Przemysłowy Internet Rzeczy – jak będzie wyglądała jego przyszłość?

Do 2021 roku rynek Przemysłowego Internetu Rzeczy wzrośnie średnio o 27% rocznie, a jego wartość przekroczy 20 mld dolarów. Jakie wyzwania stoją przed Przemysłem 4.0 w najbliższych latach?

Przemysł 4.0 to obecnie temat wielu targów i konferencji przemysłowych na całym świecie. Czwarta rewolucja przemysłowa w odróżnieniu od wcześniejszych zmian w przemyśle integruje ludzi ze sterowanymi cyfrowo maszynami szeroko wykorzystującymi internet oraz technologie informacyjne. Wszystkie nowatorskie zmiany wprowadzane w przemyśle dzięki czwartej rewolucji łączy wspólny cel – maksymalne wykorzystanie sensorów i zbiorcze przetwarzanie danych, aby jak najbardziej obniżyć koszty produkcji, zwiększając przy tym jej wydajność. Według specjalistów, w ciągu trzech najbliższych lat 95% firm będzie stosować IIoT w celu optymalizacji wydajności procesów przemysłowych i produktów. Tym samym wdrożenie IIoT nie będzie miało celu wyprzedzenia konkurencji, lecz stanowiło konieczność, by nie pozostawać w tyle.

Wzrost znaczenia IIoT

Według raportu Markets&Markets IoT in Manufacturing Market – Global Forecast do 2021 roku rynek Przemysłowego Internetu Rzeczy (ang. IIoT) wzrośnie średnio o 27% rocznie, a jego wartość wyniesie ponad 20 mld dolarów – trzy razy więcej niż obecnie. Zdaniem analityków głównymi czynnikami, które mają wpływ na rozwój IIoT jest potrzeba przejęcia kontroli nad infrastrukturą produkcyjną, monitorowaniem jej kosztów utrzymania oraz wydajności.

Wyzwanie dla Polaków

Według badań Urzędu Komunikacji Elektronicznej z 2017 roku z rozwiązań Internetu Rzeczy korzysta jedynie 3,1 proc. polskich firm. Wśród najnowszych rozwiązań technologicznych przyswajanych przez przedsiębiorców mających dostęp do Internetu nieco lepiej wypadają rozwiązania Big Data, które stosuje 14,7 proc. firm.

Jak wynika z raportu „Worldwide Semiannual Internet of Things Spending Guide IDC”, najwięcej na rozwiązania IoT do 2020 roku wydadzą kraje skandynawskie, jak Szwecja czy Norwegia. Wydatki per capita wyniosą odpowiednio 398 oraz 369 dolarów. Wynik Polski to 49 dolarów, przez co nasz kraj zdecydowanie odstaje od czołówki podążających za trendami światowych przedsiębiorców. – Przed polskimi przedsiębiorcami stoi duże wyzwanie rzeczywistej cyfryzacji przemysłu. Rozwiązania oparte o systemy IIoT pomogą zoptymalizować procesy produkcyjne, co pozwoli dotrzymać kroku szybko rozwijającej się zagranicznej konkurencji. Według raportu „Smart Manufacturing Report 2017” firmy, które wdrożyły systemy IIoT zauważyły wzrost efektywności przedsiębiorstw od 7 do nawet 50 proc. Wydatki na energię zmalały średnio o 5 proc., a koszty bezpośrednie zmniejszyły się w takich przedsiębiorstwach nawet o 20 proc. Te efekty pokazują prawdziwą siłę technologii IIoT i cyfryzacji procesów produkcyjnych – mówi Artur Hanc, prezes firmy ELMODIS. – Implementacja nowoczesnych rozwiązań z zakresu Przemysłu 4.0 jest również w stanie poprawić efektywność produkcji i całego łańcucha produkcyjnego. Ponadto stabilna i efektywna produkcja pozwala na dotrzymywanie terminów i jakości co ma bezpośrednie przełożenie na wizerunek firmy i chęć podejmowania współpracy przez klientów – dodaje.

Konieczna zmiana mentalności

W 2018 roku dużym wyzwaniem dla polskich przedsiębiorców w kontekście Przemysłu 4.0 będzie zmiana mentalności i dostrzeżenie realnych korzyści, jakie niosą ze sobą systemy Przemysłowego Internetu Rzeczy. Jak podkreśla Artur Hanc z ELMODIS, rutyna i powtarzanie sprawdzonych do tej pory rozwiązań mogą ograniczyć otwartość na innowacje, a tym samym perspektywy wzrostu efektywności. Strategiczne plany, wprowadzanie możliwości z zakresu predictive maintenance, analizy stanu maszyn to rozwiązania, które warto wziąć pod uwagę, myśląc o rozwoju swojego przedsiębiorstwa.

Rok 2017 pokazał, jak duży jest potencjał wykorzystania Przemysłowego Internetu Rzeczy w różnych sektorach gospodarki. Rozwiązania IIoT są pomocne w zakresie analityki biznesowej wpływającej na przyspieszenie procesów decyzyjnych, a specjalne platformy zbierające i analizujące dane oddziałują na zwiększenie wydajności przedsiębiorstw, co może przełożyć się na większą konkurencyjność firm na rynku. Rok 2018 to czas, gdy rozwiązania Przemysłowego Internetu Rzeczy dotrą do świadomości kolejnych przedsiębiorców, diagnozując i analizując pracę maszyn, dzięki czemu przyczynią się do wzrostu bezpieczeństwa w fabrykach i zyskowności.

Europejski rynek e-commerce rośnie w szybkim tempie

Współcześnie dynamiczny rozwój cyfryzacji i nowych technologii kształtuje gospodarki państw. Z każdym rokiem coraz więcej firm i konsumentów wykorzystuje internet do nabywania towarów i usług. Według danych Eurostatu[1] prawie 7 na 10 internautów (68 proc.) dokonało zakupów online w 2017 roku. Wśród nich, największy odsetek stanowią osoby w przedziale wieku 16-24 i 25-54 lata (każda 71 proc.). Utrzymująca się dynamika wzrostu i dobra kondycja branży sprawia, że rynek ten staje się coraz bardziej konkurencyjny, z czego wszyscy korzystamy.

E-handel w rozkwicie

W Europie w ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba kupujących online zwiększyła się niemal dwukrotnie, bo z 30 proc. w 2007 roku do 57 proc. w 2017 roku. Warto przytoczyć dane z raportu Wordpay Global Payment Report[2], dotyczącym płatności e-commerce w wybranych krajach na świecie. Przedstawia on trendy i prognozuje wzrost branży e-commerce (CAGR) w latach 2017-2021. Z danych wynika, że w ciągu najbliższych czterech lat, najszybciej rozwijającymi się rynkami w Europie będą Holandia i Włochy. W obu krajach sprzedaż online wzrośnie o 14 proc. rocznie do 2021 roku, osiągając w sumie wartość 84 miliardów dolarów. Kolejnym rynkiem jest Turcja – z 13 proc. rocznym wzrostem sprzedaży internetowej i obrotami 17 miliardów dolarów oraz Niemcy z tempem wzrostu na poziomie 11 proc., osiągając wartość 123 miliardy dolarów. Szacuje się, że średnioroczny wzrost dla norweskiego, duńskiego i brytyjskiego rynku wyniesie dla każdego z tych krajów – 10 proc. Prognoza dla Polski natomiast przewiduje wzrost na poziomie 8 proc., aż do 2021 roku, kiedy to wartość sprzedaży internetowej wyniesie 13 miliardów dolarów.

Z danych European E-commerce Raport 2017 wynika, że kraje Europy Środkowej i Wschodniej osiągnęły najwyższy wzrost sprzedaży e-commerce w 2016 roku. W Rumunii sprzedaż wzrosła o 38 proc., na Słowacji i w Estonii zwiększyła się o 35 proc., z kolei Ukraina odnotowała wzrost o 31 proc., a Polska i Bułgaria o 25 proc. Jednak to na dojrzałych rynkach e-commerce odsetek konsumentów dokonujących zakupów w internecie jest najwyższy – 87 proc. w Wielkiej Brytanii, 84 proc. w Danii i 82 proc. w Niemczech w 2016 roku. Rynek niemiecki zajmuje trzecie miejsce pod względem wielkości sprzedaży online[3]. W przypadku niemieckich konsumentów najczęściej wybieraną formą płatności jest przelew bankowy (38 proc.), a wśród najpopularniejszych, alternatywnych metod płatności jest Sofort, należący do Grupy Klarna, obecny także w Polsce. Dużą popularność tej formy płatności potwierdza także raport „E-commerce w Polsce 2017. Gemius dla e-Commerce Polska”. Polacy przede wszystkim wybierają szybki przelew przez serwis płatności jako najbardziej zachęcającą metodę finalizacji transakcji – aż 62 proc. Na drugim miejscu znajduje się wysyłka za pobraniem (39 proc.), następnie płatność gotówką przy odbiorze (36 proc.). Zdaniem ekspertów e-commerce zyskuje na popularności m.in. ze względu na wygodę dokonywania płatności bezgotówkowych i ciągłe doskonalenie procesów w zakresie user experience. Przykładem mogą być rozwiązania wprowadzone przez szwedzki fintech Klarna. Dzięki nim proces zakupowy ogranicza się do kilku prostych czynności i nie wymaga od kupującego wykonania natychmiastowego przelewu na konto. Klient ma możliwość nie tylko odroczenia płatności, ale też wybór czy zapłaci jednorazowo całą kwotę czy rozłoży ją na raty.

Zakupy online stają się codziennością

Penetracja rynku wśród krajów plasujących się w europejskiej czołówce e-commerce jest bardzo wysoka. Konsumenci doceniają wygodę dokonywania zakupów w dowolnym miejscu i czasie, dostęp do szerszej gamy produktów, porównują ceny i dzielą się swoją opinią na temat towarów. Na dojrzałych rynkach odsetek osób dokonujących zakupów w sieci jest najwyższy. Potwierdza to ich wysoki poziom zaufania do handlu internetowego. Najnowsze dane Eurostatu wskazują, że 8 na 10 konsumentów nabyło towary lub usługi online w Wielkiej Brytanii (82 proc.), Szwecji (81 proc.), Danii i Luksemburgu (po 80 proc.) Natomiast tylko 45 proc. Polaków zrobiło zakupy online (o 3 p.p. więcej niż rok wcześniej). Z drugiej strony internetu używało już 78 proc. Polaków, co z pewnością jest pozytywną informacją dla rynku e-commerce[4].

Pokolenie Y – myśli globalnie

Z badania DPDgroup Barometr E-shopper 2017 wynika, że w Polsce średni udział zakupów internetowych w całościowym handlu wynosi już 12,4 proc., przy średniej europejskiej na poziomie 11,3 proc. Co więcej, to konsumenci, którzy często i regularnie kupują online czyli tzw. heavy buyers napędzają europejski rynek. Reprezentują już 1/3 e-konsumentów i dokonują aż 86 proc. wszystkich zakupów w sieci. W Polsce nabywcy w wieku 18-34 lat stanowią aż 58 proc. tzw. dużych nabywców.

Ponadto wspomniany raport wskazuje, że młodzi konsumenci są otwarci na zagraniczne sklepy internetowe – skorzystało z nich aż 61 proc. przedstawicieli pokolenia „Y”. Wynik jest imponujący w porównaniu ze średnią europejską na poziomie 54 proc. Warto zwrócić również uwagę, że w przypadku tej grupy wiekowej odsetek zakupów zagranicznych online stanowi ponad 22 proc., przy średniej europejskiej wynoszącej 19 proc.

Nowinki technologiczne i cyfrowa rzeczywistość stanowią naturalne środowisko dla młodego pokolenia w całej Europie. Ze względu na dominujący wpływ tej grupy na rynek e-commerce coraz więcej serwisów oferuje możliwość dokonania zakupów za pośrednictwem urządzeń mobilnych. W Europie, aż 67 proc. millenialsów używa laptopa, 55 proc. smartfona, a 27 proc. robi zakupy online przez tablet.

Co najchętniej kupujemy?

Z danych Statista©[5] wynika, że największy potencjał sprzedaży internetowej ma segment modowy (Fashion). Szacuje się, że jego obroty wyniosą 112 527 000 dolarów w 2018 roku. Natomiast w Polsce prawie 3 miliony dolarów (2 983 000). Na popularność tej kategorii wskazuje raport „E-commerce w Polsce 2017. Gemius dla e-Commerce Polska”. Najczęściej kupujemy odzież, dodatki i akcesoria (73 proc.). Kolejną kategorią są książki, płyty i filmy (70 proc.), następnie elektronika, w tym sprzęt RTV i AGD (58 proc.) oraz smartfony, tablety, sprzęt GSM (55 proc.).

Zauważalną zmianą na europejskim rynku e-commerce jest rosnący udział segmentu e-grocery. Potwierdza to wspomniany raport Barometr E-shopper. Aż 14 proc. klientów sklepów internetowych (12 proc. w Polsce) oraz 30 proc. tzw. dużych nabywców kupuje świeżą żywność i napoje online. Produkty te są kupowane regularnie, bo przynajmniej raz w miesiącu przez 11 proc. konsumentów. To ważny rynek w Wielkiej Brytanii, gdzie niemal 1/3 kupujących zamówiła produkty z tej kategorii (27 proc.). Duży potencjał rozwoju handlu żywnością widoczny jest także w Polsce. Dane Euromonitor International[6] wskazują, że średnie tempo wzrostu segmentu e-grocery wynosi 15-20 proc. rok do roku. W naszym kraju usługi e-grocery oferują popularne sieci supermarketów. Natomiast dzięki modzie na lokalną i ekologiczną żywność rośnie też popularność e-sklepów ze zdrową żywnością, wirtualnych targowisk czy e-delikatesów, gdzie kupimy trudniej dostępne produkty.

E-zakupy bez granic?

Kolejnym ważnym trendem w całej Europie są zakupy transgraniczne. W 2017 roku stanowiły niemalże 1/5 (19,2 proc.) całościowego handlu online[7]. Co więcej prawie 1/3 Europejczyków planuje je po raz pierwszy w niedalekiej przyszłości. W Polsce to nawet 46 proc. konsumentów. Spośród nabywców, którzy w 2017 roku dokonali zakupu w zagranicznych serwisach, około 67 proc. skorzystało ze sklepów w Europie, tyle samo kupowało w tych znajdujących się na innych kontynentach. Warto podkreślić, że aż 81 proc. kupujących była zadowolona ze swoich doświadczeń zakupowych. Wydaje się, że zrealizowana z powodzeniem transakcja, spowoduje, że dość szybko pojawią się kolejne.

Z ostatniego raportu o e-commerce w Polsce wynika, że zakupy w zagranicznych serwisach i sklepach internetowych stanowią tylko 16 proc. ogółu zakupów internetowych. Co ciekawe, wśród kupujących na serwisach zagranicznych przeważają osoby najmłodsze (15-24 lata), posiadające wyższe wykształcenie i deklarujące najwyższy poziom dochodów gospodarstwa domowego – powyżej 5 tys. złotych.

Pamiętajmy, że jedynie 45 proc. Polaków kupuje w sieci[8]. Szansa na dotarcie do szerszej grupy odbiorców jest ogromna, bo coraz więcej osób korzysta z internetu. Szacuje się, że zakupy transgraniczne będą stanowiły nawet 1/3 całego handlu już w 2020 roku. Motywacją dla użytkowników jest m.in. dotarcie do produktów w atrakcyjniejszych cenach oraz do tych niedostępnych w kraju. Warto przypomnieć, że zakupy w zagranicznych serwisach będą coraz łatwiejsze. W lutym br. Parlament Europejski przyjął bowiem przepisy, zgodnie z którymi sklep internetowy w każdym kraju Unii Europejskiej, będzie musiał traktować klientów zagranicznych jak tych lokalnych. Zakaz geoblokowania w e-handlu sprawi, że Polacy będą mogli korzystać z tych samych promocji i kupować po tych samych cenach. Należy zauważyć, że ułatwienia dotyczą zakupu urządzeń gospodarstwa domowego, elektroniki i odzieży. Na razie nie obejmą serwisów oferujących filmy, muzykę czy książki. Z kolei w marcu Europarlament ma się zająć regulacjami dotyczącymi działalności transgranicznej firm pocztowych i kurierskich. W dużym uproszczeniu, koszt przesyłki zagranicznej nie powinien przekraczać kwoty wynikającej z kosztów operatora pocztowego. Dodatkowym bodźcem rozwoju e-commerce będzie prawdopodobnie dostosowanie krajowych systemów prawnych do europejskiej dyrektywy PSD2. Za sprawą jej wprowadzenia spodziewane jest m.in. zmniejszenie kosztów transakcyjnych, podniesienie bezpieczeństwa transakcji (poprzez uregulowanie i objęcie nadzorem nowych usług płatniczych), standaryzację płatności, a także stymulację rozwoju nowych technologii płatniczych (online i mobilnych) oraz podniesienie konkurencyjności.

E-commerce w Europie – szanse i wyzwania

Najnowsze dane Eurostatu wskazują, że gospodarka europejska rozwija się w najszybszym tempie od dekady. Polska znajduje się w czołówce unijnego rankingu – jest jedną z najszybciej rosnących gospodarek w UE z dynamiką 4,3 proc. w ostatnim kwartale 2017 roku w porównaniu do tego samego okresu przed rokiem. Korzystna koniunktura stymuluje ciągły rozwój branży e-commerce, stwarzając dobre warunki przedsiębiorcom myślącym o rozpoczęciu sprzedaży online lub poszerzeniu obecnej działalności o nowe kategorie produktów.

Handel online staje się coraz istotniejszą składową europejskich gospodarek, w tym także polskiej. Internet sprawił, że zakupy stały się globalne, a sprzedawcy mogą sprzedawać swoje produkty klientom na całym świecie. Jest to doskonała okazja dla zagranicznych i polskich firm do wyraźnego zaznaczenia swojej obecności w skali międzynarodowej. Z jednej strony podkreśla się ogromny potencjał handlu transgranicznego, ale nie można także zapomnieć o dużym wyzwaniu dla e-sklepów, które planują zwiększyć swoją skalę działania. Konsumenci stają się też coraz bardziej zaawansowani technologicznie. Ich pozytywne doświadczenia zwiększają satysfakcję i lojalność wobec serwisów internetowych oferujących poszukiwane produkty i usługi na najwyższym poziomie. Nowoczesne technologie z sukcesem wdrażane przez liderów z sektora FinTech sprawiają, że zwiększa się szybkość i komfort zakupów internetowych. Czołowi gracze mogą oferować innowacyjne rozwiązania, które usprawniają i ułatwiają finalizowanie transakcji w internecie, jednocześnie koncentrując się na ciągłym ulepszaniu doświadczeń zakupowych klientów po to, aby mogli oni jeszcze łatwiej, bardziej instynktownie i bezpiecznie nabywać towary online. Rosnące zaufanie, możliwość zakupu o dowolnej porze i miejscu, coraz szersza oferta, wygoda i atrakcyjna cena przekonują konsumentów. Na tak konkurencyjnym rynku serwisy online, które będą w stanie ewoluować w celu sprostania preferencjom i potrzebom konsumentów mają szansę dołączyć do europejskich liderów rynku e-commerce.

Marcin Rybka, Senior Account Manager, Sofort GmbH

  • [1] Ec.europa.eu, [online:http://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/E-commerce_statistics_for_individuals, dostęp: 9.02.2018]
  • [2] Wordpay Global Payment Report, November 2017
  • [3] Worldpay, Global Payments Report, October 2016
  • [4] Ec.europa.eu, [online:http://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/E-commerce_statistics_for_individuals, dostęp: 9.02.2018]
  • [5] Statista.com, [online: https://www.statista.com/, dostęp: 9.02.2017]
  • [6] The Global State of Online Grocery in 2017, August 2017
  • [7] Dpdgroup, E-shopper barometer – Global report, November 2017
  • [8] Ec.europa.eu, [online:http://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/E-commerce_statistics_for_individuals, dostęp: 9.02.2018]

Abris przejmie Velvet CARE

Fundusz zarządzany przez Abris Capital Partners nabędzie większościowy pakiet udziałów jednego z największych producentów papierowych wyrobów higienicznych w Polsce – Velvet CARE Sp. z o. o. Fundusz podpisał przedwstępną umowę w tym zakresie z obecnym większościowym udziałowcem spółki – funduszem AVALLON. Doradcą Abris Capital Partners przy zakupie spółki jest Haitong Bank Spółka Akcyjna Oddział w Polsce.

Umowa została podpisana 27 lutego 2018 roku pomiędzy VLET Holdings S. a. r. l., spółką zależną funduszu Abris CEE Mid-Market III LP, zarządzanego przez Abris Capital Partners Ltd. a funduszem AVALLON. Transakcja podlegać będzie standardowej procedurze zatwierdzenia przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK).

– Produkcja papierowych wyrobów higienicznych to jeden z najszybciej rozwijających się segmentów polskiego rynku papierniczego. Jego wartość sięga ok. 2,6 mld złotych. Widzimy bardzo dobre perspektywy dla krajowych producentów. Pozyskanie takiego właściciela, jak Abris Capital Partners umożliwi spółce Velvet wzmocnienie pozycji rynkowej poza Polską i zaistnienie na nowych rynkach zagranicznych – mówi Wojciech Perek, Dyrektor w dziale Fuzji i Przejęć w Haitong Bank.

Kluczowym założeniem strategii inwestycyjnej Abris jest tworzenie z firm polskich i regionalnych czempionów w swoich branżach. Takie są też ambicje funduszu w stosunku do Velvet CARE. Pomysł na inwestycję opiera się na potencjale rozwojowym firmy i sektora, w jakim działa. Docelowo Abris chce, aby w ciągu kilku lat spółka stała się liderem w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Zespół Haitong Bank z sukcesem doradzał przy projektach strategicznych w transakcjach prywatnych oraz transakcjach na rynkach kapitałowych m.in. dla Ministerstwa Skarbu Państwa, wielu polskich spółek i przedsiębiorców oraz funduszy private equity, w tym niejednokrotnie dla funduszu Abris Capital Partners. W 2017 roku Abris, przy wsparciu Haitong Bank, sprzedał swoje udziały w grupie Mykogen, będącej czołowym europejskim producentem podłoża do uprawy pieczarek, belgijskiej grupie Greenyard Foods oraz zakupił lidera windykacji w Polsce, GetBack od Idea Banku. Rok wcześniej Haitong Bank doradzał funduszowi przy nabyciu większościowego pakietu akcji lidera branży przetwórstwa ryb w Polsce – grupy Graal. Haitong Bank jest pierwszym globalnym uczestnikiem rynków kapitałowych z właścicielem wywodzącym się z Azji, który prowadzi na większą skalę działalność w obszarze bankowości inwestycyjnej w Polsce.

Zapowiedź protekcjonistycznej polityki handlowej osłabiła kurs dolara

Spadek rentowności obligacji w strefie euro wspiera przesunięcie się w dół polskiej krzywej dochodowości. Protekcjonistyczne wystąpienie D. Trumpa nasilające obawy o możliwą wojnę handlową przyczyną korekty trendu spadkowego na EURUSD. Złoty pozostaje pod wpływem podaży, w czwartek na EURPLN testując 4,19.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Podczas czwartkowej sesji złoty nadal pozostawał pod wpływem zwiększonej podaży, tym razem nasilanej nie tylko umacniającym się na rynku globalnym dolarem (podczas sesji europejskiej kurs EURUSD obniżył się do ok. 1,215), ale również rozczarowującymi danymi na temat aktywności przemysłowej Polski.

W lutym indeks PMI aktywności polskiego przemysłu spadł do poziomu 53,7 z 54,6 w styczniu i okazał się najsłabszy od października 2017 roku. Wskaźnik potwierdził utrzymanie pozytywnych tendencji w sektorze przemysłowym, ale jednak pokazał, że dynamika ożywienia gospodarczego Polski może osłabnąć w pierwszych miesiącach br. Choć ekonomiści PKO BP wskazują na dość luźny wiązek indeksu PMI ze wzrostem PKB, niemniej sama świadomość, że wspiera on gołębi w RPP, utwierdzając ich w przekonaniu, że do końca roku stopy NBP powinny pozostać na obecnych poziomach, dodatkowo osłabiła popyt na złotego. Nominalnie EURPLN wzrósł do 4,193.

Na rynku globalnym w oczekiwaniu na kolejne dane z USA i drugie w tym tygodniu wystąpienie szefa Fedu J. Powella w Kongresie dolar umacniał się. Nastroje wobec USD wyraźnie poprawiła pierwsza wypowiedź Powella, po której na rynku pojawiły się opinie, że Fed może zrewidować swoją politykę monetarną i zamiast jak pierwotnie przewidywano trzech, przeprowadzić w tym roku aż cztery podwyżki stóp procentowych. Scenariusz dalszego zacieśniania polityki monetarnej przez Fed (potwierdzony również podczas czwartkowego wystąpienia Powella) dodatkowo wspierały opublikowane dane z USA, w tym z rynku pracy (mniej niż oczekiwano nowych podań o zasiłek dla bezrobotnych) i inflacyjne (styczniowy bazowy PCE na poziomie 3,3% m/m wobec 0,2% wcześniej). Pozytywnie zaskoczył też ISM przemysłu (w lutym 60,6 pkt wobec 58,7 oczekiwanych). Dopiero protekcjonistyczne wystąpienie Trumpa (dot. nałożenia wysokiego cła na stal i aluminium importowane do USA), odebrane przez rynek jako zapowiedź możliwej „wojny handlowej” zatrzymało spadek euro i pozwoliło na odreagowanie. W rezultacie w piątek od rana kurs EURUSD notowany jest w okolicach 1,228.

W najbliższych dniach ogólny obraz rynku walutowego nie powinien ulec zmianie. Oczekując gołębiego posiedzenia RPP (7.03) oraz łagodnych wypowiedzi podczas marcowego posiedzenia EBC (8.03) złoty nadal powinien pozostawać pod presją podaży z kursem EURPLN kierującym się do 4,20 przy notowanych EURUSD powracających do trendu spadkowego. Piątkowy kalendarz makro nie zawiera danych kluczowych dla decyzyjności banków centralnych, ale oczekiwany spadek PPI (w lutym do 1,6% r/r z 2,2% wcześniej) w strefie euro przy prognozowanym wzroście wskaźnika U. Michigan nastrojów amerykańskich konsumentów może negatywnie wpływać na euro. Ponadto kursowi euro ciążyć może ostrożność przed kluczowymi wydarzeniami politycznymi, czyli niedzielnymi wyborami parlamentarnymi we Włoszech i decyzją niemieckich partii, czy utworzyć koalicję rządową.

Na rynku stopy procentowej nadal kontynuowana jest korekta spadkowa rentowności obligacji skarbowych. W czwartek polska krzywa dochodowości spadła na dłuższym końcu o ponad 5pb, a w przeciągu ostatnich dwóch tygodni ten ruch przekracza już 20pb. Kontynuacja trendu spadkowego rentowności papierów skarbowych była w ostatnich dniach wspierana przez informacje dotyczące nadwyżki budżetowej, które mogą wspierać tezę o redukcji potrzeb pożyczkowych państwa w tym roku.

