Nowa aplikacja ma przyciągnąć turystów do Pałacu Kultury i Nauki. Do promocji coraz częściej wykorzystywane będą nowe technologie

CEO Magazyn Polska

Pałac Nauki i Kultury walczy o turystów. Dzięki aplikacji „Horyzont Historii” z poziomu wirtualnego Tarasu Widokowego można obejrzeć Warszawę z XI, XIV i XVI wieku oraz z 1944 roku. – Na pewno będziemy dokręcać kolejne epoki. To duże wyzwanie techniczne i historyczne – zapowiada Sebastian Wierzbicki z PKiN. Zapowiada również zacieśnienie współpracy z partnerami technologicznymi.

Chcemy, żeby Pałac Kultury się zmieniał, żeby nie był to brudny budynek w centrum miasta, z którym wielu warszawiaków i turystów go kojarzy. W ciągu roku, jako nowy zarząd, wprowadziliśmy wiele rozwiązań po to, by przyciągnąć tutaj jeszcze więcej osób. Można chyba ocenić, że to nam się udało. W ciągu ostatniego roku taras widokowy na 30. piętrze odwiedziło ponad 105 tys. turystów więcej niż wcześniej – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Sebastian Wierzbicki, członek zarządu Pałacu Kultury i Nauki.

Obecnie w PKiN turyści mogą odbyć wirtualną wycieczkę po historii Warszawy. Dzięki aplikacji „Horyzont Historii” z poziomu wirtualnego Tarasu Widokowego można zobaczyć, jak zmieniała się Warszawa na przestrzeni dziejów, w XI, XIV i XVI wieku. Podróż kończy się na roku 1944 roku, a z tarasu widać wówczas gruzy zniszczonego miasta. Użytkownika aplikacji otaczają obrazy 3D, a wszystkie gesty wykonane w rzeczywistości znajdują odzwierciedlenie w aplikacji.

Każdy, kto założy trójwymiarowe okulary, będzie mógł zobaczyć, jak wyglądała Warszawa kiedyś, i porównać ją z obecnym wyglądem miasta. Ci, którzy jeszcze do Warszawy nie trafili, będą mogli tę aplikację ściągnąć na komputer w domu i nawet z odległych Chin zobaczyć Warszawę. Mamy nadzieję, że zachęci ich to do wizyty w naszym mieście – wskazuje Wierzbicki.

Jak zaznacza przedstawiciel PKiN, takiej aplikacji nie ma w żadnej atrakcji turystycznej. Jeśli spotka się z dużym zainteresowaniem, „Horyzont Historii” będzie rozwijany. W planach są kolejne epoki.

To duże wyzwanie techniczne i historyczne pokazać, jak wyglądała Warszawa np. przed II wojną światową. Z perspektywy 30. piętra moglibyśmy oglądać samochody, dorożki, spacerujące eleganckie panie, życie przedwojennej Warszawy. To już ogromne przedsięwzięcie, ale na pewno będziemy je realizować – zapowiada Wierzbicki.

Pałac Kultury i Nauki poszerza też ofertę wycieczek – do stałej oferty włączono podziemia budynku, które cieszyły się dużym zainteresowaniem podczas Nocy Muzeów w 2015 roku. W budynku pojawiło się też wiele nowych urządzeń, jak fotobudki czy medalomaty, będące standardem w innych tego typu obiektach. Jak wskazuje przedstawiciel PKiN, konieczne było też wprowadzenie rozwiązań, które wydają się być oczywiste, jak bezpłatny internet w holu, czy na tarasie widokowym, a także możliwość płatności kartą. Jak jednak zapowiada Wierzbicki, to nie koniec zmian wprowadzanych do oferty Pałacu Kultury.

Chcemy zacieśnić współpracę z naszymi partnerami technologicznymi. Dzisiaj to HTC i Immersion, ale wkrótce pojawią się kolejne firmy, które widzą potencjał w tym budynku i w tym miejscu. Sam Pałac Kultury i to, co dzieje się w budynku, w połączeniu z projektem „Plac Defilad”, czyli wydarzeniami, które mają miejsce przez cały rok na placu Defilad, organizowanymi przede wszystkim przez Teatr Studio we współpracy z nami, sprawiają, że to miejsce odwiedzają setki tysięcy turystów i warszawiaków miesięcznie. Chcemy, żeby tak pozostało – podkreśla Sebastian Wierzbicki.

Na rynku pracy zaczynają rządzić pracownicy

Stopa bezrobocia wyniosła w maju 9,2 proc. – szacuje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

prof. UW dr hab. Jacek Męcina - Doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan
prof. UW dr hab. Jacek Męcina – Doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan

Komentarz prof. Jacka Męciny, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Stopa bezrobocia rejestrowanego w maju br. wyniosła 9,2 proc, co oznacza spadek o 0,3 pkt. proc w porównaniu do kwietnia tego roku i 1,5 pkt. proc. w porównaniu z majem ub. roku. Bezrobocie rejestrowane, szacowane na podstawie liczby bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy jest o blisko 2,5% wyższe od stopy bezrobocia na podstawie Badań Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL). Badania BAEL polegają na pytaniu reprezentatywnej próby o status na rynku pracy i są z reguły bliższe rzeczywistości. Niestety, tylko bezrobocie rejestrowane pozwala na głębszą analizę lokalnych rynków pracy oraz struktury bezrobocia, dlatego długo będzie podstawowym miernikiem bezrobocia w Polsce.

Jednak szacunki ministerstwa potwierdzają obserwowaną od 2014 roku stałą tendencję spadku bezrobocia. Liczba bezrobotnych w końcu maja 2016 roku wyniosła 1 459,7 tys. osób i w porównaniu do końca kwietnia 2016 roku spadła o 62,1 tys. osób (o 4,1 proc.). W porównaniu do maja ubiegłego roku to spadek o 14,2 proc. Liczba wolnych miejsc pracy i miejsc aktywizacji zawodowej zgłoszonych przez pracodawców do urzędów pracy w maju br. wyniosła 124,8 tys. To o 2,5 tys. więcej niż rok wcześniej, a program wspierania zatrudnienia młodzieży przyjęty jeszcze w ubiegłym roku cieszył się ogromnym zainteresowaniem pracodawców i środki na ten cel skończyły się już w kwietniu. Te pozytywne trendy pozwalają na przyjęcie prognozowanego spadku bezrobocia na koniec roku do poziomu 8,6%, a bezrobocia według BAEL na poziomie 6 – 6,1%. W tym sensie polski rynek pracy staje się rynkiem pracy pracownika, a przed resortem pracy nowe wyzwania zapewnienia gospodarce jak najlepiej wykształconych kadr i aktywizacji możliwie najszerszej grupy bezrobotnych.

Prawdziwym wyzwaniem jest wprowadzenie na rynek pracy szacowanej na 800 tys. grupy długotrwale bezrobotnych, bez kwalifikacji lub z kwalifikacjami nieprzystającymi do potrzeb pracodawców. Dlatego doskonalić trzeba rozwiązania wprowadzone w 2014 roku jak Krajowy Fundusz Szkoleniowy, trójstronne umowy szkoleniowe, czy zlecanie usług aktywizacyjnych. Tylko dzięki indywidualizacji wsparcia możemy wprowadzić na rynek pracy grupy najbardziej oddalone na rynku pracy i chronić je przed wykluczeniem społecznym. Sprzyja temu rosnące zainteresowanie pracodawców nie tylko specjalistami i fachowcami, ale też pracownikami z grupy niskokwalifikowanych związanych z sektorem administrowania, ochrony, sprzątania, gastronomii i hotelarstwa.

Problemy z pozyskiwaniem pracowników powinny też skłaniać pracodawców do szerszego rozwijania w firmach Programów Praca – Życie, czy wsparcia zatrudnienia osób 50+. Tylko dzięki tym programom jest szansa na aktywizację blisko 800 tys. biernych zawodowo, najczęściej kobiet, które świetnie wykształcone mogłyby znacząco wzmocnić zatrudnienie, poprawiając w jeszcze większym stopniu wskaźniki zatrudnienia.

Konfederacja Lewiatan

Toyota uruchomi system paneli fotowoltaicznych o mocy 7,75 megawatów, który zaspokoi 25% zapotrzebowania na energię nowej siedziby amerykańskiego oddziału Toyoty.

Nowy budynek zarządu amerykańskiej Toyoty powstaje właśnie w Plano w Teksasie. Budynek zostanie wyposażony w elektrownię słoneczną o mocy 7,75 megawatów, która będzie dostarczała 25% energii zużywanej przez kampus. Panele fotowoltaiczne zainstalowane na garażach do końca grudnia 2017 roku, pozwolą zaoszczędzić tyle energii, ile zużywa 1000 amerykańskich gospodarstw domowych, co przekłada się na ograniczenie emisji CO2 o 7122 m3 rocznie.

Toyota Environmental Challenge 2050

Instalacja paneli słonecznych w nowej siedzibie Toyoty w USA stanowi element Toyota Environmental Challenge 2050, ambitnego planu ochrony środowiska, przyjętego przez Toyotę pod koniec 2015 roku. Program zakłada redukcję wpływu globalnej działalności firmy na środowisko niemal do zera i ograniczenie emisji dwutlenku węgla przez Toyotę o 90% w stosunku do poziomu z 2010 roku.

Solarne instalacje Toyoty w USA

Toyota jest liderem wykorzystania energii słonecznej wśród producentów samochodów w USA. Od 2008 roku w fabryce części w Ontario w Kalifornii pracuje 2,3-megawatowa elektrownia, produkująca 3,7 milionów kilowatogodzin rocznie, co pokrywa 58 procent zapotrzebowania na energię tego zakładu. W 2003 roku został uruchomiony największy w swoim czasie prywatny system paneli słonecznych, o powierzchni prawie 5000 m2. Znajduje się on na budynku Południowego Kampusu Toyoty w Torrance w Kalifornii. Mniejsze instalacje działają także w fabrykach Toyota Motor Manufacturing w Mississippi i Alabamie.

Technologia hybrydowa Toyoty umożliwiła firmie skonstruowanie innowacyjnego rozwiązania w dziedzinie zielonej energii. Na farmie Lamar Buffalo Ranch, w siedzibie strażników Narodowego Parku Yellowstone, Toyota zainstalował 208 używanych akumulatorów z modelu Camry Hybrid, które nie mogą już być wykorzystywane w samochodach, ale mają jeszcze wystarczająco dużo pojemności, żeby służyć do celów stacjonarnych. Dzięki temu odcięta od zewnętrznej sieci zasilania farma mogła przestawić się z generatorów Diesla na energię słoneczną magazynowaną w akumulatorach Toyoty.

Młodzi Polacy aktywni w poszukiwaniu zawodowych szans

Kluczem do zawodowego sukcesu jest obserwowanie zmian na rynku pracy i wymagań stawianych pracownikom oraz odpowiednie kierowanie karierą w oparciu o tę wiedzę. Najbardziej świadomi oraz aktywni w tym zakresie są młodzi Polacy. Aż 92 proc. osób w wieku 18-29 lat uważa, że warto być na bieżąco z rynkiem pracy i śledzić aktualne oferty pracy, nawet jeśli jest się obecnie zatrudnionym. Ekspert Pracuj.pl opowiada o tym, co możemy zyskać dzięki aktywnemu poszukiwaniu zawodowych szans.

Młodzi doceniają bycie na bieżąco z rynkiem pracy

Raport Pracuj.pl „Czas na zawodowe zmiany”
Źródłp: Raport Pracuj.pl „Czas na zawodowe zmiany”.

Zdecydowana większość osób w wieku 18-29 lat, jest przekonana, że warto być na bieżąco z rynkiem i śledzić aktualne oferty pracy (92 proc.) – wynika z raportu Pracuj.pl „Czas na zawodowe zmiany”. Bardziej doświadczeni pracownicy również doceniają posiadanie aktualnej wiedzy rynkowej, ale w mniejszym stopniu niż ludzie młodzi. 84 proc. pracowników w wieku od 40 do 49 lat oraz 81 proc. z przedziału wiekowego 50-59 lat uważa, że warto systematycznie obserwować rynek pracy i regularnie sprawdzać pojawiające się oferty.

Z naszych badań wynika, że osobom z niżu demograficznego, rozpoczynającym karierę, szczególnie zależy na rozwoju. Dlatego też chętnie śledzą zmiany na rynku pracy i starają się jak najlepiej wykorzystać nadarzające się zawodowe szanse. W ich poszukiwaniu, młodym pomaga regularna obserwacja aktualnych ofert pracy dostępnych na Pracuj.pl. Dzięki analizie ofert pracy mogą też się zorientować, jak wyglądają możliwości zawodowe w obszarach ich zainteresowań, jakie perspektywy rozwoju mogą się przed nimi rysować – komentuje Sabina Dąbrowska-Olbryś z Grupy Pracuj.

Lepsza praca dzięki znajomości rynku

Podstawową zaletą bycia na bieżąco z rynkiem pracy, na jaką wskazują respondenci, jest możliwość znalezienia lepszego zatrudnienia. Tak twierdzi 55 proc. badanych w wieku 18-29 lat. Tego zdania jest blisko połowa ankietowanych w wieku 30-39 lat (49 proc.) i 45 proc. badanych w wieku 50-59 lat. Stałe trzymanie ręki na pulsie pozwoli nam zweryfikować m.in. czy pożądani przez nas pracodawcy poszukują aktualnie specjalistów z naszej specjalizacji zawodowej jakie firmy rozpoczynają działalność na polskim rynku, jak zmieniają się oczekiwania wobec potencjalnych kandydatów.

 Śledzenie ofert pracy w internecie

 Badanie Pracuj.pl pokazało, że grupą wiekową, która najczęściej śledzi na bieżąco oferty pracy, są Polacy w wieku 18-29 lat (34 proc.). Dla porównania, regularne obserwowanie ogłoszeń deklaruje 24 proc. osób w wieku 40-49 lat i jedynie 17 proc. w wieku 50-59 lat. Młodzi ludzie także częściej niż pozostałe grupy wiekowe informacji na temat rynku pracy szukają w internecie. Taką postawę zadeklarowało 61 proc. badanych w wieku 18-29 lat. Tę samą odpowiedź wskazało 45 proc. osób z przedziału wiekowego od 30 do 39 lat i 41 proc. w wieku 40-49 lat.

 Internet to naturalne środowisko dla osób należących do młodego pokolenia. Jednocześnie jest jednym z najwygodniejszych sposobów poszukiwania możliwości zawodowych. Chcąc zgłębiać wiedzę na temat sytuacji na rynku pracy, młode osoby powinny w pierwszej kolejności obserwować informacje dostępne na portalach z aktualnymi ofertami pracy. Jest to szczególnie ważne, kiedy zależy nam na zdobyciu informacji w kontekście pożądanych przez firmy kwalifikacji – przekonuje Sabina Dąbrowska-Olbryś z Grupy Pracuj.

*Wyniki badania zrealizowanego na zlecenie Pracuj.pl przez TNS Polska, na reprezentatywnej próbie 1000 aktywnych zawodowo Polaków.

Powoływanie się na wyniki badania jest możliwe wyłącznie za podaniem źródła: Raport Pracuj.pl „Czas na zawodowe zmiany”.

 

Biznes chce zwiększenia bezpieczeństwa dostaw gazu

Popieramy działania Unii Europejskiej na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa dostaw gazu, gdyż leżą one w interesie konsumentów oraz przedsiębiorstw i są kluczowym elementem strategii budowania unii energetycznej. Dla Polski, uzależnionej w ok. 70 proc. od importu gazu, jest to szczególnie ważne – napisała Konfederacja Lewiatan w uwagach do nowego unijnego rozporządzenia w sprawie bezpieczeństwa dostaw gazu ziemnego przedstawionego w ramach tzw. Pakietu zimowego 2016.

– Opowiadamy się za wzmocnieniem mechanizmów współpracy pomiędzy państwami, w tym utworzenie grup regionalnych opartych na jasnych i niedyskryminujących kryteriach oraz przygotowanie różnego typu regionalnych dokumentów planistycznych, oceny ryzyka, planów działań zapobiegawczych i planów na wypadek sytuacji nadzwyczajnych. Plany na wypadek sytuacji nadzwyczajnych, oceny ryzyka powinny być przygotowywane na poziomie krajowym i stanowić podstawę do opracowania dokumentów na poziomie regionalnym – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

  • Wskazane jest włączenie Polski do Regionu Środkowo-Wschodniego wraz z Niemcami, przez wzgląd na istnienie fizycznych połączeń Polski z krajami tego regionu poprzez bezpośrednie połączenia międzysystemowe, ale również ze względu na planowane w perspektywie kilkuletniej nowe połączenia pomiędzy tymi krajami.
  • Błędem jest całkowita rezygnacja z Krajowych Planów i Krajowych Ocen Ryzyka na rzecz dokumentów sporządzanych na szczeblu regionalnym. Proponowane rozwiązania są niezgodne z zasadą subsydiarności poprzez pomijanie, bez uzasadnienia, szczebla krajowego.
  • Nieuzasadnione są szerokie kompetencje KE do zmieniania planów, czy rewizji katalogu środków nierynkowych uprzednio przyjętych przez państwo członkowskie. Taka sytuacja może przysparzać znacznych problemów krajom przy późniejszym reagowaniu w sytuacjach kryzysowych.
  • Dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie mechanizmu uzgadniania przez konkurujące strony zasad dostępu do ograniczonych przepustowości w stanach kryzysowych oraz przyznanie KE głosu decydującego w przypadku braku możliwości osiągnięcia przez państwa konsensusu.

Solidarność

Ważną zasadą, którą wprowadzają akty prawne Pakietu zimowego 2016, jest zasada solidarności, na mocy której dostawy z krajów sąsiadujących pozwolą na utrzymanie ciągłości dostaw gazu do odbiorców chronionych w kraju, który znalazł się w sytuacji kryzysowej.

  • Właściwe działanie mechanizmów solidarnościowych wymaga harmonizacji definicji i katalogu odbiorców chronionych co najmniej na poziomie regionalnym (przy pożądanej definicji na poziomie europejskim).

Transparentność umów – wymiana informacji

Projekt rozporządzenia wprowadza propozycję zwiększenia przejrzystości kontraktów handlowych pomiędzy przedsiębiorcami. Taka przejrzystość powinna dotyczyć wszystkich umów handlowych, zgodnie z konkluzją Rady Europejskiej z marca 2015.

  • Potrzebne jest zdecydowane wzmocnienie procedur ochrony przekazywanych informacji niejawnych przed osobami trzecimi oraz stosowne przeszkolenie personelu KE, aby wyeliminować możliwość przedostania się informacji w niepowołane ręce. Obecne zapisy nie gwarantują takiej ochrony.
  • Pracodawcy proponują wprowadzenie okresu przejściowego przy implementacji propozycji Komisji Europejskiej ograniczającej obowiązek transparentności umów handlowych jedynie do tych spółek, które sprowadzają od jednego dostawcy z kraju trzeciego więcej niż 40 proc. rocznej konsumpcji gazu danego kraju członkowskiego. Wprowadzenie progu 40 proc. praktycznie oznacza, że mechanizmowi podlegać będą tylko spółki z krajów Europy Wschodniej, co ma wymiar dyskryminacyjny i może naruszać zaufanie pomiędzy starymi a nowymi państwami członkowskimi. Z tego powodu postulujemy wprowadzenie okresu przejściowego, – na przykład najbliższych 5 – 10 lat, w którym powyższy próg zostałby obniżony do 25%.

