O przyszłości biur słów kilka

Według badań Instytutu Saratoga odejście specjalisty i zatrudnienie na jego miejsce nowego pracownika kosztuje tyle, co roczne wynagrodzenie nowicjusza. Zasoby ludzkie uznawane są obecnie za kluczowy czynnik wzrostu gospodarczego i jednocześnie najcenniejszy kapitał firmy. Dlatego pracodawcy prześcigają się w tworzeniu atrakcyjnych ofert nie tylko w zakresie płacowym, ale i socjalnym. Zdaniem 87% menedżerów, nowoczesna i przyjazna przestrzeń biurowa jest istotnym elementem w procesie rekrutacji, a komfortowe miejsce pracy sprzyja produktywności[1]. Jak zatem wygląda przedsiębiorstwo przyciągające najlepszych?

Na przestrzeni najbliższych trzech lat aż 41% firm z sektora BPO/SSC planuje przeprowadzkę do nowego biura[2]. Na decyzję o jego wyborze wpływają przede wszystkim: lokalizacja (91%), koszty najmu (87%), dostęp do środków komunikacji miejskiej (87%) oraz wysoki standard techniczny budynku (60%). Duża waga przykładana jest także do zaplecza socjalnego. Aż 98% badanych stwierdziło, że stojaki na rowery są niezbędnym wyposażeniem w miejscu pracy, 87% wskazało na kantynę, a 66% na ogólnodostępne prysznice i szatnie. Aranżowanie biura w oparciu o różnorodność środowiska pracy, jak i potrzeby konkretnego pracownika to obecnie trend numer jeden na rynku nieruchomości biurowych. Powierzchnia dostosowana jest do specyfiki wykonywanych zadań, jednocześnie pozwalając na wzajemne interakcje.

– Jak wynika z badań Harvard Business Review, bezpośredni, przypadkowy kontakt na terenie firmy (tzw. „zderzenia”), poprawia efektywność, umożliwiając wymianę opinii i zaczerpnięcie inspiracji podczas prywatnej rozmowy pomiędzy pracownikami. Optymalna aranżacja przestrzeni, która pozwala na częste, nieformalne interakcje staje się istotnym elementem w procesie projektowania – komentuje Zuzanna Mikołajczyk, Dyrektor ds. Marketingu i Handlu, Członek Zarządu Mikomax Smart Office. Angielskie przysłowie „variety is the spice of life” zaczyna mieć swoje odzwierciedlenie także w życiu zawodowym.

Współczesne biura przestają być wyłącznie miejscem pracy, przekształcając się w przestrzeń sprzyjającą realizacji różnych zadań i obowiązków. Tworzenie przyzakładowych kantyn, przedszkoli, klubów malucha czy mniejszych lokali usługowych kreuje miejsce kompleksowe, które odciąża pracownika z części logistyki dnia codziennego, umożliwiając skupienie się na pracy.

Światłe podejście do zdrowia

Przy wyborze nowej siedziby istotne jest również odpowiednie zarządzanie budynkiem. Jednym
z najczęstszych problemów (62%) są systemy wentylacyjne i klimatyzacja. Jako najprostsze rozwiązanie wskazano okna uchylne, które poza możliwością zaczerpnięcia świeżego powietrza, stymulują do opuszczenia stanowiska i zmiany pozycji ciała[3]. Brytyjczycy zbadali, że przebywając minimum osiem godzin w biurze, ruszamy się statystycznie tylko 30 minut[4]. Warto więc zadbać
o każdy, nawet najmniejszy wysiłek. Jednak krótki spacer, podejście do okna, to trochę za mało,
by stymulować mózg i zadbać o kręgosłup. Eksperci alarmują: wstań! A rynek odpowiada rewolucją na stojąco, czyli rozwiązaniami szytymi na miarę współczesnego pracownika biurowego. Już Hemingway pracował, stojąc przy biurku, rzadko korzystał z krzesła. Wówczas przypisywano takie przyzwyczajenie lepszej pracy twórczej, obecnie to trend numer jeden, zarówno wśród pracowników, jak i pracodawców. Lekarze winszują nowej modzie, bo kręgosłup to podstawa.

– Podczas stania na nasz kręgosłup wywierany jest mniejszy nacisk. Długotrwała pozycja siedząca to zabójca dla zdrowia. Dobrze, że projektanci mebli i wzornictwa promują nową modę na pracę stojącą lub tryb sit & stand, czyli zamienne stosowanie pozycji przy biurku. Dzięki temu motywujemy się do częstszego ruchu, dbamy o właściwą postawę ciała. Wyprostowane plecy to już połowa sukcesu – przekonuje Andrzej Rudawski z Columna Medica, kliniki rehabilitacyjnej.

Co ważne, nowoczesne przestrzenie biurowe są coraz bardziej przyjazne zdrowiu. Architekci na przykład celowo umieszczają kuchnię w oddalonej części budynku, by zachęcić pracowników do dłuższych spacerów. Podobnie jest z drukarkami, kserokopiarkami czy innymi sprzętami biurowymi. Dostępność wszystkiego pod ręką staje się passe. Takie zabiegi motywują do ruchu, interakcji, wspólnego spędzania czasu w pracy. Spotkaniom w połowie drogi służą między innymi strefy relaksu czy rozwiązania typu #Hush, czyli miejsca do krótkich rozmów ad hoc czy pracy projektowej.

Aranżując przestrzeń biurową coraz mocniej stawia się na jej personalny charakter. Przeciętnie pracownik zatrudniony na pełen etat spędza niemal 25% roku w firmie, co oznacza, że warunki,
w jakich pracuje mają wpływ nie tylko na jakość pracy, ale i życia prywatnego. Dzięki systemom takim jak Balance czy Stand Up, umożliwiającym zmianę pozycji pracy,  zadania realizowane są efektywniej, przy jednoczesnej dbałości o prawidłową postawę ciała w czasie ich wykonywania –
 komentuje Zuzanna Mikołajczyk, Mikomax Smart Office.

Naturalnie świet(l)ne biuro

Co jeszcze sprawia, że czujemy się w pracy lepiej? Duża ilość okien. Pozwalają one na ograniczenie bądź wyeliminowanie problemów z doświetleniem przestrzeni, na które skarżyła się niemal połowa (43%) ankietowanych. W badaniu opublikowanym w The Responsible Workplace wykazano, że okna były jednym z głównych powodów zadowolenia z budynku. Niestety, aż 68% pracowników narzeka na oświetlenie w swoich biurach[5]. Światło wpływa na ludzki organizm w dwojaki sposób: bezpośrednio, poprzez oddziaływanie na zmysł wzroku oraz pośrednio, w postaci wpływu na nasze samopoczucie
i zachowania, a nawet hormonalne saldo. Efektem jego zbyt małej ilości może być senność i brak ostrości widzenia, co negatywnie wpływa na motywację i koncentrację, podczas gdy sztuczne źródło światła może powodować zmęczenie oczu i bóle głowy.

Zielone światło dla eko

Okazuje się ponadto, że zrównoważone budownictwo zyskuje na znaczeniu. Aż 81% firm deklaruje promowanie zachowań prośrodowiskowych w firmie. Prawie połowa (45%) z nich stwierdziła, że przy wyborze budynku istotny jest zielony certyfikat (BREEAM, LEED, DGNB)[6]. Obecnie zaledwie 6% istniejącej powierzchni biurowej w Warszawie oraz 5% w największych miastach regionalnych
w Polsce posiada certyfikację ekologiczną, jednak w przypadku obiektów w budowie sytuacja wygląda zupełnie inaczej. W Warszawie, aż 66% realizowanej obecnie powierzchni otrzymało już wstępną atestację, bądź też się o nią ubiega. W największych miastach regionalnych ok. 30% realizowanych powierzchni powstaje zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju. Promowanie postaw ekologicznych to inwestycja z korzyścią zarówno dla otoczenia, jak i wizerunku firmy. Pracownicy również to doceniają.

 

Szczęście pracownika się opłaca

Jak wynika z badań Shawna Achora, autora książki „The Happiness Advantage”, inwestycje w dobre samopoczucie i zaangażowanie pracowników są nie tylko korzystne wizerunkowo, ale też mają realne przełożenie na zwrot nakładów. Sprzedaż rośnie o 37%, a produktywność o 31%. Świetlista przyszłość biur staje się równie jasną perspektywą dla obecnych i przyszłych pracowników, zarówno korporacji, jak i małych i średnich firm.

[1] Skanska, JLL, BPO i Centra Usług Wspólnych: Menedżerowie firm zabierają głos w sprawie nieruchomości, grudzień 2015

[2] Tamże

[3] Tamże

[4] https://getbritainstanding.org/onyourfeet-britain/

[5] http://www.andrewjensen.net/how-office-lighting-affects-productivity/

[6] Skanska, JLL, BPO i Centra Usług Wspólnych: Menedżerowie firm zabierają głos w sprawie nieruchomości, grudzień 2015

Ministerstwo zaakceptowało poprawki Lewiatana do ustawy antyterrorystycznej

Z obowiązku rejestracji mają być wyłączone dane abonentów usług telewizji świadczonej drogą naziemną, kablową lub satelitarną, wydłużony ma być też termin wejścia w życie przepisów o rejestracji kart pre-paid – na takie zmiany zaproponowane przez Konfederację Lewiatan, zgodziło się Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. We wtorek nad zmienionym projektem ustawy antyterrorystycznej pracować będą posłowie.

W czasie posiedzenia podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektu ustawy o działaniach antyterrorystycznych posłowie oraz przedstawiciele Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji wysłuchali uwag przedstawionych przez zaproszone organizacje społeczne oraz służby mundurowe, ustalając jednocześnie brzmienie projektu, które zostanie przedstawione w sprawozdaniu na Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji.

MSWiA przychyliło się do propozycji, którą Konfederacja Lewiatan zawarła w swoim stanowisku do projektu dotyczącą wydłużenia terminu wejścia w życie przepisów o rejestracji kart pre-paid, zgodnie z którymi termin na zarejestrowanie całej bazy klientów miał upływać 2 stycznia 2017 r, jednak zostanie on wydłużony o miesiąc.

Ponadto MSWiA zgodziło się z postulatem Lewiatana w kwestii wyłączenia spod obowiązku rejestracji danych abonentów usług telewizji świadczonej drogą naziemną, kablową lub satelitarną .

– Zgodnie ze stanowiskiem prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej z 6 marca 2014 r. do usługi telewizji zastosowanie mają przepisy ustawy z 16 lipca 2004 r. – Prawo telekomunikacyjne. Z uwagi jednak na to, że korzystanie z usługi telewizji świadczonej drogą naziemną, kablową lub satelitarną polega wyłącznie na odbieraniu sygnałów radiofonicznych i telewizyjnych, a nie odbieraniu i wysyłaniu, nie mogą one być uznane za spełniające przesłanki wskazane w uzasadnieniu do ustawy – mówi Adrian Karkoszka, ekspert z departamentu prawnego Konfederacji Lewiatan.

Projekt wraz z przyjętymi przez MSWiA poprawkami będzie przedmiotem posiedzenia sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji w najbliższy wtorek (7.06).

Konfederacja Lewiatan

Sektor MŚP musi otworzyć się na nowe technologie

Polskie firmy z sektora MŚP wciąż niechętnie inwestują w rozwiązania z zakresu nowych technologii. Tymczasem, korzystanie z nowoczesnych narzędzi IT przekłada się zarówno na rozwój i optymalizację kosztów, jak również na wizerunek firmy i budowanie jej przewagi konkurencyjnej.

Jedną z cech charakterystycznych polskich przedsiębiorstw z sektora MSP jest niski poziom inwestycji. Kolejną bolączką jest struktura wspomnianych inwestycji. Zgodnie z raportem „Cyfryzacja polskiego sektora MMŚP” przygotowanego przez Konfederację Lewiatan, home.pl oraz Microsoft, wartość brutto nakładów przedsiębiorstw przeznaczanych na rozwiązania z zakresu IT to 3,5-4,5 proc. wartości nakładów inwestycyjnych firm na aktywa trwałe ogółem. Tymczasem, w dobie cyfryzacji i dynamicznego rozwoju nowych technologii, to właśnie inwestycja w innowacje jest kluczem do osiągniecia najlepszych efektów biznesowych, jak i wizerunkowych. O tym, dlaczego warto wdrażać innowacje w małych i średnich firmach mówi Alan Pajek, twórca aplikacji MPS Satellite, pozwalającej na generowanie oszczędności w firmie poprzez monitorowanie środowiska druku.

IT w służbie biznesu

Mówiąc o nowoczesnych narzędziach IT mam na myśli trzy podstawowe grupy. Pierwsza grupa to narzędzia usprawniające pracę, automatyzujące procesy biznesowe i tym samym produktywność naszego zespołu. Kolejna to narzędzia proklienckie – zwiększające sprzedaż i komunikację z naszymi odbiorcami, a trzecia to te wspierające współpracę z naszymi partnerami biznesowymi. Wszystkie trzy grupy narzędzi łączy jedno – mają niekwestionowany wpływ na wyniki finansowe naszej organizacji. Aż 80 proc. właścicieli oraz pracowników firm z sektora MŚP potwierdza, że inwestycja w narzędzia IT wpływa pozytywnie na optymalizację procesów biznesowych – tak wynika z najnowszych badań przeprowadzonych przez Ipsos w tym roku. Tak wysoka liczba to wynik kilku, głównych czynników – to właśnie w mniejszych przedsiębiorstwach zwrot kosztów przeznaczonych na nowoczesne rozwiązania jest najszybszy. Ponadto, same nakłady, jakie musimy zainwestować są również relatywnie niskie, nie mówiąc już o mniejszym ryzyku.

Bądź o krok przed konkurencją

Wiemy już, że nowe technologie oznaczają dla większości firm zwiększenie efektywności finansowej, która z kolei oznacza dla przedsiębiorstwa rozwój oraz budowanie przewagi konkurencyjnej. Dobroczynne działania rozwiązań IT potwierdzają wspomniane wcześniej wyniki badania Ipsos – niemal 60 proc. pracowników i właścicieli firm przyznaje, że dostrzega wpływ cyfryzacji na rozwój nowych źródeł przychodów dla biznesu. Równie istotna jest dzisiaj możliwość wyróżniania się na tle konkurencji, zwłaszcza że oczekiwania ze strony naszych klientów nieustannie rosną, a każde nasze działanie jest uważnie monitorowane przez konkurencyjne organizacje. Ujmując rzecz kolokwialnie, musimy wszystko robić więc szybciej i sprawniej, zachowując przy tym wysoką jakość. A to właśnie produkty i usługi z rynku IT pozwalają na rozwój i doskonalenie naszej oferty. Co więcej, dzięki nim możemy też stawiać przed naszą firmą coraz ambitniejsze cele i kierunki rozwoju.

Bezpieczeństwo danych to bezpieczeństwo firmy

Rok 2015 upłynął pod znakiem serii ataków hakerskich na firmy i organizacje publiczne. Bezpiecznie zarządzanie i przechowywanie cennych dla naszej firmy danych powinno być więc dla nas jednym z największych wyzwań i priorytetów. Tymczasem, co piąty przedsiębiorca nie jest świadomy liczby incydentów bezpieczeństwa w swojej firmie. A przecież brak zabezpieczeń oraz monitorowania potencjalnych zagrożeń wiąże się zarówno ze stratami finansowymi, jak i wizerunkowymi. Dlatego powinniśmy nie tylko inwestować w rozwiązania technologiczne optymalizujące procesy biznesowe, ale pamiętać też o zapewnieniu odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa infrastruktury IT. Dbajmy o bezpieczne zarządzanie danymi w chmurze, zabezpieczenie komputerów, urządzeń mobilnych i drukujących. Jest to istotne zwłaszcza w mniejszych firmach, które z reguły nie posiadają jednego, zintegrowanego systemu bezpieczeństwa IT.

Przyciągaj najlepszych pracowników

W jakich firmach chcą dziś pracować Polacy? Co decyduje coraz częściej o wyborze pracodawcy? Okazuje się, że wbrew pozorom zarobki nie są dziś głównym czynnikiem przyciągającym talenty do naszej firmy. Młode pokolenia zwracają coraz większą uwagę na wizerunek firmy oraz na dynamikę jej rozwoju, związaną ze stabilnością zatrudnienia. Dzięki nowoczesnym narzędziom IT możemy zapewnić pracownikom wygodną, szybszą i efektywniejszą pracę, zwiększając tym samym ich motywację. Przy pomocy innowacyjnych aplikacji i rozwiązań możemy również realizować dla naszego zespołu wysokiej jakości szkolenia, które są wymieniane wśród głównych kryteriów oceny pracodawcy.

Nowoczesne rozwiązania z zakresu IT wciąż jeszcze kojarzą się wielu przedsiębiorcom, zwłaszcza tym z sektora MŚP, z niepotrzebną i drogą fanaberią. A przecież nawet niewielka inwestycja w nowe technologie może oznaczać dla firmy i jej pracowników prawdziwą rewolucję. Małe i średnie firmy muszą dziś więc przede wszystkim dostrzec potencjał tkwiący w technologiach informacyjno-komunikacyjnych, a dopiero potem – umiejętnie go wykorzystać.

BossaFX: PLN w górę, ale perspektywy pozostają ograniczone

Początek nowego tygodnia handlu na rynku walutowym przyniósł ok. 0,4% umocnienie złotego wobec zagranicznych dewiz.  Podobną skalę umocnienia zanotował m.in. HUF czy RUB, co wskazuje na poprawę nastrojów wokół większości walut EM w reakcji na piątkowe słabsze dane z rynku pracy w USA.  Rynek odebrał wskazania te jako sygnał, iż podwyżka stóp w wykonaniu FED zostanie odłożona na kolejne miesiące (chociaż bazowo scenariusz czerwcowej podwyżki wynosił i tak jedyne 25%), co powinno wspierać bardziej ryzykowne aktywa. W kraju rynek czeka na szczegóły nowej propozycji prezydenckiej ustawy dot. kredytów w CHF’ach. Teoretycznie spodziewany jest projekt w mniejszym stopniu obciążający sektor bankowy w Polsce, jednak niedawne przecieki w tej sprawie zostały zdementowane. Teoretycznie więc możemy być świadkami lekkiego odreagowania PLN (na bazie FED oraz „lżejszego” projektu CHF), jednak skala tego ruchu będzie ograniczona z uwagi na utrzymujące się ryzyko tzw. Brexitu.

autor: Konrad Ryczko, analityk i makler papierów wartościowych DM BOŚ
Źródło: BossaFX

BioMaxima S.A. otrzymała dofinansowanie i liczy na więcej

BioMaxima S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2010 r., działającą w obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej, otrzymała dofinansowanie z PARP-u w ramach Działania 1.4 „Wzór na konkurencję”. Spółka w dalszym ciągu zwiększa wartość przychodów ze sprzedaży i od początku 2016 r. ich wartość wyniosła 9.539 tys. zł.

BioMaxima S.A. otrzymała pozytywną akceptację złożonego wniosku o dofinansowanie z PARP-u w ramach działania 1.4 „Wzór na konkurencję” na realizację projektu: „Wykorzystanie procesu projektowania wzorniczego drogą do zwiększenia potencjału innowacyjnego przedsiębiorstwa BioMaxima S.A.” Wartość dotacji wynosi ponad 99 tys. zł, co stanowi 85% kosztów kwalifikowanych całego projektu. Uzyskanie powyższego dofinansowania w I etapie konkursu jest warunkiem koniecznym do ubiegania się o dofinansowanie w II etapie, w którym maksymalne dofinansowanie wynosi 3 mln zł (60% kosztów kwalifikowanych). Emitent zamierza przystąpić do drugiego etapu konkursu. Dzięki pozyskanym środkom w pierwszym etapie Spółka opracuje strategię wzorniczą, która będzie zawierała m.in. ocenę poziomu wykorzystywania wzornictwa w Spółce, opis potencjału w zakresie wykorzystywania wzornictwa, opis zidentyfikowanych problemów wzorniczych oraz rekomendacje działań wraz z ich szacunkowym kosztorysem.

 

„Jest to pierwszy z naszych wniosków o dofinansowanie, który otrzymał pozytywną rekomendację. W kolejce czekają kolejne. Akurat ten wniosek był o tyle istotny, bowiem pozwoli nam ubiegać się o znacznie wyższe środki w etapie drugim. Przyczyni się on do rozwoju własnej oferty w różnych grupach produktowych – nowe aparaty hematologiczne i biochemiczne z unikatową linią wzorniczą oraz własnymi rozwiązaniami technologicznymi; aparaty jonoselektywne ISE; testy i podłoża mikrobiologiczne. Pozwoli on również na udoskonalenie procesów produkcyjnych poprzez wprowadzenie nowych technologii i urządzeń oraz wyposażenia pozwalającego na utworzenie linii montażowej.” – komentuje Henryk Lewczuk Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

Zarząd Emitenta podjął Uchwałę o rekomendacji ZWZA Spółki, które odbędzie się w dniu 29.06.2016 r., wypłaty dywidendy z zysku za 2015 r. w wysokości 0,20 zł na jedną akcje, co stanowi dwukrotność wypłaconej dywidendy w roku ubiegłym. Proponowanym dniem ustalenia prawa do dywidendy będzie 31.08.2016 r. Natomiast jej wypłata na nastąpić w dniu 16.09.2016 r. Rada Nadzorcza Spółki pozytywnie zaopiniowała propozycję Zarządu w sprawie podziału zysku za 2015 rok. Akcjonariusze mogą otrzymać łącznie 608 tys. zł, co stanowi blisko 42% zysku netto wypracowanego przez BioMaxima S.A. w 2015 r. Spółka zakończyła miniony rok zyskiem netto w kwocie 1.455 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży wynoszących 23.085 tys. zł.