Czwartek przyniósł również wzrost cen papier dłużnych na rynkach zagranicznych. Skala odreagowania instrumentów dłużnych na rynkach bazowych jest mniejsza niż w Polsce, jednak ostatnie dane inflacyjne ze strefy euro pokazujące dalszy spadek tempa wzrostu cen, dają pole do odsunięcia się od ostatnich szczytów. Wsparciem dla obligacji są również notowania na rynku surowcowym, gdzie ceny ropy WTI spadły w okolice 60,5 USD za baryłkę (co stanowi spadek o około 3,5 USD od początku tygodnia) po publikacji raportu wskazującego na wzrost zapasów ropy w USA.

W USA zmiany rentowności obligacji były skromniejsze niż w Europie, co wspierał lepszy od oczekiwań wynik indeksu ISM w przemyśle. Dodatkowo uwaga koncentrowała się na wspomnianym wystąpieniu Powella przed komisją senacką, które brzmiało w podobnie jastrzębim tonie jak we wtorek przed Izbą Reprezentantów. Prezes Fed powtórzył, że zamierza podążać ścieżką stopniowych podwyżek stóp procentowych, jeśli gospodarka będzie szła w kierunku zbliżonym do obecnego.

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek – PKO Bank Polski

Nowe kierownictwo na czele HB Reavis

Marian Herman
Marian Herman
Radim Rimanek
Radim Rimanek

Marian Herman objął stanowisko prezesa zarządu Grupy HB Reavis. Poprzednio pełnił funkcję jej dyrektora finansowego i członka zarządu. Z firmą związany jest od ponad ośmiu lat.

Jednocześnie, na nowo powstałe stanowisko wiceprezesa zarządu Grupy HB Reavis został mianowany Radim Rimanek. Wcześniej przez ponad pięć lat był członkiem zarządu Grupy, do której dołączył w 2012 r.

Pavel Trenka, dotychczasowy prezes zarządu Grupy HB Reavis, ustąpił ze stanowiska, które piastował od pięciu lat. Zmiana ta była planowana od dłuższego czasu i ma efekt natychmiastowy. Jako osoba związana z firmą od 2007 roku, Pavel Trenka pełni od teraz funkcję dyrektora w zarządzie niewykonawczym (Non-Executive Board Director) wraz z Maartenem Hulshoffem i Ivanem Chrenką – założycielem firmy. 

Nowe kierownictwo HB Reavis będzie kontynuować dotychczasową strategię biznesową. Zakłada ona realizację wyjątkowych budynków biurowych i handlowych – skupionych na potrzebach ludzi, pozytywnie wpływających na efektywność i samopoczucie użytkowników oraz lokalnych społeczności.

„Ogromnie się cieszę, że mogę przekazać pałeczkę Marianowi i Radimowi, którzy odegrali znaczącą rolę w imponującym rozwoju HB Reavis w ostatnich latach. To między innymi dzięki nim tworzymy dzisiaj jedne z najbardziej innowacyjnych miejsc pracy w Europie. W nowej roli będę nadal pomagał Marianowi i Radimowi w kształtowaniu i relizacji naszych ambitnych planów” – powiedział Pavel Trenka.

HB Reavis to jeden z największych deweloperów działających w Europie Środkowo-Wschodniej, Niemczech i Wielkiej Brytanii. Aktualnie firma realizuje lub przygotowuje się do realizacji ponad dwudziestu inwestycji.

Wśród najważniejszych przedsięwzięć HB Reavis jest Varso. Częścią tej warszawskiej inwestycji będzie 53-piętrowy wieżowiec zaprojektowany przez pracownię Foster + Partners – w niedalekiej przyszłości jeden z najwyższych budynków w Europie. Wśród realizowanych projektów są również: Nivy Station w Bratysławie, kompleks biurowy Agora w Budapeszcie, a także Elizabeth House położony tuż obok największego węzła komunikacyjnego w Londynie. Firma uruchomiła też nowe inicjatywy: Origameo – zespół doradzający w zakresie planowania przestrzeni pracy, a także platformę coworkingowę HubHub.

Rodzaje umów najmu oraz dokumenty wykorzystywane przy wynajmie mieszkania

Mateusz Woć - Specjalista ds. Eksploatacji i Rozwoju Systemu AMRON, Administrator Danych Systemu SARFiN, Centrum AMRON
Mateusz Woć – Specjalista ds. Eksploatacji i Rozwoju Systemu AMRON, Administrator Danych Systemu SARFiN, Centrum AMRON

Decydując się na wynajem mieszkania, właściciel zawsze liczy na zmaksymalizowanie zysku ze swojej inwestycji. Podstawę prawną regulującą najem stanowi ustawa o ochronie praw lokatorów oraz kodeks cywilny. W Polsce wyróżniamy trzy rodzaje umów najmu: najem zwykły – dotychczas najczęściej stosowana forma umowy przez wynajmujących, najem okazjonalny wprowadzony do polskiego porządku prawnego w grudniu 2009 r. oraz najem instytucjonalny, funkcjonujący na mocy ustawy o Krajowym Zasobie Nieruchomości, która weszła w życie w dniu 11 września 2017 r. W przypadku wszystkich trzech typów umów, zasady najmu oraz prawa i obowiązku stron reguluje Kodeks cywilny oraz ustawa o ochronie praw lokatorów.

Najem zwykły a okazjonalny

Najem zwykły jest najczęściej wybieraną formą umowy pomiędzy najemcą a wynajmującym mieszkanie. Jest to klasyczna umowa cywilnoprawna, która zawiera regulację najważniejszych praw i obowiązków obu stron. Jednakże w przypadku takiej umowy wynajmujący nie ma narzędzi do eksmisji najemcy z mieszkania w przypadku, gdy najemca nie chce opuścić mieszkania po wygaśnięciu lub rozwiązaniu umowy, w przypadkach zalegania w zapłacie za czynsz (za co najmniej trzy pełne okresy płatności wyznaczając dodatkowo 1 miesiąc na spłatę należności), używania lokalu w sposób sprzeczny z umową, czy oddania do bezpłatnego użytku lokalu mieszkalnego lub jego część osobom trzecim bez zgody wynajmującego. Wtedy bowiem procedurę eksmisyjną prowadzi się przez sąd, zaś najemcy przysługiwać może prawo do lokalu socjalnego i okres ochronny wynikający z regulacji prawnych związanych z eksmisjami. Jest to zatem typ umowy, który zapewnia lokatorowi więcej praw, a przy okazji bezpieczeństwo w sytuacjach spornych.

Umowa najmu okazjonalnego zdecydowanie lepiej chroni prawa właściciela wynajmowanego mieszkania. Przy tym typie umowy jednym z załączników jest oświadczenie sporządzone w formie aktu notarialnego, w którym najemca oświadcza, że podda się egzekucji i wskaże lokal, do którego się przeprowadzi po rozwiązaniu umowy. Dodatkowo takie oświadczenie musi złożyć osoba posiadająca tytuł prawny do lokalu, do którego wyprowadzi się najemca. W efekcie w przypadku konfliktu wynajmujący nie musi – inaczej niż przy zwykłej umowie najmu –  wytaczać przeciwko najemcy, który dobrowolnie nie chce opuścić lokalu (nawet po rozwiązaniu umowy najmu), powództwa o eksmisję. W takiej sytuacji wynajmujący musi jedynie wystąpić do sądu z wnioskiem o nadanie klauzuli wykonalności ww. oświadczeniu, a następnie udać się do komornika, który przeprowadzi eksmisję. Chociaż najem okazjonalny może się okazać bardziej skuteczniejszy dla wynajmującego, nie jest on jednak często używany. Na drodze stoi wola najemcy do poddania się takiemu rodzajowi najmu, jak i oświadczenie osoby zapewniającej jej „zapasowe lokum”.

Najem okazjonalny a instytucjonalny

Najem okazjonalny może mieć zastosowanie jedynie w przypadku, kiedy wynajmującym będzie osoba fizyczna. W przypadku najmu okazjonalnego, wynajmującym może być wyłącznie podmiot gospodarczy, czyli m.in. osoba prowadząca jednoosobową działalność gospodarczą. Okres najmu w przypadku umowy najmu okazjonalnego może wynieść maksymalnie 10 lat, natomiast w przypadku najmu instytucjonalnego okres ten wynosi maksymalnie 30 lat. Co ważne, najem instytucjonalny (w odróżnieniu od najmu okazjonalnego) nie wymaga wskazania przez najemcę lokalu zastępczego w przypadku zakończenia najmu, wymaga natomiast – analogicznie do najmu okazjonalnego – złożenia oświadczenia zawartego w formie aktu notarialnego o poddaniu się egzekucji i zobowiązaniu do opuszczenia lokalu w terminie nie krótszym niż 14 dni. Podpisując takie oświadczenie, najemca nie będzie miał prawa do lokalu socjalnego ani pomieszczenia tymczasowego.

Treść umowy najmu oraz jej załączników

Bez względu na decyzję o wyborze rodzaju umowy najmu, w umowie najmu lokalu mieszkalnego warto uwzględnić kilka najważniejszych zagadnień.

Dobrze skonstruowana umowa podzielona jest na paragrafy omawiające poszczególne kwestie. Każda umowa zawiera podstawowe informacje, takie jak przedmiot umowy, strony umowy, czas jej trwania i wartość czynszu najmu. Oprócz tego umowa najmu powinna określać wysokość opłat eksploatacyjnych, które uwzględniają wszelkie koszty wynikające z użytkowania mieszkania (opłaty za zużycie wody, gazu, energii elektrycznej, centralnego ogrzewania, wywóz odpadów). Ze względu na zmienność tych opłat w czasie (które ostatecznie wahają się od stopnia zużycia oraz niezależnych od najemcy zmian cen), warto dodać dodatkowy punkt mówiącym o tym, kto pokrywa ewentualne podwyżki. Jeżeli miałby to być najemca, warto dodać zapisy podkreślające, że wynajmujący zobowiązuje się przedstawiać najemcy bieżące rachunki obejmujące opłaty eksploatacyjne, co najmniej 7 dni przed terminem płatności. Najemca natomiast zobowiązuje się przedstawiać wynajmującemu w dniu terminu płatności dowody ich uiszczenia. Podział w umowie na oddzielne paragrafy dotyczące czynszu i opłat eksploatacyjnych ma również zastosowanie w przypadku rozliczania przez wynajmującego podatku od przychodów z najmu metodą ryczałtową, która nie przewiduje odliczania od przychodu żadnych kosztów. Dlatego w takich przypadkach zdarza się, że strony umowy umawiają się na dwie niezależne płatności: za czynsz oraz za opłaty eksploatacyjne. W części dotyczącej płatności, umowa najmu może zawierać także punkty odnoszące się do odsetek karnych za czas opóźnienia w regulowaniu czynszu za wynajem.

Kolejnym istotnym aspektem w umowach najmu jest kwestia kaucji – zabezpieczenia na poczet nieopłaconych należności z tytułu najmu lokalu mieszkalnego oraz na pokrycie ewentualnych szkód wyrządzonych w mieszkaniu lub zadłużenia spowodowanego przez najemcę. Kaucja zwracana jest w terminie do 30 dni po zakończeniu najmu i opróżnieniu wynajmowanego lokalu w pełnej wysokości, jeśli najemca ostatecznie rozliczy się z właścicielem mieszkania. W innym przypadku pomniejszana jest o ewentualne niespłacone przez najemcę zobowiązania. W umowie warto dodać punkt mówiący o tym, że najemca musi uzupełnić kaucję w przypadku konieczności pokrycia kosztów usunięcia awarii przez właściciela mieszkania[1].

Dobrą praktyką jest, aby załącznikami do umowy najmu były dokumenty dodatkowe, dotyczące najemcy, stanu technicznego i wyposażenia wynajmowanego lokalu mieszkalnego oraz zasad obowiązujących w trakcie najmu. Są nimi:

Ankieta danych osobowych najemcy – dokument zawierający dane personalne najemcy (imię, nazwisko, numer PESEL, numer dowodu osobistego) oraz dane kontaktowe (nr telefonu, adres e-mail, adres zameldowania). Ankieta może zostać rozszerzona o informacje o zatrudnieniu, skan dokumentu tożsamości czy dokument potwierdzający zameldowanie. Dane kontaktowe mogą zostać również rozszerzone o dane osoby wskazanej przez najemcę do kontaktu w sytuacjach alarmowych lub w zastępstwie

Protokół zdawczo-odbiorczy ma na celu potwierdzenie początkowego stanu technicznego i wyposażenia mieszkania przez rozpoczęciem wynajmu, jak również stanu końcowego po jego zakończeniu. Protokół może mieć formę tabeli, w której opisane są poszczególne pomieszczenia lokalu wraz z wyszczególnieniem wyposażenia. Dobrą praktyką jest ujęcie w protokole również stanu liczników zużycia energii elektrycznej, gazu, wody i centralnego ogrzewania oraz potwierdzenia pokwitowania odbioru kluczy do mieszkania i skrzynki pocztowej. Najemca powinien zostać zobowiązany do oddania mieszkania na dzień zakończenia najmu w takim stanie, jaki został opisany w protokole zdawczo-odbiorczym w momencie, gdy mieszkanie zostało mu przekazane.

Regulamin najmu prezentuje warunki korzystania z lokalu i może dotyczyć takich zasad jak całkowity zakaz palenia tytoniu, trzymania zwierząt domowych, obowiązek przestrzegania ciszy nocnej, wysprzątania mieszkania pod koniec wynajmu, czy do udostępniania mieszkania podczas zapowiadanych odczytów liczników lub kontroli kominiarskich czy gazowych. Regulamin może potwierdzać podstawowe prawa najemcy, takie jak wykorzystywanie mieszkania jedynie na cele mieszkalne oraz brak możliwości podnajmowania mieszkania w całości ani w części osobom trzecim. W regulaminie mogą znaleźć się również punkty zabraniające najemcy wymiany zamków czy dorabiania dodatkowych kluczy bez zgody wynajmującego, jak i informowania sprawach wymagających jego udziału (usterki techniczne, przychodząca korespondencja na jego nazwisko – etc.).

Bez względu jednak na sporządzoną treść umowy najmu, jej załączników czy wybór odpowiedniego rodzaju umowy najmu, najważniejszym czynnikiem był, jest i będzie wybór odpowiedniego najemcy.

Mateusz Woć – Specjalista ds. Eksploatacji i Rozwoju Systemu AMRON, Administrator Danych Systemu SARFiN, Centrum AMRON

[1]  Zarządzanie najmem. Poradnik dla właścicielek mieszkań na wynajem, Sławek Muturi, 2011, Wydawnictwo Studio EMKA

 

 

Powrót demonów, kontynuacja turbulencji

Donald Trump wraca do retoryki protekcjonizmu, która zapewniła mu wyborczy sukces. Wraz z rosnącymi obawami o podwójny deficyt (fiskalny i na rachunku obrotów bieżących), będzie to naszym zdaniem kluczowy czynnik ograniczający potencjał do odbicia brutalnie przecenionego w ostatnich kwartałach dolara.

Jednocześnie turbulencje na parkietach giełdowych powinny w najbliższym czasie rozlewać się także na inne ryzykowne klasy aktywów i przełożyć także na odpływ kapitału z gospodarek wschodzących.

Z tego względu widzimy spory potencjał do przeceny zarówno złotego (czyt.  zdecydowanego wyjścia EUR/PLN ponad 4,20), jak i  przede wszystkim mocnych przecen rosyjskiego rubla i południowoafrykańskiego randa.

Wzrost awersji do ryzyka i podwyższona zmienność będą faworyzować waluty defensywne, zwłaszcza jena, który jest cechowany przez wrażliwą na korektę krótką pozycję spekulacyjną. Spowolnienie w Chinach obrazowane przez najsilniejsze od kliku lat spadki indeksu PMI dla przemysłu w połączeniu ze schłodzeniem nastrojów inwestycyjnych powinno skutkować obniżeniem się cen metali przemysłowych, co powinno wyraźnie uderzyć także w dolara australijskiego. Pogorszenie się terms of trade tej gospodarki będzie kontrastować z najkorzystniejszymi od lat cenami towarów eksportowanych przez Nową Zelandię, co przemawia za schodzeniem AUD/NZD na niższe pułapy.

Wycena zacieśniania polityki w horyzoncie rokuWycena zacieśniania polityki w horyzoncie roku. Źródło: Bloomberg

Uważamy, że istnieje również pole do kontynuacji osłabienia dolara kanadyjskiego. Ostatnia seria odczytów makroekonomicznych wyraźnie zawiodła rynkowe oczekiwania, ale nie skutkowała jeszcze urealnieniem oczekiwań na skalę zacieśniania, na którą zdecyduje się Bank Kanady. Obecnie wyceniane 62 pb w horyzoncie rocznym to naszym zdaniem zbyt wiele i wymagać będzie urealnienia. Dodajmy, że wprawdzie wpływ rynku ropy na dolara kanadyjskiego od kilku miesięcy wyraźnie zmalał, ale spodziewana przez nas przecena surowców energetycznych może CAD jedynie zaszkodzić. CAD/JPY znajdujący się w silnym trendzie spadkowym ma przestrzeń by spaść o kolejne 1,5 proc., czyli zrealizować średnioterminowy podwójny szczyt i zejść na ubiegłoroczne minima.

Indeks zaskoczenia danymi makro dla KanadyIndeks zaskoczenia danymi makro dla Kanady. Źródło: Bloomberg

Eurodolar obronił z kolei kluczowe wsparcie w strefie 1,2165 – 1,22 i zawraca w głąb dominującego w średnim horyzoncie przedziału wahań od góry ograniczanego przez 1,2550. Kwestia niedziennych wyborów parlamentarnych we Włoszech nie ma wysokiego priorytetu w dyskusjach uczestników rynku. Uważamy, że jest to słuszne podejście, jednak jednocześnie dostrzegamy element niepewności w odniesieniu do europejskich aktywów. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to brak jednoznacznego zwycięzcy i okres przeciągających się rozmów koalicyjnych. Układ sił na scenie politycznej Półwyspu Apenińskiego od dłuższego czasu nie daje nadziei proeuropejski, reformatorski rząd. Realnym wydaje się scenariusz, w którym inwestorzy mając wybory za sobą, powrócą do kupowania wspólnej waluty w poniedziałkowe przedpołudnie. Dodatkowo w weekend w Niemczech może rozstrzygnąć się przyszłość tamtejszej Wielkiej Koalicji.

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Konstytucja Biznesu pomoże przedsiębiorcom w kwestii składek ZUS

Konstytucja Biznesu – poza szeregiem gwarancji dla przedsiębiorców – zawiera także rozwiązania dotyczące składek na ubezpieczenie społeczne, wpłacanych do ZUS-u. Jedną z nowych opcji jest tzw. ulga na start – przez pierwsze 6 miesięcy po założeniu działalności nie będzie obowiązku odprowadzania opłat z tego tytułu. Nowe rozwiązanie wyeliminuje część ryzyka i potencjalnie może pobudzić przedsiębiorczą energię Polaków. Może sprawić, że ci, którzy dotychczas mieli pomysł na biznes, ale bali się składek ZUS-owskich, zdecydują się na uruchomienie takiego projektu.

– Rozwiązanie to pomoże zwłaszcza stawiającym pierwsze kroki w działalności biznesowej.Może wyeliminować część obaw związanych z podejmowaniem działalności gospodarczej – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP – Dotychczas podejmując taki krok trzeba było liczyć się z płaceniem min. 500 złotych miesięcznej składki. W sytuacji dużego ryzyka planów biznesowych, takie obciążenie zwiększa dodatkowo obawy, że dane przedsięwzięcie się nie sprawdzi i zakończy się stratami. Kolejnym rozwiązaniem jest tzw. działalność nierejestrowana. Jeżeli prowadzona jest działalność o charakterze gospodarczym czy ekonomicznym, ale jej miesięczny przychód nie przekracza 1 tys. złotych – czyli połowy płacy minimalnej – wówczas nie trzeba jej rejestrować. Urealnia to zasadę swobody prowadzenia działalności  gospodarczej w Polsce. W przypadku tak małej skali nie można oczekiwać, że ktoś zdecyduje się na podjęcie trudu, aby dopełnić wszelkich procedur formalnych związanych z rejestracją firmy, prowadzeniem księgowości oraz rozliczaniem składek ZUS. W tym przypadku w proporcji do przychodów byłby one bardzo duże. To zmiany z myślą o np. korepetytorach, którzy podejmują aktywność okazjonalnie, ale nie będą wyjęci spod prawa. Będą mogli legalnie prowadzić działalność gospodarczą w Polsce na niewielką skalę – ocenił Kozłowski.

Sprawdź dane makroekonomiczne zaplanowane na przyszły tydzień.

Przyszły tydzień danych makroekonomicznych rozpocznie się od publikacji amerykańskiego PMI. Publikacja zaplanowana jest na 5 marca o godzinie 16:00. 6 marca poznamy australijski koszt pieniądza, oraz kanadyjski wskaźnik PMI. Według konsensu stopy procentowe w Australii mają pozostać na niezmienionym poziomie.

W środę czeka na nas koszyk danych makroekonomicznych z Australii, Strefy Euro, Stanów Zjednoczonych oraz Kanady. Najważniejszą informacją będą kanadyjskie stopy procentowe, które według konsensusu również mają pozostać na niezmienionym poziomie.

Czwartek również będzie ciekawy, uwaga inwestorów skoncentruje się na konferencji prasowej ECB, która zaplanowana jest na godzinę 14:30, czyli 45 minut po publikacji stóp procentowych. Tutaj tak samo, jak w przypadku banku Australii oraz Kanady inwestorzy nie spodziewają się jakiejkolwiek zmiany. Niemniej jednak ze względu na konferencje warto obserwować rynek. ECB może odnieść się do zbyt drogiego euro oraz przyszłości polityki monetarnej.

W piątek stopy procentowe zostaną podane przez bank Japonii. Oprócz tego poznamy dane z amerykańskiego rynku pracy, zatem jest na co czekać! Oprócz tego poznamy kanadyjską stopę bezrobocia.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Stany Zjednoczone – rynek pracy

9 marca o godzinie 14:30 poznamy dane z amerykańskiego rynku pracy. prócz samych miejsc pracy poznamy stopę bezrobocia oraz czynnik, który przy neutralnej stopie bezrobocia jest najważniejszy – płaca godzinowa.

Stopa bezrobocia spada sukcesywnie od 2009 roku. Aktualnie znalazła się na poziomie 4.1 procenta, co sugeruje bezrobocie naturalne. Jest to wielkość bezrobocia w warunkach równowagi na rynku pracy. Jest to odsetek siły roboczej obejmujący tych, którzy nie chcą podjąć pracy przy płacy realnej zapewniającej równowagę i są dobrowolnie bezrobotni. W takich warunkach powinniśmy zobaczyć rosnącą inflacje oraz presję na wzrost płacy, jeżeli płaca pozostaje na takim samym miejscu, to mamy do czynienia z niezdrowym rynkiem pracy oraz zaniżoną stopą bezrobocia.

Biorąc pod uwagę powyższe informacje na rynku możemy wyróżnić kilka scenariuszy zachowania dolara amerykańskiego po opublikowaniu danych makroekonomicznych.

EURUSD zachowanie kursu

Źródło: Opracowanie własne

Oczywiście powyższy scenariusz nie musi się sprawdzić, ponieważ w trakcie publikacji na rynek walutowy mogą wpływać inne czynniki.

Instrument do obserwacji – indeks dolara amerykańskiego

Wszystko wskazuje na to, że indeks dolara amerykańskiego pokona ostatni opór i powędruje dalej na północ. Po tak dużej deprecjacji waluty amerykańskiej korekta jest jak najbardziej zasłużona.

Notowania USDX, interwał dzienny

Notowania USDX, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Po przerwaniu oporu 90.44 punktów strona kupująca otworzy sobie drogą do kolejnego oporu wyznaczonego przez minimum z 2017 roku. Jeżeli stronie popytowej również uda się pokonać ten opór, to kurs będzie zmierzał w okolicę poziomu 91.50. Umocnienie indeksu przełoży się także na wyprzedaż EURUSD oraz pozostałych par walutowych z USD.

Dział Analiz Admiral Markets

Białoruś bramą do dalszych rynków wschodnich. Tamtejsze firmy poważną konkurencją dla polskich firm logistycznych

Białoruś bramą do dalszych rynków wschodnich. Tamtejsze firmy poważną konkurencją dla polskich firm logistycznych 1

Białoruś zaczęła dostrzegać potencjał usług logistycznych. Rozwój rynku na razie utrudniają przepisy białoruskiego prawa i wysokie cła. Tamtejsi przedsiębiorcy lobbują jednak za znoszeniem barier dla firm logistycznych. Zdaniem ekspertów dla polskich firm może to oznaczać poważną konkurencję na rynkach wschodnich, która będzie w stanie zaoferować niższe ceny i dostęp do rynków Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej.

Białoruś ma szansę być centrum logistycznym Unii Euroazjatyckiej. To jest możliwe szczególnie, że po drugiej stronie granicy unijnej są na dokładnie takiej samej pozycji, jaką ma Polska w UE, czyli są bramą do całego Wschodu z racji tego, że należą do jednej strefy ekonomicznej wraz z Rosją i Kazachstanem. Rynek jest więc duży, chłonny i ma ogromne perspektywy – mówi agencji informacyjnej Newseria Grzegorz Szenejko, właściciel firmy spedycyjnej Go Logis, specjalizującej się w obsłudze rynków wschodnich.

Z danych ekspertów Międzynarodowego Uniwersytetu MITSO w Mińsku wynika, że białoruska branża logistyczna dysponuje 48 centrami logistycznymi, które oferują 812 tys. mkw. powierzchni magazynowej klasy A. Białoruś cały czas zwiększa ten potencjał – nowo budowane obiekty zaoferują kolejne 100 tys. mkw. Dla porównania Polska dysponuje obecnie około 14 mln mkw. powierzchni magazynowej.

– Pod koniec roku Białoruś wydała postanowienie, w którym określa cele rozwoju całej branży logistycznej na następne 18 lat. Białorusini zauważyli swój potencjał na rynku, dostrzegli, że dużo przechodzi im koło nosa. Planują w ciągu tych 18 lat podwoić obroty z logistyki, rozbudować bazę magazynową, zmienić otoczenie biznesowe i dla logistyki magazynowej, i dla przewoźników oraz przyciągnąć biznes – mówi Grzegorz Szenejko.

Na razie barierą w rozwoju biznesu logistycznego na Białorusi jest skomplikowane prawo i procedury oraz nacisk na kompleksową usługę, czyli składowanie i odprawę celną. To utrudnia tranzyt w głąb Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. Firmy wybierają więc Rosję i Kazachstan, które mają bardziej przyjazne procedury celne.

Bardzo trudne warunki prowadzenia biznesu oraz wysokie cło spowodowały, że wiele białoruskich firm transportowych przeniosło się do Rosji, tam otworzyło swoje firmy i zarejestrowało tabor. Nasza firma również współpracuje z wieloma przewoźnikami, którzy mają swoje biura na Białorusi, ale podstawiają auta rosyjskie, de facto ich własne – podkreśla Grzegorz Szenejko.

Według Logistics Index, rankingu sprawności logistycznej, w 2016 roku Białoruś była 120. na 160 ocenianych krajów pod względem efektywności logistyki. Zgodnie z postanowieniem białoruskiego rządu z dnia 28 grudnia 2017 roku do 2030 roku Białoruś ma awansować na 50. miejsce rankingu. Polska plasuje się w nim na 33. miejscu.

