GfK: bardzo dobre półrocze nastrojów konsumenckich w Polsce

Tak dobrego półrocza w zakresie badań nastrojów konsumenckich w Polsce nie było od lat. Przez 6 miesięcy wskaźnik utrzymywał się prawie na niezmiennym poziomie, ale konsekwentnie „nad kreską”. Stabilizacja to bardzo dobra wiadomość dla branży handlowej i firm, które planują sprzedaż w drugiej połowie roku.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK – An NIQ Company, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, w czerwcu 2024 r. wyniósł 3,5 pkt, co oznacza praktycznie identyczny wynik w porównaniu do poprzedniego miesiąca (spadek o zaledwie 0,1 pkt m/m). Od początku bieżącego roku wynik Barometru utrzymuje się na plusie, po raz pierwszy od wybuchu pandemii w marcu 2020 roku.
Wciąż w gorszych – ale w systematycznie poprawiających się – nastrojach konsumenckich znajdują się przedstawiciele większości państw unijnych. W ich przypadku średnia dla czerwca br. wyniosła -12,9, czyli 0,3 jednostki lepiej niż przed miesiącem.
nastroje konsumenckie w Polsce wciąż na plusieZ danych GfK – An NIQ Company wynika, że w czerwcu br. pogorszyła się część kluczowych wskaźników – np. w zakresie oceny obecnej sytuacji własnych finansów oraz przyszłej sytuacji ekonomicznej kraju. Lepiej niż przed miesiącem oceniamy skłonność do wydatków na dobre trwałe oraz z większym optymizmem spoglądamy na stan naszych portfeli w przyszłości. Wciąż bardzo wyraźne zmiany obserwujemy w perspektywie długofalowej. Przed rokiem składowe barometru były nawet o kilkanaście jednostek gorsze.

W czerwcu zniknęła, widoczna jeszcze przed miesiącem, dysproporcja wyników w podziale na płeć. Wyniki dla kobiet i mężczyzn okazały się tym razem niemal identyczne. Wciąż bardzo duże różnice zaobserwować można w przypadku podziału na wiek, ale są one znacznie mniejsze niż w maju – sięgają ponad niespełna 25 jednostek (w maju różnica wynosiła nawet 40). W najlepszych nastrojach konsumenckich niezmiennie znajdują się ludzie młodzi (od 15 do 29 lat), gdzie wskaźnik to nawet ponad 20 na plusie. Dla porównania badani z grupy 50-59 i powyżej 60 lat odnotowali średnik wskaźnik nastrojów na poziomie sięgającym kolejno -4,3 i -2,8 jednostki, co stanowi bardzo dużą poprawę w relacji miesiąc do miesiąca.

– „Trójka” widoczna obecnie w Barometrze to wynik, który jeszcze przed rokiem każdy przedsiębiorca „brałby w ciemno”. Brak widocznych zmian w głównym wskaźniku to sygnał od konsumentów, że czują się oni po prostu bezpiecznie. I trudno się temu dziwić. Brak silnych zawirowań gospodarczych, stabilizacja na rynku pracy i silne hamowanie inflacji to czynniki, które pozwalają na nieco szersze niż dotychczas otwarcie portfeli oraz odmrożenie wydatków nie należących do tych pierwszej potrzeby. To dobry czas dla rynku, który – mamy nadzieję – będzie trwać jeszcze długo – mówi Barbara Lewicka, Senior Director w GfK – An NIQ Company.

W czerwcu 2024 r. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich

Informacje o badaniu
Badanie zrealizowano w dniach 7-12 czerwca 2024 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna Barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Liczba ataków hakerskich na Polskę wzrosła od początku roku o 200 procent

Polska firma doświadcza blisko 1800 ataków tygodniowo. To wzrost o ponad 60 proc. zaledwie w ciągu jednego kwartału – alarmują eksperci firmy Check Point Software Technologies zajmującej się bezpieczeństwem cybernetycznym. Co więcej od początku roku 2024, liczba cyberataków na Polskę wzrosła o 200 procent! Tym samym znaleźliśmy się w czołówce państw Europy Centralnej, które stanowią cel ataków cybernetycznych w 2024 roku.Ataki wykres

Co tydzień polskie organizacje atakowane są średnio 1754 razy w skali tygodnia, podczas gdy instytucje na Węgrzech czy w Niemczech 1000 razy. Najczęściej atakowanymi sektorami polskiej gospodarki są nadal instytucje administracji państwowej i wojska (ponad 1600) oraz użyteczności publicznej. –To kluczowe przedsiębiorstwa, stanowiące podstawowe filary organizacji każdego państwa. Stąd tak duże zainteresowanie właśnie tymi sektorami – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software w Polsce.

Sytuację potwierdzają równeiż dane MON, z których wynika, że tylko w 2023 roku doszło do 5 tys. ataków na sieci wojskowe. Tymczasem z ujawnionych przed kilkoma dniami przez wicepremiera i ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego informacji wynika, że Polska jest dzisiaj najbardziej atakowanym państwem UE. Według oświadczeń przedstawicieli rządu wszystko wskazuje na to, że większość tych ataków pochodzi z Rosji i Białorusi.  – Z dnia na dzień obserwujemy liczbę incydentów rosnącą skokowo – poinformował wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.

Najnowsze dane Ministerstwa Cyfryzacji mówią o liczbie 600-700 interwencji, podejmowanych przez polskie służby dziennie. To wzrost o 100 procent w porównaniu do roku 2023 i o 400 procent w stosunku do 2022 roku. Z analiz firmy Check Point Software wynika, że tylko od początku roku 2024, liczba cyberataków na Polskę wzrosła o blisko 200 procent! (z 890 w styczniu 2024 do 1.754 w czerwcu).

To pokazuje, że Polska jest już na cybernetycznej zimnej wojnie z Rosją i jednym z głównych spotkań tutaj w Stanach Zjednoczonych były rozmowy dotyczące wzmocnienia cybertarczy RP w ramach współpracy z Białym Domem – przyznał Minister Cyfryzacji w wypowiedzi dla PAP podczas wizyty w USA. Według ministra, Polska jest głównym celem rosyjskich ataków ze względu na wsparcie dla Ukrainy i bycie „głównym szlakiem transportowym dla logistyki i sprzętu” wysyłanego Ukraińcom.

Analitycy Check Point Research, zwracają uwagę, że w tym roku kilkukrotnie wykrywano kampanie cyberszpiegowskie zaaranżowane przez powiązaną z Rosją grupę TAG-70, (znaną również jako Winter Vivern), APT28, NoName 057(16), których celem były podmioty rządowe, wojskowe i infrastruktury krajowej, głównie w Gruzji, Polsce i Ukrainie, a także w Azji Środkowej i Europie.  Na szczęście, Polska dotąd bardzo dobrze radzi sobie z rosyjskimi cyberatakami na infrastrukturę krytyczną, a jej służby są oceniane przez USA za jedne z najlepszych na świecie.

– Polska – jako jeden z najbardziej aktywnych sojuszników Ukrainy – stała się celem ataków grup haktywistów, którzy wykorzystać cyberprzestrzeń jako kolejne pole bitwy. Naturalnym celem ich działań są ataki na infrastrukturę krytyczną państwa, systemy informacyjne, chcąc siać niepokój i dezorganizując życie społeczeństwa. Dlatego należy zachować szczególną ostrożność i korzystać z najlepszych rozwiązań bezpieczeństwa i zabezpieczeń prewencyjnych. W przeciwnym razie podobnych ataków będzie coraz więcej – ostrzega Wojciech Głażewski, dyrektor Check Point Software Technologies w Polsce.

Zdecydowana większość złośliwych plików (70%) jest dystrybuowana za pośrednictwem poczty elektronicznej i podobną tendencję obserwujemy na całym świecie. Najpopularniejszym typem zainfekowanych plików w polskich sieciach były pliki .EXE (81%), następnie .XLS (13%).

Cyberprzestępcy nie ustępują w swoich działaniach, wyciągając coraz potężniejsze działa przeciwko firmom, administracji państwowej, organizacjom non-profit czy użytkownikom indywidualnym. Krajobraz zagrożeń zależny jest jednak od regionu. Eksperci uważają, że Afryka stanowi najbardziej zagrożony kontynent, choć w Azji organizacje atakowane są również nadzwyczajnie często – średnio blisko 2200 razy tygodniowo.

Popyt na kredyty mieszkaniowe nadal wysoki, ale niższy niż rok temu

O 51,8% r/r wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w czerwcu 2024 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość Indeksu oznacza, że w czerwcu 2024 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 51,8% w porównaniu do czerwca 2023 r.

W czerwcu 2024 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 27,45 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 22,01 tys. rok wcześniej, co przekłada się na wzrost r/r prawie o ¼. W porównaniu do maja 2024 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy również wzrosła o 1,7%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wyniosła w czerwcu 2024 r. 442,83 tys. zł i była wyższa o 15,9% niż w czerwcu 2023 r. W porównaniu do maja 2024 r. nieznacznie wzrosła o 1,7%.
popyt hipoteki czerwiec 2024
– Popyt na kredyty mieszkaniowe, po zakończeniu przyjmowania wniosków w ramach Programu Bezpieczny Kredyt 2%, jest obecnie niższy o około 30-40% niż w II półroczu 2023 roku. Pomimo obaw nie spadł on jednak do poziomu sprzed uruchomienia Programu, bowiem pozostaje wyraźnie wyższy, w porównaniu z I półroczem ub.r.

Istotnym czynnikiem wpływającym na poziom bieżącego odczytu Indeksu Popytu jest większa liczba wnioskodawców, która wzrosła z 22,01 tysięcy w czerwcu 2023 roku do 27,45 tysięcy w czerwcu tego roku. Ten około 25% wzrost liczby osób wnioskujących jest w dużej mierze efektem ówczesnego „zamrożenia” popytu na kredyty mieszkaniowe w wyniku wysokiego poziomu stóp procentowych oraz realnego spadku wynagrodzeń, a także wstrzymywania się z wnioskowaniem o kredyt na rynkowych warunkach w oczekiwaniu na uruchomienie programu wsparcia. W efekcie mamy teraz efekt niskiej zeszłorocznej bazy, który częściowo odpowiada za czerwcowy nadal wysoki poziom Indeksu. Jednak efekt ten będzie stopniowo zanikał w kolejnych miesiącach na rzecz odwrotnego skutku, tj. wysokiej bazy II półrocza 2023 r. W rezultacie przyczyni się to do spadku wartości Indeksu w kolejnych miesiącach bieżącego roku. Brak nowego rządowego programu wsparcia spowoduje stabilizację liczby wnioskodawców na poziomie około dwudziestu paru tysięcy osób – wyjaśnia dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– Drugim ważnym aspektem determinującym poziom BIK Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe jest wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu do historycznie rekordowej wartości 442,83 tys. zł – to kwota o prawie 16% wyższa niż w czerwcu 2023 r. Jest to efekt nadal rosnących cen nieruchomości, niewątpliwie sprzyja też temu wyższa zdolność kredytowa wynikająca z realnego wzrostu wynagrodzeń przy stabilnym poziomie stóp procentowych – dodaje.

Warto podkreślić, że wzrost zapytań o kredyty mieszkaniowe jest również efektem poprawy historii kredytowej wielu potencjalnych kredytobiorców. Stabilizacja rynku pracy oraz lepsza sytuacja ekonomiczna przyczyniły się do tego, że historia kredytowa wielu osób uległa poprawie, co umożliwiło im złożenie wniosków o wyższe kwoty kredytów na zakup nieruchomości.

Polski sektor przetwórstwa owoców i warzyw: rosnący potencjał na tle wyzwań

Polska jest jednym z największych producentów i eksporterów świeżych oraz przetworzonych owoców i warzyw w Unii Europejskiej. Jabłka czy gruszki z naszych sadów cieszą się dużym uznaniem wśród klientów z pozostałych krajów Wspólnoty, a jako światowy lider w produkcji i eksporcie pieczarek, zyskujemy coraz większe znaczenie w skali globalnej. Choć na pierwszy rzut oka nasz rynek nie powinien mieć powodów do obaw, tak wzrost kosztów produkcji surowców w wyniku zmian klimatycznych i ich wpływu na wielkość zbiorów czy rosnące potrzeby inwestycyjne, mogą zachwiać płynnością finansową firm i przyczynić się do zaciągania nowych zobowiązań. Tych przeterminowanych jest coraz więcej, a jak pokazują dane z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK, nieuregulowane płatności branży przetwórstwa owoców i warzyw wynoszą już ponad 256 mln zł, czyli o prawie 36 mln zł więcej niż rok temu.

Polski sektor przetwórstwa warzyw i owoców to ogromny i obiecujący rynek. W przypadku surowców, których do prowadzenia działalności potrzebuje branża przetwórcza, Polska plasuje się w europejskiej czołówce. Według danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, w latach 2019-2023 roczne zbiory owoców wynosiły (w zależności od roku) od 3,9 mln ton do 5,4 mln ton, co powoduje, że nasz kraj zajmuje 3. miejsce w UE pod względem wolumenu produkcji owoców. Jednocześnie, krajowe zbiory surowców z drzew w zależności od warunków pogodowych wahają się od 3,5 do 4,8 miliona ton rocznie, z czego około 80 proc. stanowią jabłka. Polska jest kluczowym krajem pod względem zbiorów wiśni, malin i porzeczek. Jesteśmy również ważnym producentem truskawek, agrestu, borówek i aronii. Co ważne, ponad połowa krajowej produkcji owoców trafia do przetwórstwa, a w przypadku jabłek, w latach obfitych zbiorów, jest to aż 70 proc.[1]

Z kolei w przypadku warzyw z produkcją na poziomie 5-5,5 mln ton Polska plasuje się na 4. miejscu w UE. Jesteśmy jednym z głównych producentów kapusty, marchwi i cebuli w całej Unii. Co ciekawe, nasz kraj jest także światowym liderem w produkcji i eksporcie pieczarek. Od kilku lat obserwuje się trend wzrostowy w powierzchni upraw oraz zbiorach tych grzybów. W 2023 r. zebrano ich ok. 355 tysięcy ton. Większość krajowych zbiorów pieczarek jest przeznaczona na eksport, co potwierdza sezon 2022/2023, w którym wyeksportowano 239 tysięcy ton świeżych pieczarek oraz 80 tysięcy ton przetworów. [2]

Popularność owoców i warzyw przeznaczonych na potrzeby przetwórstwa widać też na poziomie wyborów zakupowych naszego społeczeństwa. W drugiej połowie ub.r. preferencje Polek i Polaków w tym zakresie postanowił sprawdzić Krajowy Związek Grup Producentów Owoców i Warzyw. Badanie zlecone przez organizację pokazało, że aż 85 proc. respondentów zaplanowało zakup przetworów owocowych i warzywnych jesienią i zimą. Największą popularnością cieszyły się soki owocowe, których zakup deklarowało 15,4 mln Polaków (48 proc.), tuż za nimi – popularne wśród 14,7 mln populacji – były kiszonki (46 proc.). Podium zamknęły dżemy, na które wskazało 14,5 mln Polaków (45 proc.). W dalszej kolejności wybieraliśmy mrożonki, co deklarowało 11,9 mln mieszkańców Polski (37 proc.), herbatki owocowe (10 mln osób – 32 proc.), konfitury (7,8 mln osób – 24 proc.) i suszone owoce (6,5 mln osób – 20 proc.).[3]

Rozkwit w produkcji surowców a kłopoty przetwórców

Choć dane dot. potencjału i wielkości produkcji samych surowców dają powody do zadowolenia, niepokoić może rosnące zadłużenie wśród przetwórców owoców i warzyw.

Łączne zaległości firm wpisanych do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz widocznych w bazie informacji kredytowych BIK w grupie przetwarzania i konserwowania owoców i warzyw (PKD 10.3) wyniosły na koniec kwietnia br. prawie 256 mln zł. A to oznacza, że każdy przedsiębiorca z tej kategorii, który spóźnia się ze swoimi zobowiązaniami finansowymi, jest zadłużony na średnio – aż 1,08 mln zł. – Podobnie odsetek wszystkich przetwórców owoców i warzyw z nieuregulowanymi płatnościami wobec banków i kontrahentów utrzymywał się w ostatnich pięciu latach na wysokim poziomie (spadek z ok. 9 proc. w 2020 r. do 7,5 proc. obecnie). Ryzykowny dla całej branży może być także znaczący wzrost całkowitego zadłużenia w tym samym badanym okresie. Jeszcze w kwietniu 2020 r. wynosiło ono 159,1 mln zł, by w kolejnych czterech latach zwiększyć się o prawie 97 mln zł (61 proc.). A to oznacza bardzo niepokojący trend – twierdzi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Saldo zadłużenia w branży przetwarzania i konserwowania owoców i warzyw w latach 2020-2024

W najgorszej sytuacji znajdują się firmy wyspecjalizowane m.in. w produkcji dżemów, marmolady, galaretek, artykułów spożywczych z orzechów czy te wytwarzające gotowe potrawy z owoców i warzyw (PKD 1039Z). Ich przeterminowane zobowiązania sięgają obecnie niespełna 214 mln zł (ok. 84 proc. całkowitego zadłużenia branży), a przeciętna firma ma długi na kwotę 1,26 mln zł. To prawie dwa razy więcej niż wynoszą średnie zaległości (ponad 646 tys. zł) nieterminowego producenta soków (PKD 1032Z).

Wśród poszczególnych uczestników rynku wyraźnie dominuje wspomniany już wcześniej podsektor specjalistycznego przetwarzania i konserwowania owoców i warzyw (PKD 1039Z), który pięć lat temu zaczynał z zadłużeniem w wysokości ponad 122 mln zł, powiększonym dzisiaj o blisko 92 mln zł (75 proc. wzrost). Marginalny udział w całkowitej strukturze zadłużenia posiadają natomiast przedsiębiorcy przetwarzający i konserwujący ziemniaki (PKD 1031Z). Między 2020 a 2023 ich zaległości spadały z poziomu 2 do prawie 1,5 mln zł, by dzisiaj zanotować spektakularny spadek do kwoty zaledwie 7,3 tys. zł dla całej branży widocznej w rejestrze BIG InfoMonitor i bazie BIK.

Branża w dobie przemian i walki o globalnego klienta

Sektor przetwórców owocowo-warzywnych jest w Polsce zróżnicowany zarówno pod względem wielkości firm, jak i modeli biznesowych oraz oferowanych produktów. Dzięki temu przejawia większą odporność na zmiany sytuacji na rynkach konkretnych owoców i warzyw. – Na obecną wysokość długu wpłynął niższy wolumen zebranych owoców, który przełożył się z kolei na wzrost kosztów surowca, a w związku z tym wyższy koszt produkcji, niewspółmierny do wzrostu cen, który mógłby je zrekompensować. Nakłady na inwestycje także odcisnęły swoje piętno. Cały sektor od lat zadłużony jest ze względu na duże inwestycje w majątek trwały np. maszyny, przechowalnie oraz majątek ruchomy (samochody dostawcze) i nakłady w zdobywanie nowych rynków zbytu. Ponadto zakłady przetwórcze prowadzą duże inwestycje związane z transformacją energetyczną w celu efektywnej działalności gospodarczej. Poziom i dynamika zadłużenia jest wywołana również wtórnie przez trudną sytuację w okresie pandemii i wojną w Ukrainie. Branża jest jednak bardzo rozwojowa. Przyrost polskiego eksportu przetworów warzywnych w latach 2020-2023 wzrósł o 50 proc. do 935 mln euro, a przetworów owocowych o 44 proc. do 1,95 mld euro – komentuje Tomasz Smoleński z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, Państwowego Instytutu Badawczego.

Rynek owocowo-warzywny w Polsce systematycznie się rozwija, na co niewątpliwie ma wpływ szeroki wybór dobrych jakościowo warzyw i owoców, rozbudowana baza przechowalnicza i przetwórcza oraz niższe zużycie pestycydów w porównaniu z krajami zachodnimi. Mimo ewidentnie mocnych stron sektora widać na horyzoncie kilka wyzwań, którym branża będzie musiała stawić czoła. – Unijna strategia Zielony Ład i związane z nią rosnące koszty produkcji, a także konkurencja ze strony rosnącego importu z krajów spoza Unii Europejskiej już teraz są rzeczywistością. Szansą dla branży może być większa aktywność w eksporcie produktów poza UE. Aby jednak tak się stało, zarówno producenci, jak i przetwórcy owoców i warzyw będą musieli przygotować się technologiczne do coraz wyższych wymagań odbiorców hurtowych i detalicznych. Będzie to związane z rosnącymi wymogami jakościowymi, większą liczbą wymaganych certyfikatów oraz procesów gwarantujących bezpieczny eksport na odległe rynki zbytu – komentuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Jak podaje Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ), w produkcji przetworów owocowych w Polsce dominuje ta przeznaczona na rynek soków zagęszczonych. W ostatnich dwóch sezonach notowała ona wzrosty, wynosząc odpowiednio 410 tys. ton w sezonie 2021/2022 oraz 441 tys. ton w sezonie 2022/2023. W trwających zbiorach 2023/2024 eksperci Instytutu prognozują już jednak spadek do poziomu 378 tys. ton. Najbardziej stabilną sytuację IERiGŻ odnotowuje w przypadku produkcji na potrzeby dżemów, marmolad, konfitur, powideł czy przecierów. W dwóch poprzednich sezonach mieściła się ona w przedziale od 138 do 140 tys. ton prognozowanych także w tym roku. [4]

[1] Dane przygotowane przez Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, Państwowy Instytut Badawczy na podstawie danych GUS

[2] https://www.gov.pl/web/rolnictwo/owoce

[3] https://www.gov.pl/web/rolnictwo/owoce

[4] https://polskiesuperowoce.pl/268673-popularnosc-przetworow-w-polsce-wyniki-badania-kantar

Blisko 46 proc. Polaków dobrze ocenia proces zachodzącej w Polsce transformacji energetycznej

Według najnowszego raportu, 45,9% rodaków dobrze ocenia prowadzony w Polsce proces modyfikacji gospodarek i sieci energetycznych na bardziej zrównoważone. 29,9% Polaków uważa wręcz odwrotnie, a 24,2% nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii. Pozytywne noty najczęściej wystawiają osoby w wieku 65-74 lat, z miesięcznymi dochodami powyżej 9 tys. zł na rękę. Z kolei negatywne opinie pochodzą głównie od ankietowanych mających 35-44 lat lub 75-80 lat i uzyskujących co miesiąc 5000-6999 zł netto. Autorzy badania przewidują, że zadowolenie z kierunku transformacji energetycznej i uczestnictwa Polski w tym procesie będzie rosło w społeczeństwie, ponieważ świadomość ekologiczna jest coraz większa. Do tego gospodarka oparta na OZE to jedyny sposób na trwałe powstrzymanie wzrostu cen prądu i realne oszczędności gospodarstw domowych.

Obecnie 45,9% rodaków uważa, że Polska dobrze prowadzi proces modyfikacji gospodarek i sieci energetycznych na bardziej zrównoważone, czyli mniej zależne od paliw kopalnych, a także efektywniejsze oraz korzystniejsze dla klimatu, zdrowia publicznego i środowiska naturalnego. 29,9% Polaków jest przeciwnego zdania, a 24,2% pozostaje niezdecydowanych. Tak wynika z raportu UCE RESEARCH i DGA S.A. Jest on oparty na badaniu przeprowadzonym w ramach projektu „Droga do zatrudnienia po węglu”.

– Uważam, że przekonanie o dobrym kierunku transformacji energetycznej i poprawnym uczestnictwie w tym procesie Polski będzie coraz częściej spotykane. Zadowolenie będzie rosło, ponieważ społeczeństwo jest coraz bardziej świadome ekologicznie. Zaczyna też zdawać sobie sprawę z tego, że takie działania są koniecznością. Do tego coraz bardziej widać determinację Unii Europejskiej i samej Polski do sprawnego wprowadzania zmian – mówi Anna Szymańska, jedna ze współautorek badania, wiceprezes  zarządu DGA S.A.

Autorzy badania zauważają, że w ostatnich latach bardzo zmieniła się polska mentalność. – Na pewno widzimy to, że gospodarka energetyczna Polski nie może opierać się wyłącznie na węglu. Dostrzegamy to, że coraz więcej energii można wytworzyć z odnawialnych źródeł. Jednocześnie do Polaków docierają twarde dane dotyczące węgla. Jego zasoby się kończą, wydobycie spada, a koszty wciąż rosną. Eksperci alarmują, że średni wiek elektrowni węglowych to już 50 lat – komentuje Magdalena Franciszczak, druga ze współautorek badania z DGA S.A.

W ocenie Anny Szymańskiej, niemal 30% respondentów źle oceniających proces modyfikacji gospodarki odzwierciedla obawy społeczne. – W ostatnich latach wzrosły ceny energii, zablokowano rozwój energii pochodzącej z wiatraków na lądzie, a w ubiegłym roku Polska sprowadziła ok. 17 mln ton węgla. Mogliśmy też spotkać się z wieloma fake newsami na temat sektora energetycznego. Dane kampanii „Energia NaPrawdę” z września 2023 roku pokazują, że ponad 500 tys. przebadanych wpisów internetowych w jakimś stopniu powielało nieprawdę. Myślę, że przed nami jest długa droga do rzetelnej informacji na ten temat – stwierdza Anna Szymańska.

Jak informują analitycy z UCE RESEARCH, dobrą ocenę w ww. kwestii częściej wystawiają mężczyźni niż kobiety – 49,4% vs. 42,5%. W pozytywny sposób wypowiadają się głównie osoby w wieku 65-74 lat – wśród nich – 54,9%, z miesięcznymi dochodami netto powyżej 9 tys. zł – 51%, a także z wykształceniem zasadniczym zawodowym – 53,4%. Przeważnie dotyczy to mieszkańców miejscowości liczących od 20 tys. do 49 tys. ludności – 54,9%. Przeciwną opinię nieco częściej wyrażają mężczyźni niż kobiety – 30,7% vs. 29,1%. Zazwyczaj krytyka pochodzi od Polaków w wieku 35-44 lat lub 75-80 lat – po 33,3%, jak również zarabiających 5000-6999 zł netto miesięcznie – 37,5%. Najczęściej są to osoby z wyższym wykształceniem – 34,8%, a także mieszkańcy miast mających od 100 tys. do 199 tys. ludności – 35,2%.

– Jak pokazało badanie firmy konsultingowej EY „Nawigacja w transformacji energetycznej” z tego roku, już 19% Polaków doświadcza ubóstwa energetycznego, czyli przeznacza powyżej 10% budżetu na energię. W mojej opinii, tzw. zwykły Kowalski jest więc częściowo przekonywany do transformacji energetycznej stopniem zasobności portfela. Tak naprawdę zwracanie się ku zrównoważonej gospodarce opartej na OZE to jedyny sposób na trwałe powstrzymanie wzrostu cen prądu i realne oszczędności gospodarstw domowych – podsumowuje Magdalena Franciszczak.

***
Opis metody badawczej

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i DGA S.A. w ramach projektu „Droga do zatrudnienia po węglu”. Wzięło w nim udział 1010 dorosłych Polaków.

Ericsson Mobility Report: 5G zmienia strategię firm telekomunikacyjnych

  • 5G umożliwia coraz większej liczbie dostawców FWA oferowanie planów taryfowych opartych na wysokiej prędkości
  • Do końca 2029 roku prognozowana liczba subskrypcji 5G wyniesie blisko 5,6 mld
  • Przewiduje się również, że do końca 2029 r. ruch danych mobilnych będzie rósł o 20 procent rocznie

ericsson-traffic-forecast-Fixed Wireless Access (FWA) connections ericsson-traffic-forecast-Mobile subscriptionsStały dostęp bezprzewodowy nadal zyskuje na popularności jako rozwiązanie 5G dla dostawców usług komunikacyjnych na całym świecie. Zauważalnie wzrosła liczba podmiotów oferujących to rozwiązanie w ciągu ostatniego roku – wynika z najnowszej analizy Ericsson Mobility Report z czerwca 2024 roku.

Spośród 310 dostawców usług komunikacyjnych na całym świecie, którzy zostali uwzględnieni w badaniu Ericsson Mobility Report, w kwietniu 2024 aż 241 oferowało stały dostęp bezprzewodowy. W tej grupie ponad połowa operatorów (około 53 procent) udostępniała 5G FWA. Oznacza to wzrost o dwanaście punktów procentowych w stosunku do analogicznego okresu w 2023 roku, co przekłada się na wzrost o 29 procent.

