Eksport wciąż głównie domeną dużych przedsiębiorstw. W małych i średnich firmach może on przyspieszyć dzięki faktoringowi

CEO Magazyn Polska

Upowszechnienie faktoringu, czyli sprzedaży faktur wyspecjalizowanym firmom, może zwiększyć polski eksport. Większa pewność transakcji może skłonić małe i średnie firmy, również te początkujące, do wchodzenia na nowe rynki. Dziś handel zagraniczny prowadzą głównie firmy o dobrej kondycji finansowej, dla których długie terminy płatności faktur lub ewentualne opóźnienia nie są poważnym problemem.

Z prowadzonych od 5 lat analiz Bibby Financial Services wynika, że jedna czwarta małych i średnich firm nie wie, co jest kluczowe dla sukcesu w eksporcie. Ci, którzy eksportują na rynki zagraniczne, podkreślają, że najważniejsza jest jakość produktów (44 proc.), a także cena i relacje z partnerami zagranicznymi. 15 proc. przedsiębiorców twierdzi, że w eksporcie istotne jest zewnętrzne źródło finansowania.

Wnioskujemy z tego, że firmy, które zaczynają eksportować, mają ugruntowaną pozycję finansową i koncentrują się na tych podstawowych elementach, jak cena, jakość i relacje – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Rodak, dyrektor handlowy Bibby Financial Services. – Z naszych doświadczeń wynika, że dla naszych klientów, którym finansujemy eksport, kwestie źródeł finansowania są bardzo istotne.

Faktoring to dobry sposób dla firm ze słabszym zapleczem finansowym, by wejść na zagraniczne rynki. Może też pomóc w tym debiutantom. Firma faktoringowa może, po pierwsze, przyspieszyć wypłatę pieniędzy za wyeksportowany towar. Po drugie, może wspierać eksporterów w weryfikowaniu partnerów zagranicznych.

Klienci korzystają z faktoringu w eksporcie w dwóch sytuacjach. Kiedy potrzebują płynności, faktoring daje im gwarancję tego, że po wysłaniu towaru od razu otrzymują środki na konto i mogą nimi obracać, kupować kolejny towar, zdobywać kolejnych odbiorców. Kiedy koncentrują się na tym, aby bezpiecznie ulokować swoje towary i usługi, to starają się ubezpieczyć transakcje, a my, jako faktor międzynarodowy, oferujemy taką możliwość – mówi Tomasz Rodak.

Jak podkreśla, przy faktoringu eksportowym ważne jest to, by faktor znał specyfikę lokalnych rynków i miał tam rozwinięte kontakty. Dzięki temu mniejsze jest ryzyko problemów z egzekwowaniem płatności.

Polscy eksporterzy często zderzają się z tym, że muszą udzielić dużym klientom terminu 60 albo 90 dni płatności. Mamy więc do czynienia z sytuacją, kiedy to mały podmiot gospodarczy z Polski finansuje ogromną firmę zagraniczną. W takiej sytuacji zewnętrzne źródło finansowania dla eksportera jest bardzo istotne – podkreśla Rodak.

Patrząc na dane o wzroście eksportu, Rodak ocenia, że ten segment faktoringu będzie dynamicznie rósł.

Bibby Financial Services w 2015 roku zanotowała 30-proc. wzrost obrotów. Liczba zapytań o faktoring wzrosła o 100 proc., co świadczy o szybko rosnącym zainteresowaniu firm tą formą finansowania. Szczególnie widać to wśród małych i średnich firm. Cały rynek faktoringowy – według Polskiego Związku Faktorów – wzrósł w ubiegłym roku o 17 proc. Obroty faktoringowe to ok. 8 proc. PKB Polski. To wynik porównywalny do europejskiego. Pokazuje on skalę oddziaływania faktoringu na przepływy w łańcuchach dostaw.

Około 200 mln zł będzie kosztował w tym roku Bank Millennium podatek bankowy

CEO Magazyn Polska

0,44 proc. od aktywów w skali roku z kwotą zwolnioną od podatku w wysokości 4 mld zł muszą od lutego płacić banki w Polsce. Z wyliczeń Banku Millennium, który ma 5-proc. udział w polskim rynku, wynika, że bank ten poniesie w br. koszt w wysokości 200 mln zł tytułem tej daniny, czyli dobrze powyżej jednej trzeciej tegorocznego zysku (546,5 mln zł). Choć bank zamierza zwiększyć swój udział w rynku, zwłaszcza w przypadku kredytów korporacyjnych, jego prezes podkreśla, że wprowadzone obciążenie nie pozostanie bez wpływu na wartość udzielonych pożyczek.

Podatek bankowy jest podatkiem od aktywów. Nie możemy więc nie prognozować spadku tych aktywów, a przynajmniej spowolnienia w ich tworzeniu w całym sektorze bankowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joao Bras Jorge, prezes Banku Millennium. – Dla banków aktywami są kredyty. Bardzo trudno jest więc zakładać, że nie będzie to miało żadnego wpływu na udzielanie kredytów w okresie najbliższych 2–3 lat.

Miniony rok już był o wiele trudniejszy dla instytucji finansowych niż poprzednie. W 2014 roku zyski banków wyniosły ok. 16 mld zł. Rok później były o jedną czwartą niższe. Przyczyną były najniższe w historii stopy procentowe, a także zdarzenia jednorazowe z czwartego kwartału, w postaci dodatkowej opłaty na rzecz Bankowego Funduszu Gwarancyjnego przeznaczonej na upadły SK Bank oraz wkładu na Fundusz Wsparcia Kredytobiorców. W przypadku Banku Millennium kwoty te wyniosły odpowiednio 102,5 mln zł oraz 15,6 mln zł.

Bank jednak szybko zwiększa liczbę klientów. W ubiegłym roku założył 281 tys. nowych kont i chce utrzymać to tempo. Liczba aktywnych klientów detalicznych banku wyniosła w IV kwartale blisko 1,37 mln osób.

Nie zmieniamy naszej strategii, która oparta jest na rozwoju organicznym. W bankowości detalicznej chcemy pozyskać 300 tys. klientów netto. Będziemy wzmacniać naszą pozycję w sektorze bankowym ofertą w zakresie rachunków bieżących. Chcemy się również wyróżniać jakością – podkreśla prezes Banku Millennium.

Ambicją banku jest zwiększenie aktywności w segmencie przedsiębiorstw. O ile w 2015 roku Millennium zwiększyło liczbę udzielonych kredytów gotówkowych o 18,6 proc., o tyle pożyczek korporacyjnych przybyło zaledwie o 5,4 proc. więcej niż rok wcześniej.

W segmencie korporacyjnym wciąż mamy potencjał wzrostowy. Mamy trzyprocentowy udział w rynku kredytów korporacyjnych, zaś w całym rynku bankowym – pięcioprocentowy, więc jest przestrzeń do wzrostu. Wierzymy, że cały czas jest szansa na zwiększenie naszej aktywności kredytowej – ocenia Joao Bras Jorge.

Cydr Lubelski wkracza na scenę muzyczną

CEO Magazyn Polska

Już nie tylko piwo towarzyszy młodym ludziom na festiwalach muzycznych. Najpopularniejszy polski cydr w ramach koncertów młodych polskich artystów będzie promował współczesny polski lifestyle. Muzyka stała się głównym obszarem strategii sponsoringowej marki. 

Cydr zyskuje coraz większą grupę fanów, co potwierdza duży potencjał kategorii, szacowany nawet na 1–2 proc. całego rynku piwa. Dlatego AMBRA, producent Cydru Lubelskiego, planując swoje działania marketingowe, tradycyjne promocje w sklepach uzupełnia o sponsoring trasy koncertowej Spragnieni Lata, popularyzując jednocześnie nowy trend na rynku alkoholi i nowe brzmienia w polskiej muzyce.

Cydr jako lekki i orzeźwiający napój dobrze wpisuje się w atmosferę koncertów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Rozalicz, dyrektor marketingu AMBRA. – Staramy się wykorzystać okazję, jaką jest trasa koncertowa Spragnieni Lata, żeby pokazać, w jak naturalny sposób cydr może towarzyszyć rozrywkom kulturalnym i spędzaniu czasu poza domem.

Już od pierwszej edycji Spragnieni Lata uzupełnili ofertę polskiego rynku festiwalowego, pokazując, że na mapie wydarzeń muzycznych wciąż jest miejsce dla świeżych i ambitnych projektów z pomysłem na siebie, a młodzi polscy muzycy, którzy choć zaczynają karierę, są już rozpoznawalni i znakomicie sobie radzą poza mainstreamem.

W dotychczasowych trzech edycjach trasy sponsorowanych przez Cydr Lubelski wzięło udział 25 tys. osób. Jak wskazuje Rozalicz, to jeden z bardziej awangardowych projektów tego typu w Polsce, który dociera do słuchaczy również zimą. W styczniu ruszyła czwarta edycja festiwalu, na którą Tymon Tymański, dyrektor artystyczny Spragnionych Lata zaprosił The Dumplings, zespół Rita Pax na czele z Pauliną Przybysz i Goorala.

Różnią ich style, ale podchodzą do nich z równie dużą otwartością. Zauważyliśmy, podobnie jak słuchacze, że taka różnorodność działa niezwykle inspirująco na artystów, czego efektem są później ciekawe kooperacje. To okazja, by zobaczyć, co nasza scena muzyczna ma najlepszego do zaoferowania – podkreśla dyrektor marketingu AMBRA SA.

Pierwsza edycja Spragnionych Lata odbyła się latem 2014 roku. Dotychczas w przedsięwzięciu wzięli udział: Natalia Przybysz, Tymon Tymański & The Transistors, Marika, L.U.C, Julia Marcell, Skubas i Xxanaxx.

Organizatorzy szukają artystów kreatywnych i oryginalnych, którzy wnoszą na scenę muzyczną coś nowego, ale nie uciekają w niszowość.

Wartości związane z otwartością, kreatywnością, z poszukiwaniem i eksperymentowaniem są nam bliskie. Cydr Lubelski to wciąż nowość w naszej ofercie produktowej, lekki, naturalny alkohol, zupełnie inny niż te, które jeszcze do niedawna gasiły pragnienie – mówi Rozalicz.

Jak dodaje, Spragnieni Lata to najważniejszy sponsoringowy projekt spółki AMBRA i jeden z głównych obszarów zaangażowania marketingowego marki Cydr Lubelski.

W procesie rekrutacji ważne są wartości wyznawane przez kandydata. Zwraca na to uwagę 2/3 pracodawców

CEO Magazyn Polska

Zmieniają się wymagania wobec kandydatów podczas rekrutacji. Coraz mniejsze znaczenie pracodawcy przywiązują do wykształcenia, rośnie natomiast wartość doświadczenia oraz wyznawanych wartości. Panuje przekonanie, że kandydat, który nie ma autorytetów i nie identyfikuje się z systemem moralnym, nie będzie także szanował nowych przełożonych. Również kandydaci, szukając pracy, zwracają uwagę na wartości, jakie reprezentuje dana firma.

Wartości mają kolosalne znaczenie zarówno przy wyborze pracodawcy, jak i przy wyborze pracownika – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Nowak, dyrektor zarządzający z firmie doradczej Okaeri Consulting. – Coraz mniejsze znaczenie ma wykształcenie, rośnie za to waga doświadczenia i wyznawanych wartości. Nasze badanie wykazało, że znacznie rzadziej pracodawcy wskazują wykształcenie jako ważną wartość potencjalnego zatrudnionego, znacznie częściej uważają je za kluczowe pracownicy.

Jak wynika z badania Okaeri Consulting i HumanGraph, wbrew dość powszechnej opinii wyższe wartości, w tym religijne, są istotne, zarówno dla pracodawców, jak i dla pracowników. Poproszeni o wskazanie trzech wartości, które powinny być ważne dla osoby pragnącej osiągnąć sukces w biznesie, najczęściej wskazywali „uczciwe życie” (wskazania 51 proc. pracodawców i 38 proc. pracowników).

W grupie pracowników częściej niż wśród pracodawców padało „wykształcenie” (35 proc. vs. 21 proc.). Dla jednej czwartej pracowników istotną wartością w biznesie okazał się dobrobyt i chęć osiągnięcia bogactwa. Wśród pracodawców taki wybór był dużo rzadszy (5 proc.). Zdaniem części zatrudnionych istotne w biznesie jest także grono przyjaciół (14 proc.). Takiej odpowiedzi udzieliło jedynie około 1 proc. zatrudniających.

Pracodawcy wskazują, że najważniejsza jest spójność pomiędzy tym, jak wygląda życie prywatne, a  tym, jak wygląda życie zawodowe kandydata – zauważa Michał Nowak.

63 proc. pracodawców zadeklarowało, że wartości ogółem mają wpływ na wybór dokonywany w trakcie rekrutacji.

O wyznawane wartości wprost nie do końca można zapytać w trakcie rekrutacji – zauważa Michał Nowak. – Ale jest wiele trików headhunterskich, które pozwalają na wyczucie tego. Sprowadzają się one do takiego poprowadzenia rozmowy, aby było jasne, jakimi wartościami kieruje się kandydat. Jeżeli bowiem nie ma autorytetów, nie szanuje wartości, to można się spodziewać, że nie będzie także pozytywnie odnosił się do swojego nowego przełożonego czy przyszłego pracodawcy.

Jak zauważa Nowak, obecnie na rynku pracy jest bardzo dużo ludzi doskonale wykształconych, z doświadczeniem, często międzynarodowym. To dlatego pracodawca, mając do wyboru dwóch kandydatów z podobnym wykształceniem i doświadczeniem, wybierze tego, którego wartości bardziej mu się spodobają.

Liga futbolu amerykańskiego nie ma sobie równych pod względem marketingu sportowego. W Polsce rozgrywki dopiero zyskują na popularności

CEO Magazyn Polska

Liga NFL jest stawiana za wzór efektywnego marketingu sportowego. Generuje rocznie 13 mld dolarów przychodu. Prawa do transmisji są jednymi z korzystniejszych kontraktów w amerykańskich dyscyplinach sportowych. Tylko na tegorocznym finale Super Bowl stacja CBS zarobiła z reklam ok. 500 mln dolarów. W Polsce dyscyplina ta dopiero raczkuje, ale szybko rośnie w siłę. W Polskiej Lidze Futbolu Amerykańskiego działa już blisko 100 klubów, a finały rozgrywek przyciągnęły łącznie 40 tys. widzów.

NFL jest bardzo drogim produktem dla sponsorów. Tylko największe korporacje są w stanie znaleźć się w gronie partnerów ligi, ale możliwości jest dużo. Jest też futbol akademicki, potężna dyscyplina w USA, która generuje około 50 mld dolarów przychodów rocznie z biletów na mecze czy ubrań – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jędrzej Stęszewski, prezes Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego i komentator Eleven Sports Network.

Branża NFL jest najbardziej dochodowa w Stanach Zjednoczonych. Szacuje się, że generuje 13 mld dolarów przychodu. To dwukrotnie więcej niż druga najbogatsza na świecie liga baseballowa MLB. Futbol amerykański jest też jednym z korzystniejszych wydarzeń pod względem transmisji telewizyjnych. Obecnie prawa do transmisji mają trzy stacje naziemne: NBC, CBS i Fox. Za przyznanie praw dla tych kanałów NFL zapewniła sobie 28 mld dolarów.

Każda ze stacji, która pokazuje NFL, dopłaca do tego. To produkt prestiżowy, na innych rzeczach zarabiają stacje – wskazuje Stęszewski.

Co roku w czołówce wydarzeń telewizyjnych plasują się rozgrywki Super Bowl. Ogląda je ok. 115 mln osób. W tym roku 50. finał rozgrywek NFL, w którym drużyna Denver Broncos pokonała 24:10 Carolina Panthers, przyniósł też ogromne zyski stacji CBS, która pokazała spotkanie. Z samych reklam stacja mogła zarobić blisko 0,5 mld dolarów.

Również zarobki zawodników należą do jednych z najwyższych w sporcie. Kontrakty najlepszych opiewają na 20 i więcej milionów dolarów rocznie. To dochody tylko z samej gry. Znacznie więcej zyskują na kontraktach reklamowych.

Każdy z zespołów rozgrywa 16 meczów w sezonie zasadniczym, do tego ewentualnie rozgrywki play-off to maksymalnie cztery mecze. Daje to całkiem przyjemną stawkę, około miliona dolarów dla najlepszych za zawody. Co charakteryzuje National Football League, to salary cap, czyli limit wydatków na wynagrodzenia dla drużyny. Jeśli przekroczy się kwotę przeznaczoną na zawodników w danym sezonie, to trzeba płacić bardzo wysoki podatek – wskazuje prezes PLFA.

Badania opinii publicznej z 2014 roku wskazują, że 35 proc. Amerykanów wskazało futbol amerykański jako ulubiony sport. Na świecie dyscyplina dopiero rośnie w siłę, rozgrywki są coraz chętniej oglądane na innych kontynentach, m.in. w Australii czy niektórych krajach Ameryki Południowej. Również Europa powoli odkrywa futbol amerykański, choć pod względem marketingu sportowego do USA sporo jej brakuje.

W Europie to sport zwykle amatorski bądź półprofesjonalny. Transmisji telewizyjnych jest jeszcze niewiele i zwykle ci, którzy transmitują, muszą zapłacić za koszty produkcji – przyznaje Stęszewski.

Polska stosunkowo późno odkryła futbol amerykański, jednak podobnie jak w pozostałych krajach Europy szybko zyskuje on grono fanów. Jeszcze w 2006 roku, kiedy wystartowały rozgrywki, wzięły w nich udział cztery drużyny. Obecnie w lidze działa już blisko 100 drużyn i 5 tys. zawodników.

Aspekty promocyjne i marketingowe futbolu amerykańskiego również dynamicznie się rozwijają w Polsce. W 2012 i 2013 roku rozgrywaliśmy nasze finały rozgrywek, czyli SuperFinał, na Stadionie Narodowym w Warszawie, łącznie zgromadziły one prawie 40 tys. widzów. Natomiast za grę zawodnicy w większości nie otrzymują wynagrodzenia – mówi Jędrzej Stęszewski.

Wielton zakłada spółkę w Niemczech, planuje przyśpieszyć ekspansję na rynki niemieckojęzyczne

Wielton S.A., największy w Polsce i jeden z największych w Europie producentów naczep
i przyczep, powołał spółkę zależną Wielton GmbH, której celem będzie sprzedaż produktów
i zapewnienie opieki serwisowej Grupy na terenie Niemiec, Austrii i Szwajcarii. Zdaniem wieluńskiego producenta rynek niemiecki ma przed sobą ogromny potencjał rozwoju.
W perspektywie 3-5 lat Zarząd zakłada dynamiczny rozwój Grupy Wielton w regionie
z potencjałem sprzedaży powyżej 1500 sztuk rocznie.