Współpraca ze stronami Wspólnoty Energetycznej

Przedsiębiorcy popierają objęcie państw Wspólnoty Energetycznej unijnym systemem bezpieczeństwa dostaw gazu, z tym zastrzeżeniem, że wsparcie to nie powinno być bezwarunkowe. Musi być uzależnione od należytej implementacji przez te państwa prawnego dorobku wspólnotowego w zakresie energii i gazu oraz faktycznego stosowania tych przepisów w praktyce.

Konfederacja Lewiatan

WIG20 nadal może się zachowywać gorzej

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI. Perspektywy dla warszawskiej oraz tureckiej giełdy analizuje Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI.

Niedawno pojawiły się spekulacje na temat możliwego utworzenia państwowego funduszu emerytalnego, do którego zostałyby przeniesione aktywa zgromadzone w OFE – głównie akcje.

Tak silna negatywna reakcja indeksów warszawskiej giełdy na te spekulacje była wręcz zadziwiająca. Oczywiście widmo likwidacji II filaru nadal istnieje, jednak obecnie nie znamy żadnych konkretów. Zwiększoną podaż akcji, jaką w ostatnim okresie obserwowaliśmy na GPW, powiązałbym raczej z innymi czynnikami.

Jakimi?

W indeksie WIG20 przyczyną spadków są ponownie banki. Podatek bankowy, utrata części zysków z prowizji oraz ciągła niepewność co do kształtu rozwiązania problemu z kredytami frankowymi dołują ceny akcji banków. Nie lepiej jest też w spółkach energetycznych, których udziałowcem jest Skarb Państwa. Zapowiedziały one cięcie tegorocznych dywidend, przez co powróciły obawy, że zachowany kapitał przeznaczą na inwestycje w kopalnie lub inne mało rentowne projekty. Gorzej radził sobie też największy polski ubezpieczyciel. Niższa dywidenda zapowiedziana przez PZU na ten rok odstraszyła inwestorów, którzy trzymają akcje tej spółki głównie dla tej premii.

Czy inwestorzy powinni omijać warszawską giełdę?

Perspektywy dla największych polskich spółek nie są najlepsze, ale pamiętajmy, że poza indeksem WIG20 na warszawskim parkiecie możemy znaleźć wiele mniejszych spółek z potencjałem. W drugiej części roku powinniśmy obserwować lepsze zachowanie „misiów” opierających się na konsumpcji detalicznej oraz eksporcie.

Pod koniec maja turecki rząd, na czele z nowym premierem, uzyskał wotum zaufania. Czy są szanse, że po zażegnaniu politycznego sporu w obrębie rządzącej partii AKP giełda w Turcji powróci do wzrostów?

Wybór nowego premiera, którym został Binali Yildirim, spowodował delikatne uspokojenie, jednak na indeksach giełdowych nie obserwowaliśmy zdecydowanej pozytywnej reakcji na tę wiadomość. Nic dziwnego – nowy szef rządu jest zwolennikiem polityki Recepa Tayyipa Erdogana, w tym wprowadzenia w Turcji systemu prezydenckiego. Dlatego, choć tureckie akcje mogą kusić niskimi cenami, trzeba pamiętać, że ryzyko polityczne nad Bosforem nie wygasło.

Deprecjacja USD może szybko się zakończyć

Po piątkowej publikacji katastrofalnego raportu w sprawie zatrudnienia w Stanach Zjednoczonych najciekawszy moim zdaniem artykuł pojawił się na portalu Bloomberg i był autorstwa Lisy Abramowicz. Według niej, „Fed jest tak samo zagubiona, jak wy” (bloomberg)  w kwestii trajektorii amerykańskiej gospodarki. Oczywiście łatwo jest wytykać niedociągnięcia wcześniejszych prognoz ekonomicznych Fed. Tym razem jednak dla Fed był to cios poniżej pasa ze względu na fakt, iż ostatnie próby poruszenia kwestii dwóch-trzech podwyżek stóp w tym roku przypadły na okres, gdy rynek niechętnie brał pod uwagę choćby jedną podwyżkę. Ze względu jednak na wyraźne sygnały, że Rezerwa Federalna faktycznie chciała podwyższyć stopy, rynek zadecydował o lekkim umocnieniu dolara amerykańskiego w ostatnich tygodniach w założeniu, że pozytywne odczyty danych mogą otworzyć drogę do podwyżki na czerwcowym, a już na pewno na lipcowym posiedzeniu FOMC.

Mimo iż rynek niechętnie tańczy tak, jak zagra mu Fed, w oczekiwaniach dotyczących stóp procentowych nigdy nie uwzględniano możliwości dwóch pełnych podwyżek, a na dalszych odcinkach krzywej w opinii rynku amerykańskie stopy procentowe nie ulegną absolutnie żadnej zmianie, nawet pomimo faktu, iż projekcje stóp przedstawione na marcowym posiedzeniu FOMC sugerowały normalizację polityki i osiągnięcie poziomu 3,0% do końca 2018 r. (w oparciu o medianę), a najbardziej zachowawcze prognozy FOMC dla tego samego okresu wskazywały na poziom 2,0%. Według rynku poziom ten wyniesie około 1,0%. Mimo iż rynek nie wydaje się skłonny uwzględniać w swoich wycenach podwyżek stóp, amerykańska krzywa dochodowości w dalszym ciągu ulega spłaszczeniu w miarę obniżania się i tak już niskich rentowności. Nie ma bardziej typowego sygnału ostrzegającego przed recesją, niż płaska lub wklęsła krzywa dochodowości, a ostatnia seria danych, w połączeniu ze słabym wzrostem gospodarczym w I kwartale, niskimi zyskami spółek i niewielkim tempem wzrostu amerykańskiego sektora usługowego, wskazuje na stan podwyższonego ryzyka.

Dalszy obrót wypadków to twardy orzech do zgryzienia dla amerykańskich traderów i inwestorów walutowych ogółem. Możliwe jest dalsze osłabienie dolara, jednak biorąc pod uwagę, jak mało rynek przejął się próbami zaostrzenia retoryki przez Fed, czynniki wspierające taki ruch mogą się okazać niewystarczające. Ponadto dolar musi się umocnić względem innej waluty – ale jakiej? Zwykle stawialibyśmy na waluty o wyższych rentownościach, w szczególności rynków wschodzących, te jednak są zwykle skorelowane z apetytem na ryzyko, który raczej nie wzrośnie w przypadku recesji w Stanach Zjednoczonych. Nawet jeżeli światowe rynki utrzymają relatywnie stabilny kurs, generujące największe zyski waluty krajów rozwiniętych, czyli dolar australijski i dolar nowozelandzki, w ostatnich miesiącach zaczęły tracić atuty związane z poziomem stóp procentowych w związku ze spadkiem inflacji po zahamowaniu tempa wzrostu w obydwu zależnych od surowców gospodarkach. Bank Rezerwy Nowej Zelandii na posiedzeniu w czwartek najprawdopodobniej obniży swoją stopę referencyjną do rekordowego poziomu 2,00%, a dalsze cięcia ze strony BRNZ oraz – z dużym prawdopodobieństwem – Banku Rezerwy Australii na kolejnych posiedzeniach (ewentualnie pozostawienie australijskich stóp bez zmian) mogą zniwelować korzyści płynące z inwestowania w te waluty do szczątkowych poziomów w porównaniu z sytuacją z przeszłości.

W odniesieniu do pozostałych głównych walut, Europa czeka na wyniki brytyjskiego referendum przewidzianego na 23 czerwca, a Japonia nieuchronnie zmuszona będzie sięgnąć po nowe środki polityczne, aby zmniejszyć ryzyko deflacji w przypadku, gdyby para USD/JPY w tym roku osiągnęła nowe minima. Optymiści wskazują na fakt, iż amerykańska gospodarka w ostatnich latach przechodziła ciężkie chwile bez pełnego popadnięcia w recesję, a jeden niekorzystny raport w sprawie zatrudnienia zostanie szybko zapomniany, jeżeli raporty za czerwiec i lipiec wykażą poprawę, co umożliwi kolejny rajd dolara. Jeżeli jednak w Stanach Zjednoczonych nastąpi recesja, może to otwierać całkowicie nowy rozdział światowych wojen walutowych, przy czym dla dolara stawka jest mniejsza, niż w przypadku większości głównych walut, w szczególności biorąc pod uwagę, że uwagę amerykańskich inwestorów odwracać będzie co najmniej na jakiś czas najbardziej kontrowersyjna kampania prezydencka w najnowszej historii.

John J. Hardy, dyrektor ds. strategii rynków walutowych, Saxo Bank

 

Gothaer wzmacnia kapitały własne i zwiększa udział w rynku ubezpieczeń majątkowych

Grupa Gothaer przedstawiła 1 czerwca br. korzystne wyniki za 2015 rok osiągnięte w trudnym środowisku rynkowym: skonsolidowany zysk netto wzrósł o 14,5% do poziomu 134 mln EUR. Część zysku przeznaczono na wzmocnienie kapitałów własnych – wzrost o 3,3% do poziomu 1 837 mln EUR na koniec 2015 roku. Wynik z działalności inwestycyjnej wzrósł o 9,8% do 1 213 mln EUR. Przypis brutto, w wysokości 4,52 mld EUR, w 2015 roku pozostał na poziomie zbliżonym do poprzedniego roku (+0,1%).

Segment ubezpieczeń majątkowych oraz osobowych (NNW) wzrósł ponad średnią rynkową. Dzięki odnowionemu trendowi zainteresowania dodatkowymi ubezpieczeniami, Gothaer Krankenversicherung odnotowuje dalszy wzrost w zakresie dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, podczas gdy segment ubezpieczeń na życie odnotował spadek spowodowany trudną sytuacją na rynku oraz świadomą selektywną oceną ryzyka w zakresie polis ze składką jednorazową.

Gothaer Allgemeine zwiększa udział rynkowy w segmencie ubezpieczeń majątkowych i osobowych (NNW)

Przypis brutto Gothaer Allgemeine Versicherung AG, w wysokości 1 703 mln EUR, wzrósł o 5,3% względem roku 2014. Oznacza to, że segment ubezpieczeń majątkowych i osobowych (NNW) Gothaer rozwija się szybciej niż rynek (+2,7%) i po raz kolejny odnotowuje dynamiczny wzrost liczby Klientów indywidualnych i korporacyjnych.

Przykładamy dużą wagę do zapewniania kompleksowego doradztwa naszym Klientom indywidualnym i korporacyjnym. W 2015 roku szczególny nacisk położyliśmy na rozwój oferty dla Klientów korporacyjnych. Dzięki tworzeniu rozwiązań szytych na miarę, dostosowanych do indywidulanych potrzeb Klientów, mogliśmy dobrze rozwinąć się w tym segmencie rynku. Będziemy kontynuować te działania – mówi Thomas Leicht, CEO w Gothaer Allgemeine.

Rozwój sektora energii odnawialnej

Gothaer Allgemeine jest od kilku lat wiodącym ubezpieczycielem farm wiatrowych w Niemczech i innych krajach Unii Europejskiej. Rok 2015 pokazał, że Spółka umacnia pozycję w tym obszarze: przychody ze sprzedaży w sektorze energii wiatrowej wzrosły o 8,6%, a w sektorze energii fotowoltaicznej o 4,7%. Na całym świecie Gothaer ubezpiecza około 16 500 farm wiatrowych, z czego prawie 15 000 jest zlokalizowanych w Europie.

Gothaer Leben: Konsolidacja modelu biznesowego i dostosowanie go do zmieniającego się otoczenia rynkowego

Przypis brutto Gothaer Lebensversicherung AG w 2015 roku spadł o 6,8%, do 1 294 mln EUR ze względu na bardzo trudną sytuację rynkową oraz świadomą, selektywną ocenę ryzyka w zakresie polis ze składką jednorazową. Na początkowym etapie Spółka skupiła się na rozwijaniu produktów w obiecujących, strategicznych segmentach: programów emerytalnych, kapitałowych planów emerytalnych oraz rozwiązań biometrycznych.

Będziemy kontynuować tę ścieżkę, pracując nad odpowiednim dostosowaniem naszego modelu działania – mówi Michael Kurtenbach, CEO w Gothaer Lebensversicherung AG i Gothaer Krankenversicherung AG. – Rozwiązania dotyczące biometryki oraz planów emerytalnych są i pozostaną głównym przedmiotem naszej działalności. Na początku 2016 roku wdrożyliśmy nowe produkty w zakresie terminowych ubezpieczeń na życie. Wkrótce gotowe będą również nowe produkty ze zmienionymi zabezpieczeniami – dodaje Kurtenbach, omawiając innowacje produktowe w 2016 roku.

Gothaer Kranken: Silny wzrost w sektorze ubezpieczeń zdrowotnych

Przypis brutto Gothaer Krankenversicherung AG wzrósł o 3,6% do 913 mln EUR. Liczba osób posiadających ubezpieczenia zdrowotne wzrosła o 2,6%, przekraczając średnią rynkową i pod koniec 2015 roku wyniosła około 434 000 ubezpieczonych.

W 2016 roku nasze działania związane z cyfryzacją wchodzą w kolejny etap realizacji – mówi Kurtenbach. – Będziemy rozwijać aplikację wspomagającą proces obiegu faktur „RechnungsApp”, która zdobyła popularność wśród naszych Klientów. Planujemy przygotować jej wersję dla systemu Android. Kolejnym wdrożeniem będą podpisy elektroniczne w odniesieniu do segmentu ubezpieczeń zdrowotnych. Rozpoczęliśmy także programy współpracy ze start-upami, które umożliwią bardziej kompleksową pomoc cierpiącym na poważne choroby, takie jak szumy uszne i cukrzyca. Będzie to możliwe poprzez zapewnienie lepszego i szybszego korzystania z usług eHealth – dodaje Kurtenbach, podsumowując najważniejsze cele na rok 2016.

Agencje ratingowe potwierdzają dobre wyniki

15 kwietnia 2016 roku międzynarodowa agencja ratingowa Fitch Ratings potwierdziła po raz kolejny ocenę Gothaer Allgemeine Versicherung AG i Gothaer Lebensversicherung AG. Spółki otrzymały ocenę „A” ze stabilna perspektywą.

Kolejne potwierdzenie oceny ratingowej przez Fitch Ratings odzwierciedla stabilną pozycję Grupy Gothaer. Szeroki zakres działalności wraz z silną pozycją w segmencie ubezpieczeń majątkowych i osobowych (NNW) stanowi kluczową wartość dodaną w obecnym środowisku niskich stóp procentowych – mówi dr Karsten Eichmann, CEO w Grupie Gothaer.

S&P (04.12.2015) Fitch (15.04.2016)
Gothaer Allgemeine A- A
Gothaer Leben A- A
Gothaer Kranken A-

 

Inwestycje: Rozwój takich kategorii aktywów, jak nieruchomości i sektor energii odnawialnej

Grupa Gothaer osiąga bardzo stabilne wyniki inwestycyjne niezależnie od sytuacji rynkowej, która nadal charakteryzuje się niskimi stopami procentowymi: według standardów MSSF rentowność netto Grupy za rok 2015 była na poziomie 4,3%.

Główne zmiany w 2015 roku w zakresie inwestycji polegały na zwiększeniu udziałów Gothaer Allgemeine do 5,8% oraz na rozwoju portfela dla takich kategorii aktywów, jak nieruchomości i sektor energii odnawialnej – podsumowuje Harald Epple, CFO w Gothaer. – Gothaer jest liderem na niemieckim rynku ubezpieczeniowym w zakresie inwestycji w sektorze energii odnawialnej, na miarę możliwości Grupy – mówi Epple. Na koniec roku 2015 inwestycje Grupy w tym sektorze wyniosły 664 mln EUR. – Chcemy, aby do końca 2017 roku wartość naszych inwestycji w odnawialne źródła energii była na poziomie 1 mld EUR – dodaje Epple. – W przyszłości planujemy prowadzić inwestycje w obszarze nieruchomości w segmencie opieki zdrowotnej. Aktualnie pracujemy nad utworzeniem sieci niemieckich domów opieki za pośrednictwem wyspecjalizowanego funduszu inwestycyjnego z docelowym kapitałem własnym w wysokości 200 mln EUR. Początkowo będzie to 12 placówek.

Plany na 2016 rok: Strategia Gothaer 2020 w fazie wdrożenia

W ramach nowej strategii Gothaer 2020 adaptujemy nasz model biznesowy, dostosowując go do zmieniających się wymagań i oczekiwań naszych Klientów. Jednym z ważnych elementów tego procesu jest cyfryzacja. Kluczowa jest dla nas implementacja wielokanałowej strategii dystrybucji oraz wdrożenie systemu CRM. Aktualnie, około 50% agencji ubezpieczeniowych współpracujących z Grupą Gothaer w Niemczech korzysta już z nowego systemu. Chcemy, aby do września 2016 roku korzystały z niego wszystkie agencje Gothaer. Nieustannie także prowadzimy działania rozwijające ten system – wyjaśnia dr Karsten Eichmann. Pozostałe ważne elementy nowej strategii to optymalizacja procesów, cyfrowa integracja Klientów oraz partnerów biznesowych, przegląd zakresu produktów ukierunkowany na cyfryzację oferty oraz spersonalizowane rozwiązania dla przedsiębiorstw.

Podsumowanie BIK: walutowe kredyty mieszkaniowe w latach 2005 – 2016

Zgodnie z nowelizacją rekomendacji S z 2013 r., dotyczącej udzielania przez banki kredytów hipotecznych walutowych, indeksowanych lub denominowanych w walutach obcych, kredyty te stały się produktem oferowanym wyłącznie klientom uzyskującym stałe dochody w walucie w jakiej jest udzielany kredyt. Wymóg regulacyjny był jedną z bezpośrednich przyczyn zmiany struktury udzielanych w Polsce kredytów mieszkaniowych. W 2015 r. niemal wszystkie kredyty mieszkaniowe (99 proc.) udzielane przez banki to kredyty w polskim złotym.

W ślad za Rekomendacją S, dotyczącą dobrych praktyk w zakresie zarządzania ekspozycjami kredytowymi zabezpieczonymi hipotecznie z czerwca 2013 r., która mówi, że bank powinien  udzielać klientom detalicznym kredytów zabezpieczonych hipotecznie wyłącznie w walucie,  w jakiej uzyskują oni dochód, także w przypadku klientów o wysokich dochodach, w sposób znaczący obniżył się udział udzielanych kredytów denominowanych w walutach obcych. W 2015 r. stanowiły one jedynie 1% wszystkich udzielonych kredytów mieszkaniowych.Struktura walutowa udzielanych kredytów

Powyższy zapis Rekomendacji S, wystandaryzował zasady udzielania klientom detalicznym nowych kredytów mieszkaniowych. Warto przy tym zaznaczyć, że dzięki temu rozwiązaniu, udzielane obecnie kredyty mieszkaniowe pozbawione są ryzyka walutowego, którego źródłem było niedopasowanie waluty uzyskiwanych dochodów do waluty w jakiej zaciąga się długoterminowe zobowiązanie. Są więc dla kredytobiorcy bezpieczniejsze. Należy jednak przypomnieć, że ryzyko walutowe nie jest jedynym

ryzykiem na jakie narażony jest kredytobiorca finansujący zakup nieruchomości, częściowo posiłkując się kredytem bankowym. Jak mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk kredytowy BIK – Można wyróżnić trzy podstawowe rodzaje ryzyka. Po pierwsze związane z uzyskiwanymi w przyszłości dochodami (np. utrata dochodów w wyniku utraty pracy, choroby czy innego zdarzenia losowego). Ten rodzaj ryzyka może być ograniczony poprzez transfer ryzyka do firm ubezpieczeniowych (ubezpieczenie kredytu). Drugi rodzaj ryzyka to ryzyko stóp procentowych (ich wzrost w okresie kredytowania). Kredytobiorca nie może w polskich warunkach (kredyty udzielane są na zmienne a nie stałe stopy procentowe) ograniczyć tego ryzyka. Trzecie ryzyko wiąże się z samą finansowaną kredytem nieruchomością a dokładniej ze spadkiem jej wartości rynkowej np. z powodu nieatrakcyjnej lokalizacji. W tym przypadku przyszły kredytobiorca powinien bardzo dokładnie, kompleksowo przeanalizować lokalizację w jakiej znajduje się nieruchomość, którą zamierza nabyć i zaciągnąć na sfinansowanie tej transakcji kredyt bankowy. – W samej nazwie „nieruchomość” mamy przedrostek „nie”, czyli nie będziemy mogli jej przenieść w inną lokalizację, zauważa prof. Rogowski.

