Stanowisko ZPP ws. projektu ustawy regulującej kontrolę trzeźwości w pracy

Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii przygotowało projekt ustawy o zmianie ustawy – Kodeks pracy oraz ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, którego przepisy mają umożliwić pracodawcom – pod pewnymi warunkami – wprowadzenie prewencyjnego badania pracowników na obecność alkoholu lub podobnie działających środków, regulując przy tym także zasady ich przeprowadzania.

Zdaniem ZPP, projektowane przepisy w zakresie kontroli trzeźwości w pracy należy uznać za niezwykle ważne i potrzebne wszystkim interesariuszom rynku pracy. W obecnie obowiązującym porządku prawnym brakuje podstaw prawnych do samodzielnego dokonywania przez pracodawcę prewencyjnego i wyrywkowego badania pracowników na obecność alkoholu lub środków działających podobnie do alkoholu. Co równie warte podkreślenia – w świetle obecnie obowiązujących przepisów, badanie pracownika, co do którego zachodzi uzasadnione podejrzenie, że spożywał alkohol w czasie pracy lub stawił się do niej w stanie po użyciu alkoholu jest obarczone zbyt rygorystycznymi zasadami, wymagającymi m.in. zaangażowania w kontrolę takiego pracownika organów powołanych do ochrony porządku publicznego (np. policji).

Należy jednoznacznie stwierdzić, że brak uprawnień pracodawców do weryfikacji stanu psychofizycznego pracowników może powodować niebagatelne, ujemne skutki dla przedsiębiorstw. Brak kontroli wśród określonych branż lub grup pracowników może powodować zagrożenie zdrowia lub życia nie tylko pracownika będącego pod wpływem alkoholu lub innych środków, ale także jego współpracowników oraz osób trzecich. Ponadto, szkody wynikające z działań pracownika pozostającego pod wpływem alkoholu bądź innych substancji mogą generować istotne ryzyko prawne i finansowe po stronie pracodawcy.

Dlatego naszym zdaniem, wprowadzenie regulacji w przedmiocie dokonywania kontroli trzeźwości, które będą jasne i przejrzyste zarówno dla pracowników, jak i pracodawców pozwoli na uniknięcie wielu sporów pomiędzy obiema grupami. Dlatego mając na uwadze powyższe, ZPP pragnie przedstawić szereg uwag, które w naszym przekonaniu pozwolą na podniesienie jakości i efektywności wprowadzanych norm prawnych, które w istotny sposób oddziaływać będą na sytuację rodzimych przedsiębiorców i ich pracowników.

I. Obecność alkoholu w organizmie pracownika, a dopuszczenie do wykonywania pracy

Zgodnie z treścią wprowadzanego art. 221c. § 4, „kontrola trzeźwości obejmuje badanie przy użyciu metod niewymagających badania laboratoryjnego polegające na stwierdzeniu obecności albo braku alkoholu w organizmie pracownika”. Oznacza to, że pracodawca będzie miał możliwość dokonywania kontroli jedynie za pomocą urządzeń wskazujących w sposób zerojedynkowy obecność alkoholu, albo jego brak w organizmie pracownika.

Powyższy zapis okazuje się być problematyczny i niespójny w obliczu treści projektowanego art. 221d. § 1, który stanowi, iż „pracodawca nie dopuszcza do wykonywania pracy pracownika, jeżeli kontrola trzeźwości, o której mowa w art. 221c § 1, wykaże obecność alkoholu w organizmie pracownika, wskazującą na stan po użyciu alkoholu – w rozumieniu art. 46 ust. 2 ustawy z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (Dz. U. z 2019 r. poz. 2277, z 2020 r. poz. 1492 oraz z 2021 r. poz. 41 i 694) – albo zachodzi uzasadnione podejrzenie, że stawił się on do pracy w stanie po użyciu alkoholu lub spożywał alkohol w czasie pracy”.

Naszym zdaniem, powyższy przepis w obecnym brzmieniu, zawierającym odesłanie do przepisu art. 46 ust. 2 ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi umożliwia dopuszczenie do pracy pracownika, gdy zawartość alkoholu w jego organizmie wyniesie poniżej 0,2 ‰ stężenia alkoholu we krwi albo poniżej 0,1 mg stężenia alkoholu w wydychanym powietrzu.

Jednakże, pracodawca nie będzie posiadać narzędzi do ustalenia, czy zawartość alkoholu w organizmie pracownika mieści się w normie określonej w art. 46 ust. 2 ustawy z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, gdyż przedstawiony projekt ustawy, w swoim obecnym brzmieniu nie dopuszcza do użytku urządzeń do pomiaru zawartości alkoholu, wskazujących dokładny poziom stężenia substancji w organizmie (np. alkomatów wskaźnikowych, czy dragerów).

Dlatego w ocenie ZPP, pracodawca powinien mieć możliwość przeprowadzania badań trzeźwości z użyciem urządzenia wskazującego konkretny wynik zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu, już w ramach pierwszego dokonywanego pomiaru. W przypadku pozytywnego wyniku pierwszego badania, po upływnie 15 minut pracodawca dokonywałby drugiego, weryfikacyjnego pomiaru, który pozwalałby ocenić, czy wskazania mają tendencję spadkową czy wzrostową.

Powyżej zaproponowana zmiana legislacyjna sprawiłaby, iż cała procedura wyjaśniająca byłaby sprawniejsza i efektywniejsza dla obu stron. Ponadto, powzięcie wiedzy na temat konkretnego poziomu zawartości alkoholu w organizmie pracownika, pozwoliłoby na zróżnicowanie ciężaru wykroczeń przeciwko bezpieczeństwu i higienie pracy, w zależności od wartości wynikających z przeprowadzonych badań.

Co równie istotne, w inicjatywie legislacyjnej należy także zadbać o ustalenie wysokich norm technicznych dla urządzeń pomiarowych (alkomatów itp.), które będą używane do dokonywania kontroli trzeźwości. Badania na zawartość alkoholu powinny być przeprowadzane wyłącznie za pomocą certyfikowanych, atestowanych urządzeń pomiarowych po to, aby odczyty z urządzeń dawały jak największą pewność co do odzwierciedlania rzeczywistego stanu psychofizycznego pracownika. Ponadto, dopuszczenie do używania urządzeń jedynie najwyższej jakości, wyeliminuje potencjalne kwestionowanie wyników badań, w drodze np. sporów sądowych.

II. Kontrola trzeźwości osób wykonujących pracę na innej podstawie niż stosunek pracy

Zdaniem ZPP, art. 221h w słuszny sposób reguluje możliwość dokonywania kontroli przez pracodawcę także innych osób fizycznych, wykonujących pracę na podstawie innych umów niż umowa o pracę. Zaprojektowany przepis tym samym daje uprawnienie do badania m.in. osób wykonujących pracę na podstawie umów cywilnoprawnych (np. umowy zlecenia), czy też osób prowadzących na własny rachunek działalność gospodarczą (i wykonujących zadania na rzecz przedsiębiorcy np. na podstawie umowy o współpracę).

Jednakże, co istotne, ustawodawca nie przewidział możliwości dokonywania badania wśród pracowników podmiotów zewnętrznych, realizujących zadania na rzecz danego przedsiębiorcy. Mowa tu m.in. o pracownikach podwykonawców, dlatego rozszerzenie niniejszego przepisu nowelizacji o taką grupę pracowników, pozwoliłoby naszym zdaniem na zapewnienie wysokich standardów bezpieczeństwa w szczególności w branży budowlanej, gdzie zjawisko zlecania części lub większości zadań podwykonawcom jest powszechne.

III. Rozszerzenie kompetencji kontrolnych o osoby wyznaczone przez przedsiębiorcę

Projektowany przepis art. 221c § 3, który w obecnym świetle stanowi, iż „kontrola trzeźwości jest przeprowadzana przez pracodawcę w sposób ustalony zgodnie z § 10”, de facto nie reguluje, kto w imieniu przedsiębiorcy może wykonać badanie trzeźwości wśród pracowników.

W celu eliminacji wątpliwości interpretacyjnych, jakie mogą się pojawić przy stosowaniu tego przepisu, ZPP rekomenduje, aby w niniejszym przepisie rozszerzyć kompetencje kontrolne o osoby wyznaczone przez pracodawcę, w tym także pracowników ochrony osób i mienia, którzy najczęściej w dużych zakładach pracy kontrolują ruch osobowy.

Mając na uwadze powyższe, proponujemy zmianę brzmienia przepisu na następującą treść: „kontrola trzeźwości jest przeprowadzana przez pracodawcę lub osobę przez niego upoważnioną, w tym kwalifikowanego pracownika ochrony fizycznej na obszarze, w obiektach i urządzeniach, o których mowa w ustawie z dnia 22 sierpnia 1997 r. o ochronie osób i mienia (Dz.U. z 2020 r. poz. 838), w sposób ustalony zgodnie z § 10”.

Dzięki wprowadzonej modyfikacji, wyeliminowane zostaną spory między pracodawcami, a pracownikami w przedmiocie tego, kto – w imieniu przedsiębiorcy – może dokonywać kontroli trzeźwości w zakładzie pracy.

IV. Wprowadzenie podstawy prawnej do przetwarzania przez pracodawcę danych zdrowotnych powiązanych ze spożyciem alkoholu przez pracowników

Projekt ustawy w obecnym kształcie przewiduje podstawę do przetwarzania wyłącznie samej informacji, wskazującej na obecność alkoholu w organizmie badanego pracownika, lub jego brak. Postulujemy jednak o wprowadzenie wyraźnej, a zarazem szerszej podstawy prawnej do przetwarzania przez pracodawcę danych zdrowotnych powiązanych ze spożyciem alkoholu.

Taka forma regulacji stanowiłaby ogólną podstawę do przetwarzania przez pracodawcę danych dotyczących zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu, schorzeń zgłaszanych przez pracownika, które to mogą wymagać przyjmowania substancji medycznych zawierających alkohol albo inne środki, które w następstwie spożycia wykazywałyby dodatni wynik badania trzeźwości. Powyższe rozwiązanie pozwoliłoby na uniknięcie wielu niesłusznych (lecz sytuacyjnie uzasadnionych) podejrzeń w stosunku do pracowników, przyjmujących określone wyroby medyczne.

Podsumowanie

Reasumując, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców popiera kierunek podejmowanych zmian legislacyjnych, jednocześnie dostrzegając potencjał do modyfikacji projektowanej ustawy w taki sposób, aby zapewniła ona jeszcze efektywniejsze rozwiązania w zakresie kontroli trzeźwości w zakładach pracy, co istotnie przełoży się na poprawę bezpieczeństwa i higieny pracy. W naszej opinii, zaproponowane przepisy w zrównoważony sposób godzą jednocześnie obowiązki pracodawców w zakresie zapewnienia ochrony życia i zdrowia pracowników, jak i potrzeby przedsiębiorców w przedmiocie ochrony mienia należącego do przedsiębiorstwa.

Tempo wzrostu inflacji w Polsce spowolniło

W tym tygodniu najistotniejszymi danymi z Polski były czerwcowe wyniki wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych CPI. Roczna stopa inflacji w czerwcu wyniosła 4,4%, co nadal utrzymuje tempo wzrostu cen znacznie powyżej celu 2,5%. Z drugiej strony, w ujęciu miesiąc do miesiąca w czerwcu nastąpiło spowolnienie inflacji (z 4,7% w maju).

Złoty zareagował na te wyniki lekkim osłabieniem, ale w praktyce sytuacja polskiej waluty nie uległa zmianie. W tym tygodniu opublikowano również wyniki zharmonizowanej inflacji w strefie euro, które pokazały, że tempo wzrostu cen jest stabilne. Zharmonizowana inflacja HICP wykazała wzrost o 1,9% r/r.

W nadchodzących miesiącach inflacja może nadal rosnąć. Luzowanie ograniczeń, które zachęci do korzystania z sektora usług i zwiększonych wydatków konsumentów, powrót do wyższego poziomu niemieckiego podatku VAT czy wskaźnik cen PPI nie sugerują, że inflacja zacznie spadać.

Kurs złotego względem euro w tym tygodniu niewiele się zmienił, w piątek rano notowany był na poziomie 4,52 PLN/EUR.

Wyniki Krajowego Raportu Zatrudnienia ADP pomagają wzmocnić amerykańską walutę. Według ADP w czerwcu w sektorze prywatnym utworzono 692 000 nowych miejsc pracy, czyli o prawie 100 000 więcej niż szacował rynek. Kurs USD/EUR na koniec tygodnia spadł i wobec powyższego wynosił 1,183.

Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Rynek pracy za oceanem wciąż silny

Wczorajsze dane potwierdzają poprawiającą się kondycję amerykańskiego rynku pracy. Powoduje to, że pomimo dobrych wyników indeksów koniunktury w Europie kapitał wciąż ucieka za ocean.

Kolejne dobre dane zza oceanu

Drugi dzień z rzędu otrzymujemy dobry sygnał z amerykańskiego rynku pracy. W środę była to większa liczba miejsc pracy w raporcie ADP. Natomiast wczoraj był to kolejny spadek liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. 364 tysiące to kolejne minimum od początku pandemii koronawirusa. Nie może zatem dziwić, że wczoraj pomimo tego, że od rana dolar był w odwrocie, to spokojnie odrobił straty. Dzisiaj od rana na otwarciu rynków w Europie amerykańska waluta dalej zyskuje. Niewykluczone, że inwestorzy już teraz przygotowują się na potencjalnie lepsze dane z rynku pracy. O godzinie 14:30  poznamy stopę bezrobocia, a skoro liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spada, a liczba miejsc pracy rośnie, to oczekiwanie spadku jest bardzo racjonalne.

Indeksy koniunktury znów rosną

Wczoraj poznaliśmy wyniki indeksów PMI dla przemysłu gospodarek europejskich. Polska wypadła bardzo dobrze. Wynik 59,4 pkt to znacznie powyżej oczekiwanych 57,5 pkt. Wynik powyżej 50 pkt potwierdza oczekiwania wzrostu gospodarczego. Pomimo tych dobrych danych optymizm ankietowanych w Polsce jest i tak znacznie niższy niż w strefie euro. Tam wynik osiągnął 63,4 pkt. To właśnie między innymi po tych danych od rana dolar trochę tracił na wartości. Jak jednak wiemy, odbicie było krótkotrwałe i kurs wrócił szybko na poziom z początku dnia, kontynuując słabą passę euro względem dolara. Lepsze dane z Polski pozwoliły przez chwilę umacniać się złotemu nawet o 1,5 grosza względem euro.

Szwecja nie zmienia stóp procentowych

Szwedzi pozostawili stopy procentowe na niezmienionym poziomie 0,0%. Szwecja jest jednym z nielicznych krajów, które w trakcie pandemii nie obniżyły stóp procentowych, pomimo tego, że owe 0,0% nie jest najniższym poziomem w historii. Do października 2019 roku obowiązywała tam ujemna stawka -0,25%. Rynki spodziewały się pozostawienia stawki na niezmienionym poziomie, w związku z czym nie było widać silnej reakcji kursu korony szwedzkiej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych należy zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – stopa bezrobocia,

16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

1 lipca ruszył Program Wsparcia Pokrycia Analitycznego 3.0 na lata 2021–2023, który obejmie 65 spółek z Głównego Rynku i NewConnect

Giełdowy Program Wsparcia Pokrycia Analitycznego 3.0 polega na sporządzaniu przez firmy inwestycyjne raportów analitycznych finansowanych przez GPW. Celem Programu jest zwiększenie dostępności analiz dla mniej płynnych spółek, a co za tym idzie umożliwienie inwestorom podejmowanie bardziej świadomych decyzji inwestycyjnych w oparciu o wiarygodne, niezależne źródło informacji o emitencie. Do Programu zakwalifikowanych zostało 65 spółek notowanych na Głównym Rynku (59 emitentów) oraz na rynku NewConnect (6 emitentów).

Przez dwa lata funkcjonowania Program Wsparcia Pokrycia Analitycznego spełnił cele, które przyświecały nam w momencie jego uruchomienia. Wprowadzone zmiany w oparciu o dialog z przedstawicielami rynku pozwoliły wypracować takie rozwiązania, dzięki którym w kolejnej edycji Programem objętych będzie 65 spółek z Głównego Rynku oraz NewConnect o zróżnicowanej kapitalizacji reprezentujących różne branże. Zdecydowana większość z nich (47) do tej pory nie była objęta profesjonalnym pokryciem analitycznym lub analizy tworzone były wyłącznie w ramach poprzednich edycji Programu – zaznacza Izabela Olszewska, Członek Zarządu GPW.

W Programie PWPA 3.0. udział wezmą spółki, które reprezentują 24 sektory gospodarki, czyli ponad połowę wszystkich sektorów reprezentowanych na warszawskiej giełdzie. Do najliczniej reprezentowanych możemy zaliczyć: budownictwo (12), gry (7) lub informatyka (7). Kapitalizacja spółek w Programie waha się od około 51 mln zł do około 2,03 mld zł, a średnia kapitalizacja to około 411 mln zł (na dzień 31 maja 2021).

Poniżej lista spółek zakwalifikowanych do PWPA oraz lista firm inwestycyjnych, których analitycy będą przygotowywać analizy na ich temat:

Lp. Spółka Firma Inwestycyjna
1. ACTION S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
2. AGORA S.A. Millennium Dom Maklerski
3. AILLERON S.A. Noble Securities
4. AMBRA S.A. Millennium Dom Maklerski
5. APLISENS S.A. Noble Securities
6. ARTIFEX MUNDI S.A. Trigon Dom Maklerski
7. ATM GRUPA S.A. IPOPEMA Securities
8. BIOMAXIMA S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
9. BIOTON S.A. Noble Securities
10. BRAND 24 S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
11. CAPTOR THERAPEUTICS S.A. Trigon Dom Maklerski
12. COGNOR HOLDING S.A. mBank
13. CREATIVEFORGE GAMES S.A. Dom Maklerski BDM
14. DADELO S.A. Trigon Dom Maklerski
15. DATAWALK S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
16. ELEKTROTIM S.A. Dom Maklerski BDM
17. ENTER AIR S.A. Dom Maklerski BDM
18. ESOTIQ & HENDERSON S.A. Dom Maklerski BDM
19. FABRYKA FARB I LAKIERÓW ŚNIEŻKA S.A. IPOPEMA Securities
20. FERRO S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
21. FOREVER ENTERTAINMENT S.A. Dom Maklerski BDM
22. GAMIVO S.A. Trigon Dom Maklerski
23. GRODNO S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
24. IMC S.A. Biuro Maklerskie Pekao
25. K2 HOLDING S.A. Trigon Dom Maklerski
26. KORPORACJA KGL S.A. Millennium Dom Maklerski
27. KRYNICKI RECYKLING S.A. Noble Securities
28. LSI SOFTWARE S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
29. MCI CAPITAL ALTERNATYWNA SPÓŁKA INWESTYCYJNA S.A. Noble Securities
30. MEDICALGORITHMICS S.A. Biuro Maklerskie Pekao
31. MFO S.A. Trigon Dom Maklerski
32. MIRBUD S.A. IPOPEMA Securities
33. ML SYSTEM S.A. IPOPEMA Securities
34. MLP GROUP S.A. Biuro Maklerskie PKO Banku Polskiego
35. MONNARI TRADE S.A. DOM MAKLERSKI BANKU BPS
36. MOSTOSTAL ZABRZE S.A. Millennium Dom Maklerski
37. NTT SYSTEM S.A. DOM MAKLERSKI BANKU BPS
38. ONCOARENDI THERAPEUTICS S.A. IPOPEMA Securities
39. OPONEO.PL S.A. Biuro Maklerskie PKO Banku Polskiego
40. POINTPACK S.A. IPOPEMA Securities
41. POZBUD S.A. mBank
42. POZNAŃSKA KORPORACJA BUDOWLANA PEKABEX S.A. Biuro Maklerskie PKO Banku Polskiego
43. PROCHEM S.A. DOM MAKLERSKI BANKU BPS
44. PROTEKTOR S.A. DOM MAKLERSKI BANKU BPS
45. QUERCUS TOWARZYSTWO FUNDUSZY INWESTYCYJNYCH S.A. Dom Maklerski BDM
46. R22 S.A. Trigon Dom Maklerski
47. RAINBOW TOURS S.A. Biuro Maklerskie Pekao
48. RELPOL S.A. Dom Maklerski BDM
49. RYVU THERAPEUTICS S.A. Biuro Maklerskie Pekao
50. Selena FM S.A. Dom Maklerski BDM
51. SFD S.A. IPOPEMA Securities
52. SIMFABRIC S.A. Dom Maklerski BDM
53. SONEL S.A. Noble Securities
54. SYGNITY S.A. mBank
55. SYNEKTIK S.A. IPOPEMA Securities
56. TIM S.A. Noble Securities
57. ULTIMATE GAMES S.A. IPOPEMA Securities
58. UNIBEP S.A. DOM MAKLERSKI BANKU BPS
59. UNIMOT S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
60. VIGO SYSTEM S.A. IPOPEMA Securities
61. VIVID GAMES S.A. DOM MAKLERSKI BANKU BPS
62. VOTUM S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
63. VOXEL S.A. Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska
64. WIELTON S.A. Trigon Dom Maklerski
65. X-TRADE BROKERS DOM MAKLERSKI S.A. Trigon Dom Maklerski

 

W edycji na lata 2021-2023 do Programu mogły być zgłoszone spółki notowane na Głównym Rynku oraz NewConnect na dzień 31 maja 2021 roku (z wyłączeniem spółek z indeksu WIG20), które w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie były przedmiotem analiz lub były przedmiotem analiz sporządzanych przez maksymalnie jednego analityka (analiz zawierających wycenę oraz rekomendację kierunkową). Dodatkowymi wymogami były kryterium kapitalizacji spółki co najmniej 50 mln złotych (na dzień 31 maja 2021 roku), oraz wskaźnik free float przekraczający wartość 20% (na dzień 31 maja 2021 roku). Szczegółowe zasady doboru spółek zostały określone w Regulaminie Programu dostępnym na www.gpw.pl/gpwpa.

Raporty analityczne przygotowane w ramach Programu 1.0 i Programu 2.0 dostępne są na stronie GPW, na stronach Członków Giełdy, a także dystrybuowane są przez największe agencje krajowe oraz zagraniczne i media branżowe. W latach 2019-2021 opublikowano ponad 750 raportów analitycznych w ramach Programu.

Restrukturyzacja firmy – czym jest i dlaczego warto o niej wiedzieć?

Kłopoty, które mogą dotknąć przedsiębiorstwo, niekoniecznie muszą być wynikiem zaniedbań zarządu. Ostatnie miesiące pokazały, jak łatwo jest utracić np. płynność finansową na skutek słabej kondycji kooperantów, dostawców i rynków zbytu. Abstrahując od przyczyn zaistnienia takiej sytuacji, często jedynym ratunkiem dla firmy jest przeprowadzenie jej restrukturyzacji. Jest to skuteczne narzędzie chroniące przedsiębiorstwo przed ogłoszeniem upadłości. O tym, jak ją przeprowadzić będzie mowa w poniższym artykule.

Restrukturyzacja firmy, na czym polega?

Są to działania mające poprawić efektywność funkcjonowania przedsiębiorstwa. Obejmują one wszystkie struktury kapitałowe i organizacyjne z uwzględnieniem obszarów, w których zmiany mogą doprowadzić do generowania zysków. Ponadto w procesie restrukturyzacji można doprowadzić do podziału, fuzji przedsiębiorstwa z podmiotem trzecim, a nawet renegocjacji umów zawartych z kontrahentami. Restrukturyzację można przeprowadzić w toku formalnego postępowania lub na drodze pozasądowej.

Pandemia spowodowała, że problem niewydolności podmiotów gospodarczych stał się nader widoczny. Gospodarka to system naczyń połączonych, trudno zatem w sposób jednoznaczny określić branżę, która nie ucierpiała w tym trudnym dla wszystkich czasie. Sytuacja stała się na tyle poważna, że doszło do wydarzenia bez precedensu w historii wolnej Polski. Otóż po raz pierwszy od czasu odzyskania pełnej suwerenności rząd Rzeczypospolitej Polskiej pochylił się nad losem przedsiębiorców, wprowadzając specjalne rozwiązania restrukturyzacyjne w programie Tarcza 4.0.

Program ma za zadanie znacząco uprościć postępowania zmieniające strukturę firm poprzez umożliwienie dłużnikowi renegocjacji umów kontrahenckich bez konieczności otwierania postępowania sądowego. Dodajmy, że przedsiębiorca znajdujący się w trudnym położeniu ma roztoczony nad sobą parasol ochronny przed egzekucją prowadzoną przez wierzycieli. Pamiętajmy jednak o tym, iż jest to rozwiązanie tymczasowe.

Bez względu na to, czy jest to restrukturyzacja firmy z wykorzystaniem narzędzi upraszczających, czy też nie, jest to proces na tyle złożony, iż warto zadbać o wsparcie prawne i ekonomiczne. W żadnym wypadku nie należy podejmować wymienionych czynności na własną rękę.

Zalety płynące z prawidłowo przeprowadzonej restrukturyzacji

Pierwszą i najważniejszą przesłanką wskazującą na dobrodziejstwo restrukturyzacji, jest fakt, że firma może nadal wypełniać swoje zadania. Pamiętajmy, że ogłoszenie upadłości jest ostatecznością, po której następuje likwidacja przedsiębiorstwa. Wdrażając plan restrukturyzacyjny, w dalszym ciągu można być aktywnym graczem na rynku.

Zmiana struktury firmy umożliwia:

  • Częściowe umorzenie zobowiązań;

  • Wdrożenie korzystne mechanizmów dla wierzycieli;

  • Możliwość odsunięcia odpowiedzialności zarządu za zobowiązania spółki.

Wspomniany wcześniej plan restrukturyzacyjny powinien być zaakceptowany przez wierzycieli, co nie powinno stanowić bariery zaporowej. Wyrażając zgodę na takie rozwiązanie, działają oni we własnym interesie, ponieważ w przypadku upadłości wierzyciele tracą szansę na pełne odzyskanie swoich wierzytelności.

Masz problemy gospodarcze, chcesz uratować swoją firmę? Już dziś skonsultuj się z profesjonalistą od restrukturyzacji. Proces odbudowy Twojej firmy może być wdrożony już dziś.

Rzucił korporację, założył start-up, wrócił do niej z płaczem

Popularnością cieszą się wciąż kolejne historie przedstawiające osoby, które rzuciły pracę w korporacji, założyły własny start-up i osiągnęły sukces. Statystycznie jest to jednak dość niewielki odsetek – reszta kończy na skraju depresji i wraca z podwiniętym ogonem do pracodawcy, by zacząć spłacać długi.

Świat pracy korporacyjnej jest zupełnie inny od realiów start-upowych. Truizm? W pewnym zakresie tak, jednak często start-upy są gloryfikowane jako wymarzone środowisko pracy. W praktyce to wyobrażenie jest złudne, ponieważ skupia się wyłącznie na zaletach, jednocześnie pomijając szereg negatywnych aspektów, które okazują się krytyczne. Często podkreślana swoboda działania ma swoje granice, ponieważ finalnie i tak należy zaadaptować produkt czy usługę do potrzeb interesariuszy. Finanse? Gdy atrakcyjna regularna pensja zamienia się w obietnicę odroczonych w przyszłości zysków i trzeba obniżyć standard życia, optyka szybko się zmienia. Luz? Ciśnienie, związane ze zdobyciem inwestora lub finalizacją dużego kontraktu w obliczu braku środków na wypłaty dla ludzi – nie wspominając o własnej – jest niezwykle stresujące. Koniec sztywnych godzin pracy? Jasne, teraz pracuje się właściwie bez przerwy i życie prywatne zlewa się z zawodowym. A to wszystko tylko początek.

