P. Bielski (BZ WBK): Podwyżka stóp procentowych w Stanach paradoksalnie może umocnić złotego

CEO Magazyn Polska

W połowie czerwca rynki poznają najnowszą decyzję amerykańskiej Rezerwy Federalnej odnośnie do stóp procentowych oraz najnowsze prognozy dotyczące stanu amerykańskiej gospodarki. Po rewizji odczytu PKB za I kwartał kilkoro członków Komitetu Otwartego Rynku zasugerowało możliwość podwyżki już na czerwcowym posiedzeniu. Dużo słabsze dane z amerykańskiego rynku pracy za maj zachwiały jednak przekonaniem, że do niej dojdzie. Zdaniem Piotra Bielskiego, ekonomisty BZ WBK, sama decyzja mogłaby umocnić złotego.

– Od kilku tygodni inwestorzy przygotowują się na to, że jednak w czerwcu albo najpóźniej w lipcu ta podwyżka może nastąpić. Do niedawna inwestorzy praktycznie nie wierzyli w to, że amerykański bank centralny może podwyższyć stopy procentowe w najbliższych miesiącach. Natomiast to się dość znacząco zmieniło w ostatnich tygodniach, po wypowiedziach kilku przedstawicieli Fedu. Okazało się, że szanse na podwyżkę stóp w połowie roku są znacznie wyższe niż inwestorzy brali pod to uwagę – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

W drugim odczycie wzrostu PKB okazało się, że amerykańska gospodarka urosła w I kw. o 0,8 proc. w ujęciu zannualizowanym, a nie o 0,5 proc. jak podawano pierwotnie. Kilkoro członków FOMC niezależnie od siebie wypowiedziało się wówczas o możliwości dokonania podwyżki jeszcze w czerwcu, choć z zastrzeżeniem, że ostateczna decyzja zależeć będzie od napływających danych makroekonomicznych.

Po ubiegłotygodniowych słabych danych z amerykańskiego rynku pracy prawdopodobieństwo zmiany stóp na najbliższym posiedzeniu spadło. Agencja Bloomberg, która przed danymi wyceniała je na 22 proc., teraz obniżyła je do 4 proc. Innym podnoszonym czynnikiem jest nadchodzące referendum w Wielkiej Brytanii. Niewykluczone, że Fed będzie wolał poczekać z decyzją na kolejne dane i wynik głosowania na Wyspach, czyli co najmniej do spotkania zaplanowanego na koniec lipca.

– To oczekiwanie na możliwą podwyżkę stóp Fedu trochę osłabia waluty rynków wschodzących i niekorzystnie wpływa na giełdy. Myślę jednak, że to są obawy przed decyzją, że gdyby w końcu podwyżka stóp w USA miała miejsce, toby była szansa na to, że reakcja rynków finansowych będzie pozytywna – przekonuje Bielski. – To, że Fed podwyższy stopy procentowe będzie wynikało w dużej mierze z bardzo mocnego przekonania amerykańskich bankierów centralnych, że gospodarka jest w dobrym stanie, a podwyżka nie zaszkodzi rynkom finansowym. Sama podwyżka byłaby wotum zaufania co do wzrostu gospodarczego, do kondycji, w jakiej znajduje się światowa gospodarka, i w efekcie myślę, że reakcja rynków finansowych byłaby pozytywna.

Bielski przypomina, że w przypadku grudniowej podwyżki, gdy Fed po raz pierwszy od niemal 10 lat podniósł stopy procentowe do poziomu 0,25-0,50 proc., złoty przed decyzją osłabiał się do dolara, tracąc od połowy października do początku grudnia ponad 10 proc. W samym grudniu jednak polska waluta umocniła się, a od połowy stycznia mimo obniżki ratingu przez S&P w ciągu dwóch i pół miesiąca odrobiła 10 proc.

– Myślę, że podobnie może być tym razem – mówi ekonomista BZ WBK. – Decyzja Fedu jest jednak tylko jednym z czynników, które wpływają na rynki finansowe. Oczywiście bardzo ważnym czynnikiem, ale jednym z wielu, jeśli chodzi o złotego oprócz sytuacji globalnej, decyzji amerykańskiego banku centralnego istotne jest to, jak wygląda sytuacja w kraju, jakie jest tempo wzrostu gospodarczego. Ostatnio mieliśmy słabsze dane o wzroście gospodarczym, ale myślę, że jest szansa na to, że ten wzrost ponownie przyspieszy.

Polski PKB w I kw. wzrósł o 2,6 proc. po bardzo dobrym odczycie za IV kw. ub.r. na poziomie 4,0 proc. (wyrównany sezonowo). W cenach stałych z poprzedniego roku niewyrównany sezonowo wzrost wyniósł odpowiednio 3 proc. i 4,3 proc. W całym roku prognozowane jest jednak tempo 3,5–3,9 proc.

– Myślę, że decyzja Fedu o podwyżce stóp nie zaszkodzi złotemu zbyt mocno. Natomiast może złotemu zaszkodzić sytuacja krajowa i niepewność dotycząca m.in. przewalutowania kredytów we frankach i wieku emerytalnego oraz budżetu na przyszły rok. Z powodu krajowych czynników ryzyka jest możliwa duża zmienność polskiej waluty w najbliższych miesiącach. Może być tak, że w okresie letnim będziemy widzieli dość duże wahania w reakcji na pojawiające się informacje dotyczące tych kluczowych, krajowych obszarów niepewności – podsumowuje Bielski.

Selvita chce otworzyć laboratorium w Poznaniu. Zatrudnienie do końca 2017 roku może tam znaleźć nawet 100 specjalistów

0

CEO Magazyn Polska

Selvita, największa w regionie firma biotechnologiczna, nawiązała kolejną współpracę z gigantem farmaceutycznym Merck. Polska spółka zagwarantowała sobie w umowie potencjalne kamienie milowe za osiąganie kolejnych etapów rozwoju projektu, a w przypadku wprowadzenia leku na rynek, również tantiemy. Plany rozwojowe Selvity zakładają otwieranie i rozbudowę laboratoriów. Do końca roku firma zamierza uruchomić ośrodek produkcyjny w Poznaniu i zatrudnić w nim ok. 50 osób, a w 2017 roku podwoić tę liczbę.

– Cały czas realizujemy strategię intensywnej globalnej ekspansji – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Bogusław Sieczkowski, wiceprezes ds. finansowych i operacyjnych Selvity.

Firma ma już trzy biura za granicą – dwa w USA i jedno w Wielkiej Brytanii – a w 2015 r. ponad 80 proc. przychodów spółki w segmencie usług stanowiły już wpływy z zagranicy.

– W ubiegłym roku osiągnęliśmy ponad 25 mln zł przychodu z segmentu usługowego, z tego około 80 proc. z zagranicy. W wynikach za I kw. 2016 widać, że ponad 60 proc. wzrost przychodów z usług rok do roku osiągnęliśmy głównie dzięki rosnącym przychodom  z zagranicy – mówi Sieczkowski.

Pod koniec I kwartału Selvita nawiązała kolejną współpracę ze światowym potentatem farmaceutycznym, firmą Merck.

– Współpraca z Merckiem w pierwszym swoim okresie to jest przede wszystkim finansowanie badań prowadzonych przez naukowców w Selvicie. To są konkretne przychody za badania prowadzone w naszych laboratoriach – mówi wiceprezes polskiej spółki. – Natomiast wraz z postępami naukowymi będziemy otrzymywali kamienie milowe, a w przypadku, w którym Merck zdoła wprowadzić na rynek lek powstały z naszym udziałem, będziemy otrzymywać procent od sprzedaży.

Selvita otrzymała od Mercka w pierwszym kwartale 0,2 mln euro w ramach nowej umowy. Maksymalna kwota, jaką Selvita może otrzymać z tytułu tego kontraktu – w przypadku zakończenia z sukcesem wszystkich faz badań klinicznych i wprowadzenia leku na rynek – wynosi 16,5 mln euro, z czego w ciągu najbliższych pięciu lat – 1,85 mln euro.

Plany rozwojowe spółki zakładają też otwieranie i rozbudowę laboratoriów. W III lub IV kwartale planuje ona uruchomienie ośrodka produkcyjnego w Poznaniu.

– Planujemy wystartować z 500 metrami powierzchni laboratoryjnej, a więc będzie to 1/6 tej powierzchni, na której teraz urzędujemy – mówi Sieczkowski.

Dodaje, że w 2017 r. firma chciałaby mieć w Poznaniu około 1 tys. mkw. powierzchni laboratoryjnej. Ale, jak zaznacza przedstawiciel spółki, to perspektywa przyszłego roku. Poznańska ekspansja pozwoliłaby Selvicie zwiększyć zatrudnienie nawet o 100 osób, czyli rozbudować zespół z ok. 340 do 440 specjalistów.

Dynamiczny rozwój spółki jest możliwy m.in. dzięki aktywnemu pozyskiwaniu grantów i współpracy z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. NCBiR finansuje m.in. prowadzony przez Selvitę projekt badawczy pod nazwą „Rozwój nowej generacji spersonalizowanych terapii celujących w metabolizm komórek nowotworowych”. W ramach projektu zaplanowane jest przeprowadzenie pełnego zakresu badań przedklinicznych, wyselekcjonowanie kandydata klinicznego oraz przeprowadzenie I fazy badań klinicznych.

– Od początku tego roku Selvita pozyskała w sumie ponad 60 mln zł finansowania w ramach podpisanych grantów. To są pieniądze, które wesprą nasze innowacyjne projekty w okresie 2016–2020 – mówi wiceprezes firmy. – Przed nami jeszcze podpisanie umowy na dofinansowanie rozbudowy Centrum Badawczo-Rozwojowego Selvita. To będzie grant na 9 mln zł, w ramach którego będziemy wyposażać nowe laboratoria, a także doposażać już istniejące.

Dynamiczny rozwój związany jest m.in. z gwałtownie przybywającymi zamówieniami. Przychody segmentu usługowego Selvity wzrosły w I kwartale o 66 proc. rdr., a więc ponad dwa razy więcej od zapowiadanej na 2016 r. dynamiki.

W I kwartale tego roku Selvita odnotowała 2,35 mln zł skonsolidowanej straty netto wobec 1,28 mln zł zysku rok wcześniej. Zysk netto bez uwzględnienia księgowych kosztów programu motywacyjnego wyniósł w I kw. 2016 r. 0,62 mln zł.

Strata operacyjna wyniosła 2,56 mln zł (bez uwzględnienia programu motywacyjnego spółka wypracowała zysk EBIT na poziomie 0,58 mln zł) wobec 1,12 mln zł zysku rok wcześniej. W tym samym czasie oczyszczony wynik EBITDA wyniósł ponad 1,43 mln zł wobec prawie 1,89 mln zł rok wcześniej.

Skonsolidowane przychody operacyjne (ze sprzedaży i z tytułu dotacji) sięgnęły 13,36 mln zł w I kw. 2016 r. wobec 12,03 mln zł rok wcześniej.

Firma patrzy na 2016 rok z optymizmem.

– Mamy mocny backlog na 2016 r. w segmencie usługowym w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego – tłumaczy Sieczkowski.

Dodaje, że stan zakontraktowania na 2016 r. wynosi obecnie 42,4 mln zł, z czego 32,4 mln zł to backlog komercyjny (bez uwzględnienia grantów), a 10,0 mln zł dotacje. Sieczkowski liczy jednak na to, że w dalszej części roku Selvita podpisze jeszcze więcej umów w segmencie innowacyjnym, co pozwoli dodatkowo zwiększyć przychody z tego obszaru działalności spółki.

Selvita jest polską firmą biotechnologiczną działającą w obszarze odkrywania i rozwoju leków stosowanych przede wszystkim w obszarze onkologicznym. Zajmuje się również świadczeniem usług badawczo-rozwojowych i budową rozwiązań bioinformatycznych wspierających projekty innowacyjne. Spółka została założona w 2007 r. Obecnie zatrudnia 338 pracowników, w tym ok. 1/3 z tytułem doktorskim. Główna siedziba spółki i laboratoria mieszczą się w Krakowie. Selvita ma biura w największych ośrodkach biotechnologicznych na świecie, w regionie Bostonu i regionie San Francisco w Stanach Zjednoczonych oraz w Cambridge w Wielkiej Brytanii.

W obszarze badań nad chorobami nowotworowymi spółka współpracuje m.in. z renomowanymi spółkami zagranicznymi H3 Biomedicine, Merck oraz Felicitex Therapeutics.

Niezależnie od wyniku referendum w Wielkiej Brytanii zaważy na przyszłym kształcie integracji europejskiej

CEO Magazyn Polska

Analitycy alarmują, że wyjście Wielkiej Brytanii z UE może mieć negatywne skutki zarówno dla gospodarki tego kraju, jak i dla integracji europejskiej. Taka decyzja Brytyjczyków postawiłaby m.in. pod ścianą setki tysięcy Polaków mieszkających i pracujących na Wyspach. Eksperci zaznaczają również, że niezależnie od wyniku referendum podobne mogą mieć miejsce w przyszłości w innych ważnych krajach Wspólnoty, jak choćby we Francji.

Brexit można porównać do otwierania puszki Pandory, co może być niebezpieczne, bo już widzimy, że ze strony innych państw członkowskich, nawet tak ważnych jak Francja, płyną pewne sygnały, że podobne referenda mogą być tam przeprowadzane w przyszłości. Dlatego cała Europa patrzy obecnie na Wielką Brytanię – mówi Andrij Kornijczuk, analityk Instytutu Spraw Publicznych.

Ekspert podkreśla, że skutki wyjścia Wielkiej Brytanii z UE są trudne do ocenienia, ze względu na to, że do tej pory żaden kraj nie wystąpił ze Wspólnoty. Nie wiadomo, jaki dokładnie byłby status tego kraju po ewentualnym brexicie. Na razie przepisy unijne wymuszają na Brytyjczykach traktowanie wszystkich obywateli państw unijnych jak obywateli własnego kraju. Jeżeli kraj ten wystąpi z UE, będzie samodzielnie decydować o tym, jak traktować m.in. Polaków żyjących i pracujących tam.

Musimy sobie też zdawać sprawę z tego, że pozycja Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej jest mocniejsza niż poza wspólnotą, co analitycy powtarzają. Teraz np. Stany Zjednoczone cenią sobie współpracę bilateralną z Wielką Brytanią m.in. z tego względu, że jest ona wśród państw, które mają wpływ na podejmowanie decyzji w Radzie Unii Europejskiej czy wśród parlamentarzystów. Wyjście Wielkiej Brytanii zmieni zupełnie to podejście. Nawet utrzymując współpracę gospodarczą, nie będzie ona miała bezpośredniego prawa głosu w najważniejszych instytucjach unijnych i wpływu na polityki unijne – mówi ekspert.

Nie dla Europy oznaczać może, w ocenie brytyjskiego rządu utratę co najmniej pół miliona miejsc pracy oraz kurczenie się lokalnej gospodarki i spadek cen nieruchomości.

Głosując za pozostaniem czy wyjściem ze wspólnoty tak naprawdę głosuje się głos na temat przyszłości i o przyszłym kształcie projektu integracji europejskiej – dodaje.

Brexit będzie też poważnym wyzwaniem dla całej UE. W ocenie Kornijczuka rosną obawy, że kilka państw spróbuje na nowo negocjować swój status w UE i że będzie legitymizowany proces Europy wielu prędkości.

Sądzę, że globalizacja i te procesy, które w ostatnich latach narastają, np. kryzys migracyjny, pokazały, że tworzenie instytucji i działanie w obrębie mniejszych grup nie jest do końca skuteczne, a wspólnotowe podejście, tworzenie wspólnych polityk może się okazać rozwiązaniem o wiele bardziej efektywnym, niż tworzenie instrumentów na szczeblu narodowym wyłącznie i zamykaniem się w sobie czy zamykaniem granic – podkreśla Andrij Kornijczuk, analityk Instytutu Spraw Publicznych. – Podczas debaty ISP jedna z ekspertek z Niemiec powiedziała, że tamtejsi decydenci są przekonani, że tak naprawdę są w stanie sobie poradzić z kryzysem migracyjnym, ale już z wyjściem Wielkiej Brytanii ze wspólnoty 28 państw niekoniecznie.

Ekspert Instytutu Spraw Publicznych podkreśla również, że jeżeli Polska nadal chce utrzymywać silną pozycję w regionie, będąc lokalnym centrum inwestycji, rozwoju gospodarczego i tworzenia miejsc pracy, to wzmocnienie integracji europejskiej jest dla niej konieczne.

Referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej odbędzie się 23 czerwca.

Biura podróży coraz częściej zabezpieczają się przed ryzykiem kursowym. To przekłada się na niższe ceny wycieczek

CEO Magazyn Polska

Wahania kursów walutowych to jeden z głównych czynników ryzyka dla biur podróży. Dlatego touroperatorzy starają się przed nimi zabezpieczyć. Coraz częściej rozliczają koszty w lokalnych walutach i korzystają z kontraktów typu forward. W ten sposób chronią się przed ewentualnymi wzrostami cen, a to przekłada się na niższe ceny wyjazdów.

Najistotniejszym efektem transakcji forward jest zabezpieczenie potencjalnego wyniku finansowego – mówi agencji Newseria Biznes Jakub Makurat, dyrektor generalny Ebury Polska, firmy świadczącej usługi zabezpieczania przed ryzykiem walutowym i rozliczeń w walutach lokalnych dla małych i średnich firm. – Biuro podróży wynajmujące hotele, przewodników, organizujące wycieczki czy czartery może „zablokować” sobie kurs wybranej waluty na określonym poziomie, najczęściej obecnym lub lekko wyższym. Dzięki temu przez najbliższe kilka miesięcy będzie mieć pewność, że koszt danego wyjazdu pozostanie bez zmian.

Zdaniem Makurata krajowe biura podróży często stosują zabezpieczenia ryzyka kursowego. Większe i bardziej doświadczone mają za sobą różne okresy, podczas których złoty umacniał się i osłabiał, i wyciągnęły z tego wnioski. Mniejsze dopiero się uczą takich transakcji.

W szczególności te, które bardziej selektywnie podchodzą do kierunków organizacji wycieczek, czyli organizują wycieczki do Afryki, Ameryki Południowej, czy krajów azjatyckich, gdzie często używają innych walut niż dolar amerykański i euro. One zaczynają zauważać pewne istotne korzyści z tego, że można zabezpieczyć ryzyko walut egzotycznych – mówi Makurat.

Organizując wyjazd zagraniczny, biura osiągają przychody pochodzące w głównej mierze z należności od klientów w polskich złotych. Natomiast ponoszone koszty i opłaty, np. za transport i hotele, najczęściej są w walucie obcej jak euro, dolar czy funt brytyjski. W bardziej egzotycznych miejscach rozliczanie płatności w lokalnej walucie może być bardziej korzystne dla biura podróży niż tradycyjny dolar czy euro. Makurat dodaje, że rozliczanie się biur podróży w lokalnej walucie podnosi konkurencyjność ich działalności.

Biznes turystyczny w dużym stopniu opiera się więc na wymianie walut. Znaczne wahania kursów, na przykład ze względu na uwarunkowania makroekonomiczne, niejednokrotnie stawiały rentowność touroperatorów pod znakiem zapytania. Tym bardziej że ceny wycieczek kształtowane są z dużym wyprzedzeniem. Biura starają się utrzymywać ceny kosztem swojej marży.

Strategie zabezpieczające dają biurom nowe możliwości. Szczególnie waluty krajów rozwijających się, tzw. waluty egzotyczne, gdzie stopy procentowe są wyższe niż w Polsce, dają możliwość oferowania bardzo ciekawych warunków cenowych klientom. Znając z góry kurs terminowy wymiany, można klientowi w Polsce, który będzie płacił złotówkami, zapewnić atrakcyjną cenę tej wycieczki – podkreśla Makurat. – To może być jedno z dodatkowych narzędzi, które pomoże szukać ciekawych kierunków.

Dodaje, że zainteresowanie widać m.in. ze strony biur incentive travel (organizujących wyjazdy motywacyjne dla pracowników) czy mniejszych touroperatorów, oferujących mniej popularne kierunki oraz wyjazdy organizowane dla konkretnych klientów.

Grupa Jaguar rozpoczyna sprzedaż osiedla domów jednorodzinnych w sercu Kaszubskiego Parku Krajobrazowego i zapowiada kolejne rewitalizacje

CEO Magazyn Polska

Specjalizująca się w budowie domów jednorodzinnych oraz rewitalizacjach zabytkowych kamienic Grupa Jaguar rozpoczyna sprzedaż osiedla w sercu Kaszubskiego Parku Krajobrazowego. W planach ma także kolejne rewitalizacje na terenie Sopotu i Gdańska, gdzie jest więcej starych nieruchomości niż w Gdyni. Grupa zamierza nadal eksploatować niszę rynkową, którą omijają wielkie korporacje.  

Planujemy przede wszystkim kolejne inwestycje w centrum Gdyni. Zastanawiamy się również nad nowymi inwestycjami na terenie zarówno Sopotu, jak i Gdańska – deklaruje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Robert Betka, prezes zarządu notowanej na rynku NewConnect spółki deweloperskiej Grupa Jaguar. – Pole do popisu w tych ostatnich lokalizacjach jest znacznie większe niż w Gdyni, która nie jest miastem starym. Kamienice nie mogą mieć tam więcej niż 90 czy 100 lat.

