Trump wstrzymuje umocnienie kursu dolara

Pomimo sprzyjających danych makroekonomicznych i pozytywnych wypowiedzi decydentów z amerykańskiego FOMC, dolar ubiegły tydzień zakończył na niemal niezmienionym poziomie w relacji do euro.

W początkach ubiegłego tygodnia dolar amerykański kontynuował umocnienie. Aprecjacji waluty sprzyjał m.in. optymistyczny wydźwięk przemówienia szefa Rezerwy Federalnej, Jerome Powella, w trakcie półrocznego oświadczenia z pracy FOMC przed Kongresem. Sielanka skończyła się w czwartek, kiedy Donald Trump w niezapowiedzianym obwieszczeniu ogłosił zamiar wprowadzenia w Stanach Zjednoczonych 25-procentowego cła na import stali oraz 10-procentowego cła na aluminium. Ruch skrytykowały Unia Europejska i Chiny, które ogłosiły wdrożenie środków odwetowych. Oświadczenie Trumpa przełożyło się na wyprzedaż dolara, w rezultacie zatrzymując aprecjację amerykańskiej waluty względem euro.

W minionym tygodniu najlepiej wśród walut G10 radził sobie jen japoński. Walucie sprzyjał powrót niepokoju na rynkach oraz jastrzębi komunikat płynący z Banku Japonii. Obecny prezes banku centralnego Japonii, Haruhiko Kuroda, zasugerował, że decydenci BoJ w przyszłości zaczną rozważać odejście od obecnie prowadzonej skrajnie luźnej polityki pieniężnej. Po oświadczeniu przewodniczącego Banku, JPY zyskiwał względem każdej głównej waluty.

W momencie pisania tego komentarza, informacja o zaakceptowaniu przez niemiecką partię SPD członkostwa w koalicji rządowej z Chadekami Angeli Merkel wydaje się równoważyć niepewność związaną z nierozstrzygniętymi wyborami we Włoszech. Euro w trakcie sesji azjatyckiej nie było poddane zbyt dużym wahaniom. Oprócz informacji związanych z zeszłotygodniowym obwieszczeniem prezydenta Trumpa dotyczącym wprowadzenia nowych ceł, najważniejszymi wydarzeniami tygodnia będą czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego oraz publikacja piątkowego raportu z amerykańskiego rynku pracy w lutym.

PLN

Ubiegły tydzień był dość mieszany dla polskiej waluty. Złoty reagował przede wszystkim na zmiany na głównych parach, pod koniec tygodnia cierpiał również ze względu na odwrót od ryzyka związany z zapowiedziami Donalda Trumpa dotyczącymi wprowadzenia nowych ceł. Ostatecznie złoty zakończył tydzień tracąc w relacji do euro i dolara amerykańskiego, dość istotnie zyskiwał natomiast w parze ze słabszym funtem brytyjskim.

W kontekście minionego tygodnia warto wspomnieć o publikacji szczegółowych danych o PKB Polski, które potwierdziły, że to inwestycje stanowiły główną siłę napędową wzrostu gospodarczego kraju w czwartym kwartale. Wzrost nakładów na środki trwałe dodał 2,8 p.p. do 5,1-procentowego wzrostu gospodarczego Polski.

W bieżącym tygodniu można zwrócić uwagę na środową decyzję i konferencje prasową Rady Polityki Pieniężnej. Oczywiście inwestorzy nie spodziewają się żadnych zmian parametrów polityki monetarnej podczas spotkania, warto będzie natomiast posłuchać komentarzy prezesa Glapińskiego i dwóch innych członków RPP obecnych na konferencji. W kontekście działań Rady warto wspomnieć o publikacji projekcji inflacji i PKB, które zostaną opublikowane w przyszły poniedziałek. Obniżenie prognoz dynamiki cen mogłoby przełożyć się na dalsze odsuwanie w czasie rynkowych oczekiwań względem wzrostu stóp procentowych w Polsce.

GBP

Brak istotnych danych makroekonomicznych z Wielkiej Brytanii w ubiegłym tygodniu sprawił, że uwaga rynków skupiała się wyłącznie na informacjach dotyczących Brexitu. Stosunkowo surowe warunki wyjścia, nakreślone przez Unię Europejską w opublikowanym szkicu porozumienia doprowadziły do odwrotu inwestorów od funta – w konsekwencji brytyjska waluta osłabiała się zarówno względem euro, dolara, jak i polskiego złotego.

Najbliższy tydzień również nie przyniesie zbyt wielu nowych, istotnych danych z gospodarki Zjednoczonego Królestwa. Tym samym należy oczekiwać, że na funta największy wpływ będą miały informacje dotyczące Brexitu, w szczególności reakcja europejskich oficjeli na piątkowe, pojednawcze przemówienie Theresy May.

EUR

Opublikowane w ostatnim czasie dane gospodarcze ze strefy euro nie były szczególnie pozytywne dla wspólnej europejskiej waluty, niemniej ze względu na informacje o realizacji protekcjonistycznych obietnic Donalda Trumpa, które nadeszły z drugiej strony Atlantyku, rynki raczej ignorowały słabsze odczyty makroekonomiczne ze Starego Kontynentu. Oprócz spowolnienia aktywności gospodarczej wyrażonej spadkami kilku kluczowych indeksów PMI, warto wspomnieć o danych opisujących dynamikę cen, które sugerują, że inflacja w strefie euro nadal nie wykazuje żadnych tendencji wzrostowych. W kontekście inflacji kluczowe będą opublikowane w tym tygodniu prognozy makroekonomiczne członków Europejskiego Banku Centralnego. Z pewnością zwrócimy uwagę na to, jak rozczarowujące dane o inflacji wpłyną na przewidywania banku centralnego. W przeciwieństwie do części analityków nie spodziewamy się szczególnych zmian w kwestii tzw. forward guidance, czyli retoryki Banku dotyczącej okresu dłuższego niż jedno spotkanie. Rozczarowanie czwartkowym spotkaniem i konferencją EBC może przełożyć się na słabość wspólnej waluty.

USD

Przez większość tego tygodnia nie poznamy żadnych istotnych danych makroekonomicznych. Na kluczowe odczyty przyjdzie nam poczekać do piątku po południu, kiedy to opublikowany zostanie raport z amerykańskiego rynku pracy. Do momentu publikacji największy wpływ na dolara prawdopodobnie będą miały informacje związane z ogłoszeniem przez Donalda Trumpa zamiaru wprowadzenia taryf celnych. W naszej opinii moc sprawcza jego zapowiedzi jest raczej wątpliwa. Zważywszy na fakt, że cła stoją w opozycji do interesów amerykańskiego biznesu, możliwe, że zmiany w warunkach handlowych nie wejdą w życie. Rosnący chaos w administracji Trumpa zdaje się potwierdzać te przewidywania.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Raport DHL i Cranfield School of Management: E-commerce zmienia usługi B2B

  • Raport podkreśla strategie, dzięki którym firmy B2B mogą z powodzeniem konkurować w dziedzinie dynamicznie rozwijającego się transgranicznego handlu elektronicznego
  • Klienci B2B coraz częściej oczekują sprawnego, skalowalnego doświadczenia, podobnego do tego, oferowanego klientom indywidualnym w ramach B2C

DHL Express we współpracy z Cranfield School of Management opublikował białą księgę. Zawiera ona wyniki badań na temat bieżących tendencji i znacznego potencjału występującego w dziedzinie handlu elektronicznego dla firm świadczących usługi dla przedsiębiorstw (B2B). Biała księga stanowi praktyczny przewodnik po szczegółowych cechach i strategiach cyfrowych stosowanych przez firmy, które rozwijają transgraniczną ofertę handlową. Przedstawia ramy umożliwiające spółkom lepsze zrozumienie i porównanie poziomu rozwoju własnego handlu elektronicznego do poziomu wzorcowego.

„W ostatnich latach obserwowaliśmy szybszy rozwój handlu elektronicznego między firmami a konsumentami (B2C) niż w pozostałych sektorach gospodarki, przy czym przesyłki międzynarodowe premium wzrosły z poziomu 10% do ponad 20% obrotów DHL Express.”- powiedział Ken Allen, CEO DHL Express. „Jak pokazuje przeprowadzona analiza, istnieje pewien potencjał dla dynamicznego wzrostu handlu transgranicznego B2B, a sieć DHL Express będzie ten wzrost umożliwiała firmom na całym świecie.”

„Handel elektroniczny radykalnie zmienia sposób działania firm B2B i otwiera nowe możliwości rynkowe na całym świecie, jednocześnie motywując wiele przedsiębiorstw o ugruntowanej pozycji do dotrzymania kroku sprawnie działającym nowym firmom.” – powiedział John Pearson, CEO DHL Express Europe. „ Spółki e-commerce, które obecnie odnoszą największe sukcesy, oferują ulepszone doświadczenia klienta, porównywalne z tym, co każdy z nas zna z prywatnych zakupów przez internet. Aby konkurować w tym zmieniającym się środowisku rynkowym, firmy B2B także muszą zmieniać swoje łańcuchy dostaw, stając się bardziej przejrzystymi, zoptymalizowanymi, szybko reagującymi i elastycznymi. W oparciu o wieloletnią współpracę z sektorem B2B oraz sukces odniesiony w obsłudze transgranicznych transakcji B2C, DHL Express ma duże możliwości pomocy firmom przemysłowym w bardziej aktywnym wejściu na rynek handlu elektronicznego”.

Oczekuje się, że w ciągu najbliższych pięciu lat, wolumen transgranicznych transakcji B2B wyniesie 1,2 biliona USD, według danych Forrester Research. Aby wykorzystać ten potencjał, firmy muszą zapewnić bardziej elastyczne, skalowalne i mobilne doświadczenie klienta, takie jak w przypadku zakupów dokonywanych przez Internet przez klientów detalicznych (B2C). Jednakże, transakcje B2B w sposób zasadniczy różnią się od transakcji B2C, co wymaga odmiennego podejścia. Kluczowe znaczenie dla firm B2B pragnących zapewniać takie doświadczenie klientom, ma adaptacja pewnych cech i funkcjonalności serwisu internetowego, takich jak katalog produktów oraz bezpośrednie wsparcie klienta, czy lepsza integracja systemów sprzedażowych z systemami księgowo-administracyjnymi i kompleksowe procesy logistyczne.

„W trakcie naszego badania ustaliliśmy trzy archetypy firm działających w obszarze e-commerce, od „początkowego” poprzez „średnio zaawansowanego”, skończywszy na prawdziwym „innowatorze”. – powiedział Prof. Michael Bourlakis, kierownik katedry Logistyki i Zarządzania Łańcuchem Dostaw Cranfield University. „Początkujący np. dopiero co zaczęli zanurzać stopy w wodzie, jeśli chodzi o handel elektroniczny i posiadają podstawowe funkcjonalności w swoich serwisach internetowych. Z kolei innowatorzy posiadają wyszukane oferty i stosują zaawansowane technologie – jak np. uczenie maszynowe i rzeczywistość wirtualna – w celu lepszego przewidzenia wymogów klientów oraz zaoferowania im zindywidualizowanych doświadczeń. W tych ramach firmy widzą, jak wypadają w porównaniu z innymi firmami, które rozwijają ofertę e-commerce oraz zyskują wiedzę na temat sposobu poprawy swojej własnej działalności na polu handlu elektronicznego.”

Firmom myślącym o uelastycznieniu sieci i wykorzystaniu popytu za granicą, który pojawia się czasami niespodziewanie, poprzez wprowadzenie oferty e-commerce, dostawcy zajmujący się międzynarodową logistyką ekspresową, mogą zapewnić globalne sieci umożliwiające pozyskanie bezpośredniego dostępu do rynków zagranicznych w systemie „od drzwi do drzwi” i obsługę kategorii premium. To pozwala sektorowi B2B na nawiązanie współpracy z nowymi segmentami klientów w sposób efektywny, bez potrzeby rozbudowanych sieci magazynowych i dystrybucyjnych na rynkach, na których występują niskie wolumeny obrotów. Zapewniają także firmom e-commerce pośrednie korzyści poprzez utrwalenie wiarygodności i zaufania do marki, usprawnienie procesów logistycznych oraz zminimalizowanie ryzyka finansowego poprzez ograniczenie czasu, jaki zajmuje transport towarów oraz zapewnienie pełnej widoczności zamówień.

W oparciu o połączenie badań źródeł wtórnych, wyników badań ankietowych, w białej księdze ustalono pięć kategorii cech, które są niezbędne dla platform handlu elektronicznego spółek B2B: infrastruktura cyfrowa, doświadczenie klienta, indywidualizacja klienta, płynna integracja i synchronizacja logistyki. Firmom pragnącym rozwinąć swoje możliwości we wspomnianych pięciu kategoriach, białą księga oferuje także praktyczne rekomendacje, takie jak stosowanie narzędzi analityki biznesowej w celu uzyskania lepszych danych i udoskonalenia informacji o kliencie, a także czerpanie inspiracji z łańcuchów dostaw największych detalistów przy opracowywaniu wielokanałowych sieci sprzedaży (tj. łączeniu sklepów stacjonarnych oraz internetowych bądź mobilnych).

Naczelny Sąd Administracyjny stanął po stronie przedsiębiorców. Klęska inspekcji farmaceutycznej i korporacji aptekarskiej w sprawie 1%

Naczelny Sąd Administracyjny potwierdził, że zasada sukcesji uniwersalnej odnosi się do zezwoleń na prowadzenie aptek, a zezwolenia apteczne nabyte w drodze przejęć kapitałowych z mocy prawa przechodzą na nabywcę. W ten sposób Sąd potwierdził prawa przedsiębiorców, którzy w ostatnich kilkunastu latach kupowali apteki, także od Skarbu Państwa. Wyrok podważa wykładnię forsowaną przez inspekcję farmaceutyczną i korporację aptekarską, które w ostatnich latach podjęły działania przeciwko przedsiębiorcom, próbując zmienić sens zapisów o 1%, po kilkunastu latach ich obowiązywania, bez zmiany regulacji.

Na rozprawie w dniu 27 lutego 2018 roku NSA oddalił skargę kasacyjną Głównego Inspektora Farmaceutycznego od wyroku WSA w Warszawie z dnia 27 lutego 2017 roku w sprawie VI SA/Wa 559/16. Skarga kasacyjna GIF została oddalona, a orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego (II GSK 2510/17) ma charakter przełomowy, ponieważ kończy chaos interpretacyjny wokół zasady sukcesji uniwersalnej na gruncie zezwolenia na prowadzenie apteki.

W 2004 r. ustawodawca wprowadził do art. 99 ust. 3 Prawa farmaceutycznego przepis, zgodnie z którym zezwolenia na prowadzenie apteki „nie wydaje się, jeśli podmiot ubiegający się o zezwolenie prowadzi na terenie województwa więcej niż 1% aptek ogólnodostępnych”. Przez ponad dziesięć lat konsekwentnie przyjmowano, że zasada jednego procenta ma zastosowanie, tak jak wynika z cytowanego przepisu, jedynie w przypadkach, w których przedsiębiorca wnosi o udzielenie nowego zezwolenia na prowadzenie apteki. Nie oznacza natomiast ogólnego zakazu posiadania więcej niż 1% aptek, na przykład w drodze przejęć kapitałowych.

Przez dziesięć lat wiele instytucji państwowych w oficjalnych dokumentach stwierdzało, że nie ma zakazu posiadania więcej niż 1 procenta aptek w województwie. Czyniło to m.in. Ministerstwo Zdrowia, Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów i Ministerstwo Skarbu Państwa, które na podstawie tak brzmiących przepisów sprzedało przedsiębiorcom państwowe Cefarmy i należące do nich sieci aptek za ponad 0,5 mld zł.

Mało tego, dwukrotnie procedowano projekty ustaw, które miały taki zakaz wprowadzić (zakaz ostatecznie nie wszedł w życie). W uzasadnieniu tamtych projektów nowelizacji jednoznacznie wskazywano, że ówczesny (i aktualny) przepis odnosi się wyłącznie do etapu wydania zezwolenia.

– Nagle, pod koniec 2014 r. inspekcja farmaceutyczna, pod naciskiem organów samorządu aptekarskiego uznała, że ze zwrotu „zezwolenia nie wydaje się jeśli” wynika bezwzględny zakaz posiadania przez kogokolwiek większej niż 1% liczby aptek w województwie. W rezultacie rozpoczęto administracyjną procedurę podważania i odbierania dotychczas funkcjonujących zezwoleń, w tym procedurę odmowy zmiany zezwoleń w przypadku połączeń kapitałowych – powiedział Tomasz Duraj z kancelarii DurajReck.

W sprawie objętej rozstrzygnięciem NSA, przedsiębiorca, po przejęciu innej spółki wystąpił do GIF o zmianę zezwolenia na pozwolenie apteki. Przedsiębiorca powołał się na zasadę sukcesji uniwersalnej, zgodnie z którą spółka przejmująca wstępuje z dniem połączenia we wszystkie prawa i obowiązki spółki przejmowanej. GIF odmówił zmiany zezwolenia na prowadzenie apteki, twierdząc, że przedsiębiorca przekroczył dopuszczalny próg 1% aptek posiadanych w województwie. GIF stwierdził, że w takiej sytuacji zastosowanie ma art. 99 ust. 3 Prawa farmaceutycznego. W ocenie GIF artykuł ten stanowi wyjątek od zasady sukcesji uniwersalnej określonej w kodeksie spółek handlowych, a tym samym zezwolenie nie przeszło na przedsiębiorcę.

Sprawa trafiła do WSA w Warszawie. Wprawdzie WSA oddalił skargę przedsiębiorcy, ale w uzasadnieniu zakwestionował wykładnię przepisów prawa farmaceutycznego, którą GIF wyraził w swojej decyzji. Zdaniem WSA zezwolenie na prowadzenie apteki podlega zasadzie sukcesji uniwersalnej i przeszło na skarżącego przedsiębiorcę z mocy prawa. GIF nie zgodził się z wykładnią zaprezentowaną przez WSA w Warszawie i złożył skargę kasacyjną do NSA.

Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę GIF. – Oddalając skargę kasacyjną, Sąd na wstępie podkreślił, że obowiązkiem organu jest przede wszystkim kierowanie się brzmieniem przepisu, a nie pełnienie funkcji „prawotwórczej”. NSA wskazał, że art. 99 ust. 3 Prawa farmaceutycznego w ogóle nie reguluje kwestii następstwa prawnego i nie może być traktowany jako wyjątek od zasady sukcesji uniwersalnej – powiedział Marcin Tomasik z kancelarii Tomasik Jaworski, reprezentujący przed sądem Związek Przedsiębiorców Aptecznych PharmaNET. – Jak wskazał Sąd, jeżeli nie ma przepisów przewidujących wyłączenie stosowania zasady sukcesji uniwersalnej, nie ma podstawy do dokonywania przez organ interpretacji, że zezwolenie nie przeszło. W konsekwencji, w omawianej sprawie znajduje zastosowanie zasada sukcesji uniwersalnej i przedsiębiorca przejął zezwolenie z mocy prawa – dodał.

NSA zwrócił uwagę, że GIF dopuścił się niedopuszczalnej wykładni rozszerzającej przyznanych mu przez ustawodawcę kompetencji. Kompetencje, jakie ustawodawca przyznał GIF wyłącznie w zakresie postępowania dotyczącego wydania zezwolenia na prowadzenie apteki, GIF bezpodstawnie rozszerzył na postępowania dotyczące zmiany zezwolenia.

Na marginesie wydanego rozstrzygnięcia Sąd dał również do zrozumienia, co myśli o zachowaniu organu w kontekście ochrony pacjentów i zdrowia publicznego – powiedział Mateusz Grzech z kancelarii DurajReck, prowadzącej przed sądem sprawę poszkodowanego przedsiębiorcy. Znamiennie zabrzmiało zadane przez Sąd pełnomocnikowi GIF pytanie, czy gdyby w danym województwie istniała tylko jedna apteka, to GIF zamknąłby ją ponieważ przedsiębiorca prowadzący tę aptekę przekracza 1%, posiadając 100% aptek w województwie? – dodał.

Dzisiejszy wyrok jest przełomowy z kilku względów. Dotychczasowe orzeczenia na poziomie WSA w sprawach dotyczących zmiany zezwolenia na prowadzenie apteki były niejednolite. Orzeczenie Naczelnego Sadu Administracyjnego wprowadza natomiast zrozumiałą wykładnię przepisów prawa farmaceutycznego odwołującą się do klasycznych zasad wykładni prawa i rzeczywistego brzmienia przepisów. Próby tworzenia przez GIF sztucznych reguł dotyczących sukcesji zezwoleń zostały ucięte.

Cieszymy się, że Naczelny Sąd Administracyjny jednoznacznie stwierdził, iż absurdalna interpretacja przepisów o 1% progu, forsowana przez samorząd aptekarski i zastosowana przez GIF, jest pozbawiona podstaw. Rozstrzygnięcie NSA cieszy, ponieważ stanowi jednoznaczny sygnał, że przepisy regulujące zasady prowadzenia działalności gospodarczej, należy odczytywać literalnie, zgodnie z ich treścią, a nie interpretować w sposób rozszerzający – podsumował Marcin Nowacki, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Chatbot – wiodący trend w obsłudze klienta

Dobrze prowadzona obsługa klienta to niewątpliwie siła napędowa dla powodzenia biznesu. Według prognoz marketerów, do 2020 roku komunikacja firm z klientem będzie odbywała się za pomocą sztucznej inteligencji (AI). Tradycyjna obsługa przechodzi obecnie prawdziwą rewolucję. Jakie zmiany przyniosą najbliższe lata?

Według ostatnich danych z mediów społecznościowych korzysta 2,48 mld użytkowników na całym świecie – to blisko 9% wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem. Na czele wciąż stoi Facebook z 1,54 mld użytkowników. Najczęściej używanym komunikatorem jest aplikacja Messenger. Dzięki takim mediom jak właśnie Messenger, WhatsApp, Viber, Skype i wiele innych użytkownicy mogą w dowolnym czasie i miejscu komunikować się z innymi. Dlatego też coraz więcej firm korzysta z tych aplikacji, wykorzystując je w obsłudze klienta nie ograniczając się tym samym wyłącznie do maila czy call center. Ze względu na praktyczne zastosowanie  tych programów, następuje automatyzacja komunikacji poprzez sztuczną inteligencję(AI). Platformy społecznościowe wykonały już duży krok w tym kierunku chociażby poprzez wprowadzenie chatbotów.

Czym są chatboty?

Chatbot jest programem opartym na regułach oraz wykorzystaniu AI, z którym użytkownik komunikuje się za pośrednictwem interfejsu czatu. Chatboty potrafią obsługiwać różne aktywności, m. in. odpowiadać na zapytania klientów, rekomendować produkty, dokonywać rezerwacji, zamawiać jedzenie, robić zakupy, informować o promocjach oraz wiele innych.

Jak działa chatbot?

Obecnie można rozróżnić dwa typy chatbotów. Jeden działa w oparciu o zestaw reguł, drugi natomiast, bardziej zaawansowany korzysta z uczenia maszynowego.

Chatbot działający w oparciu o reguły jest bardzo ograniczony. Może opowiadać tylko na konkretne polecenia. Jeżeli pytanie będzie źle sformułowane, to bot nie będzie w stanie odgadnąć kontekstu i prawdopodobnie wyśle jedną z kliku przygotowanych na tę sytuację odpowiedzi. Poziom inteligencji danego bota jest zależny od jego zaprogramowania.

