KSF zapoznał się z informacją dot. powiązań w sektorze SKOK

W dniu 17 października 2014 r. w gmachu Ministerstwa Finansów odbyło się posiedzenie Komitetu Stabilności Finansowej, w trakcie którego Członkowie Komitetu rozpatrzyli przekazaną przez Urząd Komisji Nadzoru Finansowego „Informację w sprawie powiązań kapitałowych i personalnych podmiotów funkcjonujących w sektorze spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych” i uznali za zasadną jego publikację.

NIK audytorem Rady Europy. Dziś podpisanie umowy

Najwyższa Izba Kontroli obejmuje funkcję audytora Rady Europy. Będzie ją pełnić przez pięć lat. To kolejne międzynarodowe wyróżnienie dla NIK po wyborze na audytora CERN-u czy koordynatora przeglądu partnerskiego Międzynarodowej Rady Audytorów NATO.

Poprzednikami NIK na stanowisku audytora zewnętrznego Rady Europy były najwyższe organy kontroli takich krajów jak Wielka Brytania czy ostatnio Francja. O tę funkcję razem z Polską ubiegały się Niemcy, Norwegia, Włochy i Grecja. – Cieszymy się, że Rada wybrała właśnie nas. To duży prestiż, ale też duża odpowiedzialność – mówi prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski.

Audytem Rady Europy, kluczowej instytucji z punktu widzenia praw człowieka, zajmie się zespół złożony z doświadczonych kontrolerów. Ich zadanie będzie polegało na ocenie sprawozdań finansowych Rady, ale również na kontroli wykonania zadań. A to już prawdziwe wyzwanie. Rada Europy zajmuje się nie tylko ochroną praw człowieka, ale także zachowaniem dziedzictwa kulturowego, wsparciem samorządności i promocją wartości humanitarnych. Działa też na rzecz międzynarodowej współpracy w walce z przestępczością i praniem pieniędzy, zwalcza korupcję, wspiera rozwój najbardziej potrzebujących krajów, wyznacza standardy dla substancji medycznych.

Aby realizować te i wiele innych zadań Rada stworzyła skomplikowaną strukturę instytucji, agencji i biur działających w całej Europie. – Nasi kontrolerzy będą mieli trudne zadanie, ale wykorzystamy lata praktyki w kontrolach krajowych i zagranicznych – mówi szef NIK. Nie ma też wątpliwości, że audyt Rady Europy będzie dla Izby najważniejszym doświadczeniem nadchodzących lat.

Koszty audytu pokryje Rada Europy. Dodatkową korzyścią będzie zaangażowanie NIK w szereg projektów na rzecz krajów Europy Wschodniej i Środkowo-Wschodniej. Rada Europy jest bowiem również animatorem programów rozwojowych i pomocowych – finansowanych obecnie np. przez Austrię, Szwajcarię i Szwecję – które także wymagają audytu. NIK sprawdzi w najbliższych latach finansowanie programów dla Ukrainy (Ukraine Immediate Measures Package), Mołdawii (Confidence building measures for the Transnistrian region of the Republic of Moldova) oraz Armenii (Institutional Support to the Communities Association of Armenia).

Rada Europy jest organizacją międzyrządową, która powstała 5 maja 1949 r. Została założona przez 10 państw – Belgię, Danię, Francję, Holandię, Irlandię, Luksemburg, Norwegię, Szwecję, Wielką Brytanię i Włochy – które podpisały w Statut RE, zwany Traktatem Londyńskim. Obecnie Rada Europy gromadzi 47 państw członkowskich, prawie dwukrotnie więcej niż Unia Europejska. Opiera się na ponad 200 traktatach międzynarodowych. Podstawowe cele Rady dotyczą promowania i umacniania trzech wartości: praw człowieka, demokracji i praworządności w Europie. Rada Europy prowadzi szeroką działalność w zakresie tworzenia nowych standardów prawnych, rozwijania współpracy prawnej między państwami członkowskimi, rozwijania demokracji lokalnej. Działa także w obszarze kultury, edukacji, młodzieży, sportu, dziedzictwa kulturowego i naturalnego, dialogu międzykulturowego, zagospodarowania przestrzennego, a także w sprawach społecznych, zdrowia i migracji. Rada Europy posiada szczególnie uznany autorytet jako organizacja promująca prawa człowieka, zasady praworządności i standardy demokratyczne. Jej wizytówką są liczne konwencje.

Polisolokaty – działania UOKiK

0

4 decyzje administracyjne, 24 postępowania w toku oraz propozycje zmian regulacyjnych – to działania Prezesa UOKiK dotyczące tzw. polisolokat. Urząd nałożył kary finansowe o łącznej wysokości ponad 50 mln zł na cztery instytucje finansowe za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów poprzez nierzetelne informowanie o tych skomplikowanych produktach finansowych oraz o prawach i obowiązkach stron umowy 

Wypowiedź Adama Jassera, Prezesa UOKiK

 

Prezes UOKiK stwierdził naruszenie zbiorowych interesów konsumentów przez cztery instytucje finansowe (jednego ubezpieczyciela i trzech pośredników) zaangażowane w sprzedaż polisolokat. Rozstrzygnięcia Urzędu dotyczą:

  • Aegon TU na Życie (decyzja nr RBG – 30/2014), kara finansowa 23 446 206 zł. Nakaz zaniechania praktyki.
  • Idea Bank (decyzja nr RKT-30/2014), kara finansowa 4 172 571 zł. Nakaz zaniechania praktyki.
  • Open Finance (decyzja nr RKT-29/2014), kara finansowa 1 673 546 zł. Praktyka została zaniechana.
  • Raiffeisen Bank Polska (dawniej Polbank EFG) – (decyzja nr DDK-2/2014), kara finansowa 21 122 088 zł.  Praktyka, której dopuszczał się przejęty przez Raiffeisen Polbank EFG, została zaniechana.

Suma kar nałożonych na wyżej wymienionych przedsiębiorców za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów wyniosła 50 414 411 zł. Decyzje nie są ostateczne, przysługuje od nich odwołanie do sądu.

Wysokie kary nałożone na te cztery instytucje są adekwatne do skali naruszeń. Są one dodatkowo uzasadnione tym, że nie dostrzegliśmy ze strony tych instytucji znaczącego wysiłku aby wyjść na przeciw pokrzywdzonym klientom. Jest to przejaw braku kupieckiej uczciwości i wskazuje na to, że zawodzi samoregulacja branży finansowej – wyjaśnia Prezes UOKiK Adam Jasser.

Podstawą podjęcia działań kontrolnych i postepowań były skargi konsumentów do UOKiK ale także innych instytucji, między innymi Rzecznika Ubezpieczonych. Do UOKiK wpłynęło ponad 600 skarg. Klienci, którzy zawarli umowy tzw. polisolokat, skarżyli się na wprowadzanie w błąd w procesie podejmowania decyzji o lokowaniu środków. Zdaniem klientów oferta przedstawiana była jako bezpieczna lokata, a sprzedawcy tych produktów  nie informowali o ryzyku z nimi związanym ani o wysokich kosztach rezygnacji. Bez względu na to, czy umowa o produkt finansowy jest zawierana przez telefon, czy w biurze przedsiębiorcy, konsument zawsze powinien być jasno i rzetelnie poinformowany o wysokości składek, czasie trwania umowy, kosztach związanych z rezygnacją oraz o ryzyku inwestycyjnym. Jak wynika ze skarg, zatajenie tych informacji powoduje, że konsument podejmuje decyzję o zawarciu umowy innej, niż oczekiwał.

Decyzje Prezesa UOKiK

UOKiK przeanalizował skargi konsumentów dotyczące prowadzenia rozmów z klientami w placówkach finansowych, procedury sprzedaży, korespondencję na piśmie oraz rozmowy telefoniczne z klientami. Analizy te potwierdziły zasadność skarg konsumentów i pozwoliły UOKiK stwierdzić naruszenia.

W decyzjach dotyczących Open Finance i Idea Bank UOKiK zakwestionował nieprzekazanie konsumentom ważnych informacji na etapie zawierania umowy i wprowadzania w błąd w zakresie ryzyka. W przypadku Aegon TU na Życie za niezgodne z prawem Urząd uznał działania ubezpieczyciela na etapie wykonania umowy, a wobec Raiffeisen Bank Polska (dawniej Polbank EFG) stwierdzono stosowanie niedozwolonych praktyk na etapach: przedkontraktowym, zawierania umowy i jej wykonania.

Jak wykazała analiza UOKiK – spółki Idea Bank i Open Finance, zawierając umowy, nie informowały o ryzyku związanym z oferowanym produktem, a także o wysokich kosztach rezygnacji z umowy przed końcem jej obowiązywania. Pracownicy, prezentując ofertę, eksponowali korzyści kosztem informacji o możliwych stratach. Przedstawiali ją jako standardową lokatę lub jako produkt oszczędnościowy. Potwierdzają to skargi klientów napływające masowo do Urzędu.

– Sprzedawca przedstawił mi kalkulację, z której wynikało, że po 15 latach spłacę cały kredyt hipoteczny z kapitału zgromadzonego przeze mnie oraz zysków na tym produkcie – skarżył się jeden z klientów. Produkty były też oferowane osobom w podeszłym wieku: – Mówiłem, że mam 70 lat i jestem ubezpieczony i jest to bez sensu, ale doradca tłumaczył, że po trzech latach wycofamy i to będzie bardzo korzystne, zgodziłem się, nie znając konsekwencji uwierzyłem doradcy – wyjaśniał inny poszkodowany. UOKiK uznał, że spółki Idea Bank i Open Finance swoim działaniem wprowadzały konsumentów w błąd co do zakresu ryzyka, jakie wiązało się z tzw. polisolokatami. Warto zauważyć, że Open Finance podczas prowadzonego postępowania zaniechał stosowanej przez 6 lat praktyki. W przypadku Idea Bank Urząd nakazał zmianę funkcjonujących od 2011 r. zasad sprzedaży polisolokat.

Raiffeisen Bank Polska (dawniej Polbank EFG) zawierał umowy przez telefon, ale nie przesyłał wcześniej informacji, których przekazania wymagają przepisy dotyczące zawierania umów na odległość, nie uznawał też odstąpień konsumentów w przewidzianym przez prawo 30-dniowym terminie. Poza tym nie informował o tym, że oferowany Program Pomnażania Oszczędności Kumulatus, to w rzeczywistości umowa o tzw. polisolokatę. Konsultanci prezentowali ofertę jako „program”, „oszczędzanie”. Proponując skorzystanie z oferty, bank zataił, że wartość wykupu w pierwszych latach umowy jest znacznie niższa od wpłaconych składek. W konsekwencji wielu z nich nie wiedziało, na jaki produkt się zdecydowali.

Decyzja w sprawie Aegon TU na Życie dotyczy wprowadzania klientów w błąd co do skuteczności zmiany umowy ubezpieczenia na życie w trakcie jej trwania i możliwości pobierania opłaty likwidacyjnej obliczanej na zasadach ustalonych jednostronnie przez przedsiębiorcę. W 2012 roku Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznał za niedozwolone postanowienie stosowane przez Aegon TU na Życie, zgodnie z którym w przypadku rozwiązania umowy w pierwszym lub drugim roku klient tracił całość oszczędności. Spółka powinna zaniechać stosowania tego postanowienia w stosunku do klientów, z którymi miała zawarte umowy. W praktyce oznaczałoby to brak możliwości pobierania opłaty likwidacyjnej w sytuacji rezygnacji konsumenta z umowy w trakcie jej trwania. Jak ustalił Urząd, Aegon TU na Życie zamiast zaprzestać pobierania opłat zakazanych przez sąd, jednostronnie zmienił sposób ich obliczania. W sytuacji wypowiadania umów przez klientów, ubezpieczyciel informował o obciążeniu opłatą likwidacyjną ustalaną na podstawie nowych zasad. Tymczasem, zgodnie z prawem umowy ubezpieczenia na życie co do zasady nie można zmienić w trakcie jej trwania. Prezes UOKiK uznał, że informowanie konsumentów o rzekomym ustaleniu w obowiązujących umowach nowych zasad obliczania wysokości opłaty likwidacyjnej może wprowadzać konsumentów w błąd. W wyniku tej informacji konsumenci mogli podjąć decyzję o kontynuowaniu umowy, gdyż obawiali się obciążenia ich powyższą opłatą lub zgodzić się na poniesienie, obliczonej na nowych zasadach, opłaty likwidacyjnej.

Dalsze kroki UOKiK

UOKiK prowadzi dalsze postępowania w sprawie polisolokat wobec 24 kolejnych instytucji finansowych, które również mogą zakończyć się decyzjami o stwierdzeniu stosowania zakazanych praktyk godzących w zbiorowe interesy konsumentów.

Na podstawie dotychczasowych analiz wszystkich przypadków – UOKiK, podobnie jak Rzecznik Ubezpieczonych, postuluje zmiany regulacyjne, których celem powinno być „ucywilizowanie” produktów ubezpieczeniowych z funduszem kapitałowym oraz  nałożenie na instytucje finansowe zaangażowane w ich sprzedaż obowiązku usunięcia negatywnych skutków dla wprowadzonych w błąd klientów. UOKiK złożył propozycje w ramach rządowych prac nad  ustawą o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej. Urząd postuluje, by w nowych przepisach m.in. zobowiązać oferujących produkty ubezpieczeniowe z elementem inwestycyjnym do analizy potrzeb klienta przez ustalenie jego wiedzy w zakresie inwestowania i sytuacji finansowej. Ponadto, zdaniem Urzędu niezbędne jest ustalenie maksymalnej wysokości prowizji pobieranej w przypadku oferowania tego typu produktów. W najbliższych dniach UOKiK, we współpracy z Rzecznikiem Ubezpieczonych, przedstawi Ministrowi Finansów i Ministrowi Sprawiedliwości dodatkowe propozycje regulacyjne dla tego rynku.

Decyzje UOKiK, wydane przez delegatury w Bydgoszczy i Katowicach oraz Departament Ochrony Interesów Konsumentów w centrali UOKiK mogą być pomocne konsumentom w dochodzeniu swoich spraw przed sądem.

Konsumencie pamiętaj:

1. Polisolokatami potocznie zwane są ubezpieczenia na życie i dożycie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi. To produkty zakładające podział środków w nieznacznej części na ubezpieczenie, a większości na inwestowanie. Umowa jest zawierana na wiele lat. Konsument jednorazowo lub w określonych okresach wpłaca kwoty. Inwestycja może (ale nie musi, gdyż możliwa jest również strata) przynieść zysk dopiero po wielu latach, np. 10, 15. Zazwyczaj wcześniejsza rezygnacja z zawartej umowy oznacza utratę całości lub części środków.

2. Bądź krytyczny – nie wierz od razu w obietnice szybkich i wysokich zysków. Masz czas do namysłu, zabierz ogólne warunki ubezpieczenia i regulamin do domu, przeanalizuj zawarte informacje, porównaj opinie innych klientów.

3. Jeśli dochodzisz swoich roszczeń przed sądem – powołaj się na decyzje UOKiK stwierdzające stosowanie nieuczciwych praktyk rynkowych.

 

Ł. Bugaj (DM BOŚ): III kwartał pod względem wyników spółek był udany. Zarobić powinni posiadacze akcji m.in. banków, rafinerii i spółek z sektora technologicznego

CEO Magazyn Polska

Rozpoczyna się sezon publikacji wyników finansowych za III kwartał. Według analityków Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska ostatnie trzy miesiące były dla spółek raczej korzystne. Zarobić powinni posiadacze m.in. akcji banków, spółek petrochemicznych oraz firm technologicznych. Mniejsze szanse na zysk mają inwestorzy lokujący kapitał w firmach handlowych oraz spółkach działających na Wschodzie.

Według Łukasza Bugaja, analityka DM BOŚ, po raz ostatni w tym roku ponadprzeciętymi wynikami będą mogły pochwalić się banki. 8 października Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe do rekordowo niskiego poziomu. Podstawowa stopa NBP wynosić będzie 2 proc., czyli najmniej w historii.

Może to być więc dla banków ostatni tak dobry kwartał w tym roku – uważa Łukasz Bugaj. – Obniżka negatywnie wpłynie na wyniki spółek po IV kwartale. Ale trzeci powinien jeszcze być dobry, a nawet w niektórych przypadkach bardzo korzystny.

Zdaniem analityka publikacji dobrych wyników za III kwartał można się spodziewać również ze strony przemysłu, ale przede wszystkim firm sprzedających dużą część swoich wyrobów za granicą. Według Głównego Urzędu Statystycznego obroty z handlu zagranicznego krajowych firm wzrosły w tym czasie o ok. 4,5 proc. (w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku).

W związku z tym wybrane spółki przemysłowe powinny pokazać niezłe dynamiki, szczególnie te, które działają na rynkach zagranicznych w rozumieniu Europy Zachodniej – przekonuje Bugaj. – Eksport nieźle wyglądał w trzecim kwartale. Wydaje się, że również wybrane spółki informatyczne mogą pokazać całkiem dobre wyniki.

Korzystnymi rezultatami finansowymi powinny także – zdaniem Bugaja – pochwalić się krajowe rafinerie.

Jest to związane ze spadkiem cen ropy naftowej – zauważa Bugaj. – Spółki na skutek tego mogły doliczać do swoich produktów bardzo wysokie marże. To z kolei w sposób istotny  oczywiście pozytywnie  powinno wpłynąć na raportowane wyniki.

Dobrych danych nie należy się natomiast spodziewać – zdaniem analityka DM BOŚ – ze strony firm działających na rynkach wschodnich oraz przedsiębiorstw handlowych.

Konflikt na Ukrainie, owszem, jest wygaszany, ale pod względem wyników cały czas będzie ciążył w wybranych spółkach – zauważa Łukasz Bugaj. – W firmach handlowych mamy natomiast do czynienia z wysoką konkurencją w sektorze z jednej strony, a z drugiej – deflacją, która szczególnie w przypadku tej branży nie jest korzystna.

Przez cały III kwartał ceny towarów i usług były niższe niż w odpowiednich miesiącach ubiegłego roku. Taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy w historii. Decydujący wpływ na deflację miały ceny żywności.

Wojna cenowa na rynku ubezpieczeniowym. Zyski towarzystw spadają

Na polskim rynku ubezpieczeniowym trwa wojna cenowa. Towarzystwa starają się przyciągnąć klientów, oferując coraz tańsze ubezpieczenia majątkowe, tym samym ograniczając swe zyski. To nie jest komfortowa sytuacja dla działających na tym rynku firm.

Jak podaje GUS, łączny zysk netto zakładów ubezpieczeń przekroczył w I półroczu 4,4 mld zł. Był on niższy o 33,4 proc. niż w I półroczu 2013 roku. Przyczyną są słabe wyniki sektora ubezpieczeń majątkowych, który przyniósł 2,5 mld zł zysku netto, czyli o 50,8 proc. mniej niż rok wcześniej.

