Nie można pozbawiać firmy prawa do pełnego odliczenia VAT od wydatku tylko dlatego, że korzyść z niego odniosła też osoba trzecia

Deweloper sprzedaje lokale mieszkalne wyodrębnione w budynkach wielomieszkaniowych, wybudowanych na gruntach należących do osób trzecich. Przy prowadzeniu tej działalności ponosi wydatki niezbędne do zawarcia transakcji sprzedaży, które skutkują też korzyścią dla osób trzecich, np. na reklamę nieruchomości, a więc częściowo i reklamę nienależących do dewelopera gruntów. Trybunał Sprawiedliwości UE rozstrzygnął, czy przedsiębiorca ma możliwość pełnego odliczenia VAT z tytułu tych wydatków, czy też nie.

Kto inny sprzedawał mieszkania, a kto inny grunty

Belgijska spółka prowadzi działalność gospodarczą polegającą na budowie i sprzedaży lokali w budynkach wielomieszkaniowych. Ze względu na to, że budynki są wznoszone na gruntach stanowiących własność osób trzecich, niepodzielne udziały w prawie własności gruntów przypadające na mieszkania sprzedawane są bezpośrednio przez właścicieli gruntów. Spółka sprzedaje lokale mieszkalne osobom fizycznym nieprowadzącym działalności gospodarczej i ponosi przy tym wydatki m.in. na reklamę, koszty administracyjne czy prowizje biur nieruchomości. Deweloper w całości odlicza VAT naliczony na dokumentujących te wydatki fakturach.

Organ zażądał ponad 90 tys. euro zwrotu

W wyniku przeprowadzonej w spółce kontroli podatkowej organ stwierdził, że deweloper może odliczać naliczony VAT jedynie w zakresie, w jakim dotyczy on sprzedaży budynków wzniesionych przez firmę. Organ ograniczył zatem zakres prawa do odliczenia VAT przyznanego tej spółce poprzez zastosowanie do kwoty naliczonego VAT ułamka, którego licznik stanowiła cena budynku, a mianownik – cena budynku dodana do ceny gruntu. W rezultacie belgijski fiskus domagał się od spółki zapłaty kwoty 92 313,99 euro z tytułu nienależnie odliczonego VAT, wraz z odsetkami i dodatkowymi grzywnami.

Charakter drugorzędny korzyści

Spółka zapłaciła objętą nakazem zapłaty kwotę, której zażądał organ. Ale jednocześnie wniosła od niego sprzeciw, domagając się jej zwrotu. Belgijski sąd I instancji przychylił się do sprzeciwu dewelopera. Uznał, że sprzedaż budynku, jak i gruntu stanowi jedną i tę samą dostawę nieruchomości, dlatego sporne, a poniesione przez sprzedającego koszty reklamy, prowizji agentów nieruchomości i administracyjne sprzedający ten może w całości klasyfikować jako dotyczące jego jedynej działalności gospodarczej, czyli budowy i sprzedaży lokali mieszalnych. W opinii sądu okoliczność, że ww. właściciele gruntów mogli czerpać korzyści z nabywanej przez dewelopera reklamy czy z usług zatrudnionych przez niego pośredników w obrocie nieruchomościami, jest korzyścią drugorzędną względem potrzeb, jakie wydatki te zaspokajały w odniesieniu do dewelopera.

Apelacja na korzyść fiskusa

Od powyższego wyroku odwołał się organ, a sąd apelacyjny podzielił jego stanowisko, wskazując, że pomimo istniejącego związku między sprzedażą budynków a sprzedażą gruntów nie jest on bezpośredni i ścisły. A spółka deweloperska miała możliwość refakturowania na właścicieli gruntów części kosztów reklamy, administracyjnych i pośredników w obrocie nieruchomościami, bowiem zasadniczo to oni powinni te koszty ponieść w zakresie, w jakim dotyczyły sprzedaży ich gruntów.

Nie można pozbawiać przedsiębiorcy prawa do pełnego odliczenia VAT od wydatku tylko dlatego, że ktoś inny również odniósł z niego drugorzędną korzyść

Deweloper wniósł skargę kasacyjną. Belgijski sąd kasacyjny, rozpoznając sprawę, zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości UE z pytaniem prejudycjalnym o wyjaśnienie, czy unijna dyrektywa VAT nie sprzeciwia się pełnemu odliczeniu VAT w sytuacji, gdy odliczenie to dotyczy poniesionego przez przedsiębiorcę wydatku, a który przynosi korzyść również osobie trzeciej, jak miało to miejsce w opisanej sprawie, pod warunkiem, że wystąpi bezpośredni i ścisły związek pomiędzy tym wydatkiem a działalnością gospodarczą przedsiębiorcy, zaś korzyść osoby trzeciej jest drugorzędna względem potrzeb przedsiębiorstwa?

Trybunał Sprawiedliwości przyznał w tym sporze, że rację ma przedsiębiorca, spółka deweloperska, która ponosiła wydatki, a z których korzyści czerpali również pośrednio właściciele gruntów, czyli osoby trzecie. W opinii Trybunału sprzeczne z unijną, ogólną i fundamentalną zasadą neutralności VAT byłoby pozbawianie podatnika możliwości pełnego odliczenia tego podatku od wydatków poniesionych na potrzeby transakcji tylko dlatego, że osoba trzecia czerpie z nich korzyść o drugorzędnym znaczeniu.

„Artykuł 17 ust. 2 lit. a) szóstej dyrektywy (…) należy interpretować w ten sposób, że okoliczność, iż poniesione przez podatnika będącego deweloperem wydatki z tytułu kosztów reklamy, kosztów administracyjnych i prowizji agentów nieruchomości, jakich dokonał on w ramach sprzedaży mieszkań, przynoszą korzyść również osobie trzeciej, nie stoi na przeszkodzie możliwości pełnego odliczenia przez tego podatnika podatku od wartości dodanej naliczonego z tytułu owych wydatków, jeżeli, po pierwsze, istnieje bezpośredni i ścisły związek pomiędzy wspomnianymi wydatkami a działalnością gospodarczą podatnika, oraz po drugie, korzyść, jaką osoba trzecia uzyskuje, ma charakter drugorzędny względem potrzeb przedsiębiorstwa podatnika” (wyrok TSUE (izba ósma) z 1 października 2020 r. w sprawie C‑405/19 Vos Aannemingen BVBA przeciwko Belgische Staat).

Podsumowanie

Co ten wyrok może oznaczać dla polskich przedsiębiorców? Jeśli któryś znalazł się w podobnej sytuacji, i organy podatkowe odmówiły mu możliwości pełnego odliczenia VAT od kosztów z uwagi na pośrednie czerpanie z nich korzyści przez osoby trzecie, ale korzyści o charakterze drugorzędnym, a koszt ten miał większe znaczenie dla przedsiębiorstwa oraz bezpośredni i ścisły związek z prowadzoną przez nie działalnością, to wydany przez TSUE wyrok może stanowić podstawę do obrony przed takimi działaniami fiskusa – zarówno w odniesieniu do już poniesionych, jak i przyszłych wydatków.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Dogecoin odbija się po tym, jak w weekend Musk pozostawiał inwestorów w niepewności

Cena Dogecoina wzrosła w poniedziałek po niestabilnym weekendzie, w którym po raz pierwszy moneta zanotowała spadek wartości po tym, jak CEO Tesli – i prywatnie fan Doge – Elon Musk zaliczył długo oczekiwany występ w amerykańskim programie Saturday Night Live”.
„Spodziewano się, że weekendowy występ będzie przełomowym momentem dla Doge, jednak podczas jednego ze skeczów Musk w żartach opisał Dogecoin jako „bajer”.

Komentarz wywołał wyprzedaż Doge’a, który spadł do 0,42 dolara, po czym jego cena wzrosła o około 25 proc. do poziomu 0,53 dolarów dziś rano.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Czy to ostatni kwartał wzrostu zysków w branży gier?

Pandemia przyniosła ogromne wzrosty branży gier komputerowych. W zeszłym tygodniu Nintendo zaprezentowało świetne wyniki sprzedaży za rok obrachunkowy zakończony 31 marca 2021 r. Spółka w pandemicznym roku sprzedała 28,8 mln konsoli Switch, a zysk operacyjny wyniósł 640,6 mld jenów (22,4 mld zł). Spółka sprzedała także 230,9 mln sztuk gier, najwięcej Animal Crossing: New Horizons (20,85 mln), Mario Kart 8 Deluxe (10,62 mln) i Ring Fit Adventure (7,38 mln). Wyniki są lepsze od wstępnych przewidywań, ale gorsze od prognoz niektórych analityków, którzy przewidywali, że spółka może sprzedać nawet ponad 30 mln konsoli.

W zeszły wtorek wyniki za pierwszy kwartał przedstawiło także studio Activision Blizzard, twórca gier Call of Duty i Candy Crush. Przychody spółki były o 16 proc. Wyższe od oczekiwań, a zysk na akcję (EPS) wzrósł o 29 proc (do 84 centów). Spółka świetnie wpisała się w potrzeby graczy, wprowadzając w marcu 2020 r. na rynek Call of Duty: Warzone. Jest to bezpłatna, ale wyposażona w mikropłatności, gra typu battle royal, wzorowana na hitowej grze Fortnite. To dzięki temu tytułowi, kwartalna liczba graczy grających w Call of Duty wzrosła do rekordowych 150 mln. Jutro natomiast poznamy wyniki finansowe Electronic Arts rywala Activision. EA planuje do końca marca 2022 r. wydanie 6 nowych gier, w tym Battlefield 6. Wyniki EA są ciekawe o tyle, że spółka cześć swoich gier na konsole oferuje także w modelu subskrypcyjnym. To może być kierunek, w jakim będą podążać inni producenci gier.

Pozostaje pytanie o to, jak będą wyglądały kolejne kwartały dla branży gier, czy otwarcie gospodarki i mniej czasu spędzanego w domu przełoży się na spadki sprzedaży gier? Jest to bardzo prawdopodobne, prognozy Nintendo wskazują, że kolejny rok przyniesie spadek sprzedaży konsoli o 11,5 proc. oraz gier o 17,7 proc..

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Nieruchomości drogie jak nigdy

W USA trwa realizacja obietnic wyborczych Joe Bidena. Jedną z nich było wsparcie dla kupujących swój pierwszy dom lub mieszkanie. W Kongresie Demokraci przedstawili już ustawy mające zapewnić dopłatę do wkładu własnego w wysokości do 25 tys. dolarów oraz ulgi podatkowe o wartości do 15 tys. dolarów. Amerykanie podobnie jak Polacy, by otrzymać kredyt mieszkaniowy, potrzebują wkładu wynoszącego 20 proc., którego uzbieranie mniej zamożnej rodzinie może zająć nawet 10 lat. Po uchwaleniu wsparcie ma dotyczyć wszystkich domów i mieszkań kupionych od początku 2021 roku.

Ten program spowoduje dalszy wzrost, już i tak wysokich za sprawą taniego pieniądza, cen nieruchomości w USA. Podobnie ma się sytuacja na świecie. Według banku UBS więcej niż połowa z 25 największych miast na świecie ociera się o bańkę na rynku nieruchomości lub ma zbyt wysokie ceny. W Polsce, mimo pandemii, mamy boom na rynku zakupu nieruchomości i kredytów. Według raportu Expandera i Rentier.io w pierwszym kwartale ceny ofertowe dużych mieszkań w Warszawie wzrosły o 10 proc. A w niektórych mniejszych miastach wzrosty były nawet wyższe. Koresponduje to z rosnącym popytem na kredyty hipoteczne, których oprocentowanie jest rekordowo niskie.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Komisja Europejska powołuje Grupę Ekspertów ds. delegowania kierowców

Margareta Przybyła reprezentująca Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych (ZMPD), Joanna Jasiewicz ze związku pracodawców „Transport i Logistyka Polska” (TLP), a także Bartłomiej Zgudziak z Grupy INELO dołączyli do Grupy Ekspertów ds. delegowania kierowców. Zespół specjalistów powołała Dyrekcja Generalna Komisji Europejskiej (DG MOVE) odpowiedzialna za transport w Unii Europejskiej.

Powstanie kolejnej grupy ekspertów działającej na rzecz sektora TSL to reakcja na zbliżający się termin wprowadzenia następnych przepisów związanych z pakietem mobilności w transporcie międzynarodowym. Do głównych zadań grupy będzie należało wsparcie KE w udzielaniu porad w zakresie przepisów socjalnych dotyczących delegowania kierowców oraz pomoc przy opracowywaniu wszelkich wytycznych w tym zakresie (pierwsze zaczną obowiązywać już od 2 lutego 2022 roku).

Nadrzędną rolą grup ekspertów tworzonych w obszarze transportu drogowego jest doradzanie Komisji Europejskiej w kluczowych dla tego sektora kwestiach. W przypadku grupy ds. delegowania kierowców, do której dołączył jeden z naszych ekspertów, Bartłomiej Zgudziak, głównym zadaniem jest regularna wymiana informacji i badanie przypadków, w których pojawią się różnice w rozumieniu, stosowaniu i egzekwowaniu nowych przepisów dotyczących delegowania pracowników. Dzięki polskiej reprezentacji, składającej się z przedstawicieli TLP, ZMPD oraz INELO mamy realny wpływ na wdrażane rozwiązania, możemy o nich dyskutować i sprawdzać ich skuteczność, patrząc z perspektywy polskich firm transportowych. Z drugiej strony przedsiębiorstwa, które nam zaufały, mogą mieć pewność, że przekazujemy im najnowsze informacje o zmianach w branży TSL podkreśla Bartosz Najman, wiceprezes Grupy INELO.

Margareta Przybyła, stały przedstawiciel ZMPD w Brukseli podkreśla:

– Powołanie tej grupy było jednym z postulatów branży wobec Komisji Europejskiej. W ramach jej działalności będziemy odpowiadać na pytania dotyczące faktycznego stosowania dyrektywy w sprawie delegowania pracowników w branży transportowej, a tych jest naprawdę mnóstwo. Przepisy powinny być egzekwowane tak samo we wszystkich krajach UE. Dlatego to bardzo ważne, że zasiądziemy przy jednym stole z ekspertami z krajów członkowskich, oczywiście online i będziemy mogli poznać ich interpretację konkretnych przepisów. To nam da przede wszystkim wiedzę o tym, czego możemy spodziewać się w poszczególnych państwach, ale także pozwoli reagować na bieżąco i miejmy nadzieję wypracować wspólne rekomendacje.

Pakiet zmian w delegowaniu pracowników branży transportowej

Nowe regulacje znacząco wpłyną na polskie firmy transportowe, zwłaszcza te, które wykonują przewozy kabotażowe (na terenie jednego kraju UE) i cross trade (z jednego kraju UE do drugiego, innego niż siedziba przewoźnika). Polscy przewoźnicy będą musieli dostosować się do nowego modelu pracy poza krajem. Zmiany, które zaczną obowiązywać już za niecały rok, będą dotyczyć przede wszystkich zasad delegowania pracowników. Dla polskich firm transportowych oznaczają m.in. znaczący wzrost kosztów wynagrodzeń.

Podstawową zmianą jest wprowadzenie przepisów uniemożliwiających zaliczanie składników wynikających z podróży służbowych (diety i ryczałty za nocleg) w skład pensji kierowcy. Pracownikowi delegowanemu za czas pracy za granicą będzie przysługiwać pełne wynagrodzenie określone przepisami kraju, w którym wykonuje usługę. To oznacza, że zniknie rozliczanie według pensji minimalnej, a pojawią się nowe obowiązki i zasady dotyczące kwestii wynagrodzeń kierowców. Za transport towarów na terenie wspólnoty przewoźnicy zapłacą stawki takie jak w kraju, w którym ich pracownicy wykonują usługę. Brak możliwości zaliczania w skład pensji należności z tytułu delegacji pracownika oznacza, że firmy będą musiały odprowadzać składki na ubezpieczenie społeczne i na podatek dochodowy od całości wypłaty. Eksperci Grupy INELO przeprowadzili symulację, z której wynika, że w zależności od typu wykonywanych przewozów na terenie wspólnoty, koszty polskich przewoźników mogą wzrosnąć od 20 do nawet 100 proc.

Jakie jeszcze grupy eksperckie działają w obszarze transportu w UE?

– Od lat jesteśmy członkiem grupy, która zajmuje się sprawami regulującymi czas pracy kierowców, a także grupy omawiającej tematy związane z działaniem i zmianami w zakresie tachografów. Zasiadamy też w zarządzie Konfederacji Organizacji Kontroli w Transporcie Drogowym (Corte)zaznacza Bartosz Najman.

– Dołączenie do grupy ekspertów w ramach działalności KE pozwoli nam mieć jeszcze większy wpływ na to, co dzieje się w sektorze TSL i być niejako głosem polskiej branży transportowej na międzynarodowej arenie, w tym przypadku w obszarze delegowania pracowników. Liczymy na efektywną współpracę, która przyniesie jasną interpretację nowych przepisów i pozwoli wypracować stałe wytyczne dla wszystkich krajów UE. Dzięki temu polscy i europejscy przewoźnicy będą mogli lepiej się przygotować do nowej rzeczywistości i uniknąć kar wynikających ze złej interpretacji przepisów komentuje Bartłomiej Zgudziak, ekspert ds. analiz i rozliczeń Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców z Grupy INELO.

Działalność grupy ma zapobiec sytuacjom, w których przewoźnicy i kierowcy będą karani za niezamierzoną niezgodność z obowiązującymi przepisami, wynikającą z ich błędnej interpretacji. Pomoże to również zapewnić jednolite egzekwowanie przepisów przez organy wykonawcze w całej Unii Europejskiej. Pierwsze spotkanie grupy odbyło się 7 maja.

