LPP: Nowe sklepy powstaną w Niemczech i na Bałkanach. Rośnie sprzedaż na Ukrainie

0

CEO Magazyn Polska

W 2015 roku LPP zamierza zwiększyć powierzchnię sprzedaży o ponad jedną piątą. Nowe sklepy będą powstawać głównie w Niemczech i na Bałkanach, a także w Rosji i na Ukrainie. W tym ostatnim kraju spółka utrzymała marże, choć hrywna mocno się osłabiła. Sytuację ratuje jednak wyraźnie wyższa sprzedaż w tym kraju.

W sklepach na Ukrainie sprzedajemy wyraźnie więcej niż w ubiegłym roku. Zwiększenie sprzedaży rekompensuje spadek kursu hrywny, co pozwoliło nam na utrzymanie efektywności na poziomie z 2013 roku – podkreśla Dariusz Pachla, wiceprezes zarządu LPP.

Na koniec III kw. przychody w Rosji wzrosły o 19,5 proc., na Ukrainie natomiast o ponad 22 proc. W 2015 roku LPP planuje otworzyć na tych rynkach nowe sklepy. Dynamika wzrostu powierzchni handlowej ma wynieść 10 proc., czyli 18 tys. mkw.

Pod koniec września powierzchnia sprzedażowa firmy LPP, która w swoim portfolio ma takie marki, jak: Reserved, House, Mohito, Cropp i Sinsay, wyniosła 681 tys. mkw. Do końca roku będzie to ponad 720 tys., zaś w 2015 roku powierzchnia ma osiągnąć 872 tys. mkw.

We wszystkich regionach, w których działamy, będziemy otwierali nowe placówki, zarówno w krajach, gdzie jesteśmy obecni od lat, jak i na nowych rynkach, w Niemczech czy Chorwacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Dariusz Pachla. – Mam nadzieję, że zwiększenie sieci sprzedaży o ok. 20 proc. spowoduje proporcjonalny wzrost przychodów ze sprzedaży.

W przyszłym roku firma planuje otwarcie 10 sklepów Reserved w Niemczech o łącznej wielkości 25 tys. mkw. W ciągu najbliższych trzech lat LPP chce otworzyć tam łącznie 30 nowych sklepów. Dotychczas na rynku niemieckim istnieją trzy sklepy, kolejny ma zostać otwarty w grudniu. Od października spółka obecna jest także w Chorwacji i planuje dalszy rozwój na tym rynku. Łącznie powierzchnia handlowa w Unii Europejskiej ma wzrosnąć w 2015 roku o 57 proc. (73 tys. mkw.).

Z 1,5 tys. placówek LPP w Europie blisko 1 tys. działa w Polsce. Dlatego też, choć firma planuje inwestycje w naszym kraju, będą one znacznie mniejsze niż dotychczas, a wzrost ma wynieść 15 proc. (61 tys. mkw.).

Wiceprezes LPP zaznacza, że mimo wzrostu sprzedaży o 33 proc. w skali roku wyniki finansowe nie do końca satysfakcjonują.

Choć przychody ze sprzedaży wzrosły o 11 proc., to zysk netto spadł o 26 proc., ze 110 do 81,7 mln zł. Wpływały na to ma niższa sprzedaż i osłabienie złotego wobec dolara. Kluczowe znaczenie ma dla nas jednak stopień realizacji planów rozwoju, bo to będzie owocowało w kolejnych latach – ocenia Dariusz Pachla.

Wzrasta liczba osób zakładających własny biznes

Mimo barier prawno-administracyjnych każdego roku wzrasta liczba osób zakładających własny biznes. Wielu Polaków próbuje swoich sił na rynku dzięki różnym formom pomocy dla młodych przedsiębiorców.

Badania potwierdzają, że do założenia własnego przedsiębiorstwa zniechęcają przede wszystkim skomplikowane prawo, system podatkowy oraz biurokracja. Odstraszające są również brak zrozumienia i bezwzględność wobec przedsiębiorcy. „Nawet jeśli błąd popełniony przez biznesmena nie jest celowy, a jest skutkiem po prostu niewiedzy, niedoinformowania, to i tak ponosi on bardzo surowe konsekwencje. Młodzi ludzie boją się, że nie sprostają wymaganiom i już na samym początku powinie się im noga” – mówi serwisowi infoWire.pl Justyna Politańska z Fundacji Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości.

Bezrobocie wśród ludzi do 24. roku życia wynosi nieco ponad 23%. To główna przyczyna podejmowania własnych inicjatyw biznesowych, co jest popularną metodą wychodzenia z bezrobocia. Dużym wsparciem są działania aktywizacyjne prowadzone przez firmy szkoleniowe, organizacje pozarządowe oraz akademickie inkubatory przedsiębiorczości. Pomocne są też różne instrumenty, takie jak np. uruchomiony przez Bank Gospodarstwa Krajowego program „Pierwszy biznes – Wsparcie w starcie”, który umożliwia młodym ludziom zaciągnięcie bardzo nisko oprocentowanego kredytu na rozpoczęcie pierwszej działalności gospodarczej.

Wyzwaniem dla rozwoju polskiej przedsiębiorczości jest przede wszystkim budowanie przyjaznego klimatu, ponieważ zwykle przedsiębiorcy postrzegani są bardzo negatywnie. Ważne jest, aby zachęcać dzieci i młodzież do myślenia o byciu przedsiębiorcą jako o jednej z ciekawszych ścieżek rozwoju zawodowego. Należy mówić o pozytywnej roli, którą przedsiębiorcy odgrywają w polskiej gospodarce, między innymi o tym, że tworzą miejsca pracy, działają na rzecz lokalnych społeczności i angażują się w działania ekologiczne. Trzeba też dyskutować o trudnościach administracyjno-prawnych, ponieważ rządzący mają wpływ na ich niwelowanie.

PiS przejmuje najbardziej zadłużone województwa

Prawo i Sprawiedliwość przejmuje dwa najbogatsze województwa – mazowieckie i śląskie. Pozostałe sześć zajmuje końcówkę rankingu gospodarczego regionów w Polsce. Łączny dług, jaki odziedziczy partia Jarosława Kaczyńskiego, to ponad 3,8 mld zł.

W wyborach do sejmików wojewódzkich w skali kraju PiS uzyskał 31,5 proc., PO – 27,3 proc., PSL – 17 proc., a SLD Lewica Razem – 8,8 proc. – wynika z sondażu Ipsos. Według sondażu, PiS zwyciężyło w województwach: podlaskim, lubelskim, mazowieckim, łódzkim, świętokrzyskim, podkarpackim, małopolskim i śląskim.

– Długi woj. mazowieckiego niebawem staną się związkiem frazeologicznym – łączne zobowiązania to 1,5 mld zł. Z kolei dług woj. śląskiego to 500 mln zł. Łączne zobowiązania województw, w których wygrało PiS, to ponad 3,8 mld zł, czyli 57% całego zadłużenia województw – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Łączne dochody tych województw to 8,9 mld zł, czyli 55% wpływów wszystkich województw ogółem.Średnia zobowiązań do dochodów stanowi 37% wobec 39% dla całej Polski. W rankingu Bankier.pl średni wynik regionu, w którym PiS przejął władzę wynosi 1,06 co dawałoby 6. miejsce w zestawieniu. Jednak bez Śląska i Mazowsza pozostałe regiony zajmują średnio 11. pozycję w rankingu.

Wybory samorządowe często są bagatelizowane przez Polaków i traktowane jako te o mniejszym znaczeniu. Nic bardziej mylnego – to, kto rządzi w gminach i powiatach ma olbrzymie znaczenie dla realizacji celów centralnych. Samorządy mają w sumie ok. 30 mld zł w budżetach (włączając w to środki unijne).

– To, jak dysponują tymi środkami, w bezpośredni sposób wpływa na jakość życia Polaków. Wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast, to swego rodzaju menedżerowie, których zadaniem jest nie tylko zarządzanie administracją w regionie, ale przede wszystkim tworzenie środowiska dla rozwoju przedsiębiorczości, a co za tym idzie – miejsc pracy, wyższych pensji i bezpieczeństwa ekonomicznego mieszkańców – dodaje Piechowiak.

 

Liczba gospodarstw ekologicznych dynamicznie rośnie

Sektor rolnictwa ekologicznego w naszym kraju rozwija się dynamicznie. Jednak część konsumentów nadal podchodzi sceptycznie do ekożywności i nie wie, czym różni się ona od zwykłych produktów. W poszukiwaniu żywności ekologicznych warto zwracać uwagę na obecność na etykiecie logotypu euroliścia, który świadczy o spełnieniu rygorystycznych wymogów przez producentów i przetwórców. Pojawiające się na produktach przymiotniki „zdrowy” czy „naturalny” mogą być zwykłymi chwytami marketingowymi.

Według danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, w ciągu ostatniej dekady liczba gospodarstw ekologicznych w Polsce wzrosła z 3 760 do ponad 26 600. Szybki rozwój sektora ekologicznego i wzrost podaży produktów ekologicznych znajduje odzwierciedlenie w coraz lepszej dostępności ekożywności w naszym kraju. Wielu Polaków nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, czym właściwie różni się ona od produktów konwencjonalnych.

– Tak do końca konsument nie wie, co kryje się pod nazwą „ekologiczne produkty”. Przypuszcza, że produkt jest zdrowy. Wiąże się to jednak z wydanie 2-3 razy więcej pieniędzy niż na produkty, które kupujemy na co dzień – mówi agencji informacyjnej Newseria Karolina Karolczak, dyrektor marketingu handlowego z firmy Agros Nova.

W rzeczywistości produkty ekologiczne muszą spełniać bardzo surowe kryteria określone przez ustawę o rolnictwie ekologicznym oraz rozporządzenia unijne. Kryteria te są weryfikowane na każdym etapie: od powstania produktu, poprzez cały proces przetwarzania, aż do transportowania i magazynowania.

Uprawy ekologiczne są nawożone wyłącznie naturalnymi nawozami wytworzonymi w procesie kompostowania. W hodowli zwierząt wykorzystuje się wychów pastwiskowy. Zabronione jest również profilaktyczne podawanie leków, rutynowo stosowane w hodowli przemysłowej.

W przetwórstwie nie można wykorzystywać syntetycznych dodatków i substancji wspomagających lub napromieniowywać żywności.

Jedynie producenci spełniający powyższe warunki mogą ubiegać się o unijny certyfikat żywności ekologicznej. Od 1 lipca 2010 roku na terenie całej Unii Europejskiej obowiązuje logotyp przedstawiający listek ułożony z gwiazdek na zielonym tle, czyli tzw. euroliść. W poszukiwaniu produktów ekologicznych warto więc zwracać uwagę na obecność tego znaku na etykiecie i nie dać się zwieść takim hasłom, jak „zdrowy” czy „naturalny”, które mogą być zwykłymi chwytami marketingowymi.

– Teraz mamy do wyboru dżem tradycyjny lub dżem słodzony sokiem z owoców. Możemy kupić zwykły sok jabłkowy i sok funkcjonalny, który zapewni nam składniki wzmacniające nasz organizm. Czytajmy więc etykiety, zobaczmy, jaki jest skład, zastanówmy się, czy produkt jest rzeczywiście ekologiczny – dodaje Karolina Karolczak.

Co ciekawe, zgodnie z raportem z konsultacji publicznych przeprowadzonych w ubiegłym roku przez Komisję Europejską, 83 proc. Europejczyków, którzy wybierają produkty ekologiczne, decyduje się na nie z powodu troski o środowisko naturalne. Dopiero drugim powodem, zgłaszanym przez 81 proc. badanych, jest chęć uniknięcia chemicznych dodatków do żywności.

Rolnictwo ekologiczne to sposób gospodarowania, który ma naśladować procesy zachodzące w naturalnych ekosystemach, łączyć przyjazne środowisku praktyki i wspomagać wysoki stopień różnorodności biologicznej. Według raportu organizacji Greenpeace wdrożenie rolnictwa ekologicznego na szeroką skalę jest obecnie jedynym rozwiązaniem problemu zmniejszania się populacji pszczół miodnych i innych owadów zapylających, które związane jest z modelem rolnictwa przemysłowego.

Ekologiczna żywność znajduje coraz więcej nabywców. Rynek ten rośnie w tempie 20 proc. rocznie

Wartość rynku produktów ekologicznych wynosi 600-650 mln zł., co stanowi zaledwie 0,3 proc. rynku spożywczego. Jak prognozuje jednak spółka Bio Planet będziemy kupować coraz więcej takich artykułów. Do 2022 roku ich sprzedaż będzie rosnąć o około 20 proc. rocznie. 

W ciągu dekady jedenastokrotnie wzrosła powierzchnia certyfikowanych gospodarstw rolnych wytwarzających produkty ekologiczne. Statystyczny Polak przeznacza na nie jednak tylko 17 zł rocznie. Dla porównania w Niemczech wydatki te wynoszą 80 euro, a Szwajcarii – ponad 185 euro. Ciągle jednak w sklepach ekologicznych produkty te stanowią od 30 do 95 proc.

Jest mnóstwo placówek, w których udział certyfikowanych produktów wynosi zaledwie 4050 proc., zaś pozostałe to artykuły konwencjonalne, czasami tradycyjne, czasami zwykłe – mówi Sylwester Strużyna. – Udział produktów ekologicznych w ofercie pojedynczych sklepów jednak cały czas się zwiększa.

W tej chwili na rynku funkcjonuje około 600 sklepów specjalistycznych. W tym roku według szacunków spółki przybędzie około 50-60 placówek, co oznacza, że miesięcznie rozpoczyna działalność 5-6 nowych sklepów.

W każdym mieście w Polsce liczącym kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców jest miejsce na placówkę z produktami ekologicznymi – mówi rozmówca agencji Newseria Biznes. – Każda nowa półka i każdy nowy sklep mają szanse znaleźć swoich klientów.

Bio Planet SA jest liderem rynku w zakresie konfekcjonowania i dystrybucji żywności ekologicznej. Firma od blisko 10 lat firma paczkuje ekoprodukty w swoim zakładzie w otulinie Puszczy Kampinoskiej niedaleko Warszawy. W ofercie ma ponad 1600 artykułów z ekologicznym certyfikatem.

 

Polacy zamieniają fast food na slow food. Furorę robią burgery z wołowiną

Polacy pokochali smak amerykańskiej kuchni i zamiast tureckich kebabów czy hamburgerów coraz częściej wybierają burgery. Nie chodzi tu jednak o kanapki serwowane w sieciowych fast foodach, ale o dania przygotowywane z najlepszych produktów. Idea slow food przyszła do nas z Zachodu i szybko zyskała swoich fanów.

– Polacy wreszcie odchodzą od fast foodów. Zaczęli dostrzegać różnice między jedzeniem zdrowszym a jedzeniem, które zawiera w sobie same chemiczne produkty. Weszliśmy w erę slow foodów, gdzie niestety klient musi chwilę poczekać, ale jakość i smak są nieporównywalnie wyższe i lepsze niż w dotychczas znanych fast foodach – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Filip Malczewski, kucharz Retro Diner.

Filip Malczewski podkreśla, że ich klienci to ludzie świadomi, którzy stawiają na zdrowe jedzenie i są gotowi zapłacić więcej za produkty lepszej jakości. Podstawą dobrego burgera jest mięso wołowe.

– Jakość wołowiny jest bardzo ważna, bo to nie są skręcone rzeczy z jakichś odpadów wołowych, tylko to jest prawdziwe mięso. To nie są produkty ściągane nie wiadomo skąd i przechowywane nie wiadomo jak długo w chłodniach, tylko to są produkty najświeższe jak to jest możliwe – tłumaczy Filip Malczewski.

Za jednego burgera trzeba zapłacić minimum 20 zł. Kucharze tłumaczą, że nie jest to wygórowana cena, lecz wprost proporcjonalna do jakości jedzenia. Burgerownie codziennie zamawiają świeże produkty od sprawdzonych dostawców, a sosy czy napoje przygotowywane są na oczach klientów.

– Marynaty też są ważne, bo podkreślają i wyciągają z mięsa całą esencję smakową. Najlepiej smakują sosy przygotowywane własnymi rękami. Wtedy ten sos jest niepowtarzalny – wyjaśnia Filip Malczewski.

Burgery dają też większą możliwość łączenia różnych smaków. Dużą popularnością cieszą się np. te z żurawiną, rukolą, serem lazurem i orzechami włoskimi. Kucharze chętnie eksperymentują także z dodatkami.

– Patrząc na sieciowe fast foody, można powiedzieć, że dotąd Polacy znali tylko keczup i musztardę, ewentualnie majonez. W Polsce teraz, właśnie w tych tzw. slow foodach, zaczęto używać innych sosów, np. barbecue czy warzywnego – dodaje Filip Malczewski.

Trudniejsze czasy dla branży e-commerce?

E-handel to jedna z najbardziej dynamicznych branż w Polsce. Rodzimi konsumenci kupują przez Internet coraz więcej i częściej, przyczyniając się do powstawania i rozwoju kolejnych sklepów oraz platform e-commerce. Wśród wielkich marek postępuje też trend przenoszenia sprzedaży z offline do online. Ostatnie zmiany w prawach konsumenta, a także nowy algorytm wyszukiwania wprowadzony przez Google mogą jednak utrudnić działalność na tym rynku.

 O nowej ustawie o prawach konsumenta mówiło się już od dawna. Obowiązek znowelizowania przepisów nałożyła na Polskę unijna dyrektywa 2011/83/UE, dzięki której kupując towar w sklepie internetowym klient z Polski, Niemiec czy Francji będzie cieszył się taką samą ochroną prawną. Decyzją ustawodawcy, który ustanowił półroczne vacatio legis na dostosowanie się do nowych regulacji, ustawa o prawach konsumenta z dnia 30 maja 2014 roku wejdzie w życie 25 grudnia, w dzień Bożego Narodzenia. Nowe prawo reguluje obowiązki przedsiębiorcy zawierającego umowę z konsumentem; zasady i tryb zawierania umów na odległość i poza lokalem przedsiębiorstwa; zasady i tryb odstąpienia od takiej umowy oraz kwestie zawierania na odległość umów dotyczących usług finansowych.

To bardzo ważny dokument dla wszystkich przedsiębiorców prowadzących sprzedaż, zwłaszcza w Internecie. Z jednej strony ułatwi im poruszanie się po regulacjach prawnych, obecnie rozproszonych po różnych ustawach. Z drugiej, rozszerzając prawa konsumenta nakłada na przedsiębiorców liczne obowiązki i może spowodować znaczne podwyższenie kosztów działalności. Prowadzący sprzedaż przez Internet po 25 grudnia 2014 obudzą się w nowej rzeczywistości – mówi r.pr. Mikołaj Bryl z Kancelarii Radców Prawnych Butrym & Bryl.