Korposzczur vs. start-upowiec

Myśląc o zmianie dotychczasowego paradygmatu, warto zastanowić się nad tym, jakie są realne konsekwencje tej decyzji. Często osoby przyzwyczajone do pewnego statusu quo – zapominają, że po przejściu na drugą stronę barykady pewne rzeczy staną się nieosiągalne. Wielkie budżety czy brand działający na ludzi jak magnes to dominanta korporacji. Tworząc własną firmę od podstaw, zaczynamy od zera. Ci którzy, kiedyś byli naszymi najlepszymi przyjaciółmi w biznesie, nagle nie odbierają telefonu, bo nie mamy już czego u nich wydawać. Co więcej, kiedyś dysponowaliśmy sporymi środkami, teraz to my musimy sprzedawać i je zarabiać. Nie inaczej jest z benefitami – owocowe piątki, trzynastki, dobre auto służbowe, bilety lotnicze, hotele, nagle zmieniają się na banana w pracy, nieregularną pensję, autobus i hostel. Fakt, jest to skrajność, bo możemy dołączyć do bogatego start-upu, na określonym poziomie rozwoju, szybko znaleźć bardzo korzystne finansowanie z VC lub mieć na tyle dużo zgromadzonych środków, że tego nie odczujemy – jednak znów – tych sytuacji jest statystycznie mniej.

W tym wszystkim często zapomina się o sobie – o własnych preferencjach, przyzwyczajeniach, możliwościach. Jeśli całe życie wiedliśmy na relatywnie wysokim poziomie, co miesiąc wpadała pięciocyfrowa pensja na konto, był czas na wakacje bez telefonu, a do tego były benefity pracownicze, dla wielu osób jest to naprawdę trudne. Dopiero po czasie zdają sobie sprawę, jak wielki był to dla nich komfort i jak upierdliwy przełożony czy nudne wielogodzinne telekonferencje schodzą na trzeci plan. Życie wywraca się do góry nogami, pojawia się presja, strach o jutro, wszystko przestaje cieszyć. Być może to się zmieni i za to wszystko będzie w przyszłości czekać wielka nagroda – lukratywny exit i nowy rozdział. Jednak kluczowe jest tu słowo „może”, bo większość start-upów jednak pada przed upływem 2 lat. W korporacji nieudany projekt to brak premii, będąc członkiem zarządu, nieudany start-up może w skrajnej sytuacji skończyć się stratą dorobku całego życia. Te wszystkie wyobrażenia biorą się z pewnej określonej narracji medialnej – nawet bankruci opowiadają w nich jak jest cudownie, podbudowując własną samoocenę i licząc na deal, który w końcu postawi wszystko na nogi. W przeciwnym razie znikną po cichu. W rozmowach kuluarowych można jednak dostrzec zupełnie inną tendencję – szczerej wymiany refleksji, która powinna stanowić fundament podjęcia takiej decyzji.

Skillset to podstawa

Zmiana środowiska determinuje też potrzebę wykonywania zupełnie nowych czynności, które wcześniej były transparentne. Będąc specjalistą w danej dziedzinie, trzeba się skupić na wąskim zakresie własnej ekspertyzy. Po prostu trzeba być w tym dobrym, a resztą zajmą się inni. Jeśli jednak decydujemy się przyjąć pozycję CEO – wszystko jest nagle na naszej głowie. Tony papierów, księgowość, roszczeniowi pracownicy, zatrudnianie, zwalnianie, nierówna walką z urzędami, konkurencja, pomysły na dalszy rozwój, strategia – literalnie całość pojawia się w tym samym momencie. Nie ma czasu na to, by przyswajać poszczególne rzeczy krok po kroku. Jasne, będą od tego ludzie, z czasem coraz więcej, jednak początkowo trzeba to opanować we własnym zakresie.

Wydaje się dużo? Brakuje w tym wszystkim podstawowego elementu – sprzedaży. Tej, okropnej, nielubianej sprzedaży. Można zaniedbywać wiele aspektów działania spółki, natomiast, jeśli jest trakcja wszystko z czasem się poukłada. Osoba zarządzająca staje się przede wszystkim sprzedawcą – musi sprawić, że grupy docelowe będą kupować produkt bądź usługę. Niezależnie od tego czym się zajmujesz. Zmienia się tylko metodyka sprzedaży. Czasem na początku trzeba wisieć na telefonie, by znaleźć pierwszych klientów, bo jeśli tego się nie zrobi, nie będzie na koszty stałe, o wynagrodzeniu już nie wspominając. Teraz ma się na głowie innych ludzi, ich rodziny, problemy itd. Najłatwiej byłoby być jedną nogą w korporacji na etacie, a przy okazji budować swój start-up po godzinach i zdecydować się na transfer dopiero, gdy spółka będzie rentowna, jednak bez pełnego zaangażowania jest to po prostu trudne.

Drastyczne zmiany w życiu mogą być korzystne, jednak korporacyjne złote kajdanki skutecznie przed nimi chronią. Zanim ktoś emocjonalnie nie wytrzyma, rzuci korporację z dnia na dzień, dobrze, żeby zweryfikował wcześniej, czy po drugiej stronie faktycznie jest tak różowo jak mówią. Jeśli jest się na to gotowym i zakłada się również negatywny scenariusz w postaci porażki, warto to dobrze zaplanować i spróbować. Jeśli nie – lepiej wziąć dodatkowe zajęcia z jogi lub jechać na kolejne wakacje, docenić korporacyjny komfort i skupić się na innych aspektach życia, bo czasem powrót jest niezwykle trudny i bolesny.

Szymon Janiak, dyrektor zarządzający funduszu Czysta3.VC

Nowy podatek od internetowych zakupów. Ceny pójdą w górę?

Unia Europejska wydała wojnę sprzedawcom, którzy sprowadzają na masową skalę towar z rynków azjatyckich nie płacąc przy tym Vat-u. Straty wynoszą co najmniej miliard euro rocznie, ale też europejskie firmy mogą nieco odetchnąć. Będą bardziej konkurencyjne cenowo. Zapewne ze szkodą dla portfela konsumenta. Infografika_Oniszczuk

Likwidacja – od 1 lipca – zwolnień z ceł i podatku VAT od przesyłek pochodzących spoza Unii Europejskiej o wartości do 22 euro, ma na celu wyrównanie szans i zwiększenie konkurencyjności towarów kupowanych przez europejskie platformy sprzedażowe, względem tych pochodzących z krajów spoza Wspólnoty. Takie są przynajmniej założenia rządów krajów Unii Europejskiej.

Traciły do tej pory nie tylko budżety państw unijnych, ale też przedsiębiorcy, którzy nie są w stanie aż tak obniżać cen swoich produktów. Europejski rynek zalewany jest więc tanimi zamiennikami, często gorszej jakości, a dodatkowo ich transport z Azji nie jest na pewno neutralny klimatycznie i zgodny z zapisami europejskiego “Zielonego Ładu”.

Według szacunków unijnych urzędników tylko w 2015 roku zwolnionych z podatku było 150 milionów przesyłek i miały one wygenerować straty na poziomie miliarda euro. Z każdym rokiem kwota ta rosła.

Nie da się ukryć, że implementacja unijnego pakietu e-commerce, szczególnie uderzy w marketplace’y azjatyckie jak Aliexpress, bo to ich użytkownicy są w stanie bardzo mocno zejść z ceny wykorzystując m.in. efekt skali, tanią siłę roboczą i dodatkowo zwolnienia z VAT-u. W niektórych przypadkach oszczędność na podatku VAT może stanowić czwartą część ceny – powiedział Maciej Oniszczuk z kancelarii Oniszczuk & Associates, która zajmuje się m.in. obsługą spółek handlowych czy doradztwem podatkowym. W trakcie konferencji Blitzcommerce, która rozpoczęła działalność nowego branżowego serwisu społecznościowego ecommerce.pl ekspert z kancelarii Oniszczuk & Associates i dodał: – Podatek VAT i problemy z niego wynikające to niekończący się tasiemiec, którego sami się nabawiliśmy. Poza Unią, w USA, czy Azji nie ma takiego problemu, bo po prostu nie ma takiego podatku, którego stosowanie na tak ograniczonym terenie sprzyja powstawaniu mafii vatowskich lub po prostu wyszukiwaniu legalnych sposobów ucieczki od jego opłacania. Klient przychodzący z prośbą o założenie spółki w Hongkongu, żeby tylko uniknąć podatku VAT od sprowadzania rzeczy z Chin, to codzienność wielu kancelarii.

Przedsiębiorcom ma być łatwiej. Tym unijnym

Nowe prawo ma zadanie uszczelnić powstałą lukę VAT poprzez zmianę podejścia do transakcji zawieranych za pośrednictwem platform elektronicznych. Kluczem jest uznanie samej platformy za stronę sprzedaży. Do tej pory była ona jedynie pośrednikiem między kupującym a sprzedającym i to marketplace od 1 lipca ma sporo nowych obowiązków.

Platformy sprzedażowe muszą teraz opodatkować towary sprzedawane za ich pośrednictwem, gdy mają wartość mniejszą niż 150 euro i importowane są z krajów trzecich przez podatników z terenu Unii Europejskiej. Taki sam obowiązek występuje wtedy, gdy towary już znajdują się na terenie Wspólnoty, ale sprzedawane są przez przedsiębiorcę nie mającego siedziby ani stałego miejsca prowadzenia działalności na terytorium UE – tłumaczył podczas konferencji z okazji startu serwisu ecommerce.pl Maciej Oniszczuk.

Nałożone zostały też obowiązki wobec operatorów pocztowych. Jeśli bowiem importowane towary nie zostały opodatkowane VAT-em, to dostarczający przesyłkę naliczy podatek.

Pakiet e-commerce dodatkowo ułatwi też działanie firm, które wysyłają towar z Polski. Nie będa one musiały już oddzielnie rejestrować i rozliczać VAT-u w każdym kraju, do którego wysyłają towary. Od 1 lipca mogą rozliczać się “w jednym okienku” w swoim państwie, a to na urzędnikach będzie ciążył obowiązek dalszego rozliczenia podatku. Zdecydowanie oszczędzi to firmom czas i pieniądze potrzebne na zadośćuczynienie dotychczasowym formalnościom. Przed zmianami przedsiębiorca z Polski chcąc sprzedawać swoje towary na rzecz konsumentów innych krajów unijnych musiał zaznajomić się z określonym przez dane państwo limitem, który decydował o miejscu opodatkowania transakcji. Poniżej tego limitu miejsce opodatkowania było w kraju siedziby, jednak przekroczenie go powodowało konieczność rejestracji do celów VAT oraz składanie deklaracji zgodnych z wymogami kraju.

W celu uproszczenia sprzedaży wysyłkowej zastąpiono poszczególne limity państwowe jednym ogólnym limitem w wysokości dziesięciu tysięcy euro na sprzedaż (B2C) usługową oraz towarową. Limit ten jest liczony na cały rynek unijny, bez rozróżnienia na kraje. Jednak co najważniejsze podatnik będzie mieć możliwość zadeklarowania zagranicznego (zagranicznych) podatku VAT w swoim macierzystym kraju bez konieczności dodatkowych rejestracji w kraju konsumpcji – uściślił Oniszczuk.

Klient finansowo straci, ale zyska na jakości?

Zdaniem prelegenta konferencji Blitzcommerce zmiany wprowadzone od 1 lipca będą odczuwalne zarówno dla przedsiębiorców jak i konsumentów. Sprzedawcy unijni będą mieli niższy tzw. próg wejścia na pozostałe rynki unijne, bez konieczności rejestracji się w każdym z nich. – Z pewnością, poszerzy to ich rynek sprzedaży internetowej w krajach o skomplikowanych regulacjach prawnych takich jak Polska, Węgry czy Włochy. Jednocześnie towary pochodzące z krajów trzecich poprzez wzrost ceny przestaną być tak konkurencyjne, co dodatkowo może przyczynić się do wzrostu sprzedaży europejskich produktów – komentował Maciej Oniszczuk.

Ustawa o fundacji rodzinnej na finiszu

Wiele ryzyk związanych z dziedziczeniem firm zostało wyeliminowanych. Po zakończeniu konsultacji społecznych pozostało jednak kilka kwestii spornych dotyczących ustawy o fundacjach rodzinnych. Teraz decyzje należą już do rządu.

Zakończyła się seria konferencji uzgodnieniowych zorganizowanych przez Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii (MPRiT), w trakcie których zostało przedstawione stanowisko projektodawcy dotyczące uwag zgłoszonych przez firmy rodzinne, a także odbyła się dyskusja nad treścią poszczególnych projektowanych przepisów.

Kwestią, która nadal nie pozostaje rozstrzygnięta jest sama nazwa tej nowej instytucji, mimo że w toku prac roboczych korzystano z nazwy „fundacja rodzinna”. Przedstawiciele sektora NGO obawiają się, że fundacje rodzinne tworzone dla celów kumulacji i pomnażania majątków osobistych spowodują, że zaufanie społeczne jakim darzone są fundacje charytatywne ulegnie znacznemu pomniejszeniu. Natomiast firmy rodzinne już obecnie czują się związane z tą nazwą i już teraz korzystają także z zagranicznych fundacji rodzinnych (funkcjonujących właśnie pod taką nazwą). Obie strony nadal czekają na propozycję rozstrzygnięcia w tej sprawie, która zapewne zapadnie na wyższym szczeblu.

– Ta kwestia pozostaje nadal zawieszona, a decyzję prawdopodobnie podejmie już projektodawca czyli MRPiT- mówi w rozmowie z MarketNews24 Katarzyna Karpiuk, ekspert ds. sukcesji w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Mam nadzieję, że wysłuchany zostanie głos przedsiębiorców.

Kolejnym zagadnieniem, które nadal wzbudza dyskusje, jest zakaz prowadzenia działalności gospodarczej przez fundację rodzinną. W większości europejskich jurysdykcji, w których z powodzeniem funkcjonują fundacje rodzinne, obowiązuje analogiczny zakaz. Z punktu widzenia celu jaki ma spełniać fundacja, czyli ochrony majątku rodzinnego i zabezpieczenia przyszłości osób najbliższych, jest on w pełni uzasadniony. Mimo to, pojawiło się wiele głosów zarówno ze strony przedsiębiorców, jak i doradców, że takie ograniczanie swobody fundacji nie jest potrzebne, wyklucza czerpanie korzyści z najmu nieruchomości, czy chociażby prywatnych kolekcji sztuki.

– W celu rozwiązania tego problemu zaproponowaliśmy, żeby dopuścić możliwość uzyskiwania przez fundację pasywnego przychodu – szczegółowe rozwiązanie legislacyjne, w tym definicja pojęcia „przychód pasywny” zostaną doprecyzowane przez projektodawcę– wyjaśnia K.Karpiuk. – Do katalogu dopuszczonej działalności mogłoby zaliczać się zbywanie/nabywanie udziałów/akcji, umożliwianie odpłatnego korzystania z nieruchomości czy też zarządzanie dobrami niematerialnymi.

Kluczowym aspektem, z punktu widzenia atrakcyjności projektowanych przepisów jest także sposób uregulowania zagadnień związanych z organami fundacji. Chodzi o to, aby także osoby prawne mogły zasiadać w organach fundacji – pozwoli to na ograniczenie ryzyka związanego z wakatami spowodowanymi czynnikami losowymi. Tu, mimo pewnych wcześniejszych oporów, projektodawca zadeklarował otwartość do dalszej dyskusji.

Kolejna kwestia związana ze składem organów to udział beneficjentów w ich składzie. Zgodnie z pierwotnym projektem, beneficjenci nie mogli mieć więcej niż 50% głosów w danym organie. I tu znowu, z punktu widzenia samej fundacji i bezpieczeństwa jej zarządzania, zwłaszcza po śmierci fundatora lub fundatorów, takie rozwiązanie jest uzasadnione i optymalne. Analogiczne obostrzenia funkcjonują też za granicą, a to znaczy, że pozytywnie zdają egzamin. Firmy rodzinne prawie jednomyślnie uważają, że decyzja o udziale beneficjentów powinna być całkowicie zależna od ich decyzji. MRPiT zapowiada, że przepisy w tym zakresie zostaną uelastycznione. Co więcej, zostanie zrobiony jeszcze jeden krok do przodu: pod rozwagę została poddana możliwość nadawania uprawnień osobistych poszczególnym beneficjentom, pełniącym funkcję w organach fundacji (rozwiązanie na kształt znanego z regulacji KSH).

Kolejna grupa istotnych przepisów to propozycja nowelizacji KC w kontekście dziedziczenia. Są to kwestie, które obok podatków mogą przesądzić o realnym zainteresowaniu przedsiębiorców polską fundacją rodzinną. Niestety, nie ma zielonego światła na całkowite wyłączenie majątku wnoszonego przez fundatora do fundacji z masy spadkowej po zmarłym fundatorze. Pojawiły się jednak zapewnienia, które niewątpliwie cieszą. W pierwotnej wersji projektu, przyjęto, że darowizny dokonane na rzecz fundacji (czyli przeniesienie na jej rzecz jakiegokolwiek majątku przez fundatora), na potrzeby wyliczenia ewentualnego zachowku, będą traktowane jak te dokonane na rzecz spadkobierców, czyli nie będą podlegały żadnym ograniczeniom czasowym. Zgłoszone postulaty odniosły przynajmniej częściowy skutek – projektodawca wycofał się z tej koncepcji. Oznacza to, że darowizna na rzecz fundacji będzie traktowana jak ta dokonana na rzecz osoby trzeciej, a zatem będzie zaliczana na poczet spadku, tylko w okresie 10 lat od jej dokonania.

– Nie jest to może taki poziom ochrony, jakiego oczekiwaliśmy, ale już w takim kształcie przepisów, odpowiednio wcześnie rozpoczęty proces sukcesji może w znacznej mierze zabezpieczyć biznes na następne pokolenia – komentuje K.Karpiuk z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Razem z możliwością zrzeczenia się prawa do zachowku w drodze umowy pomiędzy uprawnionym a fundatorem-spadkodawcą (w projekcie znalazła się propozycja wprowadzająca taką możliwość do KC) oraz z możliwością miarkowania zachowku (na kształt już funkcjonujących przepisów dotyczących dziedziczenia gospodarstw rolnych), pozwoli to na bardziej efektywne i bezpieczniejsze planowanie sukcesyjne. Zminimalizuje także ryzyko niekontrolowanego podziału biznesu – niestety jeszcze całkowicie go nie wykluczając.

Zgodnie z zapowiedziami, nadal istnieją szanse, że od 1 stycznia 2022 r. polscy przedsiębiorcy będą mogli korzystać z polskiej fundacji rodzinnej.

Szczyt inflacji dopiero przed nami

Według wstępnego szacunku GUS inflacja w czerwcu wyniosła 4,4 proc. Była niższa niż w maju. Czy weszliśmy na ścieżkę malejącej inflacji? Nie, nie ma powodów do radości.

W maju inflacja wynosiła 4,8 proc. rok do roku. Ceny rosły więc wolniej, także w comiesięcznym porównaniu. W porównaniu kwiecień/maj był to wzrost o 0,3 proc, gdy czerwiec/maj o 0,1 proc.

– Pierwszy odbiór w komentarzach, które przeczytałem jest taki, jakbyśmy mieli powody do wielkiej ulgi, niesłusznie bo przecież jesteśmy nadal znacznie powyżej celu inflacyjnego NBP – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Jednak jesteśmy w okresie, gdy comiesięczne zmiany inflacji mogą być bardzo różne, ze względu na efekt bazy czyli porównania do cen ubiegłorocznych, a zwłaszcza dotyczących paliw.

Jeżeli z pomiarów inflacji wyłączymy ceny paliw i ceny regulowane – to widać rosnącą inflację konsumencką.

Patrząc na ceny, na które reaguje konsument i może podjąć decyzję kupować czy nie kupować widać rosnącą presję cenową.

– Są wakacje i ludzie chcą wydawać pieniądze, bo wcześniej mogli to robić w ograniczonym zakresie, ze względu na pandemię, a rosnąc będą zwłaszcza ceny żywności – komentuje ekspert XTB. – Na zachowania konsumenckie ma też wpływ mocny rynek pracy. Nie zdziwi mnie inflacja na poziomie 5 proc. w miesiącach jesiennych.

Jeżeli wysoka inflacja utrzyma się na obecnym poziomie, zaczniemy traktować, że to jest standard, a to byłoby niebezpieczne. Ze względu na oczekiwania płacowe, które mogą prowadzić do tzw. spirali inflacyjnej.

– Podwyższona inflacja jest zła także z tego względu, że staje się dodatkową przyczyną niepewności przy prowadzeniu biznesu – dodaje P.Kwiecień.

Przy wysokiej inflacji i praktycznie zerowych stopach procentowych mamy narastający problem z alokacją zasobów w gospodarce, tego przykładem jest rynek nieruchomości, gdzie ceny rosną bardzo szybko ze względów spekulacyjnych.

PSPA o nowym programie dopłat NFOŚiGW „Mój elektryk”

Rozszerzenie grona beneficjentów mogących ubiegać się o dofinansowanie zakupu samochodu elektrycznego o przedsiębiorców i samorządy, podniesienie wysokości dopłaty do 27 tys. zł dla samochodów osobowych i utrzymanie dofinansowania w kwocie 70 tys. dla modeli dostawczych. Ponadto, zwiększenie limitu maksymalnej ceny dotowanego pojazdu elektrycznego do 225 tys. zł, znaczne uproszczenie procedur oraz uwzględnienie leasingu, jako dopuszczalnej formy finansowania – to, zdaniem Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA), najistotniejsze punkty nowego programu wsparcia nabywców samochodów elektrycznych „Mój elektryk” NFOŚiGW. Program stanowi odpowiedź na znaczną część postulatów wysuwanych przez branżę. Po wejściu w życie wszystkich zapowiedzi Narodowego Funduszu, „Mój elektryk” będzie miał potencjał by istotnie wpłynąć na tempo rozwoju elektromobilności w Polsce.

Jak podkreśla PSPA końcowy sukces programu będzie zależał jednak od tego, jak szybko uruchomione zostaną nabory dla przedsiębiorców i samorządów oraz od terminu uruchomienia wsparcia dla infrastruktury ładowania. PSPA niekorzystnie ocenia wycofanie się z koncepcji dotacji do prywatnych punktów ładowania w ramach innego programu dofinansowania – „Mój prąd”.

pspa_doplaty_moj_elektryk_grafika_1080x1080px_01 pspa_doplaty_moj_elektryk_grafika_1080x1080px_02 pspa_doplaty_moj_elektryk_grafika_1080x1080px_03 pspa_doplaty_moj_elektryk_grafika_1080x1080px_04 pspa_doplaty_moj_elektryk_grafika_1080x1080px_05

Pierwszy nabór wniosków w ramach programu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej „Mój elektryk” zostanie uruchomiony 12 lipca br. Początkowo o dofinansowanie będą mogli się ubiegać tylko klienci indywidualni nieprowadzący działalności gospodarczej. Według zapowiedzi Funduszu, za kilka tygodni wsparcie obejmie również przedsiębiorców, samorządy oraz inne podmioty instytucjonalne. Następnie, w trzecim etapie – banki, które za pośrednictwem firm leasingowych będą dystrybuowały dopłaty do leasingu, w tym najmu długookresowego.

– W odróżnieniu od programów pilotażowych z ubiegłego roku, „Mój elektryk” ma być programem dla wszystkich. To dobra informacja, ale kluczowe jest tempo uruchamiania poszczególnych rodzajów instrumentów wsparcia. Uwzględnienie w gronie beneficjentów przedsiębiorców jest kluczowe dla rozwoju rynku i powinno być wdrożone jak najszybciej. 85% pojazdów elektrycznych w Polsce nabywają firmy, tymczasem na chwilę obecną, nie mogą oni uzyskać dopłaty, na którą czekają od lat – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Ile wyniesie dopłata?

„Mój elektryk” w przypadku osób fizycznych został adresowany do nabywców całkowicie elektrycznych (BEV) samochodów osobowych (kategorii M1). Podstawowa, maksymalna kwota dotacji dla osób fizycznych wyniesie 18,75 tys. zł. Z wyższego dofinansowania – w maksymalnej wysokości 27 tys. zł – będą mogli skorzystać posiadacze tzw. Karty Dużej Rodziny. Nowy program przynosi istotną zmianę względem ubiegłorocznego instrumentu dopłat „Zielony Samochód”. Maksymalna cena pojazdu, który może zostać objęty wsparciem, została podwyższona ze 125 tys. zł do 225 tys. zł. W przypadku osób posiadających kartę dużej rodziny limit został zniesiony całkowicie. Korzystający ze wsparcia nie będą już zobowiązani do osiągnięcia wyznaczonego limitu minimalnego przebiegu rocznego („Zielony Samochód” wymagał przejechania w ciągu roku 10 tys. km), zniesiono także intensywność dofinansowania w postaci 15% kosztów kwalifikowanych. Dofinansowanie obejmie zarówno zakup, jak i najem pojazdów.

Pozostali adresaci programu, w tym przedsiębiorcy, dla których ma obowiązywać taka sama cena maksymalna samochodu, po uruchomieniu dopłat będą mogli liczyć na dofinansowanie, którego poziom zostanie uzależniony od kategorii pojazdu oraz średniorocznego przebiegu. Ponadto, ma im przysługiwać możliwość ubiegania się o dofinansowanie więcej niż jednego pojazdu. Wnioskodawcy nie będący osobami fizycznymi, na pojazdy kategorii M1 będą mogli uzyskać do 27 tys. zł w przypadku deklarowanego średniorocznego przebiegu powyżej 15 tys. km (mniejszy przebieg umożliwia otrzymanie dofinansowania w wysokości 18,75 tys. zł) , a na pojazdy kategorii L1e-L7e wsparcie w wysokości 4 tys. zł (do 30% kosztów kwalifikowanych). Natomiast dofinansowanie zakupu pojazdów kategorii N1 (dostawcze), M2 oraz M3 wyniesie maksymalnie 70 tys. zł (do 30% kosztów kwalifikowanych). Warunkiem będzie zadeklarowanie średniorocznego przebiegu powyżej 20 tys. km.  Mniejszy uprawnia do otrzymania dotacji na poziomie do 50 tys. zł (20% kosztów kwalifikowanych). Dofinansowanie obejmie zarówno zakup, jak i leasing pojazdów.

Co zmieniło się na plus?

Według PSPA, zapowiedź dopuszczenia leasingu jako możliwej formy finansowania przez przedsiębiorców dotowanego pojazdu zeroemisyjnego przyspieszy elektryfikację transportu w Polsce. O dotacje do leasingu, w imieniu leasingobiorców, występować mają firmy leasingowe, które będą współpracowały z bankami. To im NFOŚiGW udostępni środki na dopłaty. Po stronie przedsiębiorcy ma być podpisanie umowy leasingu z dotacją. W tym zakresie, jak wskazuje polska branża elektromobilności, również najważniejsze jest jak najszybsze uruchomienie wsparcia.

–  Jest to kolejny warunek rozwoju zeroemisyjnego transportu, a zatem możliwość leasingu EV polscy przedsiębiorcy powinni uzyskać jak najszybciej. Niemal 50% nowych pojazdów osobowych na polskim rynku jest nabywana w tej formie finansowania. Program może zmotywować też samorządy do wypełniania obowiązków wynikających z Ustawy o elektromobilności w zakresie wymiany floty – uważa Maciej Mazur.

PSPA od początku postulowało także o podniesienie maksymalnej ceny dotowanego pojazdu, co z pewnością zwiększy zainteresowanie programem wśród beneficjentów i jego efektywność.

– W momencie rozpoczęcia naboru do programu „Zielony Samochód” dofinansowaniem mogło zostać objętych zaledwie 8 modeli samochodów elektrycznych, przede wszystkim były to auta miejskie. Dzięki podwyższeniu limitu ceny maksymalnej dotacje w ramach programu „Mój Elektryk” dla osób fizycznych obejmują już 40 modeli, w tym pojazdy kompaktowe, rodzinne oraz SUVy. Z kartą dużej rodziny można otrzymać dopłatę przy nabyciu aż 60 różnych modeli zeroemisyjnych – mówi Jan Wiśniewski, Kierownik Centrum Badań i Analiz PSPA.

