Hulajnoga, pieniądze, samochód, a nawet milion złotych – rusza loteria szczepionkowa

Hulajnoga, pieniądze, samochód, a nawet milion złotych – to wszystko może trafić do osób zaszczepionych przeciwko Covid-19, którym poszczęści się w losowaniu – informuje Prawo.pl. Najpierw jednak trzeba zgłosić chęć wzięcia udziału w loterii – można to zrobić od 1 lipca 2021. Konieczne będzie zalogowanie się do Internetowego Konta Pacjenta lub telefon na infolinię.

„Jeżeli nie osiągniemy wystarczającego poziomu zaszczepienia, będziemy musieli liczyć się z czwartą falą COVID-19, a w konsekwencji nie można wykluczyć żadnych sytuacji, z lockdownem włącznie” – mówił cytowany przez portal Michał Dworczyk, członek Rady Ministrów.

Jak podaje Prawo.pl, rząd zauważa spadek liczby chętnych do zaszczepienia się, ale nie zdecydował się na razie na zmianę przepisów i wprowadzenie obowiązkowych szczepień. Stawia na zachęty – jedną z nich jest Loteria Narodowego Programu Szczepień.

Do loterii zgłosić się może w pełni zaszczepiona osoba – obecnie jest ich 13 mln 034 tys. 402.

Jak dowiaduje się w resorcie zdrowia serwis Prawo.pl, nie ma jeszcze szczegółowych wytycznych, bo te pojawią się prawdopodobnie 1 lipca (za organizację loterii odpowiada Kancelaria Prezesa Rady Ministrów). Według serwisu prawdopodobnie do uczestniczenia w losowaniu będzie wystarczało samo przyjęcie jednej dawki preparatu J&J lub drugiej dawki pozostałych szczepionek. W loterii mogą brać udział jedynie osoby pełnoletnie.

Chcąc wziąć udział w losowaniu należy skorzystać z tych samych kanałów, co przy rejestracji na szczepienie. Z rządowego komunikatu wynika, że można będzie to zrobić poprzez Internetowe Konto Pacjenta, stronę www.pacjent.gov.pl oraz dzwoniąc na infolinię 989.

Jak poinformowano Prawo.pl na infolinii 989, rejestracja do loterii różni się o tyle od rejestracji na szczepienie, że nie można zgłosić innej osoby. Każdy musi zadzwonić sam i zaakceptować regulamin. Ma powstać dodatkowa opcja, która pozwoli na wysłuchanie zasad i ich akceptację.

Jeżeli chodzi o IKP i stronę www.pacjent.gov.pl, maja się na nich pojawić formularze, które pozwolą na dokonanie zgłoszenia. Co istotne, należy zadbać o wpisanie aktualnego numeru telefonu, bo informacja o wygranej i kod, który będzie można wykorzystać w bankomacie, zwycięzca otrzyma SMS-em.

Każda osoba w pełni zaszczepiona ma cztery szanse na nagrody: 1 nagroda natychmiastowa, 1 nagroda tygodniowa, 1 nagroda miesięczna oraz 1 nagroda finałowa.
Do wygrania są m.in. nagrody pieniężne 200 zł, 500 zł oraz tygodniowe – 12 losowań w każdą środę – 60 nagród pieniężnych w wysokości 50 tys. złotych, czy 720 hulajnóg elektrycznych marki Segway-Ninebot.

Miesięczne odbędą się 3 losowania w okresie trwania loterii – 6 nagród po 100 tys. złotych, 6 samochodów osobowych Toyota Corolla.

I wreszcie – nagrody finałowe: 2 nagrody pieniężne w wysokości 1 mln zł, 2 samochody osobowe Toyota C-HR.

Losowanie będzie przeprowadzone przez Totalizator Sportowy w Warszawie.

Google prezentuje nowy potężny algorytm. Czym jest MUM?

Takiej technologii jeszcze nie było – MUM, czyli Multitask Unified Model może zrewolucjonizować wyszukiwanie w internecie. Rozpoznaje i generuje treści w aż 75 językach, wyłapując informacje zarówno z tekstu, jak i grafiki. Google zapewnia, że algorytm ma być 1000 razy bardziej skuteczny niż dotychczasowy BERT.

Co roku na konferencji Google I/O można spodziewać się zapowiedzi nowych, rewolucyjnych technologii. Teraz uwagę przykuł nowy algorytm MUM (Multitask Unified Model). Potrafi on udzielać odpowiedzi na złożone zapytania, na które nie ma bezpośredniej odpowiedzi. By przedstawić możliwości MUM, inżynierowie Google posłużyli się konkretnym przykładem. Wspinacz chce zdobyć Fudżi i przygotowując się do wyprawy, szuka informacji w internecie. Wpisuje w wyszukiwarkę, że wcześniej wspinał się na Mount Adams – świętą górę rdzennych Amerykanów, a na japoński szczyt chce wejść jesienią. Chce się dowiedzieć, czy nowa wyprawa będzie trudniejsza od poprzedniej, jakich warunków się spodziewać, co ze sobą zabrać. Obecnie odpowiedź na tak złożone zapytanie nie jest możliwa – trzeba wpisywać wiele różnych fraz, by uzyskać potrzebne dane. MUM, niczym ekspert, od razu udzieli kompleksowej odpowiedzi, zasugeruje odpowiedni strój czy ćwiczenia. Jak to możliwe?

Nowe supermoce

MUM korzysta ze sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Rozumie i tłumaczy treści w 75 językach, zatem będzie w stanie dotrzeć do specjalistycznych źródeł po japońsku i od razu przedstawić użytkownikowi wyciągnięte z nich informacje. Ponadto nasz wspinacz może „spytać” Google o jakiś szczegół obrazkiem – np. wysyłając zdjęcie butów, by upewnić się, czy będą odpowiednie na wyprawę. W przyszłość MUM ma również rozpoznawać przekazy audio i wideo.

Wyzwanie dla SEO

Każdy nowy algorytm stanowi wyzwanie dla SEO i trudno przewidzieć jego wpływ na wyniki wyszukiwania. W przypadku MUM, który rejestruje i interpretuje różne źródła informacji, trzeba będzie skupić się także na optymalizacji obrazów, audio i wideo. Można też się spodziewać, że internauci zachęceni kompleksowymi odpowiedziami Google, będą wpisywać rozbudowane zapytania. Z pewnością utrudni to analizę słów kluczowych.

Termin wdrożenia MUM nie jest znany. Wprowadzenie technologii może potrwać miesiące, a nawet lata. – Najpierw inżynierowie Google muszą przeanalizować potrzeby użytkowników i nauczyć algorytm, jak odpowiadać na zapytania. Specjaliści SEO mają więc jeszcze czas na przygotowanie się do zmian – mówi Robert Stolarczyk, CEO PromoTraffic, agencji prowadzącej działania digitalowe dla e-commerce

Nowa rada nadzorcza Sfinks Polska

Zwyczajne Walne Zgromadzenie Sfinks Polska SA powołało nową radę nadzorczą na wspólną pięcioletnią kadencję. W jej składzie znaleźli się pracujący dotychczas w ramach rady Artur Wasilewski, Adam Karolak (obaj spełniający kryteria niezależności) oraz Sławomir Pawłowski. Ponadto ZWZ powołało także Mariolę Krawiec-Rzeszotek, Michalinę Marzec oraz Dariusza Górnickiego. Jednocześnie ZWZ ustaliło, że rada nadzorcza gastronomicznej spółki może liczyć od pięciu do siedmiu osób.

Artur Wasilewski

Radca prawny z wieloletnim doświadczeniem. Od 2006 r. prowadzi własną kancelarię, specjalizując się w obsłudze spółek giełdowych z branży farmaceutycznej, restauracyjnej, tworzyw sztucznych oraz podmiotów prowadzących działalność budowlaną, produkcyjną, ochrony mienia, a także związaną z organizacją festiwali. Od 2017 r. pełni dodatkowo funkcję radcy prawnego w Centrum Obsługi Przedsiębiorczości w Łodzi, zajmując się sprawami pozyskiwania środków z Unii Europejskiej. W latach 2010-2013 był członkiem Komitetu Stałego Krajowej Rady Radców Prawnych do Spraw Współpracy z Zagranicą, a w latach 2007-2013 przewodniczącym Komisji Doskonalenia Zawodowego i Spraw Europejskich Rady Okręgowej Izby Radców Prawnych w Łodzi. W 2009 r. otrzymał Srebrną Odznakę „Zasłużeni dla samorządu Radców Prawnych”, przyznaną przez Prezydium Krajowej Rady Radców Prawnych. Jest autorem publikacji z zakresu prawa handlowego. Ukończył prawo i administrację na Uniwersytecie Łódzkim.

Adam Karolak

Jest absolwentem teorii ekonomii na Akademii Nauk Społecznych w Katowicach. Ukończył także studia podyplomowe z prawa obrotu towarowego na Uniwersytecie Wrocławskim, menadżerskie studium organizacji i zarządzania w warunkach gospodarki rynkowej na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu oraz w zakresie aplikacji komputerowych na Politechnice Wrocławskiej. W latach 1965-1990 pracował na stanowiskach kierowniczych w przedsiębiorstwach państwowych. W latach 1991-1995 pełnił funkcję prezesa zarządu Prochowickiego Przedsiębiorstwa Wyrobów Skórzanych PROSKÓR S.A., a w latach 1995-1996 był dyrektorem Dolnośląskiej Szkoły Bankowej. W latach 1996-1999 pracował jako dyrektor Departamentu Ekonomiczno-Finansowego w Cuprum Bank S.A., zaś w latach 1999-2002 jako dyrektor zarządzający Pionem Technologii Informacyjnej i Telekomunikacji. W latach 2002-2009 pełnił funkcje wiceprezesa zarządu, a następnie doradcy zarządu ds. IT w Dominet Bank S.A. W latach 2009-2010 pracował na stanowisku doradcy zarządu ds. IT w Fortis Bank Polska S.A., w roku 2011 jako koordynator ds. zarządzania kryzysowego Banku BNP Paribas Bank Polska S.A. W okresie 2013-2014 r. pełnił funkcję kierownika Biura Projektu pod nazwą „Opracowanie prototypów wyrobów medycznych na bazie surowców otrzymanych z porożogennych komórek macierzystych” współfinansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka realizowanego przez Stem Cells Spin SA. Od 2018 jest członkiem rady nadzorczej w tej spółce.

Sławomir Pawłowski

Posiada wieloletnie doświadczenie biznesowe w zarządzaniu różnymi obszarami oraz zespołami. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych pracował w Centrali Przedsiębiorstwa Zaopatrzenia i Transportu Miejskiej Gospodarki Mieszkaniowej m.in. na stanowisku Dyrektora ds. Technicznych i Dyrektora ds. Eksploatacji. W latach 1995 – 1997 pracował w Dominet SA – spółce zajmującej się pośrednictwem finansowym – na stanowisku Dyrektora ds. Rozwoju. Następnie, od roku 1997 do 2008, pełnił funkcję wiceprezesa zarządu Dominet SA, gdzie nadzorował obszar współpracy z partnerami i kontrahentami oraz rozwój produktów ubezpieczeniowych oferowanych w sieci sprzedaży. Ponadto posiada bogate doświadczenie w branży sportowej. Pełnił m.in. funkcję dyrektora ds. sportu w MAWI Sp. z o.o., zasiadał także w radzie nadzorczej RTS Widzew Łódź S.A., gdzie sprawował funkcję przewodniczącego. W latach 2012-2019 był wiceprezesem zarządu Sfinks Polska S.A.   Z wykształcenia jest nauczycielem. Ukończył także wiele kursów specjalistycznych, m.in. z zakresu sprzedaży i zarządzania przedsiębiorstwem.

Mariola Krawiec-Rzeszotek

Menedżer z wieloletnim praktycznym doświadczeniem w dziedzinie zarządzania. Przez ponad 20 lat działa w branży finansowej, a następnie głównie w obszarze nieruchomości. Od kwietnia 2010 do lutego 2014 roku zasiadała z zarządzie Sfinks Polska, pełniąc funkcje prezesa zarządu oraz wiceprezesa zarządu, gdzie pod szczególnym nadzorem miała cały proces rozwoju lokali gastronomicznych – od pozyskania lokalizacji poprzez inwestycję do uruchomienia restauracji. W kolejnych 5 latach, obok działalności w branży nieruchomości, aktywnie wspierała przedsięwzięcia z zakresu nowych technologii informatycznych, w tym rozwiązań dla przedsięwzięć biznesowych. Zanim związała się z Grupą Sfinks Polska  w latach 2002 – 2007 pełniła funkcję wiceprezesa Dominet Banku, gdzie odpowiadała m. in. za politykę kredytową i zarządzanie ryzykiem kredytowym banku, politykę tworzenia rezerw, windykację należności, budowanie i wdrażanie zarządzania procesowego oraz koordynację zarządzania informacją w tym wdrażania systemów informatycznych wspierających pracę operacyjną w banku. Wcześniej w latach 1993 – 2002 pracowała w zarządzie Dominet S.A., gdzie przez pierwsze 2 lata pełniła funkcję prezesa, a następnie wiceprezesa. Obecnie nadzoruje działalność spółek z branży nieruchomości Etob Warszawa Sp. z o. o. oraz Maran Development Sp. z o. o., jak też pośrednio uczestniczy w projekcie deweloperskim Apartamenty Zdrowie w Łodzi. Jest absolwentką Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu oraz studium podyplomowego z zakresu bankowości na Uniwersytecie Warszawskim. Ukończyła również liczne szkolenia, m. in. z zakresu zarządzania finansowego, zarządzania personelem oraz ryzyka kredytowego w banku.

Michalina Marzec

Od 2014 r. związana ze Sfinks Polska SA, przez trzy lata jako specjalista ds. projektów w dziale rozwoju, a następne jako doradca zarządu. Wcześniej przez kilka lat działała jako indywidualny przedsiębiorca. Ukończyła prawo na Uczelni Łazarskiego.

Dariusz Górnicki – radca prawny

Radca prawny o ugruntowanym doświadczeniu, wyspecjalizowany w prawie handlowym, gospodarczym, bankowym, wekslowym oraz cywilnym. Od wielu lat zajmuje się umowami z zakresu franczyzy. Prowadzi wiele precedensowych procesów sądowych i postępowań arbitrażowych. Doradza spółkom kapitałowym w skomplikowanych przekształceniach i transakcjach inwestycyjnych. Jest też skutecznym negocjatorem. W latach 1984-1991 pracował w warszawskich sądach początkowo jako aplikant, potem jako asesor i Sędzia Sądu Rejonowego, a także jako oddelegowany do orzekania w Sądzie Wojewódzkim. Pełnił funkcję Przewodniczącego Wydziału. Od 1991 r. wykonuje zawód radcy prawnego z wpisem na listę radców prawnych prowadzoną przez Okręgową Izbę Radców Prawnych w Warszawie i prowadzi kancelarię prawną. Pełni też funkcję członka rad nadzorczych w spółkach kapitałowych. Ukończył studia prawnicze na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Prospekt emisyjny Cavatina Holding zatwierdzony przez KNF

KNF zatwierdziła prospekt emisyjny Cavatina Holding, największego polskiego dewelopera biurowego. Prospekt został sporządzony w związku z ofertą publiczną akcji i planowanym debiutem na GPW Transakcja będzie obejmować wyłącznie emisję nowych akcji. Szczegółowe parametry oferty  zostaną przedstawione w dniu  publikacji prospektu emisyjnego, tj. 1 lipca.

Grupa Kapitałowa Cavatina Holding należy do największych deweloperów powierzchni biurowych działających w Polsce i jest aktualnie obecna w siedmiu miastach Polski: w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Gdańsku, Katowicach i Bielsku-Białej. Kluczowym celem strategicznym Grupy jest osiągnięcie do końca 2025 r. portfela na poziomie 1 mln m2, rozumianego jako suma inwestycji zakończonych, w tym sprzedanych, trwających oraz planowanych zabezpieczonych (tj. z gruntem zakupionym lub zabezpieczonym, poprzez zawarcie umowy przedwstępnej zakupu, oraz z rozpoczętym procesem projektowania).

W 2020 r. skonsolidowany zysk operacyjny dewelopera wyniósł 246,5 mln zł, a wpływy ze sprzedanych w ubiegłym roku projektów przewyższyły kwotę 550 mln zł.

Globalnymi Współkoordynatorami oraz Współprowadzącymi Księgę Popytu są mBank i Pekao Investment Banking, Współprowadzącym Księgę Popytu jest Bank Polska Kasa Opieki – Biuro Maklerskie, a doradcą prawnym w procesie jest Gessel, Koziorowski Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów.

WZA ATAL zatwierdziło wypłatę dywidendy

W dniu 30 czerwca br. Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy ATAL zatwierdziło wypłatę dywidendy w wysokości 80% zeszłorocznego zysku netto jednostki dominującej. Oznacza to, że do akcjonariuszy trafi 117,3 mln złotych, czyli 3,03 zł na akcję. Pozostałą część wypracowanego zysku – 28,4 mln zł – zasili kapitał zapasowy. Dzień dywidendy ustalono na 7 lipca, a termin wypłaty na 15 lipca br. Od początku obecności ATAL na GPW łączna kwota wypłaconej dywidendy to 524 mln zł.

ATAL jest spółką dywidendową. W 2016 roku została wypłacona dywidenda w wysokości 0,61 zł na akcję, co łącznie dało kwotę 23,7 mln zł. Dywidenda wyniosła wówczas ok. 50% zysku netto jednostki dominującej z 2015 roku. W 2017 roku ATAL wypłacił akcjonariuszom 1,68 zł na akcję, czyli ok. 65 mln zł – co stanowiło ok. 55% zysku netto jednostki dominującej z 2016 roku. W 2018 roku spółka wypłaciła akcjonariuszom 137 mln zł (3,54 zł na akcję), czyli ponad 80% zysku jednostki dominującej z 2017 roku. W 2019 roku spółka wypłaciła rekordową dywidendę w wysokości ok. 182 mln zł (4,70zł na akcję), co stanowiło 100% zysku jednostki dominującej z 2018 roku. W zeszłym roku jednorazowo zmieniono politykę dywidendy ze względu na sytuację związaną z pandemią koronawirusa.

Już w trakcie pierwszej oferty publicznej oraz debiutu na GPW zapowiadaliśmy, że ATAL to spółka dywidendowa, której celem jest dzielenie się wypracowanym zyskiem z akcjonariuszami. Niebawem do naszych inwestorów trafi 117,3 mln złotych z zeszłorocznego wyniku netto. Wówczas łączna kwota wypłaconej dywidendy przez ATAL – od początku obecności na GPW – wyniesie ponad 0,5 mld zł – mówi Zbigniew Juroszek, Prezes ATAL S.A.  

Grupa ATAL w pierwszym kwartale 2021 roku wygenerował skonsolidowane przychody na poziomie aż 287,37 mln zł. To wynik o 55% wyższy niż przed rokiem. W tym okresie sprawozdawczym wynik netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 48,50 mln zł – wzrost o 117% rdr. Marża brutto ze sprzedaży od stycznia do marca wyniosła 22,8%. Marża netto wyniosła zaś 16,9%. Potencjał przekazań na ten rok wynosi nawet do 4 tys. mieszkań. Tegoroczny poziom sprzedaży też może wynieść ok. 4 tys. lokali.

W I kw. 2021 roku ATAL pozyskał 2 nowe grunty inwestycyjne w Katowicach i Poznaniu. Łączny koszt zakup nowych działek to ok. 52 mln zł, w przeliczeniu na 1 mkw. PUM to 648 złotych, co jest potwierdzeniem realizacji racjonalnej polityki zakupu działek pod inwestycje. Zakupione tereny pozwolą na realizację 80 tys. mkw. PUM. Obecny bank ziemi w posiadaniu spółki obejmuje ponad milion mkw. PUM, co w pełni zabezpiecza plany inwestycyjne spółki na najbliższe lata.

Develia wypłaci 76,1 mln zł dywidendy

Zwyczajne walne zgromadzenie Develii, które odbyło się 30 czerwca br. zdecydowało o wypłacie 76,1 mln zł dywidendy z zysku za 2020 r. Na jedną akcję przypada 0,17 zł. Podczas walnego zgromadzenia akcjonariusze powołali też radę nadzorczą na kolejną kadencję oraz przyjęli program motywacyjny dla osób o kluczowym znaczeniu dla spółki.

Dzień dywidendy (dzień, w którym ustala się listę akcjonariuszy uprawnionych
do dywidendy) ustalono na 6 lipca 2021 r., a dzień jej wypłaty na 13 lipca br. Dywidenda w wysokości 76,1 mln zł stanowi ok. 76,9 proc. skonsolidowanego skorygowanego zysku netto wypracowanego przez grupę Develia w 2020 r., który wyniósł 99 mln zł. Stopa dywidendy wynosi 5%. Pozostała część zysku jednostkowego w wysokości 64,2 mln zł trafi na kapitał zapasowy.

– Decyzja akcjonariuszy o wypłacie dywidendy na poziomie 0,17 zł na akcję wspiera strategię rozwojową Develii – skomentował Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Jej realizacja pozwoli nam na zwiększenie wartości spółki i jednocześnie osiągnięcie potencjału dywidendowego na poziomie ponad 650 mln zł, które będziemy mogli wypłacić akcjonariuszom w latach 2021-2025. Wierzymy, że stabilna polityka dywidendowa pozwoli traktować akcje Develii jako długoterminową, trwałą inwestycję – podsumował Andrzej Oślizło.

Zwyczajne walne zgromadzenie spółki powołało do składu rady nadzorczej Develii na nową trzyletnią kadencję, wspólną dla całej rady nadzorczej: Jacka Osowskiego, Pawła Małyskę, Piotra Kaczmarka, Piotra Borowca, Artura Osuchowskiego, Roberta Pietryszyna i Piotra Piniora. Funkcję przewodniczącego rady nadzorczej powierzono Jackowi Osowskiemu, a wiceprzewodniczącego rady nadzorczej Pawłowi Małysce.

Akcjonariusze przyjęli również program motywacyjny dla osób o kluczowym znaczeniu dla spółki na lata 2021-2024, zmodyfikowany na wniosek jednego z akcjonariuszy. Będzie on realizowany poprzez przyznanie poszczególnym osobom uprawnionym warunkowego prawa do objęcia imiennych warrantów subskrypcyjnych uprawniających z kolei do objęcia akcji spółki. W celu realizacji programu, spółka wyemituje nowe akcje. Ich maksymalna liczba nie przekroczy łącznie 5% kapitału zakładowego spółki.

Łączna liczba przyznawanych w ramach programu warrantów nie może przekroczyć 22.377.912, przy czym w każdym z czterech lat obowiązywania programu osoby uprawnione mogą objąć do 5.594.478 warrantów.

