Meble vintage można znaleźć już nie tylko na pchlim targu. Polska platforma pozwala wyszukiwać oryginalne przedmioty z całego świata

Meble vintage można znaleźć już nie tylko na pchlim targu. Polska platforma pozwala wyszukiwać oryginalne przedmioty z całego świata 1

Nowoczesny start-up nie musi się zajmować wyłącznie nowymi technologiami czy wynalazkami, które dopiero w przyszłości zyskają na popularności. Dowodem na to jest Yestersen – platforma internetowa, dzięki której poszukiwacze designu z połowy XX wieku nie muszą przeczesywać pchlich targów w poszukiwaniu prawdziwych perełek. 

Twórcy platformy sprawdzają i zatwierdzają każdy przedmiot, który trafia za jej pośrednictwem do sprzedaży. Dzięki temu nie istnieje ryzyko, że klient trafi na podróbkę, produkty niekompletne czy zbyt wysłużone. Dalekosiężne plany zakładają ekspansję platformy na cały świat, tak aby osoba w danym kraju mogła znaleźć wzornictwo vintage z wielu różnych państw, opisane w jej języku i do zakupienia w walucie, którą się posługuje. A to wszystko bez ruszania się z kanapy.

Pomysł Yestersen polega na zmierzeniu się z jednym z największych pragnień ludzkości, czyli podróżą w czasie. Łączymy profesjonalnych sprzedawców wzornictwa XX wieku z fanami wzornictwa vintage. Oznacza to, że oferujemy blisko 5 tys. mebli, dodatków, oświetlenia i akcesoriów, takich jak zegarki lub torby do zakupu online, tu i teraz. Starannie sprawdzamy każdy przedmiot, aby osoby, które dokonują zakupu, miały pewność, że kupują to, co widnieje w ofercie. Sprzedawcom zaś pomagamy o wiele skuteczniej sprzedawać przedmioty w sieci – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Karol Misztal, współzałożyciel i prezes Yestersen, gabinetu vintage.

Meble z połowy XX wieku cieszą się coraz większą popularnością. Dotychczas miłośnicy stylu vintage w poszukiwaniu prawdziwych perełek przeczesywali pchle targi czy piwnice, bez gwarancji znalezienia tego, czego rzeczywiście szukają. Z pomocą służy nowa platforma Yestersen. Jak tłumaczy jej założyciel, za pomocą strony umożliwia klientom podróż w czasie.

Nie trzeba bezpośrednio udawać się do naszego serwisu, wystarczy, że być na naszym Instagramie bądź Facebooku. Jeśli klient zobaczy ciekawe wnętrze, to klikając w dany przedmiot, można zobaczyć go i kilka podobnych w naszym sklepie oraz dokonać zakupu. Zdarza się, że te przedmioty są unikalne, jeżeli przedmiot już został sprzedany, wystarczy wysłać do nas pytanie, a my, mając bazę ponad stu sprzedawców i kilkunastu tysięcy przedmiotów, które nie są jeszcze opublikowane, jesteśmy w stanie ten przedmiot znaleźć – przekonuje Karol Misztal.

Docelowo platforma ma łączyć sprzedawców i klientów z całego świata. W ten sposób sprzedawcy mogą znaleźć znacznie szersze grono zainteresowanych. Miłośnikom stylu vintage pozwala to zaś znaleźć oryginalne produkty, unikatowe w danym kraju. Platforma oferuje też przedmioty niecodzienne, wszystko od wyselekcjonowanych butików z różnych części świata, w różnym przedziale czasowym.

Docelowo zmierzamy do tego, aby osoba w danym kraju mogła znaleźć wzornictwo vintage z całego świata, opisane w swoim języku, do zakupienia w swojej walucie. To, co nas odróżnia oprócz tego, że agregujemy tę stronę podażową, to fakt, że nie tylko wybieramy sprzedawców, z którymi współpracujemy, lecz także zatwierdzamy każdy przedmiot, który do nas trafia, prowadzimy selekcję – podkreśla Karol Misztal.

Założyciel platformy przekonuje, że klienci mogą mieć pewność, że nie trafią na podróbkę, uszkodzony czy nadmiernie wyeksploatowany przedmiot. Ponadto wszystkie produkty są skatalogowane, co pozwala znaleźć także podobne produkty, do tego poszukiwanego.

Jeśli klient chce kupić stolik Chic & Glam z lat 60., szklany, wystarczą trzy kliknięcia myszą i pokazują się wszystkie takie stoliki. Co więcej, jeśli ma się jakieś wątpliwości lub pytania, można porozmawiać z naszymi konsultantami poprzez livechat na żywo lub podać swój numer telefonu, a my oddzwaniamy w ciągu minuty – mówi założyciel Yestersen.

Jak wskazuje Misztal, choć platforma działa, wciąż jeszcze część wyświetlanej zawartości znajduje się w trakcie eksperymentu, m.in. galerie zdjęć czy osadzanie produktów w mediach społecznościowych, które budują pełny obraz produktów vintage.

Większość przedmiotów jest obecna w polskich magazynach, ale przyjeżdżają one do Polski z wielu miejsc na świecie, więc nie należy tego utożsamiać z wielkim zbiorem mebli z PRL. Mamy świetne wzornictwo duńskie, niemieckie, włoskie czy francuskie. Pojawiają się nawet rzeczy ze Stanów Zjednoczonych czy Japonii. Będzie tego tylko więcej, w ramach naszej ekspansji zagranicznej i pozyskiwania sprzedawców zagranicznych – zapowiada Karol Misztal.

Elektryczne auta w Polsce wciąż rzadkością. Ulice opanowują za to elektryczne skutery, rowery i hulajnogi

Elektryczne auta w Polsce wciąż rzadkością. Ulice opanowują za to elektryczne skutery, rowery i hulajnogi 2

Idea elektromobilności zdobywa w ostatnim czasie ogromną popularność, ale kojarzy się przede wszystkim z elektrycznymi samochodami, o których rozwój dba także polski rząd. Jednak na razie to raczej odległy plan, a tymczasem nieco w cieniu wizji elektrycznych aut dynamicznie rośnie rynek małych pojazdów elektrycznych, takich jak skutery, rowery czy deskorolki i hulajnogi.    

– Nasza hulajnoga wyposażona jest w baterie o pojemności 4 tys. mAh. Łatwo można wyliczyć, że jest to tak naprawdę ładowanie dwóch smartfonów, koszt wynosi w przybliżeniu 10 groszy. Ładowanie takiej hulajnogi czy skutera zajmuje 2–3 godziny i ładujemy w zwykłym gniazdku elektrycznym 220 V – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sylwia Koza, dyrektor ds. marketingu na Europę Środkowo-Wschodnią Archos.

Archos Bolt to najnowsza elektryczna hulajnoga, która trafiła na polski rynek. Model wyposażono w elektryczny silnik o mocy 250 W, który pozwala na rozwinięcie prędkości do 15 km/h. Według francuskiego producenta takie osiągi dostosowują prędkość do gabarytów pojazdu przy zachowaniu bezpieczeństwa kierującego. 

Jednocześnie hulajnogi oferują zasięg do 12 km, a ładowanie ma potrwać do 3 godzin. Ekran LED na kierownicy pokazuje przebieg i stan baterii. Zbudowana ze stopu aluminium hulajnoga jest w stanie udźwignąć kierującego o wadze do 90 kg, przy własnej masie wynoszącej 8,28 kg. Zdaniem specjalistów przyspieszenie i prędkość hulajnogi regulowane jak w skuterze, a także stosunkowo atrakcyjna cena sprawiają, że tego typu sprzęt ma szansę zdobyć dużą popularność.

– Hulajnoga elektryczna kosztuje na chwilę obecną ok.1,4 tys. zł. Jeśli chodzi o rower, który w najbliższym miesiącu będzie wprowadzony do sprzedaży, to trzeba się liczyć z kosztem w wysokości 2–2,2 tys. zł. Natomiast duże skutery elektryczne odpowiadają skuterom spalinowym o pojemności 50 cm3, jest to koszt rzędu 5 tys. zł. Jeszcze będą w naszej ofercie takie urządzenia bardziej do zabawy, jak deskorolka w granicach 700 zł – wymienia Koza.

ECO driving w raporcie „Samochody elektryczne i hybrydowe” podaje, że sprzedaż aut elektrycznych i hybrydowych osiągnęła poziom ponad 300 tys. rocznie, ale znacznie dynamiczniej rośnie rynek małych pojazdów elektrycznych, takich jak właśnie deskorolki, skutery, rowery czy hulajnogi. Raport wskazuje, że ten rosnący trend jest obserwowany również w Polsce.

– Taka deskorolka może być również fajnym środkiem, ponieważ akumulator w tej deskorolce jest odpinany. Wyobrażam sobie sytuację, gdzie w skate parku młodzież może najpierw wykorzystać tę deskorolkę jako zwykłą deskorolkę, trochę poskakać, pobawić się. Następnie w drodze powrotu do domu podczepić tę baterię i pomóc sobie, jak już nie mają siły, żeby spokojnie wrócić na posiłek – wskazuje przedstawicielka francuskiej firmy.

Dyrektor ds. marketingu na Europę Środkowo-Wschodnią uważa, że polskie prawo drogowe sprzyja rosnącej liczbie minipojazdów elektrycznych. Niemniej jednak Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) ostrzega, że bez wsparcia przydomowych punktów ładowania – co zostało pominięte w projekcie ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych – rynek pojazdów elektrycznych w Polsce będzie rozwijał się dużo wolniej, niż umożliwiałby to jego potencjał.

– Całą zaletą pojazdów elektrycznych jest to, że możemy się ładować w zwykłym gniazdku elektrycznym. Jest to bardzo duża dogodność, bo nawet jeżeli taki zasięg hulajnogi wynosi 15–20 km/h, wydaje mi się, że jest to wystarczające, żeby móc dojechać do szkoły, na uczelnie czy rowerem 45 km. Po pierwsze te produkty możemy spakować, złożyć i mieć zawsze ze sobą. Możemy w każdym momencie, w dowolnym miejscu je doładować – podsumowuje dyrektor ds. marketingu na Europę Środkowo-Wschodnią Archos.

Technologia fotowoltaiczna jak materiał budowlany. Nowoczesne rozwiązania nie tylko służą wytwarzaniu energii, lecz także mogą także upiększać budynek

Technologia fotowoltaiczna jak materiał budowlany. Nowoczesne rozwiązania nie tylko służą wytwarzaniu energii, lecz także mogą także upiększać budynek 3

Fotowoltaika to przyszłość odnawialnych źródeł energii, również w Polsce. Przy budowie domów coraz częściej odchodzi się od tradycyjnych paneli na korzyść fotowoltaiki stosowanej jako bezpośredni materiał budowlany. Proponowane przez firmy rozwiązania pozwalają nie tylko wytwarzać energię, lecz także ją magazynować i zarządzać. Szacuje się, że z obecnie zainstalowanej w systemach fotowoltaicznych mocy 199 MW ponad połowę zainstalowano w mikroinstalacjach, gdzie głównymi wytwórcami energii są osoby fizyczne.

– Największy sens, jeżeli chodzi o źródła energii odnawialnej, mają te technologie, które są najtańsze, które się opłacają. Każdy na końcu policzy, czy zainwestowanie pieniędzy spowoduje odpowiedni czas zwrotu lub obniży jego koszty utrzymania. Słońce jest takim źródłem energii, które zgaśnie ostatnie. Dlatego uważam, że energetyka słoneczna jest najpewniejszym i docelowo słusznym źródłem pozyskiwania energii z natury – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Bartłomiej Zysiński, prezes zarządu firmy Maybatt oraz założyciel Polskiej Izby Magazynowania Energii.

Dane Urzędu Regulacji Energetyki wskazują, że na koniec I kw. 2017 roku łączna moc zainstalowanych w Polsce OZE (odnawialnych źródeł energii) przekraczała 8,4 GW. Istotny udział mają e tym panele fotowoltaiczne. Raport „Rynek fotowoltaiki w Polsce 2017” przygotowany przez Instytut Energetyki Odnawialnej ocenia, że moc zainstalowana w systemach fotowoltaicznych w Polsce na koniec 2016 roku wyniosła ok. 199 MW. Połowę zainstalowano w mikroinstalacjach podłączonych do sieci, ale niekorzystających z systemu zielonych certyfikatów, a głównymi wytwórcami energii w mikroinstalacjach są osoby fizyczne.

– Tradycyjna fotowoltaika to kwadratowe panele, mniej lub bardziej urodziwe, zazwyczaj doczepiane, często na siłę, do istniejących budynków. Trudno powiedzieć, że w tym fragmencie rynku te rozwiązania są eleganckie. Istnieją natomiast obszary rynku fotowoltaicznego związane z architekturą, z projektowaniem fotowoltaiki już na etapie pomysłu budynku, gdzie można wykorzystać rozwiązania tej technologii dla upiększenia budynku, uzyskując jednocześnie powierzchnię aktywną energetycznie – podkreśla Bartłomiej Zysiński.

Firmy związane z fotowoltaiką coraz częściej proponują rozwiązania, które pozwalają zachować lub zwiększyć pozyskanie energii i estetycznie wyglądają. Można je także instalować w cieniu, w przeciwieństwie do zwykłych paneli.

– Możemy uzyskiwać również na powierzchniach budynków, na dachach, na fasadach, sprawności na tym samym poziomie jak farmy czy instalacje ustawiane na dachach pod odpowiednim kątem – przekonuje prezes Maybatt.

Szacuje się, że potencjał energetyczny w Polsce to ok. 1 tys. kWh, które można pozyskać z 1 mkw. Wytwarzanie energii ze słońca jest znacznie tańsze dla przeciętnego konsumenta, pozwala też w pewnym stopniu uniezależnić się od sieci energetycznej.

– Fotowoltaika ma szerokie zastosowanie w każdym obszarze rynku. Zawsze szukaliśmy takich modeli biznesowych, które się opłacają. Nie należy tylko patrzeć na prawo i przepisy, które będą dawały możliwość zarabiania więcej na energii sprzedawanej do sieci, ale jesteśmy zwolennikami prosumenckiego wytwarzania energii, czyli produkowania tej energii tam, gdzie ją zużywamy. Rozwiązania, które proponujemy, to układy źródeł wytwórczych i magazynów, żeby móc energię nie tylko wytwarzać, lecz także magazynować i nią zarządzać – tłumaczy Zysiński.

Zdaniem eksperta przyszłością rozwiązań fotowoltaicznych jest stosowanie fotowoltaiki jako materiału budowlanego. W ogólnym rozrachunku może się to okazać znacznie bardziej opłacalne niż montaż tradycyjnych paneli, innowacyjne rozwiązania sprawiają zaś, że samo wytwarzanie energii nie jest jedyną korzyścią dla konsumenta.

Po nowoczesne systemy fotowoltaiczne chętnie sięgają też przedsiębiorstwa i inwestorzy. Przykładem może być warszawski biurowiec Q22, gdzie Maybatt zastosował szereg zaawansowanych technologicznie nowoczesnych rozwiązań, m.in. panele fotowoltaiczne, które nie tylko pozwalają produkować energię, lecz także pełnią funkcję zacieniającą i jednocześnie są zintegrowane z fasadą.

– Zaprojektowaliśmy, wykonaliśmy i dostarczyliśmy strukturalne ściany budynku, które zawierają w sobie fotowoltaikę. Mamy również swoje własne rozwiązania wielkopołaciowych dachówek na domy jednorodzinne. Stosowanie fotowoltaiki jako materiału budowlanego jest jedyną słuszną drogą – podkreśla Bartłomiej Zysiński.

Wystarczą dwie godziny przed komputerem, tabletem czy smartfonem, by zauważyć objawy cyfrowego zmęczenia wzroku

Wystarczą dwie godziny przed komputerem, tabletem czy smartfonem, by zauważyć objawy cyfrowego zmęczenia wzroku 4

Suchość i zaczerwienie oczu, a także pogorszenie ostrości widzenia to objawy cyfrowego zmęczenia wzroku. Oczy muszą bowiem podejmować duży wysiłek, aby wyraźnie widzieć wszystko, co wyświetla się na monitorach. Przy wielogodzinnym wpatrywaniu się w ekrany zapominamy również o tym, że prawidłowe ich nawilżenie można utrzymać dzięki częstemu mruganiu – od 15 do 20 razy na minutę. By zapobiec cyfrowemu zmęczeniu wzroku, warto wykonywać proste ćwiczenia i stosować okulary z powłoką antyrefleksyjną o niebieskim kolorze bądź relaksacyjne soczewki kontaktowe.

Okuliści tłumaczą, że na cyfrowe zmęczenie wzroku narażone są coraz młodsze osoby. Millenialsi dorastający w okresie boomu technologicznego funkcjonują w cyfrowym świecie zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Szacuje się, że osoby w wieku 18–29 lat spędzają przy monitorach nawet 6 godzin dziennie.

– Codzienne korzystanie z komputerów i wszystkich innych nośników cyfrowych negatywnie wpływa  na wzrok, ponieważ wpatrując się w monitory czy wyświetlacze, zapominamy o mruganiu. Powinniśmy mrugać znacznie częściej, a patrząc w komputer czy smartfon mrugamy co 18–20 sekund. To zdecydowanie za rzadko. Film łzowy wysycha, paruje, mamy wtedy dużo gorszy obraz, bardziej zmęczony wzrok, czujemy pieczenie, swędzenie, same nieprzyjemne rzeczy – mówi agencji Newseria Radosław Wyszyński, optometrysta z Vision Express.

Cyfrowe zmęczenie wzroku jest realnym problemem, niosącym ze sobą wiele fizycznie odczuwalnych konsekwencji – wśród nich także bóle głowy, bóle karku, szyi, a nawet bóle pleców i kręgosłupa oraz zaburzenia snu. Zmęczone oczy można odciążyć na wiele sposobów. Jedną z najprostszych metod jest stworzona w USA zasada 20-20-20. Co 20 minut powinno się robić 20-sekundowe przerwy, przenosząc wzrok na obiekty oddalone o 20 stóp, czyli ok. sześciu metrów. Można również wykonywać różne inne ćwiczenia takie jak wodzenie oczami czy poruszanie w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, a potem w drugą stronę. Istotne jest również, by w pomieszczeniu, w którym znajdują się komputery, znajdowało się dużo zieleni, która minimalizuje wpływ szkodliwego promieniowania i zapewnienia oczom relaks.

– Możemy zapobiegać cyfrowemu zmęczeniu oczu przede wszystkim robiąc przerwy, 5 minut co godzinę i patrzymy daleko, jak najdalej. Nie idziemy na kawę, nie piszemy SMS-ów, tylko odrywamy się od cyfrowych nośników i patrzymy w dal – mówi Radosław Wyszyński.

Nadwyrężenie oczu może również powodować utrzymujące się przez dłuższy czas nieostre widzenie, niebezpieczne dla codziennego funkcjonowania.

– Świetną rzeczą są okulary z powłoką antyrefleksyjną o niebieskim kolorze, które niwelują światło niebieskie, docierające do naszej siatkówki. Dobrze sprawdzają się również soczewki kontaktowe relaksacyjne, które wpływają na poprawę akomodacji, są bardzo dobrze nawilżone i pomagają się nawilżać oczom. Dodatkowo stosując takie soczewki, częściej mrugamy, więc wynikają z tego same korzyści – mówi Radosław Wyszyński.

Wyszyński dodaje, że soczewki relaksacyjne dbają o lepsze nawilżenie oka oraz zmniejszają jego obciążenie akomodacyjne podczas pracy z wykorzystaniem ekranów. Zapewniając stały dopływ tlenu, łagodzą zmęczenie spowodowane przebywaniem w cyfrowym świecie.

Informacje o klientach pod specjalnym nadzorem. Firmy mają niecały rok na wprowadzenie nowych zasad ochrony danych osobowych

Informacje o klientach pod specjalnym nadzorem. Firmy mają niecały rok na wprowadzenie nowych zasad ochrony danych osobowych 5

W maju 2018 roku zacznie obowiązywać GDPR/RODO – unijne przepisy o ochronie danych osobowych przyjęte w kwietniu 2016 roku. Nakładają one na firmy zbierające i analizujące dane obowiązek ochrony większej liczby danych konsumentów, a także udostępniania ich osobom, których dotyczą i kasowania na ich żądanie. Mimo że prace nad nowymi przepisami toczyły się od 2011 roku, jeszcze pod koniec ubiegłego roku większość polskich firm nie wiedziała nawet, że taka regulacja wejdzie w życie.

To jest regulacja dla obywateli Unii Europejskiej, dla konsumentów. To dla nich jest bardzo dobra zmiana, która daje obywatelom większą kontrolę nad informacjami, które są o nich zbierane. Otrzymają także więcej wiedzy o tym, w jaki sposób są procesowane takie informacje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Jendroszczyk, Data Protection Officer w firmie Piwik PRO, polskiej spółce produktowej oferującej rozwiązania dla marketingu skierowane do globalnych przedsiębiorstw, rządów oraz instytucji międzynarodowym. – Każda polityka prywatności będzie musiała być napisana tzw. językiem Ulicy Sezamkowej, żeby była jasno zrozumiana przez każdego użytkownika.

General Data Protection Regulation zacznie obowiązywać 25 maja 2018 roku. Rozbudowuje ona definicję danych osobowych na wszelkie informacje o konsumencie, które mogłyby pozwolić na jego identyfikację, jak np. dane IP jego komputera. Osoba, której dane są gromadzone i przetwarzane, będzie musiała być informowana o tym, co dzieje się z jej danymi powierzonymi firmie, a także będzie miała prawo zażądać ich usunięcia wraz z odnośnikami. To tzw. prawo do bycia zapomnianym.

Regulacja ma na celu zwiększenie ochrony danych obywateli UE i dotyczy nie tylko firm działających w Unii, lecz także wszystkich, które dysponują danymi na temat Europejczyków. W 2018 roku wejdzie też w życie regulacja ePrivacy, określająca zasady telemarketingu i wysyłania spamu oraz ochrony danych ujawnianych przy okazji korzystania z komunikatorów internetowych.

Z punktu widzenia firm i instytucji GDPR to jest wyzwanie, ale nie traktujmy tego jak rzecz negatywną. To pozwoli firmom nawiązać relacje z własnymi użytkownikami i klientami i nawiązać z nimi relacje zaufania – przekonuje Jendroszczyk. – Owszem, dostosowanie będzie wymagało z ich strony bardzo dużo wysiłku, ale dzięki temu unikniemy sytuacji, jaka może mieć wkrótce miejsce w Stanach Zjednoczonych, gdzie dostawca internetu będzie w stanie sprzedać historię przeglądania użytkownika, co jest wyraźnie naruszeniem kontraktu społecznego między firmą a klientem.

Jesienią 2016 roku firma ARC Rynek i Opinia przeprowadziła na zlecenie firm Trend Micro oraz VMware badanie sprawdzające stopień przygotowania polskich firm do wdrożenia rozporządzenia oraz świadomości ich kierownictwa na ten temat. Okazało się, że 52 proc. firm nigdy nie słyszało o dyrektywie, a ponad dwie trzecie nie wiedziało, kiedy zacznie ona obowiązywać. Połowa pytanych firm nie miała wówczas wdrożonych technologii umożliwiających usunięcie danych, a 42 proc. – procedur umożliwiających powiadomienie GIODO w sytuacji wycieku danych lub innych naruszeń związanych z ich wykorzystaniem.

Każda firma i każda instytucja w UE musi się przygotować do tych nowych przepisów. Mamy cały rok do przygotowań, tak że w ciągu tego roku firmy muszą wprowadzić w swoich szeregach politykę zgodności. Taką politykę zawsze się zaczyna od pierwszego kroku, czyli analizy stanu obecnego – radzi Grzegorz Jendroszczyk. – W tym przypadku jest to inwentaryzacja danych. Każda jednostka organizacji musi zrobić rachunek sumienia, jakie dane zbiera, jak długo je trzyma i do czego ich używa. Po czym trzeba przeanalizować, czy ten sposób trzymania i procesowania danych jest zgodny z przepisami, które wejdą w życie 25 maja 2018 roku.

