Firmy inwestują w pracownicze programy emerytalne. Chcą uniknąć konieczności tworzenia pracowniczych planów kapitałowych

Firmy inwestują w pracownicze programy emerytalne. Chcą uniknąć konieczności tworzenia pracowniczych planów kapitałowych 1

Choć pracownicze programy emerytalne nakładają na pracodawców konieczność opłacania wyższej składki za pracownika niż pozostające wciąż sferze planów pracownicze plany kapitałowe, wiele firm decyduje się na ich założenie. Działają one bowiem na znanych zasadach. Jak mówi dyrektor ds. programów emerytalnych Skarbiec TFI, jeśli po uchwaleniu ustawy o PPK okażą się one korzystniejsze, przedsiębiorca zawsze może dokonać zmiany.

– Jeśli wejdą, a nic nie wskazuje na to, żeby miały nie wejść w życie przepisy ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych, pracodawca będzie zobowiązany do prowadzenia takiego planu emerytalnego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Łukawska, dyrektor ds. programów emerytalnych Skarbiec TFI. – Patrząc z tego punktu widzenia, skoro prowadzenie planu emerytalnego będzie obowiązkowe, to chyba dobrze jest zrobić taki plan, który najpełniej odpowie na oczekiwania pracowników, który jakoś wpisze się w organizację pracodawcy, żeby to nie było odfajkowanie obowiązku, bo skoro i tak pewne pieniądze trzeba wydać, to należy je wydać jak najlepiej.

Według ostatnich informacji prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju Pawła Borysa, nowy projekt ustawy o PPK miałby zostać procedowany w sejmie w czerwcu, a uchwalony po wakacjach. Wówczas weszłaby w życie w połowie 2019 roku, choć pierwotnie miało się to stać pół roku wcześniej. Zgodnie z założeniami ustawy znanymi obecnie pracodawca musiałby obowiązkowo założyć PPK, o ile nie prowadzi pracowniczego programu emerytalnego spełniającego określone w ustawie kryteria. Dlatego wielu przedsiębiorców woli założyć PPE, działające według znanych reguł, choć zmusza ich to do opłacania wyższej składki emerytalnej za pracownika. Przewiduje się, że PPK mają objąć ok. 11 mln pracowników.

– Zgodnie z projektem ustawy o PPK najprawdopodobniej pracodawca, który będzie prowadził Pracowniczy Program Emerytalny, w którym składka podstawowa finansowana przez pracodawcę będzie równa co najmniej 3,5 proc. wynagrodzenia pracownika, nie będzie musiał tworzyć PPK, dlatego teraz jest tak duże zainteresowanie PPE, bo wielu pracodawców mówi „może nie róbmy PPK, wejdźmy w PPE” – wyjaśnia przedstawicielka Skarbiec TFI.

W przypadku PPK planowane jest, by pracodawca odprowadzał 1,5 proc. wynagrodzenia pracownika tytułem składki, natomiast pracownik, o ile zdecyduje się na uczestnictwo w planie, bo może z niego zrezygnować, dołoży do tego 2 proc. z własnego wynagrodzenia. PPK objęłyby wszystkich zatrudnionych, o ile od ich wynagrodzenia odprowadzane są składki emerytalne i rentowe.

– Myślę, że ważna jest jedna rzecz – przy PPE jest od lat znana i w praktyce obowiązująca ustawa, wiadomo, jak to działa. Przy PPK cały czas są to domysły, projekty, to jeszcze nie jest ostateczny kształt ustawy – tłumaczy Agnieszka Łukawska. – Wielu pracodawców woli stworzyć coś, co wie, jak działa, przyjrzeć się, jak PPK będzie w praktyce funkcjonować i być może podejmie inną decyzję za rok, dwa lub trzy, ale na podstawie bardziej wiarygodnych, konkretnych przesłanek. A w razie czego przepisy pozwalają np. na likwidację PPE.

Kolejną różnicą między PPE a PPK jest swoboda inwestowania. Pracownik w przypadku PPE mało, że nie musi odprowadzać składek z własnego wynagrodzenia, to jeszcze może współdecydować o tym, w które fundusze (spośród dopuszczonych do danego PPE przez reprezentację pracowników) jego środki są inwestowane. W przypadku PPK możliwości inwestycyjne mają być ograniczone przepisami ustawy do tzw. funduszy zdefiniowanej daty, do których pracownik będzie automatycznie przydzielany w momencie objęcia go planem – choć prawdopodobnie będzie miał później możliwość zmiany na inny tego typu fundusz. Ustawa o PPK określi też maksymalne koszty zarządzania funduszem. Obniżka kosztów z pewnością  leży w interesie uczestnika – ale warto w tym momencie wspomnieć, że koszty zarządzania PPE też ostatnio maleją, gdyż zapowiadane PPK stały się tu pewnego rodzaju benchmarkiem.

– Na pierwszy rzut oka wydaje się, że dla pracownika PPE też będzie korzystny, bo nie ma obowiązku współpłacenia składki przez pracownika, a w PPK taki obowiązek istnieje. Druga rzecz – przy PPE jednak łatwiej jest dysponować zgromadzonymi środkami. W momencie ukończenia 60 lat uczestnik PPE może wypłacić nawet wszystkie pieniądze i zrobić z nimi co chce, w przypadku PPK mówi się, że wypłata dotyczy 25 proc. zgromadzonych środków, reszta ma być przez 10 lat wypłacana w ratach – informuje Agnieszka Łukawska.

Kancelaria Magnusson wyróżniona za innowacyjny projekt LegalTech

Kancelaria Magnusson znalazła się w gronie finalistów prestiżowego konkursu Legal Week Innovation Awards 2018, w kategorii Innowacja w międzynarodowej kancelarii prawniczej (International Law Firm Innovation). Członkowie jury docenili rolę firmy w stworzeniu LEX247, systemu nowej generacji do zarządzania pracą w kancelarii, opartego na rozwiązaniach chmurowych Microsoft.

System LEX247 służy do zarządzania pracą firm prawniczych (tzw. legal practice management system). To polsko-szwedzki projekt. Jego inicjatorami i współtwórcami są startup LEX247 oraz biura Magnusson w Warszawie oraz Sztokholmie.

„W ramach projektu zapewniliśmy specjalistyczną wiedzę z zakresu funkcjonowania kancelarii prawnej w różnych jej aspektach oraz z perspektyw różnych funkcji (prawnicy, personel administracyjny, pracownicy działu finansów), jak również wsparcie w koordynacji i zaangażowanie na każdym etapie realizacji” – powiedział Adam Kotarbiński, szef ogólnofirmowego działu IT Magnusson International, który kierował projektem ze strony kancelarii.

Kluczowym członkiem zespołu ze strony Magnusson w Szwecji była Karin Rolander, kierująca działem IT w szwedzkich biurach kancelarii.

LEX247 zapewnia funkcjonalności takie jak:

  • rejestracja klientów, spraw oraz czasu pracy prawników
  • tworzenie raportów, specyfikacji i wystawianie faktur
  • dostęp do aktualnych danych finansowych w czasie rzeczywistym
  • automatyczna rejestracja czasu rozmów prowadzonych przez telefon komórkowy
  • wersja mobilna systemu, umożliwiająca pracę z telefonu komórkowego czy tabletu
  • dostęp do systemu z każdego miejsca na świecie z dostępem do Internetu
  • duża swoboda w kategoryzowaniu spraw i klientów (np. wg praktyk, wg biur, wg pracowników)
  • elastyczność integracji, możliwość tworzenia autonomicznych jednostek biznesowych i połączeń z systemami finansowo-księgowymi
  • kompatybilność z popularnymi w Polsce systemami do fakturowania
  • bezpieczny dostęp do danych oraz stały dostęp do najnowszej wersji systemu dzięki wykorzystaniu modelu SaaS bazującego na rozwiązaniach chmurowych Microsoft
  • możliwość integracji systemu z innymi rozwiązaniami z rodziny Microsoft, takimi jak aplikacje Office365, SharePoint (przechowywanie dokumentów), PowerBI (raportowanie, analityka) czy Dynamics (CRM)
  • pełna polska wersja językowa

Dzięki skalowalności i elastyczności LEX247 może zostać dostosowany do wymagań zarówno małych jak i dużych kancelarii, w tym prowadzących wiele biur.

O konkursie Legal Week Innovation Awards

Organizatorem konkursu Legal Week Innovation Awards jest brytyjski magazyn prawniczy Legal Week wraz z The American Lawyer i Legaltech News. Nagrody wręczane są w 20 kategoriach dotyczących zarówno kwestii związanych z prowadzeniem kancelarii, jak i działań CSR, IT, HR czy public relations. Gala wręczenia nagród odbędzie się 25 maja 2018 r. w londyńskim City.

Wzrost niepewności i wyższe ceny ropy

Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen
Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen

Miało być tanio na dłużej, a jest drożej. Za wzrost cen spot powyżej 70 dolarów za baryłkę ropy Brent odpowiadają czynniki geopolityczne, mogące zakłócić bieżące dostawy ropy. Wśród nich najważniejsze jest ryzyko konfliktu w rejonie Zatoki Perskiej, ale też rozpad przemysłu naftowego w Wenezueli. W rezultacie mamy sytuację, która zapowiada utrzymanie się wyższych cen przez pewien czas. Dość powiedzieć, że prognozy średnich cen ropy Brent na lata 2018 i 2019, antycypujące skutki zerwania przez USA porozumienia nuklearnego z Iranem, są obecnie wyższe, co najmniej o 7-10 dolarów, niż przed miesiącem.

Nominacje generała Mike’a Pompeo na Sekretarza Stanu i Johna Boltona na Doradcę ds. Bezpieczeństwa, w opinii komentatorów, przesunęły akcenty amerykańskiej polityki zagranicznej na bardziej konfrontacyjne. Na reakcję rynku ropy nie trzeba było czekać. 23 marca cena ropy Brent przekroczyła 70 dolarów za baryłkę. Kolejny czynnik, podnoszący ryzyko, pojawił się 11 kwietnia, kiedy to Sekretarz Skarbu USA Steven Mnuchin zasygnalizował, że Stany Zjednoczone mogą nałożyć na Iran „bardzo silne” sankcje, ponieważ prezydent Donald Trump dąży do renegocjowania wielonarodowej umowy ograniczającej program nuklearny Republiki Islamskiej. Po tej wypowiedzi cena ropy Brent przekroczyła 72 dolary i pięła się do góry w miarę zbliżania się terminu decyzji, określonego na 12 maja. Wzrost cen wynikał z przekonania, że ponowne nałożenie przez USA sankcji na Iran jest przesądzone, a niewielkie spadki były przejawem niepewności, jak dotkliwe będą to sankcje.

8 maja prezydent Donald Trump, wbrew europejskim sojusznikom podjął decyzję o wyjściu USA z porozumienia nuklearnego z Iranem. Jakie będą tego konsekwencje? Dziś trudno je przewidzieć, poza tym, że najmocniej skutki odczuje Iran. Przed decyzją oczekiwano, że nie będą tak dotkliwe jak międzynarodowe sankcje z 2012 roku, ze względu na prawdopodobny sprzeciw Chin i Rosji oraz brak zgody na zerwanie porozumienia nuklearnego z Iranem ze strony Unii Europejskiej. Według szacunków IHS Markit, Iran może stracić 200 000 baryłek dziennie eksportu ropy w 2018 roku oraz 500 000 w 2019 roku. Zagadką jest reakcja samego Iranu, który dzisiaj deklaruje gotowość do kontynuacji porozumienia w zmniejszonym składzie, bez USA, nie wiadomo natomiast jak zachowa się w dłuższej perspektywie.

Trudność z oceną skutków wynika przede wszystkim z tego, że mamy do czynienia ze wzrostem niepewności, co do dalszego rozwoju sytuacji na Bilskim Wschodzie a także w relacjach Stanów Zjednoczonych z Europą, Koreą Północną, Rosją i Chinami. Napięcie w rejonie Zatoki Perskiej trwa od dłuższego czasu i znaczącą rolę w tym odegrały zmiany polityczne w Arabii Saudyjskiej. Obawia się ona odrodzenia programu nuklearnego Iranu i dąży do powstrzymania jego wpływów na sąsiednie kraje, podobnie jak Izrael i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Ambicje Arabii Saudyjskiej, zmierzające do osiągnięcia pozycji silnego gracza w regionie oraz realizacja programu transformacji gospodarczej, wymagają dużych nakładów finansowych. Dlatego właśnie zmieniła ona strategię wydobycia ropy z obrony udziału w rynku na wspieranie wzrostów cen, do co najmniej 80 dolarów za baryłkę.

Po decyzji prezydenta Trumpa cena ropy Brent wzrosła i oscyluje wokół 77 dolarów za baryłkę. Czy to zapowiedź wyższych cen na dłużej? Moim zdaniem nie – jeśli nie pojawią się kolejne czynniki podnoszące ryzyko – na rynku ropy działają bowiem mechanizmy samoregulujące, które w horyzoncie kilku kwartałów mają spory potencjał do wygaszania wzrostów cen, wynikających z zakłóceń podaży.
Pamiętajmy, że popyt na ropę rośnie obecnie w tempie około 2 milionów baryłek dziennie. Do tego wzrostu w dużej mierze przyczynił się długi okres niskich cen ropy naftowej. Wzrost cen ropy, podtrzymany przez kilka kwartałów wpłynąłby negatywnie na popyt na ropę oraz na wzrost gospodarczy w krajach importujących. Wyższe ceny paliw obniżają bowiem dochód, który pozostaje do dyspozycji. Konsumenci indywidualni przesiadają się wtedy na tańsze środki transportu publicznego i w konsekwencji kupują mniej paliw. Takiego wyboru nie mają podmioty gospodarcze. Z powodu wzrostu kosztów transportu generują mniej wartości dodanej, osiągają mniejsze zyski i mniej inwestują. Dostosowania nie następują natychmiast – zwykle potrzeba na to dwóch, trzech kwartałów z wyższymi cenami ropy. Na wyższych cenach ropy korzystają natomiast eksporterzy, ale badania IMF pokazują, że w wymiarze globalnym wzrost cen ropy prowadzi do obniżenia tempa wzrostu gospodarki światowej.

Jeśli, jak to ma miejsce obecnie, powodem wzrostu cen ropy są napięcia geopolityczne o zasięgu globalnym, taka sytuacja wpływa bezpośrednio na osłabienie koniunktury globalnej i w rezultacie ogranicza przyszły popyt na ropę. Co ważne, ryzyka geopolityczne pojawiają się w zaawansowanej fazie globalnego cyklu koniunkturalnego, trwającego już 9 lat, i nakładają się na rozpoczęty cykl podwyżek stóp procentowych na świecie. Szefowa IMF Christine Lagarde ostrzegła przed skutkami narastającego ryzyka wojen handlowych i szybkiego wzrostu zadłużenia na świecie. Jej zdaniem zasady, które leżą u podstaw globalnego handlu, są zagrożone rozerwaniem, co bezpośrednio godzi w globalny wzrost gospodarczy i zmniejsza popyt na ropę.

Według IHS Markit, w ciągu kolejnych dwunastu miesięcy, znane już czynniki geopolityczne mogą doprowadzić do zmniejszenia przyrostu globalnego popytu na ropę naftową i paliwa płynne w 2019 r. do 1,2-1,5 miliona baryłek dziennie, co w odniesieniu do samej ropy i produktów rafineryjnych daje 0,7-1,0 miliona baryłek dziennie.

Jeśli nie wydarzy się nic nowego, przyrost popytu w tej niższej skali zaspokoi wydobycie w Stanach Zjednoczonych. Według IHS Markit, przy przeciętnych cenach ropy WTI na rynku amerykańskim, utrzymujących się powyżej 60 dolarów za baryłkę (odpowiada to cenom ropy Brent powyżej 65 dolarów) wydobycie wzrośnie o 1,2 miliona baryłek dziennie w tym roku i o 1,1 miliona w przyszłym. Dla porównania, wydobycie w pozostałych krajach, poza OPEC zwiększy się odpowiednio o 0,3 i 0,6 miliona. Dlaczego wydobycie ropy z pól łupkowych nieustannie rośnie? Bardzo istotnym czynnikiem jest postęp technologii wydobycia, zwiększający dzienny wypływ ropy z pojedynczego odwiertu. Wdrażane innowacje dały też na przykład nowe życie basenowi Permian, skąd obecnie wydobywa się ponad 700 000 baryłek dziennie ropy. Dla porównania, wydobycie ropy z dna Zatoki Meksykańskiej jest dziesięciokrotnie mniejsze.

Powrót na premii za ryzyko geopolityczne zapowiada na pewien czas wyższe i bardzo zmienne ceny. Jednak w dłuższym horyzoncie nie ma obaw, że ropy braknie a niepewność dotyczy przede wszystkim siły popytu. Taki układ sił rynkowych nie tworzy presji cenowej. Perspektywa cen w dłuższym terminie będzie kształtowana z jednej strony przez rozwój nowych technologii, wypierających ropę z transportu, a z drugiej przez regulacje chroniące środowisko naturalne i klimat, tworzące presję na ograniczanie emisji z transportu. Obydwa czynniki potrafią rynki zaskoczyć, a rezultatem zaskoczenia są cykle cenowe. To już temat na kolejny wpis.

Komentarz Adama Czyżewskiego, Głównego Ekonomisty PKN ORLEN

Kurs funta po decyzji Banku Anglii

Dzisiejsza decyzja Banku Anglii o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie nie była zaskoczeniem. Konsensus prawidłowo przewidział rozkład głosów za utrzymaniem stabilnym kosztów pieniądza (7-2), w związku z czym bardziej interesujący od decyzji BoE był kwartalny raport o inflacji i komunikacja ze strony Banku oraz jego prezesa.

Bank centralny zwrócił uwagę na ostatni, zaskakujący i bardzo gwałtowny spadek inflacji, informując o tym, że podwyżki stóp procentowych w przyszłości powinny być stopniowe i ograniczone. BoE wyraźnie obniżył również prognozy wzrostu gospodarczego w bieżącym roku (z 1,8% do 1,4% w ujęciu rocznym), zaznaczając jednak, że spowolnienie ekspansji gospodarczej może być tymczasowe – pytanie, czy tak będzie pozostaje jednym z kluczowych znaków zapytania w kontekście kształtu przyszłej polityki monetarnej.

Ton prezesa Banku Anglii podczas konferencji prasowej mimo wszystko był dość optymistyczny. Mark Carney w swojej wypowiedzi podkreślał, że w opinii Banku spowolnienie ekspansji w początkach roku było raczej związane z czynnikami przejściowymi. Była to dość specyficzna konferencja. Wyjątkowo dużo pytań miało bardzo podobny wydźwięk. Dziennikarze kilkukrotnie wręcz „atakowali” prezesa BoE za to, że jego komunikacja z rynkiem finansowym ulega gwałtownym zmianom, przez co bywa trudna do interpretacji przez inwestorów, określając Carneya terminem „unreliable boyfriend” (dosł. niesłowny chłopak).

Reakcja rynku na informacje z Wielkiej Brytanii była jednoznacznie negatywna. Funt brytyjski doświadczył wyprzedaży w relacji do głównych walut i walut EM (Wykres 1), tracąc również w parze z polskim złotym (-1%). Nie jesteśmy przekonani, żeby skala wyprzedaży szterlinga po spotkaniu była adekwatna, ruch zdaje się być zbyt duży jak na to, co faktycznie miało miejsce.

Wykres 1: Kurs GBP/USD & GBP/PLN (10/05/2018)

BoE pozostawia stopy procentowe bez zmian, tnie prognozy wzrostu gospodarczegoŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 10/05/2018

Sytuacja w brytyjskiej gospodarce wprawdzie uległa pogorszeniu, nieco zmalały również perspektywy rychłej podwyżki stóp procentowych. Mimo to uwzględniając nadal bardzo wysoki poziom inflacji w Wielkiej Brytanii (której utrzymywanie się na wspomnianym, wysokim poziomie wspiera rosnąca dynamika płac)  oraz fakt, iż spowolnienie gospodarcze powinno być tymczasowe, prawdopododbnym jest, że Bank Anglii zdecyduje się na podwyżkę stóp procentowych w sierpniu.

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Złoty odrobił część strat. Funt w centrum uwagi

Polska waluta zakończyła wczorajszy dzień umacniając się w relacji do głównych walut. Korekcyjny ruch w górę złotego był jednak wyraźnie silniejszy niż w przypadku pozostałych walut naszego regionu – prawdopodobnie z uwagi na fakt, że to właśnie złoty ostatnio charakteryzował się największą słabością.

Uwaga rynków w ostatnich dniach skupiała się wokół kwestii umocnienia dolara amerykańskiego i zerwania przez prezydenta USA porozumienia nuklearnego z Iranem. Obecnie jednak inwestorzy kierują wzrok na Wielką Brytanię, gdzie już dziś dojdzie do spotkania Banku Anglii. Nie będzie to zwykłe spotkanie, tylko tzw. superczwartek, czyli decyzja BoE wzbogacona o publikację kwartalnego raportu o inflacji i konferencję prasową, podczas której przemawiać będzie prezes Banku, Mark Carney.

To właśnie z uwagi na zmianę oczekiwań względem działań Banku podczas dzisiejszego spotkania, brytyjska waluta na przestrzeni ostatnich tygodni wyraźnie traciła w relacji do ważonego koszyka walut. W następstwie publikacji serii rozczarowujących danych makro i gołębiego komunikatu prezesa Banku,  prawdopodobieństwo ruchu w górę podczas dzisiejszego spotkania spadło z poziomu 90% do okolic 10%.

Do podwyżki prawdopodobnie nie dojdzie, warto jednak będzie obserwować rozkład głosów za wzrostem stóp – jeśli więcej niż dwóch członków BoE opowie się za natychmiastowym podniesieniem kosztów pieniądza, funt może otrzymać wsparcie. Istotny dla przyszłości brytyjskiej waluty będzie również wydźwięk raportu inflacyjnego oraz ton komentarzy ze strony prezesa BoE po spotkaniu.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,26-4,30. Wspólna europejska waluta znalazła wczoraj grunt pod nogami, kończąc dzień na niemal niezmienionym poziomie w relacji do dolara amerykańskiego.

Wewnętrznym tematem, który budzi zainteresowanie rynków jest kwestia negocjacji w sprawie utworzenia koalicji we Włoszech. We wtorek otrzymaliśmy informację o tym, że włoski impas może przerodzić się w kolejne wybory, wczoraj natomiast  prezydent Włoch, Sergio Mattarella dał partiom 24 godziny na sformowanie koalicji.

Prawdopodobne jest, że krajem rządzić będą partie populistyczne, które łącznie uzyskały 70% głosów w wyborach i prowadzą rozmowy koalicyjne. W konsekwencji niepewności, na półwyspie Apenińskim znacząco wzrosła premia za ryzyko dla inwestujących na rynku obligacji – rentowności 10-letnich papierów rządowych wczoraj podniosły się do poziomu 1,94% i znalazły się najwyżej od siedmiu tygodni.

GBP

Kurs GBP/PLN  w środę osłabił się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,83-4,91. Brytyjska waluta w ujęciu ogólnym była jednak wczoraj stosunkowo silna i zakończyła dzień umocnieniem w relacji do ważonego koszyka walut.

Dzisiejsze dane makroekonomiczne napływające z Wielkiej Brytanii były mieszane. Z jednej strony pozytywnie zaskoczyła miesięczna dynamika produkcji w marcu, która spadła o 0,1%, nieco mniej niż oczekiwano. Z drugiej strony deficyt w handlu powiększył się w marcu do 12,3 mld GBP, lekkiej negatywnej rewizji został również poddany odczyt z poprzedniego miesiąca.

USD

Kurs USD/PLN w środę osłabił się o 0,3%, wahając się w widełkach 3,59-3,63. Wczorajsze dane o inflacji PPI z USA były nieco gorsze od oczekiwań. Dynamika PPI w ujęciu rocznym w kwietniu wyniosła 2,6% wobec oczekiwanych 2,8% i odczytu z ostatniego miesiąca na poziomie 3% rocznie.

We wczorajszej wypowiedzi Raphael Bostic z FOMC stwierdził, że sytuacja na rynku pracy poprawia się, a rynek pracy się „nie przegrzewa”. Dodał, że inflacja przez pewien czas znajdująca się powyżej poziomu 2% „nie jest problemem”. Pozytywne słowa Bostica wpisują się w ostatni ton komunikacji ze strony banku centralnego i wspierają oczekiwania względem kolejnych trzech podwyżek stóp procentowych w bieżącym roku.

Dziś poznamy cotygodniowy odczyt liczby zadeklarowanych bezrobotnych w USA oraz kluczowe dane o inflacji CPI (również bazowej inflacji CPI) w USA w kwietniu. Zgodnie z szacunkami konsensusu, dynamika cen w kwietniu przyspieszyła, utrzymując się powyżej celu inflacyjnego.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:00 – publikacja raportu o inflacji i decyzja BoE w sprawie stóp procentowych
  • 13:30 – przemawia Mark Carney z BoE
  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie bezrobotnych w USA
  • 14:30 – inflacja CPI oraz bazowa inflacja CPI w USA w kwietniu

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Upadłości konsumenckie pod lupą ministra

Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowuje zmiany dotyczące upadłości konsumenckiej. Zgodnie z zapowiedziami nowelizacja znacznie zliberalizuje zasady ogłoszenia upadłości przez osobę fizyczną nieprowadzącą działalności gospodarczej. Osoby rozważające w najbliższym czasie poddanie się upadłości konsumenckiej powinny jednak uważnie przyjrzeć się proponowanym zmianom i zrobić dokładny rachunek zysków i strat zastosowania się do nowych regulacji. Choć bowiem MS zapowiada, że zmiany będą korzystne, to ich wnikliwa analiza wywołuje co do tego wątpliwości.

Refleksja Ministerstwa o polityce drugiej szansy

Tzw. polityka drugiej szansy, w państwach takich jak Wielka Brytania czy USA, zakłada wspieranie procesu oddłużania i umarzania długów zaciągniętych w przeszłości. W ten sposób dąży się do minimalizowania ryzyka wystąpienia sytuacji, w której dłużnik nie płaci podatków, ponieważ w obawie przed wierzycielami nie podejmuje legalnego zatrudnienia. Stosowanie tej polityki jest dla państwa korzystne m.in. pod względem ekonomicznym – najczęściej po oddłużeniu osoba odzyskuje zdolność kredytową i może aktywnie budować PKB poprzez nabywanie towarów.

Ministerstwo zaproponowało, aby wyeliminować z prawa upadłościowego jedną przesłankę uniemożliwiającą ogłoszenie upadłości konsumenckiej – doprowadzenie do niewypłacalności umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa. Przyjęcie tego rozwiązania oznaczałoby zwolnienie sądu z obowiązku badania przyczyn wystąpienia niewypłacalności. Sąd w pierwszym kroku rozstrzygnie zatem o ogłoszeniu upadłości, a dalej będzie weryfikować jej przyczyny.

Powszechne oddłużenie bez względu na przyczynę

Na pierwszy rzut oka propozycja Ministerstwa Sprawiedliwości napawa optymizmem. Jednakże „liberalizacja” przesłanek ogłoszenia upadłości obwarowana jest wydłużeniem okresu spłaty układu – z obecnych 3 lat do 4–8, w zależności od stopnia przyczynienia się do stanu niewypłacalności. Z jednej strony Ministerstwo proponuje zatem wprowadzenie „powszechnego” oddłużenia, a z drugiej zastrzega dłuższy okres spłaty.