Przyznanie warrantów w ramach programu w poszczególnych latach uzależnione jest w 75% od spełnienia kryterium finansowego w postaci osiągnięcia w poszczególnych okresach skorygowanego skonsolidowanego zysku netto w minimalnej wysokości, która wynosi: 140 mln zł w 2021 r., 290 mln zł w latach 2021-2022, 458 mln zł w latach 2021-2023 i 666 mln zł zysku w latach 2021-2024. Realizacja programu w 25% zależy od spełnienia kryterium rynkowego w postaci wyższego o minimum 10 pkt. proc. wzrostu kursu akcji Develii od indeksu WIG.

Cena emisyjna akcji spółki, do objęcia których będą uprawniać poszczególne warranty, będzie równa średniej cenie rynkowej akcji w okresie od 30 maja 2021 r. do 29 czerwca 2021 r., pomniejszonej o 5%. Cena ta będzie dodatkowo pomniejszana o sumę dywidend wypłaconych od przyjęcia uchwały o programie motywacyjnym do dnia nabycia lub objęcia akcji spółki przez osobę uprawnioną.

Szczegółowe warunki programu zostaną określone przez zarząd spółki, za zgodą rady nadzorczej, w regulaminie.

Stanowisko ZPP ws. założeń do projektu budżetu państwa na rok 2022

  • Zawarta w Założeniach do budżetu państwa na 2022 rok prognoza najważniejszych wskaźników makroekonomicznych zdecydowanie należy do bardziej zachowawczych w odniesieniu do wartości prognoz innych instytucji. Pozwala ona na bardziej konserwatywną prognozę dochodów i wydatków budżetowych na przyszły rok, jednocześnie zniekształcając nieco całkowity obraz prognozy sytuacji gospodarczej w Polsce.
  • Przy interpretacji wartości wskaźników makroekonomicznych zawartych w założeniach budżetowych na 2022 rok trzeba być świadomym występowania silnych efektów bazy związanych z około kryzysowymi anomaliami z 2021. Część wzrostu realnego PKB w 2022 roku stanowi jedynie efekt odbudowy pokryzysowych spadków popytu.
  • Powiązanie dużej części wydatków budżetowych z poziomem PKB, stanowi wyzwanie dla stabilności sektora finansów publicznych.
  • Pamiętając, że Stabilizująca Reguła Wydatkowa (SRW) nie obejmuje całości dochodów i wydatków sektora finansów publicznych należy pozytywnie ocenić fakt, że założenia budżetu pozwalają na powrót do stosowania SRW w pierwotnej formule już w 2022 roku. Istnieje jednakże wiele czynników ryzyka, które mogą negatywnie wpłynąć na poziom dochodów i wydatków budżetu.

budżet 2022

Przedstawione w Założeniach do budżetu państwa na 2022 rok prognozy najważniejszych wskaźników makroekonomicznych należą do bardziej zachowawczych w odniesieniu do wartości prognoz innych instytucji: KE, OECD, NBP. Pozwala to na bardziej konserwatywną prognozę dochodów i wydatków budżetowych na przyszły rok, jednocześnie nieco zniekształcając całkowity obraz prognozowanej sytuacji gospodarczej w Polsce. Jest to efektem zarówno utrzymania założeń dotyczących otoczenia zewnętrznego polskiej gospodarki zaczerpniętych z (nieaktualnej już) prognozy KE z lutego, jak i nieuwzględnienia w prognozie wpływu Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności (KPOiZO) oraz skutków oddziaływania Polskiego Ładu na gospodarkę.

Przy interpretacji wartości wskaźników makroekonomicznych zawartych w założeniach budżetowych na 2022 rok trzeba być świadomym występowania silnych efektów bazy związanych z około kryzysowymi anomaliami z 2021. Część wzrostu realnego PKB w 2022 roku będzie wyłącznym efektem odbudowy pokryzysowych spadków popytu konsumpcyjnego gospodarstw domowych oraz konsumpcji publicznej. W związku z tym, 4,3% wzrost PKB w 2022 jest założeniem w dużej mierze konserwatywnym. Jednakże biorąc pod uwagę występowanie wielu czynników ryzyka, takich jak niepewność co do dalszego rozprzestrzeniania się wirusa COVID-19, uważamy że wartość ta – chociaż odbiega in minus od prognoz innych ośrodków – jest założeniem bezpiecznym.

Prognoza dotycząca wzrostu wskaźnika inflacji CPI w 2021 o 3,1% oraz w 2022 2,8% wydaje się być również mocno zaniżona w stosunku do danych o inflacji jakie napływają z pierwszej połowy tego roku oraz prognoz pozostałych instytucji. Zwracamy przy tym uwagę, że zaniżenie wskaźnika inflacji generuje niedoszacowanie nie tylko dochodów budżetowych z tytułu podatku VAT czy akcyzy, ale również wydatków budżetowych, jakie będą konieczne do pokrycia między innymi ustawowego minimum w zakresie przyszłorocznej waloryzacji rent i emerytur. W związku z powyższym, prognoza wskaźnika inflacji powinna zostać odpowiednio zrewidowana.

Założenia przewidują umiarkowaną poprawę sytuacja na rynku pracy i związany z nią dalszy spadek stopy bezrobocia do poziomu 5,8%. Jest to założenie bezpieczne, szczególnie biorąc pod uwagę niepewność jaka towarzyszy obawom o wystąpieniu jesiennej fali zachorowań, powiązanej z docierającymi do Europy kolejnymi mutacjami wirusa. Chociaż stopa bezrobocia w Polsce w maju 2021 wyniosła 6,1%, to sytuacja na rynku pracy nie jest tak jednoznacznie pozytywna – martwiące jest zestawienie liczby wakatów na rynku z liczbą bezrobotnych. Jako efekt niedopasowania struktury podaży do popytu na rynku pracy mamy obecnie do czynienia z silną presją płacową, szczególnie jeśli chodzi o wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Dodatkowo wysoka inflacja również wywiera wpływ na dynamikę wynagrodzeń.

W przypadku inwestycji w 2022 roku prognoza MF jest mocno zaniżona z powodu nieuwzględnienia w niej napływu środków z Krajowego Programu Odbudowy i Zwiększenia Odporności. W 2022 efektem bezpośrednim tego programu ma być wzrost nakładów inwestycyjnych o 22,9 mld zł, który spowoduje ok. 5.8% wzrostu inwestycji stanowiących nadwyżkowe 0.9% PKB. Z drugiej strony, wstępne szacunkowe dane GUS o składowych wzrostu za IQ2021 zaskoczyły pozytywnie jeśli chodzi o inwestycje. Pomimo, że w IQ2021 nastąpił spadek PKB (-0,9%) spowodowany spadkiem dynamiki salda handlowego to mieliśmy do czynienia ze wzrostem inwestycji o 1.3%. Pozostałymi czynnikami, które w 2022 roku będą pozytywnie wpływać na kształtowanie poziomu inwestycji, to wzrost dochodów gospodarstw domowych napędzany wysoką dynamika płac oraz wzrost importu naszych produktów przez strefę euro. Wszystkie powyższe czynniki mogą być jednak skutecznie zneutralizowane przez niepewność regulacyjną, stanowiącą jedną z kluczowych barier dla inwestycji w Polsce.

Ustawowy algorytm powiązania dużej części wydatków budżetowych z poziomem PKB będzie stanowić wyzwanie dla stabilności sektora finansów publicznych w 2022. Podstawą do wyliczenia wydatków na zdrowie w 2022 będzie poziom z 2020 roku w którym mieliśmy do czynienia z 2,8% spadkiem PKB. Realny spadek nakładów na służbę zdrowia, ze względu na wysoką prognozowaną inflację, może być o wiele wyższy. Połączenie tego spadku z wysoką inflacją będzie także generować dodatkową presją na wzrost płac w tym sektorze. W odniesieniu do wydatków na obronę narodową będziemy mieli natomiast do czynienia z odwrotną sytuacją. Ustawa o przebudowie i modernizacji technicznej Sił Zbrojnych oraz ich finansowaniu, ustala minimum wydatków na obronę narodową w latach 2021-2023 na poziomie 2,2% prognozowanego PKB na dany rok, zawartej w założeniach projektu budżetu. Gwałtowne odbicie gospodarki w stosunku do kryzysowej anomalii z roku poprzedniego, będzie w tym kontekście stanowiło wyzwanie dla budżetu państwa.

W 2020 i 2021 roku przy wyznaczaniu limitu wydatków korzystaliśmy z tzw. ogólnej klauzuli wyjścia od reguł fiskalnych wprowadzonej przez Komisję Europejską. Komisja utrzymała w mocy funkcjonowanie odstępstwa od tych reguł na lata 2021-22 argumentując, że w tym okresie wszystkie państwa członkowskie powinny w dalszym ciągu mieć możliwość prowadzenia polityk budżetowych bez ograniczeń co do tempa wzrostu wydatków. Pamiętając, że obowiązująca w Polsce Stabilizująca Reguła Wydatkowa (SRW) nie obejmuje całości dochodów i wydatków sektora finansów publicznych należy jednak pozytywnie należy ocenić fakt, że założenia budżetu pozwalają na powrót do stosowania SRW w pierwotnej formule z już w 2022 roku. Istnieje jednakże wiele czynników ryzyka, które mogą negatywnie wpłynąć na poziom dochodów i wydatków budżetu.

***

[1] Ministerstwo Finansów, Założenia projektu budżetu państwa na rok 2022, Warszawa, Czerwiec 2021, online: „Założenia projektu budżetu państwa na rok 2022” – Kancelaria Prezesa Rady Ministrów – Portal Gov.pl (www.gov.pl)

[2] Prognoza Ekonomiczna ZPP 2021/2022, Warszawa, 10 czerwca 2021: online: Prognoza Ekonomiczna ZPP 2021/2022 – ZPP

[3] European Commission, Spring 2021 Economic Forecasts for Poland, Luxembourg, May 2021, online: Economic forecast for Poland | European Commission (europa.eu)

[4] Organisation for Economic Co-operation and Development, Economic Forecast Summary, May 2021, online: Poland Economic Snapshot – OECD

[5] Narodowy Bank Polski, Projekcja inflacji i wzrostu gospodarczego Narodowego Banku Polskiego na podstawie modelu NECMOD, Warszawa, 8 marca 2021, online: Prezentacja programu PowerPoint (nbp.pl)

Ceny OC spadły prawie o 10% – raport za I półrocze 2021 roku

W I półroczu 2021 r. średnia cena OC była niższa o 9,7% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. To największy spadek cen od 2017 roku, który nastąpił pomimo ciężkiej dla gospodarki pandemii.

Od początku 2017 ceny OC regularnie spadały, jednak tak znaczny spadek o prawie 10% został odnotowany po raz pierwszy. Dzięki niemu średnia cena polisy wyniosła 615 zł. W raporcie RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych eksperci porównywarki rankomat.pl podsumowują, jak kształtowały się średnie składki OC w minionym półroczu i sprawdzają, w których regionach Polski kierowcy mogli liczyć na najkorzystniejsze cenowo oferty ubezpieczycieli.

Jaka była średnia cena ubezpieczenia OC w I półroczu br.?

Średnia cena OC w I półroczu 2021 roku wyniosła 615 zł. Była przez to niższa o 66 zł (9,7%) w stosunku do pierwszych sześciu miesięcy zeszłego roku. Tendencja zniżkowa jest widoczna również w analizie kwartalnej, choć między I, a II kwartałem tego roku obniżka wyniosła symboliczną złotówkę.Zmiany średnich cen OC

– W I półroczu 2021 roku właściciele pojazdów płacili średnio 10% mniej za OC niż
w analogicznym okresie ubiegłego roku. Dzięki takim spadkom mogli oni zaoszczędzić na ubezpieczeniu średnio nawet 130 zł. Dotyczy to zwłaszcza tych kierowców, którzy przed zakupem polisy porównali aktualne oferty w różnych towarzystwach. Okazuje się, że zmiany cen polis odnowieniowych nie były aż tak korzystne. Sprawdzanie propozycji ubezpieczenia samochodu przed odnowieniem umowy pozwala zaoszczędzić na cenie OC lub zapewnić sobie szerszy zakres ochrony bez ponoszenia wyższych kosztów – komentuje Tomasz Masajło, prezes
rankomat.pl.

Najdrożej na Pomorzu i Dolnym Śląsku

Najwięcej za ubezpieczenie OC płacili kierowcy z województw: pomorskiego (698 zł), mazowieckiego (670 zł) i dolnośląskiego (663 zł). Na najniższe składki mogli natomiast liczyć kierowcy z województw: opolskiego (507 zł), podkarpackiego (512 zł) i świętokrzyskiego (544 zł). Ceny ubezpieczenia OC były niższe niż przed rokiem we wszystkich województwach i po raz pierwszy od 2017 roku w żadnym z nich nie przekroczyły 700 zł. Największe obniżki dotyczą województwa dolnośląskiego i opolskiego, gdzie koszt obowiązkowego ubezpieczenia spadł średnio o 12%. Najmniejsze spadki odnotowano w świętokrzyskim o 7% i lubelskim o 7,7%. Odchylenia od średniej, gdzie ceny OC były najwyższe wyniosły odpowiednio 13,5% w pomorskim, 8,9% w mazowieckim i 7,8 w dolnośląskim – wynika z danych rankomat.pl.OC w województwach

Kto płacił najwięcej?

Najdroższym miastem wojewódzkim był Wrocław. Tutaj za polisę kierowcy płacili średnio 821 zł. Na drugim biegunie znalazło się Opole, gdzie płacono 558 zł. W dalszym ciągu za OC najwięcej płacą najmłodsi kierowcy – 19-latkowie płacili średnio 2129 zł. Największe obniżki otrzymują zaś 64-latkowie (488 zł). Najtańsze w ubezpieczeniu były samochody marki Toyota (550 zł), najdroższe BMW (756 zł). Panny i kawalerowie płacili 877 zł, natomiast osoby będące w związkach małżeńskich 536 zł.OC w miastach wojewódzkichNajtańsze i najdroższe OC

Raport jest podsumowaniem trendów kształtujących średnie składki obowiązkowych polis
w minionym roku. RanKING opiera się na największej bazie kalkulacji cen OC w Polsce. Dzięki temu rankomat.pl analizuje zmiany z największą dokładnością ze wszystkich porównywarek ubezpieczeń.

Zatrudniasz obcokrajowców? Uważaj na koniec pandemii i zmianę przepisów

Tarcza antykryzysowa automatycznie przedłużyła ważność wiz i pozwoleń na pracę dla obcokrajowców. Od momentu odwołania stanu epidemii lub zagrożenia epidemicznego wrócą jednak poprzednie zasady. Dowiedz się, ile czasu zostanie na legalizację pracy i pobytu cudzoziemców w Polsce.

Zacznijmy od przykładu. Pracownik z zagranicy przyjechał do Polski 2 lutego 2020 r. korzystając z rocznej wizy i zezwolenia na pracę. Termin ważności tych dokumentów formalnie minął 1 lutego 2021 r., ale pracodawca może nadal legalnie korzystać z jego usług: na mocy przepisów tarczy antykryzysowej prawo pobytu i pracy w naszym kraju zostało dla tego cudzoziemca przedłużone automatycznie. W takiej sytuacji znajduje się bardzo wielu cudzoziemców, których terminy ważności tytułów pobytowych oraz pozwoleń na pracę wygasły po 14 marca 2020. Tak jednak nie będzie
w nieskończoność.

Zostanie tylko 30 dni

Odwołanie stanu epidemii lub stanu zagrożenia epidemicznego – w zależności od tego, który z nich będzie obowiązywał jako ostatni – oznacza, że powrócą przepisy obowiązujące przed okresem pandemii. – Od tego momentu cudzoziemcy  i pracodawcy korzystający z przepisów tarczy antykryzysowej będą mieli tylko 30 dni, by zalegalizować pobyt i pracę w Polsce – podkreśla Małgorzata Orłowska, ekspertka Sanpro Synergy, spółki z Grupy Impel, zajmującej się m.in. legalizacją, doradztwem i audytami legalności pracy obcokrajowców w Polsce.

Jak wielu pracowników z zagranicy może dotyczyć opisana sytuacja? W kwietniu 2021 r. w rejestrach ZUS znajdowało się ponad 780 tys. cudzoziemców, czyli najwięcej w historii i aż o 29% więcej niż rok wcześniej. Z danych Urzędu ds. Cudzoziemców wynika, że na początku kwietnia ważne zezwolenie na pobyt w Polsce miało ponad 478 tys. obcokrajowców. – Skala zatrudnienia obcokrajowców w Polsce jest coraz większa. Trudno dokładnie oszacować, jak wielu z nich przebywa i pracuje na podstawie przepisów tarczy, ale można zaryzykować tezę, że są to dziesiątki tysięcy osób – mówi Małgorzata Orłowska.

W praktyce może być trudno dotrzymać terminów

Jeszcze do niedawna odwołanie stanów epidemii oraz zagrożenia epidemicznego było trudne do wyobrażenia i odsuwaliśmy ten moment w bliżej nieokreśloną przyszłość. Teraz wydaje się to już kwestią czasu, choć trudno powiedzieć, kiedy dokładnie nastąpi. Jednak lepiej nie czekać do ostatniej chwili i zacząć porządkować sprawy związane z legalizacją pobytu i pracy obcokrajowców już teraz. – To kwestia zabezpieczenia ciągłości zatrudnienia w firmie. Cały proces jest dość długi i, jeśli pracodawca chce być spokojny, powinien się zacząć od audytu dokumentów. Trzeba indywidualnie przeanalizować sytuację każdego pracownika. A poza tym oczekiwanie na dokumenty w urzędach zajmie sporo czasu – mówi ekspertka Sanpro Synergy.

Tym bardziej, że jesień prawdopodobnie przyniesie wyraźny wzrost zapotrzebowania na pracę cudzoziemców. Wynika to z faktu, że bezrobocie zaczęło się zmniejszać. – Wszystko wskazuje na to, że po wakacjach polskie firmy będą potrzebowały jeszcze więcej pracowników z zagranicy. Możemy się spodziewać, że urzędy zajmujące się legalizacją pobytów i pracy cudzoziemców zostaną bardzo obciążone. To znaczy, że czas oczekiwania na decyzje będzie prawdopodobnie dłuższy niż dotychczas – przewiduje ekspertka Sanpro Synergy.

Nie ma drogi na skróty

Legalizacja pobytu i pracy w Polsce wymaga przejścia określonych procedur urzędowych. I nie ma sposobu na to, by coś tu przyśpieszyć lub obejść. – Nawet, jeśli pracodawca zdecyduje się na uproszczoną procedurę, czyli oświadczenie o powierzeniu pracy cudzoziemcowi, to jego pracownik, chcąc przebywać w Polsce ponad 3 mies., i tak musi pojechać do swojego kraju, aby wyrobić wizę. Tam może się okazać, że w konsulacie kolejka jest trzykrotnie dłuższa niż zwykle, ponieważ w podobnej sytuacji znajdzie się więcej osób – mówi Małgorzata Orłowska.

Perspektywa powrotu do przepisów sprzed pandemii powoduje, że przedsiębiorcy powinni przyjrzeć się statusowi pracowników z zagranicy, nawet jeśli zatrudniani są przez firmy zewnętrzne i teoretycznie wszelkie kwestie formalne nie leżą po stronie przedsiębiorców korzystających z takich usług. W tej sytuacji kluczowe jest, by nie okazało się, że z dnia na dzień np. połowa kadry została wymieniona na nowe osoby, co utrudnia płynność funkcjonowania przedsiębiorstwa.

Z punktu widzenia przedsiębiorstw, które wchodzą w wysoki sezon, może to spowodować istotne problemy w realizacji usług czy planów produkcji. Nie mówiąc już o sytuacji niedoboru kadry – podkreśla ekspertka Sanpro Synergy.

Sadownicy potrzebują pracowników ze Wschodu

Polscy pracownicy nie są zainteresowani pracą sezonową pod gołym niebem. Interesuje ich praca stała w lepszych warunkach, praca całoroczna. Z tego powodu od kilku lat do pracy sezonowej w Polsce przyjeżdżają pracownicy z Europy Wschodniej, głównie z Ukrainy. Związek Sadowników jako pierwsza organizacja wywalczył dla branży ogrodniczej możliwość zatrudniania pracowników ze Wschodu. Sadownicy przecierali ten szlak dla innych branż, ze strony których odczuwają dzisiaj dużą konkurencję. Rynek pracy sezonowej jest chłonny na co najmniej kilkuset tysięcy pracowników rocznie. Duża część z nich podejmuje pracę w rolnictwie lub sadownictwie. Bez pracowników z Europy Wschodniej polskie sady nie mają szans na zebranie owoców ze swoich plantacji oraz na rozwój w przyszłości. Rok temu o tej porze – w czasie pandemicznych ograniczeń w ruchu międzynarodowym – sadownicy obawiali się, że granice nie zostaną otworzone i wskutek tego obywatele Ukrainy nie przyjadą na zbiory owoców. Związek Sadowników apelował wtedy, aby umożliwić Ukraińcom pracę. W konsekwencji tak się stało – chociaż z lekkim, kilku-, kilkunastotygodniowym opóźnieniem.

– W tym sezonie sytuacja wygląda trochę lepiej – powiedział serwisowi eNewsroom Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP. – Granica nie jest zamknięta, a jedynym problemem jest nieterminowe wydawanie wiz przez polskie konsulaty. Jest to przeszkoda stworzona przez samą polską administrację: Ukraińscy pracownicy chcą przyjechać, aby podjąć prace i są umówieni z polskim pracodawcą na  podjęcie jej – co upoważnia o otrzymania wizy.  Jeżeli się to nie zmieni, to nastąpi duży deficyt siły roboczej. Sadownicy są zadowoleni ze współpracy polsko-ukraińskiej i cenią ją sobie. Wiedzą, że są to pracownicy solidni i już przyzwyczajeni do samych pracodawców, ich gospodarstw oraz warunków pracy. Często się zdarza, że Ukraińcy wykorzystują do podjęcia sezonowej pracy w Polsce urlop i w taki sposób zarabiają dodatkowe pieniądze. Nie tylko polskie rolnictwo opiera się na pracy sezonowej obywateli ze Wschodu – także inne branże, takie jak budownictwo oraz turystyka bazują na takiej formie zatrudnienia. Należy walczyć o umożliwianie pracownikom z Ukrainy przyjazdu do Polski oraz o stwarzanie im dobrych warunków do pracy. Być może w przyszłości, kiedy wszystkie ww. dziedziny gospodarki będą się dalej rozwijały, zajdzie potrzeba zatrudniana obywateli z innych krajów położonych za wschodnią granicą – prognozuje Maliszewski.

