontekst i integracja z doświadczeniem zakupowym – dodaje ekspert.

Z raportu wynika też, że co trzeci konsument nie zauważył tego typu reklamy – 31,3%. – To można tłumaczyć kilkoma czynnikami. Po pierwsze, część klientów wykazuje niską otwartość na komunikaty marketingowe w przestrzeni sklepu. Po drugie, istotna jest widoczność ekranów na tzw. ścieżce klienta. Po trzecie, jeśli sam przekaz nie jest wystarczająco angażujący lub nie oferuje określonych wartości, np. promocji, inspiracji czy uproszczenia wyboru, zostaje po prostu zignorowany – stwierdza Andrzej Wojciechowicz, wieloletni ekspert rynku retailowego i Komisji Europejskiej.

Do tego widać, że jedna piąta osób, zaraz po wyjściu ze sklepu, nie pamięta, czy w ogóle zauważyła tego typu reklamy – 21,3%. – To wynika z braku uwagi, pośpiechu i codziennej rutyny zakupowej. Ogólnie wyniki mówią o tym, że warto ustawiać ekrany z reklamami w sklepach, zwłaszcza że gwałtowne wzrosty w zdalnych kanałach sprzedaży spowolniły. Trzeba różnicować, uatrakcyjniać przekaz tekstowy i obrazowy, a także wyświetlać treści, które tworzą więź z produktem i ze sklepami – przekonuje dr Maria Andrzej Faliński.

Jak podkreśla Radosław Gołąb, klienci są otwarci na komunikację w sklepie. Natomiast to trwa bardzo krótko i dotyczy tylko części kategorii. Jeśli komunikat odpowiada na aktualną potrzebę, to działa. Jeżeli nie trafia w nią, wówczas znika w tle. Tylko niewielka część kupujących sztywno trzyma się swojej listy zakupów. Z innych badań rynkowych wynika (np. Hybrid Europe), że polski konsument często zmienia zdanie w sklepie w kwestii konkretnego zakupu czy wyboru producenta. A skoro decyzje ulegają zmianie nawet w samym sklepie, to staje się on ostatnim, decydującym miejscem wpływu na decyzje zakupowe.

– Sklep ewoluuje ku platformie komunikacyjnej, spełniającej obietnicę promocyjno-perswazyjną przekazu od razu w miejscu działania handlu. To główna gwarancja trwałości nowoczesnej sprzedaży fizycznej, wzmacnianej store mediami, sprawną obsługą, poradą i gadżetami. Przywoływane wyniki badań to zaledwie i aż zbiór założeń dla polityk ekspansyjnych i sprzedażowych sieci handlowych – analizuje dr Faliński.

Zdaniem eksperta z MyShop TV, w najbliższych latach sklep fizyczny stanie się pełnoprawnym kanałem mediowym. Z perspektywy branży retailowej nowoczesny ekran w sklepie oznacza nowe źródło przychodów, które może stopniowo stawać się jednym z ważniejszych elementów modelu biznesowego sieci handlowych. Sklepy dysponują bowiem zasobem, którego nie mają klasyczne media – bezpośrednim dostępem do klienta w momencie podejmowania decyzji zakupowej oraz danymi o jego rzeczywistych zachowaniach.

– Sklep fizyczny będzie umacniał swoją rolę medium reklamowego, bo jest miejscem finalnej decyzji zakupowej. Retail media będą dalej się rozwijać, napędzane zarówno przez sieci handlowe, jak i producentów poszukujących nowych punktów styku z konsumentem. Kluczowym kierunkiem rozwoju będzie wykorzystanie technologii cyfrowych – w tym danych zakupowych i narzędzi personalizacji. To one mogą znacząco zwiększyć skuteczność komunikacji, przesuwając ją z poziomu masowego przekazu w stronę bardziej precyzyjnego, kontekstowego oddziaływania – przewiduje Andrzej Wojciechowicz.