W ubiegłym roku odnotowano prawie 50-procentowy wzrost liczby dostawców, którzy oferują taryfy oparte na prędkości 5G FWA. Obecnie 40 procent wszystkich operatorów usług FWA wprowadziło takie rozwiązanie. Stały Dostęp Bezprzewodowy jest teraz drugim, po rozszerzonym mobilnym szerokopasmowym dostępie do Internetu (eMBB), najczęściej stosowanym zastosowaniem technologii 5G. Szybkość, możliwość transmisji danych oraz niskie opóźnienia 5G FWA zwiększają atrakcyjność planów taryfowych FWA, opartych na prędkości dla dostawców z parametrami podobnymi do ofert kablowych lub światłowodowych.

„Uważam, że po uruchomieniu 5G w Polsce na początku tego roku, zastosowania 5G można wdrożyć już teraz. Wprowadzenie 5G Standalone pozwoli na stworzenie zróżnicowanych i programowalnych sieci, które dadzą możliwość rozwinięcia dodatkowych zastosowań 5G, takich jak segmentacja sieci i udostępnianie interfejsu API sieci na polskim rynku” – mówi Martin Mellor, szef firmy Ericsson w Polsce. „Czerwcowy Ericsson Mobility Report pokazuje dalszy silny wzrost liczby subskrypcji 5G z eMBB i stałym dostępem bezprzewodowym, jako wiodącymi zastosowaniami. Uwidacznia również potrzebę zwiększonego wdrożenia technologii 5G Standalone, aby w pełni wykorzystać jej potencjał”.

Około 300 dostawców usług komunikacyjnych na całym świecie oferuje obecnie usługi 5G, z czego około 50 uruchomiło 5G Standalone (5G SA).

Jeśli chodzi o subskrypcje, 5G nadal rośnie ona we wszystkich regionach. W pierwszych trzech miesiącach 2024 roku na całym świecie dodano około 160 milionów subskrypcji 5G, co daje łączną liczbę ponad 1,7 miliarda. Do końca roku przewiduje się, że wartość ta powiększy się prawie o kolejne 600 milionów.

Według szacunków analityków do końca 2029 roku liczba subskrypcji 5G wyniesie blisko 5,6 miliarda, a globalny zasięg 5G poza Chinami kontynentalnymi podwoi się z 40 procent na koniec 2023 roku do 80 procent do końca 2029 roku. Przewiduje się też, że do końca 2029 roku 5G będzie stanowić około 60 procent wszystkich subskrypcji mobilnych.

W ujęciu regionalnym szacuje się, że Ameryka Północna będzie miała najwyższą penetrację do końca 2029 r. – aż 90 procent (lub 430 milionów) subskrypcji ma stanowić 5G.

W Indiach oczekuje się, że liczba subskrypcji 5G wzrośnie ze 119 milionów na koniec 2023 roku (około dziesięciu procent wszystkich subskrypcji mobilnych w kraju) do około 840 milionów (65 procent wszystkich subskrypcji) do końca 2029 roku.

W kwestii jakości obsługi, statystyki wiodącego dostawcy usług pokazują, że 97 procent wszystkich działań użytkowników w średnim paśmie 5G osiągnęło czas oczekiwania na treść krótszy niż 1,5 sekundy, w porównaniu do 67 procent w niskim paśmie 5G i zaledwie 38 procent w 4G (wszystkie pasma).

Zasięg 5G w średnim paśmie poza Chinami kontynentalnymi osiągnął 35 procent. Ameryka Północna i Indie dokonały szybkich wdrożeń, osiągając odpowiednio 85 i 90 procent zasięgu średniego pasma.

W porównaniu z listopadową wersją dokumentu (raport z 2023 roku) ruch danych w sieciach komórkowych w ujęciu rok do roku został skorygowany w dół. Zmiany w danych bazowych nastąpiły w drugiej połowie 2023 roku i wynikały z kilku czynników, takich jak niższe wartości zgłoszone przez organy regulacyjne i dostawców usług na rynkach o dużej populacji.

Między końcem marca 2023 r. a końcem marca 2024 r. ruch danych w sieciach komórkowych wzrósł o 25% r/r,  napędzany głównie migracją abonentów do nowszych generacji i usług wymagających transferu dużej ilości danych,  jak na przykład treśći wideo.

Zdaniem analityków do końca 2029 roku mobilny transfer danych będzie rósł ze skumulowaną roczną stopą wzrostu wynoszącą około 20 procent. Na zakończenie zeszlego roku około jedna czwarta wszystkich danych w sieci mobilnej była obsługiwana przez 5G. Prognozy wskazują, że na koniec 2029 r. odsetek ten wzrośnie do około 75 procent.

Polacy coraz bardziej niechętni cudzoziemcom? 67% obcokrajowców odczuwa zmiany nastrojów społecznych

Aż 67 proc. mieszkających i pracujących nad Wisłą obcokrajowców zauważyło zmiany nastrojów społecznych, które zaszyły w Polsce, wynika z badania Grupy Progres. 60 proc. ankietowanych przyznaje, że w ciągu minionych 12 miesięcy odczuło niechęć i bezpośrednio doświadczyło niewłaściwego zachowania ze strony Polaków. Z tego powodu, niemal połowa cudzoziemców aktywnych zawodowo (46 proc.) myśli o zwolnieniu się z pracy i opuszczeniu naszego kraju, mimo że większość badanych (56 proc.) deklaruje, że czuje się u nas bezpiecznie.

Niemal 3 mln cudzoziemców z ponad 67 państw wjechało do Polski tylko w I kw. tego roku. W całym 2023 r. było ich ponad 14 mln, wynika z danych straży granicznej. Cele przekraczania granic są różne – w wielu przypadkach dotyczą one pracy, którą podejmują przyjezdni. Najczęściej zakładają oni, że ich migracja zarobkowa nad Wisłę będzie dłuższa niż kilka miesięcy. 39 proc. badanych obcokrajowców chce spędzić u nas 5 lat lub więcej, 21 proc. planuje pobyt trwający od 3 do 5 lat, a 13 proc. od 1 roku do 2 lat. Co więcej, 68 proc. nie chce być u nas w pojedynkę – w przyszłości sprowadzi do Polski swoją rodzinę, 32 proc. nie ma takich planów, pokazuje badanie Grupy Progres. Co więcej, 27 proc. ankietowanych imigrantów przyznało w nim, że ma zamiar zostać u nas na zawsze. Do tej pory na taki krok zdecydowało się kilkaset tysięcy osób. Według danych GUS przez ponad pół wieku (1966-2021) na pobyt stały w Polsce zameldowało się w sumie 337 012 imigrantów. Najczęściej pochodzili oni z Europy (254 048 osób), Ameryki Płn. i Płd. (54 171 os.) oraz Azji (18 152 os.), rzadziej z Afryki (5 597 os.) i Oceanii (5 044).

Polska jest coraz chętniej wybieranym kierunkiem migracji zarobkowej, o który pyta coraz więcej cudzoziemców szukających pracy. Na ich rosnącą obecność w różnych sektorach naszej gospodarki wpływa m.in. – obserwowany przez nas w ostatnich latach – wzrost akceptacji oraz otwartości przedsiębiorców na zatrudnianie obcokrajowców. Wypełniają oni lukę kadrową i są poszukiwani zwłaszcza w branżach, które cierpią na niedobory pracowników oraz w firmach chcących się rozwijać i wskazujących, że jedną z głównych przeszkód w rozbudowaniu skali działań ich biznesu jest właśnie brak odpowiedniej liczby kandydatów chętnych do podjęcia pracy – mówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres. I dodaje, że z badania przeprowadzonego przez Grupę Progres wynika jednak, że część cudzoziemców odczuwa zmiany nastawienia Polaków, co w skrajnych przypadkach może mieć znaczące implikacje dla rynku pracy. Nie jest to jeszcze zjawisko powszechne, ale faktem jest, że nastroje społeczne i pojawiająca się czasem niechęć nie umknęły uwadze nacji migrujących do naszego kraju, a niewłaściwe zachowania wobec nich są wciąż obecne.

Większość cudzoziemców dostrzega zmiany

Aż 67 proc. respondentów stwierdziło, że zauważyło zmiany w polskim społeczeństwie w ciągu ostatniego roku, nie dostrzega ich 33 proc. badanych. Pytani o niewłaściwe i obraźliwe zachowania przyznają, że doświadczyło ich (60 proc. respondentów) np. formie komentarzy padających wobec nich, które słyszeli w miejscach publicznych, ale też w mediach czy czytając różne opinie wyrażane na temat ich narodowości w sieci. 40 proc. deklaruje, że nie odczuło takich zachowań ze strony Polaków. Ci, których takie sytuacje dotknęły, przyznają, że były one dla nich impulsem do zastanowienia się nad dalszym pobytem w Polsce – aż 56 proc. osób z tej grupy poważnie rozważa zmianę kraju zamieszkania lub powrót do ojczyzny w najbliższej przyszłości. Z drugiej strony, zmiany miejsca zamieszkania nie planuje 33 proc. badanych, a 11 proc. nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.

Poczucie bezpieczeństwa w Polsce – optymistycznie, ale nie bez skazy

Mimo że klimat społeczny ulega zmianom, to większość cudzoziemców nadal czuje się nad Wisłą bezpiecznie – przyznaje to 56 proc. badanych, odmiennego zdania jest 36 proc. ankietowanych, a 8 proc. nie ma zdania na ten temat. Osoby z grupy, która doświadcza obaw lub niepewności w codziennym życiu w Polsce i nie czuje się tu bezpiecznie, twierdzą, że wpływ na to mają zarówno niewłaściwe zachowania naszych rodaków, jak i sytuacja za wschodnią granicą – bliskość wojny zwiększa ich poczucie zagrożenia ze strony Rosji.

– Aby w pełni wykorzystać potencjał związany z migracją, konieczne jest dalsze budowanie otwartego i przyjaznego środowiska zarówno na poziomie społecznym, jak i legislacyjnym. Polityka migracyjna powinna być dostosowana do potrzeb rynku pracy, zapewniając równocześnie odpowiednie wsparcie dla cudzoziemców w zakresie nauki języka, integracji społecznej i uznawania kwalifikacji zawodowych. Niewłaściwe zachowania wobec obcokrajowców czy ich obawy o bezpieczeństwo to kwestie, które musimy rozwiązać, aby stać się bardziej przyjaznym miejscem dla wszystkich mieszkańców. Dalsze monitorowanie i podejmowanie działań mających na celu poprawę tych relacji jest w tym przypadku kluczowe – mówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres. Ekspert podkreśla też, że negatywne postawy wobec cudzoziemców, nawet jeśli nie będą one powszechne, mogą obniżyć atrakcyjność Polski jako miejsca do życia i pracy zarówno dla niewykwalifikowanych, jak i wykwalifikowanych specjalistów z zagranicy. To może prowadzić do pogłębiających się braków kadrowych w wielu sektorach gospodarki, które odczuje też przysłowiowy Kowalski, gdy np. usługa, którą zamówił, nie zostanie zrealizowana, bo nie będzie miał kto tego zrobić. W dłuższej perspektywie takie zjawisko może negatywnie wpłynąć na innowacyjność i rozwój technologiczny kraju, ale też hamować jego rozwój gospodarczy, spowalniać inwestycje i ograniczać konkurencyjność krajowych przedsiębiorstw.

****

Badanie Grupy Progres „Życie obcokrajowców w Polsce 2024” zostało zrealizowane na reprezentatywnej grupie N=1000. W drugiej połowie czerwca 2024 r. Respondentami byli pełnoletni cudzoziemcy (kobiety i mężczyźni) – pochodzący z 62 krajów – Europy, Azji, Afryki, Ameryki (północnej lub południowej) – aktywni zawodowo i mieszkający w Polsce. W ramach badania ilościowego posłużono się ankietą internetową (CAWI) oraz badaniem DAR.

Sztuczna inteligencja staje się coraz ważniejsza w walce z cyberzagrożeniami

Sztuczna inteligencja staje się nieodzownym narzędziem w arsenale firm dążących do zapewnienia sobie najwyższego poziomu cyberbezpieczeństwa. AI stanowi już 59% wszystkich patentów cybernetycznych i należy do najpopularniejszych przedmiotów badań związanych cyberbezpieczeństwem od 2017 roku. Jednak na kwestiach ochrony zasobów firm jej potencjał się nie kończy. Połączone siły sztucznej inteligencji i liderów w obszarze cyfrowych zabezpieczeń mogą wspierać inne funkcje biznesowe. Z badania EY Global Cybersecurity Leadership Insights Study 2024 wynika m.in., że firmy stawiające na cyberbezpieczeństwo mają ponad dwukrotnie większy wpływ na szybsze tempo transformacji i innowacji w porównaniu do pozostałych organizacji (56% wobec 25%).
Analizy EY pokazują, że jedną z kluczowych cech firm o najbardziej efektywnych funkcjach cyberbezpieczeństwa jest szybkość we wdrażaniu nowych technologii w cyberobronie, w tym wykorzystanie sztucznej inteligencji i automatyzacji. Dzięki temu mogą wykrywać i reagować na incydenty cybernetyczne o ponad 50% szybciej niż inne organizacje. Badanie EY z 2023 roku wykazało, że tylko w ciągu roku liderzy cyberbezpieczeństwa zaoszczędzili średnio ponad 150 dni na wykrywaniu i reagowaniu incydentów związanych z naruszeniem danych.

Z najnowszej edycji EY Global Cybersecurity Leadership Insights Study 2024 wynika, że wysoki poziom cyberbezpieczeństwa w dużym stopniu oddziałuje na kluczowe biznesowe aspekty. Zespoły ds. cyberbezpieczeństwa działające w firmach zaawansowanych w obszarze wirtualnych zabezpieczeń mają w 63% pozytywny wpływ na tworzenie wartości dodanej. Dla porównania, w organizacjach, które nie przywiązują do tego tematu aż tak dużej wagi, ten odsetek wynosi 42%. Co więcej, cybernetyczni prymusi niemal dwukrotnie szybciej reagują na możliwości rynkowe (58% wobec 29% u pozostałych badanych). Jednak największą różnicę widać pod kątem tempa transformacji i wprowadzania innowacji. Firmy stawiające na cyberbezpieczeństwo mają na ten aspekt znaczenie większy wpływ niż inne organizacje – 56% w porównaniu do 25%.

– Inwestowanie w zespoły ds. cyberbezpieczeństwa przynosi firmom wymierne korzyści i daje im znaczącą przewagę konkurencyjną. Skuteczna ochrona przed wirtualnymi zagrożeniami pozwala efektywniej wdrażać nowe technologie, minimalizując potencjalne ryzyka, przez co zwrot z inwestycji będzie szybciej zauważalny. Co istotne, liderzy ds. cyberbezpieczeństwa wraz z rozwojem zaawansowanych rozwiązań coraz częściej będą stawali się kluczowymi doradcami dla zarządów, dostosowując swoje działania do celów biznesowych i w dużej mierze odpowiadając za innowacyjność całej organizacji – zauważa Piotr Ciepiela, Partner EY, Lider obszaru cyberbezpieczeństwa w regionie EMEIA.

Wykres: Wpływ cyberbezpieczeństwa na poszczególne obszary firmy

Wykres Wpływ cyberbezpieczeństwa na poszczególne obszary firmy

AI przeciw cyberzagrożeniom

Postępy w dziedzinie głębokiego uczenia i sieci neuronowych umożliwiają sztucznej inteligencji analizowanie większych i bardziej zróżnicowanych zbiorów danych w czasie rzeczywistym. Zdolność do samokształcenia przyspiesza automatyzację, pomagając zespołom cybernetycznym w ciągłym monitorowaniu sieci i aplikacji, a także wykrywaniu oraz prognozowaniu zagrożeń w czasie zbliżonym do rzeczywistego. Oznacza to szybsze reagowanie na incydenty. Przeprowadzona przez EY metaanaliza 69 badań pokazuje, że średnia dokładność wykrywania spamu, złośliwego oprogramowania i włamań do sieci przez AI wynosi ponad 92%.

Jedną z kluczowych cech bardziej skutecznego podejścia do cyberbezpieczeństwa firmy jest integracja sztucznej inteligencji z ochroną zapewnianą przez wewnętrzne zespoły. Ponad połowa ankietowanych z firm o wysokim poziomie cyfrowych zabezpieczeń (62%) korzysta z AI lub uczenia maszynowego, ewentualnie jest na późnym etapie wdrażania tych rozwiązań w porównaniu z 45% w pozostałych organizacjach. Nie można jednak zapominać, że nowe technologie są nie tylko domeną biznesu, ale również cyberprzestępców. Stosują oni AI do tworzenia bardziej zaawansowanych ataków, takich jak automatyczne generowanie złośliwego oprogramowania czy zaawansowane phishingowe kampanie. To doprowadza do wirtualnego wyścigu zbrojeń między przestępcami a firmami.

Wysoka ochrona napędza biznes

Z badania EY wynika, że członkowie C-suite często przeceniają skuteczność podejścia ich organizacji do cyberbezpieczeństwa (48% zadowolonych w porównaniu do 36% CISO). Większa przejrzystość w rozmowach z liderami wyższego szczebla i zrozumienie wszystkich ryzyk są niezbędne do czynienia postępów we wdrażaniu sztucznej inteligencji w innych funkcjach organizacji. Pozwoli to wygenerować wartość dodaną płynącą z wysokiego poziomu ochrony cybernetycznej i wesprze biznes. Liderzy ds. cyberbezpieczeństwa mogą napędzać sprzedaż i zwiększać zyski poprzez budowanie zaufania klientów.

Dla partnerów biznesowych ważnym aspektem jest przetwarzanie danych i informacji wrażliwych – chcą wiedzieć, w jaki sposób są gromadzone, przechowywane i chronione. Naruszenie kwestii cyberbezpieczeństwa może poważnie wpłynąć na dotychczasową relację. Klienci cenią współpracę z firmami, które demonstrują silne zaangażowanie w ochronę danych i prywatności. Widoczne działania w zakresie cyberbezpieczeństwa, potwierdzone certyfikatami bezpieczeństwa (np. ISO 27001), wzmacniają reputację firmy.

Innym aspektem, przed którym chroni wysoki poziom obrony cybernetycznej, są przestoje w działalności operacyjnej i straty finansowe w wyniku wirtualnych ataków. Sztuczna inteligencja, która analizuje systemy i zachowania użytkowników w czasie rzeczywistym, minimalizuje ryzyko ich wystąpienia. Mniejsza liczba incydentów oznacza także płynniejszą działalność i lepszą obsługę klientów.

– Brak inwestycji w cyberbezpieczeństwo może szczególnie dotknąć sektor produkcji przemysłowej. Incydenty bezpieczeństwa na świecie pokazują, że nieplanowane przestoje wynikające z ataków generują straty sięgające setek tysięcy złotych. Konsekwencją ataku może być również ryzyko utraty ważnych kontraktów z powodu opóźnień w realizacji zamówień. Dlatego skuteczna cyberochrona jest jednym z działań niezbędnych dla utrzymania ciągłości produkcji i uniknięcia nieprzewidzianych zakłóceń. Firmy produkcyjne w Polsce mają dużo do nadrobienia pod tym względem i niestety wiele z nich uświadamia to sobie dopiero po poważnym incydencie. Co więcej, bez przemyślanej strategii cybernetycznej trudniej im będzie wdrażać nowe technologie, które są obecnie niezbędne do zachowania konkurencyjności – mówi Leszek Mróz, Partner EY w centrum kompetencji EY dla usług bezpieczeństwa OT/IoT.

O badaniu
Podstawą analiz są pogłębione wywiady jakościowe z liderami ds. cyberbezpieczeństwa przeprowadzone w lutym 2024 roku na obszarze obu Ameryk, Azji i Pacyfiku (APAC) oraz Europy, Bliskiego Wschodu, Indii i Afryki (EMEIA). Respondenci reprezentowali organizacje o rocznych przychodach przekraczających 1 mld USD. Dodatkowo eksperci EY przeanalizowali 18 tys. publikacji naukowych z lat 2017-2022 dotyczących cyberbezpieczeństwa.

CPS GfK: Mlekovita najczęściej wybieraną przez Polaków marką FMCG

Na czele tegorocznego rankingu najczęściej wybieranych przez Polaków marek FMCG stoi Mlekovita. Na podium znalazły się także Piątnica OSM oraz Mlekpol. Takie dane płyną z najnowszej edycji raportu CPS GfK Brand Footprint Europe.

Eksperci CPS GfK przeanalizowali, w jaki sposób konsumenci kupują produkty marek FMCG. – Raport Brand Footprint Europe pokazuje dynamiczny krajobraz wyborów zakupowych nabywców na całym kontynencie. Zrozumienie tych zachowań jest kluczowe zarówno dla sprzedawców detalicznych, jak i producentów – mówi Lenneke Schils, Global Insights Director w firmie CPS GfK.

Z analizy CPS GfK wynika, że najczęściej wybieraną marką w Polsce jest Mlekovita, która osiągnęła CRP na poziomie 250,1 mln, tym samym wyprzedzając Piątnicę OSM (242,2 mln) i Mlekpol (203,4 mln).

Lista 10 najczęściej wybieranych marek FMCG w Polsce według CPS GfK (CRP w mln):

1. Mlekovita (250,1 CRP)
2. Piątnica OSM (242,2 CRP)
3. Mlekpol (203,4 CRP)
4. Winiary (164,6 CRP)
5. Zott (155,5 CRP)
6. Tymbark (144,2 CRP)
7. Kinder (124,2 CRP)
8. Coca-Cola (116,7 CRP)
9. Wedel (95,4 CRP)
10. Dr. Oetker (92,4 CRP)

Wskaźnik Consumer Reach Points (CRP) jest obliczany poprzez pomnożenie trzech liczb: populacji gospodarstw domowych, penetracji (procent gospodarstw domowych kupujących daną markę) i wyboru konsumentów (jak często kupowana jest marka). CRP przedstawia siłę marki na podstawie tego, jak często wybierają ją nabywcy.

– Rosnące koszty produkcji i poszukiwanie przez konsumentów oszczędności sprawiły, że ostatni rok był dla branży FMCG pełen wyzwań. W ramach najnowszej edycji raportu Brand Footprint po raz pierwszy wyróżniliśmy marki, które poradziły sobie najlepiej i mimo trudnej sytuacji osiągnęły wzrosty. Wyniki wyróżniają się tym, że są oparte na całorocznej obserwacji koszyków zakupowych tysięcy polskich gospodarstw domowych. To pozwala śledzić i wnioskować o zachowaniu 13,5 mln polskich gospodarstw – podkreśla Szymon Mordasiewicz, dyrektor zarządzający w Consumer Panel Services GfK.

CPS GfK i YouGov – synergia opinii i zachowań konsumentów

Po przejęciu CPS GfK przez YouGov w styczniu 2024 r. tegoroczny raport Brand Footprint Europe po raz pierwszy uwzględnił dane pochodzące z YouGov BrandIndex, narzędzia YouGov służącego do codziennego monitorowania marek oraz ich konkurentów. Ponadto połączone dane YouGov i CPS GfK umożliwiają synergię pomiędzy opiniami konsumentów a ich zachowaniem podczas zakupów.

Informacje o raporcie Brand Footprint Europe:

Raport Brand Footprint Europe jest częścią serii Global Brand Footprint tworzonej we współpracy z Kantar Worldpanel. Dane pochodzą z 21 rynków europejskich, a przeanalizowanych zostało ponad 20 600 marek konsumenckich (z wyłączeniem marek własnych sprzedawców detalicznych).

Dzięki precyzyjnej analizie danych, raport dostarcza informacji o preferencjach konsumentów oraz wzorcach zakupowych. Dzięki analizie czynników, takich jak informacje o penetracji rynku i częstotliwość zakupów, CPS GfK zapewnia kompleksowy przegląd marek, najczęściej trafiały do koszyków nabywców z całej Europy.

Raport przedstawia również trendy regionalne oraz różnice pomiędzy preferencjami konsumentów w poszczególnych krajach Europy. Rankingi pozwalają na szczegółowe zrozumienie marek – od żywności i napojów po artykuły drogeryjne.

Wybory w Wielkiej Brytanii: czy rynki są zbyt spokojne?

  • Wybory w Wielkiej Brytanii, które odbędą się 4 lipca, najprawdopodobniej doprowadzą do zwycięstwa Partii Pracy. Nastąpi to po 14 latach rządów Konserwatystów naznaczonych Brexitem i kryzysem rosnących kosztów życia.
  • Biorąc pod uwagę ograniczony budżet, Partia Pracy skupi się na reformach strukturalnych i ostrożnej polityce fiskalnej, wspierających długoterminowy wzrost gospodarczy i stabilność.
  • Rynki pozostają spokojne, zakładając stabilność polityki. Brytyjskie aktywa w obliczu ryzyka związanego z wyborami w USA i Europie stały się bezpieczną przystanią dla inwestorów. Wydają się to rozumieć polscy inwestorzy posiadający rachunek w Saxo – ten kierunek geograficzny jest trzecim najchętniej wybieranym przez nich na platformie.
  • Brytyjski indeks giełdowy FTSE 100 nadal jest notowany ze znacznym dyskontem w stosunku do akcji globalnych, oferując jednocześnie wysoką stopę dywidendy i możliwości dywersyfikacji portfela.
  • Funt szterling może doświadczyć krótkoterminowej zmienności, jeśli zwycięstwo Partii Pracy nie będzie tak zdecydowane, jak przewidywano, oraz jeśli Bank Anglii przyjmie gołębie stanowisko po wyborach. Jednakże długoterminowe wsparcie dla funta w stosunku do euro może się utrzymać ze względu na kontrastującą sytuację polityczną i fiskalną między Wielką Brytanią a strefą euro.

Kolejne ważne wybory w Wielkiej Brytanii odbędą się już 4 lipca. Obecny krajobraz polityczny ukształtowały Brexit i pandemia, narzucając priorytety państwu. W przestrzeni medialnej w Wielkiej Brytanii dominowały w ostatnim czasie tematy polityki gospodarczej, opieki zdrowotnej, imigracji i zmian klimatycznych. Główne partie polityczne przedstawiły swoje programy, starając się odnieść do tych kluczowych kwestii.

Obecnie Partia Pracy ma w sondażach przewagę około 20% nad Konserwatystami. Ugrupowanie premiera Sunaka zmaga się z trudnościami w zdobyciu poparcia, a część jej zwolenników przepływa do Partii Reform Nigela Farage’a. To przesunięcie pozwoliło Partii Pracy uzyskać znaczącą, dwucyfrową przewagę w sondażach.Wykres 1

Charu Chanana, zarządzająca Działem Strategii Walutowej w Saxo Banku kreśli możliwe scenariusze gospodarcze po wyborach i tłumaczy ich znaczenie dla inwestycji.

Brak zasobów budżetowych

W kontekście obecnej sytuacji można znaleźć znaczące podobieństwa do wyborów w 1997 roku, kiedy Tony Blair i jego kanclerz Gordon Brown kładli nacisk na rozwagę budżetową w pierwszych latach urzędowania. Ostatnie krótkie i burzliwe rządy Liz Truss pokazały, jak rynki obligacji mogą skutecznie ograniczać ambicje fiskalne polityków.

Manifest Partii Pracy nie zawiera radykalnych planów wydatków, co sugeruje, że jej lider Keir Starmer i minister finansów w gabinecie cieni Rachel Reeves prawdopodobnie będą kontynuować konserwatywną politykę fiskalną, biorąc pod uwagę wysoki poziom zadłużenia.

Co może oznaczać większość dla Partii Pracy w kontekście gospodarki?

Potencjalna większość Partii Pracy uzyskana w nadchodzących wyborach mogłaby oznaczać koniec 14-letnich rządów Konserwatystów, naznaczonych Brexitem i kryzysem rosnących kosztów życia. Na początku zmiany będą jednak raczej skromne ze względu na ograniczenia budżetowe.

Niemniej jednak, sygnały wskazują, że brytyjska gospodarka stabilizuje się po krótkiej zeszłorocznej recesji. Wskaźniki predykcyjne, takie jak PMI (Indeks Menedżerów Zakupów) i indeks zaufania konsumentów, poprawiają się, a miesięczne dane dotyczące PKB wykazują pozytywne tendencje. Chociaż inflacja w sektorze usług pozostaje wysoka, łagodzenie inflacji towarów obniża ogólny wskaźnik inflacji, co może skłonić Bank Anglii do obniżenia stóp procentowych wcześniej niż zrobi to Rezerwa Federalna USA.

Stabilna polityka pod rządami Partii Pracy prawdopodobnie podtrzyma tę trajektorię gospodarczą, wspieraną przez czynniki długofalowe. W kontekście ograniczonych możliwości budżetowych, jej uwaga skupi się zapewne na reformach strukturalnych, które mogą wspierać odbudowę gospodarki po Brexicie w dłuższej perspektywie. Partia Pracy może również dążyć do zmniejszenia niektórych barier handlowych po Brexicie, zgodnie ze swoim kierunkiem poprawy relacji z Unią Europejską, choć takie zmiany zajmą trochę czasu. Dodatkowo, Partia Pracy planuje zwiększyć inwestycje w projekty ekologiczne.

