Tak dobrej sytuacji w budowlance nie było od ponad 2 lat

Odczyt „Barometru EFL”[1] dla budownictwa na IV kwartał tego roku był najwyższy wśród sześciu badanych branż i wyniósł rekordowe 66,7 pkt. Firmy budowlane nie tylko oceniły swoją sytuację zdecydowanie lepiej niż w poprzednim kwartale (+7,7 pkt.), ale jest to najwyższy wynik tej branży od początku pomiaru Barometru (ex-aequo z wynikiem za III kwartał 2015). Tak wysoka wartość wskaźnika wynika przede wszystkim z optymizmu dotyczącego planowanych inwestycji. Ich wzrostu spodziewa się aż 63% firm budowlanych.

– Spoglądając na tegoroczne pomiary dla branży budowlanej możemy dostrzec wyraźną poprawę nastrojów w porównaniu do ubiegłego roku. Wyniki II, III i IV kwartału należą do najwyższych w historii naszego badania, czyli od początku 2015 roku. Co więcej, do tej pory nie mieliśmy do czynienia z tak wysokim odsetkiem przedsiębiorców planujących inwestycje. Potwierdzają to obiektywne dane makroekonomiczne. Jak podał Główny Urząd Statystyczny, produkcja budowlano-montażowa wzrosła w październiku br. o ponad 20% r/r, a biorąc pod uwagę okres styczeń– październik, o niemal 13% r/r. Rok temu w tym momencie mówiliśmy o spadkach. To zapowiada bardzo dobre kolejne miesiące w branży – mówi Radosław Kuczyński, prezes EFL.

Budownictwo z drugim najlepszym wynikiem branżowym w historii

W IV kwartale br. subindeks „Barometru EFL” dla branży budowlanej wyniósł 66,7 pkt. Jest to wynik zdecydowanie lepszy niż w poprzednim kwartale (+7,7 pkt.) i rok temu (+10,9 pkt.). Powodów do optymizmu jest jednak więcej. Biorąc pod uwagę tylko pomiary dla branży budowlanej, ostatni tegoroczny wynik jest najlepszym w całej historii badania – ex-aequo z wynikiem za III kwartał 2015. Ponadto, budownictwo może uznać cały 2017 rok za bardzo udany, gdyż trzy subindeksy (za II, III i IV kwartał) należą do najwyższych w ciągu trzech lat. Warto też spojrzeć na nastroje firm budowlanych w porównaniu do wyników pozostałych pięciu badanych branż (handel, HoReCa, produkcja, transport i łączność, usługi). Pomiar dla budowlanki na IV kwartał tego roku jest drugim najwyższym wynikiem branżowym od początku realizacji badania. Pierwszy należy do firm produkcyjnych na II kwartał 2017 roku – 69 pkt.

Jeszcze nigdy tak wielu nie planowało tak wiele… inwestycji

Rekordowo optymistyczne nastroje w budownictwie wynikają głównie z pozytywnych prognoz dotyczących inwestycji. Pod koniec tego roku aż 63% firm z branży spodziewa się więcej inwestować. To zdecydowanie lepszy wynik niż kwartał wcześniej (34,8%) oraz trzy razy lepszy niż rok temu (20%). Przedstawiciele branży budowalnej sygnalizują również większy wzrost zamówień w porównaniu do analogicznego okresu 2016 roku – 33,8% vs. 15%. Warto spojrzeć też na płynność finansową firm budowlanych. Lepszej spodziewa się niemal jedna trzecia zapytanych (31,3%), podczas gdy rok temu tylko 11,3%.

2017 zdecydowanie lepszy dla całego sektora MŚP niż 2016

Główny odczyt „Barometru EFL” za IV kwartał 2017 roku wyniósł 58,2 pkt. i wciąż znajduje się ponad progiem OR[2]. Zgodnie z przewidywaniami ekspertów EFL pomiędzy III a IV kwartałem br., podobnie jak to miało miejsce rok temu, wartość Barometru spadła (o 1,1 pkt.). Warto jednak podkreślić, że wartość wskaźnika jest wyższa nie tylko niż w IV kwartale ubiegłego roku (55,3 pkt.), ale w porównaniu do wszystkich pomiarów z 2016 roku. To oznacza, że mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa, pomimo odrobinę gorszych prognoz, cały czas widzą szanse na rozwój w najbliższych miesiącach.

Szum polityczny oddziałuje na kurs funta i dolara

Ustawa podatkowa przeszła przez Senat USA, ale jeszcze daleko do końca walki o sukces legislacyjny Republikanów. Dolar otwiera tydzień mocniejszy, choć gdy czynniki polityczne dominują, trudno o stabilność w notowaniach. Podobnie klimat wygląda wokół funta. Nic ciekawego do powiedzenia o złotym na starcie posiedzenia RPP.

Na początku nowego tygodnia dolar oddycha z ulgą, gdyż po wielu dniach wyczekiwania i niepewności Senat USA w końcu przegłosował swój projekt reformy podatkowej. Jednak aby prezydent Trump zdążył podpisać ustawę przed Bożym Narodzeniem, jeszcze wiele jest do zrobienia. Przede wszystkim delegaci z obu izb Kongresu muszą scalić dwa projekty ustawy i spójny projekt musi zyskać większość głosów. Republikanie mają tydzień, by przedstawić ostateczny draft pod głosowanie. Nie będzie to proste, gdyż niektóre rozwiązania z projektu Izby Reprezentantów nadwątlą minimalną większość w Senacie. Ponieważ nic nie jest jeszcze pewne, nie można liczyć na imponujący rajd USD z tego tytułu. Mimo to jesteśmy krok bliżej sukcesu niż dalej i to wspiera dolara.

Czy jednak uda się w pozytywnym klimacie doczekać piątkowego raportu z rynku pracy? Niestety wieści z polityki nie ułatwiają życia dolarowi. W piątek spore zamieszanie wywołały doniesienia o przyznaniu się do winy zatajenia kontaktów z rosyjskimi oficjelami przez byłego doradcę prezydenta Trumpa Michaela Flynna. Większym szokiem było rzekome posiadanie przez Flynna informacji o kontaktach Trumpa z Rosjanami przed wyborami, co później zostało zdementowane. Dolar zanurkował, a po dementi szybko odrobił straty, jednak cała sytuacja pokazuje, że polityka pozostaje bardzo ważnym tematem dla inwestorów i USD będzie teraz bardziej wrażliwy niż wcześniej na doniesienia z trwającego dochodzenia, gdzie więcej może być powodów do spadków niż odwrotnie.

Po pozytywnej stronie można jednak odnotować techniczny aspekt rynku – piątkowe tąpniecie wyrzuciło rynku sporą liczbę inwestorów, który nie zdążyli jeszcze wrócić. W efekcie USD/JPY i USD/CHF nie są już tak wykupione i maja potencjał, by być pociągnięte wyżej. EUR/USD powinien konsolidować się na obecnych poziomach, gdyż tło makroekonomiczne w strefie euro chroni unijną walutę.

Szum polityczny oddziałuje też na funta. W zeszłym tygodniu wiele powiedziano o postępach w negocjacjach Brexitu, ale na weekendzie pojawiły się niepokojące informacje w temacie ustalania granicy Wielkiej Brytanii z Irlandią. Gra polityczna rządu premier May rozbija się o uzyskanie opinii na grudniowym szczycie UE, że w rozmowach dokonał się „wystarczający postęp”, by ruszyć z negocjacjami warunków handlowych. Dziś premier May spotyka się z szefem KE Junckerem. Rynek GBP liczy na pozytywne rozstrzygnięcia, ale kurs w tym tygodniu może być targany od jednego nagłówka prasowego do drugiego.

Dziś jesteśmy prawie bez danych makro. Zamówienia na dobra trwałe z USA są rewizją z mała uwaga rynków. W nocy mamy posiedzenia banku centralnego w Australii, które powinno przynieść skopiowanie komunikatu sprzed miesiąca. Ważniejszy dla AUD może być dopiero odczyt PKB w nocy z wtorku na środę. Wyjątkowo w tym miesiącu posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej startuje w poniedziałek i kończy się w we wtorek. Poza tym reszta informacji związanych z polską polityką pieniężną powinna być bez zmian – RPP powinna utrzymać stopy procentowe na dotychczasowym poziomie. Jesteśmy dopiero co po prezentacji projekcji makroekonomicznej, na podstawie której Rada sygnalizuje brak chęci do podwyżek co najmniej przez rok. Mimo to można oczekiwać, że konferencja prasowa po posiedzeniu skupi się na ocenie ostatnich danych o PKB i CPI, które zaskoczyły pozytywnie. Wątpimy jednak, że usłyszymy wzmianki o wzmocnieniu pozycji jastrzębiego skrzydła. Sądzimy, że EUR/PLN jest wyprzedany bez siły do sforsowania na dobre 4,20 i z ryzykiem technicznego odejścia w stronę 4,23.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sprzedawcy sprytnie skonstruowali ofertę na Black Friday

W tym roku aż 42 proc. budżetu przeznaczonego na prezenty zostawimy w sklepach internetowych. Jak wynika z badania firmy doradczej Deloitte 23 proc. Polaków prezenty kupuje już w listopadzie, a aż 39 proc. deklaruje, że wybierze się na zakupy w pierwszej połowie grudnia. Oznacza to, że duża część z nas skorzystała z ofert handlowych w czasie Black Friday. Analiza ofert 800 sklepów internetowych przeprowadzona przez Deloitte we współpracy z firmą Dealavo pokazała jednak, że promowany przez sprzedawców on-line Black Friday to wciąż jedynie zabieg marketingowy. Ze „Świątecznego barometru cenowego” wynika, że obniżka cen w tym dniu tj. 24 listopada br. w porównaniu do poprzedzającego piątku 17 listopada br. wyniosła zaledwie średnio 1,3 proc.

W USA tradycyjnym momentem rozpoczęcia zakupów świątecznych jest Black Friday, czyli piątek po Święcie Dziękczynienia. Wtedy to sprzedawcy znacznie obniżają ceny setek produktów. – Również w Polsce dzień ten coraz bardziej wpisuje się w handlową tradycję. Dlatego ponownie zdecydowaliśmy się sprawdzić, jak kształtują się ceny najpopularniejszych produktów wybieranych przez Polaków, jako prezenty. W ubiegłym roku nasza analiza pokazała, że im bliżej świąt, tym sprzedawcy internetowi bardziej dynamicznie zarządzają cenami produktów, które zamierzamy położyć pod choinką – mówi Magdalena Jończak, Partner w Dziale Konsultingu oraz Lider zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich w Deloitte.

Dzięki corocznemu badaniu Deloitte „Zakupy świąteczne 2017” znamy kategorie produktów, które najchętniej kupujemy, jako prezenty. Dlatego analizie poddano najpopularniejsze produkty świąteczne w takich kategoriach jak: gry, konsole, drobne AGD, kosmetyki, książki, muzyka, okulary VR, perfumy, gry planszowe, smartfony, telewizory, zabawki oraz zegarki. Za pomocą oprogramowania Dealavo Smart Prices konkretne oferty tych produktów zostały wyszukane oraz podłączone do codziennego monitoringu. Łącznie przebadano około 150 produktów, które znajdują się w ofercie ponad 800 sklepów online. Około 110 produktów znalazło się na monitorowanej liście, zarówno w ubiegłym, jak i w tym roku, co pozwoliło porównać ceny w czasie ubiegłorocznego i tegorocznego Black Friday.

Black Friday – w dużej części sklepów internetowych – tylko w reklamie

W ramach „Świątecznego barometru cenowego” eksperci Deloitte łącznie przeanalizowali 4,5 tys. cen produktów, które najczęściej wybieramy na prezenty dla najbliższych. Cena 71 proc. analizowanych produktów podczas Black Friday w porównaniu do piątku 17 listopada nie uległa zmianie. Z kolei w przypadku jednej piątej analizowanych cen zanotowano ich spadek, a w przypadku 8 proc. ich wzrost.

Ze „Świątecznego barometru cenowego” Deloitte wynika, że obniżki związane z Black Friday mają charakter symboliczny, a przyznawane wszystkim klientom rabaty nie są tak duże jak mogłoby wynikać z przekazów reklamowych i marketingowych poszczególnych sklepów. Pomiędzy piątkiem 17 listopada br. a piątkiem 24 listopada br. (Black Friday) różnica w cenach analizowanych kategorii produktów wynosiła średnio 1,3 proc. Rok wcześniej była ona bliska zeru. – Mimo tego wzrostu, obniżki cen na całym koszyku nadal są niemal nieodczuwalne dla klientów, mimo, że przekazy reklamowe mówią zupełnie co innego. Porównywanie ofert polskich sklepów internetowych do tego, co się dzieje w USA jest uzasadnione jedynie w nielicznych przypadkach, zarówno w przypadku poszczególnych detalistów, jak i kategorii produktów – mówi Mariusz Chmurzyński, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

Black Friday – gratka dla graczy

Jak kształtowały się ceny podczas tegorocznego Black Friday? – Spośród 150 przeanalizowanych produktów w przypadku 109 obniżono cenę o średnio 2,3 proc. Z kolei ceny 35 produktów poszły w górę w porównaniu z piątkiem tydzień wcześniej. Ich ceny wzrosły średnio o 1,2 proc. Najbardziej podrożały konsole, książki i płyty CD, gdzie podwyżki sięgały nawet 7,6 proc. – mówi Jakub Kot, Prezes Dealavo.

W Black Friday najtaniej można było kupić przede wszystkim gry komputerowe i na konsole. Podobnie jak w ubiegłym roku największa obniżka dotyczyła gry Titanfall 2 (PC), której cena w Black Friday spadła aż o 28,1 proc. O ponad 10 proc. staniały również Wolfenstein II: The New Colossus (PC), Dishonored 2 (PS4) i Horizon: Zero Dawn (PS4).

Ciekawym przykładem zupełnie innej strategii są smartfony. W ciągu omawianego tygodnia cena iPhone 7 32GB obniżyła się jedynie o 0,6 proc. W przypadku Samsunga Galaxy S8 64GB SM-G950 obniżka wynosiła 2,4 proc., a Huawei P9 Lite 2 proc.

Duże zróżnicowanie cen

Podobnie jak w ubiegłym roku, również tegoroczna analiza pokazała, że różnica pomiędzy cenami w poszczególnych sklepach może być naprawdę duża. – Największe różnice zanotowaliśmy w kategorii perfum i kosmetyków, gdzie rozbieżności w czasie Black Friday pomiędzy ceną maksymalną a minimalną sięgały odpowiednio średnio 138 i 98 proc. Może to wynikać z faktu, że akurat w przypadku tego typu produktów, klienci bardziej kierują się emocjami. Korzystają z tego sprzedawcy, którzy wiedzą, na których produktach mogą ustalać wyższe ceny – wyjaśnia Krzysztof Boś, Starszy konsultant w Dziale Konsultingu Deloitte. Tego samego dnia (24 listopada br.) woda perfumowana Calvin Klein Eternity Women (100 ml) w jednym ze sklepów internetowych kosztowała 108,9 zł, a w innym 359 zł. Różnica wynosiła więc 230 proc. Najmniejsze różnice pomiędzy ceną minimalną a maksymalną odnotowano w przypadku telewizorów (35 proc.), konsoli (36 proc.) oraz smartfonów (52 proc.). Telewizor Samsung UE50MU6102 w jednym ze sklepów w tym samym czasie kosztował 2199,00 zł, a w innymi 3178,98 zł. Różnica wynosiła więc 45 proc. W przypadku drobnego AGD było to średnio 78 proc. Maszynkę do strzyżenia Philips HC 3410/15 Series 3000 można było kupić za 59 zł lub 126 zł (114 proc. różnicy).

W ciągu roku staniały popularne smartfony, podrożały perfumy

Eksperci Deloitte sprawdzili również, czy ceny tych samych 110 produktów kształtowały się podobnie w czasie tegorocznego i ubiegłorocznego Black Friday. W przypadku 35 z nich ceny wzrosły, a w przypadku 71 produktów ceny spadły. – Nie jest zaskakujące, że obniżono ceny m.in. smartfonów, które rok temu były flagowymi produktami swoich producentów. W tym roku ich miejsce zajęły nowsze modele. Tak było w przypadku Huawei P9 Lite, Samsunga Galaxy S7 32GB i Samsunga Galaxy S7 EDGE, których ceny w ciągu roku spadły o ponad 20 proc. W przypadku Apple iPhone 7 32GB obniżka ta sięgnęła prawie 20 proc. – wyjaśnia Krzysztof Boś. Na drugim biegunie znajdują się perfumy. Aż siedem z dziesięciu analizowanych w tym i ubiegłym roku ma obecnie wyższe ceny niż w 2016 roku. Wzrosty zanotowano również w kategorii płyt CD oraz kosmetyków. Cena kremu do twarzy dla mężczyzn Lancome Men Age Fight (50 ml) w ciągu roku wzrosła o prawie 20 proc.

Gorący okres przedświąteczny po raz kolejny pokazuje, że detaliści internetowi coraz lepiej rozumieją reguły gry w zakresie rentownego budowania atrakcyjnej percepcji cenowej swoich sklepów. Wyjątkiem nie jest Black Friday, kiedy to można mocno zakomunikować niskie ceny, na wizerunkowym asortymencie, a utraconą marżę nadrobić zarządzając cenami pozostałych produktów – tłumaczy Mariusz Chmurzyński. Konsumenci szukający prawdziwych oszczędności powinni ostrożnie podchodzić do kampanii reklamowych oraz mieć świadomość mechanizmów rządzących akcjami promocyjnymi wokół Black Friday.

Badanie cen będzie kontynuowane do końca stycznia 2018 r. Dzięki kolejnym jego odczytom, eksperci Deloitte sprawdzą, jak detaliści internetowi wykorzystają atrakcyjną percepcję cenową dobudowaną w okresie Black Friday do zwiększania ruchu i marży w swoich sklepach.

Naukowcy z Polski stworzyli kapsułę czasu. Odnajdzie ją przyszła cywilizacja za pół miliona lat

Naukowcy z Polski stworzyli kapsułę czasu. Odnajdzie ją przyszła cywilizacja za pół miliona lat 1

Naukowcy z Polski stworzyli kapsułę czasu, którą zakopali głęboko na wyspie Spitsbergen. Procesy geologiczne sprawią, że pojawi się ona ponownie na powierzchni ziemi za pół miliona lat i zostanie znaleziona być może przez przyszłą cywilizację. W kapsule oprócz listów pisanych językiem obiektów i różnorodnych informacji, takich jak elementy elektroniki, DNA mężczyzny i kobiety, ziemniaka czy szczura, znajduje się również wyjątkowy przedmiot z Polski – fragment meteorytu z Pułtuska. Na świecie istnieją również podobne kapsuły czasu. Jedną z nich wysłano w przestrzeń kosmiczną.

– Kapsuła czasu to pomysł na przekazanie przyszłym cywilizacjom wiedzy o nas samych, o nas, jakimi jesteśmy dzisiaj, co wiemy o Ziemi, o jej historii, ale również o tym, jaki poziom technologiczny reprezentujemy, jak wygląda nasze środowisko, co wiemy o biologii, o człowieku i jakie jest nasze życie codzienne – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje prof. dr hab. Marek Lewandowski, kierownik Zakładu Badań Polarnych i Morskich w Instytucie Geofizyki PAN.

Naukowiec zainicjował pomysł stworzenia kapsuły czasu, by uczcić 60. rocznicę położenia kamienia węgielnego pod budowę Polskiej Stacji Polarnej w Hornsundzie na Spitsbergenie. W wywierconym na głębokość prawie czterech metrów koło stacji otworze badawczym, umieszczono kapsułę ze stali nierdzewnej, w której zamknięto pięć mniejszych pojemników z powiązanymi ze sobą tematycznie obiektami. Otwór następnie zasypano i zatarto ślady tak, że nawet twórcy kapsuły nie wiedzą dokładnie, gdzie się ona znajduje.

– Kapsuła ukaże się na powierzchni wskutek procesów erozyjnych, które w geologicznej skali czasu, usuną cztery metry nadkładu i odsłonią warstwy dziś znajdujące się pod ziemią. Naturze zajmie to ok. pół miliona lat. Kapsuła znów znajdzie się na powierzchni ziemi, pewnie już w innych warunkach środowiskowych. W tym czasie już na ziemi będzie ciepło, nie będzie już ani śniegu, ani lodu. Na Spitsbergenie i ogólnie Svalbardzie będzie archipelag w miarę ciepłych wysp i ktoś idąc plażą, się o to potknie – twierdzi prof. Marek Lewandowski.

Kapsuła profesora Lewandowskiego zawiera różnego rodzaju informacje, takie jak liofilizowane DNA kobiety, mężczyzny, ale także szczura, łososia i ziemniaka. Jest również osobny pojemnik poświęcony naszemu środowisku. W kapsule zamknięto też utrwalone na porcelanie zdjęcie ciemnej strony Księżyca na tle Ziemi, które ma pokazywać, jak daleko potrafiliśmy latać w kosmos. Kapsuła skrywa także inne przedmioty.

– Na przykład pojemnik geologiczny zawiera w sobie kluczowe dla historii planety okazy skał, minerałów i skamieniałości, które dokumentują kluczowe zdarzenia z historii Ziemi. Okazy są ułożone sekwencyjnie, stratygraficznie, od najstarszej do najmłodszej. Z samego ułożenia tych obiektów można wyczytać, że rozumieliśmy historię Ziemi – opowiada ekspert.

Wyjątkowym obiektem jest fragment meteorytu z Pułtuska. Ma on na tyle unikatowy skład chemiczny, że znalazcy kapsuły, o ile będą mieli wiedzę o meteorytach, domyślą się, że kapsułę stworzono w Polsce. Zamknięta w kapsule lawa bazaltowa z 2014 roku pozwoli zaś na oszacowanie na podstawie rozpadu znajdujących się w niej pierwiastków promieniotwórczych, kiedy kapsuła została nadana.

– Adresatem są nasi następcy. Myślę, że przetrwamy na Ziemi, że nasza cywilizacja jeszcze bardziej się rozwinie i jeżeli kapsuła zostanie znaleziona, to ci którzy ją znajdą i otworzą, z włożonych do niej listów zrozumieją, co wiedzieliśmy o Ziemi, i kim byliśmy. Dowiedzą się o tym dlatego, że każdy z tych listów jest ułożony tematycznie, a zestaw przedmiotów sam w sobie jest swoistym kodem przekazującym informacje o nas – tłumaczy prof. Marek Lewandowski.

Polska kapsuła czasu nie jest jednak jedyną. Wśród najbardziej niezwykłych kapsuł należy z pewnością wymienić Immortality Drive, która znajduje się na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. To urządzenie, w którym zapisano pełne DNA wybranych ludzi, jak np. Stephen Hawking, modelka Jo Garcia czy kolarz Lance Armstrong. Zadaniem Immortality Drive jest zachowanie ludzkiego DNA na wypadek, gdyby Ziemię spotkała globalna katastrofa.

Specjaliści, którzy odnawiają XVIII-wieczną rzeźbę Chrystusa z kościoła w hiszpańskiej miejscowości Sotillo de la Ribera, właśnie znaleźli wewnątrz niej dokumenty z informacjami ekonomicznymi, religijnymi, politycznymi i kulturalnymi epoki. Dokumenty datowane na 1777 rok zostały podpisane przez Joaquina Mingueza, księdza z katedry w Burgo de Osma.

Pierwszy na świecie symulator pracy barmana powstał w Polsce. Dzięki specjalnym okularom VR pozwala na opanowanie sztuki barmańskiej

Pierwszy na świecie symulator pracy barmana powstał w Polsce. Dzięki specjalnym okularom VR pozwala na opanowanie sztuki barmańskiej 2

Symulator pracy barmana umożliwia zdobycie umiejętności przyrządzania koktajli w wirtualnej rzeczywistości. Wystarczy założyć na głowę specjalne gogle VR i można przejść kurs barmański bez wychodzenia z domu. To jeden z przykładów na to, że wirtualna rzeczywistość staje się codziennością i nie służy już wyłącznie do rozrywki, ale znajduje zastosowanie również w praktyce. Stworzona przez Polaków platforma umożliwia stworzenie kursów symulacyjnych w wielu dziedzinach.

– Symulator pracy barmana to połączenie wirtualnej gry z wirtualnym kursem barmańskim i rozgrywką, która pozwala na to, żeby ucząc się i podróżując po całym świecie, dowiedzieć się nie tylko z czego składają się drinki, lecz także poznać całą sztukę barmańską – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sławomir Matul, założyciel firmy VR Factory.

Jednak Bartender VR nie jest wyłącznie grą. To cała platforma, obejmująca także specjalny silnik umożliwiający przygotowanie w ciągu 2–3 miesięcy dowolnego szkolenia. Dzięki temu w ramach projektu powstało już kilka produktów. Jednym z nich jest dostępna od miesiąca gra, w której uczymy się przez efekt grywalizacji.

– Jest część practice z informacjami, co robić krok po kroku, i efekt challenge, gdzie już bez tych podpowiedzi sprawdzamy swoje umiejętności, co kończy się po czterech levelach uzyskaniem pierwszego na świecie certyfikatu wirtualnego kursu barmańskiego. Co ważne, gra od samego początku jest realizowana przy współpracy z sześciokrotnym mistrzem świata barmanów Tomaszem Małkiem, który odpowiada za całe know-how barmańskie – tłumaczy Sławomir Matul.

Choć gra jest wirtualna, jej pomysłodawcy stworzyli również specjalną propozycję na prawdziwe eventy – przygotowany w wirtualnej rzeczywistości drink możemy potem realnie spróbować. To element zwany mixed reality lub rzeczywistością mieszaną. Gdy osoba zakłada gogle i przygotowuje w symulatorze jeden z trzech dostępnych koktajli, w tym czasie mistrz świata barmanów robi prawdziwego drinka, dzięki czemu można się przekonać, jak dokładnie on smakuje.

Podczas prac nad projektem, jego twórcom zależało na maksymalnym odzwierciedleniu świata barmańskiego i oddaniu realizmu w jak największym stopniu. Na potrzeby platformy zostały zeskanowane prawdziwe przedmioty, a bary zostały zaprojektowane przez specjalistów, którzy robią to na co dzień.

– Następnie udaliśmy się do profesjonalnego studia dźwiękowego, gdzie zostały nagrane wszystkie dźwięki, które realnie oddają czy to płyny czy lód, wszystkie te rzeczy zostały zaimplementowane do gry. Później filmowaliśmy setki ujęć chwytów dłoni na różnych przedmiotach, żeby odwzorować idealnie i uzyskać maksymalny efekt immersji i realności w chwytaniu – twierdzi założyciel VR Factory.

Możliwości, które daje platforma, jej twórcy chcą wykorzystać w przygotowaniu kolejnych symulatorów, m.in. pracy kucharza czy baristy. Światowe trendy pokazują, że warto inwestować w rozwój technologii VR. Powstają symulatory wyścigów, statków kosmicznych czy gier przygodowych, ale dzięki zanikającej granicy pomiędzy światem wirtualnym a rzeczywistością nowe rozwiązania znajdują także zastosowanie w nauce i szkoleniach, np. podczas kształcenia pilotów czy lekarzy.

