Jak wybrać miejsce na imprezę integracyjną?

Wybór miejsca na imprezę integracyjną wymaga przemyślenia wielu aspektów, od celu wydarzenia, przez lokalizację i zaplecze techniczne, po budżet. Odpowiednie planowanie i skorzystanie z usług profesjonalnych firm eventowych może znacznie ułatwić ten proces, zapewniając udane i niezapomniane wydarzenie dla wszystkich uczestników. O czym warto pamiętać?

Określenie celu imprezy integracyjnej

Pierwszym krokiem w wyborze odpowiedniego miejsca na imprezę integracyjną jest dokładne określenie jej celu. Czy spotkanie ma na celu wzmocnienie więzi między pracownikami, podsumowanie osiągnięć firmy, czy może po prostu dostarczenie rozrywki? Rozważania te pomogą w podjęciu decyzji, czy wydarzenie powinno mieć charakter formalny, czy luźniejszy. W zależności od wyznaczonego celu, możemy wybierać między eleganckimi salami konferencyjnymi, a bardziej nieformalnymi miejscami na świeżym powietrzu.

Zaplecze techniczne i możliwości organizacyjne

Kolejnym aspektem jest zaplecze techniczne miejsca, w którym planuje się imprezę integracyjną. Ważne jest, aby miejsce posiadało odpowiednie wyposażenie, takie jak nagłośnienie, oświetlenie, oraz wszelkie inne niezbędne sprzęty. Profesjonalne firmy eventowe, takie jak Bartbo, oferują kompleksowe rozwiązania, zapewniając zarówno sprzęt, jak i techniczną obsługę wydarzenia, dzięki czemu imprezy integracyjne odbywają się na wysokim poziomie. Odpowiednie zaplecze techniczne umożliwia realizację różnorodnych scenariuszy, od zabaw integracyjnych, po bardziej formalne prezentacje.

Rodzaje atrakcji

Atrakcje są sercem każdej imprezy integracyjnej. W zależności od miejsca, można organizować różnorodne aktywności – od gier zespołowych na świeżym powietrzu, przez warsztaty i pokazy, po wieczory tematyczne i konkursy. Ważne jest, aby atrakcje były dostosowane do zainteresowań uczestników oraz celu imprezy. Firmy oferujące usługi organizacji eventów mają w swoim repertuarze wiele propozycji zarówno na imprezy indoor, jak i outdoor, co pozwala na dostosowanie programu do oczekiwań.

Budżet i dodatkowe usługi

Ostatnim, ale równie ważnym czynnikiem jest budżet przeznaczony na organizację imprezy integracyjnej. Należy uwzględnić wszystkie koszty związane z wynajmem miejsca, cateringiem, transportem oraz dodatkowymi usługami. Ważne jest, aby wcześniej dokładnie przeanalizować dostępne opcje i wybrać te, które najlepiej odpowiadają na potrzeby firmy, jednocześnie mieszcząc się w założonym budżecie. Warto także zwrócić uwagę na dodatkowe usługi, takie jak organizacja transportu czy zabezpieczenie medyczne, które mogą zwiększyć komfort i bezpieczeństwo uczestników.

Wybór miejsca na imprezę integracyjne wymaga od nas przeanalizowania wielu aspektów. Warto pamiętać, że czasami zadanie lepiej jest powierzyć specjalistom, którzy rynek eventowy znają od podstaw. 

Europejski Bank Centralny: to już – rozpoczęcie ostrożnego cyklu łagodzenia polityki pieniężnej

  • Allianz Trade oczekuje, że na dzisiejszym posiedzeniu 6 czerwca EBC zainicjuje ostrożny cykl łagodzenia polityki pieniężnej, obniżając stopę depozytową o 25 pb do 3,75%, co będzie pierwszą obniżką stóp od czasu pandemii Covid-19 w 2020 roku.
  • Decyzja ta zapada pomimo ostatnich zaskakujących danych o wzrostach inflacji i płac, które zmuszą decydentów do przyjęcia jastrzębiego tonu, podkreślając zależność od danych i podejmowanie w przyszłości decyzji dopiero na kolejnych posiedzeniach (bez zakładanego z wyprzedzeniem scenariusza).
  • Aby nie odbiegać zbytnio od Fed, od którego rynek oczekuje się, że utrzyma on stopy procentowe na wyższym poziomie przez dłuższy czas, podtrzymujemy nasz pogląd od dawna, że w 2024 r. w strefie Euro nastąpią tylko dwie obniżki, a stopa końcowa na poziomie 2,5% zostanie osiągnięta w 2025 r.

EBC ma zamiar rozpocząć ostrożny cykl łagodzenia polityki pieniężnej, obniżając stopy procentowe o 25 pb – łagodząc tym samym swoją wysoce restrykcyjną politykę pieniężną przez wprowadzenie pierwszej obniżki stóp procentowych od czasu pandemii Covid-19 w 2020 roku. Po utrzymaniu stopy depozytowej na rekordowo wysokim poziomie przez dziewięć miesięcy, oczekiwać można, że EBC obniży ją o 25 pb do 3,75% (MLF: 4,50%, MRO: 4,25%). Pomimo ostatnich niespodzianek w zakresie wzrostu inflacji i płac, silne wstępne zaangażowanie różnych członków Rady Prezesów w ostatnich tygodniach sprawiło, że ruch ten był niemal pewny i został w pełni wyceniony przez rynki. Niemniej jednak EBC z pewnością podkreśli zależność od danych i podejście do podejmowania decyzji w przyszłości dopiero na kolejnych posiedzeniach.

Wraz z tym pierwszym cięciem EBC dołącza do innych europejskich banków centralnych w Szwajcarii, Szwecji, Czechach i na Węgrzech, które już rozpoczęły swoje cykle luzowania w ostatnich miesiącach, pokazując, że możliwa jest transatlantycka dywergencja polityki. W opinii Allianz Trade pomimo złagodzenia stóp procentowych, zacieśnianie ilościowe EBC będzie się nasilać, zwiększając się ze średnio 29 mld EUR miesięcznie w ciągu ostatniego roku do około 36 mld EUR miesięcznie. Przyspieszenie to jest następstwem ogłoszenia w grudniu ubiegłego roku, że EBC ograniczy reinwestycje w ramach programu PEPP o wartości 1,6 bln EUR począwszy od lipca, a także trwającego pasywnego wygaszania programu APP, który w rezultacie skurczył się już z maksymalnego poziomu 3,3 bln EUR w 2022 r. do obecnych 2,9 bln EUR.

Wykres 1: Inflacja zasadnicza i sekwencyjna inflacja bazowa w strefie euro, w %

Inflacja zasadnicza i sekwencyjna inflacja bazowa w strefie euro

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research.
Uwaga: Linia przerywana pokazuje prognozę Allianz Research dla inflacji zasadniczej.

Zaktualizowane prognozy będą uważnie obserwowane, ponieważ dane o inflacji i płacach zaskoczyły ostatnio swoimi wzrostami. EBC opublikuje również kwartalną aktualizację swoich prognoz dotyczących inflacji i wzrostu gospodarczego, które rynki finansowe będą uważnie analizować w obliczu globalnej niepewności gospodarczej i geopolitycznej. Od ostatniej aktualizacji w marcu nowe sprzeczne dane sprawiają, że nie jest pewne, w jaki sposób prognozy te zostaną skorygowane. Kluczową zmianą jest znacznie bardziej restrykcyjne środowisko polityki pieniężnej, ponieważ szacunki personelu opierają się na rynkowych oczekiwaniach dotyczących stóp procentowych. Podczas gdy w marcu wyceniano około pięciu cięć w 2024 r., obecnie liczba ta zmniejszyła się do zaledwie dwóch. Ta rewizja prawdopodobnie wywrze presję na obniżenie zarówno prognoz inflacji, jak i wzrostu gospodarczego. Z drugiej strony, (możliwe) pozytywne niespodzianki w danych o inflacji i płacach, a także poprawa wskaźników prognostycznych, takich jak PMI, powinny złagodzić tę presję. Inflacja zasadnicza przyspieszyła w maju do 2,6% r/r z 2,4% w kwietniu. Po wyeliminowaniu efektów bazowych i zmiennych pozycji, trzymiesięczna średnia krocząca inflacji bazowej wyniosła 3,4% w ujęciu rocznym, co jest wyraźnie powyżej celu EBC wynoszącego 2% i znacznie powyżej długoterminowej średniej sprzed pandemii wynoszącej 1,1% (wykres 1). Inflacja bazowa jest obecnie w dużej mierze napędzana przez krajową presję cenową w sektorze usług. Presja ta może utrzymywać się przez kilka miesięcy, biorąc pod uwagę, że płace nadal rosną znacznie szybciej niż długoterminowy trend. Kluczowa miara EBC, wynagrodzenie na pracownika za I kwartał, zostanie opublikowana dopiero po posiedzeniu EBC, ale dane na poziomie krajowym wskazują na podobną pozytywną niespodziankę, jak w przypadku płac negocjowanych dwa tygodnie temu, które wzrosły z powrotem do 4,7% r/r – rekordowego poziomu osiągniętego wcześniej w III kwartale ubiegłego roku. Jednak najlepszy wskaźnik wyprzedzający dla płac, miesięczny wskaźnik rzeczywistych wynagrodzeń, spowolnił w kwietniu do 3,0% r/r, co jest najniższym odczytem od 2022 r. (wykres 2).

Wykres 2: Wskaźniki wynagrodzeń w strefie euro, w %

Wskaźniki wynagrodzeń w strefie euro

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research.

Uwagi: Linia przerywana przedstawia prognozę Allianz Research dla inflacji zasadniczej. Linia przerywana pokazuje średnią stopę wzrostu wynagrodzenia na pracownika w latach 2010-2019.

Trzymamy się naszego poglądu wyrażanego od dawna, iż w 2024 r. będą mieć miejsce dwie obniżki stóp a stopa końcowa na poziomie 2,5% ma zostać osiągnięta w 2025 r. Biorąc pod uwagę ostatnie niespodzianki wzrostu inflacji, EBC prawdopodobnie wstrzyma się w lipcu i dokona kolejnej obniżki stóp we wrześniu. Do tego czasu inflacja zasadnicza prawdopodobnie osiągnie cel inflacyjny na poziomie 2%, dzięki korzystnym efektom bazowym. Następnie niepewność geopolityczna związana z wyborami w Stanach Zjednoczonych, wyższe stopy inflacji ze względu na niekorzystne efekty bazowe oraz ryzyko rosnącej rozbieżności w polityce transatlantyckiej zmusi EBC do przesunięcia pozostałej części cyklu łagodzenia polityki pieniężnej na pierwszy kwartał 2025 roku. Dalsze luzowanie w 2025 r. z czterema kolejnymi cięciami doprowadzi do końcowej stopy procentowej na poziomie 2,5%, co zakłada realną neutralną stopę procentową na poziomie około 0,5% (wykres 3).

Wykres 3: Nominalne i realne stopy procentowe EBC, w %

Nominalne i realne stopy procentowe EBC

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research.

Uwagi: Linia przerywana przedstawia prognozy Allianz Research. Realna stopa procentowa jest przybliżona poprzez odjęcie bieżącej inflacji w ujęciu r/r od stopy depozytowej (stopa refinansowania przed 2014 r.). Należy zauważyć, że od 18 września 2024 r. EBC mechanicznie obniży różnicę między stopą depozytową a refinansową do 15 pb.

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce stabilizuje się, prognozy na II połowę roku są obiecujące

W raporcie „At A Glance – Rynek inwestycyjny w Polsce, I kwartał 2024 roku”, analitycy BNP Paribas Real Estate Poland zauważają, że pomimo trudnego początku roku, rynek wykazuje oznaki stabilizacji, a prognozy wskazują na wzrost aktywności inwestycyjnej w drugiej połowie 2024. Największe zainteresowanie wśród inwestorów wciąż budzą aktywa logistyczne i produkcyjne, a przewidywane zmiany w przepisach mogą dodatkowo ożywić rynek.

Spadek liczby transakcji

Pierwszy kwartał 2024 roku na rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne w Polsce był odbiciem trudnych warunków geopolityczno-gospodarczych ostatnich miesięcy. W tym okresie wolumen transakcji inwestycyjnych w nieruchomości komercyjne w Polsce wyniósł prawie 364 m EUR. Wynik ten jest blisko o połowę niższy od wartości uzyskanej w I kw. 2023 r. i o ok. 18 mln euro niższy porównaniu z poprzednim kwartałem. Sytuacją dotknięty jest w szczególności najbardziej wrażliwy na zmianę stóp procentowych rynek biurowy. Nie pomaga trend pracy zdalnej. Między innymi przez ten czynnik wolumeny spadły średnio pięciokrotnie względem lat 2021-2022. Największy udział w kwartalnym wolumenie inwestycji (38%) odnotowały aktywa przemysłowo-logistyczne. W dalszym ciągu mały udział w wolumenie stanową transakcje aktywami biurowymi „Core” i „Core+”.

Wyższe wolumeny transakcyjne na horyzoncie

Na podstawie aktualnych danych, stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów w Polsce pozostają na niezmienionym poziomie. Warunkiem dla wyraźnego odwrócenia trendu jest obniżka stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny. Wydaje się, że w wielu krajach inflacja jest już pod kontrolą, co daje nadzieję, że 2024 może być rokiem przełomowym. Hamulcem może być jednak utrzymująca się wysoka inflacji w Stanach Zjednoczonych i napięcia na Bliskim Wschodzie niekorzystnie wpływające na ceny ropy naftowej.

Mateusz Skubiszewski, Starszy Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych BNP Paribas Real Estate Poland zauważa powrót inwestorów, co powinno się przełożyć na wyższe wolumeny transakcyjne w drugiej połowie tego roku. – Oczekiwane przez kupujących wewnętrzne stopy zwrotów na kapitale własnym dla aktywów biurowych typu „Core+” kształtują się powyżej 10%-12%, co wciąż stanowi wysoką poprzeczkę przy aktualnych warunkach finansowania nieruchomości przez sektor bankowy i oczekiwań związanych z poziomem stóp kapitalizacji. Nieco dłużej będziemy musieli poczekać na kapitał poszukujący biurowców zapewniających długoterminowe i stabilne przepływy pieniężne w ramach segmentu „Core” – ocenia.

Szansa dla rodzimego kapitału

Marta Gorońska-Wiercioch, Zastępca Dyrektora, Dział Rynków Kapitałowych BNP Paribas Real Estate Poland dodaje, że mniejsza aktywność międzynarodowych funduszy otwiera nowe możliwości dla alternatywnych sposobów inwestowania i finansowania nieruchomości przez kapitał rodzimy. Na początku kwietnia br. Ministerstwo Rozwoju i Technologii przedstawiło wstępne założenia nowego instrumentu inwestycyjnego, czyli notowanych na giełdzie SINN-ów (spółek inwestujących w najem nieruchomości).

W obecnej propozycji, podmioty te pozwolą inwestować zarówno w nieruchomości komercyjne, jak i mieszkaniowe. Będą także zobligowane do wypłacania w formie dywidendy co najmniej 90% przychodów z najmu, pomniejszonych o koszty i podatki. Akcjonariusze nie będą przy tym płacić podatku od dywidendy. W dalszym ciągu dla niemal wszystkich klas aktywów rosną stawki czynszowe, co pozwala częściowo zneutralizować dekompresję stóp kapitalizacji, które w przeciągu kwartału uległy stabilizacji – wyjaśnia Marta Gorońska-Wiercioch.

Najważniejsze transakcje na polskim rynku

W pierwszych trzech miesiącach tylko 8 budynków biurowych znalazło swoich nowych właścicieli. Na rynku miały miejsce zaledwie dwie większe transakcje tzn. zakup przez czeskiego inwestora Wood & Company położonego przy ul. Grzybowskiej w Warszawie budynku Concept Tower oraz nabycie przez 1 Asset Management dwóch budynków (C&D) w kompleksie Lipowy Office Park. W pierwszym przypadku sprzedającym była firm CPI Group, a w drugim – Futureal.

Rynek handlowy dominowały niewielkie kwotowo transakcje. Łącznie zawarto 6 umów. Największą z nich była sprzedaż przez Dor Group położonego w Częstochowie parku handlowego Aniołów Park za kwotę 25 m EUR przez spółkę Terg. Szczególnym zainteresowaniem inwestorów w dalszym ciągu cieszą się mniejsze formaty takie jak parki handlowe i centra typu convenience.

Nieruchomości przemysłowe i logistyczne, z kolei, stanowiły dominującą klasę aktywów, z największą transakcją – sprzedażą dwóch obiektów West Park Pruszków i West Park Ożarów Wrocław za 55 milionów EUR. Nabywcą była firma Hillwood, a sprzedającym DWS. Od początku roku zawarto umowy o łącznej wartości 138 m EUR – to spadek o 12% względem analogicznego okresu ubiegłego roku.

Narracje dezinformacyjne przed wyborami do Parlamentu Europejskiego

Wojna informacyjna jest dla zachodnich rządów pretekstem do ograniczania wolności słowa – uważa czterech na dziesięciu Czechów i Węgrów, jedna trzecia Słowaków i jedna czwarta Polaków.

Od 6 do 9 czerwca 2024 r. w dwudziestu siedmiu krajach europejskich odbywają się wybory do Parlamentu Europejskiego. Środkowoeuropejskie Obserwatorium Mediów Cyfrowych (CEDMO) przeprowadziło reprezentatywne badania w krajach Grupy Wyszehradzkiej V4 w kontekście wyborów europejskich. Dane zostały zebrane przez IPSOS w Czechach, na Słowacji i Węgrzech oraz przez Instytut Badań Pollster w Polsce. Wyniki opublikowano w specjalnym raporcie tematycznym Special Brief, który zawiera także informacje na temat narracji dezinformacyjnych rozpowszechnianych w Czechach, na Słowacji i w Polsce w związku z wyborami do Parlamentu Europejskiego. Jest to drugi raport poświęcony wyborom europejskim. Uniwersytet SWPS jako członek konsorcjum CEDMO współpracował przy realizacji badań w Polsce.

W odniesieniu do wpływu wojny w Ukrainie na poszczególne kraje V4, czterech na dziesięciu respondentów w Czechach (41 proc.) i na Węgrzech (41 proc.) zgodziło się, że wojna informacyjna jest jedynie pretekstem dla zachodnich rządów do ograniczenia wolności słowa. Jednocześnie mniej więcej taki sam odsetek ludności w Czechach (39 proc.) uważa, że ich kraj jest areną wojny informacyjnej Federacji Rosyjskiej przeciwko krajom zachodnim. W przypadku Węgier odsetek ten jest niższy (32 proc.). Z kolei na Słowacji więcej osób niż w Czechach (42 proc.) uważa, że Rosja prowadzi wojnę informacyjną przeciwko krajom zachodnim. W Polsce z tym stwierdzeniem zgadza się nawet ponad połowa populacji (55 proc.).

Wykres 1: Wpływ wojny informacyjnej na rosyjską agresję przeciwko Ukrainie

Wpływ wojny informacyjnej na rosyjską agresję przeciwko Ukrainie

W odpowiedzi na jedno z pytań respondenci deklarowali stopień, w jakim łatwo lub trudno jest im określić (nie)prawdziwość przekazów dotyczących określonych tematów. Polacy wykazali największe zaufanie do swojej zdolności identyfikowania prawdziwości informacji we wszystkich zasugerowanych tematach (z wyjątkiem COVID-19). Węgrzy uznali, że najtrudniej jest im określić prawdziwość informacji, zwłaszcza w przypadku wiadomości związanych z COVID-19 (trudne dla 59 proc.) i wydarzeń na krajowej scenie politycznej (58 proc.). Prawie połowie mieszkańców Czech najtrudniej jest odróżnić wiadomości prawdziwe od fałszywych w obszarze polityki Komisji Europejskiej dotyczącej przyszłości przemysłu motoryzacyjnego – na przykład zakazu stosowania silników spalinowych (trudne dla 49 proc. mieszkańców Czech); następnie informacje dotyczące wojny w Ukrainie (48 proc.); a na trzecim miejscu – wiadomości dotyczące kryzysu energetycznego, w tym zmian cen energii (47 proc.). Te same tematy, jak w przypadku populacji czeskiej, są również trudne dla Słowaków, ale ich zaufanie do własnej zdolności rozpoznawania prawdziwości określonych informacji jest wyższe niż w przypadku Czechów (trzy najtrudniejsze tematy wymienione powyżej zostały zidentyfikowane jako trudne przez około dwie piąte słowackich respondentów).

Wykres 2: Trudność w określeniu prawdziwości informacji przed wyborami do Parlamentu Europejskiego

Trudność w określeniu prawdziwości informacji przed wyborami do Parlamentu Europejskiego
Jeśli spojrzymy na temat polityki Komisji Europejskiej w sprawie przyszłości przemysłu motoryzacyjnego, który został (średnio) oceniony jako najtrudniejszy do rozstrzygnięcia, widzimy pewne podobieństwa, ale także różnice w odpowiedziach respondentów w krajach V4. We wszystkich krajach temat ten jest trudniejszy do oceny dla kobiet. Trudności z oceną w tym obszarze deklaruje 35-50 proc. mężczyzn (najmniej w Polsce, najwięcej na Węgrzech). Natomiast wśród kobiet odsetek ten jest zawsze wyższy o 5-9 punktów procentowych. Różnice pojawiają się również w kategoriach wiekowych, na przykład w młodszej grupie wiekowej poniżej 35 lat. W Czechach, na Słowacji i na Węgrzech młodzi respondenci zgłaszają trudności w ocenie narracji o przemyśle motoryzacyjnym w 40-52 proc., podczas gdy w Polsce dotyczy to tylko 25 proc. respondentów. We wszystkich krajach zaufanie do oceny autentyczności informacji rośnie wraz z wykształceniem, ale także wraz z częstotliwością korzystania z Internetu – komentuje wyniki badania w krajach V4 Lukáš Kutil, analityk danych w CEDMO Hub.

Wyniki badania wskazują na stosunkowo dobre samopoczucie Polaków, jeśli chodzi o odróżnianie przekazów prawdziwych od przekazów fałszywych. Jest to optymistyczne, należy jednak pamiętać, że dane te dotyczą deklaracji respondentów, nie zaś ich realnej wiedzy czy umiejętności – dodaje Karina Stasiuk-Krajewska, profesorka Uniwersytetu SWPS, który (jako członek konsorcjum CEDMO) współpracował przy realizacji badań w Polsce.

Około jedna trzecia respondentów we wszystkich czterech krajach zgodziła się, że niemiecka polityk Ursula von der Leyen powinna pozostać na na stanowisku przewodniczącej Komisji Europejskiej przez kolejne pięć lat. W Czechach i Polsce 33 proc. badanych zgodziło się z tym stwierdzeniem, a na Słowacji i Węgrzech wskaźnik ten wynosi 38 proc.

Wykres 3: Kontynuacja pracy Ursuli von der Leyen na stanowisku szefa Komisji EuropejskiejKontynuacja pracy Ursuli von der Leyen na stanowisku szefa Komisji Europejskiej

Według raportów fact-checkerów z CEDMO, w pierwszych pięciu miesiącach 2024 r. tematy związane z polityką krajową zaczęły zyskiwać na sile wśród fałszywych narracji w środkowoeuropejskiej przestrzeni informacyjnej online. Częstotliwość artykułów koncentrujących się na tych kwestiach stopniowo rośnie wraz ze zbliżaniem się wyborów europejskich, a w przypadku Słowacji wpływ na ten wzrost miał również zamach na premiera Roberta Fico. Drugim najczęstszym przedmiotem fałszywych narracji była wojna w Ukrainie, która pod koniec 2023 r. nadal dominowała w narracjach dezinformacyjnych.

Według Petra Gongali z platformy Demagog.cz, członka konsorcjum CEDMO, wśród informacji w Czechach od stycznia do maja 2024 r. fałszywe przekazy związane z Unią Europejską dotyczyły głównie paktu migracyjnego lub działań realizowanych w ramach Zielonego Ładu dla Europy. W debatach przedwyborczych kandydatki i kandydaci do Parlamentu Europejskiego składali fałszywe oświadczenia kwestionujące wpływ CO2 na globalne ocieplenie. W Polsce fałszywe narracje obejmowały wiadomości na temat paktu migracyjnego, Zielonego Ładu lub europejskiej dyrektywy w sprawie charakterystyki energetycznej budynków (EPBD). Na Słowacji rozpowszechniano fałszywe przekazy dotyczące zaangażowania francuskich legionów cudzoziemskich w walki w Ukrainie. Tematem dyskusji wśród kandydatów i kandydatek do Parlamentu Europejskiego była również wojna w Ukrainie, a zwłaszcza mobilizacja.

W skali ogólnoeuropejskiej odsetek przekazów dezinformacyjnych związanych z kwestiami UE osiągnął szczyt przed zbliżającymi się wyborami europejskimi. Zgodnie z raportem sieci EDMO, której członkiem jest CEDMO, w kwietniu temat ten był najliczniej reprezentowany wśród wykrytych przekazów dezinformacyjnych.

Wykres 4: Udział dezinformacji (według tematu) w całkowitej liczbie zarejestrowanych fałszywych przekazówUdział dezinformacji (według tematu) w całkowitej liczbie zarejestrowanych fałszywych przekazówŹródło: edmo.eu (Fact-checking Brief nr 35 opublikowany 21 maja 2024 r.)

Dane przedstawione zawierają wyniki ankiety przeprowadzonej dla CEDMO przez agencje

● IPSOS na reprezentatywnej próbie 1006 respondentów w Czechach, 1006 respondentów na Słowacji i 1002 respondentów na Węgrzech.

● oraz Instytut Badań Pollster (na reprezentatywnej próbie 1000 respondentów w Polsce ).

Zbieranie danych we wszystkich krajach V4 odbyło się między 28 marca a 3 kwietnia 2024 r. wśród respondentów w wieku 18-65 lat.

Wyżej wymienione narracje dezinformacyjne związane z wyborami do Parlamentu Europejskiego zostały wykryte przez organizacje weryfikujące fakty należące do konsorcjum CEDMO (AFP, Demagog.cz, Demagog.sk i Infosecurity.sk) w ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2024 roku.

Obcokrajowcy chętnie otwierają JDG w Polsce. Blisko 12 tys. wniosków w I kw. 2024

W I kw. br. blisko 16% wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej wpłynęło do rejestru CEIDG od osób mających obywatelstwo inne niż polskie. W analogicznym okresie ubiegłego roku odsetek ten wyniósł 14,5%. Zdecydowanie najwięcej takich przypadków dotyczyło Ukraińców. Od stycznia do marca tego roku było ich 9 tysięcy, a rok wcześniej – blisko 8 tys. Na kolejnych pozycjach w tym zestawieniu znajdują się Białorusini oraz Niemcy. Według znawców tematu, wpływ na liczbę otwieranych tego typu działalności przez obcokrajowców będzie miała sytuacja na naszym rynku pracy. Z kolei co do tego, czy tego typu przedsiębiorców będzie u nas dalej przybywać, zdania ekspertów są nieco podzielone.