Warto wspomnieć, że gdyby doszło do osiągnięcia znacznej przewagi Partii Pracy, mogłaby sobie ona pozwolić na podjęcie odważniejszych działań politycznych. Brytyjska gospodarka, by utrzymać stabilną sytuację ekonomiczną wciąż potrzebuje znacznych podwyżek podatków, których można uniknąć tylko w krótkiej perspektywie.

Brytyjskie akcje: strukturalne siły napędowe

Prognozy przewidujące stabilizację polityczną po wyborach sprawiły, że brytyjskie rynki finansowe wydają się odporne na elekcyjne zawirowania. Ewentualna korekta rynkowa mogłyby stanowić dobrą okazję do inwestowania w brytyjską gospodarkę, która powoli odbija się po wyzwaniach związanych z Brexitem, Covid-19, konfliktem Rosja-Ukraina i niestabilnością pod rządami Liz Truss, powodującą znaczące odpływy z akcji i obligacji.

Brytyjskie rynki finansowe w obliczu ryzyka związanego z wyborami w USA i Europie stały się bezpieczną przystanią dla inwestorów. Sprzyjające środowisko polityczne, wraz z potencjalnymi obniżkami stóp procentowych przez Bank Anglii, to dobra okazja do zastanowienia się nad brytyjskimi akcjami, które cechują się atrakcyjnymi wycenami i silnymi perspektywami wzrostu.

Czynniki, które mogą okazać się kluczowe dla inwestorów długoterminowych:

  • Wysoka dywidenda: Akcje brytyjskie oferują najwyższą stopę dywidendy spośród wszystkich kluczowych rynków.
  • Skład sektorowy: Indeks posiada ekspozycję zarówno na sektor obronny jak i surowcowy. Chociaż firmy naftowe i gazowe mogą odczuwać pewne trudności w związku z planami zielonej transformacji Partii Pracy, nadal stanowią one dobre zabezpieczenie przed ryzykiem geopolitycznym.
  • Niski współczynnik beta: Akcje brytyjskie mają niską betę w porównaniu do globalnych akcji, co sugeruje, że mogą być dobrym sposobem na wzmocnienie dywersyfikacji portfela.
  • Koncentracja na rynku krajowym: Indeks FTSE 250 jest bardziej skoncentrowany na rynku krajowym w porównaniu do FTSE 100. FTSE 250 obejmuje spółki o średniej kapitalizacji, które są bardziej zorientowane na gospodarkę Wielkiej Brytanii, czyli bardziej odzwierciedla krajowe warunki ekonomiczne. Z kolei FTSE 100 składa się z większych firm, które mają znaczącą ekspozycję międzynarodową.Wykres 2

Funt: Zagrożenie schematu „Kup plotkę, sprzedaj fakt”

Funt szterling był najlepiej radzącą sobie walutą w ramach walut G10 dzięki stabilizującej się gospodarce, wysokiej rentowności, brakowi pośpiechu Banku Anglii w obniżaniu stóp procentowych oraz przewidywanej stabilności politycznej. Jednak te pozytywne nastroje mogą się zmienić, jeśli zwycięstwo Partii Pracy nie będzie tak zdecydowane, jak się oczekuje. Warto zauważyć, że Partia Reform zyskuje na popularności w sondażach. Mniej znacząca większość Partii Pracy mogłaby skłonić rynek do żądania wyższej premii za ryzyko dla aktywów brytyjskich.

Funt może również stanąć w obliczu ryzyka, jeśli reakcja rynku będzie podążać za schematem „kup plotkę, sprzedaj fakty” po wyborach. Dodatkowo, istnieją ryzyka spadkowe dla funta, jeśli Bank Anglii przyjmie bardziej gołębie nastawienie w tygodniach następujących po wyborach, gdy będzie miał pierwszą okazję do obniżki stóp procentowych.

Jednak funt może mieć przestrzeń do dalszego wsparcia względem euro, zwłaszcza jeśli wyniki wyborów we Francji i Wielkiej Brytanii pozostaną rozbieżne. Stabilność polityczna i fiskalna Wielkiej Brytanii stanowi jaskrawy kontrast z niestabilną dynamiką w strefie euro, co sugeruje, że wektor pary EURGBP w średnim okresie może być skierowany w dół.

Ceny transportu morskiego mocno rosną, czekają nas podwyżki w sklepach

Od wielu tygodni rosną ceny transportu morskiego. Średnia cena transportu kontenera jest dziś o ponad 250 proc. wyższa niż rok temu, a koszty mogą rosnąć dalej, co utrudnia handel i walkę z inflacją. Za wiele produktów będziemy płacić więcej, zmniejszą się także zyski sprzedawców detalicznych. Zyskują natomiast firmy spedycyjne – akcje Maersk wzrosły ponad 8 proc. w ciągu ostatniego tygodnia.

W ostatnich tygodniach niezmiennie rosną ceny frachtu morskiego, czyli koszty transportu towarów na świecie. Według danych firmy konsultingowej Drewry, cena frachtu standardowego kontenera morskiego (o pojemności 76,2 m3, mieszczącego 25 europalet) wynosi obecnie średnio 5318 dolarów i jest to aż 256 proc. więcej niż rok wcześniej. Średnia cena frachtu w pierwszym półroczu wyniosła 3579 dolarów, czyli o 30 proc. więcej niż średnia cena w przedziale ostatnich 10 lat (2748 dolarów).

Ataki Huti na statki na Morzu Czerwonym zmusiły frachtowce morskie do unikania tego obszaru i wybierania dłuższych tras. Alternatywne trasy żeglugowe wokół Południowej Afryki nie tylko zwiększają dystans o około 11 000 mil morskich (oraz czas tranzytu o 1-2 tygodnie), ale także zwiększają koszty paliwa o około 1 milion dolarów na każdy rejs. Z tego powodu, z ośmiu najważniejszych tras, najbardziej wzrósł przeciętny koszt frachtu na trasie Szanghaj-Rotterdam – aż o 458 proc. w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Na tej trasie notowany jest niedobór przepustowości wynoszący 10-15 proc.

Pojawiają się także inne ograniczenia: w Kanale Panamskim ograniczono prędkość ruchu statków, ze względu na niski poziom wody. Zmniejszono również ilość ładunków, które statki mogą przewozić. W związku z tym, czas transportu przesyłek z Chin na wschodnie wybrzeże USA wzrósł o około 7-10 dni. Również Singapur, drugi co do wielkości port na świecie, wykazuje oznaki przeciążenia. Zazwyczaj statki zatrzymują się tam na jeden lub dwa dni, ale teraz część z nich jest zmuszona do przedłużać pobyt.

Wszystkie te warunki, w połączeniu z mocnym popytem ze strony USA i Europy, powodują wzrost cen. Korzystają na tym spedytorzy kontenerowi. Cena akcji Hapag-Lloys wzrosła o prawie 16 proc. od początku roku, choć w ciągu ostatnich 12 -miesięcy akcje straciły ponad 15 proc. Akcje Maersk natomiast zyskały ponad 8 proc. w ciągu ostatnich 5 dni, od początku roku tracą jednak 2 proc.

Wraz ze wzrostem cen transportu morskiego rosną także ceny frachtu lotniczego. Według danych firmy Xeneta, ceny transportu przesyłek z Azji Środkowej i Bliskiego Wschodu do Europy były w maju o 110 proc. wyższe niż rok wcześniej. Stawki na trasach z Azji Południowo-Wschodniej i Chin do Ameryki Północnej wzrosły odpowiednio o 65  i 43 proc., podczas gdy stawki na trasie Chiny-Europa również odnotowały dwucyfrowy wzrost – o 34 proc. r/r.

Rosnące koszty transportu będą oznaczały wzrost cen większości importowanych produktów. Część produktów może docierać z opóźnieniem, co może nawet powodować czasowe niedobory, a rosnące ceny mogą stanowić dodatkowa presję inflacyjną, i to w środowisku, w którym obecne napięcia na linii USA/Europa – Chiny mogą przynieść dodatkowe cła lub ograniczenia handlowe.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Wyniki sprzedaży Lokum Deweloper za II kwartał 2024 r.

Lokum Deweloper, działający głównie na dolnośląskim rynku nieruchomości, w II kwartale br. odnotował duży spadek sprzedaży w stosunku do analogicznego okresu rok wcześniej, zawierając 45 umów przedwstępnych i deweloperskich (-78% kw./kw.). W pierwszym półroczu 2024 r. sprzedano łącznie 115 lokali (-68% r/r).

Lokum Deweloper, oferujący mieszkania o podwyższonym standardzie, w II kwartale br. objął umowami deweloperskimi i przedwstępnymi 45 lokali: 34 na rynku wrocławskim oraz 11 w Krakowie. Od stycznia do końca czerwca 2024 r. Grupa zakontraktowała łącznie 115 takich umów: 94 we Wrocławiu oraz 21 w Krakowie.

W II kwartale br. Lokum Deweloper przekazał klientom 50 mieszkań, o 60% mniej niż przed rokiem, natomiast za całe I półrocze w wyniku rozpoznano 188 lokali (-19% r/r): 150 we Wrocławiu i 38 w Krakowie. Potencjał rozpoznań na 2024 r. został w ciągu sześciu miesięcy zrealizowany w 55%.

– W II kwartale tego roku nastąpiło dalsze osłabienie popytu na mieszkania, co wyraźnie odbiło się na naszych wynikach sprzedaży. Wprawdzie klienci cały czas poszukiwali mieszkań, jednakże nie podejmowali decyzji zakupowych. Głównym powodem było oczekiwanie na uruchomienie programu Kredyt na Start. Trzeba pamiętać, że w Polsce mamy obecnie najdroższe kredyty hipoteczne w Europie i dlatego takie wsparcie jest mocno oczekiwane przez kupujących. Przedłużający się brak decyzji rządu w tej sprawie skutkuje opóźnianiem decyzji przez klientów, co po stronie deweloperów powoli przekłada się na wstrzymywanie nowych inwestycji mieszkaniowych. Zgodnie z ostatnimi zapowiedziami program ma zostać uruchomiony dopiero w 2025 roku. Jednocześnie RPP wydaje się sugerować, że wysokie stopy procentowe pozostaną z nami jeszcze przynajmniej przez rok. Zakładamy, że stagnacja na rynku z uwagi na te okoliczności utrzyma się przynajmniej przez trzy kolejne kwartały. Niebawem spodziewamy się uzyskać pozwolenie na budowę dla dużego projektu we Wrocławiu przy ul. Góralskiej. Jednakże decyzję o wprowadzeniu tych mieszkań do realizacji i sprzedaży będziemy uzależniać od poprawy sytuacji kredytowej klientów  – mówi Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper.

Ostatniego dnia czerwca br. Grupa miała w ofercie 421 lokali, w tym 192 gotowe do odbioru. W tym czasie deweloper prowadził we Wrocławiu budowy obejmujące 584 lokale, których realizacja zakończy się po 2024 r.

Lokum Deweloper dysponuje bogatym bankiem ziemi, który pozwala na realizację blisko 12 tys. lokali.

W kwietniu obroty w centrach handlowych wzrosły o blisko 3%

  • W kwietniu 2024 r. obroty najemców w centrach handlowych były o 2,7% wyższe niż rok wcześniej.
  • Obroty najemców wzrosły we wszystkich kategoriach obiektów handlowych. Najlepsze wyniki odnotowały największe galerie (powyżej 60 tys. mkw. GLA), gdzie wzrost obrotów wyniósł 3,9%. Podobny wynik odnotowały najmniejsze centra (5-20 tys. mkw. GLA), w których obroty najemców wzrosły o 3,6%. Duże obiekty (40-60 tys. mkw. GLA) miały o 1,4% wyższe obroty, a w obiektach średniej wielkości (20-40 tys. mkw. GLA) obroty zwiększyły się o 0,7%.
  • W wybranych kategoriach największe wzrosty obrotów w kwietniu 2024 r. odnotowały: rozrywka (16,2%), zdrowie i uroda (10,3%) oraz artykuły wyposażenia domu (7,8%).

W kwietniu 2024 r. obroty najemców w centrach handlowych były o blisko 3% wyższe niż w tym samym okresie ubiegłego roku, wynika z indeksów Polskiej Rady Centrów Handlowych, które są największym w Polsce cyklicznym badaniem obrotów i odwiedzalności centrów handlowych. Najwyższe wzrosty odnotowała rozrywka, w tej kategorii obroty najemców zwiększyły się o ponad 16% – mówi Marcin Klammer, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych. – Indeksy PRCH gromadzą rzeczywiste dane na temat odwiedzalności i obrotów z obiektów o łącznej powierzchni powyżej 4,5 mln mkw., co stanowi ponad 33% rynku centrów handlowych w Polsce. Od 17 lat nad ich gromadzeniem, weryfikacją i analizą czuwa międzynarodowy audytor PwC – dodaje Marcin Klammer.

Współczynnik konwersji dla wszystkich kategorii najemców w centrach handlowych, czyli średnie wydatki klienta w przeliczeniu na pojedynczą wizytę w galerii, był kwietniu 2024 r. o 3% wyższy niż w tym samym okresie w 2023 r.

Odwiedzalność mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu, była w kwietniu 2024 r. o 0,7% niższa niż w kwietniu 2023 r. Ta różnica jest efektem szczytu zakupów przed świętami Wielkanocnymi, który obecnie przypadł na marzec, a rok wcześniej na kwiecień. Ponadto, w kwietniu 2023 r. klienci mogli skorzystać z dwóch niedziel handlowych, a w kwietniu 2024 r. tylko z jednej.

PRCH Turnover Index – jest największym w Polsce wskaźnikiem obrotów najemców w centrach handlowych. Ze względu na poufność i wrażliwość tego typu danych, od 2008 r. nad ich gromadzeniem, weryfikacją i analizą czuwa firma PwC, wiodący międzynarodowy audytor. Informacje pochodzą z raportów dostarczanych właścicielom i zarządcom galerii handlowych bezpośrednio przez najemców. Wyniki obrotów najemców w centrach handlowych podawane są w PLN, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu.

PRCH Footfall Density Index jest największym w Polsce wskaźnikiem odwiedzalności centrów handlowych. Nieprzerwalnie od 2008 r. nad gromadzeniem, weryfikacją i analizą danych o odwiedzalności czuwa firma PwC, wiodący międzynarodowy audytor. Indeks jest przygotowywany na podstawie informacji dostarczanych z nowoczesnych systemów kamer, pozwalających na rzeczywiste, codzienne mierzenie ruchu w centrach handlowych. To najbardziej miarodajny system analizujący przepływy klientów w centrach handlowych, wyróżniający się dokładnością sięgającą aż do 98%. Klienci odwiedzający galerie są liczeni za pomocą kamer 3D zainstalowanych przy każdym wejściu. Aby zminimalizować możliwość błędów, kamery montowane są również w dodatkowych miejscach, kluczowych dla weryfikacji ruchu w danym obiekcie. Informacje są zbierane w obiektach handlowych o łącznej powierzchni powyżej 4,5 mln mkw., co stanowi ponad 33% rynku centrów handlowych w Polsce. Dzięki temu indeks bardzo miarodajnie pokazuje liczbę klientów w ciągu miesiąca, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu.

Dlaczego warto przechowywać dane w chmurze? Sprawdź Play rozwiązania dla Biznesu

Dynamiczny rozwój firmy to nie tylko wyższe przychody, ale także więcej klientów i ich danych. Informacje, które przetwarza Twoja firma, błyskawicznie powiększają swoją objętość i wymuszają rozbudowę infrastruktury. Z pomocą przychodzi Ci przechowywanie danych w chmurze, które optymalizuje koszty i wprowadza Twoją firmę w erę transformacji cyfrowej. Sprawdź w artykule, czym są usługi chmurowe i centrów danych i dlaczego warto podjąć współpracę z dostawcą usług w chmurze.

Czym jest chmura obliczeniowa?

Chmura obliczeniowa to zbiór usług uruchomionych na serwerach zlokalizowanych w centrach danych, znajdujących się zwykle w różnych lokalizacjach geograficznych. Można przyjąć, że chmura dla firm ma nieograniczoną pojemność, a jej specyfika pozwala na łatwe skalowanie usług i wykorzystywanej przestrzeni dyskowej w zależności od aktualnego zapotrzebowania. Dostęp do chmury jest możliwy poprzez połączenie internetowe lub łącze dedykowane, co umożliwia pobieranie i przesyłanie danych na firmowy serwer z dowolnego miejsca.

W 2023 roku Polska zajęła 10. miejsce wśród krajów Unii Europejskiej korzystających z usług chmurowych. W naszym kraju chmurę wdrożyło już ponad 55% przedsiębiorstw, aż o 25% więcej niż w 2021 roku. Z roku na rok wykorzystanie usług chmurowych rośnie.

Chmura dla firm – dlaczego warto ją posiadać?

Wielu przedsiębiorców jest zwolennikami prywatnych serwerowni zlokalizowanych w siedzibie firmy. Mają one swoje zalety, ale chmura zaczyna wygrywać z nimi na kolejnych polach. Przede wszystkim dane w chmurze są dostępne z każdego miejsca i o każdej porze, a przy zastosowaniu odpowiednich rozwiązań np. replikacja, problemy w jednej z lokalizacji, nie wpływają na korzystanie z usług chmurowych. W przypadku lokalnych serwerowni w firmie, awaria firmowego serwera może zatrzymać pracę całej organizacji, co generuje straty i wzmaga frustrację pracowników.

Serwerownia on-site jest nie tylko ryzykownym, ale i kosztownym rozwiązaniem. Należy posiadać specjalne miejsce na ustawienie serwerów, kontrolować parametry temperatury i wilgotności oraz zatrudnić informatyków do utrzymywania ich sprawności i bezpieczeństwa. Decydując się na przechowywanie danych w chmurze, oszczędzasz na wszystkich powyższych elementach, ponieważ odpowiada za nie dostawca usług chmurowych. W ramach opłaty za chmurę opłacasz także utrzymanie serwerowni, ale koszty są nieporównywalnie niższe, ponieważ dzielą się na wszystkich użytkowników.

Czy dane w chmurze są bezpieczne?

Gdy już wiesz, czym jest chmura w Internecie, czas podjąć temat jej bezpieczeństwa. Usługi chmurowe od Play to dostosowane do Twoich potrzeb środowisko IT. Możesz zdecydować, czy interesuje Cię współdzielona z innymi użytkownikami chmura publiczna, czy wolisz przechowywać swoje dane i korzystać z usług w dedykowanej chmurze prywatnej.

Dla zwiększenia Twojego bezpieczeństwa zlokalizowaliśmy 6 centrów danych Play w różnych miejscach kraju: w Gdańsku, Warszawie, Bytomiu i Katowicach. Centrum danych w Katowicach ma wydzieloną Strefę Danych Osobowych, w której przechowujemy dane wrażliwe zgodnie z regulacjami prawnymi. Na bieżąco monitorujemy wszystkie niezbędne parametry pracy serwerów za pomocą systemu SCADA, aby Twoje dane i inne usługi, jak np. wirtualna centrala, były bezpieczne i dostępne bez opóźnień.

Czy chmura jest płatna?

Widzisz oferty darmowej przestrzeni w chmurze i zastanawiasz się, czy chmura jest płatna? Niektóre opcje publicznych usług chmurowych mogą być darmowe, ale w ograniczonej pojemności. W ramach korzystania z chmury możesz również otrzymać bezpłatny dostęp do powiązanych narzędzi lub usług. Może Ci to wystarczyć do przetestowania chmury lub na początku działalności firmy, ale wraz z jej rozwojem wykupienie dodatkowej przestrzeni będzie nieuniknione.

Opłaty za chmurę odnoszą się przede wszystkim do mocy obliczeniowej i przestrzeni, na której są przechowywane dane. Operatorzy chmury oferują wygodne plany abonamentowe dopasowane do potrzeb firmy lub opłaty za faktyczne korzystanie z chmury. W ramach korzystania z chmury dla firm wielu dostawców oferuje darmowe przesyłanie danych do serwera. Ważne jednak by zwrócić uwagę, że pobieranie zgromadzonych danych zwykle objęte jest opłatami.

Jak zapisać dane w chmurze?

Przed zakupem serwera chmurowego warto wiedzieć, jak zapisać dane w chmurze, aby uniknąć stresu i negatywnych doświadczeń. Pliki i informacje przeznaczone do przechowywania w chmurze na początku mogą zostać przesłane ręcznie. W trakcie regularnego korzystania z chmury możesz ustawić opcję cyklicznej synchronizacji z chmurą, aby wszystkie ważne dane pojawiały się na niej bez Twojej ingerencji. Przy przesyłaniu danych do chmury zwróć uwagę na łącze internetowe, z którego korzystasz. Stabilne połączenie pozwoli Ci szybko i bezpiecznie wysłać wszystkie pliki.

Jak pobrać dane z chmury?

Gdy w Twojej firmie zdarzy się awaria lub incydent uniemożliwiający korzystanie z danych na komputerach pracowników, serwer chmurowy pozwoli Ci szybko wrócić do pracy dzięki opcji kopii zapasowej. Jak pobrać dane z chmury? Uruchom procedurę backupu i przywróć najnowsze wersje wszystkich utraconych danych lub wybierz ręcznie zasoby, z jakich chcesz korzystać na komputerze. Pamiętaj o sprawdzeniu, czy na lokalnym dysku jest wystarczająca ilość miejsca na pliki przechowywane w chmurze.

Podsumowanie

Serwer w chmurze to rozwiązanie doskonałe zarówno dla małych przedsiębiorców i międzynarodowych korporacji. Przechowywanie danych na zewnętrznych, rozproszonych serwerach podnosi bezpieczeństwo, ułatwia pracę w międzynarodowych zespołach i optymalizuje koszty. Wybierając chmurę od Play masz gwarancję niezawodności i więcej oszczędności po rezygnacji z fizycznego serwera w firmie. Sprawdź Play Rozwiązania dla Biznesu i wkrocz w erę transformacji cyfrowej!

Wall Street znów rośnie po komentarzach Powella

Giełda na Wall Street ponownie urosła. Inwestorzy reagowali na komentarze Powella, który brał udział w panelu dyskusyjnym w Sintrze podczas sympozjum EBC. Szef Rezerwy Federalnej wskazał, że ostatnie dane wskazują na kontynuację dezinflacyjnej ścieżki. Wczorajsza ankieta JOLTS zaskoczyła dobrym wynikiem. Rentowności amerykańskich obligacji skarbowych spadły, a dolar amerykański stracił na wartości. Dziś sesja w USA jest skrócona, a jutro z okazji Dnia Niepodległości handel nie odbędzie się. Dziś w centrum uwagi znajdzie się raport ADP, który może dać pewną wskazówkę jak ukształtują się piątkowe oficjalne dane podawane przez BLS. Dodatkowo poznamy wskaźnik ISM dla amerykańskich usług. Z wydarzeń krajowych należy wspomnieć o decyzji RPP, która prawdopodobnie utrzyma parametry polityki pieniężnej.

Majowe badanie Job openings and labour turnover survey (JOLTS) pokazało, że liczba wolnych miejsc pracy wzrosła do 8,14 mln (konsensus Bloomberga wskazywał 7,95 mln) wobec zrewidowanych w dół 7,92 mln w kwietniu z 8,06 mln początkowo. Stosunek liczby ofert pracy do liczby bezrobotnych utrzymał się na poziomie 1,2 i był najniższy od czerwca 2021 roku. Wskaźnik zwolnień wskazał stały poziom 2,2 proc. – ostatnio taki był notowany w 2020 roku. W pierwszej reakcji dolar zyskał na wartości ale aprecjacja trwała chwilę. Na koniec dnia USD stracił a kurs EUR/USD zamknął dzień blisko 1,0750. Dziś wzrosty są kontynuowane.

W Sintrze trwa sympozjum EBC. Wczoraj w panelu dyskusyjnym wzięli udział m.in. Jerome Powell oraz Christine Lagarde. Szef Rezerwy Federalnej podkreślił, że amerykański rynek pracy jest wciąż silny a trend dezinflacyjye wykazuje oznaki wznowienia. Dodał również, że przedstawiciele Fed-u muszą być jednak bardziej pewni tych tendencji przed podjęciem decyzji o obniżce stóp procentowych. Oznacza to jedno, że amerykańska instytucja chce zobaczyć więcej argumentów w danych. Powell przyznał, że jeśli rynek pracy wykaże wyraźniejsze oznaki ochłodzenia, wówczas Fed będzie reagował. Oznacza to, że piątkowy raport NFP może dostarczyć jeszcze większych emocji i wywołać dużą zmienność rynkową w przypadku niespodzianki.

Po wczorajszych danych oraz komentarzach z Fed wycena prawdopodobieństwa obniżki stóp proc. w USA we wrześniu lekko wzrosła po poziomu ok 63 proc. Cały czas jednocześnie rynek zakłada, że drugi ruch nastąpi w grudniu tego roku.

Rada Polityki Pieniężnej utrzyma dziś z dużym prawdopodobieństwem po raz kolejny aktualny poziom stóp procentowych. Wśród decydentów cały czas nie ma gotowości do zmiany. Pojawiają się głosy, że ewentualna możliwa dyskusja na ten temat jest możliwa dopiero w drugiej połowie 2025 roku. Obecnie inflacja (CPI) znajduje się w dopuszczalnych przedziale wahań (2,6 proc. r/r). Wciąż jednak wskaźnik bazowy jest podwyższony. Rada dostrzega ryzyko w silnym wzroście płac oraz wyższych cenach energii, których doświadczymy w II połowie tego roku. Rynek będzie chciał z pewnością ocenić nową lipcową projekcję NBP (inflacja, PKB). Cały raport zostanie zaprezentowany dopiero w poniedziałek. Jeśli nowe prognozy będą zakładały niższą ścieżkę inflacji, wówczas rynek może dostosować swoje oczekiwania dotyczące kolejnego ruchu w dół na stopach procentowych.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Hybrydowy model pracy i ESG zmieniają rynek biurowy w Polsce

Hybrydowy model pracy i europejskie regulacje związane z ESG zmieniają rynek biurowy w Polsce, ale popyt na powierzchnie biurowe utrzymuje się na wysokim poziomie – taki obraz wyłania się z najnowszego raportu „Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce 2024” autorstwa ABSL.

Według ekspertów firmy Colliers, partnera merytorycznego ABSL, polski rynek powierzchni biurowych jest jednym z najbardziej dynamicznych i innowacyjnych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (CEE). Raporty wskazują, że praca hybrydowa stała się nową normalnością, co wymusza zarówno na deweloperach, jak i na wynajmujących dostosowanie się do tej sytuacji. Warszawa pozostaje liderem pod względem zasobów biurowych, jednak rosną również rynki w mniejszych miastach, takich jak Rzeszów, Bydgoszcz czy Opole.

Stały wpływ hybrydy

92 proc. organizacji z sektora usług biznesowych wprowadziło już model hybrydowy. W efekcie przyjęcia elastycznych zasad pracy, średnia wielkość transakcji na rynku biurowym spadła o 20-30 proc. Wynajmujący traktują priorytetowo możliwość dopasowania wynajmowanej przestrzeni do potrzeb codziennej działalności i okresowego obłożenia biura. Optymalizacja metrażu i skupienie się na społecznych funkcjach biura stoją na czele potrzeb organizacji.

Hybrydowy model pracy zostanie z nami na dłużej – 3 na 4 osoby ankietowane przez Colliersa na potrzeby raportu “Hybrid & Beyond ’23” zadeklarowały, że obecnie przyjęty model jest dla nich optymalny, a 79 proc. organizacji odpowiedziało, że zachęty do powrotu do biura spotkały się z oporem ze strony pracowników. Eksperci Colliers rekomendują, by organizacje chcące widzieć większą liczbę pracowników stacjonarnie powinny wykorzystać do tego możliwości rearanżacji biura. Coraz mniej popularne stają się klasyczne przestrzenie open-space bez wydzielonych pomieszczeń do pracy w ciszy. Większe znaczenie mają natomiast przestrzenie umożliwiające integrację i spontaniczne spotkania w trakcie pracy.