– Nie da się tego zatrzymać, tu jest tylko kwestia tego, jak dobrze to wykorzystać, jak się nauczyć i jak naukę, która wcześniej została przez nas przyswojona, dalej wykorzystywać – twierdzi ekspert.

Według raportu Grand View Research, wartość globalnego rynku wirtualnej rzeczywistości wyniosła w 2016 r. blisko 961 mln dolarów. Przewiduje się, że w najbliższych latach liczba ta będzie stale rosnąć. Z prognoz Zon Market Research wynika, że w latach 2017–2022, rynek wirtualnej rzeczywistości będzie rósł w tempie 54 proc. średniorocznie.

Polacy coraz częściej sięgają po super foods i zdrową żywność. Segment ten wciąż jednak ma niewielki udział w rynku spożywczym

Polacy coraz częściej sięgają po super foods i zdrową żywność. Segment ten wciąż jednak ma niewielki udział w rynku spożywczym 3

Rynek zdrowej żywności choć rozwija się w Polsce dynamicznie, to wciąż stanowi tylko ułamek procenta rynku spożywczego. Na przeszkodzie szybszego rozwoju stoją przede wszystkim ceny produktów, czasem nawet dwukrotnie wyższe w stosunku do konwencjonalnej żywności. Rynek jednak będzie dynamicznie rósł – podkreślają przedstawiciele Purella Food. Wskazują na to przykłady z sąsiednich rynków. Kluczem do sukcesu jest edukacja konsumentów.

Rosnące zainteresowanie tym segmentem rynku pokazuje, że Polacy chcą dbać o zdrowie. Mają też coraz większą świadomość wpływu nawyków żywieniowych na funkcjonowanie organizmu. Z badania CBOS wynika, że ponad połowa badanych uważa zdrowe odżywianie za podstawę działań na rzecz poprawy stanu zdrowia. Produkty zawierające cenne właściwości odżywcze stają się więc coraz bardziej popularne, choć wśród ich nabywców wciąż dominują głównie ludzie zamożni.

– Kiedyś zdrową żywność mogliśmy znaleźć tylko w sklepach zielarskich, pojedynczych sklepach ze zdrową żywnością, dzisiaj ona wchodzi wszędzie. Biedronka z Lidlem prześcigają się, kto będzie miał lepszą półkę produktów ekologicznych, a to są dopiero początki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Gajewski, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Purella Food. – Popatrzmy na to, jak bogaty jest ten rynek w USA czy w Niemczech, gdzie powstają całe supermarkety ekologiczne. To wszystko jest jeszcze przed Polską.

Podstawową przeszkodą w bardziej dynamicznym rozwoju rodzimego rynku zdrowej żywności są wysokie ceny tego typu produktów. Jak podkreśla Gajewski, niezbędna jest więc optymalizacja procesów produkcji, tak aby możliwe było obniżenie cen żywności przy jednoczesnym zachowaniu jej wysokiej jakości.

Polski rynek zdrowej żywności wciąż znajduje się w fazie rozwoju. Obecnie stanowi on niecałe 0,5 proc. całego rynku spożywczego, podczas gdy w krajach Europy Zachodniej odsetek ten wynosi ponad 2 proc. Problem w tym, że trudno o definicję takiej żywności – niektórzy wliczają do niej zarówno produkty bio i ekologiczne, jak i super foods. Stąd też trudności z policzeniem wartości rynku.

Pojęcie zdrowej żywności obejmuje produkty bogate w składniki odżywcze, których jakość nie podlega kontroli prawnej. Żywność ekologiczna natomiast musi spełniać wymogi Unii Europejskiej i podlega certyfikacji. Produkty tego typu muszą zostać wyprodukowane przynajmniej w 95 proc. w sposób ekologiczny, a więc bez użycia nawozów sztucznych i chemicznych środków ochrony roślin, przy poszanowaniu środowiska naturalnego oraz przy zachowaniu żyzności gleby i różnorodności biologicznej.

Nie mamy sklasyfikowanego w jednoznaczny sposób, co jest zdrową żywnością, a co nie jest. Niejednokrotnie badania, które są prowadzane w kategorii zdrowej żywności, są tak naprawdę przeprowadzane na kategorii produktów certyfikowanych, która jest tylko jednym z aspektów szerszego rynku zdrowej żywności – mówi Artur Gajewski.

Według raportu IMAS „Żywność ekologiczna w Polsce 2017” ten segment rynku rozwija się w Polsce z prędkością 10–20 proc. rocznie. W siłę rośnie również rynek superżywności, a więc produktów odznaczających się wyjątkowo wysoką wartością odżywczą. Zalicza się do nich m.in. suszone śliwki kalifornijskie, jagody acai, truskawki, jarmuż, chlorella i siemię lniane. Na świecie w latach 2011–2015 rynek superfoods urósł o ponad 200 proc., w Polsce tempo to jest znacznie mniejsze, każdego roku na rynku pojawiają się jednak nowi producenci. Ten temat staje się w Polsce bardzo modny.

– Wydaje mi się, że mówienie o ziemniaku czy buraku jako o polskim super food z jednej strony jest bardzo popularne, z drugiej nie do końca uzasadnione. Jednak super food to żywność, która po pierwsze będzie miała w swoim składzie bardzo bogatą listę wartości odżywczych, na poziomach dużo wyższych niż produkty konkurencyjne. Jeżeli mówimy np. o zawartości białka w produkcie, mamy je np. mleku, ale w produktach super food takich jak chlorella czy spirulina jest aż 60 proc. Chlorella ma też w sobie dużo chlorofilu – znacznie więcej niż inne produkty roślinne – mówi Artur Gajewski.

Jak podkreśla Gajewski, rynek będzie dalej rósł wraz z coraz większą świadomością konsumentów. Uświadamianie korzyści ze zdrowej żywności jest jednym z zadań producentów.

Naszym głównym celem od początku działania jest budowanie świadomości tej kategorii, czyli edukowanie konsumenta, jak w odpowiedni, fajny, smaczny sposób można spożywać super food, żeby bilansować odpowiednio dietę, dostarczać wartości odżywcze i jeść produkt, po którym nie będziemy mieli wyrzutów sumienia – powiedział podczas X Forum Rynku Spożywczego i Handlu Artur Gajewski.

Media potrzebują agencji informacyjnych jako źródła sprawdzonych informacji. Zmieniający się rynek wymusi konieczność szukania nowych form finansowania swojej działalności

Media potrzebują agencji informacyjnych jako źródła sprawdzonych informacji. Zmieniający się rynek wymusi konieczność szukania nowych form finansowania swojej działalności 4

Fińska Agencja Informacyjna STT poinformowała niedawno, że po 130 latach kończy wydawanie serwisu informacyjnego w języku szwedzkim i redukuje zatrudnienie ze względów ekonomicznych. Podobnie jak cała branża medialna, agencje informacyjne również stoją przed wyzwaniami związanymi z finansowaniem działalności, zjawiskiem fake newsów czy szybkością przekazywania informacji. Dlatego muszą reagować na zmieniające się potrzeby mediów i szukać sposobów na zmonetyzowanie swoich treści. 

Podobnie jak cała branża medialna, agencje informacyjne również stoją przed szeregiem wyzwań, związanych między innymi z finansowaniem swojej działalności, utrzymywaniem dziennikarzy i siatki korespondentów, szybkością przekazywania newsów czy monetyzowaniem contentu.

Dobrze zarządzane agencje informacyjne nie mają się czego obawiać, dopóki będą mocno skoncentrowane na potrzebach swoich klientów i będą podnosić swoją wydajność. Muszą zagwarantować, że cały dostarczany content jest multimedialny, że łączy ze sobą tekst, zdjęcia, wideo i grafiki. W dzisiejszych czasach, w szczególności młodzi ludzie konsumują newsy przede wszystkim za pośrednictwem wideo, a nie długich artykułów tekstowych mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Clive Marshall, prezes brytyjskiej agencji Press Association.

Lidia Sobańska, prezes PR Connect i była prezes PAP, ocenia, że mimo obecnych zmian w branży medialnej agencje informacyjne nie znikną z rynku tak długo, jak będzie zapotrzebowanie na rzetelne i sprawdzone informacje.

Potrzebne będą pewne weryfikatory prawdy. Media społecznościowe stanowią źródło informacji, ale często są też źródłem fake newsów. Rola tradycyjnych mediów od zawsze była weryfikacja prawdy. Myślę, że to się obroni. Zwłaszcza że im więcej szumu informacyjnego, tym bardziej ta rola będzie istotna. Aczkolwiek z punktu widzenia komercyjnego tego typu działalność jest dość trudna do zmonetyzowania – mówi Lidia Sobańska.

Ponieważ konkurencja w dostarczaniu treści jest bardzo duża, agencje informacyjne muszą reagować na zmieniające się potrzeby mediów i szukać sposobów na zmonetyzowanie pozyskanych treści. Ich przewagą jest wyrobiona marka i zaufanie odbiorców.

Media nadal będą potrzebowały agencji informacyjnych, z tym że te potrzeby się zmieniają. Dzisiaj  właściwie każdy jest nadawcą treści. Tym niemniej jeśli treść jest wartościowa i da się ją dalej sprzedać – to już jest wartość. Agencje będą też potrzebne do weryfikacji trudnej prawdy – w razie potrzeby zawsze można się powołać na markę agencji. To swego rodzaju bezpiecznik, zazwyczaj agencje narodowe są postrzegane w takim kontekście – mówi Lidia Sobańska.

Jeszcze w 1945 roku na całym świecie istniało około 50 agencji informacyjnych. Obecnie, w 150 krajach działa ich już przeszło 230. Ich zadaniem jest gromadzenie, opracowywanie i rozpowszechnianie informacji na potrzeby środków masowego przekazu. W czołówce największych i najbardziej rozpoznawalnych są m.in. Associated Press, Reuters i francuska AFP, które mają zasięg globalny.

– Obawiam się, że w niektórych krajach Europy – w Polsce czy na Węgrzech – niektóre agencje informacyjne nie są tak niezależne, jak te w Wielkiej Brytanii. Wynika to z presji rządów, struktury własnościowej czy sposobu, w jaki powoływany jest zarząd. To niesie za sobą wyzwania. Jeżeli otrzymujesz finansowanie od rządu, idzie za tym kontrola. Jestem więc bardzo zadowolony, że moja agencja nie jest w żaden sposób finansowana przez rząd  mówi prezes brytyjskiej agencji Press Association Group.

Agencje informacyjne na ogół dzielą się na te finansowane z głównie z budżetu państwa oraz komercyjne – dotowane w niewielkim stopniu bądź wcale, które działają jak inne media. W Polsce ten pierwszy model reprezentuje Polska Agencja Prasowa, której działalność reguluje specjalna ustawa z 1997 roku. W ubiegłym roku wysokość publicznej dotacji dla PAP wyniosła 2,5 mln zł.

Nie czuję się kompetentny, by mówić, jak powinno wygląda finansowanie agencji informacyjnych w Polsce albo w innych krajach. Na pewno powinny mieć one silną, niezależną radę redakcyjną, oddzieloną od presji politycznej. Kiedy politycy mówią o fake newsach, często nie chodzi im o fałszywe informacje zmyślone, ale te, które im się nie podobają i sprawiają im problemy. Takie jest jednak zadanie mediów: sprawdzać polityków, władze i dostarczać opinii publicznej rzetelne informacje. To część demokracji. Potrzebujemy struktur, które to zagwarantują – mówi Clive Marshall.

Polscy lekarze wyznaczają standardy w leczeniu uszkodzeń słuchu. W Kajetanach najnowszej techniki diagnostycznej i chirurgicznej uczą się chirurdzy z całego świata

Polscy lekarze wyznaczają standardy w leczeniu uszkodzeń słuchu. W Kajetanach najnowszej techniki diagnostycznej i chirurgicznej uczą się chirurdzy z całego świata 5

Trzydzieści operacji pokazowych, w tym najbardziej skomplikowanych przypadków uszkodzeń słuchu, w ciągu dwóch dni. W Światowym Centrum Słuchu w podwarszawskich Kajetanach przeprowadzono 30. międzynarodowe warsztaty dla chirurgów zajmujących się wadami słuchu. Uczestnicy szkolenia poznawali opracowaną przez prof. Henryka Skarżyńskiego metodę leczenia częściowej głuchoty, najnowsze techniki diagnostyczne oraz chirurgiczne. W ciągu 10 lat istnienia warsztatów wzięło w nich udział pond 4 tys. specjalistów z całego świata.

Window Approach Workshop to warsztaty chirurgiczno-naukowe skierowane do lekarzy otochirurgów z całego świata, podczas których prezentowane są najnowsze osiągnięcia z zakresu terapii wad słuchu za pomocą implantów. Pierwsza edycja miała miejsce wiosną 2017 roku, a wśród uczestników znaleźli się specjaliści z Austrii, Białorusi, Finlandii, Hiszpanii, Szwecji, Ukrainy, Wielkiej Brytanii oraz Włoch. Prof. Henryk Skarżyński przeprowadził wówczas sześć pokazowych operacji wszczepienia implantów. Wydarzenie to rozpoczęło cykliczne spotkania w Światowym Centrum Słuchu w podwarszawskich Kajetanach.

– To są unikalne warsztaty we współczesnej medycynie światowej, podczas których pokazujemy pełną gamę różnych sytuacji klinicznych, czyli różnych pacjentów z różnymi uszkodzeniami słuchu, wrodzonymi bądź nabytymi, którym możemy pomóc – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu.

Program warsztatów dzieli się na część teoretyczną i praktyczną. Pierwsza z nich obejmuje wykłady prowadzone zarówno przez specjalistów z Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach, jak i ekspertów zagranicznych. Tematyka wykładów dotyczy takich kwestii jak diagnostyka i kwalifikacja do zabiegu, zastosowanie najnowszych technik chirurgicznych i nowoczesnych implantów ślimakowych, a także rehabilitacji pacjenta po zabiegu. W ramach części praktycznej przeprowadzane są operacje pokazowe transmitowane z bloku operacyjnego do sali konferencyjnej oraz zajęcia praktyczne w laboratorium.

– Niech będzie to dowodem, że poziom naszej organizacji nauki i medycyny naprawdę jest wysoki – wszyscy ci, którzy przyjechali tutaj z kilku kontynentów, nie obejrzeliby w wielu miejscach w ciągu roku takiej liczby bardzo różnych sytuacji klinicznych, jaką mogą dzisiaj obejrzeć w ciągu jednego dnia – mówi  prof. Henryk Skarżyński.

Uczestnicy Window Approach Workshops obserwują na żywo zabiegi przeprowadzane przez specjalistów Kliniki Oto-Ryno-Laryngochirurgii Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu i szczegółowo omawiają każdy przypadek. Taka forma szkolenia wyróżnia polski instytut spośród innych ośrodków medycznych na całym świecie.

– W naszej klinice nie wszczepiamy jeszcze takich implantów, ale chcemy zacząć wykonywać tego rodzaju operacje. Podczas tych warsztatów chcę poznać zarówno teorię, jak i praktykę. Przyjechaliśmy tutaj, żeby podnieść swoje kompetencje, poszerzyć wiedzę, podejrzeć, co robią nasi koledzy w Polsce i poznać różne sposoby leczenia. Mamy szansę zapoznać się tutaj z najbardziej skomplikowanymi przypadkami – mówią uczestnicy szkolenia z Turcji.

Szczególnie istotną częścią warsztatów jest szkolenie z zakresu opracowanej przez prof. Skarżyńskiego metody wszczepiania implantów w leczeniu częściowej głuchoty, w której zaburzenia słuchu dotyczą tylko niektórych częstotliwości. Zakłada ona dostęp do ucha wewnętrznego poprzez tzw. okienko okrągłe, czyli naturalny otwór w kości ślimaka ucha.

– Po raz pierwszy taką operację przeprowadzono ponad 15 lat temu u osoby dorosłej, 13 lat temu u dziecka. Musieliśmy udowodnić światu, a jednocześnie zachęcić do stosowania urządzeń u takich osób, które do tej pory nie były operowane. Dzięki temu rozszerzyliśmy wskazania do stosowania implantów ślimakowych, ale przede wszystkim rozszerzyliśmy wskazania, żeby umożliwić normalne słyszenie kolejnej, bardzo dużej grupie pacjentów – mówi  prof. Henryk Skarżyński.

W ciągu 10 lat w warsztatach w Światowym Centrum Słuchu wzięło udział blisko 4,5 tys. uczestników z 65 krajów świata, w tym z Turcji, Arabii Saudyjskiej, Kenii i Indonezji. Polscy specjaliści zaprezentowali ponad 500 różnych przypadków uszkodzeń słuchu i sposobów ich leczenia podczas przeprowadzanych na żywo operacji. W sumie w ramach WAW przeprowadzono ponad 750 godzin wykładów i ćwiczeń praktycznych.

– Operacje na żywo oglądali profesorowie, kierownicy różnych klinik i oddziałów ze wszystkich kontynentów. W ten sposób pokazywaliśmy, na czym polega polska szkoła – mówi prof. Henryk Skarżyński.

30. edycja Window Approach Workshops odbyła się 27 i 28 listopada. Z tej okazji prof. Henryk Skarżyński i jego zespół przeprowadzili 30 operacji pokazowych.

Rosną ceny mieszkań. Gdańsk i Warszawa liderami wzrostów

Rosną ceny mieszkań. Gdańsk i Warszawa liderami wzrostów 6

Średnia cena metra kwadratowego mieszkania na rynku wtórnym w Warszawie przekroczyła 8 tys. zł, a w Łodzi zbliżyła się do 4 tys. zł. W większości miast ceny wzrosły o 2 do 6 proc. w skali roku, najmocniej w Warszawie i Gdańsku – wynika z badania Metrohouse i Expandera. To pokłosie niskich zysków z lokat przy wyższych dochodach Polaków. Jednak dalsze losy rynku zależą od skutków wymiany rządowych programów pomocowych.

– W większości polskich miast odnotowujemy wzrosty cen nieruchomości, przede wszystkim w największych miastach, gdzie oprócz inwestorów indywidualnych dochodzą coraz częściej firmy instytucjonalne, które inwestują na rynku nieruchomości – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Jańczuk z Metrohouse. – W ostatnich miesiącach największy wzrost cenowy odnotowaliśmy w Warszawie. Średnie ceny na rynku wtórnym przekraczają już 8 tys. złotych za mkw. Prowadzimy raport cenowy od siedmiu lat i jest to pierwszy taki przypadek, żeby cena przekroczyła poziom 8 tys. złotych.

Z raportu Metrohouse i Expandera wynika, że wysokie ceny są nie tylko domeną śródmieścia Warszawy, ale także okolicznych dzielnic, a poziomy cen powyżej 10 tys. złotych za metr kwadratowy spotkać można także na Woli, Żoliborzu, Mokotowie – w dzielnicach otaczających Śródmieście. Wśród inwestorów największym powodzeniem cieszą się mieszkania dwupokojowe do 50 mkw., które często sprzedają się po kilku, kilkunastu dniach ekspozycji na rynku. Jednak średni metraż kupowanego w stolicy mieszkania jest wyższy i wynosi 58 mkw. Wyższy jest tylko w Gdyni i Wrocławiu.

Ceny warszawskich mieszkań skoczyły w ciągu 12 miesięcy o 5,5 proc. Mocniejszy wzrost (6,2 proc.) odnotował jedynie Gdańsk. Drożeje także najtańsza pod względem cen Łódź. Rzadko spotyka się tam już oferty rzędu 2,5 tys. zł za 1 mkw. Nawet właściciele mieszkań o najniższym standardzie podnieśli ceny. Łódzka średnia jest o 4,4 proc. wyższa niż rok temu i wynosi już 3,95 tys. zł za 1 mkw.

– Są dwa miasta, w których ceny są niższe niż w zeszłym roku. To Wrocław i Poznań. Należy jednak stwierdzić, że we Wrocławiu ceny w pewnym momencie też poszybowały mocno w górę. Obecnie odnotowujemy pewne uspokojenie na rynku, ale z drugiej strony Wrocław jest jeszcze lepszym miejscem niż Warszawa do inwestowania oszczędności na rynku mieszkaniowym, ponieważ rentowność uzyskiwana z wynajmu jest wyższa niż przy zakupie mieszkań w Warszawie – zauważa Marcin Jańczuk.

Ceny we Wrocławiu są o 5,1 proc. niższe niż rok temu. Średnia to 5,55 tys. zł za 1 mkw. Warto przy tym zauważyć, że w stolicy Dolnego Śląska kupowane są największe mieszkania spośród rynków badanych przez Metrohouse: przeciętnie mają 69 mkw.

Spadek cen mieszkań w Poznaniu wyniósł w ciągu roku 3,9 proc. (do 5,46 tys. zł za 1 mkw.). Tam z kolei, podobnie jak w Krakowie, nabywane są najmniejsze mieszkania: 53 mkw.

W pozostałych miastach ceny zazwyczaj są wyższe od cen odnotowywanych w zeszłym roku od 2,3 do 4 proc.

– Można oczekiwać, że wzrost zainteresowania inwestowaniem na rynku nieruchomości, jak i cały czas dostępność niskooprocentowanych kredytów hipotecznych, spowoduje dalszy trend zakupowy i zainteresowanie zarówno pierwotnym, jak i wtórnym rynkiem mieszkań. To pociągnie za sobą kolejne wzrosty cen – przewiduje Marcin Jańczuk. – Jednak na początku przyszłego roku będziemy mieli do czynienia z zakończeniem programu Mieszkanie dla Młodych. Ta sytuacja pokaże prawdziwe oblicze rynku mieszkaniowego w Polsce – być może okaże się, że tempo sprzedaży mieszkań deweloperskich osłabnie.

2 stycznia 2018 roku rozpocznie się ostatnia tura dopłat do zakupu mieszkań w ramach programu Mieszkanie dla Młodych. Według ekspertów pieniądze wyczerpią się w ciągu kilku dni, a przewidziana kwota dopłat to 381 mln zł.

Jednocześnie na rynku pojawia się pierwsze lokale z następcy MdM, programu Mieszkanie Plus, którego głównym celem jest zwiększenie liczby tanich mieszkań na wynajem z opcją dojścia do własności. W planach jest budowa na terenie całego kraju trzech milionów mieszkań w ciągu najbliższych 10 lat. Część inwestycji mieszkaniowych jest już w budowie, m. in. w Wałbrzychu, Gdyni, Jarocinie, Pruszkowie i Białej Podlaskiej. Jako pierwsze zostaną oddane do użytku mieszkania w Jarocinie, a nastąpić to ma wiosną 2018 roku.

– W najbliższym czasie będziemy mieli do czynienia z różnymi ciekawymi czynnikami, jak chociażby rozwój programu Mieszkanie Plus czy Funduszu Mieszkań na Wynajem, który dostarczy bardzo dużo mieszkań w różnych regionach Polski, które są w zasadzie możliwe do wynajęcia od ręki – mówi Marcin Jańczuk. – Dla wielu osób będzie to istotny czynnik psychologiczny, który będzie powodował blokadę przy zakupie własnego mieszkania, ponieważ będziemy czekać na mieszkanie, które zostanie dla nas wybudowane, którego właścicielem staniemy się być może w przyszłości w ramach programu Mieszkanie Plus, ale czy to naprawdę będzie miało wpływ na rynek, okaże się dopiero w kilkunastu najbliższych miesiącach. 

Okres przedświąteczny sprzyja akcjom charytatywnym. Duże marki włączają się w pomoc potrzebującym dzieciom

Okres przedświąteczny sprzyja akcjom charytatywnym. Duże marki włączają się w pomoc potrzebującym dzieciom 7

Przedświąteczne tygodnie sprzyjają akcjom społecznym i charytatywnym, których celem jest pomoc potrzebującym. Z początkiem grudnia taką akcję rozpoczyna marka Vizir. Tym razem będzie zbierać fundusze na zakup ubrań dla wychowanków domów dziecka. Podopieczni placówek dostaną bony na zakupy i sami będą mogli zdecydować, jakie ubrania chcą kupić. Większość z nich dostanie taką szansę po raz pierwszy w życiu.

 Dzieci z domów dziecka na co dzień są pozbawione okazji do nabywania praktycznych, życiowych umiejętności, jak chociażby wybór spośród iluś fasonów swetrów czy w ogóle rozstrzygnięcie, na co przeznaczyć swoje pieniądze. Teraz taką możliwość chcemy im stworzyć – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy.

Okres przedświąteczny sprzyja dobroczynności. Przed Bożym Narodzeniem konsumenci z reguły stają się wrażliwsi, bardziej wyczuleni na potrzeby innych. Dlatego koniec listopada i grudzień to czas, w którym wiele brandów organizuje akcje społeczne i charytatywne, których celem jest pomoc potrzebującym. W tym roku dołącza do nich należąca do Procter&Gamble marka Vizir, znana od lat na polskim rynku z wysokiej jakości środki do prania. Od 4 grudnia startuje z akcją „Ubrania od serca”, w ramach której zbierane będą fundusze na zakup bonów na ubrania dla podopiecznych domów dziecka.

– „Ubrania od serca” to kampania, którą rozpoczynamy na początku grudnia jako marka Vizir we współpracy z Towarzystwem Nasz Dom, w ramach Funduszu Korczaka. Celem jest zebranie funduszy i podarowanie dzieciom z domów dziecka voucherów na zakup ubrań. Co ważne, te vouchery będą przekazane bezpośrednio dzieciom, które same będą mogły wybrać sobie nowe ubrania – mówi Mariola Mirek, manager ds. komunikacji P&G.

 Nie doceniamy tego obszaru potrzeb dzieci. Domy dziecka, w zależności od sytuacji finansowej placówki, kupują ubrania raz lub dwa w roku. To obszar, który zostaje na sam koniec, jest traktowany bardzo racjonalnie – dziecko potrzebuje na zimę ciepłą czapkę, kurtkę i buty, ale to, jakiego rodzaju to będą buty, jest już sprawą absolutnie drugorzędną. Placówki nie mają funduszy, żeby kupować rzeczy, które dzieci chcą nosić. Strój jest ważny, szczególnie kiedy jesteśmy nastolatkami i nie chcemy się odróżniać, a z drugiej strony – mieć swój indywidualny styl. Ta akcja ma to umożliwić – wyjaśnia Iwona Niemasz, przewodnicząca zarządu Towarzystwa Nasz Dom.

Dr Aleksandra Piotrowska podkreśla, że to jak jesteśmy ubrani okazuje się mocno wpływać na naszą pewność siebie, nasze zadowolenie z samych siebie. Przekłada się też na sposób, w jaki sposób kontaktujemy się z innymi ludźmi. W przypadku podopiecznych domów dziecka, pozbawionych pewności siebie i oparcia w rodzinie, zadowolenie z własnego wyglądu i akceptacja grupy rówieśniczej są bardzo istotne.

 Małe szanse na sukcesy mają ludzie przemykający się nieśmiało po kątach, z których emanuje duży brak pewności siebie. Świadomość, że mam na sobie ubranie, które mi się bardzo podoba, które sama wybrałam naprawdę tej pewności siebie dodaje. Z punktu widzenia grupy rówieśniczej wygląd jest czynnikiem wpływającym na atrakcyjność interpersonalną. To niesprawiedliwe, ale tak działamy. Stwórzmy wychowankom domów dziecka tę możliwość, żeby przeżyły chwilę zadowolenia z siebie, żeby mogły się poczuć pełnoprawnymi członkami swoich grup rówieśniczych. To jest bardzo ważne, szczególnie dla młodzieży – podkreśla dr Aleksandra Piotrowska.