Ekspansja na Rynki Niemiec, Austrii i Szwajcarii

Największy polski producent przyczep i naczep Wielton, powołał spółkę zależną Wielton GmbH, której celem jest rozwój sprzedaży Grupy na rynkach niemieckojęzycznych, w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Wielton szczególne nadzieje wiąże z rynkiem niemieckim, który jest największym rynkiem zbytu w Europie z roczną sprzedażą na poziomie 54 tys. sztuk. Spółka jest obecna od 11 lat na rynku niemieckim poprzez sieć dilerską i z roku na rok powiększa wolumen sprzedaży swoich produktów. Po trzech kwartałach 2015 roku sprzedaż Wieltonu w Niemczech zwiększyła się o 13% rdr przy 9,6% wzroście rynku. W perspektywie 3-5 lat Zarząd zakłada potencjał sprzedaży Grupy Wielton w regionie niemieckojęzycznym na poziomie powyżej 1500 sztuk rocznie.

WIELTON GmbH

Działalność operacyjna nowo założonego podmiotu Wielton GmbH z siedzibą we Frankfurcie nad Menem rozpocznie się jeszcze w I kw. br. Kapitał zakładowy Wielton GmbH wynosi 25 tys. euro. W bieżącym roku, spółka niemiecka będzie koncentrowała się na rozwoju sieci sprzedawców i budowaniu partnerstwa z potencjalnymi klientami. W planach jest również rozwój sieci serwisowej w regionie niemieckojęzycznym. Mocne zaplecze handlowo-serwisowe będzie podstawą dalszego rozwoju Grupy Wielton w regionie. Koszty realizacji przedsięwzięcia będą dostosowywane w czasie do potencjału rozwoju spółki i nie są istotne z punktu widzenia poziomu kapitałów własnych Emitenta.

– Założenie niemieckiej spółki wpisuje się w strategię ekspansji Wieltonu w całej Europie i jest kolejnym krokiem na drodze do osiągnięcia pozycji trzeciego producenta na kontynencie. Niemcy są największym rynkiem przyczep i naczep w Europie, a rynek wykazuje duży potencjał wzrostu w kolejnych latach – powiedział Mariusz Golec, prezes Wieltonu. – Analizy rynku pokazały, że polskie pojazdy użytkowe cieszą się akceptacją niemieckich klientów. Chcielibyśmy docelowo sprzedawać na rynku niemieckim powyżej 1500 pojazdów rocznie, z czego jedną trzecią w segmencie pojazdów dla rolnictwa.

Cel: w pierwszej trójce największych europejskich graczy

Przedsiębiorstwa pełne luk

Aż 92% urządzeń podłączonych do sieci zawierało luki, przez które można było dokonać cyberataków – wynika z najnowszego raportu firmy Cisco. Eksperci zwracają jednocześnie uwagę, że w Polsce ryzyko zakończonego sukcesem cyberataku jest wyższe niż w Stanach Zjednoczonych, Rosji czy Japonii.

Cisco dokonało analizy aż 115 000 podłączonych do Internetu urządzeń, działających w środowiskach klientów. Wyniki badania nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do realnej wagi zagrożeń. Aż 106 000 spośród 115 000 analizowanych urządzeń miało luki w oprogramowaniu pozwalające na niepożądaną ingerencję. Oznacza to, że aż 92% podłączonych do sieci urządzeń jest podatnych na ataki.

Co ciekawe, wśród zagrożonych przedsiębiorstw nie brak także tych działających w newralgicznych branżach, jak finanse, medycyna czy handel. Cisco wskazuje, że nie trudno znaleźć przypadki, w których firmy z tych sektorów korzystały z oprogramowania starszego niż sześć lat. 8% spośród wszystkich przeanalizowanych urządzeń osiągnęło już maksymalną „dojrzałość”, w 31% przypadkach czas ich wymiany nadejdzie w ciągu maksymalnie czterech lat.

Autorzy raportu przyznają, że korzystanie z przestarzałej infrastruktury IT jest poważnym zagrożeniem dla przedsiębiorstw. W dobie upowszechniania się Internetu Rzeczy, firmy powinny zdawać sobie sprawę z tego, jak ważne jest bezpieczne i zapewniające ciągłość funkcjonowania wewnętrzne środowisko IT. Zwłaszcza, że rosnąca różnorodność technik stosowanych przez cyberprzestępców pozwala im bardzo skutecznie wykorzystywać do swoich celów brak dbałości o bezpieczeństwo w firmach.

Oferty „nie do odrzucenia”

Świetnie obrazuje to przykład Angler Exploit Kit – jednego z najsłynniejszych pakietów oprogramowania, wyszukującego luki w systemach zabezpieczających. Jak wskazuje Cisco,  w trakcie jednej „kampanii” spamowej atakował on ponad 90 000 celów dziennie. – Były to ataki typu ransomware, polegające na zaszyfrowaniu przez cyberprzestępcę danych prywatnego użytkownika bądź przedsiębiorcy. Ofiara, aby je odzyskać, otrzymać klucz oraz instrukcję odszyfrowania potrzebnych informacji, musi zapłacić crackerowi okup. To mniej więcej tak, jak gdyby ktoś wszedł do naszego domu, zmienił kombinację szyfru w sejfie, w którym przetrzymujemy oszczędności życia, i zażądał pieniędzy za jego otwarcie – komentuje Ewelina Hryszkiewicz, kierownik produktu w Atmanie, operatorze największego w Polsce centrum danych.

W 2015 roku co miesiąc ponad 9,5 tysiąca ofiar ataków generowanych przez Angler decydowało się płacić cyberprzestępcom za dostęp do własnych danych. Udało się wykryć zaledwie 40% źródeł wszystkich zrealizowanych ataków.  Biorąc pod uwagę uśrednioną kwotę okupu, którą Cisco ustaliło na 300 dolarów, wartość rocznego przychodu z jednej kampanii wyniosła 34 miliony dolarów. Tyle zarobili aktywiści z szarej strefy Internetu, specjalizujący się w składaniu ofert „nie do odrzucenia”.

Mapa zagrożeń

Analitycy Cisco postanowili również sprawdzić stosunek ilości rozsyłanych infekcji malware (złośliwe oprogramowanie) do całej wartości ruchu internetowego poszczególnych państw. Pod uwagę wzięli także Polskę. Stosunek wyrażany liczbą 1,0 oznaczał, że ilość kolportowanych przez crackerów treści jest proporcjonalna do wielkości krajowej sieci i oznacza pewien standard. Nie pozwala on na bagatelizowanie zagrożeń, ale też nie oznacza konieczności wszczynania alarmu. Właśnie tyle wyniósł stosunek w Stanach Zjednoczonych, Rosji i Japonii. W Polsce był wyższy i osiągnął poziom1,5.

Zgodnie z wyjaśnieniami autorów raportu, jeżeli stosunek przekracza wartość 1,0, oznacza to, że na terenie danego kraju znajduje się o wiele więcej elementów infrastruktury IT z łatwymi do obejścia  lukami w zabezpieczeniach. Rajem dla działalności cyberprzestępców wciąż są Chiny, gdzie wspomniany stosunek wyniósł 4,0, i Hong Kong, gdzie osiągnął poziom 9,0. Jednak i polskie firmy nie mogą czuć się bezpiecznie.  

„Nie jesteśmy na celowniku”

Cisco zapytało firmy o główne przeszkody we wdrażaniu zaawansowanych rozwiązań IT, chroniących przed zagrożeniami. Większość respondentów wskazała na ograniczenia budżetowe. W przypadku firm zatrudniających od 250 do 499 pracowników, takiej odpowiedzi udzieliło aż 40% ankietowanych. Respondenci z 22% badanych firm, zatrudniających poniżej 500 pracowników, przyznali, że nie potrzebują w swoim zespole specjalistów bezpośrednio odpowiedzialnych za bezpieczeństwo IT, gdyż nie uważają, by ich przedsiębiorstwa mogły stanowić dla cyberprzestępców cele o wysokiej atrakcyjności. Biorąc jednak pod uwagę przedstawioną wcześniej analizę i stosunek zagrożenia atakami malware, ten pogląd nie ma żadnego uzasadnienia.

– Doświadczenia pokazują, że żadna firma, niezależnie od swojej wielkości, nie może czuć się bezpiecznie. Każde przedsiębiorstwo powinno zakładać, że jest atrakcyjnym celem dla cyberprzestępców. Działania crackerów może odczuć na własnej skórze zarówno startup, który straci dostęp do poczty elektronicznej lub swojej strony WWW, jak i większe przedsiębiorstwo – w postaci wycieku danych czy braku ciągłości biznesowej. Dobrze ilustrują to choćby ubiegłoroczne przykłady LOT-u czy Plus Banku; w obu przypadkach straty z powodu działań cyberprzestępców były dotkliwe – zauważa Ewelina Hryszkiewicz z Atmana.  

Firmy szukają bezpieczeństwa na zewnątrz

Cisco zauważa, że z myślą o zwiększeniu bezpieczeństwa firmy coraz częściej sięgają po outsourcing. Chętniej korzysta z tego rozwiązania nie tylko sektor MŚP, ale także duże korporacje. Cisco zwraca też uwagę na zmianę mentalnościową, jaka systematycznie dokonuje się w firmach. W 2014 roku 24% firm zatrudniających poniżej 500 pracowników, które ankietowała amerykańska korporacja, przyznawało, że nie zamierza korzystać z outsourcingu. Rok później liczba ta zmalała już do 18%.

Ciekawe są powody decyzji o outsourcingu. Ponad połowa małych i średnich przedsiębiorstw podała, że korzysta z usług zewnętrznego dostawcy ze względu na niższe koszty. 45% ankietowanych wskazało również na natychmiastową reakcję zewnętrznego usługodawcy w przypadku ewentualnego problemu i brak negatywnych skutków cyberagresji.

– Z naszych doświadczeń wynika, że przeniesienie serwerów do zewnętrznego centrum danych może zmniejszyć koszty IT nawet 3-krotnie, pozwalając przy tym osiągnąć znacznie wyższy poziom bezpieczeństwa. W perspektywie 20 lat duża firma może zaoszczędzić przynajmniej 20 mln zł. Dla małej firmy koszty będą o blisko 40% niższe, uwzględniając najbardziej pesymistyczny wariant – zauważa Robert Mikołajski, kierownik zespołu rozwoju biznesu w Atmanie.

Popołudniowy komentarz walutowy z 11.02.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 11.02.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Polacy pokochali wielkie imprezy!

Z danych serwisu eBilet.pl wynika, że wartość internetowego rynku sprzedaży biletów na imprezy, wydarzenia kulturalne i sportowe w ubiegłym roku sięgała 500 mln zł. Jednocześnie eksperci z największego serwisu sprzedającego bilety online prognozują, że w 2016 rynek zanotuje 20% wzrost. Do tej pory największym zainteresowaniem w Polsce cieszyły się widowiska rodzinne, festiwale muzyczne, koncerty i imprezy sportowe. Jaki będzie rok 2016?

eBilet.pl współpracuje z ponad 1 000 organizatorów imprez w Polsce i jest liderem rynku sprzedaży biletów online w naszym kraju. Z danych wewnętrznych serwisu wynika, że w ubiegłym roku w Polsce największym zainteresowaniem cieszyły się bilety na wydarzania rodzinne i festiwale muzyczne. Widowisko Disney On Ice w 4 miastach zgromadziło blisko 200 tys. publiczność. Rekordową frekwencję zanotował też Międzynarodowy Piknik Lotniczy Air Show w Radomiu. Mimo zmienionej formuły niesłabnącym zainteresowaniem cieszyła się VERVA Street Racing. Show z udziałem Clarksona, Hammonda i Maya zgromadził komplet publiczności na PGE Narodowym.

W ubiegłym roku Polska nie znalazła się w planach koncertowych mega gwiazd ze światowej czołówki. Organizatorzy zrekompensowali ten brak dużą liczbą festiwali. Wyjątkowym zainteresowaniem cieszyły się szczególnie koleje edycje Open’er Festival, Audioriver, OFF Festival, czy Ostródy Reggae Festival. Festiwale miały też swoją kontynuację w trasach klubowych, co było pewną nowością na polskim rynku.

Bogata była też oferta wydarzeń sportowych organizowanych w Polsce i cieszyła się niemałym zainteresowaniem, co pokazuje liczba sprzedanych biletów. Prym wiodła Liga Światowa siatkarzy, World Grand Prix siatkarek i siatkarskie Grand Slam. W kwietniu 2015 Mistrzostwa Świata w Hokeju na Lodzie przyciągnęły komplet kibiców do krakowskiej Tauron Areny. Rekord sprzedaży 2015 odnotowała impreza organizowana w 2016 roku – Mistrzostwa Europy w Piłce Ręcznej Mężczyzn 2016. Kilkadziesiąt tysięcy wejściówek na Euro piłkarzy ręcznych sprzedało się w ciągu kilkudziesięciu godzin od uruchomienia sprzedaży, prowadzonej wyłącznie przez eBilet.pl.

W ubiegłym roku rekordową sprzedaż zanotował także musical Mamma Mia!. Przedstawienie w Teatrze Muzycznym Roma zgromadziło w 2015 r. ponad 220 tys. widzów z całej Polski.

Mniej sportu więcej muzyki!

Rok 2016 zaczął się od Mistrzostw Europy w Piłce Ręcznej Mężczyzn i Halowego Mityngu Pedro’s Cup, który odbył się Łodzi. W marcu kibice będą mogli zobaczyć najlepszych tenisistów świata podczas meczu Polska – Argentyna w ramach Pucharu Davisa. Na fanów sportów walki czekają kolejne odsłony KSW, federacji o ugruntowanej pozycji w Polsce i na świecie, a także gale bokserskie w tym Polsat Boxing Night.

Ten rok będzie wyjątkowo bogaty w wydarzenia muzyczne. W ciągu najbliższych miesięcy w Polsce odbędzie się ponad 20 różnych festiwali muzycznych i kilkadziesiąt dużych koncertów. „W najbliższych 12 miesiącach czekają nas koncerty największych gwiazd i kolejne edycje znanych festiwali m.in. Open’er Festival, Orange Warsaw Festival, Audioriver Festival i inne.
W przeciwieństwie do 2015, w tym roku do Polski przyjadą topowi wykonawcy”
– zapowiada Jacek Zabielski z eBilet.pl – „W 2016 na koncertach zobaczymy i posłuchamy czołowych artystów m.in. Red Hot Chilli Peppers Slayer, Megadeth, Roda Stewarda, a także duet Macklemore i Ryan Lewis, Years & Years, czy Florence and the Machine. Bez wątpienia wydarzeniem roku będzie listopadowy koncert Justina Biebera, który zaliczany jest do światowego topu. Artyści, którzy zagoszczą w 2016 nad Wisłą, przyciągną tłumy nie tylko polskich, ale też zagranicznych fanów”. – podsumowuje dyrektor handlowy lidera rynku.

Rynek urośnie o 20% w 2016!

Rynek w Polsce dojrzewa i rośnie zainteresowanie wydarzeniami rozrywkowymi. Widać to po sprzedaży w naszym serwisie – notujemy stały wzrost ” – komentuje Jacek Zabielski i dodaje – „Internetowy rynek sprzedaży biletów w Polsce rozwija się szybko i drzemie w nim potencjał. Z naszych analiz wynika, że sezon 2016 powinien przynieść obroty większe o około 20% niż w 2015. Dane szacunkowe opieramy m.in. na tempie wzrostu sprzedaży własnej i odnosimy do zapowiedzi płynących z branży. Ponadto wskaźniki bieżące odnosimy do analogicznych okresów lat poprzednich” – wyjaśnia Zabielski.

Kto kupi bilety w Internecie?

Jak wynika z danych lidera rynku, bilety w Internecie najczęściej kupują osoby w wieku 25-34. Stanowią one prawie 40% klientów serwisu. ¼ to internauci od 18 do 24 roku życia. Co piąty użytkownik jest w wieku 35-44. Resztę (15%) stanowią osoby powyżej 45 roku życia. Wejściówki w sieci częściej kupują panowie (58%) niż panie (42%) z dużych miast Polski. Mieszańcy Warszawy, Krakowa, Poznania, Gdańska i Wrocławia stanowią blisko 60% wszystkich klientów serwisu. „Bilety najczęściej kupują mieszkańcy największych aglomeracji. To właśnie tam oferta rozrywkowa jest najbogatsza” – komentuje statystyki dyrektor handlowy eBilet.pl – „Jednak przy spektakularnych wydarzeniach, często sportowych np. przy okazji supermeczu FC Barcelony w Polsce, obserwowaliśmy ruch zakupowy nawet z najmniejszych miejscowości w Polsce, i nie był to mały procent. To pokazuje, że świadomość zakupów w sieci staje się powszechniejsza” – kończy Jacek Zabielski.

ABS Investment S.A. realizuje prognozy finansowe na 2015 r.

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną oraz doradczą, zrealizowała prognozy finansowe na 2015 r. i zakończyła go zyskiem netto w wysokości 3.096. tys. zł. Emitent osiągnął także bardzo wysokie przychody z działalności operacyjnej i inwestycyjnej.

 Spółka osiągnęła 390 tys. zł zysku netto w 4 kw. 2015 r. przy przychodach ze sprzedaży sięgających 331 tys. zł. W analogicznym okresie poprzedniego roku ABS Investment S.A. poniosła stratę netto w kwocie 1.174 tys. zł, a wartość sprzedaży wynosiła 46 tys. zł. W całym 2015 r. Emitent zanotował 978 tys. zł przychodów ze sprzedaży usług, co jest bardzo dobrym wynikiem i pozwala to na zabezpieczenie bieżących kosztów jego funkcjonowania. Dzięki temu Spółka nie musi dokonywać transakcji sprzedaży posiadanych aktywów. Wypracowane przez ABS Investment S.A. w 2015 r. wyniki finansowe są najlepszymi w całej historii Spółki i pozwalają Zarządowi z dużym optymizmem patrzeć na perspektywy na kolejne kwartały.

„Rok 2015 można śmiało nazwać rokiem rekordów. ABS uzyskał najwyższe w historii przychody ze sprzedaży usług oraz przychody ze sprzedaży akcji, które łącznie przekroczyły 5,5 mln zł. Rekordowy był również wypracowany zysk oraz poziom środków  pieniężnych. Moim zdaniem podstawowe przyczyny sukcesu to odpowiedni dobór spółek do portfela, skupienie się na tzw. TOP 10, a więc liście najważniejszych spółek portfelowych akutalizowanej co kwartał, konsekwentne zamykanie pozycji inwestycyjnych o zadowalającej stopie zwrotu, a z mniejszym potencjałem wzrostu oraz realizacja wysoce rentownych usług doradczych, głównie dla spółek portfelowych. Bardzo istotna jest również zmiana modelu realizowania nowych projektów inwestycyjnych na jeszcze bardziej bezpieczny dla ABS.” – komentuje Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

 Największy wpływ na wysokość zysku netto Emitenta miała oczywiście działalność inwestycyjna. Jej saldo było w 4 kw. 2015 r. dodatnie i wyniosło 311 tys. zł. W całym 2015 r. ABS Investment S.A. osiągnął zysk na działalności inwestycyjnej w kwocie blisko 3.570 tys. zł. Spółka posiada bardzo dobrze zbudowany portfel inwestycyjny, który składa się głównie z 10-ciu najważniejszych i wyselekcjonowanych podmiotów. W minionym roku wartość akcji spółek portfelowych uległa znaczącemu wzrostowi, co przełożyło się bezpośrednio na wynik finansowy ABS Investment S.A. Emitent uzyskał także inne wpływy w ramach prowadzonej działalności inwestycyjnej, m.in. z otrzymanych dywidend oraz odsetek. Spółka przeprowadziła również istotną przebudowę portfela inwestycyjnego i zamknęła całkowicie część inwestycji. Powinno to jej pozwolić na osiągnięcie równie dobrych wyników finansowych w 2016 r.