Drugi rodzaj chatbota, który działa za pomocą uczenia maszynowego jest tworzony w określonym celu. Zazwyczaj wykorzystują go podmioty, które chcą być przygotowane na niestandardowe pytania zadawane przez potencjalnych klientów.  Pełnią one wtedy rodzaj stałego komunikatora, ułatwiając tym samym błyskawiczne reakcja na zapytania internautów.

Bot a Messenger

Jedną z największych zalet Messengera jest to, że jest on cały czas online, a użytkownicy mają do niego dostęp zarówno z poziomu smartfona jak i komputera. Messenger z natury pełni funkcję komunikatora społecznościowego, co oznacza że można łatwo udostępnić danego bota swoim znajomym.  Ponadto, boty będą mogły wkrótce uczestniczyć w rozmowach grupowych. Facebook stale inwestuje w Messengera duże sumy i ciągle aktualizuje aplikację. Oznacza to, że z czasem boty w Messengerze będą lepsze i będzie ich znacznie więcej.

Możliwości bota

Główną zaletą botów jest to, że pozwalają na błyskawiczny dostęp do rozmowy, przy jednoczesnym wyeliminowaniu presji. Nie ma żmudnego procesu rejestracji, jak w przypadku aplikacji lub strony internetowej. Dodatkowo, pulsem jest to, że bot ma już dostęp do profilu społecznego użytkownika i może personalizować i uaktualniać informacje w każdej chwili.

Messenger oferuje możliwość adresowania komunikatów na różne grupy odbiorców. Aplikacja oferuje segmentowanie użytkowników ze względu na płeć, zainteresowania, intencje zakupowe, itp. Natomiast do Internautów, którzy są mało aktywni, Messenger może wysłać spersonalizowaną wiadomość, która zachęci ich do konkretnego działania.

Boty w obsłudze klienta

Boty oferują wiele możliwości, które sprzyjają potencjalnym klientom w poznaniu firmy oraz jej oferty. Co więcej są one stałym, wygodnym i skutecznym kanałem komunikacji z obecnymi klientami. Z jego pomocą, osoba kontaktująca się przez komunikator w ciągu kilkunastu minut może otrzymać prezentację produktu, cennik, aktualną promocję czy informacje potrzebne do podjęcia decyzji zakupowej. Boty eliminują także konieczność kontaktowania się z call center. Nie mniej jednak, osoby które cenią sobie kontakt z człowiekiem w każdej chwili mogą otrzymać numer kontaktowy do konkretnej osoby, a nawet zadzwonić bezpośrednio z messengera.

Boty sprawdzają się nie tylko w dużych firmach, ale także w małych lokalnych biznesach. Dzięki stałemu dostępowi do Internetu, mogą nawigować użytkownika do konkretnego miejsca. Ta opcja działa w dwie strony. Użytkownik poprzez udostępnienie swojej lokalizacji przedsiębiorcy usługowemu, może wskazać na jaki adres ma zostać dostarczone jego zamówienie.

Bardzo dobrym rozwiązaniem jest integracja strony internetowej z komunikatorem. Dzięki takiemu rozwiązaniu ruch na stronie może znacząco wzrosnąć i przyczynić się do większej sprzedaży produktów bądź usług.

Jak tworzyć chatboty?

Tworząc chatboty widzimy, jak bardzo popularne jest przedstawienie treści strony internetowej i katalogu w Messengerze. Użytkownik nie musi wychodzić z interfejsu Messengera aby zapoznać się z produktami, czy dokonać zakupu. Dla większych klientów tworzymy skomplikowane rozwiązania integrując Chatboty z różnymi systemami np. CRM. Obserwując skuteczność naszych realizacji widzimy, że jest to przyszłościowe rozwiązanie dla każdej branży.

Przyszłość obsługi klienta

W przypadku botów możliwości są nieograniczone. W dzisiejszych czasach można zbudować wszystko, na co pozwala nam wyobraźnia. Zapewne w najbliższym czasie powstanie wiele botów, które odniosą ogromny sukces i na stałe wpiszą się w trend wykorzystywany w celu usprawnienia jakości obsługi klienta.

Autor: Andrzej Goleta, Digital Marketing Wizard sieci reklamowej Adexon

Zakaz handlu w niedzielę to 300 mln ekstra zł dla e-commerce

  • Zakazu handlu w niedzielę oznacza zwiększenie obrotów w e-commerce średnio o 15%
  • Według analiz QuarticOn, niedziela już teraz jest bardzo dobrym dniem handlowym w internecie
  • Ustawa o zakazie handlu w niedzielę wchodzi w życie w marcu

Zamknięcie sklepów w niedzielę, według analityków z QuarticON*, spowoduje, że branża e‑commerce tylko w 2018 r. zanotuje dodatkowe 300 mln zł sprzedaży.

Z roku na rok szybko przybywa osób kupujących przez internet. Tempo wzrostu polskich firm działających w branży online to około 15-20% rocznie. Zakaz handlu w niedzielę jest szansą dla internetowego biznesu i z pewnością zmusi niektóre sklepy stacjonarne do szerszego zaistnienia w internecie, a jednocześnie przekieruje do nich nowy strumień klientów – mówi Paweł Wyborski, prezes QuarticoON.

Polacy, dotychczas robiący zakupy przez internet, najchętniej w niedzielę kupowali produkty w: sklepach z ubraniami (15,8% udziału w e-handlu w tym segmencie w skali tygodnia), drogeriach (15,7%), sklepach sportowych (15,4%) oraz salonach meblarskich (14,9%). Najmniejszą popularnością w niedzielę cieszą się zakupy w aptekach internetowych (8,3%) oraz sklepach budowlanych (11,9%). To dane zebrane na podstawie analizy transakcji on-line z ostatnich 6 miesięcy dla kilkudziesięciu czołowych sklepów internetowych w Polsce, korzystających z silnika rekomendacji e-commerce.

W skali tygodnia sprzedaż w niedzielę zapewnia obecnie branży e-commerce 13% całości przychodów. Niedziela już dziś jest zatem bardzo dobrym dniem handlowym dla e-commerce a zdaniem praktyków i ekspertów, najlepsze dopiero nadchodzi.

Wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę jest szansą na zwiększenie obrotów o co najmniej kilkanaście procent – mówi Łukasz Szczepański, prezes Merlin.pl. – W tym momencie badamy skuteczność różnych działań marketingowych, mogących jeszcze zwiększyć efekt prosprzedażowy w dni objęte zakazem handlu w sklepach stacjonarnych. Dostawy tego samego dnia w konkretnych miastach Polski są dla nas ważnym strategicznie zagadnieniem. Chcielibyśmy uruchomić taką usługą dla zamówień we wszystkie dni tygodnia, nie tylko w niedzielę – dodaje Szczepański.

Analitycy QuarticON szacują, że zakaz handlu w 20 niedziel w 2018 r. pozytywnie wpłynie nie tylko na branże, które cieszyły się mniejszą popularnością w sieci, ale również na częstotliwość zakupów online w poszczególne dni tygodnia. Sobota dla branży e-commerce, to dzień, w którym konsumenci online są najmniej aktywni – jednak jeśli sobota w tradycyjnym handlu oznaczać będzie kolejki w hipermarketach to zapewne kupujący zmienią konsumpcyjne nawyki i chętniej będą zaopatrywać się w produkty w sieci właśnie w sobotę, chcąc uniknąć tłumów sklepie.

Pierwsza niehandlowa niedziela już 11 marca. Zgodnie z ustawą w 2018 r. zakaz obejmie ponad 20 niedziel. Prawo przewiduje stopniowe wygaszanie handlu w ten dzień, całkowity zakaz wejdzie w życie w 2020 r. Wg ustawy handel przez internet w niedzielę jest legalny.

Gaz coraz bardziej istotny dla polskiego miksu energetycznego

W energetyce bardzo ważna jest stabilność dostaw, bezpieczeństwo i cena. To na podstawie tych trzech czynników podejmowane są decyzje. W przypadku takich surowców, jak gaz – gdzie jest bariera wejścia, czyli budowa rurociągów, długoterminowe kontrakty – bardzo ważne jest, aby partnerzy byli wiarygodni. Wystarczy spojrzeć na przykład Ukrainy, która w zimowym sezonie grzewczym kilka lat temu straciła dostawy gazu z Rosji i miała bardzo duże problemy – szczególnie, że jej przemysł był bardzo energochłonny. Polski Rząd od wielu lat działa na rzecz dywersyfikacji źródeł dostaw surowców energetycznych. W przypadku gazu oznacza to otwarcie na Bałtyk i budowę Korytarza Norweskiego, ściąganie surowca nie tylko z Norwegii rurociągiem, ale także przez gazoport ze Stanów Zjednoczonych czy Kataru. W skroplonej postaci jest on rozprężany i zatłaczany do naszej sieci gazowej. Dzięki temu Polska zyskuje niezależność.

– Importowanie surowca z terenów Federacji Rosyjskiej jest niestety problematyczne. Wsparcie sprzedaży wiąże się z projekcją siły państwowej tego kraju – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – To nie tylko handel, ale też elementy, które psują relacje. Wpływa to na stabilność dostaw oraz sposób, w jaki odbieramy wiarygodność partnera. Rosjanie budując infrastrukturę Nord Stream 2, czyli kolejne 50 miliardów m3 przepustowości po Bałtyku do Niemiec, zamierzają jeszcze bardziej uzależnić od swojego gazu rynek europejski. Obecnie dla Europy zależność ta sięga około 32-33 proc., ale wkrótce może to być nawet kilkanaście punktów procentowych więcej. Droga niemiecka jest na tyle istotna, że kraj ten w relacjach bilateralnych wykorzystuje swoją ekstraordynaryjną pozycję negocjacyjną – zarówno w Unii Europejskiej, jak i w stosunkach z Rosją – aby stać się surowcowym hubem. Chcą rozprowadzać gaz po całym kontynencie, dodatkowo na tym zarabiając. Gdyby Polska nie budowała infrastruktury otwierającej nas na Bałtyk jako źródło dostaw i weszłaby w konflikt ze wschodnim sąsiadem, moglibyśmy kupować rosyjski gaz z terenu Niemiec, przepompowany przez Nord Stream. Nie jest to więc realna dywersyfikacja. Długoterminowo nie jest to korzystne rozwiązanie. Coraz więcej mocy w ciepłownictwie i energoenergetyce, np. planowana elektrownia Dolna Odra, ale także moce elektrociepłowni – będą napędzane paliwem gazowym. Wynika to z unijnych regulacji klimatycznych – paliwo węglowe w sztuczny, administracyjny sposób przez np. system EU ETS (certyfikatów CO2) będzie dużo droższy. Paliwo gazowe będzie zwiększało swój udział w polskim miksie energetycznym – podkreślił Roszkowski.

Bitcoin w trendzie wzrostowym

Od tygodnia bitcoin znajduje się w wyraźnym trendzie wzrostowym. W tym czasie jego wartość podniosła się z niecałych 9,5 tys. USD (26 lutego rano) do ponad 11,5 tys. USD (5 marca rano). Oznacza to wzrost na bardzo przyzwoitym poziomie 21%. Co więcej, w porównaniu z dołkiem z 6 lutego najpopularniejsza kryptowaluta zyskała do tej pory niemal 89%. Jednak nadal kosztuje 15% mniej niż na początku tego roku. Trudno ocenić, jak długo potrwa ten wzrostowy trend, ale o sile wirtualnych walut może świadczyć fakt, że nawet nieprzychylna wypowiedź przedstawiciela Banku Anglii, który wezwał do wprowadzenia surowszych regulacji na handel kryptowalutami, nie zaszkodziła bitcoinowi.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do japońskiego jena (-0,28%), a zyskuje do euro (+0,16%), brytyjskiego funta (+0,08%), dolara kanadyjskiego (+0,16%) oraz dolara australijskiego (+0,26%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,23, GBP/USD – 1,379, USD/CAD – 1,29, AUD/USD – 0,774 i USD/JPY – 105,4. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,46%) i kurs EUR/JPY wynosi 129,6, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,892. W porównaniu z sytuacją sprzed weekendu złotówka lekko zyskuje do dolara i funta, a wobec euro i franka szwajcarskiego jej wartość jest podobna. W poniedziałek rano dolar kosztuje 3,41 zł, euro – 4,19 zł, funt – 4,7 zł, a frank – 3,64 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach nadal przewaga koloru czerwonego. W piątek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 1,47%, frankfurcki indeks DAX – 2,27%, a paryski indeks CAC 40 – 2,39%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 0,51%, meksykański indeks Bolsa spadł o 0,11%, a brazylijski indeks Bovespa podniósł się o 0,45%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei obniżył się o 0,66%, indeks Shanghai Composite zyskał 0,07%, a hongkoński indeks Hang Seng stracił o 2,32%.

Ropa i złoto

Po wcześniejszych spadkach ceny ropy naftowej lekko odreagowują. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 64,37 USD (+0,84%), a ropy WTI – 61,25 USD (+0,42%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy pozostaje na poziomie 70 USD. Z kolei złoto kontynuuje wzrosty. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1325 USD. To 8 USD więcej (+0,61%) niż przed weekendem.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 2:45 – Chiny – Indeks PMI dla usług, luty – 54,2 pkt. (prognoza 54,5 pkt.)
  • 9:55 – Niemcy – Indeks PMI dla usług, luty (prognoza 55,3 pkt.)
  • 10:00 – Strefa euro – Indeks PMI dla usług, luty (prognoza 56,7 pkt.)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Indeks PMI dla usług, luty (prognoza 53,4 pkt.)
  • 11:00 – Strefa euro – Sprzedaż detaliczna (r/r), styczeń (poprzednio 1,9%)
  • 15:45 – USA – Indeks PMI dla usług, luty (prognoza 55,9 pkt.)
  • 16:00 – USA – Indeks ISM dla usług, luty (prognoza 59,4 pkt.)
  • 18:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Chicago

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Przed nami rok rekordów magazynowych i logistycznych

Dane z rocznego raportu AAG Industrial & Logistics Market Review potwierdzają, że sektor ten z zasobami przekraczającymi 13,5 mln m kw. był najszybciej rosnącym spośród wszystkich sektorów rynku nieruchomości komercyjnych w 2017 roku. W tym czasie łączny wolumen zasobów powiększył się o 21 proc. w stosunku do roku 2016. Motorem napędowym pozostają projekty realizowane w formule BTS. Autorzy analizy podkreślają jednocześnie spadek udziału projektów spekulacyjnych.

Dobrą kondycję sektora potwierdza wysoka dynamika przyrostu nowej powierzchni, której od stycznia do grudnia 2017 dostarczono o 77 proc. więcej niż w roku 2016. Kluczowa z rynkowego punktu widzenia okazała się druga połowa roku, w której deweloperzy oddali do użytku 66 proc. z ponad 2,36 mln m kw. nowych obiektów. Najbardziej urosły klastry zlokalizowane wokół Warszawy (389,900 m kw.) oraz Szczecina (315,500 m kw.). Za doskonałym wynikiem drugiej lokalizacji stoją finalizacje dwóch znaczących projektów BTS: największego obiektu magazynowego w Polsce Panattoni BTS Amazon Szczecin (161,000 m kw.) oraz Goodman BTS Zalando Szczecin (130,000 m kw.). Jednak głównym rozgrywającym krajowego sektora był rynek skoncentrowany wokół aglomeracji warszawskiej, wspierany przez logistyczne centrum Polski, czyli projekty z okolic Łodzi i skrzyżowania autostrad A1 i A2 adresowane głównie do firm prowadzących ogólnopolską dystrybucję.

Czas deweloperów

Duża ilość nowych projektów pojawiających się na rynku nie zniechęciła deweloperów do kolejnych inwestycji. Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland wskazują, że na różnych etapach budowy znajduje się obecnie 1,43 mln m kw. magazynów. Do największych zaliczają się Panattoni BTS Amazon Gliwice (146,000 m kw.) oraz Central European Logistics Hub (115,000 m kw.) w Łodzi. Eksperci podkreślają, że impulsem rozwojowym pozostaje dynamiczny rozwój operatorów branży e-commerce.

Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland
Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Zainteresowanie sektorem jest ogromne. Po miesiącach monitorowania możliwości rozwoju na naszym rynku i w naszym regionie, gracze z Państwa Środka przeszli do etapu realizacji projektów. Na samym początku roku sfinalizowaliśmy kontrakt najmu kilkunastu tysięcy metrów kwadratowych dla jednego z chińskich operatorów logistycznych. Zakładamy, że to nie ostatnia tego typu transakcja w najbliższym czasie. Dla firm z rynków Dalekiego Wschodu rejon Europy Środkowo-Wschodniej jest wyjątkowo atrakcyjny pod kątem dostępności gruntów inwestycyjnych pod projekty o skali nawet powyżej 100 000 m kw.

Pustostany w dół

Na koniec minionego roku odsetek powierzchni magazynowych czekających na najemców oscylował wokół 5,4 proc. Wskaźnik ten zanotował spadek o 0,7 p.p. r/r, za którym stoją m.in.: wysoki popyt wspierany projektami BTS i szeregiem umów typu pre-let. Szacuje się, że więcej niż połowa, około 60 proc., nowo budowanych magazynów ma już swoich najemców.

Stabilne czynsze

Z analizy BNP Paribas Real Estate Poland wynika, że, pomimo znacznej skali, zasoby będące obecnie w budowie spotykają się z wysokim popytem, co w rezultacie pozwala utrzymać stan równowagi pomiędzy wynajmującym a najemcą i zapobiega gwałtownym wahaniom stawek czynszu. Te w minionym roku oscylowały w granicach 2–5 EUR/miesiąc w zależności od regionu. Konsekwentnie, najdroższymi lokalizacjami magazynowymi i logistycznymi pozostają te zlokalizowane w granicach Warszawy, na co składają się ograniczona dostępność gruntów pod zabudowę, niski poziom podaży i bliskość kluczowych rynków zbytu.

Raport: Globalny wzrost niewypłacalności dużych firm

Euler Hermes, przedstawił najnowsze dane szacunkowe globalnego wskaźnika upadłości, który obejmuje 43 kraje o łącznym PKB stanowiącym 83% światowego PKB wraz z prognozami na 2018 rok

  • Na poziomie globalnym tendencja spadku liczby upadłości przedsiębiorstw zatrzymała się w 2017 r. (+1%). Było to spowodowane odbiciem od dna w Azji i istniejącymi trudnościami na rynkach wschodzących (Rosja, Brazylia).
  • W 2018 r. poprawiająca się dynamika gospodarza powinna przynieść korzyści przedsiębiorstwom. Liczba upadłości spadnie o 1% na całym świecie. Kluczowy w tym trendzie będzie wkład Ameryki Północnej oraz rozwiniętych gospodarek z całego świata.
  • W blisko połowie krajów liczba upadłości pozostanie jednak wciąż powyżej poziomu z 2007 r., szczególnie w Europie.
  • Pomimo, iż prawdopodobieństwo upadłości zmaleje w 2018 r., to nie wszystkie przedsiębiorstwa skorzystają na tym w równym stopniu. Dane liczbowe dotyczące dużych upadłości – przedsiębiorstw o obrocie przekraczającym 50 mln euro – pokazują, iż w każdym kwartale 2017 r. mieliśmy do czynienia ze wzrostem bankructw dużych podmiotów.
  • Liczba niewypłacalności dużych firm w skali globalnej wzrosła w 2017 roku o szokujące 57 przypadków, łącznie było ich 321a zsumowane obroty wyniosły 104 mld euro. Jest to gwałtowny i znaczny wzrost w kwocie + 10 mld euro w porównaniu z 2016 r.

Wykres1: Globalny wskaźnik niewypłacalności Euler Hermes i wskaźniki regionalne (zmiana roczna w %)

Globalny wzrost niewypłacalności dużych firmŹródło: statystyki krajowe, Euler Hermes

Globalny spadek liczby upadłości na tle różnic regionalnych

Po siedmiu latach trend spadkowy dla liczby upadłości w wymiarze globalnym zatrzymał się w 2017 r., kiedy to odnotowano wzrost o 1%. W 2018 r. liczba upadłości powinna odnotować umiarkowany spadek (-1%). Sprzyjać temu będzie dynamika gospodarcza, ograniczona jednak przez ponownie narastającą presję kosztową i zaostrzenie polityki monetarnej. Wskaźnik niewypłacalności będzie o 4,5% mniejszy w stosunku do poziomu sprzed kryzysu (średnia z lat 2003 – 2007).

Ogólny obraz niewypłacalności w skali całego świata kształtowany jest przez cztery rozbieżne tendencje regionalne, których siłą sprawczą są największe kraje.

Europa Zachodnia: brytyjski wyjątek

W Europie Zachodniej ożywienie gospodarcze i sprzyjająca sytuacja pieniężna nadal będą wpływać na spadek liczby niewypłacalności (-3% wobec -6% w 2017 r.), już piąty rok z rzędu. W dalszym ciągu jednak ich liczba w połowie krajów pozostaje powyżej poziomu sprzed kryzysu.

Największe spadki w tym roku wystąpią w krajach, które wysoki poziom niewypłacalności odnotowały w 2017 r. (w porównaniu do poziomu sprzed kryzysu). Będą to Włochy (-10% w 2018 r.), Francja (-7%), Portugalia (-7%), Irlandia (-4%) i Norwegia (-3%).

W krajach o niskim wolumenie niewypłacalności na koniec 2017 r. dynamika spadku ich liczby w 2018 będzie znacznie mniejsza. Dotyczy to Holandii (-5%), Niemiec (-4%), Austrii (-2%) i Finlandii (-2%). W Belgii (-5%) pozytywny wpływ odbicia gospodarczego, obserwowany w 2017 r. ma ograniczony charakter, na co w w dużym stopniu miały wpływ bankructwa w Brukseli, zwłaszcza w branży hotelarsko-restauracyjne, jakie nastąpiły po atakach terrorystycznych.

Wyjątkiem w Europie zachodniej pozostanie Wielka Brytania, która ze względu na niepewność związaną z Brexitem odnotuje wzrost wskaźnika niewypłacalności (+8%).

USA: powrót do poziomu sprzed kryzysu

Po ośmiu latach ciągłego spadku liczby niewypłacalności w Ameryce Północnej przewidujemy spowolnienie tej tendencji w 2018 r. (zmiana jedynie o -2%). Stany Zjednoczone mają dobre perspektywy gospodarcze na 2018 r., wzmocnione przez oczekiwane rozluźnienie polityki fiskalnej. Powinno to przyczynić się do wspomnianego obniżenia liczby niewypłacalności (-2%) do poziomu najniższego od 2006 r. Poprawę sytuacji osłabiać będzie jednak stopniowe zaostrzanie polityki stóp procentowych, presja kosztów produkcji i pracy, dynamika demograficzna wpływająca na przedsiębiorstwa oraz rozłożone w czasie skutki katastrof naturalnych, które nawiedziły kraj w pod koniec 2017 r.

W Kanadzie liczba upadłości powinna się ustabilizować po osiągnięciu rekordowo niskiego ich poziomu w 2017 r.