Dorota Osiecka, Partner w Colliers Define dodaje: „W ostatnich kilku latach praca hybrydowa stała się normą na polskim rynku. Większość organizacji podjęła też szereg skutecznych działań pozwalających przystosować  się do rozproszonego modelu – wśród nich widzimy inicjatywy takie jak wdrożenie narzędzi i technologii umożliwiających pracę zdalną, adaptację powierzchni biurowej do nowego trybu pracy czy rozwijanie umiejętności zarządzania zespołami rozproszonymi. Wpływ pracy hybrydowej na organizacje pozostaje jednak kwestią bardzo złożoną. Przy niewątpliwych zaletach jakie niesie ze sobą taki model, firmy muszą mierzyć się również z potencjalnymi ryzykami. Do najgroźniejszych z nich należą problemy w przepływie informacji, rosnąca siloizacja, erozja kultury czy spadek zaangażowania pracowników. Proste rozwiązania jak ściąganie pracowników z powrotem do biura niekoniecznie przynoszą pożądane rezultaty. Znacznie lepszą strategią jest diagnoza obszarów w których hybrydowe ryzyka mogą się ujawnić, za pomocą narzędzi takich jak Hybrid Barometer a następnie podjęcie celowanych działań naprawczych i prewencyjnych.

ESG definiuje rynek

Już w styczniu 2025 r. największe organizacje notowane na giełdzie złożą pierwsze raporty ESG za rok 2024. W związku z wymogami dotyczącymi środowiska, zrównoważony rozwój jest jednym z głównych obszarów wpływających na rynek biurowy. Docelowo nowe regulacje unijne obejmą około 50 tys. firm z całej Europy. Z badań Komisji Europejskiej wynika, że 53 proc. dotychczasowych oświadczeń i deklaracji firm w obszarze zrównoważonego rozwoju budzi niejasności lub jest bezpodstawne. Jednym z głównych założeń ESG jest pełna transparentność i walka z dotychczasowym green-washingiem. Raportujące organizacje będą potrzebowały dokładnych danych na temat miksu energetycznego w wynajmowanych powierzchniach oraz ich dostosowania do innych wymagań wynikających z dyrektyw i rozporządzeń unijnych.

Obowiązek dostarczenia danych spada na deweloperów i zarządców powierzchni biurowych. Raportowanie wymusi na organizacjach ujęcie perspektywy ESG jako jedną z głównych wytycznych przy wynajmie. Część deweloperów i właścicieli nieruchomości wykorzystała ostatnie lata na przygotowywanie raportów niefinansowych, liczenie śladu węglowego i pozyskiwanie certyfikatów technologicznych SmartScore i WiredScore, jednak budynki starsze niż 7 lat uznawane są za starzejące się technologicznie. W Polsce 70 proc. budynków jest nieefektywnych energetycznie. Jeżeli właściciele tych budynków chcą dalej konkurować na rynku, muszą przygotować się na gruntowne renowacje.

Agnieszka Orłowska, Wiceprezeska ABSL ds. ESG, zauważa: – „Wdrożenie rozwiązań smart building jest niezbędne do spełnienia najnowszych wymagań dla przestrzeni biurowych. Wykorzystanie nowoczesnych i energooszczędnych technologii bezprzewodowych pozwala na dokładniejsze niż kiedykolwiek monitorowanie i analizę danych dotyczących użytkowania budynku. Wynajmujący będą mieli dzięki temu możliwość dostosowania swojej działalności do wymogów ESG, ograniczając emisje oraz koszty działalności. Najemcy oprócz realizowania celów związanych z dyrektywą o charakterystyce energetycznej budynków, ułatwią również samo przygotowywanie raportów niefinansowych, czym zachęcą firmy do najmu powierzchni właśnie w ich budynkach”.

Utrzymanie popytu

W 2023 r. popyt na powierzchnie biurowe był 5 proc. mniejszy niż w rekordowym pod tym względem roku 2019. Największy wzrost pośród rodzajów transakcji zaobserwowano w obszarze renegocjacji, które stanowiły 42 proc. wszystkich zawieranych umów. Na pierwszym miejscu pozostają relokacje i nowe umowy, składające się na 49 proc. umów na rynku. Całkowity wolumen transakcji najmu wyniósł niecałe 1,5 mln m2. Po spowolnieniu podaży w 2023 r., na początku 2024 r. w budowie znajdowało się ponad 630 tys. m2.

Moment kończącej się umowy najmu jest najlepszym do spojrzenia na działalność organizacji w nadchodzących latach w związku z przyjętym modelem pracy i dostosowaniem do unijnych wymogów zrównoważonego rozwoju. Firmy mają wtedy okazję do re-aranżacji przestrzeni połączonej czasem z redukcją metrażu. Jeżeli rozwiązanie to nie jest możliwe w wynajmowanej powierzchni, pozostaje możliwość relokacji.

Długofalowe prognozy dla rynku chemii budowlanej są realne do spełnienia

Wielkość globalnego rynku chemii budowlanej w 2023 roku została wyceniona przez analityków z Market Research Future (MRFR) na 32,1 mld dolarów i zgodnie z ich przewidywaniami ta kwota powinna dalej rosnąć, wykazując złożoną roczną stopę wzrostu (CAGR) na poziomie ok. 8% do 2032 roku. Jeśli chodzi o rynek europejski, ten roczny przyrost wartości Europejska Federacja Chemii Budowlanej (EFCC) szacuje na ok. 5% – zwraca uwagę Sławomir Majchrowski, prezes Grupy Selena.

Szanse na realizację tego trendu możemy mieć, gdy zaobserwujemy wzmożone inwestycje europejskie, a także coraz powszechniejsze stosowanie innowacyjnych rozwiązań i wprowadzanie nowych technologii produktowych, które otwierają nowe możliwości rozwoju dla branży.

W horyzoncie długoterminowym branża budowlana i chemii budowlanej ma więc przed sobą dobre perspektywy na rozwój zarówno pod względem geograficznym, jak i w ujęciu produktowym. Nieprzewidywalne dla rynku wcześniejsze zawirowania, jak zerwane łańcuchy dostaw spowodowane globalną pandemią koronawirusa, potem przez działania wojenne na wschodzie Europy, a w końcu również rosnąca inflacja i wysokie koszty kredytów, zmotywowały cały biznes do wyjątkowo elastycznego podejścia i dopasowania strategii do dynamicznego otoczenia. W tej chwili branża, mimo że wciąż odczuwamy skutki tych wydarzeń, osiąga względną stabilizację. Podjęte w odpowiednim czasie decyzje pomagają minimalizować wpływ niektórych zmian na działalność i prowadzenie biznesu.

Trudności, jakie przyniosły obecne czasy, są duże i zachęcają do szukania nowych możliwości rozwoju poprzez odpowiadanie na zmieniające się potrzeby rynku, dopasowanie do nowych światowych regulacji i sprostanie oczekiwaniom klientów. Tylko podmioty, które odpowiednio szybko zareagowały na nowe warunki, utrzymały pozycję na rynku i teraz decydują o tym, co dalej wydarzy się w branży.

W Polsce mamy nadzieję zaobserwować wzrost, powodowany będzie m.in. szybką urbanizacją i rozwojem infrastruktury. Polska jest rynkiem z ogromnymi potrzebami mieszkaniowymi i znacznymi możliwościami rozwoju w zakresie budownictwa biurowego i magazynowego, co z pewnością będzie sprzyjało osiąganiu dobrych wyników finansowych całego sektora. Budownictwo z pewnością pobudzą do rozwoju środki przewidziane w Krajowym Planie Odbudowy, który przewiduje dziesiątki miliardów euro ze środków unijnych do wydania na inwestycje zarówno w zakresie mieszkalnictwa, jak i infrastruktury.

Potencjał jest więc duży i dlatego warto go odpowiednio wykorzystać, aby branża, przed którą otwierają się nowe możliwości zarówno rozwoju, jak i pozyskania przychodów, została wzmocniona i wróciła na dawne tory intensywnego wzrostu. Dzięki takiemu podejściu do biznesu dobre prognozy przedstawiane przez analityków okażą się możliwe do realizacji.

Revolut ogłasza rekordowe wyniki za 2023 rok: podwojenie przychodów i 428 mln USD zysku netto

  • Przychody Grupy Revolut w 2023 roku wzrosły o 95% do 2,2 miliarda $ (1,8 miliarda £) z 1,1 miliarda $ (0,92 miliarda £) w 2022 roku
  • Zysk przed opodatkowaniem w 2023 roku osiągnął 545 milionów $ (438 milionów £); marża zysku netto w 2023 roku wyniosła 19%
  • Środki na rachunkach klientów wzrosły w 2023 roku o 38% do 23 miliardów $ (18,2 miliarda £), podczas gdy liczba płatnych subskrypcji wzrosła o 41%
  • W 2023 roku do Revolut dołączyło na świecie 12 milionów nowych klientów; na koniec 2023 roku społeczność klientów liczyła 38 milionów osób, a w czerwcu 2024 roku osiągnęła 45 milionów klientów
  • W Polsce pod koniec 2023 roku Revolut obsługiwał ponad 3,1 mln klientów indywidualnych, o ponad 1 milion więcej niż w 2022 roku, co stanowi wzrost o 47%; liczba klientów firmowych w 2023 roku wzrosła o 46% względem 2022 roku

Warszawa, 2 lipca 2024 – Grupa Revolut ogłosiła dziś swój Raport Roczny za rok finansowy kończący się 31 grudnia 2023 roku.

Nik Storoński, CEO w Revolut powiedział: “To rok, w którym udało się osiągnąć największy postęp w realizacji naszej misji, by dostarczać klientom najlepsze produkty i użyteczność usług, po atrakcyjnej cenie, wszędzie. Społeczność klientów rośnie w imponującym tempie, a zdywersyfikowany model biznesowy generuje solidne wyniki finansowe: przychody w 2023 roku przekroczyły 2,2 miliarda $ przy rekordowym zysku przed opodatkowaniem w wysokości 545 milionów $. 2023 rok, dzięki zyskowi netto na poziomie 428 milionów $, był już trzecim z rzędu gdy firma pozostawała rentowna.”

“Każdego dnia innowacyjne produkty Revolut dostarczają wartość nowym grupom klientów w kolejnych krajach. Konsekwentnie dążymy do uzyskania licencji bankowej w Wielkiej Brytanii i udostępnienia aplikacji na nowych rynkach. Choć w połowie 2024 roku przekroczyliśmy próg 45 milionów klientów indywidualnych na świecie, Revolut jest przygotowany na wykładniczy wzrost w drugiej połowie roku i później. Chcemy wywierać pozytywny wpływ i zmieniać krajobraz usług finansowych, z korzyścią dla klientów.”

Wyniki za 2023 rok

Solidne wyniki finansowe w dobie rynkowych wyzwań (Wykres 1)

Wykres 1

Revolut dostarczył rekordowy wzrost przychodów i zysków, w czasie rosnącej złożoności otoczenia makroekonomiczne, geopolitycznego i regulacyjnego.

  • Przychody grupy wzrosły o 95% z 1,1 miliarda $ (0.92 miliarda £) w 2022 roku do 2,2 miliarda $ (1,80 miliarda £) w 2023 roku.
  • Revolut osiąga zysk netto już trzeci rok z rzędu:
    • Zysk przed opodatkowaniem wyniósł 545 mln $ (438 mln £), a zysk netto wzrósł do 428 mln $ (344 mln £) w 2023 roku z 7 mln $ (6 mln £) w 2022 roku
    • Marża zysku netto za rok 2023 wyniosła 19%, co odzwierciedla zarówno efektywność jak i skalowalność modelu biznesowego Revolut, poprawę kosztów jednostkowych partnerów i dalszy wzrost wysokomarżowych strumieni przychodów.

Dynamiczny wzrost dzięki modelowi biznesowemu opartemu na zdywersyfikowanych przychodach, ekspansji na nowe rynki i pogłębieniu zaangażowania klientów (Wykres 2)

Wykres 2

Dywersyfikacja przychodów Revolut pozostawała stałym źródłem zrównoważonego wzrostu, żadna linia produktowa ani kraj nie odpowiadał za więcej niż 30% udziałów w przychodach firmy w 2023 roku.

  • W ciągu 2023 roku do Revolut dołączyło blisko 12 mln nowych klientów na świecie, co stanowiło najwyższy wzrost r/r w historii firmy i wyniosło liczbę klientów na poziom 38 mln na koniec 2023 roku.
  • 70% nowych klientów dołączyło do Revolut w sposób organiczny lub z polecenia przez osobę, którą znają. Rozwój oparty o rekomendacje uzupełniały dalsze inwestycje w marketing i sprzedaż, także w przypadku Revolut Business, który pod koniec 2023 roku zdobywał miesięcznie 20 tys. nowych klientów z sektora MŚP (małych i średnich przedsiębiorstw).
  • Wzrost w 2023 roku dotyczył wszystkich strumieni przychodów w ramach zdywersyfikowanego modelu biznesowego Revolut, jednocześnie więcej klientów korzystało z większej liczby produktów i usług firmy:
    • Karty i interchange: 605 mln $ (486 mln £), wzrost o 59% z 379 mln $ (306 mln £);
    • Produkty majątkowe i wymiana walut: 491 mln $ (395 mln £), wzrost o 46% z 334 mln $ (270 mln £);
    • Subskrypcje: 303 mln $ (244 mln £), wzrost o 53% z 196 mln $ (159 mln £);
  • Całkowite saldo na rachunkach klientów wzrosło z 16,4 miliarda $ (13,2 miliarda £) w 2022 roku do 22,7 miliarda $ (18,2 miliarda £) w 2023 roku.
  • Dzięki rozszerzonym możliwościom w zakresie operacji skarbowych, wyższym depozytom na rachunkach klientów, rosnącym stopom procentowym banku centralnego i dynamicznemu rozwojowi portfela kredytowego, dochód odsetkowy wzrósł ze 102 mln $ (83 mln £) w 2022 roku do 621 mln $ (500 mln £) w 2023 roku.
  • Wykorzystanie usług przez klientów firmy istotnie przyspieszyło, a wolumen transakcji wzrósł o 58% r/r, osiągając w 2023 roku blisko 870 miliardów $ (700 miliardów £). Miesięczna liczba transakcji w grudniu 2023 roku wyniosła 590 mln, co stanowi wzrost o 73% r/r.
  • Coraz więcej klientów decyduje się na korzystanie z produktów i usług Revolut poprzez płatne subskrypcje, liczba klientów wybierających plany płatne wzrosła o 41%.
  • Revolut jest obecnie (czerwiec 2024) najczęściej pobieraną aplikacją w kategorii Finanse w Europie, zajmując pierwsze miejsce w 17 krajach, także w Polsce.
  • Revolut wszedł na nowe rynki zagraniczne, w tym do Brazylii i Nowej Zelandii, zwiększając swój zasięg geograficzny do 38 krajów.

Inwestycje w najlepsze produkty i kompetencje, aby zaspokoić potrzeby finansowe konsumentów i firm

Koncentrując się na rozwoju usług bankowych w Europie, Revolut zwiększył poziom reinwestycji w przyszły rozwój, zarówno w obszarze produktów jak i ekspansji na nowe rynki.

  • 300 mln $ (241 mln £) zostało przeznaczone na marketing i reklamę, by wesprzeć wzrost organiczny. Firma, chcąc lepiej spełniać potrzeby klientów korporacyjnych, powiększyła zespół sprzedaży B2B do ponad 900 pracowników na koniec 2023 roku. Łączne zatrudnienie w Revolut wzrosło o 38% r/r do 8152 osób na koniec 2023 roku.
  • Revolut wdrożył także nowe produkty lokalne na kluczowych rynkach w Europie:
    • IBAN: udostępnienie lokalnych numerów IBAN klientom indywidualnym w Irlandii, Francji, Hiszpanii i Holandii.
    • Kredyty: udostępnienie kredytów konsumenckich we Francji, Niemczech i Hiszpanii oraz kart kredytowych w Irlandii i Hiszpanii.
    • Oszczędności i Fundusze: produkt Money Market Funds został udostępniony w 22 krajach Europejskiego Obszaru Gospodarczego, klienci zdeponowali w nim już blisko 1,9 miliarda $ (1,5 miliarda £).

Perspektywy na rok 2024 (Wykres 3)Wykres 3

  • Nieprzerwany wzrost liczby klientów: według danych z czerwca 2024 roku, firma osiągnęła próg 45 mln klientów na świecie, co oznacza, że w pierwszym półroczu 2024 roku do Revolut dołączyło 7 mln nowych klientów. Revolut jest na dobrej drodze aby przekroczyć próg 50 milionów klientów jeszcze przed końcem roku budżetowego 2024.
  • Rozwój nowych produktów i usług: oprócz udostępnienia istniejącego już portfolio produktów w większej liczbie rynków, w pierwszym półroczu 2024 roku Revolut wprowadził na rynek:
    • Cyfrowe karty eSIM: umożliwił klientom zakup pakietów transferu danych w telefonie bezpośrednio z poziomu aplikacji Revolut, co oznacza wejście w kolejną kategorię usług i produktów pozabankowych (dostępne w UK i wybranych krajach EOG).
    • Revolut Robo-Advisor: funkcja, która wykorzystuje algorytmy do zarządzania portfelami inwestycyjnymi w sposób półautomatyczny, pozwala inwestować w zdywersyfikowany, dostosowany do potrzeb klienta portfel bez konieczności poświęcania czasu na analizę i aktywne zarządzanie portfelem (dostępny w USA i krajach EOG).
    • RevPoints: program lojalnościowy, który umożliwia klientom zdobywanie punktów za codzienne wydatki (dostępny w UK i wybranych krajach EOG).
  • Nowa globalna siedziba: Revolut ogłosił umowę dotyczącą przeniesienia swojej globalnej siedziby do budynku YY w londyńskiej dzielnicy Canary Wharf. Posunięcie to ma wspierać przyszły rozwój działalności Revolut w Wielkiej Brytanii i na świecie.

 

Wyniki w Polsce

 

W 2023 roku Revolut odnotował dynamiczny wzrost biznesu w Polsce, w czwartym kwartale przekroczył próg 3 milionów klientów nad Wisłą. Cyfrowy bank ma dziś w Polsce powyżej 3,5 miliona klientów – w ciągu ostatnich 6 miesięcy konto w Revolut w Polsce otworzyło prawie 500 000 nowych klientów.

 

  • Liczba klientów indywidualnych w Polsce wzrosła w minionym roku o ponad 1 milion klientów (2023 vs 2022), co oznacza wzrost o 47% (2023 vs 2022), natomiast liczba klientów korporacyjnych w Polsce wzrosła o 46% (2023 vs 2022). Liczba klientów indywidualnych aktywnych w ciągu miesiąca w Polsce wzrosła o 50% (2023 vs 2022).
  • Polscy klienci Revolut mieli zdeponowanych na swoich kontach 783 mln £ na dzień 31 grudnia 2023 roku (+62% w porównaniu z grudniem 2022).
  • Ponad 172 mln fizycznych płatności kartami i transakcji w bankomatach wykonali w 2023 roku polscy klienci Revolut (+69% w 2023 vs. 2022). Ponad 60% z nich wykonano w kraju, co sugeruje, że Revolut jest coraz częściej używany w Polsce jako bank do codziennych wydatków. Revolut odnotował też dynamiczny wzrost transakcji krajowych, o blisko 69% (2023 vs 2022).
  • W 2024 roku liczba klientów indywidualnych w Polsce powiększyła się o prawie 500 000 nowych klientów, co oznacza wzrost o 15% w ciągu pierwszych 6 miesięcy w porównaniu do analogicznego okresu 2023 roku (wzrost liczby klientów aktywnych miesięcznie o 21%), firma jest na dobrej drodze by przekroczyć próg 4 mln klientów do końca 2024 roku.

Obawy o deficyt budżetowy i wybory w USA windują rentowności obligacji. Złoto drożeje

Na wczorajszej sesji rentowności amerykańskich obligacji z długiego końca krzywej dochodowości ponownie rosły. Głównym czynnikiem były obawy o deficyt budżetowy, implikacje dla inflacji i wynik wyborów w USA. Akcje z Wall Street zdołały wczoraj zyskać. Technologiczny Nasdaq Composite urósł o 0,8 proc., SP500 o 0,3 proc. a Dow Jones jedynie o 0,1 proc. Kurs EUR/USD po porannych wzrostach w godzinach popołudniowych obniżył się. Ostatecznie notowania zamknęły się wyżej o 0,3 proc.

Skrajnie prawicowe ugrupowanie Zjednoczenie Narodowe (RN) uzyskało dobry wynik w pierwszej turze wyborów parlamentarnych we Francji, choć nieco gorszy niż oczekiwano. Spread OAT-Bund (rentowność 10-letnich obligacji francuskich pomniejszona o rentowność 10-letnich niemieckich „papierów dłużnych”) zawęził się wczoraj o prawie 6 punktów bazowych do 74,2 , co było zobrazowaniem lekkiej ulgi wyborczej. Oczy inwestorów będą teraz zwrócone na decydującą drugą turę w najbliższą niedzielę, 7 lipca.

W Sintrze trwa sympozjum EBC. Prezeska EBC Christine Lagarde powiedziała, że bank nie ma jeszcze wystarczających dowodów na to, że zagrożenia inflacyjne minęły. Dodała jednocześnie, że „nadal stoimy w obliczu kilku niewiadomych dotyczących przyszłej inflacji, zwłaszcza w zakresie tego, jak będzie ewoluować powiązanie zysków, płac i produktywności oraz czy gospodarka zostanie dotknięta nowymi wstrząsami po stronie podaży. Przyznała, że minie trochę czasu, zanim EBC zdobędzie wystarczającą ilość danych, aby mieć pewność, że ryzyko inflacji powyżej celu minęło. Na dziś zaplanowany jest panel z udziałem Lagarde oraz Powella z Fed.

Z danych makro otrzymaliśmy m.in. raport ISM dla amerykańskiego przemysłu. Główny wskaźnik nieznacznie spadł do 48,5 pkt. z 48,7 pkt. ,oczekiwano wzrostu do 49,1 pkt. Z badania wynika, że presja cenowa zmniejsza się. Oceniono, że była ona w czerwcu najniższa w całym 2024 roku. Znaczna poprawa nastąpiła w segmencie nowych zamówień. Tu otrzymaliśmy wzrost z 45,4 pkt. do 49,3 pkt. Po publikacji dolar umocnił się a kurs EUR/USD ustanowił dołek na 1,0720. Dziś rano główna para walutowa zniżkuje i znajduje się na podobnym poziomie.

Poniedziałek był dniem publikacji wstępnych wskaźników PMI dla Europy, w tym dla Polski. Dla naszej gospodarki okazał się on stabilny i wyniósł 45 pkt. tak jak w maju. Pozostaje on w obszarze recesyjnym od 26 miesięcy. Z raportu wynika, że produkcja szybciej spadała niż w maju, z kolei spadek nowych zamówień zmniejszył swoje tempo. Zatrudnienie ponownie się obniżyło kolejny miesiąc z rzędu choć w mniejszym stopniu niż w poprzednim miesiącu. Pozytywem jest kontynuacja zmniejszenia się presji inflacyjnej. Dla strefy euro PMI polepszył się ale w stopniu minimalnym i uplasował się na poziomie 45,8 pkt. Wciąż przemysł znajduje się w regresie. Dane dla przemysłu niemieckiego okazały się ponownie bardzo słabe. Indeks Menadżerów Zakupów obniżył się do 43,5 pkt. Słabo radzą sobie wciąż wszystkie główne branże. Cały czas „kuleje” popyt wewnętrzny ale również ten pochodzący z zagranicy.

Od dziś przez kolejne dni będziemy otrzymywać dane z amerykańskiego rynku pracy. O 16 zostanie zaprezentowana ankieta JOLTS, która pokaże siłę popytu na pracę. Liczba wakatów ma obniży się wg prognoz do poziomu 7,91 mln. z 8,059 mln. Jutro tradycyjnie zaprezentowany zostanie ADP, czwartek to dane o wysokiej częstotliwości dotyczące wniosków o zasiłek. Natomiast przysłowiową „wisienką” na torcie będzie piątkowy NFP, po którym oczekuje się wyraźnego spadku zatrudnienia w sektorze pozarolniczym (do 190 tys.) i stabilizacji stopy bezrobocia na poziomie 4 proc.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Rekordowa wypłata z Ekstraklasy za sezon 2023/24

Ekstraklasa SA w sezonie 2023/24 wypłaciła klubom 280,2 mln zł, a ok. 9,5 mln zł trafiło do PZPN. To oznacza największą w historii pulę przekazaną klubom i federacji z ligowej spółki – wyższą o ponad 40 mln zł niż rok wcześniej i o ponad 20 mln zł niż zakładał budżet z początku sezonu. Oprócz pieniędzy kluby otrzymały z Ekstraklasy także świadczenia barterowe o łącznej wartości ok. 2,5 mln zł.

Za sezon 2023/24 PKO Bank Polski Ekstraklasy najwięcej pieniędzy otrzymała mistrzowska Jagiellonia Białystok – blisko 32,5 mln zł, czyli o prawie 5 mln zł więcej niż ubiegłoroczny triumfator rozgrywek. Do kasy Śląska Wrocław trafiło ok. 27,1 mln zł, a wypłata dla Legii Warszawa sięgnęła 25,2 mln zł.Ekstraklasa_model_podzialu_2023_24Ekstraklasa_ podzial srodkow 2023-24

– Przygotowując budżet na początku sezonu 2023/24 co prawda przewidywaliśmy, że łączne wpływy dla klubów za prawa mediowe i marketingowe będą wyższe, przede wszystkim z powodu nowego kontraktu z Canal+ o wartości 1,3 mld zł, jednak nasze wyniki finansowe na koniec sezonu przebiły nasze oczekiwania. Wypracowaliśmy je dzięki bardzo restrykcyjnej polityce wydatków, osiągnieciu wszystkich KPI’ów w umowach ze sponsorami, wpływom z zagranicznych praw mediowych, wyższym niż zakładane przychodom od bukmacherów i dodatkowym wpływom sponsorskim. W efekcie łącznie do klubów trafiło aż 280,2 mln zł, z czego dzielona równo kwota stała to 141,8 mln zł. Dla porównania dekadę temu, w sezonie 2013/14, cała pula do podziału wynosiła 115,2 mln zł. Dziś sam tylko mistrz Polski inkasuje blisko 30% tamtej kwoty, a najniższa wypłata to ok. 10 mln zł. Jest to ogromny sukces, na który pracowaliśmy latami, systematycznie podnosząc wartość ligi i wypłaty dla klubów – mówi Marcin Animucki, prezes zarządu Ekstraklasa SA.

Środki pozyskane przez Ekstraklasę SA pochodzą głównie ze sprzedaży krajowych i międzynarodowych praw do transmisji telewizyjnych oraz scentralizowanych praw marketingowych. Najwięcej waży obecny kontrakt z Canal+, obejmujący sezony od 2023/24 do 2026/27. Kolejną ważną składową stanowią środki od sponsorów. W sezonie 2023/24 byli nimi: PKO Bank Polski, Totalizator Sportowy, Engelbert Strauss, Stihl, PKN Orlen, adidas oraz marka Aztorin.

Pula 280,2 mln zł została rozdysponowana między kluby według nowego modelu. Największą część, wynoszącą 50%, stanowiła kwota stała, dzielona równo między kluby. Tym razem wyniosła ona aż 141,8 mln zł, podczas gdy rok temu było to 105,6 mln zł. Druga składowa (33,5%), czyli pula za wynik sportowy z ostatniego sezonu, wyniosła 91 mln zł. W tym wypadku 18,5% całej puli zostało rozdysponowanych w zależności od miejsca w tabeli, kolejne 14% to premia dla klubów awansujących do pucharów europejskich (w tym roku część przypadająca czwartemu uprawnionemu klubowi została przekazana do ogólnej puli środków, a część niepodzielna do Fundacji Ekstraklasy na finansowanie programu Akademie Klasy Ekstra). Dodatkowo partner tytularny przewidział premię dla klubów reprezentujących Polskę w rozgrywkach UEFA, w związku z czym – jak w poprzednich latach – do Legii Warszawa i Rakowa Częstochowa trafiło po 300 tys. zł ze środków od PKO Banku Polskiego. Liga przeznacza też 1% całości środków przekazywanych klubom – jako część puli wyniku sportowego – jako opłatę solidarnościową dla klubów spadających do niższej ligi. Zgodnie z przyjętym modelem, „Parachute payment” należy się jednak klubom z co najmniej dwusezonowym stażem w najwyższej lidze. Spośród trzech zespołów z miejsc 16-18 warunek ten spełniała tylko Warta Poznań. Jednakże na wniosek zarządu Spółki, po uzyskaniu zgody od Rady Nadzorczej, pozostali dwaj spadkowicze Ruch Chorzów i ŁKS Łódź – otrzymali dodatkowe wynagrodzenie, stanowiące równowartość 100% opłaty solidarnościowej. Argumentem za uwzględnieniem tego wyjątku był znaczący wkład marketingowy i frekwencyjny obu klubów w dobre wyniki ligi w sezonie 2023/24.