„To, z czego jestem równie zadowolony jak z uzyskanych wyników przez ABS, to sytuacja w spółkach portfelowych. W każdej ze spółek z TOP 10 miały miejsce istotne, pozytywne zdarzenia różnego rodzaju, m.in. dobre wyniki finansowe, nowe kontrakty, pozyskanie kapitału czy zdobywanie nowych rynków. 60% z tych spółek wypłaciło w zeszłym roku dywidendę, a 80% z nich posiada taką zdolność. Firmy te zostały w zeszłym roku zasilone kapitałem akcyjnym lub dłużnym na kwotę powyżej 60 mln zł. Kilka z nich, podobnie jak ABS, zostało zakwalifikowanych do portfela prestiżowego indeksu NCIndex30. Cztery spółki obecne w portfelu ABS w 2015 r. zmieniły rynek notowań z NewConnect na rynek regulowany. Rotacja w portfelu ABS jest spora. W 2015 r. zniknęło z niego 10 spółek, a pojawiło się kilka nowych pozycji. ABS umocnił się też w akcjonariacie kilku najlepiej rokujących spółek z listy TOP 10.” – zaznacza Jarosz.

ABS Investment S.A. zrealizowała także przedstawione prognozy finansowe na 2015 r. Zysk brutto na 1 akcję wyniósł ok. 0,47 zł, podczas gdy pierwotna prognoza przewidywała, że będzie on na poziomie 0,25 zł – 0,27 zł. Podwyższona prognoza zakładała, że zysk brutto na jedną akcję ukształtuje się na poziomie 0,48 zł – 0,52 zł. Spółka wypełniła także założenia dotyczące wartości jej aktywów (wraz z należnościami ze sprzedaży aktywów). Podwyższona prognoza finansowa stanowiła, że wartość ta będzie się zawierała w przedziale 3,00 zł – 3,30 zł, podczas gdy wcześniejsza prognoza przewidywała poziom 2,80 zł – 3,00 zł. Wartość aktywów Emitenta na koniec 2015 r. wyniosła 3,01 zł.

„Podstawowe cele na 2016 r. to dalsze zwiększanie wartości ABS dla naszych Akcjonariuszy.  Rozumiem przez to zarówno wzrost wartości portfela inwestycyjnego, jak i dalszą realizację skupu akcji własnych oraz zwiększenie kwoty przeznaczonej na wypłatę dywidendy. W najbliższym czasie podejmę decyzję o publikacji prognozy zysku i poziomu aktywów na ten rok. Pomimo bardzo słabej koniunktury na rynku kapitałowym jestem optymistą w kwestii możliwości wypracowania dobrych wyników. A wyznaczone cele będą jak zwykle bardzo ambitne.” – podsumowuje Prezes Jarosz.

Dachser uruchomił agencję celną

Dachser, jeden z największych operatorów logistycznych na świecie, otworzył własną agencję celną, która świadczy kompleksowe usługi odpraw towarów przywożonych do Polski i wywożonych z naszego kraju przez operatora. Klienci Dachser mogą korzystać z odpraw celnych w procedurze uproszczonej, procedury tranzytu i odpraw przy wykorzystaniu technologii informatycznych. Agencja obsługuje każdego rodzaju podmioty – zarówno duże korporacje, jak i indywidualnych przedsiębiorców.

– Dzięki własnej agencji celnej możemy oferować klientom wysokiej jakości obsługę celną bez konieczności wizyty w urzędzie celnym, co dla firm rozproszonych na terenie całego kraju często wiąże się również z wyjazdami. Ma to szczególne znaczenie dla klientów oddziału Dachser Air&Sea Logistics, gdzie ważny jest czas dostawy liczony od nadania przesyłki do dostarczenia na lotnisko. Jednak z szybszych i bardziej efektywnych procedur skorzystają wszyscy nasi klienci. Na przykład dzięki posiadaniu scentralizowanych pozwoleń celnych możemy odprawić przesyłkę drobnicową na każdym etapie transportu między naszymi oddziałami – mówi Grzegorz Lichocik, prezes zarządu Dachser w Polsce.

– Dachser specjalizuje się w obsłudze eksporterów, a uruchomienie agencji celnej to kolejny krok usprawniający przebieg procesu wysyłki. Nasza sieć dysponuje doskonałym systemem połączeń międzynarodowych umożliwiających naprawdę szybki transport, znamy też wymogi celne każdego kraju docelowego. Wykorzystanie zaawansowanych narzędzi informatycznych dostępnych w całej sieci pozwoli nam na maksymalne usprawnienie i kontrolowanie przesyłek celnych na każdym etapie dostawy  – mówi Grzegorz Lichocik, prezes zarządu Dachser w Polsce.

Sektor finansowy inwestuje w big data, chmurę i rozwiązania mobilne

Według najnowszych danych IDC, globalne instytucje finansowe wydały w 2015 r. 114 miliardów dolarów na big data, chmurę i rozwiązania mobilne. Oznacza to, że tylko na te trzy technologie zostało przeznaczone aż 25 proc. rocznego budżetu IT organizacji reprezentujących sektor finansowy. Jak pokazują dane, branża ta jest obecnie jednym z najważniejszych odbiorców usług IT na świecie, a Polska ważną lokalizacją obsługującą tego typu procesy.

 Już jedna czwarta budżetu firm z branży finansowej wydawana jest jedynie na trzy technologie – zarządzanie dużymi zbiorami danych (big data), chmurę obliczeniową i rozwiązania mobilne. Jak prognozuje IDC, do 2019 r. odsetek ten wyniesie aż 30 proc. Według tej firmy analitycznej powyższe inwestycje są kluczowe z punktu widzenia relacji z klientami (rozwiązania mobilne i big data), zwiększenia wydajności (chmura obliczeniowa), a także innowacyjności i usprawnień w obszarze compliance (big data). Ze względu na dynamiczny rozwój nowych technologii, inwestycje w IT są dla instytucji finansowych niezbędnym warunkiem utrzymania przewagi konkurencyjnej.

– Wiele z firm z sektora finansowego decyduje się na wdrażanie rozwiązań technologicznych w modelu outsourcingowym. Co za tym idzie, branża ta jest obecnie jednym z najważniejszych odbiorców usług IT na świecie. Również Polska staje się kluczowym ośrodkiem, w którym obsługiwane są podmioty z tej branży. Znaczna część instytucji finansowych obsługiwanych w naszym kraju to międzynarodowe marki, doceniające wysokie kompetencje polskich specjalistów – komentuje Piotr Kania, Dyrektor Zarządzający, GFT Polska.

Według KPMG nasz kraj jest najatrakcyjniejszą w Europie i drugą na świecie lokalizacją w sektorze outsourcingu IT. Dwie trzecie zlokalizowanych w Polsce firm usługowych obsługuje klientów z branży.[1] Z kolei jak podaje IDC, w 2013 r. instytucje finansowe generowały prawie jedną czwartą popytu na usługi outsourcing IT świadczone w naszym kraju.

– Polski sektor zaawansowanych usług IT ma szansę na dalszy dynamiczny wzrost. Popyt będzie generowany m.in. przez konieczność dostosowania się instytucji finansowych do zmieniających się regulacji rynkowych, a także wdrażania strategii cyfrowych. Pomimo, że polskie banki znajdują się w czołówce jeśli chodzi np. o bankowość mobilną, instytucje w wielu innych krajach europejskich nadal mają przed sobą znaczną część tego typu inwestycji. Niejednokrotnie stają się one klientami firm technologicznych działających właśnie w Polsce – dodaje Piotr Kania, GFT Polska.

 

[1]Źródło: ABSL

Obawy o ustawę frankową wpływają na pozycję złotego – komentarz Matthew Ryan, Analityk Ebury

Okres przed kryzysem finansowym w 2007/2008 roku to w Polsce czas zaciągania kredytów we franku szwajcarskim. Niskie oprocentowanie i niski kurs franka spowodowały masowe zainteresowanie zapożyczeniem się w helweckiej walucie, a ryzyko jej aprecjacji nie było w najmniejszym stopniu brane pod uwagę.

Rezultat? 550 tysięcy Polaków posiada na chwilę obecną kredyt zaciągnięty w CHF, o łącznej wartości 40 miliardów dolarów – jest to aż 9% polskiego PKB. Co prawda zadłużanie się we franku jest już niemożliwe, ale nie zmienia to faktu, że 50% wszystkich kredytów zapożyczonych w kraju to właśnie kredyty zaciągnięte w szwajcarskiej walucie.

Uwolnienie sztywnego kursu franka w styczniu 2015 roku wywołało szok na rynkach finansowych, a zadłużonych zastało w bardzo trudnym położeniu: waluta wzrosła o rekordowe 80% w stosunku do złotego na przestrzeni ostatnich ośmiu lat. Co ważne, ma to nie tylko wpływ na bezpośrednich kredytobiorców, ale także na szeroko pojęty biznes oraz polską gospodarkę.

Najnowsza ustawa wystosowana przez prezydenta Andrzeja Dudę w ocenie inwestorów jest co najmniej kontrowersyjna, jako że większość kosztów związanych z ‘sprawiedliwym’ przewalutowaniem będą musiały pokryć banki (prognozowany koszt wynosi trzy/czterokrotnie tyle, ile ich roczne dochody). To, plus obniżenie ratingu kredytowego Polski przez agencję Standard and Poor’s, spowodowało wyprzedaż złotego w zeszłym miesiącu. PLN osiągnął najniższą pozycję w stosunku do euro od czterech lat (wykres 1), oraz najniższy kurs wobec dolara od 13 lat.

kurs euroWykres 1: Kurs EUR/PLN (2011-2016), Thomson Reuters Datastream

W celu usprawnienia spłaty kredytu tym, których zadłużenie jest w chwili obecnej warte więcej niż sama nieruchomość, ‘sprawiedliwe’ przewalutowanie będzie kosztować polski sektor bankowy około 25 miliardów złotych.

Pomimo tego, że banki w Polsce są relatywnie dobrze dokapitalizowane, planowane przewalutowanie oraz najnowszy podatek bankowy mogą wprowadzić banki w stan kryzysowy – szczególnie, gdyż wiele z nich już teraz odnotowuje niższe dochody. To martwi oczywiście inwestorów, których obawy dotyczą wpływu potencjalnego kryzysu na gospodarkę oraz niższy wzrost.

Saga franka szwajcarskiego ma także inny wymiar – aprecjacja CHF, wyprzedaż walut wschodzących na światowych rynkach, a także niższy rating S&P miały ogromny wpływ na pozycję złotego. Od początku października rodzimy pieniądz stracił 7% swojej wartości względem dolara i 5% wartości wobec euro.

O ból głowy przyprawia to w szczególności polskich importerów, natomiast wzrost konkurencyjności i większe wpływy odnotowują oczywiście eksporterzy. Ponad 50% całego handlu Polski opiera się o relacje ze strefą euro, tak więc deprecjacja złotego jest jak najbardziej po ich myśli.

Te dość gwałtowne ruchy na PLN w trakcie ostatnich kilku miesięcy po raz kolejny udowodniły, iż zapotrzebowanie na usługi ograniczające ryzyko kursowe jest co raz większe a potrzeba zabezpieczenia marży jest i będzie jednym z najistotniejszych aspektów dla firm działających na rynkach zagranicznych.

Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. chce rozwijać segment doradztwa

Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., zajmująca się świadczeniem usług ekonomiczno-finansowych, zakończyła 2015 r. zyskiem netto w kwocie 444 tys. zł, a jej przychody ze sprzedaży wyniosły 643 tys. zł. Spółka zamierza zwiększyć swoją aktywność w segmencie doradztwa w zakresie pozyskiwania środków unijnych w związku z coraz większą liczbą ogłaszanych naborów projektów.

 W całym 2014 r. Emitent zanotował 293 tys. zł straty netto przy przychodach sięgających 1.050 tys. zł. Spadek sprzedaży w minionym roku wynikał z mniejszej ilości przeprowadzanych konkursów, w ramach których przedsiębiorstwa mogły ubiegać się o pozyskanie środków pochodzących z funduszy unijnych. Nabory z Perspektywy 2014-2020 rozpoczęły się w 4 kw. 2015 r., a Spółka świadczyła klientom usługi doradcze w zakresie otrzymania środków unijnych głównie z Programu Operacyjnego Innowacyjny Rozwój – Poddziałanie 1.1.1 oraz Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego na lata 2014-2020 – Działanie 3.2. Zarząd Beskidzkiego Biura Consultingowego S.A. przewiduje, że liczba ogłaszanych naborów będzie ulegała ciągłemu zwiększaniu, co będzie miało swoje odzwierciedlenie w przychodach generowanych przez Emitenta. Pierwsze efekty realizacji usług doradczych w zakresie przygotowywania dokumentów aplikacyjnych powinny być już widoczne w wynikach finansowych Spółki za 1 kw. 2016 r.

„Rok 2015 był trudny dla działalności consultingowej, w jakiej aktywność wykazuje BBC, ze względu na duże opóźnienia we wdrażaniu perspektywy budżetowej na lata 2014- 2020, ale dzięki dywersyfikacji działalności Emitent nie miał problemów z sytuacją finansową i ostatecznie z wynikiem na koniec minionego roku. Kolejne miesiące i najbliższe lata to duża szansa na zwiększenie skali działania i poszerzenie portfela zamówień. Aplikowanie o fundusze strukturalne dla przedsiębiorców w najbliższych latach nie będzie łatwe ze względu na rygorystyczne kryteria i dużą konkurencję, ale wzrasta dzięki temu rola usług doradczych. Rok 2016 będzie swoistym testem dla firm consultingowych co do skuteczności w pozyskiwaniu dotacji dla swoich klientów. Pierwsze efekty widoczne będą już wynikach na koniec bieżącego roku. Mając na uwadze, że docelowo w najbliższych latach działalność consultingowa związana z dotacjami z UE będzie słabła, BBC analizuje już możliwości wdrożenia alternatywnych linii biznesowych.” – komentuje Bogdan Pukowiec, Prezes Zarządu Spółki Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A.

Spółka nadal rozwija swoją działalność w zakresie inwestycji kapitałowych. W samym tylko 4 kw. 2015 r. saldo na działalności inwestycyjnej było dodatnie i wyniosło blisko 135 tys. zł. Na koniec grudnia 2015 r. w portfelu inwestycyjnym BBC znajdowało się 18 podmiotów – w tym 15 spółek publicznych, a jego wartość wynosiła 4.907 tys. zł. Emitent utrzymuje bardzo dobrą kondycję finansową i posiada niewielkie zadłużenie kredytowe, które na koniec 4 kw. ub. roku sięgało 111 tys. zł. Spółka kontynuowała także rozwój segmentu biznesowego związanego ze świadczeniem usług Autoryzowanego Doradcy dla rynku NewConnect i obsługiwała w tym zakresie 7 podmiotów z alternatywnego rynku.

 „BBC nie będzie ograniczał działalności inwestycyjnej, co zgodne jest z obraną przed kilkoma laty strategią rozwoju, a co zapewnia z kolei stabilną sytuację finansową w okresach słabszej aktywności consultingowej. Działania inwestycyjne skorelowane są z polityką inwestycyjną naszego głównego akcjonariusza – ABS Investment S.A., który wykazał bardzo dobre wyniki finansowe na koniec 4 kwartału oraz całego 2015 roku.” – wyjaśnia Pukowiec.

BBC przeprowadzało w minionym kwartale działania, które pozwalały na lepsze przygotowanie się do realizacji usług doradczych w obszarze pozyskiwania środków pochodzących z funduszy Unii Europejskiej. Spółka prowadziła w tym zakresie szkolenia przygotowawcze, dostosowywała swoją infrastrukturę, a także usprawniała strukturę organizacyjną. Mocny wzrost przychodów z tytułu świadczenia usług doradczych wraz z dalszym prowadzeniem efektywnej działalności inwestycyjnej powinien umożliwić Emitentowi osiąganie dobrych wyników finansowych w nadchodzących kwartałach.

„Już z końcem 2015 r. podpisane zostały liczne umowy na realizacje projektów inwestycyjnych w zakresie pozyskania finansowania dla firm przez BBC, a w kolejnych miesiącach ich liczba będzie wzrastać. Emitent koncentruje się na głównie na doradztwie dla sektora MSP w zakresie dotacji na infrastrukturę, wdrażanie innowacyjnych produktów i rozwiązań technologicznych, poprawę efektywności energetycznej oraz szeroko rozumiane działania badawczo-rozwojowe. Szczególny zakres aktywności to także doradztwo w zakresie dofinansowania projektów mających na celu ochronę dziedzictwa kulturowego.” – dodaje Prezes Pukowiec.

Blask diamentów, dzieła sztuki… Czym kusi rynek inwestycji alternatywnych?

Whisky, wina, dzieła sztuki, zabytkowe samochody, czy kosztowności np. złoto lub diamenty coraz bardziej kuszą osoby szukające zysków. Rynek inwestycji alternatywnych zaczyna zyskiwać na wartości i na znaczeniu. Przyczynia się do tego chociażby dość duża niepewność i zmienność na rynku.

brylant– Inwestor, który posiada odpowiednią ilość środków poszukuje pewnego rodzaju alternatywy, czegoś niepowtarzalnego, unikatowego, coś co zdecydowanie będzie go wyróżniać na tle innych inwestorów. Poszukuje rozwiązań, które będą wyróżniać całość jego zgromadzonego portfela – mówi newsrm.tv Robert Śniegocki, wiceprezes Mennicy Wrocławskiej, Grupa Goldenmark.

Alternatywą dla tradycyjnego inwestowania są np. zabytkowe samochody, drogocenna whisky, wina, a także kolekcje dzieł sztuki. Możemy kupować drogie apartamenty za oceanem, a jednocześnie możemy także poszukiwać rozwiązań opartych o twarde, bezpieczne formy lokowania jak złoty czy brylant. Szczególnie interesujące z perspektywy inwestycji są takie dobra materialne, których podaż jest też mocno ograniczona.

– Inwestorzy coraz częściej poszukują rozwiązań, które będą bardzo mocno wyróżniać ich samych, ale również całość zgromadzonych aktywów. Kierują swój wzrok w obszar rynku inwestycji alternatywnych. Oczekują w zamian nie tylko bardzo wysokiej jakości świadczonej usługi, ale przede wszystkim wysokiego profesjonalizmu znanego im z najlepszych banków inwestycyjnych na świecie, czy z oferty privatebankingowej – dodaje Robert Śniegocki.