Po pięciu miesiącach ubiegłego roku przychody netto ze sprzedaży Emitenta wynosiły 8.943 tys. zł, a w więc ich tegoroczna wysokość wykazuje blisko 7% wzrost w ujęciu rdr. BioMaxima S.A. regularnie wygrywa postępowania przetargowe, których wartość w okresie styczeń-maj 2016 r. sięgnęła już 3.944 tys. zł wobec 2.881 tys. zł. rok wcześniej. Ponad 37% wzrost w tym segmencie pozwala Zarządowi Spółki z dużym optymizmem spoglądać na wyniki finansowe w kolejnych kwartałach. Emitent prowadzi także aktywne działania w zakresie rozwoju eksportu i w maju br. otrzymał pierwsze zamówienia od nowych dystrybutorów z Indonezji, Afganistanu, dwóch z Pakistanu, Peru oraz z Niemiec. Współpraca z nowymi dystrybutorami powinna zaowocować dalszym wzrostem sprzedaży na rynkach zagranicznych.

„Dobry poziom sprzedaży w maju jest kontynuacją pozytywnego trendu wzrostu przychodów na niełatwym przecież rynku. Bardzo dobre wyniki w zakresie wygrywanych przetargów tylko umacniają ten trend. Liczymy również na skokowy wzrost eksportu po wprowadzeniu do produkcji własnego analizatora biochemicznego.” – dodaje Piotr Rubaj, V-ce Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

BioMaxima S.A. wypracowała w 1 kw. 2016 r. 444 tys. zł zysku netto przy przychodach ze sprzedaży sięgających 5.845 tys. zł. W analogicznym okresie ub. roku zysk netto Emitenta wyniósł 413 tys. zł, a jego przychody ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 5.256 tys. zł.

W Chinach spowolnienie, import z Chin do Polski pędzi

Od ponad roku gospodarka Chin, w tym chiński eksport, wyraźnie hamuje. Polska jednak coraz chętniej kupuje chińską produkcję. W 2014 r. wartość chińskiego importu do Polski wzrosła o ponad 20 proc. r/r a Chiny zostały naszym drugim najważniejszym partnerem w imporcie, detronizując Rosję. W 2015 r. wzrost wyniósł 15,9 proc. r/r. W I kw. br. dynamika wynosi 10 proc. r/r., ale mamy dopiero czerwiec, podczas gdy największa część importu z Chin trafia do naszego kraju w okolicach Gwiazdki.

Eksperci AKCENTY, instytucji płatniczej rozliczającej transakcje eksporterów i importerów, wskazują, że początek obecnego roku zapowiada utrzymanie dwucyfrowej dynamiki wzrostu importu z Chin w 2016 r. Coraz większa obecność chińskich towarów w Polsce to, według ekspertów AKCENTY, wynik m.in. inwestycji Państwa Środka w Nowy Jedwabny Szlak oraz wzmożonych kontaktów między firmami polskimi i chińskimi, nawiązywanych w ramach targów, misji, spotkań i konferencji.

Chińska codzienność każdego Polaka

Aby dowiedzieć się, jaka jest obecnie struktura polskiego importu z Chin wystarczy przeanalizować listę wystawców najbliższego wydarzenia dla polsko-chińskiego biznesu: CHINA HOMELIFE SHOW i CHINA MACHINEX*. Na targach obecni będą dostawcy jednych z najważniejszych w polskim imporcie z Chin branż: tekstylnej i odzieżowej, sprzętu elektronicznego (domowego, kuchennego i  łazienkowego), mebli, oświetlenia, akcesoriów i wyposażenia wnętrz. Będą też oferty dla producentów wyrobów z tworzyw sztucznych, rolnictwa, przetwórstwa spożywczego i pakowania, branży budowlanej czy nowej energii (wykorzystujących m.in. urządzenia transmisyjne, wiatrowe, wysokiego i niskiego napięcia, kable, akcesoria, LED). – To oczywiście tylko wierzchołek „chińskiej góry lodowej”. Wiele, nawet produkowanych w Polsce towarów, składa się przecież z chińskich części. Chiny wyspecjalizowały się w dostawie praktycznie wszystkich najpotrzebniejszych produktów zarówno dla zwykłego konsumenta, jak i dla zakładów produkcyjnych. Rzecz w tym, aby za sprowadzone towary importerzy nie przepłacali – mówi Radosław Jarema szef AKCENTY w Polsce.

Na imporcie z Chin można zarobić jeszcze więcej

Ekspert AKCENTY zaznacza, że na polski import z Chin bardzo duży wpływ ma kurs amerykańskiego dolara. – Mocny obecnie dolar i słaba złotówka, to niekorzystne połączenie dla polskich firm, które za sprowadzone towary rozliczają się z chińskimi partnerami w amerykańskiej walucie. Bezpośrednio w chińskim juanie nadal płaci niewiele polskich przedsiębiorstw i tu właśnie istnieje duże pole do wypracowania oszczędności. Z naszych doświadczeń w obsłudze transakcji w juanach wynika, że oszczędności mogą sięgać nawet 5-10 proc. – zaznacza Radosław Jarema.

Chiński juan niezwykle zyskał jako waluta w ostatnich latach, co potwierdza chociażby decyzja o dodaniu go do koszyka walut rezerwowych. W Polsce na razie rozliczenia w juanie oferują tylko wybrane instytucje finansowe, w tym instytucja płatnicza AKCENTA. W dalszej perspektywie celem Chińskiego Banku Narodowego jest stopniowe urynkowienie juana aż do całkowitego osiągnięcia rozliczeń wolonorynkowych. Na takich warunkach chiński pieniądz mógłaby realnie konkurować z najważniejszymi światowymi walutami.

Polska ma „pociąg“ do Chin

Do chińskich towarów mamy pociąg i to także w dosłownym znaczeniu. Polska leży na trasie tzw. Nowego Jedwabnego Szlaku. Nasi przedsiębiorcy mają więc możliwość szybkiego i taniego transportu chińskich towarów drogą kolejową. – To jeden z czynników, który złożył się na rekordowy wynik importu z Chin w 2014 r. i późniejsze rosnące obroty. Z naszych doświadczeń i obserwacji wynika, że równolegle do rozwoju infrastruktury ważną rolę pełnią targi, misje i konferencje. Te spotkania są bardzo efektywne – przynoszą kontakty i kontrakty. Polsko-chiński biznes wypracowuje w ten sposób wiele nowych „połączeń” – dodaje ekspert AKCENTY.

… i prawdopodobnie nie zatrzyma go spowolnienie w Chinach

Co będzie z polskim importem w obliczu spowolnienia w Chinach? – Tak dynamiczny rozwój, jakiego doświadczała chińska gospodarka na przestrzeni kilkunastu lat, nie mógł trwać w nieskończoność. Kończy się faza szalonego wzrostu i, podobnie jak wcześniej Japonię czy Koreę Południową, Państwo Środka czeka teraz przemiana w pełnowartościową, spokojniej funkcjonującą nowoczesną gospodarkę. Jak widać, ta przemiana nie wpływa na polsko-chiński biznes, który ma się  świetnie – mówi Radosław Jarema.

* CHINA HOMELIFE SHOW i CHINA MACHINEX odbywają się w dniach 7-9 czerwca 2016 r. w Ptak Warsaw Expo w Nadarzynie. Więcej informacji o targach na: chinahomelife.org i chinamachinex.pl.

PARP uruchamia konkurs Bony na innowacje dla małych i średnich przedsiębiorstw

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości uruchomiła dziś konkurs, którego celem jest pobudzenie współpracy nauki i biznesu poprzez finansowanie usług świadczonych przedsiębiorcom przez jednostki naukowe. Oferowane przez nie nowe, zaawansowane technologicznie rozwiązania oraz specjalistyczna wiedza będą wsparciem dla około 2300 przedsiębiorców, którzy uzyskają dotacje w tej perspektywie finansowej. Konkurs potrwa do 30 stycznia 2017 r. i jest podzielony na dwumiesięczne etapy.

O dofinansowanie mogą ubiegać się mikro, mali lub średni przedsiębiorcy, prowadzący działalność gospodarczą na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej potwierdzoną wpisem do odpowiedniego rejestru. Dzięki uzyskanemu wsparciu firmy będą mogły zwiększyć swoją konkurencyjność i innowacyjność. Przyczyni się do tego możliwość zakupienia od jednostek naukowych usług będących innowacją produktową (nowy lub znacząco ulepszony wyrób, usługa lub projekt wzorniczy) lub innowacją procesową (opracowanie technologii produkcji).   Przedsiębiorcy, którzy otrzymają dofinansowanie, mogą liczyć na wsparcie w wysokości
od 60 tys zł do 400 000 tys zł.

Konkurs jest prowadzony w ramach Poddziałania 2.3.2 „Bony na innowacje dla MŚP”, które jest finansowane ze środków Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój na lata 2014-2020. Kwota przeznaczona na dofinansowanie w konkursie wynosi  62,5 mln zł.

Szczegółowe informacje na temat naboru wniosków, regulamin konkursu i niezbędne wzory dokumentów dostępne są na stronie www.poir.parp.gov.pl. Dodatkowe informacje można uzyskać pod adresem: [email protected].

Krzysztof Pawlak: Analiza techniczna 06.06.2016

Złotówka na fali powrotu sentymentu do rynków wschodzących zyskuje na wartości. Spodziewany brak podwyżki stóp procentowych w USA na czerwcowym posiedzeniu służy polskiej walucie. Próba złamania ważnej linii wsparcia na CHF/PLN. Ruchy na EUR/USD decydują o kształtowaniu się kursu USD/PLN. Funt brytyjski uzależniony od pojawiających się sondaży na temat wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 23.05-06.06.2016

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,3764 3,9569 3,8500 5,5550
Maksimum 4,4567 4,0164 3,9870 5,8275

 

CHF/PLN - analiza od 20kwietnia do 6 czerwca
Od połowy kwietnia kurs CHF/PLN porusza się w ramach wyrysowanego kanału. Z biegiem czasu kanał zwęża się coraz bardziej, co może zwiastować jakieś większe wybicie. Póki co, po osiągnięciu maksimum pod koniec maja na poziomie 4,01, kurs cały czas spada. W ostatnich dniach nastąpiło nawet przebicie dolnego ograniczenia kanału. Kolejne wsparcie w postaci 50% zniesienia Fibonacciego powstrzymało dalszy spadek kursu. Obecnie kurs testuje opór w postaci dolnego ograniczenia kanału w okolicach poziomu 3,9650. Jest to na tyle ważny opór, że przebicie tego poziomu oznaczałoby powrót do kanału, a co za tym idzie z pewnością kilkugroszowy ruch w górę w okolice 4,00. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę dobry sentyment wokół polskiej waluty w ostatnich dniach, możliwy jest dalszy spadek w okolice ostatniego minimum czyli 3,93.
EUR/PLN - analiza od 10 kwietnia do 6 czerwca
Od początku kwietnia kurs EUR/PLN porusza się w ramach wyrysowanego kanału wzrostowego. Pod koniec maja kurs dotarł do poziomu 4,45, osiągając kilkutygodniowe maksimum. Od tego momentu powrócił sentyment do polskiej waluty i złotówka powoli odrabia straty. Wsparcie w postaci psychologicznej wartości 4,40 zostało złamane i kurs powędrował w pobliże dolnego ograniczenia kanału. Z pomocą złotówce z pewnością przyszły słabe dane z USA, które praktycznie przesądzają brak podwyżki stóp procentowych w USA w czerwcu. Dzięki temu, wraz ze wzrostem kursu EUR/USD, waluty rynków wschodzących również zyskiwały. Brak podwyżki stóp w USA oznacza, że póki co kapitał nie będzie tam odpływał, stąd też takie waluty jak złoty mają szansę odreagować. W kolejnych dniach niewykluczony jest test wsparcia w postaci dolnego ograniczenia kanału na poziomie 4,36. W przypadku ruchu w górę oporem będzie poziom 4,40.
GBP/PLN - analiza od 2 maja do 6 czerwca
Notowania funta brytyjskiego na szerokim rynku zależą w ostatnich tygodniach w głównej mierze od pojawiających się sondaży na temat ewentualnego Brexitu. Kompletnie marginalnego znaczenia nabrały dane makroekonomiczne pojawiające się z tego kraju. Widać to bez wątpienia na kursie GBP/PLN. Od połowy maja, gdy sondaże pokazywały przewagę zwolenników pozostania Wielkiej Brytanii w UE, kurs szybował w górę docierając do poziomu 5,8250. Od tego momentu sytuacja jednak się odwróciła, a przewagę w sondażach zaczęli zyskiwać przeciwnicy pozostania Zjednoczonego Królestwa we Wspólnocie. Funt brytyjski zaczął dynamicznie tracić na wartości, na parze GBP/PLN nastąpił w kilka dni spadek o niemal 30 groszy. Kurs dotarł prawie do wsparcia w postaci minimum z początku maja. Emocje będą z pewnością rosły, bo zostało już niewiele czasu do rozstrzygnięcia, które nastąpi 23 czerwca. Stąd trudno przewidzieć zachowanie kursu w najbliższych dniach, koniecznie trzeba obserwować kolejne pojawiające się sondaże.
USD/PLN - analiza od 5 kwietnia do 6 czerwca
Na wykresie USD/PLN od początku kwietnia obserwujemy trend wzrostowy. Trzeba jasno powiedzieć, że jest to w głównej mierze pochodna ruchów na głównej parze walutowej świata, czyli EUR/USD. Spadek kursu tej pary powoduje, że dolar jest silniejszy, co przekłada się na ruch wzrostowy na USD/PLN. I taka sytuacja miała miejsce do końca maja, co sprawiło, że USD/PLN dotarł do poziomu 3,9850. Inwestorzy wierzyli w podwyżkę stóp procentowych w USA jeszcze w czerwcu, co mogło wywindować dolara do złotego nawet w okolice 4,00. Po słabych danych z USA, które praktycznie wykluczyły podwyżkę na czerwcowym posiedzeniu, odreagowała główna para walutowa świata, kurs EUR/USD wybił w górę co pozwoliło na parze USD/PLN zanotować spadek nawet do 3,85. Teraz wszystko będzie zależeć od decyzji Fed – gdyby stopy pozostały bez zmian to możliwe jest testowanie na parze USD/PLN linii trendu wzrostowego. W przypadku przebicia kolejne wsparcie stanowiłoby ostatnie minimum na poziomie 3,77.

Rynek private equity w Polsce 2016. Trendy i szanse rozwoju

 

Blisko 70% badanych funduszy private equity uważa, że wzrośnie liczba atrakcyjnych celów przejęć na polskim rynku 

Rynek private equity w Polsce 2016Większość funduszy private equity optymistycznie ocenia perspektywy rozwoju na polskim rynku, spodziewając się wzrostu liczby atrakcyjnych celów przejęć w ciągu najbliższych dwóch lat. Polska pozostaje najatrakcyjniejszym rynkiem w Europie Środkowo-Wschodniej – w 2015 r. wartość inwestycji private equity w Polsce wyniosła 803,5 mln euro, co stanowiło ponad 50% całkowitej wartości inwestycji private equity w krajach CEE. W portfelach funduszy aktualnie najwięcej jest spółek z sektora technologii informacyjnych, mediów i komunikacji (21%) oraz produkcji przemysłowej (18%). W przyszłości największym zainteresowaniem funduszy private equity w Polsce będą cieszyły się podmioty z branży dóbr konsumpcyjnych.

Dobra konsumpcyjne na pierwszym miejscu najatrakcyjniejszych sektorów

Podobnie jak w 2014 roku, kiedy ukazała się pierwsza edycja raportu KPMG na temat rynku private equity w Polsce, ankietowane fundusze optymistycznie oceniają przyszłość polskiego rynku PE – 68% spodziewa się, że w perspektywie najbliższych dwóch lat zwiększy się liczba atrakcyjnych celów przejęć. Jedynie 4% obawia się, że w Polsce będzie mniej potencjalnych celów przejęć, pozostali respondenci stwierdzili, że liczba atrakcyjnych celów przejęć nie zmieni się. Jednocześnie blisko połowa respondentów spodziewa się wzrostu liczby transakcji na przestrzeni najbliższych dwóch lat, prawie 30% nie przewiduje zmian, a jedynie 20% uważa, że liczba transakcji może się zmniejszyć.

W ocenie respondentów najbardziej atrakcyjnymi sektorami inwestycyjnymi w nadchodzących latach będzie branża dóbr konsumpycyjnych, która awansowała z drugiej pozycji w 2014 roku na miejsce pierwsze, usługi dla biznesu, produkcja przemysłowa oraz sektor technologiczny i medialny. Na znaczeniu stracą natomiast branża medyczna i sektor farmaceutyczny. Sektory te uplasowały się w dalszej części rankingu, mimo że dwa lata temu zajęły pierwsze miejsca pod względem atrakcyjności inwestycyjnej i potencjału rozwoju. Zdecydowana większość funduszy jest zdania, że branża energetyczna oraz budownictwo są obecnie najmniej atrakcyjnymi sektorami dla funduszy działających na polskim rynku mówi Rafał Wiza, partner, szef zespołu private equity w KPMG w Polsce.

Fundusze PE będą najchętniej inwestowały w firmy średniej wielkości w fazie wzrostu i start-upy

W badaniu KPMG respondenci ocenili, jak zmieni się atrakcyjność poszczególnych segmentów firm w najbliższych latach. Fundusze PE działające w Polsce również w przyszłości będą chciały inwestować przede wszystkim w firmy w średniej fazie rozwoju, które poszukują kapitału na dalszą ekspansję. Nieco ponad 70% ankietowanych uważa, że atrakcyjność takich firm jako celów przejęć wzrośnie. Pozostali natomiast uważają, że pozostanie bez zmian. W przypadku dojrzałych firm i liderów rynku niespełna 40% badanych funduszy sądzi, że ich atrakcyjność wzrośnie, większość nie spodziewa się w tym zakresie większych zmian. Prężnie rozwijający się w Polsce rynek start-upów jest oceniany pozytywnie przez fundusze – blisko 60% uważa, że start-upy będą zyskiwać na popularności w najbliższych latach, jedynie 10% sądzi, że staną się one mniej atrakcyjnym celem inwestycyjnym.

Fundusze PE pozytywnie o warunkach działania w Polsce

Badane fundusze zostały także zapytane o warunki działalności na polskim rynku PE. Większość funduszy dobrze ocenia dostępność finansowania dłużnego – 71% nie ma żadnych problemów z jego pozyskaniem. Jedna czwarta respondentów stwierdziła, że kapitał dłużny jest trudny do zdobycia, ale mimo to obiecujące projekty mogą liczyć na odpowiedni poziom finansowania. Jedynie 4% ankietowanych funduszy stwierdziło, że brak finansowania dłużnego stanowi istotną barierę w realizacji transakcji.

Według większości badanych funduszy Polska pozostaje atraktycyjnym rynkiem dla sektora PE. Respondenci stwierdzili między innymi, że w ostatnich latach zwiększyła się liczba dostępnych transakcji w segmencie mniejszych spółek portfelowych. Podkreślano także, że jakość ofert inwestycyjnych rośnie. Według części respondentów rośnie też wiedza firm na temat sposobu funkcjonowania private equity, właściciele spółek są lepiej przygotowani i zdają sobie sprawę z korzyści, jakie wynikają ze współpracy z funduszami. Rośnie też liczba spółek, które szukają partnera w celu zwiększenia obecności na rynkach zagranicznych. Nie chodzi tutaj wyłącznie o dostarczenie dodatkowego kapitału, spółki portfelowe korzystają w takich przypadkch z międzynarodowych kontaktów funduszy i sprawdzonych strategii ekspansji zagranicznej – mówi Rafał Wiza, partner, szef zespołu private equity w KPMG w Polsce.

Polski rynek PE na pierwszym miejscu w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

Według danych Europejskiego Stowarzyszenia Private Equity i Venture Capital (EVCA) w ubiegłym roku wartość inwestycji PE w Polsce wyniosła 803,5 mln euro – ponad trzy razy tyle, co w roku 2014. W 2015 roku udział naszego kraju w całkowitej wartości inwestycji PE w państwach CEE wyniósł 53%. Wartość inwestycji PE w stosunku do PKB wyniosła w Polsce 0,19%, co jest wynikiem porównywalnym do wyników takich krajów jak Szwajcaria (0,21%) czy Niemcy (0,22%).