Już od 2011 roku obserwuje się znaczny wzrost udzielanych przez banki kredytów mieszkaniowych w polskiej walucie. Jedną z przyczyn niewątpliwie były spadki stóp procentowych w Polsce, które zmniejszyły atrakcyjność arbitrażu na stopach procentowych złotowych i walutowych szczególnie CHF. W 2015 r. można już mówić, że prawie wszystkie (99 proc.) udzielane przez banki kredyty mieszkaniowe stanowią kredyty zaciągane w polskiej walucie.Liczba udzielanych kredytów

Sprawdź, czy jesteś tylko znużony, czy twoja zawodowa ścieżka zderzyła się ze ścianą

Zdarza się, że pracujemy jakbyśmy byli na autopilocie. Brak zaangażowania w wykonywane zadania może wynikać bezpośrednio z poczucia, że nasza kariera zawodowa stoi w miejscu. Co ważne, stagnacja to nie to samo, co nieprzepadanie za swoją pracą. Jeśli naprawdę nie znosimy tego, czym się zajmujemy, prędzej czy później zmienimy zajęcie. Kiedy wpadamy w stagnację, niewiele czujemy, raczej kręcimy się w miejscu, wykonując codzienne czynności bez zaangażowania, ale i bez niechęci. To gorsze, bo nie motywuje do żadnego działania.

Skąd wiedzieć, że utknęliśmy? Jeśli odpowiedź na trzy lub więcej z poniższych pytań brzmi „tak”, to znak, że nasza kariera stoi w miejscu.

  1. Czy czujesz się zmotywowany do pracy?

Każdy czasem czuje się znudzony w pracy, ale nuda nie powinna nam towarzyszyć każdego dnia. Jeśli tak się dzieje, motywacja zaczyna się rozpadać. A to znak, że kariera wpadła w koleiny. Czy tego chcemy czy nie, potrzebujemy motywacji, by dobrze pracować. Bez niej wspinanie się po szczeblach kariery jest niemożliwe.

„Jeśli to, co robimy jest rutynowe, nie mamy ochoty by się uczyć nowych rzeczy i nie czujemy potrzeby robić cokolwiek ponad nasze obowiązki, czas zastanowić się, dlaczego tak się dzieje. Może to oznacza, że zbyt długo wykonujemy te same czynności i potrzebujemy nowych wyzwań. To kluczowe, by zidentyfikować źródło nudy, bo to pomoże stwierdzić, czy tylko na chwilę utknęliśmy czy zatrzymaliśmy się na dobre w miejscu”. – mówi Bartosz Struzik z międzynarodowego serwisu z ofertami pracy MonsterPolska.pl

  1. Ostatni raz awansowałeś ponad cztery lata temu?

Jeśli tak, to najpewniej już nie ma co liczyć na awans. Kierownictwo widzi cię dokładnie na tym stanowisku, które piastujesz.

„Oczywiście, bycie notorycznie pomijanym przy promocjach jest frustrujące. Trzeba więc ustalić, jaki jest tego powód. Może szef nie zna naszych ambicji albo konieczne jest doszkolenie się, by móc wskoczyć na następny szczebel zawodowej drabiny. To wymaga szczerej rozmowy z przełożonym, by ustalić na czym stoimy. Bo możliwa jest także sytuacja, że osiągnęliśmy wszystko w naszej firmie i nie ma w niej szans na rozwój. To sygnał, że trzeba szukać nowej posady.” – radzi ekspert serwisu MonsterPolska.pl.

  1. Czy spotykasz w pracy nowych ludzi?

Jeśli firma nie zatrudnia nowych ludzi i od lat jest wszystko po staremu, to stagnacja może dotyczyć całej organizacji. Firma też może zatrzymać się w rozwoju, a wtedy to najczęściej oznacza to samo dla karier pracowników. Dobrze rozejrzeć się dookoła w poszukiwaniu znaków stagnacji. Sprzedaż stoi w miejscu, od dawna nie pojawiły się nowe produkty i usługi ani nowi klienci, kadra zarządzająca nie zmienia się od wieków?

  1. Czy twoje osiągnięcia są wyjątkowe?

Powtarzająca się ocena, że „spełnia się oczekiwania”, oznacza, że się nie rozwijamy. Może sprawy nie zaszły jeszcze za daleko i można ruszyć do przodu. Trzeba sobie tylko odpowiedzieć na pytanie: „czy chcę być średniakiem, wykonywać zadania dobrze, ale bez pasji, ekscytacji, prawdziwego zaangażowania?”. Jeśli wszystko, co robimy w pracy mieści się w normie, to może być znak, że trzeba coś zmienić. Warto zabrać się za nowy projekt, wyznaczyć sobie bardziej wymagające zadanie.

  1. Czy jesteś pewien, że chcesz zostać w tym miejscu?

Spędzanie całych dni na fantazjowaniu o robieniu czegoś innego, to znak, że praca nie odpowiada naszym podstawowym oczekiwaniom. Jeśli się dobrze przyjrzeć tym fantazjom, dostrzeżemy czego naprawdę brakuje nam tu, gdzie utknęliśmy. Czy brakuje nam poczucia wolności i niezależności, możliwości podejmowania własnych decyzji, uczenia się nowych rzeczy, czy może pieniędzy? „Odpowiedzenie sobie na te pytania pozwoli spróbować zawalczyć o wypełnienie tych braków w obecnej pracy. Lub zmienić ją i spełniać się w nowej”. – podsumowuje Bartosz Struzik z MonsterPolska.pl

Dobre perspektywy XSystem S.A. na 2016 r.

XSystem S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od września 2011 r., zakończyła 2015 r. jednostkowym zyskiem netto w wysokości 23 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 9.150 tys. zł. Spółka pozyskała w minionym roku 3 istotne kontrakty na wdrożenie własnego oprogramowania ACCELO, które pozwolą jej kontynuować rozwój komercjalizacji tego produktu.

Grupa Kapitałowa XSystem S.A. zanotowała w 2015 r. stratę netto na poziomie 34 tys. zł, a jej sprzedaż wyniosła 9.147 tys. zł. Rok wcześniej skonsolidowana strata netto Spółki przekroczyła 105 tys. zł, a wartość przychodów ze sprzedaży była równa 7.962 tys. zł. Z kolei jednostkowy zysk netto Emitenta w 2014 r. ukształtował się na poziomie 18 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży wynoszących 7.967 tys. zł. Wzrost sprzedaży XSystem S.A. w ujęciu rdr. był możliwy dzięki aktywnej działalności handlowej i pozyskaniu dużych zleceń na wdrożenie własnego oprogramowania do archiwizacji i zarządzania obiegiem dokumentów – ACCELO. Spółka konsekwentnie rozbudowuje ten produkt o kolejne funkcjonalności, a dzięki zdobytym referencjom liczy na zdobywanie kolejnych znaczących kontraktów. Ten kierunek rozwoju wpisuje się w założenia przyjętej strategii rozwoju XSystem S.A.

„Rok 2015 był bardzo istotnym, z punktu widzenia Spółki, okresem. Pozyskaliśmy pierwsze kontrakty na wdrożenia naszego produktu i, co istotne, każde z nich zostało zakończone sukcesem, co potwierdzają referencje, które uzyskaliśmy od naszych Klientów. Jest to dla Spółki bardzo dobry prognostyk.” – mówi Adrian Weremiuk, Prezes Zarządu Spółki XSystem S.A.

Spółka bardzo dobrze rozpoczęła 2016 r. i w 1 kwartale osiągnęła skonsolidowane przychody ze sprzedaży w kwocie 1.362 tys. zł wobec 956 tys. zł w analogicznym okresie ub. roku. Udało jej się także znacząco obniżyć stratę netto do 183 tys. zł w porównaniu z 480 tys. zł rok wcześniej. Podpisana przez XSystem S.A. w 1 kw. br. umowa usługowa o wartości 300 tys. zł netto na przetworzenie cyfrowe dokumentacji technicznej pozwoli na utrzymanie trendu wzrostowego w wartości osiąganych przychodów ze sprzedaży.

W kwietniu br. Emitent opublikował prognozy finansowe na lata 2016-2018. Zgodnie z nimi wartość przychodów netto ze sprzedaży ma w 2016 r. wynieść 10,0 mln zł, a zysk ma sięgnąć 180 tys. zł. Z kolei w 2017 r. przychody ze sprzedaży mają być równe 12,0 mln zł, a zysk ukształtować się na poziomie 1,0 mln zł. W 2018 r. Spółka prognozuje wypracowanie 2,0 mln zł zysku przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 14,0 mln zł.

„Koncentrujemy się obecnie na realizacji naszych celów biznesowych. Obserwując nasze działania handlowe dochodzę do wniosku, że z produktem trafiamy w punkt, a realizacja naszej strategii rozwoju w perspektywie najbliższych lat powinna pozwolić na odniesienie prognozowanego sukcesu.” – podsumowuje Weremiuk.

XSystem S.A. zajmuje się dostarczaniem rozwiązań biznesowych z zakresu optymalizacji, przetwarzania oraz obiegu dokumentów zarówno w formie tradycyjnej, jak i elektronicznej. Spółka opracowała autorskie oprogramowanie do budowy archiwów cyfrowych i zarządzania obiegiem dokumentów – ACCELO. Emitent jest notowany na rynku NewConnect od września 2011 r.

Zmiany w zakresie BEPS dotkną także średnie przedsiębiorstwa

  • Średniej wielkości przedsiębiorstwa zaniepokojone planami zwalczania erozji podstawy opodatkowania oraz transferu zysków: BEPS (ang. Base Erosion and Profit Shifting)
  • Podzielone zdania przedsiębiorców, co do tego, kto poniesie koszty zmian w zakresie BEPS (akcjonariusze, klienci czy firmy?)
  • Pomimo spodziewanych kosztów, środowisko przedsiębiorców popiera wprowadzenie globalnego standardu podatkowego

Aż 72% średniej wielkości przedsiębiorstw (definiowanych jako te o przychodach od 50 mln do 1 mld dolarów) działających na rynku międzynarodowym spodziewa się, że zapłaci wyższy podatek w związku z planami OECD dotyczącymi zwalczania erozji podstawy opodatkowania oraz transferu zysków, a także wyraża zaniepokojenie możliwymi skutkami wdrożenia nowych zasad dot. BEPS. Wyniki niezależnej ankiety przeprowadzonej na zlecenie RSM, 6. największej na świecie sieci firm doradczych i audytorskich, pokazują, że przedsiębiorstwa zamierzają przejąć na swoje barki część kosztów przystosowania się do nowych regulacji, częścią natomiast obciążą akcjonariuszy i klientów.

Dodatkowo 41,2% przebadanych przedsiębiorstw spodziewa się, że ich obciążenia podatkowe wzrosną nawet o 10%, podczas gdy 31% przewiduje wzrost rzeczywistej stawki podatku o ponad 10%. Podobnie jest w przypadku kosztów wprowadzenia i przestrzegania zmian – 65% przebadanych przedsiębiorstw oczekuje ich wzrostu o ponad 10%. Większość firm (53%) zamierza ponieść te koszty samodzielnie, niemniej jednak część deklaruje rozłożenie ich ciężaru także na klientów (35%) i udziałowców (30%).

Warto w tym miejscu wspomnieć, że Polska jest jednym z europejskich liderów we wdrażaniu wytycznych OECD w zakresie BEPS do lokalnego systemu prawnego. Część regulacji w tym zakresie weszła już w życie 1.1.2016, większość natomiast stanie się faktem od 1.1.2017 (vide Tax Alert 22/2015). Rola pioniera jest jednak o tyle trudna, że rodzi szeroką paletę wątpliwości i problemów technicznych, merytorycznych i metodologicznych, z którymi na świecie nikt do tej pory się nie mierzył, a polskim przedsiębiorcom przypadnie zaszczyt ich rozstrzygania w bardzo bliskiej już perspektywie.

Rob Mander, Head of the RSM Global Tax Leadership Group powiedział: Dla średniej wielkości przedsiębiorstw, zwłaszcza tych z mniejszymi działami finansowo-księgowymi i mniejszym doświadczeniem w zakresie opodatkowania międzynarodowego, sprostanie nowym zasadom może okazać się dużym wyzwaniem i nie ma się co dziwić, że ¾ z nich spodziewa się, że będzie musiało zmienić strukturę organizacyjną, żeby dostosować się do zmian w prawie. Chociaż mniejsze firmy nie będą musiały spełnić wszystkich wymogów dotyczących ujawniania informacji wynikających z Projektu BEPS, nadal będą miały do czynienia z tą samą materią prawną i zmianami w międzynarodowym prawie podatkowym, które będą oddziaływały na inne firmy.

Pomimo potencjalnego wpływu planowanych zmian na dochodowość biznesu, do tej pory tylko 18% przedsiębiorstw zaczęło planować, w jaki sposób przygotują się do stosowania nowych przepisów, a 20% zadeklarowało pełną gotowość do stosowania nowych przepisów w zakresie cen transferowych. Ponad ¾ (78%) przebadanych przedsiębiorstw twierdzi, że nowe zasady budzą w nich niepewność.

Nawet pomimo spodziewanego wzrostu kosztów, przedsiębiorstwa wszystkich rozmiarów deklarują zasadnicze poparcie dla inicjatywy BEPS – 69% przyznaje, że globalne standardy podatkowe są konieczne. Przedsiębiorcy opowiadają się za prostotą zasad rządzących biznesem, kosztom ich wdrożenia przypisując mniejsze znaczenie.

Większość ankietowanych postrzega BEPS jako etap, a nie finalne rozwiązanie, podkreślając konieczność większego zaangażowania rządów poszczególnych krajów w prace nad BEPS, aby pierwotne założenia planu mogły zostać spełnione. 61% ankietowanych uznało, że plan BEPS średnio, mało lub w ogóle nie spełni swojego podstawowego celu, czyli nie spowoduje, że podatki będą płacone w kraju, w którym osiągane są zyski. Tylko jedna trzecia przebadanych (35%) uważa, że inicjatywa doprowadzi do znacznego lub całkowitego uszczelnienia międzynarodowego systemu podatkowego.

Wprowadzenie do polskiego systemu podatkowego wytycznych zaczerpniętych z BEPS, zdecydowanie wyżej zawiesza poprzeczkę poziomu trudności i szczegółowości raportowania transakcji dokonywanych w ramach grup kapitałowych. Z naszych obserwacji i rozmów z klientami wynika, że polscy przedsiębiorcy już zaczynają realnie przygotowywać się do zmian, by zadośćuczynić tym wymaganiom. A trzeba pamiętać, że jest to proces czaso-
i kosztochłonny, dodatkowo angażujący wiele działów firmy (nie tylko księgowych czy dyrektorów finansowych) – powiedział Tomasz BEGER, Tax Partner w RSM Poland.

Auto Partner S.A. podbija GPW. Akcje zdrożały o 8,18 proc, PDA o 2,73 proc.

Aleksander Gorecki Prezes Zarządu Auto Partner S.A.Wypowiedź: Aleksander Górecki, Prezes Zarządu Auto Partner S.A.

Dziewiąty debiut na GPW w tym roku. Auto Partner S.A., jeden z największych na rynku polskim importerów i dystrybutorów części samochodowych, zadebiutował na rynku głównym Giełdy Papierów Wartościowych. Jest 488. spółką notowaną na GPW.  Całkowita wartość oferty publicznej spółki wyniosła 85,4 mln zł brutto. Z emisji nowych akcji spółka pozyskała 50,6 mln zł brutto. Cena emisyjna akcji Auto Partner wynosiła 2,20 zł. Kurs akcji spółki wzrósł na debiucie o 8,18 proc. do 2,38 zł, a kurs praw do akcji wzrósł o 2,73 proc. do 2,26 zł.

– Rok temu o tej samej porze na giełdzie debiutowało jedynie 8 spółek, dzisiejszy debiut jest 9. Możemy być więc lekkimi optymistami – powiedział Dariusz Kułakowski, Członek Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Dzisiejsza frekwencja na sali pokazuje, że debiutant jest zacny. O atrakcyjności świadczy także poziom redukcji blisko 40 proc. Prezes Aleksander Górecki podczas uroczystości powiedział: – Dzisiejszy dzień, dołączenie do grona spółek notowanych na GPW jest dla nas dużym wyróżnieniem i jednocześnie zobowiązaniem wobec akcjonariuszy. Firma działa od 23 lat, z małej 3-osobowj spółki przekształciliśmy się w jednego z największych importerów i dystrybutorów części samochodowych w Polsce. Dziś zatrudniamy blisko 1000 osób. Od 2007 roku podwoiliśmy udział w rynku i wynosi on obecnie ok. 6 proc.

Środki z emisji nowych akcji zostaną wykorzystane na realizację strategii rozwoju Spółki, w tym: zwiększenie skali działania, dalszą dywersyfikację oferty produktowej oraz dalszy wzrost rentowności.

Z nowej emisji akcji pozyskaliśmy ponad 50 mln zł, łącznie w ofercie sprzedaliśmy akcje o wartości ponad  85 mln zł. Środki z nowej emisji zostaną przeznaczone na realizację naszej strategii. Planujemy m.in. otworzyć centrum logistyczne w Warszawie, rozbudowywać sieć filii krajowych. Chcemy otwierać także filie zagraniczne. W pierwszej kolejności to będzie Litwa i Łotwa, później Praga. Chcemy również rozszerzyć asortyment o części do samochodów japońskich oraz do motocykli. Wprowadzimy także marki własne o różnym pozycjonowaniu cenowym, w tym z segmentu premium – mówi nwsrm.tv Aleksander Górecki, Prezes Zarządu Auto Partner S.A.

Obecnie Grupa posiada sieć 60 filii krajowych. Po rozbudowie, w okresie do 24 miesięcy od zakończenia oferty, liczba filii w obrębie największych aglomeracji w Polsce jest szacowana na 80. W 2016 roku Spółka uruchomiła filie w Sochaczewie, Szczecinie i Gdańsku. Do końca bieżącego roku planowane jest otwarcie filii w Tarnowskich Górach, Wadowicach i Chełmie. Pozostałe lokalizacje będą zależne m.in. od aktualnej sytuacji rynkowej i potencjału rynku. Zgodnie z dotychczasową praktyką spółka planuje korzystać z długoterminowych umów najmu nieruchomości, w których zlokalizowane są filie.