W dokumencie wskazane zostały projekty zakładające współpracę państwa i prywatnych firm w ulepszaniu i rozszerzaniu usług oraz technologii w zakresie systemów logistycznych i w transporcie kontenerowym. Plan zakłada integrację z międzynarodowymi firmami transportowymi i logistycznymi. Białoruś zamierza też zaktualizować krajowy system logistyczny poprzez wdrożenie międzynarodowych norm prawnych i dobrych praktyk wspomagających zarządzanie łańcuchami dostaw oraz wsparcie rozwoju transportu kontenerowego. To zwiększy przewagę konkurencyjną białoruskich firm.

– Trudno na razie szacować, jak to wpłynie na nasz biznes, czy nagle wszyscy eksporterzy przeniosą się z logistyką na Białoruś, czy przestaniemy jeździć dalej do Rosji i skończymy na magazynach w Brześciu, czy cała Eurazjatycka Unia potraktuje Białoruś jako bramę do UE. 25 proc. białoruskiego eksportu jest kierowane do UE, Rosja i Kazachstan również sprzedają do UE. Jeśli więc magazyny na Białorusi obsługiwałyby całą Euroazjatycką Unię Gospodarczą w zakresie eksportu do UE, stąd organizowano by wszystkie przeładunki i całą dystrybucję, to wtedy my dostalibyśmy tylko mały kawałek rynku – wyjaśnia Grzegorz Szenejko. – Być może okaże się jednak, że na Białorusi zrobi się na tyle komfortowa sytuacja, że to my się tam wprowadzimy i zaczniemy otwierać biznesy partnerskie z białoruskimi firmami.

Na niekorzyść polskich przewoźników i firm logistycznych może działać różnica w cenie – białoruscy przewoźnicy mogą oferować tańsze usługi, a także bezpośredni dostęp do tamtejszego rynku.

– Tak jak my możemy się poruszać w UE z towarami pochodzącymi spoza Unii w dosyć łatwych procedurach celnych, tak oni mogą to robić u siebie, więc de facto będą szybsi i tańsi, co ewidentnie jest zagrożeniem dla naszego transportu. Polska jest w Europie potentatem w transporcie na Wschód, to jest dla nas ważny rynek – podkreśla Grzegorz Szenejko.

Polskie domy stają się coraz bardziej energooszczędne. Po 2021 roku będzie tego wymagać Unia Europejska

Polskie domy stają się coraz bardziej energooszczędne. Po 2021 roku będzie tego wymagać Unia Europejska 2

Z badań wynika, że prawie 90 proc. Polaków zdecydowałoby się na budowę energooszczędnego domu. Taka inwestycja zwraca się w niższych rachunkach za ogrzewanie i media, jest zdrowsza dla mieszkańców i nie przyczynia się do pogorszenia jakości powietrza. Jak na razie energooszczędne budownictwo wciąż jest w Polsce raczej proekologicznym trendem niż standardem. Zmieni to unijne prawo, które wejdzie w życie w 2021 roku. Nowe przepisy zezwolą tylko na inwestycje o bardzo niskim zapotrzebowaniu na energię, zasilane przynajmniej częściowo z odnawialnych źródeł energii.

– Efektywność energetyczna polega na tym, żeby budynki w trakcie eksploatacji zużywały jak najmniej energii, nie traciły jej przez ściany, okna czy instalacje – i dzięki temu kosztowały użytkowników jak najmniej. Od lat 70. stopniowo zmienia się świadomość w tym zakresie, zmieniają się też europejskie i polskie przepisy. Budynki są projektowane bardziej energooszczędnie, a inwestorzy chcieliby płacić za ogrzewanie jak najmniej. Dzięki zmianie świadomości i przepisów, takie budynki powstają coraz częściej ​– mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Pierzchalski, dyrektor Pracowni Projektów Budownictwa Energooszczędnego w Krajowej Agencji Poszanowania Energii.

Energooszczędne budownictwo jest nadal droższe od tradycyjnego, jednak późniejsze koszty ogrzewania i utrzymania takiego budynku są znacząco niższe. Energia cieplna jest pozyskiwana – częściowo lub w całości – ze źródeł odnawialnych, jak naturalne ciepło gruntu, światło słoneczne lub ciepło, które wytwarzają mieszkańcy i sprzęty w takim domu. Dzięki ponadstandardowej izolacji straty ciepła są znacznie mniejsze niż w tradycyjnych domach.

Energooszczędny dom sprzyja oszczędnościom, pozwalając zaoszczędzić zarówno na korzystaniu z niezbędnych mediów takich jak prąd, gaz, woda czy ogrzewanie, jak i na zdrowiu jego mieszkańców i ochronie środowiska. Jest proekologiczny i nie wpływa negatywnie na jakość powietrza.

– Budynki energooszczędne czy pasywne nie różnią się zasadniczo od zwykłych. To te same technologie, ale zastosowane w nieco inny sposób. Nie jest to żadna wiedza tajemna ani technologia kosmiczna. Aby zaprojektować taki budynek, trzeba jednak uwzględnić wiele czynników: począwszy od lokalizacji, usytuowania względem stron świata, układu funkcjonalnego, sposobu rozmieszczenia pomieszczeń i okien na elewacji, materiału, z którego będą zrobione ściany zewnętrzne oraz parametrów okien – nie tylko przenikania ciepła, lecz także współczynników umożliwiających przenikanie energii cieplnej do wnętrza budynku – wylicza Michał Pierzchalski.

Z ubiegłorocznego badania „Budownictwo energooszczędne oczami Polaków”, przeprowadzonego przez Kantar Public na zlecenie firm Danfoss, H+H, Rockwool i Velux, wynika, że 88 proc. Polaków zdecydowałoby się na budowę energooszczędnego domu. Co czwarty jest w pełni przekonany do takiej inwestycji. Główny powód to kryterium ekonomiczne, czyli oszczędności na kosztach eksploatacji i utrzymania. 84 proc. Polaków uważa również, że budowa domów energooszczędnych pozwala zmniejszyć problem smogu.

– Jeżeli budynek zużywa mało energii, wtedy mniejsza jest też emisja szkodliwych substancji do atmosfery. Ponadto, budynek energooszczędny i ekologiczny sprzyja też komfortowi i parametrom prozdrowotnym dla jego użytkowników. Z czego są wytworzone wyroby budowlane, w jaki sposób zostaną użyte – to wszystko przekłada się później na efekt ekologiczny ​– mówi Michał Pierzchalski.

Ekspert KAPE podkreśla, że taką inwestycje trzeba rozplanować już na etapie zakupu działki. Jej położenie geograficzne i usytuowanie względem stron świata zdeterminuje wybór odpowiedniego projektu i późniejszy układ budynku. Natomiast sam proces budowy i technologie, które trzeba zastosować, nie są bardziej skomplikowane niż w tradycyjnym budownictwie.

– Technologie, które należy zastosować, są te same, natomiast wymagają nietypowego podejścia. Przykładowo, zamiast izolacji, która ma grubość kilku czy kilkunastu centymetrów, stosujemy izolację grubszą, o lepszych parametrach. Często takie budynki mają 40 cm izolacji termicznej na ścianach. To samo dotyczy okien, które mają lepsze parametry. Bardzo istotne są instalacje w budynku, sprawność i efektywność kotłów, stosowanie ogrzewania niskotemperaturowego, płaszczyznowego, czyli ogrzewanie podłogowe czy ogrzewanie ścienne. Wszystko to wpływa na efektywność energetyczną domu –​ mówi Michał Pierzchalski.

W Polsce budownictwo energooszczędne wciąż jest raczej proekologicznym trendem niż standardem. Zmianę wymusi coraz bardziej restrykcyjne unijne prawo. Wymogi dotyczące charakterystyki energetycznej budynków reguluje dyrektywa z 18 maja 2010 roku. Zakłada ona również, że od 2021 roku na terenie Unii Europejskiej mogą powstawać wyłącznie budynki o bardzo niskim zapotrzebowaniu na energię, zasilane przynajmniej częściowo z odnawialnych źródeł energii.

– Przepisy są z roku na rok zaostrzane, kolejna poprawa parametrów technicznych budynków nastąpi po 2020 roku. Powinno się jednak zmieniać nastawienie do projektowania budynków energooszczędnych – nie wystarczy spełniać wprost tych przepisów, które często można obejść w prosty sposób. Przepisy przepisami, ale konieczne jest budowanie świadomości i działania edukacyjne – zarówno wśród inwestorów, jak i projektantów – podkreśla ekspert Krajowej Agencji Poszanowania Energii.

Połączenie PKN Orlen i Lotosu może oznaczać duże zmiany na stacjach benzynowych w Polsce. Ceny paliw nie powinny jednak wrosnąć

Połączenie PKN Orlen i Lotosu może oznaczać duże zmiany na stacjach benzynowych w Polsce. Ceny paliw nie powinny jednak wrosnąć 3

Najwięksi gracze na polskim rynku paliw łączą siły. Przejęcie kontroli nad Lotosem przez PKN Orlen oznacza, że powstanie paliwowy gigant o giełdowej wartości przekraczającej 50 mld złotych. Fuzja może oznaczać szansę na wzmocnienie pozycji kolejnego gracza, bo prawdopodobnie na rynku pojawi się ok. 200 stacji benzynowych na sprzedaż. Dla klientów połączenie Lotosu i Orlenu nie musi oznaczać podwyżek cen benzyny – podkreśla Łukasz Bugaj, analityk Domu Maklerskiego BOŚ.

Połączenie PKN Orlen z Lotosem ma jak najbardziej biznesowy sens. Możliwe jest osiągniecie z niego korzyści zarówno po stronie kosztowej – np. tańsze zakupy surowców, jak i przychodowej – to potencjalne oszczędności na strukturze spółek, gdy z dwóch tworzymy jedną zawsze jest potencjał do tzw. synergii kosztowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ.

Podpisanie przez PKN Orlen i Skarb Państwa listu intencyjnego w sprawie przejęcia kontroli nad Lotosem oznacza powstanie paliwowego giganta na polskim rynku. Orlen chce kupić 53 proc. akcji Grupy Lotos, które obecnie kontroluje Skarb Państwa. Prawdopodobnie początkowo przejęty zostanie pakiet 32,99 proc. akcji, a następnie ogłoszone zostanie wezwanie, które da możliwość dojścia do progu 66 proc.

Przy obecnej wartości obu spółek kapitalizacja giełdowa nowego podmiotu przekraczałaby 50 mld zł. W porównaniu z potentatami z innych rynków to stosunkowo niewiele – dla porównania wartość rynkowa amerykańskiego Exxon Mobile sięga 360 mld dolarów, a Shella – 280 mld dolarów. Na polskim rynku to jednak kwota zawrotna.

– Pozycja Orlenu na polskim rynku się zwiększy. Dotychczas mieliśmy dwóch liczących się graczy, teraz będzie jeden. Z ekonomicznego punktu widzenia jest to zamiana oligopolu na monopol, czyli z punktu widzenia PKN Orlen zamiana jak najbardziej korzystna – mówi Łukasz Bugaj.

Jak podkreśla ekspert, cały proces może potrwać nawet rok, a podpisanie listu intencyjnego to dopiero początek, dlatego trudno teraz jednoznacznie ocenić fuzję. Dużo będzie też zależeć od decyzji Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który kontroluje, żeby żaden podmiot na rynku miał nie więcej niż 40 proc. udziału w rynku. Po połączeniu Orlenu i Lotosu nowy podmiot miałby w rękach nawet 45 proc. Dlatego warunkiem połączenia mogłaby być sprzedaż części stacji benzynowych (łącznie PKN Orlen i Lotos mają 2,1 tys. stacji).

– Można domniemywać, że urząd antymonopolowy wskaże pewne działania, które będą musiały być podjęte przed fuzją, najprawdopodobniej będzie to sprzedaż części stacji benzynowych. Mówi się wstępnie o pakiecie 200 stacji. To będzie szansa dla trzeciego podmiotu, aby te stacje przejąć. Co ciekawe, wcześniej mieliśmy do czynienia z podobną fuzją na rynku niemieckim i wówczas na rynek trafił pakiet stacji benzynowych do sprzedaży, który kupił PKN Orlen i wszedł na tamtejszy rynek – mówi analityk DM BOŚ.

Dla klientów połączenie PKN Orlen i Lotosu nie musi oznaczać podwyżki cen. Część ekspertów ocenia, że monopolizacja rynku pozwoli nowemu podmiotowi na wyższe marże. To jednak, zdaniem Bugaja, jest mało prawdopodobne.

 Rynek rafineryjny jest rynkiem globalnym. Nie jest tak, że nagle ceny paliw w Polsce będą oderwane od ekonomicznych aspektów, które nie są de facto dyktowane na rynku polskim. Cena ropy naftowej jest pochodną trendów globalnych, a drugim istotnym czynnikiem jest kurs walutowy i na to nawet tak duża spółka jak PKN Orlen nie ma wpływu – przekonuje Łukasz Bugaj.

Po informacji o podpisaniu listu intencyjnego akcje obu spółek poszybowały w górę. Akcje Orlenu rosły o 6 proc., a Lotosu o 6,4 proc. Wczoraj akcje Orlenu były w sumie o blisko 3 proc. droższe niż we wtorek rano, a Lotosu o 2,2 proc. Oprócz notowań rosła też liczba transakcji. Tylko w ciągu 5 godzin obrót akcjami Orlenu przekroczył 100 mln i Lotosu ok. 22 mln zł.

– Reakcja rynku była pozytywna. W przypadku Lotosu liczymy na to, że będzie wezwanie na akcje, nie wiadomo, jaka dokładnie będzie tego struktura, ale logicznie nasuwa się ten pozytywny czynnik z punktu widzenia wzrostu kursu akcji – mówi analityk.

O połączeniu Lotosu i PKN Orlen mówiło się już od lat. Zwolennicy fuzji podkreślali, że w ten sposób powstanie duży podmiot zdolny konkurować na międzynarodowym rynku i odporny na wahania rynkowe. Zdaniem Bugaja fakt, że do podpisania listu intencyjnego doszło właśnie teraz, nie jest przypadkowe.

– Moment w cyklu koniunkturalnym jest sprzyjający do tego typu transakcji. Warto spojrzeć na obraz globalny, gdzie mamy obecnie wiele transakcji fuzji i przejęć. To pochodna dobrej koniunktury gospodarczej, spółki z jednej strony mają kapitał do przejęć, a z drugiej strony, przy niskich stopach procentowych tanie jest finansowanie tego typu transakcji – ocenia Łukasz Bugaj.

Naukowcy dążą do wydłużania życia człowieka, a w przyszłości nawet nieśmiertelności

Naukowcy dążą do wydłużania życia człowieka, a w przyszłości nawet nieśmiertelności 4

Najbliższe lata upłyną pod znakiem prób przedłużania życia, a w perspektywie dekad – nawet nieśmiertelności – ocenia Aleksandra Przegalińska z Massachusetts Institute of Technology. Już teraz dzięki nowym technologiom możliwe jest klonowanie naczelnych, a dzięki wykorzystaniu systemu CRISPR możliwa jest edycja genów. Wkrótce mogą upowszechnić się nanoroboty, które będą kontrolować ciało i naprawiać usterki. Wykorzystane u myszy były w stanie wydłużyć ich życie nawet o 100 proc.

– Bardzo dużo pracuje się nad różnymi dziedzinami, które są wielkimi marzeniami ludzkości. Przedłużenie życia czy nieśmiertelność – chociaż wiele osób nie chce używać tego terminu – to niewątpliwie obszar, który ludzie próbują mocno eksplorować. Podejrzewam, że wynalazczość czy odkrycia z dziedziny biotechnologii to jest to, co nas w tym wymiarze czeka w najbliższych latach i rzeczywiście ludzie będą tej nieśmiertelności czy wydłużania życia szukali – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Aleksandra Przegalińska z Massachusetts Institute of Technology.

Biotechnologia będzie jedną z najszybciej rozwijających się dziedzin, a rynek będą napędzać genetyka i nanobiotechnologia. Eksperci są zgodni co do tego, że nowe technologie mogą stanowić most do wydłużania życia, a w przyszłości nawet nieśmiertelności. Niedawno w Chinach urodziły się pierwsze klony małpy naczelnej. Naukowcy są już w stanie edytować geny za sprawą systemu obrony organizmów prokariotycznych (bakterii i archeonów) przed egzogennymi elementami genetycznymi (CRISPR). Na poziomie molekularnym będzie można usuwać schorzenia czy wymieniać stare komórki na nowe.

– Klonowanie i różne praktyki z zakresu inżynierii genetycznej, chociażby CRISPR, to projekty bieżące, nie mówimy o przyszłości, a o teraźniejszości. Biogerontologia jako dziedzina przedłużania życia – przynajmniej na małych organizmach – już istnieje. Jest fundacja SENS Aubrey’a de Grey’a, która prężnia działa w ośrodkach w Rosji i w USA, która tej dziedzinie się poświęca. Jest Mark Zuckerberg, który zainwestował w firmę biogerontologiczną Calypso i ma na celu przedłużać ludzkie życie, również życie zwierząt. Te projekty się zarysowują – wskazuje Aleksandra Przegalińska.

Aubrey de Grey opracowuje nanoroboty, które mają usuwać zbędne molekuły, niewydalone z wnętrza komórki. Docelowo mają powstać małe urządzenia, które będą monitorować prace organizmu człowieka i na bieżąco usuwać chore komórki. Na razie urządzenia zostały przetestowane na myszach. Średnio udało się im przedłużyć życie o 20 proc., niektórym nawet o 100 proc., ale w ciągu kilku lat życie myszy będzie można wydłużyć czterokrotnie. Obecnie nanoroboty są wykorzystywane w leczeniu np. nowotworów, jednak w przyszłości leczenie ma polegać na odmładzaniu ciała.

Jak podkreśla ekspertka, przełom już się dokonał, ale to, czy nowe technologie będą faktycznie wykorzystywane na szeroką skalę, zależy od podejścia społeczeństwa.

– Klonowanie jest projektem gotowym, który może być wdrażany, natomiast debata publiczna do tej pory wskazywała, że ten projekt nie ma się skalować na ludzi czy w ogóle na kompleksowe organizmy. To społeczeństwa w obszernej debacie powinny decydować, czy chcą, żeby poszczególne projekty były faktycznie realizowane – podkreśla Aleksandra Przegalińska.

Do 2025 roku globalny rynek biotechnologiczny osiągnie wartość 727 mld dol. – wynika z prognoz Grand View Research.

Niektóre opłaty sądowe wzrosną nawet pięciokrotnie. Może to oznaczać utrudnienia w dostępie do sądów dla najbiedniejszych

Niektóre opłaty sądowe wzrosną nawet pięciokrotnie. Może to oznaczać utrudnienia w dostępie do sądów dla najbiedniejszych 5

Postępowania sądowe będą droższe. Projekt zmian Kodeksu postępowania cywilnego zakłada przede wszystkim, że wzrosną opłaty stałe pobierane w sprawach o prawa niemajątkowe i niektóre majątkowe. Wyższe mają być też opłaty związane z pozwem rozwodowym, wzrosną z 600 zł do 2 tys. zł, czy postępowaniem spadkowym, z 50 do 100 zł. Także uzyskanie orzeczenia wraz z uzasadnieniem będzie możliwe tylko odpłatnie. Zmiany dotkną zarówno przedsiębiorców, jak i osoby indywidualne. Wyższe opłaty sądowe mogą też utrudnić dostęp do sądów najmniej zarabiającym – ocenia Michał Kwieciński, adwokat RK Legal.

– W 2017 roku Ministerstwo Sprawiedliwości zaprezentowało dużą zmianę Kodeksu postępowania cywilnego, jednocześnie proponując zmianę ustawy o kosztach sądowych. Zmiana ta dotyczy przede wszystkim podwyższenia wartości opłat sądowych. Ministerstwo doszło do wniosku, że po 12 latach opłaty trzeba urealnić z powodu inflacji i zmiany siły nabywczej pieniądza. Stwierdziło też, że niektóre opłaty są nieracjonalne i system trzeba uprościć, aczkolwiek jest to uproszczenie wyłącznie w górę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Kwieciński, adwokat i partner zarządzający w kancelarii RK Legal.

Nowelizacja Kodeksu postępowania cywilnego zakłada przede wszystkim wzrost opłat stałych, które pobiera się w sprawach o prawa niemajątkowe oraz wybranych sprawach o prawa majątkowe, a ich wysokość nie zależy od wartości przedmiotu sporu lub zaskarżenia. Dotychczas wynosiła od 30 zł do maksymalnie 5 tys. zł. Po nowelizacji ma to być już przedział 100 zł – 10 tys. zł.

Wzrosnąć mają także opłaty stosunkowe, czyli pobierane w sprawach majątkowych, w zależności od wysokości przedmiotu sporu. W przypadku, gdy wartość sporu wynosi między 20 tys. a 4 mln zł, wysokość opłaty wyniesie 5 proc. wartości. Jeśli wartość sporu przekracza 4 mln zł, będzie to 200 tys. zł i 0,5 proc. od nadwyżki, maksymalnie opłata sięgnie 500 tys. zł (dotychczas maksymalnie było to 100 tys. zł).

Nowelizacja zakłada też likwidację różnych drobnych opłat. Ma zastąpić je jedna – w wysokości 100 zł.

– Ważną propozycją jest zmiana opłaty za pozew o rozwód. Obecnie wynosi 600 zł, a według nowych przepisów ma to być 2 tys. zł. W projekcie wskazano, że trwałość rodziny jest konstytucyjną wartością, a podwyższenie tych opłat ma sprawić, że ludzie nie będą pochopnie się rozwodzili. Co więcej, dotychczas była taka zasada, że jeżeli rozwód był zgodny, czyli na jednej rozprawie strony porozumiały się co do warunków rozwodu, połowa opłaty była stronom zwracana. Teraz ministerstwo uznało, że żadnego zwrotu połowy opłaty nie będzie – wskazuje Michał Kwieciński.

Zmiany czekają też przedsiębiorców – wzrosną koszty pozwów o rozwiązanie spółki, wyłączenie wspólnika, uchylenie, stwierdzenie nieważności bądź ustalenie istnienia uchwały (z 2000 do 5000 zł).

Wyższe mają być też opłaty sądowe w przypadku dochodzenia roszczeń w trybie postępowania nakazowego. Osoba, która dochodzi swoich praw będzie musiała wnieść 50 proc. opłaty stosunkowej (obecnie 25 proc.). Niższa za to ma być opłata wnoszona przez pozwanego, w przypadku gdy wnosi on zarzuty od wydanego nakazu zapłaty (z 75 na 50 proc.). Dodatkowo nie będzie zwracana opłata, nawet gdy nie ma sprzeciwu drugiej strony, a wyrok uprawomocnił się od razu (dotychczas zwracano 3/4 opłaty).

 To element wspierania dłużnika w sporze z wierzycielem. Wydaje mi się, że chodzi o ochronę konsumencką, żeby wierzyciele masowi czy firmy windykacyjne, pozywając dłużników, płaciły jak najwięcej, żeby pozywały rozsądnie i nie miały żadnej ulgi w wysokości np. 1/4 opłaty – ocenia adwokat RK Legal.

Z drugiej jednak strony, jak wskazują eksperci, jeśli ten przepis wejdzie w życie w przedstawionej formie, może oznaczać zahamowanie polskiej przedsiębiorczości, zwłaszcza mikrofirm.

Nowe przepisy wprowadzają też opłaty za darmowe dotychczas wezwanie na rozprawę świadka i biegłego (do 100 zł). W przypadku zarządzenia ich przymusowego sprowadzenia, pobierana będzie dodatkowo opłata 200 zł. Nie będzie też możliwości nieodpłatnego uzyskania wydanego orzeczenia wraz z uzasadnieniem. Po zmianach strona będzie musiała  zapłacić za to 100 zł.

 W mojej opinii jest to dosyć rozsądne i ma przeciwdziałać zbyt pochopnym wnioskom o uzasadnienie – wskazuje Kwieciński.

Z badania Krajowej Rady Radców Prawnych wynika, że opłaty sądowe w Polsce już teraz należą do jednych z najwyższych w Europie, np. opłata sądowa w sprawie, w której wartość przedmiotu sporu wynosi 6 tys. euro stanowi ponad 69 proc. pensji minimalnej. Po podwyższeniu opłat może się okazać,  że zostanie utrudniony dostęp do sądów, zwłaszcza dla najuboższych.

– Jeżeli te opłaty będą zbyt wysokie, to tak jakby państwo zniechęcało do korzystania z czegoś, co nam się konstytucyjnie należy. Oczywiście, jest system zwalniania z opłat sądowych, ale trzeba napisać wniosek, a sąd może, ale nie musi się zgodzić. Na pewno wysokość opłat spowoduje, że wiele osób zastanowi się, czy rzeczywiście pójść do sądu, bo np. opłata za rozwód w wysokości 2 tys. zł będzie dla nich po prostu zaporowa – podkreśla adwokat.

W projekcie znalazły się tylko dwie propozycje obniżenia opłat. Będzie to dotyczyło konsumentów, którzy będą próbowali polubownie rozwiązać spór przed polubownym sądem konsumenckim. Obniżone mają być także opłaty w sprawach z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych.

Proponowane zmiany opłat sądowych to część większej nowelizacji, całego Kodeksu postępowania cywilnego. Ostateczny kształt reformy zostanie uzgodniony w ramach konsultacji społecznych, prac rządu, a następnie parlamentu. To oznacza, że prace nad ustawą szybko się nie zakończą.

 Wydaje mi się, że w 2018 roku zmiany raczej nie zostaną uchwalone. Nawet jeśli tak się jednak stanie, to nie przypuszczam, żeby weszły w życie przed początkiem 2019 roku – ocenia Michał Kwieciński.

W Polsce powstaje bezkolizyjny system komunikacji miejskiej. Przyszłością w pełni autonomiczne tramwaje

W Polsce powstaje bezkolizyjny system komunikacji miejskiej. Przyszłością w pełni autonomiczne tramwaje 6

W Polsce notuje się rocznie około 200 kolizji i wypadków w obrębie torowisk i przejazdów tramwajowych. Bezkolizyjny system komunikacji miejskiej ma wykrywać zagrożenia i dawać motorniczemu sygnał do hamowania. System może też być pierwszym krokiem do wprowadzenia do ruchu miejskiego w pełni autonomicznych tramwajów,. Na tramwaje bez motorniczych jednak jeszcze poczekamy.

– System ma za zadanie przede wszystkim wykrywać pojazd poprzedzający tramwaj i określać odległość do niego. Na tej podstawie oraz w oparciu o parametry ruchu, takie jak na przykład prędkość, ma on oszacowywać zagrożenie najechania na poprzedzający pojazd. Jeśli zagrożenie zostanie wykryte, to system informuje motorniczego o występowaniu zagrożenia. Decyzję o hamowaniu podejmie jednak człowiek. Technicznie możliwa byłaby reakcja samej maszyny, ale między innymi z uwagi na uwarunkowania prawne nie uruchamiamy takiej opcji – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr hab. inż. Krzysztof Falkowski z WAT.

Opracowywany w Wojskowej Akademii Technicznej system bezkolizyjnej komunikacji miejskiej ma za zadanie znacząco poprawić bezpieczeństwo ruchu miejskiego, zwłaszcza w obrębie torów tramwajowych. System wykrywać będzie m.in. inne pojazdy, takie jak tramwaje i samochody, ale również pieszych. Dodatkową funkcją systemu ma być wykrywanie innych niż pojazdy przeszkód, które pojawiłyby się w świetle torowiska.