Z przeprowadzonej przez KPMG analizy portfeli ponad 30 funduszy PE w Polsce (z wyłączeniem funduszy specjalizujących się w inwestycjach typu venture capital) wynika, że wśród aktualnych spółek portfelowych najliczniej reprezentowane są spółki z sektora technologii informacyjnych, mediów i komunikacji (21%). Nieco mniejszy udział mają spółki z sektora produkcji przemysłowej (18%). Na trzecim miejscu uplasowały się spółki z branży handlu detalicznego i dóbr konsumpcyjnych (14%), natomiast czwarte miejsce zajmują firmy działające w obszarze medycyny i farmacji (13%). Wymienione cztery sektory obejmują razem dwie trzecie wszystkich aktualnych spółek portfelowych w Polsce. Istotnymi sektorami z udziałem na poziomie blisko 10% są też usługi dla biznesu oraz rolnictwo i produkcja żywności. Według obliczeń dokonanych m.in. na podstawie danych przekazanych przez fundusze PE w Polsce, KPMG szacuje, że w spółkach, które na koniec kwietnia 2016 roku znajdowały się w portfolio badanych funduszy, zatrudnienie w 2015 roku wyniosło w sumie 100,8 tys. osób, a przychody były na poziomie 44,9 mld zł.

Pełna wersja raportu dostępna na stronie kpmg.pl

****

O RAPORCIE:

„Rynek private equity w Polsce: trendy i szanse rozwoju” to druga edycja raportu KPMG na temat funkcjonowania funduszy private equity (PE) na polskim rynku. Celem raportu jest pokazanie rzetelnego obrazu sytuacji na polskim rynku PE oraz trendów, które będą wpływać na jego rozwój w najbliższych latach. Raport bazuje m.in. na analizie danych wtórnych publikowanych przez Eurostat, Komisję Europejską, Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Europejskie Stowarzyszenie Private Equity & Venture Capital (EVCA), analizie blisko 180 spółek portfelowych nalężących do ponad 30 funduszy PE w Polsce oraz na badaniu ankietowym przeprowadzonym wśród 26 funduszy działających na polskim rynku. Badanie ankietowe zostało przeprowadzone w okresie od lutego do kwietnia 2016 r. Raport powstał we współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Inwestorów Kapitałowych PSIK.

 

Liczba urządzeń IoT osiągnie poziom 16 miliardów do końca 2021 roku

  • W 2018 roku ilość urządzeń należących do kategorii Internetu Rzeczy (IoT) będzie większa od liczby telefonów komórkowych
  • Najwięcej nowych urządzeń IoT w latach 2015-2021 pojawi się w Europie Zachodniej, głównie dzięki inteligentnym licznikom energii i samochodom podłączonym do internetu.
  • Liczba smartfonów przewyższy liczbę tradycyjnych telefonów komórkowych w trzecim kwartale 2016 roku

Według wydanej 1 czerwca 2016 roku najnowszej edycji Ericsson Mobility Report, poświęconej technologiom mobilnym, Internet Rzeczy (IoT) zawładnie większością branż światowego przemysłu. Dynamiczny rozwój IoT będzie widoczny zwłaszcza w sektorze motoryzacyjnym, inteligentnych liczników energii i elektroniki użytkowej

Gwałtowny wzrost dotyczy przede wszystkim komórkowych urządzeń IoT, których do 2021 roku przybędzie aż 1,1 miliarda. To czterokrotny wzrost w porównaniu do liczby tych urządzeń obecnie. Czynniki odpowiadające za wzrost to między innymi rosnące wymagania przemysłu, pojawiające się nowe sposoby wykorzystania urządzeń IoT i postępująca standaryzacja.

Urządzenia IoT można podzielić na dwie grupy, różniące się charakterystyką działania: Massive IoT i Critical IoT.

Urządzenia Massive IoT charakteryzują się wysokim wolumenem połączeń, niskimi kosztami produkcji, małym zużyciem energii i małymi porcjami przesyłanych danych. Do tej grupy należą głównie czujniki w budynkach i inteligentne liczniki energii.

Cechy grupy urządzeń Critical IoT to wysoka niezawodność i brak opóźnień w przesyłaniu danych. Urządzenia tego typu wykorzystywane są przede wszystkim w autonomicznych pojazdach, przemysłowych urządzeniach produkcyjnych oraz w sektorze medycznym (na przykład operacje wykonywane zdalnie). Udział połączeń LTE w tym segmencie urządzeń IoT wynosi obecnie pięć procent. Rozwój tej kategorii urządzeń IoT jest możliwy dzięki zwiększeniu funkcjonalności istniejących sieci LTE oraz możliwościom sieci 5G, których komercyjne zastosowanie planowane jest na 2020 rok. Czynniki te staną się motorem napędowym do opracowania nowych sposobów wykorzystania urządzeń IoT.

Ericsson Mobility Report to jedna z czołowych analiz dotyczących ruchu w sieciach mobilnych, dostarczająca dane i prognozy, dzięki którym znamy obecne trendy występujące w Społeczeństwie Sieci (Networked Society).

Kredyty mieszkaniowe: dominacja jednego miasta

Już ponad 40 proc. kredytów hipotecznych w Polsce przyznano na inwestycje mieszkaniowe w Warszawie. Kiedy zostanie przekroczona granica 50 proc.? Bardzo szybko.
Warszawa i cała aglomeracja warszawska zdominowały rynek hipotecznych kredytów mieszkaniowych. W I kw. br., jak wynika z badań AMRON, przekroczona została granica 40 proc. – To efekt programu MdM i kupowania mieszkań z przeznaczeniem na wynajem – mówi w rozmowie z MarketNews24 dyr. Jerzy Ptaszyński z AMRON.
Granica 50 proc. też zostanie bardzo szybko przekroczona. – To stanie się jeszcze w tym roku – ocenia J.Ptaszyński.
Taka prognoza jest istotna dla tych, którzy zastanawiają się czy skorzystać z programu MdM, którego finansowanie jest na wyczerpaniu, a ten program rządowy nie zostanie przedłużony.

Piątkowe dane

Piątkowe dane 1

Piątkowe dane zaskoczyły, przyrost miejsc pracy w sektorze pozarolniczym wyniósł 38 tysięcy, konsensus rynkowy zakładał wzrost na poziomie 161 tysięcy. Tak słabe dane praktycznie wykluczyły czerwcową podwyżkę stóp procentowych. Należy zauważyć, że ostatnie dane o produkcji przemysłowej, nowych zamówieniach oraz najnowsze PMI wskazują na nadchodzącą recesję, czy tak się stanie?

Reakcja rynku po tak słabych danych makroekonomicznych była natychmiastowa. Kurs walutowy EUR/USD po wstępnym przebiciu dolnego ograniczenia kanału spadkowego z impetem powrócił do kanału wzrostowego. Należy pamiętać o dzisiejszym przemówieniu Janet Yellen, które może znacząco wpłynąć na szeroki rynek dolara amerykańskiego.

Dział Analiz

BossaFX: AUD/USD – nerwowo przed RBA?

Początek nowego tygodnia handlu na walutach antypodów przyniósł realizację zysków po piątkowym, skokowym osłabieniu USD na większości par. Para AUD/USD zanotowała wzrost o 1,9%, czyli najmocniejszy skok od 12miesięcy. Dodatkowo w przypadku AUD/USD należy brać pod uwagę jutrzejsze RBA, gdzie choć rynek oczekuje utrzymania stóp na 1,75% (49 na 52 ankietowanych) to istnieje ryzyko bardziej gołębiego stanowiska instytucji.

 AUDUSDDaily.png

autor: Konrad Ryczko, analityk i makler papierów wartościowych DM BOŚ
Źródło: BossaFX

USD/CAD – solidny opór

USD/CAD - solidny opór 2

Kurs pary walutowej USD/CAD w dalszym ciągu znajduje się pod ważnym, tygodniowym oporem. Dopóki wsparcie 1.31-1.34 nie zostanie pokonane, to trend spadkowy pozostanie bazowym scenariuszem. Dolara kanadyjskiego wspierają notowania ropy naftowej.

Po szokująco słabych danych z rynku pracy, rynek po raz kolejny ma odmienne zdanie od Członków Rezerwy Federalnej. Rynek na podstawie kontraktów terminowych oczekuje, że najbliższa podwyżka stóp procentowych nastąpi dopiero w kwietniu przyszłego roku, natomiast prawdopodobieństwo zwiększenia kosztu pieniądza w czerwcu oscyluje w okolicy 30%. Jest to kolejny raz, gdzie FED oraz rynek mają odmienne zdanie. Dzisiejszego dnia odbędzie się konferencja z udziałem Janet Yellen, która może, a nawet powinna ustosunkować się do piątkowych danych.

Dział Analiz

Andrzej Tomczyk o dyrektywie BRRD

Czy bank, który znajdzie się w trudnej sytuacji finansowej, aby uchronić się przed bankructwem, będzie mógł sięgnąć po pieniądze swoich klientów? Takie rozwiązanie umożliwia unijna dyrektywa BRRD. To odpowiedź na kryzys finansowy z 2008 r., który sprawił, że wiele banków musiało być ratowanych przed upadkiem ze środków publicznych.

Na szczęście 99% Polaków może spać spokojnie. Banki nie będą bowiem miały prawa zagarniać pieniędzy z kont, na których zgromadzono mniej niż 100 tys. euro. Z pozostałych rachunków będzie zaś wolno zawłaszczać jedynie oszczędności powyżej tej kwoty. W razie widma bankructwa banku w najgorszej sytuacji znajdą się jednak akcjonariusze, ponieważ kapitał akcyjny zostanie przejęty jako pierwszy.

„Dyrektywa wprowadza nowe normy i narzędzia, które należy uznać za pozytywne. W przypadku potencjalnej niewypłacalności jednego z banków działania naprawcze mają szansę doprowadzić do jego uratowania, co w konsekwencji zapobiegnie efektowi domina, który mógłby zagrozić stabilności całego systemu finansowego. Z perspektywy klienta detalicznego jest to rozwiązanie na pewno dobre” – mówi Andrzej Tomczyk, Eastern-Central Europe regional director z firmy Admiral Markets.

Optymistyczne prognozy przedstawicieli HoReCa na najbliższe miesiące

Światowe Dni Młodzieży, Polska jako miejsce urlopu oraz program 500+ to najważniejsze czynniki, które wpływają na bardzo optymistyczne prognozy przedstawicieli HoReCa na najbliższe miesiące. Wartość subindeksu „Barometru EFL[1]” dla branży gastronomicznej w II kwartale br. wzrosła o 7,5 pkt. w porównaniu do wskaźnika z początku roku i wyniosła aż 62,8 pkt. Jest to najwyższy odczyt od początku realizacja badania, czyli od półtora roku.

– Sytuacja w branży HoReCa, czyli na rynku usług hotelarskich i gastronomicznych, to pochodna przede wszystkim trzech czynników. Pierwszy związany jest z rokiem kalendarzowym – hotele i restauracje rozkręcają się w czasie sezonu wakacyjnego, który przecież jest przed nami. A zgodnie z prognozami ekspertów, wielu mieszkańców Polski zamiast wyjeżdżać do popularnych w ostatniej dekadzie destynacji takich jak Tunezja, Egipt, czy Turcja, zdecyduje się na wakacje w kraju. Po drugie, branża gastronomiczna ma swoje „pięć minut” w czasie dużych wydarzeń organizowanych właśnie w okresie letnim. W tym roku bez wątpienia najważniejszym wydarzeniem będą Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Po trzecie, HoReCa jest bardzo podatna na różnego rodzaju zmiany legislacyjne i regulacje powodujące spadek lub wzrost realnego dochodu gospodarstw domowych. Po wejściu w życie programu 500+ spodziewam się, że konsumpcja prywatna wzrośnie, a część wydanych środków trafi do kieszeni przedsiębiorców z branży gastronomicznej – mówi Radosław Kuczyński, Prezes EFL.

Pesymiści zmienili barwy na optymistyczne

W II kwartale br. subindeks „Barometru EFL” dla branży HoReCa wyniósł 62,8 pkt. Jest to wynik dużo lepszy niż główny wskaźnik dla całego rynku MŚP w Polsce, który wyniósł 57,8 pkt. Warto zwrócić uwagę, że w ciągu pół roku wartość subindeksu wzrosła aż o 14 pkt. Jeszcze w IV kwartale 2015 roku wynosił on zaledwie 48,8 pkt. i znajdował się poniżej progu OR[2], czyli branża znajdowała się w stagnacji i nie przewidywała szans na rozwój. Obecnie przedstawiciele rynku gastronomicznego są w optymistycznych nastrojach i liczą na „gorący” sezon.

Wyższa sprzedaż to lepsza płynność finansowa

Bardzo wysoka wartość wskaźnika wynika z przewidywanego poziomu sprzedaży. Aż 55% firm z branży HoReCa spodziewa się wzrostu zamówień w najbliższych miesiącach, tylko co dziesiąta oczekuje spadku sprzedaży. Za planowanym wzrostem sprzedaży idzie prognozowana poprawa płynności finansowej firm działających w branży gastronomiczno-hotelarskiej. Aż 45% przedsiębiorców spodziewa się poprawy w tym obszarze Jest to związane ze specyfiką tej branży, w której obowiązują krótkie terminy płatności za usługi. Wzrost sprzedaży sprawi, że przedsiębiorcy w krótkim okresie odczują poprawę płynności.

– Obok wielu pozytywnych aspektów dla rynku HoReCa, warto też wspomnieć o najważniejszym negatywnym, jakim jest wprowadzenie podatku obrotowego. Prace nad właściwą ustawą jeszcze trwają, w związku z czym trudno w tym momencie stwierdzić, jaki będzie miał wpływ na kondycję branży. Jednak z pewnością za jego sprawą część produktów podrożeje, co finalnie odczuje przeciętny Polak – mówi Radosław Kuczyński z EFL.

[1]„Barometr EFL” jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 4 – 11.05.2016 r.

[2] OR, czyli podstawową miarą analityczną zastosowaną do wyników badania jest algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Zatem poziom 50 pkt. stanowi próg OR, czyli poziom ograniczonego rozwoju.

DAX 30 – na wsparciu

DAX 30 - na wsparciu 3

W piątek po publikacji danych z amerykańskiego rynku pracy zmieniły się znacząco nastroje na rynkach finansowych. Wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym okazał się bardzo niewielki vs. prognozy, co spowodowało wyprzedaż dolara amerykańskiego oraz spadki na giełdach. Dzisiaj rynki akcji w Europie lekko odrabiają straty, w końcu słabsze dane z USA oddalają perspektywę podwyżek stóp procentowych zza oceanem, a to jest pozytywna informacja dla rynków kapitałowych, nadal będzie dostępny tani kapitał.

Z technicznego punktu widzenia niemiecki indeks DAX dotarł w piątek do ważnego obszaru wsparcia w okolicach 10080 – 10150 pkt. Przetestowany został również okrągły poziom 10000 pkt. Dzisiaj obserwujemy lekkie wzrosty, a kurs pozostaje w pobliżu wspomnianego wsparcia 10080 – 10150 pkt. Po obronie tej strefy kurs ponownie powinien skierować się w stronę szczytu z końca maja br. w okolicach 10350 pkt. , a następnie w stronę szczyty z kwietnia niedaleko okrągłego poziomu 10500 pkt.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

Fed: w tył zwrot?

Szefowej Rezerwy Federalnej, Janet Yellen, zawsze trzeba słuchać uważnie. Jej dzisiejsze popołudniowe wystąpienie będzie miało jeszcze większe znaczenie niż zwykle ze względu na fatalne dane piątkowe z rynku pracy. Yellen może próbować łagodzić złe nastroje sprzed weekendu, może też dać iskrę nadziei co do dalszej serii podwyżek stóp. Na co zdecyduje się szefowa Fed, nie wiadomo. Rynek prawdopodobnie przesadził z pesymizmem pozbywając się dolara, ale z drugiej strony przez dłuższy czas był też nadmiernie optymistyczny. Cena za nadmierną euforię może okazać się wysoka.

Poniedziałek – poza wystąpieniem Janet Yellen – nie ma zbyt wiele do zaoferowania. W USA pojawi się dzisiaj wskaźnik rynku pracy za maj. W normalnych okolicznościach nie miałby on większego znaczenia, ale w obecnej sytuacji także i on nie przejdzie bez echa. Wydawało się, że sektor zatrudnienia w Ameryce jest już w pełni przewidywalny, a okazało się, że ma jednak wiele niewiadomych. Ciekawe, czy podobne niespodzianki pojawią się również na innych rynkach?

Wart uwagi jest dzisiaj indeksy Sentix dla strefy euro. W dalszym ciągu trudne chwile przeżywa funt, który nie radzi sobie z serią sondaży dających lekką przewagę zwolennikom Brexitu. Na razie jednak przewaga jest niewielka, mieszcząca się w granicach błędu statystycznego, więc szterling być może słabnie ponad miarę. Nastroje mogą się zmienić, gdy proporcje się odwrócą. Ale czy tak się stanie, nie wiadomo. Na zmianę nastrojów jest już coraz mniej czasu.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

BossaFX: Dolar próbuje się stabillizować po silnych spadkach

Kluczowe informacje z rynków:

  • Chiny: Ludowy Bank Chin ustalił średni kurs USD/CNY na poziomie 6,5497 wobec 6,5793 w piątek. Podczas amerykańsko-chińskich dwustronnych rozmów na szczycie w Pekinie dyskutowano głównie nt. napiętej sytuacji na Morzu Południowochińskim. Niemniej sekretarz skarbu USA Jack Lew odnotował, że strona chińska poczyniła duże postępy w temacie bardziej otwartego kursu walutowego, chociaż stwierdził, że Ludowy Bank Chin powinien lepiej komunikować swoje plany, aby uniknąć sytuacji, jaka miała miejsce w sierpniu ub.r. (silne osłabienie CNY).
  • Japonia: Szef gabinetu premiera Suga, oraz przedstawiciel resortu finansów odpowiedzialny za kwestie walutowe (Asakawa) przyznali, że władze uważnie monitorują sytuację na rynku walutowym, powtarzając jednocześnie, że nadmierne wahania są niepożądane.
  • Wielka Brytania: Na rynek spłynęły kolejne sondaże dotyczące referendum zaplanowanego na 23 czerwca. Według Opinium 41 proc. chciałoby wyjścia z UE, a 43 proc. pozostania. Ale już TNS daje 43 proc. na Brexit i 41 proc. za pozostaniem, a YouGov aż 45 proc. dla przeciwników UE, wobec 41 proc. chcących utrzymania status quo. Wymowna jest ankieta przeprowadzona wśród czytelników Daily Telegraph, gdzie aż 69 proc. zagłosowałoby za Brexitem.
  • USA: Zdaniem opiniotwórczego Jona Hilsenratha z Wall Street Journal o ile temat podwyżki stóp przez FED w czerwcu nie będzie podejmowany, to lipiec nadal jest możliwym terminem, chociaż prawdopodobieństwo potencjalnego ruchu spadło. Zdaniem Erica Rosengrena z oddziału FED w Bostonie majowe dane z rynku pracy rozczarowały, ale nie jest to powód, aby rezygnować z potencjalnego zacieśnienia polityki w tym roku. W podobnym tonie wypowiadał się też Charles Evans z Chicago.

Naszym zdaniem: Członkowie FED nie mają teraz łatwego zadania. Majowe odczyty Departamentu Pracy, jakie poznaliśmy w miniony piątek były fatalne i w zasadzie odsuwają na dłużej temat zacieśnienia polityki, o ile nie nałożą się na to czynniki zewnętrzne (Brexit, czy też sytuacja w Chinach). Słowa Erica Rosengrena z Bostonu, który ma w tym roku prawo głosu FOMC można potraktować, jako element budowania scenariusza pod zacieśnienie w lipcu, choć wydaje się, że bardziej rozsądnym terminem byłby tu wrzesień, o ile oczywiście FED nie zaprezentuje bardziej „jastrzębich” perspektyw makro na posiedzeniu w połowie czerwca – szczególną uwagę skupi na sobie tzw. wykres pl-dot obrazujący oczekiwania członków FED dotyczące podwyżek stóp procentowych. Z tego właśnie powodu nie należy zupełnie ignorować faktu posiedzenia FED 15 czerwca.