Strategia rozwoju Grupy opiera się na wzroście organicznym i zakłada dalszy wzrost skali działalności, zwiększenie udziału w rynku i umacnianie jej pozycji rynkowej przy jednoczesnej koncentracji na efektywności biznesowej w celu realizacji atrakcyjnych marż.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. wypłaci 0,03 zł dywidendy

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od maja 2015 r., wypłaci dywidendę w kwocie 0,03 zł na akcję. Emitent kontynuuje tym samym realizację przyjętej polityki dywidendowej.

Podczas ZWZA Spółki, które odbyło się w dniu 06.06.2016 r., jej Akcjonariusze zadecydowali o wypłacie dywidendy z zysku osiągniętego w 2015 r. Jej wysokość wyniesie 0,03 zł na akcję. Dniem ustalenia prawa do dywidendy będzie 29.07.2016 r., a wypłata nastąpi w dniu 12.08.2016 r. Akcjonariusze Emitenta otrzymają łącznie ponad 148 tys. zł, co stanowi blisko 35% zysku netto wypracowanego w 2015 r. Rok temu Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. wypłaciła dywidendę w wysokości 0,01 zł na akcję.

„Zarząd Spółki dąży do coraz lepszych wyników finansowych, aby osiąganym zyskiem dzielić się z Akcjonariuszami, co jest dla nas istotnym wskazywaniem inwestorom, którzy zwiążą się z nami długoterminowo, na możliwość dodatkowych profitów. W kolejnych latach chcemy kontynuować tą politykę i w związku z planowanym dalszym rozwojem mamy nadzieję na wzrost dywidendy.” – ocenia Remigiusz Brzeziński, Prezes Zarządu Spółki Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A.

Spółka bardzo dobrze rozpoczęła 2016 r. i w 1 kw. br. zanotowała 143 tys. zł skonsolidowanego zysku netto przy przychodach ze sprzedaży sięgających 1.295 tys. zł. W analogicznym okresie 2015 r. skonsolidowany zysk netto Emitenta wynosiła 147 tys. zł, a wartość jego sprzedaży ukształtowała się na poziomie 1.258 tys. zł. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. utrzymuje dynamiczny rozwój całej Grupy Kapitałowej i realizuje przyjęty plan w tym zakresie. Spółka przewiduje, że w tym roku uda jej się odnotować 10% wzrost wyników finansowych zarówno na poziomie jednostkowym, jak i skonsolidowanym.

„Spółka zamierza zrealizować zaplanowane cele poprzez rozwój sprzedaży usług w celu pozyskiwania większej liczby zleceń z sektora B2B o wysokiej jakości i ściągalności. Kolejnym elementem jest skuteczność działań windykacyjnych, którą stale staramy się podnosić. Wprowadzamy również nowe usługi takie jak mikrofaktoring, czyli faktoring dla małych przedsiębiorstw. Produkt ten spotkał się z odzewem naszych klientów, którzy byli do tej pory niejako odcięci od tej formy finansowania. Dla dużych firm faktoringowych czy to bankowych czy też poza bankowych, nie jest to interesujący segment rynku natomiast dla nas tak, bowiem zwiększając swoją prowizję można osiągnąć dobre wyniki finansowe.” – podsumowuje Prezes Brzeziński.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. osiągnęła w 2015 r. 428 tys. zł skonsolidowanego zysku netto przy przychodach ogółem na poziomie 5.866 tys. zł. Z kolei w ujęciu jednostkowym Spółka zanotowała w poprzednim roku zysk netto w kwocie 362 tys. zł, a jej przychody ogółem wyniosły 5.603 tys. zł.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. specjalizuje się w kompleksowej obsłudze firm z zakresu windykacji i zarządzania wierzytelnościami z sektora B2B. Podstawowym celem Emitenta jest szybkie oraz skuteczne odzyskiwanie należności dla jego klientów. Spółka posiada elastyczną ofertę dla przedsiębiorstw z sektora małych i średnich przedsiębiorstw oraz dla innych podmiotów gospodarczych. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. jest notowana na rynku NewConnect od maja 2015 r.

Onboarding – Czym jest i dlaczego warto go wdrożyć?

Jeden na trzech pracodawców przyznaje, że ma problemy ze zrekrutowaniem wykwalifikowanego pracownika. Większość z nich jednak, kiedy już znajdzie odpowiednią osobę, nie zastanawia się, co zrobić, aby zatrzymać ją w swojej firmie jak najdłużej. Badania pokazują natomiast, że aż 91 proc. przyjętych do pracy pozostaje w niej znacznie dłużej, jeśli w początkowym okresie zatrudnienia właściwie przeprowadzony zostanie onboarding. Czym jest ten proces i dlaczego warto go wdrożyć?

Wszyscy na pokład

Zakłada się, że do pełnej aklimatyzacji nowego pracownika w środowisku pracy potrzeba około od 3 do 6 miesięcy.  Ten czas w większości przypadków pokrywa się z długością okresu próbnego, który jest swoistym sprawdzianem nie tylko dla podwładnego, ale także dla pracodawcy. Niestety duża cześć firm o tym zapomina i zupełnie lekceważy potrzeby nowo zatrudnionych osób. To z kolei często skutkuje tym, że cały proces rekrutacji trzeba zacząć od początku i ponownie poświęcić na niego czas i energię – jak bowiem wynika z badań firmy consultingowej Wynhurst Group, w ciągu pierwszych 45 dni z nowej pracy rezygnuje aż 22 proc. pracowników, a 50 proc. z nich odchodzi w trakcie początkowych czterech miesięcy. – Te statystyki pokazują, jak ważne jest nie tylko zapoznanie podwładnego z jego obowiązkami, ale także świadome zaplanowanie i przeprowadzenie włączenia go w struktury oraz zapoznanie go z wartościami i charakterem organizacji. Dopiero tak holistycznie opracowany i zrealizowany proces możemy nazwać onboardingiem, czyli skutecznym „wciągnięciem kogoś na pokład” – mówi specjalistka HR, Agnieszka Szczypińska z Agencji Pracy GP People.

Onboarding nie ma na celu tylko oswojenia pracownika z nowym otoczeniem czy umożliwienia mu nawiązania kontaktów w przyjaznej atmosferze. Proces ten ma przede wszystkim uzasadnienie biznesowe. – Z badań wynika jasno, że odpowiednie zaplanowanie procesu adaptacji może przynieść firmie wymierne korzyści, bowiem aż 62 proc. osób zatrudnionych w ciągu ostatnich 12 miesięcy przyznaje, że po przeprowadzonym onboardingu zrealizowało swoje pierwsze założone cele. W przedsiębiorstwach, w których żadnego systemu tego typu nie zastosowano, udało się to jedynie 17 proc. z nich – mówi Szczypińska.

Cała naprzód

Sposobów na przeprowadzenie skutecznego onbardingu jest kilka. Jedne podmioty stawiają na te bardziej standardowe metody, jak Induction Days lub Weeks, które pozwalają krok po kroku zaznajomić się z firmą i jej wartościami. Inne przydzielają nowemu pracownikowi tak zwanego „office buddy”, czyli „firmowego kumpla”, który jako jego opiekun towarzyszy mu przez pierwsze tygodnie i pomaga w aklimatyzacji. Zdarzają się także bardziej kreatywne „pakiety powitalne”, na przykład zaznajamianie nowych osób w zespole z wartościami i historią firmy poprzez komiksy, giftbagi czy nietypowe spotkania i wykłady. – W ostatnim czasie coraz popularniejsze jest także stosowanie grywalizacji. Właściwe wykorzystywanie mechanizmów zapożyczonych z gier zachęca do wykonywania kolejnych zadań, umożliwia integrację, a także zdobycie określonych informacji. To pozwala nie tylko na płynne i szybsze wdrożenie się w obowiązki, ale sprawia, że cały proces jest dobrą zabawą – mówi Agnieszka Szczypińska z GP People. – Bez względu na to, czy wybierzemy bardziej lub mniej oczywisty sposób onboardingu, musimy zawsze pamiętać, że takie działanie to przede wszystkim konkretny krok, dzięki któremu chcemy osiągnąć założony cel. Dlatego angażowanie nowych pracowników musi być procesem przemyślanym, spójnym i długofalowym, a nie pojedynczym zdarzeniem. Dodatkowo pamiętajmy też o tym, że bardzo ważnie jest, abyśmy także i my jako firma pokazali, że okres takiej adaptacji pracownika jest niezmiernie ważny i dla nas. Nie możemy go lekceważyć, skracać czy pokazywać, że nie mamy na niego czasu. Zanim nowa osoba pojawi się w naszej organizacji, zawsze szczegółowo omówmy z jej bezpośrednim przełożonym czy managerem poszczególne etapy i sposoby wdrażania w poszczególne obszary – dodaje.

Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że planowanie, a następnie przeprowadzanie onboardingu to zadanie skomplikowane i czasochłonne. Eksperci zwracają jednak uwagę, że jest ono jednocześnie niezwykle istotne, a zainwestowany czas przynosi wymierne korzyści dla firmy. Dzięki wdrożeniu odpowiednich procesów adaptacyjnych nie tylko nowy pracownik, ale i reszta firmy będzie mogła szybciej poczuć, że wspólnie tworzy jeden zespół. Gdy znikają bariery komunikacyjne, powstaje zgrany team, w którym pracuje się zdecydowanie lepiej, a co najważniejsze – wydajniej.

Nowelizacja ustawy kominowej, a wynagrodzenia menedżerów

Ustawa o wynagradzaniu osób kierujących niektórymi podmiotami prawnymi z dnia 3 marca 2000 roku

Jest to poprzednia (obowiązująca jeszcze na początku 2016 roku) wersja tzw. ustawy kominowej. Zakładała ona ograniczenie wynagrodzenia zasadniczego prezesów i wiceprezesów do sześciokrotności przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku z IV kwartału poprzedzającego rok, za który przyznawane jest wynagrodzenie. Jednak w praktyce, od 2011 roku, płaca osób zarządzających i ich zastępców została zamrożona. Za podstawę do ustalenia wynagrodzenia zasadniczego służyło przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw, bez wypłat nagród z zysku z IV kwartału 2009 roku. Wielkość pensji podstawowej mogła być ponadto podniesiona maksymalnie o 50% (czyli do dziewięciokrotności podstawy obliczenia wielkości pensji zasadniczej) w wytypowanych przez premiera przedsiębiorstwach. Ponadto osoby zarządzające mogły otrzymać roczną premię w wysokości do 3-krotności ich miesięcznego wynagrodzenia zasadniczego oraz świadczenia dodatkowe (w wysokości do 12-krotności podstawy ustalenia wynagrodzenia zasadniczego). Wszystkie te ustalenia sprawiały, że zgodnie z ustawą osoba zarządzająca w państwowej spółce mogła w przeciągu roku zarobić maksymalnie 507 823,26 PLN.

Jednak w praktyce przepisy ustawy nie były przestrzegane. Popularnymi sposobami jej obchodzenia było przyznawanie wynagrodzenia za pełnienie funkcji w spółkach zależnych. Zawierano także kontrakty menedżerskie, w taki sposób, aby umożliwić wypłatę wyższego wynagrodzenia. W efekcie w żadnej giełdowej spółce z większościowym udziałem skarbu państwa w akcjonariacie wynagrodzenie prezesa nawet nie zbliżało się do wymienionej wcześniej maksymalnej dopuszczalnej ustawą kwoty wynagrodzenia, lecz było znacząco wyższe.

Projekt nowelizacji ustawy o wynagradzaniu osób kierujących niektórymi spółkami z dnia 19 kwietnia 2016 roku

Projekt ustawy z 19 kwietnia 2016 roku zakłada większe zróżnicowanie najwyższych dopuszczalnych stawek wynagrodzeń oferowanych menedżerom w państwowych spółkach. Wysokość wynagrodzenia ma być zależna od wielkości firmy, mierzonej zatrudnieniem, obrotami i sumą aktywów. Jako podstawa obliczenia wysokości wynagrodzenia nadal ma służyć przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw bez nagród z zysku za IV kwartał roku poprzedzającego wypłatę. Prezesi największych państwowych firm będą mogli zarobić 15-krotność tej kwoty. Wynagrodzenie zmienne zostało ograniczone do 50% wynagrodzenia stałego, a w największych spółkach do 100%. Będzie ono przyznawane na podstawie wybranych kryteriów, takich jak m.in. zysk netto lub EBIT, zwiększenie produkcji lub przychodów, zmniejszenie straty lub ograniczenie kosztów, realizację inwestycji, strategii lub planu restrukturyzacji, poprawę wskaźników płynności i efektywności czy zwiększenie udziału w rynku. Wynagrodzenie to będzie przysługiwać dopiero po zatwierdzeniu sprawozdania finansowego i sprawozdania zarządu za dany rok obrotowy i udzieleniu absolutorium danemu członkowi zarządu. Nadal możliwe będą także wypłaty odpraw, jednak w wysokości nie większej niż trzykrotność miesięcznego wynagrodzenia zasadniczego. Warunkiem koniecznym do jej wypłaty będzie co najmniej roczny staż pracy. Projekt ustawy nie określa wysokości świadczeń dodatkowych, co może być furtką do jej obchodzenia.

Ustawa zakłada pięć widełek płacowych uzależnionych od wielkości firmy. Wielkość tych widełek oraz potencjalny poziom maksymalnego dopuszczalnego rocznego wynagrodzenia osób zarządzających w danej spółce w 2016 roku, znajduje się w tabeli poniżej.

Maksymalne dopuszczalne wynagrodzenia roczne osób zarządzających,
wraz z premią roczną, według projektu nowej ustawy kominowej

poziom kryteria kwalifikacji wynagrodzenie zasadnicze jako wielokrotność podstawy obliczenia maksymalna wysokość wynagrodzenia rocznego osoby zarządzającej wraz
z premią
1 zatrudnienie
< 10 osób
1-3 X 231 141 PLN
obrót
< 2 mln euro
aktywa
< 2 mln euro
2 zatrudnienie
11-50 osób
2-4 X 308 188 PLN
obrót
2-10 mln euro
aktywa
2-10 mln euro
3 zatrudnienie
51-250 osób
3-5 X 385 235 PLN
obrót
10-50 mln euro
aktywa
10-43 mln euro
4 zatrudnienie
251-1250 osób
4-8 X 616 376 PLN
obrót
50-250 mln euro
aktywa
43-215 mln euro
5 zatrudnienie
> 1250 osób
7-15 X 1 540 940 PLN
obrót
> 250 mln euro
aktywa
> 215 mln euro

 

Źródło: Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie: projektu ustawy
o zasadach kształtowania wynagrodzeń osób kierujących niektórymi spółkami z dnia 19 kwietnia 2016 roku

Wynagrodzenia prezesów w spółkach giełdowych z ponad 50% udziałem Skarbu Państwa w akcjonariacie, a nowa ustawa kominowa

W tabeli poniżej przedstawiono wynagrodzenia prezesów spółek z większościowym udziałem Skarbu Państwa (stan na 30.06.2015) notowanych na GPW. Tylko PHN SA (Polski Holding Nieruchomości) nie spełnia warunków kwalifikacji do najwyższych widełek płacowych. Przy czym spółka ta nie spełnia kryterium zatrudnienia i obrotu, zaś wartość aktywów zarządzana przez PHN umożliwia zakwalifikowanie go do najwyższych widełek. Projekt ustawy przewiduje natomiast zaszeregowywanie podmiotów zarządzających aktywami do danych widełek tylko na podstawie wartości zarządzanych aktywów. Ciężko jednak powiedzieć, jak zostanie rozpatrzone to w przypadku tej spółki, dlatego też kwalifikujemy PHN według kryterium ogólnego.

Roczne wynagrodzenia prezesów zarządów w 2014 roku w spółkach z większościowym udziałem Skarbu Państwa, a projekt nowej ustawy kominowej

spółka wynagrodzenie roczne prezesa zarządu w 2014 roku w PLN maksymalne roczne wynagrodzenie wg projektu ustawy zmiana %
ENEA SA 1 900 000 1 540 940 -18,90%
ENERGA SA 1 443 360 1 540 940 6,76%
Grupa LOTOS SA 1 468 000 1 540 940 4,97%
PGE SA 1 140 000 1 540 940 35,17%
PGNiG SA 1 935 000 1 540 940 -20,36%
PHN SA 526 003 385 235 -26,76%
JSW SA 950 024 1 540 940 62,20%

 

Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie raportu Sedlak & Sedlak
o wynagrodzeniach zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku oraz projektu ustawy
o zasadach kształtowania wynagrodzeń osób kierujących niektórymi spółkami z dnia 19 kwietnia 2016 roku

Z tabeli wynika, że nowa ustawa kominowa nie dla wszystkich oznacza znacząca obniżkę płac. W JSW czy PGE, nowa ustawa kominowa dopuszcza wynagrodzenie prezesa nawet o kilkadziesiąt procent wyższe, niż wynagrodzenia prezesów tych spółek w 2014 roku. Znaczących obniżek płacy mogą natomiast spodziewać się prezesi Enei, PGNiG czy PHN. Należy mieć na uwadze, że kwoty wyliczeń stanowią maksymalną możliwą wysokość wypłat wraz z premią roczną. W przypadku, kiedy menedżerowie nie spełnią kryteriów jej przyznania, ich pensje powinny być znacząco niższe.

Podsumowanie i ocena nowych przepisów


Nowa ustawa kominowa znacznie lepiej niż dotychczasowa ustala rynkowe stawki wynagrodzeń oferowanych osobom zarządzającym przedsiębiorstwami państwowymi. Ponadto jest ona bardziej elastyczna i wiąże wysokość oferowanych wynagrodzeń z wielkością spółki. Należy jednak zauważyć, że nie zawsze oznacza ona ograniczenie oferowanych stawek. W przypadku tak często krytykowanego Lotosu, który jako przykład podawany jest nawet w uzasadnieniu ustawy, płaca prezesa może wzrosnąć o 5%, przy założeniu spełniania wszystkich kryteriów wypłaty premii. Należy także zauważyć, że pensja oferowana prezesom nadal będzie znacząco niższa niż wynagrodzenie oferowane przez rynek. Według raportu Sedlak & Sedlak o wynagrodzeniach zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku, mediana wynagrodzenia prezesa spółki z WIG20 (a więc porównywalnej z największymi państwowymi podmiotami) wyniosła 2 200 000 PLN. Niższe kwoty, które są dopuszczane przez ustawę mogą utrudniać pozyskanie wartościowych menedżerów.

W naszej ocenie, w nowej ustawie na pozytywną ocenę zasługuje przede wszystkim powiązanie oferowanego wynagrodzenia z wielkością spółki. Likwiduje to sytuację, w której osoby zarządzające niewielkimi podmiotami mogły otrzymywać bardzo wysokie pensje, a osobom zarządzającym największymi podmiotami, zgodnie z ustawą, było trzeba zaoferować zupełnie niekonkurencyjne wynagrodzenie. Te zmiany powinny zmniejszyć w znaczącym stopniu próby obchodzenia ustawy, w celu zaoferowania menedżerowi rynkowej stawki.

Należy jednak zauważyć, że wszelkie dotychczasowe próby regulowania wynagrodzeń menedżerów z wykorzystaniem ustawy okazały się chybione. Jest tylko kwestią czasu, kiedy doradcy znajdą furtkę do jej obchodzenia. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest stosowanie kryteriów efektywności oraz wprowadzenie regulacji zapewniających coraz wyższą jawność i sprawiedliwość płac. Wzorem Państw które najwięcej ucierpiały na kryzysie finansowym z 2008 roku, warto zwiększyć wpływ akcjonariuszy na ustalanie wynagrodzenia w spółkach.