Obecny profil działalności Grupy, jak przypomina prezes Betka, przewiduje przede wszystkim budowę domów letniskowych i jednorodzinnych oraz rewitalizację kamienic. Ten drugi kierunek to nisza rynkowa, raczej omijana przez duże przedsiębiorstwa deweloperskie.

Są to najczęściej projekty, które staramy się realizować w perspektywie kilku, kilkunastu mieszkań – informuje prezes Betka. – Zainteresowany naszym produktem docelowym, czyli zrewitalizowaną kamienicą, klient różni się od osoby poszukującej np. pierwszego mieszkania. Jest bardziej wymagający, ma określone oczekiwania. To trochę elitarna grupa. Na pewno jest to kierunek, w którym nadal chcemy podążać. 

Przy tego rodzaju projektach zyski, jak twierdzi prezes Robert Betka, są bardzo zróżnicowane.

W przypadku standardowego mieszkania od początku do końca można oszacować poziom przychodów oraz zysków – tłumaczy prezes Robert Betka. – W przypadku rewitalizacji kamienicy tak naprawdę do końca tego nie wiadomo. Czasami staramy się pewne prace szacować, natomiast są to stare budynki, mające najczęściej powyżej 100 lat, więc w trakcie inwestycji wychodzi bardzo dużo rzeczy, których nie można wcześniej przewidzieć. W związku z tym także marże ze sprzedaży są wyższe niż w przypadku standardowego projektu deweloperskiego. Najczęściej są to bardzo dobre lokalizacje w ścisłym centrum miasta, które kosztują.

Budowę całorocznych domów rekreacyjnych natomiast, jak wskazuje prezes Robert Betka, spółka prowadzi na gruntach własnych w atrakcyjnych lokalizacjach, głównie nad kaszubskimi jeziorami. W założeniu mają to być tzw. drugie domy, których oferta kierowana jest przede wszystkim do mieszkańców Trójmiasta. Kilkanaście dni temu spółka rozpoczęła sprzedaż jednorodzinnych domów całorocznych w miejscowości Sznurki koło Chmielna, w samym sercu Kaszubskiego Parku Krajobrazowego i w bezpośrednim sąsiedztwie Jeziora Raduńskiego.

Na razie nie chciałbym deklarować, jak będzie wyglądała przyszłość kierunku biznesowego – tłumaczy prezes Robert Betka. – Najpierw chcemy sprawdzić, jak sprzedawać się będzie to, co już wybudowaliśmy. Oferta właśnie weszła na rynek i musimy zobaczyć, jaki będzie na nią popyt i jakie wygeneruje przychody. Wtedy podejmować będziemy decyzje, czy kontynuujemy tę linię biznesową czy też trochę ją modyfikujemy.

W swojej bazie, jak twierdzi szef Grupy Jaguar, spółka ma wciąż sporo gruntów w atrakcyjnych lokalizacjach, głównie w okolicach Trójmiasta. Jeżeli sprzedaż osiedla w Sznurkach koło Chmielna będzie satysfakcjonująca przedsiębiorstwo, może uruchomić szybko kolejne tego rodzaju inwestycje.

W ciągu najbliższego miesiąca chcemy zatrudnić dwie czy trzy osoby na stałe, natomiast chciałbym zwrócić uwagę na to, że i tak mnóstwo ludzi z nami współpracuje: od kancelarii notarialnej, prawnej, poprzez geodetów, po wszystkie osoby potrzebne w procesie inwestycyjnym – zapowiada Robert Betka. – Nie są to pracownicy etatowi, których w sumie mamy niewielu.

Ubiegłoroczne przychody ze sprzedaży Grupy Jaguar wyniosły 1,93 mln zł i były ok. 75 proc. wyższe od uzyskanych w 2014 roku. Zysk (netto) spółki ukształtował się na poziomie nieco ponad 57 tys. zł, co stanowiło mniej niż 10 proc. zarobku rok wcześniej.

Poszukiwanie pracowników przenosi się do mediów społecznościowych. Pracodawcy coraz częściej zatrudniają na podstawie rekomendacji

CEO Magazyn Polska

Rekomendacje to coraz popularniejsze narzędzie rekruterów. W ostatnim czasie często do polecania pracy i kandydatów do pracy służą media społecznościowe, głównie Facebook. Poprzez social media najczęściej szuka się osób na stanowiska o dużej rotacji, pracowników z wąską specjalizacją, pracowników reklamy i programistów. 

Blisko 60 proc. Polaków deklaruje, że korzysta z mediów społecznościowych. Większość to ludzie młodzi, którzy coraz częściej wykorzystują je przy poszukiwaniu pracy. Także pracodawcy przekonują się do e-rekrutacji. Prawie co piąty pracodawca deklaruje, że przy szukaniu kandydatów korzystało z takich serwisów, jak Facebook, Twitter czy LinkedIn. Z roku na rok odsetek ten jest coraz większy.

Firmy, które chcą rekrutować przez social media, a jest ich coraz więcej, umieszczają na swoim fanpage’u daną ofertę pracy, którą pracownicy tej firmy udostępniają, również na różnych grupach tematycznych dotyczących poszukiwania pracy wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Kamil Paśko, współtwórca platformy LepszaPraca.pl.

W mediach społecznościowych ostatnio widać rosnącą popularność rekrutacji z polecenia. Dla pracodawców to większa szansa na znalezienie odpowiedniego kandydata. Pracownik, który rekomenduje znajomego na dane stanowisko, niejako dokonuje za dział HR wstępnej preselekcji. Eksperci podkreślają, że rzadko osoby rekomendowane nie spełniają oczekiwań danej firmy.

Facebook jest serwisem, przez który najczęściej poleca się pracę (80 proc.), potem jest Twitter z zaledwie 5 proc. i inne media społecznościowe – podkreśla Paśko.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez firmy badawcze Combine  przy wsparciu Sotrendera na zlecenie platformy LepszaPraca.pl, w mediach społecznościowych najczęściej poszukuje się osób na stanowiska o dużej rotacji m.in. sprzedawców, kierowców, barmanów i kelnerów, pracowników ochrony. Wiele jest też ofert dla pracowników marketingu i reklamy, co może wiązać się z dużą popularnością social media w tych branżach. W dalszej kolejności plasują się wakaty kierownicze, oferty zatrudnienia programistów oraz pracowników biurowych.

Jest duże pole do popisu, żeby stanowiska specjalistyczne zaistniały w mediach społecznościowych. Brakuje na razie do tego narzędzi, mam nadzieję, że ten problem właśnie rozwiążemy, aby przede wszystkim stanowiska specjalistyczne mogły być w łatwy sposób polecane w internecie mówi współtwórca platformy LepszaPraca.pl.

Jak podkreśla, potencjał mediów społecznościowych na rynku pracy wciąż nie jest w pełni wykorzystywany, przede wszystkim dlatego, że brakuje odpowiednich narzędzi.

Polecanie pracy w internecie to tak popularne zjawisko, że zostało określone mianem rekrutacji 3.0. Natomiast istnieje też ogromne pole do popisu dla rekrutacji 4.0, czyli rekrutacji polegającej na zlecaniu poszukiwania specjalistów poprzez media społecznościowe – mówi Paśko. – Nie ma obecnie narzędzi, które umożliwiałyby wykorzystanie siły mediów społecznościowych z automatu. Chodzi o to, żeby nie trzeba było ręcznie udostępniać tych ofert, tylko zastosować rozwiązanie systemowe.

Tym ma się zajmować platforma LepszaPraca.pl, skupiająca pracodawców, kandydatów i rekruterów. Za pośrednictwem platformy pracodawcy poinformują całą społeczność o poszukiwanym specjaliście, następnie wyznaczą nagrodę za polecenia, która zostanie wypłacona osobie, która poleci najlepszego pracownika. Jej twórcy przekonują, że pracodawcy zyskają miejsce, gdzie będą mogli się zaprezentować kandydatom, a poza tym zwiększą szansę na dotarcie do biernych kandydatów, czyli osób, które nie szukają pracy.

Rośnie frekwencja na meczach Ekstraklasy. Rozgrywki sportowe to biznes, który może mieć pozytywny wpływ na całą gospodarkę

CEO Magazyn Polska

Krajowy futbol klubowy rośnie w siłę. Frekwencja na stadionach Ekstraklasy w poprzednim sezonie wzrosła o prawie 10 proc., a przychody spółki i klubów – do blisko 0,5 mld zł. Wraz z rosnącym zainteresowaniem kibiców wpływ sportu na polską gospodarkę będzie się zwiększał. Premier League przyniosła brytyjskiej ekonomii w 2014 roku 3,4 mld funtów, a sektorowi finansów publicznych – 2,4 mld.

Polski futbol klubowy idzie mocno do przodu. W tym roku mamy przełom we frekwencji na stadionach, bo urośliśmy o prawie 10 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Dariusz Marzec, prezes zarządu spółki Ekstraklasa. – W 2016 roku przebiliśmy kolejną barierę, bo mamy średnio 10 tys. widzów na meczu. Oby tak dalej.

Rozgrywki ligowe, jak przekonuje Dariusz Marzec, to już poważny biznes, którego wpływ na krajową gospodarkę będzie się zwiększał. Sezon 2015/2016 był dla zarządzającej polską ligą piłki nożnej spółki rekordowy. Stadiony odwiedziło w sumie 2,69 mln kibiców, co stanowiło wzrost o 9,19 proc. w stosunku do poprzedniego sezonu. Każdy mecz został obejrzany średnio przez 9121 widzów. W sumie na stadiony przyszło o 226,5 tys. kibiców więcej niż w zeszłym sezonie. Ubiegłoroczne przychody całego sektora (wszystkie kluby ekstraklasowe i sama Ekstraklasa) wyniosły blisko 0,5 mld zł.

Trochę nam jeszcze brakuje do Niemiec, bo tamtejsza Bundesliga, pierwszy i drugi poziom rozgrywek, to w przeliczeniu ok. 10 mld zł – zauważa Dariusz Marzec.

Jak wynika z raportu firmy doradczej EY, profesjonalny sport może mieć znaczący wpływ na gospodarkę całego kraju. Angielska Premier League przyniosła brytyjskiej ekonomii w 2014 roku 3,4 mld funtów wartości dodanej, a tamtejszemu sektorowi finansów publicznych w podatkach – 2,4 mld. Tylko Puchar Świata w Rugby zwiększył PKB Wielkiej Brytanii w 2014 roku o ponad 1 mld funtów. Natomiast budżet Francji dzięki piłce nożnej zyskał w 2013 roku ponad 1,5 mld euro w podatkach i opłatach, a przychody sektora wynosiły 6 mld euro.

Piłka nożna jest interesującym widowiskiem dla wszystkich. Każdy może oglądać największe rozgrywki takie jak Ligę Mistrzów, ligę angielską czy hiszpańską w telewizji, ale oglądać na stadionie to zupełnie co innego – tłumaczy Dariusz Marzec. – Tam można poczuć emocje i stać się częścią większej całości, na co obecnie jest duże zapotrzebowanie. W ubiegłym sezonie wyprzedaliśmy 10 stadionów, w tym już 20. Wzrost jest naprawdę skokowy, bardzo intensywny i wydaje się, że rozgrywki na żywo to coś, czego ludzie dzisiaj naprawdę potrzebują.

Z danych EY wynika, że w sezonie 2014/2015 blisko 40 mln widzów oglądało mecze Ekstraklasy w telewizji, a 2,5 mln odwiedziło stadiony.

Jedną z najważniejszych korzyści gospodarczych płynących z  rozgrywek Premier League, jak przekonują autorzy raportu EY, jest zatrudnienie. Dzięki lidze w Wielkiej Brytanii powstało w sumie aż 103 tys. miejsc pracy. Ponad 6,2 tys. osób jest zatrudnionych w klubach piłkarskich i w firmie zarządzającej rozgrywkami. Do tego dochodzi ponad 65 tys. pracowników łańcucha dostaw, czyli spółek zarządzających stadionami, firm cateringowych, ochroniarskich i innych współpracujących z klubami. 30 tys. miejsc pracy utrzymuje się natomiast w gospodarce dzięki wydatkom ponoszonym przez osoby zatrudnione w Premier League oraz kooperujących firmach.

Na schizofrenię cierpi prawie 400 tys. Polaków. Tylko 9 tys. pracuje zawodowo

CEO Magazyn Polska

Schizofrenia dotyka ponad 50 mln ludzi na świecie i 385 tys. w Polsce. Częściej diagnozowana jest u ludzi młodych – przed 30. rokiem życia, a także u mężczyzn. Zdecydowania większość chorych wypada z rynku pracy, mimo że nowoczesne terapie lekami o przedłużonym działaniu pozwalają na normalne życie.

Statystycznie rzecz biorąc, ta choroba dotyczy w Polsce prawie 400 tys. chorych. Może sama liczba w sobie nie jest najgorsza, najgorsze jest to, że prawie połowa chorych nie otrzymuje leczenia, które powinna otrzymywać. I to jest dramat i najtrudniejsza część tej choroby – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Maja Polikowska, psychiatra, Instytut Amici, Warszawski Uniwersytet Medyczny.

Schizofrenia to przewlekła choroba psychiczna, przejawiająca się pod postacią zaburzeń postrzegania siebie i otaczającej rzeczywistości, a także odczuwania emocji. Najczęściej dotyka ona ludzi młodych, a im wcześniej się ona rozpocznie, tym trudniejszy ma przebieg.

– To są osoby między 25 rokiem życia, a 35 rokiem życia, czyli najbardziej aktywne zawodowo. Jeśli one wypadną w tym momencie z życia, wypadną z funkcjonowania społecznego, to bardzo trudno jest im wrócić do tego stanu normalności – mówi Polikowska.

Szansą na normalne życie jest systematyczne leczenie farmakologiczne – pozwala ono bowiem na redukcję objawów choroby i złagodzenie jej przebiegu. Schizofrenia cechuje się zaburzeniami funkcji poznawczych – deficytem uwagi i pamięci, chorzy często zapominają więc przyjmować leki. Według raportu „Schizofrenia. Rola opiekunów w kreowaniu współpracy” już kilkudniowa przerwa w stosowaniu leków powoduje dwukrotny wzrost ryzyka nawrotu choroby i ponownej hospitalizacji. Stąd tak ważna jest rola nie tylko lekarzy, którzy wdrożą odpowiednie leczenie, lecz także opiekunów, którzy czuwać będą nad ciągłością terapii.

Pacjent potrzebuje pomocy na samym początku leczenia w zakresie podstawowych rzeczy: wstania, umycia się. Bardzo często chorobie towarzyszy brak siły i motywacji do działania. Więc opiekun musi poświęcić całe swoje życie po to, żeby być z tą osobą chorą – mówi dr Maja Polikowska.

Opiekunowie poświęcają zazwyczaj 34 godz. tygodniowo na opiekę nad chorym – w Polsce 25 proc. z nich musiało zmniejszyć liczbę godzin pracy o 1/3. Ciężka choroba bliskiej osoby to także silne źródło stresu opiekunów – niemal co piąty z nich zmaga się z objawami depresji. Zdaniem ekspertów w Polsce głównym celem leczenia schizofrenii powinna być zarówno poprawa jakości życia chorego, jak i redukcja niekorzystnego wpływu jego choroby na niego samego i jego rodzinę. Szansą na utrzymanie pacjenta w społeczeństwie i odciążenie opiekunów są leki o przedłużonym uwalnianiu w zastrzykach (LAI).

To jest jedyna szansa pacjentów, żeby powrócić do normalności. Bardzo ważne w schizofrenii jest to, że pacjent nie ma wglądu w swoje objawy psychotyczne. On nie czuje tego, że jest chory. Ten moment, w którym podajemy mu leki w iniekcjach, to jest ten moment, w którym pomagamy mu zacząć współpracę z nami – mówi dr Maja Polikowska.

Leki te pozwalają w znacznym stopniu kontrolować chorobę, poprawiają ogólne funkcjonowanie chorych, a także umożliwiają im pełne życie zawodowe. Jest to także opłacalne dla budżetu państwa – chorzy nie wypadają bowiem z rynku pracy. Leki utrzymują się w organizmie aż do podania kolejnej dawki, nie ma więc ryzyka nagłego nawrotu choroby. Taka forma terapii wyklucza także możliwość pominięcia codziennej dawki, co znacznie odciąża opiekunów. Leki są bowiem podawane w dłuższych odstępach, nawet raz na kwartał.

W tej chwili w Polsce mamy możliwość podawania leków o przedłużonym działaniu, tych nowoczesnych leków, tzw. atypowych neuroleptyków. To są tak naprawdę tylko dwie substancje, trzecia substancja nie ma nawet refundacji, a te, które są, podaje się raz na dwa tygodnie, raz na miesiąc – mówi dr Maja Polikowska. – Są już leki, które podaje się raz na trzy miesiące i myślę, że byłoby to idealne rozwiązanie i dla pacjentów, i dla opiekunów, i dla samych lekarzy. Psychiatrów w Polsce jest bardzo mało, raczej narzekamy na nadmiar pracy niż na niedobór.

Nowoczesne leki są już refundowane w większości krajów Unii Europejskiej, także na Węgrzech i w Rumunii, czyli w państwach o porównywalnym z polskim poziomie PKB. W Polsce pracuje tylko 9 tys. chorych na schizofrenię. Roczne wydatki ZUS związane ze schizofrenią wynoszą 1,1 mld zł (dane za 2013 rok) – większość z nich wynika z wypłacania rent z tytułu niezdolności do pracy.

Atman wyróżniony przez Komisję Europejską za działania podjęte na rzecz redukcji zużycia energii

Atman, lider rynku data center w Polsce, otrzymał międzynarodową nagrodę za wdrożenie w swoich serwerowniach energooszczędnych rozwiązań. Przyznało je jury European Code of Conduct for Energy Efficiency in Data Centre, programu Komisji Europejskiej, którego celem jest jak najbardziej efektywne wykorzystanie energii elektrycznej w centrach danych. W tej chwili zużywają one na naszym kontynencie już tyle samo prądu, ile potrzebują do funkcjonowania blisko 60-milionowe Włochy. To pierwsze tego typu wyróżnienie przyznane organizacji z Europy Środkowo-Wschodniej.

Firmy IT są coraz większym odbiorcą energii elektrycznej, a ceny prądu systematycznie rosną. Dlatego globalne korporacje, jak Facebook, Google, Amazon czy Microsoft, decydują się na budowę swoich centrów danych w lokalizacjach o chłodnym klimacie, takich jak choćby koło podbiegunowe, coraz częściej korzystają także ze źródeł energii odnawialnej. Biorą również udział w inicjatywach mających na celu obniżenie zużycia energii. Do tego grona – jako pierwsza polska organizacja – dołączył Atman, który w ubiegłym roku zdecydował się na udział w programie Komisji Europejskiej: European Code of Conduct for Energy Efficiency in Data Centre (Europejski Kodeks Postępowania dla Efektywności Energetycznej w Centrach Danych).

Wczoraj, podczas wieczornej gali kongresu Datacloud Global w Monako, prezes ATM Sylwester Biernacki odebrał nagrodę. Atman został wyróżniony przez jury programu za najlepsze wdrożenie rozwiązań redukujących zużycie energii elektrycznej wśród organizacji aplikujących do członkostwa w programie Code of Conduct w 2015 roku.

Centra danych „pożerają” coraz więcej energii

Zużycie energii rośnie, dlatego działania dążące do ograniczenia jej zużycia są jednym z priorytetów władz Unii Europejskiej. Zgodnie z przyjętą strategią „Energia 2020”, w ciągu najbliższych czterech lat w państwach członkowskich planowane jest zwiększenie efektywności energetycznej o 20%. UE próbuje ograniczyć zużycie energii nie tylko ze względu na ekologię i emisję CO2, ale także bezpieczeństwo energetyczne.

– Energia zużywana przez centra danych, czyli sprzęt teleinformatyczny, systemy chłodzenia etc., ma coraz większy udział w całościowym poborze energii państw członkowskich Unii Europejskiej. W krajach Europy Zachodniej jeszcze w 2007 r. zużywały one 56 TWh energii rocznie – to niemal tyle, o ile musimy zwiększyć produkcję energii w ciągu 20 lat, by uniknąć przerw w dostawach prądu – tłumaczy Marcin Banaś, główny specjalista ds. infrastruktury centrum danych w Atmanie. – Do 2020 roku centra danych mają zużywać już 104 TWh energii elektrycznej, a rosnący popyt na chmurę obliczeniową i rozwiązania w obszarze Internetu Rzeczy mogą to zapotrzebowanie jeszcze zwiększyć – dodaje Marcin Banaś.

Operator największego polskiego centrum danych stosuje rozwiązania ograniczające zużycie energii już od kilku lat. To m.in. systemy chłodzenia wspierane przez technologię free coolingu, układ zimnych i ciepłych korytarzy; spółka wykorzystuje także wskaźniki efektywności, takie jak PUE (Power Usage Effectiveness), które umożliwiają porównywanie swoich wyników do światowych standardów. – Udział w programie Komisji Europejskiej daje nam nie tylko możliwość wymiany doświadczeń i wzbogacania specjalistycznego know-how w zakresie technologii zmniejszających użycie energii, ale także realny wpływ na to, jak będzie wyglądała przyszłość rozwiązań stosowanych przez centra danych – zauważa Marcin Banaś z Atmana.