Przede wszystkim, prawie trzykrotnie wzrośnie liczba obowiązków informacyjnych względem konsumenta. Klient niemal na każdym kroku musi być informowany co aktualnie robi i jakie może to mieć skutki, a także jakie ma prawa dotyczące gwarancji, zwrotów i odstąpienia od umowy. Ustawa nakazuje jasność i zrozumiałość formułowania wszelkich treści adresowanych do kupującego na stronie. Dotyczy to przede wszystkim kwestii związanych z płatnościami. W przypadku, gdy klient nie zostanie jednoznacznie poinformowany o konieczności zapłaty, umowa sprzedaży w świetle prawa nie zostanie zawarta. Dlatego zamiast „kupuję i płacę” na przyciskach nawigacyjnych będzie widniał zwrot „zamówienie oznacza obowiązek zapłaty”. Ponadto, przedsiębiorca musi wydać konsumentowi dokument umowy zawartej poza lokalem lub potwierdzenie jej zawarcia, utrwalone na papierze lub na innym trwałym nośniku. Z tego względu na większości stron www, na których prowadzona jest sprzedaż internetowa, muszą znaleźć się nowe regulaminy oraz funkcjonalności, co oznacza konieczność zmian i dodatkowe koszty.

Sprzedawca internetowy ma również obowiązek poinformować klienta o jego prawach związanych z odstąpieniem od umowy i reklamacją. Znowelizowane przepisy wydłużają okres odstąpienia do 14 dni, dając konsumentom więcej czasu na podjęcie decyzji czy zatrzymać dany produkt. W przypadku, gdy sprzedawca nie poinformuje o takiej możliwości, okres ten wydłuża się do roku. Klient ponosi koszty odesłania towaru, pod warunkiem, że został o tym wcześniej przez sprzedawcę poinformowany. W innym przypadku przedsiębiorca będzie zwracał pieniądze jedynie w zakresie najtańszej oferowanej przez siebie formy przesyłki.

W przypadku treści cyfrowych zakup będzie można odwołać wyłącznie przed pobraniem ich z serwera. Zmianom ulegają także reklamacje. Zakupiony towar będzie można zwrócić w ciągu 2 lat jeżeli jest uszkodzony, niekompletny, wygląda inaczej niż w reklamie lub nie nadaje się do użytkowania zgodnego z przeznaczeniem, żądając od sprzedawcy jego naprawy lub wymiany na nowy. Jeśli wada zakupionego towaru jest istotna, wymiany lub zwrotu pieniędzy można domagać się od razu. W przypadku uznania reklamacji sklep internetowy ma prawo żądać pokrycia kosztów uznanej reklamacji od dostawcy towaru, co jest korzystnym rozwiązaniem dla branży e-commerce. Co ważne, dostawca nie będzie mógł w żaden sposób zwolnić się z takiej odpowiedzialności.

Nowa ustawa zmienia ponadto definicję konsumenta, rozszerzając ją o osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą. Kupując towar w celu, który w przeważającym stopniu będzie niezwiązany z tą działalnością zyskują one niemal równą ochronę z osobami fizycznymi. Regulacja praktycznie likwiduje też możliwość kupowania przez Internet tym, którzy nie mają adresu e-mail. Wreszcie, sklep internetowy nie będzie mógł zarabiać na dodatkowych opłatach np. za płatność kartą lub odbiór za pobraniem. Przy kontaktach z infolinią e-sklepu zabronione będzie narzucanie opłat wyższych niż podstawowa stawka operatora.

Nowelizacja wchodzi w życie w szczycie świątecznych zakupów, które dla sklepów internetowych oznaczają najpierw ogromny wzrost zamówień, a potem nie mniejszą ilość zwrotów niechcianych prezentów. Należy jednak pamiętać, że w przypadku umów zawartych przed tą datą stosowane są stare przepisy. Dopiero kupujący na poświątecznych wyprzedażach będą mogli korzystać z nowych regulacji – wyjaśnia Mikołaj Bryl.

Konieczność dostosowania się sprzedawców internetowych do ustawy z 30 maja zbiega się w czasie z wprowadzeniem przez Google aktualizacji algorytmu wyszukiwarki. Pingwin 3.0 uderzył przede wszystkim w strony, które stawiały na ilość, nie zaś na jakość. Zyskały natomiast witryny zoptymalizowane, których właściciele dbają o nowe treści o odpowiedniej jakości i generują sporo linków w mediach społecznościowych.

Na ostateczne wnioski dotyczące konsekwencji aktualizacji dla branży e-commerce należy jeszcze poczekać, jednak już teraz sprzedawcy powinni odświeżać i na bieżąco aktualizować strony swoich sklepów i platform. Warto również stawiać na rozpoznawalność marki w Internecie oraz budować witryny tak, by zachwycały odwiedzających – mówi Łukasz Iwanek, właściciel firmy Internetica.

Zachodzące obecnie zmiany zarówno w regulacjach prawnych, jak i w algorytmie Google, stanowią wyzwanie dla branży e-commerce. Oprócz ogromnej ilości obowiązków informacyjnych nałożonych na sklep internetowy przez ustawę, pojawia się konieczność technologicznej modyfikacji witryny zgodnie z nowymi przepisami oraz dostosowania jej do wymogów dyktowanych przez aktualizację Pingwin 3.0. Z jednej strony może to oznaczać korzyści dla przedsiębiorców, w tym wzrost zaufania konsumentów do zakupów w Sieci oraz lepszą jakość prezentowanych treści. Z drugiej – zwiększenie kosztów prowadzenia działalności i ryzyka gospodarczego, związanego m.in. z bardziej liberalnym podejściem do zwrotów, reklamacji i odstępowania od umowy.

Które marki samochodowe angażują najbardziej na Facebooku

Ponad milion wpisów od początku roku na Facebooku, po ponad 60 tys. opinii na Twitterze i YouTube, prawie 4 tys. informacji w serwisie Wykop.pl – taka jest skala dyskusji o markach samochodowych w social media. Które z nich internauci komentują najchętniej?

W cyklicznej analizie „Moto social” PRESS-SERVICE Monitoring Mediów wziął pod uwagę polskojęzyczne, publiczne posty i komentarze, wyselekcjonowane na podstawie monitoringu najpopularniejszych źródeł społecznościowych. Badaniem objęto okres od 1 stycznia do 31 października 2014 r.

W rankingu 10 marek samochodowych, powstałym w oparciu o podsumowanie liczby wpisów w analizowanych źródłach, pierwszą lokatę zajął Volkswagen. Na jego temat opublikowano przeszło 101 tys. informacji. Drugi Fiat może poszczycić się ponad 86 tys. materiałów. Podium zamknął Mercedes z wynikiem przekraczającym 83 tys. komentarzy i wpisów. W przedziale powyżej 70 tys. publikacji znalazły się BMW, Ford i Opel. Kolejne miejsca w pierwszej dziesiątce zajęły Honda, Audi, Peugeot i Skoda.

CEO Magazyn Polska

Zwycięzcy rankingu potwierdzili swą pozycję w zestawieniu Top 10 marek najchętniej wymienianych tylko na Facebooku. Na temat Volkswagena opublikowano 95 tys. wpisów, o prawie 15 tys. więcej niż o Fiacie i blisko 20 tys. więcej od Mercedesa.

Na Twitterze króluje BMW z wynikiem 7 tys. wpisów, przed Mercedesem – 5,5 tys. i Ferrari – 3,7 tys. publikacji. W pierwszej trójce marek najpopularniejszych na YouTube obok prowadzącego Forda (3,8 tys.) znalazły się Toyota (3.3 tys.) i Seat (3,1 tys.). Liderem na Wykopie okazało się BMW (0,6 tys.), przed Mercedesem (0,4 tys.) i Audi (0.3 tys.).

– Nie tylko samochody przyciągają fanów motoryzacji do marek, choć one są oczywiście najważniejszym powodem. Wiele marek stawia na obsługę klienta w mediach społecznościowych, dostarcza mu wyjątkowe unikalne treści, zarówno specjalistyczne, jak i rozrywkowe. Podobne jak ta analizy, obejmujące także informacje z innych mediów, pozwalają precyzyjnie wskazać nisze komunikacyjne poszczególnych graczy samochodowego rynku – komentuje Marlena Sosnowska, rzecznik prasowy PRESS-SERVICE Monitoring Mediów.

Czas wyjątkowej aktywności miłośników samochodów na Facebooku przypada pomiędzy godzinami 21. i 22. W tym przedziale odnotowano blisko 80 tys. wpisów. Wyraźny przyrost materiałów można zaobserwować już po godzinie 19., natomiast gwałtowny spadek już po 22.

CEO Magazyn Polska

Największy udział w przekazie na temat 49 analizowanych marek miały posty – 75 proc. ogółu informacji. 17 proc. stanowiły komentarze, a pozostałe materiały miały postać klipów filmowych.

 

Enea jeszcze w tym roku poinformuje o inwestycjach w OZE. Szykuje nowe emisje obligacji

0

CEO Magazyn Polska

Grupa Enea tnie koszty, szykuje emisje obligacji i zapowiada kolejne inwestycje. Wyniki osiągnięte w tym roku zarząd spółki ocenia bardzo dobrze i podkreśla, że potwierdzają one realizację zaplanowanej strategii.

Enea jest w trakcie poważnych inwestycji. Prowadzi też budowę nowego bloku w elektrowni Kozienice, poważnie przygląda się co najmniej dwóm inwestycjom w odnawialne źródła energii.

 Inwestycje są w fazie due diligence, ale na stole leży dużo projektów. Dwa są najbardziej zaawansowane, w niedługim czasie o tym poinformujemy  – deklaruje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Grzegorz Kinelski, członek zarządu ds. handlowych Enea.

We wrześniu Enea przejęła od miasta Elektrociepłownię Białystok. Cena uzgodniona za 100 proc. udziałów to 305 mln zł.

Już zaczęliśmy grzać, także Białystok jest już pod parą – informuje Grzegorz Kinelski. – Efekty synergii pojawią się po pewnych zmianach technologicznych i technicznych. Ale myślę, że takie najprostsze to będą związane jednak z kogeneracyjną produkcją w Białymstoku i przejęciem części zasilania w ciepło czy połączeniem sieci Białegostoku w taki sposób, w takich rozcięciach, żeby można było produkować również w większym stopniu w kogeneracji.

Na początek roku Enea zaplanowała sprzedaż obligacji. Nie podając szczegółów, przedstawiciel spółki ujawnia, że będzie to emisja średniej wielkości.

Przygotowujemy się do emisji. Nie chcę jeszcze w tej chwili podawać szczegółów, ale będziemy to realizować na początku roku.

Poza pozyskiwaniem środków grupa wprowadza też oszczędności.

Jeśli chodzi o koszty, jesteśmy w tej chwili po analizach i po już pierwszych oszczędnościach – zaznacza członek zarządu ds. handlowych. – Wygląda to bardzo obiecująco, osiągnęliśmy nawet wyższe wartości niż planowaliśmy. W naszej strategii założyliśmy, że oszczędzimy 500 mln zł w ciągu trzech lat, w tej chwili mamy już 170 nawet z górką, dlatego myślimy, że na pewno osiągniemy ten cel.

W ciągu trzech kwartałów Enea osiągnęła przychody ze sprzedaży netto przekraczające 7,2 mld zł przy 6,8 mld zł osiągniętych rok wcześniej. Zysk netto przekroczył 836 mln zł wobec 662 mln osiągniętych w trakcie trzech kwartałów 2013 roku. W ocenie zarządu spółki to bardzo dobre wyniki.

Myślę, że to pokazuje, że realizujemy naszą strategię oraz projekty, które były zaplanowane – mówi Kinelski. – Pokazujemy w wynikach wszystkie te czynniki, które udało nam się wypracować w poprzednich kwartałach, jest to wynik ciągniony. Myślę, że też to pokazuje, że jesteśmy na dobrej drodze, żeby z sukcesem zamknąć ten rok.

W kolejnych kwartałach spółka planuje zakończyć prace organizacyjne związane z wdrożonym już nowym ładem korporacyjnym. Jego najważniejszym elementem jest podział zadań, obowiązków i odpowiedzialności. Poszczególnymi zadaniami zająć mają się piony wytwarzania, dystrybucji i handlu. Zarządzanie ma być w większym stopniu scentralizowane i sprawniejsze.

Najważniejsza jest szybkość podejmowania decyzji i przepływ  informacji – oczekuje Grzegorz Kinelski. – Pełna informacja zarządcza, która dzięki temu, że ład korporacyjny będzie wdrożony, będzie mogła być szybciej pozyskiwana. Tutaj myślę też o komitetach, które po części zastępują i przejmują rolę rad nadzorczych w spółkach, przez te komitety będziemy zarządzać grupą.

Ceny nieruchomości w przyszłym roku

Zwiększenie wkładu własnego przy kredytach hipotecznych i zmiany w rządowym programie Mieszkanie dla Młodych to czynniki, które zdaniem ekspertów będą wpływać na rynek nieruchomości w 2015 roku. Sporo może zmienić też uruchomienie programu tanich mieszkań na wynajem.

Końcówka tego roku to dobry czas na zakup mieszkania. Firmy deweloperskie w tym roku sprzedały się ponad 42 tysiące nowych mieszkań, to o 19 procent więcej niż w rekordowym 2007 roku. Dobra koniunktura ogranicza wzrost cen mieszkań. Do zakupu własnego M dodatkowo zachęca rekordowo niskie oprocentowanie kredytów hipotecznych po niedawnej decyzji Rady Polityki Pieniężnej. A raty kredytu mogą być jeszcze niższe.

Niewykluczone, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy RPP po raz kolejny obniży stopy, a to spowoduje kolejny spadek kosztu kredytu i wpłynie na poprawę zdolności kredytowej – uważa Konrad Pluciński z MarketMoney.pl. – Niestety banki chcą zrekompensować sobie utratę zysków, mogą zdecydować się na mocniejsze podwyżki marż. W takim przypadku na obniżkach stóp procentowych bardziej skorzystają kredytobiorcy, którzy już spłacają swoje zobowiązania.
CEO Magazyn Polska

Założenia: Wartość nieruchomości 400 tys. zł; kredyt na 340 tys zł na 30 lat w złotych
oparty na WIBOR 3M plus marża 1,20 proc.
*prognoza, że RPP zetnie stopy o 0,25 pkt. proc.

 

Także Rekomendacja U może sprawić, że w przyszłym roku wzrosną marże. Zmienia ona zasady sprzedaży ubezpieczeń dodawanych przez banki do kredytów. Zapisy Rekomendacji muszą zostać wprowadzone do końca marca 2015 roku. Są one jednak tak skomplikowane, że niektóre banki mogą nie zmieścić się w terminie z przygotowaniem nowych zasad. To sprawi – jak przewiduje Money.pl – że nie będą sprzedawały ubezpieczeń klientom i nie otrzymają prowizji od ubezpieczeń. Spadek przychodów zapewne będą chciały zrównoważyć podwyżką marż.

Na przyspieszenie decyzji zakupowych może wpływać także to, że od nowego roku z 5 do 10 proc. wzrośnie minimalny wkład własny, wymagany do uzyskania kredytu. W 2016 roku będzie to jeszcze więcej, bo 15 procent, a w 2017 – 20 procent. Zatem w przyszłym roku klienci bez gotówki na koncie będą musieli dozbierać pieniądze i nieco odłożyć marzenia o własnym M. Warto pamiętać, że oprócz wkładu własnego kupujący mieszkanie musi ponieść także niemałe koszty okołotransakcyjne.

Jakie będą ceny mieszkań w przyszłym roku? Eksperci, z którymi rozmawiał portal Money.pl, nie spodziewają się rewolucji. Mówią o dalszej stabilizacji, z którą mamy do czynienia od początku tego roku.Z pewnością spore znaczenie na kształtowanie się cen nieruchomości będzie miał rządowy program Fundusz Mieszkań na Wynajem, który wciąż pozostaje zagadką. Wprawdzie pod koniec maja Bank Gospodarstwa Krajowego podpisał pierwsze umowy z firmami deweloperskimi, które w największych polskich miastach wybudują tanie mieszkania na wynajem, wciąż jednak nie wiadomo, kiedy pierwsi lokatorzy się do nich wprowadzą. Najemców ma skusić niski czynsz, który będzie o około 20 procent niższy od rynkowego. Umowę będzie można podpisać na minimum rok, maksymalnie na 10 lat. Pierwsze mieszkania miały powstać jeszcze w tym roku. Jest jednak mało prawdopodobne, by to się udało.

Najbliższy rok przyniesie także zmiany w programie Mieszkania dla Młodych, które mają sprawić, że zainteresowanie kupnem lokum z dopłatą wzrośnie. Wyniki dotyczące tego roku bowiem mocno rozczarowują. W planach znalazło się dofinansowanie na poziomie 600 mln zł. Do tej pory udało się wykorzystać tylko jedną trzecią tej sumy. W 2015 roku środki na MdM sięgną 715 mln zł. Czy zmiany w programie przyciągną większą rzeszę młodych, marzących o własnym lokum? Zdaniem ekspertów wykorzystanie zaplanowanych w budżecie środków może wzrosnąć w przyszłym roku do 50 procent.

Jedną ze zmian w MdM będzie podniesienie prorodzinnego charakteru programu. Od przyszłego roku rodziny z dwójką dzieci dostaną 20 procent dopłaty zamiast 15 procent, rodzice z trójka dzieci otrzymają natomiast 25 procent dofinansowania zamiast 15 procent. Dofinansowanie w ramach MdM powinno zatem – jak pisze Money.pl – wystarczyć na pokrycie całego lub prawie całego wymaganego wkładu własnego. W tej sytuacji wiele rodzin może odłożyć decyzje o zakupie mieszkania do drugiej połowy przyszłego roku, kiedy zapowiadane zmiany wejdą w życie.

Zainteresowanie programem może wzrosnąć także dzięki umożliwieniu nabywania mieszkań, które powstały po przebudowie lub adaptacji budynku. Kolejną zmianą będzie umożliwienie zakupu mieszkania spółdzielczego, którego realizacja nie została jeszcze ukończona.

Na ceny mieszkań na rynku wtórnym największy wpływ będzie miała sytuacja gospodarcza w Polsce, zwłaszcza na rynku pracy. Bezrobocie wśród młodych i obawa przed utratą pracy tych, którzy ją mają, nie dają większej szansy na ożywienie popytu i wzrost cen.

Enea wprowadzi kolejne produkty finansowe i ubezpieczeniowe

0

Enea stawia na sprzedaż łączoną energii i produktów finansowych. Spółka w ubiegłym tygodniu wprowadziła do oferty pakiet Energia z Ubezpieczeniem. Zarząd Enei liczy na to, że nowy produkt – podobnie jak oferta z kontem bankowym – również będzie cieszył się popularnością wśród klientów.

Mamy przygotowany pakiet nowych rozwiązań na 2015 rok – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Kinelski, członek zarządu ds. handlowych spółki Enea. – Nasz ostatni produkt bankowy cieszy się dużym powodzeniem klientów, dlatego myślimy, że kolejne projekty okołoenergetyczne też zdobędą uznanie.

W ramach wprowadzonej w połowie br. roku oferty Energia z Kontem Enea proponuje klientom założenie rachunku w Getin Banku. Od każdego zapłaconego za jego pośrednictwem rachunku przysługuje m.in. zwrot 15 proc. opłaty za prąd (do 200 zł rocznie).

Nowe produkty także będą związane z sektorem finansowym i sektorem ubezpieczeń – zapowiada Kinelski. – Ich głównym celem ma być zapewnienie klientowi bezpośredniej korzyści. Chodzi nam o to, by mógł łatwo przełożyć ich funkcjonalności na własną, prywatną korzyść.