Nowa ustawa nadal nie realizuje w pełni najważniejszego elementu filozofii leżącej u podstaw wynagradzania osób zarządzających- płacy za wyniki. Co prawda pojawiają się w niej zapisy o możliwości przyznania premii rocznej, w zależności od realizacji ustalonych wcześniej kryteriów, jednak w założeniu, ustawa nadal dąży do wyznaczania sztucznych widełek, w których powinna mieścić się pensja. W naszej ocenie problemem nie są wysokie pensje prezesów, lecz to, czy są oni wynagradzani za zwiększanie wartości spółki i wypracowywanie zysku w zarządzanym przedsiębiorstwie. Nic nie stoi przecież na przeszkodzie, aby prezes zarabiał bardzo dużo, jeżeli jego spółka przynosi bardzo wysokie zyski, a jej wartość rynkowa rośnie.

Co więcej, polskie próby sztucznego regulowania wynagrodzeń są raczej wyjątkową praktyką. Takich rozwiązań nie stosuje się na innych, dojrzałych rynkach kapitałowych. Próby ograniczania pensji osób zarządzających w spółkach publicznych pojawiły się co prawda po kryzysie finansowym roku 2008, ale polegały one na wiązaniu pensji najlepiej zarabiających z ich wynikami. Podobne do polskich praktyki dotyczyły raczej rynków przeżywających spore problemy. W 2012 roku w Hiszpanii został wprowadzony maksymalny roczny pułap wynagrodzenia prezesa banku pod zarządem państwowym. Został on ustalony w wysokości 300 tys. Euro (więc w kwocie niższej niż ta, zakładana przez nowelizację polskiej ustawy kominowej). Ograniczenia wysokości pensji pracowników państwowych obowiązują także na Węgrzech. Może ona wynosić maksymalnie 2 mln Forintów miesięcznie (ok. 27 800 PLN).

Złoty dalej umacnia się dzięki Fed

Złoty we wtorek zyskuje do euro i dolara, jednocześnie tracąc do szwajcarskiego franka i brytyjskiego funta. W drugiej połowie dnia układ sił na krajowym rynku walutowym nie powinien się już zmienić.

Poprawa nastrojów na rynkach globalnych i związany z tym wzrost apetytu na ryzyko wspierają we wtorek złotego, który w relacji do dolara jest najsilniejszy od miesiąca, a do euro od drugiej połowy kwietnia. O godzinie 12:22 kurs USD/PLN testował poziom 3,8278 zł, a EUR/PLN 4,3520 zł. Tymczasem jeszcze w końcówce maja za waluty te trzeba było zapłacić nawet 3,9874 zł i 4,4570 zł.

Obserwowane umocnienie złotego ma swe źródła poza granicami kraju. To w dalszym ciągu efekty dostosowywania się do nowych warunków, jakie pojawił się w piątek, gdy okazało się, że kondycja amerykańskiego rynku pracy nie jest tak dobra jak to wcześniej szacowano. Przypomnijmy, zgodnie z opublikowanymi w tym dniu danymi, w maju zatrudnienie w sektorze pozarolniczym wzrosło jedynie o 38 tys., podczas gdy prognozowano odczyt na poziomie 161 tyś. W dół też skorygowane dane z poprzednich miesięcy. Raport ten pokazuje odłożony w czasie efekt wyhamowania wzrostu gospodarczego w I kwartale br., a z punktu widzenia rynków finansowy oznacza odsunięcie w czasie decyzji o ewentualnej podwyżce stóp procentowych przez Fed.

Przekonanie o tym, że Fed pomimo nie tak dawnych sugestii jego przedstawicieli o nieuchronności podwyżki, nie będzie się spieszył z takim krokiem, nie zostało zburzone przez wczorajsze wystąpienie Janet Yellen. Owszem, szefowa Fed zauważyła, że obecnie pozytywy przeważają nad negatywami w amerykańskiej gospodarce, przez co plany podwyżki kosztu pieniądza pozostają aktualne, ale nie zasugerowała żadnego terminu takiej decyzji. To dziś procentuje wzrostami cen akcji na giełdach (w tym w Warszawie) oraz lekką zwyżką notowań EUR/USD, co automatycznie przekłada się na większy apetyt na złotego.

Polska waluta umacniając się do dolar i euro, jednocześnie traci w relacji do szwajcarskiego franka i brytyjskiego funta. Dziś trzeba za nich zapłacić odpowiednio 3,96 zł i 5,5785 zł. To reakcja na umocnienie obu walut na rynkach globalnych, co w tym drugim przypadku jest odreagowaniem wcześniejszej przeceny funta, wywołanej strachem przez BREXIT-em. Należy przyjąć, że funt aż do referendum w dniu 23 czerwca pozostanie pod głównym wpływem sondaży, a później będzie reagował na wyniki tego plebiscytu.

Frankowicze

Obserwując w ostatnich dniach sytuację na krajowym rynku finansowym zwraca uwagę pewne rozjechanie się różnych aktywów. Podczas gdy złoty i warszawska giełda ostatnio zyskują na wartości, rynek długu pozostaje pod presją sprzedających. To każe postawić znak zapytania przy trwałości umocnienia tych dwóch pierwszych rynków. Szczególnie w sytuacji, gdy polskim aktywom wciąż może ciążyć nierozwiązany temat frankowiczów (nowa propozycja ustawy zostanie przedstawiona przez Prezydenta dziś o godzinie 17:00), a także dotyka ich szeroko pojęte ryzyko polityczne.

Do końca dnia nastroje na głównych rynkach już nie powinny się zmienić. Wszystko co najważniejsze bowiem już się wydarzyło. Przed południem zostały opublikowane kwietniowe dane o produkcji przemysłowej w Niemczech (0,8% M/M wobec prognozowanych 0,7% M/M) i zrewidowane dane nt. dynamiki PKB dla strefy euro za I kwartał br. (1,7% R/R wobec prognozowanych 1,5% R/R). Czyli dwa raporty, które potencjalnie mogłyby wywołać dziś nieco większe emocje. Po południu wprawdzie inwestorzy poznają jeszcze finalne odczyty danych o kosztach i wydajności pracy w USA, ale prawdopodobnie zostaną one zignorowane. Oczywiście w przypadku złotego pewną niewiadomą jest projekt ustawy o pomocy dla frankowiczów, który zostanie zaprezentowany dziś o godzinie 17:00. Jest jednak wątpliwe, czy spotka się on z bezpośrednią reakcją inwestorów. Jeżeli jakakolwiek reakcja ma mieć miejsce, to raczej zobaczymy ją później, gdy projekt ten zostanie szczegółowo przeanalizowany.

Dziś rozpoczyna się dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Jego wyniki znane będą w środę około południa, a komunikat po posiedzeniu i konferencja prasowa będą mieć miejsce tradycyjnie o godzinie 16:00. Pomimo osłabienie wzrostu gospodarczego w I kwartale br. oraz przedłużającej się deflacji w Polsce, nie oczekujemy zmiany stóp procentowych ani na obecnym, ani też na kolejnych posiedzeniach Rady. W naszej opinii koszt pieniądza nie zmieni się być może nawet do końca 2017 roku, a kolejnym ruchem będzie podwyżka stóp. Aczkolwiek nie wykluczamy, że jeszcze w tym roku pojawi się dyskusja o potencjalnej ich obniżce. Taki scenariusz byłby realny jednak tylko wówczas, gdyby światowa gospodarka ponownie zaczęła się pogrążać w recesji, co równocześnie obniżyłoby wzrost gospodarczy w Polsce.

Marcin Kiepas
Główny Analityk Admiral Markets

Bank Pocztowy z sukcesem zakończył pierwszą publiczną emisję obligacji

3 czerwca br. zakończyło się przyjmowanie zapisów na obligacje w pierwszej serii emisji z Programu Publicznych Emisji Obligacji. Zgodnie z założeniami emisji Bank Pocztowy pozyskał maksymalną kwotę 50 mln zł. Celem Banku jest regularne oferowanie obligacji dla inwestorów indywidualnych. 

Bank Pocztowy z emisji pierwszej serii obligacji chciał pozyskać do 50 mln zł. Oferował obligacje dziesięcioletnie o stałym oprocentowaniu w pierwszym okresie odsetkowym równym 4,5 procent w skali roku. W kolejnych okresach oprocentowanie obligacji będzie ustalane w oparciu o stawkę WIBOR 6M plus 2,8 punktu procentowego marży. Odsetki od obligacji będą wypłacane co pół roku. Zapisy prowadzone były od 23 maja do 3 czerwca 2016 r.

W ofercie publicznej udział wzięło 709 inwestorów, a średni zapis wyniósł 70 522 zł. Stopa redukcji dla transzy niepodlegającej gwarancji zapisu wyniosła 10,71%. Nowością w emisji obligacji był sposób przyjmowania zapisów, mający na celu uchronienie inwestorów przed nadmiernymi redukcjami. W ramach oferty, Bank gwarantował przydzielenie obligacji bez dokonywania redukcji w przypadku zapisów obejmujących nie więcej niż 300 obligacji, złożonych do czasu całkowitego pokrycia puli 30 mln zł. Zapisy powyżej 300 obligacji złożone do czasu całkowitego pokrycia puli, w części przekraczającej 300 obligacji były zredukowane proporcjonalnie. Natomiast wszystkie zapisy złożone po przekroczeniu puli podlegały proporcjonalnej redukcji.

– Cieszymy się, że udało się z sukcesem zamknąć pierwszą emisję w ramach naszego Programu. Szczególnie cieszy nas to, że z naszą ofertą dotarliśmy do inwestorów, którzy do tej pory nie byli obecni na rynku kapitałowym, nie inwestowali w obligacje i nie mieli rachunków maklerskich. Dzięki temu zgodnie z planami poszerzyliśmy grono inwestorów obligacyjnych. Ponadto nowa formuła zapisów sprawiła, że średni zapis był istotnie niższy niż w przypadku innych publicznych emisji, zatem zainteresowaliśmy naszą ofertą mniejszych inwestorów indywidualnych – mówi Szymon Midera, Prezes Zarządu Banku Pocztowego.

Zarząd Banku Pocztowego w programie emisji obligacji zdecydował się skorzystać z doświadczonego partnera na rynku finansowym – Domu Maklerskiego IPOPEMA Securities. Zapisy na obligacje przyjmowane były bezpośrednio w siedzibie Domu Maklerskiego IPOPEMA Securities oraz w oddziałach firmy Expander, która jest Agentem Firmy Inwestycyjnej IPOPEMA.

Bank Pocztowy emitował obligacje podporządkowane, które po uzyskaniu zgody ze strony KNF-u mogą zostać zaliczone do funduszy własnych i tym samym wzmocnić współczynniki kapitałowe. Bank może swobodne dysponować tymi środkami i przeznaczyć je
w szczególności na finansowanie bieżącej działalności oraz na zwiększenie akcji kredytowej.

Planowana maksymalna wartość Programu Publicznych Emisji Obligacji Banku może wynieść do 1 miliarda złotych. Zatwierdzony 16 maja br. prospekt emisyjny ma ważność dwunastu miesięcy.

– Celem Banku Pocztowego jest regularne oferowanie obligacji inwestorom indywidualnym. Powinniśmy jeszcze przynajmniej raz w tym roku wyjść z naszą emisją na rynek i pozyskać kapitał. Dokładny termin kolejnej emisji będzie związany z potrzebami Banku oraz
z popytem zgłaszanym ze strony inwestorów –
podsumował Szymon Midera, Prezes Zarządu Banku Pocztowego.

Grecja prywatyzuje

Janet Yellen potwierdziła to, co wszyscy już wiedzieliśmy po słabych danych
z rynku pracy. W Grecji trwa dalszy etap prywatyzacji. Niespodziewane wybicie na funcie.

Wczorajsze przemówienie Janet Yellen potwierdziło tylko to, czego oczekiwali inwestorzy. Podwyżka tak, ale nie za wszelką cenę. Przyznała, że raport z rynku pracy jest niepokojący. Dane te wymuszają korektę oczekiwań wobec kolejnych parametrów. Stwierdziła ona jednak, że w dalszym ciągu liczba pozytywnych czynników wspierających wzrost, zarówno zatrudnienia jak i inflacji, przeważa nad negatywnymi. Widać było próbę utrzymania optymistycznego nastroju, jednakże szefowa FED nie była w tym szczególnie wiarygodna. Podwyżka w czerwcu jest niemalże wykluczona, ale w kolejnych miesiącach w dalszym ciągu szanse są spore. Co ciekawe, w trakcie wystąpienia spadała giełda w USA, mimo to potem odbiła w górę. Dla parkietu są to mieszane sygnały. Z jednej strony wolniej rozwijająca się gospodarka to problem, z drugiej gdyby rozwijała się szybciej to oznaczałoby rychły koniec tak taniego pieniądza.

W Grecji ostatni etap walki o środki od Eurogrupy. Warunkiem jest zgoda na prywatyzację części udziałów w największym w kraju operatorze telekomunikacyjnym. Nie bez znaczenia jest też zgoda na sprzedaż terenów w centrum Aten po starym lotnisku. Rząd otrzymał na podpisanie tych deklaracji 24h i zapowiada, że spełni te warunki. Dzięki temu uruchomiona zostanie kolejna transza pomocy dla Aten. Do końca czerwca będzie to 7,5 mld euro. Dla porównania, kwota ta to ponad połowa polskiego deficytu. Jesienią Grecy mają otrzymać kolejną, odrobinę mniejszą porcję. Prywatyzacja najcenniejszych składników majątku wydaje się obecnie jedyną logiczną szansą, by znaleźć dodatkowe środki nie przygniatając obywateli kolejnymi obciążeniami fiskalnymi. Istnieje natomiast ryzyko strajków pracowników prywatyzowanych zakładów. Boją się oni redukcji przerostów zatrudnienia.

Ciekawe zjawisko miało miejsce we wczesnych godzinach porannych na rynkach. Tuż po godzinie 6:00 rano funt gwałtownie zyskał na wartości. Było to widać na wszystkich parach związanych z brytyjską walutą. Prawdopodobnie było to związane z dużym ruchem na parze GBP/USD, gdyż w tym samym czasie dolar stracił chwilowo na wartości. Względem złotego funt zyskał 6 groszy, po czym niemal natychmiast oddał ¾ tej wartości w ramach ruchu powrotnego.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

S&P 500 – kontynuacja wzrostów

Chart [SP500], W1, 2016.06.07 07:23 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Indeks pięciuset największych spółek amerykańskich kontynuuje swoje wzrosty. Na interwale tygodniowym notowania powoli przebijają strefę podaży 2072-2016. Warto zauważyć, że znajdujemy się na tegorocznych szczytach. Ostatnie wzrosty spowodowane są fatalnymi danymi z amerykańskiego rynku pracy. Złe wiadomości gospodarcze napływające z Stanów Zjednoczonych oznaczają bowiem odłożenie w czasie podwyżki stóp procentowych.

Należy pamiętać, że fundamenty wskazują na nadchodzącą recesję, jednakże giełdy często ignorują ten fakt. Według teorii finansów behawioralnych ruch wzrostowy może potrwać jeszcze przez kilka, kilkanaście miesięcy. Kontynuacja mocnych wzrostów powinna zachęcić do inwestycji ludzi, którzy nie mieli wcześniej styczności z inwestycjami. Po takim zabiegu główni inwestorzy pozbędą się swoich papierów wartościowych i wcześniej czy później zabraknie kupujących.

Mateusz Groszek
Młodszy Analityk Rynków Finansowych

Wracają pytania o Chiny

Dane o produkcji przemysłowej Niemiec mamy już za sobą, w Europie został jeszcze finalny odczyt PKB za pierwszy kwartał. Powinien być taki sam jak wstępny wynik przed miesiącem, czyli 1,5 proc. na plusie, więc na razie powodów do zmartwień nie ma. Niemcy też wypadli dobrze, z produkcją lepszą od prognoz. Po wczorajszych słabych danych o zamówieniach w przemyśle nastrój wyraźnie się poprawił. 

Wczorajsze dane z Niemiec wprowadziły jednak pewien niepokój na rynku, gdyż gorsze dane o zamówieniach mogą oznaczać, że spadł popyt zagraniczny. Nic więc dziwnego, że po raz kolejny wraca temat kondycji chińskiej gospodarki. Pewne istotne informacje na ten temat przyniosą najbliższe dni: jutrzejsze wyniki chińskiego handlu zagranicznego, a w czwartek – dane o inflacji. Bilans eksportu i importu Państwa Środka może rzucić trochę światła na słaby odczyt zamówień w niemieckim przemyśle. Jeżeli zawinili Chińczycy, wnioski mogą być dla Berlina mało optymistyczne.

Dzisiaj rano o 6.00 funt nagle skoczył do góry. Chwile potem spadł, ale wzrost był duży i nie poparty żadnymi ważnymi informacjami z rynku. Trudno za takie uznać opublikowane wczoraj wieczorem dwa sondaże dające minimalna przewagę zwolennikom pozostania Wielkiej Brytanii w UE. Część inwestorów uważa, że był to efekt błędu przy składaniu bardzo dużego zlecenia, co przy niewielkiej płynności rynku o tej porze dnia mogło wywołać duży ruch na funcie. Jakie nie byłyby przyczyny gwałtownego skoku notowań, lepiej mieć dzisiaj szterlinga na oku. W brytyjskim kalendarzu makro nic wielkiego dzisiaj się nie dzieje (indeks cen nieruchomości Halifax nie należy raczej do pierwszej ligi), ale twarde dane z gospodarki już dawno przestały mieć znaczenie dla notowań brytyjskiej waluty.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Zmiany w Zarządzie i Radzie Nadzorczej Grupy Amica

Aleksander Skirmuntt o programie Mieszkanie+

​Janet Yellen – podwyższy czy nie?

Wczorajszego dnia o godzinie 18.30 odbyła się konferencja Prezesa FED-u, Janet Yellen. Poniżej najważniejsze informacje, o których mieliśmy okazję się dowiedzieć:

  • Podwyżka stóp procentowych zależy od kondycji gospodarki
  • W gospodarce jest lepiej niż gorzej
  • Obecna polityka monetarna jest na dobrej drodze
  • Ostatni raport z rynku pracy jest niepokojący
  • Nie można przywiązywać do jednych danych makroekonomicznych zbyt dużej wagi
  • Inne wskaźniki pokazujące kondycje rynku pracy są pozytywne
  • Ostatni optymizm wokół gospodarki opada

oraz

  • Ryzyko globalne w dalszym ciągu wymaga kontroli
  • Brexit będzie miał znaczny wpływ na gospodarkę światową
  • Chiny powoli stają na nogi

Według Prezesa FEDu pozostałe wskaźniki mierzące siłę rynku amerykańskiego są pozytywne. Z powyższego wykresu możemy odnieść odmienne zdanie. Nawet wskaźnik opracowany przez FED wskazuje na słabnący rynek pracy od kilku miesięcy.