Komisja Europejska zachęca do działań „eko”

Głównym celem uruchomionego przez Komisję Europejską programu jest edukacja i stymulowanie przedsiębiorstw do redukcji zużycia energii, przy zachowaniu efektywności kosztowej i nie zakłócaniu funkcji krytycznych pełnionych przez centra danych. W praktyce oznacza to m.in. rozwijanie nowych metod pomiaru zużycia energii, podnoszenie świadomości menadżerów, inwestorów i właścicieli, ale także klientów centrów danych w kwestii efektywnego wykorzystywania energii i promowanie wśród nich najlepszych praktyk. Program wspiera też tworzenie narzędzi ułatwiających wdrażanie i szersze zastosowanie energooszczędnych technologii czy też monitorowanie skuteczności działań zwiększających energetyczną wydajność.

Kodeks skupia się na dwóch głównych obszarach: poprawie efektywności energetycznej sprzętu IT pracującego w centrach danych i efektywności energetycznej infrastruktury samych obiektów, czyli systemów wspierających działanie sprzętu IT, jak systemy chłodzenia czy zasilania awaryjnego. Programem zarządza Wspólne Centrum Badawcze działające w strukturach Komisji Europejskiej. Od momentu jego uruchomienia w 2008 roku do inicjatywy dołączyło ponad 100 uczestników, w tym przedsiębiorstwa spoza Europy, takie jak np. amerykańska platforma aukcyjna eBay. Ogółem wsparcia programowi udzieliło już 240 organizacji, wśród których wyróżnić można takie jak France Telecom, IBM, Microsoft czy Dell.

Grupa Angel Poland Group: 10 inwestycji na łączną sumę 1,5 mld zł

10 inwestycji w segmencie premium na łączną sumę 1,5 mld zł. Grupa Angel Poland Group prężnie rozwija się w Polsce. Zakończyła realizację Angel Wawel w Krakowie, otworzyła we Wrocławiu centrum seniora i kończy luksusowe OVO. Jednocześnie rozpoczyna budowę kolejnego apartamentowca. Plany są ambitne. Gdzie powstaną nowe inwestycje?

Angel Poland Group działa w Polsce od 2003 roku, a specjalizuje się w segmencie nieruchomości luksusowych. Od tamtej pory grupa zainwestowała w 10 projektów. Wszystkie okazały się komercyjnym sukcesem.

Elementem wspólnym dla wszystkich naszych inwestycji jest to, że są skierowane do bardziej wymagającego klienta i położone w atrakcyjnych lokalizacjach. Miejsce jest dla nas najważniejsze i to na jego wyborze skupiamy się na początku. Następnie opracowujemy projekt, który dla naszych mieszkańców będzie oznaczał komfortowy styl życia mówi Ron Ben Shahar, partner Angel Poland Group.

Dobry przykład

Angel River
Angel River

Przykładem znakomitego doboru lokalizacji jest najnowszy, 10 już projekt grupy – Angel River we Wrocławiu. Apartamentowiec powstaje nad rzeką Oławą – w sąsiedztwie centrum i licznych atrakcji Starego Miasta. Dwa budynki, dziewięcio- oraz siedemnastopiętrowy, maksymalnie wykorzystują atuty rzeki.

– Przy Angel River zagospodarujemy fragment nabrzeża, które będzie miejscem odpoczynku i rekreacji dla mieszkańców. Również dziedziniec i przestronne zielone tarasy otwierają się na rzekę – mówi Shachar Samuel, partner Angel Poland Group. Każdy z naszych projektów przygotowujemy z myślą o przyszłych mieszkańcach. Chcemy spełnić ich najbardziej wyszukane pragnienia, a także zaproponować coś więcej, jeszcze bardziej podnosząc jakość ich życia.

W ubiegłym roku grupa zakończyła realizację Angel Wawel w Krakowie. Luksusowa inwestycja powstała w zabytkowych budynkach, w których wcześniej znajdował się  zakon sióstr Koletek, oraz w nowo powstałym budynku. Obiekt, w którym znalazł się 700-metrowy Apartament Królewski, ustanowił nowe standardy nieruchomości mieszkaniowych. Angel Wawel został uznany przez portal Otodom za najbardziej prestiżową inwestycję mieszkaniową w Polsce w 2015 roku oraz został zwycięzcą konkursu Kraków Mój Dom 2016 za najlepszą rewaloryzację w Krakowie.

Ostatnio grupa skupiała się na inwestycjach we Wrocławiu. W kwietniu otworzyła centrum seniora Angel Care, które oferuje kompleksowe usługi o najwyższym standardzie. Obecnie przygotowuje się do otwarcia wielofunkcyjnego kompleksu OVO Wrocław. Obie inwestycje powstały w centrum miasta lub bezpośrednim jego sąsiedztwie.

Ambitne plany

Rozwój Angel Poland Group jeszcze zwiększy tempo. Grupa planuje obecnie co najmniej dwie inwestycje w Krakowie. Powstanie tu drugie centrum seniora Angel Care. Natomiast w perspektywie pięciu lat inwestor wybuduje w Polsce w sumie 10 nowoczesnych ośrodków dla osób starszych o łącznej wartości 500 mln zł. Grupa zamierza obsługiwać ok. 2000 miejsc w domach opieki w całym kraju. Kolejną krakowską inwestycją będzie budynek typu mixed-use. Połączona zostanie w nim funkcja luksusowych apartamentów oraz pięciogwiazdkowego hotelu – podobnie jak w OVO Wrocław, ale o jeszcze wyższym standardzie.

Na inwestycyjnej mapie Angel Poland Group znajduje się także Warszawa. Deweloper zainicjował tutaj apartamenty Wilanów One. Dlaczego grupa inwestuje w tych trzech miastach?

– Warszawa, Kraków i Wrocław nastawione są na rozwój, są otwarte na nowe, a także wyróżniające się inwestycje. Mamy bardzo dobre doświadczenia związane z inwestowaniem tutaj mówi Ron Ben Shahar. – To również miejsca, w których historia spotyka się z teraźniejszością oraz odważnie patrzy w przyszłość.

Według inwestorów Polska szybko skraca dystans do europejskich liderów w segmencie nieruchomości premium. Prognozy są również obiecujące. Polacy stają się coraz zamożniejsi i chcą inwestować w luksus.

– Zamożni klienci wiedzą, że jest to znakomita inwestycja kapitału. Luksusowe apartamenty w dobrej lokalizacji będą zyskiwać na wartości – mówi Ron Ben Shahar.
Kiedy w 2003 roku zaczynaliśmy działalność w Polsce, wiele osób twierdziło, że nie znajdziemy nabywców na luksusową ofertę. Jednak od ponad dekady nieprzerwanie się rozwijamy, a rynek razem z nami. W najbliższych latach będziemy kontynuować tę politykę.

  1. 2003 – zakup historycznej kamienicy w Krakowie. W odległości zaledwie 100 metrów od Rynku powstają pierwsze apartamenty Angel Poland Group
  2. 2006 – powstaje Wilanów One – pierwsza inwestycja w Warszawie
  3. 2007 – Angel Plaza – Kraków
  4. 2009 – The Granary – pierwsza inwestycja we Wrocławiu
  5. 2009 – Angel City – Kraków
  6. 2011 – Angel Wings – Wrocław
  7. 2015 – Angel Wawel – Kraków
  8. 2016 – Angel Care – Wrocław
  9. 2016 – OVO Wrocław
  10. 2018 – Angel River – Wrocław

Związkowcy chcą dłuższych urlopów

Jeszcze na dobre nie zaczął się sezon urlopowy, a OPZZ już wyszedł z propozycją wydłużenia urlopów pracowniczych do 32 dni, a więc o 6 dni w stosunku do podstawowego 26 dniowego urlopu pracowniczego.

Komentarz prof. Jacka Męciny, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Uzasadnieniem dla tej propozycji jest to, że przeciętny Polak pracuje najdłużej w Unii Europejskiej, a wydłużenie urlopu wypoczynkowego nie tylko zapewni więcej czasu na wypoczynek i regenerację, ale wpłynie korzystanie na wzrost wydajności i zmniejszy liczbę wypadków przy pracy. To zaskakujący projekt w okresie, gdy bezrobocie spada, zatrudnienie rośnie i jest coraz więcej sygnałów, że pracodawcom brakuje rąk do pracy.

Polska w zakresie przepisów urlopowych nie odbiega od standardów europejskich, a warto przypomnieć, że 20 dni bez stażu pracy, a ze stażem 26 dni urlopu to wartość przyjęta w Kodeksie pracy w okresie naszej akcesji do UE, a więc zaledwie 12 lat temu. Jeśli dodamy do tego liczbę dni ustawowo wolnych od pracy, która w Polsce wynosi 13, to łączna liczba dni wolnych jest większa niż w propozycji OPZZ. Warto wspomnieć, że niektóre grupy zawodowe, jak nauczyciele, pracownicy socjalni mają prawo do ustawowo wyższego wymiaru urlopu, są też możliwości przyznania dodatkowych dni urlopu w zakładowych źródłach prawa. Jeśli tak spojrzymy na liczbę dni wolnych od pracy, to Polska jest krajem oferującym więcej wypoczynku niż przeciętna w UE. Oczywiście trzeba pamiętać, że są branże czy sektory, w których standardy pracy są niższe, także ze względu na duży udział umów cywilnoprawnych.

Tak jest w rolnictwie i ogrodnictwie, w sektorze administrowania, sprzątania i ochrony, w gastronomii i hotelarstwie. Pracodawcy wspierają od 2014 roku zmiany w kierunku poprawy jakości zatrudnienia, jak ozusowanie zbiegów umów zlecenia, ograniczenie umów na czas określony, zmiany w ustawie prawo zamówień publicznych. W zasadzie porozumieliśmy się w sprawie stawki 12 zł za godzinę, choć pozostały pewne zastrzeżenia.

Jednak nie można jednocześnie inwestować w jakość zatrudnienia i mnożyć inne koszty dla pracodawców, takie jak propozycja ustawowego wydłużenia urlopów wypoczynkowych. Myślę, ze jest wiele innych kwestii, które bardziej niż ta zasługują na poważną dyskusję, a póki co warto wykorzystać przysługujący urlop na odpoczynek i większy dystans także do propozycji formułowanych w ramach dialogu społecznego.

Konfederacja Lewiatan

Ile gotowych mieszkań mają deweloperzy

Czy deweloperzy mają dziś w ofercie więcej gotowych mieszkań niż rok temu? Jakie lokale są dostępne w ukończonych budynkach? W których inwestycjach znajdziemy mieszkania, do których odbierzemy klucze? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

W ubiegłym roku odsetek gotowych mieszkań stanowił około 5 proc., a obecnie nie przekracza 1 proc. naszej oferty. Wielu klientów decyduje się na zakup tzw. dziury w ziemi. To właśnie wtedy jest największy wybór lokali, a raty na początku spłaty kredytu są dużo niższe, co pozwala spokojnie czekać na odbiór mieszkania. Nie bez znaczenia są też ostatnie zmiany w zakresie kredytów hipotecznych, gdzie wyraźnie widać wzrost ich kosztów. Dodatkowo z początkiem tego roku podniesiono wymóg wkładu własnego do kredytu do 15 proc. wartości mieszkania, który w przyszłym roku wzrośnie do 20 proc.

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord S.A.

Po pierwszym kwartale br. w ofercie Polnordu i spółek w pełni kontrolowanych przez Polnord znajdowało się 1055 lokali, w tym 104 mieszkania gotowe. Rok wcześniej było to odpowiednio łącznie 777 lokali, w tym 166 oddanych do użytkowania. Wybór w gotowej ofercie jest zatem mniejszy, a to za sprawą dużego popytu obserwowanego wciąż na rynku, dlatego też w najbliższym czasie planujemy wprowadzenie do sprzedaży kolejnych projektów. Gotowe mieszkania dostępne są w Tęczowym Lesie w Olsztynie, w osiedlach Dwa Tarasy i 2 Potoki w Gdańsku, Neptun w Ząbkach, City Park w Łodzi oraz Ku Słońcu w Szczecinie. Głównie są to lokale 2‑ 4 pokojowe. Klienci zainteresowani przestronnym mieszkaniem mają jeszcze szansę na zakup apartamentu w inwestycji Brama Sopocka w Gdyni.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Oferta gotowych mieszkań na chwilę obecną jest niewielka, jednak zwiększy się wraz z zakończeniem naszych poszczególnych inwestycji. Gotowe mieszkania możemy zaoferować w inwestycji w Łodzi, w osiedlu Nowe Tysiąclecie w Katowicach oraz w Rezydencji Redłowo w Gdyni, a także w inwestycji Zielona Dolina w Warszawie. Aktualnie realizujemy budowę 11 projektów mieszkaniowych wraz z domami jednorodzinnymi na 116 tys. PUM. Przygotowujemy 19 nowych inwestycji na łączną liczbę 4198 mieszkań.

Adrian Potoczek, dyrektor sprzedaży Wawel Service

Mieszkania w naszych inwestycjach sprzedają się zazwyczaj już na etapie budowy, dlatego obecnie liczba gotowych mieszkań w Wawel Service jest znikoma i wynosi ok. 20 lokali. Wybór ukończonych mieszkań zmniejszył się w porównaniu z poprzednim rokiem, jednak wszystko uzależnione jest od ilości poczynionych przez nas inwestycji i liczby uruchomionych sprzedaży.

Marcin Liberski, dyrektor sprzedaży i marketingu w Atlas Estates

W zeszłym roku mieliśmy w ofercie większą liczbę gotowych mieszkań niż w tym roku, co wynika z tego, że realizowane przez nas inwestycje zostały w większości już sprzedane. Aktualnie gotowe mieszkania posiadamy w dwóch warszawskich inwestycjach o podwyższonym standardzie. W inwestycji ConceptHouse Mokotów pozostały dwa ostatnie, czteropokojowe mieszkania o powierzchni 158 mkw. i 165 mkw. Są to dwupoziomowe apartamenty, które wyróżniają się funkcjonalnym rozkładem, umożliwiającym łatwą aranżację wnętrz z podziałem na strefy gościnną oraz prywatną. W inwestycji Capital Art Apartments przy ul. Giełdowej zostały dwa apartamenty o powierzchni ok. 116 mkw. z ponad 29 metrowymi tarasami oraz 37 metrowy lokal z możliwością zaaranżowania na dwa pokoje.

Marcin Mielcarz, wiceprezes zarządu Grupy Inwest

Posiadamy w ofercie ok. 300 mkw. PUM w mieszkaniach trzy i czteropokojowych w oddanym do użytkowania budynku przy ulicy Siedleckiej 60 na warszawskiej Pradze Północ.

W ostatnich kilkunastu miesiącach rozpoczęliśmy budowę 5 nowych inwestycji o łącznej powierzchni ok. 8.000 mkw. PUM, w których mieszkania sprzedają się błyskawicznie we wczesnej fazie budowy. W przypadku inwestycji Garibaldiego 5 przy Rondzie Wiatraczna w Warszawie możemy poszczycić się sprzedażą na poziomie 70 proc. na etapie stanu „0” budynku.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Aktualnie mamy w ofercie mniej gotowych mieszkań niż rok temu. W większości przypadków mieszkania sprzedają się na etapie budowy. W momencie oddania inwestycji do użytkowania w ofercie zostaje przeważnie tylko kilka mieszkań, jak to jest na przykład w naszym osiedlu Krasińskiego 58 na warszawskim Żoliborzu. W inwestycji dostępne są ostatnie, gotowe mieszkania w cenie od 7293 zł/mkw. z miejscem postojowym, które teraz oferujemy w promocji z 50 proc. rabatem.

Jacek Bielecki, d

yrektor ds. rozwoju i jakości Marvipol S.A.

Gotowych mieszkań w Marvipolu jest już niewiele, mniej niż rok temu. Posiadamy je jedynie w warszawskiej inwestycji Central Park Ursynów. Pewna pula mieszkań gotowych będzie do nabycia od sierpnia tego roku, gdy ukończymy kolejny etap tego osiedla.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO Classic

Oferta mieszkań gotowych w naszych inwestycjach jest znacznie mniejsza niż w porównywalnym okresie ubiegłego roku. Gotowe mieszkania oferujemy w inwestycji Hubertus na warszawskim Służewcu oraz Wolne Miasto w Gdańsku.

W Hubertusie mamy jeszcze mieszkania 3 i 4 pokojowe, a niebawem zostanie zakończony ostatni etap tej inwestycji, w którym dostępne są także mieszkania dwupokojowe. W gdańskiej inwestycji Wolne Miasto pozostały większe mieszkania.

Maria Doerre, dyrektor sprzedaży i marketingu Activ Investment

Choć w bieżącym roku znacząco zwiększyła się nasza oferta mieszkaniowa, lista gotowych mieszkań jest niezwykle krótka, obejmuje nieliczne lokale w inwestycji Cztery Wieże w Katowicach. Większość naszych mieszkań sprzedaje się w trakcie przygotowań, a nawet na etapie poprzedzającym przysłowiowe wbicie łopaty w ziemię. Najlepszym tego przykładem są krakowskie inwestycje Konopnicka City Park i Apartamenty Mogilska, w których przed rozpoczęciem budowy nabywców znalazło odpowiednio 85 proc. i 75 proc. mieszkań.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Zarówno na rynku, jak i w naszym portfolio liczba mieszkań dostępnych od ręki nieco zmalała w porównaniu z rokiem ubiegłym. Jesteśmy jednak bardzo zadowoleni z aktualnego tempa rozwoju naszej oferty, która obejmuje inwestycje w różnym stopniu realizacji. W niedługim czasie do oferty dołączą kolejne gotowe mieszkania, a jednocześnie zaproponujemy lokale w nowo rozpoczętych projektach.

Przemysław Bednarczyk, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Aktualnie w ofercie nie posiadamy mieszkań, do których można odebrać klucze. Duże zainteresowanie naszymi projektami sprawiło, że już na wczesnym etapie budowy pierwszych etapów warszawskich inwestycji Stacja Kazimierz i Miasto Wola wszystkie dostępne mieszkania znalazły swoich nabywców. Obecnie w sprzedaży znajdują się dwie kolejne fazy Miasta Wola i jeden etap Stacji Kazimierz. Dla osób, którym zależy na szybkiej przeprowadzce mamy w ofercie 7 lokali z drugiego etapu projektu Miasto Wola, którego zakończenie zaplanowaliśmy na IV kwartał br.

Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży w

RED Real Estate Development

Klienci pytają o kolejne etapy naszych inwestycji i często decydują się na zakup mieszkań na wczesnym etapie przedsprzedaży. W momencie oddania budynków do użytku zdecydowana większość lokali ma już właścicieli. Mamy ostatnie mieszkania w ukończonym etapie ekologicznego osiedla Alpha Park w Warszawie o metrażu ok. 52 mkw. W Nowej Papierni we Wrocławiu można kupić ostatnie lofty od 42 do 104 mkw. w zrewitalizowanej XIX wiecznej fabryce papieru. Wciąż dostępnych jest również kilka mieszkań w budynku z wysokimi lokalami New Line.

Katarzyna Pietrzak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Victoria Dom S.A.

W tym roku będziemy mieć prawie 600 lokali gotowych do odbioru. To prawie o połowę więcej lokali niż w roku ubiegłym. Gotowe na wakcje będzie warszawskie Osiedle Classic zlokalizowane przy ulicy Przaśnej, w którym zostało nam kilka wolnych lokali.

Opracowanie: Kamil Niedźwiedzki

Kolor zielony zdominował całą Europę

Kolor zielony dominował we wtorek na europejskich parkietach. Praktycznie od samego początku notowań inicjatywę przejęli kupujący akcje. Popyt wspierały w dużej mierze publikowane dane makroekonomiczne. Poznaliśmy między innymi finalny odczyt PKB liczonego dla całej strefy euro, który w pierwszym kwartale wzrósł o 0,6% w odniesieniu kwartał do kwartału (prognoza 0,5%) i 1,7% w odniesieniu rok do roku.

Pozytywnie zaskoczyły również dane z Niemiec, gdzie poznaliśmy wyniki produkcji przemysłowej. W kwietniu wzrosła ona o 0,8% m/m i 1,2% r/r. Jest to odczyt z pewnością dużo lepszy w stosunku do marca. Sytuacja w Hiszpanii także uległa poprawie, a taki wniosek można wyciągnąć po publikacji wyników produkcji przemysłowej, która wyniosła w kwietniu 2,7% (prognoza 2,1%).

Finalnie, niemiecki DAX zakończył dzień wzrostem o 1,65%, francuski CAC 40 zyskał 1,19%, a brytyjski FTSE 100 0,18%. Warszawski indeks WIG 20 kontynuował wzrost, zapoczątkowany w ubiegłym tygodniu. Pomimo stosunkowo niewielkiego obrotu na całym rynku, który wyniósł jedynie 678 mln zł, stronie popytowej udało się wywalczyć 1,98% zysku na indeksie skupiającym największe polskie spółki. Jednocześnie, indeks powrócił powyżej psychologicznej bariery 1800 pkt.