Z kolei Radosław Gołąb wskazuje, że na rozwiniętych rynkach model ten jest już dobrze ugruntowany. Walmart czy Amazon od kilku lat rozwijają własne platformy retail mediowe jako odrębne segmenty działalności, które generują miliardowe przychody reklamowe. W praktyce oznacza to, że sklep przestaje być wyłącznie miejscem sprzedaży towarów, a zaczyna pełnić rolę medium monetyzującego uwagę klienta.

– Obecnie Polska znajduje się na wcześniejszym etapie tego procesu. Jednak kierunek zmian jest wyraźny. Dla sieci handlowych retail media będą stopniowo stawać się istotnym, dodatkowym źródłem przychodów – niezależnym od marży na sprzedawanych produktach. Wraz z rozwojem tego rynku konsumenci będą coraz częściej spotykać się z komunikacją reklamową w przestrzeni sklepowej jako naturalnym elementem doświadczenia zakupowego – podsumowuje ekspert z MyShopTV.

Griffin Capital Partners i PRIMESTAR tworzą Prime Griffin Hotels

Griffin Capital Partners i PRIMESTAR Group powołały Prime Griffin Hotels – spółkę joint venture z równym udziałem obu spółek, której celem jest budowa jednej z wiodących platform hotelowych w Polsce. Partnerstwo łączy sprawdzone kompetencje operacyjne PRIMESTAR w sektorze hotelowym z szerokim doświadczeniem Griffin Capital Partners w obszarze inwestycji, rozwoju biznesu, zarządzania aktywami oraz budowy i skalowania przedsiębiorstw. W efekcie powstaje platforma przygotowana do wykorzystania długoterminowego potencjału wzrostu polskiego rynku hotelowego.

Polski rynek hotelowy wspierają silne fundamenty gospodarcze, rosnący ruch turystyczny, odbudowujący się popyt na podróże biznesowe oraz coraz większe zainteresowanie inwestorów i międzynarodowych operatorów hotelowych. Platforma Prime Griffin Hotels powstała, aby odpowiadać na te trendy w zintegrowanym modelu działania, łącząc w ramach jednej platformy kompetencje  obejmujące inwestycje, rozwój biznesu, zarządzanie aktywami oraz operacje hotelowe.

Griffin Capital Partners wnosi do przedsięwzięcia ponad 20-letnie doświadczenie na polskim rynku, rozbudowane kompetencje inwestycyjne, deweloperskie i w zakresie asset management oraz udokumentowane sukcesy w budowie i rozwoju platform działających w sektorze nieruchomości i private equity. Wśród tych sukcesów wskazać można m.in. Resi4Rent – jedną z największych platform najmu instytucjonalnego mieszkań w Polsce, LifeSpot – platformę mieszkań na wynajem długoterminowy, a także platformy prywatnych akademików Student Depot (wyjście Griffin z inwestycji w 2023 r.) oraz StudentSpace. Obecnie Griffin Capital Partners zarządza inwestycjami o łącznej wartości aktywów brutto przekraczającej 11 mld EUR, realizowanymi w ramach dwudziestu platform inwestycyjnych. Firma od lat współpracuje z czołowymi inwestorami instytucjonalnymi oraz strategicznymi.

Jako partner operacyjny, PRIMESTAR wnosi do inwestycji ponad dziesięcioletnie doświadczenie obejmujące zarządzanie 21 hotelami, dysponującymi łącznie 4 389 pokojami w 13 miastach, w trzech krajach. Grupa zarządza również największymi na kontynencie europejskim hotelami działającymi pod markami Hampton by Hilton oraz Holiday Inn Express. Atutem PRIMESTAR jest autorska marka JUNE Hotel oraz nowoczesna platforma technologiczna, która umożliwia pełną cyfryzację obsługi gości hotelowych i wspiera efektywne skalowanie działalności operacyjnej.

Partnerzy wnoszą do Prime Griffin Hotels wzajemnie uzupełniające się kompetencje. PRIMESTAR odpowiada za know-how operacyjne, zarządzanie hotelami oraz rozwiązania technologiczne. Natomiast Griffin Capital Partners zapewnia doświadczenie w zakresie inwestycji, rozwoju biznesu i zarządzania aktywami, a także dostęp do kapitału instytucjonalnego i rozbudowane relacje z inwestorami oraz partnerami strategicznymi.

