Ceny noclegów na wakacje 2021. Zestawienie z 3 ostatnich lat

Ostatnio jednym z bardziej gorących tematów jest kwestia cen noclegów podczas wakacji. Media co chwilę donoszą o radykalnych wzrostach kosztów wypoczynku. Odpowiadamy na pytanie, czy rzeczywiście jest tak drogo?

Osoby, które dopiero szukają noclegów na nadchodzące wakacje, mogą mieć z tym problem, ponieważ większość miejsc jest już zajęta. Uczniowie kończą rok szkolny 25 czerwca, więc później wiele rodzin od razu rusza na wypoczynek. W tym roku celem letnich wojaży jest przede wszystkim polskie wybrzeże.

Wakacje 2021. Ile będą kosztować?

Najchętniej rezerwowane lokalizacje nad morzem: Sarbinowo, Władysławowo, Łeba oraz Krynica Morska. Trzeba się więc przygotować nie tylko na trudności ze znalezieniem noclegów na ostatnią chwilę, ale także sporymi tłumami na plażach.

Czy właściciele obiektów noclegowych skorzystają z tak dużego popytu i podniosą ceny na lato? Jedna z właścicielek ośrodka nad morzem mówi jasno, że w tym roku wypoczynek u niej będzie droższy o około 10 procent. Wpływu na to nie miało jednak zainteresowanie turystów, a wzrost kosztów utrzymania oraz pracy. W podobnej sytuacji jest wielu innych przedsiębiorców, działających w branży noclegowej.

W tym roku rozpiętość średnich cen noclegów nad morzem jest duża, wynosi od 45 do nawet 90 zł! Wszystko zależy od wybranej miejscowości, kategorii obiektu noclegowego, jego lokalizacji a także oczekiwanych udogodnień. Podobnie jest w górach – można znaleźć kwaterę za 45 zł, jak też o wiele droższą.

Średnia cena w granicach 45-50 zł za nocleg od osoby nie wydaje się wygórowana. Jednak porównując koszty noclegów na przestrzeni ostatnich trzech lat, widać kilkuzłotowe różnice. Nie można udawać, że wpływu na to nie miała pandemia, która pozbawiła przedsiębiorców poczucia bezpieczeństwa.

Jak zmieniały się ceny noclegów za wakacje pomiędzy rokiem 2019 a 2021?Ceny noclegów na wakacje 2021. Zestawienie z 3 ostatnich lat

Agroturystyka, domek czy pokój gościnny? Kategoria ma znaczenie

Kiedy pojawiły się artykuły o horrendalnych cenach wakacji nad morzem, mało osób zwróciło uwagę na to, że dziennikarze podawali koszty pobytu w hotelach, które zwykle mają wyższe stawki.

– Zarezerwowany na ten rok na lipiec domek w Jarosławcu na 4-5 osób – 270 zł doba, 150m do plaży. Wystarczy poszukać – brzmiały niektóre komentarze internautów.

Czy rzeczywiście kategoria wybranego obiektu noclegowego może obniżyć koszt wypoczynku? Przyjrzeliśmy się, jak wygląda ta kwestia w naszym portalu.

  • Hotele, oferują turystom większy pakiet usług. Mogą to być noclegi ze śniadaniem czy możliwość korzystania ze strefy odnowy biologicznej. Średnia cena noclegu w hotelu nad morzem to koszt 148 zł, natomiast w górach – 152 zł. Na ostateczną stawkę wpływa także standard hotelu, czyli liczba gwiazdek, jaką posiada.
  • Pensjonaty stanowią bardziej kameralną alternatywę dla noclegu w hotelu. Również można tam liczyć na dodatkowe usługi, jak na przykład wyżywienie. Średni koszt noclegu w pensjonacie, zarówno nad morzem, jak też w górach, oscyluje w granicach 65 zł od osoby.
  • Domki drugi rok z rzędu biją rekordy popularności i są najchętniej rezerwowaną kategorią obiektów noclegowych. W przeliczeniu na osobę, średnia cena noclegu wynosi 46 zł nad morzem i 64 zł w górach. Trzeba przy tym zaznaczyć, że na ostateczny koszt wpływa między innymi liczba osób, jaka może nocować w domku.
  • Apartamenty traktowane są jako bardziej komfortowa wersja noclegów w domkach. To prawdziwe urlopowe mieszkania, które zapewniają gościom wszelkie potrzebne wygody. Średni koszt noclegu w apartamencie jest też wyższy niż w domku. Nad morzem wynosi 85 zł, natomiast w górach około 76 zł.
  • Kwatery i pokoje wybierają osoby, którym zależy na budżetowym wypoczynku. Średnia cena noclegu w pokoju gościnnym w górach i nad morzem wynosi około 50 zł.
  • Agroturystyka to kolejna kategoria obiektów noclegowych, która w ostatnich miesiącach zyskała na popularności. Turyści cenią gospodarstwa agroturystyczne za niekrępującą atmosferę i możliwość wypoczynku blisko natury. Średnia cena noclegu w agroturystyce to ok. 30 zł!

Dane: średnia cena noclegów w lipcu 2019, 2020 i 2021

Autor: Katarzyna Stępień, Nocowanie.pl

Długi branży turystycznej wzrosły o 30 proc., ale 2/3 Polaków chce wyjechać na wakacje

Podczas kolejnych wakacji pod znakiem koronawirusa Polacy nie chcą już rezygnować z wyjazdów. Ponad 62 proc. planuje letni urlop, a trzy czwarte spędzi go w kraju, wykazało badanie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej „Turystyczne plany Polaków w pandemii”. Na większe zainteresowanie wyjazdami w tym sezonie liczą agenci turystyczni i touroperatorzy. Dla wielu firm z tego sektora może być to szansa na ratunek, bo od wybuchu pandemii zadłużenie w polskiej branży turystycznej wzrosło o prawie 30 proc.

Według badania, przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów BIG SA przez IMAS International, większość Polaków skorzysta w tym roku z sezonu wakacyjnego i wyjedzie na urlop. Najczęściej wybierze krajowy kierunek (75 proc.). Niemal co szósty (17 proc.) planuje wypoczywać zarówno w Polsce, jak i za granicą, a 8 proc. zdecyduje się na wyjazd wyłącznie do innego państwa.

Kierunek: Polska

Dla ponad jednej trzeciej urlopowiczów argumentem za spędzeniem wakacji w Polsce jest łatwość zorganizowania takiego wyjazdu. Nieco ponad co czwarty badany deklaruje za to, że zawsze wybiera krajowy kierunek. Podobny odsetek wskazał, że w Polsce jest bezpieczniej niż w innym państwie. Z kolei 23 proc. z planujących wakacje spędzi je w kraju, żeby wspomóc rodzimy sektor turystyczny.

Pandemia nasiliła wśród Polaków swoisty patriotyzm gospodarczy. Zwracamy większą uwagę na to, gdzie wędrują nasze pieniądze i jak możemy wspomóc dotknięte kryzysem biznesy. To wyraz solidarności, ale także myślenia o tym, co stanie się po pandemii. Bez wsparcia klientów wiele miejsc i firm, w tym naszych ulubionych, może zniknąć. W przypadku branży turystycznej przez długi czas jej funkcjonowanie uniemożliwiały lub utrudniały obostrzenia, co skutkowało znaczącym przyrostem zadłużenia. Tegoroczny wakacyjny sezon będzie więc dla nich niezwykle ważny, bo długi w tym biznesie sięgają 23 mln zł – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Od pojawienia się w marcu 2020 r. koronawirusa w Polsce do początku czerwca br. zadłużenie sektora turystycznego urosło o prawie 30 proc. (29 proc). Dane KRD pokazują, że poziom zadłużenia zarówno agentów i pośredników, jak i organizatorów wyjazdów jest zbliżony. Pierwsi mają do oddania prawie 10,5 mln zł, a drudzy 12,5 mln zł. Na pieniądze te czekają przede wszystkim instytucje finansowe, głównie banki oraz wtórni wierzyciele. Na największe kwoty zalegają z płatnościami przedsiębiorstwa turystyczne z województw małopolskiego (5,7 mln zł), mazowieckiego (4 mln zł) oraz śląskiego (2,1 mln zł) i pomorskiego (2 mln zł).

Bon na ratunek turystyce

Do spędzania urlopu w kraju Polaków zachęca także Bon Turystyczny. Na te świadczenie wskazała blisko co szósta osoba wybierająca się na wakacje (17 proc.).

Jak podaje biuro prasowe oddziału zamiejscowego ds. obsługi i promocji Polskiego Bonu Turystycznego, do czerwca bieżącego roku Polacy aktywowali prawie 1,8 mln bonów, a w ramach programu wykorzystali na razie 440 mln zł. Bony aktywowane, ale jeszcze niezrealizowane opiewają na sumę 900 mln zł. W całym programie do polskich firm może trafić łącznie 3,5 mld zł.

W badaniu „Turystyczne plany Polaków w pandemii” 4 proc. ankietowanych przyznało, że wykorzystało już swój bon turystyczny. Nieco ponad co piąty zamierza to zrobić w tym roku, a 15 proc. nie ma jeszcze co do tego konkretnych planów. Jest też niewielkie grono osób, które w ogóle nie planują wykorzystania bonu. Natomiast nieco ponad połowa (55 proc.) badanych nie ma do niego uprawnień. Ci, którzy jednak mają bon do dyspozycji, być może wydadzą go właśnie tego lata, póki są złagodzone restrykcje. Nikt nie wie, jaka sytuacja będzie jesienią, a ważność tego świadczenia kończy się w marcu 2022 roku. Na tym, aby Polacy jak najszybciej wykorzystali swoje bony, zależy oczywiście branży turystycznej, która bardzo liczy na wakacyjny zastrzyk finansowy. To pomoże zadłużonym przedsiębiorcom turystycznym spłacić długi, a przynajmniej ich część  – tłumaczy prezes KRD i dodaje, że średni dług przypadający na jedną zadłużoną firmę wynosi obecnie ponad 44 tys. zł.

Adam Łącki zwraca również uwagę, że oprócz Bonu Turystycznego niezwykle ważnym aspektem w odrabianiu strat w turystyce, ale i powiązanych z nią branżach, jak np. gastronomia, transport, hotelarstwo, jest przebieg szczepień. Według wyników badania KRD, brak możliwości swobodnego podróżowania przez covidowe restrykcje jest uciążliwy dla 60 proc. Polaków. Dla połowy respondentów przywrócenie takiej możliwości dla zaszczepionych stanowi argument do przyjęcia szczepionki przeciw koronawirusowi. Dla co piątej osoby to wręcz jeden z głównych powodów podjęcia takiej decyzji.

Co czwarty wyjazd już zarezerwowany

Na większy ruch turystyczny liczą oczywiście także obiekty noclegowe. W te wakacje wśród dostępnej oferty Polacy najchętniej będą rezerwować pobyt w kwaterach prywatnych (42 proc. wskazań). Co trzeci urlopowicz zanocuje w pensjonacie, nieco mniejsza grupa (30 proc.) w hotelu. Co piąty turysta jako bazę noclegową wybierze agroturystykę.

W połowie maja rezerwację na wakacyjny wyjazd lub nocleg posiadał już niemal co czwarty badany (24 proc.). Blisko co dziesiąta osoba wskazała też, że w jej przypadku nie jest ona konieczna, gdyż spędzi urlop np. we własnym domku letniskowym lub u znajomych czy rodziny. Większość, bo 65 proc. planujących letni odpoczynek nie zrobiło jeszcze żadnych rezerwacji.

Na wypoczynku nie będziemy oszczędzać

Polacy na upragnionym wakacyjnym urlopie nie zamierzają zaciskać pasa. Najwięcej, bo 38 proc., wyda na tegoroczne wyjazdy wakacyjne od ponad 1 do 3 tys. zł na jedną osobę. A jak pokazało badanie „Turystyczne plany Polaków w pandemii”, aż 81 proc. urlopowiczów zamierza wyjechać z rodziną – małżonkiem/partnerem i dziećmi, co oznacza, że finalne wakacyjne wydatki większości rodaków będą opiewały na co najmniej kilka tysięcy złotych. Podobny odsetek badanych (37 proc.) wyda nieco mniejsze kwoty – rzędu ponad 500 zł, do maksymalnie 1 tys. zł na głowę. 12 proc. wyda na wakacje więcej niż 3 tys. zł na osobę.

Na wakacje w tym roku nie wszyscy będą mogli sobie pozwolić. Wśród osób, które raczej nie zdecydują się na letni urlop, najczęstszym tego powodem jest brak pieniędzy (36 proc.). Niemal jedna piąta woli odłożyć tę kwotę. Nadal silny jest też strach przed zakażeniem koronawirusem, który wymienia co czwarta osoba z tej grupy. Równie często niechęć do wyjazdów w te wakacje wynika z obawy przed tłokiem i tłumami po zniesieniu obostrzeń w turystyce – wymienia Adam Łącki, prezes KRD. Wśród pozostałych powodów braku wyjazdu często padały także wskazania na wyższe ceny w sezonie wakacyjnym (18 proc.) oraz obostrzenia utrudniające korzystanie z atrakcji turystycznych i podróżowania (16 proc.).

Wpływ pandemii na turystykę

Krajowy Rejestr Długów zapytał również Polaków o ich plany dotyczące podróżowania po ustabilizowaniu się sytuacji epidemiologicznej, zniesieniu ograniczeń w podróżowaniu i korzystaniu z usług turystycznych. Większość, bo niemal 69 proc. ankietowanych stwierdziła, że powróci do podróży i będzie wyjeżdżać w takim samym stopniu jak przed pandemią. Niemal 13 proc. po doświadczeniu lockdownów bardziej doceniła taką możliwość i chce podróżować więcej niż przed pojawieniem się Covid-19. Jednak w opozycji do tej postawy jest bardzo podobny odsetek badanych (11 proc.), który pandemia zniechęciła do wyjazdów. W ogóle podróżować nie zamierza niemal 8 proc.

Ogólnopolskie badanie „Turystyczne plany Polaków w pandemii” zostało przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej w maju 2021 r. na grupie 1005 Polaków w wieku 18-74 lat, metodą CAWI.

Dane znaczą tyle, ile mają wpływu na decyzje banków centralnych

Wczorajsza reakcja na dane z Eurolandu i USA pokazuje, gdzie aktualnie koncentruje się uwaga inwestorów. Ostrożne stanowisko EBC skazuje lepsze dane z Europy na bycie ignorowanymi, podczas gdy wahania wskaźników z USA podsycają debatę o przyszłych ruchach Fed. Słabość USD po gorszym PMI została jednak zblokowana jastrzębimi wzmianki przedstawicieli Fed.

Wstępna runda odczytów PMI w strefie euro pokazała mocne wyniki (Composite 59,2) podkreślające najszybsze od 15 lat tempo ożywienia w regionie. Przewodzi ekspansja przemysłu (szczególnie silne wyniki w Niemczech), ale odbicie sektora usługowego nie pozostaje daleko w tyle wraz ze znoszeniem restrykcji. Mimo to reakcja EUR była łagodna, żeby nie powiedzieć prawie nieobecna. A to za sprawą utrzymywanego przez Europejski Bank Centralny gołębiego nastawienia. Przekaz po czerwcowym posiedzeniu nie sugerował szykowanych zmian w tempie skupu aktywów, a główny ekonomista banku Lane w późniejszym wywiadzie dał do zrozumienia, że co najmniej do września bank nie będzie miał wystarczająco danych, aby podjąć decyzje w sprawie przyszłości programu skupu aktywów. W efekcie lepsze dane z Eurolandu nie mają jak wzmocnić EUR.

Dla kontrastu nieoczekiwany spadek PMI dla usług w USA (64,8, prog. 70; poprz. 70,4) skutkował nerwowym tąpnięciem wartości USD. Nerwowym i chwilowym, bo dane w żadnym razie nie były niepokojące. Tempo ekspansji sektora wciąż jest bardzo silne, a i dane z przemysłu (62,6) sugerują podtrzymanie wysokiego tempa ożywienia. Jednak uczestnicy rynku zamknęli się w niepotrzebnej grze oczekiwań: co i jak wpłynie na decyzje Fed lub (co ważniejsze) jak inni inwestorzy będą interpretować odczyty. Słabsze dane oznaczają odroczenie zacieśniania monetarnego? Niekoniecznie. Niższy odczyt indeksu wynika z napięć po stronie podażowej oraz niedoboru pracowników. Jedno generuje inflację kosztową, drugie – presję płacową. Razem podtrzymuje to narrację ryzyka podwyższonej inflacji. I dlatego USD na koniec dnia wrócił do równowagi, a pośrednio pomogło przypomnienie, że niektórzy przedstawiciele Fed chcą normalizacji wcześniej. Prezes Fed z Dallas Robert Kaplan, który przewiduje podwyżkę stóp procentowych w przyszłym roku, powiedział, że gospodarka prawdopodobnie osiągnie warunki dla ograniczenia zakupów aktywów szybciej niż ludzie myślą. Niemniej jednak epizodów szarpanego handlu będzie widzieć coraz więcej, gdyż każda porcja informacji będzie skrupulatnie analizowana jako za i przeciw w temacie redukcji QE i podwyżek stóp procentowych.

W czwartek dyskusje o globalnej polityce pieniężnej wzbogaci Bank Anglii, choć nie oczekujemy żądnych zmian w nastawieniu. Ważny będzie komunikat w kontekście postępującego ożywienia, ale też nasilającej się presji inflacyjnej. Inwestorzy będą doszukiwać się wskazówek, czy BoE przymierza się do odchodzenia od luźnej polityki na najbliższych posiedzeniach. Sądzimy, że potencjał jastrzębiej niespodzianki dla GBP w komunikacie jest niewielki.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rolnicy też mogą korzystać z restrukturyzacji. Eksperci radzą, jak bezpiecznie to zrobić krok po kroku

Czas pandemii nie był łatwy dla rolników. Szacuje się, że tylko części zadłużonych osób udało się spłacić długi. Reszta wpadła w jeszcze głębsze tarapaty. Do tego widać, że dłużnicy zazwyczaj zgłaszają się po pomoc niemal w ostatniej chwili, czyli tuż przed licytacją majątku. Ale nawet wtedy nie jest jeszcze za późno. Rozwiązań jest kilka. Jeżeli rolnik wybierze upadłość, straci dobytek. Korzystniejsza jest więc restrukturyzacja, która pozwala zatrzymać gospodarstwo. Daje też ochronę przed wierzycielami oraz komornikiem. Z kolei najtańszym rozwiązaniem jest uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne.

Jak zapewnia radca prawny Łukasz Goszczyński, każdy rolnik ma prawo ogłosić upadłość. Ten, kto nie prowadzi działalności gospodarczej lub zawodowej, może to zrobić jako osoba fizyczna. Korzysta wtedy ze szczególnej zdolności upadłościowej przysługującej konsumentom. Uzyskuje oddłużenie i uwalnia się do ciężarów zobowiązań. Ma też szansę skorzystać z instytucji likwidacji. W ramach tej procedury niewypłacalny rolnik znajduje kupca gospodarstwa, który nabywa je bez obciążeń. Może nim być nawet osoba z rodziny.

– Z gospodarstwem, które nie jest przedsiębiorstwem, mamy do czynienia, gdy nie figuruje w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. W pewnych przypadkach, mimo braku wpisu do CEDIG, który ma znaczenie deklaracyjne, osoba fizyczna prowadząca gospodarstwo rolne może być jednak uznana za przedsiębiorcę. Wówczas będzie posiadała ogólną zdolność upadłościową, czyli inną niż zarezerwowana dla konsumentów – mówi Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Zdaniem prawników, w przypadku prowadzenia działalności na większą skalę rolnik powinien być uznany za przedsiębiorcę. Jednak nie jest to korzystne dla niego, albowiem otwiera to możliwość złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości przez wierzyciela. Natomiast bez względu na charakter gospodarstwa dłużnik ma prawo do skorzystania z innej procedury oddłużeniowej, jaką jest restrukturyzacja. W tym przypadku zarówno osobę fizyczną, jak i przedsiębiorcę obejmują te same instrumenty prawne.

– W sytuacji zadłużenia rolnik nieprowadzący działalności gospodarczej może skorzystać z procedury restrukturyzacyjnej. Ma taką zdolność, choć nie jest przedsiębiorcą. To z kolei przede wszystkim pozwala na uniknięcie upadłości, czyli utraty gospodarstwa. Jednak do skutecznego oddłużenia konieczna jest pomoc doradcy restrukturyzacyjnego, do którego należy podjęcie właściwych działań prawnych i zabezpieczenie interesu takiego rolnika – zaznacza mec. Parol.

I tutaj pada zasadnicze pytanie, czy to jest kosztowne. Eksperci przekonują, że niekoniecznie. Obecnie rolnik ma możliwość skorzystania z uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego, które jest dużo tańsze niż pozostałe procedury. Najpoważniejszym wydatkiem pozostaje wynagrodzenie doradcy. Ale według specjalistów, nie są to jednak koszty, których dłużnik nie mógłby unieść.

– Z chwilą otwarcia uproszczonego postępowania rolnik uzyskuje ochronę przed wierzycielami i nie spłaca wierzytelności objętych układem, a więc praktycznie wszystkich. Zaoszczędzone w ten sposób środki jest w stanie przeznaczyć na przeprowadzenie restrukturyzacji i uratowanie swojego gospodarstwa. Każde postępowanie jest inne, tym samym nie da się precyzyjnie przedstawić jego kosztów. Moje doświadczenia pokazują, iż oscyluje to w przedziale od 15 do kilkudziesięciu tys. złotych. Uzależnione jest to od liczby wierzycieli i struktury wierzytelności – informuje Adrian Parol.

Najczęściej do prawników zgłaszają się rolnicy, którzy mają już rozwiązane umowy kredytowe lub leasingowe. Ciążą na nich pozwy w sądach o zapłatę i prawomocne nakazy płatności. Zazwyczaj przychodzą po pomoc już niemal w ostatniej chwili, tj. z wyznaczonym terminem licytacji w sądzie. Jak przekonuje mec. Goszczyński, nawet wypowiedziane umowy istotne dla funkcjonowania gospodarstwa rolnego, prowadzone postępowania sądowe czy też egzekucyjne nie są przeszkodą do skorzystania z możliwości, które daje prawo restrukturyzacyjne.

– Otwarcie postępowania restukturyzacyjnego skutkuje uzyskaniem ochrony przed wierzycielami i ich agresywnymi działaniami. W takiej sytuacji komornik nie może prowadzić egzekucji w stosunku do rolnika, w szczególności – licytacji gospodarstwa rolnego i maszyn. Prowadzone postępowania ulegają zawieszeniu. Nie można też wszcząć nowych – wyjaśnia doradca restukturyzacyjny Parol.

Doradca rozmawia z wierzycielami i przekonuje ich do przyjęcia układu. Ponadto rolnik uzyskuje przy jego wsparciu możliwość przeprowadzenia restrukturyzacji nie tylko zadłużenia, ale również aktywów, np. nieruchomości. Może je zbyć na korzystniejszych warunkach niż przy sprzedaży wymuszonej, wprowadzonej w trybie egzekucji komorniczej lub upadłości.

– Po wprowadzeniu uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego rolnicy uzyskali nowy instrument prawny umożliwiający oddłużenie bez konieczności poddawania się na początkowym etapie procedurom wymagającym udziału sądu restrukturyzacyjnego. Obecnie rolnik może szybko uchronić gospodarstwo rolne i posiadane maszyny przed licytacją komorniczą. To ma znaczenie nie tylko w sensie materialnym. Zazwyczaj chodzi przecież o uratowanie tzw. ojcowizny – podkreśla Łukasz Goszczyński.

Jednak nie wszystko jest takie proste. W ocenie Adriana Parola, obowiązujące procedury wymagają zorganizowania wyspecjalizowanych ośrodków, w których rolnik uzyskałby kompleksowe wsparcie specjalistów z zakresu restrukturyzacji. Samodzielnie nie jest on w stanie przejść przez gąszcz przepisów. Czasami nawet nie wie, że może skorzystać z pomocy eksperta dysponującego wiedzą o instrumentach prawnych, których zastosowanie daje szansę na oddłużenie.

– Restrukturyzacja gospodarstwa rolnego może mieć też inne oblicze, które polega na otrzymaniu pomocy publicznej. Jedną z jej form są dopłaty udzielane przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa do oprocentowania kredytu otrzymanego od banku na sfinansowanie spłaty zadłużenia powstałego w związku z prowadzeniem działalności rolniczej. Kolejna możliwość to pożyczka na sfinansowanie spłaty zadłużenia powstałego w związku z prowadzeniem działalności rolniczej. Udziela jej Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa jako gwarancję zabezpieczającą spłatę kredytu restrukturyzacyjnego – wskazuje mec. Goszczyński.

W celu uzyskania pomocy publicznej od Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa konieczne jest opracowanie planu restrukturyzacyjnego, który musi zaakceptować właściwy ze względu na miejsce zamieszkania dłużnika dyrektor wojewódzkiego ośrodka doradztwa rolniczego. Przepisy ustawy o restrukturyzacji zadłużenia podmiotów prowadzących gospodarstwo rolne określają jego zakres. Wymaga on rozległej wiedzy ekonomicznej. Rolnik nie jest w stanie samodzielnie go przygotować.

– W sporządzeniu planu restrukturyzacyjnego może pomóc doradca restrukturyzacyjny, którego z kolei powinien wspierać ekonomista. Należy wskazać źródła finansowania działań restrukturyzacyjnych oraz prognozę efektów ekonomiczno-finansowych ich wdrożenia. Gotowy plan akceptuje dyrektor wojewódzkiego ośrodka doradztwa rolniczego w terminie 30 dni od dnia złożenia wniosku o restrukturyzację – podsumowuje radca prawny Łukasz Goszczyński.

Rzecznik MŚP postuluje do Premiera o korzystne zmiany dla przedsiębiorców w rządowym planie „Polskiego Ładu”

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz wystąpił do Premiera Mateusza Morawieckiego o wprowadzenie podatkowych zmian do rządowego programu „Polskiego Ładu”. Dotyczą one m.in. umożliwienia skorzystania z kwoty wolnej do 30 000 zł przedsiębiorcom rozliczającym się podatkiem liniowym, wprowadzenia maksymalnej kwoty składki zdrowotnej, zastąpienia podatku dochodowego CIT podatkiem przychodowym oraz wprowadzenia podatku od przychodu spółek niemających rezydencji w Polsce, a osiągających przychód w Polsce. – Przedstawiamy podatkowe zmiany w Polskim Ładzie, które wypracowaliśmy ze środowiskiem przedsiębiorców i ekonomistów tak, aby nie zaburzyć części dobrych propozycji rządowych. Ale kosztów tych propozycji nie mogą ponosić przedsiębiorcy – podkreśla Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.