Największą uwagę rodzimych inwestorów w tracie dzisiejszej sesji z pewnością przyciągnie decyzja Rady Polityki Pieniężnej w sprawie wysokości stóp procentowych. Jednak zgodnie z konsensusem rynkowym, stopy pozostaną najprawdopodobniej na poziomie 1,50% aż do przyszłego roku. Spośród danych dotyczących gospodarek europejskich warto przyjrzeć się inflacji CPI (liczonej w cenach konsumentów) ze Szwajcarii i wynikom produkcji przemysłowej z Wielkiej Brytanii. Po południu natomiast poznamy dane dotyczące tygodniowej zmiany zapasów paliw ze Stanów Zjednoczonych, a o godz. 23:00 decyzję w sprawie wysokości stóp procentowych podejmie RBNZ (Nowa Zelandia). Rynek w tym przypadku oczekuje utrzymania stóp na bieżącym poziomie.

Sesja w USA:

Wtorek na nowojorskich giełdach zakończył się niewielkimi zmianami głównych indeksów. Dobrym nastrojom z pewnością sprzyjają sygnały ze strony Rezerwy Federalnej, że bank centralny Stanów Zjednoczonych nie zamierza podnosić w czerwcu stóp procentowych. Na koniec dnia, indeks Dow Jones Industrial Average zyskał 0,10%, S&P 500 wzrósł o 0,13%, natomiast Nasdaq Composite stracił 0,23%.

Waluty:

Wtorek dla EURUSD zakończył się wzrostem o 0,01% do poziomu 1,1356.

Kurs EURGBP stracił  0,69% i osiągnął poziom 0,7809, natomiast EURJPY stracił 0,23%, schodząc do poziomu 121,84.

Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,3480 PLN za euro, 3,8244 PLN za dolara amerykańskiego, 3,9621 PLN za franka szwajcarskiego oraz 5,5527 PLN za funta szterlinga.

Złoty kontynuował we wtorek odzyskiwanie strat. Kurs EURUSD trwale zadomowił się poniżej poziomu 4,36, co może sugerować sygnał do dalszych spadków. USDPLN oddalił się od poziomu 3,85, a na CHFPLN nadal utrzymuje się niska zmienność. Możliwe, że w przypadku CHFPLN sytuację w najbliższych dniach ożywią dane napływające z rynku w Szwajcarii (inflacja CPI i stopa bezrobocia w czwartek), jak również propozycja Prezydenta RP w sprawie rozwiązania problemu zadłużenia w obcych walutach.

Surowce:

Złoto zakończyło wczorajsze notowania stratą o 0,07% do poziomu 1246,45 USD za uncję. Srebro natomiast spadło o 0,52% i osiągnęło poziom 16,39 USD za uncję. Ropa naftowa znajduje się obecnie na najwyższym pułapie od ośmiu miesięcy. Odmiana WTI zakończyła dzień na poziomie 50,38 USD za baryłkę, zyskując tym samym 1,47%. Odmiana Brent zyskała natomiast 2,02% i była notowana po 51,50 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko

Head of Support

Patron FX

Na jakie oferty pracy kandydaci odpowiadają najczęściej?

Ta istotna zamiana w połączeniu z dużą ilością ofert zamieszczanych na wszelkiego rodzaju portalach sprawia, że pracodawcy zaczynają się zastanawiać, jak maksymalnie uatrakcyjnić proces rekrutacji i dostosować go do oczekiwań oraz potrzeb kandydatów.

Ogłoszenie o pracę jest pierwszym elementem, z którym styka się osoba poszukująca nowego zatrudnienia. To od niego zależy, czy kandydat wyśle firmie swoje CV, czy też definitywnie skreśli ją ze swojej listy potencjalnych pracodawców. Wiele przedsiębiorstw nie docenia potencjału tkwiącego w dobrze skonstruowanym ogłoszeniu o pracę i skupia się bardziej na dalszych etapach rekrutacji, gdy tak naprawdę to treść oferty często determinuje to, czy rekruterzy znajdą odpowiedniego pracownika na dane stanowisko.

Dobre ogłoszenie, czyli jakie?

Ponieważ coraz częściej spotykamy się z sytuacją, w której to praca szuka człowieka, a nie na odwrót, odpowiednio sformułowana oferta jest kluczem do znalezienia dobrego pracownika i zgromadzenia dużej ilości aplikacji. Istnieje wiele czynników, które mogą wpłynąć na postrzeganie ogłoszenia w sieci i zwiększyć lub zmniejszyć jego atrakcyjność na tle konkurencji. Według badania „Candidate Experience” przeprowadzonego przez eRecruiter blisko 60% ankietowanych negatywnie podchodzi do rekrutacji ukrytych, w których nie została podana nazwa firmy. Tego typu ogłoszenia spotykają się zazwyczaj z niechęcią i budzą wiele podejrzeń. Kandydaci obawiają się tego, iż dane ogłoszenie jest fałszywe lub zostało zamieszczone przez przedsiębiorstwo cieszące się złą sławą. Osoby aplikujące nie zdają sobie sprawy z tego, że wielu pracodawców korzysta z usług agencji rekrutacyjnych, które zobowiązane są, by zachować pewne dane w tajemnicy lub posiada inne powody zmuszające do utajnienia nazwy firmy. Jeśli nie istnieją żadne przeciwwskazania konstruując ogłoszenie warto odpowiednio wyeksponować nazwę firmy i dodatkowo zamieścić krótki opis jej działalności lub chociażby link, który odsyłać będzie do strony przedsiębiorstwa. W ten sposób kandydat już na wstępie dowie się z kim na do czynienia i czego może się spodziewać po pracodawcy.

53% ankietowanych podaje, że elementem zniechęcającym ich do aplikacji jest niejasność wymagań, natomiast 51% nie odpowiada na ogłoszenia, w których zamieszczono jedynie lakoniczne informacje dotyczące tego, co pracodawca oferuje pracownikowi. Treść stanowi więc najważniejszy element każdego ogłoszenia. Aby było ono dla kandydata maksymalnie czytelne i zawierało wszystkie ważne informacje osoby rekrutujące muszą stworzyć dokładny i rzetelny opis stanowiska, na które będą prowadziły rekrutację. Sprecyzowane ogłoszenie, nawet, jeśli wydaje się być dość długie, sprawi, że firma uniknie wszelkiego rodzaju niedomówień, a kandydat uzyska pełen obraz wymagań, jakie stawia przed nim pracodawca.

Oferta nie powinna być jednak przytłaczająca. Zarówno w swojej formie, jak i treści. Minimalna ilość graficznych ozdobników, ograniczająca się jedynie do logotypu firmy oraz tekst spisany w formie krótkich akapitów, z wyraźnym wytłuszczeniem istotnych elementów sprawią, że ogłoszenie będzie dość minimalistyczne, ale równocześnie pozostanie wizualnie atrakcyjne dla kandydata.

Tym, co determinuje decyzję osoby aplikującej są również wymagania dotyczące dalszego procesu rekrutacji. Wielu kandydatów niechętnie reaguje na konieczność przesłania listu motywacyjnego, szczególnie, gdy ma on zawierać konkretną liczbę zdań. Również prośba o dostarczenie CV w języku innym, niż polski może w dużej mierze wpłynąć negatywnie na decyzję osób poszukujących pracy. Ważny jest również stosowany przez rekruterów język. To w jaki sposób sformułowane zostanie ogłoszenie, w dużej mierze zależy od tego, do jakiego kandydata osoba rekrutująca się w nim zwraca. Oferty skierowane do osób z młodego pokolenia powinny się cechować lekkością języka i zawierać tylko niezbędne informacje, gdyż młodzi ludzie nie lubią przytłaczającej ilości treści. Ogłoszenia kreatywne można również wykorzystywać przy rekrutacji na stanowiska wymagające od kandydata dużej pomysłowości i tzw. “lekkiego pióra”.

Ponieważ żyjemy w czasach ciągłego pośpiechu, w których każdy chciałby dokonywać wielu decyzji za pomocą zaledwie jednego kliknięcia na ekranie telefonu istotne znaczenie ma także  forma, jaką przybierze formularz rekrutacyjny stosowany przez firmy. Powinien on zawierać wszystkie pytania, które mogą zaważyć na stopniu dopasowania kandydata, ale zarazem nie może on być zbyt długi. Pytania, które się w nim znajdą muszą być krótkie i bardzo konkretne tak, aby wymagały rzeczowej i zwartej odpowiedzi. W ten sposób kandydat nie poczuje się przytłoczony informacjami, jakich się od niego oczekuje.

Chcąc się wyróżnić na tle innych firm, pracodawcy powinni zadbać nie tylko o jakość swoich ogłoszeń, ale również o wizerunek, jaki ich marka posiada w Internecie. Blisko 51% osób deklaruje, iż tym, co zaważyło na odrzuceniu oferty były opinie znalezione w sieci oraz zasłyszane od znajomych. Coraz więcej kandydatów przed przystąpieniem do procesu rekrutacji stara się znaleźć jak najwięcej informacji odnośnie przedsiębiorstwa, do którego chce aplikować. Aby posiadać wizerunek solidnej, rzetelnej firmy, która dba o pracowników i oferuje atrakcyjne stanowiska pracy, warto poświęcić więcej czasu na zbudowanie odpowiedniego employer brandingu. Utrzymując kontakt zarówno z kandydatami, jak i byłymi pracownikami firma dba o swoją opinię.

Pracodawcom coraz trudniej jest zachęcić kandydatów do swojej oferty, gdy mają oni do wyboru tak wiele konkurencyjnych ogłoszeń. Aby maksymalnie zwiększyć swoje szanse i zdobyć jak najbardziej dopasowanego pracownika, firmy powinny zwracać większą uwagę na oczekiwania osób aplikujących i dostosowywać do nich treść oraz formę swoich ogłoszeń. – dodaje Sabina Sawulska, Team Leader działu Rekrutacji w firmie w Smart MBC.

Złoty najmocniejszy od wielu tygodni

Uczucie ulgi po wczorajszej prezentacji założeń nowej ustawy frankowej, a przede wszystkim czynniki globalne, stoją za dzisiejszym umocnieniem złotego. Bez echa natomiast przeszła decyzja RPP, która zgodnie z prognozami nie zmieniła stóp procentowych w Polsce.

Zgodnie z rynkowymi oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej (RPP), na zakończonym dziś posiedzeniu, zdecydowała się pozostawić stopy procentowe bez zmian, utrzymując główną stopę na rekordowo niskim poziomie 1,50%.

Decyzja ta nie mogła być inna. Wprawdzie deflacja w Polsce jest głębsza i zdecydowanie dłuższa niż wielu przewidywało, a pierwsza inflacja pojawi się dopiero pod koniec roku, ale Rada nie widzi szkodliwych skutków tej sytuacji, więc sama deflacja nie jest dla niej dostatecznym argumentem przemawiającym za ewentualnym cięciem kosztu pieniądza.

Takim argumentem nie są też gorsze wyniki I kwartału, gdy roczna dynamika polskiego Produktu Krajowego Brutto (PKB) wyhamowała do 3% z odnotowanych 4,3% w ostatnim kwartale 2015 roku. Spowolnienie to bowiem miało jedynie charakter przejściowy, co potwierdzają już dane za kwiecień, i w kolejnych kwartałach gospodarka będzie przyspieszać.

Dzisiejsze posiedzenie RPP było ostatnim pod przewodnictwem prof. Marka Belki, którego wkrótce na fotelu przewodniczącego Rady i prezesa Narodowego Banku Polskiego (NBP), zastąpi Adam Glapiński. Oczekujemy po nim kontynuacji dotychczasowej polityki Rady, co oznacza, że stopy procentowe w Polsce mogą pozostać na niezmienionym poziomie nawet do końca 2017 roku. Kolejnym ruchem będzie ich podwyżka. Inny scenariusz, zakładający w tym przypadku cięcie kosztu pieniądza, wchodziłby w grę tylko wówczas, gdyby wzrost gospodarczy w Polsce załamał się lub gdyby światowa gospodarka pogrążyła się w kryzysie.

Decyzja ws. stóp procentowych nie zrobiła na inwestorach żadnego wrażenia. Złoty nie zareagował. Większych emocji nie powinna też wywołać zaplanowana na godzinę 16:00 konferencja prasowa po posiedzeniu Rady. Złoty od rana zyskuje na wartości w relacji do głównych walut i jest najmocniejszy do nich od wielu tygodni. O godzinie 13:09 kurs EUR/PLN testował poziom 4,3338 zł, który ostatnio można było zaobserwować w trzeciej dekadzie kwietnia. Kurs USD/PLN spadł natomiast poniżej 3,91 zł i dolar jest najtańszy od początku maja.

Wczoraj zespół ekspertów przedstawił poprawioną wersję prezydenckiego projektu tzw. ustawy frankowej. Propozycje sygnowane przez Prezydenta w dalszym ciągu są bardzo mgliste i nie ma pewności nie tylko, co ostatecznie pojawi się w ustawie, ale też  czy w ogóle taka ustawa zostanie przyjęta przez Sejm. To oczywiście nie zmniejsza ryzyka związanego z tą ustawą, ale je nieco ogranicza. Po pierwsze dlatego, że szanse na szybkie uchwalenie stosownej ustawy są małe. Po drugie, mnogość zgłoszonych wczoraj propozycji może sugerować, że nawet jak ustawa powstanie, to nie rozłoży ona sytemu bankowego w Polsce. I po trzecie, eksperci nie przewidują udziału NBP w całej operacji.

Uczycie ulgi towarzyszące wczorajszej prezentacji nowej wersji ustawy frankowej (a w zasadzie założeń do niej) to jeden z czynników wspierający dziś złotego. Jednak nie ten najważniejszy. Umocnienie polskiej waluty ma źródła leżące poza granicami kraju. To w dalszym ciągu efekty dostosowywania się do nowych warunków, jakie pojawił się w ostatni piątek, gdy okazało się, że kondycja amerykańskiego rynku pracy nie jest tak dobra jak to wcześniej szacowano, co w sposób automatyczny odsuwa w czasie decyzję o ewentualnej podwyżce stóp procentowych przez Fed.

Innym czynnikiem spychającym w dół notowania polskich par jest zmiana układu sił na ich wykresach w następstwie ostatnich spadków, przełamanie krótkoterminowych wsparć, co zachęca do wyprzedawania walut i kupna złotego.

W drugiej połowie tygodnia umocnienie złotego prawdopodobnie wyhamuje, a krajowi inwestorzy, będą czekać na całą serie przyszłotygodniowych danych makroekonomicznych z polskiej gospodarki, a przede wszystkim, tak samo jak gracze globalni, na przyszłotygodniowe wyniki posiedzenia amerykańskiego Fed-u.

Komentarz przygotował:

Marcin Kiepas

Główny Analityk

Admiral Markets AS Oddział w Polsce

Wideo zmienia oblicze obsługi klienta

Współcześni konsumenci kontaktują się z firmami za pośrednictwem wielu kanałów komunikacji. Wideo stało się jednym z nich. W jaki sposób przedsiębiorstwa, placówki medyczne, a nawet urzędy miejskie mogą wykorzystywać wideo do kontaktów ze swoimi klientami?

„Klient nasz pan” – mimo upływu czasu to stare hasło wciąż nie traci na aktualności. Od wielu lat obserwujemy nieustające zmiany w podejściu różnych instytucji do obsługi klientów. Dzięki ich prokonsumenckiemu nastawieniu coraz więcej spraw możemy załatwić nie wychodząc z domu, wystarczy mieć komputer z dostępem do Internetu.

O krok dalej – wideo w contact center

Współcześni konsumenci oczekują wysokiej jakości produktu czy obsługi i są gotowi zapłacić więcej, by ją otrzymać. Mowa o urodzonym po roku 1980 pokoleniu Y, które stanowi już prawie 25% populacji. Tuż za nim plasuje się pokolenie Z, dzisiejsi nastolatkowie i młodzi dorośli. To osoby otwarte na nowe technologie i innowacyjne formy komunikacji, ale też wymagające i oczekujące perfekcyjnej, natychmiastowej obsługi.

Nasze tempo życia ciągle rośnie, nieustannie nam się spieszy i nie lubimy czekać, każdą sprawę chcemy załatwić od ręki. Większość problemów możemy rozwiązać zdalnie, przez Internet. Od wielu lat korzystamy już ze sklepów internetowych i mobilnej bankowości. Coraz częściej wyniki badań lekarskich możemy sprawdzić na swoim indywidualnym koncie w przychodni. Nową umowę u operatora omówimy przez telefon, a kurier dostarczy nam wszystkie dokumenty do rąk własnych.

Firmy walczą o klienta doskonałą jakością obsługi. Naturalną koleją rzeczy jest więc to, że do portfolio usług contact centers dołączyła obsługa klienta za pośrednictwem kanałów wideo.

Przykładem takiego rozwiązania jest alfa Video Contact Center, oprogramowanie pozwalające stworzyć wirtualny oddział, który dzięki zaawansowanej technologii może w dużej mierze zastąpić bezpośredni kontakt, gwarantując firmie oszczędności i zadowolenie klientów. Platformę zaprojektowano z zastosowaniem nowoczesnych technologii WebRTC. Można z niej korzystać na każdym komputerze z dostępem do Internetu oraz za pomocą dedykowanej aplikacji mobilnej, również na smartfonach i tabletach. Ta forma komunikacji jest bezpieczna dzięki zastosowaniu nowatorskich rozwiązań bazujących na biometrii głosu i obrazu.

Nasze rozwiązanie znakomicie wpisuje się w trend włączania kanałów wideo w firmową strategię – mówi Janusz Tomiczek, prezes spółki Alfavox, producenta alfa Video Contact Center. – Platforma zapewnia rozmówcom kontakt wizualny, wspólną pracę nad dokumentem wraz z jego edycją, omówienie poruszonych kwestii, porównywanie i prezentowanie wszelkich danych, kompleksową konsultację z doradcą i finalizację danej sprawy.

Kanał wideo oferuje bardziej osobisty kontakt z drugim człowiekiem niż rozmowa przez telefon – przez cały czas połączenia widzimy naszego rozmówcę, co sprzyja budowaniu pozytywnej relacji. Wirtualne oddziały, w których klienci mogą się spotkać z doradcą o umówionej godzinie, bez konieczności dojazdu i oczekiwania w kolejce, z powodzeniem sprawdzają się w bankach i towarzystwach ubezpieczeniowych. Ta forma kontaktu gwarantuje też prywatność i dyskrecję, na którą nie zawsze można liczyć w placówce stacjonarnej. Przede wszystkim jednak daje klientom pewność, że dzięki współpracy i pomocy specjalisty każdy składany formularz czy wniosek będzie wypełniony bezbłędnie, a w przypadku zakupu usług – dopasowana zostanie ta najbardziej korzystna.

Wirtualna przychodnia

Platformy wideo są również podstawowym narzędziem dla korzystających z telemedycyny. Część wizyt lekarskich nie wymaga osobistego kontaktu lekarza z pacjentem, wideo stanowi więc idealne uzupełnienie medycyny tradycyjnej.

W trakcie wirtualnej wizyty lekarz zyskuje możliwość omówienia ze swoim pacjentem aktualnego stanu jego zdrowia, a dzięki funkcji współdzielenia dokumentów może zapoznać się z wynikami badań kontrolnych czy też zobaczyć zdjęcie USG wykonane u innego specjalisty. Na wspólnym pulpicie doktor zaprezentuje i omówi dalszy plan leczenia, zawierający np. harmonogram przyjmowania leków i zalecenia dietetyczne, a następnie wygeneruje plik z tymi informacjami, który pacjent pobierze na swój komputer.

Lekarze widzą zastosowanie telemedycyny zwłaszcza w kontakcie z pacjentami cierpiącymi na choroby przewlekłe oraz inne, wymagające częstych wizyt kontrolnych. W Polsce ta dziedzina dopiero  startuje, jej udział w rynku usług medycznych wynosi mniej niż 1%, ale na świecie rozwija się dynamicznie, rosnąc o 12% rocznie.

Urzędy stawiają na jakość obsługi mieszkańców i nowe kanały komunikacji

Bazując na bezpośrednich rozmowach i opiniach wymienianych na konferencjach możemy przypuszczać, że w niedalekiej przyszłości instytucje administracji państwowej i samorządowej będą tworzyły wirtualne urzędy, w których petenci, nie ruszając się z domu, spotkają się z urzędnikiem, zasięgną porady, poproszą o pomoc w wypełnieniu dokumentów oraz załatwią wiele innych spraw  -przewiduje Janusz Tomiczek. – Urzędom bardzo zależy na usprawnieniu komunikacji z mieszkańcami, dlatego postawiły sobie za cel wdrożenie rozwiązania, które połączy wszystkie możliwe kanały komunikacji: zarówno tradycyjne, działające obecnie w ramach powstających Centrów Obsługi Mieszkańców, jak i perspektywiczne: oparte o wielokanałowość, urządzenia mobilne, media społecznościowe oraz kanał wideo.

Kanał wideo może mieć zastosowanie w realizacji prostych, intuicyjnych spraw, ale także bardziej złożonych: począwszy od składania wniosków o wydanie dokumentów, uzyskania pozwolenia na wycięcie drzew i krzewów, załatwiania spraw związanych z ewidencją gruntów i innych, które mogą zostać udostępnione w tym kanale komunikacji do bardziej skomplikowanych, wymagających kontaktu ze specjalistą lub opartych na wieloetapowym procesie realizacji.