Prime Griffin Hotels skoncentruje swoją działalność na największych rynkach miejskich w Polsce, w tym w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Katowicach, Łodzi, Poznaniu i Gdańsku. Spółka będzie rozwijać portfel hoteli oferujących ponad 100 pokoi, działających w segmentach midscale, upscale i luxury. Strategia Prime Griffin Hotels zakłada aktywne poszukiwanie możliwości rozwoju zarówno poprzez przejęcia istniejących obiektów, realizację nowych inwestycji, adaptację nieruchomości do funkcji hotelowych, jak i modernizację oraz dalszy rozwój funkcjonujących hoteli. Platforma będzie również otwarta na współpracę z właścicielami nieruchomości działającymi w różnych modelach operacyjnych, oferując elastyczne rozwiązania obejmujące umowy najmu, zarządzania oraz struktury łączące oba podejścia. Spółka zamierza współpracować z czołowymi międzynarodowymi markami hotelowymi, w tym Hilton, IHG, Marriott oraz JUNE, pozostając jednocześnie otwartą na nawiązywanie kolejnych partnerstw wspierających dalszy rozwój platformy.

– To partnerstwo łączy komplementarne kompetencje: ugruntowany model operacyjny PRIMESTAR, podejście oparte na technologii oraz silne relacje z markami hotelowymi, a także lokalne know-how Griffin Capital Partners, doświadczenie w budowie i rozwijaniu przedsiębiorstw oraz wieloletnie relacje z międzynarodowymi inwestorami i partnerami strategicznymi. Wspólnie budujemy silną, instytucjonalną platformę dla inwestorów, właścicieli i marek, chcących wejść na jeden z najbardziej atrakcyjnych rynków hotelowych w Europie Środkowo-Wschodniej – tłumaczy Nebil Şenman, Co-Owner i Managing Partner w Griffin Capital Partners.

Uruchomienie Prime Griffin Hotels stanowi przełomowy moment w międzynarodowej ekspansji PRIMESTAR. W Griffin Capital Partners znaleźliśmy partnera, który podziela nasze podejście do budowy biznesu i łączy dogłębną znajomość lokalnego rynku z instytucjonalną dyscypliną. Polska jest obecnie jednym z najbardziej dynamicznych rynków hotelarskich w Europie, a my wspólnie zbudujemy platformę, która udostępni nasz zintegrowany model operacyjny, innowacje cyfrowe oraz doświadczenie w zakresie marki nowemu pokoleniu gości i inwestorów – dodaje dr Roland Rausch, właściciel i przewodniczący rady nadzorczej PRIMESTAR Group.

– W Griffin Capital Partners koncentrujemy się na sektorach zbudowanych na silnych, trwałych fundamentach i wspieranych przez rosnący popyt instytucjonalny. Widzimy duży potencjał w sektorze hotelowym, który staje się coraz bardziej atrakcyjną klasą aktywów dla kapitału długoterminowego. Prime Griffin Hotels połączy sprawdzone kompetencje operacyjne z doświadczeniem w inwestycjach i zarządzaniu aktywami, tworząc skalowalną platformę dobrze przygotowaną do wykorzystania tych trendów i budowania długoterminowej wartości – mówi Maciej Dyjas, Co-Owner i Managing Partner w Griffin Capital Partners.

Prime Griffin Hotels analizuje już szereg możliwości inwestycyjnych w największych miastach Polski, obejmujących zarówno przejęcia istniejących obiektów, jak i nowe inwestycje oraz adaptacje nieruchomości do funkcji hotelowych. Pierwsze transakcje spółka planuje ogłosić w najbliższych miesiącach. Ambicją Prime Griffin Hotels jest zbudowanie jednej z wiodących platform hotelowych w Polsce oraz osiągnięcie pozycji partnera pierwszego wyboru dla właścicieli hoteli, deweloperów, międzynarodowych marek hotelowych i inwestorów instytucjonalnych.

