Najstarsza na świecie agencja detektywistyczna Pinkerton wchodzi do Polski. Rośnie zapotrzebowanie firm na wywiad gospodarczy i zarządzanie ryzykiem

Najstarsza na świecie agencja detektywistyczna Pinkerton wchodzi do Polski. Rośnie zapotrzebowanie firm na wywiad gospodarczy i zarządzanie ryzykiem 1
Zagrożenia, z jakimi zmaga się Europa: zmiany geopolityczne, konflikt na Ukrainie, problem uchodźców czy brexit, sprawiają, że rośnie znaczenie wywiadu gospodarczego, działań zapobiegających szpiegostwu przemysłowemu oraz przestępstwom i nadużyciom gospodarczym. Powyższe czynniki skłoniły najstarszą na świecie agencję detektywistyczną Pinkerton, do zainteresowania polskim rynkiem i rozpoczęcia współpracy z IBBC Group. Chce w ten sposób wspierać koncerny międzynarodowe wchodzące na rynki regionalne, a także pomagać polskim podmiotom w ekspansji zagranicznej, nawet w najbardziej odległych krajach.

– Coraz więcej międzynarodowych firm stawia na kraje z regionu Morza Bałtyckiego, w szczególności na Polskę, tworząc tu nowe inwestycje i fabryki. To wiąże się z pewnym ryzykiem dla firm, które nie były tu nigdy obecne albo nie miały w tym regionie swoich biur czy zakładów. Pracujemy dla wielkich koncernów i spółek międzynarodowych, które pytają nas o to, czy możemy im pomóc również w regionie bałtyckim – mówi agencji Newseria Biznes Weynand Haitjema, dyrektor Pinkertona na region EMEA.

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej przyciągają coraz więcej inwestorów. To efekt ich szybkiego rozwoju – tylko w 2015 roku wzrost PKB w tym regionie Europy wyniósł 3,1 proc. i był niemal dwukrotnie wyższy od wzrostu w strefie euro (1,6 proc.). Jak wynika z raportu firmy doradczej EY „Atrakcyjność inwestycyjna Europy”, kraje Europy Środkowo-Wschodniej osiągnęły w ubiegłym roku skumulowany wzrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych o 34 proc. To zaś sprawia, że rośnie zapotrzebowanie na procesy związane z wywiadem gospodarczym.

– Zaoferujemy w Polsce wszystkie usługi, które znajdują się w ofercie Pinkertona, a zatem wszelkiego rodzaju dochodzenia, przeprowadzanie due diligence, kompleksowe wsparcie kierownictwa firmy, zapewnianie bezpieczeństwa podróży, usługi wywiadowcze czy konsulting przy zarządzaniu ryzykiem. Skupiamy się przede wszystkim na dużych firmach i koncernach międzynarodowych – tłumaczy Haitjema.

Pinkerton, obecny w Europie od 2012 roku, w Polsce będzie współpracował z firmą IBBC Group. Jak podkreśla Haitjema, przede wszystkim ze względu na zbieżną filozofię.

– Dzięki współpracy stajemy się praktycznie częścią globalnej struktury Pinkertona, a to daje nam możliwość świadczenia usług dla jej klientów w rejonie Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie czujemy się pewnie – wskazuje Bartosz Pastuszka, prezes IBBC Group i dyrektor Pinkertona na Europę Środkowo-Wschodnią. – To jest przede wszystkim szeroko rozumiane zarządzanie ryzykiem biznesowym, począwszy od działań prewencyjnych, czyli zapobiegania nadużyciom i stratom, a skończywszy na działaniach operacyjnych, czyli zarządzaniu kryzysowym, minimalizacji strat i zabezpieczaniu kluczowych wartości firmy.

Firmy, które działają na terenie Europy Środkowo-Wschodniej, muszą się liczyć z konsekwencjami takich zjawisk, jak potencjalny brexit, dynamiczna sytuacja geopolityczna na Wschodzie czy napływ uchodźców. To zaś wiąże się z większym ryzykiem związanym z nielegalnym transportem towarów, nie tylko alkoholu i papierosów, lecz  także np. środków chemicznych do ochrony roślin. Pastuszka podkreśla, że te zagrożenia będą coraz bardziej wpływać na firmy i gospodarkę.

– Widzimy napływ wielu nowych pracowników z Europy Wschodniej. Często nie mamy wiedzy, czy są to ludzie uczciwi i jakie potencjalnie mogą przynieść straty naszym firmom. W związku z tym na pewno będą wymagane usługi weryfikacji takich osób, ale też odpowiedniego adaptowania różnic kulturowych, które są na Ukrainie czy Białorusi – mówi Bartosz Pastuszka.

IBBC Group chce także stworzyć platformę dla firm z regionu, które planują inwestycje na zagranicznych rynkach. Poprzez tę platformę zamierza oferować wsparcie ekspertów znających lokalne problemy i uwarunkowania.

– Chcemy, żeby te firmy miały solidnego partnera, który będzie służył im wsparciem w zakresie wszelkich problemów, z którymi będą musiały się zmierzyć na tych rynkach. Są to nowe ryzyka, często sytuacje konfliktów zbrojnych, różnic kulturowych, czasami problemów związanych z konkurencją na danym rynku – mówi Bartosz Pastuszka.

Jak przekonuje, popyt na tego typu usługi będzie rósł, zwłaszcza że firmy coraz częściej wchodzą na rynki amerykańskie, afrykańskie czy azjatyckie.

 Widzimy, że działalność, która wymaga częstych podróży, niesie ze sobą duże ryzyko. W szczególności, jeśli ktoś pracuje na Bliskim Wschodzie, na Ukrainie, a nawet w Rosji. Jeszcze parę lat temu przedsiębiorca mógł się czuć bezpiecznie w podróży, dziś stanowi to dla niego duże wyzwanie – przekonuje prezes IBBC Group. – Kolejną kwestią jest cyberprzestępczość. Kradzież danych, manipulacje nimi, kradzież pieniędzy np. poprzez cyberprzestępstwa stają się codziennością. Wyzwania związane z technologią i zarządzaniem zasobami ludzkimi są w tej chwili kluczowe.

Hałaśliwy pies w bloku może uprzykrzyć życie mieszkańcom. Prawo przewiduje radykalne kroki wobec właściciela

Hałaśliwy pies w bloku może uprzykrzyć życie mieszkańcom. Prawo przewiduje radykalne kroki wobec właściciela 2
W przypadku uciążliwie zachowującego się sąsiada, właściciela hałaśliwych lub brudzących części wspólne zwierząt wspólnota może zażądać nawet sprzedaży jego mieszkania w drodze licytacji. To jednak najbardziej radykalny i ostateczny środek. Rozwiązywanie problemu należy zacząć od rozmowy, która zwykle wystarcza. Kolejnym krokiem jest zaangażowanie administracji i zbieranie dokumentów dotyczących nadużyć porządku oraz spokoju domowego.

 W przypadku na przykład uciążliwego, szczekającego psa sąsiada w pierwszej kolejności należałoby zacząć od zwykłej rozmowy. Nasi sąsiedzi często nawet nie wiedzą, że ich pupil podczas ich nieobecności zaczyna hałasować i głośno szczeka. Zwykle rozmowa pomaga – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariusz Łubiński, prezes zarządu w spółce Admus specjalizującej się w zarządzaniu nieruchomościami.

Jeśli rozmowa nie pomoże, kolejnym krokiem, jak radzi Mariusz Łubiński, powinno być wprowadzenie w uciążliwą sytuację administracji. Może ona powołać się na regulamin porządku domowego, dlatego warto, aby wspólnota w takim dokumencie zawarła nakazy dotyczące porządku i spokoju domowego. Administrator może również skierować pismo, w którym uzasadni sprawę, powoła się na konkretne punkty z regulaminu, a także opisze problem czy przywoła świadków.

– Również przedstawiciele administracji najpierw powinni porozmawiać z właścicielem, już oficjalnie poinformować go o problemie i poprosić o rozwiązanie – wyjaśnia Mariusz Łubiński. – Niektórzy mają inną wrażliwość w kwestii na przykład hałasujących zwierząt. Jeżeli taka rozmowa nie pomoże, wtedy stosujemy oficjalne pisma. Gdy to także nie skutkuje, to zaczynamy gromadzić odpowiednią dokumentację.

Jak podkreśla, istotne jest zgłaszanie przez sąsiadów faktu zakłócania porządku na policję, która może ukarać uciążliwego sąsiada na podstawie Kodeksu wykroczeń. Jeżeli to także się nie sprawdzi, to w ostatniej kolejności wspólnota mieszkaniowa może wytoczyć powództwo o sprzedaż takiego lokalu w drodze licytacji.

Pozwala na to artykuł 16 ustawy o własności lokali wprowadzający tego rodzaju sankcję na właścicieli, którzy w sposób rażący lub uporczywy występują przeciwko obowiązującemu porządkowi domowemu.

– Z naszego doświadczenia jednak wynika, że większość takich przypadków udaje się rozwiązać w drodze polubownej, rozmowy pomiędzy sąsiadami, ewentualnie administracji z właścicielem lokalu – podkreśla Mateusz Łubiński.

Czy ceny węgla szybko wzrosną?

Górnicy chcą teraz szybkiego wzrostu cen węgla, bo sprzedają go najwięcej w przedzimowym okresie, ale inaczej umawiali się z firmami energetycznymi. Możliwe, że grozi nam zmowa cenowa, a ta jest uważana przez Komisję Europejską za szczególnie drastyczne naruszenie zasad.
Z niektórych wypowiedzi wynika, że grozi nam ręczne sterowanie cenami węgla przez ministerstwo, w rozmowie z MarketNews24 mówi o tym Rafał Zasuń, ekspert WysokieNapiecie.pl.

KNF zatwierdziła prospekt emisyjny obligacji GPW

  • KNF zatwierdziła prospekt emisyjny obligacji GPW serii D i E.
  • GPW wyemituje do 1,2 mln obligacji na okaziciela o wartości nominalnej 100 zł każda.

Obligacje wyemitowane w seriach D i E zostaną wprowadzone do obrotu w ramach Catalyst na rynku regulowanym prowadzonym przez GPW oraz na rynku regulowanym prowadzonym przez BondSpot. Łączna wartość nominalna obydwu serii nie będzie przekraczała 120 mln złotych, a każdej serii 60 mln zł. Seria D będzie kierowana do inwestorów instytucjonalnych, a seria E w pierwszej kolejności do inwestorów indywidualnych.

Obligacje będą oprocentowane według zmiennej stopy procentowej stanowiącej sumę stawki referencyjnej WIBOR 6M oraz marży, która zostanie ustalona przez Zarząd GPW.

Odsetki będą wypłacane w okresach półrocznych. Odsetki od obligacji serii D i odsetki od obligacji serii E będą płatne w dniach określonych w warunkach emisji obligacji każdej z serii, zawartych w prospekcie emisyjnym obligacji.

Dzień wykupu obligacji został wyznaczony na 31 stycznia 2022 r.

Oferującym jest firma inwestycyjna Pekao Investment Banking S.A. Organizatorami są Bank Pekao SA oraz Pekao Investment Banking S.A. Współorganizatorami są Bank Handlowy w Warszawie S.A. oraz Dom Maklerski Banku Handlowego S.A. W skład konsorcjum dystrybucyjnego GPW w przypadku obligacji serii kierowanej do inwestorów indywidualnych wchodzą: Centralny Dom Maklerski Pekao S.A., Dom Maklerski Pekao, Dom Inwestycyjny Xelion sp. z o.o., Dom Maklerski Banku Handlowego S.A., Biuro Maklerskie Alior Banku S.A. oraz Dom Maklerski PKO Banku Polskiego S.A.

Podstawą prawną emisji obligacji GPW jest art. 33 pkt 1 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o obligacjach (Dz.U. z 2015 r., poz. 238), ustawa z dnia 29 lipca 2005 r. o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych (tekst jednolity Dz. U. z 2013 r., poz. 1382, ze zm.) oraz uchwała nr 1058/2016 Zarządu GPW z dnia 13 października 2016 r. w sprawie emisji obligacji na okaziciela serii D i E.

Zmiany w Radzie Nadzorczej GPW

30 listopada 2016 r. Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Giełdy Papierów Wartościowych  w Warszawie S.A. dokonało zmian w składzie Rady Nadzorczej Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. (Rada Giełdy). Odwołano trzech jej dotychczasowych członków i powołano trzech nowych członków Rady.

Do Rady Giełdy zostali powołani: Wojciech Nagel, Wojciech Sawicki oraz Łukasz Świerżewski.

Z Rady Giełdy odwołany został jej prezes – Adam Miłosz, wiceprezes – Ewa Sibrecht-Ośka i członek Rady -Jacek Lewandowski.

W dniu dzisiejszym odbyło się również pierwsze posiedzenie Rady Giełdy w nowym składzie, podczas którego wybrano prezesa Rady Nadzorczej Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A., którym został Wojciech Nagel.

Dane finansowe i operacyjne wiodących klubów europejskich

Europejska piłka nożna zarówno w mediach, jak i wśród przedstawicieli biznesu sportowego zdominowana jest przez „wielką piątkę” lig europejskich – angielską, niemiecką, hiszpańską, włoską i francuską. Pozostałe ligi ze Starego Kontynentu choć mniej popularne, odgrywają także istotną rolę i mają licznych zwolenników. W ramach KPMG Football Benchmark analizie poddane zostały wybrane aspekty czterech lig w Europie – polskiej Ekstraklasy, tureckiej Süper Lig, holenderskiej Eredivisie i portugalskiej Primeira Ligi.

Przeprowadzona analiza wskazuje na różne wyzwania, którym muszą sprostać dwie grupy lig europejskich. Podczas gdy elitarne ligi dzięki ugruntowanej sytuacji finansowej starają się pro-wadzić międzynarodową ekspansję i pozyskiwać najlepszych sponsorów zarówno na szczeblu światowym, jak i lokalnym, ligi nienależące do „wielkiej piątki” koncentrują swoje działania przede wszystkim na zapełnieniu stadionów oraz maksymalizacji zysków z transmisji telewizyjnych czy sponsoringu.

Przychody z transmisji telewizyjnych

Wielkość krajowego rynku jest uważana za kluczowy czynnik przy ocenie znaczenia ligi. Polska Ekstraklasa, jako młoda liga, według doniesień wynegocjowała kontrakt o wysokości 34 mln euro rocznie aż do sezonu 2018-19. Choć kwota ta wydaje się relatywnie niska, w porównaniu do wielu innych lig europejskich, to jednak warto odnotować, że pakietyzacja praw mediowych zapewniła 30% wzrost przychodów z ich sprzedaży, w ciągu zaledwie dwóch sezonów. Zauważalne są także pozytywne sygnały związane z próbami zwiększenia popularności ligi za granicą poprzez transmisję meczów w ponad 40 krajach świata.

Wśród analizowanych pięciu lig, Turcja posiada obecnie najbardziej lukratywny kontrakt na poziomie 360 mln euro rocznie w sezonach 2015-16 i 2016-17. Pomimo tego, że jest to wartość ponad dwukrotnie niższa od transakcji French League 1 (727 mln euro rocznie), najniższej w całej „wielkiej piątce”, to liga turecka z uwagi na tempo rozwoju gospodarki i dużą populację ma potencjał wzrostowy w długoterminowej perspektywie.

Według doniesień medialnych Holandia podpisała natomiast 12-letnią umowę o wysokości 960 mln euro aż do sezonu 2024-25, co przekłada się na kwotę 80 mln euro rocznie. Wartości te są stosunkowo skromne w porównaniu do większych lig, także w perspektywie historycznych sukcesów holenderskich klubów (sześciokrotna wygrana w Lidze Mistrzów takich klubów jak AFC Ajax, Feyenoord Rotterdam i PSV Eindhoven).

Transmisje telewizyjne rozgrywek w ramach ligi portugalskiej są sprzedawane dla pojedynczych klubów (nie zbiorowo). Taki system daje przewagę drużynom cieszącymi się większą liczbą fanów. Kluby te osiągając ponad 60% łącznej frekwencji w kraju – odnotowują najwyższe kwoty w transakcjach krajowych, z dochodem przekraczającym 40 mln euro na sezon. Takie podejście wpływa na zmniejszenie konkurencyjności ligi portugalskiej, pogłębiając jednocześnie rozbieżności między popularnymi dużymi i małymi klubami.

Choć przychody z transmisji telewizyjnych dla klubów Ekstraklasy rosną, to wciąż stanowią one niecałe 50% wpływów o wiele mniejszej pod względem populacji Holandii i 10-krotnie mniej niż w Turcji, co wskazuje na możliwy potencjał wzrostu tego rynku w Polsce w przyszłości – mówi Tomasz Wiśniewski, partner i szef zespołu wycen w grupie Deal Advisory w KPMG w Polsce.
Ligi europejskie

Ekstraklasa to młoda liga o dużym potencjale. Z sezonu na sezon bijemy kolejne rekordy popularności, zarówno finansowe, jak i pod kątem frekwencji. Ostatni przetarg na sprzedaż praw mediowych, który dał ponad 30-procentowy wzrost wartości tych praw, był dopiero trzecim profesjonalnym procesem w historii Ekstraklasy. Tymczasem już dzisiaj otwieramy drugą dziesiątkę najlepszych lig w Europie pod kątem przychodów z tego źródła – mówi Marcin Animucki, wiceprezes Ekstraklasa SA.

Poziom frekwencji i wykorzystanie stadionów

Konkurencyjność lig europejskich może być także mierzona frekwencją podczas meczów. Kibice tworzą nie tylko wyjątkową atmosferę na stadionach, ale także mają swój wkład w finanse klubowe kupując akcesoria, bilety i wydając pieniądze w dniu meczu. Wskaźnik zaangażowania fanów może zostać podniesiony, jeżeli kluby dbają odpowiednio o obiekty.

Najbogatsza pod względem przychodów z transmisji telewizyjnych spośród czterech analizowanych lig, turecka Süper Lig odnotowała najniższą średnią frekwencję i wykorzystanie stadionów w sezonie 2015-2016, na co wpłynął m.in. sprzeciw niektórych fanów wobec kontrowersyjnego systemu biletowego.

Polska Ekstraklasa w ubiegłym sezonie odnotowała niemal 10% wzrost frekwencji gromadząc 2,7 miliona kibiców na stadionach, jednak wśród pięciu porównywanych lig dało to zaledwie czwarte miejsce.

Pod względem frekwencji kibiców na czele analizowanych czterech lig europejskich jest holenderska liga Eredivise ze średnią liczbą 20 000 widzów i 88-procentowym współczynniku wykorzystania stadionów. Nie bez znaczenia jest fakt, że poza stadionami AFC Ajax i Feyenoord Rotterdam, holenderskie stadiony są mniejsze. Przykład Holandii pokazuje jednak, że mała populacja kraju niekoniecznie warunkuje niską frekwencję.

Średnia frekwencja na meczach „wielkiej piątki” jest o 57% wyższa niż ta odnotowana przez Eredivisie. Oprócz większych stadionów i silniejszej ogólnej pozycji na rynku, większość klubów z tych lig posiada nowoczesne obiekty, które zapewniają fanom odpowiednie warunki do sportowych emocji – mówi Tomasz Wiśniewski, partner i szef zespołu wycen w grupie Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Strategia cenowa ważnym punktem agendy zarządów

Ponad 60% przedsiębiorstw może zwiększyć swoje zyski o co najmniej 5% dzięki bardziej efektywnemu kształtowaniu cen produktów (ang. pricing). Użycie nowych technologii, analityka danych klientów i kształtowanie ceny na podstawie subiektywnej wartości produktu to ogromna szansa dla wielu firm. Przedsiębiorstwa, które zrozumieją wartość swoich produktów, a następnie rozwiną odpowiednie kompetencje w zakresie analityki danych i pricingu, staną się liderami swojej branży.

Ubiegłe lata gospodarczej stagnacji w Europie wielokrotnie zmuszały przedsiębiorstwa do żmudnej walki o udziały rynkowe i stałej obniżki cen celem zwiększania sprzedaży. KPMG przeprowadziło badanie wśród kierownictwa wyższego szczebla przedsiębiorstw w Wielkiej Brytanii, aby sprawdzić jak zmieniło się podejście firm do kształtowania cen swoich produktów.

Strategia pricingu ważnym punktem agendy zarządów

Z jednej strony, z deklaracji respondentów na rynku wynika, że 87% firm posiada jednoznacznie określoną strategię, na której opiera swoje działania w zakresie pricingu produktów. Z drugiej, nie zawsze jest ona jasna dla członków kierownictwa tych firm – choć 92% respondentów na poziomie zarządów rozumie swoją strategię cenową, to na poziomie dyrektorów sprzedaży odsetek ten spada już do 82%.