Na wysokość wypłat dla klubów mają także wpływ wyniki osiągnięte przez nie w rozgrywkach w ostatnich pięciu sezonach. Za każdy z nich kluby otrzymują liczbę punktów będącą odwrotnością miejsca w tabeli, np. 18 punktów za miejsce pierwsze, 17 za drugie itp. Każdy z sezonów ma też wagę – najwięcej waży właśnie zakończony, a najmniej sezon zakończony pięć lat temu. Suma punktów tworzy ranking historyczny, na bazie którego dzielone jest 14% całej puli. Za sezon 2023/24 według tej zasady podzielonych zostało 39,7 mln zł – wyjaśnia Krzysztof Bauza, dyrektor finansowy Ekstraklasa SA.

Kolejną część (2,5%) puli środków stanowi dofinansowanie programu PZPN – Pro Junior System. Wypłata za miniony sezon, sfinansowana w całości przez PKO Bank Polski jako partnera tytularnego rozgrywek i sponsora programu Akademie Klasy Ekstra, wyniosła 5,1 mln zł i trafiła do siedmiu ekstraklasowych klubów.

Najwięcej środków, bo 1,2 mln zł, otrzymało Zagłębie Lubin. W tabeli PJS najwyżej zostali sklasyfikowani piłkarze ŁKS-u i Ruchu, ale oba kluby zajęły miejsca spadkowe i dlatego – zgodnie z regulaminem – wypłacono im połowę kwoty, której reszta trafiła do Fundacji Ekstraklasy, organizującej turnieje Akademia Klasy Ekstra, Ekstra Talent i Ekstra Klub. Pieniądze te nie są jedynymi ekstraklasowymi wypłatami na piłką młodzieżową. Kluby w ramach kwoty stałej otrzymały 18 mln zł, po 1 mln na klub, z przeznaczeniem na rozwój akademii i szkolenia piłkarskiej młodzieży. Te środki pochodzą przede wszystkim z kontraktu sponsorskiego z PKO Bankiem Polskim, a także z wpłat od firm bukmacherskich i kar nakładanych przez Komisję Ligi. Łącznie za sezon 2023/24 oznaczało to dofinansowanie do rozwoju piłki młodzieżowej w wysokości 23,1 mln zł – podaje Marcin Animucki.

 

Oprócz środków finansowych Ekstraklasa w minionym sezonie przekazała klubom także świadczenia w postaci barterowej. Były to m.in. piłki, statystyki meczowe i fitnessowe, z których korzystają sztaby szkoleniowe oraz maty chroniące murawy. Łączna wartość tych świadczeń wyniosła ok. 2,5 mln zł.

Ekstraklasa w sezonie 2023/24 wypłaciła także ok. 9,5 mln zł PZPN, z czego ponad 5 mln zł to środki na pokrycie wynagrodzeń sędziów, delegatów i obserwatorów, a ponad 4 mln zł to kwota z tytułu zarządzania ligą.

Rosnące przychody ligi, dzięki którym kluby mogą się rozwijać, nie byłyby możliwe, gdyby nie realizowana od lat strategia budowania wartości rozgrywek. To inwestycje w nowoczesne technologie, stałe podnoszenie jakości produkcji telewizyjnej i transmisji czy coraz ciekawsza oprawa meczowa. Cały sztab profesjonalistów po stronie Ekstraklasy i Ekstraklasa Live Park, ale też klubów, na co dzień dba o to, by w każdym miejscu, gdzie kibice stykają się z Ekstraklasą – na stadionach, w telewizji, social mediach, w naszych aplikacjach itd. – otrzymywali najbardziej angażujące treści. Teraz przyszedł czas na kolejne ligowe inwestycje, by w przyszłości nasze rozgrywki były jeszcze bardziej atrakcyjne dla kibiców, nadawców i sponsorów. Stąd budowa nowego centrum mediowego Ekstraklasa Live Park, które będzie mogło obsługiwać zdalne transmisje meczów i centralny VAR. Kluby zgodziły się właśnie na podniesienie kapitału naszej spółki producenckiej o 6 mln zł, co stanowi około połowy wydatków na inwestycję dot. centralnego VAR-u. Dzięki temu projektowi rozwój technologiczny Ekstraklasy, a w konsekwencji także jej wartość marketingowa, będą mogły wejść na zupełnie nowy poziom – przewiduje Marcin Animucki.

Koniec z tradycyjną ścieżką kariery? Dynamiczne zmiany technologiczne wymagają ustawicznego uczenia i częstych zmian

Tempo zmian technologicznych i społecznych sprawia, że ludzie coraz szybciej muszą adaptować się do nowych okoliczności. Dlatego dziś mniej są przywiązani mentalnie do wykonywanej pracy, a chętniej uczą się nowych umiejętności, czasem nawet całkowicie zmieniając branżę. Według globalnego badania ADP „People at Work2024: A Global Workforce View”, aż 25,8 proc. pracowników Polsce rozważało w ostatnim roku przebranżowienie. Ponad jedna trzecia badanych (36,4 proc.) uważa, że ich pracodawca nie inwestuje w rozwój ich umiejętności służących rozwojowi ich kariery.

Już dziś według badań GUS aż 53 proc. z nas nie pracuje w wyuczonym zawodzie. Czy to znaczy, że tradycyjna ścieżka kariery, polegająca na zdobyciu wykształcenia kierunkowego, a następnie przekuwanie go w wieloletnie doświadczenie zawodowe, to droga donikąd? Słabnie przekonanie – silne jeszcze wśród starszych pokoleń – że studia wyższe są wstępem do świetlanej kariery. W ciągu dekady liczba studentów w Polsce zmalała o 14 proc. W roku akademickim 2022/23 było ich 1,22 mln osób, a jeszcze w 2015/15 – ok. 1,4 mln[1]. Częściowo to efekt tego, że studiują roczniki niżu demograficznego, niemniej uczelnie nie mogą zasypać tej luki nawet przyjmując rekordowo dużo studentów z zagranicy (8,4 proc. w roku akademickim 2022/23)[2]. Maleje również liczba osób podejmujących studia II stopnia. Na zdobycie tytułu magistra decyduje się dziś 70 proc. absolwentów studiów I stopnia. W 2021 r. było ich niemal o 30 tys. mniej niż w 2015 r[3]. Innymi słowy, więcej osób kończy edukację wyższą na tytule licencjata lub inżyniera.

Sukcesy za to święcą platformy oferujące krótkie kursy i szkolenia, dopasowane do trenowania praktycznych umiejętności przydatnych na rynku pracy takich jak obsługa social mediów i programów graficznych, rachunkowość, tworzenie biznesplanów, design thinking czy stawianie baniek ogniowych… możliwości są nieskończone.

– Platformy e-learningowe i ich sukces na rynku to inspiracja dla pracodawców – mówi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska. – Jednym z dużych trendów w HR jest zmierzch tradycyjnej ścieżki kariery, pęd do uczenia ustawicznego i częstych zmian. Dlatego wiele dużych firm oferuje już swoim pracownikom szkolenia online, dostęp do lektur branżowych czy naukę języków. Oferty są stale poszerzane. Panuje zasada, że łatwiej jest nauczyć pracownika umiejętności potrzebnych w danym miejscu niż szukać idealnego kandydata na rynku, bo ani szkoły średnie i zawodowe, ani studia wyższe nie nauczą go wszystkiego, co przyda się na konkretnym stanowisku w konkretnej firmie. W ADP obok możliwości e-learningu proponujemy pracownikom udział w webinarach, jako interaktywną formę przekazywania wiedzy. To okazja do rozwoju i dla odbiorców, i dla osoby prowadzącej szkolenie, czyli zwykle pracownika ADP. Taka osoba sama tworzy scenariusz webinaru, dba o atrakcyjny przekaz, zaprasza ewentualnych współprowadzących. Wchodzi w rolę nauczyciela i organizatora, ale poza tym buduje swoją markę osobistą w firmie – dodaje Barbachowska.

Pracodawco, inwestuj w uczenie ustawiczne

Co jakiś czas każdy z nas słyszy historię z cyklu „rzucił/a pracę w korpo i został/a kierowcą, krawcową, fryzjerem, księgową…” itp. Należy tu zwrócić uwagę na dwie kwestie: motywy tak radykalnej zmiany ścieżki zawodowej i chęć uczenia się nowych rzeczy. Ludzie zwykle podejmują taką decyzję, gdy w obecnej pracy czują się nieszczęśliwi: są niespełnieni, niedoceniani merytorycznie i finansowo, nie widzą swojej przyszłości w danym miejscu. Zainwestowali czas, wysiłek i pieniądze, by nauczyć się nowego zawodu, a dotychczasowy pracodawca zwykle traci ich z radaru. To jednak wskazówka, że wielu pracowników chętnie nabywa nowe umiejętności – dlaczego więc firmy mają tego nie wykorzystać?

Biznes zaczyna doceniać ten pęd do nauki i coraz częściej na niego odpowiada. Upskilling – czyli wewnętrzne doszkalanie pracowników – to gorący trend w HR, odpowiadający na niedobór pracowników o kwalifikacjach potrzebnych w danej firmie. Niektórzy pracodawcy idą jeszcze dalej i oferują reskilling wewnętrzny, oznaczający nabycie zupełnie nowych umiejętności, nieskorelowanych z dotychczasowym stanowiskiem pracy. Reskilling wspierany przez pracodawcę to szansa dla pracownika na zmianę zawodu i jednoczesne zostanie w firmie. Zyskują obie strony: pracodawca unika czasochłonnej rekrutacji i onboardingu nowego pracownika. Z kolei dla pracownika szukanie pracy w nowym zawodzie bez uprzedniego doświadczenia jest bardziej stresujące od zwykłej zmiany pracy. Formą upskillingu będzie więc np. powierzenie osobie pracującej na recepcji, po uprzednim przeszkoleniu, prowadzenia kanałów społecznościowych firmy. „Social media ninja” wyewoluowało w pełnoskalowy zawód, jednak wiele mniejszych firm nie potrzebuje w tym obszarze specjalisty na pełen etat – stąd łączenie tych zadań z innymi obowiązkami.

Upskilling i reskilling potrafią przybierać bardzo atrakcyjne formy. W niektórych firmach istnieje zasada, że pracownicy powinni poszerzać swoje kompetencje. Za tym idzie job rotation – cykliczne, systemowe przenoszenie pracowników między stanowiskami i działami. Inne firmy oferują dobrowolną migrację między działami w ramach indywidualnych uzgodnień między pracownikami i działami. Za wszystkim stoi przekonanie, że poznanie specyfiki pracy innego działu pomaga pracownikowi odświeżyć umysł, zyskać nową perspektywę i poprawić współpracę między działami. Pracownik natomiast zyskuje nowe doświadczenie zawodowe, które może skonfrontować ze swoimi potrzebami i kompetencjami.

Inny sposób to system mentoringowy: pracownik dostaje opiekuna, który dzieli się z nim doświadczeniem zawodowym i wiedzą w ściśle określonych ramach współpracy. W takim układzie zyskuje nie tylko uczeń, ale i mentor, dla którego jest to forma docenienia przez pracodawcę, i okazja do nowego spojrzenia na swoje doświadczenie. Dla pracodawcy natomiast dobry program mentoringowy to jeden ze sposobów budowania employer brandingu. Nowe pokolenia pracowników preferują firmy, które mają dobrą ofertę ciągłego uczenia się zawodowego. Są bardziej zadowoleni z relacji mentor – uczeń niż zwierzchnik – podwładny, a do tego nastawieni są na zdobywanie kompetencji, które umocnią ich pozycję na rynku pracy.

Ciekawą formą rozwijania umiejętności zawodowych są hakatony. Wbrew nazwie, nie ograniczają się już tylko do środowiska programistów. Hakaton nowego rodzaju to całodniowe wydarzenie, podczas którego pracownicy zawieszają swoje normalne zadania, a zamiast tego zespołowo przyglądają się porzuconym pomysłom, starają się twórczo rozwiązać jakiś problem, określić możliwe ścieżki rozwoju w firmie. To też szansa na przyjrzenie się pracy zespołowej, budowanie nowych relacji, pobudzenie kreatywności. Pracownicy znajdują się nagle w innej roli niż zwykle – a to okazja do odkrycia nowych umiejętności.

– W ADP umożliwiamy pracownikom rozwój swoich pasji przez udział w grupach pracowniczych. To działanie długofalowe. Grupy organizują w firmie różne wydarzenia i inicjatywy, na przykład ekologiczne czy z dziedziny inkluzywności. Przeprowadzają burze mózgów, projektują i nagłaśniają eventy, dysponują pewnym budżetem. Poza zwróceniem uwagi na istotne dla firmy aspekty, działania te wspierają pracowników w nabywaniu i rozwoju nowych umiejętności, co pomaga budowaniu kariery. – wskazuje Anna Barbachowska. – Oferowanie pracownikom atrakcyjnych form upskillingu i reskillingu, oprócz tego najbardziej oczywistego efektu, ma też inne zalety: u pracownika rośnie poczucie przynależności i lojalności wobec firmy. Pracownicy lepiej się poznają, współpraca lepiej się układa. I co istotne, to może być również sposób na przeciwdziałanie i redukowanie wypalenia zawodowego. Świadomość, że w firmie istnieje możliwość nabycia nowych kwalifikacji sprawia, że pracownik co jakiś czas będzie analizować swoją sytuację, zastanawiać się, jak się czuje na obecnym stanowisku i w czym innym mógłby być dobry. Pojawia się poczucie, że rozwiązania są dostępne na wyciągnięcie ręki. A to wszystko niweluje stres związany z pracą i zmniejsza prawdopodobieństwo odejścia.

[1] https://stat.gov.pl/files/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5488/8/9/1/szkolnictwo_wyzsze_w_roku_akademickim_2022-2023_-_wyniki_wstepne.pdf

[2] https://www.prawo.pl/student/zagraniczni-studenci-w-polsce-2023-r,524229.html

[3][3] https://biznes.interia.pl/gospodarka/news-uczelnie-borykaja-sie-z-utrata-studentow-coraz-mniej-kandyda,nId,7153408#google_vignette

Waluty pod dyktando indeksów koniunktury

Poniedziałek mijał pod dyktando indeksów PMI dla przemysłu. W wielu gospodarkach finalne dane okazywały się lepsze od wstępnych, ale poziomy, na których jesteśmy, nie napawają optymizmem. W tle spadek inflacji w Niemczech i słuszne dyskusje, co dalej zrobi EBC.

Indeksy PMI w Europie

Finalny odczyt indeksu PMI dla strefy euro okazał się lepszy od oczekiwań o 0,2 pkt. Jest to raczej nagroda pocieszenia, bo ciężko się cieszyć z wyniku 45,8 pkt. To zresztą drugi najgorszy rezultat od początku tego roku. Jest to też zresztą istotnie poniżej 50 pkt oddzielającego przewagę odpowiedzi negatywnych od pozytywnych. Wczorajsze umocnienie euro było zatem bardziej napędzane uspokojeniem po wyborach we Francji, które nie zakończyły się wyraźnym zwycięstwem, nielubianego przez inwestorów i uważanego za skrajnie prawicowy, Frontu Narodowego Marine Le Pen.

Dane z Polski

Indeks PMI z Polski nie odbiega znacząco od wyników europejskich. Osiągnęliśmy wynik równe 45 pkt. Jest to również lepiej od oczekiwań, ale z tego 0,1 pkt różnicy względem prognoz naprawdę nie ma co się cieszyć. Czerwiec zamykamy zatem z tym samym wynikiem co maj i tym samym jest to drugi najgorszy wynik od października zeszłego roku. Możemy żartować, że marudzenie jest naszą cechą narodową, ale jeżeli u menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia dominuje pesymizm, to przekłada się to na gospodarkę realną. Nie może zatem dziwić, że po tych danych złoty był w odwrocie. Jeszcze rano cieszyliśmy się z kolejnego zejścia w ciągu ostatnich dni kursu euro poniżej 4,30 zł. Wieczorem z kolei obserwowaliśmy, jak ten sam kurs euro przekracza 4,32 zł.

Co mówi nam niższa Inflacja w Niemczech

Poznaliśmy wczoraj dane na temat inflacji za Odrą. Analitycy oczekiwali spadku do 2,3%, po tym jak w maju widzieliśmy odbicie do poziomu 2,4%. Wyszło nawet lepiej dla portfeli naszych zachodnich sąsiadów. Wynik 2,2% to trzeci taki rezultat w tym roku, po marcu i kwietniu i jednocześnie jest to najniższy poziom od początku fali wysokiej inflacji. Szybciej spadająca inflacja pozostawia oczywiście więcej miejsca EBC na obniżki stóp procentowych. Najbliższe decyzyjne posiedzenie będziemy mieli już 18 lipca. Dotychczas dominowała koncepcja, że po czerwcowej decyzji Bank będzie czekał na reakcje rynków, ale obecne dane nie pozostawiają takiej konieczności. Wygląda na to, że po majowym efekcie jojo strefa euro wraca na drogę spadków. Z gospodarek strefy euro wzrost cen w czerwcu zanotowała Belgia i Holandia. Spadki widzimy z kolei w Austrii, Francji, Hiszpanii i Niemczech. W rezultacie niedługo oczekiwania mogą skręcić w stronę kolejnej obniżki, a to z kolei może dalej ciążyć kursowi euro. Dzisiaj poznamy indeks łączny dla strefy euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – strefa euro – inflacja konsumencka,
15:30 – Kanada – indeks PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Jak stacje ładowania pojazdów elektrycznych wspierają cele ekologiczne

W ostatnich latach, rozwój technologii ładowarek samochodów elektrycznych przyczynił się do znaczącej zmiany w sposobie, w jaki podchodzimy do transportu i energii.

Coraz więcej ludzi przesiada się na pojazdy elektryczne w celu zmniejszenia swojego śladu węglowego. Stacje ładowania odgrywają kluczową rolę w tej transformacji, oferując wygodne i dostępne źródła energii dla kierowców.

Dodanie nowych stacji ładowania na mapie miast i wzdłuż tras transportowych nie tylko zachęca do korzystania z pojazdów elektrycznych, ale również pomaga zredukować zanieczyszczenia powietrza.

Poprzez zwiększenie wsparcia infrastruktury ładowania, znacząco przyczyniamy się do ekologicznej rewolucji.

Redukcja Emisji z Pojazdów Spalinowych

Tradycyjne pojazdy napędzane benzyną i olejem napędowym są jednymi z większych źródeł zanieczyszczeń powietrza i emisji gazów cieplarnianych.

Spaliny wydzielane podczas jazdy zawierają szkodliwe substancje, takie jak tlenki azotu (NOx), dwutlenek węgla (CO2) oraz cząstki stałe, które negatywnie wpływają na zdrowie i środowisko naturalne.

Wprowadzenie pojazdów elektrycznych znacząco poprawia sytuację, ponieważ nie emitują one żadnych zanieczyszczeń podczas jazdy.

Ładowarki samochodów elektrycznych są niezbędne, aby ten ekologiczny postęp mógł być kontynuowany. Wraz z rosnącym zagęszczeniem infrastruktury EV, coraz mniej kupujących zmuszonych będzie inwestować w samochody spalinowe, prowadząc do jeszcze dalszego ograniczania emisji.

Wsparcie dla OZE i Zrównoważonego Rozwoju

Stacje ładowania pojazdów elektrycznych często korzystają z odnawialnych źródeł energii (OZE), takich jak energia słoneczna, wiatrowa czy wodna. Dzięki temu ładowanie samochodów EV staje się jeszcze bardziej ekologiczne.

Inwestowanie w infrastrukturę ładowania zasilaną zieloną energią wspiera zrównoważony rozwój i prowadzi do mniejszego zużycia nieodnawialnych zasobów naturalnych. Dobrze rozwinięty sektor OZE drastycznie redukuje bowiem zapotrzebowanie na paliwa kopalne takie jak węgiel czy ropa.

Takie podejście prowadzi również do większej spójności w ramach polityki energetycznej kraju. Zwiększona rola OZE w produkcji energii elektrycznej i jej wykorzystanie w stacjach ładowania pomaga osiągnąć cele klimatyczne wyznaczone przez rządy na całym świecie.

Wsparcie Ekosystemów Miejskich

Stacje ładowania pojazdów elektrycznych mają również pozytywny wpływ na same miasta. Zwiększenie liczby samochodów emitujących zero zanieczyszczeń powietrza przyczynia się do poprawy jakości życia mieszkańców miast.

Czystsze powietrze to mniejsze ryzyko chorób układu oddechowego i sercowo-naczyniowego, co ma bezpośredni wpływ na wydatki publiczne.

Ponadto, rozwijająca się infrastruktura ładowania samochodów elektrycznych może prowadzić do modernizacji systemów energetycznych w miastach. Wykorzystanie smart gridów, zintegrowanych systemów zarządzania energią i magazynowania energii jest w stanie znacząco poprawić niezawodność energetyczną infrastruktury miejskiej.

Podsumowanie

Stacje ładowania pojazdów elektrycznych odgrywają kluczową rolę w walce o czystsze środowisko i zrównoważony rozwój.

Dzięki nim możliwe jest znaczące zmniejszenie emisji szkodliwych substancji i gazów cieplarnianych, co poprawia jakość powietrza w miastach oraz zdrowie ich mieszkańców.

Wsparcie dla infrastruktury ładowania samochodów elektrycznych oraz integracja odnawialnych źródeł energii przyczyniają się do zrównoważonej transformacji energetycznej.

Ponadto, rozwijająca się infrastruktura ładowania wspiera modernizację systemów energetycznych w miastach, poprzez wykorzystanie smart gridów i zintegrowanych systemów zarządzania energią, co podnosi ich efektywność i niezawodność. To wszystko wspiera nie tylko cele ekologiczne, ale także innowacyjne rozwiązania miejskie.

Dzięki stacjom ładowania, mamy większe szanse stać się świadomymi uczestnikami globalnej zmiany, dążącymi do pozostawienia przyszłym pokoleniom czystszej i zielonej planety.

Inflacja w usługach utrzymuje się na podwyższonym poziomie

Inflacja CPI w strefie euro w czerwcu wyniosła 2,5 proc. r/r. Odczyt jest zgodny konsensusem rynkowym. Inflacja bazowa utrzymała się na poziomie 2,9 proc. r/r. Tutaj odczyt okazał się nieco wyższy niż prognozy (2,8 proc.). Wskaźnik inflacji już od dłuższego czasu utrzymuje się poniżej 3 proc. i jest w okolicach celu EBC wyznaczonego na 2 proc.

W ujęciu miesięcznym ceny rosły o 0,2 proc. Po raz kolejny jednak wskazujemy na utrzymującą się podwyższoną inflację w usługach. W ostatnim miesiącu ceny usług rosły o 0,6 proc. m/m, a roczny wskaźnik wciąż wynosi 4,1 proc. r/r. Ponadto presja cenowa w tym sektorze może utrzymywać się w kolejnych miesiącach.

Te dane nie dają pewności co do trwałego zejścia inflacji do celu. Decyzje EBC pozostają zależne od napływających danych. EBC rozpoczął już cykl obniżek, pytaniem pozostaje jego tempo. Wydaje się, że w tym roku zobaczymy jeszcze maksymalnie dwie obniżki stóp procentowych po 25pb.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Polska na światowym podium krajów z największym wzrostem cen nieruchomości

Wraz z powolnym spadkiem kosztów zadłużenia i ograniczonymi zasobami dostępnymi na sprzedaż, średni roczny wzrost cen na 56 rynkach śledzonych przez Knight Frank Global House Price Index osiągnął 3,6% w ciągu dwunastu miesięcy poprzedzających marzec tego roku, co oznacza wzrost z 3,2% w porównaniu do poprzedniego kwartału. Polska, gdzie ceny wzrosły nominalnie o 13% w ciągu ostatnich 12 miesięcy, znalazła się pierwszej trójce krajów z największym wzrostem cen.

W ramach Global House Price Index Knight Frank analizuje 56 rynków mieszkaniowych na całym świecie.

Kluczowe wnioski:

  • Turcja po raz kolejny przewodzi indeksowi Knight Frank, odnotowując 9,9% wzrost realnego rocznego wzrostu cen, pomimo 52% wzrostu nominalnego;
  • 82% wszystkich globalnych rynków mieszkaniowych odnotowuje wzrost cen;
  • Średni roczny wzrost cen w indeksie wyniósł 3,6% w I kwartale 2024 roku oraz 1,3% średni kwartalny wzrost cen.

W I kwartale 2024 roku globalne rynki mieszkaniowe zanotowały silniejszy wzrost, a roczny wynik osiągnął poziom 3,6%. Oznacza to znaczną poprawę w porównaniu z 2,2% wzrostem obserwowanym w II kwartale ubiegłego roku, kiedy rynki absorbowały wpływ gwałtownego wzrostu stóp procentowych na całym świecie, widocznego od początku 2022 roku.

Chociaż ceny rosną w rocznym tempie 3,6%, to wynik ten jest nadal poniżej średniego długoterminowego trendu z ostatnich 20 lat, wynoszącego 5,6%. Kwartalny wzrost, choć bardziej zmienny, wynosi 1,3% i jest porównywalny z ostatnimi dwoma kwartałami, nieznacznie poniżej długoterminowej średniej wynoszącej 1,4%.

Biorąc pod uwagę badane przez Knight Frank rynki, 82% z nich odnotowało roczny wzrost cen w I kwartale bieżącego roku, co jest najlepszym wynikiem od IV kwartału 2022 roku. W ujęciu kwartalnym 67% rynków odnotowało wzrost cen – najsilniejszy od III kwartału 2022 roku.

Przy wciąż wysokiej inflacji na wielu światowych rynkach, realny wzrost cen nieruchomości pozostaje ujemny. Uwzględniając inflację, ceny spadły średnio o 0,4% w ciągu 12 miesięcy poprzedzających marzec tego roku. Realny roczny wzrost cen jest obecnie o 3,3% niższy od długoterminowej średniej wynoszącej 2,9%.

„Ceny nieruchomości wzrosły w ciągu ostatniego roku na większości światowych rynków. Wiele z nich boryka się z brakiem nieruchomości oferowanych na sprzedaż, a także wolniejszej realizacji nowych budynków, co prowadzi do stosunkowo zdrowego popytu, który winduje ceny do kolejnych szczytów. Jednak w dłuższej perspektywie tylko niższe koszty zadłużenia utrzymają wzrost cen,” – komentuje Liam Bailey, global head of research w Knight Frank.Knight Frank Global House Price Index Q1 2024

Poszczególne rynki

Turcja po raz kolejny przewodzi indeksowi Knight Frank, a znacząca inflacja krajowa ma wpływ na rynek mieszkaniowy. Po osiągnięciu szczytowego poziomu 86% w październiku 2022 roku, wskaźnik CPI (wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych, pot. inflacja) w Turcji spadł do najniższego poziomu 38% w czerwcu ubiegłego roku, ale od tego czasu ponownie wzrósł do 75%. Mimo wzrostu o ponad 50% w ciągu roku do marca 2024, w ujęciu realnym ceny w Turcji spadły o 9,9% w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Polska jest jednym z sześciu z 56 analizowanych krajów (wraz z Turcją, Bułgarią, Kolumbią, Tajwanem i Grecją), gdzie wzrost cen osiągnął wartość dwucyfrową.

„Przyczyn tak wysokiego wzrostu upatrywać należy zarówno w wysokiej inflacji, jak i specyfiki lokalnego rynku, gdzie na popyt i co za tym idzie ceny, duży wpływ mają rządowe programy dopłat do kredytów hipotecznych oraz silny popyt na wynajem, generowany m.in. przez uchodźców z Ukrainy. Przy tak silnym rynku najmu, zakup mieszkań był dobrą formą ochrony kapitału przed inflacją. Co za tym idzie, pomimo rosnących kosztów kredytów oraz ich mniejszej dostępności, ceny mieszkań rosły odwzorowując silny niedobór podaży oraz mocny popyt,”wyjaśnia Dorota Lachowska, head of research w Knight Frank Polska.

Rynek australijski z 7,5% wzrostem w ciągu ostatnich 12 miesięcy, odnotował silny zwrot od zeszłego roku, kiedy to ceny były pod presją rosnących stóp procentowych. W ostatnich trzech miesiącach ceny spadły jednak o 1%.

Stany Zjednoczone odnotowały silny wzrost na poziomie 6,5%, a ceny urosły o 1,9% w ciągu ostatniego kwartału, wspierane przez niski poziom zasobów, nawet jeśli koszty zadłużenia obciążają rynek.

Wzrost o 1,6% w Wielkiej Brytanii w I kwartale oznacza dalsze jego spowolnienie, ponieważ wysokie koszty zadłużenia ograniczają dostępność cenową.