Długi sektora rolno-spożywczego zbliżają się do 800 mln zł

Zadłużenie branży rolno-spożywczej zbliża się do 800 mln zł. Niższe ceny części produktów rolnych, drogie nawozy, paliwo, energia i transport oraz problemy ze sprzedażą zapasów sprawiają, że terminowe płatności są dziś dla niej ważniejsze niż kiedykolwiek. Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że sektor ma o 35,8 mln zł zaległości więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie sam czeka na niemal ćwierć miliarda złotych od kontrahentów. Widać, że w łańcuchu z pola do sklepu jedna niezapłacona faktura szybko pociąga za sobą kolejne.

Branżę rolno-spożywczą tworzą przedsiębiorcy rolni, producenci artykułów spożywczych i napojów oraz firmy zajmujące się sprzedażą hurtową i detaliczną tych produktów. W Krajowym Rejestrze Długów widnieje 13,5 tys. takich dłużników. Ich łączne zaległości wynoszą 796,4 mln zł. Średnio jeden podmiot ma do oddania 59,1 tys. zł.

W porównaniu z czerwcem ub.r. nieuregulowane zobowiązania firm z tej branży wzrosły o 5 proc. Liczba dłużników zwiększyła się ok. 2 proc. To oznacza, że problem mocniej narasta w kwotach niż liczbie przedsiębiorstw wpisanych do rejestru.

Jednak jeszcze ważniejszy jest drugi wymiar tych danych. Firmy rolno-spożywcze mają do odzyskania ponad 247 milionów złotych od swoich kontrahentów. Rok wcześniej było to 216 milionów złotych. W tym czasie kwota wzrosła więc o 15 procent. Sytuacja w branży dobrze pokazuje, jak działają zatory płatnicze. Rolnik, producent żywności, hurtownik, sklep, firma transportowa czy gastronomia są od siebie zależne. Jeśli jedno ogniwo nie dostaje zapłaty, po pewnym czasie samo zaczyna mieć problem z regulowaniem faktur – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Rolnik orze jak może, ale ma mniej długów niż inni

Rolnictwo ma za sobą trudny początek roku. Po dobrym 2025 r. część gospodarstw musi mierzyć się z niższymi cenami sprzedaży, wyższymi kosztami prowadzenia działalności i problemami ze sprzedażą zapasów. Szczególnie widać to w produkcji roślinnej. Obawy wzmacnia ukraińska konkurencja i umowa o wolnym handlu Mercosur między Unią Europejską a krajami Ameryki Południowej, która tymczasowo weszła w życie w maju 2026 r.

Z raportu „Agroskop 2026 – analiza sytuacji w rolnictwie i prognoza krótkookresowa”, opracowanego przez Erste Leasing, wynika, że najtrudniejsza sytuacja dotyczy dziś produkcji roślinnej, zwłaszcza zbóż i kukurydzy. Choć na początku 2026 r. napięcia geopolityczne chwilowo podniosły ceny skupu, nadal pozostają one niższe niż w poprzednich latach. Powodem jest duża podaż na świecie, dobre zbiory i rosnąca produkcja u największych eksporterów. Cena pszenicy spadła z ok. 980 zł na początku 2025 r. do ok. 770 zł na koniec roku. W pierwszych miesiącach 2026 r. utrzymywała się na poziomie 770-780 zł. Jednocześnie nawozy, paliwo, energia, leasing, transport i usługi rolnicy musieli opłacać na bieżąco. Tymczasem według branżowych szacunków nawozy mogą odpowiadać nawet za 45-50 proc. kosztów produkcji w gospodarstwach.

Ale z drugiej strony niższe ceny zbóż zmniejszają ceny pasz, co przekłada się na obniżenie kosztów produkcji zwierzęcej, głównie bydła mięsnego i drobiu.