Wykres koszyka dolarowego BOSSA USD pokazuje „ogrom zniszczeń” jaki dokonał się w piątek. Zatrzymaliśmy się przed wsparciem w okolicach 79,30 pkt., które może stwarzać preteksty do odbicia dolara w kolejnych dniach. Nie wydaje się jednak, aby rynek miał siłę powrócić ponad poziom 80 pkt. Dzisiaj wieczorem o godz. 18:30 mamy wystąpienie szefowej FED na konferencji w Filadelfii. Do tej pory to ona była najbardziej ostrożna w swoich wypowiedziach – wprawdzie mówiła o tym, że FED jest bliżej, niż dalej kolejnej podwyżki stóp, ale unikała precyzowania terminów. To na co rynek zwróci dzisiaj uwagę, to jej opinia nt. stanu i perspektyw gospodarki w kontekście słabych danych z rynku pracy, ale i też niepokojących odczytów indeksu ISM. W całym tym zamieszaniu warto też pamiętać o jednym – w interesie FED nie jest to, aby oczekiwania rynku dotyczące potencjalnych ruchów banku centralnego były nadmiernie odchylone czy to w jedną, czy to w drugą stronę. Tymczasem od piątku inwestorzy znów przestają wierzyć w możliwości FED…

BOSSAUSDWeekly.png

Wykres tygodniowy BOSSA USD

Na ujęciu EUR/USD zbliżyliśmy się do oporu przy 1,1376, który jest oparty o dawny szczyt z lutego b.r. Może być to baza do ewentualnej korekty, której zasięg można szacować na 1,1270-1,1300.

EURUSDWeekly.png

Wykres tygodniowy EUR/USD

Ogromną zmienność mamy ostatnio na GBP/USD. Słabość funta dzisiaj rano to efekt obaw związanych z ewentualnym Brexitem (sondaże), chociaż zwolennicy pozostania we Wspólnocie zwierają szynki – brytyjskie związki zawodowe operujące w sektorze handlu wezwały 6 mln swoich członków do wzięcia udziału w referendum i opowiedzenia się za Unią Europejską. Nie zmienia to faktu, że im bliżej będzie 23 czerwca, tym bardziej może być nerwowo.

Na dziennym układzie GBP/USD widać, że odbiliśmy się rano od okolic wsparć, jakie miały miejsce w połowie maja b.r. O wiele istotniejsza wydaje się być jednak linia trendu wzrostowego oparta o minima z lutego i kwietnia b.r., która przebiega przy 1,4285.

GBPUSDDaily.png

Wykres dzienny GBP/USD

Źródło: BossaFX

Zmiana nastrojów na rynkach

Piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy wywróciły do góry nogami rynki finansowe. Balon strachu przed podwyżkami stóp procentowych w USA, jaki był pompowany od ostatnich „minutek” Fed, w jednej chwili pękł. Na efekty, zwłaszcza na rynku walutowym, nie trzeba było długo czekać.

Miesięczne dane z rynku pracy w USA od lat są uważnie obserwowane przez inwestorów, ale już dawno nie wzbudziły tak dużych emocji na rynkach jak w ostatni piątek. Wówczas okazało się, że w maju zatrudnienie w sektorze pozarolniczym wzrosło jedynie o 38 tys., podczas gdy oczekiwano wyniku na poziomie 161 tys. Dodatkowo dane kwietniowe zostały zrewidowane w dół do 123 tys. z szacowanych wcześniej 160 tys. Pomijając czynniki jednorazowe (strajk w Verizon) dane pokazują odłożony w czasie efekt wyhamowania wzrostu gospodarczego w I kwartale. Z punktu widzenia rynków finansowy oznaczają zaś przesunięcie w czasie decyzji o ewentualnej podwyżce stóp procentowych przez Fed. Tym samym pompowany od ostatnich „minutek” balon oczekiwań co do możliwego zaostrzenia polityki monetarnej jeszcze latem (ale nie w czerwcu), w jednej chwili pękł. Nie zdołały temu zapobiec nawet bardzo dobre dane nt. bezrobocia w USA, które nieoczekiwanie spadło w maju do 4,7% z 5% w kwietniu, podczas gdy oczekiwano spadku jedynie do 4,9%. Interpretowano je jako efekt wypadnięcia z rynku pracy kolejnej rzeszy Amerykanów, którzy przez to nie są zliczani w statystykach.

To odsunięcie w czasie oczekiwań na podwyżkę stóp procentowych natychmiast znalazło odzwierciedlenie na rynkach finansowych. Głównie na rynku walutowym. Dolar gwałtownie potaniał. Kurs EUR/USD, który jeszcze na początku poprzedniego tygodnia zszedł poniżej 1,11, wystrzelił do 1,1355 w piątek na zamknięciu. Dolar osłabił się też do innych walut. W tym do złotego. Notowania USD/PLN, które jeszcze w końcówce maja prężnie zmierzały do 4 zł, załamały się i obecnie za „zielonego” trzeba zapłacić 3,8620 zł. W obu przypadkach doszło do zmiany układu sił na wykresach, co może sugerować kontynuację tendencji z piątku w kolejnych dniach. Szczególnie, gdyby ze strony członków Fed pojawiły się głosy, że piątkowe dane mocno zaciążą na ich przyszłych decyzjach. W szczególności inwestorzy będą wsłuchiwać się w to, co dziś do powiedzenia będzie miała Janet Yellen, która będzie przemawiała w Filadelfii na tematy gospodarcze oraz związane z polityką monetarną podczas spotkania zorganizowanego przez World Affairs Council of Philadelphia. Wystąpienie Yellen zaplanowane jest na godzinę 18:30 polskiego czasu.

Wspomniane wystąpienie szefowej Fed jest jedynym wartym dziś uwagi wydarzeniem rynkowym. Dlatego na rynku walutowym można oczekiwać spokojnego handlu w oczekiwaniu na słowa Yellen i ewentualnego skoku zmienności później. Jeżeli tylko Yellen nie zaskoczy to tydzień upłynie pod znakiem słabszego dolara.

Poniedziałek jest dość reprezentatywny dla całego tygodnia. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o kalendarium wydarzeń makroekonomicznych, które potencjalnie mogą nadać rynkom nowej dynamiki. Po prostu brakuje takich wydarzeń. W centrum uwagi znajdą się jedynie wystąpienia członków Fed, a także dane makroekonomiczne z Chin. Dla rynku funta zaś istotne będą nowe sondaże ws. pozostania lub wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Inne publikacje będą ignorowane. Dlatego też zapowiada się raczej spokojny tydzień. Przynajmniej w teorii.

Euro 2016

W najbliższy piątek rozpoczynają się we Francji Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej (EURO 2016). Nie sposób nie wspomnieć o nich w kontekście rynków finansowych. Niestety głównie z uwagi na potencjalne zagrożenie zamachami terrorystycznymi. Łatwo sobie wyobrazić jak mocno nastroje inwestorów popsułby ewentualnych zamach, zwiększając automatycznie awersję do ryzyka na rynkach. Wówczas sprzedawane byłoby euro, europejskie akcje i inne ryzykowne aktywa (np. złoty). Kupowany zaś byłby szwajcarski frank, japoński jen, amerykański dolar oraz obligacje Niemiec i USA. Mistrzostwa będą miały też jeszcze inny wymiar. Można oczekiwać, że na europejskich giełdach w tym czasie spadną obroty.

Marcin Kiepas
Główny Analityk Admiral Markets

BossaFX: Uspokojenie po dynamicznej zwyżce cen złota

Piątek był nerwowym dniem na rynkach walutowych i surowcowych, głównie za sprawą zaskakująco słabych danych z amerykańskiego rynku pracy. Po ich publikacji wartość amerykańskiego dolara tąpnęła, co pociągnęło w górę notowania złota.

Dzisiaj rano na rynku żółtego kruszcu jest spokojniej. Notowania złota rozpoczęły tydzień zwyżką, ale szybko strona podażowa przejęła inicjatywę i obecnie notowania tego kruszcu delikatnie korygują piątkowy wzrostowy ruch. Nie zmienia to jednak faktu, że słabe dane z USA ostudziły nadzieje inwestorów na rychłe podwyżki stóp procentowych w tym kraju. W obliczu niepewności dotyczących dalszych działań Fed, inwestorzy dzisiaj wypatrują przede wszystkim tego, jak ostatnie dane skomentuje szefowa Fed, Janet Yellen, która ma przemawiać publicznie dzisiaj o 18.30 polskiego czasu. Jeśli jej jastrzębie podejście nie zostanie zachwiane, to będzie to oznaczało ruch cen złota w dół.

FGOLDDaily_6.06.png

Notowania złota – dane dzienne

Źródło: BossaFX
autor: Dorota Sierakowska

BossaFX: Cena ropy wsparta doniesieniami z Nigerii

Notowania amerykańskiej ropy naftowej w drugiej połowie minionego tygodnia poruszały się w konsolidacji w okolicach 49 USD za baryłkę. Dzisiaj rano nie jest inaczej – cena ropy WTI wciąż utrzymuje się w tym wąskim ruchu bocznym. Od góry ograniczają ją poziomy oporu w okolicach 49,30 USD za baryłkę oraz oczywiście 50 USD za baryłkę. Z kolei wsparciem są zaburzenia produkcji ropy naftowej w kilku krajach, m.in. w Nigerii.

Nigeria to największy producent ropy naftowej na kontynencie afrykańskim, liczący się także na arenie międzynarodowej. Jednocześnie, jest to kraj niestabilny politycznie, w którym ataki na naftową infrastrukturę nie są rzadkością. W ostatnich tygodniach nastąpiło kilka ataków lokalnych bojówek na tamtejsze kluczowe ropociągi, co poskutkowało spadkiem produkcji i eksportu ropy naftowej. W krótkim czasie tamtejsze wydobycie ropy spadło do jedynie 800 tysięcy baryłek ropy naftowej dziennie, podczas gdy wcześniej przekraczało 2 mln baryłek dziennie – to oznacza najniższą produkcję od ponad dwudziestu lat. Zmilitaryzowana grupa, która przyznała się do ostatnich trzech ataków, zapowiedziała, że jej celem jest całkowity paraliż nigeryjskiego przemysłu naftowego i spadek produkcji do zera.

Obecnie sytuacja na tym rynku nie jest jednak tragiczna – produkcja przekroczyła milion baryłek dziennie, a eksport wzrósł. Jednak aktywność tamtejszych bojówek będzie kładła się cieniem na cały ten przemysł jeszcze przez długi czas. To zaś może przyczyniać się do presji popytowej na cenę ropy – niemniej, jej efekt powinien być tylko krótkoterminowy, a na rynku ropy naftowej możemy niedługo zobaczyć korektę niedawnych wzrostów.

FOILDaily_6.06.png

Notowania ropy naftowej WTI – dane dzienne

autor: Dorota Sierakowska
Źródło: BossaFX

Warszawa przyciąga międzynarodowych inwestorów pomimo projektów w trakcie budowy i presji wywieranej na czynsze

15% wzrost r/r odnotowany w I kw 2016 r. w odniesieniu do wolumenu przeprowadzonych transakcji inwestycyjnych oznacza, iż apetyt na nieruchomości komercyjne na polskim rynku utrzymuje się na wysokim poziomie. Wartość transakcji sfinalizowanych w I kw 2016 r. osiągnęła poziom ponad 500 mln EUR. Zachęceni pozytywnymi wskaźnikami dla rynków powierzchni biurowych w największych aglomeracjach inwestorzy kontynuowali podbój rynków regionalnych. Stopy kapitalizacji dla nieruchomości najwyższej jakości we wszystkich sektorach utrzymały się na stałym poziomie, jednakże powiększa się rozdźwięk w odniesieniu do stóp kapitalizacji aktywów drugorzędnych.

Równocześnie został potwierdzony apetyt międzynarodowego kapitału na warszawskie obiekty biurowe klasy A z przeznaczeniem dla zróżnicowanych najemców,  niekoniecznie zlokalizowane w centrum miasta – mówi Piotr Goździewicz, Dyrektor, BNP Paribas Real Estate, Rynki Kapitałowe, Europa Środkowo – Wschodnia, dodając: Spółka Yareal, reprezentowana przez wyłącznego agenta BNP Paribas Real Estate Poland, sfinalizowała właśnie transakcję sprzedaży swojego prestiżowego kompleksu biurowego klasy A położonego przy Alejach Jerozolimskich w południowo-zachodniej dzielnicy biznesowej Warszawy.

Zainteresowanie inwestorów Polską utrzymuje się na wysokim poziomie i  jest wspierane dużą dostępnością produktów finansowania dłużnego – dodaje Rafał Proczek, Konsultant, BNP Paribas Real Estate, Rynki Kapitałowe, Europa Środkowo – Wschodnia.

Polski rynek inwestycyjny odnotował mocny początek roku. Wartość czterech największych transakcji stanowiła w sumie 50% wolumenu wszystkich transakcji. Jeżeli chodzi o samych graczy na rynku, najaktywniejszą grupą były fundusze amerykańskie z 27% udziałem w rynku, za którymi uplasowali się inwestorzy z Polski i Wielkiej Brytanii z udziałem w rynku wynoszącym ok. 19% dla każdej z tych dwóch grup. Warszawski rynek powierzchni biurowych i handlowych odnotował niewielkie obniżenie stóp zwrotu z aktywów najwyższej jakości, które obecnie kształtują się na poziomie nieco poniżej 5,50%.

Dostępność kapitału własnego oraz dłużnego utrzymuje się na wysokim poziomie. Wzrost marży instytucji kredytowych o średnio 50 punktów bazowych powiązany jest z nowym podatkiem bankowym i przełoży się również na wyższe oczekiwania co do stóp kapitalizacji po stronie podmiotów, które wspierają swoje akwizycje finansowaniem bankowym –  mówi Piotr Goździewicz, Dyrektor, BNP Paribas Real Estate, Europa Środkowo – Wschodnia.

Znów ciekawie w USA

Weekendowe referendum w Szwajcarii zgodnie z oczekiwaniami pokazało dojrzałość tamtejszego podejścia do demokracji. Słabe dane z amerykańskiego rynku pracy osłabiają dolara i odsuwają podwyżkę stóp procentowych w czasie.

W weekend zgodnie z oczekiwaniami Szwajcarzy pokazali na czym polega odpowiedzialna demokracja. Obywatele zagłosowali właśnie przeciwko ogólnokrajowemu dochodowi podstawowemu. Byłaby to danina, którą uzyskiwałby każdy obywatel. 78% Szwajcarów dało się przekonać, że budżet nie jest z gumy i te pieniądze będzie trzeba skądś wziąć. Dlatego zagłosowali przeciw. Są to co prawda dopiero sondażowe dane z 19 kantonów, ale w takiej proporcji o ogólny wynik można być już spokojnym. Rynek podszedł do tematu ostrożnie i na piątkowym zamknięciu było widać dużą ostrożność inwestorów przed zawieraniem pozycji we franku.

Na szczególną uwagę zasługują piątkowe dane z USA. O ile dane na temat handlu zagranicznego były korzystne (spadek nadwyżki importu nad eksportem), o tyle sytuacja na rynku pracy wypadła słabo. Co prawda oficjalna stopa bezrobocia spadła do dawno niewidzianej wartości 4,7% jednakże problemem okazały się zmiany zatrudnienia. W sektorze pozarolniczym było to 38 tysięcy wobec oczekiwanych 161 tysięcy, a w sektorze prywatnym wynik wyniósł zaledwie 25 tysięcy wobec oczekiwanych 154 tysięcy. Jak zareagowały rynki? Najważniejsza była reakcja na EUR/USD. Główna para walutowa podrożała z 1,11600 na 1,13400. Co to oznaczało dla złotówki? W ciągu niecałej godziny dolar staniał o 7 groszy.

W tym samym czasie euro niemal nie drgnęło, podobnie frank. Zjawisko to jest bardzo częste, gdyż polska gospodarka jest znacznie silniej powiązana ze strefą euro niż z USA.

Półtorej godziny później, o godz. 16:00, opublikowano zamówienia na dobra. Były one niemal zupełnie zgodne z oczekiwaniami. W rezultacie nie wpłynęły znacząco na rynek, na którym wciąż tematem numer jeden były zmiany zatrudnienia w USA. Dlaczego parametr ten jest taki ważny? To dane przewidujące przyszłą kondycję rynku pracy. Jeżeli teraz widzimy mniej tworzących się stanowisk, to zaraz przełoży się to na stopę bezrobocia. Oczywiście, jest to tylko jedna ze składowych, ale sygnały wynikające z tego wskaźnika wyprzedzają inne. Sytuację dolara poprawiły trochę poranne dane z Niemiec. Zamówienia w przemyśle w ujęciu miesięcznym spadły o 2% przy oczekiwanym spadku o 0,5%.

Dzisiaj dzień wolny w Szwecji i Nowej Zelandii. W kalendarzu nie ma istotnych publikacji danych makroekonomicznych, aczkolwiek warto zwrócić uwagę na wystąpienie Janet Yellen o godzinie 18:30. Inwestorzy z uwagą słuchają szefowej FED, gdyż po ostatnich danych znów zaczęły spadać szansę na kolejne podwyżki stóp procentowych. Rynek wycenia czerwcową podwyżkę poniżej 4% prawdopodobieństwa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

W I kwartale 2016r. 27% rezerwacji podróży na całym świecie zostało dokonanych przy użyciu smartfonów i tabletów

Criteo (NASDAQ: CRTO), firma technologiczna zajmująca się marketingiem efektywnościowym, opublikowała raport Travel Flash, przedstawiający najnowsze trendy na rynku podróżniczym. Raport prezentuje wnioski wynikające z analizy rezerwacji dokonanych u dostawców usług turystycznych i biur podróży na całym świecie, od początku 2015 roku.  

Podczas gdy cała branża turystyczna szybko przystosowuje się do korzystania z urządzeń mobilnych, Criteo analizuje miliony rezerwacji online każdego dnia, na każdym urządzeniu. W najnowszym badaniu firma przeanalizowała udział rezerwacji na urządzeniach mobilnych, rolę aplikacji w planowaniu podróży i zakupie dodatkowych usług oraz zachowania i preferencje użytkowników dotyczące rezerwacji podróży. Oto kluczowe wnioski raportu:

Rezerwacje przy użyciu urządzeń mobilnych są coraz bardziej popularne

W Q1 2016 roku 27% rezerwacji podróży na całym świecie zostało dokonanych przy użyciu smartfonów i tabletów. W Europie najwięcej rezerwacji za pomocą urządzeń mobilnych wykonano w Wielkiej Brytanii (28%), Włoszech (26%), Holandii (23%), Francji (22%) i Niemczech (15%). Światowym liderem w liczbie rezerwacji z poziomu smartfona lub tabletu w Q1 2016 była Australia, z wynikiem 32%.

W Polsce w Q1 2016 udział transakcji mobilnych w całkowitej sprzedaży online wyniósł 20% dla branży travel – dla porównania: dla branży retail wskaźnik ten wyniósł 15%. Większość, bo aż 63% transakcji mobilnych, zostało dokonanych w systemie Android.

Rezerwacje mobilne podlegają również istotnym sezonowym zmianom. Na przykład w Stanach Zjednoczonych, ich udział w 2015 roku wzrósł o 21% w okresie od kwietnia do lipca. Taki sam trend przewiduje się na nadchodzący sezon letni.

Aplikacje ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej

Dzięki inwestycji w śledzenie zachowań użytkowników w aplikacjach  i odpowiednim działaniom reklamowym, zaangażowani reklamodawcy obserwują wzrost liczby rezerwacji z poziomu aplikacji. W Q1 2016 w ujęciu globalnym aplikacje wygenerowały 57% rezerwacji mobilnych, co stanowi wzrost o 40% w stosunku do Q3 2015. W sumie liczba rezerwacji w aplikacjach wzrosła o 3 punkty w ciągu zaledwie 90 dni i 40 punktów w 18 miesięcy.

Smartfony zmieniają reguły gry – szczególnie w przypadku firm pośredniczących w rezerwacjach online (OTA)[1]

W kilku podkategoriach, mobilne rezerwacje zostały zdominowane przez smartfony. W amerykańskich OTAs w Q1 2016 aż 81% mobilnych rezerwacji hotelowych i 53% mobilnych rezerwacji lotów zostało wykonanych z poziomu smartfona. W Polsce smartfon jest również bardziej popularnym narzędziem zakupowym niż tablet – w minionym kwartale wygenerował aż 74% wszystkich transakcji mobilnych.

Co więcej, smartfony sprzyjają rezerwacjom last minute: w marcu 2016 roku 60% rezerwacji last minute w biurach podróży online w USA zostało wykonanych z poziomu smartfona, a całościowy udział urządzeń mobilnych w rezerwacjach last minute wyniósł 67%.

Ponad połowa rezerwacji podróży w USA jest wykonywana za pomocą  urządzeń mobilnych lub przy użyciu wielu urządzeń

 

Ten wynik pokazuje, jak ważne dla reklamodawców w branży podróżniczej jest śledzenie zachowań użytkowników na różnych urządzeniach. Bez takiego monitoringu nie można właściwie odczytać ścieżki zakupowej klienta, ani zrozumieć jego intencji zakupowych.

Z drugiej strony, sprzedawcy którzy są w stanie uzyskać całkowity obraz zachowania użytkowników w sieci mogą lepiej dostosować personalizowane reklamy, zaproponować bardziej adekwatne rekomendacje produktów, zoptymalizować wydajność kreacji i wygenerować wyższy zwrot z inwestycji (ROI).