Wykres 2: Liczba niewypłacalności w 2018 r. (zmiana roczna w %)

Globalny wzrost niewypłacalności dużych firm 2Źródło: statystyki krajowe, Euler Hermes

Ciągły wzrost wskaźnika niewypłacalności w Azji (zwłaszcza w Chinach) i Afryce

W Azji wzrost gospodarczy pozostaje stabilnym poziomie, dodatkowo wzmocniony poprawą perspektyw w wymianie handlowej i inwestycjach. Z drugiej strony region odczuwa skutki uboczne ‘normalizacji’ wzrostu w Chinach. Wprowadzone tam środki ekonomiczne i monetarne mające za zadanie redukcję ryzyka finansowego, nadprodukcji i ustabilizowanie przepływów kapitału, a także wsparcie zrównoważenia i modernizacji gospodarki, powodują zawirowania w konkretnych sektorach i przedsiębiorstwach.

W 2018 r. liczba niewypłacalności będzie w Chinach nadal rosnąć (+10%) – po ekstremalnym ich wzroście w 2017 r. (+35%), podobnie na Tajwanie (+5% wobec +17% rok wcześniej). Przewiduje się, że poziom bankructw w Japonii i Hongkongu zmieni się nieznacznie (+1% wobec +0% rok wcześniej w obu krajach).

Tendencja spadkowa skończy się w Singapurze (+0%), Australii (+0%), Korei Południowej (+0%) i Nowej Zelandii (+2%), w których to krajach najniższy poziom liczby niewypłacalności został osiągnięty właśnie w 2017 r. Dlatego wskaźnik niewypłacalności dla całego regionu będzie nadal rósł w 2018 r. (+6%), chociaż w wolniejszym tempie (wobec +14% w 2017 r.). Mimo to, wciąż będzie się utrzymywał poniżej rekordowej wartości z 2008 r.

W Afryce regionalny wzrost liczby upadłości (+6%) wynika z sytuacji w dwóch głównych gospodarkach: wzrostu ich liczby w Maroku o +8% wobec +12% w 2017 r. oraz poprawy, ale tracącej impet w Republice Południowej Afryki (-3% w 2018 wobec -10% w poprzednim roku).

Zmiana trendu w Brazylii, ale nie w całej Ameryce Łacińskiej

Oczekujemy, że liczba niewypłacalności w Ameryce Łacińskiej w 2018 r. ustabilizuje się (+0%). Nastąpi to po sześciu kolejnych latach wzrostu, a zwłaszcza gwałtownej jego skali 2017 r. (+17%), co doprowadziło do rekordowo wysokiego poziomu niewypłacalności na kontynencie. W Brazylii liczba niewypłacalności w 2018 r. zmaleje (-7% wobec +5% w 2017 r.) ze względu na poluzowanie polityki finansowej i przyspieszenie ożywienia gospodarczego. Z tych samych powodów zmiana trendu zapoczątkowana w Kolumbii w 2017 r. (-6%) będzie kontynuowana w 2018 r. (-3%). Liczba niewypłacalności w Chile wciąż zwiększa się (+5%), do czego wciąż przyczyniają się nowe procedury wprowadzone w 2014 r. nowe procedury wraz z nowym prawem upadłościowym.

Sytuacja w Europie Środkowej i Wschodniej ulegnie poprawie po ciężkim 2017 r.

Za zwrotem trendu w liczbie upadłości w 2017 r. (+4%) stały dwa czynniki. Po pierwsze trudności, na jakie napotkały przedsiębiorstwa w dużych krajach, takich jak Rosja, Turcja i Polska i Rumunia, m.in. ze względu na kwestie podatku VAT. Ponadto znaczenie miała zmiana prawa upadłościowego na Słowacji, gdzie liczba upadłości niebotycznie wzrosła o +78% (wraz z firmami jednoosobowymi). W 2018 r. region ze spadkiem na poziomie –4% powinien powrócić do pozytywnej tendencji spadku liczby niewypłacalności obserwowanej w latach 2014-16.

Wykres 3: Globalna Mapa Cieplna Niewypłacalności Euler Hermes 2018 r.

Globalny wzrost niewypłacalności dużych firm 3Źródło: statystyki krajowe, Euler Hermes

Nagły wzrost liczby niewypłacalności dużych przedsiębiorstw

Chociaż ogólna liczba niewypłacalności spadnie w 2018 r., to poprawa sytuacji nie będzie się rozkładać równomiernie. Dane liczbowe za 2017 r. dotyczące dużych upadłości – tzn. przedsiębiorstw o obrocie przekraczającym 50 mln euro – pokazują zakres tego zróżnicowania. Liczba dużych bankructw zwiększała się w każdym kwartale ubiegłego roku. Liczba dla całego roku – wzrost o 57 przypadków – oznacza, że 321 tej wielkości przedsiębiorstw zbankrutowało w 2017 r. Ich zsumowane obroty wyniosły 104 mld euro. Jest to gwałtowny i znaczny wzrost o kwotę +10 mld euro w porównaniu z 2016 r.

Liderami tego niepokojącego zjawiska – wzrostu skali problemów dużych firm jest Europa Zachodnia (wzrost o 42 przypadki, łącznie do 138) i Azja (+17 do 63). Jeżeli chodzi o branże, to problemy dotyczyły każdej z nich, tj. m.in. usług w Europie Środkowej i Wschodniej, sprzedaży detalicznej w Ameryce Północnej, budownictwa i sektora rolno-spożywczego w Europie Zachodniej – we wszystkie nich mieliśmy do czynienia z ponad 20 przypadkami niewypłacalności dużych przedsiębiorstw.

Globalny wzrost gospodarczy przebiega w sposób zsynchronizowany, ale w gospodarce występują także różne ryzyka: duża konkurencja w usługach, cyfrowa rewolucja przyspieszająca lawinę zmian w tradycyjnym często jeszcze handlu, niskie ceny surowców zaburzają funkcjonowanie sektora rolno-spożywczego, zadłużenie negatywnie wpływa na budownictwo, a nadwyżka zdolności produkcyjnych ogranicza rozwój branży przetwórstwa metali. Energetyka była tym sektorem, w którym miał miejsce spadek liczby dużych niewypłacalności, pomimo kilku dużych przypadków w Ameryce Północnej i Europie.

Wykres 4: Duże niewypłacalności – tj. przedsiębiorstwa o obrocie przekraczającym 50 mln euro

Globalny wzrost niewypłacalności dużych firm 4Źródło: Euler Hermes

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na USDCAD i GOLD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na USDCAD i GOLD 1– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na USDCAD i GOLD 2-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Gold – zarządzający stawiają na spadki

Według ostatniego raportu Commitments of Traders zarządzający na kontraktach terminowych po raz kolejny zmniejszyli swoje zaangażowanie po długiej stronie rynku, tym razem o 12 tysięcy kontraktów terminowych. Z kolei pozycja krótka wzrosła o 12 tysięcy kontraktów terminowych.

Od końca stycznia zarządzający redukują w swoim portfelu długie pozycje i otwierają coraz więcej krótkich. Jeszcze 30 stycznia 2018 roku liczba pozycji netto na rynku wynosiła 207 562 kontrakty, teraz jest to 150 019.

Pozycje zarządzających, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje zarządzających, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Patrząc na COT w szerszej perspektywie pozycje długie względem krótkich w dalszym ciągu znajdują się na bardzo wysokim poziomie, co daje większe prawdopodobieństwo wyprzedaży złota niż jego wzrost. Co na to analiza techniczna?

Notowania złota, interwał dzienny

Notowania złota, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Na interwale dziennym stronie kupującej udało się obronić strefę wsparcia 1294-1304. Ponadto ostatni Pin Bar wskazuje na kierunek północny. Dalszy wzrost notowań złota prawdopodobnie zostanie powstrzymany przez tygodniową strefę podaży 1357, gdzie kupujący już niejednokrotnie polegli. Niemniej jednak wydźwięk raportu COT daje większą szansę na wyprzedaż, zatem kolejny test tygodniowego wsparcia jest mało prawdopodobny.

W związku z tym bazowym scenariuszem pozostanie przerwanie strefy wsparcia oraz kontynuacja wyprzedaży metalu szlachetnego w okolicę kolejnego wsparcia 1270 USD.

USD/CAD – fundusze lewarowane wyprzedają CAD

Raport COT potwierdził dalszą wyprzedaż dolara kanadyjskiego. W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane powiększyły zaangażowanie po krótkiej stronie rynku o 7 627 kontrakty terminowe. Natomiast pozycja długa została powiększona o 3 827 pozycje. Od trzech tygodni kapitał lewarowany zamyka długie pozycje oraz otwiera krótkie. Linia netto (pozycje długie – krótkie) w dalszym ciągu znajduje się na bardzo wysokim poziomie, co daje większe prawdopodobieństwo pokonania oporu i kontynuację wzrostów.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Na interwale tygodniowym USDCAD notowania zatrzymały się na oporze wyznaczonym przez listopadowy oraz grudniowy szczyt z 2017 roku. Jego przebicie będzie jednoznaczne z kontynuacją osłabiania dolara kanadyjskiego oraz dotarcie USDCAD w okolicę poziomu 1.31. Oprócz samego raportu COT dalszy wzrost dolara amerykańskiego względem kanadyjskiego wspierany jest przez korektę na ropie naftowej.

Notowania USD/CAD, interwał tygodniowy

Notowania USD/CAD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Polityka nikomu nie pomaga

Włoska scena polityczna jest od dziesięcioleci niestabilna (65 rządów w 73 lata, jedynie Berlusconi utrzymał władzę pełną kadencję) a konstytucja nie pozwala na skuteczne rządzenie i prowadzenie reform. Wynik wczorajszych wyborów parlamentarnych, których zwycięzcą jest antyestablishmentowy Ruch Pięciu Gwiazd zagraża długim patem, ponieważ w tej chwili jawiąca się jako jedyna (wciąż skrajnie egzotyczna) koalicja to mariaż centrolewicy ze wspomnianym Ruchem Pięciu Gwiazd. Nie jest na pewno sytuacja pozytywna, ale też bieg wypadków trudno określić mianem szoku.

Napięta sytuacja polityczna we Włoszech jest łagodzona przez doniesienia z Niemiec: większość członków SPD wyraziło zgodę na utworzenie rządu z chadekami, co wieńczy proces kilkumiesięcznych rozmów koalicyjnych i pozwoli rządzącej od dwunastu lat Angeli Merkel na utworzenie czwartego gabinetu.  Polityka nie pomaga jednak też dolarowi, gdyż powrót do protekcjonistycznej retoryki budzi obawy o wojny handlowe i walutowe. W kolejce jest też funt, który w ubiegłym tygodniu mocno został przeceniony  – optymiści liczący na brak brexitu albo tzw. soft brexit przeżył zderzenie z rzeczywistością i bardziej napiętymi stosunkami na linii Londyn – Bruksela. Nie można też zapominać o słabej pozycji gabinetu Theresy May na krajowej scenie politycznej.

W przypadku euro nie spodziewamy się by znów górę wzięły czynniki polityczne. Owszem, powinien mieć miejsce minimalny wzrost wyceny ryzyka kredytowego (spread rentowności długu Włoch i Niemiec powinien nieznacznie się rozszerzyć), ale nie będzie on wstanie zdominować notowań. Inwestorzy szybko przejdą do oczekiwania na kluczowe wydarzenia z końcówki tygodnia, czyli czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego oraz dane z amerykańskiego rynku pracy, które poznamy w piątek. Do tego czasu powinien dominować przedział wahań powyżej 1,22, w którym drogę do 1,25 zamykają okolice 1,2350.

Cały czas nastroje na rynkach powinny pozostać napięte. Dotychczasowe giełdowe turbulencje nie wywołały jeszcze poważnych napięć w przypadku innych ryzykownych klas aktywów. Z rynków emerging markets nie zaczął  jeszcze odpływać kapitał, dług amerykańskich firm również nie został objęty adekwatną przeceną. Kontynuacja wyprzedaży obligacji skarbowych USA w obecnej sytuacji fiskalnej i monetarnej wydaje się być nieunikniona. W końcu Departament Skarbu zwiększając emisję długu do spółki z Rezerwą Federalną, która kilkukrotnie podniesie stopy procentowe i przyspieszać będzie proces ograniczania sumy bilansowej, skutecznie absorbować będą gigantyczną nadwyżkę płynności na globalnych rynkach. Co więcej, dotknięcie przez dochodowość dziesięcioletnich obligacji pułapu 3,0 proc. może tylko katalizować wyprzedaż. W takim scenariuszu dotychczas nietknięte wzrostem zmienności rynki czekać musi odreagowanie. Wróży to poważniejsze schłodzenie nastrojów inwestycyjnych, kontynuację zniżki na giełdach i osłabienie bardziej ryzykownych walut, w tym także złotego. Spodziewamy się, że EUR/PLN będzie wychodził w szerszym horyzoncie ponad 4,20. W gronie walut G-10 ostatnie umocnienie powinien utrzymywać jen a najbardziej zagrożony przeceną jest naszym zdaniem dolar australijski i funt szterling.

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Rekordowy rok sprzedaży Volvo. Koncern coraz bardziej stawia na samochody ekologiczne

Rekordowy rok sprzedaży Volvo. Koncern coraz bardziej stawia na samochody ekologiczne 3

Ponad 9 tys. sprzedanych w Polsce samochodów i 570 tys. na całym świecie oraz rekordowy, wyższy o 30 proc. zysk – to wyniki Volvo za 2017 rok. W najbliższych miesiącach motoryzacyjny koncern zamierza kontynuować ofensywę modelową i wprowadzić na rynek kilka nowości. Marka prognozuje, że dobra passa w gospodarce będzie się dalej przekładać na branżę motoryzacyjną i stawia coraz bardziej na modele elektryczne oraz hybrydowe.

– Wyniki pozytywnie nas zaskoczyły, bo planowaliśmy sprzedaż na trochę mniejszym poziomie. W Polsce segment samochodów premium, w którym jesteśmy obecni, rozwinął się znacznie szybciej, niż przewidywaliśmy. Również sprzedaż globalna przekroczyła nasze oczekiwania. Wyprodukowaliśmy w naszych fabrykach więcej samochodów, które sprzedaliśmy z dużym zyskiem. To był dobry rok – podsumowuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Arkadiusz Nowiński, prezes zarządu Volvo Car Poland.

W ubiegłym roku motoryzacyjny koncern sprzedał w Polsce łącznie ponad 9 tys. aut, z kolei sprzedaż na globalnym rynku przekroczyła 570 tys. samochodów. Volvo wypracowało też rekordowy zysk w wysokości 14 mld koron szwedzkich – czyli o 30 proc. więcej w stosunku do poprzedniego roku.

Prezes Volvo Car Poland ocenia, że dobre wyniki to zasługa wprowadzenia na rynek nowych modeli: poczynając od X90 przez S90, V90 i kończąc na Volvo XC40. W ubiegłym roku marka wprowadziła na rynek również nowe Volvo XC60, które w Polsce jest liderem całego segmentu premium nieprzerwanie od 2009 roku.

– Wymieniliśmy prawie całą gamę modeli – to są samochody, które podobają się klientom zarówno w Polsce, jak i na świecie. Ludzie chcą jeździć samochodami bezpiecznymi, o szwedzkim designie, wyposażonymi w najnowocześniejszą technologię. Wydaje się, że to jest główna przyczyna wzrostów naszej sprzedaży – ocenia Arkadiusz Nowiński.

Volvo XC60 to samochód, który również w 2017 r. był najpopularniejszy w całej gamie modelowej – zarówno jego klasyczna wersja, jak i nowy, ubiegłoroczny model. Marka spodziewa się, że w kolejnych miesiącach ten trend się utrzyma. Plany na ten rok zakładają również wprowadzenie na rynek kolejnych nowości produktowych.

– W tym roku zamierzamy wprowadzić nowe Volvo XC40, nowe kombi V60, odmianę sedan S60 i wreszcie odmianę terenowego modelu kombi Volvo V60 Cross Country. Dostrzegamy rosnące zainteresowanie SUV-ami i crossoverami, więc myślę, że nowe Volvo XC40 będzie się cieszyć dużym zainteresowaniem, podobnie jak nasz największy SUV – XC90 – ocenia Mariusz Nycz, dyrektor marketingu w Volvo Car Poland.

Marka zakłada, że w polski rynek nadal będzie rósł w tempie sięgającym 5–8 proc. w skali roku.

– Oczekujemy, że gospodarka w Polsce będzie rosła nadal, społeczeństwo będzie się bogacić. W związku z tym sprzedaż samochodów – a szczególnie naszego segmentu premium – będzie rosnąć, więc planujemy kolejny rekord – mówi Arkadiusz Nowiński.

Nieco szybszy wzrost zanotuje kluczowy dla Volvo segment premium i ze względu na coraz większe w ostatnich miesiącach zainteresowanie wzrośnie również sprzedaż modeli hybrydowych.

– Pod koniec tego roku będziemy mieli dostępnych aż sześć wersji naszych modeli hybrydowych – zapowiada Mariusz Nycz.

Prezes Volvo Hakan Samuelsson oświadczył niedawno, że od 2019 roku każdy nowy model marki debiutujący na rynku będzie samochodem elektrycznym lub hybrydowym. Koncern poważnie rozważa przejście z silników diesla na silniki elektryczne, hybrydy i silniki benzynowe. Jak podkreśla PR manager marki Stanisław Dojs, w Polsce Volvo było pierwszym producentem, który zareagował na zmniejszenie akcyzy dla samochodów elektrycznych i hybryd ładowanych z gniazdka.

– Już obniżyliśmy cenę Volvo XC60 w wersji T8 Twin Engine. To jest upust rzędu 7,5 tys. zł plus dodatkowe wyposażenie na ponad 5 tys. zł w postaci systemu Volvo On Call. Ta zmiana obejmie nasze pozostałe hybrydy. Chcemy, by były one bardziej dostępne – zapowiada Stanisław Dojs. – Również samochody benzynowe, które będziemy wprowadzać – modele o mniejszych pojemnościach, mniejszych mocach, ale też i niższych cenach – będą tak pozycjonowane cenowo, aby stały się bardziej dostępne i aby nasi klienci mogli sobie na nie łatwo pozwolić.

Spółki wychodzą z warszawskiej giełdy. L. Sobolewski: To efekt zbyt mocnego przykręcenia śruby regulacyjnej

Spółki wychodzą z warszawskiej giełdy. L. Sobolewski: To efekt zbyt mocnego przykręcenia śruby regulacyjnej 4

W ubiegłym roku po raz pierwszy od 14 lat liczba spółek notowanych na warszawskim parkiecie zmniejszyła się. Oznacza to, że liczba firm, które zdecydowały się na wyjście z giełdy, była wyższa niż tych, które zadebiutowały. Zdaniem byłego prezesa GPW w Warszawie Ludwika Sobolewskiego to przede wszystkim efekt działającego odstraszająco przeregulowania. Jednak dotrzymywanie kroku rewolucji technologicznej i aktywne przekonywanie do debiutów może z powrotem przyciągnąć nad Wisłę poszukujące kapitału spółki.

– Mamy ciągle jeszcze wiele do zrobienia. Świat się zmienia, regulacje się zmieniają, kontekst gospodarczy również. Do tego trzeba się dostosowywać i ważne jest to, czy rynek ma pewne zasoby intelektualne, żeby to robić. Rynek polski z pewnością ma takie zasoby i to mu gwarantuje – jeśli cokolwiek w dzisiejszym świecie może być gwarantowane – perspektywę dobrej przyszłości – przewiduje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ludwik Sobolewski, były prezes giełd w Warszawie i w Bukareszcie.

2017 rok pomimo wzrostów giełdowych indeksów i rekordowych notowań indeksu szerokiego rynku WIG nie był dla GPW korzystny pod względem liczby debiutów. Na rynku głównym odnotowano ich 15, najmniej od 2009 roku, przy czym zaledwie 8 z nich to oferty pierwotne. Tymczasem podmiotów, które opuściły warszawski parkiet, było 20. Zdaniem ekspertów to efekt przeregulowania, głównie obowiązujących od połowy 2016 roku dyrektywy MAD i rozporządzenia MAR, z którymi zwłaszcza mniejsze podmioty mają problemy.

Spółki wychodzą z giełdy, czyli stają się podmiotami prywatnymi, przede wszystkim z powodu mocnego przykręcenia śruby regulacyjnej w nie najlepszy sposób. Mówiąc wprost, nierozsądnego i niepotrzebnego, zbyt dużego nacisku regulatorów na to, żeby notowane spółki poddać pewnej dyscyplinie. To moim zdaniem przekroczyło pewną granicę, za którą zaczyna się już sztuka dla sztuki albo doregulowywanie bez efektów dla inwestorów – ocenia Ludwik Sobolewski. – To tym bardziej wzmacnia wagę transparentności, sztuki prowadzenia dialogu i prezentacji swoich wyników finansowych, strategii, przyszłości. Sądzę, że w ciągu kilku lat dla bardzo dużej grupy podmiotów jest wiele argumentów przemawiających za tym, żeby jednak wejść na giełdę.

Rok 2018 również nie zaczął się pod tym względem dobrze. Przez niemal dwa miesiące nowego roku nie odnotowano ani jednego debiutu na rynku głównym i zaledwie jeden na rynku NewConnect. Są za to kolejne wezwania do sprzedaży akcji i zapowiedzi wycofania z giełdy. Ostatnio decyzję taką jednogłośnie podjęli akcjonariusze Synthosu. Na wyniki wezwania i opinię UOKiK-u czeka Emperia, właściciel sklepów Stokrotka, a producent wędlin Tarczyński podniósł cenę w wezwaniu, bo fundusze emerytalne nie zgodziły się na sprzedaż po pierwotnej cenie. Po podniesionej też nie. W ubiegłym roku zejście z giełdy nie udało się innej spółce z branży mięsnej, Gobarto. Mówi się za to o kilkunastu możliwych debiutach.

Wiem, że są przygotowywane kolejne debiuty na giełdzie w Warszawie. Jest też Rumunia, zdarzyły się transakcje również w Czechach, na Węgrzech, więc region uzyskuje pewną uwagę ze strony inwestorów międzynarodowych, ale powinien temu sprostać i pokazać jakość. My w regionie, to dotyczy też Polski, mamy problem z jakością usług w bardzo wielu różnych dziedzinach – wskazuje były prezes GPW. – Jesteśmy fajnym regionem, ale nie jedynym na świecie. Inwestorzy mają mnóstwo rynków, sektorów, zakątków świata, gdzie mogą lokować swoje pieniądze.

Podkreśla, że kryteria wyboru giełdy w świecie zachodnim ustawione są na tyle wysoko, że inwestorzy są przyzwyczajeni do intensywnego i transparentnego kontaktu ze spółkami. W przeciwnym razie do inwestycji może ich zachęcić tylko perspektywa bardzo wysokiego zarobku. Spółki muszą więc zrozumieć, że kontakt między nimi a inwestorami musi być nieustanny i nie wystarczy już publikowanie raportów okresowych i spotkania w Londynie czy Nowym Jorku raz lub dwa razy w roku.

– Poza tym trzeba być bardzo aktywnym, trzeba przedsiębiorców do giełdy przekonywać, potrzebna jest nowoczesna komunikacja, dialog pomiędzy spółkami a inwestorami, również zarządzenie emocjami i wizerunkiem giełdy – przekonuje Sobolewski. – Najbliższe lata to dobra przyszłość dla giełdy warszawskiej i innych poszukujących innowacyjnych giełd w Europie, czyli nie dla wielkich, globalnych giełd, bo one nie bardzo mają skąd wziąć podstawy do dynamicznego wzrostu, ale giełdy w fazie przejścia pomiędzy frontier markets i rynkami wschodzącymi czy pomiędzy rynkami wschodzącymi a rynkami rozwiniętymi. Mogą teraz pozyskać bardzo dobrych inwestorów, mieć dobre wyceny i dać dużo satysfakcji lokalnym rynkom, jak i swoim interesariuszom.

Problemem są również wyzwania technologiczne. Chodzi np. o rewolucję blockchainową, czyli rozproszony system baz danych służący do rozliczania transakcji. Pierwsze informacje o tym, że zarząd GPW przygląda się tej technologii pojawiły się już w sierpniu 2017 roku. Na razie jedyną dużą światową giełdą, która już zapowiedziała wprowadzenie tego systemu w rozliczeniach jest giełda w Australii. Uczyniła to jednak po 2,5 roku testów. Dla GPW taki krok może się okazać bardzo dużym wysiłkiem finansowym.

– Niewykluczone, że blockchainy doprowadzą do tego, że staniemy przed koniecznością pomyślenia o zintegrowaniu się z innym rynkiem kapitałowym, czemu zresztą byłem przez całe moje dotychczasowe życie zawodowe przeciwny, uważając to za pewną łatwą kliszę – że my się połączymy i od razu będziemy mieć większy rynek. To była i ciągle jeszcze jest fałszywa kalkulacja, ale niewykluczone, że będziemy do tego zmuszeni. Niewykluczone, że to będzie ogromny temat dla giełdy, nie tylko warszawskiej, dla wszystkich giełd w nieodległej przyszłości – podsumowuje Ludwik Sobolewski.

Polski rynek gier notuje nieprzerwane wzrosty. Branża ma się szansę stać polską wizytówką na świecie

Polski rynek gier notuje nieprzerwane wzrosty. Branża ma się szansę stać polską wizytówką na świecie 5

Wartość polskiego rynku gier jest wyceniana na 1,85 mld zł, a Polska zajmuje pod tym względem 23. miejsce na świecie. Rodzime produkcje mają za granicą coraz szersze grono odbiorców, a branża gamingowa ma szansę odnieść globalny sukces. Aby tak się stało, niezbędna jest jednak szersza współpraca producentów gier ze środowiskiem naukowym.

Dzięki takim programom jak GameINN czy BRIdge Alfa współpraca z jednostkami naukowymi jest bardziej dostępna. My realizujemy ją m.in. poprzez własny dział badań i rozwoju, płatne staże i praktyki kierowane do studentów studiów doktoranckich. Poprzez projekty badawcze dostarczamy praktyczne rozwiązania potrzebne do realistycznego oddania zagadnień, które występują w środowisku pracy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Litworowski, prezes Nano Games.

Branża gamingowa w Polsce szybko się rozwija – jest zaawansowana technologicznie, zatrudnia wyspecjalizowanych programistów i specjalistów z różnych dziedzin, a polskie gry mają za granicą coraz szersze grono odbiorów. Aby zwiększyć konkurencyjność tego sektora, NCBiR uruchomiło w 2016 roku program sektorowy GameINN, w którym firmy z tej branży mogą się ubiegać o dotacje na innowacyjne projekty. W pierwszej edycji konkursu dofinansowano 38 projektów na kwotę prawie 116 mln zł. W drugiej, zakończonej w październiku 2017 roku, łączna kwota dotacji sięgnęła 93 mln zł.

Minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin – przy okazji inauguracji programu GameINN – ocenił, że branża gamingowa może odnieść globalny sukces, stać się polską wizytówką i kołem zamachowym gospodarki opartej na innowacjach. Jednak niezbędna jest komercjalizacja prac badawczych i szersza współpraca tej branży ze środowiskiem naukowym.

Prezes krakowskiego studia deweloperskiego ocenia, że taką współpracę znacznie ułatwia własny, wewnętrzny dział badawczo-rozwojowy w strukturach firmy. Nano Games współpracuje z Uniwersytetem Jagiellońskim i kliniką uniwersytecką w Dreźnie. Studio prowadziło też projekty wspólnie z akceleratorem technologicznym Politechniki w Gliwicach.

Stale współpracujemy też z Centrum Naukowo-Badawczym Ochrony Przeciwpożarowej w Józefowie. To państwowy instytut, w którym podejmowane są innowacyjne zagadnienia i projekty, mające szansę skalowania. Współpraca z biznesem, z takimi jednostkami jak nasza, jest coraz bardziej efektywna, jestem do niej pozytywnie nastawiony. Wewnętrzny dział badań i rozwoju to odpowiedź na pytanie, jak skutecznie komunikować się z jednostką naukową, żeby ta współpraca przebiegła sprawnie i owocnie –​ mówi Michał Litworowski.

Na polskim rynku działa obecnie ponad dwieście firm, które zajmują się produkcją gier wideo, a branża zatrudnia prawie dwa tysiące pracowników. W 2016 roku analitycy firmy doradczej Newzoo wycenili jej wartość na 431 mln dol. (w porównaniu do 408 mln dol. w 2015 roku). To równowartość 0,43 proc. całego, globalnego rynku oszacowanego na 99,6 mld dol. Według analityków Newzoo polski rynek gier będzie rósł średniorocznie w tempie 5,4 proc.

​Powstaje coraz więcej lokalizacji gier w języku polskim, więcej punktów cenowych dopasowanych do możliwości płatniczych polskiego odbiorcy. Coraz więcej ludzi w Polsce chce kupować gry, więc jestem spokojny o perspektywy rozwoju rynku gier. Niedawno z inicjatywy Microsoftu mieliśmy spotkanie z przedstawicielami projektu Xbox z Londynu, którzy na twardych danych pokazali nam, że Polska to europejski top pod względem contentu i jakości –​ mówi Michał Litworowski.

Prezes Nano Games podkreśla, że – poza „Wiedźminem” jest jeszcze kilka polskich gier, które przebiły się globalnie, do świadomości graczy na całym świecie. Prężny rozwój sektora przyciąga do niego coraz więcej młodych ludzi, którzy są zainteresowani karierą w tej branży i chcą zajmować się zawodowo produkcją gier.

Dotyczy to programistów, grafików, projektantów, dźwiękowców – jest szerokie zapotrzebowanie na te specjalności. Ścieżka kariery jest dosyć długa, a miarą jakości jest liczba produkcji, które mamy na koncie. Nie chodzi o małe gry mobilne, ale poważne produkcje, z dużym budżetem marketingowym i promocyjnym, wprowadzone do sieci sprzedaży. Tego typu doświadczenie jest bezcenne, a gry stwarzają możliwość zdobycia takiego doświadczenia. Najlepsze wyniki są w przypadku pracy wielozespołowej, bo gra jest efektem kompleksowego zarządzania zespołem grafików, programistów czy designerów​ – podkreśla Michał Litworowski.

Autorzy ubiegłorocznego raportu „Kondycja polskiej branży gier 2017” (Krakowski Park Technologiczny) podkreślają, że siła polskiej branży gamingowej wyraża się również wyceną spółek na warszawskiej GPW. Wycena firmy CD Projekt na początku grudnia 2016 roku przekroczyła 5 mld zł, natomiast we wrześniu 2017 roku przebiła 10 mld zł – i tym samym CD Projekt stał się najdrożej wycenianą spółką technologiczną w Polsce. Na głównym parkiecie GPW działa w sumie sześciu producentów gier, a na NewConnect – kolejnych siedmiu.

Koniec z fikcyjnym doręczaniem pism procesowych. To ułatwienie dla pozwanych, ale problem dla wierzycieli

Koniec z fikcyjnym doręczaniem pism procesowych. To ułatwienie dla pozwanych, ale problem dla wierzycieli 6

Jeśli pozwany nie odbierze sądowej przesyłki, będzie musiał ją dostarczyć komornik – proponuje nowelizacja Kodeksu postępowania cywilnego. Jeżeli jednak pisma nie uda się doręczyć ani listonoszowi, ani komornikowi, to powód będzie musiał udowodnić, że to pismo zostało doręczone. Dotychczas po dwóch próbach dostarczenia przesyłki przez listonosza pismo było uznawane za doręczone. Jak oceniają eksperci, zmiany działają na korzyść pozwanych, a dochodzenie części wierzytelności w sądach stanie się nieopłacalne.

– Projekt nowelizacji Kodeksu postępowania cywilnego zakłada, że instytucja fikcji doręczenia zostanie zlikwidowana. Jeśli listonosz po dwukrotnej awizacji nie będzie mógł doręczyć pisma, wówczas zostanie ono zwrócone powodowi, z zobowiązaniem, żeby ten za pośrednictwem komornika doręczył pismo do strony. Z takim pismem powód będzie więc musiał udać się do komornika, uiścić stosowną opłatę i na tej podstawie komornik podejmie czynności terenowe i w miejscu zamieszkania tej osoby spróbuje pismo doręczyć – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Prasałek z RK Legal.

Dziś jeśli pismo nie trafi do adresata, zostawiane jest awizo z informacją, gdzie można je odebrać. Pismo można wówczas odebrać w terminie siedmiu dni od dnia umieszczenia zawiadomienia, a po upływie tego terminu czynność zawiadomienia adresata jest powtarzana. Wedle orzecznictwa Sądu Najwyższego w takiej sytuacji przyjmowało się, że pismo zostało dostarczone.

 W orzecznictwie SN, które wprowadzało instytucję fikcji doręczenia i podwójnego awizowania, wskazywano wyraźnie, że instytucja ta ma na celu uniknięcie sytuacji, w której dana osoba może paraliżować postępowanie poprzez unikanie odbioru korespondencji w sprawie – mówi Jan Prasałek.

Od kilku lat wskazywano jednak, że taka zasada jest na granicy zapewnienia pozwanemu konstytucyjnych praw dostępu do sądu i do wymiaru sprawiedliwości. Doręczenie stronie pism procesowych ma bowiem kluczowe znaczenie dla pozwanego i pozwala na podjęcie skutecznej obrony przed sądem.

W przypadku braku odebrania przez pozwanego pisma mimo podwójnego zawiadomienia przewodniczący zawiadomi powoda o przeszkodzie w jego doręczeniu. Wówczas powód będzie musiał doręczyć pismo za pośrednictwem komornika sądowego, co oznacza, że zostanie obarczony opłatą z tego tytułu. Jeśli w ciągu dwóch miesięcy nie dostarczy potwierdzenia doręczenia przez komornika, będzie miał obowiązek albo zwrócić pismo do sądu ze wskazaniem aktualnego adresu pozwanego, albo dowodu, że pozwany przebywa pod adresem wskazanym w pozwie. Jeśli tego wymogu nie spełni, postępowanie zostanie zawieszone.

– Będzie to bardzo problematyczne, bo powód jako taki nie ma możliwości próby doręczenia tego pisma, wypytywania sąsiadów czy przeprowadzenia wywiadu, który umożliwi mu udowodnienie, że dana osoba przebywa pod tym adresem. Być może będzie musiał korzystać z instytucji agencji detektywistycznych czy innych specjalistycznych instytucji, które będą próbowały to doręczyć, ale będzie się to wiązać z dużymi kosztami postępowania i znaczącym wydłużeniem postępowania – przekonuje przedstawiciel RK Legal.

Jak podkreśla, planowane przepisy z pewnością działają na korzyść osób pozwanych.

– Na pewno będzie to instytucja, która pozwoli w pewnym zakresie nierzetelnym dłużnikom, którzy próbują paraliżować postępowanie poprzez nieodbieranie korespondencji, na uniknięcie wszczęcia przeciwko nim postępowania sądowego i merytorycznego rozpoznania sprawy przez sąd – podkreśla Prasałek.

Eksperci: na sukcesy olimpijskie może się przełożyć zachęcanie dzieci do sportu. Szkoły mają dużą rolę do odegrania

Eksperci: na sukcesy olimpijskie może się przełożyć zachęcanie dzieci do sportu. Szkoły mają dużą rolę do odegrania 7

Trudno liczyć na sukcesy olimpijskie w przyszłości, jeśli nie będziemy dziś zachęcać dzieci do sportu – przekonują przedstawiciele Drużyny Energii, która promuje aktywność fizyczną wśród uczniów. Akcja ma dotrzeć do szkół z całej Polski i zachęcić młodzież do ruchu w niestandardowy sposób – poprzez internet i media społecznościowe. Aktywizowanie dzieci ma ogromne znaczenie, bo jak pokazują statystyki, już co trzeci ośmiolatek w Polsce ma nadwagę.

– Jako kibice jesteśmy nieco zawiedzeni niedawno zakończonymi Igrzyskami Olimpijskimi w Pjongczangu, ale musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: ile dzieci uprawia sporty zimowe. Jest ich bardzo mało, zwłaszcza w stosunku do krajów, które wygrały klasyfikację. Program Drużyna Energii to mały procent tego, co możemy w tym wszystkim zrobić, ale to od nas się wszystko zaczyna – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Ignaczak, były siatkarz, ambasador Drużyny Energii.

Choć większość Polaków wskazuje, że regularnie uprawia sport, to coraz więcej dzieci jest zwolnionych z ćwiczeń podczas WF-u lub niechętnie bierze w nich udział. W efekcie, jak pokazują ubiegłoroczne dane WHO oraz Instytutu Matki i Dziecka, prawie co trzeci (31,2 proc.) ośmiolatek w Polsce ma zbyt dużą masę ciała. W tej grupie 18,5 proc. zmaga się z nadwagą, a 12,7 proc. – z otyłością. Program Drużyna Energii ma pomóc to zmienić.

– Chcemy, aby wszystkie dzieci, zarówno w tych malutkich miejscowościach, jak i w większych miastach, miały równy dostęp do zajęć sportowych, do rozwoju, możliwości poprawy swojego stanu zdrowia. Program Drużyna Energii jak najbardziej realizuje te wszystkie oczekiwania – podkreśla Urszula Drukort-Matiaszuk z Grupy Energa, inicjatora Drużyny Energii.

Akcja jest skierowana do uczniów klas VI i VII szkół podstawowych, którzy chcą spędzić czas aktywnie. Została skonstruowana tak, żeby stworzyć młodzieży pole do wykazania się kreatywnością. W trakcie naboru zgłosiło się do niej sześćset podstawówek z całej Polski, które nadesłały nagrane przez uczniów filmiki. Jury wybrało setkę najlepszych i najbardziej pomysłowych.

– Teraz w każdym miesiącu widzimy, że to zaangażowanie jest utrzymane. W styczniu mamy prawie 5 tys. nadesłanych filmików, czyli o prawie 2 tys. więcej niż w grudniu, więc widzimy, że szkoły coraz bardziej się starają, aby wygrać kolejny miesiąc – wskazuje Drukort-Matiaszuk.

Program wspierają znani i lubiani przez młode pokolenie ambasadorzy: mistrz świata i Europy w siatkówce Krzysztof Ignaczak, dziennikarz sportowy Bartosz „Turbokozak” Ignacik, były piłkarz Marek Citko oraz Krzysztof Golonka, najpopularniejszy sportowy youtuber w Polsce.

– Projekt wydawał nam się bardzo trafny, zwłaszcza jeżeli chodzi o wykorzystanie środków komunikacyjnych, w szczególności nagrywanie filmów i ich przesyłanie jest bardzo popularne wśród dzieci w tym wieku. To także ambasadorzy Drużyny Energii, którzy zafascynowali dzieci i zachęcili swoim wizerunkiem do uczestnictwa we wszystkich ćwiczeniach – ocenia Artur Brańczyk, nauczyciel wychowania fizycznego w szkole podstawowej w Żorach, która uczestniczy w projekcie i wygrała rywalizację w styczniu.

W ramach zmagań o tytuł Drużyny Energii uczniowie zakwalifikowanych szkół powtarzają ćwiczenia, które przygotowali dla nich ambasadorzy akcji i nagrywają filmy wideo. Za każde nagranie, w którym powtórzą trening mistrzów, szkoła otrzymuje punkty. Najbardziej aktywne szkoły zostaną finalistami projektu. Dla trzech najlepszych szkół nagrodą będzie wyposażenie sali gimnastycznej. Organizatorzy przewidzieli też wyróżnienia indywidualne dla uczniów.

– Każda ze szkół może maksymalnie wysłać cztery filmy z każdym uczniem w miesiącu, to jest regulaminowy limit. W styczniu mieliśmy trzy szkoły, które wysłały więcej niż maksymalną liczbę dopuszczalnych filmów – mówi Urszula Drukort-Matiaszuk. – Rozwój nowych technologii, gier, smartfonów, konsoli, spowodował, że dzieci z podwórek i trzepaków przeniosły się przed ekrany, mniejsze bądź większe. Postanowiliśmy wykorzystać ich zainteresowanie nowymi technologiami i połączyć je z możliwością wyciągnięcia ich jednak z kanapy na podwórko, aby poodbijać nawet w amatorski sposób piłkę.

Dużą rolę w zachęcaniu dzieci do sportu odgrywają nie tylko sportowcy, którzy swoim przykładem pokazują im, dlaczego warto być aktywnym fizycznie, lecz także rodzice. Istotna jest też funkcja szkół i nauczycieli wychowania fizycznego.

– Przegrywamy jeszcze ten pojedynek z technologią, ale mam nadzieję, że dzięki takim programom jak Drużyna Energii dzieci wyjdą z domów, wrócą na podwórka, będą czerpały ze sportu garściami, bo w zdrowym ciele zdrowy duch – mówi Krzysztof Ignaczak.

Polscy konduktorzy z aplikacją mobilną ułatwiającą pracę. Za pomocą cyfrowych modeli pociągów zlokalizują i zgłoszą usterkę

Polscy konduktorzy z aplikacją mobilną ułatwiającą pracę. Za pomocą cyfrowych modeli pociągów zlokalizują i zgłoszą usterkę 8

Polacy coraz chętniej wybierają pociągi, a to wymusza poszukiwanie innowacji. W Polsce rozwijany jest projekt cyfrowego systemu konduktorów. To rozwiązanie, które ma ułatwić i usprawnić ich pracę. Dzięki specjalnej aplikacji będą mogli np. szybko zgłosić usterkę. Twórcy systemu liczą na jego wdrożenie przez polskich przewoźników kolejowych. Pierwsze efekty prac na projektem mają być widoczne jeszcze w tym roku. 

– Cyfrowy system konduktorów to zupełnie nowa inicjatywa. Przeprowadziliśmy serię wywiadów z konduktorami i okazało się, że jest dużo aspektów, które możemy poprawić w ich codziennej pracy poprzez automatyzację czy cyfryzację odpowiednich procesów, takich jak procesy naprawy usterek, procesy zgłaszania usterek, procesy nawigowania po wagonach i odnajdywania się w przestrzeni taboru kolejowego – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Grzegorz Koblański, prezes firmy Indoorway.

Przystępując do tworzenia nowego rozwiązania, polska firma Indoorway przeprowadziła serię wywiadów z konduktorami. Dzięki temu dowiedzieli się, jak można byłoby usprawnić codzienny dyżur pracowników kolei poprzez automatyzację pewnych czynności. Cyfryzacja będzie pomocna m.in. w procesach zgłaszania i naprawy usterek czy nawigowania po wagonach i odnajdywania się w przestrzeni taboru kolejowego. W tym przypadku zostaną cyfrowo  przedstawione wnętrza wagonów i zostanie wykorzystany system GPS wewnątrz pomieszczeń.

– System może wspomóc codzienną pracę konduktorów poprzez płynniejszy sposób raportowania usterek. Wyobraźmy sobie sytuację, że jestem konduktorem, jestem w przestrzeni pociągu. Dzięki lokalizacji dokładnie odnajduję, w którym wagonie jestem, widzę usterkę, zgłaszam ją jednym przyciśnięciem na telefonie i robię zdjęcie. Obecnie konduktor musi wypełniać bardzo długi raport, który następnie jest procesowany. To tworzy niesamowicie dużo biurokracji, a dla niego dodatkowe obowiązki – twierdzi Grzegorz Koblański.

Według założeń twórców przyspieszenie procesu zgłaszania awarii wraz z dokładną lokalizacją usterki nie tylko polepszy proces i podniesie jakość obsługi, lecz także pozwoli zlokalizować dużą liczbę nienaprawionych usterek. Obecnie ponad 20–30 proc. usterek nie jest naprawianych z powodu braku możliwości lokalizacji danego problemu. Teraz informacja o każdej usterce trafi do odpowiedniej osoby, dzięki integracji aplikacji mobilnej z systemem zgłaszania awarii. Po zgłoszeniu ticket jest automatycznie przypisywany do odpowiedniej osoby.

Aktualnie Indoorway prowadzi prace w fazie koncepcyjnej. Tworzone jest rozwiązanie oraz strategię wdrożenia, która pokaże drogę wcielenia systemu w codzienny harmonogram pracy konduktora.

– Mamy nadzieję, że rozwiązanie zostanie wdrożone w pociągach PKP, Polregio bądź innego przewoźnika kolejowego w kraju. Pierwsze rozwiązanie możemy zobaczyć na rynku już w tym roku – zapowiada prezes firmy Indoorway.

W ubiegłym roku z usług przewoźników kolejowych skorzystało 304 mln pasażerów. Jak wynika z danych Urzędu Transportu Kolejowego, to najwyższy wynik od 15 lat.

Wirtualna rzeczywistość pomaga leczyć wzrok. Powstają rozwiązania korygujące zeza poprzez gry w tej technologii

Wirtualna rzeczywistość pomaga leczyć wzrok. Powstają rozwiązania korygujące zeza poprzez gry w tej technologii 9

Gogle do wirtualnej rzeczywistości mogą być wykorzystywane do korygowania wad wzroku oraz zaburzeń takich, jak zez. Start-upy są na etapie konstruowania gier i filmów służących do leczenia, ale na gotowe produkty trzeba jeszcze poczekać. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że ponad 3 proc. populacji świata cierpi na zaburzenia widzenia. Większości z nich można zapobiec lub wyleczyć. Wirtualna rzeczywistość może pomóc także w przypadku depresji, zespołu stresu pourazowego, czy chronicznego bólu.

Leczenie wad wzroku za pomocą gogli VR opiera się na zasadzie podobnej do tej, z jaką mamy do czynienia w przypadku leczenia farmakologicznego. Tradycyjna terapia polega na podaniu do zdrowego oka środka, który czasowo pogarsza widzenie w nim, i tym samym na pogorszeniu do pracy oka niesprawnego. W okularach do wirtualnej rzeczywistości podobny efekt osiąga się modulując ostrość widzenia na jednym z oczu. Ogólnie rzecz biorąc terapia polega na kontrolowanym „oszukiwaniu” mózgu, który steruje pracą narządów.

– Wirtualna rzeczywistość opiera się na okularach, które nakładamy na swoje oczy. Z bliskiej odległości widzimy wyświetlany obraz, nie mając żadnego układu odniesienia. Jeżeli cały obraz, czyli wszystko co obejmuje moje oko, jest wirtualnym obrazem, wtedy mój mózg nie jest w stanie stwierdzić gdzie ja jestem. Przyjmuje tę rzeczywistość w okularach za prawdziwą tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr Piotr Fryczkowski, okulista z centrum medycznego RETINA.

Jednym ze start-upów oferujących leczenie okulistyczne za pomocą gogli do wirtualnej rzeczywistości jest polski RemmedVR. Terapia z wykorzystaniem gogli VR może, według polskiej firmy, pomóc 4-krotnie większej liczbie pacjentów w 2-krotnie krótszym czasie. Nadzorowana przez lekarza w sposób zdalny terapia, polega na wykonywaniu za pomocą gogli do wirtualnej rzeczywistości różnego rodzaju ćwiczeń, w zależności od rodzaju choroby. Obecnie, polski start-up skupia się na leczeniu leniwego oka i zeza.