30 TYS. ZŁ KWOTY WOLNEJ OD PODATKU DLA PŁACĄCYCH PODATEK LINIOWY 19%

Rzecznik MŚP proponuje by umożliwić skorzystanie z kwoty wolnej do 30 000 zł przez przedsiębiorców, rozliczających się podatkiem liniowym – podobnie jak na zasadach ogólnych.

W obecnym kształcie „Polskiego Ładu” wszyscy przedsiębiorcy, rozliczający się w taki sposób, stracą. Także ci, którzy osiągają stosunkowo niewielkie dochody. Choć formalnie ten sposób opodatkowania w PIT nie zniknie, to stanie się  nieatrakcyjny. Środowisko przedsiębiorców uznaje jednolite opodatkowanie wszystkich dochodów za jedno z najcenniejszych zdobyczy legislacyjnych 30-lecia gospodarki rynkowej, dlatego bardzo mi zależy na jego utrzymaniu – wyjaśnia Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.

WPROWADZENIE MAKSYMALNEJ KWOTY SKŁADKI ZDROWOTNEJ

Propozycja Rzecznika MŚP zawiera również rozwiązania, które mają częściowo zniwelować niekorzystne zmiany dla przedsiębiorców, wynikające z „Polskiego Ładu”. Rządowy plan wprowadza składkę zdrowotną stanowiącą 9% dochodu przedsiębiorcy. Adam Abramowicz postuluje, aby uzupełnić ją o barierę od której składka ta nie będzie już podwyższana. Rozwiązanie to nawiązuje do stosowanego dziś limitu 30-krotności przy ubezpieczeniach społecznych.

Przy uwzględnieniu mojego rozwiązania osoby prowadzące działalność gospodarczą nie zapłaciłby składki zdrowotnej wyższej niż średniomiesięcznie 1 176,08 zł. Zwrócę się do Ministra Finansów o wyliczenie kosztów tych propozycji – zaznacza Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.

Popieram propozycję Rzecznika MŚP dotyczącą zmiany w sposobie naliczania składki zdrowotnej z 9%, na ustanowienie górnego limitu poboru, określającego maksymalną kwotę podstawy wymiaru składki zdrowotnej, jako 30-ktotności prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce. Byłoby to rozwiązanie analogiczne z funkcjonującym limitem wymiaru składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe, jakie funkcjonuje obecnie w ZUS. Takie rozwiązanie byłoby jednocześnie poparciem reformy składki zdrowotnej zaproponowanej w Polskim Ładzie i nie dyskryminującym zwłaszcza dla 700 tysięcy przedsiębiorców na podatku liniowym PIT, którzy w dużej mierze tworzą polskie PKB, kreując miejsca pracy, wydajność i innowacyjność  – mówi prof. dr hab. Konrad Raczkowski, Społeczna Akademia Nauk.

Chcę rozpocząć także dyskusję nad rozwiązaniami, które miałby zrekompensować ubytki budżetowe z nimi związane. Przypominam o postulacie zastąpienia podatku dochodowego CIT podatkiem przychodowym oraz pragnę przedstawić nową propozycję podatku od przychodu spółek niemających rezydencji w Polsce, a osiągających przychód w Polsce – na wzór podatku cyfrowego  – dodaje Adam Abramowicz.

ZASTĄPIENIE PODATKU DOCHODOWEGO CIT PODATKIEM PRZYCHODOWYM

Adam Abramowicz proponuje zmianę podstawy opodatkowania z dochodu na przychód z równoczesnym obniżeniem stawki opodatkowania do wartości od 0,5% do 1,5%. Podatek dotyczyłby przedsiębiorstw posiadających status osób prawnych. W przypadku zastosowania 1,5 % stawki nastąpiłby wzrost przychodów z CIT o około 40 mld zł.

Z wielką radością odnajduję propozycję Rzecznika MŚP zamiany podatku dochodowego CIT na podatek przychodowy. Jest to podatek, który w moim środowisku został opracowany już kilkanaście lat temu. Wprowadzenie tych zmian miałoby doniosłe znaczenie, dlatego że jest to podatek bardzo prosty, bardzo przyjazny, tani w poborze i wyrównuje szanse między polskimi przedsiębiorcami, a wielkimi korporacjami międzynarodowymi, które w większości nie płacą tego podatku w Polsce. Dodatkowo podatek ten uwalnia przedsiębiorców od niekwantyfikowalnego ryzyka politycznego, prawnego i finansowego, z tego względu że eliminuje pojęcie kosztów uzyskania przychodu. Zatem przedsiębiorcy, po wprowadzeniu tego podatku, mogliby się skoncentrować wyłącznie na generowaniu wartości dodanej, czyli pomnażaniu swoich zysków oraz majątku, i nie musieliby prowadzić gry operacyjnej z urzędami skarbowymi. Dlatego w tym zakresie popieramy jednoznacznie stanowisko Rzecznika MŚP – zaznaczył Ireneusz Jabłoński, Centrum im. Adama Smitha.

PODATEK OD PRZYCHODU SPÓŁEK NIEMAJĄCYCH REZYDENCJI W POLSCE, A OSIĄGAJĄCYCH PRZYCHÓD W POLSCE

Rzecznik MŚP przedstawia również propozycję podatku przychodowego dla korporacji zagranicznych uzyskujących dochody na terenie Polski (nie tylko z działalności cyfrowej, ale także np. działalności wysyłkowej). Takowe spółki musiałyby powołać specjalnego przedstawiciela podatkowego oraz dokonywać wszystkich transakcji na rachunku bankowym w Polsce. Stawka podatku zostałaby utrzymana w granicach 0,5 – 1,5 % przychodu, co (w zależności od szacunków) zagwarantowałoby wpływy na poziomie min. 3-5  mld zł rocznie.

Sprawiedliwość podatkowa to także sprawiedliwość w aspekcie międzynarodowym. Podmioty, które sprzedają na rynku polskim różnego rodzaju usługi i towary powinny również płacić podatki dochodowe lub podatki przychodowe w Polsce. To dotyczy przede wszystkim transakcji cyfrowych, dokonywanych w obrocie elektronicznym przez takie podmioty jak np. Google czy Amazon, i te transakcje powinny być opodatkowane u źródła, czyli tam gdzie powstaje przychód – czyli w Polsce. Debata na ten temat toczyła się już wiele lat, ale w tej chwili (także w kontekście ustaleń szczytu G7) widać, że istnieje wola polityczna opodatkowania koncernów międzynarodowych, które nie płacą lub płacą bardzo niskie podatki dochodowe. Z tym tylko, że nie podatkiem dochodowym, a podatkiem przychodowym, wtedy bowiem łatwiej jest ustalić podstawę opodatkowania i nałożyć obowiązek zapłacenia tego podatku w Polsce. Wpływy z tak określonego podatku przychodowego od transakcji dokonywanych na terenie Rzeczypospolitej Polskiej były różnie szacowane, ale zwykle mówiono tutaj o co najmniej kilku miliardach złotych – powiedział prof. Adam Mariański, przewodniczący Krajowej Rady Doradców Podatkowych, przewodniczący Komisji Podatkowej Business Centre Club.Rzecznik MŚP postuluje do Premiera o korzystne zmiany dla przedsiębiorców w rządowym planie Polskiego Ładu Rzecznik MŚP postuluje do Premiera o korzystne zmiany dla przedsiębiorców w rządowym planie Polskiego Ładu 2

Deloitte: Sektor ubezpieczeniowy podwaja wydatki na cyberbezpieczeństwo

Technologia odgrywa kluczową rolę w usprawnianiu pracy ubezpieczycielom. Badanie 2021 Insurance outlook, Accelerating recovery from the pandemic while pivoting to thrive, przeprowadzone przez firmę doradczą Deloitte, pokazuje, że pomimo przyspieszenia procesu digitalizacji branża ubezpieczeniowa musi poradzić sobie z brakami cyfrowymi, które uwypukliła pandemia. Problem ten dostrzega prawie 80 proc. respondentów. Przyśpieszona transformacja cyfrowa sektora zmieniła priorytety branży w zakresie inwestycji technologicznych. Najważniejsze z nich to cyberbezpieczeństwo i migracja do chmury.

Z badania przeprowadzonego przez Deloitte wśród największych firm ubezpieczeniowych na świecie wynika, że aż 95 proc. respondentów chce przyspieszyć bądź już przyspiesza proces cyfryzacji. Prawie wszyscy ubezpieczyciele planują przynajmniej zwiększyć możliwości cyfrowe w ciągu najbliższych 6-12 miesięcy, aby zapewnić firmie dalszy rozwój.

– Nasz raport pokazuje, że branża ubezpieczeniowa ma świadomość, że transformacja cyfrowa sektora jest priorytetem. Firmy europejskie są w tym procesie najbardziej zaawansowane – 60 proc. ankietowanych z tego regionu już wdraża procesy dające przewagę technologiczną. Tempo zmian i upowszechnienie zdalnego dostępu do usług i procesów oprócz korzyści generują także wiele nowych zagrożeń, szczególnie w zakresie bezpieczeństwa. Ubezpieczyciele zdają sobie sprawę, że należy się na nie odpowiednio przygotować – mówi Marcin Piskorski, partner, lider sektora ubezpieczeniowego, Deloitte.

Cyberbezpieczeństwo to podstawa

Prawie dwie trzecie respondentów deklaruje, że zwiększy wydatki na cyberbezpieczeństwo. Wynika to z tego, że upowszechnienie się pracy zdalnej i związane z nim przesyłanie danych poza tradycyjnym obiegiem wzmaga ryzyko potencjalnego cyberataku. W związku z tym firmy powinny rozważyć wprowadzenie modelu bezpieczeństwa typu zero zaufania, a to wiąże się z weryfikacją każdego, kto poszukuje dostępu do danych lub systemów – bez względu na to czy jest to pracownik, czy osoba z zewnątrz. Ponadto nieodzowne będzie wdrożenie ulepszonych mechanizmów kontroli, co przekłada się na weryfikację użytkowników końcowych. Istotnym aspektem wzmocnienia cyberbezpieczeństwa jest także szkolenie pracowników w zakresie bezpiecznego środowiska pracy zdalnej.

 – Przyspieszona cyfryzacja sektora ubezpieczeniowego zrewidowała wysokość budżetów, jakie firmy przeznaczą na inwestycje technologiczne. Ubezpieczyciele chcą więc podwoić wydatki na cyberbezpieczeństwo. Respondenci są zgodni, bez względu na to skąd pochodzą: odpowiednie zabezpieczenie systemów przed potencjalnymi atakami stało się priorytetem. Uważa tak prawie 20 proc. ankietowanych. Solidna strategia odporności cybernetycznej jest niezbędna w obecnych realiach powszechnej pracy zdalnej, czy w przyszłości w modelu pracy hybrydowej – mówi Adam Rafajeński, dyrektor ds. cybernetycznych, Deloitte.

Kwestia cyberbezpieczeństwa związana jest także z ochroną danych osobowych. Ponad połowa ankietowanych (w tym dziewięciu na dziesięciu dyrektorów generalnych i prezesów) spodziewa się zwiększenia wydatków w tym obszarze. Co ciekawe, aż 27 proc. uważa, że żadnych zmian nie będzie, a 22 proc. może obniżyć wydatki na ochronę danych, co ze względu na pojawiające się luki w zabezpieczeniach, może okazać się dla nich problematyczne.

Usystematyzowanie zabezpieczeń i ochrona prywatności są istotne nie tylko ze względu na presję regulacyjną, lecz także ze względu na szybki wzrost ilości danych pozyskiwanych za pośrednictwem otwartych źródeł informacji i zewnętrznych agregatorów. Zaawansowana analityka pozwala ubezpieczycielom synchronizować informacje z wielu źródeł jednocześnie, co nie było wcześniej możliwe ze względu na technologię i koszty. W związku z tym prawie połowa z nich chce zwiększyć inwestycje w analitykę danych.

Migracja danych do chmury przyspiesza

Przetwarzanie danych w chmurze zostało przez respondentów wskazane jako drugi priorytet w zakresie zwiększania inwestycji technologicznych. Ponad 40 proc. badanych przewiduje, że zwiększy pulę wydatków w tym obszarze. Pandemia sprawiła, że stało się to jeszcze istotniejsze ze względu na to, że ubezpieczyciele starają się ograniczyć stałe koszty. Przechowywanie danych w chmurze może im w tym pomóc – wesprze organizacje we wdrażaniu automatyzacji i efektywnych kosztowo narzędzi, które napędzą wzrost.

Warto zaznaczyć, że przejście na chmurę to część szerszej transformacji biznesowej, która obejmuje nie tylko procesy, lecz także ludzi. Aby jak najlepiej wykorzystać płynące z niej korzyści i przyspieszyć realizację procesu, ubezpieczyciele powinni najpierw skupić się na migracji danych i modernizacji systemów. Umożliwią to różne sposoby interakcji z klientami i dystrybutorami.

Korzyści płynących z przetwarzania danych w chmurze jest wiele. Można podzielić je na biznesowe oraz technologiczne. Do biznesowych należy m.in. mniejsze obciążenie kosztowe związane z uruchomieniem nowych produktów lub wejściem na nowe rynki, bezpośredni dostęp do rozwiązań analitycznych lub automatycznych, wdrożenie ubezpieczeń na żądanie w modelu prepaidowym lub pay-as-you-grow (rozszerzanie warunków polisy w miarę wzrostu potrzeb użytkownika). Zalety technologiczne takich koncepcji obejmują zwiększenie elastyczności i ekspansywności przedsiębiorstwa, rozszerzenie dostępu do sieci – bez względu na czas i miejsce, rozwój sprawności IT – oraz skrócenie czasu dostarczania nowych rozwiązań.

– To, jak ubezpieczyciele zareagują i poradzą sobie nie tylko ze skutkami pandemii, ale także długoterminowymi zmianami w technologii, gospodarce i preferencjach konsumentów, będzie miało decydujące znaczenie dla tego sektora. Ciągłe generowanie innowacji w konstruowaniu polis ubezpieczeniowych, strategiach sprzedaży, operacjach i projektowaniu doświadczeń klientów może okazać się największym wyróżnikiem nie tylko tego roku, ale czynnikiem determinującym przyszłość tej branży – podsumowuje Marcin Piskorski.

O badaniu

Badanie Deloitte US Center for Financial Services zostało przeprowadzone w lipcu i sierpniu 2020 r. wśród 200 menadżerów z sektora ubezpieczeniowego zarządzających finansami, operacjami, szkoleniem pracowników i technologiami. Respondenci pochodzą z trzech regionów –  Ameryki Północnej (Stany Zjednoczone i Kanada), Europy (Wielka Brytania, Francja, Niemcy i Szwajcaria) oraz Azji i Pacyfiku (Australia, Chiny, Specjalny Region Administracyjny Hongkong i Japonia).

Western Digital to marka dysków, która zapewnia niezawodność ich funkcjonowania

Dyski – a szczególnie dyski sieciowe i przeznaczone do serwerów – muszą być niezawodne. Mogą być drogie, mogą być ciężkie, mogą (choć nie powinny) mieć duże zużycie energii, ale nie mają prawa zawieść. Western Digital to jedna z tych marek, które w pełni to rozumieją.

Niezawodny dysk: poziom podstawowy i więcej

Dyski na podstawowym poziomie swojej konstrukcji nie są przerażająco skomplikowane. Co prawda wyjaśnienie konstrukcji nawet zwykłego HDD wymagałoby pewnego zachodu, ale ogólnie rzecz biorąc, nie jest to szczyt myśli technologicznej. Potrzeba jednak niebywałej precyzji na każdym etapie produkcji, żeby stworzyć dyski do NAS lub serwerów sieciowych, które będą odporne na wibracje i wstrząsy, będą zawsze odczytywały właściwe sektory i będą mogły robić to dosłownie przez wiele milionów godzin.

Idąc dalej, trzeba jednak pomyśleć o dodatkowych zabezpieczeniach. Specjalne mechanizmy kontrolujące precyzję odczytu, napięcia i temperaturę pozwalają lepiej działać dyskom w trudnych warunkach i wykrywać niepokojące oznaki, zanim dojdzie do awarii. Dyski Western Digital, które można kupić na https://www.senetic.pl/western_digital/, korzystają z całego mnóstwa zaawansowanych technologii zabezpieczających, dzięki czemu mogą całymi latami pracować bez widocznych oznak zużycia.

Innowacje w skończonym obszarze

Western Digital jest firmą o tyle nietypową, że to właśnie jej przedstawiciele poinformowali o tym, że chcą dalej rozwijać technologię HDD. W czasach, w których SSD zdobywają sobie coraz większą popularność, WD planuje produkcję jeszcze większych klasycznych dysków. Technologia ePMR (zresztą tylko pośrednia, zanim dopracowane zostaną jeszcze lepsze) pozwala na uzyskanie bardzo stabilnej pracy w dyskach o pojemności 60 TB, w których koszt jednostkowy przechowywania danych będzie jeszcze niższy.

Firma opracowuje technologię, która zapewni nieosiągalną dziś precyzję pracy głowicy dysku – jeśli to się uda (a wszystko jest na dobrej drodze), Western Digital jeszcze długo nie opuści racków i serwerów NAS. I to wszystko dzieje się wtedy, kiedy niektórzy już odtrąbili koniec rozwoju HDD. Nie dziwi więc fakt, że firmy, które wybrały właśnie dyski Western Digital, pozostają przy nich nadal i w zdecydowanej większości deklarują, że był to dobry zakup.

Tylko czy to się opłaca?

Odpowiedź na pytanie o to, czy opłaca się zapewnić swojej firmie większą stabilność i bezpieczeństwo danych, jest oczywista. Będzie jeszcze bardziej twierdząca, jeśli spojrzeć na ceny dysków Western Digital. Czy są niskie? Dla kogoś spoza branży – pewnie nie, jednak dla ekspertów, którzy lepiej orientują się w cennikach producentów sprzętu profesjonalnego, będą więcej niż dobre. Western Digital zresztą zapewnia tak wiele różnych rozwiązań, że wiele małych i średnich firm nawet nie musi inwestować w te wycenione wyżej – na dolnej półce cenowej też znajduje się całkiem sporo doskonałych dysków, serwerów sieciowych i innych rozwiązań zapewniających bezpieczeństwo i integralność kluczowych danych.

Regeneracja, reinkarnacja, rewolucja? Jaka przyszłość czeka centra handlowe?

Centra handlowe stale zmieniają się goniąc za potrzebami konsumentów – już 28% z nich w Polsce przeszło rozbudowę, w tym część z nich również modernizację. Jednak miniony rok był dla tej części branży retail niezwykle trudny. Długie okresy zamknięcia, duże zmiany wśród najemców, dostosowywanie się do nowych wytycznych sanitarnych to tylko kilka bolączek, z jakimi musiały sobie poradzić. W post pandemicznej rzeczywistości czekają je kolejne wyzwania, które będą wymagały z pewnością niestandardowego podejścia i otwartości na dalsze zmiany.

Na potrzebę transformacji centrów handlowych eksperci wskazują już od dawna. Te zaś stale ewoluują i poszukują nowych dróg dotarcia do klientów, bo czasy, gdy przyciągały nabywców wyłącznie ofertą sklepową już minęły.

Do tej pory już więcej niż co czwarte centrum handlowe w Polsce przeszło rozbudowę. W wielu przypadkach wiązało się to także z modernizacją i odświeżeniem części istniejącej przestrzeni handlowej. Rynek jest już dojrzały, a konkurencja silna, co sprzyja właśnie przebudowom i unowocześnianiu obiektów. W Polsce mamy blisko 1 mln mkw. powierzchni w ponad 20-letnich centrach handlowych, które nie zostały jeszcze zmodernizowane lub rozbudowane. Potencjał do zmian jest spory.

Joanna Tomczyk, Starszy Analityk Rynku, JLL

Dotychczas obserwowaliśmy ich rozwój w kierunku modelu miasteczka rozrywkowego. Przed pandemią mocno stawiały na powiększanie części rekreacyjnej i konsumpcyjnej (F&B). Przyjęło się, że są to miejsca spędzania wolnego czasu czy to samemu, czy też z rodziną i przyjaciółmi. W niektórych obiektach skorzystać mogliśmy już nie tylko z kina, ale również z lodowiska, ścianki wspinaczkowej, klubu fitness czy szkoły tańca. Coraz większą rolę spełniały rozbudowane strefy gastronomiczne.

Działamy na 18 rynkach świata i od lat widzimy duże. Obiekty, których przebudowa była nam powierzona zmieniały się w miejsca spełniające wiele funkcji, angażujące i zachęcające do pozostania w nich dłużej. Tak było w przypadku remodelingu galerii Madison w Gdańsku. Stworzyliśmy tam m.in. komfortowe i funkcjonalne strefy rekreacyjne, ujednoliciliśmy witryny sklepów, wymieniliśmy okładziny podłogowe i sufity oraz zamontowaliśmy nowe oświetlenie. W efekcie przestrzeń zyskała nowe, jasne i przyjazne oblicze. W pracy przy takich projektach szczególnie ważne jest doświadczenie w prowadzeniu działań w obiekcie otwartym codziennie dla klientów, bez utrudniania funkcjonowania sklepom i punktom usługowym.

Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

Czas pandemii Covid-19 i długie okresy zamknięcia, gdy gastronomia i rekreacja zostały zamrożone, skłoniły wielu zarządców nieruchomości do kolejnych zmian i nowego podejścia do planowania przestrzeni. Obecna sytuacja przyśpieszyła ewolucję galerii handlowych, wpłynęła na strategiczne decyzje oraz zwiększyła zapotrzebowanie na usługi projektowe i wykonawcze w tym sektorze.

W minionym roku podaż powierzchni w centrach handlowych zmniejszyła się – więcej obiektów zostało zamkniętych lub zmieniło funkcję, niż zostało wprowadzonych na rynek. Warto też przypomnieć, że zamknięcia w dużej mierze były powiązane z decyzją Tesco o wyjściu z polskiego rynku. Przekształcenie części powierzchni handlowej na funkcję biurową ma miejsce m.in. w centrum handlowym Plac Unii City Shopping w Warszawie.

Joanna Tomczyk, Starszy Analityk Rynku, JLL

Nowy tenant-mix, digitalizacja obiektów czy też ostateczna zmiana ich funkcji – to niektóre perspektywy stojące przed rynkiem centrów handlowych.

Patrząc dziś na branżę i międzynarodowe trendy, można rozróżnić kilka wiodących kierunków transformacji – wprowadzanie nowych czy łączenie kilku funkcji, stawianie na konkretną specjalizację i poszukiwanie wyróżnienia na tle konkurencji. Do tej pory pracowaliśmy m.in. przy wspomnianej gdańskiej galerii handlowej Madison czy modernizacji Centrum Handlowego Ogrody w Elblągu, które zyskało komfortową i przytulną część gastronomiczną. Jako globalna grupa mamy na swoim koncie jeszcze więcej ciekawych i gruntownych przemian. Dobrym przykładem aktualnie prowadzonego, niezwykle interesującego projektu, którego właściciele mają przemyślaną strategię zmiany, jest realizowana przez nas metamorfoza wrocławskiego, kultowego DH Renoma.

Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

Perła architektury zyska nowy blask

Renoma mieści się w budynku zaliczanym do architektonicznych pereł Wrocławia, liczącym już 91 lat. Przez lata przechodziła wiele metamorfoz, ale ta obecna, wykonywana przez firmę Tétris, ma odświeżyć wnętrza budynku. Nowy wystrój będzie nawiązywać do historycznego stylu Domu Towarowego Wertheim. Jednocześnie Globalworth – właściciel i zarządca Renomy – chce zadbać o współczesne oczekiwania klientów np. rezygnuje z mało klimatycznego food courtu na rzecz autorskich konceptów gastronomicznych z ogródkami poprzez nowe zagospodarowanie placu Czystego. Renoma wzbogacona zostanie też o najwyższej klasy powierzchnie biurowe, dedykowane najemcom ceniącym sobie prestiżową lokalizację w ścisłym centrum miasta, historyczny charakter budynku i otoczenia, a jednocześnie nowoczesne rozwiązania techniczne i funkcjonalne.

Bardzo ważną cechą, na którą kładziemy szczególny nacisk jest lokalność, niepowtarzalność oraz poszanowanie tradycji i architektury Renomy. Nie próbujemy kopiować rozwiązań z innych projektów, natomiast wykorzystujemy potencjał lokalizacji i dostosowujemy ofertę pod oczekiwania lokalnej społeczności oraz klientów wewnętrznych, czyli pracowników biurowych.

Anna Merta, Leasing Director Retail w Globalworth Poland

Tétris odpowiada za przebudowę obiektu od strony wykonawczej. Zakres prac jest ogromny i wymaga precyzyjnego planowania. Ze względu na historyczną wartość budynku, jest on objęty nadzorem konserwatora. Co więcej, Renoma nie będzie całkowicie zamknięta – w trakcie prac będą działać wybrane sklepy i placówka medyczna, czynne też będą biura. Dlatego Tétris prowadzi działania przeważnie w nocy, w konkretnie wydzielonych strefach.
Pomysł na przyciągnięcie klientów klimatycznym wnętrzem sprawdzi się tylko w niektórych przypadkach. Jednak co z pozostałymi obiektami, o mniej ciekawej bryle lub lokalizacji?

„Customer experience” ciągle w grze

Kierunek jaki mogą obrać właściciele dużych obiektów handlowych to klasyczne modernizacje, skoncentrowane na zapewnieniu klientom jak najciekawszych doznań i rozwiązań, także technologicznych. Kluczowym punktem będzie zróżnicowany dobór najemców, rozwój showroomów i punktów pick and collect. Rozbudowywane i odświeżane zgodnie z najnowszymi trendami będą części rozrywkowe i food courty.
Do tej pory przebudowy z jakimi mieliśmy jako Tétris do czynienia, czy to w Polsce, czy na zagranicznych rynkach w ramach naszych globalnych struktur, dotyczyły głównie zmian pod kątem „customer experience” i w nadchodzących miesiącach takie modernizacje również będziemy obserwować. Podam tu jako przykład realizację dla Odysseum w Montpellier we Francji. Łącząc siły JLL i Tétrisa, wraz z Montpellier Zuo, zaprojektowaliśmy restrukturyzację istniejącego budynku usługowo-rozrywkowego, z rozbudową całego centrum handlowego. Naszym celem było sprawienie, aby „podróż” konsumentów przez galerię była bardziej dynamiczna i wzbogacona o nowe doświadczenia. Wprowadziliśmy więcej światła w niektórych strefach lub korytarzach i zaprojektowaliśmy fasady z przeszkleniami, aby ukazywały wnętrza sklepów przechodzącym na zewnątrz klientom.

Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

Funkcjonalna rewolucja

Warto przyjrzeć się przykładom z zagranicy, gdzie trend przebudowywania i nadawania centrom handlowym nowych funkcji obecny jest już od dekady. Nie chodzi tu tylko o nowy wystrój, a o całkowitą zmianę przeznaczenia budynku. Jednym z inspirujących kierunków jest przekształcanie nieruchomości handlowych w mieszkania dla seniorów czy domy opieki. Rozwiązanie to sprawdza się m.in. ze względu na lokalizację – przyjęło się, że tego typu obiekty znajdują się poza miastem, podczas gdy seniorzy deklarują, że nie chcą z miejskiego życia rezygnować. Taką zmianę przeszło Northgate Mall w Seattle*, w którym dodatkowo powstał hotel, centrum tranzytowe i ośrodek ligi hokejowej.
W Skyview on the Ridge w Irondequoit w stanie Nowy Jork realizowana jest inwestycja warta 43 miliony dolarów, w ramach której powstanie 157 apartamentów dla seniorów, a także centrum opieki dziennej dla dorosłych. Z kolei najstarsze centrum handlowe w Ameryce zostało zamienione w piękne mikro apartamenty Arcade Providence**. Zbudowany niemal 200 lat temu budynek przekształcono w 48 malutkich mieszkań oraz przestrzeń biznesową, w której znalazły się restauracje, kawiarnia i salon fryzjerski.
Myślę, że i w Polsce doczekamy się tak imponujących projektów. Pandemia przyśpieszyła tego rodzaju procesy i według mnie w post-covidowej rzeczywistości minimum 25% obiektów handlowych czekają zmiany zarówno sanitarne, jak i te związane z kierunkiem działalności. Trend „mixed-use” w rodzimych centrach handlowych jest już coraz bardziej widoczny. Zwiększają one, kosztem części handlowej, powierzchnię biurową i usługową. Zmieniają się w miejsca, w których możemy pracować, bawić się, zadbać o zdrowie, korzystać z oferty gastronomicznej i rozrywkowej. Wkrótce być może będą to również obiekty z bazą noclegową, a nawet mieszkalną.

Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

Rosnąca popularność projektów mixed-use została dodatkowo wzmocniona przez pandemię. Według prognoz JLL, w ciągu najbliższych 5 lat podaż powierzchni w projektach wielofunkcyjnych w Polsce może ulec podwojeniu.

Podaż powierzchni komercyjnej w nowoczesnych obiektach wielofunkcyjnych w Polsce przekroczyła 1 mln mkw., z czego ponad połowa została oddana do użytkowania w ciągu ostatnich 5 lat. Dodatkowo, w centrach handlowych powstają przestrzenie coworkingowe (np. w Galerii Młociny), a w biurowcach otwierane są kawiarnie. Z kolei nowo oddany kompleks Warsaw Hub oferuje przestrzenie biurowe, hotelowe i handlowe.

Joanna Tomczyk, Starszy Analityk Rynku, JLL

Projekty wielofunkcyjne są odpowiedzią na wysokie nasycenie powierzchnią centrów handlowych w miastach, kreują także nowy typ powierzchni handlowej i są w stanie przyciągnąć marki, takie jak American Eagle czy Urban Outfitters, które w Polsce nie otwierają się w tradycyjnych centrach handlowych. Co więcej, synergia generuje dodatkowych klientów i pozwala na dywersyfikację ryzyka na wypadek gorszej koniunktury w jednej z funkcji.

Joanna Tomczyk, Starszy Analityk Rynku, JLL

Bez względu na wybrany model przemian – każde centrum handlowe w pewnym momencie potrzebować będzie gruntownej modernizacji. Dziś motorem zmian jest kształtująca się rzeczywistość post-covid, jutro będą to kolejne rewolucje technologiczne czy też zmiany przyzwyczajeń i oczekiwań konsumentów. Tego typu przebudowy to bardzo duże, wielopłaszczyznowe projekty fit-out. Zarówno od strony projektowej, jak i wykonawczej. Właściciele obiektów wybierając wykonawcę zwracają uwagę na doświadczenie, zasoby ludzkie, względy logistyczne. Ważny jest też dobór podwykonawców – zarówno pod kątem ceny, jakości materiałów, jak i terminowości. Wszelkie opóźnienia generują dodatkowe koszty, co przy już i tak dużym budżecie nie jest mile widziane. Niemniej, do osiągnięcia komercyjnego sukcesu, najważniejszy jest pomysł na projekt i design.
Do tak złożonych projektów jesteśmy w stanie powołać zespół z odpowiednimi kompetencjami i z różnych obszarów – z doświadczeniem projektowym dla branży biurowej, hotelowej, mieszkaniowej. Już w fazie projektowania trzeba myśleć o kolejnych etapach prac, gdyż zapewnia to optymalizację budżetu. Ponadto, widzimy, że dla klientów istotne jest międzynarodowe zaplecze i przetestowane, sprawdzone na innych rynkach rozwiązania.

Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

Najbliższe miesiące będą decydującymi dla tego sektora handlu. Po trudnych miesiącach, które odcisnęły się na ich funkcjonowaniu, widać, że wciąż chcą walczyć o klienta, a pomysłów na nowe podejście i strategię nie brakuje.

* Smartcitiesdive.com, 4.12.2020: www.smartcitiesdive.com/news/shopping-to-shelter-abandoned-mall-sites-welcome-senior-housing/589573/; ** Businessinsider.com, 10.10.2016: www.businessinsider.com/americas-first-shopping-mall-is-now-micro-apartments-2016-10?IR=T;

6 trendów nowej rzeczywistości

Nexera sprawdziła, jak zmieniło się nasze życie w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Z badania przeprowadzonego przez GfK wynika, że firmy stały się bardziej online, ale początkowy entuzjazm związany z pracą zdalną nieco opadł. W niemal wszystkich urzędach można już załatwić większość spraw przez Internet, jednak część mieszkańców nadal woli odwiedzać urzędy osobiście. Mimo iż przekonaliśmy się, że szkoły stacjonarnej nie da się zastąpić zdalnymi lekcjami, to jak przyznają nauczyciele – większe wykorzystanie Internetu otworzyło przed szkołami nowe możliwości edukacyjne. Dzięki przeniesieniu wielu czynności do sfery online, staliśmy się bardziej eko i częściej niż do tej pory pragniemy przebywać blisko natury. Sprawdź 6 trendów nowej rzeczywistości widocznych w Raporcie #RegionyNEXERY2021.

Coraz dłużej przebywamy w sieci i mamy coraz większe kompetencje cyfrowe

Pandemia w ogromnym stopniu wpłynęła na zmianę podejścia użytkowników do korzystania z sieci. Z badania #RegionyNEXERY2021 przeprowadzonego przez GfK w kwietniu 2021 r. wśród mieszkańców czterech Regionów w Polsce (Łódzkiego, Świętokrzyskiego, Kujaw z Pomorzem i Mazowszem oraz Warmii i Mazur) wynika, że 48% respondentów spędza w Internecie ponad 6 godzin dziennie. To wzrost o 20 p.p. względem 2020 r. i aż o 36 p.p. w porównaniu z rokiem 2019. Jednocześnie znacznie poprawiły się szeroko pojęte kompetencje cyfrowe społeczeństwa. 57% respondentów, którzy wzięli udział w badaniu GfK, deklaruje, że w ciągu ostatniego roku ich umiejętności wykorzystywania Internetu w różnych dziedzinach życia wzrosły. Przyczyną wydłużenia czasu spędzanego online jest w dużej mierze powszechna praca zdalna, która, mimo wielu korzyści, zaczyna powoli doskwierać coraz większej liczbie ankietowanych osób. Choć nadal ponad połowa mieszkańców (52%) chciałaby pracować zdalnie, to w stosunku do ubiegłego roku odsetek zwolenników „home office” zmniejszył się o 15 p.p. Do sieci przeniosła się także duża część naszego życia prywatnego oraz rozrywkowego. Ponad 90% z nas robi zakupy w Internecie, korzysta z e-bankowości, a niewiele mniej, bo 79% ogląda filmy online. E-aktywności, które początkowo zastępowały rzeczywistość, stopniowo stają się nawykami, z których trudno będzie zrezygnować.

Firmy stały się bardziej online i potrzebują lepszych łączy

Porównując wyniki najnowszego badania Nexery do poprzednich edycji Raportu, obserwujemy wzrost znaczenia szybkiego łącza w biznesie. Coraz więcej ankietowanych firm inwestuje w szybszy Internet i coraz więcej przedsiębiorców jest zadowolonych z parametrów łącza – obecnie jest to 84%, o 10 p.p. więcej niż w 2020 r. Wraz ze wzrostem wykorzystania innowacyjnych rozwiązań informatycznych, rośnie konkurencyjność tych firm w coraz bardziej cyfrowym otoczeniu biznesowym. Jednocześnie zwiększyła się liczba firm, które całkowicie zrezygnowały z dostępu do Internetu (17%). To wzrost o 11 p.p. w stosunku do poprzedniego roku.

– Podczas gdy duże i średnie firmy zwiększały prędkość Internetu, prawie co piąte najmniejsze przedsiębiorstwo całkowicie rezygnowało z dostępu do łącza. Jest to oczywista konsekwencja lockdownu, kiedy to małe organizacje tymczasowo zawieszały swoją działalność w biurach, jednocześnie dbając o to, aby pracownicy mieli dostęp do szybkiego Internetu podczas wykonywania swoich obowiązków z domu. Doświadczenia pandemii pokazały, że musimy być przygotowani do pracy w nieprzewidywalnych warunkach, dlatego budowa powszechnie dostępnej infrastruktury szerokopasmowej, pozwalającej na korzystanie z szybkiego i stabilnego łącza w dowolnym miejscu, jest kluczowym aspektem dla rozwoju polskiego biznesu – mówi Jacek Wiśniewski, prezes firmy Nexera.

Niemal wszystkie urzędy gotowe na zdalną obsługę interesariuszy

Wyniki badania GfK na zlecenie Nexery potwierdzają, że administracja publiczna jest gotowa do pracy w trybie online – niemal wszystkie urzędy (99%) umożliwiają mieszkańcom zgłaszanie spraw przez Internet. W praktyce możliwości e-urzędów nie są jednak w pełni wykorzystywane, gdyż niektóre sprawy petenci nadal wolą załatwić osobiście. Barierą jest również czasem brak dostępu do Internetu lub słabej jakości łącze, które utrudnia korzystanie z urzędów online.

– Największą przeszkodą utrudniającą rozwój e-administracji nie jest niski poziom cyfryzacji urzędów, czy brak narzędzi do zdalnego procesowania spraw administracyjnych. Problem stanowi fakt, że ze względu na nierówny dostęp do infrastruktury internetowej, nie wszyscy mogą korzystać z obsługi zdalnej. Rozwiązaniem jest budowa sieci szerokopasmowych oraz wprowadzenie cyfrowego obiegu dokumentów w urzędach, co zachęci mieszkańców do przejścia na system online, a przy tym usprawni procedury administracyjne, zwiększając tym samym atrakcyjność inwestycyjną gmin – mówi Jacek Wiśniewski.

Doświadczenia edukacji zdalnej nauką na przyszłość

Z badania #RegionyNEXERY wynika, że edukacja zdalna ma swoje plusy, a Internet może być wykorzystywany w szkolnictwie w większym stopniu. Według pedagogów nauka online pomaga w zdobywaniu nowych doświadczeń (42%) i rozwijaniu kompetencji cyfrowych. Dostęp do infrastruktury telekomunikacyjnej może być wykorzystywany również w celu podnoszenia kompetencji nauczycieli – 40% ankietowanych pedagogów korzystało z kursów online. 2 na 3 nauczycieli z Regionów Nexery zgadza się także z tezą, że podłączenie światłowodu umożliwia szkole korzystanie z narzędzi edukacyjnych, które wcześniej nie były osiągalne.

Rośnie atrakcyjność terenów wiejskich i małych miast

73% mieszkańców zgadza się ze stwierdzeniem, że w trakcie pandemii ludzie przenoszą się z dużych miast do mniejszych miejscowości. Czas lockdownu był okresem gwałtownego rozwoju technologicznego i cyfryzacji, a co za tym idzie, impulsem, budzącym potencjał drzemiący w małych miastach i wsiach. Powszechny dostęp do szybkiego Internetu podnosi atrakcyjność miejsca zamieszkania i jakość życia społeczeństwa, co potwierdzają badania Nexery – aż 92% urzędników uważa, że budowa sieci światłowodowej będzie miała pozytywny wpływ na rozwój Regionu.

– Pandemia koronawirusa spowodowała istotny wzrost popytu na szybki i wydajny Internet. Powszechna praca zdalna, nauka online, czy sprawne korzystanie z e-urzędów nie byłoby możliwe bez dostępu do wysokoprzepustowej sieci. Technologia światłowodowa cieszy się coraz większą popularnością, gdyż jest obecnie najlepszym możliwym rozwiązaniem, które jako jedyne spełnia oczekiwania najwyższej prędkości transferu danych. 6 na 10 mieszkańców uważa za istotne, aby w ich nowym miejscu zamieszkania była możliwość podłączenia do światłowodu. Nie ulega wątpliwości, że rola szybkiego Internetu w najbliższych latach będzie jedynie rosła – mówi Paweł Biarda, członek zarządu w Nexerze.

Jesteśmy coraz bardziej eko

Przeniesienie dużej części naszych codziennych spraw do sieci pozwoliło nam wdrożyć bardziej ekologiczne rozwiązania. Z raportu Nexery wynika, że ponad połowa badanych ocenia swoje zaangażowanie w sprawy ekologiczne na co najmniej 7 punktów w dziesięciopunktowej skali. Co robimy dla naszej planety? 83% badanych przyznaje, że segreguje śmieci, 68% oszczędza wodę i energię, 56% rezygnuje z plastikowych opakowań i siatek, jeśli tylko jest to możliwe. 4 na 10 mieszkańców wie, że światłowód jest ekologicznym rozwiązaniem, pozwalającym m.in. na ograniczenie korzystania z auta i oszczędność papieru. Głównym źródłem wiedzy o sprawach związanych z ochroną środowiska dla wszystkich ankietowanych jest Internet.

Nota metodologiczna
Raport #RegionyNEXERY2021 to trzecia edycja autorskiego badania Nexery, które zostało zrealizowane przez firmę GfK w marcu 2021 r. Jest jednym z najbardziej przekrojowych źródeł wiedzy o polskich internautach na obszarach, na których brakuje dostępu do szerokopasmowego Internetu lub dostęp do niego jest ograniczony. Badanie przeprowadzono w czterech grupach docelowych – wśród mieszkańców, nauczycieli, przedsiębiorców i urzędników.

Co dalej z kursem funta? Czy Bank Anglii wyprzedzi Fed?

Bank Anglii (BoE) ogłosi w czwartek nowe decyzje w sprawie polityki monetarnej i mimo że posiedzenie nie będzie wiązać się z publikacją nowych projekcji czy raportu o inflacji, inwestorzy będą mu się uważnie przyglądać.

Zebranie FOMC w zeszłym tygodniu zaowocowało jastrzębią niespodzianką. Fed wskazał na zmianę nastawienia wobec rosnącej inflacji w USA, co widać w dot plocie sugerującym, że bank może przed końcem 2023 r. dwukrotnie podnieść stopy procentowe. Byłoby to bardziej agresywne tempo zacieśniania polityki pieniężnej niż to sugerowane jeszcze w marcu.

Można odnieść wrażenie, że komunikacja Banku Anglii była w ostatnich tygodniach nawet bardziej jastrzębia niż Fedu – szczególnie jeśli przeanalizujemy wypowiedzi ustępującego głównego ekonomisty Andy’ego Haldane’a. Nawet jeden z najbardziej gołębio nastawionych członków komitetu, Gertjan Vlieghe, stwierdził, że jeśli utrzyma się obecne tempo ożywienia, to stopy procentowe w Wielkiej Brytanii mogą wzrosnąć już w przyszłym roku. Ciekawe, jak nastawienie BoE ewoluowało w obliczu zbliżającego się cyklu podwyżek stóp na całym świecie.

Jednym z kluczowych tematów dla banku będzie oczywiście niedawny wzrost inflacji w Wielkiej Brytanii. Ceny na Wyspach rosną w dość szybkim tempie, w czasie gdy rząd stopniowo łagodzi restrykcje. Główna miara wzrostu cen konsumenckich wzrosła w maju do 2,1% w ujęciu rocznym, co jest powyżej celu BoE. Z kolei zazwyczaj mniej zmienna inflacja bazowa wzrosła do 2% w ujęciu rocznym – znacznie powyżej konsensusu 1,5% i do najwyższego poziomu od sierpnia 2018 r.

Inflacja w Wielkiej Brytanii (2017 – 2021)

Inflacja w Wielkiej Brytanii
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 23.06.2021

W maju BoE poinformował, że spodziewa się wzrostu inflacji do 2,5% w tym roku, przed jej łagodnym obniżeniem się w 2022 r. Interesujące jest, czy komitet decyzyjny wciąż uznaje ten pogląd za aktualny, czy też dostrzegł wystarczająco wiele dowodów sugerujących, że wzrost cen może być trwalszy niż początkowo przewidywano. Wątpimy, że jego nastawienie się zmieni. Będziemy jednak uważnie wypatrywać jakichkolwiek sugestii BoE, że gwałtowne rozprzestrzenienie się wariantu Delta (indyjskiego) może wywołać opóźnienie w ponownym otwarciu brytyjskiej gospodarki i znacząco wpłynąć na jej ożywienie – również w tym kontekście spodziewamy się, że tak się nie stanie.

Uważamy, że w związku z tym, iż kolejny zestaw projekcji makroekonomicznych ma zostać opublikowany dopiero w sierpniu, komitet decyzyjny BoE prawdopodobnie nie będzie chciał wywoływać w czwartek zbyt dużego zamieszania. Nie spodziewamy się żadnych dodatkowych poprawek w programie luzowania ilościowego, szczególnie że komitet jeszcze w maju ogłosił zmniejszenie tempa skupu obligacji skarbowych z 4,4 mld funtów tygodniowo do 3,4 mld funtów.

Kluczowym punktem w kontekście posiedzenia będzie terminarz przyszłych podwyżek stóp procentowych. Decydenci dotąd wzbraniali się przed dawaniem konkretnych sygnałów dotyczących tego, kiedy może to nastąpić, i spodziewamy się, że tym razem również tak będzie. Jednak wzmianka, że stopy mogą wzrosnąć już w 2022 r., byłaby zaskakująca i prawdopodobnie wstrząsnęłaby rynkiem, zapewniając wsparcie funtowi. Biorąc jednak pod uwagę, że rynek już wycenia pierwszą podwyżkę nawet w sierpniu 2022 r., uważamy, że taki ruch miałby prawdopodobnie ograniczony wpływ.

Decyzje Banku Anglii, minutki oraz raport dot. polityki pieniężnej poznamy w czwartek 24 czerwca o 13:00.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Lagarde: Korzystne warunki finansowania na rzecz ożywienia gospodarczego zostaną utrzymane

Korzystne warunki finansowania na rzecz ożywienia gospodarczego zostaną utrzymane – oświadczyła prezes Europejskiego Banku Centralnego (EBC) Christine Lagarde podczas spotkania z posłami PE, zasiadającymi w Komisji do Spraw Gospodarczych i Monetarnych.
Deputowani dopytywali szefową EBC o bodźce gospodarcze wynikające z ujemnych stóp procentowych i plany dotyczące programu zakupów awaryjnych na wypadek pandemii.

Lagarde zapewniła, że choć perspektywy gospodarcze UE poprawiają się, EBC będzie kontynuował program zakupów awaryjnych na wypadek pandemii, aby zachować korzystne warunki finansowania w celu wsparcia ożywienia gospodarczego. Powiedziała, że ​​gospodarka będzie nadal finansowana w czasie kryzysu.

Oprócz zainteresowania sprawą utrzymania korzystnych warunków udzielania kredytów na rzecz wsparcia gospodarki UE w momencie jej wyjścia z pandemii, posłowie wyrażali obawy co do potencjalnych skutków ubocznych utrzymujących się ujemnych stóp procentowych, takich jak, na przykład bańki, na rynku mieszkaniowym.

Christine Lagarde stwierdziła w odpowiedzi, że ​​niskie stopy procentowe powodują wzrost kredytów dla przedsiębiorstw i pomagają ożywić gospodarkę UE. Dodała, że ​​mają potencjalne skutki uboczne, które należy uważnie obserwować, ale obecnie korzyści przewyższają koszty.

Posłowie pytali też o inflację i skutki uboczne jej wzrostu w Stanach Zjednoczonych. Ryzyko związane z inflacją w USA, impuls fiskalny i bodźce dla gospodarki USA będą miały wpływ na PKB i inflację w UE – mówiła pani prezes, podkreślając, że ​​sytuacja w UE i USA jest inna ze względu na cykle gospodarcze, inflację i związane z nią oczekiwania.

Chociaż rosnące stopy inflacji są tymczasowe i przejściowe, oraz wynikają z takich czynników, jak rosnące ceny energii, będziemy je uważnie monitorować, podobnie jak oczekiwania inflacyjne – zapewniła Lagarde.

Posłowie pytali również o trwający przegląd strategii, którego wyniki zostaną podane do wiadomości publicznej po podjęciu formalnych decyzji i stan zaawansowania cyfrowego euro.

Projekt cyfrowego euro zostanie omówiony przez Radę Zarządzającą EBC 14 lipca; celem jest rozwiązanie problemu kurczącego się wykorzystania gotówki i ułatwienia dostępu do niej osobom nieposiadającym rachunków bankowych. Z drugiej strony, cyfrowe euro powinno stać się atrakcyjnym środkiem płatniczym, a nie sposobem inwestowania. Powinno chronić stabilność finansową, prywatność i pozostawać pod kontrolą EBC, ponieważ bank nie jest zainteresowany wykorzystywaniem danych osobowych.

Podczas kolejnej dyskusji z przewodniczącym Eurogrupy Paschalem Donohoe’m posłowie skupili się na krótko- i średnioterminowych działaniach mających na celu przekształcenie ożywienia gospodarczego w ożywienie długotrwałe. Eurogrupa będzie teraz pracować nad zbudowaniem konsensusu w sprawie reformy reguł fiskalnych – zapewnił posłów Donohoe.

jjk

Źródło informacji: EuroPAP News

Columbus wyemituje obligacje za 60 mln zł

Zarząd Columbus Energy S.A. podjął wczoraj decyzję o emisji obligacji. Łączna wartość nominalna obligacji serii F wyniesie 60 mln zł

Decyzja o emisji papierów wartościowych serii F jest pierwszym etapem realizacji programu emisji obligacji, ogłoszonego wcześniej przez Columbus, o wartości do 200 mln zł. Program ma na celu budowanie zdywersyfikowanego finansowania działalności całej Grupy Kapitałowej Columbus Energy.

– Celem obecnej emisji obligacji serii F jest pozyskanie finansowania na zakup kolejnych projektów farm fotowoltaicznych, które są na różnym etapie realizacji. Dodatkowo, co zapowiadaliśmy już w ubiegłym roku, interesujemy się także akwizycją projektów farm wiatrowych. Wszystko po to, aby jeszcze bardziej rozbudować nasze portfolio i zwiększyć pozycję Columbus na rynku nowoczesnej energetyki – komentuje Janusz Sterna, wiceprezes zarządu Columbus Energy S.A.

Warto dodać, że obligacje serii F będą emitowane przez spółkę dominującą – Columbus Energy S.A., natomiast realizacja inwestycji w projekty farm fotowoltaicznych lub wiatrowych będzie się odbywała za pośrednictwem spółek zależnych z Grupy Kapitałowej Columbus Energy.

Zgodnie z decyzją Zarządu Spółki, propozycje nabycia obligacji serii F zostaną skierowane do wybranych inwestorów kwalifikowanych.

77% firm na stałe planuje wdrożenie hybrydowego modelu pracy

Przez blisko 1,5 roku, od czasu nastania pandemii, hybrydowy model pracy na stałe rozgościł się na rynku pracy. Jak wynika z raportu pt. „Powrót do biura – szansa i wyzwanie. Rynek biurowy a koronawirus”, opracowanego przez firmę doradczą Colliers, zdecydowana większość firm chciałaby pozostać przy tym modelu również w popandemicznej rzeczywistości.

Raport powstał na bazie wyników drugiej edycji badania ankietowego przeprowadzonego wśród niemal 200 najemców powierzchni biurowych w największych miastach w Polsce. Ankieta miała na celu poznanie ich opinii na temat bieżącej sytuacji, jak również przewidywań w sprawie przyszłego modelu pracy. Najwięcej ankietowanych firm związanych jest z branżą IT, usług dla biznesu oraz bankowości, ubezpieczeń i inwestycji.

Hybryda normą teraz i w przyszłości

Wyniki ankiety wskazują, że obecnie 60% firm pracuje w trybie zdalnym, 34% w trybie hybrydowym, zaś jedynie 6% wyłącznie z biura. Organizacje najczęściej wskazywały jako zakres pracy zdalnej w modelu hybrydowym 3 lub 4 dni w tygodniu (odpowiednio 67% i 49%).

– Zdecydowana większość ankietowanych, bo aż 77%, będzie chciała również po ustaniu pandemii pozostać przy modelu hybrydowym, który w większości przypadków dobrze się sprawdził. Pracodawcy najczęściej deklarowali chęć utrzymania pracy zdalnej w zakresie 2 lub 3 dni w tygodniu – za tymi opcjami zagłosowało odpowiednio 35% i 33% uczestników badania – mówi Kamila Barabasz, senior associate w Dziale Powierzchni Biurowych w Colliers.

– Choć firmy zauważyły niewątpliwe zalety umożliwienia pracownikom pracy spoza biura w pewnym wymiarze czasowym, model zdalny wiąże się również z wieloma wyzwaniami. Główym z nich jest utrzymanie wśród pracowników poczucia przynależności do firmy, na co wskazało 65% ankietowanych, a także wysokiej efektywności pracy zespołów, co zauważyło 42% firm. Do istotnych kwestii należy również dbanie o równowagę między pracą a życiem prywatnym – 61% badanych uważa je za spore wyzwanie w modelu zdalnym. 53% respondentów zwróciło uwagę na bardziej problematyczny proces wdrażania nowych pracowników, którzy mają ograniczoną możliwość zapoznania się z zespołem i kulturą organizacji – dodaje Katarzyna Włodek-Makos, senior associate w Dziale Powierzchni Biurowych w Colliers.