Nowa regulacja definiuje pojęcia administratora danych (data controller) i podmiotu przetwarzającego dane (data processor), np. w celu analizy danych sprzedażowych. Administrator każdorazowo będzie musiał uzyskać zgodę na wykorzystanie danych w konkretnym celu przez podmiot je przetwarzający.

Nowe wymogi stawiane firmom wymuszą też na nich przeanalizowanie stosowanych narzędzi IT pod kątem zgodności z nowymi regulacjami.

– Są technologie, które ze względu na własną architekturę nie będą zgodne z tą interpretacją, ponieważ bazy danych są w nich rozproszone. Oznacza to, że każdy z użytkowników ma dostęp do całego zbioru informacji i jego rekordów. Pozostaje pytanie, kto jest wówczas kontrolerem danych, kto procesorem oraz jak wygląda łańcuch odpowiedzialności w przypadku, kiedy mamy rozproszoną bazę danych? – mówi Grzegorz Jendroszczyk, data protection officer w Piwik PRO, w kontekście technologii Blockchain, używanej między innymi do obrotu kryptowalutą Bitcoin.

Nowe przepisy przewidują wysokie kary dla przedsiębiorców, którzy nie dostosują się do nowych wymogów. W zależności od wielkości firmy i rodzaju przewinienia zaczynają się one od 10 mln euro lub 2 proc. obrotów z poprzedniego roku do kwot dwukrotnie wyższych.

Złoty najmocniejszy wobec euro od dwóch lat. Spodziewane dalsze wzrosty

Złoty najmocniejszy wobec euro od dwóch lat. Spodziewane dalsze wzrosty 6

Polska waluta jest najmocniejsza wobec euro od połowy 2015 roku. Zdecydowany aprecjacja rozpoczęła się na przełomie listopada i grudnia 2016 r., gdy za euro trzeba było zapłacić niemal 4,5 zł, najwięcej od jesieni 2011 roku. Zdaniem Adama Koreckiego z TMS Brokers pod koniec roku za europejską walutę możemy płacić ok. 4 zł, co byłoby poziomem niewidzianym od czasu wyborów prezydenckich w 2015 roku.

– W krótkim terminie oczekiwałbym stabilizacji kursu złotego w stosunku do walut obcych, mam tu na myśli na przykład euro, które powinno oscylować w okolicy 4,20 zł, plus minus kilka groszy, natomiast w dłuższym terminie byłbym pozytywnie nastawiony do polskiej waluty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Korecki, makler papierów wartościowych w TMS Brokers. – Czynnikiem, który będzie wpływać na pozytywne zachowanie się złotego w stosunku do walut obcych, jest przede wszystkim dobra kondycja polskiej gospodarki, która powinna się dalej poprawiać, patrząc na wskaźniki, które przychodzą z gospodarki.

Obecnie wartość wspólnej europejskiej waluty to około 4,20 zł i jest ona najniższa od kilkunastu miesięcy. Złoty zaczął się umacniać do euro na początku grudnia 2016 roku po mocnych spadkach w 2015 roku i względnej stabilizacji (z dużymi odchyleniami w ciągu roku) w 2016 roku.

W I kwartale 2017 roku polska gospodarka rozwijała się w tempie 4 proc. rdr., czyli lepszym od oczekiwanego i dużo lepszym od notowanego w 2016 roku (2,7 proc.). Był to efekt głównie wzrostu konsumpcji i lekko dodatniego eksportu netto. Wpływ inwestycji okazał się neutralny.

– Ważne jest to, co się będzie działo na międzynarodowych rynkach finansowych. Niewątpliwie czynnikiem ryzyka dla złotego jest potencjalna silna korekta na rynkach amerykańskich, czyli tzw. wzrost awersji do ryzyka. To zawsze negatywnie wpływało na notowania złotego i jeżeli w drugim półroczu będziemy mieli do czynienia z taką korektą na zagranicznych rynkach akcji, to wtedy należy oczekiwać krótkookresowego osłabienia złotego – ocenia Korecki. – Jednakże główny trend powinien pozostać pozytywny, czyli złoty w dłuższym terminie powinien się umacniać. Pod koniec roku spodziewałbym się poziomu bliższego 4,0 zł niż 4,30 lub 4,40 zł.

Na wartość złotego wobec koszyka walut będzie miał wpływ poziom dolara amerykańskiego, który w ostatnim półroczu osłabia się do euro i do złotego. Od początku 2017 roku euro umocniło się do dolara o niemal 6,4 proc., złoty do dolara natomiast – o niemal 12 proc.

14 czerwca Rezerwa Federalna zbierze się na kolejnym posiedzeniu, połączonym z publikacją prognoz dla amerykańskiej gospodarki. Ekonomiści spodziewają się podwyżki stóp procentowych o 25 pkt bazowych do przedziału 1–1,25 proc., co mogłoby podnieść wartość dolara wobec innych walut, w tym złotego.

W Polsce natomiast podwyżki stóp w tym roku nie są oczekiwane. Choć na przełomie roku niepokój mógł budzić szybki wzrost cen – w listopadzie były na tym samym poziomie co rok wcześniej, w grudniu inflacja wyniosła 0,8 proc., w styczniu – 1,7 proc., a w lutym – już 2,2 proc., to potem ustabilizowała się na poziomie 2 proc. pozostającym wciąż poniżej celu inflacyjnego, choć w dolnym paśmie dopuszczalnych wahań (1,5–2,5 proc.).

– Decyzje Rady Polityki Pieniężnej są raczej przewidywalne i oczekujemy, że w bieżącym roku nie dojdzie do żadnych zmian w zakresie stóp procentowych. Pozostaną one na dotychczasowych poziomach nie tylko w całym 2017 roku, lecz także prawdopodobnie przez większą część 2018 roku. Jest to oczywiście pozytywna wiadomość dla posiadaczy kredytów w złotówkach, bo to oznacza, że będą płacili niskie raty – zakłada Korecki.

Od 1 października będzie obowiązywać niższy wiek emerytalny. Warto zadbać o ustalenie kapitału początkowego

Od 1 października będzie obowiązywać niższy wiek emerytalny. Warto zadbać o ustalenie kapitału początkowego 7

Eksperci ZUS przypominają, że warto jak najwcześniej zebrać dokumenty, które potwierdzają staż pracy oraz wysokość zarobków przed 1999 r. i przekazać je do ZUS, aby obliczył kapitał początkowy. Dotyczy to zwłaszcza osób, które chcą zgodnie z nowymi przepisami skorzystać z emerytury od 1 października.

 Zwaloryzowany kapitał początkowy i zewidencjonowane na naszym koncie składki stanowią podstawę obliczenia naszej przyszłej emerytury. Tym bardziej jest to ważne, że 1 października 2017 roku wchodzą w życie przepisy obniżające dotychczasowy wiek emerytalny. Ważne jest, żeby przed tą datą osoba, która będzie chciała zgłosić wniosek o emeryturę, miała już ustalony kapitał początkowy. Jeśli nie ustaliła kapitału początkowego, to ZUS ustali go przed obliczeniem emerytury – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wiesława Lempska z Departamentu Świadczeń Emerytalno-Rentowych w Centrali ZUS.

Osoby, które przed 1999 rokiem odprowadzały składki na ubezpieczenie społeczne, powinny złożyć wniosek o ustalenie kapitału początkowego.

– Wniosek o kapitał początkowy można zgłosić w dowolnej placówce Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Należy wypełnić odpowiedni druk i dołączyć do niego  dokumenty świadczące o przebytych przed 1999 rokiem okresach składkowych i nieskładkowych oraz potwierdzające wynagrodzenie uzyskiwane przed 1999 rokiem – tłumaczy ekspertka ZUS.

Wniosek o kapitał początkowy można wziąć z placówki ZUS albo pobrać ze strony www.zus.pl. Dokumenty potrzebne do ustalenia kapitału początkowego to np. świadectwa pracy, dokumenty wskazujące na prowadzenie działalności gospodarczej, dyplomy ukończenia studiów czy dokumenty potwierdzające opiekę nad dzieckiem.

Kapitał początkowy to bardzo ważna cześć przyszłej emerytury. Dobrze zadbać już dziś o jego ustalenie. Mogą bowiem wystąpić kłopoty z uzyskaniem wszystkich potrzebnych dokumentów, bo zakłady pracy ulegają likwidacji bądź przekształceniu.

– W razie problemów ze znalezieniem dokumentów w pierwszej kolejności trzeba ustalić, co się stało naszym zakładem pracy: czy został przekształcony, zlikwidowany, czy może dalej istnieje w innym miejscu. To pozwoli nam stwierdzić, do jakiej instytucji powinniśmy się udać, aby znaleźć dokumenty potwierdzające staż pracy oraz osiągane wynagrodzenie – wskazuje Renata Robaszewska, radca prawny, wspólnik w kancelarii Robaszewska i Płoszka Radcowie Prawni.

Jeśli firma, w której pracowała dana osoba, została zlikwidowana czy przekształcona, nie musi to oznaczać, że uzyskanie dokumentów jest niemożliwe. Gdy firma została przekształcona, najlepiej udać się do miejsca, w którym ona istniała. Być może jest tam podmiot, w który nasza firma się przekształciła, lub są osoby, które wskażą nam, gdzie szukać dokumentów.

– Jeżeli firma została zlikwidowana lub podlegała procedurze upadłościowej, takich informacji należy szukać w Krajowym Rejestrze Sądowym. Jeżeli wszelkie drogi poszukiwania dokumentów zawiodą, możemy się udać do archiwum państwowego. Jeżeli sytuacja jest już całkowicie beznadziejna, można skorzystać ze świadków – naszych byłych współpracowników. Warto również śledzić różne fora internetowe czy rejestry internetowe. Często pozwalają prześledzić, co się stało z zakładem pracy i gdzie mogą być dokumenty, które posłużą nam do ustalenia kapitału początkowego – podkreśla Renata Robaszewska.

Od lipca tego roku we wszystkich placówkach ZUS będzie można skorzystać z pomocy doradców emerytalnych. Udzielą oni m.in. informacji o kapitale początkowym, sposobie jego wyliczenia i jego wpływie na wysokość emerytury. 

Polska ma szanse przyciągnąć najwięcej pieniędzy z prywatnych funduszy w regionie. Rozwój rynku nie zagrozi jednak warszawskiej giełdzie

Polska ma szanse przyciągnąć najwięcej pieniędzy z prywatnych funduszy w regionie. Rozwój rynku nie zagrozi jednak warszawskiej giełdzie 8

Niemal połowa firm typu private equity inwestujących w Europie Środkowo-Wschodniej spodziewa się ożywienia na rynku tych transakcji, podczas gdy jeszcze jesienią 2016 roku optymistami była tylko jedna trzecia tej grupy. Niemal 70 proc. menadżerów zamierza poszukiwać w tym czasie nowych inwestycji – wynika z badania Deloitte. Polska jako największy rynek regionu ma wszelkie dane ku temu, by przyciągnąć najwięcej pieniędzy prywatnych funduszy. Ten rodzaj pozyskiwania finansowania nie będzie jednak zagrożeniem dla giełdy.

Statystyki europejskie są takie, że w rozwiniętych krajach Europy Zachodniej finansowanie typu private equity odpowiada za mniej więcej 0,3 proc. PKB. W Polsce jest to na razie około 0,2 proc. PKB, więc mamy jeszcze ścieżkę możliwego rozwoju w kierunku osiągnięcia parametrów i statystyk Europy Zachodniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Macieszczak, wspólnik zarządzający w kancelarii prawnej Gessel, od 25 lat specjalizującej się w obsłudze transakcji M&A, w szczególności private equity.

W 2016 roku rynek fuzji i przejęć w Europie Środkowej wyniósł 55,7 mld euro – wynika z danych Deloitte opublikowanych przy okazji prezentacji wyników badania w funduszach private equity „Great Expectations.Central Europe Private Equity Confidence Survey”. Z tego 11,2 mld euro przypadło na Polskę, przy czym do najbardziej spektakularnych transakcji doszło w ostatnim kwartale 2016 roku. Chodzi m.in. o nabycie sieci sklepów spożywczych Żabka przez CVC Capital Partners za ok. 1 mld euro – dokładna cena nie została ujawniona, ale transakcję okrzyknięto największą w historii polskiego handlu, czy zakup Allegro przez Cinven, Permirę oraz Mid Europa Partners.

Jednocześnie liczba IPO na głównym rynku warszawskiej giełdy spadła z 30 w roku 2015 (choć od maja był to rok spadkowy) do 19 w 2016 roku, roku stabilizacji na niskim poziomie.

Fundusze private equity na żadnym rynku nie zastąpiły IPO i w Polsce też się to nie stanie. Jest to forma pozyskiwania finansowania dobra dla jednych przedsiębiorstw, mniej dogodna dla innych – uspokaja Marcin Macieszczak. – Względem IPO private equity jest suplementarną, dodatkową ścieżką pozyskania finansowania, natomiast inwestycje typu private equity bardzo wspierają rynek IPO, zwłaszcza warszawską GPW, bo dostarczają spółek na giełdę. IPO jest jedną z domyślnych ścieżek wyjścia dla funduszy private equity, a GPW będąca zdecydowanie największą giełdą w regionie, stanowi bardzo dobrą ścieżkę.

Ze wspomnianego badania Deloitte, które przeprowadzono w kwietniu 2017 roku, wynika, że 69 proc. respondentów planuje w ciągu najbliższego półrocza skoncentrować się na zakupach, co piąty na zarządzaniu portfelem, a co dziesiąty na poszukiwaniu nowych funduszy. Jednak gromadzenie środków było domeną funduszy PE w ostatnich kilkunastu miesiącach i środki te czekają teraz na inwestycje. 63 proc. zarządzających zakłada, że do jesieni więcej kupi niż sprzeda, a to najlepszy wynik od 2011 roku. Choć badanie dotyczyło całego regionu, Polska ze względu na swoją wielkość może być także największym beneficjentem tych dobrych nastrojów.

Nie można powiedzieć, że polski rynek jest postrzegany jako szczególnie ryzykowny przez inwestorów private equity mających możliwość inwestycji nie tylko na polskim rynku, lecz także na innych rynkach światowych czy europejskich – powiedział Marcin Macieszczak podczas „Investment Forum & Private Equity Awards Gala” zorganizowanej przez Executive Club. – W Polsce jest ulokowanych powyżej 50 proc. wszystkich inwestycji dokonanych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W tym samym czasie populacja Polski to 31 proc. populacji całego regionu, a PKB kraju – 35 proc. łącznego PKB regionu. Na tle naszej bezpośredniej konkurencji, czyli krajów Europy Środkowo-Wschodniej, jesteśmy postrzegani zdecydowanie jako bardziej atrakcyjny rynek.

Dodaje także, że według raportu Roland Berger (European Private Equity Outlook 2017), opublikowanego na początku tego roku, a powstałego na podstawie rozmów z udziałem 2400 profesjonalistów z branży private equity, Polska jest lokowana na trzecim miejscu w skali całej Europy pod względem możliwości wzrostu dla rynku private equity. Wyżej znalazły się tylko kraje Półwyspu Iberyjskiego i Niemcy.

Projektowane zmiany w ustawie refundacyjnej mogą uderzyć w polskie firmy farmaceutyczne i pacjentów. Branża apeluje do resortu zdrowia o zmianę propozycji

Projektowane zmiany w ustawie refundacyjnej mogą uderzyć w polskie firmy farmaceutyczne i pacjentów. Branża apeluje do resortu zdrowia o zmianę propozycji 9

W toku prac nad nową ustawą refundacyjną pojawił się pomysł zmiany kształtu paybacku, czyli obciążania firm farmaceutycznych kosztami przekroczenia budżetu na refundację leków przez NFZ. Taki mechanizm głównie obciążałby krajowe firmy, co mogłoby się odbić negatywnie na ich kondycji, a co za tym idzie – na produkcji leków. W konsekwencji mogłoby to prowadzić do braków w aptekach. Podobny scenariusz miał miejsce w Rumunii po wprowadzeniu analogicznych przepisów, więc branża apeluje o zmianę tej propozycji. 

 Co roku Narodowy Fundusz Zdrowia tworzy plan finansowy, w którym są zaplanowane wydatki na refundację. Jeżeli ten poziom zostanie przekroczony, wówczas tropione są firmy farmaceutyczne, których leki sprzedały się w większych ilościach. Muszą one zwracać nadwyżkę finansową do budżetu. Na tym polega payback – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zdzisław Sabiłło, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego.

Nowelizacja ustawy refundacyjnej, nad którą pracuje Ministerstwo Zdrowia, zawiera kontrowersyjną dla przemysłu farmaceutycznego propozycję nowego tzw. paybacku, czyli mechanizmu zwrotu kosztów w systemie refundacyjnym.

Payback służy kontroli wydatków ponoszonych przez Fundusz. Zakłada on, że jeżeli koszty refundacji leków i terapii przekroczą poziom finansowy, który założył NFZ, wtedy nadwyżkę muszą pokryć firmy farmaceutyczne na określonych wcześniej zasadach.

 To rozwiązanie jest sprawiedliwe, kiedy zwiększone koszty wydatków na leki ponoszą solidarnie zarówno budżet, jak i wszystkie firmy farmaceutyczne. Zwyżka wydatków wcale nie musi wynikać z nagannych działań, ale na przykład z większej liczby zachorowań na dane schorzenie, np. w przypadku epidemii grypy konsumpcja leków rośnie. Obecne rozwiązanie zakłada, że połowa przekroczenia spoczywa na barkach budżetu państwa, czyli NFZ, a połowę pokrywają firmy farmaceutyczne – mówi Zdzisław Sabiłło.

Nowe rozwiązanie, które przygotował resort zdrowia, zakłada, że jeżeli NFZ wyda na refundację leków więcej, niż zakładał plan finansowy, różnice pokryją wyłącznie producenci leków sprzedawanych w aptekach. Dotknie to w większości polskie firmy farmaceutyczne i krajowych producentów leków generycznych (tańszych odpowiedników dla drogich leków zagranicznych). Natomiast zagraniczne koncerny farmaceutyczne, które sprzedają drogie leki refundowane (w większości odpowiedzialne za przekroczenia budżetu refundacyjnego), mają być w części zwolnione z obowiązku pokrywania różnic w planie finansowym.

Uważamy za niesprawiedliwe to, że musimy ponosić całość kosztów, chociaż nie my jesteśmy winni – mówi Zdzisław Sabiłło – Nie rozumiemy też, dlaczego niektóre firmy mają być zwolnione z paybacku. Dotyczy to na przykład tych, które podpisują tzw. umowy risk-sharing z Ministerstwem Zdrowia. To poufne porozumienie, w którym resort akceptuje cenę leku proponowaną przez firmę w zamian za jakieś ustępstwa akceptowane przez obydwie układające się strony. Nie wiemy, jakiego rodzaju są to ustępstwa. Firmy, które podpisują tego rodzaju umowy, mają być zwolnione z paybacku.

Miesiąc temu projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej zaopiniował Instytut Jagielloński. Eksperci think-tanku podkreślili, że w nowym kształcie payback zmusi polskich producentów leków do nieprzewidzianych wydatków i osłabi ich sytuację finansową. W obawie przed paybackiem krajowe firmy mogą zmniejszać dostawy leków do aptek, co spowoduje niedobory w aptekach.

 Jeżeli payback wejdzie w życie w proponowanej postaci, może spowodować obniżenie produkcji leków. Po co firmy mają produkować więcej, żeby potem zwracać pieniądze? Gdyby wybuchła epidemia, leków nie będzie. Wszyscy na tym tracą: i przemysł, i pacjenci. To nieuczciwe i niepotrzebne – ocenia Zdzisław Sabiłło.

Prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego zauważa, że taka sytuacja ma obecnie miejsce w Rumunii. Na tamtejszym rynku działa mechanizm paybacku podobny do tego, który proponuje Ministerstwo Zdrowia. Drakoński system spowodował, że firmy farmaceutyczne w obawie przed zwrotem kosztów przestały dostarczać leki, a na rynku ich zabrakło.

Eksperci podkreślają również, że payback nie powinien obejmować leków generycznych ani biopodobnych, które generują oszczędności. Instytut Jagielloński wyliczył, że dzięki lekom generycznym NFZ zyskuje co roku około pół miliarda złotych oszczędności. Nawet jeśli ich sprzedaż jest większa niż założona w planie finansowym, jest to korzystne dla budżetu NFZ-u.

 Z paybacku nie są zwolnione leki generyczne, co bardzo dziwi, dlatego że przepisywanie większej liczby leków generycznych służy generowaniu oszczędności w budżecie, bo są to leki tańsze. Karanie firm i per saldo społeczeństwa za to, że przepisywane są tańsze leki, jest nieporozumieniem – mówi Zdzisław Sabiłło.

Co drugi sprzedawany w Polsce farmaceutyk jest produktem krajowych firm. Polska jest jednym z niewielu europejskich państw, które mają przemysł farmaceutyczny rozwinięty na tyle, że jest on w stanie w dużym stopniu zaspokoić krajowe zapotrzebowanie, uniezależniając rynek od importu i gwarantując bezpieczeństwo lekowe (na przykład w razie konfliktu, wahań kursów walut, etc.). Z wyliczeń DeLAB Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że z każdej złotówki wydanej na zakup leku krajowych producentów 78 groszy trafia do Skarbu Państwa, wspierając krajowe PKB. Dlatego eksperci podkreślają, że rozwiązania, które mogłyby odbić się na branży farmaceutycznej, nie leżą w niczyim interesie.

Na szczęście otrzymujemy sygnały z Ministerstwa Zdrowia, że chyba uda się wywalczyć to, o co zabiegamy, i tak drakoński system paybacku nie zostanie w Polsce wprowadzony – informuje Zdzisław Sabiłło.

Poczta Polska wprowadza kolejne podwyżki cen

Ceny za usługi Poczty Polskiej rosną nawet o 87 proc. Najbardziej dla administracji publicznej, czyli dla samorządów terytorialnych. Dla dużych miast i dla gmin wiejskich.

Po częściowym otwarciu rynku pocztowego w styczniu 2013 roku przywracana jest obecnie monopolistyczna pozycja Poczty Polskiej i ograniczana jest konkurencja na rynku przesyłek listowych. Jednocześnie odwracany jest trend pozytywnych, choć powolnych zmian w działalności Poczty Polskiej. Pod wpływem konkurencji, Poczta Polska podniosła jakość usług, co było widoczne chociażby we wzroście odsetka uwzględnianych reklamacji w latach 2013-2015.

Głównym celem nowelizacji ustawy Prawo pocztowe przedstawionej przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa w lutym br. jest przyznanie operatorowi wyznaczonemu wyłączności na dostarczenie przesyłek w postępowaniu sądowym i administracyjnym. Tym samym Poczta Polska, będąc operatorem wyznaczonym do końca 2025 roku, nie będzie w tym obszarze poddana presji konkurencji rynkowej. Z powodu tej nowelizacji koszty ponoszone przez sądy i urzędy mają wzrosnąć według samego projektodawcy o niemal miliard złotych do 2019 roku.

W 2019 roku 39% przychodów z rynku przesyłek listowych pochodzić będzie z zastrzeżonych dla Poczty Polskiej przesyłek sądowych i administracyjnych. Ponieważ rynek przesyłek listowych jest rynkiem schyłkowym, może to oznaczać, że tym samym zostanie pogrzebana ostatnia szansa na rozwinięcie na nim konkurencji. W takiej sytuacji osłabnie presja na spadek cen (albo ograniczanie ich wzrostu) w obszarze innych usług świadczonych przez Pocztę Polską, o czym niedawno przekonały się samorządy – do wielu przetargów nikt poza Pocztą Polską się nie zgłosił, w wyniku czego państwowy operator był w stanie ustanowić ceny nawet o 87% wyższe niż wcześniej.

W rozmowie z MarketNews24 mówi o tym Marcin Zieliński z Instytutu Misesa. Ta analiza została opublikowana przez FOR.