Mateusz Groszek
Młodszy Analityk Rynków Finansowych

Admiral Markets AS Oddział w Polsce

AUD/USD – po RBA

Chart AUDUSD, H4, 2016.06.07 06:33 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Dzisiejszego poranka o godzinie 6.30 poznaliśmy decyzje w sprawie stóp procentowych RBA. Stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie. Poniżej najważniejsze rzeczy, które zostały zawarte w protokole Banku Centralnego:

  • Polityka nie zostanie zmieniona do czasy gdy inflacja osiągnie cel
  • Globalna gospodarka rozwija się wolniej
  • Zdławione ceny powoli zaczęły rosnąć
  • Inflacja pozostanie na niskim poziomie jeszcze przez jakiś czas

Po opublikowanym protokole dolar australijski umocnił się względem dolara amerykańskiego. Na interwale czterogodzinnym najbliższe wsparcie znajduje się w strefie 0.733-0.735. Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu wzrostowego na parze walutowej AUD/USD.

Mateusz Groszek
Młodszy Analityk Rynków Finansowych

Czy Polska poradzi sobie w przypadku zamachu terrorystycznego?

W kwestii bezpieczeństwa w dzisiejszych czasach trzeba zakładać najgorsze scenariusze. Zamachy z Paryża czy Brukseli dają nam jasno do zrozumienia, że nigdy nie można czuć się wolnym od zagrożenia. Czy Polska pod względem procedur dałaby sobie radę w przypadku potencjalnego zamachu? – W Polsce określona jest lista obiektów objętych specjalnym nadzorem, to elementy infrastruktury krytycznej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Piotr Ciepiela z EY. Więcej w materiale wideo.

E-petrol: Podczas wakacji możliwe podwyżki cen paliw szczególnie w zachodniej Polsce i miejscowościach wypoczynkowych

0

CEO Magazyn Polska

W tym tygodniu cena benzyny na stacjach powinna rosnąć. Analitycy E-petrol spodziewają się, że przed 12 czerwca popularna 95 osiągnie wartość 4,48-4,57 zł za litr. Najbardziej może jednak zdrożeć olej napędowy, za który trzeba będzie zapłacić 4,21-4,32 zł/l. Cena LPG także może wzrosnąć. Podczas wakacji największe podwyżki spodziewane są w zachodniej Polsce i miejscowościach wypoczynkowych.

– Okres wakacyjny będzie zapewne szczytem cenowym, zarówno, jeśli chodzi o benzynę, jak i o olej napędowy – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Grzegorz Maziak, analityk rynku paliw w firmie E-petrol.pl. – Możemy obserwować poziomy rzędu 4,60, a nawet 4,70. W czasie wakacji droższe są zwłaszcza województwa Polski Zachodniej, a także typowo turystyczne.

Jak wynika z ostatniej analizy E-petrol.pl rynek paliw w ubiegłym tygodniu odnotował lekką korektę w utrzymującym się już od pewnego czasu trendzie wzrostowym. W ostatni piątek średnia cena metra sześciennego 95-oktanowej benzyny bezołowiowej wynosiła 3589 zł, a więc o 20 zł mniej niż podczas zamknięcia poprzedniego weekendu. W przypadku Pb98 ruch był minimalny – paliwo kosztowało 3820 zł, czyli o 5 zł mniej niż tydzień temu, a poziom cen oleju napędowego wyniósł 3411 zł, co było niemal takim samym rezultatem jak siedem dni wcześniej. Minimalna obniżka objęła również olej opałowy. Przeciętna cena tego paliwa wyniosła 2182 zł za metr sześcienny.

Analitycy E-petrol spodziewają się w tym tygodniu ruchu wzrostowego w cenach na stacjach benzynowych. Dla Pb98 prognozowana jest wartość od 4,76 do 4,85 zł za litr, natomiast w przypadku popularnej, bezołowiowej 95-ki: 4,48-4,57 zł/l. Najbardziej może wzrosnąć, zdaniem specjalistów, cena oleju napędowego, która powinna wynieść 4,21-4,32 zł/l. Wyjątkowo niskie ceny autogazu również mogą ulec minimalnemu podwyższeniu i powinny ulokować się w przedziale od 1,57 do 1,63 zł/l.

– Poziom oleju napędowego w okolicach 4,40 jako tegoroczny szczyt jest prawdopodobny – uważa Grzegorz Maziak. – W przypadku autogazu warto zauważyć, że jest to cały czas paliwo, w stosunku do tradycyjnych, bardzo tanie. W związku z tym stanowić powinno, szczególnie w okresie letnim, ciekawą alternatywę. Jako jedyne ma także szansę na niewielką, korekcyjną obniżkę mniej więcej do poziomu 1,55 zł.

W ubiegłym tygodniu notowania ropy naftowej na giełdzie w Londynie wahały się w okolicach poziomu 50 dol. za baryłkę. Najwięcej za surowiec Brent płacono w piątek przed południem, kiedy jego cena sięgała nawet 50,32 dol. Najtaniej można było kupić ropę we środę, kiedy ustanowiła tygodniowe minimum na poziomie 48,65 dol.

 

Kondycja strefy euro ma się poprawić. Pomóc w tym mogą rosnące zyski z eksportu oraz ewentualne dalsze działania EBC

CEO Magazyn Polska

Wskaźniki PMI pokazują, że kondycja ekonomiczna strefy euro w następnych kwartałach powinna się poprawiać. Zdaniem Piotra Szuleca z Pioneer Pekao Investments pomóc w tym powinny m.in. ewentualne, dalsze działania ze strony Europejskiego Banku Centralnego w zakresie stóp procentowych oraz programu najtańszych pożyczek w historii TLTRO II.

– Dzisiaj panuje przekonanie, że gospodarka europejska z kwartału na kwartał będzie zachowywała się coraz lepiej – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Szulec, dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investments. – Pierwszy kwartał co prawda nie był najsilniejszy, ale dane z poszczególnych gospodarek europejskich zaskoczyły pozytywnie.

Poprawiający się stan gospodarki europejskiej, jak zauważa Piotr Szulec, obrazują m.in. wskaźniki wyprzedzające koniunktury PMI dla poszczególnych branż gospodarki strefy euro. Wyższe niż 50 punktów wartości świadczą o rozwoju, mniejsze oznaczają pogorszenie i sygnalizują początek recesji. PMI niższy niż 40 wskazuje poważny kryzys gospodarczy. Ostatnie wskaźniki kształtują się na poziomie 51, 52, 53 pkt. Na przykład opublikowany w maju br. PMI przemysłu przetwórczego strefy euro wyniósł 51,5 pkt.

– Sytuacja jest więc stabilna i europejska gospodarka ma się dobrze – ocenia Piotr Szulec.

Jego zdaniem kondycja ekonomiczna strefy euro nadal powinna się poprawiać. Pomóc w tym może ostatnie osłabienie europejskiej waluty, ewentualne dalsze działania Europejskiego Banku Centralnego w zakresie stóp procentowych oraz zapowiadane na ten miesiąc uruchomienie programu najtańszych w historii pożyczek dla systemów bankowych TLTRO II. Oba działania, jak zaznacza Szulec, prowadzą bowiem do osłabienia europejskiej waluty, a tym samym do zwiększenia zysków eksporterów, szczególnie niemieckich, którzy w ostatnich miesiącach mocno przyhamowali.

– To powinno być czynnikiem napędowym – prognozuje Piotr Szulec. – Plus oczywiście konsumpcja indywidualna, która utrzymuje się na relatywnie wysokim poziomie, ale mam nadzieję, że przyspieszy.

Czynnikiem ryzyka, jak wskazuje dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investments, jest brexit, czyli zapowiadane na czerwiec referendum w sprawie ewentualnego opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej. Sondaże wskazują jednak, że przewagę mają zwolennicy pozostania tego kraju w strukturach UE. Dla rynków jest to, póki co, scenariusz bazowy.

– Wyniki takich badań zmieniają się jednak właściwie z dnia na dzień czy z tygodnia na tydzień – zastrzega Piotr Szulec. – Gdybyśmy mieli do czynienia z niekorzystnym dla UE wynikiem referendum to w kontekście dzisiejszych oczekiwań zaskoczenie byłoby dosyć duże, co mogłoby zasadniczo zwiększyć zmienność na rynkach.

Sytuacja, jak zaznacza analityk, na dzisiaj jest jednak w miarę stabilna i opanowana. Kwestia grecka, z którą mieliśmy do czynienia ostatnio, minęła i ewentualny brexit to, jak podkreśla Szulec, jedyny czynnik ryzyka w nadchodzących tygodniach.

Spadki na GPW powinny się wkrótce skończyć. W II połowie roku niektóre spółki dadzą zarobić

CEO Magazyn Polska

Jeśli nie nastąpią żadne nieprzewidziane wydarzenia, polska gospodarka i polska giełda powinny w drugiej połowie roku radzić sobie lepiej niż w pierwszej, uważa Roland Paszkiewicz z CDM Pekao SA. Pomoże uspokojenie nastrojów wokół OFE oraz wzrost inwestycji. Jednak do inwestowania w spółki zależne od decyzji politycznych lepiej podchodzić z dystansem.

– Patrząc przez pryzmat ostatnich wydarzeń można było się bać. Natomiast, jeśli odniesiemy to do historii, czyli do tego, że jest to kolejna odsłona strachów związanych z OFE podobnie jak w 2013 roku, w czerwcu i wrześniu, wtedy tego typu osłabienie w stosunku do MSCI Emerging Markets można było potraktować jako dobrą okazję do zakupów – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor  Roland Paszkiewicz, dyrektor działu analiz Centralnego Domu Maklerskiego Pekao SA.

Warszawska giełda, po niezłej końcówce stycznia oraz lutym i marcu, kiedy to WIG20 wzrósł o kilkanaście proc., już trzeci miesiąc z rzędu notuje spadki. W sumie bilans od początku roku jest ujemny: indeks największych spółek stracił w tym czasie 3,33 proc., i to po mocno spadkowym 2015 roku. Indeks szerokiego rynku WIG spadł mniej, o 1,9 proc. Natomiast grupujący rynki 23 krajów wschodzących, w tym Polski, ale też m.in. Grecji, Rosji, Chin i Brazylii zyskał w tym czasie 2,78 proc.

– Jeśli nie napłyną na rynek dodatkowe przerażające wiadomości wydaje się, że również będzie tak i tym razem, czyli tę najgorszą odsłonę paniki mamy już raczej za sobą. W związku z tym kolejne tygodnie powinny być spokojniejsze, powinniśmy choć trochę odzyskać tę siłę utraconą obecnie innych rynków wschodzących.

Niepokój inwestorów wzbudziły informacje o planach rządu dotyczących połączenia wszystkich OFE w jeden fundusz, który byłby zarządzany przez państwową instytucję, czyli de facto nacjonalizacji resztek OFE pozostałych po „reformie” z 2013 r. Zdaniem analityka ich wpływ na niskie notowania powinien jednak słabnąć. Nie oznacza to, że warto angażować się w zakup wszystkich tanich akcji.

– Wydaje się, że nadal trzeba raczej ostrożnie podchodzić do spółek uwikłanych politycznie – mówi Paszkiewicz.– Patrząc przez pryzmat oczekiwań co do polskiej gospodarki wydaje się, że duża część spółek ma jednak szansę poprawić wyniki. Tam, gdzie nie będzie dużego wpływu decyzji niebiznesowych. Moim zdaniem powinniśmy zobaczyć powolne odradzanie się polskiej gospodarki w stosunku do tych słabych odczytów za I kw., szczególnie za marzec, II połowa roku ze względu na efekt chociażby programu 500+, a przede wszystkim na to, na co wydaje się rynek bardzo mocno liczyć, czyli odbudowanie inwestycji zarówno publicznych, jak i prywatnych powinno być już dużo lepsze niż I kw. tego roku.

Zamiast przeznaczonego do likwidacji Ministerstwa Skarbu Państwa od nowego roku miałaby powstać agencja rządowa. Obecny szef resortu publicznie zapowiedział, że będzie się ubiegał o stanowisko jej zwierzchnika.

– To jest tak naprawdę przeniesienie odpowiedzialności – komentuje Roland Paszkiewicz. – Diabeł pewnie będzie w tym przypadku tkwił w szczegółach, czyli czy to zwiększy czy zmniejszy poziom kompetencji osób, które będą się tym zajmować. Natomiast wydaje mi się, że to nie jest decyzja z gatunku kluczowych dla polskiej gospodarki. Raczej mamy do czynienia nadal z próbami koncentracji władzy nadzoru korporacyjnego w jednym miejscu i to będzie po prostu jego uwieńczenie.

Przekonuje, że rzetelna ocena takich posunięć, o ile zostaną dokonane, zależy od tego, które z przedstawianych pomysłów zostaną wprowadzone w życie i w jakim zakresie. Dopiero kiedy szczegóły rozwiązań staną się znane, będzie można ocenić ich wpływ na poszczególne spółki.

– Najważniejsze nie jest o to, kto nadzoruje, tylko jak ten nadzór wygląda i jakie mają pomysły nadzorujący na ten biznes – podsumowuje Paszkiewicz. – Słyszeliśmy o tym, że spółki kontrolowane przez skarb państwa mają wykorzystywać wzajemne synergie. To z jednej strony może być dobry pomysł, na pewno zły dla poddostawców czy kooperantów niebędących spółkami skarbu państwa. Lecz z drugiej strony to też jest kwestia tego, w jaki sposób ma wyglądać ta współpraca. To będzie zależało od szczegółów, czyli jak będą wyglądały porozumienia czy też umowy pomiędzy poszczególnymi spółkami, jak one będą atrakcyjne dla poszczególnych stron.

W Polsce nadmiernie wykorzystywane jest leczenie szpitalne. Nawet co piąta hospitalizacja jest nieuzasadniona

CEO Magazyn Polska

Leczenie ambulatoryjne zamiast hospitalizacji – eksperci przekonują, że taka zmiana mogłaby znacząco usprawnić polski system opieki zdrowotnej. Dziś nawet 20 proc. pobytów w szpitalach można by uniknąć. Tym bardziej że hospitalizacja to znacznie droższe rozwiązanie. Takich oszczędności system bardzo potrzebuje, bo nakłady publiczne na tę sferę są wciąż dużo niższe niż w innych państwach europejskich. Wyzwania stojące przed polską polityką zdrowotną będą głównym tematem 4. Szczytu Zdrowie, który odbędzie się 20 czerwca w Warszawie. 

Tego, w jakiej kondycji jest polska służba zdrowia, doświadcza każdy, kto ma z nią kontakt. Każdy kij ma jednak dwa końce. Z jednej strony, zważywszy na niskie nakłady, które przeznaczamy na ochronę zdrowia w Polsce, możemy powiedzieć, że mamy fantastycznie działający system. Z drugiej strony, system jako całość działa nieefektywnie, nie spełnia oczekiwań, jakie mamy wobec systemu ochrony zdrowia działającego w kraju Unii Europejskiej w XXI wieku – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mariusz Gujski, redaktor naczelny „Służby zdrowia”.

Polska przeznacza na ochronę zdrowia 4,4 proc. PKB. Choć obecnie wydatki na opiekę medyczną są o połowę wyższe niż 10 lat temu, to wciąż nie możemy dogonić Europy. Średnia europejska to ok. 7 proc., a WHO ocenia, że dla krajów naszego regionu optymalnym wynikiem jest 6 proc. PKB. Brakuje nam nie tylko do światowych gigantów (USA – 18 proc. PKB, Niemcy – 11,3 proc., Japonia – ponad 10 proc.), ale wydajemy o 30 proc. mniej niż przeciętny członek OECD. Jak przekonuje Gujski, bardzo niskie wydatki nie są jednak naszym jedynym problemem.

Mamy przestarzałą strukturę. Świat idzie w takim kierunku, by system ochrony zdrowia organizować w stronę opieki ambulatoryjnej, a nie szpitalnej. Powinniśmy wcielić w życie hasło, że pacjent, który może chodzić, nie powinien leżeć. Szpitalnictwo jest najdroższą formą leczenia, a nie w każdym przypadku jest uzasadnione, by pacjent trafiał do szpitala – podkreśla ekspert.

Tylko w latach 2000–2012 liczba hospitalizacji w stosunku do liczby mieszkańców wzrosła o ok. 20 proc. (dane OECD). Obecnie nawet co piąta hospitalizacja jest nieuzasadniona. Tymczasem jeden dzień pobytu w szpitalu kosztuje przeciętnie kilkaset złotych. Hospitalizacje mogłyby być rzadsze, gdyby wzmocniono opiekę podstawową, a lekarze mieli większą możliwość diagnozowania. Zbyt mała liczba lekarzy powoduje jednak, że są oni przemęczeni, przyjmują zbyt wielu pacjentów, w efekcie łatwiej im dać skierowanie do szpitala.

Problemem jest też to, że nie rozumiemy idei zdrowia publicznego. Nasze zdrowie zależy przede wszystkim od nas samych. Systemy opieki zdrowotnej wpływają na stan zdrowia społeczeństwa jedynie w około 10 proc., geny, w które jesteśmy wyposażeni, i środowisko po 20 proc., a aż 50 proc. to nasz styl życia: to, jak się odżywiamy, czy uprawiamy aktywność ruchową oraz czy rozsądnie korzystamy z używek – tłumaczy Gujski.

W tym roku, 20 czerwca, już po raz czwarty odbędzie się Szczyt Zdrowie organizowany przez Instytut Ochrony Zdrowia we współpracy z Narodowym Instytutem Zdrowia Publicznego. W tym roku głównym tematem będzie finansowanie służby zdrowia, polityka lekowa państwa, znaczenie POZ dla systemu ochrony zdrowia i zapowiadane zmiany w Narodowym Funduszu Zdrowia.

Chcemy też rozmawiać o organizacji podstawowej opieki zdrowotnej. Chodzi o to, by lekarze byli wyposażeni w więcej kompetencji tak, by lekarz rodzinny był w stanie załatwić większą liczbę problemów zdrowotnych. Dobry lekarz rodzinny jest w stanie nawet 80 proc. problemów zgłaszającego się pacjenta rozwiązać we własnym gabinecie – wskazuje redaktor naczelny „Służby zdrowia”.

Najważniejsi uczestnicy środowiska, tzn. menadżerowie, politycy, urzędnicy, przedstawiciele sektora publicznego, świata biznesu oraz organizacji pozarządowych z Polski i Europy, będą również rozmawiać o wynagrodzeniu personelu medycznego w Polsce. Obecnie należy ono do najniższych w Europie, w efekcie brakuje zarówno lekarzy (2,19 lekarza na tysiąc mieszkańców), jak i pielęgniarek (5,3).

W konferencji swoją obecność potwierdził minister zdrowia, sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia i dwóch podsekretarzy. Będą również uczestniczyć decydenci zdrowotni, politycy, lekarze, przedstawiciele różnych grup zawodów medycznych, a także interesariusze całego systemu, czyli oprócz dyrektorów szpitali przedstawiciele marszałków, Samorządowej Polski, pacjenci i pielęgniarki. Jesteśmy otwarci i liczymy na dużą frekwencję – podkreśla Mariusz Gujski.

Niskie stopy procentowe sprzyjają rynkowi nieruchomości. Ceny mieszkań stoją w miejscu

CEO Magazyn Polska

Sytuacja na rynku mieszkaniowym od 2014 roku zdecydowanie się poprawia – jest większy popyt na mieszkania, a deweloperzy, nadążając za rynkiem, nie wyprzedzają go, co powoduje równowagę między dostępną ofertą a zainteresowaniem klientów. Z tego powodu ceny pozostają i w najbliższym czasie pozostaną stabilne. Zdaniem Tomasza Łapińskiego z Ronsona prędzej można się spodziewać ich wzrostu niż spadku. Rynkowi sprzyjają niskie stopy procentowe.