Akcja „Ubrania dla serca” wystartuje 4 grudnia – najpierw w sieci sklepów Biedronka. Do końca roku będzie można w nich kupić produkty marki Vizir, znajdujące się na specjalnych wyspach sprzedażowych.  Akcja będzie trwać również po Nowym Roku – od 2 stycznia do końca lutego będzie prowadzona poza Biedronką, w innych sklepach, w których dostępne są produkty marki Vizir. Im większy dochód z nich uda się zebrać, tym więcej placówek zostanie objętych pomocą.

– Może nas wesprzeć każdy, kto w miesiącach grudzień 2017 – luty 2018 kupi produkty Vizir objęte akcją. Kampanię kierujemy do podopiecznych domów dziecka wybranych przez Towarzystwo Nasz Dom, które dokona selekcji na podstawie zgłoszeń dyrektorów placówek – mówi manager ds. komunikacji P&G.

Podopieczni domów dziecka, zakwalifikowani do akcji otrzymają bony na zakupy, każdy o wartości 200 zł. Dzieci będą mogły samodzielnie zdecydować, jakie ubrania chcą kupić i co im się podoba. Wiele z nich dostanie taką szansę po raz pierwszy w życiu.

 Idea sprawiedliwości społecznej odwołuje się do tego, że wszyscy jesteśmy wartościowi od urodzenia. W praktyce niestety ludzie bardzo różnie są wartościowani, m.in. w zależności od tego, co na siebie włożą. To niesprawiedliwe, w wielu przypadkach głupie, ale niestety tak funkcjonujemy. Przyczyńmy się zatem do tego, żeby już na pierwszy rzut oka dzieci z domów dziecka nie wyróżniały się na minus spośród rówieśników – podkreśla dr Aleksandra Piotrowska.

Firmy transportowe inwestują w rozwiązania monitorujące na bieżąco trasę i pracę kierowców. To szansa na wzmocnienie ich pozycji w UE

Firmy transportowe inwestują w rozwiązania monitorujące na bieżąco trasę i pracę kierowców. To szansa na wzmocnienie ich pozycji w UE 8

Branża transportowa wchodzi w technologiczną transformację. Krajowe i unijne regulacje prawne oraz konieczność optymalizacji działalności skłaniają firmy transportowe do korzystania z systemów telematycznych. Pozwalają one na bieżąco zarządzać przebiegiem trasy, czasem pracy kierowcy, monitorować ładunek i parametry pojazdu. Zastosowanie technologii oznacza dla przewoźników możliwość sprostania coraz surowszym przepisom i obniżania kosztów.

 Przed rynkiem transportowym stoi teraz dużo wyzwań. Największym są kwestie pracownicze i normy unijne, nakładane na polskie podmioty, oraz monitorowanie przewozu towarów w odpowiedzi na kontrole przewoźników. Rynek transportowy zmierza w kierunku automatyzacji, większego doboru struktury informatycznej, która ułatwi kontrolę, przesył towarów, kontrolę kierowców oraz monitorowanie przewozów na terenie kraju i za granicą – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Mariusz Maciaszek, manager do spraw transportu w Inter-Team.

Polska jest potęgą na europejskim rynku transportowym. Rodzime firmy mają w nim około 25-proc. udział, a według prognoz firmy doradczej PwC do 2025 roku przewozy międzynarodowe będą rosnąć w tempie 1,8–2,2 proc. rocznie. Wyzwaniem dla branży są jednak krajowe i unijne regulacje prawne – zwłaszcza przepisy o płacy minimalnej, wprowadzone m.in. w Niemczech i Francji oraz przygotowany przez Komisję Europejską tzw. pakiet drogowy.

Regulacja przewiduje, że za czas pracy na terytorium innego państwa polski kierowca ma otrzymywać takie samo wynagrodzenie jak lokalny pracownik na tym samym stanowisku. Dla rodzimych firm transportowych oznacza to nie tylko wzrost kosztów, ale i nowe obowiązki administracyjne. Największym jest wymóg dokumentowania czasu wjazdu i wyjazdu kierowcy z danego państwa z dużą dokładnością. Rozwiązaniem mogą być oparte na GPS systemy telematyczne, które umożliwiają monitoring floty w czasie rzeczywistym.

– Firmy transportowe potrzebują rozwiązań pozwalających im optymalizować pracę i wykonywane zadania. Ważne, żeby umożliwić im to w czasie rzeczywistym – aby statusy pracy i istotne parametry, które decydują o wydajności i szybkości, były podawane na bieżąco. Kierowcy powinni być wspierani nowoczesnym terminalem, umożliwiającym im zdalną komunikację, i nawigacją, opartą o rzeczywistą, aktualną sytuację na drodze. Inwestycje w systemy telematyczne to optymalizacja kosztów, wzrost wydajności i szybki, najczęściej kilkumiesięczny zwrot z inwestycji – mówi Marek Kujawiński, dyrektor ds. sprzedaży w TomTom Telematics Polska.

Systemy telematyczne sprawdzają się nie tylko w przypadku międzynarodowych przewoźników, którzy muszą sprostać unijnym wymogom dotyczącym ewidencjonowania czasu pracy kierowców. Kontrola parametrów dotyczących ładunku, prędkości pojazdu, zużycia paliwa czy aktualnej sytuacji na drodze pozwalają też zoptymalizować krajowy transport. Dla firm z tej branży dane z systemów telematycznych i możliwość bieżącego monitorowania floty przekładają się na oszczędność czasu i kosztów.

 Możemy zastosować kontrolę tras przejazdu, monitorować na bieżąco, co dzieje się z przewoźnikami. Ponieważ możemy monitorować przebieg tras, wpływa to bezpośrednio na elementy kosztowe, które muszą być pod stałą kontrolą – wskazuje Adam Stryjewski, dyrektor ds. logistyki w Inter-Team.

– Systemy GPS mają duży wpływ na poprawę jakości usług świadczonych przez transport. Istotne jest to, że cały czas mamy bieżący kontakt z kierowcą poprzez system monitorowania przejazdu, serwisowania samochodu, ale też wysyłania komunikatów o ewentualnych zjazdach – dodaje Mariusz Maciaszek.

Firma Inter-Team, która zarządza flotą przeszło 500 własnych pojazdów, korzysta z systemów TomTom Telematics do monitorowania przesyłu towarów pomiędzy magazynami oraz do klientów. Po ich wdrożeniu odnotowała wzrost wydajności o 40 proc. w postaci skrócenia czasu analizy tras.

– Możliwość monitorowania online tras przejazdu pojazdów jest najważniejszym elementem dla naszych klientów. Możemy na bieżąco informować ich o ewentualnych opóźnieniach. Także możliwość kontrolowania tras przejazdu umożliwia nam docelową analizę i wybór optymalnych rozwiązań ze względów ekonomicznych – mówi Adam Stryjewski.

Mariusz Maciaszek ocenia, że zastosowanie nowoczesnych technologii – takich jak bieżąca lokalizacja pojazdów, kontakt z kierowcami czy możliwość monitorowania trasy – może dodatkowo poprawić pozycję polskich firm transportowych na europejskim rynku.

– Menadżerowie zarządzający firmami transportowymi muszą zmierzyć się z pytaniem, jak rozwijać swoje przedsiębiorstwa i zapewnić im konkurencyjną pozycję w przyszłości. Według naszych badań 83 proc. polskich menadżerów i firm zdaje sobie sprawę z konieczności inwestycji w nowoczesne rozwiązania – podsumowuje Marek Kujawiński.

Pacjenci apelują do resortu zdrowia o refundację nowoczesnej doustnej terapii na nawrotowego szpiczaka

Pacjenci apelują do resortu zdrowia o refundację nowoczesnej doustnej terapii na nawrotowego szpiczaka 9

Leki najnowszej generacji mogą przedłużyć życie chorych z nawrotowym szpiczakiem plazmocytowym nawet o kilka lat i pozwolić im doczekać dalszych skutecznych terapii. W Polsce wciąż jednak są niedostępne dla pacjentów, mimo zapowiedzi resortu zdrowia o wprowadzeniu jednego z nich na listy refundacyjne od stycznia 2018 roku. Środowiska pacjenckie wystosowały list do wiceministra zdrowia, w którym apelują o pozytywne zakończenie negocjacji z producentem pomalidomidu i udostępnienie go pacjentom.

Szpiczak plazmocytowy to nowotwór szpiku kostnego, który co roku diagnozowany jest u blisko 1,5 tys. Polaków. To choroba nieuleczalna, dzięki stałemu postępowi nauki rokowania z roku na rok stają się jednak coraz lepsze – wielu lekarzy uznaje szpiczaka plazmocytowego za chorobę przewlekłą, nawet w jego zaawansowanym stadium. W Polsce od 2010 roku, żaden nowy lek na ten rodzaj nowotworu nie trafił na listę refundacyjną.

Jest pewna blokada. Nadal w Polsce średnie przeżycie pacjenta utrzymuje się, jak przed laty, na poziomie,5-6 lat, podczas gdy w krajach europejskich wynosi powyżej 10 lat, nawet 11-12 lat. Jest to pewna niesprawiedliwość – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes doc. Grzegorz Basak z Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych WUM.

Jeszcze gorzej przedstawia się sytuacja chorych z oporną na leczenie i nawrotową postacią nowotworu. Chorzy po pierwszym nawrocie szpiczaka mają możliwość terapii lenalidomidem lub bortezomibem, osoby po kolejnych nawrotach nie mają już jednak dostępu do nowoczesnych leków. Na świecie stosuje się obecnie sześć cząsteczek w terapii nawrotowego szpiczaka, żadna jednak nie znalazła się na listach refundacyjnych w Polsce. Jednym z najbardziej skutecznych leków, nawet dwukrotnie wydłużających życie chorych jest pomalidomid.

Prognoza dla pacjentów z opornym i nawrotowym szpiczakiem plazmocytowym jest bardzo zła. Przeciętnie to przeżycie od 6 do 9 miesięcy, podczas gdy stosowanie pomalidomidu pozwala wydłużyć to przeżycie średnio nawet do 12–13 miesięcy. W tym czasie mogą pojawić się kolejne cząsteczki, które zresztą są już na rynku, ale mogą stać się osiągalne, refundowane – mówi doc. Grzegorz Basak.

Pomalidomid to lek immunomodulujący, który hamuje rozwój komórek nowotworowych poprzez stymulowanie układu odpornościowego osoby chorej. Podawany jest doustnie, często w skojarzeniu z deksametazonem, dzięki czemu pacjent unika hospitalizacji oraz częstych wizyt w placówkach medycznych. Jest to szczególnie ważne w przypadku osób starszych oraz mieszkańców mniejszych miejscowości, którzy często muszą pokonywać znaczne odległości, aby dostać się do lekarza. Doustna forma terapii pozwala im prowadzić w miarę normalne życie, także zawodowe.

– To tabletki przyjmowane w domu – wygodnie, bez hospitalizacji, bez uciążliwego biegania po klinikach i siedzenia po kilkanaście godzin w poradniach. To bardzo skuteczne leczenie powodujące remisję choroby – mówi Roman Sadżuga prezes Polskiego Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Szpiczaka.

Na świecie pomalidomid został dopuszczony do leczenia szpiczaka plazmocytowego w 2013 roku. Jesienią wiceminister zdrowia Marcin Czech poinformował, że resort prowadzi rozmowy z dostawcą leku i nie wykluczył, że wkrótce pomalidomid trafi na listę refundacyjną. W negocjacjach tych uczestniczyli również przedstawiciele Polskiego Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Szpiczaka, którzy w połowie listopada wystosowali do wiceministra zdrowia oficjalny list. Apelowali w nim o wprowadzenie refundacji na pomalidomid dla pacjentów z nawrotowym i opornym szpiczakiem plazmocytowym.

– Potrzebuje jej zaledwie ok. 250–260 osób w pierwszym roku, a w drugim roku ok. 300–350. Ta grupa według światowych statystyk nigdy się nie zwiększy, bo ten lek ma określony czas działania. W sumie przez najbliższe dwa lata to jest zaledwie ok. 600 chorych. Więc nie jest to duża grupa i koszty nie muszą być wysokie – mówi Roman Sadżuga.

W liście do wiceministra zdrowia autorzy podkreślają, że w toku rozmów z dostawcą leku wynegocjowane zostały bardzo korzystne dla Ministerstwa Zdrowia warunki finansowe. Osiągnięto cenę progową pomalidomidu, rekomendowaną przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, obniżono cenę lenalidomidu, producent złożył ponadto gwarancję bezpieczeństwa nieprzekroczenia kosztów leczenia populacji chorych powyżej 645 osób, przez Państwo, zawartych w projekcie umowy.

T-Mobile buduje w Polsce sieć umożliwiającą rozwój Internetu Rzeczy. W 2018 roku ma ruszyć na terenie całego kraju

T-Mobile buduje w Polsce sieć umożliwiającą rozwój Internetu Rzeczy. W 2018 roku ma ruszyć na terenie całego kraju 10

Deutsche Telekom – do którego należy sieć T-Mobile – chce, żeby Polska była jednym z wiodących krajów we wdrażaniu technologii Narrow Band, która stanowi fundament dla rozwoju Internetu Rzeczy. W Gorzowie Wielkopolskim uruchomiono właśnie pierwsze stacje obsługujące tę sieć. T-Mobile przygotowuje się do budowy kolejnych i masowego uruchomienia sieci NB IoT w całej Polsce w 2018 roku. To będzie przełom w rozwoju Internetu Rzeczy. 

– Nie chcemy tylko mówić o tym, czym jest NB IoT i do czego może służyć technologia 5G, ale chcemy wprowadzać je na rynek. Dziś w każdym gospodarstwie domowym jest kilka urządzeń na stałe podłączonych do Internetu, wkrótce może być ich nawet 500. Do tego potrzebna jest całkowicie nowa sieć, która spełniałaby oczekiwania klientów i zupełnie inna konfiguracja, która umożliwi komunikację pomiędzy wieloma urządzeniami. Dlatego bardzo mocno inwestujemy w NB IoT – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andreas Maierhofer, prezes T-Mobile Polska.

Internet Rzeczy (IoT) jest obecnie jednym z najgorętszych trendów technologicznych. To ekosystem, w którym przedmioty i maszyny mogą komunikować się pomiędzy sobą bez udziału człowieka. Według ekspertów Cisco, w 2020 roku do inteligentnej sieci będzie podłączonych już ponad 50 mld urządzeń. Z kolei globalna firma badawcza IDC szacuje, że w 2020 roku rynek Internetu Rzeczy będzie wart w sumie 1,5 bln dol.

Rozwój IoT wymaga odpowiedniej technologii, która umożliwi komunikację miliardów urządzeń. Jedną z kluczowych jest NB (Narrow Band) IoT – czyli technologia radiowa z zakresu LPWAN (Low-Power Wide-Area Network). Eksperci zgodnie wskazują na jej gigantyczny potencjał. Firma badawcza Analysys Mason oszacowała, że w 2023 roku liczba połączeń LPWA wzrośnie z obecnych 50 mln do ponad 3 mld. Dwa lata później wykorzystanie łączności LPWA będzie odpowiadać już za 70 proc. podłączonych do sieci urządzeń.

Technologia NB IoT stwarza ogromne możliwości. Każda sieć ma swoją pojemność i ograniczoną liczbę urządzeń, które mogą być do niej podpięte. Sieć Narrow Band pozwala na połączenie w jeden, wspólny system nawet kilkudziesięciu tysięcy urządzeń. Jej zalety to również duża efektywność przesyłu danych, wysoka penetracja wewnątrz budynków i wysoki poziom bezpieczeństwa, a dzięki niskiemu zużyciu energii jej moduły mają żywotność baterii do 10 lat. Co istotne, w przyszłości będzie można ją zaimplementować do sieci 5G.

 Korzyści z tej sieci będzie czerpać całe społeczeństwo. Pierwszą grupą beneficjentów są indywidualni konsumenci. Ich domy będą w coraz większym stopniu podłączane do sieci. Drugą grupą są firmy – wszelkiego typu pomiary, zużycie wody, gazu czy prądu, a także cała komunikacja między urządzeniami będą odbywać się właśnie poprzez sieć NB IoT – powiedział Andreas Maierhofer podczas panelu na konferencji Innowacyjna Europa 2017 „Fly Me To Mars”, gdzie T-Mobile ogłosił uruchomienie sieci NB IoT.

Internet Rzeczy – a tym samym technologia Narrow Band – w pierwszej kolejności znajdą zastosowanie w rozwiązaniach typu smart home. Dzięki temu inteligentne lodówki informujące o konieczności uzupełnienia zapasów, zdalnie sterowane oświetlenie, które samo reaguje na zmianę pór dnia, czy inteligentne pralki oszczędzające energię przestaną być technologiczną ciekawostką i trafią pod strzechy większej liczby gospodarstw domowych.

Biznes i przedsiębiorcy będą zainteresowani inteligentnymi rozwiązaniami, takimi jak zdalne odczytywanie liczników wody, energii i gazu u klientów, monitorowanie obiektów (np. bagaży lub pojazdów na drogach) czy monitoring maszyn. Tak naprawdę ilość możliwych zastosowań technologii NB IoT w biznesie będzie ograniczać tylko kreatywności i zapotrzebowania firm.

– Administracja publiczna będzie kolejnym beneficjentem Narrow Band. Wspomniałbym tu choćby o inteligentnej gospodarce odpadami czy inteligentnym oświetleniu miejskim. Możliwości są ogromne, a jedynym ograniczeniem jest ludzka wyobraźnia. Wszyscy mówią dziś o budowie inteligentnych miast, ale za tym stoi właśnie komunikacja między maszynami oraz sieć NB IoT, całkowicie odmienna od dzisiejszej – podkreśla Andreas Maierhofer.

Grupa Deutsche Telekom, do której należy T-Mobile, już na początku roku ogłosiła, że Polska będzie jednym z wiodących krajów we wdrożeniu tej technologii. Telekom uruchomił właśnie w Gorzowie Wielkopolskim pierwsze stacje obsługujące sieć Narrow Band IoT.

Stacje działają już w trybie komercyjnego dostępu i właśnie przechodzą wewnętrzne testy, które mają finalnie potwierdzić stabilność i jakość funkcjonowania nowej sieci. T-Mobile przygotowuje się już do budowy kolejnych stacji w innych lokalizacjach i masowego uruchamia sieci NB IoT na terenie całego kraju w 2018 roku.

– Tak jak cała grupa Deutsche Telekom w Europie, T-Mobile chce być technologicznym liderem w Polsce. Skupiamy się na przyszłości. Stąd decyzja o uruchomieniu – jako pierwsi na rynku – sieci NB IoT. Należy podkreślić, że nie chodzi tu o modernizację już istniejącej sieci, ale o całkowicie nową technologię – zaznacza prezes T-Mobile Polska.

Już w ubiegłym roku hub:raum, czyli należące do grupy Deutsche Telekom centrum innowacji w Krakowie, zapoczątkowało programy dedykowane popularyzacji NB IoT. Zaczęło też szukać partnerów, którzy pracują nad rozwiązaniami bazującymi na tej technologii.

Dotychczas hub:raum zaprosił do współpracy 25 start-upów, które mają w swoim portfolio pomysły lub produkty oparte o NB IoT w różnych fazach rozwoju. Najbardziej zaawansowane projekty to m.in. odczytywanie pomiarów wody i ciepła realizowane przez firmę ABRO, inteligentne śmietniki Ecobins czy projekt monitoringu uli autorstwa BeeAndMe. Krakowskie centrum innowacji pracuje nad udoskonaleniem produktów i przygotowaniem ich do sprzedaży w sieci T-Mobile w poszczególnych krajach.

– Bardzo ważne, żebyśmy jako branża nie tylko mówili o technologii, ale też pokazywali, jakie korzyści może z niej mieć społeczeństwo. Temu służy nasz inkubator przedsiębiorczości hub:raum, założony w Krakowie właśnie z myślą o przedsiębiorcach świadczących innowacyjne usługi. Dobrym przykładem wykorzystania NB IoT jest opieka zdrowotna, ale jest wiele innych branż opierających się na usługach, które  mogą skorzystać na wdrożeniu NB IoT i 5G. Zapraszamy wszystkich, którzy chcą uczestniczyć w pracach nad tą technologią, żeby kontaktowali się z naszym centrum innowacji w Krakowie – podkreśla Andreas Maierhofer.

Ubezpieczenia coraz ważniejsze dla gospodarki. Dają m.in. dostęp do leczenia 2 mln Polaków i ochraniają 1,7 bln zł majątku firm

Ubezpieczenia coraz ważniejsze dla gospodarki. Dają m.in. dostęp do leczenia 2 mln Polaków i ochraniają 1,7 bln zł majątku firm 11

Branża ubezpieczeniowa odpowiada za 2 proc. polskiego PKB i 225 tys. miejsc pracy – wynika z raportu Polskiej Izby Ubezpieczeń, przygotowanego we współpracy z Deloitte. Sektor ma jednak znaczenie nie tylko dla gospodarki, lecz także dla poszczególnych firm i osób indywidualnych. Ubezpieczyciele bowiem chronią ich majątek, zapewniają dostęp do leczenia i pomagają oszczędzać na emeryturę. Wciąż jednak Polacy sięgają po polisy rzadziej niż inne narody w Europie. Ubezpieczenie zdrowotne ma wykupione ok. 2 mln osób, a z programów emerytalnych – IKE i IKZE korzysta zaledwie 450 tys. Polaków. 

– Ubezpieczenia mają olbrzymie znaczenie dla społeczeństwa w całości, ale też dla jednostki – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Ubezpieczenia każdego z nas to ochrona naszego majątku, zdrowia, emerytur. Jeżeli zdarzy się nieszczęście, rodzina ma zapewnione środki do życia. Ubezpieczenia są naprawdę stałym elementem naszego życia, na który powinniśmy zwracać olbrzymią uwagę, a który być może z racji stopnia naszej zamożności nie jest wystarczająco brany pod uwagę przez osoby indywidualne.

 Raportem, który przygotowaliśmy jako Deloitte wspólnie z PIU, staramy się pokazać rynkowi, jak ważną rolę sektor ubezpieczeniowy odgrywa w gospodarce, do której kontrybuuje poprzez ogromne inwestycje, duży udział w PKB, ale także jaką rolę odgrywa dla przedsiębiorcy i Kowalskiego – mówi agencji Newseria Biznes Irena Pichola, partner w Deloitte.

Z danych PIU wynika, że w 2016 roku liczba osób mających prywatne ubezpieczenie zdrowotne zwiększyła się o 30 proc. rok do roku i sięgnęła 1,87 mln, a na początku 2017 roku przekroczyła poziom 2 mln. Największą popularnością cieszą się jednak grupowe polisy wykupione przez pracodawców, którymi objętych jest 1,48 mln osób. Tylko około 390 tys. Polaków ma wykupione indywidualne ubezpieczenia medyczne.

 W Polsce rynek prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych raczkuje. Brakuje odpowiednich regulacji prawnych, które pozwoliłyby ubezpieczycielom wejść mocniej w ten rynek i zaoferować produkty skierowane do ogółu społeczeństwa, które jednocześnie pomogłyby publicznemu systemowi uzyskać dodatkowe środki – mówi Jan Grzegorz Prądzyński. – Musimy zdawać sobie sprawę, że w Polsce czas oczekiwania na operację np. kolana to są miesiące. Żeby dostać się w systemie publicznym do rezonansu magnetycznego, to jest do ośmiu miesięcy oczekiwania. Nasza choroba może w tym czasie tak się rozwinąć, że będzie to dramatyczny stan. Dlatego prywatne ubezpieczenia zdrowotne mają bardzo istotne znaczenie.

Drugim istotnym produktem dla osób prywatnych są ubezpieczenia na życie. W ubiegłym roku świadczenia z tego tytułu – w wysokości 18,3 mld zł – otrzymało 4,5 mln Polaków – wskazuje raport PIU „Jak ubezpieczenia zmieniają Polskę i Polaków”. To m.in. wsparcie dla rodziny, kiedy umiera jeden z jej członków. Polisy pomagają także budować kapitał na emeryturę. Regularne oszczędności, przy pomocy produktów oferowanych m.in. przez ubezpieczycieli, mogą zwiększyć świadczenia emerytalne nawet o jedną czwartą.

 Niestety bardzo mało Polaków oszczędza na emeryturę w sposób regularny – mówi prezes PIU. – W planach są programy, przedstawiane w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, tzw. PPK, czyli pracownicze programy kapitałowe. Ubezpieczyciele mają nadzieję partycypować w fazie akumulacji, kiedy zbieramy pieniądze po to, żeby móc następnie je wypłacać klientom. Ubezpieczyciele byliby naturalnym partnerem dla tych programów. Mogą dodać do nich dodatkowe elementy, które byłyby interesujące dla osób oszczędzających i które pozwoliłyby tym osobom nie tylko zapewnić sobie emeryturę, ale też mieć dodatkowe ważne świadczenia.

Ubezpieczenia to także nieodłączny element funkcjonowania przedsiębiorstw. Mogą być nimi objęte majątek firmy, ryzyko działalności eksportowej czy pracownicy. W 2016 roku ubezpieczeniami objęte było 460 mld zł obrotu polskich firm, eksport o wartości 114 mld zł, 60 proc. majątku przedsiębiorstw i 30 proc. upraw rolnych. Ubezpieczyciele kupili polskie obligacje skarbowe za 60 mld zł, co czyni ich drugim największym krajowym inwestorem w ten sektor.

Z raportu PIU i Deloitte wynika, że największe znaczenie ubezpieczenia mają w branży handlowej, klasyfikowanej łącznie z naprawą pojazdów, a następnie w przemyśle przetwórczym, finansach i nieruchomościach oraz transporcie i logistyce. Łącznie branża ubezpieczeniowa generuje 35,9 mld zł wartości dodanej w gospodarce, z czego 7,9 mld zł w handlu.

– Poprzez raport „Jak ubezpieczenia zmieniają Polskę i Polaków” postaraliśmy się dostarczyć argumentów tak społeczeństwu, jak i decydentom, jak ważną rolę ta branża odgrywa w gospodarce. Myślę, że liczby najlepiej  pokazują to, jak ważny sektor jest to dla nas w naszym życiu codziennym, ale też w życiu gospodarczym – przekonuje Irena Pichola.

Ubezpieczyciele odprowadzają do budżetu łącznie 1,6 mld zł podatków (dane za 2016 rok), tworzą 225 tys. miejsc pracy w branży oraz powiązanych z nią sektorach, a ich łączny wkład do wartego 1,8 bln zł PKB stanowi 2 proc. Łączne inwestycje w gospodarce szacowane są na 160 mld zł.

Podsumowanie Targów RetailShow 2017

Zakończyła się VIII edycja Międzynarodowych Targów Wyposażenia Sklepów RetailShow 2017. 200 wystawców zaprezentowało gamę najnowocześniejszych rozwiązań niezbędnych przy wyposażaniu sklepów. Ciągłe zmiany zachowań i potrzeb konsumentów, a co za tym idzie elastyczność w projektowaniu przestrzeni sklepowych, były jednym z wiodących tematów na konferencji Retail Congress 2017 oraz warsztatów w Teatrze Innowacji. Targi odwiedziło ponad 5 tys. branżowych gości.