Pomimo tych wyzwań większość firm, czyli aż 70%, jeszcze wstrzymuje się z podjęciem decyzji dotyczącej terminu powrotu do biura. Wśród 13% ankietowanych, którzy się na powrót zdecydowali, najczęściej wskazywaną datą tej operacji jest czerwiec i wrzesień 2021 r. Część organizacji zastanawia się, w jakim zakresie biuro powinno być ponownie dostępne dla pracowników – czy dla wszystkich, czy też ograniczonej ich liczby lub tylko dla chętnych.

Czas wyzwań jeszcze przed nami

Pandemia, choć wpłynęła na rynek pracy, to nie we wszystkich jego obszarach. Większość badanych (67%) zadeklarowała, że pandemia COVID-19 dotychczas nie spowodowała zmian w zatrudnieniu ani znacznych zmian w ich przestrzeni biurowej (według 60% respondentów). Firmy zdają sobie jednak sprawę, że nadchodzący schyłek pandemii wiąże się dla nich z czasem ważnych decyzji. Jako główne wyzwania w bliskiej przyszłości ankietowani wskazali m.in. zastanowienie się nad najbardziej optymalnym modelem pracy w przyszłości, ewentualne opracowanie i wdrożenie hybrydowego modelu pracy czy zachęcenie pracowników do powrotu do biur.

– Część obaw wiąże się również z samą przestrzenią biurową, która może wymagać przemodelowania i dostosowania do nowej rzeczywistości np. wprowadzenia hot desków, systemów rezerwacji, aplikacji do zarządzania biurem czy organizacji większej liczby pomieszczeń do pracy wspólnej. Firmy będą zmuszone zastanowić się ile, jakiej i w jakim miejscu przestrzeni potrzebują – może to dobry czas na przeprowadzkę albo wprowadzenie powierzchni elastycznych. Dodatkowe wyzwanie stanowi niepewność sytuacji pandemicznej w przyszłości – istotna stanie się gotowość na różne nieprzewidywalne scenariusze – mówi Kamila Barabasz.

Powell osłabia dolara, Bitcoin najtańszy od stycznia

Państwa, do których tak często się odwołujemy w ramach wspólnych mechanizmów działania, właśnie opuszczają klub rekordowo niskich stóp procentowych. Czy ich decyzja wpłynie na stanowisko RPP?

Powell osłabia dolara

Tematem przewodnim przesłuchania prezesa FED w Kongresie była inflacja. Jerome Powell zapewniał, że obecny wzrost ma charakter przejściowy i wynika z otwierania się gospodarki, wzrostu cen paliw oraz wzrostu kosztów z powodu zerwanych łańcuchów dostaw. W pytaniach pojawiały się sugestie, czy USA grozi powtórka z lat 70, gdzie to inflacja na wiele miesięcy przekraczała 10%. Sugestie te były jednak zdecydowanie odrzucane. Rynki przyjęły tę dyskusję dość spokojnie, jednak po ostatnich umocnieniach dolara przyszedł czas na drobną korektę.

Węgrzy podnoszą stopy

Wczoraj Węgrzy podnieśli stopy procentowe z 0,6% na 0,9%. Oczekiwania mówiły o 0,85%, aczkolwiek patrząc na praktykę tamtejszego decydenta, który zmieniał ostatnimi czasy stopy procentowe o wielokrotności 0,15%, takie odchylenie nie może być niespodzianką. Niespodzianką była jednak reakcja rynków. Głównym powodem wzrostu stóp było przekroczenie przez inflację poziomu 5%. Cel inflacyjny na Węgrzech jest co prawda 0,5% wyższy niż w Polsce, ale bank i tak postanowił działać. Początkowo po posiedzeniu forint był w odwrocie, tracąc względem euro ponad 0,5% na wartości. Po kilku godzinach jednak doszło do wyraźnego ruchu w drugą stronę, który nie tylko pozwolił odrobić straty, ale również pozwolił walucie umocnić się około 1% względem euro od poziomów sprzed decyzji. Reakcja ta była typowa dla podwyżek stóp procentowych, gdzie inwestorzy chętniej inwestują w takie waluty.

Bitcoin najtańszy od stycznia

Wczorajszy ruch spadkowy na bitcoinie doprowadził do najgłębszego od stycznia tego roku dołku notowań kryptowaluty. Jak to często bywa na tak niestabilnym aktywie, dzisiaj w wyniku odbicia znajdujemy się już ponad 15% wyżej niż we wczorajszym dołku. Odbicie, zdaniem ekspertów, wynika z faktu, że znaleźli się inwestorzy uważający obecne problemy za przejściowe i chcący wykorzystać niską cenę do zainwestowania. Spadki z kolei napędzane były przez doniesienia o zamykaniu kopalń zarówno w Chinach, jak i w Iranie. W tym drugim kraju powodem są problemy z dostawami prądu, przez co zdelegalizowano wydobycie do września.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na wstępne odczyty indeksów PMI z poszczególnych państw oraz:
14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych, spodziewany wzrost.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Organizacje polityczne i militarne na celowniku grupy UNC1151

Jak wynika z doniesień polskiej administracji, ostatnie ataki na polskich polityków przeprowadziła grupa UNC1151. Rzecznik ministra-koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn poinformował, że „służby dysponują wiarygodnymi informacjami łączącymi działania grupy UNC1151 z działaniami rosyjskich służb specjalnych”. Ich celem ma być destabilizacja sytuacji politycznej w krajach Europy Środkowej.

Grupa UNC11515 znana jest z kampanii Ghostwriter, której celem są państwa regionu CEE oraz Paktu Północnoatlantyckiego (NATO). Zdaniem ekspertów Check Point Software, głównymi działaniami hakerów do tej pory była kradzież danych uwierzytelniających i dystrybucja złośliwego oprogramowania za pomocą spear phishingu. Prace te zostały wykorzystywane m.in. w kampaniach dezinformacyjnych, wykorzystujących przejęte serwisy informacyjne w Polsce i na Litwie do umieszczania fałszywych wiadomości, mających na celu zdyskredytowanie NATO.

W ostatnim czasie grupa rozszerzyła swoją działalność i niewykluczone, że stoi ona za przejęciem wiadomości e-mail oraz kont w mediach społecznościowych wybranych polskich polityków, które służyły do publikacji kontrowersyjnych wypowiedzi i kompromitujących materiałów.

Według Threat Intelligence Report firmy Check Point Software Technologies, globalne ataki hakerów na organizacje polityczne i administrację znacznie wzrosły na przełomie maja i czerwca 2021 r.

Kluczowym wektorem ataków z wykorzystaniem złośliwego oprogramowania są wiadomości e-mail, które w Polsce odpowiadają aż za 80% infekcji. W przypadku sektora rządowego i wojskowego odsetek ten jest jeszcze wyższy i sięga 89% – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Jak wynika z raportu, przełom maja i czerwca 2021 był również momentem skokowego wzrostu wykorzystania malware’u atakującego urządzenia mobilne.

Działalność hakerska grupy UNC1151 znana jest od kilku lat dzięki trwającym kampaniom dezinformacyjnym na Litwie, Ukrainie, Białorusi, w Niemczech i Polsce.

W Polsce może brakować nawet 17,5 tysiąca ekspertów z obszaru cyberbezpieczeństwa

  • Na polskim rynku może brakować nawet 17,5 tysiąca specjalistów z obszaru cybersecurity, wynika z raportu HackerU „Cybersecurity. Raport o rynku pracy w Polsce” przygotowanego przez HRK.
  • Średnie wynagrodzenie w tej branży wynosi 15 tys. PLN miesięcznie, a mediana kształtuje się na poziomie 12,5 tys. PLN brutto.
  • Do niedawana zdobycie pracy na rynku cybersecurity było trudne dla osób dopiero rozpoczynających karierę zawodową. Dziś pracodawcy są coraz bardziej otwarci na zatrudnianie kandydatów bez doświadczenia w tej branży.

Cybersecurity jest niezwykle atrakcyjnym rynkiem dla pracowników, wynika z badania „Cybersecurity. Raport o rynku pracy w Polsce” zrealizowanego na zlecenie izraelskiego instytutu szkoleniowego HackerU przez HRK, firmę specjalizującą się w doradztwie personalnym i digitalizacji procesów HR. Eksperci mogą liczyć na konkurencyjne zarobki i mają duży wybór ofert pracy. Szacuje się że obecnie na polskim rynku na każdego kandydata przypada aż 7 nieobsadzonych miejsc pracy.

Obecna sytuacja kandydatów, którzy mają doświadczenie w obszarze bezpieczeństwa IT jest niezwykle komfortowa – mówi Mikołaj Zbudniewek, Business Unit Manager, HRK ICT, który specjalizuje się w rekrutacjach na stanowiska związane z IT i cybersecurity. – Z badania zrealizowanego na potrzeby HackerU wynika, że pracodawcy są bardzo aktywni i prowadzą intensywne poszukiwania ekspertów. Aż 60% specjalistów biorących udział w naszym badaniu przyznało, że w ciągu tygodnia otrzymują od 1 do 3 propozycji udziału w procesach rekrutacyjnych – dodaje.

Sytuacja na polskim rynku pracy nie jest wyjątkiem. Z badania przeprowadzonego w 2020 r. przez (ISC)2, międzynarodową organizację pozarządową, która zajmuje się edukacją i certyfikacją w zakresie cybersecurity, wynika, że na świecie może brakować nawet 3,12 miliona specjalistów w zakresie bezpieczeństwa IT.

Z raportu wynika, także że rynek ten dynamicznie się zmienia. Do niedawna karierę w cybersecurity rozpoczynali pracownicy z co najmniej kilkuletnim doświadczeniem zawodowym w innych dziedzinach związanych z IT. Bezpieczeństwo IT było ciekawą alternatywą dla testerów, programistów czy ekspertów od rozwiązań związanych z cloud computing. Dynamiczny rozwój pracy zdalnej, który jest wynikiem pandemii COVID-19, sprawił że zapotrzebowanie na ekspertów w dziedzinie cybersecurity gwałtownie wzrosło.

Obecnie pracodawcy otwarli się na możliwość zatrudniania osób o niższych kwalifikacjach, które nie mają wcześniejszych doświadczeń zawodowych związanych z tą branżą. Tego typu stanowiska oferują najczęściej korporacje, które zapewniają intensywne szkolenia i przygotowanie do pracy na stanowiskach juniorskich. Interesującą alternatywą dla osób rozważających rozpoczęcie pracy w działach związanych z bezpieczeństwa IT są specjalistyczne kursy prowadzone przez doświadczonych ekspertów – komentuje Maciej Cieśla, kierownik programu szkoleniowego z zakresu cyberbezpieczeństwa w HackerU.

Wyniki badania nie pozostawiają wątpliwości – bezpieczeństwo IT jest bardzo atrakcyjne jeśli chodzi o wysokość wynagrodzeń. Średnia miesięczna płaca to ok. 15 tys. zł, a mediana kształtuje się na poziomie 15,5 tys. zł brutto miesięcznie. Młodszy specjalista może liczyć na wynagrodzenie w przedziale 6 – 10 tys. brutto, specjalista zarobi nawet 16 tys. zł miesięcznie. Natomiast managerowie i dyrektorzy deklarują zarobki na poziomie powyżej 22 tys. zł brutto.

W badaniu wzięło udział ponad 500 ekspertów pracujących w działach bezpieczeństwa IT. Raport „Cybersecurity. Raport o rynku pracy w Polsce” dostępny jest pod linkiem: https://hackeru.pl/raport-o-pracy-w-cybersecurity/.

W Polsce średnio 5 razy częściej zakłada się fundacje, niż je likwiduje. Nawet pandemia tego nie zmieniła

Z danych przekazanych przez resort sprawiedliwości wynika, że nieco ponad tysiąc nowych fundacji zarejestrowano od stycznia do maja br. Rocznie takich sytuacji jest średnio ok. 2,3 tysiąca, uwzględniając statystyki od 2016 r. Z kolei w pierwszych pięciu miesiącach 2021 r. wykreślono z KRS-ów blisko 300 takich podmiotów. W ostatnich latach było to średnio po prawie 450 rocznie. Zestawiając te dane z liczbą nowo zakładanych organizacji, widać, że w Polsce średnio 5 razy częściej rejestruje się fundacje niż je likwiduje. Eksperci zwracają też uwagę na to, że rynek ten jest u nas dobrze wyważony i nawet pandemia nie zmieniła tego stanu rzeczy.

Według danych przekazanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości, w pierwszych pięciu miesiącach br. zostało zarejestrowanych 1027 fundacji. W całym ubiegłym roku takich przypadków było 2124, a w 2019 roku – 2344. Z kolei w statystykach sprzed trzech lat widzimy 2093 tego typu działań, w 2017 roku –  2294, a jeszcze rok wcześniej – 2515.

– Z tych danych wynika, że od ponad pięciu lat rokrocznie zakładanych jest w Polsce średnio około 2,3 tys. nowych fundacji. To jest dość optymistyczna wiadomość, bo pokazuje, że ludziom chce się działać i aktywizować społecznie. Widać również, że w tej kwestii były 2 wyraźne peaki, tj. w 2016 i 2019 roku. W moim odczuciu, to lata, w których na rynku była swego rodzaju większa potrzeba tego typu działań – komentuje Aleksandra Kamińska, ekspert rynku NGO-osów, wiceprezes serwisu zbiórkowego Szczytny-Cel.pl.

W całym kraju wygląda to różnie. Dla przykładu, od początku stycznia do końca maja br. w Wydziałach XII-XIV Gospodarczych KRS Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy w Warszawie zostało zarejestrowanych 208 nowych fundacji. W VI Wydziale Gospodarczym KRS SR Lublin-Wschód w Lublinie z siedzibą w Świdniku takich przypadków było 67, a w XX Wydziale Gospodarczym KRS SR dla Łodzi Śródmieścia w Łodzi – 64. Z kolei w SR Gdańsk-Północ w Gdańsku odnotowano 53 takie działania w VII Wydziale Gospodarczym KRS, a 30 w VIII Wydziale Gospodarczym KRS. Natomiast 179 wniosków o zarejestrowanie fundacji wpłynęło do dwóch (XI i XII) Wydziałów Gospodarczych KRS SR dla Krakowa Śródmieścia w Krakowie.

– Patrząc na dane z pierwszych 5 miesięcy tego roku, widzimy, że wyniki mogą być zbliżone do tego, co było rok temu. To z kolei pokazuje, że ten trend jest stały i mocno zakorzeniony w społeczności. Dobrze też wygląda sam okres pandemii, tj. cały 2020 rok, gdzie założono ponad 2,3 tys. nowych podmiotów. Zatem ten trudny czas nie zabrał Polakom możliwości i chęci zakładania fundacji. To tym bardziej jest dobry prognostyk na przyszłość – dodaje wiceprezes Kamińska.

Ponadto Ministerstwo Sprawiedliwości informuje, że od stycznia do maja br. zostało wykreślonych z  KRS-ów 285 fundacji. W całym 2020 roku takich przypadków było 569, a 2 lata temu – 609. W statystykach za 2018 rok widzimy 472 wykreślenia. Rok wcześniej ich liczba wyniosła 351, a w 2016 roku – 247.

– W analizowanym okresie najmniej fundacji z rynku zniknęło w latach 2016-2017, średnio niecałe 300 rocznie. Później ta liczba już dynamicznie rosła, w 2019 roku zostało wykreślonych z KRS-u ponad 600 podmiotów. Okres pandemii, tj. cały 2020 rok, też był dość słaby w tym zakresie, bo wtedy zlikwidowano blisko 570 fundacji – dodaje wiceprezes serwisu Szczytny-Cel.pl.

W pierwszych pięciu miesiącach br. w Wydziałach XII-XIV Gospodarczych KRS Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy w Warszawie zostało całkowicie zlikwidowanych 48 fundacji. W XX Wydziale Gospodarczym KRS SR dla Łodzi Śródmieścia w Łodzi takich przypadków odnotowano 34, a w VIII Wydziale Gospodarczym KRS SR Poznań – Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu – 27. Natomiast w SR Gdańsk-Północ w Gdańsku wykreślono 34 takie podmioty, po 17 w VII i VIII Wydziale Gospodarczym KRS. Z kolei 29 wniosków o wykreślenie fundacji wpłynęło do dwóch Wydziałów Gospodarczych KRS SR dla Krakowa Śródmieścia w Krakowie, tj. XI i XII.

– Analizując dane, można prognozować, że statystyki za cały bieżący rok mogą być zbliżone do tych z poprzednich lat i oscylować wokół ponad 500 likwidowanych fundacji. To też pokazuje, że sama pandemia, która spowodowała sporo spustoszenia w społeczeństwie, nie bardzo zmieniła sytuację na tym rynku. I to w zasadzie jest bardzo dobra informacja – mówi Aleksandra Kamińska.

Jednak na rynku nie jest tak dobrze, jakby na to wskazywały same dane. Jak zaznacza radca prawny Łukasz Goszczyński, jedną z najpoważniejszych przyczyn likwidacji tego typu podmiotów jest nasze prawodawstwo. Ono jest mocno skomplikowane i sformalizowane. To z kolei w sposób zasadniczy utrudnia bieżące życie fundatorów, np. w kwestiach korzystania z grantów czy też dotacji. I chodzi nie tylko o tych krajowych, ale również unijnych.

– Przyczyny likwidowania fundacji od lat są niezmiennie te same. Głównie to trudności związane z zapewnieniem materialnego funkcjonowania podmiotu i przede wszystkim pozyskiwania środków dla potrzeb bieżącej działalności, w mniejszym stopniu też rozliczania. Kolejnym problemem jest nadmiernie skomplikowane prawo, które nie dla wszystkich do końca jest jasne – dodaje ekspert serwisu Szczytny-Cel.pl.

Fundacje z reguły operują dość niskimi budżetami, co podkreśla radca Goszczyński. I do tego dodaje, że z racji tego mają ograniczony dostęp do specjalistów, np. prawników bądź innego rodzaju doradców. Wiele kwestii jest więc prowadzonych w sposób nieodpowiedni. W efekcie pojawiają się problemy, które w pewnym momencie urastają do rangi poważnych spraw.

– Mimo wszystko, podsumowując okres od 2016 roku, należy wyraźnie podkreślić, że w Polsce średnio 5 razy częściej fundacje są zakładane niż likwidowane. Uważam to za naprawdę dobry wynik, patrząc choćby przez pryzmat tego, na jakie problemy codziennie są narażone osoby prowadzące takie podmioty – podsumowuje wiceprezes Kamińska.

Analityka w handlu może zwiększyć zyski nawet o 30 proc.

Jak wynika z badania firmy doradczej Capgemni, producenci FMCG oraz firmy związane z handlem detalicznym powinni bardziej skupić się na gromadzeniu i analizie informacji.

Przebadanych zostało ponad 1200 organizacji związanych z handlem pod kątem ich dojrzałości w zakresie wykorzystania danych. Z raportu jasno wynika, że przedsiębiorstwa, które skutecznie analizują gromadzone przez siebie informacje, osiągają lepsze wskaźniki, w tym również wyniki finansowe.

Według badania, 62 proc. wiodących producentów oraz dystrybutorów już wykorzystuje analitykę danych i sztuczną inteligencję, a trzy czwarte z nich osiąga dzięki tym działaniom wymierne korzyści. Zgodnie z deklaracjami ankietowanych, ci, którzy potrafią gromadzić, przetwarzać i wykorzystywać swoje dane, łatwiej osiągają swoje cele biznesowe oraz napędzają innowacje. Co istotne, mogą się również cieszyć nawet o 30 proc. wyższymi zyskami.

Z głównymi wnioskami raportu zgadza się ekspert ze szczecińskiej firmy Sagra Technology, specjalizującej się w systemach IT wspierających sprzedaż oraz rozwiązaniach integrujących dane: – Organizacje działające w obszarze produkcji i dystrybucji dóbr konsumenckich, które weszły w pandemię z silnymi fundamentami w postaci już wdrożonej analityki danych, były w stanie zdecydowanie szybciej przyjąć podejście digital-first, w porównaniu do tych, które swoich danych nie wykorzystywały. Zdigitalizowane wcześniej firmy były w stanie szybko opracować oraz wdrożyć nowe produkty, usługi czy modele biznesowe oraz pozostać istotnymi dla swoich klientów, a w efekcie uzyskać przewagę nad konkurencją – tłumaczy Małgorzata Stoczkowska, Business Intelligence Manager i kontynuuje: – Takie firmy np. mogły szybko zareagować na gwałtowny wzrost popytu, kiedy zapotrzebowanie na niektóre produkty wzrosło nawet o 1000 proc. Mając odpowiednie dane z rynku, producent mógł szybko zwiększyć produkcję lub zatowarowanie hurtowni, dzięki czemu utrzymał się na rynku lub rozwinął działalność.

Liderzy w wykorzystywaniu danych

Tylko 16 proc. z przebadanych producentów oraz zaledwie 6 proc. detalistów można określić tytułem mistrzów danych. Co jednak istotne, mistrzowie wśród producentów mogą uzyskać nawet o 30 proc. wyższy zysk operacyjny w porównaniu ze średnią branżową. Udaje im się to osiągnąć dzięki wdrażaniu lepszych praktyk w zarządzaniu danymi, takich jak automatyzacja w gromadzeniu informacji, włączenie do analizy danych zewnętrznych oraz dbałość o ich jakość. Jednak nie wystarczy jedynie gromadzenie informacji, warto to robić w sposób uporządkowany, aby dane były maksymalnie użyteczne w analizie i podczas podejmowania decyzji. Wiele organizacji ma z tym problem.

Mistrzowie danych są również w stanie lepiej pokonywać przeszkody, które napotyka większość firm. Dostęp do danych, dotyczących zarówno konsumentów, jak i operacji, pozwala zidentyfikować luki i szybko wprowadzać niezbędne zmiany.

Jakie dane zewnętrzne?

Z jakiego rodzaju danych zewnętrznych mogą korzystać organizacje? – W praktyce informacjami z zewnątrz dla producenta lub dystrybutora może być ogólnokrajowa baza punktów sprzedażowych dostępna w pakiecie z systemem SFA (sales force automation). Jest ona na bieżąco weryfikowana i aktualizowana przez handlowców z wielu firm oraz dodatkowo przez zespół po stronie dostawcy oprogramowania. W przypadku naszej bazy punktów detalicznych, jest to ponad 220 tys., a w przypadku aptek, hurtowni farmaceutycznych i sklepów specjalistycznych – 14 tys. rekordów – tłumaczy Małgorzata Stoczkowska. Dane spoza organizacji, ale ściśle związane z przedmiotem czy polem działalności organizacji, mogą mieć dla niej ogromną wartość.

Jak wykorzystywać informacje?

– Producenci i detaliści dzięki danym mogą wychwytywać zmiany w zachowaniach konsumentów, zanim staną się one trendami. Znacznie lepiej jest zmiany współtworzyć, niż tylko biernie obserwować sytuację i reagować, kiedy już nie ma innego wyjścia. Prekursorami zmiany stają się ci, którzy mają dostęp do informacji na temat bieżącej sytuacji na rynku i potrafią odpowiednio szybko zmienić swoją strategię. Organizacje, które analizują swoje dane, są w stanie także podjąć różnego rodzaju wyzwania i dokonywać poważnych zmian w swoich procesach i modelach biznesowych. Może to dotyczyć np. sposobu pracy, produkcji, łańcuchów dostaw czy cyklu życia produktu – tłumaczy ekspert z Sagra Technology.

Jak podkreślają autorzy raportu, przedsiębiorstwa z sektora handlowego pozostają w tyle z innymi, jeśli chodzi o analitykę danych. Według opracowania Capgemini, prawdopodobieństwo wykorzystania danych w procesie podejmowania decyzji jest w handlu o 31 proc. niższe w porównaniu z sektorem bankowym i o ponad 10 proc. niższe w porównaniu z organizacjami z sektora nauk przyrodniczych i opieki zdrowotnej.

Google uruchomił akcelerator dla startupów związanych z medycyną i zdrowiem

Ruszyła rekrutacja do nowego akceleratora Google dla europejskich startupów. Tym razem zgłoszenia są otwarte dla firm, które działają w obszarze medycyny i zdrowia. Projekt będzie prowadzony przez zespół warszawskiego Campusu Google for Startups, a wszystkie zainteresowane startupy mogą aplikować do 23 sierpnia. 

Google for Startups Accelerator to ponad 3-miesięczny, intensywny program, który pomaga młodym, obiecującym startupom rozwinąć swoją działalność. Obejmuje on spotkania i warsztaty z ekspertami, opiekę mentorską ze strony inżynierów Google i zewnętrznych specjalistów oraz dostęp do produktów i wiedzy technicznej Google. Obecna edycja projektu będzie skupiać się na poszukiwaniu startupów z całej Europy i Izraela, które wykorzystują technologię, by stawiać czoła wyzwaniom związanym ze zdrowiem, przed którymi obecnie stoimy.

Kilkanaście ostatnich miesięcy pandemii stworzyło nie tylko wyzwania w zakresie ochrony zdrowia, ale też wiele z jej obszarów przeniosło do świata cyfrowego. W Niemczech odnotowano aż 1000% wzrost zainteresowania ofertą telemedycyny, a ponad 20 000 lekarzy i psychoterapeutów oferuje obecnie spotkania za pośrednictwem wideokonsultacji. Firma consultingowa Frost & Sullivan prognozuje, że do 2025 roku rynek cyfrowych usług medycznych wzrośnie aż siedmiokrotnie. Postęp cyfrowy jest więc nieunikniony, dlatego potrzebne są nowe rozwiązania w sektorze opieki zdrowotnej.

Polski startup wspiera walkę z pandemią

Jednym z absolwentów poprzedniej edycji akceleratora Google for Startups jest Infermedica – polska firma, która łączy możliwości algorytmów i doświadczenie lekarzy, by pomagać we wstępnej diagnozie, triażu (procedura stosowana w medycynie ratunkowej by dzielić chorych wymagających pomocy w zależności od stopnia schorzeń lub obrażeń) i kierowaniu pacjentów do odpowiednich usług medycznych. W 2020 roku Infermedica uruchomiła „COVID-19 Risk Assessment” – narzędzie, które pomaga szybko zidentyfikować objawy koronawirusa i uzyskać wiarygodne informacje dotyczące obaw związanych z COVID-19. Kilka miesięcy później narzędzie to było używane już przez ponad 450 organizacji, w tym przez dwa krajowe systemy opieki zdrowotnej (w tym w Polsce, gdzie był podstawą usługi “Sprawdź, czy masz objawy COVID-19”  przygotowanej przez Ministerstwo Zdrowia) i pomogło ponad 1,5 milionom osób w 25 językach. Piotr Orzechowski, Prezes Zarządu Infermedica, twierdzi, że Google for Startups Accelerator to jeden z najlepszych programów akceleracyjnych dla firm w fazie wzrostu w Europie. – Google for Startups połączyło nas ze świetnymi mentorami i coachami oraz było miejscem, w którym poznaliśmy niesamowitych założycieli aspirujących do zmiany świata dzięki swoim biznesom – dodaje Piotr.