– Naszym priorytetem jest zysk – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Witold Jaworski, prezes zarządu Allianz Polska. Oczywiście chcemy też rosnąć, ale nie jest to najważniejszy wskaźnik, którym jesteśmy zainteresowani, szczególnie teraz, kiedy rynek ubezpieczeniowy jest bardzo trudny.

Na rynku ubezpieczeń majątkowych Allianz zamierza rozwijać produkty dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw. On bowiem rozwija się dziś w Polsce bardzo dynamicznie. W innych dziedzinach polityka firmy ma być raczej zachowawcza.

– Rynek ubezpieczeniowy, w tej chwili nękany wojną cenową, szczególnie w ubezpieczeniach majątkowych, nie jest miejscem, gdzie chce się rosnąć zbyt szybko – tłumaczy Witold Jaworski. – Tutaj przede wszystkim będziemy koncentrowali się więc na tych klientach, którzy są bezszkodowi, którzy mają więcej niż jeden produkt, na takich w trochę wyższych segmentach.

Towarzystwa ubezpieczeniowe zastanawiają się też nad tym, jak zapełnić dziurę, która powstała na rynku po ograniczeniu działalności Otwartych Funduszy Emerytalnych.

– Myślę, że prędzej czy później, szczególnie w czasach niskich stóp procentowych, klienci zaczną szukać metod długoterminowego oszczędzania – na okres 10 lat i dłużej – uważa prezes Jaworski. – To właśnie w działalność ubezpieczycieli najlepiej wpisuje się oferowanie tego typu produktów i myślę, że będą się one pojawiać na rynku. Ale nie spodziewałbym się nagłego wybuchu entuzjazmu klientów wobec takich metod oszczędzania. Myślę, że będzie to raczej proces stopniowy, związany z ogólnym wzrostem zamożności społeczeństwa.

Polacy zaczynają się też przekonywać do pewnych form ubezpieczeń na życie. Tyle, że atrakcyjnymi produktami okazują się być polisy, z których ubezpieczony może skorzystać w trakcie trwania ubezpieczenia.

– Jeżeli chodzi o ubezpieczenia życiowe, to widzimy rosnące zainteresowanie klientów ochroną – mówi Witold Jaworski, prezes zarządu Allianz Polska. – Przykładem cieszącego się zainteresowaniem produktu jest ubezpieczenie Best Doctors, dające możliwość leczenia najbardziej poważnych zachorowań za granicą u najlepszych specjalistów. Widzimy, że coraz więcej osób jest zainteresowanych ochroną siebie, ochroną zdrowia, ochroną swoich bliskich.

Dla towarzystw ubezpieczeniowych rosnące zainteresowanie ubezpieczeniami na życie to dobra wiadomość. Tego sektora nie dotyka bowiem wojna cenowa toczona przy sprzedaży ubezpieczeń majątkowych. Jak podał Główny Urząd Statystyczny, w I półroczu branża zarobiła na polisach życiowych 1,8 mld zł, o 31,8 proc. więcej niż rok wcześniej.

Polska jednym z pięciu największych rynków sprzedaży bezpośredniej w Europie

CEO Magazyn Polska

Sprzedaż bezpośrednia w Polsce w ciągu ostatnich 20 lat bardzo dobrze się rozwija. Obecnie nasz kraj jest w piątce największych rynków w Europie, a wyprzedzają go tylko główne rynki zachodnie i Rosja. Klienci sprzedaży bezpośredniej doceniają przede wszystkim dobry kontakt ze sprzedawcami i dostępność informacji.

Według danych Światowej Organizacji Sprzedaży Bezpośredniej sprzedaż bezpośrednia w Polsce dobrze się przyjęła. Pod względem jej wielkości jesteśmy bodajże piątym rynkiem w Europie, a te pierwsze cztery miejsca zajmują rynki zachodnie i jeszcze się tam Rosja plasuje – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Anna Pietrzak, dyrektor naczelna Amway Polska, Litwa, Łotwa i Estonia.

Pietrzak przypomina, że Amway jest obecny w Polsce od 1992 roku. Amerykańska spółka wchodziła do Polski jako jedna z pierwszych firm działających poprzez sprzedaż bezpośrednią. Obecnie z firmą współpracuje ok. 80 tys. sprzedawców. Pietrzak dodaje, że trudno oszacować łączną wielkość sprzedaży, bo Amway koncentruje się na prowadzeniu statystyk dotyczących liczby współpracujących przedsiębiorców, a nie na dokładnym monitorowaniu ich sprzedaży.

Wśród kilkudziesięciu tysięcy osób sprzedających produkty Amwaya są zarówno takie, które traktują tę pracę jako zajęcie dorywcze, jak i osoby, które sprzedają bezpośrednio w pełnym wymiarze godzin.

To są ludzie w różnych kategoriach wiekowych: i po sześćdziesiątce, i studenci. Rozkłada się to równomiernie, bo to jest oferta dodatkowego zarobku dla każdego. Wiek, płeć, wykształcenie i miejsce zamieszkania nie mają tu absolutnie żadnego znaczenia – przekonuje Pietrzak.

Pomimo stosunkowo krótkiej historii sprzedaż bezpośrednia jest wśród Polaków bardzo popularna. Jak ocenia Pietrzak, jej zaletą jest przede wszystkim dobry kontakt sprzedawcy z kupującym oraz szerszy dostęp do informacji.

Klient lubi, by się nim zaopiekować. On chce się wiele dowiedzieć na temat produktu, zanim podejmie decyzję i chce mieć prawo do własnej decyzji. Sądzę, że drugim bardzo ważnym elementem jest możliwość zwrotu produktu, ponieważ nie jest to sprzedaż pod presją – wyjaśnia Pietrzak.

W strukturze sprzedaży Amwaya w Polsce nie dominuje żadna z grup produktowych. O ile na całym rynku sprzedaży bezpośredniej najwięcej sprzedaje się kosmetyków, to dla amerykańskiego koncernu równie ważne są naczynia kuchenne, filtry do wody, środki czystości, produkty do higieny osobistej i suplementy diety.

Zagraniczni producenci opon zainwestowali w Polsce 2 mld zł. Branża oponiarska coraz silniejsza

CEO Magazyn Polska

Branża oponiarska zwiększa swój udział w rynku części motoryzacyjnych. Zakłady zagranicznych koncernów w Polsce produkują 100 tysięcy opon dziennie. Duża część produkcji trafia na eksport, ale rośnie również sprzedaż w kraju. Pierwsze półrocze 2014 roku przyniosło spore ożywienie w branży oponiarskiej.

Jak przekonuje Piotr Sarnecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego, w produkcji opon Polska nie jest potentatem, chociaż działające w kraju firmy wytwarzają ponad 100 tys. sztuk opon dziennie.

Jesteśmy znaczącym producentem – uważa Piotr Sarnecki. – Mamy w Polsce cztery fabryki. To jedne z największych, najlepszych zakładów w swoich koncernach. Branża oponiarska ma duży udział wśród producentów części i akcesoriów samochodowych.

Według danych Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego liderem sprzedaży opon w Europie są Niemcy dzięki największym wzrostom w kategorii produktów do samochodów osobowych i ciężarowych. Korzystają na tym także polskie zakłady, które dużą część produkcji kierują na eksport również do tego kraju.

W Polsce wytwarzane są wszystkie rodzaje opon – informuje Sarnecki. – Duża część produkcji trafia na eksport, właściwie do wszystkich krajów, na wszystkie kontynenty. Spora część pozostaje jednak na krajowym rynku.

W I półroczu br. sprzedano 14 proc. więcej opon letnich i sportowych w stosunku do tego samego okresu 2013 roku, o 12 proc. wzrosła sprzedaż w segmencie 4×4. Przez pierwszych sześć miesięcy roku kupiono o 47 proc. więcej opon rolniczych, a o jedną piątą – przemysłowych (wzrosty to głównie efekt inwestycji w górnictwie, rolnictwie i branży budowlanej). Z drugiej strony segment opon ciężarowych oraz autobusowych wykazał tylko 4-proc. wzrost sprzedaży, a motocyklowych – 5-proc. Z powodu niewielkich opadów śniegu ubiegłej zimy i wysokich temperatur na tym samym poziomie co rok wcześniej utrzymał się popyt na opony zimowe.

Wszystkie przedsiębiorstwa produkujące w Polsce nowe opony, jak zauważa Sarnecki, należą do koncernów zagranicznych. Przykładem jest Dębica, notowana na giełdzie spółka oponiarska, której większościowym akcjonariuszem jest Goodyear Dunlop.

Na rynku działają także inne, duże firmy globalne, które wprawdzie nie produkują i nie mają w Polsce fabryki, lecz mają duży udział w sprzedaży – wskazuje Sarnecki. – Jeśli chodzi o producentów, to wszystkie firmy należą już do podmiotów zagranicznych.

Od wejścia do Polski w latach 90. koncerny oponiarskie, jak przekonuje Piotr Sarnecki, zainwestowały łącznie ponad 2 mld zł w budowę i rozbudowę fabryk.

To potężne kwoty – uważa Sarnecki. – Te zakłady cały czas są rozwijane i modernizowane. Zaczynamy się specjalizować jako kraj w produkcji części zamiennych i akcesoriów do samochodów. Oprócz tego, że wytwarzamy auta, to produkujemy również bardzo dużo komponentów do nich. Wiadomo przecież, że każda duża fabryka motoryzacyjna to wianuszek kooperantów, którzy są dostawcami poszczególnych części.

Branży pomógł w rozwoju – zdaniem dyrektora generalnego Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego – fakt, że już w poprzednim ustroju w Polsce istniały zakłady wytwarzające tego rodzaju produkty.

Były fabryki w Olsztynie, Dębicy, Poznaniu. Pierwszy wytwarzający opony zakład został uruchomiony w latach 30. ubiegłego wieku, nie zaczynaliśmy więc od zera – przekonuje Sarnecki. – Można powiedzieć, że mamy mocne podstawy do tego, by branża oponiarska w Polsce była silna, obecna i cały czas się rozwijała.

Firma Rolnik chce umocnić swoją pozycję na rynkach zagranicznych. Planuje wzrost sprzedaży w Chinach

0

CEO Magazyn Polska

Problemy z pozyskaniem surowca i wysokie ceny skupu niektórych warzyw sprawiły, że obecny rok jest trudny dla producentów przetworów. Choć polski rynek wciąż jest najważniejszy dla firmy Rolnik, to zamierza ona także zwiększyć sprzedaż w innych krajach, w których już ją prowadzi. Największy potencjał mają kraje azjatyckie. Firma Rolnik stawia tam na sprzedaż nie tylko przetworów warzywnych, lecz także gotowych dań mięsnych.

W Polsce współpracujemy praktycznie ze wszystkimi sieciami, mamy bardzo duży asortyment. Rynek polski jest dla nas najważniejszy i staramy się tu za wszelką cenę utrzymać przynajmniej status quo – mówi agencji informacyjnej Newseria Józef Rolnik, współwłaściciel firmy Rolnik.

Jak jednak podkreśla, choć firma dobrze radzi sobie na rynku krajowym, bieżący rok nie jest dla branży przetwórczej najłatwiejszy. W przypadku niektórych warzyw ceny okazały się wyższe niż prognozowano na początku sezonu. Dane Internetowej Giełdy Towarowej wskazują, że wzrosły ceny pomidorów, ogórków i kalafiorów.

W niektórych przypadkach mieliśmy też bardzo duże kłopoty z pozyskaniem surowca, np. ogórków czy papryki. W przypadku papryki zaistniała taka irracjonalna sytuacja, że polscy producenci składali wnioski o dopłaty za embargo rosyjskie, a my – ale nie tylko my – importowaliśmy paprykę z Hiszpanii – zaznacza Rolnik.

Zapowiada, że firma nie będzie szukać nowych rynków zbytu, skupi się natomiast na budowaniu silniejszej pozycji w krajach, w których jest już obecna. W ubiegłym roku wartość eksportu produktów rolno-spożywczych wyniosła 20 mld euro, czyli o 11,5 proc. więcej niż w 2012 roku. Zdaniem ekspertów ten sektor eksportu będzie dynamicznie rosnąć. Polska żywność dobrze sprzedaje się w krajach Europy Wschodniej, także na Węgrzech czy Rumunii.

Rumunia, która najbardziej odczuła kryzys i poziom sprzedaży mocno spadł, teraz na nowo się odbudowuje. Notujemy tam bardzo duży progres i wzrost obrotów – tłumaczy Rolnik.

Od kilku lat systematycznie rośnie sprzedaż produktów spożywczych na rynki azjatyckie – do Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich o 50 proc., dwukrotny wzrost zanotowano w przypadku Chin (dane Ministerstwa Rolnictwa). Jak podkreśla Józef Rolnik, w Chinach rośnie zapotrzebowanie na gotowe produkty, nie tylko owocowo-warzywne, lecz także mięsne.

Mamy fabrykę, która produkuje dania gotowe, pasztety. Chcemy zaproponować Chińczykom dania mięsne, bo tu widzimy swoją szansę. Wierzę, że możemy być konkurencyjni – mówi Józef Rolnik.

Raport Pracuj.pl „Rynek Pracy Specjalistów w III kwartale 2014”

W III kwartale 2014 roku w serwisie Pracuj.pl opublikowano 99 128 ofert pracy. Mimo niektórych rynkowych danych kwestionujących ożywienie gospodarcze, liczba ofert pracy w serwisie Pracuj.pl wzrasta z kwartału na kwartał. Podobnie jak w poprzednich miesiącach, największy popyt odnotowano na specjalistów od sprzedaży. Optymizmem napawa utrzymujący się wzrost zapotrzebowania na pracowników ds. HR.

  • 99 128 ofert pracy na portalu Pracuj.pl w III kwartale 2014 roku
  • 40% wszystkich ogłoszeń o pracę skierowanych było do pracowników sprzedaży
  • 8% więcej niż w II kwartale ofert pracy dla kontrolerów finansowych
  • 12% więcej niż w II kwartale ofert pracy dla pracowników HR
  • Prawie 10% więcej ofert pracy niż w II kwartale dla pracowników produkcji

Gdzie najłatwiej znaleźć zatrudnienie?

Najwięcej ofert pracy pochodziło z branży handel i sprzedaż oraz branży bankowość, finanse, ubezpieczenia. Na trzecim miejscu uplasowała się branża związana z telekomunikacją i zaawansowanymi technologiami. Prawie 30% ofert pracy pochodziło z firm zatrudniających ponad 250 osób. Jak co kwartał, najłatwiej zaleźć pracę w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu. 22% ofert pracy pochodziło z województwa mazowieckiego, 10% z województwa dolnośląskiego i niemal 10% z województwa wielkopolskiego.

Wielka czwórka – sprzedaż, obsługa klienta, finanse, IT

Najwięcej ofert pracy skierowanych było do specjalistów ds. sprzedaży (prawie 40% wszystkich ogłoszeń o pracę). Po kilkanaście tysięcy ofert pracy przeznaczonych było również dla specjalistów ds. obsługi klienta (18 256 ofert), finansistów i informatyków.

Porównując do liczby ofert w II kwartale 2014 roku, duży wzrost zapotrzebowania obserwujemy na handlowców związanych z motoryzacją (wzrost ofert o 15%). Może to świadczyć o tym, że Polacy odczuwają koniec kryzysu i są gotowi na większe wydatki, jak zakup samochodu. Potwierdzają to dane Centralnej Ewidencji Pojazdów, która odnotowała do tej pory kilkunastoprocentowy wzrost rejestracji nowych aut w porównaniu do analogicznego okresu w zeszłym roku. Sezonowo zwiększa się również zapotrzebowanie na handlowców związanych z rolnictwem (wzrost liczby ofert o 25%).

Dla osób odpowiedzialnych za finanse ofert pracy było ponad 16 tys. Najwięcej ogłoszeń o pracę skierowanych jest do analityków i  księgowych. Stale wzrasta zapotrzebowanie na analityków od kwestii ryzyka w bankowości (7% więcej niż w II kwartale) i kontrolingu (8% więcej niż II kwartale).

Informatycy jak co kwartał również mogli przebierać w  ofertach, w serwisie opublikowano dla nich 14 370 ofert. Ponad połowa ogłoszeń o pracę dedykowana jest programistom. Porównując do II kwartału rośnie przede wszystkim zapotrzebowanie na Architektów IT (wzrost o 25%). Duży wzrost zapotrzebowania oraz wysokie wymagania stawiane przed Architektem IT sprawiają, że jest on jednym z najlepiej opłacanych zawodów wśród informatyków.

Rośnie popyt na specjalistów ds. HR

Kolejny kwartał rośnie zapotrzebowanie na osoby odpowiedzialne za HR. W porównaniu do II kw. 2014 roku ofert pracy dla tych specjalistów było o 12 proc. więcej.  Prawie 15% wzrost ofert odnotowywano dla specjalistów ds. rekrutacji i employer brandingu. Wzrasta też rola strategicznego podejścia do HR. Ogłoszeń o pracę dla osób zarządzających HR było o 16% więcej niż w zeszłym kwartale. Oznacza to, że firmy nie tylko planują zatrudniać, lecz także będą przykładać większą wagę do utrzymania obecnych pracowników.

Produkcja pesymistyczna, ale zatrudnia

Mimo że PMI, indeks badający nastroje w produkcji, był we wrześniu na poziomie 49,5 co oznacza, że większość producentów odczuwa pogorszenie koniunktury, w serwisie Pracuj.pl opublikowano o 10% więcej ofert pracy dla pracowników produkcyjnych niż w II kwartale. Najczęściej poszukiwano specjalistów, którzy będą m.in. odpowiedzialni za optymalizację procesu produkcji. Być może zwiększenie zatrudnienia przełoży się w dłuższym czasie na obniżenie kosztów produkcji.

Udane wakacje

III kwartał jest kwartałem wakacyjnym, co sprawia, że pracodawcy przeprowadzają mniej rekrutacji, a i pracownicy są mniej zainteresowani poszukiwaniem pracy. Te wakacje były jednak wyjątkowo udane; w porównaniu do zeszłego kwartału w serwisie Pracuj.pl opublikowano kilka tysięcy ofert pracy więcej, a użytkownicy portalu wysłali w lipcu o 16% więcej CV niż w minionym roku. Wakacje również były udane dla osób szukających pracy w turystyce. Piękna pogoda sprzyjała optymizmowi pracodawców z tej branży, opublikowali oni o 27% więcej ofert niż przed rokiem.

