Piątek przynosi rynkom mało komfortową mieszankę: EBC robi pauzę, ale inflacyjne ryzyka wcale nie znikają. Droższa ropa, nowe amerykańskie cła i mocniejsze dane PMI utrudniają bankom centralnym ogłoszenie końca problemu z cenami. W efekcie rentowności obligacji znów rosną, a złoty pozostaje pod presją mimo lepszych sygnałów z europejskiej gospodarki. Euro trzyma się powyżej 4,32 zł, kurs dolara przy 3,80 zł, a EURUSD pokazuje, że globalnie wciąż więcej argumentów ma amerykańska waluta.
Pauza, która nie uspokaja
Podczas piątkowej sesji wciąż wybrzmiewają echa wczorajszej decyzji z Frankfurtu. Europejski Bank Centralny zgodnie z oczekiwaniami nie zmienił w czwartek stóp procentowych, zostawiając stopę depozytową na poziomie 2,25%, główną stopę refinansową na 2,40%, a kredytową na 2,65%. Na pierwszy rzut oka była to więc decyzja bez historii, ale konferencja Christine Lagarde nie dała rynkowi pełnego komfortu. EBC podkreślił, że uważnie obserwuje skalę i czas trwania obecnego szoku energetycznego oraz jego pośredni wpływ na inflację. To ważne, bo ceny energii pozostają wyraźnie powyżej poziomów sprzed eskalacji na Bliskim Wschodzie, a Europa dobrze wie, że jej inflacja często zaczyna się nie we Frankfurcie, tylko na rynku surowców. Lagarde nie zapowiedziała wrześniowej podwyżki, ale też nie zrobiła wiele, by rynek od tego scenariusza odwieść. W efekcie pauza wygląda bardziej jak kupienie czasu niż zakończenie dyskusji. EBC wstrzymał rękę, ale problemu inflacyjnego na półkę jeszcze nie odłożył.
Ropa i cła znów straszą inflacją
Rynki jeszcze nie zdążyły dobrze przetrawić wczorajszej pauzy EBC, a już dostały dwa kolejne powody, by nie zamykać tematu inflacji. Pierwszym pozostaje Bliski Wschód, gdzie eskalacja wojny USA i Izraela z Iranem ponownie wypchnęła ropę w okolice psychologicznej bariery 100 dolarów za baryłkę. Sam surowiec nie jest jedynym problemem. Droższa energia szybko trafia do transportu, produkcji i oczekiwań inflacyjnych, czyli dokładnie tam, gdzie banki centralne wolałyby już widzieć spokój. Drugim impulsem są nowe amerykańskie cła. Administracja Donalda Trumpa wprowadziła stawki 10% i 12,5% na towary od 60 partnerów handlowych, w tym z Unii Europejskiej i Chin, zastępując wygasającą tymczasową taryfę globalną. Oficjalnie chodzi o walkę z pracą przymusową, ale dla rynku liczy się przede wszystkim efekt cenowy i ryzyko odwetu. W praktyce dostajemy więc mieszankę, której bankierzy centralni wyjątkowo nie lubią: droższą energię, droższy handel i mniej pewności, że inflacja spokojnie wróci do celu.
PMI pomagają, rentowności przeszkadzają
Dzisiejsze odczyty PMI próbują trochę poprawić obraz sytuacji po wczorajszej pauzie EBC i kolejnych inflacyjnych strachach. Szczególnie dobrze wygląda przemysł: niemiecki PMI wzrósł do 52,2 pkt, wyraźnie przebijając oczekiwania, a indeks dla całej strefy euro podniósł się do 52,0 pkt. To sugeruje, że europejska gospodarka nie tylko nie załamuje się pod ciężarem wyższych kosztów finansowania, ale w niektórych miejscach zaczyna nawet łapać oddech. Problem w tym, że dla rynku obligacji dobre dane nie zawsze są dobrą wiadomością. Mocniejsza aktywność, droższa ropa i nowe cła utrudniają szybki spadek inflacji, więc rentowności długu znów idą w górę, szczególnie boleśnie widać to na polskich papierach. Złoty pozostaje przez to pod presją. Euro kosztuje dziś około 4,325 zł, kurs dolara utrzymuje się przy 3,80 zł, a EURUSD spada w okolice 1,1385. Dane pomagają nastrojom, ale niekoniecznie pomagają walutom krajów, które muszą płacić coraz więcej za finansowanie długu.