Rynki europejskie obejmują osiem z 11 krajów odnotowujących spadki cen, przy czym Francja (-5,2%) i Niemcy (-3,9%) odczuwają skutki spowolnienia wzrostu gospodarczego i wysokiej inflacji w ostatnim czasie.

Hongkong pozostaje w tyle za innymi kluczowymi światowymi rynkami, odnotowując spadek cen o 11,6% w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Wolniejsza gospodarka doprowadziła do przeszacowania rynku.

Sztuczna inteligencja (AI) a ryzyko naruszenia praw autorskich i danych osobowych

Baker McKenzie: Ryzyko naruszenia praw autorskich i danych osobowych wyzwaniem przy kontraktowaniu rozwiązań AI.

Korzystanie z narzędzi opartych o sztuczną inteligencję (AI) generuje podwyższone ryzyko naruszenia praw autorskich, poufności i nieuprawnionego ujawnienia danych, uważają eksperci Baker McKenzie. Zgodnie z projektowanymi obecnie regulacjami to firmy korzystające z rozwiązań AI, a nie ich twórcy czy dostawcy, ponoszą odpowiedzialność za naruszenia praw. W umowach na usługi AI praktyką rynkową staje się zabezpieczenie sytuacji użytkownika poprzez przenoszenie odpowiedzialności za działanie systemów AI z powrotem na dostawcę.

Najważniejszą regulacją, o którą opiera się obecnie umowy, jest unijne rozporządzenie AI Act, które wejdzie w życie w całości za dwa lata. Pomocą dla rynku mogą być wytyczne formułowane przez instytucje publiczne w oparciu o założenia do AI Act. Taki katalog klauzul sugerowanych wydała między innymi Komisja Europejska. Dotyczy on umów zawieranych z dostawcami przez urzędy unijne. Eksperci Baker McKenzie spodziewają się jednak, że klauzule te staną się inspiracją dla rynku i przenikną również do prywatnych umów.

– Przedsiębiorcy nie czekają na ustabilizowanie się sytuacji prawnej wokół narzędzi AI, ponieważ nie chcą utracić przewagi konkurencyjnej, jaką może dać im nowa technologia –mówi Marcin Fijałkowski, partner kierujący praktyką IP Tech w kancelarii Baker McKenzie. Jednak korzystanie w obecnej sytuacji prawnej z AI wymaga od nich zarówno korekty dotychczasowych praktyk i polityk związanych z ochroną danych osobowych, jak i przewidywania przyszłości i swoich przyszłych zobowiązań prawnych.

Ryzyka dla przedsiębiorców wiążą się z niezamierzonymi błędami w modelu AI lub w danych używanych do trenowania narzędzia, których efektem będzie nieadekwatny wynik – na przykład dyskryminujący lub sugerujący działania niezgodne z prawem. W obszarze ochrony własności intelektualnej przedmiotem sporu może być zarówno własność treści wytworzonych przy wsparciu AI, jak i danych wejściowych używanych do trenowania modelu. W przypadku udostępnienia systemowi opartemu o AI wrażliwych informacji o klientach pojawia się ryzyko nieuprawnionego wykorzystania lub ujawnienia informacji poufnych, a niekiedy także danych osobowych.

– Katalog zaproponowanych modelowych klauzul na kontraktowanie w obszarze AI w instytucjach publicznych stanowi pewien drogowskaz ale też duże ułatwienie z punktu widzenia przedsiębiorców nie działających w sektorze publicznym, jednak dostawcy usług AI powinni zwrócić szczególną uwagę na warunki, jakie przyjmują, jeśli umowę oparto właśnie na tych wstępnych propozycjach opublikowanych na stronach internetowych Komisji Europejskiej – mówi Jakub Falkowski, senior counsel w praktyce IP Tech w Baker McKenzie.Klauzule te bowiem są bardzo restrykcyjne dla dostawców, a w niektórych przypadkach praktycznie niemożliwe do zaakceptowania przez dostawców.

Projekt modelowych klauzul sugeruje całkowite przenoszenie na dostawcę obowiązków opisanych w AI Act. Dostawca zostaje zobowiązany do zapewnienia obszernej dokumentacji, wdrożenia rozbudowanych systemów zarządzania ryzykiem i jakością, wprowadzenia procedur dotyczących: kontroli systemów AI, zarządzania danymi i zgłaszania incydentów. Klauzule modelowe zobowiązują dostawcę do zagwarantowania, że system będzie przetestowany, przejrzysty i umożliwi zrozumienie, które jego elementy odpowiadają za uzyskany wynik. Konieczne ma być pokazanie, jak zmiana danych wejściowych wpływa na wynik i jakie informacje należałoby podać, by uzyskać inny rezultat. Ponadto wymagane jest zagwarantowanie, by dane treningowe, walidacyjne i testowe używane do stworzenia systemu były adekwatne i niestronnicze w stosunku do kontekstu, w jakim mają być użyte.

– Tego rodzaju zapisy kontraktowe wyglądają dobrze na papierze, ale często są niemożliwe do spełnienia – dodaje Marcin Fiałka, senior associate w zespole IP Tech w Baker McKenzie. – Mamy świadomość, że obszar odpowiedzialności w umowach jest niezwykle trudny do negocjowania, ale przestrzegałbym dostawców systemów AI przed pokusą automatycznego przyjmowania tak daleko idących zapisów i zakładaniem, że kontrahent nie podejmie próby ich egzekwowania w praktyce. Dotyczy to w równej mierze wszystkich potencjalnych obszarów odpowiedzialności, w tym za naruszenie ochrony danych osobowych lub za bezprawne wykorzystanie cudzych informacji poufnych. Szczególnie wrażliwym obszarem wydają się dane osobowe, gdzie potencjalna odpowiedzialność finansowa może sięgać astronomicznych kwot.

Zdaniem ekspertów Baker McKenzie, obecnie mamy do czynienia z transformacją biznesu AI w kierunku dziedziny o wysokim poziomie regulacji, natomiast w kontraktowaniu tych usług najistotniejsze będzie przełożenie odgórnych regulacji na zapisy umowne.

– Najistotniejsza z punktu widzenia przedsiębiorców jest świadomość, że AI będzie jednym z najsilniej regulowanych obszarów biznesu. Pod względem prawnym poziom tych regulacji można porównać tylko do takich obszarów jak regulacje sektora finansowego czy newralgicznych typów produktów, na przykład produktów medycznych – mówi Martyna Czapska, senior associate w zespole IP Tech w Baker McKenzie. Przepisy prawne dopiero powstają, ale kontraktowanie usług już teraz powinno uwzględniać reguły, które dopiero zostaną przetestowane w praktyce.

Nieznaczny wzrost zatrudnienia w przemyśle. Rosną płace, ale brakuje kandydatów

Pomimo trwającej niepewności koniunktury branża przemysłowa odnotowuje nieznaczny wzrost zatrudnień, przede wszystkim w budownictwie. Najbardziej pożądani są wykwalifikowani pracownicy fizyczni, na których zapotrzebowanie zwiększyło się aż o 34% rok do roku. Wynagrodzenia rosną mniej dynamicznie niż rok wcześniej, najwyższe odnotowuje sektor motoryzacji i produkcji urządzeń – o 7,6%, wynika z „Raportu wynagrodzeń w sektorze przemysłowym” Grafton Recruitment.

Aktualny obraz sektora przemysłowego jest niejednorodny. Z jednej strony docierają informacje o zamykaniu zakładów i przenoszeniu produkcji, z drugiej otwierane są nowe fabryki, a naszym rynkiem interesują się kolejni inwestorzy. Warto zaznaczyć, że na obecną kondycję branży silnie wpływa zarówno sytuacja gospodarcza, jak i geopolityczna. Znaczny wzrost cen, jaki nastąpił na przestrzeni roku odbił się na popycie, konsumenci nadal są ostrożni. Nie bez znaczenia dla kondycji firm jest również dwukrotna podwyżka płacy minimalnej i wzrost pozostałych wynagrodzeń – mówi Danuta Protasewicz, manager regionalny w Grafton Recruitment.

Branża nadal mierzy się z konsekwencjami trwającej wojny w Ukrainie, reorganizacją rynku zbytu i światowego łańcucha dostaw oraz chwiejnością popytu. Skutki ogólnej niepewności gospodarczej, rosnących kosztów pracy, energii i surowców znajdują potwierdzenie w kwietniowym odczycie wskaźnika PMI (Indeks Menadżerów Zakupów) wynoszącym 45,9.

Według danych GUS przedsiębiorcy spodziewają się poprawy sytuacji w swoich firmach w ciągu najbliższych trzech miesięcy lub już zauważają poprawę. Analitycy prognozują, że pomimo dość słabych wyników rodzimego przemysłu obserwowalne ożywienie w strefie euro może pozytywnie wpłynąć na wzrost zamówień także w polskim sektorze przemysłowym. Należy jednak odnotować, że liczba zatrudnień w tej branży nieprzerwanie maleje od grudnia 2022 roku.

Nie bez znaczenia dla perspektyw sektora przemysłowego jest zainteresowanie zagranicznych inwestorów. Jednak – jak wynika z obserwacji Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, przyciągającej głównie przedsięwzięcia z obszaru elektroniki i elektromobilności, wysoki poziom automatyzacji produkcji pozyskanych inwestycji nie niesie ze sobą dużego wzrostu liczby miejsc pracy.

Kogo chce zatrudniać branża przemysłowa?

Uwagę zwraca rosnące zapotrzebowanie firm sektora produkcyjnego na pracowników fizycznych, zarówno niewykwalifikowanych („blue collars”), jak i wykwalifikowanych („black collars”), na których zapotrzebowanie wzrosło o 34% rok do roku. W gronie poszukiwanych specjalistów są technicy, automatycy, elektrycy i mechanicy. Jednocześnie poniżej rynkowego benchmarku znalazło się zapotrzebowanie na stanowiska inżynierskie i specjalistyczne, choć optymistycznie nastrajają dane z początku drugiego kwartału 2024 i nieznaczny trend wzrostu liczby ofert.

Najwyższe zapotrzebowanie na pracowników w porównaniu z innymi gałęziami branży przemysłowej widoczne jest w budownictwie. Dotyczy w szczególności ról specjalistycznych, a najbardziej poszukiwane i najlepiej płatne są specjalizacje w branżach: drogowej, mostowej, kolejowej, sanitarnej i elektrycznej.

Jednocześnie delikatny wzrost popytu jest zauważalny  w liczbie ogłoszeń dotyczących ról związanych z zarządzeniem łańcuchem dostaw i inżynierią przy produkcji. Zainteresowaniem cieszą się stanowiska inżynierów procesu oraz stanowiska inżynierskie związane z utrzymaniem ruchu (automatyka, mechanika, elektryka).

Uwagę zwraca także utrzymujący się wzrost zainteresowania pracą w działach wspierających (back office) w firmach produkcyjnych – w księgowości, HR, sprzedaży czy marketingu. Kandydaci przychylniej patrzą na oferty pracy w sektorze, doceniając atrakcyjność stanowisk, złożoność obowiązków oraz większe możliwości rozwoju zawodowego niż w innych branżach.Popyt wg ról Raport Manufacturing

Najmniejszy wzrost popytu na role odnotował obszar badań i rozwoju, który po okresie rekordowego zapotrzebowania na talenty powrócił do poziomu z 2020 roku. Na ten stan rzeczy  mogą mieć wpływ wahania w branży IT oraz nie do końca jeszcze zdefiniowany kierunek transformacji sektora motoryzacyjnego w kierunku elektromobilności. Jednak również w tej grupie stanowisk zauważalny jest obecnie nieznaczny trend wzrostowy.

Wysokość wynagrodzeń

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przemysłowym utrzymuje się na niższym poziomie w porównaniu z innymi sektorami gospodarki. Podczas gdy w kwietniu 2024 roku średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 8 272 zł brutto, a średni wzrost wynagrodzeń wyniósł 11,3%, w przetwórstwie przemysłowym było to 7 796 zł brutto, a w budownictwie 8 137 zł. Jednocześnie w branży wytwarzania i zaopatrywania w energię elektryczną, gaz, parę wodną i gorącą wodę wynagrodzenie wyniosło 11 071 zł.

W budownictwie inżynier zarabia do 12 000 zł, kierownik budowy do 20 000  zł, a projektant instalacji elektrycznych do 18 000 zł w zależności od doświadczenia i regionu. W przypadku FMCG i farmacji kierownik produkcji oraz kierownik logistyki mogą liczyć na wynagrodzenie do 22 000 zł, mechanik i elektryk do 10 000 zł podczas gdy operator wózka widłowego do 8 000 zł. W branży motoryzacyjnej pensja mechanika wynosi do 9 000 zł, operatora produkcji do 7 000, spawacza do 10 000, a inżyniera do 14000. W centrach dystrybucyjnych kierownik logistyki zarabia do 20 000, spedytor i brygadzista do 10 000, planista do 12 000. W przypadku pracowników „back office” wynagrodzenie menadżera marketingu wynosi do 22 000 zł, kierownika serwisu do 20 000 zł, specjalisty HR do 11 000 zł, księgowego natomiast do 13 000 zł. W centrach R&D kierownik działu projektowania zarabia do 30 000 zł, inżynier elektronik do 17 000 zł, lider ds. testów do 26 000 zł.Wynagrodzenie brutto Raport Manufacturing

Wynagrodzenia w sektorze rosną mniej dynamicznie niż rok temu, średnio o 4% dla stanowisk managerskich (rok wcześniej było to 6,9%), 7% dla specjalistycznych (9,4% rok wcześniej) i 9% dla wykwalifikowanych i niewykwalifikowanych pracowników produkcji (12% rok wcześniej). Najwyższy średni wzrost odnotowano w grupie automotive i produkcji urządzeń – o 7,6% (rok wcześniej było to 9%) oraz w centrach dystrybucyjnych – 7,1%, podobnie jak rok wcześniej. Najmniejszy dotyczy centrów badawczo-rozwojowych i centrów inżynieryjnych (2,4%, rok wcześniej 11,6%).

Retencja pracowników kluczowa dla sektora

Istotną przeszkodą w rozwoju sektora przemysłowego może być nasilająca się rotacja pracowników, która – jak wynika z tegorocznej edycji „Barometru Rynku Pracy” Gi Group Holding – dotyka już 32% badanych firm. Zmiany są widoczne we wszystkich rodzajach przedsiębiorstw, niezależnie od ich wielkości czy branży, przy czym zwiększony poziom rotacji odnotowują częściej największe podmioty (rok temu 83% z nich nie miało takiego problemu, w tym już tylko 40,2%) i sektor przemysłowy (38,6% – 47,1 p.p. r/r). Większe problemy z rotacją dotyczą wszystkich rodzajów stanowisk, przy czym częściej zgłaszane są one w przypadku pracowników niższego szczebla, szczególnie w sektorze przemysłowym (19%, wzrost o 11,3 p.p. r/r).

– Odsetek planujących zmienić pracę niepokojąco rośnie, przy czym po raz pierwszy od kilku lat jest on wyższy od odsetka zamierzających kontynuować zatrudnienie w obecnym miejscu. Głównym motywatorem zmiany są warunki płacowe, istotną rolę odgrywają także czynniki pozafinansowe, takie jak dobra atmosfera, life-work balance, możliwość rozwoju i podnoszenia kwalifikacji – komentuje Tomasz Tarabuła, dyrektor regionalny Gi Group Poland S.A.

Dalszy spadek liczby studentów wyższych szkół technicznych

Zjawiskiem niepokojącym dla branży przemysłowej jest systematycznie zmniejszający się odsetek studentów kształcących się na uczelniach technicznych.

W roku akademickim 2022/2023 liczba studentów na kierunkach technika, przemysł, budownictwo zmniejszyła się niemal o 5% w porównaniu do poprzedniego okresu. Największe spadki widoczne są w województwie opolskim (-9,3%), warmińsko-mazurskim (-8%) i łódzkim (-7,5%). Jedynym regionem, w którym przybyło studentów na uczelniach technicznych było województwo pomorskie (1,1%).Edukacja Raport Manufacturing

Na utrzymujący się spadek liczby studentów szkół technicznych warto patrzeć z perspektywy niedoborów kadrowych w branży przemysłowej, która od lat boryka się z pozyskaniem specjalistów, w szczególności średniego szczebla. Choć w tym roku mniejszy odsetek przedsiębiorstw skarży się na problemy z pozyskaniem pracowników, niepokój firm nie powinien dziwić, gdyż planują one przecież w perspektywie wieloletniej. Coraz istotniejsze staje się więc promowanie branży, która zapewnia atrakcyjny rozwój zawodowy, szczególnie w kontekście wykorzystania nowoczesnych technologii – komentuje Joanna Ciężkowska, współautorka raportu, Brand Manager Grafton Recruitment.

40,1 proc. badanych uważa, że inwestowanie w kryptowaluty jest w Polsce bezpieczne

Według najnowszego badania opinii publicznej, 40,1% społeczeństwa uznaje inwestowanie w kryptowaluty w Polsce za bezpieczne. 32,1% Polaków ma odmienne zdanie, a 27,8% rodaków nie potrafi się określić w tej kwestii. W pierwszej grupie dominują mężczyźni. Są to najczęściej osoby w wieku 18-24 lat, z miesięcznym dochodem netto w wysokości 7000-8999 zł. Biznes cyfrowalutowy nie budzi natomiast zaufania głównie wśród kobiet, seniorów oraz ankietowanych uzyskujących co miesiąc 1000-2999 zł na rękę.

Jak wynika z sondażu UCE RESEARCH i ARI10, 40,1% Polaków uważa, że inwestowanie w kryptowaluty w naszym kraju jest bezpieczne. Z kolei 32,1% rodaków jest przeciwnego zdania. – Patrząc na pojawiające się w mediach nagłówki, dotyczące kryptowalut, można odnieść wrażenie, że skoro dwie piąte rodaków uważa je za bezpieczne, to całkiem niezły wynik. Do tego biorąc pod uwagę to, jak negatywnymi informacjami zazwyczaj są „bombardowani” odbiorcy mediów, trudno dziwić się, że jedna trzecia Polaków postrzega waluty cyfrowe jako niebezpieczne – mówi prawnik Mateusz Kara, jeden ze współautorów badania, ekspert rynku cyfrowalutowego z ARI10.

Ponadto ekspert wyjaśnia, że ryzyko inwestycyjne w kryptowalutach można rozumieć na dwa sposoby. Pierwsze związane jest z samą inwestycją. Należy jednak zauważyć, że inwestując w waluty cyfrowe, często ryzykujemy bardziej niż na tradycyjnych rynkach. Jednocześnie mamy szanse na zdecydowanie większe zyski.

– Drugie ryzyko, które przykleiło się do walut cyfrowych, a de facto nigdy nie jest inwestycją w kryptowaluty, stanowią oszuści. Działają oni z ramienia platform inwestycyjnych, które oferują zwroty w zamian za poświęcony kapitał. Ta opcja jest szczególnie niebezpieczna dla nowych osób na rynku, bo przez manipulacje i brak elementarnej wiedzy są bardzo łatwo sterowani. Najgorsze jest to, że poświęcają swoje środki, a czerwona lampka zapala im się dopiero, gdy zainwestowane pieniądze są już dawno na kontach oszustów. Dlatego uważam, że powinniśmy bardziej edukować Polaków w tej kwestii – alarmuje Jakub Martenka, drugie ze współautorów badania.

Do tego analitycy z UCE RESEARCH informują, że 27,8% Polaków nie potrafi ocenić, czy inwestowanie w kryptowaluty w Polsce jest bezpieczne. – Powszechny brak opinii można wyjaśnić głównie niewiedzą. Dla wielu osób kryptowaluty wciąż są dużą nowością, chociaż na naszym rynku są od naprawdę wielu lat. Jeśli przeciętny Kowalski sam nie zainteresuje się tematem i nie zgłębi go w przestrzeni internetowej, to w drukowanej prasie nie znajdzie informacji z tego zakresu. Ewentualnie może trafić na artykuł o kryptowalutach w czasopiśmie z branży finansów. Czy to wystarczy? Jak widać po wynikach badania, zdecydowanie nie – przekonuje Mateusz Kara.

Do tego ekspert z ARI10 dodaje, że świadomość Polaków o inwestowaniu jest dość ograniczona. – Jako społeczeństwo jesteśmy przyzwyczajeni do oszczędzania, ale nie wyrobiliśmy sobie chęci do inwestowania. Ostrożność jest naturalna, ale po wstępnej analizie danego przypadku warto wyciągnąć pierwsze wnioski, które mogą skierować nas albo do inwestowania, albo do rezygnacji z inwestycji. W tym miejscu trzeba też dodać, że właściwie na każdym rynku bezpieczeństwo zależy od tego, czy inwestor ma o nim pojęcie – zwraca uwagę ekspert rynku cyfrowalutowego.

Mateusz Kara przewiduje, że już niedługo część niezdecydowanych osób może przekonać się do kryptowalut. – Sprzyjać temu będą pojawiające się regulacje i aktywności. Niedawno w Ministerstwie Finansów odbyła się konferencja dotycząca projektu ustawy o kryptoaktywach. Polska jest zobligowana do wprowadzenia unijnego rozporządzenie MiCA. To ma pomóc wytworzyć jednolity rynek, a jednocześnie go ucywilizować i zwiększyć bezpieczeństwo. Natomiast zakładam, że połowa nieświadomych Polaków nie zgłębi tematu i pozostanie neutralna w stosunku do tego tematu. Takie osoby dalej będą myślały bardziej o zabezpieczaniu swoich środków niż o inwestowaniu w niepewne – z ich perspektywy – aktywo – prognozuje Jakub Martenk, ekspert rynku kryptowalut z ARI10.

O tym, że inwestowanie w kryptowaluty w Polsce jest bezpieczne, częściej mówią mężczyźni niż kobiety – 48,5% vs. 31,9%. Takie stanowisko zajmują głównie osoby w wieku od 18 do 24 lat – wśród nich 60,2%, z miesięcznym dochodem netto 7000-8999 zł – 58,3%, a także z podstawowym wykształceniem – 47,6%. Są to zazwyczaj mieszkańcy miast liczących od 200 tys. do 499 tys. ludności – 47%.

– Jeśli chodzi o płeć, uważam, że mężczyźni z natury wykazują się większą chęcią podejmowania ryzyka niż kobiety. Widzimy to też po naszych innych analizach. Gdy z kolei spojrzymy na wynik związany z wiekiem respondentów, zauważymy, że osoby mające od 18 do 24 lat, nie napotykają na żadne trudności z dotarciem do informacji o kryptowalutach w świecie online. Pojawiają się one już nawet w ich rozmowach z rówieśnikami na temat przeszłości – analizuje Jakub Martenka.

Z badania wiadomo też, że inwestowanie w kryptowaluty w Polsce częściej nie jest uważane za bezpieczne przez kobiety niż przez mężczyzn – 33,8% vs. 30,3%. Takie zdanie mają przede wszystkim osoby w wieku od 75 do 80 lat – wśród nich 50%, z miesięcznym dochodem netto 1000-2999 zł – 39,5%, jak również z wyższym wykształceniem – 35,7%. Dotyczy to głównie mieszkańców miast liczących od 100 tys. do 199 tys. ludności – 36,3%.

– Wraz ze wzrostem wieku spada otwartość na tzw. nowinki technologiczne i powstaje luka w wiedzy poznawczej. Nie dziwi więc największy brak zaufania w grupie osób w podeszłym wieku, w tym emerytów, którzy mogą odbierać kryptowaluty jako niepewną inwestycję. Do tego często mogą nawet nie wiedzieć, czym dokładnie one są. Natomiast jeżeli chodzi o przedział dochodu, wynik nie jest dla mnie zaskoczeniem. Zwyczajnie ww. osoby nie mają środków na tego typu aktywność – podsumowuje Jakub Martenka z ARI10.

***
Opis metody badawczej

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i ARI10 na próbie 1016 dorosłych Polaków.

Zarząd PKP CARGO złożył wniosek do sądu o otwarcie postępowania sanacyjnego

Postępowanie sanacyjne (uzdrowieniowe) jest przeciwieństwem upadłości. Ma ono na celu uratowanie przedsiębiorstwa i długoterminowe przywrócenie mu płynności i konkurencyjności, przy jednoczesnym zachowaniu jak największej liczby potrzebnych miejsc pracy. 

Zarząd PKP CARGO S.A. w dniu 27 czerwca 2024 r. złożył wniosek w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy o otwarcie w stosunku do PKP CARGO S.A. postępowania sanacyjnego, o którym mowa w przepisach ustawy z dnia 15.05.2015 r. Prawo restrukturyzacyjne (Dz.U. 2022, poz. 2309).

PKP CARGO S.A. nie posiada zdolności upadłościowej (jako podmiot utworzony ustawą). Niestety jednak Spółka jest w stanie przestać funkcjonować, jeśli utraciłaby płynność finansową, co w praktyce wiązałoby się z utratą miejsc pracy przez większość pracowników. Sanacja jest jedyną skuteczną drogą, która daje realną szansę na przetrwanie. Szczególnie w sytuacji braku porozumienia ze stroną społeczną. Sanacja pozwoli na utrzymanie potrzebnych miejsc pracy, przywrócenie konkurencyjności Spółki na rynku i jej długoterminowy rozwój.

Decyzję o złożeniu wniosku Zarząd podjął mając na względzie najlepszy interes Spółki, jak też jej pracowników oraz akcjonariuszy. W ocenie Zarządu proces restrukturyzacji pod nadzorem sądu umożliwi kontynuowanie działalności operacyjnej w celu osiągnięcia jak najlepszych efektów dla wierzycieli, pracowników i akcjonariuszy.

Jeśli Sąd przychyli się do wniosku, z dniem otwarcia postępowania sanacyjnego zostanie ustanowiony zarządca, który będzie nadzorował prace Zarządu Spółki. Organy Spółki (Zarząd i Rada Nadzorcza) będą działać w zakresie swoich kompetencji. PKP CARGO S.A. pozostaje notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Przyczyny dramatycznej sytuacji PKP CARGO

Fatalne zarządzanie doprowadziło PKP CARGO do krawędzi. Spółka jest warta niemal 5 razy mniej niż w dniu debiutu giełdowego nieco ponad 10 lat temu. Zadłużenie i koszty są rekordowo wysokie, a przychody, ilość realizowanej pracy przewozowej i co za tym idzie udziały w rynku rekordowo niskie. Sanacja jest dziś jedyną szansą na uratowanie Spółki, przywrócenie jej konkurencyjności i na rozwój w przyszłości – mówi dr Marcin Wojewódka, p.o. Prezesa PKP CARGO S.A.

Główna przyczyna dramatycznej kondycji PKP CARGO to złe zarządzanie w ostatnich latach. Pomimo utraty rynku i kontraktów, spadających realnych przychodów, rosły koszty i wynagrodzenia, inwestowano i wydawano pieniądze, których Spółka nie miała. Koszty rosły dynamicznie po 2021 roku, do blisko 5,15 mld zł w zeszłym roku, a zobowiązania Spółki z 2,2 mld zł w dniu debiutu (październik 2013) do 5,18 mld zł obecnie.

Natomiast przychody PKP CARGO S.A sukcesywnie spadają od 2018 roku, w  cenach stałych (czyli bez uwzględnienia inflacji) z 5,18 mld zł do 3,8 mld zł w  2023 roku.

Istotnie zmalał też udział w rynku mierzony pracą przewozową (liczba przejechanych km) – z niemal 60% w 2013 roku do mniej niż 30% w I kwartale 2024 roku. Udział w rynku liczony masą towarową spadł z 49% w 2013 roku do 30% w I kwartale 2024 roku.

Sytuację PKP CARGO S.A dramatycznie pogorszyła polityczna decyzja z 2022 roku o realizacji rządowego zlecenia na transport węgla. Związane z nim porzucenie innych kontraktów negatywnie wpłynęło na kondycję i sytuację finansową Spółki w kolejnych latach.

Pracownicy i wierzyciele

Zarząd Spółki od wielu tygodni prowadził rozmowy ze stroną społeczną. Nie zakończyły się one jednak porozumieniem. Koszty pracownicze Spółki są wysokie i rosną, pomimo utraty rynku i braku pracy dla zatrudnionych. W zeszłym roku sięgnęły prawie 2 mld zł.

Otwarcie postępowania sanacyjnego wpływa na stosunki pracy i wywołuje w  zakresie praw i obowiązków pracowników i pracodawcy takie same skutki jak ogłoszenie upadłości, przy czym uprawnienia syndyka wykonuje zarządca.

Dotychczas, dzięki rozmowom Zarządu PKP CARGO S.A. z innymi przewoźnikami, w tym Polregio czy PKP Intercity, kilkuset pracowników podejmie zatrudnienie w  innych podmiotach kolejowych.