Komentarz Przemysława Gacka, prezesa zarządu Grupy Pracuj SA:

Mimo danych z gospodarki, które poddają w wątpliwość ożywienie gospodarcze, kwartalna liczba ofert pracy w serwisie Pracuj.pl systematycznie rośnie, zbliżając się do 100 000. Mimo tego, że nastroje w polskim przemyśle są nieznacznie lepsze niż w sierpniu, nadal większość firm (choćby poprzez wskaźnik PMI) sygnalizuje pogarszającą się koniunkturę. Za to nasz „wewnętrzny” wskaźnik nastrojów pracodawców, czyli liczba zamieszczanych przez nich ogłoszeń rekrutacyjnych pokazuje, że firmy nadal nie straciły dobrych nastrojów. Pytanie brzmi, czy dalsza niepewna sytuacja na Wschodzie nie przełoży się w kolejnym kwartale na większą ostrożność w rekrutacjach.

Trzeci kwartał jest kwartałem wakacyjnym, zwyczajowo zarówno pracodawcy jak i poszukujący pracy są mniej aktywni. W tym roku jednak  użytkownicy serwisu wysłali o 16% więcej aplikacji niż rok temu co oznacza, że i pracownicy odczuwają, że koniunktura sprzyja poszukiwaniu pracy.

Wielka czwórka pozostaje bez zmian, pracodawcy najczęściej poszukują handlowców, osób do obsługi klienta, finansistów i informatyków, jednak piękna pogoda w wakacje przełożyła się także na ożywienie w branży turystycznej. Pracodawcy z tej branży zamieścili w naszym serwisie ponad 25% więcej ofert niż przed rokiem.

 

Żyją, by pracować czy pracują, by żyć? Jak motywować pokolenia X i Y

Dobrze zmotywowani i zaangażowani pracownicy to dla firmy szansa osiągania najlepszych rezultatów. Firmy które inwestują w pracowników, otrzymują ich wyższe zaangażowanie. Jak wynika z badań Instytutu Gallupa, może się to przełożyć nawet na trzy razy większe zyski w porównaniu z firmami, w których pracują osoby mało zaangażowane. Odpowiednio stymulowany zespół jest więc bardzo ważny i może znacząco wpłynąć na sukces firmy. W jaki sposób go motywować, kiedy potrzeby pracowników różnią się od siebie?

Zgodnie z przyjętym podziałem, na współczesnym rynku pracy mamy do czynienia z przedstawicielami pokolenia X i Y. Ich postawy znacznie się od siebie różnią. Ci pierwsi to osoby między 35. a 65. rokiem życia, które musiały poradzić sobie z tzw. okresem przejściowym, gdy w Polsce zmieniał się ustrój i pojawiło się zjawisko dotąd nieznane – bezrobocie. „Średniolatkowie”, bo tak mówi się o pokoleniu X, uchodzą za odpowiedzialnych i lojalnych pracowników, którzy szukają stabilnego i dobrze płatnego zajęcia. Ze względu na potrzebę bezpieczeństwa finansowego (troska o rodzinę), Iksy niechętnie zmieniają pracę, ograniczając swoją mobilność na rzecz stabilizacji zawodowej.

Pokolenie ery cyfrowej

Ponieważ pokolenie Y dorastało w innych czasach niż Iksy, jego przedstawiciele mają ułatwiony dostęp do informacji i pragnienie, by żyć inaczej niż „średniolatkowie”. Praca to dla Ygreków to nie tylko źródło dochodów, ale wartość psychologiczna czy społeczna – to ludzie zdeterminowani, elastyczni, mobilni, którzy chcą realizować się zawodowo, osiągać wyznaczone sobie życiowe cele. Przedstawiciele pokolenia Y urodzili się po roku 1980, stoi za nimi rewolucja technologiczna – wychowywali się w dobie najnowszych wynalazków i rozwiązań teleinformatycznych. Naturalnym środowiskiem jest dla nich świat podłączony do Internetu, nowoczesne telefony, multimedialny sprzęt, które są często podstawowymi narzędziami pracy.

Nowe realia, inne oczekiwania

Jak pokazało badanie AON Hewitt pt. „Najlepsi pracodawcy 2012”, inne czynniki motywują do pracy przedstawicieli pokolenia X, a inne Ygreków. Dla tych pierwszych najbardziej liczy się rozwój kariery oraz uznanie, a więc wszystko, co związane jest z ambitnymi zadaniami, w których mogą wykorzystywać swoje kompetencje i doświadczenie. Ygreki natomiast stawiają w pracy na dobrą atmosferę, możliwość angażowania się w interesujące z ich punktu widzenia projekty i podnoszenie kwalifikacji.

Radość z życia, energia do pracy

Jak sprostać oczekiwaniom obu pokoleń? Aby system motywowania odpowiednio zadziałał, musi być prawidłowo dostosowany do określonej grupy pracowników. Dlatego firmy sięgają często po profesjonalne programy motywacyjne, elastycznie dopasowywane do potrzeb konkretnych użytkowników. Jednym z takich programów jest MultiBenefit, oferujący dostęp do platformy internetowej, dzięki której motywowanie pracowników zyskuje nowoczesny wymiar. Różnorodne propozycje dostępne na platformie dla pracowników to szansa na spełnienie marzeń, inspiracja do rozwoju osobistego i aktywnego spędzania wolnego czasu. To również zachęta do prowadzenia zdrowego stylu życia. MultiBenefit daje szeroki wybór – od kursów i szkoleń, przez sport, rekreację, kulturę i rozrywkę, na wychowywaniu dzieci, turystyce i gastronomii kończąc.

– Obecnie pracodawcy wymagają pełnego oddania pracy i dużej elastyczności. Stres powodowany nawałem zadań służbowych może obniżyć kreatywność i zaangażowanie pracowników oraz niekorzystnie wpłynąć na ich wyniki – wyjaśnia Iwona Grochowska, Produkt Manager MultiBenefit. Jak przekonuje Grochowska, MultiBenefit to doskonały motywator, który pozwala godzić życie prywatne z zawodowym i prowadzi do utrzymywania Work Life Balance.

Zyski dla każdego

Profesjonalne programy motywacyjne to szansa odniesienia wielowymiarowych korzyści. Dzięki pozapłacowym motywatorom pracownicy zyskują nieograniczony dostęp do atrakcyjnych, wszechstronnych ofert. Dla firm oferowanie takiego dodatku do wynagrodzenia to szansa budowania pozytywnego wizerunku na rynku pracy, opartego na społecznej odpowiedzialności. Działy HR mogą dzięki systemom motywacyjnym realizować firmową politykę (m.in. Work Life Balance) i budować poprzez nią zaangażowanie i lojalność pracowników.

Polacy nie odkładają dodatkowych pieniędzy na emerytury. Brakuje zachęt podatkowych

Po obniżeniu wartości środków zgromadzonych w Otwartych Funduszach Emerytalnych Polacy nie zaczęli szukać produktów finansowych, które pozwoliłyby oszczędzać na przyszłe emerytury. Tą sytuację zmieniłyby np. odpowiednie ulgi podatkowe.

Na razie towarzystwa ubezpieczeniowe nie dostrzegają specjalnego wzrostu zainteresowania klientów oferowanymi na rynku w ramach tzw. III filara – IKE oraz IKZE, czyli Indywidualnymi Kontami Emerytalnymi oraz Indywidualnymi Kontami Zabezpieczenia Emerytalnego.

 OFE było czysto deklaratywne, tam nie było konieczności wykładania żadnych pieniędzy z kieszeni, tutaj jest trochę inaczej, a ponadto korzyści podatkowe są stosunkowo niewielkie – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Witold Jaworski, prezes zarządu Allianz Polska. Więc tak naprawdę na rynku nie widzimy dramatycznego wzrostu zainteresowania tymi produktami.

Tymczasem z ZUS-owskiego kalkulatora wynika, że świadczenie większości przyszłych emerytów stanowić będzie nie więcej niż 1/3 obecnego wynagrodzenia. Czyli trochę ponad 1 tys. zł dla zarabiających średnią krajową. Firmy ubezpieczeniowe liczą na to, że Polacy uświadomią sobie, jak niskie emerytury dostaną od państwa, i pomyślą o dodatkowym oszczędzaniu.

O emerytalnego klienta firmy ubezpieczeniowe będą musiały jednak powalczyć. Przekonać go, że powinien zacząć przeznaczać dodatkową część pieniędzy na przyszłą emeryturę.

– Myślę, że w najbliższej przyszłości będą to nadal robić głównie agenci, a w naszym przypadku również multiagencje – podkreśla prezes Jaworski. – Wielu z naszych konkurentów deklaruje, że chce się rozwijać w kanale porównywarek cenowych. Myślę, że nastąpi dalszy rozwój kanałów direct, ale bardziej z punktu widzenia klientów hybrydowych, czyli takich, którzy szukają produktu w sieci, ale kupują go poza siecią.

Przyszłość to jednak współpraca z innymi instytucjami finansowymi, w ramach której będzie można oferować klientom pakiety różnych produktów.

– Wydaje mi się, że w średniej perspektywie czasowej to banki będą stanowiły coraz ważniejszy kanał dystrybucji – uważa prezes Allianz Polska. – Również produktów niezwiązanych z usługą bankową, produktów samodzielnych.

Dla samych firm ubezpieczeniowych odnalezienie się w sytuacji, gdy odebrano OFE większość składek także oznacza spore zmiany.

– W kontekście reformy emerytalnej myślę, że to wyzwanie już zostało zdefiniowane – mówi Witold Jaworski. – Ograniczenie działalności OFE będzie powodować, że głównym celem będzie ograniczenie kosztów, a być może także jakieś ruchy związane z połączeniami PTE.

Wedel liczy na dwucyfrowe wzrosty przychodów i zysku. Zapowiada nowe produkty i smaki

0

CEO Magazyn Polska

Wedel zapowiada wprowadzenie na rynek produktów skierowanych do dzieci oraz poszerzenie asortymentu czekolad i Ptasiego Mleczka. Dzięki temu spółka chce osiągnąć dwucyfrową dynamikę zarówno przychodów, jak i zysku. Zwiększona produkcja nie będzie wiązała się z inwestycjami w nowe zakłady, bo fabryka Wedla w Warszawie wciąż ma wolne moce produkcyjne.

Plany Wedla w Polsce przewidują ekspansję sprzedaży. Będziemy wprowadzać nowe produkty, które są bardzo istotne w naszej kategorii słodyczy – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Maciej Herman, członek zarządu Lotte Wedel. ‒ Przewidujemy dwa rodzaje nowości. Pierwszą nowością będzie rozwinięcie obecnego portfolio, czyli na przykład nowe smaki tabliczek czekoladowych i nowe warianty Ptasiego Mleczka.

Herman dodaje, że drugą nowością będzie wejście w nowe kategorie. Nie chce zdradzać zbyt wielu szczegółów, ale wśród nich mają być produkty dla dzieci. Herman przyznaje, że to bardzo interesujący rynek, na którym do tej pory spółka jest mało obecna.

Podkreśla jednak, że nie oznacza to, że Wedel zaniedba podstawowe marki. Spółka zamierza cały czas rozwijać sprzedaż dwóch najpopularniejszych produktów, czyli czekolady gorzkiej i mlecznej, w której Wedel jest odpowiednio największym i drugim co do wielkości graczem na polskim rynku. Należący do japońskiej grupy Lotte producent liczy też na wzrosty sprzedaży popularnego Ptasiego Mleczka o smaku waniliowym. Herman zauważa, że sprzedaż ma rosnąć zarówno w kraju, jak i na rynkach zagranicznych.

Są to cele wzrostowe dwucyfrowe – zapowiada Herman. ‒ Dziś mamy jeszcze niewykorzystane moce produkcyjne w Warszawie. Planujemy kilka dużych inwestycji w naszej fabryce, które powinny na razie w pełni zaspokoić nasze potrzeby.

Dwucyfrowy wzrost spółka chce zanotować zarówno pod względem przychodów, jak i zysków.

Już w ciągu kilku najbliższych miesięcy Wedel planuje jeszcze bardziej zwiększyć możliwości warszawskiej fabryki inwestując w logistykę. Kończy się już modernizacja jednej z linii produkcyjnych.

Herman dodaje, że w przyszłym roku powinien powstać plan inwestycyjny na kolejne lata, który zacznie być realizowany pod koniec 2015 r. lub na początku 2016 r. Długofalowo może zakładać budowę kolejnego zakładu produkcyjnego w Polsce.

Apel do posłów w sprawie „wolnych sobót”

W związku z rozpoczynającym się we wtorek pierwszym czytaniem projektu ustawy w sprawie zasad rekompensowania dodatkowej pracy (tzw. wolne soboty) Konfederacja Lewiatan apeluje do posłów o nieodrzucanie go i skierowanie do dalszych prac w komisjach sejmowych.

Dzięki zmianom przepisów Kodeksu pracy, za pracę w sobotę lub inny dzień wolny, pracownicy będą mogli otrzymywać dodatkowe wynagrodzenie. Zdaniem Konfederacji Lewiatan zyskają na tym pracownicy, ponieważ mogą wzrosnąć ich dochody. Nowe przepisy nie wydłużą tygodnia pracy do 6 dni.

W liście do Radosława Sikorskiego, marszałka Sejmu pracodawcy napisali, że przyjęcie projektu pozwoli na merytoryczną, pogłębioną analizę proponowanych przepisów i rzeczywistą ocenę skutków społecznych ich wprowadzenia.

Konfederacja Lewiatan wyraża pełne poparcie dla proponowanych rozwiązań, które mają na celu porządkowanie istniejącego ustawodawstwa. Istotą projektu jest wypełnienie luki prawnej, która powoduje, że pracownicy są nierówno traktowani. Projekt ma charakter prospołeczny, gdyż wyrównuje sytuację prawną pracowników.

– Uważamy, że należy wypełnić istniejącą lukę prawną i umożliwić w sobotę, podobnie jak to jest z innymi dniami wolnymi od pracy (niedzielami i świętami), wypłatę dodatkowego wynagrodzenia za pracę w zamian za udzielanie dnia wolnego. To pracownik i pracodawca powinni decydować o sposobie rekompensaty pracy za ten dzień mając jednak na uwadze zasadę oddawania w pierwszej kolejności dnia wolnego. Dla pracodawcy będzie to kosztowniejsze rozwiązanie, bo rekompensowanie za godziny nadliczbowe jest dużo droższe niż udzielenie czasu wolnego – mówi dr Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka prawa pracy Konfederacji Lewiatan.

Obecnie, gdy pracodawca nie ma sposobności oddania czasu wolnego, bo na przykład sobota jest ostatnim dniem okresu rozliczeniowego, to narusza prawo i musi liczyć się z grzywnami i mandatami nakładanymi przez inspektorów Państwowej Inspekcji Pracy.

Konfederacja Lewiatan

 

Ustawa o polubownych metodach rozwiązywania sporów

0

Projekt ustawy o wspieraniu polubownych metod rozwiązywania sporów może zachęcić przedsiębiorców do częstszego korzystania z mediacji – uważa Konfederacja Lewiatan.

Ministerstwo Gospodarki opublikowało założenia projektu ustawy o wspieraniu polubownych metod rozwiązywania sporów. Nadrzędnym jego celem projektu jest doprowadzenie do szerszego i powszechnego wykorzystywania mediacji i innych metod pozasądowego rozwiązywania sporów (ang. alternative dispute resolution – ADR) w sprawach cywilnych. Służyć temu mają zmiany w procedurze cywilnej, zachęty ekonomiczne i promocja ADRów.

– Projekt oceniamy pozytywnie. Przedsiębiorcy często nie doceniają korzyści płynących z ADR-ów. Zarówno arbitraż, ale w szczególności mediację cechuje znaczne odformalizowanie i co do zasady znacząco krótszy czas postępowania. W efekcie pozwala to na zaoszczędzenie kosztów dochodzenia roszczeń. Polubowne, czy ugodowe rozwiązanie sporu, pozwala na zachowanie relacji gospodarczych. Doświadczenie pokazuje bowiem, że tam gdzie spór rozstrzygany jest wyrokiem sądu, jakakolwiek dalsza współpraca „dawnych partnerów” najczęściej jest niemożliwa. A to oznacza konieczność poszukiwania nowych kontrahentów – mówi Bartosz Wyżykowski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan popiera zmiany dotyczące zachęt o charakterze ekonomicznym, które mają skłonić do ugodowego rozwiązania sporów. Przykładowo, proponuje się zwrot całej opłaty sądowej, jeżeli ugoda zawarta została przed rozpoczęciem rozprawy. Propozycja ta i jej podobne w praktyce mogą się przyczynić do zwiększenia liczby zawieranych ugód oraz zwiększyć zainteresowanie stron osiągnięciem konsensusu. Równie pozytywnie należy ocenić „promediacyjne” rozwiązania podatkowe zawarte w projekcie. Należy jednak zachować ostrożność, tak aby zmiany te nie przesądzały obecnie istniejących wątpliwości interpretacyjnych na niekorzyść podatników.
Pewne wątpliwości może natomiast budzić pomysł wprowadzenia regulacji pozwalającej na obciążenie kosztami procesu – niezależnie od wyniku sprawy – strony, która w sposób nieusprawiedliwiony odmówiła poddania się mediacji lub innej pozasądowej metodzie rozwiązania sporu.

– Intencja ustawodawcy jest słuszna – ma zachęcać do korzystania z ADRów, i zniechęcać do zbędnego wytaczania powództw i obciążania sądów. Pytanie tylko, czy nie doprowadzi do skutków odwrotnych od zamierzonych? Pojawia się np. ryzyko, że strony w celu uniknięcia sankcji przewidzianej w proponowanym przepisie, w praktyce będą się godzić na wszczęcie mediacji, z góry wiedząc, lub zakładając, że nie zakończy się ona powodzeniem (ugodą). Należy bowiem pamiętać, że istotą wszelkich alternatywnych sposobów rozwiązywania sporów jest dobrowolność i wola stron do tego, aby spór rozwiązać nie na drodze sądowej lecz inaczej – dodaje Bartosz Wyżykowski.

To, że metody polubownego rozwiązania sporów w wielu wypadkach okazały się tak dużym sukcesem wynika właśnie z faktu, że były i są one stosowane tam, gdzie strony do tego dążyły. Każdy ma przecież prawo swobodnie dysponować swoimi prawami podmiotowymi i wydaje się, że decyzja o wyborze polubownego rozwiązania sporu powinna pozostać dobrowolna. Pytanie więc, czy kiedykolwiek odmowa zawarcia ugody, czy nawet próby w tym zakresie, może być uznana za „nieusprawiedliwioną”? Kwestia ta wymaga dyskusji.

Pozytywnie należy też ocenić wszystkie zmiany dotyczące arbitrażu. Szczególne znaczenie ma zrównanie skutków ogłoszenia upadłości dla postępowań prowadzonych przed sądami powszechnymi i polubownymi. Projekt zakłada, że pomimo ogłoszenia upadłości toczące się postępowania arbitrażowe będą kontynuowane, a zapisy na sąd polubowny nie utracą mocy. To dobrze, obecnie bowiem, zarówno w przypadku upadłości układowej, jak i likwidacyjnej, zapis na sąd polubowny dokonany przez upadłego w sposób automatyczny traci moc z dniem ogłoszenia upadłości, a toczące się już postępowania przed sądem polubownym ulegają umorzeniu bez względu na to, czy upadłość dotyczy powoda, czy pozwanego i bez względu na stopień zaawansowania sprawy. Na tle regulacji państw Unii Europejskiej jest to wyjątkowe rozwiązanie, które nie tylko nie służy pewności prawa, ale również powoduje, że Polska jest postrzegana jako państwo bardzo nieprzewidywalne.