W ubiegłym tygodniu Enea rozpoczęła sprzedaż kolejnego produktu – Energia z Ubezpieczeniem. Klienci indywidualni zyskują gwarancję stałych cen prądu oraz ubezpieczenie od utraty pracy i następstw nieszczęśliwych wypadków skutkujących niezdolnością do pracy – w razie utraty źródła dochodów mogą zyskać do 600 zł na pokrycie rachunków za energię. Do polisy dołączony jest pakiet assistance, w ramach którego klienci otrzymują pomoc w poszukiwaniu nowej pracy.

Enea w ostatnim kwartale rozpoczęła również sprzedaż gazu ziemnego w ofercie dual-fuel.

Oprócz pracy nad nowymi produktami spółka intensywnie prowadzi negocjacje z dostawcami węgla. Na rynkach światowych utrzymuje się tendencja spadkowa.

W Polsce również w tym roku obserwujemy przy negocjacjach węglowych niższe ceny węgla. Nie są to jakieś znaczne obniżki, raczej drobne, czasem około 1 proc., ale jest to jednak trend malejący – wyjaśnia Kinelski. – Jeśli chodzi o ceny energii, to cały czas obserwujemy trend boczny. Jest to zróżnicowane w przypadku produktów notowanych na giełdzie – BASE (kontrakty bazowe) i PEAK (kontrakty szczytowe). Widzimy, że PEAK jest bardziej dynamiczne, są tam większe zmiany, a na podstawowych produktach energetycznych mamy trend stabilny – podkreśla.

Ziemniaki, cebula i kapusta połowę tańsze niż przed rokiem

Ceny większości krajowych warzyw i owoców są dużo niższe niż w 2013 roku. Ziemniaki, cebula i kapusta są o połowę tańsze. O połowę spadła również cena cytryn. Ogórki i pomidory są nieco droższe, ale w kolejnych tygodniach zwiększy się oferta produktów importowanych, co powinno przyczynić się do obniżek cen.

– O tej porze roku już wchodzi na polski rynek owoców i warzyw import. Jest to uzasadnione cenami, bo polska produkcja szklarniowa jest dużo droższa niż importowana – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Skoczewska z Warszawskiego Rolno-Spożywczego Rynku Hurtowego w Broniszach.

W ofercie hurtowej dostępne są jeszcze krajowe ogórki, ale za kilogram trzeba płacić ok. 5,5–7 zł. Kilogram importowanych jest tańszy między 4,2 a 5 zł. Również pomidorów z importu będzie w najbliższych miesiącach przybywać na razie dostępna jest pełna oferta odmian krajowych. Cena pomidorów malinowych waha się w przedziale 69 zł za kilogram.

Z warzyw importowanych jest już cukinia, bakłażan, papryka i oczywiście ogórki. Ta oferta będzie się rozszerzała ze względu na to, że część szklarniowych czy produkowanych w tunelach polskich warzyw będzie znikała w okresie zimowym z rynku – dodaje Skoczewska. – W sprzedaży nadal będzie krajowy koperek i natka, ale na początku przyszłego roku będzie to już oferta importowa.

W najbliższych miesiącach przybywać też będzie importowanych cytrusów.

Im bliżej świąt Bożego Narodzenia, tym oferta będzie większa, czyli mandarynki, grejpfruty, pomarańcze i cytryny, których cena jest teraz bardzo atrakcyjna – od 5,5 zł. Jeszcze dwa miesiące temu ceny nawet w ofercie hurtowej były powyżej 10 zł – mówi Małgorzata Skoczewska.

Jak podkreśla, w ostatnich miesiącach ceny większości krajowych warzyw i owoców były dużo niższe niż przed rokiem. To m.in. zasługa ciepłej jesieni.

Nie ma potrzeby przechowywania, ogrzewania, czyli dowożenia owoców i warzyw w specjalnych samochodach, bo pogoda pozwala na sprzedaż bezpośrednio z samochodów. Jeśli gwałtownie obniży się temperatura, można spodziewać się nieznacznego wzrostu cen, jednak nic nie zapowiada tego wzrostu – dodaje.

Krajowe ziemniaki, cebula i kapusta są o połowę tańsze w porównaniu z 2013 rokiem i ta tendencja utrzymuje się na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy. Jest to wynik dużego urodzaju.

– Dużo jest też marchwi i jabłek. Szacuje się, że w tym roku zbierzemy 3,2 mln ton jabłek. To bardzo dużo. Przy braku możliwości sprzedaży na rynki wschodnie krajowy rynek nie bardzo jest w stanie wchłonąć taką ilość owoców – mówi Skoczewska. – Jabłka nadal są bardzo tanie, bo ceny w ofercie hurtowej kształtują się między 0,8-1,1 zł za kg w zależności od odmiany i klasy jakości.

Pracodawcy nie dbają o kontakt z kandydatami do pracy. To może im zaszkodzić

Choć 65 proc. pracodawców deklaruje, że dba o relacje z kandydatami, to sami zainteresowani (blisko 60 proc.) uważają inaczej. Skarżą się przede wszystkim na brak informacji zwrotnej o otrzymanej aplikacji. Negatywna opinia kandydata może przełożyć się na gorsze wyniki firmy. 46 proc. kandydatów z powodu nieprzyjaznej rekrutacji rezygnuje z zakupu produktów lub usług danej firmy.

Kandydaci są bardzo krytyczni. Blisko 60 proc. mówi, że nie czuje się dobrze traktowana podczas procesu rekrutacyjnego, ma dużo zastrzeżeń. Z drugiej strony ponad 65 proc. pracodawców uważa, że przeprowadzane procesy rekrutacyjne są przyjazne – mówi agencji Newseria Biznes Elżbieta Flasińska z Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji, z inicjatywy której przeprowadzono badanie „Candidate Experience”.

Z badania wynika, że choć sytuacja podczas rekrutacji powoli się poprawia, to pracodawcy wciąż zbyt rzadko dbają o dobre relacje z kandydatami. 68 proc. firm nie podtrzymuje relacji z osobami, które złożyły aplikacje, a zachowuje jedynie ich dane w bazie. To wynik tylko o 1 pkt proc. lepszy niż w pierwszej edycji badania. 23 proc. firm informuje o innych prowadzonych naborach (wzrost o 2 proc.), a tylko 12 proc. pyta o ocenę przeprowadzonej rekrutacji.

Jak podkreśla ekspertka, prawidłowo przeprowadzona rekrutacja powinna rozpocząć się od informacji z konkretną ofertą pracy. Istotny jest etap składania aplikacji.

Często kandydaci mówią, że po wysłaniu zgłoszenia nie mają żadnej informacji, czy aplikacja dotarła, czy ktoś ją w ogóle przeczytał, czy rekrutacja jeszcze trwa, a może została zakończona – tłumaczy Flasińska.

Tylko 29 proc. firm wysyła informację zwrotną wszystkim, którzy przesłali aplikację (6 proc. więcej niż w pierwszym badaniu). Więcej respondentów kontaktuje się tylko z kandydatami, którzy dostali się do ostatniego etapu rekrutacji lub zostali zaproszeni na rozmowę kwalifikacyjną (odpowiednio 35 i 33 proc.). Kandydatom brakuje też informacji zwrotnej na temat tego, dlaczego nie zostali przyjęci do pracy. 55 proc. osób nigdy nie dowiaduje się, co powinno poprawić, aby móc w przyszłości aplikować na dane stanowisko.

Negatywne opinie mogą się zemścić i przełożyć na wyniki sprzedażowe firm. 46 proc. osób, które nie były zadowolone z rekrutacji, zmienia nastawienie do produktów danej firmy na negatywne, co w konsekwencji może oznaczać rezygnację z zakupu produktu lub usługi.

Jeśli brakuje poczucia, że zostaliśmy potraktowani z szacunkiem i dostaliśmy wszystkie możliwe informacje, to nie tylko zrezygnujemy z usług firmy, lecz także powiemy wszystkim znajomym, że zostaliśmy źle potraktowani. Możemy też opisać to w internecie, co może zaszkodzić wizerunkowi firmy – komentuje ekspertka.

Nieliczenie się z odrzuconymi kandydatami może mieć też wpływ na rekrutacje prowadzone w przyszłości. W niektórych branżach, przede wszystkim związanych z IT, rynek należy do pracownika. Aby zachęcić go do pracy w danej firmie, nie wystarczy atrakcyjne wynagrodzenie, dużo zależy też od pozapłacowych atutów.

Jak podkreśla Flasińska, w obliczu poprawiającej się sytuacji na rynku pracy, rekruterzy muszą też starać się zatrzymać najlepszych pracowników w firmie.

Osoby dobre w swoich specjalizacjach będą szukały nowych możliwości zawodowych bądź będą otrzymywały inne oferty pracy. Firmom zależy na zatrzymaniu tych najlepszych, bo jest to tańsze niż rekrutowanie nowej osoby. To duże wyzwanie, żeby oprócz motywatora finansowego spróbować innymi metodami zatrzymać pracownika – ocenia Elżbieta Flasińska.

Firmy częściej wykupują polisy OC dla członków zarządu i rad nadzorczych

0

Rośnie popularność ubezpieczeń od odpowiedzialności cywilnej członków zarządów i rad nadzorczych.Ubezpieczenia zawierane są też na coraz wyższe kwoty. W niektórych segmentach spółek roszczenia wobec ich władz pojawiają się w ok. 10 proc. firm, wykupiona polisa chroni nie tylko majątki członków zarządu czy rady nadzorczej, lecz także same spółki.

Ubezpieczenia zapewniają komfortową ochronę dla prywatnego majątku członków zarządu. Daje im to możliwość podejmowania bardziej śmiałych decyzji, dzięki czemu mogą potencjalnie przynosić firmie większe zyski – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adam Gmurczyk, dyrektor w Dziale Ubezpieczeń Financial Lines AIG.

Członkowie zarządu za popełnione szkody odpowiadają całym prywatnym majątkiem z jednej strony wobec samej spółki, z drugiej – wobec osób trzecich (np. klientów spółki). Ubezpieczenie nie tylko chroni członków władz firmy przed utratą swojego majątku, lecz także zyskują same spółki. W przypadku gdy szkoda przewyższa wartość majątku danej osoby, firmy zyskują pewność, że dostaną odszkodowanie od ubezpieczyciela. Dlatego polskie firmy coraz częściej decydują się na zakup ubezpieczeń odpowiedzialności członków zarządu, członków rady nadzorczej czy pracowników pełniących funkcję zarządczo-nadzorcze w spółkach. Z danych towarzystw wynika, że jeszcze w 1992 roku sprzedano zaledwie jedną taką polisę. Obecnie liczba firm wykupujących polisy systematycznie rośnie. Firma AIG odnotowała w 2013 roku 20-proc. wzrost sprzedaży takich ubezpieczeń.

Z naszych szacunków wynika, że 1-2 proc. polskich spółek korzysta z ubezpieczeń Directors & Officers. Ze statystyk wynika, że w ciągu 5 lat liczba polis uległa podwojeniu, niedługo może być trzykrotnie większa – ocenia Gmurczyk.

Jak podkreśla ekspert, kiedy na rynku pojawiły się takie ubezpieczenia, większość firm była przekonana, że tego typu roszczenia są rzadkością. Z szacunków AIG wynika jednak, że w przypadku niektórych segmentów rynku  już w 10 proc. firm pojawiają się roszczenia wobec władz spółki.

Ceny takich ubezpieczeń zaczynają się od 1 tys. zł, a mogą dochodzić do 1-2 mln zł. Średnio jednak składka wynosi 12-15 tys. zł w skali roku – mówi Gmurczyk.

Koszt ubezpieczeń jest ustalany indywidualnie, zależy m.in. od sytuacji finansowej firmy, jej wielkości i branży, w której działa. Firmy, które decydują się na wykupienie polisy, coraz częściej wybierają wyższe limity sumy ubezpieczenia – na przykład obserwowany jest około 30 procentowy wzrost liczby klientów kupujących polisy z limitem powyżej 50 mln zł.  Jak podkreśla ekspert, warunki ubezpieczenia są takie same dla wszystkich spółek bez względu na wielkość, a co istotne polisa działa we wszystkich krajach, w których prowadzona jest działalność.

AIG pracuje nad modyfikacją warunków ubezpieczenia, by bez względu na liczbę roszczeń, dopóki będą one niezależne, suma ubezpieczenia się odtwarzała.

Do tej pory jeśli mieliśmy roszczenie, które przekracza sumę ubezpieczenia, a pojawia się kolejne, to członek zarządu z powodu wyczerpania limitu sumy ubezpieczenia, nie korzystał już z ochrony. Natomiast przy nowym podejściu ochrona dla kolejnego niezależnego roszczenia czy postępowania będzie istniała nadal i to do wysokości pierwotnej sumy ubezpieczenia – tłumaczy Adam Gmurczyk.

Coraz więcej województw z kontraktami terytorialnymi i zatwierdzonymi programami operacyjnymi

Dziś upływa termin nadsyłania ostatecznych projektów regionalnych programów operacyjnych polskich województw w ramach szybkiej ścieżki negocjacji z Brukselą. Korzysta z niej siedem województw. Dziewięć województw ma już też kontrakty terytorialne podpisane z rządem. Na duże finansowanie mogą liczyć projekty transportowe, a szczególnie inwestycje w kolej.

‒ Obecnie dzieją się równolegle dwie rzeczy. Z jednej strony mamy negocjacje kontraktów regionalnych między rządem a samorządem. Z drugiej strony samorządy negocjują regionalne programy operacyjne z Komisją Europejską. Te drugie negocjacje są ważniejsze, bo tam decydują się pewne poziomy finansowania w różnego rodzaju dziedzinach – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zbigniew Klepacki, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju.

Do tej pory ostateczne projekty kontraktów regionalnych do Brukseli przesłały województwa dolnośląskie, lubelskie, podkarpackie, podlaskie, pomorskie oraz zachodniopomorskie, a dziś zrobi to wielkopolskie. Projekty mogą zostać zatwierdzone jeszcze w tym roku, co pozwoli na ogłoszenie pierwszych konkursów w pierwszym kwartale 2015 r. Łącznie wszystkie 16 województw ma do dyspozycji ponad 31,2 mld euro. Najwięcej – prawie 3,5 mld euro – trafi na Śląsk; najmniej (900 mln euro) do Lubuskiego.

Równolegle trwają negocjacje kontraktów terytorialnych, które określają współpracę rządu z samorządami przy alokacji środków unijnych przeznaczonych dla Polski. Zostały one już zawarte dla województwa śląskiego, podlaskiego, lubuskiego, małopolskiego, opolskiego, dolnośląskiego, świętokrzyskiego, warmińsko-mazurskiego oraz zachodniopomorskiego.

Finansowanie dróg i kolei to jest nasz priorytet, to są wartościowo największe programy finansowane ze środków unijnych. Jest duży nacisk Komisji Europejskiej na inwestycje kolejowe, ponieważ kolej jest dużo bardziej ekologiczna niż transport drogowy – mówi Klepacki.

W ostatnich latach większość inwestycji infrastrukturalnych była współfinansowana z środków unijnych. Dotyczy to nawet ponad 90 proc. projektów. Wiceminister podkreśla, że fundusze europejskie już wywołały silny, pozytywny impuls, a nowa perspektywa budżetowa będzie nadal napędzać dynamikę inwestycji.

Na pewno najistotniejszy dla nas jest program Connecting Europe Facility. W jego ramach będą finansowane linie kolejowe i drogowe, które wpisują się w dwa główne korytarze transportowe biegnące przez Polskę, czyli z zachodu na wschód, do Łotwy, Litwy i Estonii, oraz korytarz północ-południe, czyli z polskich portów do portów adriatyckich. Tam te inwestycje będą rozlokowane – zapowiada Klepacki.

Dodaje, że w poprzedniej perspektywie duży nacisk był kładziony na transport kolejowy pasażerski. Dzięki temu udało się rozpocząć i przeprowadzić wiele modernizacji linii kolejowych, a także wymienić tabor zarówno przewoźników regionalnych, jak i PKP Intercity. Jednym z najbardziej widocznych i odczuwalnych dla pasażerów efektów tych inwestycji będzie wprowadzenie 14 grudnia pociągów Pendolino.

Klepacki przypomina, że to jednak nie jedyny projekt. Zapewnia, że na koniec przyszłego roku, po zamknięciu finansowania z perspektywy 2007-2013, nowy lub gruntownie zmodernizowany tabor będzie stanowił 70 proc. pojazdów PKP Intercity. W rozpoczynającej się perspektywie na większe wsparcie mogą jednak liczyć te projekty, które wiążą się z poprawą warunków przewoźników towarowych.

Polacy pochopnie zaciągają kredyty, a niektóre instytucje finansowe zbyt łatwo ich udzielają. Edukacja szansą na poprawę sytuacji

Rośnie zadłużenie Polaków, a wraz z nim przybywa długów, z którymi nie potrafią sobie poradzić. W badaniu przeprowadzonym z okazji obchodzonego dziś Dnia bez Długu połowa gospodarstw domowych uznała, że główną przyczyną problemów ze spłatą kredytów jest ich lekkomyślne zaciąganie. Często też kredytobiorcy nie zdają sobie sprawy z rzeczywistego kosztu pożyczki. Dlatego przedstawiciele branży i organizacji konsumenckich stawiają na edukację klientów.

Jak wynika z badań, które przeprowadziliśmy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH, prawie 50 proc. gospodarstw domowych uważa, że główną przyczyną popadania w sytuację nieterminowego wywiązywania się z zobowiązań kredytowych jest lekkomyślne ich zaciąganie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Roter, dyrektor generalny Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych, organizatora kampanii „Kredytobranie 2.0. Dobre praktyki konsumenta”.

Problemy z terminowym spłacaniem należności ma ponad 2,3 mln Polaków. Ich zadłużenie na koniec III kwartału przekraczało 41,5 mld zł. Średnio wychodzi więc blisko 17,5 tys. zł na dłużnika – wynika z październikowego raportu InfoDług przygotowanego przez BIG InfoMonitor.

Jak podkreślają eksperci, winę za nadmierne zadłużenie ponoszą obie strony rynku.

Kredyt można zaciągnąć wtedy, kiedy mamy jakąś nagłą potrzebę i wiemy, że te pieniądze na spłatę będziemy mieli, że za jakiś czas z naszych regularnych dochodów będziemy w stanie to spłacić – tłumaczy dr Krzysztof Grabowski, ambasador kampanii „Kredytobranie 2.0. Dobre praktyki konsumenta”.

Jednak część winy ponoszą również instytucje, które zbyt łatwo udzielają pożyczek i nie informują o ich pełnych kosztach. O ile banki zdecydowanie poprawiły pod tym względem swoje kredytowe oferty, o tyle z innymi instytucjami finansowymi bywa różnie.

W przypadku instytucji pozabankowych obawiam się, że klienci nie uzyskują rzetelnej i pełnej informacji o całkowitych kosztach zobowiązań. Świadczą o tym skargi konsumentów składane do naszego Konsumenckiego Centrum e-Porad – mówi Grażyna Rokicka, prezes Stowarzyszenia Konsumentów Polskich, które włączyło się do kampanii – Zwłaszcza w przypadku zawieranych poza lokalem przedsiębiorstwa umów, którym towarzyszą umowy kredytowe. Wtedy konsumenci często nie są informowani, że w ogóle zawierają umowę kredytową, a już o kosztach tego kredytu prawie nic nie wiedzą.