Jak wynika z danych przekazanych przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, w I kw. br. do rejestru CEIDG wpłynęło ponad 75 tys. wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej (rok wcześniej – przeszło 80 tys.). Zdecydowaną większość z nich złożyli obywatele Polski, od stycznia do marca tego roku – niecałe 64 tys. (poprzednio – niespełna 67 tys.). Zatem w pierwszych trzech miesiącach br. blisko 12 tys. wnioskodawców stanowiły osoby, które mają obywatelstwo innego państwa (prawie 16% ogółu). Rok wcześniej było to również prawie 12 tysięcy (blisko 15%). W tej grupie znajdują się też przedsiębiorcy z podwójnym obywatelstwem, np. polskim i niemieckim czy polskim i ukraińskim.

– Widzimy więc, że ogólna liczba wszystkich wniosków do rejestru CEIDG jest mniejsza rok do roku, ale wzrósł udział tych złożonych przez obcokrajowców. Po pierwsze, to może mieć związek z chęcią wychodzenia z szarej strefy. Po drugie, mocne podwyższanie płacy minimalnej mogło doprowadzić do tego, że pracodawcy szukają zmniejszenia kosztów. Pracownikom czy kandydatom sugerują założenie jednoosobowej działalności gospodarczej. Tu przydałoby się dodatkowe pytanie o to, czy obcokrajowcy rzeczywiście chcą tak robić. Jednak tego się nie dowiemy – komentuje Marek Zuber, ekonomista z Akademii WSB.

Jak stwierdza Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, zmiany rok do roku są bardzo niewielkie. Ponadto, otwieranie JDG w Polsce przez obcokrajowców jest korzystne dla naszej gospodarki, ponieważ pozwala zaspokoić część usług, zarówno związanych z pracami typowo fizycznymi, jak i umysłowymi. Ekspert podkreśla, że z tych danych nie wiemy, czy przyjezdni skupiają się na samodzielnym wykonywaniu działalności, czy w przyszłości zamierzają kogoś zatrudnić. Ta druga opcja z pewnością jest mniej popularna, ale zdarzają się takie przypadki.

– W mojej ocenie, skala tego zjawiska nie jest zbyt duża, oczywiście biorąc pod uwagę to, ilu w ostatnim czasie przyjechało do naszego kraju choćby Ukraińców. Z kolei patrząc na to z perspektywy ewentualnych dochodów, ciężko tutaj coś powiedzieć bez dodatkowych danych. Nie wiemy bowiem, czym oni tutaj się zajmują, jakie płacą podatki itd. Natomiast na pewno nasza gospodarka jest na tym na plusie. Z moich obserwacji też wynika, że obcokrajowcy niezbyt chętnie chcą zakładać u nas działalność. Z reguły tak się dzieje, ponieważ obawiają się biurokracji i różnego typu kontroli. Do tego nie chcą płacić danin. Wolą, ile tylko się da, zostać w szarej strefie – mówi radca prawny Łukasz Goszczyński, ekspert z kancelarii prawa gospodarczego GKPG.

Spośród obcokrajowców, którzy złożyli ww. wniosek do CEIDG, najwięcej było Ukraińców – 9 tys. (rok wcześniej – blisko 8 tys.). Według Jeremiego Mordasewicza, dane te nie są zaskoczeniem. Od lat Ukraińcy stanowią bowiem większość imigrantów. W związku z tym zrozumiałe jest, że to oni zakładają najwięcej JDG z grona przyjezdnych. W opinii eksperta Konfederacji Lewiatan, ciekawe byłoby pozyskiwanie informacji o strukturze tych firm. To znaczy warto dowiedzieć się, czy są to np. podmioty, których założenie wymusił pracodawca.

– W I kwartale br. za naszą wschodnią granicą zmieniło się niewiele w porównaniu z początkiem 2023 roku. Mam na myśli to, że nie było sytuacji, która spowodowała masowe powroty do Ukrainy. Dostrzec za to można, że coraz więcej obywateli tego państwa szuka pracy w innych częściach Europy, szczególnie w Niemczech. Na pewno część Ukraińców próbuje rozkręcać u nas biznesy, niekiedy związane z ich ojczyzną. Natomiast na ten wzrost rok do roku mają wpływ wcześniej wymienione czynniki – przekonuje Marek Zuber.

Na kolejnych pozycjach tego zestawienia widzimy obywateli Białorusi – ponad 1 tys. (rok wcześniej – przeszło 2 tys.) i Niemiec – 130 (103). Dalej są osoby z podwójnym obywatelstwem – polskim i niemieckim – 116 (94). Za nimi znajdują się Rosjanie – 101 (146), Bułgarzy – 89 (96), Rumuni – 78 (107), jak również osoby z obywatelstwem polskim i ukraińskim – 65 (71). Następnie widzimy Włochów – 64 (62), a także osoby z obywatelstwem polskim i białoruskim – 62 (77).

– Zainteresowanie zakładaniem JDG przez obywateli Białorusi zależy m.in. od relacji między naszymi państwami. W ostatnich latach nie było jakiejś wielkiej sympatii, głównie ze względu na zróżnicowaną ocenę rządów Łukaszenki. Do tego dochodzą napięcia między Polakami i Białorusinami, na co nakłada się jeszcze niechęć Ukraińców do tych ostatnich. Nie można wykluczyć, że trudniej jest wyjechać z Białorusi, więc jest mniej chętnych do otwierania firm za granicą – analizuje Jeremi Mordasewicz.

Z kolei Marek Zuber zwraca uwagę na sytuację w Niemczech, opisywaną przez tamtejsze media. Nie brakuje w nich informacji o problemach gospodarki i poszukiwaniach oszczędności przez firmy. Jedną z opcji jest prowadzenie działalności w Polsce. Wprawdzie u nas też rosną koszty pracy czy ceny energii, ale i tak wciąż jest taniej niż po drugiej stronie Odry. Widać to choćby na przykładzie oferowanych wynagrodzeń. Jak podkreśla ekspert, takim przenoszeniem mogą być zainteresowane nie tylko firmy, które składają się z jednej osoby. Oszczędności potrzebne są też w przedsiębiorstwach zatrudniających wielu pracowników.

– W kwestii Rosjan, Bułgarów, Rumunów, Włochów czy też osób z podwójnym obywatelstwem powodem zakładania u nas JDG może być to, że w jakiś sposób oni tutaj częściowo funkcjonują, tj. mieszkają, mają rodziny itd. Osobiście znam przypadki, kiedy ww. osoby rejestrują u nas ww. rodzaj działalności gospodarczej, tylko po to, aby świadczyć zdalne usługi z Polski do swoich macierzystych krajów, bo tak jest im wygodniej lub dlatego, że tutaj mieszkają, ale wciąż chcą utrzymywać jakieś stosunki ze swoim krajem – dodaje mec. Łukasz Goszczyński.

Według Jeremiego Mordasewicza, wpływ na liczbę otwieranych JDG przez obcokrajowców będzie miała przede wszystkim sytuacja na naszym rynku pracy. Dziś relatywnie łatwo na nim znaleźć zajęcie, mamy bardzo niskie bezrobocie. Jednocześnie trend demograficzny nie zmieni się w ciągu kilkudziesięciu lat. Z rynku pracy będzie więc więcej osób ubywało, niż wchodziło na niego. Jak zaznacza ekspert, pracodawcy starają się zatrzymywać pracowników, oferując im m.in. umowy o pracę. Druga połowa roku powinna być też lepsza dla gospodarki. Zatem firmy powinny być bardziej skłonne do zatrudniania.

– Prawdopodobnie będziemy obserwować wzrost liczby JDG tworzonych przez obcokrajowców. Nie chciałbym wyróżniać żadnej z branż, ale taki scenariusz może być przede wszystkim widoczny w handlu i drobnych usługach. Jednak sądzę, że w najbliższych latach czeka nas raczej migracja osób, które będą przyjeżdżały do pracy etatowej, a po pewnym okresie wyjadą stąd. Ważne też jest to, co zrobi polski rząd w kontekście przedsiębiorczości, tzn. czy zostaną uchwalone przepisy ułatwiające prowadzenie biznesu. Tego nie wiemy, czekamy na konkrety od kilku miesięcy. A to też może mieć wpływ na liczbę firm zakładanych przez obcokrajowców – analizuje Zuber.

– Sądzę, że w kolejnych kwartałach tego roku ta liczba może być mniej więcej podobna do obecnej lub nawet nieco niższa. Wszystko zależy od tego, jak potoczy się sytuacja w Ukrainie. Jeżeli wojna dalej będzie się pogłębiać, to nowych przedsiębiorców może u nas z tego tytułu przybywać. Jednak patrząc na to z innej strony uważam, że nawet taki scenariusz jest średnio prawdopodobny. Te pierwsze zasiedlenia ludzkie były naprawdę spore i ciężko to będzie przebić. Ponadto, część będących już u nas osób zapewne chce wrócić do Ukrainy bądź wyjedzie dalej na zachód Europy. I stąd niezbyt wiele może się w tej kwestii zmienić – podsumowuje ekspert z kancelarii prawa gospodarczego GKPG.

Popyt na kredyty mieszkaniowe rośnie, ale wolniej

O 45,4% r/r wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w maju 2024 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość Indeksu oznacza, że w maju 2024 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 45,4% w porównaniu do maja 2023 r.

W maju 2024 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 26,99 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 22,37 tys. rok wcześniej, co przekłada się na wzrost r/r o 20,6%. W porównaniu do kwietnia 2024 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy jednak spadła o 16,6%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wyniosła w maju 2024 r. 435,54 tys. zł i była wyższa o 14,8% niż w maju 2023 r. W porównaniu do kwietnia 2024 r. nieznacznie wzrosła o 0,7%.

– Popyt na kredyty mieszkaniowe zgodnie z przewidywaniami wyhamował po zakończeniu przyjmowania wniosków w ramach Programu Bezpieczny Kredyt 2%. Obecnie jest on niższy o około 30-40% niż w II półroczu 2023 roku, ale jednak pozostaje on wyraźnie wyższy (o 30-40%) niż w pierwszym półroczu ubiegłego roku. Pomimo obaw nie spadł on więc do poziomu sprzed uruchomienia Programu.
Istotnym czynnikiem wpływającym na wartość bieżącego odczytu Indeksu Popytu jest liczba wnioskodawców. Jest ona wyższa w ujęciu rocznym, wzrosła z 22,37 tysięcy w maju zeszłego roku do 26,99 tysięcy w maju tego roku. Ponad 20% wzrost liczby wnioskujących w porównaniu do maja ub.r. jest w dużej mierze efektem ówczesnego „zamrożenia” popytu na kredyty mieszkaniowe w wyniku wysokiego poziomu stóp procentowych oraz realnego spadku wynagrodzeń, mamy więc efekt niskiej zeszłorocznej bazy, który częściowo odpowiada za majowy poziom Indeksu. Efekt ten będzie w kolejnych miesiącach negatywnie wpływał na wartość Indeksu. Co więcej, w maju w porównaniu do miesiąca wcześniej wystąpił spadek liczby osób składających wnioski o kredyt hipoteczny o 16,6% – wyjaśnia dr hab. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Grupy BIK.

– Drugim ważnym aspektem determinującym poziom Indeksu jest wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu do 435,5 tys. zł – to kwota o prawie 15% wyższa niż w maju 2023 r. Jest ona najwyższa w historii. Jest to efekt nadal rosnących cen nieruchomości. Wnioskowaniu o coraz wyższe kwoty kredytów sprzyja wzrost zdolności kredytowej w wyniku realnego wzrostu wynagrodzeń przy stabilnym poziomie stóp procentowych. Jednak wzrost zapotrzebowania na kredyty mieszkaniowe stymulować może nowy program wsparcia kredytobiorców. Jego brak spowoduje zaś stabilizację liczby wnioskodawców na poziomie około dwudziestu kilku tysięcy osób – dodaje prof. Rogowski. 

Bogaci są coraz bogatsi. Wzrost globalnego majątku o 3,8 biliona dolarów

Liczba zamożnych osób fizycznych (eng. HNWI – High-Net-Worth-Individuals’)1 i ich majątek osiągnęły w 2023 roku rekordowy poziom – wynika z najnowszego raportu Capgemini World Wealth Report 2023. Globalny majątek wzrósł o 3,8 biliona USD (+4,7%) osiągając poziom 86,8 biliona USD. Liczba zamożnych osób wzrosła o 5,1% do 22,8 miliona osób na całym świecie i nadal rośnie, mimo niestabilnej sytuacji na rynkach i niepewności gospodarczej. Te liczby równoważą zeszłoroczne spadki.

Wzrosty niemal na całym świecie

W 2023 roku to Ameryka Północna odnotowała najsilniejsze „ożywienie”, przy wzroście majątku rok do roku na poziomie 7,2% i liczebności zamożnych osób o 7,1%. Tendencja na większości rynków prezentuje się podobnie, choć mniej spektakularnie:

  • Zamożni z rejonu Azji i Pacyfiku (4,2% wzrostu wartości majątku i 4,8% wzrostu liczebności zamożnych) oraz Europy (3,9% i 4,0%) odnotowali mniejsze korzyści.
  • Dla Ameryki Łacińskiej i Bliskiego Wschodu wzrosty były jeszcze niższe – kolejno 2,3% oraz 2,9% dla Ameryki Łacińskiej oraz 2,7% i 2,1% dla Bliskiego Wschodu.
  • Afryka jest jedynym regionem, w którym zarówno poziom majątku (-1,0%), jak i liczebność osób zamożnych (-0,1%) zanotowały nieznaczne spadki.

Po spadkach wśród zamożnych osób z 2022 roku nie ma już śladu i tendencje wzrostowe znowu są aktualne. Z raportu Capgemini wynika, że na tle badanych regionów najbardziej wyróżnia się Ameryka Północna, co nie powinno dziwić, bo tamtejsza gospodarka cechuje się dużą odpornością na globalne zawirowania. Nastąpił też wyraźny wzrost akcji na tamtejszych giełdach. Mimo ogólnego braku stabilności na rynkach światowych, tylko Afryka zanotowała minimalne spadki. Według ekspertów nie można jednak na tej podstawie wyciągać wniosków o rychłym powrocie do względnej normalności. W tym roku przed nami są bowiem jeszcze istotne wydarzenia, które będą mieć wpływ na lokalne i światowe rynki, jak np. wybory w Stanach Zjednoczonych, wybory do Europarlementu czy wprowadzenie regulacji dotyczących mediów społecznościowych oraz sztucznej inteligencji. Wzrost zamożności najbogatszych to dowód przede wszystkim na niezwykłą elastyczność tej grupy w kwestii dostosowywania się do nowych warunków. W obecnej sytuacji, ta cecha wydaje się przynosić największe korzyści.

Nacisk na inwestycje

Wraz ze wzrostami na liście HNWI, obserwujemy, że decyzje biznesowe najbardziej zamożnych osób coraz częściej dotyczącą pomnażania majątków niż ochrony bogactwa. Raport wskazuje, że aż dwie na trzy osoby zamożne planuje w 2024 roku bardziej inwestować w kapitał prywatny, aby wykorzystać więcej potencjalnych możliwości zysku.

Według raportu Capgemini można założyć, że w 2024 roku z powodu zwyżkowych trendów na innych rynkach, także Afryka wróci na ścieżkę wzrostów. Niewielkie spadki, które zanotowała w 2023 roku wynikały z ograniczonej liczby inwestycji zagranicznych i niskich cen surowców. Zamożne osoby z uwagi na swoje zyski, będą bardziej skłonne do inwestowania w celu pomnożenia majątków, a nie jego ochrony. Kontynent afrykański w oczywisty sposób będzie beneficjentem tej zmiany.

Oczekiwane spowolnienie w 2024

Eksperci przewidują, że tempo wzrostów w tym roku wyhamuje i liczby na koniec 2024 roku będą mniej spektakularne niż za rok wcześniejszy. Druga połowa roku, z uwagi na nadchodzące wybory w USA jest dla gospodarki kluczowym okresem. Pierwszych widocznych wahań na globalnych rynkach można spodziewać się już w ciągu najbliższych tygodni.

Metodologia raportu

Raport World Wealth Report 2024 obejmuje 71 krajów, odpowiadających za ponad 98% światowego dochodu narodowego brutto i 99% światowej kapitalizacji giełdowej.

1: HNWI to zamożne osoby fizyczne posiadające aktywa inwestycyjne o wartości 1 miliona USD lub więcej, z wyłączeniem ich głównego miejsca zamieszkania, przedmiotów kolekcjonerskich, dóbr konsumpcyjnych i trwałych dóbr konsumpcyjnych. HNWI są podzieleni na trzy kategorie na podstawie przedziałów zamożności: Ultra-HNWIs (30 mln USD lub więcej), Mid-Tier Millionaires (5-30 mln USD) i Millionaires Next Door (1-5 mln USD).

Wiceminister klimatu i środowiska spotkał się z przedsiębiorcami. Czy będzie przełom w rozmowach o lasach?

3 czerwca w Kwidzynie, z inicjatywy Pomorskiego Zespołu Parlamentarnego, odbyła się konferencja pt. „Perspektywy funkcjonowania przemysłu drzewnego w obliczu nowych wyzwań”. Na zaproszenie Agnieszki Pomaski, Przewodniczącej Pomorskiego Zespołu Parlamentarnego, Mieczysława Struka, Marszałka Województwa Pomorskiego, Tomasza Frejnagiela, Starosty Powiatu Kwidzyńskiego odpowiedziało kilkadziesiąt osób, w tym parlamentarzyści, przedstawicieli władz samorządowych, Lasów Państwowych, firm, instytucji związanych z przemysłem drzewnym w Polsce. Nie zabrakło również przedstawicieli organizacji branżowych, między innymi z Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, Stowarzyszenia Producentów Płyt Drewnopochodnych w Polsce, Stowarzyszenia Papierników Polskich oraz Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego.   Głównym celem spotkania było przedstawienie i uświadomienie parlamentarzystom i samorządowcom, którzy na co dzień nie zajmują się przemysłem drzewnym, z jakimi problemami się on boryka.

W obliczu planów Ministerstwa Klimatu i Środowiska dotyczących wyłączenia co najmniej 20 proc. powierzchni lasów z gospodarowania, a także w sytuacji niekontrolowanego eksportu drewna oraz niekorzystnych zasad sprzedaży tego surowca dla krajowych producentów, przemysł drzewny jest coraz bardziej zaniepokojony i coraz głośniej apeluje o poważne potraktowanie swoich postulatów. Wskazuje, że konsekwencje tych działań mogą okazać się katastrofalne dla przemysłu drzewnego, który z 6 proc. udziałem w polskim PKB, stanowi jedną z silniejszych gałęzi gospodarki, a który jednocześnie stoi wobec ogromnego kryzysu. Skutki załamania na rynku są już odczuwalne, również przez firmy z województwa pomorskiego, które licznie stawiły się na konferencji.

Dyskusję rozpoczął Jerzy Majewski, Członek Rady Nadzorczej MM Kwidzyn, który podkreślił niezmiernie trudną sytuację zakładów przetwarzających surowiec drzewny wskutek drastycznego pogorszenia warunków ich funkcjonowania.

W minionym roku, a także w pierwszych miesiącach 2024 r. spadki produkcji odnotowały wszystkie branże związane z przetwórstwem drewna: sektor celulozowo-papierniczy – 20-35 proc., sektor meblarski – 6 proc., sektor płyt drewnopochodnych 20-25 proc. w stosunku do 2022 roku. Dodatkowo producenci tarcicy i wyrobów z drewna odnotowali spadek wartości sprzedaży o 26 proc. do roku 2022 roku – wymienił Jerzy Majewski.

Jednocześnie podkreślił, że po 15 października 2023 roku, wraz ze zmianą władzy, pojawiło się nowe otwarcie w kontaktach z branżą drzewną i wreszcie rozpoczęto dialog z przedsiębiorcami. Niestety nie wszystko poszło po myśli przemysłu drzewnego, a sytuacja i napięcie pomiędzy przedsiębiorcami a rządem narasta od momentu styczniowego memorandum na wycinkę drewna w RDLP Białystok i RDLP Krosno.

Wspomniał również o Ogólnopolskiej Naradzie o Lasach, z którą przemysł wiązał duże nadzieje, a która okazała się fasadowym wydarzeniem o ustalonych wcześniej wynikach prac (powstanie Lasów Społecznych, nowych Parków Narodowych i Rezerwatów Przyrody).

Najbardziej obawiamy się zapowiedzi wyłączenia 20 proc. powierzchni lasów z gospodarki leśnej, co może doprowadzić do poważnych konsekwencji, między innymi: do spadku dostępności i wzrostu cen wielu produktów, negatywnego wpływu na środowisko i degradację lasów, utratę konkurencyjności polskiego przemysłu drzewnego na rynkach międzynarodowych, a w konsekwencji powolny jego upadek – zauważył Majewski.

Przedstawiciele przemysłu drzewnego podkreślili, że doceniają otwartość na dialog, a także wyraźnie zaznaczają, że w ich interesie nie leży dewastacja przyrody, o którą są nieustannie posądzani. Apelują, by zmiany, które planowane są w gospodarce leśnej miały charakter długofalowy.

Branża drzewna popiera ochronę przyrody z jednoczesnym uwzględnieniem jej potrzeb – w tym ustanowienia okresu przejściowego. Oczekuje się zatem zagwarantowania stabilnego dostępu do drewna na następne minimum 10 lat w ilości 40-44 mln m3/rok, konkurencyjnych cen drewna w Europie, przywrócenia certyfikatu FSC we wszystkich RDLP, wyeliminowania eksportu drewna okrągłego, zaprzestania spalania drewna okrągłego na potrzeby energetyki zawodowej, zwiększenia recyklingu drewna, kontynuowania zrównoważonej gospodarki leśnej, zmian w urządzaniu i eksploatacji lasów zgodnie z wiedzą naukową i zmianami klimatycznymi, prowadzeniem rzeczywistego dialogu pomiędzy MKiŚ, Lasami Państwowymi, przemysłem i organizacjami ekologicznymi.

Do postulatów tych odniósł się bezpośrednio wiceminister klimatu i środowiska Miłosz Motyka, który zapewniał, że kolejne decyzje, będą podejmowane po efektywnym dialogu ze wszystkimi stronami. Podkreślił, że sposób komunikacji ministerstwa ulegnie zmianie, tak aby branża drzewna nie była już więcej zaskakiwana decyzjami podejmowanymi przez polityków.

Zbudowaliście Państwo potężną gałąź polskiego przemysłu i nie wyobrażam sobie, żeby dzisiaj ktokolwiek próbował tą gałąź obcinać. Wierzę, że ochrona przyrody i gospodarka leśna mogą iść w parze z rozwojem przemysłu drzewnego. Przyjmuję to zobowiązanie – tymi słowami minister Miłosz Motyka zwrócił się do przedsiębiorców z branży drzewnej w podsumowaniu konferencji w Kwidzynie.

Przedstawiciele branż drzewnych mają nadzieję, że deklaracje ministra rzeczywiście przełożą się na konstruktywny i merytoryczny dialog Ministerstwa Klimatu i Środowiska z przedsiębiorcami, o który proszą już od kilku miesięcy.

– Jesteśmy ostrożnymi optymistami. Najbliższe tygodnie pokażą, czy obietnice ministra Miłosza Motyki zostaną spełnione – ocenia spotkanie Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli. – Od decyzji Ministerstwa Klimatu i Środowiska zależy nie tylko byt przedsiębiorców i ich pracowników, sytuacja ekonomiczna Polski, ale również to, czy w naszym kraju nadal będą produkowane meble, podłogi, opakowania z ekologicznego surowca, jakim jest drewno, czy zastąpi je plastik – dodaje.

Prawie połowa pracowników wolałoby rozwód od powrotu do biura w pełnym zakresie

Niemal 80 proc. pracodawców uważa, że powrót do biur jest trendem, który z pewnością będzie trwał przez kolejne dwa lata. Jednak blisko 90 proc. polskich pracowników możliwość pracy przynajmniej częściowo zdalnej uznaje za ważną. Optymalnym rozwiązaniem jest odpowiednio rozplanowana praca hybrydowa — zdaniem ok. 40 proc. pracowników forma zdalna bardziej sprzyja pracy indywidualnej, podczas gdy zespołowo lepiej pracuje się z biura.

Pandemia COVID-19 zredefiniowała pojęcie miejsca pracy, a praca zdalna dla wielu osób stała się nie tylko koniecznością, ale też udogodnieniem. Jednak obecnie coraz więcej firm zaczyna wracać na stałe do biur. Jak wynika z globalnego badania przeprowadzonego na ponad 14 tys. pracowników w niemal 4 tys. przedsiębiorstw, nawet 80 proc. pracodawców oczekuje pełnego lub częściowego powrotu do biura. Dodatkowo 78 proc. prognozuje, że ten trend utrzyma się również przez najbliższe dwa lata. Głównym argumentem przemawiającym za powrotem do biur jest przekonanie, że sprzyja to lepszej pracy zespołowej i budowaniu poczucia wspólnoty. Nawet 81 proc. ankietowanych firm przeprojektowało miejsca pracy lub zamierza to zrobić w celu osiągania lepszej współpracy i integracji zespołu.

Dodatkowo niestety osoby pracujące całkowicie zdalnie mogą mieć mniejsze szanse na awans czy podwyżkę, ponieważ, według badań, zaangażowanie i wysiłek wkładane przez nie w pracę mogą być mniej widoczne dla pracodawców. Wiemy z badań psychologicznych, że można to tłumaczyć choćby efektem samej ekspozycji. Stawia to pytanie, czy pracodawcy nie mylą obecności pracownika z wydajnością jego pracy, którą nie zawsze firmy potrafią prawidłowo mierzyć? Czy przypadkiem firmy nie idą na skróty, chcąc rozwiązać wszelkie wyzwania nowej rzeczywistości poprzez powrót do biur? Jednak co na ten temat sądzą pracownicy? Nawet 43 proc. ankietowanych, według przeprowadzonego w USA badania twierdzi, że wolałoby się rozwieść niż wrócić do pełnej pracy w biurze. Czy potrzeby pracodawców i pracowników rzeczywiście są tak bardzo rozbieżne, jak to wydaje się na pierwszy rzut oka?

Optymalny tryb wykonywania obowiązków służbowych

Część pracodawców zdecydowała się podczas pandemii na rekrutację pracowników spoza miejsca siedziby firmy, dla których częstsza praca z biura nie jest możliwa. Stawia to więc organizacje przed nowymi wyzwaniami związanymi z budowaniem narzędzi i pomysłów na to, jak zabezpieczyć rozmaite ryzyka i wyciągnąć maksimum korzyści w modelu hybrydowym. Warto więc przemodelować sposób myślenia o biurze jako miejscu pracy na myślenie o biurze jako o jednym z narzędzi pracy. Niezwykle istotne są ustalone zasady pracy oraz odpowiednie planowanie — zdaniem 41 proc. polskich pracowników praca indywidualna jest bardziej efektywna w formie zdalnej, niemal tyle samo uważa, że biuro jest lepszym miejscem do pracy zespołowej, a obecność w nim pozytywnie wpływa na zaangażowanie. Rozpad relacji i spadek zaufania w zespole to, zdaniem polskich pracowników, główne wady pracy zdalnej.

Praca hybrydowa jest najbardziej oczekiwanym przez pracowników, ale także realnym z perspektywy pracodawców modelem funkcjonowania w firmie. Według dostępnych badań dla blisko 90 proc. polskich pracowników możliwość pracy zdalnej w wymiarze co najmniej 40 proc. czasu pracy jest ważna. Zbudowanie takiego modelu wymaga otwartego dialogu między pracownikami a przedstawicielami firmy o potrzebach, nie o stanowiskach. To może pozwolić na wypracowanie współpracy w zakresie pracy hybrydowej, opartej na obopólnym zrozumieniu i czerpaniu maksimum korzyści przez obie strony.