W celu ułatwienia wyboru odpowiedniego modelu samochodu, w ramach kampanii społecznej elektromobilni.pl, PSPA uruchomiło Kalkulator dopłat NFOŚiGW dla osób fizycznych. Dzięki niemu, każdy zainteresowany zakupem EV może w łatwy sposób obliczyć, ile zapłaci za pojazd po uwzględnieniu dotacji. Kalkulator jest dostępny na stronie https://elektromobilni.pl/kalkulator-doplat.

Ma być łatwiej i więcej

PSPA wskazuje, że w porównaniu do ubiegłorocznych programów pilotażowych, „Mój elektryk” ułatwi otrzymanie dofinansowania, m.in. dzięki uproszczonej procedurze, która ma się obywać w całości online. Dofinansowanie dla osób fizycznych będzie przyznawane na zasadzie refundacji części poniesionych kosztów zakupu samochodu. Aby ją uzyskać, należy wypełnić wniosek elektroniczny przekazując dowód zakupu, rejestracji i ubezpieczenia auta. Następnie należy podpisać wniosek, który stanie się umową wraz z wnioskiem o wypłatę dotacji. Bez względu na formę finansowania pojazdu (zakup, leasing, najem), warunki wsparcia mają być takie same.

Budżet na dofinansowanie, względem ubiegłorocznego programu dla osób fizycznych, podwyższono z 37,5 do 100 mln zł (nabór ma być prowadzony do 30 września 2025 r. lub wcześniejszego wyczerpania środków), a dla rozszerzonego grona beneficjentów, w tym przedsiębiorców i samorządów, ma wynieść w kolejne 400 mln zł. Co ważne, o dotacje będą mogli ubiegać się również obecni posiadacze samochodów elektrycznych, o ile nabyli swoje pojazdy w okresie od 01 maja 2020 r.

Czy to rozpędzi rynek?

Ubiegłoroczny program „Zielony Samochód” cieszył się niską popularnością. Pierwotne plany NFOŚiGW zakładały objęcie wsparciem 2 000 samochodów elektrycznych, jednak ostatecznie z dofinansowania skorzystało zaledwie 241 beneficjentów. PSPA od momentu ogłoszenia programów pilotażowych zwracało uwagę na ich niewystarczające dostosowanie do realiów rynkowych. Wśród najważniejszych postulatów wymieniano m.in. zbyt niską kwotę dopłat oraz niską cenę maksymalną dotowanych pojazdów, skomplikowaną procedurę ubiegania się o dofinansowanie, jak również zbyt rygorystyczne wymogi, które musieli spełniać beneficjenci wsparcia.

– Dzięki uwzględnieniu części postulatów branży, „Mój elektryk” stanowi większą zachętę do nabywania pojazdów elektrycznych niż „Zielony Samochód” i dysponuje wyższym potencjałem w zakresie dynamizacji polskiego rynku elektromobilności. Kluczowe znacznie ma jednak terminowe uruchomienie zoptymalizowanego systemu dopłat dla wszystkich uczestników rynku, w tym przedsiębiorców, ponieważ polska gospodarka czeka na ten moment za długo. Konieczne jest również zapewnienie wydatkowania środków w możliwie efektywny sposób – mówi Maciej Mazur.

Według PSPA, proponowany przez NFOŚiGW system wsparcia rynku pojazdów elektrycznych powinien objąć cały obszar elektromobilności i zapewnić dotacje także do infrastruktury ładowania, jako kluczowego czynnika przyczyniającego się do przyspieszania dekarbonizacji sektora transportu w Polsce. W tym zakresie branża elektromobilności niekorzystnie oceniła np. wycofanie się z koncepcji dotacji do prywatnych punktów ładowania w ramach innego programu – „Mój prąd”.

Program NFOŚiGW ma na celu zwiększenie liczby użytkowanych pojazdów elektrycznych, które pozwalają na ograniczenie szkodliwej emisji gazów cieplarnianych do atmosfery. W tym zakresie ważna jest także edukacja, podnoszenie świadomości społecznej i promowanie postaw ekologicznych w transporcie. Tego typu działania będą realizowane w ramach dwóch ogólnopolskich kampanii edukacyjno-informacyjnych, które 2 lipca br. zapowiedział NFOŚiGW. Pierwsza z nich zostanie zrealizowana przez PSPA pn. „Każda podróż ma znaczenie”, a druga to cykl działań w ogólnopolskich mediach pod nazwą „Elektromobilność – Zielone Światło dla Klimatu”, którą przeprowadzi Fundacja Czyste Powietrze. Oba podmioty zostały wyłonione przez NFOŚiGW w konkursie wniosków o dofinansowanie w ramach programu „Edukacja ekologiczna”.

Zortrax Dental SA planuje debiut na NewConnect w I połowie 2022 roku

Spółka opublikowała prognozy finansowe oraz politykę dywidendową, która na etapie realizacji ma być jedną z najbardziej atrakcyjnych w całym sektorze technologicznym.

Zarząd Zortrax Dental SA – spółki należącej do międzynarodowego lidera druku 3D, Zortrax SA – zamierza rekomendować wypłaty dywidendy do wysokości 90% wypracowanego zysku netto, począwszy od 2023 roku. Przy osiągnięciu prognozowanych wyników, w 2025 r. dywidenda ma wynieść 24,32 zł per akcja w wariancie bazowym. Spółka prowadzi obecnie kampanię crowdinvestingową promowaną przez platformę Crowdway. Pozyskała już blisko 300 000 złotych od ponad 70 inwestorów. Planuje debiut na NewConnect w I połowie 2022 roku.

Zarząd Zortrax Dental SA planuje przedkładać na WZA propozycję wypłaty dywidendy w wysokości od 60% do 90% zysku netto, co ma stanowić jedną z najlepszych propozycji dywidendowych na rynku w sektorze technologicznym. Wypłata dywidendy będzie możliwa, jeśli relacja długu netto do EBITDA na koniec roku obrotowego, którego dotyczyć będzie podział zysku, wynosiła będzie poniżej 3,0. Polityka dywidendowa znajduje zastosowanie począwszy od skonsolidowanego zysku netto grupy za rok obrotowy zakończony dnia 31 grudnia 2022 r.

Według opublikowanych prognoz finansowych Zortrax Dental SA szacuje, że w 2025 roku osiągnie przychody ze sprzedaży na poziomie 65,9 mln zł i zysk netto w wysokości 29,7 mln zł (wariant bazowy), co przekładałoby się na dywidendę w wysokości 24,32 zł na akcję. Szacunki w wariancie optymistycznym zakładają przychody na poziomie 95,9 mln zł, zysk netto 43,9 mln zł i 35,96 zł dywidendy per akcja w 2025.

Osiągnięcie europejskiego zasięgu sprzedaży spółka planuje na Q2 2022, niecały rok później chce już działać globalnie. Prognozy spółka opiera na danych o rozmiarze rynku i tempie jego rozwoju oraz na wolumenie sprzedaży urządzeń działających w technologii UV LCD, oferowanych przez spółkę matkę: Zortrax SA.

Tabela 1: prognozy Zortrax Dental SA, wariant bazowyzortrax dental_prognozy bazowe

Tabela 2: prognozy Zortrax Dental SA, wariant optymistycznyprognozy Zortrax Dental SA, wariant optymistyczny

Od czasu pierwszych rozmów o powołaniu do życia spółki Zortrax Dental przyświecała nam myśl, że chcemy zaprosić do jej współtworzenia społeczność zaangażowanych inwestorów. Z tego też względu podjęliśmy decyzję o finansowaniu przez crowdfunding. Uważamy, że zaufanie powinno być docenione, dlatego będziemy rekomendować WZA wypłatę dywidendy w wysokości do 90% zysku. Uważamy, że nie tylko biorąc pod uwagę naszą politykę, ale także potencjał rynku oraz dotychczasowe osiągnięcia Grupy Zortrax, warto dołączyć do grona akcjonariuszy. Po zamknięciu emisji będziemy kontynuować prace związane z debiutem akcji na NewConnect. Spółka matka Zortrax SA jest już na ostatniej prostej w drodze na giełdę. Nasz proces IPO chcemy maksymalnie przyspieszyć, mając jej doświadczenie i angażując najlepsze dostępne środki – mówi Małgorzata Misiewicz, prezes Zortrax Dental SA.

Przy rekomendacji podziału zysku wypracowanego przez Zortrax Dental, zarząd będzie brał pod uwagę sytuację i płynność finansową grupy Zortrax, istniejące i przyszłe zobowiązania (w tym potencjalne ograniczenia związane z umowami kredytowymi i emisją instrumentów dłużnych) oraz oceny perspektyw spółki w określonych uwarunkowaniach rynkowych i makroekonomicznych.

Trwa emisja crowdinvestingowa

17.06.2021 rozpoczęła się emisja akcji Zortrax Dental SA dla inwestorów społecznościowych. Jest promowana przez Crowdway. Spółka pozyskała już blisko 300 000 złotych od ponad 70 inwestorów.

Cele emisji

  • produkcja pierwszej partii drukarek stomatologicznych: 3 100 000 zł

Środki z emisji zostaną wykorzystane do sfinansowania kosztów produkcji już opracowanego urządzenia, opartego na innowacyjnej technologii utwardzania fotopolimerów warstwa po warstwie za pomocą światła emitowanego przez ekran LCD o wysokiej rozdzielczości z podświetleniem UV LED.

  • kampanie wizerunkowe w USA, Europie i Azji: 900 000 zł

Zortrax Dental SA zamierza sprzedawać swoje rozwiązania globalnie, dlatego część środków pozyskanych z emisji spółka chce przeznaczyć na cele promocji marki na kluczowych rynkach: w USA i Europie (700 000 zł) oraz Azji (200 000 zł).

Zortrax Dental SA korzysta z wieloletnich doświadczeń grupy Zortrax (ponad 30 000 sprzedanych urządzeń) oraz jej zaplecza badawczego, produkcyjnego i logistycznego (80 resellerów w 90 krajach). W Q4 2021 spółka planuje wprowadzić na rynek zupełnie nową drukarkę przeznaczoną dla branży stomatologicznej. Produkt jest w ostatniej fazie testów.

Nowa drukarka Zortrax Inkspire 2 Dent będzie częścią dedykowanego lekarzom, kompletnego ekosystemu, który zawiera także przystosowane do pracy w stomatologii oprogramowanie Zortrax DentLab, urządzenia peryferyjne umożliwiające płukanie i utwardzanie drukowanych modeli, a także zestaw profesjonalnych, przetestowanych żywic do druku. Urządzenia peryferyjne mają pojawić się w Q2 2022. W czwartym kwartale 2022 roku Zortrax Dental planuje zaprezentować kolejny model drukarki 3D dla branży stomatologicznej.

Druk 3D w stomatologii

W ciągu ostatniej dekady przemysł dentystyczny został zrewolucjonizowany przez druk 3D. Drukowanie odbywa się zarówno w gabinetach dentystycznych, jak i w pracowniach protetycznych, co zapewnia nowy poziom szybkości i łatwości w porównaniu do starych procedur. Fotopolimerowe drukarki 3D mogą drukować korony, mosty lub szablony chirurgiczne z żywic biokompatybilnych. Żywice odlewnicze mogą posłużyć do druku wzorców wykorzystywanych w odlewaniu stosowanych w stomatologii metali. Przewiduje się, że upowszechnienie się druku 3D w stomatologii, a z czasem jej zdominowanie, zrewolucjonizuje tę branżę, umożliwiając wprowadzenie nowych produktów i rozwój dotychczasowych.

Z badań spółki Zortrax wynika, że światowy rynek stomatologii będzie wart szacunkowo ponad 225 mld zł do końca 2024 roku. Sam rynek nowoczesnych aparatów ortodontycznych, które można tworzyć na drukarkach 3D, ma szansę osiągnąć wartość prawie 25 mld zł do końca 2023 roku.

Hossa na rynku nieruchomości mieszkaniowych. W nowym cyklu może objąć 30% inwestycji w Europie

  • Pomimo pewnych problemów regulacyjnych i rynkowych czynniki, takie jak niedostateczna podaż, rosnące czynsze i silne fundamenty demograficzne, sprzyjają rozwojowi sektora mieszkaniowego.
  • Inwestorzy zwracają się w kierunku budownictwa mieszkaniowego jako bezpiecznego aktywa, głównie z uwagi na różnorodność dostępnych opcji inwestycyjnych i istotne czynniki wspierające ich dalszą ekspansję na rynku.
  • Ceny mieszkań w wielu głównych stolicach europejskich gwałtownie rosną z powodu dysproporcji między podażą a popytem.
  • Popyt utrzyma się na wysokim poziomie dzięki stałemu zwiększaniu się liczby gospodarstw domowych w głównych miastach europejskich
  • Rosnąca „niedostępność cenowa” skłoniła niektóre rządy do interwencji na rynku, co wywołało niepewność wśród inwestorów.
  • Miasta regionalne pozostają bardziej przystępne cenowo, a wiele z nich przyciąga uwagę inwestorów.

Firma Colliers opublikowała nowy raport European Residential: On the Rise, badający czynniki wpływające na rosnące zainteresowanie inwestorów nieruchomościami mieszkaniowymi w głównych miastach Europy. Raport klasyfikuje główne lokalizacje pod względem ich atrakcyjności dla inwestorów oraz podkreśla szanse i zagrożenia pojawiające się wokół tej coraz bardziej znaczącej klasy aktywów.

Coraz więcej Europejczyków jest zainteresowanych zamieszkaniem w renomowanych centrach biznesowych, kulturalnych i edukacyjnych, takich jak Londyn, Paryż i Amsterdam, a rosnące dochody powodują, że coraz więcej rodzin przekracza próg kwalifikujący do otrzymania mieszkania socjalnego. Jednakże brak równowagi między podażą a popytem w większości miast powoduje, że ceny mieszkań rosną szybciej niż średnie dochody.

Ta „niedostępność cenowa” oznacza, że wielu młodych mieszkańców miast jest zmuszonych wynajmować mieszkania dłużej niż poprzednie pokolenia, zanim będą w stanie nabyć lokal na własność. Ponadto coraz więcej osób nieposiadających stałego miejsca zamieszkania wchodzi w wiek emerytalny, co stwarza inwestorom dodatkowe możliwości zapewnienia bardziej rozszerzonej oferty mieszkań na wynajem. W 2020 r. do sektora inwestycji mieszkaniowych w Europie napłynęło łącznie 60,7 mld euro, co oznacza wzrost aktywności o 18% w porównaniu ze średnią z ostatnich pięciu lat. Szeroki zakres możliwości oferowanych przez rynek nieruchomości mieszkaniowych sprawi, że udział rynkowy tego sektora w stosunku do innych rodzajów nieruchomości komercyjnych, w nowym cyklu osiągnie 30% wolumenu inwestycji.

— Biorąc pod uwagę dynamikę demograficzną i rynkową, inwestorzy coraz częściej postrzegają nieruchomości mieszkaniowe jako stosunkowo stabilną, defensywną klasę aktywów w obliczu znacznych zawirowań w gospodarce oraz zmian we wzorcach zachowań spowodowanych pandemią. Coraz więcej funduszy emerytalnych, ubezpieczeniowych i private equity zwiększa swoje zaangażowanie na tym rynku, który pozostanie atrakcyjny przez dłuższy czas, szczególnie biorąc pod uwagę zawirowania minionego roku i niepewne perspektywy dla wielu innych klas aktywów — powiedział Richard Divall, dyrektor Colliers ds. rynków kapitałowych w regionie EMEA.

Według badań przeprowadzonych przez Colliers, Paryż, Londyn, Amsterdam, Monachium i Manchester znajdują się w czołówce miast pod względem przystępności cenowej mieszkań pod zakup, biorąc pod uwagę koszt powierzchni użytkowej w stosunku do średniego poziomu dochodów. W porównaniu z tymi miastami w Dusseldorfie, Kolonii czy Marsylii nabywcy mogą sobie pozwolić na nabycie prawie dwukrotnie większej powierzchni. W Warszawie, uwzględniając średnie dochody gospodarstw domowych, typowy nabywca może kupić trzy razy więcej powierzchni mieszkalnej niż w Paryżu.

Biorąc pod uwagę fakt, że europejska średnia wieku osób kupujących swoje pierwsze mieszkanie wynosi ok. 34 lata, zwiększa to atrakcyjność tych miast w oczach inwestorów instytucjonalnych działających w sektorze mieszkań pod wynajem.

Ponadto stosunkowo wysokie koszty mieszkań w tych miastach skłaniają inwestorów do poszukiwania alternatywnych lokalizacji na drugorzędnych i wschodzących rynkach mieszkaniowych, gdzie istnieje potencjał wzrostu wartości kapitału.

Pomimo ogólnie pozytywnych prognoz w raporcie wyraźnie zaznaczono, że inwestowanie w nieruchomości mieszkaniowe nie jest pozbawione ryzyka, ponieważ rządy wielu państw podejmują działania mające na celu zniwelowanie niedostępności cenowej poprzez obniżenie cen lub wdrożenie nowych regulacji sprzyjających najemcom.

— Miasta takie, jak Berlin i Amsterdam przyjęły nowe przepisy, czasami w sposób niezgodny z zasadami zrównoważonego rozwoju, co poskutkowało wprowadzeniem niepewności na rynku inwestycji mieszkaniowych. Inwestorzy zdają sobie sprawę z tego, jak wrażliwe pod względem politycznym są kwestie związane z budownictwem mieszkaniowym i jak mogą się one przekładać na politykę. Optymalnym rozwiązaniem jest tworzenie większej podaży poprzez wspieranie inwestowania w budowanie tej klasy aktywów, a nie narzucanie regulacji, które zmniejszają chęć do inwestowania i zarządzania mieszkalniami na wynajem — powiedział Damian Harrington, szef działu badań rynku Colliers w regionie EMEA.

Londyn utrzymuje swoją pozycję

Fakt, że Londyn zapewnia dostęp do największej liczby lukratywnych miejsc pracy, wysokiej rangi uniwersytetów i dóbr kultury, a produkcja gospodarcza jest największa na kilometr kwadratowy w Europie, powoduje, że stolica odnotowuje najwyższe ceny mieszkań spośród analizowanych przez Colliers miast. Od 2017 r. utrzymują się one na stosunkowo stabilnym średnim poziomie 11 600 euro za mkw. Brexit sprawił, że miasto zyskało na atrakcyjności w oczach inwestorów na rynku nieruchomości mieszkaniowych, ponieważ do tego roku ceny pozostawały na niezmienionym poziomie. Zainteresowanie tym sektorem rynku nie maleje, a wolumen inwestycji w ciągu ostatnich pięciu lat był o ponad 130% wyższy niż w drugim pod tym względem mieście – Berlinie. Oczekuje się, że zainteresowanie inwestorów utrzyma się na wysokim poziomie, ponieważ pod kątem inicjatyw dotyczących szczepień i wychodzenia z pandemii Wielka Brytania przoduje wśród europejskich krajów.

Regulacje wpływają na złożoność sytuacji w Berlinie

Berlin pozostaje jednym z najatrakcyjniejszych miejsc do inwestowania w nieruchomości mieszkaniowe w Europie, jednak w ostatnim czasie klimat inwestycyjny stał się tu niespokojny ze względu na działania rządu mające na celu zniwelowanie niedostępności cenowej mieszkań. W styczniu 2020 roku Berlin wprowadził ustawę o kontroli czynszów Mietendeckel, nakazującą obniżki czynszów, które weszły w życie w listopadzie 2020 roku. Jednak w kwietniu 2021 r. sądy uznały Mietendeckel za niezgodny z konstytucją, dzięki czemu inwestorzy odzyskali poczucie komfortu i zaufanie do berlińskiego rynku.

Madryt: masa krytyczna i obiecujące perspektywy zwrotu

Hiszpania najbardziej odczuła skutki pandemii COVID-19 spośród wszystkich krajów europejskich, co może skutkować silnym odbiciem gospodarki w latach 2021 i 2022. Ten szybki powrót na ścieżkę wzrostu, w połączeniu z ograniczonymi zmianami wysokości czynszów i stóp zwrotu w ostatnich kilku latach, wskazuje na silne ożywienie, którego efekt stanowić będzie wzrost wartości kapitału i zwrotów dla inwestorów. Równie istotna jest potencjalna wartość popytu, biorąc pod uwagę, że średni wiek osób kupujących swoje pierwsze mieszkanie w Hiszpanii wynosi 41 lat, czyli znacznie więcej niż średnia dla Europy (34 lata).

Amsterdam magnesem dla korporacji

Rosnąca liczba ludności i ożywienie gospodarcze przyczynią się do rozwoju rynku mieszkaniowego w Amsterdamie. Przewiduje się, że liczba mieszkańców miasta wzrośnie o kolejne 123 tys. w ciągu następnej dekady. Będzie to stanowiło odzwierciedlenie kosmopolitycznej atmosfery Amsterdamu i jego atrakcyjności dla korporacji, wybierających go na lokalizację swojej głównej siedziby. W 2020 r. popyt na mieszkania jednak gwałtownie spadł, ponieważ COVID-19 zniechęcił ekspatów do zmiany miejsca zamieszkania. Niedostępność cenowa już teraz stanowi problem – w kontekście mieszkań własnościowych Amsterdam zajmuje trzecie miejsce od końca pod względem przystępności cen spośród wszystkich miast analizowanych przez Colliers. Stolica Holandii stara się rozwiązać tę kwestię poprzez wprowadzenie bardziej rygorystycznych przepisów, co skłania wielu inwestorów do rozważenia alternatywnych miast w tym kraju pod lokalizację inwestycji.

Atrakcyjne perspektywy inwestycyjne w Kopenhadze

Chociaż w ostatnich latach z powodu niewystarczającej liczby mieszkań ceny w Kopenhadze gwałtownie wzrosły, przystępność cenowa wciąż jest większa niż w innych analizowanych miastach. Stolicę Danii wyróżnia znacząca liczba młodych gospodarstw domowych oraz solidne perspektywy wzrostu gospodarczego. Jeśli dołączy się do tego kwestię znajomości i otwartości na zagranicznych inwestorów, Kopenhaga staje się jednym z najciekawszych miejsc do inwestowania w nieruchomości mieszkaniowe w Europie.

Warszawa dynamicznie rozwijającym się rynkiem

W Warszawie od dawna można zaobserwować wyraźny podział na mieszkania własnościowe i mieszkania socjalne/komunalne, jednak nowe pokolenie młodszych, zamożniejszych warszawiaków zaczyna doceniać elastyczność najmu i coraz rzadziej traktuje zakup mieszkania własnościowego jako symbol statusu.

— Jeśli chodzi o inwestycje mieszkaniowe, Warszawa może być postrzegana jako jedno z najważniejszych rozwijających się miast w Europie. Choć obecnie prawie całe warszawskie zasoby mieszkaniowe nadal składają się z mieszkań własnościowych oraz komunalnych, ze względu na  silny wzrost gospodarczy Warszawy i zachodzące w niej zmiany społeczne, rynek PRS wyraźnie się powiększa, a liczba zagranicznych inwestorów zainteresowanym tych segmentem wzrasta —  mówi Dorota Wysokińska-Kuzdra, senior partner i dyrektor działu Corporate Finance w Colliers.

Warszawa charakteryzuje się stosunkowo dużą przystępnością cenową w porównaniu do innych analizowanych miast. Rosnące dochody mieszkańców sprzyjają rosnącym cenom mieszkań, co może zachęcić inwestorów dotychczas nieobecnych w Warszawie do wejścia na ten szybko zyskujący na znaczeniu rynek.

— Choć raport European Residential: On the Rise analizuje głównie stolice europejskich państw, warto zaznaczyć, że segment PRS w Polsce koncentruje się nie tylko w Warszawie. Równie dynamiczny rozwój tego sektora obserwujemy we Wrocławiu, Krakowie, Gdańsku, Poznaniu i Łodzi — dodaje Dorota Wysokińska-Kuzdra.

5 pomysłów na druk wielkoformatowy w reklamie Twojego biznesu!

Każdy przedsiębiorca powinien zdawać sobie sprawę, ze znaczenia reklamy. Reklama często stanowi filar działalności, a jej zadaniem jest nie tylko promowanie ofert i produktów, ale także tworzenie marki. Odpowiednia reklama doskonale wspiera i kreuje markę firmy. Pomaga też budować zaufanie, dzięki czemu działania firmy na rynku będą swobodniejsze dzięki istniejącej już bazie klientów, dla których marka jest rozpoznawalna. Rozróżniamy wiele rodzajów reklam, jednak oprócz internetowej formy, największą popularnością cieszy się reklama outdoorowa. Nie ulega wątpliwościom, że jej skuteczność w dużej mierze zależy od jakości wydruków. Nowoczesny druk wielkoformatowy pozwala na pełną dowolność w kreowaniu reklamy. Poniżej przedstawiamy 5 pomysłów na wykorzystanie druku wielkoformatowego w skutecznej reklamie!

Wydruk wielkoformatowy na papierze – billboardy i plakaty

Chyba najbardziej podstawową usługą, jaką oferują drukarnie wielkoformatowe, jest wydruk na papierze. Z jego pomocą stworzymy wymarzony billboard dla naszej firmy, plakat do umieszczenia na przystanku autobusowym lub w miejscu do tego przeznaczonym. Doskonała jakość wydruku i format sprawiają, że druk wielkoformatowy w celu stworzenia tego typu reklam wciąż cieszy się niesłabnącą popularnością. Czasem niestety brakuje miejsca do umieszczenia plakatu w dużym formacie, dlatego jest to forma charakterystyczna dla przestrzeni poza miastem. Na szczęście reklama wielkoformatowa wcale nie musi sprowadzać się tylko i wyłącznie do formy prostych plakatów i billboardów.

Druk wielkoformatowy na siatce mesh – banery oczkowane

Jeśli chodzi o druk wielkoformatowy na siatce mesh, to z jego pomocą możemy stworzyć banery oczkowane odporne na różne warunki atmosferyczne. Taki baner umieścimy bez problemu na płocie lub w specjalnej ramie mocowanej do ściany. Dzięki dziurkowanej strukturze drukarnie wielkoformatowe są w stanie tworzyć reklamy o ogromnej powierzchni, które z powodzeniem mogą być umieszczane na całym budynku. Choć jest to dość kontrowersyjna forma reklamy, to na pewno druk wielkoformatowy na siatce mesh sprawdzi się choćby w nieco mniejszym, banerowym, formacie.

Druk wielkoformatowy na szkle – widoczna siedziba firmy

Druk wielkoformatowy to nie tylko miękkie materiały. Tego typu reklamę umieścimy także bez problemu na płaskich powierzchniach, takich jak choćby szkło. Dzięki temu będziemy mogli bez problemu ozdobić siedzibę naszej firmy i sprawić, że będzie ona rozpoznawalna z daleka. Tego typu reklamę bardzo często zauważymy na oknach lokali bankowych czy też sklepowych. Druk wielkoformatowy na szkle to także możliwość umieszczenia reklamy na samochodzie, ale tej formie warto poświęcić osobny akapit.

Druk wielkoformatowy na samochodzie – mobilna reklama zewnętrzna

Jeśli prowadzisz działalność, w której to Ty dojeżdżasz do klientów, a siedziba firmy jest tylko formalnością, to nie warto rezygnować z reklamy. Druk wielkoformatowy na samochodzie to coś, co pozwoli promować Twój biznes zawsze i wszędzie. Dla dużych przedsiębiorstw polecamy tę formę reklamy w celu zachowania spójnej identyfikacji wizualnej. Flota samochodowa wykorzystujące wydruki wielkoformatowe to gwarancja profesjonalnego wyglądu. Wiele firm decyduje się na reklamę na środkach komunikacji miejskiej, co też jest ciekawą formą reklamy zewnętrznej.