Konfederacja Lewiatan

NIK o rehabilitacji leczniczej

Pomimo wzrostu nakładów pogarsza się dostęp do rehabilitacji leczniczej: rośnie liczba oczekujących, wydłuża się czas oczekiwania, a kurczy lista miejsc oferujących rehabilitację bez kolejki. Model finansowania terapii jest skomplikowany i nie uwzględnia końcowego efektu leczenia: jednakowo płaci się za świadczenia dobrze i źle wykonane, chociaż akurat w tej dziedzinie łatwo zauważyć i zmierzyć efekt. Prace nad określeniem zasad wykonywania zawodu fizjoterapeuty się przedłużają, a bez jasnych uregulowań istnieje ryzyko, że zabiegi wykona osoba bez odpowiedniego przygotowania. Z kolei brak standardów w rehabilitacji leczniczej utrudnia zachowanie odpowiedniej jakości i efektywności leczenia.

W badanym okresie (2011 – maj 2013) NFZ systematycznie zwiększał nakłady na rehabilitację leczniczą. Środki zaplanowane na rok 2013 były o 15% większe, niż te zaplanowane na rok 2010. Na 2013 rok zaplanowano na rehabilitację o blisko 267 mln zł więcej niż w roku 2010. W tym czasie wzrosła także liczba specjalistów z zakresu rehabilitacji leczniczej oraz balneologii i medycyny fizykalnej, logopedów oraz fizjoterapeutów.

Problemy z dostępnością świadczeń

Niezależnie od okoliczności potencjalnie sprzyjających upowszechnieniu rehabilitacji leczniczej,dostępność świadczeń rehabilitacyjnych w kontrolowanym okresie zmalała. Rosła natomiast liczba oczekujących: na zabiegi w pracowniach fizjoterapii na koniec 2011 r. zapisanych było ponad 400 tys. osób, a pod koniec 2013 r. już niemal 613 tys., na oddziałach rehabilitacyjnych z kolei odpowiednio: ok. 114 tys. i ponad 150 tys. osób.

Wydłużał się również czas oczekiwania na zabiegi w ramach czterech kluczowych działów rehabilitacji: w pracowniach fizjoterapii pod koniec 2011 r. pacjenci czekali na usługę przeciętnie 41 dni, a w 2013 już 61 dni, na oddziałach rehabilitacyjnych odpowiednio: 174 i 251 dni.

Jednocześnie coraz mniej było gabinetów, w których świadczenia rehabilitacyjne realizowano bez kolejki, np. w przypadku fizjoterapii na koniec 2011 r. „od ręki” przyjmowano jeszcze w co piątym gabinecie, a na koniec 2013 już tylko w co dziesiątym. Jednak zgodnie z zestawieniami NFZ – wciąż  – pomimo wydłużających się kolejek –  funkcjonują placówki, do których na rehabilitację można zapisać się bez czekania. NFZ podaje np., że aż w jednej piątej ośrodków rehabilitacji dziennej czas oczekiwania wynosił zero dni.

Brak standardów

Pomimo licznych apeli autorytetów środowiska medycznego Minister Zdrowia wciąż nie określił standardów postępowania w obszarze rehabilitacji leczniczej. W ocenie NIKhamuje to rozwój nowoczesnej, efektywnej rehabilitacji, ocenianej przy użyciu mierzalnych czynników, skal i testów. Bez jasnych kryteriów trudniej jest poza tym m.in. precyzyjnie rozstrzygnąć, który pacjent i jakich zabiegów rzeczywiście potrzebuje.

Resort zdrowia nie dokonywał regularnej oceny dostępności świadczeń rehabilitacyjnych, nie określił nawet wskaźników dotyczących liczby czynnych zawodowo lekarzy specjalistów, m.in. w zakresie rehabilitacji, w stosunku do liczby mieszkańców. Minister nie mógł więc rzetelnie ocenić, czy liczba lekarzy poszczególnych specjalności na danym terenie, np. w województwie, odpowiada liczbie pacjentów i ich potrzebom. Tymczasem kontrola NIK wykazała duże zróżnicowanie dostępności rehabilitacji w poszczególnych regionach. Różnice w przeliczeniu na jednego mieszkańca sięgały nawet 90%, np. w województwach wielkopolskim i lubuskim dziewięć razy trudniej było skorzystać z lekarskiej ambulatoryjnej opieki rehabilitacyjnej niż w województwie mazowieckim (2011 r.). Zauważalne jest także zjawisko terytorialnego zróżnicowania liczby lekarzy rehabilitacji. W województwie łódzkim, podlaskim i mazowieckim było np. blisko dwukrotnie więcej specjalistów rehabilitacji medycznej (w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców), niż w dolnośląskim, lubuskim i wielkopolskim (w latach 2011 – 2012). W opinii NIK bieżące monitorowanie dostępności świadczeń stanowiłoby cenne źródło informacji dla ministra zdrowia, zwłaszcza w sytuacji podejmowania ważkich decyzji dotyczących polityki zdrowotnej państwa.

Nieuregulowany zawód fizjoterapeuty

NIK zwraca uwagę, że Polska znalazła się w nielicznej już grupie państw Unii Europejskiej, które nie wypracowały jeszcze własnych norm regulujących zawód fizjoterapeuty. Prace nad odpowiednimi przepisami rozpoczęto cztery lata temu – w lutym 2010 r. – jednak ustawy wciąż nie ma. W konsekwencji fizjoterapeutą może być obecnie niemal każdy, także osoba bez odpowiedniego przygotowania (np. medycznego), a resort zdrowia nie ma nawet rzetelnych danych ani na temat liczby osób pracujących w zawodzie fizjoterapeuty, ani ich kwalifikacji. Biorąc pod uwagę stosunkowo dużą liczbę osób wykonujących tę profesję w Polsce (szacuje się, że obecnie jest to ok. 40 tysięcy) oraz ich znaczącą rolę w procesie rehabilitacji, niezbędne wydaje się przyjęcie odpowiedniej ustawy, która określiłaby m.in. zakres obowiązków fizjoterapeutów, sposób ich kształcenia, czy choćby odpowiedzialność wobec pacjenta. Jest to tym pilniejsze, że nieprawidłowo poprowadzona rehabilitacja może bardziej zaszkodzić niż pomóc.

Inne nieprawidłowości

Zgodnie z rozporządzeniem Prezesa NFZ świadczeniodawcy wykonujących fizjoterapię ambulatoryjną mają jednocześnie  – dość dyskusyjny – obowiązek prowadzenia części zabiegów także w warunkach domowych (nie mniej niż 3% miesięcznego kontraktu). Teoretycznie jest to przepis bezpodstawny, bo fizjoterapia domowa i fizjoterapia ambulatoryjna to dwa różne rodzaje świadczeń, ale formalnie nie został on przez Ministra zakwestionowany. Tymczasem żaden z tych skontrolowanych świadczeniodawców, którzy mieli taki obowiązek, nie wywiązywał się z udzielania świadczeń fizjoterapii w warunkach domowych.

Zgodnie z wyjaśnieniami świadczeniodawców – nie wykonują oni fizjoterapii domowej, ponieważ pacjenci w ogóle nie są kierowani przez lekarzy na taki rodzaj zabiegów. Jednak jak pokazała kontrola NIK większość jednostek nawet nie informowała ani pacjentów ani lekarzy o możliwościach i zasadach zapisów na wizyty domowe.

W przypadku niemal połowy (45%) skontrolowanych podmiotów leczniczych stwierdzono nieprawidłowości w prowadzeniu list oczekujących na rehabilitację, które miały wpływ na wiarygodność danych zbieranych i publikowanych przez NFZ.

Wbrew zapisom ustawy większość skontrolowanych świadczeniodawców (14 z 18) nie zapewniła pacjentom możliwości umawiania się na wizyty drogą elektroniczną od 1 stycznia 2013 r., co bez wątpienia dodatkowo utrudniało dostęp do świadczeń.

Kluczowym zagadnieniem, bezpośrednio związanym z dokonującymi się w Polsce zmianami demograficznymi, jest podniesienie efektywności i optymalizacja kosztów obecnego modelu rehabilitacji. Zdaniem NIK pożądane byłoby efektywniejsze wykorzystanie przeznaczanych na rehabilitację funduszy, a zmiany powinny objąć zarówno skalę i rozmieszczenie infrastruktury rehabilitacyjnej, jak i samą organizację udzielania i finansowania świadczeń rehabilitacyjnych.

Model rehabilitacji leczniczej w Polsce powinien być zorientowany na poprawę efektywności terapii, mierzonej za pomocą uniwersalnych i obiektywnych wskaźników (być może np. z wykorzystaniem oceny usług medycznych / badania satysfakcji pacjentów), które pozwalałyby na porównanie wyników leczenia w różnych ośrodkach. Pacjent powinien np. wiedzieć, ile ma trwać jego rehabilitacja i czy ten okres nie jest dłuższy od oferowanego w innym ośrodku.

Zdaniem Izby takim rozwiązaniom posłużyć może m.in.:

  • zapewnienie dostępu do rehabilitacji leczniczej wszystkim potrzebującym pacjentombez względu na ich miejsce zamieszkania;
  • wykorzystanie koncepcji płacenia za wyniki (pay-for-performance) i kupowania w oparciu o wartość (value-based purchasing), których podstawowym założeniem jest powiązanie wynagrodzenia lub stawki z efektami pracy.

Wnioski NIK skierowane do Ministra Zdrowia dotyczyły przede wszystkim:

  • podjęcia, w ścisłej współpracy ze środowiskiem medycznym, działań na rzecz opracowania i wprowadzenia standardów postępowania w rehabilitacji leczniczej;
  • zapewnienia szybkiego zakończenia prac nad projektem ustawy o zawodzie fizjoterapeuty regulującej zasady wykonywania tego zawodu;
  • podjęcia, we współpracy z instytucjami realizującymi zadania związane z różnymi formami rehabilitacji, działań w celu poprawy efektywności funkcjonowania i koordynacji systemu rehabilitacji w Polsce, obejmującego rehabilitację leczniczą, zawodową i społeczną.

GPW zachęca do opcji

CEO Magazyn Polska

Opcje to instrument wciąż niedoceniany przez inwestorów. Niewielkie obroty na nim wynikają po części z braku wiedzy i obaw przed skomplikowanymi zasadami ich rozliczania. Do pełnego wykorzystania możliwości, jakie dają opcje, potrzeba sporego doświadczenia, ale do prostych operacji, głównie nabywania opcji, wystarczy podstawowa wiedza o inwestowaniu na GPW.

Opcje to bardzo elastyczny i wszechstronny instrument inwestycyjny. Każdy może dobrać odpowiedni rodzaj opcji do swoich preferencji – zapewnia Filip Duszczyk, starszy specjalista w Zespole Wdrożeń Produktowych w Pionie Rozwoju Rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

– Można wybierać przeróżne profile wypłaty, można różne opcje i różne kursy wykonania składać razem, tworząc różne strategie. Inwestorzy powinni się zainteresować właśnie opcjami ze względu na elastyczność tego instrumentu, który można dopasować albo do zabezpieczenia swojego portfela, albo do czystej gry, do inwestycji spekulatywnych.

Jako zabezpieczenie portfela opcje podobne są do powszechnie znanych ubezpieczeń. Zasada jest prosta – trzeba zapłacić składkę i to jest jedyne ryzyko klienta. Jeśli nie nastąpi zdarzenie objęte ubezpieczeniem (np. kradzież samochodu w przypadku AC czy konieczność hospitalizacji przy ubezpieczeniach zdrowotnych), to klient traci jedynie kwotę składki. Z opcjami jest podobnie.

– Nabywamy opcje i tym samym płacimy premię opcyjną – to jest taka składka właśnie, której już nie odzyskujemy – tłumaczy Duszczyk. – W wypadku, gdy to niepożądane zdarzenie miało miejsce, jak w polisie ubezpieczeniowej dostajemy odszkodowanie. W przypadku polisy ubezpieczeniowej trzeba wypisać wniosek i zgłosić do ubezpieczyciela, i wtedy się dostaje odszkodowanie. Na giełdzie dostaje się to odszkodowanie automatycznie – jest rozliczane pieniężnie.

Druga najbardziej popularna metoda wykorzystania opcji to gra spekulacyjna. Można zagrać na wzrost czy spadek indeksu WIG20, nabywając opcje kupna albo sprzedaży. Ale nawet w przypadku, gdy inwestor pomyli się w przewidywaniu ruchu indeksu – jego straty też są ograniczone.

– W tych spekulacjach, co jest dużo lepsze niż w innych, na przykład kontraktach terminowych – mamy ograniczone ryzyko, czyli jest niesymetryczny profil wypłaty – mówi ekspert GPW. – Gramy na zysk w przypadku spadku lub wzrostu indeksu, ale ograniczamy straty w przypadku błędnego przewidzenia. Nasze ryzyko przy nabyciu opcji jest ograniczone tylko do premii opcyjnej, więcej nie możemy stracić.

Jak tłumaczy Duszczyk – opcje mogą być wykorzystywane przez początkujących inwestorów, chociaż po to, by wykorzystać ich wszystkie możliwości, trzeba sporej wiedzy.

– Tutaj wchodzą modele statystyczne i modele wyceny opcji, które dają nam cenę opcji i różne wskaźniki. Ale jest to też instrument w miarę łatwy do zapoznania się i do wciągnięcia się w tę całą przygodę z opcjami. Do takich prostych ruchów inwestycyjnych wystarczy podstawowa wiedza.

Władze giełdy liczą na to, że uda się zachęcić większą liczbę inwestorów indywidualnych do wykorzystywania opcji. Od początku roku do września wartość obrotów na opcjach wyniosła ok. 8,5 mld zł, w przypadku kontraktów terminowych było to prawie 168 mld zł.

Drosed stawia na produkty paczkowane. Chce sprzedawać zarówno poprzez sieci handlowe, jak i samodzielne sklepy

CEO Magazyn Polska

Choć wielu Polaków wciąż jeszcze woli kupować mięso i wędliny na wagę w małych punktach sprzedaży, mazowiecki Drosed przekonuje, że produkt paczkowany jest bezpieczniejszy, a nowoczesny handel gwarantuje jego właściwe przechowywanie.

– Ciągle jeszcze nasz konsument nie jest przygotowany do tego, żeby kupować produkt z opakowania – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jacek Lewicki, prezes zarządu Grupy Drosed. – On się jemu wydaje w jakiś sposób zakonserwowany, w jakiś sposób trudny do oceny, do której się przyzwyczaił.

Drosedowi zależy na tym, by konsument dostrzegł atuty produktu zapakowanego przez firmę o ustalonej pozycji na rynku i w to, że swoją marką gwarantuje ona jakość wystawianego na sprzedaż towaru. Potwierdzeniem jakości produktów jest też zdaniem prezesa Drosedu fakt, że wielkie sieci handlowe o wyśrubowanych kryteriach bezpieczeństwa żywności, kupują produkty firmy.

– Konsument nie wiem, że produkt z hipermarketu i  ten z małego sklepu mają identyczną jakość – ubolewa prezes Lewicki. – A w zasadzie ten pierwszy jest nawet lepszy, bo mam wysokie standardy jakości, które gwarantujemy my i nasi klienci, ci wielkie sieci handlowe, które mają dodatkowe systemy, daleko wykraczają poza polski standard. Poza tym jest jeszcze problem z percepcją zapakowanego produktu.

Produkty Grupy Drosed sprzedają m.in. takie sieci, jak Auchan, Carrefour, Real, Biedronka, Netto, Piotr i Paweł czy Alma. Trafiają one też na eksport do Europy Zachodniej, m.in. Wielkiej Brytanii, Niemiec oraz Francji.

– Jesteśmy dzisiaj największym dostawcą do kilku kluczowych sieci handlowych, co świadczy o tym, że mamy znaczącą pozycję w tym segmencie – ocenia prezes Lewicki.

Nadal jednak – co specyficzne dla polskiego handlu – wiele wyrobów Drosedu kupują też małe sklepy, zarówno sieciowe, jak i te prowadzone samodzielnie.

– Bardzo dużo sprzedajemy przez sklepy specjalistyczne – podkreśla Jacek Lewicki. – W zasadzie w przemyśle spożywczym niewiele się takich ostało. Oprócz piekarni są to sklepy mięsne. Sporo produktów sprzedajemy też w małych sklepach spożywcze. Nasza branża jest pod tym względem specyficzna.

Należąca do francuskiego koncernu LDC grupa Drosed rocznie wytwarza ponad 80 tys. ton produktów gotowych rocznie. Jej obroty sięgają 800 mln zł. Obok spółki Drosed do grupy należą m.in. spółki Roldrob i Sedar, także specjalizujące się w przetworach drobiowych. Grupa zatrudnia 1,6 tys. pracowników.

Władze telewizji chcą zmienić satelitę TVP Polonia. O przyszłości kanału dyskutować będzie Senat

0

CEO Magazyn Polska

Na specjalnym posiedzeniu senacka Komisja Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą zajmie się kwestią przyszłości TVP Polonia. Senatorowie wysłuchają informacji zarządu Telewizji Polskiej na temat zapowiedzi zaprzestania nadawania tego programu przez satelitę Astra, co – jak podkreślają przedstawiciele Astry – może znacząco ograniczyć dostępność TVP Polonia dla mieszkających za granicą Polaków. Prezes Astry obawia się, że warunki przetargu nie pozwolą jej w nim wystartować.

Według danych MSZ-u w Europie żyje mniej więcej 6 mln Polaków i oni wszyscy technicznie mają dostęp do TVP Polonii poprzez satelitę Astra. Jeżeli rzeczywiście 1 stycznia sygnał TVP Polonii zniknie z satelitów Astra i pojawi się na innym satelicie, w innej formie, na innej pozycji, to nie wchodząc w detale techniczne, będzie to oznaczało, że wszyscy, którzy w tej chwili oglądają TVP Polonia, 1 stycznia obudzą się i będą mieli czarny ekran – przestrzega w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Ornass-Kubacki Jacek Lewicki, prezes zarządu Astra CEE.

TVP nadaje przez Astrę od 2005 r. Pozycja 19,2E, na której transponder umożliwiający nadawanie wynajmuje polska telewizja, jest najpopularniejsza w Europie. Sygnał z tej pozycji dociera do 114 mln gospodarstw na kontynencie. Korzystają z niej niemal wszystkie stacje europejskich telewizji publicznych (np. w Niemczech, Francji czy Austrii). Zasięg pozostałych operatorów obejmuje 48 proc. gospodarstw. Rzecznik TVP w komentarzach dla mediów odpierał zarzuty Astry, twierdząc, że zasięg się nie zmieni.