Praca zdalna to nadal nowe możliwości aktywizacji zawodowej dla pracodawców

Jedną z zalet modelu hybrydowego jest możliwość włączania osób, które są wykluczone z tradycyjnych modeli pracy stacjonarnej. Praca w modelu mieszanym umożliwia większą aktywizację kobiet, szczególnie matek z małymi dziećmi, a także osób opiekujących się innymi członkami rodziny, np. starszymi lub niepełnosprawnymi. Z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że nawet 40 proc. matek, których dzieci mają rok lub dwa, nie wykonuje pracy zarobkowej. Zaradzić temu może po części praca zdalna lub hybrydowa, którą ponad ¾ kobiet uważa za największy możliwy benefit pracowniczy.

Technologia kluczem do optymalizacji modelu pracy

W optymalnym budowaniu efektywnego miejsca pracy godzącego różne potrzeby pracodawców i pracowników potrzebne jest wykorzystywanie nowoczesnych technologii, takich jak ClickMeeting. Nasza platforma służy zarówno do komunikacji online w ramach spotkań, jak i organizacji interaktywnych szkoleń i webinarów z możliwością ich automatyzacji. Chcemy wspierać zarówno pracowników, jak i pracodawców w efektywnych modelach wypełniania obowiązków służbowych, które przyniosą nam zarazem inkluzywne oraz produktywne miejsca pracy.

Sandra Kolańczyk, HR Business Partner ClickMeeting, polskiej platformy do pracy zdalnej/hybrydowej, prowadzenia webinarów, spotkań online oraz interaktywnych lekcji.

System kaucyjny jest zagrożony przez brak Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta. Miliardy złotych w grze

Datowane na początek 2025 roku wprowadzenie systemu kaucyjnego budzi wśród ekspertów coraz więcej wątpliwości. Dotyczą one nie samego systemu, bo tutaj powszechnie wiadomo, że zmiany w tym zakresie są niezbędne, a sposobu jego wprowadzania. Zdaniem ekspertów ze Stowarzyszenia „Polski Recykling” sam system kaucyjny będzie nieskuteczny bez jednoczesnego wprowadzenia Rozszerzonej Odpowiedzialności Producentów.

Debatowany w parlamencie system kaucyjny, to rozwiązanie od lat funkcjonujące w wielu krajach na całym świecie, które zakłada pobieranie od pojedynczego konsumenta symbolicznej opłaty stanowiącej kaucję. Kwota ta, po oddaniu zużytych puszek czy butelek do recyklingu, jest później zwracana bezpośrednio konsumentowi. To obecnie najskuteczniejsze rozwiązanie na odzyskanie większości odpadów opakowaniowych po napojach. Niechlubną alternatywą dla tego rozwiązania jest składowanie ich na wysypiskach śmieci a co gorsza porzucanie w środowisku naturalnym. W ocenie ekspertów ze Stowarzyszenia „Polski Recykling” sam system kaucyjny jest niewystarczający i nieskuteczny bez jednoczesnego wprowadzenia przepisów Rozszerzonej Odpowiedzialności Producentów (ROP), który odpowiedzialność finansową za wprowadzane opakowania oraz ich zagospodarowywanie przenosi na producentów.

Przepisy o ROP powszechnie obowiązują w Europie. Wg. danych Reloop Platform, opłaty ponoszone przez producentów wprowadzających do obiegu opakowania z tworzyw sztucznych wynoszą nawet ponad 600 euro za tonę w Austrii, ponad 470 w Hiszpanii czy ponad 200 w Czechach. Polskie stawki pozostają najniższe w Europie – producenci płacą kilkukrotnie mniej za tonę plastiku wprowadzonego do obiegu.

Oznacza to, że koszty zbiórki i zagospodarowania odpadów ponoszą w praktyce gminy i ich mieszkańcy. Do tego system kaucyjny zabierze gminom przychód ze sprzedaży surowców wtórnych. Bo do tej pory to my jako recyklerzy, odbierając przesegregowane odpady zostawialiśmy w gminach niemałe kwoty. Brak ROP stawia samorządy w Polsce w bardzo trudnej sytuacji, przed widmem utraty znaczącej części przychodów, a dotychczasowe środki z puszek aluminiowych i butelek PET, zasilą konta operatorów systemu kaucyjnego. – tłumaczy Sławomir Pacek, prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling”. – W momencie wprowadzenia ROP gminy odzyskają kwoty, które praktycznie zabierze im kaucja. Stanie się to poprzez sfinansowanie kosztów zbiórki i przetwarzania odpadów opakowaniowych przez producentów. – kontynuuje prezes SPR.

W teorii większość interesariuszy jest zgodna co do słuszności wprowadzenia systemu kaucyjnego, ale kontrowersje budzą szczegóły i koszty. Już w 2017 r. badanie Deloitte wskazało, że wprowadzenie systemu kaucyjnego w Polsce kosztować będzie gospodarkę od 19 do 23 mld złotych. Dodatkowo szacuje się, że roczny koszt operacyjny tego systemu może wynieść ok. 3 mld zł.

W praktyce zmiany opóźniają właściciele powierzchni handlowych powyżej 100m2, którzy w myśl ustawy mają zostać objęci obowiązkiem postawienia butelkomatów, ponieważ to oni zostaną obciążeni kosztami postawienia urządzeń, a ten kształtuje się na poziomie od kilkudziesięciu do nawet stu tysięcy złotych. Podobnym kosztem obciążone będą gminy, gdzie w rozumieniu ustawy w każdej z nich ma pojawić się przynajmniej jeden butelkomat. Gmin w Polsce jest 2477, więc koszt samego postawienia urządzeń będzie bliski ćwierć miliarda złotych.

Z kolei z danych Stowarzyszenia „Polski Recykling” wynika, że zmiany w ROP mogą przynieść gminom dodatkowe miliardy złotych rocznie wpływów, dzięki przeniesieniu kosztów za odpady wprowadzane do obiegu z gmin, czyli de facto ich mieszkańców, na producentów.

System kaucyjny w obecnie omawianej formule jest zagrożony, głównie z uwagi na projektowanie go w oderwaniu od Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta. Procedowanie tych projektów oddzielnie spowoduje duże perturbacje budżetowe w gminach, sięgające miliardów złotych. Warto powtarzać, że na połączeniu wdrażania systemu kaucyjnego z Rozszerzoną Odpowiedzialnością Producenta skorzystamy wszyscy, bo nie tylko pozwoli on osiągnąć europejskie standardy, ale przede wszystkim realnie ograniczyć liczbę odpadów wprowadzanych do środowiska i przenieść koszt za wprowadzane odpady z gmin na producentów. – mówi Szymon Dziak-Czekan, doradca zarządu Stowarzyszenia „Polski Recykling”.

W Polsce dostrzega się konieczność wprowadzenia reform w systemie gospodarowania odpadami opakowaniowymi, choć prace rządu nad takim projektem notują spore opóźnienia. Niezależnie od tempa prac, ustawodawcy są zobligowani Ramową Dyrektywą Odpadową do faktycznego zatwierdzenia reformy ROP, czyli prawnej zmiany, która zakłada wzięcie przez producentów odpowiedzialności finansowej za wprowadzane na rynek opakowania. W obliczu tych planów wielu zastanawia się, czy producenci nie zapełnią tej luki finansowej rekompensując ją wzrostem cen swoich towarów.

Brak systemu Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta i niedostosowanie prawa krajowego do dyrektywy UE, może skutkować dotkliwymi sankcjami finansowymi ze strony Komisji Europejskiej. Tym bardziej, że termin wprowadzenia odpowiedniej legislacji upłynął 5 stycznia 2023 roku.

Obecnie funkcjonujący w Polsce system ROP jest dysfunkcyjny i doprowadził do zapaści w branży gospodarki odpadami w Polsce. Należy dodać, że został on powołany do życia dwadzieścia lat temu i zupełnie nie odpowiada aktualnym potrzebom rynkowym. Aktualna sytuacja, w której to mieszkańcy płacą krocie za wywóz odpadów, w tym opakowań, nie jest dobra dla nikogo. Z drugiej strony, recyklerzy nie mają wystarczająco surowca do produkcji, ponieważ za dużo pełnowartościowych odpadów trafia na wysypisko. Co za tym idzie, firmom produkującym opakowania zabraknie wkrótce recyklatów, a samorządy i budżet państwa zapłacą dotkliwe kary za brak osiągnięcia poziomów recyklingu. – dodaje Sławomir Pacek.

Polska jest jednym z ostatnich krajów Unii Europejskiej, w którym koszty zbiórki odpadów po opakowaniach ponoszą wyłącznie mieszkańcy w ramach opłat gminnych. Według Stowarzyszenia „Polski Recykling” system kaucyjny, jak i ROP powinny zostać wprowadzone w Polsce jednocześnie. Pozwoli to na uniknięcie sytuacji, w której to koszty tych zmian ponosić będą podatnicy – czy to w postaci zwiększonych opłat za odprowadzanie odpadów w gminach, czy w ramach zwiększonego podatku. Wprowadzenie systemu kaucyjnego przy jednoczesnym przeniesieniu opłat na wprowadzających na rynek opakowania z tworzyw sztucznych, w ocenie Stowarzyszenia, pozwoli na harmonijne wdrożenie obu projektów i dogonienie w tym zakresie krajów zachodniej i północnej Europy.

Ceny mieszkań na rynku wtórnym stabilizują się. Koniec wzrostów?

W Krakowie, Poznaniu, Trójmieście i Aglomeracji Katowickiej maj przyniósł stabilizację średniej ceny metra kwadratowego mieszkań z rynku wtórnego. Marsz w górę kontynuowała natomiast w Łodzi, Warszawie i Wrocławiu. Jednak to Aglomeracja Katowicka jest tegorocznym liderem podwyżek. Na kolejnych stopniach podium w tym wyścigu cenowym są Warszawa i Łódź – wynika z danych portalu GetHome.pl.

Rynek mieszkaniowy w Polsce czeka na rozwój wydarzeń związanych z programem Kredyt mieszkaniowy #naStart. Tymczasem zarówno na rynku nowych jak i używanych lokali widać wyhamowanie dynamiki wzrostów cen. Według danych portalu Gethome.pl, w Poznaniu drugi miesiąc z rzędu ceny mieszkań „z drugiej ręki” praktycznie się nie zmieniły, pozostając na poziomie ok. 11,5 tys. zł/mkw. Stolica Wielkopolski jest wyjątkowa pod tym względem, ponieważ od początku roku ceny lokali używanych wzrosły tu tylko o 1%.Wyk.1 - Ceny - rynek wtórny MDM

Podobna sytuacja ma miejsce w Trójmieście, w którym po 1% wzroście w kwietniu ceny mieszkań z rynku wtórnego zatrzymały się na poziomie 15,4 tys. zł za metr kwadratowy. W ciągu pięciu ostatnich miesięcy ceny lokali używanych w trójmiejskiej aglomeracji wzrosły tylko o 2%.

Maj przyniósł stabilizację cen również w Krakowie (17,5 tys. zł/mkw.) oraz miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (8,5 tys. zł/mkw.) W przypadku tej ostatniej to wyraźny sygnał mocnego hamowania cen lokali, które od początku roku urosły najwięcej spośród analizowanych miast, bo aż o 9%. Na drugim miejscu znalazła się Warszawa, w której podobnie jak we Wrocławiu mieszkania z rynku wtórnego w maju wzrosły raptem o 1%, ale w ciągu pięciu miesięcy już o 8%. Wg danych portalu GetHome.pl od grudnia ubiegłego roku stolica województwa dolnośląskiego zanotowała z kolei „tylko” 5% wzrost.Wyk.2 - Ceny - rynek wtórny RDR

Liderem wzrostów w maju niespodziewanie została Łódź, w której ceny lokali w ofercie biur pośrednictwa wzrosły o 2% miesiąc do miesiąca. Od początku roku łódzkie mieszkania z drugiej ręki zdrożały aż o 7% i po Aglomeracji Katowickiej i Warszawie, zajmują trzecie miejsce pod względem dynamiki wzrostów cen w okresie pięciu miesięcy tego roku.Wyk. 3 - Ceny mieszkań - maj 2024-wstępne-mkwM-pierwotny i wtórny

Mimo bardzo wysokich podwyżek cen mieszkań z drugiej ręki w Aglomeracji Katowickiej i Łodzi, wciąż pozostają one jednymi z najtańszych miast spośród wszystkich metropolii. Wynika to z tego, że w ofercie wciąż wysoki udział mają mieszkania w PRL-owskich blokach i starych kamienicach. Jeszcze na początku poprzedniej dekady w obrocie rynkowym były głównie takie mieszkania. Ich ceny były wówczas średnio nawet o 30% tańsze od nowo budowanych w przeliczeniu na metr kwadratowy. W kolejnych latach w ofercie rynkowej rósł udział mieszkań wybudowanych po 1989 r. W efekcie dysproporcja w wysokości średniej ceny metra kwadratowego zaczęła maleć. Obecnie różnica wynosi ok. 20%. Dodajmy, że wciąż w czterech metropoliach –  w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście – średnia cena metra kwadratowego mieszkań na rynku wtórnym jest wyższa niż na rynku pierwotnym.

Od poniedziałku akcje Nvidia będą znacznie tańsze

W piątek, po zakończeniu notowań w USA, nastąpi podział (czyli tzw. split) akcji giganta sztucznej inteligencji Nvidia. Cena jednej akcji spadnie z ponad 1160 dolarów do około 116 dolarów. Tym samym, akcje staną się bardziej dostępne dla indywidualnych inwestorów. Jednak ten zabieg nie zmienia nic w fundamentach spółki.

Nvidia postanowiła pomóc inwestorom indywidualnym i zaplanowała podział swoich akcji (który po angielsku określamy jako split) w stosunku 10:1. To oznacza, że cena jednak akcji spadnie z wysokiego poziomu ponad 1160 do 116 dolarów. Tym samym, zakup akcji stanie się łatwiejszy, przede wszystkim dla inwestorów indywidualnych, którzy zwykle dysponują mniejszą kwotą inwestycji niż inwestorzy instytucjonalni. Do splitu dojdzie 7 czerwca po zamknięciu rynku w USA, czyli około 22:30 CET. Na moment przed podziałem, Nvidia jest dziewiątą najdroższą akcją w ramach indeksu S&P500. Stanowi to barierę dla wielu inwestorów, którzy u swoich brokerów nie mają możliwości zakupu ułamkowych części akcji. Wysoka cena akcji utrudnia też konstruowanie portfeli indywidualnych inwestorów, którzy dysponują bardziej ograniczonymi środkami. Niższa cena akcji spowoduje, że Nvidia może także próbować zająć pozycję w indeksie Dow Jones Industrial Average, choć ma tutaj poważną konkurencję w postaci Amazon, Apple czy Alphabet. Potencjalnie może wyprzeć z tego indeksu np. akcje Intel. Tego typu korekty w indeksie DJIA są jednak rzadkością.

Niższa cena akcji nie zmienia fundamentów spółki. Może jednak otworzyć ją na szerszą bazę inwestorów i poprawić płynność. Dane historyczne pokazują, że splity zwykle przynoszą wzrost liczby detalicznych posiadaczy akcji oraz wzrost cen. Warto pamiętać, że choć akcje ułamkowe stają się coraz popularniejsze, nadal nie wszyscy inwestorzy mają do nich dostęp.

Cześć spółek jednak celowo nie dzieli swoich akcji, skupiając się na bardziej “poważnych” inwestorach instytucjonalnych i funduszach ETF. Cześć firm łączy nawet wysoką cenę akcji z większym prestiżem. Obecnie, najdroższą pojedynczą akcję w indeksie S&P500 posiada amerykańska spółka budowlano-finansowa NVR. Jeden walor tej spółki kosztuje aż 7,5 tys. dolarów. To rozmija się z trendem wzrastającego znaczenia inwestorów indywidualnych na rynku. Liczba akcji w posiadaniu amerykańskich gospodarstw domowych jest rekordowa, a 25 proc. inwestorów indytualnych jest nowa na rynku. Tym bardziej, że w ostatnim czasie ceny akcji na amerykańskim rynku mocno wzrosły, a drogie akcje stały się jeszcze droższe. Inwestorzy indywidualni nadal bywają marginalizowani – nie tylko poprzez rezygnację ze splitów, ale także przy nowych emisjach, wydarzeniach inwestorskich i głosowaniach oraz dostępie do kadry zarządzającej. Wiele zmieniło się już na lepsze w tym zakresie, ale wiele zostało jeszcze do zrobienia.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Dynamika wzrostu rynku powierzchni magazynowych na poziomie poniżej 10%

Według najnowszego raportu „Rynek magazynowo-przemysłowy w Polsce, 1 kw. 2024 r.”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, wolumen transakcji najmu zawartych na rynku magazynowo-przemysłowym w Polsce w pierwszym kwartale 2024 r. nie przekroczył 1 mln mkw. Na koniec marca w budowie pozostawało ponad 2,3 mln mkw., a dostępność powierzchni w istniejących magazynach wzrosła po raz kolejny. Według prognoz ożywienie aktywności zarówno deweloperów, jak i najemców mogłyby jednak przynieść wyczekiwane od dłuższego czasu obniżki stóp procentowych.

Na koniec pierwszego kwartału 2024 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce wyniosły ponad 32,7 mln mkw., co oznacza wzrost o 9,5% w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku.

– Zgodnie z przewidywaniami dynamika wzrostu rynku magazynowo-przemysłowego spadła poniżej 10% ze średniorocznego poziomu prawie 16% notowanego w ostatnich 10 latach. Nowa podaż w okresie od początku stycznia do końca marca nieznacznie przekroczyła 852 000 mkw., co stanowi wzrost o 47% w porównaniu z poprzednim kwartałem, ale spadek o ponad 55% w stosunku do pierwszego kwartału 2023 r. Warto podkreślić, że na wzrost liczby nowych projektów magazynowych, w szczególności realizowanych na zasadach spekulacyjnych, pozytywnie mogłaby wpłynąć wyczekiwana obniżka stóp procentowych, która przełożyłaby się na niższe koszty finansowania inwestycji – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska.

Na koniec marca 2024 r. w budowie pozostawało ponad 2,3 mln mkw., tj. o 17,6% mniej niż w czwartym kwartale 2023 r., ale o ponad 9% więcej niż w pierwszym kwartale 2023 r. Aktywność deweloperów od kilku kwartałów utrzymuje się na poziomie ok. 2,4 mln mkw. i skupia się głównie na sześciu największych rynkach magazynowych w kraju (Warszawie i okolicach, Górnym Śląsku, Polsce Centralnej, Dolnym Śląsku, Wielkopolsce i Trójmieście). Dużym zainteresowaniem firm deweloperskich cieszy się również województwo małopolskie, gdzie realizowane są obecnie inwestycje o łącznej powierzchni prawie 152 000 mkw.

Całkowity wolumen powierzchni wynajętej w pierwszym kwartale 2024 r. wyniósł prawie 872 000 mkw., co oznacza spadek o ponad 25,9% rok do roku i o 54% kwartał do kwartału. Jest to najniższy poziom aktywności najemców odnotowany w Polsce od trzeciego kwartału 2017 r. Ponadto po raz pierwszy od 17 kwartałów (tj. od czwartego kwartału 2019 r.) nie przekroczyła ona 1 mln mkw.

– Biorąc pod uwagę średni roczny popyt, który od 2016 roku wynosił ponad 4,6 mln mkw., prognozujemy, że tegoroczny wolumen transakcji najmu na rynku powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce również zamknie się wynikiem powyżej 4 mln mkw. – dodaje Jakub Kurek.

W strukturze transakcji zawartych w pierwszym kwartale 2024 r. dominowały nowe umowy najmu (58%). Renegocjacje stanowiły 36% całkowitego popytu, a pozostałe 6% przypadło na ekspansje. Warto również dodać, że w tym czasie najemcy wynajęli łącznie 58 900 mkw. na podstawie umów zawieranych na krótszy okres (do jednego roku).

– Najwyższą aktywność najemców odnotowano w województwach mazowieckim, łódzkim i wielkopolskim, których udział w całkowitym wolumenie transakcji wyniósł odpowiednio 23,8%, 20,4% i 19,0%. Dużym zainteresowaniem najemców cieszyły się magazyny oferujące rozwiązania w zakresie energooszczędności i zrównoważonego rozwoju oraz zapewniające komfortowe warunki pracy – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Wśród największych transakcji sfinalizowanych w okresie od stycznia do końca marca 2024 r. znalazły się między innymi wynajem 62 000 mkw. w Hillwood Łódź II przez poufnego najemcę z sektora handlowego oraz nowa umowa zawarta przez firmę z branży e-commerce na 60 000 mkw. w Panattoni Park Poznań A2. Kolejna duża umowa najmu dotyczyła wynajęcia 49 800 mkw. w Panattoni Park Poznań West Gate II przez ID Logistics.

Na koniec marca bieżącego roku udział powierzchni niewynajętej w całkowitych zasobach wyniósł 8,2%, co oznacza wzrost o 0,8 p.p. kwartał do kwartału i o 1,7 p.p. w ujęciu rocznym. Dostępność powierzchni w istniejących budynkach systematycznie rośnie i na koniec pierwszego kwartału wyniosła prawie 2,7 mln mkw. w porównaniu z 1,13 mln mkw. w inwestycjach będących w trakcie realizacji.

– Czynsze za najlepsze powierzchnie magazynowe i przemysłowe na głównych rynkach utrzymują się na względnie stabilnym poziomie. W przypadku lokalizacji charakteryzujących się stosunkowo wysokim wskaźnikiem pustostanów najemcy mogą liczyć na bardziej atrakcyjne stawki czynszu, jak i pakiety zachęt. Na koniec pierwszego kwartału 2024 r. najwyższe czynsze odnotowano w Warszawie (strefa I), ale w ostatnim czasie do grona trzech najdroższych rynków dołączyły województwa pomorskie i małopolskie – mówi Urszula Sobczyk, Dyrektor Działu Wycen firmy Newmark Polska.

Maj 2024 na rynku mieszkań: Ceny rosną, sprzedaż spada trzeci miesiąc z rzędu

Maj zapisze się na rynku deweloperskim jako trzeci miesiąc z rzędu z mniejszą liczbą sprzedanych mieszkań. 10% mniej niż przed miesiącem i 20% mniej niż przed rokiem – to od dawna niewidziane spadki. Oferta na siedmiu głównych rynkach odbudowuje się i na koniec maja 2024 roku deweloperzy mieli w sprzedaży blisko 47,5 tys. mieszkań, a sprzedali niespełna 3,2 tys. Mimo to ceny i tak rosną.

Maj 2024 roku był kolejnym miesiącem, w którym liczba mieszkań, jakie trafiły do oferty, była wyższa od liczby sprzedanych, co oznacza oczywiście dalszy wzrost oferty. Na koniec miesiąca w granicach siedmiu największych miast deweloperzy mieli w sprzedaży blisko 47,5 tys. mieszkań, czyli najwięcej od jesieni 2022 r. W ciągu roku oferta wzrosła o ponad 20%. Tymczasem sprzedano niespełna 3,2 tys. lokali mieszkalnych. Warto zauważyć, że ostatni raz sprzedaż na poziomie mniejszym niż 3,5 tys. mieszkań odnotowano na przełomie 2022 i 2023 roku.

Wykres Otodom AnalyticsKraków wciąż na niskim biegu, Łódź z wizją nadpodaży

Sprawdzając dane miesiąc do miesiąca w Otodom Analytics, widać wyraźnie spadki w największych aglomeracjach w Polsce. Co więcej, w ciągu pierwszych miesięcy bieżącego roku wzrost nastąpił jedynie w Katowicach i w Poznaniu.

Według wstępnej analizy monitoringu, majowa sprzedaż w Warszawie wyniosła 1057 mieszkań, co oznacza spadek o 6% m/m i o 22% r/r, i niewykluczone, że finalny wynik będzie niższy niż 1000 sztuk. Liczba mieszkań w ofercie rośnie tutaj od jesieni. Od dolnej granicy podaży, czyli niewiele ponad 8 tys. lokali na koniec września 2023 r., urosła o ponad 3,5 tys. nowych mieszkań, czyli o tyle, ile wynosi oferta w Katowicach. Warszawski rynek notuje mniejszy popyt i ma to ogromne przełożenie na szeroki obraz sytuacji w sektorze mieszkaniowym, chociaż i tak tam sprzedaż mieszkań w stolicy była najwyższa spośród pozostałych sześciu głównych miast. Jednak, jak co miesiąc, najciekawiej dzieje się poza Warszawą, komentuje Marcin Krasoń, ekspert rynku mieszkaniowego, Otodom Analytics.
Tym razem drugą najlepszą sprzedaż odnotowuje Trójmiasto – 511 sztuk, z czego 431 w samym Gdańsku. Dalej są Wrocław (450), Kraków (378) i Poznań (365). Krakowskim deweloperom wciąż trudno jest nabrać tempa, mimo iż oferta w Krakowie znacząco się odbudowała, co pokazuje choćby wzrost o 53% od końca września ubiegłego roku. Nowych mieszkań dostępnych w sprzedaży jest tutaj mniej niż we Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu i Łodzi. Przy tak ograniczonej ofercie nie dziwi więc niska sprzedaż- 378 mieszkań w maju to najmniej od bardzo słabego sierpnia 2022 r. Dla przykładu, podobny wynik można było obserwować wiosną 2022 r. gdy na całym świecie rozpędu nabierała pandemia COVID-19.

rynek nieruchomości maj 2024W pozostałych miastach było po prostu spokojniej. Cały czas z uwagą przyglądam się sytuacji w Łodzi. Tam dziesiąty miesiąc z rzędu liczba nowych mieszkań przeznaczonych na sprzedaż przewyższyła liczbę sprzedanych. Tym samym, oferta działających na tym rynku deweloperów urosła z 5 tys. do 8,5 tys. lokali i jest już drugą najwyższą w Polsce. W parze z ofertą i nowymi wprowadzeniami zupełnie nie idzie skala sprzedaży, co może świadczyć o zagrożeniu nadpodażą w dłuższym okresie, wyjaśnia Marcin Krasoń.

Parametrem, który dla oceny sytuacji na rynku deweloperskim ma szczególne znaczenie, jest czas wyprzedaży oferty. Ten wyliczamy dla poszczególnych miast na podstawie wysokości sprzedaży w ostatnich trzech miesiącach i wielkości oferty. Z danych Otodom Analytics wynika, że od miesięcy najtrudniejsza sytuacja jest w Warszawie. Dlaczego? Łatwo to zobrazować – na przykład gdyby na rynek przestały trafiać nowe mieszkania, natomiast sprzedaż utrzymała się na średnim poziomie z ostatnich trzech miesięcy, ostatnie mieszkanie zniknęłoby z rynku po niespełna 10 miesiącach. Na drugim biegunie jest Łódź, gdzie oferta wystarczyłaby na ponad 2 lata.