Z jednej strony niskie stopy procentowe oznaczają niskie koszty kredytów hipotecznych dla osób, które posiłkują się takimi kredytami, aby zakupić mieszkanie, z drugiej strony niskie stopy procentowe wypychają oszczędności z kont bankowych – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Łapiński, dyrektor finansowy Ronson. – Wielu klientów znajduje w mieszkaniach alternatywę do inwestowania swoich pieniędzy. Tak długo jak stopy procentowe są na niskim poziomie, a ogólna sytuacja na rynku pracy nie jest zła, można się spodziewać, że popyt będzie się utrzymywał na dobrym poziomie.

W ciągu pierwszych czterech miesięcy roku do użytkowania oddano w Polsce niemal 50 tys. mieszkań, o 18 proc. więcej niż rok temu. Pozwoleń na budowę bądź zgłoszeń planowanych budów z projektem budowlanym odnotowano niemal 61 tys., o 13 proc. więcej niż rok wcześniej. Natomiast liczba rozpoczętych budów w tym okresie przekroczyła 54,7 tys., co jest wynikiem lepszym od ubiegłorocznego o 10,5 proc. W przypadku inwestycji deweloperskich wzrosty kształtują się na poziomach odpowiednio 61,9 proc., 13 proc. oraz 7,1 proc.

Podaż ze strony deweloperów nadąża za popytem, natomiast nie mamy do czynienia z powstawaniem nawisu po stronie podażowej. Ta oferta nie jest nadmiernie rozbudowywana przez deweloperów, co ostatecznie wpływa na to, że mamy do czynienia ze stabilizacją cen mieszkań. Tak długo, jak działalność deweloperów jest dopasowana do bieżącego popytu, tak długo można oczekiwać, że wahań cenowych na rynku nie będzie – ocenia Łapiński.

Jego zdaniem prawdopodobieństwo, że ceny w tym roku pójdą lekko w górę jest większe, niż że w przewidywalnym czasie zaczną spadać. Z danych Home Brokera wynika, że w ciągu ostatniego roku wzrosły średnie ceny transakcyjne w Krakowie (4,8 proc.) i Poznaniu (6,7 proc.), we Wrocławiu pozostały na niezmienionym poziomie (spadek o 0,1 proc.), a w Warszawie obniżyły się o 2,3 proc., pozostając na najwyższym w Polsce spośród wielkich miast poziomie – przeszło 7 tys. zł za 1 mkw. W Szczecinie średnia cena wzrosła o 0,7 proc. Ronson obecny jest na wszystkich tych rynkach oprócz Krakowa.

Na wszystkich tych rynkach mamy do czynienia z korzystną sytuacją. Szczecin jest trochę innym rynkiem, bo dużo płytszym od rynków wrocławskiego czy poznańskiego. W mieście, w którym przyrasta liczba mieszkańców, które się dynamicznie rozwija, sytuacja na rynku mieszkaniowym jest zupełnie inna niż w aglomeracjach, gdzie liczba ludności spada. To łatwo można sprawdzić po cenach mieszkań np. w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, odnosząc je do cen nowych mieszkań np. w Łodzi czy w niektórych miastach Górnego Śląska, gdzie mamy inną sytuację demograficzną. To się przekłada na inną relację podaży i popytu na rynku mieszkaniowym – wyjaśnia Łapiński.

W Łodzi ceny mieszkań spadły w ciągu roku o 18,9 proc., w Katowicach – o 6,5 proc.

W miastach, w których przyrasta liczba mieszkańców, widać też silniejszy trend do kupowania mieszkań nie tylko na własne potrzeby, lecz także w celach inwestycyjnych, zwłaszcza w stolicy. Nie wszyscy kupują takie mieszkania za gotówkę.

– Często również ci klienci posiłkują się kredytami hipotecznymi. Jeżeli ktoś ma do zainwestowania kwotę 400 czy 500 tys. zł, to nie jest to jednoznaczne z tym, że chce ją w całości wydać na zakup jednego mieszkania. Często jest zainteresowany tym, aby kupić dwa mieszkania z wkładem własnym na poziomie 40 czy 50 proc. – mówi dyrektor finansowy spółki Ronson.

Innowacje i rozwój w pierwszej piątce priorytetów członków rad nadzorczych. Coraz ważniejsze stają się także cyberbezpieczeństwo i sytuacja społeczno-polityczna

CEO Magazyn Polska

Strategia, rozwój, wyniki, fuzje i przejęcia oraz innowacyjność to kwestie, które według przewidywań członków rad nadzorczych i rad dyrektorów będą miały największy wpływ na ich działalność w następnych dwóch latach. W Polsce znacznie wyżej niż w innych krajach znalazła się niepewność sytuacji społeczno-politycznej. Rady nadzorcze coraz częściej wskazują na cyberzagrożenia, wciąż jednak jesteśmy w tyle pod względem zabezpieczeń w tym zakresie.

– W naszym badaniu respondenci z Polski odpowiedzieli, że podstawowe priorytety dla rad nadzorczych to rozwój i innowacje, ale oprócz tego tradycyjne obszary zainteresowania rad, takie jak wyniki i budowanie wartości dla akcjonariuszy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dorota Snarska-Kuman, partner w sektorze instytucji finansowych, lider programu rozwoju rad nadzorczych Deloitte. – Na piątym miejscu wśród najważniejszych dla rad kwestii jest niepewność sytuacji polityczno-ekonomicznej.

Deloitte przebadało 271 członków rad nadzorczych i rad dyrektorów z Europy, Bliskiego Wschodu i RPA (w tym 14 z Polski), pytając ich o kwestie, które najmocniej odcisnęły swoje piętno na ich działalności w ostatnim roku, oraz o te, które ich zdaniem będą najważniejsze w nadchodzących 24 miesiącach.

Na pierwszym miejscu znalazła się strategia, zarówno wśród dotychczasowych priorytetów, jak i przyszłych. Z drugiego na czwarte miejsce spadły fuzje i przejęcia, z trzeciego na szóste – zarządzanie kapitałem, a z czwartego na 10. – redukcja kosztów. Wzrosła za to pozycja innowacyjności (ruch w górę o pięć pozycji na piąte miejsce) oraz rozwoju (awans o cztery pozycje, miejsce drugie). Wyniki przesunęły się o dwa miejsca w górę na najniższy stopień podium.

To, co odróżnia Polaków od uśrednionych wyników, to obawa o rozwój sytuacji społeczno-politycznej, która w całej puli ankietowanych wylądowała dopiero na 17. miejscu.

– Odróżniamy się negatywnie od reszty w obszarach, które dotyczą dobrych praktyk. Przykładowo, w Polsce jest niewielkie zrozumienie tematu różnorodności i nie chodzi tylko o różnorodność płci, lecz także na przykład o różnorodność wieku i kompetencji – mówi Snarska-Kuman. – To pokazuje, że jeszcze wiele musimy zrobić, żeby te elementy zostały uwzględnione przy doborze składu rady nadzorczej.

Tymczasem różnorodność członków rady (pod względem kompetencji, płci, narodowości lub wieku) została uznana za drugie najważniejsze kryterium efektywnego działania rady nadzorczej.

Nie lepiej jest z oceną działań rady nadzorczej, które tylko w Polsce i na Bliskim Wschodzie podlegają w stu procentach ocenie wewnątrz firmy. Największy odsetek firm deklarujących kontrolę zewnętrzną pochodził z Irlandii i Francji (71 proc.).

 Członkowie rad nadzorczych w 20 krajach, które przebadaliśmy, mają pełną świadomość co do tego, że bezpieczeństwo w obszarze informatyki jest bardzo ważne, a zagrożenia w tym obszarze mogą decydować o funkcjonowaniu firm – podkreśla Wiesław Thor, doradca zarządu Deloitte i członek rady nadzorczej mBank SA. – Tutaj, niestety, Polska trochę odstaje od średniej krajów badanych. Tylko Rumunia wypada gorzej. Aż jedna piąta firm nie dysponuje zorganizowanym planem w zakresie cyberbezpieczeństwa. Niedobrze to o nas świadczy, ponieważ skoro nie mamy planu, to znaczy, że nie mamy dobrze przemyślanej tej sfery, a jedyne, co nami kieruje, to lęk przed zagrożeniami.

Oznacza to, że członkowie polskich rad nadzorczych mają świadomość ryzyka, jakie dla firmy stanowią cyberataki, jednak nie weryfikują, czy zostały wdrożone odpowiednie środki zapobiegawcze, zazwyczaj uznając, że to rola zarządu. A to właśnie cyberbezpieczeństwo w odczuciu całej ankietowanej grupy najmocniej zyskało na znaczeniu, awansując w rankingu o 10 pozycji na 13. miejsce.

Niektóre różnice mogą się brać z faktu, że występują właściwie trzy modele funkcjonowania nadzoru w firmach. Mamy model anglosaski, jednopoziomowy, w którym zarząd i rada nadzorcza to jedno ciało, składające się z dyrektorów wykonawczych i niewykonawczych – podkreśla Thor. – 13 spośród 20 badanych krajów reprezentuje ten model. Są też modele dwupoziomowe z samodzielną radą nadzorczą, jak w Niemczech, Austrii i w Polsce. Natomiast w czterech krajach występuje model mieszany, w którym przedsiębiorstwo może się zdecydować na jeden lub drugi model.

Do tej grupy należą Włochy, gdzie oba modele cieszą się równą popularnością, a także Francja, gdzie przeważa model jednopoziomowy, oraz Holandia i Rumunia, gdzie częściej występuje struktura dwupoziomowa. Skutkuje to właśnie wspomnianym stosunkiem do podziału obowiązków, do których rada się nie poczuwa, uznając je za kompetencje zarządu, a także rzadszymi spotkaniami członków rady i ich mniejszym wpływem na codzienne funkcjonowanie spółek.

Biedronka promuje czytelnictwo w Polsce. Kolejne 100 tys. zł trafiło do autorki najlepszego tekstu dla dzieci

CEO Magazyn Polska

Sieć Biedronka po raz drugi wybrała autora najlepszego tekstu dla dzieci. Laureatką została Monika Radzikowska, która otrzyma 100 tys. zł i możliwość opublikowania swojej pracy w formie książki. Trafi ona do sklepów w listopadzie, po zakończeniu drugiego etapu konkursu na ilustracje do zwycięskiego tekstu. Kampania „Piórko” prowadzona przez Biedronkę ma promować czytelnictwo i rolę literatury w podtrzymywaniu rodzinnych więzi.

– Już organizując pierwszą edycję konkursu w ubiegłym roku, wiedzieliśmy, że będzie to konkurs realizowany przez wiele lat. Cieszymy się, że efekty tej pierwszej edycji nas w tym postanowieniu utwierdziły. Ponad 4 tys. prac autorów tekstów i ponad tysiąc propozycji ilustracji były silnymi argumentami za kontynuacją – mówi agencji informacyjnej Newseria Alfred Kubczak, dyrektor ds. korporacyjnych Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka.

Ubiegłoroczna edycja „Piórka” zdobyła wyróżnienie w konkursie Kampania Społeczna 2016. Zdaniem kapituły nagrody kampania Biedronki miała realny wpływ na promocję polskich autorów i ilustratorów. Kampanię realizowały AM Art-Media Agencja PR oraz agencja komunikacji marketingowej Xcommunica. Książka, która zwyciężyła w poprzedniej edycji konkursu, sprzedała się w nakładzie ponad 30 tys. egzemplarzy.

– Chcemy walczyć z pewnym deficytem, który dostrzegliśmy, tj. z tym, że czytelnictwo w naszym kraju spada. I wydaje nam się, że w odniesieniu do dzieci ma to szczególne znaczenie. Dlatego w konkursie, który jest konkursem literackim czy na ilustracje, jest bardzo ważny element kampanii społecznej. Jest to kampania, której celem jest wspieranie czytelnictwa, wśród dzieci w szczególności, i dodatkowo integracji rodziny, która z tego czytania wspólnego dzieci i rodziców wynika – dodaje Kubczak.

Pierwszy etap drugiej edycji konkursu „Piórko. Nagroda Biedronki za książkę dla dzieci” przeznaczony był dla autorów debiutantów. Do organizatora wpłynęło ponad 4,3 tys. tekstów, o kilkaset więcej niż w poprzedniej edycji konkursu. Jurorzy wybrali z nich 100 najbardziej obiecujących, a następnie z tej setki każdy członek kapituły wskazał maksymalnie 10 najciekawszych prac. Zwycięski tekst wybrano podczas finalnych obrad, które odbyły się 6 maja. Laureatką tego etapu została Monika Radzikowska z Ząbek, która o konkursie dowiedziała się podczas zakupów.

– Dużo podróżuję i staram się zbierać baśnie w czasie podróży po różnych krajach. Ten właśnie typ baśni i legend, związanych z jakimś miejscem, podróżą, najbardziej mi się podoba. I to zawarłam w swoim tekście – mówi Monika Radzikowska.

W zwycięskiej pracy jurorzy docenili przede wszystkim kreatywność w operowaniu klasycznymi, łatwo rozpoznawalnymi w baśni motywami, obrazowy język, wyraziście zarysowane postaci, dynamiczną akcję i wartościowe przesłanie.

– Ta praca bardzo mnie poruszyła, dlatego że to jest prawdziwa bajka. Jest napisana wzruszającym, pięknym, ale prostym językiem. To nie jest propozycja awangardowa, ale klasyczna bajka w najlepszym tego słowa znaczeniu – mówi Jarosław Gugała, juror konkursu „Piórko 2016”.

Autorka zwycięskiego tekstu otrzyma 100 tys. zł, a jej tekst zostanie opublikowany w postaci książki i w listopadzie trafi do sprzedaży w sieci sklepów Biedronka. Nad procesem wydawniczym czuwać będzie wydawnictwo Zielona Sowa.

Wyłonienie laureata w kategorii „tekst” otworzyło drugi etap konkursu skierowany do ilustratorów. Prace obrazujące zwycięski tekst można zgłaszać do 18 lipca. Na laureata, którego nazwisko ogłoszone zostanie 25 sierpnia, także czeka nagroda w postaci 100 tys. zł.

Konkurs „Piórko. Nagroda Biedronki za książkę dla dzieci” to autorski projekt sieci Biedronka, którego celem jest promowanie czytelnictwa i roli literatury w budowaniu więzi rodzinnych. W zwycięskiej pracy jurorzy docenili także możliwości rozmowy między dzieckiem a rodzicami, jakie ona daje.

Polacy spożywają zaledwie litr soku miesięcznie. To mniej niż unijna średnia

CEO Magazyn Polska

Coraz więcej Polaków zdaje sobie sprawę z dobroczynnych właściwości warzyw i owoców oraz ich przetworów. Zdecydowana większość konsumentów zgadza się ze stwierdzeniem, że soki i musy to witaminy w wygodnej formie. Według 85 proc. badanych produkty te charakteryzują się dobrym smakiem, a 77 proc. respondentów wskazuje ich pozytywny wpływ na zdrowie dzieci oraz pozostałych członków rodziny. Z danych rynkowych jednak wynika, że faktyczne spożycie soków jest niskie. Przeciętny Polak wypija zaledwie szklankę soku tygodniowo.

Badania konsumenckie dotyczące spożycia soków i musów zostały przeprowadzone na zlecenie stowarzyszenia Krajowa Unia Producentów Soków w pięciu krajach europejskich: w Polsce, Czechach, na Litwie, Słowacji i w Rumunii.

– Średnie roczne spożycie soków w Unii Europejskiej jest na poziomie 13,3 litra na osobę. Jest to dużo mniej niż np. w krajach Ameryki Północnej, gdzie spożywa się około 27 litrów. Jeżeli porównamy to średnie spożycie w Europie z Polską, to w Polsce spożywa się bardzo podobnie, bo prawie 12 litrów na osobę rocznie. Dla zobrazowania to jest zaledwie 32 ml soku dziennie, czyli 3 łyżki – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Barbara Groele, sekretarz generalny KUPS.

Tymczasem Polacy deklarują największe spożycie soków spośród 5 krajów objętych badaniem konsumenckim. Ponad 66 proc. badanych kobiet twierdzi, że w ich gospodarstwie domowym spożywa się od 3 do 8 litrów soku tygodniowo, najczęściej pomiędzy posiłkami lub w czasie wolnym, spędzanym poza domem. Prawie wszyscy respondenci twierdzą, że w ich gospodarstwach domowych spożywa się soki owocowe (99 proc.), nieco mniejszy odsetek deklaruje spożycie soków warzywnych (71 proc.). Deklaracje nie pokrywają się jednak ze stanem faktycznym.

– Eksperci żywieniowi podkreślają, że w ramach idei spożywania 5 porcji warzyw i owoców dziennie, jedną z porcji może być właśnie szklanka soku. Tymczasem w Polsce spożywamy szklankę, ale tygodniowo, czyli znacznie poniżej zalecanej ilości. Deklaracje konsumentów są za to wyższe niż faktyczne spożycie. 41 proc. naszych respondentów deklaruje, że spożywa od 5 do 8 litrów tygodniowo na gospodarstwo domowe, czyli znacznie powyżej tego, co tak naprawdę z danych rynkowych wynika – mówi Barbara Groele.

– U podstaw piramidy żywieniowej, zaraz za aktywnością fizyczną, mamy warzywa i owoce. Powinniśmy ich jeść przeciętnie pięć porcji dziennie i taką jedną porcję mogą stanowić soki bądź musy. Sto procent soku to sto procent tego, co wyciśniemy z danego owocu – podkreśla dr Agnieszka Jarosz z Instytutu Żywności i Żywienia.

– Soki i musy to element prawidłowo zbilansowanej diety, którą dzięki ich spożywaniu wzbogacamy o witaminy i składniki mineralne. Są one traktowane jako porcja warzyw albo owoców – podkreśla dr hab. Dariusz Włodarek z Wydziału Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW.

Wpłynąć na zwiększenie spożycia tych produktów ma kampania „Soki i musy – witaminy w SMART formie”.

– Celem kampanii jest również uświadomienie konsumentom, że do żadnych soków nie wolno dodawać konserwantów, barwników czy sztucznych aromatów. Tego zabrania prawo. Do soków owocowych i pomidorowych również nie wolno dodawać żadnych cukrów, czy to w postaci cukru białego, czy w postaci glukozy, fruktozy, syropu glukozowo-fruktozowego. Również do żadnych soków nie wolno dodawać jakichkolwiek słodzików. Soki po prostu muszą być w pełni naturalnym produktem – mówi Barbara Groele.

Zarówno soki, jak i musy są produktami bardzo korzystnymi dla organizmu człowieka, zalecanymi przez dietetyków jako element zrównoważonej diety. Musy w przeciwieństwie do soków nie są w Polsce elementem codziennego jadłospisu – sięgamy po nie raz lub dwa razy w tygodniu. Szacowane w 2015 roku spożycie musów w Polsce było na poziomie 28 gramów na mieszkańca rocznie. Niskie spożycie musów może wynikać m.in. z nieznajomości właściwości produktu, jak i tego, że jest to stosunkowo nowy produkt na rynku.

– Mus jest to produkt otrzymany z przetartych owoców i warzyw, czyli praktycznie cały miąższ jest składnikiem tych musów owocowo-warzywnych. Oprócz tego, że musy mają w sobie wiele bardzo korzystnych składników, jak sole mineralne, witaminy, antyoksydanty, to zawierają też błonnik, i to błonnik w tej formie rozpuszczalnej, czyli w postaci pektyny. Pektyna jest tym najbardziej korzystnym dla organizmu czynnikiem wymiatającym wolne rodniki – podkreśla Barbara Groele.