Z naszych doświadczeń na polskim rynku wynika, że odsetek pracowników jednoznacznie rozumiejących i wdrażających założenia strategii pricingowych jest zdecydowanie niższy. Często znajduje to odzwierciedlanie w efektywności zarządzania przychodami, skuteczność ciągłego podnoszenia rabatów jest ograniczona, bo kolejne cięcia nie przynoszą oczekiwanych efektów w wolumenie sprzedaży. Również zwykła promocja nie jest już atrakcyjna wobec wszechobecnych ofert typu „2-za-1” czy wdrażanych strategii tzw. dynamic pricing. Podobny spadek efektywności promocji cenowych obserwujemy również na polskim rynku – mówi Maciej Szatkowski, starszy menedżer w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.

O rosnącym znaczeniu skutecznego egzekwowania strategii pricingowych świadczy też poziom stanowisk osób odpowiedzialnych za ten obszar w strukturach organizacji.

Przywiązywanie coraz większej wagi do odpowiedniego wyceniania dóbr i usług wiąże się z faktem, że przedsiębiorstwa widzą w tym obszarze dużą szansę na poprawę wyników operacyjnych. W branżach takich jak telekomunikacja czy FMCG funkcja ta nadzorowana jest przez osobę na poziomie członka zarządu w ok. 70% przypadków – dodaje Jan Karasek, partner w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.

Pricing źródłem poprawy zysków nawet o 10%

W opinii badanych odpowiednie kształtowanie ceny niesie ze sobą znaczący potencjał dla wzrostu przedsiębiorstwa. Zdecydowana większość badanych twierdzi, że bardziej efektywna polityka cenowa może przyczynić się do wzrostu zysków o co najmniej 5%, a około jedna trzecia z nich ocenia ten potencjał nawet na poziomie co najmniej 10%.

Aby te obiecujące wartości mogły stać się rzeczywistością, konieczne jest posiadanie danych dotyczących efektywności poszczególnych działań promocyjnych i cenowych oraz ich właściwa analiza. Wymagany jest też zmotywowany zespół sprzedaży, który wsparty odpowiednimi analizami w sposób świadomy walczy nie tylko o wolumen sprzedaży, ale również o odpowiednią marżę – mówi Maciej Szatkowski, starszy menedżer w dziale usług doradczych w KPMG w Poslce.

Punktem wyjścia może więc być stworzenie w polskich przedsiębiorstwach dedykowanych zespołów pricingowych, co według badania KPMG ma miejsce już w 63% przedsiębiorstw na rynku brytyjskim. Zespoły takie powinny być w stanie określać priorytety promocyjne oraz docelowe poziomy cenowe zgodne z postrzeganą przez konsumentów wartością towarów czy usług.

Nie koszty, a wartość dostarczana klientom stanie się podstawą wyceny produktów

Z badania KPMG wynika, że 52% firm obniżyłoby ceny w odpowiedzi na redukcję cen swoich konkurentów, podczas gdy 35% pozostawiłoby je na tym samym poziomie, wierząc, że ich produkty odróżniają się od produktów konkurencji. Ciągła obniżka cen stanowi poważne zagrożenie dla zysków przedsiębiorstwa, dlatego kluczowe dla skutecznej strategii pricingowej jest zrozumienie wartości, jaką produkty przynoszą swoim klientom. Również na polskim rynku w ostatnich kampaniach reklamowych wiodących sieci handlowych głównym komunikatem nie jest już cena, ale jakość produktów i różnorodność oferty.

Tylko 25% przedsiębiorstw na rynku brytyjskim deklaruje, że kształtuje ceny swoich produktów bazując na zrozumieniu wartości, jaką dostarczają swoim klientom. Dzisiejsi konsumenci są uzbrojeni w smartfony, tablety i media społecznościowe, a wszechobecna cyfryzacja zagwarantowała im pełną transparentność cen. Podobny trend obserwujemy też w Polsce, z tego względu liderzy branż starają się różnicować swoje produkty poprzez wdrażanie innowacji, atrakcyjne pakietyzowanie czy dostarczanie najlepszych doświadczeń w sferze obsługi klienta – wskazuje Jan Karasek, partner w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.

Ponad 60% firm widzi potrzebę bardziej efektywnego kształtowania cen swoich produktów

Zrozumienie i wykorzystanie danych klientów kluczowe dla optymalizacji cen i promocji

Konsumenci zaczynają przyzwyczajać się do sytuacji, w której muszą płacić za usługę więcej w zamian za skorzystanie z niej np. w nocy lub w okresie wzmożonego popytu. 77% respondentów badania KPMG deklaruje, że w ich firmach aktualnie stosowane są narzędzia informatyczne wspomagające pricing produktów, a 30% używa w tym celu specjalistycznego, dedykowanego oprogramowania.

W dobie big data, powszechnej cyfryzacji, mediów społecznościowych i urządzeń mobilnych, dostęp do informacji i odpowiednich narzędzi analitycznych nie powinien być dla przedsiębiorstw żadnym wyzwaniem. Nieuniknione będzie wykorzystanie zaawansowanej analityki pozwalającej zrozumieć i wykorzystać dane klientów oraz transakcyjne w celu optymalizacji pricingu i promocji. Przedsiębiorstwa, które ją wykorzystają, zminimalizują ryzyko stopniowego topnienia zysków oraz mogą osiągnąć i utrzymać pozycję liderów w swoich branżach – komentuje Piotr Kwiatkowski, executive consultant w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.

O badaniu:

Raport KPMG International pt. The 10% profit opportunity powstał na podstawie badania przeprowadzonego wśród 200 przedstawicieli kierownictwa wyższego szczebla firm z Wielkiej Brytanii. Respondenci reprezentowali największe przedsiębiorstwa z różnych sektorów, w tym m.in. dóbr i usług przemysłowych, motoryzacyjnego, dóbr konsumpcyjnych oraz usług biznesowych. Badanie zostało przeprowadzone w celu weryfikacji podejścia firm do obszaru kształtowania cen swoich produktów.

Mocne wzrosty cen ropy dzięki optymizmowi ministrów państw OPEC

Ceny ropy rosną najmocniej od stycznia, gdyż ministrowie państw członkowskich OPEC są przekonani, że na dzisiejszym szczycie w Wiedniu zostanie zawarte porozumienie o cięciu produkcji. Ropa naftowa zaczęła mocno zyskiwać dziś rano, po tym jak irański minister ropy naftowej – Bijan Namdar Zangeneh zapowiedział, iż członkowie kartelu osiągną dziś porozumienie bez konieczności zamrożenia produkcji na obecnym poziomie przez jego kraj. Iracki minister ropy naftowej – Jabar Ali al-Luaibi, również powiedział dziś, iż ministrowie państw OPEC są zgodni, co do wspierania ograniczeń w produkcji surowca.  Z kolei algierski minister energii wręcz stwierdził, iż jego kraj jest gotowy na ograniczenie produkcji. Zmienność na cenach ropy naftowej rosła już od kilku dni, a surowiec gwałtownie tracił lub zyskiwał w zależności od doniesień i plotek ze strony członków OPEC. Jeszcze wczoraj szanse na osiągnięcie porozumienia wyrażone przez konsensus analityków wynosiły jedynie 30 proc., stąd też mocno wzrostowa reakcja na rynku po optymistycznych wypowiedziach oficjeli państw OPEC. Decyzję kartelu poznamy najprawdopodobniej po godzinie 16:00, na którą zaplanowana jest konferencja prasowa OPEC.

Za baryłkę ropy WTI należy obecnie płacić około 49 dolarów, ponad 8 proc. więcej niż na wczorajszym zamknięciu rynku. Za baryłkę ropy Brent należy obecnie płacić ponad 51 dolarów, co jest również ponad 8 proc. wzrostem cen. Natomiast ten gwałtowny i mocny wzrost cen może dziś jeszcze przemienić się nawet w spadki, gdyby jednak do porozumienia nie doszło. Arabia Saudyjska, największy światowy producent ropy, prawdopodobnie jest gotowa nie zaakceptować porozumienia, jeśli nie wezmą w nim udział wszyscy członkowie OPEC, oprócz Libii i Nigerii. Natomiast Rosja, która nie jest członkiem OPEC, zastanawia się, czy dołączyć w pewnym stopniu do porozumienia.

Dzięki mocno rosnącym cenom ropy zyskują również waluty krajów eksportujących surowce. Norweska korona zyskuje 0,6 proc. do dolara i 0,7 proc. do euro a rosyjski rubel aż 1,6 proc. do dolara. Kanadyjski dolar również jest mocniejszy do dolara amerykańskiego. Para USDCAD traci około 0,4 proc. handlując w okolicy poziomu 1,3380. Waluty te rosną pomimo mocnego dolara, który zyskuje dziś 0,7 proc. do jena handlując znowu powyżej poziomu 113 jenów. Amerykańska waluta od początku miesiąca zyskała już 8 proc. do jena, co jest najmocniejszym wzrostem od lutego 2009 roku. Dzisiejszy prywatny raport Instytutu ADP odnośnie rynku pracy, pokazał przyrost etatów w USA na poziomie 170 tys. w listopadzie, co jest dobrym prognostykiem przed piątkowymi, oficjalnymi rządowymi danymi NFP.

Na optymizmie związanym z porozumieniem OPEC zyskują oczywiście akcje czołowych producentów ropy, dzięki którym europejskie indeksy handlują na plusie. Akcje BP P.L.C. zyskują obecnie około 3,5 proc. a Royal Dutch Shell ponad 4 proc.  Z drugiej strony, mamy dziś ponad 3 proc. przecenę na akcjach Royal Bank of Scotland po tym jak ten bank oblał tzw. „stress testy” Banku Anglii. WIG20 zyskuje dziś ponad 1 proc. wsparty przez mocno rosnące spółki paliwowe. Akcje PGNiG zyskują ponad 2,7 proc., akcje Lotosu 1,8 proc. a akcje PKN Orlen 1,5 proc.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ryczałtów noclegowych

24 listopada zapadł wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ryczałtów noclegowych. Zgodnie z orzeczeniem, firmy transportowe nie muszą wypłacać kierowcom ryczałtu noclegowego, jeśli zostało zapewnione miejsce do spania w kabinie pojazdu.

Trybunał Konstytucyjny wskazując na niewłaściwy sposób regulacji kwestii ryczałtów noclegowych przez ustawodawcę, zawiesił tym samym obowiązek wypłacania przez pracodawcę ryczałtu noclegowego kierowcom. W uzasadnieniu wyroku zwrócono uwagę, że przepisy nakazujące zwrot kwoty za nocleg pracownikowi delegowanemu nie odzwierciedlają specyfiki zawodu kierowcy, który jest w ciągłej podróży.

Zgodnie z art. 190 ust. 4 ustawy zasadniczej wyrok Trybunału daje również możliwość dochodzenia zwrotu zasądzonych wskutek roszczeń kierowców kwot. – Wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest jak najbardziej dobrą wiadomością dla polskich firm transportowych. Dla przedsiębiorców oznacza duże oszczędności. Zdarzało się, że sądy nakazywały wypłatę kierowcom na poczet ryczałtów noclegowych kwot sięgających 100 tys. złotych. W tym momencie firmy będą miały trzy miesiące, aby wznowić postępowania i domagać się zwrotu pieniędzy – mówi Łukasz Włoch, główny ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. Czy i ile firm na taki krok się zdecyduje – trudno powiedzieć.

Trybunał Konstytucyjny uznał, że z uwagi na treść art. 8 ust. 8 rozporządzenia nr 561/2006 zapewnienie odpowiedniego miejsca do spania w kabinie samochodowej zwalnia pracodawców z ponoszenia kosztów noclegu kierowców.  Wyrok z 24 listopada 2016 r. sygn. K 11/15 zacznie obowiązywać po opublikowaniu go w Dzienniku Ustaw. Firmy mogą zaoszczędzić nawet 2 mld złotych, bo na tyle szacuje się wartość wypłacanych ryczałtów. – W tym momencie wyrok powinien korzystanie wpłynąć na firmy z branży, która począwszy od 2014 roku boryka się z wieloma problemami. Jednym z nich były właśnie roszczenia kierowców odnośnie ryczałtów – dodaje Łukasz Włoch.

Wzrost PKB w Polsce zwalnia, lepsze w USA.

Dane o wzroście PKB w Polsce w 3 kwartale nie mogą cieszyć. Jeszcze na początku roku optymiści mówili o 3,5% i możliwym wzroście, obecnie jest już 1% mniej. W USA z kolei skorygowano wzrost za 3 kwartał o 0,2% w górę.

Wzrost PKB w Polsce zwalnia

W trzecim kwartale wzrost gospodarczy wynosił już zaledwie 2,5%. Jest to powód spadających nakładów inwestycyjnych. Prognozy wzrostu na 2016 rok dla Polski spadają niemal co miesiąc. Obecne 2,5% wcale nie jest takie pewne na końcu roku. Sytuację mogą poprawić święta napędzane programem 500+, aczkolwiek nawet te wydatki nie powinny nadrobić zmniejszonych inwestycji. W ciągu roku spadły one o 7,3%. Z kolei w ciągu roku konsumpcja wzrosła o 4,2%. Warto też zwrócić uwagę na rosnące zapasy, które również dobrze nie rokują. Jaki ma wpływ wzrost gospodarczy na waluty? Im wolniej rośnie gospodarka tym mniej chętnie pojawiają się w niej inwestycje zewnętrzne, a w rezultacie mamy mniejszy popyt na złotówkę. Co zatem idzie cena złotego nie rośnie. Niższy wzrost gospodarczy to zatem w dużym uproszczeniu słabsza waluta.

Dobre dane z USA

Wczoraj o 14:30 poznaliśmy rewizję danych o wzroście gospodarczym w USA. PKB wzrósł o 3,2%, a nie jak oczekiwano o 3%. Dane te nie wzbudziły jednak niemal żadnego zaskoczenia na rynkach. Po krótkim wzroście zaczął się osłabiać. Dolar jest obecnie bardzo mocny, a inwestorzy szukają okazji do domknięcia zyskownych pozycji przed grudniową decyzją o możliwej podwyżce stóp procentowych. Nie może zatem dziwić, że słabiej reagują na dane makroekonomiczne. Podobnie rynek zachował się o 16:00 kiedy lepiej od oczekiwań wypadł indeks zaufania konsumentów. Inwestorzy spodziewają się dobrych danych, jednakże do wyjaśnienia sytuacji na grudniowym posiedzeniu FED można spodziewać się pewnego uspokojenia. Scenariusz ten zakłada, że tuż przed decyzją nie znajdzie się duża grupa inwestorów szybko dostosowująca swoją pozycję. Ruchy takie mają raczej miejsce w przypadku niepewnych decyzji, a grudniowe posiedzenie wydaje się już przesądzone patrząc na notowania kontraktów terminowych na stopę procentową.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Polacy wydadza 75 mld zl na święta – na zakupy w sieci o 23 procent wiecej niz przed rokiem

  • Polski e-commerce osiągnie na święta prawie 4,7 miliardów zł – to rekordowy wynik
  • Prawie co czwarta złotówka wydana w sieci przepłynie przez smartfony lub tablety
Mike Lester, Vice President and General Manager, New Markets w RetailMeNot
Mike Lester, Vice President and General Manager, New Markets w RetailMeNot

Na świąteczne zakupy Polacy przeznaczą w tym roku blisko 75 miliardów zł (74,486 mld), tj. o 3,5% więcej niż w 2015 roku (71,988 mld zł). To najwyższy  wzrost w Europie. Warto przy tym zwrócić uwagę na to, że coraz większa część tych wydatków przepływa przez kanały online. W sklepach internetowych Polacy wydadzą w okresie świąt prawie 4,7 miliarda zł (4,694 mld zł) – to aż 23% więcej niż przed rokiem. Dla porównania: obroty sklepów stacjonarnych wzrosną w Polsce w tym okresie o 2,4%. Pomimo, że wzrost ten jest niewielki, należy zaznaczyć, że Polska jest jedynym krajem europejskim, w którym handel offline rośnie. Tak wynika z międzynarodowego badania przeprowadzonego przez RetailMeNot (www.retailmenot.pl) – największe na świecie centrum zakupów online, udostępniające kupony rabatowe  i zniżki do sklepów internetowych.

Święta Bożego Narodzenia w 2016 roku: wzrost e-handlu w Europie

Porównanie z innymi krajami europejskimi pokazuje, że należy się spodziewać dalszego wzrostu znaczenia handlu online w Polsce. Na przykład w Niemczech udział handlu online w świątecznych zakupach wynosi już 21% (wzrost o 13,6%), przy czym sklepy stacjonarne zanotują w tym roku spadek obrotów o 0,7%. W Hiszpanii sprzedaż w Internecie wzrośnie w te święta nawet o 33%, ale tradycyjny handel straci 0,9%. Podobnie będzie we Włoszech, gdzie e-commerce osiągnie w okresie świątecznym wzrost o 30%, przy jednoczesnym spadku obrotów sklepów stacjonarnych o 1,5%.

 

Mobilne zakupy na święta coraz popularniejsze

Prawie co czwarta złotówka wydana w tym roku na święta w Internecie przepłynie przez urządzenia mobilne – m-commerce osiągnie poziom 23,6% sprzedaży online w tym okresie. Za pomocą smartfonów lub tabletów Polacy wydadzą na święta ponad 1 miliard zł (1,109 mld zł)  (w porównaniu do 0,671 mld zł w 2015) – to 65% więcej niż przed rokiem. Podczas, gdy obroty generowane poprzez urządzenia stacjonarne wzrosną o 14%, polski m-commerce odnotuje wzrost zysków z zakupów przez same smartfony w wysokości 83%, osiągając 641 mld zł.

Wszystko wskazuje na to, że m-commerce będzie motorem wzrostu dla handlu online w Polsce. Ogromny potencjał tego kanału sprzedaży pokazuje porównanie rynku polskiego z innymi europejskimi. Na przykład Niemcy robią już 43,1% zakupów świątecznych za pomocą urządzeń mobilnych, a Brytyjczycy 42,3%.

„Klienci coraz częściej korzystają z zalet zakupów online – wygody, możliwości przeszukiwania rynku i korzystania z najlepszych ofert, w tym także sklepów zagranicznych, a także składania zamówień last minute. Zakupy w sieci dają też nieporównanie większe możliwości oszczędzania niż w sklepach stacjonarnych. Wszystko to powoduje, że kupującym online łatwiej jest spełnić świąteczne życzenia.    Sklepy online reagują na zmieniające się oczekiwania i potrzeby klientów, stale ulepszając swoje kanały sprzedaży. Rozwój handlu online otwiera też dodatkowe możliwości przed sklepami stacjonarnymi. Duży potencjał kryje w sobie wykorzystanie strategii multi- oraz omnichannel, w tym zwłaszcza rozwiązań adresowanych do kupujących mobilnie”, mówi Mike Lester, Vice President and General Manager, New Markets w RetailMeNot.

O badaniu

Międzynarodowe badanie zostało przeprowadzone przez RetailMeNot we współpracy z Centre for Retail Research w 10 krajach (Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy, Kanada, Holandia, Polska, Szwecja, Hiszpania i USA) we wrześniu 2016 roku. Zawiera obszerne dane statystyczne, analizę statystyk i prognoz dotyczących handlu, telefoniczne wywiady z wiodącymi sprzedawcami, jak również reprezentatywne badania użytkowników, w tym tysiąca respondentów z Polski. Zgodnie z metodologią OECD, „handel detaliczny“ w ramach tego raportu obejmuje sprzedaż dóbr klientom końcowym poprzez sklepy stacjonarne i Internet, z wyjątkiem gastronomii, pojazdów samochodowych, benzyny i materiałów napędowych, biletów (wejściówek), podróży, ubezpieczeń, a także produktów bankowych i finansowych. „Obroty świąteczne” odnoszą się w ramach tego badania do całkowitych obrotów handlu detalicznego ostatnich 6 tygodni roku.

Kredyty frankowe na Islandii – komisja śledcza i sankcje karne dla 30 bankierów

W październiku 2008 roku nastąpiło załamanie systemu bankowego Islandii i wówczas wartość islandzkiej waluty, korony, spadła. Wiele osób miało kredyty walutowe. Był to na pewno olbrzymi problem. Dwa lata później, w 2010 roku Islandzki Sąd Najwyższy orzekł, iż nie można było ustalić oprocentowania kredytów według stopy procentowej dwóch walut obcych.