Należy pamiętać, że zgodnie z art. 49119 ust. 3 Prawa upadłościowego w przypadku istotnej poprawy sytuacji majątkowej dłużnika sąd na wniosek każdego z wierzycieli może zmienić plan spłaty poprzez zwiększenie obciążenia dłużnika. W praktyce można spotkać się z sytuacją, w której dłużnik w trakcie wykonywania planu spłaty otrzyma wartościowy spadek lub darowiznę i będzie musiał podzielić się tym aktywem z wierzycielami, czyli zapłacić wyższą ratę.

Inną sprawą jest, że dłużnika obowiązują pewne ograniczenia w rozporządzaniu jego majątkiem w trakcie wykonywania planu spłaty – art. 49818 ust. 1 Prawa upadłościowego zakazuje dłużnikowi dokonywania czynności prawnych dotyczących jego majątku, które mogłyby pogorszyć wykonywanie planu spłaty. Dłużnik, rozważając sprzedaż określonej części majątku, dla zabezpieczenia transakcji powinien zatem wystąpić do sądu o zgodę na dokonanie czynności prawnej.

Okres wykonywania planu spłaty jest czasem, w którym dłużnik co prawda odzyskuje kontrolę nad majątkiem, jednak jego sytuacja majątkowa i sposób rozporządzania majątkiem mogą być prześwietlane przez wierzycieli oraz zgłaszane przez nich do sądu celem ustalenia innej wysokości spłaty. A wydłużenie okresu spłaty może skomplikować sytuację dłużnika.

Porozumienie z wierzycielem

Proponowane jest nowe rozwiązanie, które będzie polegało na tym, że dłużnik z pominięciem drogi sądowej będzie mógł zawrzeć porozumienie z wierzycielem dotyczące sposobu zadłużenia. Dłużnik będzie mógł skorzystać z pomocy doradcy restrukturyzacyjnego. W przypadku braku osiągnięcia porozumienia sąd rozpocznie postępowanie upadłościowe.

Nie wiadomo jeszcze, jak dokładnie ma wyglądać procedura wypracowania porozumienia z wierzycielami. W praktyce może się okazać nieszczególnie atrakcyjnym i mało popularnym sposobem na oddłużenie. Dłużnicy bowiem raczej unikają powiadamiania wierzycieli o tym, że przygotowują się do ogłoszenia upadłości – z obawy przed zintensyfikowanymi działaniami egzekucyjnymi z ich strony.

Szybsze umorzenie zobowiązań

Omawiana nowelizacja ma na celu również doprowadzenie do szybszego niż dotychczas umorzenia zobowiązań. Z uwagi na to, że wielokrotnie do upadłości konsumenckiej przystępują osoby nieposiadające majątku, proponuje się m.in. odstąpienie od fazy likwidacji majątku. W praktyce miałoby to wyglądać w ten sposób, że sąd, na wstępie badając wniosek dłużnika o ogłoszenie upadłości konsumenckiej, mógłby zadecydować o rezygnacji z etapu likwidacji majątku i dalej przejść do umorzenia zobowiązań.

Podobnie jak w przypadku zaproponowanej zasady ogłoszenia upadłości bez względu na przyczynę stanu niewypłacalności, również w tym zakresie projektodawcy zastrzegają wprowadzenie ograniczenia pełnego umorzenia zobowiązań. Zakłada się, iż przed podjęciem decyzji o umorzeniu zobowiązań sąd powinien zweryfikować, czy informacje wskazane we wniosku są prawdziwe oraz czy dłużnik nie wyzbył się majątku celowo. Podanie nieprawdy we wniosku będzie sankcjonowane jego oddaleniem. Należy spodziewać się, że na skutek wprowadzenia takiego uregulowania sąd będzie dużo dokładniej analizował każdy wniosek o ogłoszenie upadłości.

Czy warto poczekać z upadłością do czasu nowelizacji?

Z notatki zamieszczonej na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości można wyczytać, że ma być szybciej i prościej, a nowe przepisy będą przełomem w wychodzeniu z niewypłacalności. Należy jednak zachować umiarkowany optymizm. Przede wszystkim dlatego, że „liberalizacja” przepisów została ograniczona dodatkowymi warunkami, takimi jak okres spłaty wydłużony do 8 lat. Tymczasem w pewnych okolicznościach dużo bardziej opłacalne dla dłużnika jest skrócenie okresu spłat – nawet przy zwiększonym ryzyku możliwości uzyskania upadłości.

Poza tym nie wiadomo jeszcze, jak sądy upadłościowe będą orzekać, jeżeli z przepisów zostanie usunięta przesłanka rażącego przyczynienia się do niewypłacalności. Oczywiście, mimo znacznego polepszenia sytuacji dłużnika sądy również powinny mieć na względzie interes wierzycieli. W praktyce może okazać się, że sądy będą uważniej przyglądać się wnioskom i jeżeli stwierdzą, że dłużnik przyczynił się do powstania stanu niewypłacalności, wyznaczą maksymalny, 8-letni okres spłaty układu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

EFL: przy obecnym kształcie ustawy i cenie auta elektrycznego, koszt jego zakupu i użytkowania wyższy o 45% od pojazdu spalinowego

W podjęciu decyzji o zakupie firmowego pojazdu elektrycznego (EV) większe znaczenie niż argumenty ekologiczne ma kryterium opłacalności ekonomicznej. Jednak wysoka cena, obok ograniczonej infrastruktury, pozostaje największą barierą. Z wyliczenia EFL wynika, że koszt użytkowania auta elektrycznego przez 3 lata jest aż o 45% wyższy niż w przypadku pojazdu z silnikiem spalinowym. Oznacza to, że zachęty wynikające z przyjętej ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych, m.in. zniesienie akcyzy i zwiększenie odpisów amortyzacyjnych, mogą nie przekonać wielu przedsiębiorców do rozwoju elektromobilnej floty.

– Wizja miliona aut elektrycznych (EV) jeżdżących po polskich drogach już w 2025 roku, jest bardzo ambitna i bez rozbudowanego systemu zachęt, może okazać się skazana na porażkę. Tym bardziej, jeśli elektromobilnością nie zaciekawimy przedsiębiorców, którzy w Polsce odpowiadają średnio za 2/3 rynku sprzedaży nowych samochodów osobowych. A jak wynika z badania zrealizowanego przez Carefleet, sektor MŚP z dużym dystansem podchodzi do samochodów z napędami alternatywnymi. Aż 9 na 10 ankietowanych deklaruje, że nie zamierza nabyć tego typu pojazdów w najbliższym czasie – zwraca uwagę Radosław Kuczyński, prezes EFL.

Wciąż za mało, żeby ekoauta kusiły firmy

Przyjęta 22 lutego br. ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych nie stwarza jednak optymalnych warunków do zdynamizowania rynku oraz wykreowania popytu na samochody elektryczne. Wprowadza ona m.in. zniesienie akcyzy na auta elektryczne i hybrydy plug-in, zwiększenie odpisów amortyzacyjnych dot. EV dla firm oraz zwolnienie EV z opłat za parkowanie. To jednak za mało. Aby pokazać wpływ ustawowych zachęt do zakupu aut elektrycznych, EFL opracował porównanie kosztów zakupu (leasing klasyczny i leasing z wysokim wykupem) i użytkowania pojazdu z napędem spalinowym z samochodem elektrycznym. Wyniki analizy jednoznacznie wypadają na niekorzyść użytkowników pojazdów elektrycznych.

Symulacja kosztów zakupu i użytkowania

Założenia przyjęte przez EFL w celu opracowania porównania[1]:

  • Samochody – ceny katalogowe (stan na 6.05.2018r.):
    • ICE: Opel Astra z silnikiem spalinowym (benzynowy) o mocy 150KM
    • EV: Nissan Leaf II z napędem eklektycznym o mocy 150 KM
  • Finansowanie:
    • leasing klasyczny (operacyjny) – wykup 1%
    • leasing z wysokim wykupem (HRV) – wykup 45%
  • Okres umowy: 3 lata
  • Nominalna roczna stopa procentowa jest identyczna w przypadku wszystkich wariantów ofert
  • Wpłata własna klienta w wysokości 10% ceny pojazdu
  • Rata miesięczna netto
  • Koszty ubezpieczenia i usług dodatkowych nie zostały uwzględnione w celu uproszczenia analizy
  • Przebieg roczny pojazdu 20 tys. km.

Wniosek: wobec wyraźnie wyższych kosztów zakupu pojazdów z napędem elektrycznym (EV) w stosunku do samochodów z tradycyjnym napędem spalinowym (ICE) obecny kształt Ustawy o elektromobilności ze zbyt słabymi zachętami nie jest w stanie zniwelować różnicy w kosztach użytkowania, które wypadają na niekorzyść samochodów elektrycznych. W szczególności widać to w przypadku leasingu klasycznego, z którego najczęściej korzystają firmy w Polsce. Tutaj różnica wynosi aż 45%. W przypadku leasingu z wysokim wykupem, całkowity koszt użytkowania auta elektrycznego jest wyższy o 24% niż w przypadku auta spalinowego. Warto jednak zwrócić uwagę, że różnica pomiędzy EV i ICE nie jest już tak znacząca, jeśli weźmiemy pod uwagę całkowite koszty użytkowania, a nie samą cenę zakupu wynoszącą blisko 95% na niekorzyść EV.

Leasing w służbie elektromobilności

W przypadku firm sfinansowanie zakupu auta elektrycznego, podobnie jak ma to miejsce przy tradycyjnym napędzie, za gotówkę albo będzie niemożliwe, albo po prostu będzie się mniej opłacało. Dlatego rząd we współpracy z instytucjami finansowymi powinien również postawić na edukację w zakresie metod finansowania pojazdów elektrycznych,

– W procesie planowania rozwoju elektromobilnej floty firmowej istotną rolę odgrywa możliwość sfinansowania zakupu pojazdów elektrycznych. W Polsce rynek ten jest jeszcze na wstępnym etapie rozwoju i bariera związana z wysoką ceną – mimo coraz szerszej oferty samochodów elektrycznych – jest, obok ograniczonej infrastruktury, jedną z głównych przeszkód w upowszechnieniu użytkowania aut elektrycznych wśród firm. Ten model mobilności tworzy zupełnie nowy ekosystem użytkowania i korzystania z pojazdu, w którym nowoczesne formy finansowania, np. możliwość leasingu samej baterii, mogą mieć decydujące znaczenie, jeśli chodzi o ekonomiczny sens zmiany dominującego obecnie spalinowego środka transportu na elektryczny. W krajach zachodnich udział finansowania w sprzedaży samochodów elektrycznych wynosi nawet 75% całego rynku, natomiast w Polsce wskaźnik ten osiąga wartość 60%. Pokazuje to wyraźnie, że ten segment rynku ma bardzo duży potencjał wzrostu – mówi Radosław Kuczyński z EFL.

[1] Niniejszy materiał nie stanowi oferty w rozumieniu art. 66 k.c., nie może być traktowany jako porada, usługa finansowa lub zachęta do zawarcia jakiejkolwiek umowy.

10 zadań, które musisz zrobić w pracy, aby przygotować się do urlopu

Widok wczasowiczów z laptopami, pracujących na lotnisku, w hotelu, a nawet na plaży nie jest taki rzadki. Co zrobić, aby nie podzielić ich urlopowego losu? Oto recepta w dziesięciu krokach.

Powodów, dla których część z nas zabiera pracę na urlop, jest kilka. Najczęściej to fakt, że:

  • a) nie zaplanowaliśmy wystarczająco dobrze pracy przed wyjazdem i nie zostawiliśmy wytycznych dla naszego zastępcy;
  • b) wymaga od nas tego szef;
  • c) sami mamy problem, aby odciąć się od codziennej pracy w firmie.

Każda bariera, przy odrobinie dobrej organizacji i chęci, jest możliwa do pokonania. Oto co należy zrobić, aby przygotować się do urlopu bez telefonu i bez laptopa.

  1. Przygotowania czas zacząć

Podstawą jest planowanie pracy. Chcąc rozliczyć się z najważniejszymi projektami, przygotowania do wyjazdu najlepiej zacząć na 2-3 tygodnie przed urlopem. Jeśli zostawimy większość spraw na ostatnią chwilę, wzrośnie prawdopodobieństwo, że się nie wyrobimy. Tym samym narażamy się na telefony i maile od szefa.

  1. Rozmowa z przełożonym

Szefowie często obawiają się, że nieobecność pracownika odbije się negatywnie na rytmie pracy całej firmy. Dlatego, jeśli zależy nam na spokojnym wypoczynku, warto omówić z szefem komu mamy przekazać na czas nieobecności obowiązki, dokumenty i sprawy do przypilnowania. Pracodawca, który uzyska pewność, że zespół panuje nad sytuacją pod nieobecność jednej osoby, nie powinien zakłócać jej spokoju na urlopie.

  1. Wdrożenie osoby z pracy na zastępstwo

Z reguły pracodawcy nie udzielają urlopów wypoczynkowych w momencie, gdy np. zamykany jest ważny projekt dla firmy, zespół przygotowuje się do przetargu, firmowej gali lub targów. To oznacza, że osoba, która zastąpi nas w czasie urlopu, zajmie się tylko tym, co niezbędne. Naszym zadaniem jest jej to ułatwić. Powinniśmy zadbać, aby nasz zastępca miał dostęp do koniecznych mu do pracy dokumentów, plików i danych teleadresowych. Powinien także wiedzieć, gdzie ma ich szukać.

  1. Uprzedzenie klientów i współpracowników

Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie, na jaki czas przed urlopem uprzedzać o nim ważnych klientów czy partnerów biznesowych. Osoby, z którymi często pracujemy mogą potrzebować tej wiedzy na kilka tygodni wcześniej. Tych, z którymi pracujemy sporadycznie, wystarczy uprzedzić na kilka dni przed wyjazdem. Pewne jest to, że powinniśmy to zrobić. Dzięki temu zabiegowi unikniemy sytuacji, w której tuż przed urlopem otrzymamy pilne zadanie do wykonania.

  1. Harmonogram pracy i podział zadań

Im dłuższy urlop, tym większe znaczenie ma harmonogram pracy. Zadania trzeba podzielić na te bardzo pilne i bieżące (te musimy zamknąć przed wyjazdem) i te, mniej ważne (mogą poczekać z realizacją). Szczegółowe rozpisanie zadań na każdy dzień do urlopu pozwoli nam zamknąć wszystko zgodnie z planem i o niczym istotnym nie zapomnieć.

  1. Nowe zlecenia po urlopie

To szczególnie ważny punkt dla osób prowadzących własną działalność gospodarczą. Szefowie firm zawsze bowiem mają coś do zrobienia, a gdy pojawia się nowe zlecenie, nie potrafią odmawiać. Jeśli chcemy wypocząć, warto złamać tę zasadę i spróbować przełożyć realizację zlecenia już po urlopie. „Przykładowo fotografowie prowadzący własną działalność w czasie, gdy planują urlop, polecają klientom usługi zaprzyjaźnionych kolegów z branży. Ta współpraca w środowisku jest bardzo opłacalna, gdyż obowiązuje niepisana zasada rewanżu.” – radzi Aleksandra Pocheć, ekspertka serwisu rekrutacyjnego Monster Polska.

  1. Ustawienie autorespondera

Tuż przed wyjazdem należy ustawić w poczcie elektronicznej autorespondera. W mailu należy powiadomić, jak długo będziemy na urlopie i kto nas zastąpi. Koniecznie podajmy adres e-mail osoby do kontaktu lub telefon komórkowy. W niektórych firmach na czas nieobecności pracownicy pozostawiają współpracownikom dostęp do skrzynki mailowej. To jednak mniej popularne rozwiązanie.

  1. Instrukcje działania

Przed wyjazdem powinniśmy wysłać do naszego zastępcy mail podsumowujący wszelkie informacje, dane i wytyczne. Mail powinien być wysłany także do przełożonego i jeszcze jednej osoby z zespołu. W ten sposób zabezpieczymy się przed telefonami w sytuacji, w której nasz zastępca się rozchoruje, a szef pilnie będzie poszukiwał numeru telefonu do biznesowego partnera.

  1. Przygotowanie komputera w pracy

Jeśli na czas naszej nieobecności, ktoś będzie korzystał z naszego firmowego komputera, warto skasować znajdujące się w nim niepotrzebne pliki i opróżnić kosz. Poza tym warto pamiętać o wylogowaniu np. z prywatnego konta na Facebooku. Zdarza się, że trzymamy na takim komputerze prywatne zdjęcia (chociażby na pulpicie). Warto przemyśleć, czy to dobry pomysł. Może przedurlopowe porządki są wstępem do zmiany nawyków?

  1. Sprzątanie biurka

Na dzień lub dwa przed urlopem posprzątajmy biurko. Przemawiają za tym kwestie praktyczne – współpracownik, który nas zastępuje łatwiej wszystko znajdzie, ale i estetyczne – uporządkowane biurko pozytywnie o nas świadczy. Koniecznie umyjmy kubek po kawie.” – radzi Aleksandra Pocheć, ekspertka serwisu rekrutacyjnego Monster Polska.

Kiedy wykonamy te dziesięć kroków, możemy z czystym sumieniem wybrać się na urlop. Pamiętajmy, że wypoczynek to czas ładowania baterii. Jest niezbędny i warto go sobie zapewnić.

Już co czwarty sprzedawca na eBay w Polsce handluje częściami samochodowymi

Aż 24% profesjonalnych sprzedawców na eBay w Polsce decyduje się na handel online w branży motoryzacyjnej. Najwięcej z nich zlokalizowanych jest w Wielkopolsce, na Mazowszu i na Śląsku. Najpopularniejszym rynkiem zbytu części samochodowych według danych eBay od wielu lat pozostają Niemcy. Zaraz potem akcesoria motoryzacyjne z Polski najchętniej kupują Brytyjczycy, Francuzi, Włosi i Hiszpanie.

Dane jednego z największych portali aukcyjnych na świecie za 2017 r. wskazują, że obroty 10 największych sprzedawców z Polski, którzy dołączyli do eBay w ubiegłym roku, wyniosły prawie milion euro. Do jednego z najchętniej wybieranych działów wśród nowych sprzedawców należała właśnie motoryzacja. Nic w tym dziwnego, bo średnie obroty sprzedających w tej kategorii wzrosły o ponad 5% rok do roku.

Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay
Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay

Obserwujemy bardzo duże zainteresowanie sprzedażą części samochodowych na naszej platformie i jest ono szczególnie widoczne w Polsce. To naturalna odpowiedź polskich przedsiębiorców na bardzo duży popyt na tego typu produkty ze strony naszych zachodnich sąsiadów – mówi Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay. – W ostatnich latach zauważamy, że nasi polscy sprzedawcy z dużo większą odwagą wychodzą ze swoją motoryzacyjną ofertą na zagraniczne rynki i eksportują również na inne kontynenty, często np. do USA – dodaje.

Powrót z emigracji do Polski przekuty w sukces

Michał i Szymon na pomysł rozkręcenia sprzedaży online wpadli podczas pobytu w Wielkiej Brytanii. Od początku wiedzieli, że chcą zainwestować wyłącznie w e-commerce. Po poszukiwaniach w internecie i krótkim badaniu rynku pomysł przyszedł sam: akcesoria samochodowe dla klientów indywidualnych. Wtedy też zapadła decyzja o powrocie z Wielkiej Brytanii do Polski. Dzisiaj ich śląska firma ma ponad 24 000 aktywnych ofert na eBay i aż 70% produktów trafia na rynek zagraniczny, głównie do Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji. Firma ma swój własny sklep internetowy i zespół dedykowany do wielojęzycznej obsługi klienta.

Coraz więcej biznesów online w Polsce

eBay zamknął poprzedni rok z łączną liczbą prawie 200 000 nowych sprzedawców na swoich europejskich serwisach. Z danych jednego z największych portali aukcyjnych na świecie wynika, że w Polsce w ostatnim roku liczba sprzedawców profesjonalnych wzrosła o 20%.

W ciągu ostatniego roku platforma ogłosiła szereg nowych funkcjonalności dla sprzedawców w Polsce w ramach rozwoju portalu. Wśród nich znalazło się m.in. zniesienie opłaty za wystawienie przedmiotów na eBay.pl, udostępnienie bezpłatnego narzędzia „eBaymag” do wystawiania ofert na zagranicznych rynkach czy umożliwienie udziału w programie „Okazje”, który umożliwia wystawianie limitowanych ofert z darmową dostawą objętych rabatami od 20 do nawet 90 procent. W grudniu eBay rozpoczął współpracę z Shoplo, czyli platformą, na której sprzedawcy mogą koordynować sprzedać w wielu kanałach jednocześnie oraz uruchomił tzw. „Strefę sprzedawcy”.

Geomedycyna – czyli lokalizacja w służbie zdrowia

Jako społeczeństwo przykładamy coraz większą wagę do kwestii naszego stanu zdrowia. Badania przeprowadzone przez firmę Bayer[1] wskazują, że prawie 70% badanych wierzy, że to od nich samych zależy czy będą zdrowi, pozostali wskazują, że stan ich zdrowia zależy w dużej mierze od predyspozycji genetycznych oraz trybu życia. Niebagatelną rolę na  nasze zdrowie ma również otoczenie, a przede wszystkim środowisko w jakim żyjemy. To gdzie mieszkamy i jakim oddychamy powietrzem wpływa bezpośrednio na nasz stan zdrowia. Kwestia zależności między lokalizacją a naszym samopoczuciem doczekała się już własnego określenia – geomedycyna, które to pojęcie upowszechnianie jest przez firmę Esri, światowego lidera w obszarze analityki przestrzennej.

Każde miejsce ma swoją środowiskową historię i każde środowisko potencjalnie wpływa na nasz stan zdrowia – nie od dziś wiadomo, że zanieczyszczone powietrze prowadzi do chorób serca i astmy. Badania przeprowadzone przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) [2] dowodzą, że szkodliwe środowisko każdego roku jest przyczyną śmierci milionów osób, które chorują na raka, choroby serca i układu oddechowego oraz choroby układu pokarmowego – nasz adres zamieszkania może być również odpowiedzialny za niektóre chorób u noworodków.

Początki geomedycyny

Informacje dotyczące zdrowia w powiązaniu z lokalizacją występują już w zapiskach pochodzących ze starożytnych Chin, Grecji i Indii. Za początek współczesnej geomedycny przyjmuje się wydarzenie, które związane było z wybuchem epidemii Cholery w 1854 roku w Londynie. John Snow to anestezjolog, któremu zawdzięczamy rozwikłanie zagadki przenoszenia się bakterii cholery. Sporządził on mapę miejsc występowania przypadków zachorowań i zestawił ją z lokalizacją miejskich pomp. W wyniku tej analizy wytypował ujęcie wody, które było skażone groźną bakterią.

Od tamtej pory geomedycyna przeszła długą drogą i w  XXI wieku za sprawą rozwoju nowoczesnych technologii zaczyna zyskiwać należne jej miejsce w kanonie nauk medycznych. Mimo iż zestawianie danych dotyczących zanieczyszczenia powietrza czy wody ze stanem naszego zdrowia wydaje się logiczne i naturalne, to zebranie informacji, które dawałyby jasne odpowiedzi nie jest już takie proste. Dopiero rozwój Internetu Rzeczy, postępująca miniaturyzacja elektroniki, technologia GPS i łączność bezprzewodowa przyczyniają się do wzrostu liczby urządzeń, które są w stanie w dokładny sposób zbierać dane na temat naszego zdrowia. Przyczynia się do tego również rozwój elektronicznego rekordu pacjenta (EHR – ang. electronic health record), który to rejestr ma za zadanie przechowywać wszystkie dane na temat pacjenta, również te dotyczące miejsca jego przebywania.

Medycyna zadaje pytanie – „gdzie?”

Jednym z ciekawszych przykładów wykorzystania Internetu rzeczy w geomedycynie są działania podejmowane przez miasto Louisville w Kentucky (USA). Projekt „Air Louisville”, który wystartował w 2012 zakłada wykorzystanie inteligentnych inhalatorów dla astmatyków, które monitorują kiedy i gdzie inhalator został użyty. Zebrane dane są zestawiane z poziomem zanieczyszczeń, temperaturą, wilgotnością, porą roku oraz odległością od dróg i innych źródeł zanieczyszczeń w celu identyfikacji miejsc, w których najczęściej dochodzi do ataku astmy i powodów tych ataków. Projekt ma dwutorowe podejście. Z jednej strony pomaga osobom z astmą w kontrolowaniu swojej choroby i unikaniu miejsc, gdzie warunki środowiskowe mogą wywołać atak, z drugiej natomiast dostarcza informacji na temat zanieczyszczeń i kondycji środowiska naturalnego.

Wyniki akcji są więcej niż zadowalające. Służba zdrowia miasta Louisville odnotowuje obecnie ponad 50% mniej przypadków ataków astmy i przyjęć w trybie nagłym wśród osób biorących udział w projekcie. Co ciekawe jeszcze w 2014 roku miasto było na pierwszym miejscu amerykańskich metropolii, w których osobom z chorobami dróg oddechowych żyje się najciężej.

Obecnie na rynku jest wiele aplikacji z dziedziny ochrony zdrowia, które wykorzystują dane przestrzenne. Aplikacje te pomagają zlokalizować najbliższą aptekę, w której znajdziemy potrzebne nam lekarstwo bądź najbliższego nam lekarza.

Aplikacja „My Place History” Esri pozwala pacjentom na tworzenie profilu miejsc, w których przebywali i zestawianie go z mapami zanieczyszczeń powietrza czy wody. W Polsce mimo, iż oficjalnie nie działa jeszcze ani system ani aplikacja, która zestawiałaby dane dotyczące naszego miejsca zamieszkania z warunkami środowiskowymi, każdy z nas na własną rękę może skorzystać z ogólnodostępnych informacji dotyczących  występowania smogu czy jakości wód.

Eksperci wskazują, że geomedycyna ma jeszcze na swojej drodze wiele przeszkód, które nie pozwalają na jej szerokie zastosowanie. Pierwsza – to brak wystarczającej liczby danych, a druga – brak świadomości nie tylko wśród lekarzy, lecz także wśród osób zarządzających ochroną zdrowia., „Problem nie leży w samych narzędziach GIS, ale w wykorzystaniu tych narzędzi w procesie zbierania i przetwarzania danych medycznych. Coraz większe znaczenie danych geograficznych w naszym życiu ale także w biznesie rodzi nadzieję, że również branża medyczna podejdzie do tego zagadnienia z zainteresowaniem” – mówi Krzysztof Stańczak z Sektora Bezpieczeństwa i Administracji Centralnej w Esri Polska

[1] http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C400571%2Cbadanie-dwie-trzecie-polakow-deklaruje-ze-dba-o-zdrowie.html

[2] http://www.who.int/airpollution/en/

IKE i IKZE czyli o emeryturze

Agnieszka Łukawska
Agnieszka Łukawska

Pracodawcy nadal czekają na ostateczny kształt ustawy o PPK. Skoro będą obowiązani do prowadzenia PPE lub PPK w swoim zakładzie pracy – muszą przygotować się do nowych wyzwań.

Ale ten jakże ważny temat dotyczy nie tylko pracodawców. Trwająca od kilku miesięcy dyskusja o kształcie przyszłych emerytur wzmogła zainteresowanie tematem emerytalnym wśród zwykłych Polaków. Oto bowiem zaczęliśmy zdawać sobie sprawę, że problem niskich świadczeń dotyczyć może każdego z nas. Wprawdzie organizowane przez pracodawców grupowe plany emerytalne mogą zapewnić nam dodatkowe środki na jesień życia – jednak najprawdopodobniej nie pozwolą na osiąganie dochodów porównywalnych z tymi z okresu aktywności zawodowej. Dlatego już teraz powinniśmy wziąć sprawy w swoje ręce i zacząć indywidualnie oszczędzać z myślą o starości.