Wydruk wielkoformatowy na banerach LED

Oprócz druku wielkoformatowego na szkle warto zainwestować w taką formę reklamy, która pozwoli na identyfikację firmy także po zmroku. Najlepiej w tej roli sprawdzą się banery LED, które umieszczone nad wejściem do firmy zapewnią odpowiednią widoczność w nawet najbardziej deszczowy lub śnieżny dzień. Reklama tego typu zapewni więc niezbędną funkcję informacyjną o położeniu naszego lokalu.

Artykuł powstał przy współpracy z drukarnią Euroart.

Single-Use Plastics – plastik w nowej odsłonie, czyli przyszłość dzieje się teraz

Zgodnie z dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady Europejskiej, 3 lipca powinna zacząć obowiązywać dyrektywa Single-Use Plastics, a z rynku miały zniknąć plastikowe słomki, patyczki higieniczne do uszu czy uchwyty do balonów, zrobione z tworzywa sztucznego. Jak wynika z informacji podanych przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska, w Polsce jeszcze trwają prace nad przeniesieniem do polskiego prawa przepisów dyrektywy Single-Use Plastics, a do Sejmu projekt trafi najpewniej jesienią. Poza eliminacją z rynku jednorazowych plastikowych produktów, najciekawsza zmiana będzie dotyczyć rynku PET-a – polimeru używanego do produkcji opakowań do napojów, którego poziom recyklingu wciąż w wielu krajach europejskich jest bardzo niski, a w Polsce stanowi mniej niż 50 proc.

5 czerwca 2019 r. została opublikowana tzw. dyrektywa Single-Use Plastics, której podstawowym celem jest zapobieganie wpływowi niektórych produktów jednorazowego użytku na środowisko. Regulacja ta wprowadza szereg zakazów i nakazów, co ma zachęcać do przechodzenia na gospodarkę o obiegu zamkniętym (w Polsce nazywaną już powszechnie GOZ). To idea, która zakłada, że materiały utrzymują swoją wartość pomimo upływu czasu (w tym funkcjonalność produktu). Jednym słowem, nawet jeśli produkt staje się w końcu odpadem, to materiał, z którego został wytworzony ma zostać ponownie przywrócony do obiegu.

Czysty zysk

Czytając dyrektywę SUP, w oczy rzuca się szereg zakazów w zakresie produktów, które mają zniknąć z europejskiego rynku. Poza wspomnianymi plastikowymi słomkami, patyczkami higienicznymi czy uchwytami do balonów, 3 lipca z rynku europejskiego powinny zostać wycofane jednorazowe talerze, sztućce, mieszadełka do napojów wykonane z tworzyw sztucznych i ze styropianu, pojemniki na żywność i napoje. Wszystkie te produkty mają bowiem łatwo dostępne alternatywy i rzeczywiście trudno szukać uzasadnienia, dlaczego mamy dalej z nich korzystać, podczas gdy ich pozbywanie się w sposób niezgodny z zasadami gospodarki odpadami powoduje przedostawanie się i zaleganie w środowisku naturalnym. Badania Komisji Europejskiej wykonane przed opublikowaniem wspomnianej dyrektywy wskazały, że 80-85 proc. odpadów zalegających na plażach to tworzywa sztuczne, z czego około 50 proc. to właśnie produkty jednorazowego użytku głównie związane z kulturą jedzenia poza domem. Pozostałe 27 proc. to wykonane z tworzyw sztucznych odpady związane z połowami ryb, których także ta dyrektywa istotnie dotyczy. Tym samym, tak prosty ruch może sprawić, że o niemal 80 proc. zmniejszy się zaśmiecenie plaż odpadami plastikowymi. Tylko z tego powodu warto tę dyrektywę jak najszybciej wdrożyć.

Mądre zarządzanie

Ciekawszym z punktu widzenia całego rynku, bo nie działającym na niego bezpośrednio, jest pakiet narzędzi dotyczący tzw. PET-a. PET to rodzaj termoplastycznego polimeru z grupy poliestrów, który jest stosowany na dużą skalę w produkcji włókien syntetycznych, a także jako transparentny materiał, z którego wytwarza się butelki do napojów bezalkoholowych. Kilkadziesiąt milionów ton tego polimeru jest co roku wprowadzanych globalnie na rynek i choć jego zebranie z rynku i dalsze przetworzenie jest dość łatwe, wciąż w wielu krajach europejskich, w tym w Polsce, rzeczywisty poziom recyklingu tego surowca wynosi poniżej 50 proc. Można się więc domyślać, że w innych regionach świata jest jeszcze gorzej.

Co zrobić, aby sytuację poprawić? Wydaje się, że KE wskazała dwa narzędzia w dyrektywie SUP. Pierwsze to ustalenie wysokich wymogów w zakresie wielkości zbiórki materiału z rynku. Aby móc poddać recyklingowi dany strumień odpadu, musi on być przede wszystkim zebrany w odpowiedniej ilości. Regulacja narzuca do 2025 r. zebranie 77 proc. wolumenu opakowań do napojów wykonanych z PET wprowadzonego do sprzedaży. W 2029 r. poziom ten wzrasta już do 90 proc.

Drugie narzędzie to budowa rynku w zakresie ponownego wykorzystania recyklingowego materiału. W uzyskaniu tego mają pomóc jasno określone wymogi – 25 proc. w 2025 r. oraz 30 proc. w 2030 r. pochodzącego z recyklingu materiału (tzw. rPET-a) w opakowaniach wprowadzanych na rynek.

Rosnące potrzeby

Jakie są efekty tych zmian? Choć w Polsce dyrektywa jeszcze nie została wdrożona (a pamiętajmy, że dyrektywy nie działają wprost – muszą zostać transponowane do krajowego porządku prawnego, aby mogły obowiązywać), to już zwiększyły się moce przerobowe odpadów z PET. Jeszcze dwa lata temu szacunkowa, roczna wielkość przerobu oscylowała wokół 75 k Mg w Polsce, z czego mniej niż 5 k Mg było w standardzie umożliwiającym dalsze wykorzystanie w kontakcie z żywnością. Dzisiaj szacuje się, że moce przerobowe w kraju są bliskie 100 k Mg, co oznacza, że rynek dostrzegł rosnące potrzeby w zakresie przerobu tego typu odpadu.

Choć zainteresowanie w zakresie inwestycji w nowoczesne metody recyklingu butelek PET jest duże, wciąż ogromną barierą do stosowania rPET-u są jego wysokie ceny w porównaniu do surowca pierwotnego. Podczas gdy tona surowca pozyskanego z odpadów w standardzie nadającym się do kontaktu z żywnością na rynku w Polsce, w zależności od struktury (regranulat, czy płatek), oscyluje wokół 4-6 tys. złotych, to nadal surowiec pierwotny jest o około 30 proc. tańszy. Jednak i na to można znaleźć remedium. Rozszerzona odpowiedzialność producenta (ROP) poprzez system zachęt i kar (tzw. ekomodulację) może wpływać odpowiednio na producentów w zakresie tego, co wprowadzają na rynek. I tak, zasady ekomodulacji mogą dodatkowo premiować tych, którzy wprowadzają do sprzedaży produkty i opakowania wytwarzane przy użyciu surowców pozyskanych z recyklingu. To premiowanie to nic innego jak np. obniżenie opłaty, którą producent będzie musiał wnieść z tytułu wprowadzenia danego produktu czy opakowania na rynek. Warto zaznaczyć, że także dyrektywa SUP wprowadza szereg wymogów w zakresie ROP do nowych grup produktów, podczas gdy szczegółowe standardy funkcjonowania tych systemów już w 2018 r. KE wprowadziła szeregiem dyrektyw w ramach pakietu dotyczącego gospodarki o obiegu zamkniętym.

Ambitni chcą więcej

Zmiany zapoczątkowane przez regulację Single-Use Plastics wpłynęły też na szereg dobrowolnych deklaracji ogłaszanych przez poszczególne firmy. Duzi gracze, dla których rynek sprzedaży napojów w butelkach PET to główny interes, nie czekając na implementację dyrektywy w poszczególnych krajach, zapoczątkowali falę indywidualnych, i co warto podkreślić – dobrowolnych – deklaracji w zakresie stosowania surowca z recyklingu w opakowaniach swoich produktów. Wielu producentów napojów już ogłosiło, że będą w swych produktach uwzględniać więcej rPET-a niż jest to wymagane. Najbardziej ambitni zobowiązali się, że nawet w 100 proc. będą wykorzystywać surowiec z recyklingu do produkcji butelek wprowadzanych na rynek.

Brakuje szczegółowych danych o tym, jak zmienił się poziom zbieranego i poddawanego recyklingowi PET-a w Polsce, ale należy się spodziewać dalszych wzrostów w tym zakresie. Niewątpliwe jest to spora zasługa wprowadzonej na poziomie unijnym regulacji. Eksperyment, choć jeszcze niezakończony, przynosi oczekiwane rezultaty, dlatego warto rozszerzyć go na inne typy polimerów i produktów. Niezbędne są do tego: wymogi w zakresie zbiórki i przetwarzania (w tym określone normy i standardy dot. surowca), a także rynek zbytu na przetworzony surowiec. Z resztą rynek poradzi sobie już sam.

Komentarz ekonomiczny Julii Patorskiej, Liderki zespołu ds. analiz ekonomicznych, Sustainability & Economics, Deloitte

Rynek biurowy w Krakowie powoli odżywa po pandemii

W Krakowie firmy powoli wracają do rozmów o wynajmie biur, a inwestorzy przygotowują kolejne projekty.

– Na rynku krakowskim, podobnie jak na innych rynkach regionalnych, możemy obserwować przyspieszenie procesów renegocjacji umów najmu. Rośnie jednocześnie ilość ofert dotyczących podnajmów. Część firm określiło już tryb pracy, jaki najlepiej sprawdza im się w nowym środowisku biznesowym, zweryfikowało zapotrzebowanie dotyczące ilości stanowisk i zdecydowało o kształcie nowego biura. Pozostałe organizacje czeka jeszcze podjęcie strategicznych decyzji, poszukiwanie rozwiązania, które będzie najbardziej odpowiednie dla firmy, dostosowane do nowego stylu pracy, a jednocześnie optymalne pod względem kosztu. Niektórzy najemcy podjęli decyzję o zmniejszeniu powierzchni, natomiast firmy z branż, które przyspieszyły w pandemii przygotowują się do ekspansji. Należy przy tym wspomnieć, że Kraków nadal jest bardzo chętnie wybierany na miejsce prowadzenia działalności przez duże międzynarodowe przedsiębiorstwa i korporacje, które planują rozwój biznesu w Polsce – mówi Mateusz Strzelecki, Partner / Head of Regional Markets w Walter Herz.

– Wszystko wskazuje na to, że pandemiczne spowolnienie jest już za nami. W Krakowie, który jest drugim, największym rynkiem biurowym w Polsce nadal możemy obserwować dużą aktywność inwestorów, stad podjęliśmy decyzję o dalszym rozwoju krakowskiego oddziału Walter Herz, by móc służyć klientom jeszcze silniejszym wparciem na miejscu. Do naszego zespołu w Krakowie dołączył Kamil Kowalewski, który zdobył doświadczone w firmach branżowych na rynku krakowskim, pracując m.in. w firmie Cavatina i komercjalizując z sukcesem, takie projekty jak Equal Business Park, Ocean Office Park i Tischnera Office – informuje Mateusz Strzelecki.

Prognozy dotyczące napływu do Polski nowych inwestycji zachęcają deweloperów do aktywności. Jak podaje Walter Herz, w 2020 roku w Krakowie powstało ponad 140 tys. mkw. nowoczesnej przestrzeni biurowej, najwięcej spośród ośrodków regionalnych. W budowie jest aktualnie około 150 tys. mkw. powierzchni i kolejne projekty przygotowywane są do realizacji. Prawie jedna trzecia powstających na terenie miasta biur ma zostać oddana do końca tego roku.

W pierwszych miesiącach br. Cavatina oddała w Krakowie do użytkowania budynek Equal Business Park D z 11,6 tys. mkw. powierzchni i biurowiec Ocean Office Park A1 z 7,8 tys. mkw. biur, a dodatkowo Lubicz I Business Centre zwiększył powierzchnię o 2 tys. mkw.

Nowe biurowce

W trakcie budowy w Krakowie jest m.in. inwestycja Tertium Business Park III (13 tys. mkw.), realizowana przez firmę BUMA oraz pierwszy budynek kompleksu The Park Cracow I (12,5 tys. mkw.) firmy White Star. W I kw. 2022 roku Skanska planuje oddać do użytkowania trzeci etap zlokalizowanego w centrum miasta kompleksu biurowego High5ive (10,6 tys. mkw.). Echo Investment kilka miesięcy temu rozpoczęło natomiast w Krakowie budowę kompleksu biurowego Brain Park, który w pierwszej fazie realizacji, w trzecim kwartale 2022 roku dostarczyć ma około 30 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Pozwolenie na budowę nowych biurowców w Krakowie niedawno otrzymała również firma Warimpex.

Z danych Walter Herz wynika, że nasz, największy ośrodek regionalny dysponuje zapleczem  sięgającym już niemal 1,6 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. A przy tym jakość oferty jest bardzo dobra, bo połowa krakowskich zasobów nie jest starsza niż 5 lat.

Nie licząc ostatniego roku, który należał do słabszych pod względem przyrostu podaży, krakowski rynek biurowy rośnie średnio prawie o 20 proc. rocznie. Stolica Małopolski, licząca 1,1 mln mieszkańców i 135 tys. studentów, która jest drugim po Warszawie, największym ośrodkiem biznesowym w kraju od wielu lat prowadzi w regionach. Przewagą miasta jest zdolność przyciągania firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Krakowskie centra usług wspólnych zatrudniają najwięcej osób w Polsce. Kraków należy też do grona światowych lokalizacji o strategicznym znaczeniu dla globalnych firm, które przyciąga aktualna sytuacja na rynku IT, bo dysponuje prawie 50 tys. świetnie wykwalifikowanych specjalistów w tym zakresie.

Popyt największy w regionach

Dlatego zapotrzebowanie na powierzchnię biurową w Krakowie utrzymuje się na dobrym poziomie. W 2020 roku w Krakowie zakontraktowane zostało prawie 160 tys. mkw. biur, co daje miastu pozycję regionalnego lidera pod względem popytu.  Wolumen transakcji najmu zawartych w pierwszym kwartale tego roku osiągnął, jak oblicza Walter Herz, wartość prawie 30 tys. mkw. powierzchni. Pomimo spadku chłonności, który widoczny jest we wszystkich ośrodkach biurowych w kraju, Kraków należy do rynków, które najlepiej radzą sobie w pandemii.

W ciągu ostatniego roku współczynnik powierzchni niewynajętej zwiększył się w Krakowie o około 5 proc. do poziomu 15 proc. Czynsze ofertowe pozostają na stabilnym poziomie, ale właściciele biurowców i deweloperzy zmuszeni są coraz intensywniej rywalizować o najemców.

– W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy praca zdalna znacznie zyskała na popularności, jednak z analiz rynku wynika, że przeważająca większość firm swoją, dalszą działalność budować będzie w oparciu o tradycyjne biura. Elastyczne biura i powierzchnie coworkingowe, które cieszą się sporym zainteresowaniem, również nie będą stanowiły dominującego rozwiązania dla firm w nowym środowisku biznesowym, ale tylko jeden z elementów planu wynajmu – przyznaje Emilia Kalińska, Leading Senior Negotiator/ Regional Coordinator. – Część firm skorzystała w ubiegłym roku z możliwości przedłużenia umów najmu na atrakcyjnych warunkach, zyskując w ten sposób na czasie. W tym roku widoczna jest już większa decyzyjność i gotowość do powrotu do rozmów na temat docelowej powierzchni biurowej – informuje Emilia Kalińska.

Rynek najemcy

Kamil Kowalewski, Senior Negotiator w Walter Herz, który właśnie dołączył do zespołu w krakowskim oddziale Walter Herz zauważa, że dzięki większej dostępności powierzchni biurowej wzrosły możliwości uzyskania przewagi w rozmowach z wynajmującymi. – Rynek najemcy stwarza szansę do wynegocjowania wielu bonusowych korzyści, w tym dłuższego okresu wolnego od opłacania czynszu, czy większej dopłaty do prac aranżacyjnych, co ostatecznie wpływa na wysokość czynszu efektywnego. Udogodnienia, na jakie mogą liczyć teraz firmy dotyczą także czasu trwania umowy oraz optymalizacji powierzchni w okresie najmu – dodaje. Pomimo rozpoczynających się wakacji, biorąc pod uwagę obecne warunki, na jakie mogą liczyć najemcy uważamy, że jest to bardzo dobry czas na podjęcie decyzji o rozpoczęciu renegocjacji umów najmu bądź relokacji firmy do nowego miejsca. Warto wykorzystać sprzyjający moment negocjacyjny, jaki akurat stwarza rynek i dogłębnie przeanalizować kwestię wynajmu. Dlatego zapraszamy zainteresowane firmy na bezpłatne konsultacje do naszego, nowego krakowskiego biura, mieszczącego się w Chillispaces w Fabryczna Office Park przy ulicy Fabrycznej w Krakowie – zachęca Kamil Kowalewski.

Największy popyt na biura w stolicy Małopolski generują firmy należące do sektora usług dla biznesu oraz przedsiębiorstwa związane z nowymi technologiami. W ponad 247 centrach obsługi biznesu w Krakowie zatrudnionych jest aktualnie 82,1 tys. osób. Stolica Małopolski jest pod tym względem czołową lokalizacją, zarówno w Polsce, jak i w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Średni przyrost zatrudnienia w tym sektorze w Krakowie w ostatnich latach wynosi prawie 10 proc. rocznie.

W ubiegłym roku w Krakowie zainwestowały m.in. takie firmy sektorowe jak ATFX, Backbase, BCD Travel, Bitpanda, Bystronic, Cytiva, Devire, EQ Tek, GFT, Harvey Nash Technology, Mohawk Group, OANDA, PepsiCo, Splunk, Tivron i Verisk. Z danych Walter Herz wynika, że ponad 60 proc. powierzchni biurowych na krakowskim rynku zajmowanych jest przez najemców z sektora nowoczesnych usług dla biznesu.

„Zielona” hipoteka odwrócona jest już w Europie. Kiedy w Polsce?

Hipoteka odwrócona w modelu kredytowym zaczyna ewoluować. W Wielkiej Brytanii, czyli na rynku, który jest jednym z najbardziej rozwiniętych na świecie, pojawił się „zielony” odwrócony kredyt hipoteczny. To specjalne rozwiązanie skierowane do właścicieli domów, którzy chcą zmodernizować swoje nieruchomości w taki sposób, by były bardziej eko. Brytyjczycy, którzy chcą zainwestować m.in. w rozwiązania energooszczędne i produkować tzw. zieloną energię (chociażby za pomocą paneli fotowoltaicznych) mogą dostać odwrócony kredyt hipoteczny na preferencyjnych warunkach. Na dodatek brytyjski rząd uruchomił specjalny program dopłat do tego typu kredytów. Czy takie rozwiązanie ma prawo bytu w Polsce?

Koszty utrzymania domu są coraz wyższe. W ubiegłym roku najbardziej podrożał wywóz śmieci (o 51,9 proc.) oraz energia elektryczna (o 11,7 proc.).[1]  Zdarza się, że rachunki za prąd w domu jednorodzinnym wynoszą kilka tysięcy złotych rocznie. Nic dziwnego, że coraz częściej buduje się domy energooszczędne lub modernizuje się budynki już istniejące.

Wśród zielonych rozwiązań, dzięki którym można obniżyć rachunki za prąd prym wiedzie fotowoltaika. Tylko w maju ubiegłego roku moc zainstalowanych instalacji fotowoltaicznych przekroczyła 1950 MW. Pandemia i spowolnienie gospodarcze nie zatrzymało rosnącego trendu. W samym pierwszym kwartale 2020 do sieci przybyło 300 MW. Poprzedni rok też był rekordowy. W całym 2019 roku zainstalowano 640 MW nowych mocy, czyli 3 razy więcej niż w 2018.[2] Rachunki za prąd chce obniżyć większość właścicieli domów – również seniorzy. Zwłaszcza, że ich wpływy do domowego budżetu (pod postacią rent i emerytur) nie należą do najwyższych.

– Seniorzy, którzy podpisują z nami umowę renty dożywotniej coraz częściej chcą przeznaczyć część środków pieniężnych z tego tytułu na modernizację domu i różne rozwiązania proekologiczne. Jednym z takich rozwiązań jest chociażby mikroinstalacja fotowoltaiczna, dzięki której można obniżyć rachunki za prąd. Coraz częściej trafiają do nas właściciele domów, którzy chcą zainwestować w rozwiązania energooszczędne, konstruują umowę renty dożywotniej w taki sposób, że po jej podpisaniu dostają jednorazowo dodatkową sumę pieniędzy, kilka, kilkanaście tysięcy złotych, przeznaczają te środki na modernizację domu, instalacje fotowoltaiczne co obniża koszt utrzymania nieruchomości. Później oczywiście wypłacamy jeszcze im co miesiąc świadczenia pieniężne – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Ten trend jest w Polsce coraz silniejszy, choć rodzimy rząd nie proponuje seniorom żadnych preferencyjnych warunków ani dopłat. Inaczej jest w Wielkiej Brytanii czy Włoszech – dodaje.

Wielka Brytania daje przykład. Włochy szykują się do zmian

Na Wyspach seniorzy mogą skorzystać z „zielonego” odwróconego kredytu hipotecznego. Jeżeli będą chcieli zainwestować w jedno z rozwiązań proekologicznych i zmodernizować swój dom pod kątem chociażby energooszczędności, to mogą liczyć na kredyt z preferencyjnym oprocentowaniem. To nie wszystko. Brytyjski rząd, w ramach specjalnego programu, przeznaczył 2 miliardy funtów na dofinansowanie takich instalacji. W ramach nowego programu właściciele domów (położonych na terenie Wielkiej Brytanii) mogą dostać do 5 tys. funtów na gospodarstwo domowe, by dokonać energooszczędnych ulepszeń lub 10 tys. funtów o ile mają niższe dochody.[3] Na Wyspach domy są oceniane według klasyfikacji EPC i mogą uzyskać wskaźnik od 100 (najwyższy) do 0 (najniższy). Wyniki na poziomie 81 lub więcej kwalifikują nieruchomość do oceny A lub B. To właśnie domy z oznaczeniem A lub B mogą ubiegać się o „zieloną” hipotekę odwróconą. Rozwiązanie jest na razie dostępne m.in. w firmie Just, która jest jednym z liderów hipoteki odwróconej w Wielkiej Brytanii. Podobną usługę chcą wprowadzić Włosi. Branża hipoteki odwróconej we Włoszech rozwija się dynamicznie od chwili wejścia w życie rządowych przepisów regulujących tamten rynek. W tej chwili na rynku włoskim testowane są rozwiązania, dzięki którym będzie można zmodernizować dom i obniżyć rachunki za prąd.

[1] „Zmiany kosztów związanych z utrzymaniem mieszkania w 2020 roku”, dane za okres I-XII 2020 względem I-XII 2019. RynekPierwotny.pl na podstawie danych GUS.

[2] Raport „Rynek Fotowoltaiki w Polsce 2020”. Instytut Energetyki Odnawialnej

[3]  http://epparg.org/news/just-group-introduces-uks-first-green-lifetime-mortgage/

Cavatina Holding publikuje prospekt emisyjny i rozpoczyna publiczną ofertę akcji

Cavatina Holding, największy polski deweloper biurowy, rozpoczyna ofertę publiczną akcji. Zapisy wśród inwestorów indywidualnych rozpoczną się 5 lipca i potrwają do 8 lipca. Kluczowym celem strategicznym Grupy jest osiągnięcie do końca 2025 r. 1 mln m2 powierzchni najmu brutto (GLA) w portfelu.

– Jesteśmy największym polskim deweloperem biurowym z powodzeniem konkurującym z międzynarodowym gigantami na atrakcyjnym rynku deweloperskim. Wiodącą pozycję osiągnęliśmy w zaledwie kilka lat, cały czas konsekwentnie rozbudowując nasz zdywersyfikowany portfel projektów. Nasz model biznesowy, integrujący kluczowe procesy w ramach deweloperskich projektów inwestycyjnych, pozwala maksymalizować stopy zwrotu z poszczególnych projektów i zapewnia nam unikalność na tle innych spółek deweloperskich, również aktywnych w segmencie komercyjnym – mówi Rafał Malarz, Prezes zarządu Cavatina Holding. – Eksperci dostrzegają stopniowe ożywienie aktywności najemców i procesy układania strategii w nowej normalności, która jest konsekwencją zmian na rynku spowodowanych pandemią i przewartościowanie potrzeb wielu najemców w tym widoczny trend przenoszenia centrów usług wspólnych do państw CEE w tym Polski. Już w 2020 r. założyliśmy że chcemy być beneficjentem ewentualnych zmian na rynku i pozostaliśmy aktywni w odróżnieniu od wielu innych spółek na rynku. Dlatego prowadzone i planowane przez Cavatina Holding projekty mają dobre harmonogramy, a zakończenie procesów komercjalizacji przypada w nich w trakcie bardzo prawdopodobnej luki podażowej – dodaje Rafał Malarz.

Zapisy i struktura oferty

Cavatina Holding zamierza wyemitować łącznie nie więcej niż 7,5 miliona akcji i pozyskać z emisji 375 mln zł. Transakcja obejmuje wyłącznie emisję nowych akcji. Przewidywany free float po przeprowadzeniu oferty przy założeniu objęcia wszystkich akcji wyniesie 30,12%.

Cena maksymalna została ustalona na 50 zł. Ostateczna cena emisyjna zostanie ustalona przez Spółkę w uzgodnieniu z Globalnymi Współkoordynatorami, na podstawie procesu budowania Księgi Popytu wśród inwestorów instytucjonalnych.

Budowa księgi popytu potrwa od 1-8 lipca, a inwestorzy indywidualni będą mogli zapisać się na akcje spółki w dniach 5-8 lipca.

Globalnymi Współkoordynatorami oraz Współprowadzącymi Księgę Popytu są mBank i Pekao Investment Banking, Współprowadzącym Księgę Popytu jest Bank Polska Kasa Opieki – Biuro Maklerskie. Doradcą prawnym w procesie jest Gessel, Koziorowski Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów

W skład konsorcjum detalicznego wchodzą: Biuro Maklerskie mBanku, Biuro Maklerskie Pekao, Biuro Maklerskie PKO Banku Polskiego, Dom Maklerski BDM, Dom Maklerski BOŚ.

Cele emisyjne

Spółka planuje pozyskać z emisji nowych akcji 375 mln zł. Środki zostaną przeznaczone na rozwój działalności, zgodnie z priorytetami wydatkowania: 

  1. do 85 mln zł na zakup nieruchomości gruntowych we Wrocławiu na których zrealizowany zostanie projekt biurowo-usługowy Quorum A i B o łącznej powierzchni najmu 69 tys. mkw. Zgodnie z przyjętą strategią biznesową zakup zostanie dokonany przez spółkę w 100% zależną od Cavatina Holding.
  2. do 291 mln zł na realizacje inwestycji biurowo-usługowych Global Office Park A1 i A2 w Katowicach, Palio Office Park B i C w Gdańsku, Ocean Office Park B w Krakowie oraz Quorum A, B i D we Wrocławiu. Alokacja pozyskanej kwoty do poszczególnych projektów będzie uzależniona od postępów komercjalizacji i dostępności alternatywnych źródeł finansowania. Zgodnie z przyjętą strategią biznesową nakłady będą ponoszone przez spółki w 100% zależne od Cavatina Holding.

