„Paragony grozy” to incydentalne przypadki. Przedsiębiorcy są narażeni na hejt w bardzo trudnej sytuacji gospodarczej

– Ceny w kurortach nadmorskich i górskich w szczycie sezonu zawsze były wyższe niż w innych miejscowościach. Jesteśmy przeciwni sztucznemu windowaniu cen do góry i wykorzystywaniu sezonu do tego, by nadrabiać zaległości finansowe wynikające z lockdownu. Nie możemy się jednak zgodzić, by w Internecie i mediach niesprawiedliwie oceniać przedsiębiorców, którzy w ostatnich miesiącach zmuszeni byli do ponoszenia cen swoich produktów i usług. Brutalna prawda jest taka, że wszystko drożeje, a obecnie uwaga turystów, za którą bardzo często idzie hejt, skierowana jest w stronę przedsiębiorców. Nie ma na to naszej zgody – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Rosną ceny produktów, paliwa, a przede wszystkim koszty pracy, które w przypadku pracy sezonowej poszybowały jak szalone do góry”

Jak mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk z dużym niesmakiem obserwuje wielotygodniową dyskusję na temat znaczącego wzrostu cen usług hotelowych oraz gastronomicznych w pasie nadmorskim. W ostatnim czasie zapanowała również moda na prezentowanie „paragonów grozy”, a internauci często prześcigają się w prezentowaniu, który lokal nad morzem jest droższy.

– Uważam, że pewne nieprawidłowości zachodzą po obu stronach. Uważam, że konsumenci powinni być traktowani z szacunkiem i uczciwie. Nie można przerzucać na nich kosztów wielomiesięcznego lockdownu. Nie ma naszej zgody na podwyżki rzędu 100% i windowanie cen, które nie ma swojego uzasadnienia ekonomicznego. Takie działanie przedsiębiorców może budzić oburzenie i doskonale to rozumiem – mówi Hanna Mojsiuk. – Z drugiej strony uważam, że przedsiębiorcy mają prawo do podwyżek. Powinny być one urealnione i odnosić się do bieżącej sytuacji gospodarczej. Rosną ceny produktów, paliwa, a przede wszystkim koszty pracy, które w przypadku pracy sezonowej poszybowały jak szalone do góry. Przedsiębiorca, gdyby utrzymał ceny sprzed sezonu czy dwóch po prostu byłby stratny. Uważam, że obie strony tego sporu powinny być dla siebie wyrozumiałe – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Zachodniopomorski pas nadmorski nigdy nie należał do najtańszych, ale zawsze mógł się chwalić wysoką jakością usług oraz nowoczesną bazą hotelową.

Przedsiębiorcy o sytuacji w gastronomii: wszystko drożeje, a marża pozostaje niezmienna

Przedsiębiorcy nad morzem starają się prowadzić swoją działalność tak sumiennie jak tylko potrafią. Oczywiście zdarzają się przypadki windowania cen i wykorzystywania obecności turystów nad morzem. Jak wyjaśnia ekspert Północnej Izby Gospodarczej ze Świnoujścia wielu przedsiębiorców w pasie nadmorskim działa cały rok, a nie tylko sezonowo. Takie hotele i tacy restauratorzy mają swoich stałych klientów i zależy im na tym, by wracali oni do nich i nieśli w świat dobrą opinie o restauracji.

– Mam kawiarnię. W moim lokalu kawa nie podrożała. Ceny zimnych napojów również stoją w miejscu. Przedsiębiorcy żyją z marży i ona utrzymuje się na podobnym poziomie od kilku lat. Rosną ceny wszystkiego dookoła: towarów, usług technicznych, paliwa, zatrudnienia pracowników, obsługi administracyjnej. Przedsiębiorcy zarabiają coraz mniej, bo koszty są dla niego wyższe przy stojącej w miejscu marży. Kolejna sprawa: nikt nie patrzy, że w wyniku koniunktury gospodarczej mocno wzrastają pensje pracowników, to powoduje inflacje i wzrosty cen. Przedsiębiorcy nie zarabiają więcej mimo wzrostów cen – mówi Piotr Kośmider, restaurator ze Świnoujścia.  – Oczywiście, że zdarzają się przedsiębiorcy nieuczciwi, ale ich jest mniej i nie polecamy wizyt u nich. Zdarza się jednak, że klienci np. nie czytają cen. Uznają, że cena za 100 gram to cena za cały posiłek. Bardzo często powoduje to dyskusje – dodaje ekspert Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Słowo „trochę” jest może nieprecyzyjne, ale pokazujące jaka powinna być akceptowalna skala podwyżek”

Jak więc powinno wyglądać wprowadzanie podwyżek, by było akceptowalne dla konsumentów? Jak mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy, nie jest to prosty temat, bo podwyżki zawsze wiążą się z nieprzyjemną reakcją konsumentów.

– Wszystko drożeje. Widzimy to niemal w każdym sektorze gospodarki. Oczekiwanie od przedsiębiorców, którzy prowadzą swoją działalność sezonowo, po ciężkim czasie pandemii, że nie podniosą cen, kiedy rosną ceny produktów, paliwa, ale i koszty pracy jest po prostu naiwne i nie na miejscu – mówi Katarzyna Michalska

Jakie podwyżki są więc akceptowalne? – Nie jestem w stanie wskazać konkretnej kwoty. Powinno to być uśrednienie wzrostu standardowych kosztów, z uwzględnieniem kosztów pracy oraz rezerwą finansową na kolejne miesiące, gdy nie daj Boże, możliwe są kolejne utrudnienia. Myślę, że klienci są świadomi cen i wiedzą, że przebywając w kurortach zapłacą za usługi trochę więcej. Słowo „trochę” jest może nieprecyzyjne, ale pokazujące jaka powinna być akceptowalna skala podwyżek – dodaje ekspertka.

3 tys. dofinansowania do fotowoltaiki w programie „Mój Prąd”. 1 lipca startuje kolejna edycja programu

Rynek fotowoltaiczny w Polsce. Warunki najnowszej edycji programu “Mój Prąd”

Fotowoltaika w Polsce rośnie w siłę i szczególnie w ostatnich latach cieszy się dużym zainteresowaniem. Według wiceministra Klimatu i Środowiska Piotra Dziadzio, prosumenci, czyli osoby zaangażowane w proces tworzenia energii i korzystające z wytworzonych zasobów, stanowią obecnie trzy czwarte zainstalowanej mocy w fotowoltaice – na polskim rynku obecnych jest już 600 tys. podmiotów, co oznacza, że ich liczba zwiększyła się aż o 1500 proc. w stosunku do roku 2015, w którym było ich zaledwie 4 tys. Zainstalowana moc fotowoltaiki na koniec kwietnia 2021 r. wyniosła łącznie 4,7 GW.

Wpływ na zwiększone zainteresowanie rozwiązaniami z zakresu fotowoltaiki miał w dużej mierze rządowy program „Mój Prąd”. Według najnowszych informacji, potwierdzonych przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, trzecia, najnowsza edycja programu startuje już 1 lipca. Pomimo zapowiedzi, nie zostaną nim objęte magazyny energii oraz ładowarki EV – dofinansowana zostanie jedynie fotowoltaika. I zapowiadana kwota tego dofinansowania będzie mniejsza, niż w latach ubiegłych – wyniesie ona 3 tys. złotych, a łączna kwota przekazana na poczet programu to 534 mln złotych. Nabór wniosków potrwa od 1 lipca do 22 grudnia 2021 roku lub do wyczerpania przekazanej na ten cel kwoty. Z kolei jako okres kwalifikowalności poniesionych kosztów wyznaczono od 1 lutego 2020 r. do 31 grudnia 2023 r.

Wpływ poprzednich edycji na sprzedaż rozwiązań PV. Polski rynek PV w fazie dojrzałości

Jak twierdzi Michał Kitkowski, prezes gdańskiej firmy SunSol, zajmującej się projektowaniem i montażem instalacji fotowoltaicznych, zainteresowanie nową odsłoną programu – „Mój Prąd” 3.0 – jest duże, choć wielu inwestorów, w związku z planowaną zmianą ustawy dot. odnawialnych źródeł energii, zdecydowało się na inwestycję jeszcze przed uruchomieniem programu. Jego zdaniem poprzednia edycja programu była kamieniem milowym we wdrażaniu fotowoltaiki w skali mikro, w Polsce.

– Poprzednia edycja „Mojego Prądu”, podobnie jak pierwsza, była kołem zamachowym sprzedaży instalacji PV. Niemniej jednak po jej wygaśnięciu sprzedaż nadal utrzymywała się na wysokim poziomie, co pokazuje, że polska fotowoltaika stanęła samodzielnie na nogi i znajduje się obecnie w fazie dojrzałości. Obecnie oczekujemy na dotacje do magazynów energii, które dostępne są już na Zachodzie, a o których zresztą słyszymy z kół rządowych. Według najnowszych informacji mają pojawić się one wraz z nadejściem „Mojego Prądu” 4.0 – komentuje Michał Kitkowski. – W tym roku jednak, w związku z nowelizacją ustawy o OZE, wielu z inwestorów (klientów) podejmowało decyzję o zakupie paneli już teraz, przed uruchomieniem trzeciej edycji „Mojego Prądu”. Z programu dotychczas skorzystało około 80% naszych klientów indywidualnych.

Michał Kitkowski podkreśla, że jedną z opcji, którą można połączyć z programem “Mój Prąd”, by zmniejszyć koszt inwestycji, jest ulga termomodernizacyjna, która pojawiła się jeszcze przed ogłoszeniem samego programu dopłat i jest równie popularnym sposobem finansowania.

– Dzięki uldze termomodernizacyjnej, w przypadku kosztu instalacji wynoszącego 50 tys. zł, inwestorzy mogą odpisać od podatku nawet 15 tys. zł. Na rynku dostępne są również oferty preferencyjnych kredytów i pożyczek, które mogą być pomocne w realizacji przedsięwzięcia i osiągnięciu niezależności energetycznej, tak ważnej dla naszych klientów. Co istotne, dzięki instalacji o mocy 5kW, mogą oni zaoszczędzić nawet do 3 tys. zł rocznie – dodaje Michał Kitkowski.

Najnowsza nowelizacja ustawy o odnawialnych źródłach energii a zainteresowanie PV

Nowelizacja ustawy dot. odnawialnych źródeł energii (OZE), która może obowiązywać już od 1 stycznia 2022 roku (choć ostatnie doniesienia z rządu wskazują, że trochę później), i która zniesie m.in. rozliczenia na zasadzie tzw. opustów, jest kolejnym czynnikiem, który sprawił, że zwiększyło się zainteresowanie rozwiązaniami z zakresu PV. W kolejnym roku inwestorzy wygenerowaną energię będą mogli sprzedać po cenach rynkowych, a dodatkowe jej zasoby kupić na własne potrzeby za pełną cenę. Michał Kitkowski zwraca uwagę, iż w związku z tym warto podjąć decyzję o zakupie systemu PV jak najszybciej. Także dlatego, iż ze względu na zwiększony popyt, znacznie wydłużył się czas oczekiwania na realizację inwestycji.

– Po ogłoszeniu nowelizacji o OZE zauważamy zwiększone zainteresowanie naszymi usługami o jakieś 30-40 proc. Powracają do nas klienci, którzy do tej pory wahali się i odkładali decyzję o inwestycji w czasie – mówi Michał Kitkowski. – Obecnie czas zwrotu z inwestycji wynosi około 5-6 lat. Po wejściu w życie nowych przepisów, czas ten wydłuży się nawet do 7-8 lat, dlatego też jest to dobry moment na inwestycję w rozwiązania PV właśnie w tym roku. Decyzję też warto podjąć jak najszybciej choćby z tego względu na to, iż czas oczekiwania na realizację jest dłuższy i obecnie wynieść może nawet do miesiąca.

Nowy raport ujawnia brak standaryzacji w weryfikacji informacji dotyczących zrównoważonego rozwoju

Globalne praktyki dotyczące raportowania zrównoważonego rozwoju i atestacji ujawnianych informacji – w tym powszechność i poziom atestacji oraz standardy i rodzaj podmiotu weryfikującego informacje – różnią się istotnie w zależności od jurysdykcji – dowodzi nowy raport International Federation of Accountants (IFAC) oraz Association of International Certified Professional Accountants (AICPA & CIMA) The State of Play in Sustainability Assurance.

Przeprowadzone badanie jest przełomowym na skalę globalną porównaniem, które dostarcza kompleksowej, aktualnej wiedzy nt. stanu raportowania zrównoważonego rozwoju i związanej z nim atestacji. Co więcej, analiza opatrzona jest danymi obrazującymi, jak i gdzie raportowane są informacje dotyczące zrównoważonego rozwoju oraz jak odnosi się to do praktyk związanych z ich weryfikacją.

Jak wynika z badania:

  • 91 proc. analizowanych firm ujawnia pewien poziom informacji dot. zrównoważonego rozwoju;
  • 51 proc. firm, które ujawniają informacje dot. zrównoważonego rozwoju, zapewnia pewien poziom ich atestacji;
  • 63 proc. z tego typu usług atestacyjnych wykonały firmy audytorskie lub powiązane z audytem.

Załączona mapa obrazuje stan praktyk dotyczących raportowania i atestacji w zakresie ESG (ang. Environmental, Social, Governance) na świecie.

Ponieważ dążenie do stworzenia globalnych standardów i ram sprawozdawczości niefinansowej wciąż trwa, inwestorzy, organy regulacyjne i decydenci kierują swoją uwagę na ważną rolę, jaką w promowaniu wysokiej jakości sprawozdawczości pełni atestacja. Wraz z rosnącym znaczeniem informacji dotyczących zrównoważonego rozwoju, ich niska jakość stanowi coraz większe ryzyko dla ochrony inwestorów i stabilności finansowej.

Globalna społeczność musi rozważyć wiele złożonych kwestii – czy raportowanie informacji dotyczących zrównoważonego rozwoju powinno być wymagane? Jeśli tak, czy ich atestacja powinna być wymagana i przez jakiego typu podmioty powinna być wykonywana? Mając nową wiedzę, IFAC – wraz z naszymi organizacjami członkowskimi i innymi globalnymi interesariuszami – inicjuje dyskusję opartą na twardych danych, aby przyspieszyć tempo globalnej debaty i pomóc wytyczać drogę dla dobra interesu publicznego – powiedział Kevin Dancy, CEO, IFAC. – Będziemy kontynuować nasze zaangażowanie w tej przestrzeni w miarę zmian zachodzących w kwestiach raportowania i atestacji – dodał.

Firmy ujawniające informacje dotyczące zrównoważonego rozwoju, które podlegają atestacji, mają szansę wzbudzić większe zaufanie i wiarygodność w tej kwestii. Zaangażowanie profesjonalistów lub podmiotów uprawnionych do weryfikacji takich informacji* – jako ekspertów posiadających odpowiedni zestaw umiejętności zawodowych, kwalifikacji i doświadczenia oraz podlegających wymogom niezależności i standardom etycznym – może skutkować naprawdę wartościową sprawozdawczością i być dowodem przejrzystości – powiedziała Susan S. Coffey CPA, CGMA, CEO, Public Accounting, Association of International Certified Professional Accountants (AICPA & CIMA). – Aktualnie tylko około połowa firm uwzględnionych w naszym badaniu ujawnia informacje w zakresie ESG, które podlegają jakiejkolwiek atestacji – dodała.

Kierunek elektromobilność. Politechnika Warszawska i PSPA zacieśniają współpracę

Nowy kierunek studiów podyplomowych, unikatowy program stażowy, praktyki studenckie w czołowych firmach, a także wymiana wiedzy eksperckiej i wspólne projekty naukowe oraz badawcze w obszarze elektromobilności. Wydział Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej oraz Polskie Stowarzyszeniem Paliw Alternatywnych (PSPA) podpisały stosowne porozumienie.

Przedmiotem Porozumienia o stałej współpracy badawczo-rozwojowej i dydaktycznej jest m.in. partnerstwo merytoryczne w zakresie uruchomienia programu stażowego na kierunku Inżynieria Pojazdów Elektrycznych i Hybrydowych, począwszy od roku akademickiego 2021/2022. W ramach wsparcia studenci uzyskają możliwość odbywania praktyk w Centrum Kompetencyjnym PSPA oraz w firmach członkowskich organizacji. Ponadto, eksperci PSPA oraz praktycy rynku pojazdów elektrycznych będą uczestniczyli w zajęciach prowadzonych na kierunku, co pozwoli wzbogacić programu studiów o aktualne i przyszłościowe potrzeby sektora motoryzacyjnego.

PSPA i SiMR zbadają także możliwość utworzenia nowego kierunku studiów podyplomowych, dopasowanych do potrzeb pracodawców sektora elektromobilności.

– Podpisany dzisiaj dokument z jednej strony potwierdza nasze doskonałe relacje partnerskie, z drugiej zaś, odzwierciedla interdyscyplinarne podejście do zagadnienia elektromobilności przez władze jednej z największych i najlepszych wyższych uczelni technicznych w Europie Środkowo‐Wschodniej. PSPA od lat kreuje rynek nisko i zeroemisyjnego transportu w Polsce, torując drogę dla jego rozwoju we wszystkich możliwych obszarach, od inicjatyw legislacyjnych, po projekty szkoleniowe. Intensyfikujemy także naszą aktywność na płaszczyźnie naukowej. Dzięki porozumieniu z Wydziałem Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej jesteśmy w stanie znacznie lepiej wczuć się w oczekiwania studentów i potrzeby pracodawców z sektora e-mobility – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

– Podstawą efektywnej realizacji strategicznych projektów w polskim sektorze motoryzacyjnym jest integracja potencjału intelektualnego uczelni z know-how podmiotów branżowych. W ten sposób jesteśmy w stanie zdynamizować działania i zwiększyć innowacyjność oraz atrakcyjność w zakresie szkolenia przyszłej kadry inżynierskiej. Porozumienie o współpracy z PSPA nabiera szczególnej wagi i znaczenia, mając na względzie fakt, że elektromobilność stała się globalnym trendem w motoryzacji – mówi prof. dr hab. inż. Piotr Przybyłowicz, Dziekan Wydziału Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej.

Porozumienie między PSPA oraz Wydziałem SiMR obejmuje również możliwość uruchomienia nowej specjalności na kierunku Inżynieria Pojazdów Elektrycznych i Hybrydowych (studia I i II stopnia) lub w ramach indywidualnego toku studiów, kreowania tematyki prac przejściowych i dyplomowych z uwzględnieniem wymagań dydaktycznych oraz potrzeb rynku, a także sprawowania przez reprezentantów PSPA roli konsultantów lub opiekunów przedmiotowych prac. Strony planują także przygotowanie sprofilowanych programów kształcenia i branżowego programu stypendialnego dla wyróżniających się studentów. Ponadto, partnerstwo ma być realizowane w obszarze programów i projektów rozwojowych oraz prac naukowych i badawczych o charakterze krajowym i europejskim. Dzięki porozumieniu możliwe będzie również organizowanie wspólnych seminariów, sympozjów, szkoleń i konferencji naukowo-technicznych oraz włączenie Wydziału w projekty pilotażowe realizowane przez PSPA z podmiotami branżowymi.

Porozumienie o stałej współpracy badawczo-rozwojowej i dydaktycznej podpisali prof. Piotr Przybyłowicz, Dziekan Wydziału Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej (PW SiMR) oraz Maciej Mazur, Prezes Zarządu i Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA).

Zaległości alimentacyjne wynoszą już rekordowe 13 mld zł

Wakacje to wyczekiwany czas wśród dzieci. Jednak, ze względów finansowych, nie wszystkie będą mogły wyjechać na wymarzoną wycieczkę czy obóz. Jedną z przyczyn jest fakt, że wiele z nich nie otrzymuje należnych im alimentów. W Polsce z ich płaceniem zalega 300 tys. rodziców, którzy na koniec maja 2021 r. mieli do oddania z tego tytułu aż 13 mld zł. W ciągu roku dług ten powiększył się o ponad pół miliarda zł, mimo że w tym czasie liczba dłużników alimentacyjnych spadła o blisko 3 tys., podaje Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej. Większość alimenciarzy zalega z płatnościami nie tylko na dzieci. 60 proc. z nich to dłużnicy-recydywiści, którzy nie płacą także innych zobowiązań.

Dla wielu dzieci świadczenia z tytułu alimentów są bardzo ważnym wsparciem finansowym. Bez nich ciężko zaspokoić wszystkie potrzeby. Jedną z nich jest organizacja wakacyjnego wypoczynku. Choć w tym roku rodziny z dziećmi mogą skorzystać z Bonu Turystycznego, to kwota 500 zł z tego świadczenia nie wystarczy, aby sfinansować pobyt dziecka z rówieśnikami na koloniach czy obozie. Bez wsparcia drugiego rodzica nie zawsze uda się zebrać potrzebne dodatkowe środki. W takich momentach długi z alimentów są dla dzieci najdotkliwsze, zwraca uwagę Krajowy Rejestr Długów.

Większy dług, ale mniej dłużników

Krajowy Rejestr Długów jako biuro informacji gospodarczej od lat gromadzi dane o długach, w tym alimentacyjnych. Wraz z końcem maja br. kwota zgłoszona w tej kategorii przekroczyła 13 mld zł. To o ponad pół miliarda zł więcej niż rok wcześniej.

Średni dług jednego alimenciarza to ok. 43,7 tys. zł, ale to statystyczny dłużnik z Lubelszczyzny musi uregulować zobowiązanie powyżej tej średniej krajowej, bo prawie 48 tys. zł. Najwięcej dłużników alimentacyjnych mieszka w województwie śląskim (38,8 tys.).

Najgorzej jest z płatnościami na Mazowszu, gdzie kwota zaległych alimentów sięga 1,7 mld zł. Niewiele mniej do oddania mają dłużnicy z województwa śląskiego – 1,6 mld zł. Odpowiednio ponad 1,2 mld zł i 1 mld zł długu mają do spłacenia mieszkańcy Dolnego Śląska i regionu kujawsko-pomorskiego. Blisko przekroczenia miliardowego progu są też dłużnicy z Wielkopolski (952 mln zł).

Najmniejsze zaległości alimentacyjne mają natomiast mieszkańcy województw opolskiego (329 mln zł), lubuskiego (345 mln zł) oraz podlaskiego (362 mln zł).

Dłużnicy alimentacyjni notowani w KRD najczęściej mieszkają w mieście (77 proc.)., a 96 proc. z nich stanowią mężczyźni.

Od pewnego czasu lista dłużników alimentacyjnych się skraca. To dobry symptom, ale to wciąż za mało, aby poprawić sytuację najmłodszych. Tempo wykreślania alimenciarzy z KRD wynosi jedynie około 1 procent na rok. Nadal jednak nie udaje się przy tym zmniejszyć kwoty ich zaległości. Jednym z powodów tak dużego problemu ze ściągalnością świadczeń może być to, że ciągle jeszcze niepłacenie alimentów jest pobłażliwie traktowane lub społecznie akceptowane. Najczęściej taką postawę obserwujemy na północy i zachodzie Polski. Widać to też w średnich i dużych miastach, czyli tam, gdzie więzi sąsiedzkie są nieco słabsze. W mniejszych miejscowościach i na wsi ludzie lepiej się znają i bardziej przejmują się opinią innych. Dlatego na tych obszarach zadłużenie alimentacyjne występuje w mniejszej skali – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Największą grupę (prawie 68 proc.) niepłacących znaleźć można wśród osób w wieku 36-45 lat (102,6 tys.) oraz 46-55 lat (prawie 100 tys.). Ta druga grupa ma jednak wyższe średnie zadłużenie z tytułu nieopłaconych alimentów przypadające na jednego dłużnika – 50,6 tys. zł na osobę. Z kolei dłużnicy alimentacyjni w wieku 36-55 lat mają najwyższe łączne zadłużenie, wynoszące 3/4 zgłoszonych zaległości. Wśród osób poniżej 25 roku życia 1,6 tys. nie dopełniło swojego obowiązku wobec dzieci, a ich zadłużenie z tytułu alimentów sięga 17,6 mln zł.

Młodsi rodzice coraz częściej nie płacą

W lutym br. liczba dłużników alimentacyjnych spadła poniżej 300 tys., a obecnie wynosi już 299 303. Za zjawisko ubywania dłużników odpowiadają jednak głównie 3 najstarsze grupy wiekowe dłużników – od 46 lat w górę. Drastycznie przyrasta natomiast liczba młodych alimenciarzy, poniżej 25 roku życia. W ciągu roku przybyło ich o 40 proc. Szybko rosną też ich zaległości. W skali roku kwota ich długu notowanego w KRD wzrosła o 66 proc. I choć młodzi stanowią najmniejszą grupę wśród alimenciarzy, bo tylko 0,5 proc., to ich udział w łącznych zaległościach jest już znacznie wyższy i sięga 14 proc. całego zadłużenia alimentacyjnego.

Odmrożenie gospodarki i obserwowany w ostatnim czasie wzrost zapotrzebowania na pracowników mogą przynieść poprawę sytuacji finansowej dłużników. Pytanie tylko, czy dłużnicy będą podejmować pracę legalnie, czy raczej będą szukać zatrudnienia „na czarno”.

Przedsiębiorcy zatrudniający alimenciarzy powinni pamiętać, że pomaganie im w ukrywaniu dochodów jest karane grzywną. Taka przysługa może kosztować pracodawcę od 1,5 do nawet 45 tysięcy złotych – ostrzega Adam Łącki.

Nie tylko dzieci czekają na pieniądze

Spośród dłużników alimentacyjnych notowanych w Krajowym Rejestrze Długów ponad połowa (180 647) ma też inne długi. Ich łączna kwota opiewa na prawie 2,3 mld zł.

Jak wskazuje Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso, gros tego zadłużenia, czyli blisko 2 mld zł, przypada na wtórnych wierzycieli, czyli fundusze sekurytyzacyjne i firmy windykacyjne, które odkupiły je od pierwotnych wierzycieli. Najczęściej są to niespłacane kredyty, pożyczki czy raty leasingowe. Milionowe zaległości alimenciarze mają także za telefony, Internet czy telewizję – 81,6 mln złotych, w bankach, firmach pożyczkowych i leasingowych – 67,6 mln zł oraz za jazdę na gapę komunikacją miejską i międzymiastową – 65,5 mln zł.

Wtórni wierzyciele kupują długi wtedy, gdy pierwotny wierzyciel, mimo wielu prób, nie był w stanie odzyskać należności od dłużnika. Fakt, że blisko 88 proc. zadłużenia alimenciarzy przypada właśnie na wtórnych wierzycieli, pokazuje, że są to ludzie, którzy co do zasady nie mają zwyczaju regulować swoich zobowiązań i to nie tylko wobec swoich dzieci – dodaje Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso.

Rynek biurowy w Polsce. Więcej umów – mniej powierzchni

W czerwcu 2021 na rynku biurowym odnotowano 526 nowych transakcji najmu. Dane wskazują, że rynek stale utrzymuje dotychczasowy trend wzrostu liczby umów. Wynajmuje się jednak mniej powierzchni.

REDD to największa baza danych o biurach w Polsce, w której zawarte są budynki klasy A, B i C. To pozwala analizować pełen obraz rynku biurowego w Polsce.

– Pod koniec drugiego kwartału 2021 rynek biurowy osiągnął interesujący wynik dotyczący liczby wynajętych biur. W czerwcu na rynku biurowym zarejestrowaliśmy w naszej bazie 526 nowych transakcji najmu. Dane wskazują, że rynek stale utrzymuje dotychczasowy trend wzrostu liczby umów. Dla porównania, w maju 2021 podpisanych zostało 495 umów najmu – mówi Piotr Smagała, Dyrektor Zarządzający REDD.

REDD1

Jak pokazują dane REDD spadła jednak łączna wynajęta powierzchnia biurowa. W czerwcu 2021 wyniosła ona – 118 tys. mkw. (w 526 transakcjach). W maju 2021 było to: 138 tys. mkw. w 495 transakcjach.REDD2

– Takie dane wskazują, że najemcy wynajmują mniejsze powierzchnie. Może to mieć związek z malejącym  zapotrzebowaniem na miejsce w biurach spowodowane wprowadzoną w wielu firmach pracą hybrydową – ocenia Piotr Smagała z REDD.