Chiński inwestor Tuopu otwiera fabrykę podzespołów do e-samochodów w Poznaniu

W ramach kompleksu 7R City Park Poznań powstanie pierwsza europejska fabryka Ningbo Tuopu Group, chińskiej firmy z branży motoryzacyjnej. Toupu współpracuje ze światowymi liderami sektora automotive, m.in. BMW, Mercedes-Benz, Audi, Porsche, Volkswagen, Chrysler, Ford, Geely i koncernem General Motors. Poznańska fabryka o powierzchni ponad 30 000 mkw. produkować będzie podzespoły do samochodów elektrycznych. Zatrudnienie znajdzie tu 450 osób.

Firma Tuopu, z siedzibą w Ningbo w Chinach, powstała w 1983 r., a od 30 lat skupia swoją działalność na branży motoryzacyjnej. Zajmuje się badaniami, rozwojem i produkcją takich rozwiązań jak system antywibracyjny, zautomatyzowany system jazdy, czy system zarządzania termicznego. Tuopu otworzy w poznańskim Franowie nowoczesną fabrykę, która zagwarantuje szybkie i płynne dostawy podzespołów do europejskich kontrahentów. Projekt deweloperski obiektu przygotowuje i prowadzi firma 7R.

Zapowiadany z początkiem pandemii trend optymalizacji dostaw podzespołów z Dalekiego Wschodu, który mógłby zabezpieczyć ciągłość procesów produkcji w Europie, staje się faktem. Ningbo Tuopu Group, sprawdzony dostawca wiodących światowych koncernów motoryzacyjnych, uruchomi pierwszą europejską fabrykę w Polsce. To doskonały przykład nearshoringu, czyli tworzenia bezpiecznego zaplecza w zakresie budowania zapasów podzespołów dla producentów samochodów na naszym kontynencie. Cieszymy się, że jako deweloper mamy możliwość zapewnić firmie Tuopu specjalistyczną, dostosowaną do wymogów branży automotive przestrzeń. Poznań to doskonały wybór ze względu na dostępność wysoko wykwalifikowanej kadry inżynierskiej oraz obecność firm z sektora, np. Volkswagen i Solaris, – komentuje Bartłomiej Krawiecki, członek zarządu, Head of Development w 7R.

Deweloper przygotowuje obiekt w ścisłej współpracy z Tuopu, aby zaprojektowana z dbałością o szczegóły przestrzeń obsłużyła złożoność procesów produkcyjnych, a konstrukcja budynku była odpowiednio przygotowana pod instalacje najemcy. Budynek będzie dostosowany pod stałe miejsca pracy, a co za tym idzie, zwiększone zostaną parametry doświetlenia światłem dziennym do 12,5% oraz zostaną pogrubione izolacje ścian i dachu. Będzie wyposażony w kanały technologiczne zatopione w posadzce, a trafostacja da możliwość poboru mocy zabezpieczonej na poziomie 3 600 kVA. W ramach inwestycji deweloper zbuduje nową drogę do obsługi logistycznej nieruchomości. 7R City Park Poznań spełni wysokie wymagania dotyczące rozwiązań proekologicznych, które zostaną potwierdzone certyfikacją BREEAM na poziomie Very Good.
Z uwagi na złożony charakter procesów planowanych w 7R City Park Poznań, przygotowanie projektu wymagało niestandardowego podejścia do inwestycji. Na powierzchni najmu 30 000 mkw. zastosujemy szereg dostosowań technicznych, mających wpływ na optymalizację procesów, umożliwiających także instalację nowoczesnego parku technologicznego. Wybór 7R na dostawcę tak zaawansowanego technologicznie budynku pokazuje po raz kolejny, że indywidualne podejście i elastyczność w doborze rozwiązań jest kluczem do sukcesu i umożliwia nam tak dynamiczny rozwój w ostatnich latach, dodaje Maciej Krawiecki, Head of Leasing w 7R.

Prace przygotowawcze na terenie inwestycji ruszyły na przełomie lutego i marca bieżącego roku. Budynek dla Tuopu zostanie oddany do użytku w I kwartale 2022. Generalnym wykonawcą robót budowlanych jest firma Goldbeck. Za projekt architektoniczny 7R City Park Poznań odpowiada pracownia Kwadrat.

Rynek pracy w czasie pandemii

Koniec 2020 r. zaskoczył sytuacją na rynku pracy. Zamiast skokowego wzrostu bezrobocia odnotowaliśmy wzrost liczby osób pracujących (o 47 tys.). Tym pozytywnym danym wydają się przeczyć dane ubezpieczeniowe. W całym roku liczba osób w ubezpieczeniu zdrowotnym ZUS spadła o 96 tys., a w ubezpieczeniu społecznym o 330 tys. W raporcie „Rynek pracy w czasie pandemii” wyjaśniamy źródła tych rozbieżności. Wskazujemy, że znaczna część spadku liczby ubezpieczonych wynika z mniejszej liczby osób, dla których tytuł do ubezpieczenia nie był związany z wykonywaniem pracy. Wskazujemy również na potencjał wzrostu szarej strefy w rolnictwie, a więc sektorze, który w czasie pandemii odnotował największy wzrost zatrudnienia.

Rok 2020 przyniósł największy od 1991 r. spadek wartości polskiej gospodarki, szacowany na -2,7 proc. PKB. Skutki recesji dla rynku pracy okazały się jednak znacząco niższe niż prognozowano. Według odsezonowanych danych GUS na koniec 2020 r. liczba osób pracujących wzrosła w porównaniu do okresu sprzed pandemii (o 47 tys.). Wzrost zatrudnienia w czasie pandemii koronawirusa bywa kwestionowany przez odwoływanie się do danych o liczbie ubezpieczonych w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych (ZUS). Według danych ZUS na koniec 2020 r. liczba osób objętych ubezpieczeniem zdrowotnym zmalała o 96 tys., a liczba osób objętych ubezpieczeniem społecznym o 330 tys. względem końca 2019 r.Rynek pracy w czasie pandemii

Raport, porównujący dane GUS i ZUS, wskazuje źródła obserwowanych rozbieżności. Wskazuje, że znaczący spadek liczby osób ubezpieczonych jedynie częściowo odzwierciedla zmiany zachodzące na rynku pracy. Pokazujemy, że spośród całkowitego spadku liczby osób podlegających ubezpieczeniu społecznemu (-330 tys.), niemal połowa (-156 tys.) wynikała ze spadku liczby osób ubezpieczonych z innych tytułów niż wykonywana praca. Większość z tego stanowiły osoby, które były ubezpieczone z tytułu wynagrodzeń wypłaconych po ustaniu dotychczasowych tytułów do ubezpieczenia, co prawdopodobnie jest odzwierciedleniem mniejszej mobilności pracowników na – w ich mniemaniu – niepewnym rynku pracy w 2020 r. – mówi Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Szczegółowa analiza tytułów do ubezpieczeń wskazuje, że spadek liczby osób ubezpieczonych z tytułu wykonywanej pracy wyniósł 176 tys. w skali całego roku. Jak wyjaśnić więc taki spadek biorąc pod uwagę fakt, że według danych GUS zatrudnienie w Polsce wzrosło o 47 tys.? Różnice między danymi GUS a danymi ZUS wynikają m.in. z tego, że część pracujących zgodnie z prawem nie podlega ubezpieczeniom w ZUS. Obserwowany wzrost zatrudnienia odbywał się więc zapewne w obrębie tzw. elastycznych form zatrudnienia, zmniejszających obciążenie podatkowo-składkowe.

Raport wskazuje również na potencjał rozwoju szarej strefy w rolnictwie. Dane GUS wskazują na wyraźny wzrost liczby osób pracujących we własnych gospodarstwach rolnych (o 91 tys. rok do roku) oraz wzrost osób pracujących w rolnictwie (o 100 tys. Jednocześnie, dane z rejestru KRUS wskazują na spadek liczby osób objętych ubezpieczeniem społecznym w tym samym okresie o 27 tys.

Ćwierć poprawy

Raport z rynku pracy USA zamknął ustaw wołającym o wcześniejsze normalizowanie polityki Fed. Dolar traci, podczas gdy aktywa ryzykowne mają świeży impuls do umocnienia. Pomaga to także złotemu, bardziej niż zmiana tonu prezesa NBP.

Marzenia o milionie prysły w momencie. W kwietniu w sektorze pozarolniczym USA przybyło zaledwie 266 tys. nowych miejsc pracy, ćwierć tego, co było prognozowane. Teorii tak słabego wyniku jest kilka z najczęściej przytaczanym wpływem hojnych zapomóg dla bezrobotnych, które zniechęcają do powrotu na słabo opłacane stanowiska. W kolejnych miesiącach okaże się, na ile kwiecień był jednorazowym wypadkiem, a na ile tempo odbudowy zatrudnienie rzeczywiście będzie słabsze niż się spodziewano. Na ten moment najważniejszy wniosek, do wyparowanie presji, aby Fed wcześniej zabierał się za wygaszanie QE i dyskusję o podwyżkach stóp procentowych. Te apele nie pojawia się prędko, gdyż nawet odbicie zatrudnienia z nawiązką w maju nie wyzbędzie obaw decydentów Fed, że w gospodarce dzieje się coś, czego do końca nie wiadomo, jak tłumaczyć. A jeśli tak, lepiej zachować ostrożność w polityce monetarnej niż za wcześnie wystartować z zaostrzaniem.

Pamiętajmy jednak, że piątkowy raport NFP nie świadczy o tym, że w gospodarce USA dzieje się źle, tylko że dobre przychodzi wolniej. Polityka monetarna pozostaje luźna; pakiety fiskalne wspierają ożywienie. Dalej pozostaje w klimacie optymistycznych perspektyw gospodarczych, co powinno wspierać trendy reflacyjne. Tylko teraz słabszy będzie strach, że tę zabawę szybko przerwie Fed. Nowe rekordy S&P500 w piątek oraz dzisiejsze silne wzrosty cen surowców (miedź, ruda żelaza) podkreślają, że risk-on trwa. A zabawa finansowana jest za sprzedaż USD. W najbliższych dniach, im bardziej zakłopotani raportem NFP okażą się przedstawiciele Fed, tym bardziej będzie to podsycać sprzedaż dolara.

Po weekendzie wzrostom walut G10 przewodzi funt brytyjski, gdyż Szkocka Partia Narodowa (SNP) uzyskała 64 miejsca w szkockim parlamencie, o 1 za mało, by uzyskać samodzielną większość. Rezultat jest odbierany jako osłabienie zapędów do forsowania referendum o niepodległość Szkocji. Nie jest to silny czynnik dla GBP, a SNP w koalicji prawdopodobnie będzie dążyć do wymuszenia referendum na rządzie Borisa Johnsona, ale jest to ryzyko daleko odległe w czasie i nie do rozkładania na czynniki pierwsze w tym momencie. Teraz istotne jest, że funt pozbył się balastu, który w pewnym stopniu blokował walutę. Z jastrzębim przekazem Banku Anglii z ubiegłego tygodnia i słabością dolara, GBP/USD ma warunki, by iść wyżej.

Złoty korzysta na wzroście apetytu na ryzyko po piątkowych danych z USA. Zdecydowanie miały one większy wpływ na walutę niż wideokonferencja prezesa NBP A. Glapińskiego, choć ta dostarczyła kilka interesujących informacji. Prezes zaznaczył, że nie powinniśmy doszukiwać się głębokiego znaczenia w zmianach w komunikacie i obecnie Rada nie ma zamiaru zmienić nastawienia w reakcji na wyższe odczyty inflacji, gdyż są one wyłącznie efektem oddziaływania czynników pozostających poza wpływem polityki pieniężnej. Z drugiej strony prezes zmiękczył swój opór wobec zacieśniania polityki. Jakkolwiek dalej uważa, że najbardziej prawdopodobny jest scenariusz utrzymywania stóp procentowych na obecnym poziomie do końca kadencji, to wskazał, że połowa przyszłego roku może być momentem na pierwszą podwyżkę, którą poprzedzi zakończenie programu skupu aktywów. Wydźwięk wypowiedzi przeszedł w bardziej neutralny i sugerujący warunkowanie przyszłych decyzji od napływających danych, ale dalej zakładamy, że całkowita zmiana nastawienia jest odległa i do pierwszej podwyżki stóp procentowych dojdzie dopiero w III kw. 2022 r.

Z perspektywy złotego ważniejsza będzie kolejna odsłona decyzji sądowych w temacie kredytów frankowych. We wtorek 11 maja Izba Cywilna Sądu Najwyższego powinna wydać uchwałę w sprawie sześciu pytań dotyczących kredytów walutowych. Im bardziej zalecenia będą zmierzać ku silne faworyzującej kredytobiorców konwersji kredytów lub ich unieważnieniu, tym bardziej negatywny będzie wpływ na złotego. Nie podejmujemy się oceny, w którą stronę pójdzie orzeczenie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Galopująca inflacja to efekt wzrostu cen paliw, usług i żywności

Wiadomo już, że inflacja w Polsce wzrosła. Najnowsze dane dotyczące kwietnia 2021 roku podają, że z marcowej stopy na poziomie 3,2% inflacja skoczyła w okolice 4,2%. Nie są to jeszcze dane ostateczne – ale nawet jeśli przy publikacji oficjalnych raportów ta liczba różnić się będzie o dwie dziesiąte, będzie to i tak bardzo duży skok. Dużo większy od tego, na który przygotowywał się rynek. Co kryje się za tak wysoką inflacją? Na pewno wzrost ceny paliw. Te drożeją mocno – zarówno z miesiąca na miesiąc, jak i w skali roku. Jednak tak duży skok inflacji w ciągu jednego miesiąca nie mógł zależeć tylko od ceny ropy. Ekonomiści domyślają się, że do wzrostu inflacji przyczyniły się głównie rosnące ceny usług. Dla najbliższych miesięcy istnieje także kilka ryzyk dodatkowych. To między innymi bardzo słaby złoty, wyraźnie słabszy niż powinien. Niska wartość naszej waluty powoduje, że całe zaopatrzenie z importu jest droższe niż powinno. To kłopot nie tylko dla tych, którzy wprost importują – jako gospodarka jesteśmy gospodarką otwartą, chlubimy się wysokim procentem eksportu do PKB, ale mamy też wysoki procent importu do PKB. Gdy import drożeje ze względu na kurs złotego, ceny na polskim rynku pędzą do góry.

– Na razie nie wiemy, co składa się na ten skok inflacji. Wydaje się, że pojawi się tam sporo podwyżek związanych z usługami. Ceny usług rosną, bo wciąż rosną koszty pracy – a duża część firm usługowych i handlowych boryka się z kłopotami. W pandemii trzeba było pokryć koszty prowadzenia działalności, a firmy nie osiągnęły odpowiednio wysokich obrotów. Taka sytuacja wymaga tego, by podwyższyć marżę, co prowadzi do wzrostu cen – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej (KIG). – Oczywiście cały czas naszym problemem są ceny związane z bytowaniem bezpośrednim – czyli wody, energii i śmieci. To wciąż jest najmocniejszy element kosztowy w koszykach konsumenckich. I to oczywiście widać w pędzącej do przodu inflacji. Kolejnym czynnikiem, który może dawać spore ryzyka w przyszłości, są ceny żywności. Ubiegły rok był nadzwyczaj urodzajny. Jeżeli ten rok będzie gorszy, lub po prostu zwyczajny, w sposób naturalny żywność może podrożeć. Ceny żywności rosną też na wielu światowych rynkach – więc prawdopodobnie to samo dotknie i nas. Szczególnie, że ten rok już zapowiada się słabiej – widzimy ewidentne skrócenie okresu wegetacji, kłopoty mają także producenci drobiu. Grozi nam duże przetrzebienie stad ze względu na uwarunkowania chorobowe. Może się okazać, że niedługo będziemy się borykali z dużą falą wzrostów cen drobiu i żywności – ostrzega Soroczyński.

Sprzedaż detaliczna w marcu przewyższyła oczekiwania

Skala odbicia sprzedaży detalicznej w cenach stałych w marcu 2021 r. zaskoczyła analityków osiągając wartość o 15,2% wyższą niż przed rokiem, wynika z podsumowania pierwszego kwartału 2021 r. na rynku nieruchomości handlowych przygotowanego przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield. Pierwszy kwartał 2021 r. to także wzmożony udział sprzedaży online, szczególnie w grupie produktów tekstylnych oraz sprzedaży w sklepach wyspecjalizowanych.

Sprzedaż detaliczna w cenach stałych w marcu 2021 r. była wyższa niż przed rokiem o 15,2% (wobec spadku o 8,9% w marcu 2020 r.). Wprawdzie punktem odniesienia do marcowych danych GUS (liczonych rok do roku) jest marzec 2020, czyli czas najtwardszego lockdownu, jednak skala odbicia zaskoczyła analityków. W porównaniu z lutym 2021 r. miał miejsce wzrost sprzedaży detalicznej o 15,0%. W okresie styczeń-marzec 2021 r. sprzedaż wzrosła r/r o 1,2% (wobec wzrostu o 0,8% w 2020 r.).

Sprzedaż detaliczna w marcu przewyższyła oczekiwania

W styczniu i w marcu 2021 r., czyli w miesiącach, w których mieliśmy do czynienia z ograniczeniami w funkcjonowaniu handlu stacjonarnego udział sprzedaży online wyniósł odpowiednio 9,8% i 9,5%. W lutym 2021 r. wskaźnik ten spadł do poziomu 8,6%.