Trend ten jest dostrzegany także na rynku złota i brylantów inwestycyjnych. Osoby, które decydują się na takie inwestycje chcą być traktowane wyjątkowo, tak jak dobra, które gromadzą. – Obserwujemy, że klienci oczekują nie tylko samego produktu najwyższej jakości, ale oczekują czegoś więcej odpowiedniej ilości czasu, oferty szytej na miarę, wiedzy i ładunku informacji, który przybliży im świat dóbr materialnych – wyjaśnia Robert Śniegocki. –  Idąc za słowami Warrena Buffetta „Nie inwestuję w coś na czym się nie znam”, dlatego tu przygotowanie merytoryczne ma bardzo istotne znaczenie.

Valuto podbiło Europę na Finovate

Valuto, europejskie konto multiwalutowe, obsługujące płatności w sektorze B2B i B2C, jako jedyny polski serwis, zostało wyróżnione nagrodą Best of Show na zakończonej właśnie znanej konferencji Finovate w Londynie. Nagrodę przyznano firmom, które swoją innowacyjnością mają szansę pobić rynek światowy.

Od lewej M.Czekalski, M. Harris, Ł. Olek na FinovateNa Best of Show głosowało 1500 uczestników prestiżowej konferencji skupiającej branżę FinTech. Nagrodę otrzymały firmy, które mogą przyczynić się do rozwoju bezpieczeństwa i innowacyjności płatności międzynarodowych. Valuto umożliwia nie tylko natychmiastowe i bezpłatne przelewy międzynarodowe między swoimi użytkownikami, ale również tanią wymianę walut. Na Finovate zaprezentowało także otwarte API, które umożliwia szybką integrację płatności m.in. z systemami księgowymi i fakturowymi. To zdecydowało o przyznaniu tytułu dla Valuto.

Oprócz polskiego serwisu wśród nagrodzonych znalazły się: Capitali.se, DriveWealth, EyeVerify, IDscan Biometrics, Swipe Stox.

Valuto to międzynarodowy serwis spółki Currency One, która w Polsce jest właścicielem Walutomatu i Internetowykantor.pl, czołowych polskich serwisów wymiany walut.

Biznes inteligentniejszy dzięki oprogramowaniu

Sterowanie oświetleniem i temperaturą, dane w chmurze, automatyczna obsługa rabatów i promocji, to tylko niektóre możliwości oprogramowania dla firm działających m.in. w takich sektorach jak usługi, sprzedaż, gastronomia czy hotelarstwo. Twórcy oprogramowania dla biznesu wyprzedzają się we wprowadzaniu coraz to nowocześniejszych i dalej idących rozwiązań, które zwykły biznes zmieniają w biznes inteligentny. Postanowiliśmy nieco usystematyzować i poukładać wszystkie nowinki w rozwiązaniach dla firm i spróbować odpowiedzieć na pytanie, w którym kierunku podąża świat oprogramowania dla biznesu.

Świat biznesu to uniwersum pełne zmian nadchodzących niespodziewanie, a wszystko dzięki rozwojowi nauki i techniki. Stale rosnący poziom wiedzy człowieka w połączeniu z kreatywnością, przyczynia się do powstawania coraz to nowocześniejszych i zaskakujących rozwiązań, które śmiało wkraczają do codziennego życia, a także, a właściwie przede wszystkim, do sfery biznesowej. Wprowadzenie jednej nowinki, która ma ułatwić funkcjonowania firmy, czy wpłynąć na jakość obsługi oraz komfort klientów, pociąga za sobą lawinę kolejnych udogodnień wdrażanych do przedsiębiorstwa. Wszystko dlatego, że klienci sią coraz bardziej wymagający i pragną być traktowani indywidualnie. Klienci mają dość traktowania ich jako ogółu, jako masy przynoszącej zyski, chcą usług dopasowanych do ich indywidualnych potrzeb i z tą myślą tworzone jest coraz to bardziej zaawansowane i wielofunkcyjne oprogramowanie dla różnego rodzaju przedsiębiorstw, od małych sklepów po ich sieci, od pojedynczych barów po restauracje globalne, od małych pensjonatów po hotele znane na całym świecie.

Wszystko w zasięgu jednego programu

Analizując rynek oprogramowania widać trend, w którym to podstawą jest kompleksowość. Najnowsze programy nie wspierają pracowników już tylko w jednym aspekcie. Wręcz przeciwnie, pomagają zarządzać całym biznesem. Charakteryzuje je cegiełkowa budowa, bowiem różne funkcjonalności można ze sobą łączyć w różnych konfiguracjach, dostosowanych do potrzeb danego sektora, czy nawet konkretnej firmy.

Ten trend zaczął się właściwie od smartphonów. W nasze telefony wbudowywano coraz więcej i więcej funkcji, dzięki czemu stały się zarówno środkiem płatniczym, zastąpiły nawigacje, odtwarzacze muzyki, a nawet aparaty, jak i wciąż służyły do podstawowego dzwonienia. Zrewolucjonizowały rynek mnogością funkcji. Do tego także pretenduje nowoczesne oprogramowanie dla biznesu. – „Systemy IT dla firm obsługują nie tylko bazę danych, czy sieć Wi-Fi, ale i systemy sprzedaży, rezerwacji w hotelach i restauracjach, a nawet salonach fryzjerskich. Skomplikowane cenniki zamienione zostały na bazę z obsługą licznych rabatów, zależność ceny od daty, czy dnia tygodnia, a nawet godziny, co jest niezwykle cenione np. przez lokale gastronomiczne oferujące tzw. happy hours. System „zajmuje się” nawet zarządzaniem oświetleniem, temperaturą, czy telewizją hotelową. Ma też wbudowaną funkcję tworzenia raportów, co jest doceniane przez osoby zarządzające, które odciąża od biurokratycznych obowiązków” – wyjaśnia Jarosław Kluszczyński, z firmy Posbox.

Dane pod kluczem

Dane coraz bardziej bezpieczne, to kolejny trend szczególnie widoczny w oprogramowaniu dla firm. W dobie ery informacji, gdzie właśnie informacja jest na wagę złota, bezpieczeństwo danych jest jednym z podstawowych kierunków w rozwoju oprogramowania dla biznesu. Każda firma wymaga, by ich sekretne informacje nie wydostały się poza przedsiębiorstwo. Przykładowo, przedsiębiorca prowadzący hotel nie może pozwolić sobie, aby dane gości jego hotelu wyciekły na zewnątrz. Dlatego, coraz częściej, niezależnie od rodzaju firmy dodatkowe zabezpieczenia, takie jak czytniki kart magnetycznych, skanery linii papilarnych, czy kody dostępu są nie tylko mile widziane, ale wręcz wymagane, dlatego też nowoczesne oprogramowanie zwykle posiada szereg udogodnień w tym kierunku, między innymi obsługę dodatkowych urządzeń zabezpieczających, poza własnym szyfrowaniem danych.

Biznes w chmurze

Warto też zwrócić uwagę, że tuż za firmą Google, która udostępniła zapisywanie danych w chmurze, pojawiła się ta opcja w aplikacjach mobilnych, a obecnie wtargnęła na rynek oprogramowania dla firm z pędem lecącej błyskawicy. Chmura jest wygodnym i bezpiecznym wsparciem dla oprogramowania, i wszystkie innowacyjne programy mają do niej dostęp. Praca w chmurze dodatkowo pociąga ze sobą liczne oszczędności, stąd jej popularność stale wzrasta.

Zdalne sterowanie

Inteligentny lokal, czyli tak naprawdę miejsce rodem ze znanej kreskówki Jetsonowie. Telewizory, komputery, oświetlenie, temperatura, sama sieć, czy drzwi i okna – wszystko połączone z jednym „mózgiem”, którego programujemy w sposób intuicyjny i stosunkowo prosty. To kolejny nurt wyścigu innowacyjności oprogramowania dla biznesu. – „Czas – to podstawowa wartość dla każdego właściciela i menagera, a dzięki tzw. „inteligentnemu lokalowi” zaoszczędzamy go w sposób iście mistrzowski, co niesie ze sobą także spore oszczędności finansowe, o których dawniej nie było mowy” – dodaje ekspert firmy Posbox.

Dodatkowo, dzięki nowoczesnemu oprogramowaniu mamy możliwość zdalnego sterowania naszym oprogramowaniem i urządzeniami z dowolnego miejsca na świecie i podgląd pracy swojego biznesu przez 24 godziny na dobę, przez różne urządzenia (tablet, laptop, smartphone).

Świat oprogramowania dąży do uniwersalizacji i wielozadaniowości, a także wygody użytkowania i zadziwiającej, przy takiej ilości obsługiwanych funkcji, prostoty. Można z powodzeniem powiedzieć, że nowoczesne programy zamieniają firmy w miejsca z przyszłości, gdzie „mózgiem” jest komputer.

Podsumowanie roku w e-commerce

2015 był kolejnym pełnym sukcesów rokiem dla polskiego rynku e-commerce. Nawet pomimo czynników makroekonomicznych, należał on do najszybciej rosnących w Europie. Gdy wzrost polskiego PKB wyniosło około 3,4%, w przypadku e-commerce było to ponad 20%. Przy takim tempie z pewnością będzie systematycznie zwiększać swój udział w strukturze produktu krajowego, który obecnie wynosi 6%. Wraz ze wzrostem wolumenu transakcji przez Internet, e-commerce staje się również coraz bardziej sprofesjonalizowane, a także oferuje szerszy wachlarz produktów i usług. Dzięki temu zakupy przez sieć stają się jeszcze prostsze, szybsze, tańsze i bezpieczniejsze.

m-commerce i omnichannel zdominowały ostatni rok

Pozytywne zmiany na polskim rynku e-commerce, oprócz naturalnego wzrostu i rosnącej popularności, były powiązane ze znaczną intensyfikacją niektórych trendów, jakich jak m-commerce oraz wzrostem znaczenia omnichannel. Nawiązując do raportu mShopper, wartość segmentu m-commerce w 2015 roku była wyceniona na 2 mld PLN i zapewne będzie rosnąć w tempie przekraczającym 100%. Jest to powiązane ze wzrostem zaufania do zakupów przez Internet w ogóle, jak i z faktem, że smartfony stają się coraz bardziej popularne. Era komputerów stacjonarnych/laptopów dobiega końca – już teraz stają się one mniej popularne niż tablety oraz telefony.

Kolejny bardzo ważny trend, który obserwujemy jest rosnąca rola sprzedaży wielokanałowej w handlu detalicznym. Właściciele sklepów coraz bardziej rozumieją, że docieranie do klientów przez różne, połączone ze sobą kanały może przynieść lepsze rezultaty oraz wartość dodaną. Dla sklepów tradycyjnych i online koniecznością staje się umożliwianie klientom nabywanie dóbr na różne sposoby. Obecnie może to następować z poziomu kanałów social media czy nawet też beaconów. To pokazuje jak bardzo należy być elastycznym i otwartym na nowe pomysły, umiejętności oraz wiedzę, aby pozostać atrakcyjny i konkurencyjnym oraz osiągać wyższą stopę konwersji.

Ludzie bardziej ufają sprzedawcom w sieci

Ponadto obserwujemy również, że polskie e-sklepy oferują lepsze i bardziej profesjonalne usługi, co skutkuje bezpieczniejszymi zakupami oraz pozwala utrzymać dynamiczny wzrost sprzedaży przez Internet. Potwierdza to raport Gemius, który pokazuje, że każdego roku polscy konsumenci w coraz większym stopniu potwierdzają, że zakupy przez Internet: są bezpieczne (33% w 2015 r. i 31% w 2014 r.), szybkie (61% do 60%), tańsze (63% do 62%) oraz oferują szerszy wybór produktów (64% do 57%). Czy zmiana ta spowodowana jest uchwaloną niedawno nową ustawą o prawach konsumenta czy wzrostem dojrzałości branży, trudno jednoznacznie stwierdzić.

Wszystkie te fakty pozwalają twierdzić, że polski e-commerce wreszcie „wychodzi z garażu” i w zdecydowanie staje się pełnoprawnie sprofesjonalizowanym biznesem, z każdym rokiem coraz ważniejszym dla wzrostu gospodarczego w ogóle. Jako regularny uczestnik wydarzeń branżowych obserwujemy rosnącą liczbę wystawców, także z zagranicy, a także zwiększającą się liczbę osób odwiedzających tego typu imprezy. Ten trend pokazuje zainteresowanie profesjonalnymi usługami e-commerce, co w znacznym stopniu zbliża nas do największych rynków w Europie.

2016 nawet bardziej interesujący?

W 2016 roku z pewnością również spotkają nas różne niespodzianki – musimy pamiętać, że rynek zmienia się bardzo dynamicznie. Z pewnością należy zakładać kolejny krok w rozwoju m-commerce oraz omnichannel – ich użyteczności i udziału w sprzedaży, większej integracji z social media, nowe wyzwania i szanse.

Również większą rolę będzie odgrywać user experience (UX). Zbieranie danych dzięki testom A/B oraz dostosowanie stron sklepów internetowych do potrzeb i preferencji klientów może przynieść naprawdę wspaniałe rezultaty. Jest to szczególnie ważne w obszarze dostaw i płatności. Musimy pamiętać, że klient jest najważniejszy, więc „słuchanie” jego opinii z pomocą profesjonalnych narzędzi jest tym czego otwarty i ukierunkowany na sukces sprzedawca potrzebuje.

Z pewnością Big Data w e-commerce będzie jednym z gorętszych tematów omawianych przez ekspertów podczas branżowych konferencji i eventów. Według szacunków rynek Big Data w 2015 roku był wart około 48 mld USD. Korzystanie z analizy wielu różnych baz danych może być bardzo pomocne w rozwoju e-commerce, nie tylko przez największych graczy. W naszej opinii to może być także wspaniała szansa dla mniejszych i średnich firm, co jest ekscytujące.

Francuski oddział Toyoty podzieli się swym doświadczeniem

Z okazji jubileuszu 15-lecia działalności, francuska fabryka Toyota Motor Manufacturing France (TMMF) utworzyła fundację społecznościową „Toyota Valenciennes”, która będzie prowadzić szkolenia z zakresu organizacji efektywnej produkcji przyjaznej dla środowiska.

 ToyotaPrzemawiając podczas zorganizowanej 8 lutego uroczystości jubileuszowej, Prezes TMMF Koreatsu Aoki powiedział: „Pragniemy służyć społeczeństwu, wspomagając działania lokalnej społeczności zbieżne z wartościami firmy Toyota. Działalność fundacji koncentrować się będzie wokół trzech filarów – środowiska, bezpieczeństwa drogowego i edukacji technicznej”.

W ciągu 15 lat działalności TMMF dobrze zakorzeniła się w regionie. Co roku fabrykę odwiedza 4000 gości, w tym 2500 studentów, zakład udostępnia też samochody i ich części miejscowym placówkom edukacji technicznej. Dziś francuski oddział Toyoty postanowił pójść o krok dalej, przygotowując dla osób na stanowiskach kierowniczych wprowadzenie do tematów, w których Toyota jest uznanym liderem. Luciano Biondo, Starszy Wiceprezes TMMF, powiedział: „Duże firmy zwracają się do nas często z prośbą o umożliwienie udziału w szkoleniach w zakresie szczupłej produkcji (tzw. lean manufacturing), zarządzania łańcuchem dostaw czy procesów przemysłowych przyjaznych dla środowiska. Przygotowujemy już materiały i wkrótce rozpoczniemy dzielenie się wiedzą w ramach bardziej sformalizowanych szkoleń za niewielką opłatą. Dochody z nich w całości zasilą nową fundację”.

TMMF produkuje model Toyota Yaris od chwili jego wprowadzenia 15 lat temu. Samochód ten, stworzony w odpowiedzi na wzrost świadomości ekologicznej klientów, został opracowany pod kątem małego zużycia paliwa i niewielkiej emisji dwutlenku węgla. Kompaktowy pojazd zyskał międzynarodowe uznanie, zdobywając tytuł Europejskiego Samochodu Roku 2000 i szybko stał się bestsellerem Toyota Europe. W roku 2012 do oferty dołączyła wersja z napędem hybrydowym, stając się pierwszym w pełni hybrydowym pojazdem w europejskim segmencie B. Rok później zakład zaczął eksportować Toyotę Yaris na rynek północnoamerykański. W minionym roku 25% całości sprzedaży Toyoty w Europie stanowiła sprzedaż Toyoty Yaris, z czego 36% przypadło na wersję z napędem hybrydowym.

Yaris Hybrid, odznaczając się emisją CO2 na poziomie 75 g/km i zużyciem paliwa 3,3 l/100km (w cyklu NEDC), wyróżnia się znakomitymi parametrami ekologicznymi – i to samo można powiedzieć o fabryce, w której powstaje.

TMMF jest pod względem przyjazności dla środowiska wzorcowym zakładem Toyota Group i jedną z pięciu najbardziej ekologicznych fabryk Toyoty w świecie. Od początku swej działalności TMMF nie wysyła żadnych odpadów na wysypiska. Oprócz ciągłego zmniejszania zużycia energii i redukcji emisji lotnych substancji organicznych, do najważniejszych osiągnięć należy uzyskanie pełnej autonomii zaopatrzenia w wodę. Między sierpniem 2014 a sierpniem 2015 do zbiorników zakładu zebrano 132 miliony litrów wody deszczowej, a 60 milionów litrów wody wykorzystano powtórnie.

My Travel z programem PAYBACK

Kolejna firma z branży turystycznej dołącza do programu lojalnościowego PAYBACK. Od teraz turyści podróżujący z siecią My Travel otrzymają możliwość zbierania punktów i wymieniania ich na szereg nagród. Firma zapowiada także dodatkowe promocje w ramach współpracy z PAYBACK.

Od 15 stycznia tego roku klienci My Travel, największej multiagencyjnej sieci biur podróży, za zakup usług turystycznych otrzymają punkty PAYBACK. Za każde 2 zł wydane na usługi z oferty My Travel, na kartę PAYBACK naliczony zostanie 1 punkt. Uczestnicy programu mogą wymienić zdobyte punkty na wyjazdy turystyczne, bilety lotnicze, autokarowe, ubezpieczenia podróżne, a także dowolne produkty z puli nagród PAYBACK. Oferta obejmuje zarówno transakcje online, poprzez MyTravel.pl, jak i zakupy w stacjonarnych punktach sprzedaży w całej Polsce.

Wakacje z benefitami

Zasady działania programu bonusowego PAYBACK są proste. Każdy posiadacz karty otrzymuje jeden punkt za określoną sumę wydanych pieniędzy na produkty lub usługi danego partnera. My Travel proponuje przelicznik ,,1 punkt za każde 2 zł”. Ponadto, multiagencja organizuje specjalne promocje, dzięki którym klienci mogą zdobyć jednorazowo dodatkowe punkty. Obecnie trwa promocja ,,+3000 punktów za rezerwacje Net Holiday w My Travel”. Firma zapowiada, że do końca roku przeprowadzone zostaną jeszcze minimum 4 podobne promocje.