Pozostałe środki, w zależności od rezultatu oferty, mogą zostać przeznaczone na spłatę pożyczek udzielonych przez jedynego akcjonariusza spółki.

– Koncentrujemy się na dużych biurowych projektach wyróżniających się unikalną architekturą, ponadprzeciętną jakością i designem, zlokalizowanych w dużych aglomeracjach miejskich. Konsekwentna realizacja strategii przekłada się na solidne wyniki finansowe, z ponadprzeciętnymi marżami, zdrową strukturę finansowania i efektywną reinwestycję kapitału w realizację kolejnych projektów – mówi Rafał Malarz, Prezes zarządu Cavatina Holding.

Harmonogram oferty

  • 1 lipca – publikacja prospektu emisyjnego
  • Do 2 lipca – publikacja ceny maksymalnej
  • 1-8 lipca – bookbuilding wśród inwestorów instytucjonalnych
  • 5-8 lipca – przyjmowanie zapisów w transzy inwestorów detalicznych
  • 8 lipca – ustalenie ceny emisyjnej
  • 9-13 lipca – przyjmowanie zapisów w transzy inwestorów instytucjonalnych
  • 15 lipca – przydział akcji
  • Około dwa tygodnie od przydziału akcji – planowany debiut na GPW

Najem okazjonalny staje się coraz bardziej popularny. Przepisy dotyczące tej formy wynajmu wymagają jednak dopracowania

Właściciele mieszkań na wynajem dość często narzekają, że obowiązujące przepisy zbyt mocno chronią najemcę. Chodzi między innymi o konieczność długiego oczekiwania na możliwość wypowiedzenia umowy (np. z powodu zaległości czynszowych lub dewastacji lokum). Wątpliwości wzbudza także sytuacja związana z długim czekaniem na wyrok w sprawie eksmisji oraz przydział mieszkania socjalnego. Najem okazjonalny i najem instytucjonalny w pewnym stopniu stanowi odpowiedź na problemy dotyczące tradycyjnego wynajmu. Warto zatem dowiedzieć się, jakie korzyści dla właściciela mieszkania dokładnie oznacza najem okazjonalny oraz podobny do niego najem instytucjonalny. Niestety, te dwie konstrukcje prawne nie są pozbawione wad. Wątpliwości wzbudza m.in. konieczność długiego oczekiwania na wypowiedzenie umowy najemcy. Problematyczne są także przepisy dotyczące prawa eksmitowanej osoby do pomieszczenia tymczasowego.

Nie tylko prosta eksmisja jest dużym atutem

Zastrzeżenia właścicieli mieszkań względem najmu okazjonalnego dotyczą faktu, że w przypadku takiego wariantu obowiązują standardowe terminy wypowiedzenia umowy na czas nieoznaczony przewidziane przez ustawę o ochronie praw lokatorów. To oznacza między innymi konieczność oczekiwania aż zaległości czynszowe przekroczą wymiar trzymiesięczny. Dopiero wtedy można wyznaczyć dodatkowy termin na zapłatę (1 miesiąc). Jego bezskuteczny upływ daje możliwość wypowiedzenia umowy najmu (z co najmniej miesięcznym terminem). Przynajmniej miesięczny termin wypowiedzenia jest wymagany również wtedy, gdy najemca mimo upomnienia powoduje szkody w mieszkaniu lub utrudnia korzystanie z budynku przez innych lokatorów. „Najem okazjonalny nie rozwiązuje niestety problemu, jakim są długie okresy wypowiedzenia umowy najmu w opisywanych sytuacjach” – przypomina Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Właściciel mieszkania wybierający najem okazjonalny może natomiast liczyć na to, że brak konieczności ustalenia prawa najemcy do mieszkania socjalnego przyspieszy eksmisję. Innym pozytywnym aspektem jest fakt, że w przypadku najmu okazjonalnego nie występują ograniczenia dotyczące skali oraz liczby podwyżek czynszu. „To ważna kwestia w obecnej sytuacji, gdy rynek najmu dochodzi do siebie po trzech falach pandemii, a inflacja niestety jest wysoka” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Najem instytucjonalny wygląda podobnie …

Warto zwrócić uwagę, że jeszcze stosunkowo niedawno najem okazjonalny był rozwiązaniem dostępnym zarówno dla przedsiębiorców, jak i osób prywatnych. Obecnie sytuacja wygląda inaczej, ponieważ przepisy wskazują, że osoby prowadzące działalność gospodarczą w zakresie najmu muszą wybrać inne rozwiązanie. „Mowa o najmie instytucjonalnym, który został wprowadzony m.in. z myślą o działaniach państwa na rynku wynajmu” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Najważniejsza różnica pomiędzy najmem okazjonalnym oraz instytucjonalnym wiąże się z faktem, że w tym drugim wariancie najemca nie musi wskazywać awaryjnego lokum na wypadek eksmisji. Podobieństwa dotyczą natomiast konieczności notarialnego poddania się egzekucji przez lokatora. „Najem instytucjonalny podobnie jak najem okazjonalny chroni właściciela „M” przed kłopotami związanymi z mieszkaniem socjalnym dla najemcy i daje możliwość swobodnego podnoszenia czynszu, ale jednocześnie nie zapewnia opcji szybszego wypowiedzenia umowy zawartej na czas nieoznaczony” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wątpliwości wzbudza eksmisja najemców

Nie można też pominąć faktu, że aktualne przepisy regulujące najem okazjonalny posiadają pewien istotny mankament. Mowa o sytuacji, w której osoba posiadająca lokum zadeklarowane przez najemcę jako awaryjne (na wypadek eksmisji), jednak nie chce przyjąć „okazjonalnego” lokatora. Zwykle taka patowa sytuacja jest wynikiem zaniedbań najemcy. Zgodnie z przepisami, jeśli najemca utracił lokum na wypadek eksmisji, to powinien on w ciągu 21 dni znaleźć inne mieszkanie lub dom i przedstawić odpowiednie oświadczenie właściciela o możliwości przyjęcia po eksmisji. „Niedopełnienie opisywanych obowiązków może skutkować wypowiedzeniem umowy z terminem wynoszącym zaledwie siedem dni” – ostrzega Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Mimo wspomnianej sankcji, „okazjonalni” najemcy czasem nie informują właścicieli mieszkań o utracie lokum na wypadek eksmisji. Wtedy pojawia się spory problem, bo ustawa o ochronie praw lokatorów nie przyznaje prawa do pomieszczenia tymczasowego osobom, które podpisały umowę najmu okazjonalnego. Podobna zasada dotyczy też lokatorów eksmitowanych z mieszkania objętego najmem instytucjonalnym. Z drugiej strony, rodzą się wątpliwości, czy „okazjonalny” lub „instytucjonalny” najemca jednak nie powinien posiadać prawa do tymczasowego lokum. Argumentem mogą być względy konstytucyjne i humanitarne.

„Opisywane powyżej wątpliwości powinny zostać jak najszybciej rozstrzygnięte. Prawo do pomieszczenia tymczasowego oznacza bowiem, że w myśl przepisów obowiązujących od 21 kwietnia 2019 r. komornik będzie czekał z eksmisją aż do czasu znalezienia przez gminę odpowiedniego pomieszczenia” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Autor: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Ograniczenie przez Polaków wydatków na kulturę i rozrywkę utrudni branży wyjście z dołka

Nie będzie łatwo kulturze i rozrywce odrobić straty w jakie wpędziły je lockdowny. Mimo otwarcia kin i teatrów Polacy nie garną się na seanse i spektakle – wynika z badania zrealizowanego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Co najmniej co czwarty ankietowany mówi, że obecnie wydaje na rozrywkę i kulturę mniej niż przed pandemią. Większą niż wcześniej liczbą wyjść do kina czy teatru, czas zamknięcia w domach odreagowują jedynie nieliczni. Tymczasem zaległości branży kulturalno-rozrywkowej wzrosły przez okres pandemii o jedną piątą, do niemal 54 mln zł, a przychody w 2020 r., jak podaje GUS, spadły o prawie 6 proc.   

Jak wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego na temat wyników finansowych instytucji kultury w 2020 roku, ich przychody ogółem były niższe o 5,6 proc., a koszty o 6,3 proc. od zeszłorocznych. Dla porównania, rok wcześniej w 2019 r. GUS podał wzrost przychodów branży o 5,5 proc., a kosztów o 4,9 proc. wobec 2018.

Dla kultury i rozrywki ostatnie kilkanaście miesięcy było wyjątkowo trudne. Częściowo odzwierciedlają to informacje GUS za 2020 r., obejmujące 10,5 miesiąca pandemii. Widać to również w naszych statystykach o zaległościach firm wobec dostawców oraz banków. Problemy firm związanych z branżą kulturalno-rozrywkową wzrosły od końca marca zeszłego roku do końca kwietnia tego roku o jedną piątą do 53,5 mln zł. W tym samym okresie zaległości wszystkich przedsiębiorstw podwyższyły się o niewiele ponad 3 proc. – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Pytanie, jak firmy związane z kulturą i rozrywką wydobędą się z dołka, w sytuacji gdy wielu widzów deklaruje, że okroiło swoje wydatki na ten cel. Tak przynajmniej wynika ze zrealizowanego przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor badania pokazującego, jak pandemia wpłynęła na nastawienie respondentów do budżetów przeznaczanych na różne cele w tym m.in. na kulturę. Według jego wyników obecnie jest więcej osób, które informują, że wydają na kulturę i rozrywkę mniej w porównaniu z okresem przed pandemią, niż respondentów, którzy przeznaczają na te cele tyle samo pieniędzy lub więcej. – O wyższych wydatkach wspomina wyjątkowo niewielu, bo jedynie 3-4 proc. ankietowanych. Nie widać w tym przypadku efektu odreagowania i fali zwiększonych wydatków, z czym mamy do czynienia w przypadku samochodów czy odzieży i obuwia – mówi Sławomir Grzelczak.

Choć jak podają reprezentanci kin frekwencja nie była zła. Widzowie zasypani premierami i stęsknieni za seansami na wielkim ekranie dopisali, a na koniec roku szkolnego chętnie na seanse przychodziły też szkoły. W efekcie, w jednym z największych multipleksów, mimo ograniczeń w liczbie widowni, udało się w maju wypracować 2/3 wyniku z maja 2019 r. Ale liczba sprzedanych biletów od zniesienia lockdownu 21 maja do połowy czerwca stanowiła jedynie jedną dziesiątą widowni z analogicznego kwartału 2019 roku.

Kina i producenci filmowi w tym roku nie odpuszczają też wakacji i nawet na letnie miesiące zapowiadają wprowadzanie premier. Od 26 czerwca pomaga w budowaniu frekwencji m.in. zwiększenie dostępności zajmowanych miejsc z 50 do 75 proc., również w teatrach. Nie bez znaczenia dla wpływów jest też zniesiony 13 czerwca zakaz sprzedaży przekąsek.

W wynikach badania na temat wpływu pandemii na różnego rodzaju wydatki uderzają odmienne wobec kin i teatrów deklaracje chęci utrzymania i wzrostu budżetów na płatne serwisy filmowe i muzyczne. 29 proc. osób informuje, że przeznacza na ten cel tyle samo pieniędzy co wcześniej, 8 proc. nawet więcej, a o zmniejszeniu nakładów mówi jedynie co dziesiąty badany.wydatki na kulturę i rozrywkę

Źródło: Badanie Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Nie ma wątpliwości, że pandemia zmieniła podejście do konsumpcji kultury i mocniej zwróciła uwagę na płatny streaming, nie tylko samych widzów, ale też producentów filmowych czy teatralnych.

Miesiące użytkowania streamingu mogły z wielu zrobić stałych, lojalnych klientów tego typu rozwiązania. Pytanie, na ile okaże się to trwałe i na ile finanse pozwolą łączyć przyzwyczajenia z pandemii ze starymi upodobaniami. Nadzieję kulturze i rozrywce może dawać fakt, że na liście pozytywnych efektów pandemii badani całkiem wysoko wymienili, że teraz bardziej doceniają proste rozrywki, jak kino, koncerty czy imprezy taneczne. A skoro tak, to nie powinni ich sobie odmawiać – dodaje Sławomir Grzelczak.

Długi kultury rosną

Dane zebrane w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK wyraźnie pokazują, że w zasadzie wszystkie rodzaje działalności kulturalnej odnotowały wzrost nieuregulowanych na czas zobowiązań.

Długi kultury rosną
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza BIK

Największy wzrost zadłużenia między marcem 2020 r. a kwietniem tego roku, dotyczył instytucji zajmujących się działaniami teatralnymi, których nieuregulowane na czas zaległości wobec kontrahentów i banków wzrosły w sumie o ponad 5 mln zł. Największa w tym wina firm wystawiających przedstawienia – wzrost o 3,8 mln zł, do 19,6 mln zł. To najwyższa kwota nieuregulowanych na czas zobowiązań wśród działalności kulturalnych.

Największy skok procentowy nastąpił jednak wśród firm kinowych, choć pod względem kwoty niewiele, to jednak zwyżka o niemal dwie trzecie jest największa w tej branży i jedna z wyższych w ogóle rejestrowanych przez BIG InfoMonitor.

Nieznaczną poprawę zanotowali jedynie przedsiębiorcy zajmujący się nagraniami dźwiękowymi i muzycznymi, których zaległości spadły o ok. 0,5 mln zł.

Podobnie jak wiele innych branż, kultura po długich miesiącach przygnębiającego i fatalnego w finansowych skutkach zamknięcia powoli wraca do bardziej normalnego funkcjonowania. Miejmy nadzieję, że widownia dopisze, a liczne deklaracje potencjalnych klientów o ograniczeniu wydatków na kulturę i rozrywkę, to bardziej życzeniowe myślenie niż rzeczywistość. Z pewnością najlepiej byłoby żyć w takim stylu jak przed pandemią z wydatkami ograniczonymi jak w czasie pandemii – podsumowuje Sławomir Grzelczak.

Badanie Quality Watch zrealizowane w dniach 18-21 czerwca metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+. Reprezentatywność ze względu na: wiek, płeć, wielkość miejsca zamieszkania. Próba n=1048.

A szczęśliwą liczbą dnia jest…

Cały tydzień minął na oczekiwaniu publikowanego dziś po południu raportu z rynku pracy USA. Ryzyka są dwustronne gdyż słabe i mocne wyniki będą niosły implikacje dla polityki Fed, a zatem i dla całych rynków finansowych. Czasu na decyzje inwestycyjne nie będzie dużo, gdyż przed USA długi weekend.

Konsensus rynkowy dla zmiany zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w czerwcu został ustalony na 720 tys. To więcej niż w maju (559 tys.) i kwietniu (278 tys.), jednak panuje przekonanie, że potrzeba dużo szybszego tempa odbudowy miejsc pracy, aby zapewnić trwałość ożywienia i dać przestrzeń do normalizacji polityki pieniężnej. Z pewnością chciałby tego Fed, który w przypadku słabych danych stanie w niewygodnym rozkroku – czekać na uzdrowienie rynku pracy, czy reagować na wysoką inflację? Mimo, że gospodarka pędzi po zniesieniu lockdownów, nie jest to odzwierciedlone w statystykach zatrudnienia w związku z hamulcami po stronie podaży pracy. Hojne programy wsparcia bezrobotnych zniechęcają do powrotu na rynek pracy. Choć nie wszystkie stany planują utrzymywać zapomogi do września (termin ustalony na szczeblu krajowym), większość w czerwcu wypłacała wsparcie. Stąd wokół dzisiejszego odczytu utrzymuje się podwyższony poziom niepewności.

Dla USD, a w rzeczywistości dla całego rynku finansowego, każdy wynik będzie miał silne implikacje. Jeśli w końcu przyrost zatrudnienia przyspieszy, będzie to oznaczało wypełnianie się warunku koniecznego Fed na rzecz rozpoczęcia procesu normalizacji. Wzmocni to oczekiwania, że na jednym z najbliższych posiedzeń FOMC zostanie zakomunikowany start redukcji tempa skupu aktywów. Na zmianę oczekiwań wrażliwe będą obligacje USA, a wzrost rentowności będzie wspierał umocnienie dolara.

Jeśli wzrost zatrudnienia rozczaruje niskim odczytem, kusząco brzmi interpretacja, że to hojne zasiłki zaburzają dane i dalej jesteśmy w tym samym pozłożeniu, co przed odczytem. Biorąc jednak ostatnie umocnienie USD należy założyć, że rynek po cichu ustawiał się na wysoki wynik, stąd rozczarowanie prawdopodobnie będzie skutkować ucinaniem długich pozycji w dolarze. Proces ten może być gwałtowny, biorąc pod uwagę, że inwestorzy w USA będą szykować się na długi weekend (poniedziałek jest dniem wolnym w związku z obchodami Dnia Niepodległości).

Raport NFP to nie tylko dane o zatrudnieniu, ale też stopa bezrobocia i płace. Jednak biorąc pod uwagę gorącą debatę o odbudowie miejsc pracy, to konkretne liczby w tej kwestii skupiają całą uwagę. Taka koncentracja może być też klątwą dla reakcji rynkowej, skutkując przesadzoną reakcją wstępną, która po kilkunastu minutach będzie odwracana. Bo niech np. rynkowe dyskusje pójdą w stronę, że „jeden miesiąc z wzrostem zatrudnienia o jeden milion jeszcze nie oznacza, że rynek zdrowieje” i kupowanie dolara szybko przygaśnie. Przy tak ważnych danych nikt nie chce się pomylić, ale z drugiej strony nikt też nie chce się spóźnić z reakcją.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Aleksandra Gawlas-Wilińska na czele działu Digital & ECommerce w Henkel Polska

Z dniem 1.04.2021 r. Aleksandra Gawlas-Wilińska objęła stanowisko dyrektora działu Digital & ECommerce. Jest to dział, który właśnie został utworzony w strukturach sektora biznesowego Laundry & Home Care (środki do prania i czystości) w polskim oddziale firmy Henkel. Dzięki synergii digitalowego marketingu i ecommerce nowy dział ma skutecznie wspierać henklowskie marki w budowaniu ich obecności online poprzez precyzyjnie celowane inwestycje w różnego rodzaju działania digitalowe.

Tworzenie działów Digital & ECommerce to nowa inicjatywa Henkla o zasięgu globalnym, realizowana na wybranych rynkach. Polska jest drugim po Niemczech krajem, w którym połączono w jednym dziale kompetencje specjalistów od digitalowego marketingu i ecommerce. Dzięki synergii działań w obu tych obszarach marki Henkla uzyskają lepsze wsparcie i lepszą widoczność online, a inwestycje digitalowe będą przekierowywane tam, gdzie jeszcze skuteczniej przełożą się na decyzje zakupowe Polaków. Nowa struktura odzwierciedla zmiany zachowań konsumenckich, które zachodzą na polskim rynku od początku pandemii, a które przekładają się na dynamiczny wzrost rynku ecommerce.

Szefową nowopowstałego działu Digital & ECommerce została Aleksandra Gawlas-Wilińska, która w sposób unikatowy łączy doświadczenie pracy w marketingu i w sprzedaży. W swojej obecnej funkcji odpowiada za działania zmierzające do zdefiniowania strategii rozwoju marek LHC w obszarze online, za planowanie i egzekucję inwestycji digitalowych, realizację planu sprzedażowego klientów z kategorii Pure Players i Brick & Clicks oraz za rozwój nowej platformy e-CRMowej www.askteamclean.com/pl. Na stronie internetowej Ask Team Clean można znaleźć szereg porad i wskazówek dotyczących prania i sprzątania, inspiracji w zakresie DIY oraz przykładów działań na rzecz zrównoważonego rozwoju. Dostęp do treści można zdobyć rejestrując się bezpłatnie na platformie.

W naszym zespole będziemy działać według schematu „Test & Learn”. W świecie online jesteśmy w stanie testować wiele rozwiązań, które następnie możemy w bardzo krótkim czasie optymalizować pod kątem ich efektywności. Możemy tworzyć różne kreacje, sprawdzać ich skuteczność i w krótkim czasie decydować się na emisję tych najlepszych, które będą najskuteczniej przekładać się na pożądane zachowania konsumenckie w danej grupie docelowej – powiedziała Aleksandra Gawlas-Wilińska, dyrektor Digital & E-Commerce w sektorze biznesowym Laundry & Home Care firmy Henkel Polska. W naszym dziale stawiamy na ciągły rozwój, otwartość na nowe rozwiązania i efektywność. Wszystko po to, aby móc jak najlepiej odpowiedzieć na potrzeby konsumentów, którzy coraz częściej decydują się na zakupy w kanałach onlinowych – dodała.

Aleksandra Gawlas-Wilińska z firmą Henkel Polska jest związana od 2012 roku, kiedy to dołączyła do zespołu marketingu w dziale Laundry & Home Care, obejmując stanowisko Brand Managera marki Silan, a następnie również marki E. Po awansie na stanowisko Senior Brand Managera była odpowiedzialna za całą kategorię Specjalistycznych środków do prania w Polsce. W latach 2014-2016 pracowała w globalnej centrali firmy Henkel w Düsseldorfie, w dziale Marketingu Międzynarodowego. Jako International Marketing Manager odpowiadała za globalny rozwój kategorii płynów do płukania oraz zarządzała planem innowacji produktowych na rynkach krajowych takich jak USA, Meksyk, Dubaj, Iran i Korea oraz wybranych rynkach europejskich. Następnie po powrocie do Polski w 2016 roku, zdobywała doświadczenie w dziale sprzedaży, współpracując z kluczowymi klientami handlu nowoczesnego. Na swojej poprzedniej pozycji jako dyrektor marketingu działu Laundry & Home Care była odpowiedzialna za tworzenie i realizację strategii marketingowej i trade marketingowej marek środków do prania i czystości firmy Henkel.

Szefowa nowego działu jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej, gdzie ukończyła studia magisterskie na kierunkach Zarządzanie i Marketing oraz Finanse i Bankowość, a także studia podyplomowe z Digital Marketingu. Jest również absolwentką międzynarodowego programu magisterskiego CEMS Master’s in International Management. Od 2012 r jest też wykładowczynią w Szkole Głównej Handlowej na studiach podyplomowych. W 2021 r. została członkiem Rady Programowej XXII Kongresu Badaczy Rynku i Opinii. Prywatnie jest mężatką i mamą Oliwii. Uprawia jogging oraz jogę, uwielbia dalekie podróże, a w wolnych chwilach chętnie czyta książki.

Kolejny dobry dzień dla Ameryki Północnej

Ostatnie dni znów wypadają bardzo korzystnie dla dolarów amerykańskiego i kanadyjskiego. Tym razem odpowiadają za to dobre dane z rynku pracy oraz korzystniejsza od oczekiwań zmiana PKB.

Dobre dane amerykańskiego rynku pracy

Wczoraj poznaliśmy raport Automatic Data Processing inc. na temat zmiany zatrudnienia w USA. Wzrost wynosi 692 tysiące, jest to zatem niemal 0,5% ogółu pracujących w USA. Oczekiwania były 15% niższe, co może tłumaczyć entuzjastyczne reakcje inwestorów. Wczoraj dolar był najsilniejszy względem euro od początku kwietnia. Ruch ten jednak w przeciwieństwie do poprzednich umocnień nie przełożył się jednak na spadki złotego względem głównych walut.

Ceny jednak nie rosną aż tak szybko

Wczorajszy wstępny odczyt poziomu inflacji pokazał wynik 4,4%. To oczywiście nadal wyraźnie powyżej górnej granicy celu inflacyjnego wynoszącej 3,5%. Z drugiej strony analitycy oczekiwali poziomu 4,6%, a pesymiści zastanawiali się, czy to już czas na odczyt 5%. W rezultacie oddala się perspektywa podwyżek stóp procentowych w Polsce. Co ciekawe, sama waluta przyjęła te dane dosyć spokojnie. Z drugiej strony, patrząc na upływający czas do zmiany kadencji większości członków RPP, szansa na zmianę stóp procentowych gwałtownie maleje.

Lepsze dane z Kanady

Wczoraj, trochę w cieniu danych z USA, Kanada opublikowała dwa ważnej odczyty. Mowa o miesięcznym PKB oraz inflacji producenckiej. Ważniejszy z dwóch odczytów wydawał się odczyt produkcji krajowej brutto. Wskaźnik ten pokazał co prawda spadek o 0,3%, ale oczekiwania mówiły o spadku o 0,8%. W wyniku tych danych byliśmy świadkami odbicia w górę notowań dolara kanadyjskiego o około 2 grosze.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych należy zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
16:00 – USA – raport ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Cisco: szerokopasmowy dostęp do Internetu szansą na likwidację przepaści cyfrowej

Pracownicy na całym świecie uważają, że posiadanie dobrze rozwiniętej infrastruktury szerokopasmowej odgrywa istotną rolę w tworzeniu dobrze prosperujących gospodarek i ich szybszej odbudowy po pandemii.

Najważniejsze wnioski z badania dotyczące Polski:

  • 80% pracowników uważa, że szerokopasmowy i bezpieczny dostęp do Internetu jest obecnie koniecznością. Dla wielu z nich pandemia stworzyła precedens nowego, hybrydowego modelu życia łączącego pracę z życiem prywatnym.
  • Niewiele mniej, bo aż 78% ankietowanych przyznaje, że dostępność szybkiego i niezawodnego Internetu ma kluczowe znaczenie dla przyszłego wzrostu gospodarczego.
  • 74% respondentów dodatkowo twierdzi, że dostęp do szybkiego i niezawodnego Internetu ma kluczowe znaczenie dla rozwoju i utrzymania dobrze wykształconej i poinformowanej populacji.
  • W trakcie pandemii jeszcze bardziej pogłębiła się przepaść cyfrowa – 70% respondentów przyznało, że brak niezawodnego połączenia z siecią w tym czasie oznaczał dla nich utratę dostępu do krytycznych z ich perspektywy usług, takich jak opieka medyczna online lub edukacja.
  • 83% apeluje do przedstawicieli administracji publicznej o pilne przyspieszenie realizacji planów zapewnienia wszystkim dostępu do szybkiego i niezawodnego Internetu.

W związku z szybkim rozwojem transformacji przy udziale technologii i rosnącymi oczekiwaniami pracowników, którzy chcą, aby praca hybrydowa stała się rzeczywistością, Cisco prezentuje wyniki nowego badania Cisco Broadband Index. „Indeks Łączności Szerokopasmowej” pokazuje, jak istotną rolę w tworzeniu sprawnej i rozwijającej się gospodarki odgrywa posiadanie sprawnej infrastruktury szerokopasmowej. 80% pracowników z Polski uważa, że łączność szerokopasmowa jest obecnie koniecznością. Tego samego zdania jest 78% ich kolegów z innych krajów, którzy wzięli udział w badaniu. Co więcej, aż 83% reprezentantów polskich firm apeluje do przedstawicieli administracji publicznej o pilne przyspieszenie realizacji planów zapewnienia wszystkim dostępu do szybkiego i niezawodnego Internetu i niwelowanie cyfrowej przepaści.

W ramach badania Cisco Broadband Index, na zlecenie firmy przebadano ponad 13 500 respondentów z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Włoch, Polski i Rosji, w tym 2000 przedstawicieli polskich firm, pytając pracowników o ich obecne wzorce korzystania z domowych łączy szerokopasmowych, zmiany, jakie przewidują w najbliższej przyszłości, oraz pojawiające się oczekiwania. Wyniki pokazują, że w miarę jak pracownicy wdrażają się w nowy rytm życia zawodowego i prywatnego, możliwość bezpiecznego połączenia z szybkim i niezawodnym łączem szerokopasmowym ma kluczowe znaczenie dla zapewnienia ożywienia gospodarczego sprzyjającego włączeniu społecznemu.