W tym celu dedykowane są dwa rozwiązania: IKE (Indywidualne Konto Emerytalne) oraz IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego). Obydwa są regulowane ustawą z 20 kwietnia 2004 r. o indywidualnych kontach emerytalnych oraz indywidualnych kontach zabezpieczenia emerytalnego. Gromadzenie środków na IKE i IKZE wiąże się z zachętami podatkowymi ze strony państwa. Wypłata środków zgromadzonych na IKE i IKZE nie podlega podatkowi od dochodów kapitałowych. Dodatkowo – na IKE mogą być przyjmowane wypłaty transferowe z PPE, co pozwala traktować je jako swoistą „indywidualną kontynuację” oszczędzania po ustaniu zatrudnienia u prowadzącego PPE pracodawcy.

Z kolei wpłaty dokonywane na IKZE można odliczyć od dochodu, w tym roku kalendarzowym, w którym zostały dokonane.

W roku 2018 limit wpłat na IKE wynosi 13 329 zł, zaś limit wpłat na IKZE wynosi 5 331,60 zł. Na pewno nie wszyscy będą mogli sobie pozwolić na pełne wykorzystanie limitów – ale na pewno warto systematycznie odkładać tyle, na ile nas stać. A otrzymaną ulgę podatkową z IKZE można ponownie zainwestować.

Dodatkowe, samodzielne oszczędzanie to sposób na zwiększenie bezpieczeństwa finansowego gdy ze względu na podeszły wiek już nie będziemy mogli pracować.

Agnieszka Łukawska, Dyrektor ds. programów emerytalnych Skarbiec TFI S.A.

Złoty odrabia straty. Rynek się uspokaja

Wczorajszy wieczór i dzisiejszy poranek pozwoliły złotemu odrobić większość ostatnich strat. Donald Trump zapowiada dalsze sankcje dla Iranu. Jest perspektywa utworzenia rządu we Włoszech.

Rynki się uspokajają

Po tym jak wczoraj oglądaliśmy złotówkę na dawno niewidzianych maksimach dzisiaj znów rodzima waluta znalazła się na bardziej standardowych dla niej poziomach. 4,25 zł za euro nie jest niskim kursem, ale to 5 groszy poniżej wczorajszych maksimów. Frank za 3,56 zł też był już widywany tańszy, z drugiej strony wczoraj osiągnął 3,62 zł. Dolar skoczył z 3,63 zł na 3,58 zł, z kolei funt z 4,91 zł na 4,84 zł. Tak duża zmienność jest rzeczą mało spotykaną na polskiej walucie. Wszystko jednak wskazuje na fakt, że jest ona efektem nie czynników wewnętrznych z Polski a zewnętrznych. Im więcej niepewności na rynkach światowych tym bardziej cierpią waluty krajów rozwijających się. Dobrym dowodem na ucieczkę inwestorów było zachowanie się obligacji. Rentowność obligacji 10 letnich od początku maja wzrosła o 0,3%. Oznacza to, że tyle więcej chcą zarobić inwestorzy by wciąż być zainteresowani naszymi papierami dłużnymi.

Trump i sankcje na Iran

Wycofanie się USA z porozumienia nuklearnego z Iranem było jedną z najgorętszych informacji na rynku ostatniego czasu. Okazuje się, że na razie wcale nie stało się nic takiego złego, więc rynki powoli wracają do normy. Wczoraj co prawda zapowiedziano kolejne sankcje, ale rynek walutowy już na nie nie zareagował tak gwałtownie. Reakcja za to była widziana na rynku ropy naftowej. Wzrost cen czarnego złota wspomagany był spadającym rezerwami ropy naftowej w USA. Dzięki temu europejska ropa osiągnęła niemal 78 dolarów, a amerykańska 72.

Dobre informacje z Włoch

Wczoraj niespodziewanie pojawiła się informacja o możliwej koalicji pomiędzy zwycięskim blokiem Ligi oraz antysystemowym ruchem pięciu gwiazd. Alternatywą były bowiem kolejne wybory i ryzyko nieuchwalenia budżetu na 2019 rok. Koncepcję poparł nawet dotychczas mocno przeciwny były premier Silvio Berlusconi. Poparł to zresztą bardzo naciągane określenie na to, że jego formacja i tak nie poprze ale też nie zawetuje nowego gabinetu. Alternatywą był rząd techniczny proponowany przez prezydenta. Jak widać miał mało entuzjastów skoro nagle pogodził strony, które w kampanii wyborczej nie przebierały w atakach na siebie wzajemnie. To to porozumie dodatkowo uspokoiło właśnie rynki walutowe.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Grupa Energa wyniki po I kwartale 2018 r.

Grupa Energa w I kwartale 2018 r. wypracowała lepsze niż rok wcześniej wyniki finansowe. EBITDA Grupy wzrosła o 4 proc. do 626 mln zł. Na dobrym poziomie utrzymała się EBITDA kluczowej Linii Biznesowej Dystrybucja, wyższą EBITDA zanotowano w Linii Biznesowej Sprzedaż, natomiast Linia Biznesowa Wytwarzanie powtórzyła wynik ubiegłego roku. Grupa odnotowała wzrost wolumenu produkcji, dystrybucji i sprzedaży energii elektrycznej w ujęciu rok do roku.

W I kwartale szczególnie wysoki wzrost EBITDA – o 63 mln zł do poziomu 53 mln zł – zanotowała Linia Biznesowa Sprzedaż. Rok temu jej wartość była ujemna (-10 mln zł). Tak dobry wynik to przede wszystkim efekt ograniczenia dodatkowych obciążeń prawno-umownych, w związku z podjętą we wrześniu 2017 roku decyzją o uznaniu za nieważne długoterminowych umów na zakup zielonych certyfikatów, oraz znacznie niższych obciążeń wynikających z pełnienia funkcji Sprzedawcy Zobowiązanego. Wynik Linii Biznesowej Dystrybucja nieznacznie się obniżył w efekcie niższych przychodów z przyłączy oraz marży na usłudze dystrybucyjnej (brak korzystnego zdarzenia jednorazowego, które poprawiło wyniki roku 2017). Wynik Linii Biznesowej Wytwarzanie pozostał na stabilnym, dobrym poziomie w stosunku do ubiegłego roku, m.in. dzięki zwiększonej produkcji.

Zysk netto Grupy Energa za okres od stycznia do marca 2018 wyniósł 277 milionów złotych, a zysk z działalności operacyjnej 388 mln zł, tj. o 9 proc. więcej niż rok wcześniej. Na poziomie porównywalnym do ubiegłorocznego były skonsolidowane przychody, które wyniosły 2,64 mld zł.

Kontynuowane były inwestycje Grupy Energa, przede wszystkim w dalszą poprawę jakości sieci dystrybucyjnej. W I kw. 2018 r. wydatki inwestycyjne wyniosły ponad ćwierć miliarda złotych. Wskaźnik dług netto do EBITDA na koniec pierwszego kwartału został utrzymany na bezpiecznym poziomie 1,9 w stosunku do stanu na dzień 31 grudnia 2017r.

– Satysfakcjonujące wyniki pierwszego kwartału pokazują, że skutecznie wdrażamy naszą strategię rozwoju. Wzrost EBITDA Grupy w warunkach silnej konkurencji rynkowej, a zwłaszcza wysoki wzrost w Linii Sprzedaż, to dobre wskazania na dalszą część roku. Osiągnięte rezultaty budują dobrą pozycję do realizacji zaplanowanych na ten rok projektów. W dystrybucji realizujemy zakrojony na szeroką skalę program inwestycyjny, który zapewni nam mocne podstawy wzrostu EBITDA na kolejne lata. Skutecznie wykorzystujemy warunki zewnętrzne, aby osiągnąć dobre wyniki w Liniach Biznesowych Wytwarzanie i Sprzedaż. Mając dodatkowo bardzo dobre zabezpieczenie finansowe pozyskane na dogodnych warunkach możemy bez obaw planować niezbędne inwestycje związane z rozwojem technologicznym naszej oferty i konieczną modernizacją sieci – podkreśla Alicja Barbara Klimiuk, p.o. prezesa Zarządu Energa SA.

Wyniki w poszczególnych liniach biznesowych

Linia Biznesowa Dystrybucja – tradycyjny motor rozwoju Energi – wypracowała w I kwartale 2017 roku 81 proc. EBITDA Grupy, tj. 509 mln zł. Dla porównania, w pierwszym kwartale 2017 roku udział Dystrybucji wyniósł 88 proc. EBITDA spadła o 22 mln zł w porównaniu do pierwszego kwartału 2017 roku, co jest efektem m. in. niższej marży na dystrybucji (ze stratami sieciowymi) spowodowanej przede wszystkim  brakiem korzystnego zdarzenia, jakie miało miejsce w I kwartale 2017 tj. korekty opłaty przejściowej PSE. Dodatkowo na wynik wpłynął spadek przychodów z przyłączy oraz wzrost kosztów podatku od nieruchomości, a także wyższy niż w roku poprzednim poziom kosztów OPEX.

Linia Biznesowa Wytwarzanie miała w I kwartale tego roku 16-proc. udział w EBITDA Grupy (rok wcześniej było to 17 proc.). EBITDA Linii wyniosła 103 mln zł (w I kwartale 2017 roku to 104 mln zł). Wzrost przychodów ze sprzedaży energii elektrycznej oraz praw majątkowych został pomniejszony czynnikami niezależnymi od Spółki, jak wyższy koszt zakupu uprawnień do emisji CO2 oraz koszt zużycia kluczowych paliw do produkcji energii.

Linia Biznesowa Sprzedaży wypracowała w I kwartale 53 mln zł, czyli 8 proc. EBITDA Grupy. Jest to, aż o 63 mln zł więcej w porównaniu z ujemnym wynikiem (-10 mln zł) w I kwartale 2017 roku. Przychody Linii w I kwartale 2018 roku wyniosły 1 423 mln zł, co oznacza, że ich poziom uległ zwiększeniu o 73 mln zł (o 5 proc.) w porównaniu z I kwartałem 2017 roku. Największy udział w przychodach ma sprzedaż energii elektrycznej, a ich poziom w I kwartale 2018 roku był wyższy o 7 proc. w ujęciu r/r (tj. o 90 mln zł). Wzrosły one zarówno na rynku hurtowym, jak i detalicznym.

Jacek Kościelniak
Jacek Kościelniak

– Rezultaty poszczególnych linii biznesowych i ciągły monitoring realizowanych w tych liniach zadań, dają nam wskazówki do podejmowania ewentualnych korekt w celu lepszego wykorzystania zarządzanych aktywów. Stosunkowo stabilne notowania spółki na giełdzie na tle sektora są potwierdzeniem dobrej oceny decyzji Zarządu przez inwestorów. Spółka prowadzi transparentną komunikację, aby rynek mógł zrozumieć cel konkretnych działań. Teraz koncentrujemy się na zwiększeniu efektywności inwestowanych środków szczególnie w Linię Biznesową Dystrybucja, bo to gwarantować nam będzie w długim terminie odpowiedni strumień przychodów, niezbędnych dla realizacji zaplanowanych w strategii zadań. Planowo postępują działania związane z przygotowaniem do rozpoczęcia kolejnego etapu realizacji projektu Ostrołęka C. Wykorzystując współpracę ze środowiskiem naukowym intensyfikujemy działania dotyczące wprowadzania nowych innowacyjnych rozwiązań, wzbogacających ofertę dla ponad 3 mln naszych klientów – ocenia Jacek Kościelniak, wiceprezes Zarządu ds. Finansowych.

Produkcja, sprzedaż i dystrybucja energii

Aktywa wytwórcze w Grupie Energa w I kwartale 2018 roku wyprodukowały 1 039 GWh energii elektrycznej, o 2 proc. więcej w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Wzrost produkcji dotyczył głównie elektrowni wodnych. Nieco słabsza była produkcja energii w pozostałych źródłach, m.in. elektrowni w Ostrołęce, elektrociepłowniach oraz źródłach wiatrowych.

W pierwszych trzech miesiącach tego roku łączny wolumen sprzedanej energii elektrycznej przez Linię Biznesową Sprzedaż uległ zwiększeniu o 5 proc. (tj. o 0,3 TWh) w porównaniu do I kwartału 2017 roku. Jest to efektem wzrostu wolumenu sprzedaży zarówno na rynku detalicznym o 3 proc. (tj. o 0,15 TWh), jak i na rynku hurtowym o 15  proc. (tj. o 0,1 TWh).

W I kwartale 2018 roku wolumen dystrybuowanej energii wzrósł o 233 GWh, czyli o 4 proc. w stosunku do analogicznego okresu 2017 roku, przy średniej stawce sprzedaży usług dystrybucyjnych niższej o 1 proc. r/r.

Inwestycje

W I kwartale 2018 roku Grupa Energa zrealizowała inwestycje na poziomie 256 mln zł, z czego prawie 222 mln zł w Linii Biznesowej Dystrybucja. Obejmowały one rozbudowę sieci w celu przyłączania nowych odbiorców i wytwórców, a także modernizacje, których zadaniem jest poprawa niezawodności dostaw energii elektrycznej. Poniesione także zostały nakłady na innowacyjne technologie i rozwiązania sieciowe. W wyniku przeprowadzonych inwestycji, w I kwartale br. przyłączono blisko 12 tys. nowych klientów, wybudowano i zmodernizowano 931 km linii wysokiego, średniego oraz niskiego napięcia i przyłączono do sieci 9 MW nowych źródeł OZE.

Spółka Energa Operator w I kwartale 2018 roku poprawiła wskaźniki SAIDI i SAIFI. Wyniosły one odpowiednio 33,2 min./odb. i 0,4 przerwy/odb. Poprawa wskaźników SAIDI i SAIFI w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego wynika z wystąpienia w I kwartale 2017 roku zwiększonej liczby awarii w sieci elektroenergetycznej spowodowanych niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi (śnieżyca, szadź i oblodzenie oraz wiatr huraganowy i spadające w wyniku jego działania drzewa i gałęzie).

GK OPONEO.PL publikuje wyniki za I kwartał 2018 r.

W I kwartale 2018 roku Grupa OPONEO.PL sprzedała w sumie 485,4 tys. opon i uzyskała przychody ze sprzedaży wielkości 125,1 mln zł.

Przychody ze sprzedaży za I kwartał 2018 roku ukształtowały się na poziomie 125,1 mln zł wobec 134,8 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku, co oznacza spadek o 7,1%.

Na wielkość przychodów uzyskanych w ubiegłym kwartale wpłynęły niesprzyjające warunki atmosferyczne do wymiany opon na letnie. Spowodowały one przesunięcie sezonu związanego z wymianą opon zimowych na początek II kwartału 2018 roku, co potwierdzają wstępne przychody uzyskane w kwietniu br. wielkości 114,6 mln zł, wyższe o 52% od przychodów z kwietnia 2017 roku.

Dariusz Topolewski, Prezes Zarządu OPONEO.PL S.A.
Dariusz Topolewski, Prezes Zarządu OPONEO.PL S.A.

– Spadek przychodów Grupy OPONEO.PL w I kwartale 2018 roku jest ponadto mniejszy o 1,6 p.p. w stosunku do spadku sprzedaży na całym rynku opon osobowych w Polsce – informuje Dariusz Topolewski, Prezes Zarządu OPONEO.PL S.A.

Przychody z zamówień krajowych wyniosły 94,7 mln zł i stanowiły 75,7% udziału w przychodach ogółem zaś przychody ze sprzedaży zagranicznej stanowiły 24,3% przychodów ogółem i wyniosły 30,4 mln zł.

Dominującym elementem przychodów Grupy OPONEO.PL były wpływy z tytułu sprzedaży opon, które w I kwartale 2018 roku wyniosły 113,1 mln zł. Stanowiły one 90,5% całości przychodów z tytułu sprzedaży towarów.

W I kwartale 2018 roku wynik netto wyniósł -4,7 mln zł wobec -0,9 mln zł straty netto w I kwartale 2017 roku.

W najbliższych planach OPONEO.PL, poza ciągłym rozwojem sprzedaży opon i felg na obecnych rynkach, jest udoskonalanie procesów logistycznych mających wspierać podstawową działalność Spółki oraz rozwój sprzedaży rowerów, części i akcesoriów rowerowych za pośrednictwem spółki Dadelo S.A.

Polska liderem rynku magazynowego w Europie Środkowo-Wschodniej

Polska magazynami stoi, a będzie ich jeszcze więcej. Obecnie w budowie znajduje się ponad 1,8 mln mkw. powierzchni magazynowych, co jest najwyższym wynikiem w historii – wynika z raportu CBRE „Rynek magazynowy w Polsce w I kwartale 2018”. Rosnące tempo rozwoju rynku logistycznego potwierdza również aktywność najemców, którzy w I kwartale wynajęli prawie 1,3 mln mkw., czyli o ponad 25% więcej niż rok temu. Eksperci CBRE zwracają uwagę, że rośnie zainteresowanie nowymi lokalizacjami przy zachodniej granicy oraz takimi miastami jak Kielce, Białystok i Olsztynek.

Beata Hryniewska
Beata Hryniewska

– Uczestnicy rynku logistycznego nie zwalniają tempa i zgodnie z naszymi ubiegłorocznymi prognozami, 2018 rok zaczęli bardzo intensywnie. Wystarczy spojrzeć na powierzchnie magazynowe w budowie, aktywność najemców czy spadający wskaźnik pustostanów. Ważny jest również fakt, że magazynowa mapa Polski się rozrasta i na radarze inwestorów pojawia się coraz więcej nowych, dotąd nieeksplorowanych lokalizacji. To dobra wiadomość dla ich rynku pracy. Na przykład w powiecie białostockim stopa bezrobocia w marcu br. wyniosła 10,1%, a w pobliskim powiecie kolneńskim – 15,1%, podczas gdy wskaźnik ogólnopolski był na poziomie 6,6%. Inwestycje logistyczne i przemysłowe oznaczają dziesiątki czy setki nowym miejsc zatrudnienia – komentuje Beata Hryniewska, Dyrektor działu Wynajmu Powierzchni Magazynowych i Przemysłowych w CBRE.

Według raportu CBRE „Rynek magazynowy w Polsce”, który podsumowuje polski rynek przemysłowo-logistyczny w I kwartale 2018 roku, na rynku znajduje się obecnie 13,9 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, czyli o ponad 20% więcej niż w analogicznym okresie 2017 roku. W ciągu trzech pierwszych miesięcy tego roku deweloperzy dostarczyli na rynek ponad 370 tys. mkw. nowej powierzchni magazynowej. Efektem dużej aktywności inwestorów jest podpisanie umów najmu na 1,26 mln mkw., co oznacza ponad 25% wzrost rok do roku.  Dostępność wolnej powierzchni magazynowej jest wciąż bardzo ograniczona. Wskaźnik pustostanów w I kwartale wyniósł 4,8%, co oznacza spadek o 1,3 pp. w stosunku do tego samego okresu 2017 roku.

Polska w regionie CEE nie ma sobie równych

Polska jest nadal najbardziej atrakcyjnym rynkiem wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Popyt na powierzchnie magazynowe w pierwszym kwartale w Czechach –  drugim z kolei kraju Europy Środkowo-Wschodniej był prawie trzykrotnie mniejszy (420 tys. mkw.), a podaż niemal dwukrotnie mniejsza (7,2 mln mkw.). Z kolei kraje takie jak Rumunia, Węgry czy Słowacja to już znacznie mniejsze rynki – z podażą w okolicach 2 mln mkw.

Nowe lokalizacje na magazynowej mapie Polski

W 2018 roku w centrum zainteresowania inwestorów nadal będą tereny przy zachodniej granicy, m.in. okolice Zielonej Góry, Świebodzina i Świecka. Jednak deweloperzy wciąż poszukują nowych atrakcyjnych lokalizacji. Na radarze znajdują się takie miasta jak Białystok, Kielce i Olsztynek przede wszystkim z uwagi na dostępność pracowników, których w wielu regionach Polski brakuje.

Magazyny szyte na miarę

Eksperci CBRE zwracają uwagę, że na polskim rynku logistycznym przybywa budynków zaprojektowanych i zrealizowanych z myślą o ich późniejszej funkcjonalności. Magazyny BTS (ang. build-to-suit), czyli obiekty projektowane i budowane według indywidualnych preferencji i na potrzeby konkretnego klienta, odpowiadały za aż 1/3 całego popytu w I kwartale 2018 roku. To przede wszystkimi wielkie inwestycje takie jak magazyn Zalando w Olsztynku czy centrum dystrybucyjne Leroy Merlin w środkowej Polsce, ale także dwa centra przeładunkowo-dystrybucyjne DHL w okolicach Warszawy.

Dziś ważny dzień dla funta

Realizacja zysków na rynku walutowym odbyła się z korzyścią dla niektórych walut względem USD, ale nie można mówić o większym odwrocie, zanim nie poznamy danych o kwietniowej inflacji CPI z USA. Rentowności 10-latek USA ponownie atakują 3 proc. i podkreślają, że różnice rynkowych stóp procentowych są tematem przewodnim dla FX. W nocy przekonał się o tym NZD po gołębim wydźwięku posiedzenia RBNZ. Dziś decyzja BoE będzie testem dla GBP.

Środowe zachowanie rynku FX (głównie odreagowanie słabości części walut G10 vs USD) pokazuje, że ostatnia sprzedaż w jakimś stopniu była podyktowana nerwowością przez decyzją prezydenta Trumpa w sprawie porozumienia nuklearnego z Iranem. Ponieważ finalne postanowienia nie okazały się takie straszne, inwestorzy mogli odetchnąć z ulgą. Po ostatniej fali wyprzedaży walut ryzykownych, gdzie trzeba podjąć decyzje o realizacji zysków i tak bym traktował odbicie z ostatnich kilkunastu godzin. Nie zapominajmy jednak, że główny argument stojący za marszem USD jest gdzie indziej. To rozdźwięk w siły gospodarki USA na tle osłabienia reszty świata i konsekwencje z tego płynące dla perspektyw polityki monetarnej i różnicy w rynkowych stopach procentowych. W tej kwestii nic się nie zmieniło od wczoraj, a nawet przypomina o swoim znaczeniu z rentownościami 10-latek USA ponownie zbliżającymi się do 3 proc. Dziś decydującym czynnikiem powinien być odczyt CPI i inflacji bazowej z USA. Pozytywne zaskoczenie (inflacja bazowa powyżej 2,2 proc.) podkreśli odstawanie USA jako jednej z nielicznych gospodarek, gdzie pojawia się presja inflacyjna. Słabszy odczyt z kolei napędzi dalszą korektę.

Jak ważne są perspektywy polityki monetarnej pokazała wczoraj reakcja NZD na postanowienia RBNZ. Zaskoczeniem w komunikacie było umiarkowane złagodzenie nastawienia. Bank utrzymał stopę OCR bez zmian na 1,75 proc., ale w projekcji osunął prognozę pierwszej podwyżki na odleglejszy termin w 2019 r. Obniżono też prognozę CPI do 1,6 proc. z 1,8 proc. w czerwcu 2019 r. Zmienił się też język opisujący neutralne nastawienie i od teraz bank dopuszcza scenariusz zarówno dla obniżki, jak i podwyżki. Choć sądzę, że w przyszłości podwyżka jest bardziej prawdopodobna, RBNZ wczoraj nie zaoferował nic, aby w tym momencie zachęcić do polowania na atrakcyjny poziom do kupna NZD.

Dziś po południu decyzję podejmuje Bank Anglii. Szanse na podwyżkę stopy procentowej w tym miesiącu kompletnie wyparowały po tym, jak ostatnie odczyty danych o aktywności gospodarczej wyraźnie zawiodły. Mimo tego jastrzębie wciąż mają oparcie w rynku pracy. Stąd jakkolwiek w opisie już opublikowanych danych komunikat BoE powinien zawierać gołębi język w odniesieniu do wzrostu i inflacji, tak jest wątpliwe, aby bank zdecydował się na wyraźną rewizję perspektyw pod wpływem jednej słabszej serii. Potencjalnym jastrzębim ryzykiem jest zbagatelizowanie odczytów z pierwszego kwartału jako obciążonych zdarzeniami jednorazowymi. Nowa projekcja zakładająca odbicie ożywienia w drugim kwartale będzie dodatkowym argumentem, że bank będzie szukał okazji do podwyżki we wcześniejszym terminie. Oczekiwania na podwyżkę stóp procentowych odsunęły się w czasie i rynek dyskontuje pełną podwyżkę dopiero w listopadzie 2018 r. Trudno sobie wyobrazić, aby na konferencji prezes Carney chciał jeszcze bardziej osłabić te oczekiwania i w najgorszym wypadku powtórzy, że podwyżka w tym roku jest „prawdopodobna”. Biorąc pod uwagę, z jakim impetem rynek porzucał długie pozycje w funcie w drugiej połowie kwietnia, teraz poprzeczka dla jastrzębich zaskoczeń powinna być zawieszona dość nisko i pozostawienie otwartej furtki dla podwyżki w sierpniu może dać impuls do umocnienia funta.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Włochy wprowadzają kary za odpoczynek kierowcy w kabinie pojazdu

Od początku maja, firmy transportowe wysyłające kierowców do Włoch czeka jeszcze więcej obostrzeń. Dołączyły one bowiem do grona państw egzekwujących zakaz odpoczynków 45-godzinnych w kabinie pojazdu.

30 kwietnia 2018 r. włoskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wydało dokument, który daje służbom kontrolnym możliwość nakładania kar za odbiór regularnych odpoczynków tygodniowych (45 h) w kabinie pojazdu.

Nowe włoskie wytyczne są następstwem wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który wyjaśnia w jaki sposób powinny być interpretowane przepisy w tym zakresie. 20 grudnia 2017 r. w swoim wyroku TSUE potwierdził, że kierowcy nie mogą odbierać odpoczynków tygodniowych regularnych (45 h) w kabinie pojazdu. Stwierdził też, że kary za to naruszenie są zgodne z przepisami rozporządzenia 561/2006/WE i mogą być egzekwowane przez służby kontrolne.

Wytyczne włoskiego MSW nie wprowadzają dodatkowych kar, a jedynie wyjaśniają, że odpoczynek tygodniowy regularny odebrany w kabinie może zostać potraktowany jako brak odpoczynku. Za co z kolei mogą grozić sankcje w wysokości nawet do 1700 euro oraz konieczność odebrania pełnego odpoczynku tygodniowego poza kabiną pojazdu.

Dotychczas sankcje za nieprzestrzeganie zakazu wprowadziły u siebie Francja, Belgia, Niemcy i Wielka Brytania. Po ogłoszeniu wyroku TSUE dołączyła do nich Holandia, która rozpoczęła od poinformowania kierowców o powyższych zakazie i ewentualnych konsekwencjach poprzez publikację specjalnej ulotki informacyjnej, a następnie rozpoczęła regularne kontrole dotyczące przestrzegania przepisu. Egzekwowanie zakazu planuje również w najbliższym czasie Hiszpania.

Zgodnie z art. 8 p. 8 rozporządzenia 561/2006: „Jeżeli kierowca dokona takiego wyboru, dzienne okresy odpoczynku i skrócone tygodniowe okresy odpoczynku poza bazą można wykorzystywać w pojeździe, o ile posiada on odpowiednie miejsce do spania dla każdego kierowcy i pojazd znajduje się na postoju.”

