Ponad połowa Polaków zanim przestanie płacić za telefon najpierw odpuści inne faktury

Polacy są winni firmom telekomunikacyjnym ponad 720 mln zł. Osoby zadłużone w telekomach jeszcze więcej długów, bo 1 515 mln zł, mają w innych miejscach. Jak wynika z danych BIG InfoMonitor, większość Polaków zanim przestanie opłacać abonament za telefon, najpierw nie opłaca innych rachunków.

Z niepłacących rachunków telefonicznych, które do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor zgłosiło m.in. czterech czołowych operatorów telefonii komórkowej można by stworzyć spore miasto. Jest ich bowiem blisko 314 tys. Największy dług wobec telekomu ma 31-letni mieszkaniec Kalisza. Zalega z płatnością ponad 104 tys. zł. Kolejny rekordzista również mężczyzna – 26 lat, pochodzi z woj. mazowieckiego, jego dług w firmie telekomunikacyjnej sięga 94 tys. zł Na trzecim miejscu jest 53-latek ze Śląska, który z powodu niezapłaconych rachunków telefonicznych ma do spłacenia ponad 61 tys. zł, a na czwartym mieszkaniec woj. podkarpackiego, 45 letni mężczyzna z 58 tys. zł długu. Co charakterystyczne w pierwszej 10. w ogóle nie ma kobiet. Mniejszość – 40 proc. stanowią też w całej liczbie dłużników. Pozostali dłużnicy – mężczyźni z TOP 10., wyłącznie w firmach telekomunikacyjnych, mają do oddania po około 50 tys. zł, czyli równowartość samochodu. Tymczasem jak można przeczytać w raporcie finansowym jednego z czołowych telekomów w Polsce przeciętny abonamentowy rachunek telefoniczny klienta w I kwartale 2016 r wynosił 46 zł*

Około 60 proc. Polaków zanim przestanie płacić za telefon najpierw odpuści inne faktury

O ile w TOP 10, najbardziej zadłużonych w firmach telekomunikacyjnych, dominują zaległości wynikające z rachunku za telefon, to już wśród pozostałych jest inaczej. Łącznie dłużnicy telekomunikacyjni mają w BIG InfoMonitor ponad 2,2 mld zł zaległości, z czego na telekomy przypada „jedynie” 0,72 mld zł. W efekcie, gdy średnio jedna osoba ma do zwrotu w firmie telekomunikacyjnej 2 297 zł, to wraz z zaległościami za inne nieuregulowane rachunki, np. za telewizję, wywóz śmieci, czynsz, alimenty, ma do oddania 7125 zł.

Nasza analiza tego w jakiej kolejności nie były opłacane rachunki osób, które mają dług wobec operatorów telekomunikacyjnych pokazuje, że około 60 proc. Polaków zanim przestanie płacić za telefon najpierw odpuści spłatę innych rachunków – zwraca uwagę Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor. Seria nieopłaconym rachunków rzadziej rozpoczyna się od faktury za użytkowanie telefonu, a osoby, które nie płacą tylko za telefon mają przeważnie do oddania firmie telekomunikacyjnej bardzo wysokie kwoty. – Z pewnością informacja o nieopłaconych rachunku telefonicznym klienta indywidualnego to dla instytucji oferującej takiej osobie usługi czy towar z odroczonym terminem płatności jednoznaczny sygnał, że może mieć problem ze ściągnięciem należności – dodaje Hildebrand.

Najstarsi i najmłodsi opłacają rachunki telefoniczne najlepiejNajstarsi i najmłodsi opłacają rachunki telefoniczne najlepiej

Statystyki pokazują, że wbrew pozorom to nie najmłodsi użytkownicy tracą głowę dla rozmów telefonicznych, coraz bardziej wyszukanych modeli telefonów, tabletów czy też niekończącej się transmisji danych, za które trudno im później zapłacić. Najczęściej dłużnika telekomunikacyjnego można spotkać w grupach wiekowych: 25-34 i 35-44 lata. Niezapłacony rachunek telefoniczny ma tu 14 na 1000 osób. Wraz z rosnącym wiekiem użytkowników telefonów spadają statystyki na temat niesolidnych płatników. Na 1000 wysłanych rachunków do klientów w grupie wiekowej 45-54 problem z opłaceniem pojawia się w 11 przypadkach, a gdy użytkownik telefonu ma od 55 do 64 lat jedynie w siedmiu. Najsolidniej opłacają rachunki telefoniczne osoby najstarsze od 65 lat w górę. Problem pojawia się tu zaledwie u trzech na 1000 osób. Wśród najmłodszych klientów między 18 a 24 rokiem życia statystycznie nie daje rady zapłacić za telefon 9 osób na 1000.

*raport finansowy T-Mobile Polska za I kw. 2016 r.

Wewnątrzfirmowe konstytucje w przedsiębiorstwach rodzinnych

Według danych PARP, firmy rodzinne prowadzone w formie spółki mogą stanowić 36 proc. wszystkich małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce, a biorąc pod uwagę również podmioty prowadzone w formie działalności gospodarczej i niezatrudniające pracowników może być to nawet 78 proc. Jednocześnie jak wynika z dyskusji zorganizowanej przez Deloitte „Firmy rodzinne w Europie”, która odbyła się podczas ostatniego Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, polskim firmom rodzinnym brakuje profesjonalizacji w zarządzaniu oraz wypracowania planów sukcesyjnych.

Kilka miesięcy temu Rada Firm Rodzinnych działająca przy Konfederacji Lewiatan przygotowała projekt zmian w przepisach prawnych, które mają ułatwić proces sukcesji w firmach rodzinnych. Jest to szczególnie ważne w przypadku podmiotów prowadzonych w formie działalności gospodarczej.

„W momencie śmierci właściciela NIP firmy umiera razem z nim. Ile mamy biznesów o wielomilionowych obrotach, które zatrudniają 200-300 osób, działających nadal w formie jednoosobowych działalności gospodarczych? Brakuje przepisów prawnych regulujących kwestię sukcesji w przedsiębiorstwach tego typu, dlatego zwróciliśmy się do legislatorów z apelem, że należy wypełnić tę lukę” – mówił w Katowicach Artur Czepczyński, Prezes Zarządu ABC-Czepczyński.

Zdaniem eksperta firmy Deloitte proces ten należy ułatwić i zaplanować na tyle wcześnie, by sukcesja przebiegła w sposób naturalny. „Służy temu konstytucja firmy rodzinnej. Jest to umowa zawarta przez członków rodziny, zaangażowanych w zarządzanie firmą, w której określają jak wyobrażają sobie jej funkcjonowanie w przyszłości. Umowa taka powinna mieć charakter formalny i być zawarta przed notariuszem” – wyjaśniał Adam Chróścielewski, Partner, liderem grupy Family Business Network w Deloitte.

Jak dowodzili rozmówcy, firmy rodzinne posiadające konstytucję osiągają lepsze wyniki finansowe, bo osoby nimi zarządzające kierują się planem i zawartymi w konstytucji wytycznymi, a nie emocjami. Konieczne jest jednak, by umowa taka była konstruowana wtedy, gdy w firmie istnieje zgoda co do planów sukcesyjnych właściciela, bo gdy takie konflikty wystąpią, na consensus bywa już często za późno.

„Sam proces sukcesji nie powinien następować dopiero wtedy, gdy w grę wchodzą względy zdrowotne i wiekowe właściciela, ale wtedy, gdy założyciel coraz słabiej sobie radzi z rzeczywistością biznesową i nowoczesnymi technologiami, które mają coraz większy wpływ na prowadzenie firmy. Sukcesja nie może być jedynie prostą kontynuacją, ale powinna być również otwarciem nowego rozdziału w życiu firmy. To jest moment na zasilenie firmy nowymi osobami i świeżymi pomysłami” – argumentował Dariusz Stasik, Prezes Wielkopolskiego Przedsiębiorstwa Inżynierii Przemysłowej.

Uczestnicy katowickiego panelu dzielili się własnymi doświadczeniami w zarządzaniu firmą rodzinną. Jarosław Jantoń, współwłaściciel działającej w przemyśle winiarskim firmy Jantoń, prowadzi ją wraz z dwoma braćmi. Jak zapewnił wszystkie decyzje są przez nich konsultowane. Podobnie jak w firmie meblarskiej Grupa Nowy Styl, której prezesem i współwłaścicielem jest Adam Krzanowski. Stworzyliśmy pięcioosobowy zarząd, w którym każdy ma swój zakres kompetencji. Oprócz mnie zasiada w nim mój brat. I każdy z nas ma taki sam głos jak pozostali członkowie. Stworzony przez nas model oscyluje pomiędzy firmą rodzinną a firmą, w której rodziny już nie ma” – mówił podczas panelu na Europejskim Kongresie Gospodarczym.

Zdaniem Andrzeja Glińskiego, członka zarządu Banku Millennium, firma rodzinna powinna być jednak zarządzana przez osoby ze sobą spokrewnione, gdyż pozbawienie się tego przywileju powoduje, że takie przedsiębiorstwo traci charakter firmy rodzinnej.

Zarówno Adam Krzanowski, Jarosław Jantoń, jak i Józef Rolnik, wiceprezes zarządu firmy Rolnik, opowiadali jak trudnym doświadczeniem dla sektora firm rodzinnych był kryzys finansowy, który rozpoczął się w 2008 roku. Wiele z nich nie przetrwało tego okresu, a inne musiały wprowadzić szereg zmian. Jedną z nich była konieczność dopuszczenia do zarządzania menedżerów z zewnątrz. Jak jednak argumentował Czepczyński nadal zdarza się, że menedżerowie z doświadczeniem zawodowym zdobytym w dużych korporacjach, nie chcą pracować w firmach rodzinnych, bo obawiają się autorytaryzmu właściciela. Taki styl nazwał nawet folwarcznym systemem zarządzania.

W Katowicach rozmawiano również o sposobach pozyskiwania kapitału przez firmy rodzinne. Jednym z nich jest emisja akcji i wejście na giełdę, które w Polsce jest wciąż mało popularne. Józef Rolnik przestrzegał, że firmy rodzinne muszą być gotowe na procesy konsolidacji, które są coraz powszechniejsze w polskiej gospodarce. „Przed konsolidacją nie da się uciec. Małe firmy będą przejmowane przez duże podmioty, ale niestety nie w celu zwiększenia mocy produkcyjnych. By temu zapobiec, trzeba samemu stać się konsolidatorem albo bronić swojego status quo. W innym przypadku pozostaje poddanie się i gra w golfa” – argumentował.

Na zakończenie dyskusji Adam Chróścielewski przewidywał, że w Polsce będzie następował proces zrzeszania się firm rodzinnych, tak jak to miało miejsce na przykład w Niemczech. U naszych zachodnich sąsiadów organizacje te mają silny wpływ na decyzje podejmowane przez polityków. „Należy spodziewać się, że podobnie będzie w Polsce. Firmy rodzinne zrzeszają się i chcą być słyszane przez klasę polityczną. Ale na razie jesteśmy na etapie początkowym tego procesu” – mówił ekspert Deloitte.

Forum Rynku Nieruchomości – Sopot 6 i 7 czerwca

Już 6 i 7 czerwca w Sopocie odbędzie się 6. Forum Rynku Nieruchomości – największe spotkanie branży nieruchomości w naszym kraju. Na miejscu będzie można zobaczyć m.in. innowacyjny system FIBARO – polskiego lidera bezprzewodowych rozwiązań dla inteligentnego domu.

Konferencja zaplanowana w Sheraton Sopot Hotel przeznaczona jest dla najważniejszych graczy na rynku nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych: deweloperów, pośredników, przedstawicieli banków, firm budowlanych, biur architektonicznych i pośredników finansowych. To wyjątkowe spotkanie daje możliwość wymiany doświadczeń, nawiązania kontaktów biznesowych oraz zapoznania się z najnowszymi trendami na rynku.

Jednym z takich trendów są cieszące się coraz większą popularnością inteligentne systemy zarządzania domem. Według szacunków aż 2/3 Polaków chciałoby korzystać w swoich mieszkaniach z tego typu technologii.

Rozwiązania te stają się powszechne. Nieruchomości wyposażone w automatykę są postrzegane jako nowoczesne, funkcjonalne, oszczędne i bezpieczne. Co więcej, wielu deweloperów już teraz oferuje je w standardzie – mówi Rafał Ciszewski, menedżer ds. obsługi klienta biznesowego i rynku deweloperskiego FIBARO.

FIBAROBędzie można przekonać się, jak zintegrować system z urządzeniami domowymi, takimi jak ekspres do kawy, oświetlenie domowe, rolety, urządzenia multimedialne czy nawet kamery, tak aby tworzyły jeden ekosystem. Dla konkretnego dewelopera, zgodnie z oczekiwaniami przyszłych lokatorów, przygotujemy dedykowane pakiety urządzeń, które w czasie forum będziemy prezentować na stoisku – dodaje Rafał Ciszewski.

Na ubiegłorocznej edycji Forum Rynku Nieruchomości pojawiło się niemal 400 uczestników, w tym również wielu z zagranicy. W tym roku wystawców i przedstawicieli całej branży ma być jeszcze więcej. Wśród nich znaleźli się między innymi paneliści i moderatorzy dyskuzji z Cushman & Wakefield, JLL, REAS, Kulczyk Real Estate Holding, Skanska Property Poland czy LC Corp.

WZA Pylon S.A. zdecyduje 30 czerwca o emisji akcji z prawem poboru

Już 30 czerwca 2016 roku walne zgromadzenie akcjonariuszy Pylon S.A. –zdecyduje o podwyższeniu kapitału zakładowego spółki w drodze emisji nowych akcji serii H, realizowanej w ramach subskrypcji zamkniętej, z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy. Celem ewentualnej emisji akcji będzie pozyskanie kapitału na sfinansowanie zobowiązań wynikających z zakupu nieruchomości przemysłowej w Jarocinie, którą spółka nabyła w styczniu 2016 roku z zamiarem przeniesienia i rozszerzenia dotychczasowej działalności produkcyjnej.

Jednocześnie – w związku z rozważaną emisją akcji, jak też aktywnymi działaniami inwestycyjnymi oraz nowo przyjętą strategią ekspansji zagranicznej na lata 2016-2020 – zarząd Pylon S.A. przeprowadzi w najbliższym czasie indywidualne i grupowe spotkania z inwestorami oraz akcjonariuszami spółki. Dokładne terminy, miejsce spotkań i sposób rejestracji zostaną podane do publicznej wiadomości – zgodnie z obowiązkiem informacyjnym oraz kodeksem „Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na NewConnect” – w formie raportu giełdowego.

Kluczowym założeniem inwestycji środków pozyskanych przez Pylon S.A. z ewentualnej emisji akcji z prawem poboru ma być maksymalne ograniczenie zobowiązań wynikających z umowy kredytu inwestycyjnego, zawartej przez spółkę z Alior Bank S.A. oraz uregulowanie – w drodze objęcia akcji nowej emisji – należności względem PH „Maks” Sp. z o.o., stanowiącej wkład własny w ramach zakupu nieruchomości przeznaczonej pod działalność produkcyjną. Rozwiązanie to pozwoli spółce na długofalowe uwolnienie znacznych środków finansowych, umożliwiających dalszy, intensywny rozwój w kraju i poza jego granicami. Ewentualna emisja akcji miałaby miejsce nie wcześniej niż na przełomie III i IV kwartału 2016 roku, przy cenie emisyjnej nie niższej niż 0,22 zł za jedną akcję.

Kapitał zakładowy Pylon S.A. dzieli się obecnie na 15.092.694 akcji o łącznej wartości nominalnej 1 509 269,4 zł i może zostać podwyższony – w drodze ewentualnej emisji akcji zwykłych na okaziciela serii H o wartości nominalnej 0,1 zł – do kwoty nie większej niż 3.018.538,8 zł.

Przeprowadzenie celowej emisji z prawem poboru akcjonariuszy jest w ocenie Zarządu i Rady Nadzorczej Pylon S.A. najbardziej optymalnym narzędziem refinansowania zobowiązań z tytułu zakupu zabudowanej nieruchomości przemysłowej w Jarocinie. Co więcej, emisja nowych akcji – przy uwzględnieniu szeroko zakrojonych planów inwestycyjnych naszej spółki i jednoczesnej intensyfikacji działań eksportowych w ramach strategii ekspansji zagranicznej, przyjętej na lata 2016-20120 – może znacząco przyczynić się do dynamicznego rozwoju naszego biznesu i zapewnić tym samym wzrost wartości Pylon S.A. w kolejnych latach – podkreśla Mateusz Jujka, prezes zarządu Pylon S.A.

Największą inwestycją Pylon S.A. w 2015 roku był zakup i wdrożenie za kwotę 1,68 mln zł – pozyskanej dzięki zaangażowaniu w projekt EBC Incubator Sp. z o.o. – zaawansowanej technologii umożliwiającej produkcję przetworników elektroakustycznych marki Pylon Audio, w które docelowo wyposażone zostaną wszystkie zestawy głośnikowe produkowane w Jarocinie. Rozszerzenie działalności produkcyjnej umożliwi spółce wzrost marży, a tym samym pozwoli w kolejnych latach zwiększać przychody, już nie tylko w oparciu o rosnący systematycznie wolumen sprzedaży produktów własnych.

Z kolei w styczniu 2016 roku Pylon S.A. kupił za 2,5 mln zł 1,09 ha nieruchomości zabudowanej w Jarocinie, na której jeszcze w 2016 roku uruchomi nowy zakład produkcyjny o łącznej powierzchni ponad 3,3 tys. m2. Rozszerzenie działalności produkcyjnej, a przy tym niższe koszty rat kredytu względem opłat związanych z dzierżawą dotychczasowego zakładu produkcyjnego oznaczają również dobrą perspektywę dla wzrostu przychodów i rentowności spółki w kolejnych latach.