76% respondentów zgodziło się co do tego, że ma to kluczowe znaczenie dla wzrostu gospodarczego. W przypadku Polaków, tego samego zdania jest aż 78% ankietowanych. Ponad połowa (54%) uważa natomiast inwestycje w infrastrukturę szerokopasmową za ważniejsze nawet niż inwestycje w inne elementy infrastruktury użyteczności publicznej. Tempo ożywienia gospodarczego będzie bowiem w dużym stopniu podyktowane szybkością infrastruktury szerokopasmowej. W tym wypadku wyniki z Polski nie odstają od średniej europejskiej, plasując się na poziomie 53,49%.

Łączność cyfrowa została opisana jako „warunek wstępny” realizacji agendy cyfrowej Unii Europejskiej (UE) [1], a w poszczególnych krajach podjęto już w tym zakresie znaczne działania[2]. Pomimo tego, przepaść cyfrowa nadal się powiększa. Prawie 70 % ankietowanych z naszego kraju twierdzi, że zawodne połączenie spowodowało, że nie mieli dostępu do usług o krytycznym znaczeniu podczas pandemii, takich jak opieka medyczna online lub edukacja. Co ciekawe, jest to wynik o ponad 20% gorszy niż średnia dla wszystkich krajów, w których zostało przeprowadzone badanie, wynosząca 46%.

„Decydenci zdają sobie sprawę, że zapotrzebowanie na bezpieczny, szybki i niezawodny dostęp szerokopasmowy gwałtownie wzrosło i podejmują odpowiednie działania na tym polu. Obejmuje to m.in. unijne i krajowe strategie mające na celu zapewnienie światłowodu do domu dla wszystkich gospodarstw oraz nieprzerwany zasięg sieci 5G na wszystkich obszarach miejskich. Cisco jest zaangażowane we współpracę z dostawcami usług na całym świecie w zakresie tworzenia Internetu przyszłości, tak aby ich sieci zapewniały bardziej dostępny Internet dla każdego, o jak najlepszym zasięgu niezależnie od ograniczeń geograficznych. Zmiana ekonomiki Internetu jest niezbędna, jeśli chcemy stworzyć przyszłość sprzyjającą włączeniu społecznemu. To, jak również jeszcze ściślejsza współpraca między decydentami politycznymi a dostawcami usług komunikacyjnych, są absolutnie niezbędne, abyśmy mogli wyjść silniejsi z pandemii – jednego z najbardziej bezprecedensowych okresów w naszej historii” – powiedział Adam MacHale, wiceprezes EMEAR Service Provider w Cisco.

Zmieniające się wzorce użytkowania wśród pracowników oraz preferowane metody łączenia się z Siecią

W wielu regionach na całym świecie ruch internetowy wzrósł w czasie pandemii średnio o 25%-45%[3] i nadal utrzymuje się na wysokim poziomie. Jest to jednak tylko namiastka tego, co przyniesie przyszłość. Ponieważ ludzie coraz częściej wybierają elastyczność i możliwość wyboru sposobu, czasu i miejsca pracy, 55% ankietowanych spodziewa się, że ich wzorce korzystania z Internetu w domu pozostaną takie same lub wzrosną w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Tego samego zdania jest 57,39% reprezentantów naszego kraju. 21% średnio, i 25,5% w Polsce, spodziewa się spadku korzystania z sieci – ale nie do poziomu sprzed pandemii.

Na pytanie o preferowane metody podłączenia w przyszłości, na czoło wysunął się światłowód (w Polsce na tę opcję wskazało 47,06% ankietowanych). Na drugim miejscu (w Polsce z wynikiem 31,69%) znalazło się zapewnienie dostępu do Internetu jako usługi użyteczności publicznej we wszystkich obszarach i gospodarstwach domowych, przy czym osoby fizyczne chroniłyby się samodzielnie wybranym hasłem. Niewiele niższy wynik przypadł bezprzewodowemu połączeniu z Siecią 5G (29,94%). 47% respondentów twierdzi, że zapłaciłoby więcej za bezpieczniejsze połączenie. Tego zdania jest aż 55,64% uczestników badania z naszego kraju.

Co więcej, zdaniem niemal 80% ankietowanych Polek i Polaków, każdy powinien mieć możliwość bezpiecznego połączenia się z szybkim i niezawodnym Internetem w miejscach publicznych lub podczas podróży, niezależnie od lokalizacji w której się znajduje.

Dlatego też, choć szybka cyfryzacja stworzy niesamowite możliwości dla wielu osób, konieczna jest transformacja sieci, aby mogły naprawdę się skalować i spełniały stale rosnące wymagania gospodarek i społeczeństw je tworzących.

“Sieć jest systemem nerwowym, który umożliwia połączenie wszystkiego i wszystkich. Teraz nadszedł czas, aby wymyślić ją od nowa. Tak, aby mogła się efektywnie skalować, być bezpieczniejsza, szybsza i bardziej niezawodna. Internet przyszłości musi przyczynić się do zmniejszenia przepaści cyfrowej i umożliwić wszystkim przyszłość równych szans” – dodał Adam MacHale.

[1] https://www.euractiv.com/section/broadband/news/connectivity-is-the-starting-point-for-the-2030-digital-targets/

[2] https://ec.europa.eu/digital-single-market/en

[3] Dane pobierane z punktów połączeń (ang. peering traffic points) na całym świecie.

Granty płyną do centrów usług

Obniżone progi wejścia, uproszczona ocena jakościowa projektów inwestycyjnych oraz wyższy poziom wsparcia w wybranych lokalizacjach to główne zmiany w rządowym programie grantów, które mogą wzmocnić apetyt inwestycyjny firm z sektora usług.

Strategiczna lokalizacja, dojrzały rynek pracy, konkurencyjny i zróżnicowany sektor biurowy to niewątpliwe atuty, które sprawiają, że Polska jest wiodącą destynacją w regionie Europy Środkowo-Wschodniej dla inwestorów z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Rodzimy rynek ma obecnie jeden z najatrakcyjniejszych w Europie systemów zachęt inwestycyjnych, co dodatkowo wzmacnia atrakcyjność Polski. Potwierdza to najnowszy raport przygotowany przez JLL i HAYS – Onshore, Nearshore, Offshore: Unsure?, który analizuje przewagi konkurencyjne przemawiające na rzecz lokowania przez globalne firmy działalności w obszarze nowoczesnych usług dla biznesu właśnie w Polsce.

Możemy powiedzieć, że początkowy szok i zamrożenie planów biznesowych inwestorów z sektora usług jest już za nami. Od jakiegoś już czasu obserwujemy rosnącą aktywność firm z branży do relokowania najbardziej zaawansowanych procesów z krajów azjatyckich, ale też zza wschodniej granicy do Polski. Naszym krajem interesuje się też wiele firm z Europy Zachodniej, w tym Wielkiej Brytanii czy Szwajcarii, które poszukują dostępu do wykwalifikowanych zasobów ludzkich przy atrakcyjnym poziomie kosztów. Zainteresowanie jest tym większe, że centra usług mogą u nas liczyć na wsparcie, jakiego próżno szukać w innych europejskich lokalizacjach. Co ważne, w ostatnim czasie instrumenty wsparcia zostały znowelizowane, aby lepiej odpowiadać na potrzeby i oczekiwania inwestorów, komentuje Iwona Chojnowska-Haponik, Dyrektor ds. Doradztwa Lokalizacyjnego i Programów Wsparcia Biznesu w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki, JLL.

Polska oferuje inwestorom atrakcyjny pakiet zachęt, który może obejmować zróżnicowane narzędzia – z czego najpopularniejsze to zwolnienie z podatku dochodowego CIT w ramach Polskiej Strefy Inwestycji oraz dofinansowanie w ramach rządowego Programu wspierania inwestycji o istotnym znaczeniu dla gospodarki. Program ten został w bieżącym roku znowelizowany przez Radę Ministrów, w celu zwiększenia konkurencyjności instrumentu popularnego wśród potencjalnych inwestorów. Tym samym system zachęt Polsce stał się jednym z bardziej atrakcyjnych w regionie.

Na co zatem mogą liczyć inwestorzy z sektora usług?

Niższe progi wejścia

Nowelizacja programu znacząco obniża wymogi umożliwiające aplikowanie o wsparcie i uzależnia je od typu inwestycji, wielkości przedsiębiorcy oraz lokalizacji projektu.
Wcześniej, wymogiem otrzymania wsparcia finansowego przez centrum usług biznesowych było utworzenie 250 miejsc pracy i zainwestowanie 1,5 mln zł. Aktualnie, duży inwestor realizujący pierwszą inwestycję bądź ekspansję na polskim rynku, może zadeklarować zatrudnienie 100 pracowników i poniesienie nakładów inwestycyjnych w wysokości miliona złotych w ciągu pięciu lat. Od oceny jakościowej projektu zależy natomiast, jak wysokie będzie wsparcie, tłumaczy Rafał Szajewski, Dyrektor ds. Doradztwa Lokalizacyjnego i Programów Wsparcia dla Biznesu w regionie EMEA, JLL.

W przypadku działalności z obszaru badań i rozwoju (R&D) wymogi są znacząco niższe (utworzenie 10 nowych miejsc pracy oraz zainwestowanie miliona zł.)

Zmiany te wpisują się w obserwowane trendy kształtujące sektor nowoczesnych usług dla biznesu.

Od pewnego czasu widzimy, że skala nowych projektów inwestycyjnych jest mniejsza. Firmy nie deklarują dużych przyrostów zatrudnienia, co ma związek z rosnącą dojrzałością branży – centra usług nie stawiają na ilość, a jakość obsługiwanych procesów, częściej też automatyzują mniej zaawansowane usługi. Dobrą wiadomością jest, że w przypadku dalszego wzrostu beneficjenci pomocy mają szansę ponownie ubiegać się o zachęty. Z kolei zgodnie z projektem wytycznych w sprawie regionalnej pomocy publicznej Komisji Europejskiej, które zaczną obowiązywać od początku 2022 r., możliwość skorzystania ze wsparcia na nowe inwestycje zostanie w wielu krajach mocno ograniczona. Dotyczy to jednak w mniejszym stopniu Polski, gdzie w niektórych regionach jest nawet szansa na podwyższenie progów wsparcia, dodaje Rafał Szajewski.

Uproszczona ocena jakościowa inwestycji

Uproszczenie i skrócenie procedur dotyczących oceny projektów inwestycyjnych było wielokrotnie postulowane przez większość przedstawicieli sektora usług. W konsekwencji wprowadzonych zmian, projekty oceniane będą według kryteriów zbieżnych z tymi wprowadzonymi dla zwolnienia z CIT w ramach Polskiej Strefy Inwestycji. Przy ocenie istotne są takie kwestie jak poziom zaawansowania obsługiwanych procesów biznesowych, proeksportowy charakter centrum, stabilność zatrudnienia, czy chęć inwestowania w mniejszych lokalizacjach o wyższym poziomie bezrobocia, a także dbałość o dobrostan i podnoszenie kompetencji pracowników.

Wysokość wsparcia

Inwestor z sektora nowoczesnych usług dla biznesu wchodzący do jednej z największych aglomeracji może liczyć na dofinansowanie w maksymalnej wysokości od 3700 zł do 15 000 zł, z kolei w przypadku projektu R&D możliwe do uzyskania wsparcie waha się od 5 000 do 20 000 zł. Dodatkowo, firmy mogą otrzymać grant szkoleniowy pokrywający od 25 do 50% kosztu, w zależności od lokalizacji. Większa kwota wsparcia dotyczy mniej rozwiniętych miast czy lokalizacji dotkniętych bezrobociem oraz zlokalizowanych w Polsce Wschodniej.
Taka polityka przyznawania grantów to dobry krok w kierunku zmniejszania dysproporcji pomiędzy poszczególnymi regionami kraju. Wygranymi mogą być mniejsze miasta, takie jak Rzeszów czy Białystok, które nie są nasycone pod względem liczby inwestycji z sektora, a które oferują zasobne rynki pracy, dodaje Rafał Szajewski.

Jak wskazują eksperci JLL, zainteresowanie inwestorów z branży usług dla biznesu zachętami jest duże i cały czas rośnie między innymi ze względu na wprowadzane konsekwentnie zmiany zwiększające atrakcyjność systemu wsparcia.

Ważne jednak, aby firmy mogły w pełni ocenić szanse i ryzyka i skorzystać z dostępnych możliwości, np. poprzez połączenie różnych instrumentów wsparcia – zwolnień podatkowych i grantów. W tym celu niezwykle istotna jest dojrzałość środowiska biznesowego, które może zaoferować kompleksowe usługi doradcze w oparciu o know-how i dotychczasowe doświadczenie. Na rzecz zwiększania napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych do Polski działają ramię w ramię zarówno firmy doradcze, takie jak JLL, ale też biura obsługi inwestora oraz prężne organizacje branżowe i gospodarcze. W efekcie, po spowodowanym przez pandemię chaosie, branża usług ponownie może mówić o sporym ożywieniu, podsumowuje Iwona Chojnowska-Haponik.

Firmy marnują co piątą złotówkę wydawaną na chmurę

Nawet 20% – tyle zasobów chmury publicznej marnują firmy – wynika z danych IDC. To wpływa na popyt na rozwiązania automatyzujące zarządzanie technologią i na doradztwo w obszarze cloud computingu.

Firmy coraz chętniej podejmują decyzję o migracji do chmury, co najlepiej obrazują wyniki największych graczy. Przychody AWS wzrosły w 1 kwartale 2021 r. o ponad 30%, z kolei przychody z infrastruktury chmurowej Oracle, włączając w to autonomiczną bazę danych, wzrosły w 4 kwartale finansowego roku 2021 o rekordowe ponad 100%.

Choć inwestycje w cloud computing rosną m.in. dlatego, że firmy liczą na związane z tym oszczędności, to zdaniem menedżerów badanych przez firmę doradczą IDC wynika, że co najmniej 20% wydatków na chmurę publiczną jest w tej chwili marnowanych.

– Dziś w trudnym położeniu są szczególnie te organizacje, które zaczęły funkcjonować w środowisku multicloud i to z przypadku. Wraz ze swoim rozwojem po prostu uruchamiały one kolejne narzędzia licząc na korzyści. Tymczasem choć korzystanie z chmury na różnych platformach chmurowych w szczególności jest bardzo wygodne i niesie ze sobą wiele możliwości, to również bywa drogie i może powodować konflikty pomiędzy różnymi systemami. Chmura jest jak szwajcarski scyzoryk – może pomóc, ale i skaleczyć, jeśli nie wie się jak go używać – zwraca uwagę Rafał Ważny – Cloud Architect z Crayon.

Wielu dostawców, więcej wyzwań

Niestety, wiele wskazuje na to, że straty wynikające z migracji do chmury mogą być w najbliższej przyszłości jeszcze wyższe.  Z badań IDC przeprowadzonych na zlecenie Crayon wynika, że do 2022 r. firmy chcą zmodernizować ponad połowę aplikacji, wykorzystując do tego środowiska chmurowe. Jednocześnie rośnie złożoność środowisk chmurowych, a to stawia przed firmami jeszcze więcej wyzwań, z którymi muszą one sobie poradzić.

Na najbardziej rozwiniętym pod względem adopcji chmury rynku skandynawskim obserwujemy dzisiaj tendencję do korzystania z usług coraz większej liczby dostawców cloud computing. Już 68% firm korzysta tam z 2 do 5 platform chmurowych. Te trendy widać też w Polsce, choć jeszcze nie na taką skalę. Niesie to ze sobą ryzyko popełnienia błędów i wygenerowania dodatkowych strat. Praca w różnych środowiskach zapewnia ogrom możliwości i niezależność od dostawców usług, ale ma swoje wady. Chodzi między innymi o wysoką cenę i skomplikowane zarządzanie takim systemem – zwraca uwagę Rafał Ważny – Cloud Architect z Crayon.

Rośnie popyt na narzędzia

W tej sytuacji nie dziwi rosnąca popularność narzędzi do zarządzania wieloma chmurami. Już w 2019 roku eksperci Align Market Research spodziewali się, że ten rynek będzie rósł w tempie 28,4% rocznie. W 2023 jego wartość ma przekroczyć już kwotę 6,8 miliarda dolarów. Według badań IDC przeprowadzonych na zlecenie Crayon obecnie 18% firm posiada narzędzia do automatycznej orkiestracji chmury. W ciągu roku do dwóch chce je wdrożyć kolejne 5% firm. Co ciekawe, coraz więcej firm chce jednocześnie zarządzać chmurą we własnym zakresie. Odsetek takich organizacji ma wzrosnąć z 34 do 37%. Liczba firm korzystających z zarządzania chmurą za pośrednictwem partnerów zmniejszy się z 34 do 29%.

– Firmy gubią się w cyfrowym gąszczu rozwiązań, więc nawet zarządzając dziś chmurą we własnym zakresie, korzystają z zewnętrznego doradztwa. Każdy dostawca usług chmurowych posiada własne niepowtarzalne procesy, rozliczenia, systemy i rozwiązania. Dodatkowo, decydując się na usługi od wielu dostawców chmury, pojawia się więcej elementów, które zwyczajnie można zepsuć – zwraca uwagę Robert Małka Software & Cloud Analytics Consultant z Crayon.

IDC to nie jedyna firma, która zwraca uwagę na marnotrawstwo chmurowych budżetów. Z danych „Flexera 2021 State of the Cloud” wynika, że firmy mogą marnować nawet 35% lub więcej środków wydawanych na chmurę.

Zasady rozliczania importu towarów w sposób uproszczony

Podatnicy podatku od towarów i usług dokonujący importu towarów spoza Unii Europejskiej mogą pokusić się o skorzystanie z uproszczenia, jakim jest procedura importu w ramach art. 33a ustawy o VAT. Stosowanie tej preferencji, o ile korzystne z perspektywy płynności finansowej, to wiąże się jednak z koniecznością spełnienia szeregu warunków formalnych, które w niektórych przypadkach mogą okazać się znaczącą barierą dla przedsiębiorców.

Znaczenie uproszczenia

Istotą uproszczenia w rozliczeniu importu jest możliwość rozliczenia kwoty podatku VAT należnego (z tytułu importu towarów) bezpośrednio w deklaracji podatkowej, składanej za okres, w którym powstał obowiązek podatkowy z tytułu importu towarów. W tym samym okresie ujmuje się także podatek naliczony, przez co w efekcie transakcja ta na gruncie VAT jest neutralna nie tylko podatkowo, ale także finansowo. W przypadku standardowej procedury także mamy do czynienia z neutralnością podatkową importu towarów, niemniej podatek należny należy wpłacić na konto urzędu dużo wcześniej niż będzie można rozliczyć podatek naliczony w deklaracji. W efekcie, pomimo że na gruncie ustawy o VAT oba sposoby są uznawane za neutralne, to z perspektywy płynności finansowej stosowanie uproszczenia jest znacznie bardziej efektywne.

Warunki formalne konieczne do zastosowania procedury uproszczonej

Procedura uproszczona jest pewnym rodzajem preferencji w rozliczeniu podatku. W związku z tym ustawodawca wprowadził szereg formalnych warunków, jakie musi spełnić podatnik, aby móc z takiej preferencji skorzystać. W pierwszej kolejności musi być podatnikiem VAT czynnym, bez względu na to, czy stosowane są uproszczenia celne, czy nie.

Ponadto o woli skorzystania z procedury uproszczonego rozliczania importu podatnik musi zawiadomić urząd celno-skarbowy przed początkiem okresu rozliczeniowego, w którym planowane jest rozpoczęcie stosowania uproszczonych zasad. Dodatkowo w zawiadomieniu należy przedstawić zaświadczenie o braku zaległości podatkowych we wpłatach podatków stanowiących dochód budżetu państwa oraz składek ZUS, a także potwierdzenie zarejestrowania podatnika jako podatnika VAT czynnego. Co ważne, ustawodawca zezwala podatnikowi na posiadanie zaległości do wysokości odpowiednio 3% kwoty należnych składek i należnych zobowiązań podatkowych w poszczególnych podatkach za dany okres rozliczeniowy.

Dokumenty należy przedstawić naczelnikowi urzędu celno-skarbowego właściwemu ze względu na siedzibę lub miejsce zamieszkania podatnika, a w przypadku podatników nieposiadających siedziby lub miejsca zamieszkania – Naczelnikowi Dolnośląskiego Urzędu Celno-Skarbowego we Wrocławiu.

Podatnik dokonujący stałych transakcji importu towarów, który chce korzystać z preferencji, powinien zapewnić, że właściwy urząd celno-skarbowy posiada wyżej wymienione dokumenty, nie starsze niż 6 miesięcy, ponieważ przedstawienie aktualnych dokumentów jest kolejnym warunkiem stosowania tej preferencji. Istotnym uproszczeniem formalnych warunków jest wprowadzenie możliwości złożenia przez podatnika oświadczenia potwierdzającego zarówno brak zaległości podatkowych oraz ZUS, jak i fakt rejestracji jako podatnika VAT czynnego. Oświadczenie to składane jest pod rygorem odpowiedzialności za składanie fałszywych zeznań, co wyraźnie wynika z treści klauzuli, która obligatoryjnie musi znaleźć się w takim oświadczeniu: „jestem świadomy odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczenia”.

Dokonywanie zgłoszenia przez przedstawiciela

Kolejny warunek wynikający z art. 33a ust. 2 pkt 3 ustawy o VAT wiąże się z obowiązkiem dokonania zgłoszeń celnych przez przedstawiciela bezpośredniego lub pośredniego. Jest to warunek dodany nowelizacją ustawy o VAT i obowiązujący od 1 lipca 2020 r. Przedstawicielstwo bezpośrednie zakłada działanie w imieniu i na rzecz innej osoby, przedstawicielstwo pośrednie – we własnym imieniu na rzecz innej osoby. Przedstawicielem celnym jest osoba ustanowiona przez inną osobę celem prowadzenia czynności i załatwiania formalności celnych. Istotnym ograniczeniem dla pełnienia roli przedstawiciela i dokonywania zgłoszeń celnych jest solidarna odpowiedzialność za zapłatę podatku oraz ewentualnych odsetek.

Dodatkowo ograniczenia

W ust. 7 art. 33a ustawy o VAT przewidziane zostały konsekwencje niewywiązania się podatnika z obowiązku rozliczenia podatku w procedurze uproszczonej. Zgodnie z tym przepisem: „Podatnik, który wybrał rozliczenie podatku należnego z tytułu importu towarów na zasadach określonych w ust. 1 i nie rozliczył tego podatku w całości lub w części na tych zasadach, traci prawo do rozliczania podatku w deklaracji podatkowej w odniesieniu do kwoty podatku należnej z tytułu importu towarów, której nie rozliczył w deklaracji podatkowej. Podatnik jest obowiązany do zapłaty kwoty podatku wraz z odsetkami naczelnikowi urzędu skarbowego właściwemu do poboru kwoty należności celnych przywozowych wynikających z długu celnego”. Przepis ten ewaluował w 2020 r. i ostateczna wersja obowiązuje od 1 października 2020 r. Innymi słowy, podatnik, który nie rozliczył podatku w terminie, traci prawo do rozliczenia tego podatku z koniecznością zapłaty na konto urzędu. Przepis ten nie wyklucza jednak możliwości złożenia korekty deklaracji i wykazania podatku. W takim przypadku podatnik w dalszym ciągu będzie miał prawo do rozliczenia importu, jednak musi dokonać korekty deklaracji i nie ma możliwości rozliczenia podatku w deklaracjach za inny okres.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Upadłość konsumencka członka zarządu spółki z o.o.

Ostatnie kilkanaście miesięcy wprowadziło spore zamieszanie w powszechnym obrocie gospodarczym. Rządowe obostrzenia, zamknięcie wybranych branż wywołały ogromną niepewność wśród przedsiębiorców. Brak stabilizacji i nieustanne wachlowanie kolejnymi lockdown’ami skutkowało zaburzeniem płynności finansowej nie tylko wśród firm w skali mikro, ale też większych podmiotów – spółek kapitałowych. Z natury rzeczy, spółka z ograniczoną odpowiedzialnością ma na celu… ograniczenie odpowiedzialności za jej zobowiązania. Co do zasady, jej „właściciele” nie odpowiadają za długi spółki. Ich odpowiedzialność ogranicza się do wysokości wniesionego kapitału. Nie oznacza to jednak, że spółka z o.o. dają całkowitą swobodę w nadmiernym zadłużaniu. Organem, który może zostać pociągniętym do odpowiedzialności majątkiem prywatnym za długi spółki jest zarząd. Ten ma możliwość uniknięcia tejże odpowiedzialności m.in. poprzez terminowe złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości. Upadłość spółki z o.o. jest jednak tematem odrębnym, który zasługuje na kolejne opracowanie.

Przedmiotem niniejszego artykułu jest stan faktyczny, w którym zarząd spółki wykazał się biernością w obliczu katastrofy finansowej firmy. Warto zatem skupić się na tym jakie opcje mają członkowie zarządu, gdy zostaną pozwani z art. 299 kodeksu spółek handlowych.

Wspomniany przepis wprowadza zasadę, wedle której zarząd spółki z o.o. ponosi odpowiedzialność za jej zobowiązania, gdy egzekucja wobec niej okaże się bezskuteczna. Kierując się jednak „polityką drugiej szansy” ustawodawca wprowadził mechanizm, który pozwala na uniknięcie tejże odpowiedzialności. Ma ona związek z zaangażowaniem ze strony zarządu i poniekąd motywuje do tego, aby bacznie czuwać nad płynnością finansową przedsiębiorstwa. Członek zarządu może uwolnić się od odpowiedzialności majątkiem prywatnym, jeśli:

  1. we właściwym czasie zgłosi wniosek o upadłość spółki;
  2. w czasie właściwym dla zgłoszenia wniosku o upadłość zostanie otwarte postępowanie restrukturyzacyjne;
  3. wykaże, że na skutek braku wniosku o upadłość lub otwarcia postępowania restrukturyzacyjnego wierzyciel nie poniósł szkody;
  4. lub niezgłoszenie wniosku o upadłość nie nastąpiło z winy członka zarządu.

W swojej codziennej praktyce bardzo często spotykam się z sytuacjami, w których członkowie zarządu spółki nie mają wiedzy w zakresie tego, jakie czynności podejmować, gdy ich spółka traci finansowy grunt pod fasadami. Często skutkuje to prawomocnym wyrokiem zobowiązującym członka zarządu do zapłaty. Gdy wierzytelność względem zarządu przekracza ich możliwości zaczynają się problemy.

Jedną z opcji, która umożliwia wyjście z finansowych tarapatów jest upadłość konsumencka członka zarządu. Liberalizacja przesłanek umożliwiających ogłoszenie upadłości konsumenckiej z marca 2020 r. w dużej mierze ułatwiła życie wielu zadłużonym członkom zarządu spółek. Przed zmianą przepisów dochodziło bowiem do weryfikacji, czy dłużnik (w tym także członek zarządu spółki) złożył wniosek o upadłość, jeśli był do tego zobowiązany poprzez zaistnienie stanu niewypłacalności jego firmy (np. spółki z o.o.). Bierność dłużnika w tym zakresie mogła skutkować oddaleniem wniosku o upadłość konsumencką. Wyjątkiem były sytuacje umożliwiające wykorzystanie tzw. klauzul rozsądku, czyli względów słuszności lub humanitarnych. Zmiana w prawie upadłościowym z marca 2020 r. znacznie ułatwiła byt osób będących w zarządzie spółki starających się o upadłość konsumencką. Na chwilę obecną do ogłoszenia upadłości należy wykazać kilka okoliczności. Warto również wspomnieć, iż w toku konsumenckiego postępowania upadłościowego może dojść do umorzenia zobowiązań prywatnych (np. kredyt hipoteczny), a także tych wynikających z wcześniejszej aktywności biznesowej.

Autor: doradca restrukturyzacyjny Filip Kozik z KL Law Polska Sp. z o.o.