Dzięki przystąpieniu My Travel do ogólnopolskiego programu PAYBACK, nasi klienci otrzymali możliwość zdobywania atrakcyjnych nagród. Zależy nam, aby osoby kupujące wycieczki przez MyTravel.pl lub w stacjonarnych biurach, miały też okazję zyskać dodatkowe punkty, dlatego stawiamy na organizację dużej ilości akcji promocyjnych. Jestem przekonany, że dzięki współpracy z PAYBACK, podróżujący z naszym biurem odczują bardzo szybko korzyści płynące z programu – mówi Damian Ozga, prezes My Travel.

Ropa dalej spada

Kolejna sesja spadkowa na ropie i znów zbliżamy się do poziomu 25 dolarów za baryłkę. Trwają spory wokół flagowych projektów PiS-u. Słabsze dane z Wielkiej Brytanii.

Ropa dalej w dół. Wczoraj spadek wyniósł kolejne 2,7%. W ciągu ostatnich pięciu sesji łącznie staniała już o 15%. Powodem tego ruchu były najprawdopodobniej dane z USA. Zapasy ropy wciąż rosną. Na rynku wciąż trwa spekulacja w jaki sposób doprowadzić do zrównania produkcji z konsumpcją, ale biorąc pod uwagę nielojalność wewnątrz OPEC trudno sobie globalne porozumienie wyobrazić. Do momentu kiedy produkcja nie spadnie, ceny ropy powinny znajdować się na niskich poziomach.

Jak podał szef Parlamentarnego Zespołu na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego szykują się zmiany w podatku od sieci handlowych. Przede wszystkim ma zostać wprowadzona jedna stawka. Po drugie wzrośnie kwota wolna od podatku, by mniejsze jednostki nie były objęte podatkiem. Jest to oczywiście ukłon w stronę mniejszych podmiotów, to co jednak jest ważne, to deklaracja, że pomimo zmian ustawa ma przynieść te same wpływy budżetowe co zakładano. Wniosek jest jeden, skoro mniej podmiotów ma się zrzucić na tę samą kwotę, to muszą one zapłacić więcej. Pomysł, że podatek nie zostanie przerzucony na klienta jest bardzo odważny. Alternatywą jest takie napisanie ustawy, że wpływy z niej będą niższe, ale w obliczu problemów z domknięciem budżetu jest to wątpliwe.

Wczoraj poznaliśmy wyniki produkcji przemysłowej w Wielkiej Brytanii. W skali roku spadek wynosi już 1,7%. O tym, że na Wyspach dzieje się ostatnio gorzej gospodarczo można się przekonać obserwując chociażby kurs tamtejszej waluty. Jeszcze nie tak dawno oglądaliśmy funta po 6 zł. Od tego czasu złoty osłabił się do głównych walut, co nie przeszkodziło funtowi spaść względem złotego. Po tych danych funt jeszcze mocniej traci i obecnie znajduje się już wyraźnie poniżej granicy 5,70 zł.

Poznajemy kolejnych kandydatów partii rządzącej do Rady Polityki Pieniężnej. Jest to jedno z ważniejszych gremiów dla rynków walutowych, zatem nominacje te budzą słuszne zainteresowanie. Obecnie pojawiła się kandydatura Jerzego Żyżyńskiego, profesora nauk ekonomicznych obecnego posła PiS. Wcześniej na to miejsce zgłaszany był Henryk Wnorowski, dziekan Wydziału Ekonomii i Zarządzania Uniwersytetu w Białymstoku, ale posłowie wycofali poparcie dla tej kandydatury.

Czwartek obył się bez spadków na giełdzie w Japonii, gdyż mamy tam Święto Założenia Państwa. Jutrzejszy dzień pokaże jak zakończy się ten fatalny dla tamtejszej giełdy tydzień.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 11.11.2015 do 11.02.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 11.11.2015 do 11.02.2016

Kurs EUR/PLN powraca do wzrostów. Dla ruchu w górę oporem jest obecnie poziom 4,5100 zł, gdzie kurs dotarł po obniżce ratingu. W przypadku spadków wsparcie stanowić będą ostatnie minima lokalne na 4,3850.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 11.11.2015 do 11.02.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 11.11.2015 do 11.02.2016

Kurs CHF/PLN również wybił się z trendu bocznego w górę. Najbliższym oporem są okolice 4,1150, gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem po przebiciu linii łącząca minima lokalne jest ważne minimum lokalne na poziomie 3,9300.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 11.11.2015 do 11.02.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 11.11.2015 do 11.02.2016

Kursowi USD/PLN równie udało się wybić z trendu bocznego. Nowym oporem są maksima na 4,1350. Dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest ważne trzymiesięczne minimum lokalne na 3,8600.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 11.11.2015 do 11.02.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 11.11.2015 do 11.02.2016

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są ostanie maksima na poziomie 5,9100. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem jest minimum obecnego ruchu, czyli poziom 5,6600.

Ekokogeneracja S.A. reorganizuje Grupę Kapitałową

Ekokogeneracja S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od maja 2012 r., dokonuje reorganizacji struktury swojej Grupy Kapitałowej. Przeprowadzone zmiany pozwolą Spółce skoncentrować się na rozwijaniu jej podstawowej działalności, a więc dostarczaniu instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów. 

 Podmiot zależny Emitenta – Ekokogeneracja Development Sp. z o.o., w ramach porządkowania struktury Grupy Kapitałowej, dokonał kilku transakcji zbycia udziałów i akcji, zbywając między innymi 100% udziałów w spółce celowej przygotowującej realizację inwestycji w produkcję energii cieplnej z odpadów na terenie Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Brodnicy. Ponadto podmiot zależny Emitenta podpisał także ze spółką Ekotermika S.A. warunkową umowę odkupu przez Ekotermika S.A. 30,11% akcji własnych. W dniu 24.02.2016 r. odbędzie się NWZA spółki Ekotermika S.A., które podejmie uchwały w zakresie wyrażenia zgody oraz ustalenia warunków nabycia akcji własnych.

Ekokogeneracja S.A. będzie koncentrowała obecnie swoją działalność na produkcji, montażu oraz sprzedaży instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów. Przeprowadzona reorganizacja Grupy Kapitałowej pozwoli zwiększyć potencjał produkcyjno-montażowy Emitenta, co powinno przełożyć się na wzrost w kolejnych latach ilości sprzedawanych instalacji. Umożliwi ona także ograniczenie zaangażowania kapitałowego Spółki w innych obszarach działalności oraz zmniejszenie zadłużenia spółki zależnej Ekokogeneracja Development. Poprzez prowadzone działania restrukturyzacyjne uproszczeniu ulegnie struktura organizacyjna Grupy Kapitałowej oraz obniżone zostaną koszty jej funkcjonowania.

„Ze względu na konieczność zwiększenia naszych możliwości produkcyjno-montażowych podjęliśmy strategiczną decyzję o ograniczeniu naszego zaangażowania w Ekotermika S.A., która prowadzi działalność związaną z finansowaniem budowy i długoterminowej eksploatacji instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów. Prowadzimy rozmowy z inwestorami finansowymi i branżowymi, którzy rozważają zarówno współinwestowanie w poszczególne projekty inwestycyjne wraz z Ekotermika S.A., jak i wejście kapitałowe do Ekotermika S.A. Jest to o tyle istotne, że podmiot ten pracuje nad wieloma nowymi projektami inwestycyjnymi, które po uzgodnieniu z lokalnymi partnerami i po uzyskaniu pozwoleń formalno-prawnych zaowocują zamówieniami na zakup instalacji w kilku kolejnych latach. Z kolei Ekokogeneracja S.A. prowadzi rozmowy z kilkoma inwestorami branżowymi zainteresowanymi bezpośrednim zakupem dla swoich ciepłowni w Polsce instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów. Powoduje to konieczność koncentracji działalności produkcyjno-montażowej w Ekokogeneracja S.A., aby przygotować się na nowe kontrakty, które przyczynią się wraz ze wzrostem ilości realizowanych zamówień do skokowego wzrostu wyniku finansowego Spółki.” – szacuje Wojciech Rychlicki, Prezes Zarządu Spółki Ekokogeneracja S.A.

Emitent zamierza także pozyskać kapitał obrotowy na zwiększanie swojego potencjału produkcyjnego z kolejnych emisji akcji. Podczas zwołanego na dzień 10.03.2016 r. NWZA Spółki, jej Akcjonariusze zadecydują o podwyższeniu kapitału zakładowego poprzez emisję akcji serii N oraz serii O. Ekokogeneracja S.A. zamierza wyemitować do 1,75 mln szt. akcji serii N oraz do 1,75 mln szt. akcji serii O. Pozyskane środki umożliwią Spółce realizację założeń przyjętej Strategii Rozwoju.

„Chcemy pozyskać z planowanej pierwszej emisji akcji środki na kapitał obrotowy w kwocie około 2 mln zł na realizację nowych kontraktów. Z kolei środki z planowanej drugiej emisji akcji chcemy przeznaczyć na przeprowadzenie wykupu udziałów producenta pieców ceramicznych – spółki WGE Sp. z o.o. Będzie to możliwe pod warunkiem przeprowadzenia przez podmiot zewnętrzny restrukturyzacji zadłużenia spółki WGE Sp. z o.o., która z końcem I kwartału 2016 r. planuje zaniechanie działalności produkcyjnej. Działalność produkcyjna tego podmiotu zostanie przejęta przez Ekokogeneracja S.A., która po przeprowadzeniu wykupu udziałów WGE Sp. z o.o. dokona przyłączenia tej spółki z Ekokogeneracja S.A.” – dodaje Prezes Rychlicki.

Regionalne rynki biurowe nadal z dużym potencjałem

Według najnowszego raportu BNP Paribas Real Estate Poland At a Glance. Rynek Powierzchni Biurowych w Polsce IV kw. 2015, podsumowującego sytuację na rynku powierzchni biurowych w 7 największych aglomeracjach oraz 9 miastach rozwojowych, potencjał tego sektora nadal rośnie. Całkowity wolumen transakcji sfinalizowanych w ubiegłym roku osiągnął najwyższy w historii poziom 1,3 mld euro i stanowił więcej niż połowę – 55% – łącznego kapitału zainwestowanego w ten segment rynku. Autorzy raportu podkreślają, że po raz pierwszy łączna wartość transakcji na rynkach regionalnych była wyższa niż Warszawie.

anna_staniszewska_web„Magnesem dla inwestorów poszukujących okazji inwestycyjnych poza stolicą, oprócz odpowiedniej jakości dobrze skomercjalizowanych biurowców, są również stabilne stawki czynszów i dobre perspektywy dla sektora usług wspólnych oraz badań i rozwoju. Spore zaangażowanie inwestorów w ten segment rynku i niesłabnący popyt najemców w perspektywie najbliższych kwartałów może oznaczać dalszą kompresję stóp kapitalizacji, które obecnie za najlepsze projekty oscylują w granicach 6,5 – 7,0%.” – podkreśla Anna Staniszewska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa w Regionie Europy Środkowo-Wschodniej, BNP Paribas Real Estate Poland.

Na pozycji lidera pod względem zasobów i popytu na biura pozostaje Kraków. Biurowy rynek stolicy małopolski, z dostępną nowoczesną powierzchnią szacowaną na 766 tys. mkw., stanowił prawie jedną czwartą (24%) całkowitej podaży w głównych miastach regionalnych. Za Krakowem uplasował się Wrocław (618,5 tys. mkw.) z 19-procentowym oraz Trójmiasto (567 tys. mkw.) z 18-procentowym udziałem w rynku. Według prognoz autorów raportu, pozycja wspomnianej trójki – przede wszystkim za sprawą projektów o łącznej powierzchni ok. 565 tys. mkw., których budowę zaplanowano do końca 2017 roku – będzie się umacniać.

Z raportu BNP Paribas Real Estate Poland wynika, że rynki rozwojowe skoncentrowane wokół mniejszych miast regionalnych, z łącznym wolumenem powierzchni szacowanym na poziomie 467 tys mkw., nadal wyróżniają się znacznie niższymi kosztami prowadzenia działalności, dostępnym kapitałem ludzkim i przede wszystkim znacząco niższymi stawkami czynszu.

W wszystkich analizowanych miastach regionalnych poza stolicą poziom powierzchni biurowych w budowie, które zostaną ukończone do 2017 roku, osiągnie rekordową wartość łącznie 650-700 tys. m kw., czyli więcej niż w Warszawie. Przyczyni się do wzrostu poziomu pustostanów w perspektywie krótko i średnioterminowej. Poziom wynajęcia projektów w budowie w głównych aglomeracjach waha się od 7,3% w Szczecinie do 41,6% w Krakowie.

fibakiewicz_malgorzata„Dynamiczny przyrost podaży nowych biur na omawianych rynkach może pociągnąć za sobą wzrost liczby pustostanów. Część deweloperów chcąc uniknąć tego ryzyka decyduje się na realizację inwestycji w modelu „build to suit”, których cechą charakterystyczną jest dostosowywanie projektów do potrzeb konkretnych najemców, a także rozpoczęcie budowy dopiero po częściowym wynajmie powierzchni „– komentuje Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland przewidują, że zwiększenie podaży nowych powierzchni i rosnąca stopa pustostanów będą wywierać presję na wysokość stawek czynszów, powodując tym samym korzystniejsze warunki najmu. Trend ten będzie zauważalny przede wszystkim w przypadku powierzchni o średnim i niższym standardzie. Szacuje się, że najemcy zainteresowani długoterminowymi umowami mogą liczyć na 10-15% niższe stawki. W przypadku najlepszych projektów biurowych nowe zasoby w krótkim okresie nie wpłyną w znaczący sposób na poziom czynszów.

800 miejsc pracy do końca 2016 roku w fabryce karmy dla zwierząt Nestlé Purina

W otwartej w marcu 2015 roku fabryce karmy dla zwierząt Nestlé Purina w Nowej Wsi Wrocławskiej pracuje obecnie już ponad 500 osób. Do końca 2016 roku podwrocławski oddział Nestlé chce mieć 800-osobową załogę.

– Jeszcze w marcu 2015 roku, kiedy otwieraliśmy fabrykę w Nowej Wsi Wrocławskiej stworzyliśmy ponad 200 nowych miejsc pracy, planując, że zatrudnienie na poziomie 800 osób osiągniemy po około 4 latach działalności na dolnośląskim rynku. Dziś celujemy w 800-osobową załogę na koniec 2016 roku – mówi Renata Puciłowska, Kierownik ds. Rekrutacji w fabryce Purina w Nowej Wsi Wrocławskiej.

Rynek karmy dla zwierząt rośnie z dynamiką powyżej 5% rocznie, rozwija się również fabryka Nestlé Purina PetCare. W planach jest powstanie kolejnych hal produkcyjnych. Obecnie trwa intensywny nabór pracowników na stanowiska operatorów maszyn zautomatyzowanych linii produkcyjnych oraz kierowców wózków widłowych. Osoby zainteresowane współpracą z Nestlé Purina mogą aplikować na adres: [email protected], a także wziąć udział w Akademickich Targach Pracy organizowanych 8 i 9 marca na Politechnice Wrocławskiej. Przedstawiciele firmy będą przekonywać, dlaczego warto pracować w korporacji, jak znaleźć pracę marzeń, napisać CV oraz jak z sukcesem przejść proces rekrutacyjny.

Firma poszukuje pracowników w każdym wieku, deklaruje miejsca pracy także dla osób w szczególnie trudnej sytuacji na rynku pracy, czyli dla młodzieży do 30. roku życia dopiero wchodzącej na rynek pracy oraz dla osób 50 plus. Poza umową o pracę, po przejściu okresu próbnego (do 12 miesięcy), Nestlé oferuje pracownikom umowę na czas nieokreślony, dodatki do pracy zmianowej, darmowy transport pracowniczy z Dzierżoniowa, Bielawy, Ziębic i Strzelina, opiekę medyczną, sponsorowane ubezpieczenie na życie oraz duże możliwości szkolenia i podnoszenia kwalifikacji zawodowych.

Wielton stawia na innowacyjność, Otwiera centrum badawczo-rozwojowe w Wieluniu

Wielton S.A., największy w Polsce i jeden z największych w Europie producentów naczep i przyczep, otwiera Centrum Badawczo-Rozwojowe (CBR) w Wieluniu. Centrum jako zaplecze inżynieryjno-naukowe zajmuje się tworzeniem innowacyjnych rozwiązań technologicznych i wsparciem rozwoju produktów grupy Wielton. Inwestycja w ośrodek badawczy to jeden z filarów strategii grupy Wielton opartej na innowacyjności.

Inwestycja w centrum badawczo-rozwojowe to kolejny krok na drodze do osiągnięcia pozycji technologicznego lidera na europejskim rynku. Chcemy dawać klientom 100% gwarancję niezawodności naszych produktów. Chcemy zatrudniać najzdolniejszych inżynierów i naukowców, aby nasze produkty były najlepsze na rynku – zarówno pod względem technologicznym, jak i jakościowym. To ugruntuje przewagę konkurencyjną Wieltonu na rynku europejskim w perspektywie długofalowej – poinformował Mariusz Golec, Prezes Zarządu Wieltonu.

Innowacyjność dla budowania przewagi konkurencyjnej na rynku

Największy polski producent przyczep i naczep Wielton 11 lutego br. otwiera Centrum Badawczo-Rozwojowe w Wieluniu. Wydarzenie zostało objęte patronatem honorowym Witolda Stępnia, Marszałka Województwa Łódzkiego.

W Centrum Badawczo-Rozwojowym Wieltonu projektowane są innowacyjne środki transportu z segmentu naczep i przyczep. Celem projektu jest podniesienie poziomu technologicznego i bezpieczeństwa produkowanych pojazdów, kompleksowe sprawdzenie nowych rozwiązań konstrukcji produktów na etapie projektowania i prototypowania, a także zwiększanie konkurencyjności oferowanych na rynku naczep i przyczep. Dodatkowo Wielton dąży do tego, aby nowe produkty były neutralne dla środowiska naturalnego.

Inwestycja w ośrodek badawczy to jeden z filarów strategii grupy Wielton opartej na innowacyjności. Dzięki wdrażaniu nowoczesnych produktów dostosowanych do potrzeb klientów, Zarząd ma nadzieję na umacnianie przewagi konkurencyjnej grupy Wielton w Europie. Celem spółki jest osiągnięcie pozycji w pierwszej trójce największych europejskich graczy.

Centrum badawczo-rozwojowe Wielton s.a. – jedyny taki ośrodek badawczy w Polsce i drugi w Europie

Inwestycja w Centrum Badawczo-Rozwojowe obejmowała budowę dwóch nowych budynków oraz modernizację pomieszczeń w już istniejącym obiekcie na terenie zakładu produkcyjnego Wieltonu w Wieluniu. W wyniku prac powstała nowoczesna hala badań symulacyjnych i prototypowni, budynek biurowy, wyspecjalizowane stanowisko do badań zmęczeniowych i wytrzymałościowych pojazdów naczep i przyczep, stanowisko diagnostyki układów hamulcowych oraz stanowisko diagnostyki konstrukcji pojazdów.