Thoma Bravo inwestuje w zakup QAD Inc. 2 miliardy dolarów

Rozpoczyna się nowy, ekscytujący okres rozwoju dla firmy QAD Inc. i wyłącznego dystrybutora oprogramowania QAD w Polsce – firmy DSR S.A. QAD zawarło ostateczną umowę zakupu swoich akcji przez Thoma Bravo, wiodącą firmę inwestycyjną typu private equity, skoncentrowaną na sektorze oprogramowania i usług opartych na nowoczesnych technologiach. Zgodnie z warunkami umowy, akcjonariusze QAD otrzymają w gotówce 87,50 USD za akcję zwykłą klasy A lub akcję zwykłą klasy B. Cena transakcyjna jest więc prawie o 20% wyższa niż cena rynkowa na giełdzie NASDAQ sprzed ogłoszenia informacji o transakcji (z piątku, 25 czerwca), która wynosiła 72,90 USD. Oznacza to docenienie przez inwestora pozycji rynkowej i możliwości dalszego rozwoju pakietu oprogramowania dla przedsiębiorstw produkcyjnych. Zespół Thoma Bravo posiada również głębokie zrozumienie branży oprogramowania i bardzo udaną historię współpracy z podobnymi do QAD, nastawionymi na wzrost, innowacyjnymi firmami (m.in. Qlik). Dzięki tej transakcji QAD  zyska większą elastyczność i zasoby do inwestowania w nowe możliwości rozwoju i nadal będzie pomagać swoim klientom odnosić sukcesy na bardzo konkurencyjnym rynku firm produkcyjnych.

Po zakończeniu transakcji , co jest planowane na  czwarty kwartał 2021 roku, QAD stanie się firmą prywatną. Zdecydowanie zwiększą się możliwości dalszego inwestowania w rozwój i wdrażanie oprogramowania do planowania zasobów przedsiębiorstwa (ERP) oraz powiązanego oprogramowania dla firm produkcyjnych na całym świecie. Anton Chilton będzie nadal kierował QAD jako CEO, a spółka zachowa swoją siedzibę w Santa Barbara w Kalifornii.

Dzisiejsze ogłoszenie, które jest kulminacją kompleksowego procesu, stanowi doskonałą okazję do budowania na imponującym dziedzictwie QAD, przy jednoczesnej maksymalizacji wartości dla akcjonariuszy, powiedział Anton Chilton.

„Thoma Bravo głęboko docenia światowej klasy zespół, reputację i portfolio, które zbudowaliśmy w QAD, a dzięki ich silnemu wsparciu możemy teraz przenieść naszą firmę na kolejny poziom. Jako prywatna firma należąca do Thoma Bravo, będziemy mieli większą elastyczność, skupienie i zasoby do inwestowania w – i kapitalizowania – naszych możliwości rozwoju i pomagania naszym klientom skutecznie działać w coraz bardziej dynamicznym środowisku produkcyjnym”. – dodał Chilton.

W ciągu ostatnich czterech dekad rozwinęliśmy QAD z lokalnego, jednoosobowego start-up’u do wiodącego, zaufanego, globalnego dostawcy rozwiązań ERP. Dziś rozpoczynamy kolejny rozdział naszego rozwoju – powiedziała założycielka i prezes QAD – Pamela Lopker.

„Od czasu założenia QAD w 1979 roku, nasi klienci, nasza technologia i przemysł produkcyjny znacznie się rozwinęły – i na każdym kroku firma QAD szybko się dostosowywała, aby utrzymać i zbudować pozycję lidera. Producenci stoją przed coraz większymi wyzwaniami i cieszymy się, że nasi klienci na całym świecie mogą polegać na rozwiązaniach QAD nowej generacji, aby dotrzymać kroku pojawiającym się wyzwaniom  biznesu produkcyjnego. Dzięki temu partnerstwu, będziemy mieli jeszcze większe możliwości do budowania nowych rozwiązań na naszych silnych fundamentach i uatrakcyjniania naszej oferty” – skomentowała Lopker.

Przez ponad dekadę podziwialiśmy unikalną wiedzę i doświadczenie QAD w dostarczaniu innowacyjnych rozwiązań zorientowanych na potrzeby producentów, powiedział Scott Crabill, Partner Zarządzający w Thoma Bravo. „Ponieważ tempo zmian nadal przyspiesza, a łańcuchy dostaw stają się coraz bardziej złożone, jesteśmy zobowiązani do wspierania QAD w realizacji jej wizji i zapewnienia, że spółka jest dobrze przygotowana do dalszego poszerzania swojego zasięgu oraz portfolio. Cieszymy się na współpracę z Antonem Chiltonem i jego zespołem w celu ugruntowania pozycji spółki, jako inteligentnego, sprawnego i innowacyjnego partnera dla wymagających szybkiej adaptacji do nowych wyzwań przedsiębiorstw produkcyjnych”.

Peter Stefanski, Dyrektor w Thoma Bravo, dodał: Thoma Bravo ma duże doświadczenie w pomaganiu firmom tworzącym oprogramowanie dla przedsiębiorstw w ewolucji ich platform, aby sprostać potrzebom klientów i jesteśmy podekscytowani przyszłością QAD, biorąc pod uwagę jej wyjątkowe fundamenty i historię. „Będziemy chcieli wykorzystać nasze głębokie doświadczenie w dziedzinie oprogramowania, aby wesprzeć utalentowany zespół firmy w dalszej podróży w kierunku SaaS i napędzać zrównoważony, długoterminowy wzrost zarówno organicznie, jak i poprzez fuzje i przejęcia”.

Ocean Winds zabezpieczyła w Polsce 25-letni kontrakt różnicowy dla morskich farm wiatrowych

Ocean Winds, spółka joint-venture kontrolowana 50/50 przez EDPR i ENGIE, zabezpieczyła w Polsce 25-letni kontrakt różnicowy (CfD) dla morskich farm wiatrowych „B&C-Wind”.

Zawarcie kontraktu różnicowego stanowi kluczowy punkt etapu przygotowywania inwestycji i przybliża OW do ostatecznej decyzji inwestycyjnej (ODI), a także plasuje B&C-Wind wśród najbardziej zaawansowanych projektów w sektorze morskiej energetyki wiatrowej w Polsce.

Farmy wiatrowe zlokalizowane są w polskiej wyłącznej strefie ekonomicznej na Bałtyku w odległości ok. 23 km od brzegu.

Projekt B&C będzie miał znaczący wkład w transformację polskiego sektora energetycznego w kierunku neutralności klimatycznej.

Ocean Winds (OW), spółka joint-venture wyspecjalizowana w morskiej energetyce wiatrowej, należąca w równym stopniu do EDP Renewables i ENGIE, zabezpieczyła 25-letni kontrakt różnicowy przyznany przez polski Urząd Regulacji Energetyki dla 369,5 MW w projektach morskich farm wiatrowych B&C-Wind. Zawarcie tego kontraktu stanowi kluczowy punkt etapu przygotowywania inwestycji i przybliża OW do ostatecznej decyzji inwestycyjnej (ODI), a także plasuje B&C-Wind wśród najbardziej zaawansowanych projektów morskich farm wiatrowych w Polsce.

Obszar inwestycji znajduje się w polskiej wyłącznej strefie ekonomicznej na Bałtyku w odległości ok. 23 km od brzegu. Morskie farmy wiatrowe powstaną na obszarze 90 km2 na wodach o głębokości od 30 do 60 metrów.

Zgodnie z rozporządzeniem polskiego Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz ustawą o wspieraniu produkcji energii elektrycznej w morskich farmach wiatrowych, w kontrakcie różnicowym przyjęto cenę 319,60 zł za MWh, co odpowiada 71,00 euro/MWh (przy obecnym kursie wymiany EUR do PLN równym 4,50 zł).

Grzegorz Górski, COO Ocean Winds i CEO OW Polska, komentuje:

„Przyznanie kontraktu różnicowego pozwoliło nam osiągnąć kluczowy punkt etapu przygotowania projektu B&C Wind, co przyspieszy prace nad podjęciem Ostatecznej Decyzji Inwestycyjnej (ODI) i rozpoczęcie prac budowlanych. Mamy doświadczenie we współpracy z licznymi polskimi wykonawcami przy realizacji projektów w Wielkiej Brytanii, Belgii i w Portugalii. Z przyjemnością będziemy współpracować z nimi (i nie tylko!) w naszym kraju. To dopiero pierwszy krok OW w Polsce, program rozwoju morskiej energetyki wiatrowej przyspiesza, a my wspólnie z naszymi polskimi partnerami mamy ambicję opracowywać, budować i prowadzić eksploatację wielu nowych projektów.”

Po pomyślnym zawarciu kontraktu OW dysponuje obecnie 0,5 GW mocy zainstalowanej w obiektach w fazie eksploatacji oraz 3,7 GW zabezpieczonej mocy w projektach, których realizacja jest przewidziana na rok 2021 i lata kolejne, co oznacza łącznie 4,2 GW mocy w obiektach w fazie eksploatacji i zaplanowanych do realizacji.

Ocean Winds uczyniło rozwijanie projektów w Polsce jednym ze swych priorytetów, z uwagi na dynamiczny rozwój tego rynku i jego solidne podstawy. Decyzja ta odzwierciedla profil OW

jako spółki wcześnie dostrzegającej potencjał inwestycji i nastawionej na budowanie wartości już od początku cyklu życia projektu.

Morskie farmy wiatrowe B&C Wind w znacznym stopniu przyczynią się do transformacji polskiego sektora energetycznego w kierunku neutralności klimatycznej. Za ich sprawą zwiększy się również strategiczne bezpieczeństwo dostaw energii dzięki ograniczeniu zależności kraju od importu paliw kopalnych. Morska energetyka wiatrowa została wskazana jako jeden z kluczowych elementów polskiej polityki energetycznej do 2040 r. (PEP 40), a OW chce odgrywać istotną rolę w jej wdrażaniu.

Rośnie rynek substytutów dla żywności pochodzenia zwierzęcego

Do 2035r. roślinne alternatywy produktów odzwierzęcych mają stanowić do 11% światowego rynku białka. Pozytywny scenariusz, który zakłada uzyskanie pełnego wsparcia regulacyjnego oraz technologicznego, przewiduje nawet 22% udział. Świadomość ekologiczna, czynniki etyczne i zdrowotne mają coraz większy wpływ na wybory żywieniowe. W efekcie, już niemal 40% Polaków deklaruje, że aktywnie ogranicza spożycie mięsa.

Szef brytyjskiego Burger Kinga ogłosił w marcu br., że do 2031r. aż 50%. produktów w menu tej firmy w Wielkiej Brytanii będzie pochodzenia roślinnego. Z kolei McDonald’s, światowy gigant w dziedzinie fastfood, nawiązał w lutym br.  współpracę z firmą Beyond Meat – liderem na rynku roślinnych zamienników mięsa. Na mocy trzyletniej umowy strategicznej, firma została dostawcą produktów pochodzenia roślinnego, które będą wprowadzone do menu sieci na skalę globalną. Wydarzenia te jedynie obrazują trend, który w swoim raporcie opisuje Venture INC. Fundusz inwestycyjny wziął pod uwagę głównie segment zajmujący się produkcją substytutów żywności pochodzenia zwierzęcego oraz nowych podejść do istniejących produktów spożywczych.

Dlaczego powinniśmy zwrócić uwagę na zamienniki?

Badanie rynku oparte zostało o założenie, że zwiększająca się liczba osób rezygnujących z mięsa powinna prowadzić do wzmocnienia filarów branży foodtech, odpowiedzialnych za technologię produkcji, czy powszechną dostępność produktów roślinnych. Ilość danych i raportów w zakresie foodtech jest mocno ograniczona (w szczególności na  terenie CEE) i skupia się głównie na obszarach takich jak software oraz food delivery. Sam trend jest jednak istotny z perspektywy zarówno inwestorów jak i przedsiębiorców czy rządów. Najbardziej znaczący wydaje się aspekt środowiskowy i zdrowotny: produkcja roślinnych zamienników generuje od 30% do nawet 90% mniej gazów cieplarnianych niż tradycyjne mięso. Zwierzęta hodowane na mięso, w samym USA spożywają 70% używanych tam antybiotyków. Wobec tych faktów skupienie się na branży alternatyw białek wydaje się nieuniknione. Korzyści są oczywiste: niższa emisja CO2, zdrowsza dieta oraz mniej wątpliwości dotyczących etyki masowej hodowli zwierząt.

Jak podaje raport, globalne spożycie mięsa w latach 2016-2018 wynosiło średnio ok. 34,67kg/os. Do 2028r. wartość ta ma wzrosnąć do 35,06kg, głównie z powodu wzrostu spożycia w krajach  rozwijających się w Azji i Afryce.. Z kolei w Polsce w 019r. spożycie mięsa w 2019 r. spadło z 62,4kg do 61kg rocznie na osobę. Choć jest to wciąż wynik na bardzo wysokim poziomie, to biorąc pod uwagę kulturowe przywiązanie do spożywania mięsa, warto zwrócić uwagę na ten trend. Ok. 8,4% badanych Polaków deklaruje, że jest na diecie wegańskiej lub wegetariańskiej, z czego 26,7% to osoby poniżej 24 rż.

Rosnący rynek

Jak podaje SPINscan, poziom wzrostu rynku roślinnych zamienników utrzymuje się na poziomie 18,8% r/r. W 2019 rynek ten wyceniany był na 4,3 mld USD, Szacuje się, że wartość wzrośnie do 12,15 mld USD już w 2025, a docelowo osiągnie wysokość ponad 290 mld USD.

W tym samym czasie branża mięsna nie zamierza jednak opuścić podium. Aktualnie jej wartość oceniana jest na 1,146 bln USD a tempo wzrostu to 2,7% r/r.

Inwestorzy zwrócili uwagę na rynek foodtech w 2016 roku – od tamtego momentu rośnie on w tempie 42% r/r. Jak podaje organizacja Foorward Fooding, prym w tej dziedzinie niezaprzeczalnie wiedzie USA. Aktualnie działa tam ponad 1300 spółek z tej branży. Z kolei Dolina Krzemowa, Izrael oraz Londyn odpowiadają za 30% globalnych inwestycji. Wartość inwestycji na rynku zamienników wzrosła z 204 mln USD do 3.1 mld USD w ciągu 4 lat. Organizacja Good Food Institute, która wspiera podmioty z segmentu alternatyw dla białek, informuje o niemal 700 spółkach działających w tym segmencie. Blisko 70% przedsiębiorstw w tym obszarze powstało w ciągu ostatnich 7 lat.

Prognozy

Zmiany są nieuniknione. Jak pokazuje raport, produkcja mięsa jest ekstremalnie nieefektywna oraz negatywnie oddziałuje na zdrowie konsumentów, oraz środowisko. Biorąc pod uwagę wzrost populacji planety, dotychczasowy system będzie niewydajny. W samym centrum zachodzących zmian są naukowcy, technolodzy i rolnicy, którzy odpowiadają za dostarczenie niezbędnych surowców i rozwiązań technicznych. Rosną także oczekiwania coraz bardziej świadomych konsumentów. Rynek skupia się aktualnie na tym, aby alternatywy mięsa były tańsze, smaczniejsze oraz ogólnodostępne. Inwestorzy z odpowiednią wizją i wiedzą przyczynią się do transformacji całego łańcucha wartości.

O raporcie:

Raport został oparty o analizę danych zastanych (desk research), wywiady z ekspertami i spółkami reprezentującymi branżę, oraz ankietę przeprowadzoną wśród polskich przedsiębiorców. Wyniki tych aktywności prezentuje raport, który dodatkowo zawiera bazę spółek, akceleratorów, funduszy VC skupionych wokół branży FoodTech w Polsce, ale również na świecie.

Bloober Team i KONAMI nawiązują partnerstwo strategiczne

Konami Digital Entertainment, jeden z największych światowych wydawców gier oraz Bloober Team podpisali umowę o współpracy strategicznej. W jej ramach będą m.in. wspólnie rozwijać wybrane treści oraz wymieniać się know-how. 

To dla mnie historyczny dzień i zwieńczenie kilku lat pracy. To, że tak renomowana firma jak KONAMI zdecydowała się na współpracę strategiczną z Bloober Team oznacza, że również my dołączyliśmy do światowej czołówki branży gier i staliśmy się równorzędnym partnerem dla czołowych graczy tego rynku – komentuje Piotr Babieno, prezes Bloober Team.

W ramach umowy partnerzy zadeklarowali współpracę w zakresie opracowywania treści i wymiany know-how.

Od lat dostarczamy unikalnych treści rozrywkowych i sposobów korzystania z nich dzięki wykorzystaniu najnowszych technologii. W przyszłości oczekujemy znaczących zmian w środowisku biznesowym branży rozrywki cyfrowej. Dlatego też z niecierpliwością oczekujemy na połączenie mocnych stron naszych i Bloober Team, aby wspólnie tworzyć wysokiej jakości treści. – komentuje representative director Hideki Hayakawa, prezes Konami Digital Entertainment.

Konami Digital Entertainment, główna część GK Konami, specjalizuje się w tworzeniu treści rozrywkowych w formie elektronicznej na urządzenia mobilne i konsole oraz gry karciane. Spółka znana jest na całym świecie dzięki takim markom jak m.in: eFootball PES, Metal Gear, Silent Hill, Castlevania, Contra oraz Yu-Gi-Oh! Trading Card Game.

Najlepsze praktyki nie mogą odchodzić wraz z ludźmi

Zarządzanie wiedzą w firmach, w tym m.in. gromadzenie tzw. wiedzy cichej, zakorzenionej w doświadczeniach i indywidualnym podejściu pracowników, nigdy nie należało do łatwych zadań. Czas pandemii i nagłe przejście wielu przedsiębiorstw na pracę zdalną dodatkowo utrudniły ten proces, ograniczając chociażby możliwość zespołowego uczenia się zgodnie z podejściem „learning by doing”. Tymczasem to właśnie przepływ wiedzy w organizacji i jej kodyfikacja stanowi istotny zasób służący do obrony lub rozwoju pozycji rynkowej przedsiębiorstwa.

W najlepszej sytuacji znalazły się te firmy, które jeszcze przed wybuchem pandemii zdigitalizowały swoje procesy wdrażając odpowiednie rozwiązania, nie tylko automatyzujące i dokumentujące poszczególne procesy biznesowe, ale też gromadzące informacje o najlepszych praktykach i procedurach działania w konkretnych sytuacjach. Dzięki temu, niezależnie od tego czy organizacje stawały przed wyzwaniem pracy w zespołach rozproszonych czy redukcji zatrudnienia na skalę dotąd niespotykaną, nie musiało to oznaczać przerwania płynności działania firmy, ograniczenia jej wydajności, czy obniżenia poziomu satysfakcji klientów. Innym biznesom pozostało wyciągnąć wniosek, że digitalizacji procesów nie można dłużej odkładać.

– Systemy informatyczne budowane tak, by wspierać obiegi dokumentów i zadań za pomocą komponentów workflow, dbają o to, by właściwe czynności realizowane były przez właściwe osoby, we właściwym czasie. Pilnują przebiegu procesów i pokazują jak na tacy, ile spraw danego typu jest obecnie procesowanych, na czyim biurku utknęły i co musi się wydarzyć, by popchnąć ich realizację do przodu. Dzięki temu, pracownicy nie muszą znać procesu na wylot – wystarczy, że skupiają się na swoich zadaniach, które w dodatku są w tego typu rozwiązaniach mocno automatyzowane – mówi Łukasz Wróbel, wiceprezes i Chief Business Development Officer w firmie WEBCON, będącej wiodącym na polskim rynku dostawcą platformy do digitalizacji i zarządzania procesami biznesowymi.  Warto przy tym zauważyć, że przeniesienie wiedzy o przebiegu procesów biznesowych do systemów IT nie tylko ułatwia poradzenie sobie z sytuacją cięć kadrowych, ale stwarza też solidne fundamenty pod onboarding nowych pracowników.

Już pod koniec 2019 roku analitycy Gartnera podkreślali, że firmy zbyt mocno optymalizujące się pod warunki „tu i teraz” nie będą w stanie elastycznie podejść do wyzwań prowadzenia biznesu w czasach ciągłej zmiany. 2020 rok udowodnił jak bardzo istotny jest rozwój firmy w duchu, jaki Deloitte nazywa adaptable organisation.

– Firmy, które dzięki mądrej strategii cyfryzacji umiały szybko wdrażać w życie nowe produkty, pomysły biznesowe czy sposoby działania, były znacznie lepiej przygotowane na wynikającą z pandemii konieczność przeprofilowania swojej działalności. W zdecydowanie lepszej sytuacji były organizacje, w których IT dobrze współpracuje z biznesem, w tym z działami HR i Culture People, odpowiadając szybko na ich potrzeby. Krótki czas od zgłoszenia potrzeby czy pomysłu do wdrożenia warunkuje skuteczną reakcję na nową rzeczywistość. Jest jednak niemożliwy, jeśli firma nie posiada odpowiedniego zaplecza narzędziowego – wskazuje Łukasz Wróbel.

Planując digitalizację zarządzania wiedzą, warto przenieść do elastycznych systemów IT nie tylko procesy biznesowe i rozwiązania, ale także dane na temat zasad funkcjonowania firmy i panujących w niej procedur. Ostatni rok pokazał, że możliwość wprowadzania szybkich usprawnień i modyfikacji w zakresie przepływu procesów, gromadzeniu danych i ich analizy może stanowić o jakości podejmowanych decyzji na wszystkich poziomach organizacji, a w efekcie często decydować o być albo nie być biznesu.

– Musimy sobie zadać pytanie, jak szybko jesteśmy w stanie uruchomić projekt informatyczny oraz jak szybko potrafimy wprowadzić zmiany w używanym na co dzień oprogramowaniu. Jeśli czas ten liczymy w miesiącach i tygodniach to znaczy, że nasza organizacja nie jest przygotowana na dzisiejsze realia prowadzenia biznesu – dodaje Łukasz Wróbel.

Dlaczego pracownicy zmieniają pracę? Sprawdź na https://poradydlafirm.pracuj.pl/dlaczego-pracownicy-odchodza-z-pracy/

Doręczenia elektroniczne w sądach powszechnych dopiero za 8 lat

1 lipca br., czyli po ponad 1 roku od początku pandemii, zaczną obowiązywać przepisy zobowiązujące sądy powszechne do doręczeń elektronicznych, ale dopiero od 1 października 2029 r. Ta forma komunikacji w sądach powszechnych zacznie więc obowiązywać za 8 lat. Niezwykle szybko do nowej rzeczywistości przystosowały się za to sądy polubowne i mają efekty – w 2020 roku o ponad 36 proc. wzrosła liczba spraw, które trafiły do polskich sądów arbitrażowych, aż 80 proc. wszystkich sporów przeprowadzono online.