Dzięki pomocy konsultanta, wspartego rozwiązaniami informatycznymi, petenci szybciej przebrną przez formularze i będą mogli kompleksowo załatwić swoje sprawy. Tym samym zniknie problem błędów w dokumentach, które opóźniają procedowanie spraw i do tej pory wymagały osobistego stawiennictwa w urzędzie po to, aby dokonać korekty. Nie zapominajmy także o kwestii procesów związanych z uiszczaniem opłat lub składaniem reklamacji.

Takie udogodnienia pomogą w funkcjonowaniu nie tylko zabieganym, ale też osobom starszym oraz niepełnosprawnym i o ograniczonej mobilności. Platformy wideo mogą więc wspomóc administrację publiczną w sprawnym realizowaniu zadań i służbie obywatelom.

Era komunikacji wideo

Proces ewolucji w zakresie nowoczesnych rozwiązań komunikacyjnych przebiega bardzo dynamicznie i dotyczy praktycznie każdej sfery życia i biznesu. Zmiany napędzane są oczekiwaniami w zakresie: optymalizacji czasu na załatwianie różnych spraw, upraszczania sposobu dostępu do informacji, ułatwiania komunikacji, przeniesienia sfery komunikacji do oddziałów wirtualnych, ograniczenia dokumentacji papierowej i uproszczenia formalności oraz innych kwestii, które dotyczą każdego z nas.

 

Proaktywne wyjście naprzeciw potrzebom klienta to już rzeczywistość, która przynosi same korzyści, wpływa na pozytywne postrzeganie firmy i jej wyniki oraz buduje wokół niej społeczność. Nowoczesne kanały komunikacji i jej wielokanałowość, wykorzystanie filmów instruktażowych, rozwiązania mobilne, nowoczesne rozwiązania internetowe, media społecznościowe to kluczowe elementy w dobrze prosperujących przedsiębiorstwach. Wpływają one na optymalizację pracy, procesów, sposobu komunikowania się, realizacji biznesu, obsługi klientów w bardzo różnych sferach życia. Trudno także jednoznacznie określić jaka jest granica w wykorzystywaniu i kreowaniu nowych rozwiązań – to kwestia otwarta, którą może jedynie ograniczać wyobraźnia.

Obecne trendy są mocno ukierunkowane w stronę kanału wideo w contact center. Doskonałe zaplecze techniczne platform wideo i szerokie możliwości ich zastosowania, a także rosnące oczekiwania nowoczesnych klientów – to wszystko spowoduje, że w najbliższym czasie coraz więcej firm i instytucji będzie wzbogacało swoje działy obsługi o takie rozwiązanie. Centra obsługi klientów będą migrowały w kierunku wirtualnych oddziałów banków i ubezpieczycieli, urzędów czy przychodni.

Ranking OC, AC, NNW – maj 2016 r.

Maj 2016 r. to już siedemnasty miesiąc, w którym porównywarka Ubea.pl zebrała wyniki tysięcy indywidualnych kalkulacji internautów. Na podstawie tych anonimowych danych, można wiarygodnie sprawdzić, jakie polisy OC dla kierowców oraz pakiety ubezpieczeń (OC + NNW, OC + AC, OC + AC + NNW) cechowały się najniższą ceną. 

 

Siedemnasty ranking porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl to wyjątkowe ogólnopolskie badanie, które wyróżnia się ze względu na bardzo dużą próbę statystyczną i niezmienną metodologię. Już od stycznia 2015 roku, wszystkie zasady oceniania firm ubezpieczeniowych są takie same. Dlatego można łatwo porównać wyniki, które każdy ubezpieczyciel notował kilka albo nawet kilkanaście miesięcy wcześniej. Majowa analiza porównywarki Ubea.pl, jak zwykle uwzględnia cztery kategorie (obowiązkowe polisy OC, pakiety OC + NNW, pakiety OC + AC i pakiety OC + AC + NNW).

 

W piątym miesiącu 2016 r. firmy ubezpieczeniowe, ponownie mogły uzyskać od 0,00 punktów do 5,00 punktów. Najniższy wynik oznacza, że dany ubezpieczyciel we wszystkich pojedynczych porównaniach uplasował się na ostatniej pozycji. Firma z najwyższą liczbą punktów (5,00 pkt.), musiałaby zająć pierwsze miejsce w każdej kalkulacji wykonanej przez internautów.

W historii dotychczasowych rankingów Ubea.pl, żadna z porównywanych firm jeszcze nie otrzymała skrajnej oceny (tzn. 0,00 punktów lub 5,00 punktów). Od 1 do 31 maja 2016 roku, ubezpieczyciele wygrywający poszczególne kategorie, uzyskali następujące wyniki:

  • Aviva – 4,37 punktu na 5,00 punktów możliwych do zdobycia w rankingu OC
  • Aviva – 4,37 punktu na 5,00 punktów możliwych do zdobycia w rankingu OC + NNW
  • Liberty Ubezpieczenia – 4,40 punktu na 5,00 punktów możliwych do zdobycia w rankingu OC + AC
  • Link4 – 4,44 punktu na 5,00 punktów możliwych do zdobycia w rankingu OC + AC + NNW

Najważniejsza zmiana w majowym rankingu jest korzystna dla Avivy. Wspomniana firma wyprzedziła kwietniowego lidera (AXA Direct) w kategorii OC oraz OC + NNW. Warto zwrócić uwagę, że Aviva już w styczniu 2016 r. wygrała kategorie OC oraz OC + NNW. Według danych porównywarki Ubea.pl, w maju 2016 r. najtańsze pakiety OC + AC nadal oferowała firma Liberty Ubezpieczenia. Zmian na pozycji lidera, nie odnotowano również w rankingu dotyczącym pakietów OC + AC + NNW.

Ranking OC dla kierowców (maj 2016 r.)

Miejsce rankingowe ↓ Nazwa ubezpieczyciela Liczba punktów w maju 2016 r. Zmiana pozycji rankingowej w stosunku do kwietnia 2016 r.
1 Aviva 4,37 ↗ (+1)
2 You Can Drive (Ergo Hestia) 4,06 ↗ (+3)
3 Link4 4,00 ↔ (0)
4 AXA Direct 3,90 ↘ (-3)
5 Liberty Ubezpieczenia 3,86 ↘ (-1)
6 Generali Direct 3,30 ↔ (0)
7 UNIQA 3,20 ↔ (0)
8 TUW TUZ 3,13 ↔ (0)
9 Gothaer 2,63 ↔ (0)

Ranking pakietów OC + NNW dla kierowców (maj 2016 r.)

Miejsce rankingowe ↓ Nazwa ubezpieczyciela Liczba punktów w maju 2016 r. Zmiana pozycji rankingowej w stosunku do kwietnia 2016 r.
1 Aviva 4,37 ↗ (+2)
2 Link4 4,28 ↔ (0)
3 AXA Direct 4,15 ↘ (-2)
4 You Can Drive (Ergo Hestia) 3,81 ↗ (+1)
5 Liberty Ubezpieczenia 3,66 ↘ (-1)
6 Generali Direct 3,29 ↔ (0)
7 TUW TUZ 3,18 ↔ (0)
8 UNIQA 2,75 ↗ (+1)
9 Gothaer 2,61 ↘ (-1)

Ranking pakietów OC + AC dla kierowców (maj 2016 r.)

Miejsce rankingowe ↓ Nazwa ubezpieczyciela Liczba punktów w maju 2016 r. Zmiana pozycji rankingowej w stosunku do kwietnia 2016 r.
1 Liberty Ubezpieczenia 4,40 ↔ (0)
2 Link4 4,35 ↔ (0)
3 Aviva 4,09 ↗ (+1)
4 AXA Direct 3,98 ↘ (-1)
5 You Can Drive (Ergo Hestia) 3,79 ↔ (0)
6 Gothaer 2,97 ↔ (0)
7 Generali Direct 2,94 ↔ (0)
8 UNIQA 2,85 ↔ (0)
9 TUW TUZ 2,51 ↔ (0)

Ranking pakietów OC + AC + NNW dla kierowców (maj 2016 r.)

Miejsce rankingowe ↓ Nazwa ubezpieczyciela Liczba punktów w maju 2016 r. Zmiana pozycji rankingowej w stosunku do kwietnia 2016 r.
1 Link4 4,44 ↔ (0)
2 Liberty Ubezpieczenia 4,37 ↗ (+1)
3 AXA Direct 4,26 ↘ (-1)
4 Aviva 4,18 ↔ (0)
5 You Can Drive (Ergo Hestia) 3,71 ↔ (0)
6 Generali Direct 3,26 ↗ (+1)
7 Gothaer 3,11 ↘ (-1)
8 UNIQA 3,01 ↔ (0)
9 TUW TUZ 2,84 ↔ (0)

Metodologia tworzenia rankingów: wynik punktowy jest ustalany na podstawie kalkulacji składek, które użytkownicy serwisu Ubea.pl wykonali w ostatnich 30 dniach. Najlepszy możliwy wynik to 5,00 punktów, a najgorszy to 0,00 punktów.

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Ubea.pl

Zdaniem 58 proc. przedstawicieli polskich firm bezpieczeństwo IT ma największy wpływ na prowadzony przez nich biznes

Z raportu „Technologie w biznesie” opublikowanego przez Integrated Solutions (IS), integratora należącego do Orange Polska, wynika, że najbliższe lata przyniosą wzrost wydatków na systemy ochrony danych. Firmy są świadome ryzyka i chcą je minimalizować, ale nadal ignorują niektóre zagrożenia. Tylko 4 proc. zabezpiecza dane przetwarzane na smartfonach, tabletach czy laptopach, a jedynie 6 proc. kontroluje je za pomocą systemów do zarządzania urządzeniami mobilnymi.

Bezpieczeństwo to jeden z filarów strategii Orange Polska związanej z rozwojem oferty ICT. Kiedy 5 lat temu, w czerwcu ogłaszaliśmy debiut spółki Integrated Solutions, inwestycja w ochronę danych dla wielu firm była tożsama z zakupem oprogramowania antywirusowego lub firewall. Dziś, są to zaawansowane platformy, jak Malware Protection czy DDoS Protection, których zadaniem jest troska o środowisko IT na wielu płaszczyznach – od serwera, po sieć korporacyjną i urządzenia końcowe” – mówi Mariusz Gaca, wiceprezes Orange Polska.

Nieco mniejszym zainteresowaniem cieszą się na razie technologie internetu rzeczy oraz zaawansowana analityka. IoT (Internet of Things) wyróżniło 9 proc. ankietowanych, a analitykę 10 proc.

Nasze doświadczenie pokazuje, że polskie firmy podchodzą do inwestycji
w innowacje ostrożnie, wdrażając je etapami i adresując w ten sposób konkretne potrzeby. Nie oznacza to jednak, że takie technologie, jak IoT czy big data są polskim firmom zbędne. Wręcz przeciwnie, należy je postrzegać jako perspektywiczne, choć wdrożenia na większą skalę wymagają czasu” –
wyjaśnia Leszek Hołda, prezes Integrated Solutions.

Według danych IDC, w 2018 roku rynek IoT w Polsce osiągnie wartość 3,1 mld dolarów. Będzie wiązał się z transformacją przemysłu, administracji i gospodarstw domowych. Zdaniem Leszka Hołdy aktualne podejście przedsiębiorstw do IoT można porównać do tego, które towarzyszyło pięć lat temu technologii cloud computing.

W 2011 roku wprowadziliśmy pierwszą w Polsce usługę komunikacji zintegrowanej z chmury. Pierwszy klient, Grupa Danone, zaimplementowała UCaaS już po kilku miesiącach od debiutu rynkowego usługi. Dziś korzysta z niej kilkadziesiąt organizacji, a IS posiada aż sześć platform chmurowych: UCaaS, BaaS, CCaaS, DSaaS, Integrated Computing i SaaS. To pokazuje, że implementacja nowości ze świata ICT wymaga czasu, ale przynosi realne korzyści firmom” – dodaje Leszek Hołda.

Zdaniem 40 proc. decydentów obecnie cloud computing najlepiej sprawdza się przy wdrożeniach rozwiązań data center. Na drugim miejscu znajdują się systemy komunikacyjne (37 proc.) oraz sieciowe (21 proc.).

Raport potwierdza, że obrana pięć lat temu strategia rozwoju spółki Integrated Solutions, oparta m.in. na usługach chmurowych i bezpieczeństwie, jest słuszna. Aktualnie z naszych usług ochrony przed atakami DDoS korzysta 26 najważniejszych instytucji finansowych w kraju, a przychód firmy powiększa się z roku na rok o ok. 40 proc.” – dodaje Leszek Hołda z IS.

Raport „Technologie w biznesie”:

Celem badania było określenie poziomu zaawansowania technologicznego polskich firm, planowanych inwestycji i kierunków przyszłych zmian. Badanie przeprowadzono na grupie 187 decydentów ze średniej wielkości polskich przedsiębiorstw. Wśród respondentów znalazły się osoby odpowiedzialne za rozwój teleinformatyczny firm, inwestycje i funkcjonowanie działów IT (dyrektorzy, kierownicy IT). Większość instytucji odnotowała roczny obrót do 30 mln zł, zatrudniając od 250 do 500 pracowników. Kwestionariusz z pytaniami został stworzony w oparciu o zamkniętą kafeterię odpowiedzi, z możliwością zaznaczenia więcej niż jednej z nich. Badanie zostało przeprowadzone w dniach 19.04-28.04 podczas wydarzenia ICT Roadshow, które odbyło się na terenie sześciu miast: Katowice, Kraków, Warszawa, Poznań, Wrocław, Gdańsk.

SFK Polkap S.A. chce wzmocnić Radę Nadzorczą

Skoczowska Fabryka Kapeluszy POLKAP S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2012 r., zamierza zmienić skład Rady Nadzorczej w celu wzmocnienia jego potencjału. Decyzję w tym zakresie podejmą Akcjonariusze Emitenta podczas ZWZA zwołanego na dzień 28.06.2016 r.

Planowane zmiany w składzie Rady Nadzorczej wynikają z bardzo dynamicznego rozwoju Spółki. Do Rady Nadzorczej mają zostać włączone osoby związane z branżą odzieżową oraz posiadające ogromne doświadczenie, które może zostać wykorzystane przez SFK Polkap S.A., przynosząc tym samym duże korzyści Spółce oraz jej Akcjonariuszom. Emitent planuje także powołać w skład Rady Nadzorczej osoby działające w branży finansowej, handlowej oraz marketingowej, które będą w stanie wspierać Zarząd w budowie i realizacji Strategii Rozwoju na kolejne lata. Ma ona pozwolić na dalsze umacnianie pozycji rynkowej SFK Polkap S.A. oraz poprawę wyników finansowych Spółki.

„Wysokie tempo rozwoju Spółki wymaga wsparcia ze strony specjalistów z różnych obszarów funkcjonowania przedsiębiorstwa. Nasi Akcjonariusze podejmą podczas najbliższego ZWZA, które odbędzie się w dniu 28.06.2016 r., decyzję w sprawie zmian personalnych w składzie Rady Nadzorczej. Jestem przekonany, że wzmocnienie potencjału tego organu przyniesie korzyści całej Spółce i pozwoli nam skutecznie realizować naszą strategię rozwoju oraz osiągać jeszcze lepsze wyniki finansowe.” – komentuje Paweł Kaliciak, Prezes Zarządu Spółki Skoczowska Fabryka Kapeluszy S.A.

SFK Polkap S.A. zakończyła 1 kw. 2016 r. zyskiem netto w wysokości 0,9 mln zł przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 5,08 mln zł. W 2015 r. Spółka wypracowała 4,06 mln zł zysku netto, a wartość jej przychodów netto ze sprzedaży przekroczyła 20,46 mln zł. Prognoza finansowa Emitenta zakłada wypracowanie w 2016 r. zysku brutto w kwocie 6,5 mln zł. Została ona przygotowana w oparciu o przewidywane wyniki ze sprzedaży produktów oraz dalsze zwiększanie skali działalności Emitenta na rynku polskim oraz na rynkach zagranicznych.

W grudniu 2015 r. Spółka została zakwalifikowana w skład portfela indeksu NCIndex30, który grupuje trzydzieści najbardziej płynnych podmiotów z rynku NewConnect. Z kolei od stycznia br. SFK Polkap S.A. znajduje się w segmencie NewConnect Lead, w którym obecnych jest dwadzieścia sześć największych i najpłynniejszych spółek z alternatywnego rynku.

Skoczowska Fabryka Kapeluszy POLKAP S.A. jest spółką notowaną na rynku NewConnect od sierpnia 2012 r., która zajmuje się produkcją i dystrybucją kapeluszy oraz półproduktów z wełny, a także włosa króliczego.

Powstał nowy związek zrzeszający pracodawców z branży zbrojeniowej

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców Przemysłu Obronnego (ZPP PO) jest rzecznikiem małych, średnich oraz dużych firm sektora zbrojeniowego w kontaktach z decydentami. Powstanie Związku to efekt współpracy Związku Przedsiębiorców i Pracodawców oraz portalu Defence24.pl.

Celem Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Przemysłu Obronnego (ZPP PO) jest promocja polskiego przemysłu niezależnie od formy własności, wsparcie i wzmacnianie konkurencyjności polskich firm zaangażowanych w produkcję obronną i podwójnego przeznaczenia oraz działanie na rzecz poprawy warunków ich funkcjonowania na rynku krajowym i zagranicznym.

Szkieletem przemysłu zbrojeniowego muszą być duże firmy państwowe i prywatne. Jednak równie istotne są mniejsze podmioty, będące często inkubatorami innowacyjności oraz efektywności ekonomicznej, o których często się zapomina. W naszej ocenie tylko działając razem można stworzyć zaczyn silnego, polskiego przemysłu obronnego – mówi Marcin Nowacki ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Przemysłu Obronnego.

ZPP PO pełni rolę platformy porozumienia i współpracy branży przy tworzeniu wspólnych stanowisk, opinii czy rekomendacji dotyczących polityki zbrojeniowej. Związek publikuje dokumenty – analizy i rekomendacje – w różnych obszarach związanych z polityką obronną państwa oraz polskim przemysłem obronnym, a także organizuje spotkania branżowe i prasowe poświęcone tematom istotnym dla polskiego przemysłu obronnego. Do udziału w organizowanych wydarzeniach są zapraszani przedstawiciele władz oraz osoby decyzyjne.

Związek zapewnia również współpracę w zakresie działań promocyjnych oraz ochronę przed nadużyciami władz poprzez m.in. pisemne i osobiste interwencje w przypadku nieuzasadnionych represji ze strony organów rządowych oraz samorządowych; asystę, doradztwo i koordynację sprawy, czy udział jako strona w sprawach sądowych i administracyjnych. Zrzeszone firmy zyskują dostęp do informacji o ważnych zmianach w prawie, grantach i funduszach europejskich a także raportów, opracowań czy poradników.

Jesteśmy przekonani, że połączenie praktyki, wiedzy i doświadczenia Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, który od lat wspiera branżę MSP, oraz opiniotwórczego portalu Defence24.pl przyczyni się do poprawy warunków funkcjonowania polskich podmiotów zaangażowanych w produkcję obronną i podwójnego przeznaczenia – dodaje Marcin Nowacki.

Partnerem strategicznym oraz medialnym Związku jest portal Defence24.pl, pierwszy polski serwis poruszający kompleksowo kwestie bezpieczeństwa krajowego i globalnego.

Więcej informacji na temat Związku na stronie www.zpppo.pl

Polskie firmy nie są jeszcze cyfrowe

Polskie mikro, małe i średnie firmy nie są jeszcze cyfrowe, ale powoli dostrzegają biznesowy potencjał tkwiący w korzystaniu z technologii informatycznych. Ponad 55 proc. z nich obsługuje klientów przez internet z wykorzystaniem poczty elektronicznej, ale ponad połowa nie ma własnej strony internetowej, a tylko ok. 12 proc. korzysta z chmury – wynika z raportu „Cyfryzacja polskiego sektora MMŚP” przygotowanego wspólnie przez Konfederację Lewiatan, home.pl oraz Microsoft.

Najczęściej wykorzystywanymi technologiami przez mikro, małe i średnie firmy są: poczta elektroniczna (55,2 proc. firm), e-faktury (42,5 proc.) oraz oprogramowanie do zarządzania zasobami firmy (41,1 proc.). Wciąż stosunkowo mało przedsiębiorstw stawia na mobilność, dlatego wersje stron internetowych dostosowane do otwierania na smartfonach czy tabletach nadal cieszą się małą popularnością (tylko 15,2 proc. firm). Większość przedsiębiorstw nie dostrzega również potencjału portali społecznościowych (69,1 proc.), a to tam teraz najczęściej można spotkać ich klientów.

Najbardziej zaawansowane w korzystaniu z technologii ICT są firmy średnie, które można już określać cyfrowymi. W nich w największym stopniu (ponad 80 proc. firm) korzysta się z odpowiedniego oprogramowania do zarządzania zasobami, a także obsługuje klientów przez internet z wykorzystaniem poczty elektronicznej. Niestety, firmy średnie podobnie jak małe powoli wdrażają rozwiązania chmurowe.

Miniprzedsiębiorstwa radzą sobie całkiem dobrze z obsługą klientów przez internet, a nawet z wystawianiem e-faktur. – Ale to w tej grupie firm jest najwięcej do zrobienia i im biznesowe wykorzystanie technologii cyfrowych może przynieść największe korzyści – mówi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan

Marcin Lipka: Pięć mitów o ratingach

Przez ostatnie miesiące miała miejsce szeroka dyskusja na temat ratingów. W przestrzeni publicznej pojawiło się wiele mitów dotyczących ogólnych przyczyn weryfikacji wiarygodności kredytowej danego kraju, a także przyszłych działań agencji ratingowych oraz ich hipotetycznego wpływu na gospodarkę. Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl przedstawia te, które występowały najczęściej.

