PLAY chce wejść na GPW

PLAY COMMUNICATIONS S.A.[1] („Spółka”) będąca właścicielem 100% udziałów w P4 sp. z o.o. („PLAY”), która jest operatorem sieci telefonii komórkowej PLAY, jednej z najszybciej rozwijających się firm telekomunikacyjnych w Europie, ogłosiła dziś zamiar przeprowadzenia pierwszej oferty publicznej akcji („Oferta”). PLAY Communications S.A. zamierza ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji zwykłych Spółki do obrotu na rynku regulowanym (podstawowym) prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.

Komentując dzisiejsze ogłoszenie, Jørgen Bang-Jensen, Prezes Zarządu P4, powiedział:

„PLAY to wyjątkowa firma na tle europejskiego sektora telekomunikacyjnego. Dzięki przemyślanej strategii i temu, że jesteśmy marką telekomunikacyjną numer jeden w Polsce, wyprzedzamy porównywalne spółki giełdowe pod względem tempa wzrostu przychodów i rentowności. Stworzyliśmy model biznesowy, który pozwolił nowemu operatorowi na osiągnięcie wiodącej pozycji na rynku w ciągu zaledwie kilku lat, a przy tym na generowanie wolnych przepływów pieniężnych na poziomach, jakie wypracowują najlepsi operatorzy w branży na świecie. Sukces PLAY jest wspierany przez trwały wzrost polskiej gospodarki, jak również rosnące wykorzystanie transmisji danych przez naszych klientów, co pozwala nam sądzić, że możemy zaoferować inwestorom bezkonkurencyjne w naszej branży połączenie wzrostu wartości oraz rentowności inwestycji”.

Informacje o PLAY

PLAY jest operatorem drugiej co do wielkości i najszybciej rosnącej sieci telefonii komórkowej w Polsce pod względem raportowanej liczby klientów (14,3 mln klientów[2] na 31 marca 2017 r.). PLAY zwiększył swój udział rynkowy w liczbie klientów w Polsce z poziomu około 4,6% na koniec 2008 r. do około 27,6% na 31 marca 2017 r. PLAY oferuje szeroki zakres usług telekomunikacyjnych opartych na technologii komórkowej, w tym: usługi głosowe, usługi transmisji danych, wiadomości tekstowe, usługi wideo (PLAY NOW), a także usługi dodane oraz sprzedaż telefonów komórkowych i innych urządzeń klientom indywidualnym oraz biznesowym w Polsce.

Główne powody atrakcyjności PLAY

Polska jest jednym z najbardziej atrakcyjnych rynków telefonii komórkowej w Europie, charakteryzującym się stabilnym poziomem konkurencji

  • Największa gospodarka w Europie Środkowo-Wschodniej, o trwałym tempie wzrostu i stale poprawiającym się otoczeniu makroekonomicznym, co skutkuje wzrostem dochodu rozporządzalnego i siły nabywczej oraz spadkiem poziomu bezrobocia.
  • Tempo wzrostu polskiej gospodarki jest wyższe niż większości krajów w Europie – w latach 2013, 2014, 2015 i 2016 realny wzrost PKB wyniósł odpowiednio: 1,4%, 3,3%, 3,8% oraz 2,7% w porównaniu do średniej w Unii Europejskiej na poziomie odpowiednio: 0,3%, 1,7%, 2,2% i 1,8%[3].
  • Rosnący rynek, zrównoważone otoczenie konkurencyjne oraz korzystne warunki dla rozwoju usług mobilnych pozwoliły PLAY na zwiększenie rentowności, mierzonej wzrostem marży skorygowanej EBITDA[4] w ujęciu kwartalnym z 32,4% w okresie trzech miesięcy zakończonych 31 marca 2016 r. do poziomu 35,7% w okresie trzech miesięcy zakończonych 31 marca 2017 r.

PLAY to jeden z najszybciej rozwijających się operatorów telefonii komórkowej w Polsce i Europie

  • Wyjątkowy sukces komercyjny na polskim rynku z imponującym tempem wzrostu bazy klientów.
  • W okresie od 31 grudnia 2007 r. do 31 marca 2017 r. baza klientów PLAY wzrosła w tempie 37% mierzonym skumulowanym rocznym wskaźnikiem wzrostu (CAGR)[5], osiągając ponad 14,3 milionów kart SIM według stanu na 31 marca 2017 r.
  • Konsekwentnie rosnący udział w rynku od chwili rozpoczęcia działalności w ujęciu rok do roku.
  • Jeden z największych sukcesów odniesionych przez operatorów, którzy w ostatnich latach rozpoczęli działalność na rynku telekomunikacyjnym w Europie – osiągnięcie ponad 27% udziału w rynku klientów w ciągu dziesięciu lat od momentu rozpoczęcia działalności.
  • Najwyższy poziom rozpoznawalności przez klientów („brand image index”) na 31 marca 2017 r. wśród operatorów sieci komórkowych w Polsce[6], oraz czwarta pozycja marki PLAY na liście najcenniejszych polskich marek wg dziennika Rzeczpospolita.
  • PLAY cieszy się jednym z najwyższych wśród operatorów telekomunikacyjnych na świecie i najwyższym w polskiej branży telefonii komórkowej, poziomem indeksu rekomendacji klientów (Net Promoter Score)[7].
  • Największa ogólnokrajowa dedykowana sieć sprzedaży z ponad 850 placówkami pod marką PLAY w 420 miastach, na 31 marca 2017 r.

Optymalna struktura kosztów wspiera dalszy wzrost rentowności dzięki efektowi skali

  • Zwiększenie skali działalności przyczyniło się do wzrostu efektywności wydatków na systemy IT – relacja kosztów operacyjnych i nakładów inwestycyjnych na systemy IT do przychodów operacyjnych spadła z poziomu 2,7% do poziomu 2,4% pomiędzy 2014 r. i 2016 r.
  • Stała optymalizacja kosztów rozwoju i utrzymania sieci telekomunikacyjnej, zapewniała pomiędzy 2014 r. i 2016 r. wsparcie dla wzrostu użycia transmisji danych na jednego klienta z poziomu 853 MB do 2.773 MB, przy jednoczesnym spadku kosztów utrzymania sieci z 2,4% do 2,0% (liczonych jako procent przychodów operacyjnych).

Strategia budowy i utrzymania sieci wspiera dalszy wzrost bazy klientów

  • Wysoce efektywna sieć telekomunikacyjna oraz zasoby częstotliwości pozwalające na zaspokojenie zapotrzebowania klientów na usługi transmisji danych, w połączeniu z długoterminowymi umowami roamingu krajowego z innymi operatorami.
  • Elastyczna i skalowalna infrastruktura IT, pozwalająca na komercyjne wdrażanie licznych nowych ofert i procesów w krótkim czasie.
  • Efektywny kosztowo rozwój sieci telekomunikacyjnej obejmującej terytorium całego kraju (według danych na 31 grudnia 2016 r. – własna sieć 4G LTE obejmowała 92,1% populacji Polski oraz 98,9% populacji zamieszkałej na terenach miejskich).
  • PLAY to pierwszy polski operator komórkowy, który uruchomił agregację pasma LTE (pod nazwą „4G LTE Ultra”). Zasięg sieci umożliwiającej agregację pasma obejmuje 79,4% populacji Polski według stanu na 31 marca 2017 r.
  • Optymalne zarządzanie wdrożeniem sieci 4G LTE pozwoliło uniknąć zarówno wysokich kosztów związanych z infrastrukturą 4G LTE, jak i problemów z ograniczonym wyborem urządzeń 4G LTE, z jakimi musiał się borykać operator, który jako pierwszy wprowadzał tę usługę na polski rynek.

Imponujący, stały wzrost przychodów operacyjnych i rentowności, wspierany przez kontrolowane i efektywne nakłady inwestycyjne, prowadzące do dynamicznego wzrostu konwersji generowanych przepływów pieniężnych

  • Rosnąca baza klientów oraz atrakcyjna oferta, wraz z silną orientacją na rentowność, przyniosły imponujące efekty – skumulowany wzrost przychodów operacyjnych oraz skorygowanej EBITDA w ujęciu rocznym w latach 2014 – 2016 wyniósł odpowiednio 15% i 19%.
  • Atrakcyjny poziom marży skorygowanej EBITDA w wysokości ponad 33%, w połączeniu z efektywnym zarządzaniem nakładami inwestycyjnymi, pozwoliły na wygenerowanie znaczących wolnych przepływów pieniężnych. W rezultacie skorygowany wskaźnik konwersji gotówki liczony jako skorygowana EBITDA pomniejszona o nakłady inwestycyjne[8] podzielona przez skorygowaną EBITDA wyniósł 76% za rok 2016.
  • Stabilne średnioważone miesięczne przychody na klienta (ARPU), przy stale rosnącej bazie abonentów kontraktowych, która wzrosła z 5,8 mln (47,3% całkowitej liczby klientów) na dzień 31 grudnia 2014 r. do 8,7 mln (60,5% klientów) na dzień 31 marca 2017 r.
  • W perspektywie średnioterminowej Spółka oczekuje dalszego jednocyfrowego rocznego wzrostu przychodów operacyjnych, przy jednoczesnej dalszej poprawie marży skorygowanej EBITDA, dzięki dźwigni operacyjnej oraz zakończeniu budowy własnej sieci telekomunikacyjnej obejmującej terytorium całego kraju.
  • Spółka oczekuje, że stosunek nakładów inwestycyjnych (z wyłączeniem płatności leasingowych oraz nakładów na rozbudowę sieci) do przychodów operacyjnych wyniesie w średniej perspektywie około 8% rocznie. W konsekwencji przyśpieszonej rozbudowy własnej sieci komórkowej, w roku 2017 Spółka planuje nakłady inwestycyjne na poziomie poniżej 700 mln PLN; ponadto Spółka przewiduje dodatkowe, nakłady inwestycyjne na poziomie 500 mln PLN w latach 2018-2020, ponad ww. średni poziom około 8% rocznych przychodów operacyjnych. W zakresie polityki zadłużenia spółki, celem PLAY jest osiągnięcie skonsolidowanego wskaźnika raportowanego długu netto w stosunku do skorygowanej EBITDA za ostatnie 12 miesięcy (LTM) na poziomie 2,5-krotności.

Doświadczony zespół zarządzający spółką

  • Doświadczony zespół menedżerów związanych z PLAY od wielu lat, którego członkowie dysponują średnio 20-letnim doświadczeniem w sektorze telekomunikacyjnym.

Polityka dywidendowa po Ofercie

  • Spółka planuje wypłatę dywidendy pieniężnej w wysokości 650 mln PLN w drugim kwartale 2018 r. za rok obrotowy kończący się 31 grudnia 2017 r., pod warunkiem uzyskania zgody Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy, przy czym obecni akcjonariusze deklarują poparcie przyszłej uchwały w tym zakresie.
  • W kolejnych latach (począwszy od dywidendy za rok 2018 wypłacanej w 2019 r.) Spółka planuje roczny wskaźnik wypłaty dywidendy w wysokości 65 – 75% skonsolidowanych wolnych przepływów pieniężnych z uwzględnieniem płatności leasingowych do kapitałów własnych (FCFE) za rok poprzedzający. Polityka dywidend zostanie poddana przeglądowi, gdy Spółka osiągnie swój długoterminowy cel dotyczący poziomu zadłużenia liczonego jako skonsolidowany współczynnik długu netto do skorygowanej EBITDA w okresie ostatnich 12 miesięcy na poziomie ok. 2,5-krotności.
  • Dywidenda będzie wypłacana corocznie, po jej zatwierdzeniu przez Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy.

Główne informacje dotyczące Oferty

  • Oferta będzie obejmować część istniejących akcji zwykłych luksemburskiej spółki PLAY Communications S.A. („Akcje Sprzedawane”), należącej do Play Holdings 1 S.à r.l. („Akcjonariusz Sprzedający”), będącej własnością i kontrolowanej przez spółki Tollerton Investments Limited i Telco Holdings S.à r.l. Oferta obejmuje ofertę publiczną skierowaną do inwestorów detalicznych, uprawnionych pracowników i inwestorów instytucjonalnych w Polsce oraz ofertę za granicą skierowaną do inwestorów instytucjonalnych zgodnie z Regulacją S i Przepisem 144A.
  • Spółka zamierza ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie na rynek główny Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. wszystkich akcji zwykłych Spółki, w tym akcji menedżerskich, które zostaną wyemitowane w związku z Ofertą w ramach rozliczenia istniejącego programu motywacyjnego („Akcje Menedżerskie”).
  • Akcjonariusz Sprzedający otrzyma wszystkie wpływy z Akcji Sprzedawanych i zamierza wykorzystać część tych wpływów, by przedterminowo wykupić obligacje PIK Toggle Notes, o zapadalności w 2022 r., wyemitowane przez Impera Holdings S.A., swoją spółkę dominującą. Akcjonariusz Sprzedający wykorzysta pozostałą część środków uzyskanych ze sprzedaży Akcji Sprzedawanych na sfinansowanie dystrybucji do swoich akcjonariuszy i częściowe rozliczenie pieniężne istniejących programów motywacyjnych.

 

  • Uprawnieni pracownicy będą mogli zapisywać się na akcje z 15% dyskontem. Zostanie im przyznana gwarantowana alokacja (tj. bez proporcjonalnej redukcji), przy czym maksymalny zapis danego pracownika zostanie ograniczony do wysokości 25.000 PLN, z zastrzeżeniem zobowiązania się do niesprzedawania akcji przez rok od momentu debiutu (tzw. lock-up). Ze względu na lock-up, w celu skorzystania z oferty pracowniczej, uprawnieni pracownicy będą zobowiązani do posiadania lub otwarcia rachunków inwestycyjnych w Domu Maklerskim PKO Banku Polskiego.

 

Akcjonariusz Sprzedający uważa, że w chwili obecnej, po okresie znacznego wzrostu, nadszedł odpowiedni moment, aby spieniężyć część posiadanego pakietu akcji i wesprzeć Spółkę poprzez Ofertę, przez co Spółka zwiększy elastyczność w zakresie przyszłego finansowania i strategii korporacyjnej.

J.P. Morgan, BofA Merrill Lynch oraz UBS Investment Bank działają jako Globalni Koordynatorzy i Współprowadzący Księgę Popytu. Bank Zachodni WBK S.A. oraz Dom Maklerski PKO Banku Polskiego działają jako Współprowadzący Księgę Popytu i Współoferujący.

Oferta jest uzależniona od uzyskania wszystkich niezbędnych zgód i pozwoleń odpowiednich organów rejestrowych i regulacyjnych.

 

Struktura akcjonariatu

Spółka obecnie pośrednio należy do i jest kontrolowana przez Tollerton Investments Limited oraz Telco Holdings S. à r.l., które posiadają odpowiednio 50,3% i 49,7% kapitału zakładowego.

Zapytania

Aby uzyskać dodatkowe informacje, należy kontaktować się z:

Point of View (Warszawa)
Aleksandra Olek-Pawłowska +48 601 960 004
Dariusz Sobczyński +48 601 960 003
 
Citigate Dewe Rogerson (Londyn)  
David Westover +44 207 282 2886
Sandra Novakov +44 207 282 1089
 
PLAY Communications S.A.
Anna Kaim – Relacje inwestorskie

 

+352 28 68 48 130

 

PLAY
Marcin Gruszka – Relacje z mediami

Marek Chruściel – Dep. Skarbu i Relacji Inwestorskich

 

+48 790 30 00 20

+48 790 00 55 00

 

Wybrane dane finansowe

Rok kończący się w dn. 31 grudnia
2014 r. 2015 r. 2016 r.
(w milionach złotych)
    Przychody operacyjne 4.590 5.437 6.118
    % wzrostu  18% 13%
    Skorygowana EBITDA 1.436 1.786 2.035
    Marża skorygowanej EBITDA (w %) 31,3% 32,8% 33,3%
    Łączne nakłady inwestycyjne* 449 429 486
   Skorygowana EBITDA pomniejszona o nakłady inwestycyjne* 987 1.357 1.549
   % skorygowanej EBITDA 69% 76% 76%
   % przychodów operacyjnych 21% 25% 25%

____________

* Łączne nakłady inwestycyjne z wyłączeniem płatności związanych z nabyciem rezerwacji częstotliwości.

W okresie trzech miesięcy zakończonych 31 marca 2017 r. Spółka wygenerowała przychody operacyjne na poziomie 1.581 mln PLN, co stanowi wzrost o 9,6% w porównaniu z analogicznym okresem w 2016 r. Skorygowana EBITDA za okres trzech miesięcy zakończonych 31 marca 2017 r. wyniosła 564 mln PLN, odnotowując wzrost o 20,8% w porównaniu z analogicznym okresem w 2016 r.

Polityka finansowa Spółki zakłada jednocyfrowy roczny wzrost przychodów operacyjnych w średnim terminie. Celem Spółki jest również dalsze zwiększanie marży skorygowanej EBITDA w wyniku korzyści płynących z dźwigni operacyjnej oraz zakończenia procesu budowy ogólnokrajowej infrastruktury sieci komórkowej spółki. Spółka zakłada, że stosunek nakładów inwestycyjnych (z wyłączeniem płatności leasingowych) do przychodów operacyjnych wyniesie w średnim terminie około 8% rocznie. W konsekwencji przyśpieszonej rozbudowy własnej sieci komórkowej, w roku 2017 Spółka planuje nakłady inwestycyjne na poziomie poniżej 700 mln PLN; ponadto Spółka przewiduje dodatkowe, łączne nakłady inwestycyjne na poziomie 500 mln PLN w latach 2018-2020, ponad poziom około 8% rocznych przychodów operacyjnych. W zakresie polityki zadłużenia spółki, celem PLAY jest osiągnięcie skonsolidowanego wskaźnika raportowanego długu netto w stosunku do skorygowanej EBITDA za ostatnie 12 miesięcy (LTM) na poziomie 2,5-krotności.

Ostrzega się inwestorów, że powyższe stwierdzenia mogą dotyczyć przyszłości, w związku z tym nie można na nich nadmiernie polegać; więcej informacji znaleźć można w sekcji „ZASTRZEŻENIE PRAWNE” poniżej.

Informacje nt. PLAY

Pod względem zarejestrowanej liczby klientów[9], PLAY jest drugim co do wielkości operatorem telefonii komórkowej w Polsce – na koniec marca 2017 r. posiadał ponad 14,3 mln klientów. PLAY jest również telekomunikacyjną marką numer 1 w Polsce na podstawie badań rynku przeprowadzonych przez SMARTSCOPE. PLAY jest także liderem w liczbie przyłączeń kontraktowych netto w Polsce: na koniec kwartału zakończonego 31 marca 2017 r. ponad 48% wszystkich przyłączeń kontraktowych netto dotyczyło przyłączeń do sieci PLAY. Sukces PLAY znajduje również potwierdzenie w badaniach SMARTSCOPE, które uznało PLAY za operatora z najwyższym wskaźnikiem świadomości reklamy wśród czterech głównych operatorów telefonii komórkowej w Polsce. Ponadto, PLAY utrzymuje wzrost liczby klientów kontraktowych, co widać w rosnącym udziale abonentów kontraktowych w całej bazie klientów operatora, z poziomu 47,3% na 31 grudnia 2014 r. do poziomu 60,5% na 31 marca 2017 r.; klienci kontraktowi PLAY generowali 77,1%, 77,3% i 78,1% łącznych przychodów z usług mobilnych odpowiednio w latach 2014, 2015, 2016 r. oraz 80,5% w okresie trzech miesięcy zakończonych 31 marca 2017 r. PLAY uważa, że będzie nadal zwiększać swój średni przychód na klienta i utrzymywać lub dalej obniżać już i tak niski wskaźnik odłączeń klientów, który konsekwentnie utrzymuje się poniżej średnich poziomów obserwowanych wśród rynkowych konkurentów. Ponadto klienci kontraktowi zapewniają stabilność i bezpieczeństwo przychodów ze sprzedaży, dzięki zagwarantowanym okresom trwania umów.

Informacje na temat polskiego sektora telekomunikacji bezprzewodowej

Polski rynek telefonii komórkowej jest zrównoważony w kontekście udziału w rynku wszystkich czterech największych operatorów sieci komórkowych oraz zbliżonego sposobu ich działania, w szczególności w porównaniu z rynkiem telefonii stacjonarnej, który jest bardziej rozdrobniony. W roku 2016 to właśnie polski rynek telefonii komórkowej wygenerował najwyższe przychody operacyjne spośród wszystkich segmentów polskiego rynku telekomunikacyjnego w wysokości ok. 26,3 mld PLN, wg publicznie dostępnych danych o przychodach pochodzących od czterech największych polskich operatorów telefonii komórkowej (przychody te stanowiły w przybliżeniu pięciokrotność przychodów rynku stacjonarnego). Jeżeli chodzi o całkowitą liczbę użytkowników w Polsce, na 31 marca 2017 r. zarejestrowano ok. 52 mln kart SIM, co było równoważne z penetracją rynku komórkowego na poziomie 135,3%. Łączne przychody operacyjne czterech największych operatorów telefonii komórkowej w Polsce wzrastały od 2014 r. do 2016 r. o 4,2% rocznie (pod względem skumulowanego rocznego wskaźnika wzrostu (CAGR)), natomiast liczba klientów kontraktowych w tym samym okresie wzrosła z poziomu 28,3 mln do 32,9 mln. PLAY nadal dostrzega szanse na dalszy wzrost przychodów z usług telefonii komórkowej w Polsce, szczególnie dzięki rosnącemu udziałowi smartfonów na rynku, co powinno wspierać dalszy wzrost wykorzystania usług związanych z transmisją danych oraz mobilnych usług szerokopasmowych, jak również dzięki wzrostowi segmentu klientów biznesowych.

Obecne ceny usług i struktura rynku wspierają pakietyzację usług opartych o mobilną platformę technologiczną, podczas gdy historycznie wiązanie (ang. bundling) usług stacjonarnych i komórkowych było ograniczone. Pakietyzacja usług w Polsce sprowadza się przede wszystkim do łączenia w pakiety dwóch usług mobilnych (stanowią one obecnie 77% usług łączonych wg danych UKE), głównie usług telefonii komórkowej i szerokopasmowych usług transmisji danych. Historycznie, łączenie w pakiety usług stacjonarnych i komórkowych nie odniosło na polskim rynku dużego sukcesu ze względu na stosunkowo niską prędkość transmisji danych w przeważającej części infrastruktury stacjonarnej (warunki topograficzne w regionach o niższej gęstości zaludnienia są korzystniejsze dla technologii mobilnej niż dla technologii stacjonarnych) oraz ze względu na rozdrobniony rynek operatorów szerokopasmowych usług stacjonarnych oraz telewizji kablowej. Wg danych Analysys Mason, operatorzy usług komórkowych obejmują ponad 99% populacji, podczas gdy rynek stacjonarnych usług szerokopasmowych w Polsce jest rozdrobniony i obejmuje tylko 53% polskich gospodarstw domowych mających dostęp do wysokiej jakości usług szerokopasmowego Internetu. Z tych powodów platforma telefonii komórkowej w Polsce odgrywa znaczącą rolę w zapewnieniu ogólnokrajowego dostępu do szerokopasmowych usług transmisji danych, a według firmy PMR, właśnie dzięki temu mobilne usługi szerokopasmowe stanowią 52% usług wszystkich abonentów internetowych w Polsce. Zgodnie z tabelą wyników UE w sprawie agendy cyfrowej 2016, Polska osiągnęła szóstą pozycję w UE pod względem nasycenia rynku mobilnymi usługami szerokopasmowymi. Na dzień 30 czerwca 2016 r. nasycenie to kształtuje się w Polsce na poziomie 114,6%, podczas, gdy średnia dla 28 państw Unii Europejskiej wynosiła na ten dzień 84,7% (liczona jako poziom subskrypcji na 100 osób).

ZASTRZEŻENIE PRAWNE

Informacje zawarte w niniejszym dokumencie mają jedynie charakter orientacyjny i w swoim zamierzeniu nie mają być ani pełne, ani wyczerpujące. Żadna osoba nie może powoływać się, w jakimkolwiek celu, na zawarte w niniejszym dokumencie informacje ani na ich dokładność, rzetelność czy kompletność.

Niniejszy dokument (oraz informacje w nim zamieszczone) nie stanowi oferty sprzedaży ani zaproszenia do składania oferty zakupu papierów wartościowych na terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki. Papiery wartościowe mogą być oferowane i zbywane na terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki po ich zarejestrowaniu zgodnie z amerykańską ustawą o papierach wartościowych z 1933 r. ze zmianami (U.S. Securities Act of 1933, „Amerykańska Ustawa o Papierach Wartościowych”) albo na podstawie wyjątku od obowiązku rejestracyjnego przewidzianego w Amerykańskiej Ustawie o Papierach Wartościowych. Papiery wartościowe opisane w niniejszym dokumencie nie zostały ani nie zostaną zarejestrowane zgodnie z Amerykańską Ustawą o Papierach Wartościowych, ani nie są oferowane publicznie na terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Niniejszy dokument jest dokumentem promocyjnym Spółki i nie stanowi prospektu w rozumieniu przepisów prawnych, za pośrednictwem których dokonano implementacji Dyrektywy 2003/71/WE (ze zm.) (Dyrektywa ta łącznie z przepisami prawa, za pośrednictwem których nastąpiła jej implementacja w danym Państwie Członkowskim oraz z innymi właściwymi przepisami prawa, zwana dalej „Dyrektywą Prospektową”) i nie stanowi oferty sprzedaży ani zaproszenia do nabycia papierów wartościowych. Prospekt sporządzony w języku angielskim zgodnie z wymogami Dyrektywy Prospektowej wraz z tłumaczeniem jego podsumowania na język polski, w momencie zatwierdzenia go przez Luxembourg Commission de Surveillance du Secteur Financier – luksemburską komisję nadzoru finansowego będzie jedynym prawnie wiążącym dokumentem ofertowym zawierającym informacje o Spółce i oferowanych papierach wartościowych Spółki, a także o ich dopuszczeniu i wprowadzeniu do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. oraz zostanie opublikowany, po przekazaniu przez Commission de Surveillance du Secteur Financier odpowiedniego zawiadomienia do Komisji Nadzoru Finansowego, i będzie dostępny na stronie internetowej Spółki oraz na stronie Luksemburskiej Giełdy Papierów Wartościowych (www.bourse.lu).

