Braki lekarzy, wielodniowe dyżury, opóźnienia w wyjazdach karetek i przeciążone szpitalne oddziały ratunkowe – to najważniejsze problemy Państwowego Ratownictwa Medycznego wskazane przez Najwyższą Izbę Kontroli. W skrajnych przypadkach lekarze pracowali nieprzerwanie przez 144 godziny, czyli sześć dób, a jeden z ratowników medycznych przepracował w ciągu miesiąca 456 godzin.
Kontrola objęła okres od 1 stycznia 2023 roku do 1 września 2025 roku. NIK sprawdziła funkcjonowanie Ministerstwa Zdrowia, pięciu urzędów wojewódzkich, Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, dziesięciu szpitali prowadzących SOR-y oraz pięciu dysponentów zespołów ratownictwa medycznego.
Badaniem objęto województwa lubuskie, lubelskie, zachodniopomorskie, kujawsko-pomorskie i mazowieckie. Zdaniem kontrolerów problemy, na które NIK zwracała uwagę już kilka lat wcześniej, nadal nie zostały skutecznie rozwiązane.
Największym problemem pozostaje brak lekarzy
Szczególnie trudna sytuacja kadrowa dotyczyła lekarzy pracujących w zespołach ratownictwa medycznego. Dwóch z pięciu skontrolowanych dysponentów ZRM nie zapewniło lekarza podczas około jednej czwartej zaplanowanych dyżurów zespołów specjalistycznych.
W Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie w latach 2023–2025 specjalistyczne zespoły ratownictwa medycznego pracowały bez lekarza przez ponad 86 tys. godzin. Stanowiło to 29,1 proc. całego czasu ich funkcjonowania objętego analizą.
Brakom kadrowym nie zapobiegło poszerzenie katalogu specjalności lekarskich pozwalających na uzyskanie statusu lekarza systemu. Specjaliści medycyny ratunkowej stanowili jedynie 24 proc. lekarzy pracujących w skontrolowanych zespołach ratownictwa medycznego.
Problemy występowały również w dyspozytorniach medycznych. W każdej z pięciu skontrolowanych jednostek NIK stwierdziła niepełną obsadę stanowisk dyspozytorskich. Na poszczególnych dyżurach brakowało od jednej do czterech osób. Jako główną przyczynę wskazywano brak chętnych do pracy.
Sześć dób nieprzerwanej pracy
Niedobory personelu były uzupełniane między innymi poprzez bardzo długie dyżury. Problem dotyczył przede wszystkim pracowników zatrudnianych na podstawie umów cywilnoprawnych, które – w przeciwieństwie do umów o pracę – nie przewidują ustawowych limitów czasu pracy.
U wszystkich skontrolowanych dysponentów zespołów ratownictwa medycznego lekarze, ratownicy i pielęgniarki wielokrotnie pracowali bez przerwy przez ponad 24 godziny.
Rekordowy przypadek odnotowano w Radomskiej Stacji Pogotowia Ratunkowego. Jeden z lekarzy pracował tam nieprzerwanie przez 144 godziny, czyli sześć dób.
W Szczecinie pięciu lekarzy w 74 przypadkach świadczyło pracę przez ponad 48 godzin. Najdłuższy dyżur trwał 120 godzin, a więc pięć dni. Jeden z ratowników medycznych przepracował natomiast w czerwcu 2024 roku łącznie 456 godzin. Odpowiada to pracy przez całą dobę przez 19 dni.
W Bydgoszczy najdłuższy dyżur lekarza trwał 72 godziny. Kontrolerzy wykryli tam także 35 przypadków, w których ratownicy medyczni pracowali przez 48 godzin bez przerwy.
W Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Lublinie 12 z 15 analizowanych pracowników medycznych pracowało w sumie 92 razy przez okres od ponad 24 do nawet 70 godzin.
Kierownictwo stacji pogotowia argumentowało, że pracownicy kontraktowi nie są objęci limitami czasu pracy, a pomiędzy wyjazdami mają możliwość odpoczynku. Wskazywano również, że niektórzy lekarze i ratownicy sami prosili o dłuższe dyżury, ponieważ dojeżdżali z odległych miejscowości.