Pandemia i wynikające z niej obostrzenia pokazały korzyści, jakie płyną z postępowań arbitrażowych. Bo sądy polubowne niezwykle szybko przystosowały się do nowej rzeczywistości, prowadząc korespondencję elektroniczną oraz e-postępowania, w efekcie skracając czas potrzebny na wydanie wyroku. Średni czas rozstrzygania spraw w postępowaniu arbitrażowym w 2020 r. wyniósł 101 dni – dane te obejmują zarówno spory skomplikowane, jak i te prostsze, których rozstrzygnięcie potrafi zająć do 20 dni. W skomplikowanych sporach gospodarczych okres oczekiwania może być nieco dłuższy – np. arbitrzy największego w kraju sądu arbitrażowego, czyli SA KIG w ub. r. średnio potrzebowali na wydanie wyroku 154 dni. Dla porównania w warszawskich sądach, przed pandemią, rozstrzygnięcie takiego sporu w dwóch instancjach zajmowało 6 lat. – W okresie pandemii w naszym sądzie znacząco skrócił się czas rozstrzygania sporów. Wprowadzenie trybu online i generalnie współpracy zdalnej pozwala łatwiej działać na odległość i współpracować z klientami z innych regionów, co – nawet w czasach, gdy nie zmagaliśmy się z pandemią – było utrudnione – komentuje Agnieszka Durlik, dyrektor generalna Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie.

Jak podaje Polskie Stowarzyszenie Sądownictwa Polubownego, w Polsce działa kilka stałych sądów polubownych. Najstarszym i największym z nich jest Sąd Arbitrażowy przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie. W ub. roku do SA KIG wpłynęło niemal 170 spraw. Drugim największym sądem polubownym w Polsce jest Sąd Arbitrażowy przy Konfederacji Lewiatan. Rozpoznaje on ok. 50 spraw rocznie. W sumie w latach 2019-2020 odbyło się w Polsce ponad 510 postępowań arbitrażowych. Łączna wartość przedmiotu sporu wszystkich tych spraw wyniosła ponad 1,6 mld zł. Nieznana jest liczba arbitraży ad hoc, czyli arbitraży, które nie są administrowane przez żadną instytucję i pozostają w pełni poufne – a te postępowania są dosyć popularne.

Polscy przedsiębiorcy korzystają również z usług zagranicznych sądów polubownych, w szczególności Sądu Arbitrażowego przy Międzynarodowej Izbie Handlowej w Paryżu (ICC), Instytutu Arbitrażowego przy Sztokholmskiej Izbie Handlowej (SCC) oraz Wiedeńskiego Centrum Międzynarodowego Arbitrażu (VIAC).

Sądy polubowne już przed koronawirusem miały możliwość prowadzenia wideorozpraw. Np. wspomniany już SA KIG ma taką możliwość od 2015 r. Realne zainteresowanie tą formą rozstrzygania sporów pojawiło się jednak dopiero po wybuchu pandemii. W czasie lockdawnu znacznie łatwiej przecież było zorganizować posiedzenie sądu online, niż stacjonarne. Zwłaszcza, gdy strony sporu miały swoje siedziby w różnych częściach kraju, a nawet świata.

– W arbitrażu międzynarodowym rozprawy online są dziś standardem. W czasie pandemii wszystkie duże instytucje arbitrażowe, jak np. ICC w Paryżu, promują właśnie taki sposób prowadzenia postępowań. Jeśli chodzi o Polskę, nasz sąd jest na tym polu prekursorem. W okresie pandemii włożyliśmy wiele pracy w to, by działać nieprzerwanie i ułatwić klientom przeniesienie się do wirtualnej rzeczywistości. Inwestujemy w narzędzia, które czynią postępowania arbitrażowe jeszcze bardziej wygodnymi, szybkimi i – co w aktualnej sytuacji szczególnie istotne – bezpiecznymi; narzędzia, dla których kolejne ograniczenia dotyczące przemieszczania się pomiędzy poszczególnymi krajami nie stanowią bariery – mówi Agnieszka Durlik.

Północna Izba Gospodarcza i Uniwersytet Szczeciński podpisały umowę o współpracy

Możliwość odbywania praktyk przez studentów w firmach zrzeszonych w Północnej Izbie Gospodarczej, opracowywanie strategii gospodarczych, a także aktywny udział w kształtowaniu dydaktyki Uczelni w oparciu o opinie przedsiębiorców i bieżące zapotrzebowanie na szczecińskim i zachodniopomorskim rynku pracy – wspólne plany Uniwersytetu Szczecińskiego oraz Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie są bardzo ambitne. Uczelnia oraz samorząd gospodarczy we wtorek podpisały porozumienie o współpracy. – Sformalizowaliśmy naszą współpracę oficjalnie, ale współdziałaliśmy już wcześniej. Uniwersytet Szczeciński to największa regionalna uczelnia, posiadająca ogromny potencjał intelektualny, który w połączeniu z kreatywnością i planami naszych przedsiębiorców może przyczyniać się do dynamicznego rozwoju gospodarczego naszego miasta. Szczecin potrzebuje studentów, nasi przedsiębiorcy potrzebują dobrych pracowników i chcą im płacić wysokie wynagrodzenia. Musimy współdziałać, by wszystkie ze stron były zadowolone i zainteresowane współpracą – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Współpraca Uniwersytetu Szczecińskiego i Izby. Plany i oczekiwania

Porozumienie o współpracy obejmować będzie m.in. współpracę dydaktyczną czy przygotowanie programu praktyk i staży w firmach zrzeszonych w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie. Jak mówi Rektor US prof. dr hab. Waldemar Tarczyński to cenne porozumienie, bo otwiera przed studentami szansę poznania firm, które aktywnie rekrutują w naszym mieście i budują swoje zespoły w oparciu o absolwentów szczecińskich uczelni: – Styk uczelni i gospodarki jest kluczowy, jesteśmy po to żeby służyć, a ta służba to nie tylko kształcenie przyszłych kadr i pracowników, ale i współpraca z przedsiębiorcami. Północna Izba Gospodarcza jest silnym ogniwem, mamy nadzieję, że nasi studenci nie tylko będą mogli poznawać firmy zrzeszone w Izbie, ale dowiedzą się jak rozpocząć działalność gospodarczą, jak zakładać swoje firmy i je rozwijać – mówi Rektor Tarczyński.

Współpraca będzie obejmować kierunki specjalistyczne, ale i te o charakterze ogólnym: – Mamy Wydział Ekonomii, Finansów i Zarządzania, gdzie styk z firmami jest bardzo duży. Na tych kierunkach trudno jest działać bez przedsiębiorców. To obszary, które są istotne dla firm i ich współpracowników – dodaje Rektor US.

„Absolwenci mogą liczyć na miejsca pracy, które zapewnią im rozwój i dobre wynagrodzenie”

Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk ma nadzieję, że studenci Uniwersytetu Szczecińskiego będą chcieli lepiej poznawać firmy ze Szczecina i regionu. Taka współpraca może poskutkować tym, że zdecydują oni na pozostanie i rozwijanie kariery w naszym mieście. – Współpraca z uczelniami jest ważna dla naszych przedsiębiorców, oni mają przygotowanych wiele doskonałych ofert pracy. Firmy się rozwijają, ale potrzebują do tego młodych, ambitnych i kreatywnych pracowników. Absolwenci mogą liczyć na miejsca pracy, które zapewnią im rozwój i dobre wynagrodzenie. Dobre miejsce pracy to nie tylko Poznań, Wrocław czy Warszawa. Chcemy uświadamiać studentów, że mamy doskonałych przedsiębiorców, którzy bardzo na nich czekają – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Mam nadzieję, że aktualne władze Uniwersytetu Szczecińskiego zauważają ogromne pole do współdziałania między Uczelnią, a naszym samorządem gospodarczym. Duża otwartość prof. Waldemara Tarczyńskiego zwiastuje chęć współpracy i zupełnie nowe otwarcie w relacjach Uniwersytetu Szczecińskiego z przedsiębiorcami. Musimy dopasować dydaktykę kształcenia do potrzeb rynku pracy, to stawiamy sobie za główne zadanie – dodaje Jarosław Tarczyński, Wiceprezes Izby, a jednocześnie członek Rady Uczelni Uniwersytetu Szczecińskiego.

Wysokość czynszu jednym z głównych czynników wyboru najmowanego mieszkania. Ile są w stanie zapłacić Polacy?

80% wszystkich najmujących i poszukujących mieszkania na najem chce zamknąć się w kwocie 2000 złotych miesięcznie na mieszkanie – wynika z ankiety przeprowadzonej przez SW Research na zlecenie Cushman & Wakefield na reprezentatywnej próbie mieszkańców największych polskich miast. Ponad połowa jest w stanie przeznaczyć na najmowane mieszkanie maksymalnie do 1500 PLN miesięcznie.

Wysokość czynszu

80% wszystkich najmujących obecnie mieszkanie lub poszukujących mieszkania do najęcia, chce zamknąć się w kwocie 2000 złotych miesięcznie. Ponad połowa jest w stanie przeznaczyć na najmowane mieszkanie maksymalnie do 1500 PLN miesięcznie.

Natomiast zasobność portfela ankietowanych pokazuje, że największy procentowo udział respondentów z dochodem netto do 3000 PLN i od 3000 do 5000 PLN przypada na obecnych i potencjalnych najemców.

Wysokość czynszu 2

A jakie umowy są przez najemców najbardziej pożądane? Niemal połowa pytanych wskazała, że najchętniej widzianą umowa najmu byłaby umowa na czas nieokreślony z jednomiesięcznym okresem wypowiedzenia. Dla 14% najemców długość trwania umowy nie ma znaczenia.

Wysokość czynszu 3

Kwestionariusz badawczy został przygotowany na podstawie zagadnień dostarczonych przez ekspertów rynku mieszkaniowego Cushman & Wakefield, a badanie zostało przeprowadzone metodą wywiadów on-line (CAWI – Computer-Assisted Web Interview) wśród użytkowników panelu on-line SW Panel w dniach 19.03-24.03.2021 i 09.04-20.04. Analizą objęto grupę 3078 Polaków powyżej 18 roku życia, z sześciu miast (Warszawa, Kraków, Poznań, Łódź, Trójmiasto, Wrocław). Szczegółowe pytania zadano 1031 ankietowanym, którzy wynajmują albo planują wynająć mieszkanie, próba ma strukturę demograficzną zgodną z taką, jaka jest wśród wynajmujących w wielkich miastach.

30 czerwca Asteroid Day (Dzień Planetoid)

W 2016 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ ustanowiło 30 czerwca Dniem Planetoid (Asteroid Day), aby popularyzować problem zagrożenia ze strony asteroid i wysiłki wielu agencji na całym świecie, w tym Polskiej Agencji Kosmicznej, zmierzające do ochrony przed takimi wydarzeniami.

Asteroid Day to ogólnoświatowa kampania informacyjna, mająca na celu integrowanie środowisk zajmujących się sektorem kosmicznym, w celu dzielenia się wiedzą na temat planetoid oraz ochrony przed możliwymi zderzeniami. Dzień został zaproponowany już w 2014 przez grupę naukowców, astronautów, artystów i inżynierów, wśród których byli m.in. Stephen Hawking i gitarzysta Queen Brian May (skądinąd doktor astrofizyki i miłośnik kosmicznej stereofotografii), jako wydarzenie wypadające w rocznicę katastrofy tunguskiej i ją upamiętniające.

30 czerwca 1908 roku asteroida o rozmiarach około 40-60 metrów wleciała w atmosferę i  wybuchła nad rzeką Podkamienna Tunguska (środkowa Syberia, Rosja) z energią równoważną 5-10 megatonom trotylu, niszcząc przy tym ponad 2000 km kw. tajgi. Gdyby podobne wydarzenie miało miejsce współcześnie na terenach zaludnionych, spowodowałoby miliony ofiar.30 czerwca Asteroid Day (Dzień Planetoid)

Mapa detekcji wejść w atmosferę bolidów wykrytych przez amerykańskie sensory wraz z informacją o energii zdarzenia. Na mapie energią wyróżnia się zdarzenie z 15 lutego 2013 roku z Czelabińska.

NASA szacuje, że zagrażających nam obiektów (tzw. Near Earth Objects, NEO) o rozmiarach 40 metrów i  większych jest około 500 tysięcy. Wiele z nich byłoby bardzo trudno wykryć wcześniej niż kilka dni przed zderzeniem lub bliskim przejściem w okolicy Ziemi.

Ostatnim, współcześnie zarejestrowanym przykładem takiego zagrożenia był 17-metrowy bolid, który wybuchł nad Czelabińskiem w Rosji 15 lutego 2013 roku. Energię tego zdarzenia szacuje się na 440 kiloton trotylu. Fala uderzeniowa zniszczyła szyby kilku tysięcy budynków. W wyniku zdarzenia rany odniosło ponad tysiąc osób, głównie z powodu szkła pochodzącego z rozbitych okien.

Obiekty o rozmiarach 140 metrów i większych są w stanie poczynić katastrofalne w skutkach zniszczenia, które dotknęłyby obszarów równych powierzchnią całym krajom. Do tej pory udało się oszacować około 1/3 NEO o takich rozmiarach.

Na świecie podejmowane są wysiłki, by wykrywać, katalogować i charakteryzować NEO. W pracach biorą udział wiodące agencje kosmiczne i naukowcy z całego świata. Celem tych działań nie jest wyłącznie naukowa ciekawość ale także gromadzenie informacji niezbędnych do zapewnienia bezpieczeństwa. Ochrona przed NEO jest częścią szerszego zagadnienia – śledzenia i wykrywania sztucznych obiektów w przestrzeni okołoziemskiej (Space Surveillance and Tracking-SST), który jest jednym z kierunków działań  Polskiej Agencji Kosmicznej, określonych w Polskiej Strategii Kosmicznej. .

Poradzili sobie z pandemią. Co teraz czeka producentów sprzętu AGD?

Polscy producenci urządzeń i komponentów AGD nie dali się pandemii COVID-19. Po początkowym załamaniu w pierwszej połowie 2020 roku, szybkie odbicie pozwoliło zakończyć rok na poziomie o 10% wyższym niż przed epidemią. Mimo dobrych perspektyw, przed branżą stoją także wyzwania – m.in. zwiększający się nacisk na ekologiczną produkcję, ciągle rozwijająca się technologia, a także rozwój nowych funkcji i podążanie w kierunku produktów, które są coraz bardziej smart.

Z raportu „Producenci i dostawcy AGD w obliczu nowych trendów i wyzwań”, który na zlecenie Santander Bank Polska przygotowała SpotData, wynika, że jednym z najważniejszych trendów w nadchodzących latach będzie bycie bardziej eko. Taka postawa jest wymuszana nie tylko wprowadzanymi przepisami, ale także wymaganiami klientów czy zleceniodawców. Trend „eko” jest bardzo szerokim zagadnieniem, obejmującym wstępny etap projektowania sprzętu czy podzespołów, samego procesu produkcji, transportu czy pakowania produktu końcowego. Postępujące zmiany na tych wszystkich etapach często wymagają inwestycji i przemodelowania obecnych procesów.

Choć w ramach całego łańcucha dostaw firmy z branży AGD już podejmują szereg ekologicznych działań, to jednak w najbliższych latach będą się musiały jeszcze bardziej ”zazielenić”. Są dwa powody tej zmiany. Po pierwsze, klasa średnia krajów rozwiniętych jest coraz bardziej wrażliwa na odpowiedzialność środowiskową produktów i producentów. Po drugie, w życie wchodzą regulacje, którym firmy muszą się podporządkować. Najważniejsze wyzwania z punktu widzenia wytwórców AGD to regulacje dotyczące odpadów, wymogów materiałowych, recyklingu i śladu węglowego – mówi Kamil Mikołajczyk, dyrektor ds. sektora produkcji przemysłowej Santander Bank Polska.

Bezpośrednimi skutkami tych zmian będzie modyfikacja procesów projektowania sprzętu, tak by wykorzystywać więcej surowców i produktów pochodzących z ekologicznych materiałów, które później będą nadawały się do recyklingu. Zmieniane będą też procesy produkcyjne, tak aby w ich trakcie zużywać mniej wody i energii. Coraz częściej wykorzystywane będą odnawialne źródła energii, co pozwoli zmniejszyć koszty funkcjonowania. Zarówno producenci sprzętu AGD, jak i podzespołów, będą musieli też przywiązywać dużą uwagę do opakowań, tak aby nadawały się one do recyklingu i pochodziły z materiałów recyklingowalnych.

Pandemia przyspieszyła popyt na cyfrową kontrolę produkcji

Producenci AGD w Polsce inwestują bardzo dużo, zarówno w relacji do przychodów czy zysków, jak i w przeliczeniu na pracownika. Z około 10 tysiącami EUR inwestycji na pracownika jesteśmy w europejskiej czołówce – wyprzedzamy Niemcy, Hiszpanię czy Włochy, a nieznacznie ustępujemy Austrii.Co teraz czeka producentów sprzętu AGD

Polski sektor AGD czeka kolejna fala robotyzacji i automatyzacji, które zoptymalizują proces produkcyjny. Będzie to reakcja na braki pracowników i rosnące płace. Mimo, że przeciętne wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw bardzo dynamicznie rosną, to firmy borykają się z brakiem wykwalifikowanych pracowników. – mówi Ignacy Morawski, dyrektor SpotData.

Polskie firmy dalej będą rozwijać zautomatyzowane linie produkcyjne, jednak wśród producentów podzespołów nawet większego znaczenia niż automatyzacja, nabierze digitalizacja i wykorzystanie danych. Wiele firm uważa, że okres pandemii zwiększył zapotrzebowanie na dane. Będą one wykorzystywane m.in. do szacowania w czasie rzeczywistym zapotrzebowania na surowce potrzebne do produkcji czy do eliminowania usterek na liniach produkcyjnych.

Nadchodzi era smart

Już obecnie software, czyli oprogramowanie urządzeń, zaczyna odgrywać coraz większe znaczenie niż hardware’u. Najlepiej jest to widoczne w branży rozrywki, ale wkrótce będzie to także widoczne w branży AGD. Dzięki zastosowaniu sztucznej inteligencji, Big Data oraz internetu rzeczy produkty AGD stają się coraz bardziej smart. Za pomocą aplikacji w telefonie można pobierać najnowsze aktualizacje swoich smart produktów, można nimi sterować i łączyć w sieć, tak aby powstała cała infrastruktura smart home.

Co teraz czeka producentów sprzętu AGD 2

W niedalekiej przyszłości będą promowane wszelkiego rodzaju usługi w chmurze: Infrastructure as a Service (IaaS), Platform as a Service (PaaS) i Software as a Service (SaaS) jako odpowiedź na trendy związany z digitalizacją sprzętu AGD. W przyszłości będzie rosło znaczenie i siła dostawców podzespołów elektronicznych oraz aplikacji i usług w chmurze do obsługi smart sprzętu i całego domu.

Kapitał wraca do USA, dolar się umacnia

Po słabszych danych ze Starego Kontynentu inwestorzy przenoszą swoje środki za ocean. Dzisiaj ważne dane na temat nowo utworzonych miejsc pracy w USA.

Dolar znów się umacnia

Rynki czekają już na dzisiejsze dane w sprawie nowoutworzonych miejsc pracy w USA. Inwestorzy najwyraźniej są dobrej myśli, bo już wczoraj wykorzystali trochę słabsze dane z Europy, by przenosić kapitał na drugą stronę oceanu. Umocnienie dolara względem euro o ćwierć centa nie jest czymś niecodziennym. To, co jest ważne w tej historii to fakt, że kapitał, by przepłynąć na drugą stronę oceanu, musiał stąd zniknąć. Znikał z większości rynków naszego regionu. Wczoraj słabszy dzień zanotował nie tylko złoty, ale również czeska korona i forint. Spadki względem dolara były oczywiście proporcjonalnie silniejsze niż względem euro.

Niemcy wygrywają z inflacją

Niemiecka gospodarka z inflacją radzi sobie lepiej niż piłkarze na Euro. Wczorajsze dane pokazują spadek z 2,5% do poziomu 2,3%. Należy pamiętać, że to i tak jeden z najwyższych odczytów w tym kraju od niemal dekady. Z drugiej strony jest to wynik spokojnie mieszczący się w celu inflacyjnym. Jest to również bardzo dobra wiadomość dla decydentów polityki monetarnej strefy euro. Brak presji ze strony głównej lokomotywy Unii na podwyżki stóp procentowych pozwala zachować dalej obecny status quo.

Problemy Hiszpanii

Wczorajsze dane wyglądać mogły na potencjalnie bardzo dobre. Zobaczyliśmy 19,6% wzrostu sprzedaży detalicznej. Problem w tym, że w zeszłym roku był to spadek o 19%. Wartości tych się jednak nie dodaje, a kolejno mnoży, co powoduje, że w dwa lata mieliśmy efektywnie łączny spadek o 3%. Oznacza to, że kraj ten w dalszym ciągu nie wyszedł jeszcze na zero po covidzie. Potwierdza to zresztą wiele dodatkowych czynników, jak przeszło 15% bezrobocie, które spada bardzo powoli, czy kurczący się produkt krajowy brutto. To wszystko dzieje się przy inflacji przekraczającej średnią unijną. Kraje z południa kontynentu są powodem, przez który EBC ma związane ręce w kwestii polityki monetarnej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych należy zwrócić uwagę na:

11:00 – Polska – wstępny odczyt inflacji,

14:15 – USA – raport na temat zatrudnienia ADP.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Fundacja Virtuosa sfinalizowała pierwszy projekt wart ponad milion złotych

Czerwiec był intensywnym miesiącem dla Fundacji Virtuosa, który upłynął pod znakiem III edycji koncertu „Wielcy Artyści Małym Pacjentom” oraz otwarcia pierwszego z projektów Fundacji – Pracowni Kardiologicznej Symulacji Medycznej w Instytucie „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka” (IPCZD) w Warszawie, wartej blisko 1,1 mln złotych. Dzięki wsparciu partnerów ze świata biznesu projekt udało się zrealizować w ciągu zaledwie 4 miesięcy od zainicjowania działalności Fundacji.

Wielcy Artyści Małym Pacjentom

Rozpoczęty 2 lata temu cykl charytatywnych koncertów z udziałem największych światowych gwiazd opery, występujących w formie pro bono, ma na celu zbiórkę funduszy na kompleksową modernizację IPCZD. Czerwcowy koncert, zorganizowany przez Fundację Virtuosa w Ufficio Primo, swoim występem uświetnił znany i uwielbiany przez publiczność na całym świecie kontratenor Jakub Józef Orliński. Całkowity dochód z biletów, czyli prawie 150 000 zł zostanie przeznaczony na początkowe prace przy kompleksowej modernizacji, po 40 latach, Izby Przyjęć oraz Holu Rejestracji 30 poradni specjalistycznych w Instytucie. Wartość całego przedsięwzięcia to ok. 2,5 mln złotych.

Potrzeby dzieci na pierwszym miejscu

Kompleksowa modernizacja obejmie blisko 1100 mkw. powierzchni, która zostanie podzielona i dostosowana pod potrzeby konkretnych grup małych pacjentów, w tym noworodków, dzieci w wieku przedszkolnym i nastolatków. Własną przestrzeń znajdą również dzieci z porażeniem mózgowym i dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu, które będą miały do dyspozycji wysokiej klasy ścianę sensoryczną. Jednym z etapów projektu jest odpowiednie przystosowanie i wyposażenie w najnowocześniejsze sprzęty części Izby Przyjęć przeznaczonej dla dzieci obłożnie chorych oraz przywożonych do Instytutu karetką bądź helikopterem.