 

Badanie: Wykształcenie odrywa kluczową rolę w kwestii dalszej pracy po osiągnięciu wieku emerytalnego

Prawie 40% rodaków zamierza pracować zawodowo po osiągnięciu wieku emerytalnego. Jednak niewiele mniejsza jest grupa, która nie ma takich planów. Natomiast niemal co trzeci badany jest niezdecydowany. Do tego widać, że wśród Polaków będących powyżej 60. roku życia przeważają osoby niezainteresowane dalszą aktywnością na rynku pracy. W pozostałych przedziałach wiekowych sytuacja jest wręcz odwrotna. Chęć kontynuowania kariery deklarują głównie osoby posiadające wykształcenie średnie lub wyższe, a także uzyskujące miesięczne dochody na poziomie 7000-8999 zł netto. [INFOGRAFIKA] Blisko 40% Polaków zamierza pracować po osiągnięciu wieku emerytalnego

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland, 37,7% Polaków zamierza pracować zawodowo po osiągnieciu wieku emerytalnego. 30,3% ankietowanych nie ma takich planów, a 32% nie zajmuje stanowiska w tej sprawie. Według prof. Pawła Wojciechowskiego, wiceprezydenta i głównego ekonomisty Pracodawców RP, nieco zaskakujący jest wysoki odsetek rodaków deklarujących chęć pracy. Dziwi to zwłaszcza w porównaniu z danymi, z których wynika, że mniej niż 10% osób kontynuuje aktywność zawodową przez ponad rok. Najczęściej wybieraną strategią jest jak najszybsze przejście na emeryturę, a na drugim miejscu – dorabianie na emeryturze.

– Sporo osób pewnie chciałoby jak najszybciej przejść na emeryturę. Ale często słysząc o bardzo niskich świadczeniach, zmieniają zdanie. Wiedzą, że rezygnacja z pracy może być dla nich bolesna. W związku z tym trochę boją się podjąć decyzję, dlatego czekają. I stąd jest ta niepewność w odpowiedziach – komentuje prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce.

Prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Fot. serwis agencyjny MondayNews™
Prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Fot. serwis agencyjny MondayNews™

Jak zaznacza prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, może zwiększać się liczba  emerytów, którzy nadal chcą i mogą być aktywni zawodowo. Największym ograniczeniem dla osób starszych jest wysiłek fizyczny. Organizm po prostu odmawia posłuszeństwa. Na szczęście wskutek rozwoju nowych technologii przybywa stanowisk pracy, które nie wymagają wielkiego wysiłku fizycznego, co zwiększa możliwości zawodowej aktywizacji emerytów. Ważne jest zarazem, aby przepisy prawa temu sprzyjały. Stąd też w rządowym programie Polski Ład  pojawiają się zapowiedzi ulg podatkowych i innych zachęt dla emerytów podejmujących pracę.

– Do systemu emerytalnego wprowadzono silne demotywatory, takie jak 13. i 14. One zachęcają do szybkiego przechodzenia na emeryturę, ponieważ nikt nie chce stracić tych dodatkowych nieekwiwalentnych bonusów. Przyszli emeryci być może nie kalkulują precyzyjnie konsekwencji swoich decyzji. Wiedzą, że kontynuacja pracy o rok oznacza utratę 12 wypłat emerytur plus przynajmniej dodatkowo 13. A z obliczeń wykonanych wspólnie z dr. Tomaszem Lasockim wynika, że struktura korzyści z dodatkowego roku pracy daje o ok. 17% wyższe świadczenie – dodaje prof. Wojciechowski.

Uwzględniając wiek respondentów, tylko w grupie mających 60 lat i więcej przeważają osoby, które nie zamierzają pracować zawodowo po osiągnieciu wieku emerytalnego. Taką postawę deklaruje 59,3% badanych. Z kolei 25,4% wyraża chęć dalszej pracy, a 15,3% nie zajmuje stanowiska w tej sprawie. Natomiast patrząc na miesięczne dochody netto, dalszą aktywność zawodową planują przede wszystkim osoby uzyskujące 7000-8999 zł. 57,1% ankietowanych z tej grupy ma taki zamiar. Następne miejsce należy do rodaków z dochodami 5000-6999 zł – 52,9%.

– Osoby zarabiające lepiej zazwyczaj mają ciekawszą pracę, mniej wyczerpującą fizycznie. Są więc skłonne dłużej pracować i zwiększyć swoją emeryturę. Natomiast ludzie z najniższymi dochodami liczą na to, że uzyskają gwarantowaną emeryturę minimalną. A to oznacza, że zupełnie nie opłaca im się dłużej pracować, zwłaszcza jeśli praca nie daje im satysfakcji. Później ewentualnie mogą wyjść na ulice, żeby domagać się podwyższenia minimalnego świadczenia – stwierdza prof. Witold Orłowski.

Z badania również wychodzi, że wśród respondentów z wykształceniem podstawowym i zasadniczym zawodowym przeważają osoby, które nie zamierzają pracować po osiągnięciu wieku emerytalnego. Natomiast odwrotnie jest w gronie badanych z wykształceniem średnim i wyższym.

– Osoby z niskim wykształceniem, zwłaszcza podstawowym, często wykonują prace, które są związane z wysiłkiem fizycznym. Przeważnie chcą jak najszybciej przejść na emeryturę. Ta grupa ma więcej ograniczeń w aktywizacji zawodowej. Natomiast w związku z rosnącą w Polsce liczbą osób z wyższym wykształceniem, można zakładać, że stopniowo zacznie przybywać seniorów zainteresowanych dalszą aktywnością zawodową. Dotyczy to zwłaszcza pracujących intelektualnie. Podejmowaniu przez emerytów decyzji o dalszej pracy mogą sprzyjać też rosnące możliwości i popularność pracy zdalnej, przynajmniej w niektórych przedsiębiorstwach, instytucjach czy branżach – dodaje prezes PTE.

Analizując miejsce zamieszkania respondentów, tylko w jednym przypadku widać więcej osób, które nie zamierzają pracować po osiągnięciu wieku emerytalnego. To dotyczy mieszkańców wsi i miejscowości liczących do 5 tys. mieszkańców. Deklaracje na „nie” stanowią 34,9% odpowiedzi, a na „tak” – 32,3%. Niezdecydowanych jest 32,8%.

– W mniejszych miejscowościach jest większy odsetek osób pracujących fizycznie, np. w rolnictwie czy budownictwie, a także w drobnych usługach niż w administracji czy szkolnictwie wyższym. Ponadto więcej osób zarabia na kontraktach nietypowych, co oznacza inne oskładkowanie w działalności gospodarczej rolniczej i pozarolniczej. Tam też jest nieco wyższe bezrobocie – dodaje główny ekonomista Pracodawców RP.

Z kolei analizując preferencje polityczne, można stwierdzić, że pracę po osiągnięciu wieku emerytalnego deklarują głównie wyborcy Koalicji Obywatelskiej – 42,5% oraz Lewicy – 41,6%. Na drugim końcu zestawienia mamy PSL-KP – 21%. Natomiast wynik ankietowanych, którzy nie wskazali żadnego z 7 wymienionych w badaniu ugrupowań, wynosi 44%.

Wyniki pochodzą z badania przeprowadzonego w dniach 18-20 czerwca br. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland. Wzięło w nim udział 1145 dorosłych Polaków. Próba została dobrana pod względem płci, wieku, wielkości miejscowości, wykształcenia oraz regionu.

Wejdź do nowej branży z Woman Update

Badania pokazują, że głównie kobiety (61%) pracują w sektorach, które najbardziej ucierpiały w wyniku wprowadzenia obostrzeń związanych z pandemią i w znacznie większym stopniu niż mężczyźni, odczuły zmniejszenie wynagrodzeń[1]. Dodatkowo zaledwie 19% kobiet jest zadowolonych ze swojej sytuacji zawodowej, 29% boi się zmiany pracy, a 23% wskazuje brak wiary w siebie jako główną przeszkodę stojącą na drodze do poprawy swojej sytuacji zawodowej[2]. Tegoroczna kampania Woman Update jest odpowiedzią na te wyzwania. Jej celem jest dodanie kobietom odwagi i pewności siebie do wyjścia poza dotychczasowe ramy, zachęcanie ich do zdobywania kompetencji cyfrowych oraz wejścia do IT – branży, która ma szansę zapewnić im lepszą i stabilniejszą przyszłość zawodową.

Woman Update 2021

Główną osią tegorocznej kampanii są inspirujące historie kobiet, które mimo różnych barier, m.in. wieku, niepełnosprawności czy humanistycznego wykształcenia, podjęły decyzję o wyjściu z dotychczasowych ram i zmianie branży.

Poprzez pokazanie ich historii chcemy przekonać inne kobiety, że takie rzeczy, jak wiek czy dotychczasowe doświadczenie, nie stoją na przeszkodzie w zmianie pracy i przebranżowieniu się, a często mogą stanowić atut w rozpoczęciu zupełnie nowej, bardziej satysfakcjonującej ścieżki zawodowej mówi Beata Jarosz i Joanna Pruszyńska-Witkowska, inicjatorki kampanii Woman Update i założycielki Future Collars.

Pandemia, a sytuacja kobiet na rynku pracy

Ostatni rok pogłębia trudności, których doświadczają kobiety na rynku pracy na całym świecie. Zgodnie z raportem World Economic Forum wyrównanie pozycji kobiet i mężczyzn zajmie o pokolenie dłużej, niż wynikało to z poprzednich wyliczeń ekspertów. Do osiągnięcia równości między kobietami i mężczyznami potrzeba ponad 130 lat[3]. Polska zajmuje w tym rankingu 75 miejsce wśród 156 państw.

Dodatkowo, według najnowszego badania ośrodka DELab Uniwersytetu Warszawskiego, dwie na pięć kobiet (41%) czuje się przeciążonych pandemią i wprowadzanymi obostrzeniami, zaś jedna na pięć (18%) boleśnie odczuła izolację społeczną. Pandemia oddziałuje również negatywnie na ich kondycję fizyczną: ponad jedna trzecia kobiet (35%) zauważa, że zbyt wiele godzin pracy przed komputerem powoduje problemy zdrowotne (częstsze bóle kręgosłupa, kłopoty ze wzrokiem)[4].

Co więcej, to kobiety w znacznie większej mierze niż mężczyźni są obciążone pracą wychowawczą i opiekuńczą, co negatywnie odbija się na ich kondycji psychofizycznej. Oprócz tego, dwie trzecie kobiet uważa, że kobiety i mężczyźni nie są równo traktowani przez pracodawców w Polsce (67%). Niemal dwie trzecie ankietowanych twierdzi, że kobiety nie mają równych mężczyznom szans rozwoju zawodowego (63%) ani możliwości awansu (64%)[5].

W Huawei od dawna wspieramy kobiety w dążeniu do rozwoju i osiągania sukcesów w branży nowych technologii. Celem inicjatyw, które podejmujemy, jest walka z wykluczeniem, wspieranie równego dostępu do edukacji i możliwości, jakie daje cyfrowy świat, a także inspirowanie kobiet do rozpoczynania kariery w sektorze ICT. Dziś kobiety stanowią jedynie 20-25% pracowników firm technologicznych. Oznacza to olbrzymi niewykorzystany potencjał kadrowy, wynikający wyłącznie ze stereotypów, jakie narosły wobec zawodów inżynieryjno-technicznych. Dlatego tak istotne jest organizowanie działań, które mogą utwierdzać kobiety w przekonaniu, że nowe technologie to jak najbardziej ich świat. Zależy nam, aby kobiety były nie tylko użytkowniczkami, ale też współtwórczyniami produktów i rozwiązań ICT mówi Ryszard Hordyński, Dyrektor ds. Strategii i Komunikacji, Huawei Polska.

Wejdź do nowej branży z Woman Update

Podczas tegorocznej edycji kampanii Woman Update będzie miała miejsce premiera drugiej części e-poradnika „Przejdź przemianę z Woman Update” autorstwa Magdaleny Nowackiej, jednej z ambasadorek kampanii, która po wielu latach pracy jako specjalistka ds. szkoleń i rozwoju, zmieniła zawód i obecnie spełnia się jako scrum masterka. Celem e-booka jest pomoc w odkryciu swoich mocnych stron oraz wykonaniu pierwszego kroku do zmiany życia na lepsze.

W ramach zaplanowanych wydarzeń odbędzie się cykl 7 spotkań online „Wyjdź poza ramy”, podczas których zaproszone ekspertki będą rozmawiać o tym, jak pokonać bariery w wejściu do IT i zmienić ścieżkę zawodową.

Podczas 7 spotkań swoje inspirujące historie opowiedzą ambasadorki tegoroczej edycji kampanii, które po wielu latach pracy w innej branży postanowiły spróbować swoich sił w IT. W kolejnych spotkaniach swoją wiedzą podzielą się rekruterki IT, które opowiedzą o tym, jak wykorzystać swoje dotychczasowe doświadczenie na nowej drodze zawodowej. Zaplanowano również warsztaty z podstaw programowania z jedną z ambasadorek kampanii – Sylwią Błach – programistką, pisarką i blogerką, uznaną przez Fundację Integracja za jedną ze 100 najbardziej wpływowych osób z niepełnosprawnością w Polsce. Nie zabraknie także spotkań z mentorką, coachem i trenerką biznesu – Małgorzatą Marczewską – na temat metod pomagających radzić sobie z lękiem związanym ze zmianą pracy oraz sposobów na budowanie pewności siebie.

Na stronie www.womanupdate.org wszyscy przez cały rok mogą korzystać z darmowych lekcji kompetencji przyszłości, słuchać inspirujących podcastów z liderkami IT oraz zrobić test kompetencji.

Rzeczy, które wczoraj były pewnego rodzaju innowacją, dziś są naszą codziennością. To zdanie obrazuje tempo towarzyszących nam zmian, a jest ono tak wysokie, że coraz trudniej nam przewidywać przyszłość. Nie oznacza to jednak, że nie możemy się przygotować na wyzwania, jakie ze sobą niesie, a najlepszym sposobem jest edukacja i rozwój nowych kompetencji. Zwłaszcza ostatni rok pokazał nam, jak bardzo potrzebujemy wiedzy. Walka z pandemią to triumf nauki, bo to właśnie dzięki niej i rozwojowi wiedzy świat mógł stawić czoło tej sytuacji. Dziś wygranymi są ci, którzy jeszcze przed pandemią nie bali się innowacji i nowości, którzy byli gotowi i otwarci na zmiany technologiczne. Dlatego zachęcam do odwagi i otwartości na nowe kompetencje – zwłaszcza te cyfrowe. One są podstawą naszej przyszłości – Ewa Małyszko, prezes zarządu PFR TFI.

[1] Instytut Analiz Rynku Pracy Sp. z o.o. na zlecenie Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (grupa PFR), System Rad ds. Kompetencji (2020) Rynek pracy, edukacja, kompetencje Aktualne trendy i wyniki badań Grudzień 2020, s. 10. Dostęp: https://www.parp.gov.pl/storage/publications/pdf/Raport_rynek_pracy_grudzien_2020_ost.pdf

[2] Premiera pełnego raportu z badania przygotowanego przez ośrodek DELab UW nastąpi we wrześniu 2021 r.

[3] World Economic Forum (2021) Global Gender Gap Report 2021. Dostęp: https://www.weforum.org/reports/global-gender-gap-report-2021

[4] Premiera pełnego raportu z badania przygotowanego przez ośrodek DELab UW nastąpi we wrześniu 2021 r.

[5]  jw.

Zbliżamy się do końca kwartału

Na rynkach nie widać zapału do wzmożonej aktywności. Z braku lepszych tematów Azja skupiła uwagę na rozprzestrzenianiu się szczepu Delta wirusa Covid-19, ale w Europie temat raczej zostanie wyciszony. Jest bardziej prawdopodobne, że traderzy w Londynie i Frankfurcie będą przede wszystkim rozmawiać o dzisiejszym meczu.

Zbliżamy się do końca kwartału, decyzje najważniejszych banków centralnych już zapadły, a w temacie danych makro cała uwaga jest zwrócona na piątkowy raport NFP. Z braku lepszych tematów pretekst do podbicia zmienności próbuje się zrobić z rozprzestrzeniania się wariantu Delta wirusa Covid-19. W Azji wywołało to umiarkowane spadki na giełdach, gdyż w tamtym regionie nowy szczep sieje największe spustoszenie i wpłynie na opóźnienie odbicia ożywienia w krajach rozwijających się. Ale dla rozwiniętych gospodarek Zachodu, gdzie postęp procesu szczepień jest wysoki, skutki ekonomiczne są ograniczone. Dla przykładu, mimo że Wielka Brytania notuje ponowny wzrost zachorowań, a wariant Delta występuje w 90 proc. próbek, odsetek hospitalizowanych pozostaje bardzo nisko. Powrót do pełnego lockdownu jest bardzo mało prawdopodobny, stąd z perspektywy globalnych rynków hossa oparta o strategię reflacyjną nie powinna zostać przerwana.

Już wczoraj można było odnieść wrażenie, że uczestnicy rynku bardziej zainteresowani są trwającym Euro niż wydarzeniami okołorynkowymi. Wątpliwe, aby dziś sytuacja miałaby się zmienić, kiedy do bezpośredniego starcia wychodzą kraje, w których znajdują się dwa największe europejskie centra finansowe: Londyn i Frankfurt (wg Global Financial Centres Index). Dodam jeszcze, że na trzecim miejscu jest Zurych. W ciągu dnia spodziewam się ograniczonego zainteresowania odczytami indeksu nastrojów z Eurolandu czy inflacją z Niemiec. Plany dla polityki pieniężnej EBC na najbliższe miesiące są jasno określone, stąd wpływ danych na EUR jest słaby. Widać to było wczoraj, kiedy komentarza Holzmanna z EBC, zdaniem którego obecnie nie ma miejsca na podwyżki stóp procentowych w obliczu słabej inflacji, tylko na chwilę zdołał strącić EUR/USD, ale utrzymał się ponad 1,19. Dziś nikt nikogo nie będzie winił za to, że będzie bardziej zainteresowany dyskusją o formacjach taktycznych na boisku niż o formacjach technicznych na wykresach.

EUR/PLN na 4,50 jest dla mnie sprawiedliwą wyceną krótkoterminową z potencjalnymi wahaniami +/- 5 groszy. W najbliższych dnach możemy widzieć kontynuację spadków w kierunku czerwcowych dołków, szczególnie gdyby środowy odczyt CPI z Polski ożywił spekulacje o zaostrzeniu polityki pieniężnej. Zrodzi to potencjał do kalki wydarzeń z początku miesiąca, kiedy kurs doszedł do 4,45, zanim prezes NBP Glapiński dał do zrozumienia, jak naiwnym jest liczyć na rychłe zmiany w polityce RPP. Wątpię, aby przez ostatni miesiąc zmienił zdanie i póki kontroluje większość w Radzie, temat podwyżki stóp procentowych nie będzie „żywy” co najmniej do końca roku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

E-commerce po pandemii

Od ponad roku rynek e-commerce bardzo dynamicznie się rozwija. Na początku wybuchu pandemii można było zaobserwować gwałtowne wzrosty w przypadku sprzedaży wielu kategorii produktów. Konsumenci, nie mając wyboru, zaczęli częściej kupować w sklepach online. Były to zarówno osoby, które jeszcze nie miały doświadczeń w tego typu zakupach – ale także klienci, którzy już kupowali w Internecie, a zaczęli sięgać po kolejne kategorie produktów. Wzrosła częstotliwość zakupów online oraz ich wielkość. Z kolei w ostatnich miesiącach nastąpił delikatny spadek tej dynamiki. Jeżeli nie pogorszy się sytuacja panedmiczna i nie zostanie ogłoszony kolejny lockdown, to szanse na powrót do gwałtownego wzrostu obrotów handlu internetowego są niewielkie.

– Już widzimy, że rośnie penetracja w poszczególnych kategoriach – czyli liczba osób, które sięgają po produkty w tych segmentach i kupują je online – powiedziała serwisowi eNewsroom Małgorzata Głos, partner w firmie Zymetria. – Dobrym przykładem, który ilustruje jak bardzo dynamicznie urósł rynek e-commerce, jest kategoria produktów spożywczych. W 2020 r. penetracja tej kategorii miała dynamikę rzędu 67%. Jest to ogromny, imponujący wzrost spowodowany wyjątkowa sytuacją pandemiczną. Należy jednak pamiętać, że nadal po produkty spożywcze sięga online tylko 1/3 konsumentów. W roku 2021 w stosunku do 2020 r. dynamika wyniosła ok. 13%. Wynik ten pokazuje znaczne wyhamowanie tempa wzrostu. Należy się spodziewać, że do tej największej dynamiki już nie powrócimy. E-commerce wraca do punktu wyjścia – czyli do corocznych wzrostów około 10%. Jest to wciąż istotny przyrost, ale nie będzie to już kilkadziesiąt procent rocznie. Tak też będą prawdopodobnie wyglądały kolejne lata: e-commerce będzie się zwiększać dwucyfrowo, w okolicy kilkunastu procent – wskazuje Głos.

Spółka CMR Surgical pozyskała 600 mln dolarów w ramach finansowania serii D

CMR Surgical firma działająca w branży robotyki chirurgicznej, ogłosiła dzisiaj, że pozyskała 600 milionów dolarów (425 milionów funtów szterlingów) w ramach finansowania serii D. Rundą inwestycji kierował SoftBank Vision Fund 2[i] we współpracy z Ally Bridge Group. Zdobyte środki pomogą w realizacji misji firmy, jaką jest udostępnienie chirurgii laparoskopowej jak największej liczbie pacjentów na całym świecie. Kapitał posłuży do poszerzenia na skalę globalną komercjalizacji robota chirurgicznego Versius® stworzonego przez CMR, a także do dalszego rozwoju jego cyfrowego ekosystemu.

We współpracy z chirurgami i szpitalami, CMR dąży do zapewnienia optymalnego narzędzia, dzięki któremu zrobotyzowana chirurgia laparoskopowa stanie się przystępna cenowo i powszechnie dostępna. Niewielkie rozmiary, poręczność i wszechstronność systemu Versius przysporzyły mu popularności wśród specjalistów i lekarzy z całego świata. W ramach międzynarodowej ekspansji firmy CMR, system Versius został z powodzeniem wprowadzony na rynki wielu krajów, w tym w Europie, Australii, Indiach i na Bliskim Wschodzie. Popyt na robota chirurgicznego CMR stale rośnie, a według prognoz  Spółki,  podobny trend będzie utrzymywał się również w przyszłości.

Versius
Versius

Finansowanie serii D zapewnia środki, które pozwolą w pełni zrealizować strategię CMR, zakładającą szybkie przyspieszenie ekspansji geograficznej Spółki i opiera się na przyjętym przez Spółkę długofalowym planie jej rozwoju jako niezależnego przedsięwzięcia biznesowego. Pozyskane fundusze zostaną również wykorzystane do dalszej rozbudowy cyfrowego ekosystemu, w tym nowych rozwiązań technologicznych, takich jak aplikacja Versius Connect, stworzona dla chirurgów korzystających ze zrobotyzowanego systemu chirurgicznego Versius.

Oprócz SoftBank Vision Fund 2 i Ally Bridge Group w rundę finansowania zaangażowali się również nowi inwestorzy międzynarodowi, w tym RPMI Railpen, Tencent i Chimera, poszerzając tym samym geograficzny zasięg bazy akcjonariuszy. Dotychczasowi inwestorzy, w tym spółka LGT i powiązana z nią platforma do społecznie zaangażowanego inwestowania (impact investing) Lightrock, Watrium, Cambridge Innovation Capital, PFM Health Sciences i GE Healthcare, również uczestniczyli w tej rundzie.

Jak mówi Per Vegard Nerseth, prezes CMR: „Najnowsza pula środków stanowi dla CMR istotne dofinansowanie, które przyspieszy wprowadzenie systemu Versius do szpitali na całym świecie, zapewniając jednocześnie pełną elastyczność w realizacji naszych pozostałych celów. Ten znaczący zastrzyk kapitału, dzięki któremu wartość naszej spółki szacowana jest obecnie na 3 miliardy dolarów, nie tylko odzwierciedla poziom zainteresowania naszym produktem, ale także ukazuje skalę działalności i pozwoli nam na znaczący rozwój technologii oraz globalną ekspansję. Nasz wiodący inwestor, spółka SoftBank, posiada bogate doświadczenie we wspieraniu przełomowych modeli biznesowych i innowacyjnych technologii. Nie możemy się doczekać możliwości skorzystania z jej wiedzy i rozbudowanego ekosystemu. Chciałbym również podziękować naszym obecnym inwestorom za ich długofalowe wsparcie”.

Tak skomentował finansowanie Yanni Pipilis, partner zarządzający w spółce SoftBank Investment Advisers: „Popyt na minimalnie inwazyjne roboty chirurgiczne wśród chirurgów i pacjentów gwałtownie rośnie. Dotychczas, istotną przeszkodą w ich upowszechnieniu były wysokie koszty. CMR Surgical dokonuje przełomu w robotyce chirurgicznej, udostępniając roboty wspierające zabiegi otwarte i laparoskopowe na nowych rynkach, również w miejscach, gdzie rzadziej wykonuje się operacje przy wykorzystaniu tego typu rozwiązań, takich jak Indie, Bliski Wschód czy Ameryka Łacińska. Cieszymy się, że możemy wesprzeć CMR w realizacji ich misji udostępniania korzyści związanych z minimalnie inwazyjną chirurgią  jak największej liczbie pacjentów”.

Charles Chon, partner i szef działu technologii medycznych, Ally Bridge Group, dodaje: „Będąc specjalistami w dziedzinie nauk biologicznych i aktywnymi inwestorami w obszarze robotyki chirurgicznej, jesteśmy przekonani, że łatwość obsługi i przystępność cenowa systemu Versius pozwoli istotnie zmienić oblicze robotyki chirurgicznej i zdemokratyzować ją, zarówno pod względem proceduralnym, jak i geograficznym. Jesteśmy dumni, że możemy wesprzeć dalszy rozwój CMR jako wizytówki brytyjskiej innowacyjności i dostawcę rozwiązania dla wszystkich chirurgów i ich pacjentów”.

J.P. Morgan działał jako wyłączny agent ds. plasowania emisji przy finansowaniu serii D spółki CMR Surgical.

[i]  Na dzień sporządzenia niniejszego komunikatu prasowego SoftBank Group Corp. przekazała wkłady kapitałowe, aby umożliwić funduszowi SoftBank Vision Fund 2 („SVF 2”) dokonanie inwestycji w niektóre spółki portfelowe. . Informacje zawarte w niniejszym dokumencie zostały sporządzone wyłącznie w celach informacyjnych i nie stanowią oferty sprzedaży ani zaproszenia do złożenia oferty kupna udziałów jako spółka komandytowa w jakimkolwiek funduszu, w tym w SVF 2. SVF 2 nie dokonał jeszcze zamknięcia dla podmiotów zewnętrznych i przekaże wszystkim potencjalnym inwestorom zewnętrznym dodatkowe informacje o inwestycji SVF 2 przed zamknięciem.

Dolar traci paliwo, apetyt na ryzyko rośnie

Aktywa finansowe na całym świecie zyskiwały, amerykańskie akcje osiągnęły nowe maksima, a ceny surowców odbiły po wyprzedaży po ostatnim posiedzeniu Fedu. Apetyt na ryzyko powoli wzrasta.

W ostatnich dniach waluty zachowywały się w znacznej mierze tak, jak przed posiedzeniem Fedu. Dolar – podobnie jak inne waluty safe haven – charakteryzował się słabością, a waluty surowcowe, w szczególności z Ameryki Łacińskiej, radziły sobie wyjątkowo dobrze.

Rynki zdają się uważać, że komunikacja Rezerwy Federalnej od czasu czerwcowego spotkania utraciła część swojego jastrzębiego nacechowania. Generalnie się z tym zgadzamy. Słowa nic nie kosztują, a opór polityczny sprawi, że zmiana silnie inflacyjnej polityki będzie trudna w krótkim czy nawet średnim okresie.

W tym tygodniu uwaga inwestorów powraca do wskaźników makroekonomicznych. Szczególnie istotne będą wstępne odczyty czerwcowej inflacji w strefie euro w środę i raport non-farm payrolls z amerykańskiego rynku pracy w piątek.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł aprecjację polskiego złotego. Silniejszą walutę wspierały m.in. słabość dolara i lepszy sentyment względem aktywów ryzykownych.

Miniony tydzień był ciekawy pod kątem sytuacji w regionie: Węgry i Czechy rozpoczęły bowiem proces normalizacji polityki pieniężnej, podnosząc stopy procentowe i tym samym kończąc pandemiczny okres ultrataniego pieniądza. Na przestrzeni dwóch tygodni otoczenie zewnętrzne w zakresie polityki monetarnej stało się znacznie bardziej interesujące niż wcześniej.

Już w kolejnym tygodniu przekonamy się, czy jastrzębi zwrot w komunikacji Fedu, faktyczne działania podejmowane przez banki centralne regionu i nowe projekcje NBP wpłyną na zmianę retoryki Rady Polityki Pieniężnej. W tym zaś poznamy czerwcowe dane o inflacji CPI, które też zyskują na znaczeniu w kontekście nadchodzących posiedzeń RPP.