W ciągu ostatnich dwóch lat, europejskie edycje akceleratora Google for Startups ukończyło 27 startupów. Absolwenci mogą pochwalić się wieloma sukcesami: średni miesięczny przychód startupów z jednej z poprzednich edycji wzrósł o 74%, a jedna firma zwiększyła liczbę miesięcznie aktywnych użytkowników o 200 razy w porównaniu z okresem poprzedzającym uczestnictwo w programie.

Szanse dla inwestorów wynikające ze starzejącego się społeczeństwa

Międzynarodowa firma doradcza Savills w swoim najnowszym raporcie Global Living przyjrzała się strukturze demograficznej Europy i oceniła jej wpływ na sektor nieruchomości alternatywnych. Polska znalazła się w pierwszej piątce krajów z największą liczbą miast, które za pięć lat będą miały najwyższy odsetek osób powyżej 65 roku życia. Trend ten rodzi szanse dla inwestorów.

Savills wytypował europejskie miasta, które za pięć lat będą uważane za „młodsze” ze względu na najwyższy odsetek mieszkańców w wieku 20-39 lat, oraz te, które zostaną zaliczone do „najstarszych” z powodu największej liczby osób w wieku 65 lat i więcej. Według Savills, w miastach „młodszych” demografia będzie powodowała wzrost popytu na prywatne akademiki, co-living i mieszkania na instytucjonalny wynajem (Build-to-Rent), a w miastach „starszych” będzie ona stymulowała rynek domów seniora i prywatnych domów opieki.

Za pięć lat w Europie najwięcej „młodych” demograficznie miast będzie znajdować się w Wielkiej Brytanii (22), Niemczech (18) i we Francji (14). Proces starzenia się społeczeństwa będzie z kolei odczuwalny w największej liczbie metropolii w Niemczech (25), Francji (15) i we Włoszech (14).

„W 2026 r. Niemcy będą mieć najwięcej miast z najstarszą populacją w Europie, ale jednocześnie zajmują drugie miejsce pod względem liczby miast „młodych”. Ważnym czynnikiem jest również skala. W Europie Zachodniej tylko Berlin dorównuje Londynowi i Paryżowi pod względem odsetka osób w wieku 20-39 lat ” – mówi Paul Tostevin, dyrektor działu badań globalnych w Savills.

„Nieruchomości alternatywne i mieszkaniowe okazały się wyjątkowo odporne na skutki gospodarcze pandemii. W ubiegłym roku odnotowano w nich większą dynamikę inwestycji niż w segmencie nieruchomości biurowych, handlowych czy hotelowych. 2021 rok pokazuje, że pozytywne nastroje w tym zakresie się utrzymują. Nasz raport pozwala inwestorom spojrzeć pięć lat w przód i przewidzieć miasta, w których może wzrosnąć popyt na te klasy aktywów” – mówi Marcus Roberts, dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego w segmencie nieruchomości operacyjnych w Europie, Savills.europa się starzeje

 

Według Savills, nieruchomości typu PRS (Private Rented Sector) mogą okazać się pomocne w poszukiwaniu odpowiedzi na problem samotności, który pogłębił się w społeczeństwie ze względu na pandemię. Domy seniora i prywatne domy opieki oferują poczucie przynależności do wspólnoty, natomiast co-living i akademiki mogą umożliwić osobom przeprowadzającym się do nowego miasta nawiązywanie kontaktów. Deweloperzy, inwestorzy i operatorzy, biorąc to pod uwagę, już teraz w swoich projektach chcą zapewnić nie tylko miejsce do mieszkania, lecz także starają się budować społeczność.

Trendy demograficzne w Polsce są często uważane za niepokojące, ale według Savills, mogą stworzyć nowe szanse dla inwestorów aktywnych na rynku nieruchomości komercyjnych.

„Polska zajmuje czwarte miejsce wśród krajów z najwyższą przewidywaną liczbą miast najstarszych demograficznie w 2026 roku. Mając, zgodnie z prognozami, 11 takich miast, wyprzedzamy niektóre kraje Europy Zachodniej takie jak Hiszpania i Holandia, ale wyróżniamy się również na tle państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej. To oznacza, że w najbliższych latach inwestorzy międzynarodowi mogą poszukiwać w naszym kraju atrakcyjnych możliwości lokowania kapitału ze względu na niewystarczającą podaż wysokiej jakości prywatnych domów seniora. Z drugiej strony, Polska nadal może się pochwalić miastami stosunkowo młodymi, jak Kraków czy Wrocław, które niewątpliwie będą przyciągały nowych inwestorów zainteresowanych nieruchomościami alternatywnymi, takimi jak prywatne akademiki czy mieszkania na instytucjonalny wynajem” – mówi Jacek Kałużny, dyrektor w dziale mieszkaniowych rynków kapitałowych, Savills Polska.

Segment obiektów mieszkalnych dla seniorów na europejskim rynku opieki zdrowotnej wciąż przyciąga nowy kapitał

Warszawa, 22 czerwca 2021 r. — W 2020 r. oraz w I kw. 2021 r. po raz pierwszy od pięciu lat udział segmentu domów spokojnej starości w europejskim wolumenie inwestycyjnym przewyższył wartość obrotu obiektami mieszkalnymi dla seniorów – wynika z raportu pt. „European Healthcare – A Growth Market” opublikowanego przez Colliers. Niemniej jednak wzrasta popyt na budynki mieszkalne dla osób starszych, co w dłuższej perspektywie przełoży się na większy udział tych aktywów w rynku inwestycyjnym.

Przewiduje się, że w ośmiu największych krajach europejskich[1] uwzględnionych w raporcie Colliers, populacja osób 65+ powiększy się o 21,7 mln osób w latach 2020-2035 i będzie stanowić 25% populacji krajowej. To więcej niż obecna łączna liczba mieszkańców Londynu czy regionu Ile de France (w skład którego wchodzi m.in. Paryż). Grupa ta tworzy znaczącą siłę rynkową, która napędza popyt na różnego rodzaju obiekty mieszkalne dostosowane do ich potrzeb.

Perspektywiczny sektor

– Od dłuższego czasu obserwujemy, że inwestorzy w poszukiwaniu nowych produktów oraz zysków wciąż sięgają po niszowe i alternatywne rodzaje aktywów. Udowodniony długoterminowy pozytywny stosunek ryzyka do zysku w sektorze opieki zdrowotnej i obiektów mieszkalnych dla seniorów na bardziej dojrzałych rynkach, takich jak Wielka Brytania, wraz ze znacznym wzrostem popytu na aktywa i usługi opieki ze strony starzejącej się populacji, przyciąga bardziej różnorodny kapitał do tego sektora. Wzrost liczby osób po 65. roku życia do 25% naszej populacji do 2035 roku idzie w parze z wysokim poziomem zamożności, co zwiększa popyt na obiekty mieszkalne dla tej grupy – wyjaśnia Damian Harrington, dyrektor działu badań rynku w regionie EMEA w Colliers.

– Jako że pokolenie wyżu demograficznego wchodzi w wiek senioralny, wzrosną oczekiwania dostępu do najnowocześniejszych obiektów, wyposażonych w nowe technologie i szybko rozwijającej się opieki zdrowotnej. Obiekty mieszkalne dla seniorów, które mają wyznaczoną przestrzeń na telewizyty z lekarzem i przeszkolonym personelem, mają większe szanse na przyciągnięcie potencjalnych mieszkańców niż przestarzałe obiekty, które tego nie oferują. Obserwujemy rosnący napływ kapitału z Ameryki Północnej, Azji i Europy do tego sektora, chociaż inwestorzy są wyczuleni na pewne zagrożenia z nim związane, takie jak starzenie się obiektów, niewydolność finansowa operatorów i wielkość popytu w perspektywie 5-7 lat – komentuje Richard Divall, szef działu Cross Border Capital Markets w regionie EMEA w Colliers.

Rosnący udział

Ostatnie globalne badanie przeprowadzone przez Colliers wśród inwestorów wykazało, że 21% respondentów jest zainteresowanych inwestycjami w obiekty mieszkalne dla seniorów w 2021 roku. Do tej pory tegoroczny wolumen inwestycji w tym sektorze wzrósł ze średniego poziomu w ciągu ostatnich pięciu lat wynoszącego 2,3% do 3,8%.

Wolumen generowany przez sektor nieruchomości dla seniorów, który dotychczas wynosił około 7 mld euro rocznie, wydaje się niewielki w porównaniu z udziałem innych sektorów. Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że dopiero kształtujący się charakter nieruchomości z sektora opieki zdrowotnej jako klasy aktywów inwestycyjnych powoduje, że dane dotyczące wolumenu transakcji w tym zakresie niewątpliwie nie odzwierciedlają w pełni tego, co w rzeczywistości dzieje się na rynku.

Dywersyfikacja opieki zdrowotnej

Chociaż popyt inwestycyjny na obiekty podstawowej i specjalistycznej opieki zdrowotnej jest niższy niż w obiekty mieszkalne dla seniorów, w sektorze tym również obserwujemy silne czynniki wzrostu.

W większości krajów w ciągu ostatniej dekady nastąpił spadek dostępności  łóżek w szpitalach i opieki pielęgniarskiej. Częściowo niedobór ten został uzupełniony przez podmioty prywatne. Tylko w Wielkiej Brytanii, Polsce i Danii zdecydowana większość łóżek szpitalnych  dostępna jest w szpitalach publicznych. W Niemczech, Francji, Hiszpanii i Włoszech wskaźnik ten wynosi średnio  około 60%. Wykorzystują to lokalni inwestorzy i operatorzy, rozważając inwestycje nie tylko na swoich rynkach, ale także w innych krajach europejskich, w których występuje nierównowaga między popytem a podażą i/lub zmiany w finansowaniu lub polityce rządowej w kierunku rezerw.

Wzrost wydatków konsumentów na prywatną opiekę zdrowotną i prywatne ubezpieczenia zdrowotne będzie w dalszym ciągu napędzać popyt na rozwój działalności niepublicznych obiektów opieki zdrowotnej, zwłaszcza że rozwój oferty państwowej pozostanie ograniczony. Stworzy to dodatkowe opcje inwestycyjne dla inwestorów, aczkolwiek o bardziej złożonym i niszowym charakterze.

[1] Dania, Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Polska, Hiszpania i Wielka Brytania

Po co NBP forsuje płatności gotówką?

Sejm wkrótce rozpatrzy prezydencki projekt nowelizacji ustawy o usługach płatniczych. Projekt ten zakłada wprowadzenie dwóch ograniczeń – zawarcie umowy z klientem nie mogłoby być uzależnione od dokonania zapłaty w formie bezgotówkowej, a ponadto zakazana zostałaby możliwość odmowy przyjęcia zapłaty w gotówce. Celem tego rozwiązania miałaby być promocja i ochrona płatności gotówkowych jako sposobu realizacji transakcji. Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że ustawa ta rozwiązywałaby problem, który nie istnieje, jednocześnie tworząc kilka nowych problemów. Płatności gotówkowe są już obecnie powszechnie dostępne dla konsumentów i akceptowane przez przedsiębiorców – wyjątki od tej reguły mają tylko charakter incydentalny. Dążenie do jeszcze dalej idącego upowszechnienia gotówki wiązałoby się natomiast z powiększeniem i tak znacznych kosztów związanych z obsługą tej formy zapłaty.

Poza wzrostem kosztów działalności gospodarczej, zwiększyłaby się również niepewność prawna dla przedsiębiorców. Projektowane przepisy są bardzo ogólne, a ich możliwa interpretacja bardzo niejednoznaczna.

Na przestrzeni ostatnich lat polskie władze publiczne wykonały znaczną pracę, by upowszechniać płatności bezgotówkowe oraz ograniczać szarą strefę w gospodarce. Przyjęcie ustawy, której celem miałoby być odwrócenie tego dotychczasowego trendu, prowadziłoby siłą rzeczy do zwiększenia kosztów transakcyjnych dla konsumentów, banków, przedsiębiorstw oraz państwa, a także do wzrostu luki podatkowej w VAT.

„W ostatnim czasie polskiemu państwu udało się osiągnąć duży postęp w obszarze cyfryzacji urzędów oraz zwiększenia dostępności e-usług dla obywateli. Istnieje znaczne ryzyko, że wprowadzenie generalnego obowiązku akceptacji gotówki zakłóci proces cyfrowej transformacji polskiej administracji publicznej, która w każdym przypadku musiałaby akceptować zapłatę w gotówce. Bezwzględne wymaganie akceptacji gotówki może również zablokować rozwój innowacyjnych usług w sektorze prywatnym. Trudno wyobrazić sobie np. możliwość funkcjonowania testowanego już obecnie modelu działalności sklepu, w którym nie ma kas, a płatności za nabywane produkty odbywają się w sposób całkowicie zautomatyzowany. Przewidziane w projektowanej ustawie wyjątki nie eliminują w pełni takiego ryzyka. Wprowadzenie w życie tych rozwiązań tworzyłoby też pewne absurdy – np. kierowcy komunikacji miejskiej musieliby wydawać resztę nawet w przypadku zapłaty za bilet banknotem 500-złotowym, podczas gdy obecnie przyjętą praktyką jest wymaganie zapłaty odliczonej kwoty. Wiązałoby się to nieuchronnie z dodatkowymi kosztami dla przedsiębiorców, którzy musieliby przechowywać więcej gotówki w swoich punktach i placówkach. Pośrednim efektem tej zmiany byłoby też większe narażenie firm i ich pracowników na napady rabunkowe” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez NBP[1], całkowite koszty wewnętrzne i zewnętrzne instrumentów płatniczych ponoszone łącznie przez konsumentów, przedsiębiorców, banki komercyjne oraz bank centralny w 2015 r. sięgały 31,2 mld zł, czyli 1,74% PKB. Ponad 72% z tych kosztów było ponoszonych w związku z obrotem gotówkowym – pomimo tego, że transakcje z udziałem gotówki stanowiły w tym czasie jedynie 7,7% ogółu wartości dokonanych płatności detalicznych.

[1] Narodowy Bank Polski, Koszty instrumentów płatniczych na rynku polskim. Raport końcowy z projektu badawczego NBP, Warszawa 2019.

Czy banki centralne ochronią nas przed inflacją?

Rosnące stopy procentowe i rentowności obligacji zwiększają dochody banków. Według NBP polskie banki w tym roku zarobią więcej niż przed pandemią. Podobnie może być w USA, a wyceny banków wciąż pozostają niższe niż innych sektorów. Inwestowanie w ten sektor może być dobrą ochroną przed inflacją.

Banki mają przed sobą bardzo dobre lata. A to za sprawą pojawiającej się na horyzoncie perspektywie wzrostu stóp procentowych. Będzie ona poprzedzona ograniczeniem poziomu wykupu obligacji (quantitative easing) przez FED, co może się zdarzyć jeszcze w tym roku. Im bliżej będzie takiego scenariusza, tym bardziej rosnąć powinny rentowności 10-letnich obligacji rządu USA. A to będzie napędzać zyski banków.

Banki należą do branż cyklicznych, czyli tych, których wyniki są pozytywnie skorelowane ze wzrostem gospodarczym. Mówiąc krótko, im bardziej gospodarka rośnie, tym bardziej zyskują. Od początku roku ceny akcji banków w USA wzrosły o 25 proc., podczas gdy cały rynek wzrósł o 14 proc. Po latach dominacji branży technologicznej, wspieranej przez niski wzrost gospodarczy i rentowność obligacji, a także restrykcyjne regulacje po kryzysie finansowym 2008 roku, banki wracają do gry. Tym bardziej, że branża pozostaje niedowartościowana, wskaźnik C/Z dla sektora jest o około 35 proc. niższy niż przeciętna na całym amerykańskim rynku.

Dobre wyniki banków będą wspierane przede wszystkim właśnie przez rosnące oprocentowanie 10-letnich obligacji rządowych USA, a w Polsce przez rosnące rynkowe stopy procentowe (WIBOR, EURIBOR). W takim środowisku banki zarabiają najwięcej, dzięki rosnącej marży odsetkowej. Banki w okresie niskich stóp podniosły wiele opłat, aby kompensować obniżone dochody, nie należy się spodziewać ich obniżki. Także rosnąca akcje kredytowa napędza wzrost branży. Zwiększone zainteresowanie kredytami obserwujemy w USA i w Polsce. W Polsce mamy do czynienia z boomem w zakresie kredytów mieszkaniowych, a gdy znikną kolejne pandemiczne strachy, to samo może powtórzyć się na kredytach konsumenckich. Warto podkreślić, że z okresu niskich stóp branża wychodzi zrestrukturyzowana i z kontrolowanym poziomem kosztów, co czyni jej wzrost zdrowym.

W Polsce NBP prognozuje, że zyski banków w 2021 roku wyniosą w sumie 13,4 mld zł, o 0,5 mld zł więcej niż w 2019 roku. A jeszcze pół roku temu ta sama prognoza wskazywała na pierwszy od 30 lat rok ze skumulowaną stratą. Inwestycje w polskie banki nadal obarczone są ryzykiem nierozwiązanego problemu portfela kredytów mieszkaniowych we franku szwajcarskim. Sąd Najwyższy w Warszawie odroczył ważne orzeczenie w tej sprawie, bez wyznaczenia terminu.

Inwestowanie w banki to dobra strategia w okresie rosnących rentowności obligacji i stóp procentowych, która może uchronić nas przed rosnącą inflacją. Tworząc portfel inwestycyjny, warto pamiętać zarówno o dywersyfikacji sektorowej, jak i geograficznej. Szczególnie że wzrost gospodarczy czyniący banki atrakcyjnym przedmiotem inwestycji, obserwujemy na większości rynków. Ekspozycję na banki w USA.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Dynamika sprzedaży detalicznej w maju 2021 roku

GUS opublikował dane dotyczące dynamiki sprzedaży detalicznej w maju 2021 roku. Poniżej zamieszczamy komentarz Magdaleny Szlezyngier, Menedżer ds. Klientów Strategicznych z DNB Bank Polska.

Maj przywrócił optymizm wśród konsumentów. Miejmy nadzieję, że to trend, który z nami pozostanie również w miesiącach letnich. Maj br. przyniósł wzrost konsumpcji w ujęciu rocznym i miesięcznym. Solidna dynamika roczna to podobnie jak w marcu i kwietniu wynik niskiej bazy z roku poprzedniego, kiedy został wprowadzony stan epidemii w Polsce, ale nie tylko. Niezależnie od efektu bazy, odczyt sprzedaży detalicznej, a szczególnie jej wzrost w stosunku do kwietnia br., budzi optymizm i nadzieję na poprawę w sektorze handlu detalicznego. Majówka, wzrost mobilności konsumentów oraz ożywienie aktywności ekonomicznej wynikające ze zniesienia restrykcji pomogły w osiągnięciu tak dobrego wyniku. Nie bez znaczenia jest też stale rosnąca liczba ozdrowieńców i osób zaszczepionych w populacji. Opublikowany w dniu dzisiejszym przez GUS poziom konsumpcji wskazuje na jej wzrost o 13,9 proc. w ujęciu rocznym oraz 9,2 proc. w stosunku do kwietnia 2021.

Największe wzrosty w ujęciu rocznym odnotowały podmioty handlujące pojazdami samochodowymi, motocyklami i częściami (51,2 proc.) oraz kategoria odzież, tekstylia i obuwie na poziomie 46,1 proc. Jest to głownie efekt zeszłorocznego załamania się sprzedaży w tych dwóch kategoriach, ale też potwierdzenie, że Polacy szykują się na wakacyjne urlopy wraz ze znoszeniem przez rząd restrykcji w działalności branży turystycznej, o czym świadczą również wzrosty w ujęciu miesięcznym w tych dwóch grupach na poziomie odpowiednio 1,8 proc. i 92,2 proc. Największym zaskoczeniem w ujęciu miesięcznym jest solidny 92,2 proc. wzrost sprzedaży w grupie tekstylia i odzież, co jest efektem odroczonych zakupów, jak również otwarciem się galerii handlowych. Zgodnie z oczekiwaniami, maj przyniósł spadek sprzedaży e-handlu na poziomie 7,8 proc w stosunku do kwietnia br. Klienci wrócili do tradycyjnych kanałów sprzedaży. Dotyczyło to szczególnie kategorii tekstylia i odzież. Udział sprzedaży internetowej w maju br. wyniósł 9,1 proc. wobec 10,8 proc. w kwietniu br.

Kolejne letnie miesiące powinny przynieść dalszą poprawę konsumpcji ze względu na rozluźnianie obostrzeń, ich mniejszy wpływ na mobilność społeczeństwa i wydatki gospodarstw domowych oraz rosnącą liczbę wykonywanych szczepień.

Przedsiębiorcy będą inwestować w miejską logistykę

Wyniki badania IPSOS na zlecenie Frontier Estates Polska, przy współpracy wydawcy Europaproperty.com, przeprowadzone wśród przedsiębiorców, inwestorów oraz profesjonalistów na rynku nieruchomości, wyraźnie potwierdzają obserwowany już od pewnego czasu trend w segmencie powierzchni magazynowych. Ponad połowa ankietowanych oczekuje dynamicznego wzrostu popytu w kategorii miejskiej logistyki oraz widzi największy potencjał w małych powierzchniach magazynowych typu Small Business Units, zlokalizowanych w miastach.

59% ankietowanych przedsiębiorców raportuje zwiększenie sprzedaży w pierwszym kwartale 2021 w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym, tylko 11% deklaruje, że obroty spadły lub wyraźnie spadły. 32% wskazuje na zakłócenie łańcucha dostaw w związku z pandemią, a 25% ankietowanych zamierza ograniczyć wydatki w związku z niepewnością związaną z sytuacją gospodarczą. 21% respondentów zwraca uwagę na problem opóźnień w płatnościach, który obserwowali w pierwszym kwartale tego roku – mówi Krzysztof Chmielewski, Dyrektor ds. Badań w Instytucie Badania Opinii IPSOS.

Jednocześnie prawie dwie trzecie respondentów, głównie z branży e-commerce, handlu hurtowego i lekkiej produkcji uważa, że brak dostępności odpowiedniej powierzchni magazynowej ogranicza możliwość wzrostu ich biznesu.

Wyniki badania pokazują absolutną koncentrację na projektach miejskich, związanych z obsługą logistyki ostatniej mili. Ogromna większość ankietowanych jest zdania, że w perspektywie najbliższych dwóch lat lokalizacja powierzchni magazynowych blisko klientów końcowych będzie miała kluczowe znaczenie przy wyborze miejsca prowadzenia biznesu. Podobny procent profesjonalistów na rynku nieruchomości i przedsiębiorców uważa, że w perspektywie najbliższych pięciu lat infrastruktura magazynowa zbliży się do miast.

Prawie połowa ankietowanych uważa za istotne możliwość zintegrowania swojego biura z magazynem lub strefą produkcyjną i salonem sprzedaży, co może pozwolić najemcy na efektywne wykorzystanie powierzchni, obniżając istotnie niektóre koszty operacyjne. Tyle samo respondentów wskazuje jako bardzo ważne dostępność szerokopasmowego Internetu, automatyki magazynowej i infrastruktury technicznej w procesie podejmowania decyzji o wyborze centrum magazynowo – dystrybucyjnego.

Wzrost w segmencie logistyki miejskiej będzie napędzany przez bardzo duży popyt na nowoczesne powierzchnie ze strony małych oraz średnich przedsiębiorstw. Z drugiej strony podaż tego typu obiektów będzie coraz trudniejsza ze względu na rosnące ograniczenia w dostępności gruntów inwestycyjnych i konkurencję ze strony deweloperów mieszkaniowych i handlowych, którzy poszukują lokalizacji o podobnych parametrach i tym samym mocno o nie rywalizują – mówi Daniel Oponowicz, Commercial Director w Frontier Estates Polska.

Bardzo istotna według ankietowanych (66% wskazań) jest dostępność pracowników blisko planowanej inwestycji magazynowo – logistycznej. 61% ankietowanych przedsiębiorców zamierza zmienić oraz dostosować swoje istniejące powierzchnie magazynowe do nowych wymagań klientów, 51% zamierza poprawić produktywność. 23% ankietowanych planuje powiększenie istniejącej powierzchni magazynowej lub jej zmiany, co pokazuje ostrożność w podejmowaniu dalekosiężnych decyzji finansowych w obecnej sytuacji gospodarczej, pomimo dobrych prognoz na przyszłość – mówi Krzysztof Chmielewski.

Inwestujemy w miejską logistykę już od wielu lat na rynku brytyjskim. Nasze inwestycje mogą pełnić funkcję wielokanałowych miejsc kontaktu z klientami, służąc jako punkty odbioru i zwrotu, showroom-y, magazyny, małe centra logistyczne i biura wysokiej klasy. Pierwsza inwestycja Frontier Estates Polska typu SBU, zlokalizowana w Bielanach Wrocławskich jest aktualnie w fazie komercjalizacji. Frontier Park Wrocław będzie obejmował 12 lokali na ok. 9 300 m2 elastycznej powierzchni magazynowej i biznesowej z przeszkloną elewacją frontową, umożliwiającą pełnienie funkcji wystawowej i biurowej– mówi Daniel Oponowicz.

Metryczka badania

Badanie zostało przeprowadzone w Polsce, przez Instytut Badania Opinii IPSOS, w dniach 4-14 Maja 2021 roku, metodą CAWI, na reprezentatywnej próbie 116 firm z branży nieruchomości, e-commerce, lekkiej produkcji, handlu i logistyki magazynowej.

Podatnik może skorygować „puste” faktury i nie płacić sankcyjnego VAT – wyrok TSUE

Hasło „puste faktury” kojarzy się bardzo negatywnie i najczęściej utożsamiane jest z oszustwami podatkowymi i nadużyciami prowadzącymi do uszczuplenia dochodów podatkowych państwa. Jednak wystawić „pustą fakturę” można także niecelowo, przypadkiem. Pusta faktura stanowi co do zasady fakturę, gdzie wykazany został podatek, ale za fakturą nie stała dostawa towarów ani świadczenie usługi. Z sytuacją wystawiania pustych faktur można mieć do czynienia w przypadku intencjonalnego wystawienia faktur pomimo braku dostawy towaru lub świadczenia usługi, ale także w przypadku zmiany praktyki organów podatkowych, które mogą zacząć pewne rodzaje transakcji traktować odmiennie niż dotychczas, a podatnik jest nieświadomy zmienionej praktyki. W takich sytuacjach zasady podatku od towarów i usług powinny chronić podatników działających w dobrej wierze, ale czy tak jest na pewno? Sprawą zajął się TSUE (wyrok z dnia 18 marca 2021 r. w sprawie C-48/20).

