Bez niespodzianek za oceanem

Wczoraj mieliśmy pakiet danych z USA. Pomimo opublikowania zarówno wzrostu PKB, jak i liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych dane nie spowodowały istotnych zmian w notowaniach dolara.

Wzrost PKB za oceanem

Wczoraj poznaliśmy dane na temat wzrostu PKB. Pokazywany wskaźnik to 6,4%. Wydaje się to bardzo dużo i słusznie. W USA pokazywane jako dane nie są roczne wskaźniki, tylko tzw. annualizowany wynik kwartalny. Oznacza to, że o tyle rosłoby PKB, gdyby cały rok był taki jak pierwszy kwartał. Realny wynik roczny jest oczywiście niższy i wynosi 0,4%. Biorąc pod uwagę pandemię, wcale nie jest złym wynikiem, skoro obejmuje pełne 4 kwartały pandemii. Dane te są dokładnie zgodne z oczekiwaniami analityków, nie może zatem dziwić, że inwestorzy nie reagowali na nie zbytnio.

Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych

Rynek pracy za oceanem jednak nie jest aż tak silny, jak niedawno sądzono. W dalszym ciągu rotacja pracowników jest znacznie większa niż przed pandemią. Świadczy o tym liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych. Ustabilizowała się ona obecnie delikatnie powyżej 400 tysięcy wniosków tygodniowo. To około połowa więcej niż standardowe poziomy sprzed pandemii. Dane te pojawiły się w tym samym czasie co dane o PKB i jak już wcześniej wspominaliśmy, nie spowodowały zbyt silnej reakcji.

Brytyjczycy nie zmieniają stóp procentowych

Po serii podwyżek stóp procentowych na Węgrzech i w Czechach można było mieć wrażenie, że wchodzimy w serię globalną. Wczoraj jednak Bank Anglii postanowił pozostawić stopy na niezmienionym poziomie. Decyzja była jednogłośna, wszystkich 9 członków gremium decyzyjnego głosowało za pozostawieniem stóp na niezmienionym poziomie. Funt zareagował spadkami, gdyż inwestorzy liczyli na reakcję ze strony BOE. Dodatkowo opublikowano prognozy zwiększonej do 3% inflacji w kolejnych miesiącach, które również nie mają wedle zapowiedzi spowodować reakcji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

12:00 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna wg CBI,

14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,

16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Praca zdalna? Pracodawco: zacznij ufać pracownikom, bądź elastyczny, nie wymagaj zawsze kamery!

Miniony rok zmienił w naszym życiu bardzo wiele. Sprawił też, że zaczęliśmy pracować w zupełnie inny sposób Pociągnęło to za sobą zmiany w środowisku pracy. Niezależnie od tego, w jakim trybie działają firmy po pandemii (tradycyjnym, wirtualnym lub hybrydowym), warunki pracy i zadowolenie pracowników są w dużym stopniu uzależnione od technologii.

Praca hybrydowa oferuje nowe możliwości, takie jak zwiększenie elastyczności i produktywności pracowników. Z drugiej jednak strony wiąże się ona z nowymi wyzwaniami, w szczególności dotyczącymi ryzyka wypalenia zawodowego pracowników. Aby zapewnić pracownikom optymalne warunki, pracodawcy muszą wziąć pod uwagę trzy ważne kwestie.

Jakość życia pracowników w świecie cyfrowym

Technologia od dawna pomaga w zapewnieniu klientom obsługi na najwyższym poziomie. Przyszedł czas, aby wykorzystać ją w celu stworzenia optymalnych warunków pracownikom pracującym w różnych miejscach. Trzeba nie tylko zapewnić im odpowiedni dostęp do zasobów, lecz również przypominać np. o zrobieniu przerwy (za pomocą chatbotów).

Można również zachęcać menedżerów, aby w większym stopniu uzgadniali terminy telekonferencji z pracownikami oraz umożliwiali im wyłączenie funkcji wideo. Część pracowników z pewnością poczuje się lepiej nie musząc włączać kamery w sytuacji, kiedy w tle akurat bawią się dzieci, czy po prostu nie chcą się pokazywać z jakichś względów – komentuje Krzysztof Augustynowicz, Regional Sales Director CEE Commercial Business Unit w Salesforce.

Dane od dawna pomagają dyrektorom przedsiębiorstw w szybkim podejmowaniu decyzji dotyczących usprawniania obsługi klientów. W podobny sposób informacje zgromadzone podczas badań i innych interakcji mogą ułatwić podejmowanie działań, których celem jest zwiększenie zadowolenia pracowników.

Kultura ustawicznego kształcenia

W świecie działającym w oparciu o technologie cyfrowe pracodawcy mogą przekraczać tradycyjne granice świata fizycznego i docierać do nowych, utalentowanych pracowników. Z drugiej jednak strony postęp technologiczny wymaga ciągłego inwestowania w rozwój umiejętności zarówno twardych, jak i miękkich. Liderzy przedsiębiorstw muszą więc zapewnić swoim kadrom łatwy dostęp do możliwości rozwoju zawodowego. Gdy pracownik ma świadomość, że sam kieruje swoją ścieżką kariery, bardziej angażuje się w pracę.

Możliwości zmiany kwalifikacji i rozwoju zawodowego powinny być dostępne na wyciągnięcie ręki. Jeśli pracownik musi długo szukać informacji o tym, czego i jak powinien się uczyć, prawdopodobnie nigdy tej nauki nie podejmie. Do rozwoju motywują również łatwo dostępne informacje o otwartych stanowiskach pracy. Aby maksymalnie wykorzystać potencjał swoich podwładnych, liderzy muszą wdrażać kulturę ustawicznego kształcenia i rozwoju zawodowego zgodnie z potrzebami firmy.

Elastyczność i bezpieczeństwo

Stworzenie pracownikom optymalnych warunków w erze cyfrowej wymaga współpracy działu kadr i działu informatycznego. Pracodawca musi ufać pracownikom i wierzyć, że wykonają oni swoje zadania zgodnie z własnymi harmonogramami. Dlatego powinien im zaoferować elastyczne opcje czasu pracy. W przypadku rozproszonych zespołów zarządzanie oparte na empatii i zrozumieniu ma jeszcze więcej zalet. Warto także skorzystać z gotowych porad, wskazówek i rozwiązań dostępnych na portalu Work.com, gdzie pracodawcy znajdą kompleksowe narzędzia wspomagające zarządzanie pracą zdalną czy hybrydową – dodaje Krzysztof Augustynowicz z Salesforce.

Efektywność i zadowolenie pracowników zależy również od zapewnienia im niezbędnych połączeń, kontaktów i komunikacji. Dział kadr powinien udostępniać pracownikom nowe możliwości i kontakty z odpowiednimi osobami. Dzięki temu będą oni bardziej zadowoleni i zmotywowani do rozwoju, a z drugiej strony bezpieczni, co zwiększy ich efektywność i zaangażowanie. Z kolei dział informatyczny musi zadbać o to, aby pracownicy mieli łączność z odpowiednimi urządzeniami i zasobami, co pozwoli im osiągać najlepsze wyniki. Oba działy muszą wspólnie podejmować wysiłki na rzecz zapewnienia pracownikom niezawodności i bezpieczeństwa systemów, ochrony prywatności i łatwego dostępu do zasobów.

Nowy model środowiska pracy, który pojawił się po pandemii, wymaga efektywnego zarządzania pracownikami. Wtedy może on przynieść firmom duże korzyści.

Raport GfK: W czasie pandemii Polaków najbardziej irytowały maseczki

Wybuch pandemii koronawirusa poskutkował wprowadzeniem wielu obostrzeń i zmian w naszym codziennym życiu. Firma badawcza GfK w najnowszej fali raportu „Corona Mood” postanowiła sprawdzić, które z nich irytowały nas najbardziej. Największa grupa badanych wskazała na noszenie maseczek. Wyraźnie mniejszy odsetek wśród największych uciążliwości wymienił m.in. zamkniętą gastronomię, ograniczenia w handlu i konieczność zdalnej edukacji.

Wraz z wybuchem pandemii w życiu Polaków pojawił się szereg ograniczeń – część z nich towarzyszy nam nieustannie, a niektóre wprowadzane są terminowo, w zależności od liczby zakażeń i sytuacji w szpitalach. GfK sprawdziła, które z obostrzeń irytują nas najbardziej i poprosiła Polaków o wytypowanie trzech największych ich zdaniem uciążliwości związanych z „nową rzeczywistością”.

Zdecydowanie najwięcej badanych (48%) wskazało na konieczność noszenia maseczek. Konieczność zakrywania nosa i twarzy obowiązuje od marca ubiegłego roku i wprowadzana jest w różnym zakresie, w zależności od nasilenia pandemii. Dziś wiele wskazuje na to, że obowiązek ten pozostanie z nami jeszcze przez co najmniej kilka miesięcy. Według najnowszych prognoz Ministerstwa Zdrowia maski w przestrzeniach zamkniętych będziemy nosić do końca wakacji, a być może znacznie dłużej. Termin w którym przestaną być one konieczne w dużej mierze zależeć będzie bowiem od stopnia zaszczepienia populacji.

– To, że maseczki nas irytują, nie oznacza wcale, że uznajemy je za niepotrzebne. Większość Polaków solidarnie dostosowuje się do obowiązujących norm sanitarnych, ale każdy tęskni już za „starą normalnością”, bez masek, limitów i ograniczeń. Pełną akceptację pandemicznych obostrzeń z pewnością hamują także nieustannie zmieniające się zasady, za którymi często ciężko nadążyć. Dlatego tak ważna pozostaje edukacja i uświadamianie, dlaczego warto nosić maski ochronne i jakie korzyści przynosi to nie tylko nam samym, ale także całej populacji – podkreśla Dominika Grusznic-Drobińska, dyrektor ds. Marketing & Consumer Intelligence w GfK.

W drugiej kolejności za największą uciążliwość Polacy uznali ciągłą obecność w mediach tematów związanych z pandemią. Jak wynika z danych GfK, jest to irytujące aż dla 36% badanych. Dopiero na kolejnych pozycjach uplasowały się ograniczenia w gastronomii (29%), zamknięta turystyka i możliwość spotkań towarzyskich (27%), a także ograniczenia w handlu (24%). – Bardzo wyrównane wyniki pokazują, że w czasie pandemii nie było jednego, głównego czynnika, który irytował nas w sposób szczególny. Niektórzy najbardziej tęsknili za rozrywką, inni za możliwością odwiedzenia restauracji, a jeszcze innych denerwowały limity ilościowe i zamknięcie wielu gałęzi handlu. Co ciekawe znacznie mniej wskazań uzyskała np. edukacja zdalna, którą wybrało zaledwie 19% badanych. Biorąc pod uwagę skalę publicznej dyskusji na ten temat, można było oczekiwać wyższego miejsca w zestawieniu – mówi Dominika Grusznic-Drobińska.

Według badania GfK w czasie pandemii dla Polaków najmniej irytująca okazała się konieczność spędzania większej ilości czasu z bliskimi i współlokatorami (5%) oraz przebieg procesu szczepień i ograniczenie praktyk religijnych – obie kwestie wytypowało po 7% badanych.

Protokół nie decyduje o tym, kiedy jest VAT

Kwestia momentu powstania obowiązku podatkowego w przypadku świadczenia usług często bywa bardzo problematyczna. Zgodnie z przepisami obowiązek podatkowy powstaje co do zasady w dacie wykonania świadczenia. W praktyce gospodarczej powszechną praktyką odbioru prac wykonywanych w ramach świadczenia usług jest podpisywanie protokołów odbioru. Protokoły te mają różne znaczenia, ale głównym ich celem jest z jednej strony informacja o wykonanych usługach, a z drugiej ich akceptacja. Podatkowe znaczenie protokołów odbioru jest jednak różne i zależy od indywidualnych okoliczności sprawy. Na uwagę zasługuje także wyraźne, różne podejście do tematu organów podatkowych oraz sądów administracyjnych.

Wyrok TSUE C-224/18

W pierwszej kolejności warto odnieść się do wyroku TSUE z dnia 2 maja 2019 r., C-224/18 (Budimex SA), w którym Trybunał uznał, że usługa budowlana może zostać uznana za wykonaną w dacie podpisania protokołu odbioru, jeżeli łącznie spełnione zostały trzy podstawowe warunki. Po pierwsze formalności związane z odbiorem prac powinny zostać uzgodnione w porozumieniu / umowie wiążącej strony, która byłaby zgodna z rzeczywistością gospodarczą i handlową w danej dziedzinie. Oznacza to, że zapisy umów, które byłyby rażąco sprzeczne ze specyfiką prowadzonych prac czy gospodarczym przeznaczeniem, nie mogłyby stanowić o spełnieniu tego warunku.

Po drugie TSUE wskazał, że formalności te powinny stanowić o zakończeniu usługi, tj. powinny być co do zasady ostatnim materialnym elementem wykonywanych prac.

Po trzecie formalności te powinny wpływać na wysokość należnego świadczenia wzajemnego, tzn. poprzez podpisanie protokołu odbioru prac strony powinny też potwierdzić ostateczną wartość świadczenia, podlegającą w niektórych przypadkach korekcie z uwagi na opóźnienie w realizacji prac, niewłaściwe wykonanie prac, mniejszą wartość wykonanych prac etc.

Warto wskazać, że wyrok TSUE spotkał się z aprobatą sądów administracyjnych. Przykładowo NSA w wyroku z 18 lipca 2019 r., sygn. I FSK 65/16, wskazał, że praktyką gospodarczą na rynku budowlanym jest zazwyczaj zapis o prawie do skontrolowania prawidłowości wykonania usługi przed jej zaakceptowaniem, co może być przyczyną pojawienia się konieczności wykonania świadczeń dodatkowych. NSA wskazał, że w takiej sytuacji protokół stanowiący ostateczną aprobatę wykonanych usług stanowi ich materialne zakończenie i w tej dacie powstaje obowiązek podatkowy. Z kolei WSA w Poznaniu w wyroku z 23 lutego 2021 r., sygn. akt I SA/Po 847/20, dużą uwagę poświęcił zbyt płytkiej analizie organów podatkowych poświęconej postanowieniom umowy oraz warunkom realizacji usług.

Interpretacja ogólna

Ministerstwo Finansów w komunikacie wydanym po wyroku TSUE odniosło się do interpretacji ogólnej Ministra Finansów z dnia 1 kwietnia 2016 r. nr PT3.8101.41.2015.AEW.2016.AMT.141, w której to w sposób szczegółowy opisane zostało stanowisko Ministerstwa w tym zakresie. Zgodnie z tą interpretacją za datę wykonania usługi należy przyjąć datę faktycznego wykonania usługi niezależnie od daty podpisania protokołu odbioru prac. Jest to więc data, w której dochodzi do faktycznego zakończenia prac zgodnie z umową i zgłoszenia prac lub ich części przez wykonawcę do odbioru – w opinii wykonawcy usługi prace te lub ich część są gotowe do przyjęcia przez nabywcę usługi. Ministerstwo dodatkowo wskazało, że w przypadku kontraktów budowlanych w większości znana jest kwota kontraktu, która z punktu widzenia ustawy powinna zostać potraktowana jako podstawa opodatkowania VAT z tytułu wykonanych usług. Późniejsze skorygowanie tej kwoty w oparciu o ustalenia protokołu odbioru jest podstawą do wystawienia faktury korygującej.

Stanowisko organów podatkowych

Po wyroku TSUE w kwestii uzależnienia daty powstania obowiązku podatkowego od podpisania protokołu wypowiadały się już organy podatkowe. Wyrażone przez nie stanowisko jest zbieżne z interpretacją ogólną Ministerstwa Finansów, jednak zgoła odmienne od podejścia sądów administracyjnych. Na uwagę zasługuje fakt ograniczonej analizy postanowień umowy oraz warunków realizacji usług przez organy podatkowe. Przykładowo Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji z dnia 12 marca 2021 r., sygn. 0111-KDIB3-1.4012.24.2021.1.IK, zajął stanowisko, że wykonanie usługi następuje z chwilą faktycznego zakończenia wszystkich czynności, do których wykonania zobowiązany był wykonawca. W tym stanie faktycznym oznaczało to, że usługę należało uznać za wykonaną w momencie przekazania dokumentacji projektowej. Organ co prawda wskazał, że podpisanie protokołu odbiorczego potwierdza fakt wykonania usługi, ale jej nie determinuje. Dlatego umowne postanowienia uzależniające obowiązek podatkowy od daty protokołu mają jedynie charakter pomocniczy, gdy nie jest możliwe ustalenie daty powstania obowiązku podatkowego.

Z kolei w interpretacji z dnia 30 kwietnia 2020 r., sygn. 0112-KDIL3.4012.33.2020.2.MŁ, Dyrektor KIS wskazał, że podejmowanie dodatkowych negocjacji mających na celu uregulowanie wzajemnych rozliczeń oraz zasad współpracy pozostaje bez wpływu na datę powstania obowiązku podatkowego. Sprawa dotyczyła rozszerzenia zakresu pierwotnych usług, które zgodnie z umową zostały wykonane i za które należało się wynagrodzenie. Strony próbowały porozumieniem, poprzez zlecenie dodatkowych czynności, rozciągnąć w czasie datę powstania obowiązku podatkowego, na co nie zgodził się organ podatkowy.

Podsumowanie

Mimo iż praktyka organów podatkowych jest taka, że z perspektywy VAT liczy się jedynie data faktycznego wykonania usługi, to jednak wielu przedsiębiorców w dalszym ciągu za podstawę przyjmuje datę podpisania protokołu odbioru prac. Jest to praktyka biznesowa, dlatego należy zadbać w umowie oraz we współpracy z kontrahentem, aby taki protokół nie miał tylko formalnego charakteru, ale żeby był istotną częścią świadczonych usług, wskazującą, czy usługa została wykonana i zaakceptowana przez odbiorcę.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Zbigniew Wysocki Prezesem Polskiej Grupy Supermarketów

Nowym Prezesem Polskiej Grupy Supermarketów, właściciela sieci Top Market, został Zbigniew Wysocki, który zastąpił na stanowisku Michała Sadeckiego. O wyborze kandydata zadecydowała Rada Nadzorcza Spółki.

Wybór Zbigniewa Wysockiego na stanowisko Prezesa związany jest z nowymi wyzwaniami stojącymi przed Polską Grupą Supermarketów w zmieniających się realiach rynkowych. Doświadczenie nowego Szefa Grupy ma pomóc m.in. w przyspieszeniu konsolidacji sieci partnerskiej czy poprawie warunków zakupowych dla członków Grupy.

Jednym z pierwszych wyzwań, które sobie stawiam będzie zacieśnienie współpracy między uczestnikami sieci, a centralą firmy oraz optymalizacja łańcucha dostaw i budowa oferty asortymentowej dostosowanej do potrzeb naszych placówek handlowych i oczekiwań konsumentów – mówi Zbigniew Wysocki, nowo wybrany Prezes Polskiej Grupy Supermarketów.

Wysocki od przeszło 24 lat związany jest z polskim rynkiem FMCG. W latach 1996-2007 był Dyrektorem Grupy POLOmarket Detal, a następnie przez 6 lat pełnił funkcję Prezesa Zarządu w Market Detal, będąc jednocześnie dwukrotnie powołanym do Zarządu Polomarket Sp. z o. o. w Giebni.  Był współtwórcą oraz Wiceprezesem sieci sklepów Mila, a w ostatnim czasie objął stanowisko Dyrektora Handlowego u jednego z Udziałowców Grupy co okazało się świetnym przygotowaniem do przejęcia sterów w PGS.

Koszt dla gospodarstw domowych włączenia transportu i budynków mieszkalnych do EU ETS

Potencjalne roczne koszty wynikające z konieczności płacenia za możliwość emisji dwutlenku węgla w przeliczeniu na gospodarstwo domowe w UE27 szacuje się na 373 EUR w przypadku transportu i 429 EUR w przypadku budynków mieszkalnych. Co istotne, średni wzrost wydatków na energię z tytułu kosztów emisji z transportu dla gospodarstw domowych UE27 w I kwintylu dochodowym może wynieść 44%, podczas gdy wzrost z tytułu kosztów emisji pochodzących z budynków mieszkalnych może osiągnąć 50%. W przypadku Polski przez koszty emisji z budynków mieszkalnych wydatki na energię wśród najbiedniejszych gospodarstw domowych zwiększą o 108% – wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego “Koszt dla gospodarstw domowych włączenia transportu i budynków mieszkalnych do EU ETS”.

W raporcie przedstawiono wpływ rozszerzenia systemu EU ETS, czyli wprowadzenia opłat za emisję dwutlenku węgla w sektorach transportu i budynków mieszkalnych na budżety gospodarstw domowych w UE. Ewaluacja kosztów zostałaprzeprowadzonaw oparciu
o kilka scenariuszy. Zastosowano dwa podejścia. W pierwszym do oceny potencjalnych kosztów rozszerzenia wykorzystano egzogeniczną cenę EUA pochodzącą
z trzech różnych scenariuszy. W drugim podejściu cena jest obliczana w sposób endogeniczny, czyli w ramach modelu jako cena uprawnień potrzebna do osiągnięcia pożądanej redukcji emisji (-40%) w sektorach transportu i budownictwa, zgodnie
z ogólnym celem 62% dla całego ETS. Porównujemy uzyskaną redukcję emisji
i odpowiadające im ceny CO2.

Jak pokazała nasza analiza, przeniesienie transportu i ogrzewania z ESR (rozporządzenia
w sprawie wspólnego wysiłku redukcyjnego) do systemu EU ETS utrudniłoby
w szczególności dekarbonizację transportu, ponieważ taka konfiguracja nie tworzyłaby zachęt dla państw członkowskich do utrzymywania obecnie istniejących podatków emisyjnych i paliwowych.
Z kolei włączenie transportu i budownictwa zarówno do ESR, jak i ETS sprawiłoby, że odpowiedzialność za redukcję emisji w tych sektorach byłaby rozłożona w sposób mało transparentny. Jednocześnie, taki system wymagałby bardzo wysokich cen uprawnień, aby móc szybko dekarbonizować oba sektory do 2030 r. Oznaczałoby to bowiem, że cena uprawnień powinna osiągnąć blisko 180 euro za tonę (w cenach z 2015 r.) do 2030 r. – mówi Magdalena Maj, starszy analityk zespołu energii
i klimatu Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Potencjalne skutki rozwiązań

Ze względu na to, że zarówno sektor budowlany, jak i transportowy są stosunkowo mało wrażliwe na fluktuacje cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla, rozszerzenie systemu ETS zmusiłoby firmy z sektorów nim objętych do zwiększenia wysiłków redukcyjnych.
W konsekwencji doprowadziłoby to do spadku konkurencyjności sektorów objętych obecnie systemem ETS oraz niewielkiego spadku produkcji i zatrudnienia.

Bez wprowadzenia mechanizmów redystrybucji środków, negatywne skutki dla produkcji i zatrudnienia miałoby także wprowadzenie równoległego systemu, dedykowanego tylko tym dwóm sektorom. Przy założeniu 100% redystrybucji,  scenariusz równoległego ETS dla transportu i budownictwa może przyczynić się do zwiększenia aktywności gospodarczej
w Europie, przy jednoczesnym zapewnieniu takiej samej redukcji emisji. Z kolei jeżeli część przychodów z tak skonstruowanego system byłaby wykorzystywana na inwestycje
w technologie niskoemisyjne oraz na poprawę efektywności energetycznej, to koszty technologii niskoemisyjnych dla wszystkich konsumentów uległyby obniżeniu i spadłyby również ceny uprawnień do emisji.

Najbiedniejsze gospodarstwa domowe i mniej zamożne kraje najbardziej narażone na negatywne skutki rozszerzenia ETS

Rozszerzenie ETS na budynki i transport znacznie przyspieszyłoby proces redukcji emisji. Jak jednak pokazały analizy modeli, aby osiągnąć wymaganą 40% redukcję, ceny EUA powinny kształtować się na poziomie prawie 180 EUR/t CO2 (w cenach z 2015 roku). Patrząc z perspektywy UE27, tak wysokie ceny doprowadziłyby do ogromnych kosztów dla gospodarstw domowych, szacowanych na 1 112 miliardów euro w latach 2025–2040, a także miałyby potencjalnie niszczący wpływ na europejski przemysł funkcjonujący
w ramach obecnego EU ETS.

Wyższe ceny uprawnień do emisji byłyby szczególnie dotkliwe dla biedniejszych gospodarstw domowych. Szacujemy, że średnioroczny wzrost kosztów zużycia energii wyniósłby 44% w transporcie i 50% w sektorze budynków dla gospodarstw domowych
z pierwszego (najbiedniejszego) kwintylu dochodowego.

Skutki wzrostu cen uprawnień silniej odczują również najbiedniejsze państwa członkowskie UE. W przypadku Polski, niezależnie od scenariusza, wzrost kosztów dla gospodarstw domowych w porównaniu do scenariusza BASELINE jest wyższy niż w UE27. W scenariuszu pośrednim (MODERATE) całkowity koszt jest o 84% wyższy niż w scenariuszu BASELINE, natomiast w scenariuszu HIGH jest aż o 163% wyższy. Poza tym koszty emisji z budynków mieszkalnych stanowią 57% całkowitych kosztów i jest to o ok. 15 punktów procentowych więcej niż dla całej UE27.Włączenie transportu drogowego i budynków mieszkalnych do EU ETS

Co należy zrobić, aby rozszerzenie ETS było ekonomicznie efektywne i społecznie akcptowalne?

Aby złagodzić negatywne skutki społeczne rozszerzenia ETS na sektor budynków
i transport drogowego, należałoby przede wszystkim wprowadzić mechanizm redystrybucji wspierający gospodarstwa domowe znajdujące się w najtrudniejszym położeniu. W przypadku budynków mieszkalnych może to obejmować transfery, dopłaty do rachunków za energię lub programy wspierające poprawę efektywności energetycznej. Z kolei w sektorze transportu kluczowe byłoby zapewnienie rabatów dla konsumentów na pojazdy niskoemisyjne i elektryczne oraz ulg podatkowych rekompensujących wzrost cen paliw spowodowany cenami emisji dwutlenku węgla.