Niniejszy materiał nie jest przeznaczony do rozpowszechniania, bezpośrednio albo pośrednio, na terytorium albo do Stanów Zjednoczonych Ameryki albo w innych państwach, w których publiczne rozpowszechnianie informacji zawartych w niniejszym materiale może podlegać ograniczeniom lub być zakazane przez prawo. Niniejszy materiał nie stanowi oferty sprzedaży papierów wartościowych ani zaproszenia do składania zapisów na lub nabywania papierów wartościowych. Rozpowszechnianie tego dokumentu w niektórych państwach może być zabronione. Niedozwolona jest dystrybucja niniejszego dokumentu na terytorium Kanady, Japonii lub Australii. Informacje zawarte w załączonym dokumencie nie stanowią oferty sprzedaży ani zaproszenia do złożenia oferty nabycia papierów wartościowych w Kanadzie, Japonii lub Australii.

W państwach członkowskich Unii Europejskiej innych niż Wielka Brytania niniejszy materiał prasowy i oferta kupna papierów wartościowych skierowane są wyłącznie do osób będących „inwestorami kwalifikowanymi” w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt e) Dyrektywy Prospektowej lub/i na podstawie okoliczności określonych w art. 3 ust. 2 Dyrektywy Prospektowej. Uznaje się, że inwestorzy kwalifikowani oświadczyli i zgodzili się, że nie nabywają papierów wartościowych w ramach Oferty na rzecz osób innych niż Inwestorzy Kwalifikowani.

W odniesieniu do Wielkiej Brytanii, niniejszy materiał kierowany jest tylko do firm inwestycyjnych w znaczeniu nadanym im w art. 19 ust. 5 rozporządzenia z 2005 roku w sprawie ofert papierów wartościowych będącego aktem wykonawczym do Ustawy o Usługach i Rynkach Finansowych z 2000 roku, podmiotów prawnych o wysokiej wartości netto, którym mogą być zgodnie z prawem zakomunikowane na podstawie art. 49 ust. 2 Rozporządzenia (wszystkie takie podmioty zwane dalej jako „odpowiednie osoby”). Jakiekolwiek działanie inwestycyjne, do którego odnosi się niniejszy materiał będzie dostępny albo będzie dotyczyć jedynie odpowiednich osób. Jakakolwiek osoba, która nie jest odpowiednią osobą nie może opierać się na niniejszym materiale i jego treści.

W związku z Ofertą papierów wartościowych J.P. Morgan Securities plc, Bank Zachodni WBK S.A., Merrill Lynch International, DM PKO BP i UBS Limited oraz którykolwiek z powiązanych z nimi podmiotów może objąć część papierów wartościowych w ramach Oferty i w tym charakterze może na swój własny rachunek zachować, nabyć i sprzedać takie papiery wartościowe i inne papiery wartościowe Spółki lub odnośne inwestycje w związku albo bez związku z Ofertą, bądź zaoferować sprzedaż takich papierów wartościowych i innych papierów wartościowych Spółki lub odnośnych inwestycji w związku albo bez związku z Ofertą. Odniesienia w Prospekcie, po jego publikacji, do Akcji Sprzedawanych objętych emisją, ofertą, zapisem, nabyciem, plasowaniem lub innego rodzaju transakcją powinny być zatem odczytywane jako obejmujące emisję lub ofertę na rzecz J.P. Morgan Securities plc, Bank Zachodni WBK S.A., Merrill Lynch International, DM PKO BP, i UBS Limited oraz powiązanych z nimi podmiotów działających w takim charakterze lub jako obejmujące zapisy, nabycie, plasowanie lub dokonywanie transakcji przez J.P. Morgan Securities plc, Bank Zachodni WBK S.A., Merrill Lynch International, DM PKO BP, UBS Limited i powiązane z nimi podmioty. Ponadto J.P. Morgan Securities plc, Bank Zachodni WBK S.A., Merrill Lynch International, PKO BP DM i UBS Limited oraz powiązane z nimi podmioty mogą zawierać z inwestorami porozumienia finansowe (w tym umowy typu swap lub umowy oparte na różnicach kursów), w związku z którymi J.P. Morgan Securities plc, Bank Zachodni WBK S.A., Merrill Lynch International, DM PKO BP i UBS Limited oraz powiązane z nimi podmioty mogą nabywać, posiadać lub zbywać papiery wartościowe. J.P. Morgan Securities plc, Bank Zachodni WBK S.A., Merrill Lynch International, DM PKO BP i UBS Limited nie zamierzają ujawniać zakresu żadnej takiej inwestycji ani transakcji w sposób inny niż w związku z obowiązkiem ich ujawnienia wynikającym z przepisów prawnych lub regulacyjnych.

W związku z Ofertą menedżer stabilizujący lub którykolwiek z jego agentów może (przy czym nie jest do tego zobowiązany), w zakresie dozwolonym przez stosowne przepisy, przydzielić więcej Akcji Sprzedawanych lub dokonać innych transakcji celem ustalenia ceny rynkowej Akcji Sprzedawanych na wyższym poziomie niż ten, który w przeciwnym razie mógłby zostać ustalony na otwartym rynku. Takie transakcje mogą być realizowane na dowolnym rynku giełdowym lub pozagiełdowym bądź w inny sposób i mogą być podejmowane w dowolnym czasie w okresie od pierwszego dnia notowania Akcji Sprzedawanych na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych do maksymalnie 30 dni kalendarzowych po tym wydarzeniu. Menedżer stabilizujący ani żaden jego agent nie jest jednakże zobowiązany do dokonania transakcji stabilizujących i nie ma pewności, że takie transakcje stabilizujące zostaną przeprowadzone. Działania stabilizujące, jeżeli takie podjęto, mogą zostać przerwane w każdej chwili bez uprzedniego powiadomienia. W żadnym przypadku nie będą podejmowane działania w celu stabilizacji ceny rynkowej Sprzedawanych Akcji ponad cenę oferty. Z wyjątkiem sytuacji przewidzianych przepisami prawa, menedżer stabilizujący ani żaden z jego agentów nie zamierza ujawniać zakresu jakichkolwiek zrealizowanych dodatkowych przydziałów lub transakcji stabilizujących przeprowadzonych w związku z Ofertą. Jakiekolwiek Akcje Opcji Dodatkowego Przydziału udostępnione zgodnie z ustaleniami dotyczącymi dodatkowego przydziału, w tym wszelkie dywidendy i inne zadeklarowane wypłaty, dokonane lub wypłacone od Akcji Sprzedawanych, zostaną wykupione na tych samych warunkach, na jakich dokonano emisji lub sprzedaży Akcji Sprzedawanych w ramach Oferty, oraz dla wszelkich celów utworzą jedną klasę z innymi Akcjami Sprzedawanymi.

Niektóre informacje zamieszczone w niniejszym materiale mogą stanowić stwierdzenia dotyczące przyszłości, co oznacza wszelkie stwierdzenia, w których pojawiają się wyrażenia takie jak: „może”, „ma na celu”, „mogą”, „mogłyby”, „będą”, „planuje”, „poszukuje”, „przewiduje”, „dąży”, „szacuje”, „zakłada”, „zamierza”, „prognozuje”, „estymuje”, „kontynuuje”, „potencjalny”, „możliwy”, „rozważa”, „ma na celu”, „zamiar”, ich zaprzeczenia, wszelkie formy gramatyczne lub inne podobne wyrażenia.

Stwierdzenia dotyczące przyszłości odnoszą się do znanych i nieznanych kwestii obarczonych ryzykiem i niepewnością lub innych ważnych czynników, które mogą spowodować, że faktyczne wyniki Spółki, jej osiągnięcia i rozwój będą się istotnie różniły od wyników, osiągnięć i rozwoju przewidywanych w tych stwierdzeniach lub z nich wynikających. Spółka nie ma obowiązku przekazywać do publicznej wiadomości aktualizacji lub weryfikacji stwierdzeń dotyczących przyszłości zamieszczonych w niniejszym materiale w związku z pojawieniem się nowych informacji, wystąpieniem przyszłych zdarzeń lub innymi okolicznościami.

[1] Przed rozpoczęciem pierwszej oferty publicznej Play Holdings 2 S.à r.l. zostanie przekształcona w Play Communications S.A.

[2] Wg liczby kart SIM.

[3] Dane Economist Intelligence Unit.

[4] Wszystkie dane i wskaźniki finansowe użyte w niniejszym ogłoszeniu prezentowane są w ujęciu skonsolidowanym.

[5] CAGR liczony z uwzględnieniem klientów wirtualnych operatorów sieci komórkowych.

[6] Wg badania Smartscope.

[7] Wg Analysys Mason.

[8] Łączne przepływy z tytułu nakładów inwestycyjnych z wyłączeniem płatności związanych z nabyciem rezerwacji częstotliwości.

[9] Mierzonej liczbą kart SIM

Furgalski: Wprowadzenie opłat na autostradach zmniejszy ruch o 30%

Kierowcy narzekają na złe zaplanowanie przepustowości autostrad, które już dziś są zapchane. Wzmożony ruch przewidywany na wiele lat do przodu, obserwujemy już teraz. Pojawiły się żądania poszerzenia autostrady między Warszawą, a Łodzią. Niewątpliwie jest to odcinek, który zdecydowanie wymaga rozbudowy. Nie można być jednak pewnym, że będzie to miało miejsce w ciągu 4-5 lat.

Należy jednak pamiętać, że obecnie 80% autostrad jest za darmo dla samochodów osobowych, jednak ta sytuacja na pewno się zmieni – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski wiceprezes ZDG TOR – Po wprowadzeniu opłat ruch zmniejszy się o 30%. Część kierowców po jakimś czasie wróci na autostrady, ale liczba samochodów osobowych i tak pozostanie mniejsza o 20%. Dziś część ruchu na A2 to efekt braku drogi S7 nad morze i połączenia S8, która wymaga łącznika S74. W Polsce nie prowadzi się także polityki przerzucania ładunków i pasażerów na kolej, tak żeby odciążyć drogi. Poszerzenie do trzech pasów skłoni kolejnych kierowców do korzystania z autostrady. Ruch będzie więc stale rosnąć i potrzebna będzie dalsza rozbudowa. Na zachodzie taka metoda się nie sprawdziła. Należy być przygotowanym na większy ruch na autostradach, ale także pamiętać o tym, że tylko radykalne metody mogą go znacznie zmniejszyć – dodał Furgalski.

Kurs funta, euro i dolara na początku wakacji

Kurs złotego ustabilizował się po kilku miesiącach umocnienia. Ryni akcji w Europie złapały odrobinę zadyszki, a czerwiec historycznie jest miesiącem, gdy na rynkach pojawia się korekta. Jeżeli korekta zawita do Europy, nasza waluta może to odczuć. Czy w związku z tym czeka nas droższe euro na wakacje? Jakich poziomów cenowych w relacji złotego do głównych par walutowych możemy się spodziewać? Więcej w materiale wideo.

Anna Hejka: Samorządy powinny walczyć o nowych inwestorów

Dzisiaj już chyba każde miasto wie, że o inwestorów trzeba walczyć. Jak jednak robić to skutecznie, kiedy konkurencja jest tak duża? Na pewno konieczne jest stworzenie atrakcyjnych warunków inwestycyjnych. Ale i tak bez odpowiedniej promocji zda się to na niewiele.

„Miasta powinny być w stanie zaoferować to, co dla inwestorów jest najważniejsze. Przede wszystkim dobry klimat inwestycyjny. Włodarze miast muszą rozumieć potrzeby firm i jak najszybciej rozwiązywać ich problemy. W dzisiejszych czasach niesamowicie liczą się także zasoby, zwłaszcza ludzkie – programiści, osoby wykształcone. Poza tym istotna jest infrastruktura. Żeby ludzie mogli dobrze pracować, muszą mieć odpowiednie szkoły, szpitale, dobry transport, łatwy dostęp do kultury, rozrywki itd.” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Anna Hejka z funduszu Poland Growth Fund III, inwestora platformy cyfrowej Cityglobe.

Stworzenie atrakcyjnych warunków dla firm to pierwszy krok. Zaraz po jego zrobieniu trzeba wykonać drugi, czyli zadbać o promocję, i to o charakterze globalnym. Tak aby inwestorzy z całego świata dowiedzieli się, że dane miasto ma potencjał, który warto wykorzystać. Obecnie wiele miast promuje się raczej słabo, przy użyciu przestarzałych metod, pochłaniających dużo pieniędzy. Większe możliwości, aby zaistnieć w świadomości inwestorów, dają nowoczesne narzędzia, chociażby platformy cyfrowe. Na rozwiązaniach tych korzystają również firmy: pozwalają im one łatwiej zdobywać informacje, np. gospodarcze i demograficzne, dotyczące miast i dzięki temu – znajdować lepszych partnerów biznesowych, lokalizacje dla kolejnych biur czy nowe rynki zbytu.

Polska firma podbija zagraniczne rynki. Interaktywne lustra do analizy zachowań konsumentów mają wzięcie za granicą

Polska firma podbija zagraniczne rynki. Interaktywne lustra do analizy zachowań konsumentów mają wzięcie za granicą 1

Dzięki interaktywnym lustrom katowicki start-up Abyss Glass zaczyna podbijać zagraniczne rynki. Produktem, który umożliwia analizowanie zachowań konsumentów, przyciąga wzrok i wyświetla odpowiedni przekaz marketingowy, są zainteresowane m.in. firmy z Niemiec, Holandii Francji i państw skandynawskich. Niedługo dotykowe lustra pojawią się też w zagranicznych salonach marki kosmetycznej Inglot.

– Pieniądze od inwestora już dawno się skończyły, więc w tym momencie utrzymujemy się sami, z własnej produkcji. Całe szczęście od czasu, kiedy w październiku ruszyliśmy ze sprzedażą, zamówienia regularnie się pojawiają i są coraz większe. Wychodzimy poza Polskę, mam tu na myśli wdrożenia w Niemczech, we Francji, w Czechach. W Holandii i w krajach skandynawskich te wdrożenia w niedługim czasie się pojawią – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Arkadiusz Adamek, współzałożyciel Abyss Glass.

Katowicki start-up technologiczny zasłynął w ostatnim czasie interaktywnymi lustrami, które potrafią rozpoznać wiek, płeć i emocję przeglądającej się w nich osoby. Na tej podstawie mogą dopasować przekaz marketingowy dla konkretnego klienta, wyświetlić reklamy, zdjęcia albo animacje. Stworzony przez młodą spółkę produkt to 2w1, czyli połączenie lustra i panelu dotykowego.

Abyss Glass cały czas pracuje nad rozwinięciem i komercjalizacją swojego produktu. W tej chwili spółka jest na etapie podejmowania strategicznych decyzji dotyczących swojej przyszłości i analizuje różne scenariusze dalszego rozwoju.

– Cały czas rozważamy, czy będziemy się rozwijać organicznie, czyli trochę wolniej, czy też będziemy chcieli gdzieś rozwodnić udziały albo pozyskać nowego inwestora. To jest rozwojowy temat. Myślę, że decyzja zapadnie w przyszłym kwartale – mówi Arkadiusz Adamek.

Współzałożyciel Abyss Glass informował w kwietniu, że interaktywne lustra są obecnie montowane w oddziałach jednej z instytucji finansowych. Szczegóły mają zostać ujawnione po zakończeniu prac. Firma dostarcza sprzęt na branżowe konferencje i targi, cały czas dostaje też zapytania ofertowe, również od zagranicznych klientów. Zainteresowane jej produktem są głównie branża usługowa, FMCG, kinowa, hotelarska i fitness.

Kilka tygodni temu Abyss Glass nawiązał też współpracę z operującą na globalnym rynku marką kosmetyczną Inglot, która zainstaluje interaktywne lustra w wybranych salonach. Dzięki analizie gromadzonych przez nie danych, firma może pozyskać dodatkowe informacje o swoich klientach i ulepszyć przekaz marketingowy.

– Lustro zbiera wszystkie te dane, które wysyłamy do naszych klientów w formie raportu. Jeżeli takich luster jest kilkadziesiąt czy kilkaset, to te dane można w bardzo interesujący sposób wykorzystać, na przykład przeprowadzić testy A/B albo sprawdzić, jaki kontent spotyka się z lepszym odbiorem – mówi Arkadiusz Adamek.

Abyss Glass zajmuje się wyłącznie produkcją interaktywnych luster i wykorzystywanego w nich oprogramowania. W odróżnieniu od konkurencji, produkt stworzony przez grupę młodych inżynierów ma dużo szerszy wachlarz opcji dodatkowych, takich jak rozpoznawanie wieku użytkownika czy podstawowych emocji: radości, smutku, złości czy rozczarowania. Współzałożyciel start-upu Arkadiusz Adamek podkreśla jednak, że lustra nie gromadzą danych personalnych ani nie przetwarzają obrazu, dlatego nie istnieje ryzyko związane np. z naruszeniem przepisów o ochronie danych osobowych.

– Ostatnio pewna sieć sklepów spożywczych osiedlowych zaliczyła na tym polu wpadkę, były problemy z GIODO. Natomiast my nie będziemy mieli z tym problemu, ponieważ nie zbieramy danych osobowych, tylko tworzymy konkretny profil. Wiemy, że przed lustrem stał mężczyzna w określonym wieku, ale nie znamy jego imienia i nazwiska. My nie przetwarzamy nawet obrazu, to są surowe dane, linijki kodu, które potem są przedstawiane w formie graficznej naszemu klientowi, który może je dalej wykorzystać – mówi Arkadiusz Adamek.

Interaktywne lustra są wykorzystywane głównie jako innowacyjny nośnik marketingowy. Przyciągają wzrok klientów, przemycając przy okazji skierowane do nich treści.  Są przy tym proste w obsłudze, intuicyjne i w pełni dotykowe. Reklama podana w tej formie może być odpowiedzią na zjawisko banner blindness (tzw. ślepoty bannerowej), czyli ignorowania standardowych nośników reklamowych przez konsumentów.

Cena interaktywnego lustra przy zakupie detalicznym oscyluje wokół 17 tys. zł. Koszt jego obsługi i użytkowania to około 100 zł miesięcznie to kwota, którą trzeba zapłacić za dostęp do chmury i panelu webowego. Więcej, około 500 zł, kosztuje pełna obsługa wizyjna i statystyki oraz raporty na bazie zgromadzonych danych, które pozwalają na analizę zachowań konsumenckich.

Obecnie Abyss Glass pracuje nad dołączeniem do lustra czytników RFID umożliwią one rozpoznawanie produktów, z którymi klient w sklepie odzieżowym wchodzi do przymierzalni. Dzięki odpowiedniemu oprogramowaniu interaktywne zwierciadło podpowie, jakie dodatki wybrały inne osoby, wyświetli promocje albo zdalnie poinformuje ekspedientkę, że potrzebny jest inny rozmiar.

– Lustra oferują przede wszystkim czujniki odległości, czujniki wykrywania obecności, są w pełni dotykowe, rozpoznają wiek, płeć oraz emocje. W przyszłości dodamy tagi RFID. Cały czas pracujemy jeszcze nad udoskonalaniem i rozwinięciem  panelu webowego, ponieważ dla klientów największą wartością jest to, że lustro zbiera dane dotyczące klientów, którzy z niego korzystają – mówi Arkadiusz Adamek.

Współdzielone biura zmieniają rynek pracy. W Polsce działa już blisko 200 przestrzeni coworkingowych

Współdzielone biura zmieniają rynek pracy. W Polsce działa już blisko 200 przestrzeni coworkingowych 2

Biura coworkingowe umożliwiają freelancerom, start-upom i przedstawicielom wolnych zawodów pracę we wspólnej, wynajętej przestrzeni biurowej. Plusy takiego rozwiązania zaczynają dostrzegać też duże firmy i korporacje. Na całym świecie działa ok. 11 tys. biur coworkingowych, a pod koniec tego roku ich liczba ma wzrosnąć o kolejne 2,5 tys. Polski rynek dopiero raczkuje, ale również notuje dynamiczne wzrosty.

Coworking to praca i współdzielenie przestrzeni przez zasiadających w niej przedsiębiorców, freelancerów, przedstawicieli wolnych zawodów, ale przede wszystkim start-upy, które w tej chwili coraz prężniej rozwijają się w Polsce. Coworking jest pochodną nowego trendu na rynku nieruchomości komercyjnych, jakim jest „workplace as a service” czyli „miejsce pracy jako usługa”. Naszą rolą jest przeniesienie trendu ekonomii współdzielenia biur i zawierania transakcji najmu do sfery online – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Chmielewski, współzałożyciel ShareSpace.pl, platformy wynajmu współdzielonych przestrzeni biurowych.

Coworking, czyli wynajem stanowiska pracy lub wydzielonego pomieszczenia na miesiące, dni albo godziny we współdzielonej powierzchni biurowej, to coraz bardziej popularna alternatywa dla tradycyjnego biura. Opiera się na modnej w ostatnich latach ekonomii współdzielenia, która zakłada rezygnację z posiadania na rzecz współużytkowania zasobów. Na fali popularności tego trendu wypłynęły m.in. Uber czy platforma noclegowa Airbnb.

Z przestrzeni coworkinowych korzystają przede wszystkim przedstawiciele wolnych zawodów, freelancerzy, mobilni przedsiębiorcy, konsultanci oraz start-upy. Coraz częściej także duże przedsiębiorstwa i korporacje – pod presją redukowania kosztów i optymalizacji zasobów – umożliwiają swoim pracownikom zdalną pracę w wynajętych przestrzeniach coworkingowych.

– Współdzieląc taką przestrzeń, korzystamy z ekonomii skali, dzięki czemu można znacząco obniżyć koszty wynajmu. Do tego dochodzi także pełna i rozwinięta infrastruktura biurowa, do której każdy z pracowników ma dostęp – mówi Robert Chmielewski.

Na liście korzyści takiego rozwiązania pierwsze miejsce zajmują oszczędności w wydatkach na wynajęcie biura, utrzymanie recepcji, rachunkach za prąd czy wodę oraz niższe koszty korzystania z infrastruktury i sprzętu biurowego. Plusem jest też możliwość korzystania z biur coworkingowych w różnych miastach i lokalizacjach w zależności od potrzeb.

Dla firm i indywidualnych przedsiębiorców zaletą są również krótkoterminowe i elastyczne umowy najmu. Taki model funkcjonuje często za pośrednictwem platform internetowych pośredniczących w udostępnianiu i wynajmie powierzchni biurowych. Za pośrednictwem internetu można szybko i prosto wyszukać miejsce do pracy oraz zawrzeć transakcję online, bez konieczności osobistego dopinania całej procedury. Takim pośrednictwem zajmuje się właśnie ShareSpace.pl.

– Kolejną zaletą jest dostęp do zasobów ludzkich, do ludzi, którzy też tam pracują, możliwość wymiany poglądów i wspólnych pomysłów. Często efektem jest współpraca nad nowymi projektami, które właśnie w takiej przestrzeni coworkingowej mogą powstać – mówi Robert Chmielewski.

Współzałożyciel ShareSpace.pl, która skupia jedną czwartą biur coworkingowych działających na polskim rynku, podkreśla, że wspólna praca freelancerów i ludzi z równych branż w jednym miejscu umożliwia nawiązanie profitowych kontaktów, pobudza kreatywność i może zaowocować pozyskaniem nowych współpracowników, klientów albo rozpoczęciem nowych projektów.

W Polsce działa obecnie około 180 biur coworkingowych, z których najwięcej ulokowało się w dużych miastach, takich jak Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań czy Gdańsk. Rynek jest jednak bardzo płynny: pojawia się na nim wiele mikrobiur, które szybko wchodzą i wychodzą z branży. W skali globalnej na koniec 2016 roku działało około 11 tys. biur coworkingowych. Najbardziej rozwinięty jest rynek amerykański. W Europie przodują natomiast stolice takie jak Londyn, Paryż czy Monachium.

Według prognoz na koniec tego roku na całym świecie będzie już ok. 13,5 tys. biur coworkingowych, co będzie oznaczać ponad 20-proc. wzrost. Liczba osób, które pracują we współdzielonych przestrzeniach biurowych, ma natomiast na koniec tego roku przekroczyć milion.

W tej chwili w Berlinie powstaje 4–5 przestrzeni coworkingowych na kwartał, co pokazuje skalę tego przedsięwzięcia za granicą. W Polsce jest to rynek, który dopiero raczkuje, natomiast trend globalny jest wzrostowy. Średnia z ostatnich 5 lat wzrostu zarówno od strony popytowej, jak i podażowej, to około 21 proc. w skali roku. Dlatego uważam, że Polska pójdzie w ślady Zachodu i również na naszym rynku ten trend wzrośnie – prognozuje Robert Chmielewski.