70% farm wiatrowych w Polsce wygenerowało straty

Po złotym interesie sprzed kilku lat nie ma już śladu. Właściciele wiatraków, w tym państwowe koncerny, straciły na tym biznesie prawie 3 mld zł. Z niepokojem na sytuację patrzą także największe polskie banki, które ponoszą straty.

Najgorsza farma wiatrowa przyniosła prawie 200 mln zł straty tylko w ubiegłym roku. Na sytuację z niepokojem patrzą banki. Tylko w 2016 roku państwowy Bank Ochrony Środowiska odpisał blisko 100 mln zł kredytów udzielonych na farmy wiatrowe, które są zagrożone. Ponad 30 mln zł zagrożonych kredytów odnotował Alior Bank, który od niedawna też jest już pośrednio kontrolowany przez Skarb Państwa. W sektorze zainwestował także państwowy PKO BP.]

– Państwo polskie wprowadziło takie rozwiązania, które uderzyły w państwowe firmy energetyczne, a także w banki, przede wszystkim w te banki, w których największym akcjonariuszem jest właśnie państwo polskie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Zmiany w składzie Zarządu GPW

  • 13 czerwca 2017 r. Rada Nadzorcza GPW podjęła uchwałę w sprawie powołania Jarosława Grzywińskiego w skład Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. i powierzenia mu stanowiska Wiceprezesa Zarządu Giełdy
  • Zgodnie z art. 27 ust. 1 Ustawy z 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi powyższa decyzja wejdzie w życie pod warunkiem uzyskania zgody Komisji Nadzoru Finansowego na dokonanie zmian w składzie Zarządu Giełdy

Jarosław Grzywiński

Pan Jarosław Grzywiński jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji, Wydziału Prawa Uniwersytetu w Bayreuth (studia porównawcze LL.M, Niemcy), a także Oxford University (pobyt studyjny). Należy do Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie. W latach 2000 – 2015 współpracował z szeregiem instytucji rynku finansowego oraz kancelarii prawnych w zakresie prawa rynku kapitałowego, M&A, prawa nieruchomości oraz prawa obligacji. Uczestniczył w pracach legislacyjnych związanych z rozwojem prawa spółek handlowych w Polsce. W latach 2016 -2017 Wiceprezes Rady Giełdy, a w 2016 r. także Sekretarz Rady Giełdy. W 2016 i 2017 r. Przewodniczący Komitetu Regulacji i Ładu Korporacyjnego GPW. Od 2017 r. sprawuje także funkcję Przewodniczącego Rady Nadzorczej Bondspot S.A.  Jest Przewodniczącym Rady Nadzorczej Towarowej Giełdy Energii S.A., członkiem Rady Polskiej Fundacji Narodowej oraz członkiem Rady Dyrektorów Aquis, platformy obrotu instrumentami finansowymi nadzorowanej przez brytyjskiego regulatora rynków finansowych. Od 15 marca 2017 r. został oddelegowany przez Radę Nadzorczą GPW do czasowego wykonywania czynności Prezesa Zarządu GPW.

Spadek ceny Ethereum szansą dla inwestorów

Kolejna część historii Trumpa rozgrywa się dzisiaj, tym razem wraz z prokuratorem generalnym Jeffem Sessionsem, który ma zająć stanowisko w sprawie związków z Rosją i zwolnienia byłego szefa FBI, Jamesa Comeya. Rynki będę się wsłuchiwać, ale inwestorzy nie oczekują większego wpływu na kondycje rynków. Dużym wydarzeniem, na które wszyscy czekają jest ogłoszenie wyników specjalnego dochodzenia Roberta Muellera w sprawie powiązań Trumpa z Rosją. Pogłoski, że Trump planuje również i jego zwolnić są niepokojące.

Prawdopodobnie bardziej naglącym problemem jest pułap zadłużenia, z którym skonfrontować muszą się Stany Zjednoczone. Sekretarz skarbu, Steven Mnuchin, wzywa Kongres do zwiększenia limitu wydatków wcześniej niż później. Na ten moment, ostatecznym terminem będzie prawdopodobnie październik lub listopad, ale Mnuchin ma naprawdę nadzieję, że zmiana ta odbędzie się w przeciągu sześciu najbliższych tygodni, jeszcze przed zaplanowaną na sierpień przerwą wakacyjną. Według serwisu usdebtclock.org narodowy dług amerykański wynosi na obecną chwilę blisko skromnych 20 bilionów dolarów. Na ten moment, rząd operuje wolną gotówką wartą około 40 bilionów dolarów, czyli znacznie mniej niż 150 miliardów dolarów, które wyznaczają minimalny wymagany pułap.

Dług_USA_13_06_2017Brytyjska premier Theresa May spotyka się dzisiaj z przewodniczącym północnoirlandzkiej Partii Demokratycznych Unionistów, którzy posiadają 10 miejsc potrzebnych aby utworzyć większościowy rząd. Chociaż wyrazili oni chęć współpracy z May, nie są jednak naiwni, jeżeli chodzi o polityczne manipulacje. Jesli nie dojdzie do porozumienia do końca dnia, może to oznaczać prawdziwe kłopoty dla Theresy May, Wielkiej Brytanii oraz dla funta brytyjskiego, który obecnie utrzymuje wsparcie na poziomie 1.2630 w stosunku do dolara.

GBPUSD_13_06_2017

Kantory_13_06_2017Bitcoin i Ethereum znów zanotowały wczoraj rekordowe poziomy, po których nastąpiły dosyć znaczne  spadki. W przypadku Ethereum wyniosły około 100 dolarów na monecie, co składa się na około 25% jego obecnej ceny. Pomimo ogromnego wzrostu i spadków, cenie udało się zyskać 25 dolarów w przeciągu dnia. Największe wolumeny pochodzą z internetowej giełdy Poloniex, który obecnie doświadcza przepełnienia i opóźnień, tak jak i Bithum oraz Coinone, koreańskie kantory, które naprawdę poszerzyły swoje wpływy w ciągu ostatniego tygodnia. Pomimo, iż japoński bitFlyer spadł na trzecie miejsce, jego obecne wolumeny są i tak dwa razy większe niż na początku tego miesiąca.Ethereum_13_06_2017

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Obowiązkowe codzienne raporty do KAS. Od 1 września kolejne zmiany w JPK

1 września 2017 r., na mocy planowanych zmian w prawie bankowym i podatkowym, Krajowa Administracja Skarbowa (KAS) uzyska nowe uprawnienia. KAS ma codziennie otrzymywać  raporty z banków nie tylko o saldach rachunków firmowych, ale także dane dotyczące wszelkich transakcji dokonywanych na kontach przedsiębiorstw. W ten sposób rząd chce walczyć
z firmami wyłudzającymi VAT. Takie działania natomiast przekładają się na większe zapotrzebowanie na systemy informatyczne pozwalające m.in. w łatwy sposób generować raporty i dostosowywać sposób działania firmy do obowiązującego prawa.

Zgodnie z planowanymi zmianami obowiązek przekazywania wyciągów z rachunków bankowych w formie Jednolitego Pliku Kontrolnego (JPK) realizowany byłby:

  • za pośrednictwem banku lub spółdzielczej kasy oszczędnościowo-kredytowej, o ile posiadają siedzibę w Polsce i po pisemnym upoważnieniu przedsiębiorcy;
  • bezpośrednio przez przedsiębiorcę — w przypadku firm posiadających rachunek bankowy w banku, który nie ma przedstawicielstwa w Polsce.

— Według zapisów projektu ustawy banki mają być zobowiązane do przesyłania raportów z kont firmowych do KAS. Oznacza to, że większość firm nie będzie musiała podejmować dodatkowych działań, aby spełnić nowe wymogi — mówi Renata Łukasik, członek zarządu Macrologic SA, dyrektor ds. oprogramowania. — Wyjątek stanowią podmioty korzystające z kont prowadzonych przez banki, które nie mają przedstawicielstwa w Polsce. Wówczas przedsiębiorca jest zobowiązany do przesyłania raportów nt. kont firmowych we własnym zakresie. Takim przedsiębiorcom oferujemy kompleksowy zakres usług, począwszy od wdrożenia systemu generującego pliki w formacie JPK_WB, poprzez jego dalszą konfigurację w przypadku wprowadzania kolejnych zmian w systemie prawnym. 

JPK obejmuje zestawienie informacji dotyczących: ksiąg rachunkowych, wyciągów bankowych, magazynu, ewidencji zakupu i sprzedaży VAT, faktur VAT, podatkowej księgi przychodów i rozchodów oraz ewidencji przychodów. Tego rodzaju dane firmy muszą przesyłać drogą elektroniczną do Ministerstwa Finansów. Przepisy o Jednolitym Pliku Kontrolnym weszły w życie w lipcu 2016 roku. W pierwszej kolejności obowiązkiem tym zostały objęte największe firmy, czyli przedsiębiorstwa zatrudniające ponad 250 pracowników oraz te, których roczny obrót netto wynosi ponad 50 mln euro albo suma aktywów bilansu przekracza 43 mln euro. Od stycznia 2017 roku przepisami o JPK w zakresie rejestrów VAT zostały objęte także średnie i małe podmioty, a od lipca 2018 roku obowiązek JPK w pełnym zakresie będzie dotyczył już wszystkich przedsiębiorstw.

Eksperci z branży informatycznej zauważają, że wprowadzenie JPK to nie tylko nowy obowiązek, ale także korzyści dla firm. Ich zdaniem wprowadzenie JPK przyśpieszy informatyzację małych i średnich przedsiębiorstw. W kwestii wykorzystania rozwiązań informatycznych polskie firmy mają bowiem sporo do nadrobienia. Aktualnie jedynie połowa średnich firm w Polsce korzysta z systemów ERP. Wśród małych firm wskaźnik ten wynosi zaledwie 15%.

Coraz częściej firmy pytają o systemy ERP oparte na procesowości, bo to one należą do najbardziej przyjaznych i najlepiej odzwierciedlają sposób funkcjonowania współczesnych firm — stwierdza Renata Łukasik.

Takim rozwiązaniem jest np. program Macrologic Merit, czyli pierwszy polski i już sprawdzony przez firmy system klasy ERP, ułatwiający integrację danych pochodzących z różnych departamentów i poziomów organizacji oraz wspierający obsługę procesów biznesowych.

— Obecne zmiany w systemie prawnym powodują, że prowadzenie działalności gospodarczej staje się trudniejsze — kontynuuje Renata Łukasik. — Przedsiębiorcy szukają przyjaznych rozwiązań, które pomogą sprostać temu zadaniu poprzez m.in. minimalizowanie ryzyka błędów w rozliczeniach z urzędem skarbowym. A kary za tego rodzaju błędy stają się coraz bardziej dotkliwe. Dlatego też warto zainwestować w systemy informatyczne, które tego rodzaju ryzyko skutecznie ograniczają.

Macrologic SA to polska spółka dostarczająca systemy klasy ERP, notowana na rynku podstawowym GPW. Spółka, jako podmiot z branży IT od 30 lat wspiera rozwój polskich przedsiębiorstw, dostarczając im systemy ERP.  Macrologic SA jest obecnie jedną z niewielu firm IT w Polsce, która oferuje rozwiązanie dostosowane do przepisów o Jednolitym Pliku Kontrolnym. Narzędzie pozwala właścicielom przedsiębiorstw na szybkie i wygodne przekazywanie danych w formacie JPK przez interfejs Ministerstwa Finansów. Co ważne, nie jest to rozwiązanie tylko dla obecnych klientów spółki, którzy posiadają oprogramowanie jej autorstwa. Nowy moduł umożliwia wysyłanie gotowych plików JPK wygenerowanych również przez każdy inny, dowolny system ERP. Aplikacja Macrologic pozwala także archiwizować dane w formacie JPK oraz umożliwia ich podgląd, a następnie przesłanie przez bramkę Ministerstwa Finansów. Aplikacja pozwala też archiwizować urzędowe poświadczenia odbioru (UPO).

Dobre perspektywy rozwoju biznesu wg prezesów firm w Polsce

W obliczu wielu zmian geopolitycznych, zarządzający spółkami globalnymi są pewni optymistycznej przyszłości swoich firm. Aż 83 proc. prezesów na świecie i 98 proc. prezesów z Polski pozytywnie ocenia perspektywy rozwoju swojej działalności w perspektywie najbliższych 12 m-cy. Równocześnie 65 proc. prezesów globalnych spółek postrzega przełomowe rozwiązania technologiczne jako szansę na rozwój, a nie zagrożenie dla prowadzonej działalności, podczas gdy dla Polski odsetek ten wynosi aż 96 proc. – wynika z najnowszego badania firmy doradczej KPMG przeprowadzonego wśród blisko 1 300 prezesów na świecie oraz analogicznego badania przeprowadzonego wśród prezesów w Polsce.

Optymistyczna przyszłość polskich i globalnych spółek

Jak wynika z najnowszego raportu KPMG International, ponad 8 na 10 prezesów spółek globalnych i niemalże wszyscy prezesi z Polski są pewni perspektyw rozwoju swojej działalności w perspektywie najbliższego roku. Biorąc pod uwagę niestabilność związaną z globalnym wzrostem gospodarczym, 65 proc. zarządzających globalnymi spółkami jest przekonanych o dobrych perspektywach rozwoju światowej gospodarki w ciągu kolejnych 3 lat. Jest to spadek o 15 p.p. w porównaniu do ubiegłorocznej edycji badania. W tej kwestii prezesi z Polski wykazują jeszcze mniejszy optymizm, tylko 44% jest pewnych pozytywnych wskaźników światowej gospodarki w kolejnych latach.Optymistyczna przyszłość polskich i globalnych spółekOptymistyczna przyszłość polskich i globalnych spółek`

Ponad 6 na 10 prezesów globalnych spółek (65 proc.) twierdzi, że przełomowe rozwiązania technologiczne stanowią możliwość rozwoju, a nie zagrożenie dla prowadzonej przez nich działalności. W Polsce prawie każdy prezes (96 proc.) chce budować przewagę konkurencyjną swojego przedsiębiorstwa w oparciu o nowoczesne rozwiązania technologiczne, 98 proc. deklaruje, że aktywnie wdraża przełomowe rozwiązania w swoim sektorze.

– Wdrażanie przełomowych rozwiązań technologicznych jest dla prezesów spółek codziennością w obliczu konieczności reagowania na zmienną sytuację ekonomiczną na świecie. Co istotne, większość prezesów postrzega je jako możliwość, która pozwoli im przekształcić model swojego biznesu, opracować nowe produkty i usługi oraz osiągnąć jeszcze większy dochód. Nowe wyzwania i niepewna sytuacja globalnej gospodarki wywierają na prezesach presję dotyczącą wprowadzania nowych przełomowych rozwiązań, które pomogą w dalszym ciągu rozwijać się ich przedsiębiorstwom – mówi John Veihmeyer, Global Chairman w KPMG International.

Wdrażanie przełomowych rozwiązań technologicznych

Nowe technologie jednym z głównych czynników rozwoju firm z Polski

Jednym z najważniejszych czynników mających wpływ na usprawnienie prowadzenia biznesu wg zarządzających firmami w Polsce jest wdrażanie nowoczesnych technologii. Znajduje to potwierdzenie w planowanych inwestycjach. Ponad 95 proc. prezesów z Polski i 50 proc. prezesów spółek globalnych deklaruje wysoki poziom inwestycji w ten obszar w perspektywie kolejnych 12 m-cy.

Respondenci, którzy wzięli udział w badaniu KPMG, wskazali także na rosnącą rolę ryzyka związanego z reputacją i zarządzaniem marką.

– W dobie globalizacji i szybkiego przepływu informacji niezależnie od miejsca, w którym się znajdujemy, rośnie znaczenie ryzyka reputacyjnego i zarządzania marką. Firmy koncentrując się na bieżącej działalności i walcząc o klienta powinny przykładać odpowiednią wagę do zarządzania reputacją, jakiekolwiek niedociągnięcia w tym zakresie mogą mieć bardzo poważne konsekwencje. W dalszej kolejności wśród rodzajów ryzyka mającego istotny wpływ na prowadzenie biznesu respondenci z Polski wymieniali ryzyko operacyjne i ryzyko związane ze zmianą preferencji klientów mówi Leszek Wroński, partner, szef działu usług doradczych w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Cyberbezpieczeństwo, notowane najwyżej w zeszłorocznym badaniu wśród firm globalnych, spadło na 2. pozycję, co odzwierciedla przeświadczenie respondentów o postępie ich spółek w zakresie zarządzania cyberryzykiem. W Polsce zagrożenia związane z cyberbezpieczeństwem znalazły się na 3. miejscu obok ryzyka geopolitycznego i środowiskowego. Zrządzający z Polski są znacznie bardziej (88 proc. vs. 47 proc.) świadomi faktu, iż najsłabsze ogniowo w zakresie cyberbezpieczeństwa stanowi czynnik ludzki. Częściej także od prezesów globalnych spółek wskazują, że ich organizacja jest przygotowana na cyberatak (54 proc. vs 42 proc.).

Nowe technologie jednym z głównych czynników rozwoju firm z Polski

Umiarkowany wzrost zatrudnienia

Prezesi globalnych spółek, którzy wzięli udział w badaniu firmy doradczej KPMG, przewidują wzrost zatrudnienia w firmach w ciągu najbliższych 3 lat. Optymizm jest jednak znacznie mniejszy niż w roku ubiegłym – 47 proc. prezesów spodziewa się wzrostu zatrudnienia na poziomie minimum 6 p.p. Prognozy zarządzających firmami w Polsce są jeszcze bardziej zachowawcze – 34 proc. twierdzi, że zatrudnienie na przestrzeni 3 lat wzrośnie przynajmniej o 6 p.p.

Polskie firmy planują inwestycje w innowacje

Prezesi polskich spółek znaczniej bardziej stawiają na nowe inwestycje niż szefowie spółek globalnych. Jak wynika z badania KPMG, w ciągu nadchodzących 12 miesięcy, aż 94 proc. CEO z Polski deklaruje wysokie nakłady inwestycyjne na innowacje, włączając w to nowe produkty i usługi oraz sposób prowadzenia biznesu. Analogiczne inwestycje planuje 55 proc. prezesów firm globalnych.

Zaufanie priorytetem nr 1

W kontekście prowadzenia działalności w coraz bardziej transparentnym środowisku biznesowym, 3/4 prezesów ze świata twierdzi, że ich spółki przykładają coraz większą wagę do zaufania, wartości oraz kultury, w celu wypełnienia swoich długoterminowych planów. Respondenci przewidują, że trend ten utrzyma się w niedalekiej przyszłości.

 

Dla ponad 7 na 10 prezesów spółek globalnych, budowanie organizacji godnej zaufania wiąże się również z wyższymi dochodami. Odsetek prezesów polskich firm dostrzegających tę zależność wynosi aż 98 proc. Firmy coraz częściej zaczynają zauważać, że budowanie zaufania w naturalny sposób łączy się z ich celami biznesowymi. Wszyscy respondenci z Polski twierdzą, iż czują rosnącą odpowiedzialność w kwestii reprezentowania jak najlepszych interesów swoich klientów, co jest bardzo pozytywnym wnioskiem. Na świecie przyznaje się do tego nieco mniej, bo 70 proc. ankietowanych.

KRGiC za handlem w niedziele w godzinach popoludniowych

Prowadzenie handlu w niedziele w godzinach popołudniowych przez co najmniej jedną zmianę, czyli 8 godzin – to rozwiązanie, które zdecydowanie wspiera branża gastronomiczna, rozważając ograniczenie czasu pracy placówek handlowych w ten dzień.  Według Krajowej Rady Gastronomii i Cateringu umożliwi ono rodzinom zaspokojenie wspólnych potrzeb socjalnych poza domem przy jednoczesnej możliwości wykorzystania wolnego poranka dla odpoczynku i zaspokojenia potrzeb duchowych.

­

Jako przedstawiciele gastronomii, w tym gastronomii zlokalizowanej w centrach handlowych, podkreślamy znaczenie możliwości prowadzenia działalności gospodarczej w niedzielę zarówno dla stabilności naszego biznesu, jak również dla stabilności zatrudnienia, które w tej branży głównie dotyczy młodych osób zainteresowanych możliwością zarabiania w weekend. Dlatego też myśląc o ograniczeniu czasu pracy sklepów w niedzielę, chcemy wskazać najlepsze rozwiązania, które nie będą nadmiernie ingerować w zwyczaje konsumenckie, ale też w sposób organizacji biznesu i zatrudniania – mówi Sylwester Cacek, przewodniczący prezydium KRGiC.

Krajowa Rada Gastronomii i Cateringu uważa, że poszukiwanie alternatyw dla bezwzględnego zakazu handlu w niedzielę na rzecz ograniczenia liczby godzin, w których może on być prowadzony, to kierunek bardziej zrozumiały, zarówno dla konsumentów, jak i samych przedsiębiorców. Jednocześnie biorąc pod uwagę całokształt prowadzonej dotychczas dyskusji, w ocenie KRGiC, rozwiązaniem najbardziej kompromisowym byłoby wprowadzenie sztywnych i respektowanych zasad zatrudniania w niedzielę tak, aby chronić jednostki, które najbardziej tej ochrony potrzebują.

Wzrost PKB w Polsce 4%? Polski dług wciąż rośnie

Wzrost gospodarczy w Polsce ma przekroczyć w tym roku planowane 3,6%. Rynki coraz bardziej niecierpliwie czekają na jutrzejsze posiedzenie FED. Dług w Polsce w relacji do PKB wciąż rośnie.

Wzrost gospodarczy w Polsce niekoniecznie 4% 

Zdaniem Leszka Skiby, wiceministra finansów w rządzie, wzrost gospodarczy w tym roku może wzrosnąć o więcej niż zakładane 3,6% aczkolwiek poziom 4% będzie trudny do osiągnięcia. Głównym motorem napędzającym przyspieszenie są inwestycje. W pierwszym roku rządów nowej ekipy wielu przedsiębiorców nie wiedząc co się stało wstrzymało zaplanowane inwestycje. Obecnie sytuacja wraca do normy gdyż wiele firm nie może już dłużej powstrzymywać inwestycji. Z drugiej strony mniej więcej znamy już nowe zasady gry panujące w gospodarce i większość ryzyk, którymi straszono ale się nie spełniły.

Rynki czekają na FED

Jutro posiedzenie rezerwy federalnej na której ma zapaść decyzja o zmianach stóp procentowych. Analitycy są niemal pewni że dojdzie do podwyżki o 0,25%. To co jest niewiadomą to komunikat towarzyszący tej zmianie. Do końca roku na drugą podwyżkę jest obecnie niemal 50% szans. Jeśli komunikat będzie ostrożny szanse te powinny spaść a tym samym dolar się osłabiać. W przypadku komunikatu sprzyjającego dalszym wzrostem stóp, szanse te powinny rosnąć podobnie jak dolar.

Dług w Polsce

Wskaźnik zadłużenia do PKB w ciągu roku wzrósł z 51,1% do 54,1%. To wzrost o 3 punkty procentowe pomimo relatywnie wysokiego wzrostu PKB. Jest to mocno niepokojący fakt. Skoro w czasie dobrej koniunktury zadłużamy się w takim tempie pytanie co wydarzy się jeżeli dojdzie do spowolnienia w światowej gospodarce. Okolice 50-60% to oczywiście nie są żadne europejskie maksima i nawet w naszym regionie są państwa z gorszymi wynikami. Mowa tutaj o Słowenii czy Węgrzech, które oba te kraje przekraczają 70% w tym wskaźniku. Pytanie czy jest to kolejny element w którym powinniśmy brać przykład z Budapesztu. Parametr ten w tym roku ma spore szanse poprawić się delikatnie. Pomiar miał miejsce w grudniu kiedy euro było w okolicach 4,40 zł a inne waluty na równie wysokich z dzisiejszego punktu widzenia poziomach. W rezultacie skoro mniej więcej jedna trzecia długu wyrażona jest w walutach obcych można spodziewać się, że o ile waluty się utrzymają przyrost zadłużenia w złotych będzie mniejszy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Outsourcing ochrony danych w praktyce

Prawo ochrony danych osobowych funkcjonuje w Polsce już od 20 lat. Nadal jednak wiele firm ma problemy z dostosowywaniem się do jego przepisów. Przedsiębiorcy często nie rozumieją obowiązujących procedur i szukają wsparcia u podmiotów wyspecjalizowanych w ochronie danych. W czym przede wszystkim mogą one pomóc i dlaczego warto skorzystać z ich usług wskazują eksperci z ODO 24 i Fundacji Pro Progressio.