Ponadto, rekomendujemy wdrożenie nowych polityk w zakresie efektywności energetycznej i energii odnawialnej oraz ulepszenie istniejących, ze szczególnym uwzględnieniem przepisów ukierunkowanych na sektor budownictwa mieszkaniowego i transportu, gdyż w tych obszarach możliwe jest przyspieszenie wykorzystania technologii niskoemisyjnych i obniżenie zapotrzebowania na energię. Aby to osiągnąć, niezbędne jest utrzymanie i wzmocnienie unijnych narzędzi, takich jak mechanizm solidarności umożliwiający redystrybucję środków na rzecz biedniejszych państw członkowskich.

W związku z tym należy wprowadzić zasadę obligatoryjnego przeznaczania 100% dochodów generowanych przez dodatki solidarnościowe na cele energetyczne i klimatyczne. Ponadto dostrzegamy potrzebę zwiększenia środków i zakresu działań w ramach Funduszu Modernizacji i Innowacji, celem łagodzenia skutków rozszerzenia ETS, w krajach, w których transofrmacja energetyczna jest największym wyzwaniem.

Na co oszczędzają Polacy? Na pewno nie na emeryturę

Dla nieco ponad 90 proc. Polaków oszczędzanie na emeryturę nie jest priorytetem – tak wynika z badań nad sytuacją rynku consumer finance, które Związek Przedsiębiorstw Finansowych i Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH prowadzą cyklicznie od lat. Na koniec 2020 roku tylko 9,5 proc. gospodarstw domowych zadeklarowało, że oszczędza na emeryturę. Ważniejszym celem do oszczędzania są chociażby remonty mieszkania lub domu (35,2 proc.), wakacyjne wyjazdy i wypoczynek (33,4 proc.) czy zakup drobnych dóbr trwałych (28,4 proc.).[1] Z czego będą żyć przyszli emeryci?

Wśród celów, na które oszczędzają rodacy – poza remontem, wakacjami oraz zakupami – jest też odkładanie na własne mieszkanie (20,3 proc.) oraz samochód (24,8 proc.). Co ważne, wysoko w hierarchii celów oszczędzania są też bieżące wydatki konsumpcyjne. Na ten cel oszczędza 25,9 proc. Polaków.

– Bardzo dużo mówi się o tym, że polskie emerytury są jednymi z najniższych w Unii Europejskiej. Sporo uwagi poświęca się również stopie zastąpienia, która z biegiem lat będzie kształtowała się coraz mniej korzystnie dla seniorów. Mimo to, w zarządzaniu domowym budżetem, wciąż brakuje długofalowego i perspektywicznego podejścia do kwestii, które powinny wydawać się najważniejsze. Każdy z nas powinien dbać o zapewnienie sobie dobrostanu w przyszłości, a nie tylko tu i teraz – mówi Marcin Czugan, Prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

Wśród osób, które chcą oszczędzać na emeryturę, stanowiących 9,5 proc. wszystkich ankietowanych, prym wiodą mężczyźni (78,8 proc.), osoby w wieku 30-49 lat (59,8 proc.). Blisko 47 proc. gospodarstw domowych oszczędzających na emeryturę mieszka w dużym mieście, a nieco mniej w mieście średniej wielkości (29,9 proc.). Część tych osób pracuje na stanowiskach nierobotniczych (39,3 proc.), a część robotniczych (31,5 proc.). Dochód przypadający na osobę w większości tych gospodarstw jest wyższy niż 1400 zł (52,6 proc.)

– Wciąż mam wrażenie, że potrzebna jest duża, ogólnopolska kampania edukacyjna dotycząca oszczędzania na emeryturę. Weźmy chociażby stopę zastąpienia, czyli relację przeciętnej wypłacanej emerytury względem średniej krajowej. W 2018 roku wyniosła ona 56,4 proc., czyli o ponad 5 pkt proc. mniej niż pięć lat wcześniej. Jeszcze dwa lata temu mówiło się, że za 20 lat stopa zastąpienia będzie wynosiła ok. 38 proc., co oznaczałoby, że dzisiejsi 40-45 latkowie, którzy zarabiają średnią krajową w wysokości 3550 zł netto, po przejściu na emeryturę, dostaną ok. 1300 zł świadczeń emerytalnych na rękę. Dziś prognozy są coraz bardziej bezlitosne. O tym trzeba mówić głośno. Trzeba uświadamiać Polakom, że świadczenia pieniężne otrzymywane od państwa nie wystarczą – podkreśla Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Dodaje, że już dziś, w Polsce, Europie i na całym świecie hipoteka odwrócona zyskuje na popularności, ponieważ jest odpowiedzią na potrzeby seniorów, którzy na emeryturze borykają się z problemami finansowymi. Z najnowszego raportu Ernst & Young (EY) oraz European Pensions and Property Asset Release Group (EPPARG) dotyczącego hipoteki odwróconej na świecie (w którym znalazły się dane z 13 krajów, w tym Polski) wynika, że w ciągu najbliższych dziesięciu lat globalny rynek urośnie trzykrotnie. Już dziś wartość środków uwalnianych, dzięki hipotece odwróconej, przekracza rocznie
15 mld dolarów w skali świata. Do 2031 roku liczba ta zwiększy się do 50 mld dolarów rocznie.[2]

[1] Sytuacja na rynku Consumer Finance, badanie ZPF i IRG SGH

[2] Raport „Global Equity Release Roundtable 2020”, przygotowany przez EY i EPPARG, opublikowany 28.01.2021.
Link: http://epparg.org/news/global-equity-release-market-forecast-to-more-than-treble-by-2031/

Tomasz Mrozowski nowym Prezesem Grupy 3S

1-go lipca 2021 roku Tomasz Mrozowski zostanie nowym prezesem zarządu spółek wchodzących w skład Grupy 3S. Zastąpi w tej roli, związanego z 3S od ponad 10 lat, Piotra Pawłowskiego, który podjął decyzję o rezygnacji ze stanowiska CEO. Tomasz Mrozowski dołączył do Grupy 3S w 2019 roku jako reprezentant nowego właściciela Grupy 3S – spółki P4, w randze członka zarządu odpowiedzialnego za sprawy organizacyjne (COO).

Tomasz Mrozowski to menedżer specjalizujący się we wdrożeniach strategii, transformacjach organizacji i projektach rozwoju biznesu. W przeszłości, pracował z zarządami spółek z indeksu WIG20, gdzie realizował innowacje od etapu inkubacji do transformacji. Absolwent Szkoły Głównej Handlowej, Copenhagen Business School oraz KAIST MBA w Korei Południowej. Od 2015 roku, jako Dyrektor ds. Rozwoju Biznesu PLAY, prowadzi projekty strategiczne dla całej grupy PLAY. Był m.in. odpowiedzialny operacyjnie za projekt współpracy pomiędzy PLAY i 3S, rozpoczęty wraz z zakupem udziałów przez P4 w spółkach Grupy 3S w 2019 roku.

– To duże, fascynujące wyzwanie i ciekawy moment. Jesteśmy w trakcie ekspansji geograficznej – dynamicznie rozwijamy infrastrukturę i biznes w nowych aglomeracjach, poszerzamy też ofertę – mówi Tomasz Mrozowski, nowo powołany na prezesa Grupy 3S – Jestem jednak przekonany, że z Zespołem 3S, z którym udało nam się zrealizować z sukcesem już wiele projektów, szybko osiągniemy pozycję najchętniej rekomendowanego ogólnopolskiego dostawcy rozwiązań ICT dla biznesu, dodaje.

Piotr Pawłowski rozpoczął współpracę z 3S (wówczas TKP S.A.) w 2011 roku. Najpierw jako trener biznesu i doradca zarządu, potem jako członek zarządu i dyrektor handlowy. Od października 2018 roku pełni funkcję prezesa i dyrektora zarządzającego. W okresie współpracy Piotra Pawłowskiego z 3S przychody i zatrudnienie wzrosły ponad 4-krotnie, a wartość Grupy ponad 10-krotnie.

Duże farmy zdominują fotowoltaikę? Nadchodzi zmiana na rynku OZE

Według prognoz Instytutu Energii Odnawialnej, moc zainstalowana w fotowoltaiki w Polsce podwoi się w ciągu najbliższych dwóch lat. W 2025 roku może osiągnąć nawet 15 GW. Rynek OZE swój dynamiczny wzrost zawdzięczał dotąd przede wszystkim prosumentom, którzy korzystali z programu „Mój Prąd”. Jednak proporcje zaczynają się zmieniać – miejsce mikroinstalacji zajmują farmy, a energia słoneczna „goni” wiatrową.

Słońce odporne na kryzys

Polska jest już na dziewiątym miejscu w Europie pod względem łącznej mocy zainstalowanej w fotowoltaice. Kryzys wywołany pandemią nie zmniejszył aktywności inwestorów, a liczba wydawanych pozwoleń budowlanych i warunków przyłączenia do sieci stale rośnie. Branża przygotowuje się na kolejny dobry rok: 8 na 10 firm deklaruje, że chce zwiększać zatrudnienie, a 73% planuje podniesienie zdolności produkcyjnych.

Dotychczasowe gwałtowne tempo rozwoju fotowoltaiki prosumenckiej byłoby trudne do utrzymania m.in. z powodów technicznych. Duża liczba małych, rozproszonych i niestabilnych źródeł energii to wyzwanie dla sieci elektroenergetycznej. Boom na mikroinstalacje będzie słabł, jednak nie oznacza to dużego spowolnienia na rynku. Fotowoltaika rozwinie się w większych projektach farm słonecznych, co dodatkowo pomoże stabilizować system energetyczny i obniżać ceny energii – podkreśla Mariusz Łoboda, Product Manager w firmie Eaton.

Farmy w miejsce prosumentów?

Mikroinstalacje zakładane w ramach programu „Mój prąd” generują ok. 80% wszystkich obrotów w branży fotowoltaicznej. Jednak do końca tego roku odsetek ten ma spaść do 65%. Rynek będzie się równoważył: w ciągu dwóch lat całkowita zainstalowana moc farm słonecznych zrówna się z fotowoltaiką prosumencką. Potencjał inwestycyjny jest duży − ceny na rynku spadają, a koszt instalacji maleje wraz ze wzrostem mocy. Dla farm fotowoltaicznych jest on znacznie niższy niż dla pozostałych typów instalacji. Program „Mój Prąd” przyczynił się do rozwinięcia firm i dostawców rozwiązań, z czego w kolejnych latach korzystać będą także duże farmy.

Rozwój napędza też system aukcyjny. Moc instalacji, które w jego ramach zbudowano, podwoiła się przez dwa lata. Jednocześnie energia słoneczna zaczyna w pełni konkurować z wiatrową. W 2020 roku w systemie liczba ofert oraz moc instalacji fotowoltaicznych i wiatrowych była już taka sama. Ruch inwestycyjny będzie trwał co najmniej do 2027 roku, ponieważ okres obowiązywania systemu wydłużono niedawno o pięć lat.

Konieczna modernizacja sieci

Nowe inwestycje i rozwój sektora fotowoltaiki może zahamować ograniczona dostępność mocy przyłączeniowych do sieci. Według raportu IEO, problemem dla inwestorów jest przede wszystkim niewystarczający stan infrastruktury sieciowej i długi czas oczekiwania na warunki przyłączenia.

Sieci energetyczne były projektowane z myślą o jednokierunkowym przepływie mocy z dużych elektrowni do odbiorców. Rozwój OZE sprawia, że system staje się dwukierunkowy. Aby nie zabrakło mocy przyłączeniowej, a sieć działała stabilnie, potrzebne są inwestycje w infrastrukturę i inteligentne zarządzanie energią. Wzrosnąć musi skala korzystania z inteligentnych czujników IoT gromadzących dane, urządzeń monitorujących oraz rozwiązań automatyzujących system. Modernizacja sieci nie musi oznaczać budowania jej od nowa, wystarczy uzupełnienie istniejącej infrastruktury o nowe technologie – podsumowuje Mariusz Łoboda.

Źródła:

  1. Raport Instytutu Energii Odnawialnej „Rynek fotowoltaiki 2021”, którego partnerem jest m.in. firma Eaton.
  2. https://ember-climate.org/wp-content/uploads/2021/01/Report-European-Power-Sector-in-2020.pdf

Zaskakujące dane z polskich sklepów. Tylko w maju ceny poszły w górę o ponad 5%. A ma być jeszcze drożej

Najnowszy raport zawierający porównanie ponad 67 tys. cen detalicznych pokazuje, że w maju br. w sklepach było drożej niż w kwietniu średnio o 5,4%. Patrząc na dane ze wszystkich miesięcy od początku roku, widać, że największy wzrost był między styczniem i lutym – o 9,2%. Następny miesięczny skok wyniósł tylko 1,6%. Z kolei od marca do kwietnia nastąpił spadek o 4,3%. Eksperci komentujący wyniki nie pozostawiają złudzeń, że konsumenci powinni przygotować się na kolejne podwyżki. I dodają, że w całym 2021 roku średnie tempo wzrostu może wynieść nawet 5-8%.

Z „INDEKSU CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH – Styczeń-Maj 2021”, autorstwa Hiper-Com Poland i UCE RESEARCH, wynika, że w maju średnie ceny w sklepach były wyższe o 5,4% niż w kwietniu. Dr Krzysztof Łuczak z Grupy BLIX zauważa, że taka różnica na przestrzeni miesiąca jest bardzo niepokojącym zjawiskiem.

– W ostatnich miesiącach obserwujemy wzrost cen w sklepach z wielu różnych powodów. Najistotniejsze znaczenie mają kwestie związane z rosnącymi kosztami działalności i brakiem siły roboczej. W związku z tym tendencja wzrostowa jest naturalnym zjawiskiem, co potwierdzają powyższe badania – mówi Hubert Majkowski z Hiper-Com Poland.

W raporcie również odnotowano, że od początku roku do końca maja br. ceny najbardziej poszły w górę od stycznia do lutego, bo aż o 9,2%. W marcu w porównaniu do poprzedniego miesiąca wzrosły o 1,6%. Natomiast w kwietniu spadły o 4,3% w zestawieniu z marcem.

– Początek roku był dość dynamiczny, ale jednocześnie słaby dla handlu. Zaczęły obowiązywać nowe podatki, w tym cukrowy i handlowy. Do tego była ostrzejsza zima w Polsce i Europie Zachodniej. Wiele sieci handlowych postanowiło odbić sobie gorsze wyniki, przynajmniej do czasu mocniejszego ożywienia w gospodarce. Na przełomie kwietnia i maja podwyżki nadal były znaczące, ale już nie aż tak widoczne jak zimą – opisuje dr Krzysztof Łuczak, ekspert rynku detalicznego z Grupy BLIX.

Od kwietnia do maja ceny 7 z 12 analizowanych kategorii poszły w górę (chemia gospodarcza, mięso, napoje, owoce, produkty tłuszczowe, używki i inne art.). Natomiast 5 odnotowało spadki (dodatki spożywcze, nabiał, pieczywo, produkty sypkie i warzywa). Spośród 45 sprawdzonych produktów aż 25 podrożało. Największy wzrost wyniósł 120,1% i dotyczył kapusty. Z kolei spadki nie były tak mocne. Najbardziej potaniały takie produkty, jak cebula i cukier – odpowiednio o 31% i 26,4%.

– W ostatnich miesiącach obserwujemy wzrost cen żywności. Jedną z przyczyn są wyższe ceny surowców rolnych na świecie, co powoduje presję na polskim rynku. Do tego wiosna w tym roku przyszła nieco później, co przesunęło w czasie siew warzyw oraz dojrzewanie owoców. Kolejnym elementem są rosnące pozasurowcowe koszty przedsiębiorstw spożywczych. Dotyczy to m.in. paliwa czy opakowań. Natomiast od strony popytowej ważne było odmrażanie gospodarki, co sprzyjało zamówieniom branży produkcji żywności – wyjaśnia Grzegorz Rykaczewski z Santander Bank.

Patrząc na całe kategorie, widać, że w maju w porównaniu do kwietnia najbardziej poszły w górę używki – o 15,6%, a następnie napoje – o 8,6%. Potem w zestawieniu było mięso ze wzrostem na poziomie 8,2%. Jak informuje dr Łuczak, używki od początku roku szły ciągle w górę, poza kwietniem, gdy nagle spadły o 12,9%, ale już w maju powróciły do dwucyfrowego wzrostu. Z kolei napoje w lutym lekko zdrożały. Podobnie było w marcu. Ale w kwietniu już potaniały o 4,2%, żeby w maju znowu zdrożeć. Do tego mięso na początku roku lekko poszło w dół – o 4,1%, ale później już tylko sukcesywnie drożało.

– W przypadku mięsa zadziałały dwa czynniki, tj. wysoki popyt na świecie i ograniczona podaż. Niska opłacalność produkcji zwierzęcej nie zachęca do rozwoju produkcji trzody chlewnej. Z kolei w przypadku drobiu tzw. ptasia grypa spowodowała straty w bazie produkcyjnej. Dotyczy to nie tylko Polski, ale też innych ważnych producentów w UE. W dodatku należy przewidywać, że niska baza drugiej połowy roku ubiegłego będzie działała w kierunku zwiększenia dynamiki wzrostu cen mięsa w kolejnych miesiącach tego roku – komentuje Grzegorz Rykaczewski.

Natomiast spadek cen był najbardziej widoczny wśród warzyw – o 7,3%, pieczywa – o 6,6%, a także produktów sypkich – o 5,2%. Pierwsza i trzecia kategoria na zmianę drożała i taniała. Z kolei pieczywo w lutym i marcu szło w górę, a w kwietniu i maju – w dół.

– W mojej ocenie, podwyżki podstawowych produktów żywnościowych nadal będą postępowały. Uważam też, że z miesiąca na miesiąc może być coraz drożej, ale ta drożyzna będzie w miarę kontrolowana przez branżę retailową. Niemiej jednak trzeba też pamiętać o tym, że wkrótce społeczeństwo może dojść do akceptowalnej granicy tego zjawiska, które jak zawsze odbija się głównie na najgorzej zarabiających i emerytach. Przyszły rok będzie równie trudny. Przewiduję, że średnie tempo wzrostu cen w całym 2021 roku będzie wahało w okolicach 5-8% – podsumowuje ekspert z Grupy BLIX.

Dane pochodzą z raportu „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH – Styczeń-Maj 2021”, autorstwa międzynarodowej agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland i platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH. Przedstawia on średnią wartość cenową 45 produktów od stycznia do początku czerwca 2021 roku włącznie. I obejmuje 12 kategorii (pieczywo, nabiał, mięso, owoce, warzywa, produkty sypkie, produkty tłuszczowe, dodatki spożywcze, używki, napoje, chemia gospodarcza i inne art.). W zestawieniu porównano łącznie ponad 1,7 tys. marek, w tym 66,8 tys. cen detalicznych. Badaniem objęto dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash & carry, działające we wszystkich 16 województwach.

W pozytywnym tonie

W piątek pozytywny nastrój jest przeciągany na kolejny dzień, kiedy proryzykowny ton nadały nowe rekordy indeksów na Wall Street. Katalizatorem są doniesienia z USA o osiągnięciu porozumienia w sprawie planów infrastrukturalnych. Dobry klimat wspiera aktywa ryzykowne, choć zmienność na FX jest niska.

Prezydent Biden ogłosił, że osiągnął ponadpartyjne porozumienie z 10 senatorami w sprawie „ram” planu inwestycji infrastrukturalnych. Całkowite wydatki miałyby wynieść 953 mld USD, a 559 mld USD z tej kwoty zostanie przeznaczonych na rozwój nowej infrastruktury. By zyskać poparcie Republikanów z pakietu usunięto podwyżki podatków, które Demokraci zapewne zechcą zatwierdzić inną drogą. I to jest główne ryzyko dla negocjacji fiskalnych, przez które do ogłoszonego wczoraj „sukcesu” należy podchodzić z rezerwa. Republikanie mogą zdawać sobie sprawę ze strategii Demokratów i zażądać dodatkowych gwarancji, że podwyżki podatków nie zostaną „przemycone” tylnymi drzwiami. Stąd we wczorajszym ogłoszeniu na razie nie ma powodu do dużej euforii. Ale jest przynajmniej pretekst uzasadniający chęć inwestorów do kupowania akcji i poprawiania rekordów na Wall Street.

Apetyt na ryzyko przenika na rynek walutowy, choć zmiany są niewielkie. Wyczuwalne jest zmęczenie po ostatnim rekalibracji oczekiwań w stosunku do polityki Fed. USD dostosował wycenę do jastrzębiego zwrotu Fed. Inwestorzy przyjęli wiadomość, że Fed jest gotowy reagować na inflację, jeśli ta zacznie znacząco odchodzić od ich prognoz. Pojawia się scenariusz wcześniejszego zakończenia skupu aktywów i rozpoczęcia podwyżek stóp procentowych. Ale nie jest to scenariusz pewny, a horyzont najbliższych 2-3 lat to sporo czasu, by być pewnym jednej ścieżki dla polityki, a w konsekwencji dla rynku walutowego. Ostatnie dni to częściowa realizacja zysków i przerzucenie uwagi na stan globalnej gospodarki. Dla generalnego sentymentu ważne są informacje jak plany fiskalne (patrz wyżej) czy odczyty PMI (środa). Dziś pod lupą będą dane o wydatkach i dochodach Amerykanów oraz indeks nastrojów konsumentów z USA. Dowody zadowolenia konsumentów i ich wysoka skłonność od wydawania pieniędzy będą wspierać wizję podwyższonej presji cenowej, co może skłaniać Fed do szybszej reakcji. Innymi słowy dane, które w ostatnim czasie często przechodziły bez echa, teraz mogą zyskiwać dodatkowego znaczenia i wpływać na zachowanie dolara.

Funt nie znalazł wsparcia we wczorajszym przekazie Banku Anglii. Bank zgodnie z oczekiwaniami nie dokonał zmian poziomu stóp procentowych ani założeń skupu, ale komunikat do decyzji miął gołębi wydźwięk. BoE zaznaczył ryzyko inflacji wyższej niż wcześniej oczekiwał, jednak dalej opisuje je jako przejściowe, w związku z czym uważa, że byłoby złym posunięciem podkopać ożywienie przedwczesną decyzją o zacieśnianiu monetarnym. Tylko odchodzący z końcem czerwca A. Haldane chciał redukcji programu QE, co sugeruje, że jakikolwiek jastrzębi zwrot jest raczej odroczony przynajmniej do listopada. Stanowisko Banku Anglii sugeruje, że bliżej mu do EBC niż Fed. Z perspektywy FX rynek będzie musiał wymazać z wyceny funta część z jastrzębich oczekiwań. Podnosi to wrażliwość GBP/USD na jastrzębie sygnały z Fed i reakcję na lepsze dane z USA, podczas gdy pozytywne sygnały z gospodarki brytyjskiej mogą być ignorowane. Zbieżność nastawienia EBC i BoE oznacza też spadek atrakcyjności krótkich pozycji w EUR/GBP i presję na ich domykanie, windując kurs w kierunku 0,8630/50.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

O czym Polska powinna pamiętać wydając środki unijne?

Temat wydawania pieniędzy z funduszy europejskich ma swoje drugie dno. Od lat skupiamy się tylko na jego powierzchownych zagadnieniach – na co wydać, by coś u nas naprawić, załatać dziury, ulepszyć. Jednak równie ważne jest pytanie o drugi aspekt tego zagadnienia – kto te pieniądze dostanie, by wykonać usługi i inwestycje? Niestety do tej pory to pytanie było pomijane przy planowaniu działań. Pieniądze z funduszy unijnych, które szły na państwowe inwestycje, bardzo często wypływały do firm zagranicznych – nie przykładając się do budowania polskiej gospodarki. Dlatego teraz, gdy otrzymaliśmy pokaźną sumę z Funduszu Odbudowy, warto dobrze się zastanowić, kto za te pieniądze będzie nasze inwestycje wykonywał. Jeśli bowiem środki trafią do polskich wykonawców, będziemy je mogli policzyć dwa razy: jako wykonaną inwestycję i jako wkład w polskie PKB.

– Zazwyczaj koncentrujemy się na tym, co fajnego u nas można za pieniądze unijne załatwić, jakie dziury załatać, jakie deficyty zmniejszyć. Natomiast poważna dyskusja powinna być na temat, kto będzie realizatorem tych zadań. Do tej pory zazwyczaj koncentrowaliśmy się na pierwszej sferze – a potem Minister Finansów Niemiec mówił swoim obywatelom, że z każdego euro wydanego w Polsce 89 eurocentów wraca do ich kraju – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Warto się zastanowić, które sfery życia gospodarczego wspierać, jacy mogą być wykonawcy nowych inwestycji. Żebyśmy te kwoty mogli policzyć dwa razy. Po pierwsze – jako te kwoty, które u nas coś zmienią. A po drugie – jako kwoty, które zostaną wydane w naszych przedsiębiorstwach. Oczywiście zawsze istnieje ryzyko, że środki zostaną wydane pod zapotrzebowania polityczne. Ale tego typu obawy i zarzuty pojawiają się zawsze. To jest naturalny proces ścierania politycznego. Wydaje się, że w tej chwili trochę bardziej preferujemy wydawanie pieniędzy w obszarze publicznym. Mniej tych środków idzie w stronę potrzeb przedsiębiorstw i gospodarstw domowych – w taki sposób, żeby wzmocnić ich sprawność i zdolność do przetrwania. Warto tę zależność wyrównać, bo po to dostaliśmy te środki. Mają jednocześnie służyć odbudowie, jak i  wzmocnieniu gospodarki – wskazuje Soroczyński.

Wynagrodzenia będą rosły już wolniej. Dlaczego?

W ujęciu realnym, po skorygowaniu o inflację, wynagrodzenia w firmach zwiększyły się w maju o 5,2% r/r wobec wzrostu o 5,3% w kwietniu. Czy taka dynamika zwiększy presję inflacyjną?

Nominalna dynamika wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób wyniosła 10,1% r/r w maju wobec 9,9% r/r w kwietniu, kształtując się nieznacznie poniżej konsensusu analityków (10,2%). Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 5637 zł.