Tło sprawy

Sprawa zawisła przed TSUE C-48/20 dotyczyła litewskiej spółki, która za pośrednictwem kart paliwowych dokonywała dostaw paliwa. Stacje benzynowe wystawiały faktury na rzecz litewskiej spółki, która następnie refakturowała je na rzecz firm transportowych. Organy podatkowe po przeprowadzonej kontroli doszły do wniosku, że w sprawie nie występują dostawy łańcuchowe, ale świadczenie transakcji finansowej przez podmiot litewski. Ponadto organy podatkowe zwróciły uwagę, że transakcje nie odzwierciedlały rzeczywistego przebiegu transakcji. W konsekwencji odmówiły podatnikowi prawa do odliczenia podatku VAT naliczonego w Polsce od zakupu paliwa, jako że usługi finansowe są zwolnione z podatku VAT. Z kolei podatek VAT należny wykazany na fakturach sprzedaży powinien zostać zapłacony na zasadach określonych w art. 108 ustawy o VAT, czyli dotyczących „pustych faktur”.

Polski sąd administracyjny w pytaniu prejudycjalnym zaznaczył, że dotychczasowa praktyka krajowych organów podatkowych kwalifikowała transakcje sprzedaży paliwa przy użyciu kart paliwowych jako dostawy łańcuchowe i w ramach tej praktyki przyjmowano, że każdy z podmiotów dokonuje odpłatnej dostawy towarów, pomimo że faktycznie miało miejsce jedno wydanie towarów. Ponadto sąd zwrócił uwagę, że pomimo iż spółka, wystawiając faktury, działała w dobrej wierze, to formalnie wystąpiły przesłanki zastosowania art. 108 ust. 1 ustawy o VAT dotyczącego „pustych faktur”, czyli konieczności rozliczenia VAT należnego mimo braku dostawy towarów czy świadczenia usług w rozumieniu przepisów o VAT.

„Puste faktury”

Przepis art. 108 ustawy o VAT stanowi implementację art. 203 dyrektywy VAT. Zgodnie z tym przepisem w przypadku wystawienia faktury, na której wykazany zostanie podatek VAT należny, osoba prawna, fizyczna czy organizacja niemająca osobowości prawnej zobowiązana jest do zapłaty podatku.

W orzecznictwie wskazuje się, że gdy podatnik wystawił fakturę fikcyjną, niezwiązaną z żadną rzeczywistą transakcją, w której wykazał podatek VAT należny w związku z rzekomą transakcją, to uzasadnione jest zastosowanie przepisu o „pustych fakturach” przy jednoczesnym braku prawa do odliczenia podatku po drugiej stronie (przykładowo wyrok WSA w Poznaniu z dnia 17 grudnia 2020 r., sygn. I SA/Po 532/20).

Stanowisko TSUE

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w uzasadnieniu wyroku z dnia 18 marca 2021 r., C-48/20, UAB „P” przeciwko Dyrektorowi Izby Skarbowej w B., zwrócił uwagę na bardzo istotną kwestię w przypadku stosowania zasad dotyczących „pustych faktur”, a mianowicie zastosowanie zasady dobrej wiary podmiotu wystawiającego faktury także w przypadku wszczęcia kontroli podatkowej i możliwości skorygowania błędnego rozliczenia VAT bez ponoszenia jego negatywnych skutków. Jeżeli podatnik wystawił faktury VAT w dobrej wierze, to przepisy krajowe, które nie zezwalają na korektę faktury z nienależnie wykazanym podatkiem VAT, są niezgodne z zasadami neutralności i proporcjonalności VAT. Możliwość dokonania korekty błędnego rozliczenia dokonanego w dobrej wierze powinna mieć zastosowanie także w toku kontroli podatkowej.

Konsekwencje wyroku TSUE

Wyrok TSUE może być bardzo istotny w praktyce stosowania art. 108 ust. 1 ustawy o VAT i daje dodatkowe, nowe argumenty podatnikom w sporach z organami podatkowymi w przypadku, gdy podatnik zobowiązany będzie do zapłaty podatku, mimo działania w dobrej wierze.

Pogląd wyrażony w wyroku TSUE stoi także w sprzeczności z dotychczasową praktyką sądów administracyjnych, które wskazywały, że podatnik ma możliwość skorygowania pustej faktury i uniknięcia obowiązku zapłaty podatku na podstawie art. 108 ust. 1 ustawy o VAT, jeżeli wykazał, że zapobiegł w stosownym czasie skutkowi w postaci uszczuplenia dochodów podatkowych, tj. przed wszczęciem kontroli przez organy podatkowe (przykładowo wyrok NSA z dnia 26 stycznia 2018 r., sygn. I FSK 465/16). TSUE stwierdził, że skorygować „pustą fakturę” w dobrej wierze można także po wszczęciu kontroli.

Podsumowując, wyrok TSUE może mieć bardzo korzystne znaczenie dla podatników, którzy – postępując w dobrej wierze – wystawiali zgodnie z praktyką organów podatkowych faktury VAT. Wyrok będą mogły zastosować na przykład firmy sprzedające paliwo przy wykorzystaniu kart paliwowych, jeżeli organy będą kwestionowały zasadność wystawiania faktur (dostawy paliwa), traktując te transakcje jako finansowe zgodnie z wyrokiem TSUE z dnia 15 maja 2019 r. w sprawie C-235/18 Vega International.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kolejny ruch Narodowego Banku Polskiego w stronę zwiększenia rezerw złota

Narodowy Bank Polski ­– zgodnie ze wcześniejszymi zapowiedziami – zwiększył rezerwy złota do 230,54 ton. W marcu br. wskazywał o możliwości wprowadzenia strategii, która zakłada dokupienie 100 ton złota do krajowych rezerw w ciągu najbliższych kilku lat. To pierwszy zakup „króla metali” przez NBP od blisko dwóch lat, a decyzja wpisuje się w trend coraz większego zainteresowania inwestycjami w metale szlachetne, w tym w złoty kruszec – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Powiększanie zasobów złota można traktować jako umacnianie bezpieczeństwa krajowych finansów i zgromadzenie bezpiecznego aktywa. Warto podkreślić, że obecny ruch NBP i zakupienie dodatkowych 60 tys. uncji może wydawać małą inwestycją jak na standardy banku centralnego. Dla porównania, Tavex Group sprzedaje średnio podobną ilość złotego kruszcu w ciągu kwartału. Jednak, jest to pierwszy istotny wzrost polskich rezerw złota od lipca 2019 roku (wówczas powiększyły się one o 100 t podnosząc łączne rezerwy kruszcu do 228,7 ton). Dla przypomnienia warto wspomnieć, że Polska zwiększyła swoje rezerwy złota również w 2018 roku o 25,7 ton – wynika z danych Światowej Rady Złota.

Podobne decyzje podejmował Narodowy Bank Węgier, który w marcu br. poinformował o strategicznej decyzji zwiększającej aż trzykrotnie rezerwy złota. Wzrosły one z 31,5 ton do 94,5 ton, a za główną przyczynę takiego ruchu bank podaje kryzys związany z pandemią. Efektem takiego działania był awans Budapesztu w międzynarodowych rankingach państw z rezerwami w złocie z 56. pozycji na 36. pozycję. Dla porównania Polska ze swoimi rezerwami zajmuje 22. miejsce wśród banków centralnych na świecie. Jednak jest kogo gonić, nasi zachodni sąsiedzi – Niemcy w swoich rezerwach posiadają aż 3361,1 ton kruszcu.

Ponadto, wstępne szacunki za kwiecień br. Światowej Rady Złota sugerują, że banki centralne dodały 69,4 ton do światowych oficjalnych rezerw złota.

GUS o detalu i e-handlu w maju – eksperci komentują

GUS: sprzedaż detaliczna w cenach stałych w maju 2021 r. była wyższa niż przed rokiem o 13,9% (wobec spadku o 7,7% w maju 2020 r.). W porównaniu z kwietniem 2021 r. miał miejsce wzrost sprzedaży detalicznej o 8,2%. W okresie styczeń-maj 2021 r. sprzedaż wzrosła r/r o 7,9% (wobec spadku o 6,2% w 2020 r.).

Poniżej komentarze eksperckie do tych danych autorstwa PayPo oraz Unity Group:

PayPo, polski fintech, dostawca płatności odroczonych do finansowania zakupów w internecie

– Po wielu miesiącach obowiązywania ograniczeń w prowadzeniu działalności, handel tradycyjny, zwłaszcza prowadzony w galeriach handlowych, w maju trochę odżył. Sprzyjał temu też sezon komunii świętych czy planowania wyjazdów wypoczynkowych, czyli okazji, kiedy w produkty zaopatrujemy się głównie w sklepach stacjonarnych. Jest to jednak tylko delikatne odbicie, które nie zaburza pełnego obrazu sytuacji, a ten jest jednoznaczny – kilkanaście miesięcy od wybuchu pandemii e-commerce jest dziś w zupełnie innym miejscu niż w lutym czy styczniu 2020. Jego udział w całkowitych obrotach handlu detalicznego prawie się podwoił. W rok e-handel pokonał dystans, którego przebycie w normalnych warunkach zajęłoby mu od 3 do 5 lat, może dłużej. Kondycja e-commerce znajduje odzwierciedlenie w branży nowoczesnych płatności – są one jak system naczyń połączonych, wzajemnie stymulując swój wzrost. Widać to w zachowaniach konsumentów, którzy chętniej wybierają bezpieczne i innowacyjne metody płatności, w ślad ze dynamicznym rozwojem sklepów internetowych i marketplaceów. Co dalej? Eksperci prognozują, że e-handel ponownie urośnie w tym roku o ponad 20%, a w przypadku mocno skorelowanego z tym segmentem rynku płatności mobilnych mówi się o wzroście w ujęciu globalnym do rekordowych 6,7 biliona USD w 2023 r. Boom w e-commerce udziela się również rynkowi płatności odroczonych – tu analitycy wyliczają, że na świecie skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) na poziomie 21,2% do 2027 roku, ale już widać, że wybrane podmioty tego rynku rosną zdecydowanie szybciej. W przypadku PayPo liczba transakcji zrealizowana w maju przewyższyła tę z kwietnia, a wyniki I połowy czerwca pokazują, że nasi klienci korzystają z tej metody płatności coraz chętniej – powiedziała Marta Olejnik, Marketing Manager PayPo.

Unity Group, specjalizuje się w cyfrowej transformacji biznesu (commerce transformation)

Niezależnie od nowego odczytu danych GUS ostatnie odchylenia od stanu e-commerce, który obserwujemy od kilkunastu już miesięcy, są niewielkie i nie wpływają istotnie na ocenę tego, co wydarzyło się za sprawą pandemii. A doszło do trwałej zmiany nawyków zakupowych – jak podają ostatnie badania, w internecie kupuje już 84% internautów, gdy jeszcze w połowie 2019 ten odsetek wynosił 57%. Wobec tego bardzo silnego trendu firmy handlowe nie mogły pozostać obojętne i od 2020 r. obserwujemy pokaźne środki przeznaczane na przyspieszoną cyfryzację biznesu, w tym na cyfryzację kanałów sprzedaży. To bardzo dobry kierunek, bo w dzisiejszych czasach, nawet po pokonaniu pandemii, obecność w sieci jest obowiązkowa, a zakres usług świadczonych klientom w tym kanale musi podążać, a wręcz wyprzedzać oczekiwania konsumentów. Z tego wniosek dla firm, że projektując dziś rozwiązania z zakresu transformacji cyfrowej trzeba wziąć pod uwagę przede wszystkim nadchodzące tendencje i umiejętnie się pod nie ustawiać.

Po kilkunastu miesiącach pandemii w rozmowach z obecnymi i potencjalnymi klientami dostrzegamy jeszcze jeden obszar wymagający pilnego zaopiekowania się – to integracje systemów IT. Gdy pandemia uderzyła w polski biznes, u części firm wywołała stan podwyższonej gotowości i nieszablonowego podejmowania strategicznych decyzji. Wtedy, często pod presją czasu, wdrażano rozwiązania technologiczne, które nie doczekały się wymaganej w takiej sytuacji pilnej synchronizacji z obecnymi już systemami. Po długich miesiącach funkcjonowania w pandemicznych realiach nadszedł czas, by się zatrzymać, spojrzeć wstecz i podjąć się zadania zintegrowania różnych rozwiązań IT. To kluczowe, ponieważ pandemia wymusiła na wielu firmach szybkie wdrożenia cyfrowych rozwiązań, ale dziś w trakcie wyciszania Covid-19 część z tych przedsiębiorstw zauważyła, że konieczne jest szybkie przeprocesowanie integracji systemów, bo te mnożą się w zatrważającym tempie, a to powoduje chaos i niewydolność systemową z uszczerbkiem dla realnego biznesu firmy. Integracja jest potrzebna również dlatego, że zwiększa elastyczność działania i łączenia różnych systemów. To daje firmom, które dobrze ją zaprojektowały, możliwości szybszej niż konkurencja reakcji na zmiany, a w dzisiejszym świecie zwycięża często nie największy, ale właśnie najszybciej potrafiący się zmieniać i adaptować do zmian na rynku. Wtedy też zmienność rynku nie jest zagrożeniem, tylko szansą.

A potencjał tkwiący w integracjach jest olbrzymi. Wg badania na firmach w modelu B2B autorstwa Unity Group zintegrowane systemy IT wspierające procesy sprzedaży posiada dziś tylko 21 proc. z nich, a kolejne 41 proc. zmierza w tym kierunku – przy czym firmy duże w 53 proc., a małe tylko w 35 proc. Dlatego firmy, które m.in. skutecznie przeniosły czy uzupełniły sprzedaż o kanał online stoją przed kolejnym wyzwaniem i czeka je ogrom pracy mówi Grzegorz Rudno-Rudziński, Managing Partner w Unity Group. 

Wpływ pandemii na zaufanie i dobre samopoczucie w kanałach cyfrowych

Jak pokazało przeprowadzone przez EY badanie Global Digital Home. Decoding the digital home, zmęczenie cyfrowe zmusza blisko połowę (47%) ankietowanych do przerw w korzystaniu z urządzeń z dostępem do Internetu, a co czwarty użytkownik chciałby zmniejszyć liczbę platform streamingowych, z których korzysta. 43% uważa nawet, że jest zbyt wiele kanałów pozwalających na kontakt w sieci i za dużo dostępnych w sieci treści, a jedna czwarta jest zainteresowana zmniejszeniem liczby platform streamingu muzyki i video, z których korzysta.

– Pandemia spowodowała, że z urządzeń z dostępem do Internetu zaczęli korzystać nawet ci, którzy wcześniej tego nie robili lub korzystali w ograniczonym zakresie. Lockdowny upowszechniły szereg technologii, które w innym wypadku prawdopodobnie nie cieszyłyby się popularnością przynajmniej w części gospodarstw domowych. Polska nie różni się tutaj od państw Europy Zachodniej czy Ameryki Północnej. Z badania przeprowadzonego przez EY na początku roku w Polsce wynika, że w dobie pandemii prawie połowa Polaków korzystała ze zdalnych kanałów komunikacji częściej niż wcześniej. Ok. 40% ankietowanych wskazywało w tym badaniu, że po ustaniu obostrzeń chciałoby jednak korzystać z cyfrowych kanałów rzadziej. To sygnał, że wraz z luzowaniem restrykcji Polacy będą wracać do kanałów offline – mówi Marcin Bartoszewski, Experience Platform Leader w EY Polska.

Z badania EY wynika również, że obecnie ankietowani obawiają się szkodliwego wpływu Internetu na samopoczucie bardziej, niż przed pandemią. Najczęściej zaniepokojeni tą kwestią są najmłodsi użytkownicy Internetu. Tego typu obawy ma ponad połowa badanych w wieku 18-24 lata, a liczba osób obawiających się niekorzystnego wpływu bycia online na swoje samopoczucie maleje wraz ze wzrostem wieku ankietowanych. Biorąc pod uwagę zróżnicowanie geograficzne, ta kwestia najczęściej niepokoi Kanadyjczyków i Włochów (50%), zdecydowanie bardziej niż na przykład Niemców (25%).

Rys. 1. 41% ankietowanych niepokoi się wpływem Internetu na dobre samopoczucie bardziej niż przed pandemią – wynika z badania EY

Wpływ pandemii na zaufanie i dobre samopoczucie w kanałach cyfrowych

Rys. 2. Zaniepokojenie wpływem obecności w sieci na dobre samopoczucie i bezpieczeństwo danych osobowych w podziale na grupy wiekowe
Rys. 2. Zaniepokojenie wpływem obecności w sieci na dobre samopoczucie i bezpieczeństwo danych osobowych w podziale na grupy wiekowe
Widoczne są też obawy dotyczące bezpieczeństwa w sieci. 35% ankietowanych w badaniu Global Digital Home. Decoding the digital home bardzo obawia się, że trafi w sieci na szkodliwe treści, a 49% opowiada się za bardziej restrykcyjnymi regulacjami w Internecie. Obawy dotyczą również dzielenia się w sieci swoimi danymi osobowymi. 39% respondentów jest zaniepokojonych kwestiami ochrony prywatności i bezpieczeństwa danych osobowych. Co ciekawe, przede wszystkim tego typu lęki odczuwają mieszkańcy Stanów Zjednoczonych i Kanady oraz respondenci w najmłodszych grupach wiekowych (od 18 do 34 lat).

– Również i Polacy podchodzą ostrożnie do kwestii udostępniania w Internecie swoich danych. Dzieje się tak przede wszystkim ze względu na brak zaufania, niewystarczające informacje dotyczące tego, komu udostępniane są dane, obawy przed wyciekiem danych, hakerami i kradzieżą tożsamości. Oczywiście część z tych obaw jest nieuzasadniona, a równocześnie część pozostaje wciąż nieuświadomiona, niemniej cieszy postępująca świadomość potencjalnych zagrożeń wynikających z udostępniania danych i spodziewam się, że ten trend będzie się utrzymywał – dodaje Marcin Bartoszewski.

O badaniu Global Digital Home
Badanie Global Digital Home. Decoding the digital home przeprowadzone zostało w ramach ankiety online wśród ponad 18 000 gospodarstw domowych w Kanadzie, we Francji, w Niemczech, Włoszech, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Badanie prowadzono w grudniu 2020 roku i styczniu 2021.

Zmiany klimatu negatywnie oddziałują na gospodarkę, ale równocześnie tworzą nowe możliwości biznesowe

Dynamicznie postępujące zmiany klimatu powodują nie tylko anomalie pogodowe, ale oddziałują również na światową sytuację gospodarczą. Jak wynika z raportu Atradius Economic Research, kryzys klimatyczny ma negatywny wpływ na gospodarki, finanse publiczne oraz handel międzynarodowy. Problemy te dotyczą zwłaszcza krajów w Afryce, na Karaibach oraz w regionie Azji i Pacyfiku, choć państwa europejskie, w tym Polska, nie są na nie odporne. Poza analizą zagrożeń, raport identyfikuje także możliwości, jakie niosą za sobą działania zapobiegające skutkom globalnych zmian.

W publikacji „Climate change: raising country risk, but offering business opportunities as well” eksperci Atradius zwracają uwagę na najbardziej widoczne konsekwencje zmian klimatycznych. Wśród najniebezpieczniejszych czynników wymieniają m.in. ekstremalne upały, susze, zmiany w strukturze opadów, podnoszenie się poziomu mórz i oceanów oraz coraz częstsze klęski żywiołowe. Wszystkie z nich wpływają na poszczególnych obywateli, ale również na przedsiębiorstwa i gospodarki państwowe. W rezultacie znacznie zwiększają ryzyko związane z transakcjami eksportowymi i kontraktami międzynarodowymi.

Raport przywołuje opracowany przez Uniwersytet Notre Dame wskaźnik ND-GAIN, który służy ocenie podatności oraz przygotowania poszczególnych krajów na postępujące zmiany klimatu. Kryzys klimatyczny jest szczególnie odczuwalny zwłaszcza tam, gdzie wysokiej podatności na zmiany towarzyszy niska gotowość do reagowania na ich skutki. Według ND-GAIN trzy najbardziej narażone państwa to w tej chwili Somalia, Niger oraz Mikronezja. Polska znajduje się na 26. miejscu w rankingu, a jej przygotowanie do adaptacji oceniane jest jako dobre, mimo nadal istniejących wyzwań[1].

Rekordowo wysokie temperatury i zmieniająca się struktura opadów powodują, że kraje stosunkowo suche wysychają coraz bardziej. Podatność na suszę zwiększa m.in. ubóstwo i niewłaściwe użytkowanie ziemi, czyli zjawiska, z którymi mierzy się Afryka. W pierwszej piątce państw, gdzie sektor rolniczy stanowi minimum 20 proc. PKB, znajdują się wyłącznie kraje afrykańskie. Jednak kryzys hydrologiczny nie dotyczy jedynie odległej Afryki – coraz częściej mówi się o nim także w Polsce. Z prognoz IMGW wynika, że w kolejnych latach należy spodziewać się stale rosnących temperatur i jednocześnie malejących opadów, co będzie intensyfikować problem.

Globalny wzrost średniej temperatury nie tylko zwiększa ryzyko wystąpienia suszy, ale przyczynia się również do podnoszenia się poziomu wód. W ostatnich latach w ekspresowym tempie topnieją polarne pokrywy lodowe na Grenlandii i Antarktydzie, lodowce oraz śnieg w wysoko położonych częściach świata. Według wyliczeń grupy badawczej Climate Central, do 2050 roku siedliska nie mniej niż 300 milionów ludzi będą zagrożone powodzią średnio raz w roku, a do końca stulecia domy 200 milionów mieszkańców wybrzeża zostaną całkowicie zalane. To problem szczególnie istotny w regionie Azji i Pacyfiku. Modele pokazują, że obszary nadmorskie Chin, Bangladeszu, Indii, Wietnamu, Indonezji i Tajlandii zamieszkuje łącznie około 75 proc. z wyżej wymienionych 300 milionów osób zagrożonych powodzią.

Z roku na rok rośnie liczba i siła klęsk żywiołowych, takich jak burze, ulewy czy huragany. Bank Światowy podaje, że 75 proc. zniszczeń spowodowanych przez klęski żywiołowe od 1980 roku można przypisać ekstremalnym zjawiskom pogodowym, które mają ścisły związek ze zmianami klimatu. W tym przypadku biedniejsze kraje są na ogół bardziej dotknięte niż kraje o wysokich dochodach, z uwagi na brak wystarczających środków na naprawę wyrządzonych szkód. Na liście obszarów najbardziej dotkniętych klęskami żywiołowymi ponownie dominują kraje Azji i Pacyfiku oraz Ameryki Środkowej, a w szczególności Karaibów – pięć pierwszych miejsc zajmują odpowiednio Vanuatu, Tonga, Filipiny, Gwatemala i Bangladesz.

Nowe możliwości biznesowe

Jednak z raportu Atradius płynie także pozytywny wniosek – paradoksalnie, zmiany klimatyczne niosą za sobą pewne możliwości. Chociaż niektóre kraje nie dotrzymują tempa pozostałym i reagują na kryzys z opóźnieniem, wiele z nich podejmuje działania krótko- i długoterminowe, które tworzą równocześnie nowe możliwości biznesowe. W tych działaniach potrzebują wsparcia partnerów, czyli wyspecjalizowanych firm, które przyczyniając się do walki ze zmianami klimatu, rozwijają swój biznes i tworzą nowe miejsca pracy.

Dla przykładu, przedsiębiorstwa zajmujące się nowymi technologiami oraz budową systemów nawadniających i odsalających mają szansę na sukces w Afryce, która takich rozwiązań potrzebuje. Wiele możliwości daje również niewykorzystany potencjał energii odnawialnej. Rośnie zapotrzebowanie na firmy zajmujące się budową morskich farm wiatrowych czy posiadające fachową wiedzę w zakresie gospodarki wodnej. Wszystko to oznacza, że zmiany klimatyczne, w pierwszej kolejności stwarzając szereg zagrożeń środowiskowych i gospodarczych, mogą jednocześnie być także katalizatorem biznesowego rozwoju.

[1] https://gain-new.crc.nd.edu/country/poland

Cloud Technologies notuje rekordową dynamikę sprzedaży na poziomie 343% rok do roku w kwietniu 2021 r.

Cloud Technologies, warszawska spółka specjalizująca się w obszarze monetyzacji danych i Big Data, notuje rekordową dynamikę sprzedaży danych w strategicznym segmencie w kwietniu 2021 roku. Sprzedaż cyfrowych informacji do kluczowych klientów w segmencie Data enrichment wzrosła aż o 343% r/r. Spółka regularnie raportuje swoje dane sprzedażowe w cyklu miesięcznym.

Kolejny miesiąc z rzędu dynamicznie zwiększamy nasze wyniki sprzedażowe w kluczowym segmencie Data enrichment. Jest to biznes globalny i skalowalny, a podejmowane przez nas działania mające na celu wzrost tego segmentu przynoszą coraz lepsze korzyści. Dynamika na poziomie 343% jest imponująca, ale należy pamiętać o efekcie bazy wynikającym z pierwszej fali pandemii. Patrząc jednak na wartości bezwzględne wyraźnie widać, że rośniemy szybko nie tylko ze względu na efekt bazy, ale przede wszystkim poprzez obrany przez nas model biznesowy koncentrujący się na sprzedaży danych – komentuje Piotr Prajsnar, Prezes Zarządu Cloud Technologies.

Data enrichment jest strategicznym segmentem działalności grupy Cloud Technologies, który obejmuje monetyzację danych oraz technologii do ich przetwarzania. Segment cechuje się najwyższą dynamiką wzrostu przychodów i najwyższym poziomem marży, która w I kwartale 2021 roku wyniosła blisko 70%. Na osiąganą marżowość wpływ ma wysoki udział kosztów stałych, które przy rosnących wynikach sprzedażowych pozwalają wykorzystać efekt dźwigni operacyjnej i dynamicznie przekładać się na zysk segmentu oraz całej grupy kapitałowej. W opublikowanych przez spółkę planach na 2021 rok znajdują się przede wszystkim działania zorientowane na wzrost sprzedaży segmentu Data enrichment w kolejnych miesiącach.