Przy tak intensywnym rozwoju na poziomie infrastrukturalnym, produkcyjnym, sprzedażowym i biznesowym, jaki odnotowujemy na przestrzeni ostatnich dwóch lat, niezbędne są inwestycje w infrastrukturę produkcyjną. Stąd między innymi decyzja o zakupie własnej nieruchomości. Przeniesienie linii technologicznych do większego i znacznie lepiej przystosowanego do potrzeb Pylon Audio zakładu oznacza nie tylko zwiększenie naszego potencjału produkcyjnego, co jest niezbędne w przypadku systematycznie rosnącej liczby zamówień, ale również optymalizację kosztów operacyjnych przez obniżenie bieżących opłat związanych z dzierżawą nieruchomości. Ponadto, inwestycja we własną infrastrukturę produkcyjną to również zwiększenie możliwości produkcyjnych – już z uwzględnieniem nowego asortymentu – a tym samym potencjał do dynamicznej ekspansji Pylon Audio na rynki europejskie. Z tej perspektywy dokapitalizowanie spółki w drodze nowej emisji akcji, z której środki zostaną przeznaczone na sfinansowanie zobowiązań wynikających z zakupu nieruchomości, jest jak najbardziej uzasadnione – dodaje Mikołaj Rubeńczyk, przewodniczący Rady Nadzorczej Pylon S.A.

Intensywny rozwój Pylon S.A. oraz Pylon Audio następuje aktualnie w oparciu o własne źródła przychodów, jak też zewnętrzne formy finansowania. W I kwartale 2016 roku Pylon S.A. odnotował 0,87 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów własnych w porównaniu do 0,55 mln zł rok wcześniej. Początek 2016 roku okazał się dla polskiego producenta niezwykle atrakcyjny pod względem zbytu – krajowi konsumenci kupili w tym czasie aż 625 autorskich zestawów głośnikowych marki Pylon Audio w porównaniu do 359 rok wcześniej i 233 w pierwszych trzech miesiącach 2014 roku.

Z kolei, w 2015 roku Pylon S.A. osiągnął 52 proc. wzrost sprzedaży produktów własnych w ujęciu ilościowym i 59 proc. pod względem przychodów. W tym okresie producent sprzedał łącznie 1455 zestawów głośnikowych w odniesieniu do 957 w 2014 roku, dzięki czemu przychody spółki wyniosły narastająco po czterech kwartałach 2015 roku 2,29 mln zł w porównaniu do 1,44 mln zł rok wcześniej.

Jednocześnie spółka jest aktywnym beneficjentem programów unijnych, w ramach których wspierane są innowacyjne projekty technologiczne oraz firmy inwestujące w sektor Badań i Rozwoju (B + R). Łącznie w latach 2013-2015 marka Pylon Audio pozyskała z funduszy europejskich (wprost bądź na współfinansowane projekty) ok. 1,36 mln zł.

Poufne informacje firm będą lepiej chronione

Jakub Wojnarowski, zastępca dyrektora generalnego Konfederacji Lewiatan
Jakub Wojnarowski, zastępca dyrektora generalnego Konfederacji Lewiatan

Rada Europejska przyjęła dyrektywę o ochronie tajemnic i poufnych informacji unijnych firm. Jest to finalny krok po kilku latach dyskusji o przepisach mających zabezpieczyć przedsiębiorstwa przed bezprawnym pozyskiwaniem, wykorzystywaniem i ujawnianiem tajemnic przedsiębiorstw. Zdaniem Konfederacji Lewiatan nowe przepisy lepiej zabezpieczą interesy także polskich firm.

Debata o ochronie tajemnic firm i wprowadzeniu zabezpieczeń rozpoczęła się jeszcze na początku 2012 r. z inicjatywy BUSINESSEUROPE, którego członkiem jest Lewiatan. Komisarz ds. handlu w poprzedniej KE – Karel De Gucht podjął działania i obecna dyrektywa jest efektem prawie 4-letniej pracy.

– W tamtym czasie BUSINESSEUROPEE zwracał uwagę na coraz częstsze przypadki wykradania tajemnic europejskich firm wynikające z rozszerzenia możliwości ich pozyskiwania, przede wszystkim ze względu na rozwój nowoczesnych technologii, ale także w sytuacji podejmowania decyzji inwestycyjnych i współpracy handlowej. Próby wchodzenia i ekspansji firm europejskich na rynki zagraniczne powodowały, że tajemnice firm, wymieniane z partnerami handlowymi spoza UE, były ujawniane. Na szczególne ryzyka były i wciąż są narażone firmy innowacyjne, które swoje przewagi konkurencyjne tworzą w oparciu o know – how, inwestycje w B+R+I, inwestują ogromne środki w ochronę patentową i decydują de facto o wysokim poziomie gospodarki europejskiej – mówi Jakub Wojnarowski, zastępca dyrektora generalnego Konfederacji Lewiatan.

Z podobnym problemem borykają się firmy polskie. Rozwój gospodarki, uniknięcie pułapki średniego dochodu w ogromnej mierze zależeć będzie od przekształcenia naszych firm z bazujących na niskich kosztach wytwarzania, na firmy generujące dochody ze względu na innowacyjny produkt lub usługę i podejmujące ryzyka handlowe i ekspansję zagraniczną. To wszystko naraża przedsiębiorców na dodatkowe ryzyka, które nowa dyrektywa ma za zadanie zminimalizować. Daje dodatkowe narzędzia przedsiębiorcom dochodzenia roszczeń wobec osób, które bezprawnie uzyskały dostęp do tajemnic firm.

– Z punktu widzenia firm kluczowe jest, aby państwa członkowskie UE, także po wprowadzeniu dyrektywy do ustawodawstwa krajowego (2018 r.) mogły nakładać własne narzędzia chroniące przedsiębiorców, także wykraczające poza przepisy dyrektywy (art. 1). Istotne jest, by dyrektywa regulowała w związku z tym minimalny standard ochrony, który poszczególne kraje będą mogły rozwijać i doprowadziła do harmonizacji na rynku wewnętrznym, by inwestorzy mieli zapewnioną każdorazowo minimalną ochronę (co najmniej). Dyrektywa nie powinna wpływać na zmiany w zakresie prawa pracy (ochrona sygnalizatorów), ale powinna niezwykle precyzyjnie po wprowadzeniu do ustawodawstwa krajowego regulować zakres i cel ewentualnie uzyskiwanych informacji. W trakcie konsultacji zgłaszaliśmy zastrzeżenia wspólnie z BUSINESSEUROPEE w zakresie dopuszczalnego wykorzystania pozyskanych informacji i tajemnic handlowych, przede wszystkim w zakresie szeroko pojętej wolności wypowiedzi – dodaje Jakub Wojnarowski.

Konfederacja Lewiatan

Rząd powinien pomóc polskim cementowniom

Nieuczciwa konkurencja ze strony producentów białoruskich i rosyjskich zagraża polskiej branży cementowej. Pracodawcy i związkowcy z Rady Dialogu Społecznego przygotowują stanowisko, w którym zaapelują do rządu o działania na rzecz zniesienia blokad eksportu cementu do Rosji i na Białoruś. O kłopotach naszych cementowni alarmowała też wcześniej Konfederacja Lewiatan.

Firmy białoruskie zwiększają skokowo sprzedaż cementu do Polski. Jednocześnie Białoruś blokuje dostęp do swojego rynku. Administracyjne ograniczenia wprowadzono też w eksporcie cementu do Rosji, gdzie od marca 2016 r., wymaga się nowych krajowych certyfikatów, których nie wydaje się firmom importującym cement z Polski i innych krajów UE.

– To dyskryminacja polskich producentów, która przekłada się na ograniczenia produkcji cementu w Polsce. A to oznacza redukcję miejsc pracy w branży cementowej skupionej głównie w mniejszych miejscowościach, a także utratę wpływów podatkowych do budżetu państwa oraz budżetów samorządów lokalnych – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan. Pracodawcy i związkowcy wzywają rząd do interwencji i proponują, aby rozpoczął rozmowy z Rosją i Białorusią, także z udziałem przedstawicieli Unii Europejskiej. Chcą też nagłośnienia sporu na forum Światowej Organizacji Handlu.

Rząd mógłby także domagać się zastosowania przez UE instrumentów ochrony handlu wobec producentów cementu z Białorusi, w tym ceł antydumpingowych, czy antysubsydyjnych.

Zdaniem pracodawców i związkowców rząd powinien również zabiegać o reformę nieskutecznego obecnego unijnego systemu stosowania środków ochrony handlu, nie chroniących w sposób efektywny unijnej produkcji przemysłowej przed rzeczywistymi zagrożeniami ze strony łamiących celowo zasady uczciwego handlu międzynarodowego producentów oraz współdziałających z nimi władzami krajów trzecich.

Pracodawcy i związkowcy chcieliby też regularnych kontroli jakości cementu importowanego do Polski spoza Unii Europejskiej, w szczególności z Białorusi, gdzie obowiązują niższe niż w Polsce standardy i normy jakościowe.

Konfederacja Lewiatan

Kupno mieszkania jako skuteczna inwestycja

Kupno mieszkania powinno się okazać skuteczną inwestycją, jeżeli odpowiednio wysoki jest zysk z comiesięcznego czynszu i wzrost wartości nieruchomości w czasie. W dużych miastach najlepiej inwestować w małe mieszkania, na takie popyt jest największy. Wtedy z czynszu można uzyskać 6-7 procentową stopę zwrotu z inwestycji.
O czterech możliwościach inwestowania w nieruchomości mówi Małgorzata Czeboćko z Grupy Emmerson. W przypadku inwestowania w grunty budowlane szczególnie atrakcyjne są Mazury.

Skuteczność umów na rynku nieruchomości

Umowa na wyłączność zawarta z biurem nieruchomości jest pięciokrotnie bardziej skuteczna. Klient ma wówczas bezpośredni kontakt tylko z jednym pośrednikiem.
Pomimo tego, że taka umowa zawarta jest tylko z jednym biurem nieruchomości, to jednak trafia do wewnętrznego systemu obejmującego ponad 500 innych pośredników.
O skuteczności takich umów mówi prawnik Maria Musiałek z Grupy Emmerson.

Piątek w cieniu Ameryki

Koniec tygodnia należy do Amerykanów, chociaż Europa też dorzuci dzisiaj swoje trzy grosze. USA to jednak niekwestionowany lider piątku, bo dane z rynku pracy, tzw. payrolls to konkurent trudny do przebicia. Wczorajszy bliźniaczy raport ADP wniósł niewiele, wskaźniki były zgodne z konsensusem, więc dolar specjalnie nimi się nie przejął. Dzisiaj może być inaczej. Prognozy zatrudnienia w sektorze pozarolniczym (Nonfarm Payrolls) ustawione są nisko, więc wzrost ponad konsensus będzie przyjęty z dużą radością. Na rynku nie brakuje opinii, że dzisiejsze dane z rynku pracy, łącznie ze wskaźnikiem wzrostu płac, mogą przyklepać podwyżkę stóp w czerwcu. Inwestorzy są pełni dobrych myśli, jednak optymizm w tym przypadku może być dosyć ryzykowny…

W Ameryce pojawią się jeszcze inne dane, ale ich waga nie będzie już tak duża. Bilans handlu zagranicznego jest interesujący, ale raczej nie przyćmi payrollsów. Większe znaczenie może mieć ISM dla usług, publikowany kwadrans po PMI dla tego sektora. Na piątek planowane jest jeszcze wystąpienie Charlesa Evansa z Fed z Chicago (weźmie udział w konferencji w Londynie) oraz Lael Brainard. Ich przemówienia zapowiadają się ciekawie, ale teraz liczy się przede wszystkim przewodnicząca Rezerwy Federalnej Janet Yellen, która zaplanowała wystąpienie na najbliższy poniedziałek.

Europa na tle Ameryki nie wygląda dziś tak imponująco. Rynki, aż do czasu, gdy pojawią się dane z USA, będą kręciły się wokół indeksów PMI dla usług w Niemczech i strefy euro oraz dynamiki sprzedaży detalicznej w kwietniu. PMI pokaże jeszcze Wielka Brytania, ale po ostatnich sondażach dotyczących Brexitu, pokazujących, że praktycznie każdy wynik referendum jest możliwy, funt i tak bardziej jest czuły na badania opinii publicznej niż na dane z gospodarki.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Toyoty z globalnym dostępem do sieci telekomunikacyjnych

Toyota Motor Corporation (TMC) i KDDI Corporation (KDDI) podjęły współpracę, aby stworzyć globalną platformę komunikacyjną, która przyspieszy rozwój łączności między samochodami z wykorzystaniem sieci komórkowych, bez korzystania z roamingu. Umożliwi to szeroko zakrojone korzystanie kierowcy z Internetu i innych usług komunikacyjnych oraz komunikację samochodu z innymi pojazdami za pośrednictwem chmury, bez ponoszenia dodatkowych kosztów po przekroczeniu granicy.

Toyota dąży do tego, aby samochody mogły na całym świecie korzystać z szerokich możliwości, jakie daje internet, sieci telekomunikacyjne oraz technologia chmury. Aby można było zrealizować tę wizję, potrzebna jest uniwersalna platforma telekomunikacyjna oraz komercjalizacja modułu DCM.

Toyota globalna platforma komunikacyjnaModuł DCM (Data Communication Module) to urządzenie, które umożliwia łączenie się samochodów z sieciami telekomunikacyjnymi. Moduł zwiększa dostęp do Internetu, aplikacji, produktów i usług oraz transmisji danych z pokładu samochodu. DCM współpracuje m.in. z nawigacją i systemem multimedialnym zainstalowanymi w samochodzie. Dodatkową jego funkcją dostępną w standardzie będzie system powiadamiania o nagłych zdarzeniach, który automatycznie wyśle do odpowiednich służb informację o próbie włamania, a także o wypadku w chwili uruchomienia się poduszki powietrznej.

Toyota zamierza do 2019 roku opracować globalny standard DCM. W 2020 roku moduł ma stać się standardowym wyposażeniem samochodów Toyoty w Japonii i Stanach Zjednoczonych oraz stopniowo pojawiać się na kolejnych rynkach całego świata. Toyota dąży do przyspieszenia prac nad wypracowaniem standardów współpracy modułu DCM i technologii chmury – służy temu m.in. umowa z firmą KDDI.

Gdy platforma komunikacyjna zostanie uruchomiona, moduł DCM działający w jednym standardzie na całym świecie pozwoli automatycznie łączyć się z lokalnymi sieciami komórkowymi po przekroczeniu granicy. Pozwoli to uniknąć dodatkowych opłat za roaming i korzystać z najlepszych, najbardziej wydajnych sieci telekomunikacyjnych na danym terenie.

Marcin Krasoń, Home Broker: Dopłaty MdM wciąż się sprzedają

Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker
Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker

Niecałe 52 mln zł to kwota, o którą w maju wnioskowali beneficjanci programu Mieszkanie dla Młodych. To najmniej od sierpnia ubiegłego roku, jednak nadal więcej niż przed wejściem w życie zmian w programie jesienią ubiegłego roku. Wszystko wskazuje na to, że w wakacje nadejdzie moment, od którego będzie można wnioskować tylko o pieniądze z puli na 2018 rok.

Bank Gospodarstwa Krajowego od połowy marca nie przyjmuje wniosków o dofinansowanie w ramach Mieszkania dla Młodych wypłacane w tym roku, gdyż pula środków wyczerpała się. Program nadal jednak cieszy się sporą popularnością, a to dzięki elastyczności deweloperów, którzy dostosowują swoją ofertę do oczekiwań kupujących, także pod względem harmonogramu płatności za lokal, w większości miast na rynku pierwotnym bez problemu znajdziemy nieruchomości do kupienia w programie. Gorzej jest z rynkiem wtórnym, bo tutaj trzeba liczyć na przychylność sprzedającego, który zgodzi się na przyjęcie części zapłaty w przyszłości. 

Środki na 2017 wkrótce się skończą

Z przeanalizowanych przez Home Brokera danych opublikowanych przez Bank Gospodarstwa Krajowego wynika, że kwota wniosków w ujęciu netto w maju wyniosła 52 mln zł. Co ciekawe, analiza statystyk pokazuje, że część wniosków została przesunięta z 2016 na 2017 rok. Wynika to z faktu, że przez miesiąc o ponad 18 mln zł spadła kwota środków zablokowanych na 2016 rok. Prawdopodobnie wnioski zostały wycofane i złożone już na 2017 rok.

Jak dotąd (Mieszkanie dla Młodych działa od początku 2014 roku) do BGK trafiły wnioski o dopłaty na łączną kwotę 1,67 mld zł. Pieniędzy na ten rok już nie ma, a puli przyszłorocznej zarezerwowano dotąd prawie 230 mln zł, co stanowi 30,8 proc. całości. Warto jednak przypomnieć, że zgodnie z zapisami ustawy, przed rozpoczęciem danego roku wykorzystana może być tylko połowa środków na niego przeznaczonych, zatem w tym roku do dyspozycji beneficjentów MdM jest jeszcze tylko 143,3 mln zł, co wystarczy na nie więcej niż dwa-trzy miesiące. To oznacza, że w wakacje nadejdzie moment, w którym do BGK będzie można wnioskować o dopłaty tylko z puli na 2018 rok i dopiero od 1 stycznia 2017 r. do gry wrócą pieniądze na przyszły rok.

Kto może otrzymać dopłatę?

Chętni na kredyt z dopłatą w ramach MdM mogą składać wnioski w 14 bankach, wśród których są m.in. PKO BP, Pekao SA, Getin Noble Bank, Bank Millennium, Deutsche Bank Polska i Bank Zachodni WBK. Uzyskać dofinansowanie mogą osoby do 35 roku życia kupujące na kredyt swoje pierwsze mieszkanie, które powinno spełniać warunek cenowy (limity ceny metra kwadratowego dla każdej lokalizacji) i powierzchniowy. Łatwiej mają rodziny wielodzietne, których nie dotyczy zasada pierwszego mieszkania, mogą kupić większą nieruchomość i otrzymać znacznie wyższą dopłatę. 

Marcin Krasoń, Home Broker

P. Bielski (BZ WBK): W lipcu agencja Fitch raczej nie obniży ratingu Polski. Prawdopodobna jest jednak zmiana jego perspektywy

CEO Magazyn Polska

Mimo wyhamowania w pierwszym kwartale wzrostu PKB, co było skutkiem spadku inwestycji, kondycję gospodarczą Polski będą wspierać konsumpcja oraz rosnący eksport. Zdaniem Piotra Bielskiego, ekonomisty BZ WBK, w lipcu agencja Fitch prawdopodobnie nie obniży ratingu Polski. Możliwa jest natomiast zmiana jego perspektywy na negatywną i obniżka w kolejnych miesiącach.

Początek roku nie był zbyt dobry, bo tempo wzrostu gospodarczego wyhamowało i okazuje się, że głównym źródłem tego osłabienia był spadek inwestycji – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Bielski, ekonomista banku BZ WBK. – Właśnie to one są obecnie największą niewiadomą, bo konsumpcja będzie rozwijała się solidnie.

Zdaniem Piotra Bielskiego może ona jeszcze bardziej wzrosnąć dzięki rządowemu programowi „Rodzina 500 plus”, bo gospodarstwa domowe będą miały do wydania więcej pieniędzy.

Myślę, że także krajowy eksport będzie rósł stosunkowo szybko – uważa Piotr Bielski. – Dane z Europy Zachodniej, w szczególności z Niemiec, wskazują, że wzrost gospodarczy jest tam wcale nie najgorszy.

Największą niewiadomą – według Piotra Bielskiego – jest dynamika krajowych inwestycji. Według wstępnych, ogłoszonych kilka dni temu szacunków Głównego Urzędu Statystycznego w pierwszym kwartale bieżącego roku niewyrównany sezonowo, liczony w cenach stałych roku poprzedniego PKB Polski zwiększył się realnie o 3 proc. (wobec wzrostu o 4,3 proc. podczas poprzednich trzech miesięcy). Dynamika popytu krajowego wyniosła 4,1 proc., inwestycje spadły o 1,8 proc., przyspieszył import, ale spadło tempo eksportu.

Jest szansa na lekki wzrost inwestycji, dlatego że odnotowana zapaść w dużym stopniu wynikała z zakończenia przedsięwzięć finansowanych z poprzedniej perspektywy unijnej – zauważa Piotr Bielski. – Absorpcja środków z nowego budżetu UE stopniowo będzie nabierała tempa, co może spowodować, że inwestycje w dalszej części roku nie będą aż tak złe jak na jego początku.

Po zaskakującym obniżeniu ratingu Polski przez agencję Standard & Poor&HASH39;s w styczniu oraz majowej zmianie perspektywy na negatywną przez Moody&HASH39;s notowania Polski – według Piotra Bielskiego – będą bacznie obserwowane. Nie wiadomo jednak, czy lipcowy rating ostatniej z trzech kluczowych agencji (Fitch), podobnie jak poprzednich, wypadnie negatywnie.

To w dużym stopniu zależy od tego, czy poznamy konkretne rozwiązania w sprawie kredytów walutowych i wieku emerytalnego, a jeśli tak, to jak będą one wyglądały – precyzuje Piotr Bielski. – Jeżeli prezydent i rząd nadal opowiadać się będą za niebezpiecznymi z punktu widzenia stabilności finansów ustawami, to ryzyko obniżenia ratingu się zwiększy. Jeśli z kolei pójdą one w dobrą stronę, nie zagrażającą stabilności gospodarki, to być może będzie inaczej.

Według ekonomisty BZ WBK w lipcu Fitch raczej nie obniży ratingu Polski, bo w kluczowych sprawach gospodarczych konkretnych decyzji jeszcze nie będzie. Możliwe jest natomiast, podobnie jak w przypadku Moody&HASH39;s, wskazanie negatywnej perspektywy.

Konkrety będą raczej wciąż dyskutowane – prognozuje Piotr Bielski. – Nie wykluczam natomiast, że obniżka może nastąpić w kolejnych miesiącach, w szczególności, gdyby się okazało, że szkodliwe dla gospodarki decyzje będą jednak realizowane, a budżet na 2017 rok, okaże się na tyle hojny, że trudno będzie utrzymać deficyt w granicach 3 proc. PKB.

Komisja Europejska i giganci IT walczą z nawoływaniem do nienawiści w internecie. Na usuwanie niebezpiecznych treści i stron zezwoli także polska ustawa antyterrorystyczna

CEO Magazyn Polska

Usuwanie z internetu treści, które łamią prawo, jest oczywiste, muszą być jednak spełnione określone warunki – przekonuje Michał Boni. Projekt ustawy antyterrorystycznej umożliwia blokowanie stron internetowych ze względu m.in. na zagrożenie terroryzmem. Ustawa nie określa jednak precyzyjnie zasad, na jakich będzie to możliwe. W walkę z niebezpiecznymi treściami w sieci, szczególnie z nawoływaniem do nienawiści, zaangażowała się także Komisja Europejska oraz największe firmy z branży IT.

Projekt ustawy antyterrorystycznej nakłada na operatorów różne obowiązki, które m.in. wiążą się z usuwaniem określonych treści ze stron czy z dodawaniem możliwości radiokomunikacyjnych na żądanie władz. Jest to oczywiście w jakiś sposób uzasadnione, natomiast niejasna jest dla mnie kwestia usuwania treści ze stron – mówi agencji Newseria Biznes Michał Boni, europoseł i były minister administracji i cyfryzacji.

Walka z mową nienawiści jest wyzwaniem dla całej Unii Europejskiej. Komisja Europejska wraz z przedsiębiorstwami z branży IT – Facebook, Twitter, YouTube i Microsoft – przedstawiła 31maja kodeks postępowania, który ma zapobiec rozprzestrzenianiu się niebezpiecznych treści, co ma duże znaczenie dla bezpieczeństwa.

Media społecznościowe należą niestety do narzędzi wykorzystywanych przez grupy terrorystyczne do radykalizowania młodych ludzi i ich rasistowskiego wykorzystywania do szerzenia przemocy i nienawiści – powiedziała cytowana w komunikacie prasowym KE Vĕra Jourová, komisarz UE do spraw sprawiedliwości, konsumentów i równouprawnienia płci.

Firmy zobowiązały się do sprawdzania powiadomień i wniosków o blokowanie treści w terminie do 24 godzin, a jeśli okaże się to konieczne również usunięcia treści, lub zablokowania do nich dostępu. Zadeklarowały także dostosowanie wewnętrznych procedur, szkolenie pracowników w tym zakresie, a także ściślejszą współpracę z różnymi organizacjami i instytucjami.

Skuteczne stosowanie przepisów zakazujących mowy nienawiści w dużej mierze zależy od systemu sankcji oraz w ogóle od przepisów krajowych. Przygotowywana w Polsce ustawa antyterrorystyczna daje służbom możliwość blokowania stron i treści w internecie, nie jest jednak precyzyjna w tym zakresie, a to może budzić wątpliwości.

W polskiej ustawie antyterrorystycznej nie jest jasne, kto ma zdecydować o tym, czy dane treści łamią przepisy prawne, czy może inne treści, które wskaże policjant, lub ktoś inny pełniący służbę. Z punktu widzenia ochrony praw obywatelskich nie może tak być, że nie są jasne zasady usuwania tych treści – przekonuje Boni.

Prace nad ustawą trwają. We wtorek zajmowała się nią sejmowa podkomisja. Według przedstawionej przez rząd w określonych warunkach może dojść do zablokowania stron bez zgody sądu, który musi zająć stanowisko najpóźniej w ciągu 5 dni. Blokada będzie musiała zostać zdjęta dopiero wówczas, gdy sąd nie wyda zgody. Zgodnie z rozwiązaniem proponowanym przez posłów blokada może trwać w sumie 30 dni, ale jednokrotnie może zostać przedłużona na trzy miesiące.

W trosce o poprawę języka, usuwanie języka nienawiści i pilnowanie, aby w internecie nie rozchodziły się treści nawołujące do terroryzmu, organizujące grupy terrorystyczne i przestępcze trzeba wprowadzić możliwość blokowania stron. Musi ona jednak być bardzo dokładnie opisana, na jakich to się odbywa warunkach – ocenia Michał Boni.

Strefy ekonomiczne nie tylko dla dużych inwestorów. Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna stawia na małe i średnie firmy

0

CEO Magazyn Polska

Małe i średnie firmy coraz chętniej inwestują w Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Wartość ich inwestycji to nieco ponad 8 mld zł (z 23 mld zł realizowanych przez wszystkie firmy w Katowickiej SSE), jednak pod względem ilościowym sektor MŚP stanowi już ok. 40 proc. inwestorów. W ostatnich dwóch latach odpowiadał on za blisko połowę rozpoczętych inwestycji.

Jesteśmy postrzegani jako strefa dużych inwestycji zagranicznych. To poniekąd prawda, jeżeli weźmiemy pod uwagę kryterium nakładów, bo ponad 90 proc. nakładów z 23 mld zł przypada na duże firmy, a nieco poniżej 10 proc., około 8 mld, przypada na małe i średnie firmy, w tym w zdecydowanej większości polskie. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę kryterium ilościowe, to ponad 40 proc. firm to są małe i średnie firmy. Musimy więc odczarować ten mit – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (KSSE).

W KSSE inwestycje realizuje ponad 220 firm polskich i zagranicznych. Są one warte ponad 23 mld zł i dają ponad 56 tys. nowych miejsc pracy. Jak w kwietniu informowała KSSE, plan na ten rok to 1 mld zł inwestycji i 1,5 tys. nowych miejsc pracy. 40 proc. z tych wartości ma przypaść na MŚP. Wśród firm działających w strefie są nawet 3 mikrofirmy. W ostatnich dwóch latach widać wyraźnie zwiększone zainteresowanie inwestowaniem w KSSE ze strony sektora MŚP.

Zaczynaliśmy od firm dużych, bo takie było wyzwanie. Chodziło nam o szybki efekt, bo jedna duża firma tworzy 300, 500, a nawet 1000 miejsc pracy. Wtedy nie koncentrowaliśmy się na małych i średnich firmach, tym bardziej że przeskok z rzemiosła do małej fabryki nie był wtedy taki łatwy – mówi Wojaczek. – Od kilku lat w sposób świadomy prowadzimy kampanię promocyjną wśród małych i średnich firm, zwłaszcza polskich. Wykorzystujemy w tym celu zarówno organizacje zrzeszające, lokalne czy regionalne, jak i samorządy. Chcemy też zerwać z przekonaniem, że u nas jest wyjątkowo droga gleba.

Jak podkreśla, ceny są adekwatne do tych rynkowych i każda firma może znaleźć w ramach strefy odpowiedni pod swoją inwestycję grunt. KSSE zajmuje obszar ponad 2 tys. hektarów, na obszarze 42 gmin w województwach śląskim, opolskim i małopolskim. Większość z nich znajduje się w atrakcyjnych infrastrukturalnie lokalizacjach, w pobliżu międzynarodowych korytarzy transportowych wschód–zachód, północ–południe oraz węzła autostrad A1 i A4.

Przedstawiciele KSSE podkreślają, że małe i średnie firmy przyciągają przede wszystkim przygotowane specjalnie dla tej grupy przedsiębiorców działki inwestycyjne oraz dostęp do wykwalifikowanych pracowników.

Podjęliśmy z deweloperami, czyli prywatnymi przedsiębiorcami, oraz z jednym partnerem gminnym w Częstochowie współpracę. Lokalna agencja w strefie wybuduje halę, która będzie przeznaczona pod wynajem dla firm małych, średnich, a nawet mikrofirmy – podkreśla Wojaczek. – Zaproponowaliśmy jakiś czas temu takie rozwiązanie, które miałoby służyć rewitalizacji dzielnic, które wskutek zubożenia społeczeństwa związanego z tradycyjnymi branżami dziś wyglądają znacznie gorzej i odstają od średniej. To mechanizm podobny do stosowanych kilkanaście lat temu we francuskim Nord-Pas-de-Calais.

Wskutek restrukturyzacji kopalń i koksowni po 1982 roku i zatwierdzeniu ustawy o decentralizacji tamtejsze władze regionalne uzyskały uprawnienia do zarządzania terenem i otrzymały znaczne wsparcie finansowe. Dzięki temu dokonano spektakularnych zmian zwłaszcza w ramach realizacji tzw. programu Agenda 21 i działań innowacyjnych. W rezultacie region uzyskał nową jakość i został zgłoszony do wpisu na Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.

Podobny mechanizm mógłby pobudzić mikro-, małe i średnie firmy – przypuszcza prezes Piotr Wojaczek. – Szczególnie dwie pierwsze to dla nas najciekawsza grupa, która tworzy dużo miejsc pracy w oparciu o własny potencjał intelektualny. W każdym mieście moglibyśmy rewitalizować społecznie jedną lub dwie dzielnice za pomocą fiskalnych narzędzi ekonomicznych, a więc najmniej obciążających budżet. Wydaje mi się, że tamten sukces bardzo łatwo powtórzyć. Sądzę nawet, że nam byłoby łatwiej, gdyż mamy bardzo duży potencjał.

Ulokowane już w KSSE przedsiębiorstwa dużo reinwestują. W ciągu ostatnich pięciu lat bywało, że nawet 60 proc. nowych projektów pochodziło od dotychczasowych klientów strefy, wiele z nich obywało się bez pomocy zewnętrznej (środki własne).

Reinwestycje są spoiwem polityki kotwiczenia, na którą składa się wiele zagadnień, również miękkich, np. otoczenie prawne czy klimat inwestycyjny – tłumaczy prezes KSSE. – To nie może być tak, że klientom stworzymy raz dobre warunki, a potem powiemy: radźcie sobie sami. To proces ciągły. Klient musi być zadowolony, bo tylko wtedy chce dalej na danym terenie działać.

Rosną ceny polis komunikacyjnych OC. Ustabilizują się dopiero pod koniec roku

CEO Magazyn Polska

Prognozy branży ubezpieczeniowej wskazują, że w tym roku ceny obowiązkowych polis komunikacyjnych mogą wzrosnąć od 20 do 30 proc. Podwyżki są podyktowane szeregiem czynników, m.in. ubiegłoroczną rekordową – ponad 1 mld zł – stratą techniczną odnotowaną w tym segmencie oraz wzrostem wypłat w szkodach osobowych. Stabilizacja cen może mieć miejsce pod koniec 2016 roku – prognozują przedstawiciele brokera ubezpieczeniowego Donoria.

Zanotowaliśmy w ubiegłym roku historyczną stratę w sektorze ryzyk majątkowych. Ubezpieczyciele wykazali stratę na wyniku technicznym przekraczającą 1 mld zł. To sytuacja bez precedensu, w naszej historii nie było jeszcze tak głębokiej straty. Musi przyjść otrzeźwienie, będziemy z uwagą przyglądali się ubezpieczycielom w najbliższych kilku miesiącach – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dominik Stachiewicz, członek zarządu firmy Donoria.

Odszkodowania i świadczenia z tytułu ubezpieczeń OC pojazdów wyniosły w ubiegłym roku 6,8 mld zł, co oznacza wzrost o 15,8 proc. względem 2014 roku. Łączna wartość wypłat za szkody osobowe przekroczyła 1,3 mld zł.

Jak podkreśla ekspert, tak duże straty dotyczą jednak tylko części ubezpieczycieli i tylko pewnych segmentów ich działalności, nie ma też zagrożenia dla całego rynku.

Rynek jest bardzo dobrze regulowany, nasz nadzór bardzo dobrze realizuje swoje zadania. Nie ma żadnego ryzyka finansowego. Nie można zapominać, że ubezpieczyciele uzyskują przychody również z działalności inwestycyjnej. Kiedy połączymy te dwa źródła, okazuje się, że ta strata już nie jest tak głęboka. Tym bardziej że pojawił się wzrost składki ubezpieczeniowej – ocenia Stachiewicz.

Ceny polis komunikacyjnych dla klientów indywidualnych i korporacyjnych zaczęły rosnąć pod koniec ubiegłego roku. Taki trend będzie się utrzymywał w tym roku. Jeszcze niedawno polisy kosztowały ok. 2,5 tys. zł, a dziś ich ceny są bliżej poziomu 5 tys. zł.

Największe wzrosty pojawiły się w taborze ciężkim, gdzie składka jest wysoka. Możemy się spodziewać, że również ta tendencja będzie utrzymana w tym roku, a pod koniec nastąpi ustabilizowanie wzrostu stawek. Klienci indywidualni również odczuwają wzrosty, natomiast nie będą one aż tak bolesne – przekonuje ekspert Donorii.

Rynek ubezpieczeń został zrewolucjonizowany przez dyrektywę Solvency II, która wprowadziła uzależnienie wysokości kapitału od wielkości ryzyka podejmowanego przez firmy ubezpieczeniowe. Wymogi kapitałowe są wyznaczane osobno dla ryzyka ubezpieczeniowego, finansowego i operacyjnego. Pojawiły się również zapowiedzi powrotu do podatku Religi, wedle którego koszty leczenia ofiar wypadków ponosiliby ubezpieczyciele.

 Pozostaje tylko pytanie, na jakim poziomie te wzrosty się zatrzymają. Trzeba będzie obserwować końcówkę tego roku – podkreśla Stachiewicz. – W ubezpieczeniach majątkowych (innych niż komunikacyjne) raczej stawki składki nie powinny się zmieniać do końca roku. Prognozujemy, że pewnie pierwsze zmiany pojawią się na początku przyszłego roku.

Jak dodaje, pozytywne tendencje dotyczą innego segmentu rynku – ubezpieczeń zdrowotnych. W ubiegłym roku wydatki na ten cel sięgnęły 483 mln zł, czyli o 21 proc. więcej niż rok wcześniej. Do 1,4 mln wzrosła liczba ubezpieczonych w tej formule. Składka stabilnie rośnie, podobnie jak zapotrzebowanie na tego typu ochronę.

Polacy coraz chętniej wykupują ubezpieczenie prywatne, mimo że wszyscy jesteśmy ubezpieczeni w NFZ – mówi Stachiewicz.

Tylko 5 proc. zakupów odzieży Polacy dokonują w sklepach internetowych. W krajach rozwiniętych stanowią one 30–40 proc.