Przytoczony artykuł wymienia odpoczynki dozwolone do odebrania w pojeździe. Wśród nich nie ma odpoczynku regularnego tygodniowego. Tym samym, jego wykorzystanie w kabinie pojazdu jest zakazane we wszystkich krajach UE. W przepisach europejskich taki zakaz istnieje już zresztą od 1985 roku (patrz art. 8 p. 7 Rozporządzenia Rady (EWG) nr 3820/85 z dnia 20 grudnia 1985 r.). Do tej pory jednak, ze względu na różne interpretacje ww. zapisów niewiele krajów go egzekwowało – komentuje Kamil Wolański, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

Produkcja drobiu jednym z najszybciej rozwijających się segmentów polskiej branży rolno-spożywczej

Polska od kilku lat jest niepokonanym liderem produkcji drobiu na terenie Unii Europejskiej. Komisja Europejska wskazuje, że w 2017 r. wyeksportowaliśmy ponad 3 mln ton drobiu, tym samym rodzima produkcja wyprzedziła takich producentów, jak Wielka Brytania, Francja i Niemcy. Analizy wskazują, że w 2018 r. możemy liczyć na 7-procentowy wzrost produkcji w kraju.

`Łukasz Czech, specjalista ds. analiz agro Banku BGŻ BNP Paribas S.A.
Łukasz Czech, specjalista ds. analiz agro Banku BGŻ BNP Paribas S.A.

Drób jest jednym z najbardziej perspektywicznych i najszybciej rozwijających się segmentów polskiej branży rolno-spożywczej.Według danych Eurostatu, wartość eksportu tego sektora stanowiła aż 7,1 proc. całej wartości eksportu artykułów rolno-spożywczych a wartość eksportu drobiu poza Unię Europejską w ciągu ostatnich 6 lat uległa potrojeniu. Zmiany po stronie sprzedaży zagranicznej, ale też w konsumpcji krajowej, idą w parze z regularnym wzrostem wylęgu oraz uboju kurcząt. Ilość piskląt przeznaczonych na tucz w 2017 r. była o 4,3 proc. wyższa niż w 2016 r, co pokazuje, że rolnicy w Polsce intensywnie rozwijają produkcję – komentuje Łukasz Czech, specjalista ds. analiz agro Banku BGŻ BNP Paribas S.A. 

Wylęgi piskląt przeznaczonych na tucz (tys. szt.)

Wylęgi piskląt przeznaczonych na tucz (tys. szt.)Źródło: opracowanie BGŻ BNP Paribas na podstawie danych GUS.

Ekspert przekonuje, że aktualna sytuacja na rynku drobiarskim daje podstawy do umiarkowanego optymizmu. Jednak w najbliższych latach należy spodziewać się wyhamowania wzrostu produkcji. Według danych Komisji Europejskiej w ostatnim roku produkcja drobiu w Unii zwiększyła się o 0,8 proc. Przewidywany wzrost w 2018 r. wynosi 1,3 proc., a w 2030 zaledwie 0,4 proc. Przyrost ten będzie w dużej mierze związany z rozwojem sektora drobiarskiego w Polsce.

Produkcja oraz konsumpcja drobiu w Unii Europejskiej (tys. t)

Produkcja oraz konsumpcja drobiu w Unii Europejskiej (tys. t)Źródło: opracowanie BGŻ BNP Paribas na podstawie danych Komisji Europejskiej.

Pojawia się zatem pytanie, gdzie szukać rynku zbytu dla polskiego drobiu. Zważywszy, że w krajach „starej Unii” konsumpcja drobiu rośnie szybciej niż produkcja, na pewno część mięsa będzie mogła zostać tam ulokowana – dodaje Czech.

Polski drób umacnia się również w Japonii, Arabii Saudyjskiej, Meksyku oraz Iraku. Poza UE, to te kraje importują najwięcej mięsa z brojlerów kurzych (dane za 2017 r., USDA). – Sytuacja ta ma jednak niedługo się zmienić – według prognoz już za 5 lat Japonia będzie szóstym co do wielkości importerem drobiu. Kraj Kwitnącej Wiśni zostanie w tym rankingu wyprzedzony przez kraje takie jak Arabia Saudyjska, Wietnam, czy Chiny – dodaje.

Najwięksi importerzy mięsa drobiowego w 2022 r. według prognoz OECD-FAO. (tys. t)

importerzy mięsa drobiowegoŹródło: opracowanie BGŻ BNP Paribas na podstawie danych OECD-FAO.

Wojciech Kapusta, kierownik ds. drobiu De Heus
Wojciech Kapusta, kierownik ds. drobiu De Heus

– W obliczu zmieniającej się genetyki ptaków, rozwoju rynku produkcji oraz zmieniających się oczekiwań finalnego konsumenta stosowane dotychczas metody tuczu mogą okazać się niewystarczające. Hodowca, który kto chce wykorzystać potencjał genetyczny brojlerów i osiągnąć maksymalne wyniki produkcyjne powinien zastosować własną, indywidualną strategię żywienia brojlerów, dopasowaną do bieżących warunków i możliwości dostępnych na danej fermie. Konieczna jest nieustanna obserwacja zachowania  stada  i reagowanie na każdą zmianę – komentuje Wojciech Kapusta, kierownik ds. drobiu De Heus.

– Monitorowanie parametrów produkcyjnych stada będącego w tuczu stanowi fundament do prawidłowego – efektywnego zarządzania żywieniem – podkreśla ekspert. – Pozwalają one hodowcom czuwać nad postępem oraz analizować powtarzalność produkcji. Tym samym pozwalają na osiąganie lepszych wyników, generowanie postępu i szukanie oszczędności. W analizie  i odpowiednim reagowaniu na zmieniające się parametry produkcyjne pomagają doświadczeni doradcy żywieniowi. Partnerska współpraca oraz wymiana doświadczeń sprawia, że wspólnie pokonywane są problemy, jakie pojawiają się na fermach, które nie są możliwe do przeskoczenia dla każdej strony z osobna – podpowiada Kapusta.

Polscy producenci, by móc rozwijać sprzedaż zagraniczną, muszą pozostać konkurencyjni kosztowo. – W 2015 r. koszty produkcji drobiu w Polsce były o 9 proc. niższe niż w UE, jednak w porównaniu z krajami z poza UE sytuacja nie jest już tak korzystna. Koszt produkcji w Rosji jest niższy o 2 proc. oraz aż o 24 proc. w przypadku Ukrainy i 31 proc. w przypadku Brazylii. Zmiany zachodzące na rynku światowym stwarzają wiele szans dla polskiego sektora drobiarskiego, kluczowe jednak będzie zachowanie restrykcyjnych standardów jakościowych z zachowaniem przewag kosztowych – podsumowuje Łukasz Czech.

Koszt produkcji kilograma kurcząt brojlerów w wadze żywej w 2015 r. (eurocenty)

koszt produkcji kurcząt brojlerówŹródło:  opracowanie BGŻ BNP Paribas na podstawie danych Competitiveness of the EU poultry meat sector, base year 2015.

Rekordowy rok Astri Polska. Aż 10 produktów dla ESA w 2018 r.

W 2018 roku, Astri Polska dostarczy aż 10 gotowych produktów dla Europejskiej Agencji Kosmicznej. Jest to rekordowy rok pod tym względem, jednocześnie wyróżniający Astri Polska w Polsce i w regionie. Pod koniec kwietnia firma przekazała drugie urządzenie testowe dla europejskich satelitów meteorologicznych. Do końca roku dostarczy m.in.: rozwiązania dla sondy, która zbada Jowisza, kolejne systemy do testowania satelitów oraz środowiska testowe dla kosmicznych odbiorników nawigacyjnych.

Urządzenie przekazane ESA pod koniec kwietnia będzie wykorzystywane głównie dla potrzeb testów awioniki europejskich satelitów meteorologicznych MetOp-SG. To drugie z docelowych 4 urządzeń dla tego programu. W lutym, firma z Warszawy przekazała drugie urządzenie dla europejskich satelitów telekomunikacyjnych Eurostar Neo. Na tym jednak, nie kończą się plany firmy na ten rok.

– Bieżący rok zapowiada się dla nas bardzo owocnie, ponieważ planujemy dostarczyć najwięcej produktów dla Europejskiej Agencji Kosmicznej w historii naszej ośmioletniej działalności – powiedział Jacek Mandas, Prezes Astri Polska. – W planie mamy przekazanie urządzeń testowych dla m.in.: sondy JUICE, która zbada Jowisza, kolejne urządzenia dla satelitów Eurostar Neo i MetOp-SG oraz system do walidacji optycznej głównego sensora misji Sentinel-5. Cieszymy się, że możemy realizować dla ESA coraz więcej projektów  – pokreślił.

W tym roku, firma dostarczy ESA także rozwiązania z dziedziny nawigacji i aplikacji satelitarnych.

– W chwili obecnej, jesteśmy w trakcie testów radiacyjnych układu scalonego AGGA-4, który będzie wykorzystywany w odbiornikach nawigacyjnych na satelitach i rakietach nośnych. Testy planujemy zakończyć w przeciągu kilku miesięcy. Do końca roku przekażemy ESA także środowisko testowe dla odbiorników nawigacji satelitarnej przeznaczonych do zastosowań kosmicznych. – wymienił Karol Brzostowski, Kierownik działu Aplikacji i Usług Satelitarnych Astri Polska. – W dziedzinie aplikacji satelitarnych, finalizujemy projekt EO4EP, w ramach którego dostarczymy serwisy do zdalnego monitoringu lodu na głównych rzekach w Polsce – dodał.

Każdy z produktów dostarczanych ESA jest wynikiem wielomiesięcznej pracy wysoko wykwalifikowanych inżynierów, pracujących dla polskiej firmy. Rozwiązania Astri Polska znajdują zastosowanie w wiodących misjach Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Astri Polska to pierwsza polska firma, której 100% przychodu pochodzi z sektora kosmicznego. Specjalizuje się w elektronice, optomechatronice, GNSS, satelitarnych obserwacjach Ziemi i aplikacjach satelitarnych. W portfolio firmy znajduje się ok. 50 projektów związanych z rozwojem technologii kosmicznych realizowanych dla m.in.: ESA, Komisji Europejskiej i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Od momentu powstania w 2010 roku firma rozwija się dynamicznie, zatrudniając obecnie ok. 80 osób – większości polskich inżynierów.

Deloitte: W walce o klientów sklepy muszą łączyć zalety sprzedaży stacjonarnej i internetowej

Dziś już coraz rzadziej się mówi, że sklepy tradycyjne są zagrożone przez e-commerce. Coraz popularniejsza jest za to idea, tzw. connected stores, łączących zalety sklepu tradycyjnego z możliwościami jakie daje handel w kanałach cyfrowych. Raport „Retail 360 / Connected Stores. Transforming store fleet through technology”, przygotowany przez Deloitte Digital przekonuje, że detaliści muszą odpowiednio planować oraz funkcjonować we wszystkich kanałach, niezależnie od tego, czy ostateczna sprzedaż odbywa się w sklepie czy w Internecie. Aż 56 centów z jednego dolara wydanego w sklepie stacjonarnym to efekt kontaktu klienta z kanałami cyfrowymi, a kilka lat temu było to 36 centów. O przyszłości handlu będzie mowa podczas przyszłotygodniowego Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.  

Co oznacza pojęcie „connected stores”, czyli „połączonych sklepów”? – Jest to synergia wyjątkowych cech kanałów on-line i handlu tradycyjnego. Dziś sprzedawcy e-commerce, dzięki możliwościom jakie daje technologia, wiedzą o swoich klientach znacznie więcej niż sprzedawcy tradycyjni. I to będzie się zmienić – mówi Olgierd Cygan, Lider Deloitte Digital w Polsce i Europie Środkowej. – Sprzedawcy stacjonarni powinni zrozumieć, że lojalności klientów nie zdobywa się dzięki promocjom czy obniżkom, a relacja z konsumentami budowana jest w oparciu o wartość marki – dodaje.

Zacieranie granic

Eksperci Deloitte wskazują, że dziś rózważnice pomiędzy sprzedawcami a producentami z punktu widzenia konsumentów są coraz mniej zauważalne. – Wchodząc na stronę internetową producenta obuwia czy kosmetyków klient oczekuje, że w tym samym miejscu będzie mógł nie tylko obejrzeć towar, ale również go kupić. Coraz więcej firm rozumie ten mechanizm i wykorzystuje możliwości, które on daje – mówi Olgierd Cygan.

Aż 90 proc. sprzedaży detalicznej na świecie nadal odbywa się w sklepach tradycyjnych. Jednak aby sprostać konkurencji ze strony przyjaznych w obsłudze sklepów online, które mogą zaoferować ogromny asortyment, zasadniczą rolę odgrywa doświadczenie klienta i zaangażowanie marki.

Sprzedawcy tradycyjni powinni uświadomić sobie, że kontakt klienta z marką nie zaczyna ani nie kończy się na wejściu i wyjściu ze sklepu. Raport Deloitte wylicza etapy „podróży” klienta. Jest to uświadomienie sobie potrzeby posiadania jakiegoś produktu lub usługi, poszukiwanie informacji o sprzedawcy, spełnienie celu, czyli zakup, uczucie satysfakcji oraz podzielenie się wrażeniami z innymi.

Aż 56 centów z jednego dolara wydanego w sklepie stacjonarnym to efekt kontaktu klienta z kanałami cyfrowymi. Kilka lat temu było to 36 centów. Ci którzy kupują w różnych kanałach wydają ponad dwa razy więcej, niż ci, którzy robią zakupy jedynie w sklepach tradycyjnych. – Oznacza to, że detaliści muszą odpowiednio i całościowo planować i funkcjonować we wszystkich kanałach, niezależnie od tego, czy ostateczna sprzedaż odbywa się w sklepie czy w internecie – mówi Olgierd Cygan.

Różne modele działalności

Eksperci Deloitte uważają, że w przyszłości największy sukces osiągną sklepy, które będzie można określić mianem „placu zabaw dla zmysłów”. Będą one potrafiły zaspokoić wszystkie potrzeby klientów. Na przeciwległym biegunie znajdzie się sprzedawca, któremu będzie zależało jedynie na zawarciu transakcji, nie zważając na potrzeby konsumentów. 

Jedną z koncepcji, która będzie miała coraz większe znaczenie w handlu jest wykorzystywanie sklepów jako centrów dystrybucyjnych. W ten sposób ogranicza się koszty, a także czas dostarczenia towaru zamówionego przez konsumenta. Takie rozwiązanie zastosowała ostatnio firma eobuwie.pl, która we Wrocławiu otworzyła innowacyjny sklep, w którym klienci wybierają buty za pomocą tabletów, a sprzedawcy dostarczają im w ciągu trzech minut od złożenia zamówienia.

Kluczowa technologia

Funkcjonowanie nowoczesnego sklepu nie jest i nie będzie możliwe bez technologii. Według raportu Deloitte szczególnie cztery z nich będą miały duże znaczenie dla handlu: biometria, sztuczna inteligencja, internet rzeczy oraz computer vision (komputerowe rozpoznawanie obrazu). Dzięki tej ostatniej technologii za pośrednictwem obrazów i filmów wideo sprzedawcy zyskają informacje w czasie rzeczywistym na temat potrzeb i zachowań klientów. – Tradycyjna sprzedaż detaliczna nie była branżą, która w jakimś znaczącym stopniu była uzależniona od technologii. To się jednak zmieniło. Sprzedawcy muszą zrozumieć, że technologia będzie odgrywała coraz większą rolę nie tylko w ich relacjach z klientami, ale zarządzaniu całą firmą – mówi Olgierd Cygan.

Czy to oznacza również, że w bliżej nieokreślonej perspektywie sprzedawców zastąpią roboty? Zdaniem ekspertów Deloitte tak się nie stanie. Ludzie nadal chcą mieć kontakt z ludźmi, a technologie mają ich tylko wspomagać i wpływać na efektywność kosztową.

Trudne czasy dla złotego

Jeszcze nie tak dawno zaczęliśmy przyzwyczajać się do euro po 4,15 zł, a frank ku uciesze kredytobiorców schodził do poziomu 3,50 zł. Co takiego dzieje się na rynku, że w ciągu 3 tygodni złoty stracił kilkanaście groszy na wartości?

Ostatnie tygodnie dla osób zainteresowanych mocnym złotym musiały być trudne. W ciągu krótkiego czasu kredyty frankowe stałe się kilka procent większe, a zagraniczne wakacje wyraźnie podrożały. Co leży u podstaw takich zmian?

Od czego zależy wartość złotego?

To na ile rynek wycenia rodzimą walutę, zależy od wielu czynników. Z tych najważniejszych warto wymienić oczywiście kondycję gospodarki. Im lepiej sobie radzi, tym chętniej inwestorzy u nas inwestują. W tym celu muszą kupić złotówki co powoduje, że złoty umacnia się względem walut obcych. Drugim ważnym czynnikiem jest to ile można zarobić w danej walucie na inwestycjach o bardzo niskim ryzyku. Mowa tutaj realnie o poziomie stóp procentowych i oprocentowaniu obligacji. Na polu danych makroekonomicznych nie było ostatnimi tygodniami zmian, a nawet jeśli to nie negatywnych, bo kilka instytucji podniosło nam prognozy wzrostu PKB.

Powiązania pomiędzy walutami

Bardzo często jest tak, że niektóre waluty są od siebie zależne. Szczególnie jeżeli organizmy gospodarcze są mocno połączone lub działają w bardzo podobnym otoczeniu. W ten sposób właśnie złoty jest silnie związany z euro. W rezultacie jeżeli euro traci, to traci również złoty. Dobrym dowodem jest to co właśnie działo się na dolarze i franku. W tym samym czasie gdy inwestorzy wycofywali się ze złotego, wycofywali się przede wszystkim z euro. Skoro złoty do euro stracił niecałe 12 groszy, ale euro do dolara straciło około 5 centów, to strata złotego do dolara będzie łączyć w sobie oba te zjawiska. Z tego właśnie powodu w ciągu trzech tygodni dolar podskoczył z 3,35 zł do 3,61 zł.

Ryzyko na rynku

Najgorętsze wiadomości ostatniego czasu na rynkach światowych to konflikt handlowy głównie na linii USA i Chiny oraz wyjście USA z porozumienia nuklearnego z Iranem. Oba te zjawiska w ostatnim czasie rozwinęły się na korzyść Donalda Trumpa. Nie zmienia to faktu, że ogólny poziom ryzyk na rynkach rośnie. Gdy czasy stają się niepewne wielu inwestorów stara się przenieść środki w bezpieczniejsze miejsca. Złoty nie jest już tak źle oceniany jak jeszcze kilkanaście lat temu, ale w dalszym ciągu jest w koszyku Europy Środkowo-Wschodniej. Powoduje to, że jeżeli na świecie zaczyna się dziać naprawdę źle, inwestorzy zmniejszają zaangażowanie w naszym regionie, a inwestują w tzw. bezpieczne waluty. To dlatego strata procentowa względem franka przekracza stratę względem euro.

Co dalej ze złotówką?

Przy obecnych poziomach złotego inwestycje w Polsce stają się bardziej opłacalne. W rezultacie przy uspokojeniu się rynków można spodziewać się powrotu w stronę poprzednich poziomów. Z wydarzeń globalnych najważniejsze będzie rozwiązanie sporu wokół Iranu. Wraz z uspokojeniem sytuacji złoty powinien się umacniać. Najprawdopodobniej ruch będzie silniejszy względem franka niż euro. Warto tutaj zwrócić uwagę, że analiza ta zakłada nie pojawianie się nowych czynników ryzyka. Na horyzoncie jest jednak przynajmniej 13 czerwca. Analitycy są zgodni, że dojdzie wtedy do podwyżki stóp procentowych w USA. Większość tego ruchu jest już co prawda uwzględniona w cenach, ale powiększy to różnicę w oprocentowaniu między USA i Europą na korzyść Stanów. Już teraz mamy stopy procentowe na poziomie USA, a obligacje dają niewiele większy procent zwrotu. Taki ruch będzie zachęcał jeszcze bardziej inwestorów do przenoszenia kapitału za ocean co z kolei może ciążyć złotemu szczególnie wobec dolara.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Wirtualna rzeczywistość pomoże wyszkolić przyszłych kosmonautów

Wirtualna rzeczywistość pomoże wyszkolić przyszłych kosmonautów 2

Możliwości, jakie daje wirtualna rzeczywistość są nieograniczone. Coraz częściej wykorzystywana jest w edukacji, a dzięki wiernemu odwzorowaniu niemal każdej przestrzeni, pozwala też przybliżyć kosmos. Specjalne symulatory lotów kosmicznych to nie tylko świetna zabawa, ale też element szkoleń dla przyszłych astronautów. Na rynku pojawia się też coraz więcej gier wykorzystujących VR, dzięki którym można np. sprawdzić jak wygląda stacja kosmiczna. Dzięki polskiej firmie można też wylądować kapsułą kosmiczną na Ziemi, zobaczyć jak wyglądają wszystkie procedury.

Wirtualna rzeczywistość zrewolucjonizuje system szkoleń. Już teraz coraz częściej sięgają po nią twórcy gier i coraz chętniej jest wykorzystywana w edukacji. Pozwala przybliżyć miejsca, gdzie trudno dotrzeć – np. w głąb wulkanu, na dno oceanu, lub w przestrzeń kosmiczną. Pojawiają się gry, dzięki którym można sprawdzić jak wygląda stacja kosmiczna, a nawet przeżyć wirtualny kosmiczny spacer. Niedawno odwzorowano Międzynarodową Stację Kosmiczną w wirtualnej rzeczywistości, a aplikacja umożliwiająca kosmiczny spacer oparta jest na programach treningowych używanych przez NASA oraz Europejską Agencją Kosmiczną.

Pojawiają się też symulatory, dzięki którym można poczuć się jak w kapsule kosmicznej, bezpiecznie sprowadzić ją na ziemię i sprawdzić, jak przebiegają wszystkie procedury. Taką możliwość stworzyła polska firma i gra Interkosmos.

– Wirtualna rzeczywistość daje nowe możliwości pokazania, jakim doświadczeniem jest bycie w metalowej puszce w kosmosie. Chcieliśmy też przedstawić procedury lądowania taką kapsułą. Znamy z materiałów filmowych wielkie kule ognia, ale VR daje możliwość przeżyć to, co się dzieje wcześniej, w trakcie i później. Interkosmos jest grą, która upraszcza i skraca to doświadczenie. Normalne lądowanie z ISS trwa około sześć godzin, nasze doświadczenie trwa od 45 minut do godziny i w uproszczony sposób pozwala przeżyć i zrozumieć jakie etapy są potrzebne żeby wylądować na Ziemi – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jaq Chojecki z Ovid Works.

Statek kosmiczny, który obsługuje gracz, jest w pełni interaktywną kapsułą inspirowaną technologią z lat 70-tych. Zadaniem gracza jest bezpieczne sprowadzenie kapsuły na Ziemię. Choć może liczyć na pomoc operatorów z NASA i Roscosmos, to na nim spoczywa większość obowiązków.  Musi szybko podejmować decyzje, dostosować się do problemów, a wszystko w ramach ustalonych procedur. Aparatura zainstalowana na pokładzie kapsuły jest w pełni interaktywna. Obecnie gra pozwala przeżyć lądowanie kapsułą kosmiczną na Ziemi, twórcy opracowują też start kapsuły z Ziemi, a docelowo gra ma być nastawiona na tryb multiplayer.

– Myślimy o tym, żeby w przyszłości stworzyć wersję, która będzie pozwalała komunikować się dwóm graczom. Jeden gracz będzie tzw. command center, drugi będzie siedział w puszce w VR i musiał wykonywać rozkazy, które przekaże mu inny gracz. Chcemy pokazać, jak taka komunikacja wygląda. Daje to też nowe możliwości rozgrywki dla większej liczby osób – zapowiada Jaq Chojecki.

Choć Interkosmos to gra i ma stanowić przede wszystkim rozrywkę, daje też wiele możliwości, także szkoleniowych. Dzięki oprogramowaniu i przeniesieniu do wirtualnej rzeczywistości będzie można szkolić się niemal za darmo, nabrać odpowiednich nawyków i poznać procedury. To szansa na przeszkolenie polskich astronautów. Wirtualna rzeczywistość może też pobudzić wyobraźnię młodych ludzi, co w przyszłości pozwoli na dalszą eksploracją kosmosu.

– Tego typu projekty pozwalają rozpowszechnić podstawową wiedzę na temat pewnych operacji w kosmosie, ale też dają nadzieję na zainteresowanie przyszłej generacji kosmosem i wykształcenie przyszłej generacji kosmonautów – wskazuje przedstawiciel Ovid Works.

Analitycy Technavio szacują, że globalny rynek gier VR będzie rósł w najbliższych trzech latach w tempie 67 proc. średniorocznie. Grand View Research podaje, że do 2025 roku osiągnie wartość 45 mld dolarów. Abi Research prognozuje zaś, że wartość rynku szkoleń z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości do 2022 roku wzrośnie do poziomu 6,3 mld dolarów. Tempo wzrostu może być jednak znacznie szybsze.

– Stworzenie symulatorów na VR jest przede wszystkim dużo tańsze niż tworzenie fizycznych symulatorów, które są problematyczne, wymagają specjalnych techników do obsługi. Tego typu rozwiązania dają możliwość każdemu. Tworzenie symulatorów w pełni odtwarzających sytuacje które mogą się zdarzyć to przyszłość. Mamy przygotowaną ofertę dla agencji kosmicznych i prywatnych agencji, które mają za zadanie wykształcić dużo mniejszym kosztem przyszłych pilotów tego typu urządzeń – podkreśla Jaq Chojecki.

Transmisje w jakości 4K nie wymagają już korzystania z wozów transmisyjnych. Przyszłością streamingu są technologie 360 stopni i wirtualnej rzeczywistości

Transmisje w jakości 4K nie wymagają już korzystania z wozów transmisyjnych. Przyszłością streamingu są technologie 360 stopni i wirtualnej rzeczywistości 3

Możliwe są już transmisje wideo na żywo w jakości 4K z wykorzystaniem niewielkich gabarytowo urządzeń pozwalających nie tylko na przesyłanie, lecz także realizację materiału w czasie rzeczywistym. Przyszłością streamingu ma być jednak strumieniowe przesyłanie materiałów w technologii 360 stopni i w wirtualnej rzeczywistości. Telewizyjne relacje na żywo, które jeszcze do niedawna wymagały wozów transmisyjnych, dziś można wykonać, korzystając z urządzeń przypominających gabarytowo jednostkę centralną komputera.

Rynek transmisji wideo rozwija się bardzo dynamicznie, a prezentowanych jest coraz więcej innowacyjnych urządzeń. Niedawno zaprezentowany nadajnik Aeon TX jako pierwszy na świecie bezprzewodowo przesyła obraz w jakości 4K. Sygnał można już przesyłać bezprzewodowo bezpośrednio z kamery. Nowy model JVC HC900 stworzono z myślą o przesyłaniu obrazu na żywo za pośrednictwem łączności internetowej. Zastosowanie nowego silnika pozwala przesyłać dane z prędkością nawet 20 Mb/s.

Do prowadzenia relacji telewizyjnej nawet w jakości 4K nie jest potrzebny już wóz transmisyjny. Wystarczy specjalna walizka wielkości komputera, by relacjonować np. wydarzenia sportowe z kilku kamer i z wykorzystaniem tak wymagających efektów, jak slow motion. Streamstar Case 710 to jeden z najbardziej zaawansowanych, mobilnych systemów transmisji, który może zastąpić wóz transmisyjny. Obsługuje sześć kamer z możliwością emisji powtórek i technologii slow motion. Cena urządzenia to około 100 tys. zł, przez co jest on dostępne raczej dla większych firm produkcyjnych.

– Nowy rodzaj transmisji odbywa się poprzez zdalny system zarządzania streamem, który jest przekazywany z punktu A do punktu B. W dzisiejszych czasach nie potrzebujemy już wyjeżdżać dużym wozem do tego, aby móc zrobić realizację live z meczu, wydarzenia czy koncertu. Wszystko odbywa się za pomocą połączenia internetowego poprzez tunel VPN. Jest on przystosowany do rodzaju kamery, którą bezpośrednio zarządzamy z punktu realizacji – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Bem z Bemix Media.