Powiedziano nam, że w sytuacji braku sygnału można sobie przekręcić albo założyć nową antenę – mówi Marcin Ornass-Kubacki. – Niestety, jest to niemożliwe, ponieważ w zbiorczych budynkach na Zachodzie, czy to jest Paryż, Berlin, Kolonia, Zurych, nie ma możliwości założenia małej indywidualnej anteny na fasadzie budynku po to, żeby odbierać jeden kanał. Po prostu tam wszędzie jest Astra.

Jak podkreśla Ornass-Kubacki, Astra chciałaby uczestniczyć w przetargu TVP, jednak ze względów formalnych może być to niemożliwe.

Niestety, okazało się, że przetarg jest tak sformułowany, że nie możemy złożyć oferty i być w nim stroną. Pytano, na czym polega problem. Problem polega na tym, że w przetargu expressis verbis jest wpisana nazwa firmy, która jako jedyna może uczestniczyć w tym przetargu. Czyli to mniej więcej tak, jakby ktoś zamawiał samochód i mówił, że ma być czterodrzwiowy, komfortowy, niedrogi i niedużo palić, a przy okazji nazywać się na przykład Volvo. My nie uważamy, żeby to był przetarg otwarty, gdzie każdy ma mieć równe szanse. W związku z tym obawiamy się, że nie możemy złożyć oferty na nadawanie satelitarne kanału TVP Polonia – mówi prezes Astra CEE.

W tej sytuacji firma duże nadzieje wiąże ze wsparciem senatorów z Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą.

Cieszymy się, że Senat pochylił się nad tym problemem, dlatego że wydaje się to dosyć istotne dla polskiej racji stanu. TVP Polonia odbierana satelitarnie poprzez Astrę jest jedną z nielicznych możliwości dostępu Polaków do polskiej kultury, polityki i wiedzy na temat tego, co dzieje się w kraju. To będzie neutralna platforma, gdzie będziemy mogli zaprezentować stan faktyczny, a nie tylko rozmawiać za pomocą gazet – podkreśla Marcin Ornass-Kubacki.

Chińska gospodarka z problemami. Spadek tempa wzrostu PKB wcale nie jest najpoważniejszym z nich

CEO Magazyn Polska

Wzrost chińskiego produktu krajowego brutto należy do najszybszych na świecie, choć dziś jego dynamika jest znacznie słabsza niż kilka lat temu. Nie to jest jednak najpoważniejszym wyzwaniem, przed jakim stoi tamtejsza gospodarka.

W ocenie analityków potwierdzanej wynikami z I półrocza i III kwartału można oczekiwać, że w tym roku PKB Państwa Środka wzrośnie o ok. 7,5 proc. Największy poziom wzrostu chińskie PKB osiągnęło w 2007 roku, przekraczając 14 proc. Od tego czasu systematycznie spada, obecnie osiągając poziom z końca lat 90. W III kw. 2014 r. chińska gospodarka urosła o 7,3 proc., o 0,1 pkt proc. mocniej niż oczekiwali ekonomiści.

7 proc. to jest naprawdę wspaniały wskaźnik – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria dr Krystyna Palonka z Centrum Studiów Polska – Azja. – Proszę zwrócić uwagę na to, że te procenty są liczone od coraz większej masy. Łatwiej jest mieć 10 proc. od małej podstawy niż 10 proc. od dużej. W skali liczb bezwzględnych ten wzrost jest taki sam, jak był, tylko oczywiście rozkłada się na większy potencjał.

Dla Chin od mniejszego tempa wzrostu ważniejsze są jednak wyzwania, które ten wzrost przyniósł.

Kiedy się osiągnie już pewien poziom gospodarki, pewną masę krytyczną, to wtedy dopiero pojawiają się problemy, jak to rozłożyć. Nie zazdroszczę rządowi Chin, bo ma z tym ogromne problemy – mówi dr Palonka.

Wyzwaniem jest ochrona środowiska, zaniedbana w latach przemysłowego rozwoju. Problemem jest też sam przemysł, który wymaga innowacji, przesunięcia na wyższy poziom technologiczny. Są wreszcie sami Chińczycy, w większości mieszkający na wsi, podczas gdy potrzebni są w miastach.

To są dziesiątki, setki milionów ludzi, którym trzeba zapewnić miejsca pracy, mieszkania i infrastrukturę, jak choćby szkoły, służbę zdrowia itd. – podkreśla Krystyna Palonka. – Ludzie, którzy przyjeżdżają ze wsi do miast, żeby pracować, nie mają żadnych podstawowych zabezpieczeń socjalnych. Oni w tej chwili o to walczą i rząd zdaje sobie sprawę z tego, że trzeba coś z tym zrobić.

Kolejny wielki chiński problem to nierównomierny rozwój kraju. Zróżnicowanie rozwoju poszczególnych prowincji.

– Wschód się rozwinął wspaniale i szybko – zaznacza ekspertka. – Te metropolie konkurują z największymi światowymi pod względem liczby ludności i infrastruktury. Ale są też takie obszary w Chinach, które są bardzo mało rozwinięte. I właściwie jednym z podstawowych planów rządowych jest rozwój zachodniej części Chin.

Wyzwaniem dla chińskiej polityki i gospodarki jest też problem demograficzny. Polityka jednego dziecka spowodowała, że tamtejsze społeczeństwo szybko się starzeje. I nie ma komu zapewnić opieki starszym ludziom.

Oczywiście kultura chińska oparta na modelu konfucjańskim oznacza, że to rodzina powinna się zajmować starszymi ludźmi. W tej chwili jest jedno dziecko i ono wyjechało do wielkiego miasta. Starsi ludzie, którzy pozostali w większości na wsi, ze względu na tradycję, na to, że „starych drzew się nie przesadza”,  wcale się nie garną do tego, żeby się przenieść do miast – zauważa dr Krystyna Palonka.

W rezultacie rozwiązanie problemu, którego próbowały chińskie władze, nie wypaliło. Wybudowane z myślą o ludziach ze wsi mieszkania w miastach stoją puste, a stworzone w ten sposób miasta widma stały się potężnym obciążeniem zarówno dla inwestujących w nie władz lokalnych, jak i dla kredytujących te inwestycje banków.

Infrastruktura telekomunikacyjna potrzebuje poważnej rozbudowy

CEO Magazyn Polska

Upowszechnienie się internetu oraz telefonii komórkowej spowodowało, że gwałtownie wzrosła ilość danych, które są wysyłane i odbierane przez urządzenia. Aby transfer przebiegał bez zakłóceń, potrzebna jest odpowiednia infrastruktura, dlatego też zajmujący się nią sektor rynku ulega dynamicznym przemianom, a jedno z największych przedsiębiorstw zajmujących się naziemną infrastrukturą radiowo-telewizyjną ma dość duże plany rozwoju.

Mowa tu o EmiTelu, który został przejęty przez amerykański fundusz Alinda Capital Partners. Firma skupia się obecnie nad rozwojem usług na bazie technologii Ethernet i IP. Zaliczają się do tego sektora używane w przedsiębiorstwach wirtualne sieci prywatne (VPN, czyli virtual private network), dostarczanie dostępu do Internetu użytkownikom prywatnym i biznesowym oraz Digital Signage. Ta ostatnia usługa jest często nazywana „cyfrowym wyjściem z domu”. Obejmuje zintegrowaną formę zarządzania systemem, w skład którego wchodzą wyświetlacze elektroniczne prezentujące informacje, reklamy i inne wiadomości. Systemy Digital Signage wykorzystywane są w ruchliwych miejscach, jak lotniska, galerie handlowe, a także dworce i tym podobne miejsca.

Obecnie rynek infrastruktury pozwalającej na przesyłanie danych (zarówno handlowych, jak i prywatnych) znajduje się w okresie wielkich przemian, które wynikają nie tylko ze wspomnianej, większej ilości informacji do przesłania, ale również wyczulenia klienta na koszty oraz jakość oferowanych usług. Nie bez znaczenia jest także bardzo szybko rozwijająca się bezprzewodowa forma transferu danych – LTE – co jest ściśle związane z coraz większą liczbą urządzeń przenośnych, jak smartfony czy tablety. Firmy wdrażające infrastrukturę nie obawiają się tego, mają jednak pewne dylematy.

Myślę, że z punktu widzenia usług, które są zapewniane, innowacja jest czymś absolutnie naturalnym – mówi Przemysław KurczewskiKrystyna Palonka, prezes zarządu EmiTel. – Internet przyciąga do siebie innowacje i tego się nie obawiam. Użytkownicy sieci są wręcz zarzucani propozycjami i kwestią wyboru jest to, z jakich usług będą korzystać. Inną kwestią jest skłonność klientów do płacenia za te usługi, a osobną zapewnienie odpowiedniej ich jakości, tak, aby każdy korzystający z nich klient był zadowolony. To jest wielki dylemat inwestycyjny.

Prezes zdradził, że Alinda zainteresowana jest przede wszystkim inwestycjami w infrastrukturę telekomunikacyjną, która pomoże zwiększyć pole działania EmiTela na polskim rynku oraz ulepszyć współpracę z operatorami telekomunikacyjnymi. Zmiany będą oczywiście wdrażana stopniowo. Jak dodaje:

Wypracowaliśmy wspólną wizję EmiTela na przyszłość. Teraz jest to kwestia jej realizacji. Współpraca układa się bardzo dobrze.

Alinda Capital Partners jest funduszem inwestycyjnym należącym do grupy kapitałowej, dla której telekomunikacja to tylko jeden z sektorów działania. EmiTel do połowy 2011 roku należał do Telekomunikacji Polskiej, która sprzedała go za 1,73 mld zł na rzecz Montagu Private Equity. Wykupienie przez Alindę nastąpiło po wydaniu zgodzie UOKiK, wydanej w lutym 2014 roku.

Litr paliwa w cenie hot doga

Benzyna za mniej niż 5 zł wydaje się być już tylko kwestią dni. Polskim kierowcom sprzyja wyjątkowo niska cena za baryłkę ropy oraz dobre prognozy dotyczące kursu dolara. Już niedługo cena za popularną 95’tkę będzie niższa, niż koszt zakupu hot doga na stacji benzynowej.

– Wpływ na cenę litra benzyny w Polsce mają dwa czynniki – kurs dolara w stosunku do złotego oraz cena baryłki na światowych rynkach. Na razie koszt zakupu baryłki ropy spada (85,95 USD za Brent i 83,1 USD za Ural), ale cena za litr popularnej PB95 wcale nie musi się obniżyć, jeśli nagle dolar podrożeje. Przy obecnym kursie PLN/USD (1$=3,3 zł) ropa musi potanieć jeszcze o ok. 2 dolary, by cena benzyny PB95 spadła poniżej 5 zł – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

– W ciągu ostatnich 4 miesięcy ropa potaniała o 25%, ale średnia cena litra benzyny bezołowiowej w Polsce spadła tylko o 23 grosze, a więc zaledwie o 4,2%. Stało się tak, ponieważ wraz ze spadkiem cen ropy rósł kurs dolara, w którym rozliczany jest handel czarnym surowcem – komentuje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Analitycy walutowi przepytani przez Bankier.pl twierdzą, że na razie polskiej walucie nie grozi osłabienie, a to oznacza, że ceny paliw powinny spadać. Ostatni raz mniej niż 5 zł za paliwo płaciliśmy w 2010 roku. Z szacunków Bankier.pl wynika, że niższa cena paliw może spowodować zmniejszone dochody do budżetu państwa z tytułu VAT o ok. 50 mln zł.

Rosję czekają kłopoty

To co cieszy polskich kierowców martwi decydentów z Kremla. Chociaż moskiewskie władze utrzymują, że niższa cena za baryłkę ropy nie spowoduje poważnych kłopotów budżetowych w Rosji to ekonomiści są zgodni, że naszego wschodniego sąsiada czekają trudne chwile. Rosyjski plan wydatków bilansuje się przy cenie 104 USD za baryłkę ropy. Niższa cena oznacza poważne cięcia budżetowe lub wzrost długu Rosji. Poważny kryzys w tym kraju wydaje się być tylko kwestią czasu.

Aplikacje webowe w walce z wykluczeniem zawodowym osób niepełnosprawnych

Przyczyną niskiego poziomu aktywności zawodowej osób niepełnosprawnych jest przede wszystkim brak wystarczającej liczby ofert pracy. Niechęć pracodawców może być wynikiem błędnego przekonania, że ze względu na ograniczenia fizyczne pracownicy ci nie będą w stanie realizować zlecanych obowiązków służbowych. Dzisiejsza technologia zmienia to stereotypowe podejście.

Rosnąca stopa bezrobocia

Zgodnie z wynikami Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności z 2013 roku w Polsce żyje blisko 2 mln osób niepełnosprawnych w wieku produkcyjnym, spośród których zaledwie 527 tys. jest aktywnych zawodowo, a 432 tys. faktycznie pracuje. Sytuacja niepokoi jeszcze bardziej zważywszy na fakt, że w stosunku do roku poprzedniego stopa bezrobocia wzrosła o 2 pkt. proc. wynosząc w 2013 roku 17,9 proc.

W przypadku osób niepełnosprawnych w stopniu lekkim poziom aktywności zawodowej szacuje się na poziomie 37,1 proc. (wskaźnik zatrudnienia – 29,4 proc.). W trudniejszej sytuacji są osoby niepełnosprawne ze znacznym stopniem niepełnosprawności, których poziom aktywności zawodowej wynosi 10,2 proc., a wskaźnik zatrudnienia 8,7 proc. W tym procencie mieści się omówiony poniżej przypadek Pana Jana.

Kim jest Pan Jan?

Pan Jan pracował jako serwisant w ogólnopolskiej firmie specjalizującej się w naprawach urządzeń wentylacyjno-chłodniczych. Nieszczęśliwy wypadek samochodowy, w wyniku którego doznał paraliżu kończyn dolnych, okazał się być tragicznym końcem kariery zawodowej tego wcześniej rozchwytywanego fachowca. Mimo ogromnego zasobu wiedzy, niemożność sprawnego poruszania ograniczyła mobilność Pana Jana, co dla jego firmy oznaczało konieczność zatrudnienia innego specjalisty. Pracodawca nie chciał rezygnować z cennego eksperta, jednak specyfika pracy, którą wykonywał, nie pozwalała na kontynuację kariery na dotychczasowych stanowisku.

Co na to technika webowa?

Mimo wypadku Pan Jan nadal był świetnym fachowcem. Ekspertem o ogromnym poziomie wiedzy i doświadczeniu cenionym przez pracodawcę. Czy nieszczęśliwy wypadek musiał oznaczać koniec kariery zawodowej? Dzisiejsza technologia odpowiada przecząco dając dostęp do nowoczesnych aplikacji webowo-mobilnych. Narzędzia te, służąc do organizacji i zarządzania przedsiębiorstwem, mogą być wykorzystywane nie tylko przez osoby sprawne fizycznie. Programiści zadbali, by dzisiejsze systemy ERP posiadały konstrukcję umożliwiającą osobie niepełnosprawnej wykonywanie pracy na takim samym poziomie jak pełnosprawny pracownik. – Takie narzędzia pozwalają na aktywizację zawodową osób niepełnosprawnych ruchowo, które aby wykonywać zlecone zadania nie muszą wychodzić z domu czy pracować w terenie. Przykładem rozwiązania może być system e-Service opierający się na aplikacjach webowo-mobilnych działających w czasie rzeczywistym – mówi Paweł Kondratowicz z firmy QSG S.A.

Jak pracodawca Pana Jana czy inna firma chcąca zatrudnić osobę niepełnosprawną mogłaby wykorzystać e-Service? Choćby oddając do dyspozycji pracownika aplikację koordynatora usług. Z takiego panelu korzysta się w przeglądarce internetowej, nie ma zatem potrzeby wychodzenia z domu czy podejmowania kłopotliwych dla osoby niepełnosprawnej kontaktów bezpośrednich. System powiązany jest w czasie rzeczywistym z pozostałymi aplikacjami e-Service, z których korzysta mobilny serwisant (aplikacja mobilnego lidera usług) oraz klient danej firmy (aplikacja klienta). Dzięki webowemu charakterowi wszystkich paneli Pan Jan może koordynować zlecane prace oraz prowadzić komunikację w czasie rzeczywistym. Pan Jan wykorzystuje aplikację koordynatora by przekazywać mobilnemu serwisantowi zlecenia, harmonizować plan jego pracy, wspierać technicznie aspekty podejmowanych działań, śledzić bieżącą pozycję (dzięki odczytowi pozycji GPS) oraz postęp realizowanych zadań. Będąc online przyjmuje zlecenia przekazywane przez klientów, którzy kilkoma kliknięciami w aplikacji webowej lub mobilnej wystawiają zlecenie serwisu na dane urządzenie. Pan Jan wykorzystuje swoją wiedzę i umiejętności by szkolić serwisantów i udzielać im wskazówek w czasie pracy. Dzięki aplikacji mobilnej lidera usług, serwisant może przesyłać multimedia – zdjęcia, filmy lub notatki głosowe, komunikując się w ten sposób z koordynatorem, który przekazuje online wskazówki pomocne w rozwiązaniu danej usterki.

Nie tylko dla serwisantów!

Aplikacje webowo-mobilne służące do delegowania zadań sprawdzą się w aktywizacji zawodowej osób niepełnosprawnych posiadających doświadczenie i umiejętności nie tylko w branży serwisowej. – Dzięki e-Service pracownik ograniczony ruchowo może koordynować oraz zarządzać pracami technicznymi realizowanymi w biurowcach czy apartamentowcach. Innym przykładem może być wykorzystanie paneli webowych przy gospodarowaniu odpadami w branży komunalnej. Ponieważ narzędzie działa w czasie rzeczywistym, niepełnosprawny pracownik może zarządzać pracami oraz przepływem informacji pomiędzy mieszkańcami, usługodawcą a referentem w urzędzie gminy  – wylicza Paweł Kondratowicz i dodaje: – Dzięki temu zmniejszają się koszty ponoszone przez usługodawcę, co ma bezpośredni wpływ na wysokość budżetu danej gminy. Otrzymane w ten sposób oszczędności pozwalają na obniżenie wysokości opłat ponoszonych przez mieszkańców. I nie ma to znaczenia czy zadania te koordynuje osoba sprawna czy niepełnosprawna – dzięki aplikacjom jakość wykonywanej pracy jest dokładnie taka sama.