– Dynamika wynagrodzeń silnie wyhamowała w okresie lockdownów, a więc przy obecnych porównaniach mamy do czynienie z efektem niskiej bazy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska SA. – I to właśnie ze względu na efekt bazy dynamika wynagrodzeń w kolejnych miesiącach będzie już spadała.

Według danych GUS dynamika zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw wyniosła w maju 2,7% r/r wobec 0,9% w kwietniu, a więc powyżej konsensusu rynkowego (2,4%). W ujęciu miesięcznym zatrudnienie wzrosło o 21,6 tys. Takie zjawisko było związane ze stopniowym odmrażaniem gospodarki w maju, po obowiązującym w kwietniu lockdownie.

Wypadkową przyspieszenia wzrostu płac, zwiększenia dynamiki zatrudnienia i wyższej inflacji w maju było silne zwiększenie realnej dynamiki funduszu płac (iloczynu zatrudnienia i przeciętnego wynagrodzenia) w sektorze przedsiębiorstw do 8,3% r/r wobec 6,3% w kwietniu i 3,3% w I kw. Realny fundusz płac rósł w maju br. w najszybciej od lutego 2019 r.

W kolejnych miesiącach efekty niskiej bazy sprzed roku będą stopniowo wygasać, a tym samym dynamiki zatrudnienia i wynagrodzenia obniżą się. W rezultacie oczekujemy, że dynamika konsumpcji zmniejszy się do 4,2% r/r przeciętnie w II poł. br.

Eksperci Credit Agricole Bank Polska prognozują, że w tym roku wynagrodzenia wzrosną o 6,6 %, a w roku przyszłym o 5,8 %., przy inflacji CPI 4,1% i 3,0%.

– To jest dynamika płac, która nie stanowi jakiegoś poważnego zagrożenia w postaci presji inflacyjnej – komentował J.Borowski podczas zorganizowanej przez Coface po raz szesnasty konferencji Country Risk. – Analizując to, co mówią nam firmy, dowiadujemy się, że nie odczuwają presji inflacyjnej i nie planują znaczących podwyżek wynagrodzeń. Gospodarka z jej rynkiem pracy „jedzie” na autopilocie płacowym czyli tempo wzrostu płac będzie wyraźne, ale nie będzie eksplozji.

Istotne jest także to, że Polacy, którzy mają zatrudnienie niechętnie szukają innej pracy. Nie jesteśmy pod tym względem mobilni, pandemia i lockdowny tego nie zmieniły.

InPost z samorządami buduje „Green City”

Przesyłki do Paczkomatów® już dziś są najbardziej ekologiczną formą dostaw zakupów realizowanych w internecie. Ale InPost to nie tylko logistyka. Dlatego firma wdraża na szeroką skalę program „Green City”. To prawdopodobnie pierwszy na świecie program współpracy firmy logistycznej z samorządami. Ma on być częścią rozwiązania najbardziej palącego problemu, przed którym wszyscy stoimy – czyli ograniczenia negatywnego wpływu na środowisko wynikającego z działalności człowieka. Celem programu „Green City” jest poprawa jakości powietrza i ochrona klimatu, a tym samym poprawa komfortu życia mieszkańców polskich miast przez rozwój mobilnych usług miejskich, wspieranie ekologicznego transportu, czy ograniczanie ruchu samochodów.

– Jako lider rynku wyznaczamy standardy w biznesie, także  w zakresie odpowiedzialności za środowisko. Mamy ambitny cel – chcemy być najbardziej neutralną klimatycznie firmą logistyczną w Polsce, a docelowo osiągnąć całkowitą neutralność klimatyczną – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Brzoska, prezes InPost. – Co więcej, wspólnie z naszymi partnerami samorządowymi rozpoczynamy działania na rzecz zwiększania komfortu życia mieszkańców polskich miast – przez rozwój mobilnego dostępu do usług miejskich, wspieranie ekologicznego transportu, ograniczanie ruchu samochodowego, czy ochronę powietrza. Jesteśmy prawdopodobnie pierwszą firmą logistyczną na świecie, która połączyła siły z samorządami w działaniach na rzecz ochrony środowiska i klimatu. Do końca roku chcemy objąć programem kilkadziesiąt największych miast w Polsce – podkreśla Brzoska.

Michał Bryszewski nowym dyrektorem działu zarządzania nieruchomościami w Savills

Firma doradcza Savills poszerza zakres usług zarządzania nieruchomościami, wdrażając nową ofertę dla klientów skupioną na nowych technologiach i ekologicznym budownictwie. W tym celu na stanowisko dyrektora działu powołany został Michał Bryszewski, menadżer z wieloletnim międzynarodowym doświadczeniem w świadczeniu kompleksowych usług doradczych dla najemców i właścicieli nieruchomości.

Michał Bryszewski dołączył do Savills z JLL, gdzie jako Head of Business Solutions od podstaw zbudował blisko 160-osobowy zespół świadczący zintegrowane usługi w ramach czterech linii biznesowych. Wcześniej doświadczenie zdobywał w doradztwie biznesowym w PwC oraz w bankowości inwestycyjnej w UniCredit. Posiada międzynarodowe doświadczenie zdobyte m.in. w trakcie pięciu lat pracy w Wiedniu oraz ugruntowaną wiedzę finansową potwierdzoną tytułem CFA. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Ukończył również studia podyplomowe na Politechnice Warszawskiej oraz jest członkiem RICS.

„Michał wyróżnia się cechami charakterystycznymi dla prawdziwych liderów, które dodatkowo poparte są udokumentowanymi sukcesami zawodowymi. Cechuje go m.in. unikalna umiejętność pracy z ludźmi i innowacyjne podejście. Rozumie on doskonale dzisiejsze potrzeby najemców i zdaje sobie sprawę, że współczesny zarządca nieruchomości powinien dbać o budowanie doświadczenia użytkowników budynku. Ufam, że wniesie on do Savills świeże spojrzenie i nową jakość, co skutkować będzie znaczącym zwiększeniem skali naszego biznesu w obszarze zarządzania nieruchomościami w Polsce” – mówi Tomasz Buras, CEO, Savills.

Savills planuje rozwijać dział zarządzania nieruchomościami w oparciu o jego dotychczasowe filary. Liderami dwóch kluczowych linii biznesowych pozostaną Wioletta Nowotnik, która będzie kontynuować pracę, jako dyrektor zespołu zarządzania nieruchomościami biurowymi oraz Marta Mikołajczyk-Pyrć, która kieruje zespołem zarządzania nieruchomościami handlowymi i projektami mixed-use. Zapowiadana rozbudowa oferty usług zarządzania nieruchomościami związana będzie m.in. z otwarciem się Savills na nowe sektory i inwestycją w rozwój kompetencji w obszarze zarządzania mieszkaniami na wynajem (Build-To-Rent) oraz nieruchomościami magazynowymi i przemysłowymi.

Nowa strategia działu zarządzania nieruchomościami w Savills oparta będzie o proptech i ESG. Savills planuje zacieśniać współpracę w ramach swoich międzynarodowych struktur i korzystać z najlepszych praktyk płynących z wciąż rosnącej skali działalności Savills, obejmującej już ponad 218 mln m kw. powierzchni komercyjnej, którą firma zarządza na całym świecie.

„Chcemy wyróżniać się jakością pracy naszych zarządców oraz realnym podnoszeniem wartości aktywów naszych klientów. Będziemy dążyć do tego, by budynki, którymi się opiekujemy były bardziej przyjazne środowisku, a wykorzystywane w nich nowoczesne technologie sprawiły, że przebywanie w nich będzie przyjemne i komfortowe. Wiemy jak odpowiadać na wyzwania związane z pandemią, tak by zachęcić do powrotu do biur i obiektów handlowych. Wiemy również jak sprawdzić, by same nieruchomości były bardziej bezpieczne, chociażby za pomocą bezdotykowych drzwi i systemów rozpoznawania twarzy, pozwalających ominąć konieczność rejestracji w recepcji, czy też lamp UV w szachtach technicznych. Głęboko wierzymy w wartości proekologiczne i będziemy pomagać naszym klientom spełnić najwyższe standardy w zakresie ESG” – mówi Michał Bryszewski, dyrektor działu zarządzania nieruchomościami, Savills.

Pozyskiwanie klientów z branży FMCG w pięciu krokach

Pozyskiwanie klientów z branży FMCG nie jest proste, a oczekiwania wobec przewoźnika są wysokie na każdym poziomie: prawnym, technicznym oraz organizacyjnym – podkreśla Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics.

Branża FMCG (Fast Moving Consumer Goods), czyli towarów szybkozbywalnych, dobrze poradziła sobie w obliczu pandemii z bardzo prostej przyczyny: popyt na produkty, wchodzące w skład FMCG, czyli żywność, napoje, kosmetyki, chemia gospodarcza, artykuły higieniczne czy nawet drobne AGD, w ogóle nie uległ osłabieniu. Wręcz przeciwnie! „Niezatapialność” branży FMCG stanowi jej ogromną przewagę w stosunku do innych sektorów, przez co stała się jeszcze atrakcyjniejszym kierunkiem dla potencjalnych partnerów biznesowych, a więc spedytorów i przewoźników. Tam bowiem, gdzie popyt na produkty FMCG, tam zapotrzebowanie na wsparcie na poziomie logistycznym, spedycyjnym i transportowym. Oczywiście nasycenie rynku zaczęło wiązać się z podniesioną konkurencyjnością, co z kolei przełożyło się na zwiększone wymagania. O klienta z branży FMCG trzeba się bowiem starać i oferować przewagę na każdym poziomie działania.

Po pierwsze – sprawny tabor

Bez odpowiednio przygotowanych i bezpiecznych środków transportu przewóz towarów szybkozbywalnych jest niemożliwy. To głównie od zaplecza, jakim dysponujemy albo jakie jesteśmy w stanie zorganizować, zależy jakość usługi transportowej oraz bezpieczeństwo przewożonych towarów. Nie bez znaczenia jest również optymalna wielkość floty – powinna być taka, by zapewnić skuteczność i terminowość tzw. linii, czyli dostaw stałych, ale jednocześnie zabezpieczy klienta na wypadek przewozu nadprogramowej ilości towaru.

Po drugie – doświadczenie i wiedza

Oczywiście, równie istotne jest nie tylko to, czym wieziemy produkty, ale także – kto odpowiada za ich bezpieczeństwo. Doświadczenie kierowców i wiedza są fundamentalne i nieodzowne w procesie transportu FMCG. Pozwalają one kierowcy ocenić jakość ładunku przygotowanego do transportu, wnikliwiej sprawdzać zarówno świeżość towaru, jak i optymalną temperaturę oraz inne warunki przewozu. Kluczowa jest tutaj odpowiednia komunikacja i doświadczenie.

Po trzecie – terminowość i elastyczność

Lwią część produktów w sektorze FMCG stanowią produkty spożywcze, a w ich przypadku należy bazować na podstawowej zasadzie: do celu, na czas, bezpiecznie. Warzywa, owoce czy produkty mrożone wymagają jak najszybszej dostawy na możliwie jak najkrótszym odcinku, by zachowały świeżość, nie doznały uszkodzeń lub, co gorsza, nie popsuły się. Trasy muszą być więc optymalnie zaplanowane, by zminimalizować ewentualne ryzyko opóźnienia, a systemy służące do utrzymywania kontrolowanej temperatury muszą być zawsze i bezwzględnie w stu procentach sprawne. Kluczem są szybkość oraz eliminacja lub minimalizacja wszystkich potencjalnych ryzyk.

Po czwarte – certyfikaty, zaświadczenia, dokumenty

Kwestią oczywistą są – rzecz jasna – sprawy proceduralne, czyli niezbędne zezwolenia, certyfikaty i dokumentacje, związane na przykład z rejestracją temperatury przewożonych artykułów. W przypadku przewożonej żywności nieodzowne jest świadectwo zgodności środka transportu, dopasowane do wzoru ATP i tabliczkę na nadwoziu pojazdu. Kwestii proceduralnych nie można pominąć, zignorować ani zaniedbać – to de facto gwarancja bezpieczeństwa zarówno dla przewoźnika, jak i spedytora, klienta czy odbiorcy końcowego.

Po piąte – konkurencyjność w przetargach

Wreszcie – choć nie jest to najmniej istotna kwestia – ofertę determinują też po prostu… pieniądze. Korzystne warunki finansowe i właściwie oszacowane koszty transportu pomagają zarówno w przypadku pozyskiwania nowych klientów, jak i podnoszą konkurencyjność przewoźników w przetargach.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

FM Logistic inwestuje w Lędzinach. Docelowo 400 nowych miejsc pracy

Do końca roku w Lędzinach koło Tychów powstanie 120 nowych miejsc pracy. Kolejną platformę logistyczną obsługiwać tam będzie firma FM Logistic. W nowym magazynie, który będzie obsługiwał klienta z branży spożywczej, docelowo zatrudnienie znajdzie 400 osób. Rekrutacje na kluczowe stanowiska już ruszyły.

Już w październiku, w nowym magazynie pracę znajdzie co najmniej 120 osób. Firma prowadzi już rekrutację na najważniejsze stanowiska, zarówno biurowe, jak i specjalistyczne, w tym Szefów Ekip, czy Operatorów Wózków Widłowych i Magazynierów. Szansę na zatrudnienie w Lędzinach mają również osoby bez doświadczenia w branży logistycznej – firma oferuje pełen pakiet szkoleń (w tym na stanowisko Operatora Wózka Widłowego), a do pracy zaprasza zarówno panie, jak i panów. W ramach standardowego pakietu świadczeń, firma oferuje m.in. pracę w oparciu o umowę o pracę, prywatną opiekę medyczną, czy ubezpieczenie na życie. Pracownicy będą również mogli skorzystać z zapewnionego przez firmę transportu.

Firma FM Logistic jest obecna na polskim rynku od 1995 r. Od ponad dwudziestu pięciu lat rozwijamy kolejne platformy logistyczne w różnych częściach kraju. Wszędzie, gdzie się pojawiamy, zależy nam przede wszystkim na rozwoju lokalnych społeczności. Chcemy, aby pracownicy rozwijali się razem z firmą, dlatego dbamy o możliwie najlepsze warunki pracy, pakiety benefitów i możliwości rozwoju kariery w naszej branży. Jestem przekonana, że będziemy w stanie zaproponować konkurencyjne warunki również w Lędzinach, gdzie powstaje nasza nowa platforma logistyczna – powiedziała Blanka Borkowska, Dyrektor HR w regionie Europy Centralnej, FM Logistic.

W pierwszym etapie, zaplanowanym na październik br., do użytku oddane zostaną hale magazynowe o łącznej powierzchni 13 tys. m. kw., z czego większość stanowić będą chłodnie. Jednocześnie, w Lędzinach powstanie część biurowo-konferencyjna.

Polacy nie odpoczywają. Dłuższe urlopy – sporadyczne i ze służbowym telefonem

Satysfakcja i efektywność pracowników w dużej mierze uzależnione są od możliwości osiągnięcia równowagi pomiędzy życiem zawodowym oraz prywatnym. Do tego niezbędny jest jakościowy odpoczynek, czas na regenerację oraz całkowite odcięcie się od pracy. Tymczasem jak wynika z badania Hays, aż 39 proc. specjalistów i menedżerów nie pamięta kiedy ostatnio przebywało na co najmniej dwutygodniowym urlopie, a 31 proc. nie wyłącza służbowych urządzeń będąc na wakacjach.

Pandemia sprawiła, że tysiące ludzi z dnia na dzień zostało zamkniętych w domach, przez wiele miesięcy realizując swoje zawodowe obowiązki w formie zdalnej. Pracując z domu po raz pierwszy, niejednokrotnie na zobowiązania zawodowe musieli poświęcać więcej czasu. Do tego niejednokrotnie dochodziła konieczność sprawowania opieki nad dziećmi, nowy zakres obowiązków oraz stres związany z sytuacją w firmie. Nagła zmiana nawyków pracy zwróciła uwagę na problem, który wcześniej często bywał pomijany w strategiach HR. Pracownicy nierzadko odczuwają bowiem nadmierny stres i przemęczenie, a łączenie różnych ról bywa dla nich trudnym wyzwaniem. W konsekwencji rośnie ryzyko wypalenia zawodowego. 

ODPOCZYNEK, KTÓREGO BRAKUJE

Jednym ze sposobów walki z utratą motywacji pracowników, obniżeniem efektywności pracy i wypaleniem zawodowym jest regularny i jakościowy wypoczynek. Jak wynika z sondażu internetowego Hays Poland, zaledwie 39 proc. specjalistów i menedżerów w ciągu minionych 12 miesięcy wzięło przynajmniej dwutygodniowy urlop, a kolejnych 39 proc. nie pamięta, kiedy ostatnio miało taką sposobność. Badanie zostało przeprowadzone na grupie ponad 3,7 tysiąca respondentów w okresie od maja do czerwca 2021.

Kiedy ostatnio przebywałeś/ przebywałaś na co najmniej dwutygodniowym urlopie?

12% W ciągu ostatnich 6 miesięcy
27% W ciągu ostatnich 7-12 miesięcy
22% 1-2 lata temu
39% Nie pamiętam

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2021.

Źródeł tej sytuacji można upatrywać w wielu czynnikach. W czasie pandemii możliwości wyjazdów wakacyjnych były mocno ograniczone, a część pracowników zdecydowała się przełożyć swoje plany na późniejsze i mniej zagrożone przez obostrzenia terminy. W tym przypadku należy się spodziewać, że najbliższe miesiące będą czasem zintensyfikowanych urlopów, kiedy wraz ze znoszeniem restrykcji, więcej osób wybierze się na dłuższe wakacje.

Należy również podkreślić, iż czas pandemii dla niektórych firm był czasem zaawansowanych zmian, co nie zawsze sprzyjało planom urlopowym. Część specjalistów i menedżerów mogła mieć poczucie, że ich dłuższa nieobecność odbije się na całym, już przeciążonym nadmiarem obowiązków, zespole. Zdecydowanie częściej decydowali się zatem na krótsze urlopy, które jednak nie zawsze pozwalały realnie odpocząć.

Ostatni dłuższy urlop respondenci badania najczęściej spędzili w Polsce (38 proc.). Na wyjazd zagraniczny zdecydował się co trzeci specjalista i menedżer (34 proc.), a 28 proc. czas wolny od pracy spędziło w domu.

Gdzie spędziłeś/ spędziłaś ostatni dwutygodniowy urlop?

38% Wyjazd krajowy
34% Wyjazd zagraniczny
28% W domu

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2021.

URLOP NIE DLA WSZYSTKICH

Niepokojącą jest informacja, że aż 39 proc. respondentów badania Hays Poland nie potrafiło określić, kiedy ostatnio przebywało na dwutygodniowym urlopie. Tymczasem brak nawyku odpoczywania od pracy jest ryzykowny zarówno dla pracownika, jak i dla firmy. Każdy potrzebuje odrobiny wyciszenia i odseparowania od spraw zawodowych, aby nabrać do nich dystansu i zebrać siły na nadchodzące wyzwania. Urlop to doskonała okazja do zadbania o siebie i swoje potrzeby.

Rolą menedżerów jest promowanie w zespole dobrych nawyków dbania o zdrowie psychiczne i fizyczne, np. higienę snu oraz jakościowy, regularny wypoczynek. Pracownicy powinni być zachęcani do korzystania z przysługujących im dni urlopowych, a także planowania w każdym roku dwóch tygodni nieprzerwanego urlopu. Aby przerwa od pracy pozwalała realnie odpocząć, niezbędne jest jednak całkowite odcięcie od zawodowych obowiązków. Zatrudnieni powinni mieć świadomość, że podczas urlopu mogą wyłączyć służbowe urządzenia i postawić jasną granicę pomiędzy czasem pracy i czasem wolnym – wyjaśnia Aleksandra Tyszkiewicz, dyrektor wykonawcza w Hays Poland.

Odseparowanie się od pracy, wyłączenie telefonu i niesprawdzanie służbowych wiadomości bywa jednak trudne. Niektórzy postrzegają urlop jako zagrożenie utraty kontroli i ominięcia ważnych wydarzeń. To z kolei może prowadzić do poczucia braku bezpieczeństwa. Długa lista rzeczy do zrobienia i szybkie tempo pracy utrudniają odpoczynek – szczególnie w czasie pandemii, gdy w firmach zachodzą liczne zmiany.

WAKACJE ONLINE

Wyłączanie służbowego telefonu czy skrzynki mailowej w czasie urlopu nie jest powszechną praktyką. Badanie Hays wykazało, że 31 proc. respondentów podczas ostatniego, dłuższego urlopu pozostało online, a 29 proc. tylko częściowo wyłączyło służbowe urządzenia. Mimo że nie odpisywali na wiadomości, to trzymali rękę na pulsie, monitorując przebieg wydarzeń.

Czy w czasie urlopu wyłączyłeś/ wyłączyłaś służbowe urządzenia?

40% Tak
29% Częściowo
31% Nie

Źródło: badanie Hays Poland, maj-czerwiec 2021.

Trudności z przejściem w tryb offline w czasie wakacji bardzo często dotyczą kadry menedżerskiej. Wynika to zarówno z chęci dopilnowania, że wszystko przebiega zgodnie z planem, jak i udzielenia wsparcia podwładnym podczas swojej nieobecności. Warto jednak podkreślić, że metody pracy menedżera przekładają się na cały zespół. Niestety, niektórym z nich wyjazd na dłuższe wakacje bez służbowego telefonu wydaje się niemożliwym rozwiązaniem. Tymczasem takie podejście wpływa na pracowników, którzy mogą czuć się w obowiązku zachowywać w podobny sposób.

To właśnie menedżerowie poprzez swoje postawy i zachowanie powinni wypracować w zespole odpowiednie standardy wypoczywania. Szef, który podczas swojego urlopu nieustannie odpowiada na maile i dzwoni do pracowników, wcale nie daje dobrego przykładu. Oczywiście mogą pojawić się wyjątki od tej reguły, kiedy zaangażowanie menedżera jest absolutnie niezbędne. Natomiast powinny to być jednostkowe, tzw. kryzysowe sytuacje – podkreśla Aleksandra Tyszkiewicz z Hays Poland.

DBAJĄC O DOBRO WSZYSTKICH

Jeśli cały czas pracujemy na pełnych obrotach i pozostajemy w stanie gotowości nawet podczas urlopu, to narażamy się na narastający poziom stresu, trudności ze snem oraz problemy zdrowotne.

Niska produktywność nie jest wtedy jedynie wynikiem zmęczenia, ale wołaniem organizmu o odpoczynek niezbędny do utrzymania koncentracji i podejmowania dobrych decyzji. Przemęczony pracownik, który nie ma możliwości nabrania dystansu do pewnych spraw, nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału – zauważa Aleksandra Tyszkiewicz.

Solidny wypoczynek jest podstawą w świadomym budowaniu kariery – bez względu na poziom zajmowanego stanowiska. Po urlopie pojawiają się ciekawsze pomysły i nowe rozwiązania dla starych problemów. Na wiele spraw można spojrzeć inaczej, na czym zyskują zarówno pracodawcy, jak i pracownicy. Wszystko dzięki relaksowi, uwolnieniu umysłu od spraw codziennych i poświęceniu uwagi rzeczom przyjemnym. Jest to szczególnie ważne w kontekście ostatnich kilkunastu, niezwykle stresujących miesięcy.

Firmy nie mierzą skuteczności IT dla biznesu

Prawdziwa wiedza pochodzi z analizy danych. Jednak nie oczekujemy, że aplikacja wytworzy i przeanalizuje wszystkie dane potrzebne do optymalizacji i zabezpieczenia cyfrowego doświadczenia klienta – miary skuteczności IT dla biznesu – lecz że skorzysta z pomocy rozwiązań wspierających, które analizują i instruują systemy do wykonywania dla niej konkretnych czynności.  Należy tu wspomnieć o telemetrii, gdzie widzimy nieustanne żądania od systemów pomocniczych: od diagnostyki, analizy przez wydajność i… zapytania o więcej danych. Informacje płynące z rynku wskazują, że firmy są zgodne – najlepszym wsparciem w tym obszarze są technologie bezpieczeństwa i dostarczania aplikacji.

Telemetria vs brak wiedzy – jak są wykorzystywane dane

Analityka, w dobie gospodarki opartej na danych, to wschodząca gwiazda technologii. Ma kluczowe znaczenie dla wszystkich aspektów działania aplikacji, od sztucznej inteligencji, przez cyberochronę, po zarządzanie portfelem rozwiązań wykorzystywanych w sferze cyfrowej. Zdając sobie sprawę z jej znaczenia, zapytaliśmy organizacje o dane, w tym jak są wykorzystywane i czego na rynku brakuje. Respondenci Raportu SOAS 2021 wskazali, że brakuje im informacji, które pomogą zidentyfikować: główne przyczyny obniżania wydajności (49%), incydenty powodujące przestoje (51%) i możliwe ataki (45%). Przy czym aż 59% twierdzi, że ma narzędzia, które są potrzebne do monitorowania kondycji i stanu aplikacji.Ta rozbieżność nie jest spowodowana brakiem narzędzi lub danych, ale brakiem przetwarzania analitycznego, które wykracza poza wizualizację i oferuje informacje, a ostatecznie wiedzę. Chociaż prawie każde z narzędzi zapewnia wizualizację punktów danych informujących o stanie aplikacji (up, down, slow fast itp.), na ogół nie dysponujemy narzędziami niezbędnymi do uzyskania sięgającej ponad to głębszej wiedzy. Mowa o informacjach takich, jak przyczyny lub anomalie wskazujące na potencjalny atak. Znaczenie przypisywane telemetrii jest powszechne, ale zauważamy, że jej istotność jest wskazywana najczęściej dla celów operacyjnych na poziomie usług (SLO), a nie tych używanych do osiągania wyników biznesowych. Nacisk na tradycyjne wskaźniki jest właśnie mierzeniem efektywności IT i operacji w oparciu o indywidualne i binarne metryki/wskaźniki.

Trzeba mierzyć to, co jest istotne dla biznesu

To, co mierzymy, musi się zmienić. Dla przykładu – dostępność danej aplikacji może mieć wpływ na doświadczenie klienta, ale nie musi. Popularność nowoczesnych metodologii, takich jak Agile i DevOps oraz praktyk SRE, rośnie częściowo m.in. przez przeświadczenie, że komponenty mogą ulec awarii. Tymczasem zdolność do automatycznej kompensacji jest wbudowana w nowoczesne aplikacje oraz technologie, które je dostarczają i zabezpieczają. Takie podejście nie zostało jednak w pełni przyjęte przez działy IT i operacji oraz — twierdzimy na podstawie naszej analizy — kadrę zarządzającą. Ludzie pracują głównie nad tymi zadaniami, które są mierzone. Jeśli liderzy mierzą swoją efektywność organizacyjną w oparciu o tradycyjne wskaźniki, to one będą określać priorytety.

Miara IT dla biznesu

Jest to niepokojące w świetle trendu modernizacji. W miarę postępu prac modernizacyjnych nacisk siłą rzeczy przenosi się z aplikacji na przepływy pracy, zaś z interfejsów użytkownika na jego doświadczenia. Najlepszą miarą tego doświadczenia nie są zaś binarne metryki dostępności lub wydajności, ale wyniki biznesowe. Tradycyjne metryki operacyjne — gdy są agregowane i analizowane — mogą dostarczyć informacje niezbędne do spełnienia oczekiwań dotyczących wyników biznesowych. Niemniej, tradycyjne wskaźniki same w sobie to niewiele więcej niż alerty ostrzegawcze, które mogą, ale nie muszą, wskazywać na rzeczywisty problem.Co gorsza, wiele organizacji nawet nie monitoruje kondycji i stanu komponentów, których używają do modernizacji podstawowych aplikacji biznesowych. Prawie jedna czwarta (24%) twierdzi, że nie śledzi SLA dla nowoczesnych komponentów, które tworzą dzisiejsze doświadczenia użytkowników. Te komponenty — zazwyczaj aplikacje mobilne i aplikacje natywne dla kontenerów — tworzą pierwsze wrażenie konsumenta na temat marki. A jednak znaczny procent organizacji nie próbuje zrozumieć tego doświadczenia. Całkiem znaczący dla tego zagadnienia procent organizacji (6%) w ogóle nie śledzi umów SLA dla żadnych procesów. Pozostałe firmy śledzą wskaźniki, których można się spodziewać: 62% czas odpowiedzi, 60% niezawodność, a 59% czas nieprzerwanego działania.

Podsumowując: po pierwsze, telemetria od rozwiązań wspierających — technologii zabezpieczeń aplikacji i ich dostarczania — jest kluczowym elementem pomiaru sukcesu przez dział IT i biznes. Po drugie, organizacje zdają sobie sprawę, że narzędzia, które posiadają, nie dają im krytycznych informacji potrzebnych biznesowi i IT do dostarczania wyjątkowych doświadczeń cyfrowych, czyli zadowolenia klientów.

Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający, F5 Polska

Roślinne alternatywy w Polsce: rynek, konsumenci, trendy. Nowy raport Fundacji ProVeg

Trend roślinny szturmem zdobywa branżę spożywczą i na stałe wpisuje się w zachowania zakupowe i nawyki żywieniowe konsumentów. Szacuje się, że do 2029 roku światowy rynek roślinnych alternatyw mięsa może osiągnąć wartości 140 mld USD, zdobywając 10% światowego przemysłu mięsnego[1]. Chociaż polski rynek nie jest jeszcze tak rozwinięty jak w krajach zachodniej Europy, u nas również obserwuje się dynamiczny wzrost segmentu produktów roślinnych. Jak dalej będzie rozwijał się rynek roślinnych alternatyw w Polsce? Czego oczekują konsumenci od produktów roślinnych? W jaki sposób do nich dotrzeć? Odpowiedzi na te pytania można znaleźć w najnowszym raporcie Fundacji ProVeg Polska, przygotowanym we współpracy z Advalue i CIVITTA Polska.

Tymczasowa moda czy trend, który zostanie z nami na stałe?

Eksperci przewidują, że w ciągu najbliższych 5 lat rynek roślinnych alternatyw będzie rósł w dwucyfrowym tempie (w zależności od źródła prognozowany CAGR[2] to 14% do 18%[3] ). Nie może być tutaj mowy o chwilowej modzie – wszelkie dostępne dane i opracowania wskazują, że trend roślinny zostanie z nami na dobre.

Roślinne alternatywy dla produktów odzwierzęcych już teraz podbijają serca konsumentów z całego świata. W ciągu ostatnich dwóch lat wartość sprzedaży w sektorze roślinnych alternatyw w Europie wzrosła o połowę! Takiego rekordowego wyniku w historii jeszcze nie było. Konsumenci stają się coraz bardziej świadomi swoich wyborów żywieniowych i zachowań konsumpcyjnych. Będą wybierać firmy, które podzielają ich wartości w ważnych społecznie kwestiach oraz w coraz większym stopniu traktować rośliny jako podstawowy składnik w swojej diecie, mając na uwadze swoje zdrowie i dobro planety. – mówi Patricia Homa, Dyrektorka Fundacji ProVeg Polska.

Zdaniem uczestników rynku (producentów, sieci handlowych, ekspertów branżowych) segment roślinnych alternatyw jest w Polsce wciąż we wczesnej fazie rozwoju. Podczas gdy w krajach, w których sprzedaż produktów jest bardziej rozwinięta, główny nacisk kładzie się na wzrost częstotliwości użycia produktów i zwiększenie jednorazowego koszyka zakupowego, u nas wciąż jeszcze najbardziej istotne jest budowanie świadomości konsumentów na temat produktów roślinnych. Oprócz poszerzania portfolio swoich produktów i edukacji, producenci planują także działania związane ze społeczną i środowiskową odpowiedzialnością biznesu. Już sam rozwój kategorii produktów roślinnych wpisuje się w ten charakter działań, natomiast plany producentów są znacznie szersze i dotyczą zmniejszania wpływu marek na środowisko poprzez redukcję ich śladu węglowego, udoskonalanie opakowań, łańcucha dostaw oraz procesu wytwarzania.

Producenci mięsa i nabiału – konkurencja czy sprzymierzeńcy?

Wśród obecnych na polskim rynku producentów zauważalna jest świadomość, że zmiana nawyków żywieniowych konsumentów w kierunku produktów roślinnych jest procesem, w którym powinni aktywnie uczestniczyć. Wynika to z konkretnych zobowiązań wobec klientów, takich jak dostarczanie produktów korzystnych dla zdrowia czy uwzględnienie wpływu produkcji na środowisko naturalne.

Paradoksalnie, największymi sprzymierzeńcami rynku produktów roślinnych mogą okazać się koncerny, które od dziesiątek lat opierały swój biznes na produktach pochodzenia zwierzęcego. To one wiedzą jak zaspokoić kubki smakowe swoich konsumentów, mają już zbudowane wśród nich zaufanie i rozpoznawalność, a także wiedzą, jak skutecznie dotrzeć do sieci handlowych. Zmieniając swoją linię produkcyjną na bardziej roślinną, dywersyfikują portfolio produktów i w perspektywie paru lat mogą zbudować nowy, solidny filar swojej działalności. Już teraz polscy producenci nabiału i mięsa tacy jak OSM Łowicz, Olewnik, Sokołów czy Tarczyński wykorzystują potencjał rynku, wprowadzając do swojego portfolio produkty roślinne – dodaje Patricia Homa.

Konsumenci roślinnych alternatyw to nie tylko weganie i wegetarianie

Według danych Euromonitora wegetarianie i weganie stanowią zaledwie 10% światowej populacji, natomiast aż 42% światowej populacji to fleksitarianie, czyli osoby świadomie ograniczające konsumpcję mięsa, które mimo, że od czasu do czasu spożywają mięso, na co dzień starają się jeść roślinnie. Agencje badań rynku szacują, że ponad połowa populacji w Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy Polsce to właśnie fleksitarianie. Dane te jasno pokazują, że weganie i wegetarianie stanowią jedynie część grupy docelowej w segmencie żywności roślinnej.
Zrozumienie struktury grupy docelowej ma kluczowe znaczenie z perspektywy targetowania i pozycjonowania roślinnych alternatyw dla produktów odzwierzęcych, zarówno przez producentów, jak i sieci handlowe. Eksperci analizujący tę grupę wskazują, że kluczowym dla niej atrybutem żywności roślinnej są jej właściwości zdrowotne. Rezygnacja lub ograniczenie spożycia produktów odzwierzęcych to dziś wśród polskich konsumentów w dużej mierze decyzja wynikająca z aspektów zdrowotnych lub chęci prowadzenia zdrowego trybu życia, dlatego kluczowe znaczenie ma skład produktu. Kolejnym ważnym aspektem jest smak. To właśnie tęsknota za smakiem produktów odzwierzęcych jest jedną z największych trudności w ich ograniczaniu. Produkty roślinne o smaku, zapachu i teksturze podobnej lub lepszej od produktu mięsnego/ mlecznego mają szansę zyskać szerokie grono odbiorców.

Inkluzywność podstawą sukcesu w komunikacji

Konsumenci roślinnych zamienników to osoby o różnych potrzebach, za którymi stoją różne historie dotyczące tego, dlaczego zrezygnowali lub ograniczyli spożycie mięsa/ nabiału. Najczęściej po roślinne alternatywy sięgają ludzie młodzi (do 34 roku życia[4]), zamieszkujący duże ośrodki miejskie, ale wprowadzając roślinne produkty na rynek nie należy zapominać także o innych odbiorcach. Przekaz adresowany do odbiorców powinien być inkluzywny, czyli niewykluczający. Taką możliwość daje producentom m.in. nazywanie ich produktów roślinnymi zamiast wegetariańskimi czy wegańskimi.

Komunikaty podkreślające to co jest w produktach (roślinny), sprawdzają się o wiele lepiej niż te mówiące o tym czego w nich nie ma (bezmięsny). Zgodnie z wynikami badań, prosty ton i styl języka lepiej trafia do odbiorcy. W końcu rośliny nie są gorsze od mięsa, są po prostu inne, nie muszą mięsa imitować. – mówi Karolina Kleta, strateżka z Advalue Engaged.

Aby dodatkowo zachęcić konsumentów oraz ułatwić im korzystanie z często zupełnie nowych dla nich produktów, producenci i sieci handlowe przedstawiają inspiracje i praktyczne porady użycia produktów przeprowadzając konsumentów nie tylko przez proces zakupowy, ale także proces przygotowania posiłku i konsumpcji. Takie całościowe podejście do produktu i komunikacji buduje pozytywne doświadczenie klienta z segmentem roślinnym.

O Raporcie:      
“Roślinne alternatywy w Polsce: rynek, konsumenci i trendy” jest publikacją Fundacji ProVeg, przygotowaną we współpracy z Advalue oraz CIVITTA Polska. Raport został zbudowany w oparciu o analizę odpowiedzi w kwestionariuszach wysłanych do wybranych producentów żywności oraz sieci handlowych (m.in.: Żabka, Danone, Upfield, Nestle, Unilever, Aldi, Polsoja, Olewnik), wypowiedzi ekspertów z branży spożywczej (m.in: dr hab. inż. Marek Roszko, prof. IBPRS, Katja Häkkä, Menedżer Programu Innowacji, EIT Food CLC NE, Iwona Kieda, Senior Project Manager, Instytut Rozrodu Zwierząt, Przemysław Chojnicki, Dyrektor ds. certyfikacji V-Label, i Badań Żywności PAN, Elena Walden, Policy Manager, Good Food Institute Europe) oraz komentarzy ekspertów Fundacji ProVeg.

Fundacja Globalworth przeznaczy 123 tys. euro na pierwszą w Polsce pediatryczną pracownię symulacji sercowo-naczyniowej

Fundacja Globalworth łączy siły z Fundacją Virtuosa, aby stworzyć pierwszą w Polsce dziecięcą Pracownię Symulacji Kardiologicznej, która powstanie przy Instytucie „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka” (IPCZD) w Warszawie. Za kwotę 123 tys. euro Fundacja Globalworth zakupi wysokiej klasy symulator służący do szkoleń w zakresie badań ultrasonograficznych i interwencji kardiologicznych, moduł do echokardiografii przezprzełykowej oraz system ultradźwiękowy dla oddziałów ratunkowych, oddziałów intensywnej terapii i sal operacyjnych

Około 1 tys. specjalistów kardiologii dziecięcej (w tym kardiologów, studentów, lekarzy innych specjalizacji i pracowników służby zdrowia) pogłębi swoją wiedzę i umiejętności praktyczne w zakresie diagnostyki sercowo-naczyniowej u dzieci oraz przećwiczy na symulatorze różne procedury interwencyjne.

Sponsorowanie budowy pracowni kardiologii pediatrycznej stanowi odpowiedź na obecną sytuację, gdy wrodzone wady serca są jedną z najczęstszych przyczyn śmierci dzieci w pierwszym roku życia. Około 4 tys. dzieci w Polsce przychodzi na świat z wrodzonymi wadami serca, co oznacza od 0,8% do 1,2% przypadków wśród żywych urodzeń.

Georgiana Iliescu, dyrektor zarządzająca Fundacji Globalworth
Georgiana Iliescu, dyrektor zarządzająca Fundacji Globalworth

Dofinansowywanie takich projektów to jedno z naszych działań, mających na celu poprawienie jakości życia dzieci z chorobami układu krążenia, zarówno w Polsce, jak i w Rumunii. Chcemy, by do opieki nad dziećmi z tego typu zaburzeniami nie brakowało personelu medycznego – lekarzy i wyspecjalizowanych pielęgniarek – ponieważ nie ma odpowiednich ośrodków w Polsce, które stosowałyby nowoczesne techniki szkoleniowe – Georgiana Iliescu, dyrektor zarządzająca Fundacji Globalworth

Instytut „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka”, największy i najnowocześniejszy szpital pediatryczny w Polsce, dysponuje jednym z najlepszych zespołów medycznych. Najwyższej klasy sprzęt pomaga nieść pomoc dzieciom w całym kraju, gdyż ponad 70% pacjentów pochodzi spoza Warszawy.

Zrealizowanie pierwszego projektu Fundacji Virtuosa było moim wielkim marzeniem, nie tylko jako jej prezesa, ale też jako mamy, która znalazła się w szpitalu ze swoim synkiem i doskonale wiedziała, jak ważne są symulacje treningów, których jeszcze 10 lat temu nie było. Pracownia Symulacji Kardiologicznej nie jest już marzeniem! To marzenie się spełniło. Oprócz remontu i przystosowania wnętrz najważniejsze są dwa wysokiej klasy symulatory echokardiograficzne i ultrasonograficzne. Ich pozyskanie nie byłoby możliwe bez niesamowitej współpracy, która została zbudowana na prawdziwych uczuciach, zaufaniu i wierze. Dumą i zaszczytem jest dla mnie nasz wspólny projekt, do realizacji którego Fundacja Virtuosa otrzymała środki od Fundacji Globalworth – dr hab. Patrycja Piekutowska, prezes Fundacji Virtuosa i ambasador Instytutu „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka

Błędy bezpieczeństwa w platformie Atlassian. Hakerzy mogli przejąć konto jednym kliknięciem

Atlassian, czyli czołowa platforma dla zespołów tworzących rozwiązania IT posiadała luki bezpieczeństwa! Zagrożonych mogło być 180 tys. klientów na całym świecie – informuje Check Point Research. Zdaniem ekspertów wystarczyło jedno kliknięcie, by wykorzystać luki i uzyskać dostęp wrażliwych danych.

Platforma współpracy zespołowej Atlassian, z której korzysta 180 000 klientów na całym świecie narażała swoich użytkowników na wycieki poufnych danych. Za odkryciem błędów bezpieczeństwa stoi zespół Check Point Research, który poinformował, że za pomocą „jednego kliknięcia” atakujący mógł wykorzystać luki do przejęcia kont i kontrolowania niektórych aplikacji Atlassian, w tym Jira i Confluence.

Luki w zabezpieczeniach umożliwiłyby atakującemu wykonanie szeregu możliwych złośliwych działań, takich jak:

  • Ataki Cross-Site Scripting (XSS): złośliwe skrypty są wstrzykiwane do witryn i aplikacji internetowych w celu uruchomienia na urządzeniu użytkownika końcowego.
  • Ataki typu cross-site request forgery (CSRF): osoba atakująca nakłania użytkowników do wykonywania działań, których nie zamierzają wykonywać.
  • Ataki polegające na utrwalaniu sesji: osoba atakująca kradnie ustanowioną sesję między klientem a serwerem sieci Web po zalogowaniu się użytkownika.

Oznacza to, że atakujący mogli wykorzystać luki bezpieczeństwa do przejęcia kontroli nad kontem ofiary, wykonywania działań w jej imieniu i uzyskania dostępu do tzw. ticketów Jira. Ponadto hakerzy mogli edytować firmową wiki Confluence lub przeglądać zgłoszenia w GetSupport. Atakujący mógł zdobyć dane osobowe, a wszystko to można było wykonać zaledwie jednym kliknięciem!

Ataki na łańcuch dostaw wzbudzały duże zainteresowanie od czasu incydentu z SolarWinds. Platformy, których twórcą jest Atlassian są z kolei kluczowe dla przepływu pracy organizacji. Przez aplikacje oraz inżynierię i zarządzanie projektami przepływa niesamowita ilość informacji o łańcuchu dostaw. Dlatego zaczęliśmy zadawać nieco prowokacyjne pytanie: jakie informacje może uzyskać „złośliwy” użytkownik, jeśli uzyska dostęp do konta Jira lub Confluence? – mówi Oded Vanunu, Szef działu badań nad podatnościami produktów w Check Point Software.

Aby wykorzystać luki w zabezpieczeniach, atakujący musiał wykonać następujące kroki:

  1. Atakujący zachęca ofiarę do kliknięcia spreparowanego linku (pochodzącego z domeny „Atlassian”) z mediów społecznościowych, fałszywego e-maila lub aplikacji do przesyłania wiadomości itp.
  2. Klikając w link, payload wyśle żądanie w imieniu ofiary do platformy Atlassian, która dokona ataku i wykradnie sesję użytkownika.
  3. Atakujący loguje się do aplikacji Atlassian ofiary powiązanych z kontem, uzyskując wszystkie przechowywane tam poufne informacje.

Nasza ciekawość skłoniła nas do sprawdzenia platformy Atlassian, w której ostatecznie znaleźliśmy luki w zabezpieczeniach. Mamy nadzieję, że nasze najnowsze badania pomogą organizacjom w podnoszeniu świadomości na temat ataków w łańcuchu dostaw – dodaje Oded Vananu.

Check Point ujawnił wyniki swoich badań firmie Atlassian 8 stycznia 2021 r. Ta z kolei poinformowała, że poprawka bezpieczeństwa została ostatecznie wdrożona 18 maja 2021 r. Luka dotyczyła kilku serwisów internetowych Atlassian, które wspierają klientów i partnerów. Co ważne, nie dotyczy produktów Atlassian w chmurze ani produktów lokalnych. Eksperci udowodnili, że przejęcie było możliwe na kontach Atlassian dostępnych przez subdomeny atlassian.com.

Jira to wiodące narzędzie do tworzenia oprogramowania, z którego korzysta ponad 65 000 klientów, w tym Visa, Cisco i Pfizer. Z kolei Confluence to zdalna przestrzeń do pracy zespołowej, z której korzysta ponad 60 tys. klientów, takich jak LinkedIn, NASA i New York Times. Trzecia z aplikacji – Bitbucket to usługa hostingu repozytorium kodu źródłowego oparta na Git. Wszystkie te produkty można wykorzystać w ataku na łańcuch dostaw, którego celem są partnerzy i klienci Atlassian.

OZE-Biomar rozpoczyna IPO

OZE-Biomar, spółka z ponad 10 letnim doświadczeniem w branży fotowoltaicznej, opublikował memorandum. Zapisy na 40 000 akcji serii B zostaną przeprowadzone w dniach 28 czerwca – 12 lipca, a oferującym jest Dom Maklerski Navigator. Cena maksymalna za 1 akcję wynosi 275 zł. 

– Naszym celem na bieżący rok jest utrzymanie obecnego tempa wzrostu, wynoszącego w przypadku OZE-Biomar aż 37% rok do roku. Naszą przewagą na rynku jest ogromne doświadczenie oraz renomowani partnerzy tacy jak PGNiG, Santander, BNP Paribas, czy Alior Bank. Kontynuujemy również współpracę z wiodącymi producentami komponentów PV z całego świata – komentuje Ewa Szawłowska, prezes OZE Biomar S.A.

Zgodnie z obowiązującym harmonogramem oferty zapisy na akcje będą trwały w dniach 28 czerwca – 7 lipca, book building odbędzie się w okresie 2 – 8 lipca, a ustalenie ostatecznej ceny sprzedaży nastąpi w piątek, 9 lipca. Łącznie w ramach oferty publicznej zaoferowanych zostanie 40 000 akcji serii B, o wartości nominalnej 1 zł za sztukę. Rolę Firmy Inwestycyjnej pełni Dom Maklerski Navigator, a głównym celem emisji jest zdobycie finansowania na utrzymanie dynamicznego wzrostu skali działalności.

Założenia analityków przewidują, że rynek będzie rósł średnio o ok. 30% rocznie w najbliższych latach. Nasze plany są ambitniejsze – już teraz jesteśmy jednym z największych dostawców fotowoltaiki w Polsce, ale żeby je zrealizować potrzebujemy funduszy na rozwój i dalsze skalowanie naszego biznesu. Dzięki temu jesteśmy w stanie wyprzedzić krajową konkurencję i zająć miejsce w TOP3 – komentuje Piotr Stański, członek zarządu OZE Biomar

Wycena spółki należącej do grupy kapitałowej Sunrise Energy po ofercie akcji serii B ma wynieść 66 mln złotych. OZE-Biomar istnieje od 2010 roku i odpowiada za realizację instalacji fotowoltaicznych o łącznej mocy wynoszącej ponad 170 MWp (Mega Watt peak), a w zarządzie zasiadają osoby posiadające kilkunastoletnie doświadczenie w koncernach takich jak m.in Orange, Energa, Husqvarna czy Volvo Truck. Spółka jeszcze w tym roku chciałby zadebiutować na rynku NewConnect.

W 2020 roku OZE-Biomar odnotował ponad 1,8 mln złotych zysku netto (wzrost o 29% r/r), osiągając jednocześnie rekordowe 28,8 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów (wzrost o 37% r/r). Dzięki rozbudowanemu programowi sieci partnerskiej, OZE-Biomar współpracuje m.in z PGNiG czy Carsmile, a zakup instalacji finansują banki takie jak Santander Consumer Bank i BNP Paribas.

Daty
(2021 rok)
Zdarzenie
24 czerwca Publikacja Memorandum
28 czerwca Rozpoczęcie przyjmowania zapisów i wpłat na akcje po Cenie Maksymalnej (w przypadku późniejszego podziału Oferty na Transze – w ramach Transzy Małych Inwestorów)
12 lipca

(do godz. 20:00)

Zakończenie przyjmowania zapisów i wpłat na akcje po Cenie Maksymalnej (w przypadku późniejszego podziału Oferty na Transze – w ramach Transzy Małych Inwestorów)
8 lipca – 14 lipca
(do godz. 12:00)
Budowa księgi popytu (book-building) wśród wybranych przez Firmę Inwestycyjną inwestorów
Nie później niż 15 lipca
(do godz. 12:00)
Ustalenie Ceny Emisyjnej i ewentualny podział Oferty na transze (ustalenie liczby Akcji Serii B oferowanych w poszczególnych transzach)
16 – 20 lipca Przyjmowanie zapisów i wpłat uzupełniających w przypadku braku podziału Oferty na Transze (lub zapisów i wpłat w Transzy Dużych Inwestorów w przypadku podziału Oferty na Transze)
21 lipca Ewentualne składanie zapisów przez inwestorów zastępczych
Nie później niż 22lipca Przydział Akcji Oferowanych
Nie później niż 22 lipca Podanie wyników Oferty do publicznej wiadomości
Nie później niż 27 lipca Ewentualny zwrot nadpłaconych kwot (w przypadku nadsubskrypcji lub wystąpienia różnicy pomiędzy Ceną Maksymalną a Ceną Emisyjną)

Centra handlowe włączają się w akcję promocji szczepień

Zarząd Polskiej Rady Centrów Handlowych podjął decyzję, aby zarekomendować centrom handlowym włączenie się w akcję promocji szczepień. PRCH zachęca także swoich członków do organizacji punktów szczepień w samych obiektach. Podczas rozmów z Kancelarią Prezesa Rady Ministrów oraz Narodowym Funduszem Zdrowia PRCH zadeklarowało, że polskie centra handlowe nie tylko mają świadomość tego, jak ważna społecznie jest kampania informacyjna kierowana do Polaków, ale również dzięki swojej pozycji, dynamicznie rosnącej liczbie klientów oraz znaczeniu dla lokalnych społeczności, mogą zapewnić wielomilionowe dotarcie z informacjami o szczepieniach. PRCH zadeklarowało również otwartość na możliwość organizacji, dodatkowych punktów szczepień, na terenie obiektów handlowych, dostępnych dla wszystkich zainteresowanych.

– Centra handlowe mogą zapewnić dotarcie do milinów ludzi. Są usytuowane w dogodnych miejscach, doskonale skomunikowane oraz rozpoznawalne wśród lokalnych społeczności. To miejsca zintegrowane z tkanką miast i lokalnym środowiskiem. Od początku pandemii jako branża nie tylko prowadzimy szeroko zakrojoną akcję edukacyjną wśród klientów promującą odpowiedzialne zachowania podczas zakupów, ale również skrupulatnie dostosowaliśmy się do obowiązujących obostrzeń oraz pomagaliśmy lokalnym społecznościom i służbom medycznym. Galerie – małe i duże, położone w centrach miast wojewódzkich czy na obrzeżach miejscowości powiatowych – są chętnie odwiedzane przez bardzo różnych klientów reprezentujących wszystkie pokolenia. Obecnie w Polsce to jeden z najlepszych obszarów integracji dla wielu środowisk. Właśnie dlatego podjęliśmy decyzję, żeby rekomendować solidarne wsparcie działań chroniących zdrowie Polaków – wyjaśnia Jan Dębski, prezes Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Priorytetem dla PRCH oraz wspólnym celem dla firm zrzeszonych w PRCH jest to, aby edukując i promując postawy odpowiedzialne społecznie, nie dopuścić do kolejnej fali pandemii.

