Poniedziałkowa sesja przebiega w dość spokojnych nastrojach, a przecież ostatnie tygodnie przyzwyczaiły nas do dużej zmienności. Nie można jednak wykluczyć, że to tylko cisza przed burzą. W tym tygodniu otrzymamy jeszcze mnóstwo kluczowych danych makro, a trudno też uwierzyć, żeby prezydent USA przez dłuższy czas nie zakręcił rynkami.
Kalendarz pełen impulsów
Poniedziałkowy kalendarz makro świeci pustkami, jakby zbierał siły do tego, co czeka nas w kolejnych dniach. Przed nami duża liczba publikacji, z których wiele ma walory do wygenerowania poważnych rynkowych impulsów. Już jutro poznamy wstępną kwietniową inflację z Hiszpanii, a także tempo tamtejszego PKB w pierwszym kwartale. Później przyjdzie czas na badania nastrojów w strefie euro, które według prognoz mają się lekko pogorszyć w stosunku do poprzednich. Następnie decyzja węgierskiego banku centralnego, ale stopy mają pozostać tam bez zmian. Wreszcie wtorek to początek odczytów z amerykańskiego rynku pracy i na pierwszy ogień zwyczajowo pójdzie liczba wakatów wg JOLTS.
W środową noc poznamy wskaźniki wyprzedzające z Chin i podstawowym pytaniem pozostaje, czy na przemysłowym PMI zobaczymy rysy związane z wojną celną. Potem przyjdzie czas na Europę, gdzie dostaniemy informacje zarówno o inflacji, jak i PKB z trzech największych unijnych gospodarek. Niemcy dorzucą do tego jeszcze sprzedaż detaliczną i stopę bezrobocia. Tego dnia o godz. 10 dowiemy się, jak w mijającym miesiącu kształtowała się dynamika cen nad Wisłą. CPI w ujęciu rocznym ma spaść do 4,3%. Wreszcie po południu do gry wejdą Amerykanie ze swoim wzrostem gospodarczym, danymi o wydatkach i kolejnym odczytem z rynku pracy (ADP).
Czwartek to święto w wielu krajach, ale za to Bank Japonii zakończy decyzyjne posiedzenie (stopy mają pozostać na poziomie 0,5%). Z USA nadejdą za to wskaźniki wyprzedzające i także w tym przypadku otacza je niepewność co do skutków nowej polityki celnej. I wreszcie w piątek, gdy pewnie sporo ludzi będzie dalej świętować, w kalendarzu zobaczymy przemysłowe PMI ze Starego Kontynentu, a także inflację strefy euro, a w godzinach popołudniowych dane amerykańskiego Departamentu Pracy. Wyraźnie widać, że – mimo majówkowych nastrojów w wielu domach – rynki mają szansę wygenerować sporo emocji.
Spokój przed burzą?
Oprócz odczytów makro, impulsy mogą nadejść z frontu politycznego. Wybory parlamentarne odbywają się dziś w Kanadzie, a w sobotę w Australii. USA wciąż naciskają na rozejm między Rosją a Ukrainą, ale nastawienie agresora w dalszym ciągu wygląda bardziej na grę, niż realną chęć zatrzymania działań wojennych. A skoro przy wojnie jesteśmy, to jej handlowe wydanie przechodzi w co najmniej dziwną fazę. Amerykanie twierdzą, że negocjują z Chińczykami, ale ci drudzy nie potwierdzają tych informacji. Doniesienia z Państwa Środka (teraz o wsparciu dla firm, które mogą najbardziej ucierpieć na konflikcie) wskazują, że tamtejsze władze są gotowe na długotrwałe przeciąganie liny.
Żaden z powyższych tematów nie potrafi szczególnie wpłynąć na poniedziałkową sesję, która może zostać przejściową w oczekiwaniu nowych impulsów. Kurs EUR/USD w dalszym ciągu konsoliduje się wokół 1,135 $. Przekłada się to na wyciszenie par złotowych. Trend boczny coraz lepiej rozgaszcza się na EUR/PLN, kurs euro znajduje się poniżej 4,28 zł. Kurs USD/PLN nie odchodzi daleko od 3,76 zł, a kurs CHF/PLN pozostaje blisko 4,54 zł.
Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl






