Otwieramy trzeci akt 2018 r., pozostawiając za sobą najgorszy miesiąc na Wall Street od dwóch lat. Dolar pozostaje mocny, choć pozostaje ostrożny w optymizmie. Jeśli motywem marca staną się wojny handlowe i obawy o protekcjonizm Białego Domu, USD nie musi być wygranym.
Trwająca dyskusja o jastrzębich komentarzach prezesa Fed J. Powella z wtorku pomagaą dolarowi, ale zawirowania końca miesiąca mogły spotęgować reakcję. Wall Street zaliczył najgorszy miesiąc od dwóch lat (S&P500 -3,9 proc.), co implikuje, że zagraniczni inwestorzy musieli ograniczać pozycje zabezpieczające na wypadek osłabienia USD (a zatem kupowali dolara). Fakt, że EUR pozostaje sparaliżowane wyczekiwaniem na niedzielne wybory we Włoszech i głosowanie niemieckiej partii SPD, tylko pomaga podtrzymać przyjazną uwagę na USD. Jednak nie wszędzie dolar triumfuje, gdyż USD/JPY wciąż wygląda słabo, podkreślając awersję do ryzyka. Spadki indeksów i cen surowców rysuje blade tło dla walut surowcowych i rynków wschodzących. Dziś drugi dzień przesłuchania Powella w Kongresie (tym razem przed Senacką Komisją Bankowa) będzie wydarzeniem numer jeden. Nie sądzę, aby prezes Fed miał wiele do dodania ponadto wtorkowe komentarze, a jeśli już to ryzyko leży po stronie schłodzenia oczekiwań na prędkie zaostrzenie strategii Fed (np. poprzez uwzględnię w marcowej projekcji FOMC czterech podwyżek).
Przyszłość dolara jawi się jako temat przewodni najbliższych dni, jeśli nie tygodni, ale na poboczu rozwija się kolejny. Według doniesień prasowych dziś Biały Dom ma ogłosić, czy zamierza nakładać nowe cła na import aluminium i stali. Polityka celna przede wszystkim uderza w Chiny, a według wcześniejszych sygnałów prezydent Trump preferuje „duże, okrągłe liczby”, jak 25 proc. Protekcjonizm USA i działania odwetowe Chin będą podsycać obawy o zakłócenia w globalnym handlu i hamowanie ożywienia, rzucając piasek w tryby rajdowi ryzykownych aktywów. Jako że rynek akcji nie potrafi porządnie pozbierać się po zamieszaniu z początku lutego, a temat „wyprzedaży dolara do wszystkiego” także został ukrócony, teraz może być łatwiej o rozkręcenie obaw i redukcję ryzykownych pozycji. To pośrednio wesprze USD (poprzez odkupywanie dolara względem walut ryzykownych), ale strach przed negatywnymi konsekwencjami dla gospodarki USA uniemożliwi dolarowi stanie się bezpieczną przystanią. W G10 największy ból może dotyczyć AUD i CAD. Australia dostarcza rudę żelaza do Chin, a Kanada wciąż nie zamknęła negocjacji porozumienia handlowego NAFTA z USA.
Wreszcie do rynku dociera, że negocjacje między UE a Wielką Brytanią nie będą miłą rozmową przy herbatce. Wczoraj UE przestawiła projekt „ustawy rozwodowej” i warunki tam przedstawione, nie są do zaakceptowania przez Londyn. W szczególności propozycje granicy z Irlandią godzą w konstytucyjną integralność Wielkiej Brytanii. Stanowisko UE zdaje się być mało elastyczne (łagodnie ujmując), co podsyca obawy o impas w rozmowach, a nawet zerwanie negocjacji. Jak to jednak w polityce, nic nie jest pewne do ostatniego podpisu na dokumencie, a stanowiska łatwo ulegają zmianie. Na razie jednak niepewności szkodzi GBP i łamię kręgosłupy co bardziej upartym posiadaczom długich pozycji w funcie. Przy GBP/USD sterowanym teraz popytem na dolara, warunki dla funta są jeszcze bardziej niekorzystne.
W 2017 r. Eesti Energia wypracowała 101 mln euro zysku netto, przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 754,9 mln euro (wzrost o 1,6% r/r). Eesti Energia zwiększyła wielkość sprzedaży wszystkich kluczowych produktów, przy czym na wzrost przychodów w największym stopniu wpłynęło znaczące zwiększenie wolumenu sprzedaży ropy łupkowej oraz podwyższona cena na rynku ropy.
Eesti Energia poza Estonią jest obecna za pośrednictwem spółki zależnej Enefit w Polsce, na Litwie, Łotwie, a także w Szwecji i Finlandii. Całkowity udział grupy w bałtyckim rynku detalicznym energii elektrycznej wyniósł w 2017 roku 26%.
– Produkcja grupy Eesti Energia w 2017 r. wyniosła 9,7 TWh, osiągając tym samym największy poziom na przestrzeni ostatnich czterech lat. Na wyniki finansowe Eesti Energia znaczny wpływ miała m.in. wyższa cena na rynku ropy, dzięki czemu mogliśmy zwiększyć produkcję ropy łupkowej o 24% w porównaniu do 2016 r. – powiedział Andri Avila, dyrektor finansowy Eesti Energia.
Eesti Energia wyprodukowała w 2017 r. rekordowy wolumen 395 000 ton ropy łupkowej. Zakład produkcji ropy łupkowej Enefit280 osiągnął już swoją planowaną zdolność produkcyjną i w ciągu ostatniego roku wyprodukował o 45% więcej ropy łupkowej niż rok wcześniej. Eesti Energia planuje w tym roku jeszcze bardziej zwiększyć produkcję w tym obiekcie.
Całkowita produkcja energii elektrycznej w Estonii w 2017 roku wyniosła 11,1 TWh, czyli o 2,8 TWh więcej niż poziom zużycia. Estonia wyeksportowała prawie jedną czwartą energii elektrycznej przez rynek Nord Pool. Według danych Eurostatu Estonia jest najbardziej niezależnym energetycznie krajem w Unii Europejskiej. Dla porównania konsumpcja energii elektrycznej w Polsce wyniosła w 2017 r. 168,4 TWh przy produkcji na poziomie 152,1 TWh.
Enefit w Polsce i w regionie Morza Bałtyckiego
W Polsce Enefit, spółka zależna Eesti Energia, rozpoczęła działalność w czerwcu i zamknęła 2017 r. z portfolio ponad 50 nowych klientów korporacyjnych. W IV kwartale roku Enefit podpisał również kontrakt na zakup energii elektrycznej od elektrowni wiatrowej, wkraczając tym samym na polski rynek OZE z nowym zakresem usług.
Na Łotwie, Enefit jest obecny od 2006 r., a w ubiegłym roku stał się także drugim co do wielkości dostawcą gazu ziemnego. Od ponad 11 lat Enefit prowadzi także sprzedaż energii na Litwie. W ostatnich miesiącach spółka rozpoczęła także sprzedaż gazu na litewskim rynku. W 2017 r. udziały rynkowe Eesti Energia w tych dwóch krajach wyniosły odpowiednio 13,9% i 6,1%. Pod koniec roku Eesti Energia założyła również spółki zależne w Finlandii i Szwecji, gdzie w pierwszej połowie 2018 r. planuje rozpoczęcie sprzedaży energii elektrycznej.
Paweł Pomianowski od 1 marca br. obejmie stanowisko prezesa Diners Club Polska. Do międzynarodowego wydawcy kart kredytowych przeszedł z Banku Pekao S.A., gdzie pracował jako Dyrektor Biura Produktów Kartowych.
Paweł Pomianowski ma bogate, wieloletnie doświadczenie w branży oraz wszechstronną wiedzę o rynku kart płatniczych. W dotychczasowej karierze zajmował się m.in. wdrożeniami oraz rozwojem biznesowym produktów i usług, ze szczególnym uwzględnieniem kart debetowych i kredytowych, migracją kart do standardu EMV i wprowadzeniem technologii zbliżeniowej. Odpowiadał m.in. za wydanie pierwszej w Polsce międzynarodowej karty płatniczej MasterCard, wielofunkcyjnej karty mikroprocesorowej oraz wielowalutowych kart debetowych. Doprowadził także do uruchomienia usługi DCC (umożliwiającej płatność w walucie karty) w terminalach POS i bankomatach oraz wdrażał kompleksowy projekt kart prepaid w czasie EURO 2012.
– Wierzę, że Diners Club ma w Polsce duży potencjał do dalszego rozwoju. To marka, która od lat oferuje klientom unikalne wartości. W ostatnim czasie firma szybko się zmieniała, wprowadzono wiele ciekawych produktów, wypromowano płatności zbliżeniowe. To ważne atuty na bardzo konkurencyjnym rynku i zasługa zaangażowanego zespołu. Przed nami wiele wyzwań, nie tylko biznesowych których realizacji pragnę się podjąć. W niedługim czasie chciałbym szerzej o tym opowiedzieć i przedstawić nasze plany – mówi PawełPomianowski, nowy prezes Diners Club Polska.
Paweł Pomianowski doświadczenie zawodowe zdobywał w wielu miejscach. Przez ostatnie 14 lat związany był z Bankiem Pekao S.A. W Europay International jako Dyrektor ds. Rozwoju odpowiedzialny był za wsparcie sektora bankowego m.in w zakresie wdrażania, obsługi i rozliczeń kart płatniczych w ramach systemów Europay i MasterCard. Wcześniej, będąc Kierownikiem Zespołu Kart Płatniczych w Banku Handlowym S.A. zarządzał wprowadzaniem i obsługą bezgotówkowych instrumentów płatniczych. Karierę w branży rozpoczął w 1992 roku w American Express.
Był aktywnym uczestnikiem prac zespołów i grup roboczych w ramach inicjatyw i aktywności Związku Banków Polskich oraz Narodowego Banku Polskiego, dotyczących kluczowych zagadnień rozwoju krajowego rynku bezgotówkowych instrumentów płatniczych.
Prywatnie Paweł Pomianowski jest miłośnikiem historii i psychologii a także aktywnej rekreacji.
„By stworzyć efektywny i kreatywny zespół – potrzeba pracowników, którzy mają motywację do pracy i pewne cechy charakteru sprzyjające pracy w zespole. By je odkryć – warto w pewnym momencie rekrutacji odłożyć na bok CV i skupić się na rozmowie z kandydatem” – radzi Aleksandra Pocheć, ekspertka międzynarodowego serwisu pracy MonsterPolska.pl.
Często o pracowniku więcej, od nazwy ukończonej uczelni, może powiedzieć to, jak organizuje sobie dzień.
Oto 5 typów pracowników, których warto pozyskać:
Zmotywowani
Z badań Hay Group wynika, że najlepsi pracownicy to tacy, którzy mają motywację do pracy. Okazuje się, że osoby przejawiające duże zaangażowanie mają o 50 proc. większe szanse na spełnienie postawionych oczekiwań. Według Jamesa Sale’a, specjalisty ds. motywacji, każdy z nas ma unikalną mieszankę bodźców motywujących i decydując się na pracownika warto tak poprowadzić rozmowę, aby dowiedzieć się, co go w życiu napędza i co się liczy. Przykładowo osoby będące typem przyjaciela, rozwiną zawodowe skrzydła w organizacji, która dba o integrację zespołu. Z kolei pracowników o typie reżysera, zmotywuje fakt, że odpowiadają za projekt lub dział. Typ budowniczego – potrzebuje jasnej deklaracji, że ma szansę na awans, a ekspert – będzie zmotywowany w miejscach, w których będzie mógł się rozwijać.
2. Nastawieni na rozwiązywanie problemów
„Osoby, które chcą jak najszybciej rozwiązać problem, przezwyciężyć kryzys i iść dalej, bardzo pozytywnie oddziałują na zespół. Najczęściej posiadają one także drugą umiejętność – szybkiego reagowania w sytuacjach kryzysowych” – mówi Aleksandra Pocheć z MonsterPolska.pl.
Tę cechę jako jedną z najważniejszych u pracownika, wymieniła w ankiecie grupa menadżerów wyższego szczebla – czytamy w publikacji w serwisie magazynu „Psychology Today”.
3. Lojalni
Coraz trudniej o lojalnych pracowników, bo to słowo traci na wartości w wyniku wielu zmian zachodzących w społeczeństwach. W modzie jest gra na siebie, częsta zmiana pracy, niezależność. Lojalność, nie idzie z tymi określeniami w parze. Tymczasem zwłaszcza na kluczowych stanowiskach dla rozwoju firmy, lojalność u pracownika jest jedną z bardziej pożądanych cech. Z drugiej strony Liz Ryan na łamach „Forbes” napisała, że żyjemy w czasach, w których długoterminowa, a nawet średnioterminowa praca się kończy, bo firmy wyrzucają z dnia na dzień wieloletnich pracowników. Sami szefowie zapomnieli, jakim skarbem jest lojalny pracownik. Warto sobie o tym przypomnieć.
4. Dobrze zorganizowani
„Osoba, która ma dobrą organizację pracy, jest efektywna, zadaniowa, punktualna. Poszukując nowego pracownika, warto zwracać uwagę na to, czy w referencjach pojawia się opis „dobrze zorganizowany”. To dobry prognostyk na dalszą pracę” – komentuje Pocheć.
Już Kartezjusz w 1637 roku przedstawił racjonalną propozycję organizacji pracy. Według Kartezjusza kluczem było: po pierwsze – sformułowanie problemu na piśmie, po drugie – podzielenie przedsięwzięcia na małe zadania, po trzecie – uporządkowania zadań według priorytetów i terminów, a po czwarte – wykonanie tych czynności i skontrolowanie wyników. Zalecenia uczonego nie tracą na aktualności. Zatem podczas rekrutacji warto zapytać pracownika, jak planuje sobie pracę.
5. Pozytywni
Pod tym określeniem kryje się m.in. pozytywna energia, pozytywne podejście do innych, do zadań i do firmy. Prof. Martin Seligman jeden z twórców psychologii pozytywnej uważa, że osoby pozytywne są skuteczniejsze w pracy, nie poddają się, nie znają pojęcia „nigdy”. W jednym z eksperymentów Seligman wykazał także związek pomiędzy byciem pozytywnym a wydajnym. Okazało się, że optymiści sprzedali 37 proc. więcej polis niż pesymiści.
Są też ludzie, którzy wyjątkowo destrukcyjnie mogą wpływać na zespół, a prawdopodobieństwo, że zawiodą zaufanie firmy, jest bardzo duże.
1. Osoby bardzo źle mówiące o innych
„Warto przemyśleć zatrudnianie osób, które przychodzą na rozmowę o pracę i przekazują – czasem niepytani – same negatywne informacje o byłych współpracownikach i byłym pracodawcy. Nie oszukujmy się, że z nami będzie inaczej. Od takich pracowników trudno wymagać lojalności” – przestrzega ekspertka serwisu pracy MonsterPolska.pl.
Roszczeniowi
Jest cienka granica pomiędzy negocjowaniem warunków zatrudnienia a ich roszczeniowym stawianiem. Jeśli kandydaci do pracy przejawiają na rozmowie kwalifikacyjnej butę to sygnał, że mogą być bardzo trudni we współpracy.
3. Niezdecydowani
Zdarza się, że na rozmowę o pracę przychodzą bardzo niezdecydowani kandydaci. Z reguły te osoby potrzebują dużo czasu do namysłu, a finalnie nie decydują się na zmianę pracy. Namawianie do zmiany decyzji i zabieganie o takich kandydatów nie ma sensu. Może się zdarzyć, że mimo dobrych warunków, ta osoba i tak odejdzie po krótkim czasie z firmy.
4. Wybuchowi
Bardzo trudny typ współpracowników. Wybuchają, gdy coś nie idzie po ich myśli. Osoby trzaskające drzwiami czy klawiaturą negatywnie wpływają na atmosferę w zespole i w firmie. Czasem trudno rozpoznać takie cechy na etapie rekrutacji, dlatego tak ważne w są referencje.
5. Nieodpowiedzialni
Na pracownikach trzeba móc polegać, jeśli mamy przypuszczenia lub informacje, że kandydat jest nieodpowiedzialny, musimy zastanowić się, czy to osoba właściwa dla naszej firmy. Może się okazać, że problem rozwiąże się sam, bo osoba nieodpowiedzialna nie przyjdzie na rozmowę i poinformuje o tym – lub nie – w ostatniej chwili. Smsem.
„Firmy nie tworzy nowoczesny sprzęt, dobrze zlokalizowane biuro czy wysokość obrotu. Firma to ludzie. Kiedy już zdobędziemy najlepszych z najlepszych, zadbajmy o naszych pracowników” – podsumowuje Pocheć.
Dziś dużym dylematem dla regulatorów finansowych – w Polsce i na całym świecie – jest to, co należy zrobić z kryptowalutami. Czy trzeba je regulować czy ich zakazywać? Problem nie polega na tym, czy to zła lub dobra technologia oraz czy należy się jej bać. Nie jesteśmy w stanie zatrzymać tego postępu. Chcąc nie chcąc będziemy z korzystać z walut opartych na technologii blockchain.
– Regulatorzy muszą zrozumieć, że tej technologii nie da się zmienić. Jest ona zbyt globalna i rozproszona. Pojedynczy kraj czy nawet kilka państw nie mogą mieć wpływu na funkcjonowanie technologiczne samego protokołu wymiany wartości – powiedział serwisowi eNewsroom Szczepan Bentyn, prezes Pracowni Nowych Technologii – Należy zrozumieć, że technologia ta daje ogromne możliwości – transparentną księgę transakcji. Nie ma tego żaden bank na świecie. Regulatorzy muszą przyjąć, że system kryptowalut daje im na tacy rozwiązanie większości ich problemów. Pranie brudnych pieniędzy, tak często dziś wspominane, jest niemożliwe, ponieważ w tym systemie zobaczyć można każdą transakcję. Mało tego, zostaje ona zapisana na zawsze. Taką funkcję tej technologii można zacząć bardzo łatwo, szybko i tanio wykorzystywać, bez konieczności tłamszenia jej rozwoju. Możliwości, jakie daje stosowanie kryptowalut, są pożądane przez wszystkich rządzących na świecie. Problem polega na tym, że dostrzeżenie szansy i nacisk na rozwój tej technologii może spowodować upadek branży bankowej. Dotyczy to zamkniętych, prywatnych ksiąg rozliczeniowych, w których pierze się 97 proc. światowych pieniędzy. Cały sektor bankowy popadnie w zapomnienie. Tutaj właśnie pojawia się dylemat, w postaci konfliktu interesów – wskazuje Bentyn.
Nieumiejętna komunikacja z niezadowolonym klientem w mediach społecznościowych może pogłębić kryzys wizerunkowy spowodowany negatywnymi komentarzami pod adresem firmy. Eksperci ds. komunikacji kryzysowej zapytani przez PRoto.pl o najlepszą reakcję rekomendują bezpośredni, prywatny kontakt z klientem i odsunięcie na bok emocji.
Na początku 2018 roku w mediach społecznościowych doszło do kilku poważnych kryzysów wizerunkowych. Pierwszy z nich dotyczył pensjonatu Willa Karpatia. Przedstawiciele facebookowej strony pensjonatu w obraźliwy sposób odpowiedzieli na negatywną opinię dodaną przez jedną z niezadowolonych klientek. Kobieta została porównana przez nich do ostatniego żebraka, zarzucono jej organizowanie libacji, a o jej alkoholowych preferencjach miało świadczyć zdjęcie profilowe z czerwonym nosem. Publiczną dyskusję przedstawicieli obiektu z niezadowoloną klientką szybko nagłośnili internauci, a to wywołało lawinę kolejnych negatywnych opinii publikowanych w sieci na temat Willi Karpatia.
– Właścicielka obiektu wydała trzy oświadczenia w tej sprawie, przeprosiła za zaistniałą sytuację i powiedziała, że zamierza zakończyć współpracę z osobą, która odpowiadała za komunikację w mediach społecznościowych. W międzyczasie do sieci wyciekło nagranie rozmowy telefonicznej właścicielki, które mogło podawać w wątpliwość szczerość pierwszego z jej oświadczeń. Ostatecznie kobieta poinformowała, że nie będzie już więcej publicznie komentować tej sprawy, ponieważ niezadowolona klientka postanowiła skierować ją do sądu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paulina Piotrowska, młodszy redaktor portalu branżowego PRoto.pl.
Internauci odkryli też podobną historię, której bohaterem był inny górski pensjonat Gościniec Graf. Jego przedstawiciele już od kilku miesięcy w obraźliwy, a nawet wulgarny sposób odpowiadali na negatywne opinie klientów. To także spotkało się z dużą krytyką w sieci.
– Właściciele wydali oświadczenie. Powiedzieli, że próbują ustalić, kto odpowiada za publikowanie tych negatywnych odpowiedzi i poinformowali, że prawdopodobnie jest to mężczyzna, który miał zajmować się komunikacją w internecie, natomiast nie mogą się do niego dodzwonić. Przeprosili za całą sytuację i powiedzieli, że pracują nad usuwaniem tych obraźliwych odpowiedzi z sieci – opisuje Paulina Piotrowska.
W nieumiejętny sposób na problemy we współpracy z jedną z blogerek zareagował też sklep internetowy Doczepiane.pl. Na Facebooku zorganizował konkurs, w którym zadaniem było przygotowanie kreatywnego komentarza na temat influencerki, która nie wywiązała się ze współpracy z firmą. Pod postem przedstawiciele sklepu zamieścili kopie e-maili wymienianych z blogerką.
– Pod wpisem zaczęły się pojawiać zarówno wierszyki konkursowe, jak i opinie internautów, którzy krytykowali markę za ten pomysł. Eksperci ds. komunikacji w rozmowie z PRoto.pl podkreślili, że sklep zachował się bardzo nieprofesjonalnie i w sytuacji, kiedy dochodzi do takiego spięcia między marką a influencerem, z którym ta współpracuje, należy rozwiązać je w cztery oczy, a nie na forum publicznym – mówi Paulina Piotrowska.
Natomiast w sytuacji, kiedy marka spotyka się z krytyką ze strony niezadowolonych klientów, należy odłożyć emocje na bok i odnieść się do problemu w sposób merytoryczny.
– Najlepiej taką dyskusję kierować do rozmowy prywatnej i pod żadnym pozorem nie należy obrażać niezadowolonych klientów, nawet jeżeli nie zgadzamy się z ich argumentami – dodaje Paulina Piotrowska.
Z usług assistance skorzystało w ubiegłym roku ok. 2,5 mln Polaków – wynika z najnowszej edycji badania Mondial Assistance, zrealizowanego przez Ipsos. Świadomość dotycząca przydatności i zakresu takich usług jest coraz większa, a Polacy najbardziej cenią sobie assistance medyczny, który zapewnia pomoc w przypadku nagłego zachorowania, oraz samochodowy – w razie problemów z autem. Rynek będzie rozwijał się również w kierunku assistance domowego, przydatnego np. w razie nagłej awarii sprzętu.
– W ubiegłym roku z assistance skorzystało 2,5 mln osób. Gdy zaczynaliśmy badanie kilka lat temu, korzystało z nich 1,1 miliona, więc jest to niebywały skok konsumpcji usług assistance, które zbliżyły się do statystycznego konsumenta. Jeżeli pomnożymy 2,5 miliona przez liczbę członków rodziny, to okazuje się, że około 8 mln ludzi doświadczyło tego serwisu w przypadku zachorowania, problemów z samochodem czy w podróży zagranicznej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Frączek, prezes zarządu Mondial Assistance.
Na zlecenie Mondial Assistance po raz siódmy Ipsos zrealizował badanie „Rynek usług assistance widziany oczami klientów”. Wynika z niego, że 76 proc. (13,6 mln osób) posiadaczy usług finansowo-ubezpieczeniowych jest świadomych, czym są usługi assistance i jaki jest ich zakres. W stosunku do ubiegłorocznego badania oznacza to wzrost o 9 pkt proc. (1,1 mln).
– Od kilku lat obserwujemy pewne upowszechnianie się usług assistance rozumiane w ten sposób, że dochód gospodarstwa domowego posiadacza assistance nieco się nam obniża – mówi Anna Karczmarczuk, prezes Ipsos Polska.
Typowym posiadaczem usług assistance wciąż jest mężczyzna z wyższym wykształceniem, mieszkający w trzyosobowym lub większym gospodarstwie domowym. Prezes Ipsos zauważa jednak, że na przestrzeni kolejnych edycji badania wyrównują się proporcje kobiet i mężczyzn, którzy korzystają z takich usług.
– Posiadacze assistance to przede wszystkim osoby z wyższym wykształceniem, pracownicy biurowi, specjaliści, również osoby na stanowiskach kierowniczych. To w dużej mierze mieszkańcy największych miast, które zamieszkuje około 1/3 posiadaczy usług assistance – mówi Anna Karczmarczuk.
W świadomości Polaków assistance to przede wszystkim szeroko pojęte usługi ubezpieczeniowe, pomocowe i ratunkowe oraz usługi samochodowe i komunikacyjne. Najbardziej pożądaną formą pomocy jest assistance medyczne, na przykład domowa wizyta lekarska. W ubiegłym roku 85 proc. Polaków (wzrost o 5 p.p.) wskazało, że taka forma pomocy ma dla nich największą wartość. Na drugim miejscu znalazło się samochodowe, na przykład holowanie czy pomoc przy zepsutym samochodzie (82 proc.), a na trzecim – assistance turystyczne, przydatne na przykład w sytuacji zagubienia bagażu lub kiedy konieczna jest wizyta lekarska w trakcie podróży zagranicznej (68 proc.).
– Kobiety, bardziej zaangażowane w wychowanie dzieci, preferują assistance medyczny i wizytę lekarza. Z kolei mężczyźni, bardziej odpowiedzialni za część techniczną, cenią sobie assistance samochodowy. Trzeba jednak przyznać, że kobiety także coraz częściej doceniają pomoc fachowca, który przyjdzie w ramach pakietu assistance domowego i naprawi zepsute sprzęty – zauważa Tomasz Frączek.
Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Ipsos, w ramach posiadanego ubezpieczenia respondenci najchętniej skorzystaliby z dostępu do badań specjalistycznych jak np. tomografia (64 proc.), domowej wizyty lekarza (58 proc.), rehabilitacji po wypadku lub chorobie (56 proc.), a także z usługi holowania pojazdu (49 proc.).
Z usług assistance Polacy korzystają najczęściej w ramach produktów ubezpieczeniowych (51 proc.) lub bankowych (18 proc.). W porównaniu z 2016 rokiem wyraźnie wzrosło również wykorzystanie świadczeń asystenckich wśród tych, którzy w ciągu roku skorzystali zarówno z pakietów dodawanych do produktów bankowych, jak i ubezpieczeniowych – wzrost sięgnął 151 tys. osób.
Prezes zarządu Mondial Assistance zauważa, że osoby, które dzięki assistance mają dostęp do usług pomocowych, korzystają z nich coraz chętniej. Dla klientów bankowych średnia częstość wykorzystania usług pomocowych to ponad trzy interwencje, co może świadczyć o dobrych doświadczeniach klientów korzystających z takich usług.
– Dla większości Polaków assistance kojarzy się z pomocą i szybkością. To dwa podstawowe elementy, które wyróżniają assistance spośród innych usług ubezpieczeniowych – mówi Tomasz Frączek.
Z badania wynika, że największe obawy Polaków wzbudza utrata zdrowia w wyniku poważnej choroby (75 proc.) i następstwa poważnego wypadku (73 proc.). Te występują jednak relatywnie rzadko – w 2017 roku najczęściej dochodziło za to do awarii domowych. Aż 14 proc. (ponad 2,5 mln) zdarzeń losowych dotyczyło właśnie awarii w domu.
– Firmy asystenckie muszą odpowiedzieć na zapotrzebowania rynku. Ludzie mają obawy dotyczące bardzo ciężkiego zachorowania, np. na nowotwory i choroby kardiologiczne, oraz następstw nieszczęśliwych wypadków i możliwej niedołężności z tym związanej. Myślę, że rynek będzie się rozwijał także w kierunku assistance domowego. To najbardziej konsumowana część usług – 14 proc. z nas w zeszłym roku zdarzyła się awaria w domu. Jest to jeszcze segment niedoszacowany i w nim widzimy duże możliwości rozwoju – mówi Tomasz Frączek.
Większość Polaków korzysta z bankowości mobilnej, ale tylko co trzeci ma zainstalowany program antywirusowy na urządzeniu mobilnym – wynika z ubiegłorocznych badań F-Secure. To istotne o tyle, że liczba cyberataków na smartfony i tablety rośnie z roku na rok. Twórcy systemów operacyjnych na urządzenia mobilne starają się im zapobiegać, zapewniając jak najszybszy dostęp do łatek systemowych i aktualizacji oprogramowania. Mimo to wielu użytkowników korzysta z przestarzałych, podatniejszych na cyberataki wersji oprogramowania.
Jak wynika z ubiegłorocznych badań F-Secure, 65 proc. Polaków płaci za transakcje online za pomocą telefonu lub tabletu. Jednocześnie tylko co trzeci (32 proc.) ma zainstalowane na urządzeniu mobilnym oprogramowanie, które chroni przed cyberzagrożeniami. Z kolei 40 proc. w ogóle nie pomyślało bądź nie czuje potrzeby korzystania z programu antywirusowego. Eksperci F-Secure zwrócili uwagę na to, że urządzenia mobilne połączone z internetem są narażone na cyberataki tak samo jak komputery. Dotyczy to szczególnie systemu Android, z którego korzysta również najwięcej użytkowników smartfonów.
– Jeżeli chodzi o bezpieczeństwo mobilne, widzimy, że Google nie wprowadził właściwie żadnych zmian funkcjonalnych przy przejściu z Androida 7 na Oreo, poza optymalizacją zużycia energii i bezpieczeństwa. Za to bardzo duże zmiany w systemie operacyjnym powodują, że Google łatwiej jest dziś kontrolować Androida, który jest rozproszony i kontrolowany przez różnych producentów: Samsung, LG, Huawei czy Sony. Wcześniej Google’owi trudno było kontrolować aktualizację, a w Androidzie Oreo bezpieczeństwo zaczyna się robić bardzo istotne. Google chciał, podobnie jak Apple, centralnie nim sterować i samodzielnie wypuszczać łatki systemu, a nie tylko za pomocą producentów – powiedział agencji informacyjnej Newseria Biznes podczas Mobile World Congress w Barcelonie Grzegorz Jędrzejczyk, wiceprezes firmy FancyFon specjalizującej się w bezpieczeństwie mobilnym.
W połowie lutego Raiffeisen Polbank ostrzegał przed złośliwą aplikacją na Androida, za pomocą której cyberprzestępcy mogą przejąć kontrolę nad urządzeniem, przechwycić hasła logowania w bankowości mobilnej i wyłudzić poufne dane. Wcześniej, pod koniec grudnia, specjalizująca się w cyberbezpieczeństwie firma Eset ostrzegała z kolei przed dwoma złośliwymi aplikacjami dostępnymi w Google Play, które mogły posłużyć do wyprowadzania pieniędzy z kont bankowych za pośrednictwem urządzenia mobilnego. Eksperci przestrzegają, że ubiegły rok był rekordowy pod względem aktywności cyberprzestępców, a w kolejnych miesiącach ten trend się utrzyma. Nasilą się także ataki na urządzenia mobilne.
– Przykład ostatnich podatności, które zostały znalezione, pokazuje, że tak naprawdę ktoś o nich wiedział, ktoś je wykorzystywał. Natomiast one wychodzą niespodziewanie i trudno jest temu zapobiec. Myślę, że wszystkie kolejne zagrożenia będą wyglądać podobnie – pojawią się szybko i nas zaskoczą. Kluczową rzeczą jest czas reakcji i możliwość aktualizowania jak największej liczby telefonów, również tych starszych. Apple’owi było łatwiej, bo ma swoją linię produktów. Natomiast miliard zagrożonych urządzeń androidowych, z których tylko najnowsze telefony były aktualizowane, to jest problem – mówi Grzegorz Jędrzejczyk.
Z danych należącej do F-Secure autorskiej sieci Honeypotów wynika, że między październikiem 2016 a marcem 2017 wykryto prawie 8 mln prób ataków na urządzenia w Polsce. W tym okresie 36 proc. użytkowników spotkało się z jakąś formą cyberzagrożenia na smartfonie („Ochrona internetu” 2017 F-Secure).
– Niestety, nie ma na to rozwiązania, szczególnie jeśli popatrzymy na dziury, które zostały znalezione w ostatnich kilku latach. Jedynym sposobem zawsze była aktualizacja firmware’u. Niektórych nawet się nie da załatać, bo w samych procesorach i w logice już są problemy. Ważne są też proaktywne działania, które powodują, że złośliwym aplikacjom jest trudniej uzyskać dostęp. Widzimy coraz więcej rozwiązań, jak chociażby Android Enterprise, gdzie został zaprzęgnięty Android SELinux, czyli rozwiązanie z Red Hat, z CentOS, gdzie jest podział danych na poziomie systemu operacyjnego pomiędzy aplikacjami – mówi Grzegorz Jędrzejczyk.
Twórcy systemów operacyjnych na urządzenia mobilne starają się zapobiegać cyberzagrożeniom, zapewniając jak najszybszy dostęp do łatek systemowych i aktualizacji oprogramowania. Mimo to wielu użytkowników wciąż korzysta z przestarzałych, podatniejszych na cyberataki wersji Androida.
– To, co dziś robimy, to działanie security as a service, czyli bardzo szybkie informowanie klientów o podatnościach. Istotne jest, żeby informować ich rzeczywiście o istotnych rzeczach, bo można zasypać użytkowników masą alertów, których nikt nie będzie czytał – mówi Grzegorz Jędrzejczyk.
Wiceprezes firmy FancyFon specjalizującej się w bezpieczeństwie mobilnym podkreśla, że podstawą bezpieczeństwa urządzenia mobilnego jest aktualizacja i posiadanie najnowszej wersji systemu operacyjnego oraz zainstalowany program antywirusowy.
– Patrząc na podejście wszystkich najbardziej znanych firm antywirusowych, odnoszę wrażenie, że są dużo bardziej na czasie. Jest dużo fajnych, ciekawych rozwiązań dla użytkowników końcowych, które działają bardzo szybko i wykrywają zagrożenia w aplikacjach albo informują o tym, że mamy nieaktualny system operacyjny i trzeba go zaktualizować. To jest podejście, które dziś się zmienia i które ludzie muszą zrozumieć – podkreśla Grzegorz Jędrzejczyk.
Tylko 10 proc. Polaków ma zadowalającą wiedzę z zakresu ubezpieczeń społecznych – wynika z badań Instytutu Spraw Publicznych i Millward Brown. Wśród starszej części społeczeństwa pokutuje wiele trudnych do wyprostowania mitów i stereotypów, dlatego edukację w tym zakresie trzeba kierować głównie do młodego pokolenia. Zakład Ubezpieczeń Społecznych od kilku lat prowadzi cieszący się dużą popularnością program edukacyjny dla uczniów. Zainteresowanie jest duże również ze strony nauczycieli, dlatego na początku marca w Krakowie ZUS organizuje dla nich konferencję naukową „Jak uczyć o ubezpieczeniach społecznych?”.
– Polacy generalnie mają niską wiedzę o ubezpieczaniach społecznych. Mają problem z rozróżnieniem, od czego są poszczególne ubezpieczenia, jakie są ich prawa i obowiązki, a nawet co wiąże się z zawarciem umowy na rynku pracy. Nie wiedzą, co dzieje się, kiedy zawierają umowę o pracę czy umowę zlecenie i jakie są różnice – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Andrusiewicz, rzecznik prasowy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
System ubezpieczeń społecznych obejmuje ponad 25 mln Polaków. Mimo to, jak wskazuje badanie Instytutu Spraw Publicznych i Millward Brown, blisko 60 proc. ma o nim znikomą wiedzę. Polacy mylą poszczególne rodzaje ubezpieczeń, nie odróżniają ubezpieczenia chorobowego od zdrowotnego (50 proc.), nie znają przepisów związanych z odprowadzaniem składek od różnego rodzaju umów albo mylnie przypisują Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych ustalanie wysokości składek (40 proc.). Tylko 25 proc. osób trafnie wskazała na instytucje III filara emerytalnego. Blisko połowa Polaków (46 proc.) twierdzi, że ubezpieczenia społeczne w ogóle ich nie interesują.
– Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że 2/3 spośród tej grupy stanowili młodzi ludzie, to pokazuje skalę problemu – podkreśla Wojciech Andrusiewicz.
Rzecznik ZUS wskazuje, że wśród starszej części społeczeństwa pokutuje wiele trudnych do wyprostowania stereotypów i mitów związanych z ubezpieczeniami społecznymi. Dlatego edukację w tym zakresie trzeba kierować przede wszystkim do młodego pokolenia.
Wspólnie ze Związkiem Banków Polskich ZUS prowadzi na uczelniach wyższych projekt edukacyjny „Nowoczesne zarządzanie biznesem”. Do gimnazjów i szkół podstawowych dociera z akcją „Projekt z ZUS”, natomiast od 2013 roku ZUS prowadzi zakrojony na szeroką skalę projekt „Lekcje z ZUS” adresowany do uczniów szkół ponadgimnazjalnych: liceów, techników i szkół zawodowych. Część z nich będzie niedługo stawiać pierwsze kroki na rynku pracy albo zdecyduje się na prowadzenie własnej działalności gospodarczej.
– Niestety, dziś w postawach programowych wiedzy o ubezpieczeniach społecznych nie ma jeszcze zbyt wiele. Zaczęliśmy działać własnym sumptem – przygotowaliśmy projekt edukacyjny złożony z czterech godzin lekcji o ubezpieczeniach społecznych. Młodzież faktycznie ocenia tę wiedzę jako przystępną i ciekawą. Wiele osób zauważa, że dzięki tym czterem godzinom mają lepszą świadomość tego, co ich potem czeka w życiu. Młodzież licealna, z techników czy szkół zawodowych niedługo wchodzi na rynek pracy i dotąd nie miała świadomości, z czym wiąże się to od strony ubezpieczeń społecznych – mówi Wojciech Andrusiewicz.
„Lekcje z ZUS” to cztery godziny zajęć, których scenariusze zostały opracowane we współpracy z metodykiem nauczania. ZUS zapewnia wszystkie materiały dydaktyczne i multimedialne potrzebne do prowadzenia zajęć, ale także edukuje w tym zakresie nauczycieli. Co roku do programu zgłasza się kilkaset szkół z całej Polski. W czterech dotychczasowych edycjach „Lekcji z ZUS” wzięło udział w sumie ponad 150 tys. uczniów.
– To pokazuje, że zainteresowanie tą tematyką jest duże wśród młodzieży. 80 tys. uczniów, czyli ponad połowa wszystkich tych, którzy przeszli przez „Lekcje z ZUS”, wzięła udział w olimpiadzie, po której można się dostać bez problemu na studia. ZUS przy współpracy z uczelniami wyższymi rozdaje indeksy za wygraną w olimpiadzie – podkreśla Wojciech Andrusiewicz.
ZUS często dostaje pytania i prośby o wskazówki dla nauczycieli, którzy chcą rozwijać tę tematykę w szkołach. Dlatego w marcu (7–8.03) organizuje dla nich konferencję naukową „Minimalizacja ryzyka a ryzyko minimalizacji. Jak uczyć o ubezpieczeniach społecznych?”, która odbędzie się na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie.
– Na konferencji spotkają się praktycy i teoretycy, przedstawiciele świata nauki, instytucji publicznych oraz instytucji komercyjnych rynku ubezpieczeń. Przedstawią możliwe projekty edukacyjne oraz formy nauczania dobre dla młodzieży, które pomogą przyswajać tę wiedzę. Mamy bardzo duże zainteresowanie konferencją, którą zaplanowaliśmy na 150 osób. Dziś mamy już 250 uczestników, a cały czas zgłaszają się kolejni nauczyciele. Dlatego ZUS będzie prowadził relację online z tego wydarzenia – mówi Wojciech Andrusiewicz.
Jak wynika z danych Stowarzyszenia Biegłych ds. Przestępstw i Nadużyć Gospodarczych (ACFE), straty związane z nadużyciami i niegospodarnością w procesach zamówień i zakupów wynoszą nawet 10 proc. całkowitych wydatków firmowych.Należy również pamiętać, że szkody wywołane przez tego typu działania są trudne do zmierzenia i często wykraczają poza sferę finansową. Konsekwencje wykrycia i upublicznienia nadużyć są często katastrofalne w skutkach dla reputacji firmy. W dobie coraz bardziej wyszukanych metod i technik, skuteczna walka z korupcją i nadużyciami finansowymi wymaga wykorzystania zaawansowanych narzędzi analitycznych.
Skala strat finansowych związanych z nieprawidłowościami w realizacji procesów zamówień i zakupów jest wyzwaniem dla większości firm, zwłaszcza dużych organizacji, które operują ogromnymi budżetami. Nie jest to problem jedynie sektora publicznego i dotyczy również innych branż, w tym sektora energetycznego czy paliwowego. Główną przyczyną problemów z utrzymaniem integralności procesu zamówień są nadużycia, do których należą między innymi:
praktyki korupcyjne,
podawanie nieprawdziwych informacji na etapie pozyskiwania środków,
wykorzystywanie służbowych kart płatniczych do realizacji prywatnych zakupów,
zmowy przetargowe polegające na manipulowaniu kwotami umieszczanymi w ofertach.
Poza działalnością przestępczą, straty przynoszą również błędy pracowników związane m.in. z niską jakością danych umieszczanych w systemach wspierających zarządzanie przedsiębiorstwem, niegospodarność czy brak procedur i standardów, które umożliwią bezpieczną realizację procesu zamówień. Rosnąca ilość danych i systemów firmowych, a także dynamiczny rozwój nowych sposobów i praktyk fraudowych powodują, że w zapobieganiu nadużyciom i ich wykrywaniu zasadniczą rolę odgrywa zaawansowana analityka.
Korupcja problemem Europy Wschodniej
Jednym z przykładów nadużyć w procesach zamówień jest korupcja. O skali problemów związanych z tym zjawiskiem świadczy fakt, że blisko 2/3 respondentów z Europy Wschodniej biorących udział w badaniu przeprowadzonym przez EY[1] uważa, że korupcja stanowi poważny problem. Polska pod tym względem stanowi wyjątek (36 proc.), natomiast wśród przedstawicieli krajów ościennych panują mniej optymistyczne nastroje, 81 proc. wskazań na Słowacji czy 88 proc. na Ukrainie. Zamówienia i postępowania przetargowe są jednym z najbardziej narażonych na korupcję obszarów biznesowych. Złożoność i wieloetapowość tych procesów, a także zaangażowanie wielu podmiotów oraz ogromna liczba dokonywanych transakcji znacząco utrudniają wykrycie niepokojących sytuacji i podjęcie odpowiednich kroków. Właściwa polityka firmy, kontrole wewnętrzne czy odpowiednie procedury to niewystarczające narzędzia w walce z nadużyciami. Niezbędne jest wykorzystanie różnorodnych metod analitycznych, takich jak analiza powiązań, modele predykcyjne, wykrywanie anomalii czy text mining.
Detekcja nadużyć związanych z zamówieniami jest niezwykle trudna, ponieważ tego typu działania przybierają różne formy i często zaangażowanych jest w nie wiele osób.Część przestępstw nie zostaje nigdy zgłoszona ze względu na brak wystarczających dowodów. Identyfikacja podejrzanych i niepokojących zjawisk staje się jednak znacznie łatwiejsza, jeżeli powiążemy ze sobą dane z różnych źródeł zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych oraz wdrożymy scenariusze biznesowe wspierane przez zaawansowaną analitykę – mówi Marcin Nadolny, Head of Fraud & Security – South EMEA w SAS Polska.
Identyfikacja podejrzanych sytuacji dzięki analizie wpisów na Facebooku
Przeciwdziałanie nadużyciom w procesach zamówień opiera się na analizie reguł zachowań, przebiegającej w oparciu o zdefiniowane scenariusze biznesowe. Systemy analityczne są w stanie automatycznie wykryć dane odbiegające od określonej normy, np. w przypadku, gdy dana osoba decyzyjna wyjątkowo często wybiera danego dostawcę. Umożliwiają wyszukiwanie powiązań pomiędzy danymi statycznymi, takimi jak numer telefonu, adres czy numer konta bankowego, a cechami charakterystycznymi procesów transakcyjnych, włączając w to relacje między stronami zaangażowanymi w procesy zamówień i zakupów.
Wyzwaniem związanym z wykrywaniem nieprawidłowości w procesach zamówień jest potrzeba analizy ogromnych ilości nieustrukturyzowanych i rozproszonych danych. Informacje te pochodzą ze źródeł wewnętrznych i zewnętrznych, w tym stron internetowych dostawców czy mediów społecznościowych (włączając w to prywatne profile pracowników danej organizacji). Algorytmy analityczne umożliwiają zestawienie odpowiednich danych i na tej podstawie wyciąganie właściwych wniosków. Przykładowo, osoba decyzyjna wyjeżdża za granicę z przedstawicielem jednego z dostawców i umieszcza wpis na ten temat w mediach społecznościowych. Zestawienie tej informacji z faktem, że dana firma bierze udział w procesie przetargowym może oznaczać, że decyzja o wyborze dostawcy nie będzie w pełni obiektywna. SAS umożliwia zarządzanie alertami pochodzącymi z różnych systemów analitycznych i automatycznie przypisuje daną sprawę odpowiedniemu działowi. Powiadomienia o możliwości popełnienia nadużycia mogą być generowane w czasie rzeczywistym. Umożliwia to szybkie nadanie priorytetu i ocenę ryzyka związanego z nieprawidłowością.
[1] Ludzki instynkt czy logika maszyn – czemu ufasz bardziej w walce z korupcją i nadużyciami, EY, kwiecień 2017
Korzystnym dla obydwu stron porozumieniem zakończyły się negocjacje płacowe pomiędzy pracodawcą a stroną społeczną w PKN ORLEN. Kompromisowe ustalenia podjęto w terminie przewidzianym przez Zakładowy Układ Zbiorowy Pracy.
– Biorąc pod uwagę znaczną rozbieżność początkowych stanowisk, za duży sukces należy uznać efekt końcowy rozmów. Negocjacje zakończyliśmy z przekonaniem, że ustalone warunki są satysfakcjonujące dla pracowników, a jednocześnie optymalne z punktu widzenia finansów i rozwoju Spółki. Porozumienie przewiduje najwyższy wzrost obligatoryjny dla najniżej uposażonych. W panującej dziś erze pracownika pozyskanie i utrzymanie wysokiej klasy specjalistów jakich wymagają nasze aktywności w wielu dziedzinach stają się coraz trudniejsze. Musimy pamiętać, że działamy w niełatwym otoczeniu biznesowym i wzmacnianie naszej pozycji wymaga zarówno doskonałości operacyjnej, jak i aktywnego poszukiwania nowych szans rozwojowych. Nie jest to możliwe bez wykwalifikowanej i zmotywowanej kadry – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.
Porozumienie płacowe w PKN ORLEN przewiduje obligatoryjny wzrost wynagrodzeń zasadniczych od dnia 1 kwietnia br. w kategoriach zaszeregowania 0-2 w wysokości 330 zł brutto, w kategoriach zaszeregowania 3-5 w wysokości 300 zł brutto oraz w kategoriach zaszeregowania 6-7 w wysokości 180 zł brutto. Ponadto przewidziano uznaniowy wzrost wynagrodzeń o 50 zł brutto, a także wypłatę nagród jednorazowych w łącznej wysokości 3.500 zł brutto (w 2 równych częściach).
Uzgodniono również wzrost miesięcznej składki podstawowej finansowanej przez Pracodawcę dla uprawnionych Pracowników w ramach Pracowniczego Programu Emerytalnego o kwotę 20 zł do kwoty 200 zł ze skutkiem od dnia 1 marca 2018 r. Dodatkowo pracownicze Karty Zakupowe zostaną jednorazowo zasilone kwotą 500 zł brutto do dnia 1 czerwca br.
W siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie odbyła się uroczysta Gala podsumowująca Rok Giełdowy 2017
Podczas Gali nagrodzono instytucje, które w minionym roku osiągnęły najlepsze wyniki i w widoczny sposób przyczyniły się do rozwoju polskiego rynku kapitałowego
W Gali udział wzięli przedstawiciele najważniejszych instytucji rynku kapitałowego – emitentów, domów maklerskich, banków, firm inwestycyjnych oraz organizacji i stowarzyszeń branżowych.
– Ubiegły rok był czasem dużych sukcesów GPW i polskiej gospodarki. Za jedno z najważniejszych osiągnięć ostatnich dwunastu miesięcy uważam awans Polski do koszyka rynków rozwiniętych FTSE Russell. Chciałbym serdecznie podziękować uczestnikom rynku, którzy swoją wiedzą i zaangażowaniem przyczyniają się do wzrostu znaczenia naszej Giełdy – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.
Nagrody przyznano w następujących kategoriach:
Nagrody GPW na Głównym Rynku akcji:
PLAY COMMUNICATIONS S.A. – za największą wartość pierwszej oferty publicznej sprzedaży akcji w 2017 roku
GETBACK S.A. – za optymalne wykorzystanie możliwości rynków prowadzonych przez GPW
Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. – za najwyższy udział lokalnego animatora w obrotach akcjami na Głównym Rynku w 2017 roku
Broker Roku 2017:
Dom Maklerski PKO Banku Polskiego – za organizację pierwszych ofert publicznych akcji największej łącznej wartość w 2017 roku / za najwyższy udział w obrotach akcjami (bez transakcji animatora) na Głównym Rynku w 2017 roku / za najwyższą wartość obrotów sesyjnych obligacjami nieskarbowymi na wszystkich rynkach w ramach Catalyst (bez transakcji animatora) w 2017 roku / za najwyższą wartość obrotów animatora w obrotach sesyjnych obligacjami nieskarbowymi na Catalyst w 2017 roku / za najwyższy udział animatora w wolumenie obrotów opcjami indeksowymi w 2017 roku
Nagrody GPW na rynku NewConnect:
INC S.A. – Nagroda specjalna w związku z przypadającą w 2017 roku 10. rocznicą rynku NewConnect: dla Autoryzowanego Doradcy za wprowadzenie największej liczby emitentów w historii NewConnect
mBank S.A. – za najwyższy udział w obrotach sesyjnych akcjami na rynku NewConnect (bez transakcji animatora) w 2017 roku
Dom Maklerski BDM S.A. – za najwyższy udział animatora w obrotach sesyjnych akcjami na rynku NewConnect w 2017 roku
Nagrody GPW na rynku Catalyst:
PZU S.A. – za największą wartość debiutu na Catalyst w 2017 roku
Miasto Siedlce – za aktywne wykorzystywanie rynku długu do finansowania działalności przez Jednostkę Samorządu Terytorialnego
PKO Bank Polski S.A. – za największą wartość emisji nieskarbowych instrumentów dłużnych wprowadzonych na Catalyst w 2017 roku
Nagrody GPW na rynku instrumentów pochodnych:
Erste Securities Polska S.A. – za najwyższy udział w wolumenie obrotów indeksowymi kontraktami terminowymi bez transakcji animatora w 2017 roku
Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. – za najwyższą aktywność na rynku kontraktów terminowych w 2017 roku
Bank Zachodni WBK S.A. – za najwyższy udział w wolumenie obrotów opcjami indeksowymi bez transakcji animatora w 2017 roku
Nagrody GPW za dystrybucję informacji:
Polska Agencja Prasowa S.A. – dla pierwszego krajowego dystrybutora informacji, który podpisał z GK GPW umowę dotyczącą danych o stawkach referencyjnych WIBID/WIBOR
PKO BP Finat Sp. z o.o. – dla odbiorcy danych przetwarzanych GK GPW za największy wzrost wartości zamówień na produkty informacyjne GPW i BondSpot
Nagrody Grupy KDPW:
X-Trade Brokers Dom Maklerski S.A. – za najwyższą jakość raportowania do KDPW_TR w 2017 roku
Bank Pekao S.A. – za najwyższą łączną aktywność w obrocie zorganizowanym w 2017 roku
ING Bank Śląski S.A. / PKO Bank Polski S.A. (ex aequo) – za najwyższą wartość transakcji OTC rozliczonych w KDPW_CCP w 2017 roku
ERSTE Securities Polska S.A. – za liczbę rozliczonych transakcji, aktywność oraz innowacyjne działania na rynku terminowym
Biuro Maklerskie ING Banku Śląskiego S.A. – za wysoką jakość prowadzenia ewidencji papierów wartościowych przy uwzględnieniu skali działalności
Nagrody Treasury BondSpot Poland:
Bank Handlowy w Warszawie S.A. – za największe obroty na rynku kasowym Treasury BondSpot Poland w 2017 roku
ING Bank Śląski S.A. – za największe obroty na rynku transakcji warunkowych Treasury BondSpot Poland w 2017 roku
Bank Handlowy w Warszawie S.A. – Lider market makingu na Treasury BondSpot Poland w 2017 roku
Bank Zachodni WBK S.A. – za wspieranie rozwoju rynku Treasury BondSpot Poland w 2017 roku
Organizatorem Gali Podsumowanie Roku Giełdowego 2017 była Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. Partnerami wydarzenia byli: KDPW S.A., KDPW_CCP S.A. oraz BondSpot S.A.
mgr inż. Janusz Paczocha – ekspert w zakresie ekonomicznej analizy prawa. Były prezydent miasta Bytomia i prezes Fundacji Kontraktu Regionalnego, pełnił także funkcję prezesa Głównego Urzędu Ceł oraz sekretarza zespołu w Komitecie Ekonomicznym Rady Ministrów. Przez 15 lat wykonywał analizy i badania na potrzeby Narodowego Banku Polskiego jako główny specjalista Instytutu Ekonomicznego NBP.
Forum Obywatelskiego Rozwoju opublikowało przełomowy raport ”Partia w państwie. Bezprecedensowa wymiana kadr w administracji rządowej i jej legislacyjne podstawy” autorstwa Janusza Paczochy, dotyczący skali zmian kadrowych w administracji rządowej, dokonanych przez obecną koalicję rządzącą. Niniejszy Raport stanowi wnikliwą analizę danych liczbowych i aktów prawnych, które składają się na niepokojący obraz zawłaszczania państwa przez partię.
Uchwalenie 37 ustaw „kadrowych” umożliwiło Prawu i Sprawiedliwości przejęcie całkowitej kontroli nad wszystkimi gałęziami administracji rządowej przy jednoczesnym „wyczyszczeniu” instytucji jej podległych z osób związanych z poprzednimi rządami. W świetle pozostałych „dokonań” obecnej koalicji rządzącej – ubezwłasnowolnienia Trybunału Konstytucyjnego (docelowo – całej władzy sądowniczej), przejęcia mediów publicznych, pomijania konsultacji społecznych przy tworzeniu prawa oraz utrudniania pracy organizacji pozarządowych, można mówić już o jawnej pogardzie dla państwa prawa w Polsce, które wymaga podziału władz w kraju.
Raport ”Partia w państwie. Bezprecedensowa wymiana kadr w administracji rządowej i jej legislacyjne podstawy”pokazuje, jak w trakcie I połowy obecnej kadencji Sejmu radykalnie wzrosła liczba projektów ustaw, które pod pretekstem reorganizacji wielu instytucji umożliwiają bezprecedensowe zmiany kadrowe w administracji rządowej i instytucjach podległych.
Ustawy „kadrowe” doprowadziły do zwolnienia co najmniej 11 tys. 368 stanowisk pracy, w tym ok. 6 tys. 773 stanowisk kierowniczych i członków organów wieloosobowych (m.in. zarządów i rad nadzorczych). Należy podkreślić, że w trakcie podobnego okresu I połowy VI kadencji Sejmu zwolniono jedynie ok. 10 stanowisk – jedno na stanowisku kierowniczym i 9 członków rady programowej likwidowanej jednostki. Pokazuje to wyraźnie, że celem przyjęcia ustaw przez obecny Sejm jest masowa wymiana osób mających powiązania z poprzednim rządem oraz obsadzenie stanowisk decyzyjnych osobami z klucza partyjnego lub personalnego.
Do końca 2017 r. przez Sejm przeprowadzono 37 tego typu ustaw „kadrowych”, z czego 54% to inicjatywy poselskie, które nie wymagają konsultacji społecznych ani objęcia Ocenami Skutków Regulacji. W kilku zaś przypadkach, z analizowanych 37 aktów prawnych, zmiana kadrowa została zgłoszona jako poprawka poselska na końcowym etapie prac legislacyjnych, również uniemożliwiając skuteczną ocenę przez grono ekspertów i społeczeństwo oraz zapobieżenie szkodliwym konsekwencjom danego aktu prawnego.
Dla porównania, w trakcie podobnego okresu I połowy VI kadencji Sejmu przyjęto jedynie 2 ustawy mające charakter „kadrowy”. Pokazuje to radykalny wzrost liczby aktów prawnych, mających na celu przeprowadzenie bezprecedensowej wymiany kadr w administracji rządowej.
Szczególną uwagę zwraca ekspresowe tempo uchwalania ustaw „kadrowych”. Spośród 37 ustaw, trzynaście (35%) uchwalono w terminie do 30 dni, a kolejne siedem (19%) – do 60 dni. Tak szybkie tempo rozpatrywania ustaw grozi nie tylko brakiem staranności w ich przygotowaniu, ale nakazuje również zapytać o celowość tak błyskawicznych i radykalnych zmian kadrowych.
Ustawy „kadrowe” obejmują także bardzo szeroki zakres przedmiotowy – zawarte w nich przepisy dotyczą tak różnych dziedzin administracji rządowej, jak służba zdrowia, prokuratura, ZUS, oświata, weterynaria, rolnictwo czy media publiczne.
Jaskrawym przykładem na wykorzystanie ustaw „kadrowych” do przejęcia administracji rządowej jest zlikwidowanie Prokuratury Generalnej i utworzenie Prokuratury Krajowej, w wyniku czego wszyscy prokuratorzy apelacyjni, okręgowi i rejonowi (oraz ich zastępcy) zostali zdegradowani. W całości odwołane zostało także kierownictwo Izb Skarbowych i Urzędów Kontroli Skarbowej oraz Izb Celnych i Urzędów Celnych, wraz z Głównym Inspektorem Kontroli Skarbowej i Szefem Służby Celnej. W podobny sposób wygaszono kadencje zarządów i rad nadzorczych TVP, Polskiego Radia, PAP i zarządów wszystkich 17. rozgłośni regionalnych. Koalicja rządząca przejęła także kontrolę nad oświatą poprzez odwołanie wszystkich 16. wojewódzkich kuratorów oświaty (zob. Tabela 1).
Nie ulega wątpliwości, że likwidacja postępowań konkursowych oznacza centralizację i zniesienie obiektywnych kryteriów naboru oraz pełną kontrolę zwierzchników z nadania koalicji rządzącej nad nowo powołanymi na stanowiska kierownicze.
Oprócz instytucji, w których przepisy ustawy dotknęły więcej niż 90% stanowisk kierowniczych, fala zmian kadrowych objęła również takie podmioty jak Państwowa Agencja Atomistyki, Polska Agencja Żeglugi Powietrznej czy Polski Klub Wyścigów Konnych.
1 marca 2018 r. wejdzie w życie ustawa, która zakłada stopniowe ograniczanie możliwości handlu w niedziele. W 2018 r. czeka nas 29 niedziel handlowych i 23 niedziele z zakazem handlu. Rok później sklepy otwarte będą już tylko w 15 niedziel, a zamknięte w 37. Natomiast począwszy od 2020 r. handel dozwolony będzie w Polsce jedynie w 7 niedziel, a zabroniony w 45.
Jeremi Mordasewicz, Konfederacja Lewiatan
– Od początku byliśmy przeciwny tej regulacji ponieważ przyniesie więcej strat niż korzyści. Handel przeżywa trzęsienie ziemi, które odczują wszyscy – konsumenci, handlowcy, pracownicy handlu. Przesunięcie sprzedaży z niedzieli na piątkowy wieczór i sobotę wymaga głębokich zmian w organizacji sprzedaży i dostaw. Nie unikniemy przy tym wydłużenia czasu pracy w piątek wieczór, w sobotę, ale i w poniedziałek. Sieci handlowe przyspieszyły proces instalowania kas samoobsługowych, ale to rozwiązanie pewnie nie ograniczy szybko dłuższych kolejek do kas, np. w soboty. Konsumenci będą zmuszeni do dokonywania zakupów w placówkach, np. na stacjach benzynowych, gdzie jest mniejszy asortyment, a wyższe ceny.
Każde ograniczenie wykonywania pracy, niezależnie od branży, skutkuje zmniejszeniem zatrudnienia i dochodów. Obecnie, nie będzie to odczuwalne, ponieważ rosną wynagrodzenia, zatrudnienie i w rezultacie konsumpcja, ale da o sobie znać w momencie spowolnienia gospodarki.
Zakaz handlu w niedziele spowoduje, że centra usługowo- handlowe będą pracowały 40 dni krócej w roku, co oznacza zmniejszenie efektywności inwestycji i zamrożenie kapitału, którego mamy niewiele.
W ostatnich trzech miesiącach minionego roku rodzima gospodarka rozwijała się w zawrotnym tempie 5,1 proc., notując tym samym najbardziej pokaźny przyrost produktu od przeszło sześciu lat. Do niekwestionowanego sukcesu polskiej gospodarki przyczyniły się wysokie poziomy popytu wewnętrznego, który trafił w prognozowane przez nas we wrześniu 6,1 proc. W świeżo opublikowanych rachunkach narodowych nie lada optymizmem napawają tendencje w zakresie kształtowania się inwestycji prywatnych w nadchodzących kwartałach. Zgodnie z naszym „czarnym scenariuszem” ich odbicie nastąpiło dopiero na koniec roku, gdy nakłady brutto na środki trwałe wzrosły w ujęciu rocznym aż o 11,3 proc. wobec 6,4 proc. oczekiwanych przez rynek (TMS Brokers: 11,2 proc.).
Mając w pamięci dość korzystne „soft-data” spodziewamy się podtrzymania obserwowanych trendów. W związku z powyższym prognozujemy, że w 2018 roku średnioroczne tempo wzrostu uplasuje się na poziomie 4,0 proc. przy przeciętnej zmianie indeksu CPI na poziomie 2,3 proc. r/r. Świetnemu środowisku do bicia kolejnych rekordów w zakresie notowanej dynamiki PKB sprzyjają między innymi wysoka dostępność środków unijnych czy niski koszt pieniądza. W dalszej mierze trzymamy się naszego scenariusza bazowego, w którym zakładamy pierwszą podwyżkę stóp procentowych dopiero w III kwartale 2019 roku.
Napływ niezbyt optymistycznych wskazań ma za sobą szwedzka gospodarka, która pod koniec 2017 roku odnotowała kwartalną dynamikę rzędu 0,9 proc. (konsensus: 1,0 proc.). Dodatkową łyżką dziegciu okazały się być styczniowe szacunki sprzedaży detalicznej. Wskaźnik obrazujący obroty w szwedzkim handlu wzrósł w ujęciu rocznym zaledwie o 1,2 proc. (konsensus: 2,9 proc.), co jest zasługą dość silnych efektów bazy oraz dodatnich efektów sezonowych. Na koniec dnia korona traci do dolara 0,5 proc., stabilizując tym samym parę EUR/SEK w okolicach 10,1000.
Na dnie koszyka walut G10 znajduje się funt szterling (-0,8 proc.), który utrzymuje kurs GBP/USD w okolicach 1,3790. Zmienność par walutowych z wyspiarską walutą wyraźnie podbijały doniesienia związane z projektem „ustawy rozwodowej” będącej swego rodzaju podkładką przed dalszymi pertraktacjami. Za pierwszy punkt zapalny dokumentu uznaje się kwestię granicy z Irlandią, bowiem w dalszej mierze Bruksela zakłada pozostawienie powyższego obszaru w ramach obowiązującej unii celnej. Według Theresy May, brytyjskiej premier, tak przyjęta linia negocjacyjna nie implikuje całkowitego odzyskania niezależności przez władze w Londynie.
Dawki zaskoczenia nie zapewniły lutowe miary inflacji z Eurolandu, które w przypadku wskaźnika zharmonizowanego oraz bazowego uplasowały się na konsensualnych poziomach 1,0 proc. r/r oraz 1,2 proc. r/r. Możliwość lekkiego rozczarowania mogły po części sugerować wcześniejsze szacunki dynamiki cen z Francji, gdzie w ujęciu rocznym dobra uwzględnione w koszyku konsumenckim podrożały o 1,3 proc. Na koniec dnia euro znajduje się w środku stawki. Obecnie EUR/USD oczekuje na silniejszy sygnał w okolicach poziomu 1,2220.
Miano najsilniejszej z głównych walut zyskuje japoński jen, który na przestrzeni dnia umocnił się względem dolara o 0,7 proc. Skalę obserwowanego ruchu częściowo ograniczyła paczka styczniowych danych – w ujęciu miesięcznym produkcja przemysłowa spadła aż o 6,6 proc. (konsensus: -4,0 proc.), a wolumen obrotów w handlu skurczył się o 1,8 proc. (konsensus: -0,6 proc.). Obecnie para USD/JPY pozostaje relatywnie stabilna w okolicach poziomu 106,60.
Środa na europejskich parkietach stała pod znakiem odczuwalnego odpływu kapitału. Odczuwalną zniżkę frankfurckiego indeksu DAX (-0,4 proc.) oraz londyńskiego FTSE 100 (-0,7 proc.) wyraźnie przebił WIG 20 (-2,4 proc.). Na dnie giełdy przy Książęcej znalazł się Eurocash z dzienną zniżką przekraczającą poziom 10 proc. Do wyraźnego pogorszenia sentymentu przyczyniły się rozczarowujące wyniki za zeszły kwartał, na które remedium ma stanowić nowa strategia spółki.
Gwiazdą na rynku surowców energetycznych pozostaje ropa naftowa, której zmienność istotnie podbił cotygodniowy raport Departamentu Energii USA. Zgodnie z przedstawionymi szacunkami odnotowano wzrost zapasów surowca o 3,0 mln baryłek przy jednocześnie dość silnym skoku rezerw benzyny (2,5 mln baryłek). Obecnie West Texas Intermediate próbuje znaleźć złoty środek w okolicach poziomu 62,60 USD, tj. 0,7 proc. niżej względem poziomu wyznaczonego przez wczorajsze zamknięcie. O próbę zachowania status quo w dalszej mierze walczy gaz ziemny. Jego kwietniowe kontrakty stabilizują się przy poziomie 2,680 USD za MMBtu, co oznacza przecenę na poziomie 0,1 proc.
Koniec miesiąca w wykonaniu płodów rolnych należy do wysoce udanych. Na szczycie znajdują się majowe kontrakty na pszenicę, które na przestrzeni dnia zdołały podrożeć o 3,9 proc. Po piętach depczą im cukier (3,7 proc.) oraz wyraźnie łapiąca zadyszkę śruta sojowa (2,1 proc.). Zdecydowanie skromniejsze ruchy obserwuje się na rynku metali szlachetnych – pod koniec dnia uncja złota (0,1 proc.) jest wyceniana po 1 320 USD, a srebro (0,3 proc.) próbuje utrzymać w grze dość mocno testowany poziom 16,47 USD.
Z najnowszych danych międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield, która od wielu lat monitoruje rynek nieruchomości magazynowych w Czechach, Polsce, Rumunii oraz na Słowacji i Węgrzech, wynika, że w 2017 roku oddano do użytku w Europie Środkowej najwięcej nowej powierzchni magazynowej w historii – ponad 3,7 mln m kw. To o 68% więcej niż w 2016 roku i o 55% więcej niż w rekordowym roku 2007, w którym nowa podaż wyniosła 1,2 mln m kw. Łączne zasoby powierzchni magazynowej w regionie wzrosły o 17%.
Średni wskaźnik powierzchni wynajętej wzrósł do najwyższego poziomu w historii wynoszącego 95,1%. Przy rekordowo wysokim popycie nowe obiekty magazynowe szybko znajdują najemców zarówno przed rozpoczęciem inwestycji, jak w trakcie ich realizacji. W 2017 roku odnotowano największy w historii wolumen transakcji najmu na rynku magazynowym w Europie Środkowej – 6,7 mln m kw., czyli o 1 milion m kw. więcej niż rok wcześniej.
Ferdinand Hlobil, Partner i dyrektor działu powierzchni przemysłowych i magazynowych na Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Cushman & Wakefield
– Pomimo wyjątkowo dużej aktywności deweloperów w Europie Środkowej i niemal maksymalnego tempa wzrostu w regionie, nie obawiamy się odwrócenia trendów. Pod wieloma względami obecnie rekordowe dane są zbliżone do wartości odnotowywanych przed kryzysem lub je przekroczyły, ale główny wskaźnik ilustrujący ilość powierzchni niewynajętej maleje. Podaż nadąża za popytem. Z tego względu rynek jest obecnie w znacznie lepszej kondycji, pomimo sygnałów wskazujących na jego przegrzanie – mówi Ferdinand Hlobil, Partner i dyrektor działu powierzchni przemysłowych i magazynowych na Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Cushman & Wakefield.
Wolumen transakcji
W ubiegłym roku wolumen transakcji najmu wyniósł 6,7 mln m kw., z czego ponad 4 mln m kw. przypadło na Polskę, która odnotowuje najwyższe wskaźniki aktywności najemców. Pod tym względem rok 2017 był rekordowy dla polskiego rynku. W Czechach wynajęto 1,3 mln m kw. powierzchni magazynowej, czyli o ok. 70 tys. m kw. mniej niż w 2016 r. Tak wysoki wolumen transakcji przy niewielkich wahaniach utrzymuje się od 2013 r. Rekordowym popytem na powierzchnię magazynową mogą pochwalić się także Węgry, jak i Rumunia. Na Węgrzech najemcy wynajęli 617 625 m kw., czyli o prawie 200 000 m kw. więcej niż w 2016 r. Z kolei na Słowacji zawarto transakcje na 283 529 m kw.
Joanna Sinkiewicz, Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych w Cushman & Wakefield Polska
– Łączne zasoby powierzchni magazynowej w Polsce wzrosły o 20%. Piąty rok z rzędu popyt na powierzchnię logistyczną osiągnął rekordowy poziom, wskutek czego w ubiegłym roku wolumen transakcji najmu przekroczył 4 mln m kw. Do głównych czynników dalszego rozwoju rynku magazynowego w 2018 roku zaliczamy dynamiczny wzrost PKB wynoszący 3,8% oraz kolejne inwestycje infrastrukturalne i ekspansję sektora e-commerce. Nowe obiekty będą powstawały nie tylko na największych rynkach takich jak Warszawa, Górny Śląsk i Polska Centralna, lecz także w miastach średniej wielkości, które oferują większą dostępność siły roboczej – mówi Joanna Sinkiewicz, Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych w Cushman & Wakefield Polska.
Powierzchnia niewynajęta
Pomimo rekordowej ilości realizowanych inwestycji deweloperskich, wskaźnik pustostanów obniżył się do najniższego poziomu w historii wynoszącego 4,9%. Świadczy to o dobrej kondycji gospodarek krajów Europy Środkowej. Im niższy wskaźnik pustostanów, tym lepsza koniunktura gospodarcza.
Nowa podaż
Polska jest niekwestionowanym liderem pod względem aktywności deweloperskiej. Z 3,7 mln m kw. nowej powierzchni wybudowanej w regionie na Polskę przypadło 2,3 mln m kw., czyli 63%. Na drugim miejscu w Europie Środkowej uplasowały się Czechy, gdzie powstało 662 tys. m kw. – był to jednocześnie drugi najlepszy wynik w historii tego kraju i o 162 tys. m kw. lepszy niż w 2016 r. W Rumunii odnotowano zaskakująco zbliżoną podaż nowej powierzchni magazynowej – prawie pół miliona m kw., czyli o ok. 100 tys. m kw. więcej niż w rekordowym roku 2016. Na Węgrzech i Słowacji zasoby powierzchni magazynowej powiększyły się o 120 tys. m kw.
– Polska najlepiej wykorzystała boom gospodarczy od czasu ostatniego kryzysu. Po niej najwięcej zyskały Czechy i Rumunia. Z kolei Węgry i Słowacja nie wykorzystały w pełni szans z początku ostatniej dekady, ale w ostatnich dwóch latach rozwijają się coraz dynamiczniej – dodaje Ferdinand Hlobil.
Rynek inwestycyjny
W 2017 r. wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości magazynowych wyniosła 2,2 mld euro, co stanowiło 19% łącznego wolumenu inwestycyjnego przypadającego na nieruchomości komercyjne w Europie Środkowo-Wschodniej.
Prognoza
Według ekspertów firmy Cushman & Wakefield rok 2018 będzie dobrym okresem dla rynku magazynowego pod względem nowej podaży i popytu ze strony najemców. Atutem Europy Środkowo-Wschodniej są nadal niskie koszty płac i dogodna lokalizacja. Do wzrostu popytu na obiekty magazynowe przyczyniać się będą zmiany w strukturze handlu, czyli dalsza ekspansja sektora e-commerce. Znajdzie to odzwierciedlenie w kolejnych dużych projektach realizowanych przed deweloperów.
– Pomimo bardzo dynamicznego rozwoju w ostatnich dwóch latach, Europa Środkowa (włączając Rumunię) nie zrównała się z Niemcami pod względem łącznych zasobów nowoczesnej powierzchni magazynowej. Jednak region ten ma duży potencjał wzrostu z uwagi na bardzo niskie wskaźniki pustostanów i silny popyt na rynku najmu – mówi Ferdinand Hlobil.
Największe transakcje roku 2017:
Polska:
Panattoni; Panattoni Park Stryków II; Sonoco, 18 300 m kw.
MLP Group, Park: MLP Pruszków II, Avery Dennison, 13 300 m kw.
Czechy:
Panattoni, Panattoni Park Plzeň West, Sony DADC, 25 000 m kw.
Prologis, Prologis Park Prague Rudná, VAFO, 23 710 m kw.
CTP, CTPark Teplice, PRO:DIRECT, 12 502 m kw.
CTP, CTPark Brno, FEI, 12 146 m kw.
Węgry:
Prologis, Prologis Park Budapest – Gyál, informacje o kliencie poufne, 23 000 m kw.
Słowacja:
Park Log Center Nové Mesto nad Váhom, Hellsa Slovakia Front Lightning, 5000 m kw.
5 krajów z regionu EMEA znalazło się w pierwszej 10 rankingu najlepszych miejsc do lokowania działalności produkcyjnej i aż 8 w pierwszej 10 najbardziej atrakcyjnych lokalizacji dla przemysłu nowoczesnych technologii
Ze względu na rosnące koszty pracy firmy zatrudniające wielu pracowników poszukują lokalizacji poza Europą Zachodnią i Środkową
Wielka Brytania na 31. miejscu globalnego rankingu, ale na 3. w zestawieniu uwzględniającym przemysł nowoczesnych technologii
W najnowszym globalnym rankingu najbardziej atrakcyjnych rynków do lokowania działalności produkcyjnej, przygotowanym przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield, Chiny odzyskały pozycję lidera, co potwierdza status tego kraju jako najważniejszej lokalizacji przemysłowej świata. Malezja, która w ubiegłym roku zajęła pierwsze miejsce, spadła na trzecie, tuż za Litwą.
Opracowany przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield raport „Manufacturing Risk Index” prezentuje ranking najbardziej atrakcyjnych 42 krajów z całego świata uwzględniający szereg czynników ryzyka i kosztowych, w tym ryzyko polityczne i ekonomiczne, warunki rynkowe i koszty pracy.
Pomimo coraz częstszego przenoszenia produkcji do krajów regionu Azji i Pacyfiku oferujących niższe koszty prowadzenia działalności, Chiny zajęły pierwsze miejsce w głównym rankingu ze względu na efektywne łańcuchy dostaw i sieci infrastrukturalne, które zapewniają stabilną platformę eksportową. Malezja spadła na trzecie miejsce, ponieważ przekształca się z lokalizacji niskokosztowej w generujący dużą wartość hub produkcyjny, ale kraj ten jest nadal bardzo atrakcyjny i oferuje największą dostępność wykwalifikowanych pracowników w regionie.
Litwa została uznana za drugą najbardziej atrakcyjną lokalizację świata dla firm z sektora przemysłowego ze względu na najniższe koszty pracy w Europie Środkowo-Wschodniej, które są o 14% niższe niż w Polsce i o 30% niższe niż w Czechach. Sukces Litwy wynika również z postrzegania jej jako drugiej najlepszej lokalizacji w Europie Środkowo-Wschodniej pod względem ułatwień dla biznesu.
Wielka Brytania, która zajęła w tegorocznym rankingu 31. miejsce, zyskała na dewaluacji funta szterlinga od czasu referendum w sprawie wyjścia tego kraju z UE. Niższy kurs funta przełożył się na wzrost popytu na brytyjskie produkty. W globalnym zestawieniu Wielka Brytania wyprzedziła Holandię (na 34. miejscu), Niemcy (38. pozycja) i Francję (39. miejsce). Jednak w zależności od wyniku negocjacji w sprawie brexitu, Wielka Brytania może stracić na atrakcyjności, ponieważ utworzenie „twardej granicy” z pozostałymi krajami Europy mogłoby doprowadzić do wzrostu kosztów produktów i zakłócić funkcjonowanie paneuropejskich łańcuchów dostaw. Jednak w rankingu lokalizacji uwzględniającym wyłącznie przemysł nowoczesnych technologii Wielka Brytania znalazła się na 3. miejscu, za USA (na 1. miejscu) i Singapurem (2. pozycja). Pierwsza dziesiątka została zdominowana przez kraje Europy Zachodniej.
Robert Hall, dyrektor działu nieruchomości przemysłowych i logistycznych w regionie EMEA, Cushman & Wakefield, powiedział: „Lokalizacja i łańcuchy dostaw to nadal kluczowe czynniki dla sektora przemysłowego. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej są bardzo atrakcyjne i konkurencyjne w skali globalnej, ponieważ koszty pracy w regionie są stosunkowo niskie a inwestycje infrastrukturalne ułatwiają łączność z resztą Europy. Ze względu na zbliżający się brexit i potencjalne zwiększenie kontroli granicznych pomiędzy państwami członkowskimi UE, istotną kwestią pozostaje nie tylko swobodny przepływ towarów, lecz także swobodny przepływ pracowników, który umożliwiłby zmniejszenie braku rąk do pracy w Europie”.
Region EMEA
W pierwszej dziesiątce najbardziej atrakcyjnych lokalizacji świata znalazło się pięć państw tego regionu. W Europie Środkowej bliskość gospodarek Europy Zachodniej i coraz lepsza infrastruktura w postaci nowych autostrad znacząco zwiększają atrakcyjność Węgier (na 7. miejscu) oraz Czech i Słowacji, które zajęły odpowiednio miejsca 8. i 9. Koszty pracy wzrosły w ostatnich latach, ale są nadal niższe niż w krajach zachodnich.
Z kolei z uwagi na wzrosty płac i coraz poważniejszy brak pracowników rośnie atrakcyjność lokalizacji w Europie Wschodniej, w tym Litwy (2. pozycja), Turcji (10.), Rumunii (16.) i Bułgarii (19.). Pod względem ułatwień dla biznesu Litwę, która oferuje najniższe koszty pracy, wyprzedziła jedynie Estonia. We wschodzących lokalizacjach przemysłowych takich jak Turcja, Rumunia i Bułgaria stosunkowo słabiej rozwinięta infrastruktura i niepewność geopolityczna nadal odstraszają firmy od lokowania w tych krajach zakładów produkcyjnych. Polska uplasowała się na 17. miejscu.
Joanna Sinkiewicz, Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych w Cushman & Wakefield Polska
Joanna Sinkiewicz, Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych w Cushman & Wakefield Polska, powiedziała: Rok 2017 okazał się najlepszym w historii rynku nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce. Nowa podaż przekroczyła dwukrotnie ubiegłoroczny wolumen, osiągając poziom 2,36 mln mkw. Dzięki temu łączne zasoby powierzchni magazynowej wzrosły o 20% w ujęciu rocznym i wynoszą obecnie ponad 13,5 mln mkw. Piąty rok z rzędu popyt na powierzchnię logistyczną osiągnął rekordowy poziom, wskutek czego w ubiegłym roku wolumen transakcji najmu przekroczył 4 mln mkw. Do głównych czynników dalszego rozwoju rynku magazynowego w 2018 roku zaliczamy dynamiczny wzrost PKB wynoszący 3,8% oraz kolejne inwestycje infrastrukturalne i ekspansję sektora e-commerce. Nowe obiekty będą powstawały nie tylko na największych rynkach takich jak Warszawa, Górny Śląsk i Polska Centralna, lecz także w miastach średniej wielkości, które charakteryzują się większą elastycznością rynku pracy.
W 2017 roku Francja, Włochy i Hiszpania odnotowały najszybszy wzrost produkcji przemysłowej w strefie euro i uplasowały się odpowiednio na miejscach 39., 38. i 30. Za ten dynamiczny wzrost od końca 2016 roku odpowiada spadek płac, wprowadzenie bardziej elastycznych przepisów prawa pacy i dostępność wysoko wykwalifikowanej siły roboczej.
Lisa Graham, dyrektor działu badań i analiz rynku nieruchomości logistyczno-przemysłowych w regionie EMEA, Cushman & Wakefield, autorka raportu, powiedziała: „Po okresie kryzysów fiskalnych i programów oszczędnościowych w krajach Europy Południowej, niektóre gospodarki tego regionu odnotowują wzrost produkcji przemysłowej i przyciągają nowe firmy w warunkach bardzo silnej konkurencji. Hiszpania ma drugi największy sektor motoryzacyjny w Europie, który odpowiada za 20% łącznej wartości eksportu i odgrywa kluczową rolę w ożywieniu produkcji przemysłowej kraju. Na rynku hiszpańskim działa ponad tysiąc dostawców dla branży motoryzacyjnej, którzy zajmują 6. miejsce w świecie pod względem poziomu obrotów, oraz 17 fabryk samochodów. Nowy zakład produkcyjny Ford Motors w Walencji jest największą fabryką firmy w Europie, co świadczy o dużym zaufaniu do reform kodeksu pracy w Hiszpanii i wspieraniu przez ten kraj rozwoju sektora przemysłowego”.
Azja i Pacyfik
W pierwszej czwórce globalnego rankingu znalazły się trzy kraje tego regionu: Chiny (na pierwszym miejscu), Malezja (na drugim) i Tajwan (na czwartym). Tajwan słynie z produkcji komponentów elektronicznych, a wolumen bezpośrednich inwestycji zagranicznych w tym sektorze osiągnął w 2016 roku najwyższą wartość od sześciu lat, co świadczy o niesłabnącej atrakcyjności tego kraju. W ramach realizowanej polityki inwestycyjnej tajwański rząd wspiera także sektor maszynowy, biotechnologiczny, farmaceutyczny, ekologicznych innowacji i obronny. Do pierwszej dwudziestki zakwalifikowały się także Filipiny (na miejscu 12.), Tajlandia (15.), Singapur (18.) oraz Indonezja (20.).
Przemysł jest motorem utrzymującego się wzrostu w regionie. PKB per capita w Azji może wzrosnąć w najbliższych pięciu latach o prawie 25%, przy czym Chiny (obecnie drugi najwyższy PKB w świecie) i Indie (szósty najwyższy PKB w skali globalnej) mogą odnotować wzrost rzędu ok. 30%. Do roku 2020 udział przemysłu w PKB przekroczy 20% w 60 największych gospodarkach świata. W Chinach sektor przemysłowy będzie generował aż 30% PKB kraju w 2025 r.
Ameryka Północna i Południowa
W pierwszej dziesiątce rankingu znalazły się także Kanada i USA – odpowiednio na miejscach 5. i 6. Są to atrakcyjne lokalizacje do lokowania produkcji przemysłowej ze względu na odpowiednie otoczenie biznesowe, wysokiej jakości infrastrukturę i dostępność wykwalifikowanej siły roboczej.
Ostatnie zapowiedzi kolejnych inwestycji w nowe zakłady na terenie USA koncernów Toyota, Mazda i Samsung podsycają nadzieje na powrót produkcji na tamtejszy rynek. Po ogłoszeniu planów przez konkurencyjną spółkę LG firma Samsung niedawno poinformowała o zamiarze zainwestowania 300 mln dolarów w budowę nowej fabryki sprzętu w Karolinie Południowej.
Jednak niechęć prezydenta Trumpa do Północnoamerykańskiego Układu Wolnego Handlu oznacza niepewność co do przyszłego kształtu łańcuchów dostaw w Ameryce Północnej. Na ewentualnym wycofaniu się USA z tego porozumienia – aczkolwiek obecnie mało prawdopodobnym – straciłyby Meksyk i Kanada jako lokalizacje przemysłowe.
Stanowisko Związku Przedsiębiorców i Pracodawców ws. Projektu ustawy prawo o szkolnictwie wyższym i nauce z dnia 22 stycznia 2018 roku, tzw. Konstytucji dla Nauki.
Proponowany projekt ustawy możemy ocenić jako początek pozytywnych i wyczekiwanych zmian. Polskie szkolnictwo wyższe znajduje się w poważnym i długoterminowym kryzysie. Nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z wieloprzyczynowym problemem, który w istotnym stopniu negatywnie wpływającym na kondycję polskiej gospodarki. O sytuacji najdobitniej świadczą twarde dane, takie jak pozycja naszych uczelni w prestiżowym rankingu szanghajskim. Wśród 500 najlepszych szkół wyższych na świecie, znajdują się jedynie dwie polskie placówki – Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagielloński. Jak na spore państwo, z ambicjami by w krótkim czasie dołączyć do grona najbogatszych na świecie, jest to zdecydowanie za mało. Sytuacja wydaje się być jeszcze gorsza, gdy spojrzymy na miejsca, które zajęły polskie uczelnie – Uniwersytet Warszawski uplasowało się w czwartej, a Uniwersytet Jagielloński w piątej setce szkół wyższych. Świadczy to o tym, że świat, pod kątem jakości szkolnictwa wyższego, wyprzedził nas o kilka długości. Dużo czasu upłynie, zanim będziemy mogli, choćby w najbardziej optymistycznym scenariuszu, podjąć pod tym względem rywalizację z państwami takimi, jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, czy Japonia. Warto zaznaczyć fakt, że Czesi, Estończycy, czy Serbowie posiadają uniwersytety zajmujące wyższe pozycje, niż którakolwiek z polskich uczelni. Polskie uczelnie w trzeciej, czy drugiej setce rankingu, wydaje się być zatem planem minimum na najbliższy czas, a docelowo powinniśmy walczyć o to, by przynajmniej jedna placówka znajdowała się wśród stu najlepszych uczelni na świecie.
Konsekwencje aktualnego kryzysu szkolnictwa wyższego w Polsce mają złożony charakter. Z punktu widzenia bieżącego życia gospodarczego, negatywnie wpływa on na dostęp do wykwalifikowanej kadry. Nie dość, że polskie firmy muszą zmagać się z naturalnym niedoborem pracowników wynikającym z przyczyn demograficznych (na rynek pracy wchodzi pokolenie urodzone w trakcie niżu, dodatkowo wielu młodych Polaków wyemigrowało w latach poprzednich na zachód Europy), a ci którzy zostają w kraju i kształcą się na uczelniach, często wychodzą z nich nieprzygotowani do faktycznego wykonywania zawodu. W toku nauczania nie uzyskują bowiem niezbędnych kompetencji, ani też praktycznego doświadczenia, dysponują często tylko suchą wiedzą nabytą w toku studiów, która na rynku okazuje się niewystarczająca. W rezultacie, pracodawcy przyjmując świeżo upieczonych absolwentów muszą we własnym zakresie ich przyuczać, wręcz dokształcać, tak by byli w stanie samodzielnie wykonywać swoje zadania. W perspektywie bardziej strategicznej natomiast, słaby stan polskich uczelni wyższych sprawia, że niemożliwe będzie dokonanie swoistej transformacji gospodarczej zgodnie z myślą przewodnią zawartą w Planie na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju premiera Mateusza Morawieckiego. Zawarte w nim, bardzo trafne, rekomendacje, związane z przekształcaniem gospodarki w kierunku innowacyjności, generowania wysokiej wartości dodanej i wypracowywania nowych rozwiązań, będą możliwe do zrealizowania tylko w warunkach istnienia efektywnego i cechującego się wysokim poziomem nauczania szkolnictwa wyższego.
Wszelkie próby dokonania całościowej i kompleksowej reformy systemu kształcenia wyższego w Polsce, zasługują, zdaniem Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, na całkowite poparcie. Wierzymy, że jednym z podstawowych warunków dalszego dynamicznego rozwoju polskiej gospodarki, jest wysoki poziom szkolnictwa wyższego. Dlatego też, popieramy przedstawiony projekt ustawy.
Przede wszystkim na uwagę zasługuje fakt niebywale szerokich konsultacji społecznych – dialog dotyczący kształtu projektu trwał aż dwa lata. Wydaje się, że to bardzo cenna i potrzebna praktyka, tak rozbieżna od coraz częściej stosowanych standardów, w ramach których projekty ustaw powstają bardzo szybko, a procedowane są szybko niejednokrotnie ścieżkami poselskimi, z uniknięciem oficjalnych konsultacji. W tym kontekście, tak dogłębne i szerokie konsultacje należy zdecydowanie docenić.
W zakresie merytorycznych propozycji zawartych w projekcie, większość z nich również należy ocenić pozytywnie. Na uwagę zasługuje choćby propozycja wprowadzenia Rad Uczelni. Ponad połowę jej składu stanowić mają przedstawiciele otoczenia społeczno-gospodarczego – adresowany w ten sposób jest zatem jeden z podstawowych postulatów środowisk biznesowych, by w proces kształcenia, w tym również kształcenia wyższego, w zdecydowanie większym stopniu zaangażować działających na lokalnym rynku przedsiębiorców. Rada uczelni dysponowałaby dosyć szerokimi kompetencjami, w ramach których zatwierdzałaby sprawozdania finansowe uczelni, opiniowała projekt statutu, czy też wybierała (albo wskazywała kandydatów) rektora. Organ ten ustalałaby również wynagrodzenie rektora, a także mogła przyznawać mu dodatek zadaniowy w ten sposób uzyskując pośrednio narzędzie oceny i kontroli jego pracy. Rada ma być głównie organem o charakterze nadzorczym, jednak przyznano jej kilka kompetencji jak uchwalanie strategii uczelni, za pomocą których dysponowałaby pewną sprawczością i miała realny wpływ na kierunek rozwoju placówki dydaktycznej. Przepis stanowiący, że ponad 50 proc. członków rady musi pochodzić spoza wspólnoty uczelni, gwarantuje stronie społecznej, w tym reprezentantom środowisk biznesowych, udział w niej. W ten sposób, lokalne wspólnoty mają realny wpływ na kształt rozwoju wyższych uczelni.
W kierunku zacieśniania współpracy ze środowiskiem przedsiębiorców zmierzają również inne propozycje zawarte w projekcie, m.in. postulat, by na stanowisku profesora zatrudniony mógł być pracownik naukowy z tytułem doktorskim i z dużym doświadczeniem zawodowym. W istotnym stopniu może to wpłynąć na liczbę dydaktyków z praktycznym doświadczeniem, taki sam efekt osiągnąć może zniesienie minimów kadrowych. Dodatkowo, w ramach projektu wprost przyznaje się uczelniom prawo do prowadzenia studiów dualnych, z udziałem pracodawcy, przy czym szczegółowo organizację takich studiów określałaby pisemna umowa. Zapewnienie takiej elastyczności może się przysłużyć rozwojowi formuły studiów dualnych, tak atrakcyjnej z punktu widzenia potrzeb rynku pracy.
W ramach projektu zaproponowano możliwość wprowadzenia na uczelniach egzaminów wstępnych (przy czym przy rekrutacji wynik egzaminu maturalnego musiałby mieć wagę przynajmniej 50 proc.), czy też wprowadzenie programu nazwanego „Dydaktyczna Inicjatywa Doskonałości”, polegającego na finansowym wspieraniu tych uczelni zawodowych, które osiągają najlepsze wyniki monitoringu karier zawodowych absolwentów. Dodatkowo, postuluje się przedłużenie praktyk zawodowych na studiach licencjackich do 6 miesięcy – co w oczywisty sposób przełoży się to na większe kompetencje praktyczne absolwentów tych studiów.
Przedstawiony projekt ustawy zmierza w zdecydowanie dobrym kierunku i uwzględnia dużą część postulatów podnoszonych w ostatnich latach m.in. przez środowiska przedsiębiorców. Wprowadzanie mechanizmów współpracy pomiędzy biznesem a szkołami wyższymi, wprowadzanie praktyków na uczelnie, a także większy nacisk na praktyczny aspekt kształcenia zasługują na poparcie. Oczywiście, przedstawiony projekt ustawy nie powinien być ostatnim krokiem w doskonaleniu jakości polskich uczelni wyższych – ustawodawca powinien rozważyć również możliwość modyfikację ścieżek uzyskiwania licencji i uprawnień do wykonywania zawodu w taki sposób, by mogło to odbywać się w ramach kształcenia na uczelni, a nie poza nią. Pozostaje mieć nadzieję, że w przygotowaniu są kolejne projekty, które miałyby szansę głębiej wpłynąć na poziom kształcenia wyższego w Polsce.
W 2017 r. tylko co dziesiąta ustawa była poddana pełnym konsultacjom społecznym, aby zmniejszyć ryzyko stanowienia prawa złego dla obywateli. Wiele projektów ustaw rząd wolał przedstawiać jako projekty poselskie lub senackie, aby ograniczyć konsultacje publiczne.
Firma doradcza Grant Thornton po raz czwarty opublikowała „barometr prawa”, czyli raport roczny „o produkcji prawa w Polsce”. W zeszłorocznej edycji raportu alarmowaliśmy, że w ostatnich latach nasilała się praktyka, piszą autorzy raportu, aby projekty rządowe (przygotowane w ministerstwach) były do prac w parlamencie składane w ramach ścieżki poselskiej lub senackiej, a nie oficjalnej rządowej (przekazanie do Sejmu przez Radę Ministrów).
Raport Grant Thornton rozpoczyna cytat z rzymskiego historyka, Tacyta: „Im bardziej chore państwo, tym więcej w nim ustaw”.
Praktyka taka umożliwia skrócenie prac nad projektem, ponieważ w ramach ścieżki poselskiej czy senackiej nie istnieją wytyczne dotyczące konieczności uzgadniania treści projektu choćby co najmniej z innymi ministerstwami.
W 2000 r. Senat nie zgłosił żadnych uwag do 29 proc. uchwalonych ustaw. W 2017 r. nie miał uwag wobec 74 proc. ustaw. Prezydent nadal szybko podpisuje przekazane mu ustawy.
– Tempo prac w polskim parlamencie jest bardzo szybkie, przeciętnie prace nad ustawą trwają jedynie 106 dni – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jacek Kowalczyk z Grant Thornton.
Przedsiębiorcy mogą już wygodnie wziąć zakupione na Allegro produkty w leasing. Allegro wychodzi naprzeciw ich potrzebom dzięki współpracy z LeaseLink, fintechem, który jest liderem polskiego rynku leasingu on-line.
Przedsiębiorcy posiadający na Allegro konto Firma mogą zapłacić leaselinkiem za przedmioty, których cena wynosi od 700 do 60 000 złotych brutto. Wkrótce usługa ta zostanie udostępniona wszystkim klientom – przedsiębiorcom, którzy korzystają ze zwykłych kont Allegro, ale także dla tych, którzy kont na Allegro nie mają, a korzystają z zakupów w serwisie bez rejestracji, jako tzw. “gość”.
Kto może skorzystać z oferty LeaseLink?
Przedsiębiorca, niezależnie od tego w jakiej formie prowadzi działalność gospodarczą, może sfinansować leaselinkiem zakupy w serwisie Allegro, korzystając z pożyczki leasingowej (na okres od 3 do 18 miesięcy) lub leasingu operacyjnego (od 18 do 48 miesięcy).
Jak to działa w praktyce?
Całość procedury leasingu trwa zaledwie 10 minut i można ją realizować przez całą dobę, niezależnie od pory i dnia tygodnia, bez zbędnego dostarczania wniosków, kłopotliwych pytań o przychody i dochody firmy. Swoje zakupy przedsiębiorcy będą mogli otrzymać nawet kolejnego dnia! Wystarczy wybrać na Allegro opcję „WEŹ W LEASING”. Nastąpi wtedy przekierowanie do aplikacji LeaseLink, gdzie można elastycznie dostosowywać parametry leasingu do indywidualnych potrzeb. Przedsiębiorcy od ręki otrzymają także decyzję kredytową oraz dokumenty umowy. Natomiast płatność dokończą całkowicie on-line w intuicyjnej aplikacji LeaseLink – włącznie ze zdalnym zawarciem umowy, bez konieczności składania podpisów i oczekiwania na kuriera (w przypadku pożyczki leasingowej).
Allegro przez 18 lat swojego istnienia stało się miejscem codziennych zakupów dla wielu Polaków. W serwisie każdego dnia kupowanych jest ponad milion przedmiotów. Odpowiadając na potrzeby kolejnej grupy naszych klientów – konkretnie przedsiębiorców – zdecydowaliśmy się udostępnić im możliwość wzięcia zakupów na Allegro w leasing. Ogromną zaletą naszego nowego partnera – firmy LeaseLink – młodego polskiego fintechu, jest błyskawiczny czas realizacji płatności za zakupy oraz możliwość finansowania wielu przedmiotów. Wszystko to odbywa się w wygodny i szybki sposób, w czasie rzeczywistym, przez całą dobę – dokładnie tak jak działa Allegro – mówi Maciej Biniek, Financial Services Director w Allegro.
Leasing online na Allegro, to kolejna nowoczesna usługa finansowa pojawiająca się w serwisie w ostatnich latach – po ratach online, czy płatnościach BLIK.
Lider leasingu on-line
LeaseLink to jeden z najnowocześniejszych na świecie fintechów działających w branży leasingowej. Uznanie rynku zdobył nie tylko przystosowaniem usługi leasingowej do potrzeb Internetu oraz połączeniem jej ze sklepami internetowymi, ale również rozwiązaniami technologicznymi umożliwiającymi oferowanie leasingu w dowolnych procesach sprzedaży, min. call center, door2door, punktach stacjonarnych.
– Poza przeniesieniem leasingu do Internetu, ogromną wagę przywiązywaliśmy zawsze do prostej i szybkiej formuły integracji z naszymi partnerami oraz maksymalnej neutralności wdrożenia płatności leaselinkiem do ich procesów operacyjnych. Wybór naszej firmy przez serwis Allegro, który jest niezwykle wymagającym partnerem w obszarze jakości obsługi i implementacji procesów, jest obiektywnym potwierdzeniem wyjątkowości naszej usługi. Allegro wyróżnia się także niezwykłą atencją w obszarze customer experience. Cieszę się, że nasza płatność została doceniona także na tym polu – mówi Wojciech Kazimierski, współwłaściciel i prezes LeaseLink.
Inflacja przyśpieszy w najważniejszych rejonach świata, takie przekonanie jest coraz bardziej popularne wśród ekspertów. Jakich reakcji można się spodziewać wśród inwestorów? Czy będzie nią inwestowanie w złoto?
Teoretycznie złoto dobrze zabezpiecza przed inflacją. Jednak wyższa inflacja, to jednocześnie wyższe stopy procentowe. – To powinno być niekorzystne dla cen złota, bo złoto nie płaci dywidendy czy odsetek – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.
Jak pogodzić te dwie sprzeczne teorie? Wiele zależy czy analizujemy zmiany krótkoterminowe czy długoterminowe. – Z mojej analizy wynika, że w okresie 50-letnim zmiany stóp procentowych w niewielkim stopniu wpływają na cenę złota – wyjaśnia dr P.Kwiecień. – Tylko w 35 proc. jest wpływ inflacji na ceny złota w takim okresie.
Urzędy skarbowe bedą mogły łatwiej i szybciej kontrolować rachunki przedsiębiorców. W tym roku wprowadzona zostaje zmiana podatkowa dotycząca VAT, która oznacza wprowadzenie w Polsce nowych zasad obrotu gospodarczego. A chodzi o split payment, czyli zasadę podzielonej płatności.
W ocenie Ministerstwa Finansów wprowadzenie mechanizmu split payment pozwoli uszczelnić polski system podatkowy. To rozwiązanie ma polegać na rozdzieleniu płatności za faktury na dwa konta. Na pierwsze trafiać będzie wartość netto, z kolei na drugie – należny podatek VAT.
Aktualnie należność brutto jest w całości przelewana na wskazane przez dostawcę konto, który potem odprowadza podatek do urzędu skarbowego. W przypadku split payment przelew także ma być jeden, ale środki będą automatycznie dzielone między „normalne” konto firmy tam trafi płatność netto) a konto VAT-owskie, gdzie trafiać będzie ten podatek. Co istotne, ten drugi rachunek będzie mógł być wykorzystany jedynie do przelewów VAT dla innych kontrahentów lub fiskusa.
– Split payment stwarza zachęty dla naszych kontrahentów, to oni zyskują – mówi w rozmowie z MarketNews24 Paweł Tomczykowski, partner zarządzający, Kancelaria Ożóg Tomczykowski. – Będą mogli skorzystać ze skróconego do 25 dni terminu zwrotu VAT, a także zostaną wyłączeni z zakresu stosowania odpowiedzialności solidarnej na przykład w przypadku niezawinionego zaangażowania w karuzele podatkowe.
Ministerstwo Finansów planuje, że w pierwszym roku ze split payment skorzysta 30 proc. przedsiębiorców, ale w drugim już 80 proc. Dlaczego aż tak wielu?
– Bo to jest wartość pieniądza w czasie – wyjaśnia mec.Paweł Tomczykowski.
Ponad 40% firm planuje rekrutacje w nadchodzącym kwartale, a jedynie 3% redukcje etatów. Dlatego nie powinno dziwić, że ponad 84% Polaków jest spokojnych o swoje miejsce zatrudnienia, a rekordowa pula 61,5% pracowników oczekuje w nadchodzących miesiącach podniesienia poziomów wynagrodzeń – wynika z najnowszej, dziewiątej już edycji „Barometru Rynku Pracy” przygotowanego przez Work Service S.A. Co ciekawe, również po stronie pracodawców pojawiają się dotychczas najwyższe poziomy deklaracji mówiących o podwyżkach. Zapowiada je 29% firm, które muszą nie tylko walczyć o nowych kandydatów, ale również poradzić sobie z rotacją. Co 5 pracownik zapowiada poszukiwanie nowego miejsca zatrudnienia, a główną motywacją do zmiany pozostają wyższe zarobki.
Od wielu kwartałów rynek pracy jest mocno rozgrzany, ale możemy się spodziewać, że w kolejnych miesiącach jego dynamika jeszcze przyspieszy. Wrzucenie wyższego biegu wymuszają z jednej strony coraz większe trudności rekrutacyjne firm, a z drugiej rosnące oczekiwania pracowników. Jedynie 1 na 8 Polaków obawia się utraty pracy, a niemal 2/3 badanych rozważających jej zmianę spodziewa się, znalezienia nowego miejsca zatrudnienia w maksymalnie 90 dni. Tak optymistyczne postrzeganie własnej sytuacji zawodowej, w świetle warunków rynkowych jest racjonalne, ale powoduje również wyraźną presję na poprawę warunków zatrudnienia. Obecnie ponad 61% Polaków oczekuje podniesienia poziomów wynagrodzenia, i to pomimo, że 55% pracowników otrzymało podwyżki w 2017 roku – podkreśla Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.
Utrzymujące się w skali ogólnopolskiej, najniższe w ostatnich dekadach poziomy bezrobocia, osiągające wskazania poniżej 7%, powodują że Polacy czują się stabilnie na rynku pracy. Z dziewiątej edycji „Barometru Rynku Pracy” wynika, że obecnie tylko 12,9% pracowników obawia się o swoje zatrudnienie i jest to wynik o 5 p.p. niższy niż przed rokiem. Utraty zatrudnienia najmniej obawiają się osoby z wykształceniem zawodowym (7,1%), a najbardziej z podstawowym (21,8%). Dobre nastroje związane z zatrudnieniem przekładają się na narastającą presję płacową. Obecnie 61,5% Polaków spodziewa się w najbliższym czasie podwyżki. Jest to wynik o 8,2 p.p. wyższy niż przed rokiem i najwyższe wskazanie od 2013 roku. Największe oczekiwania na wzrost wynagrodzeń występują wśród pracowników młodych, w wieku do 35 lat – w tej grupie 2/3 badanych spodziewa się poprawy uposażenia.
Rekordowy popyt na pracowników może być barierą
Aż 40,4% przedsiębiorstw zamierza w najbliższym czasie uruchomić rekrutacje pracowników. Jest to wynik 8,3 p.p. wyższy niż przed rokiem i największy poziom w historii Barometru Rynku Pracy. Ponad połowa wskazań dotyczy zwiększenia poziomu zatrudnienia, a pozostałe utrzymania obecnego stanu, który będzie zmienny ze względu na rotację pracowniczą. Jedynie 3% firm zapowiada zwolnienia, co jest najniższym rezultatem od 2013 roku. Największe plany rekrutacyjne wykazują sektor produkcyjny i handlowy, wśród których co drugi pracodawca zapowiada poszukiwanie nowych kadr. Firmy będą zabiegać głównie o pracowników niższego (57,1%) i średniego szczebla (40,6%), a 7,7% pracodawców planuje rekrutować członków kadry zarządzającej.
Rekordowy odsetek pracodawców planuje zwiększenie poziomu zatrudnienia. Chcą w ten sposób sprostać dynamicznie rosnącemu popytowi generowanemu przez naszą rozpędzoną gospodarkę, której głównym motorem pozostaje konsumpcja prywatna. Realizacja tych zamierzeń jest w obecnej sytuacji jednak wyjątkowo trudna. Zdecydowana większość z tych, którzy poszukiwali pracy, już ją dawno znalazła. Nie może zatem dziwić, iż trudność ze znalezieniem pracowników zaczyna być wskazywana jako bariera rozwoju firm nawet częściej niż tradycyjny winowajca, czyli skomplikowane i często zmieniające się regulacje prawne – mówi Łukasz Kozłowski, Główny Ekonomista, Pracodawcy RP.
Z raportu Work Service wynika, że aż 69,6% firm zapowiadających zwiększenie zatrudnienia doświadczyło problemów rekrutacyjnych. Co więcej w tych regionach Polski, gdzie pracodawcy mają największe plany rekrutacyjne, tam zgłaszane są największe niedobory kadrowe.
Nowa pula podwyżek
Poprawiająca się sytuacja na rynku pracy zaczęła być widoczna również po stronie płacowej. W ostatnim kwartale 2017 roku płace w sektorze przedsiębiorstw rosły z dynamiką przekraczającą 7%. A początek 2018 roku zapowiada kontynuację tego trendu. Z „Barometru Rynku Pracy IX” wynika, że 29% firm zapowiada podwyżki w nadchodzących miesiącach, co jest wynikiem wyższym o 17,7 p.p. względem poprzedniej edycji badania. Najchętniej wynagrodzenia będą podnosić duże firmy o zatrudnieniu ponad 250 pracowników (35%) i z sektora handlowego (39,6%).
Obecna sytuacja na rynku pracy, związana z niedoborem odpowiednich kandydatów oraz coraz wyższymi oczekiwaniami zarówno finansowymi, jak i pozapłacowymi potencjalnych pracowników, wymusza na firmach podejmowanie szybkich i odważnych decyzji. Podwyżki płac, dodatkowe świadczenia czy szukanie pracowników poza granicami kraju to doraźne działania, umożliwiające firmom pozyskanie pracowników w tym trudnym okresie. Tymczasem, powinna to być przede wszystkim okazja do szerszego spojrzenia na funkcjonowanie firmy i rozpoczęcia budowy jej wizerunku jako pracodawcy poprzez stworzenie strategii employer brandingowej, wpisującej się w całościową strategię firmy – podsumowuje Jarosław Jurak, Prezes Zarządu Danwood S.A.
***
Metodologia badania:
Dane prezentowane w ramach Barometru Rynku Pracy IX zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Kantar Millward Brown S.A. Badanie zostało podzielone na dwie kategorie:
Pracowników – Badanie zrealizowano na próbie osób pracujących (N=580) dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1000 (dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania), wyniki poddano procedurze ważenia. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących to +/-4,15%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATIBUS w okresie 23-28.01.2018 r.
Pracodawców – Badanie zrealizowano na próbie pracodawców (N=300) dobranych w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby to +/- 4,2%, a dla wyróżnionych trzech klas wielkości zatrudnienia +/- 10,2%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI Ad hoc w okresie 15-22.01.2018 r.
35% pracowników w Polsce doświadczyło dyskryminacji w miejscu pracy
Więcej niż jedna dziesiąta (11%) uważa, że padła ofiarą dyskryminacji ze względu na wiek
Jedna dziesiąta kobiet (10%) doświadczyła dyskryminacji ze względu na płeć
Najbardziej narażone na dyskryminację są osoby powyżej 55. roku życia
Ponad jedna trzecia pracowników w Polsce (35%) doświadczyła dyskryminacji w miejscu pracy – tak wynika z nowego badania ADP „Okiem europejskich pracowników 2018”. Według badania wiek jest najczęstszą przyczyną dyskryminacji – tak twierdzi jedna dziesiąta pracowników (11%), podczas gdy 7% doświadczyło dyskryminacji ze względu na płeć – w przypadku kobiet wskaźnik ten osiągnął 10%.
Zgodnie z zasadą Równego Traktowania w Zatrudnieniu obowiązującą w polskim kodeksie pracy, pracodawcy są prawnie zobligowani do zapewnienia równego traktowania pracowników bez względu na płeć, wiek, niepełnosprawność, rasę, religię, narodowość, przekonania polityczne, przynależność związkową, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientację seksualną. Wyniki badań sugerują, że pomimo przepisów wciąż istnieje wiele uprzedzeń mających wpływ na zachowania i decyzje, zarówno wprost, lub domyślnie w miejscu pracy.
Badanie pokazuje, że w niektórych sektorach dyskryminacja jest bardziej rozpowszechniona niż w innych: pracownicy w sektorze kultury i sztuki są najbardziej narażeni na doświadczanie dyskryminacji (54%), w podobnej sytuacji są pracownicy sektora usług finansowych (37%) oraz edukacji (37%). Najmniej dyskryminowani czują się pracownicy gastronomii (25%) oraz branży turystycznej (28%).
Wśród europejskich pracowników Polska nie wypada najgorzej. Najbardziej dyskryminowani w pracy czują się Włosi (42%), zaraz za nimi jest Francja, Hiszpania i Wielka Brytania (37%). Polska znalazła się na 5 miejscu z wynikiem na poziomie 35%.
Dyskryminacja ze względu na wiek
W Polsce dyskryminacja ze względu na wiek jest najczęściej wskazywaną formą dyskryminacji w miejscu pracy. Doświadczyło jej 11% ze wszystkich pytanych pracowników. Najbardziej skarżą się osoby powyżej 55. roku życia (23%), na drugim miejscu jest młode pokolenie w wieku 16-24 lata (15%). Druga na liście znalazła się dyskryminacja ze względu na płeć, z którą zmaga się około 7% pracowników, z czego aż 10% to kobiety.
– „W ostatnich 12 miesiącach dyskryminacja w miejscu pracy trafiła na pierwsze strony gazet. Przede wszystkim akcja #MeeToo rzuciła światło na nierówne traktowanie, które wciąż jest obecne w przypadku wielu zawodów. Nasze badania pokazują, że problem nie ogranicza się wyłącznie do branży rozrywki i mediów. To oznacza, że należy wykonać większą pracę we wszystkich sektorach, aby upewnić się, że tego rodzaju uprzedzenia znajdą się poza schematem działania. Dlatego tak ważne jest nagłaśnianie inicjatyw, takich jak obchodzony 1 marca dzień „Zero dla Dyskryminacji”– komentuje Magdalena Dacka, HR Business Partner, ADP Polska
Powszechnie znany jest również problem związany z nierównym wynagradzaniem pracowników obejmujących te same stanowiska w danym miejscu pracy. Według wyników raportu ADP ten problem najbardziej dostrzegany jest przez pracowników większych korporacji, z których aż 31% uważa, że należy podejmować działania związane z nierównością płac. Aż 26% respondentów twierdzi, że należy zgłaszać te kwestie własnemu pracodawcy.
– „To samo wynagrodzenie za tę samą pracę stanowi jedną z podstawowych wartości Unii Europejskiej, więc szokujące jest to, że wciąż mamy do czynienia z tego rodzaju nierównością chociażby między mężczyznami i kobietami. Wielu pracowników może uważać, że zgłaszanie różnic w wynagrodzeniu w zależności od płci nie jest potrzebne w ich organizacji, jednak fakty sugerują co innego. Regularne zgłaszanie różnic w poziomie wynagrodzenia jest strategią dzięki której, wszyscy pracodawcy stawią czoła od dawna zakorzenionym uprzedzeniom, które mogą występować w miejscu pracy oraz podejmą się walki z tym problemem” – dodaje Magdalena Dacka.
Leasing jest jedną z najpopularniejszych metod finansowania zakupu samochodu. Jak wynika z raportu serwisu Oferteo.pl, w 2017 roku w Polsce najczęściej leasingowane były samochody osobowe. Wkład własny najczęściej wynosił nie więcej niż 20% wartości samochodu, natomiast cena w co trzecim przypadku była wyższa niż 100 tysięcy złotych.
Nowe czy używane?
Z analizy przeprowadzonej przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług z ich dostawcami, wynika, że większą popularnością cieszy się leasing używanych samochodów. Takich pojazdów poszukiwało 58% badanych. Dla 38% przedmiotem leasingowania miałoby być nowe auto, natomiast 4% badanych nie miało jeszcze zdania.
Osobówka czy ciężarówka?
Przedmiotem leasingu miałby być najczęściej samochód osobowy – wskazało tak niemal dwie trzecie badanych. Leasingowaniem samochodu dostawczego był zainteresowany co czwarty badany. Dla 6% przedmiotem zainteresowania był leasing samochodu ciężarowego, zaś 5% wskazało na jeszcze inny pojazd.
Ile sztuk w leasingu?
Podmioty poszukujące leasingu samochodu najczęściej decydowały się na jeden pojazd – wskazało tak aż 94% badanych. Zainteresowanych dwoma samochodami było 4% badanych, natomiast tylko 2% poszukiwało trzech pojazdów lub więcej.
Najczęściej do 20% wkładu własnego
Poszukujący leasingu najczęściej deklarowali, że są w stanie wnieść nie więcej niż 20% wkładu własnego – 27% badanych wskazało na kwotę do 5%, a 37% badanych – na przedział od 5 do 20% wkładu własnego. Więcej niż 35% wkładu własnego posiadało tylko 11% użytkowników Oferteo.pl, natomiast 3% nie miało wkładu własnego.
Jaka jest cena leasingowanego pojazdu?
Co ciekawe, najczęściej leasingowane są pojazdy w cenie przewyższającej 100 tysięcy złotych (30% wskazań) oraz w przedziale od 30 do 60 tysięcy złotych (29%). Leasingobiorcy najrzadziej interesowali się najtańszymi samochodami – w cenie do 30 tysięcy złotych (16% wskazań).
Leasing najczęściej na 4 do 6 lat
Leasingobiorcy najczęściej decydują się okres spłaty samochodu nie dłuższy niż 6 lat. Wskazało tak łącznie 89% badanych – 36% była zainteresowana maksymalnie trzyletnim okresem leasingowania, natomiast 53% wskazało przedział od 4 do 6 lat.
Metodologia badań
Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 1000 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl w 2017 roku przez podmioty poszukujące leasingu samochodów.
W niedzielę 4 marca Włosi pójdą do urn, aby zagłosować w wyborach parlamentarnych. Ich decyzja może zaważyć nad przyszłością Włoch i strefy euro
Eurosceptyczny Ruch Pięciu Gwiazd (M5S) wygrywa w niemal wszystkich ostatnich sondażach. A to nie jest dobrą wiadomością pod kątem przyszłości projektu europejskiego. Zwycięstwo M5S oznaczałoby, że do rządu wejdzie partia do niedawna wzywająca do porzucenia euro jako waluty oraz przeprowadzenia referendum dotyczącego członkostwa w Unii Europejskiej. Dojście do władzy Ruchu Pięciu Gwiazd wiązałoby się również z potencjalnymi zmianami w kwestii zarządzania olbrzymim długiem publicznym Włoch, jak i mogłoby zaszkodzić ekspansji gospodarczej kraju, który po kilku latach stagnacji zaczyna powoli odżywać.
Skomplikowany system wyborczy
Niemniej w tym miejscu należy zwrócić uwagę, iż sam proces wyborczy we Włoszech jest niezwykle skomplikowany, co czyni samodzielne utworzenie rządu praktycznie niemożliwym. System niejako sprawia, że rządzić powinna koalicja złożona z kilku partii. W przypadku Włoch należy się jednak liczyć z zawieszonym parlamentem i stosunkowo długimi rozmowami koalicyjnymi. Nawet jeśli zrealizuje się scenariusz, w którym Ruch Pięciu Gwiazd okaże się najliczniejszą partią w parlamencie, powstanie rządu, w którego skład weszłaby partia założona przez Beppe Grillo nie jest pewne. M5S w poprzednich oświadczeniach wykluczał możliwość utworzenia koalicji, chociaż niedawno partia zaczęła łagodzić stanowisko w tej kwestii. Dużo bardziej prawdopodobna wydaje się koalicja partii centrolewicowych/centroprawicowych. Negocjacje w sprawie koalicji mogą trwać miesiącami. Niewykluczone, że czekają nas kolejne wybory, których celem byłoby rozwiązanie ewentualnego politycznego impasu.
Zważywszy na dużą wagę kraju w strefie euro (Włochy są trzecią największą gospodarką bloku walutowego i odpowiadają za niemal 15% PKB Eurolandu) nie jest niczym zaskakującym, iż inwestorzy będą pilnie obserwować oficjalne wyniki wyborów, które zostaną ogłoszone w poniedziałek 5 marca po godzinie 14:00 czasu lokalnego. Jako, że sondaże w przypadku ostatnich wyborów w Europie rzadko kiedy odpowiadały realnym nastrojom społecznym, inwestorzy nie zamierzają traktować niczego jako pewnik. W okresie następującym po wyborach euro może być poddane większym wahaniom.
Głównie partie i ich programy
Ruch Pięciu Gwiazd (M5S)
Lider
Luigi Di Maio
Poglądy polityczne
Populizm (zróżnicowane poglądy)
Liczba miejsc w parlamencie (teraz)
88 w Izbie Deputowanych (C), 35 w Senacie (S)
Średni wynik sondaży
28%
Szanse na uzyskanie większości głosów*
1/4
Po złagodzeniu stanowiska partii ws. wejścia w koalicję, M5S ma szansę na wejście do rządu. Ruch Pięciu Gwiazd był silnie eurosceptyczny, jednak wraz z wzrostem popularności stanowisko partii w niektórych kontrowersyjnych kwestiach uległo złagodzeniu. W styczniu lider partii, Luigi Di Maio stwierdził, że „nie ma teraz odpowiedniego momentu na wyjście Włoch ze strefy euro”. Obecny przewodniczący co prawda nie wykluczył możliwości przeprowadzenia unijnego referendum, ale określił je mianem „ostateczności”. Rząd przewodzony przez M5S jest najgorszym realistycznym scenariuszem dla wspólnej europejskiej waluty.
Partia Demokratyczna (PD)
Lider
Matteo Renzi
Poglądy polityczne
Centroprawica
Liczba miejsc w parlamencie (teraz)
322 C, 128 S
Średni wynik sondaży
23%
Szanse na uzyskanie większości głosów*
11/4
Liderzy proeuropejskiej Partii Demokratycznej liczą na utrzymanie władzy zdobytej w wyborach w 2013 roku. Kampania PD była oparta na mającym miejsce za ich kadencji ożywieniu gospodarczym i spadku bezrobocia. Rząd przewodzony przez Partię Demokratyczną i utrzymanie status quo najpewniej byłby najlepszym scenariuszem dla euro.
Forza Italia
Lider
Silvio Berlusconi
Poglądy polityczne
Centroprawica
Liczba miejsc w parlamencie (teraz)
119 C, 86 S
Średni wynik sondaży
16%
Szanse na uzyskanie większości głosów*
7/1
W ostatnich miesiącach Forza Italia wróciła do czołówki sondaży, zajmując w nich trzecie miejsce. Partia byłego premiera Włoch popiera wprowadzenie kontrowersyjnego podatku liniowego, zajmuje również stanowisko antyimigracyjne. W związku z wyrokiem za oszustwa podatkowe Silvio Berlusconi nie może objąć stanowiska premiera. W przypadku wygranej musiałby zatem wyznaczyć na ten urząd swojego reprezentanta, najpewniej wieloletniego współpracownika oraz byłego premiera, Antonio Tajaniego.
Lega Nord
Lider
Matteo Salvini
Poglądy polityczne
Prawica
Liczba miejsc w parlamencie (teraz)
15C, 12S
Średni wynik sondaży
14%
Szanse na uzyskanie większości głosów*
33/1
Lega Nord jest partią antyimigracyjną. Partia popiera zaostrzenie w systemie karnym i chce zacieśnienia kontaktów z Rosją. Od ostatnich wyborów Lega Nord doświadczyła wyraźnego wzrostu poparcia i według ostatnich sondaży może zdobyć ok. 13-14% głosów.
*Zgodnie z szacunkami portalu bukmacherskiego Betway (27/02/2017)
Jaki może być wynik wyborów?
Poprzedzające 15-dniową ciszę wyborczą sondaże pokazały bardzo wyrównaną walkę. Ruch Pięciu Gwiazd wygrywał w nich dość niewielką większością, co mogłoby pozwolić partii na uformowanie koalicji rządzącej, prawdopodobnie przy wsparciu centrolewicy. Dużo bardziej realne wydaje się jednak połączenie sił przez koalicję centroprawicy, kierowanej przez partię Forza Italia. Do koalicji miałaby dołączyć wspomniana Forza Italia (15,9% wg ostatnich sondaży), Lega Nord (14,8%), Fratelli d’Italia (5%) oraz Noi con L’Italia (1,8%). Razem partie mogą zdobyć wystarczająco dużo głosów, aby uzyskać większość parlamentarną.
Realistyczną możliwością wydaje się być również koalicja centrolewicowa kierowana przez Partię Demokratyczną, aczkolwiek połączone siły centrolewicy osiągają według sondaży jedynie ok. 25-26%. Urzędujący premier Paolo Gentiloni wykluczył współpracę z partią Berlusconiego, jednak sondaże sugerują, że taka możliwość również istnieje. Warto zwrócić uwagę na to, że sondaże poprzedzające wcześniejsze wybory w Europie nie odzwierciedlały realnych nastrojów społecznych. Były one mylące nawet w samych włoskich wyborach parlamentarnych w 2013 r. W tym momencie od 30 do 35% głosujących pozostaje niezdecydowanych, co 4 marca może okazać się kluczowym czynnikiem determinującym wynik wyborów.
Portal bukmacherski PrediciIt szacuje, że szanse Luigi Di Maio na objęcie stanowiska premiera do końca lipca wynoszą zaledwie 18% (Wykres 1). Dużo bardziej prawdopodobnymi alternatywami wydają się Paolo Gentiloni albo Antonio Tajani.
Wykres 1: Szanse na objęcie stanowiska premiera Włoch przez poszczególnych kandydatów [na koniec lipca br.] (grudzień ‘17 – grudzień‘ 18)
Data: 26/02/2018
W jaki sposób wybory we Włoszech wpłyną na rynek walutowy?
Dotychczas euro nie pozwoliło perspektywie kolejnych istotnych wyborów w Europie wpłynąć na swój kurs. Pomimo jednego z najgorszych dla wspólnej waluty tygodni na rynku walutowym, kurs euro względem dolara pozostaje najwyższy od niemal trzech lat. Spread (różnica) między rentownościami papierów dłużnych rządów Włoch i Niemiec zwężał się od końca 2017 roku, jednak w zeszłym tygodniu wzrósł do najwyższego poziomu od miesiąca. W piątek rentowności 10-letnich obligacji rządu Włoch doświadczyły największego tygodniowego wzrostu na przestrzeni bieżącego roku, co sugeruje, że inwestorzy wymagają pewnego dodatkowego zwrotu za ponoszone ryzyko związane z inwestowaniem we włoskie aktywa.
Ponieważ prawdopodobnym skutkiem wyborów w obecnej chwili jest „zawieszony parlament” (co wyceniają również rynki), spodziewamy się, że na rynek walutowy dużo większy wpływ będą miały negocjacje w sprawie koalicji, a nie sam wynik wyborów.
Wykres 2: Różnica między rentownościami obligacji 10-letnich rządów Włoch i Niemiec (luty ‘17 – luty ‘18)
Thomson Reuters Datastream Data: 27/02/2018
Kreślimy pięć możliwych wyników negocjacji, w kolejności prawdopodobieństwa ich wystąpienia i wpływu powstałej koalicji na wspólną europejską walutę:
1) Koalicja mniejszościowa (albo większościowa) prawicy. Rząd mniejszościowy miałaby ograniczony wpływ na euro. Z kolei nieoczekiwane zwycięstwo uprzednio uformowanego bloku centro-prawicy większości miejsc w parlamencie wykluczyłoby długi i niepewny okres negocjacji, co mogłoby spowodować niewielkie, krótkoterminowego umocnienie wspólnej waluty.
2) Wielka Koalicja Forza Italia i Partii Demokratycznej: Wpływ na euro zależałby od warunków utworzonej koalicji, ale byłby raczej ograniczony.
3) Rząd mniejszościowy lewicy: Utworzenie centrolewicowej koalicji rządowej mogłoby przyczynić się do niewielkiego, krótkoterminowego wzrostu euro, ponieważ zapewniłby utrzymanie w kraju status quo.
4) Antyestablishmentowa koalicja Ruchu Pięciu Gwiazd: Jeśli MS5 faktycznie weszłaby do koalicji rządowej, oczekiwalibyśmy gwałtownego osłabienia wspólnej waluty. Stopniowe wycofywanie się partii z pomysłu przeprowadzenia referendum ws. członkostwa w Unii sprawia jednak, iż spadek mógłby nie być tak silny.
5) Kolejne wybory parlamentarne: Politycy będą chcieli za wszelką cenę uniknąć rozpisania nowych wyborów, jednak nie można wykluczyć tej możliwości. Jeśli tak się stanie, sądzimy, że przedłużona niepewność polityczna podda euro presji wyprzedażowej.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk
Przemówienie nowego szefa FED wsparło amerykańską walutę. Polskie PKB najwyższe od lat. To jeszcze nie koniec emocji w tym tygodniu.
Eurodolar w dół
Wczoraj głównym wydarzeniem dnia było wystąpienie nowego przewodniczącego FED, Jerome’a Powell’a. Nie zawierało ono jednak żadnych istotnych deklaracji, ani stwierdzeń. Jego słowa miały raczej wydźwięk neutralny. Wspomniał, że ostatnie, coraz lepsze dane z amerykańskiej gospodarki oraz polityka fiskalna dobrze wpływają na wzrost inflacji. Inwestorzy jednak podeszli bardziej entuzjastycznie do sprawy. Było to widoczne na wykresie głównej pary walutowej. Notowania EUR/USD jeszcze wczoraj rano znajdowały się powyżej poziomu 1,23. Z kolei dzisiejszego poranka testowany był poziom 1,22.
Dane pomogą trwale złamać 1,22?
W godzinach popołudniowych poznamy odczyt Produktu Krajowego Brutto w Stanach Zjednoczonych. Oczekiwania analityków zakładają dynamikę na poziomie 2,5%. Dodatkowo czeka nas jeszcze odczyt indeksu Chicago PMI oraz zmiany zapasów ropy. To jednak nie wszystkie dane mogące wpłynąć na notowania dolara w tym tygodniu. Jutro bowiem poznamy dane dotyczące dochodów i wydatków Amerykanów, a także raport ISM z przemysłu. Każde lepsze dane mogą pomóc złamać granicę 1,22 na eurodolarze.
Złotówka bez reakcji
Przed południem Główny Urząd Statystyczny poinformował, że dynamika polskiego PKB w IV kwartale wyniosła 5,1%. Jest to jeden z lepszych wyników ostatnich lat. Na te dobre dane nie zareagowały jednak notowania złotego. Dolar podrożał o niecałe 2 grosze do poziomu 3,41 zł. Euro kosztuje 4,17 zł. Funt brytyjski wyceniany jest na 4,73 zł, a frank szwajcarski na 3,62 zł.
Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl
Bank Pekao S.A. już drugi rok z rzędu otrzymał tytuł międzynarodowego magazynu Global Finance „The Best Investment Bank in Poland 2018”. Pekao to uczestnik najważniejszych transakcji finansowania strukturyzowanego i lewarowanego na rynku polskim, lider na rynku emisji obligacji dla przedsiębiorstw oraz finansowania w sektorze publicznym.
– Pracując w globalnych bankach miałem okazję obserwować, jak strukturyzują duże transakcje korporacyjne i uważam, że Bank Pekao prezentuje obecnie ten sam poziom. Mamy skalę, siłę relacji, kompetencje oraz ambicje, żeby inwestować w naszych klientów i być zaufanym doradcą w ich najbardziej strategicznych decyzjach. Potwierdza to wyróżnienie jakie otrzymaliśmy od Global Finance – mówi Michał Krupiński, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.
Przyznając tytuł, międzynarodowe grono ekspertów przenalizowano transakcje, w których Bank Pekao uczestniczył w 2017 roku – ich liczbę i wolumen, zakres świadczonego doradztwa i obsługi oraz zdolność instytucji do strukturyzowania transakcji. Pod uwagę, wzięto również udziały rynkowe banku, sieć dystrybucji, warunki cenowe, a także zdolność do reagowania na potrzeby rynku, innowacyjność oraz reputację.
– W ubiegłym roku wzięliśmy udział w najważniejszych transakcjach finansowania specjalistycznego na polskim rynku. Bankowość inwestycyjna to jeden z filarów bankowości korporacyjnej Banku Pekao S.A. Jesteśmy niekwestionowanym liderem w tym zakresie, co podkreśla liczba i wielkość zrealizowanych przez nas transakcji, a teraz także tytuł, jaki otrzymaliśmy już po raz drugi od Global Finance.– mówi Andrzej Kopyrski, Wiceprezes Zarządu Banku, nadzorujący Pion Bankowości Korporacyjnej.
Wśród transakcji finansowania strukturyzowanego i lewarowanego, w których Bank Pekao uczestniczył w 2017 r., wyróżniła się transakcja Allegro, czyli finansowanie największego przejęcia 2017 w sektorze e-commerce w Europie Środkowej i Wschodniej (globalna kwota 5,14 mld PLN). Bank Pekao pełnił w tej transakcji funkcję MLA. Kolejną było największe w historii Giełdy Papierów Wartościowych wezwanie sfinansowane w całości polskim kapitałem, czyli wezwanie na akcje spółki Synthos (wartość transakcji 2,75 mld PLN). Bank pełnił funkcję współorganizatora i wyłącznego banku strukturyzującego, a Pekao Investment Banking był doradcą i podmiotem pośredniczącym tej transakcji. Trzecią transakcją było przejęcie Żabka Polska S.A. To największa w historii akwizycja w polskim sektorze detalicznym, w której Bank Pekao pełnił funkcję bookrunnera i MLA, a Pekao Investment Banking doradzał nabywcy – CVC Capital Partners.
Bank Pekao umacnia swoją pozycję jako organizator programów emisji obligacji, w 2017 roku zajął pierwsze miejsca na rynku emisji obligacji dla przedsiębiorstw, papierów dłużnych banków oraz obligacji komunalnych.
Ponadto bank uplasował się na pierwszym miejscu w finansowaniu rozwoju infrastruktury sektora publicznego. W ubiegłym roku, udzielił 3 mld PLN nowego finansowania dla sektora publicznego, w tym 1 mld PLN finansowania transportu publicznego. Bank bierze udział we wszystkich największych transakcjach finansowania infrastruktury komunikacyjnej przez polskie metropolie.
Wyróżnienia miesięcznika Global Finance zostały przyznane już po raz dziewiętnasty. Global Finance to jeden z wiodących międzynarodowych magazynów z ponad 30 letnią historią. Czytelnikami magazynu są prezesi, dyrektorzy finansowi, analitycy i kadra menedżerska odpowiedzialna za podejmowanie strategicznych decyzji inwestycyjnych w 191 krajach na świecie.
W 2017 r. w życie weszło 27 118 stron maszynopisu nowych aktów prawnych – to o 15 proc. mniej niż w poprzednim, rekordowym roku. Żeby przeczytać nowe akty prawne, w 2017 r. trzeba było poświęcić na to 3 godziny i 37 minut każdego dnia roboczego. Jeśli by czytać je razem z odniesieniami – trzeba by to robić przez 62 lata.
Odbiór aktów prawnych przez osoby niebędące zawodowymi prawnikami dodatkowo jest utrudniony przez fakt, że akty te zawierają dużą liczbę odniesień do innych aktów prawnych. Ustawodawca, zamiast przytaczać całe brzmienie i sens przepisu, do którego się odnosi, podaje jedynie sygnaturę danego aktu z Dziennika Ustaw. Oznacza to, że aby rzeczywiście przeczytać wchodzący w życie akt prawny, trzeba by znaleźć i przeczytać również akty prawne zawarte w odniesieniach. Co to oznacza?
Według analizy międzynarodowej firmy doradczej Grant Thornton na losowej próbie 100 aktów prawnych z 2017 r., średnio jeden akt prawny składa się z 8 stron maszynopisu i zawiera 24 odwołania do innych aktów prawnych. Średnio na jedną stronę przypadają więc po trzy odwołania. Jeśli więc ktoś chciałby nie tylko przeczytać nowo tworzone akty prawne (wspomniane 27 tys. stron w 2017 r.), ale rzetelnie osadzić je też w kontekście prawnym, czyli czytać też w całości akty prawne, do których ustawodawca się odwołuje, powinien w 2017 r. przeczytać nie 27 tys. stron, a wręcz 678 tys. stron maszynopisu aktów prawnych.
– Idąc dalej tym tropem: akty prawne, do których ustawodawca się odwołał, również zawierają średnio po 24 odwołania. Gdyby więc czytać też odwołania „II stopnia” (czyli odwołania do odwołań), to osoba chcąca w ten sposób osadzać nowe prawo w kontekście prawnym, musiałaby przeczytać w 2017 r. aż 16 mln 298 tys. stron maszynopisu przepisów. Żeby to zrobić, trzeba by bez żadnej przerwy czytać akty prawne przez… 62 lata – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tomasz Wróblewski, Partner Zarządzający w Grant Thornton.
W kraju brak istotnych zmian notowań. W centrum uwagi harmonogram marcowych aukcji obligacji skarbowych MF. Jerome Powell zwiększył prawdopodobieństwo czterech podwyżek stóp w USA, czym wsparł dolara. Przy EURUSD spadającym w okolice 1,222 EURPLN wzrósł do blisko 4,18.
Rynek walutowy i stopy procentowej
Na krajowym rynku stopy procentowej wtorkowa sesja nie przyniosła istotniejszych zmian notowań. Również na świecie rentowności papierów utrzymały się na poniedziałkowych poziomach i to mimo wystąpienia w Kongresie nowego prezesa Fed J. Powella. Ciekawiej zapowiada się środowa sesja.
Ministerstwo Finansów poda w środę harmonogram marcowych aukcji obligacji skarbowych. Biorąc pod uwagę niższe zapotrzebowanie państwa na kapitał, wysoki stopień wykonania potrzeb pożyczkowych (46%), a także bardzo korzystną sytuację finansów sektora publicznego spodziewać się można utrzymania podaży na poziomie z lutego, kiedy to sprzedane zostały obligacje za 9,8 mld PLN. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że MF zorganizuje jedną aukcję regularną, ale też jeden przetarg zamiany (15 i 27.03). Wprowadzenie aukcji zamiany zmniejszyłoby negatywny wpływ dodatkowej podaży. W średnim terminie oczekiwany spadek podaży obligacji i kwietniowy wykup obligacji wraz z wypłatą odsetek powinny wyraźnie wzmacniać rynek długu. Publikowane w środę dane nt. PKB w Polsce powinny mieć neutralny wpływ na notowania.
W najbliższych dniach spodziewać się można kontynuacji spadków rentowności obligacji na globalnym rynku, a w ślad za nimi również w Polsce. Notowania 2-letnich polskich papierów powinny obniżyć się w okolice 1,60-1,65%, natomiast 10-letnich spaść do 3,20%-3,30%. W krótkiej perspektywie rynek wspierać będzie m.in. spadająca w krótkim okresie presja inflacyjna w strefie euro (wtorkowe dane pokazały m.in. niższy od oczekiwań wzrost cen w Niemczech), ale i bardzo umiarkowane sygnały płynące ze strony EBC. W krótkim okresie czynnikiem ryzyka pozostają natomiast zbliżające się wybory we Włoszech (póki co nie wpływają na notowania w Europie).
Wtorek na rynku walutowym przyniósł umocnienie kursu dolara wobec euro (EURUSD zszedł z ok. 1,233 do około 1,222) a kurs EURPLN początkowo pozostawał bez zmian w okolicach 4,17 i dopiero podczas handlu w USA zbliżył się do 4,18. Ruch spadkowy na EURUSD przełożył się na wzrost kursu USDPLN z ok. 3,38 do ok. 3,419.
Głównym wydarzeniem dnia na rynku walutowym było pierwsze wystąpienie nowego szefa Fedu w Kongresie. Rynki szukały w nim potwierdzenia „linii Yellen”, czyli kontynuacji stopniowego podnoszenia stóp procentowych ze względu na oczekiwany wzrost inflacji i/lub w celu uniknięcia „przegrzania rynku pracy” i takie sformułowania rzeczywiście padły. Dodatkowo prezes Fed-u stwierdził, że reguły polityki monetarnej uważa, „za pomocne”, co było ukłonem w stronę bardziej jastrzębiej części FOMC, optującej za ich większym udziałem (odmiany i modyfikacje tzw. Reguły Taylora) w kształtowaniu polityki monetarnej w USA. Gorsze wskaźniki inflacyjne z drugiej połowy 2017 roku nowy szef Fedu uważa za zjawisko „przejściowe” podobnie jak poprzednia szefowa tej instytucji. W reakcji na wystąpienie J. Powella dolar zaczął się wyraźnie umacniać zarówno wobec euro jak i złotego. Gorsze od oczekiwań dane z USA odnośnie styczniowych zamówień na dobra trwałe (-3,7% vs. 2,6% w grudniu), które zostały opublikowane w tym samy czasie co przemówienie Powella, zostały przez rynek zignorowane. Natomiast na korzyść dolara zadziałał mocny odczyt zaufania konsumentów za luty (130,8 vs. oczekiwane 126,6 oraz 124,3 poprzednio).
Oczekujemy, że w kolejnych dniach dolar będzie kontynuował trend aprecjacyjny zarówno wobec euro jak i złotego.
Autorzy: Mirosław Budzicki, Jarosław Kosaty / Źródło: PKO Bank Polski
Branża turystyczna w 2017 roku rozwijała się szybciej niż w poprzednich latach, a perspektywy na kolejny rok są równie optymistyczne. Wszystko wskazuje na to, że podróżni nie czują się zagrożeni i częściej wyjeżdżają na wakacje. To niektóre z wniosków z raportu ITB.
Raport ITB World Travel Trends został przygotowany w związku ze zbliżającym się kongresem rynku turystycznego ITB Berlin, który odbędzie się w dniach 7-11 marca. Zgodnie z przedstawionymi danymi liczba wyjazdów zagranicznych na całym świecie wzrosła o 6% w pierwszych ośmiu miesiącach 2017 roku. Natomiast średnia długość pobytu była większa o 4%. Turystyka pozostaje kluczowym motorem światowej gospodarki. Wprawdzie podróżni są wciąż zaniepokojeni kwestią bezpieczeństwa, ale tradycyjne czynniki, jak dostępna oferta i ceny ponownie stają się kluczowymi elementami wpływającymi na decyzje.
Główny powód wyjazdów? Bez zaskoczenia. Wakacje są najważniejsze
Na poziomie globalnym wakacje są numerem jeden wśród wyjazdów zagranicznych. W pierwszych ośmiu miesiącach 2017 ich liczba wzrosła o 6% w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej. Wycieczki do przyjaciół i rodziny wykazały jeszcze większą tendencję wzrostową – aż 8%. Podróże służbowe pozostają na razie w stagnacji. Jednak prognozy na 2018 rok również są obiecujące. Bazując na wskaźniku World Travel Confidence Index autorzy raportu szacują wzrost na poziomie 5%.
Zagrożenie mniejsze niż myślisz
Ponad 40% podróżujących za granicę twierdzi, że ostrzeżenia o niestabilności państw i terroryzmie wpłyną na ich decyzje wyjazdowe w 2018 r. Jedna trzecia planuje podróż wyłącznie do bezpiecznego miejsca, a 8% rozważa całkowitą rezygnację z wyjazdu. Po stronie pozytywów można zaliczyć fakt, że prawie 60% badanych twierdzi, że nie zmieni swoich planów z powodu możliwych zagrożeń terrorystycznych.
Kraje takie jak Turcja, Egipt i Tunezja, które w ostatnich latach padły ofiarą ataków terrorystycznych nadal uważane są za szczególnie niebezpiecznie. W poprzednim roku ucierpiał również wizerunek Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, w których również zdarzały się incydenty terrorystyczne. Za szczególnie bezpieczne postrzegane są północna, środkowa i wschodnia Europa oraz Szwajcaria, Kanada i Australia.
Przyszłość należy do nowych technologii
Chatboty, roboty, rzeczywistość rozszerzona i wirtualna to technologie przyszłości, które odegrają kluczową rolę nie tylko w sektorze hotelarskim, ale także w całym transporcie i turystyce – ocenia cytowany w raporcie Wojciech Olearczyk, dyrektor ds. rozwoju oprogramowania Sabre Polska.
Wśród pojawiających się trendów zwrócił uwagę na technologie autonomiczne, które mogą mieć szczególne zastosowanie w tych sektorach. Najczęściej kojarzymy je z samochodami jeżdżącymi bez kierowcy, ale obejmują one również cyfrowych asystentów, chatboty w komunikatorach, a nawet roboty.
Zastosowanie robotów w turystyce może obejmować na przykład maszyny dostarczające zamówienia do pokojów. Ponadto „roboty bagażowe” mogłyby odbierać walizki i przekazywać je samodzielnie do w transportu lotniczego. Innym rodzajem technologii autonomicznych są wyszukiwarki oparte o rekomendacje, tak zwane “recommendation engines”. Uczą się one wykorzystując wyszukiwania użytkowników, recenzje i oceny dostępne w sieci, aby przedstawić najlepsze propozycje, na przykład dotyczące noclegu w hotelu.
RODO nie daje precyzyjnych wytycznych co do tego, jak zorganizować
w firmach działalność operacyjną i systemy bezpieczeństwa danych, by zapewnić zgodność z przepisami. W tym kontekście pojawia się ważne pytanie: jak dochować należytej staranności, by uniknąć ryzyka naruszenia danych
i w konsekwencji kary za złamanie przepisów?
Tomasz Mamys, ekspert Sage
RODO zwiększa odpowiedzialność podmiotów gospodarczych za działania prowadzone w ramach „obrotu” danymi osobowymi. W przeciwieństwie do dotychczas obowiązujących przepisów, rozporządzenie nie daje gotowej recepty, jak chronić dane oraz nie sugeruje rozwiązań technologicznych. Biznes ma nowy obowiązek – wpisać ochronę danych osobowych w procesy funkcjonujące w firmach. Każda firma inaczej obchodzi się z tymi danymi, więc indywidualnie musi oszacować czy zachowuje bezpieczeństwo zgodne z rozporządzeniem.
Szacowanie ryzyka przetwarzania danych osobowych
„Jedną ze zmian wynikających z RODO jest konieczność wypracowania w firmach podejścia do zarządzania danymi osobowymi bazującego na ryzyku, które jest indywidualnie określane przez przedsiębiorcę. Reguła ta jest wspierana zasadą rozliczalności. Mówi ona o przyjmowaniu przez firmy odpowiednich środków organizacyjnych i technicznych, które są adekwatne do zidentyfikowanego ryzyka oraz, co bardzo ważne, o zapewnieniu sobie możliwości wykazania przed organem kontrolnym, że przyjęte rozwiązania spełniają wymagania RODO” – zwraca uwagę Tomasz Mamys, Project Manager RODO w Sage.
W małej firmie, dla której praca z danych osobowymi nie jest istotną częścią działalności, wystarczy w pierwszej kolejności rzetelnie opisać drogę, jaką „przebywają” dane osobowe w firmie. Następnie należy zidentyfikować furtki, którymi dane mogą biznesowi uciec spod opieki (także czynnik ludzki). Spisanie zasad komunikowania z właścicielami danych (osobami fizycznymi) to ostatni krok w uproszczonej procedurze analizy ryzyka. Warto pamiętać, że RODO daje obywatelom unijnym władzę nadzoru nad danymi – prawo do zapomnienia, prawo do domagania się dowodów na uprzednie wyrażenie zgody, itp.
Przemyślany dobór środków bezpieczeństwa
Zastosowane przez przedsiębiorców środki techniczne i organizacyjne będą różne
w zależności od rodzaju przetwarzanych danych (np. danych o stanie zdrowia, danych biometrycznych), jak i od branży oraz modelu, w jakim działa firma. Odmienne rozwiązania przyjmą instytucje finansowe, inne sklepy internetowe, przychodnie czy sklepy. W praktyce, małe firmy, których głównym obszarem działania nie jest przetwarzanie danych osobowych, mogą mieć dokumentację w bardzo uproszczonej formie.
„RODO w bardzo ogólny, przez co – elastyczny – sposób podpowiada administratorom, jak powinni działać, by poruszać się w bezpiecznych ramach i być w zgodzie z przepisami. Jednocześnie jednak należy umieć wykazać słuszność podjętych działań. Jedno z wyzwań RODO polega właśnie na tym, że firmy mają umieć merytorycznie uzasadnić stosowane przez siebie praktyki na gruncie organizacyjnym, technicznym i informatycznym” – dodaje Tomasz Mamys.
W najmniejszych firmach podstawową formą zabezpieczenia danych będzie np.: posiadanie legalnego, aktualnego oprogramowania – systemów operacyjnych, programów antywirusowych czy programów wspierających prowadzenie biznesu. Warto jednak pamiętać, że żadne oprogramowanie nie stanowi bariery całkowicie zabezpieczającej firmę przed ryzykiem. Kluczowym ogniwem w systemie bezpieczeństwa jest człowiek. Dlatego niezbędne są szkolenia pracowników i włączenie obowiązków związanych z ochrona danych osobowych do regulaminów pracy.
Dane osobowe wpisane w proces biznesowy
W myśl obowiązującej wciąż ustawy firmy bazują na kulturze szablonów i wzorców wypracowanych w okresie ostatnich kilkunastu lat. Nie są to jednak bardzo często działania podejmowane w odniesieniu do faktycznego, czy możliwego, realnego ryzyka oszacowanego przez przedsiębiorcę.
„RODO uświadamia każdemu z nas ważność naszych danych osobowych
i praw z nimi związanych, także ich egzekwowania. Powoduje to wzrost ryzyka biznesowego, szczególnie dla podmiotów mniejszych, nie związanych bezpośrednio
z obrotem danymi osobowymi. RODO zobowiązuje do dostrzegania i uwzględniania
w procedurach każdej firmy kwestii przetwarzania danych osobowych. Od planowania działań, przez pierwszy kontakt z osobami, których dane dotyczą, poprzez świadczenie usług, dostawy towaru, prowadzenie działalności marketingowej lub innej działalności zarobkowej, zawodowej lub dla realizacji celów statutowych, aż po usuwanie danych, gdy nie są już niezbędne do celu, dla którego realizacji zostały zebrane. RODO wymusza zatem proaktywne i prewencyjne podejście do ochrony danych osobowych i ich przetwarzania” – podsumowuje Tomasz Mamys, ekspert Sage.
W październiku 2017 r. Ministerstwo Finansów we współpracy z organizacjami branżowymi zrzeszającymi przedsiębiorców rozpoczęło prace nad opracowaniem jednolitych zasad, których będą musieli przestrzegać podatnicy VAT w rozliczeniach z kontrahentami. Trzymanie się ich ma zapewnić podatnikom pewność ich sytuacji prawnej, a w szczególności uchronić przed ryzykiem odmowy uzyskania zwrotu nadwyżki podatku naliczonego nad należnym. Najnowsze informacje o przedłużeniu prac nie napawają jednak optymizmem i nie dają nadziei na rychłe przyjęcie systemowych rozwiązań.
Sądy o pojęciu należytej staranności
Pojęcie należytej staranności nie zostało precyzyjnie zdefiniowane w obowiązujących przepisach. Ustawa z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny (Dz. U. z 2017 r. poz. 459, 933, 1132) definiuje ogólnie należytą staranność jako staranność wymaganą w stosunkach danego rodzaju, a w przypadku dłużnika prowadzącego działalność gospodarczą – w zakresie prowadzonej przez niego działalności gospodarczej, z uwzględnieniem zawodowego charakteru tej działalności. Taka definicja nie jest szczególnie pomocna przy weryfikacji kontrahentów w celu zagwarantowania sobie możliwości otrzymania zwrotu podatku naliczonego. Z pomocą podatnikom przychodzi orzecznictwo sądowe, w szczególności Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
TSUE nie podjął wprawdzie próby skonstruowania precyzyjnej definicji należytej staranności, jednak jej kryteria możliwe są do ustalenia w oparciu o treść orzeczeń wydawanych przez Trybunał w konkretnych sprawach. Przykładowo w sprawach połączonych C-439/04 Axel Kittel oraz C-440/04 Recolta Recycling SPRL Trybunał wskazał ogólnie, że „jeżeli podmiot gospodarczy podjął wszelkie działania, jakie można od niego w sposób uzasadniony oczekiwać, w celu upewnienia się, że transakcje w których uczestniczy, nie wiążą się z przestępstwem, czy to w zakresie podatku VAT, czy w innej dziedzinie, może on domniemywać legalność tych transakcji bez ryzyka utraty prawa do odliczenia należnego podatku VAT”. Zdaniem Trybunału „podatnicy podejmujący wszelkie środki w postaci: sprawdzenia w systemach, czy podatnik jest czynnym podatnikiem VAT, czy opłaca on podatek VAT, jak długo istnieje na rynku, opinii o sprzedawanych towarach, w celu ustalenia, że podejmowane przez nich transakcje nie stanowią elementu popełnianych przez inne podmioty oszustw, muszą mieć możliwość odliczenia podatku VAT w związku z tymi umowami, nie ma bowiem znaczenia, czy transakcje te stanowią element obejścia przepisów o VAT lub innego nadużycia popełnionego przez osoby trzecie, w tym także bezpośredniego sprzedawcę”.
Polskie sądy administracyjne w swoich orzeczeniach powołują się na orzecznictwo Trybunału, podkreślając przy tym indywidualny charakter każdego postępowania, w którym od organów wymaga się zbadania, czy podatnik przestrzega zasad należytej staranności, bowiem w razie zaistnienia przesłanek mogących wskazywać na nieprawidłowości lub przestępstwo, to przezorny przedsiębiorca powinien, biorąc pod uwagę realia konkretnej transakcji, zasięgnąć informacji na temat kontrahenta, od którego zamierza nabyć towary lub usługi, aby przekonać się o jego wiarygodności. Jednak w ocenie sądów administracyjnych samo dokonywanie czynności weryfikacyjnych nie zawsze świadczy o zachowaniu należytej staranności. W wielu przypadkach taka weryfikacja kontrahenta może okazać się niewystarczająca, a o braku dochowania należytej staranności świadczyć będzie niepodjęcie przez podatnika dalszych, bardziej wnikliwych czynności, np. w transakcjach nabycia paliwa będzie to niedopełnienie obowiązku należytego ustalenia pochodzenia towaru.
Europejski Trybunał Sprawiedliwości podkreśla w swym orzecznictwie, że dostawca nie może ponosić negatywnych skutków działania kontrahenta, jeśli nie mógł się dowiedzieć przy zachowaniu sumienności i standardów handlowych, że np. zasady dokonywania dostaw towaru okazały się inne, od tych które były określone w zawartym kontrakcie, a który zawarł w dobrej wierze i z zachowaniem należytej staranności.
Przedsiębiorcy proponują…
W toku konsultacji społecznych z Ministerstwem Finansów organizacje przedsiębiorców zgłosiły liczne propozycje do „check-listy” w zakresie należytej staranności. Zgłoszono m.in. postulaty, by wprowadzić konieczność ustalenia, czy kontrahent dopełnił obowiązków publicznoprawnych (np. złożenia Jednolitego Pliku Kontrolnego, który od 1 stycznia 2018 r. obligatoryjnie muszą składać wszyscy przedsiębiorcy) i figuruje w odpowiednich rejestrach i bazach. W przypadku niektórych z nich obecność kontrahenta, np. w Bazie Podmiotów Szczególnych, już może być sygnałem ostrzegawczym, aczkolwiek, inaczej niż np. w Czechach, w Polsce nie ma systemu kompleksowo i wyczerpująco gromadzącego informacje na temat nierzetelnych podatników VAT. Może to znacząco utrudnić stosowanie przygotowanej „check-listy”. Opracowywaniu standardów dochowania należytej staranności w transakcjach między podatnikami VAT powinno zatem towarzyszyć wprowadzanie kolejnych skutecznych rozwiązań systemowych.
W zgłoszonych propozycjach przedsiębiorcy podkreślają także znaczenie weryfikacji na etapie bezpośrednich ustaleń z kontrahentem. W szczególności istotne jest, aby sprawdzić, czy transakcje po stronie kontrahenta zawierają osoby rzeczywiście do tego umocowane (np. zgodnie z zasadami reprezentacji określonymi w umowie spółki) oraz czy płatności za towar dokonywane są z rachunków bankowych podmiotów, które zawierają z nami umowę.
Bez wątpienia wszelkie niejasności i nieścisłości należy wnikliwie analizować. W przypadku zaś, gdy nie dają się one usunąć, a wiarygodność i rzetelność kontrahenta budzi nasze wątpliwości, nie należy się decydować na współpracę z nim. Na szczęście wydaje się, że wśród przedsiębiorców świadomość zagrożeń wynikających ze zignorowania ryzyka zdecydowanie wzrosła, o czym świadczą m.in. liczne postulaty i propozycje do „check-listy” zgłoszone przez organizacje przedsiębiorców.
… a ministerialne młyny mielą powoli…
Dopóki lista zasad dochowania należytej staranności i czynności świadczących o ich przestrzeganiu przy weryfikacji kontrahentów nie zostanie opracowana, przedsiębiorcy muszą zadowolić się rozwiązaniami tymczasowymi, które nie zapewniają należytej ochrony. Takie rozwiązania wskazał np. wiceminister finansów Paweł Cybulski w odpowiedzi na interpelację poselską nr 14059 z dnia 19 lipca 2017 r. Zwrócił uwagę m.in. na konieczność sprawdzania kontrahenta w dostępnych bazach danych, takich jak usługa „Sprawdzenie statusu podmiotu w VAT” (www.ppuslugi.mf.gov.pl) czy Krajowy Rejestr Sądowy, Centralna Ewidencja Działalności Gospodarczej i baza REGON. W odpowiedzi na interpelację wiceminister finansów zalecił również rozwagę w podejmowaniu współpracy z kontrahentami (której świadectwem ma być np. żądanie dokumentów świadczących o rzeczywistym prowadzeniu działalności gospodarczej) oraz daleko idącą ostrożność w przypadku obrotu towarami „podwyższonego ryzyka”, takimi jak złom, elektronika, kawa czy złoto. Niestety, zastosowanie się do wskazówek zawartych w odpowiedzi na poselską interpelację – jakkolwiek dość szczegółowych i uwzględniających rzeczywiste problemy – nie daje przedsiębiorcom gwarancji, że organ w trakcie ewentualnego postępowania uzna, iż rzeczywiście dochowali oni należytej staranności.
Trzeba przy tym pamiętać o obowiązku indywidualnego analizowania poszczególnych postępowań. Nawet jeśli ministerialna lista ostatecznie powstanie, organy odwoławcze, a następnie sądy administracyjne, zawsze będą oceniać stopień dochowania należytej staranności na tle konkretnych okoliczności rozpoznawanej sprawy. Biorąc zaś pod uwagę liczbę obowiązków i kryteriów, które należy spełnić, by udowodnić, że dochowano należytej staranności przy weryfikacji kontrahenta, warto opracować w ramach prowadzonej działalności gospodarczej kompleksową i profesjonalną politykę weryfikacji kontrahentów. Odpowiedzialna za to mogłaby być konkretna osoba zatrudniona u danego przedsiębiorcy. Jeżeli jednak przedsiębiorca planuje zawrzeć z wieloma nowymi kontrahentami transakcje na dużą skalę i dotyczące tzw. towarów wysokiego ryzyka, dobrym rozwiązaniem może być powierzenie zadania weryfikacji kontrahentów zewnętrznemu, wyspecjalizowanemu podmiotowi.
Autor: radca prawny Robert Nogacki
Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.
Po krótkotrwałym pogorszeniu nadeszło odbicie wskaźników oceny bieżącego i przyszłego klimatu koniunktury gospodarczej – tak pokazuje Indeks Optymizmu Przedsiębiorców, który powstaje na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród członków Pracodawców RP.
W lutym 2018 r. Indeks Optymizmu Przedsiębiorców przyjął wartość 115,4 pkt w zakresie oceny bieżącej sytuacji biznesowej, wobec 111,5 pkt w styczniu. Polepszeniu uległa również prognoza sytuacji przyszłej w perspektywie najbliższych 6 miesięcy – wzrosła ona ze 121,2 pkt w poprzednim miesiącu do 124,6 pkt w lutym.
Po 4-miesięcznym okresie spadków głównych wskaźników Indeksu Optymizmu Przedsiębiorców, powróciły wzrosty. Poprawa oceny zmian klimatu koniunktury biznesowej dotyczy zarówno sytuacji bieżącej, jak i przyszłej. Wartości obu podstawowych składowych Indeksu osiągnęły najwyższy poziom od grudnia ubiegłego roku, notując zarazem najszybszy wzrost od września 2017 r. Zwiększył się również odsetek firm planujących nowe inwestycje oraz podnoszenie poziomu zatrudnienia. Głównym motorem wzrostu wskaźników są przedsiębiorstwa przemysłowe, podczas gdy nastawienie firm z sektora finansowego i transportowego pozostaje bardziej neutralne. Kontynuacja wzrostów w kolejnych miesiącach będzie oznaczać odwrócenie utrzymującego się od IV kw. ubiegłego roku trendu pogarszania się ocen klimatu koniunktury gospodarczej wśród uczestniczących w badaniu podmiotów gospodarczych.
Indeks Optymizmu Przedsiębiorców
Indeks Optymizmu Przedsiębiorców to cykliczne badanie, w którym członkowie Pracodawców RP (ok. 19 tys. firm zatrudniających ok. 5 mln osób) oceniają co miesiąc obecny klimat do prowadzenia interesów oraz prognozują koniunkturę dla biznesu. Organizacja wzorowała się przy tym na niemieckim wskaźniku IFO. Gdy wynik Indeksu przyjmuje wartości poniżej 100 pkt, oznacza to pogarszanie się sytuacji biznesowej, a kiedy przekracza 100 pkt – sygnalizuje poprawę (równe 100 pkt świadczy o braku zmian).
Huckleberry Games S.A., Spółka z branży gier komputerowych, notowana na rynku NewConnect od grudnia 2017 r., przedstawiła zaktualizowany plan wydawniczy. Spółka przygotowuje się do wydania rozszerzonej wersji swojej flagowej produkcji – gry „Edengrad” oraz wprowadzenia do niej nowatorskiej waluty opartej na technologii Blockchain.
Emitent poinformował, że realizuje obecnie działania zmierzające do wydania gry „Edengrad” w wersji rozszerzonej 1.0., co zaplanowane zostało na 3 kw. 2018 r. Aktualizacja tej produkcji będzie obejmowała m.in. udostępnienie dużego i otwartego świata, dostępnego dla graczy praktycznie w każdym zakresie oraz modyfikację fabuły i zadań. Wdrożone zmiany w grze „Edengrad” powinny przyczynić się do zwiększenia jej atrakcyjności dla graczy preferujących grę w pojedynkę oraz w grupach.
Spółka planuje także wprowadzenie do tej produkcji nowatorskiej waluty opartej na technologii Blockchain, którą gracze będą mogli pozyskiwać poprzez wykonywanie określonych aktywności. Będzie ona pełniła funkcję dodatkowego środka płatniczego realizowanego w ramach gry „Edengrad”. W pierwszym etapie wdrożenia tego rozwiązania graczom udostępniony zostanie zarówno dzienny, jak i maksymalny limit waluty, jaka może znajdować się w posiadaniu jednego gracza. Wprowadzenie dodatkowego środka płatności premium w grze nie będzie stanowiło znaczącego kosztu przy pracach nad nią. Zarząd Huckleberry Games S.A. nie wyklucza, że w przypadku odnotowania istotnego wzrostu popytu na grę „Edengrad” dzięki wdrożeniu nowej technologii wprowadzi to rozwiązanie w swoich kolejnych produkcjach.
„Każda aktualizacja ma na celu zwiększenie przystępności gry i eliminację wykrytych błędów. Tym razem dodatkowo prezentujemy nowe funkcjonalności i łączymy je w płynny sposób z naszym nowym produktem, jakim jest Edenit. Jeśli testy potoczą się po naszej myśli, nowa waluta wykorzystująca technologię blockchain zintegruje wszystkie nasze produkty ze sobą, tworząc wspomagającą mikroekonomię, niosącą korzyści zarówno dla producentów, jak i użytkowników.” – komentuje Patryk Borowski, Prezes Zarządu Spółki Huckleberry Games S.A.
Spółka planuje także przyśpieszyć wydanie gry mobilnej „Pets and Dungeons” przeznaczonej na urządzenia z systemem operacyjnym iOS oraz Android. Produkcja ta znajduje się w zaawansowanym etapie prac, a rozpoczęcie zewnętrznych testów rozpocznie się już w marcu 2018 r. Premiera gry nastąpi w kwietniu 2018 r., chociaż pierwotnie była planowana na 3 kwartał tego roku.
Emitent podtrzymał także termin wydania gry o roboczej nazwie „Stay Hungry”. Będzie to produkcja z gatunku RPG oferująca otwarty świat i przeznaczona na komputery PC oraz konsole PS4, Xbox One, Nintendo Switch. Planowany termin wydania gry na platformie Steam oraz na konsolach to przełom roku 2018 i 2019.