Ratunkiem dla polskiego górnictwa i kopalń mogą być czyste technologie węglowe. To również szansa na poprawę jakości środowiska

Ratunkiem dla polskiego górnictwa i kopalń mogą być czyste technologie węglowe. To również szansa na poprawę jakości środowiska 3

Czyste technologie węglowe mogą być szansą dla polskiego węgla i przyczynić się do restrukturyzacji górnictwa – uważa Jerzy Kurella, ekspert Instytutu Staszica. Chodzi przede wszystkim o zgazowanie węgla w technologii przetwarzania odpadów węglowych, mułów i zanieczyszczonych miałów. Technologia zgazowania węgla, do tej pory biznesowo nieopłacalna, może zostać udoskonalona. Z drugiej strony część ekspertów ocenia, że dla polskiego węgla nie ma przyszłości, a czyste technologie węglowe są zbyt kosztowne i zbyt emisyjne.

– Energetyka zawodowa ma istotną rolę w zakresie ochrony środowiska naturalnego w Polsce. Musimy jednak na ten problem spojrzeć szeroko, a nie tylko poprzez jednostkowe inwestycje pojedynczych firm energetycznych czy zakładów górniczych. Te inwestycje są oczywiście potrzebne, ale nie mogą być kaprysem managementu spółek energetycznych. Potrzebny jest długofalowy plan, który spowoduje, że zgazowanie węgla i zastosowanie czystych technologii węglowych przyczyni się do zmiany polityki energetycznej w Polsce – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jerzy Kurella, ekspert ds. energetyki Instytutu Staszica, były prezes zarządu PGNiG i Tauron Polska Energia.

Zanieczyszczenie powietrza i utrzymujący się nad Polską smog stały się realnym zagrożeniem dla życia i zdrowia, ponieważ – zgodnie z danymi WHO – co roku są one powodem przedwczesnej śmierci ponad 40 tys. Polaków. Pod względem jakości powietrza Polska znajduje się w europejskim ogonie. Z ubiegłorocznego raportu Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że 33 spośród 50 miast o najgorszym stanie powietrza w Unii Europejskiej znajduje się właśnie w Polsce.

Starania o poprawę jakości powietrza są prowadzone na wielu szczeblach, w tym przez samorządy, które na własną rękę wprowadzają uchwały antysmogowe. Od początku roku takie przepisy obowiązują już w Małopolsce, natomiast w województwach śląskim, opolskim i wielkopolskim są na etapie konsultacji społecznych. Działania samorządów i określanie norm dla paliw i pieców są istotne, ponieważ – obok spalin komunikacyjnych – niska emisja jest główną przyczyną smogu.

Zdaniem eksperta Instytutu Staszica niemałą rolę w staraniach o czystsze powietrze może odegrać też energetyka zawodowa. Do tego konieczna jest jednak zmiana modelu funkcjonowania górnictwa i odejście od tradycyjnego wydobycia i późniejszego spalania węgla w elektrowniach lub przydomowych kotłowniach lub domowych piecykach.

Częścią restrukturyzacji górnictwa powinno być zastosowanie tzw. „czystych technologii węglowych”, w tym przede wszystkim zgazowania węgla, czyli przetwarzanie węgla, zwłaszcza tego o niskiej kaloryczności, odpadów węglowych czy zanieczyszczonych miałów.

Czyste technologie węglowe (CTW) to procesy i sposoby wykorzystania węgla, które mają zminimalizować negatywny wpływ produktów jego spalania na środowisko. W uproszczeniu, uważa się, że dzięki CTW można pozyskać czystą energię nawet z zanieczyszczonych źródeł.

– Jeżeli zastosujemy nowoczesne technologie w całym sektorze węgla brunatnego i kamiennego, da nam to ogromną szansę na podniesienie efektywności polskiego górnictwa poprzez zastosowanie węgla niskiej jakości do produkcji m.in. gazu syntezowego. To pozwoli stworzyć zupełnie nowy kierunek sprzedaży węgla i poprawić efektywność działania zakładów górniczych. Takie podejście do nowoczesnych technologii może pokazać, że polskie górnictwo jest nie tylko naszym cennym dobrem, lecz także jest nowoczesną gałęzią gospodarki – ocenia Jerzy Kurella.

Innowacyjne technologie zgazowania węgla to proces niepełnego spalania węgla, w termodynamicznej reakcji z parą wodną przy użyciu tlenu lub powietrza, dzięki czemu wytwarza się gaz syntezowy (syngaz), który jest surowcem do wytwarzania produktów chemicznych o wysokiej wartości rynkowej. Może on także posłużyć do produkcji paliw płynnych albo energii elektrycznej.

Dotychczasowe technologie związane ze zgazowaniem węgla bezpośrednio u źródła w kopalniach pod powierzchnią ziemi okazały się biznesowo nieopłacalne i technologicznie bardzo trudne do przeprowadzenia. Dlatego też tego typu projekty są najczęściej odrzucane przez inwestorów. Konieczna jest więc zmiana dominującego jeszcze do niedawna spojrzenia na proces zgazowania węgla. Polsce nie zrealizowano żadnej komercyjnej instalacji zgazowania węgla, natomiast na świecie działa kilkaset takich instalacji. Sytuacji w zakresie budowy instalacji czystych technologii zgazowania węgla nie poprawiają też utrzymujące się od lat niskie cen węgla i ropy.

Zdaniem eksperta Instytutu Staszica alternatywą dla dotychczasowych technologii może być wykorzystanie odpadów węglowych, mułów i zanieczyszczonych miałów, które spowodują, że koszty tego typu instalacji będą znacznie niższe od dotychczasowych. To zwiększy opłacalność takich przedsięwzięć.

– Obecnie wydaje się, że najlepszą alternatywą jest wykorzystanie do zgazowania węgla technologii Fischera-Tropscha, która w sposób najbardziej efektywny wykorzystuje odpady węglowe w trakcie produkcji gazu syntezowego i pozyskiwania innych paliw na bazie węgla – mówi Jerzy Kurella.

Były prezes zarządu PGNiG i Tauronu uważa, że odpady węglowe i węgiel o niskiej kaloryczności trzeba traktować jako pełnowartościowy surowiec w technologii zgazowania węgla, która zwiększy bezpieczeństwo energetyczne kraju. Przy poważnym potraktowaniu tematu pozwoli to Polsce zostać liderem w zastosowaniu czystych technologii węglowych. Z drugiej strony na arenie europejskiej Polska będzie mogła pokazać, że ma dobre rozwiązania w zakresie globalnej polityki klimatycznej, pokazując pozytywne rozwiązania w tym zakresie.

– Kluczem do polskiej energetyki jest spojrzenie na nią jak na jeden organizm, który jest połączony ze sobą sieciami istotnych połączeń. Problemy jednego obszaru bardzo często istotnie oddziałują na inne sektory. Jeżeli spojrzymy na polską energetykę całościowo, to zobaczymy, że problem zgazowania i zastosowania czystych technologii węglowych nie jest kwestią jednostkową. Wtedy mamy szansę zmienić system funkcjonowania energetyki w Polsce –uważa Jerzy Kurella.

Większość energii w Polsce jest produkowana przez bloki węglowe, często na granicy swojej żywotności. W kontekście restrykcyjnej polityki klimatycznej UE trzeba szukać rozwiązań, które umożliwią dalsze wykorzystanie węgla z poszanowaniem ochrony środowiska. Część ekspertów uważa, że czyste technologie węglowe to przyszłość polskiej energetyki opartej na węglu. Ich rozwój może w przyszłości przynieść przełom w konwencjonalnej energetyce, znacząco poprawiając jej efektywność.

Z drugiej strony, przeciwnicy CTW oceniają, że dla polskiego węgla nie ma przyszłości, a zgazowanie węgla jest zbyt emisyjne. Potwierdza to też ubiegłoroczny raport „Fuelling the Fire” światowej organizacji Friends of the Earth International, którego autorzy wskazali, że rozpowszechnienie dotychczasowych technologii zgazowania, mogłoby mieć katastrofalne skutki dla klimatu. Na podstawie przykładów z całego świata z ostatnich trzech dekad specjaliści oszacowali, że te technologie mogą się m.in. istotnie przyczyniać do skażenia wody i emitują do atmosfery 40-krotnie większe ilości dwutlenku węgla (CO2) niż energetyka wiatrowa.

Dyrektor polskiego przedstawicielstwa KE: w interesie Polski jest nie dopuścić do podziału Europy

Dyrektor polskiego przedstawicielstwa KE: w interesie Polski jest nie dopuścić do podziału Europy 4

Trwają konsultacje Komisji Europejskiej z państwami członkowskimi na temat przyszłego kształtu Unii Europejskiej po wystąpieniu z niej Wielkiej Brytanii. Pierwsze wnioski mają być znane jeszcze w tym roku. Zdaniem dyrektora polskiego przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w interesie Polski jest dalsze działanie na rzecz równego rozwoju państw starej i nowej Unii. Dziś rozpoczynają się negocjacje dotyczące wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

– Na początku marca przewodniczący KE ogłosił Białą Księgę, w której mamy dalsze scenariusze rozwoju UE – od takich propozycji, by jak najmniej ją zmieniać i zachować stan obecny, po różne warianty ograniczania kompetencji, np. KE, czy zajmowania się tylko najważniejszymi sprawami i pozostawienia większej sfery zagadnień państwom europejskim czy też pogłębienia integracji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Prawda, dyrektor przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Warszawie. – Inny wariant oznacza ograniczenie się właściwie do wspólnego rynku, a inne sprawy pozostawia poza zainteresowaniem Unii.

1 marca 2017 roku Jean-Claude Juncker przedstawił Białą Księgę w sprawie przyszłości Europy. Nakreślono w niej pięć różnych możliwych scenariuszy. Pierwszy to „Kontynuacja”, w którym państwa UE miałyby się skupić nad realizacją programu reform w dotychczasowym kierunku. Drugi, pod tytułem „Nic poza jednolitym rynkiem”, polegałby na koncentracji wyłącznie na jednolitym rynku i ograniczeniu wspólnej polityki w innych dziedzinach, np. wobec uchodźców. Trzeci scenariusz „Ci, którzy chcą więcej, robią więcej” zakłada ściślejszą współpracę zainteresowanych państw w określonych dziedzinach. Czwarty wariant to „Robić mniej, ale efektywniej”, a piąty „Robić wspólnie znacznie więcej” kładzie nacisk na intensyfikację wspólnych działań we wszystkich obszarach.

– Jest tam projekt różnych prędkości, dopuszczający taki scenariusz, że różne grupy pastw w różnych sprawach będą mogły pogłębiać współpracę w UE. Wydaje się dzisiaj, że wokół tego wariantu będzie duża debata – przekonuje Prawda. – Sam prezydent Francji jest zwolennikiem dopuszczenia do takiej sytuacji, że pewna grupa państw będzie chciała pogłębiać współpracę, harmonizować różne sfery działania w UE.

Jak mówi, KE chciałaby, by w 2017 roku toczyła się debata na ten temat, tak by państwa członkowskie opowiedziały się za którymś z wariantów, po czym głos zabierze Komisja Europejska. Celem tej debaty ma być zorientowanie się, jakiej Europy chcą obywatele i który wariant ma największe poparcie. Jean-Claude Juncker zapowiedział, że wynik tej debaty, jak i własny pogląd przedstawi we wrześniu w swoim orędziu, a pierwsze wnioski mają zostać sformułowane w grudniu 2017 roku na posiedzeniu Rady Europejskiej. Plan działania nad wybranym wariantem ma zostać przedstawiony przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się w czerwcu 2019 roku, a sam scenariusz realizowany będzie w perspektywie 2025 roku.

– Trudno dziś odpowiedzieć na pytanie, jakiej Europy chcą Polacy, bo różni aktorzy na scenie obywatelskiej czy politycznej mają tutaj różne poglądy – mówi Marek Prawda. – W przeszłości Polska była krajem bardzo aktywnym, może nawet liderem takich działań, które nie pozwalały na pęknięcie między tą częścią państw, które są w strefie euro, a pozostającymi poza nią. Polska tutaj występowała w swoim interesie, ale też wyrażała bardzo ważny cel dla wszystkich. Jest kojarzona z taką podstawą. Wszyscy kibicowali, żeby Polsce się udało, bo ona załatwia coś ważnego dla większości UE, nie dopuszczając do tego pęknięcia.

Kwestia określenia na nowo zakresu współpracy 27 państw powstała po tym, jak na odejście ze wspólnoty zdecydowała się w czerwcu 2016 roku Wielka Brytania. Negocjacje w sprawie brexitu ruszają dziś. Kraj ma opuścić wspólnotę do końca I kwartału 2019 roku, a wraz z nią zmniejszą się składki wpłacane przez Zjednoczone Królestwo do unijnej kasy. Co roku jest to niemal 13 mld euro.

Rządy europejskich państw różni także m.in. kwestia uchodźców, a narastające na całym świecie nastroje nacjonalistyczne utrudniają współdziałanie, choć wyniki wyborów prezydenckich we Francji i parlamentarnych w Holandii, w których wygrali centroprawicowi kandydaci, pokazały, że większość wyborców w tych krajach opowiada się za pozostaniem w UE.

– Uważam, że to w polskim interesie jest, by nie dopuszczać do fragmentacji UE. Polska powinna być zainteresowana tym, żeby zachód zachował jedność, żeby w UE jak najwięcej zasad i wartości było podzielanych na całym kontynencie, bo stąd brały się wszystkie atuty, jakie Polska miała z członkostwa – tłumaczy dyrektor przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Warszawie. – Ale jak wiemy w tym okresie kryzysowym, w tych rozedrganych czasach mamy wiele różnych pomysłów, pojawia się wiele wątpliwości, czy taka instytucja jak UE jest jedyną formą rozwiązywania problemów świata. Dzisiaj, po tych kilku wyborach w UE, widzimy, że powraca poczucie obrony tego, co mamy, przy całej świadomości, że reforma musi być bardzo głęboka.

Co czwarty polski internauta należy do programu lojalnościowego, a co piąty bierze udział w konkursach

Z raportu „Smart Okazje – zwyczaje zakupowe Polaków 2017”, przeprowadzonego na zlecenie Grupy AdRetail, wynika, że 49% użytkowników gazetek online wykazuje lojalność zakupową i   uczestniczy w akcjach konkursowych organizowanych przez marki. W ocenie ekspertów, tego rodzaju aktywność będzie rosła, wraz ze wzmacnianiem perswazji sprzedażowej i rozwojem rynku smartfonów.

Spośród wszystkich ankietowanych internautów 76% odpowiedziało przecząco na pytanie, czy należy do programu lojalnościowego lub posiada kartę lojalnościową jakiejś marki. 24% udzieliło odpowiedzi twierdzącej. Według Katarzyny Czuchaj-Łagód, Dyrektor Zarządzającej Mobile Institute, to dość wysoki wskaźnik przywiązania klientów do producentów, biorąc pod uwagę, że większość programów lojalnościowych zapewnia niewielkie zniżki. Jak zauważa ekspert, zwykle nie przekraczają one nawet 10%. Natomiast, z przeprowadzonego badania wynika, że respondenci oczekują ich na poziomie 30-50%.

– W innych społeczeństwach, znacznie starszych w konsumpcji masowej, tj. Niemcy, Francja czy Wielka Brytania, lojalność zakupowa jest obecnie dużo większa, niż na polskim rynku. Nasz brak przywiązania do danego sklepu wynika z niemal permanentnej wojny cenowej we wszystkich kategoriach produktowych, większej, niż np. w Europie Zachodniej. Najczęściej jesteśmy wierni markom, których artykuły walczą same ze sobą u różnych dystrybutorów, cenami, warunkami ofertowymi i dodatkowymi premiami, wymuszanymi przez sprzedawców – zwraca uwagę dr Maria Andrzej Faliński, ekspert rynku detalicznego.

Jak podkreśla Dawid Firkowski z Grupy AdRetail, z programów lojalnościowych korzysta 49% użytkowników gazetek online, sprawdzających promocje w Internecie, m.in. za pomocą komputera. Badanie wykazało również, że tego typu działania marketingowe trafiają do 40% konsumentów mobilnych, czyli osób, które posługują się urządzeniami przenośnymi. Ta grupa internautów coraz więcej działań wykonuje przy użyciu smartfonów czy tabletów. Jak zauważa ekspert, na co dzień odbiorcy gazetek mobilnych starają się optymalizować swoje wydatki. Chętnie należą do programów lojalnościowych, bo one oferują pojedyncze zniżki lub większą ilość artykułów w dużo niższych cenach. Czasem, po przekroczeniu określonej liczby zakupów, klienci otrzymują też darmowe produkty.

Mobilna lojalność

– W grze lojalnościowej coraz istotniejsze okazują się wygodne i bezpieczne systemy płatności mobilnych, które często są powiązane komunikacyjnie z promowanymi produktami. Możliwość zaciągnięcia szybkiego kredytu w celu dokonania określonego zakupu powoduje wzrost lojalności konsumentów wobec sklepów i marek, połączonych z tymi systemami. Ponadto, stałe obcowanie z urządzeniami przenośnymi zapewnia nam powtarzalność przekazów. Te czynniki istotnie podnoszą sprzedaż mobilną wśród lojalnych klientów – stwierdza dr Faliński.

Raport Grupy AdRetail wykazał, że aż 85% użytkowników systemów płatności mobilnych bierze udział lub popiera programy lojalnościowe. Wynika to z tego, że marki mają swoje aplikacje mobilne, za pośrednictwem których udostępniają klientom oferty. Jak wyjaśnia Anna Nowacka z Polskiego Standardu Płatności, operatora systemu BLIK, konsumenci korzystają z oprogramowań działających na urządzeniach przenośnych, a tym samym z programów lojalnościowych. Dzięki nim otrzymują m.in. unikatowe produkty, których atrakcyjność potrafi zarówno przyciągać uwagę, jak i budować lojalność klientów wobec danego producenta.

– Marki wysyłają klientom coraz więcej komunikatów, w tym konkursowych, na urządzenia mobilne. Umieszczają je w swoich aplikacjach i na fanpagach w czasie rzeczywistym. Dzięki temu, mobilizują odbiorców do działania praktycznie natychmiast. Proponowane zadania są zwykle łatwe i szybkie do realizacji. Dlatego, użytkownicy mogą je wykonywać, np. jadąc autobusem do pracy lub szkoły. Popularność konkursów wśród konsumentów będzie rosła w kolejnych lat, wraz z rozwojem rynku smartfonów – przewiduje Dawid Firkowski.

Wszechobecna rywalizacja

Na pytanie, czy bierzesz udział w konkursach, organizowanych przez marki, 81% ankietowanych w badaniu odpowiedziało przecząco, a 19% – twierdząco. Tego typu akcje coraz częściej przyciągają mobilnych konsumentów (31%), a jeszcze bardziej – użytkowników gazetek online (49%) i korzystających z systemu płatności mobilnych (78%). Dr Faliński prognozuje, że te wskaźniki będą rosły na poziomie ok. 5-10% rocznie, czyli tak jak dotychczas. Wpłynie na to wzmacnianie środków perswazji, dostępnej niemal w każdej chwili na komputerze, smartfonie czy tablecie. To oczywiste następstwo rozwoju konkurencji, dokonujące się poprzez rozwój technologii handlowych, choćby w strategiach multichannel i omnichannel.

– Trzeba też zaznaczyć, że pojawiają się coraz to nowe formy konkursów, które mają cechy tzw. grywalizacji. Najlepszym przykładem tego jest aplikacja, której użytkownicy konkurują miedzy sobą w bieganiu lub jeździe na rowerze. O zwycięstwie decyduje największa liczba spalonych kalorii czy też przejechanych kilometrów. Nagrody, np. w postaci koszulek, butów czy pulsometrów, zapewniają m.in. producenci odzieży sportowej lub rowerów. W najbliższych latach będzie rosła liczba sportowych konkursów, organizowanych przez znane marki. Przemawia za tym fakt, że wyniki w tego typu konkurencjach są mierzalne, a to zachęca uczestników do zabawy – zapewnia Dawid Firkowski.

Jak podsumowuje dr Maria Andrzej Faliński, na zamożniejszych i starszych w masowej konsumpcji rynkach promocja, oparta na wzajemnej rywalizacji sprzedawców detalicznych, staje się coraz popularniejsza. U nas ten proces również przyspiesza. Dotyczy to przede wszystkim kategorii produktów tradycyjnych, takich jak wędliny regionalne czy słodycze. Komunikacja sprzedażowa polega obecnie nie tylko na przedstawianiu atrakcyjnych opisów artykułów, ale też m.in. na edukowaniu społeczeństwa. Jak wyjaśnia ekspert, w praktyce, chcąc upowszechnić na rynku np. olej do smażenia, jego producent dostarcza konsumentom m.in. informacje na temat miejscowości, w której powstaje produkt. Oczywiście powinno być to miejsce ważne dla Polaków, choćby ze względów historycznych.

Badanie zostało przeprowadzone przez Mobile Institute na zlecanie Grupy AdRetail. Partnerem przedsięwzięcia był Polski Standard Płatności, operator systemu BLIK. Dane zostały zebrane metodą CAWI, czyli za pomocą elektronicznych, responsywnych ankiet emitowanych w Internecie, w dniach 23-29 maja br. W badaniu wzięło udział ponad 2800 osób w wieku powyżej 15 roku życia, w tym 40% kobiet i 60% mężczyzn.

Warszawskie centrum biznesowe przenosi się na Wolę. Najemców przyciąga dobra komunikacja i nowoczesny design

Warszawskie centrum biznesowe przenosi się na Wolę. Najemców przyciąga dobra komunikacja i nowoczesny design 5

Warszawska Wola staje się nowym centrum biznesowym w Polsce. Funkcjonuje tu 38 biurowców o łącznej powierzchni przekraczającej 600 tys. mkw., z czego 250 tys. powstało w ciągu ostatnich 5 lat. Rozwojowi biurowej Woli sprzyja przede wszystkim dobra komunikacja. W 2018 roku do II linii metra, licznych linii autobusowych i tramwajowych dołączą dwie nowe stacje SKM. Infrastrukturę wykorzystują inwestorzy nieruchomości. Na początku 2019 roku ma być gotowy budynek Vector+, jeden z najbardziej wysuniętych na zachód warszawskich biurowców.

– Wola cieszy się dużym zainteresowaniem. Wynika to w dużej mierze z elementów związanych z komunikacją i infrastrukturą. Obecnie Wola przeżywa swój renesans, bardzo dużo dzieje się wokół Ronda Daszyńskiego. Budowany właśnie na zachodzie kolejny odcinek linii metra jest nowym tchnieniem energii w tę część dzielnicy. Właśnie dlatego inwestujemy w części zachodnio-północnej Woli, bo widzimy tu olbrzymi potencjał – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Grucela, prezes spółki City Level, realizującej inwestycję biurową Vector+.

Biznesowe centrum przenosi się coraz bardziej na zachód miasta. Raport firmy Cushman & Wakefield „Rynek biurowy w Warszawie – hossa wciąż trwa” wskazuje, że na koniec I kwartale 2017 roku całkowita powierzchnia biurowa w stolicy wyniosła blisko 5,12 mln mkw. Od stycznia do marca do użytku oddano łącznie 10 biurowców o powierzchni 84,2 tys. mkw. (o blisko 29 tys. mkw. więcej niż w tym samym okresie 2016 roku).

Wola przyciąga inwestorów, dlatego biurowce powstają nie tylko w okolicy Ronda Daszyńskiego, także w innych częściach dzielnicy. W marcu ruszyła budowa biurowca Vector+ u zbiegu ulicy Obozowej i al. Prymasa Tysiąclecia. Budynek ma być gotowy w 2019 roku. Ma to być pierwszy taki obiekt w północno-zachodniej części dzielnicy z powierzchnią 13,5 tys. mkw. biur i 600 mkw. powierzchni usługowo-handlowej.

– Patrząc na rejon, w którym inwestujemy, z perspektywy 2019 roku, widzimy, że budynek Vector+ z jednej strony jest „otoczony” drugą linią metra, stacją SKM bezpośrednio zintegrowaną z budynkiem biurowym, linią tramwajową na ul. Obozowej, autobusami i al. Prymasa Tysiąclecia, która jest trasą szybkiego ruchu i bezpośrednim wlotem na obwodnicę i trasę A2. Komunikacyjnie jest to więc perełka – podkreśla Krzysztof Grucela.

Transport jest istotnym atutem Woli. Już sama zapowiedź budowy II linii metra stała się motorem rozwoju biurowego. Zwłaszcza że jak wynika z analizy JLL, tylko co trzeci pracownik biurowców na Woli dojeżdża do pracy samochodem, pozostali korzystają z komunikacji miejskiej, przede wszystkim z tramwajów i metra (po ok. 40 proc.).

Duża konkurencja na rynku sprawia, że najemców trudno przyciągnąć samym położeniem i dogodną komunikacją. Dlatego deweloperzy coraz częściej zwracają uwagę na design budynków i estetykę otoczenia.

– Stawiamy mocno na jakość, detale, elementy wyróżnienia. Przy Vector+ współpracujemy z jedną z najlepszych pracowni architektonicznych JSK. Chcemy połączyć odpowiednio bryłę budynku z pewnymi elementami tak, aby stworzyć bardzo przyjazne otoczenie dla najemców, ale też otworzyć się na otoczenie i mieszkańców – mówi prezes City Level.

Na lepszy odbiór dzielnic, także biurowych, dobrze wpływają uporządkowane tereny zielone, gdzie podczas przerw w pracy można się zrelaksować.