Z dniem otwarcia postępowania sanacyjnego mienie służące prowadzeniu przedsiębiorstwa oraz mienie należące do dłużnika stają się masą sanacyjną. Skierowanie egzekucji do majątku dłużnika wchodzącego w skład masy sanacyjnej oraz wykonanie postanowienia o zabezpieczeniu roszczenia lub zarządzenia zabezpieczenia roszczenia na tym majątku jest niedopuszczalne po dniu otwarcia postępowania sanacyjnego. Postępowania sanacyjne kończy się porozumieniem z wierzycielami. Należności wierzycieli zostaną uregulowane w uzgodnionej części. Zarząd Spółki we współpracy z zarządcą dołożą wszelkich starań, by skutecznie wdrożyć plan naprawczy i wypracować porozumienie z  wierzycielami Spółki.

Ceny nowych mieszkań – czerwiec 2024 (wstępne dane)

W czerwcu w większości największych miast zwiększyła się oferta nowych mieszkań w segmencie popularnym, co zatrzymało wzrost średniej ceny metra kwadratowego. Wprawdzie poszła ona w górę w Warszawie, Łodzi i miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, ale nie z powodu podwyżek cen lokali będących już od jakiegoś czasu w ofercie firm deweloperskich – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Ministerstwo Rozwoju i Technologii właśnie zakomunikowało, że „Kredyt mieszkaniowy na#Start” może pojawić się w ofercie banków nie wcześniej niż w 2025 r.  Problem w tym, że resort nie daje gwarancji, że tak się stanie – zauważa Marek Wielgo, ekspert  portalu RynekPierwotny.pl.

Zbyt długie odwlekanie decyzji w sprawie nowego programu wsparcia kredytobiorców stawia pod znakiem zapytania dalszy wzrost podaży nowych mieszkań, a w konsekwencji poprawę ich dostępności dla nabywców posiłkujących się kredytem.

Ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w drugim kwartale br. deweloperzy wprowadzili na rynki w siedmiu największych metropoliach o ponad jedną czwartą mniej mieszkań niż w pierwszych trzech miesiącach tego roku. Przy czym w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, Poznaniu i Trójmieście nowa podaż spadła aż o ponad 40%! Deweloperzy zareagowali w ten sposób na równie gwałtowny spadek sprzedaży w tym okresie.

Dla nikogo nie jest zaskoczeniem, że po wygaśnięciu programu „Bezpieczny Kredyt 2%” kupujących nowe mieszkania przez jakiś czas będzie mniej. Firmy deweloperskie najwyraźniej liczyły jednak na szybki powrót klientów, dzięki poprawie dostępności kredytów udzielanych przez banki na warunkach rynkowych oraz nowemu programowi wsparcia kredytobiorców. Tymczasem maj przyniósł spadek liczby wniosków o kredyty mieszkaniowe. W dodatku prawdopodobnie wiele osób wstrzymało się z zakupem mieszkania w oczekiwaniu na korzystniejsze warunki kredytowe.

Na razie sytuacja układa się po myśli potencjalnych nabywców. Także w czerwcu w większości metropolii minimalnie wzrosła oferta (wyjątkiem było Trójmiasto), a w konsekwencji także konkurencja między deweloperami. Pojawiły się więc dawno niewidziane promocje w postaci nawet kilkuprocentowych rabatów czy gratisów typu komórka lokatorska lub miejsce w garażu. Niektóre firmy proponują też system odroczonej płatności, który polega na tym, że nabywca może wpłacić 80% ceny mieszkania dopiero przy jego odbiorze.

Szczególnie cieszy jednak to, że w ostatnich dwóch miesiącach deweloperzy zaczęli wprowadzać na rynek więcej mieszkań w segmencie popularnym, co zatrzymało wzrost średniej ceny metra kwadratowego.

Według wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl, w Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście i Poznaniu (drugi miesiąc z rzędu) średnia cena m kw. utrzymała poziom z maja. Pamiętajmy jednak, że sytuacja na rynkach mieszkaniowych jest wciąż dynamiczna. W skali miesiąca średnia cena m kw. może wzrosnąć, jeśli na rynek trafi pula drogich – jak na dany rynek – lokali. W czerwcu przykładem tego są Warszawa oraz miasta wchodzące w skład Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Odnotowano tam 1% podwyżkę średniej ceny metra kwadratowego mieszkań dostępnych w ofercie firm deweloperskich. Warto przypomnieć jednak, że w stolicy poprzednie dwa miesiące były okresem stabilizacji, zaś w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii trwała ona trzy miesiące z rzędu.Wyk.1 - Ceny mieszkań - czerwiec 2024-cena m kwM

W Łodzi natomiast ceny nowych mieszkań w przeliczeniu na metr kwadratowy rosną nieprzerwanie od trzech miesięcy, a w czerwcu średnia poszybowała w górę o 2%. Tym samym Łódź objęła prowadzenie w wyścigu o miano tegorocznego lidera podwyżek. Od początku roku średnia cena metra kwadratowego wzrosła w tym mieście aż o 7%.  Miejsce na podium utrzymały Poznań i Wrocław. Średnia od początku 2024 roku poszła tam w górę o 6%. W Warszawie i Krakowie z kolei ceny podskoczyły w ciągu sześciu miesięcy o 5%, zaś w Trójmieście i Górnośląsko – Zagłębiowskiej Metropolii – o 2%.

Wyk.2 - Ceny mieszkań - czerwiec 2024-cena m kwR

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl wyjaśniają, że deweloperzy sporadycznie podnoszą ceny mieszkań, które już od jakiegoś czasu są w ich ofercie. Równocześnie wciąż rozpoczynają oni nowe inwestycje, a wśród nich są mieszkania adresowane do zamożnych klientów. Na przykład w Warszawie jeden z deweloperów wprowadził do sprzedaży dość dużą pulę mieszkań w cenie średnio ok. 38 tys. zł za metr kwadratowy. Dla porównania w siedmiu innych nowych inwestycjach ceny wahały się średnio od 12,4 tys. do 17,1 tys. zł za metr. Także w Łodzi pojawiły się stosunkowo drogie mieszkania. W nowych inwestycjach kosztowały one średnio ponad 11,5 tys. zł za metr kwadratowy. Równocześnie znikały najtańsze. To tłumaczy, dlaczego wzrosła średnia tych, które zostały w ofercie. Wyk.3 - Średnie ceny lokali wprowadzonych i sprzedanych

Wyniki wyborów we Francji nie rozwiewają niepewności

Polityka pozostaje w świetle jupiterów rynku finansowego. Pierwsza debata prezydencka w USA wysunęła Donalda Trumpa na wyraźne prowadzenie w wyborczych sondażach. Pierwsza tura wyborów parlamentarnych we Francji przyniosła zaś zgodne z oczekiwaniami wyniki – na rozstrzygnięcie przyjdzie nam poczekać do najbliższej niedzieli. W międzyczasie do urn pójdą Brytyjczycy, którzy – podobnie jak Francuzi – wybiorą przedstawicieli swojego parlamentu. W tych interesujących okolicznościach jak dotąd nieźle radzi sobie złoty.

Kluczowe punkty:

  • Zmienność na rynku walutowym dyktowana była w dużej mierze przez wydarzenia na arenie politycznej.
  • Euro nieznacznie zyskuje na możliwości zawieszonego parlamentu we Francji po pierwszej turze wyborów.
  • Kiepski występ Bidena w debacie zwiększa szanse Trumpa na reelekcję.
  • W brytyjskich wyborach parlamentarnych w czwartek spodziewana jest bezwzględna większość Partii Pracy.
  • Za wcześnie na cięcie stóp RPP, czwartkowa konferencja prasowa prezesa Glapińskiego może jednak zwiększyć zmienność.
  • W najbliższych dniach, poza wydarzeniami politycznymi, rynek skupi się na danych inflacyjnych ze strefy euro oraz piątkowych danych NFP z USA.

Pierwszą turę wyborów parlamentarnych we Francji zgodnie z oczekiwaniami wygrało skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe (RN), drugie miejsce zajął lewicowy Nowy Front Ludowy (NFP), centrowa partia Macrona (Ensemble) była zaś zaledwie trzecia. Wydaje się, że żadna z partii nie uzyska bezwzględnej większości, choć ostateczną odpowiedź na tę kwestię poznamy dopiero w poniedziałek (08.07), kiedy ogłoszone zostaną wyniki drugiej tury. W początkowych godzinach handlu azjatyckiego euro nieznacznie zyskało, jako że wyniki pierwszej tury okazały się w dużej mierze zgodne z sondażami i oczekiwaniami rynkowymi. Być może to również wyraz ulgi, że dążąca do fiskalnej rewolucji lewica nie zdobyła większego poparcia, niż przewidywano.

Na arenie politycznej działo się wiele, odbyła się bowiem także debata prezydencka w USA, którą Biden z kretesem przegrał. Trump zdecydowanie wysunął się na prowadzenie w sondażach, wydarzenie to nie wpłynęło jednak istotnie na rynek walutowy.

W tym tygodniu uwaga inwestorów w dalszym ciągu będzie skupiona na polityce – przepychanki we Francji przed drugą turą wyborów parlamentarnych w tę niedzielę (07.07), możliwość, że Biden zrezygnuje z ubiegania się o fotel prezydencki, i wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii w czwartek (04.07) sprawiają, że zmienność na rynku walutowym może być znacznie podniesiona. Dodatkowo we wtorek (02.07) opublikowane zostaną wstępne odczyty inflacji w strefie euro w czerwcu, w piątek (05.07) zaś raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy. W czwartek (04.07) płynność zmniejszy amerykański Dzień Niepodległości, będzie to bowiem dzień wolny od handlu w USA. Szykuje się niełatwy tydzień.

PLN

Poprawa sentymentu do ryzyka pozwoliła złotemu na kontynuację odrabiania strat i odnotowanie lepszych wyników niż inne waluty regionu. Kurs EUR/PLN powrócił do poziomu 4,30 po tym, jak wyniki wyborów we Francji wsparły rynkowe nastroje. Ubiegłotygodniowe odczyty ekonomiczne z Polski były mieszane. Sprzedaż detaliczna była nieco słabsza, niż oczekiwano – w ujęciu realnym spadła w maju nieznacznie względem poprzedniego miesiąca. Wcześniejsze odczyty również wskazywały na słabe momentum gospodarcze i wspierały tezę, że konsumpcja w tym roku nie doświadczy raczej istotnego wzrostu. Jednocześnie dane te nie pozwalają obecnie w pełni ocenić aktywności gospodarstw domowych.

Powolne ożywienie gospodarcze jest jednak pozytywne pod kątem inflacji. Obecne odczyty dynamiki cen są stosunkowo dobre – ubiegłotygodniowe dane wykazały jej minimalny wzrost do 2,6% w czerwcu. Miesięczna zmiana cen wyniosła +0,1%, jak poprzednio. Od lipca – ze względu na odmrożenie cen energii – dynamika cen istotnie jednak wzrośnie i najpewniej przekroczy górną granicę przedziału NBP (2,5% ± 1 pp.).

W tym tygodniu uwaga skupi się na posiedzeniu RPP, którego wynik zostanie ogłoszony w środę (03.07). Obniżka stóp procentowych jest wciąż wykluczona i wydaje się, że dużo za wcześnie jest również na dyskusje o rozluźnianiu polityki monetarnej. Będziemy uważnie śledzić reakcję RPP na ostatnie zmiany cen energii i oznaki słabego momentum ekonomicznego. Istotne będą również nowe projekcje makroekonomiczne. Nie spodziewamy się, by jastrzębia komunikacja banku uległa w lipcu dużym zmianom, konferencja prasowa prezesa Adama Glapińskiego w czwartek (04.07) może jednak przynieść większą zmienność kursu EUR/PLN.

EUR

W porównaniu do zamknięcia handlu w piątek euro umocniło się nieznacznie względem większości walut – reakcja na rynku obligacji była dość ograniczona, a inwestorzy stosunkowo pozytywnie przyjęli wyniki niedzielnych wyborów parlamentarnych we Francji. Partia Le Pen zdobyła najwięcej głosów, nie zdoła jednak raczej uzyskać absolutnej większości w drugiej turze. Zarówno brak większości lewicy, jak i wysokie prawdopodobieństwo zawieszonego parlamentu mogłyby być dla wspólnej waluty korzystne, jako że rynki spodziewają się w takiej sytuacji polityki podatkowej i migracyjnej bliskiej obecnemu status quo.

W tym tygodniu istotne będą nie tylko wydarzenia na arenie politycznej, ale i dane makroekonomiczne oraz polityka monetarna – opublikowane zostaną bowiem wstępny odczyt czerwcowej inflacji (wtorek 02.07) oraz minutki z czerwcowego posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego (czwartek 04.07). Przygotujmy się na zmienność.

USD

Przechylenie szali na korzyść Trumpa po ubiegłotygodniowej debacie i katastrofalnym wystąpieniu Bidena powinno mieć pozytywny wpływ na dolara – rynki wiążą wygraną Trumpa z bardziej protekcjonistyczną polityką, która stawia interesy USA wyżej niż reszty świata. Brak silnej aprecjacji dolara względem większości walut po tym wydarzeniu może wskazywać na to, że waluta jest już obecnie wysoko wyceniana.

W środę (03.07) opublikowane zostaną minutki z ostatniego posiedzenia FOMC. Istotniejsze powinny okazać się jednak dane z rynku pracy, w szczególności raport NFP za czerwiec (piątek 05.07), który może potwierdzić obserwowane ostatnio oznaki stonowanego spowolnienia na rynku pracy i pozwolić określić perspektywy cięć stóp procentowych Rezerwy Federalnej w pozostałej części roku. Biorąc pod uwagę, że wyceniane są w tym roku dwie niepełne obniżki, a dolar jest na bardzo wysokich poziomach, przestrzeń na rozczarowanie jest naszym zdaniem niewielka.

GBP

Spośród trzech istotnych w tym tygodniu frontów politycznych brytyjski budzi najmniej niepewności. Wszystkie sondaże są zgodne: Partia Pracy zdobędzie bezwzględną większość. Spodziewamy się, że na funta wpłyną drugorzędne konsekwencje wyborów. Bardzo duża większość laburzystów będzie umiarkowanie pozytywna dla funta, ponieważ rynki mogą usunąć wtedy większą część premii za ryzyko, mając nadzieję na poprawę stosunków z Unią Europejską. Lepszy od oczekiwań wynik partii Reform UK będzie miał zaś przeciwny efekt, szacuje się jednak, że partia Nigela Farage’a zdobędzie niewiele mandatów.

Inwestorzy prawdopodobnie zignorują szereg drugorzędowych odczytów makroekonomicznych, koncentrując się na kwestiach politycznych.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

8/10 Polaków planuje wyjazd wypoczynkowy w trakcie wakacji. Co 3 planuje podróż za granicę

Coraz więcej Polaków wyraża optymizm w kwestii finansów osobistych. Chociaż nadal większość konsumentów spodziewa się wzrostu cen najczęściej kupowanych produktów, to jednocześnie już 50 proc. Polaków deklaruje posiadanie pieniędzy na koniec miesiąca. Zbliżający się sezon letni to dla większości z nas okres wyjazdów wypoczynkowych. Czterech na dziesięciu uczestników badania “Consumer Signals” firmy doradczej Deloitte planuje w trakcie urlopu pobyt w hotelu, a połowa ankietowanych na wakacje zamierza pojechać pociągiem.

55. odsłona badania Deloitte Consumer Signals została przeprowadzona pod koniec maja b.r. Jednym z weryfikowanych obszarów były preferencje konsumenckie związane ze zbliżającym się sezonem wakacyjnym. Podobnie jak w ubiegłym roku, planujący wyjazd wypoczynkowy stanowią ok. 80 proc. badanych. Co czwarty z nas urlop chce spędzić z bliską osobą, a 23 proc. planuje w tym czasie wizytę w miejscach historycznych i kulturowych.

Z planów urlopowych najczęściej rezygnujemy ze względów finansowych. 73 proc. z osób, które nie wybierają się na urlop, jako główną przyczynę takiej decyzji wskazało brak środków. Stanowi to jednak o 7 p.p. mniejszy odsetek niż w roku ubiegłym. 22 proc. osób (+ 5 p.p. r/r) z tej grupy stwierdziło, że pieniądze, jakie przeznaczyłaby na urlop, zamierza wykorzystać w innym celu.

Zdecydowani na wyjazd wypoczynkowy najczęściej wybierają się do miejsc położonych daleko od miejsca zamieszkania (31 proc. odpowiedzi). 23 proc. przedstawicieli tej grupy (- 3 p.p. r/r) wyszukuje niskobudżetowe okazje i do nich dostosowuje swoje plany wakacyjne, natomiast 13 proc. (-1 p.p. r/r) kieruje się przede wszystkim chęcią odwiedzenia danego miejsca.

Miesiące letnie to dla Polaków tradycyjnie czas urlopu wypoczynkowego. Co istotne, w tym roku znacząco zmniejszył się odsetek rezygnujących z wypoczynku ze względów finansowych. Jednocześnie coraz więcej osób środki, jakie wydałoby na urlop, planuje przeznaczyć na inne cele, np. wakacyjny remont. Może to oznaczać, że część polskich konsumentów wakacje planuje poza szczytowym sezonem – mówi dr Aleksander Łaszek, starszy menadżer, zespół ds. analiz ekonomicznych, Deloitte.

28 proc. wszystkich polskich ankietowanych w ramach urlopu wybiera się w zagraniczną podróż samolotem (+3 p.p. r/r). Najpopularniejszym wakacyjnym środkiem transportu pozostaje jednak pociąg, którym przemieszczać się zamierza co drugi badany. Jeśli chodzi o nocleg, najchętniej wybieramy hotel (42 proc., +2 p.p. r/r), drugą w kolejności opcją jest wynajem apartamentu lub domku wakacyjnego (33 proc., +3 p.p. r/r).

Rosnący optymizm Polaków, choć niepokój jest nadal mocno widoczny

Nastroje Polaków dotyczące indywidualnej sytuacji finansowej poprawiły się w porównaniu z poprzednią edycją badania. Osoby deklarujące posiadanie pieniędzy na koniec miesiąca stanowią 50 proc. ankietowanych (o 3 p.p. więcej niż miesiąc wcześniej). Do 29 proc. (-2 p.p. m/m) spadł odsetek obawiających się o swoją zdolność do regulowania bieżących płatności. 42 proc. Polaków wskazuje na pogorszenie indywidualnej sytuacji finansowej, co oznacza spadek o 2 p.p. w porównaniu z poprzednim miesiącem. Coraz mniej osób obawia się także o stan swoich oszczędności – obecnie stanowią oni 36 proc. badanych (-2 p.p. m/m). O 3 p.p. wzrósł z kolei odsetek oczekujących poprawy osobistej sytuacji finansowej w trakcie najbliższego roku. Na niezmienionym poziomie pozostaje odsetek osób, których nie stać na niespodziewane wydatki (52 proc.). Spodziewający się wzrostu przychodów lub pozostania ich na obecnym poziomie stanowią z kolei 48 proc. wszystkich badanych ( -2 p.p. m/m). Niezmiennie trzech na czterech Polaków przewiduje wzrost cen najczęściej kupowanych produktów.

Zbadano również oczekiwania respondentów w zakresie zmian cen poszczególnych kategorii produktów. Wzrost cen żywności i napojów przewiduje 69 proc. polskich konsumentów, czyli o 4 p.p. mniej niż miesiąc wcześniej. O 2 p.p., do poziomu 71 proc., spadł odsetek zakładających podwyżki cen paliw. 66 proc. (-3 p.p. m/m) ankietowanych spodziewa się wyższych cen alkoholu i papierosów. Mniej optymistyczne nastroje widać w prognozach dotyczących opłat za media domowe (których wzrost przewiduje 80 proc. Polaków, +4 p.p. m/m) oraz odzież (61 proc., +1 p.p. m/m). Na niezmienionym poziomie pozostaje odsetek zakładających wyższe ceny w restauracjach (73 proc.).

Niepokoje dotyczące cen dotyczą nie tylko Polski, ale również innych krajów. Największy odsetek respondentów obawiających się dalszych wzrostów cen najczęściej kupowanych produktów i usług odnotowano w Australii (85 proc.), Portugalii (84 proc.), Hiszpanii (82 proc.) i RPA (81 proc.). Na drugim krańcu zestawienia znajdują się: Korea Południowa (65 proc.), Arabia Saudyjska (63 proc.), Japonia (62 proc.) oraz Chiny (39 proc.).

Poprawiający się wskaźnik optymizmu polskich konsumentów w kwestii finansów osobistych z pewnością stanowi dobrą wiadomość dla branży turystycznej i szerzej dla branży konsumenckiej. Spadający odsetek osób obawiających się o zdolność do regulowania bieżących płatności może sugerować, że polscy konsumenci mogą w najbliższym czasie nieco luźniej podchodzić do kwestii wydatków, np. podczas wakacji. Z drugiej strony niemal trzy czwarte badanych jest świadomych możliwego wzrostu cen w restauracjach. Polscy turyści wiedzą więc, że wakacyjna wizyta w lokalu gastronomicznym może stanowić niemały wydatek – mówi Anna Rączkowska, partner w dziale Doradztwa Podatkowego, Deloitte.

O badaniu

Najnowsza wersja badania została przeprowadzona na przełomie maja i czerwca 2024 r. Była to 55. edycja przeprowadzona globalnie i 46., w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali mieszkańców 20 krajów, oprócz Polski byli to obywatele: Arabii Saudyjskiej, Australii, Brazylii, Kanady, Chin, Holandii, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Indii, Japonii, Korei Południowej, Meksyku, Portugalii, RPA, Włoch, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Agnieszka Siuzdak-Zyga i Maciej Strzelecki dołączają do zarządu Grupy Agora

Od 28 czerwca 2024 r. zarząd Grupy Agora – jednej z największych w Polsce firm medialnych – działa w nowym składzie. Dołączyli do niego Agnieszka Siuzdak-Zyga, prezeska spółki Gazeta.pl oraz Maciej Strzelecki, prezes Grupy Eurozet. 

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Agory, które zebrało się w piątek, 28 czerwca br., powołało zarząd Grupy Agora na nową, 5-letnią kadencję. Zasiądą w nim jego dotychczasowi członkowie: Bartosz Hojka, Anna Kryńska-Godlewska, Tomasz Jagiełło i Wojciech Bartkowiak, a także powołani do zarządu nowej kadencji Agnieszka Siuzdak-Zyga, prezeska spółki Gazeta.pl i Maciej Strzelecki, prezes Grupy Eurozet.

Agnieszka Siuzdak-Zyga jest prezeską spółki Gazeta.pl od kwietnia br. Z mediami cyfrowymi jest związana od początku swojej kariery zawodowej. Pracę w Agorze rozpoczęła w 2006 r. w „Gazecie Wyborczej”, po czym związała się z Gazeta.pl. Do 2018 r. jako dyrektor ds. wzrostu biznesu contentowego współtworzyła kierunki rozwojowe Gazeta.pl, testowała nowe możliwości biznesowe oraz odpowiadała m.in. za marketing, SEO oraz analizy biznesowe. W październiku 2018 r. objęła stanowisko dyrektora pionu Gazeta.pl, odpowiadając za zarządzanie tym obszarem, wynik finansowy oraz biznesowy rozwój portalu. Od 5 sierpnia 2021 r. do 31 sierpnia 2022 r. była członkinią zarządu Agory, a od grudnia 2023 r. pełniła funkcję prokurentki spółki.

Maciej Strzelecki jest prezesem Eurozetu od lutego 2023 r., a od lipca 2013 r. kieruje Grupą Radiową Agory. Z radiem związany jest od 1994 r., kiedy ruszyła współtworzona przez niego stacja radiowa Stowarzyszenia Jowisz w Jeleniej Górze – Radio Jowisz. W Agorze pracuje od 2001 r. Początkowo zarządzał stacjami radiowymi w Jeleniej Górze i Wałbrzychu, następnie był dyrektorem operacyjnym regionu śląskiego Grupy Radiowej, później – regionu centralnego. W 2005 r. został powołany do zarządu Grupy Radiowej Agory. Pod jego kierownictwem, dzięki reorganizacji sprzedaży lokalnej oraz rozwojowi działalności brokerskiej na rynku agencyjnym, Grupa Radiowa Agory odnotowała istotny wzrost udziału w rynku reklamy radiowej i wzrost przychodów.

Jak bardzo rynek boi się wyborów we Francji?

Rynek na moment odsuwa na bok dane makro i decyzje banków centralnych. Wchodzimy w fazę wyborów parlamentarnych we Francji. Dodatkowo na początku lipca zaplanowane jest analogiczne wydarzenie w Wielkiej Brytanii. Czy możemy spodziewać się politycznego „trzęsienia ziemi”. Zmienność na euro, funcie oraz europejskich giełdach może być w przyszłym tygodniu podwyższona. Istnieje realne zagrożenie mocnych spadków indeksów ze Starego Kontynentu. Już silną reakcję widzieliśmy po wynikach wyborów do europarlamentu po 9 czerwca. Potem mieliśmy uspokojenie nastrojów. Francuski CAC40 po odreagowaniu w poprzednim tygodniu, ten może zaliczyć do straconych. Notowania wyrównały minima ustanowione 17 czerwca.

Wybory parlamentarne we Francji najprawdopodobniej w zdecydowany sposób wpłyną na zmianę układu sił. Największego kryzysu można byłoby się spodziewać, gdyby zwyciężył lewicowy sojusz, ponieważ budżet krajowy wówczas stałby się jeszcze bardziej niepewny, ponieważ obietnice polityków tej frakcji mogłyby być wówczas zrealizowane. Z kolei dominacja prawicowych populistów mogłaby spowodować konflikty na poziomie Unii Europejskiej. Kryzys zadłużenia w takiej opcji byłby mniej ryzykowny. Dojście do władzy ugrupowań prawicowych spowodowałby, że politycy tej frakcji chcieliby aby kolejne wybory prezydenckiej (za 3 lata) padły łupem ich przedstawiciela.

Równowaga sił we francuskim parlamencie ulegnie prawdopodobnie znaczącej zmianie. Według sondaży, zarówno prawicowi populiści, jak i lewicowy „Nowy Front Ludowy” otrzymają znacznie więcej głosów niż w ostatnich wyborach dwa lata temu. Z kolei partie, które w ostatnich latach popierały politykę prezydenta Macrona, znacznie stracą na popularności.

Ze względu na większościowy system głosowania, prognozy dotyczące podziału miejsc w parlamencie są bardzo niepewne. Wysoce prawdopodobne jest jednak to, że obóz Macrona nie będzie miał bezwzględnej większości. Sojusz lewicy również wydaje się daleki od osiągnięcia takiego wyniku. Z drugiej strony istnieje realna szansa, że Zjednoczenie Narodowe Le Pen uzyska wystarczającą przewagę.

Wszystko wskazuje na to, że wyniki wyborów we Francji uwypuklą słabość unii walutowej. Wynika to z faktu, że w wielu krajach wola współpracy, która jest niezbędna do funkcjonowania unii walutowej bez unii politycznej, jest coraz bardziej kwestionowana. Dodatkowo zarówno Zjednoczenie Narodowe ja i Front Ludowy odrzucają nowe zasady Paktu Stabilności, który określa w jaki sposób mają być koordynowane krajowe polityki fiskalne. Jego zasadnicze ramy zostały stworzone po to, żeby zapewnić stabilność finansów publicznych, która to z kolei jest koniecznym warunkiem stabilności cen a także silnego oraz trwałego wzrostu gospodarczego.

Można przypuszczać, że po ostatniej reakcji rynków (spadek euro, wzrost rentowności obligacji francuskich, zniżki indeksów giełdowych) na wyniki wyborów do europarlamentu oraz zaskakujący ruch Macron, i tym razem zmienność będzie podwyższona. Istnieje duża szansa, że euro znajdzie się pod presją co może spowodować spadek kursu EUR/USD w okolice 1,06 albo nawet poniżej. Z benchmarków najmocniej będzie reagować CAC40. Jego ostatnie odreagowanie było na tyle wątłe, że ostatni tydzień przyniósł wyrównanie kursu z dołkiem ustanowionym 17 czerwca. Obecny układ na wykresie sugeruje kontynuację ruchu na południe. Być może spadki doprowadzą notowania do bariery technicznej w okolicy 7000 pkt., którą jest linia trendu wzrostowego, poprowadzona przez dołki z marca 2020 oraz października 2022 roku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Grupa PMPG Polskie Media z nowym kierunkiem rozwoju na lata 2024-2026

PMPG Polskie Media, holding mediowy notowany na głównym parkiecie warszawskiej giełdy, opublikował materiał informacyjny o kierunku rozwoju, który jest efektem zakończonego w marcu przeglądu opcji strategicznych. Zgodnie przedstawionymi założeniami, Spółka skoncentruje się na rozwój aktywów cyfrowych, inwestycjach typu Media for Equity, a także IPO głównych aktywów Grupy. Dzięki nowej strategii PMPG Polskie Media zamierza wzmocnić swoją pozycję na rynku mediów, co bezpośrednio przełoży się wzrost wartości dla akcjonariuszy.