Wystawcy Targów RetailShow, doskonale wiedzą, czego oczekuje dzisiejszy klient. Było to widoczne w prezentowanej przez firmy ofercie obejmującej najwyższej jakości wyposażenie, technologie i usługi dla handlu.

Konsumenci nadają kierunek

Grupa Modern-Expo przedstawiła szeroką gamę gotowych rozwiązań dla handlu detalicznego i magazynowania towarów, m.in. regały sklepowe, boksy kasowe, urządzenia chłodnicze i gastronomiczne czy terminale paczkowe z funkcją chłodzenia FreshBox. Firma oferuje kompleksowe, innowacyjne i inteligentne rozwiązania w projektowaniu, aranżacji i wyposażeniu sklepów, czego potwierdzeniem są wykraczające poza dzisiejsze potrzeby klientów działania R&D, na stałe wpisane w strategię firmy. Marta Drabczuk, manager ds. optymalizacji procesów, opowiedziała o pracach oraz testach prototypu „smart trolley”, inteligentnego wózka, którego działanie opiera się na systemie rozpoznawania obrazów za pomocą sztucznej inteligencji. – Baza obrazów jest już wypełniona w około 90%, intensywnie pracujemy nad pozostałą częścią, by w ciągu kilku miesięcy wprowadzić produkt na rynek. Dzięki naszemu rozwiązaniu klient będzie mógł kupować wygodniej i szybciej, bez konieczności wykładania produktów przy kasie – powiedziała Marta Drabczuk.

Na elastyczne podejście do potrzeb konsumentów zwróciła również uwagę Magdalena Skowrońska, manager ds. marketingu i komunikacji wewnętrznej firmy Wanzl, która oferuje rozwiązania do samoobsługi, ekspozycji towarów, systemy kontroli dostępu czy wyposażenie magazynu. Podkreśliła, że wiodącą myślą firmy na tegorocznych Targach RetailShow było zwrócenie uwagi na aranżację oraz koncept sklepowy, który można zmieniać, przebudowywać i stosować w różnych formatach sklepów. – Zdajemy sobie sprawę z zapotrzebowania dzisiejszego konsumenta i konieczności ciągłego dostosowywania się do jego preferencji. Nasze systemy oferują właśnie takie możliwości – dodała. Prezentowaną na targach nowością była najnowsza generacja systemu do ekspozycji pieczywa BakeOf 3.0 zapewniająca jeszcze atrakcyjniejsze wyeksponowanie asortymentu pieczywa i słodkich wypieków.

Dla firmy Baero Polska Targi RetailShow to najważniejsza impreza wystawiennicza w Polsce. W tym roku stoisko odwiedzili dotychczasowi i nowi klienci, m.in. z sieci franczyzowych, indywidualni właściciele sklepów, a także wielu projektantów. Katarzyna Czapla, managing director, potwierdziła, że 12 barw oświetlenia led dostępnych w ofercie pozwala zaprojektować każdy sklep tak, aby klienta prowadzić światłem. – Naszym klientom proponujemy oświetlenie wspomagające sprzedaż. Stale też rozwijamy ofertę, ostatnio wzbogaciła się ona m.in. o dwie nowe barwy, technologię hybrydową oraz możliwość regulacji natężenia światła – dodała.

Z wizyt na stoisku zadowolona była również Justyna Skupin, key account manager firmy Gerflor. – Odwiedziły nas osoby decyzyjne z sieci spożywczych, odzieżowych, sportowych. Zainteresowani byli naszymi nowatorskimi podłogami, dzięki którym skrócony jest czas remontu sklepu i nie ma konieczności zamykania placówki. Tym samym nie naraża się właściciela na utratę obrotu – mówiła. Potwierdziła także coraz większą świadomość osób zarządzających sklepami odnośnie konieczności odnawiania konceptów sklepowych czy zmian w wystroju. W tym dobrze sprawdzają się prezentowane na targach podłogi dekoracyjne Creation Click System czy techniczne GTI Max Connect.

Wiele z rozwiązań oferowanych przez wystawców można było obejrzeć w Modelowym Sklepie. Wkomponowane zostały w plan projektantki, która w tym roku rekomendowała zerwanie z powielaniem schematów i szukanie wyróżników w organizacji przestrzeni sklepu. Modelowy Sklep przykuwał uwagę odwiedzających, bez wątpienia był źródłem inspiracji zarówno aranżacyjnych, jak i wyposażeniowych.

Future Store

Bardzo dużym zainteresowaniem cieszyła się konferencja Retail Congress 2017, w której uczestniczyli decydenci wiodących sieci handlowych, m.in. Biedronka, Tesco, Lewiatan, Intermarche, Spar, Stokrotka, Społem, Recman, Adidas, Quiosque, Regatta, 5-10-15, Go Sport, Kolporter, RTV EURO AGD, Media Expert, Komfort, IKEA i wielu innych. Wysoki poziom merytoryczny konferencji oraz szerokie spektrum zagadnień dostarczyły dużej dawki wiedzy. Bogdan Łukasik, założyciel i współwłaściciel Modern-Expo Group, podzielił się wiedzą i doświadczeniem, kreując wizję wyzwań przyszłości, przed jakimi stanie branża retail. – Zmiany społeczne, ekologiczne i oczekiwania konsumentów w zakresie zrównoważonego rozwoju mają duży wpływ na koncept sklepowy. Już dziś klient oczekuje hiperpersonalizacji – podkreślił. Dodał, że w 2022 roku ¼ obrotu sklepów będzie generowana z e-handlu.

Tę koncepcję poparł również James Breaks, architekt z londyńskiego biura projektowego rpa:group. Podkreślił, że sklep musi być elastyczny, zmieniać swoje funkcje niczym kameleon oraz że już dziś zasięg nowoczesnej transakcji jest nieograniczony i wkracza w różne sfery życia.

Pozostali prelegenci występujący podczas konferencji oraz w Teatrze Innowacji dzielili się wiedzą w zakresie projektowania wnętrz, badania odczuć klienta w sklepie czy praktycznymi rozwiązaniami produktowymi. Odwiedzający Targi RetailShow mogli zadać pytania i podyskutować, a zdobyte informacje zastosować w codziennej pracy nad tworzeniem jak najlepszych konceptów handlowych.

Najlepsze sklepy i produkty

Targi RetailShow to też cieszące się coraz większą popularnością branżowe konkursy „Best Shop Concept” oraz „Innowacje Handlu”. Pierwszy stanowił świetną okazję dla pracowni architektonicznych, by pochwalić się najlepszymi realizacjami. W tym roku poziom zgłoszonych projektów był bardzo wysoki, tak więc Jury stanęło przed wyzwaniem, by wyłonić najlepsze. Z kolei nagrodzone w drugim konkursie produkty udowodniły, że branża retail dynamicznie się rozwija i proponuje bardzo innowacyjne rozwiązania.

Zwycięzcy konkursu „Innowacje Handlu 2017”: 

  • Produkt: Kasoterminal iPOS duet
    Kategoria: Kasy fiskalne i wagi
    Firma: iPOS S.A.
  • Produkt: Skaner ladowy z funkcją wagi MP7000

Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS

Firma: Zebra Technologies

  • Produkt: Komputer mobilny TC20

Kategoria: Systemy i technologie IT

Firma: Zebra Technologies

  • Produkt: Tablet Senor tPOS

Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS

Firma: Datecs-Polska Sp. z o.o.

  • Produkt: Komputer POS Senor V5e

Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS

Firma: Datecs-Polska Sp. z o.o.

  • Produkt: POLOkarta

Kategoria: Programy lojalnościowe

Firma: POLOmarket Sp. z o.o.

  • Produkt: Przenośny terminal danych CipherLab RS31

Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS

Firma: KONCEPT-L S.A.

  • Produkt: MainBox

Kategoria: Systemy i technologie IT

Firma: D&K Technology Sp. z o.o.

  • Produkt: Witryna cukiernicza SONATA

Kategoria: Projekty i wyposażenie wnętrz sklepowych

Firma: MAWI S.J.

  • Produkt: Lada chłodnicza Carina 07

Kategoria: Projekty i wyposażenie wnętrz sklepowych

Firma: ES System K Sp. z o.o.

  • Produkt: Terminal paczkowy FreshBox

Kategoria: e-Commerce & mobile

Firma: Modern-Expo S.A.

IX edycja Targów RetailShow odbędzie się 14 i 15 listopada 2018 roku w Warszawskim Centrum EXPO XXI.

Jak bezpiecznie sprzedać urządzenie mobilne

Sprzedaż używanych urządzeń mobilnych jest bardzo popularna, ale czy na pewno bezpieczna? To pytanie warto postawić sobie zwłaszcza w sytuacji, kiedy chcemy sprzedać smartfon lub tablet, na którym mieliśmy np. zainstalowaną aplikację bankowości elektronicznej. Czy w takiej sytuacji osoba trzecia może uzyskać dostęp do naszych danych i czy można się przed tym zabezpieczyć?

Często nie wyobrażamy sobie życia bez aplikacji wykorzystujących dobrodziejstwo bezgotówkowych systemów transakcyjnych. Kupno biletu komunikacji miejskiej, czy opłacenie parkingu za pomocą smartfona to już norma. Smartfony czy tablety magazynują w swojej pamięci informacje dotyczące naszej prywatności, takie jak np. wiadomości e-mail, SMS-y, a także zdjęcia wraz ze współrzędnymi geograficznymi. Mogą być one szczególnie interesujące dla cyberprzestępców. Cenny dla nich będzie również potencjalny dostęp do systemów, których częścią są aplikacje zainstalowane na telefonie, w tym aplikacje do wykonywania różnego rodzaju transakcji pieniężnych.

Informacje mogące mieć wpływ na bezpieczeństwo, jak i sposób przechowywania ich na urządzeniach, często są niezależne od nas i wynikają z architektury systemu operacyjnego, aplikacji bądź budowy systemu transakcyjnego.  Do głównych czynników ryzyka możemy zaliczyć m.in.:

  • przechowywanie w formie jawnej lub możliwej do odzyskania danych dostępowych do systemów: haseł i kodów PIN, certyfikatów czy danych karty kredytowej lub płatniczej;
  • brak szyfrowania przechowywanych danych na poziomie systemu operacyjnego czy samej aplikacji;
  • nieefektywne kasowanie danych z nośnika – samo usunięcie pliku nie gwarantuje, że danych nie da się odzyskać.

Możliwość nieautoryzowanego pośredniego lub bezpośredniego dostępu do takich informacji może wpływać istotnie na bezpieczeństwo naszego konta w systemach transakcyjnych, czy nawet przyczynić się do wykorzystania zaufanego kanału płatności przez niepowołaną osobę.

Jak przygotować smartfon do bezpiecznej sprzedaży

Najprostszym sposobem, aby uniknąć potencjalnego ryzyka wykorzystania wrażliwych danych, jest założenie, aby nie odsprzedawać urządzeń mobilnych. Jednak nie zawsze jest to możliwe, głównie z przesłanek ekonomicznych. Często też zdarza się, że gubimy nasze urządzenia lub co gorsza są one obiektem zainteresowania osób trzecich.

Jeśli już zdecydujemy się odsprzedać nasze urządzenie, warto zrobić wszystko, aby zminimalizować ryzyko odczytu danych kiedykolwiek zapisanych na nośnikach, w które jest wyposażony smartfon czy tablet. – Trzeba wtedy pamiętać przede wszystkim o skutecznym usunięciu danych, które mogą być przechowywane na wszystkich jego nośnikach (jak pamięć FLASH czy NAND), zewnętrznych kartach pamięci, jak np. microSD czy też karcie SIM – mówi Tomasz Niewdana, inżynier systemowy w firmie Fortinet.

Dodatkowo warto zwrócić uwagę na możliwość potencjalnego dostępu do danych w chmurze, które mogą być wykorzystane przez atakujących – przykładowo zdjęcie naszego dowodu osobistego, przesłane w ramach usługi przechowującej pliki.

Samo skasowanie wrażliwych danych z nośników nie jest wystarczające. Łatwo dostępne oprogramowanie umożliwia odzyskanie danych, które nie zostały nadpisane. Dodatkowo należy pamiętać, aby wyrejestrować urządzenie  z zaufanych kanałów w różnych usługach.

Poniżej znajduje się lista działań rekomendowanych przez ekspertów Fortinet, które warto wykonać lub rozważyć, analizując potencjalne ryzyko utraty ważnych danych na wypadek kradzieży, zagubienia lub odsprzedania urządzenia.

  • korzystaj z urządzeń i systemów operacyjnych, które domyślnie szyfrują dane
  • zabezpiecz urządzenie na wpadek jego utraty, najlepiej umożliwiając zdalne skasowanie danych
  • w miarę możliwości oddaj/sprzedaj urządzenie zaufanej osobie
  • w przypadku przygotowania do odsprzedaży skasuj skutecznie dane (skontaktuj się z producentem z prośbą o uzyskanie odpowiedniej instrukcji), dokonaj aktualizacji systemu operacyjnego, nadpisz kilkukrotnie dane nieistotnymi informacjami, zachowaj karty pamięci i pamiętaj o wyjęciu karty SIM
  • wyrejestruj urządzenie z usług w chmurze np. poczty elektronicznej, przechowywania plików, zlikwiduj zaufane kanały dostępu dla tego urządzenia (np. aplikacja w banku, token itp.)

Zabezpieczanie urządzeń mobilnych

Telefony komórkowe w ciągu ostatnich lat zmieniły się nie do poznania. Jeszcze nie tak dawno służyły jedynie do dzwonienia i wysyłania SMS-ów. Obecne stały się one smartfonami i pełnią funkcję minikomputerów. Podobnie do naszych klasycznych komputerów, zawierają ogromną ilość poufnych danych, które należy chronić przed wyciekiem lub kradzieżą.

Urządzenia mobilne stały się nieodłącznym narzędziem codziennej pracy w każdej firmie. Powoduje to, że sukcesywnie wzrasta ryzyko związane z ich utratą.

Jak je zabezpieczyć?

Obecnie urządzenia mobilne są miejscem, gdzie trzymamy swój cały świat. Zapisujemy w nich numery telefonów, maile, zdjęcia oraz informacje z naszej pracy. Nierzadko przechowujemy na nich również firmowe pliki oraz numery kont bankowych i hasła. Aby je zabezpieczyć możemy skorzystać z dwóch alternatywnych rozwiązań:

  1. Kompleksowa ochrona. Obejmuje ona zakres bezpieczeństwa aplikacji krytycznych, z punktu widzenia organizacji, tj. poczty elektronicznej, listy kontaktów, kalendarza czy listy zadań. Podnosi bezpieczeństwo naszych danych. Wszystkie informacje są zapisywane, chronione i przechowywane w jednym bezpiecznym miejscu, bezpośrednio na firmowym serwerze. Niestety wiąże się ono z wysokim kosztem zakupu. W ramach zabezpieczenia:
  • Dostęp do aplikacji firmowych jest możliwy wyłącznie po podaniu specjalnego PIN-u, którego wielokrotne błędne wpisanie powoduje zablokowanie urządzenia lub wyczyszczenie zawartości danego obszaru. Mechanizm szyfrujący wykorzystuje silny algorytm AES-256;
  • Występuje polityka wymuszania zasady konfiguracji haseł, konieczność zainstalowania oprogramowania antywirusowego, konfiguracja dla profilu Wi-Fi i VPN. Co więcej, pojawia się weryfikacja instalowanych aplikacji, dzięki czemu użytkownik telefonu nie może instalować wszystkiego co chce.
  • W przypadku zgubienia lub kradzieży urządzenia mamy możliwość zdalnego zablokowania lub wyczyszczenia go z obszaru z firmowymi aplikacjami;

 

  1. Podstawowe zabezpieczenie nie wymagające specjalistycznego oprogramowania, które można skonfigurować bez dodatkowych kosztów. Często przydaje się w sytuacji kiedy naszą organizację nie stać na drogie rozwiązania. Możemy je znaleźć w ofercie producenta danego systemu. W jego zakres wchodzi najczęściej skasowanie oprogramowania, folder na pliki prywatne chroniony osobnym hasłem, zablokowanie urządzenia czy też jego lokalizacja.

Niezależnie od tego czy korzystamy z zewnętrznego oprogramowania, czy z narzędzi producentów musimy pamiętać o podstawowych zasadach bezpieczeństwa. Organizacje na bieżąco powinny prowadzić szkolenia w tym zakresie.  Dzięki temu pracownicy będą pamiętać o blokowaniu ekranu, który jest zabezpieczony kodem PIN, konfiguracji automatycznego uruchamiania wygaszacza ekranu po dłuższym czasie nieaktywności oraz szyfrowaniu karty pamięci. Istotne jest również to, aby wyłączać nieużywane moduły Wi-Fi czy prywatne hotspoty. Te z pozoru podstawowe zabezpieczenia mogą w znacznym stopniu zwiększyć bezpieczeństwo naszych danych – mówi Adam Jurczyk, Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo.

Dziurawa kieszeń Polaków – Na rachunki wydajemy więcej niż na jedzenie

Polacy wolą zapłacić za prąd, niż kupić jedzenie – 75% z nas traktuje rachunki priorytetowo. 90% stara się planować swoje zakupy, ogromna większość uważa, że w pełni panuje nad swoim budżetem. W sprawach finansowych liczy się dla nas rozsądek, zaradność  i wymierny cel. Zdecydowanie bardziej wolimy oszczędzać na samochód, niż na emeryturę. Te i wiele innych ciekawych wniosków znalazło się w najnowszym raporcie platformy MAM „Dziurawa Kieszeń Polaka 2017”.

 Według statystyk publicznych, kondycja finansowa Polaków znacząco poprawiła się w ostatnich latach. Przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na 1 osobę w gospodarstwach domowych w 2016 r. wyniósł 1474,56 PLN i był wyższy aż o 7% w stosunku do roku 2015.

Mimo poprawiającej się sytuacji materialnej Polaków, wciąż daleko jednak nam do zachodnich sąsiadów. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy, jest nieproporcjonalna wysokość tzw. kosztów zakontraktowanych, czyli comiesięcznych rachunków, w stosunku do wynagrodzeń Polaków.

Jak pokazują dane zebrane w raporcie MAM „Dziurawa kieszeń Polaka” opłaty czynszowe, za wodę, za nośniki energii, takie jak za prąd i gaz oraz za usługi telekomunikacyjne, to ponad 1/4 budżetu każdego gospodarstwa domowego (25,2%). Na rachunki wydajemy więcej niż na jedzenie – żywność jest dopiero na drugim miejscu.

– Uwzględniając siłę nabywczą, ceny prądu i gazu w Polsce należą do najwyższych w Unii Europejskiej – mówi e rozmowie z MarketNews24 Jakub Jugo, ekspert MAM. Drożej jest tylko w Rumunii, Hiszpanii, Belgii, Niemczech i Portugalii.

Polacy bardzo przejmują się stanem swoich finansów i koniecznością opłacania comiesięcznych zobowiązań – dla 75% ankietowanych rachunki są najważniejszą kategorią wydatków. Jedynie 6% gospodarstw domowych pozwala sobie na zaległości w opłacaniu rachunków.

Ograniczone zasoby finansowe wywołują potrzebę sprawnego planowania domowego budżetu. Aż 90% ankietowanych stwierdziło, że przynajmniej połowa ich zakupów jest wcześniej zaplanowana. 43% Polaków planuje zdecydowaną większość zakupów. Aż 87% Polaków uważa też, że kontroluje swoje wydatki, nie pozwalając na „wycieki” środków spowodowane niegospodarnością.Jak_cz_sto_Polacy_planuj__swoje_zakupy

Pod tym względem drożej jest tylko w Rumunii, Hiszpanii, Belgii, Niemczech i Portugalii.Dziurawa Kieszeń Polaka 2017

Mimo wszystko jesteśmy zadowoleni

Mimo tego, że na tle innych narodów europejskich sytuacja finansowa Polaków wypada raczej słabo, stale poprawiające się warunki ekonomiczne w kraju wpływają pozytywnie na subiektywną ocenę stanu finansów gospodarstw domowych. 1/3 Polaków w badaniu GUS ocenia sytuację materialną swojego gospodarstwa domowego pozytywnie (33,5% deklarowało odpowiedzi „bardzo dobra” lub „raczej dobra”). Jako przeciętny stan swoich finansów ocenia ponad połowa badanych (53,5%). Jednie 12,9 % Polaków, z prawie 37 000 gospodarstw domowych biorących udział w badaniu, określało swoją sytuację materialną negatywnie. W statystykach GUS poziom zadowolenia z życia ogólnie rzecz biorąc deklarowało w 2016 r. ponad 80% Polaków[3]. Wykonane kilka lat wcześniej (2013) badanie Komisji Europejskiej “Quality of life in Europe: Subjective well‑being” potwierdza, że charakterystyczne dla Polaków zadowolenia z życia nie ma wiele wspólnego z ich sytuacją finansową. Poziom życiowej satysfakcji jest u nas podobny do obywateli dużo bogatszych krajów, takich jak: Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Belgia czy Irlandia. Mało tego – jesteśmy nawet bardziej zadowoleni niż np. Włosi lub Portugalczycy i najszczęśliwsi wśród wszystkich unijnych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Nasze zadowolenie zdaje się nie mieć powiązania z sytuacją finansową – entuzjazm jest deklarowany, gdy jednocześnie aż 41% gospodarstw domowych nie może pokryć nieoczekiwanego wydatku w wysokości 1150 złotych. W 1 na 10 gospodarstw domowych brakuje samochodu, właśnie z przyczyn finansowych. Aż 73% z 1000 badanych na potrzeby raportu MAM osób zarabiała poniżej lub w granicach średniej krajowej, osiągając dochody netto nie większe niż 3000 złotych.Na_co_oszcz_dzaj__Polacy

Kobiety zarządzają pieniędzmi… lepiej

Deklarowaną przez Polaków wiedzę i umiejętności sprawnego zarządzania finansami udowadniają kobiety. Przywiązują szczególnie dużą wagę do planowania zakupów. Aż połowa z nich dokonuje planów dotyczących większości swoich wydatków. To aż o 15% więcej od zdecydowanie bardziej spontanicznych mężczyzn. Powodem może być fakt, że to właśnie na kobietach spoczywa większość obowiązków związanych z opłacaniem stałych zobowiązań gospodarstwa domowego. Polki częściej niż mężczyźni są odpowiedzialne nie tylko za np. opłacanie domowych rachunków. To również kobietom rzadziej niż mężczyznom zdarza się zapomnieć o opłaceniu rachunków. Na koniec – to kobiety, znacznie częściej niż mężczyźni deklarują zdecydowaną zgodę ze stwierdzeniem, że w pełni panują nad swoim domowym budżetem.
Nie zaskakuje fakt, że bardziej skłonne do planowania są osoby posiadające dzieci. Aż 52% z nich (w stosunku do 32% dla bezdzietnych) stwierdziło, że większość ich wydatków jest zaplanowana. Zaradność finansowa Polaków ma też odbicie na wychowaniu ich dzieci. 76% polskich rodziców stwierdza, że uczy swoje dzieci rozsądnie zarządzać pieniędzmi.

Wszystko musi mieć swój cel

Polacy nie są skłonni do zmiany swoich nawyków, jeśli nie widzą jasnego, konkretnego i wymiernego celu. Do takiego wniosku można dojść, analizując deklaracje dotyczące oszczędzania zebrane w badaniu MAM „Dziurawa Kieszeń Polaka”. Bardzo mało z nas motywuje się do dyscypliny finansowej tak po prostu, oszczędzając na czarną godzinę (prawdopodobnie stąd wyjątkowo niska stopa oszczędności Polaków). Jeśli jednak pojawi się przed nami konkretny cel, jak np. kupno nowego samochodu, wówczas sytuacja zmienia się diametralnie.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W przyszłym tygodniu wszystkie oczy będą zwrócone na raport z rynku pracy USA, który powinien dodać argument za podwyżką stóp procentowych Fed w kolejnym tygodniu. Poza tym poznamy decyzję trzech innych banków centralnych: w Australii, Kanadzie i Polsce. Uwaga też na PKB z Eurolandu i Australii oraz produkcję przemysłową z Wielkiej Brytanii. Na koniec tygodnia Fitch przestawi decyzję w sprawie polskiego ratingu, gdzie jednak nie spodziewamy się rewizji.

Przyszły tydzień: NFP, PKB z Eurolandu/Japonii/Australii, RPP, Fitch, RBA, BoC
Wydarzeniem tygodnia w USA jest publikacja raportu z rynku pracy (pt). Zatrudnienie powinno dalej potwierdzać o sile rynku pracy z oczekiwaniami 200 tys. nowych miejsc pracy. Konsensus dla stopy bezrobocia wskazuje na utrzymanie 4,1 proc. z października, ale ryzyka przeważają na rzecz spadku do 4 proc. Największe zainteresowanie będzie dotyczyć dynamiki płac, gdzie szanse są na zdrowe odbicie o 0,3 proc. po płaskim odczycie miesiąc wcześniej. To pozwoliłoby powrócić dynamice rocznej do trendu (2,7 proc.). Taki zestaw niewiele już zmieni dla pewnej podwyżki stóp procentowych Fed na grudniowym posiedzeniu, jednak przyspieszanie płac może rozbudzić oczekiwania dla ścieżki podwyżek w 2018 r. Pozostałe odczyty danych (zamówienia w przemyśle, ISM dla usług, ADP) mogą cieszyć się umiarkowaną reakcją rynku.

Nim dobrniemy do raportu NFP, USD będzie musiał sobie poradzić z ryzykami fiskalnymi. Jeśli Senat zgodnie z oczekiwaniami przegłosuje dziś ustawę podatkową, rajd ulgi ustawi dolara na wyższym pułapie, który może być ciężko utrzymać na samym wyczekiwaniu danych z rynku pracy. Dodatkowo przyszły tydzień może przynieść prace nad przedłużeniem finansowania budżetu (obecna uchwała wygasa 8 grudnia). Tzw. „government shutdown” wydaje się mało prawdopodobny, kiedy Republikanie są zdeterminowani do ogłoszenia politycznego sukcesu.

W strefie euro finalne odczyty PMI dla usług (wt) nie niosą ze sobą pierwiastka zaskoczenia. Sprzedaż detaliczna (wt) tradycyjnie przejdzie bez echa, a dla finalnego odczytu PKB za III kw. (czw) nikt w konsensusie nie spodziewa się korekty dynamiki 0,6 proc. Ponieważ ryzyko polityczne wokół formowania niemieckiego rządu wyparowało, oczkujemy konsolidacji w notowaniach EUR.

W Wielkiej Brytanii indeksy PMI dla sektora budowlanego (pon) i usługowego (wt) mogą pójść śladem wskazań z przemysłu wypaść dobrze. Produkcja przemysłowa (pt) w październiku ma do odreagowania silny wzrost z września, więc ryzyka dla prognozy 0 proc. są po negatywnej stronie. Dla GBP na pierwszym planie będą jednak negocjacje Brexitu, które w przyszłym tygodniu mogą wejść w kolejną fazę. Coraz więcej wskazuje na wystarczający postęp w ustalaniu warunków rozwodu z UE, co jest istotne przed grudniowym szczytem UE. W efekcie GBP powinien pozostawać mocny do głównych walut.