– Jeżeli stworzymy grę komputerową, w której jednym okiem dziecko będzie widziało lepiej, a drugim okiem słabiej, to będzie ono spędzało dużo czasu chętnie grając w taką grę komputerową, a przy okazji głowa będzie mogła się nauczyć patrzeć i widzieć gorszym okiem – wyjaśnia ekspert.

Podobne rozwiązanie proponuje amerykańska firma Vivid Vision. W przeciwieństwie do polskiego start-upu, który oferuje dedykowane gogle VR, platforma Vivid Vision Home dostępna jest na wielu różnych goglach VR – Oculus Rift, HTC Vive, Samsung Gear VR, czy Google Daydream. System opiera się na różnego rodzaju mini-grach, w trakcie których przeprowadzane są testy.

Inną metodą leczenia wzroku za pomocą gogli VR może być efekt wzmocnienia kontrastu. Jak podkreśla ekspert, nie ma jednak w tym zakresie jeszcze gotowych rozwiązań.

– Jeżeli mam 100 proc. kontrastu w oku niedowidzącym czyli słabszym, a 20 proc. w oku normalnie widzącym, to wtedy obraz widziany przez oko słabe jest lepszy. Innymi słowy, mózg chce go włączyć do swojego normalnego działania – przekonuje dr Piotr Fryczkowski.

Skuteczność tego typu terapii coraz częściej potwierdza się, choć metody te są jeszcze zbyt młode, by udowodnić ją naukowo. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że na świecie żyją 253 mln ludzi z zaburzeniami widzenia. 36 mln stanowią niewidomi, a 217 mln cierpi na umiarkowane lub ciężkie zaburzenia widzenia. Jednocześnie okazuje się, że ponad 80 proc. wszystkich zaburzeń widzenia można wyleczyć lub im zapobiec.

Technologia wirtualnej rzeczywistości jest coraz popularniejsza wśród rozwiązań medycznych. Firma Virtually Better oferuje terapię VR, leczącą depresję. Bravemind to narzędzie pomagające uporać się żołnierzom z zespołem stresu pourazowego. Firsthand Technology obiecuje walkę z chronicznym bólem za pomocą swojej aplikacji SnowWorld. Holograficzne obrazy 3D i gogle VR polskiej firmy MedApp, pozwolą zaś lepiej przygotować się lekarzom do zabiegów, a w przyszłości mają ułatwić postawienie diagnozy.

Rynek wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości w medycynie rośnie błyskawicznie. Według prognoz Grand View Research, jego wartość do 2025 ma wzrosnąć do 5,1 mld dolarów.

Odzyskiwanie należności online jest skuteczniejsze nawet o 50 proc. Dzięki aplikacji można odzyskać długi polubownie

Odzyskiwanie należności online jest skuteczniejsze nawet o 50 proc. Dzięki aplikacji można odzyskać długi polubownie 10

Niezapłacone przez kontrahentów faktury są jednym z głównych problemów polskich firm. W procesie windykacji można skorzystać z aplikacji przeprowadzającej przedsiębiorcę krok po kroku od rozwiązań polubownych do bardziej radykalnych. Takie rozwiązanie poprawia o prawie połowę ściągalność długów. Statystycznie najlepsze rezultaty windykacji przynoszą negocjacje.

Aż 90 proc. polskich firm narzeka na opóźnienia w płatnościach – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Średni czas zalegania z zapłatą oscyluje wokół czterech miesięcy. Średnia wartość niezapłaconych faktur wyceniana jest na 6 tys. zł. Przedsiębiorcy mają w zasadzie dwa sposoby na windykowanie należności. Pierwszy z nich to samodzielne upominanie się o płatności. Drugim jest skorzystanie z usług firmy zewnętrznej lub kancelarii. Od niedawna skorzystać można także z aplikacji wspomagającej samodzielną windykację długów.

– Aplikacja jest prostym, zautomatyzowanym zestawem narzędzi do odzyskiwania pieniędzy. Przedsiębiorca może w łatwy sposób po zalogowaniu się do systemu korzystać z całego procesu windykacji, od polubownej, poprzez sądową, a skończywszy na egzekucyjnej ­– mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Bogusław Bieda, prezes zarządu Vindicat sp. z o.o.

Rozwiązanie pomaga przedsiębiorcy krok po kroku przebrnąć przez proces windykacji. Z jednej strony mamy w niej cały zestaw gotowych dokumentów i pism, a z drugiej system CRM będący swoistym doradcą biznesmena.

– Podpowiada on przedsiębiorcy, jakie kroki należy wykonać, żeby skutecznie odzyskać swoje pieniądze. Mamy także rozwiązania tak innowacyjne, jak np. giełda długów. Można umieścić na niej dłużnika. Jeśli zawiedzie proces windykacji polubownej, to wtedy jest możliwość wydrukowania gotowego pozwu do tradycyjnego sądu lub pliku do e-sądu ­– wyjaśnia Bogusław Bieda.

Ściąganie długów w taki sposób przynosi wymierne rezultaty. Z raportu „Vindicat.pl 2018” wynika, że skuteczność procesu windykacji z użyciem aplikacji jest wyższa aż o około 50 proc. w stosunku do sytuacji, z jaką mamy do czynienia przy samodzielnym domaganiu się należności. Najwyższa skuteczność jest notowana w przypadku krótkiego czasu zalegania z płatnością.

– Im wcześniej przedsiębiorca zacznie działać, tym większa jest skuteczność odzyskania pieniędzy. Sięga ona poziomu 90 proc. w przypadku należności krótszych niż 90 dni. Jeżeli faktury są przeterminowane o co najmniej kilka, kilkanaście miesięcy, wtedy ta skuteczność niestety spada. Drugi wniosek płynący z naszych badań dotyczy wartości faktur. Okazuje się, że największa faktura, którą odzyskał przedsiębiorca, opiewała na 800 tys. zł, a najmniejsza na 50 zł. Średnia wartość windykowanych faktur w systemie to około 7 tys. zł – twierdzi prezes Vindicat sp z o.o.

Zgodnie z danymi opracowanymi przez dostawcę aplikacji przedsiębiorcy w procesie windykacji stawiali przede wszystkim na rozwiązania polubowne. Ponad połowa klientów w pierwszym kroku zastosowała wezwanie do zapłaty, a ponad jedna czwarta wezwanie do negocjacji. Najlepsze rezultaty osiągali ci użytkownicy aplikacji, którzy w pierwszych krokach postawili właśnie na takie rozwiązania.

Dostęp do aplikacji jest możliwy z każdego urządzenia z dostępem do internetu. Najtańszy abonament kosztuje 39 zł miesięcznie.

Z danych opublikowanych w „Monitorze Sądowym i Gospodarczym” wynika, że w 2017 roku ogłoszono niewypłacalność dziewięciuset polskich firm.

Produkcja prawa w Polsce największa w historii

Brak znajomości prawa nie jest wytłumaczeniem przy popełnianiu wykroczenia czy przestępstwa, dlatego każdy obywatel, a tym bardziej przedsiębiorca, powinien przeczytać dziennie 108 stron nowych ustaw i rozporządzeń. Polska jest bowiem rekordzistą w tworzeniu nowego prawa, a z tego dla wszystkich wynikają określone obowiązki.

27 118 stron nowych aktów prawnych „wyprodukowało” państwo polskie w 2017 r., jak wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Grant Thornton, nazywanego „Barometrem prawa”.

– Prawo musi się zmieniać, choćby dlatego, że pojawiają się ciągle nowe technologie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jacek Kowalczyk z Grant Thornton.

Jak radzą sobie z tym inne kraje, które na pewno uznawane są za państwa o nowoczesnej gospodarce i rozwiniętych prawach obywatelskich?

– W Polsce produkujemy 60 razy więcej prawa niż w Szwecji, która ma najbardziej stabilne prawo – wyjaśnia Jacek Kowalczyk. – Pod tym względem jesteśmy liderem wśród państw Unii Europejskiej.

Wzrost PKB Polski od 2019 roku będzie hamować

Najszybsze tempo wzrostu gospodarczego mamy już za sobą. Konsumpcja już nie będzie tak rosnąć, ale stanie się to z inflacją. Ten rok będzie jeszcze dobry, trudniejszy będzie następny rok.

– W IV kw. 2017 r. dynamika PKB była bliska 5 proc., ale w kolejnych kwartałach będzie w lekko spadkowym trendzie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Krystian Jaworski, starszy ekonomista w Credit Agricole Bank Polska.

W ocenie analityków tego banku konsumpcja już nie będzie rosnąć zbyt szybko, ze względu na stagnację zatrudnienia, związaną z bardzo niskim bezrobociem. Pozytywne jest natomiast dla gospodarki, że będą rosnąć inwestycje. Przede wszystkim te publiczne, związane z finansowaniem z środków, które otrzymujemy z Unii Europejskiej. Rosnąć będzie inflacja.

O ile w 2017 r. wzrost PKB prawdopodobnie wyniósł 4,6 proc., to w tym roku ma to być wzrost o 4,3 proc.

– Większe spowolnienie gospodarki przyjdzie od 2019 r., gdy pogłębią się negatywne tendencje – mówi K.Jaworski.

Polska spadła o siedem pozycji w rankingu Transparency International

Polska zajęła 36. miejsce w najnowszej edycji rankingu Indeks Percepcji Korupcji opublikowanym przez Transparency International. To niespodziewany spadek o siedem pozycji. Niewielka strata punktowa, choć odzwierciedlona sporym spadkiem rankingowym (w ubiegłym roku byliśmy na miejscu 29.) według ekspertów PwC z zespołu usług śledczych i zarządzania ryzykiem pokazuje, że pomimo wielu działań nakierowanych na walkę z korupcją, zjawisko to wciąż jest odczuwane przez Polaków na co dzień.

W tegorocznym rankingu Polska straciła 2 punkty, uzyskując wynik 60 pkt. W konsekwencji nasz kraj spadł w rankingu aż o 7 pozycji, z miejsca 29. na 36. Wynik ten plasuje nas na 18. pozycji wśród krajów europejskich. Za Polską znalazły się nie tylko kraje z regionu Europy Środkowo-Wschodniej, takie jak: Litwa (38.), Łotwa (40.), Czechy (42.), Słowacja (54.) i Węgry (66.), ale i kraje z Europy Zachodniej: Hiszpania (42.), Grecja (59.) czy Włochy (54.). W większości przypadków zanotowały one jednak rankingowe wzrosty albo utrzymały zeszłoroczny poziom. Wyjątek stanowią tu Węgry, które spadły aż o 9 pozycji w porównaniu do zeszłorocznego wyniku. Na niewątpliwą uwagę zasługują Estonia, która z roku na rok konsekwentnie poprawia swój wynik, w bieżącej edycji indeksu osiągając poziom 71 pkt i 21. miejsce w ogólnym zestawieniu (w zeszłym roku było to 70 pkt i miejsce 22.), a także Słowenia, która utrzymując zeszłoroczny wynik (61 pkt.) wyprzedziła Polskę o jedną lokatę.

Wciąż jesteśmy wśród liderów w regionie, ale przed nami wiele pracy, by dorównać standardom antykorupcyjnym na przykład w krajach nordyckich, Nowej Zelandii, czy w Szwajcarii. Niewielka strata punktowa, choć odzwierciedlona sporym spadkiem rankingowym, pokazuje, że korupcja jest odczuwana przez Polaków na co dzień. Osiągnęliśmy już pewien poziom dojrzałości instytucjonalnej oraz zaawansowania rozwiązań wykorzystywanych w prewencji i walce z oszustwami gospodarczymi, co nie oznacza, że nie można zrobić więcej – mówi Marcin Klimczak, partner PwC, lider zespołu usług śledczych i zarządzania ryzykiem nadużyć w Polsce i Ukrainie i krajach bałtyckich

Po raz kolejny na samej górze zestawienia znalazły się m.in. kraje nordyckie: Dania (2. miejsce – 88 punktów), Finlandia (3. miejsce – 85 punktów), Norwegia (3. miejsce – 85 punktów), Szwecja (6. miejsce – 84 punktów), a także gospodarki z regionu Azja-Pacyfik: Nowa Zelandia (1. miejsce – 89 punktów) i Singapur (6. miejsce – 84 pkt.). Na przeciwległym biegunie – ostatnie lokaty zajęły: Syria, Południowy Sudan i Somalia, zdobywając odpowiednio 14, 12 i 9 punktów.

Musimy mieć świadomość, że Indeks Percepcji Korupcji to bardzo złożone badanie, a wahania punktowe poszczególnych krajów to efekt wielu analiz, uwzględniających różne zmienne – od 2012 roku w pełni porównywalne w ujęciu rok do roku. Badanie agreguje dane z 13 źródeł z 12 różnych instytucji, które wychwytują postrzeganie korupcji w ciągu ostatnich dwóch lat w krajach ujętych w Indeksie. Instytucje te pozyskują informacje od przedsiębiorców i ekspertów krajowych w zakresie korupcji w sektorze publicznym i nie może tu być mowy o przypadkowych wynikach – mówi Angelika Ciastek-Zyska, menedżer w zespole usług śledczych i zarządzania ryzykiem nadużyć, ekspert PwC ds. antykorupcji

Najnowsze zestawienie Indeksu Percepcji Korupcji (Corruption Perception Index) to 25. edycja badania międzynarodowej organizacji pozarządowej Transparency International, prezentującego postrzeganie korupcji w 180 państwach z całego świata, w tym w Polsce. Jak wskazują wyniki, ponad 2/3 krajów z tej puli uzyskało mniej niż połowę maksymalnej (100 pkt.) możliwej do zdobycia punktacji. Natomiast średnia liczba punktów w ujęciu globalnym to 43, co autorzy rankingu uznają za poziom poniżej którego korupcję należy postrzegać jako powszechne zjawisko w sektorze publicznym w danym kraju.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Przed nami tydzień z bankami centralnymi. Główna uwaga będzie na EBC, gdzie spodziewane są zmiany w komunikacji, co i kiedy bank ma w planach. Poza tym banki w Australii i Kanadzie raczej nie odmienią sentymentu na AUD i CAD, na których ciążą obawy o wojny handlowe. Spokojnie powinno być przy decyzjach w Japonii i Polsce. Zwieńczeniem tygodnia będzie raport z rynku pracy USA, gdzie dalszy wzrost wynagrodzeń będzie mocnym argumentem dla jastrzębi z Fed.

Przyszły tydzień: NFP, EBC, RPP, BoJ, RBA, PKB/sprzedaż det. z Australii BoC, rynek pracy z Kanady

W USA na pierwszym planie będzie dyskusja o krokach powziętych przez Biały Dom mogących prowadzić do wojny handlowej na pełną skalę. Na ten moment trudno oszacować, jaki faktyczny wpływ na gospodarkę będą miały nałożone cła importowe w aluminium i stali. Jednocześnie obawy o skutki i działania odwetowe Chin i innych państw kładą się cieniem na perspektywach aktywów ryzykownych. W tym klimacie USD może radzić sobie lepiej w odniesieniu do walut surowcowych i rynków wschodzących (redukcja pozycji budowanych w ostatnich tygodniach), ale przegra w konfrontacji z bezpiecznymi przystaniami, jak EUR i JPY.

W temacie danych makro najważniejszy będzie raport z rynku pracy (pt). W ciągu miesiąca różne wskaźniki zatrudnia, w tym rekordowo niska liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, sugerują kontynuowaną poprawę sytuacji, stąd konsensus dla wzrostu zatrudnienia jest wysoko na 203 tys. Przyrost miejsc pracy powinien przełożyć się na spadek stopy bezrobocia o 0,1 pkt proc. do 4,0 proc. Tradycyjnie już ważniejsze będą dane o wynagrodzeniach, szczególnie po silnym wzroście w styczniu (0,5 proc.). Prognozowana dynamika 0,3 proc. przypieczętuje podwyżkę stóp procentowych Fed na marcowym posiedzeniu i podtrzyma debatę o możliwych czterech podwyżkach w całym roku.

EUR wpierw będzie się musiało zmierzyć z rezultatami wyborów we Włoszech i decyzji SPD o przystąpieniu do Wielkiej Koalicji. Szczególnie głos na NIE w tym drugim przypadku będzie miał największe konsekwencje, gdyż podniesie ryzyko powtórzonych wyborów, a bezkrólewie w Niemczech opóźni proces reform całej UE. W przeciwnym wypadku mini-rajd ulgi jest bardzo możliwy. Wydarzeniem tygodnia będzie posiedzenie EBC (czw), gdzie spodziewane są zmiany w komunikacji. Porzucenie gołębiego nastawienia, tj. usunięcie z komunikatu gotowości do zwiększania skupu aktywów, byłoby najistotniejszą zmianą, ale sądzimy, że Rada Prezesów odłoży tę decyzję na późniejszy czas. Z jednej strony EBC nie chce niepotrzebnie podsycać aprecjacji EUR, z drugiej – profil inflacji wciąż jest niepewny. Stąd posiedzenie EBC może nie dać impulsu dla szybszego umocnienia EUR.

W styczniu PMI dla usług Wlk. Brytanii spadł do najniższego poziomu od ponad roku, więc tym razem (pon) nie można wykluczyć skromnego odbicia. Produkcja przemysłowa w styczniu powinna wskazać na wyraźne odbicie ze względu na restart prac na platformach wiertniczych na Morzu Północnym po grudniowych awariach. Podobnie deficyt handlowy może się skurczyć po nadzwyczajnym wzroście w grudniu. Ogólnie dane prezentuje szanse na pozytywny wpływ na funta, jednak ryzyko pozostaje w doniesieniach z negocjacji Brexitu.

W Polsce dwudniowe posiedzenie RPP (wt-śr) może przynieść najnudniejszy rezultat z całej serii decyzji banków centralnych w tym tygodniu. Wątpliwym jest, aby nowa projekcja makroekonomiczna przyniosła tak duże zmiany, by odmienić nastawienie Rady. Inflacja nie wykazuje oznak przyspieszenia pomimo silniejszej dynamiki płac, a dynamika PKB po IV kw. była nieco gorsza od oczekiwań. Jest bardziej prawdopodobne, że nowe prognozy umocnią prezesa Glapińskiego w przekonaniu, że stopy procentowe mogą pozostać niezmienione nawet do połowy 2019 r. Jakkolwiek nie będzie to zaskoczeniem dla inwestorów, pasywność RPP trafia na rynek w czasie, kiedy awersja do ryzyka wzmaga, tym samym może stać się katalizatorem dla osłabienia złotego. Tak, czy inaczej nastroje zewnętrzne będą miały większy wpływ na walutę.

Posiedzenie Banku Japonii (czw-pt) jest głównym wydarzeniem dla JPY. Oczekiwany jest brak zmian w polityce monetarnej, jednak konferencja prasowa prezesa Kurody przyciągnie uwagę pod kątem oceny ostatnich perturbacji na rynkach finansowych, które przynoszą aprecjację jena. Jego sugestia z 2 marca, że w przyszłym roku BoJ może rozpocząć dyskusję o strategii wyjścia z ultra luźnej polityki także wymaga wyjaśnienia.

Oczekiwalibyśmy, że Kuroda podkreśli, że w najbliższym czasie bank nie zamierz zmienić swojej polityki, co mogłoby ostudzić rynkowe oczekiwania. Z drugiej strony przy napływie kapitału do bezpiecznych przystani może być trudno zatrzymać rajd JPY.

W Australii we wtorek poznamy decyzję RBA. Nie spodziewamy się zmiany stopy kasowej (1,50 proc.), ale w komunikacie raczej podkreślone będą pozytywne perspektywy dla gospodarki, jednak bez sugestii ruchu w polityce. Z danych PKB za IV kw. (śr) może oferować pozytywne niespodzianki, podczas gdy styczniowa sprzedaż detaliczna (wt) ma do odreagowania spadek w poprzednim miesiącu. Pozytywny wydźwięk danych zderzy się z negatywnym sygnałem dla ryzykownych aktywów, jaki generuje polityka handlowa USA (ogłoszenie ceł importowych). Stąd wzrosty AUD mogą być szybko wygaszane. W Nowej Zelandii mamy pusty kalendarz. Pozostajemy przy zdaniu, że fundamentalnie NZD wygląda lepiej niż AUD, choć sentyment na rynkach zewnętrznych może uderzyć w kiwi na crossach z głównymi walutami.

Jest powszechna zgoda, że Bank Kanady utrzyma stopę procentową bez zmian na 1,25 proc. (śr). Bank potrzebuje czasu na ocenę wpływu dotychczasowych podwyżek i pierwsze sygnały nie są dobre – załamanie sprzedaży detalicznej w grudniu sugeruje zahamowanie konsumpcji przez mocno zlewarowane gospodarstwa domowe. Inflacja w styczniu choć była wyższa od prognoz, to wciąż pozostaje poniżej celu, dając czas na reakcję. Rynek stopy procentowej dyskontuje ok. 15 proc. szans na podwyżkę, więc istnieje pole do niewielkiego rozczarowania decyzją. Pod koniec tygodnia (pt) otrzymamy raport z rynku pracy – silny spadek zatrudnienia w zeszłym miesiącu ustawia nisko poprzeczkę dla pozytywnego zaskoczenia. Ogólnie jednak ważniejszy dla CAD może być sentyment zewnętrzny i nasilenie awersji do ryzyka wywołanej obawami o wojny handlowe może podtrzymywać słabość waluty.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Chiński wkład w dojrzewanie rynku kryptowalut

Z 400 tys., w szczytowym okresie, do 200 tys. zmniejszyła się liczba globalnych transakcji wykonywanych jednego dnia w bitcoinach. Podobny “bezruch” na rynku panował ostatnio, gdy najpopularniejsza kryptowaluta kosztowała 500 dolarów – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Między 9,3 tys. a 11,7 tys. dolarów wahała się cena bitcoina (BTC) w minionych dwóch tygodniach. Przy relatywnie niewielkich zmianach najbardziej znana kryptowaluta i tak odrobiła już sporo w porównaniu do stanu z początku lutego, kiedy cena spadła poniżej 6 tys. dolarów.

Transakcji o połowę mniej

Wzrost ceny nie idzie jednak w parze z proporcjonalnym wzrostem liczby transakcji. Kiedy w połowie grudnia 1 BTC kosztował blisko 20 tys. dol., średnia liczba codziennych transakcji osiągnęła szczyt na poziomie 400 tys. – zgodnie z danymi Blockchain.info. Po gwałtownym spadku ceny liczba transakcji w naturalny sposób spadła pod koniec grudnia poniżej 300 tys.

Później, pomimo wzrostu ceny o ok. trzy czwarte (od lutowego załamania), liczba transakcji nadal spadała. Pod koniec lutego wyniosła niecałe 200 tys. Agencja informacyjna Bloomberg podaje, że z podobną sytuacją na rynku kryptowalut mieliśmy do czynienia, gdy bitcoin kosztował niespełna 500 dolarów.