Segment Data enrichment i raportowana przez nas dynamika wzrostu dla jego kluczowych klientów pozwala inwestorom na bieżąco monitorować rozwój naszego modelu biznesowego, ponieważ segment ten w największym stopniu kontrybuuje do wyników całej grupy kapitałowej. W I kwartale 2021 r. w segmencie Data enrichment przychody zwiększyły się o ponad 3 mln PLN rok do roku, a EBITDA o ponad 2,5 mln PLN. Obecny, rekordowy poziom wskaźnika odnotowany w kwietniu jest kolejnym potwierdzeniem wysokiego poziomu skalowalności jakim charakteryzuje się nasz model biznesowy, choć trzeba mieć na uwadze, że kwiecień 2020 roku był okresem w którym znajdowaliśmy się w okresie dużej niepewności ze względu na pandemię. Miało to przejściowy wpływ na ograniczenie wydatków marketingowych w naszej branży, a tym samym należy mieć na uwadze efekt bazydodaje Piotr Soleniec, Członek Zarządu i CFO Cloud Technologies.

Cloud Technologies obchodzi w tym roku 10-lecie swojej działalności. Z firmy o początkowo lokalnym zasięgu, zmieniła się w globalny podmiot tworzący grupę kapitałową złożoną z czterech spółek: OnAudience.com, OnProspects.com, Audience Network i Online Advertising Network. W chwili obecnej Cloud Technologies pozyskuje dane z ponad 200 rynków na całym świecie i przetwarza ponad 100 mld anonimowych profili internautów.

Ze względu na specyfikę rynku reklamy internetowej oraz harmonogramy przekazywania raportów sprzedażowych od kontrahentów, raporty te przekazywane są z istotnym opóźnieniem. Spółka każdorazowo wylicza i prezentuje wskaźnik najpóźniej w ciągu 60 dni od końca miesiąca obejmowanego analizą. Wartość sprzedaży ma charakter szacunkowy i może różnić się od finalnych wyników przekazywanych w odpowiednich raportach okresowych.

Kraków południową stolicą biznesu

Kraków zachęca inwestorów i firmy nie tylko wyjątkową historią, pięknem, nietuzinkową architekturą oraz położeniem, a także coraz większą liczbą nowoczesnych centrów biznesowych. Z danych GUS wynika, że Kraków plasuje się w ścisłej czołówce polskich aglomeracji pod względem rozwoju i możliwości. Stolica małopolski nie zwalnia tempa – stawia na rozwój przy solidnym wsparciu władz miasta. Za co jeszcze inwestorzy cenią Kraków?

Inwestorzy nieustannie wskazują Kraków jako jedno z ciekawszych polskich miast z ogromnym potencjałem społeczno-gospodarczym. Atut lokalizacyjny, duże wsparcie ze strony akademickiej, potencjał zasobów ludzkich – to wszystko sprawia, że stolica małopolski postrzegana jest jako atrakcyjna lokalizacja na kolejną siedzibę lub centralę firmy.

– To miasto, które jest wyjątkowe z wielu powodów. Rozwija się bardzo szybko, a jako biznesowa stolica południowej Polski ma ogromny potencjał, co zauważa coraz więcej inwestorów i korporacji. – mówi Łukasz Kwietniak, Sales Manager w New Work.

Kraków otwarty na elastyczne rozwiązania

To pewne, że praca zdalna czy w modelu hybrydowym zostanie z nami na dłużej. Elastyczne podejście do pracy – zarówno w kontekście zadań jak i miejsca świadczonej pracy to wyzwania przed jakimi stoją pracodawcy, pracownicy zaś są zmęczeni pracą w odosobnieniu i zatarciem granic między strefą pracy i odpoczynku.

Pandemia wywróciła rynek biurowy do góry nogami. Przestrzeń biurowa, jaką znamy od lat, zupełnie straciła na znaczeniu. Teraz potrzebujemy nie tylko wygodnego i estetycznego miejsca do pracy, ale także oferty usług dodatkowych. Trendem, jaki będzie widoczny to tzw. „office to go”, czyli gotowe przestrzenie do pracy, dostępne w wielu miejscach. Firmy i klienci indywidualni oczekują szybkiego, łatwego dostępu do biur, w których mogą natychmiastowo rozpocząć swój dzień. Raport firmy JLL „FLEXcellent” pokazuje wzrost elastycznej powierzchni biurowej. Według niego, to 30 proc. rok do roku w ciągu ostatnich 10 lat. Co więcej, przewiduje się, że w nadchodzących latach osiągnie nawet 50 proc. – dodaje Hubert Abt – CEO i założyciel New Work.

Różnorodność powierzchni kluczem do sukcesu

Raport rynkowy New Work „Flex Solutions post Covid-19 ” jasno pokazuje, jak zmieniło się zapotrzebowanie na przestrzenie elastyczne w ciągu ostatnich lat. Przed pandemią aż 85 proc. przychodów operatora powierzchni elastycznych pochodziło z powierzchni biurowych, a 15 proc. z usług. Jak jest teraz? 60 proc. przychodów pochodzi z biur i ich powierzchni, a 40 proc. z usług dodatkowych. Według analiz i prognoz firmy New Work, przychody z samej powierzchni biurowej wkrótce spadną nawet do 40 proc. Potrzeby i zachowania najemców się zmieniają. Firmy, poza głównymi siedzibami, stawiają na większą liczbę rozproszonych lokalizacji, z których mogą korzystać pracownicy i partnerzy biznesowi, tak jak jeden z klientów New Work, firma A+V Sp. z o.o.

Kraków stanowi centrum biznesowe południowej Polski. Wielu z naszych klientów oraz partnerów wybrało to miasto jako swoją siedzibę. My również, pomimo pandemii, zdecydowaliśmy się na wzmocnienie naszej prezencji w Krakowie. Chcieliśmy, żeby nasze krakowskie biuro było miejscem spotkań pracowników i klientów oraz przestrzenią do pracy w skupieniu, dla osób które nie mają ku temu warunków w domu. Jest to jedna z naszych trzech lokalizacji. Jako eksperci workplace specjalizujący się w elastycznych systemach AV i wideokonferencyjnych wiemy, jak ważne są narzędzia do komunikacji między siedzibami. Możliwość łatwego przeprowadzania zdalnych spotkań z biura, została zapewniona dzięki nowoczesnym rozwiązaniom technologicznym – dodaje Jarosław Kołcun, CEO firmy A+V Sp. z o.o.

Wpływ pandemii i wsparcie władz

Czas pandemii wpłynął na wszystkie branże oraz firmy, niezależnie od lokalizacji. Jak pokazują dane badania „Wpływ pandemii na krakowskie firmy”, zrealizowanego przez Urząd Miasta Kraków, wiele lokalnych firm zawiesiło swoją działalność lub ją ograniczyło z uwagi na obostrzenia spowodowane pandemią.

W tym trudnym okresie krakowscy przedsiębiorcy mogą liczyć na wsparcie lokalnych władz. Inicjatywy takie jak „Jestem aktywny” mająca na celu pomoc przedsiębiorcom w dotarciu do klientów, czy nieodpłatna pomoc prawna to jedne z form wsparcia oferowanych przez władze.

Odmrażanie gospodarki, wzrost liczby zaszczepionych i spadek zachorowań sprawiają, że firmy coraz chętniej podejmują temat powrotu do biur. Jedno jest pewne, krakowski rynek nieruchomości komercyjnych jest gotowy na przyjęcie nowych najemców.

Eksperci programu Climate Leadership o ochronie bioróżnorodności i jej znaczeniu dla ratowania życia naszej Planety

Środowisko naturalne płaci cenę za dynamiczny rozwój gospodarczy i bogacące się społeczeństwo mające coraz większe aspiracje konsumpcyjne –  a także środki i narzędzia, by je zaspokajać. Właśnie dlatego biznes musi stanąć po stronie natury. Na tej idei zbudowany jest program Climate Leadership realizowany przez Centrum UNEP/GRID-Warszawa, który wspiera działania podejmowane przez firmy w drodze do osiągnięcia neutralności klimatycznej.

Różnorodność biologiczna jest podstawą utrzymania ekosystemów w dobrej kondycji. Poza pełnieniem swych naturalnych funkcji dostarczają nam wiele kluczowych dóbr i usług. To dzięki przyrodzie mamy tlen, którym oddychamy, żywność, którą spożywamy, substancje lecznicze i kosmetyczne, czystą wodę i powietrze. Lasy i torfowiska są naturalnymi magazynami dwutlenku węgla. Obcowanie z przyrodą relaksuje i zapewnia nam dobre samopoczucie. Pomimo  istotnych korelacji między zdrowiem ludzi, a zdrowiem planety i wszystkich jej mieszkańców, żyjemy w samym środku szóstego masowego wymierania na naszej planecie i stoimy w obliczu gwałtownej, globalnej utraty bioróżnorodności. Po raz pierwszy w historii naszej planety sytuacja ta spowodowana jest właśnie działalnością człowieka. Nasze czyny wywarły ogromny wpływ na ponad 75% powierzchni lądowej Ziemi, zmniejszając występowanie flory i fauny oraz zmieniając jej skład. Rozwijająca się urbanizacja, a także rosnąca działalność handlowa i infrastrukturalna, napędzana przez rosnącą populację i poziom dobrobytu, w znacznym stopniu przyczyniają się do tych zmian.

Epidemia betonozy i wpływ hodowli zwierząt na ekosystemy

Nie da się ukryć, iż symbolem obecnych czasów, ekspansji i rozwoju miast stał się beton. Walka z drzewami trwa od dłuższego czasu i pomimo wiedzy na temat ich pożyteczności i roli, jaką odgrywają w naszych życiu, traktujemy je jak wroga i obarczamy winą za wiele problemów: wypadki samochodowe, brak miejsc do parkowania, słabe drogi i zakłócenie przestrzennego porządku. Jednak wycinka drzew to nie największe wyzwanie, z jakim mierzą się ekosystemy. Niepokojąco mała jest świadomość, że jednym z głównych czynników niszczenia środowiska jest masowa hodowla zwierząt. W skali globalnej, każdego roku hodujemy i zabijamy ponad 75 miliardów zwierząt lądowych, a liczba ta nieustannie rośnie. Hodowla, karmienie, przetwarzanie i transport tej oszałamiającej liczby zwierząt pochłania olbrzymie ilości zasobów, w tym ziemię i wodę, a w konsekwencji prowadzi do ogromnego wpływu na globalne ekosystemy.

Przyszłość spoczywa w rękach nas wszystkich

Degradacja ekosystemów przyczynia się do zmian klimatu, poważnie utrudniając adaptację do nich, dlatego niezbędne staje się głębokie przewartościowanie oraz zmiana podejścia i sposobu traktowania biologicznej różnorodności otaczającego nas świata, za którą odpowiedzialni jesteśmy wszyscy. Przestrzeń miejska powinna być zagospodarowana w taki sposób, by była przyjazna ludziom, by chcieli spędzać w niej czas i by sprzyjała budowaniu więzi w lokalnych społecznościach. Jednak to nie wystarczy. Do najlepszych opcji, które pomagają zminimalizować poważne kryzysy, takie jak zmiany klimatyczne, głód na świecie oraz odporność na antybiotyki zalicza się przejście na lepszy, bardziej zróżnicowany system żywnościowy, który zastępuje produkty odzwierzęce alternatywnymi produktami roślinnymi i hodowanymi komórkowo. Musimy chronić i nauczyć się roztropnie czerpać z kapitału, jakim jest natura, ponieważ to od niej zależy nasz byt na Ziemi.

– Ochrona bioróżnorodności to coś więcej niż tylko sadzenie drzew. To opiekowanie się złożonymi, delikatnymi ekosystemami oraz odbudowa tych, które dziś znajdują się w kiepskiej kondycji. Mokradła, torfowiska, lasy deszczowe czy oceany to naturalne pochłaniacze dwutlenku węgla, dzięki którym nasza szansa na uniknięcie katastrofy klimatycznej znacząco rośnie – komentuje Bartłomiej Kozek, ekspert programu Climate Leadership.

Przestrzeń do dyskusji

Świat oczekuje transformacji w biznesie. Ochrona i zrównoważone użytkowanie zasobów przyrody powinno być stale obecne w myśleniu biznesowym, ponieważ sprzyja realizacji planów rozwojowych, obniża koszty gospodarcze, środowiskowe i społeczne, jak również wzmacnia konkurencyjność i innowacyjność całego przedsiębiorstwa. Na szczęście z każdym rokiem rośnie ekologiczna świadomość, odpowiedzialność i zaangażowanie biznesu. Dzięki takim inicjatywom, jak Climate Leadership, przedsiębiorcy mają możliwość współpracy z ekspertami z zakresu ochrony środowiska, z którymi wspólnie mogą działać na rzecz neutralności klimatycznej. Przestrzenią do dyskusji na temat wyznaczania celów ekologicznych firm są np. spotkania crowdsourcingowe organizowane w ramach projektu Centrum UNEP/GRID-Warszawa.

Ważne jest uświadamianie jak tworzyć od podstaw biznes czy cywilizację w sposób odpowiedzialny i nie doprowadzać już od początku do procederu niszczenia. To na etapie projektowania produktowego czy architektonicznego powinniśmy weryfikować możliwości ograniczenia negatywnego wpływu – wskazuje Ewa Trzcionka, ekspert programu Climate Leadership.

Czy to koniec kryzysu w centrach handlowych?

Obok gastronomii oraz branży eventowej to centra handlowe najczęściej pojawiały się w zapisach rozporządzeń o cyklicznym zamrażaniu (lub odmrażaniu) gospodarki. Tym samym, biznesy prowadzące swoją działalność w ramach galerii i innych, równie dużych kompleksów detalicznych musiały się mierzyć z wyjątkowo niekorzystną dla płynności finansowej sinusoidą obecności na rynku w ramach reżimu sanitarnego, albo terminowego zawieszenia sprzedaży. Czy obecnie ryzyko ponownego kryzysu powinniśmy włożyć między karty historii? W tej kategorii nie mamy jeszcze pewności, a więc najbardziej racjonalnym krokiem jest dogłębna analiza sytuacji naszego biznesu. Klucz do odbicia się od dna? Restrukturyzacja.

Co wiemy o centrach handlowych?

W Polsce dominującą formą powierzchni handlowych są właśnie kompleksy galeryjne. Według wyliczeń Cushman & Wakefield z roku 2019 tego typu podmioty odpowiadają za 73 proc. całego rynku. Na taki wynik składa się 456 obiektów o łącznej powierzchni ponad 11 mln m. Rozwój kompleksów wielopoziomowych to trend, który z roku na rok notuje coraz większe zainteresowanie zarówno ze strony potencjalnych najemców, jak i samych deweloperów, ponieważ z budowanej jeszcze 2 lata temu 500 tys. m kw. powierzchni handlowej, aż 85 proc. miało zostać oddane do użytku wraz z końcem 2020 roku.

Z perspektywy makroekonomicznej państwa centra handlowe to wyjątkowo istotne podmioty dla całego ekosystemu podatkowego oraz sprzedaży. Według wyliczeń zespołu MGW CCG galerie odpowiadają za blisko 30 proc. obrotu w całym segmencie handlu detalicznego i 13 proc. w rynku sprzedaży dóbr szybkozbywalnych (tzw. FMCG). Budżet z kolei rokrocznie zyskuje 508 mln zł z tytułu podatku CIT, a 400 tys. osób – etaty.

Jednakże z drugiej strony galerie handlowe notują zadłużenie w granicach od 50 mld do nawet 90 mld, przy czym wskaźnik LTV, a więc relacja wartości pozostającego do spłaty kredytu do wartości nieruchomości, na której ustanowiono hipotekę, sytuuje się w okolicach 60 proc. Czy jest to poziom stabilny? I tak, i nie. Szczególnie w świetle kryzysu pandemicznego nawet największe zabezpieczenia mogą okazać się bezskutecznym instrumentem w walce o płynność finansową. Optymalnym rozwiązaniem jest z kolei restrukturyzacja, a wcześniej – bardzo dokładna analiza sytuacji indywidualnej oraz rynku.

Wyzwania dla galerii

Aby w pełni zrozumieć wyzwania, które towarzyszą całemu rynkowi galerii handlowych, należy spojrzeć na okres chwilę przed pandemią. Jak zaznaczają eksperci z MGW CCG w roku 2019, zaobserwowano bardzo wyraźną zmianę w preferencjach zakupowych Polaków, co nie omieszkało wpłynąć na sytuację obiektów wielkopowierzchniowych. Dla przykładu badania GFK Polonia mówiły o 2,3-proc. spadku zainteresowania hipermarketami i rosnącą przewagę dyskontów. Równolegle centra zredefiniowały swoją rolę na rzecz połączenia funkcji rekreacyjnej z szeroką ofertą gastronomiczną, a aspekt handlowy zszedł nieco na drugi plan.

Jeszcze innym trendem, który może przeważyć na dotychczasowej pozycji centrów handlowych, są rosnące koszty utrzymania sklepów w ramach galerii, przy jednoczesnym wzroście trendu e-commerce. Co za tym idzie, obiekty wielkopowierzchniowe już wkrótce mogą postawić głównie na tzw. show-roomy, a więc punkty wystawiennicze, przy jednoczesnym ograniczaniu przestrzeni jednoznacznie komercyjnej galerii. Dlaczego? Wiąże się to przede wszystkim ze wzrostem czynszów.

Kolejnym ciosem wymierzonym w centra handlowe są rozwiązania prawne, takie jak funkcjonujący już zakaz handlu w niedziele oraz planowany podatek od marketów. Analizy m.in. Polskiej Izby Handlu mówią o z jednej strony pozytywnym wpływie zawieszenia sprzedaży w ostatnie dni tygodnia z perspektywy mniejszych sklepów, jednak z drugiej strony – przepis nie zahamował spadku liczby tego typu obiektów. Jeszcze bardziej pesymistycznie siły rozkładają się w przypadku właśnie większych sklepów i galerii handlowych – ta kategoria wyraźnie traci, a w świetle pandemii rośnie odsetek zwolenników ponownego otwarcia. Za taką opcją jest według SW Research 48,7 proc. ankietowanych.

Galerie handlowe a pandemia

Jakie jeszcze czynniki wpływają na kondycję galerii, ale już w dobie covidowej? Polska Rada Centrów Handlowych zwraca uwagę na wyraźny, bo wahający się od 10 do 50 proc. spadek ruchu klientów w okresach pomiędzy ograniczeniami i ich zniesieniu. W tym miejscu należy zaznaczyć, iż galerie były przedmiotem trzech rozporządzeń, które terminowo zawieszały ich działalność. Pierwsze zamrożenie przypadało na okres między 16 marca a 29 kwietnia ub. r., kolejne na 4-29 listopada, a trzecie – najdłuższe – weszło w życie 28 grudnia i zakończyło się po 4 maja br. Czy zniesienie restrykcji poskutkowało ponownym eksodusem z internetu w stronę galerii? Niekoniecznie.

Zgodnie z raportem EY w aż 34 proc. skrócił się czas pojedynczej wizyty w galerii handlowej. Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji szacuje, że wszystkie te czynniki wyraźnie wpłynęły nie tylko na kondycję centrów, ale również obroty w przedsiębiorstwach prowadzących swoją działalność na terenie obiektów wielkopowierzchniowych. Te spadki z kolei oscylują w okolicach aż 3,5 mld zł. Co to oznacza dla firm w ramach galerii?

M.in. nieprecyzyjność zapisów tzw. ustawy covidowej, w dużym stopniu nieidealne fundusze pomocowe w ramach PFR, brak możliwości skorzystania ze zwolnień składkowych i postojowego przez podmioty działające w ramach galerii, a także podobne trudności w przypadku Tarczy 6.0. nie podniosły morali biznesów w centrach handlowych. Realną alternatywą jest wynegocjowanie z Wierzycielami (a przynajmniej ich częścią) wstępnych porozumień w zakresie czasowego obniżenia czynszów bieżących, otwarcie postępowania sanacyjnego oraz skierowanie wniosków o odstąpienie od wybranych umów najmu. To tylko niektóre przykłady skutecznego działania na rzecz własnego biznesu, jednak wymaga od przedsiębiorców naprawdę wnikliwego know-how lub… kontaktu do sprawdzonego doradcy.

Właśnie dzięki doświadczonym ekspertom hasła “propozycji układowych” lub “wniosku o zabezpieczenie” nie są instrumentami “dla wybranych”, ale szeroko dostępnym narzędziem zarówno dla małych, średnich, jak i dużych przedsiębiorstw. Covid przemija? Tego jeszcze nie wiemy, ale pewne jest, że biznes nie będzie czekał na lepsze czasy.

Autor: Mariusz Grajda – Partner Zarządzający i członek Zarządu MGW Corporate Consulting Group

Ceny OC – ile kosztowało obowiązkowe ubezpieczenie w maju 2021?

Kwietniowa stabilizacja cen OC po spadkach przez dwa miesiące była dość zaskakująca. Czy w maju składki ubezpieczeniowe spadły?

Wysoki poziom inflacji w Polsce rodzi obawy, że ubezpieczyciele zaczną go uwzględniać w ramach swojej polityki cenowej dotyczącej polis OC. W I kw. 2021 r. taka sytuacja nie miała jednak jeszcze miejsca.

Natomiast kwietniowa stabilizacja średniej składki OC mogła być zapowiedzią odwrócenia spadkowego trendu cenowego, który obserwowaliśmy już pod koniec 2020 r. W najnowszej analizie porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl sprawdza, jaki był poziom cen OC w maju.

Barometr cen OC w maju 2021 r. = 94↔ (wynik dla poprzedniego miesiąca: 94↔)

Zasady barometru cen OC

Porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl przygotowuje barometr OC według niezmiennych zasad na podstawie ponad 100 000 rzeczywistych kalkulacji internautów w każdym miesiącu.

„Kierowcy porównujący koszt OC pomagają nam w anonimowy sposób badać zmiany cen ubezpieczenia na rynku. Wyniki ich kalkulacji są uśredniane i tworzą rezultat dotyczący wszystkich ubezpieczycieli” – wyjaśnia Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Eksperci Ubea.pl odnoszą następnie wynik z danego miesiąca do rezultatu ze stycznia.

Czy składki OC w maju spadły?

Przeciętny koszt OC w maju 2021 r. wyniósł 1170 zł. To wynik bardzo zbliżony do tego odnotowanego w marcu oraz kwietniu bieżącego roku. Po zaokrągleniu okazało się, że majowy wynik barometru to 94% ceny ze stycznia, czyli tyle samo co w poprzednich miesiącach. Warto podkreślić, że również w przypadku poszczególnych ubezpieczycieli nie odnotowano znaczących zmian w cenie względem marca i kwietnia 2021 r.

Po podsumowaniu bieżącego kwartału będziemy mogli stwierdzić, czy mamy już do czynienia z ostatecznym końcem obniżek cen OC – zaznacza Paweł Kuczyński, prezes Ubea.pl.

składki OC w maju

Ponad dwie trzecie konsumentów w Polsce czuje się bezpiecznie w sklepach stacjonarnych

Na tle Europy polskich konsumentów charakteryzuje duże zaufanie do lokalnych producentów i firm, które odpowiedzialnie zareagowały na kryzys wywołany pandemią. Z najnowszego raportu Global State of the Consumer Tracker opracowanego przez ekspertów firmy doradczej Deloitte wynika też, że znacząco wzrosło poczucie bezpieczeństwa we wszystkich badanych aktywnościach konsumenckich. Największy wzrost dotyczy masowych wydarzeń. Aż o 16 p.p. przybyło Polaków, którzy bezpiecznie czują się na meczach i koncertach. Poprawił się także opracowany przez Deloitte indeks niepokoju, który pokazuje ogólny poziom obaw wywołanych przez COVID-19.

Wyniki ankiety Deloitte pokazują coraz większe, a w wielu przypadkach zaskakująco duże, uspokojenie nastrojów konsumentów nad Wisłą. Spory, bo aż o 12 p.p., wzrost poczucia bezpieczeństwa wśród rodzimych ankietowanych eksperci Deloitte odnotowali w przypadku wizyt w sklepach. Obecnie podczas robienia tradycyjnych zakupów bezpiecznie czuje się aż 68 proc. z nich. Również o 12 proc. przybyło Polaków, którzy nie mają obaw przed jedzeniem w restauracjach. Odpowiedziała tak ponad połowa zapytanych. 54 proc. z nas bez wahania zatrzymałoby się w hotelu, czyli więcej o 8 p.p., a 37 proc. nie obawia się podróży samolotem (+7 p.p.). O 6 p.p. wzrosła w ciągu miesiąca liczba konsumentów, którzy nie boją się odwiedzić dentysty czy fryzjera (58 proc.). Największy wzrost widać jednak w przypadku masowych wydarzeń. Liczba osób, które czują się bezpiecznie podczas meczów czy koncertów wzrosła w ciągu miesiąca aż o 16 p.p. i wynosi obecnie 42 proc.

Powrót do restauracji i na koncerty

Patrząc całościowo na najświeższe wyniki badania, można zobaczyć, że normalność wraca nie tylko w postaci luzowania kolejnych obostrzeń, ale też w naszych głowach. Niemniej, pandemia z pewnością wyrobiła w nas nowe nawyki, które zostaną z nami na długo. Jeśli nie na zawsze. – mówi Michał Tokarski, partner, lider sektora dóbr konsumenckich w Polsce, Deloitte

Eksperci Deloitte sprawdzili także, jak zmieni się aktywność konsumentów w Polsce po zakończeniu pandemii. Ponad połowa zapytanych odpowiedziała, że zamierza częściej niż obecnie wybierać się na masowe wydarzenia, jak wspomniane koncerty czy mecze.

Prawie połowa z nas będzie częściej jadać w restauracjach. Ponad jedna czwarta deklaruje przy tym, że więcej będzie gotować w domu. Szczególnie dwa ostatnie wyniki pokazują jak bardzo z jednej strony potrzebujemy powrotu do normalności, a z drugiej jak trwale koronawirus zmienił nasze zwyczaje. Wiele osób niejako zmuszonych do gotowania w domu po prostu poprawiło swoje umiejętności kulinarne oraz doceniło wartość świeżej, zdrowej żywności i niższe koszty domowego jedzenia. – mówi Kamil Kucharczyk, wicedyrektor w dziale doradztwa finansowego Deloitte.

46 proc. respondentów planuje częściej korzystać z hoteli, natomiast po 40 proc. ankietowanych zapewnia, że zwiększy częstotliwość ćwiczeń na siłowni i wizyt w gabinecie lekarskim czy u dentysty. Ponad jedna trzecia Polaków zamierza także robić więcej zakupów w tradycyjnych sklepach.