Największą popularnością sprzedaży internetowej w dalszym ciągu cieszą się podmioty z grup „tekstylia, odzież, obuwie” oraz „prasa, książki oraz sprzedaż w wyspecjalizowanych sklepach”. Najmniej popularne pozostają zakupy online produktów spożywczych, napojów i wyrobów tytoniowych.

Sprzedaż detaliczna w marcu przewyższyła oczekiwania 2

Pełny raport do pobrania pod linkiem: https://info.cushmanwakefield.com/l/263412/2021-04-30/3rn6r4

BADANIE: W Polsce mamy już 7 typów konsumentów. Pandemia uwypukliła 3 nowe kategorie

Najnowsze badanie preferencji konsumenckich pokazuje, że jedna czwarta z nas jest rozważna i pragmatyczna. Chce nabywać jak najtaniej markowe produkty. Z kolei prawie jedna piąta to zakupowi entuzjaści, podatni na opinie influencerów. Kolejne dwie kategorie – shopperzy z przymusu i cenoholicy – są tak samo popularne. Jedną cechuje niechęć do kupowania, a drugą – koncentracja na cenach. Najrzadziej spotykani są shopperowi domatorzy. Badacze zaczęli ich wyróżniać dopiero w ostatnim roku. Nowymi typami klientów są też ekocentryczni i świadomi koneserzy. Łączy ich zainteresowanie społeczną i ekologiczną działalnością nabywanych marek.infografika_do_badania_postaw_konsumenckich_kantar

Tegoroczny raport „FMCG Brands We Shop by BLIX & Kantar” wykazał, że 25% aktywnych konsumentów stanowią osoby rozważne i pragmatyczne. W obszarze ich zainteresowań są markowe produkty, ale też nowości rynkowe. Tego typu klienci są dość wrażliwi cenowo i często szukają promocji. Na drugim miejscu w rankingu są zakupowi entuzjaści – 19%. Oni mają swoje ulubione marki i sklepy. Chcą być modni, więc są szczególnie podatni na reklamy online w mediach społecznościowych i opinie influencerów. Oba typy konsumentów były również najpopularniejsze w zeszłorocznej edycji badania.

– Największą i najbardziej widoczną kategorią w społeczeństwie są konsumenci, którzy przede wszystkim chcą kupować produkty znanych marek w najlepszych cenach. Oczekują szerokiego, jakościowego i promocyjnie atrakcyjnego asortymentu w jednym sklepie. I pod tym względem nic się nie zmieniło od ubiegłego roku – komentuje Marcin Lenkiewicz z Grupy BLIX.

Co ciekawe, trzecią pozycję w zestawieniu zajmują jednocześnie dwie odmienne kategorie konsumentów, tj. shopperzy z przymusu oraz cenoholicy – po 14%. Ci pierwsi nie lubią zakupów i zupełnie nie chcą ich planować. W związku z tym nie porównują cen i nie szukają promocji. Ich ilość wzrosła od zeszłego roku. Z kolei dla tych drugich głównie liczą się przeceny. Oni utrzymują od ub.r. trzecie miejsce w rankingu.

– Atrakcyjność cenowa zawsze była najważniejszym i najpopularniejszym elementem decyzji zakupowych rodzimych konsumentów. Wysokie pozycje klientów skoncentrowanych na tej kwestii są więc oczywiste. Podobnie było w poprzedniej edycji badania – podkreśla Krzysztof Domeradzki z firmy badawczej Kantar Polska.

Na ostatnim miejscu w zestawieniu są shopperowi domatorzy – 6%. Są oni zorganizowani. Zawsze mają gotowe listy zakupów. Chętnie szukają promocji, ale rzadko chodzą sami kupować. Przedostatnią pozycję zajmują ekocentryczni konsumenci – 10%. Wyróżnia ich dbałość o środowisko i klimat. Najchętniej nabywają produkty polskie i ekologiczne. Nie kierują się przy tym cenami. Trzeci od końca są świadomi koneserzy – 12%. Ich wybory są mocno przemyślane, nie tylko pod względem własnych potrzeb, ale też otoczenia.

– Trzy najmniej popularne typy zostały dopiero niedawno wyróżnione wśród konsumentów. W czasach pracy zdalnej szczególnie ciekawą kategorię stanowią shopperowi domatorzy, którzy pozostają skupieni na życiu w domowym zaciszu. Takie osoby chętnie kupują produkty służące do utrzymania porządku w domu i samodzielnego przygotowywania posiłków – zwraca uwagę Marcin Lenkiewicz.

Konsumenci, którzy wolą wieść spokojne, domowe życie niż chodzić po sklepach, a do tego są powściągliwi w wydawaniu pieniędzy, stanowią zupełnie nową kategorię dla badaczy. Tacy klienci mogą stanowić wyzwanie dla marketerów i sprzedawców. Jednak w kolejnych latach może ich przybywać z uwagi na zmianę wielu nawyków w społeczeństwie.

– Obserwujemy sytuację już drugi rok z rzędu i dostrzegamy wzrost zainteresowania sprawami ekologicznymi oraz społecznymi. Dlatego dotychczasowych ekoświdomych konsumentów podzieliliśmy na dwie nowe kategorie o lekko zróżnicowanych preferencjach, czyli świadomych koneserów i ekocentrycznych konsumentów. Łączy ich koncentracja na dodatkowych wartościach kupowanych produktów. Dla obu segmentów większe znaczenie ma postawa marki niż cena towaru. Przewiduję, że w kolejnych latach będzie więcej osób o takim podejściu – stwierdza Krzysztof Domeradzki.

Porównując wyniki I i II edycji badania rok do roku, widać też lekki wzrost koncentracji konsumentów na cenach, o czym informuje ekspert z Grupy BLIX. I dodaje, że niektórzy shopperzy wciąż są skłonni zmieniać sklepy, aby oszczędzać znaczne kwoty na całych koszykach. To oczywiście może mieć związek z trudniejszą sytuacją wielu gospodarstw domowych, spowodowaną lockodownem.

Dane pochodzą z tegorocznego raportu „FMCG Brands We Shop by BLIX & Kantar”, który przedstawia wybory konsumenckie Polaków podczas codziennych zakupów. Badanie metodą CAWI zostało przeprowadzone pod koniec kwietnia br. na ogólnopolskiej próbie blisko 4 tys. dorosłych osób, które udzieliły łącznie przeszło 1 mln opinii w zakresie 72 kategorii FMCG.

Badanie ZPP: Rynek lombardów rośnie jak na drożdżach

W czasach, gdy spada liczba kredytów konsumenckich udzielanych przez banki i firmy pożyczkowe, a rząd zaostrza regulacje dla branży finansowej, sektor lombardów rozkwita. Choć lombardy udzielają pożyczek gotówkowych pod zastaw, obchodzą przepisy ustawy o kredycie konsumenckim– wynika z pierwszego w Polsce raportu o lombardach autorstwa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Kilkumiesięczne badanie ZPP oszacowało rozmiar rynku w Polsce, motywy i opinie z korzystania przez klientów z lombardów, ale i pokazało nieprawidłowości w działaniu branży.

Oto kluczowe ustalenia badania:

  • Wszystkich lombardów w Polsce może być nawet 40 tys. Dla porównania: popularnych sklepów sieci z zielonym płazem w logo jest w kraju… niespełna 7000.
  • Punkty lombardowe odwiedziło już prawie 4,5 mln Polaków, a 1,5 mln osób skorzystało z takich usług w czasie pandemii.
  • Aż 65 proc. odwiedzających lombardy w czasie pandemii argumentowało ten fakt pogorszeniem swojej sytuacji materialnej w związku z lockdownem.
  • 41 proc. użytkowników lombardów skorzystało z ich usług, bo nie otrzymało wcześniej finansowania z banku lub firmy pożyczkowej.
  • W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy pożyczki lombardowe pod zastaw stały się już niemal tak samo popularne jak kredyty konsumenckie z legalnych firm pożyczkowych.
  • Lombardy unikają formalnego rejestrowania i funkcjonowania jako lombardy, dzięki czemu obchodzą ustawę o kredycie konsumenckim, która reguluje relacje pomiędzy instytucjami finansowymi a ich klientami, wzmacniając pozycję konsumentów. Dla przykładu – współpracownicy ZPP odwiedzili lombard działający jako sklep… mięsny.
  • W wielu punktach są dochodzi do nieprawidłowości m.in. w zakresie przepisów RODO. Umowy nie zawierają klauzul o przetwarzaniu danych osobowych klientów, a raport stwierdza nieprawidłowości w zakresie dokumentowania transakcji.
  • Wycena przedmiotu przyjmowanego w lombardach stanowi średnio jedynie ok. 35 proc. jego wartości. Przykładowo za złoty łańcuszek kupiony w sklepie za 490 zł można otrzymać zaledwie 90 zł.
  • Dochodzi także do sytuacji w których klienci nie mają możliwości wcześniejszego zapoznania się z umową lub późniejszego odstąpienia od niej.
  • Brak jasnych zasad kalkulacji kosztów pożyczki to kolejna zidentyfikowana nieprawidłowość – zdarza się, że ustnie przekazywane informacje o kosztach pożyczki pod zastaw są rozbieżne z tym, co ostatecznie znajduje się „na papierze”.
  • Za pożyczkę lombardową trzeba zapłacić nawet 1,5 proc… dziennie.

Pracując nad raportem pt. „Rynek lombardów w Polsce – nieprawidłowości, ochrona konsumentów, ryzyko systemowe”, ZPP przyjrzał się szczegółowo jak wygląda ten sektor w Polsce. Jak pokazały badania, lombardy odgrywają coraz większą rolę w finansach osobistych milionów Polaków.

Znaczna grupa konsumentów na rynku finansowym straciła dostęp do uregulowanych i nadzorowanych źródeł pozyskania pieniędzy. Powód jest prosty – osoby te przestały spełniać kryteria udzielania pożyczek gotówkowych, przez co w konsekwencji zostały zmuszone do poszukiwania alternatywnych metod pozyskania środków finansowych. Polacy masowo ruszyli do lombardów – mówi Marcin Nowacki, Wiceprezes ZPP.

Lombardy są wszechobecne

Punkty lombardowe są dziś bardzo łatwo dostępne i powszechnie obecne na ulicach polskich miast. Bez trudu można je zauważyć, wejść do nich i zrealizować transakcje. Powyższe czynniki sprawiają, że lombardy szybko zdobywają zainteresowanie klientów. Polacy w ostatnim roku dostrzegają w swoim otoczeniu coraz więcej osób korzystających z tych punktów, co potwierdzają również badania Maison&Partners na zlecenie ZPP. Już 14 proc. Polaków ma doświadczenie ze sprzedażą produktu w lombardzie, a aż 5 proc. skorzystało z tej metody od marca 2020 r., czyli wybuchu pandemii. Innymi słowy, aż 1,5 mln Polaków skorzystało z usług punktów lombardowych w minionym roku. Pożyczki lombardowe pod zastaw są dziś już niemal tak samo popularne, jak te z uregulowanych firm pożyczkowych.

Zdaniem prof. Dominiki Maison, autorki badania użytkowników lombardów, Polacy oswoili się z lombardami i wielu ma o nich bardzo dobrą opinię. – Lombardy nie są już traktowane wyłącznie jako ostatnia deska ratunku albo akt desperacji. W okresie utraty zarobków lub dużej niepewności zatrudnienia stały się one wygodną i szybką formą pozyskania gotówki bez zobowiązań – mówi prof. Maison.

Badania przeprowadzone przez współpracowników ZPP pokazały jednak, że podmioty prowadzące lombardy obchodzą przepisy ustawy o kredycie konsumenckim, a tym samym m.in. obowiązujące limity kosztów pozaodsetkowych, które obowiązują podmioty chcące udzielać pożyczek finansowych, ale i takie prawa konsumenta jak obowiązek zapoznania klienta z umową przed jej podpisaniem czy poinformowanie go o faktycznych kosztach pożyczki.

Lombard jako sklep mięsny

Prawdziwą trudność stanowiło dla ekspertów oszacowanie liczby lombardów działających w Polsce. Eksperci i współpracownicy ZPP dokonali kilkumiesięcznych starań, aby określić wielkość tego rynku.

Wnikliwie przejrzeliśmy dane zastane, rejestry publiczne, przeprowadziliśmy wywiady telefoniczne w punktach prowadzących działalność lombardową, a ostatecznie odwiedziliśmy losowo wybrane lokalizacje. Wniosek jest taki, że praktycznie niemożliwe jest oszacowanie rzeczywistej liczby lombardów w Polsce. Prawdziwa ich liczba może wynosić od 3 tys., bo tyle ma odpowiednie PKD, do nawet 40 tys. – mówi Piotr Palutkiewicz, współautor raportu.

Jak zauważono w raporcie, pomimo że w Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD) funkcjonuje kod 64.92.Z, który jest dedykowany m.in. udzielaniu pożyczek pod zastaw, okazuje się, że podmioty działające na rynku lombardów unikają rejestracji pod tym kodem. Lombardy unikają zatem formalnego funkcjonowania jako lombardy. Eksperci ZPP odwiedzili m.in. lombard, który był zarejestrowany jako… sklep mięsny.

Lombardy poza czujnym okiem prawodawcy

ZPP zwraca w raporcie uwagę na otoczenie prawne systemu finansowego w Polsce. „Rynek finansowy można uznać za przeregulowany. Z pozoru korzystnie można oceniać zatem liberalne wymagania wobec podmiotów chcących wejść do danego sektora usług finansowych. Należy jednak dążyć do równych szans i wymagań dla działających przedsiębiorstw. Ustawodawca wybiera jednak punktowo grupy podmiotów na rynku finansowym, które doregulowuje. W efekcie banki czy firmy pożyczkowe „cieszą się” nadmiernymi i nader często zmienianymi ograniczeniami. Inne podmioty, takie jak lombardy, działają natomiast w niczym nieskrępowanym otoczeniu prawnym. Ma to przełożenie nie tylko na brak równych szans dla przedsiębiorstw, ale także na nierówną ochronę konsumenta na rynku finansowym.” – piszą eksperci Związku.

Standardy jak w lombardzie

Badania Maison&Partners na zlecenie ZPP pokazały, że konsumenci kierują się do lombardów bez głębszej analizy kosztów planowanej i zawieranej transakcji. Nie porównują ze sobą możliwych opcji pozyskania gotówki. Działają spontanicznie. Może to stanowić ryzyko dla konsumentów, gdyż spostrzeżenia z przeprowadzonych badań skłaniają do wniosku, że w lombardach brak jest jednolitych zasad informowania o warunkach transakcji czy ujednoliconych standardów obsługi klienta.

Współpracownicy ZPP odwiedzili kilkanaście lombardów na terenie Polski, by zrealizować tam transakcje. Badanie pokazało szereg nieprawidłowości i problemów na tym rynku z punktu widzenia ochrony konsumenta. Są nimi m.in.:

  • częste nieudostępnianie wzorów umowy do wglądu klienta przed podpisaniem dokumentu,
  • znaczące rozbieżności w wycenach zastawianych przedmiotów,
  • brak jasnych zasad kalkulacji kosztów,
  • brak klauzul o przetwarzaniu danych osobowych klientów,
  • nieprawidłowości w zakresie dokumentowania transakcji,
  • ustne i rozbieżne informacje o rzeczywistych kosztach pożyczki pod zastaw.

Standardy obsługi i ochrony konsumenta odbiegają od praktyk stosowanych na uregulowanym rynku finansowym. Dochodziło m.in. do sytuacji, w których klienci nie mają możliwości wcześniejszego zapoznania się z umową i późniejszego odstąpienia od niej – podsumowuje Marcin Nowacki.

„Kwestia roztoczenia parasola ochronnego nad konsumentami jest podnoszona każdorazowo przy pracach nad kolejnymi regulacjami rynku finansowego. Rodzi się więc pytanie, czy zaniechanie regulacji rynku lombardów jest intencją prawodawcy czy sektor lombardów jest po prostu niewidoczny z punktu widzenia prawa i ochrony konsumenta” – dodają eksperci ZPP w raporcie.

Jest drogo

ZPP zaznacza w raporcie, że pożyczki lombardowe cechują przede wszystkim bardzo wysokie koszty. Odsetki wahają się w bardzo szerokim zakresie i wynoszą od 0,66 proc. do ponad 1,5 proc. dziennie. Poza wysokością odsetek, realnym kosztem transakcji jest różnica między wartością rynkową a wyceną przedmiotów w lombardzie. Klienci deklarują w badaniach, że otrzymują średnio 224 zł mniej niż zakładali przed transakcją. Nie negocjują jednak tych wycen. W efekcie średnia wycena przedmiotu oddawanego do lombardu wynosi zaledwie ok. 35 proc. jego rynkowej wartości.

Wyniki naszego badania klientów lombardów pokazały, że pieniądze mają często subiektywną wartość. Bywa, że klienci decydują się zastawić przedmiot, nawet bez planu jego wykupienia, za cenę, która stanowi 30 proc. wartości przedmiotu i o dziwo często są zadowoleni z tej transakcji. Wynika to z tego, że z ich subiektywnej perspektywy, która uwzględnia nie tylko kwestie finansowe, transakcja była korzystna, bo np. nie zależało im na zastawionym przedmiocie, potrzebowali pieniędzy natychmiast lub też nie chcieli mieć zobowiązań w postaci rat i ewentualnych dodatkowych kosztów niespłaconej w terminie pożyczki, z windykacją włącznie – mówi prof. Dominika Maison.

Samochód jako zastaw

Jak podaje ZPP w raporcie, wiele punktów oferuje zastawianie ruchomości i nieruchomości o dużej wartości, jak np. garaż samochodowy, miejsce parkingowe, przyczepę chłodniczą czy ciągnik rolniczy.