Chiny nie odpuszczą

Czynników, które wpływają na ograniczenie liczby transakcji, oprócz spadków cen, jest wiele. Mogą się do nich zaliczać ograniczenia wprowadzone przez rząd w Chinach. Jeszcze w minionym roku Chiny dominowały w handlu kryptowalutami. Nieoficjalnie mówiło się, że w szczytowych momentach udział tego państwa w światowym obrocie dochodził do 90 proc. Po wprowadzeniu regulacji udział spadł do niecałego procenta. A skorzystały na tym państwa, w których obowiązuje bardziej sprzyjające kryptowalutom prawo.

W Chinach zakup kryptowalut stał się możliwy za pośrednictwem zagranicznych firm. Teraz jednak chińskie władze zamierzają zrobić porządek także i z tym. Jak informuje Bloomberg chiński regulator planuje przebadać tamtejsze banki i konta firm oraz osób prywatnych podejrzewanych o ułatwianie lub pośredniczenie w handlu kryptowalutami z platformami zlokalizowanymi za granicą.

Czas dojrzewania?

Takie działania mogą wpłynąć na dalsze zmniejszenie się średniej dziennej liczby przeprowadzanych transakcji oraz obniżki cen. Tylko, czy są to wyłącznie negatywne informacje dla bitcoina i innych kryptowalut? Z jednej strony podaż, która napotyka na obniżony popyt, ogranicza tempo wzrostu cen. Z drugiej jednak strony może być to także oznaką dojrzewania rynku, który uspokaja się po ogromnej ekspozycji w mediach, co wywołało gwałtowny wzrost popytu i najprawdopodobniej w zbyt szybkim tempie popchnęło ceny górę.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – luty 2018 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 24% rdr do 16,2 mld zł w lutym 2018 r.,
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 2% rdr do poziomu 336,1 tys. szt. w lutym 2018 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 47,1% do poziomu 9,2 TWh w lutym 2018 r.
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem o 7,7% rdr do 9,4 TWh w lutym  2018 r.
  • Spadek wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia na rynku spot o 24,6% do 3,5 TWh[2]  w lutym 2018 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 16,8 mld zł w lutym 2018 r., czyli o 22,4% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła w lutym 2018 r. o 24% rdr, do poziomu 16,2 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła w lutym 2018 r. poziom 810,6 mln zł, o 24% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec lutego 2018 r. wyniosła 61 703,18 pkt i była o 5,8% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w lutym 2018 r. odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 60,1% rdr do poziomu 75,3 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect w lutym spadła o 63,3% rdr i wyniosła 67,2 mln zł.

W lutym 2018 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 624,5 tys. szt., o 2,5% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł w lutym 2018 r. 336,1 tys. szt., co oznacza wzrost o 2% rdr. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na waluty wzrósł prawie dwukrotnie, o 98,7% do poziomu 143,6 tys. szt. wobec 72,3 tys. szt. w lutym 2016 r.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 75,2 mld zł na koniec lutego 2018 r. wobec 60,5 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku[3]. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła w lutym o 41,9% rdr, do poziomu 249,7 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP sięgnęła w lutym tego roku 37,3 mld zł i była o 10,2% wyższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w lutym 2018 r. wyniósł 9,2 TWh, co oznacza wzrost o 47,1% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku forward wzrósł o 71,4% do poziomu 7,1 TWh, w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w lutym 2018 r. 9,4 TWh, o 7,7% mniej niż rok wcześniej. Na rynku terminowym wolumen obrotu spadł o 32,1% do poziomu 5,2 TWh. Natomiast wzrost o 67,6% do poziomu 4,2 TWh odnotowano na rynku spot.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[4], na rynku spot wyniósł w lutym 2018 r. 3,5 TWh, co oznacza spadek o 24,6% rdr. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) wzrósł o 81,7% rdr osiągając w lutym 2018 r. poziom 62,4 ktoe[5]4, w porównaniu do 34,4 ktoe rok wcześniej.

Kapitalizacja 429 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku wyniosła na koniec lutego 2018 r. 648,98 mld zł (155,34 mld EUR). Łączna kapitalizacja 477 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec lutego tego roku 1 368,11 mld zł (327,46 mld EUR).

Na Catalyst w lutym 2018 r. zadebiutowały obligacje spółka DINO Polska o wartości emisji wynoszącej 100 mln zł.

W lutym 2018 r. na GPW odbyło się 20 sesji giełdowych, tyle samo co rok wcześniej.

Płatność kryptowalutą jako umowa barterowa pomiędzy przedsiębiorcami

Praktyka pokazuje, że przedsiębiorcy coraz częściej skłonni są do przyjmowania płatności za świadczone usługi czy sprzedawane towary w kryptowalucie. Czy jednak jest ona środkiem płatniczym w rozumieniu przepisów polskich? Czy w razie kontroli przyjmowanie płatności w BTC nie ściągnie problemów na podatnika?

Prawny środek płatniczy

Art. 32 Ustawy o Narodowym Banku Polskim stanowi, że znaki pieniężne emitowane przez NBP są prawnymi środkami płatniczymi na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej. Zgodnie zaś z art. 227 ust. 1 Konstytucji RP Narodowemu Bankowi Polskiemu przysługuje wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej.

Kryptowaluta nie jest zatem prawnym środkiem płatniczym i nie można uregulować zobowiązania płacąc nią. Dodatkowo zgodnie z przepisami przychód wyrażony w walucie obcej należy przeliczyć według średniego kursu NBP z dnia poprzedzającego dzień uzyskania przychodu. Narodowy Bank Polski nie prowadzi notowań BTC. Jak więc należy postąpić w takiej sytuacji? Ministerstwo Finansów wyjaśniło, że przesyłanie bitcoinów to usługa elektroniczna – płatność w bitcoinach trzeba zatem traktować jak wymianę barterową.

Płatność BTC na zasadzie umowy barterowej

Sąd Najwyższy w wyroku z 26 sierpnia 2004 r. (sygn. akt I CK 210/2004) stwierdził, że umowa barterowa jest rodzajem umowy zbliżonej do umowy zamiany, jest konsensualna, odpłatna i wzajemna. Stosuje się do niej odpowiednio przepisy o sprzedaży. Barter stanowi wymianę jednego towaru na drugi (usługi na usługę, towaru na usługę lub odwrotnie) realizowaną na podstawie tzw. umowy barterowej. Jest to więc wymiana bezgotówkowa, w której strony uzgadniają wartość towarów lub usług, zakładając ich ekwiwalentność. Każda ze stron zawartej umowy jest zarówno sprzedawcą, jak i nabywcą. Od każdej też zależy, czy przyjmie płatność w danej formie.

Transakcja barterowa polega zatem na wymianie dóbr. Przykładowo, przedsiębiorca świadczy usługę konsultingu i wystawia fakturę swojemu kontrahentowi w złotówkach. Kupujący płaci za usługę bitcoinami, tj. świadczy usługę przesłania określonej liczby BTC, i wystawia fakturę za przesłanie bitcoinów za cenę wyrażoną w złotówkach.

Gdy w transakcji mamy do czynienia z podmiotami będącymi profesjonalnymi przedsiębiorcami faktury, jak w powyższym przykładzie, powinny być wystawione na identyczne kwoty w złotówkach.

Należy wskazać, że taka zapłata nie różni się zupełnie niczym od zapłaty jabłkami.

Wszystko zależy od kontrahenta, czy przyjmie w takiej formie płatność (przyjmowanie płatności w takiej formie nie wymaga spełnienia żadnych szczególnych wymogów prawnych).

A co się stanie, gdy kupującym jest podmiot niebędący profesjonalnym przedsiębiorcą? Taka sytuacja może okazać się zdecydowanie bardziej skomplikowana. Może się bowiem zdarzyć tak, że podmiot „płacący” bitcoinami pozostanie anonimowy i nie udokumentuje faktu wydania bitcoinów (nie wystawi rachunku). Takie działanie może wywołać negatywne skutki na gruncie podatkowym – jeśli przedsiębiorca sprzedający towar lub świadczący usługi nie będzie posiadał dowodu księgowego potwierdzającego nabycie bitcoinów, nie będzie mógł zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów zakupu wirtualnej waluty, a przy sprzedaży tej waluty będzie musiał zapłacić podatek dochodowy.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Zmiany w opodatkowaniu zagranicznych spółek kontrolowanych

Przepisy dotyczące zagranicznych spółek kontrolowanych obowiązują w Polsce od 2015 r. Zostały wprowadzone jako narzędzie walki z nieuczciwym unikaniem opodatkowania poprzez tworzenie spółek w państwach, w których opodatkowanie jest niższe niż w Polsce – zgodnie z przepisami podmioty zagraniczne uznawane za spółki kontrolowane mogą podlegać opodatkowaniu także w państwie rezydencji podatnika.

Założeniem jest walka z nieuczciwym unikaniem opodatkowania poprzez zakładanie sztucznych struktur, w praktyce jednak przepisy nierzadko oznaczają problemy dla tych, którzy wybrali prowadzenie biznesu także poza granicami kraju. Od 2018 r. problemy te mogą okazać się jeszcze większe.

Dyrektywa ATAD

Nowe przepisy, które zaczną obowiązywać od początku 2018 r. w polskim systemie prawnym, są implementacją dyrektywy Rady UE, tzw. Anti-Tax Avoidance Directive (ATAD). Celem tych regulacji jest wprowadzenie jednolitych zasad walki z unikaniem opodatkowania na terenie całej Unii Europejskiej. Są one przy tym ściśle powiązane z tendencjami globalnymi i schematami wypracowanymi przez OECD. Implementacja dyrektywy wprowadzi szereg zmian do polskiego systemu prawnego, które w wielu przypadkach sprawią, że wypracowane schematy pozwalające na uniknięcie dalszych zobowiązań wynikających z CFC przestaną być aktualne.

Jak zmienią się przepisy

Zgodnie z nowymi regulacjami podniesiony zostanie limit posiadanych praw głosu, udziału w kapitale lub prawa do zysku w jednostce zależnej – z 25% do 50%. Jedocześnie jednak limit 50% będzie liczony nie, jak obecnie, w odniesieniu do konkretnego podatnika, ale z uwzględnieniem podmiotów powiązanych, co znacznie utrudni inwestycje w państwach o niższym poziomie opodatkowania. Konieczne będzie dokładne przyjrzenie się nie jednemu podmiotowi, ale całej grupie.

Nie mniej istotna staje się zmiana w zakresie określania poziomu opodatkowania w danym państwie – dotychczas kryterium preferencyjnego opodatkowania określano na podstawie stawki nominalnej podatku w danym państwie. Od 2018 r. poziom opodatkowania będzie określany przez stawkę efektywną podatku, który został zapłacony. Tym samym większe znaczenie będą miały m.in. stawki indywidualne, które zostały wynegocjowane przez podatnika, zwolnienia i ulgi podatkowe oraz inne preferencje.

Inaczej określane będą także dochody spółek zagranicznych, które pozwalają na zastosowanie przepisów o CFC. Dotychczas przepisy przewidywały opodatkowanie spółek kontrolowanych, gdy 50% ich dochodów stanowiły tzw. dochody pasywne, czyli m.in. dywidendy, wierzytelności i odsetki. Od 2018 r. nie tylko próg ten zostanie obniżony do 33%, ale też uwzględnieniu będą podlegały dochody osiągane przez zagraniczną spółkę m.in. z działalności finansowej oraz z transakcji z podmiotami powiązanymi, w przypadku gdy spółka nie wytwarza w związku z tymi transakcjami wartości dodanej pod względem ekonomicznym lub gdy wartość ta jest znikoma.

Jak przygotować się do zmian

Nowe przepisy dla wielu podatników mogą okazać się bardzo niekorzystne i mogą wiązać się z koniecznością zapłacenia podatku w Polsce z dochodów uzyskanych w innych państwach (w tym wielu krajach Unii Europejskiej). Nie oznacza to jednak, że do nowych regulacji nie można się przygotować.

Audyt

Większość podatników inwestujących także w podmioty zagraniczne powinna w pierwszej kolejności dokładnie przyjrzeć się działalności spółek zależnych w kontekście nowych regulacji. W wielu przypadkach dla właściwej oceny znaczenia nowych przepisów oraz wskazania ewentualnych ryzyk podatkowych konieczny będzie szczegółowy audyt. Często samo zdefiniowanie ryzyka pozwala przyjąć rozwiązania, dzięki którym możliwe jest jego wyeliminowanie – zwłaszcza przy pomocy profesjonalnego wsparcia. W wielu przypadkach takie zmiany mogą okazać się niewielkie, ale pozwalające na osiągnięcie pożądanego efektu. Także w bardziej skomplikowanych przypadkach właściwe określenie problemów jest zwykle pierwszym krokiem do ich rozwiązania.

Rzeczywista działalność gospodarcza

Wciąż w założeniu regulacji pozostaje opodatkowanie w Polsce tylko takich podmiotów zagranicznych, które nie prowadzą rzeczywistej działalności gospodarczej. To pozwala na uniknięcie konieczności płacenia podatków przez bardzo wiele podmiotów prowadzących biznes także za granicą. Problemem jest jednak trudność w zdefiniowaniu, co będzie rzeczywistą działalnością, a co nie, i brak jasnych kryteriów, w oparciu o które następuje prawidłowe zakwalifikowanie działalności. Często jednak, aby uniknąć ryzyka, wystarczy właściwie uzasadnić, że podmiot zagraniczny nie jest sztuczną strukturą lub wprowadzić niewielkie nawet zmiany wskazujące na to, że podmiot faktycznie prowadzi działalność i nie służy transferowaniu dochodu za granicę. O tym jednak, jak ukształtować biznes za granicą, nie przekreślając przy tym sensu jego prowadzenia, przepisy w zasadzie nic nie powiedzą – konieczne jest duże doświadczenie w zakresie CFC, które pozwala zwrócić uwagę na najistotniejsze kwestie.

Zmiana rezydencji podatkowej

W wielu przypadkach uzyskanie rezydencji podatkowej w innym państwie może być jedynym pewnym sposobem na uniknięcie regulacji dotyczących zagranicznych spółek kontrolowanych. To też metoda na pozbycie się wielu innych problemów z opodatkowaniem, które wydają się coraz bardziej dotkliwe dla podatników. Kolejne zmiany w zakresie podatków dochodowych, w tym zmiany przepisów o CFC, pokazują, że obecnie pewność prawa – pozwalająca tak ukształtować biznes, by w legalny sposób wyeliminować nadmierne zobowiązania podatkowe – staje się fikcją. To oraz rosnące obciążenia podatkowe powodują zaś, że przeniesienie biznesu za granicę wydaje się nieraz najrozsądniejszym rozwiązaniem.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Bezpłatne warsztaty z video marketingu w poznańskim Idea Hub

Według BufferApp, video w 2018 roku jest i nadal będzie najpopularniejszym typem treści w mediach społecznościowych. Jak przygotować profesjonalne video, by skutecznie wypromować swoją firmę na Instagramie i Facebooku? W jaki sposób wykorzystać nagrania live, by lepiej dotrzeć do odbiorców? Na te pytania w czwartek, 8 marca o godzinie 18:00, w poznańskim Idea Hub, odpowie bloger oraz instagramer Bartosz Pussak.

Video marketing to jedna z najbardziej przyszłościowych dziedzin marketingowych. Według tegorocznego raportu Hubspot, 99 proc. ludzi, którzy już korzystają z tej formy mówią, że będą to robić nadal w 2018 roku. Z kolei aż 97 proc. marketerów twierdzi, że video pomaga zwiększyć zrozumienie produktów lub usług marek przez użytkowników, a przeszło trzy czwarte respondentów uważa, że pomogło im zwiększyć sprzedaż.

Materiały video pozwalają przekazywać treści w formie atrakcyjniejszej niż słowo pisane. Połączenie obrazu oraz dźwięku czyni je bardziej przyciągającymi. Dodatkowym urozmaiceniem dla odbiorcy jest możliwość uczestniczenia w relacji na żywo – aktualnie udostępniają to portale Facebook czy Instagram.

Zaangażuj odbiorcę

Analizy Buzzsumo, platformy monitorującej zaangażowanie użytkowników w internecie oraz śledzenie trendów w marketingu wykazały, że posty video mają najwyższe średnie zaangażowanie, które jest aż dwukrotnie wyższe niż w przypadku innych typów postów. Mówi się nawet o tym, że video marketing jest przyszłością content marketingu. W ubiegłym roku 63 proc. firm używało video jako narzędzia marketingowego. Obecnie liczba ta wynosi już 81 proc. Badania Hubspot wykazały, że średnia czasu, jaką respondenci przeznaczają dziennie na oglądanie treści filmowych wynosi aż 1,5 godziny. W tym czasie zawrzeć może się długa, rzeczowa relacja live lub zbitka kilkudziesięciu parosekundowych filmików.

Dużym atutem transmisji na żywo jest spotkanie nadawcy z odbiorcami w czasie rzeczywistym. Podczas emisji materiałów live, zmniejsza się dystans pomiędzy rozmówcami. Choć najczęściej użytkownicy są ograniczeni jedynie do komentowania filmu, to jednak wciąż dochodzi do dialogu, który ma wpływ na kształt nagrania, w przeciwieństwie do materiałów publikowanych po zakończeniu pracy nad nimi. Podczas transmisji pojawiają się również wszechobecne elementy rywalizacji – na czyje pytanie odpowie nadawca, ponieważ ze względu na ich ilość nie jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie. To wszystko wzmacnia sukces transmisji live oraz pomaga w budowaniu zaangażowania odbiorców wokół marki (również osobistej).

Zaczerpnij profesjonalnej wiedzy

Video marketing to przede wszystkim szansa dla mikro oraz małych przedsiębiorstw. Dużym atutem takich działań jest ich niskobudżetowość, tak ważna na starcie rozwoju firmy. Włączanie materiałów video do swojej komunikacji daje relatywnie wysokie efekty względem niskiego nakładu finansowego. Warto zatem posiąść wiedzę, która pomoże pewniej wkroczyć tę dziedzinę.

Jak wideo wpływa na rozwój zaangażowania na kanałach mediów społecznościowych? W jaki sposób dotrzeć ze swoim komunikatem do większej ilości osób? Jak sprawić, by wideo było bardziej profesjonalne i dynamiczne oraz skąd czerpać wiedzę na ten temat? Jakie funkcjonalności posiada instastory i jak wykorzystać to narzędzie do kontaktu z klientami? Na te pytania, podczas warsztatów networkingowych, już w czwartek, 8 marca o godzinie 18:00 w poznańskim Idea Hub, odpowie Bartosz Pussak – instagramer prowadzący bloga od 2012 roku, a od 5 lat tworzący treści na YouTube. Pomysłodawca projektu fotograficznego Ludzie Poznania. Tworzy innowacyjne Instastory, które w ostatnim roku zdobyły ogromną popularność. Wstęp na spotkanie jest bezpłatny, jednak liczba miejsc jest ograniczona. Zapisy prowadzone są pod linkiem https://293055-86.evenea.pl/ oraz pod adresem mailowym [email protected].

Idea Hub to przestrzeń coworkingowa, w której można bezpłatnie popracować, napić się kawy czy wynająć salę konferencyjną na spotkanie biznesowe. Regularnie odbywają się w niej również szkolenia dotyczące pozyskiwania i rozwijania przedsiębiorczych kompetencji.

Usługi siłą polskiej gospodarki

Nadwyżka w polskim handlu zagranicznym bardzo zmalała w 2017 r. Jednak nie jest to powód do zmartwień, zwłaszcza jeżeli dodatkowo uwzględni się saldo usług, które bardzo stabilizują polską gospodarkę.

Obroty towarowe handlu zagranicznego po dwunastu miesiącach 2017 roku według danych tymczasowych wyniosły w cenach bieżących 870,1 mld zł w eksporcie oraz 868,0 mld zł w imporcie. Dodatnie saldo ukształtowało się na poziomie 2,1 mld zł, podczas gdy w 2016 r. wyniosło 17,0 mld zł. W porównaniu z 2016 rokiem eksport wzrósł o 8,3%, a import o 10,4%.

– Zwykle jest tak, że gdy przyśpiesza gospodarka krajów rozwijających się, to zwiększa się import i wtedy pogarsza się bilans handlowy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

W jego ocenie mamy dobrze zdywersyfikowany handel zagraniczy, bo choć Niemcy są największym naszym partnerem gospodarczym, to jednak na transakcje z tym krajem przypada ok. 25 proc. wymiany. I mamy kliku ważnych partnerów handlowych, to także Czechy, Holandia czy USA.

Warto też dodatkowo uwzględniać usługi: – Siła polskiej gospodarki, to właśnie usługi, które mają duży wpływ na równowagę zewnętrzną – komentuje ekspert. – Dlatego tak ważne jest utrzymanie konkurencyjności, zwłaszcza polskich firm transportowych.

O ile deweloperzy podnieśli ceny mieszkań

Czy w tym roku deweloperzy podwyższali ceny mieszkań w realizowanych inwestycjach? O ile stawki poszły w górę? W jakich projektach? Czy firmy planują kolejne podwyżki? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

W tym roku ceny wzrosły w większości naszych inwestycji, m.in. w projektach: Osiedle na Woli, Krzemowe i Mała Praga w Warszawie, Centralna Park w Krakowie, czy Kamienna we Wrocławiu. W przypadku warszawskiego Osiedla na Woli w ciągu ostatnich trzech miesięcy ceny były podnoszone niejednokrotnie, średnio od 100 zł do 400 zł za mkw. Niewykluczone, że nie są to ostatnie zmiany cen w tym roku. Podwyżki spowodowane są ograniczoną podażą na rynku, a w szczególności znaczącym wzrostem kosztów wykonawstwa i zakupu gruntów. Przy obecnych stawkach trudno będzie utrzymać aktualny poziom cen mieszkań, tym bardziej że prognozy na najbliższe miesiące nie są pod tym względem optymistyczne.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Ceny mieszkań w naszych projektach utrzymują się obecnie na stabilnym poziomie. Ostatnią aktualizację cenników, spowodowaną wzrostem cen gruntów oraz rosnącymi kosztami obsługi budowy, przeprowadziliśmy w ubiegłym roku. Na bieżąco bacznie obserwujemy trendy rynkowe, aby w przypadku potrzeby dokonywać niezbędnych korekt.

Wioletta Kleniewska, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu

Polnord S.A.

Dalszy wzrost cen na rynku mieszkaniowym jest nieunikniony. Wśród głównych przyczyn wymienić należy rosnące ceny wykonawstwa, generowane przez podwyżki płac w sektorze budowlanym oraz wzrost cen działek inwestycyjnych. Jednocześnie wciąż utrzymuje się wysoki popyt na mieszkania. Inwestycje w nieruchomości generują zdecydowanie wyższą stopę zwrotu niż depozyty bankowe, mamy więc dużą grupę klientów, którzy zakup mieszkania traktują jak lokatę kapitału. W zeszłym roku notowaliśmy wzrosty cen mieszkań, a ich dynamika była uzależniona od projektu. Najwyższą charakteryzował się rynek trójmiejski, a względnie niewielką warszawski i łódzki. W tym roku dokonaliśmy już także pierwszych korekt cen.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu Grupy CTE

Wzrost cen wykonawczych wymusił na nas podwyżki cen mieszkań w wysokości około 3-5 proc. Ograniczony dostęp do gruntów, a także rosnące wymagania związane z energooszczędnością nowych budynków mogą dać impuls do nowych podwyżek. Stale monitorujemy sytuację na rynku.