– Ze względu na wykorzystanie systemów optycznych przewidujemy możliwość wykrywania innych przeszkód, które pojawiłyby się w świetle torowiska, w obszarze obserwacji kamer. Motorniczy byłby informowany na przykład o przejeżdżającym samochodzie czy osobie wkraczającej na torowisko –przekonuje dr hab. inż. Krzysztof Falkowski.

Komunikacja między systemem a otoczeniem ma się odbywać z wykorzystaniem technologii VLC (Visible Light Communication), wykorzystującej światło białe. Transmisja danych VLC polega na przekazywaniu informacji pomiędzy urządzeniami z wykorzystaniem światła widzialnego. Lampa wysyła sygnał migając z częstotliwością niewidzialną dla ludzkiego oka.

– W ruchu miejskim pojawia się smog elektromagnetyczny, który w wielu aspektach ma negatywny wpływ na ludzi. Światło białe umożliwi komunikację między pojazdami bez generowania dodatkowych fal elektromagnetycznych, które mogłyby wprowadzać dodatkowe zakłócenia. Każdy pojazd, samochód czy tramwaj, wyjeżdżając na drogę, musi spełniać określone przepisy – mieć światła białe z przodu i czerwone z tyłu. Wykorzystując te lampy, które są zamontowane w pojazdach, możemy przekazywać informacje między nimi – tłumaczy przedstawiciel WAT.

Choć jak na razie system nie będzie korzystał z funkcji nadających mu autonomię, to taki kierunek rozwoju komunikacji miejskiej jest nieunikniony.

– W pełni autonomiczny ruch pojazdów szynowych ma na dzień dzisiejszy większe szanse powodzenia niż ma to miejsce w przypadku pojazdów drogowych. Ten rodzaj ruchu mamy przecież bardziej skanalizowany. Jest on ograniczony do trakcji. W tej chwili są już prezentowane rozwiązania autonomicznych tramwajów czy pociągów, które mogą się poruszać po liniach kolejowych – przedstawiciel Wydziału Mechatroniki i Lotnictwa WAT.

W 2017 roku chiński producent CRRC Qingdao Sifang zaprezentował pierwszy w pełni autonomiczny tramwaj. Pojazd o długości ponad 35 metrów może zabrać na pokład do 380 pasażerów i podróżować z prędkością nawet 70 kilometrów na godzinę. W 2018 roku zostanie wybudowana pierwsza, 6,5-kilometrowa trasa dla tego typu pojazdów w chińskim mieście Zhuzhou.

Po chińskich, holenderskich czy szwajcarskich drogach już jeżdżą autonomiczne autobusy bez kierowców. Na 2019 rok General Motors zapowiada premierę pierwszego w pełni autonomicznego samochodu osobowego, który miałby pełnić rolę taksówki. Równie ambitne plany ma Volkswagen, który planuje do 2021 roku wprowadzić swoje autonomiczne auta na drogi pięciu miast. W japońskim mieście Kobe czy francuskim Lille jeździ już w pełni bezobsługowe metro.

Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w 2016 roku na torowiskach tramwajowych i w ich obrębie doszło do 189 wypadków, w których życie straciło 11 osób, a 257 zostało rannych. W 51 przypadkach sprawcą okazał się kierowca pojazdu torowego. 14 zdarzeń dotyczyło najechania na pieszego.

Eksperci: finansowanie nowoczesnych terapii nie powinno być kosztem, a inwestycją. Szybszy powrót do zdrowia pacjentów to korzyść dla całej gospodarki

Eksperci: finansowanie nowoczesnych terapii nie powinno być kosztem, a inwestycją. Szybszy powrót do zdrowia pacjentów to korzyść dla całej gospodarki 7

Zastosowanie innowacyjnego leczenia powoduje, że chory szybciej wraca do zdrowia i pracy, a tym samym przyczynia się do wzrostu PKB. To dlatego finansowanie nowoczesnych terapii nie powinno być traktowane jako obciążenie dla budżetu, tylko jako inwestycja w kapitał ludzki. Trwają jednak prace nad nową ustawą refundacyjną i całą polityką lekową państwa. Zmiany są konieczne, bo polskiej służby zdrowia nie stać dłużej na nieefektywność i finansowanie przestarzałych, nieskutecznych procedur medycznych.

 W Polsce ochrona zdrowia w końcu zaczyna być postrzegana nie jako koszt, ale jako przemyślana, długofalowa inwestycja w jeden z najważniejszych czynników wzrostu, czyli w kapitał ludzki. Parlament zdecydował o zwiększeniu nakładów na ochronę zdrowia do 6 proc. do 1 stycznia 2024. Zależy nam, aby nie mniej niż 17 proc. środków z budżetu NFZ było przekazywane na refundację leków – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Magdalena Lisiecka, dyrektor zarządzająca Janssen Polska.

Według styczniowych zapowiedzi Ministerstwa Zdrowia resort pracuje nad nowelizacją ustawy refundacyjnej. Obecne przepisy zakładają, że na refundację leków przeznacza się maksymalnie do 17 proc. środków z budżetu NFZ zarezerwowanych na świadczenia gwarantowane. W praktyce ten poziom jest niższy – w ubiegłym roku wyniósł 15,6 proc.

Zagwarantowanie określonego minimalnego poziomu wydatków na refundację leków byłoby istotną zmianą. Kolejna kwestia, to zmiana zasad, na jakich wykorzystywane są pieniądze z tzw. porozumień dzielenia ryzyka, czyli płacone w paybacku. Dziś wracają one do ogólnego koszyka, a nie są dedykowane refundacji leków. Utworzenie specjalnego subkonta ze środkami na leki bez wątpienia poprawi dostęp do innowacyjnych terapii na polskim rynku – podkreśla Magdalena Lisiecka.

W listopadzie ubiegłego roku Ministerstwo Zdrowia powołało zespół do spraw opracowania założeń polityki lekowej państwa. Dokument powinien być gotowy jeszcze w tym roku. Magdalena Lisiecka uważa, że w toku prac powinny zostać uwzględnione koszty pośrednie leczenia pacjentów, dlatego niezbędne jest też zaangażowanie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

– Dobrym przykładem jest schizofrenia – schorzenie, które bardzo mocno obciąża system. W 2013 roku schizofrenia kosztowała państwo przeszło 3 mln zł, z czego przeszło 1 mln to były koszty świadczeń społecznych i rent. Dlatego myślę, że szersze spojrzenie, bardziej kompleksowe, z uwzględnieniem wszystkich kosztów pośrednich znacząco zmieni optykę spojrzenia również na leki – mówi Magdalena Lisiecka.

Koszty leczenia należy interpretować jako inwestycję w zdrowie. Jeżeli minimalizujemy tu i teraz koszty bezpośrednie, czyli koszty leczenia, to podnosimy znacząco koszty pośrednie, czyli PKB niewytworzony przez osoby, które nie są zdatne do pracy. Skutki dla finansów publicznych są dwojakie: z jednej strony finanse publiczne ponoszą wydatki, z drugiej strony zmniejszają się dochody przez ograniczone wpływy z PIT, CIT i innych podatków – dodaje prof. dr. hab. Ewelina Nojszewska z warszawskiej SGH, ekspert Instytutu Innowacyjna Gospodarka.

Dyrektor zarządzająca Janssen Polska zaznacza, że potrzebne są mechanizmy mierzące efektywność i skuteczność leczenia pacjentów. Służby zdrowia nie stać dłużej na finansowanie niesprawdzonych i przestarzałych procedur medycznych, zwłaszcza że w perspektywie 10 lat liczba ludzi starszych powyżej 60. roku życia wzrośnie o blisko 30 proc., w tym samym czasie o 33 proc. zwiększy się również zachorowalność na nowotwory złośliwe, co znacznie obciąży system.

Ekspert Instytutu Innowacyjna Gospodarka prof. dr. hab. Ewelina Nojszewska podkreśla, że konieczne jest również stworzenie na polskim rynku takich warunków, które przyciągną inwestycje ze strony międzynarodowych firm i prywatnego biznesu.

 Międzynarodowe koncerny farmaceutyczne chętnie weszłyby na polski rynek, na którym jest 38 milionów ludzi. Jednak żeby prywatny biznes chciał dokonywać inwestycji, musi mieć odpowiednią stopę zwrotu, musi osiągać odpowiedni poziom zysków, więc trzeba stworzyć warunki, które im to umożliwią – mówi prof. dr. hab. Ewelina Nojszewska.

Międzynarodowe firmy farmaceutyczne do inwestowania w Polsce może skłonić to, co każdego innego inwestora, czyli przewidywalność biznesu i potencjalny zwrot z inwestycji. W przypadku przemysłu farmaceutycznego – jest to też przewidywalność i jasność procesu refundacyjnego, skrócenie tego procesu, elastyczność w negocjacjach i zaimplementowanie nowych modeli refundacyjnych, a nie tylko prostych schematów finansowych typu payback. To jest absolutnie konieczne – dodaje dyrektor zarządzająca Janssen Polska.

Zgodnie z zapowiedziami ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego w marcu ma rozpocząć się ogólnopolska debata o systemie służby zdrowia, której celem będzie wypracowanie rozwiązań na kolejnych 15–30 lat. Debata ma potrwać do wiosny 2019 roku i zostaną w nią zaangażowani wszyscy interesariusze: pacjenci, pracownicy i pracodawcy systemu służby zdrowia, eksperci i samorządy.

– Należy zmienić nie tylko sposób finansowania, ale i funkcjonowanie całego systemu. Chociażby wprowadzić dodatkowe, prywatne ubezpieczenia, prywatnego płatnika i konkurencję między świadczeniodawcami. Potrzebne jest też zbudowanie prawdziwych koszyków świadczeń zdrowotnych – nie jednego, a kilku – mówi prof. dr. hab. Ewelina Nojszewska.

Co trzeci użytkownik smartfona ma zainstalowaną aplikację mobilną banku. Co czwarty płaci zbliżeniowo telefonem

Co trzeci użytkownik smartfona ma zainstalowaną aplikację mobilną banku. Co czwarty płaci zbliżeniowo telefonem 8

30 proc. użytkowników smartfonów ma zainstalowaną aplikację mobilną swojego banku. Połowa z tych osób korzysta z niej kilka razy w tygodniu, a 10 proc. codziennie – wynika z raportu Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Co czwarty badany wybiera płatności zbliżeniowe smartfonem. Internet w telefonach i smartfonach wciąż służy nam najczęściej do przeglądania stron www, odbierania maili i korzystania z social mediów.

– Usługi bankowe stają się coraz bardziej popularne. 30 proc. Respondentów posiadających smartfona zadeklarowało, że korzysta z tego typu usług, ponad 25 proc. przekonuje, że korzysta z płatności mobilnych. Co ciekawe, prawie 40 proc. badanych stwierdza, że największą wartością jest komponent mobilności: usługi bankowe realizuje od kilku do kilkunastu razy w ciągu tygodnia. Ok. 30 proc. deklaruje, że jest to kilka razy w miesiącu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Cichy, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Wciąż jednak przez internet w telefonie przede wszystkim przeglądamy strony www (75,5 proc.) oraz odbieramy i wysyłamy e-maile (63,4 proc.).

To, co jest popularne w ostatnich latach, to social media, a więc różnego rodzaju komunikatory i portale społecznościowe. Ponad 60 proc. respondentów przebadanych przez nas w grudniu 2017 roku wskazało, że właśnie to jest ich głównym zajęciem w sieci – mówi Marcin Cichy.

Ponad 70 proc. Polaków decyduje się na dostęp do internetu w telefonie w ramach abonamentu lub doładowania. Pozostali  użytkownicy decydują się na internet w ramach dodatkowego pakietu (13,9 proc.) czy rozliczenie zgodnie z rzeczywistym użyciem (10,3 proc.). Na internet stacjonarny decyduje się 70 proc. badanych przez UKE, kolejne 25,5 proc. korzysta z internetu w telefonie, a 49,8 proc. – z internetu mobilnego.

To, z jakiego internetu Polacy korzystają najczęściej, mobilnego czy stacjonarnego, to zagadnienie substytucyjności usług, które mierzymy już od kilku lat. W tym roku Polacy zadeklarowali po raz pierwszy, że usługa mobilna właściwie jest na równi wartościowa jak internet stacjonarny – podkreśla Marcin Cichy.

Użytkownicy internetu stacjonarnego przeszliby na mobilny pod warunkiem, że jego zasięg i oferta byłyby lepsze. Ponad połowa nie zamierza jednak rezygnować z takiej usługi. Podobnie lojalni wobec swojej usługi są użytkownicy internetu mobilnego.

Na pytanie: czy byłby Pan/Pani skłonny/skłonna zrezygnować ze swojego standardowego modelu korzystania z internetu na rzecz usług mobilnych albo stacjonarnych, ok. 60 proc. zadeklarowało, że nie. Więc użytkownicy nie chcą nic zmieniać, są przyzwyczajeni do usług, z jakich korzystają i wybrany model jest dopasowany do ich potrzeb – podkreśla prezes UKE.

Wśród konsumentów rośnie świadomość rozwijającej się technologii internetu rzeczy. Z tym pojęciem spotkało się 23 proc. respondentów pytanych w badaniu  UKE. Jednak urządzenia tego typu posiada lub korzysta z nich zaledwie co dziesiąty Polak. 27 proc. pytanych deklaruje, że planuje zakup inteligentnych urządzeń.

Internet rzeczy to nowe zjawisko, które dopiero na rynku zaczyna raczkować. Cała komunikacja machine to machine, a więc komunikacja urządzeń, ale także komunikacja ludzi z urządzeniami, są w pewnym sensie zagadnieniem, które dopiero wkracza na rynek – tłumaczy Marcin Cichy.

Podobnie jest z technologiami smart home. Samo pojęcie zna ponad 35 proc. pytanych, ale jedynie co dwudziesty Polak korzysta z tego typu technologii.

Ponad 70 proc. Polaków deklaruje, że urządzenia smart, które ich otaczają, to przede wszystkim inteligentne telewizory i wszystko to, co związane z komunikacją elektroniczną, jak również różnego rodzaju usługi lokalizacyjne, geolokowanie i mapowanie swojej aktywności w cyklu tygodniowym – mówi Marcin Cichy.

Zainteresowaniem cieszą się m.in. inteligentne czujniki (23,5 proc.) i inteligentne oświetlenie (16,8 proc.). Nieco mniej popularne są smart lodówki czy pralki.

Co trzeci Polak korzysta z gadżetów elektronicznych. Do najpopularniejszych należą smartwatche.

Jesteśmy w stanie mierzyć funkcje naszego codziennego życia, także w zakresie aktywności sportowych. Korzystamy też z różnego rodzaju urządzeń i aplikacji, które zajmują się kwestiami bezpieczeństwa naszego funkcjonowania w przestrzeni publicznej i w przestrzeni domowej – wymienia Marcin Cichy.

23 proc. pytanych spotkało się również z pojęciem inteligentnego samochodu i ma świadomość rozwoju technologii w tym kierunku. 43 proc badanych uważa, że rozwiązania smart city zwiększą bezpieczeństwo na drogach, a prawie połowa jest zdania, że mogą one poprawić bezpieczeństwo mieszkańców miast.

Sprzedaż piwa spadła ilościowo o 2,4% r/r, wartościowo o 1,3% w 2017

W ubiegłym roku rynek piwa odnotował nieznaczny spadek sprzedaży. Ilościowo o 2,4 proc., wartościowo o 1,3 proc. Kupiliśmy mniej piwa, ale na to, które trafiło do koszyków byliśmy skłonni wydać więcej, dlatego spadek wartości sprzedaży był mniejszy niż spadek jej wolumenu.

– Rynek od kilku lat jest stabilny, pijemy w Polsce rocznie 97-99 litrów na osobę – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego w Polsce. – Rok 2017 był gorszy dla branży ze względu na pogodę, ale też zabrakło dużej imprezy sportowej.

W tym roku może być lepiej, ze względu na piłkarskie mistrzostwa świata: – Oby Polacy grali jak najdłużej – dodaje B.Morzycki.

Zrobiłeś przelew na złe konto? Jakie masz prawa?

Elektroniczna bankowość to dobrodziejstwo naszych czasów. Dzięki niej możemy zrobić przelew samodzielnie, bez stania w kolejce i z małą prowizją. Trzeba jednak bardzo uważać, żeby dobrodziejstwo nie stało się dopustem bożym, a swoboda i łatwość dokonania operacji – przyczyną brzemiennego w skutki błędu. Co się stanie, gdy zdarzy się błąd i pieniądze zostaną przelane na niewłaściwe konto? Odzyskanie ich będzie formalnością czy drogą przez mękę?

Co bank musi sprawdzić w aktualnym stanie prawnym?

Niegdyś, gdy dokonywało się przelewu, należało podać bankowi szereg danych, które musiały się zgadzać, aby dyspozycja została przyjęta, a zlecenie wykonane. Należało podać, oprócz numeru rachunku, również imię i nazwisko lub nazwę posiadacza i jego adres. Dopiero gdy wszystkie ww. dane były zgodne, bank dokonywał transferu środków. Oczywiście rozwiązanie takie miało swoje ułomności. Literówka w nazwisku, brak polskiego znaku diakrytycznego czy inne niż przyjęte przez bank przy zakładaniu rachunku odbiorcy brzmienie skrótu formy prawnej (np. „spółka z o.o.” zamiast „sp. z o.o.”) – i dyspozycja przelewu spotykała się z odmową i koniecznością uzupełnienia.

W dobie automatyzacji, komputeryzacji i bankowości internetowej, w czasach gdy przelewy w tym samym banku realizowane są niemal w czasie rzeczywistym, a gdy dopłacimy kilka złotych, to i pomiędzy bankami pieniądze przepłyną w 5 minut, niezależnie od tzw. sesji księgowania, takie ograniczenia straciły rację bytu. W związku z tym Unia Europejska przyjęła w 2007 r. dyrektywę 2007/64/WE, znaną jako Payment Services Directive (PSD), która do polskiego systemu prawnego została implementowana ustawą z dnia 19 sierpnia 2011 r. o usługach płatniczych. Zgodnie z przepisami tejże ustawy dostawcy usług płatniczych są zobowiązani jedynie do weryfikacji unikatowego identyfikatora – w bankach zwykle 26-cyfrowego numeru rachunku bankowego, który zawiera w sobie szereg zakodowanych informacji, w tym sumę kontrolną, tzn. taki układ cyfr, który po zsumowaniu daje konkretny wynik. Jeśli suma cyfr nie zgadza się, czyli numer rachunku jest błędny, to przelew nie zostanie zrealizowany.

W praktyce przelać pieniądze na inny rachunek na skutek omyłki polegającej na pomyleniu cyfr w rachunku jest bardzo trudno. Ale można pomylić się w inny sposób, znacznie bardziej prawdopodobny. Chodzi o sytuację, gdy ktoś intencjonalnie podsunie swój numer rachunku jako czyjś, a pieniądze, które mają być przelane  przysłowiowemu Janowi Kowalskiemu – wpłyną na numer rachunku należący do Zbigniewa Nowaka. Bank, jako że zobowiązany jest jedynie do zweryfikowania prawidłowości podanego numeru rachunku i nie musi zastanawiać się, czy rachunek o podanym przez zlecającego numerze należy do Kowalskiego czy Nowaka, po prostu złożoną dyspozycję wykona. Co się stanie w tej sytuacji?

Czemu się nie da?

Zgodnie z art. 405 Kodeksu cywilnego, kto bez podstawy prawnej uzyskał przysporzenie majątkowe, obowiązany jest do jego zwrotu. Lecz jak zażądać od beneficjenta przelewu zwrotu bezpodstawnie przelanych środków, jeśli jedyna wiedza, jaką dysponujemy, to 26-cyfrowy „unikatowy identyfikator”? A zgodnie z przepisami postępowania cywilnego to właśnie na powodzie spoczywa obowiązek podania danych pozwanego – i to takich danych, które będą poprawne i aktualne, żeby umożliwić sądowi faktyczne doręczenie pozwu odpowiedniej osobie.

Można zapytać banku – nasuwa się oczywiste rozwiązanie problemu. Jednak tu pojawia się inny kłopot: dane klientów objęte są tajemnicą bankową i żadna instytucja finansowa ich nie udostępni. I to nawet nie przez wzgląd na lojalność wobec klienta i niezależnie od tego, czy klientem jest poszkodowany, czy bezpodstawnie wzbogacony, a ze względu na obowiązujące przepisy prawa bankowego. Bank wprawdzie może zostać zwolniony z obowiązującej go tajemnicy, ale może się to stać na podstawie postanowienia sądu, a postanowienie takie nie może zostać wydane, jeśli nie toczy się żadne postępowanie. I tak oto koło się zamyka, a wykonawca niefortunnego przelewu pozostaje ze słusznym roszczeniem, którego nie jest w stanie zrealizować, ponieważ nie wie, kogo pozwać.

Jak będzie?

Opisany problem nie uszedł uwadze unijnego ustawodawcy i w 2015 r. wydano dyrektywę 2015/2366 (PSD2), w której zaproponowano odpowiednie zmiany w przepisach. Unijni urzędnicy wymyślili iście salomonowe rozwiązanie – nie przywracają konieczności weryfikacji zgodności numeru rachunku i nazwiska właściciela, ale dają dostawcom usług płatniczych i ich klientom narzędzia, które pozwolą w większości przypadków przynajmniej na podjęcie próby skutecznego odzyskania utraconych pieniędzy.

Co w praktyce przyniosą nowe przepisy? Po pierwsze, gdy zleceniodawca płatności zorientuje się, że popełnił błąd, będzie mógł zwrócić się do swojego dostawcy usług płatniczych (np. banku) z prośbą o podjęcie działań zmierzających do odzyskania środków. Dostawca, jeśli prowadzi również rachunek odbiorcy przelewu, sam zwróci się do niego z informacją o zgłoszeniu nieprawidłowości wykonanego przelewu, poinformuje go o możliwości zwrotu nienależnego przysporzenia bez opłat, wyznaczy mu odpowiedni termin oraz poinformuje o konsekwencjach zignorowania zawiadomienia. Jeśli dostawca zleceniodawcy nie prowadzi równocześnie rachunku odbiorcy, zwróci się o podjęcie opisanych czynności przez dostawcę odbiorcy, a ten będzie obowiązany do podjęcia odpowiednich działań.

W przypadku zignorowania przez odbiorcę wezwania skierowanego przez bank, ten ostatni będzie upoważniony do wyjawienia, na żądanie zlecającego, danych posiadacza rachunku, których będzie można użyć do skierowania sprawy na drogę postępowania sądowego, o czym odbiorca zostanie przez bank poinformowany.

Oczywiście bank nie załatwi za autora nieprawidłowego przelewu windykacji, jeśli odbiorca przelewu nie będzie chciał współpracować, ale przynajmniej zlecający przelew będzie mógł uzyskać dane, na podstawie których będzie mógł spróbować odwrócić skutki swojej omyłki lub wprowadzenia go w błąd.

A w sądzie…?

W przypadku roszczeń z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia mamy do czynienia z szeregiem niuansów, których udowodnienie obciąża powoda – zgodnie z ogólną zasadą postępowania cywilnego, że kto twierdzi, ten musi udowodnić.

Warto do prób windykacji dobrze się przygotować. Świetnie poprowadzony proces może bowiem prowadzić do jedynie pozornego zwycięstwa, gdy nie ma z czego zasądzonej kwoty egzekwować. Groźba ta jest szczególnie realna, gdy mamy do czynienia nie z omyłką, a ze świadomym działaniem zmierzającym do, mówiąc wprost, oszukania innej osoby.

Co godne pochwały, nowe przepisy chronią dane klientów banków poprzez wprowadzenie kar za użycie danych ujawnionych w związku z nieprawidłowym przelewem, którego kwoty nie zwrócono zlecającemu, do celów innych niż wytoczenie powództwa. Tak naprawdę jednak dane są bezpieczne, jeśli beneficjent bezpodstawnego wzbogacenia odda to, co niesłusznie otrzymał.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Rekordowy rok dla regionalnych rynków powierzchni biurowych

  • W 2017 roku popyt na powierzchnie biurowe w miastach regionalnych wyniósł rekordowe 674 800 mkw. (+16% r/r);
  • Najbardziej aktywne rynki to Kraków (30% wszystkich transakcji), Wrocław (25%) i Trójmiasto (17%);
  • Wysoki popyt to w dużej mierze zasługa rozwijającej się branży BPO/SSC;
  • W 8 największych miastach regionalnych w 2017 roku rozpoczęto budowę 40 projektów biurowych o łącznej powierzchni przekraczającej 562 700 mkw.;
  • W 2017 roku stawki czynszów utrzymały się na stabilnym poziomie w większości analizowanych lokalizacji (10-15,5 euro/mkw./n-c);
  • Wzrasta zainteresowanie najemców nowymi lokalizacjami, takimi jak Bydgoszcz, Rzeszów czy Opole.

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield opublikowała raport MarketBeat – podsumowanie 2017 roku na największych biurowych rynkach regionalnych w Polsce. Popyt na powierzchnie w tym segmencie osiągnął najwyższy poziom w historii Polski i wyniósł 674 800 mkw., co stanowi wzrost o ponad 16% od wartości zarejestrowanej w 2016 roku. Do najbardziej aktywnych rynków zalicza się Kraków, a także Wrocław i Trójmiasto.

Pod względem popytu, tegorocznym liderem okazał się Kraków. Jako jedynie miasto regionalne stolica Małopolski wykazała zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe przekraczające 200 tys. mkw. (+7% r/r). Wiceliderem był Wrocław (popyt rzędu 170 tys. mkw., co oznacza również największy w zestawieniu wzrost aż o 36% r/r). Trzecie w zestawieniu Trójmiasto wykazało popyt na poziomie 113 tys. mkw. (+21% r/r). Z kolei w czwartym w rankingu Poznaniu popyt był już poniżej 100 tys. mkw. i wyniósł łącznie 78 tys. mkw. (+27%). Ponadto w stolicy Wielkopolski miała miejsce największa transakcja najmu ze wszystkich transakcji w miastach regionalnych. Była to umowa przednajmu na 25,5 tys. mkw. w formule built-to-own w dwóch budynkach wchodzących w skład kompleksu Nowy Rynek. Z drugiej strony nie wszystkie rynki regionalne osiągnęły jednak takie wyniki. Katowice doświadczyły krótkotrwałego spowolnienia, gdyż popyt zarejestrowany w 2017 roku był o 23% r/r niższy. Największą barierą rozwoju katowickiego rynku biurowego jest relatywnie mała liczba centrów usługowych, które są motorem rozwoju rynków biurowych w innych miastach regionalnych. Generalnie panujące powszechnie w miastach regionalnych wysokie zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe spowodowane jest m.in. dobrą, utrzymującą się koniunkturą makroekonomiczną, a także dynamicznym rozwojem branży BPO/SSC, która tylko w czwartym kwartale odpowiadała za 28% całkowitego popytu.