Nasi współpracownicy byli w stanie zastawić luksusowy samochód osobowy. Wycena lombardu była jednak o 50 tysięcy złotych niższa niż w ogłoszeniu z komisu – mówi Piotr Palutkiewicz.

Raport ZPP jest pierwszym, tak kompleksowym badaniem i opisem tego rynku w Polsce.

Rekordowe zainteresowanie kredytami hipotecznymi w kwietniu

Wartość BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM) informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Kolejny już w tym roku dodatni odczyt Indeksu wystrzelił do 94,3% i jest rekordowym odczytem w całej historii publikacji Indeksu. Wartość Indeksu oznacza, że w kwietniu 2021 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 94,3% w porównaniu z kwietniem 2020 r.

W kwietniu 2021 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 50,92 tys. potencjalnych kredytobiorców, w porównaniu do 27,81 tys. rok wcześniej – jest to wzrost o +83,1%. Jednak w porównaniu do marca 2021 r., liczba wnioskujących spadła o 9,2%. Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w kwietniu br. wyniosła 320,61 tys. zł i była o 6,1% wyższa niż w kwietniu 2020 r.

– Na wartość Indeksu pozytywnie wpłynął zarówno wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu, jak i przede wszystkim bardzo duży wzrost liczby wnioskodawców w porównaniu do kwietnia 2020 r. Rekordowa w całej historii jest wartość kwot na wnioskach kredytowych (wartości bezwzględne). W aspekcie liczby wnioskodawców trzeba pamiętać, że w kwietniu 2020 r. mieliśmy do czynienia z jednej strony z największą niepewnością co do przebiegu i skutków pandemii, jak również był to sam środek lockdownu. Bezpieczeństwo ekonomiczne gospodarstw domowych wydawało się zagrożone. Nie zachęcało to wówczas do zaciągania kredytów, w tym kredytu mieszkaniowego na 20 – 30 lat. W kwietniu 2020 r. było jedynie 27,81 tys. wnioskodawców, co było piątym najniższym poziomem od 2007 r.- mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.

W kwietniu br. popyt na kredyty mieszkaniowe nadal jest w trendzie wzrostowym zapoczątkowanym w listopadzie 2020 r.

– Wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu, odzwierciedla obecną sytuację na rynku mieszkaniowym, wzrost średniej ceny PUM-u oraz zakup większych nieruchomości. Ponadto wzrost liczby osób zaszczepionych powoduje, że optymizm co do przyszłości wśród Polaków rośnie. Rośnie również inflacja, która może spowodować jeszcze wyższy wzrost cen nieruchomości. Wzrost cen nieruchomości może być dodatkowo stymulowany również wzrostem kosztów pracy. Ponadto konieczność wpłat na fundusz gwarancyjny dla deweloperów (2%) również w przyszłości wpłynie na wzrost cen. Coraz częściej w dyskursie publicznym mówi się ponadto o wprowadzeniu opłat za utrzymywanie dużych kwot na rachunkach bankowych. Wszystko to wpływa na jeszcze wyższe zainteresowanie nieruchomościami jako aktywami inwestycyjnymi, powodując duży popyt na nie, co przy ograniczonej podaży przekłada się na wzrost cen – tłumaczy prof. Waldemar Rogowski.

– Należy pamiętać, że Indeks opisuje jedynie stronę popytową rynku kredytów mieszkaniowych. Wartość akcji kredytowej jest natomiast determinowana polityką kredytową banków i ich skłonnością do akceptacji ryzyka. W mojej opinii w sytuacji obecnej wysokiej nadpłynności polskiego sektora bankowego, najniższego ze wszystkich produktów kredytowych poziomu szkodowości jakim charakteryzują się kredyty mieszkaniowe oraz faktu, że poziom akceptacji wniosków kredytowych jest na poziomie ok. 70%, w kolejnych miesiącach należy oczekiwać wysokiego wzrostu akcji kredytowej w ujęciu wartościowym i marcowe rekordowe 7,3 mld zł może już niebawem zostać przekroczone – dodaje prof. Rogowski.

popyt na kredyty mieszkaniowe

Metodyka indeksu:

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe
na kwoty przekraczające 1 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.

I kw. 2021 na rynku nieruchomości biurowych

Pandemia przekłada się na większą ostrożność i niższy popyt na biura. Za nami spokojny kwartał pod względem ukończonych projektów. Łącznie w kraju powstaje najmniej biur od 8 lat, ale rynki regionalne trzymają się mocno – buduje się 800 000 mkw.

Firma doradcza JLL podsumowała I kwartał 2021 r. na rynku biurowym w Polsce.
Ponowne wprowadzenie restrykcji dotyczących COVID-19 wpłynęło na procesy decyzyjne firm. W efekcie, w pierwszych trzech miesiącach 2021 roku odnotowano spowolnienie aktywności na rynku biurowym.

Popyt – IT na podium

W I kwartale 2021 r. zapotrzebowanie na powierzchnię biurową w Polsce sięgnęło 208 000 mkw. To wynik niższy o 41% w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego.
Na największych rynkach biurowych poza Warszawą*, popyt w pierwszym kwartale wyniósł 98 300 mkw., a najemcy byli najbardziej aktywni w Trójmieście, Krakowie i Wrocławiu. Co ciekawe, 45% całkowitej aktywności na rynkach regionalnych stanowiły renegocjacje umów, popyt w pierwszym kwartale wyniósł 98 300 mkw., a najemcy byli najbardziej aktywni w Trójmieście, Krakowie i Wrocławiu. Co ciekawe, 45% całkowitej aktywności na rynkach regionalnych stanowiły renegocjacje umów, – wylicza Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL.

Zapotrzebowanie na biura na rynkach regionalnych generowały firmy technologiczne, które odpowiadały za 36% wolumenu transakcji poza Warszawą. Na kolejnych miejscach znalazł się sektor usług dla biznesu (17%) i finansowy (11%). Włączając Warszawę, pod względem skali najmu nadal prym wiedzie sektor IT (21% całkowitego popytu). Do największych transakcji najmu w Polsce należały kontrakty zawarte przez poufnego najemcę z sektora IT w Krakowie (11 400 mkw., kompleks Korona), Intel w Gdańsku (9 800 mkw., Tryton Business House) oraz Zarząd Transportu Miejskiego w Warszawie (9 800 mkw., Fabryka PZO).

Mimo że wiele firm w Polsce wstrzymuje ostateczne decyzje dotyczące zmian w swoim portfolio biurowym z uwagi na pandemię, widzimy pewne ożywienie w tym obszarze i układanie strategii w nowej normalności. Przykładowo, w ostatnich kilku miesiącach jako JLL pozyskaliśmy nowe projekty z obszaru reprezentacji najemcy na około 70 000 mkw., z czego około 25-30% to zapytania od firm jeszcze w Polsce nieobecnych, głównie z sektora usług dla biznesu, IT czy branży medycznej lub organizacji rozszerzających zakres działania i usług, – dodaje Karol Patynowski.

Jednym z ważniejszych „pandemicznych” trendów w Polsce są podnajmy, wykorzystywane przez firmy w celu optymalizacji swojego portfela nieruchomości. W Warszawie w ofercie jest około 120 000 mkw. na podnajem, a poza nią 167 000 mkw., głównie we Wrocławiu, Krakowie i Trójmieście.

Podaż – 200 000 mkw. powstaje w Katowicach

Od stycznia do marca do użytku oddano łącznie 213 000 mkw. (ponad 167 000 w Warszawie i jedyne 46 000 mkw. poza nią.). Wśród miast regionalnych najwięcej powierzchni ukończono w Trójmieście (25 000 mkw. w takich obiektach jak m.in. Palio A) i Krakowie (21 000 mkw., m.in. w Equal Business Park D). W efekcie, na koniec I kwartału 2021 r. całkowite zasoby powierzchni biurowej w Polsce wyniosły 11,9 mln mkw., z czego 5,8 mln mkw. przypadło na największe rynki regionalne.

Obecnie w Polsce buduje się około 1,2 mln mkw. – najmniej od 2013 roku. W Warszawie jest to 420 000 mkw., co jest z kolei najniższym wynikiem od 2010. Co ciekawe jednak, aktywność deweloperów na rynkach regionalnych utrzymuje się na mocnym poziomie – 800 000 mkw. na koniec I kwartału 2021 r., z czego imponujące 200 000 mkw. przypada na Katowice, – wylicza Ewa Grudzień, Starszy Analityk Rynku, JLL.

Do największych realizowanych obecnie inwestycji poza Warszawą należą: Global Office Park (Cavatina) oraz .KTW II (TDJ Estate) w Katowicach, MidPoint 71 (Echo Investment) we Wrocławiu, Nowy Rynek D & E (Skanska Property Poland) oraz Andersia Silver (Von der Heyden Group) w Poznaniu, a także 3T Office Park (SGPM Sp. z o.o.) w Trójmieście.

Rynek inwestycyjny – rekordowe regiony

Aktywność inwestorów w sektorze biurowym utrzymuje się na wysokim poziomie, pomimo pandemii. W I kwartale 2021 r. wartość transakcji inwestycyjnych wyniosła około 605 mln euro, z czego prawie 360 mln przypadło na główne rynki biurowe poza Warszawą. To najlepsze w historii otwarcie roku w miastach regionalnych. Tak spektakularny wynik został osiągnięty dzięki sprzedaży portfolio budynków w Krakowie i Wrocławiu przez Grupę Buma do Partners Group za ponad 200 mln euro. Inne znaczące transakcje to sprzedaż przez Torus biurowca Alchemia Neon w Gdańsku do funduszu DWS za ponad 80 mln euro, a także przejęcie Bramy Portowej w Szczecinie przez FLE od Vastint, – wymienia Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, JLL.

Powierzchnie niewynajęte i czynsze

Ze względu na umiarkowany poziom nowej podaży w pierwszych trzech miesiącach 2021 roku, średni wskaźnik pustostanów dla ośmiu rynków regionalnych pozostał na relatywnie stabilnym poziomie i wyniósł 12,6%, w porównaniu do 12,7% w IV kw. 2020 r. Łącznie, w całej Polsce wakat sięga 12%.Na koniec I kw. 2021 r. najwyższe czynsze poza Warszawą odnotowano w Krakowie (14-15,5 euro/mkw./miesiąc), a najniższe w Lublinie (10,5-11,5 euro/mkw./miesiąc). W nadchodzących kwartałach czynsze za najlepsze powierzchnie biurowe utrzymają się na stabilnym poziomie, natomiast wzrost nowej podaży oraz przyspieszający trend relokacji najemców do budynków lepszej jakości będą wywierać presję na obniżenie stawek czynszowych za powierzchnie biurowe klasy B.

*W Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Katowicach, Poznaniu, Łodzi, Lublinie, Szczecinie

I kw. 2021 na rynku nieruchomości handlowych

Branża handlowa w 2021 r. stanęła przed kolejnym wyzwaniem: rząd planował wprowadzić nową formę pomocy dla sklepów i lokali usługowych: 80 procentową obniżkę czynszu podczas zamknięcia sklepów w galeriach handlowych oraz 50 procentową przez trzy miesiące po jego zakończeniu. Po kilku tygodniach niepewności plany te zostały wstrzymane co jest pozytywnym sygnałem dla Właścicieli galerii handlowych, którzy ponoszą nie tylko koszty funkcjonowania obiektów pomimo znacznych ograniczeń w ich funkcjonowaniu ale również muszą podołać zobowiązaniom kredytowym.

Nowe, proponowane przez rząd przepisy mogły doprowadzić właścicieli galerii handlowych do niewypłacalności. Nieruchomości handlowe zazwyczaj w 70-80% są finansowane z kredytów bankowych, a umowy najmu są zabezpieczeniem spłacanych kredytów. W wyniku proponowanych zmian w umowach poszkodowani byli wszyscy właściciele centrów handlowych o powierzchni przekraczającej 2 000 m kw., zarówno inwestorzy zagraniczni, jak i firmy z rodzimym kapitałem. Według danych PRCH szacowana wartość zadłużenia branży handlowej wynosi obecnie ok 90 mld PLN.

Regulacja wysokości stawek czynszu ingeruje w swobodę kształtowania umów między podmiotami prywatnymi. Centra handlowe to system naczyń powiązanych – wsparcie jednej strony i przerzucenie większości kosztów na drugą stronę, będzie miało wpływ na pozostałych uczestników tego łańcucha: banki, dostawców, firmy świadczące usługi dla centrów handlowych, a w konsekwencji dla tych samych najemców, którzy dziś będą korzystać z tego pakietu pomocowego. – Fabrice Paumelle, Dyrektor Działu Powierzchni Handlowych, BNP Paribas Real Estate Poland

W I kwartale 2021 r. do użytku oddano jedynie 66 600 m kw. nowej powierzchni handlowej. W strukturze nowej podaży dominują wielkopowierzchniowe obiekty handlowe (54% nowej powierzchni), głównie dzięki otwarciu pod szyldem Castorama trzech byłych obiektów Tesco (Tychy, Ruda Śląska i Starogard Gdański). Z kolei udział parków handlowych w nowej powierzchni stanowi ok. 35% za sprawą otwarcia: Pasażu Warmińskiego w Lidzbarku Warmińskim, Aura Park Nakło nad Notecią oraz Atut Bielany w Krakowie. Rośnie udział parków handlowych w nowej podaży, obserwujemy natomiast mniejszą aktywność związaną z rozwojem i przebudową centrów handlowych, które przestały być dominującym formatem rozwijanym na rynku handlowym w Polsce. Sytuacja ta jest związana z trudną sytuacją centrów wywołaną pandemią COVID – 19. Z uwagi na duże nakłady inwestycyjne potrzebne do realizacji prac modernizacyjnych, inwestorzy na razie zachowują ostrożność w prowadzeniu takich działań.

W budowie pozostaje ok. 390 000 m kw. z terminem oddania do końca 2021 r.

Wśród obiektów w budowie dominują małe i średnie centra handlowe oraz parki handlowe, ponad 53% powierzchni zlokalizowane jest w miastach do 50 tys. mieszkańców, a tylko 14% w największych aglomeracjach. Udział parków handlowych w zasobach powierzchni handlowej rośnie z każdym rokiem, a nowa rzeczywistość COVID-19 pokazała, że ten format pozostaje odporny na skutki kryzysu. Na koniec I kwartału 2021 r. parki handlowe stanowiły 40% powierzchni pozostającej w budowie. W formacie tym dominują małe projekty o powierzchni najmu 5 000 – 10 000 mkw., zlokalizowane w miastach poniżej 100 000 mieszkańców. Rozwój tego segmentu jest konsekwencją ekspansji sieci dyskontowych, rozwijających się głównie w formatach małych centrów i wygodnych parków handlowych, w miastach do 100 tys. mieszkańców. – Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor Działu Business Intelligence Hub & Consultancy, BNP Paribas Real Estate Poland

I kw. 2021 r. upłynął również pod znakiem uruchomienia długo wyczekiwanej polskiej platformy Amazon.pl. Pomimo niepewnej sytuacji panującej na rynku handlowym w Polsce, cztery nowe marki zadebiutowały w I kw. 2021 r.: DentalPro Clinic z Włoch, Duxiana ze Szwecji i Rolf Benz z Niemiec oraz polska sieć hard dyskontów – Vollmart. Pozycja dyskontów w Polsce, zarówno spożywczych jak i niespożywczych, od lat stale rośnie, a pandemia tylko wzmocniła ten wzrostowy trend. Nawyki zakupowe konsumentów w czasie pandemii mocno przesunęły się w stronę sieci, a ponieważ kolejne lockdowny są trudne do przewidzenia, stąd też dyskonty niespożywcze zmierzają do uruchomienia sprzedaży on-line. Jako pierwsze na ten krok zdecydowało się Pepco, ogłaszając w lutym 2021 r. plany uruchomienia e-sprzedaży.

W centrach handlowych, w dużej mierze dzięki elastycznym umowom najmu, coraz częściej pojawiają się sklepy typu pop-up. Sklepy tymczasowe to atrakcyjna propozycja dla rozwijających się marek, a także sposób na obniżenie poziomu pustostanów w obiekcie handlowym. Centra handlowe decydują się również na wynajęcie powierzchni sklepom typu second-hand. W dobie wciąż zwiększającej się świadomości ekologicznej społeczeństwa, nadawanie drugiego życia przedmiotom jest trendem, który będzie się rozwijał w przyszłości.

Udział e-commerce w sprzedaży detalicznej przed pandemią oscylował w Polsce w granicach 5%-6%. W wyniku kolejnych obostrzeń nakładanych na branżę i wielu tygodni zakazu handlu drogą stacjonarną, dla wielu sklepów handel internetowy był jedynym kanałem dystrybucji. Udział sprzedaży internetowej w sprzedaży detalicznej ogółem w Polsce spadł z 9,8% w styczniu do 8,6% w lutym, kiedy to otwarto centra handlowe dla kupujących, jednakże jego udział nadal pozostaje znacznie wyższy, niż miało to miejsce w 2019 r. Pandemia pokazała jednocześnie, że handel stacjonarny nie zniknie i wciąż wielu Polaków jest przywiązanych do tradycyjnego modelu sprzedaży, o czym świadczyć może wyraźne wyhamowanie dynamiki sprzedaży online wraz z kończącymi się kolejnymi lockdownami i luzowaniem obostrzeń w działalności centrów handlowych.

I kwartał 2021 r. na rynku inwestycyjnym w sektorze nieruchomości handlowych zakończył się bardzo dobrym wynikiem.