  1. Dobre wskaźniki są równoznaczne z wysokimi ratingami

Wiarygodność kredytowa w znacznym stopniu zależy od wzrostu gospodarczego, wielkości długu do produktu krajowego brutto (PKB) czy bieżących kosztów jego obsługi. Przy rosnącej gospodarce i niewielkim zadłużeniu władzom łatwiej jest regulować zobowiązania w stosunku do kredytodawców. Takie państwo jest również bardziej odporne na globalne szoki koniunktury. Jednak bieżąca czy nawet przyszła kondycja gospodarcza kraju nie jest warunkiem wystarczającym, by utrzymać lub podnieść rating.

Wszystkie trzy główne agencje (Standard & Poor’s, Fitch oraz Moody’s) podkreślają, że rating to „zdolność i chęć” regulowania swoich zobowiązań finansowych w stosunku do komercyjnych wierzycieli. Moody’s zwraca uwagę chociażby na przypadek niewypłacalności Ekwadoru z 2008 r., gdy „nie było politycznej woli do spłaty”.

To południowoamerykańskie państwo zbankrutowało osiem lat temu, mimo że relacja długu do PKB była w okolicach 20 proc. Ekwador miał nadwyżkę budżetową od początku 2000 r., a roczny wzrost gospodarczy znajdował się w przedziale 4-6 proc. w latach poprzedzających niewypłacalność. Rafael Correra, prezydent Ekwadoru stwierdził jednak, że zagraniczny dług jest „bezprawny”, a wierzycieli określił „prawdziwymi potworami”. W rezultacie kraj otrzymał od Standard & Poor’s (S&P) rating SD, czyli „częściowej niewypłacalności”.

  1. Cięcie ratingu: katastrofa vs nic się nie stało

Obniżka wiarygodności kredytowej na pewno nie jest pozytywnym wydarzeniem, choć w przypadku Polski te skutki do tej pory były względnie łagodne przede wszystkim dlatego, że sytuacja zewnętrzna jest neutralna.

Jednym z bardziej dramatycznych przykładów wpływu obniżenia ratingu na lokalną walutę jest Korea Południowa. Tylko w trakcie czwartego kwartału 1997 r., na fali postępującego kryzysu azjatyckiego, wiarygodność kredytowa tego kraju została ścięta przez Standard & Poor’s o 10 szczebli (z AA- do B+), czyli z silnego poziomu inwestycyjnego do wysoce spekulacyjnego. W tym samym czasie kurs dolara wzrósł z ok. 900 wonów do 2000 wonów.

Co ciekawe, Korea Południowa dopiero w 2015 r. odzyskała rating, który miała przed pojawieniem się kryzysu w Azji. To również pokazuje, jak długo nagłe załamanie wiarygodności kredytowej ciąży na dłużniku.

  1. Koszty redukcji ratingu: miliardy czy miliony złotych?

Jest niezwykle trudno wiarygodnie oszacować przyszłe koszty cięcia ratingu, gdyż głównie będzie to zależeć od sytuacji zewnętrznej oraz przyszłej kondycji gospodarczej Polski. Można jednak porównać, jakie są różnice w obsłudze długu państw z różnym ratingiem.

W tym celu wybieramy obligacje niemieckie, które mają najwyższą możliwą wiarygodność, polskie (6 szczebli niżej) oraz hiszpańskie (7 szczebli niżej). Porównujemy rentowności instrumentów skarbowych o 5-letnim terminie wykupu oraz denominowanych w walucie euro, aby jak najlepiej oddać zmiany hipotetycznego kosztu dla budżetu państwa.

Różnica pomiędzy polskimi i niemieckimi rentownościami wynosi około 0.7 punktu procentowego, a pomiędzy niemieckimi i hiszpańskimi około 0.85 punktu procentowego. W uproszczeniu można uznać, że każdy szczebel to około 0.10-0.15 punktu procentowego. Ponieważ w 2016 r. polskie potrzeby pożyczkowe brutto (nowy dług oraz wykup obligacji z lat poprzednich) były na poziomie 182.7 mld zł to każde 0.1 punktu procentowego oznacza mniej więcej 200 mln zł wyższych kosztów finansowania w stosunku rocznym.

Wyliczenia te jednak będą dramatycznie inne, gdyby doszło np. do kryzysu zewnętrznego lub wewnętrznego. Podczas obaw o kondycję strefy euro w 2011 r. rentowności 5-letnich obligacji skarbowych Polski denominowanych w euro wzrosły z 3.5 proc. do 4.7 proc. Z kolei gdy z kryzysem mierzyła się Hiszpania w 2012 r., rentowności tego kraju podskoczyły z 3.5 proc. do 7.6 proc. W takim wypadku koszty dla budżetu rosną w ekspresowo szybkim tempie, co również ciąży na przyszłej wiarygodności kredytowej.

  1. Kontrowersje tylko w Polsce

Praktycznie od samego początku działalności agencji ratingowych pojawiały się kontrowersje dotyczące ich decyzji. Jest to widoczne zwłaszcza w przypadku badania wiarygodności kredytowej danego kraju, gdyż dotyczy to bezpośrednio lub pośrednio praktycznie wszystkich jego obywateli. Dodatkowo główne agencje zostały założone w Stanach Zjednoczonych, co także czasami zwiększa napięcia.

Rosja wielokrotnie twierdziła, że obniżenie jej ratingu jest motywowane kwestiami politycznymi. Z kolei Komisja Europejska w 2011 r. miała w planach przyznać Europejskiemu Urzędowi Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) „uprawnienia do ograniczenia lub zakazania wydawania czasowo ratingów w wyjątkowych sytuacjach”.

Pierwsze w historii cięcie ratingu Stanom Zjednoczonym przez S&P latem 2011 wpisało się w tamtejszą kampanię wyborczą. Mitt Romney, republikański kandydat na prezydenta cytowany przez Washington Post mówił, że „obniżenie ratingu przez Standard & Poor’s jest głęboko niepokojącym wskaźnikiem upadku naszego kraju za prezydentury Obamy”.

  1. Obniżenie perspektywy to nieuniknione cięcie

Zarówno od Standard & Poor’s, jak i Moody’s, Polska otrzymała negatywną perspektywę wiarygodności kredytowej. Według komunikatu S&P oznacza to, że „prawdopodobieństwo obniżenia ratingu w ciągu następnych 24 miesięcy wynosi 1 do 3, jeżeli wiarygodność polityki monetarnej osłabnie lub finanse publiczne pogorszą się poza nasze obecne oczekiwania”.

Jednak sytuacja fiskalna, choć pozostaje napięta, to na razie nie widać poważnych sygnałów, by deficyt do PKB miał zauważalnie przekroczyć szacunki S&P, czyli poziom 3.2 proc. w tym roku i 3.0 proc. w przyszłym. Na razie nie ma też przekonania wśród ekonomistów, aby wiarygodność polityki monetarnej miała być zagrożona. Stąd jest mała szansa, aby doszło do obniżki ratingu 1 lipca.

Z kolei Moody’s w samym komunikacie dotyczącym Polski nie ocenia prawdopodobieństwa cięcia ratingu, ale w dokumencie „Rating Symbols and Definitions” stwierdza, że historycznie w ok. połowie przypadków negatywna perspektywa ratingu oznacza, że ocena kredytowa trafia na „listę obserwacyjną” w ciągu roku. Przebywanie na liście obserwacyjnej oznacza, że najczęściej w okresie do 180 dni rating jest zmieniany w ponad połowie przypadków.

Podobnie jak w ocenie S&P, Moody’s również wymienia powody, które mogą przyczynić się do obniżenia wiarygodności kredytowej. W przypadku Polski zalicza się do nich pogorszenie sytuacji fiskalnej, wyraźne zaburzenie klimatu inwestycyjnego czy przedłużenie się „konfliktu między rządem i Trybunałem Konstytucyjnym, który prowadzi do wyraźnego odpływu kapitału, może także wywierać presję na rating”.

Obniżenie ratingu nie jest więc przesądzone. Warto także zauważyć, że w krajach, w których mamy do czynienia z recesją (Brazylia) lub znacznie mniejszymi przychodami do budżetu ze względu na spadek cen surowców (Rosja), negatywna perspektywa ratingu szybko przekładała się na faktycznie cięcia. Natomiast w przypadku Polski, jeżeli wzrost gospodarczy będzie stabilny, a sytuacja zewnętrzna neutralna, ryzyko negatywnego scenariusza powinno być znacznie mniejsze.

Cena ropy przekroczyła 50 USD za baryłkę

Ropa przekroczyła 50 USD za baryłkę i jest najdroższa od października 2015 roku. Rada Polityki Pieniężnej kończy dzisiaj posiedzenie w sprawie stóp procentowych. Słabsze dane z Węgier.

Dzisiaj posiedzenie RPP w sprawie stóp procentowych. Rada jest w dziwnej sytuacji. Z jednej strony deflacja utrzymująca się od miesięcy daje pole do obniżek stóp. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę na tendencję światową, która mówi raczej już o podnoszeniu stóp niż ich obniżaniu. Oczywiście niskie stopy procentowe pozwalają taniej finansować kredyt. Pozostaje tylko pytanie czy to koszty kredytu są jedynym, co powstrzymuje przedsiębiorców przed inwestowaniem. Zdaniem większości analityków nie. W związku z tym należy spodziewać się kolejnego posiedzenia z brakiem decyzji w sprawie zmian stóp procentowych. Ważne będą natomiast sygnały podczas konferencji prasowej po samej decyzji – wtedy dowiemy się jak rada zapatruje się na przyszłość.

Wczoraj o 9:00 poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej z kilku europejskich gospodarek. W Hiszpanii rośnie ona w ujęciu rocznym o 2,7%, to o 0,6% więcej niż oczekiwali analitycy. Dobre dane nadeszły również z Czech. Tam wynik wyniósł 4,2% przy oczekiwanym 3,5%. W tym samym czasie wzrost PKB zaprezentowały Węgry. Należy mieć tylko nadzieję, że w tej kwestii kraj ten nie jest wzorcem dla obecnego polskiego rządu. Wzrost w skali roku, po usunięciu czynników sezonowych o 0,4%, to bardzo słaby wynik. To zresztą wyraźnie poniżej odczytu dla całej Unii Europejskiej, który opublikowany był tego samego dnia kilka godzin później. Wynosi on 1,7%.

Ropa naftowa przekroczyła wczoraj poziom 50 USD i jest najdroższa od października. Paliwem dla wzrostów były dane na temat amerykańskich rezerw surowca. Spadające rezerwy w USA sugerują, że nadwyżka na rynku jest mniejsza niż dotychczas sądzono. Powodem jest najniższe wydobycie czarnego złota w USA od dwóch lat. Nie bez znaczenia jest też rosnący względem zeszłego roku import surowca z Chin. Dlaczego nadwyżka ropy spada pomimo powrotu Iranu na rynek? Powodem jest fakt, że niskie ceny ropy spowodowały ograniczenie inwestycji w nowe złoża. Teraz, wraz ze wzrostem ceny surowca, wydobycie znów powinno wzrastać.

W nocy poznaliśmy dane z Japonii. Produkt krajowy zgodnie z oczekiwaniami rośnie o 1,9% w skali roku.

Jak to jest wśród firm z działaniami CSR?

75 proc. firm swoje działania w obszarze Społecznej Odpowiedzialności Biznesu motywuje dbałością o wizerunek. Jednak prawie 25 proc. firm uznaje, że CSR jest dla ich firm ważnym obszarem, co świadczyć może o zmianie mentalności i popularyzacji zagadnienia. – Firmy coraz częściej rozumieją CSR nie jako działalność filantropijną, ale raczej filozofię włączoną w strategie biznesową – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mariusz Kielich z Francusko – Polskiej Izby Gospodarczej.

Zmiany w zarządzie Star Alliance

Rada Prezesów Star Alliance mianowała Jeffreya Goh na stanowisko Prezesa Zarządu Star Alliance z dniem 1 stycznia 2017 w związku z przejściem Marka Schwaba na emeryturę z końcem bieżącego roku.

„Ta wcześnie podjęta decyzja stanowi fundament umożliwiający łatwe przejęcie przywództwa na najwyższym szczeblu spółki zarządzającej Sojuszem” – wyjaśnił Calin Rovinescu, Przewodniczący Rady Prezesów. „Mark Schwab kierował Sojuszem w ważnym okresie. Po trwającym ponad dekadę procesie przyłączania do Sojuszu nowych linii lotniczych na ważnych i strategicznych rynkach na całym świecie, obecnie celem Star Alliance jest ściślejsza integracja usług, systemów i procesów związanych z obsługą klienta”.

„Wybierając Jeffreya Goh, postawiliśmy na doświadczonego specjalistę w dziedzinie lotnictwa, znanego i szanowanego przez należące do Sojuszu linie lotnicze, który będzie w stanie nim kierować w nadchodzących latach, w szybko zmieniającym się świecie globalnego lotnictwa charakteryzującym się dużą konkurencyjnością”.

„Ostatnie pięć lat było niezwykle wzbogacającym doświadczeniem w mojej karierze zawodowej, w której przez 42 lata byłem związany z lotnictwem” – powiedział aktualny Prezes Zarządu Star Alliance Mark Schwab. „To emocjonujące wyzwanie, by inicjować zmiany i postęp w tak wielokulturowym środowisku, dążąc do wyjścia naprzeciw zmieniającym się potrzebom klientów linii lotniczych na całym świecie. Jestem przekonany, że nasz sojusz Star Alliance ma idealną pozycję wyjściową do budowania wspaniałej przyszłości”.

„To dla mnie prawdziwy zaszczyt” – stwierdził Jeffrey Goh. „Chciałbym podziękować Radzie Prezesów za pokładane we mnie zaufanie. Jest kwestią o zasadniczym znaczeniu, by nie tylko dostarczać większą wartość należącym do Sojuszu liniom lotniczym, lecz także nieustannie dążyć do ulepszeń i innowacji w interesie ponad 600 milionów klientów, którzy każdego roku podróżują liniami należącymi do Star Alliance. Cieszę się, że będę mógł kontynuować wielkie dzieło moich poprzedników i ściśle współpracować z liniami lotniczymi zrzeszonymi w Star Alliance, dbając o to, byśmy pozostali największym sojuszem linii lotniczych na świecie”.

Jeffrey Goh pełni obecnie funkcję Dyrektora Operacyjnego i Radcy Prawnego Star Alliance, odpowiada za rozwój strategii i zwiększanie liczby członków, zasoby ludzkie, wspólne projekty sourcingowe i paliwowe, jak również kwestie prawne, finansowe i zarządzanie projektami. Jeffrey Goh dołączył do Star Alliance w 2007 roku, dokąd przeszedł z Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA), natomiast wcześniej pracował jako wykładowca prawa i czynny prawnik. Uzyskał stopień doktora w dziedznie zasad i polityki regulowania konkurencji i ustanawiania regulacji w przedsiębiorstwach lotniczych.

GPW może jeszcze odbijać

W środę warszawska giełda może kontynuować wzrostowe odbicie. Wspierać ją w tym będzie Wall Street i droższe surowce. Na przeszkodzie do wzrostów nie powinny zaś stanąć banki oraz Rada Polityki Pieniężnej.

Ostatnie 4 sesje indeks WIG20, grupujący 20 największych spółek notowanych na giełdzie w Warszawie, zamknął na plusie. Tylko wczoraj wzrósł on o prawie 2% do 1832,8 pkt., wracając jednocześnie powyżej psychologicznej bariery 1800 pkt. Dziś ta dobra passa może być kontynuowana. Aczkolwiek już nie należy oczekiwać równie dużych wzrostów. Przede wszystkim dlatego, że kurczy się przestrzeń do swobodnego ruchu w górę. ogranicza go strefa 1860-1872 pkt. Ponadto po takiej 4. dniowej serii zupełnie naturalne będzie wykorzystywanie wyższych poziomów do realizacji zysków.

W środę nastroje na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie wspierać będą wczorajsze wzrosty na Wall Street. Indeks S&P500 rosnąc do 2119,22 pkt., zbliżył się do szczytu z lipca 2015 roku (2132,82 pkt.), gdy był on rekordowo wysoko. Innym argumentem przemawiającym za kupnem akcji będą drożejące surowce. W tym zwłaszcza ropa, która wybiła się górą z 3. tygodniowej konsolidacji, co otwiera jej drogę do dalszej zwyżki. Na plus też należy interpretować nocne dane jakie napłynęły z Japonii (PKB, bilans płatniczy) i Chin (bilans handlowy).

Motorem wtorkowych wzrostów na GPW były banki. Indeks WIG BANKI wzrósł o 2,3%, odrabiając tym samym pokaźną cześć strat z końcówki maja br. Cieniem na notowaniach tego sektora nie powinna dziś się położyć przedstawiona we wtorek już po sesji w Warszawie propozycja ekspertów powołanych przez Prezydenta ws. rozwiązania kwestii kredytów frankowych. Zaprezentowany zbiór założeń do nowej ustawy w dalszym ciągu jest na tyle mglisty, że obecnie nie ma pewności, czy ostatecznie przyjmie on postać ustawy i czy w ogóle taka ustawa frankowa (w jakiejkolwiek formie) zostanie przyjęta. Stąd też teraz nie ma się czym ekscytować. W tym szacowanymi przez ekspertów stratami banków w wysokości 30-40 mld zł, które to straty według ich zapewnień będą rozłożone w czasie. Jak propozycje te przyjmą bardziej formalną postać, a więc jak w formie projektu zostaną przesłane do Sejmu (podobno ma to nastąpić do końca czerwca, w co jednak wątpimy), to wówczas będzie można wyceniać ryzyko dla banków. Dlatego z punktu widzenia polskiego sektora bankowego dużo większym ryzykiem niż opisywane propozycje prezydenckich ekspertów, jest ostatnia opinia Rzecznika Finansowego mówiąca o tym, że kredyty walutowe były niezgodne z przepisami prawa bankowego i kodeksu cywilnego. Opinia ta bowiem to potężny oręż w rękach frankowiczów w ich sądowej batalii z bankami.

Bez wpływu na ceny akcji notowanych w Warszawie, w tym na ceny akcji banków, pozostaną też wyniki kończącego się dziś dwudniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Pomimo przedłużającej się deflacji w Polsce oraz pomimo słabych wyników za I kwartał br. (Polska była jednym z 3. państw Unii Europejskiej, gdzie PKB skurczył się w relacji kwartał do kwartału), nie należy oczekiwać zmiany stóp procentowych. Zakładamy, że te pozostaną stabilne nawet do końca 2017 roku, gdy spodziewamy się ich podwyżki.

Sytuacja na wykresie dziennym indeksu WIG20 wskazuje, że obserwowane od 4. sesji wzrosty to tylko odreagowanie wcześniejszych spadków. Maksymalny zasięg tego odbicia wyznaczają lokalne szczyt z maja, które tworzą strefę oporu 1860-1872 pkt. Tam też należy oczekiwać zmiany tendencji i powrotu do spadków.

Marcin Kiepas

Główny Analityk Admiral Markets

Z supermarketu w Polsce wyślesz pieniądze na cały świat

Polska jest typowym rynkiem odbiorcy, co oznacza, że więcej przekazów pieniężnych jest nadawanych do naszego kraju niż się z niego wysyła. Jak pokazują dane Banku Światowego, w 2015 roku do Polski przesłano w sumie 7,5 mld USD, natomiast wysłano tylko 1,6 mld USD. Najważniejsze korytarze przesyłu środków do Polski to Niemcy (2,2 mld USD), Wielka Brytania (1,2 mld USD), USA (0,9 mld USD) i Kanada (350 mln USD). Natomiast z Polski najwięcej transferów pieniężnych wysyłanych jest na Ukrainę, co ma związek z mniejszością ok. 800 000 emigrantów z Ukrainy mieszkających w Polsce, którzy w 2015 roku przesłali ponad 300 mln USD do swoich rodaków w kraju. Pozostałe kluczowe rynki to Francja i Niemcy.

Przekazy pieniężne MoneyGram są dostępne w Polsce poprzez sieć agentów działających w sumie w około 6 000 lokalizacji. Wśród agentów MoneyGram w Polsce są zarówno banki: Bank Pocztowy, Bank BGŻ BNP Paribas, Bank BPS jak i sieci detaliczne – sklepy PEPCO. Zarówno sieć jak i zakres usług oferowanych przez MoneyGram na polskim rynku stale się powiększają. Na koniec marca uruchomiona została usługa transferu środków zagranicę w około 300 placówkach Banku Pocztowego, a także transfery pieniężne w sieci Tesco, które będzie można realizować w 170 sklepach do końca roku.

LOT możę mieć problem z utrzymaniem się na rynku

RPP żegna się z Markiem Belką

Europa ma dzisiaj niewiele do zaoferowania, poza danymi o produkcji przemysłowej w Wielkiej Brytanii, które okazały się wyjątkowo dobre. W normalnych okolicznościach funt oszalałby z radości, ale ponieważ czuje na sobie oddech Brexitu, jego euforia nie potrwa długo. Brytyjczycy bardziej wierzą sondażom niż twardym danym z gospodarki, więc do czasu referendum 23 czerwca szterling będzie wyjątkowo chwiejny.