Producenci rozwiązań do streamingu idą jednak o krok dalej i w planach mają rozszerzenie spektrum działania o niezwykle rozwojową technologię wirtualnej rzeczywistości. Jeszcze w tym roku za sprawą izraelskiej firmy Mantis Vision mają być przeprowadzone pierwsze transmisje z wielkich koncertów i wydarzeń sportowych w technologii VR, bezpośrednio do gogli wirtualnej rzeczywistości.

W mniejszej skali przesyłanie strumieniowe treści wideo w formacie 360 stopni i rzeczywistości wirtualnej jest już możliwe, m.in. za sprawą platformy Wowza Streaming Cloud, dzięki której wystarczy podłączyć źródło transmisji (np. smartfon), by móc relacjonować online. Technologia VR Stream z kolei pozwala przesyłać strumień wideo z komputera do urządzenia mobilnego przez lokalne Wi-Fi i przekształca go w tryb rzeczywistości wirtualnej. Pozwala to odtwarzać praktycznie każdą zawartość komputera na urządzeniu mobilnym, bez konieczności kupowania gogli VR.

– Technologia VR w niedługim czasie wejdzie w nasz świat. Trwają już prace nad wykonywaniem transmisji VR-owych, a nawet spotkań VR-owych, za pomocą awatarów. Możemy założyć sobie profil awatarowy i spotykać się w  stworzonym świecie VR – mówi przedstawiciel Bemix Media.

Streaming wideo będzie w najbliższych latach notował dynamiczny rozwój – wynika z badań PR Newswire. Globalna wartość rynku oprogramowania do strumieniowej transmisji wideo w latach 2017–2022 wzrośnie ponaddwukrotnie. W 2022 r. wartość tego rynku ma osiągnąć 7,5 mld dol. przy średniorocznym wzroście na poziomie 18,2 proc.

Ataki hakerów stają się coraz bardziej wyrafinowane. Mogą doprowadzić nawet do upadku firmy

Ataki hakerów stają się coraz bardziej wyrafinowane. Mogą doprowadzić nawet do upadku firmy 4

Cyberbezpieczeństwo staje się jednym z kluczowych obszarów inwestowania każdej firmy, bo ataki hakerów są coraz bardziej wyrafinowane i kosztowne. Z badania Cisco wynika, że w ubiegłym roku ponad połowa cyberataków spowodowała straty finansowe w wysokości ponad 500 tys. dol. Obejmuje to zarówno koszty związane z utratą dochodów, klientów, jak i koszty operacyjne. Niekiedy może się to zakończyć upadłością firmy.

Cyberzagrożenia są coraz bardziej skomplikowane. Mamy nowe trendy związane z rozprzestrzenianiem się zagrożeń. Z jednej strony to wykorzystywanie starych metod, takich jak robaki internetowe, a z drugiej strony zagrożenia związane z IoT, czyli ataki na infrastrukturę, która jest krytyczna z punktu widzenia działania przedsiębiorstwa czy bezpieczeństwa kraju – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Ceklarz z Cisco Systems Polska.

Raport „Global Risks Report 2018”, przygotowany przez Marsh we współpracy ze Światowym Forum Ekonomicznym, wskazuje, że w ciągu ostatnich pięciu lat liczba ataków hakerskich wzrosła dwukrotnie. Z kolei z raportu KPMG „Barometr cyberbezpieczeństwo. Cyberatak zjawiskiem powszechnym” wynika, że w 2017 roku 82 proc. przedsiębiorstw zanotowało przynajmniej jeden taki incydent, ale już co czwarta firma – co najmniej dziesięć. Najbardziej dotkliwe finansowo dla firm były ataki ransomware, które szyfrują dostęp do danych w zamian za okup. Ataki Petya i NonPetya spowodowały kwartalne straty w wysokości 300 mln dol., WannaCry zainfekował zaś w sumie 300 tys. komputerów w stu pięćdziesięciu krajach. Z badania Cisco „Annual Cybersecurity Report 2018” wynika, że ponad połowa cyberataków spowodowała straty finansowe wysokości ponad 500 tys. dol., włączając w to m.in. utratę przychodu, klientów, okazji biznesowych oraz koszty operacyjne.

– W tej chwili cyberbezpieczeństwo staje się jednym z krytycznych pól działania firmy. Trudno sobie wyobrazić, żeby bank nagle utracił możliwość kontaktu z klientami za pomocą internetu, co już może świadczyć o tym, że ten problem może być bardzo brzemienny w skutkach – mówi Michał Ceklarz. – W najczarniejszym scenariuszu może to nawet doprowadzić do upadku firmy. Są to realne przykłady z innych krajów. W Polsce na szczęście nie mieliśmy do czynienia z tak drastycznym zagrożeniem, niemniej jednak jest ono możliwe.

Z raportu „Global Risks Report 2018” przygotowanego przez Marsh wynika, że choć dla 70 proc. firm największym zagrożeniem związanym z atakiem hakerskim jest przerwa w działalności i utrata zysku, to tylko 19 proc. organizacji jest przygotowanych na zarządzanie ryzykiem cybernetycznym i ma gotowy scenariusz na wypadek takiego incydentu.

Eksperci Cisco podkreślają, że cyberataki skierowane na łańcuchy dostaw mogą zainfekować komputery na ogromną skalę lub na długi czas. Ale wśród osób odpowiadających w firmach za cyberbezpieczeństwo świadomość zagrożeń rośnie. Raport „Annual Cybersecurity Report 2018” wskazuje, że często – by zapewnić bezpieczeństwo w firmie – wdrażają one zestawy rozwiązań pochodzących od różnych dostawców. Ta złożoność może mieć jednak negatywne skutki dla obrony przed atakami. Specjaliści ds. bezpieczeństwa przyznali, że jedna trzecia naruszeń dotyczyła ponad połowy systemów, podczas gdy w 2016 roku odsetek wynosił 15 proc.

Często atak na firmę może się zaczynać od ataku na pojedynczego pracownika. Ta metoda staje się coraz bardziej skuteczna dzięki profilowaniu użytkowników internetu na podstawie dostępnych na ich temat danych. Wiedza o przyzwyczajeniach użytkownika, ulubionych stronach i zainteresowaniach sprawiają, że ataki można dopasować do każdego indywidualnie, tym samym zwiększając ryzyko zainfekowania komputera.

– Podłączając się do internetu, wszyscy jesteśmy poddawani masie różnego rodzaju prób ataku. To może być atak celowany, tzw. targetowany. Jeżeli profilowanie użytkownika będzie wykorzystywane do ataków cybernetycznych, cel może być skutecznie zaatakowany, a co za tym idzie – całe firmy mogą zostać skompromitowane. Dlatego bardzo często atak na firmę zaczyna się od pojedynczych pracowników – wyjaśnia Michał Ceklarz.

Obserwacje Cisco potwierdzają, że o ile organizacje mają dużą świadomość zagrożeń, o tyle wśród użytkowników indywidualnych sytuacja wygląda nieco gorzej.

Bardzo często użytkownicy domowi jeszcze sobie nie zdają z tego sprawy. Dla nich często ta kłódka w przeglądarce jest wystarczającym gwarantem bezpieczeństwa, co jest złudne. Niemniej jednak coraz więcej ludzi aktualizuje swoje systemy operacyjne, choć nie zawsze robi to na czas, co wykorzystują chociażby takie zagrożenia jak Petya bądź WannaCry. Jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia, natomiast idziemy w dobrym kierunku – mówi przedstawiciel Cisco Systems Polska.

FOR: Przez niższy wiek emerytalny coraz więcej osób będzie otrzymywać minimalne świadczenia. Ratunkiem może być system kapitałowy

FOR: Przez niższy wiek emerytalny coraz więcej osób będzie otrzymywać minimalne świadczenia. Ratunkiem może być system kapitałowy 5

Obniżenie wieku emerytalnego, zaniżanie przewidywanej długości trwania życia czy zbyt hojnie przyznawane renty wdowom przyczyniają się do problemów w obecnym systemie emerytalnym – ocenia Aleksander Łaszek, główny ekonomista Fundacji FOR. Niski wiek emerytalny i wciąż mała aktywność zawodowa kobiet oznaczają, że nawet 40 proc. z nich będzie w przyszłości otrzymywało minimalną emeryturę. Ratunkiem może się okazać – poza wydłużaniem czasu pracy – zwiększanie oszczędności pracowników na emeryturę, czemu sprzyjać będzie utworzenie pracowniczych planów kapitałowych. O ile środki na nich gromadzone nie będą upolitycznione – podkreśla ekonomista.

Zgodnie z reformą z 1999 roku system emerytalny jest oparty o bardzo zdrową zasadę – ile wpłacimy do systemu, tyle z niego pobierzemy. Kiedy wpłacamy składki do ZUS, są one tam indeksowane i w momencie przechodzenia na emeryturę suma wpłaconych składek jest dzielona przez oczekiwaną długość trwania życia i tak otrzymujemy emeryturę. Niemniej jednak, żeby ten system działał, trzeba jeszcze dopracować szereg parametrów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjna Newseria Biznes dr Aleksander Łaszek, główny ekonomista Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Jak przekonuje ekspert, reforma emerytalna z 1999 roku okazała się sukcesem. Wcześniej funkcjonujący system groził załamaniem finansowym, wysokość emerytury nie była powiązana z sumą wpłaconych składek. W efekcie, żeby pokryć rosnącą dziurę w budżecie ZUS, podnoszono składki. O ile jeszcze w latach 80. wszystkie składki na ubezpieczenia społeczne wynosiły 15,5 proc., o tyle w latach 90. już 45 proc. System wciąż jednak wymaga szeregu zmian.

– ZUS zaniża oczekiwaną długość życia, nie bierze pod uwagę tego, że z roku na rok ona rośnie, emerytury są więc wyższe, niż powinny być. Po drugie, hojnie przyznajemy renty wdowom. Kiedy mężczyzna przechodzi na emeryturę, system nie bierze pod uwagę sporego prawdopodobieństwa, że jego świadczenie w przyszłości będzie pobierała wdowa. Po trzecie, mamy techniczne szczegóły, które też obciążają system, takie jak brak ujemnej waloryzacji kont w ZUS-ie, co sprawia, że dochody ZUS-u odrywają się od zobowiązań. Mamy też kwartalną waloryzację, która sprawia, że osoba odchodząca na emeryturę w konkretnych miesiącach, otrzymuje wyższą emeryturę niż osoba odchodząca w innych miesiącach – wymienia dr Aleksander Łaszek.

Z informacji o wykonaniu planu finansowego FUS opublikowanego przez ZUS wynika, że 2017 rok zakończył się deficytem na poziomie 2,19 mld zł (wpływy ze składek wyniosły nieco ponad 166,6 mld zł przy planowanych 164,8 mld zł). Wydatki z FUS przekroczyły 212 mld zł. W ostatnich latach pokrycie wydatków FUS wpływami jest jednak coraz większe. Z danych ZUS wynika, że w 2017 roku wyniosło 78,5 proc., rok wcześniej – 74,2 proc. W 2010 roku było to nieco tylko powyżej 55 proc. Zdaniem ekonomisty FOR problem będzie jednak się pogłębiał.

– Przy tak niskim wieku emerytalnym kobiet – 60 lat – bardzo dużo osób będzie otrzymywało emeryturę minimalną. Zasady jej przyznawania są bardzo łagodne, a to znaczy, że do tych emerytur minimalnych będą dopłacali podatnicy, co będzie powodowało utrzymywanie się deficytu i konieczność wzrostu podatków – ocenia ekonomista.

Obecnie emeryturę niższą niż minimalna otrzymuje 250 tys. Polaków, a emeryturę minimalną – 150 tys. osób. Aby ją otrzymać, należy wykazać 20-letni okres składkowy w przypadku kobiet i 25 lat dla mężczyzn. Obniżenie wieku emerytalnego sprawia, że liczba osób pobierających minimalne świadczenie będzie jednak rosnąć. Przykłada się do tego m.in. stosunkowo niska aktywność zawodowa kobiet. Według różnych analiz nawet 40 proc. pań może w przyszłości otrzymywać minimalną emeryturę.

Jeżeli chcemy, żeby system ZUS nie generował deficytu, czyli nie obciążał pracujących, musimy wprowadzić tablice trwania życia uwzględniające rosnącą długość życia, doprecyzować renty wdowie, doprecyzować waloryzacje i indeksacje świadczeń, ale też zastanowić się nad konstrukcją emerytury minimalnej i sposobami dopłaty do niej, a także – od tego nie uciekniemy – podnosić wiek emerytalny, szczególnie w przypadku kobiet – przekonuje Łaszek.

Problemem systemu będą też coraz większe różnice w wysokości otrzymywanych świadczeń. Z analizy GRAPE „Wiek emerytalny i wydatki na emerytury. Jakie będą skutki obniżenia wieku emerytalnego” wynika, że w 2020 roku, przy zachowaniu obecnego wieku emerytalnego, świadczenie blisko 70 proc. seniorów nie przekroczy minimalnego (przy wieku emerytalnym 67 lat niezależnie od płci – nieco ponad 30 proc.). Jednocześnie propozycja zniesienia limitu trzydziestokrotności składek na ZUS dla najlepiej zarabiających sprawią, że będą rosły napięcia społeczne.

– To będzie podważało polityczną stabilność systemu, bo system będzie wypłacał z jednej strony bardzo dużo bardzo niskich emerytur, a z drugiej strony mało, ale bardzo wysokich. Będzie to tworzyło polityczną presję na zmianę systemu – albo obniżenie najwyższych emerytur i dofinansowanie najniższych, albo zwiększenie opodatkowania pracujących, żeby podnosić te najniższe emerytury – ocenia ekonomista FOR.

Ratunkiem dla polskiego systemu emerytalnego mogą być – pod pewnymi warunkami – pracownicze plany kapitałowe (PPK), zwłaszcza w kontekście zmian w OFE. Dopóki fundusze mogą inwestować za granicą, dopóty wysokość emerytury będzie w pewnym stopniu uniezależniona od krajowego rynku, a ten zależy od demografii.

– OFE zakładało budowę systemu kapitałowego w oparciu o obowiązkową składkę. Wpływy ZUS spadły, były refundowane przez budżet państwa, ale nie obciążało to dodatkowo pensji netto. PPK wychodzi z innej zasad – składka ZUS cała jest konsumowana na bieżące wydatki emerytalne, natomiast budowa systemu kapitałowego ma być finansowana z dodatkowej składki obciążającej dochody netto emerytów. Przez to ten system będzie mniej powszechny, nie wszyscy w nim będą uczestniczyć, i bardziej ograniczony, ale też może się przyczynić do szybszego wzrostu, o ile – to kluczowe założenie – te środki nie będą upolitycznione – tłumaczy dr Aleksander Łaszek.

Nadchodzą biometryczne dowody osobiste i karty płatnicze. Biometria może już wkrótce zastąpić tradycyjne zabezpieczenia, takie jak PIN i hasła

Nadchodzą biometryczne dowody osobiste i karty płatnicze. Biometria może już wkrótce zastąpić tradycyjne zabezpieczenia, takie jak PIN i hasła 6

Skanery linii papilarnych, tęczówki czy głosu coraz częściej zastępują tradycyjne metody weryfikacji tożsamości. Wiele wskazuje na to, że wkrótce biometria stanie się standardem nie tylko w smartfonach, lecz także we wszystkich dziedzinach naszego życia. Na rynek wkrótce trafią pierwsze karty płatnicze z wbudowanym czytnikiem odcisków palców. Komisja Europejska rekomenduje wprowadzenie we wszystkich krajach członkowskich biometrycznych dowodów osobistych, które uniemożliwiłyby kradzież tożsamości.  ​ 

– Do uwierzytelniania transakcji wciąż używamy haseł, tokenów, PIN-ów oraz innych rozwiązań, które nie są ani bezpieczne, ani wygodne dla klienta. Warto odejść od takich metod na rzecz biometrii rozumianej bardzo szeroko, jako dziedzina nauki zajmująca się uwierzytelnianiem za pomocą wzorów głosu, twarzy, tęczówki oka czy linii papilarnych. Biometria pozwala uwierzytelnić klienta dzięki stworzeniu jego cyfrowej tożsamości – mówi Grzegorz Ficowicz, Business Solutions Architect z Dimension Data Polska.

Czytniki linii papilarnych, najpopularniejszy rodzaj zabezpieczenia biometrycznego, spowszedniały. Kiedy kilka lat temu wchodziły na rynek smartfonowy, mogliśmy mówić o nich w kategorii innowacji, a dziś znajdziemy je nawet w najtańszych urządzeniach z budżetowej półki cenowej. Pozwalają zabezpieczyć telefon przed dostępem niepowołanych osób i sprawdzają się w roli systemu weryfikacji tożsamości podczas dokonywania zakupów w internecie lub za pośrednictwem terminali bezprzewodowych.

Prawdziwym przełomem w tej branży mogą się okazać karty płatnicze od JCB opracowane we współpracy z firmą IDEMIA, specjalizującą się w zabezpieczeniach biometrycznych. Wyposażono je w zintegrowany czytnik linii papilarnych, który autoryzuje tożsamość klienta, analizując odcisk jego palca. Ich największą zaletą jest proste, intuicyjne działanie. Wystarczy zarejestrować wzór papilarny za pomocą aplikacji mobilnej, a podczas dokonywania płatności przytrzymać palec na czytniku. Co ważne, system ten działa ze wszystkimi terminalami akceptującymi karty JCB.

Do wprowadzenia kart biometrycznych przymierza się także Mastercard. Firma w przyszłym roku uruchomi pilotażowy program weryfikacji tożsamości za pośrednictwem odcisku palca oraz zdjęcia twarzy. Zabezpieczeniami tego typu interesuje się również Komisja Europejska, która zarekomendowała krajom członkowskim wprowadzenie dowodów tożsamości przechowujących dwa rodzaje danych biometrycznych – cyfrowy wizerunek twarzy oraz odcisk palca. Rozwiązanie to miałoby uniemożliwić przestępcom podszycie się pod inną osobę i np. zaciągnięcie kredytu na skradziony dowód.

– Dotychczas do otworzenia konta w banku lub udzielenia kredytu wystarczyło pokazać dowód osobisty. Przy obecnym stopniu zaawansowania technologii biometrycznej oferujemy klientom możliwość identyfikacji w kanałach zdalnych, potwierdzając jego tożsamość automatycznie. Dane przesyłane są w formie zdjęć do platformy biometrycznej, która porównuje autentyczność fotografowanego dokumentu oraz przechwyconego zdjęcia twarzy. Jeśli użytkownik zostanie pozytywnie uwierzytelniony, uzyskuje dostęp do usługi, w innym przypadku może być poproszony o dodatkowy składnik autoryzujący, np. odcisk palca, frazę głosową lub klasyczne jednorazowe hasło SMS – komentuje Grzegorz Ficowicz.

Na świecie uruchomiono także kilka pilotażowych programów wykorzystujących do realizowania płatności wyłącznie skaner twarzy. Pierwsze kioski biometryczne postawiono m.in. w burgerowni CaliBurger w Pasadenie oraz w restauracji KFC w chińskim mieście Hangzhou.

Według raportu Global TMT Predictions 2018 opracowanego przez Deloitte do końca roku 29 proc. użytkowników smartfonów będzie weryfikować swoją tożsamość za pośrednictwem odcisku palca, a 42 proc. wszystkich urządzeń mobilnych będzie wyposażonych w czytnik linii papilarnych. Analitycy przewidują, że do 2023 roku aż 80 proc. telefonów będzie oferować co najmniej jedno zabezpieczenie biometryczne – skaner twarzy albo czytnik linii papilarnych. W krajach rozwiniętych 75 proc. posiadaczy smartfonów będzie na co dzień korzystać z zabezpieczeń biometrycznych.

Prognozy Markets and Markets wskazują, że rynek systemów biometrycznych do 2022 roku będzie warty niemal 33 mld dol.

Profesjonalny sprzęt kluczowy dla bezpieczeństwa ratowników i strażaków. Rocznie dochodzi do kilkuset wypadków z ich udziałem

Profesjonalny sprzęt kluczowy dla bezpieczeństwa ratowników i strażaków. Rocznie dochodzi do kilkuset wypadków z ich udziałem 7

Strażacy ze względu na specyfikę pracy są jedną z grup zawodowych najbardziej narażonych na poważne wypadki przy pracy. W 2016 r. doszło do 480 wypadków z ich udziałem w trakcie akcji ratowniczych. Bezpieczny i wysokospecjalistyczny sprzęt to jeden z głównych czynników wpływających na ich bezpieczeństwo pracy. Najnowsze, zaawansowane technologicznie rozwiązania prezentowała specjalizująca się w innowacjach firma 3M podczas poznańskich targów SAWO poświęconych bezpieczeństwu pracy i ratownictwu.

 Strażacy narażeni są na szereg niebezpieczeństw. Zaczynając od oparzeń, upadków z wysokości, kontaktu ze środkami chemicznymi, kończąc na porażeniach prądem czy utonięciach. I absolutnie wszystkie inne niebezpieczeństwa możliwe do wymyślenia – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kevin Aiston, strażak Państwowej Straży Pożarnej.

Według statystyk Państwowej Straży Pożarnej w 2016 roku miało miejsce nieco ponad 446 tys. akcji ratowniczych, w trakcie których doszło do 489 wypadków, a poszkodowanych zostało 470 strażaków. Łącznie – podczas pracy i służby w PSP – doszło do 1859 wypadków z udziałem strażaków, w których obrażenia odniosło 1880 funkcjonariuszy. Te, które spowodowały ciężkie obrażenia, najczęściej były wywołane upadkiem z wysokości albo uderzeniem przez spadający konar drzewa. W przypadku Ochotniczej Straży Pożarnej w 2016 roku doszło do 220 wypadków, w których obrażenia odniosło 223 strażaków.

Jak podkreśla Kevin Aiston, jednym z głównych czynników wpływających na bezpieczeństwo pracy w tym zawodzie jest wysokospecjalistyczny sprzęt.

– Bez dobrego sprzętu możliwości działania każdego strażaka są mocno ograniczone. Jeżeli mam wisieć pod dachem, kiedy wieje wiatr, muszę mieć na sobie dobre szelki, linkę do zawieszenia i chcę wiedzieć, że klamra wytrzyma, nie otworzy się nagle i nie spadnę. My, strażacy, myślimy przede wszystkim o bezpieczeństwie własnym, bo jeżeli strażak nie będzie w stanie pomóc, to kto pomoże poszkodowanemu. Sprzęt jest więc dla nas na pierwszym miejscu – mówi Kevin Aiston.

Zaawansowane technologicznie rozwiązania sprzętowe były prezentowane w kwietniu w Poznaniu na Międzynarodowych Targach Ochrony Pracy, Pożarnictwa i Ratownictwa SAWO. To największe branżowe wydarzenie w Europie Środkowo-Wschodniej połączone z prezentacją innowacyjnych rozwiązań podnoszących jakość i bezpieczeństwo pracy.

– Wśród sprzętu elektronicznego, który zapewnia nam bezpieczeństwo, mamy aparat bezruchowy, który wysyła sygnał GPS, pika i mruga różnymi kolorami, kiedy leżę bez ruchu przez 15–20 sekund. To jest absolutnie niezbędne strażakom. Na rynku dostępne są też inne nowoczesne rozwiązania, np. maska Scott Sight produkowana przez 3M, gdzie po prawej stronie jest kamera termowizyjna, a strażak widzi wszystko od środka na małym monitorze – mówi Kevin Aiston.

Scott Sight to system termowizyjny montowany do maski aparatu powietrznego, który pozwala na wizualizację termiczną zagrożeń podczas pożaru i lokalizację poszkodowanych. Dużą jej zaletą jest to, że daje strażakom dużo większą swobodę działania podczas akcji ratunkowej niż ręczna kamera termowizyjna.

 To jedno z najnowszych rozwiązań na rynku, jeszcze nikt dziś takiego systemu nie ma. Zwykle jest tak, że strażak, wchodząc w ogień czy inną niebezpieczną przestrzeń, trzyma kamerę termowizyjną w ręku. Scott Sight ma wbudowaną w środku kamerę, dzięki czemu strażak czy ratownik obie ręce ma wolne i widzi nawet w całkowitym zadymieniu i ciemności. Jest to bardzo ciekawe rozwiązanie, które właśnie wprowadzamy na polski rynek – mówi Piotr Mikłaszewicz, dyrektor Grupy Biznesowej Bezpieczeństwo i Grafika 3M Poland.

Scott Safety to marka jeszcze mało znana na rynku polskim, natomiast w USA i Wielkiej Brytanii jest liderem w kategorii specjalistycznego sprzętu dla straży pożarnej. W ubiegłym roku została przejęta przez firmę 3M.

 W USA 3M bardzo blisko współpracuje ze strażą pożarną. Dla strażaków w Stanach „scott” jest synonimem aparatu powietrznego. Dla nich jest oczywiste, że jeżeli mają maskę z butlą na sprężone powietrze, to musi to być produkcja Scott – mówi Piotr Mikłaszewicz.

3M, jeden z największych wystawców na poznańskich targach SAWO, ma w portfolio szeroką gamę innowacyjnych rozwiązań do ochrony życia i zdrowia. Przykładem jest RoofSafe – nagrodzony Złotym Medalem MTP i Grand Prix SAWO asekuracyjny system linowy przystosowany do montażu na różnego typu dachach i wykorzystywany, aby zabezpieczyć przed upadkiem z wysokości i zapewnić wolne ręce do pracy. Z kolei opracowany przez 3M, autorski Hearing Conservation Program, promujący zintegrowane podejście do ochrony słuchu, został już wprowadzony w ponad 40 zakładach w Polsce i wciąż jest rozwijany.

 Dysponujemy sprzętem, który służy do akcji ratowniczych lub pracy w ekstremalnych warunkach. Na przykład, gdy pracownik wchodzi do pomieszczenia i nie ma pojęcia, jakie panują tam warunki, czy są szkodliwe gazy, powinien to sprawdzić i odpowiednio się zabezpieczyć. Mamy różnego rodzaju detektory gazów i płomieni, aparaty powietrzne na sprężone powietrze, aparaty butlowe czy maski ucieczkowe dla pracowników, które to umożliwiają – mówi Piotr Mikłaszewicz.

– Sprzęt jest bardzo ważny nie tylko dla strażaków, lecz także pracowników branży przemysłowej. Oni też pracują na wysokości, dlatego potrzebują niezawodnego komfortowego sprzętu – podkreśla Kevin Aiston.

3M przeznacza około sześć proc. swoich rocznych obrotów na działalność badawczo-rozwojową, a na całym świecie zatrudnia przeszło dziewięć tysięcy inżynierów. W polskim centrum R&D 3M pracuje ich około pięćdziesięciu. Dzięki akwizycjom Scott Safety i Capital Safety firma ma szerokie portfolio rozwiązań w zakresie prac na wysokości, ewakuacji pracowników, detekcji gazu, a także maski ucieczkowe i aparaty na sprężone powietrze.

 Od niedawna mamy również największe w Europie Wschodniej Centrum Szkoleniowe 3M we Wrocławiu. Takich centrów mamy już dziewiętnaście na całym świecie. Zaczynamy od profesjonalnych szkoleń bezpiecznej pracy na wysokości, bo poza tym, że oferujemy klientom sprzęt, to chcemy ich również profesjonalnie przeszkolić. Pracownik, który przejdzie szkolenie, otrzymuje certyfikat 3M, który jest rozpoznawalny na całym świecie. W Centrum znajdują się m.in. jedenastometrowa wieża oraz tzw. komora dymowa, gdzie uczymy, jak bezpiecznie pracować na wysokości, jak dobierać odpowiedni sprzęt, jak ewakuować pracowników z wysokości czy z ciasnych przestrzeni – mówi Piotr Mikłaszewicz.