Łączna wartość nieruchomości handlowych objętych transakcją w tym okresie osiągnęła prawie 190 mln EUR, co jest najlepszym wynikiem zaobserwowanym w I kwartale roku na przestrzeni ostatnich 5-6 lat. Największą transakcją odnotowaną w I kwartale 2021 r. było kupno przez EPP czterech obiektów handlowych M1 (Olsztyn, Tychy, Opole i Kielce). Była to ostatnia transza aktywów Chariot Top Group na podstawie umowy podpisanej w 2018 r. Z kolei prawie 20% aktywów handlowych dotyczyło obiektów należących poprzednio do Tesco. Biorąc pod uwagę ograniczenia w funkcjonowaniu dużych obiektów handlowych w Polsce, zmianę zachowania konsumentów oraz rozkwit zakupów lokalnych, na celowniku inwestorów w kolejnych miesiącach pozostaną parki handlowe i centra codziennych zakupów, jako aktywa o największej płynności. – Mateusz Skubiszewski, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Przedsiębiorcy alarmują: ceny stali osiągają kosmiczne poziomy, skoczyły nawet o 100%

Do Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie zgłaszają się przedsiębiorcy, którzy alarmują o dramatycznie rosnących cenach stali. Efekt to wzrost cen kosztów produkcji i coraz trudniejsza sytuacja w sektorach produkcji metalowej. – To nie prawda, że przemysł jest tylko i wyłącznie w ofensywnie. Ceny materiałów rosną i jest to drastycznie odczuwalne. Ceny stali to prawdziwy armageddon – informują nas przedsiębiorcy z Pomorza Zachodniego. – Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie odnotowała problem rosnących cen stali. W imieniu naszych członków napisaliśmy w tej sprawie pismo do Rzecznika MŚP Pana Adama Abramowicza – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Przedsiębiorcy mówią o „Armagedonie” na rynku stali

Przedsiębiorcy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej są zaniepokojeni drastycznymi wzrostami cen stali. Jak mówi Bogdan Białas z firmy BML z Wałcza obecna sytuacja „wymknęła się wynkowi spod kontroli”, a efekty tego to znaczący wzrost kosztów produkcji z użyciem elementów stalowych i metalowych. Najbardziej cierpi branża konstrukcyjna. Znacząco rosną ceny rusztowań., konstrukcji metalowych czy hal magazynowych. Dla firm z tego sektora takie wzrosty kosztów w czasach pandemii znacząco niwelują zysk, co powoduje, że zlecenia przed pandemią oceniane jako intratne, teraz generują straty.

– Ceny skoczyły o 50-100%. Do tego bardzo poważnym problemem są braki w asortymentach. Konsekwencją są wysokie wzrosty kosztów dla przedsiębiorców – mówi Bogdan Białas. – Huty wygasiły piece pod koniec roku 2020 i  zamiast je ponownie uruchomić i zwiększać produkcję, podnoszą ceny swoich wyrobów. Jest dosłowny „Armagedon”. Jak w takiej sytuacji planować produkcję, ustalać ceny wyrobów finalnych by nie ponieść straty? – dodaje. Ekspert Północnej Izby Gospodarczej zaznacza, że problem nie dotyczy tylko Polski, ale i całej Europy. Poszczególne rynki radzą sobie jednak indywidualnie i w ocenie naszego rozmówcy np. w Niemczech produkcja przemysłowa sprawniej radzi sobie z niedoborami.  – Planowanie inwestycji jest trudniejsze, podobnie jak wycena. Jeżeli ktoś stawia nową halę to jeszcze niedawno mógł szacować koszty na ok. milion złotych. W ciągu kilku miesięcy ta cena wzrosła do 1,5 miliona albo nawet jeszcze więcej. To różnice nad którymi nie da się przejść gładko do porządku dziennego – wyjaśnia Bogdan Białas.

Północna Izba Gospodarcza przygotowała w tej sprawie pismo do Rzecznika MŚP Adama Abramowicza. Będziemy monitorować sytuację na bieżąco.

Przemysł i logistyka mają sporo problemów. Coraz więcej zgłoszeń o zerwanych łańcuchach towarowych

Wiosną 2020 największa obawa branży TSL dotyczyła zerwanych łańcuchów komunikacyjnych czy przykładowo „rozproszonej globalizacji” czyli przenoszenia się centrów logistycznych z kontynentu na kontynent, tak by dynamiczniej odpowiadać na potrzeby przedsiębiorców i klientów w razie kolejnych lockdownów.

– Jesteśmy zwinną i dynamiczną gospodarką. Przetrwa ten, kto dostosowuje się do realiów rynkowych. Łańcuchy się rwały, dostawy były nieregularne, ale przedsiębiorcy mający dostęp do gotówki zakupili tyle towarów „na zapas”, że wzrost cen frachtowych czy lockdowny nie były dla nich bolesne. Czasem to powoduje stratę, a czasem gigantyczne zyski. Pogorszyły się marże, jest widoczny wzrost cen, czasem trudniej o dostawy o czasie. Branża TSL jest gotowa do dalszego działania i rozwoju – dodaje Prezes Grupy CSL Laura Hołowacz.

Nośniki reklamowe POS to prosty sposób na lepszą sprzedaż

Jak dotrzeć do klienta ze swoją ofertą? Okazuje się, że pomimo wielu nowoczesnych i zaawansowanych technologii, jednym z najbardziej skutecznych sposobów wciąż pozostają nośniki reklamowe POS. Przyczyna jest prosta – to tania i efektywna forma promocji, która w przeciwieństwie do reklam w mass mediach, bardzo rzadko irytuje klienta.

Czym są nośniki POS?

Nośniki reklamowe POS (z ang. point of sale), to w największym skrócie materiały wspomagające sprzedaż produktów i usług. Głównym zadaniem tego rodzaju nośników jest zwykle nakłonienie klienta do dokonania zakupu towaru w punkcie sprzedaży.

Jak łatwo zauważyć, materiały wspierające sprzedaż to dość obszerna grupa. Nośniki POS dzielimy na trwałe oraz miękkie. Pierwsza podkategoria to elementy wykonane z metalu lub tworzyw sztucznych, zaś druga to materiały bazujące głównie na papierze. Do podkategorii trwałych nośników reklamowych zaliczamy m.in. potykacze, kieszenie na ulotki, ekspozytory i stojaki z plexi, natomiast do miękkich np. naklejki, broszury czy katalogi reklamowe.

Które nośniki reklamowe wybrać?

Wśród wyżej wymienionych nośników możemy oczywiście wskazać te mniej lub bardziej skuteczne. Niemniej w praktyce o efektywności naszego komunikatu decyduje nie tylko metoda przekazu – istotna jest ponadto jakość wykonania materiałów a także odpowiednie rozmieszczenie nośników i umiejętne wykorzystanie dostępnej powierzchni.

Polecamy tutaj różnego rodzaju stojaki, prezentery oraz kieszenie na materiały promocyjne. Są lekkie i zajmują niewiele przestrzeni, dzięki czemu można je przenosić z miejsca na miejsce, co pozwala szybko weryfikować ich skuteczność. Nośniki tego typu to najczęściej wyroby z plexi i innych tworzyw sztucznych. Plexi to tworzywo, które w szczególności upodobała sobie branża reklamowa. Jego świetne właściwości fizyczne i optyczne a przede wszystkim przezroczystość, która w przypadku bezbarwnego szkła akrylowego dochodzi do 92% – sprawiają, że pleksi idealnie wpasowuje się w otoczenie. Plexiglas bardzo łatwo poddaje się różnego rodzaju obróbce, takiej jak gięcie, czy frezowanie, co umożliwia nadawanie elementom z pleksi praktycznie dowolnych kształtów.

Profesjonalnie wykonane wyroby z plexi doskonale sprawdzą się zarówno w sklepie, jak i biurze, gdzie mogą spełniać nie tylko rolę promocyjną, ale i reprezentacyjną, wzbogacając aranżację wnętrza. Nośniki reklamowe same w sobie powinny stanowić swego rodzaju element identyfikacji firmy, aby wspomagać budowanie świadomość marki wśród konsumentów.

Dlaczego nośniki POS?

Ekrany nieustannie wyświetlające reklamy, czy głośniki w kółko informujące o promocjach z początku mogą wydawać się dobrym pomysłem. Niemniej jednak tego rodzaju nachalny przekaz bardzo szybko zaczyna irytować a wręcz drażnić kupujących. Gdy mowa o nośnikach reklamowych, sytuacja wygląda nieco inaczej. To sam klient decyduje o tym, czy chce zapoznać się z materiałami promocyjnymi – przykładowo ulotkami, wizytówkami, folderami, czy próbkami towarów. Oczywiście, żeby przekaz był widoczny, należy zadbać o atrakcyjny wygląd nośników i materiałów promocyjnych, tak aby skutecznie przyciągały uwagę potencjalnych klientów. Umiejscowienie elementów reklamowych również odgrywa kluczową rolę w tym aspekcie.

Wyroby wykonane z plexi, takie jak np. kieszenie na ulotki lub wizytówki (pojedyncze bądź wielosegmentowe), świetnie sprawdzą się np. na biurku doradcy w dziale obsługi klienta. Kieszenie oraz stojaki z materiałami promocyjnymi można także rozstawić w pobliżu półek z produktami, aby na dłużej zatrzymać przy nich klienta. Wyroby z plexi doskonale nadają się do eksponowania poszczególnych towarów wraz z ich opisami – co można zaobserwować chociażby w wiodących sklepach z elektroniką. Rozwiązanie to jest na tyle dobre, że pozwala łatwo zaprezentować główne atuty danego produktu a przy okazji odciąża sprzedawców.

Stojaki reklamowe z plexi to interesujący wybór dla sklepów z kosmetykami i salonów piękności. Dzięki wysokiej przepuszczalności światła, stojaki wykonane z plexi można bez problemu dopasować do układu pomieszczenia w sposób, który nie psuje jego wystroju ani klimatu. Plexiglas wykorzystywany jest również do tworzenia wszelkiego rodzaju detali, takich jak małe szyldy, napisy czy logotypy, które świetnie nadają się do wykorzystania, jako subtelne ozdoby albo elementy wzmacniające identyfikację wizualną marki. Możliwości w tym zakresie jest naprawdę wiele.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 10.05 – 14.05.2021

Na rynki wraca apetyt na ryzyko w oparciu o trendy reflacyjne. Na rynku walutowym przejawia się to odejściem od dolara, rynek akcji sporo optymizmu ma już w cenach, za to nowym motorem wzrostów są surowce. Dane makro są analizowane pod kątem potwierdzenia otwierania gospodarek i poprawy perspektyw ożywienia w drugiej części roku. W najbliższych dniach odczyty inflacji mogą podsycać dyskusję o przyszłości polityce monetarnej. W Polsce pod lupą uchwała Sądu Najwyższego ws. kredytów frankowych.

Wydarzenia tygodnia: CPI/sprzedaż detaliczna z USA, Sentix/ZEW ze strefy euro, PKB z Wlk. Brytanii, CPI/PKB z Polski, uchwała SN ws. kredytów CHF

USA

W USA na pierwszym planie inflacja CPI (śr), gdzie spodziewane jest dalsze przyspieszenie tempa wzrostu cen. Jednak wyższa inflacja raczej nie rozbudzi oczekiwań na reakcję Fed, gdyż te chwilowo wyparowały po fatalnym NFP. Normalizacja sprzedaży detalicznej (pt) po silnym skoku w marcu (efekt wypłaty czeków zapomogowych) może przynieść spadek m/m, ale nie powinno być to źródłem awersji do ryzyka. W ciągu tygodnia nie zabraknie wystąpień przedstawicieli Fed, ale należy liczyć na potwierdzenie, że dyskusja o redukcji tempa skupu aktywów jest odłożona na później. Brak obaw o zwrot Fed i podtrzymanie apetytu na ryzyko na rynkach będą przemawiać za słabszym USD.

Strefa euro

W strefie euro indeks Sentix (pon) powinien wskazać poprawę nastrojów zbieżną z postępem procesu szczepień i poprawą perspektyw gospodarczych. Podobnie niemiecki indeks ZEW (wt) powinien odzwierciedlać łagodzenie restrykcji i spadek niepewności o wpływ trzeciej fali COVID-19 na siłę ożywienia. Lepsze dane powinny być zachętą do pchania EUR na wyższe poziomy, choć główną siłą nadającej kierunek EUR/USD pozostaje nastawienie względem dolara.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii marcowe PKB i produkcja przemysłowa (śr) są najważniejszymi odczytami. Jakkolwiek lockdown nie został jeszcze zniesiony, otwarcie szkół powinno wpłynąć na wzrostu produktu krajowego. Wskaźniki PMI w marcu pokazywały wzrost aktywności, co także przemawia za solidnym wzrostem gospodarczym w tym okresie. Po weekendzie będzie też znany już wynik wyborów do szkockiego parlamentu, ale potencjalna zmienność z tytułu wygranej SNP nie powinna zakłócić trendu wzrostowego funta.

Polska

W Polsce dane makro ograniczają się do rewizji kwietniowej inflacji CPI i szacunku flash PKB a I kw. (pt). W pierwszym interesujące będą składniki silnego przyspieszenia inflacji do 4,3 proc. r/r. W drugim – jak odporna była gospodarka na utrudnienia związane z restrykcjami. Z perspektywy złotego ważniejsza będzie kolejna odsłona uchwał sądowych w temacie kredytów frankowych. We wtorek 11 maja Izba Cywilna Sądu Najwyższego powinna wydać uchwałę w sprawie sześciu pytań dotyczących kredytów walutowych. Im bardziej zalecenia będą zmierzać ku konwersji kredytów lub ich unieważnieniu, tym bardziej negatywny będzie wpływ na złotego. Nie podejmujemy się oceny, w którą stronę pójdzie uchwała sądu.

Chiny

Poza tym niewiele wydarzeń mogących przynieść większą zmienność. CPI i PPI w Chinach (wt) mogą posłużyć jako dobry barometr dla oceny wzrostu popytu.

Norwegia i Szwecja

Odczyty inflacji z Norwegii (pon) i Szwecji (śr) nie powinny odmienić oczekiwań w stosunku do polityki Norges Banku i Riksbanku. Ewentualna słabość NOK po gorszym odczycie raczej będzie szybko wykorzystywana do kupna, biorąc pod uwagę spekulacje o podwyżce stóp procentowych jeszcze w III kw.

Australia i Kanada

W bloku dolarowym (AUD, NZD, CAD) indeksy nastrojów z Australii (pon) czy produkcja przemysłowa z Kanady (pt) zejdą na dalszy plan względem generalnego nastawienia do ryzyka i śledzenia przez waluty zmian w cenach surowców.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Apple rzuci rękawice Tesli?

Najpotężniejsze spółki informatyczne są coraz bardziej zainteresowane produkcją samochodów autonomicznych. Zaskoczył tym Google, a ostatnio coraz większe jest zamieszanie wokół Apple.

Samochody, które nie potrzebują kierowcy, coraz odważniej wjeżdżają na drogi. Jeszcze w tym roku pojawią się w Wielkiej Brytanii, a nad uregulowaniem ich statusu pracuje już polski rząd. Widać też mobilizację w branży IT. Czy przyspieszenie w projektowaniu autonomicznych pojazdów to gratka również dla inwestorów?

Najnowsze wyniki finansowe Apple były lepsze od oczekiwań i pokazały, że iPhone jest nadal flagowym produktem kalifornijskiej firmy. Ale to może się zmienić. Według nieoficjalnych informacji Apple przygotowuje się do produkcji własnego samochodu. Jego wprowadzenie na rynek mogłoby zmienić motoryzację tak, jak komputery Mac czy iPhony zmieniły świat elektroniki. Wszystko wskazuje na to, że Apple myśli o autonomicznych pojazdach elektrycznych i chce rzucić wyzwanie Tesli Elona Muska.

– Samochód autonomiczny produkowany przez Apple, to temat pozostający ciągle w sferze plotek, nie wiadomo nawet czy projekt ten dotyczyć ma stworzenia samochodu, czy też ograniczy się do przygotowania oprogramowania, przy współpracy z różnymi producentami – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Leściorz, ekspert CMC Markets. – Wiadomo jednak, że Apple rozmawiała już z kilkoma producentami samochodów. Przed dwoma laty były to rozmowy z Volkswagenem, a w tym roku z koreańskim Hyundaiem i japońskim Nissanem.

Najnowsze informacje o potencjalnej współpracy, z kwietnia br., dotyczą Lucid Motors, spółki z Kalifornii projektującej samochody elektryczne. Gdyby do tego doszło, byłby to bardzo ciekawy projekt, ponieważ obie firmy wyznają wspólne zasady dotyczące projektowania. Jest to filozofia oparta na dążeniu do perfekcjonizmu.

– Z tych działań wynika, że inwestorzy już mogą myśleć o Apple, jako o spółce, która będzie produkowała samochody, a wówczas Apple rzuci rękawice Tesli – komentuje ekspert CMC Markets. – Tesla musi brać to pod uwagę, ze względu na olbrzymie możliwości kapitałowe Apple.

Niedawne wyniki finansowe Tesli były lepsze od oczekiwań analityków. Jednak pierwsza reakcja inwestorów była taka, że kurs akcji spadł o 3 proc. Na początku maja za akcje Tesli trzeba było zapłacić około 670 USD, gdy 13 kwietnia, a więc jeszcze przed ogłoszeniem wyników kwartalnych, było to 762 USD. Co jednak o wiele istotniejsze, przed rokiem akcje Tesli były kilkakrotnie tańsze – 152 USD na początku maja 2020 r.

Czy ta część branży motoryzacyjnej, która zajmuje się samochodami elektrycznymi lub autonomicznymi jest przeszacowana przez inwestorów, a szczególnym tego przykładem jest właśnie Tesla? Czy też może jest przeciwnie i akcje firm z tej branży są nadal atrakcyjne?