Wielton posiada status centrum badawczo-rozwojowego, co pozwala działać spółce jak jednostce naukowej i finansować prace badawczo-rozwojowe ze środków zewnętrznych, m.in. z funduszy unijnych oraz Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Inwestycja w CBR została zrealizowana przy współpracy Ministerstwa Gospodarki, obecnie Ministerstwa Rozwoju. Wielton otrzymał wsparcie ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Innowacyjna Gospodarka. Wartość inwestycji wyniosła niemal 22 mln zł, z czego ok. 9,5 mln zł pochodzi ze środków unijnych.

W ośrodku badawczym, który stanowi integralną część centrum kompetencyjnego Wieltonu, znajduje się unikatowa w skali kraju oraz druga w Europie stacja do całopojazdowego badania naczep i przyczep. Jest wyposażona w wyspecjalizowane stanowiska pomiarowe i testujące z najwyższej klasy sprzętem służącym do badań symulacyjnych, materiałowych oraz do diagnostyki konstrukcji pojazdów. Stanowisko to służy kompleksowemu sprawdzaniu i testowaniu nowych rozwiązań konstrukcyjnych przyczep i naczep. Dzięki niemu już na etapie projektowania i prototypowania możliwe jest wykluczenie ewentualnych konstrukcyjnych wad ukrytych i wdrażanie do produkcji trwałych i niezawodnych rozwiązań. W praktyce oznacza to wykluczenie ryzyka powstania jakichkolwiek usterek, nawet przy wieloletniej eksploatacji pojazdów Wieltonu.

Rozwój innowacji w Wieltonie

W ramach rozwoju innowacji w czerwcu ub.r. Wielton otworzył zamiejscowe biuro projektowe w gliwickim Parku Naukowo-Technologicznym, stanowiącym część działu R&D Wielton S.A. Transfer innowacyjnych technologii ze środowiska akademickiego do biznesu wspiera również współpraca z Politechniką Śląską w ramach uruchamianej pod patronatem Wieltonu specjalności „Projektowanie mechatronicznych układów mobilnych” na kierunku mechatronika.

Chcemy wspierać talenty wśród polskich studentów i doktorantów, CBR stanowi doskonałą platformę do współpracy i wymiany doświadczeń ze środowiskiem akademickim przy projektach badawczych – poinformował Prezes Mariusz Golec. Chcemy maksymalnie wykorzystać potencjał zarówno intelektualny, jak i techniczny polskich naukowców, których kompetencje już od wielu lat są doceniane w Europie. To właśnie polską myślą technologiczną konkurujemy z zachodnimi rozwiązaniami – podkreślił Prezes Golec.

Perspektywy dochodów z portfela multi asset – luty 2016

Bieżące perspektywy taktyczne

biezace perspektywy taktyczne

Przegląd

Obawiając się zwolnienia gospodarczego w Chinach, rynki odnotowały wahania na początku 2016 r. Jednak jaki wpływ ta środkowoazjatycka potęga może mieć na inwestycje dochodowe, skoro rynki finansowe Chin są nadal dość zamknięte dla inwestorów zagranicznych? Wpływ Chin jest obecnie odczuwany na całym świecie, szczególnie tam, gdzie był on kluczowym elementem wzrostu, na przykład na rynkach wschodzących specjalizujących się w eksporcie towarów. Jednakże wzrost chińskiego zapotrzebowania na towary wyhamował i wiele zakładów górniczych na tym ucierpiało. Wiele z nich próbuje zmierzyć się z niższymi cenami surowców, a dywidendy są wypłacane inwestorom pod presją.

Jednak pomimo spowolnienia w Chinach oraz szerszego wpływu tej sytuacji na rynki wschodzące, pojawiają się również możliwości dla inwestorów oczekujących stałego dochodu ze swoich inwestycji (income investors). W miarę jak wokół wpływu Chin na kondycję rynków wschodzących rośnie niepokój, wiele powiązanych aktywów zostało wyprzedanych, co poskutkowało ostrymi spadkami wartości walut rynków wschodzących. W zakresie obligacji lokalnych rynków wchodzących inwestorzy mogą teraz skorzystać z atrakcyjnych zysków (nominalnych i rzeczywistych), podczas gdy skala deprecjacji waluty zapewnia margines bezpieczeństwa na przyszłość.

Chiny, deflacja i banki centralne

Prawdopodobnie Chiny najsilniej oddziałują na inwestorów oczekujących stałego dochodu z inwestycji poprzez wpływ na stopy procentowe. Niektórzy inwestorzy niepokoją się planowaną przez Chiny dewaluacją waluty chińskiej, co spowodowałoby sztuczne napędzanie zewnętrznego popytu na chińskie towary. To rozwiązałoby problem nadmiernych mocy produkcyjnych w Chinach i obniżyło stopy inflacji na rynkach rozwiniętych, co z kolei zahamowałoby dążenie banków centralnych do podnoszenia stóp procentowych, a inwestorzy musieliby ponownie rozważyć terminy zapadalności swoich transakcji.

Chociaż takie jest ryzyko, nadal stoimy na stanowisku, że nie jest to nasz podstawowy problem. Naszym zdaniem inwestorzy powinni się obawiać inflacji, a nie deflacji. Inflacja już rośnie, ponieważ skutki wcześniejszych spadków cen towarów nie przystają do obliczeń inflacji. Jeżeli będą naciski na podwyższanie wynagrodzeń, inflacja wzrośnie szybciej niż planowano, co zmusi banki centralne do wycofania się z łagodnej polityki pieniężnej i zaostrzania tej polityki szybciej niż przewidywano. W tym kontekście aktywa takie jak kredyty o zmiennej stopie procentowej mogą ochronić inwestorów oczekujących stałego dochodu z inwestycji.

Dylematy dochodowe przesuwają się na wschód

W ostatnim miesiącu informacje nadchodzące z Chin i Japonii posłużyły do ukazania dylematów dochodowych, przed którymi stają obecnie inwestorzy skupiający się na dochodzie. Wraz ze styczniowymi obawami dotyczącymi zdominowania rynków przez Chiny wiele osób traktowało wysokiej jakości obligacje rządowe jako bezpieczną przystań. Jednak uchwalenie ujemnych stóp procentowych przez Bank Japonii wskazuje na niskie zyski oferowane przez tradycyjne aktywa dochodowe. Podczas gdy bezpośredni wpływ może nie być istotny, zejście poniżej dolnej granicy odbicia (zerowa stopa procentowa) doprowadzi do obniżenia dochodu z obligacji rządowych w ramach całej krzywej zysku. Niektórzy twierdzą, że przyjęcie przez Bank Japonii oraz EBC ujemnych stóp procentowych jest podbudową do znacznie niższych stóp procentowych w czasie przyszłego kryzysu, co spotęgowałoby jeszcze dylemat dochodowy, z którym muszą się zmierzyć inwestorzy.
Nie mamy zaangażowania w japońskie obligacje rządowe, dlatego dochód z obligacji rządowych ogółem pozostanie niski. Pozwala nam to postrzegać nasze tradycyjne aktywa dochodowe jako środek ochrony portfela, a możliwości przypisujemy aktywom hybrydowym i aktywom wzrostowym, które służą podniesieniu ogólnego poziomu dochodu w całym portfelu.

Poluzowanie chińskiej polityki pieniężnej jest korzystne dla azjatyckich obligacji wysokodochodowych
Pomimo nadciągających terminów zapadalności azjatyckie obligacje wysokodochodowe zachowywały się prężnie w ostatnich miesiącach, co pomogło rozwodnić wpływ wahań na innych rynkach. Chiny, odpowiedzialne za prawie połowę azjatyckiego rynku obligacji wysokodochodowych, stanowią ważny komponent regionalny, a emitenci chińscy korzystają z bardziej przychylnego środowiska w miarę jak bank centralny tnie stopy procentowe. Dzięki temu chińscy emitenci wykorzystują możliwości refinansowania po niższych kosztach, a także przewalutowania swojego zadłużenia z dolarów na renminbi.
Chociaż jest to pozytywne dla sektora, nadal wierzymy, że amerykańskie obligacje wysokodochodowe zapewniają najlepsze możliwości dla inwestorów oczekujących stałego dochodu z inwestycji, co wynika z atrakcyjnych wycen, wydłużonych terminów odkupu oraz wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych.

Dywidendy pod presją?

Utrzymujemy neutralne stanowisko w kwestii akcji, korzystając z bieżących słabości, aby uzupełnić portfel o kredyty i obligacje wysokodochodowe. Podczas gdy dywidendy z sektorów powiązanych z towarami znajdują się pod presją niskich cen energii i surowców, ten negatywny obraz nie musi być powielany w innych sektorach kapitałowych.

Istotne możliwości dla inwestorów oczekujących stałego dochodu z inwestycji powstają wśród podmiotów azjatyckich wypłacających dywidendy, ponieważ występuje znaczny potencjał wzrostu dywidend w czasie. Chiny są tutaj szczególne ważne. Wiele z pierwszych ofert publicznych w Chinach obejmuje przedsiębiorstwa państwowe, które jako już rozwinięte podmioty mogą zacząć wypłacać dywidendy od razu. To pomogło Chinom stać się najszybciej rosnącym regionem dywidend w całej Azji.

Pomimo tego, że mamy istotne zaangażowanie w podmioty wypłacające dywidendy w Azji, nasze aktywa infrastrukturalne skupiają się na rynkach rozwiniętych. Nadal utrzymujemy pozytywne stanowisko w kwestii tej klasy aktywów, która zapewnia korzystną dywersyfikację w stosunku do tradycyjnych klas aktywów. Warto nadmienić, że pomogło to ochronić portfel w trakcie wahań styczniowych.

BIK S.A. w połowie 2016 roku rozpocznie rozbudowę Śląskiego Centrum Logistycznego

Biuro Inwestycji Kapitałowych S.A. zamierza w połowie 2016 roku wystartować z rozbudową Śląskiego Centrum Logistycznego w Sosnowcu. Inwestycja ma zostać częściowo zrealizowana do końca 2016 r. dostarczając ok. 11,5 tys. m2 nowoczesnej powierzchni magazynowej. W roku 2017 rozbudowa będzie kontynuowana i przyniesie dodatkowe ok. 13,5 tys. m2 w kolejnej hali magazynowej.  Łączna wartość projektu wyniesie 33 mln zł.

BIK S.A. w połowie 2016 roku rozpocznie rozbudowę Śląskiego Centrum Logistycznego

Biuro Inwestycji Kapitałowych S.A. w połowie 2016 roku ruszy z rozbudową Centrum Logistycznego w Sosnowcu. Obecnie finalizowane są prace projektowe. W ramach inwestycji BIK S.A. planuje budowę dwóch hal magazynowych o łącznej powierzchni najmu około 25 tys. m2. Realizacja projektu będzie podzielona na dwa etapy. W ramach pierwszego, który zostanie zrealizowany do końca tego roku, powstanie hala o powierzchni ok. 11,5 tys. m2.  Drugi etap zostanie ukończony w II kwartale 2017 r. i przyniesie ok. 13,5 tys. m2 nowoczesnej powierzchni w kolejnej hali magazynowej. Obiekty będą dysponowały powierzchniami przeznaczonymi pod wysokie składowanie oraz powierzchniami przeładunkowymi (płytkie powierzchnie z dużą liczbą doków).

 „Realizację inwestycji rozpoczniemy po podpisaniu umów najmu typu pre-let przynajmniej na część planowanej powierzchni. Obecnie prowadzimy negocjacje w tym zakresie” – powiedział Krzysztof Mucha, Business Development Manager Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.

Łączna wartość nakładów inwestycyjnych na rozbudowę Śląskiego Centrum Logistycznego w Sosnowcu ma wynieść 33 mln zł.

Śląskie Centrum Logistyczne w Sosnowcu jest dotychczas największym przedsięwzięciem inwestycyjnym zrealizowanym przez Biuro Inwestycji Kapitałowych S.A. Na powierzchni 9,5 ha zbudowane zostały dotychczas 3 hale magazynowe o łącznej powierzchni 35 tys. m2, z czego 2 tys. m2 przeznaczone jest na powierzchnie biurowe. Na koniec minionego roku poziom wynajęcia obiektów  wynosił 99%. Inwestycja była realizowana w latach 2007-2009.

Obiekty wyposażone są we wszystkie nowoczesne rozwiązania w zakresie składowania i bezpieczeństwa.

Śląskie Centrum Logistyczne zlokalizowane jest w bezpośrednim sąsiedztwie skrzyżowania dwóch istotnych arterii komunikacyjnych – autostrady A4 łączącej Rzeszów z zachodnią granicą Polski i wschodniej obwodnicy Śląska – drogi S1 prowadzącej przez Cieszyn na południe Europy. Lokalizacja stanowi doskonałe miejsce do prowadzenia dystrybucji na cały region Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego oraz poprzez doskonały układ komunikacyjny, do południowych sąsiadów Polski.

Grupa zarządza aktualnie trzema parkami logistycznymi: Centrum Logistycznym Kraków I, Centrum Logistycznym Kraków II oraz Śląskim Centrum Logistycznym w Sosnowcu o łącznej powierzchni najmu wynoszącej 55,8 tys. m2. W ramach dywersyfikacji działalności Spółka zajmuje się także budową i wynajmem nowoczesnych powierzchni handlowych w segmencie parków handlowych (retail parków). Dotychczas zrealizowane zostały dwa retail parki: jeden w Puławach, a drugi w Bielsku-Białej.

Globalne przychody firm farmaceutycznych za trzy lata wyniosą 1,4 biliona dolarów

Starzejące się społeczeństwa, wzrost liczby chorób przewlekłych, a także dynamiczny rozwój na rynkach wschodzących nieustannie sprzyjają wzrostowi przychodów firm farmaceutycznych, biotechnologicznych i technologii medycznej. Jednocześnie, jak wskazuje raport „2016 Global life sciences outlook. Moving forward with cautious optimism” przygotowany przez firmę doradczą Deloitte, branża ta, również w Polsce, znajduje się pod coraz większą presją cenową i wymogiem wyższej efektywności. Wszystko to sprawia, że wydatki na opiekę zdrowotną w skali globalnej w latach 2015-2019 wzrosną o średnio 4,3 proc., czyli mniej niż przed kryzysem finansowym w 2009 roku.

Według danych The Economist Intelligence Unit (EIU) w 2014 roku wydatki na opiekę zdrowotną w 60 krajach świata wzrosły o 2,6 proc., a w 2015 roku (w związku z słabnącym kursem euro wobec dolara) zanotowano ich spadek. W tym roku prognozuje się ponownie wzrost. Środki przeznaczane na opiekę zdrowotną w skali globalnej w latach 2015-2019 wzrosną o średnio 4,3 proc. rocznie, jednak pomiędzy poszczególnymi regionami zarysowują się duże różnice. W Europie Zachodniej będzie to jedynie 1,4 proc., w Ameryce Południowej 3,1 proc., w Ameryce Północnej 4,8 proc., podczas gdy w Azji będzie to 6,6 proc., a na Bliskim Wschodzie i Afryce aż 9,3 proc. Wydatki te, analizowane jako udział w globalnym PKB, w ciągu najbliższych kilku lat będą nieznacznie spadać. W 2014 roku było to 10,3 proc. PKB, a w 2019 roku będzie to 10,1 proc. Z kolei wydatki przeliczane na jednego mieszkańca wzrosną z 1145 dolarów w 2014 do 1412 dolarów pięć lat później. Wciąż jednak w tym obszarze będziemy notować ogromne rozbieżności pomiędzy poszczególnymi krajami. Z raportu „Sektor farmaceutyczny i Med-tech”, przygotowanego przez Deloitte i DnB Bank Polska wynika, że w Polsce wydatki na opiekę zdrowotną stanowią 6,8 proc. PKB (dane za 2012 rok).

Od lat branża farmaceutyczna uznawana jest za jedną z bardziej dochodowych, choć także wyjątkowo konkurencyjnych. W 2015 roku jej przychody na całym świecie wyniosły 1,11 bln dolarów, czyli spadły o 2,7 proc. w porównaniu do 2014 roku. Jednak prognozy na kolejne lata są już bardziej optymistyczne. Według przewidywań Deloitte w 2019 roku przychody sektora farmaceutycznego w skali globalnej mają sięgnąć 1,4 bln dolarów.

przychody sektoraSpowolnieniu w ubiegłym roku winne są przede wszystkim presja cenowa w USA oraz niepewność ekonomiczna w Chinach, Rosji i Brazylii, a wszystkie te kraje razem mają 50-proc. udział w globalnych przychodach sektora farmaceutycznego. Jednocześnie czynniki cywilizacyjne, takie jak starzenie się społeczeństwa i choroby przewlekłe, sprawiają, że nadal segment ten będzie cieszył się dobrą kondycją. Średnia długość życia na świecie wzrośnie z 72,3 lat w 2014 roku do 73,3 lat w 2019 roku. Liczba osób powyżej 65. roku życia sięgnie 604 mln, czyli 10,8 proc. globalnej populacji. W Europie Zachodniej odsetek ten sięgnie 21 proc., a w Japonii aż 28 proc.

Presja cenowa wynikająca z konieczności ograniczania kosztów, a co za tym idzie spadające marże firm farmaceutycznych sprawiają, że udział Europy Zachodniej w wydatkach na leki zmniejszy się do 18 proc. w 2019 roku z 21 proc. obecnie. W krajach Unii Europejskiej szczegółowe mechanizmy regulacji cen leków finansowanych przez płatnika publicznego stały się w ostatnich latach codziennością. Ciekawy jest zwłaszcza przykład Niemiec, gdzie do 2010 roku firmy farmaceutyczne były uprawnione do dowolnego kształtowania cen leków, ale po wejściu w życie w styczniu 2011 roku AMNOG (ustawy o reorganizacji rynku leków) jako zasadę wprowadzono system oceny korzyści i ustalanie cen leków na podstawie jej wyników. A jak jest w Polsce? Przedstawiciele Ministerstwie Zdrowia zapowiadają zmianę podejścia do kwestii wyceny technologii lekowych w systemie refundacji. W szczególności zapowiedziano lepsze wykorzystanie narzędzi wprowadzonych obowiązującą obecnie ustawą refundacyjną, co pomogłoby zoptymalizować wydatki na ochronę zdrowia i jednocześnie nie oznaczałoby ograniczenia dostępu pacjentów do nowych technologii medycznych. „Zapowiadane zmiany, które mają dotyczyć m.in. negocjacji refundacyjnych, powinny być szczególnie korzystne dla firm innowacyjnych, zainteresowanych wprowadzeniem do refundacji nowych i ważnych, lecz jednocześnie równie często kosztowych technologii lekowych. Oczekiwane byłoby również szersze wykorzystanie instrumentów dzielenia ryzyka opartych o wynik leczenia. Tego typu instrumenty uzależniają np. wysokość ceny leku od tego, czy wywoła on określony efekt zdrowotny u pacjentów”– wyjaśnia radca prawny Bartosz Michalski, Lider zespołu farmaceutycznego i ochrony zdrowia w kancelarii Deloitte Legal.