– Rozstrzygnięcie wszystkich przypadków i znalezienie sposobu rozwiązanie problemu toksycznych kredytów walutowych trwało w zasadzie do 2014 roku – powiedziała agencji eNewsroom Sigrun Davidsdottir, niezależna dziennikarka ekonomiczna z Islandii – Kluczowy był nacisk społeczny. Gdy w 2008 roku w Islandii upadły banki, panowało wielkie poczucie, że należy tę sprawę dokładnie wyjaśnić.

W grudniu 2008 roku islandzki Parlament podjął decyzję o powołaniu specjalnej komisji śledczej, która w kwietniu 2010 roku opracowała obszerny, kompletny raport. Zdecydowano także o powołaniu biura prokuratora, który pracował nad śledztwami w bankach. Ogółem 30 islandzkich bankierów zostało skazanych na karę więzienia, a dziewięciu jeszcze w 2016 roku. Chciałabym podkreślić, że te konsekwencje nie miałyby miejsca w Islandii, gdyby nie wola polityczna, naciski polityczne, a przede wszystkim presja społeczna i protesty – wyjaśnia Davidsdottir.

Prognozy rozwoju polskiego rynku płatności bezgotówkowych w 2017 roku

Zarówno liczba transakcji realizowanych przy użyciu kart płatniczych, jak i punktów ich akceptacji w Polsce rośnie w imponującym tempie. W roku 2015 wartość transakcji dokonanych kartami przekroczyła 175 mld zł i była wyższa o 22 proc. od roku poprzedzającego. Natomiast liczba tych transakcji zwiększyła się o ponad 1/3. Podobne wzrosty obserwujemy również w roku 2016. Rosnąca popularność transakcji kartowych w różny sposób wpływa na poszczególne sektory. Głównych motorów tego wzrostu należy upatrywać w szybko postępującej cyfryzacji gospodarki, szeregu zmian regulacyjnych podjętych w ostatnich latach oraz dynamicznym rozwoju sektora płatności.

SIX Payment Services wskazuje na następujące trendy, które będą kształtować rynek płatności bezgotówkowych w 2017 roku:

  • Płatności mobilne będą zyskiwać na popularności

Polacy doceniają komfort transakcji bezgotówkowych, dlatego nowe technologie, które umożliwiają szybkie i bezpieczne płatności, mają szansę zdobyć rynek. Płatności zbliżeniowe, które  zawojowały polski rynek, technologia 1-klik, dzięki której płatność kartą w internecie stała się jeszcze wygodniejsza, czy też szeroka gama alternatywnych metod płatności dostępna dla klienta to tylko niektóre z przykładów obecnie dostępnych rozwiązań. Dynamiczny rozwój obserwujemy w obszarze szeroko pojętych płatności mobilnych. Dzięki odpowiednio zabezpieczonej aplikacji oraz nośnikowi, jakim jest smartfon wyposażony w technologię zbliżeniową, funkcjonalność telefonu może znacznie przewyższać możliwości karty płatniczej zarówno w świecie online, jak również offline.

Co więcej, owa funkcjonalność może być rozszerzana o kolejne moduły, jak np. funkcje lojalnościowe, marketingowe, aktywności społecznościowe. Smartfon umożliwia również wykorzystanie dostępnych na rynku beaconów, czyli małych nadajników sygnału radiowego, jako narzędzia do interakcji firmy z klientem w czasie jego pobytu w zasięgu beakona, np. w pasażu handlowym lub obok naszego sklepu. Niewątpliwą zaletą tej technologii jest możliwość spersonalizowania przekazu marketingowego. W połączeniu z aplikacją zainstalowaną na smartfonie klienta oraz historią zakupową klient dostaje spersonalizowane rekomendacje produktowe, od których już tylko krok do zakupów.

  • Idea zintegrowanej sprzedaży wielokanałowej (omni-channel) umocni się w 2017 roku

Integracja sprzedaży w wielu kanałach wprowadza nową jakość w zakresie dotarcia do klienta i jego obsługi. Umożliwia jednolite, sprawne zarządzanie kontaktem z klientem niezależnie od tego czy realizuje on swoje zamówienie w stacjonarnym punkcie sprzedaży, poprzez jeden z punktów kontaktowych w Internecie (np. sklep, portal społecznościowy) lub też łączy te kanały w procesie zakupowym. Obojętnie, czy posługuje się laptopem, tabletem, czy po prostu zamawia towar telefonicznie. Ważnym elementem takiej integracji są płatności, a tutaj aktywnym uczestnikiem rynku jest SIX Payment Services, który wspólnie z partnerami wdraża rozwiązania integrujące wiele kanałów sprzedaży, do tej pory działające osobno. Coraz większa liczba sprzedawców wdraża lub przygotowuje się do wdrożenia tego typu rozwiązań upatrując w nich przewagi konkurencyjnej, a w niedalekiej przyszłości standardu swojej działalności. Dlatego sprzedawcy, podejmując współpracę z podmiotem oferującym rozwiązania płatnicze, coraz częściej biorą pod uwagę liczbę kanałów płatniczych obsługiwanych przez dany podmiot oraz obsługiwanych krajów. W przeciwnym razie mogą być zmuszeni do współpracy z wieloma podmiotami w kraju i za granicą, co wiąże się z utrudnieniami w postaci odrębnego raportowania czy rozliczania transakcji.

  • Coraz większy wachlarz nowych usług i metod płatności dostępnych dla klienta

W roku 2017 powinniśmy obserwować dalszy rozwój alternatywnych metody płatności oraz usług płatniczych, które będą zdobywać coraz większe zainteresowanie ze strony klientów.  W procesie tym uczestniczy również SIX Payment Services z interesującymi rozwiązaniami np. dla zwolenników płatności mobilnych, czy też bezpiecznych płatności cyklicznych.

Smartfon i aplikacja płatnicza, do której jesteśmy w stanie dodać kartę i posługiwać się nią w bezpiecznych środowiskach bez względu na rodzaj urządzenia, eliminuje konieczność tworzenia dodatkowych portfeli elektronicznych, na których zamrażamy środki.

Płatności cykliczne z wykorzystaniem terminala płatniczego pozwalają na  bezpieczne pozostawienie danych wrażliwych i przetrzymywanie ich w  odpowiednio szyfrowanym środowisku, co w stu procentach odpowiada oczekiwaniom klienta oraz regulacjom obowiązującym na rynku. Tego typu usługa  popularyzuje się szczególnie tam, gdzie klient ma stałą relację umowną ze swoim dostawcą, skutkującą cyklicznością fakturowania, a więc i wnoszenia opłat (np. telekomunikacja, multimedia, energetyka, usługi abonamentowe, etc.).

W obu przypadkach SIX Payment Services wykorzystuje anonimowość numerów kart, tzw. tokenizację danych wrażliwych, minimalizację ograniczeń, otwartość oraz bezpieczeństwo oferowanych rozwiązań, co wpływa na ich atrakcyjność. To właśnie tego oczekują klienci i rynek.

  • Bezpieczeństwo pozostaje priorytetem w przypadku płatności elektronicznych

W Polsce zaufanie klientów do transakcji bezgotówkowych stale rośnie, co potwierdzają statystyki NBP.

Poufne dane klientów są chronione przez wysokie standardy bezpieczeństwa, jak np. PCI Data Security Standard (DSS) do przechowywania, przetwarzania i przesyłania danych kart kredytowych. Inne czynniki, mające na celu poprawę bezpieczeństwa transakcji internetowych, to dodatkowa weryfikacja  transakcji przez wystawców kart kredytowych, oparta na standardzie 3D-Secure oraz zaawansowanych protokołach kryptograficznych zapewniających bezpieczeństwo w zakresie transportu danych transakcyjnych online.

Konkurencyjność polskich MŚP traci na niewłaściwych strategiach ochrony przed ryzykiem kursowym

Mimo istnienia darmowych i łatwo dostępnych narzędzi zabezpieczających przed ryzykiem kursowym, co czwarta (26 proc.) handlująca z zagranicą firma z sektora MŚP próbuje równoważyć wahania na własną rękę, wynika z badania* przeprowadzonego na zlecenie instytucji płatniczej AKCENTA, realizującej i zabezpieczającej transakcje walutowe. Eksperci AKCENTY podkreślają, że strategia wielu firm sprowadza się do przenoszenia kosztów na klientów, co znacząco obniża konkurencyjność ich ofert.

Wśród przedsiębiorców, którzy deklarują, że starają się chronić swoje kontrakty walutowe przed ryzykiem kursowym, zdecydowana większość (68 proc.) korzysta z usług banków. Na alternatywne rozwiązanie w postaci usług instytucji płatniczych zdecydowało się zaledwie 2 proc. przedsiębiorców handlujących z zagranicą.

Wykres 1.

Wykres 1.

MŚP nie są skazane na banki

To, że tak wielu przedsiębiorców próbuje zabezpieczać transakcje firmy przed ryzykiem walutowym na własną rękę wynika z braku świadomości na temat dostępnych na rynku rozwiązań oraz tego, że istnieje na nim również oferta skierowana specjalnie do sektora MŚP – komentuje Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału AKCENTY. Tymczasem MŚP mogą znaleźć zarówno narzędzia zabezpieczające przed ryzykiem kursowym, jak i obsługę walutową nie tylko w bankach, ale i w instytucjach płatniczych. Podmioty te podlegają nadzorowi na poziomie właściwego banku centralnego i są równie bezpieczne jak banki. Różnią się od banków tym, że są podmiotami wyspecjalizowanymi, np. w realizacji transakcji walutowych wraz z ich zabezpieczeniem w formie popularnych i prostych forwardów. Dzięki skali działalności oraz dostępowi do rynku międzybankowego, oferta instytucji płatniczych może być bardzo konkurencyjna.

Eksporterzy częściej ryzykują

Badanie AKCENTY pokazało również, że wśród MŚP handlujących z zagranicą i próbujących chronić firmę przed ryzykiem kursowym, to eksporterzy (32 proc.) częściej decydują się robić to na własną rękę niż importerzy (20 proc.). Również w pytaniu o najczęściej stosowane sposoby minimalizujące wpływ zmian notowań na finanse firmy, odsetek eksporterów stosujących wewnętrzne strategie był wyższy. Poza zabezpieczeniem poprzez transakcje forward (stosowane przez 75 proc. eksporterów i 74 proc. importerów), czyli narzędzie przeznaczone właśnie do eliminowania ryzyka kursowego, przedsiębiorcy stosowali następujące sposoby: uwzględnianie możliwych wahań kursów w cenach oferowanych produktów czy usług (40 proc. eksporterów, importerzy tylko 9 proc.), fakturowanie w walucie krajowej (eksporterzy 35 proc. i tylko 13 proc. importerów), ujmowanie kosztów i dochodów w jednej walucie (eksporterzy i importerzy odpowiednio 30 proc. i 13 proc.). – Poza forwardami, żadna z tych strategii tak naprawdę nie zapewnia bezpieczeństwa przed ryzykiem kursowym. Sprowadzają się one bowiem do przerzucenia kosztów ryzyka kursowego na kontrahenta czy klienta, na czym cierpi konkurencyjność polskiej firmy. Dobrym przykładem jest tak popularne wśród eksporterów uwzględnianie wahań kursów w cenach, które sprowadza się po prostu do przedstawiania oferty droższej, niż mogłaby być, gdyby nie margines pozostawiony na ryzyko kursowe – wskazuje ekspert AKCENTY. Rozwiązaniem stosunkowo częściej wybieranym przez importerów są opcje walutowe (22 proc., eksporterzy 10 proc.).

Wykres 2.

Wykres 2.

Ryzyko kursowe nie musi oznaczać wydatków

Polscy przedsiębiorcy z sektora MŚP nie tylko rzadko chronią swoją firmę przed ryzykiem kursowym (20 proc. eksporterów i 23 proc. importerów), ale jeszcze dość często obierają niewłaściwą ku temu drogę. Rezygnacja z zabezpieczania się przed ryzykiem kursowym lub stosowanie nieoptymalnych strategii mogą narazić firmę na poważne kłopoty. – Do realizacji kontraktu eksportowego lub importowego często dochodzi kilka miesięcy po zawarciu kontraktu. W takim horyzoncie czasowym notowania walut są trudne do przewidzenia. Wystarczy spojrzeć, jak w ciągu ostatnich miesięcy w stosunku do złotówki wahał się kurs kluczowych dla handlu międzynarodowego walut – dolara i euro. W trzecim tygodniu listopada waluta amerykańska zanotowała najwyższy kurs do złotego od blisko 14 lat, a w ciągu 6 miesięcy dolar zmieniał wartość o blisko 4 grosze – przypomina Radosław Jarema.

Ekspert zwraca uwagę, że jedynym bezkosztowym i stuprocentowo skutecznym narzędziem eliminującym ryzyko kursowe jest transakcja forward. To bardzo proste rozwiązanie polega na zawarciu umowy między eksporterem lub importerem a instytucją finansową – bankiem czy instytucją płatniczą, w której instytucja zobowiązuje się, że sprzeda firmie lub kupi od firmy określoną ilość waluty po „zarezerwowanym” w danym momencie kursie w określonym z góry dniu w przyszłości. – Forwardy to najprostsza forma zabezpieczenia przed ryzykiem kursowym i w dodatku można z niej skorzystać za darmo. Nic więc dziwnego, że jest to najpopularniejszy sposób na ochronę firmy przed ryzykiem wahań notowań. Stosuje go blisko 3/4 zabezpieczających się firm – dodaje ekspert AKCENTY.

* Badanie zostało przeprowadzone przez 4P research mix na zlecenie instytucji płatniczej AKCENTA na przełomie września i października oraz objęło grupę mikro, małych oraz średnich firm, dla których eksport lub import jest istotną częścią działalności. Dane zebrano metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI) na próbie 200 przedsiębiorstw z sektora MŚP, zajmujących się importem (N=100) lub eksportem (N=100).

Samochód źródłem cennych materiałów

W 2015 r. wyprodukowano na świecie ok. 90 mln samochodów, w tym ok. 540 tys. w Polsce. Jednocześnie w tym samym roku ponad 430 tys. aut w naszym kraju zostało wyrejestrowanych. Tak duża liczba pojazdów to źródło wielu wartościowych materiałów, które mogą żyć w nowych produktach. Pozwala to oszczędzić surowce naturalne oraz energię.

Wiele elementów samochodu ma wartość surowcową, dlatego istotne jest efektywne odzyskiwanie materiałów. Każdy samochód składa się m.in. z metali (77%), tworzyw sztucznych (8%) oraz innych surowców. Materiały te mogą zostać ponownie wykorzystane w nowych produktów. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2000/53/WE z dnia 18 września 2000 r. w sprawie pojazdów wycofanych z eksploatacji zakłada, że od 1 stycznia 2015 r. poziom odzysku materiałów z wycofanych z użycia samochodów powinien wynosić co najmniej 95%, natomiast recyklingu – 85%.

Recykling samochodu rozpoczyna się w momencie przekazania wyrejestrowanego auta do specjalistycznej stacji demontażu. W pierwszej kolejności usuwane są z niego płyny eksploatacyjne takie, jak: oleje czy paliwo. Następnie demontowane są poszczególne podzespoły, tj. akumulator, koła, elementy oświetlenia. Otrzymane materiały zostają posegregowane na grupy, które mogą zostać ponownie wykorzystane lub przetworzone. Specjalistyczne instalacje montowane w nowoczesnych zakładach recyklingu usprawniają proces rozdrabniania karoserii samochodu, a także oddzielania metali od innych surowców. Odzyskane materiały trafiają do odpowiednich podmiotów, które wykorzystują je w  produkcji nowych produktów.

Recykling pojazdów ma ogromne znaczenie dla zrównoważonego rozwoju, dlatego poszukiwane najlepsze metody odzysku materiałów z samochodów, jak również podnoszone wymagania prawne dotyczące ich recyklingu. Wyzwaniem jest znalezienie najlepszych i najskuteczniejszych technologii, które pozwolą na maksymalny odzysk materiałów. Z samochodów uzyskiwanych jest obecnie 30 różnych rodzajów materiałów. one cennym surowcem, który może być powtórnie wprowadzonym do obiegu – mówi Piotr Ślusarz, Dyrektor Sprzedaży Outbound i Produkcji w Stena Recycling Polska.

Obecnie na świecie opracowuje się technologie umożliwiające jak największy odzysk materiałów oraz części z samochodów wycofanych z eksploatacji, np. akumulatorów litowo-jonowych. Jest to jeden z najprężniej rozwijanych obszarów ze względu na niewielkie zasoby litu dostępne w środowisku naturalnym, a także wzrost liczby aut wykorzystujących technologię hybrydową. Powstające aktualnie nowoczesne zakłady recyklingowe stosujące innowacyjne rozwiązania umożliwiają zwiększenie efektywności recyklingu pojazdów.

Francuski deweloper chce zostać liderem w Polsce

Bouygues Immobilier pod względem sprzedaży mieszkań zajmuje trzecie miejsce na rynku warszawskim. W 2016 roku deweloper zakończył swoją pierwszą inwestycję we Wrocławiu, rozpoczął pierwszy projekt w Poznaniu, a w planach ma wejście do kolejnych miast. Docelowo deweloper chce być liderem na polskim rynku.

Krzysztof Foder
Krzysztof Foder, dyrektor sprzedaży
w Bouygues Immobilier Polska

Bouygues Immobilier, spółka deweloperska należąca do potężnej, o globalnym zasięgu Grupy Bouygues, działa w Polsce od 2001 roku. Do tej pory oddała do użytku łącznie ponad 3 tys. mieszkań (w 20 inwestycjach). W Warszawie, największym polskim rynku, zajmuje trzecie miejsce pod względem sprzedaży. W stolicy realizuje obecnie 10 nowych inwestycji. Coraz aktywniej działa również w innych polskich metropoliach – we Wrocławiu i w Poznaniu.

Naszą ambicją jest zdobycie na polskim rynku deweloperskim pozycji podobnej, jaką zajmujemy we Francji. Docelowo chcemy być obecni we wszystkich największych
i najważniejszych miastach w Polsce
– mówi Krzysztof Foder, dyrektor sprzedaży
w Bouygues Immobilier Polska.

We Wrocławiu deweloper zakończył w tym roku swoją pierwszą inwestycję – apartamenty Wyspiańskiego 11, z unikatowym widokiem na Ostrów Tumski, i już realizuje w tym mieście dwa kolejne przedsięwzięcia – Belleville, budynek inspirowany architekturą Paryża, oraz Villa Alouette, kameralne osiedle przy jednym z największych parków we Wrocławiu. W 2016 roku Bouygues Immobilier Polska rozpoczął również swój pierwszy projekt w Poznaniu, utrzymaną w industrialnym stylu Manufakturę Stare Miasto, która powstaje w rewitalizowanych budynkach dawnej wytwórni alkoholi. Deweloper przygotowuje się także do wejścia na rynki kolejnych polskich miast.

Spółka Bouygues Immobilier działa łącznie na pięciu rynkach w Europie, oprócz Francji
i Polski, także w Belgii, Hiszpanii i Portugalii. Z czego wynika tak dynamiczny rozwój firmy w naszym kraju?

– Polski rynek ma bardzo duży potencjał. Średnia liczba mieszkań na 1000 mieszkańców wynosi w Polsce 363, podczas gdy w Unii Europejskiej 435. Zapotrzebowanie na nowe mieszkania rośnie również dlatego, że Polska szybko rozwija się gospodarczo. Istotne jest przy tym to, że Polacy, szukając nowych mieszkań, coraz częściej przywiązują wagę do jakości projektu, a nie tylko do ceny. Wszystko to otwiera nam możliwości realizacji inwestycji zgodnie z filozofią Bouygues Immobilier – dodaje Krzysztof Foder.

Jak spółka ocenia przyszłość polskiego rynku przez pryzmat doświadczeń z rynków zachodnioeuropejskich?

Wszystkie dane makroekonomiczne wskazują na to, że w najbliższych latach Polacy nadal będą kupowali nowe mieszkania. Można przy tym przewidywać, że profesjonalizacja rynku deweloperskiego i rozwój dużych rynkowych graczy spowodują konsolidację polskiego rynku. Jesteśmy przekonani, że silne i stabilne podmioty, takie jak Bouygues Immobilier, odegrają istotną rolę w tym procesie – podkreśla Krzysztof Foder.

Finał farsy OPEC

Dziś mamy koniec miesiąca i spotkanie OPEC. Pierwsze bywa powodem dziwnego zachowania rynku walutowego, drugie jest bombą dla rynku ropy naftowej. Na razie dominuje atmosfera wyczekiwania, ale z nutą nerwowości. W tle PKB z Polski, inflacja z Polski i Eurolandu, raport ADP i PCE Core z USA.