Pełna wersja raportu Travel Flash jest dostępna na stronie: http://www.criteo.com/media/4290/travel-report-q2-2016-pdf.pdf

[1] OTA – Online Travel Agency

Spadek zatrudnienia w Stanach Zjednoczonych przyczyną wzrostu cen złota

  • Zaskakująco słaby raport w sprawie zatrudnienia w sektorze pozarolniczym uzasadnił ostatnie zakupy złota
  • Cena ropy ustabilizowała się w okolicach poziomu 50 USD za baryłkę
  • Trwa wzrost w sektorze rolnym

Ceny surowców w dalszym ciągu idą w górę, a indeks towarowy Bloomberg osiągnął siedmiomiesięczne maksimum. W ujęciu technicznym na indeksie tym, prezentującym wyniki 22 głównych surowców w proporcjonalnym podziale na trzy sektory: energii, metali i produkcji rolnej, ponownie zapanowała hossa. Nastąpiło to po wzroście o ponad 20% z poziomu siedemnastoletnich minimów odnotowanych w styczniu tego roku.

Podczas gdy rynki ropy ustabilizowały się w okolicach 50 USD za baryłkę, a metale szlachetne podjęły próbę umocnienia po pozytywnym impulsie w postaci bardzo słabego raportu w sprawie zatrudnienia w Stanach Zjednoczonych, sektor rolny w dalszym ciągu idzie w górę. Od czasu minimum z marca, sektor ten zyskał 22%, przede wszystkim ze względu na mocne wyniki cukru, a w szczególności soi.

Śruta sojowa utrzymuje się w czołówce po wzroście o ponad 60% w tym okresie po tym, jak powódź w Argentynie, a obecnie również i zagrożenie suszą w Stanach Zjednoczonych przyczyniły się do wzrostu obaw o podaż.

Doskonałe wyniki odnotowuje gaz ziemny, który osiągnął dwucyfrowy wzrost. Prognozy dotyczące temperatur powyżej średniej w środkowych Stanach Zjednoczonych i na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej w ciągu najbliższych kilku tygodni przyczyniły się do umocnienia nie tylko cen zbóż, ale również gazu ziemnego. Rosnąca temperatura zwiększa popyt na chłodzenie, a tym samym na gaz. Wzrost popytu pojawił się w kluczowym momencie, ponieważ obawy o zapełnienie magazynów w październiku spowodowały, że ceny znalazły się pod presją.

Trwa spadek cen rudy żelaza. Przełamanie poziomu 50 USD za tonę spowodowane było obawami, że wzrost podaży ze strony producentów niskokosztowych, w szczególności w Australii, nie spotka się z wystarczającym popytem. Po osiągnięciu wierzchołka powyżej 70 USD w okresie rozrastania się chińskiej bańki spekulacyjnej w kwietniu obecnie istnieje ryzyko, że cały wygenerowany w tym roku wzrost – ponad 43,5 USD – zostanie zniwelowany.

Powrót harmonii wśród krajów OPEC – na razie

Na 169. szczycie Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) nie pojawiły się zwykłe różnice zdań, do których już się przyzwyczailiśmy. Nie zrealizowano szeroko omawianej przed rozpoczęciem szczytu zapowiedzi ustanowienia nowego limitu produkcji. Biorąc jednak pod uwagę, że rynek znajdował się już na dobrej drodze do przywrócenia równowagi, podczas szczytu nie było konieczne podejmowanie żadnych nowych inicjatyw.

Zamiast tego nowy saudyjski minister ds. energii, Chalid al-Fatih, z powodzeniem zaangażował się w działania z zakresu public relations. Dzięki temu udało się pozyskać kilku znajdujących się pod presją producentów, oczekujących nowych inicjatyw, które jeszcze bardziej wywindowałyby ceny. Ponieważ proces przywracania równowagi był już w toku dzięki w znacznej mierze wymuszonym zakłóceniom podaży i zahamowaniu wydobycia przez producentów wysokokosztowych spoza OPEC, nie był to właściwy moment na podejmowanie jakichkolwiek przełomowych decyzji.

Saudowie mogą ogłosić sukces strategii zwiększania wydobycia przy równoczesnym zbijaniu cen, biorąc pod uwagę, że wcześniejszy podział rynku został przywrócony. Redukcja wydatków kapitałowych rzędu miliardów dolarów przez największych potentatów naftowych na całym świecie przyczyni się do wsparcia wzrostu cen ropy w nadchodzących latach i do ich ustabilizowania w perspektywie długoterminowej. Ma to na celu przyciągnięcie nowych inwestycji, bez których pod koniec dekady mogłyby nastąpić niedobory.

Zanim jednak do tego dojdzie, nadwyżka światowej podaży w postaci ponad miliarda baryłek oraz przewidywane wznowienie dostaw z Kanady i Nigerii utrudnią w najbliższym czasie rajd cen ropy. Wzmożona działalność amerykańskich producentów wysokokosztowych (ropa z łupków) w zakresie zabezpieczania pozycji wskazuje, że wzrost cen ropy znacznie powyżej 50 USD mógłby zagrozić inicjatywom mającym na celu przywrócenie równowagi na rynku. Wynika to z faktu, iż wzrosłoby prawdopodobieństwo zahamowania lub wręcz odwrócenia procesu zmniejszania produkcji w Stanach Zjednoczonych.

Iran za swój długoterminowy cel przyjął produkcję 4,6 mln baryłek dziennie, w porównaniu z 3,5 mln baryłek dziennie w kwietniu i zaledwie 2,8 mln w latach obowiązywania sankcji. Tego rodzaju zapowiedź podczas któregokolwiek z wcześniejszych szczytów mogłaby wywołać lawinę odwetowych gróźb podwyżek ze strony Arabii Saudyjskiej – jednak nie tym razem. Al-Chalid obiecał wręcz, że nie dopuści do wstrząsu na rynkach ropy. Najprawdopodobniej jest świadomy, że to nowe poczucie solidarności może równie szybko zostać naruszone, jeżeli cena ropy spadnie.

Szacuje się, że w kwietniu produkcja OPEC wyniosła 33,2 mln baryłek dziennie, o 1,7 mln więcej, niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Działania na rzecz przywrócenia równowagi na rynku uzależnione są zatem od wzrostu popytu i zmniejszania podaży przez producentów spoza OPEC, przede wszystkim w Ameryce Północnej.

Mimo iż rynki ropy w ciągu ostatnich kilku tygodni były stosunkowo spokojne, nadal widzimy rosnące zapotrzebowanie na ochronę przed spadkiem za pośrednictwem rynku opcji. Rośnie różnica pomiędzy cenami opcji sprzedaży i opcji kupna, przez co krzywa zmienności przechyla się w stronę tych pierwszych.

W perspektywie krótkoterminowej zarówno ceny ropy WTI, jak i ropy Brent pozostaną w stabilnym przedziale pomiędzy 45 a 50 USD. W efekcie ryzyko krótkoterminowe jest spadkowe, ponieważ stabilizacja produkcji w Stanach Zjednoczonych i wznowienie dostaw po wspomnianych powyżej zakłóceniach podaży może spowodować redukcję spekulacyjnych pozycji przez fundusze hedgingowe i innych inwestorów spekulacyjnych.

Złoto zyskuje na wartości po zaskakującym raporcie NFP

W maju miesięczne tempo tworzenia nowych miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych spadło do zaledwie 38 000 w porównaniu z przewidywanym wzrostem o 160 000. Był to najniższy miesięczny odczyt od kwietnia 2011 r. i poza tym, że odsunął on w czasie czerwcową, a może nawet i lipcową podwyżkę stóp procentowych, spowodował również, że właściciele długich pozycji dolarowych zaczęli szukać zabezpieczenia.

Mocniejszy dolar i obawy przed podwyżką stóp amerykańskich to główne przyczyny spadków na rynku metali szlachetnych w ubiegłym miesiącu. Po tej publikacji niektórzy z traderów przewidują, że Federalny Komitet Otwartego Rynku może odłożyć podwyżkę stóp na koniec 2016 r.

Przez cały maj złoto odnotowywało słabe wyniki i zniwelowało nieco ponad jedną trzecią wzrostu osiągniętego w okresie od minimów z grudnia ubiegłego roku do 3 maja. Ta korekta w dół o niemal 8% wynikała przede wszystkim ze zmiany oczekiwań dotyczących terminu i skali podwyżki amerykańskich stóp procentowych.

Opublikowany w piątek raport w sprawie zatrudnienia utwierdził w przekonaniu o własnej słuszności tych z inwestorów, którzy kontynuowali skup złota w okresie spadku cen. Podczas gdy fundusze hedgingowe w maju redukowały swoje pozycje, inna grupa inwestorów przyjęła dokładnie odwrotną strategię: inwestujący w fundusze notowane na giełdzie przez cały maj konsekwentnie kupowali złoto. Dlatego – jak donosi agencja Bloomberg – mimo iż cena złota spadła, wolumen w posiadaniu inwestorów ogółem wzrósł o 88 ton, tj. o 5%, do poziomu dwuipółletniego maksimum.

Trend kupowania na fali spadków w pierwszych dniach sesji w czerwcu regularnie się powtarzał. Wskazuje to, że inwestorzy długoterminowi, którzy są mniej wrażliwi na zmiany cen, w dalszym ciągu koncentrują się na innych czynnikach kształtujących ceny złota, niż amerykańskie stopy procentowe i kursy walutowe.

Naszym zdaniem głównym czynnikiem rajdu metali szlachetnych na początku tego roku był stały spadek liczby obligacji rządowych o dodatniej rentowności. W efekcie luzowania ilościowego przez Europejski Bank Centralny i Bank Japonii – a to jedynie dwa największe banki centralne, które wdrażały tę inicjatywę – rentowność wartych biliony dolarów obligacji osiągnęła wartości ujemne.

Według agencji ratingowej Fitch, po raz pierwszy w historii wartość obligacji rządowych o ujemnej rentowności przekroczyła 10 bln USD. Z kolei według artykułu w Financial Times, liczba obligacji rządowych o rentowności poniżej zera w maju wzrosła o 5%. Coraz trudniej jest znaleźć wysokiej jakości obligacje oferujące realną rentowność, przez co zarządzający środkami pieniężnymi na całym świecie szukają innych bezpiecznych alternatyw.

W naszej opinii zmiany te są i będą główną przyczyną utrzymującego się zdecydowanego popytu na złoto.

Z perspektywy technicznej, złoto znalazło dotychczas wsparcie na poziomie 1 205 USD za uncję; jest to pierwszy kluczowy poziom wsparcia poprzedzający poziomy 1 175 i 1 145 USD. Tymczasem wybicie ponownie powyżej 1 240 USD za uncję mogłoby stanowić pierwszy znak – lub potwierdzenie – że ustanowiono dno przedziału. Poziomy te opierają się na zniesieniach Fibonacciego, które w ostatnich tygodniach i miesiącach okazywały się trafnym wskaźnikiem cen.

W momencie opracowywania niniejszego artykułu złoto testowało wspomniany powyżej poziom 1 240 USD, powyżej którego spodziewamy się wznowienia zleceń kupna przez krótkoterminowych traderów taktycznych, takich jak fundusze hedgingowe.

Ole Hansen, szef działu strategii rynków towarowych, Saxo Bank

Konto oszczędnościowe rządzi

Tylko 1 proc. depozytów ma termin zapadalności dłuższy niż 2 lata. 40 proc. oszczędności trzymamy na rachunkach bieżących. To niezdrowa struktura patrząc przez pryzmat akumulacji kapitału krajowego i inwestycji. Z drugiej strony przywiązanie Polaków do „krótkich” lokat wynika z łatwego dostępu do zgromadzonych środków. I dobrego oprocentowania.

Konrad Grzelec, BGŻOptima
Konrad Grzelec, BGŻOptima

Odbudowa oszczędności długoterminowych jest jednym z filarów tzw. „planu Morawieckiego”, rządowego programu rozwoju gospodarczego, zakładającego akumulację kapitału krajowego, który ma być podstawą do realizacji inwestycji. Nie będzie to zadanie łatwe, ponieważ Polacy są przyzwyczajeni do lokowania oszczędności w „krótkie” depozyty, maksymalnie z rocznym terminem zapadalności. Z danych NBP wynika, że tylko 1 proc. z 621 mld zł spoczywających na detalicznych lokatach została powierzona bankom na dłużej niż dwa lata. Depozytów 24 miesięcznych w systemie jest zaledwie 5 proc. Więcej jest rocznych – 17 proc. W strukturze depozytów bankowych dominują rachunki bieżące, w ogóle nieoprocentowane lub dające odsetki na absolutnie minimalnym poziomie. Trzymamy na nich aż 40 proc. oszczędności.

Wśród produktów terminowych dominują depozyty trzymiesięczne. Tu spoczywa co piąta odłożona złotówka (20 proc.). 13 proc. oszczędności ma termin zapadalności po upływie sześciu miesięcy od założenia lokaty.

Cztery lata życia ponad stan

Od kilku lat struktura portfela depozytowego w Polsce tylko nieznacznie się zmienia. Lokaty terminowe stanowią w nim około 18 proc. Maleje natomiast skłonność do oszczędzania, i to pomimo systematycznej poprawy sytuacji finansowej. Według danych OECD, w latach 2011-14 stopa oszczędności gospodarstw domowych w Polsce była ujemna w relacji do dochodu rozporządzalnego. Oznacza to, że wydawaliśmy wszystkie wolne środki i dodatkowo musieliśmy się jeszcze zadłużyć. W całej Unii Europejskiej ponad stan żyli jeszcze w 2014 r. Duńczycy (-2,76 proc.), Finowie (-0,20 proc.), Grecy (aż -17,28 proc., a trzeba dodać, że Grecja przejada oszczędności już od 2005 r.), Irlandczycy (-0,40 proc.), Portugalczycy (-2,49 proc.) i Brytyjczycy (-1,31 proc.).

Najwięcej wolnych środków jakie po opłaceniu wszystkich wydatków (koszty utrzymania, ubezpieczeń, czesnego) zostawały w domowym budżecie przeznaczali na oszczędności Szwedzi – 15,23 proc. oraz Holendrzy – 8,21 proc. Warto też spojrzeć na naszych sąsiadów jako dobry wzór do naśladowania. Czesi odłożyli w 2014 r. 5,71 proc. z tego co zostało po opłaceniu kosztów, Węgrzy 3,89 proc., a Słowacy 3,82 proc. Dodajmy jeszcze, że w 2000 r. relacja oszczędności do dochodu rozporządzalnego wynosiła w Polsce 11 proc. Później skłonność do kumulowania kapitału gwałtownie mała, aż w 2011 r. spadły poniżej 0 i zaczęliśmy się posiłkować kredytem.

W ogonie Europy

Efektem ograniczonego zainteresowania oszczędzaniem jest jeden z najniższych w Unii Europejskiej wskaźników oszczędności do PKB. Według danych EBC, Polska z 55,5 proc. zajmuje piąte miejsce od końca wśród 28 państw wspólnoty. Za nami są Węgry (4,95 proc.), Łotwa (4,41 proc.), Litwa (39,9 proc.) i Rumunia (34,1 proc.). Oczko wyżej od nas są Słowacy (59,5 proc.) i Estończycy (63,1 proc.). Z krajów regionu Chorwaci i Czesi wyprzedzają nie tylko nas, ale Szwedów (65,1 proc.) i Finów (75 proc.) dzięki kumulacji kapitału na poziomie odpowiednio 78,7 proc. i 80,7 proc. Największy portfel depozytów w relacji do PKB ma Luksemburg – 500 proc.

Prognozy OECD dotyczące oszczędności gospodarstw domowych w Polsce do 2017 r. są umiarkowanie optymistyczne. W tym roku z dochodu rozporządzalnego powinniśmy odłożyć 3,24 proc., a w przyszłym roku 3,33 proc. Dla porównania na Słowacji odsetek ten wyniesie w 2017 r. 3,89 proc., a w Czechach 5,46 proc. Rząd zapowiada zmiany w systemie naliczania podatku od zysków z oszczędności, promujące oszczędzanie w dłuższym horyzoncie. Szczegóły mają zostać przedstawione jesienią.

Stabilne źródło

Struktura depozytów w Polsce z niewielkim udziałem lokat o długim terminie zapadalności może martwić, szczególnie w kontekście planowania wieloletnich inwestycji. Niemniej specyfiką naszego rynku jest jego duża elastyczność wynikająca z rozbudowanej oferty rachunków oszczędnościowych, oferujących atrakcyjne oprocentowanie w stosunku do produktów na dłuższe okresy. Klienci przyzwyczaili się do tej formy oszczędzania, dającej swobodny dostęp do całości, lub części zgromadzonego kapitału, bez obawy utraty naliczonych odsetek. Wystarczy sama świadomość, że pieniądze zawsze są pod ręką, ponieważ statystyki pokazują, że deponenci rzadko decydują się na wypłatę pieniędzy dostępnych a vista. Właśnie dlatego nadzór zalicza bankom rachunki oszczędnościowe do stabilnych źródeł finansowania.

***
Konrad Grzelec, BGŻOptima

Praca w motoryzacji czeka na studentów, szczególnie w wakacje

Branża motoryzacyjna w Polsce zmieniła swoje „produkcyjne preferencje” i od kilku lat w czerwcu i lipcu zwiększa swoją produkcję. Wyhamowuje tylko w sierpniu. W związku z przypadającym na te miesiące sezonem urlopowym, firmy z sektora poszukują pracowników tymczasowych, w szczególności studentów. Jak podkreślają przedstawiciele Exact Systems, firma od trzech lat odnotowuje w wakacje wzrost kontroli części samochodowych, a w związku z tym, zwiększa także zatrudnienie. W ubiegłym roku aż o jedną trzecią. W tym będzie podobnie.

– Sinusoida przedstawiająca produkcję motoryzacyjną w poszczególnych miesiącach, nie tylko w Polsce, ale i w pozostałych krajach europejskich, w ostatnich latach zmienia swój tor. Branża w czerwcu i lipcu zwiększa swoje moce produkcyjne, pozwala sobie na krótki przestój jedynie w sierpniu, kiedy wykonywane są niezbędne naprawy maszyn czy linii produkcyjnych. Taka tendencja pokrywa się z trendem w sprzedaży samochodów w Polsce i Europie, gdzie od ponad 30 miesięcy z rzędu mamy wzrosty – mówi Paweł Gos, Prezes Zarządu Exact Systems i ekspert Polskiej Izby Motoryzacji. – Przed 2013 rokiem było odwrotnie. W czerwcu i lipcu zapotrzebowanie na nasze usługi było mniejsze, a w związku z tym musieliśmy zmniejszać zatrudnienie o ok. 10%. Natomiast niezmiennie od lat po sierpniowym spowolnieniu, we wrześniu zakłady motoryzacyjne przechodzą na najwyższy bieg – dodaje Gos.

W wakacje zatrudnienie większe nawet o jedną trzecią

Exact Systems, kontrolujący jakość części samochodowych, od trzech lat w pierwszych miesiącach wakacyjnych ma dużo wyższe zapotrzebowanie na kontrolerów jakości niż w miesiącach poprzedzających wakacje. Tylko w 2015 roku, w czerwcu i lipcu firma zwiększyła zatrudnienie o ponad 30% w porównaniu do maja. – W tym roku jest podobnie i już od kilku tygodni rekrutujemy nowe osoby i przygotowujemy się do zwiększonej liczby zamówień, co w okresie wakacyjnym stanowi spore wyzwanie. Dlatego skład pracowników, których spora część wybiera się wówczas na urlop, jest chętnie uzupełniany przez studentów. Stanowią oni ciekawszą i bardziej perspektywiczną grupę docelową niż na przykład pracownicy zza wschodniej granicy – mówi Jacek Opala, dyrektor ds., rozwoju sprzedaży w Exact Systems.

Zysk dla obu stron

Współpraca pracodawców ze studentami to sytuacja typu „win-win”. Podczas gdy w motoryzacji pracy jest coraz więcej, a dostęp do kadry coraz trudniejszy, dla firmy to możliwość uzupełnienia brakującego personelu. Szczególnie w okresie wakacyjnym, kiedy stali pracownicy udają się na urlop, a studenci mają wówczas przerwę od nauki. Co więcej, pracodawca zyskuje świeży umysł, który może stanowić dużą wartość dodaną w przyszłości. Z drugiej strony, dla studenta połączenie nauki z pracą pozwala na zdobycie nowych, konkretnych umiejętności praktycznych oraz rozpoczęcie zawodowej przygody w branży, z którą chciałby się w przyszłości związać. Przykładowo praca w zakładzie motoryzacyjnym, w którym Exact Systems dokonuje kontroli jakości produkowanych komponentów, bardzo często stanowi pierwszy szczebel drabiny kariery w motobranży. Zaczynając od kontrolera jakości części samochodowych, student uzyskuje szansę zaprezentowania własnej osoby potencjalnemu pracodawcy, np. producentowi samochodów osobowych.