CEO Magazyn Polska

W Polsce 5 proc. zakupów odzieży ma miejsce w internecie. To mniej więcej siedmiokrotnie mniejszy udział niż w krajach wysoko rozwiniętych. Jednak branża ta ma kluczowe znaczenie dla rozwoju rynku zakupów w sieci w Polsce. Kluczowa jest sprzedaż bardziej zindywidualizowanych kolekcji oraz skrócenie czasu dostawy.

Odzież ma szanse stać się najbardziej istotnym rynkiem e-commerce – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wiktor Dymecki, członek zarządu i dyrektor ds. finansowych HubStyle, właściciela popularnych marek odzieżowych. – W dłuższym terminie segment ten na pewno będzie miał kluczowe znaczenie dla rozwoju branży.

Według ostatniego badania, zrealizowanego na zlecenie platformy e-Commerce Polska przez firmę Gemius, średnie miesięczne wydatki na produkty z kategorii odzież, dodatki i akcesoria deklarowane przez e-klientów to 75 zł. W tej kategorii kobiety wydają więcej niż mężczyźni (86 zł wobec 57 zł). Kategoria ta jest najczęściej kupowaną kategorią – wskazało ją 73 proc. badanych. Przez kupujących online została ona wskazana jako druga najpopularniejsza kategoria produktów, z której zamierzają kupować najczęściej w przeszłości (37 proc. wskazań).

Koszyk jest różny w zależności od marki i pułapu cenowego, natomiast średnio jest to 1,5–2 sztuki. W tej chwili wpasowaliśmy się w trend odchodzenia od zakupów w galeriach, a przechodzenia do zakupów w e-commerce. Zgodnie z ostatnimi badaniami w krajach wysoko rozwiniętych nawet do 30–40 proc. zakupów odzieży dokonuje się w internecie, u nas jest to w tej chwili dopiero 5 proc. Widać więc, że jest bardzo duży potencjał na tym rynku – mówi Wiktor Dymecki.

Badanie Gemiusa wskazuje również, że podczas jednej transakcji w kategorii moda Polacy wydają średnio 207 zł, a średnia cena kupowanego produktu to 140 zł. Wysoki jest jednak odsetek porzucanych w trakcie zakupów koszyków i wynosi on 64 proc. Średni czas pobytu na stronie wynosi ponad 6 minut.

Kupujący w sieci doceniają, że e-handel jest wygodny i oszczędny, a produkty – dostępne w szerszym niż w sklepach stacjonarnych asortymencie. Internauci doceniają komfort, jakim jest możliwość nabywania artykułów bez wychodzenia z domu, a także możliwość zapoznania się wcześniej z opiniami znajomych. 40 proc. przyznaje, że na decyzję zakupową wpłynęły pozytywne opinie i doświadczenia innych konsumentów.

Według niego priorytetem branży jest obecnie omnichannel, czyli budowa spójnej oferty w wielu kanałach, zarówno na poziomie stacjonarnym (sklepy fizyczne), jak i internetowym (e-commerce), uzupełniona o pomoc telefoniczną, czat, aplikacje internetowe oraz mobilne. Wszędzie tam powinny być te same oferty, promocje, a jakość obsługi na równie wysokim poziomie.

Wywodząc się z e-commerce i stawiając go w centrum kanałów dystrybucji, bardzo szybko udało się nam pozyskać dużą rzeszę zainteresowanych klientów – mówi Wiktor Dymecki. – Nie skupiamy się więc tylko na e-commerce, a w naszej strategii jest także omnichannel. Widzimy szansę w tym, by ruch z internetu kierować również do naszych sklepów stacjonarnych.

Jak wskazuje Wiktor Dymecki, jednym z kluczowych atutów, które zdecydowały o silnej pozycji rynkowej HubStyle było zaoferowanie konsumentom jako pierwsza firma na rynku handlu odzieżą w internecie usługi obejmującej dostawę tego samego dnia. Działa ona w dużych miastach, takich jak Warszawa, Poznań, Łódź i Kraków. Spółka jednak planuje rozwijać taką funkcjonalność także w innych ośrodkach. Rośnie bowiem zapotrzebowanie na zakupy, które bardzo szybko są finalizowane.

Same-day-delivery stanowi również dużą przewagę w stosunku do tradycyjnego retailu, gdyż niweluje czas oczekiwania na dostawę – precyzuje Wiktor Dymecki. – Klient czy klientka, którym oferowane są towary w galerii handlowej, mogą tak samo zamówić je u nas i w Warszawie, a otrzymają je już po trzech, czterech godzinach.

E-commerce zrewolucjonizował handel odzieżą. Dzięki temu kanałowi dystrybucji sklepy przestały być ograniczane powierzchnią handlową, dyktowaniem czasu promocji i sposobem prezentowania oferty. W e-commerce strona internetowa stała się witryną sklepową. Dzięki niej sklepy mogą bardziej elastycznie reagować na zmieniające się otoczenie, grać promocjami i większą liczbą modeli.

Naszym zdaniem w perspektywie pięciu lat e-commerce będzie jednym z najmocniej rosnących kanałów sprzedaży na rynku odzieżowy – zapewnia Wiktor Dymecki.

Na rynku widać zmianę preferencji konsumenckich. Kupujący coraz częściej odchodzą od sieciowych produktów na rzecz bardziej indywidualnych.

Budując portfolio pięciu marek, staraliśmy się zagospodarować najszybciej rosnące nisze rynkowe – tłumaczy Wiktor Dymecki. – Jedną z przewag konkurencyjnych każdej z nich jest bardzo szybka reakcja i elastyczny model produkcji. Możemy prawie natychmiast, w zależności od potrzeb i zmieniającego się otoczenia, wypuścić nowe wzory, reagować na pogodę, nie zależymy od długich terminów dostaw. Brak tradycyjnego podziału na dwie kolekcje w ciągu roku, rozwój odzieży raczej w stronę sezonowej, dostosowanej do okazji, czasu czy pogody oraz indywidualnych potrzeb to przyszłość.

W I kwartale 2016 r. Grupa HubStyle odnotowała ponad 4,6 mln zł przychodów netto ze sprzedaży wobec niecałych 3 mln zł przed rokiem. W II kwartale wprowadziła dwie nowe marki: Kragelman – pierwszy męski brand w portfolio, oraz Freakylicks – skierowany do młodych kobiet, brand mody ulicznej. HubStyle jest właścicielem także marek Cardio Bunny, Sugarfree i Emente.

Polacy rodzice dbają o ekonomiczną przyszłość swoich dzieci. Dla ponad połowy celem jest zapewnienie im mieszkania

CEO Magazyn Polska

Możliwość zakupu własnego mieszkania, realizacja własnych pasji i ukończenie dobrych studiów to najczęściej wymieniane przez rodziców życzenia co do materialnej i nie tylko przyszłości ich dzieci. Na każdą z tych rzeczy wskazywała mniej więcej połowa ankietowanych przez Deutsche Bank. 35 proc. rodziców chce, by ich dziecko założyło własną, dobrze prosperującą firmę, a 37 proc. marzy dla nich o pracy w stabilnej firmie. Rodzice starają się też sami odkładać, by ułatwić dzieciom start w dorosłe życie.

Badanie, które przeprowadziliśmy wśród rodziców polskich dzieci, wykazało, że największym marzeniem jest zapewnienie dzieciom własnego mieszkania – informuje agencję Newseria Biznes Małgorzata Bombol, profesor Szkoły Głównej Handlowej i ekspert Deutsche Banku (DB). – Ale równie istotne, co ciekawe, jest to, żeby mogły one realizować swoje pasje, hobby, zainteresowania. Trzecią kwestią jest atrakcyjna praca dzieci w przyszłości, z czym wiąże się zapewnienie im wykształcenia.

Nieruchomość dla potomka jako cel zabiegów ojca i matki została wskazana przez ponad połowę ankietowanych (55 proc.). Kwestia ta jest istotna przede wszystkim dla mieszkańców miast, czego przyczyną mogą być wyższe tam średnie ceny lokali i mniejsze możliwości współdzielenia domów przez kilka pokoleń. Opcję tę wybierały częściej kobiety (63 proc. wobec 49 proc. mężczyzn) i osoby mające od 25 do 44 lat.

Zauważyliśmy, że im mniejszy ośrodek, tym chęć zapewnienia mieszkania dzieciom jest większa – wskazuje profesor SGH. – Tłumaczymy to faktem, że nasza próba w dużych miastach składała się raczej z bardziej zamożnych rodziców, którzy zapewniają już dzieciom przynajmniej dobry start materialny. W związku z tym bardziej dbają o inne potrzeby.

Ponad połowie rodziców najbardziej zależy na tym, aby ich dziecko miało szansę realizacji własnych pasji takich jak nauka gry na instrumencie, podróże, uprawianie sportów itp. Opcję tę znacznie chętniej wybierali ojcowie (63 proc.) niż matki (38 proc.). Była to również najbardziej popularna odpowiedź wśród lepiej zarabiających.

Niemal połowa rodziców chciałaby, aby dzieci ukończyły studia na krajowej uczelni, a 13 proc. – na zagranicznej. Pod tym względem również widoczna jest prawidłowość wynikająca z płci. O ile na studia w Polsce chętniej wskazywali ojcowie, to matki znacznie częściej chciałyby, aby dzieci zostały absolwentami uczelni zagranicznych.

Marzenia rodziców zaczynają zmieniać się wraz z ewolucją społeczeństwa – komentuje Małgorzata Bombol. – Ojcowie chcą, żeby dzieci pracowały we własnych firmach, co jest dobrym wskaźnikiem rozwoju kapitalistycznej mentalności. Natomiast matki preferują stabilną pracę na etacie, co można tłumaczyć naturalnymi zachowaniami kobiet, które zwykle dążą do bezpieczeństwa.

Niemal jedna czwarta rodziców (23 proc.) chciałaby przy tym, aby dziecko znało co najmniej jeden język obcy, a 12 proc. – aby było je stać na prywatną służbę zdrowia. Mniej wskazań otrzymały takie odpowiedzi jak posiadanie samochodu (ponad 3 proc.) czy zdolności kredytowej (2,5 proc.).

Rodzice marzą o tym, żeby zapewnić dzieciom dobry życiowy start. W związku z tym istnieje, i w naszym badaniu wyszła, pewna prawidłowość, że można próbować akumulować obecne nadwyżki w budżetach domowych rodziców z myślą o przyszłości dzieci – mówi Małgorzata Bombol.

Dobrą okazją do tego może być program „Rodzina 500 plus”, mimo że większość beneficjentów zapewne przeznaczy otrzymywane na dzieci dofinansowanie na bieżącą konsumpcję.

Z ekonomicznego punktu widzenia uważam, że jest to bardzo dobry punkt wyjścia do oszczędzania z myślą o przyszłości potomstwa. W ramach inwestycji w bezpieczne instrumenty można zakumulować całkiem pokaźny kapitał – zauważa Małgorzata Bombol. – W Europie Zachodniej młodzi rodzice, kiedy rodzi się dziecko, zakładają specjalne fundusze, z których potomek może korzystać po skończeniu 18 roku życia. Obecna sytuacja w Polsce tworzy możliwość powielania takich zachowań ekonomicznych.

Zdaniem Małgorzaty Bombol w Polsce jest pokaźna grupa klientów banków, którzy marzą o tym, aby kumulować majątek, który mogliby przekazać swoim dzieciom.

To jest w rzeczywistości marzenie o dosyć systematycznym oszczędzaniu, którego celem jest pozostawienie po sobie czegoś, co będzie mieć przełożenie na ekonomiczną przyszłość następnych pokoleń – tłumaczy profesor SGH. – Widzimy połączenie tych wyników badań z rezultatami analizy, którą przeprowadziliśmy w maju br. Wskazywała ona jednoznacznie, że „Rodzina 500 plus” to program, który może pomóc w gromadzeniu majątku dla dzieci.

Jak podkreśla, rodzina, w której właśnie urodziło się drugie dziecko, mogłaby do momentu osiągnięcia przez nie pełnoletności odłożyć ponad 100 tys. zł, pod warunkiem że program będzie obowiązywać w niezmienionym kształcie.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW w maju 2016 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń1 na Głównym Rynku o 27,4% rdr przy rosnącej liczbie transakcji (+13,0% rdr)
  • Wzrost wolumenów obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 21,5% rdr, a kontraktami terminowymi na akcje o 34,6%
  • Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji wzrosła o 10,5% rdr, a łączna wartości obrotu na rynku Catalyst wzrosła o 37,7% rdr
  • Wzrost wolumenu obrotu gazem na rynku terminowym o 62,3% rdr oraz o 39,2% na rynku spot
  • Wzrost wolumenu obrotu energią elektryczną na rynku spot o 19,0% w porównaniu do maja 2015 r.

Obroty akcjami na Głównym Rynku w ramach arkusza zleceń osiągnęły w maju 2016 r. wartość 12,5 mld zł, czyli o 27,4% mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie liczba transakcji w maju 2016 r. wyniosła 1,4 mln odnotowując wzrost o 13,0 % rok do roku. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na Głównym Rynku wyniosła w maju 2016 r. 624,6 mln zł, natomiast na rynku NewConnect – 4,4 mln zł. Wartość indeksu WIG na koniec maja 2016 r. wyniosła 45 844,15 pkt i była o 17,4% niższa niż rok temu.

W maju 2016 r. wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł 312,9 tys. szt., co oznacza wzrost o 21,5% wobec maja 2015 r. Wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł rok do roku o 34,6%, do poziomu 103,9 tys. szt.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji wyniosła na koniec maja 2016 r. 74,1 mld zł, co oznacza wzrost o 10,5% rok do roku. Łączna wartość obrotu na rynku Catalyst wzrosła o 37,7% w porównaniu do maja 2015 r., do poziomu 223,1 mln zł.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w maju 2016 r. wyniósł 10,1 TWh wobec 13,9 TWh rok wcześniej. Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym na rynkach spot i terminowym wyniósł w maju 2016 r. 8,9 TWh w porównaniu z 5,6 TWh w maju ubiegłego roku.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi w maju 2016 r. wyniósł 6,2 TWh co oznacza spadek o 15,6% w stosunku do maja 2015 r.

Kapitalizacja 434 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku (GR) na koniec maja 2016 r. wyniosła 496,9 mld zł (113,4 mld EUR). Łączna kapitalizacja 487 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na GR GPW wyniosła na koniec maja tego roku 971,8 mld zł (221,8 mld EUR).

Na rynku głównym w maju 2016 r. zadebiutowały spółki: X-Trade Brokers DM SA (wartość oferty 189 mln zł), Gekoplast (przejście z NC bez oferty), i2Development SA (wartość publicznej subskrypcji akcji 34 mln zł), AIRWAY MEDIX (przejście z NC bez oferty).

Na New Connect w maju zadebiutowały spółki Voicetel Communications SA (wartość oferty 320 tys. zł) oraz E-Solution Software SA (wartość oferty 600 tys. zł). Na Catalyst w maju inwestorzy powitali PKO Bank Hipoteczny SA (emisja hipotecznych listów zastawnych o wartości 500 mln zł) oraz SAPPEERS.COM (oferta prywatna 201 tys. zł, transakcje kupna-sprzedaży 2,25 mln zł).

W maju 2016 r. na GPW odbyło się 20 sesji giełdowych, podobnie jak rok wcześniej.

W jakich branżach na zapłatę faktury czeka się najdłużej?

Polskie firmy są (wg badań firmy Bisnode) najbardziej niesumienne w Europie pod względem terminów regulowania płatności. W tym niechlubnym rankingu wyprzedzamy nawet borykającą się z ogromnymi kłopotami finansowymi Grecję, która jest druga (na dalszych miejscach są Portugalia, Bułgaria i Turcja). Blisko 12 proc. faktur w Polsce płaconych jest co najmniej 120 dni po terminie. Stan naszej gospodarki nie wskazuje na konieczność tak dużych opóźnień, a tymczasem w 2015 roku nastąpiło pogorszenie sytuacji. Przeciętne terminy oczekiwania na płatności były dłuższe niż rok wcześniej. Wydłużanie terminów nie świadczy więc o tarapatach finansowych przedsiębiorstw, stało się raczej normą i modelem biznesowym.

– Problemem są nie tylko opóźniane płatności, ale same terminy zapłaty wpisywane na fakturach. Bardzo często to 90 czy nawet ponad 100 dni. Jeśli do tego dodamy ilość dni „przetrzymania” faktury w wielu przypadkach okres oczekiwania na zapłatę wynosi nawet 8 miesięcy. Funkcjonowanie nawet pół roku bez wpływów wymaga dużego zapasu kapitału, na który nie wszyscy mogą liczyć. W takich praktykach przoduje budowlanka, co potwierdzają też nasze statystyki – ocenia Jarosław Nowicki z eFaktor, firmy zajmującej się faktoringiem dla małych i średnich przedsiębiorstw.

Jak w umowie czy jak na budowie?

Tak długie oczekiwanie na zapłatę za wykonaną usługę czy wyprodukowany towar dla każdej firmy jest uciążliwe. Powoduje nie tylko wstrzymywanie inwestycji, ale i problemy w bieżącej działalności. Przedsiębiorstwo, które nie otrzymało zapłaty jest często zmuszone wstrzymać przelew należności swojemu podwykonawcy, a ci kolejnym. W taki sposób łańcuch opóźnień się wydłuża. Nie wszystkie firmy są w stanie to przetrwać. Szczególnie mikroprzedsiębiorstwa – na zapłatę czekają średnio 3 miesiące i 24 dni (dane Krajowy Rejestr Długów). W przypadku małych firm – a badania pokazują, że właśnie te z wyegzekwowaniem płatności mają największy problem – szybkie otrzymanie przelewu może oznaczać być albo nie być. Aż 61 proc. małych i średnich firm wskazuje, że opóźnione płatności są elementem ich codzienności (dane BIG InfoMonitor).