– Po drugiej stronie naszego budynku biurowego jest Park Moczydło, przepiękne i duże tereny zielone, ponad 20 ha, z których mogą korzystać najemcy, wychodząc na lunch czy spacer, zaczerpnąć świeżego powietrza. Dla porównania okolice Mokotowa to miasto betonów, przy Rondzie Daszyńskiego nie ma żadnej zieleni. Park Moczydło to zaś jeden z największych parków w Warszawie – przypomina Krzysztof Grucela.

Wola jest i przez kolejne lata pozostanie najszybciej rozwijającą się dzielnicą biurową w Polsce. Raport firmy JLL „Kierunek Wola – nowe biznesowe serce Warszawy” wskazuje, że w ciągu najbliższych kilkudziesięciu miesięcy zasoby biurowe tej dzielnicy sięgną 1 mln mkw., a liczba pracowników potroi się, osiągając liczbę – 115 tys.

Radio i odtwarzacz CD w samochodzie odchodzą do lamusa. Kierowcy szukają technologicznych nowinek

Radio i odtwarzacz CD w samochodzie odchodzą do lamusa. Kierowcy szukają technologicznych nowinek 6

Komfort i bezpieczeństwo to kluczowe cechy, którymi kierują się Polacy przy wyborze samochodu. Natomiast wnętrze auta powinno być ergonomiczne, z dużą liczbą schowków i technologicznych nowinek – wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie Renault. Kierowcy chcą, żeby samochód był w pełni zintegrowany ze smartfonem, wyposażony w inteligentną nawigację, dotykowe panele i umożliwiał sprawdzenie e-maila albo skorzystanie z komunikatora. Za to urządzenia takie jak radio czy odtwarzacz CD powoli odchodzą do lamusa.

 Przeprowadzone przez nas badanie pokazało, że Polacy są niezwykle praktyczni. 61 proc. lubi poczucie komfortu, a 56 proc. ceni sobie poczucie bezpieczeństwa. Aż 8 na 10 badanych stawia na wygodę oraz praktyczność użytkowania przy wyborze samochodu. Zdecydowanie wiodącym kryterium jest ergonomia – mówi agencji Newseria Biznes Agata Szczech, dyrektor komunikacji Renault (Terytorium) East

Równie ważne jak parametry techniczne, cena czy komfort jazdy ważne są design i wnętrze samochodu. Dlatego motoryzacyjny koncern sprawdził, jakie wnętrza aut lubią Polacy. Z badania, które Kantar TNS przeprowadził na zlecenie Renault, wynika, że poza komfortem i poczuciem bezpieczeństwa dla kierowców liczy się też nowoczesność i nowinki technologiczne, w które jest wyposażony samochód.

– Jedna trzecia badanych poszukuje nowinek technologicznych. Druga grupa, prawie tak samo liczna, zdecydowanie woli wnętrza proste i bez zbędnych dodatków. Jedna piąta Polaków lubi też wnętrza stylowe i eleganckie. Na tym tle zarysowuje się jednak grupa klientów, którzy użytkują SUV-y lub deklarują chęć zakupu takiego samochodu. Oni chcą, by wnętrze było luksusowe, prestiżowe. Lubią takie elementy wyposażenia jak oświetlenie ambientowe – mówi Agata Szczech.

Kierowcy najczęściej wskazywali inteligentną nawigację, ekran dotykowy, aplikacje ułatwiające jazdę czy pełną integrację ze smartfonem jako te elementy, które najchętniej widzieliby w swoim samochodzie. To dla nich istotniejsze elementy niż posiadanie radia czy odtwarzacza CD. Za to ponad połowa Polaków deklaruje, że chce pełnej integracji ze smartfonem oraz możliwości korzystania z e-maila i komunikatorów dzięki urządzeniom zamontowanym w samochodzie.

– Nowinki technologiczne są ważnym kryterium wyboru samochodu, bo plasują się na trzecim miejscu, po poczuciu komfortu oraz bezpieczeństwa. Wskazuje na nie aż jedna trzecia respondentów. Coraz mniej interesują nas klasyczne urządzenia typu radio czy odtwarzacz CD. Chcemy, aby samochód był z nami w interakcji – mówi Agata Szczech.

Kluczową cechą wnętrza samochodu pozostaje ergonomia, co potwierdza 42 proc. Polaków. Auto powinno być w środku przyjazne dla kierowcy, wyposażone w wielofunkcyjną kierownicę, czytelne wyświetlacze i łatwe w obsłudze urządzenia. 60 proc. Polaków woli wnętrze utrzymane w ciemnych barwach, jasne barwy preferuje natomiast czterech na dziesięciu kierowców. Ponad jedna czwarta (27 proc.) docenia też możliwość składania foteli. Dla 8 proc. istotna jest natomiast możliwość indywidualnego zaaranżowania wnętrza samochodu.

Chcemy, aby wszystko było w zasięgu wzroku i pod ręką, a obsługa była intuicyjna. Aż 80 proc. ankietowanych zdecydowanie wybierze wnętrze praktyczne. Szukamy wielu schowków i dużego bagażnika – wylicza Agata Szczech.

Badanie Renault pokazało również, że ulubiony design i wystrój domowego wnętrza może mieć odzwierciedlenie w wyborze wnętrza samochodu. Dla przykładu miłośnicy stylu industrialnego wskazują na nowoczesny design jako istotną cechę wnętrza auta. Upodobanie do stylu skandynawskiego łączy się z większą otwartością na jasną kolorystykę wnętrz samochodów. Natomiast wielbiciele stylu zen preferują wnętrza aut utrzymane w ciemnej kolorystyce.

– Wyniki takiego badania są dla nas, jako producenta samochodów, niezwykle cenną informacją. Pretekstem do jego przeprowadzenia był konkurs Renault. Passion for Design & Innovation. Zadaniem uczestników tego konkursu jest zaprojektowanie SUV-a klasy wyższej, następcy nowego Renault Koleos – mówi Dyrektor Komunikacji Renault (Terytorium) East.

Efekty badania, które zlecił motoryzacyjny koncern, mogą się okazać przydatne dla uczestników konkursu, którzy swoje projekty na następcę Koleosa mogą nadsyłać do 26 czerwca br. Ogłoszenie zwycięzców nastąpi podczas targów Warsaw Home, które odbędą się w październiku.

Nieznaczne odreagowanie na złotym

Piątkowy handel upłynął pod znakiem mniejszej aktywności za sprawą tzw. długiego weekendu. Złoty próbował nieco odreagować przecenę wywołaną bardziej „jastrzębimi” sygnałami z FED, ale nie był to ruch znaczący. Utrzymane zostały wskazywane rano wsparcia przy 3,7650-3,7700 dla USD/PLN, oraz 4,2050-4,2100 dla EUR/PLN, co sprawia, że nowy tydzień może zacząć się od zwyżek obcych walut w relacji do złotego. Może być to uwarunkowane gorszym sentymentem na globalnych rynkach akcji – warto spojrzeć na poniższy wykres FUS500, który odwzorowuje indeks S&P500, oraz dalszym umocnieniem się dolara na globalnych rynkach. W kraju w poniedziałek poznamy dane nt. dynamiki płac i wynagrodzeń za maj, a we wtorek produkcji przemysłowej, oraz sprzedaży detalicznej.

FUS500DailyWykres dzienny FUS500

USDPLNDailyWykres dzienny USD/PLN

EURPLNDailyWykres dzienny EUR/PLN

Marek Rogalski
Główny analityk walutowy
Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A.

Akcje, towary, kryptowaluty, złoto i ropa wszystko idzie w dół

Akcje, towary, kryptowaluty, wszystko idzie w dół. Złoto i ropa spadają, a Wall Street jest wstrząśnięte akcjami firm technologicznych. Nazywają je akcjami FANG, co oznacza Facebook, Amazon, Netflix i Google. Giełdowy spadek FANG w ciągu ostatnich kilku dni jest znaczący i całe powstałe zamieszenie dotyczy tego, czy jest to tylko niezbędna korekta czy początek czegoś większego.

FANG_16_06_2017

Z mojego punktu widzenia, ani bilans tych firm, ani ich perspektywy wzrostu nie przekroczyły 30% od stycznia tego roku. Jeżeli jednak Donald Trump zdoła wycofać się z tego gwałtownego spadku akcji i przeforsuje reformy podatkowe oraz regulacyjne, których wypatruje, FANG będzie siłą z którą przyjdzie nam się liczyć.

BTC_16_06_2017Rynek kryptowalut przez ostatnie 48 godzin odnotowuje same straty ale wydaje się, że łagodna poprawa jest blisko. Bitcoin odnotował ogromny spadek w wysokości 850 dolarów od czasu rekordowego notowania w poniedziałek. Jesteśmy jednak oswojeni z tego typu korektami rynkowymi, zważywszy na fakt, że zaledwie trzy tygodnie temu widzieliśmy korektę w wysokości 920 dolarów. Dobrą wiadomością jest, że znaleźliśmy pewne wsparcie we wzrastającym trendzie, ale istnieje dosyć spora szansa, że złamany zostanie poziom 1900 dolarów za monetę. Tak czy owak, musimy zrozumieć, że jest to rynek wysokiego ryzyka i jeśli nie czujesz się pewnie w tym obszarze, zdecydowanie polecam dywersyfikację portfela na mniej ryzykowne aktywa w przyszłości.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Przygotuj się na przyszły tydzień 16.06.2017

Pierwsza, ważniejsza publikacja danych makroekonomicznych przybędzie do nas z Japonii, w nocy z niedzieli na poniedziałek Japonia opublikuje swój bilans handlowy. Następnie we wtorek rano o 3:30 zostanie opublikowany protokół z posiedzenie RBA dot. polityki monetarnej. Środa powinna być najciekawsza z całego tygodnia, bowiem o godzinie 10:00 odbędzie się spotkanie członków ECB, o 16:00 publikacja amerykańskiej sprzedaży istniejących nieruchomości. Z kolei na koniec dnia, o godzinie 23:00 – poznamy koszt pieniądza w Nowej Zelandii. W czwartek zostanie opublikowany europejski optymizm konsumentów. W ostatni dzień sesji, poznamy kanadyjską inflację R/R oraz amerykańską sprzedaż nowych domów.

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Z rynkowego punktu widzenia, najbardziej wypatrywaną informacją jest kanadyjska inflacja oraz amerykańska sprzedaż nowych oraz istniejących nieruchomości.

Stany Zjednoczone – sprzedaż domów

W nadchodzącej przyszłości publikacje z amerykańskiego rynku nieruchomości będą w coraz większym stopniu wpływać na rynek. Podwyżka stóp procentowych odbija się na rynku kredytowym. Osoby, które wcześniej zaciągnęły kredyty mogą borykać się ze zwiększonymi ratami, a to przełoży się na dalsze spowolnienie gospodarcze. Czym większa część dochodu przeznaczana jest na spłatę raty kredytowej, tym mniejsza konsumpcja. Spowolnienie na rynku kredytowym już widać, co w przeszłości skutkowało recesją gospodarczą.

TOTAL CI


Źródło: Bloomberg

Na powyższym wykresie zobrazowano kwotę kredytów, od 1975 roku mamy wyraźny trend wzrostowy. W okresach redukcji zadłużenia pojawiała się recesja, która była spowodowana wyższymi stopami procentowymi. Czy tym razem będzie tak samo? Dalsze spowolnienie na rynku nieruchomości może być zapowiedzią amerykańskiej recesji.

Kanada – inflacja R/R

Bank Kanady rzucił więcej światła na przyszłość stóp procentowych. W poniedziałek, jedna z członkini BoC zasugerowała, że przy mocnym odbiciu gospodarki niskie stopy procentowe mogą być nieuzasadnione. Ponadto, prezes Banku Kanady, Pozol potwierdził, że gospodarka przyzwyczaiła się już do niskich cen ropy naftowej i stopy procentowe „zrobiły” swoją robotę, czyli zasugerował, że przyszły koszt pieniądza będzie większy.

Dzięki takim wypowiedziom prawdopodobieństwo zacieśniania polityki monetarnej wzrosło z 29.6 proc do 61.5 proc pod koniec tego roku.


Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Kanadzie

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Kanadzie


Źródło: Bloomberg

Gdyby przyszłe odczyty inflacji CPI R/R układały się zgodnie z oczekiwaniem Banku Kanady, to moglibyśmy zobaczyć szybszą podwyżkę stóp procentowych, co umocniłoby dolara kanadyjskiego.

Instrumenty do obserwacji

Środa przyniosła to, czego spodziewaliśmy się już w poniedziałek. Euro zostało wyprzedane, czy spadki się pogłębią? Prawdopodobnie tak.


Kurs EUR/USD na tle spreadu 10 letnich obligacji niemieckich i amerykańskich

Kurs EUR/USD na tle spreadu 10 letnich obligacji niemieckich i amerykańskich


Źródło: Bloomberg

Na powyższym wykresie linią białą zobrazowano spread pomiędzy rentownością 10-letnich obligacji amerykańskich i niemieckich. Z kolei na żółto – parę walutową EUR/USD. W ostatnim czasie doszło do bardzo dużej dywergencji tych dwóch wartości. Kurs EUR/USD powinien dostosować się do spreadu obligacji.


Notowania EUR/USD, interwał dzienny

Notowania EUR/USD, interwał dzienny


Źródło: Admiral Markets

Na interwale dziennym, przed realizacją scenariusza spadkowego w okolicę 1.10 niedźwiedzie muszą pokonać poważne wsparcie 1.111-1.115.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Bank Zachodni WBK uruchamia infolinię w języku ukraińskim

Obserwując znaczący wzrost zainteresowania usługami bankowymi wśród obywateli Ukrainy przebywającymi w Polsce, Bank Zachodni WBK postanowił uruchomić na infolinii obsługę w języku ukraińskim.

Od 1 czerwca, ukraińskojęzyczni klienci dzwoniąc pod nr infolinii będą mogli uzyskać informacje i pomoc w zakresie posiadanych produktów bankowych, usług bankowości elektronicznej BZWBK24, czy też zapoznać się z ofertą banku w swoim ojczystym języku. Doradcy Multikanałowego Centrum Komunikacji Banku Zachodniego WBK, będą służyć swoją pomocą obywatelom Ukrainy od poniedziałku do piątku w godzinach od 8:00 do 16:00.

Dbając o to, by zapewnić klientom naszego banku najwyższy poziom usług staramy się bacznie obserwować i reagować na pojawiające się zapotrzebowanie. Wyłącznie w zeszłym roku otworzyliśmy ponad 20 tys. kont dla nierezydentów. W tym roku nadal utrzymuje się zainteresowanie i spodziewamy się, że liczba kont dla nierezydentów wzrośnie o min. 50%. Widząc jak wielu nowych klientów pochodzi zza naszej wschodniej granicy postanowiliśmy otworzyć kanał komunikacji dostępny również w języku ukraińskim. – mówi Tomasz Niewiedział, dyrektor Obszaru Bankowości Multikanałowej.

Oprócz obsługi w języku ukraińskim, Klienci Banku Zachodniego WBK mają już zapewnione wsparcie doradców z Multikanałowego Centrum Komunikacji także w języku angielskim, hiszpańskim i migowym. W tej chwili klienci mogą kontaktować się z bankiem wykorzystując już 9 kanałów komunikacji, w tym telefon, video, audio, czat, mail, formularz kontaktowy czy skype.

Dążymy do jak największej użyteczności i prostoty, wprowadzając rozwiązania technologiczne i funkcjonalne, które mają za zadanie faktycznie ułatwiać naszym klientom życie. Bank już teraz prowadzi bardzo zaawansowane prace nad wdrożenie wideoweryfikacji klientów z wykorzystaniem biometrii twarzy, która pozwoli na założenie konta nowemu klientowi bez wizyty w oddziale banku, a następnie nawet na zaoferowanie mu innych produktów, np. kredytowych. – dodaje Tomasz Niewiedział.

Już teraz wiele spraw klienci Banku Zachodniego WBK mogą załatwić bez konieczności wizyty w oddziale. Przykładem tutaj jest TeleKlik, proces, w którym klient, który ma pozytywną decyzję kredytową, może zawrzeć z nami umowę w usługach bankowości elektronicznej, bez wychodzenia z domu. Inną nowością jest Active Engagement – usługa polegająca na on-linowym wsparciu klienta w wypełnianiu przez niego wniosku kredytowego.

Kurs dolara odrabia straty

Wynik posiedzenia Fed, czyli konsekwentne utrzymanie poprzednich prognoz optymalnego poziomu stóp procentowych, przedstawienie szczegółów planowanego rozpoczęcia procesu ograniczania sumy bilansowej oraz bagatelizowanie przez Yellen słabości inflacji podczas konferencji prasowej umocnił dolara. Co więcej, jastrzębie stanowisko władz monetarnych otwiera drogę do wykrystalizowania się trwalszej tendencji. W średnim terminie pozostajemy pozytywnie nastawieni do amerykańskiej waluty.

Najlepsza dla dolara informacja to fakt, że prognozy optymalnego zdaniem decydentów poziomu stóp pozostają bez zmian. Ich mediana nadal sugeruje, że w tym roku należy spodziewać się jeszcze jednej podwyżki i trzech kolejnych w roku przyszłym. Biorąc pod uwagę, że rynek w perspektywie roku wycenia o więcej niż dwie podwyżki mniej niż sugerują to prognozy, to należy rozpatrywać to w kategoriach pozytywnych dla dolara.

Odrabianie strat przez amerykańską walutę będzie warunkowane przez informacje z gospodarki – w środę poziom rozczarowania odczytami jest najsilniejszy od dwóch lat. Warto też dodać, że połączenie bardzo mocno rozczarowujących danych z USA i skrajnego pozycjonowania na rynku obligacji tworzy asymetryczne ryzyko. W przypadku przełamania passy słabych odczytów istnieje pole do silnego wzrostu rentowności. Należy przy tym uwzględniać także szablon sezonowy, w myśl którego w miesiącach letnich gospodarka USA wyraźnie nabierała impetu. W tym kontekście należy przywołać wczorajszą porcję rynkowych informacji. Ważne regionalne barometry koniunktury NY Empire State i Philly Fed wypadły bardzo dobrze. Pierwszy z dwójki wymienionych wskaźników z wartości ujemnych wystrzelił prawie do 20 punktów przy prognozach zakładających jedynie skromne odbicie. Same publikacje mają drugorzędne znaczenie, ale warto odnotować, że mogą zwiastować przełamanie fatalnej passy odczytów. Średnia obu indeksów jest też ważną wskazówką i optymistyczną wróżbą przed publikacją ISM dla przemysłu.

Widzimy przed USD zdecydowanie pozytywne perspektywy. Wycena przyszłej ścieżki stóp jest zbyt niska i będzie z czasem podnoszona. Istnieje gigantyczne pole do odreagowania tegorocznej słabości amerykańskiej waluty i do wzrostu dochodowości długu USA. Po ostatnim posiedzeniu spodziewamy się wymazywania negatywnego nastawienia do USD. W szerszym horyzoncie popyt na dolara może podsycać jednak przede wszystkim fala lepszych danych z gospodarki. Drugim źródłem szans dla amerykańskiej waluty może być wprowadzenie stymulacji fiskalnej przez administrację Trumpa. Inwestorzy właściwie stracili już na to nadzieję, zostało to wymazane z wyceny – reakcja może być zatem jedynie pozytywna. Dlatego też również na tym polu bilans ryzyk przemawia za dolarem.

Od posiedzenia Fed dolar zyskał najwięcej do jena, euro i dolara nowozelandzkiego. Taki kierunek umocnienia w przestrzeni G-10 jest przez nas faworyzowany. Euro nadal stoi przed wymazaniem części długiej pozycji spekulacyjnej po ubiegłotygodniowym, gołębim wydźwięku posiedzenia ECB. W środę, jeszcze przed posiedzeniem Fed, po fatalnych danych o sprzedaży detalicznej i inflacji EUR/USD wystrzelił w kierunku kluczowego oporu 1,13. Była to już czwarta nieudana próba jego sforsowania w ostatnim miesiącu. Jeśli coś nie ma siły rosnąć, to… Barierą, której przełamanie otworzy drogę do silniejszej zniżki jest 1,11.

Z czwartkowej sesji należy zapamiętać także kolejny fantastyczny odczyt danych australijskiego rynku pracy – w ostatnich trzech miesiącach zatrudnienie wzrosło o ponad 140 tys. Na koniec lutego roczna dynamika zatrudnienia nie przekraczała 1 – proc. Trzy miesiące później wynosi 2,0 proc. Po słabości rynku pracy z końcówki 2016 roku nie ma już śladu. Pozytywne informacje z gospodarki będą naszym zdaniem wspierać dolara australijskiego i stabilizować AUD/USD. Rynek mniej ochoczo niż tydzień temu sprzedawać będzie też funta. GBP został wczoraj wsparty przez jastrzębi wydźwięk posiedzenia Banku Anglii. Aż trzech decydentów optowało już teraz za podwyżką stóp procentowych (McCafferty, Saunders i kończąca kadencję Forbes). Wskazuje to na silny podział w MPC. Władze monetarne obawiają się, że przestrzelenie inflacji może być silniejsze i trwalsze niż to wcześniej zakładano.

Złoty padł ofiarą jastrzębiego wydźwięku posiedzenia USD/PLN wystrzelił na 3,80 a w okolice EUR/PLN 4,24. Po krótkiej korekcie spodziewamy się dalszego osłabienia polskiej waluty. W przypadku EUR/PLN doszło do przebicia spadkowej linii trendu, zanegowaniem wzrostowego scenariusza byłoby dopiero zejście na koniec dnia poniżej 4,20.

Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers

USD/JPY pod linią ale z szansami

Czwartkowy handel sprzyjał dolarowi. Na rynkach walutowych USD zyskiwał do większości walut – jednym z wyjątków był mocny funt. Niewielkie spadki utrzymały się na rynku ropy.

Podczas gdy polskie rynki finansowe były zamknięte ze względu na Święto Bożego Ciała, na światowych rynkach próbowano odnaleźć się po środowym posiedzeniu Fed. Jego decyzja nie wstrząsnęła rynkami, stąd też poszukiwanie nowego motywu do handlu było tym bardziej potrzebne. Na rynku ropy odżyły obawy o rosnącą podaż tego surowca – szczególnie w USA, Libii i Nigerii. Decyzję w sprawie wysokości stóp procentowych ogłoszono też w Szwajcarii, gdzie bank centralny pozostawił je bez zmian, na dotychczasowym poziomie. Podobnie było w Wielkiej Brytanii.

Posiedzenie miało też miejsce w Japonii, dziś w nocy. Powszechnie oczekiwano, iż bank pozostawi obecną politykę bez zmian ale też podkreśli poprawiającą się sytuację gospodarczą w kraju. Zgodnie z przewidywaniami tak też się stało – wspomniano o konsumpcji oraz poprawiającej się sytuacji u handlowych partnerów Japonii(export). Jeśli chodzi o publikacje makroekonomiczne, to dziś czekają nas jeszcze dane z amerykańskiego rynku pracy oraz raport Uniwersytetu Michigan.

USD/JPY pod linią ale z szansami 7

Po dzisiejszej decyzji BoJ obserwujemy wzrosty na rynku USD/JPY. Choć rynek jest blisko górnej granicy dużego kanału spadkowego, wskaźnik RSI daje nadzieję na umocnienie. Widzimy bowiem, iż pokonał barierę 50pkt. Ewentualne wzrosty szybko natrafią jednak na wspomniany opór w postaci linii kanału oraz kolejny, zlokalizowany na wysokości 114.00. Wsparciem będą okolice poziomu 110.

Sylwester Majewski


Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Grupa Technologiczna Euvic akcjonariuszem Qumak SA

Kiedy niespełna 6 miesięcy temu Euvic nabył od Enterprise Investors pakiet 100% akcji IT Works SA – spółki infrastrukturalnej wydzielonej kilka lat wcześniej z Sygnity – wydawało się, że 2017 rok upłynie w firmie raczej spokojnie. Tymczasem przedwczoraj spółka Euvic poinformowała GPW, że przekroczyła 5% próg w akcjonariacie Qumak SA, sugerując jednocześnie, iż w zależności od postawy pozostałych akcjonariuszy, jest otwarta na dodatkowe zaangażowanie.

Jak podkreśla Wojciech Wolny, prezes zarządu Euvic, na tym etapie należy postrzegać kierowaną przez niego spółkę, mimo oczywistych synergii, jako inwestora finansowego, który po prostu dostrzegł okazję na rynku. – „Przyglądaliśmy się ze spokojem Qumakowi od kilku miesięcy, planując spotkania z akcjonariuszami i zarządem. Rezygnacja prezesa i gwałtowna wyprzedaż walorów, spowodowała nasze dynamiczne działanie wymuszając na pozór nietypową strukturę rachunków maklerskich wykorzystanych do zakupu akcji” – dodaje Wojciech Wolny.

„Z drugiej strony, jeśli tylko taka będzie wola pozostałych akcjonariuszy, Grupa Technologiczna Euvic będzie wspierać Qumak swoimi doświadczeniem, kontaktami, kompetencjami, czy siecią sprzedaży. Jesteśmy podekscytowani i z niecierpliwością czekamy na walne zgromadzenie akcjonariuszy. Szczerze wierzymy, że mimo przejściowych problemów, przy odrobinie pomocy, spółka o tak dużym portfelu zamówień, z tak ciekawą ofertą i wieloletnią tradycją, musi wrócić na ścieżkę rozwoju” – mówi Wojciech Kosiński, wiceprezes i jeden z założycieli Euvic.