W zwiększaniu finansowych kompetencji kredytobiorców pomóc ma Kampania „Kredytobranie 2.0” zainicjowana przez Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych. Od dziewięciu lat warunkiem członkostwa w KPF jest przyjęcie Zasad Dobrych Praktyk KPF, wśród nich reguł odpowiedzialnego pożyczania. Stosowanie tych zasad przez firmy członkowskie weryfikuje coroczny audyt etyczny. Do przyjęcia i zaakceptowania dobrych praktyk, m.in. poprzez podejmowanie świadomych decyzji finansowych, KPF zachęca także kredytobiorców.

Nadmierne zadłużenie obniża jakość naszego życia. Z punktu widzenia kredytodawcy zjawisko nadmiernego zadłużenia to są także koszty. A w związku z tym dobrze jest z punktu widzenia przedsiębiorcy mieć partnera po stronie kredytobiorcy. Taką osobę czy takie gospodarstwo domowe, które do zaciągania zobowiązań podchodzi odpowiedzialnie, w sposób przemyślany. Będziemy prowadzili kampanię razem z partnerami społecznymi, którzy pracują na co dzień z konsumentami. Liczymy na to, że kompetencje etyczne, finansowe i postawy Polaków przy zaciąganiu kredytu pozwolą uniknąć samym kredytobiorcom, a w konsekwencji też przemysłowi finansowemu, negatywnych konsekwencji – zapewnia Roter.

Jak podkreślają organizatorzy kampanii, receptą na ograniczenie liczby zagrożonych kredytów jest edukacja.

Każdy kredytobiorca powinien zapoznać się z ofertami, które są na rynku usług finansowych – doradza dr inż. Kazimierz Janiak, prezes Stowarzyszenia Krzewienia Edukacji Finansowej, które również bierze udział w kampanii „Kredytobranie 2.0”. – Jak już dana oferta, ta najlepsza, zostanie wybrana, należy przeczytać umowę. Warunki jej spłacania muszą być przeanalizowane, przemyślane i zrozumiałe przez osobę biorącą taki kredyt.

Jego zdaniem sytuacja pod tym względem już się poprawia. Co piąty konsument zgłaszający się do ośrodków stowarzyszenia przychodzi jeszcze przed zawarciem umowy z prośbą o wyjaśnienie jej zapisów, porównanie ofert czy ocenę zdolności kredytowej.

Potrzebne jest również podejście, które umożliwia dogadanie się obu stron, a nie traktowanie kredytobiorców jako wrogów, bo to prowadzi wyłącznie do utraty zaufania i pogorszenia sytuacji. Również konsumenci w momencie, kiedy zaczną się problemy ze spłaty, powinni to sygnalizować jak najszybciej i dążyć do ich polubownego rozwiązania – podkreśla Grażyna Rokicka.

Trwają konsultacje zmian przepisów ws. zwalczania oszustw podatkowych

0

Minister Finansów przekazał do ponownych konsultacji projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz ustawy – Prawo zamówień publicznych (UD 186), który wprowadza nowe instrumenty służące walce z oszustwami podatkowymi. Termin zgłaszania uwag do projektu upływa 21 listopada 2014 r.

Najważniejsze zmiany zawarte w projekcie ustawy obejmują:
• rozszerzenie na nowe grupy towarów stosowania mechanizmu odwrotnego obciążenia, w którym podatek zamiast sprzedawcy rozlicza nabywca,
• wprowadzenie informacji podsumowujących, które będą składane przez sprzedawców towarów objętych tym mechanizmem,
• objęcie nowych towarów solidarną odpowiedzialnością podatkową oraz obowiązkiem jednomiesięcznego rozliczania podatku od towarów i usług,
• podwyższenie minimalnej i maksymalnej kaucji gwarancyjnej składanej przez podmioty dostarczające paliwa.

Ponadto w projekcie przewiduje się wprowadzenie zmian w zakresie odliczania podatku naliczonego w odniesieniu do zakupionych towarów i usług wykorzystywanych do celów mieszanych (podlegających i niepodlegających systemowi VAT), w tym możliwości uzgodnienia z naczelnikiem urzędu skarbowego sposobu określenia proporcji podatku podlegającego odliczeniu u takich podatników. Proponuje się również wprowadzenie zmian w zakresie stosowania tzw. „ulgi na złe długi” mających na celu zmniejszenie asymetrii w stosowaniu tej instytucji.

W projekcie ustawy przesłanym do ponownych konsultacji główne zmiany (w związku z uwzględnieniem uwag zgłoszonych do projektu) objęły następujące kwestie:
– doprecyzowano przepisy dotyczące proporcji odliczania podatku naliczonego w przypadku towarów i usług wykorzystywanych zarówno do celów prowadzonej przez podatnika działalności podlegającej opodatkowaniu, jak i do celów innych, których przypisanie w całości działalności podlegającej opodatkowaniu nie było możliwe, w tym wprowadzono do ustawy przykładowe dane, które będą mogły być wykorzystane przy obliczeniu tej proporcji.

W przypadku organów władzy publicznej i innych podmiotów prawa publicznego zaproponowano, aby odbywało się według kryterium „przychodowego”, z możliwością wskazania przez te podmioty bardziej reprezentatywnej metody;
– odstąpiono od możliwości uzgadniania sposobu określenia proporcji z naczelnikiem urzędu skarbowego w formie decyzji na rzecz prostszej formy protokołu;
– zrezygnowano z wprowadzania zmian w ustawie – Ordynacja podatkowa, wyłączających możliwość dokonania interpretacji przepisów, w sprawach dotyczących prawidłowości wyboru i stosowania metody ustalania cen transakcyjnych oraz w sprawach dotyczących sposobu określenia zakresu wykorzystywania nabywanych towarów i usług do celów działalności podlegającej opodatkowaniu. Spowodowało to zmianę tytułu ustawy;
– odstąpiono od wprowadzania zmian przewidujących „wygaszanie” z dniem 1 lipca 2015 r. interpretacji indywidualnych w zakresie, w jakim dotyczyłyby obliczenia zakresu wykorzystania nabywanych towarów i usług do celów działalności podlegającej opodatkowaniu, w przypadku towarów i usług wykorzystywanych zarówno do celów prowadzonej przez podatnika działalności podlegającej opodatkowaniu, jak i do celów innych, których przypisanie w całości działalności podlegającej opodatkowaniu nie było możliwe;
– wprowadzono, przy stosowaniu mechanizmu odwrotnego obciążenia, limit transakcyjny (przekroczenie przez wartość jednolitej gospodarczo transakcji, bez podatku, kwoty 20 tys. zł), który powinien wyeliminować zgłaszane trudności wobec proponowanych limitów dziennych;
– przesunięto termin wejścia w życie ustawy na dzień 1 kwietnia 2015 r., celem zapewnienia vacatio legis na dostosowanie się podatników do proponowanych zmian.

Projekt opracowano na podstawie założeń projektu ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz ustawy Prawo zamówień publicznych (ZD99).

Projekt ustawy z dnia 7 listopada 2014 r. został udostępniony w Biuletynie Informacji Publicznej Rządowego Centrum Legislacji w zakładce Rządowy Proces Legislacyjny.

Gospodarka trzyma się mocno

W III kwartale br. PKB wzrósł o 3,3 proc., a w II kwartale o 3,5 proc. – podał GUS

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Patrząc na dane dotyczące przemysłu i sprzedaży detalicznej w III kwartale br., a także biorąc pod uwagę znacznie wyższą bazę wzrostu PKB w III kwartale 2013 roku można było się spodziewać, niższej dynamiki wzrostu PKB w III kwartale br. Tymczasem, według wstępnych danych GUS, PKB wzrósł aż o 3,3 proc. Ten szybki wzrost gospodarczy nie powinien jednak budzić zdziwienia, albowiem w trzecim kwartale mieliśmy do czynienia z deflacją. A to oznacza, że PKB za III kwartał, który podawany jest w cenach z roku poprzedniego właśnie dzięki deflacji był o ok. 0,3 pkt proc. wyższy. Z wyciąganiem dalej idących wniosków musimy jednak poczekać na szczegółowe informacje dotyczące struktury wzrostu PKB. Wydaje się jednak, że w III kwartale motorem napędowym wzrostu gospodarczego były spożycie indywidualne i inwestycje. Szacuje się, że w tym roku inwestycje realizowane z wykorzystaniem leasingu będą o ok. 20 proc. większe niż w roku ubiegłym. A to oznacza, że inwestują już nie tylko średnie i duże firmy, których nakłady inwestycyjne w ciągu pierwszych 6. miesięcy br. były wyższe o 14,4 proc. r/r, ale dołączyły do nich również mikro i małe przedsiębiorstwa.

Wszystko wskazuje także na to, że mimo problemów ze sprzedażą naszych towarów do Rosji i Ukrainy, negatywny wpływ eksportu netto na PKB będzie w III kwartale niewielki.

W całym 2014 roku, biorąc pod uwagę korektę wzrostu PKB w II kwartale br. (z 3.3 proc. na 3,5 proc.), wyniki III kwartału, a także spodziewaną deflację w IV kwartale, wzrost gospodarczy powinien wynieść 3,3-3,4 proc.

Konfederacja Lewiatan

Jak pomóc firmom dotkniętym rosyjskim embargiem?

0

Zaproponowane w projekcie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z ochroną miejsc pracy, administracyjne ograniczenie podmiotów mogących skorzystać z pomocy jedynie do tych, u których przeważający rodzaj prowadzonej działalności gospodarczej wskazuje na jej udział w handlu, przetwórstwie lub transporcie, a także wynikających z nich usług, budzi wątpliwości – uważa Konfederacja Lewiatan.

W ocenie Konfederacji Lewiatan niezwykle trudne jest określenie zamkniętej listy obszarów, czy sekcji działalności podmiotów, które mogą odczuwać negatywne konsekwencje wystąpienia czasowego ograniczenia wwozu towarów.

Zdaniem Lewiatana mogą wystąpić trudności w stosowaniu przepisu wynikające ze sformułowania „przeważający rodzaj prowadzonej działalności gospodarczej, wynikający z wpisu do krajowego rejestru urzędowego podmiotów gospodarki narodowej”. PKD we wpisach firm do REGON jest bardzo często nieaktualny. Ponadto nawet jeśli firma ponosi straty w części, która nie jest ej „przeważającą” działalnością np. stanowi 30-40%, to skutki tych trudności dla firmy i pracowników mogą być dotkliwe i powinny być uwzględnione.

Konfederacja Lewiatan proponuje więc zmianę zapisu na „u których przedmiot działalności doznał ograniczeń ilościowych lub wartościowych w obrocie handlowym na krajowych lub zagranicznych rynkach, w następstwie wystąpienia czasowego ograniczenia, z przyczyn niezależnych od przedsiębiorcy, wwozu towarów na terytoria krajów.”

Projekt ustawy został przygotowany w celu ochrony miejsc pracy w firmach, które odczuwają przejściowe trudności ekonomiczne (udokumentowane co najmniej 15% spadkiem obrotów) wywołane czasowym wprowadzaniem zakazu wwozu towarów polskich oraz towarów pochodzących z innych krajów na terytorium krajów, które taki zakaz wprowadzają. Potrzeba czasowej ochrony miejsc pracy w firmach związanych z rynkiem, którego dotyczy zakaz jest w takiej sytuacji uzasadniona. Firmy powinny mieć czas na przystosowanie się do nagłej zmiany warunków ich funkcjonowania. W szczególności cenna jest możliwość czasowego obniżenia kosztów pracy. Bez tego firmy byłyby zmuszone do redukcji zatrudnienia na czas przystosowania do zmiany oraz ewentualnego ponownego zatrudnienia po poprawie ich sytuacji ekonomicznej. Zarówno redukcja zatrudnienia jak i ponowna rekrutacja generują dla firm znaczne koszty, a także tworzą ryzyko pogorszenia zasobów kapitału ludzkiego w firmie.

Projekt jest odpowiedzią w szczególności na wprowadzenie tzw. embarga rosyjskiego. Zakaz ten w przypadku polskich warzyw i owoców wprowadzono od 1 sierpnia 2014 r., a więc już trzy i pół miesiąca temu. Należy zakładać, że od tego czasu większość firm, które odczuwały z tego powodu trudności ekonomiczne zdołało sobie z tymi problemami poradzić lub prawdopodobnie poradzi sobie zanim przepisy tej ustawy zostaną uchwalone. Dlatego należy zadbać, aby wprowadzane zmiany miały charakter bardziej uniwersalny, tzn. umożliwiały reakcję na ewentualne późniejsze szoki mogące wystąpić w obrocie międzynarodowym bez konieczności nowelizacji przepisów.

Konfederacja Lewiatan

CD Projekt na minusie, ale „Wiedźmin" zapewni spółce rekordowy rok 2015

0

CEO Magazyn Polska

Firma CD Projekt, produkująca gry komputerowe, znana z produkcji „Wiedźmina”, w III kwartale br. miała 3,47 mln zł straty operacyjnej i 2,92 mln zł straty netto. Zarząd tłumaczy to zbliżającą się wielką premierą trzeciej części popularnej sagi, która – zdaniem analityków – będzie miała istotny wpływ na prognozowane rekordowe wyniki spółki w 2015 r.

Po raz pierwszy od czterech lat CD Projekt zakończył kwartał na minusie. W III kwartale producent gier miał 36 mln zł przychodów ze sprzedaży, czyli ponad 10 proc. mniej niż rok wcześniej.

Zarząd CD Projekt w komunikacie tłumaczy pogorszenie wyników rosnącymi kosztami związanymi z lutową premierą gry „Wiedźmin 3”, a co za tym idzie zwiększeniem nakładów na marketing i rozwój produktu.

Łukasz Kosiarski, analityk Domu Maklerskiego BZ WBK, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor, zwraca dodatkowo uwagę na aspekt sezonowości.

III kw. był gorszy dla CD Projekt, bo ogólnie okres letni dla branży gier w Polsce oznacza brak wielkich premier w lokalnej dystrybucji – uważa Kosiarski.

Z kolei zależny od spółki GOG.com, serwis cyfrowej dystrybucji gier, zarobił w tym okresie niespełna 1 mln zł netto wobec 1,43 mln zł rok temu przy niewiele wyższych obrotach.

– IV kw. powinien być chyba lepszy w GOG-u, m.in. ze względu na zbliżającą się Gwiazdkę i akcje promocyjne z nią związane. Ponadto spółka ostatnio wprowadziła katalog gier LucasArts, czyli jednego z ostatnich wydawców, których brakowało na GOG-u, co powinno przy jeszcze niskiej bazie z zeszłego roku całkiem pozytywnie wpłynąć na te wyniki – dodaje Łukasz Kosiarski.

Analityk DM BZ WBK spodziewa się ustanowienia kolejnego rekordu sprzedaży przez CD Projekt.

– Spodziewamy się, że w pierwszym roku, tym najważniejszym, do sklepów trafi 3,3 mln sztuk nowego „Wiedźmina”. Więcej niż w przypadku poprzednich odsłon, a ma na to wpływ fakt, że gra będzie od początku dostępna na trzech platformach: PC, PlayStation i Xbox – dodaje.

Łukasz Kosiarski zwraca uwagę na pozytywne efekty kampanii marketingowej „Wiedźmina 3”.

Gra jest rozpoznawana w Stanach Zjednoczonych, znajduje się wysoko w rankingach pre-orderów, to dobrze wpłynie na sprzedaż tytułu – podsumowuje.

Tytuł zadebiutuje 24 lutego 2015 r. jednocześnie na 109 rynkach.

Zdaniem analityka DM BZ WBK premiera nowej części sagi przyniesie rekordowe wyniki spółce.

To będzie zdecydowanie najlepszy w historii rok dla CD Projekt, myślę, że możemy się spodziewać nawet trzycyfrowego wyniku netto – podsumowuje Kosiarski.

Asseco BS liczy w przyszłym roku na co najmniej jeden tak duży kontrakt, jak ten z Bacardi

0

CEO Magazyn Polska

Asseco Business Solutions, dostawca rozwiązań informatycznych dla przedsiębiorstw, planuje rozszerzanie funkcjonalności swojej sztandarowej aplikacji, czyli wspierającego działy sprzedaży programu Mobile Touch. Jak przekonuje Mariusz Lizon z Asseco BS, pomoże w tym kontrakt, który spółka podpisała z firmą Bacardi, producentem napojów alkoholowych. W przyszłym roku spółka oczekuje co najmniej jednego kontraktu o podobnej skali.

Udało nam się zdobyć duży kontrakt – wdrożymy program Mobile Touch w firmie Bacardi – informuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Mariusz Lizon, członek zarządu Asseco Business Solutions. – Nie możemy ujawnić za dużo informacji, bo kontrahent zawarł w umowie dość restrykcyjne zapisy o poufności. Natomiast zapewniam, że kontrakt jest intratny, a pracy przy nim mamy do końca przyszłego roku.

Nie jest to jednak jedyny kontrakt, który firma w najbliższym czasie chce podpisać. W przygotowaniu, jak informuje Lizon, znajdują się dwa inne projekty, także z branży FMCG (produktów szybko zbywalnych, głównie spożywczych).

Są to umowy o podobnej wielkości i mamy nadzieję, że przynajmniej jedną będziemy mogli się w przyszłym roku pochwalić – zapowiada Mariusz Lizon. – To jest ten sam segment, czyli branża FMCG, i nasze sztandarowe rozwiązanie, czyli produkt Mobile Touch (rozwiązanie tzw. klasy SFA/CRM zaprojektowane w oparciu o możliwości technologii dotykowych, przeznaczone do pracy na urządzeniach mobilnych – red.).

Przy okazji kontraktu z Bacardi wdrażane będą, jak zapowiada Lizon, nowe funkcjonalności Mobile Touch: RAO (Retail Activity Optimisation), Perfect Store oraz Coaching. Mają one być również oferowane już pozyskanym klientom.

Planujemy odświeżenie naszego portfolio na poziomie mniej więcej takim, jak w tym roku – prognozuje Mariusz Lizon. – Zupełnie nowych produktów w 2015 roku nie planujemy. Staramy się być liderem pod względem innowacyjności. W związku z tym musimy inwestować w już istniejące produkty i to co roku robimy.

Na krajowym rynku spółka nadal będzie oferować przede wszystkim wspierające funkcjonowanie średnich i dużych przedsiębiorstw systemy klasy ERP (z ang. Enterprise Resource Planning), nie planuje sprzedawać ich jednak za granicą.

Nasi klienci wyraźnie się ożywili – przekonuje członek zarządu Asseco BS. – Nowe kontrakty może nie przyrastają lawinowo, ale przedsiębiorcy są coraz bardziej aktywni w zakresie zamawiania informatyki, nowych funkcjonalności czy rozbudowy systemów. Często sami mają pomysły na to, jak rozwijać swój system. To nam generuje największy wzrost przychodów ze sprzedaży i mam nadzieję, że będzie to kontynuowane w perspektywie kolejnego kwartału czy dwóch.

Po trzech kwartałach obroty Asseco BS wzrosły do 102 mln zł, czyli o 5 proc., zaś EBITDA – o 9 proc., do 31,6 mln zł. Zysk operacyjny urósł o 12,5 proc., do 22,8 mln zł, na czysto spółka zarobiła 19,1 mln zł – o 10 proc. więcej niż rok wcześniej. Portfel zamówień Asseco BS na 2014 r. ma wartość 129 mln zł. Rok temu sięgał 121,8 mln zł.