– Zgłasza się do nas bardzo dużo firm szukających szybszego dostępu do gotówki, za usługi które już wykonały i do których zamawiający nie miał żadnych zastrzeżeń. Przy terminach płatności idących w tygodnie, a nawet miesiące problemy są oczywiste. W dodatku małe przedsiębiorstwa mają mniejszą siłę argumentów, nie pozwalającą płynnie wyegzekwować należności od dużego partnera. Często nasze działanie polega nie tylko na szybkim wspieraniu gotówką, ale właśnie na monitowaniu odbiorcy usługi wykonanej przez naszego klienta i przypominaniu mu o terminie płatności. Mówiąc wprost – mała firma nie zawsze ma odwagę „postawić się” dużemu partnerowi w obawie o utratę kontraktu – mówi Jarosław Nowicki z eFaktor.

Silna pozycja dużych firm powoduje, że potrafią zmienić terminy płatności na fakturze jednostronną decyzją, nawet bez konsultacji z partnerami. Na czele branż, w których opóźnienia to codzienność są górnictwo, budownictwo i rolnictwo. Dla firm z tych branż to ogromny problem, a skutki są długofalowe. Dla przykładu przedsiębiorstwa budowlane wprawdzie zazwyczaj mogą dostać materiały na kredyt, ale płacąc za nie z opóźnieniem, po otrzymaniu przelewu od partnera, wydają na takie materiały znacznie więcej. To zmniejsza ich zyskowność i pomniejsza szanse na rozwój.

Wiele firm cierpiących z powodu długiego oczekiwania na zapłatę korzysta z usług banków wspierając się kredytami czy otwartymi limitami na koncie. To jednak nie tylko sporo kosztuje, ale i obciąża księgi takich firm. Alternatywnym rozwiązaniem jest faktoring, nie obciążający rachunków firmy, pozwalający szybciej otrzymać środki za wykonaną pracę, sprzedany towar lub usługę, a przede wszystkim znacznie bardziej dostępny niż kredyt firmowy.

*Dane KRD

Sieci handlowe oczami Polaków

Zaufanie Polaków względem sklepów wielobranżowych to, jak wynika z badania przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Procontent Communication, wypadkowa kilku składników, takich jak poziom obsługi klienta, ceny oraz funkcjonujące programy lojalnościowy. Aż 40% Polaków stwierdza, że trudno im ocenić czy strategia sklepów jest względem nich uczciwa. W związku z tym komu Polacy ufają najbardziej?

Branża FMCG, czyli szybko zbywalnych i relatywnie łatwo dostępnych produktów nieustannie ewoluuje, dopasowując do aktualnych trendów i potrzeb rynkowych. Podążając za tym, modyfikacjom ulega również oferta sklepów oraz polityka wobec klientów. W raporcie pt. „Sieci handlowe oczami Polaków”, zbadano jak polskie społeczeństwo ocenia sklepy wielobranżowe.

Zdaniem ankietowanych zdecydowanie najlepszy wizerunek mają dyskonty. Według 45% pytanych, sieci takie jak Biedronka, Lidl czy Kaufland kojarzą się znacznie lepiej niż drugie w zestawieniu sklepy osiedlowe (19%). Dopiero na trzecim miejscu pod kątem wizerunkowym, konsumenci wskazali supermarkety oraz hipermarkety. Sieci Auchan, Carrefour czy Tesco postrzegane są pozytywnie pod względem tzw. Corporate Image przez 16% zapytanych.

Czy przekłada się to na konkretne marki, którym ufają Polacy? Otóż, tak. Jako trzy najbardziej godne zaufania marki sieci handlowych, uczestnicy badania wskazali Biedronkę (65%), Lidl (48%) oraz Kaufland (35%). Co ciekawe, sklepy należące do portugalskiej grupy Jeronimo Martins już od kilku lat stoją na czele najchętniej odwiedzanych. „Wysoka pozycja w badaniu zaufania klientów potwierdza, że Biedronka wybrała właściwą strategię. Oparcie oferty na produktach wysokiej jakości w przystępnych cenach, możliwych dzięki pracy nad własną efektywnością, jest najlepszym środkiem budowania lojalności klientów. Dzięki konsekwencji w tych działaniach w ciągu ponad 20 lat istnienia sieci, możemy się cieszyć nie tylko wynikami badań klientów, ale także faktem, że prawie 4 miliony Polaków codziennie wybiera sklepy Biedronka  jako miejsce swoich zakupów.” komentuje wyniki raportu Alfred Kubczak, Dyrektor ds. korporacyjnych, Jeronimo Martins Polska S.A.

Na plus branży handlowej świadczy fakt, że prawie połowa pytanych w badaniu stwierdziła, że na przestrzeni ostatnich kilku lat, nastąpiła poprawa w podejściu sklepów do klienta. Przeszło ¼ Polaków twierdzi, że nie dostrzega żadnej zmiany ze strony sklepów w zachowaniu względem konsumentów.  Jedynie dla 12% badanych nastawienie supermarketów wobec klientów uległo pogorszeniu. Odzwierciedlenie tych wyników, można zauważyć przy pytaniu o zaufanie Polaków do sieci handlowych. Na pytanie „Czy Twoim zdaniem supermarkety są uczciwe, czy nieuczciwe wobec swoich klientów?” najczęściej wskazywaną odpowiedzią było „nie wiem/ trudno powiedzieć”. Może to sugerować, iż polityka marketów nie jest wystarczająco przejrzysta dla klientów, w związku z tym, Polacy nie są w stanie ocenić czy sklepy są faktycznie względem nich uczciwe. „Jak wskazują badania, około 40% Polaków nie jest w stanie ocenić wiarygodności sklepów. Jest to wskazówka, szczególnie dla marketów i dyskontów, oznaczająca, że sieci handlowe powinny postawić na przejrzystą i klarowną politykę komunikacyjną. Dzięki temu, sklepy mogą zdecydowanie zyskać wizerunkowo” – rekomenduje Agnieszka Kozak z Procontent Communication.

Warto dbać o swoich konsumentów, ponieważ statystyczny Polak na środki pierwszej potrzeby przeznacza około 1/3 swoich miesięcznych zarobków. Należy podkreślić fakt, iż Polacy są lojalnymi klientami i nie są skorzy do zmiany wyrobionych już nawyków, również dotyczących miejsca codziennych zakupów. Aż 78% ankietowanych stwierdziło, iż w ostatnim czasie nie zmieniło sklepu, w którym kupują produkty tzw. pierwszej potrzeby. Czemu decydujemy się na zmianę sklepu, w którym zazwyczaj robimy zakupy? Najczęściej ma to związek z aspektem finansowym. Dokładnie połowa (50%) wszystkich pytanych, jako odpowiedź na pytanie o powody zmiany miejsca robienia zakupów, wskazała „atrakcyjną ofertę innego sklepu”.„Przyglądając się uzyskanym wynikom badań, można pokusić się o postawienie tezy, że „Polak jako klient to typowy łowca” – korzysta z okazji, wybiera atrakcje produktowe i cenowe. Taki sposób zachowania konsumentów jest bardzo dobrze znany i wykorzystywany przez sklepy brandowane znakiem Biedronka czy Lidl, które często rotując ofertą, wprowadzają korzystne promocje cenowe i produktowe.” – analizuje dr Krzysztof Kubiak Dyrektor Instytutu Reklamy i PR z Wyższej Szkoły Promocji, Mediów i Show Businessu w Warszawie.

Raport pt. „Sieci handlowe oczami Polaków” został przygotowany przez zespół Procontent Communication na podstawie badania opinii publicznej przeprowadzonego przez  ARC – Rynek i Opinie[1].


[1] Próba reprezentatywna dla populacji ogólnopolskiej: N=909, wiek: 15-55 lat z uwagi na: płeć, wiek, wielkość miejscowości i region GUS.

Partnerzy społeczni apelują do premier Szydło w sprawie usług in-house

Prezydium Rady Dialogu Społecznego w stanowisku przesłanym do premier Beaty Szydło zwraca uwagę, że rząd nie uwzględnił w projekcie nowelizowanej ustawy Prawo zamówień publicznych licznych wątpliwości partnerów społecznych, m.in. Konfederacji Lewiatan w kwestii usług in-house. Partnerzy apelują, aby takie usługi były uregulowane dopiero w nowym prawie zamówień publicznych.

Straty spowodowane niedopracowanymi przepisami ustawy poniosą przede wszystkim firmy oraz ich pracownicy z małych i średnich przedsiębiorstw reprezentujące polski, rodzinny kapitał. Stanie się tak wskutek zachwiania uczciwej konkurencji pomiędzy spółkami samorządowymi a prywatnymi firmami na rynku usług dla ludności. Również mieszkańcy korzystający z usług publicznych mogą przez projektowane rozwiązania otrzymać usługi niższej jakości i w wyższych cenach.

Szacuje się, że wprowadzenie usług in-house w proponowanym kształcie spowoduje, iż poza kontrolą społeczną może znaleźć się nawet 30 mld zł środków pochodzących z podatków mieszkańców gmin.

Partnerzy społeczni reprezentujący Radę Dialogu Społecznego po raz kolejny wnoszą o przeanalizowanie skutków wprowadzenia zamówień in-house i postulują o przeniesienie ich procedowania do czasu prac nad nowym prawem zamówień publicznych, które powinny się zakończyć w ciągu półtora roku.

Celem powstania Rady Dialogu Społecznego było umożliwienie stronie społecznej zajmowania stanowisk w kwestii projektów ustaw, które mają wpływ na życie gospodarcze oraz społeczne w naszym kraju. Członkowie Rady mają nadzieję, że dialog prowadzony pomiędzy stronami będzie odbywał się z poszanowaniem woli partnerów społecznych, a przede wszystkim będzie korzystnie wpływał na jakość życia Polaków.

Konfederacja Lewiatan

Prawie milion niezapłaconych mandatów za jazdę na gapę

Prawie 350 mln zł musi zwrócić miejskim przewoźnikom w całej Polsce 300 tys. gapowiczów przyłapanych na jeździe bez biletu. Zatrzymani przez kontrolerów tłumaczą, że dopiero wsiedli, nie mieli gdzie kupić albo… udają cudzoziemców zdziwionych, że za jazdę autobusem trzeba zapłacić.

W ciągu roku kwota zadłużenia gapowiczów notowanych w Krajowym Rejestrze Długów wzrosła aż o 30% i wynosi obecnie blisko 350 mln zł. Gapowicze zalegają z zapłatą za ponad 915 tys. mandatów, czyli o 250 tys. więcej niż przed rokiem.

– Taki wzrost nie oznacza, że korzystający z transportu miejskiego nagle przestali płacić za przejazdy. Powodem jest położenie większego nacisku na walkę z gapowiczami, a co za tym idzie – lepsza skuteczność w ich łapaniu – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów. – Trudno się dziwić, że przewoźnicy zaostrzyli kontrole i starają się na wszystkie możliwe sposoby zmusić dłużników do spłaty długu. 350 mln zł to kwota, za którą mogliby kupić około 150 nowych autobusów, które z pewnością przydałyby się pasażerom – dodaje.

Statystyczny gapowicz to mężczyzna w wieku 26-35 lat pochodzący z Mazowsza. Bez ważnego biletu został złapany 3 razy, a do oddania ma średnio 1167zł.

– 60% dłużników dopisanych przez przewoźników miejskich, to mężczyźni. Oni też mają do oddania lwią część łącznej kwoty zadłużenia, bo aż 210 mln zł. Panie, choć nie są wzorem, nie ryzykują tak często jak panowie – tłumaczy Łącki.

Gapowiczem rekordzistą również jest mężczyzna. Ten Wielkopolanin uzbierał dług, który wynosi aż 92 tys. zł. Na drugim miejscu tego niechlubnego podium znalazła się kobieta ze świętokrzyskiego, która musi oddać komunikacji miejskiej 71 tys. zł. Ostatnie miejsce przypadło panu, który mieszka na Mazowszu, a jego zadłużenie wynosi 41 tys. zł.

Jadący na gapę pasażerowie powinni mieć się na baczności. Przewoźnicy robią, co mogą, aby zmotywować ich płacenia za bilety. Potwierdza to Igor Krajnow z Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie.

– Najskuteczniejsze są jak najczęstsze kontrole biletów, dlatego zwiększamy systematycznie ich liczbę oraz liczbę kontrolerów. Skuteczna jest także nieuchronność kary. Pracujemy stale nad podnoszeniem skuteczności windykacji i obecnie jej współczynnik przekracza już 60%. Spory wpływ na to ma także groźba wpisania dłużnika do Krajowego Rejestru Długów – wylicza Krajnow.

Wciąż jednak wielu dłużników liczy, że uda im się uniknąć płacenia kary, choćby odwlekając zapłatę w czasie.

– Roszczenie z tytułu niezapłaconego mandatu za jazdę bez biletu ulega przedawnieniu po upływie roku. Jeśli w ciągu tego czasu, wierzyciel nie podejmie działań, by pieniądze od dłużnika wyegzekwować, dług ulega przedawnieniu. Jeśli jednak przewoźnik postara się o sądowy nakaz zapłaty, przerywa bieg przedawnienia. Wtedy ma jeszcze 10 lat na dochodzenie należności – tłumaczy radca prawny Konrad Siekierka z kancelarii prawnej Via Lex.

Za niezapłacony mandat, można trafić także do biura informacji gospodarczej, a figurowanie w Krajowym Rejestrze Długów ogranicza dostęp do kredytów, pożyczek czy usług abonamentowych.

Niewiele osób się przyznaje, że świadomie wybiera jazdę na gapę. Jak twierdzi Igor Krajnow z warszawskiego ZTM, gapowicze tłumaczą się najczęściej , że nie zdążyli skasować biletu, bo dopiero wsiedli lub twierdzą, że nie mieli gdzie go kupić. Wielu zasłania się zapominalstwem lub tym, że do przejechania mają tylko jeden przystanek. Zdarzają się jednak też tacy, którzy udają obcokrajowców nie mówiących po polsku.

Wolontariat pracowniczy coraz ważniejszym narzędziem motywacyjnym

35 proc. polskich menadżerek i menadżerów uważa wolontariat kompetencji za jedno z najlepszych narzędzi CSR w pracy. Czy inicjatywy polegające na dzieleniu się wiedzą mogą więc zdominować Corporate Social Responsibility podejmowany przez przedsiębiorców? Zapytaliśmy przedstawicieli znanych firm społecznie odpowiedzialnych.

Dlaczego firmy inwestują w CSR?

Z badania „State of Sustainable Business Survey”, przeprowadzonego w 2015 r. przez BSR/Globe Scan wśród 200 firm będących członkami organizacji Business for Social Responsibility, wynika, że przedsiębiorcy coraz częściej włączają CSR do strategii biznesowej widząc, że działania te przynoszą wymierne korzyści finansowe.

Równie ciekawe wnioski płyną z raportu Nielsen „Global Sustainability Report”. Badanie przeprowadzone wśród 30 tys. internautów pochodzących z 60 państw pokazało, że nawet użytkownicy sieci zwracają uwagę na podejmowane aktywności CSR. Jak czytamy, dla 45 proc. z nich ważne jest, by producent działał z poszanowaniem środowiska naturalnego i był zaangażowany społecznie. Z kolei 66 proc. deklaruje, że zapłaciłaby więcej za produkt czy usługę, gdyby dostawcą była firma społecznie odpowiedzialna.

Analizując pozycję CSR w Polsce, warto zwrócić uwagę na raport „Menedżerowie CSR”, sporządzony przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu we współpracy z Instytutem PBS i Deloitte. Ponad 80 proc. menedżerów i menedżerek CSR (na 133 przebadanych) odpowiedziało, że dostrzega wpływ idei Corporate Social Responsibility na sposób funkcjonowania biznesu w Polsce. Co istotne, 35 proc. z nich określiło wolontariat kompetencji jako jedno z najlepszych narzędzi CSR w pracy.

Podkreślmy, że w tegorocznym raporcie Forum Odpowiedzialnego Biznesu pojawiło się aż 113 przykładów praktyk z zakresu pracy (o 29 więcej niż w ubiegłym roku). Jak widać, CSR w ramach którego dochodzi do podnoszenia poziomu zaangażowania pracowników staje się dla polskich firm coraz ważniejszy.

Menadżerki i menadżerowie w roli mentorów

Idea wolontariatu pracowniczego skupia się na pracowniku i procesie dzielenia się przez niego posiadanymi kompetencjami zawodowymi. Analizując podejmowane przez polskie firmy aktywności w tej dziedzinie, widać, że dziś kierunkowane są głównie na dwie grupy odbiorców. Jedną z nich są studenci oraz uczniowie, szczególnie szkół technicznych i liceów profilowanych, drugą – osoby dojrzałe 55+, które uczestnicząc w akcjach CSR mają zyskać przeświadczenie, że wejście w określony wiek nie jest równoznaczne z wykluczeniem społecznym.

W przypadku wolontariatu pracowniczego kierowanego do młodych ludzi, celem jest możliwość przekazania kompetencji umożliwiających w przyszłości zdobycie lukratywnej pracy. – Uczestnikami bezpłatnych warsztatów, prowadzonych przez ekspertów z różnych firm, są bardzo starannie wybrani, młodzi ludzie, o wysokim potencjale rozwojowym do podjęcia w przyszłości pracy w zawodzie promowanym przez trenera. Nierzadko to jednocześnie osoby, które mimo ogromnego potencjału, chęci i zaangażowania, nie otrzymują odpowiedniego wsparcia ze strony otoczenia – tłumaczy Anna Dyl z Fundacji Rozwoju Talentów, koordynatorka programu CSR „Akademia Talentów”. – Pamiętajmy, że kursanci uczestniczą w szkoleniach tematycznych, zgodnych z kierunkiem ich nauczania, zainteresowaniami, indywidualnymi predyspozycjami czy szczególnymi uzdolnieniami. Dlatego, choć celem zajęć jest przekazanie wiedzy, a nie rekrutacja, nierzadko dochodzi do sytuacji, w których menadżerowie – widząc potencjał kursanta – składają mu ofertę pracy, jeszcze w trakcie lub tuż po zakończeniu szkoleń – dodaje ekspertka.