Grupa Technologiczna Euvic, w skład której wchodzi 11 powiązanych kapitałowo spółek, jest jedyną w tej części Europy federacją spółek informatycznych. Przychody spółek grupy przekroczyły w zeszłym roku 250 mln złotych (przy EBIDA na poziomie 32 mln). O sile Euvic nie stanowią jednak finanse, a unikatowy i niedostępny na rynku pracy zespół doświadczonych menadżerów, którzy nie tylko świetnie znają branżę IT, ale również w znakomitej większości budowali i odpowiadali za własne przedsięwzięcia biznesowe.

NIK o zapewnieniu pracownikom badań profilaktycznych

Brakuje rozwiązań prawnych, które pozwoliłyby na skuteczną kontrolę lekarzy medycyny pracy i pracodawców w zakresie zapewnienia pracownikom odpowiednich badań profilaktycznych – wynika ze wspólnej kontroli Najwyższej Izby Kontroli i Państwowej Inspekcji Pracy. Zwiększa to ryzyko niezapewnienia pracownikom badań lekarskich adekwatnych do zagrożeń dla ich zdrowia i życia występujących w miejscu pracy. Z drugiej strony pracodawcy nie otrzymują pełnej informacji o przeciwwskazaniach zdrowotnych do pracy na określonych stanowiskach.

Pracodawca ma obowiązek objęcia pracowników profilaktyczną opieką zdrowotną. Zgodnie z przepisami nie wolno dopuścić do pracy pracownika, który nie posiada aktualnego orzeczenia lekarskiego o braku przeciwwskazań do wykonywania pracy na określonym stanowisku.

Celem kontroli, przeprowadzonej wspólnie przez NIK i PIP, było sprawdzenie, czy system kontroli wywiązywania się lekarzy medycyny pracy i pracodawców z obowiązku zapewnienia pracownikom badań profilaktycznych  pozwala na wykrywanie nieprawidłowości.

Zgodnie z przepisami Kodeksu pracy pracodawca jest zobowiązany do przechowywania orzeczenia wydanego na podstawie badań lekarskich. Nie ma jednak obowiązku przechowywania w aktach osobowych pracownika kopii skierowania na badania. Uniemożliwia to inspektorom pracy zweryfikowanie, czy pracodawca zawarł w skierowaniu wyczerpujące informacje o występujących na stanowisku pracy czynnikach szkodliwych dla zdrowia, aktualnych wynikach ich badań i pomiarów oraz warunkach uciążliwych.

Inspektorzy pracy nie mogli sprawdzić 55 proc. skierowań na badania profilaktyczne z powodu nieposiadania ich kopii przez skontrolowanych pracodawców. 22 proc. zbadanych przez inspektorów skierowań zawierało niepełne informacje o zagrożeniach dla zdrowia i życia występujących na stanowiskach pracy (52 proc. z nich zostało wystawione przez pracodawców zatrudniających do 20 pracowników). W wielu przypadkach było to następstwem braku lub niepoprawnej oceny ryzyka zawodowego dokonanej przez pracodawców, a w szczególności niezidentyfikowania wszystkich zagrożeń wynikających z charakteru pracy i sposobu jej wykonywania. Ocenę ryzyka zawodowego nierzetelnie sporządziła blisko połowa skontrolowanych pracodawców.

Analiza czynników szkodliwych dla zdrowia i warunków uciążliwych występujących na stanowisku pracy – zazwyczaj dokonywana przez lekarza na podstawie skierowania wystawionego przez pracodawcę – ma wpływ na częstotliwość i zakres badań profilaktycznych, w tym na potrzebę konsultacji lekarzy specjalistów, oraz konieczność wykonania dodatkowych badań diagnostycznych. W kontrolach działalności profilaktycznej lekarzy medycyny pracy, przeprowadzonych przez skontrolowane wojewódzkie ośrodki medycyny pracy, najczęściej stwierdzanymi nieprawidłowościami były: wykonywanie przez lekarzy badań bez skierowania lub na podstawie skierowania niezawierającego wymaganych informacji o zagrożeniach dla zdrowia i życia występujących na stanowisku pracy, zawężanie zakresu tych badań oraz nieprawidłowe wyznaczanie terminu kolejnych badań.

NIK i PIP zwracają uwagę na nieprzeprowadzanie przez lekarzy profilaktyków wizytacji stanowisk pracy. Według informacji uzyskanych od pracodawców 77 proc. skontrolowanych stanowisk pracy nie było wizytowanych przez lekarzy medycyny pracy w celu uzupełnienia informacji o zagrożeniach dla zdrowia i życia zawartych w skierowaniach na badania profilaktyczne. W wystąpieniach pokontrolnych kierowanych do podstawowych jednostek służby medycyny pracy wojewódzkie ośrodki medycyny pracy zalecały przeprowadzanie wizytacji stanowisk pracy, zwracając lekarzom uwagę na powtarzające się przypadki niepełnego katalogu zagrożeń podanego w skierowaniach.

Dobra znajomość warunków higienicznych środowiska pracy jest jednym z podstawowych zadań lekarza sprawującego opiekę profilaktyczną nad pracownikami. Co prawda wizytowanie przez niego stanowisk pracy jest w przepisach jedynie zalecane, ale dokonanie rzetelnej oceny zagrożeń występujących na tych stanowiskach wymaga zweryfikowania informacji pozyskanych od pracodawcy w skierowaniach na badania profilaktyczne. Brak wizytacji stanowisk pracy uniemożliwia jednostkom służby medycyny pracy informowanie właściwej inspekcji o zagrożeniach dla zdrowia stwierdzonych w miejscu pracy oraz o przypadkach nieprzestrzegania przez pracodawcę przepisów w zakresie ochrony zdrowia pracowników. Warunkiem rzetelnego wywiązania się z tego zadania jest bowiem uzupełnienie danych od pracodawcy spostrzeżeniami poczynionymi przez lekarza profilaktyka w trakcie wizytacji stanowisk pracy w zakładzie.

NIK i PIP zwracają także uwagę na nieprecyzyjne uregulowania dotyczące możliwości kontrolowania przez wojewódzkie ośrodki medycyny pracy prawidłowości umów, na podstawie których lekarze wykonują badania profilaktyczne. Przepisy ustawy o służbie medycyny pracy nakładają na pracodawców i podstawowe jednostki tej służby obowiązek zawarcia pisemnych umów, warunkujących przeprowadzenie badań profilaktycznych. Przepisy nie wskazują jednak wprost, że wojewódzkie ośrodki medycyny pracy mogą kontrolować prawidłowość zawarcia i realizacji tych umów. Tymczasem według informacji uzyskanych od skontrolowanych pracodawców 35 proc. z nich nie zawarło pisemnych umów z jednostkami służby medycyny pracy w celu przeprowadzenia badań profilaktycznych pracowników. Blisko połowę tej grupy stanowili pracodawcy zatrudniający do 20 pracowników. Podczas kontroli działalności lekarzy profilaktyków stwierdzano zarówno przypadki braku takich umów, jak i przypadki odmowy udostępnienia ich do kontroli. Bez pisemnej umowy z pracodawcą lekarz nie ma prawa wykonywać badań profilaktycznych jego pracowników, ani wydać mu orzeczeń lekarskich. Ponadto brak takiej umowy lub brak informacji o jej zawarciu czyni bezprzedmiotowym kierowanie do pracodawcy wymaganego ustawą wniosku o zastosowanie skutków przewidzianych w umowie- w przypadku stwierdzenia podczas kontroli lekarza istotnych uchybień dotyczących trybu, zakresu i jakości udzielanych świadczeń zdrowotnych.

Ponadto kontrola NIK i PIP wykazała, że w przepisach nie określono jednolitych dla całego kraju, szczegółowych zasad wykonywania kontroli podstawowych jednostek służby medycyny pracy. W konsekwencji wojewódzkie ośrodki medycyny pracy przyjmują własne, różniące się procedury przeprowadzania kontroli, co skutkuje nierównym, w skali kraju, traktowaniem podmiotów i osób kontrolowanych. Niektórzy z dyrektorów skontrolowanych wojewódzkich ośrodków medycyny pracy podejmowali próby doprowadzenia do ujednolicenia trybu kontroli lekarzy profilaktyków, ale jak do tej pory nie przyniosły one rezultatów.

Brakuje również uregulowań prawnych obligujących kierownika podstawowej jednostki służby medycyny pracy do powiadomienia kierownika ośrodka o wykonaniu zaleceń pokontrolnych lub o przyczynach ich niewykonania.

W latach 2014-2015 kierownicy podstawowych jednostek służby medycyny pracy nie udzielili odpowiedzi, odpowiednio, na 85 proc. i 83 proc. wystąpień pokontrolnych wojewódzkich ośrodków medycyny pracy zawierających zalecenia usunięcia nieprawidłowości. Uwzględniając niską częstotliwość kontroli lekarzy profilaktyków, brak podstaw prawnych do żądania przez ośrodki udzielenia odpowiedzi na wystąpienie pokontrolne negatywnie wpływał na ocenę skuteczności kontroli. Na brak odpowiednich uregulowań prawnych zwiększających możliwości wyegzekwowania odpowiedzi na wystąpienia pokontrolne zwracali uwagę także sami dyrektorzy wojewódzkich ośrodków medycyny pracy.

NIK i PIP zwracają uwagę, że nieokreślenie w przepisach przykładowego katalogu nieprawidłowości zaliczanych do istotnych uchybień stanowi znaczne utrudnienie dla dyrektorów wojewódzkich ośrodków medycyny pracy w odpowiedniej  kwalifikacji nieprawidłowości.

Stwierdzenie istotnych uchybień w kontroli w profilaktycznej działalności lekarza pociąga za sobą obowiązek skierowania przez kierownika ośrodka wniosków do pracodawców – o zastosowanie wobec świadczeniodawcy skutków przewidzianych w umowie, oraz do rzecznika odpowiedzialności zawodowej właściwej okręgowej izby lekarskiej – o wszczęcie postępowania w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej lekarza.

Odsetek kontroli, w wyniku których zostały skierowane wnioski do rzeczników odpowiedzialności zawodowej właściwych okręgowych izb lekarskich, wynosił w poszczególnych latach 2014-2015 odpowiednio: WOMP w Krakowie – 6 proc. i 3 proc., WOMP w Łodzi – brak wniosków w 2014 r. i 0,3 proc w 2015 r.., WOMP w Białymstoku – brak wniosków w 2014 i 2015 r., WOMP w Bydgoszczy – brak wniosków w 2014 r. i 2 proc. w 2015 r. Stwierdzenie tej samej nieprawidłowości u różnych lekarzy raz kwalifikowano jako istotne uchybienia, innym razem jako inne nieprawidłowości. Wystąpienie do rzecznika często także uzależniano od okoliczności nieprawidłowego działania lekarza, występowania innych nieprawidłowości oraz wyników poprzednich kontroli.

Na brak ustawowego katalogu istotnych uchybień (przykładowego), utrudniający stosowanie wobec lekarzy medycyny pracy zgodnych z przepisami rygorów, zwracali uwagę także sami dyrektorzy wojewódzkich ośrodków medycyny pracy, a niektórzy – w związku z brakiem takiego katalogu – odstępowali w ogóle od sporządzania wniosków do rzecznika. Niektórzy z nich w odpowiedzi na wystąpienie pokontrolne NIK deklarowali podjęcie próby doprowadzenia do wypracowania – w porozumieniu z Instytutem Medycyny Pracy w Łodzi oraz innymi ośrodkami – jednolitej kwalifikacji nieprawidłowości do istotnych uchybień.

Uwagi i wnioski

Wyniki kontroli pracodawców i wojewódzkich ośrodków medycyny pracy potwierdzają konieczność rozważenia wprowadzenia dodatkowych rozwiązań prawnych zwiększających możliwość prowadzenia skutecznych kontroli prawidłowości realizowania przez pracodawców obowiązków związanych z zapewnieniem pracownikom profilaktycznych badań lekarskich oraz rzetelności przeprowadzania tych badań przez lekarzy medycyny pracy.

W związku z powyższym Najwyższa Izba Kontroli i Państwowa Inspekcja Pracy uważają za niezbędne:

Podjęcie działań legislacyjnych w celu wprowadzenia do ustawy o służbie medycyny pracy:

  • zapisu wskazującego wprost, że kontrola wojewódzkich ośrodków medycyny pracy obejmuje także sprawdzenie prawidłowości umów, na podstawie których lekarze wykonują badania profilaktyczne,
  • jednolitych, szczegółowych zasad wykonywania kontroli przez wojewódzkie ośrodki medycyny pracy,
  • obowiązku powiadamiania kierowników wojewódzkich ośrodków medycyny pracy o wykonaniu przez adresatów wystąpień pokontrolnych zaleceń zawartych we wnioskach lub o przyczynach ich niewykonania,
  • przykładowego katalogu kwalifikacji nieprawidłowości do istotnych uchybień, o których mowa w art. 18 ust. 3 ustawy o służbie medycyny pracy.
  • Dokonanie zmian w rozporządzeniu Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej w sprawie przeprowadzania badań lekarskich pracowników, zakresu profilaktycznej opieki zdrowotnej nad pracownikami oraz orzeczeń lekarskich wydawanych do celów przewidzianych w Kodeksie pracy:
  • umożliwiających Państwowej Inspekcji Pracy kontrolę skierowań na badania profilaktyczne przekazywanych   lekarzom, a także
  • nakładających na lekarzy medycyny pracy, obowiązek wizytacji przynajmniej tych stanowisk pracy, które charakteryzują się wysokim ryzykiem zagrożeń dla zdrowia i życia pracownika.

Pojemność popularnych dysków SSD będzie się zmniejszać. Na rynku pojawiły się bardzo pojemne pamięci USB

Pojemność popularnych dysków SSD będzie się zmniejszać. Na rynku pojawiły się bardzo pojemne pamięci USB 8

Dyski SSD to kategoria sprzętu, który cały czas intensywnie się rozwija. Nie tylko zwiększa się szybkość transferu danych, lecz także zmieniają się sposoby podłączania dysku do komputera i technologie, jakie wykorzystują kości pamięci. Dziwić może natomiast inny trend: producenci zdecydowali się nie podwyższać, a w niektórych przypadkach nawet obniżać, pojemność najbardziej popularnych modeli dysków, odpowiadając na zapotrzebowanie rynku, który woli mniej pojemne dyski SSD w niższej cenie.

W tej chwili cały czas bazujemy na technologii SATA III, natomiast pojawia się coraz więcej modeli z wykorzystaniem pamięci 3D NAND oraz z protokołem NVMe po PCI Express. Przyszłość będzie należała do tego typu rozwiązań ze względu na dużo szybszy transfer, mniejszy rozmiar i większą kompatybilność. Nowe urządzenia mogą służyć do zastosowań mobilnych, ultrabooków czy małych płyt pecetowych. Ich waga wynosi ok. 10 g, w porównaniu do tradycyjnych dysków to ok. siedmiokrotnie mniej – mówi agenci informacyjnej Newseria Innowacje Michał Bocheński z firmy Kingston Technology.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Trendfocus, w ostatnim roku ceny dysków SSD wzrosły średnio o 36 proc. Powodem jest duże zapotrzebowanie na tego typu podzespoły, zwłaszcza wykorzystujące interfejs PCIe. Ceny nośników wykorzystujących SATA również zauważalnie poszły w górę.

W tej chwili bazujemy na modelach SATA III, tutaj ograniczeniem jest transfer do 600 MB/s. W przypadku nowych dysków, o których mówiłem, czyli z protokołem NVMe, z kartą PCI Express 3.0 x4, dochodzimy do 4 GB/s, także czas dostępu do danych znacząco się zmniejsza. W konsekwencji wydajność takich dysków jest dużo lepsza, działają szybciej i oferuję użytkownikom jeszcze wyższy poziom komfortu – opowiada Michał Bocheński.

Jak przekonuje ekspert, producenci dysków SSD coraz większy nacisk kładą na podwyższenie szybkości transferu danych, dzięki czemu podczas korzystania z przenośnej pamięci na urządzeniach mobilnych można liczyć na o wiele krótszy czas reakcji i w rezultacie większy komfort korzystania z urządzeń – nie tylko komputerów stacjonarnych, lecz przede wszystkim wszelkich rozwiązań mobilnych.

– Przez długie lata tą barierą był transfer do poziomu 600 MB/s, w tej chwili wyjście poza 600 MB/s zmieni diametralnie użyteczność urządzeń mobilnych, desktopów, ultrabooków, również tabletów wszędzie tam, gdzie są wykorzystywane dyski SSD – przekonuje Michał Bocheński.

Prognozy cenowe dysków SSD na najbliższe miesiące nie napawają optymizmem. Ekspert uważa, że dopiero pod koniec roku mogą ulec zmianie i być nieco korzystniejsze dla konsumenta.

Od maja br. nastąpił znaczący wzrost cen zarówno pamięci NAND flash, jak i pamięci DRAM. Mówimy o wzroście rzędu nawet 100 proc. Ten trend cały czas się utrzymuje i nic nie wskazuje na to, aby do końca trzeciego kwartału coś uległo zmianie. Natomiast przewidujmy, że pod koniec trzeciego kwartału, kiedy będzie pełna dostępność tychże pamięci na rynku, ceny powinny zacząć spadać. Co więcej, poprawi się również dostępność samych dysków SSD – uważa Michał Bocheński. – W tej chwili najbardziej popularnymi dyskami są dyski w formacie 2,5 cala, są to te tradycyjne dyski SATA III, natomiast widzimy dynamiczny wzrost sprzedaży dysków z protokołem NVMe z kartą PCI Express.

W ostatnich latach producenci skupiali się przede wszystkich na opracowywaniu i produkcji dysków SSD o coraz większych pojemnościach. Taka strategia okazała się jednak niewłaściwa, bo zbyt wysokie ceny skutecznie odstraszyły konsumentów od kupowaniu pojemnych, ale bardzo drogich modeli. Rynek zadecydował inaczej – największą popularnością cieszyły się dyski SSD o mniejszej pojemności. Dlatego producenci zdecydowali się zmienić strategię.

Zmiana cen spowodowała, że na przestrzeni roku widzimy odwrót od wyższych pojemności dysków. W owym czasie popularne były pojemności 240 GB, 480 GB, klienci nawet sięgali po dyski o pojemności 1 TB, natomiast dwukrotny wzrost cen spowodował, że znów bardzo poszukiwanymi stały się modele o pojemnościach rzędu 120 GB – tłumaczy Michał Bocheński.

Wpływ na cenę i chwilowe ograniczenie podaży dysków miał również postęp technologiczny – zmiana technologii kości pamięci 2D NAND na 3D NAND, w których komórki pamięci ułożone są w pionie. Dzięki temu możliwe jest ich układanie warstwami, a przez to skrócenie czasu dostępu do danych i zwiększenie pojemności nośników. Problem polega jednak na tym, że nowa technologia produkcji nie jest jeszcze dostatecznie spopularyzowana, zwłaszcza w porównaniu do oczekiwań rynku.

Moce produkcyjne nie są jeszcze na tyle duże, aby to zapotrzebowanie zapełnić, stąd ten wzrost i wyższe ceny na półkach. Może to budzić zdziwienie klientów, którzy jeszcze niedawno płacili 1 złoty za 1 GB, a dzisiaj ten przelicznik to mniej więcej 2 złote za 1 GB, jeśli chodzi o dyski SSD – wyjaśnia Michał Bocheński.

Ciekawostką są za to niezwykle pojemne pamięci USB (tzw. pendrive&HASH39;y), które w przypadku oferty firmy Kingston oferują nawet 2 TB miejsca na dane. To tyle, co popularne dyski twarde w technologii HDD montowane w komputerach stacjonarnych.

– Nowością w ofercie Kingston jest DT Ultimate, jest to pamięć USB o pojemności 1 TB oraz 2 TB z bardzo wysokim transferem: odczyt na poziomie 300 MB/s, zapis na poziomie 200 MB/s, można powiedzieć, że jest to taki dysk SSD w formacie USB. Jest on wykorzystywany tam, gdzie jest potrzeba transferu i zrzucania dużych plików, na przykład w biurach architektonicznych, studiach filmowych czy w działach graficznych – opowiada Michał Bocheński.

Na tego typu pamięci USB, którą można przenosić dosłownie w kieszeni, zmieści się nawet 200 filmów w formacie Full HD lub około 2500 filmów w formacie DivX. Nośnik o pojemności 2 TB kosztuje jednak ponad 6000 zł.

Turecka Antalya zacieśnia współpracę gospodarczą z Polską. Stawia na turystykę i wymianę handlową

Turecka Antalya zacieśnia współpracę gospodarczą z Polską. Stawia na turystykę i wymianę handlową 9

Obroty gospodarcze między Polską a Turcją w ciągu kilku lat zwiększyły się do poziomu 6 mld dol. Na znaczeniu rośnie Antalya. Ten region Turcji odpowiada za blisko 16 proc. eksportu, przede wszystkim warzyw i owoców. Stanowi też ważne centrum turystyczne. W 2016 roku Antalyę odwiedziło 100 tys. Polaków, w tym roku może ich być 150 tys., a w rekordowych latach było ich ponad 250 tys. Mamy już pomost w postaci turystyki, czas na inne relacje w obszarze gospodarki – podkreśla Yusuf Hacisuleyman, wiceprezes Izby Handlowo-Przemysłowej Antalyi.

– Obroty w handlu miedzy Polską a Turcją wynoszą ok. 6 mld dol. Mamy do czynienia z równowagą między importem a eksportem. Eksport z Antalyi wynosi około miliarda dolarów. Ale chcemy dalej zacieśniać naszą współpracę z Polską, szczególnie z Warszawą, na polu gospodarczym i handlowym – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Yusuf Hacisuleyman, wiceprezes Izby Handlowo-Przemysłowej Antalyi.

W 2016 roku polsko-tureckie dwustronne obroty handlowe wzrosły o 4 proc. w porównaniu z 2015 rokiem. Polski eksport wzrósł nieznacznie (o ok. 1 proc.), turecki zaś o ok. 8 proc. (dane za Polsko-Turecką Izbą Gospodarczą). Do Turcji sprzedajemy przede wszystkim silniki spalinowe, samochody osobowe, części zamienne i zespoły urządzeń nadawczych czy samochody ciężarowe. Importujemy ubrania, warzywa i owoce.

Istotną rolę w tureckim eksporcie pełni Antalya.

– Podstawą gospodarki Antalyi jest rolnictwo, w szczególności świeże warzywa i owoce. Jesteśmy największym producentem tych produktów w Turcji – to prawie 7 mln ton świeżych owoców i warzyw rocznie. Produkujemy zarówno w warunkach naturalnych, jak i w szklarniach, co daje nam tę przewagę, że oferujemy świeże owoce i warzywa przez cały rok – przekonuje Yusuf Hacisuleyman.

Turcja jest siódmym największym na świecie producentem rolnym i eksporterem. Sektor odpowiada za blisko 20 proc. zatrudnienia w kraju. Jak jednak przekonuje wiceprezes Izby Handlowo-Przemysłowej Antalyi, świeże owoce i warzywa to nie są jedyne atuty regionu. Kolejnym jest turystyka.

– Rekordowa liczba Polaków odwiedziła Antalyę w 2015 roku. Było to około 250 tys. osób, czyli mniej więcej połowa wszystkich odwiedzających Turcję. W zeszłym roku było to nieco ponad 100 tysięcy, ale rezerwacje na ten rok wyglądają bardzo obiecująco. Spodziewamy się o 60 proc. więcej gości z Polski – wskazuje Hacisuleyman.

Obecnie w Antalyi ląduje 20–25 samolotów tygodniowo z Polski. W lipcu i sierpniu ich liczba może zwiększyć się do 35 samolotów tygodniowo. Turcja chce stać się trzecią co do ważności światową destynacją turystyczną. Od 2016 roku wdrażany jest program „Tourism Emergency Action Plan Support Package”, który ma zneutralizować geopolityczną sytuację, która negatywnie wpływa na sektor turystyczny.

– Antalya jest stolicą tureckiej branży turystycznej. Przyjmujemy rocznie ponad 12 mln turystów. Przyroda, morze i wspaniałe zabytki powodują, że jesteśmy numerem jeden. Mogę śmiało powiedzieć, że Antalya jest jednym z najbardziej atrakcyjnych turystycznie rejonów świata – podkreśla wiceprezes Izby Handlowo-Przemysłowej Antalyi.

W ciągu 12 lat w Turcji liczba turystów wzrosła z 12 do ponad 40 mln. Tylko w 2015 roku dochody z sektora turystycznego wyniosły 31,5 mld dolarów. Dane Światowej Rady Turystyki i Podróży wskazują, że w 2015 roku całkowity udział turystyki w PKB Turcji wyniósł 12 proc. i odpowiadał za 8,3 proc. zatrudnienia. W 2016 roku liczba turystów spadła, przede wszystkim ze względu na zagrożenie terrorystyczne. W tym roku sytuacja powoli wraca do normy.

– Poza turystyką interesuje nas także wymiana handlowa między firmami. Polscy przedsiębiorcy mogliby także inwestować w Antalyi. Mamy już pomost w postaci turystyki, czas na inne relacje w obszarze gospodarki – podkreśla wiceprezes Izby Handlowo-Przemysłowej Antalyi. – Mamy tylko dwie firmy z polskim kapitałem zarejestrowane w Antalyi, chcielibyśmy tę liczbę zwiększyć. Umowa podpisana z Warszawską Izbą Gospodarczą ma ułatwić współpracę inwestycyjną.