– To będzie pierwsza Izba Przyjęć w Polsce, która w tak dużym stopniu pochyli się nad tematem pierwszego zderzenia dziecka ze szpitalem. Poza nowoczesnym sprzętem i funkcjonalnym rozkładem oraz wyposażeniem pomieszczeń ogromną rolę w tym projekcie odgrywa kolor i jego wpływ na samopoczucie małych pacjentów. Badania potwierdzają, że na dzieci najbardziej kojąco działają barwy ziemi, czyli beże, jasne brązy i zielenie, dlatego też użyjemy ich przy renowacji Izby Przyjęć i Holu Rejestracji Instytutu. Chcemy zrobić wszystko, żeby ułatwić dzieciom ten trudny moment zetknięcia ze szpitalem, poprzez m.in. skrócenie ścieżki pacjenta, a także przemodelowanie samego procesu rejestracji, który nie będzie już się odbywał w pomieszczeniach wspólnych, w których trudno o poczucie prywatności, a także zachowanie bezpieczeństwa epidemiologicznego – mówi Patrycja Piekutowska, prezes Fundacji Virtuosa i ambasador Instytutu „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka”.

Prace nad I etapem modernizacji, który obejmie około 400 mkw. – m.in. cały hol główny rejestracji, rozpoczną się już w drugiej połowie lipca i mają zostać ukończone na początku września.

Pierwszy projekt już zrealizowany

Modernizacja Izby Przyjęć oraz Holu Rejestracji w IPCZD nie będzie pierwszym projektem Fundacji Virtuosa. W czerwcu działalność rozpoczęła pierwsza w Polsce Pracownia Symulacji Kardiologicznej w Instytucie „Pomnik- Centrum Zdrowia Dziecka”, która pozwoli zapewnić profesjonalne warunki do szkolenia kadry lekarskiej, biorącej udział w interwencyjnych zabiegach medycznych (czyli bez otwierania klatki piersiowej) wymagających najwyższej precyzji.

Na nową pracownię składa się m.in. sala dydaktyczna z najwyższej klasy sprzętem multimedialnym służącym do pokazywania na żywo zabiegów wprost z pracowni sercowo-naczyniowej, sala komputerowa, a także pracownia druku 3D, która umożliwia drukowanie modeli serc konkretnych dzieci i dopasowanie pod nie odpowiednich narzędzi.

Ogromny wkład w realizację projektu miała Fundacja Globalworth, która przeznaczyła 123 tys. euro na sfinansowanie najważniejszych sprzętów symulacyjnych w Pracowni.

– Każdego roku około 4000 dzieci rodzi się w Polsce z wrodzoną wadą serca. Dlatego postanowiliśmy wesprzeć ten niezwykły projekt, który przyczyni się do ratowania i polepszania jakości życia dzieci z wadą serca. Cieszymy się, że nasze działania mają realny wpływ na poprawę rzeczywistości małych pacjentów – mówi Georgiana Iliescu, dyrektor zarządzająca Fundacji Globalworth.

Potrzeby pacjentów oraz stały postęp stawiają przed lekarzami coraz wyższe wymagania – centrum szkoleniowe umożliwi specjalistom efektywniejsze leczenie dzieci, jak również zapewni nowe standardy edukacji studentom uczelni medycznych w Polsce. Pozwoli to na zwiększenie liczby przeszkolonych lekarzy różnych specjalności i studentów z kilku do kilkudziesięciu rocznie. Pracownia będzie pełnić też rolę miejsca, w którym kadra medyczna będzie przygotowywać się do rozmów z rodzicami pacjentów.

– Symulacja jako metoda edukacyjna skraca czas nabywania umiejętności medycznych. Dostępne symulatory pozwalają na dokładne odtworzenie warunków naturalnych, przez co wielokrotne wykonywanie stałych elementów na przykład kardiologicznych zabiegów interwencyjnych, staje się bardziej rutynowe. Ostatecznie zwiększa to precyzję, więc poprawia jakość leczenia dzieci – mówi Grażyna Brzezińska-Rajszys, dr hab. med. prof. Instytutu.

Realizacja projektu nie byłaby możliwa bez wsparcia drugiego z głównych sponsorów – firmy Hillwood A Perot Company oraz partnerów: MediaMarkt, Simedu, Mabau, nora by Interface, CAL, CONTRACT, Sopro, SYSTEXX by Virtulan i Fundacji Serce Dziecka.

– Wraz z otwarciem Pracowni Symulacji Kardiologicznej spełniło się jedno z moich największych marzeń, które kiełkowało we mnie od momentu, kiedy 12 lat temu czekałam pod małym gabinetem na wynik zabiegu kardiologii interwencyjnej mojego dwudniowego wtedy synka. Nie śniło mi się wtedy, że pewnego dnia zostanę prezesem Fundacji, która pomoże mi takie marzenia realizować i poznam ludzi, z którymi będzie to możliwe, takich jak wybitna kardiolog, profesor Grażyna Brzezińska – Rajszys, Monika Rajska-Wolińska ze wspierającej nasze działania firmy Colliers czy członkowie zarządu Fundacji Globalworth. Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do realizacji tego spektakularnego przedsięwzięcia – mówi Patrycja Piekutowska.

Zadbany wygląd, dobry gust, pewność siebie – atrybuty konsumenta kupującego modę w sieci

Tworząc kampanię marketingową skierowaną do osób kupujących odzież online warto wiedzieć, do kogo tak właściwie mówimy. Wyniki najnowszego badania Grupy Domodi opracowanego we współpracy z WP.PL dostarczają ciekawych insightów dotyczących tej grupy docelowej. Tym razem swoją uwagę skierowaliśmy na opinie użytkowników w kwestii ich wyglądu, samooceny, emocji towarzyszącym zakupom w sieci.

Zrealizowane badania wykazały, że osoby kupujące modę online raczej nie starają się wyróżniać z tłumu, wręcz nie chcą, aby uważano, że zbytnio starają się pod względem ubioru, czy wyglądu. Zadeklarowało tak niemal 50% ankietowanych. Co zaskakujące, w obliczu wciąż jednak silnego zjawiska fast fashion, podążającego za najnowszymi trendami modowymi, badani preferują jednak wygodę niż bycie “na czasie” (67%). Nie oznacza to jednak, że nie lubią wyglądać dobrze, wręcz przeciwnie – dbają o siebie (60%), uważają się za osoby z dobrym gustem (54%), a 43% z nich jest zdania, że zwraca większą uwagę na strój niż inni.

Zadbany wygląd, dobry gust, pewność siebie – atrybuty konsumenta online

To, że osoby kupujące modę w sieci zwracają uwagę na swój wygląd i ubiór wydaje się czymś oczywistym. Natomiast zdecydowanie dominują w tym aspekcie osoby młodsze. Prawie połowa z nich uważa, że przywiązuje większą wagę do ubioru niż inni. Jednocześnie osoby do 24 roku życia wykazują niższą pewność siebie w porównaniu do bardziej dojrzałych wiekiem osób kupujących modę online. Młodym bardziej zależy na zdaniu otoczenia, z wiekiem ta tendencja spada i opinia innych ludzi nie ma już takiego znaczenia. Jest to ważne jedynie dla ⅓ badanych po 24 roku życia.  Nie zmienia to faktu, że bez względu na wiek, osoby robiące zakupy odzieżowe w sieci mają się za jednostki wykazujące się dobrym gustem (54% ankietowanych). Z kolei czynnik płci wpływa już na wyniki badania. Pokazuje, że  kobiety w 59% doceniają swój gust, natomiast mężczyźni niemal w tylu samu procentach (56%)  nie są przekonani co do swojego poczucia stylu czy gustu.

Zakupy dla siebie, nie dla innych

Kupowanie ubrań sprawia przyjemność ponad 55% konsumentów robiących zakupy modowe w internecie. Panie wiodą prym w tym aspekcie, ponieważ taki stosunek do zakupów odzieżowych deklaruje aż 64% z nich, podczas gdy u mężczyzn jest to tylko 37%.  Również kobiety czerpią większą przyjemność z samego faktu dbania o siebie (64% vs 46%), którego jednym z elementów jest właśnie ubiór. Nie oznacza to jednak, że badani kupują ciuchy, aby zwracać na siebie uwagę i udowadniać, jak dobry mają gust, czy jak dobrze znają się na modzie. Wręcz przeciwnie. Ankietowani nie chcą, aby myślano, że zbytnio starają się w kwestii modnego wyglądu, nie przepadają za wyróżnianiem się z tłumu. Oczywiście wiek ma tutaj również znaczący wpływ na postawy badanych, zdecydowanie wolą błyszczeć mężczyźni do 39 roku życia i kobiety do 24 roku życia, najmniej kobiety w wieku 60+.

Wygoda ponad trendy

“Pandemia odcisnęła piętno na rynku fashion, ale także, jak wynika z badań,  na stosunku konsumenta do mody. Trendy nie są już tak bardzo istotne dla ankietowanych, tylko 34% z nich lubi być na bieżąco z najnowszą modą, 25% ma do tego ambiwalentny stosunek, a aż 40% nie zwraca na ten aspekt w ogóle uwagi. Osoby kupujące modę online stawiają obecnie na wygodę, młody wygląd, stąd stale rosnąca popularność comfy clothes, czy odzieży sportowej.” – podsumowuje wyniki badań Agata Kostrzewa-Mazurek, Marketing & Communication Expert, Grupa Domodi.

Z badań wynika także, że ponad 44% ankietowanych regularnie uprawia sport, aż 73%  z nich uważa, że prawdziwe piękno pochodzi z wnętrza człowieka. Nie marnują więc czasu na podążanie za trendami. Co ciekawe najbardziej ulegają trendom są osoby po sześćdziesiątce (47%), a wśród nich przede wszystkim panowie (57%).

Wraz z wiekiem zmieniamy podejście do mody, trendów, samoakceptacji związanej z własnym wyglądem. Równolegle z przybywającymi latami rośnie nasza pewności siebie, natomiast potrzeba polegania na opiniach innych traci na wartości. Podobny proces odbywa się na szerszą skalę w branży mody, przesuwając punkt ciężkości od fast fashion w kierunku slow, czego źródłem jest właśnie zmieniająca się świadomość konsumencka, dbałość o siebie, ale i o innych.

Pandemia mocno przystopowała chęć i potrzebę nadążania za modowymi trendami, zwolnił przez nią cały świat, zwolniła moda, zwolniliśmy i zatrzymaliśmy się na chwilę

refleksji i my, konsumenci. Czy wszystko rozpędzi się na nowo? Być może, ale to jeszcze chwilę potrwa. Dlatego warto rozważyć korektę swoich strategii komunikacji do klienta w oparciu o zaprezentowane w raporcie insighty.

Raport opracowano na podstawie wyników badań przeprowadzonych za pomocą narzędzia SoftReport Explorer. Próba badawcza (Target Group Index Kantar MillwardBrown): osoby kupujące odzież, buty i dodatki online w wieku 15-75 lat.

Cena akcji Shoper w IPO została ustalona na 47 zł

Oferta publiczna akcji Shoper cieszyła się wysokim zainteresowaniem inwestorów. Cena sprzedaży jednej akcji w ofercie została ustalona na poziomie ceny maksymalnej, czyli 47,00 zł. Wartość oferty wyniesie 363 mln zł, z czego 91,9 proc. akcji zostanie nabytych przez inwestorów instytucjonalnych, a pozostałe 8,1 proc. przez inwestorów indywidualnych.

– Oferta Shoper spotkała się z wysokim zainteresowaniem ze strony inwestorów. W trakcie spotkań roadshow otrzymaliśmy od inwestorów instytucjonalnych wiele pozytywnych opinii w kontekście naszego modelu biznesowego opartego na rozwiązaniach SaaS oraz pay-as-you-grow, który pozwala nam rosnąć wraz z użytkownikami naszej platformy. Potencjał do dalszego skalowania biznesu został oceniony pozytywnie, a przed nami wymagająca praca, aby zrealizować obraną strategię i w dalszym ciągu dynamicznie zwiększać wyniki rok do roku. Cieszy nas również zainteresowanie ze strony inwestorów indywidualnych, którzy zyskują dostęp do kolejnego ciekawego podmiotu z ekspozycją na branżę e-commerce – komentuje Marcin Kuśmierz, prezes zarządu Shoper.

Shoper to lider na polskim rynku dostawców oprogramowania dla e-commerce w modelu SaaS – z danych Spółki wynika, że posiada około 45% udział w rynku pod kątem liczby obsługiwanych klientów, a wliczając sklepy sprzedawane na zasadzie private label, udział ten wzrasta do około 57%. Umożliwia przedsiębiorcom wygodne, szybkie i łatwe założenie własnego sklepu internetowego oraz prowadzenie sprzedaży w kanale online. Na kompleksową ofertę Spółki składa się udostępniana w formie abonamentu platforma Shoper, pozwalająca na elastyczne dopasowanie do potrzeb danego klienta oraz szereg usług sprzedawanych w modelu pay-as-you-grow (PAYG), skorelowanych bezpośrednio z liczbą zamówień lub wielkością obrotów (GMV) generowanych przez sklepy na platformie.

Przedmiotem oferty jest 7.731.628 akcji spółki, które reprezentują 27,11 proc. kapitału zakładowego oraz 27,50 proc. głosów na Walnym Zgromadzeniu (razem z opcją stabilizacyjną ok. 9% liczby akcji w ofercie). Oferującymi akcje są obecni akcjonariusze spółki, tj. fundusz private equity V4C POLAND PLUS FUND S.C.A. SICAV FIAR, Modhaus sp. z o.o., KFF Sarl, Krzysztof Krawczyk oraz Rafał Krawczyk. Akcjonariusze sprzedający oraz Spółka zobowiązali się do nie sprzedawania lub nie emitowania akcji spółki przez okres 360 dni po ofercie. Menadżerami oferty są mBank S.A., Biuro Maklerskie PKO BP oraz WOOD & Company Financial Services, a.s.

Poza ustaleniem ceny za akcję, dokonano również podziału liczby akcji pomiędzy inwestorów indywidualnych, którym ostatecznie zaoferowano 623 512 walorów, stanowiących ok. 8 proc. oferowanych akcji, a inwestorów instytucjonalnych, do których trafi pozostałe 7 108 116 akcji. Data przydziału jest ustalona na 5 lipca.

– Shoper działa na dynamicznie rozwijającym się rynku, a my rośniemy jeszcze szybciej od niego, posiadając bardzo dobre perspektywy na najbliższe lata. Mamy plan osiągnąć nasze ambitne cele w postaci wzrostu bazy użytkowników platformy Shoper do 50 tys. sklepów internetowych w 2026 roku oraz zwiększenia do 80% udziału przychodów skorelowanych ze skalą działalności sklepów w modelu pay-as-you-grow. Pracując nad realizacją tych założeń chcemy przestrzegać najlepszych praktyk spółek giełdowych i zyskać zaufanie w oczach inwestorów – dodaje Marcin Kuśmierz.

Z rozwiązań oferowanych przez Shoper na koniec I kwartału 2021 r. korzystało ponad 21 tys. sklepów, w tym około 17 tys. klientów bezpośrednich, którzy w ciągu 12 miesięcy zakończonych 31 marca 2021 r. wygenerowali niemal 4,5 mld zł GMV1). Pozostałe ok. 4 tys. sklepów zostało sprzedanych w formule Private Label przez partnerów Spółki. Z usług Shoper korzystają m.in.: Wawel, Kanał Sportowy, Pat&Rub, Kruger&Matz, Agencja Mienia Wojskowego.

W I kwartale 2021 r. Shoper wypracował ok. 15,8 mln zł przychodów, co oznacza wzrost o 71 proc. r/r. Zysk z działalności operacyjnej wzrósł o 69 proc. do ok. 5,5 mln zł, a zysk netto o 92 proc. do ok. 4,5 mln zł.

W maju 12 tys. Ukraińców dostało zezwolenie na pobyt czasowy w Polsce. To o 40% więcej niż rok wcześniej

W maju br. o prawie 40% wzrosła liczba zezwoleń na pobyt czasowy, wydanych Ukraińcom, w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Jak wynika z danych UdSC, jeszcze większe wzrosty dotyczą zgód na pobyt rezydenta długoterminowego WE/UE i zezwoleń na pobyt stały. Tu różnice wyniosły odpowiednio ponad 90% i blisko 55%. Najwięcej pozytywnych decyzji w ww. sprawach podjął wojewoda mazowiecki.

Z danych przekazanych przez Urząd do Spraw Cudzoziemców wynika, że w maju br. zezwolenie na pobyt czasowy uzyskało 12 100 obywateli Ukrainy. To o 3 454 więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków było 8 646.

– Statystyki te odzwierciedlają długoterminowe trendy, a nie tylko chwilowe zawirowanie spowodowane pandemią. Po prostu polskie społeczeństwo bardzo się starzeje. Mamy niskie bezrobocie, ale też duży udział osób biernych zawodowo. Natomiast przeszło rok temu, zarówno przedsiębiorcy, jak i Ukraińcy, czuli się niepewnie. Ponadto wydłużono możliwość pracy w Polsce bez konieczności załatwiania kolejnych formalności – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Jak zaznacza Tomasz Cytrynowicz, dyrektor Biura Szefa UdSC, liczba zezwoleń na pobyt wzrasta systematycznie od 2015 r. Dominują te związane z pracą. Podaż i popyt na nią nie słabną. Obywatele Ukrainy korzystają również z uproszczonego dostępu do naszego rynku pracy. Według Jeremiego Mordasewicza, Ukraińcy przyjeżdżający do naszego kraju są bardzo elastyczni. Wykonują obowiązki zawodowe w danej miejscowości, a później – w innej. Ponadto często wybierają zajęcia poniżej swoich kwalifikacji. I zajmują stanowiska, które nie cieszą się zainteresowaniem wśród Polaków.

– Wielu Ukraińców przed epidemią przyjeżdżało tylko na kilka miesięcy, a następnie wracało do domu, żeby wyrobić kolejną wizę lub zaczekać na odnowienie ruchu bezwizowego. Ograniczenia w przekraczaniu granic spowodowały, że wielu z nich zdecydowało się na legalizację pobytu w Polsce bez wyjazdu na Ukrainę. Robili to poprzez złożenie wniosku o udzielenie zezwolenia na pobyt czasowy – podkreśla Michał Wysłocki, ekspert BCC oraz dyrektor Działu Prawa Imigracyjnego w Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

W maju br. najwięcej zezwoleń na pobyt czasowy dla Ukraińców wydał wojewoda mazowiecki – 1 975. Dalej widzimy przedstawicieli administracji z woj.  dolnośląskiego – 1 475 , wielkopolskiego – 1 440, małopolskiego – 1 391 i śląskiego – 975. Natomiast na drugim końcu zestawienia znajdują się woj. świętokrzyskie –121, podlaskie –156, opolskie – 244, warmińsko-mazurskie – 247 i podkarpackie – 320.

– Od kilku lat ranking ilości wydawanych zezwoleń na pobyt czasowy w Polsce wygląda podobnie. Na czele są te województwa, w których cudzoziemcom najłatwiej o pracę, a tym samym – o podstawę legalizacji pobytu. Zdarza się, że w niektórych częściach Polski udaje się uzyskiwać zezwolenia na pobyt czasowy szybciej niż w innych. Cudzoziemcy zatem są gotowi nawet zmienić miejsce zamieszkania, żeby wniosek złożyć do wojewody działającego sprawniej – dodaje ekspert BCC.

Natomiast 487 zezwoleń na pobyt czasowy dla obywateli Ukrainy wydał Szef Urzędu ds. Cudzoziemców. On jest instancją odwoławczą od decyzji wojewodów, o czym informuje Tomasz Cytrynowicz. W przypadku, gdy istnieją wszystkie przesłanki może on udzielić takiego zezwolenia. A im więcej odwołań, tym więcej decyzji.

– W wielu przypadkach udałoby się uniknąć angażowania organu odwoławczego. Bardzo często negatywne decyzje w I instancji wynikają z faktu nieuzupełnienia lub nieprawidłowego złożenia dokumentacji. Dopiero po negatywnej decyzji cudzoziemiec uzupełnia, w toku postępowania odwoławczego, materiał dowodowy. Dzięki temu Szef UdSC może finalnie udzielić zezwolenia. Widać też, że urzędy wojewódzkie coraz lepiej informują o tym, jakie dokumenty i w jakiej formie muszą być złożone – mówi Michał Wysłocki.

Rok do roku widoczne są też wzrosty w przypadku liczby zezwoleń na pobyt rezydenta długoterminowego WE/UE (maj 2021 rok – 253, maj 2020 rok – 133). Ostatnio najwięcej decyzji w tej kwestii wydał wojewoda mazowiecki – 76. Dalej w zestawieniu są jego odpowiednicy z woj. małopolskiego – 66, dolnośląskiego – 31, łódzkiego oraz wielkopolskiego – po 15. Natomiast Szef UdSC wydał jedno takie zezwolenie.

– Z roku na rok przybywa cudzoziemców, którzy spełniają przesłanki udzielenia im zezwoleń pobytowych wydawanych na czas nieoznaczony, czyli na pobyt stały lub rezydenta długoterminowego UE. By się o nie ubiegać, należy przebywać nieprzerwanie na terytorium RP przez określony czas liczony w latach. Przesłanką dodatkową może być też małżeństwo z obywatelem RP – opisuje ekspert z BCC.

Wzrosła również liczba wydanych zezwoleń na pobyt stały. W maju tego roku było ich 498, a w analogicznym okresie 2020 roku – 322. I w tym przypadku najwięcej zezwoleń wydał wojewoda mazowiecki – 123. Kolejne miejsca należą do jego odpowiedników z woj. małopolskiego – 72, lubelskiego – 48, łódzkiego – 44 i zachodniopomorskiego – 36. Z kolei Szef UdSC wydał 2 takie zgody.

– Mazowsze i Małopolska mają potencjał gospodarczy, dlatego przyciągają obcokrajowców. Ukraińcy wybierają tereny położone blisko granicy, a także te, na których już mieszkają ich rodacy. W tym zestawieniu pojawia się też województwo zachodniopomorskie, co może mieć związek z jego profilem. Tam jest sporo gospodarstw rolnych, a ponadto łatwiej z tego obszaru poszukiwać pracy w Niemczech. Polacy wyjeżdżają, a na ich miejsce przybywają pracownicy z Ukrainy – podsumowuje doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Multidłużnik to nie multimilioner

22,3 mld zł – tyle wynosi łączne zadłużenie konsumentów-multidłużników, czyli osób wpisanych do Krajowego Rejestru Długów, które mają co najmniej 3 wierzycieli. W ciągu zaledwie trzech lat ich nieuregulowane zobowiązania zwiększyły się o 1,2 mld zł. Rekordzista zalega z płatnościami wobec… 151 wierzycieli, a jego dług wynosi 11,6 mln zł.