Wykres Otodom Analytics dane maj nieruchomościJednak warto też dokładniej przyjrzeć się poszczególnym miastom, ponieważ niska sprzedaż w Krakowie w sposób oczywisty wynika z ograniczonej oferty. W liczbach Kraków wygląda dość bezpiecznie, z czasem wyprzedaży na poziomie czterech kwartałów, ale pamiętajmy, że w dobrych miesiącach sprzedaż w Krakowie przekraczała tysiąc mieszkań, a przy dzisiejszej ofercie byłoby to po prostu niemożliwe.

Warszawa ma mniej rezerwacji

Według danych Otodom Analytics w maju na siedmiu głównych rynkach nowych rezerwacji było 1861, zatem najmniej od blisko 1,5 roku. Po gwałtownym ożywieniu w połowie kwietnia, czyli po ogłoszeniu projektu ustawy regulującej kredyt #nastart, oraz wyraźnych symptomach uspokojenia w drugiej połowie miesiąca, liczba nowych rezerwacji na koniec maja potwierdziła obawy o „stygnący popyt”.

1861 nowych rezerwacji to wynik o 22% niższy niż w kwietniu i o 27% mniejszy od odnotowanego w maju 2023 roku. Warto jednak zaznaczyć, że w roku ubiegłym na poziom notowanych wówczas rezerwacji istotny wpływ miał już BK2%, który wszedł w życie w lipcu. Ostatni raz klienci firm deweloperskich rezerwowali na siedmiu największych rynkach mniej niż 2 tys. lokali miesięczne w drugiej połowie 2022 roku.

Usprawiedliwienia dla tak niewielkiej liczby mieszkań zarezerwowanych w maju nie należy szukać w mniejszej niż zazwyczaj liczbie dni sprzedaży. Po przeliczeniu wolumenu rezerwacji na dni otrzymujemy wynik, który wskazuje na wstrzymanie się potencjalnych kupujących nie tylko z zakupem mieszkania, ale również z rezerwacją. Co warto podkreślić na wyraźnie mniejszy wolumen rezerwacji na największych rynkach miały w maju rezerwacje w Warszawie, gdzie było ich mniej aż o 42% niż w kwietniu, i to właśnie ta redukcja zadecydowała o mniejszym niż w ostatnich miesiącach wyniku zagregowanym dla siedmiu rynków, wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku Otodom Analytics.

Mieszkania są coraz droższe

Maj był miesiącem, w którym we wszystkich siedmiu badanych miastach ceny za mkw. wzrosły zarówno miesiąc do miesiąca, jak i rok do roku. W krótszym okresie było to przeciętnie około 1%, a w dłuższym – od 10% w Katowicach do ponad 20% w Krakowie, Łodzi i Warszawie.

ceny mieszkań maj 2024Dynamika rocznego wzrostu cen przekraczająca 20% w trzech największych miastach zaprzecza oczekiwaniom części obserwatorów, którzy wieszczą rychłe obniżki. Jednak wcale nie jest tak, że wzrost cen ofertowych wynika z tego, że z puli mieszkań w ofercie znikają wyłącznie mieszkania tanie, a trafiają do niej tylko drogie, ponieważ takie zjawisko byłoby nieco sztucznym wzrostem cen ofertowych. Przykładowo w Trójmieście od kilku miesięcy nowa oferta jest tańsza od tej dotychczas dostępnej, ale jednocześnie znikają mieszkania jeszcze tańsze. Czy mamy wypatrywać zapowiadanych spadków cen za metr kwadratowy mieszkania? Raczej nie. Ceny rosną, choć zdecydowanie wolniej, ale na spektakularne promocje na rynku nie ma co liczyć, podsumowuje Marcin Krasoń.

Sektor BPO w Polsce wciąż się rozwija

W ostatnich latach sektor usług biznesowych (BPO) w Polsce notuje stały wzrost, choć w ubiegłym roku dało się zaobserwować spadek jego dynamiki. Niewątpliwie mają na to wpływ uwarunkowania geopolityczne, które dla rozwoju branży mają większe znaczenie niż wydarzenia lokalne.

Najnowsze dane z pierwszego kwartału 2024 roku pokazują, że rok do roku w Polsce przybyło 138 centrów usług biznesowych i obecnie jest ich 1941. To dobry wynik, który świadczy o wysokiej pozycji Polski na rynku i atrakcyjności dla inwestorów mimo trudności, z którym mierzą się światowe rynki.

Jednocześnie, obszar BPO pozostaje niezwykle istotny dla krajowej gospodarki. W sektorze usług biznesowych pracuje aż 457 100 osób (z czego 15,2% to obcokrajowcy) i tu także odnotowano wzrost w stosunku do poprzedniego roku – o 3,8%. W obszarze przedsiębiorstw, pracownicy BPO stanowią 7% wszystkich zatrudnionych i udział ten również systematycznie wzrasta. Dla polskiego PKB, usługi biznesowe stanowią w 2024 roku około 5,3%.

Jednym z kluczowych atutów Polski jest korzystny stosunek ceny do jakości oferowanych usług. Pomimo wzrostu kosztów pracy, Polska nadal zapewnia konkurencyjne warunki, co znajduje odzwierciedlenie w rosnącej produktywności. Dane dotyczące eksportu na pracownika wzrosły z 59 300 USD w 2023 roku do szacowanych 63 500 USD w 2024 roku, co potwierdza naszą bardzo dobrą międzynarodową pozycję i wysoki poziom umiejętności naszych specjalistów.

Prognozy dla sektora BPO w Polsce pozostają optymistyczne, mimo pewnych wyzwań gospodarczych, jak rosnące koszty pracy czy energii. Znaczna część firm, bo aż 19,7%, planuje otworzenie nowych centrów lub reinwestowanie w istniejące w Polsce, co świadczy o utrzymującym się zaufaniu do naszego rynku. Niemniej, odsetek ten jest o 1,8 punktu procentowego niższy niż w poprzednim roku, co odzwierciedla obecne zawirowania gospodarcze na światowych rynkach.

Duża elastyczność w adaptacji do globalnych trendów, takich jak wykorzystanie sztucznej inteligencji, to także istotna właściwość polskiego sektora usług biznesowych. Dzięki wykwalifikowanej kadrze i innowacyjnemu podejściu Polska jest dobrze przygotowana do integracji tych nowoczesnych technologii, co dodatkowo zwiększa jej konkurencyjność na rynku globalnym.

Ogólny obraz usług biznesowych oferowanych na terenie Polski pozostaje korzystny. Wykwalifikowana kadra i gotowość do przyjmowania nowoczesnych rozwiązań cyfrowych stanowi na sektora największy atut. Jest to cecha odporna na zawirowania gospodarcze i pozostaje dobrym prognostykiem na kolejne lata.

Piotr Wierzbicki, Prezes Zarządu, Dyrektor Generalny Capgemini Global Delivery Center w Polsce

Złoto nie zakończyło wzrostów. Znacząca zmiana na rynku

Ostatnie miesiące na rynku złota wydają się być dość burzliwe. W kwietniu obserwowaliśmy kolejne dolarowe rekordy, przełom kwietnia i maja przyniósł drobną korektę, jednak już w maju pobity został kolejny rekord wszech czasów. Skąd ta zmienność? Odpowiedzi należy szukać w amerykańskiej gospodarce. Ale nie tylko.

Inflacja w USA to główny czynnik, który w krótkim i średnim terminie wpływa na notowania złota. Od inflacji uzależniona jest bowiem decyzja FED odnośnie stóp procentowych, zaś obniżka stóp – bo taka opcja wydaje się bardziej prawdopodobna – wpłynie na obniżenie atrakcyjności aktywów, których zwrot opiera się o stopy procentowe np. obligacji skarbowych, względem złota.

Problem z inflacją polega na tym, że o ile w czerwcu ubiegłego roku obserwowaliśmy wyraźny jej spadek, o tyle w kolejnych miesiącach porusza się ona we względnie płaskim przedziale 3-3,5 %. Jest on daleki od celu inflacyjnego, który w USA wynosi 2%. To główna przyczyna obecnych wahań, a konkretnie fakt, że podejmowane do tej pory przez FED działania nie przynoszą rezultatu. To kieruje nas w stronę konkluzji, że mimo wszystko istnieje jeszcze pewien procent szans na to, że stopy nie zostaną obniżone, a wręcz przeciwnie – pójdą w górę.

Dlaczego w długim terminie cena złota będzie rosła?

Analitycy surowcowi szwajcarskiego banku inwestycyjnego UBS spodziewają się, że cena złota we wrześniu osiągnie nowy, rekordowy poziom w okolicach 2 500 USD, zaś do końca roku nawet 2 600 USD za uncję. Jednocześnie w swoich 12-miesięcznych prognozach zakładają, że do czerwca przyszłego roku zobaczymy uncję za 2 700 dolarów amerykańskich (w polskim złotym przekroczy najprawdopodobniej 10 tys. zł).

Trzy główne czynniki, które doprowadzić mają do takiego stanu rzeczy, to te same trzy czynniki, które są nam już doskonale znane: stopy procentowe FED, popyt ze strony banków centralnych, który w ostatnich latach przybiera rekordowe poziomy, oraz niepewność geopolityczna – przede wszystkim Rosja, Bliski Wschód i Tajwan.

Podobne prognozy znalazły się w niedawnym raporcie firmy Incrementum AG z Liechtensteinu, która również wskazała na te czynniki. Dodatkowo Incrementum podkreśla znaczenie rosnącej roli Azji w globalnym rynku złota. Do tej pory Chiny i Indie były największymi konsumentami biżuterii i odpowiadały razem za ok. 1/4 globalnego popytu na złoto. Do tego doliczyć należy jeszcze popyt ze strony banków centralnych oraz popyt inwestycyjny.

W ostatnim czasie wzrastają zakupy banków centralnych – również tych w Azji – a także popyt inwestycyjny w Chinach. Mowa zarówno o złocie fizycznym, jak i o rekordowym popycie ze strony funduszy ETF zabezpieczonych złotem.

Coraz wyraźniej widocznym staje się to, że zakupy w Azji są w stanie wpłynąć na cenę złota w większym stopniu, niż zakupy w świecie Zachodu. A to oznacza, że decyzja FED, stopy procentowe i dolar amerykański to czynniki, które decydują głównie o krótkim i średnim terminie. Jest to pewna historyczna, globalna zmiana zasad na rynku.

Złoto a sprawa polska

Cena złota w polskiej walucie przeważnie zachowuje się nieco inaczej niż w dolarze amerykańskim. Złoto drożeje, gdy dolar się osłabia. Wówczas osłabia się także względem złotego, wobec czego cena w polskim złotym może rosnąć, ale z mniejszą dynamiką. W krótkim i średnim terminie złotówkowe notowania mogą również poddawać się wahaniom, jednak w dłuższym, relacja między dolarem a złotem może być zaburzona. Sprawi to, że te prawidłowości niekoniecznie będą aktualne. Warto jednak obserwować złotego, zwłaszcza że w tym roku spodziewany jest jeszcze wzrost inflacji.

Wartym odnotowania jest też fakt, że Narodowy Bank Polski sukcesywnie zwiększa swoje rezerwy złota. W kwietniu doszło do kolejnego zakupu i na koniec tego miesiąca polskie rezerwy złota wyniosły już ok. 363,4 tony. Jest to kontynuacja planu zakładającego zwiększenie polskich rezerw kruszcu do poziomu 20% ogółu rezerw walutowych (obecnie jest to ok. 13%), co ostatecznie ma zwiększyć poziom bezpieczeństwa i stabilności polskiego systemu walutowego.

Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Aplikacja Gemini już niedługo w języku polskim

Najnowsza aktualizacja aplikacji mobilnej Gemini zostanie rozszerzona o większą liczbę języków i będzie dostępna w większej liczbie krajów, w tym w Polsce – aktywacja asystenta AI będzie możliwa w taki sam sposób, jak dotychczas uruchamiany był Asystent Google. W ciągu najbliższych kilku tygodni Gemini będzie dostępne bezpośrednio w aplikacji Google na iOS.Google Gemini

Aplikacja Gemini to nowy wirtualny asystent AI, który w połączeniu z systemem Android umożliwia lepsze zrozumienie kontekstu pracy użytkownika, aplikacji oraz zawartości jego ekranu. Dla użytkowników i użytkowniczek oznacza to nowe doświadczenie Gemini i Gemini Advanced, które dzięki aplikacji mobilnej będą jeszcze bardziej pomocne w pisaniu i tworzeniu. Od dziś będzie ona dostępna w większej liczbie języków i krajów Europy. Aby skorzystać z asystenta Gemini na urządzeniu mobilnym, użytkownicy mogą wybierać spośród trzech metod interakcji:

  • wprowadzania tekstu,
  • komend głosowych,
  • przesyłania obrazu.

Aplikacja Gemini umożliwi korzystanie z wielu funkcji głosowych Asystenta Google, takich jak ustawianie minutników, dzwonienie czy zdalne sterowanie urządzeniami inteligentnymi w domu. Dla przykładu, aplikacja umożliwi zrobienie zdjęcia przebitej opony i zaproponuje kolejne kroki w celu naprawy szkody. Użytkownicy będę mogli wygenerować również np. niestandardowy obraz,zaproszenie na kolację lub poprosić o pomoc w napisaniu trudnej wiadomości tekstowej. To ważny krok w budowaniu prawdziwego asystenta AI – takiego, który jest konwersacyjny, multimodalny i pomocny. W przyszłości Google planuje rozszerzyć funkcjonalność Gemini o dodatkowe funkcje.

Gemini dostępna na urządzenia z systemem Android i iOS w Europie

Aplikacja jest już dostępna na urządzeniach z systemem Android 12 (lub nowszym) w większości krajów Europy, w tym w Polsce. Można ją pobrać ze sklepu Google Play lub włączyć dostęp do Gemini w Asystencie Google. Celem Google jest, aby jak najwięcej osób mogło korzystać z Gemini, dlatego w ciągu najbliższych kilku tygodni Gemini będzie dostępne również w aplikacji Google oraz na urządzeniach z systemem iOS.

Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce stawia na transformację opartą na AI

Najnowszy raport ABSL pokazuje, że sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce wciąż się rozwija. Wzrost zatrudnienia w ubiegłym roku wyniósł 22 100, a sektor odpowiada za 5,3% PKB. W najbliższym czasie branżę czekają zmiany wywołane w głównej mierze przez gwałtowny rozwój technologiczny ostatnich lat. Wyraźnie widać, że w Polsce realizowane są coraz bardziej zaawansowane i oparte na wiedzy procesy. Dzięki rozwojowi AI mamy szansę zajmować coraz bardziej istotną rolę w globalnym sektorze nowoczesnych usług biznesowych – najnowszy Raport ABSL komentuje Sebastian Drzewiecki, Country Manager SoftServe Poland oraz Wiceprezes ABSL, region: Kraków.

Rozwój sektora nowoczesnych usług biznesowych w Polsce nierozerwalnie wiąże się z dwoma okresami w historii świata zachodniego. Pierwszy z nich to rok 2004 i piąte rozszerzenie Unii Europejskiej, które objęło nasz kraj, umożliwiając zacieśnienie współpracy biznesowej, m.in. z Niemcami, Francją i Wielką Brytanią, ale również USA. Z kolei w 2008 roku, podczas kryzysu finansowego, Polska utrwaliła swoją pozycję w sektorze usług biznesowych, przyciągając inwestorów konkurencyjnymi cenami. Patrząc na dane przedstawione w najnowszym raporcie ABSL, możemy przewidywać, że rok 2024 lub najdalej 2025 będą kolejnymi ważnymi momentami w historii rozwoju sektora nowoczesnych usług biznesowych w Polsce. Tym razem rozwój sektora determinują najnowsze technologie, a Polska ma szansę stać się liderem transformacji biznesowych opartych między innymi na AI.

Rola polskiego sektora nowoczesnych usług biznesowych na arenie międzynarodowej bardzo się zmieniła. Nie jesteśmy już krajem, do którego deleguje się proste zadania, aby obniżać koszty. Obecnie zagraniczni inwestorzy cenią polskich specjalistów za bardzo dobrą jakość realizacji zaawansowanych, kreatywnych procesów, które przynoszą wyższą wartość dodaną. W pierwszym kwartale 2024 roku udział procesów mid-office wyniósł aż 52,9%.

Obecnie na sektor największy wpływ ma gwałtowny rozwój technologii AI, która już teraz przejmuje część prostych i powtarzalnych zadań. Ta rewolucja wprowadza istotne zmiany w funkcjonowaniu przedsiębiorstw. Firmy odchodzą od tradycyjnych modeli operacyjnych, które skupiały się na prostych oszczędnościach kosztowych i zadaniach back-office, na rzecz dynamicznych, opartych na AI procesów. GenAI wymusza na organizacjach konieczność adaptacji, promując środowiska oparte na zwinności, innowacyjności i strategicznym rozwoju. Chcąc prowadzić takie procesy, firmy będą potrzebowały wysoko wykwalifikowanych doradców, których jest w stanie zaoferować im polski sektor nowoczesnych usług biznesowych.

Na rynku wyraźnie widać zapotrzebowanie na zaawansowane transformacje biznesowe. 91,3% strategii transformacji koncentruje się na inteligentnej automatyzacji procesów, 79,8% na ich standaryzacji, a 70,2% na wdrożeniu lub rozszerzeniu wykorzystania sztucznej inteligencji.

W Polsce pracownicy i pracownice sektora nowoczesnych usług biznesowych nie będą już realizować prostych i powtarzalnych zadań. Biorąc jednak pod uwagę, że nasz kraj od lat systematycznie ewoluuje w kierunku specjalizacji w zadaniach opartych o wiedzę (obecnie to 55,5%), a nie czysto transakcyjnych, nie powinniśmy się obawiać. Dane pokazują zresztą wyraźnie, że sektor nie boi się AI. Aż 85,9% firm w branży, widzi sztuczną inteligencję jako okazję do wzrostu produktywności, a tylko 3,4% uznaje ją za zagrożenie.

W Polsce wciąż mamy do czynienia z potencjałem rozwojowym puli talentów. Od lat wiadomo, że pracują tu osoby o wysokich kwalifikacjach i umiejętnościach. W tym momencie kluczowe jest kierowanie ich rozwojem tak, aby uczyli się praktycznie wykorzystywać narzędzia oparte na AI i oferować klientom strategiczne doradztwo w tym zakresie.

Ukierunkowanie polskiego sektora nowoczesnych usług biznesowych na lokalną specjalizację w najbardziej zaawansowanych procesach stanowi również szansę umocnienia naszej pozycji na arenie międzynarodowej. Rewolucja GenAI przynosi ze sobą wiele nowych ról, w tym tych globalnych, w których z powodzenie sprawdzą się specjaliści i specjalistki z Polski.

Musimy również pamiętać o czynnikach zewnętrznych, które wpływają na rozwój sektora nowoczesnych usług biznesowych w Polsce. Jednym z kluczowych zagadnień z perspektywy inwestorów jest oczywiście wojna w Ukrainie. W tym kontekście Polska już od ponad dwóch lat udowadnia, że jej gospodarka jest stabilna i stale rozwijająca się, przy jednoczesnym inwestowaniu we wsparcie naszych sąsiadów.

Patrząc na obraz krajowej gospodarki i pozycji, którą zajmuje w niej sektor nowoczesnych usług biznesowych, nie mam obaw. Branża z pewnością ulegnie transformacji, jednak może ona okazać się inwestycją na kolejne lata. Silna lokalna specjalizacja będzie przyciągać zagranicznych inwestorów i może nawet zaowocować trzecią falą inwestycji i skokowym rozwojem.

ISM dla usług USA oraz ADP mogą wnieść więcej zmienności na rynku

Giełda na Wall Street wtorkową sesję zakończyła na umiarkowanych plusach. Dolar w pierwszej części dnia zyskiwał na wartości a w drugiej zaczął tracić, co było spowodowane gorszymy wynikami ankiety JOLTS. Otrzymaliśmy wczoraj kolejny sygnał schładzania się amerykańskiego rynku pracy. Rentowności 2-letnich obligacji USA obniżyły się do 4,76 i kontynuowały spadki rozpoczęte pod koniec maja. Dziś w centrum uwagi znajdzie się raport ADP, ISM dla usług Stanów Zjednoczonych. Wydarzeniem krajowym będzie kolejna decyzja RPP w sprawie stóp procentowych, która nie powinna zaskoczyć. Na rynku surowcowym ropa kontynuowała spadki, rozpoczęte na początku tygodnia.

Jeśli chodzi o RPP – w tym przypadku żadnych zmian parametrów polityki monetarnej nie powinniśmy oczekiwać. Rada wciąż jest na „jastrzębim” kursie i w najbliższych miesiącach ten stan nie powinien ulec zmianie. Rynek kontraktów na stopę procentową (FRA) nie wskazuje żadnych zmian głównej stopy procentowej w horyzoncie najbliższych 6 miesięcy. W perspektywie 1 roku rynek FRA (Forward Rate Agreement) wskazuje poziom 5,35 proc. co można łączyć z ok. dwiema obniżkami, natomiast w okresie do dwóch lat rynek wycenia, że koszt pieniądza w Polsce będzie oscylował wokół poziomu 4,6 proc. – co sugeruje jakieś 5 obniżek o 25 punktów bazowych. W tym momencie obniżki są nierealne ze względu na podwyższoną inflację bazową oraz dwucyfrowy wzrost płac. Do tego dochodzi niepewność związana z cenami energii w II połowie roku i wielkość wpływu tego czynnika na wskaźniki CPI. Wczoraj złoty osłabił się względem euro oraz USD. Wciąż jednak poziomy EUR/PLN (4,3070) oraz USD/PLN (3,96) znajdują się w relatywnie niewielkiej odległości od ustanowionych ostatnio wielomiesięcznych minimów.

Zapotrzebowanie na nowych pracowników w USA spadło do najniższego poziomu od 2021 r. Tak wynika z opublikowanej wczoraj ankiety JOLTS. Liczba ofert pracy w Stanach Zjednoczonych spadła w kwietniu do ponad trzyletniego minimum na poziomie 8,059 miliona (prognoza: 8,355) co jest kolejnym sygnałem, że rynek pracy ochładza się i jednocześnie jest oznaką spowolnienia gospodarczego. Reakcja rynku walutowego była jednak kosmetyczna. Kurs EURUSD urósł w stronę 1,0880. Rentowności amerykańskich 2-letnich obligacji spadły w kierunku 4,76 proc. Na ten moment rynek nie daje żadnych szans na zmianę stóp przez Fed na czerwcowym posiedzeniu. Lipiec też nie jest brany pod uwagę. Dopiero realna zmiana kosztu pieniądza jest możliwa we wrześniu. Tu widać ponad 55 proc. prawdopodobieństwo realizacji takiego scenariusza. Rynek oczekuje również kolejnego kroku normalizacji w grudniu.

Dziś otrzymamy raport ADP. Tu prognozy wskazują na spadek zmiany zatrudnienia w sektorze prywatnym do 175 tys. Zwracam jednak uwagę na raport ISM dla usług. W poniedziałek podobna publikacja dotycząca przemysłu osłabiła dolara i ogólnie podniosła zmienność na rynku. Zaskoczenie w danych może również przyczynić się do większych ruchów na dolarze czy rentownościach długu USA. Wszystko to wydaje się jednak być jedynie wstępem do dania głównego, którym będzie piątkowy NFP.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Najbardziej zielone miasta w Polsce

Las w dużym mieście brzmi abstrakcyjnie? Pewnie mało kto zdaje sobie sprawę, że nawet w największych miastach lasy często zajmują większą powierzchnię niż tereny zurbanizowane. Portal GetHome.pl sprawdził, gdzie najłatwiej jest pogodzić wielkomiejskie życie z bliskością natury. 

Zieleń w miastach ma olbrzymi wpływ na jakość życia mieszkańców, bo nie tylko redukuje zanieczyszczenie powietrza, ale również spowalnia spływ wody opadowej. Ponadto tereny zielone w miastach sprzyja uprawianiu sportu i rekreacji mieszkańców – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl. I dodaje, że na szczęście zieleń przestała pełnić w miastach głównie funkcję dekoracyjną, która generuje koszty. O zieleni coraz częściej mówi się „zielona infrastruktura”, bo jest narzędziem służącym adaptacji miast do zmian klimatu. Rzecz jasna ma to wpływ na rynek nieruchomości.

Najpewniej każdy pośrednik w obrocie nieruchomościami przyzna, że mieszkania z widokiem na las lub park szybciej znajdują nabywców. Ponadto w największych miastach osiągają one co najmniej o kilkanaście procent wyższą cenę w porównaniu z mieszkaniami o podobnych parametrach, lecz pozbawionych tego waloru – twierdzi Marek Wielgo.

Z okazji Światowego Dnia Środowiska portal GetHome.pl sprawdził, więc poziom „zalesienia” miast wojewódzkich na podstawie danych Geoportal.gov.pl. W kategorii „tereny leśne” zostały uwzględnione nie tylko lasy, ale również grunty zadrzewione i zakrzewione. Okazuje się, że najbardziej „zalesionym” dużym miastem w Polsce jest Zielona Góra. Tereny leśne zajmują przeszło połowę jej powierzchni. Na drugim miejscu są… Katowice!

Zaskoczeni? Najwyższy czas obalić mit, że stolica Górnego Śląska jest szarym, przemysłowym miastem, które nie nadaje się do życia. Tereny leśne zajmują aż 43% obszaru Katowic. Dla porównania, udział terenów przemysłowych wynosi tu tylko 8% – komentuje ekspert GetHome.pl. Na trzecim miejscu wymienia Bydgoszcz, w której lasy i grunty zadrzewione stanowią 30% powierzchni. Na drugim biegunie są: Rzeszów, Gorzów Wielkopolski i Kraków. Z danych portalu Geoportal.gov.pl wynika, że w ciągu ostatnich trzech lat w większości największych miast tereny leśne powiększyły się, np. we Wrocławiu aż o 748 hektarów (ha), natomiast w Poznaniu – o 527 ha.Tereny leśne w największych miastach

Marek Wielgo przyznaje, że niski udział terenów zielonych może być nieco mylący. W Obserwatorium Polityki Miejskiej Instytutu Rozwoju Miast i Regionów (IRMiR) zwracają uwagę, że ważna jest także dostępność zieleni. Chodzi oto, jaki jest udział mieszkańców danego miasta, którzy do terenów zieleni o powierzchni co najmniej 1 ha mogą dojść pieszo w ciągu maksymalnie pięciu minut. Wśród miast wojewódzkich, w których tereny zielone są na wyciągnięcie ręki dla większości mieszkańców, są właśnie Rzeszów i Kraków. Z kolei duży udział zieleni nie zawsze oznacza jej wysoką dostępność, czego przykładem są np. Katowice.

Ponadto w rzeczywistości udział zieleni w powierzchni miast jest znacznie większy. Wykazały to badania naukowców z Obserwatorium Polityki Miejskiej IRMiR, którzy skorzystali ze zdjęć satelitarnych. Okazało się, że nieuwzględnione przez Geoportal.gov.pl są m.in. parki, skwery, przydomowe ogródki, drzewa i krzewy między blokami oraz łąki (bez pól uprawnych). Dzięki temu wśród miast wojewódzkich z najwyższym udziałem terenów zielonych znalazły się Łódź i Poznań.