Krzysztof Misiak, Partner oraz Dyrektor Sekcji Miast Regionalnych w dziale powierzchni biurowych, Cushman & Wakefield, powiedział: „Polski rynek nieruchomości biurowych cechuje wyjątkowo zrównoważony rozwój. Trend decentralizacji popytu i podaży w ostatnich latach bardzo się wzmocnił i dystans dzielący największe regiony i Warszawę odczuwalnie się zmniejszył. Inwestorzy z branży BSS oraz deweloperskiej mogą wybierać spośród wachlarza miast, co jest ewenementem nie tylko w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, ale też całego kontynentu.”

Rosnącemu popytowi towarzyszy wzrost podaży. Na koniec 2017 roku w analizowanych miastach regionalnych (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Szczecin, Lublin) zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej wyniosły w sumie 4,4 miliona mkw. (+12% r/r). Podobnie jak w przypadku popytu, największą podażą również wykazuje się Kraków. W ubiegłym roku, jako pierwsze miasto regionalne przekroczył milion mkw. całkowitego zasobu powierzchni biurowej (nowa podaż na poziomie 190 400 mkw., co oznacza wzrost o 27% r/r). Drugi największy rynek regionalny – Wrocław osiągnął na koniec 2017 roku podaż wielkości 905 tys. mkw., co oznacza przyrost o 51 tys. mkw. r/r (-66%). W tym przypadku stale rosnący popyt i aktualnie relatywnie niski przyrost nowej podaży powinny przełożyć się na rekordowo wysoki poziom nowej powierzchni planowanej do oddania do użytku w latach 2018-2019. W Trójmieście całkowite zasoby powierzchni biurowej wyniosły niemal 700 tys. mkw., z czego nowa podaż wyniosła 66 tys. mkw. (+13% r/r). W Poznaniu dzięki nowej podaży na poziome 26 tys. mkw. (-33% r/r) udało się przekroczyć poziom 450 tys. mkw. całkowitej powierzchni biurowej. Warto również wyróżnić Łódź, gdzie w 2017 roku zostało dostarczone na rynek rekordowe 74 000 mkw. (ponad 200% więcej w porównaniu do średniej z ostatnich 5 lat). Tak duża nowa podaż to zasługa przede wszystkim międzynarodowych deweloperów, którzy dostrzegając potencjał Łodzi już kilka lat temu, postanowili rozpocząć duże projekty, takie jak Nowa Fabryczna czy Przystanek mBank.

Należy także zwrócić uwagę na kontynuowaną aktywność inwestorów. W 8 największych miastach regionalnych w 2017 roku łącznie rozpoczęto 40 budów projektów biurowych, z czego najwięcej ich jest prowadzonych na rynkach krakowskim (12) oraz wrocławskim i trójmiejskim (po 9). Ponadto, ponad połowa ze wszystkich nowych inwestycji będzie oferowała powierzchnię przekraczającą 10 tys. mkw.

Marcin Siewierski, Dział Powierzchni Biurowych, Cushman & Wakefield
Marcin Siewierski, Dział Powierzchni Biurowych, Cushman & Wakefield

Marcin Siewierski, Dział Powierzchni Biurowych, Cushman & Wakefield, komentuje: „Już w 2018 roku całkowite zasoby powinny przekroczyć 1 mln mkw. Tak wysoka podaż to zasługa zarówno wysokiego popytu, jak i zainteresowania rynkiem ze strony funduszy inwestycyjnych. Czynniki te skłaniają deweloperów do rozpoczęcia budowy bez zabezpieczenia powierzchni umowami przednajmu.”

Wynikową ścierania się popytu i podaży jest zmiana wolumenu pustostanów w poszczególnych miastach. W Krakowie ich łączny metraż przekroczył 107 tys. mkw., a stopa pustostanów osiągnęła 9,8% (+2,5 p.p.). We Wrocławiu metraż wolnej powierzchni wyniósł 85 tys. mkw. (9,8%, spadek o 3 p.p. r/r). Dla Trójmiasta było to 57 tys. mkw. (8,2%, spadek o 2,9 p.p. r/r). W Poznaniu liczba pustostanów zmalała do 39 tys. mkw. (8,6%, spadek o 4,9 p.p. r/r). W Katowicach na koniec 2017 r. było z kolei 52 tys. mkw. pustostanów (11,3%, spadek o 2,8 p.p. r/r).

2017 rok generalnie nie przyniósł zmian w cenach najmu w poszczególnych miastach regionalnych. Wyjątkiem jest Trójmiasto, gdzie aktualne ceny kształtują się na poziome 14,5 €/mkw. (+0,5 € r/r), oraz Łódź (13,5 €/mkw., co również oznacza wzrost o 0,5 € r/r). W pozostałych miastach ceny kształtowały się następująco: Kraków (14,5 €/mkw.), Wrocław (14 €/mkw.), Poznań (14 €/mkw.), Katowice (13,5 €/mkw.), Lublin (12 €/mkw.).

W oparciu o dane z 2017 roku, można prognozować, że największe rynki najmu takie jak Kraków, Wrocław czy Trójmiasto dzięki swojej ugruntowanej pozycji, jako topowe destynacje dla sektora BSS w Europie, nadal będą przyciągać najemców. Najważniejszym czynnikiem wpływającym na kształtowanie się regionalnego rynku powierzchni biurowych będzie dostępność zasobów ludzkich. Relatywnie niska stopa bezrobocia oraz rosnący poziom płac spowodował, że firmy coraz szerzej patrzą na strategie poszczególnych miast w kontekście kształcenia nowych kadr. W 2018 przewidywane jest oddanie do użytku około 500 tys. mkw. nowej powierzchni biurowej, dzięki czemu całkowity zasób powierzchni biurowym w miastach regionalnych zbliży się do poziomu 5 mln mkw. i prawdopodobnie przekroczy tę wartość na początku 2019 roku. Wraz z nasycaniem się największych ośrodków regionalnych będzie można zaobserwować rosnące zainteresowane stosunkowo małymi ośrodkami biurowymi takimi jak: Szczecin, Lublin, Opole, Rzeszów czy Bydgoszcz. Przewagą tych miast są silne ośrodki akademickie zapewniające relatywnie łatwy dostęp do wykwalifikowanej kadry, minusem zaś ograniczony zasób nowoczesnych powierzchni biurowych oraz ograniczony transport międzynarodowy.

Krzysztof Misiak, Partner oraz Dyrektor Sekcji Miast Regionalnych w dziale powierzchni biurowych, Cushman & Wakefield
Krzysztof Misiak, Partner oraz Dyrektor Sekcji Miast Regionalnych w dziale powierzchni biurowych, Cushman & Wakefield

Krzysztof Misiak, Partner oraz Dyrektor Sekcji Miast Regionalnych w dziale powierzchni biurowych, Cushman & Wakefield, podsumowuje: „Obserwujemy, że dynamika rozwoju poszczególnych rynków szybko się zmienia. Szacujemy, że w 2018 roku większość ośrodków zanotuje wzrost popytu i odczuwalny spadek pustostanów. Wyjątkiem może być Kraków, gdzie powstaje aktualnie rekordowa liczba budynków. Pozytywnie wpłynie to na popyt, jednak średnia wartość współczynnika pustostanów w perspektywie najbliższych 18 miesięcy na pewno wzrośnie. Jednym z głównych katalizatorów dalszego rozwoju polskiego rynku biurowego będą mniejsze ośrodki, które powoli zyskują zainteresowanie branży BSS. W zasadzie, jedyną barierą rozwoju większych rynków są ograniczenia w zakresie zasobów ludzkich. Dlatego tak ważne jest wspieranie dialogu między szkołami a rynkiem pracy i zachęcanie młodzieży do rozwijania pożądanych przez pracodawców umiejętności. Ważnym zadaniem zarówno dla firm, jak i instytucji rządowych, jest również otwarcie się na napływ pracowników z innych, nie tylko ościennych, krajów.”

Nowa edycja konkursu dla start-upów z Europy Środkowej

1-go marca ruszyły zgłoszenia do PowerUp! by InnoEnergy – czwartej edycji największego konkursu dla start-upów z sektora cleantech w Europie Środkowej. Konkurs stwarza ogromną szansę na rozwój biznesu oraz zaistnienie na rynku międzynarodowym.

Zwycięzcy konkursu oprócz nagród finansowych, mogą liczyć na szansę dostępu do prestiżowego programu Highway® by InnoEnergy, przekształcającego pomysły i projekty w rynkową rzeczywistość. Oferuje on początkującym przedsiębiorcom zarówno finansowanie do wysokości 150 tys. euro, jak i szerokie wsparcie w zakresie rozwoju i ochrony produktu, budowy zespołów, dostępu do międzynarodowych klientów oraz zewnętrznych źródeł finansowania.

Jakub Miler, dyrektor generalny InnoEnergy Central Europe tłumaczy, że tym, co wyróżnia PowerUp! spośród innych konkursów jest nie tylko bogate doświadczenie, ale przede wszystkim biznesowe podejście organizatorów:

– Staramy się wskazywać rozwiązania i otwierać drzwi – InnoEnergy to wiodący akcelerator branży Cleantech, którego sukces bierze się stąd, że oprócz pieniędzy, inwestujemy naszą wiedzę oraz kontakty. Zarządzamy największym ekosystem innowacji na świecie, który liczy już ponad 320 członków. Wśród nich znajdują się wiodące przedsiębiorstwa energetyczne w Europie, ośrodki akademickie i badawcze, miasta oraz regiony. Do naszych udziałowców należą takie firmy jak Schneider Electric, EDF, AGH, RAFAKO czy Tauron.

Organizator podkreśla również, że na rynku energii szczególnie poszukiwane są obecnie rozwiązania z zakresu mobility, cyber security, smart city i energy storage. W spektrum zainteresowania są również technologie pozwalające na ograniczenie emisji szkodliwych substancji do atmosfery i walkę ze smogiem. Zwycięzcą poprzedniej edycji konkursu został start-up HeatVentors z Węgier, który zaprezentował innowacyjny sposób magazynowania energii cieplnej, zajmujący o 90% mniej powierzchni i pozwalający na oszczędność od 20 do 40% energii.

Zakres prezentowanych pomysłów był bardzo szeroki, jednakże co najważniejsze, każdy z nich może potencjalnie przyczynić się do poprawy czystości naszego środowiska. Bacznie przyglądamy się zaprezentowanym firmom i jestem pewna, że z niektórymi z nich nawiążemy bliższą współpracę – mówi Agnieszka Wasilewska-Semail, prezes firmy RAFAKO, partnera ubiegłorocznej edycji konkursu.

Finał główny konkursu PowerUp! w Pradze i kilkanaście finałów krajowych poprzedzone zostaną Bootcampami. Te unikatowe warsztaty z najlepszymi europejskimi mentorami biznesowymi pozwalają na weryfikację modelu biznesowego i szlifują umiejętności prezentacyjne uczestników.

Aby przystąpić do konkursu należy mieć prototyp produktu, zespół i do 15 kwietnia wypełnić formularz na stronie konkursowej: www.powerup.innoenergy.com.

Nowy Dyrektor Generalny Intermarché w Polsce

Z dniem 1 lutego stanowisko Dyrektora Generalnego SCA PR Polska oficjalnie objął Armen Papazjan. W Dyrekcji Handlowej sieci spożywczej Intermarché odpowiada za jej zarządzanie.

Z uwagą obserwowałem ewolucję oraz rozwój sieci Intermarché w Polce na przestrzeni lat. W tym czasie udało jej się wiele osiągnąć – stała się istotnym graczem na rynku supermarketów spożywczych oraz liderem w segmencie przymarketowych stacji paliw. Wciąż widzę w niej jednak ogromny potencjał, dlatego moim celem jest wprowadzenie Intermarché w kolejną fazę rozwoju mówi Armen Papazjan, Dyrektor Generalny Intermarché w Polsce

Armen Papazjan, Dyrektor Generalny Intermarché w Polsce
Armen Papazjan, Dyrektor Generalny Intermarché w Polsce

Armen Papazjan związany jest z branżą handlową od ponad 20 lat. Zgromadził w tym czasie bogate doświadczanie w zarządzaniu sieciami hiper i supermarketów. Współpracował także z firmami z branży odzieżowej. W latach 1998-2006 oraz 2009-2018 pracował dla Carrefour Polska, zajmując w tym czasie szereg odpowiedzialnych stanowisk. Był m.in. Dyrektorem dwóch hipermarketów Carrefour – w Warszawie i Łodzi, a także Dyrektorem Regionalnym, nadzorującym operacyjną działalność regionu. W późniejszym okresie pełnił funkcje Dyrektora Handlowego ds. produktów niespożywczych, a następnie Dyrektora Handlowego ds. artykułów spożywczych. Stworzył również nowy dział B2B, którym następnie zarządzał, a także odpowiadał za podniesienie efektywności pracy sklepów, Kierując Działem Organizacji Pracy hiper i supermarketów. Był ponadto członkiem Dyrekcji Generalnej Carrefour Polska. W latach 2006-2009 pracował dla Okey Ukraina LLC, gdzie jako Dyrektor Zarządzający wprowadził na rynek ukraiński sieć hiper i supermarketów Okey.

Bardzo się cieszymy, że Armen dołączył do naszego zespołu. Polski rynek stawia przed nami wiele wyzwań, ale również wiele możliwości. Dostrzegamy dla naszego szyldu Intermarché dużą przestrzeń dla dalszego wzrostu w poszczególnych formatach i kanałach sprzedaży. Jesteśmy przekonani, że wraz z Armenem na czele naszej sieci spożywczej, zdołamy sprostać wymaganiom klientów i rynku. Życzymy Armenowi samych sukcesów w Grupie Muszkieterów komentuje Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce.

Netia: wyniki IV kw. i całego 2017 roku

Netia opublikowała skonsolidowane wyniki finansowe za ostatni kwartał i cały 2017 rok. W IV kw. 2017 r. Spółka wypracowała przychody w wysokości 361 mln zł (1 proc. więcej niż w poprzednim kwartale) i 99 mln zł Skorygowanego zysku EBITDA (-4 proc. k-d-k). W całym 2017 roku przychody wyniosły 1,442 mld zła a Skorygowany zysk EBITDA 396 mln zł.

W całym 2017 roku Grupa Netia odnotowała przychody na poziomie o 5 proc. niższym niż w 2016 roku. Spółka wypracowała zysk EBITDA w kwocie 383 mln zł, co było wynikiem o 10 proc. niższym niż rok wcześniej. Natomiast Skorygowany (o zdarzenia o charakterze jednorazowym) zysk EBITDA wyniósł w całym 2017 roku 396 mln zł i był o 13 proc. mniejszy niż rok wcześniej.

– W ubiegłym roku Netia wypracowała bardzo solidne wyniki, pomimo silnej presji rynkowej. Pod koniec roku udało się nam zdynamizować prace przy modernizacji sieci do standardu światłowodowego. Coraz lepiej radzimy sobie też z komercjalizacją nowej i zmodernizowanej sieci – powiedziała Katarzyna Iwuć, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Netia S.A. – W segmencie B2C utrzymujemy trend, polegający na systematycznym wyhamowywaniu spadku liczby świadczonych usług i przychodów. Na rynku B2B z kolei coraz skuteczniej rozwijamy nowe źródła przychodów z innowacyjnych rozwiązań ICT, a dzięki większej obecności na rynku hurtowym osiągnęliśmy wzrost przychodów, przy zachowaniu zadowalającej marży EBITDA. – dodała Katarzyna Iwuć.

B(2B)ardzo dobry finisz 2017 roku

Przychody segmentu operacyjnego B2B w IV kw. 2017 r. wzrosły o ok. 7 mln zł (ok. 4 proc. więcej niż w poprzedzającym kwartale i o 3 proc. więcej niż rok wcześniej) do 191 mln zł, przede wszystkim za sprawą zwiększonego ruchu hurtowego.

W segmencie B2B Grupa Netia odnotowuje stabilne trendy w obszarze usług szerokopasmowych i – pomimo silnej presji ze strony konkurencji – zachowuje solidną rentowność na poziomie ok. 37 proc. marży Skorygowanego zysku EBITDA. Utrzymanie marży zysku EBITDA na takim poziomie – pomimo powszechnej na rynku przeceny usług podstawowych – było możliwe dzięki utrzymywaniu dyscypliny finansowej i skutecznej optymalizacji wykorzystania posiadanej infrastruktury.

B2C coraz bardziej na swoim

W IV kw. 2017 r. Dywizja B2C wypracowała 162 mln zł przychodów (-3 proc. k-d-k i -10 proc. r-d-r) i 25 mln zł Skorygowanego zysku EBITDA. Za spadek przychodów w segmencie B2C odpowiadał wciąż utrzymujący się spadek liczby świadczonych usług, przede wszystkim na sieci obcej (Orange Polska).

Na koniec 2017 r. w segmencie B2C Netia świadczyła 1,499 mln usług (RGU), czyli 2 proc. mniej niż na koniec września 2017 r. i 7 proc. mniej na koniec roku 2016.

Na dzień 31 grudnia 2017 r. już 49 proc. usług świadczonych klientom w segmencie B2C operowało na sieciach własnych (wzrost o 1 pp.). Dla usług szerokopasmowego dostępu do internetu było to aż 62 proc. (wzrost o 3 pp.).

Liczba usług dostępu do internetu świadczonych w segmencie B2C na łączach NGA (powyżej 30 Mb/s) wzrosła w IV kw, o 7 tys. I choć ogółem liczba tego typu usług na sieciach własnych spadła – za sprawą realizowanego programu modernizacji sieci do standardu światłowodowego – Netia odnotowała w całym 2017 roku bardzo znaczącą poprawę wskaźnika penetracji (skokowy wzrost z – 0,49 proc. do +1,38 proc.!).

Wciąż stabilnie rośnie baza użytkowników usługi TV i mobilnych. W IV kw. w całej Grupie Netia przybyło ich odpowiedni 2 i 8 tys. Łączna liczba abonentów TV na rynku B2C na koniec 2017 roku (bez uwzględnienie Petrotela) wyniosła 186 tys. a usług mobilnych 140 tys. (+29 proc. r-d-r).

Na stabilnym poziomie (56 zł) utrzymywany jest średni przychód na klienta (ARPU) a średnia liczba usług na klienta wzrosła do poziomu 1,62.

Inwestycje nabierają rozpędu

W ubiegłym roku Spółka kontynuowała projekt modernizacji sieci do standardu światłowodowego o nazwie Sieć XXI wieku. W całym 2017 roku inwestycje w ramach tego projektu sięgnęły kwoty 84 mln zł. Łącznie wydatki inwestycyjne Grupy Netia w 2017 roku wyniosły 281 mln zł (o ponad 20 proc. więcej niż w 2016 r.).

Za sprawą wyższych nakładów inwestycyjnych Skorygowany OpFCF za cały 2017 r. wyniósł 118 mln (-50 proc. r-d-r). Zadłużenie netto na dzień 31 grudnia 2017 r. wyniosło 283 mln zł i było wyższe o 39 proc. w porównaniu z końcem 2016 roku, niemniej jednak Spółka ma komfortową dźwignią finansową na poziomie 0,72x Skorygowanego zysku EBITDA za 2017 rok.

FOR: Ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym to kolejny bubel prawny

Proces uchwalania ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym jest w ocenie FOR przykładem tworzenia bubla prawnego, jedynie po to, aby zlikwidować prywatne pogotowie w Polsce.

Najpierw, tego samego dnia Ministerstwo Zdrowia zgłosiło dwie nowelizacje ustawy. Następnie, po tym, jak przepisy tzw. dużej nowelizacji spotkały się z krytycznymi opiniami ze strony Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, skierowano do Sejmu mniej kontrowersyjną małą nowelizację, uzupełnioną jednak w ostatniej chwili w formie autopoprawki o najważniejszy przepis dużej.

UOKiK ostrzegał, że będzie to zmiana, która źle wpłynie na konkurencję na rynku, a MSZ oceniało, że zaproponowane zmiany są niezgodne z prawem UE, prawdopodobne jest, że Polska będzie musiała wypłacić odszkodowania zagranicznym firmom (w kraju działa 20 prywatnych pogotowi ratunkowych, największe to firmy z zagranicznym kapitałem).

– Pogotowia ratunkowe są w podobnej sytuacji jak energetyka wiatrowa, dla której zmieniono prawo w taki sposób, że dla wielu farm wiatrowych prowadzenie działalności przestało byc opłacalne – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Aleksander Łaszek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR). – Mamy w Polsce niską stopę inwestycji, bo przedsiębiorcy boją się inwestować ze względu na bardzo częste zmiany prawa.

Spowolnienie wzrostów cen produktów rolnych

Zboża: Niska dynamika cen rzepaku w Polsce i UE spowodowana jest wyższą podażą wewnętrzną. Na spadek wpływa także rosnący import nasion z Ukrainy oraz większy import biodiesla. Ten nasilił się w 4q17 wskutek zmniejszenia ceł na biodiesel pochodzący z Argentyny.

Mleko: Zwiększa się popyt na sery w Japonii. Spadek produkcji mleka w tym kraju oraz rosnące spożycie będą czynnikami sprzyjającymi dalszemu wzrostowi unijnego eksportu. Dynamika cen mleka w Polsce obniża się. W kierunku spadków oddziałuje większa krajowa produkcja mleka napędzana wzrostem pogłowia krów. Jednak spodziewana niższa produkcja w Nowej Zelandii może ograniczać spadki cen na rynku mleka.ceny netto produktów rolnych

Mięso: Pogłowie świń w Polsce w grudniu 2017 r. wzrosło o 7,1% r/r przyczyniając się do pogorszenia koniunktury na rynku żywca wieprzowego. Wzrost pogłowia obserwowany jest również w innych krajach UE i nie stanowi podstaw do oczekiwań istotnych wzrostów cen trzody chlewnej w 1h18.

Owoce i warzywa: Niższa produkcja owoców miękkich i tym samym mrożonek owocowych przełożyła się na spadek eksportu mrożonych owoców. Dodatkowo wysoki import mrożonych malin przez UE poskutkował spadkiem ich cen, pomimo znacznie niższej produkcji w Polsce. Ceny mrożonych malin osiągnęły poziom najniższy od 2012 r.

Otoczenie rolnictwa:

Zgodnie z projektem ustawy z dn. 15 stycznia 2018 r. o zmianie ustawy o paszach (Dz. U. z 2017 r. poz. 453), termin wprowadzenia zakazu wytwarzania, wprowadzania do obrotu i stosowania w żywieniu zwierząt pasz genetycznie zmodyfikowanych (GMO) ma zostać przesunięty z 1 stycznia 2019 r. na 1 stycznia 2024 r.

Wzrasta produkcja pestycydów w Polsce pod wpływem rosnącego zapotrzebowania krajowego i dynamicznie rozwijającego się eksportu.

Autor/Źródło: PKO Bank Polski

Szczyt koniunktury już za nami?

PMI dla polskiego przemysłu spadł w lutym do 53,7 pkt. z 54,6 pkt. w styczniu (konsensus: 54,2 pkt.) i był najniższy od października 2017.

Obecny poziom indeksu PMI wskazuje na utrzymanie pozytywnych tendencji w sektorze przemysłowym (odczyt powyżej neutralnej granicy 50 pkt. oraz średniej długoterminowej 50,6 pkt.), jednak następuje osłabienie mocy ożywienia, które trwa już 41 miesięcy i jest najdłuższe w historii. Od grudniowego szczytu indeks obniżył się już o 1,3 pkt.

W lutym spowolniło zarówno tempo wzrostu nowych zamówień, jak i produkcji oraz zatrudnienia. Osłabienie nowych zamówień, do najwolniejszego wzrostu od sierpnia 2017, jest konsekwencją analogicznych tendencji obserwowanych w strefie euro, ponieważ wiele przedsiębiorstw przemysłowych jest częścią globalnych sieci produkcji. Osłabienie popytu eksportowego u naszych głównych partnerów handlowych można wiązać z silnym euro.

Odczyt wskazuje na pewne osłabienie wzrostu gospodarczego na początku 2018, jednak związek PMI ze wzrostem PKB jest dość luźny. Co ciekawe, w gospodarkach strefy euro PMI w ostatnim czasie wskazuje na wyższe niż w rzeczywistości tempo wzrostu gospodarczego, w Polsce sytuacja jest odwrotna.

wzrost PKBWskaźniki kosztów produkcji i wyrobów gotowych nieco osłabły, jednak presja kosztowa jest podwyższona, co może być wiązane z wysokimi cenami stali. Dane są neutralne dla perspektyw polityki pieniężnej. Nie spodziewamy się, aby do podwyżki stóp doszło wcześniej niż w 2019.

Źródło: PKO Bank Polski

Rok rekordów w zatrudnieniu – sektor produkcyjny siłą napędową Nowoczesnej Gospodarki

2017 był rekordowym rokiem dla Nowoczesnej Gospodarki, która zakończyła go z 5,41 proc. wzrostem zatrudnienia (vs. 2016 r.). Największe zmiany w skali roku odnotował sektor produkcyjny, zatrudniając o 5,89 proc. więcej pracowników niż w ubiegłym roku – wynika z najnowszego raportu „Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce Q4 2017” opracowanego przez ADP Polska, wiodącego dostawcę rozwiązań do zarządzania kapitałem ludzkim. Najbardziej zaskoczyły mniejsze firmy produkcyjne, które zakończyły rok z wynikiem 6,77 proc. wzrostu zatrudnienia.

Rok rekordów na całym rynku

Zgodnie z danymi GUS, ogół polskich przedsiębiorstw zarejestrował wyjątkowo wysoki wzrost  zatrudnienia w IV kw. 2017 r. – 4,6 proc. Średnia dla całego roku osiągnęła wskaźnik +4,5 proc. W 2017 roku pozytywnie zaskoczyła również stopa bezrobocia, która była najniższa od 25 lat. Na koniec IV kw. 2017 utrzymywała się na poziomie 6,6 proc. Najbardziej innowacyjne firmy tradycyjnie osiągnęły lepsze wyniki niż ogół rynku. Ten jednak konsekwentnie zwiększa zatrudnienie i zbliża się do wyników awangardy biznesu. Różnica między nimi wynosi po 2017 roku niecały 1 p.p. Najlepsze wyniki pośród firm Nowoczesnej Gospodarki osiągnęły firmy zatrudniające powyżej 500 pracowników – 5,40 proc., to o +0,56 p.p. więcej niż w mniejszych przedsiębiorstwach.

– „2017 rok okazał się rekordowy pod względem zatrudnienia zarówno w Nowoczesnej Gospodarce jak  i na całym rynku. Z zaciekawieniem obserwowaliśmy każdy kolejny kwartał. Pierwszy raz w historii raportów ADP wystąpiły dwie zmienne – ponad 5 proc. wzrost zatrudnienia w każdym kwartale ubiegłego roku oraz stały, wysoki wzrost na całym rynku tj. 4,5 proc. Oczywiście najbardziej innowacyjne firmy w Polsce osiągają lepsze wskaźniki, jednak nie sposób pominąć bardzo dobrą koniunkturę w pozostałych przedsiębiorstwach. Wyniki te potęguje także rekordowo niskie bezrobocie, które w całym roku wynosiło średnio 7 proc. To najlepszy wynik ostatniego ćwierćwiecza. Dynamicznie rozwijająca się gospodarka pozwala nam prognozować, że kolejny rok będzie co najmniej tak dobry jak 2017.” – mówi Magdalena Dacka, HR Business Partner, ADP Polska.