Zewnętrzny Administrator Bezpieczeństwa Informacji (ABI)

To osoba, której można powierzyć koordynację wszystkich działań mających na celu zapewnienie zgodności z przepisami prawa oraz bezpieczeństwa procesów związanych z przetwarzaniem danych osobowych w organizacji.

Firmy często powołują do pełnienia funkcji ABI jednego spośród stałych pracowników. Z przeprowadzonego przez ODO 24 badania wynika, że aż 78% ABI łączy tę funkcję z innymi obowiązkami. Takie rozwiązanie zdecydowanie nie jest korzystne dla organizacji. Tylko pozornie zadania ABI wydają się bardzo ograniczone. Warto zauważyć, że ustawodawca posłużył się terminem „zapewnienia przestrzegania przepisów o ochronie danych osobowych w organizacji”, a nie np. przepisów ustawy o ochronie danych osobowych. Oznacza to, że zapewnienie zgodności musi odbywać się również w oparciu o pozostałe ok. 200 aktów prawnych, które dotykają ochrony danych osobowych. Takie ujęcie przepisu prawa znacznie zwiększa zakres zadań ABI w firmie – wskazuje Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ekspert ds. ochrony danych w ODO 24. Ze względu m.in. na potrzebny zakres wiedzy do pełnienia funkcji ABI przedsiębiorcy coraz częściej decydują się na jej outsourcowanie.

Wsparcie przedsiębiorców i zespołów wdrożeniowych

Powoływanie ABI jest dla Inspektorów Ochrony Danych (IOD) nieobowiązkowe. Najwyższe kierownictwo organizacji może zdecydować się na model bez funkcji ABI. Jednak, by spełnić wymogi prawa, zarząd danego podmiotu musi powołać tzw. zespół ds. bezpieczeństwa informacji lub ds. ochrony danych osobowych. Zazwyczaj w jego skład wchodzą osoby odpowiedzialne za sprawy kadrowe, informatyczne oraz administracyjne. Bardzo ważnym elementem w takim modelu powinno być także zewnętrzne doradztwo w zakresie odpowiedniej realizacji przepisów z zakresu ochrony danych osobowych.

Przedsiębiorcy mogą ponadto skorzystać z zewnętrznego wsparcia przy przeprowadzaniu szkoleń dla pracowników oraz audytów, które pozwalają określić, w jakim stopniu w organizacji przestrzegane są zasady bezpieczeństwa przetwarzania danych. Warto również dodać, że pomagają one wdrożyć w firmach przepisy europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO) – mówi ekspert z ODO 24.

Dlaczego warto postawić na outsourcing

Przedsiębiorcy, szczególnie z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, często chcą zajmować się wszystkimi procesami biznesowymi samodzielnie, bo daje im to poczucie pełni kontroli nad firmą. Zazwyczaj odciąga to ich uwagę od głównej działalności, którą prowadzą. W takim wypadku warto zainwestować w outsourcing. W przypadku tak wrażliwych i ważnych obszarów, jak na przykład ochrona danych osobowych może pojawić się obawa związana z powierzeniem procesów partnerowi zewnętrznemu. Na rynku istnieje jednak wiele wyspecjalizowanych firm, którym można i warto zaufać. Należy jednak pamiętać o dokładnej weryfikacji doświadczenia i kompetencji outsourcera – mówi Wiktor Doktór, Prezes Fundacji Pro Progressio.

Usługi z zakresu ochrony danych osobowych oferują firmy specjalizujące się tylko w tym obszarze, kancelarie prawne oraz podmioty zajmujące się usługami informatycznymi. W zależności od swoich potrzeb przedsiębiorcy mogą zdecydować, który z nim będzie dla nich najlepszym wsparciem.

Siła rekomendacji, czyli jak opinie o firmie wpływają na jej wizerunek i sprzedaż

Według raportu firmy badawczej PWC 55% Polaków kupuje towary bądź usługi przez internet. Co więcej, spośród pozostałych, którzy dokonują transakcji offline, aż 43% sprawdza przed podjęciem ostatecznej decyzji opinie w sieci na temat poszukiwanego produktu lub usługi.

Odpowiedź na pytanie, czy firmom są potrzebne internetowe opinie, jest więc oczywista. Wystawione przez zadowolonych klientów recenzje dotyczące usług, produktów, sprawności przebiegu komunikacji czy realizacji zamówienia mają wartość nie do przecenienia.

Dobry wizerunek w sieci

Po pierwsze, im więcej pozytywnych opinii o firmie, tym większa szansa, że w przyszłości kolejny klient zdecyduje się na skorzystanie z jej oferty. Jest to szczególnie istotne z punktu widzenia firm usługowych, które na opiniach dotychczasowych klientów w znacznej mierze kształtują swój wizerunek i pozyskują nowych klientów. Według badania przeprowadzonego przez Gemius dla E-commerce Polska aż 50% respondentów wskazuje na opinie o sprzedawcy jako czynnik wpływający na jego wiarygodność[1]. Jest to zatem element najsilniej budujący jego wiarygodność w opinii badanych. Z kolei według badania Search Engine Land[2] aż 88% respondentów jest skłonna zaufać autentycznie wyglądającej opinii obcej osoby tak samo jak recenzji znajomego.

Firmy, które mogą się pochwalić licznymi referencjami, są odbierane jako godne zaufania, rzetelne i fachowe. – Z naszego doświadczenia wynika, że po zapoznaniu się z opiniami na nasz temat klient dochodzi do wniosku, że ma do czynienia z solidną i rzetelną firmą, z której usług warto skorzystać – mówi Andrzej Charemsa z firmy Kosbud.

Dobre opinie zwiększają także konkurencyjność firmy na tle innych usługodawców z tej samej branży. Klient mający do wyboru przedsiębiorstwo z dużą liczbą pozytywnych komentarzy oraz firmę, na temat której nie ma żadnych opinii, zdecyduje się raczej na współpracę z tą pierwszą. – Zbieranie opinii pozwala na uwiarygodnienie firmy w oczach klientów, pomaga w pokazaniu swojej pozycji na rynku – opowiada Paweł Kloskowski, właściciel firmy Topcoat. – Uważam, że w dzisiejszych czasach posiadanie takich opinii to wręcz wymóg. Poza tym dzięki temu nie muszę każdemu klientowi okazywać papierowych referencji, wystarczy wysłanie linka.

Należy mieć przy tym na uwadze, że opinie – aby były naprawdę wartościowe i wiarygodne – muszą być wystawiane przez rzeczywistych klientów firmy. – Opinie uwiarygadniają firmę w oczach klientów, ale tylko te, które są potwierdzone, jak np. w Oferteo.pl, gdzie klienci zostali pozyskani – mówi Marek Kurzawa, właściciel firmy AD-MAR Kurzawa.

Pozytywne opinie przyciągają klientów

Pozytywne opinie mają dla firm nie tylko wartość PR-ową. Dzięki nim można bowiem pozyskiwać kolejnych klientów, którzy bardzo często zwracają uwagę na wystawione wcześniej referencje. – Konsumenci cenią sobie opinie, bo na rynku można natknąć się na nierzetelną firmę. Połowa naszych klientów trafiła do nas dzięki pozytywnym recenzjom na stronie. W dużej mierze działamy dzięki poleceniom wcześniejszych klientów – zauważa Tomasz Bartoszek, właściciel LPC Group.

Ten tzw. social proof w dużej mierze wpływa na konwersję zamówień, co potwierdzają również badania: 50 i więcej opinii o produkcie może zwiększyć konwersję nawet o 4,6%[3], natomiast według statystyk opracowanych przez zespół iPerception 63% klientów jest bardziej skłonnych wydać pieniądze u tej firmy, która została oceniona przez użytkowników. Z kolei według badania Reevo.com pozytywne opinie zwiększają sprzedaż przeciętnie o 18%[4].

Dwukierunkowa komunikacja

Opinie o usługodawcy bądź dostawcy produktu są bogatym źródłem wiedzy nie tylko dla kolejnych potencjalnych klientów, ale też dla samych przedsiębiorców, którzy dzięki nim otrzymują informacje z pierwszej ręki o jakości świadczonych przez nich usług. – Opinie o mojej firmie dają mi rzetelną informację dotyczącą moich usług. Są dla mnie motywacją do dalszego rozwoju firmy i podnoszenia kwalifikacji, a przy tym stanowią jeszcze przystępne i proste źródło reklamy – uważa Paweł Matner z Matner Running Team.

Nic dziwnego, że przedsiębiorcom zależy na pozytywnych opiniach. W obecnej sytuacji rynkowej, w dobie ogromnej konkurencji, trzeba szukać sposobu, aby się wyróżnić na tle innych firm z tej samej branży – mówi Karol Grygiel, członek zarządu Oferteo.pl. – Tym bardziej więc warto zadbać o to, aby po zakończonej transakcji poprosić klienta o wystawienie oceny. Jego zaangażowanie może sprawić, że nie dość, że sam jeszcze do nas wróci, to jeszcze przyprowadzi ze sobą kolejnych kontrahentów. Opinie i recenzje są więc elementem kreującym nie tylko wizerunek firmy i wpływającym na sprzedaż, ale też pozwalającym przedsiębiorcom na lepsze zrozumienie potrzeb klientów. Korzyści płynące z ich zamieszczania są obustronne i – patrząc globalnie – pomagają w rozwoju sektora e-commerce.

[1] https://ecommercepolska.pl/files/9414/6718/9485/E-commerce_w_polsce_2016.pdf

[2] http://searchengineland.com/88-consumers-trust-online-reviews-much-personal-recommendations-195803

[3] https://econsultancy.com/blog/9366-ecommerce-consumer-reviews-why-you-need-them-and-how-to-use-them/

[4] https://econsultancy.com/blog/9366-ecommerce-consumer-reviews-why-you-need-them-and-how-to-use-them/

Inflacja na Wyspach najwyższa od 4 lat, funt odrabia powyborcze straty

Najwyższa od 4 lat inflacja w Wielkiej Brytanii, a także rosnące oczekiwania na tzw. miękki brexit, umacniają we wtorek funta, który koryguje powyborczą przecenę. Perspektywy wciąż jednak pozostają mdliste.

Wtorek przynosi umocnienie funta w relacji do koszyka walut. W tym również w relacji do złotego. To pierwszy raz od czwartkowych przyspieszonych wyborów parlamentarnych na Wyspach, które były kolejnym impulsem do jego wyprzedaży. O godzinie 13:17 kurs GBP/PLN rósł o 1,6 gr do 4,76 zł, GBP/USD wzrósł do 1,2730 z 1,2676 wczoraj na koniec dnia, a EUR/GBP osunął się do 0,8808 z 0,8840.

Dzisiejsze umocnienie funta owszem nosi znamiona realizacji zysków, po trzech dniach spadków, ale przede wszystkim stoją za nim konkretne impulsy. Brytyjską walutę wspierają zarówno dzisiejsze dane o silniejszym od prognoz skoku inflacji na Wyspach, jak i w głównej mierze przesunięcie się oczekiwań odnośnie negocjacji ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej w kierunku tzw. miękkiego brexitu z dotychczas zakładanego twardego brexitu.

Maj przyniósł nieoczekiwany skok inflacji w Wielkiej Brytanii. Wzrosła ona do 2,9 proc. w skali roku z 2,7 proc. w kwietniu, przy oczekiwanej stabilizacji tego wskaźnika. Tym samym, była ona najwyższa od 4 lat. Jednocześnie inflacja bazowa wzrosła z 2,4 proc. do 2,6 proc. (prognoza: 2,4 proc.) i była najwyższa od końca 2012 roku. Ten skok cen, jakkolwiek w dużej mierze będący pochodną słabego funta, komplikuje życie Bankowi Anglii. W normalnych warunkach, gdyby w grę nie wchodził brexit, byłby silną przesłanką do podwyżek stóp procentowych. Teraz zaś inflacja jest przeszkodą do dalszego luzowania polityki monetarnej, którą to opcję niektórzy uczestnicy rynku mogli rozważać w konsekwencji wyników zeszłotygodniowych wyborów parlamentarnych.

Drugim, znacznie poważniejszym pretekstem do umocnienia funta, jest zmiana oczekiwań odnośnie negocjacji ws. brexitu. W opinii agencji Moody’s, wyniki wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii sugerują odejście wyborców od idei twardego brexitu, którego zwolenniczką była premier May. Dlatego miękki brexit wciąż jest w grze. Podobnego zdania są również ekonomiści ankietowani przez agencję Reutera. Wg 67 proc. z nich szanse na twardy brexit zmniejszyły się po czwartkowych wyborach.

W krótkim terminie to przesunięcie oczekiwań z twardego na miękki brexit może wspierać funta. W dłuższej perspektywie niepewność polityczna, niepewność o to jak długo Theresa May pozostanie premierem, a także niepewność związana z przyszłymi negocjacjami ws. brexitu sprawi, że funt będzie tracił na wartości. Prognozuję, że na koniec roku za brytyjska walutę trzeba będzie zapłacić 4,57 zł.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Ponad milion nowych abonentów Internetu Mobilnego dziennie

Ericsson (NASDAQ: ERIC) przewiduje kontynuację gwałtownego wzrostu w ilości przesyłanych danych w sieciach komórkowych (do roku 2022 ilość przesyłanych danych wzrośnie ośmiokrotnie).

Ruch ten odpowiada:

  • Całej populacji Hiszpanii oglądającej film w rozdzielczości HD strumieniowo przez 24 godziny na dobę przez cały miesiąc
  • Pojedynczemu abonentowi oglądającemu film HD strumieniowo non-stop przez 3,55 mln lat
  • 31 miliardom godzin ciągłego przesyłania strumieniowego filmu HD

W ciągu najbliższych sześciu lat do mobilnych sieci szerokopasmowych zostanie podłączonych blisko 2,6 miliarda nowych abonentów – wystarczy, by wypełnić europejski stadion piłkarski (o pojemności 50 000) 20 razy dziennie. Tyle samo osób udało się na Times Square w Nowym Jorku by przywitać nowy rok 2017.

mrNajnowsze statystyki dotyczące wzrostu liczby abonentów i ruchu danych w sieciach telefonii komórkowej zostały przedstawione w czerwcowym wydaniu Ericsson Mobility Report. Pokazują one najwyższy od 2013 roku, rok do roku, globalny wzrost przesyłu danych komórkowych, na czele którego stoi ogromny wzrost w Indiach, podkreślają również podstawową potrzebę przesyłania danych w sieciach komórkowych.

mobilityreportKorzystanie ze smartfonów i łatwy dostęp do mobilnych usług internetowych odpowiadają za znaczną część ruchu. Ericsson analizuje „przesył danych komórkowych przy użyciu smartfonów” w ramach „mobilnego przesyłu danych”, aby lepiej zilustrować tę tendencję. Do końca 2022 r. Łączna ilość przesyłanych danych przy użyciu smartfonów wzrośnie dziewięciokrotnie, osiągając poziom 66 eksabajtów miesięcznie.

Niklas Heuveldop, Chief Strategy Officer and Head of Technology and Emerging Business wEricsson, mówi: „W oparciu o pomiary dokonane w setkach sieci komórkowych, dane zawarte w opracowaniu Ericsson Mobility Report ilustrują prawdziwie imponujący wzrost w branży. Liczba abonamentów 4G rośnie szybciej niż kiedykolwiek, usługa Voice over LTE notuje coraz szybszy wzrost, a wolumen ruchu osiągnął poziomy, których nie widzieliśmy od 2013r.

Jestem szczególnie podekscytowany widząc, że branża intensyfikuje działania, mające na celu przyspieszenie ewolucji sieci, w tym m.in. zatwierdzenie niestandardowego radia 5G New Radio (NR), które umożliwi wczesne wdrożenia technologii 5G. Według naszej prognozy spodziewamy się, że do roku 2022 doprowadzi to do ponad pół miliarda abonamentów 5G oraz pokrycia zasięgiem 15 procent populacji”.

W ramach opisywania trendów branżowych, opracowanie Mobility Report zawiera artykuły dotyczące Internetu dla wszystkich, ogromnego pokrycia IoT w miastach i zdalnego prowadzenia pojazdów przy użyciu technologii 5G.

LTE staje się najbardziej wszechobecną technologią w historii

W 2018 r. LTE (4G) prześcignie GSM i stanie się największą technologią dostępową pod względem liczby abonentów. Szybkość z jaką technologia ta została wdrożona i przyjęta, jest bezprecedensowa. W ciągu zaledwie pięciu lat technologia LTE objęła swym zasięgiem 2,5 miliarda osób. Dla porównania, technologiom WCDMA/HSPA oraz 3G zajęło to osiem lat. Tylko w pierwszym kwartale bieżącego roku dodano 250 milionów nowych subskrypcji LTE.

Chociaż wzrost LTE napędzany jest popytem użytkowników na lepsze wrażenia i szybsze sieci, rozwój 5G również będzie wynikał z zapotrzebowania na większe możliwości komórkowego internetu szerokopasmowego, a także rozwiązania przemysłowe w zakresie wydajności i automatyzacji. 5G będzie jedną siecią, która będzie wspierać pełną różnorodność przypadków użycia. Oczekuje się, że do 2022 r. aktywowanych zostanie ponad pół miliarda abonamentów 5G, nie licząc tych dotyczących IoT. Oczekuje się, że zasięg 5G obejmie wtedy około 15 procent światowej populacji.

Istnieje możliwość rejestracji na webinar, który odbędzie się dzisiaj, 13 czerwca, a na którym przedstawione zostaną szczegółowe informacje.

​Najważniejszy rynek kapitałowy na świecie

Każdy z nas wie, że największy oraz najważniejszy rynek kapitałowy znajduje się w Stanach Zjednoczonych. Powiedzenia typu : „Gdy giełda amerykańska ma katarek, to Europa przeżywa prawdziwą wyprzedaż” są jak najbardziej prawdziwe. Dla potwierdzenia proszę popatrzeć na poniższą tabelę, która przedstawia stopy zwrotu z indeksu S&P 500 oraz WIG 20.

Roczne stopy zwrotu z indeksu S&P 500 i WIG 20

Roczne stopy zwrotu z indeksu S&P 500 i WIG 20

Źródło: Bloomberg

W powyższej tabeli interesuje nas 3 oraz 5 kolumna, w których przedstawiono roczne stopy zwrotu z indeksu S&P 500 oraz WIG 20. Wyprzedaż akcji w Stanach Zjednoczonych kończyła się przeważnie większą wyprzedażą akcji na polskim parkiecie. Tylko w dwóch przypadkach zanotowaliśmy odstępstwo od tej reguły. Przypadło to na 2000 oraz 2001 rok, gdzie spadki na amerykańskiej giełdzie były o wiele głębsze niż w Polsce. W pozostałych latach sekwencja się powtarzała:

Spadki w USA = Głębsze spadki w Polsce

Spadki w Polsce = Spadki lub wzrosty w USA (brak zależności)

Warto o tym pamiętać, ponieważ negatywny sentyment na rynku kapitałowym rozlewa się o wiele szybciej niż pozytywny.

Stany Zjednoczone – najwyższa kapitalizacja giełd na świecie

Stany Zjednoczone stały się ośrodkiem kapitału giełdowego. Wynika to główne z systemu pozyskiwania kapitału na rozwój. Zazwyczaj mówimy o dwóch głównych systemach bankowych:

    • Anglosaski model systemu bankowego oparty jest na rynkach finansowych stanowiących główne źródło pozyskiwania środków pieniężnych, przeznaczonych na dalszy rozwój podmiotów gospodarczych. Podstawowe znaczenie odgrywają banki inwestycyjne

 

    • Model niemiecko-japoński – główne źródło pozyskiwania środków pieniężnych pełni system bankowych. Banki zaspakajają krótko i długoterminowy popyt na pieniądz

 

Stany Zjednoczone bazują na pierwszym systemie, natomiast cała Europa na drugim (wyjątkiem jest Wielka Brytania, gdzie mamy do czynienia z systemem mieszanym). Taki obrót spraw spowodował, że kapitalizacja giełd w Stanach Zjednoczonych jest najwyższa na świecie, co przedstawia poniższa tabela.

Kapitalizacja giełdKapitalizacja giełd

Źródło: Bloomberg

Powyższa tabela przedstawia kapitalizację największych gospodarek na świecie, gdzie pod numerem 5) World jest całkowita kapitalizacja giełd wynosząca 100 procent. Stany Zjednoczone w ogólnej, globalnej kapitalizacji stanowią 36 procent, następnie są Chiny z wynikiem 9.12 procenta. W Europie króluje Londyn z wynikiem 4.58 procenta. Jeżeli chodzi o Polskę, to znajdujemy się na 39 miejscu o kapitalizacji mniejszej niż 0.5 proc.

Co to wszystko oznacza?

Niepokój w Stanach Zjednoczonych jest jak zaraza rozlewająca się po całym świecie. Z kolei spadki oraz szoki w pozostałych Państwach mogą zostać niezauważone. Nawet wyprzedaż sprzed kilkunastu miesięcy w Chinach nie była wstanie zakończyć hossy w USA.

System anglosaski ma bardzo dużą wadę, bowiem spadki na giełdzie blokują pozyskiwanie kapitału, dlatego też każdemu zależy na dalszych wzrostach cen akcji.

Mateusz Groszek, Analityk Rynków Finansowych

Rozliczanie usług budowlanych w świetle nowelizacji ustawy o podatku VAT. Co się zmienia dla przedsiębiorcy?

Z początkiem roku weszła w życie nowelizacja ustawy o podatku VAT. Jedna z najważniejszych zmian dotyczy rozszerzenia katalogu czynności rozliczanych w ramach procedury odwrotnego obciążenia, który teraz obejmuje usługi budowlane. Nowe prawo może mieć znaczenie m.in. dla podmiotów budujących nową obwodnicę Wałbrzycha, która pochłonie blisko 300 mln zł, czy też dla firm wznoszących mieszkania komunalne w tym mieście. Zmiany bowiem zostały wprowadzone niedawno i jeszcze nie wszyscy przedsiębiorcy z branży wiedzą, jak rozliczyć swoją działalność według nowego prawa. O pomyłki w interpretacji przepisów jednak nietrudno.

Od 2017 roku usługi budowlane zostały objęte odwrotnym obciążeniem. Procedura polega na tym, że to nie sprzedawca rozlicza należny podatek VAT od świadczenia usług budowlanych, a nabywca. Co ważne, zmiana dotyczy tylko usług realizowanych pomiędzy firmami zarejestrowanymi jako podatnicy VAT, a nie pomiędzy firmą a konsumentem, dlatego, jeżeli osoba prywatna  wynajmuje firmę do remontu domu, nie będzie z tego tytułu odprowadzać VAT-u do urzędu skarbowego.

W świetle nowego prawa nie wszystkie usługi budowlane rozlicza się w ramach odwrotnego obciążenia, lecz tylko te, które zostały wymienione w załączniku nr 14 do ustawy o VAT.  – Usługi te są identyfikowane przy pomocy PKWiU. Przedsiębiorca może samodzielnie zidentyfikować świadczoną usługę, korzystając z wyszukiwarki GUS-u. Jeżeli mimo to pojawią się wątpliwości dotyczące odpowiedniej klasyfikacji, można zwrócić się do Ośrodka Klasyfikacji i Nomenklatur Urzędu Statystycznego w Łodzi – podpowiada Katarzyna Chodara-Chodak z Modern Tax S.C., wałbrzyskiego biura rachunkowego, Partnera Tax Care. Aby usługi budowlane podlegały procedurze odwrotnego obciążenia, muszą być spełnione kolejne warunki: usługodawcą musi być czynny podatnik VAT[1], u którego sprzedaż nie jest zwolniona od podatku na podstawie art. 113 ust. 1 i 9 ustawy o VAT i musi świadczyć usługi jako podwykonawca[2]. Jest nim nie tylko podatnik działający na zlecenie głównego wykonawcy, ale zdaniem Ministra Finansów, są nimi również dalsi podwykonawcy działający w ramach tego samego projektu budowlanego.