Rynek finansowy patrzy dziś przede wszystkim na Nową Zelandię, gdzie bank centralny ma podjąć decyzję w sprawie stóp procentowych. Najprawdopodobniej nic się nie zmieni, ale ważny będzie komunikat, utrzymany – jak spodziewa się większość inwestorów – w dość gołębim tonie. Nastroje na rynkach nie są najlepsze, więc ostrych komentarzy nie ma co się spodziewać. W nocy pakiet nie najlepszych danych dotyczących handlu zagranicznego zaserwowały rynkom Chiny. Okazuje się, że Niemcy mieli dobre przeczucie, komentując swoje poniedziałkowe wskaźniki o słabych zamówieniach w przemyśle. Teraz wiadomo, kto zawinił – Chińczycy!

Złoty pewno nie przejmie się dzisiejszym posiedzeniem Rady Polityki Pieniężnej, ale z ciekawości warto posłuchać Marka Belki. To ostatnie spotkanie RPP pod jego przywództwem, więc nic poza powtórką o odpowiednim poziomie stóp procentowych i ścieżce zrównoważonego wzrostu nie należy się raczej spodziewać. Następne posiedzenia mogą być dużo ciekawsze, choć musiałby się znaleźć ku temu jakiś konkretny powód. Zobaczymy, czy takie akcenty pojawią się już dzisiaj, bo ostatnie dane o dynamice PKB i spadającej inflacji mogą skłaniać RPP do lekkiej zmiany tonu.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Wzrosty na Chevron Corporation

Wzrosty na Chevron Corporation 1
Akcje spółki Chevron Corporation znajdują się w trendzie wzrostowym od stycznia br. Wczoraj kurs przełamał górne ograniczenie kanału spadkowego, który obserwowaliśmy od końca kwietnia br. Obecnie najbliższy poziom oporu znajduje się w okolicach 104 USD. Przełamanie tego obszaru otworzy drogę do szczytów z marca ub.r. w pobliżu 106,50 USD. Kolejna strefa oporu zlokalizowana jest w okolicach okrągłych 110 USD.

Odbicie cen ropy naftowej o ponad 80% od dołka z 20 stycznia br. wspomaga wzrost cen akcji giganta paliwowego, czyli spółki Chevron. Za ruch w górę tego surowca głównie odpowiedzialny był spadek produkcji w Stanach Zjednoczonych, ale również w Kanadzie czy Nigerii. Kanada zmagała się z pożarami, a w Nigerii dochodziło do ataków rebeliantów na wieże wiertnicze. Ostatnio ceny ropy WTI przełamały psychologiczną barierę 50 USD, a Arabia Saudyjska uważa, że w dłuższym terminie cena „czarnego złota” wzrośnie o kolejne 10 USD.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

570 mln zł – tyle wynosi marketingowa wartość reprezentacji Polski

Ponad 570 milionów złotych warta jest piłkarska reprezentacja Polski, biorąc pod uwagę wszystkie publikacje w internecie przez rok na temat 23 kadrowiczów – podaje Arskom Group we współpracy z Pentagon Research. Najbardziej medialnymi zawodnikami są Robert Lewandowski i Grzegorz Krychowiak. Wartość publikacji w internecie przez rok na temat Krychowiaka wyniosła ponad 45 milionów złotych, a ich liczba przekroczyła 10 tysięcy. Więcej warty jest tylko Robert Lewandowski, bo ponad 105 milionów złotych.

Mazda najlepszą marką w opinii dealerów samochodowych

Dwie japońskie marki znalazły się na czele 9. „Badania satysfakcji dealerów samochodowych”. Mazda i Toyota zdobyły odpowiednio pierwsze i drugie miejsce w projekcie realizowanym przez DCG Dealer Consulting, pod patronatem merytorycznym firmy doradczej EY. Na podium znalazła się także koreańska KIA. Wyniki potwierdzają dotychczasowe mocne pozycje poszczególnych marek i stabilność zaufania dealerów do importerów. Celem badania, prowadzonego corocznie od 2007 r., jest analiza partnerskich relacji na linii dealer-importer. Patronat nad projektem objęły: Związek Dealerów Samochodów oraz Polska Izba Motoryzacji.

Ocena satysfakcji dealerskiej obejmowała trzy obszary, które miały wpływ na stanowisko nt. współpracy z importerem. Pierwszy z nich, mający najmniejszą wagę, stanowiła ocena produktów oferowanych przez importera i ich jakość, niezawodność, dostępność oraz konkurencyjność oferty rynkowej z punktu widzenia klienta. Drugi, najistotniejszy obszar obejmował współpracę związaną ściśle z polityką importera jako przedstawiciela międzynarodowego koncernu. Wzięto tu pod uwagę takie elementy jak atrakcyjność umowy dealerskiej, ocenę dochodowości prowadzenia stacji, konkurencyjność strategii rynkowej czy podejście do prowadzenia biznesu. Ostatni, trzeci obszar obejmował ocenę importera jako firmy, która funkcjonuje na polskim rynku, zatrudnia konkretnych ludzi na określonych stanowiskach, prowadzi własną politykę rynkową i posiada własną, specyficzną kulturę organizacyjną.

– Tegoroczne wyniki w zdecydowany sposób pokazują pozytywny trend wzrostowy, jeśli chodzi o poziom satysfakcji dealerskiej. Co prawda średni poziom jakości współpracy wzrósł stosunkowo niewiele: z poziomu 3,34 do 3,36, jednakże z 26 sklasyfikowanych marek aż 17 uzyskało wyższe oceny. Pokazuje to, że poprawa jakości współpracy występuje w znacznej większości marek, a bardziej widoczny wzrost średniego wyniku nie jest generowany jedynie przez spektakularne wahania – komentuje wynik badania Leszek Lerch, Partner EY i Lider Grupy Doradztwa dla Branży Motoryzacyjnej w Polsce. – W tegorocznym badaniu nie odnotowaliśmy aż tak spektakularnych wahań w ocenach poszczególnych marek jak w roku ubiegłym. Da się wręcz zauważyć, że wyniki utrwalają dotychczasowe pozycje poszczególnych marek – zauważa.

 Automotive raport_draft_Page_06.jpg

Już trzeci raz z rzędu dwie japońskie marki uplasowały się na samym szczycie zestawienia. Mazda, z rekordowym w historii wynikiem 4,44, utrzymała pozycję lidera, zaś miejsce drugie ponownie przypadło Toyocie z wynikiem 4,33. – Warto zaznaczyć, że nota Toyoty to wynik, który jeszcze w 2015 r. dałby marce z Japonii zwycięstwo w badaniu. Kolejne miejsca zajęły, również ocenione powyżej 4,00 KIA oraz Subaru. Druga marka po zeszłorocznym, spektakularnym awansie aż o dziesięć pozycji, zdołała utrzymać w tej edycji wysoką 4. lokatę – podkreśla Krzysztof Romański, Partner w DCG Dealer Consulting. – Wśród piętnastu najlepiej ocenianych marek w TOP 15 noty importerów są coraz bardziej stabilne. Na uwagę zasługuje wzrost oceny koncernu Renault i obu jego marek: Renault i Dacia, które odnotowały awanse o pięć i cztery pozycje. W Grupie Volkswagena niewielki wzrost odnotowało Audi oraz Volkswagen, spadki zaś Skoda oraz SEAT. Na niższym poziomie niż przed rokiem dealerzy ocenili także współpracę z Mercedesem oraz Suzuki. Niewielkie wzrosty odnotowały Opel, Ford oraz Fiat. Pierwszą piętnastkę zamyka w tym roku, awansujący o trzy pozycje Volkswagen – wyjaśnia ekspert.

Automotive raport_draft_Page_07.jpg

9. „Niezależne Badanie Satysfakcji Dealerów Samochodowych” zostało przeprowadzone w okresie kwiecień-maj 2016 r. Wzięli w nim udział właściciele, a także osoby zarządzające stacjami dealerskimi sprzedającymi samochody osobowe o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 t. W badaniu uzyskano 372 ankiety 26 marek następujących marek: Alfa Romeo, Audi, BMW, Citroen, Dacia, Fiat, Ford, Honda, Hyundai, Jeep, KIA, Lancia, Mazda, Mercedes, Mitsubishi, Nissan, Opel, Peugeot, Renault, SEAT, Skoda, Subaru, Suzuki, Toyota, Volkswagen oraz Volvo.

Z. Jakubas: RPP mogłaby obniżyć stopy procentowe o 50 punktów bazowych

CEO Magazyn Polska

Mimo że stopy procentowe, a wraz z nimi oprocentowanie kredytów, są najniższe w historii, przedsiębiorcy w Polsce wciąż ponoszą wyższe koszty finansowania niż ich koledzy zaciągający pożyczki w euro, dolarach czy frankach. Zdaniem Zbigniewa Jakubasa, przedsiębiorcy i inwestora giełdowego, właściciela Grupy Kapitałowej Multico, Rada Polityki Pieniężnej powinna porzucić strategię utrzymywania stóp na niezmienionym poziomie i jeszcze bardziej poluzować politykę pieniężną. Nawet o 50 punktów bazowych.

– Już rok temu słyszeliśmy tłumaczenie, że tak, mamy deflację, ale popatrzmy, bo może będzie gorzej. Gorzej nie jest, tylko na szczęście jest lepiej, bo gaz potaniał, ropa potaniała, to są dwa bardzo istotne elementy, które rzutują albo na inflację albo na deflację – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Zbigniew Jakubas, przedsiębiorca i inwestor giełdowy. – Niewiele dziedzin w międzyczasie zanotowało zwyżkę cen, w związku z tym myślę, że bank mógłby się pokusić o bardziej odważne podejście do polityki przede wszystkim inwestycyjnej, obniżyć stopy nawet o 0,5 proc. i obserwować, a gdyby się okazało, że pojawia się jakiś cel inflacyjny, to wtedy można zawsze szybko podnieść.

Deflacja, czyli spadek cen towarów i usług konsumpcyjnych, w skali rocznej utrzymuje się od lipca 2014 roku. Ostatni odczyt za kwiecień pokazał pogłębienie się deflacji (-1,1 proc. wobec -0,9 proc. w styczniu i marcu i -0,8 proc. w lutym), choć w ujęciu miesięcznym nastąpił niewielki (0,3 proc.) wzrost. To drugi miesiąc z rzędu, gdy ceny rosną względem poprzedniego miesiąca. Tymczasem stopy procentowe od marca 2015 roku, czyli od 14 miesięcy, pozostają na stałym poziomie. Stopa referencyjna wynosi 1,5 proc. To wprawdzie poziomy najniższe w historii, ale wciąż wyraźnie powyżej tych wyznaczanych przez Europejski Bank Centralny, Rezerwę Federalną, Szwajcarski Bank Narodowy czy Bank Japonii.

– Ja bym nie był też za jakimiś drastycznymi ruchami. Myślę, że jeżeli to byłoby 0,25 proc., to byłoby to takie chyba spokojne badanie rynku i obserwacja – proponuje przedsiębiorca. – Jeżeli dalej mamy deflację albo stabilizację, to być może jeszcze raz 0,25 proc. za kilka miesięcy próbował testować.

Skład Rady Polityki Pieniężnej uległ w tym roku zmianie niemal w całości, z wyjątkiem prof. Jerzego Osiatyńskiego, którego kadencja kończy się dopiero pod koniec 2019 r. Za miesiąc nastąpi jeszcze zmiana na stanowisku prezesa NBP, ale najprawdopodobniej zostanie ono obsadzone prof. Adamem Glapińskim, który zasiadał w szeregach RPP przez ostatnie sześć lat. Sądząc po dotychczasowych posiedzeniach Rady w zmienionym składzie, raczej w krótkim terminie zmian stóp spodziewać się nie należy. Sam prof. Glapiński mówił ostatnio w wywiadach, że obniżka wprawdzie nie zaszkodziłaby gospodarce, ale i nie bardzo pomogła, więc lepiej utrzymać dotychczasowy poziom, by nie wprowadzać niepokoju na rynek.

– Jeżeli patrzymy na naszą konkurencję europejską, szwajcarską, nawet amerykańską, to koszt pieniądza tam jest dużo niższy. Kredyt inwestycyjny na 10 lat i marża plus WIBOR 3,5 proc. nie jest tym samym, co ma Szwajcar – 0,5 albo 1 proc., to są 3 pkt proc. różnicy, w ciągu 10 lat – 30 pkt proc. różnicy, na którą trzeba zapracować. To jest też konkurencyjność gospodarki – przekonuje Jakubas. – Pod tym względem mamy jeszcze dużo do zrobienia. Myślę, że polityka banku powinna być jeszcze bardziej łagodna, a stopy procentowe powinny być obniżone, bo nie mamy inflacji.

W Europejskim Banku Centralnym stopa lombardowa wynosi 0,25 proc., refinansowa – 0 proc., a depozytowa – -0,4 proc. W Szwajcarii jest to poziom między -1,25 proc. a -0,25 proc. Nawet amerykański Fed po grudniowej podwyżce powstrzymuje się od dalszych ruchów i główna stopa w USA od niemal pół roku pozostaje w przedziale 0,25-0,5 proc.

– Z punktu widzenia biznesu zawsze im niższe są stopy procentowe, tym lepiej, bo wtedy łatwiej się sięga po finansowanie i mniej ono kosztuje. Polska przez ostatnie 20-lecie nie była, niestety, krainą mlekiem i miodem płynąca, ponieważ stopy procentowe były bardzo wysokie – przypomina Jakubas. – Pamiętamy 15–20 lat temu stopy procentowe sięgały dwudziestu kilku procent miesięcznie, owszem, inflacja była wtedy spora, natomiast ostatnie lata jednak ten WIBOR schodził od 4,5 proc. w dół, w tej chwili mamy 1,7, ale jest to też sporo.

W 2000 roku WIBOR trzymiesięczny sięgał 19,5 proc., a referencyjna stopa NBP wynosiła 16,5–19 proc. Ceny rosły o 8,5–11,6 proc. w ujęciu rocznym. Dziś są to poziomy odpowiednio ok. 1,7 proc., 1,5 proc. i -1 proc.

Kurs złotego zależeć będzie od pozycji walut rynków wschodzących wobec dolara

CEO Magazyn Polska

Druga połowa maja i początek czerwca przyniosły umocnienie złotego. Dolar spadł poniżej 3,83 zł, zaś euro oscyluje wokół 4,36 zł. To poziomy niewidziane od miesiąca. Sytuacja może się jednak diametralnie zmienić w ciągu kilkunastu dni w wyniku posiedzenia Fed oraz referendum w Wielkiej Brytanii. Zdaniem ekspertów początkujący inwestorzy nie powinni teraz ryzykować swoich pieniędzy.

– Trudno jednoznacznie wskazać kierunek inwestowania. Uważam, że waluta jest jednym z najbardziej ryzykownych aktywów, jeżeli nie najbardziej ryzykownym – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jakub Makurat, dyrektor generalny Ebury Polska. – Kursy walut obecnie podążają za głównymi nurtami makroekonomicznymi, czyli spodziewana podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych będzie powodowała dalsze umocnienie dolara, takie jest bazowe założenie. Jeżeli się tak wydarzy, waluty krajów rozwijających się, w tym także i polski złoty w relacji do dolara amerykańskiego, będą się osłabiać.

Decyzja Rezerwy Federalnej zostanie ogłoszona 15 czerwca, zostanie też wsparta nową oceną stanu amerykańskiej gospodarki przez Bank Centralny. Podwyżka stóp nie jest wykluczona, choć po słabych piątkowych danych z rynku pracy jest uważana za mniej prawdopodobną niż przed ich publikacją. Część ekonomistów sądzi, że FOMC chętnie skorzysta z okazji odsunięcia decyzji przynajmniej o kilka tygodni, by poznać wynik referendum w Wielkiej Brytanii. Odbędzie się ono osiem dni po konferencji Fed.

– Brexit może trochę namieszać, jeżeli stałby się realny. Na razie sondaże pokazują, że prawdopodobieństwo brexitu, przynajmniej w wyniku referendum, trochę spadło – mówi Makurat. – Sam brexit jako taki nie jest tragedią, nie jest końcem świata. Jest po prostu zmianą układu sił i dużym krokiem w tył dla tego, co osiągnęła Wielka Brytania w Unii Europejskiej. Ale Brytyjczycy zawsze mieli swój sposób na prowadzenie ekonomii i polityki, więc w tym wypadku to będzie ich suwerenna decyzja. Scenariusz samego brexitu byłby jednak precedensem dla całej Unii Europejskiej dosyć niepowtarzalnym.

Jeżeli jednak obywatele Zjednoczonego Królestwa opowiedzą się za pozostaniem ich kraju w Unii, oznaczać to będzie umocnienie funta brytyjskiego. Od początku roku funt stracił do euro 5,5 proc., do dolara nieco mniej – 1 proc. Wobec złotego brytyjska waluta osłabiła się w tym czasie o 3,5 proc., co ma znaczenie dla osób otrzymujących pieniądze od rodzin pracujących na Wyspach.

– Jeżeli ktoś pracuje z walutami i jest przedsiębiorcą, to przede wszystkim musi patrzeć na kurs walutowy jako punkt odniesienia. Można mieć swój klucz budżetowy, kurs oczekiwany, ale kursu rynkowego nie przewidzi nikt ze stuprocentową pewnością – uważa Jakub Makurat. – Dlatego zabezpieczenie polega na tym, żeby obecny kurs zapewnić sobie na najbliższe miesiące czy nawet lata. Inwestowania bez dużej wiedzy i bez solidnego przygotowania na rynku walutowym początkującym nie polecam.

Złoty od początku roku zyskał do dolara 2,5 proc., zaś do euro stracił 2 proc. Zdaniem dyrektora generalnego Ebury Polska w najbliższym czasie trendy mogą jednak się odwrócić.

– Pozycja złotego będzie konsekwencją pozycji walut rynków wschodzących względem dolara. Jeżeli zakładamy umocnienie się dolara, złoty przynajmniej w relacji do dolara ma duże prawdopodobieństwo osłabienia się. Tak zakłada nasz bazowy scenariusz – mówi Makurat. – Jeżeli przełożymy to na kurs euro do dolara i później na polski złoty, to jeżeli będziemy mieli silniejszego dolara do złotego, to będziemy mieli też mocniejszego złotego do euro w relacji do obecnych poziomów.

Nowe prawo restrukturyzacyjne pomaga firmom wyjść na prostą. Spada liczba ogłaszanych przez sąd upadłości

CEO Magazyn Polska

W Polsce dotychczas tylko 1,5 proc. wszystkich upadłości kończyło się zawarciem układu. Dzięki nowemu Prawu restrukturyzacyjnemu zaczyna się to zmieniać. W pierwszym kwartale tego roku sądy wydały 117 postanowień o upadłości w celu likwidacji majątku, rok wcześniej było ich 157. Do prawników zgłasza się coraz więcej firm, które dopiero przewidują problemy i chcą mieć plan naprawczy na wypadek dalszego pogorszenia się sytuacji.

Z dużym zadowoleniem przyjmujemy fakt, że po wejściu w życie ustawy Prawo restrukturyzacyjne przychodzą do nas dłużnicy na naprawdę bardzo wczesnym etapie. Mówią, że być może będą mieli trudności finansowe i chcieliby się do tego przygotować, mieć plan awaryjny na wypadek utraty płynności tak, by w majestacie prawa wyjść z problemów uczciwie wobec wierzycieli – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Roch Pietrzak, prezes zarządu i doradca restrukturyzacyjny w PMR Restrukturyzacje.

Prawo restrukturyzacyjne daje większą szansę na uratowanie przedsiębiorstwa znajdującego się w złej sytuacji finansowej. W Polsce dotychczas najczęściej była ogłaszana upadłość likwidacyjna. Teraz – na wzór regulacji amerykańskich – przepisy nie tylko pozwalają na uratowanie firmy, lecz także dają pierwszeństwo przepisom restrukturyzacyjnym nad przepisami upadłościowymi. Ustawa wprowadziła cztery nowe postępowania restrukturyzacyjne w dużej mierze oparte na praktykach międzynarodowych.

Nowe prawo restrukturyzacyjne to wachlarz różnego rodzaju procedur możliwych do zastosowania na wypadek różnych problemów pojawiających się w przedsiębiorstwach. Przede wszystkim jest postępowanie mało inwazyjne, czyli samodzielne zbieranie głosów i postępowanie w przedmiocie zatwierdzenia układu. Powiązane np. z układem częściowym powoduje, że przedsiębiorstwo nie musi obejmować układem wszystkich swoich wierzycieli, ale np. kilku największych – tłumaczy Pietrzak.

Jak wskazuje ekspert, takie postępowanie daje też korzyści podatkowe. Umorzone należności stają się bowiem kosztem po stronie wierzyciela.

Postępowanie restrukturyzacyjne obejmuje również postępowanie układowe, przyspieszone postępowanie układowe lub postępowanie sanacyjne, przy którym następuje restrukturyzacja zobowiązań. Pozwala to nie tylko na zlikwidowanie zadłużenia, lecz także znalezienie przyczyn złej sytuacji firmy i ich wyeliminowanie, np. wypowiedzenie szkodliwych umów.