Wartość rynku reklamowego online może przekroczyć granicę 10 mld zł w przyszłym roku

Polska branża cyfrowa jest dojrzała i stabilna, a internet stanowi integralną część działań marketingowych, już teraz odpowiadając za 53% tortu reklamowego. Optymizmem napawa widoczny potencjał do dalszych wzrostów. Z drugiej strony branża stoi przed ważnym sprawdzianem z szybkości adaptacji do nowych rozwiązań. Sztuczna inteligencja rzuca wyzwanie pełne nieograniczonych możliwości, ale i nowych wyzwań. Jak wygląda polski internet na tle UE, jak zmienia się rynek e-commerce i retail media, jak kształtują się wydatki na reklamę online, co nowego na rynku SEM, jakie obserwujemy zmiany w social mediach i jaki jest wpływ nowych przepisów na branżę internetową – to tylko niektóre z zagadnień opracowanych przez ekspertów IAB Polska w Raporcie Strategicznym Internet 2023/2024, najważniejszym podsumowaniu polskiego rynku digital.

– Mamy świadomość, że Raport Strategiczny IAB Polska od lat jest ważnym kierunkowskazem dla branży, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że w tym wyjątkowym, jubileuszowym roku, wiele firm czekało na niego w jeszcze większym napięciu. Właśnie teraz, w momencie rewolucyjnych zmian świata digital, wyjątkowo uważnie czytamy najświeższe dane, analizy trendów i zjawisk wpływających na poszczególne obszary rynku, bo pytania o kierunki dalszego rozwoju w dobie AI czekają na odpowiedzi. Dziś, po dwudziestu pięciu latach, kiedy jako branża osiągnęliśmy stabilność i uporządkowane ramy działania, niezmiennie koncentrujemy się na tym, co będzie jutro, a nie na tym, co już osiągnęliśmy. Z ciekawością przyglądamy się aspektom opisanym w raporcie, stanowiącym pokaźne kompendium wiedzy na temat branży komunikacji cyfrowej i jej rozwoju – mówi Włodzimierz Schmidt, Prezes IAB Polska.

Gen AI – demokratyzacja w IT

Pytanie o zakres zmian, jakie w branży komunikacji cyfrowej wprowadza sztuczna inteligencja, powraca w wielu rozdziałach dokumentu. Trudno się dziwić, już dziś umiemy stwierdzić, że w ubiegłym roku narzędzia oparte na algorytmach AI zyskiwały nowych użytkowników w tempie, którego nie odnotowały nawet najpopularniejsze platformy społecznościowe.

Rozbudowane możliwości generowania tekstów i obrazów przyniosły pierwsze duże kampanie reklamowe oparte o AI, takich gigantów jak Coca-Cola, Nike czy Half Price, ale miniony rok to także demokratyzacja sztucznej inteligencji, która, dzięki otwartym API, jest dostępna dla szerokiego grona użytkowników nie mających głębokiej wiedzy technicznej i ogromnych budżetów. AI-Generated Advertising to nie jedyne nowość, sztuczna inteligencja pozwoliła także m.in. na wprowadzenie udoskonalonych chatbotów i lepszą interakcję z klientami, analiza ogromna zbiorów danych umożliwia bezprecedensowe możliwości personalizacji i optymalizacji kampanii. Rewolucyjne zmiany, jakie AI wprowadza w komunikacji marek z konsumentami, sprawiają, że właśnie marketing jest jednym z kluczowych obszarów, które mogą wejść na wyższy etap produktywności dzięki jej wykorzystaniu.

O korzyściach płynących z wykorzystania AI w marketingu przeczytacie w najnowszym Raporcie Strategicznym, w którym narzędzia oparte o tę technologię dla nowoczesnego marketera przybliża m.in. ekspertka z Google Polska.

Rynek reklamy online wciąż rośnie

Dziś, gdy internet zmienia sposób naszej pracy i odpoczynku, komunikacji i robienia zakupów, na rynku mediów jest kluczowym motorem napędowym. W 2023 roku odpowiadającym za ponad dwie trzecie wzrostu całego segmentu komunikacji. Wśród najprężniej rozwijających się segmentów rynku na pierwszym miejscu wyróżnia się reklama internetowa.

W ubiegłym roku komunikacja cyfrowa pozyskała 53% tortu reklamowego. Rynek reklamy cyfrowej w Polsce przyspieszył tempo rozwojowe w porównaniu do wcześniejszego roku, a zakładając utrzymanie tego tempa, jego wartość powinna na koniec roku 2024 osiągnąć pułap 8,6–8,8 mld zł, zaś w roku kolejnym przekroczyć granicę 10 mld zł. To prawdopodobny scenariusz w świecie, w którym cyfrowe media audiowizualne rewolucjonizują standard korzystania z treści telewizyjnych, DOOH zmienia jakość całego segmentu reklamy zewnętrznej, a ścieżka zakupowa klientów coraz częściej zaczyna się i kończy w e-commerce.

Dyrektywa UE o jawności wynagrodzeń i równouprawnieniu: dlaczego pracodawcy powinni zacząć działać już teraz?

Dyrektywa unijna o jawności wynagrodzeń i równouprawnieniu weszła w życie w czerwcu 2023 r. Państwa członkowskie UE muszą wdrożyć przepisy dyrektywy najpóźniej do 7 czerwca 2026 r. To daje pracodawcom teoretycznie jeszcze 2 lata na dostosowanie polityki płacowej w swoich firmach. Ale czy warto/opłaca się tak długo czekać?

Dyrektywa nr 2023/970 Parlamentu Europejskiego w sprawie wzmocnienia stosowania zasady równości wynagrodzeń dla mężczyzn i kobiet za taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości, potocznie określana, jako dyrektywa o jawności wynagrodzeń i równouprawnieniu, ma na celu docelowo zamknięcie luki płacowej. Według danych Eurostatu za 2021 rok, średnia różnica w wynagrodzeniach brutto między kobietami a mężczyznami w Polsce wynosiła około 8.5 proc. Z raportu GUS z 2020 r. widać też różnice pod względem stanowisk – na stanowiskach kierowniczych kobiety zarabiały średnio o 21.8 proc. mniej niż mężczyźni, a na stanowiskach specjalistycznych różnica ta wynosiła 17.7 proc. Te statystyki pokazują, że mimo pewnych postępów, luka płacowa w Polsce nadal jest istotnym problemem.

Oprócz zniwelowania luki płacowej, zadaniem dyrektywy jest zapewnienie większej przejrzystości i jawności w zakresie wynagrodzeń dla wszystkich pracowników, niezależnie od płci. Zgodnie z postanowieniami dyrektywy, pracodawcy będą zobligowani m.in. do publicznego udostępniania danych o różnicach w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn oraz wskazywania początkowego poziomu wynagrodzenia czy widełek płacowych już na etapie rekrutacji. I chociaż państwa członkowskie UE mają czas do 7 czerwca 2026 r. na wprowadzenie do krajowego porządku prawnego przepisów dyrektywy, to pracodawcy nie powinni jednak czekać do ostatniej chwili, co najmniej z dwóch powodów: ilości zadań, jakie trzeba wykonać, aby dostosować procesy HR i praktyki stosowane w organizacji do nowych wymogów oraz ze względu na wizerunek firmy.

Pracodawcy będą musieli m.in. sprawdzić, które z obowiązków wynikających z dyrektywy wymagają wdrożenia, a które firma ma już uwzględnione w swoich procesach, określić potencjalne ryzyka i skutki niezgodności, przeanalizować politykę wartościowania stanowisk, praktyki zarządzania wynagrodzeniami. W proces będą zaangażowane nie tylko działy HR, ale kadra zarządzająca i dział IT. To złożone i czasochłonne przedsięwzięcie. podkreśla Dominika Domiańska-Drzazga, radca prawny z agencji zatrudnienia Trenkwalder Polska.

LIKWIDACJA LUKI PŁACOWEJ – JAKIE KROKI POWINNI PODJĄĆ PRACOWDAWCY?

Proces wdrażania nowych regulacji może być skomplikowany, zwłaszcza w dużych organizacjach, które muszą przeanalizować i zaktualizować liczne procedury oraz systemy płacowe. Wczesne rozpoczęcie prac nad tymi zmianami pozwoli na płynne i stopniowe przeprowadzenie całego procesu, minimalizując ryzyko popełnienia błędów i napięć związanych z pośpiechem. Pracodawcy będą musieli podjąć szereg złożonych i strategicznych działań, m.in.:

  1. Przegląd i analiza obecnych struktur wynagrodzeń: działy HR muszą dokładnie przeanalizować aktualne systemy wynagrodzeń, aby zidentyfikować wszelkie nieprawidłowości i nierówności płacowe. Niezbędne będzie zgromadzenie i przeanalizowanie danych dotyczących wynagrodzeń, premii, ale też i innych świadczeń, np. korzyści pieniężnych lub rzeczowych, które pracownik dostaje bezpośrednio lub pośrednio od pracodawcy w związku ze świadczeniem pracy.
  2. Wdrożenie systemów raportowania: należy opracować i wdrożyć systemy do regularnego raportowania danych płacowych, które będą zgodne z wymogami dyrektywy. To obejmuje zarówno techniczne aspekty, jak i procedury gromadzenia i analizowania danych.

Pracodawcy, którzy zatrudniają co najmniej 150 pracowników będą zobowiązani do przygotowania i przekazania pierwszych dostępnych publicznie raportów płacowych do 7 czerwca 2027 r. Jeśli zatrudniamy od 100 do 149 pracowników, pierwszy raport trzeba złożyć do 7 czerwca 2031 r. Częstotliwość raportowania także zależna będzie od liczby pracowników. W przypadku pracodawców zatrudniających 250 osób i więcej raporty będą składane każdego roku. Przy zatrudnieniu od 100 do 249 pracowników takie raporty trzeba będzie składać co trzy lata. – mówi Dominika Domiańska-Drzazga.

  1. Szkolenia i edukacja: konieczne jest przeprowadzenie szkoleń dla menedżerów i pracowników, aby zrozumieli nowe regulacje, ich znaczenie i sposób implementacji. Edukacja powinna obejmować tematy związane z równością płci, transparentnością i uczciwością wynagrodzeń.
  2. Komunikacja wewnętrzna: opracowanie strategii komunikacji, która klarownie przedstawi zmiany wszystkim pracownikom. Transparentność procesu oraz otwarte i uczciwe przekazywanie informacji jest kluczowe dla akceptacji i zrozumienia nowych zasad.
  3. Aktualizacja polityk i procedur: działy HR muszą zaktualizować istniejące polityki wynagrodzeń, regulaminy wewnętrzne oraz inne procedury związane z wynagrodzeniami, aby były one zgodne
    z nowymi wymogami dyrektywy.

Najistotniejsza i najtrudniejsza do wprowadzenia w praktyce może okazać się odpowiednia polityka płacowa – jej prawidłowe wdrożenie lub modyfikacją będą niezbędne, jeżeli pracodawca chce przestrzegać przepisów prawa. W przedsiębiorstwach, w których ten temat był do tej pory zaniedbywany, takie czynności mogą wiązać się z dużymi nakładami pracy oraz wzrostem kosztów zatrudnienia. – podkreśla Dominika Domiańska-Drzazga.

  1. Wdrożenie narzędzi IT: wdrożenie odpowiednich narzędzi i systemów IT, które wspierają gromadzenie, analizowanie i raportowanie danych płacowych. Systemy te powinny być również dostosowane do zapewnienia ochrony danych osobowych.
  2. Monitoring i audyt: opracowanie mechanizmów regularnego monitorowania i audytowania praktyk płacowych w celu zapewnienia ich zgodności z dyrektywą oraz ciągłego doskonalenia procesów. Regularne przeglądy pomogą w szybkim identyfikowaniu i korygowaniu ewentualnych nieprawidłowości.
  3. Współpraca z partnerami społecznymi: włączenie związków zawodowych i innych partnerów społecznych w proces implementacji nowych regulacji. Współpraca ta może przyczynić się do lepszego zrozumienia potrzeb pracowników oraz efektywniejszego wdrożenia zmian.

JAWNOŚĆ WYNAGRODZEŃ PRZYCIĄGNIE KANDYDATÓW DO PRACY

Dla wielu osób jawność wynagrodzeń stanowi dowód na uczciwość i etyczność firmy, co może znacząco wpływać na ich decyzję o przyjęciu oferty pracy. Dotyczy to zwłaszcza pracowników z pokolenia Z, dla których doświadczenie w procesie rekrutacji, tzw. candidate experience, transparentność oraz uczciwość są ważne i często decydują o ich zainteresowaniu daną firmą. Pracodawcy, którzy chcą pozyskać talenty
z młodego pokolenia, powinni jak najszybciej wdrożyć zapisy dyrektywy o jawności wynagrodzeń i równouprawnieniu w swojej firmie.

Wcześniejsze wprowadzenie jawności wynagrodzeń może przyczynić się do poprawy wizerunku firmy na rynku pracy. Przedsiębiorstwa, które pokażą się jako liderzy w dziedzinie równości płac, będą atrakcyjniejsze dla potencjalnych pracowników, szczególnie z pokolenia Z, które ceni sobie transparentność i sprawiedliwość społeczną. – twierdzi Dominika Domiańska-Drzazga, ekspertka Trenkwalder Polska.

Pracownicy z pokolenia Z cenią też swój czas i szybkość komunikacji. Poznanie proponowanego przez pracodawcę wynagrodzenia na ostatnim etapie rekrutacji uznają za brak szacunku dla ich czasu. Według przepisów nowej dyrektywy, pracodawca będzie zobligowany do przekazania kandydatowi do pracy informację o tym, jaki jest początkowy poziom wynagrodzenia na danym stanowisku pracy lub podania przedziału tego wynagrodzenia już na początkowym etapie rekrutacji.

Będzie można to zrobić bezpośrednio w ogłoszeniu o pracę lub najpóźniej przed spotkaniem rekrutacyjnym, np. telefonicznie lub e-mailowo. W drugim przypadku pracodawca nadal będzie mógł ograniczać krąg osób, które uzyskają informacje o realnym wynagrodzeniu na oferowanym stanowisku pracy tylko do osób, które zakwalifikują się na rozmowę rekrutacyjną. – mówi Dominika Domiańska-Drzazga. – Potencjalny pracodawca musi ustalić wysokość proponowanego wynagrodzenia, bazując na kryteriach, które są obiektywne i neutralne pod względem płci. dodaje Dominika Domiańska-Drzazga.

Co istotne, w ogłoszeniach o wolnych stanowiskach pracy, jak i w nazwach stanowisk pracy niezbędne będzie stosowanie neutralnych płciowo określeń. Sam proces rekrutacji i selekcji musi przebiegać w sposób niedyskryminacyjny, aby nie podważać prawa do równego wynagrodzenia za taką samą pracę lub pracę takiej samej wartości. W praktyce, w zależności od rodzaju wykonywanej pracy, nazwy zawodu lub stanowiska pracy, zachowanie tych wymogów będzie mogło rodzić pewne problemy lub wątpliwości,
np. natury językowej.

MINIMALIZACJA RYZYKA KAR I KONSEKWENCJI PRAWNYCH

Wcześniejsze dostosowanie się do nowych regulacji pozwala uniknąć ryzyka kar i konsekwencji prawnych związanych z naruszeniem przepisów dotyczących jawności wynagrodzeń. Brak uzasadnienia różnic
w wynagrodzeniach między płciami osób wykonujących pracę takiej samej wartości przy użyciu obiektywnych kryteriów, bądź niepodjęcie działań naprawczych w przypadku stwierdzenia nieuzasadnionych dysproporcji, może grozić:

  • sankcjami finansowymi: te mogą obejmować nie tylko grzywny, ale i wykluczenie z otrzymania publicznych dotacji czy korzystania z ulg finansowych lub kredytowych,
  • odszkodowaniami lub zadośćuczynieniami: pracownicy doznający dyskryminacji płacowej ze względu na płeć mają prawo do dochodzenia odszkodowania przed sądem. Wysokość odszkodowania ma nie tylko rekompensować straty, ale również odstraszać od przyszłych naruszeń. Odszkodowanie lub zadośćuczynienie nie mogą być limitowane z góry prawem krajowym. To na pracodawcy będzie ciążył ciężar dowodu, co oznacza, że w toku postępowania przed sądem to pracodawca będzie musiał udowodnić, że zastosowane przez niego kryteria nie były sprzeczne z przepisami prawa.

Wcześniejsze dostosowanie polityki płacowej przez pracodawców niż wymagają tego przepisy dyrektywy UE o jawności wynagrodzeń i równouprawnieniu może przynieść korzyści w postaci zwiększonej konkurencyjności na rynku pracy, minimalizacji ryzyka prawno-finansowego, poprawy zaufania pracowników, redukcji napięć wewnątrzfirmowych oraz wzrostu reputacji przedsiębiorstwa jako etycznego i odpowiedzialnego pracodawcy. Nie warto, więc czekać na przysłowiowy ostatni dzwonek.

Czas na zmiany w ubezpieczeniach w centrach handlowych

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) podnosi kwestie ubezpieczenia w centrach handlowych. Ubezpieczenie ma fundamentalne znaczenie w przypadku pożaru czy zniszczenia, które uniemożliwiałoby handel najemcom lub wpłynęłoby na utratę ich majątku. Ubezpieczenie majątkowe może i powinno obejmować swoim zakresem obiekt, czyli nieruchomość jako całość. Zawiera je właściciel budynku (wynajmujący) przerzucając koszty na najemców w ramach tzw. opłat wspólnych. Najemcy nie znają polisy – nie wiedzą, jaki jest zakres ubezpieczenia, za które płacą. W przypadku wystąpienia zdarzeń, za które wypłacane jest odszkodowanie, jedynym jego beneficjentem jest właściciel centrum.

Ubezpieczenie majątkowe zawiera ponadto najemca – chroniąc swój majątek i własność w lokalu. Mimo, że jest opłacane przez najemcę, wynajmujący wymaga, by ubezpieczenie zostało zawarte, a kopia polisy zazwyczaj jest załącznikiem do umowy najmu. Wymienione ubezpieczenia to tylko niektóre z zawieranych przez najemców w centrach handlowych. Podpisywane są ubezpieczenia OC, ubezpieczenia na czas prowadzenie prac budowlanych czy od utraty zysku. Zakres ubezpieczenia determinuje naturalnie wysokość składek.

„Tragiczny w skutkach pożar w centrum handlowym Marywilska 44 zwrócił uwagę na sytuację najemców w centrach handlowych w aspekcie zagrożenia takimi zdarzeniami. Z pewnością centrum było ubezpieczone. Wypłata odszkodowania zapewne nie nastąpi szybko, ale straty wynajmującego zostaną zrekompensowane, przy założeniu, że nie naruszył przepisów. Przypomnieć trzeba, że zabezpieczenia przeciwpożarowe budynku (w doniesieniach medialnych wymieniane są tryskacze i grodzie), których prawidłowe funkcjonowanie jest odpowiedzialnością właściciela, nie zadziałały prawidłowo z przyczyn, które ustala prokuratura. Najemcy centrum zostali bez miejsca pracy, często z utrudnionym dostępem do odszkodowań czy wsparcia publicznego, ze względu na spalenie dokumentacji. Ta sytuacja jest szczególna, ponieważ w centrum Marywilska 44 nie było wielu najemców sieciowych” – wskazuje Zofia Morbiato, dyrektor generalna Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

To odpowiedni moment, żeby zadać pytania, czy najemcy podpisując umowę najmu wiedzą:

  • kto jest faktycznie odpowiedzialny za działanie systemów bezpieczeństwa przeciwpożarowego w centrach handlowych?
  • kto przygotowuje, wykonuje i serwisuje instalacje bezpieczeństwa w centrach?
  • jak często i przez kogo jest kontrolowana prawidłowość działania instalacji?
  • czym skutkuje zrzeczenie się w polisie roszczeń w stosunku do ubezpieczyciela wynajmującego?
  • kto pozwala na funkcjonowanie centrów, w których korytarze powierzchni wspólnych są zapchane tzw. wyspami w taki sposób, że dwa wózki dziecięce mają problem z minięciem się?
  • Jaka jest odpowiedzialność regulatora w tym złożonym obszarze? Czy skomplikowanie materii nie wymaga, by Państwo włączyło się w sprecyzowanie jednoznacznych zasad działania zabezpieczeń przeciwpożarowych w wielkopowierzchniowych obiektach handlowych, zanim wydarzy się kolejna tragedia?

Obecnie do kosztów wspólnych wynajmujący zaliczają elementy bezdyskusyjne dla stworzenia komfortowych warunków zakupów dla klientów: sprzątanie, oświetlenie, ochronę powierzchni poza sklepami i punktami usługowymi – takich jak korytarze, toalety, parkingi, wejścia, schody, windy etc. Na najemców są jednak także przenoszone między innymi koszty zarobków i szkoleń personelu zarządcy, podatków od nieruchomości należnych od wynajmującego, kar administracyjnych na niego nałożonych, rekomercjalizacji, odzyskiwania należności, oraz ubezpieczenia centrum handlowego. To sprawia, że właściciele galerii handlowych obarczają najemców wszystkimi swoimi ryzykami biznesowymi. Te praktyki trzeba pilnie zmienić – ryzyka właścicieli nieruchomości powinny być elementem wyłącznie ich działalności i ich biznesplanu.

Polscy politycy w zagranicznych mediach. Europosłowie daleko w tyle

Premier Donald Tusk jest najczęściej pojawiającym się polskim politykiem w zagranicznych mediach. Według analizy Instytutu Przywództwa od początku roku ukazało się ponad 108 tysięcy publikacji na zagranicznych portalach internetowych ze wzmianką o Donaldzie Tusku. Na drugim miejscu znalazł się prezydent Andrzej Duda z liczbą prawie 50 tysięcy publikacji, a na trzecim minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz z ponad 11 tysiącami wzmianek. Zdecydowana większość europarlamentarzystów zajmuje odległe miejsca.

Już za kilka dni będziemy wybierać 53 przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego. Instytut Przywództwa przygotował zestawienie obecności obecnych europarlamentarzystów oraz wybranych krajowych liderów politycznych na zagranicznych portalach internetowych w okresie 1.01 – 25.05.2024 r.

Na pierwszym miejscu znalazł się premier Donald Tusk. Jego obecność w zagranicznych mediach jest wynikiem nie tylko obecnego stanowiska oraz długotrwałej kariery politycznej, ale także jego znaczącej roli na arenie międzynarodowej jako byłego przewodniczącego Rady Europejskiej. Na drugim miejscu znalazł się prezydent Andrzej Duda z liczbą prawie 50 tysięcy publikacji. Jego obecność w mediach zagranicznych jest związana z aktywnością na arenie międzynarodowej w związku z pełnioną funkcją głowy państwa. Trzecie miejsce w rankingu zajął Władysław Kosiniak-Kamysz. Przeszło 11 tysięcy wzmianek świadczy o rosnącym zainteresowaniu jego działalnością jako ministra obrony, szczególnie w kontekście sytuacji na polsko-białoruskiej granicy oraz wojny na Ukrainie – mówi Piotr Gąsiorowski, prezes Instytutu Przywództwa.

Jak wygląda obecność polskich europarlamentarzystów w zagranicznych mediach?

Komisarz UE ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski zajął 4. miejsce w rankingu z liczbą ponad 9 tys. wzmianek. Kolejna z przedstawicielek w UE Beata Szydło zajmuje dopiero 14. miejsce z liczbą ponad 600 wzmianek, a Krzysztof Brejza dopiero 16. miejsce z liczbą ponad 500 wzmianek. Reszta europarlamentarzystów wypada słabiej, notując kilkaset bądź nawet tylko kilkanaście wzmianek. Naszych przedstawicieli w UE wyprzedzają w zagranicznych mediach chociażby obecny kandydat do Europarlamentu Daniel Obajtek czy też były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Dlaczego krajowi politycy wzbudzają w zagranicznych mediach większe zainteresowanie niż nasi europosłowie?

Ta dysproporcja rodzi ważne pytania dotyczące obecności medialnej oraz aktywności polskich przedstawicieli w Unii Europejskiej. Czy europarlamentarzyści w pełni wykorzystują swój potencjał medialny do kształtowania opinii publicznej i przedstawiania polskich spraw na arenie międzynarodowej? Zwiększenie obecności w zagranicznych mediach przyczyniłoby się do lepszego zrozumienia i wsparcia dla polskich inicjatyw w Unii – zauważa Piotr Gąsiorowski. – Regularne pojawianie się w zagranicznych mediach pomaga politycznym liderom budować rozpoznawalność poza granicami swojego kraju. Politycy, którzy są często cytowani i analizowani w zagranicznych mediach, mogą skuteczniej wpływać na międzynarodową politykę i unijne decyzje. Ich opinie i działania są bardziej zauważane i mogą mieć większy ciężar w globalnych debatach – podsumowuje ekspert.

 Liczba publikacji na zagranicznych portalach internetowych w okresie 1.01.2024 – 25.05.2024 r.
LP Imię i nazwisko Liczba publikacji
1. Donald Tusk 108 239
2. Andrzej Duda 49 341
3. Władysław Kosiniak-Kamysz 11 652
4. Janusz Wojciechowski 9 116
5. Jarosław Kaczyński 7 754
6. Mateusz Morawiecki 7 129
7. Szymon Hołownia 5 486
8. Adam Bodnar 4 872
9. Rafał Trzaskowski 2 748
10. Marcin Kierwiński 1 902
11. Daniel Obajtek 1 017
12. Mariusz Błaszczak 908
13. Zbigniew Ziobro 880
14. Beata Szydło 645
15. Grzegorz Braun 561
16. Krzysztof Brejza 533
17. Krzysztof Bosak 531
18. Jerzy Buzek 511
19. Włodzimierz Cimoszewicz 452
20. Ryszard Legutko 425
21. Robert Biedroń 422
22. Anna Fotyga 419
23. Anna Zalewska 313
24. Patryk Jaki 297
25. Przemysław Czarnek 252
26. Kosma Złotowski 246
27. Ryszard Czarnecki 232
28. Jacek Saryusz-Wolski 232
29. Róża Thun 216
30. Jacek Sasin 197
31. Leszek Miller 176
32. Marek Belka 171
33. Dominik Tarczyński 142
34. Włodzimierz Czarzasty 141
35. Andrzej Halicki 131
36. Adam Bielan 130
37. Ewa Kopacz 117
38. Jan Olbrycht 113
39. Zdzisław Krasnodębski 105
40. Witold Waszczykowski 83
41. Beata Kempa 82
42. Łukasz Kohut 69
43. Joachim Brudziński 67
44. Elżbieta Rafalska 60
45. Beata Mazurek 59
46. Krzysztof Jurgiel 57
47. Karol Karski 54
48. Tomasz Poręba 54
49. Danuta Hübner 53
50. Janina Ochojska 50
51. Jadwiga Wiśniewska 49
52. Magdalena Adamowicz 45
53. Bogusław Liberadzki 43
54. Tomasz Frankowski 41
55. Janusz Lewandowski 41
56. Elżbieta Kruk 36
57. Sylwia Spurek 29
58. Włodzimierz Karpiński 27
59. Elżbieta Łukacijewska 27
60. Adam Jarubas 25
61. Jarosław Duda 22
62. Grzegorz Tobiszowski 20
63. Joanna Kopcińska 15
64. Izabela Kloc 11
65. Jarosław Kalinowski 10
66. Witold Pahl 9
67. Marek Balt 9
68. Rafał Romanowski 7
69. Andżelika Możdżanowska 5
70. Bogdan Rzońca 2

 

RPP decyduje o stopach procentowych: co z dolarem i EUR/USD?