Inwestor, który lokuje kapitał na zagranicznym rynku akcji, martwi się o ryzyko walutowe i zwykle zabezpiecza się przed wahaniami kursu. Jeśli w ciągu miesiąca dany rynek urósł, zwiększyła się wartość portfela, ale podstawa zabezpieczenia kursowego pozostała taka sama. Robiąc podsumowanie miesiąca, inwestor musi „dobezpieczyć się”, wywierając presję na walutę rynku, na którym inwestuje. W listopadzie Dow Jones i Nikkei zyskały ponad 5 proc., co oznacza presję na osłabienie USD i JPY. W ostatnich dniach USD/JPY dalej napiera na 113 i wyżej, ale na pozostałych crossach w G10 dolar radzi sobie gorzej, pomimo dobrych danych z gospodarki USA.

Wczoraj rewizja PKB za III kw. pokazała silną korektę w górę konsumpcji prywatnej (z 2,1 proc. do 2,8 proc.), a indeks zaufania konsumentów zanotował najwyższy odczyt od 2007 r. Dane niewiele przełożą się na szanse podwyżki Fed na najbliższym posiedzeniu w grudniu (wycena rynkowa sięga 100 proc.), ale sugerują pozytywne perspektywy dla ożywienia w krótkim terminie. Warto o tym pamiętać, kiedy od jutra uwaga rynków przeskoczy na ISM i raport z rynku pracy. Dziś jednak przetasowania w portfelach inwestycyjnych na koniec miesiąca mogą komplikować życie dla dolara.

Posiedzenie OPEC startuje o 10:00, a konferencja prasowa zaplanowana jest na 16:00. W międzyczasie oczywiście oznacza to mnóstwo czasu na pojawianie się przecieków z rozmów, które mogą wywoływać burzę na rynku ropy naftowej. W inwestorach tli się nadzieja, że zgodnie z wrześniowymi postanowieniami OPEC porozumienie o ograniczeniu wydobycia zostanie osiągnięte, ale sprzeczne sygnały ze strony członków kartelu podtrzymują wysoki poziom niepewności. Głównymi aktorami farsy (tak to trzeba nazwać) są Arabia Saudyjska, Iran i Irak, gdzie każdy chce jak najskromniej (lub wcale) zmniejszyć swoje wydobycie, ale jednak liczy na jak najsilniejszy wzrost cen. Naszym zdaniem kartel jest w stanie wypracować jakąś formę porozumienia, choć diabeł będzie tkwił w szczegółach i prędko mogą pojawić się wątpliwości, czy członkowie OPEC w ogóle będą zainteresowani przestrzegać nałożonych limitów. Przy scenariuszu znacznego cięcia wydobycia WTI może uderzyć i przebić poziom 50 USD/b, ale może być ciężko z utrzymaniem się tam na dłużej.

Kalendarz w środę kipi od wydarzeń, choć mogą one zostać zepchnięte na drugi plan. Po wczorajszych słabych danych z Niemiec, dziejmy wstępny odczyt inflacji CPI z Eurolandu jest obarczony negatywnym ryzykiem. Brak presji cenowej jest palącym problemem dla ECB wymuszającym działanie na najbliższym posiedzeniu 8 grudnia, choć EUR może być teraz bardziej skupione na włoskim referendum.

Z Polski otrzymamy rewizję danych o PKB za III kw. i listopadową inflację. Rozbicie struktury wzrostu PKB w III kw. powinno wskazać na spadek po stronie inwestycji (głównie publicznych) jako głównego sprawce rozczarowującej dynamiki. Wstępny szacunek CPI powinien pokazać pierwszy od czerwca 2014 r. nieujemny odczyt w oparciu o wygasanie wysokie bazy odniesienia dla cen energii. Przy presji silnego dolara i negatywnym oddziaływaniu na rynki wschodzące EUR/PLN zdaje się zamknięty w przedziale 4,40-4,45.
Z USA mamy raport ADP, indeks cenowy PCE Core oraz Chicago PMI. Główna uwaga na PCE Core, który na 1,8 proc. r/r byłby na najwyższym poziomie od lipca 2014 r. Dobra wiadomość dla jastrzębi z Fed.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

GPW wznawia handel akcjami Abadon Real Estate S.A.

1 grudnia br., po rocznej przerwie, akcje Abadon Real Estate S.A. (dawniej Variant S.A.) wracają do obrotu na Głównym Rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Zawieszenie notowań akcji Spółki było związane z jej reorganizacją i zaniechaniem dotychczasowej działalności. Od kwietnia 2016 r. Spółka należy do Grupy Murapol i skupia dział wykonawczy holdingu.

Wznowienie obrotu akcjami, oznaczonymi kodem „PLVARNT00019”, nastąpi od razu w systemie notowań ciągłych. Spółka przystąpiła również do giełdowego Programu Wspierania Płynności.

Abadon Real Estate S.A., pełni funkcję wehikułu inwestycyjnego, który konsoliduje spółki  oferujące pełną obsługę projektów w obszarze nieruchomości, począwszy od fazy pozyskania nieruchomości oraz zaawansowanych, wielowymiarowych due dilligence i koncepcji, poprzez realizację, po etap wyjścia z inwestycji. W skład Grupy Abadon Real Estate wchodzą Partner S.A. i Cross-Bud S.A., oferujące usługi zasadnicze w procesie realizacji inwestycji deweloperskich, Murapol Architects Drive Sp. z o.o. – pracownia architektoniczno-instalatorska oraz Turnkey – Home Design Sp. z o. o – świadcząca usługi wykańczania mieszkań pod klucz. Do Grupy należą również Major Facility Management Sp. z o.o., oferująca usługę zarządzania nieruchomościami, agencja reklamowa – WHIZZ S.A., a także Murapol Centrum Usług Wspólnych Sp. z o.o., która zapewnia obsługę administracyjno-księgową.

Abadon Real Estate jest zupełnie innym podmiotem od tego, który nabyliśmy w kwietniu br. Za nowym brandem idzie nowy przedmiot działalności, wpisujący się w profil biznesowy holdingu oraz wykorzystujący jego ponad 15-letnie doświadczenie w działalności na rynku deweloperskim. Wprowadzamy na rynek spółkę, która oferuje nową, atrakcyjną dla inwestorów jakość, podmiot o jasno określonej strategii rozwoju, której realizacja pozwoli sukcesywnie zwiększać wartość spółki dla akcjonariuszy. – mówi Michał Sapota Prezes Zarządu Abadon Real Estate S.A. – Na podstawie przeprowadzonych analiz widzimy duży, perspektywiczny rynek działalności dla utworzonego podmiotu. Wierzymy, że szybko znajdzie to swoje odzwierciedlenie w wynikach finansowych spółki. – dodaje Michał Sapota.

W trzecim kwartale 2016 r. Grupa Abadon Real Estate wypracowała 4,5 mln zł zysku netto przy blisko 39,5 mln zł przychodów.

Obecnie głównym kontrahentem Abadon Real Estate jest holding Murapol. Strategia Grupy zakłada intensywne wychodzenie z ofertą do szerokiego grona podmiotów, w tym zagranicznych inwestorów finansowych, którzy są zainteresowani realizacją projektów nieruchomościowych w Polsce, takich jak inwestycje mieszkaniowe, budynki komercyjne czy obiekty użyteczności publicznej. Zwiększeniu konkurencyjności oferty Abadon Real Estate będzie sprzyjać, planowana w kolejnych etapach rozwoju, rozbudowa sieci sprzedaży oraz bazy operacyjnej we wszystkich miastach zamieszkałych przez więcej niż 250 tys. osób oraz w wybranych o liczbie ponad 100 tys. mieszkańców.

Coface: aktualizacja ocen ryzyka sektorowego w 6 regionach świata

  • Zróżnicowane, globalne trendy sektorowe
  • Obniżone oceny czterech sektorów w Ameryce Północnej: handlu, transportu oraz tekstylno-odzieżowego i drzewno-papierniczego
  • Niższa ocena sektora rolno-spożywczego w Europie Zachodniej
  • Europa Środkowa: obniżone oceny sektorów budowlanego
    i IT/Telekomunikacyjnego wobec podwyższenia noty dla sektora transportowego
  • Obniżona ocena sektora telekomunikacyjnego na Bliskim Wschodzie

ocen ryzyka sektorowego w 6 regionach świata

2016 r.: prawie jedna trzecia sektorów z obniżonymi ocenami

Pod koniec 2016 r. globalne trendy sektorowe pozostają zróżnicowane. Dotyczy to także tych regionów, które do tej pory nie odczuły w tak dużym stopniu wzrostu poziomu ryzyka. Na przestrzeni całego roku kategorie ryzyka przypisane niemal połowie z 12 sektorów poddanych ocenie w sześciu regionach świata uległy zmianie. Odnotowano 23 spadki i 10 wzrostów poziomu ryzyka.

Oczekuje się, że ta tendencja utrzyma się także w 2017 r. Tempo wzrostu gospodarki światowej jest nadal niewielkie (szacunkowo 2,6 proc.). Pozostające na niskim poziomie ceny surowców wywierają negatywny wpływ na rentowność wielu sektorów. Wzrost poziomu ryzyka politycznego spowodowany niepewnością związaną ze zwycięstwem Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA, Brexitem oraz szeregiem zdarzeń o charakterze politycznym, które miały miejsce w Europie, może przyczynić się do odłożenia w czasie decyzji inwestycyjnych przez spółki z krajów rozwiniętych.

W czwartym kwartale sytuacja Ameryki Północnej na poziomie sektorowym pogorszyła się w największym stopniu

W tym kwartale Ameryka Północna jest regionem, który najbardziej odczuł wzrost poziomu ryzyka. Po spadku liczby upadłości przedsiębiorstw w 2014 (-16 proc.) i 2015 r. (-12 proc.) oczekuje się stabilizacji tej wielkości w 2016 r., a następnie jej niewielkiego wzrostu o +1 proc. w 2017 r. Sektory uzależnione od poziomu konsumpcji gospodarstw domowych ucierpią najbardziej ze względu na spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego. Tempo wzrostu sprzedaży detalicznej już spadło o jeden punkt w stosunku rocznym na koniec lipca 2016 r. Kolejna podwyżka stóp procentowych od czasu kryzysu finansowego z 2008 r., która jest spodziewana w grudniu, doprowadzi do wzrostu kosztu kredytów i wpłynie na zmianę przyzwyczajeń nabywczych uboższych gospodarstw domowych.

  • Sytuacja ta przyczyniła się do podjęcia przez Coface decyzji o obniżeniu ocen sektorów detalicznego oraz tekstylno-odzieżowego do kategorii „wysokiego ryzyka”.
  • Mimo że sektor transportowy w Ameryce Północnej odczuwa pozytywne skutki niskiego poziomu cen ropy naftowej oraz rozpoczętej dziesięć lat wcześniej restrukturyzacji, jego perspektywy, szczególnie w odniesieniu do transportu lotniczego, nie są sprzyjające ze względu na spadek poziomu konsumpcji. Sektor ten jest obecnie oceniany jako sektor „średniego ryzyka”.
  • Sektor drzewno-papierniczy odczuł skutki spowolnienia na rynku budowlanym w USA. W okresie od stycznia do września 2016 r. wzrost liczby pozwoleń na budowę spadł z +12,5 proc. do +2,3 proc. Poziom ryzyka w tym sektorze jest obecnie określany jako „wysoki”.

Wzrost ryzyka kredytowego w Europie

Poziom ryzyka kredytowego w Europie wzrasta mimo niewielkiego spadku liczby niewypłacalnych przedsiębiorstw.

W Europie Zachodniej nieznaczny spadek odnotował sektor rolno-spożywczy, który otrzymał kategorię „wysokiego ryzyka”. Europejscy producenci zbóż, szczególnie ci z Francji i Niemiec, odczuli negatywne skutki oddziałującego z podwójną siłą efektu cen i podaży – niespotykanie niskiego poziomu produkcji w połączeniu z niskim poziomem cen na całym świecie.

W Europie Centralnej ocenę ryzyka obniżono w przypadku dwóch sektorów (budownictwo i telekomunikacja), a podwyższono w przypadku jednego sektora (transport).

  • Sytuacja w sektorze budowlanym, któremu przypisano kategorię „wysokiego ryzyka”, pogarsza się z powodu wstrzymywania projektów inwestycyjnych w Polsce w obliczu powolnego angażowania środków z nowego budżetu unijnego.
  • Sektor IT/Telekomunikacyjny który został oceniony jako sektor „średniego ryzyka”, boryka się (podobnie jak reszta świata) z umiarkowanym poziomem konsumpcji, w szczególności z uwagi na spadek globalnej sprzedaży smartfonów. Poziom ryzyka kredytowego wzrasta ze względu na presję spadkową na poziom cen, a co za tym idzie – na marże firm.
  • Sektor transportowy, jak jedyny, który uzyskał podwyższenie oceny do poziomu „średniego ryzyka”, odnosi korzyści dzięki pozytywnym tendencjom konsumpcyjnym w regionie oraz zadowalającym perspektywom wzrostu w strefie euro. Sektor ten ucierpiał jedynie w Polsce z uwagi na jego powiązania z Wielką Brytanią.

Dalszy wzrost poziomu ryzyka na Bliskim Wschodzie: sektor telekomunikacyjny ma potencjał, ale jest obarczony ryzykiem

Na Bliskim Wschodzie poziom ryzyka w 3/4 sektorów jest oceniany jako „wysoki” lub „bardzo wysoki”. Sektorem, który otrzymał kategorię „wysokiego ryzyka” w ostatnim czasie, jest sektor telekomunikacyjny. Na obecnych w nim marżach negatywnie odbiło się pogorszenie sytuacji na rynku związane w szczególności ze spadkiem przychodów ze sprzedaży ropy naftowej. Ponadto, biorąc pod uwagę zniesienie sankcji, obniżeniu ulegnie wielkość powrotnego wywozu do Iranu. Wreszcie, istnienie czarnego rynku, nad którym trudno jest zapanować, także przyczynia się do osiągania niższych zysków na legalnym rynku.

Dyskonty, szukając nowych strategii, upodobniły się do supermarketów. Teraz będą rozwijały inne koncepty

Zdaniem niemieckiego eksperta, Viktora Riemera, wzrost dyskontów będzie zwalniał. Granica nasycenia nimi rynku jest już bliska. Jednak, według Marii Andrzeja Falińskiego z POHiD-u, można ją poszerzyć. Jak twierdzi, sieci dyskontowe ewoluują, podnosząc pozycjonowanie swojej oferty. Ale wciąż zachowują własną tożsamość.

Na rynku wyraźnie widać, że dyskonty ograniczyły swoją ekspansję. Jak mówi serwisowi agencyjnemu MondayNews, Viktor Riemer z Information Resources Inc. (IRI), jednej z największych firm badawczych na świecie, te sieci nadal będą otwierały w Polsce kolejne placówki, ale w mniejszym zakresie i zmienionej formie. W praktyce upodobniły się już do supermarketów, poprzez zwiększenie swojego asortymentu. Teraz mogą rozwijać nowe koncepty w ramach tego kanału, np. oferując artykuły ekologiczne i produkty regionalne, a także wprowadzając drobną gastronomię, czyli kawę oraz lekkie posiłki. Zmieniają również swój wystrój na nowocześniejszy. Kolejnym etapem postępu może być zakładanie sklepów w segmencie Convenience.

– Brak ekspansji ilościowej dyskontów nie oznacza jeszcze ich stagnacji. Zmieniają one swój asortyment i techniki stosowane w handlu, wprowadzają mnóstwo innowacji natury systemowej oraz technologicznej. Mówi się, że inwestują w sklepy i system dystrybucyjno-zakupowy. To najszybciej rozwijający się segment na rynku. Ma już ok. 26% sprzedaży, przy niemal 9% dynamice rocznej i świetnej rentowności, od 3,5% do 5,5%, podczas gdy średnia sektora mieści się w okolicach 1,2% – mówi, Maria Andrzej Faliński, Dyrektor Generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Brak sztywnej bariery

Obecnie w Polsce działa ok. 3,8 tys. dyskontów. Na każdy z nich przypada ok. 10 tys. klientów.  Szacuje się, że w kraju jest miejsce w sumie na ok. 4-4,5 tys. placówek. Dyrektor Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji wyjaśnia, że bariera zagęszczenia na rynku nie jest sztywna i właściwie zależy od tego, czy gracze w segmencie wprowadzą nowe formaty, m.in. Convenience, kolejne ścieżki ekspansji, np. przez franczyzę oraz rozwiązania multichannel, czyli sprzedaż wielokanałową. Jego zdaniem, kluczowym warunkiem przetrwania i rozwoju podmiotu jest integracja i nie-kapitałochłonna ekspansja. Bez nich niektórym sieciom handlowym może grozić bolesny upadek. Taki jak spotkał Czerwoną Torebkę.

– Na pewno dyskonty powoli zbliżają się do granicy nasycenia sobą rynku, ale jest to bardzo względne kryterium. Firmy, które osiągnęły swój sukces w tym kanale, obecnie bardzo odbiegają od podręcznikowych kanonów swojego formatu. Jego założeniem było bowiem oferowanie ograniczonego i jak najtańszego asortymentu. Obecnie podnoszone jest pozycjonowanie oferty, m.in. poprzez wysokiej jakości marki własne i wprowadzenie produktów markowych. Sieci przyjmują nowe strategie, a przede wszystkim zmieniają formy dyskontowania sprzedaży, m.in. masowo oferując całe kategorie produktów premium po możliwie najniższej cenie na rynku – zauważa Maria Andrzej Faliński.

Zmiana tożsamości?

Viktor Riemer z Information Resources Inc. zwraca uwagę na trzy różne zmiany, jakie jednocześnie nastąpiły na rynku. Pierwsze i największe sieci dyskontowe przestały być twardymi tego typu sklepami, czyli takimi, w których występowała praktycznie tylko marka własna – wąski asortyment, głównie z niskiej półki cenowej. Kiedyś taką strategię realizowały np. Leader Price i Biedronka. Co więcej, konkurenci zrozumieli, co czyni dyskonty mocnymi. W konsekwencji, wszyscy zaczęli proponować marki własne pierwszej ceny. Hasła typu „Dużo, tanio, Tesco” stały się bardzo powszechne. Szczególnie mocno podchwyciły je hipermarkety. Ponadto wzrosło znaczenie nowych kanałów sprzedaży, począwszy od e-commerce, a skończywszy na Convenience. Te wszystkie mechanizmy były ze sobą bezpośrednio powiązane.

– Strategia dyskontów osiągnęła już maksimum, więc upodobnią się do innych sklepów. Jeśli nastąpi dalsza ekspansja sieci handlu detalicznego, pod jakimkolwiek szyldem, to stanie się tak, ze względu na adaptację nowych trendów i szybkie reagowanie na oczekiwania klienta. W Europie Zachodniej Aldi i Lidl są liderami innowacji. Dla przykładu, Lidl oferuje swoim klientom streaming muzyki i wideo, w ramach miesięcznego abonamentu. Co ważne, nie jest to reklama, lecz usługa podobna do tej, którą świadczą serwisy online. Z kolei, Aldi organizuje pokazy mody i degustacje wina. Natomiast w Polsce dyskonty jeszcze za mało eksperymentują w obszarze usługowym – stwierdza Riemer.

Z kolei Maria Andrzej Faliński przyznaje, że koncepcja dyskontów bardzo ewoluuje, zmierzając w stronę rozwiązań supermarketowych. Jednocześnie podkreśla, że nie tracą one swojej tożsamości, np. przez proces włączania do oferty produktów brandowych. Klienci wybierają ten kanał nie dlatego, że oferuje im najtańsze towary, ale w związku z tym, że zapewnia dobre, również markowe, artykuły w najlepszej cenie.

Znajomość potrzeb

– Brandowe produkty wchodzą w synergię ze sprzedażą marek własnych. To utrzymuje dynamikę i podnosi jakość procesu sprzedaży – buduje po prostu lojalność klienta, o co trudno w Polsce. Dobra własna marka parasolowa, obejmująca nawet kilkadziesiąt wartościowych artykułów danej kategorii, dynamizuje sprzedaż produktu brandowego i odwrotnie. Ten produkt z kolei uwiarygodnia całościową ofertę sklepu. Powstaje swoisty krąg nobilitacji sprzedaży i firmy handlowej, które wzajemnie siebie promują. W ciągu najbliższych lat będzie on stanowił podstawę skutecznego rozwoju, w tym również ekspansji ilościowej, choć ona nie jest najważniejsza – ocenia Dyrektor Generalny POHiD-u.