Firmy produkcyjne znów na prowadzeniu

To kolejny rok, w którym przedsiębiorstwa produkcyjne wiodą prym w Nowoczesnej Gospodarce. Zaskakuje jednak fakt, że to mniejsze firmy były siłą napędową tego sektora. Było to szczególnie widoczne w III i IV kwartale 2017 roku, kiedy ich wyniki wyniosły 7,49 proc. oraz 8,66 proc. Na uwagę zasługuje fakt, że w zeszłym roku to duże, zatrudniające ponad 500 pracowników firmy miały przewagę w tym okresie. Ogółem dla firm z sektora produkcyjnego Nowoczesnej Gospodarki najlepszy w 2017 roku okazał się
I kwartał, gdzie wzrost zatrudnienia wynosił 6,8 proc.

Firmy usługowe w 2017 roku radziły sobie nieco gorzej, niż te z sektora produkcyjnego. Pod koniec roku widać było spowolnienie w zatrudnieniu, co zaowocowało wynikiem na poziomie 3,86 proc. Lepiej radziły sobie większe przedsiębiorstwa, co w porównaniu do ostatnich lat jest dość zaskakującym wynikiem – prym zwykle wiodły firmy zatrudniające do 500 pracowników.

– „Biorąc pod uwagę średnią zatrudnienia pod względem wielkości przedsiębiorstw, na prowadzenie wychodzą duże firmy, zatrudniające ponad 500 pracowników. Nie jest tajemnicą, że duże firmy rozwijają się szybciej, ze względu na większe przychody, a co za tym idzie liczne inwestycje, które podejmują. Wraz z nimi w parze zawsze idzie zwiększanie zatrudnienia. Rynek pracy wciąż jest korzystny dla pracownika. Świadczą o tym odczuwalne wzrosty płac. W 2017 roku pojawiło się na rynku pracy ponad pół miliona ofert pracy. Najczęściej poszukiwane zawody w Polsce związane są z branżą IT, nowych technologii i analityki. Podsumowując ubiegły rok nie sposób nie wspomnieć o fali pracowników zza wschodniej granicy, którzy w skuteczny sposób zasilali szeregi pracowników fizycznych oraz wakaty w produkcji i w usługach. Jednym słowem – pracownicy są dziś w centrum uwagi, mogą wymagać więcej od pracodawców. Wzrost płac jest nieunikniony, można nawet rzec, że mamy do czynienia z presją płacową. Niemniej ważne, są inne czynniki, takie jak benefity pozapłacowe czy dobra atmosfera w pracy i relacja na linii pracownik – pracodawca. Do głosu dochodzi najmłodsze pracujące pokolenie, które stawia np. na elastyczny czas pracy. Mnie osobiście cieszy fakt, że działy HR stają się coraz bardziej istotnym ogniwem w rozwoju firmy i zaczynają pełnić funkcje strategiczne. Odpowiadają one za niezwykle ważne obszary, takie jak rekrutacja, utrzymanie pracownika, czy jego rozwój. Jedynie umiejętne i horyzontalne zarządzanie może przynieść pozytywny skutek w przedsiębiorstwie.” – dodaje Magdalena Dacka, HR Business Partner, ADP Polska.

Rynek pracy dynamicznie się rozwija. Firmy stale tworzą nowe miejsca pracy, a pracownicy są coraz aktywniejsi w poszukiwaniu nowych ofert i wyzwań zawodowych. Wkrótce wejdą w życie przepisy nowego kodeksu pracy.

– „Podsumowując wiele trendów z ostatnich lat zostanie utrzymanych tj. niskie bezrobocie, wzrost płac, walka o pracownika., ale w 2018 roku zobaczymy również nowe oblicze rynku pracy. Kluczową zmianą wpływającą na przyszłość całego rynku pracy będzie powstanie nowego kodeksu pracy. Obecnie nasz rynek działa na podstawie kodeksu pracy, który powstał w połowie lat 70-tych. Szczególną uwagę zarówno po stronie pracodawców, jak i pracowników, będą przykuwać nowe formy umów, naliczania urlopów oraz premii. W tym roku wchodzą w życie także nowe przepisy związane danymi osobowymi tj. RODO czy obowiązek wprowadzenia elektronicznych zwolnień lekarskich.”podsumowała Magdalena Dacka.

Raport „Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce Q4 2017” jest dwudziestym pierwszym z cyklu raportów dedykowanych sektorowi Nowoczesnej Gospodarki, które przygotowywane są przez ADP Polska regularnie – w formie podsumowań kwartalnych i rocznych.  Raport został opracowany przez ekspertów ADP Polska w oparciu o rzeczywiste dane dotyczące poziomu zatrudnienia klientów firmy w okresie Q1 2015 – Q4 2017, które zostały zestawione z danymi Głównego Urzędu Statystycznego, reprezentatywnymi dla całego rynku pracy w Polsce. Obliczenia dotyczące Nowoczesnej Gospodarki uwzględniają wyłącznie wzrost organiczny, z wyłączeniem zjawisk typu fuzje i przejęcia kapitałowe pomiędzy przedsiębiorstwami.  Próba badawcza to ponad 130 firm korzystających z usług ADP Polska, w tym 1/3 firm produkcyjnych, 2/3 firm usługowych oraz ok. 100 tys. obsługiwanych pracowników w ciągu miesiąca.  Pod uwagę brane były firmy Nowoczesnej Gospodarki, czyli przedsiębiorstwa, które stale usprawniają bieżącą działalność m.in. poprzez korzystanie z nowoczesnych technologii i outsourcingu.  Firmy te wdrażają innowacyjne rozwiązania, a jednocześnie mogą skupić się na swojej podstawowej działalności, powierzając część zadań zewnętrznym partnerom biznesowym. W efekcie przyjętej strategii, przedsiębiorstwa Nowoczesnej Gospodarki są liderami w swoich branżach – rozwijają działalność, pozyskują klientów i zwiększają zatrudnienie. Wyznaczają standardy, stanowiąc awangardę świata biznesu, a ogół rynku bierze z nich przykład. Wśród przebadanych branż należy wymienić: sprzedaż detaliczną, usługi, produkcję, telekomunikację, IT, finanse oraz farmację.  Raport wzorowany jest na cenionym na całym świecie zestawieniu National Employment Report® przygotowywanym przez ekspertów ADP Research Institute® oraz Moody’s Analytics w USA.

GK GPW notuje najwyższy zysk netto w historii w wysokości 156,1 mln zł za 2017 r.

  • Historycznie najwyższy zysk netto w wysokości 156,1 mln zł w 2017 r.
  • Rekordowy wynik EBITDA w wysokości 212,2 mln zł
  • Rekordowy poziom przychodów ze sprzedaży w wysokości 352,0 mln zł, o dynamice wzrostu 13,2 % w stosunku do 2016 r.
  • Wzrost kosztów operacyjnych o 10,4% w 2017 r. w efekcie dostosowań do MiFID 2 /MiFIR
  • Wskaźnik kosztów do przychodów na poziomie 47,1% w skali roku

Grupa Kapitałowa GPW wypracowała w 2017 r. rekordowe przychody ze sprzedaży w wysokości 352,0 mln zł i tym samym osiągnęła historycznie najwyższy zysk netto w wysokości 156,1 mln zł. Zysk EBITDA również ukształtował się na rekordowym poziomie 212,2 mln zł. Koszty operacyjne w 2017 r. odnotowały wzrost o 15,6 mln zł w porównaniu z rokiem wcześniejszym i wyniosły 165,8 mln zł. Pomimo to wskaźnik kosztów do przychodów ukształtował się na poziomie 47,1%, jednym z najniższych na przestrzeni ostatnich lat.

Marek Dietl, prezes Zarządu GPW
Marek Dietl, prezes Zarządu GPW

– Po bardzo dobrym dla całego rynku kapitałowego roku ubiegłym, rok 2018 będzie czasem opracowywania strategii dla całego rynku kapitałowego i zmian, które są już nakreślone. Wszystko wskazuje na to, że rozwój polskiej gospodarki w najbliższym roku nie zwolni tempa – chcemy ją wspierać jeszcze lepiej i wspomagać przedsiębiorstwa w ramach dobrze rozumianego patriotyzmu gospodarczego – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

W 2017 r. działalność Grupy pozostawała pod wpływem zmieniającego się otoczenia regulacyjnego, zarówno na rynku finansowym jak i towarowym. Spółki z Grupy podjęły szereg działań dostosowujących do MiFID 2/MiFIR, co stanowi główną przyczynę wzrostu kosztów operacyjnych o 10,4% w stosunku do roku 2016. Rok 2017 to także czas rozwoju technologicznego Grupy. Grupa TGE uruchomiła nowe systemy m.in. system transakcyjny X-Stream Trading oraz system informatyczny SAPRI dostarczony przez Nasdaq. Dzięki zastosowanym rozwiązaniom TGE znalazła się w nielicznej grupie europejskich giełd towarowych, które mają możliwość skutecznego działania i konkurowania na międzynarodowym rynku usług giełdowych.

Jednocześnie Grupa kontynuowała działania rozwojowe polegające na budowaniu płynności, pozyskiwaniu nowych inwestorów, dalszej dywersyfikacji działalności oraz zaangażowaniu w projekty o charakterze międzynarodowym. W 2017 r. wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na GPW wzrosła o 27,8%, co jest drugim najlepszym wynikiem wśród europejskich giełd. Warszawska giełda utrzymała także dobrą dynamikę pozyskiwania nowych emitentów. Łącznie, na obu rynkach akcji GPW odbyły się 34 debiuty giełdowe, w tym 7 spółek przeniosło notowania z NewConnect na Główny Rynek. W ślad za nowymi spółkami wchodzącymi na warszawski parkiet, GPW konsekwentnie poszerzała ofertę produktową dla inwestorów.

W czerwcu minionego roku GPW Benchmark przejęła funkcję organizatora i agenta kalkulacyjnego fixingu stawek referencyjnych WIBID/WIBOR. Spółka będzie kontynuować działania rozwojowe w tym zakresie w 2018 roku. W efekcie podejmowanych działań, w 2017 r. Grupa GPW uzyskała rekordowe przychody ze sprzedaży na poziomie 352,0 mln zł, odnotowując wzrost o 13,2% w porównaniu z rokiem poprzednim.

W grudniu 2017 r. minęło 5 lat funkcjonowania rynku gazu na TGE. Ubiegły rok był najlepszym rokiem w historii obrotu gazem ziemnym na TGE. Rekord odnotowano również na Rynku Praw Majątkowych, gdzie wolumen obrotu prawami majątkowymi dla efektywności energetycznej wzrósł o 27% w skali roku. Przełożyło się to na wzrost przychodów z rynku towarowego o 13,4% rdr do poziomu 142,1 mln zł.

Jednym z głównych założeń strategicznych Spółki jest trwałe budowanie wartości dla akcjonariuszy, dlatego w sierpniu 2017 r. została wypłacona dywidenda w wysokości 2,15 zł na akcję. Stopa dywidendy w dniu odcięcia prawa do dywidendy wyniosła 4,4%. Całkowita stopa zwrotu uzyskana przez akcjonariuszy z tytułu posiadania akcji GPW w skali roku wyniosła 20,3%.

– Warszawska Giełda będzie się zmieniała wykorzystując najnowsze technologie. Będziemy dbać o interes szeroko pojętych klientów, swoich akcjonariuszy i pracowników oraz dążyć do ciągłego doskonalenia się poprzez innowacyjne podejście do biznesu i dywersyfikację naszych przychodów – dodał Prezes Marek Dietl.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za IV kw. 2017 r. i cały 2017 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w IV kw. 2017 r. wyniósł 39,4 mln zł, o 19,5% więcej niż rok wcześniej. W całym 2017 r. Grupa wypracowała wynik netto na poziomie 156,1 mln zł, o 19,0% więcej niż w 2016 r. i jest to jednocześnie najlepszy wynik w historii Grupy. Wzrost w IV kw. 2017 r. względem IV kw. 2017 r. to przede wszystkim wynik wyższych przychodów z rynku towarowego (+28,4%) oraz z rynku finansowego (+4,3%). Z kolei w skali całego roku 2017 przychody z rynku finansowego wzrosły o 13,7% rdr, a przychody z rynku towarowego o 13,4% względem 2016 r. Na wynik netto wpłynął także wzrost udziału w zyskach jednostek stowarzyszonych o 185,9% w stosunku do ubiegłego roku, czyli o 6,5 mln zł.

Przychody z rynku finansowego

W IV kw. 2017 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 51,9 mln zł, co oznacza poprawę względem poprzedniego roku o 4,3% oraz o 6,2% kwartał do kwartału. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 56,3% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW, w porównaniu do 60,2% w III kw. 2017 r. i 60,9% rok wcześniej. W całym 2017 r. przychody z rynku finansowego wyniosły 208,9 mln zł, o 13,7% więcej niż w roku 2016. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW stanowił 59,3% wobec 59,1% rok wcześniej. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, obsługi emitentów i sprzedaży informacji.

Obsługa obrotu na rynku finansowym

W IV kw. 2017 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 34,6 mln zł, w porównaniu do 33,2 mln zł rok wcześniej. Jest to jednocześnie wzrost o 8,5% w stosunku do III kwartału 2017 r. W całym 2017 r. przychody z obsługi obrotu w segmencie finansowym wyniosły 141,3 mln zł i wzrosły o 18,7% względem roku 2016. W skali roku największy wpływ na wzrost przychodów w tej linii miał wzrost przychodów z obrotu na rynku akcji (+22,4%). Wzrost przychodów z obrotu akcjami i innymi instrumentami o charakterze udziałowym wynika przede wszystkim ze wzrostu wartości obrotów na Rynku Głównym o 28,9% rdr, w tym o 24,7% w transakcjach sesyjnych i o 91,1% w transakcjach pakietowych. W 2017 r. odnotowano wzrost przychodów z instrumentów dłużnych o 18,3 % w stosunku do roku poprzedniego, który był w głównej mierze wynikiem wyższych przychodów na rynku TBSP. Wzrost wartości transakcji nastąpił głównie w segmencie transakcji warunkowych. Od 1 stycznia 2017 r. obowiązuje również nowy cennik na rynku TBSP, co także miało pozytywne przełożenie na wartość obrotów.

Obsługa emitentów

W IV kw. 2017 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 6,3 mln zł, w porównaniu do 6,1 mln zł w IV kw. 2016 r. i 6,3 mln zł w III kw. 2017 r. W całym 2017 r. przychody z obsługi emitentów stanowiły 7,1% całkowitych przychodów Grupy GPW i wyniosły 25,0 mln zł wobec 23,9 mln rok wcześniej. Wzrost przychodów z tego tytułu jest związany ze wzrostem wartości akcji wprowadzonych do obrotu w 2017 r. Łączna wartość ofert IPO na obu rynkach akcji wyniosła w 2017 r. 7,7 mld zł, wobec 1,1 mld zł w 2016 r. Natomiast wartość SPO wyniosła 90,8 mld zł w porównaniu z 4,0 mld zł w 2016 r. Przychody z tytułu opłat za wprowadzenie do obrotu wzrosły do poziomu 5,0 mln zł, w porównaniu z 4,0 mln zł w roku ubiegłym. Przychody z opłat za notowanie wyniosły 20,0 mln zł i utrzymały się na podobnym poziomie, jak rok wcześniej (19,9 mln zł). 

Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji w IV kw. 2017 r. osiągnęły najwyższy dotychczas poziom 11,0 mln zł, co oznacza wzrost o 6,2% rok do roku i jednocześnie wzrost o 2,9% względem III kw. 2017 r. W całym 2017 r. przychody z tej linii wyniosły 42,5 mln zł co oznacza wzrost o 4,6% względem roku 2016 i stanowi 12,1% przychodów ze sprzedaży Grupy GPW. Głównym powodem wzrostu przychodów w 2017 r. był wzrost sprzedaży licencji na dane typu non-display.

Przychody z rynku towarowego

W ostatnim kwartale 2017 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 40,2 mln zł, o 28,4% więcej niż rok wcześniej i jednocześnie o 25,7% więcej niż w III kw. 2017 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy w IV kw. 2017 r. wyniósł 43,6%. W całym 2017 r. przychody z rynku towarowego wyniosły 142,1 mln zł co oznacza wzrost o 13,4% i przekłada się na 40,4% udziału w całkowitych przychodach Grupy. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w IV kw. 2017 r. wzrosły o 22,3% kdk, do poziomu 20,2 mln zł. W całym 2017 r. przychody z obrotu na rynku towarowym wyniosły 70,1 mln zł odnotowując wzrost o 15,2%. Przychody z obrotu energią wyniosły 2,9 mln zł w ostatnim kwartale 2017 r., odnotowując wzrost o 13,0% rdr i o 34,8% kdk. W całym 2017 r. przychody z tego tytułu wyniosły 8,8 mln zł, o 13,5% mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie przychody z obrotu gazem osiągnęły rekordowy poziom 10,8 mln zł w całym 2017 r., co oznacza wzrost o 17,4%. Natomiast w IV kwartale przychody z obrotu gazem odnotowały spadek o 0,9% rdr i o 11,9% rdr, kształtując się na poziomie 3,0 mln zł. Przychody z tytułu obrotu prawami majątkowi do świadectw pochodzenia wzrosły w 2017 r. o 23,8% w porównaniu z rokiem 2016 i wyniosły 39,6 mln zł. W IV kwartale przychody z tej linii wyniosły 11,4 mln zł, co oznacza wzrost o 43,0% rdr oraz 36,3% kdk. W 2017 r. odnotowano wzrost rdr wolumenu obrotu wszystkimi prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia energii elektrycznej tj. wyprodukowanej w OZE, w kogeneracji oraz świadectw efektywności energetycznej. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w 2017 r. wyniosły 10,8 mln zł, w porównaniu do 9,4 mln zł w 2016 r., co oznacza wzrost o 14,7 %. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od aktywności Członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji.

Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia (RŚP)

W IV kw. 2017 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 8,0 mln zł, o 117,3% więcej niż rok wcześniej. W całym 2017 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 30,6 mln zł, o 23,0% więcej niż rok wcześniej. Znaczny wzrost przychodów z tytułu prowadzenia RŚP wynika ze wzrostu umorzonych praw majątkowych (o 21,6%) i jednocześnie wystawionych praw majątkowych (o 2,7%), które mają największy wpływ na przychody z tego tytułu.

Rozliczenie transakcji

Przychody z rozliczenia transakcji w IV kw. 2017 r. wyniosły 12,0 mln zł o 8,2% więcej niż rok wcześniej i o 27,1% więcej niż w III kwartale 2017 r. W całym 2017 r. rozliczanie transakcji przyniosło Grupie 41,0 mln zł, czyli o 4,7% więcej niż rok wcześniej. Wzrost przychodów z tego tytułu wynika ze wzrostu wolumenów obrotu na wszystkich rynkach prowadzonych przez TGE.

Koszty działalności operacyjnej

W IV kw. 2017 r. koszty działalności operacyjnej wyniosły 49,0 mln zł, czyli 11,2 mln zł więcej niż rok wcześniej. W całym 2017 r. koszty operacyjne wyniosły 165,8 mln zł, czyli o 10,4% więcej niż w 2016 r. Pomimo wzrostu kosztów wskaźnik C/I spadł w 2017 r. do 47,1% z 48,3% w 2016 r. Wzrost kosztów operacyjnych był przede wszystkim efektem wzrostu kosztów usług obcych o 14,6 mln zł rdr (+37,9%), co było efektem przystosowań Spółek z Grupy GPW do wymogów MiFID 2/MiFIR. Grupa odnotowała także wzrost kosztów amortyzacji o 9,8% rdr do poziomu 28,3 mln zł oraz kosztów osobowych i innych kosztów osobowych o 1,7 mln zł (+2,8%) w porównaniu z rokiem 2016. Wzrost kosztów amortyzacji w stosunku do 2016 r. jest związany z nowymi systemami transakcyjnymi w TGE i IRGiT.

Udział w zyskach jednostek stowarzyszonych

W IV kw. 2017 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek stowarzyszonych wyniósł 1,9 mln zł w porównaniu do 1,2 mln zł w IV kw. 2016 r. oraz 3,6 mln zł w III kw. 2017 r. W całym 2017 roku zysk z tego tytułu wyniósł 10,1 mln zł wobec 3,5 mln zł w roku wcześniejszym. Na udział w zyskach jednostek stowarzyszonych miały wypływ przede wszystkim wyniki Grupy KDPW i Aquis Exchange. W 2017 r. zysk KDPW przypadający na GPW wyniósł 12,6 mln zł w porównaniu z 7,7 mln zł rok wcześniej. Platforma obrotu Aquis Exchange wygenerowała w 2017 r. stratę, z której 3,2 mln zł przypadło na Grupę GPW, w porównaniu z 4,5 mln zł straty w roku 2016 r.

W niedziele bez handlu

Wchodzi ustawa zakazująca handlu w niedzielę. Indeksy PMI w Europie. Eurodolar przełamuje 1,22.

Nowe prawo już działa

Dzisiaj w życie wchodzi ustawa regulująca możliwość prowadzenia handlu w niedzielę. Swego czasu budziła ona wiele kontrowersji, zostając głównym tematem politycznym w kraju. Główne wątpliwości dotyczyły wpływu na zatrudnionych w handlu, jak i na dynamikę wzrostu PKB. Abstrahując już od słuszności wprowadzanych zmian, trzeba przyznać, że moment ich wprowadzania jest co najmniej dobry. Gospodarka obecnie wydaje się być w szczycie swojego cyklu koniunkturalnego, a sytuacja na rynku pracy od dłuższego czasu jest bardzo dobra. Realny wpływ na oba obszary poznamy pewnie dopiero po latach, zwłaszcza że ustawa jest wprowadzana stopniowo. W obecnym roku na każdy miesiąc będą przypadać dwie niedziele handlowa, w 2019 roku już tylko jedna, a w kolejnych latach ledwie 7 w całym roku. To nie koniec “prezentów” od rządzących. Dzisiaj także wchodzi w życie tegoroczna waloryzacja rent i emerytur. Jest ona znacznie wyższa niż w ubiegłych latach. Obie pierwszomarcowe zmiany, stanowią dodatkowy koszt dla budżetu, co w dłuższym terminie może odbić się na notowaniach złotego.

Mieszane odczyty PMI

Naszej walucie nie pomógł także dzisiejszy odczyt PMI dla przemysłu. Wskaźnik ten spadł z 54,6 pkt do 53,7 pkt. Wynik ten rozczarował analityków, którzy spodziewali się, że pozostanie on powyżej progu 54 pkt. Indeks negatywnie zaskoczył także w Norwegii, Czechach, oraz przede wszystkim w Niemczech. Pozytywne odczyty za to zanotowano w Szwecji, Hiszpanii czy Szwajcarii, gdzie indeks PMI wyniósł 65,5 pkt. Dodatkowo zostały opublikowane odczyty dotyczące wzrostu PKB w tych dwóch ostatnich państwach. Roczna dynamika w Hiszpanii wyniosła 3,1%, a u Helwetów 1,9%. W drugiej części dnia inwestorzy czekają na dane ze Stanów, gdzie poznamy odczyty dotyczące dochodów i wydatków Amerykanów.

Dolar wciąż zaskakuje

Wczoraj kurs euro do dolara naruszył poziom 1,22 i dziś przez większość czasu znajduje się poniżej tej granicy. Dolarowi w ostatnim czasie pomógł Jerome Powell, który coraz częściej pokazuje jastrzębie oblicze. Nowy szef FED wyraźnie docenia, w jakim miejscu znajduje się obecnie amerykańska gospodarka, jego zdaniem tak pozostanie przez najbliższe co najmniej dwa lata. Jego słowa nie tylko wpłynęły na wycenę dolara, ale także przybliżyły rentowność amerykańskiej 10-latki do magicznego pułapu 3%. Bardzo długo ten poziom w świadomości inwestorów zwiastował problemy dla giełdy, jednak czym bliżej jej się znajdujemy, tym więcej tych głosów cichnie. Dolarowi pomagają też problemy euro, między innymi te dotyczące odczytów inflacyjnych czy zbliżających się wyborów we Włoszech. Mocniejszy dolar przyniósł także osłabienie złotego. Za amerykańską walutę obecnie zapłacimy 3,435 zł, euro drożeje do 4,185 zł, gdy frank kosztuje już 3,63 zł.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Kurs funta ponownie cierpi przez politykę

Funt brytyjski doświadczył wczoraj dość znacznej, jednodniowej wyprzedaży. Szterling na przestrzeni jednego dnia stracił ok. 1% w relacji do ważonego koszyka walut, osłabiając się również w parze ze złotym. 

Za wyprzedażą brytyjskiej waluty stała polityka. Funt tracił z uwagi na wypowiedź głównego negocjatora ds. Brexitu z ramienia UE, Michela Barniera, który poinformował, że porozumienie w sprawie tzw. okresu przejściowego (ma nastąpić po zakończeniu negocjacji) wcale nie jest pewne. Negatywnie wypowiadał się również na temat tempa prowadzonych rozmów, które w jego opinii powinny przyspieszyć.

Szterlinga nie wspierały również informacje o tym, iż przedstawiony przez stronę europejską projekt porozumienia został negatywnie odebrany przez Brytyjczyków. Cały czas spornym obszarem rozmów pozostaje kwestia granicy z Irlandią Północną – na uniknięcie rozwiązania zakładającego wprowadzenie twardej granicy nie chce zgodzić się partia DUP, która wchodzi w skład koalicyjnego rządu Theresy May.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę umocnił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,17 – 4,18. Wczorajsze, wstępne dane inflacyjne ze strefy euro były zgodne z oczekiwaniami. Dynamika CPI w lutym spadła do poziomu 1,2% w ujęciu rocznym, bazowa inflacja natomiast pozostaje płaska na poziomie 1% rocznie.

Dzisiejszy odczyt indeksu PMI dla przemysłu strefy euro potwierdził, iż luty był miesiącem niższej ekspansji niż końcówka ubiegłego roku. Indeks aktywności spadł z poziomu 59,6 notowanego w styczniu do 58,6 w lutym.

GBP

Kurs GBP/PLN w środę osłabił się o 0,7%, wahając się w widełkach 4,70 – 4,76. Opublikowany dziś odczyt indeksu PMI dla przemysłu okazał się być minimalnie lepszy od szacunków. Aktywność w sektorze w lutym utrzymywała się na relatywnie wysokim poziomie (55,2 pkt. wobec 55,3 notowanych miesiąc temu). Wartość indeksu mimo wszystko spadła do najniższego poziomu od ośmiu miesięcy.

Dla funta brytyjskiego pod koniec tygodnia największe znaczenie powinna mieć wspomniana we wstępie polityka. Dziś Theresa May spotka się z Donaldem Tuskiem, w piątek natomiast ma wygłosić kluczowe przemówienie dotyczące Brexitu.

USD

Kurs USD/PLN w środę osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 3,41 – 3,43. Wczorajsze dane gospodarcze ze Stanów Zjednoczonych były zgodne z oczekiwaniami, tym samym nie zaszkodziły dolarowi w umocnieniu. Dynamika PKB w IV kwartale wyniosła 2,5% w ujęciu zannualizowanym.