Do 2020 roku świat zdominuje trend otwartej gospodarki. 40 proc. pracowników będzie samozatrudnionych

Do 2020 roku świat zdominuje trend otwartej gospodarki. 40 proc. pracowników będzie samozatrudnionych 10

Cyfrowa rewolucja sprawia, że rozwija się nowy trend: otwarta gospodarka. W 2020 roku blisko 40 proc. pracowników będzie samozatrudnionych. Zmiany wymagają od organizacji przystosowania się i odmiennego sposobu zarządzania. Wyzwaniem będzie też zabezpieczenie środowiska cyfrowego. Tylko platformy bezpieczeństwa, które obejmą całe ekosystemy biznesowe, pozwolą organizacjom w pełni otworzyć się na nowe możliwości. Taką platformą jest Samsung Knox, który pozwala w urządzeniu mobilnym oddzielić świat prywatny od służbowego, a w razie ataku odetnie dostęp do informacji.

Otwarta gospodarka zdecydowanie zmieni sposób, w jaki pracujemy. Zmieni nasze interakcje z ludźmi, pracownikami. Otwarta gospodarka to megatrend, który rozpoczyna się teraz, ale w pełni rozwinie się około 2020 roku. Liczby są imponujące, jeżeli chodzi o postęp technologiczny, o kwestie bezpieczeństwa, także o bariery, z którymi będziemy się musieli zmierzyć. To wszystko dzieje się teraz, więc my także musimy się zmieniać w czasie rzeczywistym – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maxime Guirauton, dyrektor marketingu w dziale B2B Samsung Electronics w Europie.

Raport firmy Samsung o wpływie zmian społecznych i technologicznych na otoczenie biznesowe wskazuje, że do 2020 roku do sieci podłączonych będzie 7,3 mld urządzeń na całym świecie. Dla organizacji może to stanowić poważne wyzwanie w kontekście zapewnienia bezpieczeństwa w środowisku otwartej gospodarki. Ponadto zmieni się także sama struktura zatrudnienia. W 2020 roku blisko 40 proc. pracowników będzie freelancerami.

W oczywisty sposób wymiana informacji będzie podlegała zmianom, także to, w jaki sposób tworzymy. Dawno minęły czasy, kiedy wszyscy pracowali w jednym biurze, kiedy dane były wymieniane tylko w obrębie jednego biura czy firmy. Dziś współtworzymy z różnymi pracownikami, którzy znajdują się w różnych częściach świata. Nowy trend polega na tym, że współtworzymy także z naszymi konkurentami. Musimy więc wszystko zabezpieczyć – tłumaczy Guirauton.

Wciąż jeszcze w części przedsiębiorstw systemy zabezpieczeń są przestarzałe, co ułatwia zadanie hakerom. Raport Samsunga ocenia, że tylko w 2016 roku cyberprzestępczość kosztowała światową gospodarkę ok. 335 mld funtów. Przy rosnącym na znaczeniu internecie rzeczy i postępującej cyfryzacji podstawowe zabezpieczenia mogą się okazać jeszcze mniej wystarczające.

Opracowaliśmy rozwiązanie pod nazwą Samsung Knox, które całkowicie zmienia reguły gry. Dostosowuje się do zmian w życiu zawodowym. Na swoim telefonie można mieć wszystko i będzie to całkowicie chronione, a w razie potrzeby odłączane. Drugą kwestią jest dyslokacja zasobów. Ludzie posługują się różnymi urządzeniami. Dzięki Samsung Knox możemy obsługiwać 10 tys. urządzeń, milion urządzeń, tak jakby to było jedno urządzenie, z tego samego punktu – przekonuje ekspert Samsunga.

Platforma oddziela świat prywatny od służbowego, który zamknięty jest w bezpiecznym Knox Workspace. Ta przestrzeń może zaś być zarządzana przez pracodawcę za pomocą jednego z rozwiązań MDM (Mobile Device Management). W raporcie „Bezpieczeństwo Urządzeń Mobilnych: Porównanie Platform”, sporządzonym przez firmę Gartner, Samsung Knox okazał się najbardziej niezawodną platformą bezpieczeństwa w każdej kategorii, a w zakresie kontroli bezpieczeństwa branego pod uwagę otrzymał ocenę „Strong”.

Współpracujemy z 29 rządami na całym świecie, a ich liczba rośnie z każdym miesiącem. Ta innowacja jest wyjątkowa, ponieważ to nie tylko oprogramowanie, lecz także sprzęt, począwszy od chipa. Dodatkowo jest całkowicie bezpieczna. Jeżeli ktoś będzie próbował zhakować telefon albo przejąć nad nim kontrolę, będziemy to natychmiast widzieli i będziemy w stanie ochronić dane, zamknąć kontent, odciąć dostęp do informacji i mieć pewność, że nic nie wycieknie na zewnątrz – podkreśla Maxime Guirauton.

Izolacja Kataru nie powinna znacząco wpłynąć na ceny ropy naftowej. Wbrew obawom raczej spowoduje ich spadek niż wzrost

Izolacja Kataru nie powinna znacząco wpłynąć na ceny ropy naftowej. Wbrew obawom raczej spowoduje ich spadek niż wzrost 11

Kiedy w pierwszy poniedziałek czerwca cztery kraje Bliskiego Wschodu zerwały stosunki dyplomatyczne z Katarem, zablokowały jego granice i wstrzymały komunikację z nim, rynki obawiały się wzrostu cen ropy naftowej. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Choć dalszy rozwój konfliktu pozostaje niewiadomą, to eksperci raczej przewidują jego załagodzenie. Zdaniem Doroty Sierakowskiej, analityka rynków surowcowych z Domu Maklerskiego BOŚ, prędzej należy się spodziewać spadków cen surowca lub ich utrzymania na obecnym poziomie niż wzrostu.

– Sytuacja związana z izolacją Kataru nie wpłynęła na rynek ropy naftowej w tak istotnym stopniu jak sądzono – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dorota Sierakowska, analityk rynków surowcowych Domu Maklerskiego BOŚ. – Na początku obawiano się, że będą zaburzenia w produkcji ropy naftowej w regionie, w wyniku tego notowania ropy delikatnie wzrosły, ale już tego samego dnia, po kilku godzinach, inwestorzy zaczęli odbierać tę polityczną kwestię nieco inaczej. Może ona negatywnie wpłynąć na porozumienie naftowe państw OPEC, czyli głównie państw regionu Bliskiego Wschodu. Pojawiły się wątpliwości, czy faktycznie te kraje będą chętnie spełniały oczekiwania związane z porozumieniem.

5 czerwca Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Egipt i Bahrajn zerwały stosunki dyplomatyczne z Katarem, a jego obywatelom dały dwa tygodnie na opuszczenie ich terytoriów. Dyplomaci musieli to zrobić w ciągu 48 godzin. Następnie do antykatarskiej koalicji włączyły się kolejne kraje: Jemen, Libia, Malediwy i Nigeria. Zarówno Katar, jak i część z blokujących go państw (Arabia Saudyjska, ZEA, Nigeria, Libia) należą do kartelu OPEC grupującego 13 państw produkujących ropę.

Jesienią 2016 roku z powodu utrzymywania się niskich cen ropy OPEC podjął się samoograniczenia produkcji o 1,2 mln baryłek dziennie do 32,5 mln. Na ograniczenie produkcji przystała też część państw niezrzeszonych w kartelu, m.in. Rosja. Porozumienie pierwotnie miało obowiązywać do końca czerwca 2017 roku, zostało jednak przedłużone o kolejnych 9 miesięcy. Ceny ropy jednak, choć początkowo wzrosły do ok. 55 dol. za baryłkę w przypadku ropy WTI, co było poziomem najwyższym od połowy 2015 roku, w marcu znów zaczęły spadać. I choć wahają się raz w górę, raz w dół, kolejne wzrosty są coraz słabsze. Obecnie baryłka kosztuje ok. 46 dol., a od początku roku ropa potaniała o niemal 15 proc.

– Paradoksalnie ta informacja wpłynęła raczej negatywnie na notowania ropy naftowej, ale też nie wpłynęła bardzo istotnie. Katar nie jest istotnym producentem ropy naftowej, nie jest to tak duży producent jak chociażby Arabia Saudyjska, Iran czy Irak – przekonuje Sierakowska. – To jest zupełnie inna skala, dlatego na razie nie widać istotnych zaburzeń w produkcji czy eksporcie ropy naftowej z tego regionu.

W 2016 roku kraje OPEC wyeksportowały średnio o 6,5 proc. więcej surowca niż w 2015 r. – 25 mln baryłek dziennie. Otrzymały za niego jednak o 13,2 proc. mniej pieniędzy – 445,7 mld dol. To skutek niskich cen, które na początku 2016 roku spadły nawet poniżej 30 dol. za baryłkę. I choć członkom kartelu udawało się w pierwszych miesiącach roku dotrzymywać porozumienia o ograniczeniu wydobycia (choć zwykle o mniejsze niż przewidziane umową ilości), to np. w maju produkcja wzrosła o 336 tys. baryłek dziennie. Miedzy innymi w Nigerii i Libii, które są wyłączone z ograniczenia.

– Trudno przewidywać, jak będzie się rozwijała sytuacja na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza że z politycznego punktu widzenia jest to sytuacja dość skomplikowana – mówi analityk rynków surowcowych DM BOŚ. – W pewnym stopniu te sankcje dotyczące Kataru wynikały z politycznych zagrywek w regionie. Arabia Saudyjska od dłuższego czasu stoi w opozycji do Iranu, czego Katar nigdy nie popierał w tak dużym stopniu i z tego wypływały te nieporozumienia, które widzimy obecnie.

Oficjalnym powodem izolacji Kataru jest wspieranie przez niego terrorystów z Państwa Islamskiego. Znawcy regionu zwracają jednak uwagę na fakt, że choć Katar rzeczywiście wspierał niektóre frakcje Bractwa Muzułmańskiego, to Arabii Saudyjskiej chodzi przede wszystkim dominację w regionie. Arabia Saudyjska ma poparcie antyirańsko nastawionego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Katar natomiast nie chce konfrontacji z Iranem. Jakkolwiek jednak zakończy się spór w obrębie Zatoki Perskiej, dopóki pozostaje w sferze dyplomacji, dopóty ropa nie powinna podrożeć. Zwłaszcza że to niejedyni producenci na świecie, a rozpoczęty w 2014 roku spadek cen surowca spowodował, że Stany Zjednoczone rozwijają produkcję taniej ropy z łupków.

– Zamieszanie wokół Kataru nie wpłynie istotnie na notowania ropy naftowej w kolejnych miesiącach. Spodziewam się że to, co będzie działo się na rynku ropy naftowej, będzie wypadkową produkcji w Stanach Zjednoczonych czy poziomu zapasów w tym kraju, a także tego, w jakim stopniu OPEC będzie wypełniać swoje zobowiązania związane z porozumieniem naftowym – przewiduje Sierakowska. – W rezultacie zbijania się tych dwóch elementów oczekuję, że nie zobaczymy istotnych wzrostów notowań ropy naftowej, natomiast możemy zobaczyć albo spadki, albo konsolidację notowań ropy naftowej, czyli poruszanie się w tych rejonach, które widzimy obecnie.

Fed rozczarował?

Wyczekiwany i nerwowy dzień – tak można określić środę. Inwestorzy dostali decyzję Fed. Dolar ostatecznie jednak tracił na sile. Na pozostałych rynkach też było ciekawie – spore spadki odnotowano na ropie.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna opublikowała wczoraj raport z którego wynika, iż w 2018 podaż ropy będzie przekraczać zapotrzebowanie, nawet uwzględniając oczekiwany wzrost popytu. Zarówno BRENT jak i ropa WTI traciły na wczorajszym zamknięciu około 2.8%. Tymczasem w centrum uwagi był Fed. Zgodnie z oczekiwaniami podwyższono główną stopę procentową o 25pb. Nadal oczekiwana jest jeszcze jedna podwyżka pod koniec roku. Zapowiedziano też rozpoczęcie w tym roku redukcji sumy bilansowej, poprzez ograniczenie reinwestycji.

W tym tygodniu istotnych posiedzeń banków centralnych będzie więcej. Już o 9:30 decyzję podejmuje Narodowy Bank Szwajcarii. Oczekiwane jest pozostawienie stopy procentowej na dotychczasowym poziomie. Natomiast już o 13:00 decyzję podejmie Bank Anglii. Tutaj również nie przewiduje się zmian w wysokości oprocentowania, które wynosi aktualnie 0.25%. W nocy zakończy się też posiedzenie Banku Japonii, na które powinni uważać posiadacze pozycji w jenie.

Fed rozczarował? 12

Po wczorajszych spadkach cena ropy WTI zeszła na wysokości dolnej linii małego kanału spadkowego. Wskaźnik RSI ma jeszcze trochę miejsca do spadków, więc możliwe jest ześlizgiwanie się w kierunku wsparcia na 42$. Tam biegnie środkowa linia dużego kanału wzrostowego i tam można szukać wsparcia. Oporem będzie obszar 47$-48$.

Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Kurs dolara po FOMC: tam i z powrotem

Amerykańska waluta w wieczór decyzji FED wchodziła potężnie przeceniona do pozostałych walut G-10 po fatalnych odczytach inflacji i sprzedaży detalicznej. Podwyżka kosztu pieniądza do przedziału 1-1,25 proc. a (przede wszystkim) konsekwentne utrzymanie poprzednich prognoz optymalnego poziomu stóp procentowych i przedstawienie szczegółów planowanego rozpoczęcia procesu ograniczania sumy bilansowej pozwoliły na kompletne odrobienie strat do euro.

Listopadowy szczyt w okolicach 1,13 nie został naruszony, choć ponownie było tego blisko a pod koniec konferencji FED EUR/USD naruszał 1,12. Osłabienie względem jena okazało się jednak niemożliwe do pełnego zniwelowania ze względu na fakt, że rentowność długu pozostała pod presją i w przypadku papierów dziesięcioletnich nie powróciła do końca konferencji ponad 2,15 proc.

Najlepsza dla dolara informacja to fakt, że prognozy optymalnego zdaniem decydentów poziomu stóp pozostają bez zmian. Ich mediana nadal sugeruje, że w tym roku należy spodziewać się jeszcze jednej podwyżki i trzech kolejnych w roku przyszłym. Biorąc pod uwagę, że rynek w perspektywie roku wycenia o ponad dwie podwyżki mniej niż sugerują to prognozy, to należy rozpatrywać to w kategoriach pozytywnych dla dolara.

Odrabianie strat przez amerykańską walutę będzie warunkowane przez informacje z gospodarki – obecnie poziom rozczarowania odczytami jest najsilniejszy od dwóch lat. Warto też dodać, że połączenie bardzo mocno rozczarowujących danych z USA i skrajnego pozycjonowania na rynku obligacji tworzy asymetryczne ryzyko. W przypadku przełamania passy słabych odczytów istnieje pole do silnego wzrostu rentowności. Należy przy tym uwzględniać także szablon sezonowy, w myśl którego w miesiącach letnich gospodarka USA wyraźnie nabierała impetu.

Nieco zaskakująca jest liczba detali, którą FOMC przekazało w sprawie ograniczania sumy bilansowej, które naszym zdaniem rozpocznie się w grudniu. Start procesu jest zależny oczywiście od kondycji gospodarki, o czym władze monetarne wyraźnie przypomniały. Początkowo tempo redukcji sumy bilansowej (limit sumy zapadających obligacji skarbowych, z których przychody nie będą mogły zostać reinwestowane) ma wynieść 6 miliardów dolarów miesięcznie i co kwartał rosnąć o 6 miliardów aż do osiągnięcia wartości 30 mld USD. Dla aktywów MBS limit ustalono na 4 mld USD miesięcznie, a jego zwiększanie ma odbywać się co kwartał na przestrzeni roku o 4 mld USD aż do osiągnięcia 20 mld USD miesięcznie. Po dzisiejszych krokach widać wyraźnie, że FED chce dobrze przygotować rynek do tego bezprecedensowego w historii procesu i uniknąć turbulencji, które obserwowaliśmy m.in. przed rozpoczęciem wygaszania skupu aktywów w 2013 roku (tzw. taper tantrum).

W komunikacie towarzyszącym decyzji w oczy rzuca się przede wszystkim bardziej łagodny język, w którym opisywana jest inflacja. W najbliższym czasie jej roczna dynamika pozostawać ma poniżej celu 2-proc., ale w średnim horyzoncie ma powracać do pułapu zgodnego z mandatem FED. Wcześniej inflację opisywano jako utrzymującą się blisko celu. FED bacznie przygląda się dynamice zjawisk inflacyjnych, co można odczytywać w kategoriach zaniepokojenia ostatnią słabością presji cenowej. Przede wszystkim odczytujemy to jako przeniesienie uwagi na tendencje inflacyjne po osiągnięciu przez gospodarkę stanu pełnego zatrudnienia.

Yellen na każdej konferencji ma tendencję do powtarzania jak mantry jednego sformułowania. Dziś jest nim stwierdzenie, że FED mocno wierzy, że słabość presji cenowej ma charakter przejściowy. I to właśnie ten przekaz stał się główną przesłanką by inwestorzy ponownie zaczęli kupować amerykańską walutę.

Wychodząc w przyszłość: widzimy przed USD zdecydowanie pozytywne perspektywy. Wycena przyszłej ścieżki stóp jest zbyt niska i będzie z czasem podnoszona. Istnieje gigantyczne pole do odreagowania tegorocznej słabości amerykańskiej waluty i do wzrostu dochodowości długu USA. Po dzisiejszym posiedzeniu spodziewamy się wymazywania negatywnego nastawienia do USD. W szerszym horyzoncie popyt na dolara może podsycać jednak przede wszystkim fala lepszych danych z gospodarki.

Sporządził Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Michał Krupiński pokieruje Bankiem Pekao S.A.

W dniu 14 czerwca 2017 r. Rada Nadzorcza Banku Pekao S.A. powołała z dniem 15 czerwca 2017 r. Pana Michała Krupińskiego w skład Zarządu Banku Polska Kasa Opieki S.A. powierzając mu pełnienie funkcji Wiceprezesa Zarządu Banku.

Michał Krupiński
Michał Krupiński

Pan Michał Krupiński jako Wiceprezes będzie kierował pracami Zarządu do czasu uzyskania zgody Komisji Nadzoru Finansowego na pełnienie funkcji Prezesa Zarządu Banku Pekao S.A.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego powołania. Michał Krupiński ma bardzo duże doświadczenie menedżerskie w bankowości, które zdobył pracując w międzynarodowych instytucjach finansowych, m.in. w Banku Światowym i Bank of America Merrill Lynch. Były prezes PZU na tym stanowisku gwarantuje dobrą współpracę bankowo-ubezpieczeniową, która stanowi ogromny potencjał dla Banku. Jest to nowy rozdział w historii Pekao SA, który nie jest już częścią międzynarodowej grupy bankowej, ale samodzielnym Bankiem w ramach silnej grupy finansowej jaką jest PZU. Jestem przekonany, że Michał Krupinski jest odpowiednim menedżerem do wyzwań, które teraz stoją przed Bankiem. W imieniu całej Rady Nadzorczej Pekao S.A. życzę Michałowi Krupińskiemu oraz całemu Zarządowi wielu sukcesów na tym nowym etapie historii Pekao S.A. – powiedział Paweł Surówka, prezes PZU SA i Przewodniczący Rady Nadzorczej Banku Pekao S.A.

Ze stanowiska Prezesa Zarządu Banku został odwołany Pan Luigi Lovaglio.

Na tym samym posiedzeniu Rady Nadzorczej przyjęto rezygnacje złożone przez Wiceprezesa Diego Biondo odpowiedzialnego za Pion Zarządzania Ryzykami oraz przez Wiceprezesa Stefano Santini odpowiedzialnego za Pion Finansowy ze stanowisk w Zarządzie Banku Pekao S.A. Rezygnacje członków Zarządu są związane z transakcją zbycia 32,8% akcji Banku Pekao S.A. przez Grupę UniCredit i ich chęcią pozostania w strukturach włoskiej grupy.
Rada Nadzorcza złożyła podziękowania Panom Luigi Lovaglio, Diego Biondo i Stefano Santini za ich wkład w budowanie sukcesu Banku Pekao S.A. w ubiegłych latach i życzyła im wielu osiągnięć w ich dalszych karierach.

SNB, BoE, BoJ – bez fajerwerków

Druga część tygodnia przynosi decyzje trzech banków centralnych G10, choć w żadnym przypadku nie zapowiada się na przełomowe postanowienia. Ze Szwajcarii ponownie usłyszymy, że frank jest przewartościowany, Bank Anglii będzie bardziej ostrożny po trudnym wyniku wyborów, a Bank Japonii nie spieszy się ze strategią wycofania z ultra-łagodnej polityki.

Narodowy Bank Szwajcarii

Po SNB spodziewamy się tego samego, co dotychczas – bank pozostawi stopę procentową bez zmian, podkreśli swoje gołębie nastawienie, a jednocześnie przypomni, że frank jest „znacząco przewartościowany”. Sytuacja gospodarcza Szwajcarii nie uległa większej zmianie od ostatniego posiedzenia w marcu. Inflacja konsumencka wróciła powyżej zera i to nie tylko z powodu pozytywnego oddziaływania zmian cen energii, gdyż inflacja bazowa także jest dodatnia. Jednak tempo ożywienia wciąż stoi pod znakiem zapytania, gdyż wzrost PKB w I kw. przyniósł marne 0,3 proc. k/k. Konsumpcja prywatna pozostaje słaba, a przyspieszenie inwestycji i eksportu sugeruje, ze za wzrost gospodarczy odpowiada przede wszystkim popyt zewnętrzny (ożywienie w strefie euro).

03 02 01SNB uważnie obserwuje kurs franka, i ostatnie umocnienie euro i wygaśnięcie ryzyk politycznych w Eurolandzie pomogło zdjąć nieco presji aprecjacyjnej z franka. Jakkolwiek po części jest to informacja uspokajająca SNB, to popyt na „bezpiecznego” franka nie znika całkowicie, co podtrzymuje konieczność interwencji walutowych. Ogólnie jednak nie spodziewamy się zwiększonej zmienności CHF wokół decyzji SNB.

Bank Anglii

0504W odpowiedzi na wynik zeszłotygodniowych wyborów parlamentarnych Bank Anglii ma więcej powodów, by zachować ostrożność, mając wątpliwości, czy niepewność polityczna nie uderzy mocniej w sentyment konsumentów i biznesu w Wielkiej Brytanii. Dane z gospodarki wypadają mieszanie – z jednej strony produkcja i konsumpcja nie mogą wypracować jednostajnego trendu, indeksy PMI zaczynają słabnąć (choć wskazują na ożywienie), za to inflacja pokazuje siłę. Ten ostatni element wzmacnia stronę jastrzębi w BoE i między innymi dlatego Kristin Forbes głosowała ostatnio za podwyżką stóp procentowych (jej zdaniem przyspieszenie inflacji i stabilna aktywność gospodarcza nie uzasadniają tak niskich stóp procentowych). Jednakże BoE w majowym komunikacie podkreślił, że wyższa inflacja to przede wszystkim skutek silne deprecjacji funta z ostatniego roku. O tym, że wyższa dynamika cen się nie utrzyma świadczy np. wciąż niska presja płacowa. Rynek stopy procentowej odsunął wycenę pierwszej podwyżki stóp procentowych na 2020 rok i w najbliższym czasie nie widzimy, aby oczekiwania dotyczące ścieżki polityki pieniężnej stały się wspierające dla funta. Pozostajemy negatywnie nastawieni do GBP względem EUR i USD w średnim terminie.

Bank Japonii

06Dwudniowe posiedzenie BoJ kończy się w piątek nad ranem polskiego czasu. Powszechnie oczekuje się, że bank nie zmieni parametrów polityki monetarnej. Jednakże ostatnio uwagę przyciąga kwestia komunikacji strategii odejścia od ultra-łagodnego nastawienia, szczególnie po tym, jak w ubiegłym tygodniu prasa informowała, że BoJ rozważa zmianę w odniesieniu do strategii wyjścia. Dotychczas bank ucinał komentarze twierdzeniem, że jest za wcześnie na takie rozważania, ale ożywienie tematu przez ECB i Fed wywiera presję na BoJ. Pomimo tego jest mało prawdopodobne, aby piątkowy komunikat przyniósł przełomowe postanowienia.  Problemem BoJ w dalszym ciągu pozostaję uporczywie niska inflacja. Nawet jeśli po stronie aktywności gospodarczej widać jasne punkty, sądzimy, że w najbliższym czasie bank pozostanie pasywny. Taki przekaz powinien utrzymać stabilne notowania JPY.

Wypowiedzi udzielił Konrad Białas, Główny Ekonomista, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dr Mariusz Cholewa Wiceprezesem Zarządu ACCIS

8 czerwca 2017 r. w Warszawie odbyło się Zgromadzenie Ogólne ACCIS, które wybrało nowy Zarząd Stowarzyszenia. Zgromadzenie Ogólne postanowiło, że Zarząd będzie kolejną kadencję reprezentowany przez Pana Neila Munroe – Prezesa. Jednocześnie na jednego z sześciu Wiceprezesów Zarządu ACCIS wybrany został Prezes Zarządu BIK – Pan Mariusz Cholewa.

ACCIS (Association of Consumer Credit Information Suppliers) to stowarzyszenie zrzeszające rejestry kredytowe, które powstało w 1990 roku w Dublinie. W listopadzie 2006 r. zostało zarejestrowane jako międzynarodowe stowarzyszenie non – profit na mocy prawa belgijskiego i aktualnie zrzesza 42 rejestry kredytowe działające w 28 krajach europejskich oraz 6 instytucji ze wszystkich innych kontynentów. Jako taki ACCIS reprezentuje największą grupę rejestrów kredytowych na świecie.