Natomiast Viktor Riemer przypomina, że nadal istnieje duża grupa konsumentów, która nie może pozwolić sobie na zakupy tam, gdzie chce. I wciąż będzie korzystała z najtańszej oferty na rynku. Ceny są obniżane we wszystkich kanałach, ale dyskonty mają najlepsze podstawy operacyjne do bardziej agresywnej walki cenowej. Należy do nich wielkość sprzedaży per produkt i niższe koszty wynikające z węższego asortymentu. Oferują bowiem ok. 2000 produktów, podczas gdy supermarkety mają ich ponad 5000, na tej samej powierzchni.

– Kluczem do sukcesu jest takie zarządzanie asortymentem i promocjami, aby koszyki klientów zawierały zarówno produkty o niskiej marży, jak i o wysokiej. Te pierwsze dają pozytywny wizerunek cenowy sieci. Te drugie często są towarami rzadziej nabywanymi, czasem wręcz spontanicznie, przez co klienci nie znają poziomu ich cen. Z tego względu, dyskonty często dostarczają dobrze znane rzeczy w niskich cenach i zabiegają o dostępność najtańszych wyrobów w kategorii. Oprócz tego, co tydzień zmieniają propozycję artykułów przemysłowych oraz poszerzają ofertę produktów bio i premium – wyjaśnia niemiecki ekspert.

Jak podkreśla Viktor Riemer, poza generowaniem dodatkowej marży, nowe artykuły z wyższej półki stwarzają idealną okazję do innowacji produktowych, a klienci lubią być inspirowani. Bardzo istotny jest kanał Convinience, którego rola stale rośnie. Z jednej strony wynika to z tego, że klienci chcą mniej czasu poświęcać na zakupy, z drugiej – cenią sobie zarówno oferowane przez te sklepy świeże produkty, jak i lokalizację placówek. Zwykle są one usytuowane blisko domu.

– Najważniejsze jest to, że nowe strategie sprzedaży detalicznej pomagają wydostać się z pułapki cen. Przykładem może być oferowanie wspominanej już gastronomii. Warto, by dyskonty w Polsce zaczęły zapewniać też innego rodzaju usługi, np. „click and collect”. Dzięki niej, klient może zamówić produkty online i odebrać w sklepie zapakowany towar. Widoczną już metamorfozą jest zmiana umeblowania dyskontów, które kiedyś wyglądały znacznie skromniej. Ważnym elementem asortymentu stały się artykuły ekologiczne i produkty regionalne. Nastąpiła gama innowacji w towarach niespożywczych – dostrzega Viktor Riemer.

Zagraniczne przykłady

Maria Andrzej Faliński przewiduje, że w 2017 roku sieci dyskontowe w Polsce nadal będą się rozrastały, zwiększały sprzedaż produktów z wysokiej półki, a także poszerzały swój asortymenty. Nastąpi kontynuacja sukcesu wspomnianych marek parasolowych, które oznaczają grupy towarów i pomagają obniżać koszty związane z wprowadzaniem na rynek nowych produktów. Ekspert zauważa również, że w wielu krajach, m.in. w Wielkiej Brytanii, sprzedaż dyskontowa świeci tryumfy. Dobrze rozwija się we Francji, Hiszpanii, a także w Rosji.

– Na Węgrzech sieci dyskontowe sięgają po różne formuły własnościowe, np. franczyzę i koncepty partnerskie. To pomaga im w szybkim, bo niedrogim, rozwoju. Prowadzenie sieci dyskontowej poprzez franczyzę jest trudne, ale Węgrom akurat to nieźle wychodzi. Działają w przemyślany i umiejętny sposób, choć zdarza im się sięgać po polityczne instrumenty dla wzmocnienia swojej pozycji konkurencyjnej – tłumaczy Dyrektor Generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Jak wyjaśnia ekspert, węgierska koncepcja patriotyzmu ekonomicznego, wcale nieodległa od naszej, zakłada dyskryminację zagranicznych firm rozwijających nowoczesny handel, na korzyść rodzimego biznesu. Istotny udział w jej materializacji miała franczyzowa sieć dyskontów CBA. Chętnie weszła ona w rolę narodowego operatora dużego systemu detalicznego na kupieckich, niewielkich powierzchniach. On, akceptując, doktrynalnie uzasadniane, restrykcje nakładane na handel wielkopowierzchniowy (m.in. ograniczenia inwestycyjne, ostre reżimy kontrolne, podatki i quasi-podatki), stanął w gotowości do przejmowania rynku od firm z kapitałem zagranicznym. Oczywiście reakcja Komisji Europejskiej i wycofanie się rządu węgierskiego z radykalnych ograniczeń zniwelowały te ambicje.

– Sytuacja sieci dyskontowych w Europie jest mocno zróżnicowana. W Niemczech, gdzie rynek został nasycony, ich liczba wzrasta niezbyt intensywnie. Ale tam w poprzedniej dekadzie dokonała się negatywna dyskontyzacja, która zaczęła spowalniać rozwój innych kanałów. Spowodowało to m.in. interwencje administracyjne i regulacyjne Ministerstwa Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Kondycja segmentu zależy więc od rozwiązań wprowadzanych przez miejscowych graczy. Dyskont jest bowiem elastycznym formatem, co podnosi jego konkurencyjność – podsumowuje Maria Andrzej Faliński.

Unia planuje zniesienie wiz dla Ukraińców

Unia planuje zniesienie wiz dla Ukraińców. Jeśli stanie się to faktem, to stracimy ostatni argument, by przekonać ich do pracy w Polsce, która najszybciej starzej się w UE. Eksperci prognozują, że od przyszłego roku, przybysze ze wschodu, zapewne będą woleli wyjeżdżać na Zachód Europy, gdzie zarobią 3-4 razy więcej. 

Zgodnie z prognozą warszawskiego analityka gospodarczego Łukasza Białka, za około 20-25 lat w Polsce zabraknie aż 6,5 mln osób do pracy. Będzie to konsekwencją zmian demograficznych i masowej emigracji do bardziej rozwiniętych krajów Unii Europejskiej. Według szacunków, obecnie aż 2-2,5 mln rodaków pracuje za granicą, w tym w Niemczech, Wielkiej Brytanii i we Francji. W przyszłości problem niedoborów kadrowych pogłębi się też ze względu na cofnięcie reformy emerytalnej. Od 1 października 2017 roku wiek wymagany do uzyskania świadczenia emerytalnego będzie wynosił bowiem 60 lat, w przypadku kobiet, i 65 dla mężczyzn. Ekspert prognozuje, że w związku z tym, za kilkanaście lat emeryci mogą otrzymywać ok. 600-700 zł miesięcznie, choć i ta kwota jest niepewna. To w oczywisty sposób, już teraz, zmusza Polaków do rozważania różnych scenariuszy, np. wyjazdu z kraju.

– Musimy do Polski ściągnąć Ukraińców, żeby wypełnili lukę, przynajmniej w niektórych zawodach. Potrzebujemy m.in. 100 tys. kierowców ciężarówek, bo posiadamy park maszynowy, ale nie mamy kim obsadzić samochodów. A stojące pojazdy to marnotrawstwo zainwestowanego kapitału. Polacy od wielu już lat niechętnie wyjeżdżają z domu, aby spędzać w trasie kilkanaście dni. Chcąc więc przekonać Ukraińców do osiedlenia się w naszym kraju, powinniśmy zaproponować im tzw. Zieloną Kartę, żeby mogli na stałe pracować w Polsce, kształcić tu swoje dzieci i korzystać z opieki socjalnej – mówi Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Zdaniem Mordasewicza, tylko rodzina, będąca na miejscu, mająca zapewnioną opiekę zdrowotną i edukację może spowodować, że ukraińscy pracownicy nie wyemigrują np. do Niemiec czy Holandii, gdzie zarobki jeszcze długo pozostaną znacznie wyższe, niż u nas. Ekspert dodaje, że zatrudnieni na stałe emigranci sami utrzymaliby swoje rodziny i nie byliby obciążeniem dla naszego systemu socjalnego. Przypomina też, że Brytyjczycy nie dopłacają do Polaków mieszkających na wyspach, ponieważ oni sami na siebie zarabiają. Podobnie byłoby u nas, w przypadku Ukraińców.

– Nie zgadzam się z opiniami tych ekspertów, którzy twierdzą, że musimy na siłę ściągać Ukraińców do Polski. Ja zadam pytanie, dlaczego nie postaramy się o to, żeby nasi rodacy, rozsiani po świecie, powrócili do ojczyzny. Jeszcze parę miesięcy temu, wiele osób ze strony rządowej zarzekało się, że zrobi wszystko, aby Polacy, niemalże masowo, przyjeżdżali z powrotem do kraju. Niestety, za tymi słowami nie poszły żadne czyny. Nadal czekamy na takie regulacje czy deregulacje w sferze gospodarki różnych sektorów, które wewnętrznie uczynią rynek pracy atrakcyjnym dla polskiego pracownika. I sprawią, że młodzi ludzie będą chcieli, bez oporu, tutaj zakładać rodziny i wychowywać swoje dzieci – stwierdza Łukasz Białek.

W opinii analityka, powinno zostać zniesione opodatkowanie pracy. Wysokość kosztów zatrudnienia  jest bowiem jedną z przyczyn rozpowszechnienia umów cywilnoprawnych. W latach 2010-2014 klin podatkowy w krajach OECD zwiększył się średnio o prawie 1%. Do wzrostu obciążeń doszło w 23 krajach. W 10 odnotowano spadki. W Polsce obciążenie fiskalne pracy wzrosło z 34,2% w 2010 roku do 35,6% w 2014. Co więcej, wątpliwa jest efektywność działania takiej instytucji, jak ZUS. Bieżące dane wskazują, że deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, co roku, wynosi nawet 60 miliardów złotych. Nikt jednak nie rozwiązuje tego problemu. A obecne świadczenia emerytalne są opłacane ze składek aktualnie pracujących, a także zgromadzonych w poprzednich latach.

– W tej chwili tylko 16 mln Polaków pracuje, a ponad 9,5 mln pobiera emerytury i renty. Nasze społeczeństwo szybko starzeje się, rodzi się też za mało dzieci. Oznacza to, że zapotrzebowanie na pracowników będzie w przyszłości rosło, a nie malało. Jeżeli tak, to nie musimy martwić się o to, że Ukraińcy nas masowo zaleją. Wręcz przeciwnie, możemy się obawiać tego, iż odpowiednio nie wypełnią oni luki, jaka powstaje na rynku pracy, w związku z tym, że ponad 2 mln Polaków pracuje w krajach Europy Zachodniej – dodaje Jeremi Mordasewicz.

Jak ocenia Łukasz Białek, obecnie rząd nie ma żadnych możliwości, aby zachęcić Ukraińców do pracy w Polsce. Już teraz, wielu z nich nie godzi się na niskie stawki, które przyjmowali jeszcze kilka lat temu. Ponadto Ukraińcy oczekują takiego samego traktowania, jak polscy pracownicy. Po politycznej decyzji Komisji Europejskiej, która najpewniej od przyszłego roku pozwoli im swobodnie poruszać się na terenie UE, z pewnością wybiorą kraje zachodnioeuropejskie, gdzie standard życia i płace są dużo wyższe. W klasyfikacji Banku Światowego, Polska, pod względem wysokości obciążeń podatkowych, nakładanych na przedsiębiorców, znajduje na 47. miejscu na świecie. To również zniechęci Ukraińców do podejmowania u nas zatrudnienia.

– Należy za to zwrócić uwagę na potencjał Ukraińców, którzy np. dziś studiują w Polsce, a w przyszłości mogliby objąć tutejsze wakaty. Obecnie nasz kraj wspiera ich ekonomicznie, niejednokrotnie pokrywając sporą część kosztów związanych z edukacją na wyższych uczelniach. Powinniśmy więc mieć dostęp do wykwalifikowanych, młodych dobrze rokujących pracowników, którzy wybierają takie kierunki, jak m.in. administracja, logistyka czy informatyka. Samo finansowanie, całościowo lub częściowo, studiów cudzoziemców i pozwolenie im na późniejszy wyjazd z Polski, jest raczej mało roztropne – podkreśla Łukasz Białek.

Według eksperta, wspieranie, z własnych środków, migrujących Ukraińców, którzy w dużym stopniu traktują nasz kraj raczej tymczasowo, nie jest korzystne dla polskiej gospodarki. Unia Europejska powinna w znacznie większym stopniu zapewniać im pomoc. Jednak, zdaniem Białka, Polska, w pierwszej kolejności, musi zadbać o swoich obywateli. To oni finansują przecież ten system z własnych podatków. Ekspert zachęca też do szerszego spojrzenia zarówno na kwestię starzenia się polskiego społeczeństwa, jak i politykę imigracyjną. Brakuje bowiem propozycji rozwiązania problemów, z którymi, jako kraj, będziemy musieli zmierzyć się za 20 czy 30 lat.

Brak regulacji wstrzymuje rozwój OZE. Traci na tym także crowdfunding udziałowy, coraz popularniejsza w Polsce forma inwestowania

Brak regulacji wstrzymuje rozwój OZE. Traci na tym także crowdfunding udziałowy, coraz popularniejsza w Polsce forma inwestowania 3
Opłacalność produkcji energii z OZE jest znikoma. Od blisko roku wszystkie odnawialne źródła energii stoją przez paraliż związany z niewdrożeniem aktów prawnych, które regulują ten rynek – wskazuje Maciej Musiał z Pracowni Finansowej. Inwestorzy czekają na wprowadzenie systemu aukcyjnego, który pozwoli na sprawniejsze pozyskiwanie funduszy z crowdfundingu, coraz popularniejszej formie inwestowania w OZE.

– Ponad 90 proc. ankietowanych w różnych badaniach wskazuje, że aspekt ekologiczny uzyskiwania energii elektrycznej jest dla nich istotny. Dobrze zwłaszcza wiedzą o tym osoby, które mieszkają na Śląsku lub te, które przejeżdżały koło Bełchatowa i widziały, jak wyglądają produkcje chmur. Mówimy, że to zakłady, które produkują chmury – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Maciej Musiał, dyrektor zarządzający Pracowni Finansowej, realizującej inwestycje w branży OZE w modelu crowdfundingu.

W Polsce udział węgla w produkcji energii elektrycznej wynosi ok. 87 proc., z czego znacząca część wytwarzana jest z węgla kamiennego. Dla porównania w Niemczech udział węgla w produkcji sięga 45 proc.., w Danii nieco ponad 30 proc. Nie pozostaje to bez wpływu na zanieczyszczenie powietrza w polskich miastach. Szacunki Światowej Organizacji Zdrowia wskazują, że z powodu zanieczyszczeń powietrza w Polsce umiera blisko 45 tys. osób rocznie.

– Cały czas szukamy aspektu z jednej strony ekologicznego, a z drugiej strony biznesowego. W Polsce mamy panele fotowoltaiczne czy elektrownie wiatrowe. Jest masa entuzjastów tej technologii, którzy chcieliby to rozwijać, natomiast musi się to odbywać w oparciu o zasady ekonomii, czyli po prostu musi być opłacalne. Obecnie jest ona znikoma i dlatego cały rynek czeka właśnie na regulacje. Bez nich nic więcej się już nie wydarzy, po prostu stoimy w miejscu – ocenia ekspert.

Zdaniem ekspertów obecne przepisy tak naprawdę wygaszają odnawialne źródła energii. Przy obecnych systemach wsparcia szanse na utrzymanie się na rynku mają wyłącznie najwięksi gracze, brakuje wsparcia dla prosumentów. To także wprowadzenie przepisów ustawy, która m.in. wprowadza limity w budowaniu instalacji wiatrowych. Jak podkreśla Musiał, może to oznaczać dla Polski problemy.

– Pierwszy powód to obowiązek wypełnienia dyrektywy unijnej na 2020 rok, który w tej chwili zdaje się już perspektywą całkowicie nieosiągalną, a kary związane z jej niewdrożeniem sięgają 15–20 mld zł rocznie i są naliczane dziennie – przekonuje dyrektor zarządzający Pracowni Finansowej.

Obecnie udział energii odnawialnej w całkowitym zużyciu energii elektrycznej w Polsce wynosi od ok. 13 do 15 proc. Największe szanse na spełnienie unijnych celów w zakresie OZE (zwiększenie udziału do 20 proc.) dawał rozwój energetyki wiatrowej. Na koniec I półrocza 2016 roku dane URE wskazywały, że moc elektrowni wiatrowych sięgnęła 5,6 GW w całkowitej mocy OZE przekraczającej 8,2 GW. Już miesiąc od wejścia w życie ustawy o budowie elektrowni wiatrowych ok. 99 proc. projektów zostało wstrzymanych.

– Istnieje też widmo blackoutu. W Polsce będzie brakowało mocy. W 2017 roku planowane są duże wyłączenia starych bloków energetycznych. Pytanie, czym to zastąpimy, zwłaszcza że od roku wszystkie odnawialne źródła energii stoją przez paraliż związany z niewdrożeniem kolejnych aktów prawnych regulujących rynek – wskazuje ekspert.

Dodaje, że inwestycje w energetykę rozproszoną są konieczne, aby zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne Polski. Szeroki miks energetyczny pomoże uniknąć blackoutu, czyli sytuacji z sierpnia 2015 roku. Wówczas po raz pierwszy od lat 80. ogłoszono dwudziesty stopień zasilania.

– Coraz bardziej popularną formą inwestowania w Polsce jest tzw. crowdfunding udziałowy. Większość odnawialnych źródeł energii należy do ogromnych rodzimych firm czy zagranicznych koncernów i jest to związane z dużymi nakładami inwestycyjnymi. Od kilku lat mocno przybrał na sile trend zrzeszania się mniejszych grup inwestorów, którzy może nie mają 10–12 mln zł na pojedynczą instalację, ale mają np. 100 tys. zł. Wówczas kilkadziesiąt takich osób zakłada osobny podmiot prawa handlowego czy spółdzielnię i realizują inwestycję w oparciu o grupę inwestorów – tłumaczy ekspert.

Jak podkreśla Musiał, jeszcze do 2015 roku był to biznes opłacalny. Obecnie większość inwestorów czeka na wprowadzenie systemu aukcyjnego. Taki system wsparcia pozwoliłby na sprawniejszy przebieg pozyskiwania funduszy z crowdfundingu, wygranie aukcji zapewni wówczas stałe parametry inwestycji i ułatwi pozyskanie finansowania bankowego.

– Część osób, które mają takie elektrownie, już zarabia, a kolejna grupa inwestorów czeka na wdrożenie systemu aukcyjnego i jest gotowa, inwestując rozwiązywać kolejne problemy, które mamy jako społeczeństwo – mówi Musiał.

Inwestycje w OZE przyciągają coraz więcej osób, Pracownia Finansowa przez 3 lata działalności pozyskała kilkuset inwestorów, którzy zainwestowali blisko 20 mln zł, z czego większość w ciągu ostatniego 1,5 roku.

J. K. Bielecki: wygrana Trumpa oznacza przynajmniej częściowy powrót USA do ekonomii podażowej

J. K. Bielecki: wygrana Trumpa oznacza przynajmniej częściowy powrót USA do ekonomii podażowej 4
W reakcji na wybór Donalda Trumpa na amerykańskiego prezydenta główne indeksy nowojorskiej giełdy osiągnęły historyczne maksima. Inwestorzy wierzą, że zmiana na szczytach władzy oznacza niższe podatki dla przedsiębiorców oraz zachęty do inwestowania ze strony państwa. Zagrożeniem może być jednak rosnąca inflacja, która już dziś jest na najwyższym od 2014 roku poziomie.

– Jednym z najbardziej interesujących dla nas zjawisk w kontekście wyborów w Stanach Zjednoczonych jest to, na ile wraz z nową administracją prezydenta do USA wróci szczególnie popularna wśród republikanów teoria ekonomii podażowej – mówi agencji informacyjnej Newseria  Inwestor Jan Krzysztof Bielecki Przewodniczący Rady Partnerów EY Polska.

Ekonomia podażowa to nurt powstały w połowie lat 70. w Stanach Zjednoczonych i spopularyzowany za czasów prezydenta Ronalda Regana. Według niego kluczowe dla zapewnienia wzrostu gospodarczego jest stymulowanie podaży (produkcji), co odbywa się m.in. poprzez obniżenie podatków płaconych przez przedsiębiorstwa.

– Zobaczymy, na ile tutaj zmiana paradygmatu ekonomicznego na podażowy wpłynie na zwiększenie inwestycji, ale być może też i na negatywne zjawiska, jakie czasami tego typu gospodarce towarzyszą, jak m.in. wzrost poziomu inflacji – wyjaśnia były premier.

Bielecki podkreśla, że dojście republikańskiego prezydenta do władzy to przynajmniej częściowy odwrót od dominującej w ostatnich latach doktryny monetaryzmu zakładającej, że do stabilizacji i wzrostu gospodarczego przyczynia się nie jak w ekonomii podażowej wspieranie produkcji, lecz zwiększanie podaży pieniądza w gospodarce.