 Dla nas, strażaków, szkolenia są bardzo ważne, mamy je prawie non stop. Zarówno prowadzone przez Państwową Straż Pożarną, Ochotnicze Straże Pożarne, jak i producentów. Chodzi o to, żebyśmy znali sprzęt, wiedzieli, do czego służy i jak go używać podczas pożaru, wypadku samochodowego i innych akcji ratunkowych – dodaje Kevin Aiston.

Wyniki finansowe Banku Pekao S.A. po pierwszym kwartale 2018 r.

  • Skonsolidowany zysk netto Banku Pekao S.A. wyniósł w pierwszym kwartale 2018 r. 392 mln zł, co przełożyło się na solidny wzrost o +12% w ujęciu r/r1
  • Wzrost zwrotu na kapitale (RoE) +35pb do 8,7%
  • Utrzymanie wiodącej na rynku pozycji kapitałowej – współczynnik wypłacalności 17,1% oraz współczynnik Tier 1 16,0%
  • Polityka dywidendowa zgodnie z zapowiedziami – PLN7,90 za akcje (99,3% współczynnik wypłaty)
Michał Krupiński
Michał Krupiński

– To był kolejny kwartał rekordowego wzrostu zgodnego z strategią Banku skupiającej się na inteligentnym wzroście w produktach wysokomarżowych oraz efektywności operacyjnej. Wdrażamy produkty, które już dziś są liderem rynku – takie jak Konto Przekorzystne, co pozwoliło przyspieszyć akwizycję nowych klientów o ponad 50%. Szereg wprowadzonych inicjatyw w nowym obszarze MŚP przekłada się na doskonałą dynamikę 41% w ujęciu rocznym sprzedaży kredytów oraz produktów leasingu i faktoringu. Widzimy, że w kluczowych obszarach zdobywamy udziały w rynku przy zachowaniu silnej dyscypliny kosztowej i ten trend będziemy chcieli utrzymać – powiedział Michał Krupiński, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

Po rekordowym 2017 roku, Bank Pekao S.A. raportuje kolejne rekordy konsekwentnie wdrażając Strategię „Siły Żubra”. Zysk netto 392 mln zł (+12% r/r) jest osiągnięty dzięki wyższym dochodom z działalności podstawowej we wszystkich segmentach oraz silnej dyscyplinie kosztowej. Bank pokazał poprawę kluczowych wskaźników rentowności – wzrost RoE +35pb do 8,7% oraz marży odsetkowej o 6pb do 2,82%.

– Systematycznie poprawiamy osiągane wyniki, zarówno jeśli chodzi o wzrost biznesu, dochodowość oraz wskaźniki efektywności. Poprawiliśmy zysk netto, wskaźnik ROE, wzrosła marża odsetkowa. Utrzymujemy wysoki, dwucyfrowy wzrost portfela kluczowych kredytów detalicznych oraz stabilny wzrost bazy depozytowej. Jesteśmy jednym z najsilniejszych banków w Polsce o czym świadczą nasze wysokie wskaźniki kapitałowe i możliwości dywidendowe Banku. Świadczy o tym również nasza decyzja o rekomendacji 99,3% zysku Banku za rok 2017 w formie dywidendy dla naszych akcjonariuszy – powiedział Tomasz Kubiak Wiceprezes Zarządu Banku, nadzorujący Pion Finansowy.

Rekordowe wyniki sprzedaży bankowości detalicznej. W pierwszym kwartale 2018 r. Bank Pekao S.A. kolejny raz osiągnął rekordowy poziom sprzedaży nowych, kluczowych kredytów detalicznych, których wolumen w ujęciu rocznym wzrósł o +14%, do 59,3 mld zł przy silnej dyscyplinie cenowej. Dzięki sprzedaży 2,8 mld zł kredytów hipotecznych w pierwszym kwartale roku, dynamika nowych kredytów wyniosła +26,6% w ujęciu kwartalnym i +13,8% w ujęciu rocznym, co przełożyło się na udziały rynkowe nowej sprzedaży na poziomie 22% i pozycję lidera sprzedaży w lutym 2018 r. Osiągnięcie tak dobrych wyników sprzedaży było możliwe nie tylko dzięki zaoferowaniu klientom konkurencyjnej oferty, ale także dzięki optymalizacji procesu przyznawania kredytu, co skróciło czas potrzebny na wydanie decyzji kredytowej. Kolejny raz Pekao S.A. został liderem sprzedaży kredytów mieszkaniowych udzielonych w ramach rządowego programu „Mieszkanie dla Młodych” (MdM). Dodatkowo, rozwój oferty produktów inwestycyjnych przełożył się na wzrost sprzedaży 8,3x do 659mln zł.

Nowa oferta produktowa daje 100 000 Kont Przekorzystnych[1]. Osiągaliśmy 4x wyższą miesięczną sprzedaż i +400mln PLN od premiery, dzięki nowej ofercie konta oszczędnościowego i działaniach marketingowych skupionych na akwizycji.

Lider bankowości mobilnej. Konsekwentnie poprawiamy doświadczenie użytkownika i funkcjonalności w bankowości mobilnej i internetowej. W I kwartale wzrost aktywnych użytkowników bankowości mobilnej o 40% oraz wysoka dynamika sprzedaży w kanałach elektronicznych (+28%) pokazały siłę zdalnych kanałów Banku Pekao. Bank Pekao S.A. może pochwalić się największą liczbą klientów płacących smartfonami zbliżeniowo. W ciągu kwartału urosła ona o ponad 70 tys. W IV kw 2017 stanowiła 168 tys. użytkowników, by  wzrosnąć do 244 tys. w I kw 2018.

Inteligentny wzrost w bankowości korporacyjnej. Wykorzystujemy siłę relacji i modelu banku uniwersalnego by utrzymywać poprawę cross-sellu w bankowości korporacyjnej. Świadczy o tym wzrost leasingu oraz factoringu o ~20% r/r. Na tym samy poziomie utrzymana jest dynamika wzrostu procesów rozliczeniowych (+19,6%).

Przyspieszenie w bankowości MŚP. Bank Pekao S.A. planuje silny wzrost wolumenów kredytowych i akwizycji nowych klientów w utworzonym Pionie do obsługi Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Wsparciem dla realizacji tego celu jest uruchomienie 61 dedykowanych Centrów Biznesowych MŚP na terenie całej Polski. Bardzo dynamiczny rozwój biznesu i szereg inicjatyw, które wspierają skuteczny model akwizycji oraz szeroką ofertę produktową, przełożyły się na wzrost klientów 3x r/r oraz wzrost sprzedaży kredytów o 40%.

Bank Pekao S.A. pozostaje liderem sektora w zakresie jakości aktywów i profilu ryzyka. Koszt ryzyka w pierwszym kwartale spadł w ujęciu kwartalnym do poziomu 41 pkt bazowych. Zgodnie z  „MSSF 9” wskaźnik kredytów nieregularnych wyniósł 5,0%, natomiast wskaźnik pokrycia rezerwami osiągnął poziom 76,7%.

[1] Od rozpoczęcia kampanii w styczniu 2018 r.

Wynagrodzenie stało się dla pracowników drugorzędne. Najważniejsza jest perspektywa rozwoju i awansu

Wynagrodzenie stało się dla pracowników drugorzędne. Najważniejsza jest perspektywa rozwoju i awansu 8

Blisko połowa polskich firm nie ma strategii kształtowania wizerunku pracodawcy, z czego tylko część zauważa potrzebę jej posiadania i nad nią pracuje. Zaledwie 14 proc. przedsiębiorstw ma sprecyzowaną strategię w tym obszarze. Bez niej trudne jest przyciągnięcie pracowników, zwłaszcza z młodego pokolenia. Eksperci podkreślają, że pracodawcy, odpowiadając na potrzeby pracowników, powinni się wsłuchać w ich głos. Dla pracowników kwestie finansowe są drugorzędne. Liczy się możliwość rozwoju, zyskania nowych umiejętności i perspektywa awansu czy nagrody.

Firma, która dba o swoich pracowników, powinna wiedzieć, jakie są ich oczekiwania, poznać je i zdefiniować, powinna zadbać o to, żeby pracownicy mieli swoją reprezentację, z którą zarząd czy menadżerowie firmy mogą rozmawiać. To, czego oczekują pracownicy, to przede wszystkim dobra atmosfera w pracy, transparentność celów, oczekiwań, muszą wiedzieć, jaka jest strategia firmy, jakie są jej wartości, w co wierzy, co chce osiągnąć, jaka jest jej misja, nie tylko biznesowa, lecz także społeczna – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Wicha, dyrektor generalny Adecco Poland.

Z raportu Deloitte „Pierwsze kroki na rynku pracy 2018” wynika, że najważniejszym czynnikiem, który decyduje o wyborze pracy, jest możliwość rozwoju i zyskania nowych umiejętności (51 proc.). Dopiero drugim czynnikiem jest kwestia wynagrodzenia. Istotna jest też dobra atmosfera w miejscu pracy i dobre relacja między pracownikiem a pracodawcą oraz między współpracownikami. Do pracy motywuje szansa nauczenia się czegoś nowego, rozwijanie wiedzy eksperckiej i dostępność różnych form uznania, liczy się też zgodność wykonywanej pracy z dalszymi planami rozwoju kariery zawodowej.

Ważna jest też kultura organizacyjna, dzięki której ludzie mają do siebie zaufanie, współpracują ze sobą i która umożliwia podważanie status quo. Chyba nie ma nic gorszego, aniżeli przebywanie w firmie, w której są pewne tematy tabu niszczące organizację. Dlatego otwartość, zaufanie, angażowanie ludzi w strategie, projekty to w mojej ocenie jest tym, co powoduje, że firma jest dobrym pracodawcą – mówi Liwia Kwiecień, członek zarządu ds. HR w Europejskim Funduszu Leasingowym.

Pokolenie Igreków znacznie bardziej niż pokolenie ich rodziców przywiązuje wagę do work-life balance, czyli rozdzielenia życia zawodowego i prywatnego. Chcą mieć czas dla siebie i rodziny. Z raportu „Milenialsi w MŚP. Pod lupą”, opracowanego przez Europejski Fundusz Leasingowy, wynika, że zachowanie równowagi między pracą a życiem osobistym jest ważne dla 86 proc. z nich.

Pokolenie obecnych 25-latków określane jest mianem pokolenia „nie” – nie dla pracy ponad siły i nie dla konsumpcji.

Dla nich nie jest ważna ilość zarobionych pieniędzy, ale raczej możliwość wszechstronnego rozwoju. Jeśli pracodawca potrafi to zrozumieć, że taki pracownik chce mieć stabilną pracę, osiem godzin wykonywać swoją pracę rzetelnie i dobrze, ale po godzinie 16.00 nie chce odbierać e-maili i telefonów. Drugie „nie”, to nie dla konsumpcji, nie chcą kupować coraz to nowszych wyjazdów, rzeczy, gadżetów, żyją w pewnym minimalizmie, ważniejsze jest spotkanie z przyjaciółmi, rozmowa, relacja. Stąd rodzi się przesłanie, że najważniejszą potrzebą, jaką mają obecnie ludzie, jest potrzeba relacji, w których są wysłuchani, zrozumiani, w których wiedzą, że ktoś dba o ich samopoczucie, że ktoś rozumie przekazywane przez nich wiadomości – tłumaczy dr Bogusław Feder, założyciel Fundacji Akademii Liderów Innowacji i Przedsiębiorczości.

To właśnie możliwość komunikacji, przeświadczenie, że jest się słuchanym, jest dla Igreków najważniejsza. Nawet jeśli pracują na niższym szczeblu, chcą mieć przekonanie, że mają wpływa na działalność firmy i jej wizerunek.

Potrzeby pracowników przede wszystkim trzeba dokładnie poznać, komunikować się z pracownikami na różnych szczeblach, trzeba wyłonić ich reprezentację. Pracownicy oczekują respektu, szacunku i zdefiniowania swojego miejsca w firmie, tego, w jaki sposób mogą współuczestniczyć w budowaniu sukcesu firmy, w jaki sposób mogą się wpisać w jej misję – tłumaczy Wicha.

Żeby dzisiaj pracodawca odpowiedział na potrzeby pracowników, powinien się wsłuchać w ich głos, nie mam na myśli koncertu życzeń, ale ważne, by np. benefity i świadczenia kierowane do pracowników rzeczywiście były tym, czego oni potrzebują. Jeżeli wiemy, że nasz system publicznej opieki zdrowotnej jest taki sobie, jest trudno z dostępem do specjalistów, to warto stworzyć np. dodatkową opiekę medyczną, bo to jest ludziom potrzebne – wskazuje Agnieszka Łukawska, dyrektor ds. programów emerytalnych w firmie Skarbiec TFI.

Raport „Świadczenia dodatkowe w oczach pracowników w 2017 roku” firmy Sedlak & Sedlak wskazuje, że ok. 75 proc. osób przysługują w swoich miejscach pracy świadczenia dodatkowe. Najpopularniejsze są karnety na siłownię czy do fitness, także prywatna opieka medyczna. Jak jednak pokazują badania, dodatkowe benefity nie zawsze są trafione, bo brakuje jasnej komunikacji między pracodawcą a pracownikiem, a pracodawca często nie jest zainteresowany, aby poznać potrzeby zatrudnionych osób.

Raport Employer Branding w Polsce 2017 wskazuje, że choć strategia employer brandingowa wpływa na łatwość przyciągania kandydatów do firmy, to tylko 14 proc. polskich firm deklaruje, że ma już jasno sprecyzowaną strategię. Blisko połowa jej nie ma, z czego 21 proc. nic z tym faktem nie robi. Co trzecia organizacja pracuje nad strategią, aby ją dopracować i rozbudować.

Jeżeli wiemy, czego firma oczekuje od pracowników, jasno to komunikuje, potrafi z pracownikiem rozmawiać i wesprzeć go, kiedy pracownik ma kłopot w osiąganiu celu. To sprawia, że tworzą się relacje, które procentują w długiej perspektywie, zarówno w realizacji celów biznesowych, jak i celów społecznych. Zyskują również te firmy, które mają swoją strategię odpowiedzialnego rozwoju, które poza bieżącymi celami biznesowymi również angażują pracowników w to, że mają poczucie, że nie tylko pomagają firmie, lecz także zmieniają świat na lepsze – tłumaczy Anna Wicha.

Do 2030 roku koszt zakupu elektrycznego auta będzie niższy niż spalinowego. Samochody te zmienią polską gospodarkę

Do 2030 roku koszt zakupu elektrycznego auta będzie niższy niż spalinowego. Samochody te zmienią polską gospodarkę 9

Najpóźniej do 2030 roku większość barier dla samochodów elektrycznych zostanie zlikwidowana, a koszt zakupu elektryka będzie niższy niż samochodu spalinowego – wynika z raportu „Samochody elektryczne. Którym pasem zamierzamy jechać?” firmy doradczej EY i ING Banku Śląskiego. Eksperci szacują, że za pięć lat auta elektryczne będą odpowiadać za ok. 6 proc. ogółu sprzedaży. Rozwój tego rynku zmieni branżę motoryzacyjną, paliwową, elektryczną i transportową, a w niektórych krajach będzie mieć wpływ na zatrudnienie i całą gospodarkę. Eksperci podkreślają, że Polska musi dobrze przemyśleć, jak odnaleźć swoje miejsce na rynku elektromobilności.

Z opublikowanego raportu „Samochody elektryczne. Którym pasem zamierzamy jechać?”, który powstał przy współpracy firmy doradczej EY i ING Banku Śląskiego, wynika, że samochód elektryczny już dzisiaj stanowi ekonomiczną alternatywę dla spalinowego, pod warunkiem pokonywania nim kilkudziesięciu tysięcy kilometrów rocznie. Przy krótszych dystansach koszt jego użytkowania nie rekompensuje jeszcze ceny nabycia takiego pojazdu.

Zakładając, że samochodem elektrycznym będziemy jeździć tylko po mieście, do 10 tys. kilometrów rocznie, to do 2023 roku powinno już bardziej opłacić się posiadanie samochodu elektrycznego niż spalinowego. Zakup takiego pojazdu będzie bardziej opłacalny przed 2030 rokiem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Wajer, partner w dziale doradztwa biznesowego EY.

Analitycy wskazują, że wysokie koszty zakupu samochodów elektrycznych – w dużej mierze warunkowane kosztem baterii – stanowią dziś jedną z głównych barier dla rozwoju tego rynku.

– Dostosowanie samochodu elektrycznego do potrzeb i możliwości portfela klienta końcowego to największe wyzwanie. Obecnie dużą część ceny, około 50 proc., stanowi bateria. Jednak tutaj obserwujemy szybki rozwój i ta technologia dosyć szybko tanieje – mówi Kazimierz Rajczyk, dyrektor zarządzający sektorem energetycznym w ING Banku Śląskim.

Pozostałe bariery to m.in. mało rozwinięta infrastruktura ładowania, wciąż niewielki zasięg i długi czas ładowania baterii.

– Jesteśmy przyzwyczajeni, że na stację benzynową przyjeżdżamy tylko na kilka minut. Natomiast dzisiaj ładowanie samochodu elektrycznego ze średniej szybkości ładowarki o mocy 20 kW trwa kilkadziesiąt minut. Poziom akceptowalny dla klientów to poniżej 15 min. Technicznie mamy już takie ładowarki. Do rozwiązania pozostają kwestie związane z dostarczeniem odpowiedniej mocy i rozwiązanie problemu skracania żywotności baterii przy ładowaniu wysokim prądem – wyjaśnia Kazimierz Rajczyk.

Zdaniem ekspertów większość tych barier zostanie zlikwidowana najpóźniej do 2030 roku, a udział rynkowy samochodów elektrycznych będzie rósł, i to bez względu na postęp w zakresie baterii. Wtedy też koszt zakupu samochodu elektrycznego powinien być już niższy niż spalinowego. Część państw (m.in. Norwegia i Niemcy) planuje już całkowite wstrzymanie sprzedaży samochodów spalinowych w latach 2025–2030.

Samochody elektryczne są z całą pewnością przyszłością rynku motoryzacyjnego. Jedyne wątpliwości dotyczą tego, czy inne paliwa – na przykład wodór – nie wyprą ich z czasem. Na dziś wszystko wskazuje na to, że na przestrzeni następnego dziesięciolecia samochody elektryczne będą dużo bardziej opłacalne niż samochody spalinowe – podkreśla Jarosław Wajer.

Elektromobilność – w połączeniu z takimi trendami jak samochody autonomiczne i współdzielone – mocno zmieni oblicze branży motoryzacyjnej, ale i energetycznej, paliwowej oraz transportowej. Zdaniem analityków te zmiany mogą mieć też zauważalny wpływ na całe gospodarki i poziom zatrudnienia w niektórych krajach.

– Samochody elektryczne to zupełnie inny łańcuch dostaw, zupełnie inna produkcja. W związku z tym mogą wystąpić problemy dla obecnych producentów podzespołów i komponentów do samochodów spalinowych, nie tylko w naszym kraju – mówi Jarosław Wajer.

Pojawienie się elektryków zmieni łańcuch wartości w przemyśle motoryzacyjnym – spowoduje, że wiele komponentów, produkowanych dziś dla samochodów spalinowych, będzie niepotrzebnych. Straci na tym Europa, która jest jednym z liderów w produkcji silników spalinowych, ale już w przypadku baterii do elektryków polega na dostawcach z Azji.

– Europa dostarcza trochę powyżej 25 proc. wartości do silników spalinowych. Natomiast w przypadku baterii litowo-jonowych ma nie więcej niż 2 proc., natomiast Chiny mają powyżej 50 proc. Jeżeli dodamy Koreę i Japonię, może się okazać, że w samochodzie elektrycznym duża część wartości przechodzi z Europy do Azji. To jest wyzwanie dla całego kontynentu, również dla Polski. Aby sobie z nim poradzić, musimy się zastanowić, w którym miejscu łańcucha wartości chcemy zaistnieć – produkcji samochodów czy komponentów? Pamiętajmy, że dzisiaj nie ma problemu ze sprzedażą samochodów elektrycznych. Dużo większy problem jest z tym, żeby producenci pozyskali komponenty i dostarczyli ten samochód klientowi na czas – mówi Jarosław Wajer.

Elektromobilność to jedyny obszar, w którym Polska może konkurować z największymi potęgami motoryzacyjnymi. Ale niekoniecznie musimy konkurować w zakresie budowy całego samochodu – i to na dodatek w segmencie popularnym. Łatwiej byłoby znaleźć swoje miejsce w niszy: w budowie samochodów wyspecjalizowanych dla przemysłu, dla wąskich branż albo w obszarze budowy komponentów dla szeroko rozumianej elektromobilności. W tym tkwi duży potencjał dla naszych firm i inżynierów – żeby dostarczać rozwiązania, które będą unikalne i które będziemy mogli sprzedawać na świecie – dodaje dyrektor zarządzający sektorem energetycznym w ING Banku Śląskim.

Eksperci EY i ING Banku Śląskiego prognozują, że w ciągu najbliższych pięciu lat elektromobilność będzie się rozwijać w dość dynamicznym tempie – do roku 2023 samochody elektryczne będą stanowić około 6 proc. ogółu sprzedaży.

– Jest to obszar nowych technologii, a z naszych doświadczeń i obserwacji wynika, że nowe technologie rozwijają się nawet szybciej, niż oczekują tego specjaliści. Plany Polski w zakresie elektromobilności są z pewnością ambitne, wymagają podjęcia szybkich działań. Jednak jest to raczej plan polityczny, a nie gospodarczy. Nie zinwentaryzowaliśmy jeszcze wszystkich zasobów i nie określiliśmy celów – ocenia Kazimierz Rajczyk.

Na termomodernizację potrzeba 200 mld złotych

W ciągu 10 lat kwota dotacji na termomodernizację polskich domów sięgnie nawet 30 miliardów złotych. Rządowa inicjatywa może stać się katalizatorem niezbędnych inwestycji w budownictwo mieszkaniowe, o ile termomodernizacja odbywać się będzie w sposób kompleksowy.  

Rządowy program „Czyste powietrze”, którego celem jest walka ze smogiem, został przyjęty w kwietniu 2017 roku. Przyczyną złej jakości powietrza w dużej mierze jest niski poziom efektywności energetycznej domów jednorodzinnych, co przekłada się na duże zapotrzebowanie na energię. Dotacje mają zachęcić Polaków do inwestycji w energooszczędność.

Błędne koło

Wśród priorytetów znajduje się walka z ubóstwem energetycznym. Duża energochłonność budynków to wysokie koszty eksploatacyjne, a więc części społeczeństwa zwyczajnie nie stać na ogrzanie budynku o tak złym bilansie energetycznym. Inwestycje w poprawę efektywności energetycznej przełożą się na spadek kosztów ogrzewania, a więc ograniczą tzw. ubóstwo energetyczne. Z raportu „Barometr zdrowych domów 2017” przeprowadzonego na zlecenie Grupy VELUX wynika, że 26 proc. gospodarstw domowych zmaga się z problemem niedogrzania. Z kolei badanie „Budownictwo energooszczędne oczami Polaków” pokazuje, że aż 1/4 Polaków jest niezadowolona z poziomu zużycia energii w ich domu lub mieszkaniu. Zgodnie z zapowiedzią Piotra Woźnego, pełnomocnika rządu odpowiedzialnego za program „Czyste powietrze”, trwają prace nad projektem pilotażowym ustawy o wspieraniu remontów i termomodernizacji wśród najuboższych dla dwóch gmin w Małopolsce i na Śląsku. Na ten cel będzie przeznaczone 180 mln zł.

Zapowiadane 30 miliardów na termomodernizację budynków w całej Polsce w ciągu 10 lat to jednak kropla w morzu potrzeb. Eksperci uważają, że zaproponowany program to dopiero początek, ponieważ na poprawę bilansu energetycznego budynków potrzeba 200 mld. Termomodernizacja jest jednak niezbędna. Oprócz wyraźnego spadku kosztów eksploatacyjnych i ograniczenia ubóstwa energetycznego, tego typu inwestycja znacząco ograniczy emisję zanieczyszczeń i wpłynie na poprawę stanu zdrowia Polaków. Dziś aż 12 proc. zgonów w Polsce jest spowodowanych chorobami układu oddechowego, których przyczyną jest zła jakość powietrza.

Dotować, ale we właściwej kolejności                      

Według najnowszego badania CBOS 45 proc. Polaków uznaje ograniczenie dostępności złej jakości węgla za kluczowe działania w celu zmniejszenia smogu. Niemal tyle samo (44 proc.) opowiada się za dopłatami dla najuboższych na wymianę kotłów oraz do opału (35 proc.). Tymczasem wymiana kotła bez uprzedniej poprawy efektywności energetycznej budynku powoduje wzrost kosztów ogrzewania. W nowych kotłach stosuje się wysokiej jakości drogie paliwa, a przez nieocieplone ściany i stare okna nadal ucieka ciepło – sama wymiana kotła jest więc rozwiązaniem krótkotrwałym i pogłębia zjawisko ubóstwa energetycznego. – Bardzo istotną kwestią jest właściwa kolejność termomodernizacji, ponieważ tylko ona gwarantuje optymalny bilans energetyczny budynku, a tym samym skutecznie ogranicza smog i zmniejsza koszty ogrzewania – mówi Piotr Pawlak, ekspert kampanii Nie trać energii z firmy ROCKWOOL. – W nowym budownictwie dbałość o energochłonność jest standardem. Problemem są budynki starsze, a w Polsce jest ich aż 3,6 mln – to na nich powinny być skoncentrowane wysiłki związane z termomodernizacją. To zresztą długofalowy proces. Do realizacji tego planu potrzebne jest wsparcie rządowe, ale i skupienie różnych środowisk, także producentów, na pogłębianiu społecznej świadomości na temat  zrównoważonego rozwoju i poprawy efektywności energetycznej. Ważne, że rząd wykonał ten pierwszy krok i dostrzegł potencjał termomodernizacji. Teraz ważne jest, by procedury uzyskania wsparcia były proste i przejrzyste, dostosowane do możliwości właścicieli domów – dodaje Piotr Pawlak.

Kompleksowa termomodernizacja

Jak zatem powinna wyglądać termomodernizacja? Pierwszym krokiem jest termoizolacja ścian zewnętrznych, dachu, stropu nad nieogrzewaną piwnicą lub podłogi na gruncie, wymiana stolarki okiennej i drzwi. Kolejnym istotnym działaniem jest optymalizacja pracy istniejących instalacji wewnętrznych, m.in. poprzez montaż rekuperatora, który odzyskuje ciepło z wentylacji mechanicznej, a także modernizację systemu ogrzewania. – Ważnym elementem tego etapu jest zadbanie o możliwość regulacji temperatury na grzejnikach, aby dostosować jej wysokość w  poszczególnych pomieszczeniach do sposobu ich użytkowania oraz naszego trybu życia. Mamy tendencję do przegrzewania pomieszczeń, co nie tylko niekorzystnie odbija się na naszym portfelu, ale również zdrowiu i samopoczuciu – tłumaczy Aleksandra Stępniak z firmy Danfoss Poland. – Trzeba pamiętać, że jeden stopień Celsjusza mniej, to do 6 proc. oszczędności energii cieplnej – dodaje. Dopiero na końcu powinna mieć miejsce wymiana źródła ciepła i wykorzystanie odnawialnych źródeł energii, takich jak panele fotowoltaiczne czy solary. Termomodernizacja przyniesie oczekiwany skutek ekologiczny, społeczny i ekonomiczny tylko wtedy, kiedy zostanie przeprowadzona w sposób kompleksowy i przemyślany.