Od ponad 25 lat działamy na rynku, nieustannie dostosowując się do zmieniających się warunków technologicznych i biznesowych. Obserwując aktualne trendy oraz sytuację na rynku mediów, postanowiliśmy nakreślić nowe kierunki rozwoju – komentuje Katarzyna Gintrowska, prezes zarządu PMPG Polskie Media.

Osią działań PMPG Polskie Media będzie konsekwentny rozwój aktywów cyfrowych poprzez inwestycje w nowe formaty takie jak podcasty i materiały wideo. Grupa zamierza również rozwijać nowe kategorie treści dostosowane do aktualnych trendów rynkowych i zainteresowań czytelników związane m.in. z  technologią, zdrowiem, edukacją oraz zrównoważonym rozwojem. Oprócz tego Spółka będzie nadal kontynuowała transformację cyfrową poprzez digitalizacją treści i usług, w tym aspekcie PMPG Polskie Media będzie aktywnie korzystało z nowych technologii, takich jak AI oraz big data, aby lepiej zrozumieć potrzeby swoich użytkowników i dostosować ofertę do ich oczekiwań.

Rozwój aktywów cyfrowych jest kluczowym elementem naszych działań. Wpływa on bezpośrednio na nasze główne KPI biznesu, takie jak m.in. wzrost liczby unikalnych użytkowników, wzrost liczby odsłon, czy zwiększenie liczby subskrybentów, które z kolei mają przełożenie na nasze wyniki finansowe. Mamy ambicję być pionierem na rynku mediów cyfrowych, dostarczając treści, które nie tylko informują, ale również angażują i edukują naszych odbiorców. Chcemy także dalej aktywnie rozwijać naszą działalność eventową, która zyskuje na znaczeniu w strukturze przychodów Grupy – dodaje Katarzyna Gintrowska.

W nowej strategii PMPG Polskie Media zamierza postawić na inwestycje typu Media for Equity, które polegają na zapewnieniu firmom wsparcia medialnego w zamian za udział w kapitale oraz wsparcie finansowe. Tego typu inwestycje pozwalają na szybki rozwój młodych i obiecujących firm, jednocześnie zwiększając wartość portfela inwestycyjnego PMPG.

Mamy już za sobą pierwszą inwestycję na zasadzie media for equity. W 2019 r. zainwestowaliśmy w RedDeer.Games, co zaowocowało znaczącym wzrostem rozpoznawalności i wartości tej spółki. Obecnie jest to jedno z najszybciej rosnących studiów gamedev w Europie. Przyszłych inwestycji będziemy szukać w takich obszarach jak: technologie medyczne, edukacja, zielona energia czy e-commerce, oferując im szeroką platformę medialną do promocji ich produktów i usług – mówi Katarzyna Gintrowska.

Grupa PMPG planuje również zewnętrzne pozyskiwanie kapitału. W planie jest m.in. IPO Orlego Pióra, którego debiut na GPW planowany jest w 2025 r. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na dalszy rozwój i inwestycje w nowe technologie oraz rozszerzenie oferty. Z kolei RedDeer.Games prowadzi obecnie rundę inwestycyjną o wartości 5 mln USD.

W nowej strategii Grupa PMPG zamierza również poprawić relacje z interesariuszami. W opracowaniu jest nowa przejrzysta strona internetowa www.pmpg.pl, która polepszy komunikację z inwestorami i w sposób klarowny przedstawi szerokie spektrum działań prowadzonych przez PMPG. Poddawany analizie jest również rebranding firmy, którego można spodziewać się na przełomie roku 2024/2025 – mający na celu zwiększenie świadomości o działalności PMPG w oczach partnerów i inwestorów spółki.

Nowy kierunek ma na celu wzmocnić pozycję PMPG na rynku mediów oraz wpłynąć na jej zrównoważony wzrost w najbliższych latach, co będzie miało bezpośredni wpływ na budowę wartości dla akcjonariuszy.

CEO Vivid Games kupuje 5 mln akcji od byłego Prezesa Zarządu Spółki

Spółka otrzymała zawiadomienia o transakcji na 5 mln akcji, od Piotra Gamracego – obecnego Prezesa Zarządu Vivid Games, oraz Jarka Wojczakowskiego, założyciela i wcześniejszego CEO. Były Prezes sprzedał obecnemu, większość posiadanych przez siebie akcji Vivid Games. Operacja może wydawać się zaskakująca, jednak obie strony dostrzegają jej korzyści i wyrażają w ten sposób dużą wiarę w spółkę.

„Jestem związany z Vivid Games nie tylko jako akcjonariusz, ale przede wszystkim jako założyciel. Mimo braku bezpośredniego zaangażowania w działalność organów, los spółki i jej przyszłość pozostają dla mnie, osobiście, ważne. Pakiet akcji, który posiadałem był na tyle duży, że postanowiłem podzielić się nim z Piotrem. Wierzę, że wzmocnienie jego związku ze spółką będzie korzystne, zarówno dla Spółki jak i dla mnie, jako akcjonariusza” – podkreśla Jarosław Wojczakowski, jeden z założycieli Vivid Games.

“Bardzo doceniam propozycję Jarka. Zawsze myślał w pierwszej kolejności o dobru firmy, a ten gest jest tego najlepszym przykładem. Moje zaangażowanie w pracę na rzecz rozwoju Vivid Games nie zależy od tego jak duży pakiet akcji posiadam, jednak tak istotna zmiana mojego udziału w kapitale jest bardzo dobrze odbierana przez potencjalnych partnerów biznesowych. Dla nich to gwarancja tego, że zostanę ze spółką, wierzę w nią i będę walczył o jej wyniki, także jako akcjonariusz w dość ciężkich czasach dla branży gier wideo. Wiem, że może to przyspieszyć niektóre z prowadzonych rozmów” – dodaje Piotr Gamracy, CEO Vivid Games.

Po transakcji, Piotr Gamracy posiada blisko 16% udziałów w spółce.

Dentystom nie opłaca się pracować dla NFZ-u. Będą dłuższe kolejki

Z danych przekazanych przez NFZ wynika, że w I kw. br. liczba świadczeniodawców z umową w rodzaju leczenie stomatologiczne była o 2,5% mniejsza niż w analogicznym okresie ub.r. W ciągu dwunastu miesięcy tego typu spadki nastąpiły w każdym OW NFZ. Do tego widać, że sytuacja pogarsza się z roku na rok, co pokazuje analiza statystyk za lata 2019-2023. Nie brakuje opinii, że mamy już do czynienia z prawdziwym dramatem, a będzie jeszcze gorzej. Do tego młodzi lekarze nie garną się do współpracy z Funduszem. W konsekwencji trzeba więc nastawić się m.in. na coraz dłuższe kolejki do gabinetów i pogarszającą się sytuację pacjentów. Jak podkreślają eksperci, nie można oczekiwać, że prywatna kieszeń pacjentów rozwiąże problem. Tutaj są potrzebne szybkie i systemowe rozwiązania, inaczej sytuacja dalej będzie się pogarszać.

Gabinetów ubywa

Według danych udostępnionych przez NFZ, w I kw. br. było 5239 świadczeniodawców z umową w rodzaju leczenie stomatologiczne. To o 2,5% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy ich liczba wyniosła 5372. Jak stwierdza dr n. med. Piotr Przybylski, wieloletni ekspert rynku stomatologicznego z Kliniki Implant Medical, matematycznie spadek liczby gabinetów współpracujących z Funduszem jest oczywiście niewielki. Ale to zjawisko stale postępuje i raczej trudno będzie je powtrzymać. Ekspert podkreśla, że rdr. ubyło ponad 130 świadczeniodawców, a to już pokazuje, że sprawa robi się poważna. Pacjenci z pewnością odczują brak tylu miejsc.

– 2,5% to niby niewiele, natomiast problem jest zupełnie inny. Ten spadek rdr. wynika z rosnących cen, a niestety NFZ w ostatnim czasie wzrost wartości punktów i kontraktów w zakresie protetyki stomatologicznej jest praktycznie niewielki. To sprawia, że zmniejsza się liczba świadczeń wykonywanych w ramach umowy z Funduszem. W konsekwencji pacjenci czekają w dłuższych kolejkach – komentuje prof. dr hab. n. med. Teresa Sierpińska, krajowy konsultant w dziedzinie protetyki stomatologicznej, prezydent Europejskiego Towarzystwa Protetycznego.

Zdaniem dr. n. med. Piotra Przybylskiego, już widać wydłużający się czas oczekiwania na wizytę. Według eksperta, niepokojący jest również fakt, że zakres refundowanego leczenia wciąż pozostaje niewystarczający. Do tego usługi oferowane w ramach kontraktu są oparte w większości o przestarzałe technologie. Co więcej, obecnie obowiązujące przepisy zabraniają lekarzom zapewniać lepsze rozwiązania stomatologiczne za dopłatą. Jest to pewnego rodzaju kuriozum.

– Niestety, stomatologia publiczna powolutku przestaje istnieć. Finansowanie, które w tej chwili jest przekazywane z NFZ, to jest nieco ponad 2% ogólnego budżetu. To absolutnie nie wystarcza. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że z roku na rok jest większa kwota pieniędzy na stomatologię, ale trzeba na to patrzeć szerzej. Wszystko jest coraz droższe – media, kredyty, leasingi, pracownicy. NFZ zwiększa fundusze, ale one nawet nie pokrywają strat związanych z inflacją. Przekazywane środki nie tylko nie pozwalają na rozwój, ale też coraz częściej nie starczają na zwykłe przetrwanie. I to jest olbrzymi problem – stwierdza Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Wieloletni problem

W I kw. br. w każdym OW NFZ rok do roku spadła liczba świadczeniodawców z umową w rodzaju leczenie stomatologiczne. W zależności od Oddziału, spadki wyniosły od 1 do 30. Największe dotyczą Wielkopolskiego OW NFZ – o 5,8% (z 513 w I kw. ub.r. na 483 w I kw. br.), Dolnośląskiego OW NFZ – o 4,9% (z 426 na 405), a także Zachodniopomorskiego – o 4,1% (z 267 na 256). Z kolei analizując dane za lata 2019-2023, widać, że rokrocznie było mniej ww. świadczeniodawców. W 2023 r. ich liczba wyniosła 5459. To o 7% mniej niż w 2022 roku (wówczas – 5868), o 13,1% mniej niż w 2021 roku (6280), o 18,8% mniej niż w 2020 roku (6722), jak również o 22,2% mniej niż w 2019 roku (7018).

–  Dane, które pokazują spadek liczby świadczeniodawców w ostatnich latach, nie są niepokojące. To już jest dramat, ponieważ lekarze nie udzielają świadczeń na NFZ dla pacjentów, którym one się należą. Problemu nie rozwiąże dentobus, który przyjedzie do szkoły. Tam można zbadać dzieci, ale to przecież nie jest leczenie. W województwie świętokrzyskim są gminy, w których nie ma dentystów. Niestety, Fundusz nie traktuje tego jako swojej porażki – mówi Paweł Barucha.

Według dr. n. med. Piotra Przybylskiego, w danych za lata 2019-2023 widać fatalny obraz polskiej stomatologii. Spadki są duże i widoczne, ewidentnie w naszym systemie brakuje środków na leczenie na NFZ. W opinii eksperta, jeżeli nie zostanie podniesiona wystarczająco wartość kontraktów z Funduszem, to dalej będziemy się staczać w tym temacie. Z jego obserwacji wynika, że młodzi lekarze nie garną się do podpisywania takich umów. Z reguły na współpracę decydują się specjaliści przed emeryturą. Wprawdzie mniej zarabiają, ale mają stały i pewny dochód. Jednak ta grupa stopniowo się zmniejsza. Za jakiś czas może się okazać, że nie ma kto pracować dla Funduszu.

– Nasze społeczeństwo ubożeje. Nie możemy oczekiwać, że prywatna kieszeń pacjentów rozwiąże problem globalny. Mniejsza dostępność do świadczeń gwarantowanych najprawdopodobniej najbardziej dotknie osoby z mniejszych miejscowości, gdzie z założenia lekarzy dentystów jest mniej. Może się okazać, że na danym obszarze niewielu lekarzy zechce podjąć się pracy w ramach umowy z NFZ – analizuje prof. dr hab. n. med. Teresa Sierpińska.

Fatalne perspektywy

Jak podkreśla Paweł Barucha, obecnie ok. 30% dentystów pracuje na Fundusz. Dla części lekarzy, szczególnie młodego pokolenia, podpisywanie takich umów nie jest atrakcyjne. Ekspert przekonuje, że NFZ nie płaci jak za usługę wykonywaną przez fachowca, ale oczekuje świadczeń na najwyższym poziomie. Do tego dochodzi kwestia sprawozdawczości. Chcąc poprawnie się rozliczyć, trzeba mieć zatrudniony sztab ludzi, w tym informatyków.

– Co prawda, jak podaje NFZ, liczba udzielonych świadczeń nie zmalała, ale do systemu trafia ciągle zbyt mało pieniędzy i to jest niezaprzeczalny fakt. Na pewno brakuje nam niektórych świadczeń, które powinny być gwarantowane, np. z zakresu protez stałych czy implantologii. One nie pojawią się w tym koszyku ze względu na bardzo wysokie koszty realizacji – dodaje krajowy konsultant w dziedzinie protetyki stomatologicznej.

Do tego Paweł Barucha jest przekonany, że w najbliższym czasie liczba świadczeniodawców zajmujących się leczeniem stomatologicznym będzie się jeszcze zmniejszać. Do wiceprezesa Naczelnej Rady Lekarskiej docierają sygnały o kolejnych planowanych odejściach stomatologów, którzy przez wiele lat współpracowali z Funduszem. Jak przekonuje ekspert, to nie są jednostkowe przypadki. To tendencja, którą trzeba zatrzymać za wszelką cenę.

– Zaniedbania są wieloletnie. W celu poprawy sytuacji należałoby „dosypać” do sytemu sporo pieniędzy i dysponować dobrym pomysłem na naprawę. O ile są różne koncepcje, to środków wciąż brakuje. Nie widać też woli politycznej, żeby coś się w tym zakresie zmieniło. Oczywiście straci na tym całe społeczeństwo – podsumowuje ekspert z Implant Medical.

Pensje Polaków rosną, ale długi też

Przeciętna pensja wzrosła o 11,3 proc. w ciągu roku i wynosi 5968 zł netto – wynika z danych GUS za kwiecień 2024 roku. To dobre informacje, ale niestety tracą na optymizmie w zestawieniu z zadłużeniem konsumentów, które również rośnie. Średni dług osoby wpisanej do Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej wynosi obecnie 21 940 zł, a więc o 13,9 proc. więcej niż jeszcze rok temu. Oznacza to, że przeciętnie zarabiający dłużnik na spłatę swoich zobowiązań musi pracować 3 miesiące i 20 dni, przeznaczając na ten cel całą pensję. Najwięcej czasu na pozbycie się długów potrzebują konsumenci z Lubelskiego, a najmniej osoby z Dolnego Śląska.

Wszyscy zadłużeni konsumenci wpisani do Krajowego Rejestru Długów do spłaty mają w sumie niemal 45,8 mld zł. Takich osób z długami jest w naszym kraju prawie 2,1 mln, co oznacza, że przeciętny dłużnik musi oddać 21 940 zł. Przy średnich zarobkach wynoszących 5968 zł netto, na uregulowanie tego zobowiązania trzeba pracować 3 miesiące i 20 dni. Jeszcze rok temu łączny dług sięgał 45,2 mln zł, a nierzetelny konsument miał do zwrotu 19 271 zł, na co musiał przeznaczyć pensję z 3 miesięcy i 18 dni.

Z danych KRD wynika także znaczna różnica pomiędzy aktualnym zadłużeniem kobiet i mężczyzn. Suma zadłużenia 743,5 tys. pań wynosi ponad 11 mld zł, a więc średnio oddać muszą 14,9 tys. zł, na co będą pracować 2 miesiące i 15 dni. Z kolei 1,3 mln panów do spłaty ma 34,7 mld zł, a więc średnio 25,8 tys. zł. By pozbyć się długu musieliby przeznaczyć na to całą pensję z prawie 4 miesięcy i 10 dni.

Choć inflacja przestała już w tak dużym stopniu spędzać sen z powiek Polakom i w kwietniu br. wyniosła 2,4 proc., to pamiętajmy, że jeszcze rok temu było to 14,7 proc., jak wynika z danych GUS. Tak szybkie wzrosty cen dały nam w kość. Mimo że wynagrodzenia także rosły, to nie kompensowały wyższych kosztów życia. Analizy danych GUS wskazują, że w maju 2022 inflacja przegoniła nominalny wzrost wynagrodzeń i taka sytuacja utrzymywała się przez około rok. Jak wynika z Barometru Oszczędności KRD, pod koniec ubiegłego roku co piąty Polak w ogóle nie miał oszczędności, a jednej trzeciej wystarczyłyby one na miesiąc. Jedynie co czwarty respondent twierdził, że byłby w stanie utrzymać się z nich przez rok. Wzrost zadłużenia, który obecnie obserwujemy, to jeden z efektów tej sytuacji. Trzeba pamiętać, że problemy finansowe zazwyczaj narastają powoli i z czasem – zauważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Biorąc pod uwagę całą kwotę zadłużenia, najwięcej do spłaty mają konsumenci z województwa mazowieckiego (ponad 6,5 mld zł), następnie śląskiego (ponad 6,2 mld zł) oraz dolnośląskiego (4,1 mld zł).

Lubelskie musi pracować najdłużej

Porównanie danych GUS dotyczące średnich zarobków w poszczególnych województwach z informacjami z KRD o przeciętnym w nich zadłużeniu wskazuje, że najdłużej na spłatę swoich zobowiązań finansowych musieliby pracować mieszkańcy województwa lubelskiego. Łączne zadłużenie wynosi tam ponad 1,88 mld zł, a oddać te pieniądze musi 79,2 tys. konsumentów. Przy średniej pensji wynoszącej w tym regionie 5008 zł netto, musieliby przekazać na to całe wypłaty z aż 4 miesięcy i 22 dni. Na drugim miejscu są osoby z Podlasia, wśród których jest 42,8 tys. dłużników. Średnia pensja wynosi tam 4979 zł, a łączne zadłużenie 2,41 mld zł, co oznacza, że aby je spłacić powinni oddać zarobki z 4 miesięcy i 10 dni. W sporych tarapatach są także mieszkańcy Świętokrzyskiego, gdzie łączny dług 44,4 tys. konsumentów wynosi  941,7 mln zł. Przeciętna pensja sięga 5004 zł. Statystyczny dłużnik z tego województwa ma do zwrotu 21,2 tys. zł, na co musiałby przeznaczyć pieniądze zarobione przez 4 miesiące i 7 dni.

– Trzeba pamiętać, że przeciętne zarobki podawane przez GUS, wynoszące w kwietniu br. 8271,99 zł brutto, a więc 5968 zł „na rękę”, dotyczą sektora przedsiębiorstw zatrudniających 10 i więcej pracowników. Te pensje są zawsze nieco wyższe niż średnia wypłata w całej gospodarce. Można więc przyjąć, że dłużnicy faktycznie spłacaliby swoje zobowiązania dłużej, co może być dla nich jeszcze bardziej niepokojące. Tymczasem są instytucje, które potrafią skutecznie w tym pomóc. Nikt nie jest w stanie przeznaczyć całej pensji na spłatę zadłużenia, dlatego warto podjąć rozmowę z firmą windykacyjną, którzy pomogą rozłożyć dług na raty dostosowane do indywidualnej sytuacji finansowej dłużnika – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.zadłużenie a średnia pensja

Najszybciej długi odda Dolny Śląsk

Na Dolnym Śląsku jest 199,5 tys. osób wpisanych do Krajowego Rejestru Długów, a ich średnie zadłużenie wynosi 20,6 tys. zł. Zarabiają przeciętnie nieco więcej niż większość Polski – 6105 zł. Wynika z tego, że aby pozbyć się ciężaru finansowego każdy z nich powinien pracować 3 miesiące i 11 dni, czyli najkrócej w kraju. Nieco dłużej – w 3 miesiące i 13 dni, swoje zobowiązania spłacą także osoby z Łódzkiego, gdzie statystyczna pensja sięga 5438 zł. W województwie łódzkim jest 157,7 tys. dłużników, którzy zwrócić muszą w sumie 2,94 mld zł. Każdy z nich do spłaty ma 18,6 tys. zł. Relatywnie szybko swoich długów pozbyliby się także mieszkańcy Wielkopolski, którzy są zadłużeni na 3,71 mld zł, a zarabiają średnio 5530 zł. Przeciętna osoba z długami ma do spłacenia 19,2 tys. zł, na co musiałaby pracować 3 miesiące i 14 dni.

Ciekawe wnioski można wyciągnąć porównując to zestawienie ze Wskaźnikiem rzetelności konsumentów opracowanych przez Rzetelną Firmę przy współpracy z KRD. Otóż z pierwszej szóstki województw, których mieszkańcy potrzebują najmniej czasu do spłaty długów, trzy (małopolskie, wielkopolskie i łódzkie) plasują się w gronie najbardziej rzetelnych, a trzy (mazowieckie, dolnośląskie i śląskie) pod względem rzetelności mieszkańców zajmują końcowe pozycje w rankingu.

To są zamożne województwa, gdzie pensje są wysokie. Z jednej strony łatwiej więc zaciągać zobowiązania, dzięki wyższej zdolności kredytowej, ale z drugiej łatwiej też je spłacać. I rodzi się pytanie dlaczego w takim razie w jednych województwach ta rzetelność jest wyższa, a w drugich niższa, jeśli warunki ekonomiczne są podobne. Jestem przekonany, że odpowiedź tkwi w mentalności, w silnych więziach lokalnych, w presji ze strony środowiska, liczenia się z jego opinią, brakiem akceptacji dla określonych zachowań – komentuje Adam Łącki.

Debata prezydentów w USA. W niedzielę francuskie wybory

Wall Street rosła wczoraj ale w sposób umiarkowany. Trzeci i ostateczny szacunek PKB USA za I kwartał został nieznacznie skorygowany w górę ale konsumpcja prywatna została zrewidowana mocno w dół z 2 proc. do 1,5 proc. Ta publikacja wzmogła obawy rynku o kondycję amerykańskiego konsumenta. Dolar lekko osłabił się a rentowności obligacji rządu USA spadły. Wczoraj doszło do debaty pomiędzy aktualnym a poprzednim prezydentem Stanów Zjednoczonych, gdzie wg sondaży lepiej wypadł Donald Trump. W najbliższą niedziele wybory odbędą się we Francji. Dziś uwaga rynku będzie skupiona na inflacji PCE a z krajowych danych poznamy wstępny odczyt CPI za czerwiec.

Kluczową dziś publikacją będzie raport na temat wydatków amerykanów. Prawdopodobnie nie wniesie on jednak większych zaskoczeń. Wcześniej już poznaliśmy indeksy CPI oraz PPI. Opublikowane liczby będą dotyczyły okresu majowego. Najważniejszą pozycją raportu będzie preferowana przez Fed miara inflacji, czyli wskaźnik PCE oraz PCE core. Zarówno jeden jak i drugi prawdopodobnie pokażą lekki spadek do poziomu 2,6 proc. r/r z 2,7 proc. oraz z 2,8 proc. Dzisiejsze dane potwierdzą, że presja cenowa zmniejsza się, ale samo zejście do celu będzie najtrudniejszym etapem całego procesu dezinflacyjnego. Dodatkowo rynek będzie chciał na podstawie wydatków oraz dochodów ocenić aktualną kondycję amerykańskiego konsumenta. Przypomnijmy, że wczoraj z raportu PKB wyniknęło, że konsumpcja prywatna wyniosła (1,5 proc. r/r) zdecydowanie mniej niż wskazywał na to konsensus. Pogorszenie nastrojów prawdopodobnie pokaże również indeks publikowany przez Uniwersytet Michigan.

Z krajowych danych uwagę przyciągnie wstępny czerwcowy odczyt CPI, który prawdopodobnie pokaże lekkie podbicie inflacji z 2,5 proc. do 2,6 proc. co będzie pokłosiem wzrostu cen żywności. Dynamika wzrostu cen wciąż zatem będzie jeszcze znajdować się w dopuszczalnym przez NBP paśmie odchyleń. Kolejne miesiąca najprawdopodobniej spowodują, że CPI znajdzie się jednak powyżej tego zakresu.

Wczoraj swojego komentarz odnośnie polityki monetarnej udzielił Raphael Bostic z Atlanta Fed. Powiedział on, że nadal spodziewa się jednej obniżki stóp procentowych w tym roku w IV kwartale. Powiedział, że majowy raport o inflacji dostarczył ” dowodów na to, że zmiany cen zbliżają się do 2% celu Fed. Dodał, że inflacja nadal pozostaje głównym zmartwieniem. Ryzyko staje się jednak coraz bardziej zrównoważone w ramach dwóch mandatów Fed i decydenci będą musieli podjąć dyskusję w tym temacie. Rynek wciąż jednak wierzy we wrześniowy ruch Rezerwy Federalnej.

Pierwsza tura wyborów parlamentarnych we Francji odbędzie się w najbliższą niedzielę 30 czerwca.. Sondaże opinii publicznej sugerują, że skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe zdobędzie najwięcej mandatów, ale nie uzyska większości. Skrajnie lewicowy Nowy Front Ludowy zająłby drugie miejsce, a centrowa koalicja Ensemble prezydenta Emmanuela Macrona zajęłaby trzecie miejsce. Istnieje ryzyko deprecjacji euro a także spadków indeksów europejskich na początku przyszłego tygodnia, jeśli ten negatywny dla Europy scenariusz się zrealizuje. Przyszły tydzień może być nerwowy. Będzie to najbardziej intensywna faza kampanii, która pokaże, czy partia Le Pen sięgnie po władze. Szacunki wskazują obecnie, że frekwencja wyniesie ok 66 proc.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Maj ze spadkiem liczby przyznanych kredytów. Na jakie mieszkania stać aktualnie mieszkańców Polski?

Według danych BIK od początku tego roku obserwujemy spadek akcji kredytowej w ujęciu miesięcznym. Tylko od kwietnia liczba udzielonych kredytów spadła o około 1,6 tys., a ich wartość o 657 mln zł. W maju tego roku banki przyznały prawie 15 tys. kredytów mieszkaniowych na kwotę 6,21 mld zł, co w porównaniu z kwietniem w obydwu przypadkach oznacza spadek o około 9,5%. Natomiast średnia kwota udzielonego kredytu wyniosła 414,4 tys. zł i była o 13,2% wyższa od tej sprzed roku.

Równocześnie ujemna dynamika dotyczy liczby wyszukiwań mieszkań na sprzedaż – ( -7% w porównaniu z majem 2023 roku). Mniejszy popyt może być spowodowany oczekiwaniem na wprowadzenie nowego programu rządowych dopłat. Ten, zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Rozwoju i Technologii, ma ruszyć w drugiej połowie roku i nakładać na kredytobiorców limity cenowe.

W minionym miesiącu użytkownicy serwisu Otodom mogli wybierać spośród 62 tys. ofert mieszkań do 500 tys. zł, czyli w średniej kwocie kredytu hipotecznego. Ponad połowa dostępnych ogłoszeń (56%) w tym przedziale cenowym pochodziła od prywatnych właścicieli. Z czego blisko 8 na 10 z nich dotyczyło lokali w starym budownictwie, a więc oddanych do użytkowania do 1999 roku. Co ciekawe w takim budżecie, zarówno na rynku wtórnym, jak i deweloperskim najwięcej było mieszkań dwupokojowych, a następnie trzypokojowych i kawalerek.

Warto jednak zauważyć, że mimo spadków w ujęciu miesięcznym, kredyty mieszkaniowe wciąż cieszą się większym zainteresowaniem niż przed rokiem – od maja 2023 roku ich liczba wzrosła o +36%. Jak przyznają analitycy BIK, taka dodatnia dynamika w ujęciu rocznym wynika przede wszystkim z niskiej bazy z pierwszej połowy 2023 roku. Natomiast może się ona zmienić, ponieważ w drugim półroczu ubiegłego roku za około 60% akcji kredytowej odpowiadał program BK2%, który aktualnie nie ma swojego następcy.

Ilona Łyżczarz, eksperta Otodom