Uwaga: duże zmiany dla podwykonawców

Ustalenie tego, kto pełni rolę podwykonawcy przy danym projekcie budowlanym jest o tyle ważne, że mechanizm odwrotnego obciążenia nie przynosi istotnych zmian dla generalnych wykonawców, a ma znaczenie dla podwykonawców. Według nowego prawa przestają oni wykazywać podatek do zapłaty z tytułu świadczenia usług dla generalnego wykonawcy, przy czym nie przestają ponosić kosztów związanych z prowadzeniem swojej działalności. – Takie podmioty mogą mieć problem z utrzymaniem płynności finansowej. Mechanizm kompensowania podatku należnego podatkiem naliczonym przestaje działać i w skrajnym przypadku podwykonawcy stale będą ubiegać się o zwrot podatku VAT. Mogą przenosić nadwyżki na kolejne okresy rozliczeniowe, ale taka sytuacja nie może trwać przez dłuższy czas z uwagi na ryzyko zatorów płatniczych i utratę płynności finansowej – informuje Joanna Chodak z Modern Tax S.C., wałbrzyskiego biura rachunkowego, Partnera Tax Care.

Obowiązki także po stronie usługodawcy

Choć procedura odwrotnego obciążenia przenosi obowiązek rozliczenia podatku na nabywcę, to jednak usługi budowlane rozliczane za pomocą tego mechanizmu, muszą zostać wykazane w deklaracjach VAT składanych zarówno przez sprzedawcę, jak i nabywcę. Usługodawca wystawiając fakturę, powinien zawrzeć na niej adnotację „odwrotne obciążenie”[3]. Dostawcy usług, których prawo obliguje do zastosowania procedury odwrotnego obciążenia, mają obowiązek wykazywać te transakcje w okresowej deklaracji VAT (VAT-7 lub VAT-7K) oraz przygotować informację podsumowującą. – Informacja podsumowująca VAT-27 składana jest do 25 dnia każdego miesiąca za miesiąc poprzedni. Od stycznia 2017 r. zaszła jednak istotna zmiana – krajowa informacja podsumowująca może być jedynie składana drogą elektroniczną podaje Joanna Chodak. Nabywca usług budowlanych objętych odwrotnym obciążeniem musi wykazywać takie transakcje jedynie w okresowej deklaracji VAT (VAT-7 lub VAT-7K).

Wątpliwości wobec nowego prawa

Jak podkreśla Katarzyna Chodara-Chodak, zmiany, które weszły w życie w styczniu 2017 r. rodzą sporo pytań, np. dotyczących refakturowania, czyli przenoszenia kosztów związanych z nabyciem usługi czy towaru na podmiot trzeci, czyli ostatecznego nabywcę. – Jeżeli chodzi o kwestię refakturowania usług budowlanych, przepisy nie określają tej sprawy jasno. Można uznać, że w przypadku refakturowania ustawa VAT przyjmuje fikcję prawną, iż podatnik, który refakturował sam otrzymał i wykonał usługę. W praktyce oznacza to, że firma X wykonuje usługę budowlaną dla firmy Y, a ta refakturuje ją na firmę Z. Biorąc pod uwagę wyjaśnienia Ministerstwa Finansów należy przyjąć, że jeśli przedsiębiorca Y refakturuje usługę wykonaną przez firmę X dla podmiotu Z, to firma X będzie zobowiązana do zastosowania mechanizmu odwrotnego obciążenia, ponieważ wykonała usługę budowlaną jako podwykonawca – dodaje Katarzyna Chodara-Chodak. Ważne jest, aby przedsiębiorcy świadczący usługi budowlane badali, czy ich odbiorca nie będzie refakturował na inne podmioty, ponieważ to determinuje sposób rozliczenia.

Znajomość prawa podatkowego jest kluczową sprawą dla przedsiębiorcy, bo za błędne wypełnienie deklaracji podatkowej czekają go sankcje. Jeżeli ten w złożonej deklaracji np.: zaniżył kwotę należnego podatku lub zawyżył kwotę do zwrotu (różnicę między wartością podatku od sprzedaży i zakupu lub z samej nadwyżki zakupów), wtedy fiskus może nałożyć karę w wysokości 30 proc. kwoty zawyżenia zwrotu VAT (nadwyżki VAT) lub zaniżenia zobowiązania podatkowego.  Obowiązuje ona także w przypadku, gdy przedsiębiorca nie złożył deklaracji podatkowej i nie wpłacili kwoty zobowiązania podatkowego[4].

[1] Ta zasada także dotyczy usługobiorcy.

[2] Art. 17 ust. 1h ustawy o VAT.

[3] Podstawa prawna: Art. 106e ust. 1 pkt 18 ustawy o VAT.

[4] Sankcja w VAT nie jest nakładana w przypadku osób fizycznych, które za ten sam czyn ponoszą odpowiedzialność za wykroczenie skarbowe albo za przestępstwo skarbowe na podstawie kodeksu karnego skarbowego.

Airbnb dla rolników? Przedsiębiorca z Podlasia uruchomił wirtualną giełdę usług rolnych

Mali i średni przedsiębiorcy rolni mają trudność z efektywną eksploatacją kosztownego sprzętu rolniczego, co przekłada się na jego marnotrawstwo oraz straty dla gospodarstwa. W pełnym wykorzystaniu potencjału maszyn ma pomóc AgroDeal – zaprojektowana przez przedsiębiorcę z Podlasia działającego w branży rolniczej, pierwsza w Polsce wirtualna giełda usług rolnych, służąca rozwijaniu współpracy wśród rolników oraz budowaniu silnej, lokalnej społeczności rolnej.

Zgodnie z szacunkami ekspertów, koszty zakupu, utrzymania i eksploatacji maszyn w polskich gospodarstwach rolnych stanowią od 40 do 60 proc. (a w skrajnych przypadkach nawet 80 proc.) wszystkich kosztów produkcji roślinnej. Jednocześnie, w krajach zachodnich udział ten nie przekracza 40 proc.[1] Różnica ta wynika m.in. z przeinwestowania polskich gospodarstw rolnych w sprzęt nabyty dzięki programom pomocowym oraz jego nieefektywne wykorzystanie – zwłaszcza w przypadku małych i średnich gospodarstw.

Bezczynny jak polski sprzęt rolniczy

Zakup maszyn rolniczych to dla większość rolników ogromny wydatek, na który w ostatnich latach mogli oni sobie pozwolić głównie dzięki kredytom preferencyjnym czy dopłatom unijnym. W wielu przypadkach, możliwość skorzystania z programów pomocowych doprowadziła do przeinwestowania w mechanizację gospodarstwa. W efekcie, wielu rolników nie jest w stanie w pełni wykorzystać potencjału nabytego sprzętu – maszyny dostępne w małych i średnich gospodarstwach rolnych są uruchamiane zbyt rzadko. W związku z tym, zamiast stanowić kosztowną, ale opłacalną inwestycję, w perspektywie długofalowej przynoszą swoim właścicielom straty. Szacuje się, że okres wykorzystania pełnej zdolności przerobowej maszyn uzasadniający ich zakup wynosi od 15 do 20 lat. Tymczasem w Polsce, przeciętny czas eksploatacji sprzętu maszynowego to 30 – 35 lat. Oznacza to, że właściciele maszyn rolniczych mają do dyspozycji od 30 do 60 proc. ich „mocy przerobowej”, na której mogą zarobić poprzez odpłatny wynajem sprzętu.

Podlaska myśl technologiczna

Niewykorzystany potencjał sprzętu rolniczego, przy jednoczesnym braku optymalnego narzędzia usprawniającego wynajem maszyn dostrzegł Daniel Gosiewski, przedsiębiorca z Podlasia działający w branży rolniczej który w maju br. uruchomił AgroDeal – pierwszą w Polsce, branżową wirtualną giełdę usług rolnych. – Sam pomysł wynajmu maszyn nie jest oczywiście przełomowy. Jednak, jak dotąd wynajem był oferowany albo nieoficjalnie, poprzez tzw. pocztę pantoflową albo na łamach serwisów ogłoszeniowych przez duże firmy posiadające własną flotę pojazdów i urządzeń, co przekładało się na relatywnie wysokie koszty usługi oraz ograniczenia natury logistycznej. Jednocześnie, anonse były rozproszone po różnych portalach ogłoszeniowych i przez to ginęły wśród innych ofert. Na rynku brakowało wyspecjalizowanej, dedykowanej branży rolniczej platformy z precyzyjnymi kategoriami i filtrami, które ułatwiłyby określenie parametrów technicznych sprzętu rolniczego, sprecyzowanie wymagań klienta czy zlokalizowanie dostawcy w najbliższej okolicy – mówi pomysłodawca aplikacji i serwisu AgroDeal.

Intencją Daniela Gosiewskiego było przede wszystkim wsparcie i rozwijanie współpracy wśród  małych i średnich przedsiębiorców rolnych oraz budowanie silnej, lokalnej społeczności rolnej. – Rozwiązanie służy uświadamianiu właścicieli małych i średnich gospodarstw, że zakupiony przez nich sprzęt, po zakończeniu prac polowych, może służyć także jako źródło dodatkowych, niezależnych przychodów. Pozyskane w ten sposób, nadprogramowe środki można zainwestować w rozwój gospodarstwa – dodaje Gosiewski.

[1] http://www.modr.mazowsze.pl/porady-dla-rolnikow/tpr-inne/1660-wykorzystanie-ciagnikow-i-maszyn-rolniczych-a-koszty-mechanizacji.

Deloitte: Inwestycje zagraniczne to wciąż niewyczerpany potencjał Polski

Polska gospodarka po raz ostatni doświadczyła recesji w 1991 r., kiedy PKB spadł o 7 proc. w ujęciu rocznym. To jeden z najdłuższych okresów nieprzerwanego wzrostu gospodarczego na świecie przy jednoczesnym osiągnięciu wysokiego poziomu stabilności. Dobra passa skutkowała m.in. napływem inwestycji zagranicznych. Jak wynika z raportu „Inwestycje w Polsce. Niewyczerpany potencjał”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte we współpracy z Polsko-Niemiecką Izbą Przemysłowo-Handlową, niemieccy przedsiębiorcy – którzy stanowią największą grupę inwestorów zagranicznych w Polsce – doceniają kwalifikacje, produktywność i motywację pracowników, a także jakość i dostępność lokalnych poddostawców. Potencjał Polski pod względem atrakcyjności inwestycyjnej jest nadal bardzo duży. Potwierdza to fakt, że wielkość kapitału przypadająca na pracownika jest u nas nawet cztery razy niższa niż w krajach wysokorozwiniętych i dwa razy niższa niż w Czechach. Według prognoz szczególnym zainteresowaniem inwestorów cieszyć się będzie przetwórstwo przemysłowe, jak również sektor nowoczesnych usług dla biznesu.

Polska gospodarka rozwija się nieprzerwanie od 26 lat, co jest rekordem wśród krajów Unii Europejskiej. Na dodatek jest to rozwój dynamiczny – w ostatnich dwudziestu latach PKB per capita (według parytetu siły nabywczej) rósł w średnim tempie 6 proc. rocznie. To najlepszy wynik w regionie Europy Środkowej. Polska, w porównaniu z innymi krajami, w niewielkim stopniu odczuła skutki światowego kryzysu finansowego oraz kryzysu zadłużeniowego w strefie euro. Wielkość rynku wewnętrznego była czynnikiem stabilizującym, ale mniej istotnym niż odpowiedzialna polityka monetarna, sprawny nadzór nad rynkiem finansowym i elastyczny kurs walutowy. Wsparciem dla koniunktury była także obniżka podatków w latach 2007-2008 i napływ funduszy UE.

Wskaźniki ekonomiczne sprzyjają Polsce

Głównym czynnikiem dynamicznego i stabilnego rozwoju Polski są inwestycje i napływający kapitał. W latach 2010-2015 ich udział w tworzeniu PKB Polski był znacząco wyższy niż w innych krajach Europy Środkowej. Wyjątkiem pod tym względem była Bułgaria. – Spadek inwestycji w 2016 r. dotknął cały region i wynikał przede wszystkim z opóźnień w wydatkowaniu funduszy UE oraz podwyższonej niepewności. W 2017 i następnych latach najważniejsze instytucje finansowe prognozują ożywienie w aktywności inwestycyjnej – mówi Julia Patorska, ekonomistka Deloitte.

Według większości indeksów mierzących konkurencyjność gospodarczą i rozwój społeczny, Polska ustępuje w regionie jedynie Czechom. Wynika to z faktu, że nasz południowy sąsiad ma wiele cech dojrzałej i uprzemysłowionej gospodarki. Czesi mogą się pochwalić najniższym w regionie poziomem ryzyka inwestycyjnego, ale w porównaniu z Polską mają dwukrotnie niższą dynamikę wzrostu PKB (średnio 1,5 proc. w latach 2010-2015). Z kolei w porównaniu do Bułgarii i Rumunii, Polska osiąga znacznie lepsze oceny w zakresie jakości instytucji, regulacji i rozwoju społecznego.

Innowacje zwiększą produktywność Polski

Potencjałowi siódmej największej gospodarki UE, którą jest Polska, wciąż jednak daleko do wyczerpania. Ważnym powodem jest niższa produktywność niż w wysokorozwiniętych krajach UE oraz w dalszym ciągu niewielki zasób kapitału. W ostatnich dwudziestu latach Polska osiągnęła około dwukrotny wzrost wartości kapitału przypadającego na jednego pracownika, co pozwoliło przegonić Słowację i Węgry. Mimo to wciąż nasycenie kapitałem jest niemal dwukrotnie niższe niż w tradycyjnie uprzemysłowionych Czechach.

Liderem w przyciąganiu BIZ (bezpośrednich inwestycji zagranicznych) w latach 2004-2015 była Bułgaria, ale najbardziej korzystna struktura napływającego kapitału wystąpiła w Czechach, w Polsce i na Słowacji. Relatywnie niska wartość kapitału produkcyjnego w Polsce sprzyja też osiąganiu wysokich stóp zwrotu z podjętych inwestycji. – Krańcowa produktywność kapitału, czyli dodatkowa produkcja z każdej zainwestowanej złotówki czy euro, jest w Polsce niemal czterokrotnie wyższa niż w krajach strefy euro, a także wyższa niż na Słowacji, w Czechach i na Węgrzech. W pozostałych krajach Europy Środkowej istnieją też znaczne rezerwy do poprawy produktywności, a zatem atrakcyjne możliwości inwestycyjne, zwłaszcza w relacji do obecnych warunków rynkowych w Eurolandzie oraz prowadzonej polityki monetarnej przez Europejski Bank Centralny – mówi Julia Patorska. Produktywność Polski może się poprawić m.in. poprzez import innowacyjnych technologii, know-how oraz poprawę efektywności rynków i sektora publicznego.

Więcej robotyzacji i automatyzacji

– Szansą dla polskiego przemysłu i przepustką do podnoszenia produktywności jest robotyzacja i automatyzacja produkcji – podkreśla Michael Kern, Dyrektor Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (AHK Polska). Jak dodaje, o ile na 10 tys. pracowników zatrudnionych w sektorze produkcyjnym w skali globalnej przypada średnio 69 robotów przemysłowych, o tyle w Polsce wskaźnik ten wynosił w 2015 r. ok. 28 robotów na 10 tys. zatrudnionych. W porównaniu do innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej to wciąż niewiele, bo w Czechach, na Słowacji i na Węgrzech wskaźnik ten sięgał w tym samym czasie odpowiednio: 93, 79, 57, zaś w Niemczech ponad 301. – W okresie ostatnich dwóch lat obserwujemy jednak coraz większe zainteresowanie ze strony polskich firm produkcyjnych technologiami automatyzacji produkcji, oferowanymi przez dostawców z Niemiec – zaznacza Michael Kern.

Przetwórstwo przemysłowe i usługi dla biznesu – te branże interesują inwestorów

Do szczególnie atrakcyjnych inwestycyjnie branż w Polsce należy przetwórstwo przemysłowe, gdzie trafiło dotąd blisko 230 mld zł kapitału zagranicznego. Stanowi to jedną trzecią ulokowanych bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce. Oprócz tego inwestorzy koncentrowali się na branży finansowej i ubezpieczeniowej oraz handlu samochodami. W ostatnich latach coraz większe znaczenie zyskuje sektor nowoczesnych usług dla biznesu (BPO/SSC), który według danych Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych rozwija się w tempie 20 proc. rocznie i do 2020 r. ma zatrudniać 300 tys. osób. W 2016 r. w polskich miastach działało około 1000 centrów BPO/SCC (w tym 676 zagranicznych), w których pracę znalazło już około 200 tys. osób.

Inwestycje oczami niemieckich firm

Zdaniem inwestorów niemieckich uczestniczących w badaniu Deloitte, jednym z priorytetów rządu powinno być przełamanie barier dzielących naukę od gospodarki. Zwracają uwagę, że pomimo oczywistych korzyści związanych z rozwojem branży BPO/SSC, bez odpowiednich reform nie uda się przyciągnąć bardziej zaawansowanych usług biznesowych, a także centrów B+R. Nadzieją w przyciąganiu tego typu inwestycji mogą być natomiast polskie startupy. Nie brakuje również głosów, że bardziej „tradycyjne” branże, jak np. produkcja żywności i napojów czy handel detaliczny wciąż mają w Polsce potencjał. Wynika to m.in. z wysokich aspiracji i potrzeb konsumpcyjnych Polaków, przy jednocześnie relatywnie niskich płacach.

Niemcy są najważniejszym krajem eksportującym kapitał do Polski w formie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Do 2015 r. niemieckie podmioty zainwestowały w Polsce 135,9 mld zł, co odpowiada niemal jednej piątej ulokowanych BIZ. Niemal wszyscy (95,6 proc.) niemieccy inwestorzy ankietowani przez Polsko-Niemiecką Izbą Przemysłowo-Handlową zadeklarowali, że zainwestowaliby w Polsce ponownie. Niezmiennie wysoko cenią oni członkostwo Polski w UE, które zwiększa jakość i stabilność otoczenia regulacyjnego. Innymi czynnikami, które skłoniły niemieckie firmy do inwestycji w Polsce są kwalifikacje, produktywność i motywacja pracowników, a także jakość i dostępność lokalnych poddostawców.

Inwestorów niepokoi tempo zmian legislacyjnych

Inwestorzy doceniają wyniki ekonomiczne Polski, jej różnorodność możliwości inwestycyjnych i stabilność gospodarki, ale zwracają uwagę na zwiększającą się niepewność otoczenia regulacyjnego. Problemem ich zdaniem jest też poziom skomplikowania oraz sposób egzekwowania regulacji podatkowych, przy czym nie budzi ich większych zastrzeżeń sama wysokość obciążeń. – Z wypowiedzi inwestorów niemieckich obecnych od wielu lat w Polsce wynika, że ważnym czynnikiem stabilizującym jest członkostwo w Unii Europejskiej. Poza tym ramy prawne są w wielu wypadkach zbliżone do tych obowiązujących w Niemczech, dzięki czemu inwestorzy zza Odry dobrze odnajdują się w naszym kraju. Zwracają jednak uwagę, że obecnie tempo wprowadzania zmian legislacyjnych może dezorientować. Ważna ich zdaniem jest też spójność komunikacji planowanych zmian, a to nie zawsze ma miejsce. – mówi Marcin Diakonowicz, Partner Deloitte, Lider German Desk w Polsce i Europie Środkowej.

Polscy przedsiębiorcy nie boją się inwestycji

  • Prognoza skali inwestycji w małych i średnich firmach jest najlepsza od 6 lat*.
  • Potwierdzają to wyniki finansowe największych pośredników kredytowych w Polsce.
  • Przedsiębiorcy najchętniej inwestują w nowe maszyny, samochody oraz oprogramowania.

Optymizm w MŚP

W najnowszej odsłonie badania nastrojów w sektorze MŚP, przeprowadzanego przez Instytut Keralla Research, wyniki indexu ZAIR, który wskazuje na skalę inwestycji prowadzonych przez sektor MŚP, są lepsze nie tylko w stosunku do tych z poprzedniej edycji, ale i w ciągu ostatnich sześciu lat. Inwestycje w środki trwałe najczęściej będą dotyczyły kupna nowych maszyn, służbowych samochodów oraz oprogramowania.

Na rynku kredytów dla firm faktycznie zauważalny jest wzrost zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne. Z naszego doświadczenia wynika, że przedsiębiorcy, zwłaszcza ci mniejsi, najchętniej biorą kredyt do 50 tys. zł, na krótki termin – do 5 lat. Środki te przeznaczają zwykle na bieżącą działalność. Inaczej jest w przypadku większych firm – tutaj pożądane są kredyty już powyżej 100 tys. zł, a pieniądze przeznaczane są nie tylko na bieżące potrzeby, ale także na unowocześnienie przedsiębiorstwa lub rozbudowę floty – tłumaczy Paweł Mazur z ANG Biznes.

Inwestycje finansowane kredytem

Nadal najchętniej wybieranym przez przedsiębiorców zewnętrznym sposobem finansowania firmy obok leasingu jest kredyt. Widać to w wynikach finansowych za I kwartał 2017 r. pięciu największych pośredników kredytowych w Polsce**. Firmy te pośredniczyły w sprzedaży kredytów dla przedsiębiorstw o łącznej wartości ponad 400 mln zł.

Przedsiębiorcy zwykle dość niechętnie inwestują w swoje firmy na początku roku, tym bardziej cieszymy się, że odnieśliśmy tak dobry wynik. W IV kwartale 2016 r. byliśmy na trzecim miejscu wśród największych pośredników kredytowych w Polsce, obecnie jesteśmy czwartą firmą, w dodatku jedyną niezależną. W porównaniu z I kwartałem 2016 r. odnotowaliśmy o 115% większą sprzedaż kredytów dla firm. To dla nas ogromny sukces – dodaje Paweł Mazur.

Coraz więcej produktów dla firm

Jednak przedsiębiorcy coraz chętniej korzystają także z innych usług przeznaczonych dla firm. Jak wynika z danych Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, w I kwartale 2017 r. rynek wynajmu długoterminowego aut w Polsce urósł o 13,2% r/r. Właściciele firm dostrzegli atuty takiego sposobu budowania floty, do których należą między innymi stałe koszty miesięczne. Coraz więcej firm korzysta także z usługi faktoringu. Według danych Polskiego Związku Faktorów, obroty całej branży faktoringowej wzrosły w pierwszym kwartale o 20,7%. Polscy przedsiębiorcy są coraz bardziej świadomi obecności na rynku produktów dedykowanych specjalnie dla firm i nie obawiają się z nich korzystać.

*Źródło: Instytut Keralla Research.

** Dane finansowe ZFDF i ANG Biznes za I kwartał 2017 r.

Euro i dolar – komentarz rynkowy

W ostatnich latach zarysował się wyraźny szablon sezonowy, w myśl którego amerykańska gospodarka wyraźnie słabnie na początku roku a potem nabiera impetu w miesiącach letnich. Warto zauważyć, że obliczany przez Bloomberga wskaźnik zaskoczenia danymi makro w ostatnim pięcioleciu pomiędzy połową czerwca a połową lipca każdorazowo notował wzrost a często w tym czasie ustanawiano także punkt zwrotny.

Wiele wskazuje, że tendencja ta zostanie podtrzymana, chociażby ze względu na swoistą regresję do średniej. Obecnie wspomniany indeks jest bowiem na pułapie najniższym od ponad pół roku – dane w drugim kwartale wyraźnie rozczarowują. Obniża to jednak poprzeczkę oczekiwań i sprawia, że ryzyko leży po stronie pozytywnych dla amerykańskiej waluty niespodzianek.