Wolontariat pracowniczy to narzędzie motywacyjne

Pamiętajmy, że jednym z największych wyzwań związanych z zarządzaniem pracownikami, szczególnie w korporacjach oraz dużych i średnich firmach, jest konieczność stworzenia satysfakcjonujących warunków pracy, w tym systemów motywacyjnych. – Dla firmy, w której zrównoważony rozwój jest nieodłączną częścią biznesu, każdy sukces zależy od zaangażowania pracowników. To oni sprawiają, że idee CSR są realizowane w praktyce i zyskują ludzki, emocjonalny wymiar. Inwestujemy więc w naszą kadrę i zachęcamy, by inicjowali oraz wdrażali konkretne pomysły. Dzięki temu każda organizowana akcja przynosi wyłącznie najlepsze rezultaty – mówi Katarzyna Dulko-Gaszyna, kierownik ds. zrównoważonego rozwoju z IKEA.

Jak dodaje Dorota Kołodzicka, specjalista ds. szkoleń i rozwoju z ZT „Kruszwica” S.A.: – Wolontariat kompetencji stanowi innowacyjną formę obecności biznesu w społeczeństwie, która przekłada się na szereg korzyści dla wszystkich zaangażowanych stron. Studenci otrzymują porcję unikalnej, specjalistycznej i praktycznej wiedzy biznesowej, a firmowi prelegenci rozwijają swoje kompetencje trenerskie, zyskując jednocześnie sposobność wzbogacenia własnej perspektywy o sugestie oraz świeże spojrzenie na zagadnienia, którymi bardzo chętnie dzielą się ludzie młodzi. Wzajemne poznanie się studentów i pracodawcy ma szansę również przełożyć się na satysfakcjonującą dla obu stron współpracę.

Pracownicy to osoby, które – niczym wykładowcy na uczelni, posiadają najbardziej pożądane z punktu widzenia młodych talentów doświadczenie, pozwalające studentom uzupełniać formalną wiedzę o konkretne kwalifikacje. Dzieląc się swoim „know how”, nie tylko uczą innych, ale i sami nabywają nowe umiejętności. Doskonalą i rozwijają kompetencje, zarówno te „miękkie”, jak i „twarde”, ponieważ sami przechodzą odpowiednie szkolenia z umiejętności trenerskich. Są więc maksymalnie angażowani, realizując ważne cele i stając się tym samym motorem napędowym w rozwoju swojej firmy.

Możliwość dzielenia się wiedzą ze studentami i uczniami w ramach „Akademii Talentów” daje naszym pracownikom dużo satysfakcji, stanowiąc jednocześnie docenienie dotychczasowych osiągnięć zawodowych. Prowadzenie warsztatów jest doskonałą odskocznią od codziennych obowiązków w pracy. Daje szansę sprawdzenia swoich umiejętności na nieco innym gruncie i zdobycia ciekawych doświadczeń zawodowych – tłumaczy Krzysztof Kuzdowicz, koordynator utrzymania ruchu z Imperial Tobacco Polska S.A. Jak dodaje ekspert: – Człowiek dostaje dodatkowego „poweru”, gdy widzi studentów i uczniów zainteresowanych tym, co stara się im przekazać. Największą nagrodą jest jednak to, że „wkręceni” w temat warsztatów uczestnicy nie mają ochoty nawet na przerwy, z zapałem chłonąc całą przekazywaną wiedzę.

Zmotywowany pracownik nie chce odchodzić

Jeszcze 4 lata temu średni koszt rekrutacji pracownika wynosił ok. 1886 zł. Dziś to 2640 zł, zatem aż 40 procent więcej. Jak czytamy w raporcie PwC „Saratoga Human Capital Benchmarking 2015”, przyczyną tak dużego wzrostu jest nie tylko emigracja zarobkowa, ale przede wszystkim deficyt osób o określnym wykształceniu i kompetencjach oraz wieloetapowość w procesie weryfikacji i zatrudniania pracowników. Dziś wybór idealnego kandydata wymaga czasu oraz solidnej dawki energii. Gdy się go znajdzie, należy podjąć takie kroki, by praca w firmie dawała satysfakcje, a nie powody do odejścia. Jak pokazują przykłady z życia wzięte, CSR w zakresie wolontariatu kompetencji to jeden z takich, dobrych motywatorów.

Polsko-Francuskie Forum Nauki i Innowacji w Krakowie

Najbliższy miesiąc minie w Krakowie pod znakiem innowacyjności. Już 8 czerwca br. odbędzie się Polsko-Francuskie Forum Nauki i Innowacji, którego celem jest przedstawienie francusko-polskiej współpracy w dziedzinie badań i innowacji a od 9 czerwca rusza małopolska edycja Akademii Komercjalizacji. To tylko niektóre wydarzenia, które

Kraków oferuje innowatorom w najbliższym czasie.

Tegoroczne Polsko-Francuskie Forum Nauki i Innowacji to druga edycja wydarzenia organizowanego przez Ambasadę Francji w Polsce, Instytut Francuski w Polsce oraz polskie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW). Wydarzenie odbędzie się w Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Celem Forum jest ułatwienie francuskim i polskim naukowcom i przedstawicielom międzynarodowych laboratoriów współpracy w dziedzinie badań i innowacji oraz przybliżenie możliwości, które daje europejski program ramowy dotyczący nauki i innowacji – Horizon 2020.

Rozwój kompetencji, rozwój innowacji

Bez odpowiednich narzędzi i umiejętności nawet najbardziej innowacyjny pomysł nie mógłby być zrealizowany. Odpowiedzią na tę potrzebę jest Akademia Komercjalizacji, której małopolska edycja odbędzie się miedzy 9 czerwca a 1 lipca br. w Krakowie. To pierwszy kompleksowy cykl szkoleniowo-warsztatowy, dedykowany tematyce komercjalizacji zaawansowanych technologii.

– Komercjalizacja innowacyjnych pomysłów to proces wymagający szczególnej wiedzy oraz specyficznych umiejętności. Mimo nietuzinkowych pomysłów, zarówno naukowcom jak i przedsiębiorcom, brakuje biznesowego know-how, niezbędnego do skutecznego wprowadzenia na rynek innowacji technologicznych. Chcemy wyeliminować tę barierę dostarczając narzędzi na miarę polskich innowacyjnych projektów. – tłumaczy Piotr Koral, Prezes Zarządu Grupy INVESTIN będącej organizatorem Akademii Komercjalizacji.

Akademia Komercjalizacji składa się z 8 bloków tematycznych. W jej skład wchodzą warsztaty z zarządzania innowacjami, strategii komercjalizacji technologii, potencjału komercyjnego projektu, finansowania innowacji, prawa w procesie komercjalizacji, własności intelektualnej i przemysłowej oraz czynników sukcesu w procesie komercjalizacji.

W ocenie organizatorów Akademia Komercjalizacji ma szansę skutecznie wypełnić lukę edukacyjną w zakresie znajomości procesów komercjalizacji technologii i przyczynić się do szybszego i pełniejszego rozwoju polskiego rynku innowacji technologicznych.

Nowa gospodarka, nowe technologie

Jak Czwarta Rewolucja Przemysłowa może wpłynąć na rozwój ekonomii, technologii i społeczeństwa w Polsce? Między innymi na to właśnie pytanie będą szukali odpowiedzi uczestnicy kongresu nowej gospodarki – Impact’16. Wydarzenie odbędzie się w Krakowie w dniach 15-16 czerwca i zgromadzi przemysł, przedsiębiorców i właścicieli startupów, naukowców, inwestorów Venture Capital z sektora prywatnego i publicznego, przedstawicieli inkubatorów, akceleratorów, parków naukowo-technologicznych, przedstawicieli rządu i samorządów terytorialnych oraz innych podmiotów , oferując im unikalną platformę wielostronnego porozumienia, dialogu, nawiązywania kontaktów i budowania trwałych relacji.

Nowa siedziba JLL w Polsce

30 maja 2016 r. do nowej siedziby w Warsaw Spire wprowadzili się pracownicy oddziału konsultingowego – JLL Polska, zajmując piętra 29 i 30. W kolejnych miesiącach dołączą do nich pozostałe spółki z grupy.

Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce, mówi: „Punktem wyjścia do rozważań o kształcie naszego nowego biura było określenie, co tworzy wartość naszej organizacji i położenie nacisku na takie rozwiązania przestrzenne i technologiczne, które sprzyjają jakości pracy. Chcieliśmy stworzyć miejsce pracy przyjazne pracownikom, wspierające produktywność i kreatywność, ale i odzwierciedlające „ducha firmy”. Poza uniwersalnymi kryteriami wyboru powierzchni biurowej, myśleliśmy o jakości przestrzeni, jej wykorzystaniu i zaprojektowaniu w odpowiedni sposób. Workplace Strategy, czyli opracowywanie strategii środowiska pracy, to jedna z usług, jakie oferujemy naszym klientom. Usługa ta jest w Polsce coraz bardziej popularna, coraz więcej firm analizuje swoje środowisko pracy i odpowiednio modyfikuje wymagania. My zdecydowaliśmy się na pełną analizę środowiska pracy, i w konsekwencji całkowicie zmieniliśmy nasze biuro, próbując jak najlepiej dopasować je do potrzeb pracowników, a jednocześnie poprawić komunikację, produktywność i współpracę. Wierzę, że to się udało.”

Firma JLL przeprowadziła cały proces analizy optymalizacji środowiska pracy, obejmujący m.in. badania wykorzystania przestrzeni, ankiety wydajności miejsca pracy, wywiady z kadrą zarządzającą czy warsztaty w grupach fokusowych.

„Opracowaliśmy nową aranżację biura z uwzględnieniem stylów pracy, nowego rozkładu stanowisk, funkcji oraz lokalizacji poszczególnych działów. Stworzyliśmy przestrzeń dostosowaną zarówno do pracy w grupie, w obrębie własnego działu, jak również pracy projektowej z osobami z różnych departamentów czy pracy w pełnym skupieniu” – mówi Regina Gul, Starszy Kierownik Projektu, odpowiedzialna za Workplace Strategy w JLL.

Na każdym piętrze znajduje się od 15 do 20 sal różnej wielkości. Są to m.in. małe sale do pracy w skupieniu, pokoje kreatywne, sale do spotkań wewnętrznych. Pracownicy JLL mają do dyspozycji także duże kuchnie ze stołami wysokimi i niskimi, fotelami i miękkimi pufami. W biurze jest także kilka bibliotek, czyli stref ciszy. Pracownicy JLL będą również mogli spotykać się w miejscu nazwanym „Town Hall”, czyli dużej przestrzeni do odpoczynku, relaksu, świętowania sukcesów czy np. wspólnego oglądania wydarzeń sportowych. Na piętrze 30 została zaaranżowana specjalna strefa klienta. Znajduje się w niej 12 nowocześnie wyposażonych sal konferencyjnych, a największe 4 można połączyć, tworząc przestrzeń konferencyjną na 100 osób.

Joanna Gajewska-Sokołowska, Dyrektor Operacyjny, JLL EMEA Centre of Excellence, dodaje: „Konsolidacja usług JLL oferowanych klientom lokalnym i globalnym w jednej lokalizacji to nie tylko usprawnienie operacyjne, ale przede wszystkim bardziej kompleksowa obsługa dzięki łatwiejszemu przepływowi informacji pomiędzy zespołami.”

Firma JLL angażuje się w ochronę środowiska, dbając równocześnie o zdrowie i samopoczucie pracowników, czego dowodem jest przeprowadzany obecnie proces certyfikacji BREEAM nowej powierzchni biurowej.

Autorami koncepcji aranżacji wnętrz oraz wykonawcą prac budowlanych była firma Tétris, spółka z grupy JLL.

Dział Reprezentacji Najemcy JLL był odpowiedzialny za analizę rynku, identyfikację odpowiednich budynków biurowych oraz negocjacje warunków finansowych umowy najmu. Analiza środowiska pracy i zarządzanie procesem wykończenia wnętrz zostało zrealizowane przez Dział Zarządzania Projektami firmy JLL, który obecnie prowadzi również certyfikację BREEAM nowej powierzchni.

Magdalena Piotrowska objęła stanowisko brand managera muzycznej marki Casio

Magdalena Piotrowska - nowy brand manager instrumentów muzycznych Casio
Magdalena Piotrowska – brand manager instrumentów muzycznych Casio

Magdalena Piotrowska objęła stanowisko brand managera muzycznej marki Casio. Jako dotychczasowy marketing manager odpowiedzialna była za działania dedykowane kalkulatorom jak też instrumentom muzycznym Casio. Teraz odpowiadać będzie za całokształt działań marketingowych i komunikacyjnych, a także import i politykę cenową produktów z muzycznych linii Casio, do których należą m.in. Celviano, Privia, CDPoraz najnowsze keyboardy MZ.

Nowa brand manager jest pomysłodawczynią projektu CASIO Something in the AiR
oraz konkursu wspierającego debiutantów CASIO Zgrani, której twarzami są muzyk Czesław Mozil, videoblogerCyberMarian oraz pianista Tomasz Stroynowski. Pod jej kierunkiem marka Casio systematycznie podkreśla wysoką jakość techniczną i profesjonalne zastosowania cyfrowych instrumentów klawiszowych oraz wiąże swój wizerunek z koncertującymi muzykami.

Jej nowym ambasadorem został Buslav – kolejny debiutujący projekt muzyczny,któremu patronuje marka. W 2015 Casio pod kierunkiem Magdaleny Piotrowskiej z sukcesem wprowadziło na rynek pianino hybrydowe GP-500 oraz GP-300. Flagowe instrumenty linii Celviano, stworzone we współpracy z uznanym producentem fortepianów C. Bechstein, docenione zostały przez wielu artystów i systematycznie pojawiają się na scenach podczas recitali.

Magdalena Piotrowska z marketingiem instrumentów muzycznych związana jest od 2013 roku. W jej portfolio znajdują się m.in. marki: Steinway & Sons, Boston, Essex, Casio, Hagstrom, Tanglewood i Mapex. W 2013 roku koordynowała przejęcie i relaunch marek należących do Rodziny Steinway na polskim rynku i od tego czasu odpowiada za ich marketing i komunikację.  Z sukcesem ożywiła wizerunek legendarnego wytwórcy fortepianów, odbudowała zaufanie do subbrandówBoston i Essex istotnie zwiększając ich udział w rynku oraz zbudowała szereg relacji z muzykami, wśród których znaleźli się czołowi polscy pianiści m.in. Włodek Pawlik, Wojciech Majewski, Aleksander Dębicz, Stanisław Soyka czy Tomasz Betka.

Grupa home.pl ciągle na „domenowym” szczycie

Z opublikowanego przez NASK raportu wynika, że na koniec pierwszego kwartału 2016 roku liczba aktywnych nazw domen .pl wyniosła ponad 2,7 mln. Zdecydowanym liderem w ich obsłudze oraz rejestracji nowych o tej samej końcówce jest niezmiennie grupa home.pl.

– Ponad milion użytkowników internetu dysponuje ponad 2.7 mln domen z końcówką .pl – mówi Dariusz Kowalski, lider zespołu produktowego w home.pl. – Średnio każdy dysponent domeny .pl zabezpiecza co najmniej 2,7 domeny z nazwą swojej działalności bądź zainteresowania. Jeszcze w 2011 roku obsługiwanych było 2 mln domen .pl.

Co jeszcze można wyczytać z raportu NASK? Pierwszy kwartał 2016 roku był trzecim najlepszym wynikiem w rejestracji nowych domen w historii rejestru .pl.  Zostało wtedy zarejestrowanych 290 530 nowych domen .pl. To prawie 6 tys. więcej niż w pierwszym kwartale 2015 roku.

– Oznacza to, że sukcesywnie rośnie świadomość Polaków zabezpieczenia swojej marki w sieci – mówi Kowalski. – Domena .pl pozostaje zdecydowanie najbardziej popularna w Polsce, deklasując takie rozszerzenia jak .com, .eu, czy nowe domeny globalne typu .tech, .pizza.  Widoczne jest przywiązanie do narodowej domeny, jako najbardziej rozpoznawalnej w prowadzeniu biznesu.

Z raportu NASK wynika także, że w pierwszym kwartale 2016 roku pierwsze miejsce w obsłudze domen .pl zajęła grupa home.pl (home.pl, az.pl, premium.pl), z wynikiem 33,72 proc. Daleko w tyle została Nazwa.pl (21,09 proc.) i Consulting Service (9,68 proc.).

A jak wygląda statystyka rejestracji nowych domen .pl? Tutaj też daleko przed konkurencją znalazła się grupa home.pl. Uzyskała ona 39,04 proc. udziałów w nowych rejestracjach nazw domen .pl, czyli znacznie więcej niż Nazwa.pl (23,45 proc.).

Szczegółowy raport NASK dostępny jest tutaj: http://www.dns.pl/NASK_Q1_2016_RAPORT.pdf

Atman dystrybutorem CloudFlare’a

Liczba ataków typu DDoS stanowi coraz większe zagrożenie. W odpowiedzi na wzrost aktywności cyberprzestępców Atman, operator krajowej sieci światłowodowej i największego polskiego centrum danych, przystąpił do współpracy partnerskiej i rozszerzył ofertę o usługi CloudFlare. Przedsiębiorcy mogą liczyć nie tylko na atrakcyjną cenę i inny dobór funkcji w pakietach usługi niż w bezpośredniej ofercie CloudFlare’a, ale także na polską linię wsparcia technicznego i polski system płatności.

Recepta na ataki

CloudFlare to amerykańska firma, która w 2011 otrzymała od Wall Street Journal tytuł najbardziej innowacyjnej firmy IT. Spółka trzyma swoje serwery w ponad 70 centrach danych rozsianych na całym świecie. Takie rozłożenie ruchu jest w stanie znacząco zminimalizować efekty potencjalnego ataku DDoS. Dzięki wykorzystaniu mechanizmów globalnej sieci firma co miesiąc analizuje ponad miliard nowych unikatowych adresów IP. Rozmiary śledzonego ruchu pozwalają na szybką identyfikację groźnej aktywności i sieci botnet stosowanych w atakach DDoS. – CloudFlare potrafi klasyfikować zagrożenia i właściwie dobierać działania przeciwdziałające przeciążeniu serwerów. Chroni warstwy: sieciową i transportową (3 i 4) oraz aplikacji (7) tzw. modelu OSI, czyli obszary zdecydowanej większości ataków – wyjaśnia Ewelina Hryszkiewicz z Atmana.