Niespłacone zobowiązania wszystkich Polaków wpisanych do KRD wynoszą obecnie 47,8 mld zł. Ma je 2,4 mln osób. Wśród nich są też multidłużnicy, tj. konsumenci, którzy zalegają co najmniej 3 wierzycielom. W KRD figuruje prawie 590 tys. takich osób. Ich łączny dług to 22,3 mld zł. Grono ich wierzycieli jest liczne, bo razem to 6 165 firm.

– Zaległości multidłużników stanowią niemal połowę całego zadłużenia konsumentów, co pokazuje skalę problemu. Multidłużnik to często osoba, która wpadła w pętlę finansową. Zazwyczaj powodem narastającego zadłużenia jest zbyt duża liczba aktywnych zobowiązań oraz finansowanie każdej potrzeby pożyczonymi pieniędzmi. Zaciąganie kredytów czy kupowanie na raty nie jest niczym złym, pod warunkiem, że panujemy nad spłatą zobowiązań i świadomie planujemy wydatki. Warto też posiadać oszczędności, które bardzo przydają się w momencie nagłej utraty pracy bądź konieczności poniesienia dodatkowych nakładów finansowych – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Multidłużnik kontra zwykły dłużnik

Patrząc przez pryzmat wieku, najmocniej obciążone są osoby pomiędzy 36. a 45. rokiem życia, mające do oddania aż 7,8 mld zł. Problem najmocniej dotyczy miejscowości powyżej 300 tys. mieszkańców, gdzie zaległości urosły do 4,7 mld zł, ale niewiele mniej wynoszą one w miejscowościach poniżej 5 tys. mieszkańców, gdzie multidłużnicy mają do oddania 4,6 mld zł.

Najwięcej multidłużników mieszka na Śląsku – 99,5 tys. osób. Mają łącznie 3,6 mld zł. Niewiele mniej mają do oddania na Mazowszu – tam uzbierała się kwota 3 mld zł. Na trzecim miejscu są Dolnoślązacy z sumą 2,1 mld zł.

Rekord należy do mężczyzny z Warszawy, który ma 925 zobowiązań wobec 151 wierzycieli. Powinien im oddać łącznie 11,6 mln zł. Jest w grupie wiekowej 46-55 lat. Dla porównania jeszcze trzy lata temu dłużnik-rekordzista miał 75 wierzycieli, był im winien łącznie 3,7 mln zł.

Według badania „Zadłużenie Polaków”, przeprowadzonego przez IMAS International na zlecenie KRD w listopadzie 2020 r. z okazji przypadającego wtedy Dnia bez Długów, aż 30 proc. Polaków mających zaległości finansowe przyznaje, że nie radzi sobie z ich spłatą, a 61,5 proc. czuje się nimi przytłoczonych. Chcąc je spłacić, zazwyczaj proszą o pomoc finansową rodzinę.

Z doświadczenia firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso wynika, że multidłużnicy w ostatnim czasie tłumaczą swoje zaległości sytuacją pandemiczną w kraju i związaną z tym utratą pracy bądź dodatkowego źródła dochodu. Wskazują, że mają inne zobowiązania, które muszą spłacać. Trafiają do windykacji głównie za nieopłacone polisy ubezpieczeniowe i zaległości wobec operatorów komórkowych. Według danych Kaczmarski Inkasso 15 proc. dłużników ma co najmniej 2 sprawy przekazane do windykacji.

Z perspektywy negocjatora, który kontaktuje się z multidłużnikiem, najważniejszy jest dobry wywiad i właściwe rozpoznanie sytuacji materialnej. Na tej podstawie jest on w stanie przygotować realny plan spłaty zobowiązań, dostosowany do możliwości dłużnika. Pomoże to konsumentowi nie tylko uregulować zaległości, ale przede wszystkim wyjść na prostą. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, że kilka zmian wprowadzonych w domowym budżecie i priorytetach wydatków jest w stanie przywrócić im równowagę finansową. Właśnie to wyjście z wielokrotnych długów i spłata zobowiązań jest głównym celem działania negocjatorów – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Spiętrzone alimenty i kredyty

Najgorzej sytuacja wyglądała w czerwcu ub. r., a więc w szczycie pandemii, kiedy dłużnicy posiadający co najmniej 3 wierzycieli mieli 22,9 mld zł zaległości, czyli o 600 mln zł więcej niż obecnie. W wyjściu na prostą nie pomagały redukcje zatrudnienia, trudności w znalezieniu nowych bądź dodatkowych źródeł dochodu oraz inflacja windująca koszty utrzymania. Widać to było w badaniu „Barometr oszczędności”, jakie KRD przeprowadziło w październiku 2020 r. – 38 proc. konsumentów mówiło wprost, że podczas epidemii koronawirusa ich położenie ekonomiczne się pogorszyło. Rodacy deklarowali, że starają się panować nad wydatkami – niemal 40 proc. osób kontrolowało je mocniej niż wcześniej. Jednak ponad połowa nie zmieniła swojego podejścia do wydawania pieniędzy – zarządzała nimi tak samo jak przed COVID-19.

Kluczowe jest właśnie to podejście do zarządzania budżetem. Wiele osób żyje w poczuciu, że nie mogą sobie odmawiać przyjemności, nawet jeśli przekracza to ich możliwości finansowe. Tymczasem nasze portfele mają swoją „wyporność”. Zadłużanie się bez refleksji, skąd później wziąć pieniądze na spłatę kredytu czy rat za kino domowe, w efekcie wpędza wiele osób w ślepą uliczkę nadmiernych zaległości – zauważa Adam Łącki.

Najnowsze dane KRD pokazują, że multidłużnicy najgorzej radzą sobie z płaceniem alimentów – to aż 6,3 mld zł nieuregulowanych zobowiązań. Muszą też oddać 1 mld zł bankom, 667 mln zł firmom pożyczkowym, a także 537 mln zł operatorom komórkowym oraz dostawcom telewizji i Internetu. Największe zaległości (9,8 mld zł) mają jednak wobec funduszy sekurytyzacyjnych, które odkupiły długi od pierwotnych wierzycieli.

W gronie multidłużników najwięcej jest tych, którzy mają 3 wierzycieli, czyli 288 tys. osób, następnie 4 wierzycieli – 152 tys. osób oraz 5 wierzycieli – 77 tys. osób. Potem te wartości maleją. Wraz z liczbą wierzycieli przypadających na jednego multidłużnika, zmniejsza się grono samych dłużników.

Nie szukajmy przyczyn na siłę

Emocji na rynkach w tym tygodniu jest zdecydowanie mniej niż na boiskach, mimo że nie brakuje prób podniesienia znaczenia niektórych czynników ryzyka. Dolar jest silniejszy, co wygląda na redukcję ryzyka na koniec miesiąca i kwartału, podczas gdy rynek obligacji i akcji zachowuje spokój.

Trudne są okresy, kiedy rynki są w fazie wyczekiwania na kluczowe informacje, a jednak traderzy, inwestorzy i komentarzowy rynkowi muszą przyjść do pracy i czymś się zająć. Często dochodzi do sytuacji, gdy w wiadomościach opisujących zmiany cen aktywów na siłę szuka się wytłumaczenia spadków i wzrostów. Tak, jakby śmiertelnym grzechem byłoby napisać, że fluktuacje są zwykłym szumem bez znaczenia. Wczoraj najpierw spadki indeksów w Azji, a potem na starcie handlu w USA umocnienie dolara były tłumaczone obawami o rozprzestrzenianie się wariantu Delta Covid-19. ale już dziś odbicie na giełdach w Azji jest przypisywane optymizmowi związanemu ze skutecznością szczepionek w walce z mutacją wirusa. Nie dajmy robić z siebie wariata. Czasami dwa zdarzenia (tutaj: informacje o zakażeniach, spadki na giełdach) mogą występować niezależnie od siebie. Poza tym, co to za euforia z tytuły skuteczności szczepionek, jeśli indeksy nie są w stanie wzrosnąć o więcej niż 0,5 proc.? Czasami najprostsze wytłumaczenia są najlepsze. Mamy koniec miesiąca i kwartału, co zwykle skłania do porządkowania portfeli i redukcji ryzyka. Wydarzaniem tygodnia jest piątkowy raport z rynku pracy USA, gdzie większa reakcja będzie w przypadku lepszych danych (większy wzrost zatrudnienia), gdyż to zwiększy prawdopodobieństwo wcześniejszego startu redukcji skupu aktywów przez Fed. Ale przecież nie odmówię nikomu własnej interpretacji zdarzeń. Mnie też nikt nie zabroni twierdzić, że wczoraj niemieccy piłkarze Bayernu Monachium odpadli z Euro w solidarności ze swoim klubowym kolegą Robertem Lewandowskim.

Czekamy na piątek i raport NFP, a dziś preludium do danym, będzie raport ADP, który informuje o zmianie zatrudnienia w sektorze prywatnym na podstawie danych gromadzonych od klientów firmy księgowej Automatic Data Processing. Już dawno minęły czasy, kiedy ADP był dobrym prognostykiem przed NFP, co jednak nie powstrzymuje uczestników rynku od reagowania na raport prywatnej firmy. Prognozowany na dziś przyrost zatrudnienia na poziomie 600 tys. to relatywnie nisko zawieszona poprzeczka dla pozytywnych zaskoczeń, kiedy popyt na pracę w przyspieszającej gospodarce jest wysoki. Ale negatywnym ryzykiem jest niechęć bezrobotnych do powrotu do pracy, kiedy mają dostęp do hojnych zasiłków. Innymi słowy, duża niepewność dotyczy danych z rynku pracy.

Złoty osłabił się we wtorek, co również zrzucam na karb przetasowań na koniec miesiąca. Dziś EUR/PLN wraca do 4,51, a dodatkowym impulsem wspierającym złotego może być szacunek CPI. Oczekuję utrzymania silnych wzrostów w ujęciu miesięcznym (0,4 proc. m/m), ale efekty bazy pozwolą na lekki spadek dynamiki rocznej (do 4,6 proc. z 4,7 proc.). Wyższe odczyty będą podsycać spekulacje przed kolejnym posiedzeniem RPP, dając złotemu pretekst do umocnienia. Nie wierzę w zasadność takiej reakcji i dalej zakładam bierność Rady, ale przyjmę odmienną reakcję rynku FX.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Szał na domy i działki trwa, ale mieszkania wracają do łask

Dane Otodom podsumowujące drugi kwartał wskazują na tendencję wzrostową niemal we wszystkich kategoriach. W maju ruch w kategorii „domy” był wyższy o 42% r/r, co świadczy o ich nieprzerwanej popularności. Nie słabnie też zainteresowanie działkami, wyszukiwanymi o 80% częściej niż rok temu. Po poluzowaniu obostrzeń i powrocie do wielu aktywności z cienia budynków jednorodzinnych i działek wychodzą ostatnio mieszkania. W tej kategorii ruch był aż o 77% był wyższy niż przed rokiem.

Rynek nie zwalnia, mieszkania wracają

Urodzaj na rynku nieruchomości w drugim kwartale utrzymał się. Domy wciąż sprzedają się jak świeże bułeczki, co przekłada się na niższą podaż. O popularności kategorii świadczy majowy spadek liczby ofert dostępnych w serwisie o 18% r/r, a także wspomniany wzrost ruchu. Jeszcze większe wzrosty dotyczyły działek (80 %) przy 5-procentowym spadku liczby ofert.

Nowością jest wyraźne zwiększenie zainteresowania mieszkaniami na sprzedaż, które stopniowo wracają do łask. Mimo, że ich wybór jest o 7% większy niż przed rokiem, prawdopodobnie wkrótce zaczną one znikać. Wskazuje na to odnotowany w maju wzrost ruchu w kategorii o 77% r/r.

Wpływ na to bez wątpienia miał powrót do względnie normalnego życia. Nie bez wpływu na zainteresowanie nieruchomościami pozostają stosunkowo tanie kredyty oraz rekordowo niskie oprocentowanie lokat, które zachęcają do podjęcia decyzji o zakupie własnego lokum, choćby po to, by uchronić oszczędności przed inflacją. Zwłaszcza, że nieruchomości wciąż drożeją, a ich ceny wyprzedzają spadek wartości złotówki.

Rekordowe ceny mieszkań i domów

Średnia cena mieszkań w Polsce wyniosła w maju 8510 zł na rynku pierwotnym (wzrost o 13% r/r) i 8296 zł na wtórnym (+7% r/r). Majowe ceny domów także galopują: przeciętnie to już 4800 zł za mkw. na rynku pierwotnym (+13% r/r) i 4706 zł na rynku wtórnym (+14% r/r).

Szukamy droższych nieruchomości, ale nie większych

Tęsknotę za większą przestrzenią, wyraźną w statystykach Otodom, szybko zweryfikował rynek i galopujące ceny. W porównaniu z marcem ubiegłego roku na przełomie maja i czerwca nieco wzrosła liczba poszukujących mieszkań do 40 mkw. (z 32% na 33%) i nieco spadła grupa wyszukujących mieszkań większych niż 80 mkw. (z 8% na 7%). W pozostałych przedziałach zainteresowanie utrzymywało się na podobnym poziomie.
Również w przypadku domów zwiększyła się liczba wyszukiwań w najmniejszym przedziale, do 100 mkw. (z 57% do 59%), a poszukujących domów większych niż 225 mkw. jest 6%, o 1% mniej niż na początku pandemii.

Rynkowe wieści nie omijają poszukujących – widzimy więc zwiększoną liczbę wyszukań mieszkań w cenach do 500 000 zł (32% wobec 27% rok temu) kosztem mieszkań do 200 000 zł (z 17% na 12%) i najpopularniejszego jeszcze w marcu 2020 r. przedziału do 350 000 zł (z 35% na 26%). Wzrosło też zainteresowanie mieszkaniami droższymi niż 500 000 zł. Również w przypadku domów wyraźnie widać mniej wyszukań najtańszych nieruchomości, w cenie do 350 000 zł i zwiększanie się zainteresowania domami droższymi niż 500 000 zł.

Zagraniczne konto bezpiecznikiem płynności finansowej firmy

W połowie marca 2021 r., podczas konferencji prasowej, szefowa Krajowej Administracji Skarbowej ujawniła, że w ubiegłym 2020 r. KAS zablokowała z użyciem STIR o 38% więcej pieniędzy na kontach bankowych firm niż w całym 2019 r., i aż o 842% więcej niż w pierwszym roku funkcjonowania systemu. A w planach skarbówki jest blokowanie nie tylko rachunków firmowych, ale i prywatnych. Czy przedsiębiorcy mogą się w jakiś sposób uchronić przed nagłą utratą płynności finansowej i zdolności do pokrywania bieżących zobowiązań oraz kosztów prowadzonej działalności?

Blokada rachunku firmy do 3 dni z możliwością przedłużenia do 3 miesięcy

Działający od 2018 r. System Teleinformatyczny Izby Rozliczeniowej to stosowane przez Krajową Administrację Skarbową narzędzie do inwigilacji kont bankowych przedsiębiorców. Śledzenie to fiskus tłumaczy potrzebą wykrywania nieprawidłowości prowadzących do oszustw podatkowych. W przypadku ich stwierdzenia szef KAS ma prawo zablokować zgromadzone na rachunku firmy pieniądze na okres do 72 godzin. A jeśli uzna, że zachodzi uzasadniona obawa niewykonania zobowiązania podatkowego przekraczającego równowartość 10 000 euro, blokadę rachunku może przedłużyć do 3 miesięcy.

840-procentowy wzrost wartości dokonanych przez szefa KAS blokad

Blokady kont rozliczeniowych firm skarbówka może dokonywać od 30 kwietnia 2018 r. W pierwszym okresie funkcjonowania systemu blokad, do 31 grudnia 2018 r., skarbówka zamroziła w ten sposób na rachunkach 10,2 mln zł. W 2019 r. kwota zablokowanych środków wyniosła już 69,7 mln zł, a w całym poprzednim, 2020 r., było to już 96,15 mln zł. Oznacza to wzrost zablokowanej kwoty o 38% w porównaniu do poprzedniego i o 842% w porównaniu do pierwszego roku funkcjonowania przedmiotowego systemu blokad. Od 1 lipca 2019 r. KAS może również zajmować lokaty terminowe.

Organ może zająć konto, nie mając żadnych dowodów

Przedsiębiorcy funkcjonują obecnie w Polsce w świadomości, że z dnia na dzień, bez tzw. twardych dowodów, szef KAS może zablokować im zgromadzone na rachunku bankowym środki i doprowadzić do utraty płynności finansowej firmy, zdolności do bieżącego pokrycia zobowiązań wobec kontrahentów, wypłat wynagrodzeń, nie mówiąc już o konieczności wstrzymania inwestycji. Potwierdził to Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 20 września 2018 r. (sygn. akt III SA/WA 2057/18), który przyznał, że skarbówka, zajmując firmowe konto, nie musi przeprowadzać żadnego postępowania dowodowego.

Fiskus najpierw zablokował, a potem zajął miliony zgromadzone na koncie spółki

W grudniu 2019 r. jeden z przedsiębiorców, powołując się na szczególnie uzasadnione okoliczności związane z prowadzeniem swojej działalności, zwrócił się do szefa KAS o zwolnienie poczynionych w listopadzie blokad rachunków. Ten, w związku z podejrzeniem ujęcia przez firmę tzw. pustych faktur w swoich rozliczeniach VAT, najpierw zablokował spółce konto na 72 godziny, a następnie przedłużył na czas oznaczony nie dłuższy niż 3 miesiące, blokadę ponad 2,8 mln zł.

Spółka wskazała, że jej wniosek o zwolnienie środków pieniężnych z zablokowanych rachunków bankowych determinuje potrzeba wywiązania się z ciążących na niej zobowiązań, w tym również publicznoprawnych, zapłaty wynagrodzeń. Jak zaznaczył przedsiębiorca, ustanowienie blokady uniemożliwiło mu prowadzenie działalności gospodarczej, co w praktyce może skutkować upadłością.

Oczywiście wniosek okazał się bezskuteczny, bowiem zanim szef KAS go rozpoznał w lutym 2020 r., kilka dni wcześniej naczelnik urzędu skarbowego zarządził zabezpieczenia zobowiązań podatkowych spółki na jej majątku i dokonał zajęcia firmowych kont spółki, które wcześniej zostały objęte ustanowioną przez szefa KAS blokadą.

O tym, czy zgromadzone na kontach spółki miliony złotych zostały słusznie zabezpieczone i zajęte przez skarbówkę, zadecyduje zapewne sąd. Niemniej, nawet gdy sąd stwierdzi, iż blokada nie była słuszna, nie zmieni to faktu, że w jednej chwili, z dnia na dzień, została pozbawiona dostępu do ponad 2,8 mln zł, i to na dłużej niż 3 miesiące (sprawa z 29 maja 2020 r., sygn. akt III SA/Wa 961/20, przed WSA w Warszawie).

Fiskus chce zajmować nie tylko konta firmowe, ale i prywatne przedsiębiorców

Rekordowa kwota zablokowanych ponad 96 mln zł w 2020 r. w połączeniu ze wszystkimi dokonanymi dotąd w ramach STIR blokadami (69,7 mln zł w 2019 r. oraz 10,2 mln zł w 2018 r.) to wciąż kropla w morzu zamiarów fiskusa. Zgodnie bowiem z zapowiedziami Ministerstwa Finansów KAS ma blokować ok. 4,6 tys. rachunków przedsiębiorców rocznie, co w skali 10 lat daje ponad 47 mld zł wpływów do budżetu państwa. A w planach fiskusa jest rozszerzenie systemu blokad na prywatne rachunki oszczędnościowe, oszczędnościowo-rozliczeniowe i rachunki lokat terminowych oraz wydłużenie okresu pierwszej blokady na okres do 96 godzin. Przesłanką uprawniającą do tego szefa KAS ma być podejrzenie wykorzystywania takich rachunków do wyłudzeń podatkowych.

Czy przedsiębiorcy mają jakąś szansę na zabezpieczenie płynności finansowej firmy?

Czy przedsiębiorcy z tym coraz szerszym, postępującym, bezceremonialnym dostępem fiskusa do ich kieszeni i majątku muszą się milcząco godzić? Te autorytarnie wprowadzane regulacje prawne, zezwalające na omawiane działania fiskusa, a zacierające granice możliwej ingerencji organów państwa we własność prywatną, są uchwalane i narzucane odgórnie, tak naprawdę bez pytania o zdanie i zgodę przedsiębiorców. Dość wspomnieć, że w planach ustawodawczych pojawiają się jeszcze takie pomysły, jak konfiskata prewencyjna, pozwalająca zajmować majątki firm bez udowodnienia im zawinionego udziału w przestępstwie czy konfiskata in rem, umożliwiająca organom ścigania dokonywanie zabezpieczeń na majątku podejrzanego już na etapie procesu.

Odpowiedzialny przedsiębiorca, właściciel firmy, pracodawca jest więc niemalże wywoływany do tablicy co do stopnia swojej odpowiedzialności. To on musi się bowiem w takiej rzeczywistości i okolicznościach odnaleźć, jeśli nie chce pewnego dnia stanąć przed koniecznością proszenia szefa KAS o zwolnienie blokady zajętych na rachunku środków, celem pokrycia bieżących zobowiązań swojego przedsiębiorstwa i tym samym ratowania samej firmy.

Odpowiedź na zadane powyżej pytanie jest prosta. Z pomocą przychodzi stara, utarta, zwyczajowa reguła, aby w celu ochrony przed ewentualną kradzieżą, wychodząc z domu, nie trzymać wszystkich pieniędzy w jednej kieszeni. To, że skarbówka stale dąży do poszerzania swoich uprawnień w zakresie dostępu do kont bankowych przedsiębiorców, nie oznacza, że może mieć dostęp do wszystkich ich pieniędzy. Dlatego odpowiedzialnym ruchem dążącego do zabezpieczenia majątku firmy przedsiębiorcy będzie lokowanie części gromadzonych środków poza jurysdykcją szefa KAS i jego uprawnień do blokowania kont.

Posiadanie zagranicznego rachunku bankowego, także w którymś z państw spoza Unii Europejskiej jest czymś normalnym i powszechnie stosowanym. Stąd, zgodnie z przywołaną regułą, nikt nie jest zmuszony do trzymania wszystkich oszczędności w jednym miejscu. Wręcz przeciwnie, odpowiedzialny właściciel majątku powinien go alokować w ramach dywersyfikacji do kilku miejsc, nie tylko dla ochrony przed zmieniającymi się przepisami, ale i z obawy przed zwykłym atakiem hakerskim. Dlaczego mowa tu o odpowiedzialności? Bo od takich prewencyjnych działań może zależeć płynność finansowa firmy, miejsca pracy zatrudnionych w niej pracowników, a nawet jej byt. W konsekwencji zależeć może od nich także bezpieczeństwo rodziny przedsiębiorcy i jego samego. I nie chodzi tu o konieczność przenoszenia całych oszczędności i wpływów na bezpieczne zagraniczne konto, a chociażby ich część. Tak, by w obliczu blokady konta, mogącej trwać nawet dłużej niż 3 miesiące, w tej kryzysowej sytuacji móc uruchomić środki zgromadzone na innym, niepodlegającym jurysdykcji polskiego fiskusa rachunku.