– Dlatego apelujemy do właścicieli i zarządców obiektów handlowych o włączenie się w akcję promocji szczepień – dodaje Jan Dębski. – Obserwujemy sytuację w innych krajach, analizujemy opinie ekspertów i nie mamy wątpliwości, że nadszedł moment, aby wykorzystać olbrzymi potencjał centrów handlowych. Podzielamy opinie uznanych autorytetów, że jedynym znanym bezpiecznym i skutecznym sposobem na zatrzymanie pandemii jest uzyskanie zbiorowej odporności społeczeństwa poprzez masowe szczepienia. Dlatego zachęcamy nie tylko do włączenia się w akcję promocji szczepień pro bono, ale także do podejmowania rozmów z organizatorami szczepień, w efekcie których takie punkty będą mogły powstawać w samych galeriach. Dzięki efektywnym rozmowom prowadzonym z NFZ, Ministerstwem Zdrowia oraz GIS udało nam się wypracować ramowe wytyczne dla takiej współpracy – mówi Jan Dębski.

Mimo półtora roku ponoszenia dotkliwych finansowych konsekwencji pandemii, uznaliśmy, że naszym obowiązkiem jest odpowiedzialne wsparcie akcji szczepień i włączenie wszelkich możliwych środków w tę akcję. Zachęcam tym samym gorąco osoby, które zwlekają z decyzją o zaszczepieniu siebie czy bliskich, aby jej nie odkładały. Galerie handlowe były i są bezpieczne. Są dobrze znane, dostępne. Przychodzicie Państwo do nich na zakupy czy spotkania – przy okazji warto podjąć decyzję o szczepieniu – dodał.

PRCH podkreśla także, że rosnąca odwiedzalność centrów handlowych czyni je najlepszym miejscem do promocji ważnych dla społeczeństwa kwestii. Rada zwróciła się już do właścicieli i zarządców centrów handlowych z zaproszeniem do włączenia się do akcji. Udział w akcji promocyjnej pro bono zadeklarowało dotychczas ponad 90 obiektów, które w sumie miesięcznie odwiedza znacząco ponad 24 miliony osób.

Obecnie działa 8 pilotażowych punktów szczepień na terenie centrów handlowych: w Atrium Mosty w Płocku, Atrium Plejada w Bytomiu, Blue City w Warszawie, CH Karolinka w Opolu, M1 w Markach, Manufaktura w Łodzi, CH Platan w Zabrzu oraz Plaza Toruń. Planowana jest organizacja co najmniej kilkunastu kolejnych punktów w całej Polsce, część zacznie działać jeszcze w czerwcu.

Włączenie się właścicieli i zarządców centrów handlowych w promocję szczepień to kontynuacja dotychczasowych działań branży, która w najtrudniejszym, początkowym okresie pandemii wspierała medyków i szpitale, udzielała rabatów najemcom, a dziś włącza się w aktywności zmierzające do jak najszybszego powrotu do normalnego, bezpiecznego funkcjonowania społeczeństwa. Promocja szczepień oraz postaw społecznie odpowiedzialnych, a także tworzenie punktów szczepień na terenie galerii wpisują się w politykę otwartości i odpowiedzialności branży handlowej wobec wymagań sanitarnych i działań zmierzających do poprawy sytuacji epidemicznej.

Maroš Šefčovič: elektryfikacja europejskiego transportu wymaga większego zaangażowania krajów CEE

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej mogą odegrać wiodącą rolę w procesie transformacji energetycznej i rozwoju elektromobilności – uznał Maroš Šefčovič, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej podczas ogłoszenia przez PSPA i SEVA powołania inicjatywy na rzecz Zielonego Transportu w regionie – „CEE Green Transport Initiative”.

Przyspieszenie rozwoju zeroemisyjnego transportu drogowego w Europie Środkowo-Wschodniej to główny cel inicjatywy na rzecz Zielonego Transportu w Europie Środkowo-Wschodniej (CEE Green Transport Initiative), powołanej przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) oraz Słowackie Stowarzyszenie Pojazdów Elektrycznych (SEVA). Szczegóły przedstawiono na specjalnie zorganizowanej konferencji, z udziałem Maroša Šefčoviča, wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej ds. Stosunków Międzyinstytucjonalnych i Prognozowania oraz Michała Kurtyki, Ministra Klimatu i Środowiska.CEE_GTI_Kurtyka_Michal_grafika_1200x675px

Głos UE

– Elektryfikacja i dekarbonizacja transportu drogowego jest kluczowym elementem naszego planu na zieloną Europę. Przed nami jednak wiele różnych wyzwań, dlatego projekty takie jak Green Transport Initiative są tak ważne. Przedstawiciele branży w Europie Środkowo-Wschodniej znają lokalne uwarunkowania i dostrzegają olbrzymi potencjał w tym regionie. Ważne jest, aby wasz głos został usłyszany w Brukseli – powiedział gość specjalny wydarzenia Maroš Šefčovič, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. Stosunków Międzyinstytucjonalnych i Prognozowania.CEE_GTI_Sefcovic_Maros_grafika_1200x675px

W ubiegłym roku Europa objęła pozycję światowego lidera pod względem sprzedaży samochodów elektrycznych, wyprzedzając Chiny. Jak znaczył Wiceprzewodniczący, do końca dekady będziemy potrzebować 3 milionów punktów ładowania i bardzo ważnym jest, żeby zostały one rozmieszczone równomiernie. Obecnie 75 proc. europejskich ładowarek funkcjonuje zaledwie w trzech państwach: Niemczech, Francji i Niderlandach. – Duża część Europy szybko zmierza w kierunku powszechnej elektryfikacji transportu drogowego, zaś kraje Europy Środkowej i Wschodniej (CEE) pozostają w tyle. To kwestia, którą musi się zająć cała Europa, w tym administracja publiczna czy organizacje pozarządowe – dodał Maroš Šefčovič

Wiceprzewodniczący dodał, że Europa Środkowa i Wschodnia mogą odegrać wiodącą rolę w procesie transformacji energetycznej i rozwoju elektromobilności, uwzględniając np. takie obszary jak przemysł bateryjny, a Green Transport Initiative jest doskonałą okazją, żeby z tych szans skorzystać. Wskazał również, iż obecnie jest właściwy moment na pracę nad rozwojem i przyspieszeniem wzrostu sieci transportu drogowego o zerowej emisji. Poinformował także o uruchomieniu nowej, publicznej inicjatywy „Horizon Europe” na którą przeznaczone zostanie 100 miliardów euro, z czego 1 miliard na rozwój technologii baterii do samochodów elektrycznych.

Głos CEE

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej (ang. CEE – Central and Eastern Europe) mają w tym względzie wiele do nadrobienia. Niższe PKB, import samochodów z drugiej ręki i opóźnione reformy sektora transportowego stanowią niektóre z wyzwań w dążeniu do bezemisyjnego transportu. Michał Kurtyka, Minister Klimatu i Środowiska, również gość specjalny konferencji, wskazał, jak ważna jest współpraca całego regionu CEE oraz po pandemiczny, zielony rozwój m.in. w transporcie.

Musimy ustanowić wspólne cele dla całego naszego regionu, ponieważ mamy zbieżne oczekiwania – czyste powietrze i czysty transport. My, jako CEE powinniśmy być akceleratorem rozwoju elektromobilności. Wspieramy w tym zakresie także europejski Green Deal – powiedział Michał Kurtyka. – Jako nacje Centralnej i Wschodniej Europy mamy mniejsze PKB per persona i mocno rozwinięty rynek pojazdów z drugiej ręki. Dlatego konieczne jest znaczące przyspieszenie rozwoju zeroemisyjnego transportu, uwzględniając przy tym wszystkie podmioty należące do łańcucha powiązań, w tym producentów, administrację czy uczelnie techniczne ­– dodał minister Kurtyka.

Minister dodał, że Green Transport Initiative to istotny krok na drodze do świata, w którym oddychamy czystym powietrzem w naszych miastach i podróżujemy bez negatywnego wpływu na środowisko. Jest to cel, który jest w pełni popierany, zwłaszcza, że ​​wpisuje się on w ideę naszego partnerstwa Driving Change Together.

Konferencja, prowadzona przez Claudię Patricolo, CEEE Energy News, została wzbogacona ważnymi informacjami. Podkreślono coraz większy udział aut elektrycznych w Europie, czego dowodem jest liczba rejestracji samochodów czysto elektrycznych (BEV), która wzrosła w Unii Europejskiej o 59,1 proc., do 146 185 sztuk (dane ACEA). W sukurs napędom nisko- i zeroemisyjnym przychodzą kolejne deklaracje producentów, z których wielu ogłosiło ograniczenie lub zaprzestanie produkcji aut z silnikami spalinowymi do 2025 roku.  Coraz wyraźniejszy trend elektromobilności widać też w Europie Środkowo-Wschodniej. Patricolo wskazała jako przykład 3000 zarejestrowanych pojazdów BEV w Czechach czy założenia budowy infrastruktury ładowania pozwalającej podróżować bezemisyjnie po całym terytorium Węgier do 2025 roku.

Głos CEE GTI

Cele porozumienia Green Transport Initiative wyjaśnił Aleksander Rajch z Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA). Podkreślił, jak ważna jest świadoma transformacja napędów oraz jakie są wyzwania m.in. na rynku krajowym. Inicjatywa kreuje jasne i czytelne cele – ekologiczny i zielony transport. Polska jako największy region tej części Europy posiada duży potencjał, np. w produkcji baterii, ich komponentów i recyklingu. Jesteśmy także kluczowym graczem, jeśli chodzi o produkcję i rejestrację elektrycznych autobusów miejskich. Jednak przed nami wciąż wiele do zrobienia.

– Nasze problemy i wyzwania są tożsame dla całego regionu. Tylko jedno, wspólne przedsięwzięcie dla tej części Europy jest w stanie coś zmienić na lepsze, łącząc wszystkich naszych partnerów, ich wyzwania i oczekiwania, które wybrzmią w europejskim dyskursie. Cieszymy się także, że nasze przedsięwzięcie ma duży potencjał i już teraz duże wsparcie, m.in. ze Słowacji czy Węgier – powiedział Aleksander Rajch.

Patric Krizansky z SEVA skupił się natomiast na już wprowadzonej elektromobilności w tej części Starego Kontynentu. Wskazał np. Polskę jako największego dostawcę baterii do pojazdów PHEV i BEV oraz podkreślając jak istotny jest udział w dążeniu do elektromobilności, gdzie bez zrównoważonego rozwoju nie da się osiągnąć sukcesu.

– Jesteśmy daleko w tyle za Holandią, Norwegią czy Francją. Mamy świadomość wieku naszego parku samochodowego, braków w infrastrukturze ładowania i problemów z jakością powietrza w naszym kraju. Jesteśmy za to ambitni i te ambicje chcemy przerodzić w konkretne działania – powiedział Krizansky.

W ramach porozumienia, PSPA oraz SEVA, będą wspólnie pracować nad kształtowaniem podstaw prawnych dla pomyślnego ustanowienia ekologicznego transportu w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. CEE GTI skupi się na realizacji wyznaczonych celów poprzez wypracowywanie dokumentów, raportów, analiz, stanowisk oraz orzeczeń. Narzędzia te pomogą wpłynąć na proces legislacyjny i ogólną perspektywę planowania na poziomie UE. W następstwie tych prac zostanie także wypracowany potencjał i wiedza CEE GTI w tym regionie, w tym w kluczowym obszarze, jakim jest infrastruktura ładowania.

Potwierdził to Peter Badik, reprezentujący podczas konferencji GreenWay, który stwierdził, że istotna jest perspektywa oraz odpowiedni rozwój całej branży, bo to pomoże przezwyciężyć aktualne i potencjalnie nowe przeszkody. Dodał również, że nie możemy działać oddzielnie, a najbliższa dekada jest kluczowa na wyrównanie tempa rozwoju w Europie. Wspólne, scentralizowane działania ułatwią sprostanie wyzwaniu jakim są dogonienie Zachodu. W ostatnim wystąpieniu wydarzenia, dr Maria Tsavachidis z EIT Urban Mobility spuentowała istotę powołania GTI. Według niej region Europy Środkowo-Wschodniej ma szanse na zwiększenie potencjału rozwoju elektromobilności. Zaproponowała też współpracę z EIT Urban Mobility nie tylko pod względem wspólnych projektów, ale też ich realizacji. – Tylko w ten sposób możemy osiągnąć cel, jakom jest umasowienie transportu elektrycznego we wszystkich regionach Europy – podsumowała.

Lepsze perspektywy gospodarki

Zarówno indeksy koniunktury, jak i zapotrzebowanie na ropę potwierdzają, że gospodarka wraca na ścieżkę wzrostów. Pytanie, jak bardzo ten wzrost napędzać będzie inflację.

Lepsze dane z indeksów koniunktury

Środa przyniosła lepsze od oczekiwań wyniki indeksów koniunktury ze strefy euro. Zarówno indeks PMI dla przemysłu, jak i ten dla usług idą wyraźnie w górę. Wyniosły odpowiednio 58 i 63,1 pkt. Są to zatem wyniki wyraźnie powyżej rubryki 50 pkt wyraźnie oddzielającej rozwój od recesji. Z kolei dane z USA i Wielkiej Brytanii nie wypadły aż tak dobrze. Ważniejszy z dwóch indeksów dla przemysłu wciąż rośnie, aczkolwiek optymizm w usługach nie sprostał oczekiwaniom. Z drugiej strony to wciąż bardzo dobre poziomy, które nie powinny powodować obaw o kontynuowanie wzrostów.

Kolejne rekordy cen ropy

Wczoraj ropa po raz kolejny osiągnęła najwyższe poziomy od wielu kwartałów, tym razem jest najdroższa już od października 2018 roku. Jednym z powodów wzrostów są wczorajsze dane z USA, gdzie spadek zapasów jest znacznie większy od oczekiwań. Oznacza to, że na rynku są znacznie większe, niż sądzono braki surowca. To wraz z dobrymi danymi z gospodarki powoduje, że prognozy zapotrzebowania na surowiec wciąż rosną. Patrząc jednak na szybkość wzrostu, bardzo możliwe jest, że OPEC przyspieszy wydobycie. Zbyt wysokie ceny ropy mogą zintensyfikować bowiem pracę nad technologiami alternatywnymi wobec tego surowca.

Czesi zgodnie z oczekiwaniami

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami za Węgrami poszli Czesi. W Czechach stopy procentowe wzrosły o 0,25%, a nie 0,3% jak na Węgrzech, ale Czesi przeważnie ustalają je właśnie z dokładnością do wielokrotności 0,25%. Na reakcję rynków nie trzeba było długo czekać. Czeska korona zyskiwała wczoraj na wartości względem euro, jednakże jak to często bywa z walutą naszych południowych sąsiadów, zmiany te nie są zbyt silne.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Praca na etacie coraz mniej atrakcyjna dla młodych Polaków

Pomimo pandemii i wielu trudności, z którymi musieli mierzyć się w ostatnim roku przedsiębiorcy, trend pracy na własny rachunek staje się coraz bardziej widoczny. Ponad połowa Polaków (50,8%) postrzega pracę na własnym, w firmie rodzinnej lub jako freelancer jako atrakcyjniejszą formę pracy niż zatrudnienie na etacie – wynika z badania Przedsiębiorczość Polaków przeprowadzonego w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy. Szczególnie widoczne jest to wśród najmłodszych. W pokoleniu Z, które dopiero wchodzi na rynek pracy, tylko co czwarta osoba – 26,2% deklaruje chęć zatrudnienia się u kogoś w firmie. Czy to oznacza koniec problemów z sukcesją w firmach?

Każdego dnia w Polsce powstaje około 1000 nowych firm. Jedynie w maju br. działalność rozpoczęło 31 997 nowych podmiotów (wg Centralny Ośrodek Informacji Gospodarczej) – to najwięcej w skali miesiąca od początku tego roku. Polacy zdecydowanie są narodem przedsiębiorczym, mimo że warunki do prowadzenia i rozwijania biznesu w Polsce aż 40% z nas ocenia jako niekorzystne. Chęć pracy na własny rachunek charakteryzuje szczególnie najmłodsze pokolenie Z – 61 % młodych urodzonych po 1994 r. za najatrakcyjniejszą formę pracy uważa własną firmę (39,7%), pracę w jako freelancer (11,1%) lub w firmie rodzinnej (10,2%).

Własny biznes synonimem niezależności i wolności dla młodych

Dla pokolenia Z własny biznes to szansa na niezależność finansową – tak wskazało 34% badanych. Własną firmę utożsamiają z życiowym sukcesem (29%), a przy tym widzą ją jako szansę na realizację swoich pasji i marzeń (27%). Mimo, że mają świadomość, że praca na swoim wymagać będzie od nich większego nakładu pracy niż na etacie (22% wskazań), to liczą na osiąganie przy tym wysokich zarobków (26%). Co ciekawe, wiązanie własnego biznesu z wysokimi zyskami nie jest tak oczywiste dla starszych pokoleń – jedynie 15% przedstawicieli Baby Boomers, czyli urodzonych w latach 1946-1964 dostrzega ten aspekt. Oczywiście są też kwestie niezmienne dla wszystkich pokoleń – dla 36,2% Polaków własny biznes to przede wszystkim duża odpowiedzialność, nie tylko za firmę, ale i pracowników. To również konieczność samodyscypliny, wytrwałości oraz ciągłego podnoszenia swoich kompetencji (25,5%).

„Niezależnie od pandemii, ciągle dołączają do nas nowi franczyzobiorcy, którzy są zainteresowani otwieraniem sklepów pod naszym szyldem. Zgłaszają się do nas przede wszystkim ludzie przedsiębiorczy i jednocześnie świadomi wyzwań z jakimi wiąże się prowadzenie własnego biznesu. Wyniki badania dotyczące najmłodszego pokolenia wyglądają bardzo optymistycznie, jednak w kontekście danych rynkowych dotyczących sukcesji i doświadczeń wielu naszych Przedsiębiorców ze starszych pokoleń, młodzi nie myślą o przejmowaniu rodzinnych biznesów. Z problemem sukcesji mierzy się wielu właścicieli polskich firm” – mówi Robert Rękas, prezes zarządu Lewiatan Holding.

Sukcesja – synergia czy konflikt?

Firmy rodzinne w Polsce stanowią najliczniejszą grupę sfery biznesowej. Według raportu IBR Polska Barometr Sukcesyjny, badającego ogólnoświatowe trendy sukcesyjne firmy, aż 75% z nich planuje dokonać sukcesji, z czego 57% chce przekazać firmę swoim dzieciom. Niestety tylko 8% sukcesorów chce przejmować rodzinne biznesy. Swobodnie można przyjąć, że Baby Boomers to obecni właściciele dużej części firm rodzinnych, zaś pokolenie Y, czyli tzw. Millenialsi (urodzeni w latach 1980 – 1994) i pokolenie Z, to spadkobiercy tych biznesów. Według badania inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy mimo, iż młodzi z entuzjazmem podchodzą do prowadzenia własnego biznesu, to jedynie 14,2% respondentów z pokolenia Y i 10,2% z pokolenia Z deklaruje chęć pracy w firmie rodzinnej. Skąd ten brak entuzjazmu? Czy firma rodzinna to nie własny biznes podany dzieciom na talerzu?

„Na co dzień rozmawiam z obiema stronami procesu sukcesji wielu polskich firm rodzinnych – z sukcesorami i nestorami. To co stanowi największe wyzwanie w zmianie pokoleniowej trzeba analizować z perspektywy stricte emocjonalnej.  Młodzi i ambitni potencjalni sukcesorzy mają własne pomysły na zmiany, widzą potrzebę digitalizacji, cyfryzacji, wprowadzania zmian a także dużo determinacji, aby je realizować. Nestorzy, mający wieloletnie doświadczenie często z rezerwą podchodzą do tych zmian, mając poczucie odpowiedzialności za wartość firmy. Dlatego jednym z ważniejszych obszarów w ramach prac nad zmianą pokoleniową okazuje się być opracowanie międzygeneracyjnej wizji rozwoju. Wtedy zaczynamy mówić tym samym językiem i obie strony zaczynają mieć mniej emocji a więcej skonkretyzowanych planów na rozwój firmy mówi dr Adrianna Lewandowska, Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego, członka Rady Programowej inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy.

Zmieniające się oczekiwania względem biznesu i sposobu jego prowadzenia istotnie wpływają na firmy rodzinne i ich dalszy los. Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat wiele zmieniło się w podejściu do pracy oraz własnej firmy. Niezmiennie dla wszystkich pokoleń kluczową wartością jest dbanie o wysoką jakość usług lub produktów – tak wskazało łącznie 40,3% badanych. Jednak dalej priorytety już nie są tak spójne. Najstarsze pokolenie – Baby Boomers charakteryzuje silnie wykształcony etos pracy, więc na drugim miejscu najważniejszych wartości w prowadzeniu własnej firmy stawiają zarówno docenianie współpracowników, jak i działanie w zgodzie z etyką (obydwie wartości wskazało aż 37% respondentów). Dla najmłodszego pokolenia ważne są natomiast inne wartości – wśród priorytetów wyżej stawiają inwestowanie w rozwój firmy (41%) oraz dbanie o jej wizerunek i reputację (34%). To również dla nich w porównaniu do innych pokoleń zdecydowanie ważniejszą rolę w myśleniu o własnej firmie odgrywa maksymalizacja zysku (25%), na którą wskazało jedynie 10% przedstawicieli najstarszego pokolenia.

„Firmy rodzinne mają głęboko zakorzenione wartości, które pielęgnowane przez pokolenia mogą zmieniać nasz świat na ciut lepszy – o tym powinni pamiętać sukcesorzy przejmujący dorobek rodziców. Z drugiej strony ciekawy jest świat zewnętrzny w którym można się samodzielnie sprawdzić i poszukać własnej drogi – wydeptując własną ścieżkę. Sukcesja jakiej doświadczamy obecnie w Polsce nie miała miejsca od wielu pokoleń, dlatego nie mamy się na kim wzorować, dobrze jest mieć kogoś, kto już jest w następnym etapie, aby zapytać – czego nie robić, aby nie popełniać znanych już błędów. Często rodzice czy dziadkowie, będący właścicielami, nie do końca chcą przekazać stery młodym, jednocześnie mają marzenie o kontynuacji swojego biznesu. Dobra, szczera wspólna rozmowa o obawach, nadziejach i przyszłości może wszystkim ułatwić skuteczną decyzję „co dalej?” – mówi Katarzyna Gierczak-Grupińska, Prezes Fundacji Firmy Rodzinne, członka Rady Programowej inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy.

Ministerstwo Finansów ułatwi wejście młodych spółek na giełdę? Resort chce zmian w “Polskim Ładzie”

Wraz z pojawieniem się w przestrzeni publicznej hasła “Polski Ład”, małe, dopiero rozpoczynające swoją przygodę z biznesem firmy zaczęły obawiać się potencjalnego wzrostu obciążeń, a także proporcjonalnego skoku podatków. Mało optymistyczne nastroje panujące zarówno wśród startupowców, jak i wysoko wykwalifikowanych specjalistów na umowach B2B początkowo łagodziło Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii, a na początku czerwca głos zabrał – stojący na czele resortu finansów Tadeusz Kościński. Jego deklaracje mogą się okazać wyjątkowo ciekawą propozycją dla młodych spółek – oczywiście pod warunkiem, że w ogóle wejdą w życie.

Ministerialne wsparcie zachęci… Elona Muska?

W środę 2 czerwca podczas konferencji minister finansów, funduszy i polityki regionalnej Tadeusz Kościński poinformował, że oprócz przedstawionych już w “Polskim Ładzie” reform klina podatkowego oraz składkowego, plan rządu przewiduje również podatkowe wsparcie ekspansji i rozwoju krajowych przedsiębiorstw. Jak zaznaczał sam Kościński, ambicją ustawodawcy jest wzmożona aktywność m.in. rodzimych startupów na rynkach międzynarodowych, co gabinet Mateusza Morawieckiego chciałby osiągnąć poprzez budowę “nowoczesnego systemu podatkowego”.

Taki układ opierałby się na minimalnej biurokratyzacji rozliczeń oraz instrumentach motywujących przedsiębiorców do inwestowania w skali globalnej, ale również obecności administracyjnej w Polsce. Wśród zapowiedzi ministra Kościńskiego pojawił się także wątek ulg dla funduszy venture capital oraz ukłon w stronę inwestorów zagranicznych – jak zaznaczał szef resortu – takich jak… założyciel SpaceX.

– Proponujemy pakiet nowych ulg. Będą ulgi wspierające wejście polskich firm na giełdę, będą też ulgi na inwestowanie przez fundusze venture capital i zwolnienie podatkowe dla alternatywnych spółek inwestycyjnych. Dzięki temu przestaniemy tracić kapitał na rzecz innych krajów, gdzie takie preferencje akurat już funkcjonują […] W planach mamy też rozwiązania, których celem jest stworzenie jeszcze bardziej przyjaznego klimatu podatkowego dla strategicznych inwestorów, m.in. takiego pokroju jak Elona Muska. Damy takim inwestorom dodatkowe argumenty, które przesądzą o tym, że na miejsce swoich inwestycji wybiorą właśnie Polskę – podkreślał na konferencji minister Kościński.