Asseco Business Solutions jest częścią międzynarodowej Grupy Asseco, dostawcy oprogramowania na rynek europejski, obecnego w przeszło 30 krajach świata.

Erbud: portfel zamówień na kolejne lata jest już wart ponad 1,4 mld zł

CEO Magazyn Polska

W portfelu zamówień specjalizującej się w budownictwie kubaturowym, inżynieryjnym i energetycznym spółki Erbud już teraz znajdują się kontrakty o wartości ponad 1,4 mld zł. Jak tłumaczy Dariusz Grzeszczak, prezes zarządu spółki, większość przychodów generowana jest przez budownictwo kubaturowe. Ale największe wzrosty firma notuje w sektorze inżynieryjnym oraz energetycznym. Na kontach przedsiębiorstwa znajduje się ponad 90 mln zł gotówki.

– Ten rok jest o wiele lepszy niż ubiegły, a portfel zamówień na kolejne lata o wartości ponad 1,4 mld zł pozwala sądzić, że jest bardzo dobrze – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Dariusz Grzeszczak, prezes zarządu Erbudu. – Motorem rozwoju w dalszym ciągu jest budownictwo kubaturowe w Polsce, które odpowiada za 80 proc. przychodów.

W ramach zamówień kubaturowych firma buduje m.in. biurowce, szpitale i centra handlowe. Większość zleceń pochodzi od instytucji prywatnych.

– Budownictwo kubaturowe w ciągu najbliższych pięciu lat będzie motorem naszych przychodów – zakłada Grzeszczak. – Ale widzimy też duży progres w krajowym budownictwie inżynieryjnym i energetycznym. Tutaj narastająco przychody w I-III kwartale były na poziomie odpowiednio 88 mln zł i 80 mln zł. W stosunku do ubiegłego roku wzrosty są ogromne: o 80 i 70 proc.

Jak podkreśla, potwierdzają to również dobre wyniki należącej do Erbudu spółki PBDI, działającej w sektorach budownictwa inżynieryjnego i drogowego.

Głównym źródłem przychodów Erbudu, inaczej niż większości firm budowlanych, nie będą zamówienia publiczne w ramach nowej perspektywy unijnej (tylko program Infrastruktura i Środowisko zakłada wydatki na poziomie około 100 mld zł, a kontrakty w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych – kolejne ok. 100 mld zł).

– W zamówieniach publicznych Erbud ma obecnie tylko 14 proc. W przyszłości również nie przewidujemy, aby była to główna ścieżka dopływu kontraktów. Dzięki temu, że konkurencja z pewnością weźmie w nich udział, wydaje nam się, że będziemy mieli łatwiejszy dostęp do sektora prywatnego. Pomoc UE wpłynie więc pośrednio na naszą kondycję – tłumaczy prezes giełdowej spółki.

Taka decyzja to efekt dobrych doświadczeń ze współpracy z sektorem prywatnym.

– Są projekty, na których dobrze zarobiliśmy, ale są też takie, które są dla nas problematyczne – precyzuje prezes Erbudu. – 14-proc. udział zamówień publicznych w naszym portfelu ma uzasadnienie, ale nie stanowi już dla niego zagrożenia. Obecnie kredyty są tanie, więc inwestor prywatny ma łatwy dostęp do pieniędzy i współpraca dobrze się układa. Naszym zdaniem w ciągu najbliższych pięciu latach nie powinno być z tym problemów. Pod koniec pięciolatki może być trudniej.

Elementem przedsiębiorstwa, który wymaga wzmocnienia, zdaniem prezesa, jest rentowność na poziomie EBIT (zysk operacyjny przed opodatkowaniem). Obecnie wynosi ona 2,5 proc. Zarząd planuje podniesienie jej do poziomu ok. 3-4 proc.

– W tej chwili konkurencja jest duża, dlatego jest to trudne do zrobienia – zastrzega Dariusz Grzeszczak. – Jeżeli jednak uda nam się zwiększyć przychody w energetyce i budownictwie inżynieryjnym, to istnieje w najbliższych latach taką możliwość. Myślę, że docelowo przekroczymy 3 proc.

Przedsiębiorstwo planuje również zwiększenie wpływów z eksportu. Należąca do grupy niemiecka firma GWI w przyszłym roku przewiduje podniesienie przychodów o jedną piątą.

– W tej chwili budujemy w Niemczech 80 mieszkań, które później będziemy wynajmować i sprzedawać – mówi Grzeszczak. – Dzięki temu, mam nadzieję, poprawi się rentowność budowlana spółki niemieckiej. W Polsce widzimy, że budownictwo deweloperskie ma dobre przychody oraz zyski. Zakładamy, że w przyszłym roku będziemy sprzedawać projekt w Poznaniu. Będzie to jednorazowy, ale duży zysk.

Pod koniec trzeciego kwartału firma miała na kontach ponad 90 mln zł gotówki. Dysponuje również liniami kredytowymi do wysokości 750 mln zł.

– Bardzo dobrze współpracujemy z bankami, ubezpieczycielami, nie mamy problemów z liniami gwarancyjnymi, kredytowymi – przekonuje prezes Erbudu. – Mamy nadzieję, że w przyszłości ta dobra współpraca będzie procentowała.

Po trzech kwartałach br. przychody firmy wyniosły 1,14 mld zł (wzrost o 38 rok do roku), zysk operacyjny – 26 mln zł (wzrost o 27 proc.), a zysk netto – 15,6 mln zł (+50 proc.).

Ciech inwestuje w segment organiczny. Stworzy nowe centrum badawczo-rozwojowe

0

CEO Magazyn Polska

Organika-Sarzyna, która produkuje m.in. środki ochrony roślin i żywice, ma być filarem segmentu organicznego w Grupie Chemicznej Ciech. Zakład w Nowej Sarzynie czeka restrukturyzacja, której jednym z elementów będzie utworzenie nowoczesnego centrum ukierunkowanego na badania i rozwój (R&D).

Zamierzamy istotnie zrestrukturyzować tę część grupy – zapowiada Dariusz Krawczyk, prezes zarządu Ciech SA. – Jednym z jej elementów będzie utworzenie w Nowej Sarzynie centrum R&D z prawdziwego zdarzenia. Już zatrudniliśmy odpowiednich menedżerów, uruchomiliśmy projekt, przeznaczyliśmy na ten cel określone środki finansowe i poszukujemy około 20 naukowców, specjalistów, którzy będą mogli w tym centrum pracować.

Głównym zadaniem ośrodka, jak wskazuje prezes Dariusz Krawczyk, ma być przygotowywanie nowych produktów oraz doskonalenie już wprowadzonych na rynek tak, aby spełniały oczekiwania klientów w najwyższym stopniu.

Chcemy także, aby w ramach centrum działał zespół wsparcia technicznego, który będzie razem z naszymi handlowcami odwiedzał klientów, wsłuchiwał się w ich oczekiwania i podpowiadał pewne rozwiązania w zakresie zastosowania naszych produktów – zapowiada prezes Krawczyk. – Przede wszystkim zależy nam jednak na tym, aby zespół słuchał sygnałów dochodzących z rynku i wdrażał nowe produkty w odpowiedzi na pojawiające się potrzeby.

W podkarpackiej spółce w październiku zakończyła się rozbudowa instalacji do produkcji nasyconych żywic poliestrowych, dzięki czemu możliwe jest zwiększenie dostaw do klientów w kraju i za granicą.

Założone w 1937 roku Zakłady Chemiczne Organika-Sarzyna wchodzą w skład grupy Ciech od 20 grudnia 2006 roku, kiedy weszła w życie umowa sprzedaży 80 proc. akcji zakładu przez Naftę Polską. W czerwcu ubiegłego roku w wyniku procesu nabywania akcji pracowniczych oraz objęcia walorów Skarbu Państwa udział procentowy Ciech SA w kapitale zakładowym spółki osiągnął 99,64 proc. Firma jest czołowym dostawcą środków ochrony roślin, żywic poliestrowych i jedynym w kraju wytwórcą żywic epoksydowych wykorzystywanych w produkcji m.in. farb i lakierów.

Prognozy wzrostu PKB są nieco gorsze, ale twarde dane okazują się lepsze od przewidywań

Tempo wzrostu produktu krajowego brutto w Polsce delikatnie spadnie w kolejnych kwartałach – wynika z prognoz międzynarodowych instytucji finansowych. Przyczyną jest nie najlepsza kondycja gospodarcza Europy Zachodniej, gdzie polskie firmy sprzedają większość eksportowanych towarów. Na razie jednak odczyty zaskakują pozytywnie.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy ocenia, że polski PKB i w tym, i w przyszłym roku wzrośnie o 3 proc., choć jeszcze w październiku oceniał, że tegoroczny wzrost sięgnie 3,2 proc. Ekonomiści banku UBS prognozy tempa polskiego wzrostu obniżyli o 0,1 proc. Nieco niższe są też najnowsze prognozy Komisji Europejskiej (3,1 proc.) i Narodowego Banku Polskiego (3,2 proc.).

– Zwolnienie tempa rozwoju gospodarczego o 0,1 punktu procentowego jest spowodowane czynnikami zewnętrznymi, dlatego że jest to związane z obniżeniem eksportu w wartościach netto  mówi agencji informacyjnej Newseria Olgierd Dziekoński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

Jak ocenia Komisja Europejska, wzrost PKB strefy euro w tym roku nie przekroczy 0,8 proc, podczas gdy wcześniej oczekiwano, że sięgnie on 1,2 proc. Tymczasem 70 proc. wartości polskiego eksportu jest lokowane w Unii Europejskiej, w tym w strefie euro. Ta zaś ma swoje problemy gospodarcze, które spowodowały, że tempo jej wzrostu słabnie.

To jest związane z sytuacją na wschodzie Ukrainy, to są kwestie relacji gospodarczych z Rosją, to jest również pewne spowolnienie wzrostu gospodarczego w Chinach tłumaczy Olgierd Dziekoński. Chiny są dosyć istotnym rynkiem dla niektórych państw europejskich, z którymi Polska jest bardzo związana gospodarczo, np. dla Niemiec.

Na tle słabych wyników państw zachodnich prognozy wzrostu dla Polski, utrzymujące się w okolicach 3 proc., wskazują na przyzwoitą kondycję naszej gospodarki. Zresztą ostatnie dane o PKB pokazują, że może być ona w lepszej formie niż wieszczą ekonomiści. W III kw. wzrost wyniósł 3,3 proc. rok do roku, podczas gdy oczekiwano wyniku w granicach 2,6-3,2 proc. W dodatku zrewidowano w górę o 0,2 pkt proc. odczyt za II kwartał.

– Mamy bardzo silny wzrost zarówno w sektorze gospodarstw domowych, jak i popytu wewnętrznego ocenia sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP. – Popyt wewnętrzny trwale rośnie, a to jest dobry sygnał dla Polski. Obniżenie wartości eksportu netto wynika z sytuacji w strefie euro, która jak wydaje się po ostatnich ocenach Komisji Europejskiej, nie nabiera takiego tempa, jakiego byśmy oczekiwali. 

Obecna kondycja polskiej gospodarki opiera się na trzech filarach. Obok odbijającego się popytu wewnętrznego oraz rosnących wydatków polskich gospodarstw domowych wspierają ją też inwestycje związane z pieniędzmi z budżetu Unii Europejskiej. Trwają przygotowania do rozdysponowania środków z funduszy na lata 2014-2020, a w przyszłym roku zaczną być one wydawane.

Stopa zwrotu inwestycji w sposób znaczący w Polsce zaczyna przyspieszać, w szczególności w sektorze inwestycji publicznych podkreśla minister Dziekoński. Ponad 4 proc. inwestycji w odniesieniu do PKB to jest mniej więcej dwa razy tyle aniżeli średnia Unii Europejskiej. To z pewnością będzie miało i ma wpływ na budowanie trwałego wzrostu gospodarczego w Polsce.

Polska odnotowała najwyższy wzrost PKB w Unii Europejskiej

W trzecim kwartale tego roku produkt krajowy brutto Polski był o 3,3% wyższy niż przed rokiem – podał Główny Urząd Statystyczny. Opublikowane dziś dane o niewyrównanym sezonowo wzroście PKB były nieco niższe niż w drugim i pierwszym kwartale (3,5% i 3,4%). Jednocześnie, jest to najlepszy trzeci kwartał od 2011 r. Ekonomiści spodziewali się dziś odczytu na poziomie 2,7%-2,8%, więc można mówić o sporej niespodziance.

– Nie było chyba ekonomisty, który nie oczekiwałby wyniku słabszego niż kwartał wcześniej (0,7% kdk i 3,4% rdr). Pesymistyczne prognozy nie wzięły się znikąd: niemal wszystkie dane makroekonomiczne za poprzednie miesiące były słabe i jednoznacznie wskazywały na osłabienie koniunktury. Przypuszczalnie, za pozytywną niespodziankę odpowiadał wzrost zapasów – komentuje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Polska najlepsza w Europie

Wśród krajów UE, które przekazały wstępne szacunki PKB, najszybszy wzrost (3,4% rdr) odnotowano w Polsce. Drugie miejsce z wynikiem 3,3% zajęła Rumunia, a podium najszybciej rosnących europejskich gospodarek uzupełniły Węgry z wynikiem 3,1%. Tuż za nimi znalazła się Wielka Brytania, rosnąca w tempie 3,0% rdr. Dwie największe gospodarki eurolandu – Niemcy i Francja – pozostawały w stagnacji, ze wzrostem gospodarczym wynoszącym odpowiednio 1,2% i 0,4%.

– Polskie dane o PKB są trochę zaskakujące, ale pamiętajmy, że niedawno zmieniła się metodologia i teraz odrobinę większy wpływ na końcowy odczyt ma szara strefa. Do tego dochodzi taniejące paliwo, które pobudza do większej aktywności gospodarczej. W okresie wyborczym zwiększają się też nakłady sektora publicznego np. w administracji wypłaca się nagrody i premie, które w znakomitym stopniu szybko są konsumowane. Dlatego dobry wynik w III. kw niekoniecznie musi być sygnałem, że sytuacja się trwale poprawia. Dla przeciętnego obywatela nie ma to większego znaczenia – pensje realnie zaczną rosnąć dopiero, gdy dynamika PKB przekroczy ok. 3,7%-4%. W tym momencie podwyżki raczej są nieodczuwalne, aczkolwiek na skutek deflacji i niskich stóp procentowych powinniśmy mieć więcej pieniędzy w portfelach – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Rynek kolorowych kosmetyków w Polsce jest wart rocznie 708 milionów zł

Warszawa, 14 listopada 2014 r. – Z danych Panelu Indywidualnego GfK wynika, że w okresie od września 2013 do sierpnia 2014 roku rynek kosmetyków kolorowych w Polsce zanotował 14-procentowy wzrost w ujęciu wartościowym i prawie 11-procentowy wzrost w ujęciu ilościowym w porównaniu do poprzedniego analogicznego okresu.

Analizowana kategoria kosmetyków kolorowych obejmuje kosmetyki do twarzy (podkłady, bazy, róże, pudry), do oczu (tusze, kredki, eyelinery, odżywki, bazy do rzęs, cienie – bez palet) i do ust (pomadki, szminki, błyszczyki, kredki, konturówki).

W monitorowanym okresie najwięcej zakupów produktów z kategorii kosmetyków kolorowych dokonywały kobiety, generując tym samym 93 proc. wartości całego rynku. W ciągu całego roku co druga Polka zakupiła kosmetyk do makijażu, dokonując zakupów tej kategorii z częstotliwością prawie raz na 4 miesiące.

Największy udział w kategorii kosmetyków kolorowych w ujęciu wartościowym miały kosmetyki kolorowe do twarzy (45 proc.). Kosmetyki do oczu i do ust zanotowały odpowiednio 39 i 16 proc. udziału. Z kolei największy wzrost w tym ujęciu zanotował segment kosmetyków do oczu (+19 proc.). W porównaniu do poprzedniego analogicznego okresu, zwiększyła się również liczba kobiet, które przynajmniej raz dokonały zakupu kosmetyków do oczu (wzrost o 2,3 proc.).

Kosmetyki kolorowe najczęściej kupowały kobiety w wieku 30-49 lat, generując tym samym 47 proc. wartości całego rynku wśród kobiet.

Udział kosmetyków kolorowych kupowanych w promocjach wyniósł w analizowanym okresie 49 proc. wartości wszystkich zakupów tej kategorii wśród Polek. Kosmetyki w promocji kupowały najczęściej kobiety do 29 roku życia. Ponadto przeciętna przedstawicielka tej grupy wiekowej wydawała w ciągu roku na kosmetyki kolorowe o 14 zł więcej niż starsze kobiety (30-49 lat).

Pod względem miejsc zakupu i kanałów sprzedaży, produkty z kategorii kosmetyków kolorowych kupowane były najczęściej w drogeriach/ perfumeriach/sklepach chemiczno-kosmetycznych (40 proc. kobiet przynajmniej raz dokonało tam zakupu kosmetyków do makijażu), dyskontach (9,6 proc.) oraz bezpośrednio u konsultantek (6,5 proc.).

Aleksandra Pyrkosz, analityk kategorii w dziale Consumer Panel Services, komentuje: „76 proc. rocznego budżetu przeznaczonego na kosmetyki kolorowe Polki zostawiły w drogeriach/perfumeriach/sklepach chemiczno-kosmetycznych. Udział ten mógł zwiększyć się w stosunku do poprzedniego okresu głównie dzięki rosnącej liczbie drogerii sieciowych. Co ciekawe, najwięcej pieniędzy w przeliczeniu na jednorazowy akt zakupu Polki przeznaczyły na zakupy przez Internet (40 zł). Udział tego kanału sprzedaży wciąż jednak utrzymuje się na niskim poziomie. Średnie wydatki na pojedyncze zakupy tej kategorii u konsultantki wyniosły 27 zł, a podczas zakupów w kanale handlu detalicznego – 12 zł”.

O badaniu
Powyższe analizy powstały na podstawie danych pochodzących z Panelu Indywidualnego GfK Polonia. Jego próbę stanowi 11 tys. osób indywidualnych, zbierających dane za pomocą skanerów i raportujących o dokonywanych przez siebie zakupach produktów FMCG, reprezentujących 29 997 tys. Polaków powyżej 15 roku życia.

Zarobki w gastronomii – najmniej dla barmana, najwięcej dla piekarza

Według danych GUS spośród wybranych zawodów związanych z gastronomią najmniej w 2012 roku zarabiali barmani. Wynagrodzenia połowy z nich nie przekraczały 1 500 PLN – czyli wysokości płacy minimalnej w roku badania.

Najprawdopodobniej jednak w większości przypadków płaca wykazywana w sprawozdaniach, z których korzystał GUS, stanowiła jedynie część faktycznych przychodów. Specyfika zawodu barmana jest taka, że pracownicy na tym stanowisku często dostają napiwki, które czasami mogą przewyższać ich podstawowe wynagrodzenie.