Wysokie rachunki nie tylko za ogrzewanie

Jako społeczeństwo płacimy wysoki rachunek za zaniedbania względem efektywności energetycznej budynków w postaci tzw. niskiej emisji, głównej przyczyny smogu. Kluczowe jest długofalowe myślenie o konsekwencjach – również w kontekście budowy domu. Zła jakość powietrza ma bezpośredni wpływ na nasze zdrowie. – Czas najwyższy uświadomić Polakom, że smog jest przyczyną wielu hospitalizacji, których można by uniknąć. Doświadczenia innych krajów wskazują, że działania edukacyjne, choć niezbędne, nie są jednak wystarczające i konieczne są motywacje finansowe promujące odpowiednie postawy i rozwiązania – ocenia Tadeusz Zielonka, lekarz pulmonolog, wykładowca akademicki.

Coinfirm: Blockchain bezpieczniejszy niż tradycyjny system finansowy

W ostatnim czasie Coinfirm uruchomił serwis komplementarny do przeciwdziałania praniu pieniędzy. Chodzi o zwalczanie nadużyć oraz analizy typu source of wealth, pozwalające ocenić pochodzenie i legalność środków.

– Jako całość serwisy te stanowią kompleksowe pokrycie ryzyka, z jakim zmagają się obecnie banki i instytucje finansowe, chcące np. obsługiwać klientów w zakresie kryptowalut – powiedział serwisowi eNewsroom Paweł Aleksander, CIO Confirm – Dotyczy to także sytuacji, kiedy chcą zaangażować się w rozwój technologii do przesyłania wartości opartych na blockchain. Coinfirm jako projekt powstał z wizją tego, że blockchain jest najbardziej transparentnym systemem, jaki kiedykolwiek został stworzony. Wraz z narzędziami przeciwdziałającymi praniu pieniędzy i nadużyciom, ma on szansę stać się systemem bezpiecznym w użytkowaniu i transparentnym na takim poziomie, jaki w tradycyjnym systemie finansowym jest nieosiągalny – ocenił Aleksander.

Bezrobocie w Polsce najniższe od 27 lat

W kwietniu br. stopa bezrobocia wyniosła 6,3 proc., wobec 6,6 proc. w marcu – szacuje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Kwietniowe dane dotyczące rynku pracy oznaczają kolejne bicie rekordów – mamy najniższą od 1991 roku stopę bezrobocia wynoszącą 6,3%, przy znaczącym spadku liczby osób bezrobotnych.

Mimo spadku liczby osób bezrobotnych w rejestrach powiatowych urzędów pracy nadal przeważają kobiety. Odpływ mężczyzn z bezrobocia rejestrowanego jest silniejszy niż w przypadku kobiet. Liczba mężczyzn zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy zmniejszyła się o 6%, podczas gdy w przypadku kobiet było to 3,3%.

Świadectwem dobrej sytuacji na rynku pracy są również dane wskazujące na spadek stopy bezrobocia i liczby zarejestrowanych bezrobotnych we wszystkich województwach. Mimo, iż wskaźnik stopy bezrobocia wykazuje duże zróżnicowanie terytorialne (województwo warmińsko – mazurskie – 11,1 proc. versus województwo wielkopolskie 3.6 proc.), województwa o wyższym bezrobociu charakteryzuje również większa dynamika jego spadku. W województwie warmińsko – mazurskim stopa bezrobocia spadla aż o 0,7 pkt proc, w kujawsko – pomorskim o 0,4 pkt proc, a dla porównania w województwie wielkopolskim, czy śląskim o 0,2 pkt proc. Powyższe dane wskazują więc, że poprawa sytuacji na rynku pracy jest odczuwalna na terenie całego kraju.

Niewątpliwie, powyższe dane potwierdzają wcześniejsze, optymistyczne prognozy. Jest jeszcze druga strona medalu. Według tych samych danych na koniec miesiąca w powiatowych urzędach pracy z terenu całego kraju było łącznie ponad 110 tys. wolnych miejsc pracy i aktywizacji zawodowej. Z uwagi na ograniczenie środków Funduszu Pracy na subsydiowanie zatrudnienia, można założyć, iż większość tych miejsc pracy to wakaty zgłoszone przez pracodawców.

Dodatkowo, należy zauważyć, że znaczna część informacji o wolnych miejscach pracy nie jest zgłaszana do publicznych służb zatrudnienia. Są to kolejne dane wskazujące na niewystarczające zasoby pracowników w stosunku do zapotrzebowania krajowej gospodarki. Od wielu miesięcy pracodawcy wskazują, że bariery w pozyskaniu pracowników stanowią jeden z najpoważniejszych problemów w prowadzeniu i rozwoju ich przedsiębiorstw. Sytuacja ta utrzymuje się mimo zwiększenia wysiłków na rzecz ułatwienia przyjmowania cudzoziemców, głownie z Ukrainy. W kontekście dobrej sytuacji w polskiej gospodarce należy rozważyć wprowadzenie programów mających na celu efektywne zwiększenie liczby pracujących osób – w tym kontekście nie można nie zauważyć ponad miliona osób zarejestrowanych jako bezrobotni.

Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Widmo utworzenia eurosceptycznego rządu we Włoszech

We Włoszech realizuje się scenariusz polityczny, który jeszcze pół roku temu był najmniej prawdopodobny. Po dwóch miesiącach impasu populistyczne ugrupowania rozmawiają o utworzeniu eurosceptycznego rządu. To może być gwóźdź do trumny włoskiej gospodarki, która już teraz jest unijnym maruderem – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Po wyborach przeprowadzonych 4 marca we Włoszech nadal nie ma rządu. Na dniach prezydent Sergio Mattarella miał ogłosić technicznego premiera, by powoli wyprowadzić kraj z politycznego kryzysu i uspokoić sytuację przed przedterminowymi wyborami. Niewykluczone jednak, że władzę w Italii podzieli między siebie prawicowa oraz  eurosceptyczna Liga Północna i lewicowy oraz populistyczny Ruch 5 Gwiazd (R5G). To może być fatalna informacja dla niezwykle słabej gospodarki Italii.

Marne prognozy gospodarcze

Większość krajów, widząc kwietniowe prognozy makroekonomiczne z MFW, mogła być zadowolona. Ta reguła nie dotyczy jednak Włoch. Kraj, według Funduszu, ma się rozwijać w tempie jedynie 1,1 proc. w przyszłym roku, a od 2020 r. tempo wzrostu nie przekroczy 0,9 proc.

Nawet biorąc pod uwagę wprowadzone kilka lat temu reformy emerytalne, do 2023 r. relacja długu do PKB ma przekraczać 115 proc. Ciekawostką może być fakt, że jeszcze w 2010 r. ten wskaźnik dla Niemiec wynosił 80 proc., a dla Włoch właśnie 115 proc. Teraz MFW oczekuje, że niemiecki wynik obniży się do 42,4 proc. PKB, czyli będzie ponad 70 pkt proc. niższy ten dla Italii.

Włoski rynek pracy także pozostaje w fatalnej kondycji. Zatrudnienie do populacji dla wieku 15-64 lata było pod koniec 2017 r. drugim najniższym w UE i wyniosło jedynie 58,2 proc. Z kolei według ostatniego Eurobarometru aż 74 proc. Włochów źle ocenia sytuację gospodarczą swojego kraju. To drugi najgorszy rezultat w strefie euro po Grecji.

Poza bieżącą fatalną sytuacją gospodarczą Italia zmaga się z jeszcze jednym problemem. Dochody emerytów ze świadczeń społecznych są praktyczne równe tym otrzymywanym z pracy przez resztę społeczeństwa i średnio na gospodarstwo domowe wynoszą niespełna 30 tys. euro – według urzędu statystycznego Italstat. Włochy, według OECD, przeznaczają prawie 32 proc. wydatków publicznych na świadczenia emerytalne. To najwięcej wśród 35 państw analizowanych przez OECD. Z tego również wynika, że brakuje środków na inne cele, czyli m.in. inwestycje, edukację czy badania oraz rozwój. Niestety, ten regres gospodarczy może pogłębić kiełkująca w ostatnich godzinach populistyczna oraz eurosceptyczna koalicja.

Najgorsza możliwa koalicja

Poirytowanie Włochów sytuacją gospodarczą jest zrozumiałe. Jednak z 20 lat stagnacji gospodarczej i zmarginalizowania na arenie międzynarodowej raczej nie wyprowadzi ich koalicja złożona z populistów oraz eurosceptyków. Przede wszystkim dlatego, że przedstawiane przed wyborami plany ekonomiczne bardziej pogłębią obecną zapaść, niż wskrzeszą rozwój.

Zarówno Ruch 5 Gwiazd, jak i Liga Północna planują cofnąć reformy emerytalne z 2011 r., które m.in. podnosiły minimalny wiek świadczeniobiorców oraz zmniejszały zbyt hojny przelicznik przyszłych świadczeń. Lewicowy „R5G” także ma zamiar podnieść minimalną emeryturę do 780 euro oraz wprowadzić dochód gwarantowany. Ten drugi element na tę chwilę jest jedynie testowany na niewielkim odsetku społeczeństwa w bogatych krajach.

Kolejny ułudą ekonomiczną dla Włochów może być bliższa relacja z Rosją. Nieco ponad rok temu Liga Północna podpisała porozumienie z partią Jedna Rosja, a jej lider – Matteo Salvini fotografował się w koszulce z Władimirem Putinem na tle Kremla (zdjęcie zamieszczał między innymi „Financial Times”). Zresztą również „R5G” jest za zniesieniem sankcji gospodarczych na Federację Rosyjską.

Godziny na decyzję

Według doniesień medialnych włoski prezydent dał populistycznym ugrupowaniom w środę 24 godziny na utworzenie rządu. Gdyby jednak nie doszło do porozumienia, to i tak wynik kolejnych wyborów oznacza dalsze zwiększenie siły politycznej populistycznych partii. Sondaże pokazują, że zarówno „R5G”, jak i Liga Północna mogą liczyć na więcej głosów niż w marcowym głosowaniu i prawdopodobnie mają w sumie 55-60 proc. poparcia.

Sytuacja we Włoszech staje się coraz bardziej skomplikowana, a szanse na jakiekolwiek pozytywne wydarzenia ekonomiczne maleją. Rośnie natomiast ryzyko, że przy większych turbulencjach rynkowych kondycja gospodarcza Italii zacznie się bardzo szybko pogarszać. Przy silnych eurosceptycznych i populistycznych rządach może to doprowadzić do kolejnego kryzysu gospodarczego w tym kraju, a nawet następnego zachwiania się w posadach całej Unii.

Co dalej z kursem złotego?

Na przełomie kwietnia i maja złoty zaczął się szybko osłabiać. Byliśmy przyzwyczajeni do kursu euro poniżej 4,20 zł i kursu dolara w okolicach 3,40 zł. Polska waluta powróci do takich poziomów czy raczej powinniśmy oczekiwać dalszego jej osłabienia?

– Główną przyczyną osłabienia złotego jest odpływ kapitału z rynków wschodzących – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Co dalej? Wiele będzie zależeć od cen ropy naftowej i inflacji w USA. Rosnąca inflacja w USA powoduje, że inwestorzy oczekują większej ilości podwyżek stóp procentowych niż się to wydawało na początku roku.

– Sile złotego najbardziej zaszkodziłoby załamanie cen na rynku akcji – ocenia ekspert XTB.

Firmy zmieniają swoje podejście do zakupu usług hotelowych

Stowarzyszenie ACTE Global (Association for Corporate Travel Executives) ogłosiło rezultaty najnowszego badania, przeprowadzonego na zlecenie HRS, skupiającego się na ewolucji praktyk związanych z zakupem usług hotelowych w firmach.

Badanie Sourcing usług hotelowych – nowe horyzonty, przeprowadzone wśród członków ACTE, wyraźnie pokazuje, jakie zmiany zachodzą w odniesieniu do procesów przetargowych i negocjacji w zakresie zakupu usług hotelowych. 51% uczestników badania, czyli osób zarządzających podróżami służbowymi w firmach, stwierdziło, że w ciągu ostatnich trzech lat dzięki zmianom strategii negocjacyjnej uzyskało oszczędności.

Pod wpływem wielu czynników, między innymi, wzrostu stawek hotelowych, fragmentacji rynku hotelowego i czasu, jaki zajmuje tradycyjny sourcing, 48% managerów odpowiedzialnych za podróże zdecydowało się zmienić metody i outsourcować część lub całość działań związanych z zakupem usług hotelowych, oddając je w ręce międzynarodowych dostawców usług lub specjalistów z innych firm doradczych.

Negocjacje z hotelami i proces przetargowy

Badanie pokazało kilka innych, wartych uwagi trendów, podkreślających zmianę podejścia do negocjacji hotelowych wśród firm,  szczególnie dużych, międzynarodowych korporacji.

  • Firmy, które pracują z globalnymi dostawcami usług albo firmami konsultingowymi notują oszczędności na poziomie 7% w skali roku, podczas gdy te, które pracują z agencjami (Travel Management Companies – TMC) notują oszczędności na poziomie 4% w skali roku.
  • W około jednym na dziesięć firmowych programów hotelowych (11%) wprowadzono ciągły sourcing – stosunkową nową praktykę, która pozwala negocjować stawki hotelowe stale przez cały rok w opozycji do trwającego krotko procesu przetargowego, trwającego pod koniec każdego roku. Firmy, które wprowadziły nowe rozwiązania zanotowały pozytywne zmiany – większe przywiązanie pracowników do rezerwowania hoteli w ramach programu hotelowego i większe zadowolenie podróżujących pracowników, oszczędności finansowe i większą elastyczność w doborze hoteli.
  • Jedną z głównych przeszkód na drodze skutecznej implementacji ciągłego sourcingu jest brak odpowiedniej edukacji w tym zakresie. 42% osób zarządzających podróżami, które do tej pory nie wprowadziły nowego rozwiązania, po prostu do tej pory o nim nie słyszały. Około jednej trzeciej (31%) badanych, jako powód niewprowadzenia tego rozwiązania podała brak czasu lub zasobów.
  • Jedna piąta osób odpowiedzialnych za podróże twierdzi, że jest na bieżąco ze zmianami w zakresie podróży służbowych, które mogłyby wpłynąć na ich program hotelowy m.in potrzeba włączenia do programu nowych rynków poza sezonem przetargowym. Stąd wynik, że pozostała grupa managerów dzięki korzystania z ciągłego sourcingu może szybciej reagować na zmiany biznesowe w firmie.

“Żyjemy w czasach nadmiaru informacji i ciągłych zmian. Porażka przy szybkim reagowaniu na zamiany na rynku może być bardzo kosztowna dla osób zarządzających podróżami i to zarówno w zakresie finansów, jak i morale pracowników” – powiedział Greeley Koch, dyrektor wykonawczy stowarzyszenia ACTE Global. “Ponad połowa osób, które szybko przystosowują się do zmian może równie szybko zauważyć oszczędności. Dzięki temu można zaobserwować, jaki wpływ mogą mieć travel managerowie, jeżeli wprowadzają innowacyjne praktyki – pozycjonują się w czołówce zmieniającego się biznesu jako liderzy w swojej organizacji.”

„Sourcing usług hotelowych daje szanse wprowadzić w firmie finansowe i strategiczne zmiany.” – mówi Marco D’Ilario, vice president of sourcing w firmie HRS. „To ogólnoświatowe badanie wyraźnie pokazuje, że w obszarze podróży służbowych ciągle szuka się nowych możliwości i niepodważalnych danych, aby uzyskać nie tylko oszczędności, lecz także jak najlepsze wyniki w ramach programu hotelowego. To nic innego jak przedefiniowanie procesu przetargowego.”

Po więcej informacji odsyłamy do raportu Sourcing usług hotelowych – nowe horyzonty. Warto pobrać kompletną treść raportu, klikając w powyższy link. Wyniki opisanych badań będą również omawiane podczas ACTE New York City Global Summit & Corporate Loadging Forum 30 kwietnia.

O badaniu

W badaniu brali udział członkowie stowarzyszenia ACTE na całym świecie (28% z Ameryki Północnej I Południowej, 38% z Europy i 24% z regionu Azji i Pacyfiku). Badanie przeprowadzono od 20 lutego do 5 marca 2018 roku w formie elektronicznej ankiety. Obszar tematyczny, który był badany to strategie i wyzwania w procesie sourcingu usług hotelowych. W badanie wzięło udział w sumie 226 osób zarządzających podróżami w firmach. Za przeprowadzenie badania odpowiedzialna była niezależna firma badawcza Rockbridge Associates.

Wzrost wartości transakcji inwestycyjnych w sektorze prywatnych akademików w Europie o 29% rok do roku

  • W 2018 roku wzrośnie aktywność deweloperska na całym kontynencie dzięki zaangażowaniu kapitału instytucjonalnego
  • Cushman & Wakefield tworzy nowy dział usług doradztwa inwestycyjnego w zakresie prywatnych akademików w Europie ze względu na rozwój tego sektora rynku na całym kontynencie

Z najnowszego przewodnika inwestycyjnego „Student Accommodation Guide”, opublikowanego przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield, wynika, że ze względu na rosnące zainteresowanie wyższym wykształceniem wartość kapitału instytucjonalnego zainwestowanego w mieszkania dla studentów w Europie w 2017 roku wzrosła o 29% rok do roku do ok. 13,6 mld euro.

Najnowszy raport prezentuje trendy w Europie i rynki, na których inwestycje w mieszkania dla studentów stają się coraz bardziej popularne. Wynika z niego, że prywatne akademiki (Purpose Built Student Accommodation -PBSA) nie są już uważane za „alternatywne” nieruchomości, ale za istotny składnik portfeli inwestycyjnych inwestorów na całym świecie.

Autorzy raportu podkreślają, że sektor ten będzie w najbliższej przyszłości rozwijać się dzięki rosnącemu zainteresowaniu wyższym wykształceniem w skali globalnej, co wynika ze zmian demograficznych i w dystrybucji bogactwa. Z tego względu na europejskich rynkach nieruchomości rośnie zarówno konkurencja, jak i aktywność inwestycyjna. Inwestorzy poszukują możliwości inwestowania w mieszkania dla studentów w wielu krajach i na rynkach o różnym stopniu ryzyka.

W Europie nadal brakuje przejrzystych danych dotyczących tego sektora, zwłaszcza że w wielu krajach do prywatnych akademików zalicza się także inne rodzaje mikromieszkań. Niemniej jednak zainteresowanie globalnych inwestorów prywatnymi akademikami na kontynencie europejskim wyraźnie wzrosło w ostatnich 12 miesiącach.

Wśród szybko rozwijających się rynków europejskich wymienionych w raporcie znalazły się Niemcy, które mają największą populację studentów w Europie i w ostatnich 10 latach odnotowały znaczny wzrost liczby studentów w porównaniu z innymi krajami. Silny popyt i stabilne warunki inwestycyjne zachęcają międzynarodowy kapitał do inwestowania w ten sektor  – w minionych 18 miesiącach na tym rynku zadebiutowali inwestorzy tacy jak Brookfield, GIC, Allianz, BVK i Harrison Street.

Znaczny wzrost aktywności inwestycyjnej odnotowano także w Hiszpanii, gdzie w 2017 roku sfinalizowano transakcje o wartości ok. 600 mln euro, głównie w ramach sprzedaży dwóch dużych portfeli debiutantom na rynku: GSA oraz konsorcjum AXA, CBRE GIP i Greystar. Hiszpania jest nadal atrakcyjnym rynkiem ze względu na renomowane uniwersytety, rosnącą liczbę studentów zagranicznych i niewielką podaż mieszkań dla studentów.

W Europie kontynentalnej zawarto dotychczas niewiele transakcji portfelowych ze względu na brak podaży istniejących obiektów, ale eksperci firmy Cushman & Wakefield przewidują wzrost aktywności deweloperskiej w 2018 roku dzięki wsparciu kapitału instytucjonalnego.

Przewodnik inwestycyjny został opracowany przez nowoutworzony przez firmę Cushman & Wakefield dział usług doradztwa inwestycyjnego w zakresie prywatnych akademików w Europie.

Paddy Allen, Partner w firmie Cushman & Wakefield, powiedział: „We współczesnym świecie studenci charakteryzują się większą mobilnością i elastycznością oraz mają większe możliwości wyboru tego, co i jak studiują. Z tego względu w najbliższym czasie popyt klientów na prywatne akademiki będzie nadal rósł.

Wobec zmieniającego się oblicza tego sektora w całej Europie oraz coraz większej alokacji kapitału inwestorzy muszą wykazywać się większą kreatywnością przy dokonywaniu inwestycji. Strategia operacyjna jest tak samo ważna, jak nieruchomości, a inwestowanie w ten sektor wiąże się zarówno z ryzykiem, jak i szansami. Kluczowe znaczenie ma zwiększanie efektywności aktywów oraz wykorzystywanie dostępnych możliwości.

Wiele lokalizacji w Europie nadal oferuje szansę uzyskania przewagi konkurencyjnej wynikającej z wczesnego wejścia oraz możliwości wprowadzenia nowych produktów na rynkach, które charakteryzują się niewystarczającą podażą mieszkań. Firma Cushman & Wakefield stworzyła specjalny zespół ds. inwestycji w prywatne akademiki w Europie, aby wspierać inwestorów w wykorzystywaniu szans oferowanych przez ten ewoluujący rynek”.

Mira Kantor-Pikus, Partner, Dyrektor ds. Doradztwa kapitałowego, dłużego i finansowa strukturyzowanego w dziale Rynków Kapitałowych Cushman & Wakefield w Polsce
Mira Kantor-Pikus, Partner, Dyrektor ds. Doradztwa kapitałowego, dłużego i finansowa strukturyzowanego w dziale Rynków Kapitałowych Cushman & Wakefield w Polsce

Mira Kantor-Pikus, Partner, Dyrektor ds. Doradztwa kapitałowego, dłużnego i finansowania strukturyzowanego w dziale Rynków Kapitałowych Cushman & Wakefield w Polsce, dodaje: „Rynek mieszkań dla studentów w Polsce w ramach sektora najmu prywatnego rozwija się dynamicznie. Jest to bardzo interesujący sektor dla inwestorów, zwłaszcza z uwagi na dużą liczbę studentów zagranicznych, którzy zazwyczaj mają problemy z wynajęciem mieszkań od prywatnych właścicieli. Dodatkową grupę najemców stanowią studenci krajowi zarówno kilku prywatnych uczelni, jak i uczelni państwowych, które nie zapewniają odpowiedniej ilości łóżek w domach studenckich.

Pomimo niewielkiego zaangażowania banków w finansowanie budowy tego typu obiektów w miastach uniwersyteckich, zyski są bardzo atrakcyjne dla deweloperów, którzy korzystając ze wsparcia inwestorów instytucjonalnych mogą uzyskać dostęp do alternatywnych źródeł finansowania i możliwości wyjścia z inwestycji.

Grupa Emirates opublikowała wyniki za rok 2017-18

Grupa odnotowuje zysk 30. rok z rzędu – 4.1 mld AED (1.1 mld USD)

  • Stały rozwój działalności w miarę wzrostu zdolności przewozowej przyniósł rekordowy przychód powyżej 100 mld AED (27.2 mld USD)
  • Wyższe saldo gotówkowe na poziomie 25.4 mld AED (6.9 mld USD)
  • Grupa ustaliła dywidendę Investment Corporation of Dubai na poziomie 2 mld AED (545 mln USD).

Linie Emirates odnotowały zysk w wysokości 2.8 mld AED (762 mln USD), czyli o 124% większy niż w roku ubiegłym

  • Oferowanie linii przekracza poziom 61 mld tonokilometrów (ATKM) dzięki powiększeniu floty o dziewięć nowych samolotów netto
  • Przychód wzrósł o 9% do 92.3 mld AED (25.2 mld USD), w czym pomogły dobre wyniki w segmencie cargo

Rekordowy zysk dnata – 1.3 mld AED (359 mln USD)

  • Przychód na poziomie 13.1 mld AED (3.6 mld USD)odzwierciedleniem dalszego rozwoju spółki – ponad 68% przychodu z działalności międzynarodowej
  • Zwiększenie obecności grupy na rynku globalnym dzięki pozyskaniu przedsiębiorstw obsługi naziemnej na kontynentach amerykańskich oraz rozbudowie infrastruktury i możliwości usługowych działów Airport Operations, Catering i Travel Services 

Grupa Emirates poinformowała dzisiaj, że 30. rok z rzędu odnotowała zysk i stabilny rozwój firmy.

W opublikowanym dziś sprawozdaniu rocznym za 2017-18 r. Grupa Emirates wykazała zysk w wysokości 4.1 mld AED (1.1 mld USD) za rok finansowy trwający do 31 marca 2018 r., co stanowi wzrost o 67% w stosunku do zeszłego roku. Przychód grupy wyniósł 102.4 mld AED (27.9 mld USD), o 8% więcej niż w roku ubiegłym, a jej saldo gotówkowe wzrosło o 33% do 25.4 mld AED (6.9 mld USD), m.in. dzięki emisji obligacji w marcu i bardzo dobrych wynikach sprzedaży, do których przyczyniło się wcześniejsze w tym roku nadejście okresu wielkanocnego pod koniec marca.

Na podstawie całkowitych zysków Grupa ustaliła dywidendę Investment Corporation of Dubai na poziomie 2 mld AED (545 mln USD).

Szejk Ahmed bin Saeed Al Maktoum, prezes zarządu Grupy Emirates
Szejk Ahmed bin Saeed Al Maktoum, prezes zarządu Grupy Emirates

Jego Wysokość Szejk Ahmed bin Saeed Al Maktoum, prezes zarządu Grupy Emirates, powiedział: – Mimo poprawy warunki gospodarcze w roku 2017-18 pozostały trudne. W dalszym ciągu obserwowaliśmy niestabilność polityczną, gwałtowne wahania i dewaluacje walut w Afryce, wzrost cen ropy, przez co zwiększyły się nasze koszty, czy presję na obniżanie marż ze strony bezlitosnej konkurencji. Z drugiej strony skorzystaliśmy z poprawy koniunktury globalnej branży lotniczych przewozów cargo i względnego umocnienia kluczowych walut w stosunku do dolara amerykańskiego.

– Zawsze reagowaliśmy na wyzwania kolejnych cykli gospodarczych w sposób elastyczny, nigdy jednak nie tracąc z oczu przyszłości – także i ten rok nie był wyjątkiem. W roku 2017-18 Emirates i dnata przyniosły zysk po raz 30. z rzędu, rozwinęły działalność i zrealizowały kolejne inwestycje w inicjatywy i infrastrukturę, które zapewnią nam sukces w przyszłości.

W roku 2017-18 Grupa przeznaczyła łącznie 9 mld AED (2.5 mld USD) na nowe samoloty i wyposażenie, przejęcia spółek, nowoczesną infrastrukturę, najnowsze technologie i inicjatywy na rzecz pracowników.

W ciągu roku linie Emirates dokonały dwóch znaczących zamówień na nowe samoloty, zawierając wartą 15.1 mld USD umowę na 40 Boeingów 787-10 Dreamliner z terminem dostawy wyznaczonym na 2022 r. i umowę o wartości 16 mld USD na 36 Airbusów A380, która obejmuje opcję zakupu 16 samolotów.