– Jeśli będzie ryzyko inflacyjne, to oczywiście pojawi się problem podnoszenia stóp procentowych. Będzie to na pewno spore wyzwanie, ponieważ gospodarka zapomniała już o tym, że stopy procentowe w ogóle mogą być wyższe. Już nie mówię bardzo wysokie, tylko po prostu wyższe, że pieniądz może coś kosztować – zauważa Bielecki.

Październikowy odczyt poziomu inflacji w Stanach Zjednoczonych na poziomie 1,60 proc. był najwyższym od jesieni 2014 roku. Mimo rosnącego poziomu cen Fed zwleka z szybszym podnoszeniem stóp procentowych. Jedyny w ostatnich 9 latach przypadek, kiedy koszt pieniądza został podniesiony, miał miejsce w grudniu 2015 roku, a podwyżka wyniosła zaledwie 25 pkt bazowych. Od tego czasu główna stopa procentowa w USA wynosi 0,50 proc.

– Teraz mamy czasami do czynienia z sytuacją, że wydaje się, że pieniądz jest prawie za darmo – zauważa przewodniczący Rady Partnerów EY Polska.

W reakcji na wygraną Donalda Trumpa amerykańskie rynki giełdowe gwałtownie traciły na wartości – w kilka godzin po ogłoszeniu wyników główne indeksy nowojorskiej giełdy spadały o ponad 5 proc. Później górę wzięła jednak wiara w to, że prawdopodobny powrót przez administrację Trumpa do elementów teorii podażowej okaże się dla gospodarki korzystny. Poprawa sentymentu poskutkowała odrobieniem strat i wyprowadzeniem cen akcji na historyczne maksima. Indeks S&P 500 znajduje się na poziomie ponad 2200 pkt, natomiast Dow Jones 30 przebił ostatnio barierę 19 tys. pkt.

T-Bull, największy w Polsce producent gier mobilnych, chce dołączyć do światowej czołówki. Pomóc w tym ma wejście na główny parkiet GPW

T-Bull, największy w Polsce producent gier mobilnych, chce dołączyć do światowej czołówki. Pomóc w tym ma wejście na główny parkiet GPW 5
Docelowo chcemy się stać jednym z największych producentów gier na świecie – zapowiada Grzegorz Zwoliński, współzałożyciel i prezes firmy T-Bull SA. Wrocławskie studio, które zajmuje się produkcją gier mobilnych, w tym roku weszło na NewConnect. W najbliższych latach planuje wejść na główny parkiet warszawskiej giełdy. Łącznie firma ma w portfolio 150 gier i prawie 180 mln pobrań, a 2016 rok może zamknąć z blisko 5 mln zł zysku netto.

– Rok 2016 jest dla nas bardzo dobrym rokiem, mamy najlepsze zyski. Weszliśmy na NewConnect i mamy nadzieję zamknąć rok z zyskiem około 5 mln zł netto – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Grzegorz Zwoliński, współzałożyciel i prezes firmy T-Bull SA.

Według wewnętrznej analizy 2016 rok firma zakończy z przychodami na poziomie 8,8 mln zł i 4,82 mln zł zysku netto. Kwoty mają stopniowo rosnąć. W 2017 roku do odpowiednio: 19 i 10,3 mln zł, a w 2018 roku 36 mln zł przychodu i ponad 20 mln zł zysku netto. Dla porównania ubiegły rok T-Bull zakończyło z 3,92 mln zł przychodu i 1,4 mln zł zysku netto.

– Najważniejszymi czynnikami, które wpływają na nasz rozwój, są nowe gry, które pokazują się w sklepach. Niedawno mieliśmy premierę naszej nowej produkcji „Top Boat”. W tym roku opublikowaliśmy gry, które przynoszą bardzo duże zyski. Na przyszłe lata mamy zaplanowane jeszcze lepsze produkcje – zapowiada prezes firmy.

Pierwszą grę ściągnęła jedna osoba, a firma zarobiła na produkcji 70 centów. Obecnie T-Bull ma w swoim portfolio już ponad 150 tytułów. Studio wydaje swoje gry na wszystkie najważniejsze platformy mobilne, takie jak Android, iOS, Windows Phone czy BlackBerry. Średnio dziennie notuje 250 tys. pobrań, ale przekroczono już 300 tys. dziennie. Łącznie w gry T-Bull grało lub gra blisko 180 mln osób. Tym samym T-Bull jest największym w Polsce producentem gier mobilnych pod względem liczby pobrań.

– Ten rok jest  bardzo dobry, co związane jest z grą „Top Speed”. Grę pobrano ponad 11 mln razy, w 10–15 krajach znaleźliśmy się w setce najlepiej monetyzujących się gier. Najlepsze ściągnięcia odnotowujemy na rynkach zachodnich, m.in. w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, ale dobrze wypadają też Rosja i Indie. Dzięki grze „Top Speed” w tym roku udało nam się dotrzeć do naprawdę wielu nowych użytkowników – wskazuje Zwoliński.

W listopadzie T-Bull zadebiutował na rynku NewConnect. Do obrotu wprowadzono 448 tys. akcji. Jak jednak podkreśla prezes firmy, nie jest to jeszcze ostatnie słowo.

– Naszą ambicją od samego początku było, żeby dotrzeć na główny parkiet i jeżeli to tylko będzie możliwe, to będziemy wchodzić na główną giełdę. Być może w przyszłości będziemy szli dalej, docelowo chcemy się stać jednym z największych producentów gier na świecie – zapowiada Grzegorz Zwoliński.

Chirurgia 3D poszerza ofertę produktową oraz planuje zagraniczną ekspansję. Celem spółki jest Skandynawia i Wielka Brytania.

Chirurgia 3D poszerza ofertę produktową oraz planuje zagraniczną ekspansję. Celem spółki jest Skandynawia i Wielka Brytania. 6
Poszerzenie oferty produktowej oraz wejście na nowe rynki zagraniczne to cele Chirurgii 3D – spółki zajmującej się tworzeniem oprogramowania medycznego oraz drukiem trójwymiarowych modeli części ludzkiego ciała. Firma chce pojawić się m.in. w Wielkiej Brytanii oraz Norwegii, a w przyszłym roku zaoferuje klientom indywidualnie dopasowane implanty przeznaczone do chirurgii twarzowo-szczękowej.

– Staramy się docierać do jak największej ilości placówek medycznych, do lekarzy, którzy specjalizują się w chirurgii z zakresu ortopedii i twarzowo-szczękowej. Nasze zastosowania są bardziej niszowe, dlatego są stosowane do bardziej poważnych zabiegów takich jak np. rekonstrukcja rozległych struktur kostnych, które powstają m.in. w wyniku wypadku bądź też nowotworu – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Paweł Skadłubowicz ze spółki Chirurgia 3D.

Realizacja usługi wygląda w ten sposób, że zespół Chirurgia 3D po otrzymaniu badań tomograficznych dostarczonych w tradycyjnej dwuwymiarowej formie, przetwarza je do postaci umożliwiającej wydruk trójwymiarowy. Następnie tworzony jest model części ludzkiego ciała, który w takiej postaci odsyłany jest do lekarza.

– Nasze rozwiązania mają tę zaletę w porównaniu do klasycznego planowania, że umożliwiają lekarzowi dużo lepsze przygotowanie się do operacji. Przed operacją lekarz dysponując fizycznym modelem jest w stanie zaplanować m.in. w których miejscach wykona cięcia i w jaki sposób zrekonstruuje dany ubytek – tłumaczy Skadłubowicz.

W zależności od potrzeb oferta spółki Chirurgia 3D umożliwia wykonanie trójwymiarowych modeli w wykorzystaniem trzech technologii różniących się m.in. wytrzymałością wykorzystanego materiału, fakturą ścian czy precyzją wykonania modelu.

– Polski rynek nie jest jeszcze aż tak chłonny jak spodziewaliśmy się tego, dlatego wkraczamy na rynki zagraniczne, głównie chodzi o Europę Zachodnią. Pierwsze zapotrzebowanie pochodzi z krajów niemieckojęzycznych, tam ta technologia dużo lepiej się przyjmuje niż w Polsce – informuje przedstawiciel spółki. – W przyszłym roku także wprowadzamy implanty indywidualnie dopasowane wykonane z materiałów polimerowych. Ich główne zastosowanie to jest chirurgia twarzowo-szczękowa – dodaje Skadłubowicz.

Wśród pozostałych celów zagranicznej ekspansji Skadłubowicz wymienia także kraje skandynawskie – głównie Norwegię oraz rynek brytyjski. Dodaje jednak, że światowy rynek trójwymiarowych modeli dedykowanych potrzebom medycznym znajduje się dopiero na początkowych etapie rozwoju, a w skali całego świata tym biznesem zajmuje się zaledwie kilka firm.

Raport opracowany przez firmę doradczą Grand View Research pokazuje jednak, że w najbliższych latach globalny rynek tzw. biodruku 3D będzie się dynamicznie rozwijał. GVR który w 2014 roku oszacował że branża warta była niespełna 0,5 mld dolarów prognozuje, że w 2022 roku światowa sprzedaż zwiększy się o ponad 370 proc. i sięgnie 1,82 mld dolarów.

– To jest ta nisza, w której chcemy działać. Tak więc w przyszłym roku chcielibyśmy zacząć dostarczać nowych usług w postaci implantów indywidualnych do chirurgii twarzowo-szczękowej, oprócz tego planujemy także stworzyć oprogramowanie, które będzie umożliwiało lekarzowi samodzielne zaplanowanie operacji bez konieczności stosowania modeli fizycznych, tylko w środowisku wirtualnym – podsumowuje Paweł Skadłubowicz.

W portfolio dotychczasowych realizacji zespołu Chirurgia 3D znajdują się m.in. trójwymiarowe modele czaszki, zębów, kręgów szyjnych czy miednicy.

Rośnie liczba skarg na linie lotnicze. Pasażerowie coraz bardziej świadomi swoich praw

Rośnie liczba skarg na linie lotnicze. Pasażerowie coraz bardziej świadomi swoich praw 7
Polscy pasażerowie są w europejskiej czołówce pod względem liczby skarg składanych na przewoźników lotniczych. Z roku na rok takich skarg przybywa, co wynika z rosnącej świadomości konsumentów w zakresie przysługujących im praw. Linie lotnicze wskazują, że unijne rozporządzenie, które określa prawa pasażerów w ruchu lotniczym, jest niejasne i pozostawia duże pole do interpretacji przepisów. Komisja Europejska rozważa jego nowelizację, nie zamierza jednak ograniczać zakresu ochrony przysługującej podróżnym.

– W Polsce świadomość pasażerów rośnie, coraz więcej osób składa skargi w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego i korzysta z usług firm odszkodowawczych, które namawiają również do składania pozwów cywilnych. Problem polega na tym, że przepisy są niejasne, co powoduje dużą elastyczność w ich interpretacji. Sędzia ma możliwość wyboru różnych ścieżek postępowania. W ostatnich latach zauważalny jest dość duży prokonsumeryzm zarówno w decyzjach administracyjnych, jak i w wyrokach sądów cywilnych. Większość spraw rozstrzyganych jest więc na korzyść pasażerów – mówi prof. Anna Konert, dyrektor Instytutu Prawa Lotniczego i Kosmicznego Uczelni Łazarskiego.

Złożenie skargi w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego powoduje wszczęcie postępowania w Komisji Ochrony Praw Pasażerów, która rozpatruje przypadki naruszenia praw pasażerów przez przewoźników lotniczych w przypadkach takich jak odwołanie lub znaczne opóźnienie lotu bądź odmowa przyjęcia na pokład. W ciągu ostatnich lat liczba skarg składanych w ULC dynamicznie rosła: w 2015 roku było ich ponad 5,1 tys., podczas gdy jeszcze pięć lat temu (w 2011 roku) odnotowano ich niecałe 2,2 tys.

Z raportu Europejskiego Centrum Konsumenckiego „Prawa pasażerów linii lotniczych 2015” wynika, że w ubiegłym roku na terenie Unii Europejskiej wpłynęło ponad 7 tys. skarg na przewoźników lotniczych. Polska zajmuje trzecie miejsce (za Austrią i Włochami) pod względem liczby przyjętych skarg, z których najwięcej dotyczy opóźnionego, zagubionego lub zniszczonego bagażu. Jak wynika ze statystyk ECK, w ciągu miesiąca w Europie odwoływanych jest około 5,5 tys. lotów, a ok. 107 tys. rejsów jest opóźnionych. Pasażerowie linii lotniczych składają skargi znacznie częściej niż osoby korzystające z innych środków transportu.

 Skarg na odwołane i opóźnione loty jest coraz więcej. W Polsce istnieje problem z terminem przedawnienia takich roszczeń. W zależności od sądu w procedurze cywilnej może to być od roku do nawet dziesięciu lat, ponieważ przepisy są niejasne. Natomiast w procedurze administracyjnej zapadł niedawno wyrok NSA, według którego roszczenia odszkodowawcze za odwołany i opóźniony lot nie ulegają przedawnieniu. Wobec tego pasażer, któremu 10 lat temu odwołano lot, ma obecnie możliwość wniesienia skargi do Urzędu Lotnictwa Cywilnego – mówi prof. Anna Konert.

Prawa pasażerów w transporcie lotniczym określa wprowadzone w 2004 roku rozporządzenie unijne WE 261/2004. W przypadku odwołania rejsu lub opóźnienia przekraczającego trzy godziny pasażerom przysługuje szereg przywilejów, m.in. prawo do zwrotu kosztów zakupionego biletu i odszkodowanie za niemożność kontynuowania podróży do kwoty 600 euro. Jeżeli zaszła konieczność oczekiwania na lot w nocy, wówczas przewoźnik musi zapewnić opiekę, wyżywienie i nocleg w hotelu oraz darmowy transport na lotnisko. Jednak mimo rosnącej liczby skarg na linie lotnicze wciąż tylko niewielki odsetek pasażerów dochodzi swoich praw.

Jak podkreśla dyrektor Instytutu Prawa Lotniczego i Kosmicznego Uczelni Łazarskiego, rozporządzenie UE określające prawa pasażerów pozostawia duże pole do interpretacji zapisów prawnych. Dodatkowo Polska jest jednym z nielicznych krajów, które w sytuacji naruszenia praw pasażerów dopuszczają postępowanie dwutorowe, zarówno w procedurze administracyjnej, jak i w sądach cywilnych. Pasażer może więc złożyć skargę na przewoźnika w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego oraz wnieść pozew sądowy. Obecnie Komisja Europejska pracuje nad zmianami w rozporządzeniu, za czym lobbują m.in. linie lotnicze, które dowodzą, że z tytułu niejasnych zapisów prawa i szerokiej ochrony przysługującej pasażerom ponoszą ogromne straty finansowe.

– Przepisy dotyczące praw pasażerów nastręczają bardzo dużo problemów, odkąd ponad dziesięć lat temu zostało to uregulowane rozporządzeniem unijnym. Problemy w praktyce okazały się ogromne dla przewoźników, a początkowo również dla samych pasażerów. Obecnie dyskutowane zmiany w idą w kierunku kompromisu, jednak wciąż szala przechyla się na korzyść pasażerów – mówi prof. Anna Konert w wywiadzie udzielonym podczas pierwszej w Polsce konferencji European Air Law Association (EALA), której partnerem była m.in. Uczelnia Łazarskiego.

Polacy z roku na rok latają coraz więcej, a rodzimy rynek lotniczy jest jednym z najszybciej rozwijających się w Europie. W całym 2015 roku polskie lotniska odprawiły ponad 30 mln podróżnych. Według prognoz do 2030 roku będzie ich już około 60 mln. Jak wynika z danych ULC, w I połowie bieżącego roku najwięcej pasażerów przewiózł irlandzki Ryanair (4,4 mln), drugie miejsce zajęły Polskie Linie Lotnicze LOT (3,1 mln).

Banki dobrze postrzegają sektor chemiczny. Jednak ostrożnie podchodzą do finansowania projektów innowacyjnych

Banki dobrze postrzegają sektor chemiczny. Jednak ostrożnie podchodzą do finansowania projektów innowacyjnych 8
Przemysł chemiczny to kluczowy sektor polskiej gospodarki i jeden z czołowych eksporterów. Aby zwiększyć swoją konkurencyjność na światowych rynkach, musi jednak postawić na innowacje i zwiększać wydatki na badania i rozwój. Sektor chemiczny jest dobrze postrzegany przez banki, ale niewiele projektów innowacyjnych ma szanse realizacji, więc instytucje finansowe ostrożnie podchodzą do ich finansowania – mówi Artur Kucia z PKO BP.

– Polski przemysł chemiczny jest nastawiony przede wszystkim na produkcję masową i nie inwestował w rozwój technologii w ciągu ostatnich kilkunastu lat. W trakcie kryzysu gospodarczego polskie firmy borykały się z restrukturyzacją. Następnie pojawiły się obostrzenia związane z polityką unijną w zakresie ochrony środowiska, które narzuciły na przemysł chemiczny duże wymogi. To wszystko się nałożyło i w efekcie dzisiaj polskie firmy z sektora chemicznego nie są tak konkurencyjne, jak te na Zachodzie czy w Stanach Zjednoczonych – mówi agencji Newseria Biznes Artur Kucia, dyrektor Biura Klienta Strategicznego (przemysł ciężki i chemiczny) w PKO BP, jednym z partnerów Chemical Industry Summit organizowanego przez Executive Club.

Na konkurencyjność przemysłu chemicznego wpływają również ceny surowców. Polskie firmy wykorzystują do produkcji gaz i ropę naftową kupowane po cenach rynkowych, podczas gdy koncerny amerykańskie korzystają z tańszych surowców, pochodzących z gazu łupkowego. Dlatego polskie podmioty swoją konkurencyjność na światowych rynkach mogą budować głównie w oparciu o innowacje, pogłębianie współpracy z nauką i zwiększanie wydatków na badania i rozwój.

Artur Kucia podkreśla jednak, że branża chemiczna finansuje innowacje głównie z własnych pieniędzy, ponieważ na takie projekty trudno jest pozyskać wsparcie bankowe.

– To, co szumnie nazywamy innowacjami, trudno jest sfinansować kredytem bankowym. Zaledwie jeden na dziesięć projektów innowacyjnych ma szansę realizacji. To powoduje, że ryzyko takich inwestycji jest duże, a możliwość ich sfinansowania bezpośrednio przez bank mocno utrudniona – zauważa Artur Kucia.

Firmy z sektora chemicznego mogą liczyć na środki unijne i programy wspierające innowacyjność, takie jak uruchomiony przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju INNOCHEM. W pierwszym etapie, rozstrzygniętym w marcu tego roku, instytucja przeznaczyła 120 mln zł na wspieranie badań przemysłowych i eksperymentalnych prac rozwojowych w przemyśle chemicznym.

Przemysł chemiczny jest jednym z motorów polskiej gospodarki. Stanowi około 12 proc. całego przemysłu, a wartość produkcji sprzedanej wzrosła w 2015 roku wzrosła w ujęciu rocznym o 5 proc. do poziomu 144 mld zł. Rośnie też zatrudnienie, które według GUS-u na koniec 2015 roku wyniosło 276 tys. osób i wzrosło o 5,7 proc. rok od roku. Według szacunków jedno miejsce pracy w sektorze chemicznym tworzy osiem kolejnych w innych branżach. Przemysł chemiczny jest też jednym z największych krajowych eksporterów. To powoduje, że firmy z tego sektora są dobrze postrzegane przez banki.

 Być może jest to dobry moment, żeby skorzystać z tej przychylności i wyciągnąć z szuflady projekty inwestycyjne, które czekają na decyzję. Część z nich dotyczy innowacyjności i z pewnością jest ryzykowna, ale dopóki to ryzyko nie zostanie podjęte, dopóty branża chemiczna będzie stała w miejscu – mówi Artur Kucia.

Dyrektor Biura Klienta Strategicznego w PKO BP podkreśla, że problem konkurencyjności dotyka obecnie firmy z sektora chemicznego w całej Europie, ponieważ tempo narzucają Stany Zjednoczone, gdzie przemysł chemiczny rozwija się bardzo szybko na skutek niskich cen surowców.

– Przemysł chemiczny w Polsce również ma szanse się rozwijać, ale raczej w kierunkach niszowych – uważa Artur Kucia.