Takich przyjaznych ochronie majątku jurysdykcji jest wiele. Bezpieczne zagraniczne konta oferują np. położone w Europie: Ks. Liechtenstein, Luksemburg czy słynna na całym świecie z najwyższych standardów bankowości Szwajcaria, a spoza UE – np. Singapur. Nie jest to przecież bilet w jedną stronę, i zawsze, w każdej chwili, wszystkie rozmieszczone na zagranicznych kontach pieniądze można cofnąć na konto bankowe w Polsce.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Niemieckie służby bezpieczeństwa monitorują ruchy „antycovidowe”

Niemiecki Urząd Ochrony Konstytucji (BFV) rozpoczął monitorowanie grup związanych z propagowaniem teorii spiskowych dotyczących COVID-19, które „kwestionują legalność państwa”. Niemcy są kolebką jednego z najbardziej radykalnych ruchów sprzeciwiających się „zamykaniu gospodarki”, a publiczne wiece przeciwko restrykcjom epidemiologicznym odbywają się niemal co tydzień. Przyciągają one specyficzną mieszankę uczestników, w tym przeciwników szczepionek, zwolenników teorii spiskowych oraz skrajnie lewicowych i prawicowych partii.

W ostatnich miesiącach demonstracje przeciwko działaniom blokującym gospodarkę przybierały masowy i niekiedy brutalny charakter. Uczestniczyli w nich również członkowie największej niemieckiej skrajnie prawicowej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD), a także antysemickiego ruchu Reichsbürger i zwolennicy Selbstverwalter – niemieckiego odpowiednika ruchu amerykańskich suwerennych obywateli. Niektóre z tych grup skupiają się wokół nowego jądra antyrządowego, które określane jest jako ruch Querdenker.

Termin Querdenker oznacza „myślicieli alternatywnych” (nie podążających z głównym nurtem), zaś ruch reprezentuje nową kategorię antyrządowej aktywności. Jego sympatycy nie są zwolennikami skrajnie lewicowej, prawicowej ani motywowanej religijnie wojowniczości. Ponad 90% sympatyków Querdenkera to osoby w wieku ponad 30 lat, a średni wiek wynosi prawie 50 lat. Ponad 2/3 tych osób należy do klasy średniej, natomiast w równej proporcji głosują one na skrajnie lewicowe bądź skrajnie prawicowe partie. Według badań socjologicznych wśród wyznawców Querdenkera dominuje ksenofobia i negatywne nastawienie wobec muzułmanów.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, dr Marek Ciecierski
Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

Źródło: Portal intelNews.org z 29.04.2021 r.

MNK Partners uruchamia fundusz POLSKA by MNK SPF

MNK Partners, niezależna firma zarządzająca aktywami, specjalizująca się w ogólnoeuropejskich inwestycjach w nieruchomości o wysokim potencjale wartości, ogłasza uruchomienie funduszu POLSKA by MNK, specjalistycznego funduszu profesjonalnego (FPS), podlegającego prawu francuskiemu w formie FCP, którego celem jest inwestowanie głównie w aktywa nieruchomościowe Core+ w sektorze biurowym, logistycznym i handlowym w Polsce.

– Polska to jeden z najbardziej atrakcyjnych krajów w Europie z perspektywami wzrostu, które naszym zdaniem są trwałe i obiecujące. Polska ma uprzywilejowaną pozycję, biorąc pod uwagę jej położenie geograficzne, liczbę ludności oraz dynamizm i dywersyfikację gospodarki. Rozwój polskiego rynku nieruchomości sprzyja średnioterminowym strategiom buy-to-let, a to właśnie chce zaoferować fundusz Polska – wyjaśnia Mansour Khalifé, prezes i założyciel MNK Partners.

Cele i cechy charakterystyczne funduszu: połączenie zysku z potencjałem tworzenia wartości.

Dzięki oportunistycznej i zdywersyfikowanej strategii Fundusz Polska będzie dążył do zbudowania portfela aktywów o wartości 100 milionów euro poprzez inwestowanie w aktywa nieruchomościowe Core+ w Polsce.

– Fundusz będzie koncentrował się na rynku polskim, przede wszystkim na segmentach logistyki, biur i parków handlowych, które świetnie zdały egzamin podczas okresu pandemii i lockdownów. Możemy również inwestować w inne segmenty rynku oraz w krajach sąsiednich, jeśli znajdziemy tam atrakcyjne produkty – mówi Małgorzata Cieślak-Belgy, dyrektor inwestycyjny w MNK Partners.

Spółka zarządzająca zidentyfikowała już aktywa, które odpowiadają tej strategii. O swoich przejęciach poinformuje do trzeciego kwartału 2021 roku.

Prężny rynek i strategiczne położenie geograficzne

Polska jest obecnie jednym z najatrakcyjniejszych krajów w Europie, z perspektywami trwałego wysokiego wzrostu, pomimo kryzysu wywołanego przez Covid-19. Zajmuje uprzywilejowaną pozycję, biorąc pod uwagę jej strategiczne położenie geograficzne w sercu Europy, wielkość jej coraz bardziej wykwalifikowanej populacji (Warszawa, Kraków i Wrocław należą do miast europejskich, w których odsetek dorosłych z wyższym wykształceniem jest najwyższy) oraz dynamikę i dywersyfikację jej gospodarki (stopa bezrobocia na poziomie 3,8% w 2020 r.). Polska, która od 17 lat jest silnie zakotwiczona w UE, przyciąga również coraz więcej kapitału zagranicznego.

– Ten dynamizm znajduje odzwierciedlenie w sektorze nieruchomości poprzez rozwój nowoczesnych, wysokiej klasy biurowców, otwieranie centrów i parków handlowych w różnych miastach kraju, oraz rozwój bazy logistycznej w pobliżu szlaków komunikacyjnych powstałych w ostatnich latach. Jeśli dodamy do tych warunków wyższe niż w Europie Zachodniej stopy kapitalizacji przy zakupie, łatwo zrozumieć zainteresowanie inwestowaniem na polskim rynku nieruchomości – mówi Mansour Khalifé.

Lokalny zespół w sercu Europy

W ramach swojej globalnej strategii europejskiej, a w szczególności dla funduszu Polska by MNK, grupa MNK otworzyła biuro w Warszawie w 2020 roku, aby lepiej oddziaływać w Europie Środkowej, Wschodniej i Północnej. Lokalny zespół składający się z doświadczonych i cenionych pracowników, śledzi rynek i inwestycje w celu lepszego ugruntowania pozycji grupy w regionie i uprzywilejowanego dostępu do aktywów wysokiej jakości, a także do lokalnych graczy. Decyzje inwestycyjne i zarządzanie funduszami są prowadzone z Paryża.

Poza tą lokalną obecnością, MNK Partners posiada silną ekspertyzę na ogólnoeuropejskim rynku nieruchomości. Zespół ma na swoim koncie europejskie osiągnięcia, z ponad 5 miliardami euro zainwestowanymi w całej Europie (15 krajów) w ciągu ostatnich 15 lat.

– Od wielu lat działamy w Europie, co pozwala nam zrozumieć cykle zachodzące na europejskim rynku nieruchomości i korzystać z rozbudowanej sieci partnerów w każdym z europejskich krajów. Dzięki tej lokalizacji w sercu Europy Środkowej uważamy, że mamy uprzywilejowany dostęp do najlepszych możliwości inwestycyjnych w najlepszym interesie naszych inwestorów – wyjaśnia Miranda Khabiri, Dyrektor Zarządzający MNK Partners.

MI5 ostrzega przed szpiegostwem z profesjonalnych witryn internetowych

Brytyjski kontrwywiad MI5 rozpoczął kampanię edukacyjną pt. „Pomyśl, zanim klikniesz”, w której ostrzega urzędników, partnerów w przemyśle i środowisku akademickim przed przeciwnikami tworzącymi fałszywe konta internetowe celem pozyskania osób, które mają dostęp do tajnych informacji. Zagraniczni szpiedzy pod fałszywą tożsamością wabią wybrane cele na osobiste spotkania, podczas których przekupstwem lub szantażem chcą uzyskać informacje. W ciągu ostatnich pięciu lat ponad 10 tys. obywateli Wielkiej Brytanii znalazło się na celowniku agentów wrogich państw, które coraz częściej manipulują profesjonalnymi witrynami, aby pozyskać agentów i skraść tajemnice.

Kampania jest koordynowana przez Centrum Ochrony Infrastruktury Narodowej (CPNI) – ramię brytyjskiej agencji wywiadowczej MI5, które doradza rządowi i biznesowi w zakresie bezpieczeństwa ochronnego. Chociaż urzędnicy nie podają szczegółów, które kraje lub platformy społecznościowe budzą największe obawy, to wiadomo, że Chiny od dawna korzystają z LinkedIn dla celów szpiegowskich.
W trakcie kampanii służby będą wyczulać na oferty pracy, które wyglądają zbyt atrakcyjnie i zachęcać do zgłaszania pracodawcy podejrzanych rekrutacji. Według Kena McCalluma, dyrektora generalnego MI5, fałszywe profile na profesjonalnych witrynach są wykorzystywane na „skalę przemysłową”. Natężenie pracy zdalnej podczas pandemii koronawirusa sprawiło, że urzędnicy państwowi i inne osoby są bardziej narażone na ataki szpiegów w internecie.

Kampania została przetestowana w Wielkiej Brytanii trzy lata temu, ale dopiero teraz zdecydowano się na jej upublicznienie. Wszyscy brytyjscy partnerzy w ramach tzw. Five Eyes udostępniający dane wywiadowcze – Stany Zjednoczone, Kanada, Australia i Nowa Zelandia – podjęli kampanię „pomyśl, zanim klikniesz”, korzystając z materiałów z CPNI.

Paul Rockwell, szef działu bezpieczeństwa w LinkedIn, stwierdził, że jego pracownicy aktywnie poszukują oznak „działalności sponsorowanej przez państwo” i usuwają fałszywe konta, korzystając z informacji pochodzących z różnych źródeł, w tym agencji rządowych. Od stycznia do czerwca ubiegłego roku LinkedIn usunął około 33,7 mln fałszywych kont.

Źródło: Financial Times z 19.04.2021 r.

Kanadyjski wywiad odnotowuje szpiegostwo na poziomie z czasów zimnej wojny

Kanadyjska agencja wywiadowcza CSIS oceniła, że rok 2020 przyniósł najwyższy od zakończenia zimnej wojny poziom zagranicznego szpiegostwa ukierunkowanego na kanadyjskie cele. Jej dyrektor David Vigneault stwierdził, że należy to wiązać z płynnym i szybko ewoluującym środowiskiem bezpieczeństwa wywołanym przez COVID-19. Na działalność szpiegowską narażone były szczególnie kanadyjskie sektory biofarmaceutyczny i nauk przyrodniczych, które realizowały badania nad szczepionkami. Ponadto o wiele poważniejsze w ocenie dyrektora były takie zagrożenia jak brutalny ekstremizm, zagraniczna ingerencja czy złośliwa cyberprzestępczość. CSIS ujawnił, iż prowadził rozmowy ostrzegawcze przed szpiegostwem przynajmniej z 2000 kanadyjskimi interesariuszami.

Zagrożenie szpiegostwem związanym z pandemią zostało również wskazane w raporcie komisji parlamentarnej ds. bezpieczeństwa narodowego i wywiadu. David McGuinty, przewodniczący komisji, stwierdził, że pandemia zmusza niektóre państwa do wzmożenia działań szpiegowskich, ingerencji i ataków cybernetycznych przeciwko kanadyjskim celom, w tym firmom zaangażowanym w rozwój szczepionek.

Kanadyjski wywiad ocenił, iż jednym ze sposobów, w jaki zagraniczne służby gromadziły informacje polityczne, gospodarcze i wojskowe o Kanadzie, było wykorzystanie „nietradycyjnych zbieraczy”, takich jak naukowcy i podmioty prywatne. Ważną rolę odgrywał chiński Program Tysiąca Talentów, uruchomiony w 2008 r., który zachęcał chińskich naukowców za granicą do przenoszenia badań do macierzystego kraju. W konsekwencji duże zasoby kanadyjskiej wiedzy i własności intelektualnej płyną właśnie do Chin.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, dr Marek Ciecierski
Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

Źródło: Agencja CBC z 12.04.2021 r.

Liczba niewypłacalnych firm rośnie, ale formalnych bankrutów jest coraz mniej

Pomoc państwa dla firm jest tak duża, że bardzo trudno przewidywać ile z nich jest potencjalnymi bankrutami. Liczba niewypłacalnych firm rośnie, ale formalnych bankrutów jest coraz mniej.

– Liczba upadłości obniżyła się w kryzysowym 2020 r., co wydaje się paradoksem, ale podobną tendencję obserwujemy w innych krajach – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej. – Przyczyniło się do tego bardzo duże wsparcie państwa udzielone przedsiębiorcom, a także wprowadzenie uproszczonych postępowań o zatwierdzenie układu.

Ten bardzo prosty sposób na przeprowadzenie restrukturyzacji wprowadzony został w czerwcu 2020 r. I nadal obowiązuje, a daje firmom cztery miesiące na zatwierdzenie układu, który nie wymaga rejestracji w sądach.

Natomiast łączna liczba niewypłacalnych przedsiębiorstw wzrosła w 2020 r. o 22 proc. Przy czym w statystykach tych rośnie udział uproszczonych postępowań o zatwierdzenie układu. W I kw. br. wynosił już 70 proc.

– Uproszczone postępowania o zatwierdzenie układu prawdopodobnie zostaną przedłużone do końca listopada br., a później mają być wpisane już na stałe do polskiego systemu prawnego – wyjaśniał G.Sielewicz, podczas zorganizowanej przez Coface po raz szesnasty konferencji Country Risk.

Nagłe przywrócenie kwarantanny dla pracowników z zagranicznych – problemem dla przedsiębiorców oraz migrantów

Pracodawcy, pracownicy zagraniczni oraz agencje miały kilka godzin na przygotowanie się do przywrócenia kwarantanny dla osób przyjeżdżających do Polski.

Informacja o nagłym przywróceniu obowiązku kwarantanny dla podróżnych spoza strefy Schengen stała się sporym kłopotem dla polskich przedsiębiorców, migrantów zarobkowych oraz agencji pracy, które codziennie sprowadzają do kraju od kilku do kilkunastu tysięcy pracowników zagranicznych.

Kwarantanna dla przyjeżdżających – zmiany od 24 czerwca

“W Polsce przybywa nowych mutacji koronawirusa w związku z tym od północy przywracamy 10-dniową kwarantannę dla osób przybywających spoza strefy Schengen” – poinformował popołudniem 23 czerwca wiceminister zdrowia Waldemar Kraska na konferencji prasowej. Dodał, że kwarantannie nie będą podlegały osoby w pełni zaszczepione. Odpowiednie rozporządzenie zostało opublikowane wieczorem tego samego dnia.

Decyzja ta zaskoczyła nie tylko podróżnych z krajów spoza UE, ale również polskich pracodawców oraz agencje pracy, ponieważ nowe restrykcje obejmują także pracowników ze Wschodu, w tym z Ukrainy, przybywających codziennie do Polski.

Zaskoczeni pracownicy ze Wschodu

Nagła zmiana zasad kwarantanny najbardziej uderza w stanowiących silny filar polskiego rynku pracy pracowników ze Wschodu, z których część zmierzała już do Polski, nie spodziewając się obowiązkowej dziesięciodniowej kwarantanny – poinformował Rafał Mróz, dyrektor operacyjny agencji EWL Group. Podkreślił, że tempo szczepień na Ukrainie jest znacznie wolniejsze niż w Polsce, a więc należy przyjąć, że niewielu pracowników przyjedzie do nas już zaszczepionych.

“Informację o decyzji rządu przyjęliśmy z zaskoczeniem. Wymusiła ona na nas szybką reakcję, gdyż musieliśmy w ciągu dosłownie kilku godzin organizować kwarantannę dla kilkuset pracowników, mających przybyć do nas w następnych dniach. Część z nich była już w drodze, więc to na nas spoczywał ciężar objaśnienia im, dlaczego kierujemy ich na kwarantannę, a nie na szybki test antygenowy. Pracownicy nie kryli oburzenia, a część z nich po prostu zrezygnowała z przyjazdu do Polski” – poinformował dyrektor operacyjny EWL.

Dodał, że dzięki błyskawicznej reakcji udało się znaleźć właściwie przystosowane kwatery dla pracowników tymczasowych oraz przygotować się do zabezpieczenia wszystkich niezbędnych potrzeb cudzoziemców, przybywających spoza strefy Schengen.

Polscy pracodawcy muszą poczekać na pracowników z zagranicy

Ponadto dyrektor sprzedaży EWL Michał Wierzchowski zwrócił uwagę na kłopoty, w których znaleźli się polscy pracodawcy oczekujący na pracowników ze Wschodu.

“Natychmiast poinformowaliśmy naszych klientów o tym, że pracownicy będą mogli podjąć zatrudnienie z dziesięciodniowym opóźnieniem. Spotkało się to z ich zrozumieniem, ale też wiemy, że wielu z naszych klientów ma teraz duże kłopoty. Ogłoszenie tak istotnych zmian dosłownie kilka godzin przed wprowadzeniem ich w życie spowodowało, że wiele firm zostało bez rąk do pracy w najważniejszym okresie ich sezonu produkcyjnego, gdzie ludzie są potrzebni “na teraz”, szczególnie w rolnictwie, sektorze spożywczym, logistyce czy HoReCa – wytłumaczył dyrektor sprzedaży EWL. – Klienci podkreślali, że zebrane ogórki czy truskawki nie poczekają dwóch tygodni na przetworzenie. Szczególny kłopot mają ci, którzy na kilka tygodni potrzebują setek pracowników sezonowych, których nie mogą pozyskać z rynku polskiego. Dziesięć dni opóźnienia to często milionowe straty”.

Zdaniem ekspertów EWL Group, polscy przedsiębiorcy rozumieją sens wprowadzenia dodatkowych restrykcji w Polsce oraz wagę bezpieczeństwa w obliczu ewentualnej kolejnej fali pandemii koronawirusa, tym niemniej tak istotne dla rynku pracy zmiany powinny być ogłoszone przynajmniej kilka dni wcześniej, aby można było się do nich przystosować.

Uproszczona restrukturyzacja zdała egzamin, ale polskie firmy pilnie potrzebują dodatkowego wsparcia

Nowe narzędzie, z którego mogą skorzystać zadłużone przedsiębiorstwa, znacząco przyspieszyło proces naprawy polskich firm w czasie pandemii. W opinii ekspertów firmy PMR Restrukturyzacje rządowy projekt wymaga jednak uzupełnienia o kolejne, bardzo potrzebne rozwiązania.

Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne zostało wprowadzone jako tymczasowe rozwiązanie w czerwcu 2020 roku, wraz z tarczą antykryzysową 4.0. Okazało się ono jednak na tyle efektywne, że rząd już po kilku miesiącach przystąpił do prac nad nowelizacją prawa restrukturyzacyjnego, z uwzględnieniem wprowadzenia uproszczonej restrukturyzacji na stałe. Dziś jest już pewne, że uproszczona restrukturyzacja, w znowelizowanej formie, zostanie z nami na dłużej – od pierwszego grudnia br. zastąpi ją nowe postępowanie o zatwierdzenie układu.

Z tego narzędzia skorzystało już w Polsce ponad 700 zadłużonych firm i dziś stanowi ono najczęściej wybieraną formę restrukturyzacji w naszym kraju. Trudno jednak się temu dziwić. Uproszczona restrukturyzacja znacząco przyspiesza proces naprawy przedsiębiorstwa, trwa maksymalnie cztery miesiące, a w dodatku toczy się praktycznie bez udziału sądu. Warta uwagi jest także jej duża skuteczność. Ze statystyk wynika, że zdecydowana większość spraw zakończyła się już układem z wierzycielami. W tym samym czasie wiele klasycznych postępowań nie zdążyłoby się nawet na dobre rozpocząćpodkreśla Małgorzata Anisimowicz, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny i prezes zarządu spółki PMR Restrukturyzacje.

Co jeszcze można zrobić dla przedsiębiorców? Możliwości jest kilka

Zdaniem eksperta zaproponowane już rozwiązania wymagają jednak rozszerzenia o kolejne ulgi i formy wsparcia dla pogrążonych w kryzysie przedsiębiorców. Jednym z nich mogłoby być wprowadzenie możliwości skorzystania ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych na pokrycie niezaspokojonych roszczeń ze strony pracowników.

Wiele zadłużonych firm ma obecnie duże problemy z wypłatą wynagrodzeń w terminie przewidzianym umową. Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne po jego otwarciu, powinno dać możliwość  wystąpienia z wnioskiem do FGŚP o udzielenie pożyczki na wypłatę niezaspokojonych roszczeń. Jest to forma pożyczki, więc przedsiębiorca będzie zobowiązany do jej zwrotu, ale uruchomienie takiej możliwości pozwoliłoby na realną ochronę miejsc pracytłumaczy Małgorzata Anisimowicz.

Kolejne rozwiązanie, nad którym powinien pochylić się ustawodawca to parytet głosów w procesie głosowania za układem, który powinien być tożsamy z parytetem w postępowaniach restrukturyzacyjnych, ogłaszanych przez sądy.

W uproszczonym postępowaniu restrukturyzacyjnym układ uznaje się za przyjęty jeżeli wypowie się za nim większość wierzycieli uprawnionych do głosowania, mających łącznie 2/3 sumy wierzytelności uprawniających do głosowania. Natomiast w przypadku postępowań ogłaszanych przez sądy układ zostaje przyjęty jeżeli wypowie się za nim większość głosujących wierzycieli, mających łącznie co najmniej 2/3 tej sumy. Ustawodawca w 2015 roku przyjął zasadę zmierzającą do zwiększenia  aktywności wierzycieli poprzez wskazanie, że wyniki głosowania odnoszą się do faktycznie oddanych głosów, a nie do uprawnienia do głosowania. Wyjątkiem było tylko postępowanie restrukturyzacyjne w drodze samodzielnego zbierania głosów, które stało się fundamentem powstania uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego. – Mając na uwadze, iż w toku procesu zbierania głosów pojawia się organ nadzorcy sądowego, parytet przeliczania głosów powinien zawsze odnosić się do wierzycieli, którzy faktycznie oddali głos, a nie do wierzycieli uprawnionych do głosowania, którzy nie wykazali żadnej aktywnościprzekonuje Małgorzata Anisimowicz.