Wśród głównych inwestycji spółki dnata należy wymienić: przejęcie AirLogistix USA i tym samym wejście na amerykański rynek cargo, rozwój możliwości przeładunkowych poprzez budowę nowych magazynów i zaplecza na lotniskach Londyn-Gatwick, Amsterdam-Schiphol i Adelaide, stworzenie nowych obiektów cateringowych w Dublinie i Melbourne oraz nowych poczekalni Marhaba Lounge w Karaczi i Melbourne.

Szejk Ahmed powiedział: – Rozwijając naszą działalność i zwiększając przychody, jednocześnie wprowadziliśmy ściślejszą dyscyplinę kosztową. W całej grupie zaczęliśmy wprowadzać inicjatywy mające na celu usprawnienie działania naszego zaplecza administracyjnego poprzez nowe technologie, systemy i procesy. W roku 2017-18 wolniejsze tempo rekrutacji w połączeniu z reorganizacją pracy przyniosło nam większą wydajność i zahamowało wzrost kosztów siły roboczej.

W wyniku działań na rzecz poprawy wydajności w liniach Emirates i dnata całkowita liczba pracownikówzatrudnionych w przeszło 80 podmiotach należących do grupy spadła o 2% do 103 363 przedstawicieli ponad 160 różnych narodowości.

– W przyszłości głównym celem Emirates i dnata pozostanie konsekwentne świadczenie naszym klientom bezpiecznych, efektywnych usług wysokiej jakości. Nieustanne inwestycje w naszych pracowników, technologie i infrastrukturę pozwolą nam zachować przewagę konkurencyjną, skutecznie wykorzystywać pojawiające się możliwości oraz utrzymać zrównoważony i dochodowy rozwój grupy – podsumował szejk Ahmed.

 

Linie Emirates – wyniki

Całkowite oferowanie połączeń pasażerskich i cargo Emirates przekroczyło poziom 61 mld ATKM, wynosząc na koniec roku 2017-18 61.4 mld ATKM, co umocniło pozycję Emirates jako największych linii lotniczych na świecie. W ciągu roku przewoźnik nieznacznie zwiększył oferowanie o 2% w stosunku do roku 2016-17, koncentrując się na zwiększeniu zysku z przewozów.

Po zeszłorocznej rekordowej dostawie w ciągu jednego roku finansowego linie Emirates otrzymały w tym roku 17 nowych samolotów, w tym osiem Airbusów A380 i dziewięć Boeingów 777-300ER. Jednocześnie wycofano osiem starszych maszyn, wobec czego stan floty przewoźnika na koniec marca wyniósł 268 samolotów. Wymiana floty, która objęła łącznie 25 samolotów, była jednym z największych tego rodzaju przedsięwzięć zrealizowanych w ciągu jednego roku. W jej wyniku średni wiek floty Emirates utrzymuje się na niskim poziomie 5,7 lat, co wpisuje się w strategię Emirates, która zakłada utrzymanie młodej, nowoczesnej floty z korzyścią dla środowiska, działalności przewoźnika i klientów. Linia pozostaje największym na świecie operatorem Boeinga 777 i A380 – oba samoloty są dziś jednymi z najbardziej nowoczesnych i wydajnych szerokokadłubowych maszyn tego typu.

W ciągu roku linie Emirates otworzyły dwa nowe kierunki dla pasażerów: Phnom Penh (Kambodża) i Zagrzeb (Chorwacja). Ponadto przewoźnik zwiększył oferowanie na 15 dotychczasowych trasach, zapewniając pasażerom jeszcze większy wybór godzin lotu i połączeń przesiadkowych.

Linie Emirates rozszerzyły także swoją ofertę dla pasażerów poprzez umowy z partnerami strategicznymi. W ciągu roku 2017-18 przewoźnik zawarł ważne porozumienia z liniami flydubai i Cargolux, zwiększając wybór dostępnych połączeń – odpowiednio pasażerskich i towarowych. W dodatku linie Emirates zostały upoważnione do przedłużenia współpracy z liniami Qantas do 2023 r.

Pomimo sytuacji politycznej, która wpływała na zapotrzebowanie na loty i korekty cen biletów wywołane silną konkurencją, linie Emirates zdołały zwiększyć przychód do 92.3 mld AED (25.2 mld USD). Pierwszy od wielu lat spadek dolara amerykańskiego względem walut na większości spośród kluczowych rynków, na których działa przewoźnik, przyniósł zwiększenie przychodu Emirates o 661 mln AED (180 mln USD).

Z kolei całkowite koszty operacyjne wzrosły o 7% w porównaniu z rokiem finansowym 2016-17. Średnia cena paliwa lotniczego w ciągu roku wzrosła gwałtownie o 15%. Ze względu na większe o 3% dostawy paliwa związane ze wzrostem oferowania wydatki na paliwo wzrosły aż o 18% w stosunku do roku ubiegłego do 24.7 mld AED (6.7 mld USD). Paliwo stanowi obecnie 28% kosztów operacyjnych w porównaniu z 25% w roku 2016-2017 i pozostaje znaczną częścią wydatków ponoszonych przez linie.

Linie Emirates z powodzeniem wytrzymały silną presję konkurencji na wszystkich rynkach, zwiększając zyskdo 2.8 mld AED (762 mln USD), co stanowi wzrost o 124% w stosunku do zeszłorocznych wyników, oraz odnotowując marżę zysku w wysokości 3.0%.

Całkowity wzrost liczby pasażerów odzwierciedla zapotrzebowanie wśród pasażerów na loty supernowoczesnymi samolotami Emirates na dogodnych trasach przez port przesiadkowy w Dubaju.

Linie Emirates przewiozły rekordową liczbę 58.5 mln pasażerów (wzrost o 4%) i uzyskały współczynnik wypełnienia miejsc (Passenger Seat Factor) na poziomie 77.5%. Wyższy współczynnik wypełnienia miejsc w porównaniu z zeszłorocznym (75.1%) to wynik skutecznego zarządzania oferowaniem w obliczu braku stabilności politycznej i silnej konkurencji na wielu rynkach pomimo nieznacznego wzrostu (2%) zdolności przewozowej.

Wobec osłabienia dolara amerykańskiego względem większości walut, zysk z przewozu pasażerów wzrósł do 25.3 fils (6.9 centów amerykańskich) na przychód z pasażerokilometra (RPKM).

W celu sfinansowania rozbudowy floty, w związku z wysokim tempem dostaw nowych samolotów, linie Emirates zebrały 17.9 mld AED (4.9 mld USD) poprzez różne struktury finansowania. Wśród nich warto wymienić pomyślną sprzedaż obligacji sukuk o wartości 600 mln USD w marcu, która pomogła sfinansować zakup dwóch samolotów A380, których dostawę przewidziano na 2018 r.

Przewoźnik w dalszym ciągu korzysta z japońskiego rynku instrumentów strukturyzowanych w połączeniu z zaciąganiem kredytów w rozmaitych instytucjach na terytorium Chin, Francji, Wielkiej Brytanii i Japonii. Właśnie z tego źródła spółka pozyskała w ciągu roku przeszło 3.7 mld AED (1 mld USD). Ponadto linie Emirates refinansowały komercyjny kredyt pomostowy (ze względu na brak możliwości zabezpieczenia przez agencję kredytów eksportowych) w wysokości 3.8 mld AED (1 mld USD), korzystając z innowacyjnego funduszu leasingowego na zakup pięciu samolotów A380-800 za pośrednictwem inwestora instytucjonalnego i banków z Korei, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Bliskiego Wschodu.

Transakcje te odzwierciedlają strategię finansową Emirates i świadczą o umiejętnej dywersyfikacji źródeł finansowania poprzez dostęp do globalnej płynności finansowania. Stanowią również potwierdzenie dobrych wyników finansowych oraz wiarygodności modelu biznesowego linii w oczach inwestorów.

Emirates zamknęły rok finansowy na bardzo dobrym, wyższym niż w roku ubiegłym poziomie 20.4 mld AED (5.6 mld USD) aktywów pieniężnych.

Przychody uzyskane z sześciu regionów Emirates pozostają zrównoważone, a żaden region nie przynosi więcej niż 30% całkowitych przychodów. Regionem przynoszącym najwyższe przychody jest Europa – 26.7 mld AED (7.3 mld USD), o 12% więcej w porównaniu do roku 2016-2017. Zaraz za nią plasuje się region Azji Wschodniej i Australazji, gdzie przychody wyniosły 25.4 mld AED (6.9 mld USD), o 12% więcej niż w roku poprzednim. Region kontynentów amerykańskich odnotował wzrost przychodów o 7% do poziomu 13.4 mld AED (3.7 mld USD). Przychód w regionie Zatoki Perskiej i Bliskiego Wschodu spadł o 2% do 8.5 mld AED (2.3 mld USD), natomiast w Afryce wzrósł o 8% do poziomu 9.4 mld AED (2.6 mld USD). Przychód w regionie Azji Zachodniej i Oceanu Indyjskiego wzrósł o 5% do poziomu 7.8 mld AED (2.1 mld USD).

W trakcie roku linie Emirates wprowadziły szereg ulepszeń produktów i usług pokładowych i naziemnych.

Wśród nich warto wymienić: całkowicie zamknięte prywatne kabiny w klasie pierwszej wraz z nowymi kabinami w klasie biznes i ekonomicznej na pokładzie samolotów 777-300ER, nowe, szersze fotele w układzie 2-2-2 w klasie biznes na pokładzie samolotów 777-200LR oraz nową odsłonę popularnego salonu pokładowego na pokładzie Airbusa A380 Emirates.

Oprócz tego linie Emirates otworzyły nową poczekalnię na lotnisku w Bostonie dla pasażerów premium i członków programu lojalnościowego, odnowiły istniejące już poczekalnie w Singapurze i Bangkoku, a także wyremontowały  za kwotę 11 mln USD poczekalnie w hali przylotów B na lotnisku w Dubaju.

Przewoźnik zainwestował także w nowe kanały i technologie, aby zapewnić jeszcze lepszą i bardziej spersonalizowaną obsługę klienta przez Internet, urządzenia mobilne oraz punkty handlowo-usługowe i centra obsługi.

Na rok 2018-19 linie Emirates zapowiedziały otwarcie nowych połączeń do Londynu-Stansted w Wielkiej Brytanii i Santiago w Chile oraz wprowadzenie dodatkowego lotu Dubaj-Auckland przez Bali, a także zwiększenie oferowania na dotychczasowych trasach.

Emirates SkyCargo zanotowała bardzo dobre wyniki w okresie ożywienia na rynku i nadal odgrywa ważną rolę w rozwoju działalności firmy, przynosząc 14% całkowitego przychodu linii z transportu.

Pomimo trudności na rynku i przy stale zmieniającym się zapotrzebowaniu na przewozy towarowe linie lotnicze cargo Emirates odnotowały przychód w wysokości 12.4 mld AED (3.4 mld USD), co stanowi wzrost o aż 17% w porównaniu z rokiem poprzednim. Natomiast pojemność samolotów przewoźnika wzrosła nieznacznie o 2% do poziomu 2.6 mln ton.

W tym roku zysk z przewozu towarów w przeliczeniu na tonokilometr (FTKM) zwiększył się o 14%, co wiązało się z bardzo korzystnymi warunkami rynkowymi dla branży i osłabieniem dolara amerykańskiego względem najważniejszych walut.

Flota towarowa Emirates SkyCargo liczyła łącznie 13 Boeingów 777F. Oprócz usług cargo w nowo otwartych rejsach pasażerskich, linie Emirates SkyCargo uruchomiły nowe połączenia towarowe do Maastricht (Holandia), Luksemburga i Aguadilli (Portoryko).

Emirates SkyCargo wciąż opracowuje innowacyjne, zindywidualizowane produkty skierowane do najważniejszych sektorów przemysłu. W listopadzie przewoźnik podpisał list intencyjny ze strefą Dubai CommerCity w celu opracowania nowych rozwiązań dla branży e-commerce z wykorzystaniem Dubaju jako węzła komunikacyjnego.

W ciągu roku linie Emirates SkyCargo wprowadziły Emirates Fresh – usługę transportu produktów łatwo psujących się takich jak świeże kwiaty cięte, owoce i warzywa. Z myślą o lekach wrażliwych na temperatury przewoźnik zainaugurował program korytarzy farmaceutycznych, zapewniając lepszą ochronę na każdym etapie przewozu, a we współpracy z firmą DuPont opracował powłokę termoizolacyjną najnowszej generacji White Cover Xtreme, która chroni wrażliwe towary.

Hotele Emirates odnotowały przychód w wysokości 746 mln AED (203 mln USD), co stanowi nieznaczny wzrost o 1% w porównaniu z rokiem poprzednim w warunkach silnej konkurencji na rynku, zwłaszcza w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Nanovo rozpoczęło współpracę z siecią RTV EURO AGD

Sieć reklamowa RIJA działa już w 270 sklepach. Oferuje emisję treści na 23 tysiącach ekranów w salonach RTV Euro AGD – wiodącej sieci specjalizującej się w sprzedaży elektroniki użytkowej i produktów gospodarstwa domowego. Wdrożeniem i utrzymaniem systemu emisyjnego zajmują się specjaliści z Nanovo – jednej z wiodących firm Digital Signage w Polsce

RIJA doskonale wykorzystuje potencjał, jaki oferuje RTV EURO AGD. Sieć rocznie odwiedza 58 mln Klientów, co daje 4,8 mln kontaktów z emitowanym na nośnikach przekazem miesięcznie (w okresie przedświątecznym nawet dwa razy tyle). Ekrany zlokalizowane są blisko wejścia do sklepu i wzdłuż głównego ciągu komunikacyjnego, co zapewnia doskonałą ich widoczność przez cały pobyt klienta w salonie. W wielu przypadkach można je też zobaczyć przed sklepem. Kasy, gdzie umieszczono dodatkowe ściany video, mieszczą się na końcu głównego ciągu komunikacyjnego, dzięki czemu ściany video również są dobrze widoczne już od wejścia do sklepu. Zasięg i widoczność to atuty wyróżniające RIJA na tle konkurencji.

– Bardzo cieszymy się z tej współpracy. RTV Euro AGD, lider w swojej branży, już od lat dostarcza Polakom nowoczesność, od teraz, dzięki naszemu systemowi, również w obszarze reklamy cyfrowej. To kolejna sieć handlowa, w której wdrażamy rozwiązanie oparte na naszym autorskim oprogramowaniu, realizowane według wyśrubowanych wymagań zleceniodawcy – mówi Dariusz Sobczak z zarządu Nanovo, odpowiedzialny za rozwój nowych projektów.

Wspomagające sprzedaż treści, głównie reklamowe, emitowane są na kilkudziesięciu monitorach w każdym salonie należącym do RTV Euro AGD. Istotna jest zmiana modelu emisyjnego w stosunku do typowych systemów Digital Signage. Dzięki oprogramowaniu, emisje są planowane dynamicznie, a ich finalna liczba w ramach kampanii jest zagwarantowana. To milowy skok w stosunku do standardowej obecności w stałych pętlach emisyjnych, z którą użytkownicy dotychczasowych systemów tego typu mieli do czynienia.  To, co widać na każdym z ekranów, może być uzależnione od aktualnych promocji na określonego typu artykuły, stanów magazynowych, a także danych z zewnętrznych źródeł. Dzięki zaawansowanym funkcjom, system umożliwia tworzenie mechanizmów reklamowych dotychczas niedostępnych, np. emitowana reklama oczyszczaczy powietrza wtedy i tam, gdzie stacje smogowe sygnalizują znaczące przekroczenie norm ekologicznych czy streaming video na żywo.

Kontent taki emituje w sumie ponad 23 tysiące monitorów we wszystkich punktach sprzedaży tej sieci.

Nanovo dostarcza rozwiązanie w formule end-to-end czyli realizuje wdrożenie w całości. Składa się ono z dostawy oprogramowania – autorskiej platformy SIGNIO S2, dedykowanych player’ów Signio HD, jak również wdrożenia systemu w całej sieci RTV Euro AGD wraz z zagwarantowaniem łączności internetowej dla systemu oraz utrzymaniem systemu SLA & hosting.

Zaletą RIJA jest fakt, iż jest to sieć, którą RTV EURO AGD wdrożyło tylko z partnerem technologicznym – Nanovo. Brak pośredników reklamowych daje sieci przewagę nad konkurentami i możliwość wpływania na koszt oraz czas przygotowania i realizacji kampanii dla reklamodawców.

Samo wdrożenie systemu w całej sieci trwało około 3 miesiące. Zastąpiło ono dwa dotychczas używane przez sieć rozwiązania Digital Signage. Realizowany dla RTV Euro AGD projekt to kolejna implementacja systemu reklamowego Nanovo. Wcześniej specjaliści z firmy współpracowali w podobnym obszarze m.in. z sieciami Medicover, Lux Med czy Sephora.

1 miliard dolarów – tyle ma być warta branża e-sportu w 2019 r.

O ile zdążyliśmy przyzwyczaić się do rekordowych zarobków piłkarzy i już nas nie szokują, to statystyki branży e-sportu mogą wprawić wiele osób w zdumienie. Zapewne część z nas nie zdaje sobie sprawy jak prężnie rozwija się ta gałąź przemysłu rozrywkowego.

E-sport w pigułce

Historia e-sportu zaczyna się na początku lat 90. Na przełomie lat powstawały nowe ligi graczy online, a coraz to inne gry zyskiwały swoich fanów. The Esports Observer, w skrócie TEO, publikuje co tydzień w social mediach infografiki z aktualnymi danymi na temat najpopularniejszych gier w e-sporcie. Według raportu TEO najpopularniejszymi grami w połowie kwietnia 2018 roku były Fortnite, League of Legends oraz God of War. Należy dodać, że brane pod uwagę są jedynie te kanały, które wyświetlają e-sport przed minimum 50 proc. czasu. Głównymi kanałami komunikacji graczy są dwie platformy: Twitch.tv, kupiony przez Amazona w 2014 roku za 970 mln dolarów[1] oraz YouTube. Twitch.tv pozostaje najpopularniejszą platformą do transmitowania i śledzenia rozgrywki na żywo. Wykorzystują ją zarówno profesjonalni streamerzy, jak i amatorscy gracze.

Imponujące prognozy – 1 mld dolarów?

Jak przewiduje Newzoo[2] w swoim dorocznym raporcie „2018 Global Esports Market Report”[3] widownia e-sportu sięgnie w tym roku 380 milionów widzów, z czego 165 milionów będą stanowili prawdziwi entuzjaści tej dziedziny sportu, a 215 milionów to widzowie okazjonalni. W 2018 roku globalna gospodarka e-sportowa wzrośnie do 905,6 miliona dolarów, co stanowi wzrost o 38 proc. rok do roku. W raporcie pojawia się magiczna liczba 1 miliarda dolarów – tyle ma być warta branża e-sportu w 2019 roku.

Przyjrzyjmy się jak rozkładają się dochody z e-sportu w ujęciu geograficznym. Największym rynkiem nadal jest Ameryka Północna – 38 proc. światowych udziałów, 18 proc. to dochody z rynku chińskiego, 6 proc. z koreańskiego. Pozostałe kraje zostały ujęte wspólnie – 38 proc. udziałów globalnych. Aż 40 proc. dochodu z e-sportu pochodzi ze sponsoringu, 19 proc. z reklam, na trzeciej pozycji plasują się dochody osiągane z tytułu praw autorskich – 18 proc., około 13 proc. to dochód ze sprzedaży gier i 11 proc. ze sprzedaży biletów na turnieje. Eksperci przewidują, że w 2018 roku największy wzrost dochodów branża będzie zawdzięczać sponsoringowi. A sponsorzy w tym sektorze są potężni. Przykładem mogą być takie marki T-Mobile i Toyota, które sponsorują graczy w Overwatch League. Activision Blizzard, holding będący właścicielem Overwatch League, poinformował o swoich wynikach w IV kw. 2017 roku, a mógł się pochwalić 10 milionami unikalnych widzów i utrzymywaniem średniej widowni powyżej 280 000 osób na minutę.[4] Taka widownia jest dla sponsorów łakomym kąskiem.

O zmianach w sektorze cybersportu świadczą nie tylko rosnące słupki statystyk streamingu, ale także rozmach z jakim organizowane są finałowe turnieje graczy. Od kilku lat stają się widowiskami porównywalnymi z tymi, jakie przyciągają sporty tradycyjne. Przez kilka lat rozgrywki e-sportu przeniosły się dosłownie z piwnic i sal gimnastycznych na ogromne stadiony, które mieszczą nawet kilkadziesiąt tysięcy kibiców. Jedną z ważniejszych imprez w skali światowej są organizowane od kilku lat w Katowicach Intel Extreme Masters World Championship. Na przełomie lutego i marca br. w dwóch imprezach w katowickim Spodku wzięło udział 169 000 osób, a zmagania czołowych e-sportowców można było oglądać na 38 kablowych i cyfrowych platformach na całym świecie. Nie tylko rośnie ranga e-sportowych imprez organizowanych w Polsce, sukcesy odnoszą także polscy zawodnicy. W 2017 roku Team Kinguin zajęła drugie miejsce w międzynarodowym turnieju rozgrywanym w Chinach z pulą nagród 5,5 mln dolarów. Według raportu Newzoo z 2017 roku Polska plasuje się jako 23 rynek[5] na świecie, a polscy gracze wydają rocznie 489 mln dolarów. Dane wskazują, że aż 56 proc. polskich gamerów, którzy oglądają gry w sieci szuka także w internecie porad i tricków potrzebnych do gier. Z kolei 27 proc. z nich przyznaje się do grania na różnym sprzęcie (cross-platform gamers): PC-y, smartfony oraz konsole. Aż 63 proc. posiada specjalną myszkę do gier.

Warto się przyjrzeć kim są ludzie tworzący społeczność e-sportowców i w jaki sposób zarabiają. Średni wiek fana e-sportu to 26 lat, w większości są to mężczyźni – 71 proc.[6]. Dochody zawodowych drużyn e-sportowych pochodzą z czterech głównych źródeł. Po pierwsze z intratnych umów sponsoringowych, po drugie ze streamingu np. z platformy Twitch.tv. Dużą część zarobków stanowią zyski z udziału w turniejach. I wreszcie dotacje online na własnej stronie internetowej, czyli darowizny innych graczy pragnących podejrzeć mistrzów. Należałoby zwrócić uwagę, że na streamingu gier zarabiają nie tylko topowi gracze. Nie trzeba wygrywać światowych turniejów, by mieć płatnych subskrybentów, a także otrzymywać dotacje od widzów. Oprócz niezawodnego sprzętu (np. odpowiedniego procesora i karty graficznej) a także szybkiego internetu, trzeba wybrać grę, która w danym momencie jest popularna. Do zarabiania pieniędzy na streamingu brakuje już tylko umiejętności gry, odrobiny charyzmy oraz dodania płatności online. Wpłaty podczas streamów mogą być pokaźnie. Oczywiście początkujący gracze mogą liczyć na drobne kwoty, zaś topowi gracze już na sumy pozwalające się utrzymać. Przykładem jest polski gracz – Jarosław „Pasha” Jarząbkowski – który otrzymał od jednego hojnego widza 45 tys. dolarów. Warto używać szybkich i bezpiecznych płatności w przeciwnym razie obserwatorzy nie zdecydują się na dotację. Nie ma problemu ze znalezieniem w sieci instrukcji dodawania płatności do konta streamowego. Gracz niezależnie czy używa do streamowania Youtube czy Twich.tv może w łatwy sposób umożliwić fanom przekazywanie pieniędzy poprzez dodanie do swojego profilu płatności m.in. Paypal, Sofort, Dotpay, BLIK, a także SMS.

E-sport na Olimpiadzie?

Analizując przyszłość cybersportu należy zwrócić uwagę na czynniki, które mogą stać się siłą napędową tego sektora. Przede wszystkim na napływ kapitału. On bowiem zadecyduje w jakim tempie będzie rozwijała się branża. W grudniu 2017 roku Activision Blizzard Inc. powołał do życia Overwatch League (ligę gry Overwatch). Kilku innych wydawców gier także założyło własne ligi. Dzięki tym inwestycjom, a także profesjonalnej opiece nad graczami branża zacznie przyciągać inwestorów spoza cybersportu. Zaś inwestorzy ze światowej czołówki z pewnością będą mieli wpływ na sponsorów poszczególnych drużyn.

Drugi czynnik to globalny zasięg e-sportu. Nie bez powodu PwC w 2017 roku po raz pierwszy w opracowaniu z serii „Global Media & Entertainment Outlook” wyróżniło e-sport jako oddzielny segment współtworzący sektor mediów i rozrywki. Popularność cybersportu w Stanach Zjednoczonych czy Korei Południowej nie jest nowością, jak podkreśla w swoim raporcie PwC novum stanowi rosnąca skala globalnego zainteresowania, jaką zaczyna się cieszyć ta forma rywalizacji wśród młodych odbiorców. Ważne jest także coraz głębsze zaangażowanie globalnych marek. Przewiduje się, że pomiędzy 2012 i 2021 rokiem wartość 10 kluczowych rynków e-sportów zwiększy się ponad 20-krotnie.[7] Na wzrost globalnego wzmocnienia e-sportu kluczowe znaczenie będzie miało włączenie gier do sportów olimpijskich. Według raportu Nielsena „The Esport Playbook”[8] (opisującego rynek e-sportu w czterech państwach: Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech i Francji) aż 71 proc. fanów e-sportu popiera ten pomysł. Pierwsze kroki w tym kierunku zostały już poczynione. Chociaż wypowiedzi przedstawicieli Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego były raczej sceptyczne, to jednak e-sport pojawi się w 2022 roku w chińskim Hangzhou jako oficjalna dyscyplina na Igrzyskach Azjatyckich. Udział w tej imprezie może być dla e-sportowców pierwszym krokiem na drodze do dołączenia do prestiżowej grupy olimpijczyków.

[1] Businessinsider.com.pl,  Rynek e-sportu rozwija się coraz szybciej. Do gry wchodzą nowi gracze [https://businessinsider.com.pl/technologie/rynek-e-sportu-na-swiecie-i-jego-przyszlosc/wz1rvtj, dostęp: 27.04.2018]

[2] Newzoo jest globalnym liderem rynku gier, e-sportu i urządzeń mobilnych, dostarcza swoim klientom dane dotyczące trendów rynkowych, analiz finansowych a także prognoz przychodów i spostrzeżeń konsumenckich. Siedzibą Newzoo jest Amsterdam, firma posiada także biura w Szanghaju i San Francisco.

[3] Newzoo.com, Global 2018 Global Esports Market Report [https://newzoo.com/insights/trend-reports/global-esports-market-report-2018-light/, dostęp: 27.04.2018]

[4] Forbes.com,  Report: Esports To Grow Substantially And Near Billion-Dollar Revenues In 2018  [Forbes, https://www.forbes.com/sites/mattperez/2018/02/21/report-esports-to-grow-substantially-and-near-a-billion-dollar-revenues-in-2018/#572815812b01, dostęp: 27.04.2018]

[5] Newzoo.com, Polish Gamer 2017 [https://newzoo.com/insights/infographics/the-polish-gamer-2017/, dostęp: 27.04.2018]

[6] Nielsen.com, The Esport Playbook, Maximizing your investment through understanding fans [http://www.nielsen.com/us/en/insights/reports/2017/the-esports-playbook-maximizing-investment-through-understanding-the-fans.html, dostęp: 27.04.2018]

[7] Pwc.pl Perspektywy rozwoju branży rozrywki i mediów w Polsce 2017-2021 [https://www.pwc.pl/pl/publikacje/2017/media-outlook-2017.html dostęp 27.04.2018]

[8] Nielsen.com, The Esport Playbook, Maximizing your investment through understanding fans [http://www.nielsen.com/us/en/insights/reports/2017/the-esports-playbook-maximizing-investment-through-understanding-the-fans.html, dostęp 27.04.2018]