Pozytywnym dla dolara symptomem jest pozostanie rentowności dziesięciolatek powyżej 2,20 proc. pomimo cofnięcia na amerykańskim rynku akcji. Potwierdza to, że przestrzeń do spadku dochodowości jest ograniczona a w ubiegłym tygodniu prawdopodobnie doszło na tym rynku do zbudowania krótkoterminowej bazy.

Dodać do tego należy, że przyszłe kroki Fed i tempo zacieśniania są w niedostatecznym stopniu wyceniane przez rynek. Po odjęciu wpływu przesądzonej, środowej podwyżki, okazuje się, że na kolejne dwanaście miesięcy rynek dyskontuje wzrost kosztu pieniądza o mikre 26 pb! Pamiętać przy tym należy, że perspektywa rozpoczęcia procesu ograniczania sumy bilansowej powinna tworzyć dodatkową presję na stawkach rynku pieniężnego i dochodowościach długu. Mocny cios w dolara, który w tym roku stracił już ponad 5 proc. (w kategoriach efektywnych jak również na poziomie indeksu dolarowego) nie powinien zatem przyjść ani ze strony gospodarki, która powinna wychodzić z chwilowej zadyszki, ani ze strony wyceny perspektyw polityki monetarnej. W końcu: rynek zapomniał już o obietnicach Trumpa dotyczących fiskalnej stymulacji gospodarki, jeśli na tym polu dojdzie do zaskoczenia, to może być to jedynie zaskoczenie pozytywne.

W przypadku eurodolara uważamy, że bardzo ważnym czynnikiem jest również fakt, że kurs jest wyraźnie za wysoko względem wyceny bazującej na różnicy rentowności długu USA i Niemiec. Rozpoczęta po gołębim posiedzeniu ECB redukcja długiej pozycji w kontraktach na wspólną walutę powinna być kontynuowana, ale potwierdzeniem, że krótkoterminowy szczyt w notowaniach został uformowany będzie dopiero zejście pod 1,11. Krótkoterminowy pozytywny impuls dla wspólnej waluty przyszedł ze strony sceny politycznej (fatalne wyniki Ruchu Pięciu Gwiazd we włoskich wyborach samorządowych oraz dobry rezultat En Marche Macrona we francuskich wyborach parlamentarnych) oraz silnego popytu na parze EUR/GBP. Wyjście and 1,12 postrzegamy jednak w kategoriach dobrej okazji do krótkoterminowej sprzedaży.

Przed nami cały szereg danych inflacyjnych (Szwecja, Wlk. Brytania, PPI z USA), w tym dynamika cen bazowych z Polski. Opublikowana wczoraj struktura składowych inflacji CPI potwierdza znoszenie się rosnących cen żywności i spadających cen paliw (tendencje widoczne też w danych z Węgier i Czech) i nie skłania nas do rewizji oczekiwań względem dzisiejszego odczytu inflacji bazowej. Oczekujemy, że przybierze on wartość 1,0 proc. rok do roku. Dane będą neutralne dla złotego tak długo jak Rada Polityki Pieniężnej nie zakomunikuje, że jest gotowa podnieść stopy wcześniej niż za rok. Uważamy, że inflacja bazowa będzie wywierać presję na Radę Polityki Pieniężnej, ponieważ jej roczna dynamika będzie dążyć do 2 proc. Prawdopodobieństwo podniesienia jej ścieżki jest znacznie wyższe niż obniżenia ze względu na siłę rodzimego rynku pracy, która – zgodnie z historycznym wzorcem – w końcu może przełożyć się nasilenie presji płacowej w gospodarce. Na razie jednak EUR/PLN kontynuuje dryf na wyższe pułapy i respektuje linię łączącą ostatnie minima, która obecnie przebiega w okolicach 4,18.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers

Kontrole zaskoczyły kierowców w Belgii. Kary wyniosły 113 tys. euro

Mateusz Włoch, ekspert firmy INELO
Mateusz Włoch, ekspert firmy INELO

Belgia sprawdziła jak pracują kierowcy ciężarówek. Służby prowadziły wzmożone kontrole pojazdów ciężarowych parkujących w okolicach portu Zeebrugge. Sprawdzono 120 samochodów ciężarowych, z czego w 46 ujawniono naruszenia. Inspekcje nałożyły na kierowców i firmy transportowe kary łącznej wysokości 113 tys. euro. W najbliższym czasie wzmożone kontrole zapowiadają również służby niemieckie.

Z początkiem czerwca, w Belgii, służby kontrolne przeprowadziły zmasowane kontrole pojazdów ciężarowych, przebywających na parkingach wokół portu Zeebrugge. Działania kontrolne dotyczyły w szczególności odbioru odpoczynków tygodniowych regularnych (> 45h) w kabinach pojazdu. Odpoczynek tygodniowy w kabinie pojazdu jest nielegalny już od 2006 r., co wynika z zapisów art. 8 ust. 8 Rozporządzenia 561/2006. W ostatnim czasie, kwestia ta została również poruszona w propozycjach dotyczących tzw. Pakietu Drogowego, ogłoszonych 31 maja przez Komisję Europejską. Jak zapowiadają przedstawiciele organów unijnych, przepisy mają zostać doprecyzowane w zakresie naruszeń odbioru odpoczynku regularnego tygodniowego głównie ze względu na brak ich egzekwowania przez niemal wszystkie kraje Unii Europejskiej.

– Komisja Europejska w tzw. Pakiecie Drogowym zapowiedziała doprecyzowanie niektórych przepisów i zajęła jednoznaczne stanowisko twierdząc, że kierowca nie może odbierać odpoczynków powyżej 45 godzin w kabinie pojazdu. Planowane zmiany w przepisach mają w założeniu ułatwienie kontroli tego typu naruszeń. W niektórych krajach europejskich już po kilku dniach możemy zauważyć pierwsze efekty stanowiska KE. Z początkiem czerwca, służby kontrolne zaskoczyły kierowców przebywających w Belgii. Choć wcześniej informowano o surowych karach za odpoczynki tygodniowe odbierane w pojeździe, przypadki kontroli były sporadyczne. Należy tutaj podkreślić, że tego samego dnia, kiedy masowo skontrolowano kierowców w Belgii, w wielu krajach obowiązywał zakaz ruchu dla ciężarówek i wiele pojazdów nie mogło w ogóle wyjechać na drogi – komentuje Mateusz Włoch, ekspert firmy INELO, która od kilku lat szkoli służby kontrolne w UE oraz jest doradcą Komisji Europejskiej.

Aż do 2015 r. praktycznie żadne z państw europejskich nie egzekwowało przepisów o odbiorze tygodniowych regularnych odpoczynków. W praktyce dopiero od dwóch lat spotykamy się z sankcjami za naruszenie tego przepisu – Francja i Belgia jako pierwsze opracowały i zastosowały przepisy o wysokości kar i przeprowadzaniu kontroli. Już niedługo, do grona państw nakładających kary za tego typu naruszenia dołączą nasi zachodni sąsiedzi. Niemiecki rząd uchwalił już ustawę, która pozwala na wdrożenie sankcji za tego typu naruszenie. Aktualnie trwają prace nad ustanowieniem odpowiedniej kary do taryfikatora oraz nad sposobem kontroli. Jak zapowiadają niemieckie służby, pierwsze propozycje wysokości kar to 500 EUR dla kierowcy oraz 1500 EUR dla przedsiębiorcy.

Co ciekawe, obecnie kierowca nie musi posiadać żadnego potwierdzenia, że spał poza kabiną pojazdu. Dlatego też kary nakładane są tylko w przypadkach wykrycia naruszeń na tzw. „gorącym uczynku”. Dotychczas, przepis był martwy i przez długi czas przedsiębiorstwa transportowe nie respektowały tych regulacji, tym samym nie uwzględniając ich również przy planowaniu trasy. Istotne, by właściciele firm oraz zarządzający transportem stale weryfikowali swoją wiedzę, np. w trakcie specjalnych szkoleń. Okazuje się, że przy zachowaniu kilku prostych reguł da się zaplanować pracę w taki sposób, by kierowca nawet podczas trzytygodniowej trasy nie musiał odbierać 45-godzinnego odpoczynku – dodaje Mateusz Włoch.

Interesujący tydzień

Małymi zmianami rozpoczął się potencjalnie ciekawy tydzień. Na rynku walutowym nie było wyraźnego trendu. Tymczasem indeksy giełdowe w Polsce i na świecie traciły na sile. 

Indeks WIG20 nie zdołał się utrzymać powyżej poziomu 2300 pkt i ostatecznie zakończył dzień ze stratą 1.5%. Wśród walut nastroje były iście „poniedziałkowe”. Korzystnie na tym tle prezentował się dolar kanadyjski który zyskał do USD ponad 1%. Pretekstem do wybicia była wypowiedź Carolyn Wilkins z Banku Kanady. Jej zdaniem bank rozważał zakończenie dalszych działań z zakresu ekspansywnej polityki monetarnej.  Ewentualna podwyżka stóp procentowych byłaby pierwszą taką decyzją Banku Kanady w ciągu ostatnich siedmiu lat.

Dziś do handlu powrócili inwestorzy z Australii, którzy wczoraj byli nieobecni z powodu święta („Urodziny Królowej”). Kalendarz makroekonomiczny będzie we wtorek dużo bogatszy niż wczoraj. Inwestorzy myślami są jednak już przy środzie, kiedy to decyzję w sprawie wysokości stóp podejmie amerykański FED. Dzień później decyzję podejmie Bank Anglii, a w piątek (w nocy z czwartku) poznamy decyzję Banku Japonii. Kluczowe będzie jednak posiedzenie Fed.

Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Producenci chemii budowlanej inwestują w innowacje. Stawiają na dobrą izolacyjność i trwałość eksploatacyjną

Producenci chemii budowlanej inwestują w innowacje. Stawiają na dobrą izolacyjność i trwałość eksploatacyjną 10

Rośnie zapotrzebowanie na ultranowoczesne, alternatywne materiały do wykonywania izolacji budynków. Nowe produkty pozwalają nie zwiększać grubości izolacji przy zapewnieniu odpowiedniego współczynnika przenikania ciepła ścian domów. Grupa Atlas pracuje nad wdrożeniem powłok termorefleksyjnych, także we wnętrzach mieszkań, które ograniczą odpływ ciepła. Producenci wprowadzają też innowacje, które poprawiają trwałość eksploatacyjną.

– Przyjęło się na rynku, że ocieplenie domu stanowi element estetyczny, a w mniejszej mierze techniczny. Walczymy z tym przekonaniem, estetyka jest ważna, ale nie pryncypialna. Pierwszoplanowe jest spełnienie funkcji technicznych, ocieplenie ma dawać nam konkretne finansowo wymierne efekty. Już od kilku lat zmieniają się wymagania w zakresie izolacyjności termicznej przegród – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Mariusz Garecki, dyrektor ds. rozwoju produktów i szkoleń w Grupie Atlas.

Od stycznia 2017 roku współczynnik przenikania ciepła ścian domów budowanych może wynosić maksymalnie 0,23 W/m²K. Od 2021 roku będzie to już 0,2. Zaostrzające się przepisy wpływają na dobór materiałów. Zazwyczaj stosowane tradycyjne produkty takie jak układy styropianowe czy wełna mineralna powodują, że rośnie grubość izolacji. O ile dla przeciętnego użytkownika może nie mieć to większego znaczenia, o tyle dla deweloperów będzie się już wiązać z określoną stratą finansową.

– Rosnąca grubość izolacji powoduje, że automatycznie rośnie grubość ościeży, zatem ograniczamy ilość światła, które będzie wpadało do mieszkań. Można z tym walczyć, zwiększając powierzchnię przegród, ale przegroda budowlana typu okno nigdy nie będzie miała tak dobrej izolacyjności jak ściana. Obecnie trwają prace nad alternatywnymi materiałami do wykonywania izolacji. Grupa Rockwool prowadziła prace nad Aerowool – to połączenie wełny mineralnej z aerożelami. Obecnie rozwija się mocno rynek płyt PUR/PIR, które dają współczynnik przewodzenia ciepła na poziomie 0,0018-0,0017. W mojej ocenie to jest kierunek dla przyszłych inwestycji – przekonuje Mariusz Garecki.

Prawo budowlane, a konkretnie warunki techniczne, jakim powinny odpowiadać budynki, narzucają projektantom określone wymogi w zakresie oszczędności energii. Jak wynika z przeprowadzanych audytów i analiz, obecnie prawie 80 proc. wydatków związanych z utrzymaniem nieruchomości pochłaniają rachunki za ogrzewanie. Na samej poprawie efektywności energetycznej budynku poprzez odpowiednie ocieplenie można zaoszczędzić od kilkunastu do ponad 20 proc. Podstawowym działaniem przy poszukiwaniu oszczędności jest ograniczenie strat ciepła przez ściany i dach poprzez zwiększenie grubości izolacji. Coraz częściej pojawiają się rozwiązania, które pozwalają poprawić izolację bez istotnego zwiększania jej grubości.

– Grupa Atlas podjęła prace nad wdrożeniem na przestrzeni dwóch lat projektu powłok termorefleksyjnych. Chcemy wykonywać również powłoki we wnętrzach mieszkań, być może na elewacjach, które dadzą nam szansę ograniczenia ucieczki ciepła. To nie tylko funkcja izolacji, ale aktywnej bariery będzie w tym momencie dużym benefitem, wymiernym z punktu widzenia kosztów ponoszonych na ogrzewanie – tłumaczy dyrektor ds. rozwoju produktów i szkoleń w Grupie Atlas.

Producenci chemii budowlanej stawiają też na innowacje w zakresie trwałości eksploatacyjnej materiałów i ich estetyki.

– Wprowadzamy na rynek farbę silikonową. Jest niezwilżalna dla wody, zatem podczas opadów fasada nie zmienia koloru, natomiast przy lekkim wietrze następuje zdmuchnięcie kropli wody, które nie zraszają powierzchni tej fasady, fasada jest momentalnie sucha – mówi Garecki.

Produkt pozwala też zabezpieczyć budynki przed rozwojem mikroorganizmów. Przy długotrwałych opadach, kiedy fasada budynku jest wciąż wilgotna, pojawiają się warunki sprzyjające namnażaniu mikroorganizmów, które mogą doprowadzić do szybszego zniszczenia budynków.

– Zapewniamy, że poziom ochrony, nawet przy długotrwałym wymywaniu, będzie stabilny, wyższy niż minimalne wymagania. Udowodniliśmy to już w badaniach, które przeprowadziliśmy jako pierwsi na rynku europejskim. Wprowadzamy grupę produktów z potwierdzonymi nowymi wymaganiami. Są one często głębiej analizowane pod kątem możliwości biznesowych, możliwości adaptacji takich rozwiązań do naszej oferty i ich wykorzystania – wskazuje przedstawiciel Grupy Atlas.

Jak podkreśla Garecki, wprowadzane innowacyjne rozwiązania w zakresie termoizolacji czy trwałości eksploatacyjnej to efekt współpracy z ośrodkami badawczymi i naukowymi.

– Poza Instytutem Techniki Budowlanej, współpracujemy z DIBt w Dusseldorfie w Berlinie, z Politechniką Łódzką, Politechniką Świętokrzyską. Realizujemy badania w laboratoriach największych producentów surowców chemicznych, firm BASF, Wacker Chemie czy Daub. Jesteśmy w stanie przebadać produkt w każdym punkcie Europy, czasami nawet poza jej granicami – wymienia Mariusz Garecki.

Pierwszy na świecie smartfon ze świecącą obudową. Nowy Alcatel A5 LED potrafi zmieniać kolory i wyświetlać animacje

Pierwszy na świecie smartfon ze świecącą obudową. Nowy Alcatel A5 LED potrafi zmieniać kolory i wyświetlać animacje 11

Zaawansowane specyfikacje smartfonów nie robią na użytkownikach już takiego wrażenia jak jeszcze kilka lat temu, dlatego producenci z branży telekomunikacyjnej idą krok dalej i stawiają na designerskie obudowy. Alcatel A5 LED to nowy telefon, który w najbliższych dniach pojawi się na rynku. Smartfon dostosuje kolor obudowy do preferencji użytkownika, dzięki 35 specjalnym diodom i aplikacji Color Catcher.

Alcatel A5 LED wyposażono w ośmiordzeniowy procesor, 2GB RAM, 16GB wbudowanej pamięci, którą można rozszerzyć przez kartę microSD i zainstalować na niej aplikacje. Ponadto telefon zaoferuje użytkownikom aparaty: 5 i 8 megapikseli. Równie istotną rolę odegrają specjalne diody doświetlające, które pozwolą zmienić kolor telefonu.

– W urządzeniu zmieściliśmy 35 diod na tylnym panelu, dzięki czemu już przy pierwszym kontakcie rzuca się w oczy, robi wrażenie świetlnymi efektami, animacjami, które pojawiają się z tyłu. Ponadto pozwala w fajny sposób spersonalizować to urządzenie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Adam Bialic, PR manager Alcatel Mobile Polska.

Innowacyjna obudowa złożona z diod ma 3 specjalnie zaprojektowane zastosowania. Użytkownik może zaprogramować kolor dla powiadomień z telefonu czy muzyki, jak również może dokonać manualnej personalizacji koloru w czasie rzeczywistym za pomocą aplikacji Color Catch.

– Mamy trzy główne założenia, jak wykorzystywać tę obudowę. Po pierwsze, powiadomienia. Niezależnie od tego, czy są to połączenia głosowe, wiadomości czy alarm, ale też aplikacje, które pochodzą od zewnętrznych deweloperów. Po drugie, muzyka. W każdej aplikacji, która generuje dźwięk, po włączeniu będzie się pojawiać animacja z tyłu. Tę animację łatwo zmienić, wystarczy potrząsnąć telefonem i animacja zmienia się na inną, natomiast jest dostosowana do rytmu muzyki, która jest odtwarzana przez urządzenie. Po trzecie, możliwość personalizacji telefonu. Opcja ta współpracuje z aplikacją Color Catcher, która za pomocą aparatu rozpoznaje barwy, które są dookoła – wyjaśnia Adam Bialic.

Telefon niczym kameleon dostosuje zarówno kolor obudowy, jak i interfejsu do miejsca, w którym się znajdzie, a wszystko za sprawą aparatu.

– Wystarczy, że skierujemy aparat w stronę sukienki, samochodu czy dowolnego dodatku, który akurat dzisiaj mamy przy sobie, a chcemy, żeby nasz smartfon się do niego upodobnił. Aparat wychwyci te barwy, zaproponuje nam kilka tapet i wersji kolorystycznych interfejsu. Oprócz tego, że sam interfejs się zmieni, to przy każdym zablokowaniu czy odblokowaniu ekranu z tyłu pojawi się animacja, która jest właśnie dostosowana kolorystycznie do tych barw, które wybraliśmy – tłumaczy Adam Bialic.

Smartfon wejdzie na rynek za kilka dni, mimo to już teraz można zaobserwować bardzo pozytywny feedback zarówno wśród recenzentów, którzy wystawiają przychylne oceny, jak i zainteresowanych klientów.

– Widzimy na rynku pewną tendencję, klienci są zmęczeni standardowym wyglądem smartfona. Patrząc na targi MWC, na których był zaprezentowany nasz A5 LED, tam pozytywne opinie wynikały głównie z tego, że smartfon wyraźnie wyróżniał się na tle innych urządzeń – przekonuje Adam Bialic i podsumowuje – Smartfon będzie kosztował 750 zł i pojawi się w przeciągu kilku najbliższych dni, jest to średnia półka cenowa, więc musimy mówić o kompromisach, natomiast podzespoły, które znalazły się w tym urządzeniu, powinny wystarczyć większości odbiorców, do których kierujemy ten smartfon.

Systemy satelitarne generują coraz więcej danych o stanie naszej planety. Polska firma zamierza je komercjalizować, oferując wynalazcom i przedsiębiorstwom

Systemy satelitarne generują coraz więcej danych o stanie naszej planety. Polska firma zamierza je komercjalizować, oferując wynalazcom i przedsiębiorstwom 12

Coraz więcej danych napływa z przestrzeni kosmicznej, dzięki czemu naukowcy wiedzą więcej o procesach, które zachodzą na Ziemi. Satelity dostarczają bardzo dużo nowych informacji na temat stanu naszej planety. Firmy takie jak Kapitech starają się to wykorzystać do celów biznesowych. W ramach stworzonego przez polską firmę projektu o nazwie EO ClimLab w Polsce powstaną serwisy, które będą wykorzystywać dane satelitarne.

– W ramach projektu wdrożymy różnego rodzaju serwisy klimatyczne z wykorzystaniem danych satelitarnych. Tworzymy teamy z najlepszymi specjalistami i rozwiązania dla współczesnych problemów związanych ze zmianami klimatu. Jednym z przykładów jest pomiar poziomu oceanu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Iuliia Strotska, która zarządza innowacją w projekcie EO ClimLab. Po czym dodaje: – Wspieramy zespoły i ich rozwiązania. Doprowadzamy też do procesu akceleracji, współpracujemy z akceleratorami, najpierw wspieramy przy wejściu na rynek, a po niespełna roku zaczynamy sprzedawać lub pomagamy pozyskać klientów. 

Jak twierdzi Philippe Mathieu, który w Europejskiej Agencji Kosmicznej zajmuje się pracą na rzecz lepszego wykorzystania danych satelitarnych, informacje z przestrzeni kosmicznej są coraz częściej wykorzystywane przez przedsiębiorców i wynalazców. Ponadto podkreśla również ich przydatność dla całego społeczeństwa.

– W Europie mamy dziś do czynienia z rewolucją. System Copernicus dostarcza metabajty informacji na temat stanu naszej planety. Te dane mogą być wykorzystywane przez przedsiębiorców i wynalazców, którzy tworzą nowe aplikacje i w ten sposób generują nową wartość na bazie technologii cyfrowych. Na tym polegają innowacje. Oferujemy wynalazcom dane i narzędzia, a oni dzięki swoim pomysłom, przekształcają te dane w informacje, które mogą być użyteczne dla kogoś innego. One mogą mieć wartość komercyjną, ale także przynosić pożytek społeczeństwu – twierdzi Philippe Mathieu.

Specjalista uważa, że dane pomagają podejmować decyzje oraz realizować określoną politykę w takich obszarach jak rolnictwo czy kontrola zanieczyszczeń, a także wielu innych. Cały pomysł opiera się na przekształceniu danych pochodzących z kosmosu w coś, co jest dla nas użyteczne, np. SMS czy mapę.

– Możesz z nich korzystać, przekształcać je, dystrybuować. To dobro publiczne, podobnie jak sygnał GPS, który stwarza szansę i na niej ludzie budują swoje biznesy. Płacisz za informację, ale nie za dane. Można powiedzieć, że budujemy autostradę informacyjną, przy której każdy może postawić swoją restaurację – wyjaśnia Philippe Mathieu.

Philippe Lattes, pracujący dla francuskiej grupy Dolina Lotnicza uważa, że program EO ClimLab jest szansą dla młodych odkrywców tworzących innowacyjne aplikacje. Według niego technologia big data odgrywa kluczową rolę w procesie analizy danych satelitarnych ze względu na wciąż zwiększając się liczbę dostępnych informacji.

– Dzięki temu system może się uczyć pewnych sytuacji, wyciągać wnioski ze zdjęć, uzyskiwać użyteczne informacje. Chcemy gwarantować jakość tych danych. Mamy do czynienia z konwergencją zachodzącą pomiędzy danymi satelitarnymi a technologią big data. To pozwoli nam na wprowadzenie wielu nowych aplikacji – podsumowuje Philippe Lattes.

Pracodawca może wypłacić wynagrodzenie w obcej walucie, ale pracownik nie musi się na to godzić

Jeśli przedsiębiorcy rozliczają się z klientami np. w dolarach, to dla własnej wygody mogą zaproponować pracownikom wynagrodzenie w tej samej walucie. Jednak firma musi to indywidualnie uzgodnić z każdym zatrudnionym, zawrzeć takie postanowienie w umowie o pracę, a potem systematycznie sprawdzać kurs złotego w NBP.