Do najważniejszych zadań ACCIS należą:

reprezentowanie, promowanie i ochrona wspólnych interesów członków Stowarzyszenia, w szczególności w odniesieniu do spraw międzynarodowych i kwestii wynikających z regulacji wprowadzanych w ramach Wspólnoty Europejskiej, informowanie członków o sprawach, które ich dotyczą, w tym o praktykach innych biur informacji, koordynacja wspólnych projektów, ułatwianie wymiany informacji pomiędzy rejestrami kredytowymi.

Organem decyzyjnym formułującym ogólne zasady polityki i działalności Stowarzyszenia jest Zgromadzenie Ogólne. Organem wykonawczym jest Zarząd, w skład którego wchodzi Prezes oraz Wiceprezesi Zarządu. W tym roku Zgromadzenie Ogólne odbyło się 8 czerwca 2017 r. w Warszawie, a jego współorganizatorem było Biuro Informacji Kredytowej.

Dr Mariusz Cholewa Prezes Zarządu BIK – Absolwent Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Gdańskiego. W 2005 r. uzyskał tytuł doktora nauk ekonomicznych w zakresie ekonomii. Ukończył również podyplomowe studia Bankowości i Finansów, specjalność bankowość inwestycyjna, organizowane przez Uniwersytet Guildhall w Londynie, Gdańską Akademię Bankową oraz Uniwersytet Gdański.

Pan Mariusz Cholewa w latach 1993-1998 współpracował z Gdańską Akademią Bankową, m.in. jako członek zarządu, a jednocześnie brał udział w badaniach dotyczących restrukturyzacji finansowej przedsiębiorstw i banków, prowadzonych przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową. W latach 1995-2003 wykładał na Uniwersytecie Gdańskim, na Wydziale Zarządzania. W okresie 2007-2010 był prezesem Zarządu Banku Rozwoju Cukrownictwa S.A. Od 1998 r. do 2013 r. związany z Bankiem Handlowym w Warszawie S.A. (Citi Handlowy), gdzie zajmował szereg stanowisk managerskich, a do

kwietnia 2013 r. pełnił funkcję dyrektora Departamentu Strategii. Zasiadał w radach nadzorczych wielu spółek m.in. z branży bankowej, inwestycyjnej, ubezpieczeniowej oraz leasingowej w tym także w spółkach giełdowych. W latach 2012-2013 był członkiem Rady Nadzorczej Biura Informacji Kredytowej S.A.

Od czerwca 2013 r. pełni funkcję prezesa Zarządu BIK S.A. Jest także przewodniczącym Rady Nadzorczej Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor S.A.

Ursus S.A. i Ursus Bus S.A. łączą siły z Politechniką Warszawską

Politechnika Warszawska podpisała umowę z Konsorcjum Polski E-BUS, reprezentowanym przez URSUS BUS S.A., na opracowanie projektu bezemisyjnego, elektrycznego autobusu. Pod kątem parametrów technicznych i finansowych pojazd będzie konkurencyjny i innowacyjny na rynku polskim i światowym. Pomiędzy Politechnika Warszawską i URSUS S.A. podpisany został również list intencyjny odnawiający współpracę przy innych projektach.

Umowa zakłada opracowanie projektu polskiego bezemisyjnego autobusu elektrycznego najnowszej generacji. Współpraca przewiduje także wzajemne wsparcie badawczo-rozwojowe obecnych i przyszłych działań konsorcjum. Istotnym elementem podpisanej umowy jest wykorzystanie potencjału uczelni, w szczególności kadry dydaktycznej oraz najbardziej uzdolnionych studentów. Sygnatariusze będą brali udział w badaniach i symulacjach związanych z testowaniem proponowanych przez konsorcjum rozwiązań. Dzięki współpracy kluczowe komponenty będą produkowane w kraju przy wsparciu rodzimego potencjału naukowo-badawczego.

Umowę podpisali: przedstawiciel Politechniki Warszawskiej prof. dr hab. inż. Stanisław  Wincenciak, Prorektor ds. Rozwoju PW oraz Tomasz Nita, prezes URSUS BUS S.A.

Nasza uczelnia to wiodący ośrodek naukowo-badawczy, prowadzący prace w zakresie badań podstawowych, rozwojowych i wdrożeniowych oraz udzielający doradztwa technicznego w zakresie nowoczesnych technologii, wykonywania ekspertyz, opinii naukowych m.in. z zakresu budowy pojazdów, rozwiązań z obszaru elektromobilności i nowoczesnych materiałów  – powiedział Stanisław Wincenciak.

URSUS BUS S.A. dysponuje znaczącym doświadczeniem w projektowaniu i budowie bezemisyjnych autobusów oraz trolejbusów miejskich. Głównym celem spółki jest innowacyjne podejście do elektromobilności, jednego z najbardziej zaawansowanych sektorów transportu publicznego. Spółka współpracuje z renomowanymi partnerami, zarówno naukowymi, jak i komercyjnymi w rozwoju pojazdów elektrycznych – podkreślił Tomasz Nita.

Dodatkowo URSUS BUS S.A. i Politechnika Warszawska sygnowały list intencyjny, który odnawia współpracę przy innych projektach,  a także zapewnia kontynuację wymiany doświadczeń, współpracę ekspercką oraz promowanie przedsiębiorczości  i innowacyjności. Porozumienie dotyczy również realizacji projektu konstrukcji przekładni przełączanej pod obciążeniem do ciągników o mocy 80-115 KM.  Dokument podpisał prof. dr hab. inż.  Stanisław  Wincenciak, Prorektor ds. Rozwoju Politechniki Warszawskiej oraz Karol Zarajczyk, Prezes Zarządu Ursus S.A.

Żaden poważny producent ciągników, żadna poważna firma mająca ambicje motoryzacyjne nie może funkcjonować bez wsparcia wiodących uczelni, a taką niewątpliwie jest Politechnika Warszawska. Doświadczenie i wiedza uczelni pozwoli nam zrobić krok milowy i stać się w krótkim czasie bardzo konkurencyjną firmą. Niezwykle istotną kwestią w rozwoju jest elektromobilność. Ponieważ silnik spalinowy nie jest już jedynym technologicznym rozwiązaniem, mamy obecnie szansę zaistnieć na rynkach europejskich z elektrycznymi autobusami i samochodami dostawczymi – powiedział Karol Zarajczyk.

Ponad połowa polskich internautów raz w miesiącu robi zakupy online

57% polskich internautów przynajmniej raz w miesiącu robi zakupy online, coraz częściej korzystając przy tym z urządzeń mobilnych. Zachodząca transformacja cyfrowa wpływa na zmianę roli sklepów tradycyjnych, które przybierają formę salonów wystawowych, prezentując produkty, a nie sprzedając – to wnioski z raportu firmy doradczej PwC „Total Retail 2017. Jak przetrwać w cyfrowym świecie handlu?”.

Jak wynika z raportu PwC, robienie zakupów w tradycyjnych sklepach jest wciąż najpopularniejszą metodą – odwiedza je codziennie 26% ankietowanych, a 18% procent czyni to przynajmniej raz w tygodniu). Jednak zakupy przez internet z roku na rok stanowią coraz większy odsetek transakcji. 57% respondentów badania robi zakupy w sieci przynajmniej raz w miesiącu, z czego 4% dokonuje ich codziennie, a kolejne 23 co tydzień. Jak podkreślają eksperci PwC, zauważalnym trendem w tego typu zakupach jest rosnąca rola urządzeń mobilnych – smartfonów i tabletów. Wiąże się to także z pewnymi przeszkodami – 40% badanych wskazało wielkość ekranu, a 26% zwróciło uwagę na niedostosowanie stron do urządzeń mobilnych.

„Cyfrowa rewolucja na nowo definiuje zasady gry we wszystkich branżach, handel odczuwa to jednak najbardziej. Oczekiwania konsumentów wobec sprzedawców są ogromne i dotyczą w głównej mierze łatwości robienia zakupów, szybkości dostawy czy spójności we wszystkich dostępnych kanałach, czyli omnichannel. Słabość któregoś z tych elementów może bardzo szybko skutkować odpływem klientów” – mówi Krzysztof Badowski, partner PwC, lider zespołu handlu i produktów konsumenckich w regionie CEE.

W badaniu przeprowadzonym przez PwC zapytano także internautów o źródła zakupowych inspiracji. Najwięcej ankietowanych, bo aż 60%, wskazało na porównywarki cen (na świecie są one znacznie mniej popularne – odwiedza je 35% ankietowanych). Na drugim miejscu znalazły się strony internetowe poszczególnych firm (37% takich odpowiedzi globalnie), wreszcie 34% ankietowanych wskazało, że poszukuje inspiracji w mediach społecznościowych.

Z kolei kluczowym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji o zakupie jest cena – takiej odpowiedzi udzieliło 61% uczestników badania w naszym kraju oraz 57% na świecie. Eksperci PwC podkreślają, że cena nie jest jednak czynnikiem trwale budującym lojalność, wrażliwi cenowo klienci każdorazowo decydują się na zakup u sprzedawcy oferującego najniższą cenę, nie są silnie związani z konkretną firmą czy marką. Pozostałe, ważne dla konsumentów czynniki, skłaniające ich do zakupów, to możliwość sprawdzenia dostępności produktu on-line (31%), szybka i bezproblemowa dostawa (27%), a także łatwa w użyciu strona internetowa, przystosowana do urządzeń mobilnych (27%). Lojalność wzmacnia dodatkowo przygotowywanie i przesyłanie spersonalizowanych ofert.
Rola tradycyjnych sklepów w cyfrowej rzeczywistości

„Chociaż tradycyjne sklepy jeszcze długo nie przejdą do historii, to ich rola cały czas ewoluuje. Obecnie jednym z ich ważniejszych zadań jest umożliwienie klientom fizycznego dostępu do produktów, które oglądają w sieci. Warto więc inwestować w placówki niebędące typowymi ogniwami łańcucha typu ‘push’, tylko tworzyć salony wystawowe” – mówi Michał Kreczmar, dyrektor w zespole ds. transformacji cyfrowej w PwC.

Najważniejszą różnicą pomiędzy salonem i sklepem jest pełniona funkcja – zasadniczą rolą tego pierwszego nie jest sprzedaż produktów, tylko ich prezentacja. Zdaniem autorów raportu salony mogą być też ważnym elementem strategii omnichannel, łącząc kanały on-line z tradycyjnymi – na przykład dzięki e-kioskom, umożliwiającym przeglądanie oferty oraz składanie zamówień z poszerzonej gamy produktów.

Jakie kategorie produktów ankietowani lubią oglądać na żywo, a następnie zamawiać w sieci? Dotyczy to na przykład urządzeń AGD czy mebli. Klienci chcą je obejrzeć przed zakupem, a następnie kupić je w internecie licząc na bardziej atrakcyjne ceny i zamawiając dostawę wprost do domu. Salony świetnie sprawdzają się również w przypadku markowej odzieży, najnowszej elektroniki czy gadżetów – te klienci często znajdują w sieci, a następnie szukają możliwości obejrzenia ich na żywo.

Analityka danych wspiera sprzedaż

Jednym z kluczowych wyzwań dla sprzedawców, jest przekucie ogromnej ilości zgromadzonych informacji w wartościowy wkład wspierający prowadzoną działalność. Chodzi o to, aby po zgromadzeniu danych poddać je analizie, a następnie podjąć działania zgodne z płynącymi z niej wnioskami. Jak pokazały wyniki badania „Retailer Survey”, przeprowadzonego wspólnie przez PwC oraz SAP, 39% ankietowanych z sektora handlowego uznało to za podstawowy cel.

Do czego może posłużyć analityka danych? Może na przykład usprawnić precyzyjnie sprawdzanie dostępności towaru w należących do firmy sklepach. Fundamentalne znaczenie ma umożliwienie klientowi zweryfikowania, czy poszukiwany przez niego produkt jest dostępny w wybranej przez niego placówce. Jeżeli dany towar jest niedostępny w preferowanej lokalizacji, precyzyjna informacja może sprawić, że osoba zdecydowana na zakup pojedzie do innego sklepu, jeżeli zyska pewność, że dostanie tam to czego potrzebuje.

„Analityka danych może być z powodzeniem wykorzystywana na każdym etapie procesów zarządczych, może też wspierać predykcję sprzedaży i zachowań konsumentów. Dokonując bazowej analizy danych należy pamiętać, że zgromadzone dane są ilustracją sytuacji z przeszłości. Z tego powodu ogromne znaczenie ma rozwój modeli pozwalających prognozować przyszłe zachowanie konsumentów. Dzięki temu możliwe staje się na przykład rozszerzenie codziennych dostaw do placówek handlowych o towary, na które jeszcze nie ma zamówienia, ale na podstawie modeli predykcyjnych można ustalić, że do końca dnia zostaną one sprzedane” – podkreśla Alessandro Beda, dyrektor w dziale doradztwa biznesowego PwC.

O raporcie „Total Retail 2017. Jak przetrwać w cyfrowym świecie handlu?”

Raport powstał na podstawie badania PwC „Total Retail 2017” przeprowadzonego w 32 państwach wśród 24 471 ankietowanych. W Polsce w internetowym badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa składająca się z 357 respondentów.

Marcher uderza w urządzenia z Androidem

Android to najpopularniejszy system operacyjny urządzeń mobilnych na świecie. Nie dziwi więc, że wymierzone w niego złośliwe oprogramowanie rozwija się w zastraszającym tempie. Jednym z nich jest Android Marcher – malware związany z bankowością elektroniczną, który w ostatnim czasie zaatakował z nową siłą.

Android Marcher jest znany analitykom z zespołu Fortinet FortiGuard Labs już od końca 2013 roku. Od tamtej pory jego aktywność była widoczna w trakcie szeregu kampanii kierowanych przeciwko różnym bankom i krajom.

Obecnie Marcher rozpoczął nową kampanię wymierzoną głównie w aplikacje bankowe, ale też śledzącą aktywność na Google Play czy PayPalu. – W ciągu ostatnich kilku miesięcy zauważyliśmy, że Marcher maskuje się na różne sposoby – czasem ukrywając się za ikonami gier, aplikacji bankowych lub innych popularnych programów, aby w ten sposób skłonić nieświadome ofiary do zainstalowania go na swoich urządzeniach – mówi Dario Durando z zespołu FortiGuard Labs.

Po zainstalowaniu na urządzeniu Marcher czeka na uruchomienie jednej z docelowych aplikacji. Wówczas program przechwytuje ekran główny urządzenia i wyświetla stronę phishingową z polami logowania. Pozyskane w ten sposób dane są przesyłane do bazy. Marcher może też odbierać wiele poleceń za pośrednictwem wiadomości SMS, w tym m.in. przechwytywać i wysyłać SMS-y, a także blokować telefon.

Twórcy Marchera są świadomi rosnącej uwagi ze strony analityków cyberbezpieczeństwa. Aby uniknąć wykrycia, wcześniejsze wersje tego malware’u dysponowały funkcją, która uniemożliwiała uruchamianie aplikacji zabezpieczających w zainfekowanym urządzeniu. Wygląda jednak na to, że dla cyberprzestępców nie było to wystarczające rozwiązanie. W jego najnowszych wersjach autorzy wprowadzili kolejną funkcję, która sprawdza, czy aplikacja jest uruchomiona  w emulatorze, czy w rzeczywistym urządzeniu.

Jak dotąd to złośliwe oprogramowanie zaatakowało głównie użytkowników Androida w zachodniej Europie, zwłaszcza we Francji i w Niemczech.

Jak można uchronić się przed atakiem tego Marchera? Przede wszystkim należy zachować ostrożność przy instalowaniu aplikacji w naszych urządzeniach. Biorąc pod uwagę skalę ataków na system Android, należy być szczególnie uczulonym na aplikacje pobierane za pośrednictwem poczty elektronicznej lub wiadomości tekstowych. Nawet jeśli ikona aplikacji jest nam znana, nie mamy pewności, co może się pod nią kryć. Dobrą praktyką jest każdorazowe, dokładne sprawdzanie, jakich uprawnień żąda od nas instalowana aplikacja i zezwalać wyłącznie na te, które są bezwzględnie konieczne.

Gaspol planuje rozwój w nowych segmentach, w tym w fotowoltaice

Gaspol opiera się na trzech filarach w działalności biznesowej od wielu lat. Pierwszym segmentem jest gaz w butlach przeznaczony do celów komunalnych. Firma sprzedaje także gaz do celów grzewczych w zbiornikach przydomowych i przemysłowych. Ostatni obszar stanowi gaz do napędów samochodowych, tzw. autogaz.

– Od pewnego czasu spółka wchodzi także w nowe segmenty – powiedział serwisowi eNewsroom Sylwester Śmigiel, prezes Gaspol Energy– Jest to gaz ziemny sprzedawany na podstawie TPA, energia elektryczna oraz rozwiązania związane z odnawialnymi źródłami energii. Należą do nich pompy ciepła, solary fotowoltaiczne, termalne, stosowane często w układach hybrydowych do rozwiązań tradycyjnych z gazem płynnym. Wszystkie te obszary są istotne, jednak niektóre – jak gaz w butlach – w skali kraju kurczą się. Przyszłościowym i rozwijających się segmentem jest gaz do celów grzewczych w zbiornikach. Po kilku latach spadku, zanotowano także wzrost sprzedaży autogazu. Według przewidywań taka tendencja utrzyma się przez kolejne kilka lat. Z żadnego z powyższych filarów Gaspol nie zamierza rezygnować. Planuje także rozwój w zakresie gazu ziemnego, energii elektrycznej oraz LNG. W ostatnim obszarze działa już od czterech lat – wskazał Śmigiel.

Dane z Azji. Podwyżki stóp procentowych w USA?

Przed otwarciem rynków w Europie nadeszły dobre dane z Azji. W USA dzisiaj w końcu długo wyczekiwana decyzja w sprawie stóp procentowych. Szansa na obniżkę stawki VAT w Polsce.

Dane z Azji 

W nocy poznaliśmy dane z Chin i Japonii na temat produkcji przemysłowej oraz sprzedaży detalicznej. W państwie środka produkcja przemysłowa wbrew obawom analityków nie spowalnia i wciąż rośnie o 6,5% w skali roku. Sprzedaż detaliczna rośnie o 0,1% więcej niż prognozy i jest to imponujące 10,7%. Dane z Japonii są spokojniejsze, jednakże w dalszym ciągu produkcja przemysłowa wzrosła o 5,7%.

Decyzja w sprawie stóp procentowych w USA

Już dzisiaj o 20:00 najprawdopodobniej dojdzie do podwyżki stóp procentowych. Inwestorzy nie tylko liczą na wzrost, co do którego są zgodni, ale przewidują komunikat nie opóźniający kolejnych podwyżek. Rynki na razie są spokojne, głównie dlatego, że panuje spora zgodność co do kierunku zmian. Warto zwrócić uwagę, że dzisiaj będziemy mieć spory pakiet danych z USA. Inwestorzy mogą chcieć czekać z reakcją na nie na decyzję FOMC czyli amerykańskiego odpowiednika naszej Rady Polityki Pieniężnej. Warto zwrócić uwagę, że oczekiwania inwestorów wobec tych danych są raczej pozytywne co zwiększa szansę, że passa ważnych odczytów poniżej prognoz analityków się skończy.

VAT w Polsce 22%

Zdaniem szefa komitetu stałego Rady Ministrów Pana Henryka Kowalczyka rząd planuje powrót do starej 22% stawki VAT jak tylko skończy działania mające na celu uszczelnienie systemu podatkowego. Gdyby faktycznie doszło do obniżki byłby to bardzo dobry sygnał, gdzie kosztem luk i ulg spada ogólne opodatkowanie. Problemem obniżki jest natomiast rosnące zadłużenie Polski. Jeżeli obniżymy VAT to będzie ono rosło jeszcze szybciej a rynki bardzo nie lubią walut krajów o niestabilnych finansach.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 14.06.2017

Spółka zagraniczna – Apple Inc.

Apple Inc., każdy z nas zna logo tej firmy, natomiast inwestorzy na pewno kojarzą ticker. W ostatnim czasie wzbudza bardzo dużo emocji, akcje firmy rosną jak na drożdżach. Gigant z Cupertino uważany jest za jedną z najbardziej innowacyjnych firm na świecie, a ich akcje zaliczane są do grupy FANG (Facebook, Apple, Netflix oraz Google), czyli najbardziej zyskujących na wartości spółek technologicznych.

Inwestorzy oraz konsumenci czekają z niecierpliwieniem na odsłonę kolejnego modelu telefonu iPhone. Najnowszy model ma ukazać się we wrześniu, otrzyma numer 8, a razem z nim prawdopodobnie ukażą się dwa inne modele – iPhone 7S oraz iPhone 7S Plus. Czy wszystko pójdzie z planem? To się dopiero okaże, ale spoglądając na poprzednie premiery, obecna powinna odbyć się właśnie we wrześniu. Sytuacja finansowa ma się dobrze, spółka utrzymuje bardzo dużą płynność, zapasy Appla rozchodzą się w bardzo szybkim tempie. Zaskakuje również marża netto, która jest utrzymana na poziomie 20 procent, inne przedsiębiorstwa z tego segmentu utrzymują marże na poziomi 3 procent. Zwrot z kapitału własnego jest na poziomie 35 procent, co daje wynik o 5 razy wyższy od branży. Reasumując, sytuacja finansowa należy do jednych z lepszych, perspektywa wzrostu jest obiecująca. Jedynym minus może okazać się cena akcji do przychodów przedsiębiorstwa. Wskaźnik P/E znajduje się na poziomie 17, co wskazuje na bardzo drogie akcje.

Od początku roku spółka dała zarobić inwestorom ponad 20 procent, jest to bardzo dobry wynik. Z kolei w poprzednim tygodniu notowania akcji spadły z 155 USD za jedną akcję do 140 USD. Kurs akcji zatrzymał się na tygodniowym wsparciu 140-143 USD. Na chwile obecną nie ma obaw o dalszą wyprzedaż, a dobra sytuacja spółka powinna sprzyjać dalszym wzrostom i powrotu w okolicę 155 USD.

Notowania Apple, interwał tygodniowy

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 14.06.2017 13

Źródło: Admiral Markets

 

Spółka zagraniczna – JP Morgan & Chase

Po światowym kryzysie finansowym, banki wróciły z zaświatów i wiele z nich wydaje się mocniejszych niż przed 2008 rokiem. Stawce przewodzi JP Morgan, który co kwartał dostarcza solidne wyniki. W głównej mierze to zasługa wyższych przychodów z bankowości inwestycyjnej. Pierwszy kwartał tego roku okazał się bardzo udany, gdyż przychody, zyski i zysk na akcję okazały się wyższe od oczekiwań analityków. Spółka może się pochwalić solidnymi wskaźnikami marży netto (26.43 proc.) oraz zwrotu na kapitale własnym (9.5 proc.). Poprawiające się wyniki JP Morgan mają odzwierciedlenie w kursie akcji – ich cena wzrosła o prawie 60 proc. od początku 2016 roku (a prawie 500 proc. od dołków z czasów kryzysu). Mimo wzrostu kursu, spółka jest ciągle wyceniana niżej niż większość konkurencyjnych banków – wskaźnik ceny do zysku wynosi 13.21 wobec średniej branży na poziomie 14.59.

Notowania JPM, interwał dzienny

Notowania JPM, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Notowania banku zdołały się wyrwać z kanału konsolidacji i wybiły się górą. Tym samym linia trendu, która została na kilka dni przerwana została utrzymana, wzrosty powinno być kontynuowane. Pierwszym celem kupujących może być poprzedni szczyt w okolicy 93 USD za jedną akcję. Po jego przebiciu powinniśmy zobaczyć kontynuację impulsu wzrostowego.

Dział Analiz Admiral Markets

Polska firma, która zrewolucjonizowała rynek mebli na wymiar

Polskie meble biją rekordy sprzedaży za granicą i są istotną częścią krajowej gospodarki. Z analiz Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów wynika, że powinniśmy w tym roku zanotować kolejny, 8-10 procentowy wzrost i tym samym pobić ubiegłoroczny rekord eksportu mebli. Na sukces rodzimej branży przekłada się wiele czynników. Jednym z nich jest działalność polskiej firmy, która już od 25 lat prężnie funkcjonuje na naszym rynku i jest dostępna w ponad 42 państwach na świecie.

Ćwierćwiecze minęło od debiutu na polskim rynku pierwszych systemów do drzwi przesuwnych i pierwszych szaf zaprojektowanych na wymiar, które z tych rozwiązań korzystały. Na początku systemy te sprowadzano z Ameryki. Nie trwało to jednak długo. Firmą, która je wypromowała i zbudowała pierwszą sieć sprzedaży w Polsce jest Komandor. Wprowadzenie i zastosowanie rozwiązania w postaci drzwi przesuwnych do mebli i zabudowy różnego typu wnęk, przyczyniło się do stworzenia innowacyjnych rozwiązań w meblarstwie oraz rozwoju rynku mebli na wymiar w Polsce.

Dobre, bo polskie

Sukcesywny rozwój marki i inwestowanie w nowe technologie, pozwoliło jej zaistnieć także na rynkach zagranicznych – w ponad 42 krajach. Co ważne, wszystkie systemy i podzespoły do drzwi przesuwnych, również te wysyłane za granicę, są projektowane i produkowane bezpośrednio w Radomiu.

Mariusz Głogowski, Prezes Zarządu Komandor S.A. 
Mariusz Głogowski, Prezes Zarządu Komandor S.A.