Naruszono dane 700 milionów użytkowników LinkedIn

Ze specjalistycznego serwisu mediów społecznościowych LinkedIn wyciekły dane przeszło 700 milionów osób! Naruszenie dotyczy ponad 92 procent użytkowników serwisu, których dane osobowe trafiły na czarny rynek w darknecie, a wśród ofiar najprawdopodobniej znajduje się również większość z 4,2 mln polskich użytkowników. Zdaniem ekspertów wyciek jest konsekwencją ataku na interfejs programowania aplikacji.

Przypadek wycieku danych z LinkedIn jest podobny do tego, co wcześniej pisaliśmy o TikToku, gdzie udało nam się „przeszukać” API TikTok i zbudować bazę danych użytkowników. W przypadku Linkedina wygląda na to, że hakerzy uzyskali dane, hakując jego API – mówi Oded Vananu, szef działu podatności produktów w firmie Check Point Software Technologies.

To już drugi wyciek danych z LinkedIna w tym roku. W kwietniu br. na czarny rynek trafiły dane około 500 milionów użytkowników.

Przejęta przez hakera baza danych użytkowników LinkeIn została już wystawiona na sprzedaż w darknecie. Niestety, jej autentyczność została potwierdzona na podstawie próbki miliona rekordów, udostępnionej przez cyberprzestępcę odpowiedzialnego za kradzież danych.

– Tego typu incydenty pokazują, że bezpieczeństwo API jest bardzo ważną kwestią podczas budowania logiki i infrastruktury aplikacji. Aplikacje w chmurze są budowane głównie z podstawową logiką aplikacji, która jest „połączona” z wieloma interfejsami API, które dostarczają dane w całej aplikacji. Jeśli interfejsy API nie są zabezpieczone, pojawia się spore ryzyko, zwłaszcza w przypadku podatności kodu API lub nieograniczonej liczby wywołań API. Może to skutkować dużym wyciekiem baz danych, takim jaki widzieliśmy w zgłaszanych przez nas przypadkach oraz w tym po tym ataku na Linkedin. – dodaje ekspert Check Pointa.

Deli2 – spółka zależna Tower Investments – pozyskała 1 mln zł z prywatnej emisji akcji

30 czerwca Deli2 z sukcesem zakończył prywatną emisję akcji. W ramach emisji inwestorzy nabyli 130.000 akcji po cenie 7,70 zł za pojedynczą akcję. Łącznie spółka pozyskała 1 mln zł. Deli2 środki te przeznaczy na dalszy rozwój działalności. Emisja akcji poprzedza plany debiutu Deli2 na rynku NewConnect.   

  • Deli2 S.A. działająca na rynku e-grocery z sukcesem zakończyła prywatną emisję akcji
  • Spółka zależna Tower Investments pozyskała 1 mln zł
  • Pozyskane środki Deli2 S.A. przeznaczy na dalszy rozwój działalności platformy sprzedażowej
  • Aktualna wycena Deli2 S.A. wynosi ok. 8 mln zł.

W wyniku emisji akcji  z sukcesem pozyskaliśmy 1 mln zł. Środki przeznaczymy na kontynuację rozwoju naszej firmy i dokapitalizowanie bieżących procesów. Pozyskana z emisji kwota zabezpiecza sytuację finansową Deli2 na najbliższe miesiące oraz przyczynia się do wzrostu wartości całej grupy Tower Investments – mówi Bartosz Kazimierczuk, prezes zarządu Deli2 i Tower Investments. – Przed nami bardzo wymagający i intensywny czas. Jesteśmy skupieni zarówno na prowadzonych umowach z naszymi partnerami biznesowymi, jak i wspomnianym rozwoju Deli2. Emisja była jednym z kroków przybliżających nas do debiutu na giełdzie. W niedalekiej przyszłości planujemy dołączyć z Deli2 do rynku NewConnect. Wkrótce przedstawimy więcej szczegółów – dodaje Bartosz Kazimierczuk.

21 maja br. na ZWZ Deli2 S.A. podjęto uchwałę o warunkowym podwyższeniu kapitału zakładowego Deli2 poprzez emisję 130.000 akcji o wartości nominalnej 0,10 zł. Akcjonariusze Deli2 ustalili cenę emisyjną na poziomie minimum 7,00 zł. Jednocześnie 30 czerwca nastąpiło objęcie akcji przez akcjonariuszy spółki po cenie 7,70 zł za pojedynczą akcję serii C.

Deli2 to innowacyjny projekt na polskim rynku spożywczym, który łączy najlepsze delikatesy, manufaktury, piekarnie, winiarnie i sklepy z żywnością ekologiczną. Oferta warszawskiego e-sklepu obejmuje zasoby od ponad 30 dostawców na jednej platformie on-line. Co więcej, Deli2 jako jedyna platforma sprzedażowa w Polsce oferuje tradycyjne dania kuchni polskiej od restauratora Adama Gesslera. Przyjęty model biznesowy spółki  łączy dostawców i odbiorców bez kosztownych magazynów za pomocą nowoczesnych i szybko skalowalnych technologii. Innowacyjne podejście otwiera perspektywę rentowności przy osiągnięciu stosunkowo niskiej liczby realizowanych zamówień. Deli2 jest jednocześnie spółką zależną dewelopera Tower Investments S.A.

Do końca 2023 r. Deli2 planuje dotrzeć do 10 mln polskich konsumentów. Spółka liczy na to, że będzie to możliwe dzięki ekspansji geograficznej. E-sklep ma w planach jeszcze w tym roku wejść na rynek wrocławski, a w kolejnych latach dołączyć do aglomeracji trójmiejskiej, poznańskiej i katowickiej. – Rozwój zasięgu Deli2 o kolejne aglomeracje będzie wiązać się z pozyskaniem lokalnych dostawców, zawarciu stosownych umów i uruchomieniem niewielkich obiektów magazynowo – dystrybucyjnych. Oczywiście zmianom towarzyszyć będzie także powiększenie zespołu Deli2 – komentuje Bartosz Kazimierczuk, prezes zarządu Deli2.

Szacuje się, że rynek e-commerce w najbliższych latach osiągnie dwucyfrowy wzrost.

Magdalena Kotlarczyk nową szefową Google Polska

“Naszym celem jest wspieranie szybszego rozwoju polskich firm – od tych najmniejszych, po największe przedsiębiorstwa – dzięki szansom, jakie daje cyfrowy rynek i nasze technologie, także na arenie międzynarodowej” – powiedziała Magdalena Kotlarczyk, dotychczasowa szefowa sprzedaży Google Polska, która od 1 lipca objęła stanowisko szefowej polskiego oddziału Google.

Google w Polsce działa od 2006 roku. Warszawskie biuro jest centrum biznesowym firmy na cały region Europy Środkowo-Wschodniej oraz największym centrum inżynieryjnym Google Cloud w Europie. Od 2015 roku w Warszawie działa Google for Startups Campus – jeden z sześciu światowych ośrodków wspierających rozwój rodzimych młodych firm technologicznych. W kwietniu tego roku uruchomiono najnowszą inwestycję firmy w Polsce – region Google Cloud.

“Ostatni rok znacząco przyspieszył cyfrową rewolucję. W sieci pojawiło się więcej konsumentów, wiele osób po raz pierwszy skorzystało z usług cyfrowych. Dlatego to ogromna szansa dla naszej gospodarki. Wiele polskich firm i marek już podbija nie tylko rynek krajowy, ale i zdobywa klientów na całym świecie, wykorzystując najnowsze rozwiązania, które daje internet. Naszym celem jest, aby takich polskich firm było jak najwięcej, by rosły one jeszcze szybciej i by miały w Google dobrego partnera do rozwoju” – powiedziała Magdalena Kotlarczyk, nowa dyrektor Google Polska.

Magdalena Kotlarczyk dołączyła do Google w 2011, od 2017 roku była szefową polskiego działu sprzedaży. Karierę zawodową zaczynała w Procter & Gamble, gdzie zajmowała szereg stanowisk w biurach firmy w Europie. Pracując w Londynie, Genewie i Warszawie odpowiadała m.in. za marketing produktów z segmentu zdrowia i higieny, a następnie kierowała działem digital marketingu w regionie Europy Środkowej. Jest absolwentką marketingu i zarządzania na Uniwersytecie Łódzkim oraz podyplomowych studiów z zakresu psychologii zachowań konsumenckich na Uniwersytecie Warszawskim. Ukończyła także Executive Program na Singularity University.

Wykorzystywanie szans, jakie daje światowy, cyfrowy rynek wymaga współdziałania i otwartości na nowe pomysły. Dlatego jeszcze silniej będziemy stawiać na współpracę z naszymi lokalnymi partnerami w Polsce, w tym agencjami i organizacjami branżowymi, jednocześnie kontynuując nasze programy skierowane także do małych i średnich przedsiębiorstw, takie jak Firmy Jutra” – dodała Magdalena Kotlarczyk.

Dotychczas funkcję szefa polskiego oddziału Google tymczasowo sprawował Artur Waliszewski, który łączył tę rolę ze stanowiskiem dyrektora biznesowego Google na cały region Europy Środkowo-Wschodniej. Wcześniej dyrektor Google Polska była Agnieszka Hryniewicz-Bieniek, która od lipca 2019 roku jest globalną dyrektorką działu Google for Startups.

Monika Rajska-Wolińska nowym CEO Colliers w CEE

Warszawa, 1 lipca 2021 – Colliers, wiodąca firma oferująca szeroki wachlarz usług najwyższej jakości na rynku nieruchomości oraz zarządzanie inwestycyjne poinformowała, że Monika Rajska-Wolińska awansowała na stanowisko dyrektor generalnej (CEO) Colliers w Europie Środkowo-Wschodniej, obejmującej Bułgarię, Czechy, Węgry, Polskę, Rumunię i Słowację, ze skutkiem od 1 sierpnia 2021 roku.

Rajska-Wolińska do tej pory pełniła funkcję partner zarządzającej Colliers w Polsce. Jest wielokrotnie nagradzaną liderką i ekspertką branżową z ponad 20-letnim doświadczeniem w Colliers, w tym 10 lat na stanowisku partner zarządzającej na Polskę. Zasiada również w zarządzie Coliers w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). Obejmując nową funkcję, będzie kontynuować rozwój firmy w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, w którym firma zatrudnia obecnie 540 pracowników i zarządza ponad 2,3 mln m2 nieruchomości, zwiększając zakres usług Colliers dla inwestorów, właścicieli i najemców. Monika będzie raportować bezpośrednio do Chrisa McLernona, dyrektora generalnego Colliers na region EMEA.

Luke Dawson, dotychczasowy dyrektor zarządzający regionu CEE (z wyłączeniem Polski) i szef działu rynków kapitałowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, został awansowany na stanowisko dyrektora zarządzającego ds. rynków kapitałowych na region EMEA, w związku z inwestycjami firmy w rozwój regionalnego zespołu zajmującego się tym obszarem. Od 1 sierpnia 2021 r. Dawson będzie stacjonować w Londynie, gdzie poprowadzi tę strategiczną inicjatywę.

„Monika jest wyjątkową liderką, zarówno wśród pracowników Colliers, jak i w całej, dynamiczniej rozwijającej się branży w regionie CEE. Jesteśmy dumni, awansując ją na nowe stanowisko, ponieważ jest to wybór bezkonkurencyjny. Monika skupi się na dalszym rozwoju naszej firmy, zwiększając potencjał nieruchomości w regionie dla klientów krajowych i zagranicznych” — powiedział Chris McLernon, dyrektor generalny Colliers na region EMEA. „Oprócz dalszego rozwoju naszej pozycji lidera rynku, bogate doświadczenie i umiejętności Moniki jako mentorki i orędowniczki różnorodności, inkluzywnej kultury organizacji oraz zrównoważonego rozwoju zintensyfikują nasze działania w obszarze ochrony środowiska, spraw społecznych i ładu korporacyjnego (ESG) z korzyścią dla Colliers i naszych klientów” – dodaje.

„To ważny krok i jednocześnie zaszczyt, móc objąć stanowisko dyrektor generalnej Colliers w Europie Środkowo-Wschodniej oraz poprowadzić naszą firmę i tworzących ją ekspertów, jak również naszych  klientów w przyszłość i w kolejną fazę rozwoju. „Colliers oferuje innowacyjne rozwiązania, by przewyższać oczekiwania klientów. Cieszę się, że będziemy mogli zacieśnić współpracę z naszymi liderami i ekspertami w Europie Środkowo-Wschodniej, aby przyspieszyć sukces naszych klientów” — mówi Monika Rajska-Wolińska, dyrektor generalna Colliers w Europie Środkowo-Wschodniej.

Pandemia zwiększyła szarą strefę w branży hazardowej

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że pandemia COVID wzmocniła szarą strefę w branży hazardowej – a obecnie funkcjonujące przepisy nie wystarczą, by ją ograniczyć w przyszłości. Przyczynami są m.in.: mało skuteczny system eliminowania nielegalnych firm, które nie przestrzegają prawa oraz brak świadomości Polaków, że uczestniczą w nielegalnych grach hazardowych. Niezbędne jest zatem skuteczniejsze blokowanie firm działających bez zezwoleń oraz mądra rewizja przepisów obowiązujących legalne podmioty. Państwo musi zadbać o zwiększenie świadomości Polaków korzystających z tego typu rozrywki w sieci i poza nią. Polacy powinni wiedzieć czy grają legalnie czy nie, a legalne firmy powinny mieć możliwość informowania o swojej działalności. Pomoże to skutecznie walczyć z szarą i czarną strefą w branży hazardowej.

Polska ma jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów w dziedzinie legalnych gier hazardowych w Europie. Kluczowym ograniczeniem jest całkowity zakaz reklamy i promocji oraz brak możliwości informowania o legalnych grach hazardowych w przypadku kasyn gier, kasyna internetowego i gier na automatach poza kasynami. Nielegalne firmy nie przejmują się zakazami reklamy i wykorzystują każdą możliwość, by się reklamować, szczególnie online. Z tego powodu blisko 50 proc. użytkowników tych gier i zakładów online nie wie, że gra nielegalnie w sieci i nie zdaje sobie sprawy z istnienia legalnych alternatyw. Odpowiedzią na brak świadomości klientów powinna być możliwość zgodnego z prawem informowania o swojej ofercie przez legalnych operatorów kasyn, kasyna internetowego i gier na automatach.

Krajowa Administracja Skarbowa zablokowała od kwietnia 2017 roku blisko 13 tysięcy domen internetowych z nielegalnych hazardem, z których mogli korzystać polscy gracze. Niestety, każdego miesiąca otwierane są setki kolejnych takich witryn.

Wg badań IBRiS[1] Polacy chcą być lepiej informowani – blisko 55 proc. badanych uważa, że więcej informacji na temat nielegalnej działalności pomogłoby ograniczyć szarą strefę, a ponad 57 proc., że legalne podmioty powinny prowadzić kampanie informacyjne w kwestii hazardu w Polsce. Co więcej, 35 proc. respondentów wyraża przekonanie, że pandemia przyczyniła się do zwiększenia skali szarej strefy w branży hazardowej.

„Pandemia COVID-19 mocno przyczyniła się do odradzania się szarej i czarnej strefy na rynku hazardu w Polsce. Dlatego państwo musi wzmocnić narzędzia wpływania na to, jak wygląda ten rynek . Nie może być powrotu do ‘wolnej amerykanki’, jaka obowiązywała przed wprowadzeniem Ustawy o Grach Hazardowych. Jednak żeby skutecznie walczyć z szarą i czarną strefą w obszarze hazardu potrzebne są mądre zmiany. Media regularnie informują o coraz to nowych pomysłach przestępców na prowadzenie nielegalnych salonów gier – do tego procederu wykorzystywane są często osoby zupełnie nieświadome – bezrobotni, emeryci i renciści. Prawdziwi sprawcy pozostają nieuchwytni. Nielegalne firmy żerują też na niewiedzy klientów. Blisko 50 proc. graczy nie wie, że gra nielegalnie w sieci. Nic zatem dziwnego, że na miejsce blokowanych przez KAS nielegalnych serwisów jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne strony z nielegalnym hazardem. Odpowiedzią na brak świadomości klientów powinna być możliwość informowania Polaków o legalnej działalności przez wszystkie podmioty, które posiadają stosowne umocowanie do oferowania takich gier. Wystarczy popatrzeć na segment bukmacherski branży hazardowej. Poluzowanie przepisów dotyczących jego reklamy i informowania w 2017 roku, oprócz blokowania stron nielegalnych operatorów, wpłynęło na rozkwit legalnej branży kosztem szarej strefy – co przełożyło się na wzrost tego rynku o ponad 300% w 2020 r. w porównaniu z 2016. Niezrozumiałe jest więc, dlaczego nie pozwolono innym podmiotom na podobne działania co te, które prowadzą firmy bukmacherskie. Państwo musi jeszcze skuteczniej walczyć z nielegalnym procederem. Warto podkreślić, że społeczeństwo odczuwa niedosyt informacji o tym, co w grach hazardowych jest legalne, a co nie. W badaniu IBRiS aż 48 proc. respondentów uznało za niewystarczający przekaz państwa na ten temat” – podkreśla Arkadiusz Pączka, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Grając u nielegalnych bukmacherów i w nielegalnych kasynach online gracze narażają się przede wszystkim na wysokie kary skarbowe. Dodatkowo płacą prowizje od pieniędzy, które wpłacają na konta nielegalnych firm (wpłaty przez łańcuszki pośredników lub portfele elektroniczne wiążą się z dodatkowymi prowizjami), a w przypadku wygranej często nie ma możliwości jej wypłacenia lub są ograniczone możliwości w tym zakresie objęte kolejnymi prowizjami. Polacy grają w szarej strefie zakładów bukmacherskich, bo omijają podatek – ale w przypadku kasyna internetowego ryzykują zupełnie niepotrzebnie – bo żadne podatki graczy nie obowiązują w związku z grą w kasynie monopolisty. Niestety klienci nie są świadomi tych niuansów, co potwierdza badanie IBRiS.

Gra nielegalna oznacza wymierne straty dla skarbu państwa, ale przede wszystkim dla graczy.

[1] Badanie „Pandemiczna szara strefa“ zostało przeprowadzone przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS. Zrealizowane w czerwcu 2021 r. metodą telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI, N=1100) na próbie pełnoletnich mieszkańców Polski.

Autonomiczny transport miejski dla osób niepełnosprawnych zdobywa nagrodę Forda „New Designers”

Podróżowanie samochodem lub środkami transportu publicznego może stanowić wyzwanie dla osób o ograniczonej mobilności. W Wielkiej Brytanii pełnoletni niepełnosprawni odbywają każdego roku o 26% mniej podróży, niż osoby pełnosprawne.

Calum Gambrill, student projektowania i wzornictwa przemysłowego z Uniwersytetu Ravensbourne w Londynie, opracował więc rozwiązanie, które mogłoby zapewnić osobom niepełnosprawnym i starszym niedrogą usługę miejskiego transportu, system pojazdów autonomicznych, funkcjonujących jako taksówki na wezwanie.

Koncepcja „Embark” zdobyła nagrodę „Ford Design Award”, która jest przyznawana podczas „New Designers Awards” – największej wystawy absolwentów wzornictwa w Wielkiej Brytanii. Nagroda Forda postawiła przed studentami wzornictwa wyzwanie, polegające na przyjęciu skoncentrowanego na człowieku podejścia do koncepcji pojazdów autonomicznych, z jednoczesnym uwzględnieniem potrzeb użytkowników w odniesieniu do wnętrza, oświetlenia, funkcjonalności poprawiających dostępność oraz rozrywki.

– Przyszłość to marzenie projektantów. Cieszę się, że widzę młodych ludzi projektujących dla różnych branż, którzy myślą nieszablonowo. Musimy sięgać po rzeczy nieznane, aby tworzyć nowe, inspirujące rozwiązania w samochodzie – powiedział Amko Leenarts, dyrektor ds. wzornictwa, Ford of Europe.

„Embark” jest pomyślany jako powszechna, kompleksowa usługa transportu osobowego, wykorzystująca specjalnie stworzoną aplikację i flotę elektrycznych pojazdów autonomicznych. Użytkownik wywołuje pojazd za pomocą aplikacji, a następnie zajmuje miejsce we wnętrzu, korzystając z rampy bocznych drzwi. Pokładowa sieć Wi-Fi umożliwia pasażerom dostęp do Internetu i słuchanie muzyki podczas podróży. Samochód byłby również skomunikowany z innymi autonomicznymi pojazdami, aby wyznaczyć najlepsze trasy i znaleźć odpowiedni parking. Do wyboru klient miałby dwie opcje płatności – za kilometr lub w ramach miesięcznego abonamentu.

– Życiowe spostrzeżenia Caluma dotyczące ludzkich potrzeb sprawiły, że wyróżniliśmy jego pracę, jako że „Embark” jest projektem stawiającym człowieka na pierwszym planie. Autor wskazał również obszar możliwości pojazdów autonomicznych, które wydają się świetnie pasować do zdefiniowanych przez niego potrzeb, ilustrując ogromny zakres zmian, jakie może zapewnić ta technologia – powiedziała Usha Raghavachari, dyrektor laboratorium D-Ford, grupy globalnych kreatywnych laboratoriów innowacyjnych firmy, które w projektach i w rozwiązywaniu problemów wybiegają w przyszłość od dwóch do piętnastu lat, stosując podejście skoncentrowane na człowieku.

Za zwycięską koncepcję Gambrill otrzyma 1000 funtów (1600 euro) na rozwój kariery stylisty oraz dwa miesiące opieki mentorskiej ze strony projektantów z D-Ford. W skład panelu sędziowskiego weszli Leenarts i Raghavachari, a także Betsy Fields-Smith, dyrektor IDEO, oraz James McLachlan, redaktor Car Design News.

– Koncepcje projektowe, które zainspirowała chęć poznania niezaspokojonych ludzkich potrzeb, mają zazwyczaj największą realną wartość. Skupienie się na grupie użytkowników, których transport publiczny często zawodzi, jest więc bardzo cenne i odzwierciedla proces projektowania skoncentrowanego na człowieku oraz wartości Forda – powiedział Fields-Smith.

Kolejne nagrody przyznano: za projekt wnętrza autorstwa Olivii Goldsmith, wykorzystujący interaktywną deskę rozdzielczą, nastrojowe oświetlenie i świecące w ciemności fotele; oraz „bąbelkowy” fotel autorstwa Lili Chen, który dostosowuje się do kształtu ludzkiego ciała, aby zmniejszyć zmęczenie i podnieść komfort. Inne zgłoszenia obejmowały wnętrza, które wykorzystują materiały ekologiczne i pochodzące z recyklingu, zwracają uwagę na komfort psychiczny i dobre samopoczucie oraz są interaktywne, przez co zapewniają możliwość zabawy i gier.

– Podczas gdy wiele zgłoszeń dotyczyło materiałów i oświetlenia, wyróżniało się jedno, biorące pod uwagę system mobilności, które oferuje rozwiązanie namacalnego problemu: poprawę sytuacji pragnących podróżować osób niepełnosprawnych, problemu istotnego dla Londynu i innych dużych miast, gdzie środki masowego transportu nie są odpowiednie dla tej często marginalizowanej części społeczeństwa – powiedział McLachlan.

Polacy odwykli od restauracji – ruch w gastronomii rośnie, jednak nadal nie wrócił do poziomu sprzed pandemii

Z końcem kwietnia, po pół roku zamknięcia, rząd podjął decyzję o częściowym zniesieniu obostrzeń dla gastronomii. Od 15 maja zaczęły działać ogródki a 28 maja nastąpiło pełne otwarcie. Jednak odwiedzających brakuje.

Analiza została przeprowadzona przez placeme w oparciu o dane lokalizacyjne z telefonów komórkowych, na próbie 3 mln urządzeń w okresie od stycznia 2020 do czerwca 2021 roku.

Otrzymane dane o ruchu w lokalach gastronomicznych nie są optymistyczne. Jeszcze na tydzień przed pierwszym lockdown’em lokale odnotowały spadek ruchu o niemal 30 proc. w porównaniu do okresu przed pandemią a częściowe otwarcie restauracji 18 maja przywróciło ruch do poziomu nadal o 5 proc. niższego niż przed zamknięciem.

Polacy odwykli od restauracji

Maj – czerwiec 2021: powolna regeneracja gastronomii

15 maja 2021 roku otwarte zostały ogródki gastronomiczne a dwa tygodnie później – także lokale, co wpłynęło na zwiększenie liczby odwiedzających te miejsca. Najwięcej zyskały w tym czasie kawiarnie, gdzie ruch wzrósł o niemal 30 proc.

· Wygląda na to, że konsumenci najbardziej tęsknili za kawą. Dodatkowo zmianom w obostrzeniach sprzyjała dobra pogoda, co zachęcało do spędzania czasu poza domem – mówi Weronika Czaplewska menadżerka strategiczna i operacyjna w placeme, firmie specjalizującej się w usługach typu location intelligence. Ponadto skok w ruchu wynika również z udostępnienia odwiedzającym także powierzchni wewnątrz lokali, co siłą rzeczy pozwoliło placówkom przyjąć więcej gości, a tym samym zwiększyć swój dochód – dodaje ekspertka placeme.

IV tydzień maja 2021 roku przyniósł wzrósł ruchu o ponad 7 proc., a w następnym lokale odnotowały kolejne ponad 25,2 proc. więcej odwiedzających. Z danych, które zebraliśmy wynika, że ruch w gastronomii rośnie, jednak nadal nie wrócił do poziomu sprzed pandemii – mówi Weronika Czaplewska z placeme.

Dane z KAS: Większość donosów jest bezużyteczna. Tylko 10-15% zawiera cenne informacje

Jak wynika z danych z izb administracji skarbowej, w pierwszym kwartale br. liczba złożonych donosów spadła o ok. 7% w porównaniu z początkiem 2020 roku. Ostatnio najwięcej informacji sygnalnych wpłynęło do jednostek KAS w województwie mazowieckim, gdzie takich przypadków odnotowano o ponad 15% więcej niż wcześniej. Na tym obszarze zaledwie do 10% donosów znajduje potwierdzenie w rzeczywistości, a w woj. śląskim – średnio 15%. Jednak sprawdzane są wszystkie sygnały, również anonimowe, a nawet te z fikcyjnymi danymi.

Według danych zebranych we wszystkich izbach administracji skarbowej, w pierwszym kwartale br. złożono ok. 11,5 tys. donosów do podjęcia działań przez urzędy skarbowe oraz urzędy celno-skarbowe. Informacji sygnalnych wpłynęło więc mniej o ok. 7% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Wówczas było ich 12,2 tys.

– Być może w czasie pandemii jest mniej powodów do tego, żeby składać donosy, bo gospodarka nie funkcjonuje tak jak wcześniej. Ponadto rzadziej dochodzi do interakcji międzyludzkich. Na pewno instytucji donosów nie należy nadużywać ani robić z niej narzędzia zemsty. Ona ma po prostu poprawiać funkcjonowanie państwa – komentuje dr Jacek Matarewicz, partner w Kancelarii Ożóg Tomczykowski, ekspert BCC.

Z przekazanych danych wynika, że w pierwszym kwartale br. najwięcej donosów wpłynęło do jednostek KAS w woj. mazowieckim – 2620, co oznacza wzrost o ponad 15% (w analogicznym okresie 2020 roku – 2272). Dalej w zestawieniu znajdują się urzędy z woj. śląskiego – ok. 1400 (wcześniej ok. 1500), dolnośląskiego – 994 (1135), małopolskiego – 945 (986) i wielkopolskiego – 885 (1111). Jak informuje Justyna Pasieczyńska z Izby Administracji Skarbowej w Warszawie, w województwie mazowieckim potwierdzonych zostaje nie więcej niż 10% informacji sygnalnych wpływających do urzędów.