Z prowadzonej przez nas praktyki wynika, że prawo restrukturyzacyjne wydaje się bardzo atrakcyjne. O ile w pierwszym miesiącu obowiązywania, w styczniu i w pierwszej połowie lutego nie było zbyt wielu wniosków, o tyle od połowy lutego odnotowujemy ich coraz większy napływ – zaznacza prezes PMR Restrukturyzacje.

Ze statystyk Coface wynika, że w ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku sądy wydały 136 postanowień upadłościowych i restrukturyzacyjnych polskich przedsiębiorstw, z czego 117 upadłości w celu likwidacji majątku i 13 upadłości z możliwością zawarcia układu. Dla porównania, w ubiegłym roku było to odpowiednio 157 i 27. Eksperci Coface podkreślają, że jest to w dużej mierze właśnie efekt wprowadzonych w styczniu przepisów, które dają pierwszeństwo przepisom restrukturyzacyjnym nad przepisami upadłościowymi.

Jeżeli jednocześnie wpłyną wnioski o ogłoszeniu upadłości przez przedsiębiorstwo i o wszczęcie postępowania restrukturyzacyjnego, to sąd upadłościowy wstrzymuje się z rozpoznaniem wniosku o ogłoszeniu upadłości do czasu rozpoznania wniosku o wszczęcie restrukturyzacji. To bardzo ważny sygnał, że likwidacja to ostateczność i zawsze jest na nią czas – podkreśla Pietrzak.

Dotychczas 17 proc. postępowań upadłościowych w Polsce było upadłościami układowymi, a zaledwie nieco ponad 1 proc. wszystkich upadłości kończyło się zawarciem układu. Tymczasem, jak przekonuje Pietrzak, na restrukturyzacji korzystają wszyscy.

W przypadku dobrze poprowadzonej restrukturyzacji mamy duże szanse, aby wszyscy wierzyciele odnieśli większą korzyść, a dłużnik zachował przedsiębiorstwo. To się przekłada na miejsca pracy i koniunkturę gospodarczą. Należy więc te narzędzia możliwie szybko i często wykorzystywać. Widać, że przedsiębiorcy zaczęli tak robić – ocenia ekspert.

Zdaniem Pietrzaka konieczna jest jednak zmiana podejścia wierzycieli, którzy często się obawiają, że przy restrukturyzacji ich roszczenia nie zostaną zaspokojone. Dzięki współpracy często jednak można uratować firmę i jednocześnie spłacić jej zobowiązania.

Myślę, że zmianą mentalności, również wierzycieli, dojdziemy do takich standardów, jakie są na Zachodzie. Tam postępowania restrukturyzacyjne są naturalną rzeczą, wpisaną w życie każdego przedsiębiorstwa – przekonuje Maciej Roch Pietrzak.

Polska potrzebuje dużych inwestycji w szkolnictwo zawodowe. Inaczej nie przyciągnie zagranicznego kapitału

CEO Magazyn Polska

Choć Polska postrzegana jest korzystnie przez inwestorów zagranicznych, to liczba inwestycji, zwłaszcza w specjalnych strefach ekonomicznych, jest niższa niż przygotowane pod nie atrakcyjne tereny. Przyciągnąć inwestorów mógłby kapitał ludzki, niestety, brakuje osób o takich umiejętnościach zawodowych, na które jest zapotrzebowanie. Katowicka SSE wraz z Politechniką Śląską planują uruchomienie dualnych studiów, które pozwolą na jednoczesną naukę teorii i praktykę w konkretnej firmie.

Miejsc do inwestowania dobrze wyposażonych w infrastrukturę i nieźle skomunikowanych jest znacznie więcej niż potencjalnych inwestorów, dlatego musimy sięgać po znacznie kosztowniejsze w utrzymaniu czy w realizowaniu przewagi konkurencyjne. Wracamy do naszej podstawowej przewagi, którą jest kapitał ludzki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. – Rynek pracy uległ pewnej deformacji. Szkoły zawodowe kształciły w zawodach, które są potrzebne na świecie, a nie u nas – kucharzy czy fryzjerów. My potrzebujemy ludzi do obsługi nowoczesnych fabryk.

Przed rokiem Katowicka SSE rozpoczęła pilotażowy program K2 – Kariera i Kompetencje. W maju uruchomiono w siedzibie Zakładu Doskonalenia Zawodowego w Katowicach Centrum Kompetencji, którego celem jest zapewnienie oferty edukacyjnej w zakresie automatyki, pneumatyki, hydrauliki, robotyki i mechatroniki przemysłowej.

Szkoły muszą się zmienić tak, żeby swoimi wynikami zaświadczały o tym, że to jest prestiżowe miejsce. Liczba uczniów, którzy uzyskują dobre miejsce pracy w okresie sześciu miesięcy i średnie wynagrodzenie to są parametry, że szkoła kształci w dobrej specjalizacji, na właściwym poziomie. Ale to wszystko trzeba zbudować – przekonuje Wojaczek.

Jak mówi, na Politechnice Śląskiej trwają przygotowania do uruchomienia trzyletnich licencjackich studiów zawodowych na Wydziale Mechaniczno-Technologicznym. Mają one ruszyć w najbliższym roku akademickim. Połowę czasu studenci spędzą w firmach, ucząc się zawodu w praktyce.

Ich prace dyplomowe będą rozwiązaniem konkretnych problemów technicznych czy technologicznych u pracodawcy. Ci ludzie natychmiast będą mieli pracę, bo nikt takiej osoby nie wypuści od siebie, jeżeli przedtem ona ten cykl przeszła w sposób prawidłowy – przekonuje Wojaczek. – Pomoc publiczna się pewnie kiedyś skończy, ale zostanie nam przewaga dobrze zorganizowanego miejsca na inwestycje, niedrogiego i świetnego rynku pracy. To są dwie rzeczy, które należy poprawić i rozwinąć, a wówczas wciąż będziemy liderami.

Katowicka SSE w czerwcu obchodzi swoje 20-lecie. Przez ten czas zebrała ponad 5,5 mld euro na inwestycje. Największą część z nich przekazali Amerykanie – 35,8 proc., oraz Włosi – 22,4 proc. W strefie inwestują też m.in. Polacy, Niemcy, Japończycy i Hiszpanie.

Nasi klienci rozwijają się w kierunku wysokich technologii i innowacji. To jest trochę w sprzeczności z podstawowym założeniem strefy, tzn. z tym, że ona ma tworzyć miejsca pracy. Ale trend reinwestowania zysków w strefie po to, żeby na przykład dobudować kolejną nowoczesną linię produkcyjną, która wprawdzie w zestawieniu z tą pierwszą zatrudni 10 razy mniej ludzi, oznacza jednak, że dzięki temu chronimy te pierwsze miejsca pracy – dzieli się doświadczeniami prezes Katowickiej SSE.

Jak podkreśla, niezadowoleni inwestorzy mogliby opuścić strefę i zlikwidować wszystkie miejsca pracy. Ponadto inwestycje w zaawansowane technologicznie rozwiązania podnoszą kwalifikacje zawodowe pracowników, dając im wyższe kompetencje, co przyczynia się do tego, że pracodawcom nie opłaca się ich zwalniać. Dodatkowo pozytywną stroną inwestycji dokonywanych w Katowickiej SSE jest fakt, że inwestorzy nie są uzależnieni od jednego odbiorcy, którego kłopoty mogłyby spowodować ich bankructwo czy przynajmniej konieczność ograniczenia produkcji.

Te firmy, zwłaszcza z branży motoryzacyjnej, mają tak dobrze zdywersyfikowane portfele zamówień, że nawet zamieszanie w jednej czy w dwóch fabrykach nie powoduje żadnej frustracji właściciela, a tym bardziej pracowników, o których nam chodzi. To wszystko przebiega w sposób niezauważalny – mówi Wojaczek.

Motoryzacja to najważniejsza branża w strefie. Odpowiada za ponad 60 proc. inwestycji. Kolejna – wyroby ze szkła – jest dziewięciokrotnie mniejsza.

Polska walczy o kolejne fabryki samochodów, ale nawet jeżeli ta fabryka nie trafi do nas, tylko na Słowację, Węgry czy do Czech, to i tak dostawcy ulokują w portfelach naszych klientów zlecenia. A właśnie dywersyfikacja powoduje, że stabilność tego zatrudnienia jest kilka razy większa niż w jednej fabryce, która uzależniona jest od produkcji najczęściej jednego modelu – przekonuje.

Rośnie rola PR w przedsiębiorstwach. Przyszłością branży jest budowanie długoterminowej reputacji firmy

CEO Magazyn Polska

Rośnie świadomość roli PR w przedsiębiorstwach, doceniana jest również jego skuteczność. Wyzwaniem dla całej branży jest budowanie nie tylko doraźnego wizerunku firmy, lecz także długoterminowej reputacji opartej na zaufaniu. Eksperci oceniają, że PR-owców czekają bardzo dobre lata ze względu na rosnące zapotrzebowanie na dostarczane przez nich treści. Dobre perspektywy powodują, że chętnych do pracy i studia z zakresu PR nie brakuje.

Dotychczas zarządzaliśmy wizerunkiem, który jest krótkookresowy. Wyzwaniem na przyszłość jest bardziej zarządzanie reputacją, czyli sumą wizerunków, wynikającą z czegoś znacznie poważniejszego niż wizerunek, czyli zaufania. To przyszłość, która stoi przed całą branżą: public relations, komunikacją, marketingiem, społeczną odpowiedzialnością biznesu – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Konrad Ciesiołkiewicz, dyrektor komunikacji korporacyjnej i CSR w Orange Polska.

Jak przekonuje Konrad Ciesiołkiewicz, kryzys zaufania, który ma swoje największe odzwierciedlenie w krachu finansowym trwającym od 2008 i symbolicznym upadku banku Lehman Brothers, ma swoje źródła właśnie w zarządzaniu. Istotne jest budowanie reputacji, co wymaga od zarządzających przede wszystkim partnerstwa i  długookresowych relacji, a nie wyłącznie myślenia transakcyjnego. Kluczowe jest przyjęcie długookresowej optyki, nie można oczekiwać zwrotu wizerunkowego z dnia na dzień.

Reputacja dotyczy nie tylko tego, żeby maksymalizować krótkookresowy zwrot z inwestycji wizerunkowej, lecz także tego, by zarządzać potencjalnym ryzykiem i żeby tak zarządzać organizacją, firmą, przedsiębiorstwem, instytucją, żeby zmniejszać skalę negatywnego wpływu, ograniczyć czynniki ryzyka i naprawiać to, co jest do naprawy – przekonuje dyrektor w Orange Polska. – To jest element całego zarządzania strategicznego, nie tylko branży public relations.

Firmy coraz częściej zdają sobie sprawę z istotnej roli PR. Znaczenie całej branży będzie rosło, zwłaszcza że coraz większe będzie również zapotrzebowanie na nią.

Dostarczanie treści jest istotą mediów. W związku z tym potrzeba, żeby ktoś dostarczał treści, jest ogromna, a tym w największym stopniu zajmują się właśnie PR-owcy. Dlatego jestem przekonany, że branża reklamowa, branża medialna w coraz większym stopniu będzie oddawała pole narzędziom i treściom pochodzącym od PR-owców – ocenia Adam Łaszyn, prezes Alert Media Communications i pomysłodawca publikacji „Pierwsze ćwierćwiecze. 25 lat public relations w Polsce”.

Jak podkreśla, siłą tej branży są osoby w niej zatrudnione.

Nie sądzę, żeby w jakakolwiek innej branży w Polsce pracowali ludzie z tak bogatym doświadczeniem i wykształceniem – podkreśla Łaszyn. – W naszym zawodzie mamy byłych dziennikarzy, byłych marketingowców, byłych aktorów, ludzi o wykształceniu historycznym, prawniczym. Z badań wynika też, że pracują wśród nas trenerzy flamenco i seksuolodzy kliniczni.

Rośnie zainteresowanie pracą w branży, powstaje coraz więcej agencji PR, a na uczelniach pojawiają się kierunki, które kształcą właśnie w tym kierunku. Eksperci oceniają, że to przede wszystkim ścisła współpraca na linii biznes–nauka pozwala kształcić kadry zgodnie z potrzebami rynku pracy. Przedsiębiorstwa z branży często aktywnie uczestniczą w systemie edukacji, przygotowują program, zajęcia, a także oferują staże i praktyki.

Otoczenie prawne, które kształtuje szkolnictwo wyższe w Polsce, otworzyło się na współpracę z biznesem. Jest bardzo mocno zainteresowane, żeby wykształcić świetnych pracowników – podkreśla dr Maria Buszman-Witańska z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. – Im bardziej obie strony będą znały swoje potrzeby, tym lepiej skuteczniej będą kształciły dobrych pracowników, którzy zyskają szansę na szybką i skuteczną karierę zawodową.

Dodaje, że na dostępność pracy absolwenci nie mogą narzekać. Rosnące zapotrzebowanie na specjalistów PR powoduje także, że wynagrodzenia w branży rosną.

Rynek dynamicznie się zmienia, potrzebuje coraz więcej specjalistów. Jestem więc dobrej myśli, że wykształceni absolwenci naszych uczelni znajdują prace szybko. A to, czego w teorii i w praktyce podczas studiów nie poznali, wypracowują i uzupełniają w pracy w firmach – wskazuje Maria Buszman-Witańska.

Branża informatyczna poszukuje pracowników. Zapotrzebowanie sięga nawet 50 tys. osób

CEO Magazyn Polska

Sposobem na zwiększenie liczby pracowników w branży informatycznej ma być przyciągnięcie kobiet na kierunki ścisłe. Z danych różnych agencji zatrudnienia wynika, że zapotrzebowanie na informatyków w Polsce wynosi 30–50 tys. Dla branży istotne jest także zachęcenie zagranicznych firm do podejmowania w Polsce innowacyjnych inwestycji, które często trafiają za naszą południową granicę. Przyciąganie ich do kraju będzie budowało kompetencje, które będą w najbliższych latach bardzo poszukiwane na rynku pracy.

– Podstawowym wyzwaniem dla branży informatycznej są talenty, czyli zasoby ludzkie, oraz innowacje i ich wsparcie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Mach, dyrektor zarządzający Luxoft Europa Centralna. – Mamy wciąż możliwość zatrudnienia dużo większej liczby osób na naprawdę dobre miejsca pracy, brakuje nam jednak ludzi. Problemem jest to, że bardzo mały procent kobiet pracuje na rynku IT.

Z raportu przygotowanego przez Siemens i Fundację Edukacyjną „Perspektywy” wynika, że w ciągu ostatnich pięciu lat odsetek kobiet w branżach technologicznych zwiększył się o 6 proc. Wciąż jednak jest on niski i wynosi ok. 20–25 proc. Udział studentek na kierunkach kluczowych dla branż STEM (Science, Technology, Engineering and Mathematics) wynosi zaledwie 13 proc.

Mamy bardzo mądre kobiety, dlatego nie ma powodu, żeby nie zrobić strukturalnego programu współpracy z uczelniami, w ramach którego zachęcalibyśmy te młode kobiety do kierunków bardziej inżynieryjnych, co przekładałoby się później na bardzo dobrą pracą – mówi Wojciech Mach.

Jakość kadry to jedna z przewag konkurencyjnych Polski. Inne zalety to rozwijająca się gospodarka i stabilna sytuacja geopolityczna. Polska może pochwalić się także coraz lepszą infrastrukturą transportową.

Ponad 70 proc. inwestorów zagranicznych, którzy zainwestowali w Polsce, rozwija się dalej, czyli ich projekty się sprawdziły. Jest to świetna informacja dla naszych dzieci, które kończą studia, bo będą miały szansę otrzymać dobrą pracę – mówi dyrektor zarządzający Luxoft Europa Centralna.

Wciąż jednak często przegrywamy walkę o zagraniczne inwestycje z sąsiadami z południa, czyli Czechami i Słowakami.

Trzeba więcej pomagać firmom we wdrażaniu innowacji, np. w zakresie robotyki, czyli automatyzacji procesów, o czym ostatnio dużo się mówi. Kiedyś potrzebowałeś człowieka, żeby siedział i pisał ręcznie, teraz możesz postawić robota, program czy software, który to zrobi za ciebie – podkreśla Mach. – Takiej bardzo ciekawej pracy jest bardzo dużo na rynku i możemy ją przenosić do Polski, ale znowu potrzebujemy do tego ludzi.

Do Polski coraz częściej trafiają zaawansowane projekty biznesowe z zakresu np. IT, badań i rozwoju, a także finansów i bankowości. Jak wynika z danych ABSL, 89 proc. centrów biznesowych zagranicznych firm zwiększyło w ostatnich trzech latach zakres realizowanych procesów biznesowych. Tyle samo zwiększyło stopień zaawansowania tych procesów.

Luxoft zajmuje się outsourcowaniem usług głównie w informatyce. Jest globalną grupą, która w Polsce zatrudnia już 2 tys. pracowników, i mimo trudności ze znalezieniem dużej liczby wykwalifikowanych informatyków dwie trzecie z tej grupy zatrudnił w ubiegłym roku. W obecnym zamierza przyciągnąć kolejne 500 osób, zarówno do już działających biur w Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście, jak i do nowej lokalizacji w Warszawie. W Polsce pracuje już prawie 20 proc. wszystkich pracowników firmy.

To, że Polacy coraz mocniej wchodzą w struktury międzynarodowych korporacji, odgrywając w nich coraz ważniejsze role, pozwala nam przenosić do Polski bardzo ciekawe miejsca pracy. Stworzyliśmy w Luxofcie np. tzw. creative lab, czyli miejsce, w którym pracujemy nad doświadczeniami interfejsu użytkownika, tzn. cała nauka, psychologia tego, jak człowiek współpracuje z maszyną, samochodem czy komputerem – podaje przykład Wojciech Mach. – Wiele innych firm podejmuje tego typu przedsięwzięcia. Przenosząc technologie, które są wciąż nowinkami na świecie, jak big data, newSQL, masę innych technicznych czy procesowych innowacji, które dają bardzo ciekawą pracę i pozwalają szkolić młodych Polaków w technologiach, które będą przez wiele lat jeszcze bardzo potrzebne na rynku.

Polscy producenci okien i drzwi podbijają rynki europejskie. Do zagranicznych klientów trafiło blisko 9 mln produktów

CEO Magazyn Polska

W ubiegłym roku Polska wyprzedziła Niemcy w sprzedaży za granicę stolarki budowlanej. Na eksport trafiło łącznie 8,8 mln okien i drzwi, a wartość sprzedaży, po wzroście o blisko 12 proc., przekroczyła 1,55 mld euro. – Na europejskim rynku stolarki budowlanej atutem polskich firm jest wciąż relatywnie niska cena, ale w połączeniu z wysoką jakością – przekonuje prezes Oknoplastu. Na znaczeniu zyskują także różnego rodzaju innowacje, głównie w zakresie energooszczędności i termoizolacji.

Atrakcyjność polskich producentów okien wynika przede wszystkim z konkurencyjnej ceny. Istotne są także innowacje, czyli wszelkiego rodzaju nowinki techniczne – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mikołaj Placek, prezes firmy Oknoplast.

Branża stolarki okiennej i budowlanej jest jedną z najbardziej konkurencyjnych sektorów polskiej gospodarki. Na krajowym rynku prowadzi działalność około 2,5 tys. producentów tego rodzaju wyrobów. Nawet 60–70 proc. ich produktów trafia za granicę, głównie do Unii Europejskiej.

Zdaniem Mikołaja Placka firmy dostosowują profil produkcji do wymagań rynku docelowego. W poszczególnych krajach klienci zwracają bowiem uwagę na nieco inne elementy. W Polsce jedną z najważniejszych cech okna jest termoizolacyjność, czyli oszczędności związane z ogrzewaniem. Na rynku niemieckim szczególnie ważne są aspekty techniczne – produkt musi dobrze działać, być ergonomiczny, łatwy w obsłudze i służyć latami. We Włoszech i Francji klienci przykładają większą niż w innych krajach wagę do designu, koloru oraz wykończenia.

W całej Europie rośnie przy tym zapotrzebowanie na okna energooszczędne – wskazuje Mikołaj Placek. – Trend ten widzimy od lat w Polsce, Niemczech i na pozostałych rynkach Europy Środkowej. Ostatnio postępuje on także na innych rynkach UE, szczególnie południowych, takich jak Włochy, Francja czy Hiszpania. Tam jednak nie jest to związane z oszczędnością energii w ogrzewaniu, ale w klimatyzacji.

Z danych Centrum Analiz Branżowych (CAB) wynika, że w ubiegłym roku powstało w Polsce prawie 13 mln okien, o 4,5 proc. więcej niż w 2014 roku, oraz ponad 8,2 mln drzwi (wzrost o 9,5 proc.). Boom w branży wynika w głównej mierze z szybko rosnącego eksportu. W tym samym czasie spadała aktywność najsilniejszych wcześniej producentów niemieckich. W rezultacie Polska, z 21-proc. udziałem, stała się największym eksporterem tego rodzaju wyrobów wśród krajów UE.

Obecnie 70 proc. okien sprzedanych za granicę trafia do Unii, z czego 60–70 proc. do Niemiec – precyzuje Mikołaj Placek. – Eksport stanowi dzisiaj ponad 70 proc. przychodów Oknoplastu. Nasz udział w eksporcie z Polski okien z tworzyw sztucznych wynosi ponad 15 proc.