Decyzja RPP w sprawie stóp procentowych najważniejszym wydarzeniem w naszym kraju. Rentowność amerykańskich obligacji na minimach z poprzedniego miesiąca, czy będzie presja na dolara? Dzień z PMI z Europy i indeksem ISM z sektora usługowego z USA, czy będzie większy ruch na EUR/USD?

Utrzymanie stóp scenariusz bazowy

W teorii, jeśli któryś z banków centralnych ma swoje posiedzenie i decyduje o poziomie kosztu pieniądza, to powinien skupiać uwagę inwestorów. Dzisiaj swoją decyzję ogłosi nasza rodzima RPP. Sytuacja wygląda jednak tak, że jest ona na tyle przewidywalna, że na większe ruchy choćby na naszej walucie, nie ma co liczyć. Wszyscy analitycy w komplecie spodziewają się, że stopy w Polsce pozostaną bez zmian i to nie tylko dzisiaj, ale przez jeszcze przynajmniej kilka miesięcy. W marcu tego roku inflacja w naszym kraju osiągnęła poziom 2%, po czym w kolejnych odbija w górę, osiągając w maju poziom 2,5%, czyli idealnie ten zakładany przez nasze władze monetarne. To jednak za mało dla RPP, by myśleć o redukcji stóp, bo prognozy zakładają, że ceny w naszym kraju nieuchronnie skierują się w kierunku 5%, co przekreśla szanse na rozpoczęcie luzowania monetarnego. Dla złotego to oczywiście atut i ta kwestia powinna stanowić hamulec przed większą wyprzedażą.

Chaotyczne ruchy na rynku akcji

Na głównej parze walutowej świata jesteśmy znów w okolicach 1,09$, a przyczyną może być zachowanie się rynku długu. Ostatnie dni to sprowadzenie rentowności amerykańskich obligacji w okolice najniższych poziomów widzianych w maju. Pod koniec kwietnia na 10-latkach obserwowaliśmy poziom ponad 4,70%, dzisiaj jest to już 4,35%, co sugeruje, że rynek wycenia niższe stopy procentowe w przyszłości. Spadkowa tendencja jest również w przypadku 2-letnich obligacji, widać więc, że ostatnie słabsze dane makro z USA wpływają na niższe oczekiwane stopy procentowe w przyszłości, a co za tym idzie, że Fed szybciej zdecyduje się na cięcia stóp, co jest oczywiście niekorzystne dla USD. Nieco bardziej zagmatwana jest sytuacja na rynku akcji. Z jednej strony gorsze dane przybliżają właśnie obniżki kosztu pieniądza, z drugiej, jeśli gospodarka złapie zadyszkę, to ciężko będzie uzyskiwać dobre wyniki w przypadku firm. Nie może więc dziwić, że handel na Wall Street w ostatnich dniach to trochę chaos.

Bank Kanady zetnie stopy?

Wspominaliśmy o słabszych danych ze Stanów, ostatnio choćby ISM dla przemysłu zawiódł oczekiwania, dzisiaj więc uwaga skupi się na sektorze usług. Tym bardziej, że po też niespodziewanym spadku ISM poniżej wartości 50 pkt, oczekuje się, że tym razem sektor usługowy odbije i znajdzie się powyżej tej wartości, co będzie sugerować rozwój gospodarczy. Dzisiaj też odczyty PMI dla tego sektora z europejskich gospodarek, ale tutaj dla głównych lokomotyw naszego kontynentu oczekuje się wartości powyżej 50 pkt. Warto również zwrócić uwagę na dzisiejsze posiedzenie Banku Kanady, który ma rozpocząć proces luzowania monetarnego. Co ciekawe, BOC rzadko wychodził przed szereg i zazwyczaj szedł drogą Fed w polityce monetarnej, tym razem ma być jednak inaczej. Decyzję poznamy o 15.45 a ma to być cięcie stóp o 25 pkt bazowych, w tych godzinach więc należy oczekiwać większej zmienności na parach powiązanych z CAD.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

RPP, inflacja i zmiany cen energii – obniżki stóp najwcześniej w przyszłym roku

Dzisiaj poznamy kolejną decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Rynkowy konsensus zakłada, że analogicznie, jak miało to miejsce na poprzednich posiedzeniach, stopy także i dzisiaj pozostaną bez zmian, a więc na poziomie 5,75%. Wiele wskazuje na to, że Rada Polityki Pieniężnej jeszcze długo nie znajdzie argumentów za kolejną obniżką stóp procentowych – komentuje ekspert Tomasz Gessner, główny analityk firmy Tavex.

Obserwatorzy rynku zwrócą zapewne uwagę na konferencję prasową Prezesa Narodowego Banku Polskiego, na której powinny pojawić się nawiązania do opublikowanych w ubiegłym tygodniu, wstępnych danych o inflacji za maj. Oczekiwano, że inflacja wzrośnie z 2,4% do 2,8%, natomiast faktycznie wzrost był znacznie mniejszy i wyniósł jedynie 2,5%. Oznacza to z kolei, że inflacja trzeci już miesiąc z rzędu utrzymywała się w celu Narodowego Banku Polskiego.

Należy jednak pamiętać o tym, że od czerwca zdjęta zostanie tarcza antyinflacyjna na ceny energii, co podbije dynamikę inflacji w drugiej połowie roku, kształtując ją najprawdopodobniej w okolicach powyżej 4% na koniec roku. To z kolei oznacza, że Rada Polityki Pieniężnej wciąż musi pozostawać ostrożna przy rozważaniu ewentualnej obniżki stóp procentowych. Obecnie rynkowe oczekiwania dopuszczają możliwość takiej obniżki najwcześniej na początku przyszłego roku.

EBC obniży stopy procentowe w czwartek – ale co dalej?

W czwartek 06.06 niemal na pewno dojdzie do pierwszej obniżki stóp procentowych EBC w obecnym cyklu. Ruch ten był w dużej mierze sugerowany i oczekiwany, uwaga rynków skupi się więc na komunikatach, na podstawie których inwestorzy będą próbowali ocenić przyszłe ruchy Rady Prezesów. Obecnie rynki wyceniają w sumie niewiele ponad dwie standardowe (po 25 pb.) obniżki stóp procentowych EBC w 2024 r. – z kolei nasz bazowy scenariusz zakłada trzy, najprawdopodobniej w czerwcu, wrześniu i grudniu.

Po ostatnim posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego w kwietniu prezeska Christine Lagarde powtórzyła, że zależna od danych Rada Prezesów w czerwcu będzie posiadała znacznie więcej informacji. Zarówno inwestorzy, jak i my odczytaliśmy to jako wyraźne potwierdzenie, że bank zamierza na nadchodzącym posiedzeniu obniżyć stopy procentowe. Jakby ktoś jeszcze miał co do tego wątpliwości, główny ekonomista EBC Philip Lane stwierdził w opublikowanym w ubiegłym tygodniu wywiadzie dla Financial Times, że „jeśli nie pojawią się istotne zaskoczenia, to, co obecnie obserwujemy, wystarczy, by usunąć największe restrykcje”. Brzmi to naszym zdaniem jak deklaracja.

Zwrot ku cięciu stóp procentowych nie jest zaskakujący, biorąc pod uwagę istotne postępy w walce z inflacją w strefie euro. Jej główna miara spadła z rekordowych 10,6% w październiku 2022 r. do 2,6% w maju 2024 r. Miara bazowa, która lepiej obrazuje wewnętrzną presję cenową, również spadła z rekordowych poziomów do 2,9% w maju. Ze względu na to częściowe złagodzenie polityki monetarnej wydaje się uzasadnione.

Jako że czerwcowa obniżka stóp procentowych jest niemal w pełni wyceniana, sam ruch raczej nie będzie miał istotnego wpływu na ceny aktywów. Zmienność w czwartkowe popołudnie będzie jednak zapewne podniesiona – na podstawie wskazówek z posiedzenia inwestorzy będą dostosowywać swoje oczekiwania dotyczące harmonogramu dalszych cięć. 

Wykres 1: Inflacja w strefie euro (2017 – 2024)Wykres 1: Inflacja w strefie euro (2017 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 03.06.2024

Komunikacja EBC może wywołać wyprzedaż euro w relacji do głównych walut

Według wycen na rynkach swapowych ruch w lipcu jest raczej mało prawdopodobny (wyceniony w ok. 10%). Wszelkie sugestie obniżek na kolejnych posiedzeniach lub tego, że rynki mogą ogólnie niedoszacowywać ich skali, wywołają prawdopodobnie wyprzedaż wspólnej waluty. Euro mogą wesprzeć mniej gołębie komunikaty, w których zaznaczony zostanie niepokój w kontekście inflacji i pojawi się podpowiedź, że EBC nie będzie się śpieszyć z ponownym rozluźnianiem polityki monetarnej.

Choć ogólnikowa sugestia, że w przyszłości może dojść do dalszej redukcji restrykcji w polityce pieniężnej, nie byłaby zaskakująca, to uważamy, że bank raczej wstrzyma się z klarownym forward guidance dotyczącym terminów kolejnych cięć. Zamiast tego prezeska Lagarde może powtórzyć, że Rada Prezesów pozostaje zależna od danych i będzie podejmować decyzje z posiedzenia na posiedzenie.

Poza retoryką Lagarde w kontekście polityki monetarnej istotne będą również komentarze dotyczące rynku pracy, perspektyw gospodarczych i inflacyjnych oraz zrewidowane projekcje makroekonomiczne. Tym razem raczej nie powinniśmy się spodziewać dużych zmian, może jednak dojść do niewielkich rewizji, w szczególności podwyższenia prognozy wzrostu gospodarczego na ten rok.

I gołębie, i jastrzębie mogą znaleźć coś dla siebie

Pytanie, co czeka nas dalej, nie należy do łatwych. Z jednej strony inflacja kieruje się w dobrą stronę, gospodarka pozostaje słaba, a część wyprzedzających danych sugeruje, że z czasem presja płacowa powinna zelżeć. Z drugiej strony rynek pracy jest ciasny – stopa bezrobocia spadła ostatnio do rekordowo niskich poziomów, a płace negocjowane wzrosły w I kwartale o 4,69%, nieznacznie poniżej najszybszego tempa w historii. Bez wątpienia uwydatnia to obawy dotyczące dynamiki cen. Inflacja HICP zaskoczyła ostatnio w górę, szczególnie jej miara dla usług, która w maju wzrosła do najwyższego od ośmiu miesięcy poziomu 4,1%. Dodatkowo aktywność gospodarcza nabiera tempa. PKB w I kwartale był pozytywny – gospodarka wzrosła o wyższe od oczekiwań 0,3%. Wyprzedzające dane PMI również rosną i w dużej mierze zaskakiwały w górę – indeks zbiorczy wzrósł w maju do 52,3 pkt, co wskazuje na relatywnie silne momentum, napędzane przez usługi.

Wykres 2: Wskaźniki PMI w strefie euro (2021 – 2024)

Wykres 2: Wskaźniki PMI w strefie euro (2021 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 03.06.2024

Jednocześnie otoczenie zewnętrzne jest wspierające dla bardziej jastrzębiej postawy. Obniżki stóp procentowych Rezerwy Federalnej nie są pewne i raczej nie dojdzie do nich wcześniej niż we wrześniu, a nawet wtedy tempo rozluźniania polityki monetarnej w USA będzie raczej powolne. Istnieją pewne obawy, że obserwowana w Stanach ścieżka inflacji, pokazująca szczególną uporczywość presji cenowej, może nie być, jak wcześniej sądzono, jedynie amerykańskim fenomenem.

Rynek może niedoszacowywać cięć

W ostatnich tygodniach członkowie Rady Prezesów byli na ogół bardziej gołębi niż członkowie FOMC. Uważamy, że taki stan rzeczy może się utrzymać w najbliższej przyszłości, a rynki mogą nieznacznie niedoszacowywać cięć w strefie euro w tym roku. Nasz bazowy scenariusz zakłada trzy obniżki stóp procentowych EBC w 2024 r., najprawdopodobniej w czerwcu, wrześniu i grudniu, podczas gdy rynki wyceniają niewiele ponad dwie. Biorąc to wszystko pod uwagę, uważamy, że ryzyka dla euro związane z tegotygodniowym posiedzeniem mogą być skierowane lekko w dół.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (06.06) o godz. 14:15, a konferencja prasowa rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Roman Ziruk, Matthew Ryan, CFA – analitycy Ebury

Silnie zdywersyfikowany popyt, strategiczna lokalizacja, rozwinięta infrastruktura i duży rynek – Śląsk kusi inwestorów

Silnie zdywersyfikowany popyt, strategiczna lokalizacja w pobliżu kluczowych rynków zagranicznych, rozwinięta infrastruktura, duży, liczący 4,5 mln mieszkańców rynek – lista argumentów motywujących inwestorów do ulokowania swojego kapitału na Śląsku jest naprawdę długa. Najlepiej ilustruje to lokalny rynek powierzchni magazynowo – przemysłowych, który podsumowuje najnowszy raport międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield „Kopalnie Biznesu”. Jak czytamy w opracowaniu, w latach 2021-2023 nigdzie indziej w Polsce nie powstało tak dużo magazynów jak właśnie w regionie śląskim, który wyprzedził kolejny w stawce region mazowiecki o prawie 10%. Co więcej, województwo to wygrywa w stawce z wiodącymi lokalizacjami CEE i ma apetyt na więcej.

Jeden z regionalnych liderów

Jak wynika z danych Cushman & Wakefield, podaż nowoczesnej powierzchni magazynowo – przemysłowych na Śląsku sięga już prawie 5,5 mln mkw., z których aż 32% (1,7 mln mkw.) powstało w ciągu trzech ostatnich lat.

Śląskie to aktualnie drugi pod względem wielkości rynek magazynowy w Polsce. Region, który ustępuje jedynie województwu mazowieckiemu, możemy jednocześnie uznać za najbardziej złożony i wyjątkowy w skali całego kraju, jeśli weźmiemy pod uwagę głębokość sektora, liczbę dostępnych lokalizacji i rodzaj obecnych najemców. Z tego też powodu województwo śląskie to (obok Warszawy) lider wśród rynków lokalnych w CEE, oferujący przedsiębiorcom największą powierzchnię przemysłową odpowiadającą około 766 pełnowymiarowym boiskom do piłki nożnej. Dla porównania, w innych znaczących ośrodkach produkcyjno-magazynowych, podaż powierzchni jest dużo niższa, np. w regionie Budapesztu czy Pragi zasoby wynoszą jedynie po blisko 3,5 mln mkw., komentuje Damian Kołata, Partner, Head of Industrial & Logistics Agency Poland, Head of E-Commerce CEE, Cushman & Wakefield.

Niższy poziom podaży w innych lokalizacjach CEE idzie w parze również z dużo niższym poziomem pustostanów, co może studzić zapał wielu inwestorów i kierować ich uwagę na inne, bardziej perspektywiczne rynki, np. region Śląska.

Na koniec 2023 roku poziom powierzchni niewynajętej na Śląsku wynosił około 333 000 mkw. i wyprzedzał Węgry, Czechy czy Rumunię. Dla kontrastu, w rejonie Pragi, do wynajęcia pozostawało wtedy niespełna 30 000 mkw. powierzchni, czyli 11-krotnie mniej w województwie śląskim. Z najnowszych danych Cushman & Wakefield wynika, że poziom dostępnej do wynajęcia powierzchni magazynowej na koniec I kwartału tego roku wzrósł na Śląsku do ponad 350 000 mkw. Ponadto deweloperzy uruchamiają i planują nowe projekty, co może zmotywować wielu inwestorów, aby ulokować swój kapitał właśnie tutaj, komentuje Adrian Semaan, Senior Research Consultant, Industrial & Logistics Agency.

Jak wynika z analiz Cushman & Wakefield, na koniec 2023 roku w budowie znajdowało się niespełna 280 000 mkw., czyli o ponad 50% mniej niż rok wcześniej, a tylko 125 000 mkw. stanowiła powierzchnia niezabezpieczona umowami najmu. Z kolei na koniec I kwartału br. deweloperzy realizowali projekty liczące łącznie ok. 220 000 mkw., z czego zaledwie ok. 63 000 mkw. pozostawało do wynajęcia.

Rynek na Śląsku napędza dywersyfikacja najemców i lokalna specjalizacja

Według szacunków Cushman & Wakefield, na koniec ubiegłego roku całkowity popyt na powierzchnię magazynową w regionie wyniósł prawie 890 000 mkw., co stanowiło trzeci wynik w Polsce po województwie mazowieckim i dolnośląskim. Natomiast biorąc pod uwagę wolumen nowych umów i ekspansji, czyli tzw. popyt netto, wynajęto tutaj blisko 650 000 mkw., co dało regionowi Śląska drugi najwyższy rezultat po województwie dolnośląskim.

Siła Śląska leży w bardzo dużej dywersyfikacji lokalizacji inwestycyjnych, jak również różnorodności aktywnych tu branż i kierunków pochodzenia kapitału zagranicznego. Jednocześnie na przestrzeni ostatnich lat region zdołał wypracować swoją lokalną, motoryzacyjną specjalizację, co doskonale ilustrują wyniki notowane przez Katowicką Specjalną Strefę Ekonomiczną. W samej KSSE znajduje się ponad 600 polskich i zagranicznych przedsiębiorstw, z których ok. 40% związanych jest z przemysłem samochodowym oraz metalowo-maszynowym. Ponadto w naszej strefie aktywni są przedstawiciele sektora spożywczego, tworzyw sztucznych, branży chemicznej oraz elektrycznej i elektronicznej. Każdorazowo inwestycja z powyższych sektorów, to potencjalny wzrost powierzchni magazynowych na lokalnym rynku, komentuje dr hab. Rafał Żelazny, Prezes Zarządu Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej SA.

Dywersyfikacja gospodarcza Śląska przekłada się nie tylko na różnorodność najemców na rynku magazynowym, ale również zmiany, jakie generują one po stronie popytu.

Porównując lata 2022 i 2023 widzimy, że w ubiegłym roku znacząco wzrósł udział branży motoryzacyjnej, z 12% do 23%, a także produkcyjnej – z 14% do 16%, natomiast obniżyła się aktywność firm logistycznych – z 30% do 21%. Nisza aktywność logistyków jest jednak trendem, który obserwujemy również w innych lokalizacjach magazynowych w Polsce. Prawdopodobnie jednak jest to sytuacja przejściowa, a kolejne kwartały mogą przynieść ożywienie w tej grupie najemców. Tym bardziej może dotyczyć to Śląska, który z uwagi na swoją strategiczną lokalizację i bardzo rozwinięte zaplecze infrastrukturalne, jest jednym z najważniejszych rynków w regionie CEE na celowniku firm z branży TSL, tłumaczy Konrad Jacewicz, Associate, Industrial Agency, Cushman & Wakefield.

Do kolejnych inwestycji mogą zachęcać również stawki czynszów, które oferują lokalne projekty magazynowe. Najemcy mogą tu spodziewać się stawki bazowej w przedziale 4,20-5,50 EUR/mkw., co w wyniku owocnych rozmów z deweloperem może zostać zredukowane poprzez zachęty finansowe, zmniejszenie kosztów dostosowania czy miesiące bezczynszowe do poziomu z przedziału 3,00-4,30 EUR/mkw. jako stawka efektywna.

Dla przykładu, w Czechach, w regionie praskim, który jest najdroższym z rynków CEE, należy spodziewać się stawki bazowej w przedziale 6,50-7,75 EUR/mkw. i stawki efektywnej obniżonej poprzez miesiące bezczynszowe i zmniejszenie kosztów dostosowania do poziomu 6,20-7,50 EUR/mkw. Z kolei w regionie ostrawskim stawka bazowa oscyluje w przedziale 5,20-5,75 EUR/mkw., a stawka efektywna utrzymuje się na poziomie 4,90-5,50 EUR/mkw. Na Słowacji, w regionie bratysławskim, z wyłączeniem o co najmniej jedno euro droższego miejskiego obszaru, można oczekiwać stawki bazowej w przedziale 4,75-5,60 EUR/mkw., która jest często de facto stawką efektywną ze względu na bardzo ograniczone chęci deweloperów do jakichkolwiek negocjacji, dodaje Damian Kołata.

Rynek pracy daje potencjał do dalszego rozwoju

Jak wynika z danych Randstad, spośród niemal 4,3 mln osób zamieszkujących województwo śląskie, blisko 59% to ludność w wieku produkcyjnym, a to jeden z kluczowych elementów branych pod uwagę w procesie inwestycyjnym. Stabilna pozostaje też liczba osób w wieku przedprodukcyjnym (17%). Fakt, że mediana wieku pracownika to 41 lat, a najwięcej osób pracujących znajduje się w grupie wiekowej 35-44 lata, to również dobra informacja dla pracodawców. Oznacza to, że śląski rynek pracy umożliwia dostęp do wielu osób, które mają już za sobą kilkuletnie lub kilkunastoletnie doświadczenie w pracy zawodowej, a zarazem mają też przed sobą wiele lat aktywności zawodowej.

W województwie śląskim średni stan zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw utrzymuje się na poziomie ok. 784 tys. pracowników. Świadczy to o dojrzałości lokalnego rynku pracy i wzmacnia pozycję województwa śląskiego jako atrakcyjnego miejsca do inwestycji, szczególnie w obszarze nowych technologii i przemysłu. Metropolia śląska rozwija się w wielu kluczowych dla gospodarki obszarach, a to daje dostęp do unikatowych kompetencji w obszarze badań i rozwoju i pozwala inwestorom na realizowanie innowacyjnych projektów. Nie powinno więc dziwić, że w ciągu ostatnich lat Katowice i Śląsk stały się jedną z głównych lokalizacji inwestorów z sektora usług wspólnych, nowoczesnych technologii i R&D. Ponadto działania samorządu konsekwentnie poprawiają jakość życia mieszkańców i pracują na umacnianie marki całego województwa, a to powinno owocować kolejnymi inwestycjami w najbliższej przyszłości, podsumowuje Dagmara Żuromska, Strategic Business Development Senior Manager Randstad.

DNA Medical Group planuje debiut na NewConnect

DNA Medical Group – firma medyczna działająca w branży badań genetycznych, planuje debiut na rynku NewConnect. Wcześniej spółka chce pozyskać finansowanie od inwestorów na rozwój działalności, w tym m.in. na wyposażenie laboratorium. Działająca od czerwca 2023 r. firma już jest rentowna. Marka jako jedyna w Polsce może wykonać sekwencjonowanie genomu bez posiłkowania się zagranicznymi podwykonawcami. Dzięki temu proces jest szybszy, bezpieczniejszy i tańszy, a w efekcie – bardziej dostępny dla placówek medycznych i pacjentów.

Prężnie rozwijający się rynek badań genetycznych, ich coraz częstsze wykorzystywanie w diagnostyce chorób, przygotowywaniu terapii celowanych oraz planowane rozszerzenie refundacji badań prenatalnych sprawiają, że rośnie popyt na usługi oferowane przez DNA Medical Group. Firma ma ambitne plany rozwoju i aby je sfinansować, zdecydowała o pozyskaniu zewnętrznych inwestorów, a następnie debiucie na rynku NewConnect.

Jeszcze w tym roku chcielibyśmy pozyskać finansowanie od inwestorów. Jesteśmy już rentowni, natomiast dzięki zewnętrznej rundzie inwestycyjnej, będziemy mogli przyśpieszyć rozwój naszego biznesu – zarówno w obszarze działalności usługowej, jak i nowych linii biznesowych. W ramach emisji chcielibyśmy pozyskać kilka milionów złotych, a jej konsekwencją będzie giełdowy debiut. W samym debiucie widzimy szansę na zwiększenie rozpoznawalności i transparentności naszej firmy – mówi Izabela Czuraj – prezes zarządu DNA Medical Group.

DNA Medical Group specjalizuje się w badaniach genetycznych i korzysta z najbardziej zaawansowanych technologii dostępnych na rynku. Spółka jako jedyna w Polsce oferuje pełny zakres badań WES (sekwencjonowanie całego eksomu) i WGS (sekwencjonowanie genomu), bez korzystania z zagranicznych podwykonawców i wysyłania materiału genetycznego poza Polskę. Firma jest również producentem polskiego testu NIPT (badanie przesiewowe szacujące ryzyko wystąpienia u dziecka wad genetycznych). Jednym z jej celów jest nie tylko zwiększanie dostępności do badań genetycznych i ochrona danych pacjentów, ale też edukacja. Genetyka jest dziś jedną z najszybciej rozwijających się dziedzin medycyny, a wiedza o genetycznych predyspozycjach chorób zwiększa skuteczność terapii.

Badania genetyczne wykrywają zmiany w DNA i umożliwiają pozyskiwanie ważnych informacji o zdrowiu, co w efekcie może wpłynąć na wydłużenie i większy komfort życia pacjenta. Często zdarza się, że są one jedyną skuteczną metodą diagnostyki. Dają szansę na wykrycie choroby we wczesnym stadium, a im szybciej coś wiemy – tym szybciej możemy przeciwdziałać. Niestety świadomość na temat znaczenia badań genetycznych jest jeszcze zbyt niska, dlatego tak ważna jest edukacja zarówno pacjentów, jak i środowiska medycznego – komentuje Izabela Czuraj – prezes zarządu DNA Medical Group.

Szansą na dalszy rozwój świadomości znaczenia badań genetycznych i ich istotną popularyzację są zmiany regulacyjne. W projekcie nowelizacji rozporządzenia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu programów zdrowotnych, zniesiono limit wiekowy dla kwalifikacji do refundacji genetycznych badań prenatalnych. Dotychczas badania te były bezpłatne dla kobiet, które ukończyły 35 lat.

W ostatnim czasie DNA Medical Group została laureatem Polskiej Nagrody Inteligentnego Rozwoju 2024 w kategorii innowacyjna firma. Prestiżowa nagroda promuje twórców innowacji technologicznych i społecznych oraz inwestycji podnoszących standard życia i wpływających na rozwój naukowo – badawczy. Spółka została doceniona m.in. za zwiększanie dostępności badań genetycznych, umożliwiających szybką diagnozę wielu chorób.

Według raportów Vision Research Reports – wielkość światowego rynku testów genetycznych oszacowano na około 8,84 miliarda dolarów w 2023 r. i przewiduje się, że do 2033 r. osiągnie on poziom około 64,73 miliarda dolarów, przy CAGR wynoszącym 22,03% w latach 2024-2033.

Większość polskich firm liczy na wzrost eksportu, ale… obawiają się wzrostu skali opóźnień płatności

Większość ankietowanych polskich firm spodziewa się zwiększenia w 2024 roku swoich przychodów eksportowych, ale… i tak na tle innych krajów polskie firmy są najostrożniejsze w swoich oczekiwaniach. I mają ku temu powody, ale także oryginalne strategie radzenia sobie z problemami.