Problemem są nie tylko same koszty, ale też czas oczekiwania na pieniądze. Jeśli zboże leży w magazynie, gospodarstwo posiada towar, ale nie ma gotówki. A faktury za środki produkcji, maszyny, paliwo, pracę i usługi gromadzą się niezależnie od tego, czy udało się już sprzedać plony – zwraca uwagę Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Przedsiębiorcy rolni mają obecnie 235,3 mln zł przeterminowanych zobowiązań. W KRD widnieje 3,5 tys. dłużników z tej grupy. Przeciętnie każdy z nich powinien zwrócić wierzycielom 67,6 tys. zł.

W porównaniu z ubiegłym rokiem łączny dług rolnictwa wzrósł nieznacznie, o ok. 1,2 proc., a liczba niesolidnych płatników lekko spadła. Oznacza to, że część już zadłużonych podmiotów ma coraz większe zaległości.

– W tej branży terminowa zapłata ma ogromne znaczenie. Przedsiębiorca może mieć majątek, sprzęt, ziemię, zapasy i kontrakty, ale jeśli pieniądze nie wpływają na konto na czas, zaczyna brakować środków na bieżące zobowiązania. Wtedy dług rozlewa się szerzej. Warto podkreślić, że w rolnictwie relacje handlowe często mają charakter długoterminowy i opierają się na wzajemnych rozliczeniach. Wpisanie niesolidnego kontrahenta do rejestru dłużników bywa ostatecznością. Podobnie postępują wierzyciele, którzy często odzyskują należności w inny sposób – poprzez kompensaty, rozliczenia barterowe czy długie cykle rozliczeniowe – dodaje mówi Jakub Kostecki, wiceprezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Połowa długu obarcza handel

Przedsiębiorcy rolni tworzą tylko część rynku rolno-spożywczego. Największym dłużnikiem są firmy zajmujące się sprzedażą hurtową i detaliczną produktów rolnych oraz spożywczych, którzy mają 384,2 mln zł zaległości. To niemal połowa (48 proc.) nieuregulowanych zobowiązań całej branży żywnościowej. W KRD widnieje 7,1 tys. takich podmiotów, a średni dług jednego wynosi 54 tys. zł.

Widać jednak duże różnice między hurtem a detalem. Handel hurtowy ma 261,6 mln zł długu, a detaliczny 122,5 mln zł. Najwyższą średnią zaległość w handlu ma hurtowa sprzedaż płodów rolnych i żywych zwierząt. Jeden zadłużony podmiot z tego grona musi uregulować przeciętnie aż 106,4 tys. zł. Z tej kategorii pochodzi także rekordzista całej branży – firma z województwa mazowieckiego, która ma do oddania 6,8 mln zł.

Wysokie zadłużenie handlu jest ważne dla całego rynku, bo to przez hurtownie i sklepy przechodzi duża część produktów rolnych i spożywczych. Jeśli płatność zatrzyma się w tym miejscu, skutki odczuwają dostawcy, producenci, transport i firmy usługowe – zwraca uwagę Sandra Czerwińska, ekspertka Rzetelnej Firmy.

177 mln zł zalega u producentów żywności i napojów

Branża żywnościowa to także producenci artykułów spożywczych i napojów. Mają oni 177 mln zł przeterminowanych zobowiązań. W KRD figuruje 2,9 tys. dłużników z tego segmentu, a średni dług sięga 61,3 tys. zł.

Mimo że producenci żywności odpowiadają za mniejszą część długu niż handel, ich rola w całym łańcuchu jest bardzo ważna. To między rolnikami, przetwórcami, hurtownikami i sklepami przepływają produkty oraz pieniądze. Jeśli płatności opóźniają się na etapie produkcji, szybko odczuwają to kolejne firmy.

Wśród dłużników z branży rolno-spożywczej najliczniejszą grupę stanowią jednoosobowe działalności gospodarcze. Łącznie mają 383,4 mln zł długu. W KRD widnieje ich 7,4 tys., czyli ponad połowa wszystkich dłużników z sektora. Ich średnia zaległość zbliża się do 52 tys. zł.