Przedsiębiorcy z pesymizmem patrzą w przyszłość. Ponad dwie trzecie ma problem z opóźnieniami w płatnościach

Przedsiębiorcy z pesymizmem patrzą w przyszłość. Ponad dwie trzecie ma problem z opóźnieniami w płatnościach 9
Polscy mali i średni przedsiębiorcy źle oceniają ostatnie półrocze i z pesymizmem patrzą w przyszłość. Ponad 42 proc. spodziewa się, że sytuacja ekonomiczna w nadchodzących miesiącach nie będzie sprzyjać prowadzeniu biznesu. Aż 67 proc. firm skarży się na coraz większe opóźnienia w płatnościach. Odsetek tych, którym kontrahenci płacą w terminie, spadł do zaledwie 12,3 proc. – wynika z cyklicznego badania Bibby MSP Index.

– Badane firmy stosunkowo źle oceniły zarówno ostatnie półrocze, jak i perspektywę kolejnych sześciu miesięcy. Październikowy wskaźnik Bibby MSP Index wyniósł 51,7 pkt. Jest to poziom najniższy od spowolnienia gospodarczego w latach 2012–2013. Jeżeli popatrzymy na dłuższy okres, jest to również poziom niższy o prawie 10 punktów od najwyższego, zanotowanego w kwietniu 2011 roku – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Rodak, dyrektor sprzedaży regionu centralnego Bibby Financial Services.

Ostatnie badanie Bibby MSP Index, przeprowadzone we wrześniu 2016 roku na grupie małych i średnich firm z sześciu branż (budownictwo, produkcja, handel, usługi, transport i pozostałe) wskazuje na pogorszenie klimatu biznesowego w Polsce. Tylko 22,9 proc. badanych firm zadeklarowało, że w ostatnim półroczu sytuacja ekonomiczna była sprzyjająca, co stanowi spadek o 2,5 pkt proc. w porównaniu z poprzednią edycją badania z kwietnia br.

Na nadchodzące półrocze optymistycznie patrzy zaledwie 26,9 proc. firm (spadek o 3,5 pkt proc.). Natomiast 42,1 proc. uważa, że sytuacja ekonomiczna w kolejnych miesiącach nie będzie sprzyjać prowadzeniu biznesu.

– Jednocześnie połowa firm uważa, że otoczenie nie będzie miało większego wpływu na ich działalność. Ci, którzy myślą inaczej, wskazują, że ten wpływ będzie raczej negatywny. Rośnie liczba firm, które uważają, że ich sprzedaż i obroty spadną. Coraz więcej przedsiębiorców obawia się również o swoją płynność finansową – mówi Tomasz Rodak.

Nastroje przedsiębiorców najbardziej pogorszyły się w branży produkcyjnej, transportowej oraz budowlanej. W dużej mierze wynika to z obaw związanych z ustawą o podatku handlowym i zapowiedziach ustawowego ograniczenia handlu w niedziele. Natomiast budownictwo w okresie jesienno-zimowym tradycyjnie notuje spadki związane z sezonowością. Autorzy badania podkreślają, że ostatnie wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych oraz spadek wartości funta w następstwie zapowiedzi brexitu wywołały niepewność na rynkach, a dla polskich przedsiębiorców nie bez znaczenia było również utrzymanie przez agencję ratingową Moody’s negatywnej perspektywy dla Polski.

– Na rynku wyraźnie widać, że inwestycje są ograniczane, co powoduje, że firmy mają mniejsze zapotrzebowanie na zewnętrzne źródła finansowania. Mamy do czynienia również z presją płacową, która wiąże się w wyższymi kosztami zatrudnienia – podkreśla Tomasz Rodak.

Liczba firm, które przewidują, że w ciągu nadchodzącego półrocza będą zmuszone ograniczać zatrudnienie, wzrosła o 2,4 pkt proc., do 12,2 proc.

Co istotne, pogorszenie nastrojów wśród przedsiębiorców nie znajduje odbicia w eksporcie. Prawie 30 proc. polskich przedsiębiorstw deklaruje, że w ostatnich sześciu miesiącach zwiększyło wartość eksportu. Ponad połowa twierdzi, że utrzymany został dotychczasowy poziom. Optymistyczne są również prognozy na przyszłość: 72 proc. firm z sektora MŚP uważa, że w ciągu nadchodzącego półrocza ich eksport zostanie utrzymany. Niemal 10 proc. spodziewa się poprawy, a tylko 5 proc. przedsiębiorstw sądzi, że wartość eksportu spadnie w kolejnym półroczu.

Z drugiej strony, coraz więcej przedsiębiorstw obawia się pogorszenia płynności finansowej. Ten odsetek wzrósł do 18 proc. Jak wynika z wrześniowego badania, już 67 proc. firm ma problemy związane z opóźnieniem zapłaty za usługę lub sprzedane wyroby (wzrost o 3,1 pkt proc. od kwietnia br.). Zdaniem przedsiębiorców zjawisko opóźnień w płatnościach nasiliło się w ostatnim półroczu. Odsetek firm, którym kontrahenci płacą w terminie, spadł z 17,7 proc. do zaledwie 12,3 proc.

– Polska jest niechlubnym liderem, ponieważ średni termin płatności faktury wynosi u nas około 35 dni. Dla porównania w Stanach Zjednoczonych są to 24 dni, a w Niemczech 28 dni. Polskim przedsiębiorcom trudności sprawiają również tzw. złe długi. Jedna trzecia potwierdza, że w ostatnim roku miała problem z dużą płatnością, powyżej 100 tys. euro. W innych krajach zarówno średnia częstotliwość występowania takich problemów, jak i kwoty długów są niższe – mówi dyrektor sprzedaży regionu centralnego Bibby Financial Services.

Jak wynika z badania, na ocenę przedsiębiorców dotyczącą sytuacji ekonomicznej i perspektyw na przyszłość wpływa również region, z którego pochodzą. W południowo-zachodniej i północnej Polsce wartość Bibby MSP Index wyniosła odpowiednio 47,6 pkt oraz 48,9 pkt. Natomiast najlepsze wskaźniki odnotowano w centralnym i wschodnim regionie kraju (kolejno 56,7 proc. oraz 54,6 proc.).

Dziś świat obawia się o skutki jednej decyzji gospodarczej

Czy po raz pierwszy od ośmiu lat dojdzie do ograniczenia wydobycia ropy naftowej? W środę ok. godz. 16.00. kraje OPEC podejmą decyzję.
Więcej na ten temat w materiale video przygotowanym przez MarketNews24.

Srebro też słabo

Nowy tydzień rozpoczynamy spadkami na amerykańskich giełdach. Zniżkowały wszystkie główne indeksy w USA. Na rynku walutowym, poza jenem japońskim, odnotowano niewielkie zmiany.

Wczorajsze spadki w USA były pierwszym, znaczącym osłabieniem na rynku akcji od wygranych przez Donalda Trumpa wyborów prezydenckich. Inwestorzy realizowali dość pokaźne już zyski. Widoczne wzrosty odnotowano też na rynku ropy. Do inwestorów docierają sprzeczne informacje na temat tego, jakie nastroje panują między głównym członkami OPEC. Przypomnijmy, spotkanie tej grupy będzie miało miejsce już w tym tygodniu, 30 listopada.

W kontekście tego wydarzenia warto śledzić dzisiejsze dane o zapasach ropy według API. W nocy napłynęły na rynek dane z Japonii gdzie bezrobocie pozostało na poziomie 3%. Odnotowano też mniejszy od oczekiwanego spadek sprzedaży detalicznej – jedynie o 0.1%. O godzinie 11:00 poznamy dane ze trefy euro oraz kilka godzin później z gospodarki niemieckiej. Natomiast o 14:30 opublikowany zostanie odczyt PKB za Q3 w USA.

silver29112016r

Rynek srebra znajduje się tuż nad krawędzią. Teoretycznie ma jeszcze szansę na powrót do wewnątrz widocznego na wykresie kanału wzrostowego. Potrzebny byłby powrót przynajmniej nad poziom 17$. Celem odbicia byłaby wtedy środkowa linia kanału, lub poziom 18.5$. W negatywnym scenariuszu srebro może dalej się obsuwać, w okolice poziomu 15$. Wskaźnik RSI jest wyprzedany ale tworzy pozytywną dywergencję.

Sylwester Majewski, Forex-Desk

Rosnące przychody i zysk Celon Pharma S.A po III kwartałach 2016 r

Celon Pharma S.A. po trzech kwartałach 2016 r. osiągnęła przychody ze sprzedaży w wysokości 81,2 mln zł, co stanowi wzrost o blisko 5 proc. rdr. Skonsolidowany wynik operacyjny EBIT w omawianym okresie wyniósł 40,9 mln zł, w porównaniu do 35,7 mln zł w relacji rdr., co oznacza wzrost o 15 procent. Zysk netto po trzech kwartałach wyniósł z kolei 35 mln zł i był o 28 proc. wyższy niż przed rokiem.

Po trzech kwartałach przychody spółki zwiększyły się z 77,5 mln zł w 2015 r. ponad 82 mln zł, na koniec III kw. 2016 r.  Na poziomie zysku spółka wypracowała netto 35 mln zł, wobec 25 mln po 9 miesiącach 2015 r.

Bardzo dobre wyniki spółki to efekt konsekwentnie realizowanej przez nas strategii i jasno określonej wizji rozwoju. Kontynuujemy budowę w pełni zautomatyzowanej linii produkcyjnej dla leków wziewnych, pozyskujemy kolejne dofinansowania na rozwój naszych projektów naukowo-badawczych.  –  dr Maciej Wieczorek Prezes Zarządu Celon Pharma S.A.

Osłabienie gospodarki nie szkodzi giełdzie

Polska gospodarka lubi zaskakiwać. W ostatnich latach zwykle sprawiała pozytywne niespodzianki, zachowując się w porównaniu z innymi krajami dobrze lub nawet bardzo dobrze. Obecny rok jest pod tym względem wyjątkowy.

Choć na tle otoczenia nie wypadamy wciąż najgorzej, to jednak w drugiej połowie roku legły w gruzach optymistyczne prognozy sprzed kilku miesięcy. Polska gospodarka potrafi też zaskakiwać występowaniem trudnych do wyjaśnienia zjawisk.

Jednym z nich jest stosunkowo słaby wzrost konsumpcji, mimo doskonałej sytuacji na rynku pracy oraz potężnych transferów socjalnych. Można też dostrzec anomalie o pozytywnym wydźwięku. Niewątpliwie należy do nich fakt, że wyraźne osłabienie tempa wzrostu gospodarczego nie przekłada się negatywnie na kondycję notowanych na giełdzie spółek. Od dwóch kwartałów notują one niewielki wzrost przychodów ze sprzedaży oraz całkiem przyzwoitą dynamikę zysków, przełamując jednocześnie niekorzystne tendencje z nieodległej przeszłości, szczególnie widoczne w przypadku największych firm, wchodzących w skład WIG20.

W tym zjawisku upatrywać można przyczyn lepszego w ostatnim czasie zachowania się tego indeksu, zarówno wobec części giełd światowych, jak i w porównaniu do wskaźników naszych małych i średnich spółek. Te ostatnie pod względem poprawy wyników także radzą sobie dobrze, a więc nieznaczne wyhamowanie wzrostu kursów ich akcji sprawia, że wyceny stają się bardziej atrakcyjne. Ze wspomnianej anomalii można też wnioskować, że spowolnienie w gospodarce nie jest jednak tak groźne, jak głoszą pesymiści i może okazać się krótkotrwałe, jak chcą optymiści.
————

Marcin Chadaj
AgioFunds TFI S.A.

Wpływ rentowności obligacji na rynek kapitałowy

Rentowność obligacji długoterminowych odpowiada za kurs walutowy, notowania akcji, stopy procentowe w realnej gospodarce oraz notowania surowców (w szczególności metali szlachetnych), dlatego też warto się nimi zainteresować.

1.Rentowność obligacji – rynek walutowy

Rentowność obligacji jest tak samo ważna jak stopy procentowe ustalane przez bank centralny. Im rentowność obligacji jest wyższa, tym kurs danej waluty rośnie. Rosnąca rentowność powoduje wzrost popytu na daną walutą i obligacje danego państwa, a sama podaż waluty spada. Przykładem tego mogą być dwa poniższe wykresy.

Wpływ rentowności obligacji na rynek kapitałowy 10

Źródło: Bloomberg

Powyższy wykres przedstawia spread rentowności pomiędzy 10 letnimi obligacjami amerykańskimi i japońskimi. Jeżeli spread rośnie, to para walutowa USD/JPY również idzie do góry.

Wpływ rentowności obligacji na rynek kapitałowy 11

Źródło: Bloomberg

Podobne zjawisko jak na pierwszym wykresie, jednakże tutaj przedstawiłem spread 2 letnich obligacji nowozelandzkich i australijskich na tle pary walutowej AUD/NZD.

2.Rentowność obligacji – metale szlachetne

Cena złota w dużym stopniu uzależniona jest od realnych stóp procentowych, które wyznaczane są za pomocą odjęcia 10 letnich rentowności obligacji amerykańskich od aktualnej inflacji. Jeżeli realne stopy procentowe rosną, to cena złota spada. Inwestorzy nie czują presji inflacyjnej i wolą ulokować oszczędności w obligacjach zamiast w złocie. Jeżeli nałożymy na siebie tylko wykres rentowności 10-latek i notowania złota, to zobaczymy odwrotne kursy.

Wpływ rentowności obligacji na rynek kapitałowy 12

Źródło: Bloomberg

3.Rentowność obligacji – akcje

Rentowność obligacji i dywidenda wypłacana z akcji jest ze sobą powiązana. Jeżeli rentowność obligacji w długim terminie spada, to spada i dywidenda wypłacana ze spółek, czyli rośnie cena akcji. Gdy rentowność obligacji rośnie, to kapitał przenosi się z rynku akcji na rynek obligacji, czyli ceny akcji spadają i rośnie dywidenda. Poniższy wykres powinien wyjaśnić wszystko.

Wpływ rentowności obligacji na rynek kapitałowy 13

Źródło: Bloomberg

Na wykresie linią żółtą zaznaczono rentowność obligacji (skala lewa) oraz średnią dywidendę spółek należących do indeksu S&P 500 (skala prawa).

4.Rentowność obligacji – stopy procentowe ustalane przez bank centralny

Jeżeli rentowność obligacji rośnie, to bank centralny musi podnieść stopy procentowe. Gdy tego nie zrobi, to na rynku szybko zapanuje brak płynności w aktywach krótkoterminowych. Wykres, jak zawsze – poniżej.

Wpływ rentowności obligacji na rynek kapitałowy 14

Źródło: Bloomberg

W tym krótkim artykule wszystko zostało uproszczone. Czy zainteresował cię tematem? Jeżeli tak, to zapraszam na spotkanie online, które odbędzie się już 8 grudnia 2016 roku o godzinie 18.00.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Nowości na Instagramie i Facebooku

W ubiegłym tygodniu media społecznościowe poinformowały nas o kolejnych nowościach. Instagram zapowiedział transmisje na żywo w Instagram Stories oraz znikające wiadomości w Instagram Direct. Facebook zaś umożliwi znalezienie najbliższej sieci WiFi. Zmiany analizuje NapoleonCat.

Instagram Stories

Instagram StoriesO nieoficjalnych testach transmisji na żywo w Instagram Stories słyszeliśmy już pod koniec października. Jak wówczas Instagram nie komentował tych informacji, tak na początku minionego tygodnia potwierdził, że Go Insta i znikające wiadomości w Instagram Direct weszły w fazę testów.

Funkcja tworzenia i nadawania treści wideo na żywo, znana już dobrze ze Snapchata i Facebooka, niebawem będzie dostępna na Instagramie, jako Go Insta. Transmisje będą mogły trwać max. 60 minut, a podczas ich prowadzenia uczestnicy będą mieli możliwość umieszczania komentarzy.

W trakcie nadawania na zdjęciu autora w pasku z Instagram Stories pojawi się oznakowanie „LIVE”. Po zakończeniu nadawania wideo ma znikać, co ma zapewnić użytkownikom większą swobodę i kontrolę nad treściami, którymi dzielą się ze znajomymi. Jak podaje Instagram, Go Insta jest obecnie w fazie testów i będzie udostępnione w ciągu nadchodzących tygodni.

W trakcie nadawania na zdjęciu autora w pasku z Instagram Stories pojawi się oznakowanie „LIVE”. Po zakończeniu nadawania wideo ma znikać, co ma zapewnić użytkownikom większą swobodę i kontrolę nad treściami, którymi dzielą się ze znajomymi. Jak podaje Instagram, Go Insta jest obecnie w fazie testów i będzie udostępnione w ciągu nadchodzących tygodni.

Instagram Direct

Instagram DirectKolejną wdrażaną funkcją są wiadomości w prowadzonych w Instagram Direct konwersacjach prywatnych i grupowych. Od teraz każdy użytkownik będzie mógł przesłać zdjęcie lub film, który zniknie zaraz po otwarciu go przez znajomego. Dodatkowo, autor ma widzieć, gdy wysłane przez niego zdjęcie zostało zapisane np. jako screenshot.

Instagram DirectWysyłka znikających wiadomości jest bardzo prosta. Wystarczy dotknąć ikonę strzałki dostępną w prawym dolnym rogu, a następnie wybrać znajomych, którym chcemy ją wysłać.  Jeśli ktoś wyśle nam taką wiadomość, wokół jego zdjęcia pojawi się niebieski pierścień. Funkcja ta jest udostępniana użytkownikom aplikacji od początku zeszłego tygodnia.

Wyszukiwanie dostępnych sieci Wi-Fi przez Facebooka?

Wyszukiwanie dostępnych sieci Wi-Fi przez Facebooka?Facebook testuje nową funkcję, która ma umożliwić jego użytkownikom znalezienie najbliższego dostępnego hotspota. I raczej nie jest to jedynie miły gest ze strony firmy Zuckerberga, ale kolejne kroki w stronę zwiększenia możliwości nadawania wideo na żywo. Czym bowiem byłby Facebook Live bez dostępu do internetu?

Platforma ułatwiając znalezienie sieci Wi-Fi i dostępu do stabilnego połączenia, ułatwi tym samym prowadzenie transmisji live. Nowa funkcja jest obecnie w fazie testów w wybranych krajach. Na razie nie wiadomo, kiedy zostanie oficjalnie wprowadzona i kiedy pojawi się w Polsce.

Facebook usprawnia wyszukiwanie

Wyszukiwanie na Facebooku oryginalnie było zaprojektowane tak, by w prosty sposób kierować użytkowników do stron prywatnych i biznesowych, grup oraz wydarzeń. Następnie w wyszukiwaniu były brane pod uwagę również inne rodzaje treści, np. posty, zdjęcia, czy filmy. Z każdą dodawaną opcją, system stawał się coraz bardziej skomplikowany, a jego mechanizm działania niezrozumiały dla użytkowników. W zeszłym tygodniu Facebook zaczął wdrażać nowy model wyszukiwania. Podczas wyszukiwania frazy użytkownikom będą pokazywane auto podpowiedzi w formie typowo tekstowej, dzięki czemu użytkownicy mają skupić się całkowicie na wpisywaniu interesujących ich słów kluczowych. W dotychczasowych wynikach wyszukiwania widoczne są również wyniki zawierające zdjęcia, ikony itp.

Teraz wyniki odpowiadające określonym kryteriom wyszukiwania będą wyświetlane na osobnej stronie (również w podziale na zróżnicowane rodzaje treści).

 

Biuro Inwestycji Kapitałowych S.A. zwiększa wartość aktywów netto

Biuro Inwestycji Kapitałowych S.A. opublikowało wyniki za pierwsze trzy kwartały 2016 r. W tym okresie Grupa osiągnęła 13,4 mln zł przychodów i 2,1 mln zł zysku netto. Wartość aktywów netto w ciągu 9 miesięcy wzrosła o 3,4% do 68,8 mln zł.

Deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych i handlowych w pierwszych trzech kwartałach br. uzyskał 13,4 mln zł skonsolidowanych przychodów (przychody ze sprzedaży i pozostałe przychody), czyli o 6,2% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Na poziomie wyniku operacyjnego Grupa Kapitałowa Biuro Inwestycji Kapitałowych SA od stycznia do września br. wypracowała 7,6 mln zł, co oznacza poprawę w ujęciu r./r. o 3,4%. Z kolei na poziomie wyniku netto była 2,1 mln zł na plusie, względem 6,4 mln zł w poprzednim roku.

Wartość aktywów netto na koniec września 2016 r. wyniosła 68,8 mln zł, co oznacza  wzrost o 2,2 mln zł w porównaniu do końca minionego roku. „Wzrost ten jest spowodowany dodatnim wynikiem na bieżącej działalności Grupy.” – powiedział Mirosław Koszany, Prezes Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.