Spółka podjęła również decyzję o rezygnacji z produkcji gry „Arena”, która miała być przeznaczona na urządzenia wykorzystujące wirtualną rzeczywistość. Odstąpienie od tej produkcji wynika z przeprowadzonych analiz czynników ryzyka, które wskazują na możliwość niskiego popytu w najbliższych latach na produkowane gry z obszaru wirtualnej rzeczywistości.
„Dzięki doświadczeniu zdobytemu podczas pracy nad grą „Edengrad”, jesteśmy w stanie znacznie przyspieszyć wydanie „Pets and Dungeons”. Produkcja „Stay Hungry” i związane z nią ustalone terminy pozostają bez zmian. Strategia, jaką zdecydowaliśmy się obrać – dywersyfikacja platform wydania – wzbogaci nasze portfolio i zwiększy rozpoznawalność Spółki. Badania rynkowe wykazały bardzo powolny rozwój technologii VR, trudną dostępność i pokaźne koszty pozyskania platform przeznaczonych dla użytkowników. Z tego powodu zdecydowaliśmy się zrezygnować z projektu „Arena”. Wycofane środki zostaną przeznaczone na przyspieszenie rozwoju Edengrad-u i wzbogacenie oferty Pets and Dungeons.” – podsumowuje Prezes Borowski.
Huckleberry Games S.A. zadebiutowała w grudniu 2017 r. na rynku NewConnect, a z oferty publicznej akcji serii E pozyskała ponad 2 mln zł. Środki te zostaną przeznaczone na produkcję nowych gier na komputery PC, konsole oraz urządzenia mobilne.
W kwietniu ubiegłego roku Emitent rozpoczął sprzedaż gry „Edengrad” za pośrednictwem platformy dystrybucji cyfrowej Steam. Produkcja ta została wprowadzona do dystrybucji w wersji Alpha, czyli w fazie wczesnego dostępu, co jest związane z chęcią budowania wokół niej szerokiej społeczności oraz umożliwienia graczom realnego wpływu na proces tworzenia tej gry. Gra „Edengrad” jest cały czas rozwijana i od czasu jej premiery wprowadzono do niej ponad 30 aktualizacji oraz patchów – głównie po sugestiach graczy.
W październiku 2017 r. Huckleberry Games S.A. otrzymała dofinansowanie z programu sektorowego GameINN w kwocie ponad 1,57 mln zł. Pozyskane środki umożliwią Spółce realizację nowego oraz innowacyjnego projektu związanego ze stworzeniem Algorytmu Prawdziwego Życia (APŻ). Całkowita wartość kosztów kwalifikowanych projektu wynosi 2.561 tys. zł, a kwota przyznanej dotacji sięga 1.578 tys. zł. Pozyskanie przez Emitenta dofinansowania stanowi jeden z elementów długoterminowej strategii rozwoju w zakresie rozwoju na różnych płaszczyznach w sektorze gier video.
Amerykański dolar zyskuje na wartości wobec swoich rywali. To efekt pierwszego oficjalnego wystąpienia przed Komisją ds. Usług Finansowych Izby Reprezentantów nowego szefa Rezerwy Federalnej Jerome Powella, który uważa, że sytuacja gospodarcza w USA poprawia się i jest małe ryzyko wpadnięcia w recesję, co może stymulować wzrost inflacji. Oznacza to większe szanse na dodatkową podwyżkę stóp procentowych przez Fed w tym roku. W rezultacie dolar był najsilniejszy od ponad 2 tygodni, co w szczególności uderzyło w waluty krajów wschodzących, takich jak Polska. Po wcześniejszych wzrostach złotówka traciła na wartości wobec głównych walut światowych.
Waluty
W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do głównych walut: do euro (+0,76%), brytyjskiego funta (+0,47%), dolara kanadyjskiego (+0,67%), dolara australijskiego (+0,53%) oraz japońskiego jena (+0,18%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,223, GBP/USD – 1,39, USD/CAD – 1,277, AUD/USD – 0,781 i USD/JPY – 107,1. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,58%) i kurs EUR/JPY wynosi 131, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,88. Złotówka traci do głównych walut światowych. W środę rano dolar kosztuje 3,41 zł, euro – ponad 4,17 zł, funt – 4,74 zł, a frank szwajcarski – 3,63 zł.
Giełdy
Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru czerwonego. We wtorek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,1%, frankfurcki indeks DAX – 0,29%, a paryski indeks CAC 40 – 0,01%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 1,27%, meksykański indeks Bolsa – o 1,02%, a brazylijski indeks Bovespa – o 0,82%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei obniżył się o 1,44%, indeks Shanghai Composite – o 0,99%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 1,54%.
Ropa i złoto
Po kilkudniowych wzrostach ceny ropy naftowej idą w dół. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 66,63 USD (-1,31%), a ropy WTI – 63,01 USD (-1,43%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy spadła o 1 USD do 72 USD. Także złoto traci na wartości. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1318 USD. To aż 15 USD mniej (-1,12%) niż dobę wcześniej.
Medialne doniesienia związane z kierunkiem wydawanych interpretacji dotyczących podatku akcyzowego od aut zarejestrowanych za granicą, a wykorzystywanych na cele działalności gospodarczej w Polsce, zaskoczyły niejednego przedsiębiorcę. Zapewne dalsze działania aparatu skarbowego w tym zakresie mogą okazać się jeszcze bardziej zadziwiające.
Użytkownicy takich samochodów już teraz powinni liczyć się z ryzykiem doraźnych akcji prewencyjnych właściwych organów. Bez wątpienia działania takie zaplanowane mogą być w ramach współpracy różnych służb (tj. inspekcji transportu drogowego, policji, straży granicznej, miejskiej i służby celno – skarbowej), które to będą miały za zadanie identyfikację pojazdów firmowych polskich przedsiębiorców, wykorzystujących samochody zarejestrowane poza granicą RP.
Resort finansów realizuje swój jasno wytyczony cel, a mianowicie efektywne, szybkie i niekosztowne pozyskiwanie wpływów podatkowych do budżetu. Zapewne ujawnianie nadużyć w zakresie nieprawidłowego wypełnienia obowiązku z tytułu nieuiszczenia akcyzy od takiego auta, jest zdecydowanie działaniem znacznie prostszym i tańszym niż chociażby prowadzenie postępowań podatkowych w zakresie cen transferowych, wyłudzeń podatku VAT czy uchylania się od opodatkowania w związku z transferem zysków za granicę lub sztucznym generowaniem strat itd. Jak wskazują dane zamieszone przez MF o szacunkowym wykonaniu budżetu państwa za 2017r., tylko w zakresie podatku akcyzowego nie udało się zrealizować planu. Prognozuje się, że wpływy z akcyzy wyniosły za okres od stycznia do grudnia 2017r. 68.261,3 mln zł i stanowiły 98% planowanej kwoty. Tak więc może nie powinno podatników dziwić stanowisko fiskusa w zakresie opodatkowania akcyzą najmu samochodów osobowych zarejestrowanych poza RP.
Dyrektor KIS w wydanej w lutym br. interpretacji podatkowej nr 0111-KDIB3-3.4013.265.2017.1.JS wskazał, że wynajęcie samochodu z wypożyczalni przez polskiego podatnika lub jego pracowników w krajach członkowskich UE oraz przyjazd tym samochodem na terytorium RP w ramach podróży służbowej bądź wykonywanie innej czynności w ramach prowadzonej działalności gospodarczej – np. przywóz dokumentów z zagranicy, będzie powodować obowiązek zapłaty akcyzy. Organ twierdził, że przejazd wynajętym autem na odcinku z Niemiec do Polski stanowić będzie przemieszenie samochodu osobowego z terytorium państwa członkowskiego na terytorium kraju. Powołując treść art. 2 pkt 9 przedmiotowej ustawy nabyciem wewnątrzwspólnotowym będzie zawarcie umowy najmu samochodu osobowego na terytorium państwa członkowskiego oraz sprowadzenie tego pojazdu na terytorium Polski – interpretacja Dyrektora KIS nr 0111-KDIB3-3.4013.241.2017.1.JS z dnia 19.12.2017r.
Ustawa o podatku akcyzowym (dalej zwaną upa) wskazuje jednakże, że zapłata tego podatku z tytułu nabycia wewnątrzwspólnotowego, uzależniona jest nie tylko od faktu przemieszczenia samochodu, nabycia prawa do tego samochodu i rozporządzania tym prawem jak właściciel, ale również od tego, czy zostanie złożony wniosek o rejestrację takiego auta na terytorium RP (art. 101 ust. 2 pkt 1-3 upa). Tak więc w sytuacji, gdy najemca samochodu nie będzie występował z wnioskiem o jego rejestrację w Polsce, to nie będzie zobowiązany do zapłaty akcyzy z tytułu nabycia wewnątrzwspólnotowego, ale zapłaci podatek z racji użycia samochodu na potrzeby prowadzonej działalności gospodarczej. Obowiązek ten wynika z treści art. 100 ust. 5 pkt 9 upa, gdyż ustawodawca użycie samochodu osobowego na potrzeby prowadzonej działalności gospodarczej, uznaje za jego sprzedaż.
Wartość wyliczonego z tego tytułu podatku akcyzowego odniesiona do kosztów najmu samochodu przez przedsiębiorcę może okazać się niewyobrażalna – wielokrotnie wyższa od wartości usługi. Podstawą opodatkowania będzie średnia wartość rynkowa wynajętego samochodu osobowego, pomniejszona o kwotę podatku od towarów i usług oraz o kwotę akcyzy. Stąd też stanowisko fiskusa jest nieprawdopodobne. Z jednej strony trzeba zrozumieć organy skarbowe, mające wyłącznie intencję zapobiegania nadużyć, to jednak z drugiej – trudno o akceptację prezentowanej wykładni prawa podatkowego, bez racjonalnej oceny określonych zdarzeń gospodarczych.
Dzisiejszy model prowadzenia działalności zarówno osób fizycznych, jak i prawnych, jest wymuszony globalizacją procesów gospodarczych, a tym samym międzynarodowym przepływem towarów, usług i osób. Poruszanie się wynajętym autem od firmy bez siedziby w Polsce, czy nawet zakup i rejestracja przez polskiego podatnika samochodu w kraju członkowskim, nie oznacza dopuszczenia się oszustwa podatkowego. To jedynie efekt analizy opłacalności dokonywania inwestycji w krajach konkurencyjnych podatkowo czy też ekonomiki gospodarowania zasobami pieniężnymi. Posiadanie spółek poza granicami RP, w tym aktywów w postaci luksusowych aut, które można tam nabyć za atrakcyjną cenę, zazwyczaj służy realizacji celów gospodarczych poza terytorium RP, uzasadnionych ekonomicznie.
Stanowiska prezentowane w przywołanych interpretacjach podatkowych mogą negatywnie wpłynąć na przedsiębiorców prowadzących uczciwy biznes. Może bardziej zasadne byłoby, to, aby aparat skarbowy w ramach uszczelniania systemu podatkowego identyfikował dobra luksusowe, których dysponentami są podmioty działające w zorganizowanych grupach przestępczych. Właściwie to one powinny być adresatami działań z zakresu bezwzględnego ściągania nieuiszczonych na rzecz budżetu danin publicznych.
Autor: dr Alicja Tołwińska, Managing Associate, doradca podatkowy, Grup CHWP – Chałas Tax & Finance Advisory
W ramach prac nad strategią dla polskiego pielęgniarstwa trwających od maja tego roku, w Ministerstwie Zdrowia podejmuje się kwestie norm zatrudnienia pielęgniarek i położnych.
– Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych oraz Ogólnopolski Związek Zawodowy domagają się określenia u płatnika realnych norm zatrudnienia, czyli wskaźnikowej formy wyliczenia – powiedziała serwisowi eNewsroom Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych – Ma to na celu łatwe i szybkie określnie liczby personelu pielęgniarskiego potrzebnego na zmianie. Dotychczasowe rozporządzenie istnieje tylko na papierze, a realnie jest bardzo trudne do zastosowania. Jest na to zgoda Ministerstwa Zdrowia, jednak istnieje jeden poważny problem. Jest nim zbyt mała i wciąż topniejąca liczba pielęgniarek. Na razie nie ma jeszcze konkretnej decyzji, jak będzie wyglądać nowa regulacja. Zapadnie ona do końca grudnia – podkreśla Małas.
O planowanych zmianach w przepisach prawa budowlanego Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa poinformowało już w październiku 2017 roku, jednak szeroko komentowane zmiany weszły w życie z początkiem stycznia. Jak nowe przepisy regulujące warunki techniczne, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, wpłyną na przedsięwzięcia inwestycyjne realizowane przez przeciętnego Kowalskiego?
Zupełnie nowe definicje
Jedną z istotnych zmian wprowadzonych w ramach styczniowej nowelizacji ustawy stanowią nowe definicje – mowa zarówno o zmianie i uściśleniu definicji już istniejących jak i wprowadzeniu zupełnie nowych, których obowiązujące do 2017 roku przepisy nie uwzględniały. I tak w ustawie znalazła się definicja działki budowlanej, która zgodnie z treścią znowelizowanych przepisów rozumiana jest jako: „nieruchomość gruntowa lub działka gruntu, której wielkość, cechy geometryczne, dostęp do drogi publicznej oraz wyposażenie w urządzenia infrastruktury technicznej spełniają wymogi realizacji obiektów budowlanych wynikające z rozporządzenia, odrębnych przepisów i aktów prawa miejscowego”. Wśród nowych definicji wymienić należy również definicję parkingu, który rozumieć należy jako „wydzieloną powierzchnię terenu przeznaczoną do postoju i parkowania samochodów, składającą się ze stanowisk postojowych oraz dojazdów łączących te stanowiska, jeżeli takie dojazdy występują” oraz definicję aneksu kuchennego będącego „częścią pomieszczenia mieszkalnego służącą do przygotowywania posiłków”.
Większa swoboda w zakresie projektowania i aranżacji
Wprowadzenie do ustawy nowych definicji nie było dziełem przypadku. To przemyślana i konieczna zmiana korespondująca z pozostałymi. W myśl nowych przepisów budowlanych minimalna powierzchnia lokalu mieszkalnego wynosi obecnie 25 m2. Choć zapis nie jest niczym nowym, minimalna powierzchnia została nieco zwiększona, a jednocześnie ustawodawca zrezygnował z narzucania sztywnych minimów dotyczących poszczególnych pomieszczeń. Zniesione zostały ponadto zapisy dotyczące konieczności zapewnienia pewnych elementów wyposażenia kuchni czy wygospodarowania w łazience miejsca na pralkę. Nowe przepisy dopuszczają również możliwość zaprojektowania kawalerki z aneksem kuchennym, co dotychczas było zakazane. Wszystkie te zmiany zapewniają znacznie większą swobodę zarówno w zakresie projektowania jak i aranżacji nowych mieszkań.
Uporządkowane kwestie stanowisk parkingowych
Sformułowanie definicji parkingu związane jest z kolei z wprowadzeniem kilku nowych zapisów dotyczących zewnętrznych miejsc postojowych. Wraz z nowelizacją zmianie uległa szerokość miejsc postojowych, z 2,3 m do 2,5 m, co stanowi odpowiedź na stale rosnącą liczbę samochodów o większej szerokości. Nie zmieniła się z kolei odległość miejsc parkingowych od okien oraz granic działki – wciąż wynosi ona odpowiednio 7 metrów i 3 metry, aczkolwiek w obu przypadkach zwiększono dopuszczalną liczbę stanowisk z 4 do 10. Wprowadzona nowelizacją możliwość zaprojektowania większej ilości miejsc postojowych to odpowiedź na bogacenie się społeczeństwa, stale rosnącą liczbę samochodów będących w posiadaniu polskich rodzin, a co za tym idzie coraz większe problemy parkingowe.
Usytuowanie budynków na działce
Zachowanie konkretnej odległości od granicy działki tyczy się nie tylko miejsc parkingowych, ale i samych budynków. Jest to szczególnie istotny zapis w kontekście właścicieli wąskich działek. Nowe warunki techniczne dopuszczają możliwość wznoszenia budynków w odległości 1,5 m od granicy działki albo w samej granicy (ściana bez okien i drzwi), o ile miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego przewiduje taką możliwość. Dotychczas budowa budynku na granicy działki budowlanej była dopuszczalna jedynie w kontekście zabudowy jednorodzinnej. Nowelizacja rozszerza tą możliwość również na inne rodzaje zabudowy. Wprowadzona zmiana pozwoli uniknąć inwestorowi konieczności wnioskowania o odstępstwo od przepisów techniczno-budowlanych i tym samy usprawni i przyspieszy proces inwestycyjno-budowlany. Nowelizacja ustawy reguluje również kwestie minimalnych odległości od granicy lasu. Do niedawna wymagana przepisami odległość wynosiła 12 metrów, obecnie są to: 4 metry, o ile granica lasu znajduje się na sąsiedniej działce, lub bezpośrednio przy granicy, jeżeli granica lasu znajduje się w obrębie działki inwestora.
Udogodnienia dla rodzin
Nowe przepisy nakładają również obowiązek wydzielenia pomieszczeń do karmienia i przewijania dzieci w budynkach o funkcjach gastronomicznej, handlowej lub usługowej, których powierzchnia przekracza 1 000 m2, a także budynkach stacji paliw o powierzchni użytkowej powyżej 100 m2. Wymagane przez ustawę pomieszczenia winny być wentylowane i wyposażone w umywalkę.
Rynek programmatic rośnie jak na drożdżach. W 2016 roku na zakup powierzchni reklamowej w tym modelu wydano w Polsce ponad 155 mln zł (46 mln dol.), w tym roku wydatki sięgną już ponad 652 mln zł (193 mln dol.). Oznacza to wzrost o ponad 319 proc. – wynika z najnowszego raportu Cloud Technologies dotyczączego rynku danych. Aby marketerzy mogli w pełni korzystać z potencjału technologicznego programmatic potrzebne są wysokiej jakości dane, a te często pozostawiają wiele do życzenia.
O tym, że programmatic buying zmienia krajobraz reklamy internetowej wiadomo nie od dziś, jednak ogrom tej ekspansji jest najbardziej wyraźny, gdy zestawimy dane historyczne. I tak w 2016 r., podczas gdy wartość polskiego rynku display sięgała 384,6 mln dolarów, na stosunkowo niszową formę zakupu powierzchni reklamowej wydano 46 mln dolarów – czytamy w raporcie „Global Data Market Size” opracowanym przez OnAudience.com z grupy Cloud Technologies.
Po dwóch latach sytuacja zmieni się diametralnie. Z prognozy wynika, że nad Wisłą wydatki na display urosną w 2018 r. o 5,4 proc rdr i wyniosą 460,3 mln dolarów, podczas gdy środki przeznaczone na zakup powierzchni reklamowej w modelu programmatic sięgną 193 mln dolarów, co oznacza wzrost o 91,2 proc. rdr. Również w globalnym ujęciu wydatki na programmatic pną się w górę w dwucyfrowym tempie. Na zakup reklam w tym modelu w 2018 r. firmy wydadzą łącznie 70 miliardów dolarów. Skąd taka dynamika?
Programmatic buying to forma zakupu powierzchni reklamowej w internecie. Jego siła polega na tym, że kupno odbywa się automatycznie w modelu aukcyjnym. W ten sposób reklamodawcy mogą nabywać pojedyncze odsłony na aukcjach prowadzonych w czasie rzeczywistym i docierać z przekazem do mocno wyselekcjonowanej grupy odbiorców. Selekcja odbywa się za sprawą narzędzi do analityki danych, bez których precyzyjne targetowanie byłoby niemożliwe.
– Skuteczność kampanii realizowanych w modelu programmatic zależy od jakości posiadanych danych. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Wykorzystując platformy DMP, które stosują uczenie maszynowe i analizują aktywność internautów w czasie rzeczywistym, marketerzy mogą zwiększyć liczbę konwersji w prowadzonych kampaniach nawet o kilkadziesiąt procent. Bez jakościowych danych targetowanie przypomina poszukiwanie zgubionego samochodu na parkingu w galerii handlowej – błądzi się wśród innych pojazdów nim trafi się na ten właściwy. Analityka Big Data pozwala trafiać do celu z niespotykaną dotąd precyzją i reagować na bieżącą aktywność użytkowników sieci. Grzechem byłoby z tego nie korzystać – przekonuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies, do której należy jedna z największych hurtowni anonimowych danych o Internautach na świecie.
Potwierdza to raport „Global Data Market Size”, z którego wynika, że globalne wydatki na dane w minionym roku wyniosły 13,5 mld dolarów, co oznacza niemal 40-procentowy wzrost rdr. W tym roku tempo wzrostu wciąż będzie imponujące i ma wynieść ponad 34 proc., a wartość rynku danych osiągnie 18,2 mld dolarów.
Również w Polsce apetyt na dane rośnie z zawrotną prędkością. W 2016 roku nad Wisłą dokonano zakupu cyfrowych informacji o Internautach za kwotę 2,2 mln dolarów. Jeśli spełnią się przewidywania analityków, to w tym roku wydatki na cyfrowe informacje sięgną już 30,4 mln dolarów. Daje to 1281-procentowy wzrost w stosunku do 2016 roku. W raporcie przeanalizowano 28 najważniejszych rynków świata, które łącznie generują około 90 proc. światowych wydatków na dane. Jest to pierwszy na świecie dokument przedstawiający globalne zestawienie w tym obszarze. Raport powstał na podstawie danych firmy Cloud Technologies oraz badań takich podmiotów jak eMarketer czy IAB. Ten ostatni opublikował ostatnio badanie, z którego wynika, że wydatki marketerów, wydawców i twórców technologii na dane o internautach i rozwiązania oparte o ich analitykę wciąż rosną. Ponad 60 proc. respondentów przyznało, że w 2017 ich organizacja wydała na dane i powiązane z nimi usługi więcej niż w roku poprzedzającym. Z kolei ponad 80 proc. ankietowanych przewiduje dalsze wzrosty w roku 2018.
Dane robią różnicę
Rosnące znaczenie analityki Big Data i coraz większa świadomość w zakresie monetyzacji danych skłaniają firmy do wprowadzania modernizacji. – Współczesne przedsiębiorstwa nie mogą pozwolić sobie na traktowanie danych po macoszemu, ponieważ od ich umiejętnego wykorzystania zależy skuteczność prowadzonych działań. Jakościowe dane 1st party, gromadzone i aktualizowane przez firmy, uzupełnione danymi 2nd party pochodzącymi od ich partnerów, w połączeniu z potężnymi zasobami danych 3rd party pozwalają na realizację kampanii digitalowych o wysokich współczynnikach konwersji. Jednak wykorzystanie cyfrowych informacji nie kończy się na działaniach marketingowych. Coraz więcej firm dąży do zmiany modelu funkcjonowania na Data-Driven Business, czyli biznes napędzany danymi, by błyskawicznie wychwytywać rynkowe możliwości i optymalizować działania w oparciu o wnioski płynące z analizy cyfrowych informacji – zauważa Piotr Prajsnar.
Podobnego zdania jest Maciej Sawa, Chief Commercial Officer w OnAudience.com. Według eksperta dane i ich analiza z wykorzystaniem uczenia maszynowego będą ważnym elementem zwiększania skuteczności kampanii w modelu programmatic. – Im więcej informacji o kliencie uzyska reklamodawca, tym efektywniejsze będą jego aktywności, a tym samym wzrośnie dynamika sprzedaży. Dlatego korzystanie z wielu źródeł danych i integracja 1st, 2nd i 3rd party data będą coraz bardziej popularne w nowoczesnych metodach prowadzenia kampanii online – przewiduje Maciej Sawa.