W Polsce RPP (wt) powinna utrzymać stopy procentowe bez zmian. Jesteśmy dopiero co po prezentacji projekcji makroekonomicznej, na podstawie której Rada sygnalizuje brak chęci do podwyżek co najmniej przez rok. Mimo to można oczekiwać, że konferencja prasowa po posiedzeniu skupi się na ocenie ostatnich danych o PKB i CPI, które zaskoczyły pozytywnie. Wątpimy jednak, że usłyszymy wzmianki o wzmocnieniu jastrzębiego skrzydła. W piątek Fitch dokona rewizji ratingu Polski, gdzie utrzymanie status quo jest bazowym scenariuszem. Sądzimy, że EUR/PLN jest wyprzedany bez siły do sforsowania na dobre 4,20 i z ryzykiem technicznego odejścia w stronę 4,23.

W Japonii odczyt PKB na finalnym etapie nie stanowi istotnego punktu dla JPY. Skromna korekta w górę do 1,5 proc. w ujęciu zannualizowanym tylko potwierdza, że Bank Japonii nie ma się co spieszyć z odchodzeniem od ultra-luźnej polityki monetarnej. USD/JPY pozostaje pod wpływem zmian sentymentu wobec dolara i rentowności obligacji skarbowych USA. Widzimy pole do dalszych wzrostów w kolejnych dniach.

Z Australii otrzymamy spory zestaw danych. PKB za III kw. (śr) powinien wskazać przyzwoite tempo kwartalne (prog. 0,7 proc.), a sprzedaż detaliczna (wt) i bilans handlowy (czw) rzucą więcej światła na kondycję w IV kw. Sprzedaż miała się słabo w poprzednich miesiącach, więc tym razem jest szansa na odbicie. Ostatnie w tym roku posiedzenie RBA (wt) powinno przynieść skopiowanie komunikatu sprzed miesiąca. Ogólnie dane mogą dać powód, by na moment osłabić presję spadkową AUD. Kalendarz z Nowej Zelandii jest pusty i główny ton dla kiwi będzie nadawać relacja AUD/NZD.

W Kanadzie mamy decyzję banku centralnego (śr), ale nawet po bardzo dobrych danych z rynku pracy i PKB wątpliwe jest, by BoC forsował kolejną podwyżkę. Bank pozostaje w trybie „wait-and-see” analizując wpływ poprzednich dwóch podwyżek na gospodarkę. Inflacja wciąż pozostaje nisko, co ogranicza pole nawet do zaostrzenia retoryki. BoC może podtrzymać ostrożny ton, co odbiłoby się negatywnie na postawie CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Cushman & Wakefield z nowymi władzami

Szukanie winnych, karanie niewinnych

Tak zwana Strategia Rozwoju Administracji Podatkowej jest częścią wdrażanego właśnie przez rząd systemu zarządzania administracją podatkową. Ma ona stanowić podstawę dokonywanej rewolucji, której zasadniczym celem jest wypełnienie oczekiwań społeczeństwa i wzmocnienie procesów wewnętrznych administracji podatkowej. Czy jednak wprowadzane mechanizmy rzeczywiście polepszają sytuację przedsiębiorców?

Pojawiają się głosy, że niektóre z ostatnich reform za bardzo ingerują w prawa i wolności uczciwych podatników, a prowadzone kontrole znacznie utrudniają funkcjonowanie firm. Z ministerialnego projektu Strategii Rozwoju Administracji Podatkowej na lata 2016–2020 wynika tymczasem, że rządowa wizja reformy jest przyjazna, nowoczesna i profesjonalna.

Rewolucja w strukturze KAS

Tak naprawdę efekt zmian w strukturze Krajowej Administracji Skarbowej wciąż nie jest do końca znany, bo rewolucja nadal trwa. Jeszcze nie ucichło echo drastycznych zwolnień i zmian kadrowych w urzędach skarbowych, urzędach kontroli skarbowej i urzędach celnych. Powoli następuje jednak przesunięcie niektórych kompetencji z jednych organów na drugie – organami tzw. pierwszego kontaktu dla podatników mają być naczelnicy urzędów skarbowych i naczelnicy urzędów celno-skarbowych, a interpretacja prawa podatkowego będzie zadaniem dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej. To rozwiązanie ma jednak zasadniczą wadę. We wprowadzonych zmianach nie ma wyraźnego podziału kompetencji kontrolnych urzędów skarbowych i urzędów celno-skarbowych. Istnieje zatem uzasadniona obawa, że spowoduje to nierówne traktowanie podatników.

Kontrole przyjaźniejsze dla podatników?

Głównym motorem zmian w administracji podatkowej były głosy ze strony podatników, że kontrole skarbowe są skomplikowane i mają niejasny charakter. Czy nowa administracja podatkowa będzie remedium na te problemy? W zasadzie nowe organy Krajowej Administracji Skarbowej będą mogły kontrolować podatników w praktycznie niezmienionym trybie kontroli i postępowania podatkowego. Podatnicy będą mogli skorzystać z identycznego katalogu uprawnień, jaki nadawały im poprzednio obowiązujące regulacje. Wielka rewolucja okazuje się zatem tylko wielkimi obietnicami. Życie przedsiębiorców po wprowadzeniu nowych przepisów wcale nie zmieni się na lepsze.

Zakres uprawnień urzędników

Jeśli chodzi jednak o standardowe uprawnienia, nowoczesna administracja podatkowa będzie korzystała z zupełnie innych środków niż dotychczas. Budzi to liczne sprzeciwy ze strony przedsiębiorców. Tak jak w poprzednio obowiązujących regulacjach, fiskus będzie mógł korzystać z prawa żądania udostępniania akt, ksiąg i wszelkiego rodzaju dokumentów związanych z przedmiotem kontroli, prawa wstępu na grunt czy też prawa przebywania w lokalu lub innym pomieszczeniu należącym do kontrolowanego. Nowością będzie natomiast m.in. możliwość przesłuchiwania świadków przy użyciu urządzeń technicznych umożliwiających prowadzenie przesłuchania nawet na odległość.

Ograniczona możliwość odwołania

Niebezpieczna jest regulacja ograniczająca prawo przedsiębiorcy do złożenia zastrzeżeń do wyniku kontroli. Obecnie takie prawo nie przysługuje podatnikowi. Kontrolowany przedsiębiorca może jedynie złożyć korektę rozliczenia podatkowego. Jeżeli podatnik nie skoryguje deklaracji, kontrola przekształca się w postępowanie podatkowe, zakończone wydaniem decyzji podatkowej. Ta z kolei pozwala na wniesienie odwołania. Niestety zgodnie z nowymi przepisami takie odwołanie składa się ponownie do organu, który wydał decyzję, a zatem nie możemy liczyć na rozpatrzenie sprawy przez inny organ. Pojawia się pytanie o konstytucyjność takiego rozwiązania, niezgodnego z zasadą instancyjności postępowania podatkowego.

Które branże są najbardziej zagrożone kontrolami skarbówki?

Fiskus bierze pod lupę przede wszystkim te branże, w których w poprzednim okresie rozliczeniowym odnotowano najwięcej nieprawidłowości. W grupie „największego ryzyka” znalazły się m.in. usługi księgowe, podatkowe, badania rynku, prawne oraz reklamowe. W tych dziedzinach łatwo o zaniżenie podatku dochodowego, ponieważ wszystkie te usługi mają charakter niematerialny i trudno ustalić ich rzeczywistą wartość. Skarbówka prześwietla też firmy zajmujące się szeroko rozumianą elektroniką, w których bardzo często dochodzi do wyłudzeń VAT. Podobny proceder obserwuje się również w handlu hurtowym, szczególnie jeżeli mamy do czynienia z przedsiębiorstwem zajmującym się obrotem towarami z krajami azjatyckimi. Od wielu lat częste są także kontrole w branży samochodowej (chodzi przede wszystkim o sprowadzanie samochodów z zagranicy i ich odsprzedaż w kraju). Nie oznacza to jednak, że przedsiębiorcy zajmujący się innymi dziedzinami niż wymienione mogą spać spokojnie. Kontrola skarbowa może dotyczyć każdego.

Konsekwencje reform

Przedsiębiorcom trudno odnaleźć się w nowej podatkowej rzeczywistości. Z tego powodu warto skorzystać z usług profesjonalistów – prawników, którzy będą skutecznie reprezentować firmę przed organami administracji podatkowej. Bałagan panujący obecnie w Krajowej Administracji Skarbowej powoduje liczne błędy urzędników, co może mieć negatywne i daleko idące konsekwencje dla przedsiębiorców, którzy nie mają odpowiednich reprezentantów. Kancelarie podatkowe działające na rynku udzielają wsparcia merytorycznego firmom, zapewniając im bezpieczeństwo i możliwość swobodnego prowadzenia działalności gospodarczej.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

GPW Benchmark publikuje nową dokumentację stawek referencyjnych WIBID i WIBOR

  • GPW Benchmark opublikował „Nową dokumentację stawek referencyjnych”, która wejdzie w życie 1 lutego 2018 r.
  • To kolejny krok w drodze do skutecznego dostosowania stawek referencyjnych WIBID i WIBOR do wymogów europejskich
  • Nowa dokumentacja stawek referencyjnych zastąpi dotychczasowy „Regulamin Fixingu stawek referencyjnych WIBID i WIBOR”

30 listopada 2017 r. organizator Fixingu stawek referencyjnych WIBID i WIBOR GPW Benchmark opublikował „Nową dokumentację stawek referencyjnych”, która wejdzie w życie 1 lutego 2018 r. W jej skład wchodzą „Kodeks postępowania uczestników Fixingu WIBID i WIBOR” oraz „Regulamin stawek referencyjnych WIBID i WIBOR”.

Kodeks postępowania reguluje relacje między GPW Benchmark, a bankami będącymi uczestnikami Fixingu stawek referencyjnych. Dokument prezentuje zakres rekomendowanych przez GPW Benchmark polityk, procedur i standardów postępowania banków, zgodnych z wymaganiami europejskiej reformy wskaźników referencyjnych.

Regulamin stawek referencyjnych jest dokumentem określającym zasady opracowywania wspomnianych stawek referencyjnych i ich publikacji oraz zasady ich stosowania przez użytkowników, takich jak na przykład instytucje kredytowe, emitenci papierów wartościowych czy fundusze inwestycyjne.

– Stawki referencyjne pełnią kluczową rolę w polskiej gospodarce, stanowiąc podstawę oprocentowania przeważającej części kredytów, jak również wyceny wielu instrumentów finansowych. Nadrzędnym celem działań GPW Benchmark jest wzmocnienie stawek referencyjnych WIBID i WIBOR, aby były one wiarygodne, adekwatne oraz reprezentatywne – powiedział Rafał Wyszkowski, prezes Zarządu GPW Benchmark.

Zmiana dokumentacji wynika bezpośrednio z konieczności dostosowania stawek referencyjnych WIBID i WIBOR do wymogów Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/1011 z dnia 8 czerwca 2016 r. w sprawie indeksów stosowanych jako wskaźniki referencyjne w instrumentach finansowych i umowach finansowych lub do pomiaru wyników funduszy inwestycyjnych.

– Publikacja „Nowej dokumentacji stawek referencyjnych” stanowi ważny krok w drodze do skutecznego dostosowania stawek referencyjnych WIBID i WIBOR do europejskich i światowych standardów. Dalsze działania w tym kierunku będziemy podejmować angażując kluczowych interesariuszy, takich jak NBP, KNF, UOKIK oraz instytucje rynku finansowego – kontynuował prezes Zarządu GPW Benchmark Rafał Wyszkowski.

Nowa dokumentacja stawek referencyjnych zastępuje dotychczas obowiązujący „Regulamin Fixingu stawek referencyjnych WIBID i WIBOR”. Aktualny „Kodeks postępowania uczestników Fixingu WIBID i WIBOR” oraz „Regulamin stawek referencyjnych WIBID i WIBOR” są dostępne na stronie internetowej GPW Benchmark: www.gpwbenchmark.pl.

Dobre dane z Polski. Ropa drożeje

Odczyty z USA niemal dokładnie zgodne z oczekiwaniami analityków. OPEC przedłuża ograniczenie wydobycia i to aż o 9 miesięcy. Polska gospodarka rosła o 4,9% w trzecim kwartale.

Neutralne dane z USA

Wczoraj o 14:30 poznaliśmy jedne z najlepiej przewidzianych danych z USA ostatnich tygodni. Liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła 238 tysięcy wobec 240 tysięcy oczekiwanych. Dochody amerykanów utrzymały tempo wzrostu 0,4% pomimo oczekiwań ma 0,3%. Wydatki z kolei zgodnie z oczekiwaniami spowolniły swój wzrost do 0,3%.

OPEC zmniejsza wydobycie

Państwa zrzeszone w ramach OPEC i Rosja podjęły decyzję o zmniejszeniu wydobycia ropy. Taki ruch już co prawda obowiązuje, ale miał się zakończyć z końcem marca 2018, a potrwa do końca 2018 roku. Na rynkach widać wzrost cen, nie jest on jednak zbyt gwałtowny. Wielu analityków widząc jak rosły ceny ropy w wyniku dotychczasowego ograniczenia spodziewało się jego przedłużenia. Warto zwrócić uwagę, że wzrost cen czarnego złota jest również częściowo spowodowany słabością dolara, w którym to ten surowiec jest wyceniany.

Wzrost PKB w 3 kwartale niemal 5%!

Z opublikowanych przez GUS danych wynika, że PKB Polski w 3 kwartale rosło o 4,9% w ujęciu rocznym. Analitycy wiedzieli, że dane będą dobre. Świadczyła o tym prognoza na 4,7%. Jak widać nie przewidzieli jednak, że będą aż tak dobre. To właśnie dane z Polski powodują, że inwestorzy od kilku miesięcy coraz przychylniej patrzą na złotego. Widać to zarówno na rynku walutowym jak i ostatnio również na rynku obligacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – Kanada – PKB,
  • 16:00 – USA – raport ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

OPEC decyduje się na ograniczenie wydobycia ropy do końca 2018

W czwartek w Wiedniu 24 kraje zdecydowały, że utrzymają ograniczenie wydobycia ropy naftowej do końca 2018 r. Jak to wpłynie na notowania podstawowego surowca energetycznego i czy spowoduje wzrost cen paliw dla kierowców? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Zgodnie z oczekiwaniami 30 listopada kraje kartelu OPEC oraz dziesięciu innych eksporterów ropy naftowej (w tym Rosja) przedłużyły porozumienie o zmniejszeniu produkcji „czarnego złota” do końca przyszłego roku.

Wprawdzie w ub. miesiącu pojawiały się spekulacje, że Moskwa może być sceptyczna co do tak długiego okresu wydłużenia cięć w obawie przed zbyt dużym wzrostem podaży z USA, ale finalnie również Rosja zgodziła się na utrzymanie redukcji swojego wydobycia.

Dla OPEC oraz Rosji najważniejsze są zapasy

Analizując działania producentów poprzez notowania ropy naftowej, można stwierdzić, że odnieśli oni krótkoterminowy sukces. Ograniczenie produkcji o ok. 4 proc. przez OPEC i inne kraje (w ujęciu globalnym ok. 1,5 proc.) przyczyniło się do wzrostu cen o ok. 25-30 proc. Oznacza to, że przychody eksporterów wzrosły, mimo że wydobycie było mniejsze.

Warto jednak zauważyć, że to nie tylko efekt działania kartelu. Przede wszystkim załamanie się cen ropy w latach 2015-2016 spowodowało, że w tym okresie wydobycie z amerykańskich łupków uległo poważnemu ograniczeniu (o ponad 10 proc. od szczytów; globalnie ok. 1 proc.). Pozwoliło to najpierw na zatrzymanie trendu zwiększania zapasów, a później, wraz z działaniami OPEC, na ich wyraźne ograniczenie.

Według listopadowego raportu IEA (Międzynarodowej Agencji Energetycznej) na koniec września zapasy ropy i jej produktów w krajach OECD spadły do 2-letnich minimów i wyniosły 2,97 mld baryłek. Dodatkowo inna miara zapasów (różnica pomiędzy ich 5-letnią średnia) także wyraźnie się obniżyła. Jeszcze na początku roku bieżące zapasy o ponad 300 mln baryłek przekraczały przeciętną wartość z ostatnich 5 lat, a obecnie nadwyżka obniżyła się do 119 mln.

Producentom ropy szczególnie zależy, by na rynku nie było zbyt wysokich zapasów, gdyż nie pozwala im to uzyskiwać dodatkowej premii przy nagłych spadkach podaży (wydarzenia pogodowe, geopolityczne, strajki, awarie itp.) lub wzrostach popytu. Wypełnione po brzegi magazyny powodują, że nawet niewielkie ograniczenie popytu czy podniesienie się podaży skutkuje nagłymi spadkami ceny.

W rezultacie to właśnie zapasy ropy oraz jej produktów są najważniejsze dla OPEC oraz dla Rosji. Jeżeli będą one spadać i dojdą do stanów średnich z perspektywy wielu lat, wtedy znacznie zmaleje ryzyko wyraźnego obniżenia ceny „czarnego złota”. Zwiększy się natomiast szansa na przynajmniej krótkotrwałe wzrosty cen, o ile warunki okażą się sprzyjające.

Więcej dobrych niż złych informacji dla kierowców

Rewolucja łupkowa w USA spowodowała, że rynek ropy naftowej przeszedł olbrzymią przemianę. Przez dekady kartel w znacznym stopniu zarządzał ceną surowca tak, aby maksymalizować swoje korzyści finansowe, ale jednocześnie nie doprowadzić do poważnych zaburzeń w podaży czy zgubnej dla gospodarki światowej eksplozji kosztów „czarnego złota”.

Cała ta koncepcja uległa załamaniu, gdy okazało się, że co roku średnie dzienne wydobycie w USA rośnie o ok. 1 mln baryłek i w znacznym stopniu zaspokaja zwiększenie popytu globalnego, a Stany Zjednoczone zaczynają dorównywać w produkcji Arabii Saudyjskiej czy Rosji. Inwestycje w innych krajach (Kanada, Brazylia) także spowodowały, że wpływ na ceny ze strony OPEC został wyraźnie ograniczony, a rynkowe koszty zakupu ropy dla konsumentów dzięki pojawieniu się faktycznej, niezrzeszonej w kartelu konkurencji, zauważalnie spadły.

Teraz tak naprawdę OPEC czy Rosja są uzależnione od tego, jaka jest średnia relacja kosztów wydobycia ropy z łupków do bieżącej ceny. Obecnie prawdopodobnie opłacalność produkcji w Stanach Zjednoczonych jest w przedziale 50-60 dol. za baryłkę. I to ta wartość stanowi poziom równowagi dla rynku ropy naftowej. IEA szacuje, że dzienne wydobycie w USA wzrośnie w przyszłym roku o 1,1 mln baryłek r/r, czyli w znacznym stopniu zaspokoi wzrost popytu. To powinno utrzymywać średnioroczne ceny blisko bieżących poziomów, co również oznacza, że przeciętne koszty tankowania dla kierowców w 2018 r. prawdopodobnie nie będą wyraźnie odbiegać od tych obserwowanych obecnie.

OPEC przedłuża cięcia wydobycia

Organizacja Państw Eksportujących Ropę Naftową wraz z państwami współpracującymi spoza kartelu zdecydowała o przedłużeniu o 9 miesięcy, czyli do końca 2018 r., limitów wydobycia ropy naftowej. Ma to spowodować dalsze podnoszenie cen surowca. Minister ds. ropy Arabii Saudyjskiej Khalid A. Al-Falih dodał, że jeśli w ciągu roku zdarzą się jakieś niespodziewane wydarzenia, to kraje wydobywające ropę powinny rozważyć rozmowy w tej sprawie. W rezultacie tej decyzji ceny ropy naftowej rosną i aktualnie cena baryłki jest ok. 20 USD wyższa niż przed rokiem, gdy państwa OPEC zdecydowały o wprowadzeniu ograniczeń w wydobyciu.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do euro (-0,38%) i brytyjskiego funta (-0,49%), a zyskuje do dolara kanadyjskiego (+0,05%), dolara australijskiego (+0,32%) oraz japońskiego jena (+0,4%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,192, GBP/USD – 1,353, USD/CAD – 1,287, AUD/USD – 0,756 i USD/JPY – 112,6. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,77%) i kurs EUR/JPY wynosi 134,2, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,881. Złotówka traci do lekko funta i euro, a minimalnie zyskuje do dolara i franka szwajcarskiego. W piątek rano dolar kosztuje poniżej 3,53 zł, euro – ponad 4,2 zł, funt – 4,77 zł, a frank – poniżej 3,59 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach nadal przewaga koloru czerwonego. W czwartek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,9%, frankfurcki indeks DAX – 0,29%, a paryski indeks CAC 40 – 0,47%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 0,82%, meksykański indeks Bolsa obniżył się o 1,11%, a brazylijski indeks Bovespa stracił 1,33%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei zyskał 0,41%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,01%, a hongkoński indeks Hang Seng spadł o 0,33%.

Ropa i złoto: Po trzydniowych spadkach ceny ropy naftowej odrabia straty. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 63,57 USD (+0,72%), a ropy WTI – 57,4 USD (+0,17%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca podniosła się o 1 USD do 66 USD. Z kolei cena złota kontynuuje spadki. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1275 USD. To 7 USD mniej (-0,55%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 0:30 – Japonia – Inflacja CPI (r/r), październik – 0,2%
  • 0:30 – Japonia – Stopa bezrobocia, październik – 2,8% (prognoza 2,8%)
  • 1:30 – Japonia – Indeks PMI dla przemysłu, listopad – 53,6 pkt. (prognoza 53,8 pkt.)
  • 2:45 – Chiny – PMI dla przemysłu, listopad – 50,8 pkt. (prognoza 50,9 pkt.)
  • 9:00 – Polska – PMI dla przemysłu, listopad – 54,2 pkt. (prognoza 54 pkt.)
    9:00 – Czechy – PKB (r/r), III kw. – 5% (prognoza 5%)
  • 10:00 – Włochy – PKB (r/r), III kw. (prognoza 1,8%)
  • 10:00 – Strefa euro – Indeks PMI dla przemysłu, listopad (prognoza 60 pkt.)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Indeks PMI dla przemysłu, listopad (prognoza 56,5 pkt.)
  • 14:30 – USA – Wystąpienie prezes Fed
  • 14:30 – Kanada – Stopa bezrobocia, listopad (prognoza 6,2%)
  • 15:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Dallas
  • 15:45 – USA – Indeks PMI dla przemysłu, listopad (prognoza 53,8 pkt.)
  • 16:00 – USA – Indeks ISM dla przemysłu, listopad (prognoza 58,4 pkt.)
  • 16:15 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Filadelfii

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Inflacja w Europie nadal pozostaje niska

W tym tygodniu w niektórych państwach UE zostały opublikowane wyniki indeksu CPI. W Polsce wymieniony wskaźnik wg wstępnych szacunków wykazał wzrost o 2,5%. Na ten wynik miały przede wszystkim wpływ wyższe ceny żywności i paliwa. W normalnych okolicznościach ten wzrost poziomu cen skłaniałby do przemyśleń na temat zwiększenia stóp procentowych, ponieważ cel inflacyjny NBP to 2,5%. Jednak ze względu na to, że znaczącym czynnikiem, który napędził wzrost cen są niskie ubiegłoroczne dane, to szanse utrzymania stopy inflacji, a tym samym podwyższenia stóp procentowych są niewielkie. Należy wspomnieć, że niższa niż zakładano inflacja w Polsce nie stanowi problemu. Wręcz przeciwnie wspiera gospodarkę, ponieważ koszty polskich firm
i gospodarstw domowych są niższe. O dobrej sytuacji gospodarczej świadczą również wyniki PKB za drugi kwartał br. Wskaźnik ten odnotował wzrost – po korekcie sezonowej o 5,2%, a bez korekty o 4,9%. W podobnej sytuacji jest również strefa euro. Tutaj także gospodarka odnotowuje sukcesy, choć nie rośnie już tak szybko jak ta polska. Jednocześnie niska inflacja uniemożliwia EBC podniesienie stóp procentowych. Wg wyników zharmonizowanej inflacji, ceny w listopadzie wzrosły
międzyrocznie tylko o 1,5%.

Złoty w tym tygodniu się trochę umocnił i kurs w piątek rano wynosił 4,2 EUR/PLN. Eurodolar był na poziomie 1,19 EUR/USD.

Salesforce: MSP potrzebują nowych technologii – nowy globalny raport

MSP do rozwoju potrzebuje technologii IT. Jednak wyszukiwanie, zakup i wdrożenia rozwiązań utrudnia brak czasu i środków oraz niedobór profesjonalnej kadry i szkoleń. Nieliczni pomimo tych ograniczeń inwestują, stając się najszybciej rozwijającymi się firmami, co szybko pogłębia rozwarstwienie w sektorze MSP.

Sektor MSP jest motorem wzrostu gospodarczego i innowacyjności. Jednak aby zachować konkurencyjność, MSP muszą sięgać po nowoczesne rozwiązania informatyczne. Coroczny raport Salesforce „Small & Medium Business Trends Report” opublikowany w październiku 2017 r. ukazuje zapotrzebowanie małych i średnich przedsiębiorstw na nowe technologie. Pomimo iż firmy z sektora MSP doskonale wiedzą, że technologie są niezbędne do ich dalszego rozwoju, trudno im odnaleźć i wdrożyć właściwe rozwiązania – ograniczeniem jest brak czasu i kompetencji oraz ograniczone środki finansowe.

Sektor MSP nie jest jednolity w podejściu do technologii. Raport Salesforce ukazuje znaczące różnice pomiędzy firmami rozwijającymi się (tymi, które wykazują wzrost przychodów) a ich odpowiednikami przeżywającymi stagnację. Rozwijające się przedsiębiorstwa inaczej podchodzą do wdrażania nowych technologii i mają inne priorytety inwestycyjne. Na ich top listach inwestycji częściej pojawia się system CRM. Firmy te częściej używają rozwiązań typu helpdesk i mocniej koncentrują się na zapewnieniu spójnych i spersonalizowanych doświadczeń klienta. Zaczynają także wykorzystywać możliwości sztucznej inteligencji.

Najważniejsze wnioski z raportu:

  • Dla 55% sektora MSP brak czasu jest największym ograniczeniem związanym z zakupem i wdrożeniem technologii. Dla 56% równie trudne jest znalezienie osób o odpowiednich kwalifikacjach technologicznych.
  • Brak czasu wynika z faktu, że 66% liderów MSP odpowiada za co najmniej trzy obszary działalności swojej firmy. Najczęściej do obszarów tych zaliczają się: obsługa klienta, finanse, zasoby ludzkie, IT, marketing i rozwój produktu.
  • Aż 23% czasu pracy pracownicy MSP poświęcają na ręczne wprowadzanie danych do różnego rodzaju systemów i aplikacji.
  • Tylko 23% firm ma przynajmniej jednego (lub więcej) własnego pracownika odpowiedzialnego za obszar IT.
  • Dla 95% małych i średnich przedsiębiorstw przy wyborze technologii najważniejsza jest łatwość obsługi, dla 94% – cena, prosta konfiguracja (dla 93%), nieskomplikowane serwisowanie (92%).
  • 62% MSP twierdzi, że szkolenia IT pomogłyby im w usprawnieniu działalności, ale dostęp do szkoleń jest utrudniony z powodu: kosztów (60%), braku czasu (56%), braku oferty szkoleń o właściwym zakresie (48%), kłopotów z planowaniem (46%).
  • 95% firm MSP zarządza informacjami o klientach, jednak większość robi to w sposób tradycyjny korzystając z poczty e-mail (62%) i arkuszy kalkulacyjnych (53%). Tylko jedna trzecia (33%) korzysta z systemu CRM;
  • Firmy rozwijające się wskazują CRM jako najwyższy priorytet w budżetach technologicznych 2,2 razy częściej od firm będących w stagnacji (36% vs. 16%).
  • Firmy rozwijające się są o 1,6 razy bardziej od reszty skłonne używać technologii do automatyzacji procesów biznesowych (69% vs. 42%).
  • MSP coraz częściej sięga po rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji. W ciągu najbliższych 3 lat w obszarze AI przewidywany jest wzrost inwestycji o 226%.