Należy do nich zaliczyć jeden z najpopularniejszych ataków, którego celem jest wygenerowanie dużego ruchu skierowanego na pojedynczy adres IP. W efekcie zajmuje on tak znaczną część przepustowości, że zarówno odwiedzający, jak i administratorzy nie są w stanie uzyskać dostępu do serwera.

Szybko, szybciej

Usługa pozwala także na przyspieszenie ładowania strony dzięki wykorzystaniu rozproszonego systemu dostarczania treści (CDN). – CloudFlare przyspiesza czas wczytywania stron, ponieważ łączy się z serwerami zlokalizowanymi najbliżej użytkownika i stosuje automatyczną optymalizację kodu strony. Co więcej, dzięki wykorzystaniu systemu CDN zapisuje i wyświetla użytkownikom aktualną wersję strony, nawet jeśli ta przestanie działać z powodu nagłej awarii zasilania czy ataku na infrastrukturę. CloudFlare wyświetli wówczas odwiedzającym ostatnio zapisaną wersję serwisu – tłumaczy Ewelina Hryszkiewicz z Atmana.

Usługa CloudFlare jest skierowana do wszystkich przedsiębiorstw prowadzących działalność w Internecie – zarówno do dużych firm i instytucji finansowych, jak i serwisów e-commerce czy małych firm. CloudFlare oferowany jest w 4 pakietach taryfowych. Ceny mieszczą się w zakresie od 12 zł do 870 zł miesięcznie, w zależności od wybranego planu. Poszczególne plany różnią się funkcjami, poziomem szyfrowania czy czasem analizy ruchu przychodzącego do serwisu. – Zdecydowaliśmy, że na tym etapie zapewnimy specyfikację techniczną i panel zamówienia usługi w języku polskim wraz z obsługą billingową, a także wsparcie polskich konsultantów, samo zarządzanie usługą natomiast pozostawimy w oryginalnym panelu CloudFlare’a – wyjaśnia Ewelina Hryszkiewicz.

DDoS na zamówienie

DDoS to coraz większy problem Internetu. Ataków jest coraz więcej i są coraz potężniejsze. Na początku roku miał miejsce rekordowy atak na infrastrukturę sieciową największego publicznego nadawcy na świecie – BBC – który osiągnął przepustowość rzędu 600 Gb/s. Przez ponad 3 godziny witryna była niedostępna. – To rekordowy atak w historii – zwraca uwagę Ewelina Hryszkiewicz z Atmana. – DDoS już wcześniej paraliżował działalność banków czy instytucji publicznych, ale łupem cyberprzestępców coraz częściej padają małe firmy. W zasadzie to nie jest kwestia „czy”, tylko „kiedy” przyjdzie zmierzyć nam się z takim atakiem – dodaje Ewelina Hryszkiewicz.

Według danych firmy Akamai, liczba ataków DDoS wzrosła w ubiegłym roku o 180%. Nic dziwnego – wystarczy zaledwie 5 dolarów, by zamówić atak DDoS o natężeniu 5 Gb/s. Za 30 dolarów można zlecić atak, który całkowicie zablokuje serwery przedsiębiorstwa przynajmniej przez dwie godziny. Są to ceny niewspółmiernie niskie do strat, które ponoszą firmy na skutek przerw w działalności.

Fabrice Bansay pokieruje Grupą Apsys

Wyjątkowy model biznesowy w połączeniu ze strategią rozwoju portfolio pozwoliły Apsys odnieść w ostatnich latach znaczące sukcesy. By osiągać jeszcze lepsze wyniki i konsekwentnie zwiększać wartość swoich aktywów, firma zdecydowała się utworzyć stanowisko CEO Grupy Apsys, które obejmie Fabrice Bansay, obecny CEO Apsys Polska. Benoît Charles, poprzednio dyrektor ds. rozwoju, promocji i budowy w Immochan, zastąpi Fabrica Bansay i pokieruje Apsys Polska.

Rozwój Apsys nie byłby możliwy bez unikalnego modelu biznesowego Grupy oraz strategii rozwoju portfolio nieruchomości komercyjnych. Do najważniejszych osiągnięć Apsys kilku minionych lat należą: budowa centrów handlu i rozrywki Muse w Paryżu oraz Posnanii w Poznaniu – obecnie największego projektu retail w budowie w regionie CEE, ogromny sukces paryskiego Beaugrenelle oraz wygranie przetargu na realizację centrum Steel we francuskim Saint-Étienne. W 2015 roku Apsys Polska pozyskał 5 nowych projektów zarządczych i stał się liderem zarządzania centrami handlowymi na polskim rynku.

Fabrice Bansay Apsys Polska
Fabrice Bansay

Aby kontynuować rozwój i nieustannie zwiększać wartość swoich aktywów, Apsys utworzył Dyrekcję Generalną Grupy odpowiedzialną za działania w Polsce i we Francji oraz prawidłową realizację biznesplanu. Na jej czele stanie Fabrice Bansay – obecny CEO Apsys Polska. Maurice Bansay, prezes-założyciel Grupy Apsys, pozostanie na stanowisku prezesa zarządu i skoncentruje się na strategii firmy, jej finansach i rozwoju.

Fabrice Bansay (37 lat) dołączył do Apsys w 2000 roku. Pracował jako dyrektor ds. leasingu we Francji, dyrektor ds. rozwoju na Europę Wschodnią i CEO Apsys Rosja, a następnie CEO Apsys Polska. W ciągu ostatnich pięciu lat, jako szef Apsys Polska, zapewnił Apsys wraz z zespołem pracowników pozycję lidera wśród firm zarządzających centrami handlowymi na lokalnym rynku. Obecnie Apsys Polska posiada w swoim portfolio 22 centra o łącznej powierzchni najmu wynoszącej około 840 000 m2 oraz wskaźniki efektywności zarządczej znacznie przekraczające średnią rynkową. Fabrice Bansay doprowadził również do rozpoczęcia budowy centrum Posnania (Poznań/Wielkopolska), które jest obecnie największym projektem retail w trakcie budowy w Europie Środkowo-Wschodniej.

Benoît Charles Apsys Polska
Benoît Charles, Apsys Polska

Następcą Fabrice’a Bansay w Apsys Polska został doświadczony manager – Benoît Charles (50 lat), poprzednio dyrektor ds. rozwoju, promocji i budowy w Immochan. W latach 2007–2013 Benoît Charles pełnił funkcję CEO Immochan Polska, dzięki czemu bardzo dobrze zna polski rynek. Benoît Charles zna też Apsys, ponieważ przez trzy lata pracował dla firmy w przeszłości.

Generalna Dyrekcja Grupy rozpocznie efektywną działalność jesienią br. W Polsce, Fabrice Bansay będzie pracował w tandemie z Benoit Charles’em do czasu otwarcia Posnanii (jesień 2016), a we Francji – z Markiem Wainbergiem, zastępcą dyrektora generalnego, i Claire Vandromme, dyrektor finansową.

„W tym roku Apsys świętuje swoje 20 urodziny. Jestem przekonany, że pozycja naszej firmy jest obecnie najsilniejsza w całej jej historii. Nie tylko na poszczególnych rynkach: polskim i francuskim, lecz także globalnie dzięki naszym projektom odpowiadającym na oczekiwania konsumentów, miast i najemców. Nowa organizacja firmy oparta na doświadczonej kadrze pozwoli nam budować i zarządzać coraz większą liczbą centrów handlowych, które wspierają rozwój miast i niejednokrotnie stają się ich symbolami” – powiedział Maurice Bansay, prezes-założyciel Apsys.

Krzysztof Pawlak: Draghi teoretycznie nie zaskoczy

Krzysztof Pawlak - dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Krzysztof Pawlak – dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Polska waluta na niezmienionym poziomie mimo niekorzystnych czynników. Odczyt PMI potwierdzeniem dobrej sytuacji w Polsce. Rosną emocje związane z Brexitem. Ruch korekcyjny na EUR/USD mimo dobrych danych z USA. Posiedzenie EBC kulminacyjnym punktem dnia.

Wczorajszy dzień minął pod znakiem stabilizacji notowań złotego do większości głównych walut. I trzeba przyznać, że można uznać to za małe zaskoczenie, biorąc pod uwagę wczorajsze niekorzystne czynniki. Polska waluta zupełnie nie zareagowała na wystąpienie wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa na temat praworządności w Polsce.

Fakt, trzeba zauważyć, że opinia ta była już przesądzona od pewnego czasu, a inwestorzy nie wierzą w nałożenie sankcji na Polskę. Również wczorajsze słabsze dane PMI z Chin i gorsze sondaże na temat Brexitu nie wywarły większego wpływu na rodzimą walutę. Z pewnością złotówce pomógł bardzo dobry odczyt PMI dla sektora przemysłowego. Potwierdza to dobrą sytuację w polskiej gospodarce, a co jeszcze ważniejsze daje spore nadzieje, że sytuacja gospodarcza w kolejnych kwartałach będzie jeszcze lepsza.

Warto zwrócić uwagę na kurs GBP/PLN, gdzie widać spadek w dwa dni o prawie 15 groszy. Wszystko oczywiście za sprawą słabnącego funta na szerokim rynku. Kolejne sondaże pokazują przewagę zwolenników wyjścia Wielkiej Brytanii ze strefy euro. Do zaplanowanego referendum 23 czerwca zostało już niewiele czasu, więc emocje z pewnością będą rosły. Wydaje się, że losy Wielkiej Brytanii będą się ważyć do ostatniego dnia, a ostrzeżenia o choćby 20% spadku wartości funta, czy możliwej recesji po wyjściu z UE, mogą na nic się zdać.

Polski złoty od kilku dni nieznacznie zyskuje do dolara, wykorzystując korektę na głównej parze walutowej świata EUR/USD, a to za sprawą malejących szans na podwyżkę stóp procentowych w USA na czerwcowym posiedzeniu.

Mimo wszystko ruch korekcyjny może zaskakiwać, biorąc pod uwagę chociażby wczorajszy dobry odczyt indeksu ISM, który odbił do 51,3 z 50,8 pkt., jak również wyższy od oczekiwań PMI. Korekta na EUR/USD spowodowana mogła być publikowaną beżową księgą Fed, której wymowa nie była aż tak optymistyczna. Ten raport gospodarczy Fed pokazał, że wzrost gospodarczy nie jest jeszcze w pełni zadowalający. Trzeba jednak zauważyć, że i tak polityka banku centralnego USA jest jastrzębia w porównaniu z tym co prezentuje EBC, a to oznacza, że dolar powinien w najbliższych tygodniach się wzmacniać. Ale wiadomym jest, że ruchy korekcyjne na tej parze są całkiem możliwe, w końcu bez przystanku nastąpił spadek z 1,16 na 1,11.

Punktem kulminacyjnym dzisiejszego dnia będzie posiedzenie EBC o 14.30. W teorii wydaje się, że żadnego przełomu nie będzie. Mario Draghi jasno dał do zrozumienia, że poczeka na wyniki wcześniejszych swoich działań. Nie mniej jednak w obliczu rosnących cen ropy i innych surowców szef EBC może lekko zmienić swoje gołębie nastawienie. Spodziewane jest zwiększenie prognoz co do inflacji, a to zmniejszałoby siłę argumentów za luźną polityką. Widać, że inwestorzy mają spore wątpliwości i to może wstrzymać póki co ruch pro-dolarowy trwający od początku maja.

Warto o 14.30 zwrócić uwagę na dane z USA o liczbie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Jednak biorąc pod uwagę, że o tej samej godzinie rozpocznie się konferencja Mario Draghiego, może ten odczyt wyjątkowo zejść na dalszy plan bardziej jeżeli okaże się zgodny z prognozami. Ważniejsze będą z pewnością jutrzejsze dane z rynku pracy w USA.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Przecena na rynkach i kłopoty w Warszawie

Na światowych parkietach środa przebiegła pod dyktando sprzedających akcje. O ile rynki rozwinięte radziły sobie z przeceną trochę lepiej, tak na parkietach rynków wschodzących widać było prawdziwą siłę „niedźwiedzi”. Indeks w Rosji zamknął notowania spadkiem o 1,53%, a na parkiecie w Turcji strata sięgnęła 0,99%. Jednak rynkiem najbardziej dotkniętym wyprzedażą była giełda w Warszawie.

Indeks WIG 20 zamknął dzień ze stratą 2,70%, a obroty na całym rynku wyniosły 715 mln zł. Według większości analityków, głównym powodem panujących nastrojów są piątkowe doniesienia Rzeczpospolitej o scaleniu OFE w jeden podmiot, który byłby zależny od Skarbu Państwa. Do tego nakłada się fakt, że OECD obniżyła prognozę wzrostu gospodarczego Polski w 2016 r. z 3,4% do 3%. OECD prognozuje również, że deficyt sektora finansów publicznych wzrośnie z 2,6% PKB w tym roku do 3,2% w przyszłym.

W tej sytuacji, nie pomógł nawet lepszy od prognoz odczyt indeksu PMI, który w Polsce wzrósł do 52,1 pkt. z 51 pkt. Indeks liczony dla całej strefy euro był zbieżny z oczekiwaniami i wyniósł 51,5 pkt., natomiast w przypadku Niemiec okazał się on jeszcze słabszy od wcześniejszych wyliczeń i wyniósł 52,1 pkt. (prognoza 52,4 pkt.).

Spośród publikowanych wczoraj danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na odczyty z Państwa Środka, a konkretnie indeks PMI dla przemysłu. Wskaźnik liczony przez Markit obniżył się do 49,2 pkt. z 49,4 pkt. Jest to o tyle niepokojące, że odczyty już od ponad roku wskazują na kurczenie się sektora przemysłowego w Chinach. Zza oceanu dowiedzieliśmy się, że indeks PMI spadł do 50,7 pkt. z 50,8 pkt., jednak mimo to był wyższy niż zakładał konsensus (50,5 pkt.). Wskaźnik ISM dla przemysłu wzrósł natomiast do 51,3 pkt. z 50,8 pkt., co też może być argumentem dla Rezerwy Federalnej USA za podwyżką stóp procentowych.

Przed nami ważny dzień, bogaty w ciekawe informacje. Po pierwsze, poznamy decyzję Europejskiego Banku Centralnego w sprawie wysokości stóp procentowych, a po niej odbędzie się konferencja prasowa z udziałem Mario Draghiego. Dodatkowo, poznamy poziom inflacji PPI strefy euro, a także raport ADP z rynku pracy i tygodniową zmianę zapasów paliw w Stanach Zjednoczonych. Inwestorzy na pewno będą dziś przyglądać się ropie, ponieważ czeka nas spotkanie kartelu OPEC w sprawie ewentualnego zamrożenia produkcji surowca.

Sesja w USA:

Środowa sesja na nowojorskich giełdach zakończyła się minimalnymi wzrostami. Rynki najwyraźniej czekają na piątkowe dane makro z amerykańskiej gospodarki oraz na czwartkową decyzję ECB. Indeks Dow Jones Industrial Average zyskał 0,01%, S&P 500 wzrósł o 0,11%, a Nasdaq Composite o 0,08%.

Waluty:

Środowe notowania dla EURUSD zakończyły się wzrostem o 0,49% do poziomu 1,1187.

Kurs EURGBP zakończył dzień wzrostem o 0,91 do poziomu  0,7759, natomiast EURJPY stracił 0,63%, docierając do poziomu 122,47.

Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,3964 PLN za euro, 3,9215 PLN za dolara amerykańskiego, 3,9737 PLN za franka szwajcarskiego oraz 5,6593 PLN za funta szterlinga.

Surowce:

Złoto zakończyło środowe notowania wzrostem o 0,08% do poziomu 1215,75 USD za uncję. Srebro natomiast straciło  0,12% i osiągnęło poziom 15,975 USD za uncję. Po wtorkowych zwyżkach w drugiej połowie sesji, notowania ropy świeciły na czerwono. W centrum uwagi rynku jest dzisiejsze spotkanie państw OPEC, a większość inwestorów spodziewa się decyzji o braku ograniczenia wydobycia surowca. Odmiana WTI zakończyła dzień na poziomie 48,9 USD za baryłkę, tracąc tym samym 0,41%. Natomiast odmiana Brent wzrosła o  0,08% i była notowana po 49,73 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko, Head of Support, Patron FX

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Trudny powrót z długiego weekendu

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Spokojniejszy okres długiego weekendu przyniósł istotne doniesienia dotyczące dwóch ważnych ryzyk związanych z polskim rynkiem kapitałowym. Najpierw w piątek ukazała się nieoficjalna informacja o planach rządu na „ostateczne rozwiązanie kwestii OFE”, a z początkiem tego tygodnia tempa nabrała dyskusja odnośnie uregulowania kwestii kredytów walutowych. Początkowo mogło się wydawać, że rynek dość spokojnie przyjął te doniesienia, ale wiązać to można było z trwaniem dłuższego weekendu rozciągniętego aż do poniedziałku, kiedy z powodu święta w Wielkiej Brytanii i USA cały inwestycyjny świat wyraźnie spowolnił. Od wtorku machina ponownie ruszyła i inwestorzy zagraniczni wyraźnie zaakcentowali swój stosunek do napływających informacji, a ten był oczywiście niekorzystny. Od dawna czekaliśmy na sesję z większym obrotem i pojawiała się ona we wtorek przy spadku indeksu WIG20 o 1,8%. Kolejny dzień był tego konsekwencją ze zniżką o prawie 3%, włączając w to przekroczenie psychologicznego poziomu 1800 pkt. Tym samym zła passa związana z letnim okresem po raz kolejny zaczyna nabierać realnych kształtów. Najgorsze w tym całym zamieszaniu jest to, że wciąż sprawnie działa efekt negatywnej kuli śnieżnej, kiedy zakończenie jednego niekorzystnego czynnika nie prowadzi do spokoju, gdyż na horyzoncie pojawia się kolejny problem. Dobrą tego ilustracją są wspomniane na początku dwa najważniejsze ryzyka. Dotychczas inwestorzy żyli sprawą kredytów walutowych, która wkroczyła w decydującą fazę z włączeniem się do dyskusji banków poprzez zaprezentowanie propozycji pod auspicjami Związku Banków Polskich. W czerwcu poznać powinniśmy finalną wersję rozwiązania i jakakolwiek by ona nie była, kończyć powinna męczący okres niepewności. Z punktu widzenia inwestorów lepiej szybko poznać wiadomość i wycenić jej wpływ, niż przez dłuższy okres czasu być trzymanym w niepewności. Teraz jednak można powiedzieć, że od lata zacząć się może podobnie nerwowe wyczekiwanie związane z planowanym na sierpień startem przeglądu funkcjonowania systemu emerytalnego. Tym samym wciąż mglista pozostaje wizja ustanowienia klarownego punktu startowego dla krajowego rynku, czyli jasnych, stabilnych i przewidywalnych fundamentów, na których po turbulentnym okresie budować można przyszłą wartość. Oczywiście niepewność w pewnym sensie wpisana jest w DNA rynku kapitałowego, który nieustannie stara się wyceniać możliwe pozytywne i negatywne wydarzenia. Gorzej, gdy tych drugich jest więcej i tak jak w przypadku OFE dotyczą ram, w oparciu o które od wielu już lat funkcjonuje rynek przy Książęcej.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Nowa dyrektor marketingu w MasterCard

Marta Życińska, dyrektor marketingu w MasterCard
Marta Życińska, dyrektor marketingu w MasterCard

Z dniem 1 czerwca Marta Życińska objęła stanowisko dyrektora marketingu w polskim oddziale MasterCard Europe. Będzie odpowiadać za działania promujące firmę MasterCard, należące do niej marki, rozwiązania i produkty, a także za współpracę marketingową z bankami i sieciami handlowymi oraz za projekty sponsoringowe firmy w Polsce. Będzie jednocześnie zarządzać kilkuosobowym zespołem. Dotychczasowa dyrektor marketingu, Luiza Derek, objęła nową rolę w europejskich strukturach firmy, gdzie będzie odpowiadać za współpracę marketingową z kluczowymi wydawcami kart płatniczych.