Jak wynika z raportu DNB Bank Polska i firmy Deloitte Polacy wydają rocznie na farmaceutyki średnio 139 euro na osobę. I choć wydatki te w przeliczeniu na jednego mieszkańca w ciągu ostatnich dziesięciu lat rosły dość dynamicznie (średnio o 4,4 proc. rocznie) – to i tak jest to znacznie mniej niż w przypadku mieszkańców większości krajów europejskich. Dla porównania – Niemcy wydają średniorocznie 510 euro, Hiszpanie 336 euro, Francuzi 549 euro, Węgrzy 247 euro, a Czesi – 232 euro. Mniej od Polaków wydają jedynie Łotysze i Rumuni. Zdaniem autorów raportu wydatki na leki stanowią w Polsce niemal 21 proc. ogółu wydatków na ochronę zdrowia – więcej niż w rozwiniętych krajach europejskich (od 6,7 proc. w Norwegii do 16,7 proc. w Belgii), są jednak niższe niż np. na Węgrzech (ponad 31 proc.).

W porównaniu z sektorem farmaceutycznym globalna branża biotechnologiczna jest w bardziej stabilnej kondycji. Przychody firm z tego sektora wyniosły w 2014 roku 289 mld dolarów, rok później było to już 311 mld dolarów. Według prognoz za trzy lata mają one wzrosnąć do 445 mld dolarów. Motorem tego wzrostu są przede wszystkim leki biologiczne i szczepionki, których udział w ogólnej sprzedaży leków wzrośnie z 23 proc. w 2014 do 26 proc. pięć lat później. Równie pozytywne sygnały płyną z firm związanych z technologią medyczną, których przychody w 2015 roku wyniosły 369 mld dolarów, a w 2019 roku będzie to już 454 mld dolarów. W tym roku przeanalizowano także wyniki finansowe dystrybutorów leków. Ich przychody z 800 mld dolarów w ub. roku wzrosną do 1,04 biliona w 2019 roku.

NBP: Wejście w życie prezydenckiej ustawy frankowej kosztowałoby banki 44 mld zł. 70 proc. sektora bankowego zanotowałoby straty

stresstesty.png” alt=”CEO Magazyn Polska” align=”left” hspace=”10″ />

44 mld złotych mogłoby kosztować banki przewalutowanie kredytów frankowych w formie zaproponowanej przez prezydenta, wyliczył Narodowy Bank Polski. Obecnie instytucje te są w dobrej kondycji pod względem wskaźników kapitałowych, jednak przeprowadzone stress-testy nie uwzględniały wpływu prezydenckiego projektu. Wprowadzenie przepisów w tej formie mogłoby doprowadzić do strat 70 proc. całego sektora, co w konsekwencji mogłoby ograniczyć dostęp przedsiębiorców do kredytów, a obywateli – do miejsc pracy.

Szczególnie zły wpływ miałoby mieć na kondycję sektora bankowego wprowadzenie prezydenckiego projektu ustawy o przewalutowaniu kredytów walutowych – wynika z najnowszego lutowego Raportu NBP o stabilności systemu finansowego.

– Bieżąca sytuacja systemu finansowego nie jest zła – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Adam Głogowski z Departamentu Stabilności Finansowej Narodowego Banku Polskiego. – Oczywiście obserwujemy pewne zagrożenia związane chociażby z sytuacją makroekonomiczną poza granicami kraju, jak spowolnienie na rynkach wschodzących. Wyniki stress-testów są słabsze niż w poprzednich edycjach „Raportu o stabilności systemu finansowego”. Na to ma wpływ kilka czynników. Przede wszystkim spadająca zyskowność systemu bankowego, która nie jest zła, ale niższa niż w przeszłości.

NBP podkreśla, że na pogorszenie zyskowności banków wpływ miały niski poziom stóp procentowych, który przekłada się na niższy wynik odsetkowy, nowe obciążenie w postaci podatku od aktywów, wzrost wpłat na Bankowy Fundusz Gwarancyjny i kosztów składki na Fundusz Wsparcia Kredytobiorców. Według NBP zyskowność sektora będzie dalej maleć.

Wyniki badania stanu sektora bankowego nie uwzględniają jednak ewentualnego wejścia w życie prezydenckiego projektu przewalutowania kredytów frankowych. Według NBP propozycja Kancelarii Prezydenta spowodowałaby obciążenie banków kosztem 44 mld zł. To czterokrotnie więcej niż sektor bankowy zarobił od stycznia do listopada ubiegłego roku. Konieczność poniesienia takiego wydatku spowodowałoby według banku, że 70 proc. sektora poniosłoby straty.

– Trzeba też patrzeć szerzej na skutki makroekonomiczne. Poniesienie takich kosztów przez banki zmniejszyłoby też ich zdolność do finansowania gospodarki. To miałoby również negatywny wpływ na wzrost gospodarczy – zwraca uwagę Adam Głogowski. – Narodowy Bank Polski podkreśla, że analizując kwestie ewentualnych rozwiązań dla kredytów walutowych, należy brać pod uwagę wpływ tych rozwiązań na stabilność systemu finansowego i na funkcjonowanie gospodarki jako całości.

Adam Głogowski z NBP zaznacza, że w dalszej perspektywie prowadzić to będzie do ograniczenia możliwości kredytowych banków. Dodaje, że to właśnie kredyty zaciągane przez przedsiębiorstwa na rozwój tworzą PKB i miejsca pracy. Raport wspomina o możliwości dalszego osłabienia złotego i kolejnych cięć ratingów Polski. Dlatego przekonuje, że prace nad ustawą nie powinny być pochopne i powinny zostać poprzedzone wnikliwymi analizami. NBP wskazuje też na konieczność oczekiwania na bardziej wnikliwą analizę KNF.

Zaleca też nieustanne monitorowanie wpływu na kondycję banków wprowadzonego w lutym podatku od aktywów, czyli podatku bankowego, a w razie zaobserwowania zagrożeń – rozważenie jego modyfikacji.

– Podatek bankowy według naszych ocen wpłynie negatywnie na zyskowność sektora bankowego. Jego formuła, która opiera się na opodatkowaniu aktywów, a nie na zwiększeniu opodatkowania zysku spowoduje, że część banków, które obecnie są zyskowne, będzie ponosiła straty – mówi przedstawiciel NBP. – Podatek może mieć też dodatkowy negatywny wpływ na funkcjonowanie sektora bankowego, chociażby poprzez zarówno wzrost kosztu kredytu, jak i stworzenie zachęt do przenoszenia kredytowania poza system bankowy.

IGO: Umowa o wolnym handlu UE–USA zagrożeniem dla Polski. Może doprowadzić do zalania Europy tanią i mniej zdrową żywnością

CEO Magazyn Polska

Umowa o wolnym handlu między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską może przynieść więcej szkód niż pożytku – ocenia Maciej Wojtalik z Instytutu Globalnej Odpowiedzialności. Zyskają gospodarki rozwinięte, natomiast słabsze, takie jak Polska, mogą dużo stracić. Istnieje ryzyko, że Europę zaleją tańsze produkty spożywcze z USA. Umowa zagraża też ochronie danych osobowych. W Polsce już ponad 80 organizacji podpisało stanowisko ostrzegające przed traktatem. Negocjacje umowy toczą się za zamkniętymi drzwiami, co może budzić niepokój.

Umowa Unii Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi, czyli Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji, w skrócie TTIP, wywołuje bardzo duże kontrowersje. Ponad 80 polskich organizacji podpisało wspólne stanowisko „Uwaga TTIP!”. Umowa będzie miała wpływ na każdego Polaka, niezależnie od tego, czy interesujemy się tą umową, czy myślimy, że to jest sprawa wyłącznie dla ekonomistów i negocjatorów – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maciej Wojtalik z Instytutu Globalnej Odpowiedzialności.

TTIP ma znieść bariery celne między USA a Unią Europejską i umożliwić swobodny przepływ towarów. Ma zachęcić do bezpośrednich inwestycji i wyeliminować biurokratyczne przeszkody w dostępie do rynków, czego korzyści powinny odczuć przedsiębiorstwa po obu stronach Atlantyku. Traktat będzie jednak dotyczyć wielu aspektów życia i choć wielu ekspertów upatruje w nim szansy na rozwój gospodarczy całej Unii, to niesie on ze sobą również zagrożenia. Jak podkreśla Wojtalik, w Polsce dotyczy to m.in. rolnictwa.

W Stanach Zjednoczonych panuje zupełnie inne podejście do standardów żywności niż w Europie, gdzie obowiązuje zasada ostrożnościowa. Nie pozwala ona wprowadzić na rynek produktów, jeśli nie ma pewności, że są bezpieczne dla konsumenta. W USA panuje zasada dowodu naukowego, nie trzeba udowodnić, że produkt na pewno nie jest niebezpieczny. Polskie rolnictwo, które w dużej mierze opiera się na drobnych gospodarstwach produkujących wysokiej jakości żywność, może być narażone na zalew żywnością tańszą, ale niestety mniej zdrową i mniej smaczną – ocenia ekspert IGO.

Ostrzeżeniem dla Polski może być to, co działo się Meksyku w latach 90., kiedy podpisał on podobną umowę z USA i Kanadą. Miało to napędzić rozwój gospodarczy, tymczasem PKB tego państwa wciąż należy do jednych z najniższych w regionie, wzrosła liczba osób żyjących w ubóstwie, zbankrutowali też rolnicy, a w całym sektorze liczba miejsc pracy spadła o ok. 1,6 mln (dane z raportu „Did NAFTA help Mexico?” think-tanku Center for Economic and Policy Research).

Jest jednak szansa, że w Polsce przybędzie miejsc pracy. Większy eksport innych krajów może zwiększyć zapotrzebowanie na półprodukty, które powstają w naszym kraju. Jak podkreśla Wojtalik, brakuje jednak szczegółowych analiz na ten temat. Dotychczas powstał tylko jeden raport przygotowany przez resort gospodarki.

Z drugiej jednak strony są badania, które mówią, że Unia może stracić 600 tys. miejsc pracy, bo pojawią się one w Stanach Zjednoczonych, a nie w Europie – wskazuje Wojtalik.

TTIP może też zagrażać ochronie danych osobowych Europejczyków. Traktat umożliwi śledzenie zachowania użytkowników w sieci, dane mogą być również udostępniane służbom specjalnym.

Mówi się, że TTIP to ACTA na sterydach. Podobne rzeczy, które były przedmiotem protestów w Polsce trzy lata temu, mogą wrócić w ramach umowy TTIP – podkreśla Wojtalik. – Istotną kwestią jest też wpływ umowy na kraje rozwijające się. Choć umowa może doprowadzić do lepszego przepływu produktów i w ten sposób wywołać pozytywne skutki dla konsumentów, to z drugiej strony może też doprowadzić do jeszcze większej biedy w krajach rozwijających się.

Kontrowersje budzi mechanizm rozstrzygania sporów między inwestorem a państwem. Sądy arbitrażowe będą mogły być wykorzystywane przez korporacje do pozywania państw europejskich wprowadzających przepisy, które ograniczą zyski firm. To również jeden ze sposobów, w jaki mocniejsze gospodarki mogą zdominować te słabsze.

Niepokój budzi też fakt, że negocjacje dotyczące TTIP odbywają się za zamkniętymi drzwiami.

Negocjacje są tajne, chociaż interesuje się nimi bardzo duża część Europejczyków. W konsultacjach społecznych na temat arbitrażu inwestycyjnego wzięło udział 150 tys. osób, a ponad 3 mln podpisało się pod petycją w sprawie umowy. Więcej informacji publikuje też Komisja Europejska, ale do sprawy najważniejszej, czyli do tego, co już jest zapisane w umowie, niestety nie mamy żadnego dostępu – przestrzega ekspert.

Negocjacje TTIP trwają od 2013 roku, wszystko wskazuje na to, że mimo wcześniejszych zapowiedzi traktat nie zostanie szybko podpisany. Wciąż mają być prowadzone rozmowy w sprawie kwestii rolniczych czy oznaczenia pochodzenia geograficznego.

Pierwszy termin podpisania TTIP wskazywano na koniec 2014 roku, następnie 2015 rok, teraz mówi się, że ma się to zakończyć do końca kadencji Obamy, czyli do jesieni tego roku. Wydaje się to już teraz całkowicie niemożliwe. Dyskusje i negocjacje na pewno potrwają jeszcze parę lat – ocenia Maciej Wojtalik.

Do końca lutego nowa wersja podatku od sprzedaży detalicznej. Obecna grozi zwolnieniami w handlu

0

CEO Magazyn Polska

Nowy projekt dotyczący podatku handlowego ma zostać przedstawiony do końca miesiąca. Prawdopodobnie zostanie wprowadzona jedna stawka podatku, a kwota wolna od podatku zostanie zwiększona nawet kilkukrotnie. Dzięki temu podatek mógłby ominąć małe i średnie sklepy. Jednocześnie mają się zmienić przepisy dotyczące franczyzy. Pierwotny projekt ustawy mógł spowodować upadek małych przedsiębiorstw należących do sieci franczyzowych i zwolnienie nawet 23 tys. osób.

Po konsultacjach na temat podatku od sprzedaży detalicznej projekt ustawy ma zostać uzupełniony o nowe ustalenia i przedstawiony do końca miesiąca. Na zmianach zależało przedstawicielom polskiego handlu, którzy przekonywali, że ustawa może zniszczyć handel i spowodować upadek tysięcy sklepów.

Podatek od sieci detalicznych spowoduje miażdżący, negatywny wpływ na wszystkie polskie małe i średnie sklepy, gdyż będzie liczony od sumy obrotów wszystkich sklepów w sieci, wyliczony wedle najwyższej stawki, tak jak dla hipermarketów. Zsumowane zostanie tysiące sklepów, w ten sposób powstanie kilka hipermarketów i od nich będzie odprowadzany najwyższy podatek. Tak będą opodatkowane wszystkie sklepiki, które są pod wspólnym szyldem w sieciach franczyzowych – mówi agencji Newseria Wojciech Kruszewski, prezes polskiej sieci handlowej Lewiatan.

Sumowanie obrotów wszystkich sklepów franczyzowych, a następnie obliczanie i pobieranie podatku od właścicieli sklepów przez franczyzodawców mogłoby spowodować upadek sieci. Nawet mały sklep o niskich obrotach, który wchodzi w skład grupy, zapłaciłby taki sam podatek jak hipermarket. Jak wskazuje prezes Lewiatana, średnie obroty sklepu wchodzącego w skład sieci są na poziomie 220 tys. zł miesięcznie. Gdyby ustawa weszła w życie w niezmienionym kształcie oznaczałoby to, że każdy ze sklepów zapłaciłby podatek 1,3 proc., czyli najwyższą stawkę, podobnie jak wielkie sklepy o obrotach liczonych w miliardach złotych miesięcznie.

Temu właśnie się przeciwstawiamy, bo to sprawiłoby, że musiałoby upaść setki czy nawet tysiące sklepów – podkreśla Kruszewski. – Małe sklepy kupują od małych i średnich przedsiębiorstw produkujących żywność, czyli piekarni, ciastkarni, mleczarni lokalnych, spółdzielni i rolników, którzy dostarczają nam produkty. Przecież ci mniejsi nie dostarczają do wielkich hipermarketów, jest to więc ogromny łańcuch – przekonuje.

Handlowcy postulują, aby podatek był naliczany indywidualnie, wedle numeru NIP przedsiębiorstwa. Ponadto zapłacony podatek dochodowy mógłby być odliczany od podatku handlowego. Pierwotne założenia projektu ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej zakładały, że podatek obowiązywałby po przekroczeniu przez przedsiębiorstwo 1,5 mln zł przychodu miesięcznie. Przy przychodach do wysokości 300 mln zł podstawowa stawka miałaby wynieść 0,7 proc., powyżej tego pułapu już 1,3 proc. Przy handlu w weekendy, stawka wyniosłaby odpowiednio 1,3 oraz 1,9 proc.

Konsekwencje takiego podatku byłyby katastrofalne. Cofnęlibyśmy się do systemu sprzed 20 lat, kiedy każdy sklepik działał w pojedynkę. Po to zawieszaliśmy na nich szyldy, prowadziliśmy wspólne akcje promocyjne i pomagaliśmy tym sklepikom, żeby miały one ustandaryzowane działania i mogły się bronić przed wielkimi sieciami zewnętrznymi. A teraz otworzylibyśmy wrota dla wielkich sieci, bo te małe zniknęłyby z rynku – wskazuje prezes Lewiatana.

Zgodnie z zapowiedziami przedstawicieli rządu po konsultacjach zmienione mają jednak zostać przepisy dotyczące franczyzy. Definicją miałby być znak towarowy w powiązaniu bądź z przepływem towarów, bądź kapitałowym – resort finansów ma wybrać jedną z tych opcji. Tym samym małe i średnie sklepy w stowarzyszeniach franczyzowych nie byłyby objęte podatkiem.

Jak podkreśla prezes sieci Lewiatan, gdyby zgodnie z pierwotnymi założeniami obowiązywał podatek progresywny, większych zmian nie odczuliby klienci. Według wstępnych informacji może jednak obowiązywać jedna stawka podatkowa od marketów.

Jeśli byłaby niższa skala podatkowa dla małych i średnich przedsiębiorstw, wyższa dla wielkich i olbrzymich, wówczas ci mniejsi nie dokonaliby podwyżek cen, a tym samym więksi również nie mieliby odwagi tego zrobić. Nie mogliby, bo działałaby konkurencja. Gdyby jednak podatek od sklepów franczyzowych był tak gigantyczny, jak zaproponowano, to franczyzy by upadły, a giganci podwyższyliby ceny – przestrzega Wojciech Kruszewski.

Fundusze nieruchomości i złoto szansą na zarobek w trudnych czasach. Na alternatywnych inwestycjach można zarobić 6–7 proc.

CEO Magazyn Polska

W czasie bessy szansą na udane, choć wciąż przynoszące jednocyfrowe zwroty, inwestycje mogą być fundusze nieruchomości, sekurytyzacyjne i finansowania dla firm. Od początku roku na rynku rządzi jednak złoto. 

– Od początku 2016 roku na lidera wyłania się złoto, które przez ostatnie lata bardzo mocno traciło, głównie za sprawą osłabiającego się koszyka walut i umacniającego się dolara amerykańskiego – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jan Żuralski, prezes zarządu Private Wealth Consulting.– Jest apetyt na instrumenty, których podaż jest ograniczona. Niewątpliwie złoto jest takim surowcem. Można było zarobić na nim ponad 10 proc., jeżeli kupiło się w odpowiednim momencie, np. w grudniu 2015 roku. Wydaje się, że przy bieżących napięciach na rynkach finansowych ta tendencja będzie się utrzymywała.