Najwięcej problemów na handlowym Mazowszu i w rolniczej Wielkopolsce

Najpoważniejsze zadłużenie branży przypada na województwo mazowieckie. Działające tam firmy powinny oddać 178,3 mln zł. Na drugim miejscu jest Wielkopolska ze 115,2 mln zł długu, a trzeci Śląsk z 56,2 mln zł. Dwa pierwsze województwa od lat przodują w produkcji, handlu i przetwórstwie rolno-spożywczym, dlatego ich wysokie miejsca w zestawieniu nie są zaskoczeniem.

Najmniejsze problemy finansowe mają firmy żywnościowe z województwa opolskiego – 13 mln zł, świętokrzyskiego – 15,1 mln zł oraz podkarpackiego – 20,2 mln zł.

Kto nie płaci rolnikom, wytwórcom i sprzedawcom

Przedsiębiorcy z branży rolno-spożywczej sami też czekają na pieniądze od klientów i kontrahentów, którzy są im winni 247,2 mln zł. Głównym dłużnikiem jest handel, który zalega 84,9 mln zł. Kolejne są podmioty z rolnictwa, leśnictwa, łowiectwa i rybactwa, zalegające z 48,5 mln zł. Natomiast gastronomia i zakwaterowanie opóźniają się z uregulowaniem 33,5 mln zł, zaś przetwórstwo przemysłowe z 32,6 mln zł.

– To ważne dane, bo branża rolno-spożywcza nie działa w oderwaniu od innych sektorów. Potrzebuje transportu, magazynów, opakowań, finansowania, sklepów, hurtowni i gastronomii. Gdy pieniądze zatrzymują się w jednym miejscu, brakuje ich w kolejnym. To powoduje narastanie zatorów płatniczych na drodze z pola do sklepu – zauważa Sandra Czerwińska.

Długi hamują zakupy i rozwój

Zaległe płatności nie są jedynie problemem księgowym. Wpływają na codzienne decyzje przedsiębiorców: czy kupić maszynę, czy odłożyć remont, czy zapłacić dostawcy od razu, czy przesunąć płatność na później.

– W branży rolno-spożywczej widać to szczególnie wyraźnie, bo przychody i koszty często rozjeżdżają się w czasie. Nakłady na produkcję, paliwo, energię, transport czy magazynowanie trzeba ponosić na bieżąco, a wpływy ze sprzedaży pojawiają się dopiero po kilku tygodniach lub miesiącach. Im dłuższy termin płatności i im większa niepewność czy kontrahent zapłaci, tym trudniej planować kolejne zakupy, inwestycje i rozliczenia z dostawcami. W takiej sytuacji przedsiębiorcy często szukają sposobu, by zamienić faktury na gotówkę wcześniej i ograniczyć ryzyko przenoszenia opóźnień na kolejne firmy. To nie rozwiązuje problemu niskich marż czy wysokich kosztów, ale może pomóc utrzymać płynność w najbardziej wrażliwych momentach sezonu – wskazuje Emanuel Nowak.

Branża rolna wypada bardzo stabilnie w Analizie wiarygodności płatniczej przeprowadzonej przez KRD. Aż 99 proc. firm ma najwyższe oceny A, B lub C, czyli są oceniane jako wiarygodne płatniczo. Ten wynik nie zmienił się rok do roku. Najniższą ocenę F, G lub H ma tylko 0,7 proc. podmiotów, a to oznacza niewielkie ryzyko współpracy biznesowej.

Natomiast w branży spożywczej widać wyraźne pogorszenie. Odsetek firm z najwyższymi ocenami spadł z 89 proc. w 2025 r. do 82 proc. obecnie, a udział podmiotów z najsłabszą kategorią wzrósł z 6 proc. do 7,5 proc. To sygnał, że w tym sektorze rośnie ryzyko opóźnień w płatnościach i warto uważniej sprawdzać kontrahentów.