W dniu dzisiejszym warto zwrócić uwagę na popołudniową publikację bazowej inflacji PCE w USA w styczniu. Indeks jest preferowaną przez FED miarą dynamiki cen w gospodarce, tym samym jego zmiana może mieć potencjał wpłynięcia na zachowanie inwestorów. Oprócz tego nieco później czeka nas kolejne przemówienie nowego prezesa FED. Jerome Powell wystąpi tym razem przed bankową komisją senacką. Jego słowa również mają potencjał wpłynięcia na kurs EUR/USD – to właśnie jego poprzednie przemówienie zaowocowało poprawą sentymentu do USD, z którą mamy do czynienia od kilku dni.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – bazowa inflacja PCE w USA w styczniu
  • 14:30 – tygodniowa zmiana zadeklarowanych bezrobotnych w USA
  • 15:45 – indeks PMI dla przemysłu USA w lutym
  • 16:00 – indeksy ISM dla przemysłu USA w lutym
  • 16:00 – przemawia prezes FED, Jerome Powell
  • 17:00 – przemawia William Dudley z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Polska nie jest jeszcze gotowa na czwartą rewolucję przemysłową

Zmiany związane z komercyjnym wykorzystywaniem najnowszych zdobyczy technologii, cyfryzacja, sztuczna inteligencja, sensory, biomateriały, możliwości analizy gigantycznych ilości danych – istotnie wpływają na sposoby wytwarzania. Nie omija to również Polski. Jesteśmy świadkami początku czwartej rewolucji przemysłowej i to najwyższy czas dla menedżerów, by znaleźć odpowiedź – jak skutecznie wprowadzić swoją firmę na poziom Przemysłu 4.0 – pisze w swoim komentarzu Julia Patorska, Lider zespołu ds. analiz ekonomicznych Deloitte.

O Przemyśle 4.0 mówi i pisze się coraz więcej. W Davos zagadnienia związane z czwartą rewolucją przemysłową były jednym z głównych tematów, nie pomijając jednak kluczowych kwestii społecznych czy środowiskowych, które również wybrzmiały podczas tegorocznego forum ekonomicznego. Czy rzeczywiście zmiany, które aktualnie obserwujemy są tak duże i istotne, jak wcześniejsze rewolucje – maszyna parowa, elektryfikacja czy informatyzacja? Moim zdaniem, nie bez powodu mówimy o kolejnym przełomie, który nie jest już tylko futurologią, a dzieje się na naszych oczach. Warto zatem mieć je szeroko otwarte i umieć umiejętnie wykorzystać ten moment.

Czym jest Przemysł 4.0

Sformułowanie definicji tego, co można rozumieć pod pojęciem czwartej rewolucji przemysłowej, nie jest łatwe. Dotykamy tutaj szeregu zagadnień, które w sumie dają istotną i ogromną zarazem zmianę w procesach wytwórczych. Tak jak we wcześniejszych rewolucjach i tym razem celem jest zwiększanie produktywności i lepsze dostosowywanie produktu do potrzeb odbiorców. To wszystko ma odbywać się z poszanowaniem otoczenia, wypracowując wartość dla szerszego grona odbiorców przy minimalizacji kosztów zewnętrznych. Wydaje mi się, że wcześniejsze rewolucje były jednak łatwiejsze do zrozumienia – jeden impuls zmieniał cały łańcuch wartości. Tym razem jest nieco inaczej. Nakłada się równolegle szereg technologii i odmiennych zachowań, które zintegrowane prowadzą do nowego spojrzenia na produkcję dóbr i usług. Jednym zdaniem, Przemysł 4.0 tym różni się od wersji poprzedniej, że łącząc istniejące technologie równocześnie zaciera granice między sferami fizyczną, cyfrową i biologiczną procesów wytwórczych.

Czwarta rewolucja przemysłowa w praktyce

Nic lepiej nie zobrazuje zmian, jak żywy przykład. Dla mnie najłatwiejsze do uchwycenia i tym samym wytłumaczenia są zmiany zachodzące w motoryzacji, gdzie podnoszenie efektywności produkcji wpływa istotnie na pozycję konkurencyjną producentów i odbywa się z myślą o poszanowaniu środowiska. Jest to widoczne w wytwarzaniu na coraz większą skalę bezemisyjnych samochodów, czy wykorzystywanie coraz bardziej zaawansowanych materiałów, w tym także pochodzenia biologicznego (wyściółki tapicerki z owczej wełny, elementy z biopolimerów). Następnie wymienić można prace nad pojazdami autonomicznymi i szerokim zastosowaniem sztucznej inteligencji i big data już podczas użytkowania pojazdu. Na końcu łańcucha dodatkowo jeszcze włączane są także roboty do rozbiórki zużytych pojazdów po to, by w bardziej efektywny sposób wydobyć materiały i zachować ich wartość. Dzieje się to przy pomocy wsparcia regulacyjnego, ale choćby projekt ICARRE 95 (w którym udowodniono możliwość recyklingu i odzysku energetycznego 95 proc. pojazdu, mierząc to jego masą), pozwala dostrzec istotną pozycję samego producenta w dziejącej się zmianie.

Ale czy przykład branży motoryzacyjnej możemy uznać za zwiastun i pewnik dziejącej się rewolucji? Przykłady, które podałam dotyczą różnych wytwórców, często nie są ze sobą jeszcze powiązane w spójną całość. Rozdźwięk pomiędzy możliwościami a rzeczywistością potwierdza także badanie Industry 4.0, które Deloitte przeprowadził na kadrze kierowniczej firm i agencji rządowych w 19 liczących się gospodarkach z całego świata.

Respondenci rozumieją zachodzące zmiany w ich otoczeniu, ale niekoniecznie potrafią je wykorzystać. Oceny są niejednoznaczne. Zdaniem aż 87 proc. respondentów Przemysł 4.0 może doprowadzić do zmniejszenia różnic społecznych i ekonomicznych, ale równocześnie pojawiają się obawy, czy kadra jest odpowiednio przygotowana i czy generalnie społeczeństwo posiada oczekiwane kompetencje (tylko jedna czwarta ankietowanych uważa, że posiada odpowiednie zasoby osobowe do sprostania wyzwaniom przyszłości). Kto zatem ma tę zmianę wdrażać, nie jest do końca jasne dla kadry kierowniczej. Podobnie w obszarze technologii, dostrzegając jej znaczenie w obserwowanych zmianach nie zawsze respondenci potrafili biznesowo uzasadnić inwestycje w technologie, które w ich otoczeniu były realizowane

Sprzeczności, które wykazało cytowane badanie da się łatwo uzasadnić jeszcze niewielkim zintegrowaniem zachodzących zmian i często brakiem synergii pomiędzy ulepszeniami. Wskazuje to raczej na początek drogi do ugruntowanej pozycji Przemysłu 4.0, choć niewątpliwie kierunku jej zmienić się już nie da.

Polski Przemysł 4.0

Warto zatem zadać pytanie o przygotowanie Polski do czwartej rewolucji przemysłowej. Myślę, że aby dana gospodarka mogła wykorzystać najlepiej możliwości Przemysłu 4.0, konieczne są następujące czynniki: istotny udział przemysłu w generowaniu PKB, zaawansowanie technologiczne kraju oraz wysoki kapitał społeczny, który umożliwi integrację innowacji i sieciowe wykorzystanie osiągnięć w poszczególnych sferach. Ważne zatem, aby przyjrzeć się, gdzie na tej mapie znajduje się Polska, czy jest gotowa stanąć do wyścigu o ważną międzynarodową pozycję.

Jedną z cech ostatnich dwóch dekad w wielu krajach był malejący udział przemysłu przetwórczego w wartości dodanej wytwarzanej przez całą gospodarkę. Mogliśmy to zaobserwować w USA czy ogółem w strefie euro. Polsce jednak udało się zachować poziom industrializacji z końca XX w., ale działo się to także dzięki bezpośrednim inwestycjom zagranicznym. Nasze przewagi w tym zakresie jednak wynikały przede wszystkim z niższych kosztów osobowych przy relatywnie ich wysokiej jakości. Dodatkowo polski przemysł jest rozdrobniony. Brakuje nam dużych przedsiębiorstw ze znacznym kapitałem, gdzie więcej wydaje się na badania i rozwój, a efekty skali istotnie podnoszą produktywność. W efekcie dzisiejszy przemysł może mieć problem z utrzymaniem wysokiego poziomu generowanej wartości dodanej w PKB. Kwestie zaawansowania technologicznego mogą być kolejną barierą. W szeregu różnorodnych rankingów mierzących naszą pozycję globalną w zakresie stosowanych technologii, gotowości adaptacji nowych rozwiązań IT czy też ogólnego środowiska sprzyjającego kreacji i zmianom w ramach czwartej rewolucji przemysłowej plasujemy się w czwartej/piątej dziesiątce świata (38 miejsce na 127 w Global Innovation Index 2017, 42 miejsce na 139 w Networked Readiness Index 2016, 23 miejsce na 28 krajów UE w Digital Economy and Society Index 2017). Badanie Deloitte w zakresie dojrzałości ekosystemu startupów także potwierdza dystans, który dzielimy do czołówki gospodarek w tym zakresie.

Co gorsza, jako narodowi trudno nam jest się porozumiewać. Cechujemy się dużą nieufnością wobec innych, nie zawsze potrafimy współpracować widząc możliwość osiągniecia celu w sytuacji „win-win”. O niskim, a co gorsza spadającym kapitale społecznym nie zawsze mówi się w kontekście biznesu, ale w mojej opinii to jeden z większych hamulców zmian.

Biorąc pod uwagę powyższe uwarunkowania Polska nie jest jeszcze gotowa na czwartą rewolucję przemysłową. Pocieszające jest to, że na wielu innych rynkach Przemysł 4.0 też dopiero raczkuje. „Czwarta rewolucja przemysłowa zmieni świat, ale tylko 14 proc. zarządzających jest na nią gotowych” – powiedział Punit Renjen, CEO Deloitte Global w Davos cytując przeprowadzone przez firmę badanie.

Zatem szansa czy gwóźdź do trumny?

Choć poruszone struny na temat perspektyw Polski nie wybrzmiewają optymistycznie, myślę, że wciąż można próbować wyzwania przekuwać w sukcesy. Problemy demograficzne i obecnie obserwowane perturbacje na rynku pracy w Polsce mogą prowadzić do zwiększenia inwestycji w technologie, które będą zastępowały człowieka i tym samym podnosiły produktywność. Rozdrobnienie przemysłu może wpływać na większą elastyczność i szybsze dostosowywanie się do koniecznych zmian. A technologie informatyczne, które wykorzystujemy m.in. do komunikacji, będą wymuszać współpracę. Na końcu bowiem wszyscy pozostajemy ludźmi i im więcej człowieczeństwa zachowamy, tym większej liczbie ludzi pomogą w życiu zdobycze czwartej rewolucji przemysłowej.

Dodatkowo, bardzo ważną rolę w zmianie może odgrywać świadomy konsument. To w końcu on dokonuje wyborów na rynku. Nowoczesne metody komunikowania pomagają konsumentom zdobywać informacje i w rzeczywistości można dostrzec dialog pomiędzy dostawcą produktów czy usług oraz tymi, którzy je kupują. Jeśli dostrzegalny będzie rozdźwięk między deklaracjami firmy a rzeczywistością, którą oferuje, sukces tego podmiotu jest wątpliwy.

W świecie, w którym liczą się coraz bardziej wiedza i kompetencje, wrastają szanse kobiet na rozwój kariery w zawodach inżynierskich.

Gospodarka w dobie czwartej rewolucji przemysłowej potrzebuje kadr, które sprostają wyzwaniom związanym z jej modernizacją oraz cyfryzacją. Współczesnego, a jeszcze bardziej przyszłego inżyniera, charakteryzować będzie specyficzny zestaw umiejętności, łączący takie dziedziny jak mechatronika czy informatyka przy jednoczesnej zdolności do rozumienia całości procesów technologicznych specyficznych dla poszczególnych branż produkcyjnych. Przemysł polski potrzebuje zatem nowych kadr o kompetencjach interdyscyplinarnych. Siemens dąży to tego, by wśród nich znalazły się także kobiety. Grupą, zasługująca w naszej opinii na szczególną uwagę, zwłaszcza w kontekście potrzeby łączenia różnych obszarów wiedzy, są studentki, czyli przyszłe inżynierki. – Dominika Bettman, CFO Siemens Polska

Grupa Enea poprawia wyniki operacyjne i zamyka 2017 rok dwucyfrowym wzrostem EBITDA i zysku netto

Rok 2017 był dla Grupy Enea okresem dalszego rozwoju innowacyjnego koncernu surowcowo-energetycznego. Grupa znacząco powiększyła moce wytwórcze przejmując Elektrownię Połaniec, a także uruchamiając najnowocześniejszy w Polsce blok energetyczny o mocy 1.075 MW w Elektrowni Kozienice. Enea, w ujęciu r/r, poprawiła zdecydowaną większość wyników finansowych i operacyjnych – wynika ze wstępnych danych za 2017 rok.

Według szacunkowych danych, w całym 2017 roku EBITDA Grupy Enea zwiększyła się o ponad 15% r/r do 2.684 mld zł, a zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej wzrósł o 36,5% do 1.07 mld zł.

Grupa Enea wytworzyła w 2017 r. 21 TWh energii elektrycznej, czyli aż o 54% więcej niż w roku poprzednim. Sprzedaż usług dystrybucji odbiorcom końcowym zwiększyła się do 19,3 TWh z 18,7 TWh w 2016 roku.  Z kolei wolumen sprzedaży energii elektrycznej i paliwa gazowego odbiorcom detalicznym urósł do 18,9 TWh. Produkcja węgla w Grupie ukształtowała się na podobnym r/r poziomie – 9,1 mln ton.

– Miniony rok był niezwykle ważny dla Grupy Enea i pełen wyzwań, w tym w obszarze dystrybucji, który zmierzył się ze skutkami nawałnic. Powiększyliśmy Grupę o nowe, bardzo wartościowe aktywa w obszarze wytwarzania. Oddaliśmy do eksploatacji największy i najnowocześniejszy blok energetyczny w kraju w Elektrowni Kozienice oraz przejęliśmy Elektrownię Połaniec, dzięki czemu z zainstalowaną mocą ponad 6,2 GW umocniliśmy się na pozycji wicelidera w obszarze wytwarzania energii elektrycznej w Polsce. Te strategiczne działania przełożyły się już częściowo na wyniki finansowe i operacyjne Grupy, ale w przypadku bloku nr 11 w Elektrowni Kozienice będą dużo lepiej widoczne w wynikach kolejnych kwartałów i lat – powiedział Piotr Olejniczak, wiceprezes Enei ds. finansowych.

Ostateczne wyniki zostaną przedstawione w skonsolidowanym sprawozdaniu finansowym Grupy Kapitałowej Enea oraz jednostkowym sprawozdaniu finansowym Enea S.A. za rok 2017, których publikację zaplanowano na 23 marca 2018 roku.

Szacunki wybranych skonsolidowanych danych finansowych i operacyjnych Grupy Enea:

GK Enea Jednostka 2016 2017 zmiana % r/r
Przychody ze sprzedaży netto mln zł 11 256 11 406 1,3%
EBIT mln zł 1 119 1 488 33,0%
Zysk netto mln zł 849 1 165 37,2%
Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej mln zł 784 1 070 36,5%
EBITDA, w tym: mln zł 2 328 2 684 15,3%
Obrót mln zł 154 178 15,6%
Dystrybucja mln zł 1 111 1 073 -3,4%
Wytwarzanie mln zł 517 735 42,2%
Wydobycie mln zł 612 709 15,8%
Produkcja węgla netto mln ton 9,0 9,1 1,1%
Całkowite wytwarzanie energii elektrycznej TWh 13,6 21,0 54,4%
Sprzedaż usług dystrybucji odbiorcom końcowym TWh 18,7 19,3 3,2%
Sprzedaż energii elektrycznej i paliwa gazowego odbiorcom detalicznym TWh 18,0 18,9 5,0%

 

SSK S.A. pozyskała 0,56 mln zł z emisji akcji serii J

Surfland Systemy Komputerowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2011 r., działająca w branży IT, przeprowadziła emisję akcji serii J, z której pozyskała ponad 566 tys. zł. Emitent przeznaczy te środki m.in. na zwiększenie kapitału obrotowego oraz modernizację zaplecza technicznego.

Spółka zakończyła emisję akcji serii J, w ramach której inwestorzy objęli łącznie 566.200 szt. akcji po cenie emisyjnej wynoszącej 1,00 zł za jedną akcję. SSK S.A. pozyskała w ten sposób środki w wysokości ponad 566 tys. zł, które przeznaczy przede wszystkim na zwiększenie kapitału obrotowego, co przełoży się na poprawę płynności finansowej i zdolności do realizacji dużych projektów oraz wpłynie korzystnie na optymalizację struktury zadłużenia. Emitent zamierza również zmodernizować swoje zaplecze techniczne, rozbudować zespół sprzedażowy i merytoryczny, a także poszerzać kompetencje w zakresie cyberbezpieczeństwa. Zarząd Spółki jest przekonany, że dzięki zakończonej z sukcesem emisji akcji i pozyskaniu znaczących środków finansowych będzie w stanie realizować przyjętą strategię rozwoju.

„Środki pozyskane z emisji akcji serii J wpłynęły na poprawę finansowania bieżącej działalności oraz częściową realizację strategii dalszego rozwoju oferty rynkowej Spółki. Z drugiej strony uzyskana w wyniku emisji „odbudowa” kapitału własnego jest kluczowym warunkiem do przeprowadzenia planowanej, koniecznej restrukturyzacji finansowania Spółki. Większa dostępność i elastyczność instrumentów finansowych pozwoli na wzmocnienie zasobów i zdecydowane zwiększenie aktywności rynkowej warunkującej wzrost przychodów i marż.” – wyjaśnia Bogusław Bartoń, Prezes Zarządu Spółki Surfland Systemy Komputerowe S.A.

SSK S.A. wprowadziła na rynek całościową ofertę w zakresie przygotowania podmiotów do spełniania wymogów rozporządzenia RODO wykorzystując przy tym wiedzę i wieloletnie doświadczenia na polu doradztwa prawnego (partnerskie kancelarie prawne), informatyki oraz zarządzania projektami. W ten sposób uzyskany został efekt synergii, który pozwala planować oraz nadzorować proces przygotowań zarówno w warstwie organizacyjno-prawnej, jak i technologicznej. Drugim i równie perspektywicznym kierunkiem rozbudowy oferty Emitenta w obszarze technologiczno-produktowym jest platforma do tworzenia i zarządzania kopiami zapasowymi danych osobowych – ODO Backup. Spółka pracuje również nad zwiększeniem kompetencji w zakresie cyberbezpieczeństwa i planuje zaoferować rynkowi komplementarne produkty i usługi w tym segmencie.

„Nowe kierunki rozwoju oferty produktowo-usługowej to naturalna odpowiedź na potrzeby rynku. Usługi związane z zapewnieniem szeroko pojętego bezpieczeństwa przetwarzania danych osobowych są atrakcyjną propozycją dla naszych dotychczasowych klientów, ale także znacząco poprawiają konkurencyjność Spółki w oczach potencjalnych odbiorców spoza aktualnego portfolio. Widać już efekty prowadzonych od jesieni ubiegłego roku działań handlowych, które zaowocowały pierwszymi rozpoczętymi projektami „RODO” u nowych klientów. W najbliższych miesiącach liczymy na pozyskanie kolejnych zleceń w miejscach, gdzie podjęte zostaną decyzje o inwestycjach w ochronę integralności administrowanych danych osobowych.” – dodaje Prezes Bartoń.

SSK S.A. zakończyła 2017 r. zyskiem EBITDA w wysokości 253 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży sięgających 3.254 tys. zł. Spółka zanotowała znaczącą poprawę wyników finansowych w ujęciu rdr. dzięki realizowaniu działań restrukturyzacyjnych w wielu obszarach jej funkcjonowania oraz utrzymywaniu dyscypliny kosztowej. Emitent zakończył także pierwszy etap projektu w ramach realizacji umowy z Gminą Strzegom na dostawę, montaż, instalację i konfigurację sprzętu multimedialnego oraz utworzenie ścieżki dydaktycznej w budynku CAS „Karmel” w Strzegomiu dla potrzeb zadania inwestycyjnego pn. „Szlak Kamienia”. Wartość pierwszego etapu zadania wyniosła 236 tys. zł brutto. Realizacja drugiego etapu prac o wartości 102 tys. zł brutto powinna nastąpić do 30 maja 2018 r.

Ochrona danych osobowych w przedszkolach i żłobkach

Wszystkie placówki oświatowe mają obowiązek chronić dane osobowe dzieci i ich rodziców. Niestety nie istnieją ściśle określone regulacje co do przetwarzania informacji przez tego typu instytucje, dlatego często dochodzi w nich do naruszeń prawa odnośnie ochrony informacji. Niestety wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy. Co gorsza przedszkola i żłobki nie przykładają wystarczającej wagi do bezpieczeństwa. Jest to ogromny błąd, ponieważ nierzadko posiadają one informacje wrażliwe jak np. dane o chorobach podopiecznych.

Obecna sytuacja pozostawia wiele do życzenia

Opiekunowie chcąc dobrze zajmować się kilkulatkami, powinni dość dużo wiedzieć o dzieciach i ich rodzicach. Istnieje więc uzasadniona potrzeba przetwarzania informacji, która czyni przedszkola i żłobki administratorami danych. Wszystko to powoduje, że dyrektorzy takich placówek są obciążeni dużą odpowiedzialnością. Są oni zobowiązani m.in. do zapewnienia zgodności z prawem wszystkich czynności wykonywanych na zebranych informacjach.

Niestety – w tego typu instytucjach –  często możemy się spotkać z niestosowaniem odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych zapewniających wystarczającą ochronę. Może to wynikać z faktu, że nie zostały w nich jeszcze szczegółowo uregulowane kwestie ochrony danych osobowych – wskazuje adw. Łukasz Pociecha, WTB. Dlatego często dochodzi do udostępniania zbiorów informacji osobom nieupoważnionym. Przykładem mogą być np. publikowane na stronach internetowych listy przyjętych dzieci do danej placówki po zakończeniu procesu rekrutacji. Według prawa o ochronie danych osobowych jest to naruszenie. Zaniedbania w kwestii bezpieczeństwa są także pozostawione bez nadzoru pomieszczenia administracyjne – sekretariat, gabinet dyrektora – gdzie przechowywane są akta. Można je w łatwy sposób ukraść i wykorzystać w przestępczych celach – dodaje.

Na co warto zwracać uwagę

Ochrona danych osobowych w przedszkolach odnosi się do wielu kwestii. Już w momencie, gdy rodzic starający się zapisać swoje dziecko do danego oddziału spotyka się z sytuacją przetwarzania informacji. Podczas trwającego naboru musi on udostępnić np. szczegóły dotyczące zatrudnienia, adresy zamieszkania, adresy e-mail, numer PESEL czy informacje o stanie zdrowia dziecka.

Opiekunowie powinni pamiętać, że na wykorzystanie danych muszą wyrazić zgodę. Co więcej, administracja placówki edukacyjnej nie może bez odpowiedniego przyzwolenia opublikować informacji związanych z dziećmi na stronie internetowej (w tym zdjęć wizerunku dzieci) czy przekazać szczegółowych danych o dzieciach np. jednostkom organizującym zajęcia dodatkowe – mówi adw. Łukasz Pociecha, WTB. Warunkiem koniecznym w tym przypadku jest stosowanie się do odpowiednich procedur bezpieczeństwa. Zdarza się, że dyrektorzy lub nauczyciele nie znajdują odpowiedzi na nurtujące ich pytania w aktualnych przepisach. Dlatego dla osiągnięcia skutecznej ochrony prywatności warto jest rozważyć przeprowadzenie szkoleń, tym bardziej, że czeka nas duża rewolucja w przepisach prawa – uzupełnia.

Zmiany prawne wchodzące w życie od maja 2018 r.

Nowe unijne rozporządzenie (RODO) wprowadzi modyfikacje w dotychczasowych przepisach. Przedszkola również będą musiały się do nich dostosować.

Wcześniejsze przepisy stały się bowiem mało aktualne. Niektóre placówki oświatowe być może będą zmuszone do zainwestowania w unowocześniony system ochrony. Z pewnością zaistnieje także konieczność zmiany formularzy, zawierających m.in. oświadczenia zgód na przetwarzanie danych osobowych oraz obowiązek informacyjny, do którego spełnienia zobowiązany jest administrator danych. Co więcej osoba, której dane dotyczą będzie mogła żądać więcej szczegółów na temat operacji związanych z jej informacjami. Wpłynie to zapewne na pojawienie się wielu pytań od rodziców na ten temat – podsumowuje adw. Łukasz Pociecha, WTB.

Kolejny rekord budżetu państwa

Dziś w centrum uwagi:

  • Odczyty PMI w przetwórstwie powinny pokazać kontynuację pozytywnych nastrojów w strefie euro. Może jednak niepokoić drugi z rzędu spadek subindeksów zamówień eksportowych (zarówno dla Niemiec, jak i całej strefy euro), który może zwiastować stopniowe wygasanie motoru eksportowego.
  • Wstępne dane ze strefy euro sugerują negatywną presję na poziom nowych zamówień eksportowych w krajowym PMI, niemniej wzrost produkcji powinien zrównoważyć ten efekt przekładając się na stabilizację polskiego PMI w lutym (prognoza PKO: 54,6 pkt., kons. 54,2 pkt.).
  • Rosnące dochody i najniższa od ponad dekady stopa oszczędności wspierają wydatki amerykańskich konsumentów. Odczyt ISM może być wspierany przez rozpoczętą w lutym reformę podatkową.
  • Preferowana przez Fed miara inflacji (PCE) pozostaje niska, ale po wyraźnym zaskoczeniu mocnymi danymi CPI za styczeń, dzisiejsze dane mogą zwiększyć przekonanie jastrzębich członków FOMC co do powrotu inflacji do celu w perspektywie kilku miesięcy. W tym kontekście istotne jest dzisiejsze wystąpienie J. Powella przed Senatem.

Przegląd wydarzeń:

Wyraźny spadek niemieckiej inflacji w lutym znalazł odzwierciedlenie w danych z całej strefy euro. Inflacja HICP oddaliła się od celu EBC (1,2% r/r w lutym wobec 1,3% r/r w styczniu), w głównej mierze za sprawą spadku cen żywności. Inflacja bazowa pozostała bez zmian, a dokładniejsze dane wskazują na bardzo powolne narastanie presji cenowej. W ocenie EBC czynniki hamujące inflację są tymczasowe i nie ograniczają potencjału dla wzrostu cen w średnim terminie.

Rewizja amerykańskiego PKB potwierdziła, że koniec ubiegłego roku był korzystny dla gospodarki USA. Luka popytowa zakumulowana podczas kryzysu subprime domknęła się w 2h17. Dynamika PKB została zrewidowana w dół do 2,5% (z 2,6% vs 3,2% w 3q17), ale jego struktura wciąż sugeruje przyspieszenie wzrostu w dalszej części 2018 r.

Indeks PMI dla Chin wzrósł w lutym do 51,6 pkt z 51,5 pkt sugerując kontynuację skromnego ożywienia w chińskim przemyśle.