EUR

Odczyty PMI dla strefy euro, które poznaliśmy w zeszłym tygodniu, okazały się lepsze od oczekiwań. Indeks kompozytowy osiągnął 15-letnie maksimum po tym, jak stłumiony popyt został wreszcie uwolniony przez zniesienie pandemicznych restrykcji. Wydaje się coraz bardziej prawdopodobne, że nasz pogląd o silniejszym i szybszym niż przewidywane odbiciu, podobnie jak stało się w USA, wkrótce się urzeczywistni.

Raporty inflacyjne na całym świecie nabrały w ostatnim czasie większego znaczenia i wstępny odczyt czerwcowej inflacji w strefie euro nie będzie tu wyjątkiem. Widzimy przestrzeń dla kolejnego zaskoczenia w górę, co mogłoby wesprzeć odbicie euro po spadku związanym z posiedzeniem Fedu.

USD

Liczne przemówienia przedstawicieli Fedu w zeszłym tygodniu zniuansowały jastrzębi ton przebijający z komunikacji z czerwcowego posiedzenia. Wygląda na to, że instytucja jest podzielona względem stanowiska przewodniczącego Powella, jakoby zacieśnienie polityki nie było konieczne, by spadła inflacja. Na razie pozostanie to raczej kwestią retoryczną, ponieważ nawet najbardziej jastrzębi członkowie Fedu nie przewidują podwyżek stóp procentowych przed końcówką 2022 r. Kolejne podobne próby sygnalizacji (tzw. moralnej perswazji) raczej nie będą mieć istotnego wpływu na rynek. Spodziewamy się, że trend w stronę wyższych cen aktywów i silniejszej presji inflacyjnej, który jest szczególnie korzystny dla walut rynków wschodzących, pozostanie z nami na jakiś czas.

Piątkowy raport z rynku pracy dostarczy więcej informacji dotyczących napięcia między popytem a stroną podażową, po której widać trudności z ponownym zatrudnianiem i odbudowaniem zdolności w sektorze usług po pandemicznym szoku. Spodziewamy się istotnego wzrostu liczby miejsc pracy i kolejnego spadku bezrobocia, a także być może większego, niż oczekuje rynek, wzrostu płac.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Praca przed komputerem – jak odpowiednio dobrać soczewki i okulary?

W ostatnich latach coraz więcej ludzi decydowało się na wykonywanie pracy przed komputerem, a pandemia przypieczętowała to zjawisko. Przeciętnie w pracy spędza się 8 godzin, ale doliczając do tego inne zajęcia, które wykonujemy przed komputerem, wychodzi na to, że potrafimy siedzieć przed ekranem większą część dnia. Tak długie przebywanie online nie pozostaje bez znaczenia dla oczu. Dlatego należy o nie w szczególności zadbać, dobierając odpowiednie soczewki lub okulary przeznaczone do pracy przed komputerem. Na co zwrócić uwagę?

Cyfrowe zmęczenie wzroku

Czy kiedykolwiek spotkaliście się z pojęciem cyfrowego zmęczenia wzroku? To coraz częściej występujące schorzenie oka, które objawia się zaczerwienieniem oczu, ich podrażnieniem, zmęczeniem, swędzeniem, suchością, wrażliwością na światło lub trudnością w skupieniu się na jednym punkcie. Dzieje się to z powodu przeciążenia mięśni rzęskowych oka, które odpowiadają za zmianę kształtu rogówki – naszej naturalnej soczewki. To dzięki temu zespołowi mięśni potrafimy widzieć ostry obraz zarówno z daleka, jak z bliska. Cyfrowe zmęczenie wzroku osłabia i przeciąża mięśnie rzęskowe, znacznie pogarszając komfort codziennego życia i ograniczając naszą zdolność do produktywnej pracy. Jeśli zaobserwujecie u siebie wymienione wyżej objawy, należy zgłosić się na konsultację u lekarza okulisty i wdrożyć kilka zmian. Jak przeciwdziałać cyfrowemu zmęczeniu wzroku? Przede wszystkim warto poświęcić trochę czasu każdego dnia na prostą, ale skuteczną gimnastykę oka. O konkretne ćwiczenia zapytajcie specjalisty – najważniejsza jest regularność. Spędzając czas przed komputerem trzeba też odrywać wzrok od ekranu co 20-30 minut i popatrzyć przez chwilę przez okno lub na drugi koniec pokoju, co również jest formą ćwiczenia gałki ocznej. Należy też pamiętać o mruganiu, badania dowodzą, że patrząc w ekran mrugamy nawet kilka razy rzadziej, niż podczas innych wykonywanych czynności. Osoby noszące okulary korekcyjne mogą zainwestować w specjalną powłokę Blue Control na szkła, która niweluje część niebieskiego światła dostającego się do oka, a zwolennicy soczewek powinni poszukać produktów przystosowanych do pracy przed monitorem, np. EyeLove Digital.

Jakie soczewki wybrać do pracy przed komputerem?

Spędzając długie godziny przed komputerem nie tylko osłabiamy mięśnie gałki ocznej (bez wprowadzenia odpowiednich ćwiczeń), ale i wpływamy na obniżenie poziomu nawilżenia oka. Oczy, które się wysuszają są bardziej narażone na infekcje i podrażnienia, które mogą spowodować soczewki kontaktowe. Dlatego nosząc zwykłe soczewki, warto zainwestować w nawilżające krople do oczu i co jakiś czas zakrapiać oczy. Ważną kwestią jest też rodzaj soczewek, a konkretniej czas ich noszenia. Standardowe soczewki nosi się w trybie dziennym, czyli zakłada się je po wstaniu z łóżka, a zdejmuje do ok. 12 godzin później, zazwyczaj wieczorem. Jeśli pracujecie przed komputerem również w nocy i używacie soczewek, lepiej korzystać z tych całodobowych, utrzymujących lepszy poziom nawilżenia. Jednak najlepszą opcją jest wybranie soczewek przeznaczonych do pracy przed komputerem. Czym się one charakteryzują? Takie soczewki mają wyższy poziom uwodnienia i lepszą przepuszczalność tlenu, są wykonane z elastycznego i komfortowego silikonu hydrożelowego i utrzymują optymalny poziom nawilżenia. Niezależnie od tego, jakie soczewki wybierzecie, warto pomyśleć o zmianach trybu życia – codziennym spacerze w zielonej scenerii, wyznaczeniu czasu bez telefonu czy relaksu z książką na świeżym powietrzu.

Jakie okulary wybrać do pracy przed komputerem?

soczewki i okulary

Jak już wspomnieliśmy, obecnie na rynku dostępne są szkła kontaktowe z powłoką Blue Control, która filtruje niebieskie światło, a co za tym idzie – zwiększa komfort pracy przed komputerem. Źle dobrane okulary wpływają na zdrowie narządu wzroku. Najczęstszymi objawami, które obserwują okularnicy to ból głowy i migreny, łzawienie i bóle oczu, nieostry lub zamazany obraz, zaczerwienienie oczu i nadmierne mruganie. To zdecydowanie sygnał, że trzeba zrobić dłuższą przerwę, a w dalszej perspektywie skonsultować się z okulistą. Może się okazać, że dotychczasowe parametry waszych okularów nie są już odpowiednie dla wady refrakcji i konieczna będzie ich wymiana. Jeśli poszukujecie więcej wskazówek na temat dbania o oczy, polecamy czytanie bloga Ioptyk.pl.

Koniec pandemii to zmierzch konferencji zdalnych? Wyniki badania OPI PIB

  • Konferencje zdalne bez wątpienia swoją popularność zawdzięczają lockdownowi, który został wprowadzony po wybuchu pandemii koronawirusa. Ludzie nie mogli się spotykać poza sferą online, więc umożliwiły one bieżącą komunikację w większej grupie, bez narażania ich na ryzyko zarażenia wirusem COVID-19.
  • Pojawia się coraz więcej optymistycznych prognoz, że dzięki powszechnej akcji szczepienia bliski jest już koniec pandemii. W związku z tym, czy koniec lockdownu będzie oznaczał zmierzch konferencji zdalnych?
  • Badacze z Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego (OPI PIB) przeprowadzili badanie na próbie prawie 1600 polskich naukowców. Analiza dotyczyła naukowych konferencji zdalnych. Sposobu ich organizacji, preferowanej formy prezentowania wyników oraz potencjału wykorzystania technologii VR w tego typu wydarzeniach.
  • Na podstawie otrzymanych wyników można zauważyć, że w czasie pandemii zdalne konferencje zdobyły zdecydowanie większe grono zwolenników niż przeciwników, nawet wśród osób, które wcześniej nie miały okazji uczestniczyć w wydarzeniu zorganizowanym w formule online. Natomiast, gdy pytania dotyczyły preferencji po zakończeniu pandemii, odsetek zdeklarowanych zwolenników znacznie spada. Wciąż jednak stanowi on niemal połowę badanych.
  • Z drugiej jednak strony, naukowcy obawiają się przede wszystkim, że uczestnicząc w wydarzeniach zdalnych, będą mieć ograniczony kontakt z innymi uczestnikami konferencji, co może przekładać się na trudność w nawiązywaniu współpracy badawczej.
  • Szczegółowe wyniki zawiera raport „Efekt pandemii – konferencje zdalne w świecie nauki”, który został opublikowany przez OPI PIB w portalu RAD-on.

Więcej entuzjastów niż sceptyków

Wydaje się, że nie ma już szans na powrót do sytuacji sprzed pandemii. Zmianie ulegnie na stałe także proces prezentacji i promocji dorobku naukowego. Z naszego badania wynika, że nowa forma konferencji naukowych w czasie pandemii zyskała większe grono zwolenników (79 proc.), niż przeciwników (21 proc.). Biorąc pod uwagę dodatkowo mniejsze koszty związane z ich organizacją, w porównaniu z wydarzeniami stacjonarnymi jest pewne, że zdalne konferencje już na stałe zostaną wpisane do repertuaru wydarzeń organizowanych przez jednostki naukowe. Warto więc słuchać ich uczestników i dołożyć wszelkich starań, aby spełniały one ich oczekiwania – mówi dr inż. Jarosław Protasiewicz, dyrektor Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego (OPI PIB).

Z jednej strony, potencjał konferencji organizowanych online jest ogromny. Z zebranych danych wynika, że zdalne konferencje mają dużą grupę entuzjastów, nawet wśród osób, które jeszcze nie miały okazji uczestniczyć w wydarzeniu zorganizowanym w formule online. Z drugiej jednak strony, badani naukowcy najbardziej obawiają się, że uczestnicząc w konferencjach zdalnych, będą mieć ograniczony kontakt z innymi uczestnikami konferencji, co może przekładać się na trudność w nawiązywaniu współpracy badawczej.

Warto zauważyć, że zmiana formuły z tradycyjnej na zdalną, wiąże się z koniecznością skrócenia samego wydarzenia. Naukowcy najczęściej preferują bowiem konferencje zdalne trwające od dwóch do czterech godzin dziennie, w ciągu maksymalnie dwóch dni. Wynika to z konieczności połączenia udziału w wydarzeniu z wykonywaniem zobowiązań zawodowych. W przypadku konferencji tradycyjnych dużo łatwiejsze jest oddzielenie bieżących obowiązków od czynnej obecności na konferencji – mówi dr Cezary Biele, kierownik Laboratorium Interaktywnych Technologii w OPI PIB.

Konferencje tradycyjne lepiej realizują cele naukowe

W trakcie pandemii aż prawie 70 proc. badanych brało udział w konferencji zdalnej. Jednak, jeżeli chodzi o realizację celów naukowych, to większość ankietowanych woli konferencje w formie tradycyjnej. W tym obszarze zdecydowanie preferowany jest kontakt bezpośredni, bez korzystania z narzędzi do komunikacji online. Uczestnictwo w konferencjach tradycyjnych przede wszystkim daje więcej możliwości zdobycia większej rozpoznawalności w środowisku naukowym oraz nawiązywania współpracy badawczej. Zdaniem osób biorących udział w badaniu, wydarzenia stacjonarne także lepiej wspierają publikowanie wyników badań, zwiększenie liczby cytowań oraz realizację projektów naukowych. Częściej również pomagają w komercjalizacji pracy badaczy.

I co po pandemii?

Konferencje zdalne prawdopodobnie dalej będą realizowane także po zakończeniu pandemii, ale nie zastąpią one naukowych wydarzeń organizowanych w sposób stacjonarny. Można spodziewać się, że w przyszłości obie formy organizacji konferencji będą współistnieć i wzajemnie się uzupełniać. Z wyników naszego badania wynika, że prawie połowa badanych (45 proc.) jest zainteresowana uczestnictwem w konferencjach zdalnych także po zakończeniu pandemii. Zainteresowanie to częściej niż przeciętnie wyraża grupa z tytułem magistra lub doktora (50 proc.), osoby pracujące w dziedzinie nauk humanistycznych (51 proc.), a także naukowcy, którzy wcześniej już brali udział w konferencji organizowanej zdalnie (50 proc.) – powiedział dr Grzegorz Banerski, adiunkt w Ośrodku Przetwarzania Informacji – Państwowym Instytucie Badawczym.

Zespół badawczy OPI PIB przeanalizował również działania, które będą motywować naukowców do uczestnictwa w konferencjach zdalnych. Wyniki analizy pokazały, że organizatorzy danych wydarzeń powinni położyć nacisk przede wszystkim na atrakcyjną i aktualną tematykę konferencji, agendę umożliwiającą prezentację najnowszych trendów naukowych, uczestnictwo ciekawych prelegentów oraz bezpieczeństwo uczestników wydarzenia.

Więcej informacji zawiera raport „Efekt pandemii – konferencje zdalne w świecie nauki”, który został opublikowany w portalu RAD-on: https://opi.org.pl/koniec-pandemii-to-zmierzch-konferencji-zdalnych/.

Zespół badawczy: dr Grzegorz Banerski, Zbigniew Bohdanowicz, dr Anna Knapińska, dr Agata Kopacz, Adam Muller.

Umowa wynajmu długoterminowego. Na co trzeba w niej uważać?

Wynajem długoterminowy – obok leasingu – jest drugim co do popularności sposobem zewnętrznego finansowania składników trwałych przedsiębiorstwa. Pozwala on na optymalizację kosztów prowadzenia działalności i pozyskanie w krótkim czasie majątku, na który firma musiałaby zbierać środki latami. Umowa, jaką podpisujesz z wynajmującym, powinna być wolna od „kruczków prawnych”, ale w praktyce bywa z tym różnie. Sprawdź, na co powinieneś zwrócić szczególną uwagę!

Prawo odstąpienia od umowy

Kontrakty zawierane na czas oznaczony z założenia mają zagwarantować stałość stosunku prawnego. Dlatego zawierając umowę wynajmu samochodu np. na 4 lata, możesz być pewien, że przez ten okres będziesz korzystał z auta.

Niekiedy jednak w życiu pojawiają się sytuacje, które skłaniają Cię do rezygnacji z zobowiązania. Pamiętaj, aby dokładnie zapoznać się z paragrafem, który wymienia sytuacje uprawniające strony do wcześniejszego zakończenia współpracy. Zwróć także uwagę na zastrzeżoną w umowie karę umowną z tytułu odstąpienia – kiedy i w jakiej wysokości finansujący może dochodzić jej zapłaty?

Ukryte koszty, o których nikt Ci nie powie

Nie bój się pytać, za co tak naprawdę płacisz. Niestety firmy zajmujące się wynajmem pojazdów niekiedy zaniżają ceny (przez co oferta pozornie wydaje się bardziej atrakcyjna) kosztem zakresu usługi.

W parze z niską ratą może iść bardzo niski kilometraż roczny, ograniczony zakres napraw lub brak ubezpieczenia. Czasami może Ci się wydawać, że to niewielka różnica – do czasu, aż polisę lub naprawy w ASO opłacisz z własnej kieszeni. Będzie to dość dotkliwe doświadczenie.

Rezygnacja z wkładu własnego

W trakcie poszukiwań korzystnych ofert natkniesz się również na „zerowy wkład własny”. Musisz jednak pamiętać, że nie ma nic za darmo. Brak opłaty początkowej wynajmujący zrekompensuje sobie w wyższych ratach.

Przelicz, ile zaoszczędzisz w jednym i drugim przypadku. Może się okazać, że lepiej zapłacić na początku 10%, a nawet 15% ceny samochodu, ale i płacić niższe zobowiązanie okresowe, niż martwić się co miesiąc, czy wystarczy Ci pieniędzy na opłaty.

Co z karami umownymi?

Instytucja kary umownej jest bardzo skutecznym straszakiem, który prawnicy układający kontrakt wykorzystują do zdyscyplinowania kontrahenta. Zanim wybierzesz samochód, dowiedz się, czy wybrana przez Ciebie firma stosuje takie praktyki.

Nie zdziw się, jeżeli w treści umowy znajdziesz zapisy o karze umownej za palenie papierosów, przewóz zwierząt, otrzymanie mandatu lub przekazanie pojazdu osobie trzeciej. Oczywiście spełnienie niektórych przesłanek może być trudno udowodnić, ale jeżeli finansującemu się to uda, pozostaje Ci tylko zapłacić kwotę wymienioną w umowie.

Zewnętrzne finansowanie samochodu jest doskonałym rozwiązaniem w sytuacji, kiedy nie chcesz lub nie możesz wyłożyć od razu większej kwoty. Musisz jednak podejść do sprawy odpowiedzialnie i wybrać wynajem długoterminowy dopasowany do Twoich potrzeb.

WIG ustanawia nowy rekord

W zeszłym tygodniu Indeks WIG ustanowił najwyższy poziom ceny zamknięcia w historii. Na pobicie wcześniejszego szczytu czekaliśmy aż 14 lat. Z pewnością świadczy to o słabości naszego rynku w stosunku do zagranicznych giełd, ponieważ zagraniczne rynki pozwoliły uzyskać znacznie lepsze stopy zwrotu w ostatnich latach, natomiast na pewno polskie akcje są wciąż tanie w stosunku do spółek na zagranicznych giełdach. Być może po wyznaczeniu nowego rekordu inwestorzy przypomną sobie o polskiej giełdzie i kolejne lata będą bardziej udane.

Wciąż najważniejsza dla rynków pozostaje polityka banków centralnych i wszystko to, co wpływa na ich decyzje. W ostatnim tygodniu, pomimo delikatnej zmiany retoryki amerykańskiej Rezerwy Federalnej, to giełdy kontynuowały wzrosty i SP 500 oraz Nasdaq 100 ustanowiły nowe rekordy. Najprawdopodobniej rynek już pogodził się z faktem, że w niedalekiej przyszłości czekają nas podwyżki stóp procentowych. Historia pokazuje, że zacieśnianie polityki monetarnej nie jest dobre dla giełd akcji, natomiast nie musi oznaczać końca hossy.

Zmienność ceny złota mocno spadła w ostatnim czasie i konsoliduje się w wąskim przedziale 1.770-1.795 dolarów. Być może rynek czeka na skutki implementacji dyrektywy Bazylea III (Basel III), o której mówi się ostatnio sporo. Najprawdopodobniej skutki implementacji tej dyrektywy będą pozytywne dla kursów metali szlachetnych, ponieważ ograniczy ona handel derywatami bez pokrycia fizycznego kruszcu.
Wydarzeniem kolejnego tygodnia będą dane z amerykańskiego rynku pracy. Oczekuje się 700 tys. zmiany w zatrudnieniu w sektorze pozarolniczym oraz spadek bezrobocia z 5,8% do 5,7%. Amerykański rynek pracy wciąż odbudowuje się, natomiast jeszcze sporo brakuje do powrotu do stanu sprzed pandemii, kiedy to bezrobocie było poniżej 4%.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

ORLEN rozpoczął testy prywatnej, przemysłowej sieci 5G

PKN ORLEN jako pierwszy w Polsce będzie testował prywatną, przemysłową sieć 5G w realnym środowisku zaawansowanej infrastruktury przemysłowej. Na realizację wewnętrznych testów, które zostaną przeprowadzone na terenie zakładu produkcyjnego w Płocku oraz pobliskiej stacji paliw, koncern otrzymał czasowy przydział częstotliwości radiowych oraz zgodę Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

– Jesteśmy nowoczesnym koncernem multienergetycznym, który odpowiada na światowe trendy i nieustannie wdraża innowacyjne technologie. Dostrzegamy korzyści wynikające ze stosowania prywatnej przemysłowej sieci 5G. Pozwoli ona nam jeszcze lepiej wykorzystać potencjał cyfryzacji naszych procesów produkcyjnych, dzięki czemu praca Zakładu w Płocku będzie bardziej wydajna, niezawodna i dopasowana do zmieniającego się otoczenia – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Technologia 5G pozwoli w czasie rzeczywistym korzystać z ogromnej liczby danych spływających z urządzeń pomiarowych, sensorów oraz maszyn produkcyjnych. Zapewnia także niezawodność transmisji informacji w aplikacjach o znaczeniu krytycznym w zakresie sterowania i monitoringu procesów produkcyjnych.

– W przyszłości technologia 5G może znaleźć zastosowanie we wszystkich segmentach działalności PKN ORLEN. Jej testy wpisują się w strategię ORLEN2030, w ramach której realizowany jest program digitalizacji koncernu. Liczymy, że pozytywne doświadczenia z testów w Płocku pozwolą na zastosowanie podobnych, zaawansowanych rozwiązań w całej Grupie Kapitałowej ORLEN – mówi Patrycja Klarecka, Członek Zarządu PKN ORLEN ds. Sprzedaży Detalicznej, odpowiedzialna m.in. za obszar informatyki.

Testy potrwają do lutego 2022 roku i zostaną przeprowadzone w realnym otoczeniu przemysłowym infrastruktury Zakładu Produkcyjnego w Płocku. Partnerami są renomowane firmy technologiczne, które dostarczą zaawansowaną technologicznie infrastrukturę sieci 5G oraz współpracujące z nią urządzenia. Wysoka przepustowość sieci w technologii 5G pozwoli przetestować rozwiązania z zakresu internetu rzeczy (IoT), analityki danych i łączności dyspozytorskiej. Testowane będą różne rozwiązania w zakresie sieci 5G, ich funkcjonalność, wydajność, jakość i bezpieczeństwo informatyczne.

GfK: Pandemia odmieniła zawartość koszyków polskich konsumentów

Okres izolacji i częściowego zamknięcia gospodarki diametralnie zmienił nasze przyzwyczajenia zakupowe. W czasie pandemii znacznie większą wagę przywiązywaliśmy do ceny, częściej szukaliśmy promocji i sięgaliśmy po marki własne, a w naszych koszykach miejsce kosmetyków zajęły m.in. roślinne zamienniki mięsa i nabiału. Takie wnioski płyną z najnowszych analiz opracowanych przez Panel Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Kupujemy rzadziej, wydajemy więcej i robimy bardziej przemyślane zakupy

Tuż po wprowadzeniu pierwszych obostrzeń związanych z wybuchem pandemii koronawirusa miliony Polaków zdecydowały się zrobić duże zakupy, które pozwoliły im spokojnie wyczekiwać poprawy sytuacji. Trend zakupów na zapas nie dotyczył jednak wyłącznie pierwszych tygodni marca ubiegłego roku. W okresie od kwietnia 2020 roku do marca 2021 roku, w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego, liczba wizyt w sklepach spadła aż o 46, co oznacza 13% spadek rok do roku. Najdotkliwiej odczuły to drogerie (-15,5%), małoformatowe sklepy specjalistyczne (-12,9%) oraz supermarkety międzynarodowe (-12%). W najmniejszym stopniu zmiany widoczne były w dyskontach, które jako konsumenci odwiedzaliśmy 5% rzadziej niż przed rokiem.

Rzadsze zakupy stacjonarne polscy konsumenci częściowo rekompensowali częstszymi zamówieniami w sieci. Ze względu na liczne obostrzenia, a przede wszystkim w obawie o swoje zdrowie i bezpieczeństwo, Polacy chętniej kupowali online, w wyniku czego kanał e-commerce odnotował dla kategorii FMCG 25% wzrost częstotliwości zakupów rdr. – wskazuje Michał Maksymiec, dyrektor ds. współpracy z sieciami detalicznymi w Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Triumf dyskontów

Rzadsze zakupy przełożyły się na większe jednorazowe wydatki. Konsumenci w czasie pojedynczych zakupów mocniej wypełniali koszyki, a ich średnia wartość wzrosła aż o 20% rdr. Wartościowo, największe wzrosty zakupów Panel GfK zaobserwował w przypadku dyskontów, lokalnych supermarketów, a także sieciowych sklepów osiedlowych.

Trudno jednoznacznie określić jak długo przetrwa na rynku model „pandemicznego” nabywcy. Z pewnością kluczowy będzie rozwój sytuacji związanej z pandemią i ewentualny powrót obostrzeń sanitarnych. Taki scenariusz na dobre mógłby przekonać konsumentów do rzadszych, ale większych zakupów i jeszcze mocniej związałby ich z kupowaniem przez internet. Pewne nawyki mogą jednak zostać z nami na długie lata, w tym np. mocniejszy fokus na poszukiwanie promocji, częstsze korzystanie z programów lojalnościowych oraz trend kupowania zdrowej żywności. W odniesieniu do ostatniego punktu warto odnotować, że w TOP3 najszybciej rosnących kategorii znajdują się mięso, jak i nabiał pochodzenia roślinnego – mówi Michał Maksymiec.

Kto kupuje najwięcej?

Wartość koszyka polskiego shoppera oraz dynamika zmian zachodzących w czasie pandemii różniła się w zależności od stylów zakupowych konsumentów. Jednorazowo najwięcej – 66 zł – wydawali tzw. „mistrzowie dyskontów”, czyli osoby których żywiołem są dyskonty i wszystkie ich benefity takie jak: programy lojalnościowe, oferta marek własnych, a także szeroki dostęp do nowości produktowych. Najniższą wartość koszyka (23 zł) można było zaobserwować u nabywców „wymagających”, którzy dokładnie lubią wiedzieć co kupują i dokładnie wybierają miejsce zakupu – odwiedzają więc relatywnie więcej sklepów w tym chętniej specjalistyczne (mięsne, piekarnie czy warzywniaki). W całym 2020 roku Panel GfK odnotował także wyraźne zmiany w zakresie struktury wydatków na produkty szybko zbywalne. Największe przyrosty dotyczyły kategorii słonych przekąsek (+17,6%) oraz deserów i dodatków (+16,4%) oraz artykuły sypkie (+14,8%) takie jak makaron, kasza czy ryż.

Marki własne wzmocniły pozycję na rynku

Beneficjentem okresu pandemii okazały się również marki własne. Nie był to jednak chwilowy trend, a jedynie jego wzmocnienie, bowiem udział sektora private label w całej wartości wydatków na FMCG w Polsce rośnie systematycznie od wielu lat. W 2011 roku stanowiły one 14,5% wartości kupowanych dóbr szybko zbywalnych, by w 2020 roku osiągnąć poziom 19,3%.

Pandemia sprawiła, że jeszcze mocniej niż dotychczas zaczęliśmy zwracać uwagę na produkty korzystne cenowo. Mocną stroną marek własnych nie jest dziś jednak wyłącznie cena, ale także wysoka jakość, często nie odbiegająca w niczym od produktów markowych. Spodziewamy się zatem dalszego wzrostu popularności tej kategorii i prognozujemy, że w najbliższych dwóch latach udział wartości marek własnych w rynku przekroczy 21%. Choć na poziomie procentów może nie robi to wielkiego wrażenia, w praktyce gra toczy się o niespełna 6 miliardów złotych, o które powiększy się wartość rynku marek własnych – podsumowuje Michał Maksymiec.

Jak pandemia przemeblowała rynek hotelowy

Pandemia zahamowała dotychczasową hossę na rynku hotelowym w Polsce. W 2020 r. wstrzymano niektóre nowe inwestycje, liczba gości hotelowych spadła o połowę, a do Polski przyjechało 71% mniej zagranicznych turystów. Najmocniej COVID-19 dotknął segment hoteli konferencyjnych pokazuje najnowszy raport „Rynek hoteli oraz condohoteli w Polsce”, przygotowany przez Emmerson Evaluation.

Pandemia zastała polski rynek hotelowy w czasie jego prosperity – jeszcze w styczniu i w lutym 2020 roku stopień wykorzystania miejsc noclegowych przewyższał analogiczne wskaźniki z roku 2019. W styczniu 2021 r. stopień wykorzystania miejsc w obiektach noclegowych wyniósł 8,4% i w porównaniu z poprzednim rokiem jest to spadek o 25,5 p. proc.