26 proc. badanych rzadziej będzie wybierało pracę z domu. Jedna czwarta przewiduje, że rzadziej niż obecnie będzie podróżować samolotem, a po 20 proc. planuje w mniejszym stopniu korzystać z publicznej komunikacji i zamawiać jedzenie z dostawą lub na wynos.

Liczy się odpowiedzialność

W ciągu miesiąca zauważalnie wzrosła liczba Polaków, którzy chętniej kupują od przedsiębiorstw odpowiedzialnych społecznie. 41 proc. ankietowanych wybiera produkty firm, które w ich opinii odpowiednio zareagowały na kryzys. W porównaniu z wynikami badania przeprowadzonego na początku maja to więcej aż o 7 p.p. W Europie tylko w Hiszpanii jest minimalnie więcej konsumentów (42 proc.), preferujących produkty firm odpowiedzialnych społecznie.

Docenienie przez nas marek zaangażowanych to znak, że potrzebujemy pozytywnych sygnałów z rynku. Polska jest również europejskim liderem w przypadku lokalnych producentów, których popularność spadała od lutego, ale obecnie trend ten ponownie zaczął wzrastać. 51 proc. z nas, a więc o 5 p.p. więcej niż na początku maja, chętniej kupuje produkty lokalnych producentów, nawet jeśli są one droższe. To piąty wynik wśród mieszkańców przebadanych krajów. – mówi Natalia Załęcka, CMO Advisory Leader, Deloitte.

Choć na niemal niezmienionym poziomie utrzymała się liczba badanych, którzy deklarują, że kupują więcej niż są w stanie zużyć na bieżąco, 41 proc. kupujących na zapas to nadal najwyższy wynik w Europie. Tyle samo odpowiedzi padło jedynie w Wielkiej Brytanii. Jeden z najwyższych wyników w Europie dotyczy także polowania na okazje. Połowa z nas, a więc więcej o 3 p.p., deklaruje, że jest gotowa kupić rzecz, której w danej chwili nie potrzebuje, jeśli trafi na atrakcyjną okazję. Niemal tyle samo odpowiedzi padło w Irlandii, a po 47 proc. w Wielkiej Brytanii i w Niemczech.

Od marca, kiedy Polaków chętnych do płacenia za wygody podczas zakupów było najmniej w historii badania, rośnie popularność tzw. trendu convenience. Od początku maja przybyło ich nad Wisłą o 4 p.p. – odpowiedziała tak ponad jedna trzecia zapytanych. Jako przyczynę skłonności do płacenia, na przykład za dostawę zakupów do domu, najczęściej podajemy ochronę swojego zdrowia i oszczędność czasu (po 54 proc.).

Praca w biurze niestraszna

Spadek obaw związanych z robieniem zakupów stacjonarnie z pewnością pociągnął za sobą znaczny, bo o 5 p.p. spadek liczby Polaków, którzy niepokoją się o utrzymanie pracy. To powód do obaw dla 42 proc. z nas. Jeszcze nigdy w historii badania ten odsetek nie był na tak niskim poziomie. Nie jest to już także najwyższy wskaźnik w Europie. Sporo, bo aż o 8 p.p. wyprzedzili nas Hiszpanie. – mówi John Guziak, partner, lider ds. kapitału ludzkiego w Deloitte Polska.

Ekspert zwraca uwagę także na pytanie dotyczące powrotu do biura. Tylko 17 proc. z nas nie ma obaw związanych z zakończeniem zdalnego modelu pracy. Także w tym wypadku odpowiedziało tak najmniej Polaków w historii badania Deloitte. Tylko w ciągu miesiąca liczba wskazań spadła o 7 p.p. W Europie mniej obaw z tym związanych mają tylko Włosi (16 proc.) i Niemcy (15 proc.). O kolejne 3 p.p. zmniejszyła się także w ciągu miesiąca liczba Polaków, którzy deklarują, że w najbliższych tygodniach ograniczą korzystanie z komunikacji publicznej, będącej często głównym środkiem transportu do biura (40 proc.).

Spadek opracowanego przez Deloitte indeksu niepokoju, nie jest tak imponujący, jak to miało miejsce miesiąc temu, ale zmianę widać i to nie tylko w przypadku ogólnego poziomu obaw. Na przełomie maja i czerwca różnica netto między osobami, które zgodziły się ze zdaniem „Jestem bardziej zaniepokojony niż tydzień temu” oraz tymi, które zaprzeczyły wyniosła -6 proc.

Ciekawie przedstawiają się wyniki także u naszych sąsiadów. W Niemczech, gdzie indeks niepokoju był najniższy niemal od początku badania, wynosi -44 proc., czyli jest lepszy niż miesiąc temu aż o 14 p.p. W Hiszpanii, która miesiąc temu miała tylko nieco niższy poziom obaw niż Polska, pod koniec maja indeks niepokoju spadł aż dwukrotnie (-14 proc). Pogorszenie nastrojów odnotowali natomiast Brytyjczycy. Na Wyspach indeks niepokoju wzrósł w ciągu miesiąca z -11 proc. do -7 proc.

Polska nadal znajduje się w czołówce krajów na świecie z najwyższym poziomem obaw. Jesteśmy na piątym miejscu, za Indiami, RPA i Chile. Z krajów europejskich nieznacznie wyprzedają nas tylko Włochy, ale wyniki naszego badania pokazują duże uspokojenie nastrojów w przypadku wszystkich badanych przez nas aktywności konsumenckich. W każdym przypadku jest ono najwyższe w historii naszej analizy. Z pewnością wpłynęło na to coraz większe grono zaszczepionych, a także stopniowe luzowanie obostrzeń. – podsumowuje Michał Tokarski, partner, lider sektora dóbr konsumenckich w Polsce, Deloitte.

W Indiach, gdzie indeks niepokoju jest najwyższy na świecie, wzrósł on o 5 p.p. i obecnie wynosi 45 proc.

O badaniu
Najnowsza edycja badania była 18. globalnie i 15., w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali 18 krajów, oprócz Polski byli to mieszkańcy Australii, Kanady, Chin, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Włoch, Japonii, Meksyku, Holandii, Korei Południowej, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Chile oraz RPA. Badanie zostało przeprowadzone na przełomie kwietnia i maja.

Wprowadzenie globalnego podatku majątkowego i klimatycznego oraz minimalna stawka CIT przyniosłyby 695 mld USD rocznie

Światowe wpływy z CIT są każdego roku uszczuplane o nawet 240 mld USD na skutek transferowania zysków do rajów podatkowych. Najbogatsi ludzie świata przelewają 7,6 bln USD na zagraniczne konta, by uniknąć organów podatkowych. Tymczasem jak wskazuje Polski Instytut Ekonomiczny w raporcie „Global taxes in the post-COVID-19 era”, wprowadzenie globalnego podatku majątkowego zapewniłoby 289 mld USD rocznie, globalnego podatku klimatycznego – 279 mld USD rocznie, a globalnej minimalnej stawki CIT – 127 mld USD rocznie. Zebrane w ten sposób środki wystarczyłyby na zaszczepienie przeciw COVID-19 każdej dorosłej osoby na świecie 4 razy w ciągu roku.

Pandemia COVID-19 poważnie nadwyrężyła nie tylko  systemy ochrony zdrowia, lecz także publiczne budżety. Według danych MFW deficyty w największych rozwiniętych gospodarkach świata wzrosły o niemal 10 pp. w porównaniu do 2019 roku. Zarazem państwom coraz trudniej ściągać podatki. Największe światowe korporacje powszechnie stosują mechanizmy optymalizacyjne, a najzamożniejsi często ukrywają swoje dochody i majątek w rajach podatkowych. Odpowiedź na to wyzwanie stanowią globalne podatki. Ich wdrożenie pozwoli na uszczelnienie systemów podatkowych, zwiększenie wpływów budżetowych i eliminację podatkowych pasażerów na gapę – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Z raportu PIE wynika, że przyjęcie trzech globalnych danin – ze stawkami na relatywnie niskim poziomie – przyniosłoby rocznie 695 mld USD. Środki te, zbierane i dystrybuowane na poziomie krajowym, polepszyłyby jakość usług publicznych. Byłyby m.in. wystarczające do zatrudnienia dodatkowych 55 milionów pielęgniarek na całym świecie.podatek od majątku

Od podatku cyfrowego do globalnego CIT-u

Pandemia uwydatniła znaczenie cyfryzacji. Mało która rodzina czy firma na świecie byłaby w stanie przeżyć ostatni rok bez takich firm jak Google, Apple, Facebook czy Amazon.  Zarazem powszechnie znany jest problem związany z unikaniem płacenia przez międzynarodowe korporacje podatków korporacyjnych. Nagminnie stosowaną praktyką jest transferowanie zysków do rajów podatkowych. Amazon, który zanotował w UE w 2020 roku rekordową sprzedaż na poziomie 44 mld EUR, wykazał stratę 1,2 mld EUR. Pozwoliło mu to na uniknięcie płacenia podatku dochodowego.podatek od majątku 2

Problem ten jest obecnie omawiany na forum OECD. Wydaje się, że jesteśmy już niedaleko globalnego kompromisu w tej sprawie. Po pierwsze, ma dojść do opodatkowania zysków międzynarodowych korporacji w miejscu prowadzenia sprzedaży. Po drugie, jesteśmy blisko konsensusu dot. minimalnej globalnej stawki CIT (15 procent) dla największych międzynarodowych korporacji – mówi Łukasz Błoński, analityk zespołu strategii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Opodatkowanie bogatych

Zjawisko wzrastających nierówności dochodowych i majątkowych obserwujemy od kilku dekad. W 2019 roku najbogatsze 10 proc. światowej populacji było w posiadaniu 85 proc. całego globalnego majątku. A tylko w 2020 roku majątki miliarderów zwiększyły się o ponad 5 bln USD, aż do 13 bln USD. Za rosnącym w takim tempie majątkiem nie nadążają systemy podatkowe, które w ostatnich latach znacząco obniżyły opodatkowanie dla najbogatszych i mają bardzo ograniczone możliwości radzenia sobie z całym wachlarzem działań mających na celu uniknięcie podatków. Najbogatsi przelali 7,6 bln USD na zagraniczne konta w celu ucieczki przed administracją podatkową.podatek od majątku 3

Podatek majątkowy dotykałby 0,01 proc. najzamożniejszych obywateli na świecie. Opodatkowanie tej grupy na poziomie zaledwie 0,5 proc. za majątek ponad 10 milionów USD i 1,5 proc. za majątek powyżej 1 biliona USD mogłoby przynieść rocznie 289 mld USD. Nie uszczupli to znacząco ich majątku, a może skutkować lepszą redystrybucją czy zwiększonymi wpływami budżetowymi – wyjaśnia Łukasz Błoński.

Dodatkowe podatki dla trucicieli

Ostatnia rekomendacja wiąże się z neutralnością klimatyczną. Podczas gdy jedne państwa dostrzegają wagę tego problemu i pracują nad zmniejszeniem emisji CO2, inne zdają się nią nie przejmować, a wręcz traktują swoje luźne normy środowiskowe jako przewagę konkurencyjną. Wyjściem z tej sytuacji byłoby wprowadzenie globalnego podatku klimatycznego, który zostałby przygotowany z uwzględnieniem zróżnicowanej sytuacji społeczno-gospodarczej poszczególnych regionów. Z jednej strony pozwoli to na zebranie środków niezbędnych do walki z kryzysem klimatycznym, a z drugiej dostosowanie podatkowego narzędzia do potrzeb i możliwości poszczególnych państw. Takie rozwiązanie mogłoby zapewnić 278 mld USD rocznie.

Znikają third party cookies – czyli o nowych wyzwaniach marketerów

Wyeliminowanie tzw. ciasteczek, czyli plików cookie, to bardzo duża zmiana na rynku reklamy. Działanie zmierza do zagwarantowania internautom większej anonimowości i prywatności. Czy sprawi, że marketing, który znamy, odejdzie w niepamięć?

Pliki cookies odpowiadają za śledzenie zachowań konsumentów i gromadzenie informacji na ich temat. Celem jest personalizowanie komunikacji reklamowej i dopasowanie jej do użytkowników pod względem zainteresowań, wieku czy płci. To internauci, wchodząc na strony www decydują o tym, jakie dane udostępniają skryptowi. W praktyce owa decyzja sprowadza się do szybkiego kliknięcia w button i wyrażenia zgody bez wnikania w szczegóły.

· Aktualna dyskusja dotyczy tzw. third party cookies, czyli plików wykorzystywanych nie przez stronę, którą internauta odwiedza, a jej partnerów. Każdy z nas zetknął się zapewne z sytuacją, w której po tym jak kupował sportowe buty, natrafiał na ich reklamy jeszcze długo później i w różnych witrynach, w tym też na własnej skrzynce mailowej. Odpowiada za to retargeting i informacje pochodzące ze wspomnianych ciasteczek. Dzięki nim reklamy są skrojone pod danego użytkownika, a także dobrze policzalne pod względem ich efektywności – mówi Robert Stolarczyk, CEO PromoTraffic, agencji prowadzącej działania digitalowe dla e-commerce.

Na ten moment takie przeglądarki jak Safari od Apple, z udziałem ponad 18 proc. (wg raportu Statcounter, maj 2021), Firefox (ponad 3 proc.) czy Edge nie przekazują już danych z przeglądarek do odwiedzanych stron. Jednak wszyscy czekają na ruch największego udziałowca – Chrome, czyli przeglądarki Google (niemal 65 proc. udziałów w rynku). Ten ostatni zadeklarował rozwiązać sprawę do 2022 roku. Zostało więc jeszcze kilka miesięcy.

· Spodziewam się, jak zapewne wielu marketerów, że troska o prywatność użytkowników to nie jest jedyny cel Google. Największy gracz na pewno nie przestanie monitorować internautów, ale będzie to robił w bardziej wysublimowany sposób i nie podzieli się efektami z innymi. Nowe narzędzie, Privacy Sandbox, które etapami jest wdrażane w Chrome ma właśnie zadbać o anonimizację danych, ochronę jednostkową, a jednocześnie dostarczać wachlarza możliwości do skutecznego działania w sieci podmiotom komercyjnym – wyjaśnia Stolarczyk.

Drugim argumentem pojawiającym się w eksperckich dyskusjach jest wzrost udziału aktywności w serwisach poprzez aplikacje mobilne. A te ciasteczek nie obsługują. W dłuższej perspektywie dane o użytkownikach i tak straciłyby na jakości.

Co się zmieni?

Przede wszystkim dotychczas znany marketerom sposób zbierania informacji o użytkowniku. Do systemów analitycznych dotrze znacznie mniej danych. A tym samym utrudnione będzie efektywne targetowanie reklam z wykorzystaniem dotąd używanych narzędzi. Najbardziej odczują to firmy, które mocno posegmentowały swoje bazy w oparciu o gromadzone dane analityczne i na tej podstawie automatyzowały działania reklamowe.

Retargeting, w oparciu o lookalike w Google czy na Facebooku nie powinien się znacząco zmienić z uwagi na fakt powiązania profilu użytkownika z kontem w każdym z tych serwisów. Co więcej Facebook, z którego w Polsce korzysta niemal 22 mln użytkowników, ma również przewagę w postaci aplikacji zainstalowanej przez większość z nich i nadal będzie w stanie dość szczegółowo profilować użytkownika po swojej stronie. Jednak w przypadku portali, które nie wiążą usera z kontem w swoim serwisie, ilość informacji o internaucie będzie dużo mniejsza. Dotąd wizytujący otrzymywał ten sam identyfikator na wszystkich stronach, które korzystają z Google Analytics – po zmianie oznaczenie będzie unikalne, właściwe dla danej strony. Tym samym utrudni to monitorowanie i optymalizację reklam.

· Najwięcej zmian będzie w reklamach typu display. Marketerzy utracą możliwość wykorzystania części danych, należących do third party cookies – tych, które profilują użytkownika na podstawie zarówno wyników wyszukiwania, jak i obserwacji zachowania na stronie. Zmiany zauważalne będą też w zautomatyzowanych systemach zakupu powierzchni reklamowej Programmatic i RTB, które z kolei stracą możliwość efektywnego kierowania reklam. Uważnie się do tego przygotowujemy, zwłaszcza że w najbliższym czasie zamierzamy wspólnie z klientami mocniej inwestować budżety reklamowe w display i wideo – łącząc działania wizerunkowe ze sprzedażowymi. Pomoże nam w tym Google Marketing Platform i dostępne w jej ramach narzędzia – wyjaśnia Robert Stolarczyk.

Kolejną zmianą będzie również ograniczenie modelu atrybucji z 28 do 7 dni. Po tym czasie wizytujący witrynę ponownie będzie traktowany jako nowy użytkownik, bez historii. Z uwagi na to zebrane o nim informacje będą niższej jakości. Wyzwaniem będzie także pomiar kosztów reklamy w stosunku do jej efektywności w tak krótkiej perspektywie czasowej.

Wyzwania w reklamie kierowanej

Działania związane z wykluczeniem ciasteczek powinny przede wszystkim zadowolić internautów. W założeniu zapewnią im większą swobodę decydowania o tym czy chcą być śledzeni celem lepszego dopasowania reklam. Marketerzy utracą część danych analitycznych a to może skutkować spadkiem poziomu personalizacji prowadzonych kampanii.

· Prawda jest jednak taka, że każda branża rządzi się swoimi prawami i do każdego z klientów trzeba podejść indywidualnie i przeanalizować rzeczywisty wpływ zmian w polityce prywatności na grupy remarketingowe i skuteczności kampanii reklamowych na konwersje – zapowiada Robert Stolarczyk. – W mojej ocenie zmiany powinny zachęcić serwisy czy sklepy internetowe do gromadzenia dobrej jakości własnych danych (first party cookies) pozyskiwanych w sposób zgodny z prawem – z poszanowaniem prywatności i zgód na dalsze przetwarzanie – dodaje Stolarczyk.

Wzrośnie rola działań marketingowych targetowanych na konkretnego użytkownika, po unikalnym User-ID, co oznacza niejako powrót do korzeni. Jest to model wykorzystywany przez Facebooka już od jakiegoś czasu i coraz sprawniej wprowadzany przez Google. Na nowo znaczenia nabierze reklama kontekstowa, tematyka witryny czy wykorzystanie słów kluczowych. Niemniej działania prowadzone będą z wykorzystanie nowoczesnych rozwiązań technologicznych.

Dla marketerów nadchodzi czas intensywnego wypracowywania rozwiązań, nowych strategii promocyjnych i działań nastawionych na budowanie relacji z klientami. Celem będzie dążenie do posiadania własnych danych – dlatego tak ważne stanie się pozytywne doświadczenie użytkownika z marką i stwarzanie mu jak najwięcej punktów styku a także zachęcanie do rejestracji w serwisie czy e-sklepie.

Zmiany w obszarze strategii marketingowych zachodzą na bieżąco – tak podyktowane zmieniającym się prawem czy pojawieniem się nowych rozwiązań. Niezależnie od tych zapowiadanych przez dostawcę największej wyszukiwarki – nienaruszone pozostanie to, co jest atutem marketerów: pomiar, obserwacja, analiza i wyciąganie wniosków.

Pierwszy dzień Kongresu Business Without Limits! Przedstawiciele administracji rządowej oraz goście z zagranicy!

Wiceminister Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej Piotr Patkowski, Sekretarz Stan w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej Małgorzata Jarosińska-Jedynak, Costantino Panvini Rosati z Leonardo Aircraft Division, Vincent Grivet z Chairman at HbbTV w 23 i 24 czerwca br.  (tj. dziś i jutro) jako prelegenci wystąpią podczas 8 edycja Kongresu Busienees Without Limits.

8. edycja wydarzenia to bardzo ważny moment dla G2A Arena. W czerwcu 2021 roku świętujemy piątą rocznicę funkcjonowania obiektu. Jubileusz to moment, by zatrzymać się i podsumować dotychczasowe i działania. To też doskonała okazja, by porozmawiać o przyszłości nie tylko obiektu, ale też gospodarki i biznesu w szerszym kontekście.

Kongres Business Without Limits – zasady bezpieczeństwa

Dwudniowy Kongres Business Without Limits, którego Partnerem Strategicznym jest Województwo Podkarpackie, odbędzie się z zachowaniem najwyższych zasad bezpieczeństwa. Na miejscu Centrum Medyczne MEDYK – Partner wydarzenia przygotowało specjalne bramki, które dezynfekują i usuwają wirusy, co więcej na terenie Centrum Wystawienniczo-Kongresowego umieszczone są dezynfektory powietrza. W związku z panującymi obostrzeniami i limitem uczestników wydarzeń kongresowych, Kongres Business Without Limits ma formułę hybrydową. Oznacza to, że całość wydarzenia każdy zainteresowany może bezpłatnie i na żywo obejrzeć na stronie wydarzenia: http://businesswithoutlimits.pl/. Ponadto pierwszy dzień Kongresu BWL odbędzie się stacjonarnie w G2A Arena.

G2A Arena ma 5 lat – obchody w ramach Jubileuszowej Gali

23 czerwca będziemy świętować 5 rocznicę funkcjonowania G2A Arena. Podczas oficjalnej części uroczystości nastąpi także wręczenie statuetki „Teraz Polska” firmie Euro-Eko Sp. z o.o. z Mielca oraz  uhonorowanie statuetkami Promotor Polski 2021: Władysława Ortyla, Wiesława Banacha, prof. Tadeusza Markowskiego.

W ramach Jubileuszowej Gali G2A Arena dla uczestników Gali jedną z atrakcji jest konkurs matematyczny. Uczestnicy muszą rozwiązać zadanie  matematyczne – podać kwotę, jak znajduje się w słoiku, który będzie umiejscowiony na specjalnie przygotowanym stoisku. Nagrodami w konkursie są vouchery ufundowane przez parterów konkursu.

Galę uświetnią występy artystyczne. W programie m.in. pokaz akrobatyki powietrznej w wykonaniu Mistrzyni Świata Anny Węklar oraz występ Dziewczęcej Orkiestry Szałamaistek i Mażoretek INCANTO.  Wieczór uświetni koncert zespołu Queen Symfonicznie, aranżację wykona trzydziestu muzyków z orkiestry Alla Vienna.

Ważne informacje:

Termin: 23-24 czerwca 2021 r.

Godziny:

  • 11:45 rozpoczęcie – pierwszy dzień Kongresu BWL
  • 20:00 – Jubileuszowa Gala z okazji 5 lat G2A Arena
  • 12:40 rozpoczęcie – drugi dzień Kongresu BWL

Miejsce: G2A Arena, Jasionka k. Rzeszowa oraz Internet

Szczegóły na: http://businesswithoutlimits.pl/

Program: http://businesswithoutlimits.pl/program/

Transmisja na żywo: http://businesswithoutlimits.pl/program/

Zakupy a emocje

Zakupy są nieodłączną częścią naszej codzienności. Każdego dnia obcujemy z ogromną liczbą mniej lub bardziej znanych marek, jak i firm usługowych. Niektóre z nich wybieramy częściej i chętniej, niemal automatycznie. Dlaczego tak się dzieje, że pewne brandy uważamy za najlepsze dla nas i co o tym decyduje?

Okazuje się, że na nasze decyzje zakupowe największy wpływ mają emocje oraz więź z marką. Najnowsze badania przeprowadzone przez Deloitte pt. „From disparate signals to transformative action”[1] wykazują, że to właśnie emocjonalne przywiązanie do marki jest czynnikiem decydującym podczas zakupów aż u 80% konsumentów, a 62% badanych deklaruje, że jest „w relacji” z danym brandem.

– Relacja między marką a konsumentem jest szczególnie ważnym czynnikiem strategii sprzedaży, ponieważ ma bezpośredni związek z satysfakcją klienta. Przed nami jako producentami nieustannie stoi wyzwanie tworzenia coraz lepszych ofert, które będą spełniały oczekiwania konsumentów – stwierdza Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Konsumenci często robią zakupy dla poprawy nastroju. To również sprawia, że nabycie konkretnego towaru bądź usługi wcale nie musi być podyktowane najkorzystniejszą ceną czy innym benefitem. To właśnie wspominane emocje sprawiają, że nie wszystkie decyzje zakupowe są racjonalne, a często bywają podejmowane pod wypływem impulsu.

Przywiązanie do marki a siła brandu

Co może zrobić marka, aby stać się lubianą i rozpoznawalną? W czym tkwi siła największych brandów oraz ich komunikatów? Oprócz emocji, ważne jest budowanie pozytywnych skojarzeń. Warto pamiętać również o dopasowaniu strategii komunikacji do grupy docelowej. Inaczej powinna wyglądać kampania reklamowa skierowana do nastolatków, a inaczej adresowana do osób w wieku 40+. Ponadto bardzo dużą rolę w postrzeganiu marki przez konsumentów ma jej cała identyfikacja wizualna. Logo, kolorystyka, symbole oraz ogólna estetyka produktów – to również tworzy wizerunek firmy w oczach nabywców i ma przełożenie na budowanie więzi pomiędzy konsumentem a marką.

Lojalność i zaufanie

Dzisiejszy rynek obfituje w różnorodne brandy, a ciągle powstają nowe. Firmy cieszące się największą rozpoznawalnością oraz wyborem konsumentów nie spoczywają jednak na laurach, za to ciągle rozwijają swoją ofertę i pracują nad wizerunkiem, tak aby zachować pozycję lidera.

– Jeśli marka chce nie tylko utrzymać się na rynku, ale i cieszyć ciągłym zaufaniem, potrzeba nieustannej pracy oraz uważności na potrzeby konsumentów. Oznacza to bycie na bieżąco z wszechobecnymi zmianami i nowymi trendami, tak aby utrzymać najwyższe standardy oraz odpowiadać preferencjom jak największej liczby klientów – komentuje Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Konsument, który nawiązał z marką więź jest wówczas nie tylko cyklicznym generatorem zysku, ale i zaangażowanym odbiorcą – dlatego też firmy tak bardzo zabiegają o stałych klientów. Budowanie długofalowych, partnerskich relacji z konsumentem to przede wszystkim odpowiedzialne i efektywne odpowiadanie na jego potrzeby. Coraz więcej firm kładzie nacisk na personalizację i uwzględnianie indywidualnych preferencji konsumentów, tak aby dostarczać im jak najbardziej dopasowane benefity.

Na wybór konkretnej marki składa się wiele czynników, ale przede wszystkim są to pozytywne emocje i skojarzenia. Do ich zbudowania potrzebny jest dialog z konsumentem, budząca zaufanie odpowiedź na jego potrzeby, a także zbudowanie opinii unikatowej marki, pozytywnie wyróżniającej się na tle konkurencji.

[1]https://www.deloittedigital.com/content/dam/deloittedigital/us/documents/alliances/alliance-20210119-medallia.pdf