Art. 358 kodeksu cywilnego mówi o tym, że zobowiązanie finansowe może być regulowane w innej walucie, niż polska, jeżeli tak ustalą strony bądź bezpośrednio wynika to z orzeczenia sądowego lub też z ustawy. Wyjątkiem jest sytuacja, w której akt prawny, orzeczenie sądowe, będące źródłem zobowiązania, lub czynność prawna zastrzega spełnienie świadczenia w walucie obcej. Do tego odsyła art. 300 kodeksu pracy. Dlatego, zgodnie z prawem, pracodawca i pracownik mogą umówić się, że wynagrodzenie będzie wypłacane np. w dolarach. Z obserwacji eksperta z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że najczęściej dotyczy to przedsiębiorców, którzy są cudzoziemcami i z reguły nie dokonują transakcji finansowych w złotówkach.

– Przedsiębiorca ma prawo wypłacać pensje w dogodnej dla niego walucie, w zależności od źródła przepływu finansów w firmie. Natomiast, płaca musi być przeliczana, według kursu Narodowego Banku Polskiego, zgodnie z dniem wymagalności świadczenia. Kwota, uzyskana po przewalutowaniu, nie może być niższa od minimalnego wynagrodzenia za pracę w Polsce. A gdyby tak się zdarzyło, to pracodawca ma obowiązek wyrównać tę różnicę. W tej sytuacji, pracownik jest stroną chronioną – mówi prof. Grażyna Spytek-Bandurska.

Ekspert podkreśla, że jeżeli już dochodzi do wypłat w obcej walucie to z reguły są one wyższe, niż przeciętne wynagrodzenie w naszym kraju. I raczej dotyczą wysoko wykwalifikowanych i dobrze opłacanych pracowników. W związku z tym, według wykładowcy z Uniwersytetu Warszawskiego, w większości przypadków nie ma obawy o to, że zatrudniony otrzyma na koniec miesiąca mniejszą kwotę, niż płaca minimalna obowiązująca w naszym kraju. Dotyczy to zarówno pracy wykonywanej w Polsce, jak i za granicą, np. podczas delegacji służbowej.

– Pracownik może też otrzymywać sporadycznie wynagrodzenie w innej walucie, niż polski złoty. Podstawowy warunek jest taki, że musi być o tym powiadomiony. Pracodawca ma obowiązek zawrzeć z nim postanowienie na piśmie, np. w aneksie do umowy o pracę. I oczywiście w tym wypadku również wypłata powinna być przeliczana w dniu wymagalności świadczenia, według wcześniej wspomnianego kursu NBP. Warto zauważyć, że w każdym momencie zainteresowane strony mogą dokonać zmiany swoich ustaleń i zaprzestać rozliczeń w obcej jednostce, gdyż może to być uciążliwe, zwłaszcza dla pracownika. Bowiem wszelkie transakcje zwykle czynimy w polskiej walucie – dodaje prof. Spytek-Bandurska.

Polacy inaczej zaczynają postrzegać luksus. Bardziej niż dobra materialne cenią wolny czas

Polacy inaczej zaczynają postrzegać luksus. Bardziej niż dobra materialne cenią wolny czas 13

Zmienia się definicja pojęcia luksusu wśród polskich klientów segmentu premium. Większość zamożnych Polaków duże pieniądze woli przeznaczyć na ekskluzywne podróże niż przedmioty materialne. Jeśli już wybierają luksusowe marki, to dlatego że oznaczają dla nich przede wszystkim gwarancję wysokiej jakości. Najpopularniejsze z nich to Ferrari, BMW, Mercedes oraz Louis Vuitton.

Jak pokazuje badanie „Obraz zamożnego konsumenta w Polsce”, zaprezentowane w maju przez LuxHub, rodzima klasa ludzi zamożnych przechodzi istotne zmiany. Znacznie większe znaczenie przywiązuje obecnie do wartości niematerialnych oraz doświadczeń, a nie do posiadania. 60 proc. respondentów zadeklarowało, że 10 tys. dol. wolałoby przeznaczyć na luksusowe wakacje niż przedmioty materialne. Luksusowe gadżety znalazły się dopiero na drugim miejscu: kosztowny zegarek kupiłoby 17 proc. badanych, a biżuterię – 10 proc. 7 proc. ankietowanych za pieniądze te wybrałoby się natomiast na luksusowy festiwal muzyczny, np. Burning Man w USA.

– Zmienia się również definicja luksusu. Jest on obecnie rozumiany jako możliwość cieszenia się życiem i dysponowania własnym czasem. Taką odpowiedź w badaniu LuxHub wskazało blisko 50 proc. respondentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Małgorzata Baran, redaktor PRoto.pl.

Luksusowe marki kojarzą się zamożnym Polakom przede wszystkim z gwarancją wysokiej jakości. Najpopularniejsze z nich to Ferrari, BMW, Mercedes oraz Louis Vuitton. Informacje o markach z segmentu premium Polacy czerpią głównie od znajomych, z prasy oraz witryn sklepowych.

Zamożni Polacy odznaczają się tradycyjnym podejściem do mediów. W przeciwieństwie do większości społeczeństwa regularnie sięgają po prasę codzienną. Chętnie czytają także tygodniki takie jak „Newsweek” czy „Polityka”.

– Interesują ich takie treści, jak artykuły i reportaże o tematyce społecznej, materiały dotyczące ekonomii i gospodarki oraz treści związane z wykonywanym przez nich zawodem, a także poświęcone podróżom – mówi Małgorzata Baran.

Połowa osób badanych przez LuxHub deklaruje, że codziennie ogląda telewizję – ich ulubione stacje to TVN i TVN24. Raz w tygodniu włączają oni kanały tematyczne, takie jak Discovery czy Netflix. Radia zamożni Polacy słuchają zazwyczaj podczas jazdy samochodem – najchętniej wybierają wówczas takie rozgłośnie jak TOK FM, RMF FM i Radio Zet. Klienci dóbr luksusowych są również aktywni w internecie, chętnie korzystają m.in. z portali społecznościowych, które pełnią coraz istotniejszą rolę w procesie zakupowym marek z segmentu premium.

– Tutaj obecne są marki luksusowe, które wiedzą, że ich klienci poszukują w portalach społecznościowych opinii na temat produktów i sami dzielą się tymi opiniami ze swoimi znajomymi. Kanały społecznościowe służą markom luksusowym zarówno do budowania wizerunku, jak i do działań sprzedażowych – mówi Małgorzata Baran.

Wydarzeniami, które w ostatnim czasie szczególnie zainteresowały zamożnych Polaków, były doniesienia o kłopotach marki Michael Kors. Popularna nad Wisłą amerykańska marka zapowiedziała w maju, że w ciągu dwóch najbliższych lat planuje zamknięcie nawet 125 sklepów, co wiąże się ze spadkiem sprzedaży. Problemy finansowe mogą się wiązać z nietrafioną strategią sprzedażową polegającą na wypuszczaniu linii skierowanych do klientów masowych. Polskich klientów zainteresowała także sprzedaż torebki Hermesa za rekordową sumę 350 tys. dol.

– Chodzi o model Himalaya, który anonimowy nabywca kupił podczas targów w Hongkongu. Torba ta jest w całości pokryta skórą krokodyla, zamki wykonane są ze złota, natomiast uchwyty wysadzane diamentami – mówi Małgorzata Baran.

Istotnym wydarzeniem na rynku premium była również sprzedaż przez markę Rolls-Royce najdroższego samochodu świata. Chodzi o model Sweptail, estetyką nawiązujący do klasycznych aut Rolls-Royce’a z lat 20. i 30. XX wieku. Model ten został wykonany na specjalne zamówienie indywidualnego klienta, a jego cena wyniosła ok. 13 mln dol.

Firmy stawiają na innowacje w działach zakupów. Inwestycje w nowe technologie pozwalają im zaoszczędzić do 15 proc. wydatków

Firmy stawiają na innowacje w działach zakupów. Inwestycje w nowe technologie pozwalają im zaoszczędzić do 15 proc. wydatków 14

Polskie firmy coraz częściej inwestują w narzędzia, które usprawniają ich procesy zakupowe. Ich odpowiednie wykorzystanie może przynieść oszczędności na poziomie 15-proc. wydatków. Ponad połowa menadżerów dostrzega przydatność nowoczesnych narzędzi IT i platform zakupowych, które pozwalają zarządzać tym procesem i kontrolować bazę dostawców. Dotyczy to szczególnie branży produkcyjnej, która na zakupy przeznacza około połowy swoich przychodów.

W obszarze zakupów produkcyjnych kluczowe są narzędzia związane z zarządzaniem bazą dostawców. Coraz większe znaczenie mają również te, które służą do zarządzania ryzykiem wynikającym ze współpracy z dostawcami. Firmy patrzą już nie tylko na koszty, ceny produktów i usług, lecz także na potencjalne ryzyka związane na przykład z bankructwem dostawcy czy problemami z logistyką – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mateusz Borowiecki, prezes zarządu firmy OptiBuy, specjalizującej się w doradztwie zakupowym.

W porównaniu z krajami zachodniej Europy rynek doradztwa zakupowego w Polsce jest wciąż słabo rozwinięty, chociaż z roku na rok coraz więcej firm zdaje sobie sprawę z tego, że dzięki optymalizacji procesów zakupowych mogą zaoszczędzić znaczne kwoty. Dlatego tworzą specjalne działy, wdrażają systemy IT i nowoczesne platformy zakupowe, które mają wesprzeć proces zakupowy i kontrolować bazę dostawców.

– W zależności od typu zakupów oszczędności mogą być bardzo różne. Z naszego doświadczenia wynika, że największe oszczędności można osiągnąć tam, gdzie jest potencjał do standaryzacji, wejścia w strukturę kosztową po stronie dostawców. Mowa o wszystkich zakupach, które mają duży udział pracy ludzkiej, gdzie można zastosować automatyzację. To są obszary, w których oszczędności mogą sięgać od kilkunastu do kilkudziesięciu procent bazy kosztowej – mówi Mateusz Borowiecki.

Według badań KPMG na razie tylko 27 proc. zarządzających spółkami dostrzega strategiczną rolę funkcji zakupów. Największym wyzwaniem jest dla firm zmierzenie efektów optymalizacji tego obszaru. Jednak coraz więcej menadżerów zaczyna doceniać wsparcie procesów zakupowych w swojej firmie, jakie zapewniają nowoczesne narzędzia informatyczne.

Na tle firm z Europy Zachodniej czy ze Stanów inwestycje w narzędzia IT są jeszcze stosunkowo niewielkie. Jeżeli porównamy budżety na narzędzia informatyczne dla zakupów w stosunku do całej bazy wydatków, to są one na niskim poziomie. W Polsce firmy cały czas inwestują więcej w systemy ERP czy CRM, ale naturalną koleją rzeczy są systemy do zarządzania dostawcami. Budżety nie są jeszcze duże, ale rosną rok do roku i my widzimy ten wzrost –mówi Mateusz Borowiecki.

Polskie przedsiębiorstwa są coraz bardziej świadome korzyści, jakie przynosi korzystanie z platform zakupowych do zarządzania łańcuchem dostaw. Za ich pośrednictwem firma może nie tylko budować bazę potencjalnych dostawców, lecz także m.in. wysyłać do nich elektroniczne zaproszenia do udziału w przetargu lub procesie zakupowym, indeksować faktury i historię zamówień, wysyłać zapytania ofertowe czy tworzyć tabele cenowe.

Zakupy produkcyjne (direct) to zakupy materiałów produkcyjnych, które firma kupuje w celu przetworzenia i zastosowania w swoich wyrobach. Terminowość, cena i rzetelność dostawców ma w tym przypadku kluczowe znaczenie dla ciągłości produkcji przedsiębiorstwa.

– W zakupach produkcyjnych chodzi o to, aby firma była w stanie dobrze zarządzać bazą dostawców i rozumiała, z jakimi kategoriami zakupowymi ma do czynienia – wyjaśnia Mateusz Borowiecki.

Jak wynika z badań przeprowadzonych na początku tego roku przez GfK na zlecenie Deloitte i Aleo firmy, które wdrożyły nowoczesne systemy zakupowe, mogą liczyć na oszczędności rzędu 10–15 proc. Z takich narzędzi korzysta na razie tylko 35 proc. polskich przedsiębiorstw. Eksperci Deloitte wskazali jednak, że digitalizacja procesów zakupowych to proces, którego nie da się już powstrzymać. Większość dyrektorów zakupów uważa, że digitalizacja stwarza im szansę dostępu do większej bazy dostawców, innowacji i narzędzi zapewniających efektywność, usprawnia współpracę i pozwala znaleźć dodatkowe oszczędności.

Obszar zakupów w firmach produkcyjnych i nowoczesne narzędzia wspierające procesy zakupowe były motywem przewodnim konferencji Procon Manufacturing 2017, która w ostatnich dniach maja przyciągnęła do Wrocławia blisko setkę menadżerów i specjalistów z tego obszaru. Zorganizowana po raz drugi konferencja jest jedynym w Polsce wydarzeniem o tematyce zakupów direct.

Ze względu na zagrożenie terrorystyczne w Europie Zachodniej turyści wybierają Polskę. Krajowy rynek hotelowy rośnie w siłę

Ze względu na zagrożenie terrorystyczne w Europie Zachodniej turyści wybierają Polskę. Krajowy rynek hotelowy rośnie w siłę 15

Polski rynek hotelowy ma za sobą kilka lat hossy i wciąż bardzo dobre perspektywy. Jest na nim miejsce na nowe projekty, co w połączeniu z podażą gruntów i nisko oprocentowanymi kredytami przyciąga zainteresowanie zagranicznych inwestorów i dużych sieci hotelowych. Ze względu na niewielkie zagrożenie terrorystyczne Polska jest również coraz chętniej wybierana przez zagraniczny biznes i turystów. Dlatego z krajowym rynkiem duże nadzieje wiąże także sieć Best Western.

Polski rynek hotelowy jest szczególnie interesujący. Organizacja ubiegłorocznego szczytu NATO czy wydarzenia kulturalne we Wrocławiu, który był Europejską Stolicą Kultury, spowodowały, że to miejsce zaistniało w świadomości turystów na całym świecie. W Europie Zachodniej prawie nie ma już możliwości dalszego rozwoju rynku hotelowego, podczas gdy tu, w Warszawie, otworzy się w przyszłym roku nowe centrum konferencyjne, które przyciągnie do Polski biznesmenów i turystów – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Suzi Yoder, wiceprezes ds. operacji międzynarodowych w sieci hoteli Best Western Hotels & Resorts.

Polski rynek hotelowy notuje wzrosty nieprzerwanie od kilku lat – wynika z raportu („A Land of Opportunity. Poland Hotel Market Snapshot”) firmy doradczej Christie&Co., która działa w segmencie nieruchomości komercyjnych. W latach 2006–2015 liczba turystów korzystających z usług hoteli wzrosła w Polsce o 86 proc., natomiast krajowa baza noclegowa zwiększyła się o 80 proc. W efekcie z końcem 2015 roku na polskim rynku działało 2 316 hoteli, z których większość to obiekty trzygwiazdkowe. Mimo że w ostatnich latach branża hotelowa notowała wzrosty, Polska wciąż pozostaje w tyle za większością państw Europy Zachodniej.

Polski rynek nie jest jeszcze tak dojrzały jak rynki zachodnioeuropejskie – potwierdza Suzi Yoder.

Jak wynika z ubiegłorocznej analizy Cushman & Wakefield, znajduje się on jednak w fazie stabilnego wzrostu. Rośnie liczba przyjazdów: zarówno w celach turystycznych, jak i biznesowych. Na koniec 2015 roku liczba noclegów w hotelach w całej Polsce sięgnęła łącznie 32,6 mln. Najbardziej atrakcyjna pozostaje Warszawa, gdzie w 140 obiektach hotelowych znajduje się około 15 tys. pokoi. Wśród najbardziej perspektywicznych lokalizacji są także lokalne rynki w  Krakowie, Trójmieście i Wrocławiu. Dużo miejsca na nowe projekty jest zwłaszcza w średnim segmencie budżetowym.

– Kredyty są nisko oprocentowane, a grunty dostępne, więc można się spodziewać w dalszym ciągu dużego zainteresowania zagranicznych inwestorów – mówi Suzi Yoder. – Dodatkowo w kontekście zagrożenia terrorystycznego Polska jest postrzegana jako bezpieczny kraj. W ostatnich latach miasta takie jak Kraków, Katowice, a nawet Warszawa zaczęły być postrzegane jako atrakcyjne miejsca zarówno do wypoczynku, jak i dla biznesu. Wiele dużych firm jest już tu obecnych, więc sektor biznesowy od dawna jest bardzo ważny, ale nowością są przyjazdy turystów podyktowane bezpieczeństwem.

Również globalna firma doradcza Cushman & Wakefield zauważyła, że w związku z atakami terrorystycznymi w całej Europie turyści coraz częściej biorą pod uwagę kwestie bezpieczeństwa przy wyborze celu podróży. To samo dotyczy podróży służbowych i biznesowych. Co istotne, większość zagranicznych turystów bardzo pozytywnie ocenia swój pobyt w Polsce i ma w planach kolejny przyjazd. „Badanie satysfakcji turystów krajowych i zagranicznych 2016”, przeprowadzone na zlecenie Polskiej Organizacji Turystycznej, pokazało że 86 proc. z nich deklaruje zadowolenie z pobytu w Polsce.

Best Western, trzecia na świecie pod względem wielkości grupa hotelowa, ma na najbliższe lata ambitne plany dotyczące również polskiego rynku. W centrum Katowic otwiera właśnie nowy obiekt liczący 46 pokoi. Wyróżnia go własny browar w podziemiu, dzięki czemu hotel będzie sprzedawał własnej produkcji piwo.

W czerwcu otwieramy hotel z 64 pokojami w Zakopanem. W drugiej połowie następnego roku otworzymy w tym mieście kolejny obiekt, tym razem z 50 pokojami. Natomiast w 2018 roku planujemy otworzyć 64-pokojowy hotel klasy premium we Wrocławiu. Dekadę temu, kiedy otwieraliśmy w Polsce nasze biuro, mieliśmy 7 hoteli. Pod koniec tego roku dobijemy do 30 – mówi Suzi Yoder.

Na całym świecie grupa Best Western ma już zaplanowane do realizacji około 500 inwestycji. Prawie połowa z nich będzie realizowana w Ameryce Północnej. Spółka jest też bardzo aktywna w Chinach i innych krajach Azji oraz w Australii.

– W Europie ta ekspansja jest nieco wolniejsza, ale mamy dużą grupę hoteli w Szwecji, które pod koniec tego roku dołączą do marki Best Western. Dzięki temu przybędzie nam na tamtejszym rynku 60 obiektów. Rozmawiamy z grupami hotelowymi we Włoszech i w Niemczech – mamy nadzieję także tam pozyskać hotele. Dwa kolejne, ważne dla nas obszary to Bliski Wschód, gdzie mamy w planach otwarcie 13 nowych hoteli, oraz Ameryka Łacińska, gdzie planujemy 20 otwarć. To są obiekty, przy których mamy już podpisane umowy i zaakceptowane plany inwestycyjne – mówi Suzi Yoder.

Mateusz Grzesiak: Polskie firmy niegotowe na rezygnację z hierarchii pracowników. Zaufanie i zmiana pokoleniowa pomogą wprowadzić model firmy bez szefa

Mateusz Grzesiak: Polskie firmy niegotowe na rezygnację z hierarchii pracowników. Zaufanie i zmiana pokoleniowa pomogą wprowadzić model firmy bez szefa 16

W firmie zarządzanej w modelu turkusowym nie ma kierowników ani dyrektorów, sztywnej hierarchii ani rozmów oceniających. Pracownicy sami wyznaczają sobie zadania i cele, a potem rozliczają się z nich między sobą. Dzięki temu mają poczucie współodpowiedzialności, a firma osiąga znakomite wyniki. Turkusowe zarządzanie cieszy się na świecie rosnącą popularnością, ale polskie przedsiębiorstwa jeszcze nie są na to gotowe – potrzebne jest większe zaufanie społeczne i zmiana pokoleniowa na rynku pracy.

Turkusowe zarządzanie to nowoczesny model, którego idea opiera się na braku hierarchii wewnętrznej. Brak w nim systemu motywacyjnego w postaci kary i nagrody. Model skupia się na tym, w jaki sposób pracownik ma się samodzielnie motywować, samoorganizować i osiągać odpowiednie wyniki dla firmy. W Polsce dopiero zyskuje swoich zwolenników – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Mateusz Grzesiak, doradca biznesowy i psycholog.

Przedsiębiorstwa, które działają w turkusowym modelu zarządzania, są przeciwieństwem firm o sztywnej hierarchii i korporacyjnym porządku, gdzie każdy musi raportować i wykonywać polecenia osób na wyższych stanowiskach.

W „turkusowych” firmach nie ma kierowników ani dyrektorów, a struktura zatrudnienia jest płaska. Przełożeni nie kontrolują pracowników, którzy samodzielnie wyznaczają sobie zadania i cele do realizacji. To pobudza ich kreatywność, daje swobodę podejmowania decyzji i sprawia, że pracownik czuje się współodpowiedzialny za firmę.

Eksperci zauważają, że taki model zarządzania opiera się w dużej mierze na uczciwości i zaufaniu. Organizacja zarządzana w modelu turkusowym nie ma sztywnych budżetów przeznaczonych na premie, prowizje czy określone projekty. Nie ma również okresowych rozmów ewaluacyjnych. Pracownicy sami między sobą rozliczają się z wykonywanych zadań w ramach zespołu. Dzięki temu w „turkusowej” firmie zbędne stają się systemy premiowe czy motywacyjne, bo wszyscy mają poczucie, że pracują na wspólne dobro.

Motywowanie pracowników w turkusowym modelu zarządzania polega na roztoczeniu wspólnej wizji, ponieważ wtedy myślą oni kategoriami „Think Big”. Dodatkowo należy postawić na brak przymusu, zamienić słowo „muszę” na „chcę”. Pamiętajmy o tym, że szczególnie młode pokolenie nastawione jest na samorozwój i odpowiednie budowanie relacji. Jeżeli przedsiębiorstwa uwierzą, że pracownicy są skłonni sami się organizować i motywować, wówczas turkusowe zarządzanie  stanie się w Polsce bardziej popularne – uważa Mateusz Grzesiak.

Zdaniem jednego z czołowych doradców biznesowych polski rynek pracy nie jest jeszcze w pełni gotowy na turkusowe zarządzanie. Pracownicy w Polsce przywykli do tradycyjnych organizacji i hierarchicznego modelu. Według dra Mateusza Grzesiaka, aby zmiana była możliwa, potrzebne jest większe zaufanie społeczne i transformacja pokoleniowa.

Obecnie wśród millenialsów popularność zdobywa praca zdalna. W tym modelu pracownik również sam wyznacza sobie zadania i obowiązki, a przełożony rozlicza go z efektów pracy. Z czasem ten model może przekształcić się w turkusowy.

Potrzeba nam zmian mentalnościowych, żeby turkusowe zarządzanie znalazło w Polsce więcej zwolenników. Jesteśmy przyzwyczajeni do pionowego, hierarchicznego systemu zarządzania, z szefem, który kieruje całością organizacji, uprawiając micromanagement, oraz pracownikiem, który w gruncie rzeczy ma niewiele do powiedzenia. Musimy bardziej zaufać sobie jako społeczeństwu, postawić na zmianę pokoleniową i podejście oparte na freelancerach. W gruncie rzeczy każdy może samodzielnie zarządzać swoim czasem, swoją motywacją oraz osiągać określone cele – mówi Mateusz Grzesiak.

Na polskim rynku istnieje kilkadziesiąt, głównie młodych i innowacyjnych przedsiębiorstw, które działają w tym modelu. Przykładem z rodzimego podwórka jest krakowska firma szkoleniowa Leance. Turkusowa jest także holenderska organizacja Buurtzorg, skupiająca 80 proc. pielęgniarek z całego kraju.