Według danych GUS, w 2020 roku[1] w Polsce funkcjonowało 2498 hoteli z ponad 276 tysiącami miejsc noclegowych, co oznacza spadek o 5,2% w skali rocznej. Liczba hoteli r/r wzrosła jedynie w na Dolnym Śląsku. Największe spadki liczby hoteli eksperci Emmerson Evaluation odnotowali w województwach wielkopolskim (-11,6%) i łódzkim (-10,4%). Sytuacja przedstawia się niewiele lepiej również w przypadku województw: mazowieckiego, śląskiego, opolskiego i małopolskiego.Pandemia zrobiła duże przemeblowanie na rynku hotelowym

Liczba gości spadła o połowę w skali roku

W 2020 roku na pobyt w krajowych hotelach zdecydowało się 11,1 mln osób. Dla porównania w roku 2019 obiekty ugościły ich 23,5 mln. Spadek rzędu 53% jest pokłosiem lockdownów, podczas których działanie hoteli było niemal całkowicie wstrzymywane, a także zamkniętych granic kraju, co przełożyło się głównie na zmniejszenie o 71% liczby zagranicznych turystów. Na pobyt w polskich ośrodkach zdecydowało się  9,4 mln Polaków, o 8,1 mln mniej niż rok wcześniej, co oznaczało spadek o 46% rok do roku. Zamknięte granice spowodowały również znaczne powiększenie dysproporcji pomiędzy turystami krajowymi oraz zagranicznymi – tych pierwszych było w 2020 roku ponad pięciokrotnie więcej.

Tak drastyczne spadki wyraźnie kolidują z utrzymującą się w poprzednich latach tendencją wzrostową. W 2019 roku liczba polskich gości hotelowych wzrosła w porównaniu z rokiem poprzednim  o ponad 5%, a zagranicznych o około 7%. Warty odnotowania jest fakt, iż liczba Polaków, którzy zdecydowali się na zakwaterowanie w krajowych hotelach w roku 2020 spadła do poziomu notowanego ostatni raz na rynku w 2012 roku – porównuje Robert Korczyński, Członek Zarządu Emmerson Evaluation.liczba gości hotelowych

W wakacje o jedną czwartą noclegów mniej

Jedynie okres wakacyjny ub. r. był momentem, w którym hotele położone w miejscowościach turystycznych osiągały zadowalające wyniki. Część obiektów mogła przetrwać także m.in. dzięki świadczeniom z pakietu antykryzysowego przygotowanego przez rząd. Według danych GUS, w okresie lipiec-sierpień 2020 r. w Polsce udzielono 19,8 mln noclegów, tj. o 6,9 mln (25,8%) mniej niż przed rokiem. O ile latem obłożenie dochodziło do kilkudziesięciu procent w najlepszych kurortach wypoczynkowych, o tyle w wielu miejskich hotelach było minimalne.

Pandemia wpłynęła też na otoczenie rynku hotelowego. Właściciele obiektów przy braku przychodów ograniczyli zatrudnienie. Część ze zwolnionych osób przebranżowiła się z obawy przed pracą w tak niepewnej branży. – W momencie, gdy rynek wróci do normalności, wyzwaniem może być zatem znalezienie odpowiednich osób do zespołu. Dodatkowo, kryzys rynku hotelowego dotknął też dostawców usług i rozwiązań dla hoteli. Niektóre z nich lwią część swoich przychodów czerpały z usług wykonywanych dla hoteli, więc sytuacja epidemiczna dotknęła je w niemal równym stopniu – zauważa Robert Korczyński.

Pandemia nie wstrzymała całkowicie otwarcia nowych obiektów

Emmerson Evaluation w swoim corocznym raporcie poddał szczegółowej analizie najważniejsze rynki hotelarskie, reprezentowane przez największe miasta wojewódzkie oraz regiony turystyczne. Eksperci firmy zaobserwowali na nich zarówno wzrosty, jak i spadki liczby obiektów hotelowych. Łącznie całkowity wzrost w wyszczególnionych lokalizacjach w 2020 r. był nieznaczny i wyniósł 1,3% względem roku 2019. Nowe hotele pojawiły się na rynkach: stołecznym, trójmiejskim, krakowskim, wrocławskim oraz lokalizacjach typowo wypoczynkowych – nad morzem i w górach.

W stosunku do roku 2019 tempo przybywania hoteli wyhamowało. Wiele nowych projektów zostało wstrzymanych. Jednak budowy będące już na mocno zaawansowanym etapie prac zostały ukończone, nawet w dobie zamknięcia całego sektora turystycznego. Spadek liczby hoteli w stosunku do 2019 roku odnotowaliśmy więc tylko w Łodzi i w Poznaniu, gdzie wyniosły one odpowiednio 8,6% oraz 3% – wskazuje ekspert Emmerson Evaluation.zmiana liczby hoteli

Liczba pokoi hotelowych na najważniejszych rynkach wzrosła o 2,6% w skali roku, co przełożyło się na 1663 nowopowstałych dostępnych pokoi. Spadki odnotowały Łódź i Poznań – odpowiednio o 10% oraz o 2,5%. Sytuacja najlepiej prezentuje się w Warszawie oraz Trójmieście, gdzie w skali 2020 roku przybyło odpowiednio 7,1% oraz 6,4% pokoi hotelowych. Przed końcem pierwszej połowy 2021 roku na najważniejszych rynkach dostarczono kolejne 488 pokoi hotelowych.zmiana liczby pokoi hotelowych

Niższe obłożenie pokoi hotelowych w 2020 r.

Stopień wykorzystania pokoi hotelowych w Polsce zmalał z 53,7% w roku 2019 do 28,3% w roku minionym. W 2020 r. poziom 40% przekroczyło tylko województwo zachodniopomorskie (40,5%). Najgorzej sytuacja wyglądała w województwach łódzkim (24,2%) oraz mazowieckim (24,7%), gdzie odnotowano największe spadki (o 60% r/r). Ma to głównie związek z ograniczoną liczbą podróży biznesowych, wskazują autorzy raportu. Niemal równie mocno obniżył się stopień wykorzystania pokoi w Małopolsce (o 56,6% r/r), w tym przypadku w związku ze spadkiem liczby turystów zagranicznych. Najmniejsze obniżenie stopnia wykorzystania pokoi odnotowano na Warmii i Mazurach (o 30,3%), gdzie w sierpniu 2020 roku było nawet więcej turystów, niż rok wcześniej.

Plany nowych inwestycji pod znakiem COVID-19

Niepewność związana z obecną sytuacją wpływa również na przyszłe otwarcia i decyzje o realizacji planowanych projektów. Jeżeli bowiem pojawią się kolejne fale zachorowań, odraczanie terminów inwestycji czy całkowite ich zaniechanie będzie wysoce prawdopodobne. Zdaniem analityków Emmerson Evaluation, realny wpływ pandemii na finalną realizację planowanych obiektów będzie można ocenić najwcześniej za 3 lata.

Brak możliwości przewidzenia rozwoju sytuacji epidemicznej idzie w parze z niemożnością oceny realnego popytu. Taki stan rzeczy powoduje niechęć banków do udzielania kredytów inwestorom. Jest to kolejny czynnik, który może przesunąć część projektów w czasie lub nawet sprawić, że te nie zostaną wprowadzone w życie – dodaje Robert Korczyński.

Prognozy dla rynku hotelowego

Eksperci Emmerson Evaluation przewidują, że w 2021 roku rynek będzie pod wpływem podobnych czynników, z którymi miał do czynienia w roku poprzednim. Mowa tutaj m.in. o przewadze turystów rodzimych nad zagranicznymi czy też większym popycie na hotele położone w destynacjach turystycznych niż biznesowych. Pod dużym znakiem zapytania pozostaje druga połowa bieżącego roku, czyli okres jesienno-zimowy, kiedy to ogólna liczba zachorowań w zeszłym roku statystycznie wzrastała. Nawet jeśli nadchodzący sezon będzie wolny od ograniczeń i obostrzeń, to wydaje się mało prawdopodobne, że branża hotelowa od razu powróci do wyników z przed pandemii. Można się spodziewać, że przez pewien okres hotele będą miały gorsze statystyki obłożenia i niższe ceny sprzedaży pokoi niż przed pandemią. W optymistycznym wariancie taka sytuacja może trwać przez najbliższe 2-3 lata.

W trudnym położeniu znalazły się także ośrodki obsługujące sektor biznesowy. Mimo że przez pewien okres mogły przyjmować gości będących na wyjazdach służbowych, to świeciły pustkami. Segment hoteli konferencyjnych może wychodzić z kryzysu nawet dłużej. Szybko nie wrócą konferencje i podróże biznesowe w skali, jaką widzieliśmy w poprzednich latach. Wskaźniki notowane w tym segmencie przez kolejne lata mogą nie zbliżyć się do tych z lat poprzednich, a to w konsekwencji może zahamować planowaną podaż. Podobnie będzie z obłożeniem hoteli oraz poziomem cen sprzedaży pokoi – te będą odbudowywały się powoli – dodaje ekspert Emmerson Evaluation.

[1] Stan na 31. lipca 2020 r.

Rybnik z rosnącym potencjałem inwestycyjnym

Przemiana aglomeracji miejskiej Rybnika, z obszaru kojarzonego w przeszłości głównie z górnictwem i przemysłem ciężkim, w miejsce sprzyjające nowoczesnym gałęziom biznesu i rynkowi nowych technologii sprawia, że ośrodek ten ma szansę stać się jednym z kierunków preferowanych przez inwestorów m.in. z branży IT czy R&D. Colliers we współpracy z The Adecco Group przygotował raport „Kierunek – Rybnik”, w którym przeanalizował potencjał inwestycyjny miasta i całej aglomeracji, uwzględniając dostęp do coraz lepiej wykwalifikowanej kadry, a także rozwój rynku nieruchomości biurowych. W publikacji, objętej patronatem przez ABSL – Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych, nie zabrakło również informacji, na jaką pomoc ze strony władz miejskich mogą liczyć potencjalni inwestorzy.

Potencjał Rybnika tkwi w ludziach

Rybnik to jedno z największych i najludniejszych miast w województwie śląskim, główny ośrodek aglomeracji zamieszkiwanej przez ponad 600 tys. osób, do której zaliczają się również takie miasta jak Jastrzębie-Zdrój, Żory, Racibórz czy Wodzisław Śląski. Tym samym, aglomeracja rybnicka jest drugim co do wielkości zespołem miejskim Śląska i znajduje się w pierwszej dziesiątce największych aglomeracji miejskich w Polsce.

– Lokalizacja Rybnika pomiędzy silnymi ośrodkami, jakimi są Katowice i Ostrawa w Republice Czeskiej, a także bardzo dobrze rozwinięta sieć drogowa i kolejowa, powodują, że miasto ma dostęp do ok. 3,5 mln potencjalnych pracowników i partnerów biznesowych, którzy są w stanie dojechać do miasta w czasie krótszym niż 1 godzina. Takie położenie miasta sprzyja również dynamice rozwoju, a bliskość granicy z Czechami oraz większych ośrodków miejskich, wymusza konkurencyjność – mówi Piotr Kuczera, Prezydent Miasta Rybnika.

Inwestorzy doceniają dostęp do fachowców oraz ekspertów łączących doświadczenie akademickie z działalnością gospodarczą i komercyjną. W aglomeracji rybnickiej działa łącznie 8 uczelni wyższych, kształcących wysoko wykwalifikowaną kadrę na różnorodnych kierunkach, m.in. tych o specjalizacji biznesowej jak Master of Business Administration (MBA), MS Excel i VBA w biznesie czy Academy of Business Management 3.0. Ponadto na terenie Rybnika planowane jest utworzenie Wyższej Szkoły Zawodowej o profilu medycznym, a także Centrum Projektowego Fraunhofera, które ma funkcjonować pod nazwą Zaawansowane Inteligentne Technologie dla Zielonej Przyszłości. Będzie działać w ścisłej współpracy z Towarzystwem Fraunhofera Wspierania Badań Stosowanych w Monachium oraz Instytutem Fraunhofera w Chemnitz – jedną z największych, najbardziej innowacyjnych i liczących się organizacji naukowych wspierających przemysł w Europie.

Rybnik motorem napędowym regionu  

Rybnik w Strategii Rozwoju Województwa Śląskiego „Śląskie 2030” zaliczony został do tzw. ośrodków wzrostu, czyli obszarów pełniących wiodące funkcje gospodarcze i społeczne. Ośrodki wzrostu w najwyższym stopniu przyczyniają się do rozwoju województwa oraz wpływają na jego pozycję w kraju i Europie.

– Niewątpliwy wpływ na rosnące znaczenie Rybnika dla rozwoju regionu ma jego lokalizacja. Bliskość jednego z największych w Europie węzłów autostradowych A1 i A4, rozwinięty układ drogowy, na który składa się blisko 460 km dróg publicznych i dobre połączenia komunikacyjne sprawiają, że miasto jest miejscem sprzyjającym rozwojowi przedsiębiorczości – mówi Paweł Panczyj, Dyrektor ds. rozwoju i współpracy z partnerami ABSL.

Również przemysł jest w fazie zmian. Konkurencyjne i nowoczesne przedsiębiorstwa mogą liczyć na wsparcie władz, czego najlepszym przykładem jest między innymi dystrybutor stali Tesko Steel, realizujący w ostatnich latach rekordowe inwestycje i znacząco powiększający swój zespół o kolejnych specjalistów.

– Jesteśmy świadkami przebudowy gospodarki, a co za tym idzie – rybnickiego rynku pracy. Na znaczeniu zyskuje branża nowych technologii m.in. IT. Dla specjalistów z tego obszaru jest tu coraz więcej ofert pracy, co znajduje potwierdzenie we wzroście liczby publikowanych ofert w 2020 r. – choć pandemia i ograniczone rekrutacje spowodowały ich ogólny spadek o 40% względem 2019 r., sektor IT jako jedyny odnotował wzrost w wysokości 17,6% – mówi Adam Gałeczka, dyrektor oddziału śląskiego w Grupie Adecco.

Potencjał rynku biurowego będzie rosnąć

Rybnik oferuje największe zasoby całkowiej powierzchni biurowej w aglomeracji, w wysokości 27 tys. mkw. zlokalizowanych w 8 biurowcach. Większość z budynków biurowych zlokalizowana jest w centralnej części miasta – dzielnicy Śródmieście oraz w okolicznych dzielnicach tj. Rybnik-Północ, Paruszowiec-Piaski, Smolna i Zamysłów.

Wśród największych projektów należy wymienić 12-kondygnacyjny biurowiec klasy A – K1 o powierzchni 11 tys. mkw. Projekt cieszy się dużym zainteresowaniem korporacyjnych najemców – swoje biura mają tu m.in. ING Bank Śląski, FireUp Software czy PKO BP. W bezpośrednim sąsiedztwie realizowane są dwa kolejne biurowce oferujące nowoczesną powierzchnię biurową. Jeden z tych obiektów – budowa znajduje się w końcowej fazie inwestycji, realizowany jest na potrzeby firmy z branży IT. Na uwagę zasługuje również Park Biznesu Ballyvesey przy elektrowni, oferujący na wynajem 3 100 mkw. powierzchni biurowo – magazynowej, z której korzysta już m.in. Coca-Cola HSBC, Beghelli i Nexum.

– W związku z rosnącą aktywnością firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu, które rozszerzają swoją działalność i zatrudniają nowych pracowników, możemy spodziewać się w Rybniku większego popytu na powierzchnię biurową. Prognozujemy, że przełoży się to na systematyczny wzrost inwestycji biurowych w mieście – mówi Barbara Pryszcz, dyrektor regionalna Colliers w Katowicach.

Spokojny piątek

Pomimo odczytów z Wielkiej Brytanii oraz z USA na rynkach walutowych niewiele się w sumie działo. Inwestorzy czekają wyraźnie na silniejsze sygnały, niż były generowane z tych danych.

Dane za oceanem

W piątek poznaliśmy pakiet danych na temat dochodów i wydatków Amerykanów. Wydatki się nie zmieniły mimo spodziewanego wzrostu o 0,4%. Z kolei lepiej od oczekiwań wypadły dochody, które spadły zaledwie o 2% przy oczekiwaniu 2,7%. Dane te są szczególnie dobre dla osób zaniepokojonych stanem zadłużenia obywateli USA. Dysproporcja pomiędzy wydatkami a dochodami jest bowiem wyraźnie mniejsza, niż oczekiwano. Dolar przyjął te dane jednak dość spokojnie i oprócz krótkiego wybicia na niekorzyść amerykańskiej waluty nie było widać negatywnych ruchów.

Lepsze dane z Wysp

W piątek poznaliśmy również lepsze od oczekiwań dane na temat sprzedaży detalicznej z Wielkiej Brytanii. Opublikowano wskaźnik sprzedaży detalicznej według Konfederacji Brytyjskiego Przemysłu. Wypadł on znacznie lepiej, niż sądzono. Został jednakże nakryty godzinę później komunikatem z biuletynu kwartalnego Banku Anglii. W rezultacie zmienność na parach funtowych nie była zauważalnie większa.

Ceny ropy boją się OPEC

Zdaniem wielu analityków najbliższe posiedzenie OPEC powinno doprowadzić do wyraźnego zwiększenia produkcji ropy, by przeciwdziałać nadmiernemu wzrostowi cen surowca. Kartel steruje ceną w taki sposób, by nadmiernie drożejąca ropa nie powodowała impulsów do szukania alternatyw. Obecne okolice 70 dolarów są uważane za minimalny poziom, by opłacalna stała się część alternatyw w rodzaju łupków. Z tego m. in. powodu po piątkowych rekordach mamy dzisiaj przecenę na rynku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Pandemia COVID-19 umacnia dyskryminację płacową kobiet

Jedną z konsekwencji pandemii COVID-19 było nałożenie na pracowników dodatkowych obowiązków lub zmiana ich roli w firmie. Choć sytuacja dotknęła w tym samym stopniu pracowników obu płci, to jednak aż 10 proc. mniej kobiet otrzymało za to dodatkowe wynagrodzenie – wynika z badania firmy ADP, międzynarodowego dostawcy rozwiązań kadrowo-płacowych. Co więcej, blisko co trzecia kobieta uważa, że w czasie pandemii zmniejszyły się możliwości rozwoju ich umiejętności.

Wyniki badania „People at Work 2021: A Global Workforce View”, które objęło 32 tys. pracowników z 17 krajów, w tym Polski, jasno pokazują zwiększenie zakresu obowiązków pracowników w czasie trwania pandemii COVID-19. Aż 34 proc. ankietowanych w Polsce stwierdziło, że otrzymało dodatkowe zadania, a 15 proc. – nowe role w firmie. I choć w przypadku tych pierwszych, wskaźnik odpowiedzi mężczyzn i kobiet jest podobny (33 proc. vs 35 proc.) to zmianę lub objęcie nowego stanowiska deklaruje 19 proc. mężczyzn i 11 proc. kobiet.

Nierówności w płacach nadal istnieją

Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w przypadku benefitów finansowych. Aż 66 proc. mężczyzn przyznaje, że w związku ze zmianami i nowymi obowiązkami otrzymali podwyżkę lub premię. W przypadku kobiet odsetek ten wynosi zaledwie 55 proc. Co ciekawe, pod tym Polska znacznie odbiega od Europy – średnia dla 17 krajów w przypadku mężczyzn wynosi 69 proc. a dla kobiet – 66 proc.

Czas kryzysu to dla wielu firm wyzwanie nie tylko pod kątem finansowym, ale także organizacyjnym. Luki kadrowe i nieobecności wywołane problemami zdrowotnymi sprawiają, że na pozostałych pracowników nakładane są nowe obowiązki. Pracodawcy, często walcząc o zachowanie pozycji rynkowej, wymagają też od zatrudnionych dodatkowego zaangażowania. Niestety, wyniki badania udowadniają, że nie wiąże się z odpowiednim wynagrodzeniem, a co gorsza mamy do czynienia nawet z dyskryminacją płacową – mówi Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Brak motywacji do działania

Raport ADP wskazuje też konsekwencje nierównego traktowania pracowników. 35 proc. kobiet w Polsce uważa, że pandemia COVID-19 negatywnie wpłynęła na ich możliwości rozwoju w obecnym miejscu pracy. Z kolei zwiększenia swoich umiejętności w czasie pandemii upatruje zaledwie 16 proc. ankietowanych kobiet. Co istotne również w tym przypadku, widoczne są różnice względem płci – wśród mężczyzn odpowiedzi te wynoszą odpowiednio 23 i 27 proc. Niestety, podobnie jak w przypadku otrzymywania dodatkowych benefitów finansowych, średnia dla 17 krajów jest dużo wyższa – procentowy udział odpowiedzi pozytywnych to 46 proc. zarówno wśród  mężczyzn, jak i kobiet.

Postrzeganie sprawiedliwości przez pracowników odgrywa kluczową rolę w ich poczuciu lojalności i oddania, które z kolei wpływają na produktywność i utrzymanie talentów, a szerzej na reputację firmy. Jeśli kobiety zaczną czuć, że ich wysiłki są pomijane – szczególnie w odniesieniu do ich kolegów – spadnie ich efektywność, co może przełożyć się na gorsze wyniki firmy –  dodaje Anna Barbachowska.

3 korzyści dla Twojej firmy z wdrożenia Microsoft Office 365

Większość z nas, niezależnie czy to prywatnie czy prowadząc działalność gospodarczą, czy też będąc na studiach, nie wyobraża sobie pracy bez podstawowych programów oferowanych przez pakiet Microsoft Office. Pierwsza wersja tego pakietu na platformę Windows powstała już w 1992 roku. Aktualnie Word, Powerpoint czy Excel to najpopularniejsze z nich, które dzięki swojej funkcjonalności zapewniają nam profesjonalne przygotowanie dokumentów tekstowych, prezentacji czy zestawień wykonywanych obliczeń. Microsoft Office jest zdecydowanie najczęściej spotykanym pakietem biurowym na świecie, który jest oferowany jako jednorazowy zakup lub jako usługa, za którą abonament płacony jest cyklicznie. Zakup pudełkowej wersji daje nam możliwość korzystania z pakietu bez ograniczeń, jednak programy możemy zainstalować tylko na jednym urządzeniu. Jakie więc korzyści niesie za sobą Microsoft Office 365, za który zobowiązani jesteśmy płacić cyklicznie?

Zacznijmy od początku

Usługa Office 365 powstała w 2011 roku w celu połączenia istniejących usług takich jak Business Productivity Online Suite w usługę dostępną w chmurze, m.in. dla poczty e-mail czy dla wewnętrznych sieci społecznościowych. Początkowo abonamenty Office 365 były kierowane tylko do małych oraz średnich przedsiębiorstw, później rozszerzone zostały również dla korporacji. Z każdym rokiem i wprowadzaniem nowych wersji pakietów pudełkowych aktualizowano wersję platformy. Pierwszą korzyścią jaką niesie za sobą posiadanie wersji z abonamentem jest fakt, że poza dobrze znanymi programami, takimi jak edytor tekstu, arkusz kalkulacyjny czy aplikacja do przygotowywania prezentacji, Twoja firma otrzymuje dostęp do Outlooka, OneNote, Publishera, OneDrive czy Accessa. Aplikacje te umożliwiają pracę z wykorzystaniem najbardziej efektywnych funkcji.

Wirtualny dysk

Kolejna korzyścią zdecydowania się na Office 365 zamiast wersji pudełkowej to sposób przechowywania wszelkich dokumentów Twojej firmy. Z uwagi na to, że są one gromadzone w chmurze i aktualizowane są w momencie wprowadzania zmian, praca zespołowa jest zdecydowanie prostsza i bardziej efektywna. W tym samym czasie nad jednym plikiem z kilku urządzeń może pracować wiele osób. Ponadto wszystkie programy aktualizowane są automatycznie jeżeli pojawi się ich nowsza wersja. W celu wdrożenia usługi Office 365 warto skorzystać z obsługi informatycznej firm. Warszawa i znajdujące się tam duże korporacje, a także małe i średnie przedsiębiorstwa często decydują się na skorzystanie z kompleksowych usługi wdrożenia pakietu przez firmy it. 

Współpraca w najprostszej postaci

Trzecią z pierwszorzędnych korzyści oferowanych przez Office 365 jest usługa Microsoft Teams, która poprzez działanie w chmurze tworzy nieporównywalnie wygodną płaszczyznę do pracy zespołowej. Zestaw narzędzi i usług tej aplikacji jest kompatybilny z innymi produktami Microsoftu, m.in. w czasie rzeczywistym pozwala pracować w obrębie plików Word, Excel czy Powerpoint. Szczególnie teraz gdy praca zdalna stała się dla niektórych z nas codziennością taka usługa jest niezwykle komfortowa. Program jest zintegrowany z Outlookiem dzięki czemu jako pracodawca lub pracownik mamy dostęp do kalendarza, na skutek czego planowanie zadań czy spotkań jest łatwo dostępne i wygodne. Funkcjami, które również są bardzo przydatne są m.in. nagrywanie spotkań czy dostęp do spotkań przez przeglądarkę. Jest to o tyle ważne, że nasi kontrahenci mogą nie mieć zainstalowanego tego programu, a dzięki takiej możliwości możemy z nimi bez problemu współpracować. Narzędzie jakim jest Microsoft Teams daje Twojej firmie kontrolę nad wykonywanymi zadaniami i czyni pracę bardziej wydajną. 

Artykuł powstał przy współpracy z Ngsolutions.pl

Czerwcowa koniunktura według przedsiębiorców

Mikro przedsiębiorstwa mają wciąż największe trudności w rozwoju. W przeciwieństwie do firm dużych i średnich – które w poprzednich odczytach osiągały Miesięczne Indeksy Koniunktury powyżej 100 – przeważają wśród nich nastroje negatywne, a ich indeks nie przekracza granicy 100. Polski Instytut Ekonomiczny prognozuje, że w  przyszłości wskaźniki powinny się polepszyć także dla tych mniejszych firm. Stało się tak już w przypadku branży budowlanej. Z nadejściem wiosny indeks dla budownictwa zaczął się stopniowo podwyższać i w ostatnim odczycie osiągnął całkiem wysoki wynik na poziomie 103,9. Firmy budowlane otrzymują nowe zamówienia i mają dobre wartości sprzedaży – co świadczy z pewnością także o sezonowości branży.

– Dzięki otwarciu sklepów również czułe na restrykcje covidowe firmy sektora handlowego oceniają pozytywnie koniunkturę – ich czerwcowy indeks wyniósł 104,8. Naturalnie na zwiększenie handlowej koniunktury przełożyło się otwarcie galerii handlowych oraz sklepów wielkopowierzchniowych. Wskaźniki branży produkcyjnej również są dobre: osiągnęły poziom 106,5. Z kolei nieco gorzej dzieje się w usługach – pomimo tego, że indeks znacznie wzrósł w ostatnim odczycie: z 90,2 do 102,2 – powiedziała serwisowi eNewsroom  Katarzyna Dębkowska, kierowniczka zespołu foresightu gospodarczego Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Przedsiębiorstwom zawsze zadawane jest pytanie o to, czy w ciągu najbliższych trzech miesięcy zamierzają zatrudniać, zwalniać czy utrzymać liczbę zatrudnionych pracowników. Co ciekawe, w branży TSL 10% przedsiębiorców myśli o zwolnieniach pracowników. Otwarcie handlu tradycyjnego mogło się przełożyć na spadek popularności handlu online i być może stąd takie plany firm sektora TSL. Natomiast w usługach można zaobserwować duże niedobory pracowników. Ponad 20% firm usługowych chce zatrudniać pracowników – wskazuje Dębkowska.

Polski pracownik, to zestresowany pracownik. Trend na „L4” od lekarza psychiatry

Stres jest jednym z głównych czynników występujących w miejscu pracy, a mających negatywny wpływ na stan zdrowia pracowników. Potwierdzają to wyniki badania ankietowego Conperio, największej polskiej firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji chorobowej, prowadzone w latach 2017-2020 wśród pracowników produkcyjnych. Średnio 57,4 % ankietowanych pracowników z różnych firm wskazało właśnie na stres (ocena subiektywna). W jednym z kontrolowanych zakładów pracy było to aż blisko 75% (tabela 1)! Te alarmujące dane odzwierciedlają także statystyki ZUS. W 2020 roku wystawiono 1,5 mln zwolnień lekarskich z powodu zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania. Stanowi to wzrost o 25 % (rok do roku), a Polacy nie chodzili z tego powodu do pracy łącznie przez 27,7 mln dni (wzrost o 37 % w stosunku do 2019 roku). Co kryje się za tymi niepokojącymi liczbami?

Bez względu na branżę, region czy wielkość firmy, problem występowania stresu dotyczy zarówno kadry menedżerskiej, jak i pracowników najniższego szczebla. Stres niesie za sobą negatywne skutki na poziomie fizjologicznym, psychologicznym i behawioralnym. Występujący długotrwale może powodować rozstrój zdrowia i wzmożoną absencję chorobową. Jak wskazują eksperci Conperio, przyczyn stresu w miejscu pracy można się doszukać głownie na trzech płaszczyznach:

  1. Braku umiejętności do efektywnego wykonywania zleconych zadań.
  2. Nieodpowiednich relacji z przełożonym.
  3. Braku analizy norm produkcyjnych.