NIK zwróciła jednak uwagę, że fizyczne i intelektualne możliwości świadczenia pracy nie zależą od rodzaju zawartej umowy.
Wielodniowe dyżury także na SOR-ach
Podobne przypadki stwierdzono na szpitalnych oddziałach ratunkowych. W dziewięciu z dziesięciu skontrolowanych szpitali niektórzy pracownicy zatrudnieni na podstawie umów cywilnoprawnych pełnili dyżury trwające ponad dobę.
Rekordzista ze szpitala w Sulęcinie pracował na SOR-ze przez 144 godziny. W siedmiu innych przypadkach lekarze pełnili tam dyżury trwające po 120 godzin. Tylko w wybranych okresach pierwszego kwartału 2024 i 2025 roku kontrolerzy stwierdzili 58 przypadków pracy lekarzy przez ponad dobę bez przerwy.
W 10. Wojskowym Szpitalu Klinicznym z Polikliniką w Bydgoszczy ośmiu spośród 14 objętych badaniem lekarzy pracowało przez ponad dobę w 120 przypadkach. Najdłuższy dyżur trwał 107 godzin. W 42 przypadkach czas pracy wynosił co najmniej 48 godzin.
W szpitalu w Gryficach jeden z lekarzy w ciągu miesiąca odbył siedem dyżurów trwających po 48 godzin. Kontrola wykazała również przypadki jednoczesnej pracy lekarzy na SOR-ze, na oddziale chorób wewnętrznych, w administracji szpitala lub podczas dyżurów endoskopowych.
Jednocześnie w ośmiu z dziesięciu szpitali NIK nie stwierdziła nieprawidłowości w formalnej obsadzie dyżurów. Zdaniem Izby nie oznacza to jednak, że placówki nie zmagały się z brakami personelu. Obsada była bowiem zapewniana dzięki pracy ponad normę.
Kontrola wykazała również, że tylko 3,4 proc. lekarzy pracujących na objętych badaniem SOR-ach było specjalistami medycyny ratunkowej.
Karetki nie zawsze docierają na czas
NIK wskazała także na znaczące różnice w dostępie mieszkańców poszczególnych regionów do pomocy zespołów ratownictwa medycznego.
Pod koniec 2024 roku w Polsce działały 1664 zespoły ratownictwa medycznego. Mimo tworzenia nowych zespołów podstawowych, w każdym z kontrolowanych województw znajdowały się obszary, na których maksymalny oczekiwany czas dotarcia do pacjenta był przekraczany w ponad połowie wyjazdów.
Zgodnie z obowiązującymi założeniami karetka powinna dotrzeć do pacjenta w czasie nie dłuższym niż 15 minut w mieście liczącym powyżej 10 tys. mieszkańców i nie dłuższym niż 20 minut poza takim miastem.
We wszystkich województwach objętych kontrolą czasy te były przekraczane. Odsetek opóźnionych wyjazdów wynosił od 21,5 proc. w województwie kujawsko-pomorskim do 37,8 proc. w województwie mazowieckim.
Szczególnie niekorzystne wyniki stwierdzono w gminie Nowe Warpno w województwie zachodniopomorskim, gdzie maksymalny czas dotarcia przekroczono przy 99,1 proc. wyjazdów, oraz w gminie Dzierzgowo w województwie mazowieckim, gdzie odsetek ten wyniósł 96,9 proc.
Opóźnienia pojawiały się także wcześniej – już na etapie zadysponowania zespołu. W przypadku wezwań o najwyższym kodzie pilności decyzja o wysłaniu karetki powinna zostać podjęta w ciągu 30 sekund. Tymczasem czas ten był przekraczany w przypadku ponad jednej czwartej wezwań, a w niektórych województwach odsetek przekroczeń przekraczał 40 proc.
Najczęściej wskazywaną przyczyną był brak wolnych zespołów ratownictwa medycznego.
Niemal połowa pacjentów SOR-ów nie potrzebowała pilnej pomocy
Drugim poważnym problemem pozostaje przeciążenie szpitalnych oddziałów ratunkowych.
Pod koniec 2024 roku w Polsce działało 250 SOR-ów, czyli przeciętnie jeden oddział na około 150 tys. mieszkańców. Z ustaleń NIK wynika jednak, że blisko połowa pacjentów skontrolowanych oddziałów nie wymagała pilnej pomocy udzielanej na SOR-ze.