Pracodawcy wypełniają lukę kompetencyjną

Praca w motoryzacji podczas studiów to także możliwość skorzystania z wielu warsztatów i szkoleń podnoszących kwalifikacje młodych osób. To szczególnie istotne, biorąc pod uwagę, że często edukacja nie kładzie odpowiedniego nacisku na praktyczne umiejętności. Potwierdzają to wyniki badania przeprowadzonego przez agencję pracy tymczasowej Work Service – tylko 6% przedsiębiorców wskazało, że osoby wchodzące na rynek pracy po skończonej edukacji posiadają zdecydowanie odpowiednie umiejętności. Natomiast aż 37% pracodawców nie jest w ogóle zadowolonych z kompetencji absolwentów wchodzących na rynek pracy.

W odpowiedzi na ten problem, Exact Systems realizuje autorski i unikalny w skali kraju program edukacji pod nazwą „Szkoła Jakości”. – To bezpłatna inicjatywa prowadzona wspólnie z uczelniami wyższymi, m.in. Politechniką Częstochowską, i motoryzacyjnymi koncernami produkcyjnymi. Uczestnikiem Szkoły Jakości może być każda osoba, która już z nami współpracuje lub chce taką współpracę podjąć. Dzięki licznym wykładom i ćwiczeniom zdobywa wiedzę i dodatkowe umiejętności praktyczne – nie tylko z dziedziny jakości – ale także w zakresie m.in. autoprezentacji, sprzedaży czy marketingu – mówi Jacek Opala.

Motobranża to jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi polskiej gospodarki w ostatnich latach – nowe inwestycje, rekordowe wartości eksportu. To dla pracodawców oznacza większe potrzeby kadrowe, a dla młodych osób stanowi perspektywiczny obszar do rozwoju zawodowego.

BVT S.A. łączy się z WindykacjaPL

BVT S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od września 2015 r., zajmująca się windykacją pakietów wierzytelności masowych, połączy się ze spółką WindykacjaPL Sp. z o.o. zgodnie z przyjętym Planem Połączenia. Emitent zakończył także emisję obligacji serii A, z której pozyskał 3,077 mln zł i planuje wypłatę dywidendy.

Podczas NWZA Spółki, które odbyło się w dniu 31.05.2016 r., jej Akcjonariusze podjęli Uchwałę w sprawie połączenia ze spółką WindykacjaPL Sp. z.o.o. zgodnie z przyjętym Planem Połączenia. Zakłada on, że połączenie nastąpi w drodze przeniesienia całego majątku WindykacjaPL Sp. z o.o. na BVT S.A. w zamian za nowo wyemitowane przez BVT S.A. akcje serii D, które zostaną przyznane dotychczasowym wspólnikom WindykacjaPL Sp. z o.o. Spółka wyemituje dla nich łącznie 1.033.513 akcji serii D. Po połączeniu Emitent będzie mógł samodzielnie realizować proces obsługi wierzytelności w dwóch obszarach: zakupu wierzytelności i windykacji na własny rachunek, a także windykacji na zlecenie. W ten sposób BVT S.A. znacząco rozszerzy swój zakres działalności i będzie mogła w jeszcze szybszy sposób dywersyfikować portfel wierzytelności o nowe branże oraz optymalizować koszty obsługi wierzytelności. Planowane połączenie jest zgodne ze strategią rozwoju Spółki i zdaniem Zarządu wpłynie korzystnie na dynamikę jej rozwoju.

„W chwili obecnej, już po NWZA, skupiamy się na sfinalizowaniu formalności związanych z zakończeniem procesu połączenia. Mowa tu oczywiście o rejestracji całości w KRS. Mam nadzieję, że uda się to zrealizować w czerwcu br. Działania nasze prowadzone są również w aspekcie fizycznego łączenia obydwu struktur, a więc przejmowania pracowników i zleceniobiorców, przejmowania umów obowiązujących WindykacjaPL oraz fizycznego przenoszenia komórek organizacyjnych przejmowanej Spółki. Działalność nowego podmiotu jako całości pozwoli na znaczne zmniejszenie kosztów z obszaru usług obcych. Oczywiście realizowanie pewnych działań przez struktury własne BVT spowoduje ponoszenie ich kosztów. Jednak nie będzie tu już aspektu marży handlowej, jaki nie pozostaje bez znaczenia w przypadku zlecania usług na zewnątrz. Posiadając własne struktury windykacyjne stajemy się też konkurencyjni poprzez oferowanie szerszego spektrum usług na rynku wierzytelności. Pozwoli nam to w przyszłości pokazać Spółkę jako nowy podmiot, mogący wykazać się kompleksowym podejściem do każdej wierzytelności i na każdym etapie jej obsługi, zarówno w imieniu własnym, jak i na zlecenie. Uważam, że stwarza nam to nowe możliwości rozwoju.” – komentuje Katarzyna Szuba, Prezes Zarządu Spółki BVT S.A.

BVT S.A. przeprowadziła w maju br. emisję obligacji serii A, z której pozyskała 3,077 mln zł, dokonując przydziału 3.077 szt. obligacji o wartości nominalnej 1.000 zł każda. Są to 30-miesięczne, zabezpieczone obligacje z kwartalną wypłatą odsetek. Ich termin wykupu przypada na dzień 30.11.2018 r. Pozyskane środki zostaną przeznaczone przez Emitenta m.in. na zakup nowych portfeli wierzytelności, w tym wierzytelności komunikacyjnych, telekomunikacyjnych oraz z rynku bankowego, a także na zwiększenie kapitału wspomagającego prowadzenie działań egzekucyjnych.

Spółka zamierza wypłacić dywidendę z zysku wypracowanego w 2015 r. w wysokości 0,09 zł na akcję. Dniem ustalenia prawa do dywidendy będzie 15.08.2016 r., a dniem jej wypłaty 02.09.2016 r. Decyzję w zakresie podziału zysku podejmą Akcjonariusze BVT S.A. podczas ZWZA zwołanego na dzień 28.06.2016 r. Emitent zakończył 2015 r. zyskiem netto w wysokości 2.114 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 6.124 tys. zł. Rok wcześniej zysku netto Spółki sięgnął 822 tys. zł, a jej przychody ze sprzedaży przekroczyły 2.535 tys. zł.

„Na dzień dzisiejszy środki zgromadzone w drodze emisji obligacji są już do dyspozycji Spółki. Przystępować będziemy do ich lokowania zgodnie z celami emisyjnymi przedstawionymi w memorandum. Posiadając jasno określony plan działania mogę zapewnić o ich skutecznym wykorzystaniu, co przełoży się na rentowność procesu emisji jako całości. W dniu 28 czerwca 2016 roku odbędzie się WZA. Zarząd rekomenduje zarówno Radzie Nadzorczej, jak i Walnemu Zgromadzeniu Akcjonariuszy, wypłatę dywidendy dla Akcjonariuszy. Uważam, że inwestor pokłada w nas zaufanie przekazując nam kapitał i tym samym Spółka w zamian za to powinna „dzielić” się osiągniętymi zyskami. Nasza polityka dywidendowa to element realizowanej przez Zarząd strategii prowadzenia Spółki i staram się, aby było to niezmienne.” – podsumowuje Prezes Szuba.

W 1 kw. 2016 r. Emitent wypracował zysk netto w kwocie 232 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 1.157 tys. zł. W analogicznym okresie ub. roku zysk netto Spółki wynosił 569 tys. zł, a jej przychody ze sprzedaży sięgały 1.661 tys. zł. Obniżenie zysków oraz przychodów BVT S.A. wynika z większego zróżnicowania obsługiwanych obecnie pakietów wierzytelności, które związane jest z obszarem ich pochodzenia i przekłada się wydłużony czas obsługi. Na koniec marca 2016 r. w portfelu BVT S.A. znajdowało się 350 tys. szt. wierzytelności. Obecnie wszystkie nabyte przez Spółkę pakiety wierzytelności telekomunikacyjnych zostały już wdrożone do realnej windykacji, co będzie miało pozytywny wpływ na jej wyniki finansowe w 2 oraz 3 kw. tego roku. Emitent kontynuuje również rozmowy związane z zakupem wierzytelności pochodzących z sektora bankowego.

W 2015 r. Emitent przeprowadził emisję akcji serii C, z której pozyskał 800 tys. zł, co pozwoliło mu na realizację założeń strategii rozwoju. Spółka zadebiutowała także w ub. roku na rynku NewConnect.

Głównym akcjonariuszem BVT S.A. jest notowana na rynku NewConnect Spółka Kupiec S.A., która posiada akcje stanowiące 45,12% udziału w kapitale zakładowym oraz 46,12% udziału w ogólnej liczbie głosów na WZA. Rolę Autoryzowanego Doradcy dla BVT S.A. pełni Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. Natomiast Doradcą Finansowym i jednym z akcjonariuszy Spółki jest ABS Investment S.A.

W obawie przed Brexitem zagraniczni inwestorzy wstrzymują inwestycje w Wielkiej Brytanii

Zagraniczny biznes odkłada w czasie inwestycje na rynku brytyjskim z uwagi na niepewną przyszłość Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej, wynika z najnowszego raportu The Royal Institution of Chartered Surveyors (RICS).

Najnowszy raport RICS poświęcony referendum w sprawie członkostwa Wielkiej Brytanii w UE, którego autorzy analizują pozytywne i negatywne aspekty pozostania i wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Europy pokazuje, że od momentu potwierdzenia referendum w II kwartale 2015 byliśmy świadkami postępującego osłabienia popytu wśród zagranicznych inwestorów na nieruchomości biurowe, przemysłowe i handlowe w Wielkiej Brytanii.

Wskaźnik popytu wśród inwestorów zagranicznych w Wielkiej Brytanii na nieruchomości komercyjne jest najniższy od czasu jego pomiaru przez RICS tj. od 2014 roku. Zaledwie 5 procent badanych potwierdza wzrost zainteresowania brytyjskim rynkiem ze strony zagranicznych firm w ciągu ostatnich trzech miesięcy. To znaczny spadek w porównaniu z II kwartałem 2015 roku gdy ten sam wskaźnik był na poziomie 36 procent.

38 procent członków RICS pracujących w sektorze jako główny powód nerwowości po stronie kluczowych zagranicznych detalistów i innych firm w odniesieniu do inwestowania w Wielkiej Brytanii podaje niepewność wywołaną unijnym referendum.

Na pytanie o konsekwencje odłączenia się Wielkiej Brytanii od Unii Europejskiej 43 procent respondentów odpowiedziało, że spełnienie się scenariusza Brexitu będzie miało negatywny wpływ na sektor nieruchomości komercyjnych, a tylko 6 procent stwierdziło, że wpływ ten będzie pozytywny.

Dokument RICS dedykowany referendum w Wielkiej Brytanii pokazuje, że niepewność w krótkim okresie dotknęła szereg kluczowych dla sektora branż, od mieszkalnictwa po budownictwo komercyjne i obrót ziemią. Jednocześnie we wszystkich obszarach rynku przewidywany jest trwały wzrost w dłuższej perspektywie.

Simon Rubinsohn, główny ekonomista RICS
Simon Rubinsohn, główny ekonomista RICS

Komentarz głównego ekonomisty RICS, Simona Rubinsohna:

„Nie ulega wątpliwości, że od czasu gdy referendum w sprawie członkostwa Zjednoczonego Królestwa w UE stało się pewne w rezultacie wyników wyborów powszechnych w maju minionego roku mogliśmy obserwować spadek zainteresowania zagranicznych inwestorów rynkiem nieruchomości komercyjnych w Wielkiej Brytanii; międzynarodowi sprzedawcy detaliczni i usługodawcy w perspektywie krótkoterminowej oceniają ten rynek jako mniej atrakcyjny. Nie powinniśmy jednak rozpatrywać tego wyłącznie w kategoriach negatywnych; w konsekwencji ostudzenia rynku wartości czynszu rosną w znacznie wolniejszym tempie co sugeruje, że wkrótce możemy się spodziewać bardziej korzystnych warunków wejścia i rozwoju biznesu na rynku brytyjskim. Warto również podkreślić, że pomimo atmosfery niepewności panującej we wszystkich sektorach poddanych wpływowi Brexitu perspektywa długoterminowa dla tych sektorów jest pozytywna i będziemy w nich odnotowywać dalsze wzrosty wartości gruntów i aktywów nieruchomościowych, choć w nieznacznie wolniejszym tempie”.

Według raportu RICS wraz ze zbliżającym się referendum w sprawie UE popyt inwestycyjny na nieruchomości komercyjne w Wielkiej Brytanii zastyga w miejscu:

  • niepewność w krótkim okresie wpływa na spadek popytu ze strony inwestorów zagranicznych w centrum Londynu
  • prognozy w zakresie najmu i wartości kapitałowych pogorszyły się po ogłoszeniu referendum w 2015
  • jedynie 6% respondentów jest zdania, że Brexit będzie miał pozytywny wpływ na sektor nieruchomości komercyjnych w Wielkiej Brytanii.

BossaFX: Komentarz PLN: Słabe dane z USA na korzyść PLN, rynek patrzy na ustawę dot. CHF

Początek nowego tygodnia handlu na rynku walutowym przynosi neutralne otwarcie na PLN. Polska waluta wyceniana jest przez rynek następująco: 4,3875 PLN za euro, 3,8642 PLN wobec dolara amerykańskiego, 3,9551 PLN względem franka szwajcarskiego oraz 5,6015 PLN w relacji do funta szterlinga. Rentowności polskiego długu wynoszą 3,124% w przypadku obligacji 10-letnich.

Początek nowego tygodnia handlu nie przynosi większych zmian na wycenie polskiej waluty, która pozostaje blisko poziomu 3,86 USD/PLN po piątkowych, słabych danych z amerykańskiego rynku pracy. Wyraźnie niższy odczyt NFP połączony z rewizją w dół danych za poprzednie miesiące w praktyce odsuwa w przyszłość moment podwyżek stóp procentowych w USA. W konsekwencji głównym zagrożeniem na czerwiec dla bardziej ryzykownych aktywów (w  tym walut EM) pozostaje kwestia tzw. Brexit’u, gdzie najnowsze sondaże wskazują na minimalną przewagę głosów za wyjściem. Wśród czynników krajowych warto wspomnieć o zaplanowanej na jutro prezentacji prezydenckiej ustawy dot. kredytów w CHF. W piątek zostały zdementowane wcześniejsze przecieki opublikowane m.in. przez GW, w konsekwencji rynek czeka na oficjalną prezentację, aby można było oszacować koszt dla sektora bankowego w Polsce. W szerszym ujęciu układ zewnętrzny zaczyna sprzyjać złotemu oraz innym walutom EM (spadek szans na podwyżki stóp przez FED). W przypadku jeżeli projekt ustawy dot. CHF przyniesie propozycje mniejszych kosztów dla sektora niż poprzednie sugestie rządu to możemy zakładać próbę dalszego odreagowania na wycenie PLN.

W trakcie dzisiejszej sesji brak jest istotniejszych publikacji makro z rynku krajowego. Na szerokim rynku warto bliżej przyjrzeć się publikacji dot. zamówień w przemyśle z Niemiec oraz niezwykle istotnemu wystąpieniu J. Yellen o godz. 18:30. Inwestorzy najprawdopodobniej pozostawać będą pod wpływem piątkowych danych stąd stanowisko Yellen będzie miało kluczowe znaczenie.

Z rynkowego punktu widzenia kwotowania USD/PLN spadły do okolic wsparć na 3,81-3,85 PLN. Sytuacja na GBP/PLN jest pochodną słabości GBP na szerokim rynku po weekendowych sondażach. EUR/PLN oscyluje blisko dolnego ograniczenia niedawnej konsolidacji (4,37 PLN). W szerszym ujęciu widoczne są próby umocnienia PLN, jednak jak dotąd mają one charakter wybiórczy (np. USD/PLN) i zależą głównie od czynników zewnętrznych.

 EURPLNDaily.png
CHFPLNDaily.png
 GBPPLNDaily.png
 USDPLNDaily.png

autor: Konrad Ryczko

Analityk

Makler Papierów Wartościowych

Źródło: BossaFX

Silne odreagowanie na rynkach surowcowych. Zyskiwać będą waluty takie jak rubel

CEO Magazyn Polska

Duży wpływ na notowania walut w najbliższych tygodniach mogą mieć rynki surowcowe, na których szybko drożeje ropa naftowa oraz miedź. Zdaniem Marka Wołosa, głównego ekonomisty DM Athena Investments, zyskiwać powinny waluty krajów ściśle związanych z ich wydobyciem, między innymi rubel. 

– Warto, żeby inwestorzy popatrzyli na rynki trochę w szerszej perspektywie – radzi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Wołos, główny ekonomista Domu Maklerskiego Athena Investments. – Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na to, co dzieje się na rynkach surowcowych: zaczyna zyskiwać na wartości ropa, ale też coraz droższa jest miedź.

W maju notowania ropy naftowej na giełdach towarowych po raz pierwszy od wielu miesięcy przebiły psychologiczną barierę 50 dol. za baryłkę. Miedź natomiast chociaż na początku miesiąca spadła z 5 do 4,5 tys. dol. za tonę w ostatnim tygodniu znowu drożała (3 czerwca była wyceniana na 4683 dol.). Na wartości zyskiwały również, jak zauważa Marek Wołos, surowce rolne.

– Mamy więc silne odreagowanie – ocenia główny ekonomista domu maklerskiego Athena Investments. – W rezultacie coraz bardziej zaczynają drożeć waluty powiązane z rynkami surowców, takie jak rubel. Korzysta na tym po części polski złoty, który ostatnio nie słabnie już tak zdecydowanie. Widać na nim nawet odreagowanie.

Zachowanie rynku surowcowego, zdaniem Marka Wołosa, powinno być w wskazówką dla inwestorów giełdowych oraz walutowych. Droższe ropa oraz miedź mogą bowiem spowodować aprecjację pieniądza krajów, które są najmocniej zaangażowane w wydobycie surowców (np. rubla), ale też wzmocnić rynki giełdowe.

– W tym kierunku zaczął płynąć nowy kapitał, indeksy rosną, ale także jest to klucz, wskazówka i wyzwanie w najbliższych tygodniach dla wszystkich rynków wschodzących – uważa Marek Wołos.

Na klimat inwestycyjny będą mieć także wpływ wypowiedzi przedstawicieli amerykańskiej rezerwy federalnej. Ostatnie wystąpienia Janet Yellen, szefowej Fed, niemal jednoznacznie wskazują, że w miesiącach letnich, czerwcu albo lipcu, stopy procentowe za Oceanem po raz kolejny zostaną podniesione.

– W średnim terminie to decyzje Fed-u, oczekiwania i sygnały z tej instytucji będą kształtowały rynki – zauważa Marek Wołos. – Inwestorzy oceniają, że podwyżka stóp będzie mieć miejsce raczej w lipcu, niż czerwcu, ale prawie ze stuprocentowym prawdopodobieństwem można przyjąć, że będzie to któryś z tych dwóch miesięcy. Rynki są jednak w większości zdania, że podwyżka od dawna jest już wyceniona i w różnych instrumentach została już zdyskontowana. W związku z tym wydaje się, że reakcja na nią nie będzie tak silna, jak podczas poprzedniej operacji. Do czasu podjęcia decyzji będziemy jednak obserwować wzrost wartości dolara, który na naszym rynku wróci zapewne do granicy 4 zł bądź będzie blisko. Kurs eurodolara natomiast w średniej perspektywie spadnie w okolice 1,09-1,08. Natomiast nie należy oczekiwać, że dolar dużo bardziej drożeje.

Na notowania walut, jak wskazuje Marek Wołos, szczególny wpływ będzie mieć również wynik referendum w sprawie ewentualnego opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię. Ostatnie sondaże wskazują na przewagę zwolenników pozostania tego kraju we wspólnocie.

– Oznacza to mniejsze napięcia z tym związane. Zaczyna więc zyskiwać funt, mniej też tracą waluty, które w jakiś sposób były uzależnione od wyjścia Wielkiej Brytanii, czyli np. złotówka – tłumaczy Marek Wołos. – Ja też uznaję, że to ryzyko jest już trochę słabsze.

Przed wakacjami, tradycyjnie, daje o sobie znać inwestorom problem Grecji, chociaż w niedawno kraj ten uzyskał kolejną transzę pomocy finansowej, co oddaliło groźbę wpadnięcia w większe kłopoty strefy euro.

– Ryzyko jest nieco dalej, bo te 10-11 mld to dla Grecji kilka miesięcy spokoju, podczas których mogą funkcjonować – twierdzi Marek Wołos. – Gdyby jednak w budżecie zabrakło pieniędzy, to kraj ten znowu stanie się niewypłacalny, ale problem ten, jeżeli w ogóle, to pojawi się jednak raczej już po wakacjach. Mimo wszystko uważam, że Grecja w jakiś sposób doszła już do porozumienia. Tamtejszy parlament zdecydował się na kolejne oszczędności i ustępstwa, a z drugiej strony jest decyzja Komisji Europejskiej, pożyczkodawców, całej tzw. Trojki, w kwestii udzielenia kolejnej transzy płatności.