– Po przedstawieniu większych obciążeń podatkowo-składkowych w trakcie prezentacji „Polskiego Ładu” rząd raz po raz przedstawia pomysły na nowe ulgi i wyłączenia. Część z nich dotyczy podmiotów, które w wyniku realizacji „Polskiego Ładu” miałyby stracić. Druga część obejmuje podmioty, do których rząd kieruje specjalną ofertę. W ten sposób coraz bardziej oddalamy się od uporządkowanego i przejrzystego systemu, w ramach którego o prowadzonej działalności biznesowej decydowałaby rynkowa weryfikacja, w kierunku antysystemu, w którym przedsiębiorcy planują swoje działania pod kątem opłacalności podatkowej. Co więcej, ulgi i zwolnienia podatkowe nie rozwiązują najbardziej palących problemów, z jakimi w Polsce mierzyć się muszą nie tylko start-upy, lecz także przedsiębiorstwa o ugruntowanej pozycji: przeregulowania, niejasności przepisów (w tym podatkowych), nadmiernej biurokracji i upolitycznienia sądów. Rozwiązania tych problemów nie można zastąpić „ulgą podatkową dla każdego” – komentuje Marcin Zieliński, ekonomista i ekspert z Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR).

Ulga na upadłość, ekspansję i VC

Kolejnymi propozycjami ministerstwa jest uproszczenie procedur konsolidacyjnych przy okazji widma upadłości, a także ulga na ekspansję zagraniczną. Oba projekty bazowałyby na podobnym schemacie – oprócz zaliczenia w koszty wszystkich wydatków ściśle związanych np. z konsolidacją podmiotów, przedsiębiorcy mieliby możliwość odliczenia ich kolejny raz już w ramach ulgi. Tym samym za każdą złotówkę wydaną na poczet konsolidacji (w teorii) będzie można odliczyć 2 zł. Bardzo podobnie w przypadku działań ekspansyjnych – przykładowo startupowcy mogliby odliczyć koszty raz w ramach kosztów uzyskania przychodów, a drugi raz – w ramach ulgi.

– Takie zapowiedzi to bardzo istotny sygnał dla startupów, ponieważ obszary, które mogłyby podlegać odliczeniu, nawiązują do bardzo konkretnych wątków w ekosystemie młodych spółek, tj.: badanie rynku, nawiązywanie nowych kontaktów z potencjalnymi klientami, budżet na analizy szans polskich produktów w innych realiach niż krajowe, a także tak istotna dla innowacyjnego biznesu obecność na konferencjach oraz targach zagranicznych – wyjaśnia Łukasz Blichewicz, prezes Grupy Assay oraz ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych.

Co ważne, w przypadku wychodzenia na rynki zagraniczne warunkiem jest zwiększenie przychodów o 30 proc. w okresie 2 lat, a limit ulgi na ekspansję wyniósłby 1 mln zł w roku podatkowym. Z drugiej zaś strony krajowe ustawodawstwo wydaje się otwierać również na rozwiązania dedykowane wyspecjalizowanym funduszom inwestycyjnym. Do tej pory w Polsce nie funkcjonowały dedykowane zapisy o ulgach dla venture capital, jednak na konferencji ministerstwa padły konkretne deklaracje o odliczaniu do 50 proc. wartości inwestycji od podstawy opodatkowania dla inwestorów, którzy lokowaliby kapitał za pośrednictwem właśnie funduszy VC. Maksymalny limit ulgi wynosiłby 250 tys. zł w roku podatkowym.

Startupy na giełdę

– Wśród zapowiedzi resortu pojawił się również wątek wchodzenia młodych spółek na giełdę. Dla ambitnych startupowców moment, gdy ich projekt wchodzi na parkiet, jest zwieńczeniem pewnego etapu, do którego przygotowywali się często latami. Dlatego też ze szczególną uwagą należy analizować dalsze deklaracje “pomocy” państwa w kwestii części kosztów przygotowawczych. Jak na razie mowa o odliczeniu do 50 proc. kosztów poniesionych na usługi doradcze, prawne czy finansowe, które dotyczą bezpośrednio właśnie wejścia na giełdę. Co będzie dalej? Miejmy nadzieję, że będzie można odliczyć również wydatki na konkretne działania promocyjne obejmujące krajowe startupy – podkreśla Łukasz Blichewicz z Grupy Assay.

Zapowiadana reguła podlegałaby 50-tys. limitowi w skali roku, jednak nie jest to jedyna deklaracja nawiązująca do warunków giełdowych. Również inwestorzy indywidualni mogliby liczyć na pewne benefity z racji wsparcia finansowego młodych spółek, które w najbliższym czasie wchodziłyby na parkiet. Resort zapowiada, że 3-letni okres posiadania akcji zwalniałby sprzedającego z podatku od zysków kapitałowych, co ma zdynamizować zainteresowanie polskimi startupami.

– Taki krok może być realną odpowiedzią na obecne uwarunkowania rynkowe, ponieważ mamy do czynienia nie tylko z ujemnymi już stopami zwrotu w przypadku tradycyjnych lokat bankowych, ale również topniejącym zainteresowaniem tego typu instrumentami w ogóle. Problemem jest jednak to, że zwolnienie z podatku od zysków kapitałowych będzie możliwe dopiero po 3 latach inwestycji w akcje. Nie spowoduje to rozwoju giełdy bo atrakcyjność akcji polega m.in. na możliwości szybkiego nimi obrotu. Na szczęście Polacy zaczynają szukać inwestycyjnych alternatyw, a racjonalną alternatywą dla ryzykownych akcji czy też względnie stabilnych, ale już archaizujących się obligacji są właśnie udziały w młodych i innowacyjnych spółkach – puentuje prezes Grupy Assay.

– Nie widzę większego sensu zwolnienia z podatku od zysków kapitałowych, gdy inwestor kupi akcje w IPO i będzie je trzymał przez trzy lata. Po pierwsze, nie sądzę, by zwiększyło to istotnie zainteresowanie polską giełdą, której nie służy trwające od lat zamieszanie wokół otwartych funduszy emerytalnych. Po drugie, trzyletnia karencja będzie hamowała potrzebne procesy wymiany i konsolidacji akcjonariatu w kierunku większego aktywizmu inwestorów – zaznacza Marcin Zieliński z Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Ulgi na ekspansję lub ewentualną konsolidację, sprzyjające warunki zarówno dla krajowych, jak i zagranicznych inwestorów oraz obniżenie progu wejścia na giełdę to punkty, które faktycznie mogłyby zmienić krajobraz polskiej sceny startupowej. Jednakże do wstępnych deklaracji resortu należy podejść z nieco mniejszym optymizmem niż przed rokiem do zapowiadanego estońskiego CIT-u, ponieważ propozycje m.in. ministra Kościńskiego to projekty pisane z pewnością nie palcem i nie na wodzie, ale w ramach bardzo wątpliwej wiarygodności projektu “Polskiego Ładu”. Ciągle mamy więcej pytań, aniżeli odpowiedzi, tak więc póki co lepiej trzymać wodze startupowej wyobraźni.

Ale boją się uczciwi przedsiębiorcy, a nie przestępcy

W lipcu 2020 r., portal Interia.pl opublikował artykuł mojego autorstwa, pt. „Zgromadziłeś ponadprzeciętny majątek? To masz się o co bać! Przyjdzie konfiskata prewencyjna i ci go odbierze”. W treści artykułu krytycznie odnoszę się do ministerialnego pomysłu odbierania obywatelom majątków bez wcześniejszego uzyskania wyroku skazującego. Stawiam jednocześnie tezę, że dla własnego bezpieczeństwa przed takimi działaniami władzy, polscy przedsiębiorcy powinni rozważyć zabezpieczenie swoich majątków za granicą.

Poruszona przeze mnie tematyka, obawy i potępienie dla idei ustanowienia konfiskaty prewencyjnej w Polsce, nie były przejawem mojej fanaberii. Publikacja wzbudziła falę dyskusji, zgromadziła 2 500 ocen na portalu Money.pl i 3 608 komentarzy (52 200 wyświetleń wyróżnionych komentarzy) na Interia.pl, który to portal, kilka miesięcy później, wypowiedział umowę na publikację moich artykułów.

W sierpniu do komentujących artykuł dołączył sam Wiceminister Sprawiedliwości Marcin Warchoł. Podejmując polemikę odpowiedział w replice, że konfiskata in rem to wyłącznie bat na przestępców i tu cyt. „Uczciwi ludzie nie mają się czego bać. Nie muszą ukrywać majątków ani na Cyprze, ani nawet u teściowych”. Ja twierdzę inaczej. W tekście zwróciłem uwagę na ogromne zagrożenia i negatywne skutki takich „prewencyjnych” zajęć, zwłaszcza dla przedsiębiorców, którzy z dnia na dzień mogą stanąć przed widmem utraty płynności finansowej i zdolności do prowadzenia swojej działalności. Do dziś nie zmieniłem swojego zdania i po 10 miesiącach jakie upłynęły od komentarza Pana Marcina Warchoła, mogę powiedzieć: Panie Wiceministrze, to ja miałem (i mam) rację.

Uczciwi obywatele będą mogli udowodnić, że zabrany im majątek zgromadzili legalnie

Pan Marcin Warchoł – Wiceminister Sprawiedliwości, w artykule z 3 sierpnia 2020 r. „To przestępcy mają się bać, a nie uczciwi ludzie” (opublikowanym na tym samym portalu), zgodnie z tytułem swojego tekstu, broni idei wprowadzenia w Polsce instytucji konfiskaty prewencyjnej. Zasugerował, że tylko przestępcy podejmują kroki związane z zabezpieczeniem swojego majątku przed odebraniem im go przez państwo. Uczciwi ludzie nie muszą tego robić, bo jeśli odebrany im majątek nie pochodzi z przestępstwa, to jako jego właściciele będą mieli możliwość wykazania tego przed sądem (ale już po tym, jak zostanie im odebrany, zajęty). Ja, wbrew temu co twierdzi pan Wiceminister, stoję na stanowisku, że to właśnie ci uczciwi powinni bać się najbardziej.

„Wszyscy urzędnicy są rozdrażnieni, nawet gdy wydają się spokojni” – Franz Kafka, Proces

W sprawie jednego z moich obecnych klientów prokurator obchodził prawo i rażąco je naruszał, by zająć majątek przedsiębiorcy. Wydał postanowienie o blokadzie zgromadzonych przez niego środków na rachunku bankowym na okres do 6 miesięcy, w oparciu o ustawę z dnia 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. Powodem wystarczającym dla zastosowania blokady okazało się obowiązkowe zgłoszenie ze strony banku o dokonanych na koncie przewalutowaniach, transakcjach zagranicznych, czy też szybkich przelewach pomiędzy rachunkami w Polsce.

Blokada jednak upada, chyba że prokurator wyda kolejne postanowienie o zabezpieczeniu majątkowym lub w przedmiocie dowodów rzeczowych. Tyle, że instytucję zabezpieczenia majątkowego w prawie karnym można zastosować wówczas, gdy postawione zostaną zarzuty, a do tego trzeba już dowodów. Prokurator zaś nie dysponując dowodami, wydaje postanowienie w przedmiocie dowodów rzeczowych – uznając środki zgromadzone na koncie (czyli wirtualne impulsy) za dowód rzeczowy (w sumie nie wiadomo czego). Często poleca nawet przelać zablokowane środki na rachunek prokuratury.

Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił zaskarżone przeze mnie postanowienie prokuratora, potwierdzając to, co potwierdzają sądy zgodnie z utartą linią orzeczniczą: środki pieniężne zgromadzone na rachunku bankowym nie posiadają przymiotów, które pozwalałyby na ich uznanie za dowód rzeczowy. Dodatkowo sąd orzekł o rażącym naruszeniu przez prokuratora prawa, poprzez zobowiązanie banku do przelania należących do przedsiębiorcy środków z zajętego konta na rachunek bankowy prokuratury. Jak wskazał sąd – żaden przepis nie upoważnia prokuratora do żądania wykonania takiej operacji. W uzasadnieniu swojego wyroku sąd okręgowy napisał: „…zabezpieczenie tychże środków pieniężnych w sprawie poprzez uznanie ich za dowody rzeczowe stanowi jedynie obejście przepisów, gdyż prokurator nie zdołał ustalić, czy istotnie zachodzi duże prawdopodobieństwo, iż właściciele rachunku bankowego (…) dopuścili się popełnienia przestępstwa. Nie zmienia to faktu, że polecenia prokuratora muszą być zgodne z prawem. Prokurator winien (tak jak wszystkie organy państwa) działać na podstawie przepisu prawa”.

Uczciwi nie mają się czego bać – naprawdę?

Panie Wiceministrze, czy więc naprawdę ci uczciwi ludzie nie muszą się niczego obawiać? W praktyce niejednokrotnie zderzam się z sytuacją, gdzie w trakcie oczekiwania na uchylenie postanowienia prokuratora przez sąd lub już po uchyleniu postanowienia, prokurator informuje administrację skarbową o sprawie, i nieformalnie wnosi o wszczęcie kontroli oraz wydanie decyzji o zabezpieczeniu majątkowym, która w zasadzie nie wymaga przeprowadzenia postępowania dowodowego. Prokurator nie zwraca pieniędzy właścicielowi, tylko od razu przelewa je do urzędu skarbowego w wykonaniu decyzji o zabezpieczeniu. Finalnie mamy niewinnego człowieka, który nie ma postawionych jakichkolwiek zarzutów, nie jest stroną toczącego się postępowania karnego, nie ma nawet wydanego i doręczonego protokołu z kontroli podatkowej, za to ma zajęte przez Skarb Państwa środki, i to zajęcie potrafi trwać latami.

KAS zajmuje coraz więcej firmowych kont bez konieczności przeprowadzania postępowań

W połowie marca 2021 r. Szefowa Krajowej Administracji Skarbowej ujawniła, że w ubiegłym, 2020 roku, KAS zablokowała z użyciem STIR 96,15 mln zł, czyli o 38% więcej pieniędzy na kontach bankowych firm niż w całym 2019 roku (69,7 mln zł), i aż o 842% więcej niż w pierwszym roku funkcjonowania systemu (10,2 mln zł). Jak widać, tendencja do zajmowania rachunków firm jest mocno rosnąca. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 20 września 2018 r. (sygn. akt III SA/WA 2057/18) potwierdził, że skarbówka zajmując firmowe konto nie musi przeprowadzać żadnego postępowania dowodowego. A w planach skarbówki jest przecież jeszcze blokowanie nie tylko rachunków firmowych, ale i prywatnych.

Blokada konta blokadą funkcjonowania firmy

W grudniu 2019 r., jeden z przedsiębiorców, powołując się na szczególnie uzasadnione okoliczności związane z prowadzeniem swojej działalności, zwrócił się do Szefa KAS o zwolnienie dokonanych na jego rachunku blokad. Organ najpierw zablokował spółce konto na 72 godziny, a następnie przedłużył do 3 miesięcy blokadę ponad 2,8 mln zł. Spółka wskazała na potrzebę wywiązywania się z ciążących na niej zobowiązaniach, w tym również publicznoprawnych, czy wobec pracowników. Blokada rachunku uniemożliwiała firmie prowadzenie działalności gospodarczej, co w praktyce groziło jej upadłością.

Dziś przedsiębiorcy też mają prawo składać wnioski o zwrot majątku

Oczywiście wniosek okazał się bezskuteczny, bowiem zanim Szef KAS go rozpoznał, kilka dni wcześniej naczelnik urzędu skarbowego zarządził zabezpieczenia zobowiązań podatkowych spółki na jej majątku i 12 lutego 2020 r. dokonał zajęcia jej firmowych kont. Nieuznający swej winy przedsiębiorca walczył dalej. W maju 2020 r. przegrał w sądzie wojewódzkim, który bezradnie rozłożył ręce, informując, że nie ma czego już zaskarżać, skoro blokada konta padła w lutym 2020 r., po tym jak pieniądze firmy zabezpieczył urząd skarbowy.

Co istotne, sąd w tamtej sprawie przyznał, że choć spółce przysługiwało prawo by domagać się zwolnienia blokady konta (tak jak i przysługiwać ma uczciwym właścicielom prawo domagania się zwrotu zajmowanych im w ramach konfiskaty prewencyjnej majątków), to organ tak przeciągał postępowanie, że prawo przedsiębiorcy okazało się fikcyjne: „Szef KAS rozpoznając wniosek Skarżącej przekroczył miesięczny termin na załatwienie sprawy (…) W tym miejscu zgodzić się należy ze Skarżącą, że szczególnie w tego rodzaju sprawach Szef KAS winien działać szybko, bez zbędnej zwłoki, aby nie doprowadzać do sytuacji, w której możliwość skorzystania przez stronę z art. 119zz § 1 i § 2 O.p. stanie się w istocie iluzoryczna” (wyrok WSA w Warszawie z 29 maja 2020 r., sygn. akt III SA/Wa 961/20).

Spółka szukała jeszcze obrony swoich praw przed Naczelnym Sądem Administracyjnym, ale i ten w marcu 2021 r. musiał przyznać, że choć „Zgodzić się należy z Sądem pierwszej instancji który uznał, iż rozpoznając wniosek skarżącej spółki Szef KAS przekroczył miesięczny termin na załatwienie sprawy (…) nie może zmienić oceny, że po 12 lutego 2020 r. Szef KAS nie mógł wydać w niniejszej sprawie innego rozstrzygnięcia niż umorzenie postępowania” (wyrok NSA z 5 marca 2021 r., sygn. I FSK 1589/20).

Tylko z jakim skutkiem?

Od grudnia 2019 r. do marca 2021 r. przedsiębiorca próbował walczyć o uwolnienie zajętych jego firmie środków. Bezskutecznie. Co więcej, jak przyznał sąd, szanse na obronę swoich praw, bez względu na to, czy dokonał oszustwa czy nie, były iluzoryczne. Tak więc wygląda w praktyce zajmowanie ludziom majątków, a potem dawanie im szans na uwolnienie się od tych zajęć.

Panie Wiceministrze, co Pan powie temu przedsiębiorcy, gdy za kolejnych kilka lat się okaże, że zabezpieczenie majątku było niesłuszne, a więc także dokonana z dnia na dzień blokada konta? Oczywiście tryumf idei konfiskaty prewencyjnej nastąpi, jeśli przedsiębiorca okaże się przestępcą. Lecz co jeśli okaże się, że jest uczciwy?

I tu jest miejsce na zadane mi przez Pana pytanie: „Panie mecenasie, komu i na co mają służyć te rady? Uczciwi ludzie nie mają się czego bać”. No właśnie Panie Wiceministrze, w świetle powyższego, kto tak naprawdę planowanej konfiskaty prewencyjnej powinien się bać? Bo chyba nie przestępcy, skoro jak sam Pan przyznał, oni „pozostają bezkarni pod względem finansowym (…) mogą ukrywać majątki (…) przenoszą swoją działalność do krajów, w których prawo im na to pozwala”. Zwracam w tym miejscu uwagę, że przywołany wyżej przykład przedsiębiorcy nie jest odosobniony.

Konfiskata prewencyjna już działa od dawna i wygląda tak

„…organ podatkowy (…) zapomniał o tym, że wstrzymał zwroty VAT Skarżącej opiewające na wysokie kwoty, co mogłoby być kluczowym czynnikiem finansowym uniemożliwiającym prowadzenie dalszej działalności gospodarczej” – tłumaczył organowi wrocławski sąd w wyroku z 9 listopada 2017 r., wyjaśniając prawdopodobną przyczynę zaprzestania działalności przez spółkę (WSA we Wrocławiu, sygn. akt I SA/Wr 203/17). Naczelnik Urzędu Skarbowego w Ostrowie Wlkp. wstrzymywał zwrot VAT przedsiębiorcy przez blisko 9 lat (tak wynika z udzielonej 17 lipca 2017 r. przez Ministerstwo Finansów odpowiedzi na interpelację poselską nr 13405 z 13 czerwca 2017 r.).

Z kolei 19 września 2019 r., w wyroku uchylającym postanowienia organów podatkowych wstrzymujących od 7 lat przedsiębiorcy należny mu VAT, WSA w Warszawie zwrócił uwagę, że: „Skarżąca (…) w toku swojej działalności wygenerowała dla budżetu znaczne wpływy z tytułu podatków, uczciwie odprowadzanych od siedmiu już prawie lat. Obecne działania organów podatkowych mogą w niedługim czasie doprowadzić do likwidacji firmy…” (sygn. akt III SA/Wa 676/19).

W lipcu 2020 r. WSA w Białymstoku stanął po stronie firmy, którą organy podatkowe, nie chcąc jej zwrócić VAT, postanowiły oskarżyć i wmanewrować w oszustwo: „…organ podatkowy niejako z góry założył, że skarżąca jest świadomym uczestnikiem karuzeli podatkowej i starał się działalność skarżącej dopasować do z góry przyjętego, oszukańczego schematu transakcji pozornych” (wyrok z 22.07.2020 r., sygn. akt I SA/Bk 203/20).

Wstrzymywanie przedsiębiorcom zwrotów VAT, to taka forma funkcjonującej już od lat konfiskaty prewencyjnej. Tu też bowiem odpowiednie organy, bez dowodów, w oparciu jedynie o własne podejrzenia, zatrzymują należne firmom środki, bez uzyskania wyroku wskazującego winę przedsiębiorcy. Ponawiam pytanie: co więc, jeśli po latach walki z organami i urzędnikami okaże się, że to nie byli przestępcy, a uczciwi ludzie? Czy sprawiedliwość zatriumfuje, gdy po siedmiu lub dziewięciu latach wstrzymywania środków zostaną im one zwrócone, jeśli po upadłych firmach nie będzie już śladu? Czy im też Pan Wiceminister powie, że nie mieli się czego bać?

To, że przedsiębiorca ma być uczciwy nie znaczy, że nie może się zabezpieczać

To właśnie z takich, jak wskazane wyżej dla przykładu, powodów „zachęcam” (jak napisał pan Wiceminister cyt.: „krytykując ideę konfiskaty in rem, zachęca do „zabezpieczania” przed nią majątku i lokowania go w państwach, którym obojętne jest jego pochodzenie”) przedsiębiorców, by zabezpieczali się na ewentualność zabezpieczenia się na ich majątkach. Bo dlaczego ci uczciwi nie mogą tego robić, lokując część operacyjnych środków w bezpiecznych miejscach? Tu chodzi tylko o to, by w sytuacji kryzysowej, także takiej, gdy organy państwa z dnia na dzień zajmą im majątek i latami będą toczyć swoje postępowania, byli w stanie utrzymać, uratować i prowadzić dalej działalność firmy, ocalić wiele miejsc pracy. Mowa tu przecież o dostępnych, dopuszczalnych w prawie krajowym i międzynarodowym środkach zabezpieczenia, akceptowanych także przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

I na jeszcze jedno warto zwrócić uwagę w kontekście repliki Pana Wiceministra. Wskazane przeze mnie państwa, takie jak Cypr i Malta, stosują bardzo rygorystyczne procedury mające przeciwdziałać praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Malta została wpisana na białą listę państw w tym zakresie przez The Committee of Experts on the Evaluation of Anti-Money Laundering Measures and the Financing of Terrorism – MONEYVAL. Nie znajduję więc potwierdzenia w twierdzeniu, że są to państwa, którym obojętne jest pochodzenie majątków przedsiębiorców, którzy chcą go tam lokować.

Kto się powinien bać, a kto się już boi?

Rada Przedsiębiorczości, jedna z największych przedstawicielek polskich przedsiębiorców, zrzeszająca: Polską Radę Biznesu, Business Centre Club, Federację Przedsiębiorców Polskich, Konfederację Lewiatan, Krajową Izbę Gospodarczą, Pracodawców RP, Związek Banków Polskich, Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych ABSL i Związek Rzemiosła Polskiego, 4 maja 2020 r. wystosowała do Ministerstwa Sprawiedliwości apel, w którym stanowczo protestuje przeciwko planom wprowadzenia konfiskaty prewencyjnej. Jak uzasadnia:

„Ustawodawca na obywatela chce przerzucić ciężar udowodnienia, że jego majątek pochodzi z legalnych źródeł. Oznacza to de facto wprowadzenie domniemania winy! (…) wystarczy, że osoba majętna będzie np. utrzymywać kontakt z – jak się później może okazać – sprawcą przestępstwa i wówczas, może być narażona na ryzyko związane z obowiązkiem wykazania pochodzenia całego swojego majątku, pod rygorem jego przejęcia przez państwo, również w wyniku pomyłki organów. Państwo zajmie lub ostatecznie przejmie dobra, pochodzące z legalnych źródeł. (…) Konfiskata prewencyjna obejmuje także własność osób, wobec których nie toczy się żadne postępowanie karne, ale które nie są w stanie wykazać legalnego pochodzenia majątku. Może to być ostrze skierowane przeciwko uczciwym przedsiębiorcom”.

Podsumowanie

Od publikacji mojego stanowiska minął prawie rok, a od apelu związku przedsiębiorców już ponad rok. Na obecną chwilę przedstawiciele firm apel swój podtrzymują: „Zdaniem Rady Przedsiębiorczości konieczne jest odstąpienie od dalszego procedowania ww. zmian. Konfiskata majątku i zmierzające do niej działania prokuratury stoją w sprzeczności z art. 46 Konstytucji RP. Nie może być prewencyjnego represjonowania obywateli, niedopuszczalnego w demokratycznym państwie prawnym”.

Idea konfiskaty prewencyjnej stoi w sprzeczności nie tylko z konstytucyjną zasadą z art. 46, stanowiącą, że przepadek rzeczy może nastąpić tylko na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu. Jest niezgodna przede wszystkim z fundamentalną regułą procesu karnego, wyrażoną w art. 5 § 1 K.p.k., czyli zasadą domniemania niewinności, gwarantowaną dodatkowo w art. 42 ust. 3 Konstytucji RP.

A warto przytoczyć w tym miejscu aktualny komunikat zamieszczony na stronie Ministerstwa Finansów, zatytułowany: „Wyłudzenia VAT”, w którym ministerstwo przyznaje: „Za oszustwami najczęściej stoją dobrze zorganizowane grupy przestępcze (…) Najczęściej w karuzelę wplątywani są uczciwie działający przedsiębiorcy (…) Kiedy przestępstwo podatkowe jest wykrywane (…) okazuje się, że zyski z działalności zabrali przestępcy, natomiast osoba wciągnięta w nielegalną działalność zostaje z długiem wobec Skarbu Państwa”.

Tak więc, nawiązując do wypowiedzi Pana Wiceministra zawartej w jego artykule, można zadać jeszcze raz pytanie: przeciw komu ta konfiskata prewencyjna, i kto tak naprawdę powinien się jej bać? A w świetle wystosowanego przez Radę Przedsiębiorczości apelu należałoby spytać: a kto już się boi?