MSP – ambitne plany i przeciąganie budżetowej kołdry

Na liście najważniejszych priorytetów technologicznych sektorze MSP znajduje się rozwiązania wspierające produktywność, oprogramowanie finansowe, systemy bezpieczeństwa i CRM. Firmy średniej wielkości 1,5 częściej od małych jako priorytet wskazują CRM (42% vs. 27%). Podobnie organizacje szybko rozwijające się – CRM jest przez nie najwyższym priorytetem w porównaniu z resztą sektora (42% vs. 27%). Aspiracje technologiczne w MSP przegrywają jednak z możliwościami finansowymi. Dla wielu firm przeznaczenie większego budżetu na IT oznacza obcięcie finansowania w innych obszarach.

Jak znaleźć i utrzymać klientów – rozwijające się firmy wytyczają szlak

Pozyskiwanie klientów i ich utrzymanie to dla MSP jedno z największych wyzwań. W miarę rozwoju biznesu potrzeby marketingowe rosną – pojawia się konieczność lepszego dotarcia do grup docelowych i wskazanie, które działania są najbardziej skuteczne. Brak rozwiązań umożliwiających szybkie reagowanie na zapytania klientów staje się problemem dla 42% małych i dla 59% średnich firm. Jedynie 47% przedsiębiorstw posiada dział obsługi klienta lub centrum obsługi telefonicznej (nawet jeśli jest to tylko jedna osoba), a jedna czwarta korzysta z aplikacji helpdesk. Firmy rozwijające się 1,6 razy częściej od pozostałych mają dział obsługi klienta lub call center (52% vs. 33%).

Drugim głównym wyzwaniem jest zarządzanie Customer Experience w całym procesie sprzedaży i obsługi klienta. Dla firm zapewnienie spójnych doświadczeń klientów jest ważniejsze nawet od pozyskiwania leadów, ponieważ niezadowolony klient zmieni dostawcę z prawdopodobieństwem wynoszącym 78%. Prawie połowa małych i średnich firm (49%) uważa zrozumienie doświadczeń klientów i wejście z nimi w interakcję za ważne, a nawet krytyczne dla biznesu. Według 79% MSP niezwykle istotne jest, by klient miał kontakt z działem wsparcia znającym całą jego historię zakupową.

MSP ma duże potrzeby szkoleniowe

Większość małych i średnich firm (68%) nie ma własnego personelu informatycznego, który przejąłby proces zarządzania decyzjami zakupowymi oraz zajął się wdrażaniem technologii. Jedynie 26% zatrudnia jednego lub więcej pracowników IT. Brak dedykowanego zespołu jest większym utrudnianiem dla firm średnich, ponieważ małe firmy 1,9 razy częściej twierdzą, że pomimo braku wykwalifikowanej kadry, radzą sobie z własnymi potrzebami IT.

Problem związany z wiedzą o technologiach częściowo mogą rozwiązać szkolenia, jednak dostęp do nich jest utrudniony z powodu zbyt wysokich kosztów lub braku oferty szkoleniowej o odpowiednim zakresie. Firmy średnie (56%) podobnie jak małe (40%) twierdzą, że nieadekwatne do ich potrzeb formaty szkoleń stanowią poważne wyzwanie utrudniające wdrażanie programów szkoleniowych.

Kolejną bolączką są ograniczenia finansowe. Choć rozwiązania IT są ważnym motorem wzrostu dla MSP, firmy z tego sektora nie są w stanie przeznaczyć na nie większych środków. Tylko 22% badanych firm wydaje więcej niż jedną czwartą swoich rocznych budżetów na rozwiązania IT. Sytuacja wygląda zdecydowanie lepiej w firmach średniej wielkości, gdzie 39% wydaje na technologie więcej niż jedną czwartą rocznego budżetu.

Sztuczna inteligencja i automatyzacja w walce o klienta

82% MSP twierdzi, że połączenie danych w ramach jednej platformy lub bazy danych jest niezbędne dla efektywnego zarządzania Customer Experience we wszystkich kanałach kontaktu. Unifikacja danych bywa jednak sporym wyzwaniem, ponieważ pochłania mnóstwo czasu. Pracownicy MSP aż 23% swojego czasu pracy poświęcają na ręczne wprowadzanie danych. Firmy starają się jednak ułatwić sobie życie i zmniejszyć obciążenie procesami manualnymi, dlatego 62% korzysta z technologii automatyzującej wybrane procesy biznesowe. Uciążliwość ręcznej pracy jest tak wielka, że aż 71% liderów z MSP przy zakupie nowych rozwiązań zwraca uwagę na ich możliwości automatyzowania przynajmniej niektórych zadań. Rozwijające się MSP w porównaniu z resztą rynku 1,6 razy częściej stosują narzędzia do automatyzacji.

Niewielka liczba małych i średnich firm wykracza poza automatyzację i sięga dalej badając możliwości sztucznej inteligencji (AI). Chociaż obecnie tylko 11% MSP używa rozwiązań z zakresu AI, połowa sektora twierdzi, że jest to bardzo ważny czynnik przy wyborze technologii wspierających pracę. Firmy rozwijające się 2,3 razy częściej od reszty rynku używają lub zamierzają używać sztucznej inteligencji (48% vs. 21%).

Powody, dla których połowa firm nie jest gotowa na AI, są trudne do określenia. Wiele firm (41%) nie ma dookreślonych potrzeb w tym zakresie. Brakuje też świadomości – firmy nie rozumieją, w jaki sposób sztuczna inteligencja mogłaby pomóc w biznesie. Ci, którzy mają już wizję wykorzystania AI, planują wykorzystać ją do predykcyjnego prognozowania sprzedaży, zautomatyzowania zleceń od klientów i tworzenia profili odbiorców dla marketingu. Z badania Salesforce wynika, że w ciągu najbliższych 3 lat w sektorze MSP wzrost wydatków na sztuczną inteligencję wzrośnie o 226%.

Polskie MSP wobec wyzwań technologicznych

MPS w Polsce to ogromna siła rynkowa. Spośród działających 1,9 mln firm, mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa stanowią 99,8% podmiotów. Udział MSP w tworzeniu PKB na przestrzeni ostatnich lat systematycznie rośnie i przekroczył już 50%. Wg danych z opublikowanego w 2017 r. przez PARP (Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości) raportu o stanie sektora MSP w Polsce, firmy „analogowe” (które można uznać za odpowiednik stagnacyjnych z raportu Salesforce) są zdecydowanie bardziej zachowawcze niż „cyfrowe” (odpowiednik firm rozwijających się). Priorytetem tych pierwszych jest przede wszystkim przetrwanie i utrzymanie się na rynku – tak zadeklarowało 69,2% badanych z tej grupy. Tymczasem wśród „cyfrowych” przedsiębiorstw przeważa nastawienie na wzrost – w tej grupie dynamiczny rozwój jest nadrzędnym celem dla 64,8% ankietowanych przedsiębiorców.

Mimo świadomości dobroczynnego wpływu technologii na konkurencyjność firm, MSP nie stać na własne działy IT. Firmy mają też problem z rekrutacją odpowiedniego personelu. W przedsiębiorstwach zatrudniających specjalistów IT, osobą odpowiedzialną za informatykę jest częściej współpracownik zewnętrzny (55%). Pozostałe 45% firm zatrudnia informatyka na etacie.

Aż 86% przedstawicieli polskich małych i średnich firm uważa, że technologie informatyczne pozwalają zaoszczędzić czas pracy, a 65% jest przekonanych, że dzięki ICT w ciągu pięciu najbliższych lat będą malały koszty prowadzenia biznesu. Będą więc, tak jak to się dzieje na rynku globalnym, sięgać coraz częściej po nowe technologie.

Jakie czynniki bierzesz pod uwagę wybierając technologie dla twojej firmy

Łatwość użycia 95%
Cena 94%
Łatwość konfiguracji 93%
Prostota wsparcia / serwis 92%
Szybkość 92%
Zaufany dostawca 91%
Kompatybilność z istniejącą infrastrukturą lub systemami 87%
Możliwości mobilne 76%
Skalowalność 74%
Dostawca najlepszy w swojej klasie 73%
Możliwość automatyzacji 71%
Możliwości sztucznej inteligencji 51%

Które z wymienionych funkcjonalności AI twoja firma obecnie używa lub planuje używać w ciągu najbliższych 3 lat

Cel Już używają Będą używać Prognozowany wzrost w ciągu 3 najbliższych lat
Automatyczny e-mailing wysyłany, gdy adresat jest najbardziej gotowy go przeczytać 34% 51% 152%
Automatyczne rekomendacje dla klientów 33% 48% 146%
Automatyczne odpowiedzi wspierające podstawowe zapytania w dziale obsługi klienta 31% 50% 162%
Zautomatyzowane statystyki kampanii (np. automatycznie generowane statystyki marketingowe w celu ukierunkowania wydatków czy skupienia uwagi odbiorców) 30% 49% 167%
Prognozowanie predykcyjne dla sprzedaży (np. prognozy na temat najważniejszych klientów / czy dany zespół osiągnie założone cele) 29% 52% 179%
Analiza predykcyjna dla marketingu (np. prognozy do których odbiorców / segmentów rynku będą kierować swój przekaz, gdzie się           uzyska najwyższy zwrot z inwestycji) 23% 53% 226%

3 priorytety w budżetach na technologie

Małe firmy:

  • oprogramowanie wspierające produktywność – 39%
  • oprogramowanie finansowe – 35%
  • system bezpieczeństwa – 34%

Średnie firmy:

  • CRM – 42%
  • system bezpieczeństwa – 32%
  • usługi technologiczne – 32%

Koszt odejścia dobrego programisty to ponad 100 tys. zł

Rynek pracy IT już od kilku lat jest „rynkiem pracownika”. Wysoka rotacja kadr w branży informatycznej jest jednym z głównych wyzwań z jakimi mierzą się polskie firmy. W ubiegłym roku brakowało niemal 50 tys. specjalistów w tej branży. Dlaczego tak trudno zatrzymać dobrych programistów, fron-tend developerów, specjalistów ds. wdrożeń czy Business Intelligence?

Pracodawcy wciąż poszukują specjalistów IT. Jednocześnie starają się zatrzymać kluczowych pracowników tego obszaru u siebie. Według prognoz ekspertów ze szkoły programowania online Kodilla.com, do 2020 roku przychody przedsiębiorstw z branży IT będą zwiększać się o ok. 10 proc. rocznie. Oznacza to, że zapotrzebowanie na programistów, specjalistów ds. wdrożeń, Business Intelligence czy data science nie będzie się zmniejszać. Wręcz przeciwnie – rozwój technologii i postępująca cyfryzacja będą tylko wzmagały zapotrzebowanie na ludzi o odpowiednich kwalifikacjach.

Ile kosztuje utrata programisty?

Odejście kluczowego pracownika to dla każdego pracodawcy nie tylko duże wyzwanie, ale też znaczne koszty bezpośrednie i pośrednie. Często firmy zapominają o tym, że tracąc swoich pracowników muszą się liczyć z takimi kosztami, jak spadek motywacji w zespole czy obniżenie wydajności pozostałych pracowników.

– Szacuje się, że właściciel firmy w wyniku dobrowolnego odejścia pracownika traci od 50 do 100 proc. jego rocznego wynagrodzenia, w zależności od tego czy jest to pracownik niższego szczebla czy ekspert – ocenia Konrad Dębkowski, ekspert zarządzania doświadczeniem pracownika, iniJOB.com.

Jak wynika z badania Antal Market Research przeprowadzonego w polskich firmach średni wskaźnik odpływu pracowników z organizacji wynosi 10,8 proc., zaś dla branży IT – 8,8 proc. Teraz wyobraźmy sobie firmę informatyczną, zatrudniającą 100 pracowników, w której wskaźnik dobrowolnego odejścia pracowników wynosi 16 proc. (czyli w ciągu roku z firmy odchodzi 16 osób).

  Strata firmy, gdy odchodzi 9 pracowników
(wg średni wskaźnika dobrowolnego odejścia w branży IT – 8,8 proc.)
Strata firmy, gdy odchodzi 16 pracowników
(tj. o 7 pracowników więcej w porównaniu do średniego wskaźnika dobrowolnego odejścia w branży IT)
9 000 zł brutto/miesięcznie – pensja starszego programisty aplikacji mobilnych* 486 000 – 972 000 zł 864 000 – 1 728 000 zł
11 000 zł brutto/miesięcznie – pensja starszego programisty JAVA/JEE/J2EE ** 594 000 – 1 188 000 zł 924  1 056 000 – 2 112 000 zł

*Wynagrodzenie całkowite starszego programisty aplikacji mobilnych zatrudnionego na umowę o pracę wynosi od 8 500 do 13 500 zł brutto wg „Raportu płacowego Sedlak & Sedlak dla branży IT – 2017”

**Wynagrodzenie całkowite starszego programisty JAVA/JEE/J2EE zatrudnionego na umowę o pracę wynosi od 9 500 do 12 200 zł brutto wg „Raportu płacowego Sedlak & Sedlak dla branży IT – 2017”

Koszt utraty jednego programisty JAVA/JEE/J2EE to 66 000 – 132 000 zł. A gdy wskaźnik dobrowolnej rotacji rośnie, mamy do czynienia z naprawdę dużymi stratami finansowymi.

Co zrobić, aby specjaliści zostawali w firmie?

– Chcąc zmniejszyć dobrowolną rotację kadr w firmie, musimy opanować wiele czynników, które wpływają na chęć odejścia z pracy. Dlatego też konieczne jest strategiczne i zintegrowane podejście, zakładające zastosowanie kompleksowego zarządzania doświadczeniem pracowników – mówi Konrad Dębkowski. – Podwyżki czy dodatkowe benefity to tak naprawdę pojedyncze, stosowane często niezależnie od siebie narzędzia, które już nie wystarczają by zatrzymać pracownika. Szczególnie w branży IT. To czego oczekują np. programiści to możliwość ciągłego uczenia się i rozwijania swoich umiejętności. Może się to wydawać dziwne, ale część specjalistów IT jest wręcz gotowa pracować za niższe wynagrodzenie, aby mieć możliwość uczestniczenia w innowacyjnych projektach, dzięki którym ich wartość na rynku pracy jeszcze bardziej wzrośnie – podkreśla ekspert iniJOB.com.

Rozwój i  dokształcanie się pracowników są często niedocenianym elementem budowania kapitału organizacji i zapobiegania wysokiej rotacji. Wciąż pokutuje pogląd, że inwestowanie w rozwój kadry jest nieopłacalne dla przedsiębiorców i niesie za sobą więcej zagrożeń niż zysków, m.in. dlatego że wyszkolony pracownik odejdzie po jakimś czasie do konkurencji. Jednak brak inwestycji w rozwój powoduje często znudzenie i stagnację pracowników oraz wzbudza w nich potrzebę poszukiwania nowych wyzwań zawodowych.

Według raportu firmy Deloitte 58 proc. organizacji nie jest przygotowanych na zmieniające się potrzeby rozwojowe pracowników. Zarządzanie rozwojem i doskonaleniem umiejętności ludzi powinno być oparte o ich osobiste cele, a nie tylko o cele biznesowe firmy. Warto wyjść naprzeciw ambicjom swoich pracowników.

– Jeśli pracodawcy chcą dowiedzieć się jakie są rzeczywiste potrzeby rozwojowe pracowników, nie powinni polegać tylko na swojej intuicji. Warto regularnie sprawdzać jakie są oczekiwania zespołu, w którym kierunku ludzie chcą się rozwijać i czego uczyć – mówi Konrad Dębkowski. – W tym celu można na przykład skorzystać z Pulsometru iniJOB, który pozwala w prosty sposób zebrać online opinie i wnioski pracowników, przeanalizować je i ułożyć plan działania. Badanie umożliwia sprawdzanie wyników na bieżąco i porównywanie ich z poprzednimi, a dzięki temu wspiera szybsze reagowanie na potrzeby jakie pojawiają się w organizacji.

***

Pulsometr iniJOB bada doświadczenie pracowników w ich relacji z firmą w trzech perspektywach: indywidualnej, zespołu oraz całej organizacji. Badanie online umożliwia sprawdzanie wyników na bieżąco oraz porównywanie ich z poprzednimi. Regularna analiza doświadczeń pracowników z daną firmą pozwala pracodawcy szybko reagować na wyzwania jakie pojawiają się w organizacji, pozytywnie wpływać na atmosferę i co najistotniejsze zmniejszać ryzyko utraty dobrych pracowników.

Berlin, Kopenhaga, Frankfurt najatrakcyjniejszymi lokalizacjami dla inwestorów

Według najnowszego rankingu analizującego perspektywy zmian na rynku nieruchomości w głównych miastach europejskich „Emerging Trends in Real Estate. Europe 2018” –  najbardziej atrakcyjną lokalizacją jest Berlin. Na podium znalazły się także Kopenhaga i Frankfurt (ex aequo). Warszawa zajęła 23. pozycję, a spośród konkurencyjnych stolic Europy Środkowo-Wschodniej wyżej ocenione zostały  Praga (15.) oraz  Budapeszt (19.).

15. edycja raportu „Emerging Trends in Real Estate”, przygotowywana przez PwC oraz Urban Land Institute, przedstawia sytuację na najważniejszych rynkach nieruchomości w Europie w sferze inwestycyjnej, deweloperskiej oraz finansowej. Tegoroczny raport powstał na podstawie rozmów z ponad 800 uznanymi ekspertami rynku nieruchomości w Europie, reprezentującymi czołowych  inwestorów, deweloperów, sektor finansowy oraz firmy doradcze.

Czwarty rok z rzędu na pierwszym miejscu rankingu znalazł się Berlin. Pewnym zaskoczeniem może być awans Frankfurtu na drugą pozycję (ex aequo z Kopenhagę). Jest to jednakże konsekwencja stopniowej migracji firm sektora finansowego z Londynu do kontynentalnej części Europy. Stolica Danii (Kopenhaga), zawdzięcza swoją wysoką, drugą pozycję  bardzo dynamicznie rozwijącemu się sektorowi mieszkaniowemu. Czwarte miejsce zajęło kolejne niemieckie miasto, tj. Monachium, przed Madrytem, gdzie zauważalny jest pozytywny trend w rozwoju sektora powierzchni biurowych oraz Hamburgiem.

W tegorocznym zestawieniu Warszawa uplasowała się na 23. pozycji. W ocenie ankietowanych ekspertów lepsze perspektywy od stolicy Polski mają zarówno Praga (15. pozycja) jak i Budapeszt (19.). Niższe od Warszawy pozycje w rankingu mają natomiast Zurich (24. pozycja), Bruksela (25.), Londyn (27.) oraz Rzym (28.). Spośród 31 miast zestawionych w raporcie, na ostatnich trzech pozycjach uplasowały się  Stambuł (31.), Moskwa (30.) i Ateny (29.).

Warszawa nadal jest postrzegana przez inwestorów jako atrakcyjne miejsce do lokowania kapitału, jednakże w porównaniu do ubiegłorocznego zestawienia spadła o 3. pozycje. Inwestorzy pozytywnie oceniają wysoki  wzrost gospodarczy naszego kraju oraz dostrzegają rosnący potencjał rynku BPO/ SSC. Spadek wynika po części z niepewności legislacyjnej przeprowadzanych reform w zakresie podatków oraz znacznego planowanego wolumenu nowych projektów biurowych w Warszawie. Niepewność towarzysząca procesowi Brexitu, spowodowała iż  Londyn spadł na pozycję 27., co z kolei  odbierane jest jako ogromna szansa dla rozwoju sektora finansowego i rynku biurowego w Warszawie. Nastroje na rynku europejskim są dość pozytywne. Prawie połowa respondentów oczekuje przyspieszenia wzrostu gospodarczego w najbliższych 3-5 latach.  Potencjalne konsekwencje Brexitu niepokoją inwestorów w Wielkiej Brytanii, szczególnie skupionych na inwestycjach biurowych w Londynie, ale jednocześnie poprawiły nastroje w kilku stolicach kontynentalnej Europy” – mówi Kinga Barchoń, partner w PwC, lider zespołu ds. nieruchomości.

Pod względem atrakcyjności poszczególnych sektorów rynku, nieruchomości magazynowe awansowały na pierwsze miejsce. Dotyczy to zarówno gotowych produktów na rynku inwestycyjnym jak i projektów przygotowywanych przez deweloperów. Dobre perspektywy w ocenie ankietowanych mają także niszowe sektory, takie jak mieszkania studenckie czy domy seniorów. Zauważalnym trendem jest znaczne pogorszenie się postrzegania  przez inwestorów dominujących do tej pory sektorów, czyli handlowego i biurowego Dotyczy to szczególnie obiektów zlokalizowanych na przedmieściach miast.

Z raportu PwC i ULI wynika, że podmioty aktywne na rynku nieruchomości z optymizmem patrzą na rozwój branży w 2018 r. Około połowa respondentów przewiduje, że zarówno zyski, jak i liczba pracowników mają szansę wzrosnąć w przyszłym roku. Optymizm wzmacniają poprawiające się prognozy makroekonomiczne dla strefy euro oraz ciągła atrakcyjność nieruchomości jako klasy aktywów.

Popyt na wysokiej jakości produkty nieruchomościowe w Polsce utrzymuje się na wysokim poziomie, jednak w najnowszym raporcie widzimy dowody na to, że na horyzoncie jest coraz więcej wyzwań. Warszawa i inne polskie miasta muszą stawiać na nieustający rozwój, aby utrzymać tak imponujący wzrost, jaki obserwowaliśmy do tej pory” – dodaje John Banka, przewodniczący ULI Poland.

Głównym wyzwaniem europejskiego rynku nieruchomości, podobnie jak w ciągu ostatnich kilku lat, jest dostępność odpowiednich aktywów. Ponad 75% ankietowanych uważa, że ​​inwestorzy podejmują większe ryzyko, aby osiągnąć docelowe zyski, jednakże wielu kluczowych graczy z branży wskazało bardziej ostrożne podejście do podejmowania ryzyka w 2018 r.Berlin, Kopenhaga, Frankfurt najatrakcyjniejszymi lokalizacjami dla inwestorów

RCS – SMS nowej generacji w walce o rynek z aplikacjami

Inflacja w celu, wzrost na „5-”

Dziś dzień publikacji wskaźników PMI. Spodziewamy się, że indeks dla polskiego przetwórstwa wzrósł do 53,9 pkt. odzwierciedlając bardzo wysokie wstępne odczyty ze strefy euro oraz z Niemiec (które zapewne zostaną dziś potwierdzone). W Chinach indeks Markit PMI, podobnie jak wczorajszy „oficjalny” PMI pokazał pozytywne nastroje przetwórców w listopadzie. Drugi miesiąc lekkiego spadku indeksu ISM dla przetwórstwa USA nie zmienia faktu, że nastroje pozostają bardzo dobre i sugerują dalsze zwiększanie aktywności gospodarczej.

Polska gospodarka potrafi latać (wysoko!)

Tempo wzrostu gospodarczego w 3q17 wyniosło 4,9% r/r (rewizja w górę szybkiego szacunku o 0,2pp vs 4,0% r/r w 2q17), a po korekcie sezonowej 5,2% r/r i 1,2% k/k. Dane sugerują, że w całym roku wzrost PKB wyniesie 4,4%.

Głównym motorem wzrostu pozostała konsumpcja prywatna. Jej dynamika wyniosła 4,8% r/r (4,9% r/r w 2q; PKO: 5,0%; kons: 4,9%), odzwierciedlając dobre wyniki rynku pracy. Choć bardzo dobre nastroje nadal zachęcają konsumentów do finansowania swoich zakupów z oszczędności, to pozytywny wpływ programu 500+ na dynamikę dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych zaczął się zmniejszać już w 2q17. Inwestycje wzrosły o 3,3% r/r (vs 0,9% r/r w 2q; PKO: 5,0%; kons: 4,5%). Choć dane o inwestycjach dużych firm wskazywały na niższą dynamikę inwestycji, to apetyt na dobry wynik został rozbudzony przez inwestycje samorządów. Wskaźniki wyprzedzające inwestycji sugerują, że dynamika inwestycji będzie w kolejnych kwartałach coraz wyższa: rośnie m.in. wartość kosztorysowa noworozpoczętych inwestycji, wartość rynku leasingu, wykorzystanie mocy produkcyjnych, wartość przetargów publicznych, absorpcja środków z UE. Zapasy były neutralne dla wzrostu PKB (wkład 0,0pp vs -1,9pp w 2q17). Eksport netto natomiast dodał 1,1pp do dynamiki PKB i był drugim co do wielkości motorem wzrostu PKB w 3q17 (przy odbiciu eksportu i stabilnym wzroście importu).

Struktura wzrostu PKB wpisuje się w nasze oczekiwania: nadal prognozujemy, że dynamika inwestycji będzie się zwiększać stopniowo w kolejnych kwartałach, przy nieco niższej dynamice konsumpcji. Dwucyfrowe dynamiki inwestycji możemy zobaczyć już w 1h18.

Dane o strukturze wzrostu PKB nie zmieniają układu sił w RPP. Silne konsumpcja i wzrost gospodarczy wspierają argumenty jastrzębich członków, podczas gdy nieco słabsza od oczekiwań struktura wzrostu, w tym głównie wolniejsze ożywienie inwestycji, wpisują się w argumentację gołębiego skrzydła. Pierwszej podwyżki stóp procentowych nadal oczekujemy w 4q18.

Inflacja: po szczycie przyjdzie dołek

Inflacja CPI w listopadzie (wstępny odczyt GUS) wzrosła do 2,5% r/r osiągając cel inflacyjny po raz pierwszy od listopada 2012 r. (PKO: 2,4% r/r, konsensus: 2,3% r/r, vs 2,1% r/r w październiku).

Ostateczne dane oraz struktura październikowej inflacji zostaną opublikowane 11 grudnia. Oczekujemy, że pokażą one wyraźne przyspieszenie dynamiki cen paliw (przyspieszenie wzrostu cen ropy na przełomie października i listopada), a także stabilizację inflacji bazowej (PKO: 0,8% r/r). Dane z rynków hurtowych oraz wskaźniki koniunktury sugerują dalsze przyspieszenie dynamiki cen żywności. Ponadto w stronę wyższej inflacji CPI oddziaływały zapewne ceny opału, które od września notują przyspieszenie dynamiki ze względu na rosnące ceny węgla.