– Inwestorzy oceniają, że jest to nadal część rynku z olbrzymimi perspektywami, a pojawiają się nowi gracze, o których w Polsce prawie nic nie wiemy, bądź są to spółki, których nie kojarzymy z branżą motoryzacyjną – wyjaśnia M. Leściorz. – Mamy w CMC Markets „koszyk akcji” pojazdów autonomicznych, który jest instrumentem finansowym podobnym do ETF-ów, a w nim Tesla ma ok. 10 proc. wagę. W tym koszyku umieściliśmy już Apple i Alphabet (holding powołany przez Google). W ciągu ostatniego roku wartość tego koszyka akcji wzrosła ponad dwukrotnie.

Bez podwyżki stóp procentowych nie zdusimy wysokiej inflacji

Żyjemy w świecie zerowych stóp procentowych, ale to musi się skończyć, wtedy odczujemy jak duże są koszty spłacania kredytów i długu budżetu państwa.

Jeszcze pamiętamy jak bardzo obciążający był światowy kryzys finansowy w 2008 r., a gospodarki wielu krajów przez kilka lat odbudowywały swój PKB. Takiej powtórki obawiano się na początku obecnego kryzysu, stąd też szybkie zmiany w 2020 r. w polityce pieniężnej banków centralnych. Obniżano stopy procentowe w obawie, że ceny zaczną spadać.

– Stało się jednak inaczej, ceny rosną i inflacja w Polsce jest znacznie powyżej celu inflacyjnego NBP – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – I nie ma perspektyw szybkiego powrotu do tego celu.

Zgodnie ze wstępnym szacunkiem inflacja CPI w Polsce zwiększyła się w kwietniu do 4,3 proc. r/r wobec 3,2 proc. w marcu. I była wyraźnie powyżej konsensusu rynkowego, wynoszącego 4,0 proc.

W maju inflacja prawdopodobnie będzie jeszcze wyższa, może nawet przekroczyć 5 proc. Coraz częściej nazywana jest „ukrytym podatkiem”, bo zwiększa rządowe dochody, które są znacznie powyżej założeń ustawy budżetowej. Jednocześnie najbardziej uderza to w sytuację gospodarstw domowych o najniższych dochodach.

Przez ostatnie miesiące NBP sugerował, że nie dojdzie do podwyżek stóp procentowych co najmniej do końca przyszłego roku. Można zastanawiać się czy nie stanie się to znacznie wcześniej.

– Trudno teraz przewidywać kiedy do tego dojdzie, ale ta data pierwszej podwyżki stóp procentowych uległa już znacznemu przyspieszeniu – komentuje ekspert XTB. – Na pewno powinniśmy już rozpocząć dyskusję o podwyżce stóp procentowych i to Rada Polityki Pieniężnej powinna sformułować uwarunkowania, przy spełnieniu których będzie chciała takie zmiany podejmować.

Popyt konsumpcyjny znów jest już silny. Będzie jeszcze wyższy, bo znoszone są kolejne ograniczenia administracyjne, związane z pandemią. Firmy nie nadążają z realizacją zamówień.

– Bez podwyżki stóp procentowych nie powrócimy do niskiej inflacji – dodaje P.Kwiecień. – Nie jest już pewne, że podwyżki stóp pozwolą łatwo zapanować nad wysoką inflacją.

Sniper Ghost Warrior Contracts 2 – premiera na PS5 w późniejszej części 2021 r.

CI Games zapowiedziało, że premiera oczekiwanej gry Sniper Ghost Warrior Contracts 2 na PlayStation 5 odbędzie się w późniejszej części 2021 r. z powodu nieoczekiwanych problemów technicznych.

Premiera gry na PS4, Xbox One, Xbox Series X|S oraz PC pozostaje niezmieniona i odbędzie się 4 czerwca 2021 r. CI Games jest pewne stanu i jakości gry na tych platformach, a doświadczony zespół już pracuje nad zapewnieniem równie wysokiego standardu rozgrywki na PS5.

Ze względu na opóźnienie, CI Games zapowiedziało, że pierwszy większy dodatek do gry (zawierający jedną rozległą mapę oraz nowe zlecenia) będzie dostępny za darmo dla graczy na wszystkich platformach. DLC jest obecnie w produkcji, a więcej informacji na jego temat pojawi się w późniejszym terminie.

Dodatkowo, posiadacze zarówno cyfrowej, jak i fizycznej wersji Sniper Ghost Warrior Contracts 2 na PS4 otrzymają darmowe, cyfrowe ulepszenie gry do wersji PS5, gdy ta pojawi się na rynku. Dzięki temu posiadacze PS5 mogą bez obaw sięgnąć po wersję gry z poprzedniej generacji. Na konsolach najnowszej generacji gracze będą mogli korzystać z ulepszonych tekstur i efektów graficznych oraz szybkiego ładowania z dysku SSD.

– Nie mogliśmy przewidzieć napotkanych problemów. Mogę zapewnić graczy, że bardzo doświadczony, profesjonalny i oddany zespół pracuje wraz z ekspertami Sony oraz dostawcą silnika nad zapewnieniem posiadaczom PS5 najlepszego doświadczenia snajperskiego, na jakie zasługują. Darmowa aktualizacja do wersji na PS5 będzie dostępna zarówno dla posiadaczy fizycznych i cyfrowych wersji na PS4 – zapewnia Tobias Heussner, producent wykonawczy w CI Games.

Sniper Ghost Warrior Contracts 2 przeniesie gameplay bestsellerowej serii CI Games na nowy poziom. Gracze będą mogli oddać strzały do celów oddalonych o ponad kilometr (rekord w serii), zwiedzić olbrzymie mapy-piaskownice, używać realistycznych broni i gadżetów. Ulepszona grafika i silnik gry pozwolą przeżyć graczom najlepsze doświadczenie bycia strzelcem wyborowym.

Zamówienie przedpremierowe na wersje konsolowe gry dostępne są u wybranych sprzedawców. Grę w wersji PC można zamówić już teraz na Steam. Wersja przedpremierowa da graczom dostęp do ekskluzywnych broni i skórek do broni.

Sniper Ghost Warrior Contracts 2 będzie dostępny za 99,99 zł na PC i 149,99 zł na konsolach.

Indeks GIP60: Kwiecień był dla Giełdowego Indeksu Produkcji najlepszym miesiącem w 2021

W kwietniu akcje polskich producentów z Giełdowego Indeksu Produkcji (GIP60) wzrosły o 7,6% pozwalając mu wrócić powyżej poziomu 1000 pkt, od którego indeks wystartował na początku 2016 r. Dobra koniunktura w przemyśle zrodziła dla polskiego sektora produkcji wiele szans, ale też problemów – szczególnie z zaopatrzeniem, które do tej pory nie ograniczały znacząco wzrostu wartości rynkowej polskich producentów z GPW.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc kwiecień. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP z DSR S.A. pisze: „Kwiecień był dla Giełdowego Indeksu Produkcji (GIP60) najlepszym miesiącem w 2021 r. Wzrost z poziomu 930,33 punktów ustanowionego na koniec marca, do 1001,22 punktów na koniec kwietnia dał 7,6% stopę zwrotu. Cały pierwszy kwartał br. przyniósł 5,4% wzrost, tak więc pierwszy miesiąc drugiego kwartału okazał się wyjątkowo dobry, dzięki czemu od początku 2021 roku GIP60 zyskał na wartości już ponad 13,5%”.

Dla osób śledzących nasze komunikaty, taki rozwój wypadków nie powinien być zaskoczeniem, gdyż tak pisaliśmy miesiąc temu: „Polskie spółki produkcyjne wykorzystują szansę, która pojawiła się w wyniku zawirowań pandemicznych na globalnym rynku dostaw. Od dołka z ubiegłego roku GIP60 zdążył już podwoić swoją wartość, jednak ciągle znajduje się poniżej swojej wartości bazowej ustalonej na poziomie 1000 punktów w styczniu 2016 roku, zachowując potencjał do dalszych wzrostów, które powinny być kontynuowane w drugim kwartale br.”. Można więc uznać, że długa seria trafnych prognoz została podtrzymana. Przejdźmy zatem do kolejnej analizy zdarzeń minionego miesiąca.

W kwietniu, aż 42 spółkom udało się uzyskać dodatnie miesięczne stopy zwrotu, wśród których 17 zanotowało dwucyfrowy zwrot.  W przekroju branżowym w kwietniu najlepiej radzili sobie producenci i dystrybutorzy odzieży określani przez nas mianem „Projektantów”. Średnia miesięczna stopa zwrotu w tej grupie wyniosła 21,5% za sprawą solidnych wzrostów na akcjach Vistuli (31,43% m/m), LPP (20,62%) i CCC (12,38%). Również branża spożywcza zanotowała solidne wzrosty, co przełożyło się na średni zwrot w tej grupie na poziomie 10%. Porównywalnie dobrze w kwietniu radzili sobie producenci tworzyw sztucznych (średnio +9,1% m/m), materiałów budowlanych (+8,7%), producenci z przemysłu lekkiego (+6,0%), metalurgicznego (+5,4%), motoryzacyjnego (+4,4%) i elektromaszynowego (+4,0%).

Znalazły się również branże, które minimalnie traciły. Niektóre mniej, tak jak producenci wyrobów drewnianych i chemicznych, którzy średnio tracili w kwietniu odpowiednio 0,7% i 0,9%. Jednak największe przeceny dotknęły spółki z branży farmaceutycznej, w której średnia stopa zwrotu w kwietniu wyniosła -13,7%. Może to wskazywać na wiarę inwestorów w skuteczność programu szczepień i przejście w fazę „popandemiczną”.

Wyniki za rok 2020 podsycają popyt na akcje polskich producentów

Kwietniową klasyfikację Giełdowego Indeksu Produkcji wygrywa Decora S.A. za miesięczny zwrot na poziomie 35,38%, co zbliżyło wartość rynkową tej spółki do 2 mld zł. Akcje przedsiębiorstwa ze Środy Wielkopolskiej, produkującego elementy wykończenia podłogi oraz dekoracji ściennych zareagowały żywo na wyniki spółki za 2020 rok. We wspomnianym sprawozdaniu finansowym uwagę zwraca solidny wzrost zysku netto do 58,9 mln zł, a więc 173% więcej niż w 2019 r. kiedy spółka zarobiła na czysto 21,6 mln zł, a to wszystko przy 21% wzroście przychodów do 353 mln zł. Równocześnie spółka ogłosiła plan wypłaty dywidendy w wysokości 2 zł na akcję, co daje stopę dywidendy w okolicach 5%.

Drugi stopień podium dla VRG S.A. za 31,43% zwrot w kwietniu. Również w tym przypadku ceny akcji rozpoczęły solidny marsz na północ, po ogłoszeniu wyników za ubiegły rok. Jednak tym razem inwestorzy zadowolili się mniejszą stratą od oczekiwanej, dzięki czemu krakowska Vistula Retail Group S.A. okazała się jedną z lepszych inwestycji na początku drugiego kwartału.

Trzecie miejsce dla spółki Wielton S.A. za 27% wzrost wartości. Jest to już kolejne miejsce na podium narodowego czempiona motoryzacyjnego z Wielunia, który na przekór problemom branży transportowej, radził sobie relatywnie dobrze, utrzymując w ubiegłym roku dodatni wynik skonsolidowany (27,3 mln zł), mimo spadku przychodów (-22% rdr). Na uwagę zasługuje także wzrost liczby zarejestrowanych przyczep i naczep w pierwszym kwartale br. do 822 szt. (+25,7% rdr).

Problemy z podażą surowców i materiałów

Dane GUS i Eurostatu publikowane są z miesięcznym opóźnieniem, jednak dotychczasowe odczyty nie budzą wątpliwości, co do dobrej kondycji przemysłu w Polsce. Produkcja rośnie, rośnie też wartość produkcyjnych spółek giełdowych, co dowodzi, że inwestorzy uwierzyli, że to trwały trend. Rośnie produkcja w wielu krajach Europy Wschodniej, wyróżniając ją na tle świata, gdzie poza Chinami przemysł nie odnotowuje aż tak dobrej koniunktury.

Jednak rosnący popyt to tylko jedna strona medalu, po drugiej mamy pogłębiające się problemy z zakupami surowców i materiałów, których ceny są wyraźnie wyższe, a dostępność mniejsza niż przed rokiem. W mniejszym stopniu producentom doskwierają problemy z uzupełnieniem braków kadrowych.

Efekty trudnej sytuacji po stronie podażowej widać już teraz w badaniach ankietowych, które przykładowo leżą u podstaw wskaźnika PMI®, a ten spadł w kwietniu z 38-miesięcznego szczytu (54,3) do 53,7 pkt. W komentarzu do badań wskazano rekordowo niską wydajność zaopatrzeniowców, najszybszą w historii badań inflację kosztów oraz cen wyrobów gotowych, przy bezprecedensowo wysokim poziomie zaległości produkcyjnych. Wśród ankietowanych kierowników firm produkcyjnych panuje przeświadczenie, że produkcja wzrosła tylko nieznacznie, właśnie przez wspomniane wcześniej problemy z zakupem surowców i materiałów, co – w połączeniu z dużym popytem eksportowym – doprowadziło do wyprzedaży zapasów i wzrostu cen wyrobów gotowych.

Na początku drugiego kwartału zakłócenia w łańcuchu dostaw utrzymały status głównego czynnika hamującego rozwój sektora przemysłowego, zwiększając średni czas opóźnienia w dostawach. Zatrudnienie w sektorze rośnie nieustannie od kilku miesięcy, jednak producenci w dalszym ciągu narzekają na braki również w tym obszarze. Zamówienia eksportowe rosły w tempie najszybszym od 7 lat, natomiast popyt krajowy osłabł, przez co sumaryczny wzrost nowych zamówień okazał się niewielki.

Kolejne spółki publikują zadowalające lub bardzo dobre wyniki za ubiegły rok oraz informują o utrzymaniu tempa wzrostu w pierwszych miesiącach 2021 roku. Jednak problemy z dostępnością materiałów i surowców ograniczają możliwości wykorzystania obecnej sytuacji do jeszcze szybszej ekspansji. Utrzymujące się problemy z ciągłością łańcuchów dostaw mogą spowodować spadek dynamiki wzrostu sprzedaży w sektorze, co z pewnością nie umknie uwadze inwestorów- prognozuje dr Maciej Zaręba.

Czy polscy producenci są w stanie rozwiązać te problemy i wykorzystać dziejową szansę na zwiększenie udziału w globalnym rynku? Spółki, którym ta sztuka się uda zapewne hojnie wynagrodzą swoich akcjonariuszy w kolejnych kwartałach.

Doręczenia elektroniczne – krok w dobrym kierunku?

Informatyzacja szeroko rozumianej administracji publicznej uległa w ostatnim czasie znacznemu przyspieszeniu. Praktycznie we wszystkich sprawach urzędowych, w tym w sprawach podatkowych, wymiana korespondencji może obecnie następować drogą elektroniczną. Co więcej, postępowanie przed sądami administracyjnymi również może toczyć się w całości elektronicznie, a już niedługo – bo 1 lipca 2021 r. – pełnej informatyzacji ulegnie również postępowanie przed sądami rejestrowymi.

Obszarem, który dalej pozostaje w znacznej części „papierowy” jest postępowanie przed sądami powszechnymi, chociaż i w tym przypadku wprowadzono w ostatnim czasie kilka ciekawych rozwiązań, w szczególności możliwość uczestnictwa w zdalnych rozprawach.

Ustawodawca postanowił wykonać kolejny krok w procesie upowszechnienia informatyzacji kontaktów obywateli z państwem, uchwalając ustawę z dnia 18 listopada 2020 r. o doręczeniach elektronicznych. Ustawa kompleksowo reguluje kwestię elektronicznej wymiany korespondencji pomiędzy obywatelami i urzędami i wprowadza kilka zasadniczych zmian, które można byłoby bez większej przesady określić jako rewolucyjne.

Podstawowe założenia

Doręczenie elektroniczne, również w sprawach podatkowych, ma stać się zasadą, a „tradycyjne” doręczenie papierowe – wyjątkiem. Nowo tworzony system ma w założeniach zastąpić obecnie stosowaną komunikację za pośrednictwem platformy ePUAP – „wygaszenie” systemu ePUAP nastąpi po 30 września 2029 r. Korespondencja urzędowa będzie doręczana przez podmioty publiczne na adres do doręczeń elektronicznych wpisany do bazy adresów elektronicznych. Każda osoba będzie posiadać jedną skrzynkę do doręczeń elektronicznych, wykorzystywaną do celów komunikacji urzędowej.

Usługa doręczenia elektronicznego ma być zasadniczo dobrowolna. Część podmiotów została jednak zobowiązana do utworzenia adresu do doręczeń elektronicznych – są to m.in. adwokaci i radcy prawni wykonujący zawód. Muszą oni utworzyć taki adres dość szybko, bo do 1 października 2021 r. W przypadku osób wykonujących działalność gospodarczą oraz podmiotów wpisanych do Krajowego Rejestru Sądowego, utworzenie takiego adresu nastąpi z urzędu. Doręczenie elektroniczne będzie mogło być potencjalnie wykorzystywane również w komunikacji między przedsiębiorcami, zastępując obecnie wykorzystywaną formę rejestrowanego listu poleconego.

Uzupełnieniem usługi doręczenia elektronicznego ma być tzw. publiczna usługa hybrydowa, zapewniająca możliwość odbierania korespondencji w postaci papierowej tym osobom, które nie będą chciały lub mogły odbierać korespondencji w drodze elektronicznej. Takie pisma będą pierwotnie wysyłane jako pisma elektroniczne, ale przed ich faktycznym doręczeniem zostaną wydrukowane i przekazane adresatowi w tradycyjnej formie papierowej.