Polska ma szansę stać się regionalnym liderem innowacyjnej przedsiębiorczości. Właśnie powstało nowe centrum współpracy dużych firm ze start-upami

CEO Magazyn Polska

Zarówno rząd, jak i środowisko biznesowe w Polsce coraz bardziej doceniają rolę małych, nowoczesnych firm w zwiększaniu innowacyjności i konkurencyjności, tworzeniu nowych miejsc pracy i przyspieszaniu wzrostu gospodarczego. Właśnie ogłoszono powstanie w Warszawie nowego centrum wspierania rozwoju start-upów „The Heart Warsaw”, które ma łączyć innowacyjne młode firmy technologiczne z największymi korporacjami. Podczas ogłoszenia inicjatywy Jadwiga Emilewicz z Ministerstwa Rozwoju zapowiedziała rządowy program służący wspieraniu polskich start-upów.

Jestem zwolennikiem teorii, że to innowacje napędzają postęp technologiczny, a nie odwrotnie. Innowacje są zaś efektem ludzkiej inteligencji i umiejętności. W „The Heart Warsaw” udało nam się je zgromadzić po to, by wykorzystywać technologię do tworzenia nowych produktów, które Polska może z dumą prezentować światu. Na tym polega idea tego miejsca – podkreśla Ajay Banga, prezes MasterCard.

W niedawno otwartym warszawskim biurowcu Warsaw Spire firmy D-RAFT, MasterCard i Ghelamco ogłosiły powstanie „The Heart Warsaw”. Wartość inwestycji ma wynieść 9 mln zł w ciągu najbliższych 3 lat. Dzięki platformie korporacje – zarówno krajowe, jak i europejskie czy globalne – będą mogły nawiązać szerszą współpracę z innowacyjnymi start-upami. Duże firmy coraz częściej dostrzegają, że może ona być równie istotna, jak inwestycje we własne badania i rozwój. Na świecie taka forma współpracy jest często spotykana, w Polsce duże firmy dopiero otwierają się na start-upy.

Zaczęliśmy od świadczenia usług headhunterskich dla korporacji, ale zamiast ludzi wyszukiwaliśmy im start-upy, które odpowiadały na ich potrzeby. Stworzyliśmy klub korporacji, które chciały się spotykać, wymieniać doświadczenia na temat tego, jak inwestować w start-upy. Społeczność rosła, udało nam się przekonać partnerów, żeby wzorem londyńskiego Level39 stworzyć taką przestrzeń w Europie Centralnej i Wschodniej. Powstała ona właśnie w Warszawie – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Tomasz Rudolf, prezes D-RAFT.

Jak wskazuje, na świecie taka forma współpracy została już dostrzeżona i doceniona przez największe korporacje. Również w Polsce firmy widzą w tym szansę dla własnego rozwoju. Modeli współpracy ze start-upami może być wiele – korporacje mogą występować w roli klienta, partnera biznesowego lub inwestora. W ten sposób zyskują dostęp do innowacyjnych rozwiązań, a start-upy – możliwość rozwoju i zaistnienia na rynku, a także ekspansji zagranicznej.

Coraz więcej firm tworzy specjalne działy poświęcone współpracy ze start-upami, definiuje obszary, w których chce z nimi współpracować, a my te programy pomagamy realizować. Ta potrzeba będzie rosła, ponieważ gospodarka szybko się zmienia i potrzebuje innowacyjnych rozwiązań – przekonuje Rudolf.

W „The Heart Warsaw” działy innowacji i zespoły projektowe korporacji będą mogły pracować nad nowymi rozwiązaniami we współpracy ze start-upami. Jeszcze w tym roku mają zostać uruchomione programy tematyczne związane z: branżą FinTech, sprzedażą wielokanałową, tzw. internetem rzeczy oraz tematyką inteligentnych miast.

Polska jest liderem w zakresie usług finansowych. Przykładem może być ogromna popularność płatności zbliżeniowych. Polskie społeczeństwo jest coraz lepiej wykształcone, myśli nowocześnie i chce wdrażać nowe rzeczy. To między innymi dlatego jestem optymistą pod względem możliwości wykorzystania tego przedsięwzięcia przy tworzeniu innowacyjnych produktów z wykorzystaniem technologii, o których być może dziś nikt jeszcze nawet nie myśli – mówi prezes MasterCard.

Małe innowacyjne przedsiębiorstwa przynoszą korzyści nie tylko korporacjom, lecz także całej gospodarce. W Polsce ich rola nie jest jednak w pełni doceniana. Obecnie w naszym kraju działa 2,4 tys. start-upów. Raport „Polskie start-upy 2015” wskazuje, że młode firmy najbardziej potrzebują kapitału, wyspecjalizowanych pracowników, sieci kontaktów biznesowych i zwiększenia zasobów wiedzy. Na te potrzeby odpowiada nowa platforma współpracy.

W ramach „The Heart Warsaw” będą działały programy, które pozwolą na współpracę zarówno mniejszym firmom, jak i tym, które już swój biznes uruchomiły. Zależy nam na tym, żeby promować polskie firmy we współpracy z partnerami zagranicznymi i polskimi – podkreśla Aleksander Naganowski, dyrektor ds. rozwoju nowego biznesu w polskim oddziale MasterCard Europe.

Docelowo połowę działających w „The Heart Warsaw” korporacji, funduszy inwestycyjnych i start-upów mają stanowić podmioty zagraniczne. W ten sposób projekt ma wspierać międzynarodową współpracę. Łącznie platforma ma wesprzeć 100 start-upów w pozyskaniu kontraktów z dużymi firmami.

Firma, która chce wziąć udział w programie, powinna mieć zdefiniowany zespół i pierwsze kontrakty. Zakładamy też, że są to firmy, które zgromadziły już ok. 0,5 mln dolarów finansowania – wskazuje Naganowski.

Inicjatywy start-upowe ma także wspierać rząd. W najbliższych tygodniach ma zostać przedstawiony systemowy pakiet wsparcia dla tego segmentu firm.

Będzie to największy w tej części Europy program dla start-upów, dla nowych spółek technologicznych. Znajdą w nim przyjazne dla siebie ramy prawne i atrakcyjne zachęty finansowe do tego, aby poszerzać polską myśl technologiczną, pracować dla polskiej gospodarki, a także dla nowoczesnych technologii, które będą wykorzystywane na całym świecie – podkreśla Jadwiga Emilewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.

Polska ma się szansę stać regionalnym liderem innowacyjnej przedsiębiorczości. Właśnie powstało nowe centrum współpracy dużych firm ze start-upami

CEO Magazyn Polska

Zarówno rząd, jak i środowisko biznesowe w Polsce coraz bardziej doceniają rolę małych, nowoczesnych firm w zwiększaniu innowacyjności i konkurencyjności, tworzeniu nowych miejsc pracy i przyspieszaniu wzrostu gospodarczego. Właśnie ogłoszono powstanie w Warszawie nowego centrum wspierania rozwoju start-upów „The Heart Warsaw”, które ma łączyć innowacyjne młode firmy technologiczne z największymi korporacjami. Podczas ogłoszenia inicjatywy Jadwiga Emilewicz z Ministerstwa Rozwoju zapowiedziała rządowy program służący wspieraniu polskich start-upów.

Jestem zwolennikiem teorii, że to innowacje napędzają postęp technologiczny, a nie odwrotnie. Innowacje są zaś efektem ludzkiej inteligencji i umiejętności. W „The Heart Warsaw” udało nam się je zgromadzić po to, by wykorzystywać technologię do tworzenia nowych produktów, które Polska może z dumą prezentować światu. Na tym polega idea tego miejsca – podkreśla Ajay Banga, prezes MasterCard.

W niedawno otwartym warszawskim biurowcu Warsaw Spire firmy D-RAFT, MasterCard i Ghelamco ogłosiły powstanie „The Heart Warsaw”. Wartość inwestycji ma wynieść 9 mln zł w ciągu najbliższych 3 lat. Dzięki platformie korporacje – zarówno krajowe, jak i europejskie czy globalne – będą mogły nawiązać szerszą współpracę z innowacyjnymi start-upami. Duże firmy coraz częściej dostrzegają, że może ona być równie istotna, jak inwestycje we własne badania i rozwój. Na świecie taka forma współpracy jest często spotykana, w Polsce duże firmy dopiero otwierają się na start-upy.

Zaczęliśmy od świadczenia usług headhunterskich dla korporacji, ale zamiast ludzi wyszukiwaliśmy im start-upy, które odpowiadały na ich potrzeby. Stworzyliśmy klub korporacji, które chciały się spotykać, wymieniać doświadczenia na temat tego, jak inwestować w start-upy. Społeczność rosła, udało nam się przekonać partnerów, żeby wzorem londyńskiego Level39 stworzyć taką przestrzeń w Europie Centralnej i Wschodniej. Powstała ona właśnie w Warszawie – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Tomasz Rudolf, prezes D-RAFT.

Jak wskazuje, na świecie taka forma współpracy została już dostrzeżona i doceniona przez największe korporacje. Również w Polsce firmy widzą w tym szansę dla własnego rozwoju. Modeli współpracy ze start-upami może być wiele – korporacje mogą występować w roli klienta, partnera biznesowego lub inwestora. W ten sposób zyskują dostęp do innowacyjnych rozwiązań, a start-upy – możliwość rozwoju i zaistnienia na rynku, a także ekspansji zagranicznej.

Coraz więcej firm tworzy specjalne działy poświęcone współpracy ze start-upami, definiuje obszary, w których chce z nimi współpracować, a my te programy pomagamy realizować. Ta potrzeba będzie rosła, ponieważ gospodarka szybko się zmienia i potrzebuje innowacyjnych rozwiązań – przekonuje Rudolf.

W „The Heart Warsaw” działy innowacji i zespoły projektowe korporacji będą mogły pracować nad nowymi rozwiązaniami we współpracy ze start-upami. Jeszcze w tym roku mają zostać uruchomione programy tematyczne związane z: branżą FinTech, sprzedażą wielokanałową, tzw. internetem rzeczy oraz tematyką inteligentnych miast.

Polska jest liderem w zakresie usług finansowych. Przykładem może być ogromna popularność płatności zbliżeniowych. Polskie społeczeństwo jest coraz lepiej wykształcone, myśli nowocześnie i chce wdrażać nowe rzeczy. To między innymi dlatego jestem optymistą pod względem możliwości wykorzystania tego przedsięwzięcia przy tworzeniu innowacyjnych produktów z wykorzystaniem technologii, o których być może dziś nikt jeszcze nawet nie myśli – mówi prezes MasterCard.

Małe innowacyjne przedsiębiorstwa przynoszą korzyści nie tylko korporacjom, lecz także całej gospodarce. W Polsce ich rola nie jest jednak w pełni doceniana. Obecnie w naszym kraju działa 2,4 tys. start-upów. Raport „Polskie start-upy 2015” wskazuje, że młode firmy najbardziej potrzebują kapitału, wyspecjalizowanych pracowników, sieci kontaktów biznesowych i zwiększenia zasobów wiedzy. Na te potrzeby odpowiada nowa platforma współpracy.

W ramach „The Heart Warsaw” będą działały programy, które pozwolą na współpracę zarówno mniejszym firmom, jak i tym, które już swój biznes uruchomiły. Zależy nam na tym, żeby promować polskie firmy we współpracy z partnerami zagranicznymi i polskimi – podkreśla Aleksander Naganowski, dyrektor ds. rozwoju nowego biznesu w polskim oddziale MasterCard Europe.

Docelowo połowę działających w „The Heart Warsaw” korporacji, funduszy inwestycyjnych i start-upów mają stanowić podmioty zagraniczne. W ten sposób projekt ma wspierać międzynarodową współpracę. Łącznie platforma ma wesprzeć 100 start-upów w pozyskaniu kontraktów z dużymi firmami.

Firma, która chce wziąć udział w programie, powinna mieć zdefiniowany zespół i pierwsze kontrakty. Zakładamy też, że są to firmy, które zgromadziły już ok. 0,5 mln dolarów finansowania – wskazuje Naganowski.

Inicjatywy start-upowe ma także wspierać rząd. W najbliższych tygodniach ma zostać przedstawiony systemowy pakiet wsparcia dla tego segmentu firm.

Będzie to największy w tej części Europy program dla start-upów, dla nowych spółek technologicznych. Znajdą w nim przyjazne dla siebie ramy prawne i atrakcyjne zachęty finansowe do tego, aby poszerzać polską myśl technologiczną, pracować dla polskiej gospodarki, a także dla nowoczesnych technologii, które będą wykorzystywane na całym świecie – podkreśla Jadwiga Emilewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.

Zmiany na rynku kredytów hipotecznych. Kredytobiorcy mogą liczyć na stałą wysokość rat przez wiele lat

CEO Magazyn Polska

Zmiana sposobu refinansowania kredytów hipotecznych może zrewolucjonizować rynek. Dzięki emisji listów zastawnych banki zyskają długoterminowe środki oprocentowane według stałej stawki, które będą przeznaczać na kredyty hipoteczne. Co spowoduje, że będą mogły oferować kredyty także o stałym oprocentowaniu. To oznacza, że klienci będą mieli gwarancję stałych rat przez wiele lat. Ponadto, depozyty krótkoterminowe, z których dziś banki finansują kredyty hipoteczne, zostaną przeznaczone na finansowanie przedsiębiorstw, co powinno pobudzić wzrost gospodarczy.

Emisja listów zastawnych ma zapewnić długoterminowe refinansowanie kredytów hipotecznych. To oznacza, że długoterminowe środki będą pozyskiwane po stałej stopie procentowej, w efekcie banki będą mogły zaoferować kredyty hipoteczne o stałym oprocentowaniu – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Rafał Kozłowski, prezes zarządu PKO Banku Hipotecznego. – W rezultacie klient będzie w stanie przewidzieć, jaka jest wysokość raty kredytowej w horyzoncie np. pięciu kolejnych lat.

Emisja listów zastawnych jest także korzystna dla całej gospodarki. Bank może uwolnić środki pochodzące z depozytów i przeznaczyć je na udzielanie pożyczek dla przedsiębiorstw. W  ten sposób firmy zyskują dodatkowy impuls do rozwoju.

Zdaniem Rafała Kozłowskiego emisja listów zastawnych korzystna jest  także dla systemu finansowego oraz bankowego, które dzięki temu stają się bardziej stabilne. Środki pozyskiwane są bowiem w perspektywie długoterminowej, na 5–7 lat.

Inwestor nie może wycofać się z takiego instrumentu przed terminem, chyba że sprzeda go na giełdzie, gdzie emitowane przez nas listy zastawne już są notowane – precyzuje prezes PKO Banku Hipotecznego. – Ale wówczas pojawia się inny podmiot, który w ten papier inwestuje. Po stronie banku mamy więc stałe źródło finansowania na lata, co wzmacnia stabilność danego banku i całego sektora.

Pierwsza emisja listów zastawnych PKO Banku Hipotecznego wzbudziła bardzo duże zainteresowanie inwestorów. Wartość oferty wyniosła 500 mln zł. Podczas budowania księgi popytu deklaracje nabycia papierów na łączną kwotę ponad 1,2 mld zł złożyło 37 inwestorów.

Inwestorzy uznają listy zastawne za instrumenty uzupełniające portfele papierów skarbowych – tłumaczy Rafał Kozłowski. – Zapewniają one nieco wyższe odsetki niż obligacje, czyli są bardziej dochodowe, a jednocześnie mają porównywalny poziom ryzyka.

List zastawny jest swego rodzaju zabezpieczoną obligacją, która ma dodatkowy element bezpieczeństwa w postaci możliwości sięgnięcia po raty spłaty kredytów mieszkaniowych. Z takiego bezpiecznika inwestor może skorzystać, gdyby emitent z różnych powodów przestał obsługiwać list zastawny. Inwestor może wtedy nabyć prawo do raty spłacanej przez klientów detalicznych z tytułu zaciągnięcia pożyczki hipotecznej.

Zabezpieczenie działa w ten sposób, że klient detaliczny spłaca kredyt do banku, a uzyskane w ten sposób środki wędrują do inwestora – wyjaśnia Rafał Kozłowski.

W grudniu ubiegłego roku agencja Moody’s nadała listom zastawnym PKO Banku Hipotecznego rating na poziomie Aa3, czyli najwyższy możliwy do osiągnięcia przez krajowe papiery wartościowe. Rządowe obligacje skarbowe są oceniane na A2.

PKO Bank Hipoteczny planuje kolejną emisję listów o podobnej skali w czerwcu br. Natomiast na przełomie września i października bank chciałby uplasować tego rodzaju papiery na rynku europejskim, przy czym ostateczna decyzja w tej sprawie zależy od odpowiedniego klimatu inwestycyjnego.

Gdyby okazało się, że jesteśmy w stanie te same środki pozyskać w kraju, to bardzo chętnie pozostaniemy w Polsce i nową emisję listów zastawnych zaoferujemy tylko polskim inwestorom – zapowiada Rafał Kozłowski.

Prezes ZUS: System ubezpieczeń społecznych czekają poważne wyzwania demograficzne

CEO Magazyn Polska

System powszechnych ubezpieczeń społecznych, którym administruje ZUS, obejmuje ponad 20 mln Polaków. Składki na ubezpieczenia społeczne pobierane są od 14,5 mln, a miesięcznie ZUS wypłaca emerytury i renty dla ponad 7 mln osób i zasiłki dla 0,5 mln pracujących. W perspektywie najbliższych lat, przede wszystkim ze względu na problemy demograficzne, system ubezpieczeń społecznych w Polsce stanie przed dużymi wyzwaniami. – Musimy wykonać dużą pracę, aby wzmocnić wiedzę o znaczeniu systemu ubezpieczeń społecznych w każdej fazie naszego życia – przekonuje prezes ZUS.

– System ubezpieczeń społecznych będzie ewoluował, wynika to z obecnej sytuacji demograficznej i społecznej. Ewolucja pójdzie w kierunku zabezpieczenia minimalnych dochodów w systemach emerytalnych. Zmiana powinna również uwzględnić starzenie się społeczeństw i mniejszą liczbę osób aktywnych ekonomicznie, a więc i mniej składek przekazywanych do systemu. Wszystkie makroekonomiczne i demograficzne wyzwania muszą być brane pod uwagę, aby ustalić zmiany systemu zabezpieczenia społecznego, w tym emerytalnego – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. Gertruda Uścińska, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Co miesiąc ZUS pobiera składki na ubezpieczenia społeczne od 14,5 mln osób oraz składki na ubezpieczenie zdrowotne od 16,5 mln osób. Miesięcznie ZUS wypłaca emerytury i renty 7,3 mln Polaków i zasiłki chorobowe, macierzyńskie lub świadczenia rehabilitacyjne ponad 500 tys. pracujących. Rocznie Zakład wydaje też wydaje 1,3 mln orzeczeń lekarskich. Wypływy do powszechnego systemu mogą się zmniejszyć, a obowiązkowych wypłat może być więcej, zwłaszcza w świetle niekorzystnej sytuacji demograficznej. W 2060 roku na jednego emeryta będą przypadać mniej niż dwie osoby w wieku produkcyjnym (obecnie przypada 5).

Jak wskazuje Uścińska, problemem jest również niewystarczająca wiedza Polaków o systemie zabezpieczenia społecznego.

Musimy wykonać wspólnie ogromną pracę, w tym także dziennikarze i nauczyciele akademiccy, aby przede wszystkim wzmocnić wiedzę o znaczeniu systemu ubezpieczeń społecznych w każdej fazie naszego życia. Także o poczuciu bezpieczeństwa wypłaty świadczeń – ocenia prezes Zakładu.

Polacy wciąż nie tylko niewiele wiedzą na temat systemu zabezpieczenia społecznego i samych emerytur, lecz także nie są tym specjalnie zainteresowani. W 2014 roku, kiedy można było zdecydować, czy składki mają być odprowadzone wyłącznie do ZUS-u czy również do wybranego OFE, zaledwie 2,5 mln Polaków (z 14 mln uprawnionych) wysłało deklarację o pozostaniu w II filarze. W 2012 r., kiedy osoby wchodzące na rynek pracy musiały jeszcze wybrać otwarty fundusz emerytalny samodzielnie, bez przypominania przez ZUS, zrobiło to tylko ok. 1,5 proc. ze zobowiązanych.

Myślę, że powinniśmy stworzyć wielką publiczną platformę poprzez udział takich instytucji jak Zakład Ubezpieczeń Społecznych i edukować przez nią o tym, na czym polegają ubezpieczenia społeczne, kiedy te gwarancje występują. Musimy wykonać ogromną pracę, począwszy od młodzieży licealnej poprzez akademicką, a skończywszy na edukacji osób dorosłych – podkreśla Uścińska.

ZUS od kilku lat angażuje się w edukację młodzieży. Od 2013 roku prowadzi „Lekcje z ZUS” dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych. W projekcie wzięło łącznie udział ponad 50 tys. młodych ludzi. Uczestnictwo w programie oznacza również możliwość wzięcia udziału w konkursie „Warto wiedzieć więcej o ubezpieczeniach społecznych”, który zdaniem prezes Zakładu powinien w przyszłości stać się olimpiadą. W kwietniu ruszył też wspólny projekt Zakładu i Uniwersytetu Warszawskiego, a w maju Zakładu i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Jednym z pól współpracy jest właśnie kształcenie studentów w zakresie ubezpieczeń społecznych.