Bardzo dynamiczny rozwój firmy w Polsce był dla nas motorem do dalszego działania i silnej ekspansji na rynki zagraniczne. Sukcesywnie rozszerzaliśmy sieć sprzedaży o nowe kraje i nadal poszukujemy nowych rynków. W początkowym okresie, ze względu na sąsiedztwo i podobną sytuację po zmianach politycznych, były to kraje Europy Wschodniej. Podobna historia ostatnich lat ułatwiała nam te kontakty i był to naturalny sposób wchodzenia na te rynki. Następnym krokiem była nasza aktywność i znalezienie klientów w Europie Zachodniej oraz na innych kontynentach. W ostatnim okresie są to głównie kraje Azji Środkowo-Wschodniej, ale staramy się także pozyskać nowych klientów na rynkach, na których już funkcjonujemy i zadbać o najważniejszy dla nas polski rynek. Ostatnie zmiany ekonomiczne i problemy gospodarek na całym świecie spowodowały, że dalszy rozwój i ekspansja ustąpiły na chwilę miejsca koncentracji działań nad lepszą organizacją bieżącej działalności, ale wraz z poprawą koniunktury powrócimy do dalszego intensywnego rozwoju sieci sprzedaży – zdradza Mariusz Głogowski, Prezes Zarządu Komandor S.A.  

Jak to się zaczęło?

Zastosowanie nowoczesnych systemów do drzwi przesuwnych stało się krokiem milowym w produkcji mebli na wymiar. Komandor wprowadzając je na rynek w 1992 roku, dał podwaliny innym firmom z branży, które po pewnym czasie bazując na stosowanych technologiach, utworzyły swoje własne marki. Budowanie sieci odbiorców w kraju i za granicą oraz duży popyt w kraju na tego typu produkt, wpłynęły na decyzję stworzenia własnego zakładu produkcyjnego w Polsce oraz uruchomienia swojej produkcji systemów do drzwi przesuwnych. Rynek polski, który był w trakcie transformacji i otwierał się na Zachód, bardzo potrzebował nowości także w dziedzinie wyposażenia wnętrz. Zainwestowano w park maszynowy oraz zmiany technologiczne w obróbce materiałów i produkcji mebli, które wpłynęły na jakość i wytrzymałość wyrobów, ale też na ich estetykę.

Od projektu po meble na wymiar

W 1994 roku na rynku polskim pojawił się pierwszy program komputerowy do projektowania zabudów i obsługi firmy  „Komandor Standard”. Był on rewolucją w branży meblarskiej. Umożliwiał tworzenie wizualizacji mebla wraz z jej wyceną. Dzięki niemu stolarz lub sprzedawca nie musiał rysować klientowi projektu na kartce, tylko mógł  korzystać z nowoczesnego konceptu projektowania szaf – wybrać jej kolor, drzwi i wyposażenie. Z czasem program ewoluował i umożliwił przesyłanie przez internet zaprojektowanej bezpośrednio z klientem zabudowy do produkcji. Taka funkcjonalność programu i nowe spojrzenie na proces obsługi klienta, dało wielu polskim firmom z branży meblowej możliwość szybszej obsługi, sprawniejszego działania i redukcji kosztów własnej działalności.

Dziś systemy informatyczne pozwalają na standaryzację procedur serwisu i poszczególnych zadań, takich jak projektowanie, prezentacja, tworzenie ofert, planowanie dostaw, montaż czy produkcja. Posiadanie własnego zakładu produkcyjnego daje dużą niezależność od podwykonawców i zapewnia szybszy czas realizacji zamówienia.

Liczy się innowacja

Wraz z rozwojem rynku zaczęto wprowadzać coraz to nowsze rozwiązania: systemy umożliwiające podział drzwi i łączenie wypełnień, systemy podwieszane jedno- i dwustronne, składano-przesuwne, bezramowe, systemy narożne wewnętrzne i zewnętrzne do narożnych zabudów, oświetlenie, mechanizmy z miękkim domykiem czy dodatkowe akcesoria. Wszystkie te elementy podnoszą użyteczność mebli i ich standard. Dodatkowo bogata gama kolorystyczna obramowań drzwi oraz różnorodność wypełnień z lustra, szkła lakierowanego, płyty, forniru, czy płyt lakierowanych, pozwala na komponowanie dowolnych i oryginalnych zestawień.

– Zaczynaliśmy od 3 kolorów profili i kilku kolorów płyt, a dziś mamy w ofercie ponad 37 rodzajów profili w ponad 30 kolorach, 250 dekorów płyt, 40 kolorów szkła w różnych typach, panele ażurowe i 3D, fronty lakierowane, forniry oraz wzory własne klientów. Daje nam to niemal nieograniczoną ilość w kombinacji drzwi – mówi Mariusz Głogowski.

W samej tylko sieci Komandor używa się rocznie ponad 100 tysięcy ciętych płyt, które przekładają się na ponad milion realizacji szaf z drzwiami przesuwnymi, łóżek, komód, kuchni, biurek i innych mebli na wymiar w skali kraju, a do tego dochodzą jeszcze odbiorcy z zagranicy.

– Nieustannie rozwijamy i poszerzamy naszą ofertę, bo rynek oczekuje coraz to nowych rozwiązań i nie lubi próżni. Obok systemów do drzwi przesuwnych, w naszej ofercie pojawił się system ścianek działowych, dający możliwość łatwego podziału przestrzeni wewnętrznych w mieszkaniach oraz biurach. Opracowaliśmy innowacyjny na polskim rynku system drzwi bezramowych z domykaczem ComforTouch, który jest unikalnym rozwiązaniem na skalę światową, dostępnym na rynku meblarskim w Polsce. Do oferty wchodzi też nowoczesna linia akcesoriów do szaf oraz nowe kolory systemów. Pracujemy również nad innowacyjnymi rozwiązaniami do drzwi przesuwnych oraz nad jeszcze lepszym oprogramowaniem do kompleksowego projektowania mieszkań – dodaje Mariusz Głogowski.

Producenci mebli chcąc odnosić sukcesy na świecie muszą dbać o bogaty asortyment, jakość realizowanych usług i krótki cykl produkcyjny, a także dopasowywać produkty do bieżących potrzeb klientów oraz zapewniać wysoki poziom obsługi. Rynek meblarski wymaga od nich uczestniczenia w targach i pokazach branżowych, by proponowane rozwiązania i materiały wpisywały się w aktualnie obowiązujące światowe trendy, nowoczesne wzornictwo i design. Ważne jest też poszukiwanie nowych pomysłów, które przekładają się na komfort użytkowania i zachęcają klientów do zakupu. Polskie meble są cenione za granicą, bo polskie firmy inwestują w park maszynowy, innowacyjność, nowe technologie i rozwiązania, budując swoje pozycje na trudnym konkurencyjnym rynku. Komandor to jedna z wielu firm w branży meblowej, która doskonale radzi sobie na arenie międzynarodowej, a także w Polsce. To marka, która na przestrzeni 25 lat stała się dla wielu Polaków synonimem szafy z drzwiami przesuwnymi.

Sezon grillowy: Biedronka i Lidl w niemal identycznych cenach, ale na niektórych produktach są spore różnice

Z analizy, przeprowadzonej przed długim weekendem, wynika, że koszyk cenowy z 18 produktami na grilla w Lidlu i Biedronce dzieli zaledwie 3% różnica. W zeszłym roku wyniosła ona 11%. Teraz prawie identyczne wartości 6 często kupowanych towarów świadczą o tym, że konkurenci coraz baczniej się obserwują. Z drugiej strony, ceny sezonowych artykułów odbiegają od siebie nawet o 36%. Ponadto, w gazetkach Biedronka promuje żywność, a Lidl – produkty niespożywcze.

Badane sieci traktują nadchodzący długi weekend jako tzw. mikrosezon na grillowanie, ale ich strategie promocyjno-asortymentowe wyraźnie się od siebie różnią. W gazetce Biedronki do 14.06 trwa akcja specjalna „Czas na grill”, która zajmuje 6 stron. Aż 3 z nich przedstawiają mięsa i wędliny, 2 – napoje, a 1 – sosy. Lider rynku dyskontowego postawił więc na promowanie żywności. Z kolei, Lidl w swojej publikacji, obowiązującej od 12.06, poświęcił zaledwie 1 stronę na kubeczki, talerzyki jednorazowe, tacki na grilla oraz piankę do czyszczenia tego urządzenia.

– Przed zeszłoroczną majówką koszyk grillowy Biedronki kosztował 75,04 zł, a Lidla – 84,65 zł. Wówczas różnica sięgała ok. 10 zł. Tym razem dysproporcja wyniosła niecałe 3 zł, mimo tego że porównaliśmy ze sobą o 6 produktów więcej, niż w poprzednim sezonie grillowym. Koszyk portugalskiego konsorcjum Jerónimo Martins ma wartość 94,40 zł i jest o około 3% tańszy od Lida, którego cena wynosi 97,25 zł. Moim zdaniem, Lidl zauważył różnice cenowe u konkurenta i sprawnie je niweluje – mówi Sebastian Starzyński, prezes instytutu badawczego ABR SESTA.

Gdzie taniej?

Trzeba zauważyć, że w Lidlu i w Biedronce aż 6 na 18 produktów na grilla ma identyczne ceny. W celu porównania ich ze sobą, wszystkie są przeliczone do tej samej gramatury. Pomidory zwykłe luz 1 kg kosztują w obu sieciach 3,99 zł. Chleb zwykły 400 g lub 500 g – 1,59 zł (za 500 g). Piwo jasne 4×500 ml puszka (czteropak) – 7,16 zł. Węgiel drzewny do grilla 2,5 kg – 6,99 zł. A Coca-Cola Regular napój gazowany 1,75 l lub 2 l pet – 4,45 zł (za 2 l). Z kolei, za Karkówkę świeżą bez kości 1 kg trzeba zapłacić w Biedronce 9,89 zł, a w Lidlu – 9,99 zł. Pozostałe artykuły częściowo są droższe w jednej sieci albo w drugiej.

– Należy pamiętać o tym, że cena koszyka jest wypadkową wartości poszczególnych produktów. Natomiast, klient oczywiście najbardziej zyska, kupując pewne artykuły w Biedronce, a inne w Lidlu. W rzeczywistości jednak konsumenci zwykle nie mają czasu na porównywanie ceny każdego z towarów. Skorzystanie z promocji jest bardziej kwestią przypadku, niż wynikiem długotrwałej analizy z kartką i ołówkiem w ręku – zauważa Sebastian Starzyński.

W Biedronce opłaca się kupić takie produkty, jak Kiełbasa śląska 1 kg (9,90 zł vs 12,90 zł w Lidlu), Kaszanka 1kg za 6,65 zł  (8,98 w Lidlu) czy też Musztarda sarepska 175-200 g za 0,94 zł, natomiast w Lidlu za 1,19 zł. Ponadto, Biedronka oferuje tańszy Ketchup łagodny ok. 500 g w kwocie 2,12 zł (3,32 w Lidlu) i niższą cenę na Podpałkę w kostkach 32 szt. (0,99 zł vs 1,18 zł w Lidlu) oraz Tacki na grilla aluminiowe duże za 7,98 zł (9,99 zł u konkurenta).

Tymczasem, do Lidla zdecydowanie warto wybrać się po Kiełbasę podwawelską 1kg za 10,38 zł (14,80 zł w Biedronce) i Udko z kurczaka 1 kg w cenie 6,78 zł (7,75 zł w Biedronce). W tym dyskoncie znajdziemy również tańszą Przyprawę do grilla ok. 20 g za 0,99 zł (1,39 zł u konkurenta). Ponadto, w niższej cenie kupimy tam Sok pomarańczowy 100% 1 l za 2,69 zł  (3,49 zł w Biedronce).

Walka o wizerunek cenowy

– Sieci handlowe dobrze wiedzą o tym, że artykuły, często kupowane przez klientów, budują ich wizerunek cenowy. Konsumenci najlepiej pamiętają ich koszt i na tej podstawie wyrabiają sobie opinię na temat danego sklepu. Z kolei, rzadko nabywane towary służą sieciom do realizacji większej marży. Przykładem takiego produktu mogą być tacki do grilla – 10 sztuk kosztuje w Lidlu 9,99 zł, a w Biedronce 7,89 zł. To ponad 2 zł różnicy. Warto też wymienić przyprawę do grilla, która w Biedronce kosztuje 1,39 zł, a w Lidlu 0,99 zł, co stanowi 29% rozbieżności w cenie – podkreśla Sebastian Starzyński.

W badanych sieciach najbardziej odbiegają od siebie cenowo, od 23 do 30%, takie produkty mięsne, jak kiełbasa czy kaszanka. Wynika to z tego, że zwykle wymienione artykuły mają raczej charakter sezonowy. To znaczy, nie są tak często nabywane, jak karkówka, która posiada tę samą cenę w Lidlu i w Biedronce. A im mniej i rzadziej kupujemy dany towar, tym różnice mogą być większe. Sieci na części z tych produktów realizują większe marże. Oczywiście czasem wyższa cena wynika także z lepszej jakości.

– Trudno jest mówić o spójności cenowej między sieciami, gdyż rozbieżności na poziomie poszczególnych produktów w koszyku grillowym dochodzą nawet do 36%. O tyle właśnie jest tańszy w Biedronce Ketchup łagodny ok. 500 g. Ale trzeba zauważyć, że ma on mniejszą zawartość koncentratu z pomidorów, niż droższy, podobny do niego artykuł w Lidlu. Niemniej, planując zakupy na grilla, warto zapamiętać największe różnice w cenach. Kiełbasę podwawelską bez marynaty 1 kg kupimy taniej w Lidlu o 30%. Kaszanka 1 kg ma mniejszą cenę w Biedronce o 26%. Do tej listy należy dołączyć również Przyprawę do grilla ok. 20 g saszetka. Jej cena jest niższa w Lidlu o 29% – podsumowuje Sebastian Starzyński.

Badanie zostało wykonane przez agentów TakeTask, na zlecenie instytutu badawczego ABR SESTA w dniach 10-11.06.2017 roku w sklepach w Warszawie, we Wrocławiu i w Jaworze.

FOMC – punkt zwrotny dla kursu dolara

Fed podniesie dziś stopy procentowe do przedziału 1,0-1,25 proc. Oczekiwania na podwyżkę stóp procentowych w tym tygodniu są ekstremalnie wysokie – wycena takiego kroku to 95 proc. Byłoby zatem szokiem, gdyby nie zdecydowano się na zacieśnienie. Ważniejsze jednak będzie, co FOMC zakomunikuje w kwestii kształtu polityki w przyszłości. Oczekujemy konsekwentnego utrzymania dotychczasowych projekcji optymalnego poziomu stóp. Uważamy, że Fed podtrzymać prognozy sugerujące trzy podwyżki w 2017 i kolejne trzy podwyżki w 2018 roku. Da to pozytywny impuls dla mocno przecenionego dolara.

W ostatnich tygodniach zdecydowana większość przedstawicieli Komitetu w swoich wystąpieniach publicznych nie dawała żadnych sygnałów, aby odmienić rynkowe oczekiwania w stosunku do czerwcowej podwyżki, co czyni ten element decyzji najmniej interesującym.

W zakresie projekcji najistotniejszy będzie tzw. „dot plot”, czyli wykres punktowy prognoz optymalnego poziomu stopy rezerw federalnych na koniec kolejnych lat agregujący oczekiwania poszczególnych przedstawicieli FOMC. Ostatni zestaw danych nie skłania do wyraźnej rewizji perspektyw gospodarczych. Dlatego też uważamy, że Fed powinien podtrzymać prognozy sugerujące trzy podwyżki w 2017 i kolejne trzy podwyżki w 2018 roku. Komentarze członków Komitetu także sugerowały, że większe zmiany są mało prawdopodobne. Większe ryzyko leży po stronie obniżenia mediany prognoz na ten rok, jednak taki krok mógłby być zbyt silnym gołębim sygnałem. FOMC zdaje sobie sprawę, że warunki finansowe w gospodarce ulegają postępującemu rozluźnieniu i są najmniej restrykcyjne od 2014 roku pomimo faktu, że dziś będzie dokonana czwarta podwyżka w cyklu zacieśniania. Łagodzenie stanowiska w takim otoczeniu tylko potęgowałby groźbę narastania nierównowag w systemie finansowym.

Podsumowując: oczekujemy podwyżki i utrzymania dotychczasowych projekcji poziomu stóp. Rynkiem długu i dolarem kierowały ostatnio przede wszystkim oczekiwania względem tempa zacieśniania w 2018 roku. Obecna wycena oscylująca wokół jednej podwyżki jest zdecydowanie zbyt niska. Korekta rynkowych oczekiwań wydaje się być nieodzowna. Warto też dodać, że połączenie bardzo mocno rozczarowujących danych z USA i skrajnego pozycjonowania na rynku obligacji tworzy asymetryczne ryzyko. W przypadku przełamania passy słabych odczytów (np. przez dzisiejsze publikacje inflacji oraz sprzedaży detalicznej, przed którymi nie ma istotnych znaków ostrzegawczych) istnieje pole do silnego wzrostu rentowności. Odwrotnie: pozycjonowanie sprawia, że reakcja rentowności obligacji (i co za tym idzie dolara) będzie bardziej przytłumiona. Należy przy tym uwzględniać także szablon sezonowy, w myśl którego w miesiącach letnich gospodarka USA wyraźnie nabierała impetu.

Raport sporządził Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Robinson Europe S.A. osiąga wzrost zysku po dwóch kwartałach 2016/2017 roku

Robinson Europe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się sprzedażą sprzętu wędkarskiego oraz sportowego, osiągnęła po dwóch kwartałach roku obrotowego 2016/2017 ponad 610 tys. zł zysku netto, a jej przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 7.695 tys. zł. Spółka poprawiła wyniki finansowe dzięki stałemu zwiększaniu sprzedaży w segmencie wędkarstwa.

W pierwszych dwóch kwartałach roku obrotowego 2015/2016 zysk netto Emitenta wynosił 262 tys. zł, więc tegoroczny wynik wykazuje 132% wzrost. Największy wpływ na taką progresję miał dynamiczny rozwój segmentu wędkarstwa i zwiększanie sprzedaży oferowanych produktów, głównie na rynku polskim. Robinson Europe S.A. stale rozbudowuje swoją ofertę i optymalizuje ją zgodnie z preferencjami Klientów oraz zmieniającymi się trendami w branży. W tym celu Spółka prowadzi wnikliwe analizy rynkowe w oparciu o opinie współpracujących z nią testerów, zaprzyjaźnionych klubów wędkarskich, Przedstawicieli Handlowych oraz sklepów wędkarskich. Zdaniem Zarządu Robinson Europe S.A., przyjęty kierunek rozwoju powinien pozwolić na umacnianie pozycji rynkowej Spółki oraz budowanie jej wartości.

„Po dwóch kwartałach roku obrotowego 2016/2017 zanotowaliśmy bardzo wysoki wzrost zysku netto przy zbliżonym poziomie przychodów netto ze sprzedaży do analogicznego okresu ubiegłego roku. Wskazuje to na wyraźną poprawę naszej rentowności i świadczy o skuteczności w realizowaniu przyjętej strategii rozwoju. Stale pracujemy nad dopasowywaniem oferty produktowej w segmencie wędkarstwa do oczekiwań rynkowych, co, jak widać po osiąganych wynikach finansowych, udaje nam się osiągać z dużym sukcesem. Dostrzegamy bardzo dobre perspektywy dla branży wędkarstwa w Polsce, które wynikają m.in. ze wzrostu zainteresowania tym sportem wśród młodych ludzi, wyodrębnianiem się specjalistycznych dziedzin w wędkarstwie oraz zwiększającym się zapotrzebowaniem na coraz lepszy i droższy sprzęt tzw. „około wędkarski”. Nasza koncentracja na segmencie wędkarstwa oraz efektywne wykorzystanie pozytywnych trendów na tym rynku powinny umożliwić nam osiąganie jeszcze lepszych wyników finansowych.” – ocenia Paweł Busz, Członek Zarządu Spółki Robinson Europe S.A.

Akcjonariusze Spółki podczas jej marcowego ZWZA podjęli Uchwałę o wydzieleniu zorganizowanej części przedsiębiorstwa w postaci działu sportowego. Zgodnie z wyceną przeprowadzoną przez podmiot zewnętrzny, która została wykonana metodami majątkową oraz zdyskontowanych przepływów pieniężnych, potwierdzoną przez biegłego rewidenta, wartość tego działu została oszacowana na kwotę 1.034.387,10 zł. Podjęcie decyzji o wydzieleniu działu sportowego jest związane z planami usystematyzowania modelu biznesowego Robinson Europe S.A. i ukierunkowania działań Spółki na rozwoju segmentu wędkarskiego, stanowiącego jej podstawowy przedmiot działalności.

Emitent po raz pierwszy w historii wypłaci także dywidendę w wypracowanego zysku w wysokości 0,05 zł na akcję. Dzień dywidendy został wyznaczony na 30.06.2017 r., a jej wypłata nastąpi w dniu 17.07.2017 r.

„Ostatnie lat pokazały, że na rynku sportowym, w szczególności w segmencie artykułów sezonu zimowego, nastąpiło mocne spowolnienie. Bardzo trudno było nam zrealizować główne założenie, czyli usprawnić płynność działania poprzez dział sportów zimowych, bowiem jest to dobrze rokująca branża, ale wymaga ona pełnego zaangażowania w ujęciu całorocznym. W związku z tym Spółka podjęła decyzję o wydzieleniu zorganizowanej części przedsiębiorstwa w postaci działu sportowego. Wierzymy, że ten proces wpłynie pozytywnie na relokację naszych zasobów i większą koncentrację na segmencie wędkarskim, który umożliwia nam osiąganie wyższych rentowności. Jeśli chodzi o dywidendę to po raz pierwszy w naszej historii podzielimy się wypracowanym zyskiem z Akcjonariuszami. Mamy nadzieję, że zapoczątkujemy w ten sposób nową politykę dywidendową, co zostanie bardzo dobrze odebrane przez rynek.” – zakończył Paweł Busz.

Prognoza finansowa Spółki na rok obrotowy 2016/2017 przewiduje, że wartość jej przychodów ze sprzedaży sięgnie 16 mln zł. Z kolei zysk brutto ma się ukształtować w przedziale od 2,5 do 2,8 mln zł.

Michał Turczyk nowym Liderem zespołu innowacji i zachęt inwestycyjnych

Zmiany w Zespole ds. innowacji i zachęt inwestycyjnych w firmie doradczej Deloitte. Jego Liderem został Michał Turczyk, jeden z najlepszych w Polsce ekspertów w tematyce pomocy publicznej, dotacji i ulg na działalność badawczo-rozwojową oraz bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Nowe stanowisko objął od czerwca tego roku.

Jestem zadowolony, że to właśnie Michał będzie kierował zespołem ds. innowacji i zachęt inwestycyjnych Deloitte. Jego wiedza z zakresu optymalizacji działalności firm w Polsce i Europie Środkowej pod kątem pozyskania i wykorzystania dotacji oraz ulg pozwoli naszym klientom rozwijać ich działalność w obszarze R&D oraz może być decydująca dla efektywnej realizacji bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce” – mówi Andrzej Lachowski, Partner Zarządzający Działem Konsultingu Deloitte w Polsce.

Michał Turczyk związany jest z Deloitte od 2008 roku, a doradztwem w zakresie dotacji i ulg na działalność badawczo-rozwojową zajmuje się od 2004 roku. Pracuje z największymi firmami w zakresie identyfikacji, zarządzania i finansowania procesów B+R+I oraz realizacji bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Doradza w postępowaniach przed instytucjami publicznymi, w tym Komisją Europejską i Trybunałem Sprawiedliwości UE, w zakresie prawa pomocy publicznej i konkurencji. Jest autorem licznych publikacji, uczestnikiem paneli i prelegentem w temacie pomocy publicznej i działalności B+R. Michał Turczyk jest doktorem nauk prawnych.

Michał Turczyk
Michał Turczyk

„Państwa Europy Środkowej rywalizują o projekty rozwojowe firm rodzimych i zagranicznych m.in. poprzez ofertę w zakresie finansowania niekomercyjnego, które staje się strategiczne z punktu widzenia całego łańcucha wartości firmy i konieczności obniżenia ryzyka działalności rozwojowej (B+R+I). Wobec możliwości dotacyjnych daje to istotne narzędzie dla zarządów firm do obniżenia kosztów działalności kluczowej z punktu widzenia konkurencyjności firm. Unikalne połączenie kompetencji prawno-finansowych oraz naukowo-inżynierskich w kierowanym przeze mnie zespole daje możliwość dostarczenia wartości dodanej dla naszych klientów, szczególnie obecnie w okresie dostępności największych środków publicznych na B+R+I w historii ze źródeł Funduszy UE, ulg podatkowych na B+R oraz Horyzontu 2020” – mówi Michał Turczyk, Lider zespołu innowacji i zachęt inwestycyjnych Deloitte.

Nowy Lider zespołu zastąpi na tym stanowisku Magdalenę Burnat-Mikosz, która ze względów rodzinnych planuje przeprowadzkę do Kenii.

Powoli zmienia się polityka banków centralnych

Polityka banków centralnych powoli zaczyna się zmieniać. Lepsza koniunktura sprawia, że banki powoli odchodzą od pomagania, co w ostatnich latach przybrało niespotykaną skalę. W Stanach Zjednoczonych mieliśmy już serię podwyżek stóp procentowych, chodź wciąż są one na rekordowo niskich poziomach. W Europie po kilku latach marazmu jest zdecydowanie lepiej, jednak EBC nadal utrzymuje stopę depozytową na ujemnym poziomie. Czego spodziewać się możemy po bankach centralnych? O tym w rozmowie z MarketNews24 mówił dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.