Zwiększony stres w pracy prowadzi również do niepokojącego społecznie trendu zwolnień psychiatrycznych, który niestety jest też wykorzystywany przez zdrowych pracowników.

Brak umiejętności do efektywnego wykonywania powierzonych zadań

W polskich firmach często pracodawcy nie przykładają odpowiedniej wagi do prawidłowego przeszkolenia nowozatrudnionych pracowników. W związku z tym, podwładni z mniejszym doświadczeniem oraz niewielkim stażem często się frustrują, łatwo rezygnują z postawionych przed nimi zadań lub zwyczajnie pobierają „L4”, uciekając niejako przed problemem. Tymczasem są pewne zadania, których świeżo upieczony pracownik nie potrafi zrealizować bez zaangażowania odpowiedniego czasu i pracy.

– Nieodpowiednio przygotowane wprowadzenie nowego pracownika może negatywnie skutkować na jego poczucie bycia w organizacji na odpowiednim miejscu, gdzie ma realizować powierzone mu zadania i brać odpowiedzialność za ich wykonanie. Odpowiednie wdrożenie pozwala poczuć się pracownikowi komfortowo. Aspekt ten wiąże się z poczuciem przynależności do organizacji, co w skali całego przedsiębiorstwa wpływa na jakże ważne budowanie kultury organizacji oraz pożądanych zachowań pracowników – mówi Mikołaj Zając, prezes Conperio, ekspert rynku pracy.      

Relacje z przełożonym

Jeżeli przełożony postrzegany jest przede wszystkim jako osoba nadzorująca wykonywanie norm produkcyjnych, stanowi to nie lada problem w przedsiębiorstwie. Przełożeni oddziałują presją na podległych pracowników, ze względu na brak dostępności odpowiednich narzędzi w zakresie zarządzania kadrą, a co za tym idzie nieumiejętność do motywowania, zamiast stresowania. Na przełożonych ciąży odpowiedzialność realizacji planów produkcyjnych i wobec tej presji, stosują ją również w stosunku do podwładnych.

– Przełożeni potrzebują szkoleń uświadamiających im ich rolę w przedsiębiorstwie oraz narzędzi do zarządzania pracownikami, takich jak np. rozmowy korygujące czy postabsencyjne. Przełożeni mają bezpośredni kontakt z pracownikami w ciągu całego dnia pracy, są przez nich obserwowani i oceniani, wobec czego ich postawy są niezwykle istotne. Dobry przełożony nie może kojarzyć się pracownikom jako źródło stresu, nawet w przypadku, gdy jego decyzje są wobec konkretnego pracownika nieprzychylne. Taka sytuacja powinna wzbudzać poczucie sprawiedliwości wśród pracowników, a dobrze przygotowany przełożony nie będzie powodem do stresu w miejscu pracy – wyjaśnia Mikołaj Zając.

Normy produkcyjne

Ważną rolę w kontekście stresu pracowników odgrywają również normy produkcyjne. Są one zazwyczaj ustalane dla całego przedsiębiorstwa bez uwzględnienia potencjałów poszczególnych grup pracowników. Jak przekonuje Mikołaj Zając, nowozatrudniony pracownik nie wykona takiej samej ilości pracy w tej samej jakości, co pracownik z kilkuletnim stażem:

Podnoszenie norm produkcyjnych bez przeprowadzenia odpowiednich analiz oraz bez wprowadzenia rozwiązań mających ułatwić pracownikom realizację większej ilości zadań bez negatywnego wpływu na jakość pracy jest błędem pracodawcy i stanowi jedną z podstawowych przyczyn powstawania chronicznego stresu w miejscu pracy – analizuje ekspert.

Wellbeing menedżer

Ostatnio, wzorem zachodu, powstają stanowiska pracy mające na celu pomóc pracownikom w osiągnięciu równowagi i dobrobytu. Jednak osoba na tym stanowisku nie będzie w stanie pomóc np. pracownikom fizycznym. Jej działania mogą być przydatne tylko w wąskiej grupie pracowników wyspecjalizowanych, a podobnie jak „owocowe czwartki” niewiele wniosą w zarządzanie stresem pracownika produkcyjnego. Pracownik na linii produkcyjnej potrzebuje przede wszystkim dobrej organizacji pracy, odpowiedniego przeszkolenia i wyposażenia stanowiska, a także realnej możliwości podnoszenia swoich kompetencji w określonym czasie – dodaje Katarzyna Lubowiecka, koordynator w Conperio.      

Trend na „L4” od lekarza psychiatry

Dane Conperio oraz dane ZUS za ubiegły rok to także wyraźny sygnał, iż epidemia koronawirusa jest dla wielu pracowników ogromnym obciążeniem psychicznym. Oprócz troski o zdrowie swoje i najbliższych, dochodzi nadmierna ilość obowiązków wynikających z nieobecności przebywających na zwolnieniach chorobowych współpracowników, a także izolacja społeczna spowodowana pracą zdalną i lockdownami. Jak zauważa Mikołaj Zając, którego Conperio przeprowadza ok. 30 000 kontroli pracowników na „L4” rocznie, ten niepokojący trend zwolnień psychiatrycznych wykorzystują także zdrowi pracownicy. Sprzyja temu fakt, iż symulowanie depresji wydaje się stosunkowo proste. W internecie nie brakuje konkretnych wskazówek dla pracowników jak mogą to zrobić. Tymczasem zweryfikowanie podczas kontroli, tego co w zachowaniu kontrolowanego pracownika jest normą, a co nie pozostaje dosyć trudne.

Tabela 1

Coraz więcej cudzoziemców pracuje w Polsce, kolejny rekord ubezpieczonych w ZUS

Liczba cudzoziemców legalnie pracujących w Polsce sięgnęła już prawie 800 tys. Pobity został kolejny rekord jeszcze sprzed pandemii. Ponad pół miliona z nich to obywatele Ukrainy. Na koniec maja liczba cudzoziemców pracujących w Polsce wynosiła 797 tys. osób, czyli o 127 tys. więcej, niż przed pandemią koronawirusa, podaje Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS). Wpływ na takie wyniki ma niewątpliwie trudna sytuacja gospodarczo-polityczna w krajach zza wschodniej granicy, w miarę stabilna sytuacja w Polsce, gwarancja zrozumiałych zasad pobytu cudzoziemców w porównaniu do innych krajów UE
i związanych z nią obostrzeń wywołanych przez pandemię.

Najnowsze dane z ZUS za maj 2021 r. mówią o tym, że spośród 796,8 tys. cudzoziemców największą grupę – 586 tys. osób – stanowili obywatele Ukrainy. Przed rokiem było to 433,6 tys., a miesiąc temu 574,4 tys. Jeśli obecne dane porównamy z sytuacją sprzed roku, czyli z końcem maja 2020 r., wzrost będzie jeszcze bardziej znaczący. Wówczas w polskim systemie ubezpieczeń społecznych znajdowało się ok. 605 tys. cudzoziemców. Tym samym wzrost w ciągu roku o niemal 192 tys. osób.

“Biorąc pod uwagę dane z badań socjologicznych przeprowadzonych w marcu br. przez  Centrum analitycznego Gremi Personal w tym roku, pomimo pandemii, Ukraińców przybyło do Polski więcej niż w roku ubiegłym. Wysokie poczucie zadowolenia z wykonywanej pracy przeważa u większości przebadanych respondentów, aż 68,3% jest usatysfakcjonowana. Trzy główne zalety pracy w Polsce dla Ukraińców są ekonomiczne: wysoki poziom wynagrodzenia w porównaniu z Ukrainą (80,6%), stabilna sytuacja gospodarcza w Polsce (27,9%) oraz możliwość łatwiejszego uzyskania wizy na pracę lub zezwolenie na pobyt czasowy niż w innych krajach UE (25,4%). Dodatkowo Ukraińcy planują lub już realizują otwarcie własnego biznesu (39,8%) w Polsce, sprowadzanie rodzin oraz zakup nieruchomości (55,5 %). Wszystko to wskazuje, że obecni ukraińscy imigranci zarobkowi coraz częściej postrzegają Polskę jako kraj stałego pobytu. Jest to niestety niedobry trend dla Ukrainy. Jednocześnie ich zainteresowanie migracją zarobkową do innych krajów UE, USA i Kanady utrzymuje się na wysokim poziomie. Jeżeli pozostałe kraje UE zagwarantują migrantom przyjazne warunki dostępu do swojego rynku pracy, to na polskim rynku może dojść do znacznej utraty ukraińskiej siły roboczej, która obecnie zasila jej gospodarkę, przy pogłębiającym się problemie niżu demograficznego.” – mówi Tomas Bogdevic dyrektor generalny agencji zatrudnienia Gremi Personal

Ukraińcy będą nadal przyjeżdżać do Polski ze względu na trudną sytuację gospodarczą w ich kraju. Wpływ na to ma wzrost cen oraz coraz mniej miejsc pracy. Małe i średnie przedsiębiorstwa nie radzą sobie ze skutkami pandemii. Dodatkowo oba kraje borykają się z niżem demograficznym. Liczba ludności Polski spadła w ciągu roku o ponad 155 tys., do 38,208 mln – podaje GUS, a w Ukrainie jest o 34% urodzeń w porównaniu do 2015 r. Głównym kryterium w wyborze kierunku migracji będzie przede wszystkim czynnik ekonomiczny: wysokość wynagrodzenia i warunki pobytowe. Od kilku lat w Polsce notuje się duży wkład cudzoziemców we wzrost PKB, a także niską stopę  bezrobocia. Warto rozważyć możliwość uproszczenia procedur związanych z zatrudnieniem cudzoziemców. W ten sposób Polska będzie mogła zatrzymać migrantów  na dłużej w swoim kraju i skutecznie walczyć z niżem demograficznym, na co Ukraina nie ma na razie planu.

Wzrost cen energii najbardziej odczują małe i średnie firmy?

  • Coraz wyższe koszty uprawnień do emisji CO2 wpłynęły na wzrost cen energii średnio o 15% od początku roku[1].
  • Jeśli symulacje analityków się sprawdzą, niebawem stawka za MWh w taryfie C11 wzrośnie dwukrotnie, osiągając poziom 690 zł.
  • Podobna sytuacja miała miejsce w 2018 r., także wtedy drastyczne podwyżki odczuli przede wszystkim odbiorcy energii w taryfie C, czyli mały biznes i rolnicy.
  • Zdaniem ekspertów nic nie wskazuje na to, że ceny zaczną spadać, rozwiązaniem jest jedynie długoterminowe zabezpieczenie kosztów energii.

Wielu przedsiębiorców doskonale pamięta 2018 r. oraz frustrację związaną z otrzymywaniem z miesiąca na miesiąc coraz wyższych rachunków za energię. Dotyczyło to wszystkich w tym małych biznesów, m.in. sklepów, punktów handlowo-usługowych, kwiaciarni, zakładów fryzjerskich i kosmetycznych czy gospodarstw rolnych. Obecnie możemy mieć do czynienia z podobną sytuacją. Od początku roku drastycznie rosną koszty uprawnień do emisji CO2, a co za tym idzie, także ceny energii. Jest to m.in. wynikiem polityki UE zmierzającej do zmniejszania opłacalności utrzymywania wysokoemisyjnych źródeł energii – czyli odejścia od węgla.

W ostatnim czasie obserwujemy skokowy wzrost kosztów uprawnień do emisji CO2, a istnieje wiele przesłanek przemawiających za tym, że ten trend będzie się jeszcze nasilał. Z tak drastycznymi podwyżkami cen energii mieliśmy do czynienia w 2018 r. Ówczesna sytuacja była trudna nie tylko dla odbiorców energii. Część spółek obrotu energią nie przetrwała na rynku, inne zmieniły swój cennik – niestety na niekorzyść przedsiębiorców korzystających z taryfy C. Wówczas Axpo zdecydowało, że nie podniesie opłat klientom i aktualnie także chcemy tego uniknąć. Dlatego już teraz zwracamy uwagę na ten niepokojący trend i proponujemy rozwiązania, które zapewnią bezpieczeństwo małym i średnim przedsiębiorstwom – mówi Katarzyna Bienias, Członek Zarządu i Dyrektor sprzedaży do małych i średnich przedsiębiorstw w Axpo Polska.Cena energii a cena uprawnień do emisji CO2

W jaki sposób uprawnienia do emisji CO2 wpływają wysokość rachunków za prąd?

Z przeprowadzonych przez Axpo Polska symulacji i analiz danych historycznych wynika, że wzrost kosztów uprawnień do emisji CO2 (EUA) ma bezpośredni wpływ na wysokość cen energii. W przypadku starych elektrowni węglowych to przełożenie prawie 1:1, a tych nowszych – ok. 0.8:1. Oznacza to, że każda złotówka więcej za EUA to wzrost cen energii za MWh. Obecnie koszt uprawnień do emisji CO2 wynosi ok. 243 zł/t, jednak zdaniem ekspertów może on wzrosnąć nawet do 100 euro, czyli ok. 450 zł. Gdy tak się stanie, odbiorcy energii w taryfie C11 będą musieli zapłacić ponad 690 zł za MWh prądu, czyli prawie dwa razy więcej niż obecnie!cena energii

Dalszy wzrost kosztów uprawnień do emisji CO2 jest pewny. Wynika to z założeń polityki klimatycznej UE zakładającej redukcję gazów cieplarnianych o co najmniej 55% do 2030 r. Dlatego ceny uprawnień do emisji będą utrzymywane na poziomie niwelującym opłacalność dalszego opierania się głównie na źródłach emisyjnych, czyli węglu. Poziomy cenowe rzędu 100 EUR/t CO2 pozwalają osiągnąć opłacalność ekonomiczną zero- i niskoemisyjnym technologiom, jak np. wodór. Nie należy więc spodziewać się natychmiastowej obniżki cen energii, a raczej szykować na kolejne podwyżki w przyszłym roku – dodaje Katarzyna Bienias.

Czas na przejrzenie dotychczasowych umów

Sytuacja z 2018 r. nauczyła wielu przedsiębiorców, by zawsze dokładnie sprawdzać zapisy w umowie zawieranej ze sprzedawcą energii. Sugerujemy zwracać baczną uwagę na  klauzule umożliwiające zmianę ceny energii w trakcie obowiązywania kontraktu lub nawet możliwość przeniesienia praw do umowy, czyli odsprzedanie klienta innej firmie. Inne doświadczenie sprzed trzech lat uczy, by decydować się na współpracę jedynie ze stabilnymi, obecnymi od dłuższego czasu w branży spółkami obrotu, które są odporne na zmiany rynkowe. Przed podpisaniem umowy warto więc sprawdzić, w jaki sposób dana firma poradziła sobie chociażby w roku 2018 i jaką politykę cenową zastosowała wobec klientów.

Zdaniem ekspertów obecnie korzystne mogą okazać się opcje długoterminowego zabezpieczenia cen energii. Dzięki nim przedsiębiorcy nie odczują zapowiadanych podwyżek w kolejnych rachunkach za prąd. Niektóre produkty zakładają także możliwość zweryfikowania cennika za kilka miesięcy, aby zyskać pewność, że wybrana opcja faktycznie będzie korzystna dla danej firmy. Może to być więc bardzo dobry moment na zmianę sprzedawcy energii. Jednak warto przed tym zrobić dokładne badanie rynku, przeanalizować kilka ofert i zapoznać się ze wszystkimi zapisami w umowie.

[1] Średnioważone ceny BASE na TGE – styczeń vs. maj 2021

Transport z rekordowym zadłużeniem

Zaległości branży transportowej w bazie Krajowego Rejestru Długów są najwyższe w historii i wynoszą prawie 1,2 mld złotych. Większość z nich stanowią nieuregulowane rachunki najmniejszych firm przewozowych. Na zapłatę od nich czekają głównie bank oraz firmy leasingowe i faktoringowe. Równocześnie prawie 15 proc. zadłużenia transportowcy mogliby spłacić odzyskując własne należności od swoich kontrahentów.

Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA, od początku pandemii, czyli od marca 2020 r. dług przewoźników i firm magazynowych wzrósł z 978,8 mln zł do 1,18 mld zł na koniec maja, czyli o ponad 20 proc. Poziom zadłużenie rósł jednak sukcesywnie na także w poprzednich latach, również przed rozpoczęciem pandemii, dlatego nie powinniśmy w niej upatrywać głównego powodu aktualnej sytuacji. Wyjątkiem od tej reguły był grudzień 2020 r., w którym kwota wszystkich zaległości nieznacznie spadła do poziomu 1,11 mld zł. Od początku 2021 r. sukcesywnie jednak rośnie.

Na brak spektakularnych wzrostów poziomu zadłużenia w branży TSL w czasie pandemii miała wpływ przede wszystkim dobra kondycja sektora e-commerce, z którym przewoźnicy mocno kooperują i który przez ostatni rok zgłaszał zwiększone zapotrzebowanie na dostawy. Nie bez znaczenia była także niezła kondycja polskiego przemysłu i firm budowlanych, które starały się funkcjonować niemal bez przestojów. Rosnące od lat zadłużenie branży można z kolei tłumaczyć tym, że polscy przewoźnicy muszą się mierzyć z dużą konkurencją na zachodzie oraz zmieniającymi się regulacjami dotyczącymi transportu towarów w poszczególnych krajach, które wymuszą ciągłe inwestycje w nowoczesny sprzęt. To duży wydatek, które często wymaga zewnętrznego finansowania w postaci kredytu. W przypadku braku oszczędności i utraty 1-2 kluczowych klientów, firmy przewozowe zaczynają mieć kłopoty z regulowaniem tych zobowiązań, co przekłada się na rosnące zadłużenie. Zwłaszcza, że bardzo duża grupa przewoźników to niewielkie przedsiębiorstwa – tłumaczy Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Mniej dłużników, więcej do oddania

Pomimo wzrostu kwoty zadłużenia, liczba dłużników jest obecnie nieznacznie niższa niż w maju 2020 r. W zeszłym roku ta statystyka dynamicznie się zmieniała. W pierwszej połowie 2020 r. obserwowaliśmy 7-procentowy wzrost liczby dłużników. Najwięcej przedsiębiorców z branży TSL zalegających z płatnościami odnotowano w bazie KRD na koniec czerwca 2020 r. – 23 460 firm. Potem znów ta wartość lekko spadła, by następnie pod koniec roku zacząć rosnąć. Aktualnie problem nieuregulowanych zobowiązań dotyczy 23 316 firm.

Wyższa kwota zaległości i spadająca liczba dłużników spowodowały, że bardzo widocznie w ciągu ubiegłego roku wzrosło średnie zadłużenie przypadające na jednego przedsiębiorcę. To aż prawie o 6 tys. zł więcej (z 44,7 tys. zł do 50,5 tys. zł obecnie).

Problemy JDG-ów

Patrząc przez pryzmat województw, liderami zadłużenia (i liczby dłużników) są firmy z Mazowsza, które mają do oddania ponad 231 mln zł. Następnie Śląsk (137 mln zł) i Wielkopolska (131 mln zł). Na drugim biegunie znajdują się województwa: opolskie (20,3 mln zł), podlaskie (21,7 mln zł) oraz warmińsko-mazurskie (27,8 mln zł). Jeśli wziąć jednak pod uwagę liczbę dłużników, ostatnie miejsce na tym podium zajęłoby województwo świętokrzyskie.

Wśród firm notowanych w bazie KRD przeważają jednoosobowe działalności gospodarcze, które stanowią ponad 77 proc. wszystkich dłużników. Każda z nich ma średnio do oddania blisko 50 tys. zł. Suma ich zaległości to również 76 proc. wartości łącznego zadłużenia branży TSL. Dla porównania spółki z o.o. stanowią prawie ¼ dłużników transportowych.

Banki czekają na spłatę należności

Na liście wierzycieli firm transportowych pierwsze miejsce zajmują banki (295,3 mln zł). Kolejni w kolejce po swoje pieniądze są firmy zarządzające wierzytelnościami (233,8 mln zł) i leasingowe (189 mln zł, branża paliwowa (91,7 mln zł), ubezpieczyciele (80 mln zł) oraz firmy faktoringowe (51,7 mln zł).

Branża TSL również  jest wierzycielem, który ma do odzyskania od swoich dłużników prawie 171 mln zł, co stanowi ok. 14,5 proc. sumy jej zaległości. Prawie 55 mln zł to wzajemne długi branży (czyli zobowiązania firm transportowych i magazynowych). 38,6 mln zł są jej winni z kolei przedsiębiorcy z sektora handlowego, a 22,5 mln zł – firmy przemysłowe.

3 miesiące oczekiwania na płatność

Duże znacznie dla sytuacji finansowej branży i powstających zaległości miał fakt, że w łańcuchu powiązań biznesowych usługi transportowe są opłacane na końcu i niestety w sytuacji pandemicznej, w której przedsiębiorcy oglądali dwa razy każdy grosz, często nie starczało już na nie pieniędzy.

­­– Jednymi z głównych wstrzymujących zapłatę  są  agencje spedycyjne, które pośredniczą w umowach przewozu. W związku z niepewną sytuacją, w czasie pandemii firmy musiały na nowo ułożyły sobie hierarchię płatności – w pierwszej kolejności płaciły za kupiony towar, składki ZUS za pracowników oraz raty kredytu, wychodząc z założenia, że transport może poczekać. Niestety przedsiębiorcy zapominają o tym, że w branży transportowej standardowy termin płatności to aż 60 dni. W sytuacji, w które dochodzi do tego jeszcze miesięczny poślizg w uregulowaniu faktury, robią się z tego aż 3 miesiące oczekiwania na zapłatę od momentu wykonania usługi – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

W branży transportowej normą jest to, że termin płatności jest liczony jest nie od daty wystawienia faktury, tylko terminu dostarczenia dokumentów. Oznacza to, że w praktyce okres płatności zostaje wydłużony o czas powrotu kierowcy do firmy oraz czas dostarczenia dokumentów przez pocztę. Przez to, w przypadku długich tras, zdarza się, że termin wydłuża się dodatkowo nawet o 2-3 tygodnie.

Tymczasem niezapłacone faktury i rachunki to nic innego jak zamrożone pieniądze – dla firm, i dla całej gospodarki. Nie można o nich zapomnieć, ani czekać, aż kontrahent sam zapłaci, gdyż po roku covidowej rzeczywistości zwiększyła się liczba firm zagrożonych upadłością i borykających się z zadłużeniem. Skierowanie faktur do windykacji pozwala zachować płynność finansową, dzięki której przedsiębiorstwa mogą nie tylko przetrwać, ale myśleć o rozwoju – dodaje Jakub Kostecki.

Na rynkach chłodniej niż na dworze

Stabilizacja zagościła na rynkach finansowych bez oznak gorączkowej rewizji oczekiwań dotyczących ożywienia gospodarczego (w obliczu zagrożenia szczepem Delta) i ścieżki polityki monetarnej Fed i innych. Nowe rekordy indeksów sugerują, że warunki rynkowe są pozytywne i inwestorzy preferują podtrzymywać ten stan do czasu pojawienia się nowego katalizatora. Przed nami możliwy tydzień sennego wyczekiwania na piątkowy raport NFP.

Krótko utrzymał się strach przed jastrzębim zwrotem Fed, który początkowo wstrząsnął rynkami finansowymi. Do inwestorów dotarła świadomość, że znaczące (dla trendów cen aktywów) decyzje są odroczone dość daleko w przyszłość i w międzyczasie większe znaczenie będzie miało postępujące tempo ożywienia (akcje) czy nierównowaga popytu i podaży (surowce). Na FX przywrócenie risk-on i strategii reflacyjnej odnawia aprecjację walut ryzykownych, jednak zwrot Fed wyznaczył nowy rozdział dla rynku walutowego, gdzie przyszłość polityki monetarnej jest dodatkowym czynnikiem. I tak wśród walut surowcowych z grupy G10 NZD i NOK mają przewagę nad AUD i CAD, gdyż to po Norges Banku i RBNZ oczekuje się wcześniejszej decyzji o podwyżce stóp procentowych. W przypadku norweskiego banku niemal pewny jest wrzesień z możliwą kolejną podwyżką w grudniu. NZD korzysta przede wszystkim na różnicowaniu względem sąsiadującego AUD, gdzie tematem wciąż jest przedłużanie programu skupu aktywów.

EUR/USD uspokoił się po wstępnym, silnym tąpnięciu, a ubiegły tydzień przyniósł częściowe odreagowanie spadków i odbicie powyżej 1,19. Odbicie EUR/USD jest skromniejsze niż w przypadku innych crossów z dolarem, co częściowo tłumaczy fakt, że euro nie jest walutą ryzykowną. Jednak jakkolwiek wcześniej w eurodolarze można było upatrywać barometru apetytu na ryzyko (silna korelacja z rynkiem akcji), tak teraz efekt ten osłabnie, gdyż na niekorzyść euro mocniej zacznie przemawiać gołębia postawa EBC. Jeśli inwestorzy dalej chcą taniego finansowania dla ryzykownych inwestycji, ale obawiają się zaostrzania stanowiska Fed, takie waluty jak EUR, CHF czy JPY będą lepszym źródłem kapitału. Jeśli chodzi o samego USD, jego losy będą teraz zależne od napływających danych, ale tylko tych, które mogą istotnie wpłynąć na postawę Fed. W tym tygodniu w centrum uwagi będzie oczywiście raport z rynku pracy w piątek. Od tempa przyrostu zatrudnienia będzie zależeć, czy dokonuje się wyczekiwany przez Fed „znaczący postęp” w poprawie wskaźników gospodarczych. Jest to warunek dla rozpoczęcia procesu redukcji skupu aktywów i przybliżający podwyżkę stóp procentowych. USD potrzebuje wysokiego odczytu, by wzmocnić oczekiwania szybszych zmian w polityce Fed.

Wyparowanie „strachu przed Fed” jest także widoczne w notowaniach złotego – EUR/PLN zbliżył się do 4,50. W naszej ocenie jest to poziom równowagi krótkoterminowej, wokół którego złoty zakotwiczy na następne kilka tygodni. Kotwica jest jednak zarzucona na luźnym łańcuchu, toteż odchylenia od 4,50 mogą być częste. W najbliższych dniach nie zdziwi nas kontynuacja aprecjacji złotego do 4,45-4,47. Utrzymywanie się wysokiej inflacji (szacunek CPI w środę) oraz dokonane w ubiegłym tygodniu podwyżki stóp procentowych na Węgrzech i w Czechach podsycają oczekiwania inwestorów w odniesieniu do lipcowej decyzji RPP (7 lipca). Dalej sceptycznie podchodzimy do skłonności Rady do rychłej zmiany nastawienia, a tym bardziej do ogłoszenia „sygnalnej” podwyżki o 15 pb. Jednak liczymy się z tym, że rynek będzie uparcie dyskontował taką politykę, jaką chce od RPP, zamiast takiej, jaką faktycznie może dostać.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Estoński CIT – wszystko, co trzeba wiedzieć

Estoński CIT to bardzo popularne hasło w ostatnich czasach. Jak można przeczytać w uzasadnieniu do ustawy wprowadzającej przepisy, celem estońskiego CIT jest wsparcie przedsiębiorców, którzy z uwagi na słabszą pozycję konkurencyjną i związane z tym mniejsze możliwości pozyskania finansowania zewnętrznego na realizację inwestycji, nie mogą rozwijać się zgodnie ze swoim potencjałem. Skorzystanie z przepisów o estońskim CIT jest całkowicie dobrowolne, a przedsiębiorcy w pierwszej kolejności powinni rozważyć, czy rozwiązanie to będzie korzystne dla spółki. Polskie przepisy, choć wzorowane na rozwiązaniu estońskim, przewidują szereg ograniczeń i warunków, przez co wielu podatników w ogóle nie będzie mogło skorzystać z tej formy opodatkowania. Przepisy przyjęte w Estonii opierają się na prostocie i w konsekwencji może z nich skorzystać większa liczba przedsiębiorców.

Co to jest estoński CIT?

Estoński CIT jest to forma podatku dochodowego od osób prawnych, różniąca się od tradycyjnych form momentem powstania obowiązku podatkowego. Tradycyjny model zakłada odprowadzenie miesięcznych zaliczek na CIT, a na koniec roku podatnik jest zobowiązany do złożenia rozliczenia rocznego. Głównym założeniem estońskiego CIT jest brak płatności CIT tak długo, jak zysk pozostaje w przedsiębiorstwie i jest przeznaczony na inwestycje. W sytuacji, gdy przedsiębiorca zdecyduje się na wypłatę zysków akcjonariuszom lub udziałowcom, będzie musiał zapłacić CIT. Konieczność nieustannego inwestowania jest jedną z głównych wad tego rozwiązania.