Jak zauważa Robert Jakubowski, p.o. Rzecznika Prasowego Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych: – Poza działaniami na rzecz rozwoju technologii teleinformatycznych, choćby w formie aplikacji webowych, trzeba także pamiętać o dostępności tych aplikacji. Obecnie osoby słabowidzące, niewidome, z niepełnosprawnością kończyn górnych mogą swobodnie korzystać z nowych technologii, dzięki tzw. urządzeniom i programom wspomagającym (ang. assistive technologies). Warunkiem pełnej operatywności stanowisk pracy dla osób niepełnosprawnych jest jednak dostępność samych aplikacji. Oznacza to, że muszą one być przygotowane w taki sposób, a by dobrze współpracowały z technologiami wspomagającymi, ale także, by osoby z różnymi dysfunkcjami mogły je bez problemu obsłużyć. Dlatego przy tworzeniu takich aplikacji, trzeba pamiętać o dobrych praktykach dostępności zawartych na przykład w specyfikacji Web Content Accessibility Guidelines 2.0 (WCAG 2.0).

Niepokojącym jest fakt, że mimo dostępności tego typu narzędzi, a także możliwości jakie daje wsparcie ze strony środków publicznych, większość osób niepełnosprawnych w wieku produkcyjnym nadal pozostaje poza rynkiem pracy. Szansę na ich aktywizację zawodową daje np. System Obsługi Dofinansowań i Refundacji prowadzony przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. W programie zarejestrowanych jest ponad 200 tys. niepełnosprawnych, z tego ok. 160 tys. osób zatrudnionych jest w zakładach pracy chronionej, a 70,4 tys. na otwartym rynku pracy. Pamiętajmy też, że pracodawcy zobowiązani są do zatrudnienia niepełnosprawnych w liczbie odpowiadającej minimum 6% ich personelu. Jeśli nie wywiązują się z tego obowiązku, muszą odprowadzać miesięczną składkę na rzecz PFRON. Tym bardziej warto zwalczać stereotypowe myślenie i inwestując w narzędzia IT wykorzystywać potencjał zawodowy tkwiący w pracowniku, nawet jeżeli jest to osoba niepełnosprawna.

Konto dla studenta – jak wybrać najlepszą ofertę?

Jednym z pierwszych kroków na drodze ku samodzielności każdego młodego człowieka jest założenie konta w banku. Obecnie praktycznie każdy bank oferuje specjalne warunki dla studenta. Eksperci z portalu Zafinansowani.pl analizują wszystkie „za” i „przeciw”, by wybrać konto, które najlepiej pomoże zarządzać studenckim budżetem.

Analizując oferty różnych banków, trzeba zastanowić się w jakim celu będziemy używać konta i co jest dla nas najważniejsze: darmowe wypłaty ze wszystkich bankomatów, bezpłatne i szybkie przelewy z kont rodziców, zniżki i rabaty lub zwrot części wydatków przy płatności kartą? A może oryginalna karta płatnicza z wybranym przez siebie zdjęciem?

Myśl długoterminowo

Zakładając konto studenckie powinniśmy myśleć długoterminowo i nie kierować się wyłącznie okresową promocją oferowaną przez bank. Być może to konto będzie nam służyć przez lata, a w tym samym banku weźmiemy kredyt i założymy lokatę. Często posiadając konto przez kilka lat w jednej instytucji finansowej, możemy starać się o lepsze warunki kredytu lub pożyczki.

Kiedy nie płacić za kartę płatniczą?

Szczególną uwagę należy również zwrócić na opłaty związane z kartą płatniczą. – Konta studenckie zazwyczaj są bezpłatne, natomiast często należy spełnić określone warunki, aby być zwolnionym z opłaty za kartę płatniczą, np. regularne wpływy na konto lub transakcje kartą.   Ważne jest również, czy karta umożliwia dokonywanie płatności za zakupy w Internecie oraz czy takie transakcje wliczane są do kwoty transakcji zwalniających z opłaty za kartę – dodaje Anna Śmigas, z Departamentu Rachunków, Płatności i Kart ING Banku Śląskiego, ekspert portalu Zafinansowani.pl. Płacąc kartą za zakupy można również uzyskać dodatkowe rabaty lub wziąć udział w loterii. Dlatego warto na bieżąco śledzić informacje o aktualnych promocjach banku.

Darmowe wypłaty i udogodnienia

Darmowe wypłaty z bankomatów to kolejny ważny punkt, szczególnie istotny dla osób aktywnych. Nieograniczoną liczbę bezpłatnych wypłat ze wszystkich bankomatów bez spełnienia dodatkowych warunków oferuje niewiele banków. Eksperci z portalu Zafinansowani.pl radzą również, by zastanowić się, jak często będziemy wypłacać pieniądze z obcych bankomatów, np. Euronetu, aby w przyszłości w takich momentach nie przepłacać. Pamiętajmy również o usłudze cashback, dzięki której w niektórych punktach handlowo-usługowych możemy wypłacić gotówkę, unikając prowizji.

Studentom, którzy korzystają jeszcze z finansowego wsparcia rodziców wygodnie może być posiadać konto w tym samym banku co oni. W takim przypadku będą otrzymywać pieniądze natychmiast po wykonaniu przez rodziców przelewu, ponieważ transakcje wewnątrz banku są zazwyczaj realizowane w czasie rzeczywistym.

Dodatkowe profity

Niektóre konta pozwalają na zwrot części wydatków zapłaconych kartą. Dla studentów liczących każdy grosz to dobra okazja na dodatkowy zastrzyk pieniędzy. – Spełniając określone warunki, m.in. regularne wpływy na konto lub transakcje kartą w wybranych miejscach, możemy na koniec miesiąca otrzymać premię lub zwrot części kwoty wydanej za zakupy przy użyciu karty, nawet do kilkudziesięciu złotych miesięcznie. To niewątpliwie atrakcyjna oferta dla studentów poszukujących dodatkowych środków – mówi Anna Śmigas, ekspert portalu Zafinansowani.pl.

Banki często dają także możliwość skorzystania z limitu w koncie oraz programów rabatowych np. w sklepach czy szkołach językowych. Dodatkowe profity można też uzyskać polecając rachunek swoim znajomym i spełniając określone warunki aktywności.

Bankowość mobilna to podstawa

Student, który jest ciągle w ruchu i nie chce tracić czasu na wizyty w oddziale powinien także szczególnie zwrócić uwagę na dostęp do bankowości internetowej i mobilnej.  Dzięki temu zawsze i wszędzie sprawdzi stan konta, czy zrobi przelew.

Dodatkową zaletą kont studenckich są narzędzia, które umożliwiają zarządzanie budżetem  i comiesięcznymi wydatkami, np. w ING Banku Śląskim jest to Finansometr – przejrzysty system do zarządzania finansami osobistymi, dostępny w ramach systemu bankowości internetowej ING BankOnLine. Aplikacja ta pomaga zarządzać swoimi wydatkami, dzięki czemu można łatwo ocenić, na co przeznaczamy co miesiąc nasze pieniądze. Wpływy i wydatki prezentowane są na kolorowych wykresach, które jasno pokazują obraz studenckich finansów.

Wybierając konto studenckie, należy zapoznać się z opłatami i informacjami kryjącymi się w umowie oraz sprawdzić wszystkie szczegóły związane z prowadzeniem takiego konta. Dzięki temu raz dobrze  wybrane konto może służyć nam jeszcze długo po zakończeniu studiów.

 

Czy będziemy pracować 6 dni w tygodniu?

Zapłata za nadgodziny, a może w rzeczywistości wydłużenie tygodnia pracy? Pomysł zmian w Kodeksie pracy, które zostały zaproponowane przez grupę posłów PO, budzi wiele kontrowersji wśród związkowców.

Dziś według przepisów pracujemy 5 dni w tygodniu – po 8 godzin. Za każdy dodatkowy dzień należy się wolne. Nie zawsze jednak udaje się je otrzymać. Niestety, pracodawcy też niechętnie wynagradzają pieniędzmi za nadgodziny. Stąd pomysł zmian: jeśli przedsiębiorca nie da pracownikowi wolnego dnia za pracę w sobotę, będzie musiał mu wypłacić ekwiwalent.

Pomysł wywołał burzę wśród związków zawodowych, które obawiają się, że to droga do wprowadzenia 6-dniowego tygodnia pracy. „Mówi sie, że będzie można wybrać, czy będziemy chcieli pracować w sobotę, czy nie. Doskonale wiemy, że w rzeczywistości polski pracownik ma niewiele do powiedzenia. W wielu firmach tzw. wolny wybór będzie oznaczał narzucenie przez pracodawcę dłuższego czasu pracy” – mówi serwisowi infoWire.pl Piotr Szumlewicz z OPZZ. Tak samo może być z rozliczaniem: to nie od pracownika – jak zakłada projekt zmian – tylko od szefa będzie zależeć, czy za przepracowany szósty dzień dostanie się wolne, czy otrzyma zapłatę.

Oczywiście są osoby, które chciałyby zarabiać więcej i przyjdą chętnie do pracy w soboty. Jednak to rozumowanie jest niebezpieczne – zaznacza przedstawiciel OPZZ. Jest wiele osób, które potrzebują pieniędzy, więc dlaczego by nie pracować po 16 godzin dziennie? „Kodeks pracy stworzono po to, by pracownik miał czas na odpoczynek. Polacy pracują długo – w wymiarze tygodniowym średnio 40 i pół godziny, w krajach Unii Europejskiej jest to 37 godzin. W wymiarze rocznym Polacy spędzają w pracy 2000 godzin, podczas gdy Holendrzy tylko 1400” – wyjaśnia Piotr Szumlewicz.

Związkowcy dostrzegają jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Wprowadzenie nowych zasad może doprowadzić do obniżenia realnych dochodów za godzinę, bo choć pracownik będzie pracował dłużej, to jego podstawowa pensja nie wzrośnie.

Najwięksi detaliści odczuli skutki spowolnienia gospodarczego

Firmy rosną wolniej. Przychody dziesięciu największych sieci sprzedaży detalicznej na świecie wyniosły w minionym roku obrotowym 1,3 biliona dolarów. Wzrost przychodów był niższy niż rok wcześniej i wyniósł 2,9 proc., a to oznacza, że spółki z tej branży odczuły osłabienie globalnej gospodarki. W pierwszej dziesiątce dominują firmy z USA, a liderem zestawienia przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte niezmiennie pozostaje sieć Wal-Mart.

Według zapowiedzi raportu „Global Powers of Retailing 2015”, przygotowanego przez Deloitte we współpracy ze STORES Media, średnie obroty wśród dziesięciu największych sieci sięgnęły w ostatnim roku podatkowym 2013 prawie 129,5 mld dolarów. Jednak dynamika wzrostu, która wyniosła 2,9 proc. była niższa niż ta osiągnięta w poprzednim roku obrotowym (4,2 proc.). „To wyhamowanie wzrostu miało swoją przyczynę głównie w globalnym spowolnieniu gospodarczym. Z drugiej strony sieci detaliczne odczuwają coraz większą konkurencję ze strony sklepów internetowych, które z roku na rok zwiększają swój udział w światowym handlu” – mówi Monika Jakubczyk, Dyrektor w dziale Audytu, Deloitte.

Amerykańska sieć Wal-Mart nadal pozostaje największym światowym detalistą i generuje roczne przychody 4,5 razy wyższe niż jej najpoważniejszy konkurent. Na drugim miejscu w minionym roku obrotowym znalazło się Costco, które awansowało o jedną pozycję. Kolejne miejsca zajmują: Carrefour, Schwarz Group, Tesco i Kroger – wszystkie osiągnęły przychody powyżej 98 mld dolarów. Tesco spadło z drugiego na piąte miejsce, zarówno na skutek zmniejszenia sprzedaży, jak i osłabienia kursu funta brytyjskiego względem dolara amerykańskiego. Jak przewidują eksperci Deloitte, zajmujący szóste miejsce Kroger, dzięki przejęciu supermarketów sieci Harris Teeter w styczniu 2014 roku, może w przyszłości znacznie poprawić swoją pozycję.

Po raz pierwszy w historii rankingu w czołowej dziesiątce znajduje się wiele sieci spożywczych o przychodach niższych niż 100 mld dolarów. „Sektor detaliczny na całym świecie przechodzi okres interesujących zmian, głównie technologicznych. Zwycięzcą tego wyścigu okaże się ten, kto w najbardziej optymalny sposób będzie umiał wykorzystać innowacyjne rozwiązania. One bowiem będą w dużej mierze decydować o przyszłych sukcesach w tej branży” – dodaje ekspert.

CEO Magazyn Polska

[1] Rok podatkowy sieci Metro kończy się we wrześniu. Przedstawione wyniki za rok podatkowy 2013 obejmują dziewięć miesięcy, zakończonych 30 września 2013 r. plus wyniki za czwarty kwartał 2013 roku. To pozwoliło uzyskać okres 12 miesięcy równoważny wynikom za lata poprzednie.

CEO Magazyn Polska

Raport szereguje firmy na podstawie danych za ostatni zamknięty rok finansowy tj. FY 2013 (obejmujący rok podatkowy firm kończący się najpóźniej w czerwcu 2014 r.). Ranking firm powstał na podstawie wielkości przychodów ze sprzedaży detalicznej, a nie tylko samych łącznych obrotów firmy.

Powyższe zestawienie dziesięciu sieci to zapowiedź pełnej wersji 18. edycji raportu 250 największych światowych sieci detalicznych Deloitte pt. „Global Powers of Retailing”, który zostanie opublikowany w styczniu 2015 roku.

Polska gospodarka pod presją Niemiec i Rosji, ale i tak będzie w światowej czołówce

CEO Magazyn Polska

W przyszłym roku wzrost gospodarczy w Polsce prawdopodobnie tylko nieznacznie przekroczy 3 proc. Słaba kondycja Eurolandu i konflikt na Wschodzie poważnie ograniczyły możliwości rozwoju, które rysowały się jeszcze na początku tego roku. Wsparciem znów może być eksport, który – podobnie jak w poprzednich latach – rozwijać się będzie dzięki niskiemu kursowi złotego.

– Ostatnie rozczarowujące dane z Europy, m.in. z Niemiec, a do tego konflikt na Wschodzie i sankcje z nim związane rzeczywiście pogorszyły perspektywy wzrostu polskiej gospodarki – mówi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK. – Jest bardzo prawdopodobne, że rzeczywiście polska gospodarka nie będzie się rozwijała znacznie szybciej niż w 3-proc. tempie w tym roku i być może również przyszły rok będzie okresem, w którym to tempo wzrostu nie przekroczy wyraźnie 3 proc.

Według ostatnich prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego w tym roku polskie PKB urośnie o 3,2 proc. a w 2015 – o 3,3 proc.

Mamy do czynienia z zastopowaniem procesu ożywienia na umiarkowanym poziomie wzrostu gospodarczego. Nie jest to jeszcze żadna tragedia, bo też trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że ten 3-proc. wzrost będzie wciąż jednym z szybszych wzrostów w Europie, ale oczywiście jest to gorszy scenariusz od tego, którego mogliśmy się spodziewać jeszcze na początku roku, kiedy nasza prognoza wskazywała na to, że wzrost gospodarczy w Polsce będzie na tej ścieżce przyspieszania przez wiele najbliższych kwartałów i pod koniec tego roku tempo wzrostu PKB może się zbliżyć do 4 proc., a proces ożywienia będzie trwał – zauważa Bielski.

Trudną sytuację Polski będzie potęgował fakt, że spowolnienie wzrostu nastąpi w całej strefie euro. W 2014 r. eksport ma on wynieść 0,8 proc, a w kolejnym – 1,3 proc. Jest on uzależniony przede wszystkim od kondycji Niemiec, Francji i Włoch. A te trzy kraje odpowiadają za ponad 50 proc. polskiego eksportu.

– Będziemy mieli trochę bardziej wymagające warunki w otoczeniu zewnętrznym, trochę bardziej wymagające warunki konkurencji dla eksporterów. Takim ułatwieniem czy elementem, który pomoże firmom w poradzeniu sobie z tymi problemami, będzie sytuacja na rynku walutowym. Bo też w wyniku tych zmian, które zaszły w otoczeniu światowym, złoty jest walutą, która nie zyskuje na wartości i to poprawia konkurencyjność polskich eksporterów – ocenia ekonomista.

Polskie firmy mogą też liczyć na wzrost popytu wewnętrznego, który – chociaż powoli – poprawia się. Wciąż spada bezrobocie, a inflacja sprzyja zakupom.

– Konsumenci mają więcej pieniędzy i myślę, że będą utrzymywali taki umiarkowany wzrost wydatków konsumpcyjnych, co będzie podtrzymywało właśnie dynamikę popytu krajowego.

Wewnętrznie gospodarkę będą też wspomagać inwestycje, bo chociaż przedsiębiorcy nie kwapią się do budowania i zaciągania kredytów w warunkach niskich stóp procentowych, to za kilka miesięcy ruszą budowy finansowane z nowej perspektywy UE. Zdaniem Bielskiego inwestycje będą poważnym elementem utrzymującym polski wzrost gospodarczy. W piątek napłynęły też wreszcie w miarę pozytywne dane z polskiego przemysłu: produkcja we wrześniu wzrosła o 4,2 proc. rok do roku wobec oczekiwań na poziomie 2,4 proc.

Wikana planuje budowę ok. 500 nowych mieszkań rocznie. Spółka przygotowuje się do scalenia akcji i chce wprowadzić jedną ze spółek zależnych na NewConnect

0

CEO Magazyn Polska

Wikana chce wykorzystać zasoby swojego banku ziemi do budowy nowych mieszkań oraz planuje wprowadzenie na giełdę jeszcze w tym roku swej spółki biogazowniczej. Ta strategia ma pomóc Wikanie wyjść z impasu, w którym znalazła się, za bardzo rozbudowując swą grupę kapitałową.

Wikana osiągnęła sukces jako spółka deweloperska. Zyski przynosiła jej budowa domów we wschodnich regionach kraju. Decyzja o tworzeniu grupy prowadzącej działalność w tak odległych od budownictwa obszarach jak rynek obuwniczy czy energetyka odnawialna pogorszyła sytuację spółki. W rezultacie w 2013 roku spółka odnotowała netto 19,2 mln zł straty. Nie lepiej było w I półroczu 2014.

W tej sytuacji akcjonariusze Wikany zmienili zarząd, a ten postanowił, że spółka wróci do działalności źródłowej.

– Wikana ma bardzo duży bank ziemi – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Sławomir Horbaczewski, prezes zarządu Wikana SA. – Ten bank ziemi był nieefektywnie wykorzystany. Mamy grunty, które od trzech do sześciu lat po prostu były w tym banku ziemi, nie były dewelopowane, co jest bardzo przykre, zwłaszcza dla akcjonariuszy. Dla nas zaś stanowi olbrzymie wyzwanie, możliwość wykorzystania tych gruntów.

Na posiadanych gruntach Wikana chce postawić ponad 1,8 tys. mieszkań, głównie w województwach lubelskim i podkarpackim.

– Wbrew powszechnym opiniom, z którymi spotykam się w Warszawie, te województwa są bardzo dobre. Tam jest bardzo stabilny, fundamentalny popyt na mieszkania – podkreśla prezes Wikany.