Polskie firmy na tle tych z innych, wysokorozwiniętych krajów: trochę rzadziej wierzą we wzrost cen swoich produktów, częściej też obawiają się stagnacji a nawet spadku swoich obrotów (27% ankietowanych z Polski). Nie bez przyczyny – wysokim kosztom rynkowym towarzyszą też wysokie koszty finansowania sprzedaży: polskie firmy notują obecnie zdecydowanie najdłuższe terminy spływu należności a ponadto bardzo duża ich część obawia się wzrostu skali opóźnień płatności w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Stąd „zachowawczo” podchodzą obecnie do ekspansji: w największym stopniu stawiają na rozwijanie działalności na już dotychczas zdobytych rynkach, z powodu wysokich kosztów w kraju najrzadziej stawiają na przeniesienie do niego większej części swojego łańcucha dostaw oraz na „dekarbonizację” swojej działalności. Jeśli już inwestują, to w to co sprawdzało się przez ostatnie dwie dekady obecności w UE: nowoczesność, czyli wykorzystanie AI w stopniu porównywalnym z mistrzami w tym względzie – Chińczykami.

Czy rok 2024 może przynieść firmom trochę światła na końcu tunelu – Allianz Trade przeprowadził ankietę wśród ponad 3000 eksporterów z Chin, Francji, Niemiec, Włoch, Polski (ponad 400 firm), Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i USA[1] w ramach trzeciej edycji Globalnego Badania –  dostępny jest także pełny raport z globalnego badania eksporterów.

  • Polskie firmy wierzą w siłę cenową swoich produktów – wzrost ich cen (79% ankietowanych), ale… poza Chinami borykającymi sią z nasilającą się wojną handlową z Zachodem (74% ankietowanych chińskich firm wierzy we wzrost cen) w Europie mniej optymistyczni co do wzrostu cen swoich eksportowych produktów są tylko przedsiębiorcy z Włoch (78% ankietowanych) – w pozostałych krajach objętych badaniem ponad 80% firm oczekuje odbicia w tym roku w górę cen swoich produktów, nierzadko blisko 90% (Hiszpania 88%, Niemcy 87%)
  • 73% polskich firm spodziewa się wzrostu swoich przychodów eksportowych – ale to najniższy wynik wśród badanych gospodarek (gdyż średnia tych optymistycznych oczekiwań wynosi 82%). Czy polskie firmy czują się mniej pewnie w konkurencji międzynarodowej?

„Mocną stroną polskich firm były konkurencyjne ceny oraz szybkość dostaw (bliskość zachodnioeuropejskich rynków zbytu). Za to mniej w porównaniu do innych badanych krajów jest polskich, rozpoznawalnych międzynarodowych marek i znaków handlowych, polskie produkty nie słyną też tak z designu czy wyrafinowania jak np. włoskie, francuskie czy hiszpańskie lub technologicznej perfekcji jak produkty niemieckie. Taką renomę zdobywa się nie latami, ale przez wiele dekad. Nasze zaś atuty w tej chwili słabną – konkurencyjność cenowa polskich firm jest zdecydowanie mniejsza niż wcześniej (wysokie ceny energii, mało już konkurencyjne koszty zatrudnienia – zestawiając wzrost kosztu pracy ze wzrostem wydajności, nie zapominając o dostępności pracowników: w Polsce jest najniższe obok Czech bezrobocie rejestrowane w UE!). Europa Środkowo-wschodnia jest obecnie zdecydowanie rzadziej wybierana jako źródło zwiększania zamówień w łańcuchach dostaw – przegrywa z Dalekim Wschodem i z Europą Zachodnią, gdyż spadkowi konkurencyjności cenowej towarzyszy bliskie ryzyko geopolityczne związane z wojną w Ukrainie. Stąd polskie firmy walczą o zamówienia innym elementem sprzedaży – akceptując dłuższe terminy płatności i większe ryzyko z tym związane (oraz wyższe koszty finansowe wynikające z wolniejszej rotacji należności i kapitału) – ocenia Sławomir Bąk, członek zarządu Allianz Trade w Polsce odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

  • Produkowanie i zaopatrywanie się w Polsce nie jest już tak opłacalne! Aż 83% spośród badanych zarządzających polskimi firmami wskazało wysokie koszty jako główną przeszkodę w przeniesieniu łańcuchów dostaw do Polski – koszty operacyjne, wymiany handlowej i inwestycji (83% polskich respondentów!). Gdy dodamy do tego, iż wciąż wysoko na liście zagrożeń jest dostępność i koszt pracowników w Polsce (obawa wyrażania przez 49% badanych polskich firm) oraz obawy o dostępność i jakość lokalnych poddostawców (54% badanych przedsiębiorstw z Polski) jasne staje się, dlaczego polskie firmy najrzadziej wśród tych z innych krajów myślą o przyspieszeniu relokacji łańcuchów dostaw z powrotem do kraju macierzystego (tylko 16% ankietowanych polskich eksporterów, gdy na pozostałych rynkach było to o ponad 10% więcej).
  • Największe ryzyko związane z opóźnionymi płatnościami – polskie firmy raportują zdecydowanie najdłuższe terminy płatności z tytułu eksportu. Aż 32% ankietowanych polskich firm otrzymuje płatności po 70 i więcej dniach od sprzedaży, podczas gdy w trzech spośród badanych krajów odsetek takich odpowiedzi jest dwudziestoprocentowy (Włochy, Niemcy i USA) a w pozostałych czterech krajach tak długo na swoje należności czeka tylko kilkanaście procent eksporterów (11-15% firm brytyjskich, francuskich czy hiszpańskich – czyli nawet trzy razy rzadziej niż w Polsce!) .
  • Co więcej – duża część polskich firm (44%) spodziewa się wzrostu skali ryzyka opóźnionych płatności w bieżącym roku. Tymczasem w większości ankietowanych krajów takie oczekiwania wyrażało mniej firm, zazwyczaj w okolicach 1/3 – tylko we Francji firmy są w tej kwestii sceptyczne nawet bardziej, niż w Polsce (47% francuskich firm spodziewa się wzrostu ryzyka opóźnionych płatności).

Jak polskie firmy radzą sobie z wyzwaniami – jak starają się zwiększyć eksport oraz przychody z tego tytułu?

  • Zachowawczo w kwestii stawianych sobie celów: Optymistycznie, ambitnie – to można powiedzieć o strategiach pobudzenia eksportu poprzez stawianie na rozwój nowych produktów (najczęściej wybierane przez firmy w USA, Wlk. Brytanii i Francji) czy na dywersyfikację rynków zbytu i docieranie do nowych (to najczęstsze odpowiedzi firm z Hiszpanii, Chin, Niemiec i Włoch). Na co najczęściej stawiają obecnie polscy eksporterzy? Na bezpieczne zwiększenie swojego udziału na rynkach, na których już są obecni (26% ankietowanych firm z Polski), podczas gdy jeszcze przed rokiem niemal równie często nasi menedżerowie typowali ekspansję na nowe rynki.
  • Zdecydowanie bardziej odważnie w sposobie ich realizacji: Już przed rokiem polskie firmy zdecydowanie wyróżniały się na tle tych zachodnioeuropejskich digitalizacją swojej działalności – przynajmniej o „długość czy dwie” wyprzedzając je m.in. w skali wykorzystania chmur obliczeniowych w handlu i usługach sieciowych, wykorzystaniu oprogramowania wspierającego pracą zespołową, kontakt oraz zarządzanie magazynami i produkcją etc. Obecnie na topie jest AI: w przypadku polskich firm nie są to tylko plany, ale w stopniu porównywalnym z Chinami – także już rzeczywistość i bieżące jej wykorzystanie. Aż 36% ankietowanych polskich firm wykorzystuje w chwili obecnej AI (LLM – duże modele językowe) do usprawnienia zarządzania łańcuchem dostaw a 22 % do identyfikowania możliwości eksportowych i ułatwienia komunikacji. Tymczasem w wielu z pozostałych krajów jako narzędzie cyfrowego rozwoju wskazywany jest m.in. elektroniczny handel, nic nowego w 2024 roku. Co więcej: to nie koniec „inteligentnej” zmiany w polskich firmach – o konsekwentnym postawieniu na rozwój w oparciu o AI jako najważniejszy element wzrostu w kolejnych dwóch latach mówi 79% polskich menedżerów objętych badaniem (podobnie tylko, bo 81% odpowiedzi od zarządzających z Chin) – podczas gdy w pozostałych krajach średnio stawia na potencjał AI w kwestii przyszłego wzrostu firmy „tylko” 60% badanych.
  • Nie zapominając o ostrożności – zabezpieczeniach: Świadomość ryzyka i chęć jego minimalizacji w wykonaniu polskich firm potwierdza częstsze niż przed rokiem sięganie przez nie po zabezpieczenia w postaci gwarancji w łańcuchu dostaw – czyni tak 37% polskich eksporterów w badaniu (równie często ma to miejsce w Chinach i w USA) – generalnie ta forma zabezpieczenia swoich dostaw (i działalności) najmocniej zyskała w porównaniu do zeszłego roku. Cieszyć może, iż polskie firmy są w tym względzie na czasie, dostrzegają tę potrzebę oraz potrafią ją zrealizować, chroniąc w ten sposób swoja produkcje i działalność.
  • Tnąc koszty na rozwój w obszarach niebędących najistotniejsza potrzebą: Tutaj nie ma może powodów do dumy – chociaż…. Pewne zapóźnienie w kwestii dekarbonizacji swojej działalności, mimo że przynosi chluby to w jakiś sposób świadczyć może też o racjonalności, chociaż przede wszystkim – konieczności. Nakłady, które mogą być odkładane są w polskich firmach odkładane – i tak też jest z redukcją śladu węglowego: 68% ankietowanych menedżerów z Polski potwierdza jasną strategię swojej firmy odejścia od paliw kopalnych – niezależnie od wahań ich cen, podczas gdy średnia światowa takich deklaracji wyniosła 78%, czyli wszystkie kraje poza Niemcami miały wynik zbliżony lub nawet powyżej 80% takich odpowiedzi (Niemcy podobnie jak Polska – „tylko” 69%!). Aż 13% respondentów z polskich firm uznało, iż ich firma nie jest na dobrej drodze spełnienia zerowego celu emisji w 2050 roku (negatywne odpowiedzi na to pytanie ze wszystkich innych krajów były jednocyfrowe, poza Polską i Włochami). Dużo wyraźniej od stawki polskie firmy odstają w kwestii używania cyfrowych faktur – wdrożyło je lub jest w stanie wdrożyć w ciągu roku tylko 54% firm objętych badaniem z Polski, podczas gdy średnia ze wszystkich krajów wynosi 66%. Może pewien wpływ na najdłuższe średnio terminy płatności na rzecz eksporterów z Polski ma nie tylko długi termin udzielany przez samych sprzedających, ale i braki w zakresie szybkiego, elektronicznego obiegu faktur z nabywcami? Jest to na pewno pole do poprawy, chociaż nie sprzyja temu obecnie odsunięty ponownie w czasie do 2026 roku termin wprowadzenia powszechnego obowiązku e-fakturowania w Polsce.

Oczekiwania dotyczące wzrostu obrotów eksportowych w 2024 r. % respondentówOczekiwania dotyczące wzrostu obrotów eksportowych w 2024 r. % respondentów

Źródło: Allianz Trade Global Survey 2024

Odsetek respondentów spodziewających się wzrostu ryzyka braku płatności eksportowych w ciągu najbliższych sześciu do 12 miesięcy, % respondentów, 2024 r. vs. 2023 r.Odsetek respondentów spodziewających się wzrostu ryzyka braku płatności eksportowych

Źródła: Allianz Trade Global Surveys 2023 and 2024

Odsetek respondentów kupujących ubezpieczenie łańcucha dostaw w celu złagodzenia zakłóceń (%)Odsetek respondentów kupujących ubezpieczenie łańcucha dostaw w celu złagodzenia zakłóceń (%)

Źródła: Allianz Trade Global Surveys 2023 and 2024

Oczekiwania dotyczące trendu zmiany na dostawców krajowych lub reshoringu w nadchodzących dwóch latach, % respondentówOczekiwania dotyczące trendu zmiany na dostawców krajowych lub reshoringu w nadchodzących dwóch latach, % respondentów

Źródło: Allianz Trade Global Survey 2024

Aktywność cyfrowa, która najbardziej przyczynia się do rozwoju międzynarodowego, % respondentówAktywność cyfrowa, która najbardziej przyczynia się do rozwoju międzynarodowego, % respondentów

Źródło: Allianz Trade Global Survey 2024

[1] Ankieta została przeprowadzona online w ciągu trzech tygodni w kwietniu 2024 roku.

ORLEN podwoi wydobycie gazu z Morza Północnego

PGNiG Upstream Norway z Grupy ORLEN kupiło od Equinor Energy dodatkowe niemal 20 proc. udziałów w złożu gazowym Eirin na Morzu Północnym. W efekcie transakcji, wolumen gazu, który Grupa ORLEN pozyska łącznie z tego złoża, wzrośnie niemal dwukrotnie, do ponad 1,5 mld m sześc.

Realizacja transakcji umożliwi ORLEN dalszy wzrost własnego wydobycia gazu ziemnego oraz przyczyni się do optymalizacji działalności koncernu na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Początek prac wiertniczych na złożu Eirin zaplanowano na trzeci kwartał tego roku a uruchomienie wydobycia ma nastąpić w drugim półroczu 2025 r. W złożu zostaną wykonane dwa odwierty produkcyjne, z których gaz będzie przesyłany podmorskim gazociągiem do platformy na złożu Gina Krog, w którym Grupa ORLEN również posiada 41,3 proc. udziałów. Wyrównanie wielkości udziałów Koncernu w Gina Krog i Eirin zoptymalizuje koszty zarządzania wspólnie eksploatowanymi złożami.

– Realizując aspiracje związane z własnym wydobyciem ropy i gazu, dbamy obecnie o jak największą efektywność naszych inwestycji i budowę wartości dla akcjonariuszy. Eirin to dojrzały projekt, który rozpocznie produkcję już w przyszłym roku. Wydobycie będzie prowadzone przy wykorzystaniu już istniejącej infrastruktury na naszym pobliskim złożu Gina Krog. Pozwoli to skrócić czas zagospodarowania i ograniczy koszty eksploatacji, a jednocześnie zmniejszy intensywność emisji CO2 związanej z produkcją – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Platforma Gina Krog jest zasilana energią elektryczną produkowaną na lądzie, która niemal w 100 proc. pochodzi z odnawialnych źródeł energii, przede wszystkim elektrowni wodnych. Dzięki temu intensywność emisji produkcji na platformie jest bardzo niska i wyniesie w tym roku ok. 0,7 kg CO2 na każdą wyprodukowaną baryłkę ekwiwalentu ropy, podczas gdy średnia dla całego Norweskiego Szelfu Kontynentalnego to ok. 8 kg na baryłkę. Podłączenie Eirin do Giny Krog może pozwolić na dalsze obniżenie intensywności emisji na platformie, poprzez zwiększenie wolumenu przetwarzanego surowca przy jednoczesnym utrzymaniu całkowitej bezwzględnej wielkości emisji na porównywalnym poziomie.

– Złoża Eirin i Gina Krog są częścią obszaru wydobywczego Sleipner, który stanowi jeden z głównych hubów produkcyjnych ORLEN na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Obszar ten odpowiada obecnie za ok. jedną trzecią całkowitego wydobycia koncernu w Norwegii. Uruchomienie produkcji ze złoża Eirin umożliwi bardziej efektywne wykorzystanie infrastruktury hubu i wydłuży perspektywę ekonomicznej eksploatacji tworzących go aktywów – mówi Wiesław Prugar, Członek Zarządu ORLEN ds. Upstream.

Transakcja pomiędzy norweską spółką ORLEN i Equinor oczekuje jeszcze na zgody administracyjne. Po sfinalizowaniu transakcji, łączny udział Koncernu w Eirin wzrośnie do 41,3 proc. Zasoby złoża wynoszą ok. 27 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej, z czego ponad 85 proc. stanowi gaz ziemny.

PGNiG Upstream Norway eksploatuje obecnie 19 złóż a na kolejnych dziewięciu prowadzi zagospodarowanie, w celu uruchomienia produkcji. W ubiegłym roku spółka wyprodukowała prawie 27 milionów baryłek ekwiwalentu ropy naftowej węglowodorów, w tym ponad 3 mld m sześc. gazu. Spółka zakłada w tym roku zwiększenie wydobycia gazu ziemnego do 4 mld m sześc.

Telegram – ujawniono bazę danych

Badacze ds. cyberbezpieczeństwa zebrali dane uwierzytelniające z licznych kanałów cyberprzestępczych serwisu Telegram. Ujawniono ogromną bazę danych, zawierającą adresy e-mail, identyfikatory i hasła użytkowników różnych serwisów.

Dane z Telegrama

To nie jest szczęśliwy czas dla bezpieczeństwa informacji. Dopiero co informowaliśmy o wycieku danych z platformy sprzedażowej Ticketmaster, a już dzisiaj dowiadujemy się o nowo ujawnionej bazie informacji.

Anonimowi badacze udostępnili Troyowi Huntowi, (właścicielowi serwisu Have I Been Pwned) 122 GB danych uwierzytelniających zebranych z wielu kanałów na Telegramie. Według Hunta, ta baza jest ogromna i zawiera 361 milionów unikalnych adresów e-mail, z których 151 milionów nigdy wcześniej nie pojawiło się w usłudze powiadamiania o naruszeniu danych. Wszystko wskazuje na to, że udostępnione dane wyłudziło złośliwe oprogramowanie wykradające hasła.

HIBP Telegram – ujawniono bazę danych

“Obok tych adresów znajdowały się hasła i, w wielu przypadkach, strona internetowa, której dotyczą dane.” – wspomina właściciel serwisu Have I Been Pwned.

Have I Been Pwned

Serwis internetowy Have I Been Pwned to strona internetowa, która pozwala zweryfikować, czy adres mailowy brał udział w wycieku danych. W ostatnim czasie do serwisu dołożono kolejną bazę danych dotyczącą informacji ujawnionych z kanałów cyberprzestępczych komunikatora Telegram. Strona na potrzebę użytkownika wyszukuje wskazany przez niego adres e-mail przeszukując udostępnione bazy z różnych naruszeń. Dzięki temu możemy otrzymać informacje, czy nasze dane zostały bezprawnie udostępnione.

Co teraz?

Przede wszystkim zachowaj spokój i sprawdź czy masz powód do obaw. Możesz łatwo zweryfikować, czy Twoje dane zostały opublikowane korzystając ze strony Have I Been Pwned – https://haveibeenpwned.com/.

Jeżeli Twoje dane brały udział w opisanym wycieku:

  • Ustaw weryfikację dwuetapową, aby mieć pewność, że nikt nie dostanie się na Twoje konto.
  • Zmień hasła do wszystkich kont oraz aplikacji, żeby uniemożliwić nieautoryzowany dostęp do nich przez osoby trzecie.
  • Koniecznie przywróć do ustawień fabrycznych swoje urządzenia. Jeżeli złośliwe oprogramowanie wykradło Twoje dane, to może to robić nadal.

Rollercoaster na PLN

W tym tygodniu notowania złotego dosłownie szaleją. Wczorajsze poranne osłabienie krajowej waluty wieczorem zostało całkowicie wymazane, jednak już we wtorek przed południem PLN ponownie oddaje pole głównym walutom i to ze sporą nadwyżką. Ewidentnie widać, że krajowa waluta podporządkowuje się ruchom na eurodolarze. Ten z kolei ulega słabemu raportowi ISM z USA. Szwajcarzy po raz kolejny w celu inflacyjnym!

Któremu wskaźnikowi ufać?

Po wczorajszych porannych odczytach indeksów PMI dla przemysłu z Europy przyszedł czas na adekwatne raporty ze Stanów Zjednoczonych. W poniedziałkowe popołudnie zwyżkowy odczyt PMI z USA (51,3 pkt.) odbił się od neutralnego poziomu 50 pkt. uzyskanego w poprzednim miesiącu. Oznacza to wejście w strefę sugerującą rozwój. Dane nie zrobiły jednak wrażenia na inwestorach, gdyż ci swoją uwagę skupili na ważniejszym dla Amerykanów raporcie ISM, który tym razem zawiódł. Pomimo zwyżkowych prognoz indeks spadł do 48,7 pkt. To sugeruje pozostanie w strefie recesji, w której z wyjątkiem marcowych danych, znajdujemy się od października 2022 roku. Niekorzystne odczyty ISM pozwoliły rynkowi grać na wrześniowy „pivot” FED, który z niewielką przewagą, ale jednak, ma aktualnie największe prawdopodobieństwo (52,6%), co osłabiło dolara. W nocy z poniedziałku na wtorek notowania głównej pary walutowej świata doszły do 1,091 USD.

Złoty znów podąża za dolarem

Wczorajszą popołudniową słabość USD wykorzystał PLN. Krajowa waluta, która jest ujemnie skorelowana do amerykańskiej, po raz kolejny zyskiwała w trakcie osłabienia „zielonego”. Wieczorna aprecjacja złotego doprowadziła kursy xxxPLN do niskich poziomów z otwarcia sesji. Niestety, we wtorek o poranku sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Krajowa waluta w chwile z nadwyżką oddała wczorajsze zyski. Jest to związane z odreagowaniem kursu eurodolara, który o godzinie 10:30 schodzi poniżej 1,088 USD. W tym samym czasie kurs EUR/PLN dochodzi do 4,29 PLN, USD/PLN to 4,94 PLN, notowania GBP/PLN to 5,04 PLN, a CHF/PLN to 4,41 PLN.

Inni mogą brać przykład!

We wtorek poznaliśmy dane inflacyjne ze Szwajcarii, które po raz kolejny potwierdzają stabilność cen u Helwetów. Inflacja konsumencka w ujęciu rocznym pozostaje na poziomie 1,4%, co jest zgodne z rynkowym konsensusem. Publikacja mieści się w celu Szwajcarskiego Banku Narodowego (0-2%). Ostatni raz powyżej priorytetu SBN byliśmy w maju 2023 roku. Oznacza to, że dokładnie od roku Helweci dowożą swoje założenia. Należy dodać, że dzieje się to w czasie, kiedy reszta świata wciąż zmaga się z podwyższoną dynamiką cen, bojąc się jej odbicia. W wyniku dobrych danych, które aktualnie nie sugerują konieczności zacieśniania polityki monetarnej w Szwajcarii, frank tuż po publikacji stracił do euro, dolara, funta czy złotego. Co ciekawe, już 2 godziny po odczycie CHF z nadwyżką wymazał poranne straty do wszystkich z wyżej wymienionych walut.

Dawid Górny, dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Aktywność inwestorów na GPW w maju 2024

W maju 2024 roku obroty akcjami na Głównym Rynku GPW osiągnęły poziom 32,8 mld zł, co oznacza wzrost o 48,1% w porównaniu z majem ubiegłego roku. Średnie dzienne obroty akcjami na warszawskim parkiecie również wzrosły i wyniosły 1,64 mld zł, o 55,5% więcej niż przed rokiem. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał w pierwszych pięciu miesiącach tego roku ponad 10%.

  • 32,8 mld zł – wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na Głównym Rynku (wzrost o 48,1% rdr)
  • 204,6 mln zł – wartość obrotu produktami strukturyzowanymi (wzrost o 31,6% rdr)
  • 83,0 mln zł – łączna wartość obrotu ETF i ETC (wzrost o 15,7% rdr)

Rynek Akcji

Maj był udany na warszawskim parkiecie. Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW osiągnęła 32,9 mld zł, co stanowi wzrost o 46,4% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła natomiast o 48,1% rok do roku, osiągając poziom 32,8 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1,64 mld zł, co oznacza wzrost o 55,5% w porównaniu do poprzedniego roku. Na koniec maja wartość indeksu WIG wyniosła 86 315,26 pkt. i wzrosła w tym roku o 10,01%.

W przeciwieństwie do Głównego Rynku GPW, na rynku NewConnect odnotowano spadki. Łączna wartość obrotu akcjami wyniosła w maju 128,9 mln zł, co oznacza spadek o 30,3% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect spadła natomiast o 30,4% rok do roku, do poziomu 127,8 mln zł.

Obroty na rynku GlobalConnect wzrosły – wartość obrotów akcjami osiągnęła w maju 2024 roku poziom 0,9 mln zł, co oznacza wzrost o 83% w porównaniu do 0,5 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Rynek Instrumentów Pochodnych

W maju 2024 roku łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 0,8 mln sztuk, co stanowi spadek o 17,4% w porównaniu do maja 2023 roku. Obroty kontraktami na indeksy zmniejszyły się o 18,2% rok do roku, do poziomu 519,1 tys. sztuk. Wolumen obrotu kontraktami na waluty zanotował spadek o 38,6% rok do roku, do 161,8 tys. sztuk. Natomiast obroty kontraktami na akcje odnotowały znaczący wzrost o 63,1% rok do roku, osiągając poziom 144,4 tys. sztuk.

Rynek Produktów Strukturyzowanych i ETF-ów

W maju wartość obrotu produktami strukturyzowanymi wzrosła o 31,6% rok do roku, osiągając poziom 204,6 mln zł. Równocześnie na GPW odnotowano wzrost łącznej wartości obrotów ETF oraz ETC do 83,0 mln zł, co oznacza wzrost o 15,7% w porównaniu z majem ubiegłego roku.

Rynek Instrumentów Dłużnych

Na koniec maja wartość emisji obligacji nieskarbowych notowanych na rynku Catalyst osiągnęła 112,9 mld zł, w porównaniu do 100,9 mld zł w tym samym okresie ubiegłego roku. Równocześnie wartość obrotu obligacjami na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła o 18,0% rok do roku, do poziomu 515,2 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na Treasury BondSpot Poland wyniosła 101,4 mld zł, co stanowi wzrost o 111,0% w porównaniu do 48,1 mld zł rok wcześniej.

Kapitalizacja spółek na warszawskim parkiecie

Kapitalizacja 369 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w maju 2024 roku wyniosła 805,7 mld zł (188,8 mld EUR). Natomiast łączna kapitalizacja wszystkich 411 spółek, zarówno krajowych, jak i zagranicznych sięgnęła 1 613,2 mld zł (378,0 mld EUR).

Debiuty – nowi emitenci

W maju 2024 roku na rynku NewConnect zadebiutowały akcje spółki BRAINSCAN, która zajmuje się m.in. diagnostyką obrazową mózgu z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Wartość oferty wyniosła 5,9 mln zł.

CI Games zatrudnia Toma O’Connora, byłego starszego dyrektora Tencent Games

CI Games ogłosiło powołanie Toma O’Connora na stanowisko starszego wiceprezesa (Senior Vice President) ds. rozwoju. O’Connor ostatnio pracował w Tencent Games, gdzie pełnił funkcję starszego dyrektora ds. produkcji. Ściśle współpracując z kierownictwem studia, odegrał kluczową rolę w realizacji strategii i zarządzaniu zachodnimi studiami, w tym Sumo Group i Sharkmob, przyczyniając się do ich rozwoju.

Przed związaniem się z Tencent Games Tom spędził 15 lat w PlayStation, gdzie zarządzał zespołem studiów deweloperskich i partnerów dostarczających produkcje, w tym znaną i cenioną serię LittleBigPlanet, na należące do firmy platformy sprzętowe.

Do CI Games O’Connor dołącza jako kluczowy członek zespołu kierowniczego, raportujący bezpośrednio do prezesa spółki, Marka Tymińskiego. Tym samym będzie nadzorować i koordynować wewnętrzne i zewnętrzne studia firm CI Games i United Label, wliczając w to prace nad Project III i Project Survive, a także innymi tytułami. Jego mianowanie na to stanowisko ma kluczowe znaczenie w procesie strategicznej restrukturyzacji CI Games, ogłoszonej na początku roku.