Warunki do skorzystania z estońskiego CIT

Nie każdy podmiot może skorzystać z przepisów o estońskim CIT. Niezbędne jest wypełnianie określonych kryteriów podmiotowych wskazanych w art. 28j ust. 1 ustawy o CIT. Pierwszy warunek to limit przychodów z działalności osiągniętych w poprzednim roku, który wynosi 100 mln zł brutto, czyli z uwzględnieniem podatku od towarów i usług. Kolejny warunek to zakres prowadzonej działalności, w szczególności ustawodawca wymaga, aby podmioty, które chcą skorzystać z estońskiego CIT, osiągały mniej niż 50% przychodów tzw. pasywnych, czyli przychodów z wierzytelności, odsetek, części odsetkowych rat leasingowych, poręczeń i gwarancji, praw autorskich i własności przemysłowej, zbycia i realizacji praw z instrumentów finansowych oraz z transakcji z podmiotami powiązanymi, jeżeli w ich ramach nie powstaje wartość dodana względem ekonomicznym lub wartość ta jest znikoma. W art. 28k ust. 1 ustawy o CIT sprecyzowano, że nowe przepisy nie będą dotyczyły przedsiębiorstw finansowych, instytucji pożyczkowych, podatników postawionych w stan upadłości lub likwidacji. Ponadto, aby ograniczyć działania optymalizacyjne, ustawodawca nie pozwolił na skorzystanie z tej formy przez podatników utworzonych w wyniku działań restrukturyzacyjnych: połączeń podziału, wniesienia tytułem wkładu niepieniężnego składników majątku uzyskanych w wyniku likwidacji innych podatników, a także, jeżeli wniesiono do nich przedsiębiorstwo, zorganizowaną jego części albo składniki majątkowe o wartości przekraczającej 10 tys. euro. Okres zawieszenia prawa do estońskiego CIT w takim przypadku wynosi 24 miesiące od momentu utworzenia podmiotu. Powyższe ograniczenie dotyczy także podatników, którzy zostali podzieleni przez wydzielenie oraz wnieśli tytułem wkładu przedsiębiorstwo, zorganizowaną część przedsiębiorstwa lub składniki majątkowe o wartości powyżej 10 tys. euro.

Kolejny warunek dotyczy zatrudnienia. Ustawodawca wymaga, aby podatnik zatrudniał przez okres co najmniej 300 dni w roku podatkowym co najmniej trzy osoby w przeliczeniu na pełne etaty, które nie będą udziałowcami lub akcjonariuszami. Dodatkowym kryterium są miesięczne wydatki na wynagrodzenia w wysokości stanowiącej co najmniej trzykrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w 2020 r. wyniosło zgodnie z danymi GUS 5411,45 zł.

Kolejne ograniczenie dotyczy możliwości skorzystania z estońskiego CIT jedynie w przypadku spółek z ograniczoną odpowiedzialnością i spółek akcyjnych. Ponadto podatnik nie powinien posiadać udziałów (akcji) w kapitale innej spółki ani być zaangażowany kapitałowo w inny podmiot.

Ustawodawca wymaga także, aby podatnicy korzystający z tej formy opodatkowania nie byli zobowiązani do przygotowania sprawozdań finansowych zgodnie z MSR. Ostatni warunek dotyczy konieczności złożenia zawiadomienia o wyborze opodatkowania w ramach estońskiego CIT.

Zatem, jak widać, skorzystanie z estońskiego CIT wymaga spełnienia szeregu warunków formalnych, poczynając od odpowiednich limitów przychodów, poprzez wielkość wynagrodzeń, na zawiadomieniu urzędu kończąc. Powyższe ograniczenia sprawiają, że estoński CIT będzie rozważany jedynie przez spółki w fazie dynamicznego rozwoju.

Obowiązek inwestowania

Bardzo istotnym założeniem, a zarazem ograniczeniem estońskiego CIT jest konieczność inwestowania. Wysokość nakładów inwestycyjnych musi wynosić co najmniej 15% (nie mniej niż 20 tys. zł) wartości początkowej środków trwałych zaliczanych do grupy 3-8 Klasyfikacji (różnego rodzaju maszyny, urządzenia) w dwóch następujących po sobie latach podatkowych. W przypadku realizowania inwestycji „znaczącej dla prowadzonej działalności” nakłady powinny wzrosnąć o 33% w ujęciu czteroletnim (o co najmniej 50 tys. zł). Brak spełnienia kryterium inwestycyjnego może być skompensowany wzrostem wynagrodzeń o co najmniej 20% (ale nie mniej niż 30 tys. zł) w stosunku do takich wydatków w roku poprzedzającym dwuletni okres opodatkowania estońskim CIT.

Utrata prawa do opodatkowania estońskim CIT

W czasie opodatkowania tą formą rozliczenia CIT (co do zasady 4 lata bezpośrednio po sobie następujące) u podatnika mogą wystąpić sytuacje, wskutek których straci prawo do opodatkowania w tej formie, ponieważ nie będzie spełniał powyższych kryteriów. Utrata prawa następuje z końcem roku podatkowego określonego w zależności od przyczyny utraty prawa. Po utracie prawa do opodatkowania estońskim CIT ponowna możliwość wyboru tej formy jest możliwa dopiero po upływie pewnego okresu (3 lat). Ponadto podatnik może sam złożyć rezygnację z rozliczenia tą formą opodatkowania.

Podsumowanie

Wprowadzenie w Polsce przepisów dumnie nazywanych „estońskim CIT” zostało kompletnie oderwane od założeń, które obowiązują w Estonii. Polskie przepisy są „opasane” szeregiem warunków formalnych determinujących możliwość skorzystania z tej formy rozliczenia podatku oraz wymagają od podatnika znacznego inwestowania zatrzymanych zysków. Przedsiębiorcy, którzy planują „wejść” w tę formę rozliczeń, powinni mieć na uwadze, że estoński CIT to nie zmniejszenie czy anulowanie zobowiązania podatkowego, ale jedynie rozłożenie go w czasie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Magazynowanie ciepła i chłodu – drugie przedsięwzięcie NCBR z akumulacją na pierwszym planie

I w upały, i w mrozy lubimy czuć się komfortowo w pomieszczeniach, w których przebywamy. Jednak utrzymanie odpowiedniej temperatury wewnątrz budynku z wykorzystaniem procesów spalania paliw stałych wiąże się z emisją dwutlenku węgla i dużymi poziomami pyłów zawieszonych (PM10, PM2.5), które powodują smog i bardzo niekorzystnie wpływają na nasze zdrowie. Tak nie musi być! Narodowe Centrum Badań i Rozwoju poszukuje wykonawców gotowych podjąć się opracowania innowacyjnych, bezemisyjnych technologii, które pozwolą na efektywne dostarczanie do naszych domów oraz biur ciepła i chłodu przy wykorzystaniu magazynowania ciepła i chłodu, tak żebyśmy mogli z nich korzystać niezależnie od zmienności produkcji energii z odnawialnych źródeł. Takie właśnie wyzwanie stawia Centrum w najnowszym przedsięwzięciu „Magazynowanie Ciepła i Chłodu”, finansowanym z Funduszy Europejskich w ramach Programu Inteligentny Rozwój. Nabór wniosków prowadzony będzie do 26 lipca br.

To już dziewiąte z serii przedsięwzięć NCBR zmierzających do opracowania technologii, które mają być polską odpowiedzią na cele wyznaczone w strategii „Europejskiego Zielonego Ładu”. Mówiąc krótko, w 2050 roku Unia Europejska ma osiągnąć zerowy po­ziom emisji gazów cieplarnianych netto. NCBR zaprosiło już zainteresowane podmioty do realizacji takich projektów, jak: oczyszczalnia przyszłości, innowacyjna biogazownia, budownictwo efektywne energetycznie i procesowo, ciepłownia przyszłości, elektrociepłownia w lokalnym systemie energetycznym, magazynowanie energii elektrycznej, wentylacja dla szkół i domów oraz technologie domowej retencji. Wszystkie one zostały wybrane pod kątem zapotrzebowania, potencjału do masowego wdrożenia i możliwości stania się polską specjalnością.

Tym razem chodzi o pobudzenie rozwoju naszego sektora producentów bezemisyjnych urządzeń grzewczych, aby rozbudowali swoje systemy o magazynowanie ciepła lub chłodu, ponieważ aktualnie stosowane rozwiązania pozostawiają wiele do życzenia tak w zakresie bilansu energetycznego, jak i emisyjności.

Od diagnozy do działania

Ponad 65% gospodarstw domowych w Polsce jest ogrzewanych poprzez spalanie węgla lub drewna, a prawie cały chłód wytwarzają agregaty chłodnicze zasilane energią elektryczną, która w naszych warunkach pochodzi głównie z elektrowni spalających paliwa kopalne. Wiąże się to z powiększaniem emisji szkodliwych czynników do atmosfery oraz emisjami gazów cieplarnianych.

Jednocześnie obserwujemy ciągły wzrost zapotrzebowania na ciepło i chłód, czego dowodem jest np. coraz większa liczba urządzeń klimatyzacyjnych w naszych domach i miejscach pracy. Eksperci zwracają uwagę, że wzmaga to obciążenie sieci elektroenergetycznej w krytycznych dla jej działania porach dnia, prowadząc do niekorzystnej sytuacji zarówno pod względem ekonomicznym (podnoszenie mocy elektrowni jedynie ze względu na chwilowe potrzeby skutkujące stratami w produkcji), jak i środowiskowym. Rośnie ilość czynników chłodniczych, które często zawierają freony – gazy szczególnie groźne dla środowiska.

Dlatego trzeba zrobić to inaczej. Jaki pomysł na transformację metodologii pozyskiwania i wykorzystywania ciepła i chłodu ma NCBR? W przedsięwzięciu badawczo-rozwojowym „Magazynowanie Ciepła i Chłodu” zostaną opracowane systemy do dwóch zastosowań: dla domu jednorodzinnego (w dwóch wariantach, w zależności od wskaźników energetycznych) i dla biurowca. W zapewnieniu niezbędnej energii do magazynowania ma pomóc instalacja OZE. Budżet przedsięwzięcia, finansowanego ze środków Funduszy Europejskich (POIR), wynosi 8,2 mln zł.

Problem polega na tym, że tam gdzie stosowane są już technologie OZE, mamy do czynienia z cykliczną zmiennością efektywności układu, np. panele fotowoltaiczne czy kolektory słoneczne pracują tylko w dzień, generując wtedy dużo energii, która ulega rozproszeniu. W nocy zaś występuje jej niedobór. To dlatego możliwość czasowego magazynowania „zielonej” energii stanowi dziś jedno z kluczowych wyzwań światowej energetyki. Z gotowych rozwiązań, pozwalających na korzystanie ze zgromadzonych zasobów w czasie, kiedy wytwarzanie ciepła i/lub chłodu jest utrudnione lub generuje wyższe koszty, chętnie skorzysta zwłaszcza budownictwo.

– Uważamy, że w przyszłości budynki będą czerpać ciepło i chłód z prądu pochodzącego z odnawialnych źródeł energii, a do tego potrzebne są magazyny. Umożliwienie dzięki naszemu nowemu przedsięwzięciu okresowego przechowywania energii z OZE w postaci ciepła i chłodu pozwoli na rozwój takich technologii w sektorze budownictwa, a także w przemyśle zeroemisyjnym – mówi Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – Kiedy pomysły, plany i obliczenia, na które czekamy, zostaną potwierdzone wdrożeniem demonstratorów, nie tylko wzrośnie świadomość, dlaczego wykorzystanie magazynów ciepła i chłodu jest tak ważne, ale także spowoduje to przyspieszenie rozwoju rodzimego rynku tego rodzaju instalacji. Korzystanie w tym procesie z energii pochodzącej z odnawialnych źródeł pozwoli na zapewnienie ogrzewania lub chłodzenia w sposób nieszkodliwy dla środowiska, na czym nam wszystkim zależy – dodaje.

Magazyny sezonowe i krótkoterminowe na celowniku NCBR

Potrzeba opracowania innowacyjnych, „zielonych” technologii w zakresie akumulacji ciepła i chłodu spędza sen z powiek naukowcom i przedsiębiorcom z wielu krajów. Struktura zużycia energii końcowej w Unii Europejskiej wskazuje na to, że aż 49% tej energii przeznaczane jest na potrzeby grzewcze. Nic więc dziwnego, że nowoczesne technologie akumulacji ciepła i chłodu rozwijają się w Europie. Na przykład we Francji w 2016 roku, jak donosi „The Journal of Physical Chemistry”, naukowcy połączyli alkohole cukrowe (łatwo dostępny produkt odpadowy przemysłu spożywczego) z nanorurkami węglowymi, aby stworzyć materiał umożliwiający magazynowanie energii odnawialnej w postaci ciepła. Alkohol cukrowy umożliwia regulację punktu topnienia, a tym samym znaczące zwiększenie gęstości energii. Jednym z założeń tego projektu było wykorzystanie niedrogich, przyjaznych środowisku, bezpiecznych i łatwych w użyciu materiałów. Opracowano nowe tworzywo ulegające przemianie fazowej (PCM), przeznaczone do sezonowego magazynowania energii (STES) w zakresie średnich temperatur.[1]

Eksperci NCBR zwracają uwagę, że rozwój energetyki opartej na źródłach odnawialnych w dużej mierze zależy od efektywności akumulacji energii. Nadwyżki energii pochodzące m.in. z OZE można przechowywać i użyć w okresie największego zapotrzebowania na ciepło lub chłód w okresie jej niedoboru, co wiąże się z drugą korzyścią – obniżeniem zapotrzebowania instalacji ogrzewania lub chłodzenia budynków na energię elektryczną. Magazyny sprawdzą się też do pozyskiwania energii wtedy, gdy jest ona tańsza (np. przetwarzanie energii na ciepło w taryfie nocnej), i wykorzystywania jej w czasie, gdy trzeba by było za nią więcej zapłacić. Wśród potencjalnych zastosowań wskazuje się m.in. domy jednorodzinne, budynki użyteczności publicznej, biurowce, hotele, chłodnie i magazyny czy hipermarkety.

W przedsięwzięciu NCBR zaplanowano opracowanie technologii magazynowania ciepła i chłodu dla domów oraz biur w cyklu sezonowym oraz krótkoterminowym, czyli dobowym lub tygodniowym. Wariant sezonowy ma pozwolić na akumulację ciepła w miesiącach letnich i jego dystrybucję w okresie zimowym lub magazynowanie chłodu, kiedy jest zimno, i korzystanie z niego latem. Takie rozwiązanie umożliwi znaczne ograniczenie energii zużywanej do całorocznej klimatyzacji lub ogrzewania pomieszczeń. Magazyn krótkoterminowy (dobowy, tygodniowy) ograniczy pobór prądu potrzebny do produkcji ciepła lub chłodu w okresie, kiedy zapotrzebowanie na prąd jest największe oraz zoptymalizuje jej dobowy popyt.

Rozpowszechnienie tej technologii w domach jednorodzinnych to szansa na eliminację kotłów na paliwa kopalne, drewno czy biomasę.

Wykonawcy poszukiwani

W przedsięwzięciu „Magazynowanie Ciepła i Chłodu” zostaną przeprowadzone prace badawczo-rozwojowe w formule zamówienia przedkomercyjnego (PCP), które umożliwią opracowanie innowacyjnej technologii magazynów energii cieplnej i/lub chłodniczej, zintegrowanych z instalacjami ogrzewania i chłodzenia budynków, wykorzystującej energię z instalacji OZE.

Zasobniki ciepła lub chłodu mają się cechować m.in. wysoką sprawnością ładowania i oddawania ciepła i chłodu, minimalnymi stratami ciepła i chłodu, a także optymalną kubaturą dla ostatecznego zastosowania. Powinny być nieszkodliwe dla środowiska i oczywiście bezpieczne dla użytkowników.

Zaletą opracowywanej technologii będzie inteligentny system, samodzielnie wybierający najkorzystniejsze taryfy, przez co użytkownicy będą płacić niższe rachunki za prąd. W ramach projektu planowane jest opracowanie magazynu ciepła lub chłodu o największym potencjale rynkowym i korzystnym wpływie na środowisko, z możliwością recyklingu urządzenia w 100% po 25 latach użytkowania. W sumie, na ponad 2-letnie prace, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przeznaczy 8,2 mln zł z Funduszy Europejskich: 7,2 mln w etapie pierwszym, w którym swoje konkurencyjne koncepcje przedstawi i doprowadzi do etapu prototypu maksymalnie 6 wykonawców, oraz 1 mln zł w etapie drugim, w którym powstaną i zostaną przetestowane na konkretnych obiektach demonstratory nowych technologii.

Szczegółowe informacje oraz dokumentacja przedsięwzięcia „Magazynowanie energii elektrycznej” znajdują się na stronie internetowej Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Projekt realizowany jest w ramach projektu pozakonkursowego pn. Podniesienie poziomu innowacyjności gospodarki poprzez realizację przedsięwzięć badawczych w trybie innowacyjnych zamówień publicznych w celu wsparcia realizacji strategii Europejskiego Zielonego Ładu (w ramach poddziałania 4.1.3 Innowacyjne metody zarządzania badaniami Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój).

Projekt finansowany jest ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.

[1] https://cordis.europa.eu/article/id/120326-a-sweet-solution-to-the-thermal-energy-storage-problem/pl

Jak zorganizować domowe biuro?

Model pracy zdalnej zyskiwał na popularności jeszcze przed wybuchem pandemii, jednak to właśnie na przestrzeni ostatnich miesięcy na stałe wpisał się w politykę pracowniczą wielu przedsiębiorstw. Popularny home office może przynosić równie wiele korzyści jak praca w warunkach biurowych, ale tylko wtedy, gdy aranżacja domowego biura spełnia kilka kluczowych aspektów. Zatem jak funkcjonalnie zorganizować home office, aby praca z domu była maksymalnie efektywna? Podpowiadamy.

Domowe biuro – gdzie wydzielić strefę do pracy?

To podstawowy problem wielu pracowników wykonujących swoje obowiązki zawodowe z poziomu zacisza domowego. Najbardziej komfortowym rozwiązaniem jest zagospodarowanie odrębnego pokoju, jednak w mieszkaniach o mniejszych metrażu najczęściej jest to niemożliwe. Nie można się jednak zrażać – wydzielenie strefy biurowej w salonie, sypialni czy kuchni to skuteczny sposób na ominięcie tego problemu. Warto  natomiast pamiętać, aby miejsce do pracy było maksymalnie wyciszone i pozwalało utrzymywać koncentrację na wysokim poziomie. Co najważniejsze, do wydzielenia domowego biura wystarczy wysoki, dwustronny regał, który będzie pełnić funkcję mobilnej ścianki działowej.

Domowe biuro – na jakie meble postawić?

Jednym z najważniejszych elementów wyposażenia home office jest biurko, które można ustawić tak, aby oddzielało strefę biurową od wypoczynkowej – czy to w salonie, czy w sypialni. Wybrany model powinien jednak wyróżniać się ergonomią i wielofunkcyjnym charakterem, zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z ograniczoną przestrzenią mieszkalną. Szeroki blat, możliwość regulowania jego wysokości, pojemne szuflady na zamek – to cechy, na które warto zwrócić uwagę przy wyborze konkretnego modelu. Zgrany duet z biurkiem stworzy dobrze wyprofilowane krzesło biurowe, które zapewni komfort podczas długich godzin spędzonych przed ekranem komputera. Nie można też zapomnieć o funkcjonalnych regałach i półkach wiszących, dzięki którym można w całości wykorzystać wysokość niewielkiego pomieszczenia.

Domowe biuro – jakie sprzęty wybrać?

Punktem centralnym każdego home office jest biurko, na którym powinno znaleźć się kilka podstawowych urządzeń. Absolutnym „must have” jest wydajny laptop MSI, który doskonale radzi sobie z przetwarzaniem wielu procesów jednocześnie, a do tego zapewnia wysoką jakość obrazu. Oprócz komputera, warto też zainwestować w dobrej jakości mysz oraz klawiaturę bezprzewodową, które są ciekawą alternatywą dla tradycyjnych modeli z kablem. Dla osób, które borykają się z ograniczoną pojemnością dysku wewnętrznego w swoim komputerze, optymalnym rozwiązaniem okazuje się dysk zewnętrzny 1TB, który pozwala bezpiecznie przechowywać dużą ilość plików cyfrowych.

Jakie strategie cenowe wyróżniamy w e-commerce?

Cena jest jednym z narzędzi pozycjonowania marki i budowania jej tożsamości. Strategia cenowa wpływa też na formę dystrybucji i dostępności danych produktów. W e-commerce można wyróżnić cztery najczęściej występujące strategie cenowe, które omówimy w niniejszym artykule.

Pozycja cenowa a strategia cenowa

Zanim przejdziemy do omawiania najczęściej przyjmowanych strategii cenowych, konieczne jest przedstawienie kwestii pozycji cenowych, które bezpośrednio będą przekładać się na strategie cenowe. Przyjęcie konkretnej pozycji cenowej przez dane przedsiębiorstwo jest konieczne, ponieważ informuje ona o cenie produktów, jego jakości oraz sposobach dystrybucji i promocji. Wyróżnia się następujące pozycje cenowe: luksusową, premium, średnią, niską, ultraniską.

Pozycje cenowe są bardzo ważne również z perspektywy sklepów internetowych – nie sposób uświadczyć w nich dóbr luksusowych, które zwykle dostępne są w bardzo ograniczonej liczbie stacjonarnych punktów sprzedaży. Domeną sklepów internetowych są przede wszystkim produkty marek z pozycji cenowych średniej, niskiej i ultraniskiej. To właśnie tutaj toczy się rywalizacja e-commerce’ów o pozyskanie jak największej liczby klientów, a pomocne okazują się narzędzia do monitoringu cen.

Strategie cenowe w e-commerce

Omówione poniżej strategie cenowe są tymi, z którymi najczęściej można spotkać się w sprzedaży internetowej.

Strategia penetracji rynku

Mamy tu do czynienia ze strategią, która polega na podnoszeniu wolumenu sprzedaży poprzez oferowanie atrakcyjnych cen. Jej celem jest zdobycie możliwie jak największego udziału w rynku właśnie dzięki niskiemu progowi cenowemu przy wprowadzaniu produktów na rynek. Strategia penetracji rynku na dalszym etapie zakłada podniesienie cen po tym, jak klienci docenią jakość i przekonają się, że produkt jest wart większych pieniędzy.

Skimming marketing, czyli spijanie śmietanki

O spijaniu śmietanki mówimy w sytuacji, w której w momencie wejścia na rynek cena produktu jest wysoka, a wraz ze starzeniem się produktu lub pojawianiem się jego nowocześniejszych wersji ulega ona stopniowemu obniżaniu. Branżami, w których skimming marketing jest powszechnie stosowaną strategią, są elektronika i nowe technologii. Innowacyjne produkty po pojawieniu się na rynku są zwykle drogie i dostępne dla zamożniejszej części klientów. Jej zaletą jest szybki zwrot nakładów na produkcję, jednak osiągnięcie oczekiwanego wolumenu sprzedaży wymaga intensywnych działań marketingowych, które mają przekonać konsumentów, że warto wyłożyć pieniądze na nowe produkty.

Wraz z obniżaniem się ceny produkt staje się dostępny dla szerszej grupy klientów, choć przestaje być wówczas produktem premium.

Strategia niskich cen

Celem tej strategii jest osiągnięcia wysokiego wolumenu sprzedaży wskutek ustanowienia niskich marż. Najczęściej stosuje się ją na rynku dóbr szybkozbywalnych i wysoko konkurencyjnych.

Strategia cen wysokich i prestiżowych

Stosuje się w przypadku marek, których produkty mają przynosić właścicielowi prestiż i luksus. Wysoka cena jest tu gwarancją jakości i wyjątkowości produktu, a także stanowi wysoki prób wejścia dla konsumentów.

Wykorzystaj narzędzia do zarządzania strategią cenową w e-commerce

Ceny obowiązujące  w sklepach internetowych są bardzo ważne dla producentów. Wojny cenowe lub nakładanie zbyt wysokich marż mogłoby zakłócić wypracowywaną pozycję marki na danym segmencie rynku. Narzędzia Dealavo do monitoringu cen w e-commerce dla producentów pomagają namierzać działania niezgodne ze strategią cenową danej marki i na podstawie zebranych danych dobierać wiarygodnych partnerów handlowych.

Opieka nad osobami starszymi w Niemczech – wyzwanie, które warto podjąć

Pracę w charakterze opiekunki osób starszych podejmują osoby w bardzo zróżnicowanym wieku. I choć jest to bardzo obciążające wyzwanie pod kątem fizycznym i psychicznym, to jednak spełnianie się w tej pracy przynosi ogromną satysfakcję. Co więcej – opiekunki osób starszych w Niemczech mogą zarobić naprawdę satysfakcjonujące pieniądze. Dowiedz się, z jakimi wyzwaniami wiąże się praca opiekunki niemieckich seniorów oraz jak dużą niesie ze sobą satysfakcję.

Z jakimi obowiązkami musi mierzyć się opiekunka osób starszych w Niemczech?

Każdy, kto opiekowała się osobą starszą, niezależnie od tego czy był to członek rodziny, czy opieka odbywała się w ramach pracy zarobkowej, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak dużą odpowiedzialnością i wytrwałością należy się wykazać w tej pracy. Do obowiązków opiekunki należy prowadzenie domu osoby starszej, czyli wykonywanie codziennych obowiązków, takich jak przygotowywanie posiłków, pranie, sprzątanie czy robienie zakupów. Opieka osób starszych w Niemczech polega również na okazaniu szczególnej atencji swojemu podopiecznemu, który nierzadko będzie osobą schorowaną i niesamodzielną.

Do zakresu obowiązków opiekunki w kwestii spełnienia podstawowych potrzeb seniora mogą należeć:

  • pilnowanie zalecanej diety;
  • pomoc przy czynnościach toaletowych;
  • pomoc w ubieraniu się;
  • podawanie leków i suplementów przepisanych przez lekarza;
  • dotrzymywanie towarzystwa, wspólne rozmowy, spacery, oglądanie TV itp.;
  • realizowanie recept w aptece;
  • w razie potrzeby wezwanie pomocy, np. karetki pogotowia;
  • zawożenie podopiecznego we wskazane miejsce, np. do przychodni lekarskiej.

Wyzwania, jakie czekają na opiekunki

Wymienione wyżej obowiązki bardzo mocno obciążają fizycznie opiekunki osób starszych. Jednak generują również dużo stresu, który wynika wprost z olbrzymiej odpowiedzialności za zdrowie, a nawet życie drugiej osoby. Ponadto opiekunki w Niemczech muszą radzić sobie z rozłąką z domem i bliskimi, a także przezwyciężyć obawy, które wynikają z konieczności zaaklimatyzowania się w obcym kraju. Nie bez znaczenia pozostaje bariera językowa – j. niemiecki dla opiekunek to w większości przypadków obowiązek, którego na szczęście można nauczyć się na kursach, organizowanych przez agencje zatrudniające opiekunki. To wszystko sprowadza się do obciążenia psychicznego, które towarzyszy zmęczeniu fizycznemu.

Jak osiągnąć satysfakcję z pracy opiekunki osób starszych w Niemczech?

Opiekunka nad osobami starszymi w Niemczech niesie jednak sporą satysfakcję. Otoczenie opieką starszej, schorowanej, niesamodzielnej osoby może napawać opiekunkę dumą i radością z samego faktu pomocy drugiemu człowiekowi. Ważne jest, aby z odpowiednią częstotliwością udawać się na urlop do domu lub w wybrane miejsce – odreagowanie i naładowanie akumulatorów pozwoli uniknąć przemęczenia fizycznego i psychicznego. Warto organizować sobie także czas wolny, by nieco odciążyć głowę od obowiązku, jakim jest opieka nad starszą osobą. Dodajmy również, że opieka nad seniorami w Niemczech to praca, która pozwala zarobić satysfakcjonujące pieniądze, szczególnie jeśli jest legalna, co wiąże się z dodatkowymi premiami, np. na wakacje czy święta.

Wózek widłowy spalinowy – czy to dobra inwestycja? Oceń sam!

Zakup wózka widłowego spalinowego wiąże się z dużymi kosztami dla przedsiębiorcy, dlatego warto przemyśleć tę decyzję, po to by wybrać sprzęt, który będzie mógł służyć długo i przede wszystkim – bez zbędnych usterek. Jeśli chcesz dowiedzieć się, czy inwestycja w wózek widłowy spalinowy jest opłacalna oraz na co musisz zwrócić szczególną uwagę, żeby nie kupić przysłowiowego „kota w worku” – koniecznie zapoznaj się z tym artykułem.