Michał Wawrzyniak, dyrektor ds. nieruchomości Grupy Partner

W naszym nowym, poznańskim projekcie Murawa Park po zakończeniu przedsprzedaży ceny mieszkań wzrosły o 10 proc.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Na początku roku doszło do kilkuprocentowych podwyżek mieszkań, które znajdują się obecnie w naszej ofercie. Wzrost stawek dotyczył przede wszystkim inwestycji Krasińskiego 58 zlokalizowanej na warszawskim Żoliborzu. W zależności od typu mieszkań, ceny poszły w górę od 3 proc. do 5 proc.

Nasz najnowszy projekt Willa Ochota, zlokalizowany przy ulicy Mszczonowskiej na warszawskiej Ochocie, został wprowadzony na rynek w styczniu br. z cenami wyższymi niż pierwotnie zakładaliśmy. Wpływ na taką sytuację na rynku mieszkaniowym ma przede wszystkim wzrost cen generalnego wykonawstwa, w tym siły roboczej oraz materiałów budowlanych. Grunty także kupowane są po wyższych cenach niż w latach poprzednich.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

W tym roku już kilkukrotnie podnosiliśmy ceny w inwestycji Wolne Miasto w Gdańsku.

Podwyżki były kilkuprocentowe, wynikały ze znacznie zwiększonego zainteresowania zakupem określonego typu lokali i właśnie głównie te najbardziej popularne rodzaje mieszkań zdrożały. Planujemy dalsze podwyżki, co jest związane z wciąż rosnącymi kosztami budowy.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Zgodnie z naszą polityką cenową staramy się zawsze dokonywać szczegółowej wyceny naszych inwestycji na etapie wprowadzania mieszkań do oferty, a aktualizacje cenników przeprowadzamy relatywnie rzadko i zawsze w odpowiedzi na wyraźną zmianę tendencji rynkowych. Obserwując rozwój rynku od początku bieżącego roku dokonaliśmy aktualizacji cen wszystkich lokali, dostosowując ich wycenę do bieżącej sytuacji rynkowej, w tym także rosnących cen lokali w najatrakcyjniejszych projektach.

Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży Lokum Deweloper

W 2018 roku stawki za metr kw. w większości utrzymaliśmy na tym samym poziomie. Najbliższe miesiące mogą jednak w całej branży przynieść wzrost cen mieszkań, ze względu na zmniejszającą się liczbę dostępnych gruntów w miastach, co sprawia, że stawki za jeszcze dostępne działki są bardzo wysokie, a także niedobór pracowników i rosnące ceny materiałów budowlanych. Podwyżki cen mieszkań wiążą się ze wzrostem kosztów realizacji inwestycji, a nie z wyższą marżą deweloperów. Spodziewamy się, że ewentualnych podwyżek cen na poziomie kilku procent w przypadku mieszkań o średnim i dużym metrażu oraz kilkunastu procent, jeśli chodzi o nieduże lokale.

Katarzyna Dąbrowska, Senior Marketing Manager w Nexity Polska

Jesteśmy znani z organizowania głośnych kampanii reklamowych, podczas których sprzedajemy mieszkania w najniższych cenach rynkowych, czego przykładem może być warszawska inwestycja Next Ursus. Po Dniach Otwartych ceny wzrastają do stawek zbliżonych do konkurencji. Na rynku można zauważyć tendencje związane ze wzrostem cen mieszkań w miarę postępu prac budowlanych w inwestycjach.

Małgorzata Ostrowska, Członek Zarządu i Dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding SA.

W realizowanych już inwestycjach staramy się nie zmieniać cen, jednak czasem jest to konieczne. Ceny mieszkań w nowych projektach, czy kolejnych etapach prowadzonych inwestycji mogą jednak różnić się od stawek poprzednich. Podwyżki spowodowane są rosnącymi cenami gruntów, materiałów budowlanych oraz wykonawstwa. Posiadamy duży bank ziemi, którą zakupiliśmy w bardzo atrakcyjnych cenach kilka lat temu, dzięki czemu nasza oferta pozostaje wciąż atrakcyjna dla klientów.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Ceny naszych mieszkań w tym roku wzrosły. Były to głównie podwyżki rzędu 100 – 150 zł za metr kwadratowy. Inwestycje, w których podnieśliśmy ceny to na przykład Krygowskiego oraz Piasta Park w Krakowie. Wzrosty cen spowodowane są głównie droższymi usługami wykonawczymi oraz deficytem pracowników na rynku budowlanym.

Jerzy Kłeczek, specjalista ds. marketingu w Activ Investment

Od początku bieżącego roku ceny mieszkań w naszych inwestycjach wzrosły o 1 proc. i niewykluczone są dalsze podwyżki, sięgające nawet do 5 proc. Wynika to z faktu, że od kilkunastu miesięcy nieustannie drożeją materiały budowlane, których ceny wzrosły o około 20 proc., jak i wykonawstwo, które poszło w górę o około 30 proc. Wzrost cen dotyczy nowych inwestycji, w których nie zostały podpisane umowy z klientami, nawet rezerwacyjne.

Autor: Dompress.pl

Rainbow Tours SA po czterech kwartałach 2017 – pod znakiem wzrostów

Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wyniosły 1.406,0 tys. zł natomiast jednostkowe przychody ze sprzedaży imprez turystycznych wyniosły 1.271,0 tys. zł i są wyższe od ubiegłorocznych o 21%, a ilość obsłużonych klientów wyniosła 412,3 tys i jest wyższa od zeszłorocznej o 24,8%. Nastąpił również bardzo znaczący wzrost zysku brutto – aż o 42%! (do 47 milionów złotych). Równie obiecująco wyglądają wyniki przedsprzedaży sezonu „Lato 2018” – zanotowano wzrost aż o 36,8%!

Polska znajduje się obecnie na szczycie cyklicznego ożywienia gospodarczego i powinna pozostać na nim dłużej niż inne gospodarki w regionie. Dzięki silnemu popytowi wewnętrznemu i publicznym inwestycjom oraz stopniowym wzrostem inwestycji prywatnych wzrost gospodarczy Polski ma być silny. Wprowadzenie programu 500+ i dodatkowy dochód z tego tytułu zwiększył popyt na zorganizowane imprezy turystyczne. Te dwa czynniki spółka wskazuje jako ważne zewnętrzne czynniki wzrostu w 2017.

Na wzrost przychodów ze sprzedaży miały również wpływ następujące czynniki wewnętrzne: konsekwentna strategia wprowadzania bardziej różnorodnej oferty produktowej zawierającej nowe bardziej egzotyczne kierunki, ale również poszerzenie oferty o hotele dostosowane do potrzeb mniej zamożnych konsumentów, którzy pojawili się po raz pierwszy na rynku jako klienci biur podróży po wprowadzeniu programu 500+. Tym klientom spółka zaoferowała wiele obiektów hotelowych znajdujących się w ich zasięgu cenowym, zwłaszcza w segmencie rodzinnym. Ważnym wewnętrznym czynnikiem wzrostu przychodów był znaczący wzrost sprzedaży we własnych kanałach dystrybucji ( internet, oddziały własne ), które to zostały znacznie zmodernizowane i rozbudowane w 2016, kiedy to Rainbow otworzył 30 salonów sprzedaży w centrach handlowych. To zaowocowało niższymi wydatkami na marketing aż o 7,1%.

Ważnym czynnikiem wzrostu efektywności była lepsza przedsprzedaż oferty letniej – zanotowano aż o 41% więcej rezerwacji w stosunku do analogicznego okresu w roku 2016. To pozwoliło w późniejszych miesiącach lepiej zarządzać cenami ofert letniej i zwiększyć rentowność operacyjną do 14,4%.

Na uwagę zasługuje również działalność hotelowa prowadzona przez spółkę zależną Rainbow Hotels A.E. Prowadzi ona hotel na greckiej wyspie Zakynthos, który rozpoczął pełną działalność w ramach sezonu „Lato 2017” i osiągnął zysk netto na poziomie 594 tys. złotych. Kolejnym etapem tej inwestycji jest budowa w 2018 roku dodatkowych 47 pokoi w istniejącym obiekcie co pozwoli osi02ągnąć dużo wyższą rentowność. Spółka szacuje zwiększenie rentowności EBITDA z 27,6% do prawie 40%. W drugim kwartale 2018 spółka planuje również inwestycję polegającą na przebudowie i rozbudowie hotelu znajdującego się na zakupionej działce na wyspie Zakynthos. Docelowo obiekt będzie posiadał około 200 pokoi hotelowych, zyska zmodernizowane baseny oraz zaplecze restauracyjne. Hotel ma mieć kategorię 5*.

Rynek pracy 2018 roku. Gdzie kryją się dobre pieniądze i praca przyszłości?

– Rynek pracy zmienia się na naszych oczach. Przed osobami pracującymi stawia wymóg dokształcania i poszerzania kwalifikacji, a od młodych wchodzących na rynek pracy wymaga wiedzy o trendach przyszłości – mówi Jolanta Mróz z Kredyt Inkaso.

Jeszcze dwa lata temu osoba, która zakomunikowałaby światu, że zostanie operatorem drona, mogłaby wywołać co najwyżej konsternację. Rynek pracy nie potrzebował takich ekspertów. Dziś droniarze są wynajmowani do produkcji YouTube i telewizyjnych. Robią zdjęcia, kręcą wideo relacje, obsługują imprezy plenerowe. Choć jeszcze nikt nie umieścił operatora drona wśród najbardziej poszukiwanych zawodów, to już z pewnością jest to profesja unikalna, pożądana i dobrze opłacana. A Polacy takiej pracy oczekują. Z badania Pensjometr.pl od Monster Polska wynika, że aż 65 proc. polskich pracowników przyznaje, że główną motywacją do zmiany pracy są właśnie pieniądze. Atrakcyjna ofert pracy to taka, która oznacza większe pieniądze. Badacze nie ukrywają, że najbliższy 2018 rok może być rokiem poszukiwań lepszej pracy, zwłaszcza że globalne perspektywy dla zatrudnienia są dobre. Rynek pracy jest w dobrej kondycji.

Crème de la crème, czyli dobre pieniądze i mała konkurencja

Według Baromertu ManpowerGroup Perspektywy Zatrudnienia na 43 kraje tylko pracodawcy w Austrii i Włoszech nie planowali wzrostu zatrudnienia w I kwartale tego roku. W pozostałych państwach ten wzrost wahał się od 25 proc. w Tajwanie i 24 proc. w Japonii, poprzez po 11 proc. w Polsce i Turcji, Kanadzie i Izraelu, aż po 2 proc. we Francji i Belgii.

Z badań ManpowerGropup wynika także, że najwięcej planów, jeśli chodzi o zatrudnianie, mają duzi przedsiębiorcy (25 proc. planuje stworzenie nowych miejsc pracy), średni (14 proc.), mali (12 proc.) i mikro (6 proc). Dobrze opłacane profesje to te, które łączą się z zachodzącymi zmianami społecznymi. Praca jest tam, gdzie rozwój. I tak według Business Insider Polska, który oparł się na analizie firmy Hays, do najbardziej perspektywicznych zawodów w 2018 roku należą: programista, specjalista ds. cyberbezpieczeństwa, analityk finansowy/biznesowy, specjalista ds. e-commerce oraz inżynier badawczo-rozwojowy. Co więcej, ci eksperci mogą liczyć na dynamiczny wzrost płac. Rynek pracy jest dla nich łaskawy.

Przykładowo programiści w Polsce w ciągu roku mieli 7 proc. podwyżkę płac. Z danych Sedlak & Sedlak dla branży IT 2017, wynika, że najwyższe zarobki otrzymują starsi programiści pracujący w technologii JAVA. Ich zarobki wahają się pomiędzy 12,2 a 9,5 tys. zł. Na kolejnym miejscu znajdują się programiści aplikacji mobilnych z płacą od 13,5 zł do 8 tys. zł, oraz starsi programiści C/C++ z wynagrodzeniem między 11,6 tys. zł do 9,5 tys. zł. Dodatkowo na wyższe płace mogą liczyć osoby zatrudnione na kontraktach, które pracują w Warszawie, Wrocławiu lub Krakowie. Pulę dobrze zarabiających fachowców – według Pensjometr.pl Monster Polska – uzupełniają: dyrektor/kierownik marketingu – z zarobkami na poziomie 12,3 tys. zł, dyrektor/kierownik IT – 12,3 tys. zł, radca prawny, adwokat – 11,7 tys., dealer/trader – 11,2 tys. zł, analityk IT – 10,6 tys. zł. – Wyraźnie widać, że są to stanowiska specjalistyczne, na które jest zapotrzebowanie zwłaszcza w dużych korporacjach skupionych właśnie w Warszawie – oceniają twórcy raportu.

Wzrost płac na średniej półce

Sytuacja ekonomiczno-gospodarcza w Polsce sprzyja podwyżkom także w innych sektorach. Pracodawcy poszukują osób, które mają umiejętności sprzedażowe, a także znają języki obce. Wśród zawodów, w których płace się zwiększają i zależą od zajmowanego stanowiska, a tym samym pozwalają na ścieżkę kariery, są handlowcy. Zgodnie z danymi Wynagrodzenia.pl osoby zajmujące się sprzedażą stacjonarną zarabiają 3 745 zł, specjaliści ds. wsparcia sprzedaży 4 255 zł, a handlowcy pracujący w terenie już 4 500 zł. Podobną dynamikę płac obserwuje się także u osób, które znają języki obce. Im wyższy poziom znajomości języków, tym większa płaca. Poza tym na lepsze zarobki mogą liczyć osoby znające język angielski plus inny, oryginalny język. Według Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń pracownicy o średnio-zaawansowanej znajomości języka angielskiego zarabiali 4 210 zł, podczas gdy mediana wynagrodzeń całkowitych pracowników z zaawansowaną znajomością języka angielskiego (C1/C2) wynosiła 6 076 zł.

Rynek pracy, według badania „Barometr zawodów” realizowanego na zlecenie MRPiPS, w 2018 roku wciąż będzie potrzebował m.in. kierowców samochodów ciężarowych, spawaczy, murarzy i tynkarzy, piekarzy, ale też kucharzy. I choć rąk do pracy brakuje, to zarobki części z wymienionych specjalistów nie zawsze są satysfakcjonujące.

Rynek pracy dla młodych

Poza raportami i analizami, gdyż w tej branży brakuje wciąż dogłębnych badań, najbliższy rok przyniesie także rozwój stanowisk związanych z przenoszeniem wielu sfer życia do internetu. Można się spodziewać, że przybędzie influencerów, ambasadorów marek, osób prowadzących własne kanały podróżnicze i promujące zdrowy styl życia. Zawody będą powstawać w tych obszarach, w których będzie znajdować się społeczeństwo. Właśnie dlatego równie silnie, będzie rozwijać się sektor związany z usługami dla seniorów. Oznacza to, że na pracę nie będą musieli narzekać rehabilitanci, opiekunowie osób starszych czy specjaliści zajmujący się zdrowym żywieniem.

Osoby poszukujące dla siebie dobrze płatnej niszy, muszą patrzeć na rynek pracy całościowo, zwłaszcza przez pryzmat zmian zachodzących w społeczeństwie.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Najniebezpieczniejszy moment w cyklu

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Koniunktura w gospodarce zmienia się zgodnie z pewnym schematem, który nazywamy cyklem. Cykl ten powtarza się i choć nie za każdym razem przyjmuje on dokładnie taką samą postać, to jednak pewne niezmienne reguły pozostają zachowane. Klasyczny cykl rozpoczyna się nieinflacyjnym wzrostem, który później osiąga dojrzałą inflacyjną fazę rozwoju. Ta kończy się spowolnieniem i ostatecznym obniżeniem inflacji, która z opóźnieniem podąża za wzrostem. Aktualnie znajdujemy się w inflacyjnej fazie ożywienia, a więc w już dojrzałej i zaawansowanej fazie wzrostu. Ciemną stroną tego etapu rozwoju jest fakt, że po nim przychodzi okres dekoniunktury, a więc mało przyjemna część cyklu z punktu widzenia posiadaczy ryzykownych aktywów. Z cyklem koniunkturalnym nieodłącznie związany jest bowiem cykl rotacji aktywów w gospodarce, zgodnie z którym w inflacyjnej fazie najlepiej zachowywać się powinny surowce, spółki z nimi związane oraz rynki rozwijające się. To właśnie dlatego w minionym roku akcje z rynków wschodzących były jedną z lepszych inwestycji. W ślad za tą koniunkturą podążał krajowy parkiet, ale mierzony indeksem blue chipów, gdyż to on jest uzależniony od kapitału zagranicznego, który pozostaje głównym dostarczycielem kapitału. Niestety, gdy obecna faza dobiegnie końca, najbardziej pożądanym aktywem będzie gotówka, oraz nieco później obligacje skarbowe. Inwestorzy co do zasady zgadzają się z tym scenariuszem, ale panuje duża niepewność, jak dużo czasu pozostało do momentu, gdy zielone światło dla ryzykownych aktywów zmieni się w czerwone, jak to dobitnie ujął w swoim corocznym liście do akcjonariuszy Warren Buffett. Potwierdzają to zresztą ankiety, gdyż z możliwością przegrzania koniunktury zgadza się niemalże 70% zarządzających funduszami, którzy w przeprowadzonym na początku roku sondażu Bank of America/Merrill Lynch wskazało, że globalna gospodarka jest w późnej fazie cyklu koniunkturalnego. W historii wspomnianego badania wyższy wynik odnotowano wyłącznie z początkiem 2008 roku, czyli u progu ostatniej dużej bessy na giełdach. Bez wątpienia jest to więc jeden z bardziej niebezpiecznych momentów w cyklu, również z tego powodu, że dość łatwo popełnić można błędy przy prowadzeniu polityki monetarnej bądź fiskalnej. Wydaje się wręcz, że ryzyko takiego błędu jest duże z uwagi na ekspansywną politykę fiskalną w USA oraz zmianę na stanowisku szefa Fed. Zresztą Jerome Powell popełnił błąd już podczas swojego pierwszego publicznego wystąpienia jako prezes Rezerwy Federalnej. Jego odpowiedź na pytanie o możliwość czwartej podwyżki stóp w tym roku była bardziej jastrzębia niż przygotowany wcześniej i wyważony pisemny raport, a rynek jest aktualnie niezmiernie wyczulony na tego typu kwestie.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Trump wystraszył inwestorów

Wystarczyła jedna informacja, żeby przerwać ostatnie spadki na parze EUR/USD. Wypowiedź prezydenta Trumpa przysłoniła dobre dane makroekonomiczne z USA i pozytywne komentarze ze strony nowego prezesa FED.

Wczoraj wieczorem Donald Trump poinformował, iż Stany Zjednoczone wprowadzą cła na import stali i aluminium, które mają wynosić odpowiednio 25 i 10 procent. Tym samym prezydent USA wprowadza w życie protekcjonistyczne obietnice, których tak obawiali się inwestorzy przed jego zwycięstwem w wyborach.

Reakcja – w typowy dla tego typu wydarzeń sposób – odbiła się szerokim echem na praktycznie wszystkich rynkach: traciły aktywa ryzykowne – indeksy giełdowe, waluty emerging markets oraz oczywiście dolar amerykański, drożały natomiast obligacje, złoto i waluty safe haven. Na rynkach widać odwrót od ryzyka.

W kontekście decyzji Trumpa w kolejnych dniach istotna będzie reakcja krajów, które owe “sankcje” obejmą. Oczywiście, ruch został jednogłośnie skrytykowany przez partnerów handlowych USA eksportujących metale, pytanie – czy ich słowa zamienią się w gesty i w jaki sposób odpowiedzą na tego typu działanie Trumpa. Działania amerykańskiej administracji są dość ryzykowne i mogą grozić nieprzewidywalnymi konsekwencjami. Utrzymywanie się negatywnego sentymentu wobec aktywów ryzykownych może szkodzić również polskiemu złotemu, który w parze z euro dobija dziś do poziomu 4,20.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek umocnił się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,17 – 4,19. Wczorajsza aktualizacja szacunków PMI dla przemysłu strefy euro w lutym pokazała – zbliżony do wstępnie szacowanego – spadek indeksów w porównaniu z poprzednim miesiącem. Dzisiejsze, poranne dane dotyczące sprzedaży detalicznej w największej gospodarce wspólnego bloku rozczarowały. Miesięczna dynamika sprzedaży w Niemczech wyniosła -0,7% w ujęciu miesięcznym.

Dane gospodarcze nie wspierały euro, wspólna waluta, pomimo wczorajszego, słabszego początku dnia była jednak w stanie wybić się, zyskując istotnie na wyprzedaży dolara amerykańskiego. Dzisiejszy kalendarz nie jest obfity w informacje istotne z punktu widzenia przyszłości strefy euro. Początek przyszłego tygodnia przyniesie natomiast dwa rozstrzygnięcia: po pierwsze – w poniedziałek poznamy wyniki włoskich wyborów powszechnych. Wzrost pozycji partii populistycznych (z których jedna – M5S – prawdopodobnie otrzyma największą liczbę głosów, nie jest obecnie interpretowany przez rynek jako znaczące zagrożenie mające przekładać się na realne konsekwencje. Realistyczny wydaje się scenariusz utworzenia słabej koalicji partii centrowych (centroprawica lub centrolewica), samo jej uformowanie może jednak istotnie się wydłużyć. Po drugie – w niedzielę odbędzie się również głosowanie w partii SPD, od którego zależeć będzie, czy partia wraz z CDU/CSU utworzy tzw. Wielką Koalicję. Realizacja scenariuszy ryzyka w obu przypadkach nie jest raczej wliczona w cenę wspólnej waluty, tym samym reakcja euro, jeśli coś pójdzie “niezgodnie z planem” może być odpowiednio większa.

GBP

Kurs GBP/PLN  w czwartek osłabił się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,69 – 4,74. Inwestorzy nadal skupiają się na kwestiach negocjacji Wielkiej Brytanii z UE i niespecjalnie przejmują się odczytami danych makro. Wczorajsza publikacja wskaźnika opisującego aktywność w sektorze przemysłu nie wywołała silnych zmian na rynku. Dzisiejszy odczyt dla sektora budownictwa również nie odbił się szerokim echem.

Rynek przede wszystkim czeka na dzisiejsze przemówienie Theresy May dotyczące Brexitu. Premier prawdopodobnie odniesie się w nim do kwestii granicy z Irlandią Północną, która stanowi dość istotną kość niezgody między UK, a EU. Strona brytyjska nie chce bowiem, aby Irlandia Północna pozostała w unii celnej UE po Brexicie.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 3,41 – 3,44. Dolar amerykański wczoraj zakończył dzień na minusie w relacji do głównych walut i złotego, mimo, iż umacniał się przez większość dnia. Amerykańską walutę początkowo wspierał dość optymistyczny ton nowego prezesa FED oraz dobre dane makro. Pod koniec dnia USD zaszkodził natomiast wspomniany komunikat Trumpa o wprowadzeniu ceł na import stali i aluminium.

Co tyczy się danych makroekonomicznych – wczorajszy odczyt bazowej inflacji PCE był w pełni zgodny z szacunkami. Bazowa dynamika PCE wyniosła 1,5% w ujęciu rocznym. Wczorajsze, cotygodniowe dane z rynku pracy pokazały wyraźny spadek wniosków o zasiłki dla bezrobotnych – były one na najniższym poziomie od 49 lat (!). Wczorajszy odczyt indeksu ISM dla przemysłu również zaskoczył na plus – wzrósł z poziomu 59,1 w styczniu do 60,8 w lutym. Odczyt indeksu PMI dla sektora był natomiast nieco niższy od oczekiwań (55,3 wobec 55,9).