Na dodatki do wynagrodzenia w postaci napiwków od zadowolonych klientów mogą również liczyć kelnerzy. Wynagrodzenie całkowite wynikające z umowy w 2012 roku co drugiego kelnera przekraczało 1 790 PLN. Mediana wynagrodzenia całkowitego brutto cukierników w 2012 roku wynosiła 1 749 PLN, a ich budżetu raczej nie podreperowały napiwki.

Dwa najlepiej opłacane zawody, to kucharz i piekarz. Mediana ich wynagrodzeń w 2012 roku przekraczała 2 000 PLN odpowiednio o 7 i 42 PLN.

Na potrzeby artykułu korzystaliśmy z wyników badania Głównego Urzędu Statystycznego. Badanie struktury wynagrodzeń według zawodów przeprowadzane jest przez GUS co dwa lata. Najnowsze wyniki, opublikowane w 2014 roku, obejmują osoby zatrudnione na umowę o pracę, na pełen lub część etatu, w firmach zatrudniających powyżej 9 osób. Badanie przeprowadzono w październiku 2012 roku na próbie 725 tys. pracowników.

 

Nadzór rynku – raport UOKiK

Ponad 17 tys. skontrolowanych wyrobów, spośród których niemal 30 proc. nie spełniało stawianych im zasadniczych wymagań – to efekt kolejnego roku funkcjonowania systemu nadzoru rynku w Polsce. Działa on od naszego przystąpienia do Unii Europejskiej

Wypowiedź Pawła Ratyńskiego z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na temat znaku CE

Znak CE na produkcie – dla konsumenta kupującego w dowolnym państwie Unii Europejskiej oznacza bezpieczeństwo użytkowania. Stanowi on deklarację producenta, że wprowadzany przez niego do obrotu wyrób spełnia zasadnicze wymagania obowiązujące w całej Unii Europejskiej. Ujednolicone przepisy dotyczą ponad trzydziestu grup produktów – m. in. urządzeń elektrycznych (w tym sprzętu elektronicznego i AGD), zabawek, środków ochrony osobistej, materiałów budowlanych, maszyn i wind. Z kolei dla przedsiębiorców korzystne jest to, że produkty zgodne z zasadniczymi wymaganiami mogą bez ograniczeń wprowadzać na rynek europejski.

System nadzoru rynku w Polsce działa od przystąpienia do UE i jest monitorowany przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który współpracuje z wyspecjalizowanymi organami prowadzącymi kontrole. Są to: Inspekcja Handlowa, Państwowa Inspekcja Pracy, Urząd Komunikacji Elektronicznej, Inspekcja Ochrony Środowiska, Urząd Transportu Kolejowego, Nadzór Budowlany, Wyższy Urząd Górniczy, Urzędy Morskie oraz Inspekcja Transportu Drogowego .

Raport z działania systemu

W roku 2013 i pierwszym półroczu 2014 skontrolowano łącznie 17 308 wyrobów, kwestionując 5 111 (blisko 30 proc.) z nich. Najczęściej zastrzeżenia wzbudzały: zbiorniki i urządzenia ciśnieniowe, dźwigi, maszyny, sprzęt radiowy i telekomunikacyjny, urządzenia spalające paliwa gazowe, niskonapięciowe urządzenia elektryczne i zabawki.

Wobec wyrobów, które nie spełniały wymagań lub stwarzały zagrożenie wszczęto 610 postępowań administracyjnych. Cieszy fakt, że w 570 przypadkach przedsiębiorcy podjęli skuteczne działania naprawcze.

W ramach systemu nadzoru Urząd prowadzi także rejestr wyrobów niezgodnych z zasadniczymi, szczegółowymi lub innymi wymaganiami i uczestniczy w Europejskim Systemie Szybkiej Wymiany Informacji o Produktach Niebezpiecznych RAPEX .  W okresie objętym raportem Prezes UOKiK wpisał 68 wyrobów do rejestru – głównie sprzęt elektryczny i zabawki (odpowiednio 22 i 32 wyroby i przekazał do pozostałych krajów Unii 40 zawiadomień o wyrobach zagrażających konsumentom (19 z nich to zabawki i artykuły dziecięce). W tym samym czasie 139 produktów, które przestały stwarzać zagrożenie zostało usuniętych z rejestru.

Szczegółowe dane znaleźć można w raporcie na stronie UOKiK. Ogólne informacje na temat bezpieczeństwa produktów można znaleźć w sprawozdaniach z działalności Inspekcji Handlowej i Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Produkt nie spełnia wymagań – jak zgłosić

W każdym wypadku, gdy mamy podejrzenia, że produkt może stwarzać zagrożenie, możemy sprawdzić, czy nie znajduje się on w rejestrze wyrobów niezgodnych z wymaganiami na stronie internetowej lub w w Europejskim Systemie Szybkiej Wymiany Informacji o Produktach Niebezpiecznych RAPEX .  Można również zgłosić się do Inspekcji Handlowej, której dane znajduja na stronie Urzędu, a także zawiadomić UOKiK, korzystając ze specjalnego formularza.

Za miesiąc na tory wyjadą Pendolino

Za miesiąc na tory wyjadą pierwsze pociągi Pendolino. 14 grudnia oficjalnie wystartuje nowa kategoria pociągów PKP Intercity – Express InterCity Premium. Wprowadzenie szybkich pociągów pasażerskich oraz trwające duże inwestycje kolejowe spowodowały utrudnienia w ułożeniu rozkładu satysfakcjonującego wszystkich przewoźników, ale jak zapewnia Urząd Transportu Kolejowego, wkrótce nastąpi długoterminowa poprawa przepustowości.

Myślę, że to przede wszystkim dobra informacja dla pasażerów, którzy będą mogli skorzystać z nowego rodzaju taboru, którym jest Pendolino. Oczywiście są pewne sygnały wskazujące, że problemy z ułożeniem rozkładów jazdy związane są z Pendolino. Myślę jednak, że to trzeba wiązać z czym innym: ze zwiększeniem na pewnych trasach częstotliwości przejazdów różnych rodzajów pociągów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Dyl, prezes Urzędu Transportu Kolejowego.

Dyl przypomina, że przepustowość niektórych kluczowych linii kolejowych jest zmniejszona ze względu na trwające inwestycje. UTK rozpoczęło już dyskusję na temat poprawy możliwości operacyjnych szczególnie w węźle śląskim i trójmiejskim. Pendolino pojadą zarówno do Katowic, jak i do Gdańska, a obydwa te węzły mają też duże znaczenie dla ruchu regionalnego i towarowego.

Zgodnie z polskim prawem priorytet przy ustalaniu rozkładów jazdy mają pociągi kwalifikowane, czyli dalekobieżne połączenia obsługiwane przez PKP Intercity. Najważniejszymi wśród nich są wprowadzane połączenia EIC Premium, czyli Pendolino.

Dzisiaj kolej jest jednym wielkim placem budowy, dlatego są pewnego rodzaju objazdy. Ale rozmawiamy na temat węzła na Śląsku i węzła trójmiejskiego. Opublikowaliśmy raport, który rozpoczyna dużą dyskusję. Wiem, że zmieniono priorytety związane z inwestycjami w trójmiejskim węźle, co ma skutkować długoterminową poprawą – podkreśla Dyl.

Na utrudnienia w planowaniu własnych rozkładów jazdy w związku z priorytetem dla Pendolino skarżą się przede wszystkim przewoźnicy regionalni dowożący pasażerów do miast, przez które będą przejeżdżać te pociągi. Uwagi zgłaszały m.in. władze województwa opolskiego i małopolskiego, a także Koleje Mazowieckie. Niewystarczająca przepustowość oraz większe odstępy potrzebne do zapewnienia bezpieczeństwa nowych, szybkich pociągów wpływają na gorsze godziny połączeń, którymi wielu ludzi dojeżdża codziennie do pracy lub szkoły.

PKP PLK rozważa możliwość poprawy częstotliwości podróżowania pasażerów i jazdy pociągów na obecnej infrastrukturze – zapewnia Dyl.

Poza tym trwające remonty zmniejszają przepustowość m.in. Centralnej Magistrali Kolejowej – linii łączącej Warszawę z Krakowem i Śląskiem, a dalej Wrocławiem. Zamiar podniesienia prędkości minimalnej na CMK również może wywołać utrudnienia dla przewoźników towarowych.

Polskie lotniska potrzebują środków unijnych na dostosowanie się do międzynarodowych wymagań

Polskie lotniska mogą mieć problemy ze sfinansowaniem wymaganych przepisami modernizacji dróg startowych bez udziału środków unijnych. Większość lotnisk musi spłacać zadłużenia zaciągnięte na inwestycje w ostatnich latach, a do 2018 r. Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego (ICAO) wymaga zmiany parametrów pasów. W krajowych priorytetach na lata 2014-2020 lotnictwo jest jednak za innymi środkami transportu, dlatego porty lotnicze szukają nowych źródeł przychodów.

Obecnie inwestycje są finansowane z trzech źródeł, czyli z własnych środków wypracowanych przez porty, ze środków Unii Europejskiej i środków zewnętrznych. Część portów emitowała obligacje, część zaciągnęła kredyty na inwestycje. W przyszłej perspektywie finansowej Unia daje możliwość rozbudowy infrastruktury portów, ale w naszych priorytetach krajowych porty dzisiaj nie są brane pod uwagę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Tomasik, prezes zarządu Związku Regionalnych Portów Lotniczych oraz prezes lotniska w Katowicach.

Do 2018 r. polskie lotniska muszą dostosować się m.in. do wymogów ICAO dotyczących tzw. niwelety, czyli nachylenia podłużnego dróg startowych. Porty lotnicze będą musiały także wyrównać drogi kołowania, a nawet płyty postojowe. Jak przekonuje Urząd Lotnictwa Cywilnego, obecnie wymogi spełniają jedynie lotniska w Lublinie i częściowo w Warszawie, a wkrótce także w Katowicach.

Katowice od początku przyszłego roku zakończą bowiem duży program inwestycyjny związany z płaszczyznami lotniskowymi.

Praktycznie wszystkie inwestycje oddamy do użytkowania w pierwszej połowie przyszłego roku. Będzie to droga startowa, nowe płyty postojowe dla cargo, płyta do odladzania, drogi kołowania i ważna inwestycja nowy terminal przylotowy – wylicza Tomasik.

Inne lotniska jednak muszą znaleźć środki na przeprowadzenie niezbędnych inwestycji. Tomasik podkreśla, że najlepszym źródłem są środki unijne. Są one dostępne, jednak Polska zadecydowała, że w nowej perspektywie unijnej będzie stawiać na inne środki transportu. Tomasik ma nadzieję, że decyzja ta zostanie zmieniona.

Mam nadzieje, że można to zmienić, że ten priorytet się pojawi, dlatego że jest wiele inwestycji, które musimy zrealizować do 2020 roku – podkreśla prezes ZRPL. ‒ Modernizacja pasów będzie kosztowała kilkaset milionów złotych, a porty są zadłużone, dlatego że wybudowaliśmy infrastrukturę, która jest dzisiaj wykorzystywana przez pasażerów. W związku z tym zdolności kredytowe i zdolności do rozwoju są dużo mniejsze, niż były przed realizacją tych inwestycji. Niezbędne jest więc współfinansowanie tych inwestycji ze środków Unii Europejskiej.

Równocześnie porty lotnicze muszą jednak szukać nowych źródeł przychodów. Dla Katowic to m.in. ruch towarowy. Jak zapowiada Tomasik, wkrótce port lotniczy podpisze umowę z wykonawcą nowego terminalu cargo. Będzie on miał łącznie 12 tys. mkw., w tym 2 tys. mkw. biur. Obiekt ma zostać oddany do użytku w 2016 r.

Jak ocenia Tomasik, cargo lotnicze nie jest łatwym rynkiem, bo przewozy są skoncentrowane w największych hubach. Ale dzięki konsekwentnej strategii lotniska w Katowicach w tym roku obsłuży ono ok. 20 tys. ton frachtu. To niemal 100-proc. wzrost w stosunku do ubiegłego roku – w całym 2013 r. Katowice odprawiły ok. 10,8 tys. ton. W pierwszym półroczu br. Katowice, wyłączając Warszawę, zdecydowanie dominowały w tym sektorze, odprawiając ok. trzykrotnie więcej ładunków niż następny port regionalny, czyli Gdańsk.

Więcej ofert pracy na portalach rekrutacyjnych. W okresie przedświątecznym ich liczba jeszcze wzrośnie

Na portalach rekrutacyjnych w tym roku jest więcej ofert. Branże takie jak IT czy produkcja stale poszukują nowych pracowników, inne – zgłaszają większe zapotrzebowanie w określonych miesiącach. W najbliższych tygodniach portale spodziewają się natężenia ofert dla pracowników sezonowych. Skuteczność tego typu serwisów jest coraz większa. Ponad połowa zarejestrowanych była na chociaż jednej rozmowie kwalifikacyjnej, a jedna trzecia znalazła dzięki nim pracę.

Poczynając od końca września, liczba ofert nieco spada ze względu na sezonowość prac letnich. Aczkolwiek w tym roku nie widzimy dużych spadków – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Jurkiewicz, dyrektor generalny portalu infoPraca.

Potwierdzają to również statystyki resortu pracy. Bezrobocie spada już dziewiąty miesiąc z rzędu i w październiku wyniosło 11,3 proc. Od początku roku zmniejszyło się o 475 tys. osób.

W całym roku widać ożywienie i jest ono związane z samym rozwojem gospodarki i wzrostem dynamiki zarówno pod względem PKB, jak i zatrudnienia. W związku z tym też pojawia się coraz więcej ofert pracy, również na portalach rekrutacyjnych – podkreśla Marek Jurkiewicz.

Jak wynika z Licznika rynku infoPraca, w III kwartale największy wzrost zapotrzebowania na pracowników odnotowała branża przemysłowa – ofert pracy było ponad 5 tys., co oznacza ponad 20 proc. wzrost względem II kwartału.

Są też branże, które cały czas szukają pracowników, mowa o IT i centrach usług wspólnych – zaznacza Jurkiewicz.

W III kwartale ogłoszeń z branży IT było ponad 4,2 tys. Poprawiła się sytuacja w budownictwie (wzrost o 29 proc. do blisko 1,9 tys. ofert).

Widzimy zdecydowaną korelację rynku pracy z działalnością portali. Wzrost produkcji powoduje, że stanowiska produkcyjne i specjalistyczne są dużo częściej poszukiwane niż dotychczas – mówi dyrektor portalu infoPraca.

W najbliższych tygodniach portale spodziewają się wielu nowych ofert dla pracowników sezonowych.

To będą oferty pracy związane z promocjami i wzrostem zapotrzebowania na pracowników w marketach, przy akcjach promocyjnych, akcjach świątecznych, ofert dla Mikołajów – wymienia Jurkiewicz.

Portale rekrutacyjne stają się coraz popularniejszym narzędziem w poszukiwaniu pracy. Z badań przeprowadzonych przez serwis infoPraca wynika, że 60 proc. respondentów ma konta na co najmniej trzech takich portalach. Ok. 44 proc. zarejestrowanych korzysta z portali pracy każdego dnia.

W tej chwili mamy około miliona aktywnych użytkowników w skali miesiąca. Gdybyśmy dodali użytkowników innych portali, to te liczby będą kształtowały się w okolicach kilku milionów. Ofert pracy na naszym portalu jest ponad 20 tys., na portalach konkurencyjnych też jest ich tysiące – mówi Marek Jurkiewicz.

Zdecydowana większość użytkowników uważa, że portale są bardzo skuteczne. Ponad połowa z nich dzięki nim umówiła się na rozmowę kwalifikacyjną. Jedna trzecia znalazła zatrudnienie.

Na portalach rekrutacyjnych można znaleźć nie tylko oferty pracy, lecz także porady pomocne przy poszukiwaniach pracy. Eksperci doradzają, jak poprawnie napisać CV czy list motywacyjny oraz jak zaprezentować się podczas rozmowy. Korzysta z tego ponad połowa ankietowanych przez infoPracę. Dla 47 proc. istotne są raporty wynagrodzeń, które pozwalają zweryfikować swoje oczekiwania finansowe.

Dlaczego odbiorcy gospodarstw domowych wolą przepłacać za energię?

Chociaż możliwość zmiany sprzedawcy energii funkcjonuje w Polsce już od siedmiu lat, to nadal nie jest zbyt popularna wśród odbiorców grupy taryfowej G. Co zniechęca polskich konsumentów do dokonania zmiany, skoro niejednokrotnie niesie ona za sobą realne korzyści finansowe?

Według ostatniego monitoringu Urzędu Regulacji Energetyki, do tej pory z prawa do zmiany sprzedawcy energii skorzystało w Polsce niewiele ponad 220 tys. gospodarstw domowych, z czego ponad 88 tys. dokonało jej w tym roku. Wynika z tego, że zmiany na rynku energetycznym idą w dobrym kierunku, jednak w stosunku do funkcjonujących 15 mln gospodarstw domowych, liczba ta jest nadal niewielka. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka.

Jedną z nich jest między innymi niski poziom świadomości wśród konsumentów, co do możliwości zmiany sprzedawcy energii. Odbiorcy gospodarstw domowych nie mają wpływu na dobór dystrybutora, ale w wyniku liberalizacji rynku energetycznego, od 2007 roku zyskali prawo do zmiany sprzedawcy energii. – Polscy konsumenci powinni pamiętać, że energia elektryczna jest produktem, tak samo jak chleb czy mleko i mogą ją nabyć od wybranego przez nich sprzedawcy, który oferuje najkorzystniejsze warunki umowy – mówi Krzysztof Noga – prezes zarządu DUON Marketing and Trading S.A, alternatywnego dostawcy energii i gazu.

Sama zmiana sprzedawcy nie jest skomplikowana. Procedura została ujednolicona i składa się z kilku kroków. Dodatkowo, jeśli umowa z nowym sprzedawcą zostanie zawarta poza lokalem przedsiębiorcy i jej zapisy po lekturze nie odpowiadają odbiorcy, ma on prawo do  rozwiązania umowy w ciągu dziesięciu dni.

Nieczytelne rachunki

Jednak w sytuacji, kiedy konsument ma wiedzę na temat prawa do zmiany sprzedawcy i chciałby obliczyć potencjalne oszczędności z tytułu zmiany, trafia na nieprzyjazny system rozliczeń w postaci skomplikowanej faktury. Jak potwierdza Federacja Konsumentów, konsumenci  zgłaszają, że treść oraz liczby dotyczące obliczeń zużytej energii na rachunkach są dla nich niezrozumiałe. Uniemożliwia to nie tylko samodzielne oszacowanie ewentualnych oszczędności, ale również weryfikację prawidłowości wyliczenia kwoty do zapłaty za zużytą energię.

Niektórzy sprzedawcy energii elektrycznej, mając świadomość trudności, jakie napotyka konsument, oferują pomoc w analizie rachunku, a także w doborze odpowiedniej taryfy. – Każdy, kto prześle za pomocą specjalnego elektronicznego formularza DUON fakturę za energię, może liczyć na jej szczegółową analizę. Dodatkowo dowie się, ile może zaoszczędzić w skali roku, zmieniając sprzedawcę. Uczestnicy akcji otrzymają gadżet – przenośną ładowarkę power bank – mówi Krzysztof Noga.