Podstawowa wiedza o wózkach widłowych spalinowych

Wózek widłowy spalinowy w magazynieWózki widłowe spalinowe idealnie sprawdzają się w branżach przemysłowych, lotniczych, czy logistycznych. Istnieją dwa rodzaje wózków widłowych spalinowych, które można podzielić ze względu na napęd. Są to:

  • Wózki widłowe spalinowe o napędzie Diesel. Przypominają napęd samochodowy. W ich przypadku należy obserwować poziom paliwa, a także oleju. Warto pamiętać o niepozostawianiu wózka spalinowego z pustym zbiornikiem, po wykonanej pracy ponieważ później mogą wystąpić problemy z odpaleniem sprzętu.
  • Wózki widłowe napędzane gazem wyposażone są w butlę, która znajduje się za miejscem siedzącym operatora. W przypadku zużycia gazu do wymiany takiej butli, wymagane są odpowiednie uprawnienia (o których mowa poniżej), ponieważ nieumiejętny montaż butlą może skutkować ulatnianiem się gazu. Ten rodzaj wózków widłowych spalinowych jest tańszy w utrzymaniu, natomiast trzeba pamiętać, że wymagane są do niego specjalnie dedykowane butle z gazem.

Uwaga! Butle z gazem należy przechowywać w odpowiednim dla nich miejscu. Przede wszystkim powinny być przetrzymywane w zamkniętym pomieszczeniu, które spełnia wymogi przeciwpożarowe. Bardzo ważne jest również wyznaczenie strefy zagrożonej wybuchem, która powinna wynosić 1 metr w przypadku miejsca magazynowego na przestrzeni otwartej oraz 2 metry w pomieszczeniach zamkniętych. Magazyn, w którym są przechowywane butle z gazem powinien być wyposażony w gaśnicę proszkową z minimalną wagą 9kg. Należy również przestrzegać kilku zasad dotyczących tego, gdzie nie należy przechowywać butli. Oto one:

  • w pobliżu źródeł ciepła,
  • w miejscach przechowywania żywności,
  • blisko miejsc parkingowych,
  • blisko pojazdów silnikowych,
  • w pobliżu materiałów wybuchowych,
  • w miejscach, które zlokalizowane są poniżej gruntu.

Trzy aspekty, które wyróżniają wózki spalinowe

  1. Wydajność – spalinowe wózki widłowe charakteryzują się dużą większą wydajnością niż wózki elektryczne. Dla wielu przedsiębiorstw, ważnym elementem pracy jest jej ciągłość – do takiej formy obowiązków przystosowane są wózki spalinowe w przeciwieństwie do elektrycznych, które trzeba ładować.
  2. Wyższe osiągi – ten rodzaj wózków dzięki stabilnej konstrukcji, a także dobrym parametrom technicznym, może przewozić oraz podnosić ciężar nawet do 16 ton.
  3. Trwałość – zważywszy na intensywność pracy oraz częstą eksploatację, są one wykonane z materiałów najwyższej jakości.

Ile pali wózek widłowy spalinowy?Wózek widłowy spalinowy obsługiwany przez pracownika w trakcie pracy na zewnątrz

Na ilość spalanego paliwa wpływa wiele czynników między innymi:

  • doświadczenie operatora wózków widłowych pod kątem ekonomicznej techniki jazdy,
  • rozmiar wózka,
  • udźwig,
  • przejechany dystans.

Spalinowe wózki widłowe, których udźwig wynosi od 1,5 tony spalają około 1,5 do 3 litrów na godzinę. Natomiast większe wózki, z udźwigiem 3,5 – 16 ton spalają około 3 do 9 litrów na godzinę.

Ile kosztują wózki widłowe spalinowe?Wózki widłowe spalinowe w magazynie

Na rynku jest szereg konkurencyjnych ofert. Koszt podstawowych wózków spalinowych zaczyna się już od około 65 tys. zł. Jako ciekawostkę należy przytoczyć fakt, iż wózki elektryczne o zbliżonych parametrach kosztują nawet 10 tys. zł więcej. Dokładna cena zakupu uzależniona jest od dodatkowych parametrów – o których mowa poniżej. Głównym czynnikiem wpływającym na różnice w cenie, jest to czy wózki będą używane czy nowe. Warto więc uwzględnić zakup używanych wózków widłowych, ponieważ różnica cen w porównaniu z nowymi może się wahać nawet do 50%.

Na co zwrócić uwagę podczas zakupu?Wózek widłowy spalinowy - praca na zewnątrz

Przed dokonaniem zakupu, warto wziąć pod uwagę kilka istotnych elementów, między innymi:

Marka – na rynku jest mnóstwo różnych marek wózków widłowych. Najlepszym wyborem będą, te które są znane i cenione wśród przedsiębiorców. Kupując nieznany produkt, nie masz gwarancji jakości, a także może wystąpić problem z zakupem części.

Wymiary pojazdy – przed zakupem, warto przeanalizować potrzeby firmy, zmierzyć najszersze i najwęższe miejsca, w których będzie poruszać się wózek.

Maksymalny udźwig – podobnie, jak w przypadku wymiarów, dobrze jest dostosować wózek do przedsiębiorstwa i wybrać adekwatnie do wykonywanej pracy i transportowanych ciężarów.

Motogodziny – dzięki informacji dotyczących przepracowanych godzin, można wywnioskować w jaki sposób wózek był eksploatowany.

Dodatkowe parametry wózka widłowego spalinowego

Pojazd można modyfikować w zależności od potrzeb wykonywanej pracy. Dodatkowy osprzęt do wózków widłowych jaki jest dostępny na rynku, to między innymi:

  • Wysięgniki – dzięki zaawansowanej konstrukcji, w szybki sposób można zmienić tradycyjny podnośnik w profesjonalnego żurawia. Doskonale sprawdzają się w momencie potrzeby przeniesienia bel czy ładunków, które można zawiesić.
  • Łyżki – służą do przenoszenia sypkich materiałów, sprawdzają się również do kopania.
  • Chwytaki – wykorzystuje się je do przenoszenia rzeczy, które wymagają precyzyjnego „uchwycenia”.
  • Platformy robocze – głównym ich celem jest unoszenie pracownika lub ładunku na duże wysokości.
  • Zamiatarki – jak sama nazwa wskazuje, przeznaczone są do zamiatania nawierzchni. Do tego typu prac porządkowych istnieją również myjki ciśnieniowe.

Dzięki tym dodatkowym elementom można udoskonalić widlaka i dostosować go do indywidualnych potrzeb firmy.

Uprawnienia na wózki widłowe spalinowe

Jeśli zdecydujesz się na zakup wózka widłowego spalinowego, musisz pamiętać, że osoba wykonująca pracę na tym urządzeniu, potrzebuje stosownych dokumentów, które dostanie po odbyciu egzaminu na wózki widłowe. Takie szkolenie można zaliczyć w Urzędzie Dozoru Technicznego.

Aby zapisać się na taki kurs należy spełnić trzy poniższe warunki:

  • ukończone 18 lat,
  • podstawowe wykształcenie
  • brak przeciwwskazań zdrowotnych do wykonywanej pracy.

Ważne! Nie ma potrzeby posiadania prawa jazdy w celu obsługiwania wózków.

Podsumowanie – wózek widłowy spalinowy

Cena wózków widłowych spalinowych jest nawet do 10% niższa od elektrycznych wózków widłowych, zatem to dobra inwestycja w przypadku prowadzenia działalności, która wymaga transportowania ciężkich materiałów, ponieważ z pewnością ułatwią i usprawnią pracę. Dzięki nowej technologii, która pozwala na ograniczanie emisji spalin coraz częściej wózki widłowe spalinowe są wybierane do pomieszczeń zamkniętych i półzamkniętych. Chcąc zakupić wózek spalinowy, trzeba przede wszystkim zadbać o prawidłowe przygotowanie personelu do jego obsługi. Operator wózków spalinowych, musi być przeszkolony w danej dziedzinie, aby móc swobodnie i bezpiecznie obsługiwać sprzęt.

Przegląd wydarzeń tygodnia 28.06 – 2.07.2021

Aktywa ryzykowne ustabilizowały się w umiarkowanie pozytywnym trendzie po tym, jak przedstawiciele Fed uspokoili inwestorów, że zwrot w polityce monetarnej nie będzie ostry, ale warunkowy. Rynek akcji powinien korzystać na perspektywie solidnego ożywienia, jednak USD dalej stoi przed szansą rajdów, jeśli dane będą wspierać zacieśnianie monetarne. W kolejnych dniach uwaga skupi się na indeksach ISM i raporcie z rynku pracy USA.

Wydarzenia tygodnia: NFP, ISM, Chicago PMI, nastroje konsumentów z USA, CPI z Eurolandu, PKB z Wielkiej Brytanii, PMI/CPI z Polski

USA

W USA podwyższona uwaga będzie dotyczyć danych z rynku pracy (pt). Od tempa przyrostu zatrudnienia będzie zależeć, czy dokonuje się wyczekiwany przez Fed „znaczący postęp” w poprawie wskaźników gospodarczych. Jest to warunek dla rozpoczęcia procesu redukcji skupu aktywów i przybliżający podwyżkę stóp procentowych. USD potrzebuje wysokiego odczytu, by wznowić umocnienie. Indeks ISM dla przemysłu (czw) już jest wysoko (>60), a ewentualne spadki będą wynikać z problemów z podtrzymaniem produkcji w obliczu zakłóceń w dostawach. Nastroje konsumentów (wt) będą analizowane z punktu widzenia napędzania konsumpcji i presji inflacyjnej. Poza tym nie będzie brakować wystąpień przedstawicieli Fed z największą uwagą na szefie oddziału w Nowym Jorku Williamsie (pon).

Strefa euro

W strefie euro najważniejsze dane to czerwcowa inflacja (śr) i rewizje PMI dla przemysłu (czw). Ponieważ przekaz z EBC jest jasny, zakładający brak zmian w nastawieniu przynajmniej do jesieni, silniejsze dane nie będą miały wpływu na zmianę oczekiwań, utrzymując neutralność EUR.

Wielka Brytania

Kalendarz z Wielkiej Brytanii to głównie finalne odczyty danych, na które rynek już zdążył zareagować. Spadek PKB w I kw. (śr) jest już zamierzchłą przeszłością i teraz pod oceną jest siła trwającego odbicia, co potwierdzają indeksy PMI (czw). W mijającym tygodniu pozycję GBP podkopał Bank Anglii, który nie zamierza przedwcześnie reagować na ryzyka inflacyjne i chce wspierać ożywienie łagodną polityka. Echa tej decyzji mogą dalej odpychać inwestorów od funta.

Polska

W Polsce największe zainteresowanie będzie towarzyszyć wstępnemu szacunkowi inflacji CPI (śr). Oczekujemy utrzymania silnych wzrostów w ujęciu miesięcznym (0,4 proc. m/m), ale efekty bazy pozwolą na lekki spadek dynamiki rocznej (do 4,6 proc. z 4,7 proc.). Wyższe odczyty będą podsycać spekulacje przed kolejnym posiedzeniem RPP, dając złotemu pretekst do umocnienia. Nie wierzymy słuszność takiej reakcji i dalej zakładamy bierność Rady. W odczycie PMI (czw) dla przemysłu widzimy ryzyko korekty (do 56,1) z powodu opóźnień w dostawach hamujących realizację produkcji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Spedycja w czasach pandemii

Branża TSL, czyli sek­tor trans­portu, spe­dy­cji oraz logi­styki, jest zwią­zana z licz­nymi wyzwa­niami. Mię­dzy­na­ro­dowy cha­rak­ter świad­czo­nych usług, poten­cjalne zagro­że­nia na dro­dze, nie­po­ro­zu­mie­nia z zamó­wie­niami, a także regu­lar­nie aktu­ali­zo­wane reguły i warunki dostaw spra­wiają, że umie­jęt­ność adap­ta­cji do nie­ustan­nych zmian jest klu­czo­wym czyn­ni­kiem do osią­gnię­cia suk­cesu w tym obsza­rze gospo­darki. Wraz z wiru­sem poja­wiło się realne zagro­że­nie, ale rów­nież szansa na roz­wój. Czy firmy spe­dy­cyjne z niej sko­rzy­stają?

Trudne początki

Pierw­sze tygo­dnie po ogło­sze­niu stanu epi­de­mio­lo­gicz­nego były ist­nym spraw­dzia­nem dla wielu przed­się­biorstw logi­styki łań­cu­cha dostaw. Restryk­cje i ogra­ni­cze­nia róż­nią się w zależ­no­ści od kon­kret­nego regionu pro­wa­dze­nia dzia­łań, co znacz­nie utrud­nia opty­malne zapla­no­wa­nie pracy- tak istotne dla branży trans­por­to­wej.

Pan­de­mia koja­rzona jest z takimi poję­ciami jak rece­sja i zała­ma­nia gospo­darki. Cho­ciaż popyt na okre­ślone dobra spada, ist­nieją takie kate­go­rie towa­rów, które sprze­dają się świet­nie i wyma­gają trans­portu. Dzięki zwięk­szo­nemu zapo­trze­bo­wa­niu na asor­ty­ment higieny oso­bi­stej oraz far­ma­ceu­tykę, a także pro­dukty spo­żyw­cze, branża trans­por­towa wciąż jest aktywna i wal­czy o sta­bilne miej­sce na rynku.

Powie­trze, zie­mia, woda

Trans­port lot­ni­czy jest spe­cy­ficzną formą trans­portu, która naj­bar­dziej ucier­piała w obli­czu wirusa. Towar prze­miesz­czany w powie­trzu pod­lega bar­dzo szcze­gó­ło­wym restryk­cjom i wymo­gom bez­pie­czeń­stwa, a każda poten­cjalna zmiana w tym zakre­sie powo­duje ogromny chaos i utrud­nia zop­ty­ma­li­zo­wa­nie pro­cesu. Ostat­nie wyda­rze­nia spo­wo­do­wały poważne opóź­nie­nia w dosta­wach pro­duk­tów o mniej­szym zna­cze­niu stra­te­gicz­nym dla tej branży. Porów­nu­jąc lata 2020 i 2019, notuje się spa­dek podaży miej­sca (samo­loty cargo) aż o 25%. Sytu­acja branży powoli się nor­muje, ale konieczna jest adap­ta­cja do nowych warun­ków pracy oraz inno­wa­cyjne roz­wią­za­nia. Przy­kła­dem może być wyko­rzy­sta­nie linii pasa­żer­skich do trans­por­towania cargo, jak ma to miejsce w holenderskich liniach lotniczych.

Usługi trans­portowe reali­zo­wane przy udziale kolei, rów­nież nie unik­nęły nega­tyw­nych skut­ków panu­ją­cej epi­de­mii. Wynika to z raportu „Wpływ pan­de­mii COVID-19 na rynek kole­jowy w 2020 r.”, przy­go­to­wa­nego przez Urząd Trans­portu Kole­jo­wego. Sytu­acja kra­jowa w roku 2020 pogor­szyła się o 5,6% prze­wie­zio­nej masy w sto­sunku do roku poprzed­niego. Warto jed­nak zwró­cić uwagę na fakt roz­wi­ja­ją­cego się prze­wozu inter­mo­dal­nego, który wyko­rzy­stuje wię­cej niż jeden śro­dek trans­portu w ramach jed­nej jed­nostki ładun­ko­wej. Wynik tego seg­mentu w odnie­sie­niu rok do roku to pra­wie 30% wzro­stu, a masa prze­wie­zio­nych towa­rów zmie­niła się z poziomu 4,3 milio­nów ton do war­to­ści się­ga­ją­cej 23,8 milio­nów ton!

Pro­gnozy UNCTAD (Kon­fe­ren­cja Naro­dów Zjed­no­czo­nych ds. Han­dlu i Rozwoju) wska­zy­wały, że w pię­cio­let­nim okre­sie, roz­po­czy­na­jąc od roku 2019, mię­dzy­na­ro­dowy trans­port pro­duk­tów za pośred­nic­twem drogi mor­skiej utrzyma śred­nie roczne tempo wzro­stu na wyso­ko­ści 3,5%. Praw­do­po­do­bień­stwo utrzy­ma­nia tych sza­cun­ków było bar­dzo duże, aż do momentu roz­woju pan­de­mii COVID-19. Trans­port mor­ski jest odpo­wie­dzialny za dorę­cze­nie aż 80% globalnego wolu­menu i 70% jeśli mowa jest o war­to­ści han­dlu międzynarodowego. Z uwagi na fakt, że prze­wozy mor­skie są nie­zbędne dla zapew­nie­nia pra­wi­dło­wego funk­cjo­no­wa­nia gospo­dar­czego, nie zasto­so­wano wobec nich spe­cjal­nych ogra­ni­czeń, co pozwo­liło na unik­nię­cie peł­nego para­liżu oraz zała­go­dze­nie nega­tyw­nych skut­ków wirusa.

Trans­port dro­gowy mocno ucier­piał w począt­ko­wej fazie pan­de­mii. Utrudnienia w prze­kra­cza­niu punk­tów gra­nicz­nych i duże kolejki, brak kie­row­ców oraz chaos infor­ma­cyjny to tylko kilka ele­men­tów, które miały wpływ na nie­za­do­wa­la­jące wyniki. Zmiany nastą­pił rów­nież w popy­cie na poszcze­gólny asor­ty­ment. Wzrost zain­te­re­so­wa­nia doty­czy mate­ria­łów budow­la­nych, a także środ­ków higie­nicz­nych i asor­ty­mentu medycz­nego. Naj­więk­szym prze­gra­nym jest tutaj branża auto­mo­tive. Choć rok 2020 wyge­ne­ro­wał znaczne obni­że­nie war­to­ści na rynku mię­dzy­na­ro­dowych prze­wo­zów dro­gowych (pra­wie 8%), to aktu­alny rok ma już przy­nieść korzystne rezul­taty.

Adap­ta­cja i roz­wój

Ist­nieje kilka czyn­ni­ków, które miały ogromny wpływ na prze­trwa­nie przed­się­biorstw, a także ich znaczny roz­wój. Nasta­nie pan­de­mii wymu­siło na firmach auto­ma­ty­za­cję pro­ce­sów. Dzięki takiemu roz­wią­za­niu nastę­puje eli­mi­na­cja doku­men­tów papie­ro­wych i prze­nie­sie­nie ich do strefy cyfro­wej. Obsługa danych, komu­ni­ka­cja, a także nad­zo­ro­wa­nie poszcze­gólnych eta­pów logi­stycz­nych staje się szyb­sze i sku­tecz­niej­sze. Klienci z pew­no­ścią doce­nią moż­li­wość zdal­nego prze­glądu inte­re­su­ją­cych ich infor­ma­cji w cza­sie rze­czy­wi­stym, bez konieczności kontaktu bezpośredniego.

Kolej­nym bodź­cem dla branży TSL okazał się sam lock­down. Zamknię­cie w domach, restryk­cje sani­tarne i ogra­ni­cze­nia prze­miesz­cza­nia spra­wiły, że branża e-com­merce nabrała roz­pędu, a zamó­wiony przez inter­net towar wymaga przetrans­por­towania. Obszar han­dlu wir­tu­al­nego jest ogromną szansą dla wszyst­kich ope­ra­to­rów logi­stycz­nych, w szcze­gól­no­ści samej branży kurier­skiej. Jak wynika z bada­nia PwC „Per­spek­tywy roz­woju rynku e-com­merce w Pol­sce” do roku 2026, przy­chody ze sprze­daży wir­tu­al­nej mają ulec wzro­stowi aż o 26 miliar­dów zło­tych!

Obecna sytu­acja nie­sie ze sobą wiele zagro­żeń i nie­pew­no­ści we wszyst­kich obsza­rach gospo­darki. Branża logi­styczna jest wyjąt­ko­wym rodza­jem dzia­łal­no­ści, ponie­waż roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów i dopa­so­wy­wa­nie się do nie­za­po­wie­dzia­nych zmian, jest czę­ścią codzien­nej pracy. Pomimo licz­nych strat, pro­gnozy napa­wają opty­mi­zmem. Wła­ściwa kom­bi­na­cja digi­ta­li­za­cji oraz cią­głego poszukiwania nowych moż­li­wo­ści może doprowadzić do sprawnego odrobienia zaległości, a nawet do osiągnięcia wyższego poziomu i ugruntowania pozycji.

Artykuł powstał przy wsparciu Pekaes.pl

Relacja z XII edycji konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo

22 czerwca w hotelu Sheraton Grand Warsaw miała miejsce XII edycja konferencji „Infrastruktura Polska i Budownictwo”. Podczas czterech paneli dyskusyjnych oraz pięciu wystąpień, zaproszeni eksperci omówili najważniejsze kwestie dla sektora. Zwieńczeniem wydarzenia była wieczorna gala rozdania „Diamentów Infrastruktury i Budownictwa”, dla najbardziej wyróżniających się podmiotów w branżach.

Wydarzenie zainaugurowało wystąpienie Jana Stylińskiego, Prezesa Zarządu, Polski Związek Pracodawców Budownictwa, który omówił kwestie związane z budownictwem w skali światowej. Prezes w swoim wystąpieniu wskazał, że mimo dynamiki zmian polskiego sektora, pozostaje jeszcze dużo do osiągnięcia, a przed branżą stoi wiele wyzwań. Podejście do budownictwa wymaga skierowania na rezultaty, a w drugiej kolejności należy zadbać o sam produkt. Mówca nawoływał do podjęcia nowatorskich inicjatyw, które nastawione są na cel.

Po wystąpieniu rozpoczął się pierwszy panel dyskusyjny pt. „Prawo Zamówień Publicznych”, który moderowała Agnieszka Chwiałkowska, Partner współzarządzający praktyką zamówień publicznych w kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr. W dyskusji udział wzięli: Cezary Łysenko, Dyrektor Budownictwa Infrastrukturalnego, Budimex SA, Hubert Nowak, Prezes, Urząd Zamówień Publicznych, Jan Styliński, Prezes Zarządu, Polski Związek Pracodawców Budownictwa, Bartosz Tokarski, Lider Praktyki Technicznej, EIB SA, Wojciech Trojanowski, Członek Zarządu, STRABAG oraz Tomasz Żuchowski, p.o. Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad. Eksperci poddali po dyskusję nowelizację prawa zamówień publicznych, komentując jednocześnie kondycję polskiego budownictwa. Wskazano potrzebę usystematyzowania procesu zamawiania oraz położenia większego nacisku na procedury negocjacyjne. Mówcy zgodnie stwierdzili, że kluczowa w całym procesie jest współpraca oraz wypracowanie porozumienia pomiędzy interesami zamawiających a wykonawców.

Po krótkiej przerwie networkingowej swoją prezentację pt. „Zrównoważona infrastruktura – świat może być lepszy” przestawił Ireneusz Borowski, Country Manager, Dassault Systèmes. W wystąpieniu zaprezentowana została platforma 3DExperience, która pozwala na analizę wpływu – dzięki niej jesteśmy w stanie stwierdzić, co możemy osiągnąć wprowadzanym projektem i jaki będzie miał on wpływ na otoczenie. Technologia sprawia, że możemy badać projekty i poszukiwać najlepszego rozwiązania.

Następnie przyszedł czas na case study pt. „Dochodzenie zmiany umowy PPP przed sądem”, które przygotował Prof. UAM dr hab. Marcin Lemkowski, Wspólnik, Kancelaria Wardyński i Wspólnicy. Występujący, zgodnie z przedmówcami, uznał, że kluczowe jest podjęcie negocjacji, nawołując jednocześnie do efektywności w rozmowach.

Po krótkiej przerwie rozpoczął się drugi panel pt. „Partnerstwo Publiczno-Prywatne”. Moderatorem dyskusji był Maciej Ziomek, Associate Partner w Dziale Doradztwa Transakcyjnego, EY, a panelistami byli: Grzegorz Kaczorowski, Dyrektor Biura Rozwoju Gospodarczego, Urząd M. St. Warszawy, Maciej Kopański, Dyrektor Inwestycyjny, BaltCap, Tomasz Korczyński, Adwokat i Managing Counsel, kieruje praktyką PPP/Infrastruktury, Dentons, Anna Łopaciuk, Menedżer ds. Sektora Paliwowego i Infrastruktury w Departamencie Analiz i Wsparcia Sektorowego, Bank Gospodarstwa Krajowego, Adam Poliński, Członek Zarządu, Dyrektor Infrastruktury, Unibep SA oraz Łukasz Wypych, Menedżer ds. Inwestycji, GULERMAK Agir Sanayi Insaat ve Taahhut A.S. Oddział w Polsce. Pierwszym tematem podjętym przez ekspertów była rola i efektywność sektora prywatnego w procesie przygotowania realizacji. Wskazano, że należy wprowadzić mechanizmy równoważące, a za główny wskaźnik motywacji do zawierania umów uznano efektywność. Eksperci zauważyli również, że nadchodzące środki wsparcia sprawią, że cała Europa stanie się placem budowy. Ochroną przed zamętem na rynku wykonawczym pozostaje spojrzenie na umowę w duchu partnerstwa. Do ostatnich rozważań mówców należały możliwości i rozwiązania, które mogłyby wesprzeć polski rynek PPP.

Po przerwie swoją prezentację pt. „M3 – Etap I – Praga” przedstawił dr inż. Jerzy Lejk – Prezes Zarządu, Dyrektor Generalny, Metro Warszawskie. Mówca przedłożył plan rozbudowy metra w Warszawie, biorąc pod uwagę takie czynniki jak gęstość zaludnienia czy wydane pozwolenia na budowę. Koordynator zaprezentował terminarz planowanych etapów przedłużenia metra na lata 2021-2030 i wymienił wyzwania względem wymagań prawnych.

Wystąpienie poprzedziło trzeci panel dyskusyjny „Inwestycje kolejowe”, który poprowadził Jakub Majewski – Prezes Zarządu, Fundacja ProKolej. W debacie udział wzięli: Krzysztof Celiński – Prezes Zarządu, Siemens Mobility, Leszek Hołda – Członek Zarządu, PKP Energetyka, Adam Laskowski – Członek zarządu PKP Intercity S.A., Jerzy Lejk – Prezes Zarządu, Dyrektor Generalny, Metro Warszawskie, Artur Martyniuk – Prezes Zarządu, Polregio i Cezary Saganowski – Prezes Zarządu, Egis Poland. Wiodącym tematem dyskusji była wizja zrównoważonej Europy w kontekście transportu. Eksperci uznali, że nadszedł renesans transportu kolejowego, a wraz z nim dynamiczne zmiany. Zauważono, że kolej się znacznie zmieniła i dzisiaj korzystając z jej usług, możemy realizować potrzeby w odpowiednich warunkach, co skutkuje większym zainteresowaniem podróżujących. Paneliści poddali pod dyskusję również IV pakiet kolejowy, zgodnie twierdząc, że konkurencja zawsze oznacza większą motywację. Wskazano, że aby zwiększyć zainteresowanie transportem publicznym, należy podejść do niego holistycznie. Mówcy zakończyli dyskusję zapowiedzią szeroko rozumianej cyfryzacji infrastruktury kolejowej.

Po przerwie lunchowej swoje case study pt. „Cyfrowe zarządzanie budynkami i energetyką” przedstawił Radosław Łoś, Koordynator Projektów, APA Group. Podczas wystąpienia zaprezentowana została platforma Nazca, dzięki której możliwe są analiza danych i zarządzanie obiektami. Za pomocą systemu jesteśmy w stanie poznać zagrożenia i mamy cyfrową kontrolę nad budynkami – system pozwala na integrację całej infrastruktury w mieście.

Czwartą dyskusję panelową moderował Prof. ALK dr hab. Bolesław Rok z Katedry Przedsiębiorczości i Etyki w Biznesie, Akademia Leona Koźmińskiego. Ekspertami ostatniego panelu byli: Dr inż. Andrzej Maciej Czapczuk, V-ce Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Grupy Kapitałowej F.B.I. TASBUD oraz Prezes Zarządu spółki prawa szwedzkiego TASBUD SVERIGE AB, Nicolas Dépret, Prezes Zarządu, Eurovia Polska, Łukasz Marcinkiewicz, Dyrektor Generalny LHE i Rozwiązań dla Infrastruktury, Michał Sapota, Prezes, HRE Investments, Jacek Siwiński, Prezes Zarządu, Velux Polska oraz Juliusz Tetzlaff, Dyrektor Departamentu Mieszkalnictwa, Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii. Mówcy rozważyli dostosowanie sektora do wyzwań związanych z klimatem i próbowali odpowiedzieć na pytanie, jak należy ukierunkować działania, aby mieszkania efektywne energetycznie były szerzej dostępne. Przedstawiciele sektora wskazali również podejście poszczególnych firm do kryzysu klimatycznego i omówili proponowane strategie i rozwiązania, które stosowane są w odpowiedzi na oczekiwania społeczne. Panel podsumowano stwierdzeniem, że potrzebujemy zmian w mentalności i musimy docenić rozwiązania technologiczne, stopniowo zapoznając je z użytkownikami.