Według moich obserwacji turkusowym zarządzaniem są zainteresowani nie tylko młodzi, lecz także coraz większa rzesza dużych rynkowych graczy. Wiąże się to z faktem, że model ten obniża koszty, przyspiesza wymianę informacji oraz powoduje, że każdy motywuje się samodzielnie. Dzięki temu presja i odpowiedzialność pracodawcy jest przeniesiona na pracownika, który samodzielnie jest w stanie podejmować decyzje – mówi Mateusz Grzesiak.

Zwolennicy turkusu podkreślają, że firmy, które wdrożyły ten model zarządzania, mogą się pochwalić zadziwiająco dobrymi wynikami.

Turkusowy model zarządzania to koncepcja sformułowana przez Frederica Lalouxa (byłego partnera globalnej agencji doradczej McKinsey & Company) w książce „Pracować inaczej” (2014), która cieszy się wielką popularnością na całym świecie. Oprócz turkusu Laloux wyróżnił jeszcze model czerwony (autorytarny, charakterystyczny np. dla mafii), bursztynowy (sztywna hierarchia, np. kościelna), pomarańczowy (charakterystyczny dla korporacji, nastawiony na cel) oraz zielony – oparty na wartościach i zasadach demokratycznych, w którym decyzje są podejmowane wspólnie.

Zdaniem twórcy tej koncepcji turkusowe zarządzanie to ostatni i najlepszy, najbardziej świadomy model zarządzania organizacją. W Polsce zwolennikiem turkusowego zarządzania jest profesor Andrzej Blikle, który napisał o nim książkę „Można Inaczej” i propaguje ten model wśród pracodawców.

Polski producent okien chce podbić amerykański rynek. Testuje też eksport na Bliski Wschód i do Australii

Polski producent okien chce podbić amerykański rynek. Testuje też eksport na Bliski Wschód i do Australii 17

Głównymi rynkami eksportowymi polskich producentów okien pozostają kraje europejskie ze względu na bliskość geograficzną i kulturową. Jednak w obliczu dużego nasycenia i rosnącej konkurencji tanich produktów z Chin, Bułgarii czy Rumunii coraz więcej producentów decyduje się na szukanie kontrahentów poza Starym Kontynentem. Oknoplast po zdobyciu rynków europejskich testuje rynek amerykański i bliskowschodni. Coraz lepiej radzi sobie także w odległej Australii.

Polscy eksporterzy powinni stawiać na rynki odpowiednie dla etapu rozwoju, na którym się znajdują – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mikołaj Placek, prezes zarządu Grupy Oknoplast. – Oknoplast postawił przede wszystkim na rynki europejskie, dlatego że logistycznie one były najbliżej, aczkolwiek w tym momencie rozwój spółki na tych rynkach oraz nasycenie są na tyle duże, że przechodzimy do kolejnego etapu rozwoju na rynkach poza kontynentem europejskim.

Polska jest potentatem w eksporcie stolarki otworowej – okien i drzwi. Choć pod względem produkcji zamykamy pierwszą piątkę, już w 2015 roku eksport okien i drzwi z Polski przekroczył poziom wygenerowany przez Niemcy. Tym samym Polska stała się w Unii Europejskiej liderem eksportu tych produktów. Jego wartość wyniosła wówczas 1,55 mld euro.

Dla Oknoplastu najbardziej perspektywiczne pozostają rynki Unii Europejskiej: Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania, Wielka Brytania – tłumaczy Mikołaj Placek. – Przede wszystkim dlatego, że pod względem logistycznym znacznie łatwiej jest nam eksportować do tych krajów niż do krajów poza Europą. W tym momencie jesteśmy na etapie testowania rynku amerykańskiego. Sprzedajemy również na Bliski Wschód i coraz lepiej zaczynamy sobie radzić na rynku australijskim.

W I kwartale 2017 roku największym partnerem handlowym Polski niezmiennie pozostawały Niemcy z 27,5-proc. udziałem w eksporcie i 22,7-proc. w imporcie. Saldo obrotów z głównym partnerem handlowym było dodatnie i wyniosło 10,7 mld zł wobec niemal 12 mld zł przed rokiem.

Na kolejnych miejscach pod względem eksportu ze znacznie mniejszymi udziałami znalazły się Wielka Brytania (6,5 proc.), Czechy (6,4 proc.) oraz Francja (5,7 proc.)

Decydująca o przewadze konkurencyjnej polskich firm w tym momencie wciąż jest niska cena – uważa prezes Oknoplastu. – Daje się jednak zauważyć, że coraz więcej firm przestaje stawiać na niską cenę. Takie konkurowanie jest coraz trudniejsze, bo na rynku pojawia się coraz więcej firm chińskich, bułgarskich czy rumuńskich, które są po prostu tańsze. W związku z tym coraz więcej producentów zaczyna stawiać w tym momencie na innowacje. W mojej opinii to jest przyszłość polskich firm.

Z badania „Raport Smart Industry Polska” przeprowadzonego dla Siemensa przez Kantar Millward Brown wynika, że w 2016 roku 58,6 proc. firm w Polsce wprowadziło innowacje. W 37,8 proc. wskazań chodziło o wprowadzenie nowego lub znacząco udoskonalonego produktu lub usługi, natomiast 32,7 proc. firm wykorzystało znacząco udoskonaloną bądź nową technologię produkcji lub dostawy.

Wydaje mi się że firmy rodzinne mają okazję osiągnąć międzynarodowy sukces, bo takich przykładów już mamy wiele – przekonuje Mikołaj Placek. – Możemy mówić o naszej firmie, o firmach Solaris, Inglot i wielu innych. Widać, że coraz więcej polskich firm rodzinnych odnosi międzynarodowy sukces nie tylko w Europie, lecz także coraz więcej na rynku globalnym.

Instytut Staszica: Polska na dobrej drodze do całkowitego uniezależnienia się od dostaw gazu z Rosji

Instytut Staszica: Polska na dobrej drodze do całkowitego uniezależnienia się od dostaw gazu z Rosji 18

Do Świnoujścia wpływa właśnie gazowiec z amerykańskim LNG. Wiele dzieje się także wokół propozycji budowy gazociągu Baltic Pipe, przez który Polska ma odbierać gaz z norweskiego szelfu i który mógłby być konkurencją dla rosyjsko-niemieckiego North Stream II. Ten projekt ma już jednak zapewnione finansowanie, wsparcie europejskich koncernów paliwowych i Rosji, która traktuje tę budowę jako narzędzie gospodarczo-polityczne. Dlatego Polska musi brać po uwagę alternatywne scenariusze i prowadzić kompleksową strategię w kwestii dostaw gazu – uważa Jerzy Kurella, ekspert Instytutu Staszica. 

Realizacja projektu North Stream II narusza gospodarcze interesy Polski, ale również innych krajów basenu Morza Bałtyckiego oraz Europy Środkowej. Przede wszystkim może stanowić istotne zagrożenie dla niezawisłości Ukrainy – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jerzy Kurella, ekspert ds. energetyki Instytutu Staszica, były prezes zarządu PGNiG i Tauron Polska Energia.

Dwunitkowy rurociąg Nord Stream II ma być zgodnie z harmonogramem gotowy w 2019 roku. Rosyjski gaz będzie nim transportowany do Niemiec przez Morze Bałtyckie. Obecnie, za pośrednictwem Nord Stream I, Niemcy odbierają około 55 mld metrów sześciennych surowca rocznie. Dzięki nowej magistrali ta ilość ulegnie podwojeniu.

Eksperci oceniają, że tak duża ilość rosyjskiego surowca może przemodelować europejski rynek i utrudnić konkurowanie energii pochodzącej z innych źródeł. Podkreślają, że Nord Stream II w jeszcze większym stopniu uzależni Europę od dostaw rosyjskiego gazu i może zagrozić jej bezpieczeństwu energetycznemu (strategia bezpieczeństwa energetycznego UE zakłada minimalizowanie zależności Europy od gazu z Rosji).

Dlatego kraje bałtyckie, Polska, Ukraina i państwa środkowoeuropejskie sprzeciwiają się tej inwestycji. Polski rząd przyjął we wtorek stanowisko dotyczące realizacji projektu Nord Stream II. Dokument został jednak utajniony bez podania przyczyny.

W przypadku realizacji North Stream II idea europejskiej solidarności poniosła istotną porażkę. Poprzez tę inwestycję europejskie firm paliwowe zapewniają sobie dywersyfikację dostaw, uniezależniając się od partnerów, którzy albo dyktują zbyt wysokie ceny, albo z ich punktu widzenia są partnerami niestabilnymi. Interesy europejskich firm paliwowych rozeszły się z interesami państw Europy Środkowej i basenu Morza Bałtyckiego, dla których realizacja projektu North Stream II niewątpliwie stwarza ryzyko związane z brakiem dostaw, a z drugiej strony – z brakiem opłat tranzytowych – wyjaśnia Jerzy Kurella.

Pod koniec kwietnia pięć europejskich koncernów (niemieckie Uniper i Wintershall, brytyjski Shell, francuski Engie oraz austriacki OMV) zawarło z rosyjską spółką Nord Stream 2 AG umowę o współfinansowaniu budowy rosyjskiego gazociągu. Zgodnie z jej zapisami europejskie firmy zobowiązały się sfinansować połowę kosztów budowy nowego gazociągu w wysokości ok. 6,65 mld euro. Część kosztów pokryje też Gazprom.

Po uruchomieniu North Stream II w 2019 roku Rosja planuje wstrzymać przesył surowca rurociągami, które biegną przez terytorium Ukrainy. To państwo straci swoją pozycję kraju tranzytowego i w jeszcze większym stopniu zostanie uzależnione od większego sąsiada, z którym od 2014 toczy zbrojny konflikt. To jeden z powodów, dla których budowa nowego rurociągu jest dla Rosji nie tylko przedsięwzięciem gospodarczym, ale również politycznym.

Trzeba stwierdzić jednoznacznie, że z punktu widzenia Federacji Rosyjskiej realizacja projektu North Stream II nie jest wyłącznie przedsięwzięciem gospodarczym. Jest to przedsięwzięcie geopolityczne, które ma na celu zapewnienie rosyjskim dostawcom przewagi strategicznej na europejskim rynku paliwowym – podkreśla Jerzy Kurella.

Część ekspertów wskazuje, że konkurencją dla rosyjskiej inwestycji może być Brama Północna, przez którą Polska mogłaby odbierać gaz z norweskiego szelfu (około 10 mld metrów sześciennych surowca rocznie). Zgodnie z planem rurociąg ma w październiku 2022 roku połączyć złoża gazu na szelfie norweskim z polskim systemem przesyłowym. Składają się na niego dwa projekty: interkonektor gazowy między Polską i Danią (tzw. Baltic Pipe) oraz między Danią i Norwegią.

W ubiegłym roku gazociąg Baltic Pipe został uznany przez Komisję Europejską za projekt o znaczeniu wspólnotowym, a jej wiceszef Marosz Szefczovicz uznał, że Brama Północna może stać się stabilną drogą dostaw norweskiego gazu nie tylko do Polski, ale i całego regionu Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej, przyczyniając się do zapewnienia mu większego bezpieczeństwa energetycznego. Zdaniem rządu Brama Północna, wraz z gazoportem w Świnoujściu, zapewni Polsce bezpieczeństwo dostaw.

Były prezes PGNiG zauważa jednak, że projekt jest dopiero na etapie wstępnych planów. We wtorek polski Gaz-System i duński Energinet rozpoczęły zbieranie ofert od firm zainteresowanych przesyłaniem gazu za pośrednictwem planowanego gazociągu Baltic Pipe. Podmioty mogą składać zgłoszenia do 25 lipca. Na tej podstawie zapadnie decyzja o rozpoczęciu inwestycji.

Trzeba podkreślić, że budowa gazociągu norweskiego wymaga bardzo dużych kompetencji od wszystkich partnerów zaangażowanych w tę inwestycję. Mówimy o budowie gazociągu po dnie Bałtyku oraz rozbudowie duńskiego systemu przesyłowego. Żadna z polskich firm nigdy do tej pory nie miała takich doświadczeń. Niewątpliwie wymagałoby to pełnej współpracy z partnerami zachodnimi, norweskimi i duńskimi, przy realizacji tego projektu – zauważa Jerzy Kurella.

Koszt inwestycji jest szacowany na co najmniej 2 do 3 mld euro. Baltic Pipe, jako projekt strategiczny dla europejskiej energetyki, może jednak ubiegać się o dofinansowanie ze środków Unii Europejskiej. Utrzymanie i eksploatacja gazociągu zostały wycenione na ponad 52 mln euro rocznie, z czego dwie trzecie przypadnie na polski Gaz-System. Ekspert Instytutu Staszica podkreśla, że finansowanie, obok kwestii prawno-regulacyjnych, może okazać się najbardziej problematyczną stroną całego przedsięwzięcia. Dlatego Polska powinna brać także pod uwagę alternatywne rozwiązania i prowadzić kompleksową politykę dotyczącą dostaw gazu.

W Polsce wzrasta zapotrzebowanie na gaz jako surowiec grzewczy. Wpływa na to między innymi europejska polityka odchodzenia od paliw kopalnych. Rynkowi eksperci są zgodni, że ten trend się utrzyma.

Mając na względzie globalną politykę klimatyczną i skokowy rozwój rynku LNG, a co za tym idzie, stałą obniżkę cen tego surowca, można stwierdzić, że zapotrzebowanie na gaz będzie stale wzrastać. Dlatego trzeba popatrzeć szeroko na polską politykę gazową – mówi Jerzy Kurella. –  Powinniśmy zadbać przede wszystkim o aktywa, które już posiadamy. Są zatwierdzone projekty rozbudowy terminalu w Świnoujściu do pojemności 7,5 mld metrów sześciennych gazu, co przy obecnym zapotrzebowaniu spowoduje, że prawie połowa polskiego zapotrzebowania na gaz będzie zabezpieczana przez terminal w Świnoujściu – dodaje ekspert Instytutu Staszica.

Eksperci szacują, że po rozbudowie gazoportu w Świnoujściu z 5 mld do 7,5 mld metrów sześciennych gazu – w połączeniu z realizacją hubu LNG w Polsce i ewentualnego projektu Baltic Pipe – Polska może całkowicie uniezależnić się od dostaw rosyjskiego gazu.

Były prezes PGNiG i Tauronu podkreśla też, że Polska powinna być bardzo aktywna na rynku LNG i mocno angażować się w projekt budowy międzynarodowego korytarza gazowego Północ-Południe. Gazociąg N-S umożliwi dostarczanie gazu LNG do państw UE, które nie mają obecnie możliwości pozyskania LNG.

Ważnym elementem budowania bezpieczeństwa energetycznego jest też włączenie Polski do zachodniego systemu gazowniczego. Konieczna jest dalsza rozbudowa interkonektorów gazowych na granicy zachodniej i południowej, ale przede wszystkim budowa interkonektorów w kierunku eksportowym, który może być istotny dla możliwości Polski związanych z dalszym rozwojem rynku gazowego w Europie. Nie można również zapominać o intensyfikacji krajowego wydobycia. Obecne możliwości technologiczne sprawiają, że niewykorzystywane od lat odwierty można znowu przywrócić do życia – mówi Jerzy Kurella.

Rynek pracy optymistycznie ale już nie tak różowo

Jak wynika z opublikowanego dziś przez firmę doradztwa personalnego ManpowerGroup, kwartalnego raportu Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia, pracodawcy w Polsce przejawiają ostrożne nastawienie co do planów rekrutacyjnych na najbliższe trzy miesiące. Prognoza netto zatrudnienia po korekcie sezonowej plasuje się na poziomie +6%, osiągając najniższy wynik w ciągu ostatnich dwóch lat. Zarówno w ujęciu kwartalnym jak i rocznym odnotowano spadek prognozy, o 4 punkty procentowe. Spośród przebadanych w Polsce pracodawców, 14% przewiduje zwiększenie całkowitego zatrudnienia, 5% zamierza redukować etaty a 74% nie planuje zmian personalnych w najbliższym kwartale.Barometr_ManpowerGroup_3Q2017_Trend dla Polski przez lata

–  Rynek pracy kieruje się sezonowością. Początek wakacji zaowocuje więc  dużym optymizmem, spowodowanym napływem wielu ofert sezonowych. Z tego samego powodu, w późniejszym czasie możemy spodziewać się pewnego spowolnienia u progu jeseni, co będzie spowodowane zakończeniem aktywności sezonowych po lecie –  powiedziała Iwona Janas, Dyrektor Generalna ManpowerGroup w Polsce. – Nie powinno to mieć wpływu na ogólny obraz rynku pracy, gdzie w większości sektorów obserwujemy stały popyt na pracowników. Obecną sytuację można nazwać ostrożnie optymistyczną, a po spodziewanym spowolnieniu we wrześniu możemy spodziewać się poprawy klimatu, – dodaje Iwona Janas.

W siedmiu z 10 badanych sektorach[1] kraju prognoza netto zatrudnienia dla III kwartału 2017 r. jest dodatnia. Największy wzrost zatrudnienia przewidują pracodawcy w sektorze Budownictwo, zgodnie z ich deklaracjami prognoza netto zatrudnienia wynosi +18%. Stały wzrost zatrudnienia przewidywany jest w sektorze Transport/ Logistyka/ Komunikacja a także w Handlu detalicznym i hurtowym, gdzie perspektywa wynosi +11% dla każdego, podczas gdy perspektywa dla sektora Produkcja przemysłowa wynosi +6%. Jednocześnie spodziewany jest spadek zatrudnienia w dwóch sektorach: Energetyka/Gazownictwo/Wodociągi oraz Finanse/Ubezpieczenia/ Nieruchomości/ Usługi, zgodnie z deklaracjami pracodawców, wynik wynosi tu odpowiednio -3% i -2%.

Barometr_ManpowerGroup_3Q2017_SektoryW ujęciu kwartalnym prognoza pogorszyła się w siedmiu z dziesięciu badanych sektorach. Znaczne spadki o 16 i 13 punktów procentowych deklarują odpowiednio pracodawcy w sektorze Finanse/Ubezpieczenia/Nieruchomości/Usługi oraz w sektorze Produkcja przemysłowa. W trzech innych sektorach, Instytucje sektora publicznego, Restauracje/Hotele oraz Handel detaliczny i hurtowy, wyniki uległy pogorszeniu o 5 punktów procentowych. Nieznaczne wzrosty odnotowano w dwóch sektorach, w tym w sektorze Budownictwo, gdzie wynosi on 2 punkty procentowe.

W porównaniu do III kwartału 2016 r. pogorszenie prognoz miało miejsce w ośmiu z dziesięciu badanych sektorach. Pracodawcy w sektorze Produkcja przemysłowa deklarują najbardziej warty odnotowania spadek o 14 punktów procentowych. Perspektywa spada o 7 punktów procentowych w sektorach Restauracje/Hotele oraz Transport/Logistyka/Komunikacja, podczas gdy w sektorze Finanse/Ubezpieczenia/Nieruchomości/Usługi jest niższa o 4 punkty procentowe. Jednocześnie pracodawcy w sektorach Budownictwo oraz Energetyka/Gazownictwo/Wodociągi nie planują zmian w zatrudnieniu w ujęciu rocznym.

We wszystkich sześciu badanych regionach Polski[2] prognoza netto zatrudnienia dla III kwartału 2017 r. jest dodatnia. Największy wzrost zatrudnienia planują pracodawcy na Południowym-Zachodzie, gdzie prognoza netto zatrudnienia wynosi +13%. Pracodawcy na Południu przewidują dobrą sytuację w zakresie zatrudnienia, z perspektywą wynoszącą +10%, podczas gdy wyniki w regionach Wschodnim i Centralnym wynoszą odpowiednio +6% i + 5%. Najbardziej umiarkowany optymizm cechuje pracodawców z regionu Północnego, dla którego prognoza wynosi +4% oraz Północno-Zachodniego, gdzie osiąga ona +3%.Barometr_ManpowerGroup_3Q2017_Regiony

W ujęciu kwartalnym planowany wskaźnik wzrostu jest niższy w pięciu z sześciu regionach. Najbardziej znaczący spadek, o 10 punktów procentowych, odnotowano na Północy, podczas gdy perspektywa dla regionu Północno-Zachodniego spadła o 7 punktów procentowych. Natomiast w Polsce Centralnej oraz na Wschodzie perspektywa jest niższa o 4 punkty procentowe. Zmian w ujęciu kwartalnym nie odnotowano na Południu.

W ujęciu rocznym planowane wskaźniki zatrudnienia są niższe w pięciu z sześciu regionach; największy spadek, wynoszący 6 punktów procentowych, odnotowano na Wschodzie. Pracodawcy w regionie Centralnym i Północno-Zachodnim deklarują spadek o 5 punktów procentowych, podczas gdy zarówno na Północy, jak i w regionie Południowo-Zachodnim perspektywa jest niższa o 3 punkty procentowe. Jedynie dla Południa odnotowywany jest wzrost o 2 punkty procentowe.

W badaniu Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia dla III kwartału 2017 r. deklaracje polskich respondentów przedstawiono również w podziale pod względem rodzajów organizacji na przedsiębiorstwa duże średnie, małe oraz mikroprzedsiębiorstwa[3]. Dla pracodawców w dwóch spośród czterech wyżej wymiennych grup prognoza netto zatrudnienia jest dodatnia. Najbardziej pozytywne wyniki odnotowano wśród respondentów z dużych przedsiębiorstw, dla których prognoza wynosi +23%, podczas gdy dla pracodawców ze średnich przedsiębiorstw wynosi skromne +5%. Pracodawcy z małych i mikroprzedsiębiorstw przewidują nieznaczny spadek zatrudnienia, przy prognozach wynoszących odpowiednio -3% i -1%.

Polska a Świat:

Barometr_ManpowerGroup_3Q2017_Świat

W badaniu ManpowerGroup wzięło udział blisko 59.000 pracodawców z 43 krajów i terytoriów. Pracodawcy w 41 z 43 krajów i terytoriów zamierzają w różnym stopniu zwiększać zatrudnienie w okresie od lipca do września. W porównaniu do ubiegłego kwartału plany rekrutacyjne poprawiły się w 17 z 43 krajach i terytoriach, pogorszyły w 16, a w 10 pozostały bez zmian. W ujęciu rocznym można zaobserwować większą pewność pracodawców; wzrost zatrudnienia prognozowany jest w 26 krajach, spadek spodziewany jest w jedynie 15 krajach, natomiast bez zmian pozostanie sytuacja w dwóch krajach. Najlepsze nastroje związane ze zwiększaniem zatrudnienia w III kwartale panują wśród pracodawców w Japonii, na Tajwanie, Węgrzech i w USA. Najsłabsze prognozy odnotowano we Włoszech, w Czechach i Finlandii.

[1]   Sektory uwzględnione w badaniu: Budownictwo, Energetyka/ Gazownictwo/ Wodociągi, Finanse/ Ubezpieczenia/ Nieruchomości/ Usługi,
Handel detaliczny i hurtowy, Instytucje sektora publicznego, Kopalnie/ Przemysł wydobywczy, Produkcja przemysłowa, Restauracje/ Hotele, Rolnictwo/ Leśnictwo/ Rybołówstwo, Transport/ Logistyka/ Komunika.

[2]   Regiony Polski według podziału Eurostatu: Centralny (łódzkie, mazowieckie), Południowo-Zachodni (dolnośląskie, opolskie), Południowy (małopolskie, śląskie), Północno-Zachodni (wielkopolskie, zachodniopomorskie, lubuskie), Północny (kujawsko-pomorskie, warmińsko-mazurskie, pomorskie), Wschodni (lubelskie, podkarpackie, świętokrzyskie, podlaskie).

[3]  Podział respondentów pod względem wielkości przedsiębiorstw: mikroprzedsiębiorstwa (zatrudniające mniej niż 10 osób), małe przedsiębiorstwa (od 10 do 49 osób), średnie przedsiębiorstwa (od 50 do 249 osób), duże przedsiębiorstwa (powyżej 250 osób).