Brak regulacji wstrzymuje rozwój OZE. Traci na tym także crowdfunding udziałowy, coraz popularniejsza w Polsce forma inwestowania

0
1065527768_pracownia_fin_inwestowanie.png


Opłacalność produkcji energii z OZE jest znikoma. Od blisko roku wszystkie odnawialne źródła energii stoją przez paraliż związany z niewdrożeniem aktów prawnych, które regulują ten rynek – wskazuje Maciej Musiał z Pracowni Finansowej. Inwestorzy czekają na wprowadzenie systemu aukcyjnego, który pozwoli na sprawniejsze pozyskiwanie funduszy z crowdfundingu, coraz popularniejszej formie inwestowania w OZE.

– Ponad 90 proc. ankietowanych w różnych badaniach wskazuje, że aspekt ekologiczny uzyskiwania energii elektrycznej jest dla nich istotny. Dobrze zwłaszcza wiedzą o tym osoby, które mieszkają na Śląsku lub te, które przejeżdżały koło Bełchatowa i widziały, jak wyglądają produkcje chmur. Mówimy, że to zakłady, które produkują chmury – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Maciej Musiał, dyrektor zarządzający Pracowni Finansowej, realizującej inwestycje w branży OZE w modelu crowdfundingu.

W Polsce udział węgla w produkcji energii elektrycznej wynosi ok. 87 proc., z czego znacząca część wytwarzana jest z węgla kamiennego. Dla porównania w Niemczech udział węgla w produkcji sięga 45 proc.., w Danii nieco ponad 30 proc. Nie pozostaje to bez wpływu na zanieczyszczenie powietrza w polskich miastach. Szacunki Światowej Organizacji Zdrowia wskazują, że z powodu zanieczyszczeń powietrza w Polsce umiera blisko 45 tys. osób rocznie.

– Cały czas szukamy aspektu z jednej strony ekologicznego, a z drugiej strony biznesowego. W Polsce mamy panele fotowoltaiczne czy elektrownie wiatrowe. Jest masa entuzjastów tej technologii, którzy chcieliby to rozwijać, natomiast musi się to odbywać w oparciu o zasady ekonomii, czyli po prostu musi być opłacalne. Obecnie jest ona znikoma i dlatego cały rynek czeka właśnie na regulacje. Bez nich nic więcej się już nie wydarzy, po prostu stoimy w miejscu – ocenia ekspert.

Zdaniem ekspertów obecne przepisy tak naprawdę wygaszają odnawialne źródła energii. Przy obecnych systemach wsparcia szanse na utrzymanie się na rynku mają wyłącznie najwięksi gracze, brakuje wsparcia dla prosumentów. To także wprowadzenie przepisów ustawy, która m.in. wprowadza limity w budowaniu instalacji wiatrowych. Jak podkreśla Musiał, może to oznaczać dla Polski problemy.

– Pierwszy powód to obowiązek wypełnienia dyrektywy unijnej na 2020 rok, który w tej chwili zdaje się już perspektywą całkowicie nieosiągalną, a kary związane z jej niewdrożeniem sięgają 15–20 mld zł rocznie i są naliczane dziennie – przekonuje dyrektor zarządzający Pracowni Finansowej.

Czytaj również:  Rząd otwiera się na „Głos przedsiębiorcy”

Obecnie udział energii odnawialnej w całkowitym zużyciu energii elektrycznej w Polsce wynosi od ok. 13 do 15 proc. Największe szanse na spełnienie unijnych celów w zakresie OZE (zwiększenie udziału do 20 proc.) dawał rozwój energetyki wiatrowej. Na koniec I półrocza 2016 roku dane URE wskazywały, że moc elektrowni wiatrowych sięgnęła 5,6 GW w całkowitej mocy OZE przekraczającej 8,2 GW. Już miesiąc od wejścia w życie ustawy o budowie elektrowni wiatrowych ok. 99 proc. projektów zostało wstrzymanych.

– Istnieje też widmo blackoutu. W Polsce będzie brakowało mocy. W 2017 roku planowane są duże wyłączenia starych bloków energetycznych. Pytanie, czym to zastąpimy, zwłaszcza że od roku wszystkie odnawialne źródła energii stoją przez paraliż związany z niewdrożeniem kolejnych aktów prawnych regulujących rynek – wskazuje ekspert.

Dodaje, że inwestycje w energetykę rozproszoną są konieczne, aby zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne Polski. Szeroki miks energetyczny pomoże uniknąć blackoutu, czyli sytuacji z sierpnia 2015 roku. Wówczas po raz pierwszy od lat 80. ogłoszono dwudziesty stopień zasilania.

– Coraz bardziej popularną formą inwestowania w Polsce jest tzw. crowdfunding udziałowy. Większość odnawialnych źródeł energii należy do ogromnych rodzimych firm czy zagranicznych koncernów i jest to związane z dużymi nakładami inwestycyjnymi. Od kilku lat mocno przybrał na sile trend zrzeszania się mniejszych grup inwestorów, którzy może nie mają 10–12 mln zł na pojedynczą instalację, ale mają np. 100 tys. zł. Wówczas kilkadziesiąt takich osób zakłada osobny podmiot prawa handlowego czy spółdzielnię i realizują inwestycję w oparciu o grupę inwestorów – tłumaczy ekspert.

Jak podkreśla Musiał, jeszcze do 2015 roku był to biznes opłacalny. Obecnie większość inwestorów czeka na wprowadzenie systemu aukcyjnego. Taki system wsparcia pozwoliłby na sprawniejszy przebieg pozyskiwania funduszy z crowdfundingu, wygranie aukcji zapewni wówczas stałe parametry inwestycji i ułatwi pozyskanie finansowania bankowego.

– Część osób, które mają takie elektrownie, już zarabia, a kolejna grupa inwestorów czeka na wdrożenie systemu aukcyjnego i jest gotowa, inwestując rozwiązywać kolejne problemy, które mamy jako społeczeństwo – mówi Musiał.

Inwestycje w OZE przyciągają coraz więcej osób, Pracownia Finansowa przez 3 lata działalności pozyskała kilkuset inwestorów, którzy zainwestowali blisko 20 mln zł, z czego większość w ciągu ostatniego 1,5 roku.