Po listopadowym szczycie nastąpi 3-miesięczne spowolnienie dynamiki cen związane z efektami wysokiej bazy cen paliw oraz żywności z przełomu ubiegłego roku. W rezultacie, nawet w obliczu oczekiwanych przez nas podwyżek niektórych cen regulowanych w styczniu, inflacja CPI może spaść w tym okresie w okolice 2% (nie wykluczamy odczytu poniżej 2% w lutym br.). Jednocześnie wysoka dynamika miesięczna inflacji CPI w listopadzie oznacza, że rozpoczynające się od marca przyspieszenie dynamiki inflacji może ją wydźwignąć w okolice 3% w połowieprzyszłego roku. Tym razem jednak, w przeciwieństwie do egzogenicznych czynników wzrostu inflacji w 2017 r., coraz większą rolę odgrywać będzie inflacja bazowa. Taki scenariusz wspiera m.in. rosnąca presja płacowa, wzrost kosztów produkcji, a także charakter trwającego ożywienia gospodarczego, któremu (jak dotąd) nie towarzyszy wzrost zdolności wytwórczych.

Niemniej nie spodziewamy się, aby inflacja bazowa przekroczyła poziom 2,0% wcześniej niż na jesieni 2018 r., wobec czego podtrzymujemy naszą prognozę, że pomimo narastających w przyszłym roku sporów wewnątrz Rady Polityki Pieniężnej nie zdecyduje się ona na podwyżkę stóp wcześniej niż w listopadzie 2018 r. (jedna z kolejnych projekcji inflacyjnych NBP). Nie oznacza to, że już wcześniej nie pojawią się pierwsze od dłuższego czasu wnioski o podwyżkę stóp składane przez bardziej jastrzębich członków Rady.

Miesięczne prognozy makro – grudzień 2017

Publikowane w grudniu dane makroekonomiczne maja potencjał do pozytywnej niespodzianki, a nasze prognozy są albo wyższe, albo równe konsensusowi rynkowemu.

dane makroekonomiczne

Opublikowany już szybki szacunek inflacji CPI za listopad na poziomie 2,5% r/r był wyższy od naszej prognozy i konsensusu. Ostateczne i szczegółowe dane zostaną opublikowane 11 grudnia. Bilans płatniczy za listopad (publikacja 14 grudnia) powinien w naszej ocenie pokazać nadwyżkę na rachunku bieżącym równą 274 mln EUR (kons. 187 mln EUR) przy utrzymującym się solidnym wzroście importu i eksportu. Dane z rynku pracy (18 grudnia) pokażą wg naszej prognozy utrzymanie wzrostu zatrudnienia (PKO i kons. 4,4% r/r) a także solidny wzrost płac na poziomie 7,2% r/r (w październiku 7,4% r/r, kons. 7,1% r/r). Dane o produkcji przemysłowej (19 grudnia) są wspierane przez pozytywny efekt liczby dni roboczych, oczekujemy więc wzrostu produkcji o 9,6% r/r (październik 12,3% r/r, kons. 9,0% r/r). Produkcja budowlano-montażowa była pod wpływem efektu wysokiej bazy z ubiegłego roku, oczekujemy więc spadku jej dynamiki do 16% r/r (kons. 14,8% r/r) z 20,3% r/r w październiku. Oczekujemy utrzymania solidnych wzrostów realnej sprzedaży detalicznej, a nasza prognoza jest wyższa od konsensusu (7,7% r/r vs. 6,6% r/r).

Wzrost PKB w Szwajcarii w 3q17 zaskoczył pozytywnie zarówno pod względem poziomu (1,2% r/r) jak i struktury (ożywienie inwestycji). Mimo to SNB na najbliższym posiedzeniu (14 grudnia) pozostanie bardzo gołębi w obawie przed umocnieniem waluty.

Sprzedaż detaliczna w Niemczech niespodziewanie spadła w październiku o 1,4% r/r (wobec wzrostu o 4,1% r/r we wrześniu). Najsilniejszy spadek odnotowała sprzedaż odzieży i obuwia, co najprawdopodobniej odzwierciedla jedynie przejściowe przesunięcia pomiędzy miesiącami.

Inflacja HICP w strefie euro wzrosła w listopadzie do 1,5% r/r (z 1,4% r/r), przy stabilnym odczycie inflacji bazowej. Brak wyraźnej presji inflacyjnej wspiera EBC w ostrożnym podejściu do zmian polityki pieniężnej.

Rosnące dochody i wydatki Amerykanów (szczegóły w kalendarzu) wspierają wzrost konsumpcji i PKB w USA w 4q17. Inflacja bazowa PCE w USA pozostała bez zmian w październiku (1,4% r/r).Członkowie FOMC nadal postrzegają niższą inflację jako zjawisko przejściowe i najprawdopodobniej podniosą stopy procentowe na posiedzeniu w grudniu.

Państwa OPEC i Rosja przedłużyły ograniczenia w produkcji ropy do końca 2018r. W obliczu postulatów stopniowego uwalniania produkcji zapowiedziano „przegląd” porozumienia w czerwcu 2018r.

Autor/Źródło: PKO Bank Polski

Poprawa nastrojów w przemyśle

PMI dla polskiego przemysłu wzrósł w listopadzie do 54,2 pkt. z 53,4 pkt. w październiku (PKO: 53,9 pkt., konsensus: 54,0 pkt.).

Na wyższy odczyt indeksu wpłynęły mocny odczyt subindeksu produkcji, wydłużony czas dostaw, zwiększone zapasy pozycji zakupionych. Wzrost indeksu ograniczały nieco słabsze tempo wzrostu nowych zamówień oraz niskie tempo wzrostu zatrudnienia.

Poprawa nastrojów w przemyśle

Subindeks zatrudnienia znajduje się ciągle w okolicach poziomu sygnalizującego stagnację. Biorąc pod uwagę nastroje firm przemysłowych w Niemczech i strefie euro (główni partnerzy handlowi Polski), kluczową różnicą między rekordowo wysokimi odczytami indeksów PMI dla przetwórstwa w tych gospodarkach a Polską jest właśnie subindeks zatrudnienia, który naszym zdaniem ciągle sygnalizuje, że bariera podażowa na rynku pracy staje się coraz większym ograniczeniem dla rozwoju gospodarczego.

Poprawa nastrojów w przemyśle 2

Patrząc na wyniki ankiet dotyczące procesów cenotwórczych wyraźnie widać rosnącą presję cenową. Wskaźnik kosztów produkcji wzrósł ponownie sygnalizując, że po okresie nieco niższych odczytów na przełomie roku, ścieżka inflacji powróci na trajektorię wzrostową w marcu przyszłego roku.

Dane wspierają oczekiwania na utrzymanie silnego wzrostu PKB w 4q17 i są neutralne dla RPP. Nadal zakładamy, że do podwyżki stóp dojdzie pod koniec 2018 r., ale nie wykluczamy, że wnioski o podwyżkę pojawią się wcześniej.

Źródło: PKO Bank Polski

Jakich cech brakuje polskim szefom i jakie mamy z nimi relacje – wyniki badania

Komunikatywność, szczerość i możliwość zaufania – to trzy cechy, których brakuje polskim szefom – wynika z badań serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl. Mimo tych braków, aż 61 proc. pracowników ocenia swoje relacje z przełożonym jako przyjazne.

Listę cech, których brakuje polskim szefom, otwiera komunikatywność – wskazało na nią 24 proc. badanych. Dalej znalazła się szczerość – powiedziało o niej 22 proc. ankietowanych. Tyle samo wskazało na możliwość zaufania. Na kolejnych miejscach jest brak: odwagi i zdecydowania – 20 proc. odpowiedzi, pomocności – 19 proc., grzeczności i szacunku – 19 proc., charyzmy – 18 proc., uczciwości – 18 proc. oraz kreatywności – 17 proc. Pracownicy wypatrywali u szefów także poczucia humoru, ale z badań wynika, że 17 proc. tej cechy nie dostrzegło. Listę braków zamknęły: wytrwałość i doświadczenie – 16 proc., rozwaga – 15 proc. oraz łagodność – 15 proc. odpowiedzi.

Badanie pokazuje, że pracownicy chcą wiedzieć, że pracodawca jest liderem, który ich zainspiruje, ale też człowiekiem z kamienia, który stanie za zespołem murem. Wyraźnie widać, że pracownicy chcą ufać swoim szefom.

Kobiety drażni brak komunikatywności, mężczyzn brak charyzmy

Infografika- cechy i relacje z szefem – Monster PolskaCo ciekawe, choć większość odpowiedzi kobiet i mężczyzn była podobna, to znalazły się jednak pewnie różnice w postrzeganiu szefów. Otóż kobiety większą uwagę zwracały na fakt, że ich szefom brakuje umiejętności komunikacyjnych. Odpowiedziało tak, aż 29 proc. kobiet i tylko 20 proc. mężczyzn. Drugą cechą, której pracownice szukały u szefów, a jej nie znalazły, jest możliwość zaufania. Wskazało na nią aż 26 proc. pań i tylko 21 proc, panów.

Nie dziwi fakt, że umiejętność komunikacji, jest tak oczekiwana przez pracowników, a zwłaszcza przez kobiety. To szefom musimy złożyć raport z projektu, opowiedzieć o wynikach codziennej pracy, ale też poprosić o urlop wypoczynkowy. Dobra współpraca opiera się na bezproblemowej komunikacji lub woli rozwiązywania trudności.

Z badań wynika, że mężczyźni punktowali szefów głównie za brak charyzmy. Zwróciło na to uwagę 20 proc. mężczyzn i tylko 14 proc. kobiet. Drugą cechą, której oczekiwaliby polscy pracownicy, jest wytrwałość i doświadczenie. Brak tych cech u szefów dostrzegło 18 proc. mężczyzn i 11 proc. kobiet. Ocena braku akurat tych, a nie innych cech może wynikać z faktu, że mężczyźni oceniali głównie szefów mężczyzn.  Najpewniej zadziałały wciąż silnie działające stereotypy, że „mężczyzna jest charyzmatyczny”, a „kobiety lepiej się komunikują”. Choć możemy z tym polemizować, to wciąż firmy borykają się w obsadzaniu kobiet i mężczyzn, w równym stopniu na wysokich stanowiskach. Podświadomie szukani są silni liderzy z doświadczeniem, a te cechy przypisywane są mężczyznom. Aż 76 proc. osób biorących udział w badaniu przyznało, że obecny szef jest mężczyzną, a tylko 24 proc., że w biurze rządzi kobieta.

Dobre relacje z przełożonymi oznaczają lepsze zarobki

Mimo świadomości, że szefom daleko do ideału, staramy się budować z nimi przyzwoite relacje. I tak najwięcej, bo aż 61 proc. ocenia, że ma przyjazne relacje z przełożonym, 34 proc. – uważa, że trzyma się na dystans, a 5 proc. – ocenia je jako chłodne.

Jest w tym jednak mały haczyk. Z badań wynika, że relacje z szefem wpływają na wysokość wynagrodzenia. Osoby, które mają dobre relacje z pracodawcą, zarabiają o 9 proc. więcej niż pozostali. Na tle innych państw ta zależność i tak nie jest tak szokująco wysoka. Na wyższe o 21 proc. płace mogą liczyć pracownicy w Estonii, o 20 proc. – w Serbii i na Węgrzech, o 18 proc. – w Czechach. Najmniejsze zależności są na Łotwie, gdzie osoby w dobrej relacji z szefem zarabiają 7 proc. więcej.

Jakich cech brakuje ankietowanym pracownikom w jedenastu krajach? W tych statystykach 30 proc. wskazało na brak uczciwości, 27 proc. – na brak szczerości a 21 proc. – na brak komunikatywności. Najmniej, bo 15 proc. zarzuciło szefom brak rozwagi.

Wyniki badań dają słodko-gorzki obraz relacji między pracownikami a pracodawcami. Pozytywne jest to, że polskie „wskaźniki wad” nie sięgnęły w żadnym przypadku 25 proc. więc są lepsze od tych międzynarodowych. Minusem jest fakt, że relacje z szefem wpływają w tak dużym stopniu na wysokość wynagrodzenia. Można się także domyślać, że mają wpływ na premie, nagrody czy benefity.

W sumie w badaniu wzięło udział ponad 50 tys. pracowników z 11 krajów (Bośni i Hercegowiny, Czech, Estonii, Finlandii, Litwy, Łotwy, Serbii, Słowacji, Słowenii, Węgier), w tym ponad 400 z Polski. Badanie zostało przeprowadzone w okresie od czerwca do września 2017 roku.

SMS-y są z nami już od ćwierć wieku. Geneza i współczesne trendy

Autorem pierwszej w historii krótkiej wiadomości tekstowej był pracujący w Sema Group brytyjski inżynier Neil Papworth. 3 grudnia 1992 r. wysłał SMS-a o treści „Merry Christmas” do dyrektora spółki Vodafone Richarda Jarvisa. Dziś to najbardziej rozpowszechniony na świecie komunikacyjny standard. Tylko w 2016 roku Polacy wysłali 50,2 mld wiadomości tekstowych. Coraz więcej firm i instytucji wykorzystuje SMS-y również w ramach kampanii marketingowych.

Jak to się zaczęło?

Za pomysłodawcę krótkich wiadomości tekstowych uważa się Niemca Friedhelma Hillebranda pracującego w międzynarodowym zespole badawczym Groupe SpécialMobile. To właśnie jemu zawdzięczamy m.in. liczbę znaków, jakie zawiera pojedynczy SMS. Przeanalizował długości tekstów na kartkach pocztowych i w 1984 roku zaproponował dla wiadomości tekstowych limit długości 160 znaków. Był to jednak etap prac koncepcyjnych, a na wysłanie pierwszego SMS-a w historii trzeba było poczekać jeszcze 8 lat.

W grudniu 1992 roku dokonał tego brytyjski inżynier Neil Papworth. Co ciekawe, pierwszą wiadomość tekstową wysłał z komputera stacjonarnego, ponieważ telefony komórkowe w tamtym czasie nie były wyposażone w klawiatury. Odpowiednie urządzenia pojawiły się na rynku rok później za sprawą firmy Nokia. Jako pierwsi po wynalazek sięgnęli operatorzy w Finlandii i Wielkiej Brytanii. W pierwszych latach abonenci nie musieli płacić za SMS-y, ale mogli je wymieniać między sobą użytkownicy tej samej sieci. Dopiero od 1999 roku SMS uzyskał status usługi dostępnej dla użytkowników różnych sieci.

„Sekretem sukcesu SMS-ów jest to, że w ciągu ostatniego ćwierćwiecza zachował swoją prostą konstrukcję. To wciąż te same 160 znaków, chociaż dzisiaj nasze smartfony radzą sobie doskonale z łączeniem kilku wiadomości tekstowych w jedną. Fenomenem SMS-ów jest to, że od 25 lat nikomu nie udało się opracować bardziej uniwersalnego komunikacyjnego standardu. Działa na wszystkich telefonach, niezależnie od marki i rodzaju urządzenia, we wszystkich sieciach, na całym świecie. Obecnie na horyzoncie nie widać technologii, która miałaby wyprzeć SMS-y z codziennego użytku. – mówi Kamila Górna, Menedżer ds. Rozwoju w firmie Infobip zajmującej się komunikacją mobilną.

2010: 200 tysięcy SMS-ów na minutę!

Z danych udostępnionych przez Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny (ITU) wynika, że najwięcej SMS-ów na świecie wysłano w 2010 roku. Naliczono ich wówczas aż 6,1 biliarda, co oznacza, że każdej minuty wysyłanych było 200 tysięcy wiadomości tekstowych!

Z opublikowanego w lipcu 2017 roku przez Urząd Komunikacji Elektronicznej „Raportu o stanie rynku telekomunikacyjnego w Polsce w 2016 roku” wynika, że na koniec 2016 roku w naszym kraju aktywnych było 55,5mln kart SIM, czyli o 2 procent mniej, niż rok wcześniej. Ten spadek to efekt wprowadzenia przepisów wprowadzających obowiązek rejestracji kart prepaid. Znacznemu zmniejszeniu uległa również liczba wysłanych SMS-ów. Użytkownicy polskich sieci komórkowych w ubiegłym roku wysłali ogółem 50,2 mld wiadomości tekstowych, o 1,7mld mniej niż w 2015 roku. Mimo spadku wysyłanych SMS-ów dane w raporcie wskazują, że wśród wybranych państw Unii Europejskiej Polska wciąż znajduje się powyżej średniej, z wykorzystaniem na poziomie 83 krótkich wiadomości tekstowych miesięcznie. Średnia dla wybranych państw europejskich jest niższa o 19 wiadomości i wynosi 64 SMS-y przypadające na jednego aktywnego użytkownika.

Mniej SMS-ów między użytkownikami, więcej na linii firma-klient

Na przestrzeni ostatnich lat popularność SMS-ów stopniowo spada, zwłaszcza w komunikacji między użytkownikami. Wpływa na to coraz większa powszechność mobilnych komunikatorów takich jak WhatsApp czy Messenger. Wolumen wysłanych wiadomości utrzymuje się jednak wciąż na wysokim poziomie m.in. dzięki coraz częstszemu wykorzystywaniu SMS-ów jako narzędzia usprawniającego komunikację między firmami i na linii firma – klient.

Do głównych zalet wiadomości tekstowej należy m.in. bezpośrednie dotarcie wprost na ekran urządzenia mobilnego w kilka sekund od wysłania, niezależnie od tego czy urządzenia mobilne znajduje się w zasięgu Internetu czy korzysta z technologii Bluetooth. Ważny jest również wysoki współczynnik otwarć wiadomości tekstowych. Jak ustaliła firma Infobip dla SMS-ów wynosi on 95 procent, podczas gdy dla wiadomości e-mail ten sam wskaźnik to zaledwie 21 procent. Poza tym wszystkie wiadomości tekstowe trafiają wprost do skrzynki odbiorczej, a część komunikacji mailowej ląduje w folderze ze spamem.

SMS może być bardzo skutecznym narzędziem w komunikacji firm z klientami, ale należy pamiętać, że jego użycie uzależnione jest od zgody odbiorcy na otrzymywanie takich informacji. Kluczem do sukcesu jest tutaj dopasowanie treści wiadomości do preferencji i oczekiwań klientów, do których kierowany jest przekaz. Wysyłanie SMS-ów do przypadkowych osób może przełożyć się na utratę zaufania do nadawcy komunikatu, a przecież nie to jest celem marki realizującej kampanię. Najlepszym rozwiązaniem jest budowa własnych baz danych klientów, którzy mogą być zainteresowani otrzymywaniem np. kodów rabatowych lub innych specjalnych ofert przekazywanych ekskluzywnie w postaci SMS-ów. – podkreśla Kamila Górna.

Urzędnicy też wysyłają SMS-y

Szybko rośnie również liczba SMS-ów wysyłanych do abonentów poprzez aplikacje używane przez urzędy, placówki służby zdrowia czy szkoły. Za ich pośrednictwem urzędnicy wysyłają m.in. pogodowe alerty ostrzegawcze, przypominają o zapłacie podatków lub zapraszają na lokalne imprezy. Dla sektora medycznego SMS-y to narzędzie m.in. usprawniające proces zapisów na wizyty.

„Oczywiście trudno sobie wyobrazić urzędnika, który mozolnie wpisuje treść SMS-a, później numer i wysyła nam wiadomość. Dzisiaj proces ten jest całkowicie zautomatyzowany. Istnieją platformy, które sprawnie wysyłają SMS-y o określonej treści do wskazanych odbiorców. Rozwiązanie to można zintegrować z pozostałymi systemami informatycznymi, aby pozyskiwać z nich konkretne informacje, które mają znaleźć się w wiadomości. W polu ‘nadawca’ może znaleźć się np. nazwa urzędu. Taki rodzaj komunikacji to model A2P (Application to Person), a więc sytuacja, w której SMS-a wysyła nam program komputerowy, a nie prywatna osoba.” – tłumaczy Kamila Górna.

Według firmy Ovum w 2018 r. liczba emitowanych rocznie wiadomości A2P (Application-to-Person) wyniesie 2.19 biliarda. Dla porównania, w 2013 r. powstało ich 1.4 biliarda.

Kurs dolara – grudzień rozpoczyna się od huśtawki nastrojów

Ostatni miesiąc tego roku rozpoczyna się od huśtawki nastrojów na dolarze w związku z odwlekaniem głosowania w Senacie USA nad ustawą podatkową. Koniec listopada sam w sobie przyniósł zaskakujące wahania, siłę funta i spokój rynków wschodzących. Względnie stabilnie jest też na ropie naftowej po szczycie OPEC, gdzie sprawdziły się wcześniejsze spekulacje. Dziś dzień z PMI/ISM.

USD jest nerwowy, ale z nadziejami, że ustawa podatkowa przejdzie w Senacie. Ale Republikanie skrzętnie liczą głosy i dla zebrania największego poparcia na ostatnią chwilę pracują nad poprawkami. Widać, że nawet we własnym obozie nie daje się przekonać wszystkich do kosztownego planu cięcia podatków, kiedy dziurę w budżecie chce się uzupełnić potencjalnymi wpływami z szybszego wzrostu gospodarczego. Senatorowie pracują nad bezpiecznikami w postaci odkręcenia niektórych obniżek podatków za kilka lat, jeśli pojawiłoby się zagrożenie rozdmuchanego deficytu. Rozsądny projekt reformy jest nawet lepszy dla gospodarki w długim terminie, więc implikacje dla dolara mogą być trwalsze poza przejściowym rajdem ulgi, jaki powinno przynieść przegłosowanie projektu w Senacie – start obrad o 17:00 polskiego czasu.

Istotną zmianą ostatnich godzin jest wyjście rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA ponad 2,40 proc., co powinno dawać wsparcie dolarowi szczególnie względem JPY. Odreagowanie spadków na USD/JPY było imponujące w tym tygodniu i nie można oprzeć się wrażeniu, że przy pomocy rynku długu (ale też rosnących indeksów akcyjnych) ruch może zostać pociągnięty wyżej. EUR/USD jest bardziej odporny na siłę dolara, gdyż niemieckie rentowności także trzymają się mocno, choć rozczarowanie we wczorajszych danych o inflacji (bazowa pozostała na 0,9 proc. r/r) powinno stonować nastroje, że ECB może się pospieszyć ze zmianą swojego nastawienia. Z kolei PCE Core, miara inflacji preferowana przez Fed, na 1,4 proc. (i z rewizją w górę za zeszły miesiąc) dokłada argumentów za przejściowym charakterem słabości inflacji i nie daje pola do wątpliwości, że w tym miesiącu nie zobaczymy podwyżki stóp procentowych w USA.

OPEC wraz z sojusznikami uzgodnił przedłużenie ograniczeń wydobycia o 9 miesięcy do koca przyszłego roku, ale z rewizją postanowień w czerwcu. Decyzja była zgodna z oczekiwaniami, ale przez ryzyko skrócenia porozumienia w połowie 2018 r., nie jest do końca pozytywna dla ropy naftowej, a przynajmniej nie na tyle, by pchnąć ceny wyżej. Dalej widzimy ryzyko, że inwestorzy mogą, pokusić się o realizację zysków z rajdu z poprzednich kilku tygodni. Korekta o 2-3 USD wydaje się uczciwa.

Pierwszy dzień miesiąca tradycyjnie przynosi wysyp odczytów PMI dla przemysłu. Największa uwaga na odczytach z Wielkiej Brytanii (gdyż słaby wynik ostudzi rajd funta) i USA. Dane z Europy już we wstępnych szacunkach wypadły imponująco, co z reszta też odbija się na polskim wskaźniku, który na 54,2 pobił oczekiwania (54). Mimo to złoty pozostaje niewrażliwy na dane krajowe, a rynek traci zapał do nieudanych prób złamania 4,20 EUR/PLN. Po południu ciekawie będzie w Kanadzie. Kwartalne PKB oraz listopadowy raport z rynku pracy mogą więcej znaczyć, jeśli rozczarują. W październiku dane o zatrudnieniu były wyjątkowo dobre, więc teraz rośnie ryzyko odreagowania.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W Polsce serwis YouTube generuje prawie sześciokrotnie większy ruch internetowy niż Facebook

Przyczyną wzrostu ilości przesyłanych danych w Europie Środkowo-Wschodniej jest popularność aplikacji społecznościowych oraz wideo. Aplikacje umożliwiające udostępnianie filmów wideo i zdjęć oraz aplikacje serwisów społecznościowych dominują na listach 10 najpopularniejszych aplikacji w krajach regionu. Treści wideo są istotnym czynnikiem decydującym o poziomie ruchu danych i stanowią globalnie 55% całości ruchu danych mobilnych. YouTube zajmuje pozycję numer jeden wśród aplikacji generujących ruch danych.

emr_pl_lojalnoscW Polsce częściej niż w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej ogląda się materiały wideo na urządzeniach mobilnych, stąd tez konsumujemy 16% treści podczas gdy średnia dla regionu to 14%. Jednakże jak donosi Ericsson Mobility Report przepustowość sieci w Polsce plasuje się za Węgrami i Bułgarią.

emr_plPrzepustowość sieci ma wpływ na lojalność użytkowników smartfonów, jest ona zależna od wydajności sieci, doświadczeń konsumentów z korzystania usług operatora oraz poziomu obsługi klienta.

W Polsce dla konsumentów obsługa klienta i początkowe doświadczenia po rozpoczęciu korzystania z usług operatora są równie ważne, co wydajność sieci. Prawidłowe działanie aplikacji i szybkość ładowania się stron internetowych są czynnikami istotniejszymi niż dostępność zasięgu – takie wnioski płyną z badań przeprowadzonych w każdym z trzech wymienionych krajów. Brak zasięgu jest frustrujący dla użytkowników. Potrafią oni jednak poradzić sobie z tym problemem poprzez zmianę miejsca, w którym się znajdują albo pobranie filmu wideo na urządzenie mobilne, albo też wcześniejsze ściągnięcie trasy do nawigacji.

Ericsson Mobility Report przewiduje, że do 2023 roku dzięki digitalizacji 5G przychody operatorów w Europie Środkowo-Wschodniej osiągną 29 mld dolarów.

Krajowe dane mogą dać impuls do przeceny obligacji skarbowych

Publikowane w Polsce dane makroekonomiczne mogą dać impuls do przeceny obligacji skarbowych. EURPLN nadal oscyluje w okolicach 4,20 pomimo rosnącej inflacji, która wg GUS po raz pierwszy od listopada 2012 r. powróciła do celu NBP. To może oznaczać, że potencjał wzrostowy PLN maleje.

Rynek stopy procentowej

Na rynku stopy procentowej doszło podczas czwartkowej sesji do silnego wzrostu rentowności, krzywe dochodowości dla papierów skarbowych i instrumentów pochodnych wzrosły o około 5 pb. Powodem przeceny były zarówno czynniki lokalne (publikacja danych makroekonomicznych) jak i globalne (dalszy wzrost rentowności obligacji w USA).