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

ZPP: Proponujemy szereg działań, który ukróci nadużywanie tymczasowego aresztowania w Polsce

Nadużywanie tymczasowego aresztowania jest poważnym problemem w wielu krajach, włączając Polskę. W każdym momencie na świecie w areszcie śledczym przebywa ponad 3 miliony osób. Pod względem liczby tymczasowo aresztowanych Polska jest w niechlubnej czołówce. W przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców, w Polsce mamy 195 tymczasowo aresztowanych, podczas gdy unijna średnia to ok. 100. Jednocześnie Polska zamyka w tymczasowych aresztach trzy razy częściej niż Szwecja, Finlandia czy Holandia.

Zdaniem Cezarego Kaźmierczaka, Prezesa ZPP: Tymczasowe aresztowanie powinno zostać ograniczone tylko i wyłącznie do przypadków przestępstw wysokiego ryzyka z użyciem przemocy. Takie rozwiązanie przyniesie ogromne korzyści dla społeczeństwa, a w miarę zaostrzania się walki politycznej powinno leżeć również w interesie wszystkich polityków.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przygotował raport, w którym analizuje porządki prawne sześciu europejskich krajów i proponuje szereg rekomendacji, które ukrócą nadużywanie tymczasowego aresztowania w Polsce. Do najważniejszych można zaliczyć ograniczenie tymczasowego aresztowania do przestępstw wysokiego ryzyka z użyciem przemocy oraz wprowadzenie ustawowego ograniczenia maksymalnego czasu tymczasowego aresztowania z uwzględnieniem różnych maksymalnych okresów dla czynów zabronionych mniejszej i większej wagi.

Na wzór Finlandii, proponujemy wprowadzenie również uciążliwego systemu kar finansowych naliczanych od dochodu danej osoby oraz tzw. summary penal fee, który pozwala na zamianę wyroku do 6 miesięcy pozbawienia wolności za czyny zabronione mniejszej wagi na karę finansową – dodaje Kamila Sotomska, Z-ca Dyrektora Departamentu Prawa i Legislacji ZPP.

Nadużywanie tymczasowego aresztowania godzi w prawa podstawowe i przynosi ogromne szkody dla niesłusznie zatrzymanego jak i całego społeczeństwa. Proponowane rozwiązania pomogą ukrócić ten problem.

Branża cyfrowa przestrzega przed propozycjami Komisji Rynku Wewnętrznego ws. DSA

Europejska branża cyfrowa zaapelowała do Parlamentu Europejskiego, by ponownie przemyślał propozycje złożone przez Komisję Rynku Wewnętrznego ws. Kodeksu Usług Cyfrowych (DSA). Zdaniem dziewięciu organizacji, w tym z Polski – Związku Cyfrowa Polska – które podpisały się pod apelem, nowe propozycje stoją w sprzeczności z propozycjami Komisji Europejskiej w tej sprawie oraz mogą zagrozić innowacjom i zagrozić handlu elektronicznemu w Unii Europejskiej.

Wspólne stanowisko europejskiej branży cyfrowej odnosi się do ostatnich propozycji zgłoszonych przez sprawozdawcę Komisji Rynku Wewnętrznego (IMCO) – posłankę do PE Christel Schaldemose. Zdaniem sygnatariuszy listu zaproponowane zmiany daleko wykraczają poza wniosek Komisji Europejskiej i mogą potencjalnie zdusić innowacje i zburzyć internet w Europie, jaki znamy. „Przyjęcie niektórych propozycji zaproponowanych przez sprawozdawcę komisji IMCO osłabiłoby zdolność europejskiego sektora technologicznego do dalszego rozwoju i innowacji oraz tworzenia nowych miejsc pracy” – napisano w apelu do Parlamentu Europejskiego.

Jak tłumaczy prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik, który podpisał się pod apelem istnieje zagrożenie, że nowe regulacje utrudnią rozwój innowacji oraz że będą one zbyt dużym obciążeniem finansowym dla sektora MŚP i start-upów. – Należy dołożyć wszelkich starań, by przepisy nie zaszkodziły w handlu elektronicznym i nie ograniczyły możliwości rozwoju innowacji – mówi Michał Kanownik.

Co budzi zastrzeżenia branży?

Wśród zastrzeżeń europejska branża cyfrowa wskazuje m.in. na to, że internetowe platformy handlowe będą miały obowiązek monitorowania internetu. A to będzie zagrożeniem dla praw podstawowych. Zaproponowane zmiany miałyby uderzyć zwłaszcza w tysiące małych firm i ich docieraniu do klientów w całej Europie.

Branża cyfrowa obawia się, że w konsekwencji przedsiębiorstwa będą niechętne do wprowadzania innowacji z obawy, że nie spełnią wszystkich założeń zawartych w nowych regulacjach. „UE powinna robić wszystko, co w jej mocy, aby wspierać innowacje, zachęcać do przedsiębiorczości i stymulować wzrost gospodarczy. Wzywamy Parlament Europejski do ponownego rozważenia proponowanych środków, które naszym zdaniem zmienią całkowicie internet w Europie, zdławią powstawanie nowych innowacyjnych firm, a także wprowadzą szereg nowych przepisów ograniczających platformy w sposób, który tylko zmniejszy ich atrakcyjność dla użytkowników” – podkreślono we wspólnym stanowisku.

Konferencja Biznes w Genach III już 29 czerwca – technologie w biotechnologii i sektorze medtech

Biotech_III_Baner1_700x150 [SW]29 czerwca rusza trzecia edycja Konferencji Biznes w Genach. Tak, jak w poprzednich latach, nie zabraknie ciekawych tematów, merytorycznej dyskusji oraz przedstawicieli najgorętszych spółek z sektora life science. Wydarzenie odbędzie się online, a współorganizowane jest przez agencję Strict Minds, Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie oraz portale StockWatch.pl i Biotechnologia.pl.

W najnowszej odsłonie konferencji rozmowy będą się toczyć wokół technologii i ich wpływowi na sektor life science, w tym polską ochronę zdrowia. Przedstawiciele branży, świata nauki i biznesu dyskutować będą o wyzwaniach, przed jakimi stanie społeczeństwo w dobie postpandemii i cyfryzacji usług medycznych.

– Koronawirus wymusił ogromne przyśpieszenie cyfryzacji w wielu dziedzinach życia, również w ochronie zdrowia. To, co normalnie zadziałoby się w Polsce w przeciągu 5-7 lat, dzieje się na naszych oczach. I nie mam tu na myśli wyłącznie postępu technologicznego, ale również zmiany społeczne, które przez technologię zostały wymuszone. Nie każdy za nimi nadąża, dlatego uważam, że firmy powinny rozwiązać problem wykluczenia cyfrowego, by z ich usług korzystała jak najszersza grupa odbiorców – komentuje Sylwia Borowska, manager Strict Minds, organizator konferencji.

Jeden z paneli dedykowany będzie stricte zagadnieniom giełdowym. Analitycy i eksperci od rynków finansowych ocenią czy biotechnologiczne spółki zyskały na pandemii, czy obok gamingu staną się branżą napędzającą warszawską giełdę już na stałe.

– Pandemia skierowała zainteresowanie inwestorów w stronę spółek biotechnologicznych i co ciekawe, nie tylko tych bezpośrednio związanych z przeciwdziałaniem COVID-19, ale również tych związanych z szeroko pojętą ochroną zdrowia. Jednak to przede wszystkim te pierwsze zanotowały spektakularne wzrosty w poprzednim roku – powiedział dyrektor Działu Rynku Pierwotnego GPW Maciej Bombol. – Pandemia uświadomiła również jak ważny w skali globalnej jest sektor ochrony zdrowia co spowodowało wzrost finansowania B+R w tym obszarze. Jestem przekonany, że wiodące polskie spółki biotechnologiczne mogą wnieść istotny wkład w rozwój globalnego sektora life science w najbliższych latach. Dlatego konferencja będzie dobrą okazją dla analityków i inwestorów, by mogli przekonać się, jak innowacyjne są polskie spółki biotechnologiczne – dodaje.

Dotychczas w ramach Konferencji odbyły się już czaty inwestorskie spółek Medicofarma Biotech oraz Bioceltix. Zapraszamy na kolejne. Przed nami spotkania z przedstawicielami Ryvu Therapeutics, Selvity, Urteste i Prodromusa.

– Tym razem poza konferencją online z panelami dyskusyjnymi organizujemy również indywidualne prezentacje spółek i czaty inwestorskie z ich przedstawicielami. Dzięki temu inwestorzy będą mogli poznać różne modele biznesowe, a także wysłuchać dyskusji na temat największych wyzwań, przed którymi stoją firmy z branży. Nie zabraknie różnych punktów widzenia, ponieważ w projekcie biorą udział zarówno duże spółki giełdowe z kapitalizacją liczoną w setkach milionów złotych, jak i mniejsze, które z pomocą inwestorów chcą zrealizować swoje ambitne plany biznesowe i zadebiutować na giełdzie w niedalekiej przyszłości – komentuje Łukasz Konopko, prezes portalu StockWatch.pl

Do udziału w konferencji zostały zaproszone znane polskie spółki biotechnologiczne oraz z sektora med-tech, takie jak Mofema, Prodromus, Medicofarma Biotech czy Imagene.me. Wydarzenie uzyskało patronat Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, GovTech, PARP, Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych oraz Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

– Po prawie półtora roku od wybuchu pandemii, widzimy jak poradzi sobie z nią rynek biotechnologiczny i life science w ogóle. Mimo kłopotów, które przeżywała każda branża, jak. np. opóźnienie dostaw czy konieczność reorganizacji pracy, B+R zyskało bardzo wiele. Okazało się, że wdrożenie nowych preparatów dzięki korzystaniu z technologii może odbywać się dużo szybciej. Ponadto, samo ustawodawstwo dopuściło taką możliwość. To oczywiście przekłada się na jeszcze szybsze wdrażanie innowacji w zakresie zdrowia, a to na szybszy zwrot dla inwestorów. Biotechnologia staje się wobec tego jeszcze bardziej ekscytującą, a jej możliwości wręcz nieograniczone – mówi Adam Zalewski, redaktor naczelny portalu Biotechnologia.pl.

Wydarzenie jest bezpłatne i nie wymaga wcześniejszej rejestracji. Transmisja online odbędzie się na facebooku organizatorów oraz na dedykowanych podstronach StockWatch.pl i GPW.pl.

Tłok i wakacyjna atmosfera sprzyjają oszustom

Mimo pandemii Polacy tłumnie ruszą na wakacje. W tym roku szczególnym zainteresowaniem cieszą się podróże po kraju. Niezależnie jednak od tego, gdzie spędzimy letni wypoczynek – warto pamiętać o ochronie naszych dokumentów i danych. Tłok w popularnych kurortach i wakacyjna atmosfera sprzyjają oszustom, którzy wykorzystując chwilę nieuwagi, mogą wykraść nasze dane, by następnie zaciągnąć przy ich wykorzystaniu kredyt lub pożyczkę. Każdego dnia oszuści próbują wyłudzić z banków na cudze nazwiska ponad 900 tysięcy złotych, a wakacje to czas, kiedy zjawisko mocno przybiera na sile.

Pozwolenie na ksero dowodu osobistego, korzystanie z publicznych sieci wi-fi, wrzucanie zdjęć do mediów społecznościowych prosto z wakacji czy przekazywanie telefonu osobie trzeciej z prośbą o zrobienie zdjęcia – lista wakacyjnych grzechów Polaków jest długa. A to właśnie w czasie letnich miesięcy i ogólnego rozprężenia najłatwiej o niechciany kredyt lub pożyczkę. Z raportu infoDOK wynika, że w zeszłoroczne wakacje dochodziło średnio do 20 prób wyłudzeń kredytu dziennie, a przeciętna kwota udaremnionego wyłudzenia wynosiła prawie 28 tysięcy złotych. Na co należy zwrócić uwagę podczas urlopu, aby ten nie zakończył się niechcianym długiem? Radzi Fundacja Rozwoju Rynku Finansowego.

Dowód okazujemy tylko do wglądu

Dowód osobisty przydaje nam się w wakacje szczególnie – niezależnie czy spędzamy je w kraju czy za granicą. Jest nam potrzebny przy odprawie na lotnisku, rejestracji w hotelu czy przy wypożyczaniu sprzętu do sportów wodnych bądź rowerów. Powinniśmy jednak pamiętać, że dowód zawsze okazujemy tylko do wglądu. Nie pozwalajmy na kserowanie naszych dokumentów – czy to dowodu, paszportu czy prawa jazdy. A tym bardziej nigdy nie pozostawiajmy go „pod zastaw”. Nawet, jeśli osoba, która wymaga od nas wylegitymowania się dokumentem tożsamości, ma uczciwe intencje, to zawsze istnieje zagrożenie, że nie zabezpieczy odpowiednio dokumentu lub nie zniszczy jego kopii, a wtedy ryzyko, że nasze dane dostaną się w niepowołane ręce istotnie rośnie.

Unikajmy publicznych sieci wi-fi

Publiczna sieć wi-fi, dostępna w hotelu, na lotnisku bądź w kawiarni, jest co prawda darmowa, ale często też w żaden sposób niezabezpieczona, dlatego powinna być dla nas ostatecznością. Unikajmy korzystania z otwartych sieci, szczególnie gdy mamy zamiar zalogować się do bankowości elektronicznej. Zdecydowanie bardziej bezpieczne będzie korzystanie z własnego pakietu danych w telefonie. Jeśli jednak nie mamy innego wyjścia i jesteśmy zmuszeni skorzystać z otwartej sieci, pamiętajmy, aby wcześniej wylogować się ze wszystkich aplikacji, np. z e-bankowości, mediów społecznościowych czy poczty elektronicznej. „Korzystając z niezaufanej sieci, unikajmy dokonywania przelewów czy innych transakcji bankowych. Nasze dane lub dostęp do konta mogą zostać szybko przechwycone przez cyberprzestępców” – radzi Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego. Jak tłumaczy ekspertka „Nigdy nie mamy pewności, czy sieć, z jakiej aktualnie korzystamy faktycznie przynależy do miejsca, w którym obecnie przebywamy, czy może zbieżna nazwa ma nas celowo wprowadzić w błąd i uśpić naszą czujność”.

Nie chwalmy się urlopem

Skromność, a w zasadzie zwykłe niechwalenie się w internecie zdjęciami z urlopu, w kontekście bezpieczeństwa nas samych i naszych danych osobowych popłaca. Choć pokusa wrzucenia do mediów społecznościowych zdjęć z wakacyjnego wypoczynku, pokonanych tras rowerowych czy codziennych przebieżek w trakcie urlopu jest duża, lepiej zróbmy to po powrocie z wyjazdu niż w jego trakcie. Inaczej ktoś może chętnie wykorzystać naszą nieobecność w domu i dokonać włamania. Nie udostępniajmy też informacji, w jakim pensjonacie czy hotelu się zatrzymaliśmy, bo z jednej strony jest to trop dla złodziei samochodów, którzy łatwo w ten sposób zlokalizują nasze auto, często pozostawione w niestrzeżonym miejscu, a z drugiej strony ryzyko, że ktoś może zakraść się do miejsca naszego aktualnego pobytu, gdy my będziemy na obiedzie lub gdy będziemy korzystać z innych atrakcji. Za każdym razem, gdy opuszczamy nasz wakacyjny apartament, zabierajmy ze sobą wszystkie dokumenty.

Selfie będzie bezpieczniejsze, niż proszenie kogoś o zrobienie zdjęcia

Na co jeszcze należy zwrócić uwagę podczas urlopu, aby ten nie okazał się słono kosztowny? Na bezpieczeństwo swoich telefonów i innych urządzeń elektronicznych. Na komórkach, laptopach i tabletach przechowujemy mnóstwo cennych informacji. Dość często nie wylogujemy się z różnego rodzaju aplikacji, mamy zapamiętane hasło do profilu zaufanego bądź zapisane w jednym pliku hasła do wszystkich kont, w tym bankowych. I choć ta praktyka zasługuje na naganę, to mimo wszystko jest wciąż powszechna. A zatem troszczmy się o bezpieczeństwo naszych urządzeń i nie przekazujmy ich w ręce osób trzecich. Zastanówmy się kilka razy zanim poprosimy kogoś obcego o zrobienie nam zdjęcia i przekażemy mu nasze urządzenie, a tym bardziej powinniśmy być ostrożni, gdy to ktoś sam z własnej inicjatywy oferuje nam wykonanie zdjęcia naszym telefonem. Wystarczy chwila, by przypadkowo napotkany turysta „zagubił się” w tłumie wraz z naszym telefonem i wszystkimi danymi.

Kradzież lub zgubienie dokumentów? Powiadom bank

I pamiętajmy o najważniejszej zasadzie – w sytuacji, gdy zgubiliśmy dokumenty bądź obawiamy się, że ktoś nam je ukradł, w pierwszej kolejności powinniśmy ten fakt zgłosić do banku. Liczy się każda minuta, by wyprzedzić oszusta. Dopiero w drugiej kolejności kierujemy się na komisariat policji. Niezwłocznie zmieńmy też hasła do bankowości elektronicznej oraz w innych serwisach, które mają dostęp do naszego rachunku płatniczego lub karty kredytowej. Pamiętajmy także by zablokować dostęp do mediów społecznościowych, aby nikt nie przejął naszego konta.

Quo vadis sektorze biurowy. Raport i wyniki badania przeprowadzonego wśród 373 firm zatrudniających 10 milionów pracowników.

Perspektywa podejścia najemców do powierzchni biurowej zmieniła się na przestrzeni ostatnich miesięcy. Dzisiaj organizacje stoją przed strategicznymi decyzjami względem swoich miejsc pracy. Czy czeka nas biurowa rewolucja? Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Knight Frank wśród 373 firm zatrudniających łącznie 10 mln osób na świecie, aż 90% ankietowanych uważa biuro za strategiczne narzędzie dla swojej firmy. W jakim kierunku będą szły zmiany?

„Po miesiącach zawieszenia i późniejszych rozważaniach na temat przyszłości biur, przyszedł czas na wyciągnięcie wniosków z tego wielomiesięcznego eksperymentu. Nie ulega wątpliwości, że podejście najemców do zajmowanych przez nich powierzchni ulegnie zmianie, poczynając od formy i funkcji, a na jakości i wielkości kończąc. Mamy nadzieję, że nasze wnioski płynące z wyników badania będą punktem wyjścia do szerszej dyskusji oraz inspiracją dla najemców, którzy stoją obecnie przed strategicznymi decyzjami,” – komentuje Elżbieta Czerpak, Dyrektor Działu Badań Rynku w Knight Frank.

Globalny eksperyment modelu pracy jakim okazała się praca zdalna na masową skalę sprawiła, że wiele organizacji inaczej dzisiaj podchodzi do tego rozwiązania. Jeszcze przed pandemią taka forma pracy była traktowana jako benefit, a nie reguła. Po 15 miesiącach pracy zdalnej trudniej jest przekonać pracowników do powrotu do biur, tym bardziej, że 59% z ponad 370 ankietowanych najemców oceniło swoje doświadczenia związane z pracą w domu jako pozytywne. Mimo to, przejście na w pełni zdalny model pracy, który dopuszcza rezygnację z biura, zakładają na razie tylko nieliczni. Respondenci zaznaczyli, że są dopiero na początku drogi kształtowania i wyboru nowych stylów pracy, a sam proces jest złożony i długotrwały, co jednocześnie wskazuje, że konsekwencje dla przyszłości sektora biurowego są na tym etapie trudne do określenia.

„Wyzwania stojące przed najemcami widoczne są w mnogości nowych modeli, które pojawiają się, w miarę jak firmy zaczynają planować swoje nowe strategie powrotów. Z naszych rozmów z najemcami wynika, że najczęściej brane pod uwagę są trzy scenariusze. Dzisiaj  największą popularnością cieszy się praca hybrydowa, która łączy pracę w biurze i pracę zdalną w różnych proporcjach dostosowanych do specyfiki stanowiska, branży i rodzaju pracy. Z dodatkowego badania przeprowadzonego wśród pracowników Knight Frank w Polsce wynika, że 79% wybrałoby rozwiązanie hybrydowe jako to, które odpowiada ich obecnym potrzebom, a jednocześnie sprawdzi się w naszej organizacji najlepiej. Kolejnym scenariuszem branym pod uwagę, zwłaszcza wśród firm z sektora nowych technologii, jest możliwość „pracy z dowolnego miejsca”, która daje pracownikom swobodę wyboru miejsca i sposobu pracy. Pojawiają się również organizacje, które oferują pracownikom możliwość wyboru w ramach proponowanych modeli pracy typu „hub and spoke”, czyli posiadania siedziby firmy spełniającej podstawowe funkcje, do której zaprasza się klientów oraz rozproszonej geograficznie sieci biur satelitarnych, które dają możliwość pracownikom pracy bliżej domu. Co ważne, żadna z tych opcji nie zakłada całkowitej rezygnacji z biura, a jedynie zmianę jego funkcji,” – dodaje Elżbieta Czerpak.

Najemcy niezmiennie widzą korzyści biznesowe płynące z posiadania biura, a 90% z nich nadal uważa biuro za strategiczne narzędzie dla firmy. Co ważne, 30% ankietowanych firm przewiduje powiększenie ilości wynajmowanej powierzchni ze względu na ekspansję firmy, kolejne 35% nie ma w planie zmian, a jedynie 35% planuje zmniejszenie wynajmowanej powierzchni ze względu na zmiany rynkowe, które przyniosła pandemia.

Niezależnie od tego, czy poszczególne firmy planują powiększenie czy ograniczenie ilości wynajmowanej powierzchni biurowej, skala oczekiwanych zmian jest bardzo duża. Badania Knight Frank wskazują, że jednym z kluczowych czynników jest tutaj poszukiwanie oszczędności, ponieważ ponad jedna trzecia respondentów dąży do redukcji kosztów utrzymania biura o ponad 10%.

Opracowanie strategii dotyczącej biur i miejsca pracy może być istotnym krokiem do wsparcia programu redukcji kosztów, m.in. opracowanie siatki biur w mniejszych i tańszych lokalizacjach satelitarnych lub wprowadzenie pracy hybrydowej, która pozwala na bardziej efektywne wykorzystywanie powierzchni biurowej.

Z przeprowadzonego badania wynika, że w miarę jak firmy będą rewidowały swoje portfele wynajmowanych biur, rozważane przez nie będzie również przenoszenie głównej siedziby firmy. 59% zapytanych najemców uważa, że zmiana kluczowej lokalizacji może pozwolić zaoszczędzić koszty, a 54% postrzega relokację jako potencjalny rezultat nowego stylu pracy i związanej z nim zmiany ilości i jakości przestrzeni, która będzie potrzebna firmie.

Stojąc przed dylematem wyboru strategii odpowiadającej potrzebom organizacji, dostosowaniu się do zmieniających się stylów pracy, przy jednoczesnym poszukiwaniu oszczędności, pojawia się pytanie o funkcję biura w nowej rzeczywistości.

„Słowem charakteryzującym obecnie nasze środowiska pracy jest rozproszenie, w którym trudniej jest budować interakcje z klientami i pracownikami. Z naszych badań i obserwacji wynika, że biuro nadal będzie odgrywać istotną rolę w promowaniu tożsamości firmy. Jest ono niezbędne, jeśli firma stawia na innowacje i kreatywność, ponieważ biuro jest miejscem, w którym pracownicy uczą się od siebie, rozwijają i wzajemnie inspirują, a powstające tam relacje społeczne często decydują o ich przyszłej współpracy. W nowej rzeczywistości na szczególną uwagę w kontekście funkcji jaką ma pełnić biuro zasługuje oczywiście również dobre samopoczucie pracowników. Respondenci badania przeprowadzonego przez Knight Frank wskazują na wzrost zainteresowania miejscami pracy o wyższej jakości, które oferują szeroki pakiet udogodnień. Takie podejście ma przyciągnąć obecnych pracowników, którzy mają wybór co do miejsca pracy, oraz przyszłych pracowników, którzy postrzegają środowisko pracy jako czynnik wyróżniający firmę wśród potencjalnych pracodawców,” – wyjaśnia Elżbieta Czerpak.

Dostosowywanie się do nowych stylów pracy i poszukiwanie oszczędności wpłynie na to jak zmieni się przestrzeń biurowa. Wyniki ostatnich badań wskazują dwa obszary, w których jakość miejsca pracy może ulec zmianie. Po pierwsze potrzeba zwiększenia w swoim portfolio wynajmowanych biur udziału powierzchni przeznaczonych do współpracy deklaruje 55% respondentów. Biuro będzie nadal odgrywać rolę miejsca skupiającego ludzi w celu interakcji i współpracy, a to z kolei tworzy i podtrzymuje kulturę korporacyjną firmy. Przy tym nieco ponad połowa (54%) respondentów przewiduje rozszerzenie systemów hot-desking i desk-sharing, ponieważ nasze relacje z biurem stają się coraz bardziej płynne, a biuro ma stawać się przestrzenią ukierunkowaną przede wszystkim na współpracę. Drugim obszarem, w którym należy spodziewać się znaczących zmian w biurach nowej rzeczywistości jest bezpieczeństwo. Ewolucja biur w kierunku bardziej tymczasowych i współdzielonych przestrzeni będzie wymagała tego, aby zdrowie i bezpieczeństwo stały się kluczowym elementem przyszłego miejsca pracy. W konsekwencji, należy oczekiwać szerszego zastosowania rozwiązań technologicznych i zmodyfikowanych systemów sprzątania, aby wspierać firmy w ograniczaniu ryzyka zdrowotnego i zapewnieniu bezpiecznego środowiska pracy na co dzień. Większość użytkowników biur jest zdania, że troska o bezpieczeństwo pracowników w budynku to odpowiedzialność pracodawcy i właściciela obiektu, a jako oczekiwania wymieniane są regularne sprzątanie budynków, mniej fizycznych punktów dotyku i częstsza konserwacja systemów klimatyzacji.