Marek Tymiński, CEO CI Games, powiedział: „W imieniu zespołu kierowniczego i całej firmy chciałbym przywitać Toma w CI Games. Dołącza on do nas w naprawdę ważnym momencie. Nadal zwiększamy efektywność oraz jakość naszych tytułów w oparciu o optymalizacje biznesowe wprowadzone w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Pomoc Toma okaże się również nieoceniona w realizacji obranej przez firmę strategii, zakładającej przyszły rozwój naszych własnych IP.”

Tom O’Connor, starszy wiceprezes ds. rozwoju w CI Games, powiedział: „Chciałbym podziękować Markowi i reszcie zespołu za ciepłe przyjęcie w CI Games. Dostrzegam i doceniam mocne strony firmy oraz postępy, jakie poczyniła w realizacji założonych celów strategicznych. Mam jasną wizję tego, w jaki sposób mogę kierować jej strukturami produkcyjnymi, by wspólnymi siłami wprowadzić CI Games na kolejny poziom.”

Retencja pracowników – co zrobić żeby w zespole pracowało się lepiej?

Zatrzymanie kadr to jedno z największych wyzwań, przed którymi stoją firmy – ponad 36% z nich miało problem z odejściami pracowników w ciągu ostatnich miesięcy, a blisko 45% pracujących planowała zmienic miejsce zatrudnienia, wynika z „Barometru Rynku Pracy” Gi Group Holding. Jak firmy mogą zwiększyć retencję pracowników?

Odsetek Polaków, którzy chcą zmienić miejsce pracy wzrósł o 5 p.p. w porównaniu z ub. rokiem, wynika z badania przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Gi Group Holding w lutym br. Jeszcze rok wcześniej taki plan deklarowało 39,8% pracujących vs. 44,9%. Chęć zmiany dotyczy najczęściej odległej perspektywy – 15% badanych planuje taki krok w ciągu dwóch lat, a 14% w ciągu roku. Czy zamierza Pan zmienić Pracę

Dane CBOS z 2022 roku pokazują, że realnie zmiany pracy w ciągu pięciu lat dokonuje 28% badanych. Podobnie, przeprowadzone przez Pracuj.pl badanie „Mobilność zawodowa Polaków w 2023 roku” mówi o tym, że miejsce zatrudnienia na przestrzeni 10 lat zmieniło około ⅓ pracowników.

Zarówno liczne deklaracje, jak i zgromadzone w dłuższej perspektywie dane dotyczące rotacji powinny skłonić zarządzających do refleksji i przyjrzenia się swojej kulturze organizacyjnej. Często okazuje się bowiem, że części odejść pracowników można było uniknąć – mówi Piotr Wajgielt, Executive Manager w Wyser, Executive Search. Niska rotacja jest ważna z wielu powodów. Wpływa nie tylko na wizerunek organizacji – badania pokazują, że zespoły z wysoką retencją są produktywniejsze, lepiej wdrażają innowacje i mają większy przepływ wiedzy – dodaje.

Z „Barometru Rynku Pracy” wynika, że powody chęci zmiany pracy są podobne, jak rok wcześniej – 47% ankietowanych chce odejść z powodu zbyt niskiego wynagrodzenia, 32% nie widzi perspektyw na awans zawodowy, a 29% chciałoby większych możliwości rozwoju. Powody finansowe częściej wskazywały kobiety (53% vs. 40% mężczyzn).

Jak dbać o utrzymanie pracowników?

Pracownicy zapytani o czynniki, które przekonałyby ich do pozostania w obecnym miejscu pracy w pierwszej kolejności wskazują na kwestie finansowe – podwyżkę wynagrodzenia (90%) oraz dodatkowe premie (85%). Istotne jest dla nich również zapewnienie większych możliwości rozwoju zawodowego oraz poprawienie atmosfery w pracy (po 75% wskazań). Wprowadzenie programów umożliwiających zachowanie równowagi między życiem prywatnym i zawodowym, szkolenia i dofinansowanie edukacji oraz elastyczne godziny pracy przekonałyby 72% respondentów badania. Z kolei 61% z nich jako czynnik wpływający na chęć kontynuacji zatrudnienia w obecnej firmie wskazało umożliwienie pracy hybrydowej.

Warto zawczasu zastanowić się, w jaki sposób można poprawić każdy z wymienionych obszarów, m.in. określając jasne ścieżki rozwoju dla pracowników, udzielając feedbacku w przejrzysty sposób i wykazując otwartość na elastyczne formy współpracy, w tym pracę hybrydową i zdalną. Najistotniejsze jednak, aby wszystkie działania oparte były na partnerskich zasadach, którym przyświeca szacunek i wspólny cel, wyjaśnia Agata Naklicka, Regional Manager w Grafton Recruitment.

Co robić, aby dbać o retencję niezależnie od budżetu?

Rozwiązań, które nie generują wysokich kosztów, jest wiele, np. szkolenia stacjonarne można zastąpić tańszymi kursami online lub dostępem do platformy e-learningowej. Pojedyncze rozwiązania jednak nie wystarczą.

Zarządzanie talentami w organizacji to ciągły, wymagający proces. Jest to podyktowane m.in. ewoluującymi potrzebami pracowników, w tym zmianą pokoleniową. Firmy muszą „trzymać rękę na pulsie” i wiedzieć, jakie są aktualne oczekiwania osób, które dla nich pracują. Jednym ze sposobów jest zadawanie pytań przy każdej okazji – od codziennych rozmów, przez anonimowe ankiety. Dbanie o talenty będzie bowiem tym efektywniejsze, im bardziej precyzyjne będą wdrażane działania – dodaje Agata Naklicka.

Jednym z najważniejszych aspektów, które organizacje mogą poprawić jest otwarta komunikacja. Z ankiety przeprowadzonej przez Grafton Recruitment w kwietniu br. wynika, że umiejętność właściwego porozumiewania się z zespołem to, z punktu widzenia pracowników, najbardziej pożądana umiejętność u przełożonego – wskazało na nią 53% respondentów.

Nic nie sprzyja nagłym odejściom tak, jak przeciążony zespół tłumaczy Karolina Popiel, Executive Search, HR w Wyser. – Często nie zauważamy jednak, że do momentu krytycznego prowadzi szereg mniejszych nieporozumień. Zaniedbując codzienną, transparentną komunikację, managerowie mogą przeoczyć codzienne trudności z jakimi mierzą się pracownicy, a także oznaki rosnącego wypalenia zawodowego dodaje.

Spojrzenie w przyszłość – AI, climate quitters i zdrowie psychiczne

Biorąc pod uwagę dynamiczne zmiany na rynku pracy, napędzane m.in. coraz większą automatyzacją procesów, warto przyjrzeć się również temu, jakie zjawiska kształtują dzisiaj rzeczywistość i co może być ważne dla pracowników zarówno w ciągu najbliższych miesięcy, jak i lat.

Na podstawie wydarzeń minionego roku, Infuture Institute wyróżnił siedem megatrendów, które wpływają na biznes i życie jednostek w 2024 r. Dzielą się one na tzw. światy, m.in. świat przeobrażeń społecznych, AI, kryzysów zdrowotnych i świat zrównoważony. Wpływ tego ostatniego już dzisiaj jest jednym z kluczowych aspektów, szczególnie dla przedstawicieli pokolenia Z. Mowa m.in. o osobach określanych mianem „climate quitters”, które już teraz potrafią złożyć wypowiedzenie lub odrzucić oferty pracy ze względu na niezgodność wartości firm z ich podejściem do ekologii. Warto pamiętać przy tym, że w założenia ESG wpisuje się nie tylko odpowiedzialność na rzecz środowiska naturalnego, ale także społecznej odpowiedzialności biznesu i ładu korporacyjnego.

Aspekt ten warto traktować nie jako przykry obowiązek, ale odpowiedź na zmieniające się potrzeby rynku i pracowników. Niska stopa bezrobocia w dłuższej perspektywie będzie wymuszała na firmach kreowanie środowiska wspierającego zespoły.

Zamiast obawiać się sztucznej inteligencji, warto już dzisiaj zastanowić się, jak automatyzacja procesów może realnie wesprzeć organizację i ułatwić pracę w zespołach, dając przestrzeń do realizacji bardziej znaczących, rozwijających zadań – dodaje Grzegorz Gojny, Dyrektor Regionalny Gi Group Poland S.A.

Koncentracja na budowaniu kultury organizacyjnej, która promuje szacunek, rozwój zawodowy oraz dbałość o dobrostan pracowników, może przynieść wymierne korzyści zarówno dla pracowników, jak i całej organizacji. Biorąc pod uwagę pierwsze próby wprowadzania 4-dniowego tygodnia pracy, można przypuszczać, że w najbliższych latach kwestia dobrostanu psychicznego i fizycznego pracowników nie straci na znaczeniu.

Nastroje konsumenckie w Polsce znów mocno w górę

Polscy konsumenci coraz lepiej oceniają stan swoich finansów i z większym optymizmem patrzą w przyszłość – własnego i krajowego budżetu. W górę wędruje także większość pozostałych wskaźników Barometru Nastrojów Konsumenckich. A największa w tym zasługa młodzieży. Takie dane płyną z najnowszych badań GfK – An NIQ Company.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK – An NIQ Company, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, w maju 2024 r. wyniósł 3,6 pkt, co oznacza wyraźny wzrost, o 2,3 jednostki w stosunku do kwietnia. To tym samym najlepszy wynik Barometru w tym roku i od wielu lat. Ostatni raz na wyższym poziomie wskaźnik znalazł się… we wrześniu 2019 roku.

Wciąż w dużo gorszych nastrojach konsumenckich znajdują się przedstawiciele większości państw unijnych. W ich przypadku średnia wyniosła -13,2, czyli tylko pół jednostki lepiej niż przed miesiącem.
Nastroje konsumenckie w Polsce znów mocno w góręZ danych GfK – An NIQ Company wynika, że w maju br. poprawiła się większość kluczowych wskaźników barometru – zarówno w zakresie oceny sytuacji ekonomicznej kraju, jak i własnych portfeli. Podobnie jak przed miesiącem prezentuje się nasza skłonność do wydatków na dobre trwałe (12,8 jednostek). Znacznie większe zmiany wciąż możemy zauważyć w perspektywie długofalowej. Przed rokiem składowe barometru były nawet o kilkadziesiąt jednostek gorsze. Dla przykładu przyszłą sytuację ekonomiczną kraju ocenialiśmy na -24,5, a obecnie jest to -5,7. Zmiany na przestrzeni ostatnich 5 miesięcy są już jednak minimalne.

W maju, podobnie jak przed miesiącem, w wyraźnie lepszych nastrojach konsumenckich znajdowali się mężczyźni. Wciąż bardzo duże różnice zaobserwować można w przypadku podziału na wiek – sięgają one ponad 40 jednostek. W najlepszych nastrojach konsumenckich niezmiennie znajdują się ludzie młodzi (od 15 do 29 lat), gdzie wskaźnik to nawet 29,3 na plusie. Dla porównania badani z grupy 50-59 i powyżej 60 lat odnotowali średnik wskaźnik nastrojów na poziomie sięgającym kolejno -11,4 i -6,6 jednostki.

– W ostatnich miesiącach jeszcze mocniej odznaczyły się dwie prędkości Barometru, którego dodatni tegoroczny wynik napędza młodzież. Gdyby nie oni – młodzi konsumenci – wciąż znajdowalibyśmy się pod kreską. Co jest przyczyną tak dużych różnic? Przede wszystkim zakres i skala wydatków. Osoby w wieku 15-22 to w zdecydowanej większości konsumenci, którzy nie rozporządzają jeszcze w 100% własnym portfelem. Wraz z wiekiem zakres kosztów, odpowiedzialności i świadomości zwiększa się i nasz konsumencki optymizm ulatuje. Nie zmienia to faktu, że młodzież to także ważna grupa nabywców, która w znacznej mierze wpływa na wybory zakupowe swoich rodziców, dziadków i starszych znajomych. A handel widzi, że obecnie patrzą oni na rynek przez różowe okulary i z pewnością nie pozostaje na to obojętny – mówi Michał Pawelczyk, Project Manager w GfK – An NIQ Company.

W maju 2024 r. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 10-15 maja 2024 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna Barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Słabość dolara. Rosną spekulacje dotyczące wcześniejszej obniżki stóp procentowych przez Fed

Notowania głównej pary walutowej znalazły się najwyżej od 21 marca i wskazują poziom powyżej 1,09. Rentowności amerykańskich obligacji rządowych obniżyły się na całej długości krzywej dochodowości. Z kolei Wall Street ma za sobą mieszaną sesję. Dow Jones stracił 0,3 proc. podczas gdy SP500 oraz Nasdaq Composite zyskały odpowiednio 0,11 proc. oraz 0,56 proc. Wczorajsza reakcja rynku walutowego oraz długu to zasługa w dużej mierze gorszego raportu ISM z przemysłu USA, który spowodował, że urosły spekulacje dotyczące wcześniejszej obniżki stóp procentowych przez Fed. Tym razem gorsze dane nie wsparły nastrojów na rynku akcji.

Główna para walutowa „wyrwała się” z krótkoterminowej konsolidacji, której barierami były poziomy 1,0890 oraz 1,08. Zatem eurodolar kontynuuje rozpoczęty w okolicy połowy kwietnia impuls wzrostowy. Okazuje się, że pokonanie w połowie maja górnej bandy kanału spadkowego, który trwał od początku roku, dało skuteczny sygnał zmiany tendencji przynajmniej w krótkim terminie. Dolar stracił do większości walut. Notowania USD/PLN znalazły się dziś rano poniżej 3,9150, choć obecnie widoczne jest odreagowanie.

Rynek nie zareagował na posiadającą mniejsza rangę dane PMI dla przemysłu USA. Okazały się one lepsze od prognoz. Zostały zrewidowane w górę do 51,3 pkt. z 50,9 pkt. W kwietniu było to równe 50 pkt. Zauważalna reakcja nastąpiła dopiero 15 minut później, kiedy światło dzienne ujrzał o 16:00 przemysłowy raport ISM. Okazał się on mniej optymistyczny i uplasował się na poziomie 48,7 pkt. co oznacza spadek z 49,2 pkt. w kwietniu. Subindeks nowych zamówień mocno obniżył się z 49,1 pkt. do 45,4. Pogorszeniu uległ również wskaźnik produkcji. Polepszyło się zatrudnienie, natomiast komponent cen płaconych obniżył się, co również należy traktować jako pozytyw.

Dziś w centrum uwagi znajdzie się badanie JOLTS, które wskaże na jakim poziomie znajduje się popyt na pracę. Będzie to pewnego rodzaju wstęp do kolejnych danych z amerykańskiego rynku pracy. Tu oczekuje się kontynuacji trendu spadkowego, co będzie oznaczać, że prawdopodobnie otrzymamy kolejny sygnał schłodzenia. Już jutro poznamy prywatny raport ADP, w czwartek tygodniowe dane o zasiłkach, natomiast kulminacją będzie piątkowy, miesięczny NFP.

Negatywnie zaskoczył również polski PMI spadając z 45,9 pkt. do 45 pkt. Gorszy wynik stanowił pewnego rodzaju niespodziankę, ponieważ, te same miary dotyczące sytuacji w strefie euro polepszyły się w maju, choć wciąż indeksy znajdują się poniżej granicznej bariery 50 pkt. W raporcie można było wyczytać, że silny złoty negatywnie oddziałuje na konkurencyjność polskiego eksportu. Pogorszył się popyt głównie z największych gospodarek Starego Kontynenty: Niemiec oraz Francji. W trendzie spadkowym wciąż znajdują się nowe zamówienia. Pozytywnie może nastrajać fakt, że oczekiwania przedsiębiorstw na najbliższe 12 miesięcy poprawiają się.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Centra danych z wyjątkowymi perspektywami w Polsce

Moc centrów danych w Polsce rośnie. Czy mamy szansę wyrównać do europejskiej czołówki? Inwestycje w tym sektorze nabierają rozpędu.

Ilość inwestycji, jakie realizowane są w poszczególnych sektorach nieruchomości stoi dziś na zróżnicowanym poziomie. Coraz lepiej zaczynają jednak radzić sobie w Polsce tzw. sektory alternatywne. Biorąc pod uwagę aktualne potrzeby rynku najlepsze możliwości wzrostu ma szeroko pojęty sektor living oraz inwestycje w nieruchomości związane z rozwojem takich obszarów, jak transformacja energetyczna czy gromadzenie i przetwarzanie danych. Szczególnie duże szanse na szybki rozwój zasobów w Polsce i budowę klasy aktywów, która stanie się konkurencyjna dla standardowych sektorów mają centra danych.

Rynek data centers na świecie rośnie w imponującym tempie, o czym świadczą publikowane dane. W 2022 roku ich globalna moc wynosiła 4,9 GW, a w 2023 roku osiągnęła już 7,4 GW. W Europie największe huby dla sektora znajdują się w Londynie, Frankfurcie, Amsterdamie, Paryżu i Dublinie.

Polski rynek jest na początku swojej drogi, ale szeroką skalę rozwoju zapewniają nam wciąż niższe koszty realizacji projektów, tańsza budowa i grunty niż w Europie oraz małe nasycenie tego typu infrastrukturą w porównaniu z rynkami zachodnimi. Zwiększające się zapotrzebowanie na usługi cyfrowe, przekłada się na rozwój chmury obliczeniowej i wpływa także na tempo rozwoju inwestycji w centra danych w Polsce, co szczególnie widoczne jest od czterech lat.

Wzrost segmentu podbija teraz dodatkowo rozwój sztucznej inteligencji. I to właśnie AI jest aktualnie turbiną napędzającą popyt na moc obliczeniową i gromadzenie danych, a tym samym  wzrost inwestycyjny branży. W Polsce inwestycje w centra przetwarzania danych dedykowane sztucznej inteligencji są dopiero na etapie przygotowania, ale skala projektów, jakie możemy ostatnio obserwować w tym sektorze jest naprawdę duża.

Oblicza się, że w kraju mamy ponad czterdzieści centrów danych, z których ponad jedna trzecia znajduje się w Warszawie. Prognozy mówią o prawie dwukrotnym zwiększeniu mocy (obecnie 310 MW) centrów danych działających w Polsce w ciągu czterech, pięciu lat.

Przyspieszenie w branży widoczne jest, zarówno w ilości, jak i wartości projektów. Wystarczy spojrzeć na ostatnie informacje. Firma Atman, której głównym udziałowcem jest Global Compute Infrastructure, zawarła niedawno umowę na finansowanie rozbudowy centrów danych na kwotę 1,35 mld zł. Kredyt udzielony przez sześć instytucji finansowych jest największym finansowaniem uzyskanym dotąd w Polsce na rozwój centrów danych. Kapitał ma zostać przeznaczony głównie na budowę nowego kampusu Waw-3 w Duchnicach pod Warszawą, który pomieści ponad 50 tys. serwerów w trzech budynkach o łącznej powierzchni blisko 19 tys. mkw., a także na rozbudowę istniejących obiektów firmy. Pierwszy budynek oferujący 14,4 MW mocy ma być ukończony w ostatnim kwartale tego roku.

W Jawczycach koło Warszawy otwarte zostało w ubiegłym roku pierwsze w Polsce centrum danych Grupy Data4 o mocy 8 MW. Drugie ma zostać oddane przed końcem tego roku. Na terenie rozbudowywanego kampusu docelowo powstaną cztery budynki ogółem o powierzchni 50 tys. mkw. i łącznej mocy 60 MW, a całkowity koszt tej inwestycji wyniesie 1 mld zł.

W kampusie firmy Vantage Data Centers na warszawskich Bielanach od 2022 roku działa pierwszy z dwóch zaplanowanych w nim obiektów. Po osiągnięciu pełnej gotowości operacyjnej na łącznej powierzchni 36 tys. mkw. kompleks zapewniać ma 48 MW mocy obliczeniowej.

Proces inwestycyjny i grunty

Pytanie, jak silną lokalizacją na sektorowej mapie ma szansę stać się Warszawa, która ma w Polsce największy potencjał, dzięki lokalizacji regionów chmurowych Microsoftu i Google’a, które nawiązały współpracę z Chmurą Krajową i deklarują olbrzymie inwestycje. Sprzyjający wpływ na rozwój dalszych inwestycji w Warszawie ma konieczność zachowania małej odległości centrów danych od odbiorcy końcowego ze względu na bezpieczeństwo i szybkość przesyłania danych. A popyt na usługi cyfrowe jest na warszawskim rynku największy w kraju.

Ze względu jednak na olbrzymie zapotrzebowanie na moc obliczeniową generowane teraz przez sztuczną inteligencję, dla której lokalizacja nie jest warunkiem, na znaczeniu mogą zyskiwać ośrodki regionalne, jak również rejony podmiejskie. Tym bardziej, że jednym z wymogów dotyczących specyfiki gruntów pod budowę data centers jest brak sąsiedztwa zabudowy wielorodzinnej.

I tu dochodzimy do największej przeszkody dla branży, jaką jest pozyskanie odpowiednio przygotowanych gruntów. Takich, które zapewniałyby możliwość osiągnięcia określonych wymogów technicznych dla tego rodzaju inwestycji i umieszczenia potrzebnej infrastruktury zgodnie z przepisami prawa miejscowego.

Kluczowym aspektem dla wyboru lokalizacji jest zagwarantowanie odpowiednich warunków przyłączenia, o mocy wystarczającej do zasilania centrum danych. Duże obiekty mają bowiem kilkadziesiąt razy większe zużycie energii niż magazyny oraz spore zapotrzebowanie na wodę do swoich systemów chłodzenia. A należy wspomnieć, że projektowane w Europie obiekty mają już moc nie kilkudziesięciu, a kilkuset megawatów.

Ważne jest również bezpieczeństwo, jakie zapewnia lokalizacja. Data centers nie mogą być narażone na przerwy w dostawach i zakłócenia zasilania. Powinny być też m.in. położone w określonej odległości od głównych dróg, choć odpowiedni dostęp do infrastruktury komunikacyjnej ma tu też istotne znaczenie.

Wyzwania klimatyczne

Przygotowanie takich inwestycji wymaga gotowości do współpracy operatorów sieci energetycznych z operatorami centów danych w zakresie zarządzania energią, by możliwe było dostosowanie obciążenia i dostępności energii, także tej magazynowanej. Branża stara się bowiem korzystać w jak największym zakresie ze źródeł odnawialnych. Z pomocą w rozbudowie i modernizacji sieci dystrybucji energii przychodzą fundusze unijne, dzięki  którym planowana jest poprawa infrastruktury energetycznej w Polsce.

Wybór odpowiedniej lokalizacji pod centra danych istotny jest też w świetle przepisów unijnych dotyczących zmniejszenia zużycia energii końcowej w UE i konieczności raportowa przez centra danych o kluczowych wskaźnikach efektywności. Przekazywania informacji o zużyciu energii, wydzielonym cieple, rodzajach czynników chłodniczych oraz przepływie danych przychodzących i wychodzących.

Ten aspekt sprawia, że już w fazie decyzyjnej związanej z planowaną inwestycją analizie poddawane są wszystkie parametry, które dotyczą emisji gazów cieplarnianych i wpływu obiektów na jakość środowiska, zarówno na etapie budowy, jak i w czasie eksploatacji. Poszukiwane są najlepsze rozwiązania dla zrównoważonego projektowania w tym zakresie.

Wpisana w działalność centrów danych kontrola czynników środowiskowych sprawia, że podczas przygotowywania inwestycji rozpatrywany jest sposób wykorzystywania ciepła odpadowego, energii cieplnej, którą generują oraz możliwości nawiązania wielosektorowej współpracy w celu jego odzyskania. Centra pracujące w Europie starają być sprzężone z okoliczną infrastrukturą, aby mogły zostać wdrożone rozwiązania umożliwiające wykorzystanie wytwarzanego przez nie ciepła na przykład do ogrzewania obszarów miejskich albo w działalności lokalnych przedsiębiorstw.

Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner, CEO w Walter Herz

Mastercard Otwiera Europejskie Centrum Cyberbezpieczeństwa w Belgii

Mastercard otworzył Europejskie Centrum Cyberbezpieczeństwa – European Cyber Resilience Centre (ECRC) w swojej europejskiej siedzibie głównej w Belgii, potwierdzając zaangażowanie firmy w zwalczanie cyberzagrożeń i zwiększanie bezpieczeństwa w regionie. Nowe, niezwykle zaawansowane technologicznie centrum zaostrzy obronę przed cyberzagrożeniami, przyspieszy czas reakcji i będzie służyć jako centrum przywództwa w zakresie cyberbezpieczeństwa, wspierając współpracę między sektorem publicznym i prywatnym.

W czasach dynamicznie postępującej cyfryzacji, cyberprzestępczość stanowi wspólne wyzwanie dla wszystkich organizacji. Oszuści wykorzystują nowoczesne technologie w coraz bardziej innowacyjny i wyrafinowany sposób, aby szkodzić zarówno konsumentom, jak i firmom. Cyberprzestępczość przekształciła się w globalną gospodarkę, której wartość szacuje się obecnie na biliony euro.

Aby stawić czoła temu stale zmieniającemu się krajobrazowi zagrożeń, ECRC zrzesza partnerów z całego sektora publicznego i prywatnego. Wykorzystując swoje zaplecze techniczne i zróżnicowany zespół ekspertów, ułatwia współpracę z krajowymi ośrodkami wywiadu cybernetycznego, organami ścigania i instytucjami branżowymi w całej Europie.

„W dzisiejszym hiperpołączonym świecie cyberprzestępczość ewoluuje, podobnie jak my. Centrum to połączy najbystrzejsze umysły z biznesu, rządu i innych sektorów, po to, aby wyprzedzać zagrożenia i uczynić cyfrowy świat tak bezpiecznym, jak to tylko możliwe. Wierzymy, że praca nad tym, aby zapewnić konsumentom poczucie pewność, że są bezpieczni w sieci, nie kończy się na naszych czterech ścianach” – mówi Michael Miebach, dyrektor generalny Mastercard.

Europejskie Centrum Cyberbezpieczeństwa Mastercard obejmuje m.in. Fusion Centre, serce reagowania na incydenty organizacyjne Mastercard, oraz laboratorium kryminalistyki cyfrowej, a także ponad 20 innych zespołów – wszystko to ma kluczowe znaczenie dla prowadzenia skutecznych działań.

„W Europolu mocno wierzymy, że żaden pojedynczy podmiot, sektor czy naród, nie jest w stanie samodzielnie stawić czoła zagrożeniom ze strony cyberprzestępców. Każdy z nas ma do odegrania swoją rolę. Łącząc wszystkie istotne strony, Europejskie Centrum Cyberbezpieczeństwa może wnieść nowy poziom jakości do naszej międzysektorowej współpracy” – mówi Catherine De Bolle, dyrektorka wykonawcza Europolu.

Zaangażowanie w bezpieczeństwo w Europie jest naturalną konsekwencją roli Mastercard w napędzaniu gospodarek na całym świecie. Potwierdza to również niezawodna infrastruktura, która tylko w 2023 roku zapewniła globalnie ochronę aż 143 miliardów transakcji.