Po panelach dyskusyjnych i wystąpieniach odbyła się wieczorna gala rozdania „Diamentów Infrastruktury i Budownictwa”, czyli statuetek, którymi uhonorowane zostały firmy oraz ich przedstawiciele, którzy wyróżniają się w branży swoimi działaniami i osiągnięciami.

Część konkursową wydarzenia zainaugurował Jarosław Gowin, Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Rozwoju, Pracy i Technologii. Zanim nagrody trafiły do zwycięzców, wystąpili również Anna Kornecka – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii, Karolina Zdrodowską – p.o. Dyrektor Koordynator ds. przedsiębiorczości i dialogu społecznego, reprezentującą Miasto St. Warszawa oraz ksiądz Andrzej Augustyński – Założyciel i Przewodniczący Zarządu, Stowarzyszenie SIEMACHA. Wśród laureatów konkursu znaleźli się:

Realizacja Roku:

a)Budownictwo Kubaturowe:

Laureat: BUDIMEX

  1. b) Infrastruktura Drogowa:

Laureat: GULERMAK AGIR SANAYI INSAAT VE TAAHHUT A.S. ODDZIAŁ W POLSCE I PRZEDSIĘBIORSTWO BUDOWY DRÓG I MOSTÓW

  1. c) Infrastruktura Kolejowa:

Laureat: TRAKCJA

Spółka Budowlana Roku: UNIBEP

Lider Technologii: STRABAG Z TPA

Lider Zielonego Budownictwa: UNIHOUSE

Projektant Roku: EGIS Poland

Doradca Roku: JDP DRAPAŁA & PARTNERS

Podmiot Finansujący Roku:

BANK PEKAO S.A

KUKE

Osobowość Roku:

DARIUSZ BLOCHER

PREZES ZARZĄDU BUDIMEX S.A. W LATACH 2009-2021, CCZŁONEK RADY NADZORCZEJ, BUDIMEX SA, DYREKTOR FERROVIAL CONSTRUCTION NA EUROPĘ

Czechy i Węgry jako pierwsze w UE podniosły stopy procentowe

W tym tygodniu dwa banki centralne krajów regionu środkowoeuropejskiego – czeski CNB i węgierski MNB podniosły na swoich posiedzeniach stopy procentowe. W ten sposób są pierwszymi krajami w UE, które od początku pandemii zdecydowały się na taki krok. Podwyżka wynikła głównie z powodu rosnącej inflacji, która w obu przypadkach znacznie przekracza poziom docelowy. W przypadku Czech inflacja kształtuje się na poziomie 2,9%, a w przypadku Węgier ceny rosną nawet o 5,1% r/r. CNB podniósł stopę bazową z 0,25% na 0,5%, natomiast MNB podniósł główną stopę procentową z 0,6% na 0,9%. Co więcej, w obu przypadkach można oczekiwać, że ta podwyżka nie będzie ostatnią w tym roku.

Z kolei NBP wciąż czeka na odpowiedni moment do podwyżek. Większość jego przedstawicieli przejawia ostrożność, a zacieśnienie polityki pieniężnej jest już częściowo zapewniane przez umacniającego się złotego. W europejskim kalendarzu makroekonomicznym warto również zwrócić uwagę na index IFO, którego wartość wzrosła mocniej niż oczekiwano. W czerwcu wskaźnik ten osiągnął poziom 101,8 pkt., co jest najlepszą wartością od listopada 2018 r. Poprawa ta wynikała głównie z bardziej optymistycznego postrzegania przyszłości.

W tym tygodniu złoty nieznacznie się umocnił i w piątek rano jego kurs wyniósł 4,51 PLN/EUR. Kurs eurodolara wzrósł i pod koniec tygodnia wynosił 1,194 USD/EUR.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Relacja z IX edycji Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego – OSE GDAŃSK 2021

W dniach 21-22 czerwca br. w Gdańsku w Muzeum II Wojny Światowej odbyła się IX edycja Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego – OSE GDAŃSK 2021, poświęconego wyzwaniom stojącym przed polską energetyką. Szczyt objęty został Patronatem Honorowym przez Ministra Aktywów Państwowych Jacka Sasina, Ministra Klimatu i Środowiska Michała Kurtykę, Ministra Infrastruktury Andrzeja Adamczyka, Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki Rafała Gawina, Wojewodę Pomorskiego Dariusza Drelicha, Marszałka Województwa Pomorskiego Mieczysława Struka, Ministerstwo Rozwoju Pracy i Technologii, Ambasadę Królestwa Norwegii w Warszawie, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Agencję Rynku Energii, Izbę Gospodarczą Ciepłownictwo Polskie, Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, Krajową Izbę Gospodarczą, Krajową Izbę Biopaliw, Krajowy Instytut Energii Rozproszonej, Polską Izbę Rozwoju Elektromobilności, Polskie Towarzystwo Morskiej Energetyki Wiatrowej, Politechnikę Gdańską, Polski Komitet Energii Elektrycznej, Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, Polskie Stowarzyszenie Energetyki Słonecznej, Polskie Stowarzyszenie Magazynowania Energii, Polsko Skandynawską Izbę Gospodarczą, Polskie Towarzystwo Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej, Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, Polskie Towarzystwo Elektrociepłowni Zawodowych, Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych, Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej – Polska PV, Związek Miast i Gmin Morskich, Związek Miast Bałtyckich.

 

Przed rozpoczęciem debat odbyła się uroczysta Gala Wręczenia statuetek „Bursztyn Polskiej Energetyki 2021”. Statuetka „Bursztyn Polskiej Energetyki” jest nagrodą przyznawaną osobom, instytucjom bądź firmom za szczególne działania w zakresie rozwoju i bezpieczeństwa polskiej gospodarki i energetyki w kraju i zagranicą. Laureaci w/w statuetki dzięki tej nagrodzie zostali uhonorowani za determinację oraz konsekwencję w realizacji podjętych zobowiązań lub wyzwań stawianych przed nimi z tytułu pełnionego stanowiska lub przyjętej strategii firmy. W tym roku statuetka została wręczona Ministerstwu Klimatu i Środowiska – za skuteczne i konsekwentne dążenie do stworzenia w Polsce zrównoważonej, nowoczesnej energetyki opartej o odnawialne źródła energii oraz energię jądrową, którego celem jest zmniejszenie emisyjności tego sektora, co znalazło swoje odzwierciedlenie w PEP2040, TAURON Polska Energia S.A. – za realizację Zielonego Zwrotu TAURONA oraz nadanie w ostatnich miesiącach tej strategii nowej dynamiki. Przyspieszenie realizacji Zielonego Zwrotu będzie wyznaczało kierunek transformacji dla całego polskiego sektora energetycznego, Grupie Ekoenergetyka S.A. – za skuteczne i konsekwentne realizowanie założeń zrównoważonego i zeroemisyjnego rozwoju poprzez dynamiczną rozbudowę infrastruktury stacji szybkiego ładowania dla transportu publicznego i osobowego w Polsce i Europie, Gminie Rumia – za konsekwentne i skuteczne działania zwiększające obszar niezależności energetycznej w Rumi, oparte na idei zrównoważonego rozwoju, dbałości o interesy i zdrowie mieszkańców z efektywnym wykorzystaniem środków zewnętrznych. Podczas gali wręczone zostały także statuetki „Bursztynowe Serce”. Statuetka „Bursztynowe Serce” jest nagrodą przyznawaną osobom, instytucjom bądź firmom za szczególne działania w zakresie filantropii. Laureaci w/w wyróżnienia dzięki tej nagrodzie zostali uhonorowani za determinację oraz konsekwencję w realizacji podjętych działań takich jak: długofalowe programy na rzecz pomocy potrzebującym, wyrównywania szans edukacyjnych utalentowanej młodzieży, pomocy lokalnym społecznościom, promowaniu postaw proekologicznych, wspieranie polskiej kultury i sportu. W tym roku statuetka została wręczona Enea S.A. – w uznaniu wsparcia Polskiego Komitetu Olimpijskiego i Polskiej Reprezentacji Olimpijskiej w przygotowaniach do XXXII Igrzysk Olimpijskich w Tokio oraz promowanie polskiego ruchu olimpijskiego pod hasłem #RazemPoEmocje.

Debatą otwierającą OSE GDAŃSK 2021 była Sesja Plenarna pt. „Polska polityka energetyczna – priorytety unijne vs polskie cele strategiczne”. Moderatorem debaty był Zbigniew Kozłowski – Partner, DWF Poland Jamka sp.k., zaś udział w niej wzięli: Małgorzata Jarosińska-Jedynak – Sekretarz Stanu, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej; Piotr Naimski – Sekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Energetycznej, KPRM; Zbigniew Gryglas – Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Aktywów Państwowych; Ireneusz Zyska – Sekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu ds. Odnawialnych Źródeł Energii, Ministerstwo Klimatu i Środowiska; Krzysztof Tchórzewski – Przewodniczący Rady Doradców Politycznych Prezesa Rady Ministrów, Przewodniczący Sejmowej Komisji Gospodarki i Rozwoju; Anders H. Eide – Ambasador Królestwa Norwegii w Polsce; Stefan Gullgren – Ambasador Królestwa Szwecji w Polsce; dr Arndt Freytag von Loringhoven – Ambasador Republiki Federalnej Niemiec; Juha Ottman – Ambasador Republiki Finlandii w Polsce; Ole Toft – Ambasador Królestwa Danii w Polsce; Rafał Gawin – Prezes Urzędu Regulacji Energetyki; Jan Szewczak – Członek Zarządu ds. Finansowych, PKN ORLEN S.A.  Zaproszeni gości w pierwszej kolejności nakreślili podstawowe kierunki zmian, jeżeli chodzi o Politykę Energetyczną Polski 2040 roku  w kontekście Europejskiego Zielonego Ładu  – jej podstawowe kierunki zmian, jak i również skutki, jakie PEP 2040 przyniesie dla branży energetycznej oraz gospodarki. Następnie odniesiono się do miejsca energetyki jądrowej w nowej polityce energetycznej: stopień zaawansowania polskiego projektu oraz modele finansowania. Nie bez znaczenia była także dywersyfikacja dostaw paliw (czy „bezpieczniej” będzie znaczyło również „taniej”). W kolejnej części zapytano gości o priorytety współpracy w basenie Morza Bałtyckiego: gaz, off-shore, elektroenergetyka, kogeneracja, wzrost efektywności energetycznej, nawiązano również do programów NFOŚiGW w kontekście rozwoju energetyki prosumenckiej. Uczestnicy Sesji podzielili się również swoimi opiniami, jeżeli chodzi o doświadczenia krajów UE w zakresie przeciwdziałania negatywnym skutkom wzrostu cen nośników energii, omówiono także Europejski Zielony Ład, jego energetyczne priorytety i reformy finansowane strumieniem unijnych funduszy.

Panel „Strategie dostosowawcze grup energetycznych do nowych realiów rynkowych i zmian polityki energetycznej Państwa” moderowany był przez dr Jerzego Baehra – Partnera Zarządzającego, Kancelaria WKB Wierciński Kwieciński Baehr oraz dr hab. Jakuba Pokrzywniaka – Partnera, Radcę Prawnego, Kancelaria Wierciński Kwieciński Baehr. Debata rozpoczęła się od wprowadzenia Andrzeja Kaźmierskiego – Zastępcy Dyrektora w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii, zaś w samej dyskusji wzięli udział: Ireneusz Zyska – Sekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu ds. Odnawialnych Źródeł Energii, Ministerstwo Klimatu i Środowiska; Jan Frania – Wiceprezes Zarządu ds. Infrastruktury Sieciowej, PGE Dystrybucja S.A.; Wojciech Hann – Prezes Zarządu, Bank Ochrony Środowiska S.A.; Jan Tabor – p.o. Zastępca Dyrektora Generalnego ds. Gospodarki Leśnej, Lasy Państwowe; Artur Michalski – Wiceprezes Zarządu, NFOŚiGW; Artur Michalski – Wiceprezes Zarządu, NFOŚiGW; Jacek Szymczak – Prezes  Zarządu, Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie; Andrzej Modzelewski – Prezes Zarządu, innogy Polska S.A.; Paweł Strączyński – Prezes Zarządu, TAURON Polska Energia S.A.; Józef Węgrecki – Członek Zarządu, PKN ORLEN S.A.; Jarosław Wróbel – Wiceprezes Zarządu ds. Inwestycji i Innowacji, Grupa LOTOS S.A. W ramach debaty zastanawiano się nad koniecznymi zmianami strategii grup energetycznych i ich głównymi przyczynami. W tym kontekście odniesiono się do tematu wodoru jako paliwa przyszłości oraz obecnej sytuacji na rynku e-mobility. Nakreślono też skalę projektów planowanych na 2021 r. w obszarze OZE oraz off-shore, zwłaszcza w kontekście bezpieczeństwa energetycznego Polski. W dalszej części panelu omówiono zagadnienie gazu jako coraz powszechniejszego surowca dla dużej energetyki, uzależnienia polskiej energetyki od systemów wsparcia i przyszłych programów inwestycyjnych i sposobów ich finansowania. W ramach debaty zaproszeni goście zastanawiali się także jak rozwiązać problem „balastu” węglowego. Dużo uwagi poświęcono kwestii magazynów energii jako niezbędnego elementu stabilizującego system.

Następny panel nosił tytuł „Rynek energii elektrycznej, paliw płynnych oraz gazu” i  poprowadzony został przez Marka Kulesę – Dyrektora w Towarzystwie Obrotu Energią. Początek panelu stanowiło wprowadzenie do debaty pt. „Inteligentne systemy magazynowania i zarządzania energią elektryczną”, którego dokonali Marek Borkowski – Dział Badań i Rozwoju (R&D), ZPAS S.A. oraz Arkadiusz Musielewicz – Partner, Ecological Projects Poland Sp. z o.o. Po wprowadzeniu odbyła się debata, w której wzięli udział: Rafał Gawin – Prezes Urzędu Regulacji Energetyki; Jan Chlebowicz – Prezes Zarządu, Enea Trading Sp. z o.o.; Henryk Kaliś – Przewodniczący, Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu; Jakub Kowalski – Członek Zarządu ds. Operacyjnych, Polska Spółka Gazownictwa Sp. z o.o.; Mateusz Radecki – Wiceprezes Zarządu, PERN S.A.; Andrzej Sikora – Prezes Zarządu, Instytut Studiów Energetycznych; Adam Stępień – Dyrektor Generalny, Krajowa Izba Biopaliw; Marek Wesoły – Poseł na Sejm RP, Parlamentarny Zespół ds. Energetyki. Na wstępie uczestnicy panelu podzielili się swoimi wrażeniami, jeżeli chodzi o pierwsze doświadczenia płynące z wdrożenia rynku mocy. Następnie poproszono ich o nakreślenie przyszłości polskiego węgla z uwzględnieniem czynników społecznych, ekonomicznych oraz neutralności klimatycznej. Kolejna kwestia, jaka została omówiona, było rosnące znaczenie gazu jako podstawowego paliwa dla energetyki oraz stopnia liberalizacji polskiego rynku gazu, w tym rozwoju rynku giełdowego gazu ziemnego. Pod koniec debaty zastanawiano się nad problematyką dywersyfikacji źródeł i kierunków dostaw gazu, ropy naftowej oraz paliw płynnych a także rozwoju nowych segmentów rynku paliw (elektromobilność, paliwa alternatywne – wodór). Odniesiono się także do tematu magazynów energii i gazu po 2020 roku a także wodoru jako prawdopodobnego paliwa przyszłości.

Ostatnią debatę pierwszego dnia pt. „Nowe uwarunkowania dla rozwoju ciepłownictwa i kogeneracji, program Czyste powietrzepoprowadził Wojciech Jakóbik – Redaktor Naczelny, BiznesAlert.pl, zaś do debaty zostali zaproszeni: Monika Gawlik – Dyrektor Południowo-Zachodniego Oddziału Terenowego URE we Wrocławiu; Jarosław Głowacki – Członek Zarządu, Wiceprezes Zarządu ds. Technicznych, PGNiG Termika S.A.; Przemysław Kołodziejak – Prezes Zarządu, PGE Energia Ciepła S.A.; Andrzej Kuliński – Prezes Zarządu, Elbląskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej Sp. z o.o.; Radosław Kwiecień – Członek Zarządu, Bank Gospodarstwa Krajowego; Robert Mania – Prezes Zarządu, Miejska Energetyka Cieplna Spółka z o.o. w Koszalinie; Artur Michalski – Wiceprezes Zarządu, NFOŚiGW; Jacek Szymczak – Prezes  Zarządu, Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie; dr inż. Krzysztof Zborowski – Wiceprezes Zarządu , Radomskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej „RADPEC” S.A. Gospodarzem panelu był PGNiG Termika S.A. W pierwszej części debaty odniesiono się do nowego systemu wsparcia kogeneracji w kontekście oczekiwań i szans rozwoju. Zastanawiano się także nad preferencjami dla rozwoju efektywnych energetycznie systemów ciepłowniczych i czy w związku z tym zbliża się schyłek kogeneracji węglowej. Przeanalizowano także Program antysmogowy z perspektywy jego stanu zaawansowania, pierwszych efektów, niezbędnych korekt i naturalnie stymulowania proekologicznych zachowań. W dalszej części dyskusji podjęto temat inwestycji w ciepłownictwie, zwłaszcza jeżeli chodzi o podstawowe trendy rozwojowe, finansowanie projektów, czy bariery inwestycyjne. Następnie zastanawiano się nad miejscem samorządów w rozwoju polskiego ciepłownictwa (w szczególności pod kątem gospodarki odpadami) a także wykorzystania OZE w ciepłownictwie systemowym. Na koniec poproszono zaproszonych gości o odniesienie się do ostatnich zmian w otoczeniu regulacyjnym ciepłownictwa, oraz opinii na temat wzrostu cen uprawnień i konsekwencji dla rynku i odbiorców.

Początek drugiego dnia otworzyła debata pt. „Współczesny biznes a odpowiedzialność społeczna”, której Gospodarzem było Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i która została objęta Patronatem Honorowym Wiceprezesa Rady Ministrów, Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu prof. Piotra Glińskiego. Moderatorem debaty była Małgorzata Rakowiec – Dziennikarka, Prezenter Panoramy TVP Gdańsk, zaś w roli panelistów wystąpili: dr Karol Nawrocki – Dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku; Bogusław Wieczorek – Pełnomocnik zarządu ds. Public Relations, Radca prawny, Olivia Business Centre; Jarosław Wittstock – Wiceprezes Zarządu ds. Korporacyjnych, Grupa LOTOS S.A. Na początku debaty dr Karol Nawrocki odczytał list od prof. Piotra Glińskiego, skierowany do uczestników Szczytu. Następnie odbyła się główna część debaty, w ramach której zapytano paneli stów jak współczesny biznes postrzega kwestie odpowiedzialności społecznej. Następnie zapytano uczestników dyskusji, czy biznes przyszłości to biznes zaangażowany kulturalnie, sportowo i społecznie, a także czy jest to biznes integrujący dystans i obecność, łączący otwartość i stanowienie granic. Stanowiło to wstęp do zarysowania możliwości współpracy instytucji kultury z przedsiębiorstwami i ich rozwiązania wspierające rozwój przemysłu energetycznego w życiu kulturalno – społecznym.

Kolejny panel, zatytułowany „Rozbudowa sieciowej infrastruktury energetycznej – kluczowe projekty, nowe wyzwania w kontekście OZE” poprowadzony został przez Wojciecha Jakóbika – Redaktora Naczelnego, BiznesAlert.pl. W roli prelegentów wystąpili: Barbara Adamska – Prezes Zarządu, Polskie Stowarzyszenie Magazynowania Energii; Robert Chryc-Gawrychowski – Prezes Zarządu, Northvolt Polska; Mariusz Konieczny – Dyrektor Departamentu Inwestycji, PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna S.A; Adam Dobrowolski – Dyrektor Departamentu Rynków Energii Elektrycznej i Ciepła, Urząd Regulacji Energetyki; Grzegorz Dolecki – Członek Zarządu, PGE Dystrybucja S.A.; prof. US dr hab. Wojciech Drożdż – Wiceprezes Zarządu ds. Innowacji i Logistyki, ENEA Operator Sp. z o.o.; Jerzy Fijas – Manager Projektu Rozwojowego Lasów Państwowych Las Energii; Agnieszka Pląska – Prezes Zarządu, wpd Polska Sp. z o.o.; Maciej Tomaszewski – Dyrektor ds. Rozwoju, Ekoenergetyka-Polska S.A.; Artur Warzocha – Prezes Zarządu, Tauron Nowe Technologie S.A.

Panel „Off shore – perspektywy rozwoju, skala projektów, Polscy wytwórcy komponentów i instalacji” poprowadzony został przez Marcina Roszkowskiego – Prezesa Zarządu, Instytut Jagielloński zaś w dyskusji wzięli udział: Leszek Bonna – Wicemarszałek Województwa Pomorskiego; Tomasz Jakubowski – Dyrektor ds. Operacyjnych, Centralna Jednostka Inwestycyjna PSE; Leszek Jurczyk – Dyrektor ds. Strategii i Rozwoju Portu, Zarząd Morskiego Portu Gdynia S.A.; Michał Kołodziejczyk – Prezes Zarządu, Equinor Polska; Hubert Krukowski – Wiceprezes Zarządu, Hitachi ABB Power Grids; Anna Moskwa – Prezes Zarządu, Baltic Power; Paweł Przybylski – Prezes Zarządu, Siemens Gamesa Renewable Energy; Katarzyna Szwed-Lipińska  – Dyrektor Departamentu Odnawialnych Źródeł Energii, Urząd Regulacji Energetyki. W pierwszej kolejności zapytano uczestników o ustawę o promocji morskiej energetyki wiatrowej oraz czy nadal istnieją bariery w rozwoju offshore. Następnie odniesiono się do kwestii systemu finansowania morskich farm wiatrowych (kto, kiedy i na jakich zasadach może uzyskać wsparcie) oraz możliwości przyłączeń MFW do sieci. W drugiej części debaty odniesiono się do problematyki projektu morskiej farmy wiatrowej, w szczególności jeżeli chodzi o obowiązki inwestora i operatora MFW oraz udział materiałów i usług lokalnych.

W debacie „Horyzont 2050: Rozwój, inwestycje, innowacje – firmy, samorządy, prosumenci (OZE, e-mobility, fotowoltaika)” wzięli udział: Andrzej Bojanowski – Prezes Zarządu, Związek Miast i Gmin Morskich; Krzysztof Burda – Prezes Zarządu, Polska Izba Rozwoju Elektromobilności; Marcin Dawidowski – Dyrektor Departamentu Sprzedaży RM, Energa Grupa Orlen; Jakub Faryś – Prezes Zarządu, Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego; Magdalena Jackowska-Rejman – Prezes Zarządu, TechBrainers Sp. z o. o.; Ewa Malicka – Prezes Zarządu, Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych; Roman Masek – Dyrektor Techniczny, Belse Sp. z o.o.; Arnold Rabiega – Prezes Zarządu, Krajowy Instytut Energetyki Rozproszonej; Grzegorz Słomkowski – Członek Zarządu, Polska Agencja Inwestycji i Handlu; Bogdan Szymański – Prezes Zarządu, Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej – Polska PV, zaś moderatorem była Izabella Żyglicka – Rzecznik Praw Przedsiębiorców przy Regionalnej Izbie Gospodarczej w Katowicach, Radca Prawny, Wspólnik Zarządzający, Kancelaria Żyglicka i Wspólnicy. Zaproszeni goście na początku zastanawiali się nad rolą i skalą sektora prywatnego w branży energetycznej, a także rolą samorządów w realizacji projektów infrastrukturalnych. Pozwoliło to odnieść się do kwestii związanych z podłączeniem OZE do sieci, w kontekście bezpieczeństwa i wydolności systemu, jak i również przyszłości projektów dotyczących spalarni odpadów oraz biogazowi. Odniesiono się także do zagadnień związanych z energetyką rozproszoną i skutkami nowej polityki energetycznej. Dużo miejsca poświęcono na tematy dotyczące rozwoju e-mobility (pojazdy elektryczne, stacje ładowania, technologie magazynowania energii) oraz tego czy Polacy przekonali się do EV, starano się również odpowiedzieć na pytanie, jaka jest skala rozwoju fotowoltaiki (małe przydomowe instalacje czy duże farmy). Na koniec podjęto temat programów Start-up jako źródła innowacji.

Ostatni panel OSE GDAŃSK 2021 nosił tytuł „Transformacja tradycyjnych obszarów energetyki do 2050 r.” i  moderowany był przez prof. Waldemara Kamrata – Politechnika Gdańska, w roli prelegentów zaś wystąpili: Daniel Betke – Wiceprezes Zarządu, BSiPE „ENERGOPROJEKT POZNAŃ” S.A.; Jarosław Bogacz – Prezes Zarządu, POLENERGIA OBRÓT S.A.; Artur Cieślik – Wiceprezes Zarządu ds. Strategii i Regulacji, PGNiG S.A.; dr Zbigniew Fałek – Wiceprezes Zarządu ds. Inwestycji i ICT, PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna S.A.; prof. dr hab. inż. Dariusz Mikielewicz – Prorektor ds. Organizacji i Rozwoju, Politechnika Gdańska; Michał Obiegała – Dyrektor ds. Korporacyjnych, BP Polska. Debata podzielona została na trzy części. W ramach części pierwszej omówiono regulacyjny kontekst transformacji oraz projekcję kosztów procesu restrukturyzacji branży. Prelegenci podkreślali, ze proces odejścia od węgla i koszty z tym związane są ponoszone od wielu lat. Dodatkowo dużo uwagi poświęcono kwestii wolumenu gazy niezbędnego w procesie odejścia od węgla. Na koniec, w trzeciej części zajęto się problematyka finansowania transformacji energetycznej.

Interesująca dyskusja, zarówno pomiędzy uczestnikami paneli, jak i dzięki licznym pytaniom z sali świadczy o dużym zainteresowaniu poruszonymi tematami i stanowi punkt wyjścia do debaty w kolejnej edycji Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego, który odbędzie się już na wiosnę przyszłego roku. Więcej szczegółów można znaleźć na stronie internetowej www.osegdansk.pl.

Ogólnopolski Szczyt Energetyczny był wspierany przez liczne grono firm partnerskich oraz partnerów medialnych, które angażowały się w przygotowania wspomnianego przedsięwzięcia.

Europejskie Centrum Biznesu główny organizator OSE GDAŃSK 2021 pragnie szczególnie podziękować Partnerowi Strategicznemu: TAURON Polska Energia S.A. Partnerom Głównym: ENEA S.A. oraz Zakładowi Produkcji Automatyki Sieciowej S.A., Partnerowi Merytorycznemu: PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., Partnerom: Agencji Rozwoju Przemysłu S.A., Bankowi Gospodarstwa Krajowego, Bankowi Ochrony Środowiska S.A., BELSE Sp. z o.o., Kancelarii DWF Poland, Ecological Partners zPoland, Energa Grupie Orlen, Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o., innogy Polska S.A., Operatorowi Gazociągów Przesyłowych Gaz-System S.A., Grupie LOTOS S.A., Lasom Państwowym, Northvolt Poland Sp z o.o., Muzeum II Wojny Światowej, PERN S.A., Polskiemu Górnictwu Naftowemu i Gazownictwu S.A., PGNiG Termika S.A., Polskiej Spółce Gazownictwa S.A., Polskim Sieciom Elektroenergetycznym S.A., Kancelarii Wierciński Kwieciński Baehr, Partnerowi Motoryzacyjnemu: Grupie Zdunek. Pragniemy także podziękować za współpracę Samorządowi Województwa Pomorskiego oraz Sponsorom: BSiPE „ENERGOPROJEKT POZNAŃ” S.A., Eko-Energetyka PV, SOLAR ENERGY DEVELOPMENT Sp. z o.o.

Podziękowania należą się także Patronom Medialnym: Portalowi BiznesAlert, Centrum Informacji o Rynku Energii CIRE.PL, Portalowi Capital24.pl, Portalowi CEO.com.pl, Portalowi eGospodarka.pl, Portalowi Energetyka24, Portalom z Grupy Xtech: energetykacieplna.pl. elektroinzynieria.pl, srodowisko.pl, Magazynowi Energetyka Cieplna i Zawodowa, Czasopismu Energetyka Wodna, Portalowi Energetykon.pl, Portalowi fotowoltaikaonline.pl, Portalowi GlobEnergia, ISB News, Portalowi kierunekenergetyka.pl, Magazynowi Kapitał Polski, Czasopismu Nowa Energia, Portalowi Nuclear.pl, Portalowi OptimalEnergy.pl, Magazynowi OZEON, Radiu Gdańsk, Portalowi Smart-Grids.pl, Magazynowi Świat Elit, Portalowi Teraz Środowisko, Wiadomościom Naftowym i Gazowniczym, Portalowi WysokieNapiecie.pl.