DUON to wiodący niezależny sprzedawca gazu ziemnego i energii elektrycznej. Jedna z najszybciej rozwijających się spółek obrotu w Polsce. Początki firmy sięgają 2000 roku, zaś obecna forma – Grupa DUON S.A. – funkcjonuje od 2012 roku, z powodzeniem zdobywając rynek sprzedaży energii i gazu.

DUON posiada własną infrastrukturę służącą dostawom gazu, pozyskiwanego zarówno z Polski, jak i zagranicy. Do ponad 400 km gazociągów Grupy jest przyłączone niemal 4000 klientów. W ramach segmentu obrotu Grupa DUON sprzedaje gaz ziemny i energię elektryczną odbiorcom końcowym na zasadzie Third Party Access.

Polska rodzina chce wydać w tym roku na Święta ok. 1.160 zł

Tegoroczne świąteczne wydatki Polaków będą wyższe o 13 proc. w stosunku do ubiegłego roku. Jest to najwyższy procentowy wzrost w Europie. Na prezenty, jedzenie oraz spotkania z najbliższymi polska rodzina planuje wydać prawie 1.160 zł. Polacy skoncentrują się przede wszystkim na praktycznych prezentach, które w większości kupią w tańszych sklepach. Najchętniej pod choinką zarówno ofiarowaliby, jak również sami chcieliby dostać książki. Upominki coraz częściej kupują przez Internet, ale wciąż największą popularnością cieszą się sklepy tradycyjne. Zakupy spożywcze Polacy zrobią najczęściej w dyskontach. Prawie 3/4 osób po prezenty wybierze się pomiędzy 1 a 24 grudnia. To najważniejsze wnioski płynące z 17. edycji badania przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte w 16 krajach europejskich i w RPA.

Polacy nie zamierzają ograniczać swojego budżetu świątecznego. Na tegoroczne wydatki planują przeznaczyć 13 proc. więcej niż wydali w ubiegłym roku. Zdaniem badanych, na bożonarodzeniowe prezenty, jedzenie oraz spotkania z najbliższymi w 2013 roku wydaliśmy rzeczywiście ok. 1. 028 zł (wobec wcześniejszych planów 1.126 zł). W tym roku kwota ta ma się zwiększyć do prawie 1.160 zł., czyli porównując wydamy nieco mniej niż wyniósł w 2013 roku przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny (tj. po odliczeniu kosztów stałych) na osobę w polskim gospodarstwie domowym – 1.299 zł.1

Bożonarodzeniowy średni budżet w przebadanych krajach2  wyniesie 1.847 zł. „Struktura wydatków układa się podobnie jak w Polsce – największa część zostanie przeznaczona na prezenty, najmniejsza natomiast na spędzanie czasu z bliskimi” – analizuje Magdalena Jończak, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

W Polsce, odwrotnie niż w roku ubiegłym, wydamy procentowo więcej pieniędzy na prezenty (40 proc.) niż na jedzenie (33 proc.). Udział wydatków na żywność nie uległ zmianie, ale wzrósł (z 30 % w 2013 roku na 40% w 2014 roku) udział wydatków na prezenty. W pozostałych badanych krajach wydatki na produkty spożywcze pochłoną średnio 26 proc. środków, a upominki 39 proc. We wszystkich państwach, które wzięły udział w badaniu świąteczne spotkania towarzyskie nie obejmą więcej niż 9 proc. całkowitego budżetu na Święta. Dla porównania w Polsce wydatki te nie przekroczą 8 proc.

Poza Wielką Brytanią, Niemcami oraz Danią, respondenci (osoby fizyczne) ze wszystkich krajów oceniają negatywnie obecną sytuację gospodarczą (ujemny wskaźnik optymizmu czyli nadwyżka opinii negatywnych nad pozytywnymi). „Pod względem nastrojów gospodarczych Europę możemy umownie podzielić na dwie części. Respondenci z Europy Południowej, którzy najboleśniej odczuli skutki kryzysu gospodarczego, bieżącą sytuację niezmiennie oceniają źle. Z kolei kraje Europy Północnej oraz Wschodniej zdają się być w lepszej formie. W Polsce widzimy spadek pesymizmu – wskaźnik optymizmu dla obecnej sytuacji gospodarczej wynosi – 29 p.p., a dla przyszłej minus 14 p.p.3” – mówi Jakub Rosiecki, Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Jedynie 1/5 Polaków lepiej ocenia swoją sytuację finansową w porównaniu do ubiegłego roku. Pozostała część głosów rozłożyła się niemal po równo pomiędzy tych, którzy uważają, że mają tyle samo pieniędzy co w zeszłym roku i tych, którzy deklarują, że dysponują mniejszym budżetem. Wyniki te są niemal identyczne jak w roku 2013. W ocenie przyszłych możliwości finansowych, Polacy są bardziej optymistyczni: 32 proc. twierdzi, że ich sytuacja finansowa się nie zmieni, a 24 proc. wierzy, że w przyszłym roku będzie posiadać więcej pieniędzy niż obecnie. „Jak jednak pokazują wyniki badania, nasz początkowy optymizm dotyczący przyszłości, w konfrontacji z późniejszą rzeczywistością nie sprawdza się. W 2013 roku 22 proc. Polaków zakładało, że w 2014 roku ich sytuacja się pogorszy, w rzeczywistości pogorszyła się dla 36 proc.” – mówi Magdalena Jończak.

Polacy, podobnie jak reszta badanych, deklarują, że postarają się nie kupować prezentów pod wpływem impulsu. 31% badanych mówi, że „w większym stopniu niż w zeszłym roku” skoncentruje się na praktycznych podarunkach, a 26% zakłada że „w większym stopniu niż w zeszłym roku” będzie robiła zakupy w tańszych sklepach.

36% Polaków (a średnio 41% respondentów we wszystkich badanych krajach) deklaruje, że będzie częściej niż przed rokiem szukało informacji o niższych cenach, specjalnych okazjach, rabatach czy bonach zakupowych w Internecie. Jedynie 6 proc. ankietowanych Polaków, częściej niż w roku poprzednim skorzysta z kredytów konsumpcyjnych oferowanych przez instytucje finansowe oraz sprzedawców detalicznych.

Najbardziej pożądany prezent, czyli co chciałbyś dostać pod choinkę?

Po roku przerwy, w Polsce wygrywają książki, które wybrało aż 42 proc. respondentów. Wyprzedziły one gotówkę (38 proc.), która była ubiegłorocznym zwycięzcą rankingu. Na trzecim miejscu tradycyjnie znajdują się kosmetyki i perfumy (27 proc.). W pierwszej dziesiątce najbardziej pożądanych prezentów świątecznych po raz pierwszy pojawiły się podarunki w formie wykupionych zabiegów upiększających, masaży oraz zabiegów w gabinetach odnowy biologicznej (np. bony spa). Może to wskazywać na to, że w Polsce rośnie zainteresowanie nowoczesnymi formami prezentów, jakimi są usługi. Spośród pozostałych badanych krajów, książki również okazały się najbardziej oczekiwanym prezentem m.in. we Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Włoszech i Niemczech. Co ciekawe, w większości przypadków, podobnie jak w Polsce, zastąpiły one na pierwszym miejscu pieniądze.

Lista najbardziej popularnych prezentów pod choinkę.

A jakimi prezentami zamierzamy obdarować naszych najbliższych? Pod tym względem także wygrywają książki, które wyprzedziły kosmetyki i perfumy oraz słodycze. Co więcej, respondenci aż z 14 spośród 17 państw biorących udział w badaniu, wskazali książki jako najczęściej kupowany prezent pod choinkę.

Wybierając prezenty dla dzieci, tradycyjnie myślimy przede wszystkim o ich rozwoju intelektualnym. Z tego powodu najchętniej kupujemy im zabawki edukacyjne i naukowe (27 proc.), a także książki (18 proc.) oraz zabawki kreatywne (16 proc.). Podobnie jak w zeszłym roku trzy najpopularniejsze prezenty dla nastolatków to książki, gry wideo i słodycze.

Jak pokazują wyniki badania większość respondentów nie zostawia wyboru odpowiednich upominków na ostatnią chwilę. „Co piąty badany deklaruje, że prezenty kupuje w listopadzie, a 43 proc. wybiera się na zakupy w pierwszej połowie grudnia. Wciąż jednak 30 proc. z nas zwleka z nimi do ostatnich dni przed Świętami. Pamiętajmy jednak, że powyższe wyniki to przedświąteczne deklaracje i chęci, które w konfrontacji z rzeczywistością mogą wyglądać nieco inaczej” – mówi Jakub Rosiecki.

Wyszukanie prezentu, porównanie oferty/produktu i zakup – sklep tradycyjny vs Internet

W poszukiwaniu prezentów Polacy coraz częściej (wzrost od 2012 roku o 12 pp.) korzystają ze sklepów internetowych, w tym roku 41% osób będzie szukało inspiracji w Internecie. W celu porównania jakości produktu i jego ceny, konsumenci decydują się w przeważającej części na jeden z dwóch kanałów sprzedaży – tradycyjny lub internetowy. Jeszcze dwa lata temu dużo więcej osób wybierało porównywanie w systemie dwukanałowym (2014 r. – 40%, 2012 r. – 57%). Kupując prezenty decydujemy się jedynie na jeden kanał – wciąż częściej tradycyjny niż internetowy. 60% konsumentów chce bowiem na żywo zobaczyć, dotknąć i wypróbować produkty oraz uzyskać porady doradcy klienta/ sprzedawcy na ich temat. Decydując się na zakup prezentów w tradycyjnych sklepach, najczęściej są to galerie handlowe (32 proc.) oraz supermarkety i hipermarkety (30 proc.). Spada natomiast zainteresowanie sklepami specjalistycznymi (17 proc., spadek w ciągu roku o 5 pp.).

Polska jest jedynym z badanych krajów, w którym konsumenci zamierzają robić świąteczne zakupy spożywcze przede wszystkim w sklepach dyskontowych, które wyprzedzają hipermarkety i supermarkety. Popularność dyskontów rośnie z roku na rok. Dla obecnej edycji badania 63% osób kupi w dyskontach artykuły spożywcze, w 2012 roku odsetek ten wynosił 28%. „Pomimo dużej popularności sklepów internetowych, Polacy wciąż nie są przekonani do robienia w nich zakupów spożywczych. W tej kategorii zajmują one dopiero piąte miejsce. Można jednak zakładać, że w perspektywie najbliższych lat będą one wzmacniać swoją pozycję” – tłumaczyMagdalena Jończak.

1 Źródło: GUS.

2 Badane kraje: Wielka Brytania, Francja, Portugalia, Hiszpania, Włochy, Grecja, Szwajcaria, Niemcy, Luksemburg, Belgia, Holandia, Dania, Finlandia, Polska, Ukraina, Rosja, RPA.

3 Obecnie sytuacja pogorszyła się dla 44% polskich badanych, polepszyła się wg. 15% badanych. Sytuacja gospodarcza w przyszłości będzie gorsza wg. 31% osób, lepsza dla 17% osób.

Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa o działaniu władzy

Przedsiębiorcy mikro, mali i średni (MMŚP) nie dostrzegają działań władz samorządowych (gminnych, powiatowych i wojewódzkich) wspierających rozwój przedsiębiorczości i MMŚP. Czują się też traktowani przez władze samorządowe gmin na terenie których działają jak osoby podejrzane, bez żadnych ku temu powodów – wynika z 12. już edycji badań Konfederacji Lewiatan „Monitoring kondycji sektora MMŚP’2014″ przeprowadzonych przez CBOS w okresie 06 maja-18 lipca 2014 r. na losowej próbie 1111 przedsiębiorstw.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan i autorki badania

Samorządy gminne, powiatowe i wojewódzkie mają w zakresie swoich zadań m.in. obsługę administracyjną obywateli, czyli także przedsiębiorców, tworzenie infrastruktury gospodarczej (drogi, telekomunikacja), zapewnienie ładu przestrzennego, tworzenie warunków dla prowadzenia i rozwijania działalności gospodarczej, a samorząd wojewódzki – także pobudzanie aktywności gospodarczej oraz podnoszenie konkurencyjności i innowacyjności gospodarki regionu. Tymczasem większość, bo ponad 50 proc. przedsiębiorstw mikro, małych i średnich uważa, że władze samorządowe są „neutralne”, czyli nie prowadzą działań na rzecz rozwoju przedsiębiorczości i MMŚP.

Gminy, w ocenie przedsiębiorców, podejmują więcej działań na rzecz rozwoju przedsiębiorczości i MMŚP niż samorządy powiatowe czy wojewódzkie – 21 proc. MMŚP uważa, że władze samorządowe gminy prowadzą działania sprzyjające rozwojowi przedsiębiorczości i MMŚP, a jedynie 12% firm tak ocenia działania władz samorządowych województwa. Jednocześnie jednak więcej jest ocen negatywnych działalności samorządów gminnych (18 proc. MMŚP) niż wojewódzkich (10,4 proc.).

Te opinie wynikają zapewne z faktu, iż kontakt firm z lokalną, gminną administracją jest znacznie częstszy niż z administracją powiatową czy wojewódzką – stąd po prostu więcej opinii, i tych pozytywnych i tych negatywnych. Jednak nie to powinno zastanawiać i martwić, a „neutralność”. Badania, które przeprowadziła ostatnio jedna z gazet wskazują, że Polacy nie chcą aquaparków tylko pracy, czystości i zieleni. A nie ma pracy i nie ma środków finansowych na zieleń i czystość bez przedsiębiorstw. Samorządy zatem nie mogą być „neutralne” wobec swoich zadań związanych gospodarką. A te zadania nie są, w opinii mikro, małych i średnich firm, realizowane – ponad ¾ MMŚP ma poważne zastrzeżenia do pracy gminnych samorządów – zbyt duża biurokracja (ponad 75 proc. MMŚP), zbyt wysokie lokalne podatki (ponad 65 proc.), zbyt długi proces wydawania pozwoleń na budowę (ponad 57 proc.) i brak planów zagospodarowania przestrzennego (46 proc.). A to wszystko podstawowe zadania samorządów gminnych w obszarze gospodarczym. Niestety tych zadań funduszami europejskimi nie da się zrealizować, tak jak aquaparków.

Do tego potrzebne jest dobre zarządzanie, długoterminowe planowanie, dobra organizacja pracy, czyli chęć i potrzeba wykonania nieco większego wysiłku niż tylko aplikowanie o fundusze unijne i ich rozliczanie.

I potrzebne jest jeszcze jedno – traktowanie przedsiębiorców jak partnerów, którzy zasileni dobrą obsługą administracyjną, przewidywalnością (plany zagospodarowania przestrzennego) i szybkością decyzji administracyjnych (wydawanie pozwoleń na budowę), brakiem lokalnego fiskalizmu, będą tworzyć nowe miejsca pracy – co jest wyraźnie artykułowaną potrzebą Polaków, pomagać budować infrastrukturę społeczną (co jest także zadaniem samorządów), a także przynosić w konsekwencji większe wpływy do gminnych budżetów.

Czy przedsiębiorcy to osoby podejrzane?

Tymczasem przedsiębiorcy czują się traktowani jak osoby podejrzane. I to bez żadnych ku temu powodów. Tak odczuwa stosunek gminnych władz samorządowych do siebie 45 proc. mikro, małych i średnich firm. I czym firma mniejsza, tym większe poczucie podejrzliwości wobec niej. W największym stopniu, co ciekawe, takie poczucie występuje w firmach (60 proc.) z sektora działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (m.in. działalność prawnicza, rachunkowo-księgowa, doradztwo w zakresie zarządzania, działalność w zakresie architektury i inżynierii, badania naukowe i prace rozwojowe, badania rynku, reklama, tłumaczenia).

Przy takim podejściu do przedsiębiorców (MMŚP), którzy tworzą 66 proc. PKB wytwarzanego przez sektor przedsiębiorstw, zatrudniają 60 proc. osób pracujących w sektorze przedsiębiorstw i przypada na nie prawie 50 proc. inwestycji całego sektora przedsiębiorstw, nie uda się zrealizować tych zadań, które samorządy mają ustawowo przypisane – także w obszarze społecznym.

Brak zaufania to bolączka ogólnopolska, ale kiedyś trzeba przerwać to błędne koło. Może przy okazji nowego otwarcia po wyborach samorządowych.
*/ Dane wykorzystane do opracowania tej informacji prasowej pochodzą z badania przygotowanego przez Konfederację Lewiatan w ramach projektu „Monitoring kondycji sektora MMŚP w 2014 r.”. Wywiady realizowało CBOS. Badanie ankietowe zostało przeprowadzone w okresie 06 maja – 18 lipca 2014 r. na losowej próbie 1111 mikro, małych i średnich przedsiębiorstw będących pracodawcami, czyli zatrudniających przynajmniej 1 pracownika (i nie więcej niż 249 pracowników) z 10 sekcji gospodarki. To już 12. edycja badania sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw realizowana przez Konfederację Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan

Deflacja coraz większa

Spadek cen pogłębia się. W październiku br. ceny były niższe o 0,6 proc. niż przed rokiem – podał GUS.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Mimo optymistycznych zapowiedzi niektórych członków Rady Polityki Pieniężnej, że polska gospodarka miała jedynie krótką wakacyjną przerwę, w czasie której nieco wolniej się rozwijała, ceny towarów i usług konsumpcyjnych w październiku nie potwierdzają tego, bowiem obniżyły się mocniej niż w miesiącach letnich. Zadecydowały o tym przede wszystkim niższe ceny żywności, paliw oraz odzieży i obuwia. Na spadek cen żywności w coraz większym stopniu oddziałuje rosyjskie embargo. Najbardziej potaniały bowiem owoce i mięsa, czyli produkty objęte embargiem. Natomiast nieźle radzą sobie ze sprzedażą producenci warzyw, też objętych rosyjskimi sankcjami, gdyż ich ceny w październiku wzrosły w ujęciu miesiąc do miesiąca.

Jutrzejsze dane o PKB w trzecim kwartale (szybki szacunek) powinny potwierdzić, że mamy do czynienia z nietypową sytuacją – wzrostowi gospodarczemu na poziomie bliskim 3 proc. kolejny miesiąc z rzędu towarzyszy spadek cen. Podobne zjawisko obserwujemy w wielu gospodarkach, w tym także np. w gospodarce chińskiej, gdzie wzrostowi gospodarczemu na poziomie ok. 7 proc. towarzyszy niski jak na takie tempo wzrostu PKB wzrost cen (1,6 proc. w ciągu ostatniego roku), a ceny producentów spadają już prawie od 3 lat.

Deflacja z jednej strony wzmacnia siłę nabywczą Polaków, ale z drugiej zaś stanowi poważny problem dla firm, które ilościowo sprzedają więcej towarów, lecz nie zwiększa to ich przychodów ze sprzedaży , co na pewno wpływa na ich decyzje inwestycyjne. Po 20 listopada powinniśmy otrzymać wyniki finansowe przedsiębiorstw po 3. kwartałach br., które zapewne to potwierdzą. To także problem dla budżetu państwa, ponieważ wpływy z podatku od towarów i usług (VAT) są mniejsze. W tym roku nie zagrozi to wykonaniu założeń budżetowych, ale w przyszłym może być barierą dla wyjścia z procedury nadmiernego deficytu.

Mamy zatem problem. Tym bardziej, że ostatnia prognoza inflacji przygotowana przez NBP wskazuje, że nawet do 2016 roku nie osiągniemy poziomu celu inflacyjnego (2,5 proc.).