Rekordowa nadwyżka w budżecie państwa po styczniu

Budżet państwa rozpoczął rok od rekordowej nadwyżki. Wyniosła ona w styczniu 8,6 mld zł, przy czym dochody budżetowe wyniosły 35,2 mld zł a wydatki 26,6 mld zł.wykonanie budżetu

Pozytywne tendencje po stronie dochodowej budżetu państwa utrzymały się odzwierciedlając trwającą ekspansję polskiej gospodarki. Dochody z PIT były wyższe o 13,7% r/r, dochody z CIT o 11,4% r/r a dochody z podatku akcyzowego o 11,8% r/r. Jednocześnie spadek dochodów z VAT (o ponad 17% r/r) odzwierciedla techniczne zmiany w harmonogramach płatności/zwrotów, które miały miejsce na przełomie 2016/2017. Stąd też, biorąc pod uwagę strukturę wzrostu gospodarczego (solidny, wysoki wzrost konsumpcji) dynamiki dochodów z VAT znormalizują się w dalszej części roku. Jednocześnie do dalszej poprawy dochodów z VAT przyczynić się mogą kolejne działania MF mające na celu uszczelnienie systemu podatkowego.

Wydatki budżetowe w styczniu spadły o 11,8% r/r. Bardzo dobra sytuacja na rynku pracy, odzwierciedlona w dochodach z PIT, znajduje także odbicie po stronie wydatkowej. Dotacja do FUS wyniosła ok. 10% poziomu z ubiegłego roku, odpowiadając za ok. 15 pp spadku dynamiki wydatków ogółem (w listopadzie – grudniu wydatki budżetowe rosły w tempie 15-30% r/r). Jeżeli wzorzec sezonowości wydatków budżetowych z ubiegłego roku powtórzy sie także w trakcie bieżącego roku, to z niskimi dynamikami wydatków będziemy mieć do czynienia przez większą część tego roku.

Biorąc pod uwagę, że budżet państwa został sporządzony przy założeniach wzrostu PKB 3,8% i inflacji CPI 2,3% oceniamy, że deficyt budżetu państwa może być niższy niż założony w ustawie budżetowej (41,5 mld zł) nawet o 10-15 mld zł (w zależności od możliwości absorpcji kumulowanych na koniec roku wydatków budżetowych).

Inwestycje kołem zamachowym gospodarki

Wzrost PKB w 4q17 wyniósł 5,1% r/r. Jego głównym motorem były inwestycje rosnące o 11,3% r/r (wkład do wzrostu 2,8 pp). Stabilny i wysoki wzrost odnotowała konsumpcja (4,9% r/r; wkład do wzrostu 2,5 pp). Kontrybucja eksportu netto okazała się być ujemna (-0,4 pp), mimo silnego wzrostu eksportu usług.

Prognozujemy, że w 2018 wzrost PKB utrzyma się na poziomie 4,6%. Oczekujemy silnej dynamiki inwestycji, w tym inwestycji prywatnych. Towarzyszyć im powinien stabilny wzrost konsumpcji. Trzecim motorem wzrostu będzie rosnący eksport, napędzany przez eksport towarów, ale przede wszystkim przez eksport usług.

Wysokie tempo wzrostu PKB utrzymuje się w całym naszym regionie. Wzrost PKB w Czechach wyniósł 5,1% r/r sa, na Węgrzech 4,8% r/r sa, a w Rumunii 7,0% r/r sa. Wyższe niż w innych krajach regionu tempo wzrostu PKB w Rumunii okupione jest jednak narastaniem nierównowag: w sferze fiskalnej, na rynku pracy, na rynku nieruchomości mieszkaniowych oraz w relacjach zewnętrznych.

Głównym ryzykiem dla krajowego wzrostu gospodarczego jest otoczenie zewnętrzne. Wprawdzie koniunktura w światowej gospodarce obecnie wygląda korzystnie, jednak dostrzegamy pewne symptomy spowolnienia (osłabienie komponentów eksportowych). Ryzyko recesji w USA jest niskie, jednak podwyższona zmienność na rynkach finansowych rodzi ryzyko głębszej korekty na rynku giełdowym.

Ryzyko polityczne w Europie związane z wyborami we Włoszech jest w naszej ocenie ograniczone, ze względu na specyfikę włoskiej sceny politycznej, i przyzwyczajenie rynków finansowych do braku stabilności w tym kraju.

Dzisiejsze dane są neutralne dla perspektyw krajowej polityki pieniężnej. Wysoki wzrost inwestycji jest obecnie, paradoksalnie, jednym z argumentów przeciw podwyżkom stóp. Przy nieprzejednanie gołębiej retoryce RPP i zmienionej funkcji jej reakcji szanse na podwyżki stóp przed 2019 wydają się być obecnie iluzoryczne.

Źródło: PKO Bank Polski

PMI: Tempo wzrostu nadal silne, ale nieco wyhamowało

Odczyt PMI polskiego przemysłu za luty 2018 r. wyniósł 53,7, co z jednej strony było wynikiem najniższym od czterech miesięcy (dla porównania w styczniu odnotowano 54,6), a z drugiej strony sygnalizuje dalszą poprawę kondycji polskiego sektora przemysłowego.

IHS Markit w raporcie za luty zwraca uwagę na wzrost liczby nowych zamówień, którego tempo było najsłabsze od sześciu miesięcy. Niemniej jednak, zaległości produkcyjne ponownie wzrosły. Przedsiębiorstwa dalej sygnalizują rosnący popyt płynący zarówno z rynku krajowego, jak i z krajów UE.

Zwracamy uwagę na presje inflacyjne, które nieco złagodniały w lutym, ale dalej pozostawały wysokie. Głównym czynnikiem przemawiającym za wzrostami kosztów były wyższe ceny stali.

Podsumowując, z polskiego przemysły kolejny raz napłynęły pozytywne dane, które z optymizmem pozwalają patrzeć na najbliższe miesiące.

Piotr Ludwiczak, Zarządzający funduszem, Michael/Ström Dom Maklerski

Komentarz prezesa Zarządu Budimeksu SA – Dariusza Blochera do wybranych danych finansowych ze skonsolidowanego sprawozdania finansowego Grupy Budimex za rok 2017

Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA
Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA

Rok 2017 to kolejny bardzo dobry rok dla Grupy Budimex. Zanotowaliśmy historyczny poziom sprzedaży oraz rekordowy zysk netto co pozwoliło ponownie zająć pierwsze miejsce wśród największych firm budowlanych w Polsce. Pomimo silnej konkurencji podpisaliśmy nowe kontrakty o wartości 7,3 miliarda złotych i wchodzimy w rok 2018, który jest rokiem jubileuszu 50-lecia istnienia firmy, z portfelem zamówień przekraczającym 10 miliardów złotych.

W 2017 roku produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 12,9% notując tym samym najwyższą dynamikę od 2011 roku. W tym samym czasie Grupa zwiększyła sprzedaż o 14,3% w porównaniu do roku poprzedniego i wypracowała zysk netto na poziomie 464 milionów złotych. Wzrost sprzedaży w segmencie budowlanym Grupy był zgodny z tempem wzrostu rynku i wyniósł 12,6% natomiast zwiększenie skali przekazań w części deweloperskiej zaowocowało przyrostem sprzedaży o 42,6%.

Znaczne zwiększenie skali realizowanych inwestycji w sektorze budowlanym spowodowało dalszy wzrost cen surowców i usług podwykonawców. Branża coraz mocniej odczuwa również spadek dostępności siły roboczej. Pomimo niekorzystnych uwarunkowań, Grupa Budimex osiągnęła satysfakcjonującą rentowność na poziomie operacyjnym (9,2%).

Po trudnym roku 2016, w ostatnich miesiącach najwięksi inwestorzy infrastrukturalni istotnie zwiększyli liczbę rozstrzyganych przetargów. Wartość ofert złożonych przez Budimex w roku 2017 wzrosła w porównaniu z rokiem poprzednim o przeszło 80%. Ofertowanie napędzane było przez segment drogowy, przede wszystkim GDDKiA. Wartość złożonych ofert na budowę dróg w 2017 roku wzrosła trzykrotnie w stosunku to roku 2016 osiągając poziom 24,4 miliarda złotych.

Sprzyjający rynek przetargów infrastrukturalnych oraz utrzymanie wysokiej skuteczności ofertowania na rynku budownictwa ogólnego pozwoliło podpisać rekordowe 7,3 miliarda złotych nowych zleceń. Na koniec grudnia 2017 roku wartość portfela zamówień osiągnęła  poziom 10,3 miliarda złotych. Poprzez selektywne podejście do przetargów drogowych oraz wysoką aktywność w segmencie kolejowym i hydrotechnicznym zrealizowaliśmy cel związany z dywersyfikacją portfolio kontraktów. Aktualnie wiodący segment infrastruktury drogowej stanowi 45% portfela zamówień podczas gdy rok wcześniej było to 57%. Pozyskane kontrakty od PKP PLK o wartości 1,3 miliarda złotych zwiększyły udział segmentu kolejowego z 2% w grudniu 2016 roku do 12% na koniec roku 2017. Ponadto, dzięki podpisaniu kontraktu na dokończenie budowy zbiornika przeciwpowodziowego Racibórz Dolny, prace hydrotechniczne stanowią aktualnie 7% portfela zamówień.

Grupa Budimex zakończyła 2017 rok z pozycją gotówkową netto na poziomie 2,2 miliarda złotych. W porównaniu do stanu na 31 grudnia 2016 roku, była ona niższa o 359 milionów złotych. Wspierając dalszy rozwój segmentów gospodarowania odpadami i utrzymania dróg, w 2017 roku Grupa Budimex zwiększyła zaangażowanie w spółce FBSerwis o ponad 50 milionów złotych. Zainwestowaliśmy również 80 milionów złotych w rozbudowę i modernizację parku maszynowego oraz przeszło 150 milionów złotych na zakupy gruntów w segmencie deweloperskim. Jednym z istotnych czynników, wpływających negatywnie na saldo gotówki była pogarszająca się sytuacja finansowa firm podwykonawczych, spowodowana między innymi zmianami w legislacji VAT. Staramy się wspierać naszych podwykonawców, oferując wcześniejsze płatności oraz umożliwiając częste i sprawne fakturowanie wykonanych prac.

W roku 2017 przedsprzedaż segmentu deweloperskiego wyniosła 1 457 mieszkań i była o 10% (158 mieszkań) niższa niż w roku poprzednim. Osłabienie tempa przedsprzedaży wynika przede wszystkim z kończącej się, bardzo atrakcyjnej, oferty projektu „Nowe Czyżyny” w Krakowie (spadek przedsprzedaży o 667 mieszkań).

Kontynuujemy rozbudowę banku ziemi, w 2017 roku kupiliśmy działki w Warszawie, Poznaniu, Trójmieście a także pierwszą działkę, na ponad 1 000 mieszkań, we Wrocławiu. Dzięki temu kolejny rok z rzędu zwiększyliśmy portfel projektów gotowych do uruchomienia – obecnie jest to prawie 8 000 mieszkań. Utrzymanie w kolejnych latach rocznej przedsprzedaży na poziomie 1 500 lokali będzie wymagało stałego poziomu około 4 000 mieszkań w budowie.

Klienci Budimex Nieruchomości podpisali w 2017 roku 1 914 aktów notarialnych. Wzrost w porównaniu do roku 2016 wyniósł 61% i wynikał przede wszystkim z rozpoczęcia przekazań notarialnych w ramach projektu „Nowe Czyżyny”. Przychody ze sprzedaży wyniosły 499 milionów złotych, co oznacz wzrost o 43% rok do roku. Zysk netto wzrósł z 41 milionów w roku 2016 do rekordowych 54 milionów złotych w roku 2017. Pomimo znacznych wydatków na grunty oraz wypłaty dywidendy, Budimex Nieruchomości utrzymał silną dodatnią pozycję gotówkową.

W najbliższych latach najwięksi inwestorzy publiczni czyli GDDKiA oraz PKP PLK planują istotny wzrost wydatków. Przed nami okres wzmożonej pracy, do którego jesteśmy przygotowani kadrowo oraz sprzętowo.

W 2017 roku zatrudnienie w Grupie Budimex, uwzględniając Grupę FBSerwis, wzrosło o ponad 1 200 osób i przekroczyło na koniec roku poziom 7 500 pracowników. Zgodnie z przyjętym kierunkiem rozwoju kadry, zwiększamy zatrudnienie nie tylko wśród pracowników umysłowych, szukamy również pracowników fizycznych aby wzmocnić zespół sił własnych. Ponadto, mając na uwadze oczekiwane zwiększenie skali inwestycji infrastrukturalnych, w ciągu ostatnich 2 lat zainwestowaliśmy ponad 150 milionów złotych w modernizację parku maszynowego i zakup sprzętu niezbędnego do realizacji projektów kolejowych.

Zwiększenie skali inwestycji infrastrukturalnych oraz systematyczny wzrost wartości rynku budownictwa ogólnego, może spowodować dalsze zwiększenie presji na wzrost płac oraz wzrost cen usług podwykonawczych. W związku z tym bardzo ważna będzie szczególna dbałość o koszty na kontraktach realizowanych oraz odpowiedzialne podejście do kalkulacji nowych ofert.

Wchodzimy w rok 2018 z rekordowym portfelem zamówień. Tak ambitny poziom zleceń do realizacji pozwala nam na selektywne podejście do ofertowania. Staramy się minimalizować ryzyko nowo podpisywanych kontraktów oraz zmniejszać ekspozycję na segmenty, które charakteryzują się dużą zmiennością cen robocizny oraz usług podwykonawczych.

Kolejne kwartały jak i cały rok 2018 powinien przynieść pozytywne dynamiki sprzedaży. Koncentrujemy  się na realizacji powierzonych projektów, mając szczególnie na uwadze terminowość realizacji i wysoką jakość efektów pracy.

Grupa BUDIMEX

Wybrane dane finansowe ze skonsolidowanego sprawozdania Grupy Budimex sporządzonego zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej (MSSF) za rok 2017 roku oraz porównywalne dane za rok 2016.

Wyniki segmentów sprawozdawczych za rok 2017 (w tysiącach złotych):

Segment budowlany Segment deweloperski Pozostała działalność Wyłączenia Dane skonsolidowane
Przychody netto ze sprzedaży  produktów, towarów i materiałów 6 069 677 498 651 153 871 (352 890) 6 369 309
Zysk brutto ze sprzedaży 689 035 102 038 21 227 (2 476) 809 824
Koszty sprzedaży (10 551) (18 147) (5 333) 15 (34 016)
Koszty ogólnego zarządu (200 453) (22 822) (5 699) 12 347 (216 627)
Zysk/(strata) z działalności operacyjnej 506 432 64 633 12 100 5 153 588 318
Zysk/(strata) brutto 498 077 67 989 9 483 4 883 580 432
Zysk/(strata) netto 399 203 54 390 7 043 3 958 464 594
Zysk (strata) przypadający akcjonariuszom Jednostki Dominującej 399 203 54 390 6 793 4 022 464 408

 

Wyniki segmentów sprawozdawczych za rok 2016 (w tysiącach złotych):

Segment budowlany Segment deweloperski Pozostała działalność Wyłączenia Dane skonsolidowane
Przychody netto ze sprzedaży  produktów, towarów i materiałów 5 391 453 349 586 163 015 (331 764) 5 572 290
Zysk brutto ze sprzedaży 662 986 81 908 20 718 (14 347) 751 265
Koszty sprzedaży (11 680) (15 809) (5 235) 53 (32 671)
Koszty ogólnego zarządu (184 238) (18 364) (5 657) 9 493 (198 766)
Zysk/(strata) z działalności operacyjnej 452 885 46 735 10 288 (4 801) 505 107
Zysk/(strata) brutto 454 794 51 023 10 389 (4 801) 511 405
Zysk/(strata) netto 364 811 41 285 8 268 (3 888) 410 476
Zysk/(strata) przypadający akcjonariuszom Jednostki Dominującej 364 811 41 285 7 698 (3 943) 409 851

Atrakcyjna oferta szkoleniowa zwiększa atrakcyjność pracodawcy w rywalizacji o talenty

Według raportu EY Academy of Business „Cała prawda o szkoleniach” 90% badanych uważa, że szkolenia są elementem wyróżnienia pracodawcy na rynku. O doborze szkoleń w organizacjach najczęściej decydują kierownicy działów biznesowych oraz HR. Firmy korzystają głównie z tradycyjnych form poszerzania wiedzy, natomiast e-learning najlepsze ma jeszcze przed sobą.

Szkolenie czyni mistrza

Umiejętność uczenia się przez całe życie staje się ważniejsza niż typowa edukacja. Przedsiębiorstwa chcą zatrudniać pracowników otwartych na wiedzę, nowe rozwiązania i innowacyjne techniki. Tymczasem według danych Eurostatu, tylko 3,7% dorosłych Polaków korzysta ze szkoleń. To znacznie poniżej średniej europejskiej, która wynosi 10,8%. Badanie EY Academy of Business potwierdza, że szkolenia są istotne z punktu widzenia pracowników, a pracodawcom mogą posłużyć do przyciągnięcia najlepszych kadr.

Biznes czy HR?

Według badania „Cała prawda o szkoleniach”, najbardziej zainteresowane rozwojem konkretnych kompetencji w firmach są poszczególne działy biznesowe. Według 36% badanych, to właśnie one najczęściej podejmują ostateczną decyzję dotyczącą szkoleń dla pracowników, ponieważ najlepiej zdają sobie sprawę z potrzeb swoich zespołów. Działy HR/szkoleń decydują w 30% przypadków. Według badania EY Academy of Business, w co piątej firmie (19%) ostateczna decyzja należy do właściciela lub zarządu, a w 14% przedsiębiorstw podejmuje ją sam zainteresowany, czyli pracownik.– W dobie nasilającej się walki o pracownika wyróżnikiem pracodawcy na rynku są coraz częściej szkolenia. Z jednej strony pomagają one zatrzymać i rozwijać już zatrudnionych, z drugiej pozwalają wzmocnić atrakcyjność oferty dla nowych pracowników – mówi Magdalena Oleksiuk, FCCA, Dyrektor, EY Academy of Business.

Szkolenia dla menedżera

Firmy coraz częściej poszukują bardziej wyspecjalizowanych szkoleń, kierowanych do konkretnych działów. Jak wskazało 2/3 badanych, menedżerowie są tą grupą zawodową, dla której najczęściej organizuje się szkolenia. Są to przede wszystkim zajęcia z zakresu umiejętności zarządczych i miękkich. Na drugim miejscu znaleźli się handlowcy, których wskazało 44% badanych, a na trzecim technicy i informatycy. – Na wyższych stanowiskach istnieje ogromna potrzeba ciągłego dokształcania się, szczególnie w zakresie kompetencji menedżerskich i umiejętności miękkich. Natomiast z naszego badania wynika, że członkowie zarządów firm są grupą, która stosunkowo rzadko uczestniczy w szkoleniach. To, co stoi na przeszkodzie w poszerzaniu wiedzy, to przede wszystkim napięte grafiki, które uniemożliwiają tym osobom udział w dłuższych programach szkoleniowych – mówi Michał Chlebowski, Menedżer ds. rozwoju biznesu, EY Academy of Business.

Tak się szkolimy

Firmy najczęściej szkolą pracowników we własnym zakresie z umiejętności niezbędnych na danym stanowisku (66%). Natomiast w przypadku tzw. szkoleń wspomagających obejmujących, np. finanse, zarządzanie projektami czy pracy zespołowej, korzystają częściej z zewnętrznych firm szkoleniowych. Stałą współpracę z takimi firmami deklaruje blisko połowa badanych.

Pracownicy bardziej cenią tradycyjne metody szkoleniowe – tak twierdzi 86% badanych. Jednocześnie aż 88% uważa, że e-learning to sposób na naukę w przyszłości. Ta metoda bardzo ewoluuje w ostatnim czasie. Coraz częściej w programach nauczania wykorzystywane są tutaj, np. rozwiązania z zakresu wirtualnej rzeczywistości.

Grupa MOL wchodzi w energetykę słoneczną

  • MOL wybuduje elektrownie słoneczne na terenie trzech własnych obiektów przemysłowych na Węgrzech, wykorzystując dotychczas nieużywaną część ich obszarów przemysłowych
  • Zgodnie z założeniami strategii MOL 2030, firma zamierza inwestować w alternatywne źródła energii
  • W porównaniu do konwencjonalnych źródeł energii, węgierskie elektrownie słoneczne mają się przyczynić do redukcji 9 tys. ton CO2 rocznie

Grupa MOL ogłosiła dzisiaj plany budowy elektrowni słonecznych w trzech, należących do firmy lokalizacjach na terenie Węgier. Projekt ten wspiera strategiczny cel Grupy, jakim jest wzmocnienie własnych możliwości przemysłowych w zakresie alternatywnych źródeł energii, pozytywnie przyczyniając się także do celów firmy w zakresie zrównoważonego rozwoju.

Grupa MOL ma wieloletnie doświadczenia w produkcji energii ze źródeł konwencjonalnych, jednak zgodnie ze strategią na rok 2030, firma zamierza uruchamiać nowe projekty związanie z alternatywnymi technologiami energetycznymi, w dłuższej perspektywie uniezależniając się od paliw kopalnych. Planowana łączna moc elektrowni fotowoltaicznych wyniesie 18,38 MWp, co jest odpowiednikiem potrzeb energetycznych 9 tys. gospodarstw domowych. Dla Grupy MOL projekt stanowi nie tylko doskonałe źródło energii elektrycznej na własne potrzeby, ale również możliwość zdobycia cennych doświadczeń, które może z powodzeniem wykorzystać w przyszłości na obiecującym rynku energii słonecznej.

Zielona energia wytwarzana w elektrowniach słonecznych ograniczy emisję dwutlenku węgla o 9 tys. ton rocznie, co przyczyni się do wypełniania celów przyjętej w Grupie Strategii Zrównoważonego Rozwoju 2020. Zakłada ona obniżenie bezpośredniej i pośredniej emisji gazów cieplarnianych oraz wzrost przychodów z alternatywnych źródeł energii. Inwestycja przyczyni się również do dalszej poprawy wskaźników zrównoważonego rozwoju Grupy MOL, która już dziś uzyskuje wysokie noty wiodących instytucji, m.in. Dow Jones Sustainability Indices, MSCI, Sustainalytics czy Bloomberg.

„Ten projekt stanowi najlepsze odzwierciedlenie naszych ambicji, by stać się liderem innowacji w naszym regionie. W MOL rozumiemy, że energia słoneczna odegra kluczową rolę w przyszłych systemach energetycznych, dlatego rozpoczęliśmy budowę własnych kompetencji w tym zakresie, wchodząc w ten dynamicznie rosnący biznes. Elektrownie słoneczne to dla nas również doskonały sposób na zagospodarowanie nieużywanych obszarów naszych zakładów, przy jednoczesnym wsparciu naszych dążeń do redukcji emisji dwutlenku węgla związanej z naszą działalnością” – powiedział Sándor Fasimon, Dyrektor Operacyjny firmy MOL.

Zakończenie prac budowlanych zaplanowano na końcówkę roku 2018. Nowe elektrownie powstaną na terenie trzech istniejących zakładów Grupy (petrochemii w Tiszaújváros, rafinerii Danube w miejscowości Százhalombatta oraz w zakładzie w Füzesgyarmat) i zostaną podłączone do lokalnych sieci średniego napięcia MOL.

Nie tylko zmiany w przepisach, czyli jaki będzie 2018 rok dla rynku pośredników finansowych?

Nowelizacja ustawy o kredycie hipotecznym stawia branżę pośrednictwa finansowego w nowej sytuacji. W jaki sposób zmiany w przepisach wpłyną na rynek? Czego mają spodziewać pośrednicy w rozpoczętym roku?

Dane zawarte w raporcie Konfederacji Przedsiębiorstw Finansowych „KPF. Sektor pośrednictwa finansowego w Polsce. III kwartał 2017” pokazują, że wartość sprzedanych kredytów hipotecznych w III kwartale 2017 roku wzrosła o 13.7% w stosunku do analogicznego okresu w 2016 r., zaś wzrost wśród kredytów firmowych wyniósł 12.1%. Czy dobre wyniki branży notowane w ostatnich miesiącach zostaną utrzymane? Wiele zależy od tego, jak branża poradzi sobie z nowymi wyzwaniami.

Nowelizacja ustawy – co oznacza dla pośredników finansowych?

Wejście 22 lipca ub. r. w życie nowelizacji ustawy o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami postawiła przed branżą nowe wymogi. Teraz do prowadzenia działalności potrzebna jest akredytacja wydawana na podstawie wpisu do Rejestru Pośredników Kredytowych (RPK).

Co ważne, pośrednicy, którzy rozpoczęli swoją działalność po 22 lipca, czas na uzyskanie stosownych dokumentów mieli do 22 stycznia br. Z kolei firmy, które rozpoczęły działalność przed 22 lipca 2017 roku wpis do rejestru muszą uzyskać do dnia 22 lipca 2018 roku. W jaki sposób  zaostrzone przepisy wpłyną na rynek pośrednictwa finansowego?

Zmiany w przepisach zobowiązują branżę do jeszcze większej  profesjonalizacji całego biznesu pośrednictwa finansowego. To z kolei może pozytywnie wpłynąć na wzrost zaufania ze strony klientów, co będzie widoczne w 2018 roku i w kolejnych latach, ponieważ nowe regulacje wynikające z ustawy zobowiązują pośredników finansowych do jeszcze większej dbałości o proces obsługi klienta – mówi Ryszard  Korzonek, Prezes Zarządu Fintegra, integratora bankowego.

Wyniki badania zawarte w raporcie KPF potwierdzają, że zmiana przepisów nie powinna  wpłynąć negatywnie na rynek pośrednictwa. Wśród przewidywań dotyczących koniunktury na rozpoczęty już rok przeważają oceny raczej dobre (57,1%), natomiast raczej źle ocenia koniunkturę 28,6% respondentów.

Branżowe prognozy na 2018 rok

Zmiany w przepisach, do których muszą dostosować się pośrednicy finansowi to jeden z istotniejszych czynników mających wpływ na ich pracę w rozpoczętym 2018 roku. Rynek pośrednictwa finansowego stanie w najbliższym czasie także przed innymi ważnymi wyzwaniami. Rosnąć będzie konkurencja ze strony fintechów, a wprowadzenie RODO wymusi zaostrzenie ochrony danych osobowych. Co jeszcze przyniesie bieżący rok?

– W najbliższych miesiącach spodziewamy się wzrostu udziału sprzedaży pożyczek pozabankowych i produktów kredytowych dla firm. Branżę pośrednictwa czeka też konsolidacja w zakresie sprzedawanych produktów, a dokładniej łączenie produktów bankowych i pozabankowych. Coraz ważniejsze będzie również podtrzymanie dobrych relacji z operatorami bankowymi, gdyż większość  pośredników na rynku, około 85%, to mikropośrednicy – przewiduje Piotr Tabor, Dyrektor Zarządzający FinUp.

Inną tendencją, zdaniem eksperta FinUp, na rynku będzie dalszy rozwój rozwiązań cyfrowych w usługach finansowych. Tylko w 2017 roku odnotowaliśmy w Polsce wzrost o 2 miliony użytkowników bankowości mobilnej, a w skali Europy zajmujemy 9. miejsce pod względem liczby tego typu użytkowników. To z kolei może prowadzić do wzrostu udziału kanałów zdalnych w dystrybucji produktów finansowych.

Źródło danych: Europejskie Badanie Bankowości Cyfrowej, Mastercard, 2017

KPF. Sektor pośrednictwa finansowego w Polsce. III kwartał 2017, Gdańsk, 2017