Marta Życińska posiada ponad czternastoletnie doświadczenie w marketingu. Przez ostatnie siedem lat pracowała w Grupie PZU, najpierw jako dyrektor ds. komunikacji marketingowej, a następnie – dyrektor biura marketingu. Odpowiadała tam za komunikację, media, działania digital, badania marketingowe oraz trade marketing, przeprowadzając m.in. strategiczny projekt odświeżenia marki i zmiany logo PZU. Wcześniej związana była z PTK Centertel,  gdzie przez kilka lat budowała markę Idea dla Firm, a następnie brała udział w rebrandingu na Orange i kierowała komunikacją masową tej marki. Wielokrotnie zasiadała w kapitule konkursu EFFIE, jest także laureatką nagrody Osobowość Roku w konkursie Dyrektor Marketingu Roku.

Nowa dyrektor marketingu polskiego oddziału MasterCard ukończyła Brock University w Kanadzie na kierunku marketing, posiada także dyplom MBA zdobyty w Wyższej Szkole Zarządzania i Oxford Brookes University.

Dwutorowe wsparcie unijne dla polskiej innowacyjności

Europa stawia na innowacje. W najnowszej perspektywie unijnej przeważają programy wspierające nowatorskie projekty i badania rozwojowe. W Programie Operacyjnym Innowacyjna Gospodarka dla przedsiębiorców przygotowywano łącznie prawie 3 mld złotych. Mimo dużej puli środków w programach, nie każde przedsiębiorstwo ma szanse na bezzwrotne finansowanie. Dlatego oprócz dotacji Europejski Fundusz Inwestycyjny przygotował instrumenty gwarancyjne, które mają ułatwić dostęp do atrakcyjnych kredytów, leasingów i pożyczek. Specjalnie dla innowatorów uruchomiono instrument o nazwie InnovFin.

Małe i średnie przedsiębiorstwa stanowią około 99% wszystkich firm w Unii Europejskiej i tworzą dwie trzecie miejsc pracy w sektorze prywatnym. Nic więc dziwnego, że innowacyjność, będąca podstawą ich dynamicznego rozwoju i konkurencyjności, stała się najważniejszym celem perspektywy unijnej na lata 2014-2020.

Szereg programów udostępniono również przedsiębiorcom z Polski. Przykładowo w ramach działania „Bon na innowacje dla MSP” na firmy czeka 62,5 mln zł bezzwrotnych dotacji, którymi mogą sfinansować realizację innowacyjnych projektów.  Dla firm, które nie są w stanie spełnić wymagań kwalifikujących do bezpłatnych dotacji lub mają potrzebę uzyskania wsparcia w krótszym czasie, EFI przygotował instrumenty gwarancyjne. Dzięki nim mimo niskiej wiarygodności finansowej lub braku historii kredytowej, MŚP mogą uzyskać korzystny leasing lub pożyczkę na wdrożenia w swojej firmie. Gwarancje finansowe oraz bezzwrotne dotacje, w najnowszej perspektywie unijnej, wspólnie mają zapewnić pełne, dwutorowe wsparcie dla europejskich przedsiębiorców.

Instrumentem dedykowanym innowacyjnym przedsiębiorcom, poszukującym finansowania na działalność badawczo-rozwojową jest InnovFin, uruchomiony w ramach programu Horyzont 2020. Instrumenty finansowe programu Horyzont 2020 są realizowane ze wsparciem Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych (EFIS), jednego z trzech filarów Planu Inwestycyjnego dla Europy (tzw. Planu Junckera). Preferencyjna oferta finansowania dystrybuowana jest przez Narodowych Pośredników Finansowych – krajowe instytucje finansowe, które przeszły proces aplikacyjny i zostały włączone do programu. Pierwszym polskim pośrednikiem leasingowym w nowych programach UE jest Raiffeisen-Leasing Polska SA. Całkowita wartość portfela Raiffeisen Leasing pokrytego gwarancją EFI w ramach programu InnovFin wynosi 150 mln zł. Finansowanie w ramach programu ruszyło 1 maja 2016 r.

Procedura pozyskania leasingu z dofinansowaniem nie wymaga składania specjalnych wniosków, ani stania w kolejkach – Firma leasingowa sama przechodzi proces aplikacyjny w celu pozyskania finansowania lub gwarancji z instytucji unijnych. Z punktu widzenia przedsiębiorcy procedura ubiegania się o leasing jest standardowa, a nawet prostsza ze względu na obniżone wymagania kwalifikacyjne – Monika Ostaszewska z Raiffeisen Leasing, ekspert ds. produktów finansowych z gwarancjami UE.

InnovFin jest instrumentem finansowym wspierającym innowacyjność przedsiębiorstw – obejmuje finansowanie leasingiem lub pożyczką o wartości od 107 tys. do prawie 4 mln zł (25-930 tys. EUR). Mikro, mali i średni przedsiębiorcy ubiegający się o preferencyjne finansowanie muszą spełnić przynajmniej jedno z kryteriów innowacyjności. Mogą przy tym liczyć na bardziej atrakcyjną strukturę transakcji, niż w ramach standardowego finansowania, a więc np. na korzyści cenowe.

– Gwarancje udzielone przez EFI w ramach InnovFin sprawiają, że przedsiębiorca nie musi posiadać dodatkowego zabezpieczenia rzeczowego. Ponadto może on liczyć na szereg korzyści takich jak obniżony udział własny, niższa marża na umowie czy finansowanie niestandardowych przedmiotów dodaje Monika Ostaszewska z Raiffeisen Leasing.

Instrument InnovFin dedykowany jest w szczególności tym przedsiębiorcom, którzy inwestują w badania i innowacje oraz w projekty o podwyższonym ryzyku niepowodzenia.

Ole Hansen o szczycie OPEC w Wiedniu i jego wpływie na rynek ropy

Jakie tematy mogą zostać poruszone na szczycie OPEC?

Ponieważ jest to pierwsze spotkanie z udziałem nowego saudyjskiego ministra ds. energii, Chalida al-Fatiha, rosną nadzieje, że członkowie przynajmniej spróbują zademonstrować solidarność. Zarówno poprzedni szczyt OPEC, jak i spotkanie w kwietniu w Doha zakończyły się niepowodzeniem i pojawiły się na nich wyraźne konflikty interesów, w szczególności pomiędzy Iranem a Arabią Saudyjską.

Przed szczytem przeważała powszechna opinia, że spotkanie to okaże się nieistotne. Nie spodziewano się podjęcia jakichkolwiek decyzji, ponieważ żadna decyzja nie była konieczna. Uwagę rynku od OPEC odciągnął problem spadającej produkcji w Stanach Zjednoczonych, podczas gdy znaczne, ale chwilowe zakłócenia podaży w Kanadzie, Nigerii i Wenezueli przyczyniły się do przywrócenia równowagi na rynku w maju. W efekcie ceny wzrosły znacznie bardziej, niż przewidywano na tym etapie procesu ożywienia gospodarczego.

Gdy cena ropy powróciła do poziomu 50 USD, wszyscy zadają sobie pytanie, o ile dłużej może potrwać rajd bez konieczności przyciągnięcia z powrotem na rynek producentów wysokokosztowych. Ponieważ globalny stan zapasów jest nadal bardzo wysoki, wcześniejsza, niż przewidywano stabilizacja produkcji w Stanach Zjednoczonych może stanowić istotny problem dla rynku na tym etapie.

W jakim stopniu szczyt ten wpłynie na ceny ropy?

W związku z powyższym OPEC będzie starać się zademonstrować jedność, równocześnie powstrzymując się od inicjatyw, które wywindowałyby ceny jeszcze bardziej, zagrażając procesowi stopniowego i długoterminowego ożywienia. Wprowadzenie limitu na produkcję nie będzie miało znaczącego przełożenia na ceny, jednak w perspektywie krótkoterminowej może przyczynić się do wzrostu, biorąc pod uwagę ostatnie niepowodzenia.

Jakie są perspektywy dla ropy Brent i WTI w drugiej połowie 2016 r.?

W perspektywie krótkoterminowej zarówno ceny ropy WTI, jak i ropy Brent pozostaną w stabilnym przedziale pomiędzy 45 i 50 USD. W zależności od popytu na półkuli północnej, w szczególności w Stanach Zjednoczonych tego lata, ceny ropy powinny rosnąć aż do końca roku. W efekcie ceny obydwu rodzajów ropy powinny pod koniec roku znaleźć się w widełkach 50-55 USD. W 2017 r. ceny powinny w dalszym ciągu rosnąć, mimo iż tempo tego wzrostu będzie wolniejsze, niż w tym roku. W tym momencie przewidujemy, że cena ropy Brent do końca 2017 r. nie przekroczy poziomu 65 USD.

Jakie istotne czynniki kształtują obecnie rynek ropy? Czy jest możliwość, że cena ropy ponownie spadnie?

W maju głównym czynnikiem generującym wzrost cen ropy były istotne zakłócenia podaży. Niektóre z nich będą trwać również i w czerwcu, zapewniając wsparcie. Z drugiej strony rynek będzie uważnie obserwował dane dotyczące produkcji w Stanach Zjednoczonych. Gwałtowny rajd ropy w ciągu ostatnich trzech miesięcy może przyczynić się do zahamowania spadku produkcji, a w przypadku odwrócenia trendu może się on negatywnie przełożyć na ceny w ujęciu krótkoterminowym. W efekcie uwaga rynku powróciłaby do producentów z krajów OPEC, którzy w ostatnich miesiącach w dalszym ciągu zwiększali swoją produkcję.

Inne istotne czynniki to decyzja amerykańskiego Federalnego Komitetu Otwartego Rynku w sprawie stóp procentowych i jej potencjalny wpływ na kurs dolara.

Równie ważne będą zamieszki w Libii i Wenezueli, gdzie trwa walka od podtrzymanie produkcji w miarę, jak kraj znajduje się coraz bardziej na krawędzi.

W Stanach Zjednoczonych kluczowy będzie również popyt na benzynę i marże rafinerii z początkiem sezonu wakacyjnego ze względu na potencjalny wpływ na popyt na ropę i zdolność do obniżenia stanu zapasów, które obecnie osiągnęły osiemdziesięcioletnie maksimum.

Ole Hansen, szef działu strategii rynków towarowych, Saxo Bank

Rada Nadzorcza TFI PZU SA powołała do zarządu spółki Piotra Bienia oraz Marcina Wlazło.

3 edycja targów REDI

Handel zmienia miasta – otwarcie 3. edycji targów REDI1-2 czerwca 2016 r. na stadionie PGE Narodowym odbywa się trzecia edycja międzynarodowych targów poświęconych nieruchomościom handlowym ReDI, CEE Trade Fair for Retail Investment. Organizatorem wydarzenia jest Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH), największa polska organizacja reprezentująca firmy związane z centrami handlowymi i ulicami handlowymi.

Jest coraz więcej nowych obiektów handlowych, które przestały być wyspami na peryferiach miast. Mają one na celu nie tylko budowanie potencjału handlowego, ale również wpływają na rozwój miast.– podkreślał Wiceprezydent Warszawy, Michał Olszewski otwierając trzecią edycję targów ReDI. Wiceprezydent zwrócił również uwagę na rosnącą rolę współpracy z deweloperami i inwestorami zainteresowanymi tym segmentem rynku.

Jestem zadowolony z zainteresowania trzecią edycją. Cieszy nas fakt, że gospodarzem wydarzenia jest Warszawa, stolica nie tylko Polski ale też regionu Europy Środkowo-Wschodniej. – powiedział Patrick Delcol, Prezes Zarządu PRCH, Prezes Zarządu BNP Paribas Real Estate, CEE. Inaugurując trzecią edycję ReDI Patrick Delcol podkreślił znaczenie partnerskiej współpracy PRCH z międzynarodowymi instytucjami reprezentującymi interesy branży nieruchomości handlowych. – Jako PRCH jesteśmy członkiem jednej z najbardziej wpływowych organizacji reprezentujących sektor handlowy, zlokalizowanej w Brukseli, European Property Federation. Dzięki współpracy z tą organizacją mamy bieżący dostęp do informacji dotyczących sektora handlowego na płaszczyźnie Unii Europejskiej – dodał Patrick Delcol.

Targi ReDI to miejsce spotkań przedstawicieli miast, deweloperów, zarządców, inwestorów oraz sieci handlowych działających i rozwijających się na rynku Europy Środkowo-Wschodniej.

Zrzeszająca ponad 200 członków i działająca od 2003 roku PRCH jest stowarzyszeniem not-for-profit. Rada jest również narodowym partnerem International Council of Shopping Centers (ICSC).

Uwaga skierowana na ECB i Fed

W czwartek w centrum uwagi rynków finansowych będą banki centralne. ECB w sposób bezpośredni, a Fed pośredni. Wyjątkiem będzie rynek ropy, gdzie uwagę graczy będzie absorbował szczyt OPEC i dane o zapasach paliw w USA.

Czwartkowy poranek upływa na rynku walutowym w spokojniej atmosferze. Kurs EUR/USD lekko rośnie, kontynuując zapoczątkowane w tym tygodniu wzrostowe odbicie i testując poziom 1,1198. Notowania EUR/CHF pozostają w konsolidacji wokół 1,1050. Funt po dwóch dniach przeceny, sprowokowanej sondażowymi lękami przed BREXIT-em, lekko odbija i trzeba za niego zapłacić 1,4430 dolara. Są też wyjątki. Trzeci kolejny dzień wyraźnie spada USD/JPY. Jednak już np. spokojnie jest na krajowym rynku walutowym, gdzie o godzinie 08:07 za euro trzeba było zapłacić 4,3892 zł, dolar kosztował 3,9195 zł, a szwajcarski frank 3,9693 zł.

Spokojna atmosfera panuje też na rynku ropy. Po wczorajszych silniejszych wahaniach, dziś rano za baryłkę ropy Brent trzeba zapłacić 49,77 dolara. To poziom zbliżony do zamknięcia ze środy. Ta atmosfera wyczekiwania jest jak najbardziej zrozumiała. Inwestorzy czekają na wyniki spotkania państw OPEC, a także na popołudniowe tygodniowe dane o zapasach paliw w USA (godz. 17:00; prognoza: -2,5 mln baryłek).
Na tym relatywnie spokojnym morzu finansowym wyróżnia się m.in. giełda w Japonii, która w reakcji na wspomniane wyżej umocnienie jena, zanurkowała aż o 2,3%, kontynuując realizację zysków z poprzedniego dnia.

W dzisiejszym kalendarium dominuje Europejski Bank Centralny. Wprawdzie zmiana stóp procentowych nie jest spodziewana, co oznacza pozostawienie głównej stopy w strefie euro na poziomie zera, a stopy depozytowej na poziomie -0,40% (decyzja w tej sprawie zostanie ogłoszona o godzinie 13:45), ale już zaplanowana na godzinę 14:30 konferencja prasowa po posiedzeniu może dostarczyć większych emocji. Tradycyjnie już inwestorzy będą w wypowiedziach prezesa ECB szukać wskazówek na przyszłość. Pomóc w tym mogą nowe prognozy makroekonomiczne ECB jakie dziś zostaną zaprezentowane. To pozwoli ocenić, czy scenariusz bazowy zakładający odbicie w gospodarce strefy euro, jest realizowany? W jakim tempie? Czy może jednak jest on zagrożony? Od tej oceny natomiast będzie zależało zachowanie wspólnej waluty oraz nastroje na europejskich giełdach.

Uwaga graczy będzie też koncentrować się na amerykańskim Fedzie. Aczkolwiek w sposób pośredni. Publikowany dziś raport ADP nt. zmiany zatrudnienia w sektorze prywatnym w USA w miesiącu maju (godz. 14:15; prognoza: 178 tys.), a także wystąpienia trzech przedstawicieli banku centralnego, będą analizowane w kontekście terminu ewentualnej podwyżki stóp procentowych przez Fed (najbliższe posiedzenie Fed zaplanowane jest na 15 czerwca).

Komentarz przygotował:
Marcin Kiepas
Główny Analityk
Admiral Markets AS Oddział w Polsce