Sławomir Horbaczewski podkreśla, że firma docelowo zamierza sprzedawać do 500-600 mieszkań rocznie, przy czym już w przyszłym roku może osiągnąć liczbę 400 sprzedanych lokali.

Wikana zamierza jeszcze w tym roku wprowadzić na giełdę swoją biogazową spółkę Zielone Tarasy.

– Myślę, że jeżeli w  tym roku, ewentualnie na przełom tego i przyszłego roku, damy radę wejść na NewConnect, to na koniec przyszłego roku będziemy mieli spółkę Zielone Tarasy na rynku głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, i na nim skoncentrujemy wszystkie swoje aktywa energetyczne, właśnie odnawialne źródła energii – deklaruje Sławomir Horbaczewski.

Wikana liczy, że wprowadzając na giełdę swą spółkę biogazowniczą pozyska od kilku milionów złotych z NewConnectu do nawet 30 mln zł z głównego parkietu.

– Ten segment naszej działalności musimy dofinansować, bo mamy zero-minus – przyznaje prezes Horbaczewski. – W tym roku dzięki znacznemu spadkowi cen zaopatrzenia, surowców i substratów, których używamy w produkcji energii, prawdopodobnie wyjdziemy na zero-plus, a to jest pierwszy raz od paru lat.

Cena akcji na giełdzie (spółka notowana jest w systemie notowań jednolitych) oscyluje obecnie wokół 40 groszy. 31 października na walnym zgromadzeniu udziałowcy spółki zamierzają podjąć uchwałę o resplicie akcji w stosunku 1:10, tak by cena nominalna jednej wyniosła 2 zł.

– Wydaje mi się, że to jest konieczne, również z punktu widzenia rynkowego, ekonomicznego, dlatego że spółki, które mają akcje o wyższej wartości, moim zdaniem są lepiej postrzegane przez rynek – uważa prezes spółki. – Mamy zatem nadzieję, że to też przyczyni się do jeszcze lepszego postrzegania naszej spółki na rynku i przez to wartość akcji na giełdzie będzie również wyższa.

Realizowany w spółce program naprawczy podoba się inwestorom instytucjonalnym. Wikana pozyskała kapitał, a na najbliższe WZA jeden z akcjonariuszy złożył wniosek o kolejne podniesienie kapitału.

– Tak, mamy inwestorów, w sierpniu podwyższyliśmy kapitał – przypomina Sławomir Horbaczewski, prezes Wikany – Około 10 proc. pozyskaliśmy od kilka renomowanych funduszy inwestycyjnych, tak zwanych instytucjonalnych inwestorów kwalifikowanych.

Firmy chcą się prezentować studentom

Nie 23 – jak w ubiegłym roku, ale aż 38 firm, zaprezentuje swoją ofertę studentom w trakcie tegorocznych Targów Pracy, które odbędą się 21 października na Politechnice Białostockiej. Wśród nich, podobnie jak spółka Bianor, jest wiele przedsiębiorstw, które spotkają się w ten sposób ze studentami po raz pierwszy.

Targi, co roku organizowane jesienią przez Biuro Karier Politechniki Białostockiej cieszą się niezmiennie znaczną popularnością wśród studentów. To okazja nawiązania kontaktów dla obu stron. Studenci zyskują szansę poznania przedsiębiorstw otwartych na współpracę z młodymi inżynierami, a firmy dodatkową możliwość zainteresowania swoją działalnością. W tym roku jednak, żacy będą mogli zapoznać się z jeszcze większą, niż choćby rok temu, ofertą potencjalnych pracodawców.

Zdaniem Cezarego Naliwajka, dyrektora handlowego Bianoru, wzrost zainteresowania podlaskich przedsiębiorstw udziałem w tym wydarzeniu świadczy o rosnącej rywalizacji firm o tych najlepszych i wyróżniających się, przyszłych inżynierów.

– Nasz program płatnych praktyk prowadzimy od wielu lat lecz do tej pory ograniczaliśmy się do tradycyjnych form komunikacji ze studentami. Uznaliśmy jednak, że to za mało i powinniśmy jeszcze mocniej i aktywniej zaangażować się w budowę relacji z potencjalnymi pracownikami. „Nasi” studenci uczestniczą w projektach realizowanych dla globalnych firm takich jak Philips, Makita czy Bosch zdobywając cenną wiedzę i doświadczenie.

Jak podkreśla, w ponad 400 osobowym zespole Bianoru pracuje wielu absolwentów Politechniki Białostockiej, którzy wyraźnie się wyróżniają przygotowaniem do pracy. – Wiadomo, że dopiero praca w pełni kształtuje pracownika, a nie studia, ale absolwenci białostockiej uczelni posiadają solidne podstawy, które pozwalają im w pełni rozwinąć swoje talenty w naszej firmie, dlatego dalej chcemy iść tą drogą, szukając kolejnych nieprzeciętnych i wyróżniających się młodych ludzi – dodaje.

W trakcie targów, Bianor oficjalnie rozpocznie rekrutację do swojego kolejnego autorskiego projektu dedykowanego dla studentów ostatnich roczników oraz absolwentów uczelni wyższych – „Program Student”.

Wzrost zainteresowania przedsiębiorstw obecnością na tej dorocznej imprezie świadczy o znacznym i rosnącym zapotrzebowaniu gospodarki na inżynierów. Stanowi przy tym potwierdzenie wyników raportu ManpowerGroup „Niedobór talentów”, z którego wynika, że inżynierowie to właśnie jeden z najbardziej poszukiwanych zawodów wśród pracodawców nie tylko w Polsce, ale i w regionie.

 

Fotowoltaika i sprzedaż internetowa – spółka Grodno liczy na nowe możliwości rozwoju

0

CEO Magazyn Polska

Spółka Grodno w ciągu dwóch lat chce osiągnąć 25-proc. udział internetu w całkowitej sprzedaży. Segment fotowoltaiki ma stanowić w przyszłym roku już 5 proc. całej sprzedaży. Władze spółki liczą na nowe inwestycje finansowane głównie ze środków unijnych.

– W tej chwili już kilkudziesięciu klientów korzysta z naszych końcówek informatycznych. Bardzo skraca to łańcuch dostaw i wiąże naszego klienta z firmą – mówi Andrzej Jurczak, prezes zarządu spółki Grodno. – W tym kierunku chcemy się rozwijać.

Wkrótce powstanie sklep internetowy, przez który firma chce sprzedawać 25 proc. swojego towaru. I jest to poziom docelowy, bo jak tłumaczy prezes – wynika to ze specyfiki klientów.

– Naszym klientem jest głównie mały i średni instalator, który generuje 49 proc. przychodów Grodna. Ten klient potrzebuje codziennej obsługi i spotkania z naszym handlowcem w naszej sieci sprzedaży, dlatego rozwijamy sieć sprzedaży. Ten klient wymaga fachowego doradztwa, natychmiastowego odbioru we wszystkich naszych placówkach zlokalizowanych w kraju. Dlatego dla Grodna ważne są magazyny oddziałowe z asortymentem dostosowanym do potrzeb małego i średniego instalatora, który czasem korzysta zakupów kilka razy dziennie.

Zarząd Grodna pozytywnie ocenia obecną sytuację w branży i widzi dobre perspektywy na przyszłość. Firma chlubi się tym, że w ciągu 24 lat działalności nigdy nie zamknęła żadnego oddziału i nigdy nie miała strat. W pierwszym kwartale roku obrotowego 2014/2015, zakończonym 30 czerwca, odnotowała ponad 131-proc. wzrost zysku netto.

Teraz rysują się na rynku nowe możliwości, w których prezes spółki widzi szanse na dalszy rozwój.

– Przed nami bardzo dobre perspektywy rozwoju w obszarze budownictwa związane z funduszami europejskimi. W tym obszarze widzimy także perspektywy związane z fotowoltaiką, również wspieraną środkami unijnymi – mówi Jurczak. – Ten segment sprzedaży będzie stanowił 5 proc. naszych przychodów już w przyszłym roku.

Już w tej chwili firma ma na koncie realizację kilkunastu projektów fotowoltaicznych jako generalny wykonawca – zapewnia realizację całej inwestycji od przygotowania projektu, poprzez dostarczenie towaru i instalację, aż po załatwienie formalności w zakładzie energetycznym, dzięki czemu klient może podłączyć instalację do sieci i sprzedawać nadwyżkę produkowanej przez siebie energii.

Warszawska giełda rozwija się technologicznie. To przyciąga międzynarodowych inwestorów

CEO Magazyn Polska

Warszawska giełda staje się coraz bardziej zaawansowana technologicznie. To przyciąga nowych międzynarodowych inwestorów. Dla nich ważne jest to, by systemy transakcyjne na rynku akceptowały rozwiązania technologiczne, z których oni korzystają.  

Od 2013 roku na warszawskiej giełdzie działa nowoczesny system transakcyjny UTP (Universal Trading Platform).

– Od tego momentu pojawiła się możliwość wejścia na ten rynek nowych inwestorów zagranicznych, którzy używają różnych rozwiązań informatycznych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Konrad Makowiecki, dyrektor wykonawczy KBC Securities. – Wraz z wejściem nowego systemu pojawiły się lepsze parametry tradingu, czyli  tzw. latency – szybkość wysyłania zlecenia do rynku i otrzymania potwierdzenia znacznie się poprawiła.

Ważną zmianą było też podniesienie z 10 do 20 mnożnika stosowanego przy kontraktach terminowych. Podniosło to ich wartość i obniżyło o 50 proc. koszty handlu i rozliczeń.

– To istotne, bo koszty tradingu i rozliczeń w Polsce były dość wysokie w porównaniu z innymi rynkami. Teraz jest znacznie lepiej – podkreśla Konrad Makowiecki.

Nowe możliwości technologiczne warszawskiej giełdy przyciągają nowych inwestorów, takich, którzy wykorzystują swoje technologie, a poszukują tylko możliwości podłączenia do naszego rynku. Polska giełda wprowadziła też szersze możliwości zarządzania limitami i zleceniami, które inwestor składa na giełdę. Umożliwia też korzystanie z tzw. kill switch button, którym w sytuacji awaryjnej można anulować wszystkie zlecenia, które w danym momencie znajdują się na rynku. Ważne jest też wprowadzenie od 4 sierpnia br. nettingu (kompensacji zobowiązań i należności z tego samego rachunku) i częściowego rozliczenia transakcji przez Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych.

Po wprowadzeniu tych instrumentów jesteśmy bardziej podobni do rynków zagranicznych – ocenia dyrektor wykonawczy KBC Securities. – Dla inwestorów jesteśmy bardziej czytelnym rynkiem, w związku z tym łatwiej jest wejść i można zastosować takie narzędzia, które globalni inwestorzy już posiadają.

Oni też doceniają technologiczne zmiany na polskim parkiecie. Niektórzy już z nich korzystają, inni wkrótce mogą się u nas pojawić.

Teraz, gdy mamy te wszystkie funkcjonalności, jest też szansa na pojawienie się nowych podmiotów, szczególnie globalnych clearerów [podmiotów rozliczających transakcje – red.], którzy dają np. możliwość cross marginingu [możliwość zmniejszenia wielkości wymaganego zabezpieczenia na różnych rynkach i instrumentach przy otwieraniu odwrotnych pozycji – red.] zabezpieczeń po stronie clearingu pomiędzy różnymi rynkami, a także ich klientów – mówi dyr. Makowiecki.

Nowe możliwości dla międzynarodowych inwestorów i przyciągnięci dzięki nim inwestorzy to także nowe wyzwania dla warszawskiego rynku.

Myślę, że przede wszystkim pojawiają się nowi konkurenci, tacy jak platformy foreksowe. Najważniejszym pytaniem jest zatem to, jak zatrzymać klientów na rynku regulowanym – zastanawia się Konrad Makowiecki dyrektor wykonawczy KBC Securities.

Modernizacja instalacji grzewczej w starych domach to szansa na zapewnienie ciepła i niższe rachunki

CEO Magazyn Polska

Dzięki wymianie instalacji grzewczej właściciele domów mogą nie tylko skuteczniej ogrzać swój lokal, lecz także obniżyć miesięczne rachunki. Pozytywne skutki takiej modernizacji najbardziej odczują mieszkańcy domów budowanych jeszcze w czasach PRL-u, tym bardziej że duża część takich budynków, o dużym metrażu, nigdy nie przeszła gruntownej modernizacji. Z tym problemem borykają się coraz częściej organizacje pożytku publicznego, które nie są w stanie samodzielnie sfinansować kosztownych remontów budynków.

Wiele domów, które powstały w latach 70. i 80., nie zostało odpowiednio ocieplonych; również systemy grzewcze zastosowane przy ich budowie nie są już wystarczająco sprawne, co powoduje znaczącą utratę ciepła. W efekcie mieszkańcy domów mimo ponoszenia wysokich kosztów ogrzewania nie są w stanie utrzymać w pomieszczeniach odpowiedniej temperatury. Sytuacja jest jeszcze poważniejsza, gdy większość lokatorów stanowią dzieci i zapewnienie im ciepła jest po prostu koniecznością.

Problem ten można rozwiązać poprzez modernizację lub wymianę istniejących urządzeń grzewczych. Wymaga to jednak sporych inwestycji, na które nie wszyscy mogą sobie pozwolić. Z takim problemem zmagało się Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce, któremu z pomocą przyszedł międzynarodowy producent nowoczesnych systemów grzewczych, firma Vaillant.

‒ Domy w Wiosce SOS w Biłgoraju były budowane jeszcze w latach 70., w związku z czym zamontowane w nich instalacje grzewcze są przestarzałe. Teraz dzięki współpracy z firmą Vaillant mogliśmy je wyremontować. Oczywiście jeszcze sporo wyzwań przed nami i cały czas potrzebujemy pomocy firmy, natomiast dzięki temu, że urządzenia zostały już wymienione, w domach jest po prostu cieplej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Choszcz-Sendrowska ze Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce.

Budowa kilkunastu domów dla Rodzin SOS  mieszkających w Biłgoraju, na Lubelszczyźnie, rozpoczęła się jeszcze w 1979 r.  SOS Wioska Dziecięca została oficjalnie otwarta w maju 1984 r., a w tym roku obchodziła 30-lecie swojego istnienia. Jest to najstarsza tego typu placówka w Polsce. Obecnie w jednorodzinnych domkach mieszka niemal 90 dzieci, których biologiczni rodzice mają odebrane bądź ograniczone prawa rodzicielskie.

‒ Grupa Vaillant została partnerem Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w zakresie dostarczania energooszczędnych oraz przyjaznych dla środowiska technologii grzewczych. Polska jest jednym z wielu krajów, w których Vaillant zaangażował się w działania społeczne w ramach współpracy ze Stowarzyszeniem – wyjaśnia Mariusz Stec, dyrektor marketingu Vaillant.

Z uwagi na wiek domów, biłgorajska wioska potrzebuje największych nakładów na modernizację. Skalę potrzeb dodatkowo potęguje fakt, że placówka na Lubelszczyźnie jest największą z działających w Polsce.

‒ Nowoczesne systemy grzewcze zapewnią mieszkańcom Wioski ogrzewanie oraz ciepłą wodę użytkową przez cały rok. Nasze rozwiązania pozwolą również na ograniczenie comiesięcznych wydatków ponoszonych przez Wioskę na ogrzewanie i energię elektryczną. Zapewniamy również regularne przeglądy instalacji – mówi Anna Augustyniak, specjalista ds. marketingu w Vaillant.

Ogrzewanie domów było do tej pory nie tylko bardzo drogie, lecz także mało efektywne, dlatego w sezonie grzewczym było w nich po prostu zimno. Stowarzyszenie przy realizacji potrzeb inwestycyjnych w dużej mierze polega na wsparciu sponsorów, takich jak Vaillant. Dla międzynarodowego producenta nowoczesnych systemów grzewczych to z kolei ważny element wypełniania strategii firmy.

‒ Jesteśmy firmą międzynarodową, która od samego początku swojego istnienia, czyli od 1874 roku, opiera się na silnych tradycjach rodzinnych. To podejście znalazło swoje odzwierciedlenie w strategii rozwoju całej Grupy, której istotnym elementem jest zaangażowanie w projekty o znaczeniu społecznym – podkreśla Mariusz Stec.

W biłgorajskiej wiosce mieszka obecnie 10 Rodzin SOS . W każdej z nich znajduje się kilkoro dzieci, często liczne rodzeństwa, nad którymi opiekę sprawują Rodzice SOS. Działają tam również dwa Rodzinne Domy Czasowego Pobytu, tzw. „Puchatki”, czyli domy dla dzieci, które czekają na decyzję sądu rodzinnego o ich ostatecznym miejscu pobytu.

Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce działa na całym świecie. Pierwsza Wioska powstała w 1949 r. w austriackim mieście Imst i opiekowała się sierotami wojennymi. W Polsce Stowarzyszenie działa od 30 lat i obecnie pod jego opieką znajduje ponad 1 400 potrzebujących dzieci. Część z nich mieszka w czterech SOS Wioskach Dziecięcych zlokalizowanych w Biłgoraju, Siedlcach, Kraśniku i Karlinie.

‒ Nie wykluczamy, że w przyszłości rozszerzymy naszą współpracę o inne Wioski w Polsce – dodaje Anna Augustyniak.

Niemal 70 proc. posiadaczy samochodów jest gotowych dopłacić za likwidację szkody bezpośrednio u swojego ubezpieczyciela, a nie ubezpieczyciela sprawcy

CEO Magazyn Polska

Niemal 70 proc. posiadaczy pojazdów jest gotowych dopłacić za opcję bezpośredniej likwidacji szkód. Z badania wynika, że zaakceptują cenę nawet o 10 proc. wyższą, bo w ten sposób zyskują możliwość likwidacji szkody u swojego ubezpieczyciela, a nie ubezpieczyciela sprawcy.

Przeprowadziliśmy badanie, z którego wynika, że ponad 2/3 klientów jest zainteresowanych tą opcją. Prawdopodobnie czują się bezpieczniej, udając się do swojego ubezpieczyciela, któremu już raz zaufali, wykupując u niego polisę – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Zalega, dyrektor Departamentu Sprzedaży –  Sieć Agencyjna w firmie UNIQA.

Bezpośrednia likwidacja szkód polega na tym, że ubezpieczony załatwia naprawę pojazdu z własnym ubezpieczycielem, a nie poprzez firmę ubezpieczającą sprawcę szkody. W ten sposób proces jest szybszy, a rozliczenia załatwiają między sobą ubezpieczyciele. Ubezpieczony poszkodowany nie musi w ogóle kontaktować się z ubezpieczycielem, u którego nie wykupił polisy.

W Polsce bezpośrednią likwidację szkód najpierw wprowadziło PZU (w kwietniu br.), a od czerwca oferują ją także UNIQA. W tej firmie bezpośrednia likwidacja szkody jest dostępna bezpłatnie dla wszystkich klientów, którzy mają aktywne ubezpieczenie OC.