Stopniowo do celu

Usługa doręczenia elektronicznego oraz tzw. publiczna usługa hybrydowa, będą wprowadzane stopniowo. Najwcześniej, bo od 1 października 2021 r., doręczać elektronicznie będą organy administracji rządowej. Najpóźniej nowymi zasadami doręczeń zostaną natomiast objęte m.in. sądy powszechne – w ich przypadku ustawa wejdzie w życie 1 października 2029 r. Wątpliwości może budzić bardzo odległy termin wdrożenia ustawy w sądach powszechnych, zwłaszcza, że jest to obszar działalności państwa niejako „wykluczony” cyfrowo.

W dobrym kierunku

Informatyzacja doręczeń ma wiele plusów. Wysyłka pism elektronicznych jest co do zasady tańsza, wygodniejsza, mniej pracochłonna i szybsza. Do niektórych osób mogą również przemawiać argumenty dotyczące łatwiejszej archiwizacji wysyłanych i odbieranych dokumentów, czy też argumenty natury ekologicznej (mniej zużytego papieru). Ustawa o doręczeniach elektronicznych jest więc niewątpliwie krokiem w dobrym kierunku.

Niemniej jednak wydaje się, że niektóre zmiany wprowadzane są zbyt wolno. Cieszy natomiast przedstawienie jasnego harmonogramu cyfryzacji działalności podmiotów publicznych. Pozostaje mieć nadzieję, że terminy te będą dotrzymane i nie zajdzie potrzeba ich przedłużania – tak, jak miało to miejsce w przypadku elektronizacji postępowań przed sądami rejestrowymi.

Jarosław Józefowski, radca prawny, senior associate w Enodo Advisors. Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z CIT, szczególnie związanych z opodatkowaniem międzynarodowym. Posiada doświadczenie w projektach realizowanych m.in. dla podmiotów z branży energetycznej, farmaceutycznej oraz finansowej.

Fikcyjność transakcji dostawy – przesłanki na podstawie wyroku NSA o sygn. I FSK 168320

Karuzele VAT-owskie są przedmiotem dużego zainteresowania fiskusa w ostatnich latach. W związku z tym bardzo szczegółowo badane są łańcuchy transakcji i powiązań pomiędzy podmiotami, szczególnie w sytuacji, gdy towar opuścił terytorium Polski. Zdarza się, że dla „urealnienia” karuzeli VAT-owskiej w takie transakcje angażowane są legalnie działające podmioty, niebędące oszustami podatkowymi. W związku z tym podatnicy powinni zachować szczególną ostrożność, jeżeli chodzi o weryfikację swoich kontrahentów oraz dokonywanych transakcji. Istotne jest w tym zakresie wdrożenie odpowiednich procedur weryfikujących transakcje i kontrahenta, zbieranie w związku z tym odpowiednich dowodów, jak też prawidłowe i rzetelne dokumentowanie transakcji. Jak bardzo jest to ważne, przekonał się podatnik, będący bohaterem sprawy, która ostatecznie skończyła się wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 28 stycznia 2021 r. sygn. I FSK 1683/20.

Co kwestionował organ?

Organy podatkowe w toku prowadzonej kontroli stwierdziły wystąpienie fikcyjnego obrotu kawą, mającego na celu oszustwo podatkowe. W obrocie kawą brało udział 8 spółek, z których jedna była zagraniczna. Kontrola dotyczyła podatnika VAT zarejestrowanego jako podatnik VAT czynny od 1997 r., składającego regularnie deklaracje VAT-7. Podatnik zajmował się działalnością w zakresie handlu hurtowego i detalicznego artykułami spożywczymi, nawozami i napojami alkoholowymi.

W toku kontroli stwierdzono, że w przypadku pięciu faktur dotyczących wewnątrzwspólnotowego nabycia zastosowana została nieprawidłowa stawka podatku 23% zamiast 5%. Ponadto w czasie kontroli sprawdzono transakcje zakupu i sprzedaży kawy. Na podstawie zebranych dowodów oraz kontroli krzyżowych przeprowadzonych u kontrahentów podatnika, a także w oparciu o zeznania świadków, korespondencji mailowej i pozostałych dokumentów stwierdzono, że faktury nie dokumentują rzeczywistych transakcji gospodarczych. W szczególności organy zidentyfikowały braki w dokumentacji przyjęcia i wydania towarów oraz stosowanie w łańcuchu warunków transakcji, których podmioty nie ustaliłyby w przypadku konkurencji rynkowej, tj. warunków bez biznesowego uzasadnienia.

Ponadto różne strony transakcji zeznawały odmiennie, jeżeli chodzi o kwestię transportu kawy. Brak spójności w tym zakresie w przypadku transportu towarów za 600 tys. zł był w ocenie organu wystarczający do przyjęcia, że do transportu nie doszło. Dodatkowo domniemanie to potwierdzał krótki okres pomiędzy wystawieniem faktury zakupu i faktury dostawy, który w ocenie kontrolerów byłby niemożliwy do osiągnięcia w warunkach konkurencji rynkowej. Termin i czas zapłaty również był bardzo krótki.

W konsekwencji organy podatkowe ustaliły, że faktury nie dokumentują rzeczywistych transakcji gospodarczych, lecz stanowią tzw. puste faktury, wykorzystywane w oszustwach VAT.

Stanowisko spółki

Spółka nie zgodziła się z takim stanowiskiem organu podatkowego, powołując się na definicję dobrej wiary podatnika określoną w wyroku TSUE z 22 października 2015 r. w sprawie C-277/14. W wyroku tym TSUE wskazał, że przedsiębiorca nie może zostać obciążony ciężarem podatku w związku z nadużyciami dokonanymi przez kontrahenta. W efekcie odliczenie VAT powinno przysługiwać także w sytuacji, gdy podmiot został na podstawie przepisów krajowych uznany za nieistniejący. Ponadto spółka zarzuciła organom podatkowym selektywne wybieranie dowodów oraz brak przeprowadzenia dowodu z zeznań świadka odpowiedzialnego za odbiór i załadunek zakupionej kawy, który to dowód miałby świadczyć na korzyść strony.

Wyrok NSA

W omawianej sprawie Naczelny Sąd Administracyjny podtrzymał stanowisko WSA w Krakowie i orzekł, że dokonywanie interpretacji selektywnie powoływanych określonych okoliczności sprawy na korzyść strony nie dowodzi, że nie doszło do oszustwa podatkowego oraz nie przesądza o dobrej wierze spółki. NSA zaznaczył, że w niniejszej sprawie wymóg dochowania należytej staranności nie został spełniony, ponieważ spółka wiedziała lub przynajmniej powinna była wiedzieć o fikcyjności w przypadku dokonywanych transakcji obrotu kawą.

NSA zwrócił uwagę na kompleksowy charakter zebranego materiału dowodowego i jego analizę, która potwierdziła dokonanie oszustwa podatkowego. NSA wskazał, że dowody powoływane przez spółkę nie były w stanie podważyć ustaleń organu. Strona powoływała pojedyncze okoliczności, które w perspektywie logicznego podejścia, zgodnego z doświadczeniem życiowym, nie uzasadniały niewiedzy, że podmiot uczestniczy w oszustwie. W szczególności NSA podkreślił, że według zeznań świadków podatnik nigdy nie handlował kawą, a dokonana transakcja przeprowadzona była na bardzo korzystnych warunkach rynkowych. NSA nie udowodnił jednoznacznie, że podatnik świadomie uczestniczył w oszustwie, wskazując jedynie: „Tym samym teza spółki o braku świadomości udziału w nielegalnym procederze jawiła się jako niewiarygodna”.

Powyższy wyrok NSA wskazuje, że podatnicy powinni być bardzo ostrożni przy weryfikacji swoich kontrahentów oraz nie podejmować transakcji „podejrzanych”, gdzie warunki znacznie odbiegają od warunków rynkowych. Pomimo więc, że nie ma złudzeń co do tego, iż w przedmiotowej sprawie doszło do oszustwa podatkowego, to organy podatkowe nie zdołały jednoznacznie potwierdzić woli uczestnictwa podatnika w tym procederze. Oznacza to, że podatnik mógł być nie do końca świadomy, że uczestniczy w oszustwie. Jednak brak jakichkolwiek procedur i słaba dokumentacja przekreśliły jego szanse na obronę.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Piąty dzień tygodnia

Dobrnęliśmy do końca tygodnia, w trakcie którego nastroje na rynkach były mieszane, choć powoli zaczyna górę brać apetyt na ryzyko. Dziś uwaga skupia się na raporcie NFP, gdzie ponad 1 mln nowych miejsc pracy jest możliwy, choć prawdopodobnie mało istotny dla inwestorów.

Konsensus dla liczby nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym USA w kwietniu został ustanowiony na równo 1 mln. Rosnąca liczba zaszczepionych i luzowanie restrykcji pozwala na odbudowę miejsc pracy przede wszystkim w sektorach, które wcześniej ucierpiały na lockdownach. Widać to było w raportach ISM, gdzie subindeks zatrudnienia wzrósł w usługach (choć obniżył w przemyśle, ale i tam pozostał powyżej 50 pkt.). Dodatkowo otwieranie szkół przywróci prace w sektorze publicznym. Niezależnie jak imponująco wygląda przywrócenie miliona nowych miejsc pracy, nie robi to już wrażenia na uczestnikach rynku. Odbicie gospodarcze USA stało się faktem dobre kilka tygodni temu i jest już ujęte w cenach. Poprzeczka dla pozytywnych zaskoczeń jest ustawiona wysoko – albo dane pokażą bardzo szybką odbudowę zatrudnienia i wzniecą oczekiwania na szybszy zwrot w polityce Fed, albo wystarczą tylko do podtrzymania ogólnorynkowego optymizmu (sytuacja się poprawia). W skrócie, raport NFP raczej nic dobrego dla dolara nie przyniesie. Co więcej, sytuacja w gospodarce może być za dobra, by NFP pokazał wyniki lepsze od oczekiwań. Hojne programy fiskalne skutkują zwlekaniem bezrobotnych z powrotem do pracy, przez co firmy zgłaszają problemy ze znalezieniem pracowników. Podsumowując, ryzyka wokół raportu są obustronne, ale z uwagi na powyższe okoliczności odczyt może zostać zignorowany.

Bank Anglii utrzymał główną stopę na 0,1 proc. i limit dla programu skupu aktywów na 875 mld GBP, ale tempo skupu aktywów zostało obniżone z 4,4 mld GBP/tyg. do 3,44 mld GBP/tyg. Redukcja tempa oznacza, że program pozostanie aktywny dłużej (do końca 2021 r.), ale generalnie niewiele zmienia w ocenie polityki pieniężnej. BoE powtórzył, że nie zamierza zacieśniać polityki dopóki nie pojawią się „jasne dowody” odbicia ożywienia, nawet jeśli bank zakłada, że gospodarka Wielkiej Brytanii jeszcze w tym roku odzyska poziomy sprzed pandemii. BoE potwierdził, co rynek już dyskontował – QE nie będzie przedłużane, choć jeszcze za wcześnie, by wyceniać podwyżkę stóp procentowych. Wydźwięk decyzji Banku Anglii jest jastrzębi, ale tylko na tyle, aby zrównać oczekiwania wkomponowane w wycenę na rynku stopy procentowej i pośrednio odpowiedzialne za powrót GBP/USD do 1,39 w ostatnich dniach. By ruszyć wyżej (i skorzystać na poprawie apetytu na ryzyko) funt wpierw musi pozbyć się niepewności wokół wyniku wyborów parlamentarnych w Szkocji (czekamy na wyniki dziś lub jutro), nawet jeśli zagrożenie leży wyłącznie w nerwowej reakcji rynków na wygraną SNP niż faktycznym ryzyku referendum niepodległościowego. Poprzednim razem SNP po wyborach w 2011 r. potrzebowała trzech lat na doprowadzenie do głosowania. Jest też mało realne, aby rząd Borisa Johnsona tym razem miał szybciej przystać na referendum.

EUR/PLN odbija dziś rano z powrotem w stronę 4,58. Złoty ma trudności ze skorzystaniem z pozytywnych nastrojów na rynkach zewnętrznych, a blokują go czynniki krajowe. NBP pozostaje gołębi i nie spieszy się ze zwrotem ku podwyżek stóp procentowych, pomimo wyższej inflacji. Takie nastawienie powinna dziś potwierdzić konferencja prezesa NBP A. Glapińskiego. Nie sądzę, aby przy 4,58 złoty wyceniał jastrzębi zwrot RPP, aby w przypadku gołębiego wydźwięku konferencji zareagować negatywnie. W złotym ujęta jest premia za ryzyko związana z nierozstrzygniętą kwestią kredytów frankowych. 11 maja Sąd Najwyższy ma wydać uchwałę w tej sprawie, a dziś spodziewana jest uchwała SN do odrębnego zapytania Rzecznika Finansowego ws. roszczeń w przypadku unieważnienia umowy kredytowej. Najbliższe dni to okres szumu wokół uchwał SN, gdzie wszystko może się zdarzyć.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Prowadzisz własny biznes? Pomyśl o ubezpieczeniu NNW – następstw nieszczęśliwych wypadków

Ubezpieczenie NNW Indywidualne to odpowiedź na potrzeby własnego biznesu. Taka polisa przyda się również osobom, które pracują na własnej działalności, rozliczając się co miesiąc w ramach faktury. To rozwiązanie również dla przedstawicieli tzw. wolnych zawodów np. z branży artystycznej. W sytuacji, gdy nie jesteśmy zatrudnieni na zasadach umowy o pracę i rozwijamy własną działalność musimy myśleć o wielu rzeczach wokół biznesu. Jedną z nich jest zapewnienie sobie ochrony w ramach polisy ubezpieczeniowej.

Twoje zdrowie to Twój najważniejszy biznes.

Prowadzenie własnej firmy daje wiele satysfakcji. Gdy jesteśmy „na swoim”, podejmujemy ważne decyzje, rozwijamy własny biznes. Przynosi to wiele satysfakcji i daje poczucie niezależności. Pierwsze sukcesy napędzają do dalszego działania i motywują do rozwoju swojej przedsiębiorczej drogi. W tej codziennej gonitwie powinniśmy jednak pamiętać, jak wiele zależy od stanu naszego zdrowia i jak wiele może się zmienić w jednej chwili. Jak zabezpieczyć się na taką pesymistyczną wizję? Ubezpieczeniem NNW.

Jak przewidywać nieprzewidziane?

NNW to ubezpieczenie skutków nieszczęśliwego wypadku. Mogą być nimi np. uszkodzenie ciała czy problemy zdrowotne tzw. rozstrój zdrowia. Powrót do normalności, pełnej kondycji fizycznej naszego organizmu wymaga wówczas nakładów: czasowego i pieniężnego. Koszty są nieraz tak duże, że każda pomoc jest na wagę… zdrowia i spokoju. W takiej sytuacji przyda się właśnie NNW Indywidualne. Takie rozwiązanie daje całodobową ochronę w życiu prywatnym i zawodowym, bez względu na to, gdzie akurat przebywamy. Wsparcie finansowe w obliczu wypadku jest bezcenne. Bo kto by chciał oszczędzać na zdrowiu.

W jakich sytuacjach pomocne będzie NNW Indywidualne?

NNW Indywidualne w podstawowym zakresie to świadczenia z tytułu trwałego uszczerbku na zdrowiu oraz poważnego urazu po nieszczęśliwym wypadku. Wysokość tych świadczeń można sprawdzić w tabelach: trwałego procentowego uszczerbku na zdrowiu i poważnych urazów, które zawarte są w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia (OWU). To z nich wyczytamy jaki procent sumy ubezpieczenia stanowi konkretny uszczerbek czy uraz. Warto z tymi dokumentami zapoznać się przed zawarciem polisy.

Trwały uszczerbek dotyczy uszkodzeń ciała, zaburzeń jego ważnych funkcji. Przykład? Uszkodzenie kręgosłupa, złamanie ręki czy nogi, zwichnięcia stawów. Poważny uraz wiąże się z kolei z utratą części ciała lub upośledzeniem działania organizmu. Przykładem może być utrata słuchu czy wzroku, także kończyny, porażenie czy niedowłady. Rodzaj tych urazów przekłada się na procentową wysokość sumy ubezpieczenia.

Jak wybrać odpowiedni zakres ochrony ubezpieczenia NNW?

Ubezpieczenie następstw nieszczęśliwych wypadków w ofercie Compensy  daje wiele możliwości rozszerzenia zakresu ochrony. Wśród nich są takie świadczenia po nieszczęśliwym wypadku jak m.in.:

  • zasiłek dzienny przy niezdolności do pracy  lub nauki (krótkotrwałej, od 14 do 100 dni)
  • pomoc w sytuacji, gdy wypadek wymusi zmianę kwalifikacji zawodowych (np. zwrot kosztów szkoleń).

Oba rozszerzenia z pewnością przydadzą się osobom prowadzącym własny biznes, przedsiębiorcom czy przedstawicielom wolnych zawodów. Polisa NNW zapewni również zwrot kosztów leczenia, rehabilitacji, operacji plastycznych po nieszczęśliwym wypadku czy świadczenie w przypadku poważnego zachorowania (np. paraliż, udar, zawał serca, nowotwór złośliwy). W przypadku niepełnosprawności będącej skutkiem nieszczęśliwego wypadku, możemy liczyć na wsparcie finansowe w obliczu konieczności dostosowania mieszkania do nowych ograniczeń związanych z poruszaniem się.