W kraju potwierdziły się oczekiwania odnośnie negatywnego wpływu na rynek długu danych makroekonomicznych publikowanych przez GUS. Najpierw rano urząd statystyczny opublikował drugi odczyt PKB. Wskaźnik wzrósł w III kw. 2017 r. o 4,9% r/r wobec wstępnego odczytu na poziomie 4,7%. Mimo, że inwestycje rosły w tempie 3,3% r/r, to jednak cały odczyt wzmacnia ogólną pozytywną ocenę polskiej gospodarki nie tylko w II połowie roku, ale również w perspektywie najbliższych kwartałów (kiedy to zapewne włączą się jeszcze inwestycje). W dalszej części sesji GUS podał jeszcze wstępny odczyt inflacji w listopadzie, która wyniosła 2,5% r/r. To oznacza, że po raz pierwszy od listopada 2012 r. inflacja powróciła do celu inflacyjnego NBP. Co więcej, inflacja okazała się wyraźnie wyższa od oczekiwań rynkowych, kształtujących się na poziomie 2,3%.

Tak wysoki wzrost cen konsumpcyjnych nawet, jeśli był on w dużej mierze determinowany rosnącymi cenami paliw, będzie jednak miał istotne znaczenie tworząc dodatkową presję na RPP. Chociaż przejściowo inflacja w grudniu spadnie w okolice 2,0% r/r, to jednak przy coraz silniejszej presji płacowej zwiększa się prawdopodobieństwo trwalszego przekroczenia celu inflacyjnego NBP w 2018 r. Dlatego spodziewać się można, że przedstawiciele RPP będą coraz głośniej mówić o podwyżkach stóp procentowych w przyszłym roku. Gdyby nawet dotychczasowa retoryka RPP została jednak podtrzymana, to i tak rynek powinien zacząć wyceniać perspektywę wcześniejszych podwyżek w Polsce. Aktualnie na rynku kontraktów FRA uwzględniony jest scenariusz pełnej podwyżki o 25 pb. w IV kw. 2018 r. Spodziewać się można, że w kolejnych tygodniach notowania będą przesuwać się w kierunku wyceny zaostrzenia polityki pieniężnej w III kw. przyszłego roku, a nie wykluczone też, że w większej skali.

Dodatkowo, zgodnie z oczekiwaniami, Ministerstwo Finansów podało, że w grudniu odbędzie się jeden przetarg zamiany. Szacować można, że sprzedaż papierów wyniesie około 6-7 mld PLN, co przy obecnym wysokim popycie na papiery skarbowe powinno być wartością neutralną. Oferowane będą OK0720, WZ1122, PS0123, DS0727 oraz WZ0528, natomiast odkupywane: WZ0118, PS0418, PS0718 i OK1018.

Biorąc pod uwagę fakt, że w ostatnich dniach inwestorzy sygnalizowali możliwe przewartościowanie krótkoterminowych obligacji skarbowych, to opublikowane dane mogą stać się w najbliższych dniach katalizatorem mocniejszej przeceny. Obecne poziomy rentowności cały czas wydają się bardzo niskie i wśród inwestorów może pojawić się pokusa, aby zrealizować przynamniej część zysków. W dalszym ciągu aktualna pozostaje prognoza na poziomie 1,90% w sektorze 2 lat na koniec 2017 r. wobec obecnych 1,60%. W przypadku 10-letnich papierów spodziewać się można wzrostu w okolice 3,50% wobec obecnych 3,35%. Oznaczałoby to równocześnie wypłaszczenie krzywej dochodowości, przede wszystkim dla obligacji skarbowych.

Krajowe dane mogą stać się katalizatorem przeceny SPW

Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

W czwartek na krajowym rynku walutowym najważniejszym wydarzeniem były publikacje danych dot. PKB za III kw. (dane po rewizji) oraz nt. listopadowej inflacji konsumenckiej (dane wstępne), istotnych z punktu widzenia polityki monetarnej NBP.

GUS zrewidował w górę wyniki dla wzrostu gospodarczego do 4,9% r/r co stanowiło sporą niespodziankę. Blask danych przyćmiewała jednak struktura PKB. Rozczarowały inwestycje, które wzrosły o 3,3% (poniżej oczekiwań), co znaczy, że firmy wciąż wstrzymują się z wydatkowaniem środków unijnych. Największe przyspieszenie inwestycji nastąpiło w sektorze publicznym, co pokazały wyniki dla wydatków inwestycyjnych jednostek samorządu terytorialnego, natomiast sektor prywatny nadal nie spieszy się z inwestycjami. Nieco wyhamowała też konsumpcja, która dalej jednak pozostaje motorem wzrostu gospodarczego Polski. Dynamika spożycia gospodarstw domowych spowolniła do 4,8% z 4,9% w II kw. 2017, zaś spożycia ogółem do 4,1% z 4,2%. Od zeszłego roku jest ona wspierana rządowym programem 500+ a w ostatnich miesiącach dodatkowo wyraźnie poprawiającą się z punktu widzenia pracownika sytuacją na rynku pracy. Pozytywnie zaskoczył zaś dodatni wkład w PKB handlu zagranicznego pokazując 1% kontrybucję salda obrotów wobec jego ujemnego wkładu okres wcześniej.  Nie zawiodła też zmiana zapasów. Ogólnie patrząc, trzy kwartały 2017 roku były dla polskiej gospodarki bardzo solidne i na razie nic nie wskazuje, aby w końcówce bieżącego roku sytuacja ta miała ulec większym zmianom. Wraz z ożywieniem inwestycji można spodziewać się, że IV kw. pokaże równie solidy wzrost. Niemniej dane te raczej nie zmienią podejścia RPP do polityki monetarnej NBP w najbliższych kwartałach. Pozostając w trybie wyczekiwania i nadal prezentując gołębią postawę Rada nie będzie wsparciem dla złotego. Nie zmienia to faktu, że przy blisko 5% wzroście gospodarczym i rosnącej inflacji konsumenckiej w RPP mogą zacząć pojawiać się coraz silniejsze jastrzębie akcenty.

GUS podał bowiem, że w listopadzie (wg szybkiego odczytu) indeks CPI wzrósł do 2,5% r/r z 2,1% zanotowanych miesiąc wcześniej. Wyższe od oczekiwanych dane wsparły złotego, niemniej kurs EURPLN nie zdołał pogłębić tygodniowego dołka wyznaczonego w środę na poziomie 4,187. To potwierdza, że potencjał aprecjacyjny naszej waluty kończy się i ponownie większą rolę na krajowym rynku walutowym zaczną odgrywać czynniki zewnętrze deprecjonujące PLN, w tym oczekiwany silniejszy dolar do euro.

W czwartek, po nieudanym ataku wsparcia na 1,18 kurs EURUSD jeszcze pod koniec sesji europejskiej powrócił powyżej 1,192. Początkowo negatywny wpływ na wspólną walutę miała rozczarowująca publikacja dot. listopadowej inflacji w strefie euro, która przemawia za planem ECB, by jedynie stopniowo ograniczać wsparcie dla gospodarki.  Zamiast oczekiwanego 1,6% r/r wzrostu, w listopadzie (wg danych wstępnych) wskaźnik HICP wzrósł o 1,5% wobec 1,4% miesiąc wcześniej. Do tego dzień wcześniej w wyraźnie jastrzębim tonie wypowiadała się prezes Fed J. Yellen (podkreślając m.in., że gospodarka może być silniejsza niż się wydaje, a przyczyny stojące za niskimi odczytami inflacji przejściowe), zaś D. Trump na szefa Fed oddziału w Richmond nominował zwolennika podwyżek stóp procentowych Marvina Goodfrienda (zagorzałego krytyka polityki prowadzonej przez J. Yellen). Do przodu posuwają się też prace nad reformą podatkową w USA. Wszyscy republikańscy senatorowie (w tym J. McCain, który zahamował dążenie administracji Donalda Trumpa do likwidacji Obamacare) zgodzili się, co do tego, że można już rozpocząć formalną debatę nad ustawą i następnie poddać ją głosowaniu.

Po południu dolarowi zaszkodziły słabsze od oczekiwanych dane. Zamiast prognozowanych 66,2 pkt, indeks Chicago PMI za listopad pokazał poziom 63,9 pkt. To najniższy poziom indeksu od trzech miesięcy. Spadek wskaźnika tłumaczony jest mniejszymi zamówieniami, które w październiku osiągnęły najwyższy poziom 43 lat, co było skutkiem naprawy szkód spowodowanych przez huragany. Niemniej, wskaźnik zatrudnienia osiągnął w listopadzie dodatnią wartość, a wskaźnik cen płaconych miał trzecią najwyższą wartość w tym roku. Zatem, gospodarka rozwija się, zbliża się oczekiwana grudniowa podwyżka stóp przez Fed, do przodu posuwają się też prace nad reformą podatkową wspierającą wzrost gospodarczy amerykańskiej gospodarki i zapowiedziane na 2018 rok kolejne podwyżki stóp, co powinno działać na korzyść dolara w najbliższych tygodniach.

Polska gospodarka wykres

Autor / Źródło: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Bricks Acquisitions Limited ogłasza wezwanie na wszystkie akcje ROBYG SA

Bricks Acquisitions Limited („Wzywający”), podmiot pośrednio należący do Goldman Sachs Group („Goldman Sachs”), oraz ROBYG SA („ROBYG”), jeden z czołowych deweloperów mieszkaniowych w Polsce notowany na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, zawarły 1 grudnia 2017 r. umowę transakcyjną, zgodnie z którą Wzywający ogłosi wezwanie na wszystkie akcje ROBYG („Wezwanie”).

W ramach Wezwania, akcjonariuszom ROBYG zaoferowana zostanie cena 3,55 zł za każdą akcję ROBYG („Cena Akcji w Wezwaniu”), czyli łącznie około 1 027 mln zł (około 244 mln EUR) za wszystkie akcje objęte Wezwaniem. Cena Akcji w Wezwaniu odzwierciedla premię w wysokości 12,3% wobec ceny zamknięcia na sesji 30 listopada br., odpowiednio 9,9% i 8,9% wobec średniego kursu akcji ROBYG na GPW ważonego wolumenem obrotu za ostatnie 3 i 6 miesięcy, 18,3% wobec ceny emisyjnej ustalonej na 3,00 zł za akcję w ramach ostatniego podwyższenia kapitału zakładowego przeprowadzonego na podstawie uchwały emisyjnej z dnia 6 czerwca 2017 r., oraz 42,6% wobec ceny zamknięcia na sesji 12 maja 2015 r., tj. w przededniu opublikowania przez ROBYG informacji o rozpoczęciu poszukiwania inwestora strategicznego.

Kluczowi menedżerowie ROBYG: Oscar Kazanelson – Przewodniczący Rady Nadzorczej, Alex Goor – Przewodniczący Rady Nadzorczej Robyg Construction oraz Artur Ceglarz – Dyrektor Finansowy, łącznie posiadający 10,2% akcji ROBYG, nieodwołalnie zobowiązali się do sprzedaży wszystkich posiadanych przez nich akcji w ramach Wezwania.

– Nabycie ROBYG daje Goldman Sachs możliwość zainwestowania w wysokiej jakości platformę rynku nieruchomości, budowaną w oparciu o lokalne i globalne doświadczenia. Zamierzamy blisko współpracować z kierownictwem ROBYG nad dalszym rozwojem Spółki, zapewniając kapitał i fachową wiedzę, aby wspierać długoterminowy sukces ROBYG – powiedział Tavis Cannell, Partner w European Special Situations Group w Goldman Sachs.

– Goldman Sachs jest idealnym partnerem strategicznym. Dzięki znaczącym zasobom kapitałowym, rozległej znajomości branży oraz doświadczeniu instytucjonalnemu, Goldman Sachs będzie efektywnie wspierać ROBYG w umacnianiu wiodącej pozycji na polskim rynku mieszkaniowym oraz w dalszym rozwoju i zwiększaniu skali działalności. Zarząd analizuje warunki Wezwania i planuje opublikować w najbliższych dniach formalną rekomendację dla akcjonariuszy ROBYG – powiedział Oscar Kazanelson, Przewodniczący Rady Nadzorczej ROBYG.

Wezwanie dojdzie do skutku po spełnieniu warunków wskazanych w treści Wezwania, w tym po uzyskaniu zgody Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, objęciu zapisami w Wezwaniu co najmniej 66% ogólnej liczby akcji ROBYG, powołaniu trzech kandydatów wskazanych przez Wzywającego w skład Rady Nadzorczej ROBYG, podjęcia uchwały w sprawie zmian w Statucie ROBYG oraz zawarcia przez Wzywającego i ROBYG umowy o współpracy strategicznej.

Przewidywany termin rozpoczęcia przyjmowania zapisów na akcje objęte Wezwaniem został wyznaczony na 2 stycznia 2018 r., natomiast przewidywany termin zakończenia przyjmowania zapisów – na 2 lutego 2018 r. Wzywający zastrzega sobie prawo do przedłużenia okresu przyjmowania zapisów, zgodnie z warunkami Wezwania.

Funkcję wyłącznego doradcy finansowego Wzywającego przy transakcji pełni Goldman Sachs International, natomiast doradcą prawnym została kancelaria Greenberg Traurig Grzesiak. Podmiotem pośredniczącym w Wezwaniu jest Pekao Investment Banking.

Bez dostaw społecznych sklepy mogą podzielić los taksówkarzy, którzy poważnie przegrywają z Uberem

Eksperci zauważają, że handel zaczyna się bronić przed podobnym kryzysem, jaki w branży taksówkarskiej wywołała aplikacja, łącząca pasażerów i kierowców. Dlatego na rynku detalicznym powstają nowe trendy. Jeden z nich polega na tworzeniu społeczności klientów – dostawców, pod logiem sieci handlowych. Drugi opiera się na współpracy sklepów z zewnętrznymi platformami mikropracy. Trzeci model próbują wdrażać firmy, wyspecjalizowane w ekonomii współpracy.

Jakiś czas temu, Waren Buffet, uważany za jednego z najlepszych inwestorów na świecie, sprzedał swój pakiet akcji w Walmart, amerykańskiej sieci supermarketów, obecnej na rynku od ponad pół wieku. Ekonomista wyjaśnił, że handel za 10 lat będzie całkowicie zdigitalizowany, a on nie inwestuje w biznesy, których nie rozumie. Zdaniem Sebastiana Starzyńskiego, prezesa platformy TakeTask i współautora raportu „Ekonomia Współpracy w Polsce 2016”, wraz z rozwojem e-commerce część sklepów stacjonarnych upadnie, a co za tym idzie, ich gęstość zmaleje. Te, które rozwiną e-handel i zapewnią klientom codzienne, uzupełniające dostawy produktów spożywczych w ciągu godziny, będą miały większe szanse na przetrwanie. Sieci handlowe powinny już teraz wyciągać wnioski z tego, jak Uber eliminuje z rynku taksówkarzy i zacząć tworzyć środowisko mikropracy dla klientów, doręczających zakupy swoim sąsiadom.

– Obserwując światowe trendy, można zauważyć, że usługi oparte na ekonomii współpracy zyskują olbrzymią popularność. Dlatego, postanowiliśmy, jako pierwsza sieć handlowa w Polsce, zaproponować narzędzie, oparte na tych mechanizmach. Po miesiącu funkcjonowania usługi „SąSiatki” w dwóch warszawskich sklepach uzyskaliśmy pozytywny oddźwięk rynku. W związku z tym, w październiku została ona udostępniona we wszystkich hiper- i supermarketach w Warszawie oraz w hipermarkecie w Wołominie – mówi Michał Malanowski, Dyrektor Działu Informatyki w Carrefour Polska.

Jak wyjaśnia Sebastian Starzyński, model biznesowy, w którym sieć handlowa prowadzi e-commerce, ma własne sklepy i zarządza społecznością osób roznoszących produkty to „wewnętrzna” ekonomia współpracy. W rozwiązaniu, wybranym przez Carrefoura, firma kontroluje cały proces zakupowy, co jest naturalne, ale musi zbudować kompetencje, które zwykle nie są w jej domenie. To kosztowne podejście, gdyż wiąże się ono z ogromnym ryzykiem wizerunkowym. Każda ewentualna porażka występuje pod logiem sieci, a nie jej partnera biznesowego, w pełni odpowiedzialnego za realizację dostaw społecznych. Ktoś może się spóźnić lub nie podjąć przesyłki. W ekonomii współpracy oczywiście ludzie są oceniani za wykonane zadania. Ale jeśli będą mieli rzadką możliwość wykazania się, to trudno mówić o dobrym systemie reputacyjnym. W opinii eksperta, Carrefourowi niełatwo będzie utrzymać aktywną społeczność dostawców, mając dla nich niewiele ofert, w dodatku monotonnych.

– Opracowana przez nas platforma współpracy pomiędzy klientami to pionierskie wdrożenie tego rodzaju usługi w Polsce przez sieć handlową. W tym celu musieliśmy stworzyć własne rozwiązania informatyczne, łączące sklep internetowy, aplikację mobilną oraz systemy kasowe w placówkach. Pragniemy zachęcić konsumentów do współpracy i wykreować popyt na wzajemne świadczenie prostych przysług. Jedna osoba odbierze zamówione zakupy w ciągu 2 godzin, a druga, w zamian za dostarczenie produktów, otrzyma bon na zakupy. Młodzi ludzie są otwarci na nowe technologie i aktywni społecznie. Dlatego, spodziewamy się, że to właśnie oni staną się głównymi dostawcami w ramach ekonomii współpracy – dodaje Michał Malanowski.

Model pośredni

Tymczasem, Amazon, jedna z największych firm e-commerce na świecie, skupia się na optymalizacji procesu kupowania na swojej stronie. Dostawy realizują kurierzy, współpracujący z koncernem. W USA miesięczny abonament wynosi niecałe 11 dolarów. Coroczne obciążanie konta to koszt 99 dolarów. W innych krajach usługi Amazona mogą być tańsze. Na przykład, w Japonii za roczny pakiet klient płaci równowartość 32 dolarów. Generalnie system polega na tym, że im częściej robi się zakupy, np. kilka razy w tygodniu, tym mniej się płaci za 1 dostawę. Według Sebastiana Starzyńskiego, ten genialnie prosty mechanizm zapewnił amerykańskiemu gigantowi szybki sukces, który zaskoczył nawet twórców usługi Amazon Prime, czyli dostaw w 2 godziny.

– Nie należy zakładać, że w tak zróżnicowanym środowisku konkurencyjnym jak handel, jeden udany pomysł uruchomi naśladowców. Perfekcja w realizacji nowych modeli raczej zachęci konkurentów do szukania innych rozwiązań. To dlatego sukces Amazona w wirtualnym handlu skłonił go do troski o bazę w realu i zakup sieci supermarketów. W końcu zaplecze fizycznych sklepów to miejsce ekspozycji towarów i centrum dystrybucji e-zamówień. Na tym tle nie dziwi mnie więc wejście Lidla na amerykański rynek ze swoim formatem kilkusetmetrowych placówek, tańszych od Walmarta – zauważa dr Maria Andrzej Faliński, ekspert rynku detalicznego.

Jednak w Polsce na początku przyszłego roku będzie testowany model biznesowy, podobny do strategii Amazona. Klient ma dokonywać zakupu na stronie sieci, a ona będzie realizować zamówienie w swoim sklepie. Zapakowane produkty dostarczy użytkownik aplikacji, znajdujący się w pobliżu placówki. Dostawca będzie roznosił zakupy z różnych sieci handlowych. Ponadto, otrzyma wiele innych możliwości zarobienia pieniędzy. Dostanie np. zadania, polegające na przeprowadzeniu audytów w sklepach dla agencji badawczej. Docelowo będzie mógł także świadczyć szereg płatnych usług dla swoich sąsiadów. To może być chociażby zniesienie komuś kanapy w bloku obok czy też wywiercenie dziury w ścianie.

– Moim zdaniem, pośredni model ekonomii współpracy jest najbardziej stabilny. Dla sieci najważniejsze jest to, że w oczach klienta pozostaje portalem zakupowym. Ma też kontrolę nad swoim wizerunkiem cenowym, przy dużym zaangażowaniu partnera biznesowego – platformy mikropracy. Ponadto, sklep koncentruje się na swojej głównej kompetencji, czyli sprzedaży. Dlatego uważam, że Amazon wybrał właśnie tę drogę, a dopiero potem kupił np. Whole Foods Market, amerykańską sieć supermarketów ze zdrową żywnością. Carrefour, idąc inną ścieżką, będzie musiał zapewne więcej płacić swoim dostawcom, z powodu mniejszej gęstości sieci doręczycieli i odbiorców – ocenia Sebastian Starzyński.

Inne rozwiązania

W trzecim modelu biznesowym firma, wyspecjalizowana w ekonomii współpracy, przyjmuje rolę portalu zakupowego. Klient składa zamówienia na jej stronie, a pracownicy realizują je we wskazanym sklepie i dostarczają konsumentowi. Taką formę uberyzacji, w obszarze polskiej gastronomii, wybrał Uber Eats, a w amerykańskim handlu – Instacart. To dobre rozwiązanie dla małych restauracji czy sklepów, ale nie dla dużych sieci handlowych. One powinny być portalem, z którym zamawiający ma kontakt. Należy też zwrócić uwagę na to, że klient Instacart może wybrać produkt z sieci, która nie ma podpisanej współpracy z tą firmą. Na polskim rynku detalicznym podobnie działa Shopi. Natomiast, w przypadku Uber Eats, restauracja musi założyć konto na stronie Ubera i odbierać zamówienia przez ten kanał.

– W mojej ocenie, wybór i wdrożenie jednego z trzech nowych modeli biznesowych jest kwestią utrzymania się na rynku sieci handlowych. Bez tego mogą one dosłownie podzielić los taksówkarzy, którzy nie doganiają Ubera, a gdyby nie ograniczenia legislacyjne, mieliby jeszcze większe problemy. Ponadto, sklepy w naszym kraju powinny testować różne rozwiązania, aby przygotować się na wejście Amazona do Polski z usługą Amazon Prime¬ – zaznacza Sebastian Starzyński.

Natomiast dr Faliński jest zdania, że Uber nie wyeliminuje klasycznej taksówki, lecz zmusi ją do elastyczniejszych modeli biznesowych. Podobnie, nowe formy handlowania nie usuną z rynku sklepu, ale go unowocześnią. Premiowane będzie robienie zakupów np. dla sąsiada, tak ze względów etyczno-społecznych, jak i w celu utrzymania ciągłości dokonywanych transakcji przez osoby, które nie mają czasu na regularne chodzenie do stacjonarnej placówki. Prospołeczne wartości muszą się w końcu opłacać. Jak podsumowuje ekspert, handel nie przestanie być handlem, tj. sklep nie przestanie być sklepem.

Technologia wirtualnej rzeczywistości pomoże sterować dronami. Nowy sposób pilotażu ułatwi pracę filmowców czy inspektorów budowlanych

Technologia wirtualnej rzeczywistości pomoże sterować dronami. Nowy sposób pilotażu ułatwi pracę filmowców czy inspektorów budowlanych 12

Możliwość wykorzystania zalet płynących z zastosowania wirtualnej rzeczywistości, ale również coraz dłuższy czas lotu na jednym ładowaniu baterii to nowości, którymi kuszą producenci dronów. Teraz podgląd obrazu z kamery drona nie ogranicza się do obserwowania ekranu smartfona. Zakładając specjalne gogle VR na głowę, można sterować latającym urządzeniem, jakby siedziało się za jego sterami. Technologia VR w dronach służy nie tylko rozrywce, lecz także pomaga w pracy specjalistom, którzy korzystają z dronów na co dzień.

– Drony z VR (wirtualną rzeczywistością) służą głównie do zabawy. Nie ma co ukrywać, jest to zupełnie inna perspektywa w momencie, kiedy widzimy obraz bezpośrednio z drona w trakcie lotu, zwłaszcza na dużych wysokościach, np. ze 150 metrów wszystko wygląda ładnie. Widzimy też prędkość, zmianę kierunku lotu – to rzecz, która jest bardzo fajna w zastosowaniu konsumenckim – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Dominik Wójcik, menadżer ds. sprzedaży firmy Parrot.

Producenci dronów traktują nasz rynek poważnie i ciągle udoskonalają swoje produkty. Kolejnym punktem ewolucji tych latających maszyn jest ich połączenie z wirtualną rzeczywistością, której globalny rynek do 2022 roku, jak wynika z raportu Zion Market Research, osiągnie wartość blisko 27 mld dolarów. Obraz z kamery drona jest przesyłany na sterujące nim urządzenie. Najczęściej jest to smartfon, który możemy włożyć do specjalnie przygotowanych okularów i cieszyć się bezpośrednim obrazem z perspektywy lotu ptaka, co przekłada się na łatwość sterowania urządzeniem. Choć konstrukcja i technika sterowania niczym się nie wyróżniają, założenie okularów pozwala operatorowi bardziej wyczuć drona.

– Samo latanie np. pomiędzy drzewami jest prostsze, bo zmienia się nam perspektywa. W momencie, kiedy widzimy drona, który jest od nas oddalony o 200–300 metrów, my tak naprawdę nie wiemy, jak blisko jesteśmy jakiegoś obiektu, ta perspektywa 3D trochę nam się załamuje, mimo że mamy obraz z kamery drona – mówi Dominik Wójcik.

Technologia VR w dronach to jednak nie tylko rozrywka. Ułatwia ona pracę osobom, które na co dzień profesjonalnie korzystają z bezzałogowych statków powietrznych. Filmowcy mogą wykonać ujęcia wideo jak najbliższe zamierzonemu przez siebie efektowi. Technologia znajduje zastosowanie także np. w branży budowlanej przy inspekcjach budynków, gdzie ważne jest sprawdzenie, czy obiekt nie ma pęknięć, uszkodzeń. W przypadku inspekcji miejsc trudno dostępnych to rozwiązanie znacznie redukuje ryzyko kolizji i związane z nią koszty.

Co ważne, dodanie funkcjonalności wirtualnej rzeczywistości nie ma dużego wpływu na zużycie baterii drona. Aktualnie czas lotu komercyjnych i konsumenckich urządzeń na jednym akumulatorze wynosi do 30 minut. W przyszłości dzięki wdrożeniu nowych technologii ten czas ma szansę ulec wydłużeniu.

– Baterie, które są używane w dronach, to innego typu baterie niż my kojarzymy z pozostałych urządzeń elektronicznych. To baterie litowo-polimerowe o wyższym napięciu i trochę innej specyfikacji. Widać rozwój w bateriach, my wprowadzając Bebop 2 w wersji Power, wydłużyliśmy czas pracy baterii z 25 do 30 minut i jest to zmiana w przestrzeni dziewięciu miesięcy pomiędzy kolejnymi modelam twierdzi ekspert.

Z raportu Instytutu Mikromakro wynika, że szacunkowa wartość rynku dronów w Polsce w ubiegłym roku wyniosła ponad 201 mln złotych. W porównaniu do poprzedzającego roku oznacza to wzrost o 22,75 proc. Nasz kraj pozostaje w czołówce państw z największym odsetkiem operatorów bezzałogowych statków powietrznych na 100 tys. mieszkańców. Z liczbą na poziomie 9,2 osoby ustępujemy tylko Japonii (11,2), wyprzedzając Francję (4,4), Wielką Brytanię (3,5), a nawet Stany Zjednoczone (3,1).

Najtańsze drony z goglami VR można nabyć w Polsce już za około 750 zł. Dostępne są również zestawy wirtualnej rzeczywistości do zakupionych wcześniej dronów. Koszt takiego zestawu to kilkaset złotych.