To powinno skłonić RPP do podejmowania decyzji dotyczących stóp procentowych nie tylko w oparciu o jednomiesięczny wskaźnik PMI, ale analizę czynników podażowych (ich siły i trwałości), a także identyfikację przyczyn słabości czynników popytowych, które mimo wzrostu wynagrodzeń nie generują najmniejszej nawet presji na wzrost cen.
Konfederacja Lewiatan

Z przedsiębiorcami o podatkach

W czwartek 13 listopada wiceminister finansów i pełnomocnik rządu ds. informacji i edukacji finansowej Izabela Leszczyna spotkała się z przedsiębiorcami oraz przedstawicielami środowiska kupieckiego ze Szczecina i okolic. Debata dotyczyła nowych przepisów podatkowych.

Wiceminister Leszczyna przedstawiła m.in. zakres zmian w Ordynacji podatkowej, które wejdą w życie na początku przyszłego roku oraz w ciągu najbliższych 2 lat. – Minister finansów i przedsiębiorcy mają wspólny cel. To racjonalne i przejrzyste procedury podatkowe sprawiające, że pobór podatków jest efektywny, tzn. skuteczny i tani – powiedziała Izabela Leszczyna. – Wspólnym celem jest także uszczelnienie systemu podatkowego, bo to gwarantuje uczciwą konkurencję. Oprócz prawa materialnego bardzo istotna jest zmiana funkcjonowania administracji podatkowej. Urzędy skarbowe mają pełnić rolę usługową, tworzyć system obsługi i wsparcia podatnika. Temu ma służyć, między innymi, asystent podatkowy dedykowany rozpoczynającym działalność gospodarczą – dodała wiceminister przekonując, że zadaniem urzędów skarbowych będzie pomaganie w prowadzeniu działalności.

Izabela Leszczyna przedstawiła również nową usługę wstępnie wypełnionego zeznania PIT oraz wyjaśniła tzw. klauzulę unikania opodatkowania (która ma przeciwdziałać unikaniu opodatkowania w sposób zamierzony, przy użyciu sztucznej konstrukcji prawnej, zmierzającej do uzyskania niezgodnej z przepisami znacznej korzyści podatkowej). Jak wyjaśniała wiceminister, klauzula nie będzie dotyczyć przeciętnego podatnika, a jej stosowanie będzie powiązane z licznymi rozwiązaniami zabezpieczającymi.

Spotkanie miało także na celu wskazanie przez przedsiębiorców najpoważniejszych problemów, z jakimi się spotykają w prowadzeniu działalności gospodarczej.

Secus AM: Giełdy w USA szykują się do rajdu św. Mikołaja. Warszawa może liczyć na wzrosty w przyszłym roku, o ile gospodarka przyspieszy

CEO Magazyn Polska

Na rajd św. Mikołaja mogą w tym roku liczyć Amerykanie. Tamtejsze giełdy idą w górę od połowy października, widać też oznaki dalszych wzrostów. W Polsce wzrostów można się spodziewać, gdy gospodarka mocniej przyspieszy.

Polska gospodarka rozwija się na razie zbyt wolno, by wywołać entuzjazm giełdowych inwestorów. Polski rynek akcji znajduje się w trendzie bocznym, czyli wartość indeksów zmienia się w niewielkim stopniu: WIG20 spadł od początku roku o niecałe 3 proc., w ciągu miesiąca wzrósł o 0,3 proc.

Zdaniem Jacka Rzeźniczka z Secus Asset Management wiele wskazuje na to, że w takim trendzie bocznym utrzyma się do końca roku. Bardziej perspektywiczny, jeżeli chodzi o dobrą koniunkturę, może być przyszły rok, o ile gospodarka w kolejnym roku przyspieszy.

Wynika to przede wszystkim z tego, że w przyszłym roku prawdopodobnie gospodarka wyjdzie już z tego dołka spowolnienia, w którym obecnie jest – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jacek Rzeźniczek, dyrektor Departamentu Zarządzania Portfelami Secus Asset Management SA. – Makroekonomiści szacują, że wzrost PKB w przyszłym roku może sięgnąć 3,3-3,5 proc. wobec szacowanych 3 proc. na ten rok. W związku z tym postrzegałbym przyszły rok jako zdecydowanie ciekawszy dla polskiej giełdy.

Prognozy te pochodzą jednak sprzed najnowszej projekcji PKB, w której NBP obniżył swoje przewidywania wzrostu gospodarczego na przyszły rok z 3,6 proc. do 3,0 proc. Należy jednak pamiętać o tym, że możliwe są kolejne odchylenia, zwłaszcza że w 2015 r. do Polski powinien ruszyć strumień pieniędzy z nowej perspektywy UE. Wtedy dobre nastroje mogą też wrócić na giełdę.

Wydaje mi się, że jeżeli ten trend boczny się utrzyma, to poziom indeksu WIG30 na koniec roku może być zbliżony do obecnego – ocenia Jacek Rzeźniczek. Oczywiście jakieś wahania będą, natomiast wydaje mi się, że pokonanie tych maksimów, z jakimi mieliśmy do czynienia we wrześniu, będzie w tym roku trudne.

Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja na amerykańskim rynku. Tam jest kilka powodów, by oczekiwać rajdu św. Mikołaja, czyli tradycyjnego grudniowego wzrostu cen akcji.

Rynek amerykański jest w tej chwili po dosyć silnej korekcie z dość twardym lądowaniem w połowie października – zwraca uwagę dyrektor Departamentu Zarządzania Portfelami Secus Asset Management. Takie głębokie korekty nie zdarzają się często i na pewno w związku z tym rynek w jakimś sensie zdołał się oczyścić, co powinno pomóc w kolejnych okresach utrzymać dobrą koniunkturę na Wall Street.

Co więcej, trend ten powinien być kontynuowany w kolejnych miesiącach. Dla oczekujących wzrostów cen na amerykańskich giełdach ważny jest bowiem czynnik polityczny. Rok 2015 w Stanach Zjednoczonych jest rokiem przedwyborczym. W 2016 roku odbędą się tam bowiem wybory 45. prezydenta. Statystyki wskazują, że lata przedwyborcze są dobrym okresem dla rynków kapitałowych. Na dodatek sytuacja gospodarcza USA jest coraz lepsza.

W ostatnich miesiącach poprawiała się sytuacja na rynku pracy w Stanach Zjednoczonych – podkreśla Jacek Rzeźniczek. Powinno to zaktywizować amerykańskiego konsumenta do zakupu i być może te zwiększone zakupy zobaczymy właśnie w okresie przedświątecznym. Myślę, że nawet jeżeli po ostatnim silnym odbiciu rynek amerykański mógłby zaliczyć kolejny nieco słabszy miesiąc, czyli listopad, to w grudniu rajd św. Mikołaja jest jak najbardziej możliwy.

Ronson: w przyszłym roku spodziewamy się zdecydowanej poprawy przychodów. Będziemy sprzedawać więcej mieszkań, drożej i z wyższą marżą

0

CEO Magazyn Polska

Ronson, spółka specjalizująca się w budownictwie mieszkaniowym, zapowiada, że w przyszłym roku wprowadzi do sprzedaży blisko tysiąc mieszkań, czyli dwa razy więcej niż w br. Będą one też przeciętnie o około 20 proc. droższe. Marża na tych projektach została zaplanowana także na ok. 20 proc. Dzięki temu firma liczy na zdecydowaną poprawę przyszłorocznych przychodów. Czwarty kwartał br. nie będzie jednak lepszy od trzeciego.

W przyszłym roku mamy zakontraktowanych kilka inwestycji, których budowy będą się kończyły, począwszy od pierwszego kwartału, a w całym roku przewidujemy zakończenie budowy w sumie blisko tysiąca lokali, a więc nieporównywalnie więcej niż w br. – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tomasz Łapiński, prezes zarządu Ronson Development. – Dodatkowo warto zwrócić uwagę na to, że inwestycje kończone w 2015 roku obejmują takie projekty, jak np. wysokomarżową Tamkę czy projekty Verdis i Sakura. Są to realizacje, które na pewno będą miały marżę dwucyfrową, a w większości przypadków kształtować się ona będzie na poziomie powyżej 20 proc. Nasze możliwości wygenerowania dobrych wyników finansowych w roku 2015 są więc duże.

Mimo wzrostu limitów cenowych w rządowym programie „Mieszkanie dla Młodych” (MdM) na większości rynków lokalnych przedsiębiorstwo w niewielkim stopniu, jak informuje prezes Łapiński, będzie jego beneficjentem.

Nam ten program specjalnie nie pomaga, tzn. klienci, którzy kupują mieszkania w naszych projektach, raczej z niego nie korzystają – tłumaczy Tomasz Łapiński. – Mieszkania, które oferujemy, to lokale ze średniej bądź trochę wyższej półki, stąd też trzeba za nie nieco więcej zapłacić.

W Warszawie limit na czwarty kwartał br. w programie MdM został ustalony na poziomie 6583,1 zł za metr kw. W takiej cenie Ronson, jak informuje prezes Łapiński, nie oferuje na tym rynku żadnego lokalu. Natomiast w Poznaniu, gdzie limit wynosić będzie 5915,8 zł, jest on zbliżony do średnich cen rynkowych. Spółka w tym mieście prowadzi obecnie trzy inwestycje, które w większości wypełniają kryteria cenowe programu.

Wydaje się, że co trzeci klient, a może nawet więcej, kupujący od nas mieszkanie w Poznaniu korzysta z tego programu – zauważa Tomasz Łapiński. – Dlatego muszę przyznać, że MdM wspiera jednak sprzedaż w naszych inwestycjach.

Po trzech kwartałach br. przychody spółki wyniosły 142,5 mln zł w porównaniu z 168 mln zł w tym samym okresie ub.r. Mimo większej liczby lokali firma w br. sprzedała mniejszą powierzchnię. Najlepszy dla spółki był pierwszy kwartał, nieco trudniejszy – drugi, a trzeci kwartał przyniósł już stratę. Jak tłumaczy Tomasz Łapiński, strata ta była planowana, ale czwarty kwartał br. nie będzie lepszy. Wynika to stąd, że w tym roku Ronson nie przekaże już żadnego projektu.

Blisko 100 lokali, które przekazaliśmy w trzecim kwartale klientom, były to lokale głównie w projekcie Młody Grunwald w Poznaniu, który realizowany jest przy niskiej, jednocyfrowej marży, stąd zysk brutto ze sprzedaży był niewystarczający, aby pokryć koszty funkcjonowania firmy, które wynoszą w sumie około 6 mln zł kwartalnie – tłumaczy prezes zarządu spółki Ronson Development. – Stąd, zgodnie z przewidywaniami, ostatni kwartał zamknęliśmy stratą. Obecnie narastająco jesteśmy jeszcze na niewielkim plusie, ale czwarty kwartał zapowiada się podobnie jak trzeci, nie planujemy bowiem zakończenia żadnej istotnej inwestycji. Nie należy więc się spodziewać, że zysk brutto pokryje koszty działania firmy i raczej na pewno również przyniesie nam stratę.

DM BZ WBK: Kurs Asseco rośnie, choć warunki prowadzenia biznesu w spółce poprawią się dopiero w 2016 r.

CEO Magazyn Polska

Kurs Asseco Poland w ciągu ostatnich 4 miesięcy urósł o niemal 30 proc. Trudna sytuacja spółki na polskim rynku ostatnio lekko się poprawia, ale realne szanse na wzrost dać jej mogą środki z nowej unijnej perspektywy – ocenia Łukasz Kosiarski, analityk DM BZ WBK. Na ten zastrzyk trzeba jednak będzie poczekać przynajmniej do 2016 roku.

– Sentyment dla Asseco nigdy nie był najlepszy. Ostatnio się lekko poprawia, to widać po kursie. Aczkolwiek patrząc na wyniki, trudno dostrzec jakieś oznaki poprawy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Kosiarski, analityk DM BZ WBK. – Na razie mamy do czynienia ze spowolnieniem spadku marż, głównie w biznesie polskim, z tytułu dużych kontraktów w ZUS-ie, Orange i ARiMR-ze. Przyszły rok będzie jeszcze dosyć trudny dla tej spółki, bo odchodzi kontrakt z PZU, jeden z tych wysokomarżowych.

Spółka zapowiada jednak silny rozwój i regularne wypłacanie dywidendy. W 2013 roku podzieliła się zyskiem na poziomie 2,6 zł na akcję. Dało to łącznie kwotę 215,8 mln zł. Dywidenda w ostatnich latach systematycznie rosła i zdaniem analityka jest to głos za tym, żeby tę spółkę mieć w portfelu. Do tego firma powinna skorzystać na inwestycjach finansowanych z nowej perspektywy unijnej.

– Realne pieniądze spółka zobaczy pewnie w 2016 roku, to prawdopodobnie będą jakieś duże kontrakty publiczne. Powinno to poprawić wyniki szczególnie w spółce matce, co pozwoli trochę zastąpić przychody z tych dużych starych kontraktów właśnie tymi nowymi – mówi analityk.

Asseco od dawna zapowiada, że chce być firmą globalną. Chce wchodzić na rynki wschodzące, myśli o Etiopii i Wietnamie, firma rozpoczęła też działalność w Kazachstanie, ale najlepiej idzie jej w Izraelu: operujące tam spółki grupy rosną najszybciej.

– Najsłabsze dynamiki ma Matrix, ale to jest największa spółka, dominująca na tamtym rynku IT. Natomiast dwie globalne spółki Magic i Sapiens z dobrymi własnymi produktami potrafią utrzymywać dynamiki wzrostu około 20 proc. rok do roku – wskazuje Kosiarski.

Zdaniem analityka spółka jest też dość stabilna w porównaniu z innymi firmami informatycznymi na GPW.

– Potrafi z kwartału na kwartał, mimo tych problemów, o których wspomniałem, poprawiać wyniki. Jeśli ktoś chce mieć ekspozycję na polski rynek z globalnych graczy, to warto mieć takie Asseco w portfelu – podsumowuje Kosiarski.

Asseco Poland opublikuje raport finansowy za 3 kwartał br. w piątek 14 listopada po sesji. Inwestorzy liczą na dobre wyniki – cena akcji Asseco przekroczyła już 50 zł, a jeszcze w połowie października było to o ponad 6 zł mniej.

Nawet 1,5 mld zł na wsparcie ekspansji zagranicznej polskich firm. Trwają prace nad nowym funduszem

0

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Skarbu Państwa i Bank Gospodarstwa Krajowego pracują nad powołaniem Funduszu Ekspansji Zagranicznej, który będzie wspierał inwestycje polskich małych i średnich firm poza granicami kraju. Na początku na wsparcie zostanie przeznaczone 100 mln zł, a w perspektywie siedmiu lat kapitał funduszu – działającego w ramach programu „Inwestycje polskie” – może wzrosnąć do 1,5 mld zł.

To ukłon w stronę małych i średnich przedsiębiorstw, z których prawie 40 proc. planuje ekspansję zagraniczną w najbliższych dwóch latach.Z drugiej strony ponad 90 proc. polskich przedsiębiorstw prowadzących ekspansję zagraniczną finansuje ją ze środków własnych. Brak dogodnych instrumentów finansowania rozwoju międzynarodowego bywa czynnikiem ograniczającym – mówi Włodzimierz Karpiński, minister skarbu państwa.

Jak podkreśla minister, wsparcie dla firm z tego sektora może być nie tylko impulsem do ich rozwoju i zwiększania zysków, lecz także może przyczynić się do wzrostu całej gospodarki. MŚP stanowią dziś zdecydowaną większość firm w kraju. Poza tym jest to sposób na promocję marki polskiej na innych rynkach.

Naszą intencją jest to, by wspólnie z tymi podmiotami zainwestować w takie przedsięwzięcie. Cele będą bardzo różne, w zależności od tego, jakie priorytety stawia sobie dane przedsiębiorstwo. Często będziemy mówić o dodatkowym rynku zbytu, podniesieniu efektywności kosztowej czy dostępie do surowców, więc będziemy starali się pozostawać elastyczni i odpowiadać na różne prośby polskich przedsiębiorców – zapewnia Dariusz Kacprzyk, prezes zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego.

Na zagranicznych rynkach coraz częściej inwestują duże koncerny, również te należące do Skarbu Państwa, np. KGHM, PKO BP, PKN Orlen czy PGNiG. W przeciwieństwie do nich małe i średnie przedsiębiorstwa często mają problem z pozyskaniem kapitału, brakuje im też odpowiedniego know-how.

Duże spółki Skarbu Państwa prowadzą coraz śmielszą ekspansję zagraniczną. Liczymy, że Fundusz Ekspansji Zagranicznej będzie impulsem do rozwoju dla firm z sektora MŚP, umożliwi im pozyskiwanie know-how i rozszerzenie rynków zbytu, co przełoży się na wyższe zyski, a w ogólnym rozrachunku na wzrost polskiej gospodarki. Wejście partnera publicznego daje możliwość bezpiecznego przekraczania formalnych granic gospodarczych – poprzez wsparcie finansowe, rozłożenie ryzyka pomiędzy inwestora prywatnego i publicznego oraz zwiększenie wiarygodności firmy – mówi Włodzimierz Karpiński.

BGK i MSP badają teraz, jaki jest potencjalny popyt na tego typu finansowanie. Pozwoli to określić, ile firm i w jakiej skali będzie zainteresowanych wsparciem. Etap analiz ma się zakończyć w I kwartale 2015 roku. Pierwsze projekty mogą pojawić się już w I połowie przyszłego roku.

Finansowanie z funduszu będzie przeznaczone na inwestycje o wartości od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych. Kacprzyk liczy na to, że po wsparcie będą zgłaszać się firmy prężnie rozwijające się w Polsce, które do dalszego rozwoju i pełnego wykorzystania swoich możliwości potrzebują nowych rynków zbytu.

W tej chwili jesteśmy w fazie rozmów z pierwszymi przedsiębiorcami, którzy mają tego typu zamysły. Nie ukrywam, że inicjatywa ta narodziła się także w trakcie wspólnych rozmów z konkretnymi klientami. Ale szczegóły naszej partycypacji w tych transakcjach oraz szczegóły stworzenia samego funduszu wymagają jeszcze dopracowania. Do końca pierwszego kwartału będziemy gotowi z uruchomieniem funduszu, natomiast pierwsze transakcje będziemy zawierali jeszcze w pierwszej połowie roku – deklaruje Dariusz Kacprzyk.

Podobne rozwiązania funkcjonują już z powodzeniem w innych krajach europejskich, np. w Niemczech, Holandii, Danii, Szwecji.

Fundusz Ekspansji Zagranicznej będzie kolejnym funduszem przygotowanym przez Bank Gospodarstwa Krajowego w ramach programu „Inwestycje polskie”.

Bank Gospodarstwa Krajowego jako filar dłużny i gwarancyjny programu „Inwestycje polskie”, jest kołem zamachowym polskiej gospodarki. Pomaga realizować potężne inwestycje w infrastrukturę przemysłową i logistyczną oraz wspiera samorządy poprzez Fundusz Infrastruktury Samorządowej z kapitałem 600 mln zł. Dzięki niemu będą one mogły jeszcze efektywniej wykorzystywać środki z nowej perspektywy finansowej – mówi minister skarbu państwa.