Tylko 6,2 proc. pacjentów znajdowało się w kategorii najwyższego zagrożenia zdrowotnego. Niemal 45 proc. otrzymało w systemie segregacji medycznej kategorię pilności pozwalającą na skierowanie do podstawowej opieki zdrowotnej. Personel oddziałów rzadko korzystał jednak z takiej możliwości.
Większość pacjentów docierała na SOR samodzielnie. Jedynie 29,4 proc. zostało przywiezionych przez zespoły ratownictwa medycznego, a spośród tych osób tylko 38,4 proc. wymagało późniejszej hospitalizacji.
Najwięcej pacjentów zgłaszało się w dni robocze w godzinach dziennych. Według NIK może to wskazywać, że część osób traktuje SOR jako alternatywę dla kolejek w przychodniach i podstawowej opiece zdrowotnej.
Nierzetelne dane w systemie TOPSOR
Kontrola ujawniła również problemy z systemem TOPSOR, który ma rejestrować kolejne etapy obsługi pacjentów oraz pomagać w analizie czasu oczekiwania i pracy oddziałów ratunkowych.
Dane wprowadzane przez szpitale były niepełne i niewiarygodne. W jednym ze szpitali zarejestrowano ponad 68 tys. przypadków przeprowadzenia triażu, ale tylko jeden czas obsługi lekarskiej.
W analizowanych placówkach znaleziono ponad 127 tys. wpisów zawierających zarówno czas rozpoczęcia obsługi przez lekarza, jak i czas wypisu pacjenta. W około 76 proc. przypadków różnica między tymi godzinami nie przekraczała 10 sekund. Oznaczałoby to, że lekarz w ciągu kilku sekund przyjął, zbadał i wypisał pacjenta, co NIK uznała za fizycznie niemożliwe.
Kierownicy SOR-ów tłumaczyli, że udzielanie pomocy pacjentom jest ważniejsze niż bieżące uzupełnianie danych w systemie.
Sprzęt na ogół bez zastrzeżeń
Pozytywnie oceniono wyposażenie ambulansów, śmigłowców i szpitalnych oddziałów ratunkowych. SOR-y zapewniały dostęp do badań laboratoryjnych oraz diagnostyki obrazowej, w tym USG, RTG, tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego.
Stwierdzono jednak pojedyncze nieprawidłowości. W jednym z ambulansów znajdowała się butla z tlenem medycznym, której termin ważności upłynął 162 dni wcześniej.
Dwóch z pięciu skontrolowanych dysponentów wyposażyło podstawowe zespoły ratownictwa medycznego w leki, których ratownicy i pielęgniarki nie mogli samodzielnie podawać. NIK zwróciła przy tym uwagę, że przepisy nie określają minimalnego wyposażenia ambulansów w produkty lecznicze.
Problemy szkoleniowe stwierdzono również w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym. Obowiązkowych szkoleń dotyczących nowych defibrylatorów, aparatów USG i urządzeń do kompresji klatki piersiowej nie odbyło 134 ze 137 lekarzy pracujących w lotniczych zespołach ratownictwa medycznego.
NIK apeluje o kompleksowe zmiany
Najwyższa Izba Kontroli zwróciła się do Ministra Zdrowia o podjęcie kompleksowych działań zwiększających liczbę lekarzy systemu, szczególnie specjalistów medycyny ratunkowej.
NIK rekomenduje również określenie minimalnego wyposażenia ambulansów w leki oraz uwzględnianie w wojewódzkich planach ratownictwa liczby łóżek przeznaczonych dla pacjentów kierowanych z SOR-ów na inne oddziały.
Wojewodowie powinni natomiast planować rozmieszczenie zespołów ratownictwa medycznego w sposób zapewniający pacjentom równy dostęp do pomocy oraz uzupełnić braki kadrowe w dyspozytorniach.
Zdaniem NIK problemy systemu ratownictwa medycznego mają charakter długotrwały. Mimo wielokrotnych zmian przepisów nadal nie udało się rozwiązać niedoborów personelu, skrócić czasu dojazdu karetek ani ograniczyć nadmiernego obciążenia szpitalnych oddziałów ratunkowych.