Sektor biurowy ponownie zyskuje na atrakcyjności w oczach europejskich kredytodawców

Europejscy kredytodawcy z optymizmem patrzą na drugą połowę 2026 roku, mimo utrzymującej się niepewności geopolitycznej. Sentyment wokół sektora biurowego wyraźnie się poprawił, co może być dobrym prognostykiem na najbliższe miesiące. Kredytodawcy są również otwarci na finansowanie nieruchomości w sektorach alternatywnych – wynika z najnowszego raportu CBRE pt. “European Lender Intentions Survey”.

Z badania CBRE wynika, że trzy czwarte respondentów (72 proc.) spodziewa się zwiększenia akcji kredytowej w porównaniu do 2025 roku. Szacuje się, że kredytodawcy mogą w tym roku udzielić łącznie ok. 70 mld euro nowego finansowania na nieruchomości komercyjne w Europie.

Biura wracają do łask

Największe zainteresowanie kredytodawców wzbudza sektor budownictwa wielorodzinnego, wyprzedzając nieruchomości magazynowe oraz biurowe. Dla sektora biurowego oznacza to awans o trzy pozycje względem szóstej lokaty w zeszłorocznej edycji badania. Banki wskazały jedynie sektor nieruchomości mieszkaniowych jako bardziej atrakcyjny od biurowego, co jest wyraźnym sygnałem odbudowy zaufania do sektora biurowego.

Dane CBRE pokazują, że wartość inwestycji w nieruchomości biurowe w Europie w I kwartale 2026 roku wyniosła 10,7 mld euro, co oznacza wzrost o 6 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku. W całym 2025 roku wolumen inwestycji w europejskie biurowce wzrósł o 13 proc. r/r do 48,5 mld euro.

Z tegorocznej edycji naszego badania wynika, że 72 proc. respondentów spodziewa się zwiększenia akcji kredytowej w porównaniu do 2025 roku, podczas gdy jedynie 7 proc. przewiduje spadek aktywności. Takie podejście jest widoczne zarówno wśród banków, jak i niebankowych instytucji finansowych co wskazuje na wysoką dostępność finansowania dłużnego na rynku – mówi Michał Klimczak szef działu finansowania inwestycji w CBRE i dodaje – Spodziewamy się również większej aktywności w sektorze biurowym, wspieranej poprawą sentymentu. Warto odnotować, że 38 proc. kredytodawców deklaruje poprawę nastawienia do sektora biurowego w porównaniu do ubiegłego roku.

Kredytodawcy otwarci na sektory alternatywne

Rosnącym zainteresowaniem cieszą się również alternatywne segmenty rynku nieruchomości, takie jak co-living, obiekty przeznaczone dla sektora ochrony zdrowia, domy senioralne oraz self storage. 86 proc. kredytodawców deklaruje gotowość do finansowania co najmniej jednego z tych sektorów, co oznacza wzrost o 5 pkt. proc. w stosunku do zeszłorocznej edycji badania.

Dwie trzecie (66 proc.) ankietowanych kredytodawców nie udzieli finansowania na nieruchomości, które nie spełniają kryteriów zrównoważonego rozwoju i nie mają planu poprawy w tym zakresie. Jednocześnie tylko 20 proc. respondentów deklaruje, że kwestie związane ze zrównoważonym rozwojem nie odgrywają roli przy decyzjach kredytowych.

W tym roku 69% kredytodawców deklaruje gotowość do udzielania kredytów deweloperskich na realizację nowych inwestycji, podczas gdy rok temu było to 60% respondentów. Największym zainteresowaniem cieszą się projekty zabezpieczone umowami najmu choć 43% kredytodawców jest również skłonnych finansować projekty budowane spekulacyjnie – mówi Michał Klimczak, CBRE.

Niepewność geopolityczna największym wyzwaniem

Trzy czwarte (74 proc.) kredytodawców wskazało niestabilną sytuację geopolityczną jako główne źródło obaw (69 proc. rok wcześniej). Drugim największym wyzwaniem dla ankietowanych jest niepewność dotycząca kierunku zmian stóp procentowych (47 proc.), a trzecim potencjalny wzrost kosztów budowy (39 proc.).