Ostatnim elementem, na który wskazują eksperci PMR Restrukturyzacje pozostaje kwestia możliwości uchylenia zajęć egzekucyjnych, wszczętych jeszcze przed otwarciem postępowania. – Ustawa powinna dopuszczać taką możliwość, co z pewnością byłoby korzystne dla zadłużonych przedsiębiorców. W tym szczególnie trudnym okresie dla osób prowadzących biznes, każda forma wsparcia może być na wagę złota. W skali mikro takie rozwiązania umożliwią przedsiębiorcom szybki powrót na właściwe tory, a w skali makro pozwolą dźwignąć się całej gospodarce podsumowuje Małgorzata Anisimowicz.

Odbicie na rynku pracy. Pojawia się problem czwartej fali pandemii

Nawrót covidu w Azji na razie nie straszy europejskiego rynku pracy. Przedsiębiorcy patrzą optymistycznie na rozwój sytuacji i zwiększają zatrudnienie. Widać to wyraźnie w wielu państwach naszego regionu.

Lepsze dane z Węgier

Węgry często porównywane są z Polską. Podobnie jak my mają zresztą problem z inflacją. Wbrew podejściu Polski zdecydowano się jednak na podniesienie stóp procentowych. To, co jednak wyraźnie zwraca uwagę, to bardzo sprawne zduszenie poziomu bezrobocia. Ostatnie dane pokazują spadek w czerwcu względem maja aż o 0,2%. W rezultacie bezrobocie wynosi tam już zaledwie 4,1% i jest raptem pół procenta wyższe niż przed pandemią. Forint zachowuje się na rynku silniej od złotówki, ale po części można to tłumaczyć zwiększeniem poziomu stóp procentowych.

Covid wraca jak bumerang

Patrząc na to, co dzieje się na polskich ulicach, wiele osób mogło uwierzyć, że pandemia koronawirusa covid-19 odchodzi do historii. Jednak nic bardziej mylnego. Kolejne kraje zmagają się właśnie z nawrotem zakażeń. Problem teoretycznie jest głównie azjatycki, ale zauważa się go już także w Portugalii. Jest to istotny czynnik ryzyka, który znowu koryguje optymistyczne prognozy wzrostu. Odbicie tej prawidłowości widać np. w cenach ropy.

Również w Polsce bezrobocie będzie spadać?

W przypadku bezrobocia istnieje kilka wskaźników wyprzedzających. Jednym z nich jest wskaźnik rynku pracy wg BIEC. Parametr ten sugeruje, że możemy spodziewać się utrzymania trendu spadkowego w najbliższym czasie w Polsce. Jest to zdecydowanie dobra wiadomość. Bezrobocie w trakcie pandemii koronawirusa nie wzrosło wcale tak mocno, jak można się było tego spodziewać. W związku z tym, jeżeli tendencja pozytywna się utrzyma, możemy znów wrócić do wyznaczania rekordowych poziomów od początku transformacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Branża eventowa nie odrobi strat, a na horyzoncie widać czwartą falę pandemii

W 2020 roku oraz w pierwszej połowie 2021 zgodnie z zaleceniami WHO praktycznie zakazano możliwości organizowania imprez masowych w Polsce. Od czerwca branża znów może otworzyć się na publiczność, jednak blisko 1,5 roku ograniczonej działalności spowodowało, że dla wielu przedsiębiorców straty będą nie do odrobienia i kolejny rok zakończą na minusie.

W marcu 2020 roku większość gałęzi gospodarki została zamrożona przez polski rząd w obawie przed rozwojem pandemii w Polsce i Europie. Praktycznie z dnia na dzień zakazano organizowania wydarzeń masowych, a większa część społeczeństwa w obawie przed zakażeniem unikała kontaktów z innymi. Od stycznia do września 2020 liczba firm eventowych, które musiały zawiesić działalność, wzrosła o blisko 20 proc w porównaniu do roku 2019.[1] Gdy w okresie wakacji zdecydowano się znieść część obostrzeń, a branży udało się złapać oddech, zaraz potem w kraju pojawiła się druga fala zachorowań. W październiku zakazano organizowania imprez z udziałem publiczności – regulacja utrzymała się w mocy aż do 4 czerwca 2021. Finalnie, statystyki GUS podają, że w minionym roku zorganizowano aż o 89,5 proc. mniej imprez artystyczno-rozrywkowych niż w 2019 roku.[2] Czy ponowne otwarcie dla branży eventowej oznacza pełną ulgę?

Branża ma 74 mln zł długu

O ile Polacy z łatwością mogli dostrzec problemy sektorów HoReCa lub transportu, ponieważ wiele lokali gastronomicznych zamykało się (dane mówią o 7-8 tys. przypadkach upadłości[3]), a środki komunikacji świeciły pustkami, o tyle problemy branży rozrywkowej były trudniejsze do dostrzeżenia. A jak przekonują eksperci, to właśnie ten sektor jest jednym z najbardziej dotkniętych przez liczne lockdowny. Potwierdzają to statystyki BIG InfoMonitor i BIK, według których zaległości finansowe branży eventowej wzrosły o 28 proc. w marcu 2021 w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej.[4]

– Jeśli zsumujemy zaległości finansowe sektora eventowego, czyli artystów, organizatorów kongresów i targów oraz firm cateringowych, okazuje się, że w marcu br. posiadali oni aż 74 mln zł długu[5] – mówi Jan Enno Einfeld, Dyrektor Zarządzający Finiata Group. – Nie jest to kwota, którą uda się szybko odrobić, szczególnie gdy branża wciąż nie działa w pełni i ograniczają ją restrykcje sanitarno-epidemiologiczne. Dobiegają do nas głosy z rynku, według których obecnie obowiązujące wytyczne rządu sprawiły, że część imprez stała się nierentowna lub zbyt skomplikowana logistycznie.

W 2020 roku odnotowano duży procentowy udział firm z sektora eventowego w rządowych programach wsparcia. Mimo to otrzymane środki pozwoliły na pokrycie zaledwie 28 proc. strat. Nie dziwi więc fakt, że aż 38 proc. firm z branży rozważało zawieszenie lub zamknięcie działalności w 2021 roku.[6]

Problemy sektora imprez masowych odbijają się na stanie całej polskiej gospodarki. Przed pojawieniem się pandemii branża eventowa generowała 1,5 proc. PKB i zapewniała ok. 220 tys. miejsc pracy. Według statystyk GUS w Polsce organizowanych było średnio 7,2 tys. imprez masowych rocznie, a wartość tego sektora wynosiła blisko 3 mld zł. W 2020 r. większość imprez masowych stanowiły wydarzenia sportowe (75,8 proc. ogólnej liczby imprez masowych). W porównaniu z 2019 r. liczba imprez masowych zorganizowanych w obiektach zamkniętych spadła ponad 3-krotnie, a na terenie otwartym – ponad 8-krotnie.[7] Nic dziwnego, że przedsiębiorcy liczą, że nowe otwarcie dla ich branży oraz program szczepień pozwoli im przede wszystkim na uratowanie płynności finansowej oraz utrzymanie się na rynku. Na zyski większość z nich będzie musiała czekać do przyszłego roku.

Czy czwarta fala dobije branżę?

Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) ostrzega przed kolejną falą pandemii COVID-19, która miałaby pojawić się pod koniec lata. Wszystkiemu winny jest wariant Delta, który już teraz wstrzymał plany Izraela na otwarcie granic dla zagranicznych turystów, a tamtejszy rząd zastanawia się nad zwolnieniem tempa odmrażania gospodarki. Według danych GUS, ponad 95 proc.  uczestników imprez masowych w 2020 roku wzięło udział w imprezach odpłatnych. Obecnie branża artystyczno-rozrywkowa zaczyna zarabiać na sprzedaży biletów na wydarzenia zaplanowane na najbliższą jesień i wiosnę 2022. W przypadku ponownego zamrożenia sektora eventowego, część firm może nie udźwignąć kosztów zwracania środków klientom za zakupione wejściówki.

­– Niewątpliwie po tak długim okresie zamknięcia wielu sektorów nikt – ani konsumenci, ani przedsiębiorcy – nie chce ponownego lockdownu. Tym bardziej, że wiele firm nie dysponuje już środkami, które mógłby zabezpieczyć ich przed kolejnymi przerwami w działaniu – dodaje Jan Enno Einfeld.Minione 1,5 roku pokazało wielu firmom, jak ważne jest zachowanie płynności finansowej. Dla części branż lato będzie kluczowe nie tylko dla odrobienia strat, ale zachowania środków na ewentualny lockdown w trakcie jesieni.

[1] Dane Bisnode Polska, październik 2020 r.

[2] GUS, Imprezy masowe w 2020 r.

[3] Dane Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej, wrzesień 2020 r.

[4] Dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK, czerwiec 2021 r.

[5] Dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK, czerwiec 2021 r

[6] Badanie Rady Przemysłu Spotkań i Wydarzeń, marzec 2021 r.

[7] GUS, Imprezy masowe w 2020 r.

UOKiK bierze się za sprzedaż wyrobów medycznych na pokazach

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów od lat tropi i nakłada kary za nieuczciwe praktyki handlowe dot. sprzedaży skierowanej m.in. do seniorów, zwłaszcza w odniesieniu do wyrobów medycznych. Mimo głośnych spraw i wysokich kar, takie nieuczciwe praktyki nadal trwają. Może to świadczyć o tym, że istniejące przepisy i nakładane na przedsiębiorców sankcje nie są wystarczająco skuteczne w odstraszaniu przed nieuczciwymi praktykami handlowymi. Dlatego Prezes UOKiK proponuje zaostrzenie przepisów m.in. proponując zakaz sprzedaży wyrobów medycznych poza lokalem przedsiębiorstwa i przyjmowania płatności przed upływem terminu na odstąpienie od umowy.
Prezes UOKiK zapowiedział, że wpisany już do kalendarza prac Rady Ministrów projekt systemowo wyeliminuje z rynku dużą część nieuczciwych praktyk, do których dochodzi podczas pokazów handlowych.

– Po wstępnej analizie informacji, nie mogę jednoznacznie dobrze ocenić tej propozycji – tzw. totalne zakazy nie są prawie nigdy remedium na nieuczciwe zachowania, a często stanowią zaproszenie do zwiększonej „kreatywności”, która ponownie może uderzyć w najsłabszych – tutaj konsumentów-seniorów. Jednocześnie należy jednak pamiętać o tym, aby tworząc regulacje uwzględnić również uczciwie działające firmy, tak aby nie straciły one na wprowadzonym zakazie. Zatem zaprojektowanie szczegółowych przepisów należy poddać szczególnej rozwadze – komentuje dr Joanna Uchańska, partner kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Projekt zmian ustawy o prawach konsumenta oraz ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom handlowym natomiast w ustawie o ochronie konkurencji jest m.in. związany w szczególności z koniecznością implementacji dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2019/2161 z dnia 27 listopada 2019 r. zmieniającej dyrektywę Rady 93/13/EWG i dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 98/6/WE, 2005/29/WE oraz 2011/83/UE w odniesieniu do lepszego egzekwowania i unowocześnienia unijnych przepisów dotyczących ochrony konsumenta, tzw. dyrektywą „Omnibus”.

Implementacja ta zakłada w szczególności:

  • zapewnienie większej przejrzystości konsumentom korzystającym z internetowych platform;
  • rozszerzenie ochrony konsumentów usług cyfrowych z uwzględnieniem „bezpłatnych” usług cyfrowych, tj. usług świadczonych bez uiszczania płatności pieniężnej,
  • usuwanie niektórych obowiązków informacyjnych ciążących na przedsiębiorcach,
  • doprecyzowanie regulacji odnoszących się do wprowadzających w błąd działań marketingowych w odniesieniu do produktów podwójnej jakości.

Te regulacje, których wymaga dyrektywa Omnibus, a które obecnie nie obowiązują w polskich przepisach, powinny zostać wprowadzone.

Dodatkowo na skutek prowadzonych przez siebie postępowań dotyczących nieuczciwych praktyk na rynku, jak wynika z analizowanych decyzji Prezesa UOKiK, dostrzegł następujące mankamenty:

  • ukrywanie handlowego celu pokazu zarówno na etapie zaproszenia na pokaz jak i podczas pokazu,
  • wprowadzanie konsumentów w błąd co do stanu ich zdrowia, celem wzbudzenia potrzeby zakupu pakietu medycznego, wyrobu medycznego lub urządzenia paramedycznego,
  • wprowadzanie w błąd konsumenta poprzez przypisywanie sprzedawanym produktom określonych certyfikatów lub wyróżnień, które albo nie istnieją albo nie zostały przyznane tym produktom,
  • wprowadzanie w błąd konsumenta poprzez powoływanie się na autorytety osób bądź instytucji,
  • celowe podawanie zawyżonej wartości produktów sprzedawanych na pokazach, która nie stanowi ich faktycznej ceny sprzedaży, czy też wskazywanie na nieistniejące rabaty, co sugeruje konsumentom istnienie szczególnej korzyści cenowej (tzw. technika „uciekającej okazji”),
  • nieuczciwe praktyki rynkowe na etapie wykonywania kontraktu, to w zdecydowanej większości działania, których celem lub skutkiem jest utrudnienie lub uniemożliwienie odstąpienia od umowy w ustawowym 14-dniowym terminie.

W celu przeciwdziałania powyższym zaproponowano m.in. wprowadzenie kilku zmian w ustawie o prawach konsumenta oraz w przepisach ustawy o wyrobach medycznych, które miałyby zmierzać do:

  • Zakazu świadczenia usług finansowych podczas pokazów Handlowych;
  • Zakazu przyjmowania płatności przed upływem terminu na odstąpienie od umowy zawartej poza lokalem.
  • Zagwarantowania prawa do odstąpienia od niektórych umów o świadczenie usług zdrowotnych zawieranych poza lokalem lub na odległość (zwłaszcza dla tzw. . abonamentów czy pakietów medycznych)
  • Zakazu sprzedaży wyrobów medycznych poza lokalem firmy.

Od kilku lat Prezes UOKiK nakłada kary za tzw. nieuczciwe pokazy handlowe. Firmy, które prowadzą swoją działalność w trybie zaproszenia na spotkania prozdrowotne będące w praktyce spotkaniami handlowymi, są w stanie uciec się do różnych nieuczciwych praktyk. Ich głównym celem jest zgromadzenie jak największej liczby osób na danym spotkaniu, zwłaszcza osób identyfikowanych jako podatnych na zachęty i przynęty reklamowe oraz marketingowe. Uważa się, że najlepiej, jeżeli większość z nich będą stanowić seniorzy, którzy jako grupa konsumentów mogą wykazywać się zazwyczaj mniejszą przezornością, tym bardziej jeżeli w grę wchodzi ich zdrowie, a inna osoba – w tym przypadku handlowiec – przejawia tymże stanem zdrowia zainteresowanie i troskę.

– Warto podkreślić, że niegodne z już obowiązującym prawem odnoszącym (ustawą z dnia 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym,) jest zaniechanie wprowadzające w błąd, gdy pomija się istotne informacje potrzebne przeciętnemu konsumentowi do podjęcia decyzji dotyczącej umowy, a mianowicie nieujawnienia handlowego celu praktyki, jeżeli nie wynika on jednoznacznie z okoliczności oraz powoduje lub może spowodować podjęcie przez przeciętnego konsumenta decyzji dotyczącej umowy, której inaczej by nie podjął, tj. np. stwarzanie przez firmę wrażenia, czy wprowadzanie w błąd, że jest ona wyspecjalizowanym podmiotem medycznym. Niedopuszczalne jest również kreowanie wizerunku prowadzenia infolinii medycznej, która w rzeczywistości służy innym celom, w szczególności zaproszeniu na spotkania handlowe, nie zaś spotkania prozdrowotne, jak jest to wskazywane w rozmowie z konsumentem. Niestety przedsiębiorstwa często uciekają się do stosowania tych metod. Dodatkowo, niedozwolone jest także oferowanie podczas spotkań produktów, które utożsamia się z wyrobami medycznymi, czyli produktami, które są w stanie leczyć choroby, zaburzenia lub wady rozwojowe, zgodnie z art. 7 pkt 17 ww. ustawy. Właśnie nierzadko podczas pokazów prowadzone są badania za pośrednictwem dedykowanego urządzenia prezentowanego jako rzekomy wyrób medyczny, które w rzeczywistości nim nie jest i nie można w związku z tym potwierdzić wiarygodności wyników otrzymanych z jego użyciem. Wykluczonym jest także powołanie się na wyłączenie od prawa odstąpienia w terminie 14 dni przy umowach zawieranych na odległość lub poza lokalem przedsiębiorstwa, podczas spotkania handlowego określonego, które w rzeczywistości nie dotyczy wyjątku określonego w ustawie o prawach konsumentach. Takie wyłącznie możliwe jest jedynie w ściśle określonych okolicznościach, tj. m.in. w sytuacji rzeczywistego świadczenia zdrowotnego przez faktycznych pracowników służby zdrowia, nie zaś stwarzania błędnego wrażenia, że mamy do czynienia ze świadczeniami zdrowotnymi, a przedstawiciele handlowi mają być rzekomymi pracownikami medycznymi. Po trzecie i szczególnie istotne, przy zaproszeniach kierowanych do konsumentów należy wyraźnie i jednoznacznie ujawniać faktyczny, handlowy cel spotkania, na które konsument jest zapraszany, już podczas pierwszego kontaktu telefonicznego. Spotkania, konferencje, szkolenia o tematyce promującej zdrowie i profilaktykę są niezwykle potrzebne i powinny gromadzić jak najszersze audytorium. Przynoszą korzyści, jeśli są organizowane przez firmy produkujące leki, wyroby medyczne czy suplementy diety. Niestety takie spotkania zaczynają się kojarzyć negatywnie, gdy są łączone z oszukańczymi pokazami paramedycznymi, zniechęca to do udziału w nich. Dlatego ważna jest transparentność – dodaje dr Uchańska.

Należy pamiętać, że podczas niektórych pokazów pokazuje się coś na wzór wyrobu medycznego, który faktycznie, zgodnie z prawem nim nie jest.

– Możemy sobie wyobrazić, że projekt zakazu sprzedaży wyrobów medycznych poza lokalem przedsiębiorstwa nie będzie wystarczający do ukrócenia praktyki sprzedaży imitacji wyrobów medycznych. W konsekwencji dalsze śledzenie nieuczciwych praktyk handlowych i nakładanie sankcji nadal będzie konieczne, zaś totalny zakaz sprzedaży wyrobów medycznych poza lokalem przedsiębiorstwa może mieć inne negatywne skutki, mając na względzie bogactwo kategorii jakim są wyroby medyczne. Należy oczekiwać na skonkretyzowanie propozycji tego zakazu, jednak informacja o pełnym zakazie zbudza moje wątpliwości, ponieważ może okazać się niefortunna z punktu widzenia innych, uczciwych przedsiębiorców – konkluduje dr Uchańska.

Kuehne+Nagel i IAG Cargo kończą realizację pierwszego bezemisyjnego projektu czarterowego

  • Seria 16 czarterowych lotów ze Stuttgartu do Atlanty
  • Zabezpieczenie 1,2 miliona litrów zrównoważonego paliwa lotniczego (SAF) dzięki IAG Cargo
  • Wspieranie Klientów z branży automotive w redukcji emisji CO2

Kuehne+Nagel i IAG Cargo, należąca do grupy International Airlines Group, zrealizowali 16 neutralnych węglowo lotów czarterowych ze Stuttgartu do Atlanty po zabezpieczeniu pierwszych 1,2 miliona litrów zrównoważonego paliwa lotniczego (SAF). To pierwsza w historii współpraca, która miała na celu zrealizowanie serii lotów czarterowych z zerową emisją dwutlenku węgla. W tym projekcie wykorzystano samoloty przeznaczone przede wszystkim do transportu pasażerskiego, które tymczasowo przeznaczono do transportu ładunków.

Ostatni z lotów British Airways B787-900 opuścił Stuttgart 26 czerwca z ok. 45 tonami części samochodowych i innymi towarami przemysłowymi na pokładzie. Kuehne+Nagel rozpoczęło tę działalność czarterową w zeszłym roku i odtąd zrealizowało ponad 300 wylotów – wszystkie neutralne węglowo dzięki kompensacji emisji lub wykorzystaniu paliwa alternatywnego.

Ponieważ SAF nadal generuje pewne emisje CO2, całkowitą neutralność węglową osiągnięto poprzez zastąpienie każdego litra nafty w paliwie do silników odrzutowych 1,25 litra SAF. Inicjatywa ta podkreśla znaczenie wspólnych wysiłków na rzecz tworzenia zrównoważonych możliwości transportowych na lotniskach, pozwalających unikać generowania dalszych emisji dwutlenku węgla.

Odpowiadając na rosnące zapotrzebowanie Klientów na logistykę przyjazną środowisku, Kuehne+Nagel rozszerza portfolio zrównoważonych usług o innowacyjne i łatwe do dostosowania opcje wysyłki. Dotychczasowe całkowite zaangażowanie 12,7 mln litrów SAF pozwala Klientom Kuehne+Nagel czerpać korzyści z paliw alternatywnych, aby uniknąć generowania emisji CO2 z ich transportu lotniczego na całym świecie.

Yngve Ruud, Członek Zarządu Kuehne+Nagel, odpowiedzialny za logistykę lotniczą, skomentował: „Zmiany klimatyczne nadały priorytetowy charakter poszukiwaniom paliw odnawialnych, ponieważ są one obecnie najskuteczniejszym sposobem na dekarbonizację naszego przemysłu. Kuehne+Nagel zobowiązuje się do zwiększenia dostaw SAF w ramach programu Net Zero Carbon. Nasza współpraca z dostawcami ma tutaj kluczowe znaczenie, a zaufani partnerzy, tacy jak IAG Cargo, odgrywają ważną rolę w osiąganiu naszych celów poprzez wspieranie wdrażania zrównoważonych paliw, aby nasi Klienci mogli wysyłać swoje produkty w łatwy, przejrzysty i zrównoważony sposób”.

John Cheetham, Chief Commercial Officer w IAG Cargo, skomentował: „International Airlines Group to pierwsza europejska grupa lotnicza, która zobowiązała się do zasilania 10% realizowanych lotów zrównoważonym paliwem do 2030 roku. Te loty czarterowe są pierwszym krokiem IAG Cargo na tej drodze  – jestem niesamowicie dumny z naszego zaangażowania w zrównoważony rozwój, wspierający ograniczenie śladu węglowego. Nieustannie poszukujemy sposobów zmniejszenia naszego wpływu na środowisko i jednoczesnego ulepszenia oferty dla Klientów. Byliśmy zachwyceni, że mogliśmy wesprzeć Kuehne+Nagel w pozyskiwaniu SAF, aby zasilić ten przełomowy projekt”.

SAF jest obecnie najskuteczniejszym sposobem znacznego zmniejszenia emisyjności transportu. W przeciwieństwie do paliw kopalnych, które są wyczerpywalnymi zasobami i uwalniają dodatkowe emisje CO2, zrównoważone paliwo lotnicze jest produkowane z surowców odnawialnych.