W III kwartale 2016 r. spółka z Grupy Kapitałowej uzyskała pozwolenie na budowę, co umożliwia jej rozpoczęcie realizacji inwestycji rozbudowy Centrum Logistycznego w Sosnowcu. „Finansowanie realizacji inwestycji mamy zapewnione dzięki pozyskaniu 20,34 mln zł brutto ze sprzedaży akcji w ramach oferty publicznej” – dodał Mirosław Koszany.

Grupa zarządza aktualnie trzema parkami logistycznymi: Centrum Logistycznym Kraków I, Centrum Logistycznym Kraków II oraz Śląskim Centrum Logistycznym w Sosnowcu o łącznej powierzchni najmu wynoszącej 55,8 tys. m2. W ramach dywersyfikacji działalności zajmuje się także budową i wynajmem nowoczesnych powierzchni handlowych w segmencie parków handlowych (retail parków).

Jak Szwajcaria osiągnęła sukces? Idee dla Polski – Relacja z debaty bilateralnej

W poniedziałek 28 listopada w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie, z inicjatywy Polsko-Szwajcarskiej Izby Gospodarczej,   Ambasady Szwajcarii oraz Forum Obywatelskiego Rozwoju odbyła się bilateralna debata, podczas której zaproszeni eksperci próbowali wyjaśnić, dlaczego to właśnie Szwajcaria odniosła sukces oraz jak Polska może powielić doświadczenia szwajcarskie.

Relacja z debaty bilateralnej

Debatę bilateralną, moderowaną przez Redaktora Bogusława Chrabotę z dziennika Rzeczpospolita otworzył Pan Ambasador Szwajcarii w Polsce – Andrej Motyl, który podkreślił, że sukces Szwajcarii zbudowany jest m.in. dzięki inkluzywności i subsydiarności systemu gospodarczo-politycznego. Zdaniem Sekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju,  Jadwigi Emilewicz biorącej udział w debacie,  to endemiczne cechy szwajcarskiego społeczeństwa, które nie są możliwe do bezpośredniej implementacji w Polsce. Jak podkreśliła Pani Minister, Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju oraz Konstytucja dla Biznesu – dwa flagowe projekty, mające pobudzić polską gospodarkę, opierają się na inwestycjach w innowacje, choć nakłady na badania i rozwój wciąż są u nas nieporównywalnie niższe niż w Szwajcarii.

Inspirująco brzmiały w debacie słowa Dr Andrzeja Rzońcy z FOR, który krytycznie odniósł się do poczynań rządu odnośnie programu 500+, obniżenia wieku emerytalnego czy planowanej reformy edukacji. Dr Rzońca podkreślił, że stabilny układ polityczny to taki, gdzie rządzący nie tryumfują, ale budują mosty.

Zgodni byli uczestnicy debaty na temat wzajemnego zaufania obywateli do państwa, które jest fundamentem dobrze stanowionego i przestrzeganego prawa. Dyrektor Polsko-Szwajcarskiej Izby Gospodarczej Ulrich Schwendimann wskazał na zaufanie i lojalność pomiędzy rządem a biznesem, jako fundament rozwoju gospodarczego. Zaufanie buduje się przez dialog, który sprzyja nie tylko tworzeniu bardziej stabilnego prawa, ale legitymizacja dla zmian i reform jest zdecydowanie większa. Podobnego zdania był Wojciech Kostrzewa, Członek Rady Nadzorczej  Stadler Rail w Polsce,  którego zdaniem dialog i konsultacje z przedstawicielami biznesu są niezbędne dla stanowienia prawa, które wspierać będzie rozwój i zasobność społeczeństwa.

Sukces przedsiębiorczości i polityki gospodarczej Szwajcarii rozkwita na bazie otwartości na różnorodność, braku obaw przed popełnianiem błędów i pokorze wobec znakomitych osiągnięć. Historia Szwajcarii to opowieść o sukcesie, od średniowiecznej ubogiej, górskiej społeczności do znakomicie prosperującego społeczeństwa, którego przedsiębiorczość stoi za wieloma innowacyjnymi ideami i zdumiewającymi wynalazkami.

Doskonale mechanizmy te i zależności opisane zostały w książce R.Jamesa Breidinga pt:„Swiss Made – czyli nieznana historia szwajcarskiego sukcesu”, której publikacja była wyśmienitym pretekstem do bilateralnej debaty, podobnie jak wydana niedawno błyskotliwa analiza szwajcarskiego systemu gospodarczego pióra Wolfganga Koydla, znanego niemieckiego dziennikarza i zagranicznego korespondenta Süddeutsche Zeitung pt.:„Możesz być bogaty- czyli jak Szwajcarzy osiągnęli sukces gospodarczy”.

5 przykładów innowacji bez dużego budżetu

Powszechnie uważa się, że nieodłącznym elementem innowacji są wysokie koszty. To nieprawda. Oto kilka przykładów rozwiązań, które nie wymagają wielkich nakładów finansowych, a świadczą o innowacyjności firmy.

Działania nowatorskie są szerokim pojęciem, które łączy w sobie zarówno inwestycje w nowe technologie, systemy IT czy linie produkcyjne oraz mniej widoczne modyfikacje, jak zmiany organizacyjne. Należy pamiętać, że hasło „innowacja” jest terminem subiektywnym i odnosi się do konkretnej sytuacji. Bycie innowacyjnym wcale nie oznacza konieczności stosowania pionierskich lub unikatowych rozwiązań czy zaawansowanych narzędzi. Innowacją są rozwiązania nowe z punktu widzenia danego przedsiębiorstwa, sposobu dotychczasowego prowadzenia działalności. Wprowadzenie jakich zmian można więc określić mianem innowacyjności? Oto kilka przykładów.

Reorganizacja pracy

Pierwszym działaniem jakie przychodzi na myśl w obszarze przemian organizacyjnych jest reorganizacja pracy w firmie. Może ona przyjąć różne oblicza. Od wprowadzenia nowego podziału zadań, struktury organizacyjnej po wytyczenie ścieżek awansu i przyznawania premii. Jednym z popularnych rozwiązań jest zwiększenie elastyczności organizacji poprzez zwiększenie zaangażowania i wpływu pracowników na kształt przedsiębiorstwa. Czasem jednak proces przeobrażenia kończy się jedynie na sporządzeniu odpowiednich wytycznych i dokumentów. Tego niestety nie można określić mianem innowacji, zmiany muszą faktycznie zaistnieć.

Firmowa baza wiedzy

Problem braku przepływu wiedzy pomiędzy pracownikami w większości przypadków dotyczy przede wszystkim sektora MSP. Wynika zazwyczaj z braku czasu lub identyfikowania tego rozwiązania wyłącznie z korporacjami. Know-how często też „wypływa” z organizacji wraz z odejściem fachowców. Jak temu zapobiec? Wystarczy stworzyć zbiór dobrych praktyk, który będzie systematycznie uzupełniany przez poszczególnych członków zespołu. Powinien się w nim znaleźć też pakiet podstawowych informacji o firmie i realizowanych w niej procesach. Baza wiedzy usprawnia pracę, pozwala uniknąć powtarzania błędów, zapobiega „zanikaniu” wiedzy w organizacji, jak również znacząco skraca czas wprowadzania nowych pracowników w życie firmy. Narzędzie to nie wymaga ponadto znacznych nakładów finansowych. Wystarczy np. uruchomić wspólny dysk sieciowy.

Grupowe ubezpieczenie medyczne

W szerokim katalogu innowacji organizacyjnych mieszczą się również benefity pozapłacowe w postaci, np. wykupienia grupowego ubezpieczenia medycznego. Działanie to ma wymierne przełożenie na funkcjonowanie firmy. Oprócz zwiększenia motywacji pracowników oraz ich zadowolenia z warunków pracy sprawniejszy dostęp do opieki może minimalizować ilość oraz długość absencji chorobowej.

Korzystanie z grupowych polis zdrowotnych staje się coraz bardziej powszechne, również wśród przedstawicieli sektora MSP. Stworzenie firmowego systemu ochrony medycznej nie wiąże się z dużymi kosztami. Rozwój tych świadczeń spowodował, że na rynku pojawiły się elastyczne rozwiązania pozwalające dopasować produkt do praktycznie każdej organizacji. Co więcej, dodatkową zachętą dla przedsiębiorców jest model zakładający partycypację pracowników w kosztach pakietu medycznego lub składki polisy – dodaje Ewa Zembło, Kierownik Zespołu HR w SALTUS Ubezpieczenia.

Outsourcing usług

Decydując się na ten krok warto jednak pamiętać, że nie jest on skuteczny w każdym obszarze. Dotyczy to zwłaszcza procesów kluczowych dla funkcjonowania firmy, rdzenia jej działalności. Zbyt szeroki outsourcing może doprowadzić wręcz do sytuacji odwrotnej, czyli zwiększenia kosztów prowadzenia przedsiębiorstwa, w miejsce ich obniżenia.

Uporządkowanie wizerunku firmy

Kodyfikacja i ujednolicenie prezentacji firmy wobec partnerów biznesowych i klientów może być realizowane na kilku płaszczyznach. Jednym z podstawowych działań jest wprowadzenie lub odświeżenie systemu identyfikacji wizualnej. Tego typu zmiany wiążą się jednak z określonymi nakładami finansowymi. Są też rozwiązania, które nie generują dodatkowych kosztów. Należą do nich m.in. standaryzacja obsługi klienta lub sposobu prowadzenia spotkań biznesowych. Stworzenie odpowiednich reguł postępowania oraz mechanizmów działania pozwala na podkreślenie profesjonalizmu przedstawicieli firmy. Często prowadzi również do zwiększenia efektywności.

Drogi frank. Ropa odrabia straty

Wygląda na to, że grudniowa rata kredytów frankowych będzie bardzo słabym wstępem do świąt. Ropa odzyskała wczoraj część spadków, jednak nie wybiła się z trendu. Giełda i dolar pokazują siłę.

Kolejna nadzieja frankowiczów

Osoby posiadające kredyty hipoteczne w CHF z pewnością źle wspominają wyborczy sukces republikanów w USA. Waluta Szwajcarii nie kosztuje już co prawda ponad 4,15 zł, aczkolwiek ma wyraźny problem z powrotem do notowań sprzed wyborów. Wczoraj po raz kolejny testowane były okolice 4,10 zł i ponownie kurs odbił w górę od tych poziomów. Mamy obecnie ważny moment dla kredytobiorców, gdyż terminy spłaty rat zaraz na początku miesiąca są bardzo popularne. Różnica jest spora, gdyż jeszcze miesiąc temu frank kosztował poniżej 4 zł.

Ropa odreagowuje

Wczorajszy dzień i spotkanie państw produkujących ropę nie przyniosły ważnych rozstrzygnięć. Na szczęście dla OPEC rozmowy nie zakończyły się spodziewanym absolutnym fiaskiem i kurs ropy odrobił większość strat. Wciąż jednak z punktu widzenia analizy technicznej pozostaje w trendzie spadkowym co nie rokuje najlepiej na następne dni. Każdy kij ma dwa końce, więc to co złe dla producentów ropy dla nas jako dla konsumentów jest korzystne. Tańszy surowiec to w dłuższym okresie tańsza benzyna na stacjach. Podobnie do ropy zachował się również rosyjski rubel.

Ameryka wciąż mocna

Spokojny dzień na rynkach spowodował, że amerykańska giełda miała dzień przerwy od śrubowania kolejnych rekordów. Od zwycięstwa Donalda Trumpa w wyborach zarówno giełda jak i dolar mają się bardzo dobrze. Index S&P 500 przekroczył nawet grudniowe historyczne maksima. Dolar jest wciąż droższy od franka szwajcarskiego, a względem euro od wyborów umocnił się o ponad 5%. Warto natomiast zwrócić uwagę, że okolice 1,06 na EUR/USD to poziom na którym znajdowaliśmy się już kilkukrotnie w ciągu ostatnich dwóch lat i regularnie kończył się on odbiciem w górę. Nadzieją na wyraźne przebicie w dół tych poziomów jest grudniowa podwyżka stóp. Problem w tym, że ten wzrost już jest w cenach. Wydaje się zatem, że do dalszego umacniania dolara potrzebna byłaby zapowiedź kolejnych szybkich wzrostów stóp procentowych. Obecnie rynki spodziewają się takiej dodatkowej podwyżki w okolicach czerwca.

Dzisiaj w kalendarzu makroekonomicznym warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
  • 14:30 – USA – rewizja danych o wzroście PKB,
  • 16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów – Conference Board

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Ile zostawiamy na świątecznym stole? Wyniki najnowszego raportu

Święta Bożego Narodzenia to jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu Polaków. Badania[1] pokazują, że są dla nas niemal tak ważne, jak narodziny dziecka czy własny ślub. Zrealizowany na zlecenie Lindorff SA raport „Ważne wydarzenia w życiu Polaków”[2] zdradza, jak duże kwoty Polacy przeznaczają na tradycyjne „12 potraw” i prezenty dla najbliższych.

Najdroższe święta

W badaniu zrealizowanym na zlecenie firmy Lindorff SA, ankietowani zostali zapytani, jaką rekordową sumę zdarzyło im się wydać na święta Bożego Narodzenia. Najwięcej badanych, bo 23% procent, zadeklarowało kwotę w przedziale 500-699 zł. Niewiele mniej osób, bo 19%, zadeklarowało sumę nieznacznie mniejszą, od 300 do 499 zł. Kwotę poniżej 300 zł wydaje na świąteczne potrawy i prezenty tylko 13% respondentów. Od 700 do niespełna tysiąca złotych – to wydatki 15% pytanych. Natomiast co dziesiąty ankietowany może pozwolić sobie na wydatki rzędu 1000-1499 zł. Odpowiedzi wskazujące na droższą konsumpcję łącznie oscylowały w granicach 10%. Ponadto 2% ankietowanych stwierdziło, że nic nie wydało na święta Bożego Narodzenia, a 8% nie potrafiło udzielić klarownej odpowiedzi.

Ile Polacy wydali na święta Bożego Narodzenia

W kontraście do grudniowych świąt, Polacy na Święta Wielkanocne przeznaczają dużo mniejsze kwoty. 23% ankietowanych wydaje wtedy mniej niż 150 zł, 29% respondentów przeznacza kwotę z przedziału 300-499 zł, natomiast dla 17% jest to koszt w wysokości 500-699 zł. Tylko co dziesiąty badany jest w stanie poświęcić na ten cel od 700 do 999 zł. Deklaracje wyższych kwot nie przekraczają 5% odpowiedzi.

Jednocześnie ankietowani zapytani o to, które wydarzenia sprawiają im najwięcej kłopotów finansowych, święta Bożego Narodzenia wskazali tylko w 5% odpowiedzi. Przy tym tylko 3% ankietowanych zadeklarowało pożyczkę gotówkową jako formę finansowania świąt. Ukazuje to, iż niezależnie od wydawanych przez nas w okresie świątecznym kwot, jest to dla nas wydatek, którego jesteśmy świadomi i który potrafimy wkomponować w bieżący budżet.

Zastawiamy stół dla rodziny

Polacy bezsprzecznie święta spędzają z rodziną, 92% ankietowanych udzieliło takiej odpowiedzi. Na drugim miejscu znalazło się spędzanie świąt ze znajomymi z 11% odpowiedzi. 5% spędza je ze znajomymi na wyjeździe, a 4% samemu w domu.

Na zastawienie świątecznego stołu najczęściej przeznaczamy od 300 do 499 zł (koszty związane wyłącznie z jedzeniem), to odpowiedź 33% ankietowanych. Niewiele mniej, bo 20%, świętuje nieco skromniej, ograniczając wydatki do 150-299 zł, a 12% ankietowanych od 500 do 699 zł.

Największe wahania w wydatkach są zauważalne w przedziale wiekowym 50-59 lat. To oni w większości przeznaczają mniejsze kwoty na święta, przy czym 5% z nich jednocześnie przyznało, iż w czasie świąt na zastawienie stołu przeznacza powyżej 1500 zł. W przedziale 30-39 lat takiej odpowiedzi udzieliło tylko 2% odpowiedzi, jednak 8% zadeklarowało wydatki rzędu 1000-1499 zł. W przedziale 40-49 zauważalną „górną granicą” okazała się suma 700-999 zł z 11% odpowiedzi.Ile Polacy wydali na świątecznym stole

Jesteśmy przygotowani na świąteczną kolację

Jak wykazują powyższe konkluzje, Polacy są przygotowani na wydatki związane z „gwiazdką”. Nawet, jeśli przeznaczamy na świąteczną wigilię większe sumy, to nie postrzegamy ich przez pryzmat kłopotów finansowych. Boże Narodzenie to dla nas nie tylko ważny „element” cyklu rocznego, ale, zestawiając z innymi okazjami, ważne wydarzenie w życiu. Stąd zdecydowana postawa Polaków w przeznaczeniu na świąteczną kolację części swoich pieniędzy. Ponadto, święta Bożego Narodzenia są mocno zakorzenione w naszej kulturze i można wnioskować, że to ważne wydarzenie nawet dla osób nie deklarujących praktyk religijnych. To element polskiej tradycji, z której nie chcemy rezygnować. Co więcej – chcemy ją przeżywać jak najlepiej. Tę tezę dodatkowo potwierdza fakt, iż na ważniejsze w hierarchii kościelnej Święta Wielkanocne przeznaczamy znacznie mniejsze kwoty.

[1] Raport zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA – badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 26.09.2016 – 29.09.2016 r, N=427.

[2] Tamże.

Przeciwstawne poglądy

Rynek walutowy przespał noc po emocjonującym poniedziałku. Okresy redukcji ekspozycji w USD mieszają się z szybkim podbieraniem dolara po lepszych poziomach, ale ogólnie więcej tu z konsolidacji niż zaznaczenia nowego trendu. W międzyczasie dyskusje krążą wokół OPEC, którego członkowie chcą zjeść ciastko i mieć ciastko.

Nie ma powodów do zmiany podłoża makro dla USD, ale zdaje się, że niemal wszyscy, którzy mieli wskoczyć do pociągu, już to zrobili i mało kto został, by pchać wagoniki. Z drugiej strony, nawet jeśli znajdują się chętni zakończyć podróż, wciąż są obarczeni strachem, że mogą przegapić odjazd pociągu do kolejnej stacji. Kończąc z niezgrabnymi metaforami, rajd dolara się zatrzymał, są pierwsze próby korekty, ale płytkie, gdyż rynek wciąż jest byczo nastawiony do USD i jego perspektyw. Widać, że ryzyko efektu „co nie chce rosnąć, musi spaść” nie jest wystarczające, by wystraszyć inwestorów. Zatem największym ryzykiem jest generalne pogorszenie sentymentu rynkowego. Na tyle silne, by inwestorzy bardziej niż o ucieczce w stronę USD myśleli o pospiesznym zamykaniu pozycji i ustawieniu się z boku. Osobiście nie widzę nic takiego na horyzoncie (a pamiętam o referendum we Włoszech), więc bardziej realne jest, że gdy przejdziemy przez koniec miesiąca, popyt na dolara odzyska siły.

Przy rynku walutowym niegenerującym interesujących zwrotów akcji, prasa finansowa eksploatuje rozwój wydarzeń wokół jutrzejszego spotkania OPEC w Wiedniu. Wczorajsze techniczne spotkanie (by ustalić, co ma być ustalone w środę, ehh…) nie przyniosło postępu. Negocjacje w sprawie ograniczenia poziomów wydobycia wciąż trwają z Iranem i Irakiem poszukującymi wyłączenia z cięć produkcji i Rosją, która za cięcie traktuje rezygnację z planowanego zwiększenia wydobycia w przyszłym roku. Wygląda na to, że główni gracze (razem z Arabią Saudyjską) starają się wywierać presję na drugą stronę, by tamta zgodziła się na ustępstwa pod groźbą pogrążenia cen ropy. Arabia Saudyjska straszy Iran i Irak, a ci straszą resztę kartelu, by ta naciskała na Arabię. Kto odpuści na sam koniec rozmów? Rynek zdaje się utrzymywać nadzieję, że dojdzie do zamrożenia wydobycia, ale obecnie szanse są 50:50.

Dziś w kalendarzu na pierwszym planie rewizja PKB z USA za III kw., która powinna wskazać na lekką korektę w górę do 3 proc. w oparciu o rewizję w górę wrześniowej sprzedaży detalicznej, eksportu i wydatków inwestycyjnych. Indeks nastrojów konsumentów ma odwrócić październikowy spadek, co także powinno dobrze świadczyć o sile popytu konsumpcyjnego. W Europie Niemcy podadzą wstępne dane o inflacji przed jutrzejszym odczytem dla całego Eurolandu. Jak na razie presja inflacyjna w największej gospodarce pozostaje słaba, wywierając presję na reakcję ze strony ECB.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.