– Większość spraw podnoszonych w donosach nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości. Przykładowo, z donosu wynika, że podatnik nie opodatkowuje dochodów z najmu. Tymczasem do urzędu skarbowego składane są zeznania podatkowe i odprowadzany z tego tytułu podatek. Można przyjąć, że średnio 15% zawiadomień ujawnia faktyczne nieprawidłowości – zaznacza Michał Kasprzak z Izby Administracji Skarbowej w Katowicach.

Zdaniem eksperta z Kancelarii Ożóg Tomczykowski, wskaźniki na poziomie 10-15% słabo świadczą o naszym społeczeństwie. Zgłoszenia motywowane są niskimi pobudkami, często wynikającymi z ludzkich słabości, a nie troską o lepsze funkcjonowanie państwa. Z kolei Kinga Błaszczyńska z Izby Administracji Skarbowej w Bydgoszczy zaznacza, że treść i sposób formułowania donosów wskazuje często na emocjonalny stosunek zawiadamiającego. Można się zatem domyślać, że informacje najczęściej przekazują osoby skonfliktowane ze sobą, często spokrewnione. Są to też sąsiedzi, byli wspólnicy lub pracownicy.

– Wszystkie donosy są weryfikowane, jednak na różne sposoby. Mogą to być np. czynności analityczne lub sprawdzające. Stosowana jest też kontrola podatkowa. W całym 2020 roku w wyniku postępowań spowodowanych donosami wykryto w woj. małopolskim nieprawidłowości podatkowe na kwotę ponad 1,4 mln zł – podkreśla Konrad Zawada z IAS w Krakowie.

Z kolei Michał Kasprzak wskazuje najczęstsze przykłady spraw, które są ujawniane dzięki donosom. To nieopodatkowanie dochodów z najmu, nieewidencjonowanie przychodów z działalności gospodarczej czy niewydawanie paragonów. Ponadto wykrywana jest nieopodatkowana sprzedaż na platformach aukcyjnych. Ujawniane jest też prowadzenie działalności gospodarczej bez zarejestrowania, np. warsztatów samochodowych lub usług kosmetycznych. Ekspert dodaje, że jedna z ciekawszych spraw, które zostały pozytywnie zweryfikowane i znalazły potwierdzenie w rzeczywistości, dotyczyła wydatków związanych z prywatnymi wycieczkami zagranicznymi. Zostały one ujęte w kosztach uzyskania przychodów z działalności gospodarczej.

– Wśród kierowanych do jednostek KAS informacji sygnalnych są zarówno anonimowe, jak i podpisane, przy czym te zawierające faktyczne dane nadawcy stanowią zdecydowaną mniejszość. Systematycznie zwiększa się liczba tzw. donosów podpisanych fikcyjnymi danymi. Dla przykładu, ostatnio w jednej sprawie wpłynęły analogiczne informacje od trzech różnych informatorów. Jednak żaden z nich nie podał swoich prawdziwych danych – zaznacza Kinga Błaszczyńska.

KAS ma dostęp do różnego rodzaju danych m.in. od pracodawców, urzędów miast, gmin, organów rentowych, co podkreśla Michał Kasprzak. Pozwala to w większości przypadków na weryfikację składanych przez podatnika deklaracji bez konieczności jego bezpośredniego udziału. Ale zdarza się, że organy skarbowe nie są właściwe do rozpatrzenia złożonego doniesienia. Wtedy materiał przekazywany jest innym służbom, np. Państwowej Inspekcji Pracy, policji czy sanepidowi.

– Nie jestem zwolennikiem rezygnowania ze zgłoszeń czy ich bagatelizowania, bo czasami rzeczywiście one mogą nieść interesujące treści. Jednak społeczeństwo musiałoby dojrzalej podchodzić do tego, żeby to rzeczywiście była pomoc dla organów państwa. To są mechanizmy stosowane i akceptowane w demokratycznych krajach. U nas jeszcze nie jest to używane tak, jak należy – podsumowuje dr Matarewicz.

Tomasz Mrysz nowym członkiem zarządu ds. sprzedaży i marketingu w IPOPEMA TFI

Rada Nadzorcza IPOPEMA TFI S.A. powołała w skład zarządu dodatkową osobę odpowiedzialną za obszar sprzedaży i marketingu. Nowa funkcja sygnalizuje nacisk Towarzystwa na dalsze wzmocnienie kompetencji w zakresie budowy sieci sprzedaży i promocji usług inwestycyjnych wśród instytucji finansowych oraz niezależnych dystrybutorów.

– Nowe stanowisko jest odpowiedzią na dynamicznie zmieniające się otoczenie rynkowe, rosnącą konkurencję oraz potrzebę jeszcze mocniejszego wsparcia na poziomie dystrybucji i promocji usług naszego Towarzystwa nie tylko wśród partnerów biznesowych, lecz również inwestorów indywidualnych. Mówiąc wprost, naszym absolutnym priorytetem jest wzrost w obszarze funduszy rynku kapitałowego – podkreśla Jarosław Wikaliński, prezes IPOPEMA TFI.

Z dniem 1 lipca nowe stanowisko powierzono Tomaszowi Mrysz, ekspertowi z 20 letnim doświadczeniem na rynku finansowym w Polsce. Od 2020 roku Tomasz Mrysz jest związany z IPOPEMA TFI, gdzie zarządza Departamentem Sprzedaży i Marketingu, nadzorując współpracę z Klientami Towarzystwa oraz dystrybutorami. W ramach wykonywanych czynności, Tomasz Mrysz jest odpowiedzialny za realizację strategii marketingowej Towarzystwa.  Wcześniej związany był z BNP Paribas Bank Polska S.A. oraz Raiffeisen Bank Polska S.A. działając w segmencie najbardziej zamożnych Klientów.  W ramach tych organizacji, jednych z największych private bankingów w Polsce, zarządzał ogólnopolską siecią sprzedaży oraz współtworzył strategię dla tego segmentu Klientów. Instytucje finansowe, w których pracował, były doceniane przez rynek i klientów m.in. za najlepsze standardy jakości obsługi.

– Nowe stanowisko członka zarządu jest odzwierciedleniem coraz większej roli jaką pełni sieć dystrybucji i promocja funduszy rynku kapitałowego w miksie produktowym naszego TFI. To nie tylko awans w strukturach, lecz ogromne wyzwanie, jakie postawiono przede mną i całym zespołem. Uważam jednak, że cele, jakie sobie stawiamy, są w naszym zasięgu i z racji na potencjał przychodowości i marżowości, powinny w niedługiej perspektywie przełożyć się na istotny wzrost wartości naszej spółki dla naszego akcjonariusza – dodaje Tomasz Mrysz.

Tomasz Mrysz jest absolwentem wydziału Zarządzania i Marketingu Akademii Ekonomicznej w Krakowie, a także certyfikowanym Europejskim Doradcą Finansowym fundacji EFPA.

Więcej jakości w kalendarzu

Dolar zwycięsko zakończył kwartał, co jednak przy braku istotnych wydarzeń raczej jest skutkiem portfelowych przetasowań. Od dziś kalendarz makro wyraźnie nabiera jakości, podkręcając dyskusję o przyszłej ścieżce polityki monetarnej. Złoty stabilny w obliczu mieszanych danych.

Pozycjonowanie na koniec miesiąca pomogło dolarowi umocnić się do głównych walut. Brak istotnych wydarzeń w pierwszej części tygodnia skłoniło inwestorów do szukania byle informacji mogącej nadać chociaż odrobine kierunku. W tym kontekście przewagę mają raporty o rozprzestrzenianiu się wariantu Delta wirusa, nawet jeśli w kontrze podkreślana jest skuteczność szczepionek w ochronie przed wirusem, a także niskie współczynniki hospitalizacji wśród zakażonych. Ale kiedy inwestorzy gorąco debatują nad przyszłością USD, a dokładniej nad kierunkiem polityki Fed, każdy skrawek informacji mogący przechylić szalę między risk-on a risk-off zyskuje na znaczeniu. Stąd łatwiej było pchnąć USD na wyższe poziomy w ramach redukcji ryzykownych pozycji.

Czy ten mini-trend się utrzyma będzie zależeć od napływających danych z USA. Dziś w kalendarzu widnieje raport ISM dla przemysłu poprzedzony podobnym, a jednak traktowanym drugorzędnie indeksem PMI. Indeks ISM dla przemysłu jest na wysokich poziomach (powyżej 60), więc nawet jeśli czerwcowe dane pokażą kilkupunktowy spadek, dalej będzie to świadczyć o imponującym tempie ekspansji. Ewentualne spadki będą wynikać z problemów z podtrzymaniem produkcji w obliczu zakłóceń w dostawach, zatem same w sobie nie muszą mieć negatywnego wydźwięku. Inwestorzy będą też analizować subindeks kosztów jako barometr przyszłej presji inflacyjnej. Jednak na pierwszym planie jest rynek pracy. W maju subindeks zatrudnienia ledwo wskazywał wzrost (50,9), choć przyrost miejsc pracy nie wynika z braku chęci firm, ale z niedostatecznej odpowiedzi po stronie podaży. Amerykanie niechętnie chcą rezygnować z hojnych zasiłków, które w niektórych stanach będą wypłacane jeszcze do września. To także stanowi główne ryzyko dla jutrzejszego raportu NFP. Słabe dane wstrzymają plany Fed na rzecz wcześniejszego startu redukcji programu skupu aktywów, co zaszkodzi dolarowi. Wczoraj raport ADP nie dał jasnych wskazówek, czego możemy się jutro spodziewać. Według ADP w czerwcu zatrudnienie w sektorze prywatnym USA zwiększyło się o 692 tys., prawie o 100 tys. więcej niż zakładał konsensus. Jednak dane majowe zostały zrewidowane w dół do 886 tys. z 978 tys., co znosi pozytywny wydźwięk liczb czerwcowych.

EUR/PLN rozpoczyna lipiec od krążenia wokół 4,52, a dane makro w zdecydowanie mniejszym stopniu mają tutaj znaczenie. Czerwcowy PMI dla polskiego przemysłu na 59,4 ustanowił nowy rekord. Silny wzrost zamówień napędza produkcję i zatrudnienie, ale zakłócenia w łańcuchach dostaw generują rekordowe zaległości, a deficyt materiałów podbija inflację kosztów. W danych odbija się schemat trendów globalnych, co powoduje, że efekt zaskoczenia rekordowym odczytem jest osłabiony i dlatego reakcja złotego jest stłumiona. Mogłoby być inaczej, gdyby na rynku wzrastały oczekiwania odnośnie możliwych zmian w polityce pieniężnej. Jednak wczorajszy silniejszy od oczekiwań spadek CPI (w czerwcu 4,4 proc. r/r z 4,7 proc., prog. 4,6 proc.) odebrał paliwo spekulacjom na rzecz jastrzębiego zwrotu RPP na najbliższym posiedzeniu. Mimo że inflacja wciąż pozostaje powyżej celu (2,5 proc. +/- 1 pp.), gołębie w Radzie Polityki Pieniężnej zyskały argument przeciw szybszym podwyżkom stóp procentowych. Nie widzę w tym od razu impulsu, by sprzedawać złotego w stronę 4,55, gdyż nie przemawiają za tym silne fundamenty gospodarcze Polski oraz globalny apetyt na ryzyko. Z drugiej strony ponowienie czerwcowych minimów (~4,45) odsuwa się w czasie, gdyż w regionie lepiej wyglądają CZK i HUF, których banki centralne już rozpoczęły cykle podwyżek stóp procentowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Z diesla na LNG, czyli kluczowy ruch w transportowej wadze ciężkiej

Ciężarówki zasilane dieslem to standard zarówno w Polsce, jak i Europie, gdzie stanowią one ponad 97 proc. Tymczasem odważne deklaracje producentów oraz prawne regulacje zakładają zeroemisyjny transport w ciągu kilkunastu lat. Pierwszym ważnym krokiem w stronę ograniczenia emisji CO2 jest przejście z diesla na LNG. Jak to zrobić i jakie może to przynieść korzyści?

Europejski Zielony Ład – dokument, który zmieni branżę

Według danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, podanych przez Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych, w marcu 2020 roku w Polsce było 2848 samochodów ciężarowych zasilanych na paliwo z gazu ziemnego, w tym również LNG. Obecnie standardem w branży TSL są pojazdy z silnikiem diesla, które w Europie stanowią aż 97 proc. samochodów ciężarowych. Polska branża transportu ciężkiego ma obowiązek uwzględniania zaleceń Unii Europejskiej dotyczących redukowania poziomu emisji CO2. Głównym założeniem działania Komisji Europejskiej jest ograniczenie gazów cieplarnianych o 55 proc. do 2030 r. oraz osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r. Z dokumentu Europejski Zielony Ład wynika, że niezbędna jest 90-proc. redukcja emisji CO2 do 2050 r. z całego transportu, a co więcej niemal wszystkie samochody osobowe, samochody dostawcze, autobusy oraz nowe pojazdy ciężkie powinny wówczas być bezemisyjne.

Jedną z coraz popularniejszych metod na ograniczenie emisji szkodliwych substancji do atmosfery a jednocześnie wykonanie pierwszego ważnego kroku dla neutralności emisyjnej, jest wdrażanie pojazdów zasilanych paliwem LNG. Firmy transportowe dopiero zyskują wiedzę odnośnie kosztów związanych z wykorzystaniem skroplonego gazu ziemnego jako napęd w ciężarówkach.

– Branża transportowa obecnie generuje ok. 20 proc. światowej emisji CO2. Spodziewamy się, że regulacje prawne oraz potrzeby dostosowania się przedsiębiorstw z branży TSL do norm emisji wpłyną na wzrost wykorzystania pojazdów napędzanych LNG. Już teraz można korzystać z ponad 400 stacji LNG na terenie całej Europy. Infrastruktura stacji LNG cały czas rozwija się zarówno w Polsce, jak i pozostałych krajach UE, a biorąc pod uwagę silną pozycję polskiego transportu, rodzime firmy mogą wyznaczać trendy. Po kilku miesiącach użytkowania floty napędzanej LNG widzimy istotne zalety zmiany – mówi Małgorzata Bilska, Dyrektor ds. sprzedaży i współpracy z zagranicą w Duon Logistyka sp. z o.o.

LNG a zwolnienie z części kosztów

Przedsiębiorcy korzystający z pojazdów zasilanych gazem już teraz mogą liczyć na benefity na zachodzie Europy. Przykładowo w Niemczech są oni zwolnieni z opłat drogowych do końca 2023 roku, a podobne plany ma m. in. rząd włoski. Eksperci z Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych wskazują, że również w Polsce wprowadzenie systemu subsydiów jest kwestią czasu. Przemawiają za tym dwa główne argumenty: wymogi stawiane Polsce przez UE w zakresie ograniczania emisji spalin oraz właśnie coraz bardziej powszechne dopłaty lub zwolnienia z opłat w pozostałych krajach Europy. Co więcej, polscy przedsiębiorcy z branży TSL odgrywają ważną rolę na tle reszty krajów Unii. Według danych z raportu „Vehicles in use – Europe 2019”, polska flota to aż 1,2 mln pojazdów do transportu ciężkiego, co stawia nasz kraj na pierwszym miejscu we wspólnocie pod względem liczebności.

Niskie koszty silnika zasilanego paliwem LNG

Wykorzystanie paliwa LNG w bieżącej pracy jest korzystne zarówno dla przedsiębiorstw o większej flocie, jak i w przypadku firm rodzinnych, które mogą zrzeszać się w grupy zakupowe. Jaka może być skala oszczędności?

Otóż średni stosunek spalania skroplonego gazu ziemnego do oleju napędowego (ON) – przy ładunku 15,3 t – wynosi 82 proc. Co więcej, testy przeprowadzone przez TRANS Info wykazały, że koszt zakupu pojazdu z silnikiem na LNG zwraca się już po 20 miesiącach użytkowania. To z kolei przekłada się na niższy całkowity koszt posiadania. Kolejne oszczędności wynikają z niższych kosztów towarzyszących i kosztów paliwa. Cena LNG może być bowiem nawet o 30 proc. niższa od oleju napędowego.

Zamiana silnika z diesla na LNG

Standardowy, powszechnie używany w branży TSL silnik diesla spala wyłącznie olej napędowy. Istnieje jednak możliwość przerobienia używanego silnika diesla na silnik spalający jednocześnie olej napędowy i paliwo LNG – po przebudowie uzyskamy silnik dwupaliwowy.

Porównanie silników diesla i silników LNG wypada korzystnie dla tych drugich także dzięki możliwości uzyskania ewentualnych oszczędności wynikających z braku potrzeby korzystania z AdBlue.

Otóż w większości silników napędzanych LNG nie stosuje się AdBlue, więc w zależności od wybranego producenta można zaoszczędzić także na braku potrzeby dolewania tej cieczy ograniczającej emisję szkodliwych związków chemicznych. Gaz ziemny bowiem ich nie posiada.

Przejście na silnik hybrydowy LNG jest szczególnie korzystne właśnie w przypadku samochodów przeznaczonych do transportu ciężkiego, dla których operacja zmiana mechanizmu silnika zwróci się z nawiązką już po 20-miesięcznym okresie eksploatacji pojazdu.

Branżowi eksperci uważają, że przyszłość należy do paliw nieemisyjnych, czyli np. biogazu czy wodoru. Jednak zanim to nastąpi, konieczne będzie wykorzystywanie innych alternatyw, jak gaz ziemny.

W ciągu najbliższych pięciu lat co najmniej 3 istotne obszary sektora medycznego zostaną zrewolucjonizowane przez nowe technologie

Wśród różnych konsekwencji pandemii koronawirusa, szczególnie często wymienia się gwałtowne przyspieszenie rozwoju innowacji technologicznych. Sytuacja epidemiczna spowodowała znaczące zmiany także w sektorze medycznym. W Polsce liczba osób, które skorzystały z przynajmniej jednej e-usługi z różnych obszarów gospodarki, czyli m.in. możliwości cyfrowej opieki zdrowotnej, wzrosła z przed-epidemicznego poziomu 66 proc. do prawie 80 proc., co przekłada się na 6,6 miliona nowych użytkowników[1]. Można przyjąć, że jest to dopiero początek nadchodzących zmian – Krajowy Plan Odbudowy przewiduje bowiem inwestycje o wartości blisko 20 mld PLN w unowocześnienie systemu opieki medycznej, w tym również jego dalszą cyfryzację[2]. Jak zatem będzie wyglądał sektor zdrowotny po pandemii?

Wartość globalnego rynku opieki zdrowotnej online ma rosnąć w tempie 14,5 proc. rok do roku. Taki wzrost utrzyma się przynajmniej do końca 2027 roku, kiedy to, według prognoz Valuates Reports, sektor osiągnie wartość 230,6 mld USD. Potencjał jest ogromny i widzą to także sami pacjenci, którzy dostrzegają, że nowe technologie medyczne są niezbędnym składnikiem poprawy skuteczności i bezpieczeństwa systemu ochrony zdrowia. Rosnące oczekiwania klientów w tym zakresie napędzają zmiany w sektorze, a liderem tych zmian są obecnie prywatne sieci medyczne – mówi Artur Białkowski, Dyrektor Zarządzający ds. Usług Biznesowych z Medicover Polska.

Które obszary opieki zdrowotnej w ciągu najbliższych lat zmienią się najbardziej dzięki nowym technologiom? Eksperci KIR, firmy aktywnie wspierającej procesy cyfryzacji w gospodarce i administracji, wskazują trzy dziedziny, w których już za kilka lat będą panowały inne standardy niż przed pandemią.

Zdalne porady i opieka na odległość

W trakcie pandemii wizyty online stanowiły ponad 8 na 10 kontaktów z poradniami Podstawowej Opieki Zdrowotnej [3]. Nowe formy kontaktu z lekarzami, niewymagające wizyty w placówce medycznej lub czekania w kolejce, spodobały się polskim pacjentom. 92 proc. z nich deklaruje, że teleporady pomogły im skutecznie rozwiązać zgłaszane problemy zdrowotne[4]. W rezultacie aż 87 proc. Polaków pozytywnie ocenia udogodnienia oferowane przez telemedycynę[5].

Równolegle zwiększa się wartość rynku produktów, umożliwiających monitorowanie stanu pacjenta na odległość – do końca 2027 roku na całym świecie ma być on wart 43 mld USD[6]. Już teraz ponad połowa amerykańskich szpitali dysponuje systemami, które umożliwiają zdalne sprawdzanie stanu zdrowia[7]. Dzięki temu można optymalizować działania służb medycznych: szybciej interweniować w nagłych sytuacjach, zmniejszyć przepełnienie szpitali, a nawet zaopiekować się na odległość pacjentem potrzebującym pomocy.

Obszar telemedycyny zgłębiamy od ponad 10 lat. Pandemia była więc katalizatorem dalszego dynamicznego rozwoju naszej oferty usług telemedycznych. Pozwoliła nam również wzmocnić model opieki nad pacjentem, opierający się na połączeniu wizyt stacjonarnych z teleporadami. Tylko w minionym roku wyposażyliśmy blisko 3 tysiące lekarzy w narzędzie telemedyczne, co pozwoliło w bardzo szybkim czasie na uruchomienie bezpiecznych porad telefonicznych, zarówno z lekarzami internistami, rodzinnymi, jak i specjalistami. Pacjenci bardzo docenili taką formą leczenia. Obecnie zauważamy, że liczba teleporad kształtuje się na podobnym poziomie do liczby wizyt stacjonarnych. Ponadto w Medicover aktywnie testujemy i wdrażamy nowe rozwiązania z zakresu zdalnej diagnostyki (m.in. Pregnabit, CarnaLife System, Higo, TytoCare), co wzbogaca naszą ofertę i podnosi poziom opieki medycznej w naszych centrach medycznych – komentuje dr n.med. Piotr Soszyński, Dyrektor ds. Strategicznego Doradztwa Medycznego w Medicover Polska.

Digitalizacja dokumentacji i procesów

Ze względu na pandemiczne obostrzenia, 56 proc. ankietowanych Polaków miało problemy z załatwieniem codziennych spraw, np. z powodu zamknięcia placówki usługowej – i najczęściej dotyczyło to placówek opieki zdrowotnej (44%)[8]. Jednak to szybko się zmienia. W ślad za rosnącą popularnością konsultacji lekarskich online oraz zdalnej opieki zdrowotnej, postępuje upowszechnianie cyfryzacji – również w placówkach publicznych.

Digitalizacja dokumentów, takich jak wyniki badań czy historii leczenia medycznego sprawi, że będziemy mieli łatwy wgląd do ważnych dla nas danych z każdego zakątka świata – potrzebne będzie tylko urządzenie z dostępem do Internetu. Przykładów otwartości na tego typu rozwiązania nie trzeba daleko szukać – już blisko 10 mln Polaków aktywowało Internetowe Konto Pacjenta[9], m.in. za pośrednictwem mojeID – usługi zdalnego potwierdzania tożsamości dostarczanej przez KIR. Z kolei wśród kadry medycznej, rośnie liczba użytkowników podpisu elektronicznego, który jest wykorzystywany m.in. do wystawiania e-recept, podpisywania dokumentacji medycznej czy wyników badań. Dzięki temu pacjenci mogą mieć do nich sprawny dostęp. Standardem w niedalekiej przyszłości będzie możliwość umawiania wizyt online i przeglądania w jednym miejscu swojej historii medycznej ze wszystkich placówek, niezależnie od tego, czy korzystamy z prywatnej czy publicznej opieki zdrowotnej.

Rozwój e-medycyny jest kwestią bezdyskusyjną. Po pandemii wiele dzisiejszych nowości w tej dziedzinie dla nas, jako pacjentów, stanie się standardem. Jednak wdrażając nowe rozwiązania, placówki i instytucje branżowe muszą pamiętać o odpowiedzialności jaka się z tym wiąże i konieczności zadbania o bezpieczeństwo i komfort osób korzystających z tych innowacji. Dzięki takim rozwiązaniom, jak elektroniczna weryfikacja tożsamości czy mobilny podpis elektroniczny, jest to łatwiejsze, a placówki, które je wdrażają, mogą liczyć na wzrost zaufania pacjentów – podkreśla Piotr Wichowski, dyrektor Linii biznesowej usługi identyfikacji w KIR.

Cyberbezpieczeństwo w ochronie zdrowia

Fundamentem rozwoju technologii w medycynie, obok wdrażania odpowiednio skonstruowanych cyfrowych innowacji, jest zaufanie. Bez zaufania – pacjentów do e-usług medycznych, systemu opieki zdrowotnej do dostawców usług cyfrowych, placówek medycznych do nowych rozwiązań – nie będzie możliwe upowszechnienie medycyny w zdalnej wersji. Zaufanie wiąże wszystkie zaangażowane strony, ale odpowiedzialność za zaprojektowanie systemu gwarantującego bezpieczeństwo danych w sieci, należy do partnera technologicznego, który musi mieć właściwe kompetencje i doświadczenie. W ciągu ostatnich 6 miesięcy o 58 proc. wzrosła liczba ataków typu ransomware[10], a tylko w pierwszej połowie 2020 roku w wyniku cyberataków z internetowych baz wyciekło 36 mln rekordów danych[11]. W przypadku silnie regulowanego sektora medycznego, w którym stawką jest zdrowie i życie ludzkie, cyberprzestępczość stanowi wyjątkowo istotny problem. Tymczasem w ostatnim roku w tej branży na całym świecie odnotowano wzrost przypadków złamania zabezpieczeń o 55,2 proc. w porównaniu do roku poprzedniego[12].

Obawy o bezpieczeństwo mogą okazać się istotną barierą dla rozwoju telemedycyny. Już dzisiaj, w sytuacji, gdy placówki udostępniają coraz więcej możliwości kontaktu online, ponad połowa badanych Polaków ma problem z jednoznaczną deklaracją czy postrzegają cyfrową identyfikację tożsamości w sieci jako bezpieczną[13].

Dlatego tak ważne jest korzystanie z rozwiązań zgodnych z przepisami, zarówno krajowymi jak i unijnymi – mówi Piotr Wichowski, dyrektor Linii biznesowej usługi identyfikacji w KIR.

Tylko wdrażanie bezpiecznych narzędzi, zgodnych z obowiązującymi regulacjami w zakresie identyfikacji elektronicznej, zapewnia wiarygodność uwierzytelniania. Dlatego wybierając partnera technologicznego warto zweryfikować rzeczywiste kompetencje, sprawdzić już zrealizowane projekty, zasięgnąć opinii klientów – dodaje.

Agencja Moody’s potwierdza rating PGE na poziomie Baa1 z perspektywą stabilną

Agencja ratingowa Moody’s Investors Service potwierdziła rating dla PGE Polskiej Grupy Energetycznej na poziomie Baa1 oraz jego stabilną perspektywę.

Zgodnie z opinią wydaną przez instytucję potwierdzenie nadanego ratingu uwzględnia aktualny silny profil finansowy PGE, dający spółce elastyczność w realizacji szerokiego programu inwestycyjnego oraz umożliwiający przeciwstawienie się potencjalnym zmianom na polskim rynku energii elektrycznej.

Zewnętrzna ocena Agencji Moody’s naszej pozycji finansowej konsekwentnie wzmacnia wiarygodność Grupy PGE i naszego planu neutralności klimatycznej, co ma szczególny wymiar w okresie dynamicznych przemian polskiej energetyki. Traktujemy transformację energetyczną w kategorii szans rozwoju, które jesteśmy zdeterminowani wykorzystać –  powiedział Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Według Moody’s dodatkowym wsparciem dla pozycji PGE ma być rządowy plan transformacji sektora elektroenergetycznego. Wydzielenie aktywów węglowych ze struktury Grupy wzmocni jej profil, a PGE będzie w stanie zrealizować strategię korporacyjną, koncentrującą się na zwiększeniu, i tak już wysokiego, udziału regulowanych przychodów z działalności dystrybucyjnej i ciepłownictwa oraz na wzrost produkcji ze źródeł odnawialnych do poziomu około 7650 MW .