Od początku roku złoto zyskało już przeszło 11 proc. W poprzednich latach inwestorzy jednak mocno zawiedli się na tym surowcu, który po kilkuletniej hossie ostatnio przynosił głównie straty. Rynki akcji i obligacje także nie obiecują dużych szans zysku. Zdaniem Jana Żuralskiego w ubiegłym roku giełdy weszły w okres bessy, który jednak nie powinien potrwać dłużej niż 2–3 kwartały. W tym roku ekspert radzi więc zainteresować się inwestycjami alternatywnymi, których w tych warunkach rynkowych powinno przybywać.

– Polskie fundusze inwestycyjne uruchamiają ciekawe instrumenty, fundusze, które pozwalają zarabiać czy partycypować we wzroście gospodarczym i finansować części działalności innych firm – podaje przykład Żuralski. – Tak m.in. powstał fundusz EPEF, który udziela finansowania pomostowego dla przedsiębiorstw. Inwestorzy tego funduszu z jednej strony udzielają finansowania i mogą liczyć na przyzwoite stopy zwrotu, a z drugiej strony są zabezpieczeni na hipotekach czy nieruchomościach, które firmy pożyczające pieniądze mają w swoim posiadaniu.

Prezes Private Wealth Consulting przewiduje, że co najmniej cała pierwsza połowa roku będzie się charakteryzowała dużą zmiennością. Jego zdaniem dobrym wyborem mogą być w tej sytuacji fundusze absolutnej stopy zwrotu, które za cel stawiają sobie nie maksymalizację zysku, lecz osiągnięcie dodatniej stopy zwrotu w każdych warunkach rynkowych – i na wzrostach, i na spadkach. Podobnie działają fundusze hedgingowe.

– Są również fundusze sekurytyzacyjne, które pozwalają zarabiać na oddłużaniu czy sprzedaży złych kredytów przez banki czy firmy telekomunikacyjne, które sprzedają swoje wierzytelności takim właśnie funduszom w zamian za przyzwoite środki – zapewnia prezes Private Wealth Management. – Inwestor z takiej inwestycji może się spodziewać między 6 a 7 proc. zarobku w skali roku. Jest to zdecydowanie więcej w sytuacji, kiedy mamy ujemne stopy zwrotu na rynkach kapitałowych.

Większość rodziców nie wie, jak dbać o bezpieczeństwo dzieci w internecie. Zakazane przez rodziców treści ogląda 15 proc. nastolatków

CEO Magazyn Polska

Ponad połowa dzieci w wieku 10–15 lat ma urządzenie mobilne z dostępem do sieci. Rodzice przyznają, że odpowiedzialność za bezpieczeństwo dzieci w internecie spoczywa właśnie na nich, ale wielu z nich jeszcze nie wie, jak poradzić sobie z tym wyzwaniem.

Internet – poza ogromnymi szansami – niesie ze sobą również zagrożenia. Nasza partycypacja w życiu w sieci jest tak mocna, że tym bardziej powinniśmy zachowywać i wyuczać nowe nawyki związane z bezpieczeństwem. Tak jak w normalnym życiu uczymy się bezpiecznie postępować, tak samo powinniśmy robić to w rzeczywistości wirtualnej – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Witold Kołodziejski, sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

Choć w sieci nie brakuje wysokiej jakości materiałów edukacyjnych, to większość najmłodszych użytkowników korzysta z internetu głównie dla rozrywki. Z badania TNS zrealizowanego we współpracy z Fundacją Orange i Fundacją Dzieci Niczyje wynika, że wśród dzieci dominuje korzystanie z serwisów społecznościowych (67 proc.), komunikatorów i czatów oraz gier online (po 66 proc.). Portale tematyczne i z wiedzą naukową cieszą się mniejszym zainteresowaniem, niż sądzą rodzice.

Dzieci dosyć sprawnie radzą sobie z obsługą techniczną cyfrowych narzędzi, ale potrzebują edukacji w zakresie odpowiedzialnego z korzystania z technologii.

Budujemy od lat taką świadomość na ten temat w Fundacji Orange, prowadząc różnego rodzaju kursy w szkołach. Nasi wolontariusze przeszkolili 38 tys. dzieci, przekazując im ABC tego, jak bezpiecznie poruszać się w sieci. Współpracując z Fundacją Dzieci Niczyje, stworzyliśmy takie przestrzenie jak Sieciaki.pl i Necio.pl, które w bardzo przyjazny sposób pokazują dzieciom świat zagrożeń, a jednocześnie uczą też, jak ich unikać i jakie zasady bezpieczeństwa stosować – wskazuje Ewa Krupa.

W uczeniu dzieci korzystania z internetu dużą rolę odgrywają rodzice i opiekunowie. Świadomość takiej odpowiedzialności ma ponad 90 proc. z nich, gorzej jest z praktyką. 93 proc. dorosłych deklaruje, że kontroluje aktywność swojego dziecka w internecie w domu, ale potwierdza to zaledwie 56 proc. ich podopiecznych. W dużej mierze wynika to z poczucia słabszych niż u dzieci kompetencji cyfrowych i nienadążania za nowościami. Wskazuje na to 76 proc. rodziców.

Misją naszej fundacji jest budowanie świadomości po stronie rodziców, a także dawanie im konkretnych narzędzi, pokazywanie, jak rozmawiać z dzieckiem, w jaki sposób je chronić w internecie. Temu właśnie służy przygotowany przez nas kurs internetowy. Na stronie fundacja.orange.pl/kurs każdy rodzic znajdzie nieodpłatny zestaw filmów, quizów, zagadnień związanych z internetem. Jest to znakomita wiedza podstawowa, żeby w zależności od wieku dziecka wiedzieć, jak postępować – wyjaśnia prezes Fundacji Orange.

Rodzice nie muszą być ekspertami do technologii, aby wspierać dziecko w mądrym wykorzystaniu internetu. Ważne jest towarzyszenie, szczególnie najmłodszym, interesowanie się tym, co dzieci robią, kiedy mają w ręce tablet, smartfon czy myszkę komputerową.

Większość rodziców stara się jedynie ograniczać czas korzystania z sieci, podczas gdy też bardzo ważna, a być może nawet kluczowa jest jakość tych treści – przekonuje Ewa Krupa.

Ponad 65 proc. rodziców najbardziej obawia się kontaktu dziecka ze szkodliwymi treściami, ale 80 proc. z nich nie instaluje na urządzeniach programów chroniących przed szkodliwymi treściami. Rodzice są przekonani, że ich dzieci z takich stron po prostu nie korzystają. Co szóstemu dziecku (15 proc.) zdarzyło się jednak przeglądać zabronione przez rodziców treści, ale ponad 75 proc. z nich deklarowało, że trafiło na nie przypadkiem.

Bezpieczeństwo trzeba rozpatrywać na różnych poziomach. Z jednej strony należy zabezpieczyć sam komputer, urządzenia, na których dzieci surfują. Służą do tego specjalne programy ochrony. Jest też szereg takich rozwiązań, które pomagaliśmy współtworzyć, bezpieczne oazy w internecie. Jest przeglądarka BeSt, w ramach której znajduje się zestaw certyfikowanych, sprawdzonych stron internetowych, na które dziecko może wchodzić bez obaw, a także katalog bezpiecznych aplikacji Best App – dodaje Ewa Krupa.

Od 2004 roku z inicjatywy Komisji Europejskiej w drugim tygodniu lutego organizowany jest Dzień Bezpiecznego Internetu, którego celem jest podjęcie dyskusji na temat bezpieczeństwa w sieci i promocja działań na rzecz pozytywnego wykorzystywania zasobów internetowych przez dzieci i młodzież. W tym roku hasłem obchodów 9 lutego było „Lepszy internet zależy od Ciebie!”. Organizatorem DBI w Polsce jest Polskie Centrum Programu Safer Internet, które tworzą Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa oraz Fundacja Dzieci Niczyje. Głównym partnerem wydarzenia jest Fundacja Orange.

DBI to podsumowanie całorocznych działań, które prowadzimy my i inne organizacje społeczne, związanych z problematyką bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w sieci, czyli co dzieci robią w internecie, czy poziom bezpieczeństwa się zwiększa – mówi Marcin Bochenek, dyrektor projektów strategicznych NASK.

Organizatorzy Dnia Bezpiecznego Internetu każdego roku ogłaszają konkurs na najlepszą inicjatywę lokalną promującą bezpieczne korzystanie z internetu. Najlepsze projekty zostaną wyróżnione nagrodami.

Chcemy pokazać, że wszyscy możemy się przyczynić do tego, żeby internet był lepszy. Przez cały luty w Polsce trwają lokalne inicjatywy, obecnie mamy ich już ponad 1,4 tys., a liczymy, że do końca miesiąca będzie ich jeszcze więcej – podkreśla Szymon Wójcik z Fundacji Dzieci Niczyje.

Kierowcy chorzy na bezdech senny będą musieli poddać się leczeniu lub stracą prawo jazdy

0

CEO Magazyn Polska

Konsekwencją zaburzeń snu mogą być chroniczne niewyspanie i spadek koncentracji, a to spowalnia czas reakcji u kierowców, stwarzając tym samym zagrożenie na drodze. Zgodnie z obowiązującymi od 31 grudnia 2015 roku przepisami w przypadku podejrzenia bezdechu sennego u kursanta lekarze orzekający będą zlecać specjalistyczne badania. Osoby ze zdiagnozowaną chorobą w stopniu umiarkowanym i ciężkim będą musiały poddać się leczeniu. W innym wypadku stracą prawo jazdy.

Bezdech senny to powtarzające się podczas snu epizody zatrzymania oddechu. Najczęstsza jego postać – obturacyjny bezdech senny (OBS), stanowi około 90 proc. przypadków i polega na nadmiernym rozluźnieniu mięśni górnych dróg oddechowych, co w konsekwencji prowadzi do ich zablokowania.

Kierowca, który cierpi na bezdech senny, ma problemy z koncentracją i zwolniony czas reakcji. Objawy są podobne jak po spożyciu nadmiernej ilości alkoholu czy narkotyków – mówi agencji Newseria Tomasz Zarzycki, dyrektor  ds. rynków wschodzących w firmie ResMed, eksperta w nowoczesnej terapii obturacyjnego bezdechu sennego.

Badania amerykańskiej AAA Foundation for Traffic Safety wskazują, że 7 proc. wypadków jest powodowanych przez osoby z OBS.

Im groźniejszy jest to wypadek, tym większy jest udział takich osób. W przypadku wypadków drogowych, w których są ofiary śmiertelne, 21 proc. zostało spowodowanych przez kierowcę z bezdechem sennym – mówi Zarzycki.

Skala problemu spowodowała, że sprawą zajęła się Komisja Europejska. Przepisy, które w państwach członkowskich obowiązują od 31 grudnia 2015 roku, zakładają, że kierowcy ze zdiagnozowanym i nieleczonym bezdechem sennym mogą stracić prawo jazdy.

Jeżeli ubiegamy się o prawo jazdy lub o jego przedłużenie, to w przypadku podejrzenia bezdechu powinniśmy zostać skierowani na takie badania przez lekarza orzekającego – wyjaśnia Tomasz Zarzycki. – Internista nie jest w stanie przesądzić o tym, czy mamy bezdech, czy nie. W tym celu należy przeprowadzić specjalistyczne badanie. W dużej mierze to jednak na lekarzu orzekającym spoczywa odpowiedzialność, żeby nas na takie badania skierować.

W Polsce jest ok. 20 mln kierowców i szacuje się, że na bezdech senny cierpi ok. 1,5 mln. W latach 2009–2011 w pracowniach snu zdiagnozowano 40 tysięcy osób z bezdechem sennym, które nigdy nie podjęły terapii. W 2014 roku badaniom diagnostycznym w kierunku bezdechu sennego poddanych zostało 13 701 osób, a 48 proc. z osób, u których wykryto schorzenie, nie podjęło leczenia.

Ekspert ResMed ocenia, że w związku z wprowadzonymi zmianami nastąpi wzrost zapotrzebowania na diagnostykę i leczenie bezdechu. Dlatego istotną kwestią będzie upowszechnienie dostępu do badań polisomnograficznych. Obecnie na takie badanie w specjalistycznej poradni czeka się w kolejce kilka miesięcy. Wykonanie takiego badania jest konieczne, by otrzymać refundację z NFZ na aparat CPAP do terapii OBS.

Osoby znające języki skandynawskie i niderlandzki szczególnie poszukiwane na rynku pracy. Mogą liczyć na dodatkowe wynagrodzenie

CEO Magazyn Polska

Znajomość języków obcych to jedna z najbardziej cenionych przez pracodawców umiejętności. Szczególnie poszukiwane są osoby znające rzadkie języki, takie jak niderlandzki, szwedzki lub duński. W najbliższych latach może także wzrosnąć zapotrzebowanie na pracowników posługujących się językiem chińskim. Osoby znające rzadkie języki mogą liczyć na dodatkową gratyfikację, która może stanowić nawet połowę podstawowego wynagrodzenia.

Według TNS Polska przynajmniej jednym językiem obcym posługuje się ponad jedna trzecia Polaków. 57 proc. z nich włada językiem angielskim, 38 proc. –niemieckim, a 34 proc. – rosyjskim. Tylko 15 proc. Polaków zna dwa języki obce.

Obecnie kwalifikacje językowe są cenniejsze niż doświadczenie kandydata. Firmy stawiają na nauczenie, wyszkolenie osób pod kątem merytorycznym, natomiast pierwszym czynnikiem kwalifikującym daną osobę do pracy w większości procesów jest znajomość danego języka – mówi agencji informacyjnej Newseria Anna Federowicz, team leader dywizji multijęzykowej w Grafton Recruitment.

Znajomość języka angielskiego nie stanowi dziś gwarancji zatrudnienia. Jest to już traktowane jako standard na rynku pracy. Pracodawcy poszukują osób posługujących się także innymi językami europejskimi, m.in. niemieckim, francuskim i hiszpańskim. Największe szanse na znalezienie wymarzonej pracy mają kandydaci znający rzadkie języki.

Jednym z najbardziej popularnych języków jest język niderlandzki oraz duński. Myślę, że będzie także wzrastać zapotrzebowanie na osoby znające język norweskim czy czeskim – mówi Anna Federowicz.

Te trendy wśród pracodawców utrzymywać się będą jeszcze co najmniej przez rok. W ciągu dwóch, trzech lat może natomiast wzrosnąć zapotrzebowanie na osoby posługujące się językami azjatyckimi, które dziś cieszą się mniejszym zainteresowaniem wśród pracodawców. Trend rosnący dotyczyć ma zwłaszcza języka chińskiego. Osoby znające języki obce nie tylko mają większe szanse na znalezienie pracy. Po zatrudnieniu mogą też liczyć na szybszy awans oraz lepsze wynagrodzenie.

Pracodawcy oferują bardzo często dodatki językowe. Jest to dodatkowa gratyfikacja dla danego pracownika za umiejętność językową. Często może ona stanowić nawet pół wynagrodzenia podstawowego. Najczęściej ta gratyfikacja dotyczy języka czeskiego, holenderskiego, norweskiego, szwedzkiego czy fińskiego – mówi Anna Federowicz.

Pracodawcy coraz chętniej wspierają też rozwój kompetencji językowych swoich podwładnych. Popularne staje się m.in. wysyłanie pracowników na zagraniczne kursy i szkolenia językowe.

Co Polacy kupią na walentynki 2016?

14 lutego zakochani pod każdą szerokością geograficzną składają sobie życzenia i wręczają upominki. Podobnie będzie w Polsce. Jak wynika z ankiety PAYBACK Opinion Poll (POP), ponad połowa Polaków uważa Walentynki za miły zwyczaj, a 57% badanych ma plany związane z obchodzeniem tego święta.

53% Polaków ocenia Walentynki pozytywnie. Ich zdaniem to miły zwyczaj i dobry dzień, by okazać uczucia – wynika z ankiety PAYBACK Opinion Poll (POP). Tylko 7% badanych uważa, że to święto komercyjne.

Jak wynika z ankiety, ponad połowa Polaków (57%) obchodzi święto zakochanych. Ci, którzy świętują Walentynki, najczęściej składają bliskim życzenia osobiście (89%) lub SMS-owo (10%). Aż 86% planuje ofiarować najbliższym drobiazg. Sześciu na dziesięciu ankietowanych podaruje prezent wyłącznie drugiej połówce, a co piąty wręczy upominek nie tylko partnerowi, ale także przyjacielowi lub komuś z rodziny.

Walentynki w domu – polska tradycja

Spośród osób, które w tym roku będą obchodzić Walentynki, to panowie (62%) częściej niż panie (52%) deklarują chęć świętowania w wyjątkowy sposób. Połowa ankietowanych wskazała jednak, że spędzi to święto w domu. Tylko co trzeci planuje wypad „do miasta”. Panowie najchętniej wybraliby kino (17%), panie – restaurację (14%). Na romantyczny pobyt poza miejsce zamieszkania wybierze się co dziesiąty ankietowany.

Prezent trafiony w punkt!

W lutym w sklepach zaczyna się walentynkowa gorączka, która bardziej dopada handlowców, niż zakochanych. Polacy od lat są powściągliwi w wydatkach z okazji Dnia Św. Walentego. Ponad połowa Polaków obchodzących to święto deklaruje, że na prezent dla bliskich przeznaczy kwotę do 50 zł. Co trzeci wyda do 100 zł, a tylko nieliczni (13% deklaracji) planują przeznaczyć więcej niż 100 zł. Porównując jednak wydatki do lat ubiegłych, widać trend wzrostowy.

Wydatki Polaków na Walentynki
Rok 2014 2015 2016
do 50 zł 68% 55% 53%
51 – 100 zł 22% 31% 34%
powyżej 101 zł 10% 13% 13%

Na zyski z okazji Dnia Zakochanych mogą liczyć przede wszystkim centra handlowe, gdzie po upominek uda się ponad połowa badanych. Klientów nie zabraknie też w kwiaciarniach (31%) oraz sklepach internetowych (29%). Panowie po prezent wybiorą się do kwiaciarni (47%), a 1/3 mężczyzn zrobi zakupy online (32%). Kobiety najczęściej będą klientami centrów handlowych (68%) oraz małych wyspecjalizowanych sklepów (27%).

A jak się przedstawia lista prezentów? Na prowadzeniu niezmiennie od lat znajdują się kwiaty, słodycze i biżuteria dla pań oraz perfumy, słodycze i płyty dla panów. Nie zawsze jednak pokrywa się to z preferencjami samych zainteresowanych. Kobiety jako najlepszy prezent dla siebie wskazały kolejno: kwiaty, biżuterię, bilety (na koncert, do teatru itp.) oraz perfumy. Panowie natomiast chcieliby dostać książkę, perfumy albo płytę.

Czekoladki – najbardziej nietrafiony upominek

Na koniec ciekawostka. Słodycze w prezencie walentynkowym to marzenie zaledwie co dziesiątej ankietowanej pani. Tymczasem prawie połowa twierdzi, że właśnie słodycze dostaje najczęściej. Może zatem warto w tym roku zrezygnować z czekoladek i pomyśleć nad bardziej trafionym prezentem walentynkowym?

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 1-7 lutego 2016 metodą ankiety online, na grupie 481 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat, dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.