Dla porównania w Czechach w skali roku spożycie skoków wynosi 5,2 litra na osobę, na Litwie – 4,8 litra, na Słowacji – 4,1 litra, a w Rumunii zaledwie 1 litr na rok.

– Rumunia jest na ostatnim miejscu na skali europejskiej. Ale pozytywne jest to, że porównując te dane z wynikami badań z 2015 roku, widać od razu, że sytuacja się polepszyła. Jest to bardzo ważne, żeby Rumuni zrozumieli, jakie korzyści płyną z właściwego odżywiania i jaką rolę w tym odżywianiu odgrywają warzywa i owoce. Przede wszystkim musimy to uświadomić dzieciom, które są w fazie rozwijania się i ten pozytywny nawyk może się właśnie w ich życiu uformować – mówi dr Serban Damian (Wydział Lekarski Uniwersytetu Medycyny i Farmacji Karola Davila w Bukareszcie).

Więcej informacji na temat kampanii jest dostępnych na stronie www.sokiimusy.eu oraz na fanpage „Żyj SMART” na Facebooku.

 

KUPS ARR UE

DuPont opracował rewolucyjny środek czyszczący. Będzie usuwał plamy w temperaturze 15 st. C

CEO Magazyn Polska

DuPont stworzył ze swoim partnerem, firmą Procter & Gamble, rewolucyjny produkt. Chemiczny gigant jest w trakcie wprowadzania na rynek produktu do codziennego czyszczenia. Dzięki innowacyjnemu rozwiązaniu będzie można prać ubrania w zimnej wodzie.  

DuPont jest firmą znaną z innowacji. Jej technologie wpływają zarówno na funkcjonowanie całych gospodarek, jak i na codzienność gospodarstw domowych. Jednym z jej najnowszych odkryć jest grupa enzymów, która pozwoli na czyszczenie lub pranie w temperaturze 15 st. C.

– W procesie prania dzisiaj używane środki czyszczące działają najlepiej w wodzie o temperaturze o około 32 stopni. I większość energii, która potrzebna jest do procesu prania lub czyszczenia, jest wykorzystywana do podgrzania wody do odpowiedniej temperatury – mówi Andrzej Pałka dyrektor DuPont Polska

Zaznacza, że DuPont przedstawił niedawno grupę enzymów, które są w stanie przeprowadzić efektywnie proces prania w wodzie o temperaturze około 15 st. C. Pozwoli to zupełnie pominąć proces podgrzewania wody, który jest najbardziej energochłonnym krokiem w całym procesie prania.

–  W samych tylko Stanach Zjednoczonych jest pranych około 45 mld wkładów rocznie. Gdyby wszystkie te procesy zostały wykonane w zimnej wodzie, pozwoliłoby to zmniejszyć emisję dwutlenku węgla o około 30 mln ton, co jest odpowiednikiem rocznego zużycia energii przez miasto o wielkości około 4 mln mieszkańców, czyli tak naprawdę dwie Warszawy – mówi Pałka. I dodaje, że komercyjnie produkty z enzymami DuPonta wprowadzać na rynek w środkach do prania będzie firma Procter & Gamble.

Firma niedawno otworzyła rafinerię, która produkuje bioetanol w Nevadzie w Stanach Zjednoczonych. Wykorzystuje technologię, która pozwala na przetwarzanie odpadów roślinnych w pełnowartościowe biopaliwo. Jak zaznacza Andrzej Pałka, DuPont nie zamierza produkować biopaliw, bioetanolu. Skupia się jedynie na licencjonowaniu technologii oraz na pomocy w otwieraniu nowych zakładów i projektowaniu nowych rafinerii.

– Otwarcie rafinerii w Nevadzie to dla nas krok milowy –  mówi Pałka. –  Wykorzystujemy technologię, która pozwala na przetwarzanie odpadów roślinnych w pełnowartościowe biopaliwo.  

W I kw. zysk netto DuPont wyniósł 1,2 mld dol. To wzrost o 19 proc. rdr. Zyski zostały wypracowane mimo spadku przychodów ze sprzedaży spowodowanych negatywnym wpływem kursów walutowych w ostatnich dwóch latach. Zysk na akcję wyniósł 1,39 dol., w porównaniu do 1,13 dol. z 2015 roku. Na koniec 2016 roku firma spodziewa się oszczędności na poziomie 730 mln dol.

– Możemy się pochwalić już w tym momencie, że podpisaliśmy wstępne porozumienie w Chinach z tamtejszą firmą, która planuje otwarcie największej biorafinerii na rynku azjatyckim  mówi dyrektor DuPont Polska. – A rząd Macedonii podpisał list intencyjny z naszym oddziałem europejskim w sprawie budowy rafinerii bioetanolu drugiej generacji.  

Pałka dodaje, że specyfika tej technologii polega na stosowaniu w produkcji pozostałości po produkcji żywieniowej, czyli odpadów, które zostają po produkcji np. kukurydzy, liście, łodygi, które aktualnie nie mogą być przetwarzane w żaden sposób.

– Co ciekawe, po procesie rafinacji pozostają jeszcze odpady, które już innymi grupami enzymów jesteśmy w stanie przerobić na cukry, a w dalszej kolejności np. na tworzywa konstrukcyjne – tłumaczy Pałka. – W tym momencie zamykamy pełen cykl produkcji tworzyw sztucznych i paliw z odpadów roślinnych. 

Najdroższe tankowanie w tym roku

Przełom maja i czerwca przyniósł wyraźne uspokojenie na krajowym rynku paliw, zarówno w hurcie jak i w detalu. Nie oznacza to co prawda, że ceny pozostały na niezmienionym poziomie, ale wyraźnie wyhamowały wcześniejsze podwyżki.
W sprzedaży detalicznej  ceny benzyny rosły w tym tygodniu średnio o 3 grosze/l i diesla średnio o 4 grosze/l, a autogaz potaniał średni o 2 grosze/l. Jest szansa, aby w przyszłym tygodniu ceny na stacjach pozostały blisko obecnych poziomów, dzięki temu że ceny hurtowe przestały rosnąć.Średnie detaliczne ceny paliw na dzień 2-06-2016:
benzyna bezołowiowa 95 – 4,55 zł/l (+3 gr/l),
benzyna bezołowiowa 98  – 4,85 zł/l (+3 gr/l),
olej napędowy – 4,25 zł/l (+4 gr/l),
autogaz – 1,60 zł/l (-2 gr/l).

Z jednej strony nie da się nie zauważyć, że od końca lutego br. ceny paliw wyraźnie wzrosły, ale z drugiej strony wciąż daleko nam od historycznych rekordów.
Od tegorocznego minimum ceny benzyny wzrosły już od 57 do 61 groszy na litrze w zależności od gatunku, a ceny diesla o 55 gr/l.  Na pocieszenie pozostaje nam fakt, że od poziomów z  początku 2012 roku, kiedy ceny benzyny i oleju ustanowiły historyczny rekord, dzisiaj za bezołowiową 95 płacimy 1,34 zł/l mniej, a za litr diesla 1,56 zł.

Aktualny poziom cen paliw w krajowych rafineriach:
Poziom hurtowych cen paliw (netto) na dzień 3-06-2016 w Orlenie: Eurosuper 95 – 3589 PLN/1000l (spadek o 24 PLN/1000l w porównaniu do cen z 27-05-2016), Superplus 98 – 3820 PLN/1000l (spadek  o 6 PLN/1000l), olej napędowy 3412 PLN/1000 l (spadek o 1 PLN/1000l), olej napędowy grzewczy 2182 PLN/1000 l (wzrost o 10 PLN/1000l).

Poziom hurtowych cen paliw (netto) na dzień 3-06-2016 w Lotosie: Eurosuper 95 – 3589 PLN/1000l (spadek o 23 PLN/1000l w porównaniu do cen z 27-05-2016),  Superplus 98 – 3821 PLN/1000l (spadek o 4 PLN/1000 l), olej napędowy 3411 PLN/1000 l (spadek o 1 PLN/1000l), olej napędowy do celów opałowych 2182 PLN/1000 l (wzrost o 8 PLN/1000l).

Niewątpliwie wydarzeniem tygodnia było czwartkowe spotkanie OPEC. Z pewnością decyzja o zamrożeniu produkcji była mało prawdopodobna i byłaby zaskoczeniem dla rynku. Ale zaskoczenia nie było i zgodnie z oczekiwaniami obserwatorów rynku nie zapadły na nim żadne wiążące decyzje zmieniające obecny stan rzeczy. Nie doszło do zmian obecnych limitów wydobycia.

Także wczoraj rynek poznał najnowsze statystyki Departamentu Energii USA o zapasach. Zapasy w USA w poprzednim tygodniu spadły, a spadki dotyczyły zarówno ropy naftowej jak i paliw gotowych. Zapasy ropy spadły o 1,37 mln bbl, benzyn o 1,49 mln bbl i destylatów o 1, 26 mln.

Generalnie obserwowany wzrostowy krótkoterminowy trend cen ropy naftowej jest podobny do ubiegłorocznego. Rynek rósł wówczas do początku maja, a następnie przez blisko 2 miesiące pozostawał w wąskim trendzie bocznym 60-69 USD/bbl. Wraz z końcem czerwca ubiegłego roku rozpoczęła się natomiast gwałtowna wyprzedaż.

Komentarz:
Urszula Cieślak,
BM REFLEX

BossaFX: USDJPY też czeka na Yellen

Wystąpienie szefowej FED w Filadelfii rozpocznie się o godz. 18:30 i niemal na pewno będzie dotyczyć bieżących tematów, gdyż Janet Yellen będzie mówić o sytuacji gospodarczej, oraz perspektywach dla polityki monetarnej. Inwestorzy będą mogli, zatem ocenić na ile FED przejmuje się słabym piątkowym odczytem Departamentu Pracy, który ponownie oddalił oczekiwania rynku na rychłą podwyżkę stóp procentowych, ale i też pogrążył dolara. Z dotychczasowych wypowiedzi członków FED jakie pojawiły się po publikacji piątkowych danych tylko Lael Brainard stwierdziła, że wskazują one na słabnięcie rynku pracy. Pozostali (Evans, Rosengren, Lockhart) próbowali nieco bagatelizować słabe dane, stwierdzając, że nie zmieniają one znacząco ich zapatrywań na podwyżkę stóp w kolejnych miesiącach, chociaż nie podają oni już konkretnych dat. Zresztą pojawiła się ku temu dobra wymówka – potecjalny Brexit, czyli ryzyko, którego wpływ na globalną gospodarkę trudno jest oszacować.

Dzisiaj Yellen może jednak nie powiedzieć zbyt wiele ponad to, co rynek zdaje się już wiedzieć – podwyżka stóp nie nastąpi prędko, chociaż gospodarka pozostaje na ścieżce wzrostu, ale musimy monitorować ryzyka (wewnętrzne i zewnętrzne). Tymczasem od rana dolar próbuje szukać pretekstów do odreagowania. Na razie odbicie podparte jest czynnikami technicznymi, ale „nijaka Yellen” mu nie pomoże.

Na wykresie koszyka BOSSA USD widać, że odbicie zaczyna się wyczerpywać. Kluczowa może okazać się obrona wsparcia przy 79,30 pkt. Jego złamanie będzie sygnałem do spadku w okolice 79,00 pkt.

BOSSAUSDWeekly.png

Wykres tygodniowy BOSSA USD

Sytuację na rynku dolara uważnie obserwują też japońscy oficjele, którzy nie są zbytnio zadowoleni z ostatniego umocnienia JPY. Warto zauważyć, że spadek USD/JPY tylko po części jest wynikiem słabego USD. Siła JPY to też zasługa ostatnich działań rządu – odsunięcie w czasie podwyżki podatku od sprzedaży połączone z oczekiwaniami na fiskalny pakiet stymulacyjny sprawia, że rosną obawy związane z sytuacją japońskiego budżetu w najbliższych latach, na co zwracają też uwagę agencje ratingowe. Dla rynku to sygnał, że BOJ może być mniej chętny na dalsze luzowanie polityki monetarnej.

Na dyskusję o potencjalnej interwencji w celu powstrzymania nadmiernej aprecjacji JPY jest jeszcze za wcześnie, chociaż aktywność medialna japońskich oficjeli będzie rosnąć w ślad za kolejnym umocnieniem JPY, zwłaszcza w relacji USD/JPY. Na wykresie widać, że mocny opór to okolice 107,60. Z kolei wsparciem mogą okazać się minima z początku maja (105,54), zwłaszcza że zbiegają się one z historycznymi poziomami – szczyt ze stycznia 2014 r. przy 105,43.

USDJPYWeekly.png

Wykres tygodniowy USD/JPY

Źródło: BossaFX

Ruszyła rejestracja do tegorocznej edycji „Technology Fast 50”

– Ruszyła rejestracja do tegorocznej edycji „Technology Fast 50”, rankingu najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie Środkowej. Promujący innowacyjność program, do którego mogą się zgłaszać zarówno firmy o ugruntowanej pozycji na rynku jak i te, które rozpoczęły działalność gospodarczą stosunkowo niedawno, od siedemnastu lat organizuje firma doradcza Deloitte. Tegoroczną nowością jest nagroda dla najbardziej przełomowej innowacji, która zostanie przyznana spółce, której produkty lub usługi mają potencjał, by zrewolucjonizować rynek. Wyboru dokona Deloitte wraz z tegorocznymi partnerami rankingu. Termin rejestracji upływa 15 sierpnia. Wyniki Technology Fast 50 zostaną ogłoszone w październiku 2016 roku.

Celem projektu jest zwrócenie uwagi na najszybciej rozwijające się firmy technologicznie innowacyjne w regionie Europy Środkowej. Program ponadto daje szansę na promocję młodych, niezależnych i dynamicznych spółek. „Obiektywizm Technology Fast 50, w którym jedynym kryterium są przychody spółek, sprawia, że ranking ten cieszy się najwyższym uznaniem w świecie technologii i biznesu. Firmy, które się do niego zgłaszają, odnoszą duże sukcesy na rynku, na którym działają i to nie tylko w regionie, ale także na świecie. Udział w zestawieniu pomaga im w znalezieniu partnerów i inwestorów, dzięki którym mogą się dynamicznie rozwijać” – mówi Magdalena Burnat-Mikosz, Partner, Lider programu Fast 50 w Europie Środkowej oraz Zespołów Innovation Consulting, R&D and Government Incentives
w Deloitte Polska.

W tym roku oprócz głównego zestawienia po raz pierwszy zostanie przyznana nagroda Most Disruptive Innovation. Jej laureatem może zostać spółka, której technologie, produkt lub usługi mają szanse stać się przełomowe i wywrzeć duży wpływ na rynek. Oprócz tego dla tegorocznych zwycięzców rankingu Technology Fast 50 firma Deloitte przygotowuje cykl warsztatów z Partnerami rankingu, którymi w tym roku są prawdziwi liderzy rynkowi. Dodatkowo, Deloitte zapowiada zorganizowanie serii wydarzeń umożliwiających budowanie relacji oraz wymianę informacji pomiędzy firmami z rankingu i Partnerami programu przez cały rok.

Obszary działalności spółek, które w tym roku Deloitte zaprasza do rankingu to nie tylko szeroko rozumiane technologie informacyjno-komunikacyjne, lecz także bio- i nanotechnologie, technologie medyczne, branże „czystej technologii” i energia. Wynika to, jak wskazuje firma, przede wszystkim ze zmian globalnych w podejściu do nowych technologii oraz coraz liczniejszych branż, które zaczynają budować swoją przewagę konkurencyjną w oparciu o innowacje. Ponadto Deloitte wskazuje, że ważnym wyróżnikiem innowacji jest duża niepewność oraz istotne ryzyko ponoszone przez firmy przy rozwijaniu produktów i usług, na które przy rosnącej konkurencji coraz częściej muszą decydować się spółki z branż traktowanych dotąd jako mniej innowacyjne.

„Technology Fast 50” to część „Technology Fast 500 EMEA”. Od roku 2015 program łączy się także z rankingiem globalnym. To sprawia, że ranking obejmuje swoim wpływem nie tylko Polskę i Europę Środkową, lecz także region Bliskiego Wschodu i Afryki, na koniec stając się częścią zestawienia światowego. Środkowoeuropejski ranking zostanie ogłoszony w październiku tego roku, a globalne wyniki programu w połowie listopada. Wtedy to zostanie zeprezentowany ranking Global Technology Fast 100, w którym znajdą się firmy z całego świata. Także w przypadku tego zestawienia decydujące będzie kryterium przychodowe.

Każda spółka ubiegająca się o udział w programie w głównej kategorii „Technology Fast 50” musi spełniać następujące kryteria:

  • w każdym okresie rocznym (pomiędzy 2012 a 2015) osiągać przychody nie mniejsze niż 50 tys. euro;
  • mieć siedzibę w jednym z krajów Europy Środkowej;
  • być firmą technologiczną, a jej działalność musi zawierać się w jednej z kategorii: oprogramowanie, sprzęt komputerowy, komunikacja, media, czyste technologie, nauki przyrodnicze;
  • posiadać strukturę własności, która wyklucza udziały większościowe zagranicznych inwestorów strategicznych.

Do kategorii „Wschodzące Gwiazdy” należą stosunkowo „młode” firmy z ogromnym potencjałem, które nie spełniają warunku prowadzenia działalności przez okres co najmniej czterech lat, określonego dla kategorii głównej. Aby móc uczestniczyć w programie firma musi działać na rynku jednak nie krócej niż trzy lata, a także osiągać przychody powyżej 30 tys. euro w każdym rozpatrywanym roku (2013 – 2015).

W kategorii „Wielka Piątka” uwzględnia się duże, szybko rozwijające się spółki, które na przestrzeni ostatnich czterech lat zanotowały wyjątkowo wysoki wzrost przychodów. Spółki te muszą spełnić te same kryteria, co współzawodnicy z kategorii głównej, z wyjątkiem poziomu przychodów w ostatnim analizowanym roku (2015), który musi przekraczać 25 mln euro.

W ubiegłym roku do rankingu zgłosiło się aż 190 spółek z 13 krajów Europy Środkowej. Jak co roku w „Technology Fast 50” dominują polskie firmy. W 2015 roku było ich 19. Aż 12 z nich znalazło się w głównej kategorii „Technology Fast 50”, a 7 w podkategorii „Wschodzące Gwiazdy”.

Doskonałe drugie miejsce należało do polskiej firmy Sky Cash Poland z Warszawy, zajmującej się płatnościami mobilnymi. W pierwszej dziesiątce uplasowały się jeszcze dwie polskie firmy: Netguru oraz Traffic Trends. Zwycięzcą ubiegłorocznego rankingu Deloitte Technology Fast 50 zajmująca się oprogramowaniem czeska spółka Simplity. Według laureatów konkursu z ubiegłych lat ranking to przede wszystkim znakomite narzędzie do poszukiwania zarówno partnerów jak i inwestorów.

Średni wzrost przychodów zwycięzców rankingu „Technology Fast 50” w 2014 roku wyniósł 560 proc.

Informacje o rejestracji w trybie online i kryteriach kwalifikacji można znaleźć na regionalnej stronie programu „Technology Fast 50” pod adresem www.deloitte.com/fast50ce.

Ranking Deloitte Technology Fast 50 został objęty honorowym patronatem Ministerstwa Rozwoju, Ministerstwa Cyfryzacji, Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie oraz Głównego Urzędu Patentowego.