Przeprowadzone przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie UNIQA badania pokazały, że aż 63 proc. posiadaczy pojazdów uważa bezpośrednią likwidację szkody za dodatkową wartość, a  68 proc. badanych jest gotowych dopłacić za tę usługę 10 proc. ceny standardowego ubezpieczenia komunikacyjnego. Większą skłonność do dopłaty za bezpośrednią likwidację szkody wykazują posiadacze pojazdów, którzy mają zarówno OC, jak i AC.

Tradycyjnie przyjęło się, że w ubezpieczeniu OC komunikacyjnym najważniejszym kryterium wyboru jest cena. Chociaż, jakby przeanalizować dokładnie strukturę portfela na naszym rynku, to wniosek jest inny. Kierujemy się jednak marką, tym, czy tę markę znamy, dostępnością agenta danego towarzystwa i wierzymy – znowu opieramy się tutaj na badaniach, które przeprowadziliśmy – że jednak jakość i opcja bezpośredniej likwidacji szkód mają znaczenie – tłumaczy Zalega.

Dodaje, że badania wskazują, że bardziej świadomi klienci (czyli ci, którzy poza obowiązkowym OC mają też ubezpieczenie autocasco) są również wrażliwi na dodatkową usługę bezpośredniej likwidacji szkody. Zalega zwraca uwagę na to, że poza pełnymi ofertami na rynku znajdują się również inne oferty, w których używa się określenia „bezpośrednia likwidacja szkody”, ale nie gwarantuje się one pełnej usługi.

Strabag zwiększy zatrudnienie. Chce mieć obroty przynajmniej na poziomie 1 mld euro rocznie

0

CEO Magazyn Polska

Strabag zapowiada zwiększenie zatrudnienia i stabilny rozwój przez kolejne lata dzięki poprawiającym się marżom. Spółka chce poszerzać portfel zamówień we wszystkich obszarach budownictwa, a nawet jedna czwarta przychodów ma pochodzić z budownictwa kubaturowego. Strabag jest też zainteresowany partnerstwem publiczno-prywatnym, ale tylko na większych kontraktach.

Nie mamy określonych celów sprzedaży na kolejne lata. Interesuje nas stabilny wzrost, zapewnienie stabilnych marży i obrót przynajmniej na poziomie około 1 mld euro rocznie – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Wojciech Trojanowski, członek zarządu Strabagu. ‒ Dla nas najważniejszy jest stopniowy, długofalowy wzrost i bycie z jednym z liderów w każdym z tych segmentów rynku budownictwa.

Trojanowski zapowiada, że Strabag będzie aktywnie działał w czterech obszarach. Ważne są największe kontrakty drogowe. Tylko w tym roku firma podpisała umowy na niemal 2 mld zł. Strabag koncentruje się także na mniejszych inwestycjach samorządowych, które będą szczególnie ważne za kilka lat. Wtedy skończy się dopływ unijnych środków na największe projekty, co spowoduje spowolnienie w tym sektorze.

Istotne dla spółki są również kontrakty kolejowe oraz budownictwo kubaturowe. Ten ostatni obszar ma generować nawet jedną czwartą przychodów Strabagu.

Te plany wiążą się ze zwiększeniem zatrudnienia. Trojanowski podkreśla, że choć to dobra informacja dla rynku, branża budowlana już teraz zmaga się z niedoborem odpowiednich pracowników.

Mamy wszyscy ograniczone zasoby wykwalifikowanej kadrę, dlatego musimy o nią dbać – zwraca uwagę Trojanowski. ‒ Myślę, że będziemy zwiększać zatrudnienie w zakresie stanowisk technicznych oraz finansowych i administracyjnych. Będziemy również zwiększać w kolejnych latach zatrudnienie pracowników fizycznych.

Więcej miejsc pracy to nie tylko wynik stabilnych obrotów i pozyskiwania nowych kontraktów, na co liczy Strabag, lecz także coraz lepszych marż. W latach 2012-2013 były one bardzo niskie, ale obecnie, jak podkreśla Trojanowski, dają już szanse na dobry zarobek. Żeby spółka mogła z optymizmem patrzeć na kolejne lata, przeprowadziła restrukturyzację wewnętrzną.

Trojanowski dodaje, że w perspektywie najbliższych lat rozwinąć może się także nowy rynek, do tej pory nieco niedoinwestowany, czyli inwestycje w infrastrukturę energetyczną i gazową.

Jak chociażby w przesył energetyki czy przesył, jeżeli chodzi o nowe linie gazowe. To są pewne segmenty, którym będziemy się przypatrywać również w kolejnych okresach – zapowiada członek zarządu Strabagu. ‒ Z optymizmem patrzymy w kolejne lata, po pierwsze z racji dopływu pieniędzy na infrastrukturę, po drugie z racji inwestycji prywatnych w różne zakresy budownictwa kubaturowego.

Na rynek wpływ będą miały też projekty partnerstwa publiczno-prywatnego, które mają z czasem zastąpić środki unijne. Trojanowski przypomina, że Strabag ma już doświadczenie w tego typu inwestycjach, bo był głównym wykonawcą budowanej w modelu PPP autostrady A2. Model ten może być także zastosowany w budownictwie kubaturowym, ale nie przy każdej inwestycji.

Uważam, że dla firmy budowlanej wchodzenie w projekty PPP, gdy kwota usług budowlanych jest poniżej 50 mln zł, to koszt przygotowania tego typu projektu jest zbyt duży – ocenia Trojanowski.

Dodaje, że przy projektach PPP bardzo jasno musi zostać sprecyzowany podział ryzyka pomiędzy wykonawcę a zamawiającego publicznego. Do tego warunki współpracy muszą zostać jasno określone już na wstępnym etapie postępowania.

Rosnąca inflacja na Wschodzie szkodzi eksportowi polskiej żywności. Branża liczy na program wspierający eksport

CEO Magazyn Polska

Polscy producenci żywności liczą na to, że Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych przygotuje nowy program wspierający eksport na Wschód. Problemem we współpracy z krajami dawnego ZSRR nie jest już tylko rosyjskie embargo na żywność z Unii Europejskiej, lecz także inflacja.

We wrześniu inflacja w Rosji sięgnęła 8 proc. w ujęciu rocznym i była najwyższa od sierpnia 2011 roku.

– To może doprowadzić do tego, że tamte firmy, które importują towary, mogą mieć również problemy finansowe – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Józef Rolnik, współwłaściciel firmy Rolnik. – Tutaj Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych powinna zbudować jakiś program, który wspomógłby w tym trudnym okresie polskich eksporterów, którzy już są na tych rynkach.

KUKE już podjęła decyzję o 20-proc. obniżeniu stawek za ubezpieczenia należności krótkoterminowych. W ocenie przedstawicieli branży przetwórczej można jednak zrobić więcej.

Przyznawane limity powinny być większe – uważa Józef Rolnik. – Rozumiem, że to są pieniądze państwowe i nie można tego rozdawać na piękne oczy, ale zawsze można coś mądrego wymyślić i wiem, że w KUKE zdają sobie z tego sprawę i że jakieś decyzje tam zapadną.

Wsparcie dla polskich eksporterów dostarczających towary na rynki państw pogrążających się w kryzysie jest o tyle ważne, że będzie rzutować na przyszłe relacje z kontrahentami. Utrzymanie się na takim rynku w czasach, gdy jest to trudne, pozwala czerpać zyski, gdy sytuacja się poprawia

– Raz już był taki problem, bodajże w 1994 roku – przypomina współwłaściciel firmy Rolnik. – Kiedy w Rosji był kryzys, polskie firmy wypadły z tego rynku, bo nie miały odpowiednich gwarancji, a np. firmy niemieckie były wspomagane przez ubezpieczycieli. Dziś sytuacja jest taka, że na półkach są towary niemieckich firm, a polskich jest o wiele mniej bądź wcale.

Polskie przetwórnie żywności wciąż wymagają inwestycji. Linie produkcyjne powinny być wymienione na bardziej nowoczesne, by wytwarzać produkty o jakości wymaganej przez odbiorców.

– W przyszłości sieci będą wymagały od nas udokumentowania tego, że produkt, który dostarczamy, jest bezpieczny mówi Józef Rolnik.  – Będą więc żądać prześwietlaczy produktów, które dają gwarancję, że produkt został sprawdzony, a to też są setki tysięcy euro kosztów, więc nie wiem, czy to jesteśmy w stanie udźwignąć.

Tym bardziej że kosztowne systemy do prześwietlania produktów to nie jedyne wydatki, jakie musi ponieść branża.

– Musimy postawić na lepsze umaszynowienie i kontrolę procesu produkcji. Umaszynowienie pozwoli nam zmniejszyć liczbę pracowników, którzy bezpośrednio uczestniczą w procesie dozowania produktu do słoika, a im mniej pracowników na poszczególnych etapach produkcji, tym mniejsze ryzyko zakażenia produktu, czy to świadome, czy nieświadome ocenia Józef Rolnik.

Niestety, na razie firma Rolnik nie bardzo może liczyć na wsparcie z funduszy unijnych. Okazuje się, że na to jest już za duża i jeżeli resort rolnictwa nic nie zrobi, to nie ma szans na wsparcie.

– Jesteśmy bardzo rozczarowani, ponieważ ze wstępnych informacji, które do nas docierają, wynika, że firma Rolnik nie będzie mogła starać się o takie fundusze ubolewa jej współwłaściciel. – My już jesteśmy klasyfikowani jako duży podmiot i dla dużych podmiotów jedyną ścieżką, żeby pozyskać fundusze unijne, jest tworzenie projektów naukowych z jakimiś uniwersytetami, ośrodkami naukowymi, co w naszym przypadku jest raczej mało realne.

E-handel w małych i średnich przedsiębiorstwach

Wyniki badania „E-handel w polskich małych i średnich przedsiębiorstwach”, zrealizowanego przez IAB Polska we współpracy z Ministerstwem Gospodarki, ukazują kluczową rolę edukacji e-przedsiębiorców w dalszym rozwoju tego rynku. W szczególności dotyczy to znajomości zagadnień prawnych oraz marketingowych.

Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska postanowił zrealizować badanie rynku z przedstawicielami biznesu e-commerce w sektorze MŚP (małych i średnich przedsiębiorstw). Aby rozszerzyć perspektywę organizacji branżowej o zagadnienia, które mogą być istotne i przydatne we wspieraniu tego rynku z punktu widzenia organów państwowych, do współpracy przy konstruowaniu badania zaproszono Ministerstwo Gospodarki. Jednym z partnerów badania, dzięki którym możliwe było dotarcie do e-przedsiębiorców, jest Panorama Firm, która udostępniła bazy danych przygotowane specjalnie na tę okazję. Baza danych Panoramy Firm liczy 2,4 miliona przedsiębiorstw i jest codziennie aktualizowana.

– Wyniki przedmiotowych badań wskazują na konieczność upowszechniania wiedzy i informacji o otoczeniu prawnym w jakim działają firmy z sektora informatycznego. Raport stanowi również podstawę do przeprowadzenia szeroko zakrojonych działań informacyjno-promocyjnych, zarówno po stronie agend rządowych, jak i organizacji branżowych. – podkreśla Arkadiusz Bąk, wiceminister gospodarki.

Z badania wynika przede wszystkim, że rynek „małego i średniego” e-commerce ma ogromny potencjał i będzie dalej dynamicznie się rozwijał, co z kolei będzie stymulowało dalszy wzrost konkurencyjności. Z drugiej strony wyniki badania ujawniły ogromną potrzebę edukacji tego rynku, zarówno w zrozumieniu mechanizmów prawnych (których większość powstaje na szczeblu UE), jak również od strony marketingowej (w szczególności w stosowaniu narzędzi analitycznych, dzięki którym możliwe jest lepsze zrozumienie potrzeb klientów, efektywne kształtowanie portfolio oraz optymalizowanie działań zmierzających do zwiększania sprzedaży).

– Aby zapewnić dalszy dynamiczny rozwój e-sklepów zarówno polscy politycy, jak i organizacje przedsiębiorców powinny wspierać ten rynek, edukować, upraszczać prawo. Wtedy nie tylko e-handel będzie rozkwitał, ale rozwój ten będzie nadal wpływał na dynamiczny wzrost gospodarczy Polski. – podsumowuje Prezes IAB Polska Włodzimierz Schmidt, który zaprezentował wyniki badania „E-handel w polskich małych i średnich przedsiębiorstwach” podczas Krajowego Forum Jednolitego Rynku SIMFO 2014, 16 października w Warszawie.

Sprostowanie – Raport Pomoc Publiczna 2013

0

Informujemy, że z przyczyn technicznych (nieprawidłowe zadziałanie systemu informatycznego w momencie pobierania danych o pomocy) w raporcie dotyczącym pomocy publicznej udzielonej przedsiębiorcom w 2013 roku podana została błędna informacja, powtórzona później w komunikacie prasowym. Błąd dotyczy wielkości pomocy publicznej, którą otrzymała spółka Przewozy Regionalne. Zamiast, jak podaliśmy, 1,77 mld zł, spółka ta otrzymała 961,5 mln zł. W związku z powyższym kwota ta, jak również niektóre inne kwoty wykazane w Raporcie  (wartości zagregowane), zostaną odpowiednio skorygowane. Po wprowadzeniu korekt Raport zostanie przekazany ponownie Radzie Ministrów.

Za błąd przepraszamy.

UOKiK sprawdza PGNiG

Czy Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo wykonało decyzję zobowiązującą spółkę do zmiany umów z odbiorcami. Urząd wszczął dziś postępowanie w tej sprawie. Objęta została nim również spółka PGNiG Obrót Detaliczny

W grudniu 2013 r. UOKiK wydał decyzję, w której uprawdopodobnił wykorzystywanie pozycji dominującej przez PGNiG. Spółka stosowała postanowienia umowne niekorzystne dla przedsiębiorców, którzy hurtowo lub detalicznie kupowali od niej gaz. Zakwestionowane klauzule ograniczały m.in. możliwość zmniejszania zamawianej ilości paliwa oraz mocy umownej na kolejny rok gazowy, uzależniając ją od zgody dominanta.

W trakcie prowadzonego postępowania spółka zobowiązała się do zmiany zakwestionowanych praktyk. Zgodnie z wydaną decyzją miała obowiązek wystąpić do odbiorców z propozycją aneksowania już zawartych kontraktów. W świetle zobowiązania odbiorcy PGNiG powinni uzyskać większą swobodę zmniejszania zamawianej ilości paliwa oraz wielkości mocy umownej na kolejny rok gazowy.

Wszczęte dziś postępowanie sprawdzi czy spółka wykonała zobowiązanie i zmieniła umowy zgodnie z decyzją. Objęta została nim również spółka PGNiG Obrót Detaliczny, która została powołana po wydaniu decyzji i stała się stroną części zakwestionowanych umów.

Zgodnie z prawem za niewykonanie decyzji UOKiK grozi kara finansowa w maksymalnej wysokości do 10 tys. euro  za każdy dzień zwłoki.

 

Niekonstytucyjna klauzula obejścia prawa

0

Zmiany w Ordynacji podatkowej wprowadzają bardzo groźną dla podatników klauzulę obejścia prawa, która może mieć negatywny wpływ na finanse przedsiębiorstw i gospodarkę. W piśmie do ministra finansów Konfederacja Lewiatan zwraca uwagę na niekonstytucyjność proponowanych przepisów.

W uzasadnieniu do projektu ustawy napisano, że brzmienie klauzuli opiera się m.in. na wytycznych zawartych w wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 11 maja 2004 r., w którym stwierdził on niezgodność proponowanej wówczas klauzuli z Konstytucją RP.

Tymczasem treść przepisów nadal przeczy zaleceniom wskazanym przez projektodawcę. Wątpliwości podkreśla również Rządowe Centrum Legislacji, które wskazuje, że „przedłożony projekt ustawy, w zakresie regulacji klauzuli przeciw unikaniu opodatkowania, nie ustanawia gwarancji pozwalających na stwierdzenie, iż tezy wyroku Trybunału Konstytucyjnego zostały w pełni właściwie zrealizowane”.

Z uwagi na fakt, że proponowana pierwotnie treść klauzuli (w tym kształt wspomnianych definicji), nie uległa zasadniczym zmianom w kolejnych wersjach projektu ustawy oraz fakt, że Rządowe Centrum Legislacji w swoim kolejnym piśmie z uwagami ‒ z 19 września 2014 r. podtrzymało wątpliwości dotyczące klauzuli przeciw unikaniu opodatkowania, wydaje się, że w dalszym ciągu, uwagi w tym zakresie nie zostały przez projektodawcę w wystarczający sposób uwzględnione.

Konfederacja Lewiatan zwraca się więc do ministra finansów, aby projektowanym przepisom nadał treść zgodną z wytycznymi Trybunału Konstytucyjnego.

Zdaniem Konfederacji Lewiatan projektowana regulacja jest niekonstytucyjna. Przy ocenie czy doszło do unikania opodatkowania należy się odwoływać „do celów i istoty przepisów”. Nie ważne jest, zatem że podatnik zastosuje prawidłowo przepis (stosując np. wykładnię literalną, – jako metodę dopuszczalną i mającą pierwszeństwo przed innym metodami interpretacji), ale musi poszukiwać ponadto „celów i istoty przepisów”. Tymczasem „cel i istota” przepisów nie są zawarte w ustawie podatkowej. Ustawa podatkowa zawiera, bowiem tylko przepisy. Mamy więc do czynienia z sytuacją, gdy obowiązek podatkowy (zobowiązanie podatkowe) jest konstruowane w oparciu o elementy pozaustawowe.

Konfederacja Lewiatan

Opłata skarbowa w sprawach dot. udzielenia pełnomocnictwa

0

Złożenie dokumentu stwierdzającego udzielenie pełnomocnictwa lub prokury albo jego odpisu, wypisu lub kopii – w sprawie z zakresu administracji publicznej lub w postępowaniu sądowym powoduje obowiązek zapłaty opłaty skarbowej.

13 października br. Minister Finansów wydał interpretację ogólną w sprawie stosowania art. 1 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 16 listopada 2006 r. o opłacie skarbowej (Dz. U. z 2012 r. poz. 1282, z późn. zm.), na podstawie którego opłacie skarbowej podlega złożenie dokumentu stwierdzającego udzielenie pełnomocnictwa lub prokury albo jego odpisu, wypisu lub kopii – w sprawie z zakresu administracji publicznej lub w postępowaniu sądowym. Interpretacja ta potwierdza, że w przypadku gdy z przepisów wynika obowiązek dołączenia do akt sprawy oryginału lub urzędowo poświadczonego odpisu pełnomocnictwa (prokury), to z chwilą złożenia takiego dokumentu powstaje obowiązek zapłaty opłaty skarbowej.