Dynamiczne zmiany, których doświadcza sektor biurowy nie zmieniają podejścia najemców do potrzeby posiadania biura. Zmienia się podejście do środowiska pracy, powierzchni i jej funkcji, ale w dalszym ciągu firmy postrzegają biuro jako cenny czynnik wspierający kulturę organizacyjną, miejsce interakcji z klientami, rozwoju pracowników, współpracy zespołów czy rekrutacji i szkolenia nowych pracowników.

O badaniu Knight Frank:

W badaniu przeprowadzonym wśród globalnych klientów Knight Frank wzięły udział 373 organizacje, które łącznie zatrudniają 10 mln ludzi na świecie. Badanie podzielono na 4 części: strategia, bezpieczeństwo, zrównoważony rozwój, technologie.

Jak z zyskiem przełknąć porażkę polskich piłkarzy?

Polska odpadła z Euro 2020, ale inni grają dalej. Leje się też piwo, które jedni piją z radości, a inni, by osłodzić sobie porażkę. Inwestorzy tylko na to czekają, bo w czasie wielkich turniejów piłkarskich akcje browarów i producentów napojów rosną bardziej niż cały rynek.

Zakończyła się faza grupowa Euro 2020 i z 24 drużyn rozpoczynających turniej pozostało 16. Odpadli także Polacy, choć w dwóch ostatnich meczach pokazali charakter i waleczność. Odpadli także Szkoci, Rosjanie, Węgrzy, Finowie i cztery inne drużyny. Przedstawicielom tych narodów pozostało kibicować innym i topić swoje smutki w kuflu zimnego piwa. A bez względu na to, czy wspierałeś zwycięzców, czy pokonanych, branża piwna może być dobrym biznesem dla inwestorów. Podczas najważniejszych turniejów piłkarskich w ciągu ostatniej dekady – od Euro 2012 do Mistrzostw Świata 2018 notowane na giełdzie światowe browary i producenci napojów bezalkoholowych konsekwentnie osiągały lepsze wyniki niż światowe akcje – według naszej analizy, wzrost średnio o 2,9 proc. w porównaniu z globalnymi akcjami, które wzrastały o 0,9 proc.

Warto zauważyć, że nasz przemysł piwowarski radzi sobie znacznie lepiej niż nasza drużyna piłkarska. Podczas gdy w rankingu FIFA zajmujemy 21. miejsce, to jesteśmy 10. największym producentem piwa na świecie. A jeśli chodzi o jego konsumpcję na głowę mieszkańca, wskakujemy nawet na 5. pozycję. W roku 2019, czyli jeszcze przed pandemią, która wpłynęła na zwiększoną konsumpcję piwa, przeciętny Polak wypijał go rocznie 97,9 litra. Najwięcej na głowę piją Czesi (188,6 litrów), a później Austriacy (107,8), Rumuni (100,3) i Niemcy (99). Poza Rumunami, którzy się nie zakwalifikowali, wszystkie te kraje nadal pozostają w turnieju. Tak samo, jak konsumujący dużo piwa Hiszpanie, Chorwaci, Anglicy czy Holendrzy.

Choć to Europejczycy biją rekordy w konsumpcji piwa na głowę mieszkańca, to najwięcej produkuje się go i pije w Azji. Największymi producentami piwa w 2020 roku były Chiny (376,5 mln hektolitrów), USA (210,9) i Brazylia (144,8). Dopiero na 5. miejscu jest największy producent w Europie — Niemcy produkujący 91,6 mln hektolitrów. Polska jest 10. z produkcją 39,3 mln hektolitrów rocznie. Europa pozostaje drugim regionem na świecie pod względem produkcji, trzecią pozycję zajmują kraje Ameryki Południowej i Centralnej, a czwartą Ameryka Północna.

Z uwagi na pozycję Europy w tym zestawieniu i popularność piłki nożnej, można powiedzieć, że EURO to prawdziwe święto piwa. Jednym z głównych sponsorów turnieju pozostaje koncern Heineken, który stale przypomina fanom futbolu o swoich produktach. Jednocześnie producenci starają się rozszerzać swoją ofertę produktową. Na wielu rynkach podczas mistrzostw masowo reklamowane jest piwo bezalkoholowe, a także różnego rodzaju napoje piwne, co ma umożliwić im dotarcie do konsumentów, który nie gustują w tradycyjnych rodzajach piwa. Na wielu rynkach piwo jest bowiem pod presją ze strony konkurencji: wina, alkoholi wysokoprocentowych, a nawet marihuany, tam, gdzie jej użycie zostało zalegalizowane.

Światowy rynek piwa jest bardzo skoncentrowany ze znaczącym udziałem kilku dużych globalnych graczy. Największym jest notowany na Euronext belgijski gigant Anheuser-Busch InBev. AB InBev jest właścicielem ponad 400 marek piwa, w tym globalnych marek Budweiser, Corona i Stella Artois. W roku 2016 koncern przejął innego dużego producenta – firmę SABMiller, jednocześnie jednak sprzedał jej europejskie aktywa, w tym polską Kompanię Piwowarską. Dlatego obecnie nie posiada żadnych browarów w Polsce, jego produkty są dostępne na naszym rynku, jednak ich udział jest niewielki. Firma odnotowała bardzo dobre wyniki za pierwszy kwartał 2021 r. – globalna sprzedaż piwa była o 14,9 proc. wyższa w stosunku do pierwszego kwartału 2020 r. W tym samym okresie dział napojów innych niż piwo zanotował wzrost o 4 proc.

Drugim co do wielkości producentem piwa na świecie i największym w Europie jest wspomniany już Heineken. Koncern jest większościowym udziałowcem działającej na polskim rynku Grupy Żywiec. Produkuje ona w Polsce m.in. marki Żywiec, Heineken, Warka, Tatra i Królewskie. Jest ona drugim co do wielkości sprzedawcą piwa w Polsce po Kompanii Piwowarskiej (należącej do Asahi Breweries z Japonii). Heineken Holding NV, notowany na Euronext, odnotował w pierwszym kwartale spadek ogólnej sprzedaży piwa o 2,5 proc. w stosunku do analogicznego okresu w 2020 r. Duży wzrost odnotowała natomiast sama marka Heineken, której sprzedaż poszła w górę o 12,1 proc. Koncern bardzo agresywnie promuje obecnie globalną markę piwa bezalkoholowego Heineken 0.0.

Największym producentem piwa w Polsce jest Kompania Piwowarska, właściciel m.in. marek Tyskie, Żubr i Lech. Należy ona do japońskiej Asahi Group, która jest notowana na giełdzie w Tokio. Pozostała część polskiego rynku piwa należy do Carlsberg Polska, spółki córki duńskiego koncernu oraz średnich i małych browarów regionalnych.

Mistrzostwa będą trwać jeszcze do 11 lipca, a to oznacza, że do tego czasu kibice wypiją jeszcze dużo piwa. Powinno to wpłynąć na wysoką sprzedaż ich producentów. Jeśli chcemy zainwestować w branże, możemy to zrobić, kupując akcje spółek takich jak właśnie Heineken czy AB InBev. Jednak dywersyfikując nasz portfel, warto zastanowić się nad szerszą ekspozycją nie tylko na rynek piwa, ale też inne napoje alkoholowe, na przykład inwestując w spółkę Constellation Brands. Dywersyfikację geograficzną mogą zapewnić nam spółki takie jak np. brazylijska Ambrew. Jeśli interesują nas innowacje na rynku napojów, możemy zainteresować się akcjami Boston Beer, spółki, która w Kanadzie opracowuje napoje oparte o konopie indyjskie. Ekspozycję na rynek mogą dać nam też fundusze ETF np. Consumer Staples Select Sector SPDR, który inwestuje szeroko w spółki produkujące podstawowe dobra konsumpcyjne. Możemy także inwestować w ETF na indeksy np. Xtrackers Nikkei 225 UCITS, który odwzorowuje Nikkei 225, w którego skład wchodzi Asahi Group. Może nas wreszcie zainteresować portfel tematyczny eToro FoodDrink, w którego skład wchodzą globalne spółki produkujące żywność i napoje.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Turyści zagraniczni w Polsce – odbicie czy kontynuacja pandemicznego trendu?

Chociaż Polska jest krajem z niskim udziałem turystów zagranicznych w całym ruchu turystycznym, to ich liczba systematycznie rosła w ostatnich latach aż do ubiegłego roku na- znaczonego ograniczeniami pandemicznymi (wykres 5).

Według danych opublikowanych przez Europejską Komisję Turystyki [12], licz- ba przyjazdów nierezydentów do Polski zmniejszyła się w 2020 r. o 69,7 proc., a licz- ba noclegów sprzedanych nierezydentom spadła o 64,5 proc. Dane dla stycznia 2021 r. były jeszcze gorsze: w porównaniu ze styczniem 2020 r. liczba przyjazdów nierezydentów spadła aż o 94,3 proc., a liczba noclegów wykupionych przez gości zagranicznych o 89,4 proc.

Niedobór wydatków turystów zagranicznych częściowo zrekompensowały branży turystycznej wydatki turystów krajowych. Wraz ze wzrostem liczby zagranicznych turystów rosły też ich wydatki w Polsce. Te również znacząco spadły w ubiegłym roku. Spadek dochodów sektora turystycznego na skutek braku zagranicznych turystów jest szczególnie dotkliwy, ponieważ goście zagraniczni – chociaż stanowią mniejszość w polskim ruchu turystycznym – wydawali w Polsce zwykle więcej niż goście krajowi. Ubiegły rok był wyjątkowy również pod tym względem, kiedy to wobec mniejszej liczby zagranicznych turystów ich wydatki po raz pierwszy od wielu lat były mniejsze niż wydatki rodzimych turystów (wykres 6).

Liczba turystów zagranicznych w Polsce w latach 2015-2020Wydatki polskich i zagranicznych turystów w Polsce w latach 2016-2020

Według danych GUS, w ogólnej liczbie tury- stów zagranicznych korzystających z bazy noclegowej w Polsce w 2020 r. przeważali turyści z Niemiec (797 tys.), Ukrainy (206 tys.) i Wielkiej Brytanii (186 tys.). Spośród pozo- stałych krajów najwięcej turystów przyjechało z Rosji (75 tys.), Czech (73 tys.), Stanów Zjednoczonych (69 tys.) oraz Francji i Włoch (po 64 tys.).

Zdecydowany spadek liczby zachorowań na Covid-19 i postępujące szybciej niż w niektórych krajach znoszenie obostrzeń oraz związana z tym stabilizacja mogą stanowić zachętę do spędzenia urlopu w Polsce dla większej niż w ubiegłym roku liczby obcokrajowców. Powinna temu sprzyjać rosnąca liczba osób zaszczepionych w Unii Europejskiej i poza nią, których przy wjeździe do Polski nie obowiązuje kwarantanna. Problemem może być jednak nadal ograniczona dostępność bazy noclegowej, która z trudem zaspokaja zapotrzebowanie gości z Polski.

Trudno też ocenić jednoznacznie, na ile Polska będzie atrakcyjnym celem podróży dla osób, które nie mogły odbyć wakacji od po- nad roku. 19. miejsce w rankingu konkurencyjności podróży i turystyki wśród krajów Unii Europejskiej i 42. w skali 140 krajów ze wskaźnikiem 4,2 w 7-stopniowej skali [13] nie dają nam dobrej pozycji konkurencyjnej w starciu z czołówką europejską: Hiszpanią, Francją i Niemcami, a także takimi krajami turystycznymi, jak Grecja czy Chorwacja, które w ran- kingu wypadają tylko nieco lepiej niż Polska ze wskaźnikiem na poziomie 4,5. Atutem Polski w stosunku do tych krajów pozostaje jednak – mimo inflacji – konkurencyjność cenowa, zwłaszcza wobec umacniającego się EUR. Chociaż w ubiegłorocznych analizach zakładano pesymistycznie, że odrobienie dochodów utraconych wskutek mniejszego napływu turystów zagranicznych może potrwać nawet kilka lat, dzisiejszy kontekst pozwala na umiarkowanie większy optymizm w tym zakresie.

[12] European Travel Commission (2021), EuropeAN Tourism
– TrENDS AND Prospects, “Quarterly Report Q1/2021”, https://etc-corporate.org/uploads/2021/05/ETC-Quarterly
-Report-Q1-2021_Public-1.pdf [dostęp: 21.06.2021].
[13] Dane za 2019 r. Travel&Tourism Competetivenes Index (2019), https://tcdata360.worldbank.org/indicators/ tour.comp.comp?country=BRA&indicator=3524&viz= line_chart&years=2015,2017 [dostęp: 23.06.2021].

Plany wakacyjne Polaków bardziej ekologiczne niż w 2019 r.

Według tegorocznych badań, jedynie od 6 proc. [5] do ok. 18 proc. [6] ankietowanych planuje wyjazd za granicę, co jest znacząco niższym wynikiem niż w 2019 r., gdy chęć spędzenia wakacji poza Polską deklarowało ponad 30 proc. badanych [7]. Jak odnotowują tegoroczne raporty na temat planów wakacyjnych Polaków, znacz- nie więcej osób planuje wyjazd niż w po- przednim roku, kiedy to aż 54 proc. ankietowanych w ogóle nie wyrażało chęci wyjazdu na urlop. Równocześnie jednak znacząca większość deklaruje zamiar spędzenia urlopu w kraju.

Poziom emisji CO2 dla podróży z Warszawy

Wśród najpopularniejszych kierunków turystycznych wskazywanych przez Polaków w 2019 r. dominowały Grecja (26 proc.), Turcja (21 proc.), Bułgaria (13,5 proc.), Egipt i Hiszpania (blisko po 9 proc.). Z kolei w Polsce większość ruchu turystycznego koncentruje się nad morzem (województwa zachodniopomorskie i pomorskie) oraz w powiatach górskich. Chętnie odwiedzane są także miejscowości uzdrowiskowe oraz największe miasta w Pol- sce [8].

Niższa liczba wyjazdów zagranicznych może oznaczać duże korzyści dla środowiska naturalnego. W przypadku 3-osobowej rodziny z Warszawy podróż na Pomorze lub w pol- skie góry przekładać się będzie na emisję 60-80 kg CO2, jeśli wybierze podróż pociągiem i ok. 140 kg CO2 przy użyciu transportu samochodowego. Podróż zagraniczna samo- lotem dla 3 osób to w przypadku najpopularniejszych destynacji turystycznych z 2019 r. od blisko 850 kg do ok. 1850 wyemitowanych kg CO2. Oznacza to, że wybór polskiej zamiast egipskiej plaży może w tym przypadku zaoszczędzić środowisku ponad 1,5 tony CO2.

[5] https://forsal.pl/lifestyle/turystyka/artykuly/ 8170331,wakacje-2021-38-proc-polakow-nie-planuje
-letniego-wyjazdu-na-urlop-sondaz.html [dostęp: 23.06.2021].
[6] https://arc.com.pl/wakacje-w-polsce-mimo-ze-drogo/ [dostęp: 23.06.2021].
[7] https://mondial-assistance.pl/centrum-prasowe/ aktualnosci/65-proc-polakow-wybiera-sie-w-tym-roku
-na-wakacje [dostęp: 23.06.2021].
[8] http://pie.net.pl/wp-content/uploads/2020/05/ PIE-Raport_Turystyka.pdf [dostęp: 23.06.2021].

Płace w budżetówce zamrożone na kolejny rok. Co z samorządami?

Projekt ustawy budżetowej na rok 2022 przewiduje podniesienie płacy minimalnej do 3000 zł brutto. Mimo to, wynagrodzenia w sferze budżetowej mają być zamrożone i wyniosą tyle samo co w roku 2021. Jak sytuacja wpłynie na samorządy, wyjaśnia Mariusz Gołaszewski, prezes Aesco Group.

Według założeń projektu ustawy budżetowej na przyszły rok, podobnie jak w 2021 roku, płace pracowników budżetówki pozostaną na tym samym poziomie. Przy wysokiej inflacji, siła nabywcza ich uposażenia dodatkowo spada.

– Najczęściej w samorządzie doświadczeni specjaliści zarabiają niewiele więcej niż osoba na stanowisku podstawowym. Według analizy Aesco Group często są to różnice rzędu 200-300 zł. To sprawia, że pracownicy samorządowi w wielu przypadkach nie chcą zajmować wyższych stanowisk, bo wiąże się to z niewielką podwyżką i większą odpowiedzialnością. W przyszłym roku samorządy najprawdopodobniej nie będą miały wyjścia i będą musiały podnieść pensję wszystkim pracownikom nieobjętym przepisami kominowymi. Mówiąc o tych ostatnich, trzeba zwrócić uwagę na to, że wynagrodzenie zasadnicze skarbnika utrzymuje się na tym samym poziomie od ponad dekady. W mniejszych gminach jest to 4,8 tys zł brutto. To pensja zdecydowanie mniej atrakcyjna niż 10 lat temu – mówi wskazuje Mariusz Gołaszewski, prezes Aesco Group, instytucji analitycznej i doradczej, świadczącej usługi dla samorządów i instytucji publicznych.

Brak wzrostu płac wiąże się z istotnym zagrożeniem. – Kadry samorządów, szczególnie tych mniejszych, kurczą się. Utrata specjalistów średniego szczebla nie dokona się bezpośrednio z powodu braku podwyżek, ale raczej z uwagi na brak zastępowalności urzędników odchodzących na emeryturę. Ten proces trwa, a podniesienie płacy minimalnej, przy jednoczesnych ograniczonych możliwościach wyższych zarobków dla specjalistów, tylko go pogłębi. W dłuższej perspektywie oznacza to osłabienie samorządności w Polsce – dodaje Mariusz Gołaszewski.

Automatyzacja rozwiązaniem?

Czy istnieje szansa na utrzymanie sprawności działania samorządów, mimo kurczącej się kadry specjalistów? Automatyzacja pracy urzędników wydaje się jedynym możliwym rozwiązaniem, ale samorządy mają w tym względzie związane ręce:

– W trakcie pandemii koronawirusa wiele urzędów umożliwiło mieszkańcom kontakt online w różnych sprawach. Jednocześnie automatyzacja nie miała miejsca – ważną przeszkodą są przepisy prawa. Dobrym przykładem jest księgowość budżetowa. W przypadku wdrożenia elektronicznego obiegu dokumentu, idealną sytuacją byłoby po prostu przypisanie faktury kosztowej przez pracownika do już zatwierdzonego zaangażowania środków w budżecie i akceptacja elektroniczna przez przełożonego. Niestety, uniemożliwia to ustawa o rachunkowości. Faktury elektroniczne zwykle są drukowane, a potem krążą po urzędzie w celu uzyskania akceptacji przez kilku urzędników i ręcznego opisania. Co więcej, jeśli gmina wdrożyła system elektronicznego zarządzania dokumentami, konieczne jest wykonanie dodatkowej pracy w postaci wprowadzania wszystkich danych do komputera. Zamiast zmniejszenia obciążenia dzięki elektronizacji, praca jest wykonywana podwójnie – komentuje ekspert Aesco Group.

Letnie ożywienie gospodarcze

Dla europejskich gospodarek okres wakacyjny to czas luzowania obostrzeń. Prognozy gospodarcze sugerują wy- sokie stopy wzrostu aktywności gospodarczej – duże na- dzieje pokładane są w tzw. odroczonym popycie związanym ze wzrostem oszczędności gospodarstw domowych i możliwością ich wydatkowania w zamrożonych do tej pory usługach. Jednak trudno jednoznacznie ocenić, czy będzie to silny impuls.

Popyt krajowy czy wydatki konsumpcyjne w Polsce prawdopodobnie wzrosną umiarkowanie na tle innych państw UE. Polskie gospodarstwa domowe przed pandemią przeznaczały na wydatki rekreacyjne, hotele i gastronomię mniejszą część budżetu niż gospodarstwa w krajach zachodnich. Dodatkowo załamanie w tych działach gospodarki w trakcie pandemii było w Polsce mniejsze niż w krajach zachodniej Europy. Udział tego rodzaju wydatków w Polsce w 2020 r. zmalał z 12 proc. do 10 proc. Europejskie urzędy statystyczne kompilują obecnie ostateczne wskaźniki – dostępne dane wskazują, że we Włoszech analogiczny wskaźnik spadł z 17 proc. do 13 proc., na Malcie z 30 proc. do 18 proc. Porównanie skali wydatków między krajami oraz jej ewolucji w czasie jest tematem jednego z tekstów. Mniejszy udział usług w koszyku konsumenckim to jedna z przyczyn, dla których polska gospodarka mniej ucierpiała w trakcie pandemii. Dlatego czynnik ten będzie wspierał odbicie w dużo mniejszym stopniu niż na zachodzie Europy.

Ponadto, nadal niepewna jest perspektywa wzrostu wydatków turystycznych. Badania koniunktury konsumenckiej sugerują, że polskie gospodarstwa powiększą wydatki wakacyjne – odsetek gospodarstw domowych obawiających się utraty pracy spadł o około 20 pkt. proc. od początku roku i jest zbliżony do danych z 2016 r. Również plany zakupowe są zbliżone do poziomów charakterystycznych dla przeciętnego tempa wzrostu gospodarczego. Równocześnie turyści zagraniczni zostawią w Polsce mniej pieniędzy. Dane GUS wskazują, że od początku pandemii do Polski przybywa ponad 2/3 mniej turystów niż w analogicznych miesiącach 2019 r. Taka tendencja prawdopodobnie utrzyma się również podczas nadchodzących wakacji.

Odmrożenie aktywności poza granicami Polski może być dodatkowym impulsem dla krajowego przemysłu. Warto obserwować wyniki branż działających sezonowo – w tym wydaniu „Tygodnika Gospodarczego PIE” pokażemy, na przykładzie eksportu lodów, sezonowy wzrost popytu w branży spożywczej, na którym skorzystają krajowe firmy. Będzie to jeden z przykładów pokazujących wyraźnie silniejszą aktywność niż rok temu.

Dla rosnącej aktywności w przemyśle zagrożeniem będzie problem niedoboru pracowników. Ba- dania ankietowe Komisji Europejskiej wskazują, że krajowi przedsiębiorcy raportują większe problemy z rekrutacją pracowników niż przedsiębiorcy z innych państw UE. Dotychczas problem ten rekompen- sował napływ migrantów z Ukrainy, jednak dane z 2020 r. wskazują, że liczba oświadczeń, na podstawie których przyjmowani są cudzoziemcy zmalała nieznacznie – z 1,7 mln do 1,5 mln. O perspektywach na 2021 r. przeczytacie Państwo w tekście.

I wreszcie – okres wakacyjny to przede wszystkim czas urlopów. W Europie dyskutowane jest tzw. prawo do wyłączenia się od technologii pozwalających na pracę zdalną (ang. right do discONNEct) na czas korzystania z urlopu. Chcemy wykorzystać tę okazję, aby życzyć Czytelnikom wyciszenia, zwolnienia tempa i spokojnego wypoczynku.

Jakub Rybacki, Starszy analityk PIE

Akcjonariusze INC zdecydowali o wypłacie pierwszej w historii dywidendy

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy INC S.A. zdecydowało o wypłacie dywidendy z zysku za 2020 r. Wartość dywidendy na jedną akcje wyniesie 12 groszy. Dzień dywidendy ustalono na 2 lipca br., a dzień wypłaty dywidendy na 12 lipca br. To pierwsza w historii spółki wypłata dywidendy.

Uchwalona przez akcjonariuszy dywidenda jest zgodna z rekomendacją Zarządu i Rady Nadzorczej spółki. Razem z rekomendacją podziału zysku za 2020 r. Zarząd INC przyjął politykę dywidendową, która zakłada wypłatę co najmniej 20 proc. jednostkowego zysku netto spółki począwszy od zysku za 2021 r.

Zdaniem zarządu możliwość wypłaty pierwszej w historii dywidendy oraz przyjęcia długofalowej polityki dywidendowej to efekt przebudowy Grupy i osiągnięcia powtarzalności wyników finansowych.

– Dzięki dynamicznemu, ale opartemu o solidne fundamenty rozwojowi działalności, dołączyliśmy do grona spółek dywidendowych. Był to jeden z naszych celów, dlatego cieszymy się, że go zrealizowaliśmy. Nasza działalność opiera się o przygotowany kompleksowy ekosystem dla finansowania innowacyjnych firm, który ma dwa główne motory – działalność usługowa, czyli doradztwo, wsparcie firm w rozwoju, pozyskaniu finansowania, usługi maklerskie czy crowdfunding oraz działalność inwestycyjna, przede wszystkim na etapie preIPO, która pozwala z jednej strony na wsparcie różnorodnych i ciekawych projektów, a z drugiej strony na systematyczne zwiększanie wartości dla akcjonariuszy INC. – mówi Paweł Śliwiński, prezes Zarządu INC S.A.

Grupa Kapitałowa INC specjalizuje się w doradztwie i pozyskiwaniu finansowania dla innowacyjnych podmiotów. W 2020 r. Grupa osiągnęła 19,9 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży ogółem, co oznacza prawie 3-krotny wzrost r/r. Skonsolidowany zysk na działalności operacyjnej wyniósł 18,3 mln zł, a zysk netto 14,6 mln zł, w tym wynik przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej to 11,9 mln zł. Wyniki jednostkowe INC S.A. były równie wysokie: przychody ze sprzedaży ogółem wyniosły 14,7 mln zł, zysk na działalności operacyjnej 11,4 mln zł, a zysk netto 8,9 mln zł.

Osiągnięcia z 2020 r. nie byłyby możliwe, gdyby nie fundamenty, które wypracowaliśmy w poprzednich latach. Dzięki nim również bardzo dobrze radzimy sobie w bieżącym roku, co pozwala nam optymistycznie spoglądać w przyszłość. – dodaje Paweł Śliwiński.

Grupa INC ma ambitne plany na cały 2021 r. W ciągu bieżącego roku chce wprowadzić na giełdę około 20 spółek. Dotychczas w 2021 r. INC S.A. jako autoryzowany doradca w debiutach na NewConnect wspierała 5 spółek, podczas gdy w całym ubiegłym roku było to 6 spółek. Celem należącego do  Grupy INC Domu Maklerskiego INC jest realizacja czynności oferowania w ofertach publicznych papierów wartościowych o łącznej wartości ponad 100 mln zł w całym 2021 r.