Współpraca jest coraz lepsza, ze szkołami, z liceami, w przyszłości z gimnazjami. Będziemy się też starać, aby treści z zakresu ubezpieczeń społecznych znalazły się w programach akademickich. Mamy podpisane umowy z Uniwersytetem Warszawskim i Uniwersytetem Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Mają one służyć promowaniu wiedzy o ubezpieczeniach społecznych, a także o naszej indywidualnej roli w zabezpieczeniu dochodów w razie zajścia określonych czynników ryzyka socjalnego – ocenia Gertruda Uścińska.

Rozwijaniu wiedzy o ubezpieczeniach ma służyć także konkurs organizowany co roku wspólnie przez Rzecznika Finansowego, Fundację Edukacji Ubezpieczeniowej oraz „Gazetę Ubezpieczeniową” na najlepszą pracę doktorską, magisterską, licencjacką oraz podyplomową z dziedziny ubezpieczeń gospodarczych i społecznych. W tym roku konkurs odbył się po raz piętnasty – wpłynęło 9 prac doktorskich, 19 magisterskich, 3 licencjackie oraz 13 prac podyplomowych.

Udział w konkursie i szansa na bycie jednym z laureatów konkursu to duży prestiż i szansa zaprezentowania swoich badań naukowych – podkreśla Tomasz Lasocki, adiunkt na Wydziale Prawa i Administracji na UW i laureat III nagrody w konkursie na najlepszą pracę doktorską, który dodatkowo otrzymał nagrodę specjalną prezesa ZUS. – Polacy nie interesują się ubezpieczeniami w wystarczającym stopniu. W mojej pracy zastanawiałem się nad tym, dlaczego większość Polaków nie utożsamia się z ubezpieczeniem społecznym i nie zdaje sobie sprawy z tego, że to ubezpieczeni dla nich.

Jak przekonuje Lasocki, powinniśmy dążyć do powszechności zabezpieczenia. Dziś część grup zawodowych jest z niego wyłączona (np. rolnicy czy sędziowie). W Polsce system ubezpieczeń społecznych nie jest gorszy niż na Zachodzie, jest jednak różnica w jego postrzeganiu.

To drobne rzeczy, ale bardzo medialne. Często narastają do takiej rangi, że mimo ogólnej przychylności i dobrej konstrukcji systemu, powoduje to dysonans między naszym postrzeganiem a tym jak jest naprawdę – przekonuje Tomasz Lasocki.

W Wilanowie ma powstać nowoczesna galeria handlowa. Inwestor czeka na pozwolenie na budowę

CEO Magazyn Polska

Według badań Millward Brown aż 90 proc. mieszkańców warszawskiego Wilanowa chce budowy na terenie dzielnicy galerii handlowej. Wyczekiwana inwestycja w prężnie rozwijającej się od 15 lat dzielnicy ma szansę na realizację. Globe Trade Centre zamierza wybudować Galerię Wilanów przy ul. Przyczółkowej. Uwzględnienie znaczącej części postulatów zgłoszonych przez Radę Dzielnicy Wilanów dotyczących wyglądu oraz zastosowań budynku oraz aktywny dialog ze społecznością lokalną pozwoliły wypracować kompromisową wersję projektu flagowej inwestycji GTC. Między innymi ograniczono wielkość bryły, zaplanowano więcej terenów zielonych wokół obiektu, i otwarto przestrzeń galerii na zewnątrz. GTC czeka teraz na pozwolenie na budowę. 

Wznowiliśmy postępowanie w sprawie wydania pozwolenia na budowę Galerii Wilanów, które zawiera zmodyfikowany plan inwestycji uwzględniający aż 15 z 19 postulatów Rady Dzielnicy. W tej chwili trwa procedura jego podnoszenia przez miasto, czyli potwierdzenia tego, że został złożony zgodnie z wymogami i że można podjąć rozpatrywanie merytoryczne. Od tego czasu władze mają około 65 dni na to, żeby taką decyzję wydać. To może się wydłużyć przez dodatkowe pytania, ale myślę, że w ciągu paru miesięcy powinna być decyzja ‒ mówi agencji Newseria Biznes Rafał Twarowski, Dyrektor Zarządzający Galerii Wilanów.

Nowoczesna Galeria, która ma powstać przy ul. Przyczółkowej, naturalnie oddzieli mieszkalną, prężnie rozwijającą się część warszawskiego Wilanowa od części historycznej. GTC podjęło rozmowy z Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, by na bieżąco konsultować planowane rozwiązania architektoniczne i aby koncepcyjnie połączyć tradycje z nowoczesnością. Budynek ma być przyjazny dla środowiska, mieć częścią rozrywkową, plac zabaw, otwarte przestrzenie i pasma zieleni.

­‒ Udostępniliśmy przestrzeń na place publiczne oraz unowocześniliśmy fasadę budynku, tak by wpisywała się w koncepcję urbanistyczną Miasteczka Wilanów. Te zmiany poprawiły wygląd bryły budynku, co do funkcjonalności oraz liczby najemców nic nie zmieniliśmy ‒ mówi Rafał Twarowski.

Do grona najemców Galerii Wilanów już dołączyli Cinema City, Carrefour, H&M, Grupa LPP i wiele innych.

W trakcie pozyskiwania dokumentów niezbędnych do złożenia wniosku o pozwolenie na budowę, takich jak decyzja konserwatora zabytków, decyzja środowiskowa, decyzja drogowa i wiele wiele innych, deweloper zlecił wykonanie szeregu analiz i opracowań, by zbadać wszelkie uwarunkowania funkcjonalne, historyczne i krajobrazowe obejmujące obszar przedpola Pałacu Wilanowskiego. GTC zadeklarowało zbudowanie infrastruktury drogowej, doprowadzenie linii tramwajowej pod teren Galerii i modernizacji fragmentów już istniejących. Na inwestycję w układ drogowy Wilanowa deweloper planuje przeznaczyć 65 mln zł.

Przebudujemy ulice Przyczółkową, Branickiego, Gieysztora i Herbu Szreniawa, zrobimy trzy tunele wyprowadzające ruch samochodowy oraz ruch rowerowy. Przeniesiemy również tym tunelem ruch rowerowy i spacerowiczów do pałacu po drugiej stronie ul. Przyczółkowej, która dzisiaj jest barierą dla mieszkańców Miasteczka Wilanów ‒ mówi Rafał Twarowski

W Wilanowie docelowo ma mieszkać ponad 30 tys. osób. To jedna z najszybciej rozwijających się dzielnic Warszawy. Takiego obiektu handlowo-usługowego jeszcze na jej terenie nie ma. Galeria Wilanów będzie pierwszym centrum handlowym nowej generacji, położonym w południowej części Warszawy.

Jak pokazały badania Millward Brown, 90 proc. mieszkańców chce Galerii Wilanów na kształt Galerii Mokotów uznanej w badaniach za ulubioną wśród respondentów. Co ważne, obiekt nie tylko zaoferuje bogatą ofertę handlową, lecz także będzie miejsce spotkań dla mieszkańców  śródmieściem, którego tak brakuje w Miasteczku Wilanów. Uważam, ze wiele rzeczy, o których mieszkańcy marzą, da właśnie Galeria Wilanów – dodaje Rafał Twarowski.

Firmy chętnie angażują się w działalność charytatywną. Często decydują się na pomoc nieuleczalnie chorym dzieciom

CEO Magazyn Polska

Wyjazd do Legolandu, spotkanie z papieżem Franciszkiem, meble do pokoju, dzień na zakupach w galerii czy obejrzenie meczu na stadionie – jedne marzenia dzieci są łatwiejsze do zrealizowania, inne z kolei wymagają sporych nakładów finansowych. Barbara Szopa z Fundacji „Mam Marzenie” podkreśla, że wielu z nich nie udałoby się zrealizować, gdyby nie wsparcie ludzi dobrej woli i firm. Nie żałują oni na ten cel pieniędzy, bo rozumieją, że czasem wystarczy niewielki gest, by pomóc chorym dzieciom przezwyciężyć trudne chwile.

Wolontariusze Fundacji „Mam Marzenie” podkreślają, że każda, nawet najmniejsza kwota wsparcia, ma ogromne znaczenie, bo dzięki niej kolejne dziecko może spełnić swoje marzenie.

Jeśli w grę wchodzą pieniądze, to nie jest łatwo pomagać w spełnianiu marzeń. Widać jednak, że coraz więcej ludzi otwiera swoje serca i zgłasza się na naszą stronę fundacyjną i realizuje marzenia. Zarówno osoby prywatne, jak i firmy są chcą nieść pomoc. Wszyscy starają się nam pomóc – mówi agencji informacyjnej Newseria Barbara Szopa, wolontariuszka Fundacji „Mam Marzenie”.

Właściciele firm chętnie się angażują w działalność charytatywną, bo zdają sobie sprawę z tego, że spełnienie marzenia jest dla chorych dzieci odskocznią od problemów i chociaż na chwilę pozwala im zapomnieć o trudnej, szpitalnej codzienności. Jedną z form wsparcia Fundacji „Mam marzenie” jest tzw. adopcja marzenia. Wystarczy z listy Marzycieli wybrać dziecko, które chce się wspomóc, a następnie skontaktować się z odpowiednim koordynatorem.

Firmy mają większe zasoby finansowe i mogą w większym zakresie pomóc w spełnianiu marzeń. Ma to też przełożenie na samą firmę. Kiedy pomagamy, opowiadamy o tym pracownikom, angażujemy ich w to i wpływa to na dobrą energię w pracy. W ten sposób również promujemy działanie fundacji, ponieważ nie wszyscy ludzie wiedzą, że można pomagać i trzeba pomagać, bo uśmiech małego dziecka jest dla nas najważniejszy – mówi Ilona Mroczek ze spółki Energetyczne Centrum.

Energetyczne Centrum pomogło spełnić marzenia 20 nieuleczalnie chorych dzieci. W maju udało się zabrać na Dzień Szalonych Zakupów do galerii handlowej 16-letnią Agatę, która zmaga się z ziarnicą złośliwą.

Od trzech lat współpracujemy z Fundacją „Mam Marzenie” i staramy się realizować różne marzenia. Fundacja wie najlepiej, kogo w danej chwili możemy wesprzeć, dlatego decydujemy się na współpracę z nimi – tłumaczy Ilona Mroczek.

Od początku działalności Fundacja „Mam marzenie” spełniła ponad 5 tys. marzeń chorych dzieci.

Coraz więcej dzieci choruje, mamy coraz więcej zgłoszeń, chociażby oddział w Białymstoku w ubiegłym roku zrealizował 34 marzenia. W tym roku wydaje mi się, że zbliżamy się już do 15 i cały czas jest lista otwarta – mówi Barbara Szopa.

Fundację „Mam marzenie” można również wspierać finansowo poprzez odpis 1 proc. podatku lub dobrowolną wpłatę na konto Fundacji.

Groźne nowotwory krwi są w Polsce zbyt późno rozpoznawane. Dostęp do leczenia również jest utrudniony

CEO Magazyn Polska

Zespoły mielodysplastyczne (MDS) to grupa chorób nowotworowych charakteryzujących się zaburzeniem funkcjonowania szpiku kostnego i krwi. Niektóre typy MDS przebiegają łagodnie i są łatwe w leczeniu, ale inne mają przebieg ostry i mogą skutkować śmiercią pacjenta. Liczba zachorowań jest wyższa niż w przypadku białaczek. Zespoły mielodysplastyczne są wykrywane za rzadko i za późno, w wielu przypadkach są błędnie rozpoznawane jako niedokrwistość. Dodatkowym problemem jest brak dostępu do terapii.

Na MDS chorują przede wszystkim osoby po 60. roku życia. W tej grupie osób diagnozowane jest aż 80 proc. przypadków zachorowań.

Zespoły mielodysplastyczne to jest grupa nowotworowych chorób krwi nieco zbliżonych do białaczek, ale jednak różnych. Jedne mają stosunkowo łagodny przebieg i dają możliwość przeżycia kilku lat, co jest optymistyczne. Są również takie, które mogą spowodować śmierć w ciągu kilku miesięcy i wymagają intensywnego leczenia, włącznie z przeszczepieniem szpiku – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Wiesław Jędrzejczak, kierownik Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Lekarze szacują, że w Polsce z tymi chorobami zmaga się kilka tysięcy osób. Ryzyko zachorowania na MDS zwiększają m.in.: kontakt ze środkami ochrony roślin, nawozami sztucznymi, metalami ciężkimi, dymem tytoniowym oraz z promieniowaniem jonizującym i cytostatykami. W celu zdiagnozowania choroby konieczne jest pobranie próbek krwi i szpiku kostnego oraz badanie genetyczne w kierunku zmian w chromosomach komórek szpiku kostnego.

Podstawowym badaniem jest morfologia krwi obwodowej, bowiem zazwyczaj u chorych z zespołem mielodysplastycznym stwierdza się niedokrwistość. Dotyczy to mniej więcej 90 proc. pacjentów. Ale może też być małopłytkowość czy obniżona liczba neutrofilii. W zasadzie nie ma innych charakterystycznych objawów klinicznych czy odchyleń w badaniu przedmiotowym. Następnie należy przejść do kolejnych etapów diagnostyki i wykonać biopsję cytologiczną szpiku – mówi dr n. med. Krzysztof Mądry, adiunkt w Klinice Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

W niektórych typach choroby jest większe prawdopodobieństwo przekształcenia w ostrą białaczkę szpikową. Dlatego też próbki krwi i szpiku kostnego są pobierane i badane kilkukrotnie, aby zobaczyć, jaka jest dynamika choroby i czy nie następuje pogorszenie.

Lekarze podkreślają, że bardzo ważne jest dokładne zdiagnozowanie podtypu choroby, aby móc dobrać jak najlepszą opcję terapeutyczną. Nie wszystkie jednak są w Polsce dostępne.

Jeżeli zespoły mielodysplastyczne występują u młodych ludzi, standardem jest przeszczepienie allogenicznego szpiku. Jeżeli mamy zespół mielodysplastyczny o złośliwym przebiegu, stosowany jest lek azacytydyna. To leczenie jest dostępne w Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich. Natomiast mamy problemy z leczeniem zespołu 5q-, ponieważ lek, który jest przy nim stosowany, czyli lenalidomid, obecnie jest dla naszych chorych niedostępny – wyjaśnia prof. Wiesław Jędrzejczak.

W tej chwili, niestety, nie mamy dostępu do najskuteczniejszego leku, czyli lenalidomidu, ze względu na brak zgody na jego refundację w tym wskazaniu. Gdyby pacjent chciał się leczyć na własną rękę, to są to koszty rzędu kilku tysięcy złotych miesięcznie, a leczenie stosuje się przewlekle. W zasadzie stosuje się je dotąd, dopóki ten lek działa. Czyli jeżeli ktoś choruje na zespół 5q-, to niestety musi ten lek przyjmować przez wiele miesięcy, a nawet lat – mówi dr n. med. Krzysztof Mądry.

Jedynym leczeniem alternatywnym zespołu 5q- jest przetaczanie koncentratu krwinek czerwonych. Nie pozostaje to jednak bez wpływu na zdrowie.

– Grozi to gromadzeniem się nadmiaru żelaza, a to z kolei powoduje niewydolność serca i wątroby, inaczej mówiąc jej marskość. Po mniej więcej 20 takich przetoczeniach rozwijają się powikłania, które same w sobie mogą doprowadzić do śmierci chorego – mówi prof. Wiesław Jędrzejczak.

Zdaniem prof. Jędrzejczaka MDS będą występowały coraz częściej. Po pierwsze społeczeństwo się starzeje, po drugie – coraz dłużej żyją chorzy, którzy zmagają się z innymi nowotworami a chemio- i radioterapia zwiększają częstość występowania MDS.

W chwili obecnej takim dodatkowym problemem jest niewydolność ośrodków hematologicznych w stosunku do liczby chorych, którzy wymagają leczenia – dodaje prof. Wiesław Jędrzejczak.

Ulice handlowe dobrą alternatywą do ekspansji

Jak wynika z najnowszego raportu BNP Paribas Real Estate Poland „Opowieść o czterech miastach. Ulice handlowe w stolicach krajów Europy Środkowo-Wschodniej.  Druga edycja, maj 2016” w całym regionie na znaczeniu zyskują ulice handlowe. Jest to pochodna ograniczonej powierzchni  dostępnej w centrach handlowych a zarazem oznaka dojrzewania rynków, które wchodzą w okres dywersyfikacji formatów handlowych.

Ulice handlowe w analizowanych miastach nie posiadają homogenicznej struktury. Różnią się nie tylko ilością i jakością podaży, ale przede wszystkim ofertą handlowo-usługową. Jednakże cechą wspólną jest to, że większość z nich pełni rolę reprezentacyjną, jak i miastotwórczą.” – mówi Anna Staniszewska, Dyrektor, Dział Analiz Rynkowych i Doradztwa, BNP Paribas Real Estate, Europa Środkowo-Wschodnia.

Analitycy z BNP Paribas Real Estate Poland wskazują na istotne różnice między ulicami handlowymi stolic Europy Środkowo-Wschodniej w zależności od etapu cyklu ewolucji rynku w którym się znajdują, zamożności społeczeństwa czy ilości turystów. Najbardziej zróżnicowaną ofertę posiada Praga. Prowadzi pod względem ilości marek oraz bogactwa oferty marek luksusowych. Dzięki świetnie zachowanym budynkom w obrębie Starego Miasta, oferuje najemcom znaczną podaż obiektów, które spełniają wymogi kilkupoziomowych sklepów flagowych. Poziom pustostanów oscyluje wokół 2 proc., a stawki czynszu sięgają 170-200 euro za mkw. miesięcznie. Praga góruje również pod względem ilości turystów. Rocznie odwiedza ją 6,3 miliona zwiedzających. Trend wzrostowy będzie trwał utrzymując Pragę na czele stolic Europy Środkowo-Wschodniej.

Jak zauważają eksperci z BNP Paribas Real Estate Poland, Budapeszt również ma silną pozycją w segmencie ulic handlowych dzięki ustabilizowanej obecności międzynarodowych sieci i dużego natężenia ruchu turystycznego, gdzie liczba turystów sięga 4,5 miliona osób rocznie. Dostepność wolnej powierzchni maleje (spadek o 1,5% r/r), a średnie stawki czynszu wzrosły o 5 proc. w ciągu ubiegłego roku osiągając poziom 90-100 euro za mkw. miesięcznie. Lokale handlowe prezentują dobry stan techniczny oferując dodatkowo pokaźne, pożądane przez najemców witryny.
Warszawa to największa stolica regionu jesli chodzi o liczbę mieszkańców (1,74 miliona) oraz ich siłę nabywczą (11 751 € per capita). Liczba zamożnych Polaków, rejestrujących dochód przekraczający 85 tys. zł rocznie, z każdym rokiem systematycznie rośnie. W Warszawie przybywa również turystów, których ilość w 2015 r. osiągnęła 4,2 miliona osób. Średni poziom czynszów przy ulicach handlowych oscyluje między 90 a 100 € za m kw. miesięcznie, a niski poziom pustostanów w galeriach handlowych sprzyja rozwojowi ulic handlowych.

Fabrice Paumelle, Dyrektor, Dział Powierzchni Handlowych, BNP Paribas Real Estate, CEE
Fabrice Paumelle, Dyrektor, Dział Powierzchni Handlowych, BNP Paribas Real Estate, CEE.

W Warszawie liczba sklepów firmowych marek luksusowych jest relatywnie umiarkowana, na co składa się brak spójnej, przejrzystej strategii w zakresie planowania, komercjalizacji, rozwoju i przekształcania ulic handlowych oraz ograniczona podaż odpowiednich obiektów o imponującej architekturze, będących w posiadaniu właścicieli prywatnych. Budynków, w których chętnie lokują się marki luksusowe. Przewidujemy, że wszystkie powyższe aspekty mogą ulec poprawie w najbliższej przyszłości i potencjał stolicy stanie się realny.” – komentuje Fabrice Paumelle, Dyrektor, Dział Powierzchni Handlowych, BNP Paribas Real Estate, CEE.

Wynikami raportu po raz pierwszy objęty został Bukareszt, który spośród wszystkich analizowanych stolic posiada najwięcej lokali handlowych i usługowych (437), a także najniższe stawki czynszów (30-45 € za m kw. miesięcznie). W Bukareszcie na ulicach handlowych dominują lokale usługowe (53 %) i zauważalna jest mała różnorodność marek detalicznych obecnych na rynku. Marki luksusowe lokują się jedynie w ekskluzywnych hotelach.

Rosnące znaczenie ulic handlowych znajduje odzwierciedlenie w zwiększającym się zainteresowaniu inwestorów produktem, który stanowi bezpieczną inwestycję o niskiej stopie zwrotu, ale zapewniającą stały i stosunkowo pewny dochód.