KLUCZOWE PUBLIKACJE

14:30 – przemawia premier Wielkiej Brytanii, Theresa May

Roman Ziruk – Ebury Partners

Warszawa stolicą biznesu

Warszawa to miasto wiodące w regionie Europy Środkowej i Wschodniej, z ogromnym potencjałem inwestycyjnym. Tak wynika z najnowszej edycji raportu „Poland Your Place to Invest”.

„Poland Your Place to Invest 2018” to raport przygotowany z myślą o inwestorach zagranicznych, szukających miejsca na ulokowanie swojego biznesu. Blisko 250 tys. studentów, 60 tys. absolwentów i ponad 10 tys. doktorantów daje rocznie pracodawcom szeroki dostęp do wykwalifikowanych specjalistów. Decydującym czynnikiem w wyborze Warszawy przez inwestorów jest również 5 mln m² nowoczesnej przestrzeni biurowej.

RAPORT_infografika_final_2Dostęp do puli talentów oraz powierzchni biurowych jest decydujący dla inwestorów. Warszawa może pochwalić się zarówno wysoko wykwalifikowaną kadrą, jak i ponad 5 mln m² biur, a do końca 2019 r. powstanie kolejne 382 tys. m². Ważne dla nas jest to, aby nowym inwestycjom towarzyszyła budowa otwartych i przyjaznych przestrzeni publicznych – mówi Michał Olszewski, wiceprezydent stolicy.

To już 3. edycja raportu, która powstała we współpracy z agencjami rynku nieruchomości, zrzeszonymi w Polish Office Research Forum (CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank i Savills), agencją pracy Randstad i Polską Agencją Inwestycji i Handlu S.A. oraz 8 polskimi miastami. Poza danymi na temat całego kraju, w raporcie ujęte zostały również walory inwestycyjne największych polskich miast – Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Trójmiasta (Gdańska, Gdyni, Sopotu), Katowic, Poznania oraz Łodzi. W publikacji zebrano najważniejsze informacje dotyczące warunków gospodarczych i ekonomicznych, a także dane o kapitale ludzkim, infrastrukturze, jakości życia oraz aktualnie dostępnej i będącej w budowie przestrzeni biurowej.

Warszawa na 3. miejscu europejskich miast przyjaznych biznesowi

Warszawa jest najbardziej atrakcyjnym miastem dla inwestorów w Polsce i od lat umacnia swoją rolę w Europie. Potwierdzają to liczne dane i niezależne zestawienia zebrane w raporcie. W rankingu europejskich miast przyjaznych biznesowi – opracowanym przez Financial Times (fDi Markets) – Warszawa uplasowała się na 3. pozycji, ustępując jedynie Londynowi i Dublinowi.

Dziś przestrzeń biurowa w Warszawie to 5,28 mln m², a 49 proc. z nich to powierzchnie o standardzie A. Natomiast w budowie jest kolejne 800 tys. m² nowych biur.

Wizytówką miasta są również jego mieszkańcy – 72 proc. warszawiaków ma wykształcenie wyższe, 90 proc. studentów 70 warszawskich uczelni zna język angielski. Warszawa ma również wysoki wskaźnik absorpcji talentów z innych polskich miast.

Rozbudowana infrastruktura miasta, wysoki poziom wykształcenia pracowników, rozwinięty transport, dostępność komunikacyjna i relatywnie niskie koszty utrzymania pozwalają Warszawie konkurować z najbardziej znaczącymi miastami Europy. Obiektywne atuty polskich miast zgromadzone w raporcie „Poland Your Place to Invest” potwierdzają słuszność wyboru Polski i Warszawy jako lokalizacji dla biznesu.

Włosi idą do urn. Korekta na dolarze

W weekend Włosi wybiorą nowy rząd wedle zmienionej ordynacji wyborczej. Analitycy spodziewają się klinczu po wynikach. Dolar pomimo dobrych sygnałów makroekonomicznych gwałtownie traci.

Wybory we Włoszech

W ten weekend odbędą się wybory we Włoszech. Jest to bardzo ważne wydarzenie dla euro nie tyle ze względu na potencjał gospodarczy tego kraju. Powodem jest też spodziewany impas powyborczy. Rzym przyzwyczaił nas do tego, że zarówno gabinety jak i koalicje zmieniają się zdecydowanie częściej niż powinno wynikać to z kalendarza wyborczego. Problem w tym, że po zmianie ordynacji wyborczej wyłonienie zwycięzcy powinno być jeszcze trudniejsze. Nie bez znaczenia jest też pojawienie się tworu w postaci ruchu 5 gwiazd. Formacja antyestablishmentowa, której początkowo nikt nie traktował poważnie przerodziła się w obecnej kadencji w pełnoprawny ruch polityczny. Co bardziej komplikują ma w sondażach ponad 25% głosów co skutecznie blokuje uzyskanie większości zarówno prze koalicje centroprawicową jak i centrolewicową. Jak reagują rynki? Ostatnie dni były równie pochyłą dla euro, po czym wczoraj niespodziewanie wspólna waluta wyskoczyła w górę.

Dolar słabnie pomimo dobrych danych

Wczoraj widzieliśmy gwałtowne odbicie dolara w dół. To co europejska waluta zyskała od początku tygodnia zostało niemal w całości utracone w ciągu jednego dnia. Co było powodem tego ruchu? Zdaniem obserwatorów była to realizacja zysków z obecnego umocnienia. Dane makroekonomiczne nie wspierały takiego ruchu. Co więcej zarówno Dochody i wydatki amerykanów jak i wnioski o zasiłek dla bezrobotnych raczej powinny umacniać amerykańską walutę. Dochody rosły szybciej od oczekiwań oraz, co ważniejsze w tym szybko zadłużającym się kraju, szybciej od wydatków. Liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła 210 tysięcy przy oczekiwanych 226 tysiącach. Lepiej wypadł również późniejszy raport ISM dla przemysłu. Warto natomiast zwrócić uwagę, że pomimo silnego odbicia i kontynuacji tego ruchu dzisiaj rano dolar wciąż jest raczej silny biorąc pod uwagę perspektywę ostatniego miesiąca.

Dzisiaj kalendarz danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – Kanada – PKB,
  • 16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan,
  • 19:00 – USA – liczba wież wiertniczych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Niedopłata w Urzędzie Skarbowym lub ZUS? Dogadaj się z urzędnikami

  • Od 1 stycznia pieniądze przelewane do ZUS zaliczane są na poczet zaległości, które obecnie wynoszą ponad 3 mld zł.
  • Do 30 kwietnia należy natomiast uregulować niedopłatę w Urzędzie Skarbowym, w przeciwnym razie zaczną być naliczane odsetki.
  • Lepszym sposobem od wzięcia pożyczki na rozwiązanie problemu zaległości w ZUS lub US jest rozłożenie długu na raty lub odroczenie płatności.

Karne odsetki już w pierwszym dniu po terminie

Ostatni dzień kwietnia co roku spędza sen z powiek wielu przedsiębiorcom. Jeżeli znaleźliśmy się w gronie osób z niedopłatą, to właśnie wtedy mija szansa na rozliczenie się z Urzędem Skarbowym bez odsetek za zwłokę czy dodatkowych kar finansowych. Dlatego istotne jest nie zostawianie obowiązku rozliczenia się z fiskusem na ostatnią chwilę.

Niedopłatę podatku jesteśmy zobowiązani uregulować do 30 kwietnia danego okresu rozliczeniowego, w przeciwnym razie grozi nam kara. Od tej daty fiskus będzie nam naliczał karne odsetki, których wysokość zależy od wielkości niedopłaty, długości opóźnienia oraz stopy odsetek za zwłokę. Należy pamiętać, że mamy obowiązek zapłacić każdą, nawet bardzo niską kwotę, chyba że w poprzednich latach nie został nam wypłacony zwrot podatku, wtedy możemy skorzystać z tej nadpłaty – tłumaczy Paweł Mazur z ANG Biznes.

Dobra wola urzędnika lub pożyczka

Niedopłata podatku najczęściej spowodowana jest płaceniem zaliczek na podatek dochodowy wg złej skali podatkowej. Jeżeli podatki rozliczane były według 18% stawki, a nasze dochody przekroczyły w ciągu roku 85 528 zł, to niestety będziemy musieli wyrównać różnicę między tym, co już zapłaciliśmy, a tym, co powinniśmy zapłacić według stawki, która odpowiada naszym dochodom.

Jeżeli nie jesteśmy w stanie zapłacić całej sumy, to istnieją sposoby na wyjście z tej sytuacji. Pierwsza z nich to złożenie w Urzędzie Skarbowym odpowiednio umotywowanego wniosku o odroczenie, rozłożenie na raty lub nawet umorzenie zaległości. Ostatnia opcja zdarza się rzadko i dotyczy tylko szczególnych okoliczności. Niektórzy jednak wolą sięgnąć po pożyczkę.

Co roku o tej porze pojawiają się specjalne produkty oferowane przez firmy pożyczkowe właśnie na spłatę zaległości w Urzędzie Skarbowym czy ZUS. Jednak często są one bardzo wysoko oprocentowane i mogą sprawić, że przedsiębiorca wpadnie w jeszcze większe zadłużenie. Dużo lepszym rozwiązaniem jest dogadanie się z daną instytucją, przedstawienie swojej sytuacji finansowej i spłacanie długu w dogodnych ratach  – dodaje Paweł Mazur.

278 tys. zadłużonych przedsiębiorców w ZUS

Problem zaległości przedsiębiorców nie dotyczy jednak jedynie Urzędu Skarbowego. Jak podaje ZUS, łącznie spośród prowadzących działalność gospodarczą opłacających składki za siebie, zaległości z tytułu składek posiada 278 tys. osób, na kwotę ponad 3 mld zł. Od 1 stycznia 2018 r. wpłaty do ZUS zaliczane są na poczet zaległości każdego płatnika, co może skutkować utratą prawa do świadczeń zdrowotnych do czasu uregulowania długu – wystarczy, że zaległość po przelaniu składki będzie wynosiła więcej niż 6,60 zł. Jednak, podobnie jak w przypadku Urzędu Skarbowego, można wystąpić do ZUS z wnioskiem o rozłożenie zaległości na raty, dzięki czemu przedsiębiorca będzie na bieżąco podlegał dobrowolnemu ubezpieczeniu emerytalnemu i rentowemu.

Renegocjacje NAFTA – czy meksykańska branża motoryzacyjna uznana za „wysoce ryzykowną” może popaść w kryzys?

Branża motoryzacyjna odgrywa ważną rolę w gospodarce Meksyku. Udział tego sektora w PKB wzrósł z 1,5 proc. w 1993 r. do 3 proc. w 2015, a jego udział w krajowej produkcji przemysłowej zwiększył się z 8,5 proc. w 1993 r. do 18 proc. w roku 2015. Ponadto w Meksyku funkcjonuje 28 fabryk samochodów, które bezpośrednio i pośrednio zapewniają miejsca pracy dla 1,7 mln ludzi. Retoryka, którą prezydent Donald Trump stosuje od początku swojej kampanii wyborczej jeszcze nie zaszkodziła sektorowi, ale renegocjacje NAFTA oraz kalendarz wyborczy w Meksyku przyczyniają się do wzrostu ryzyka.

Sektor motoryzacyjny należy do najbardziej kontrowersyjnych tematów w dyskusji toczącej się w NAFTA (Północnoamerykański Układ Wolnego Handlu)

Donald Trump od początku swojej kampanii wyborczej, czyli od 2016 r., konsekwentnie krytykuje umowę NAFTA, winiąc ją za deficyt USA w wymianie handlowej z Meksykiem oraz niszczenie miejsc pracy. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów negocjacji jest branża motoryzacyjna. Obecnie umowa stanowi, że do bezcłowego importu kwalifikują się gotowe pojazdy, w których 62,5 proc. komponentów pochodzi z krajów partnerskich. W renegocjacjach USA domagają się zwiększenia tego odsetka do 85 proc., przy czym 50 proc. ma pochodzić od producentów amerykańskich. Kanada i Meksyk kategorycznie odrzucają tę propozycję. Przyjęcie takich uzgodnień nie byłoby korzystne dla meksykańskiego eksportu, ponieważ 60 proc. samochodów produkowanych w Meksyku jest eksportowanych do Stanów Zjednoczonych.

Mimo amerykańskiej retoryki przeciwnej wolnemu handlowi oraz odłożeniu renegocjacji NAFTA Coface oczekuje, że sytuacja najprawdopodobniej rozwinie się w kierunku zawarcia umowy handlowej, która utrzyma większość transgranicznych powiązań handlowych między trzema krajami członkowskimi.

Jednym z czynników zwiększających prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest głębokość więzów handlowych między USA i Meksykiem. Gdyby amerykańska administracja postanowiła opuścić NAFTA, napotkałaby na silny sprzeciw ze strony branż oraz poszczególnych amerykańskich stanów.

Meksykański kalendarz wyborczy i trendy konsumenckie jako czynniki zwiększające ryzyko

Na decyzje gospodarstw domowych dotyczących konsumpcji wpłynie prawdopodobnie niepewność wokół wyborów prezydenckich w Meksyku zaplanowanych na 1 lipca 2018 r. W tym czasie najprawdopodobniej będą toczyły się też negocjacje dotyczące zmian w umowie NAFTA. Pod koniec 2017 r. inflacja wzrosła do 6,8 proc. Od grudnia 2015 r. referencyjna stopa procentowa wzrosła o 450 punktów bazowych, osiągając 7,5 proc. w skali roku w lutym 2018 r. W 2017 r. liczba rejestracji pojazdów w Meksyku zmniejszyła się o 4,6 proc. w ujęciu rok do roku.

Zmiana ekipy rządzącej może negatywnie wpłynąć na sprzyjający biznesowi klimat w kraju, co prowadziłoby do wyraźnej zmiany stanowiska Meksyku w negocjacjach NAFTA. Niezadowolenie wśród ludności oraz wzrost przestępczości (w 2017 r. odnotowano największy poziom przemocy od dwóch dekad) i korupcji stworzyły środowisko niechęci wobec establishmentu. Wzmacnia to szanse populistycznego kandydata w wyścigu do prezydenckiego fotela.

Perspektywa wykraczająca poza relacje handlowe z USA

Meksyk jest obecnie stroną 10 umów dotyczących handlu zagranicznego z 45 krajami. Wydaje się, że kraj zabiega o kolejne umowy, jak również o aktualizację już istniejących (takich jak umowa handlowa z Unią Europejską). W razie spełnienia się najgorszego dla Meksyku scenariusza renegocjacji NAFTA kraj powinien skoncentrować się na wzmacnianiu własnego klimatu biznesowego, ponieważ wzrost skali przemocy w ostatnim czasie oraz słabość rządów prawa hamują inwestycje. Zgodnie z Rankingiem Praworządności 2017–2018 WJP (2017-2018 Rule of Law Index of The World Justice Project) Meksyk zajmuje 92. miejsce wśród 113 ocenianych krajów (wyprzedzając tylko Gwatemalę, Nikaraguę, Honduras, Boliwię i Wenezuelę na 30 gospodarek z Ameryki Łacińskiej objętych analizą).

EBC jest zadowolony z rozwoju gospodarki, ale do podniesienia stóp jeszcze daleko

W tym tygodniu, niektórzy członkowie rad europejskich banków centralnych mieli swoje przemówienia na temat polityki pieniężnej w strefie euro. Największą uwagę poświęcono przemówieniu prezesa EBC, Mario Draghi’ego w Parlamencie Europejskim. Draghi wyraził zadowolenie ze wzrostu gospodarki w strefie euro, który jest większy niż pierwotnie zakładał EBC. Ponadto dodał, że chociaż obecna inflacja jest niska, można oczekiwać jej wzrostu w najbliższych miesiącach.

Według danych opublikowanych w tym tygodniu zharmonizowana inflacja w lutym w rokrocznym porównaniu wzrosła tylko o 1,2%. Jednak czynniki hamujące szybszy wzrost cen powinny się stopniowo osłabiać. Jeżeli pod koniec 2018 r. inflacja będzie się zbliżać do 2%, to możliwe jest zakończenie programu QE, jeszcze w tym roku. Jednak biorąc pod uwagę, że członkowie EBC już w przeszłości mówili, że podwyższenie stóp nastąpi w strefie euro dopiero dłuższą chwilę po zakończeniu programu QE, to na razie nie należy oczekiwać dużych zmian w tej kwestii. Bez podniesienia stóp procentowych, aktualny pozostaje fakt, że tanie kredyty oraz nadwyżki finansowe będą w strefie euro nadal pomagać w ekspansji, a wspólnej walucie w większym umacnianiu.

Złoty w tym tygodniu się osłabił, a w piątek rano był na poziomie 4,19 EUR/PLN. Kurs eurodolara wynosił 1,22 EUR/USD.

Instytut Psychologii Polskiej Akademii Nauk i Transition Technologies pracują nad aplikacją, która zmieni sposób podejścia do kontrolowania emocji

W dzisiejszym świecie żyjemy szybko i równie szybko musimy mierzyć się ze zmieniającymi się emocjami. Taka dynamika sprawia, że trudno świadomie ich doświadczać, a co za tym idzie, rozumieć skąd się biorą. Polska firma Transition Technologies opracowała aplikację Name It Tame It, która pomoże w codziennej obserwacji naszych stanów emocjonalnych.

Tempo życia, ciągły stres, nadmierne ambicje, czy brak równowagi między życiem prywatnym i zawodowym powoduje, że coraz więcej osób ma problemy z kontrolowaniem własnych emocji. Na szczęście coraz częściej się o nich mówi. Nie tylko w kontekście psychoanalizy i psychoterapii, ale też w kontekście poprawy jakości życia, coachingu oraz wszelkich dyskusjach dotyczących rozwoju osobistego.

Odpowiedzią na te wyzwania jest mobilna aplikacja Name It Tame It, dzięki której użytkownik może notować swoje stany emocjonalne, jak np. radość, lęk, czy złość – z uwzględnieniem czasu oraz miejsca, w których najczęściej odczuwa tego typu emocje. Aplikacja może służyć nie tylko osobom zorientowanym na rozwój osobisty czy naukowcom, ale każdemu kto chce choć trochę bardziej świadomie przeżywać codzienne czynności, spotkania i rozmowy.

NITI_3– Aplikacja służy do notowania emocji przez użytkownika w dwóch przypadkach. Po pierwsze podczas intensywnej reakcji emocjonalnej, we wzburzeniu czy lęku etc. Po drugie w codziennych aktywnościach, aby wyrabiać nawyk obserwacji własnych stanów emocjonalnych przez użytkownika. Spostrzeganie, obserwacja, a następnie notowanie emocji tj. np. złości, strachu, radości – pozwala regulować oraz uspokajać system nerwowy. W naszym założeniu aplikacja ma spełniać funkcje edukacyjne oraz społecznościowe, być może okaże się, że także terapeutyczne. Cieszymy się, że nasze rozwiązanie może komuś pomóc i znacznie poprawić jego komfort życia. – mówi Anita Wielgosz, analityczka trendów w obszarze design, projektantka Name It Tame It. Nazwij i ujarzmij!

NITI_2

Na podstawie obserwacji historii oraz mapy z zaznaczonymi miejscami, narzędzie pokazuje użytkownikowi wzory powstawania emocji. Dzięki temu, może on przewidzieć prawdopodobieństwo ich wystąpienia, a tym samym lepiej je kontrolować. To właśnie monitorowanie emocji jest pierwszym etapem w wielostopniowych modelach samoregulacji, proponowanych przez współczesnych psychologów. Aplikacja pozwala także na odtworzenie emocji z historii, co może być przydatne nie tylko do samodzielnej analizy, ale być może znajdzie też zastosowanie podczas spotkań z terapeutą. W ten sposób łatwiej będzie odtworzyć ulotne szczegóły i prześledzić szerszy kontekst sytuacji pacjenta, np. w jakich porach dnia i w jakich miejscach pojawiało się konkretne uczucie oraz zaproponowane działania przynoszą zamierzone efekty. Rozwiązanie Name It Tame It może okazać się również przydatne dla osób zorientowanych na rozwój osobisty. Samoświadomość własnych stanów emocjonalnych, jest elementem budującym inteligencję emocjonalną. Wpływa ona na polepszenie samokontroli, tym samym wzmacniając motywację. Ponadto, dana osoba może obserwować własne stany emocjonalne, dzięki temu wykryć wczesne objawy depresji, czy zapobiegać jej nawrotom.

Naszemu funkcjonowaniu nieustannie towarzyszy jakiś nastrój, a codzienne wydarzenia wywołują w nas różne emocje. Liczymy na to, że ta aplikacja będzie pomocna dla osób, które chciałyby się dokładniej przyjrzeć swoim stanom emocjonalnym. Zauważenie ich, a także próba określenia, skąd pochodzą, są ważnymi krokami w procesie uczenia się tzw. ”panowania” nad emocjami. Dzięki temu możemy na nie wpływać – na przykład unikać sytuacji, czy miejsc, które wiążą się z negatywnymi odczuciami, lub próbować te okoliczności zmienić, a bardziej koncentrować się na tym, co dla nas przyjemne – tłumaczy Ewa Domaradzka z Instytutu Psychologii Polskiej Akademii Nauk.

To co wyróżnia Name It Tame It, to różnorodność w sposobie dodawania informacji o własnym samopoczuciu. Twórcy aplikacji zadbali o to, aby informacje o aktualnym stanie emocjonalnym można było dodawać za pomocą wpisów tekstowych, rysunków, nagrań audio, czy zdjęć. Dzięki połączeniu aplikacji z popularnymi portalami społecznościowymi, istnieje także możliwość udostępnienia treści o własnym samopoczuciu w formie wpisu.

– Chcemy by nasze rozwiązanie było pomocne przede wszystkim dla zwykłych ludzi czyli dla każdego z nas. Mamy jednak nadzieję, że aplikacja stanie się też impulsem dla świata naukowców w zakresie odkrywania nowych, skutecznych scenariuszy terapeutycznych. Nasze narzędzie mobilne otwiera szereg możliwości w badaniach oraz eksperymentach w obszarze emocji, ich przewidywania oraz znaczenia dla funkcjonowania człowieka. Chcemy zapewnić ciągłość prac i rozwój aplikacji. Dlatego też, gorąco zachęcamy wszystkich przedstawicieli świata nauki do przyłączenia się do naszego projektu w ramach partnerstwa równoległego i systemu grantów – dodaje Grzegorz Górski, dyrektor ds. Operacyjnych Software Solutions Center w Transition Technologies.

Aplikacja Name It Tame It została opracowana przez Transition Technologies, polską Grupę Kapitałową specjalizującą się w dostarczaniu nowoczesnych rozwiązań dla kluczowych gałęzi gospodarki. Obecnie firma razem z Instytutem Psychologii PAN bada potencjał wykorzystania mobilnego rozwiązania w terapiach. W badaniu udział może wziąć każda osoba, rejestrując się na stronie. Grupa od kilku lat silnie angażuje się w życie społeczne. Tworzenie unikatowych rozwiązań pomagających poprawić komfort ludzkiego życia oraz szeroko rozumiana edukacja stanowią istotną częścią codziennej praktyki biznesowej i są nieodłącznym elementem planów na przyszłość.

Aplikacja Name It Tame It jest dostępna na urządzenia mobilne z systemem operacyjnym iOS oraz Android.