Więcej informacji na temat możliwości ubezpieczenia dla właścicieli małych firm, samozatrudnionych i wykonujących wolne zawody przeczytasz w artykule: https://www.compensa.pl/blog/165/wlasna-dzialalnosc-jakie-wybrac-ubezpieczenie-co-obejmuje-nww-indywidualne.

Ministerstwo szykuje bat na nieuczciwych sprzedawców. Prawnicy przerażeni proponowanymi zmianami do art. 388 k.c.

Resort sprawiedliwości planuje nowelizację art. 388 k.c. Ma to zwiększyć ochronę obywateli przed nieuczciwymi i nieetycznymi praktykami sprzedawców. Projekt m.in. zakłada, że poszkodowany będzie mógł żądać unieważnienia umowy, która jest dla niego rażąco niekorzystna. Jednak prawnicy negatywnie oceniają te propozycje. I zwracają przy tym uwagę na kilka pułapek, na przykład łatwość rozwiązania umowy czy działanie prawa wstecz. Ponadto przypominają o obowiązującej od 2007 roku ustawie o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, która w ich ocenie, wystarcza do obrony takich interesów. Jednocześnie resort informuje, że pracuje nad projektem dot. przepisów z zakresu prawa konsumenckiego.

Stop wyzyskowi

Jak informuje resort sprawiedliwości, trwają prace nad nowelizacją art. 388 kodeksu cywilnego. Zawarte w projekcie rozwiązania mają zwiększyć ochronę obywateli m.in przed nieuczciwymi i nieetycznymi praktykami sprzedawców, którzy nakłaniają klientów do zawierania niekorzystnych transakcji.

– Projektowane zmiany będą obejmowały np. nakłanianie seniorów poprzez zastosowanie technik marketingowych do nabywania rzeczy codziennego użytku po zawyżonych cenach. Do tego dochodzą też wszystkie umowy zawarte w warunkach wyzysku, np. tzw. pożyczki chwilowe, przewłaszczenie na zabezpieczenie czy franczyza z nieproporcjonalnie dużymi świadczeniami – komentuje Agnieszka Borowska, rzecznik prasowy Ministra Sprawiedliwości.

UOKiK ostrzega, że w trudnych czasach łatwiej nabrać się na ofertę produktu lub usługi, które fałszywie obiecują ochronę zdrowia lub leczenie, np. dzięki działaniu rzekomych leków czy urządzeń. W latach 2020-2021 do Urzędu trafiło mniej zgłoszeń konsumentów dotyczących umów zawieranych poza lokalem. Ale trzeba pamiętać o tym, że jest to okres pandemii.

– Na podstawie projektowanych przepisów poszkodowany będzie mógł żądać od osoby albo przedsiębiorstwa, z którym zawarł rażąco niekorzystną dla siebie umowę, unieważnienia jej. W projekcie wydłużony został czas, w którym taka osoba będzie mogła zgłosić oszustwo – dodaje rzecznik Borowska.

Negatywne zmiany

Wyzysk należy bezwzględnie zwalczać, co podkreśla adwokat Ryszard Kalisz, były minister spraw wewnętrznych i administracji. Jednak wszystkie zmiany w brzmieniu zaproponowanym w projekcie ustawy należy ocenić negatywnie. Zdaniem eksperta, za najbardziej kuriozalne i jednocześnie niepokojące trzeba uznać wprowadzenie zdecydowanie łatwej możliwości unieważnienia umowy. W konsekwencji stworzy to możliwość do nadużyć we wszystkich sferach stosunków gospodarczych oraz niejako pomoże nieuczciwym kontrahentom uniknąć realizacji zawartych umów i przede wszystkim spłacania długów. Nowe brzmienie art. 388 k.c. może być wykorzystywane niezgodnie z jego celem, tj. w zakresie wycofania się z transakcji, która wraz z upływem czasu okazała się po prostu niekorzystna.

– W projekcie nowelizacji przede wszystkim przewiduje się, że podstawowym efektem przepisów o wyzysku będzie unieważnienie umowy. Drugi istotny element to zniesienie dwuletniego terminu na skorzystanie z uprawnienia do powołania się na wyzysk. W efekcie uprawnienie to będzie się przedawniało na zasadach ogólnych. Zatem ten termin będzie wynosił 6 lat. Zawierając więc umowę o charakterze cywilnoprawnym, niepewność co do ostatecznej trwałości stosunku prawnego będzie trwała co najmniej trzykrotnie dłużej. W moim przekonaniu, da to nieuzasadnioną przewagę jednej ze stron – mówi Marek Niczyporuk, radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI.

Jak dodaje Ryszard Kalisz, projekt zmian w treści art. 388 k.c. przewiduje działanie prawa wstecz poprzez możliwość stosowania nowych przepisów również do umów zawartych przed dniem wejścia w życie nowelizacji. Zdaniem eksperta, złamanie zakazu działania prawa wstecz nie powinno mieć w żadnym wypadku miejsca, zwłaszcza że nowa regulacja stwarza możliwości na wzruszenie umów, które zostały zawarte zgodnie z prawem. Negatywnie ocenić należy również zmiany dot. zasad przerywania biegu przedawnienia.

– Kodeksowa instytucja wyzysku z całą pewnością wymaga zmian, jednak nie w kształcie proponowanym przez projektodawców. Przykładowo ochronę konsumentów, w tym osób starszych, przed nieuczciwymi i nieetycznymi praktykami sprzedawców przewiduje obowiązująca od 2007 r. ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym. Zawarta w niej definicja jest bardzo pojemna a przysługująca na jej podstawie ochrona – szeroka – zaznacza adwokat Damian Kopera z Kancelarii Prawnej Sołtysiński Kawecki & Szlęzak.

Wokół konsumenta

W ramach projektu obejmującego zmianę art. 388 k.c. nie przewiduje się nowelizacji prawa konsumentów. Jak podkreśla rzecznik Borowska, prace takie prowadzone są w związku z innym projektem. Jednak regulacja kodeksowa dotycząca wyzysku obejmuje wszelkie umowy, w tym tzw. konsumenckie. Tym samym projektowane zmiany będą miały wpływ również na wyeliminowanie wyzysku w umowach zawieranych z takimi osobami, niezależnie od braku modyfikacji prawa konsumenckiego.

– Nie ma potrzeby zachęcania konsumentów do zbyt częstego korzystania z kodeksowej instytucji wyzysku, ponieważ nawet po wprowadzeniu postulowanych zmian standard dowodu będzie dla konsumenta wysoki, a same zmiany budzą wątpliwości interpretacyjne. Rozwiązania zawarte w wyżej wskazanej ustawie są, w mojej ocenie, korzystniejsze dla konsumenta. Znowelizowana instytucja wyzysku znalazłaby zastosowanie w relacji B2C jedynie w sytuacjach wyjątkowych. Proponowane zmiany mogą jednak stanowić zbyt daleko idącą ingerencję ustawodawcy w zasadę swobody umów, zwłaszcza w obrocie profesjonalnym – stwierdza mec. Kopera.

Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje równocześnie nad projektem dotyczącym przepisów z zakresu prawa konsumenckiego. Nie przewiduje on zmian dotyczących wydłużenia czasu na skorzystanie z prawa odstąpienia od umowy zawartej poza lokalem przedsiębiorstwa. Nie można jednak wykluczyć modyfikacji projektu w wyniku analizy licznych odpowiedzi nadesłanych w toku prowadzonych konsultacji publicznych, opiniowania i uzgodnień.

– Ewentualne wydłużenie tego czasu byłoby dodatkowym zabezpieczeniem konsumentów, zwłaszcza że skorzystanie z prawa odstąpienia od umowy zawartej poza lokalem przedsiębiorstwa w oparciu o prawa konsumentów jest rozwiązaniem prostym. To nie wymaga żadnego uzasadnienia po stronie nabywcy – podkreśla radca prawny Marek Niczyporuk.

Do tego UOKiK dodaje, że dokonana została zmiana w dyrektywie w sprawie praw konsumentów (2019/2161), wydłużająca czas na odstąpienie od umowy z 14 do 30 dni. Dotyczy to umów zawieranych w kontekście nieumówionych wizyt przedsiębiorcy w domu konsumenta lub wycieczek zorganizowanych, których celem lub skutkiem jest promocja bądź sprzedaż produktów. Urząd przygotowuje obecnie przepisy wdrażające ww. kwestie. Zwrócił się już z prośbą o wpisanie do wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów projektu ustawy, który będzie implementacją tej dyrektywy.

– Projektowane zmiany, odnoszące się pozornie do instytucji wyzysku oraz przerywania biegu przedawnienia to regulacje, które uderzą przede wszystkim w prawa ludzi uczciwych będących wierzycielami. I osłabią ich pozycję względem dłużników. Propozycja ta jest przykładem populizmu i braku prawidłowej oceny skutków regulacji dla normalnych stosunków cywilnoprawnych. Wprowadzenie zasad wzruszania zawartych umów poprzez korzystanie może nieść bardzo daleko idące skutki dla biznesu i co najbardziej istotne – pewności obrotu gospodarczego – podsumowuje adwokat Ryszard Kalisz.

Kwiecień historycznym miesiącem dla Forda w USA. Kolejny rekord sprzedaży zelektryfikowanych samochodów

  • Ford w USA poprawił wyniki sprzedaży nie tylko względem analogicznego okresu 2020 roku, kiedy pandemia bardzo mocno ograniczyła sprzedaż samochodów, ale także względem 2019 roku.
  • Motorem napędowym marki cały czas są SUV-y, a Bronco Sport bije kolejne rekordy. Znakomicie sprzedaje się także dostępny w Polsce Explorer.
  • Doskonale sprzedają się pojazdy zelektryfikowane marki, a Mustang Mach-E znika z salonów w zaledwie cztery dni.

Kwiecień 2021 r. był wyjątkowo dobrym miesiącem sprzedaży dla Forda w Stanach Zjednoczonych. Marka nie tylko pobiła rekord sprzedaży z ubiegłego roku, gdy rynek determinowała pandemia, ale sprzedała również więcej samochodów niż w kwietniu 2019 roku.

Imponujący wzrost sprzedaży Forda

W kwietniu 2021 r. Ford w USA sprzedał łącznie 187 345 pojazdów, co oznacza wzrost względem analogicznego roku o blisko 63%. Ogromną część sprzedaży stanowiły SUV-y.  Nowych nabywców znalazło aż 80 440 takich pojazdów, czyli o 116% więcej niż rok wcześniej.

Sprzedaż samochodów Forda do klientów indywidualnych wzrosła w kwietniu 2021 r. o 57% względem analogicznego okresu ubiegłego roku. Warto podkreślić, że była ona także wyższa o blisko 24% niż w kwietniu 2019 r.

Rozpatrując łącznie sprzedaż ciężarówek i SUV-ów do klientów indywidualnych był to najlepszy kwiecień pod względem sprzedaży od 2006 r.

Nadal rośnie zainteresowanie pojazdami zelektryfikowanymi

Odnotować należy także ogromny wzrost sprzedaży pojazdów zelektryfikowanych – o 262% względem kwietnia 2020 r. Ford sprzedał łącznie 11 172 takie pojazdy, a to miesięczny rekord w historii marki.

Na ten wynik zapracowały głównie trzy modele: Escape – odpowiednik europejskiego Forda Kugi (3 695 sprzedanych egzemplarzy), F-150 PowerBoost (3 365) oraz dostępny także w Polsce w pełni elektryczny Mach-E (1 951). Łącznie w 2021 roku Ford sprzedał w USA już 8 565 egzemplarzy Mach-E.

SUV-y motorem napędowym marki

Świetnie radziły sobie SUV-y marki – ich sprzedaż wzrosła względem kwietnia 2020 r. o 116%, a względem kwietnia 2019 r. o blisko 55%.

W tym kontekście warto wspomnieć o Bronco Sport, który cały czas śrubuje rekord sprzedaży. W kwietniu 2021 r. nowych nabywców znalazło 13 856 pojazdów, co oznacza wzrost względem marca o blisko 42%. Dodatkowo 60% sprzedaży tego modelu stanowią nowi klienci Forda, którzy wcześniej kupowali samochody innych marek.

Dostępny także w Polsce Ford Explorer, uzyskał najwyższą sprzedaż wśród klientów indywidualnych od kwietnia 2004 roku. Wzrosła ona względem analogicznego okresu ubiegłego roku o 102%.

– Na polskim rynku nowy Explorer jest propozycją Forda dla najbardziej wymagających klientów, którzy cenią sobie sportową dynamikę i wysoki komfort jazdy. 457 KM i 825 Nm generowane przez hybrydowy zespół silnika benzynowego i elektrycznego pozwalają na dynamiczną, ale jednocześnie oszczędną jazdę. Ten model jest esencją amerykańskiej motoryzacji – powiedział Piotr Pawlak, prezes i dyrektor zarządzający Ford Polska.

W kwietniu udział Fordów serii F w segmencie pełnowymiarowych pick-upów zwiększył się o dwa punkty procentowe. Sprzedaż do klientów indywidualnych w kwietniu 2021 r. wzrosła względem kwietnia 2020 r. o blisko 20%, podczas gdy względem kwietnia 2019 r. o blisko 10%.

Ogromne wrażenie robi także popularność niektórych modeli. Mustang Mach-E przed sprzedażą pozostawał na placach dealerów zaledwie cztery dni, podczas gdy Bronco Sport niewiele dłużej – jedynie trzynaście dni.

Turcja pozostawia stopy bez zmian

Pomimo tego, że poprzedni szef Banku Turcji stracił stanowisko, podnosząc stopy procentowe, u jego następcy nie widać chęci do ich obniżenia. Pytanie, czy to próba przeciwstawienia się władzy, czy zmiana otoczenia makroekonomicznego (które jeszcze bardziej uzasadnia tę politykę) usprawiedliwia te działania.

Decyzje w sprawie stóp procentowych

Wczoraj poznaliśmy decyzję z Wielkiej Brytanii, gdzie Bank Anglii opublikował komunikat podtrzymujący dotychczasową politykę monetarną. Odbyło się to przy 100% poparciu gremium decyzyjnego, co wskazuje na to, że nie należy się szybko spodziewać zmian na Wyspach. Ciekawiej było natomiast w Turcji, gdzie utrzymano stawkę 19%. Dlaczego to takie interesujące? Poprzedni szef Banku Centralnego stracił pracę za nadmierne podwyżki stóp procentowych, co wielu analityków odczytywało, jako zapowiedź ich rychłego obniżenia. Do tego nie doszło już jednak drugie posiedzenie z rzędu. Patrząc na dane makroekonomiczne, w tym rosnącą już 17% inflację, obniżka stóp procentowych byłaby szaleństwem. Nie zmienia to faktu, że Turcja Erdogana jest państwem autorytarnym i nie takie rzeczy się tam działy w ostatnich latach.

Ważna bariera w USA

Wczorajsze dane z USA pokazywały kolejny istotny spadek liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. 498 tysięcy to niby bardzo dużo, wszakże to 0,3% ogółu pracujących. Z drugiej strony to ważny etap na drodze do stabilizacji pokryzysowej. Jest to pierwszy od początku pandemii odczyt poniżej 0,5 mln. Patrząc na ostatnie tygodnie i wyraźny trend spadkowy możemy oczekiwać kolejnych rekordów w najbliższym czasie. Pomimo tych lepszych danych dolar był wczoraj w odwrocie, a odczyt tylko na chwilę zamortyzował ten ruch.

Chiny nadrabiają covid

Pandemia w Chinach została opanowana wcześniej niż w Europie, o ile w Europie w ogóle można mówić o jej opanowaniu. Nie mogą zatem dziwić dobre dane z tamtejszego przemysłu, który nadrabia stracony czas. Import w ciągu roku wzrósł o 43,1%, a eksport o 32,3%. Nawet jeżeli odliczyć zeszłoroczne spadki, które powodują tzw. efekt niskiej bazy, w dalszym ciągu gospodarka chińska porusza się w swoim zaplanowanym długookresowym tempie. Jest to w sumie dobra informacja dla rynków, gdyż nie pojawia się tam kolejny, tak nam teraz niepotrzebny czynnik ryzyka.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Dramatyczna sytuacja branży fitness. „Otwarcie w czerwcu nie ratuje tego sektora gospodarki, klienci wrócą dopiero jesienią”

Apelujemy o przyspieszenie otwarcia branży fitness. „Otwarcie w czerwcu nie ratuje tego sektora gospodarki, klienci wrócą dopiero jesienią”.

– Nie rozumiemy dlaczego branża fitness, która jest zamknięta od października 2020 roku nadal musi czekać na swoje odmrożenie. Do 29 maja zostało jeszcze kilka tygodni. Nie ma we mnie zrozumienia dlaczego jej działalność nie może być przywrócona w reżimie sanitarnym – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. – Siłownie i kluby fitness faktycznie rozpoczną działalność w czerwcu, czyli po swoim szczycie sezonu. W wakacje ludzie planują urlopy i zwykle to właśnie do sezonu letniego ruch na siłowniach jest duży. Zaryzykowałabym tezę, że prawdziwe rozmrożenie tej branży nastąpi dopiero jesienią, bo w wakacje ruch nie będzie zaspokajać gospodarczych potrzeb tych firm. Brak klientów to straty, straty to długi. Apelujemy: niech branża zostanie otwarta jak  najszybciej – dodaje Małgorzata Marczulewska.

Apel stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom to efekt zarówno obserwacji rynku, jak i analiza wiadomości jakie napływały do naszej organizacji w minionych miesiącach. Zgłoszeń o zwolnieniach w siłowniach i klubach fitness było całe mnóstwo szczególnie wiosną i na początku roku. Teraz pojawiają się kolejne: – Pracownicy piszą do nas, że tracą pracę mimo, że teoretycznie siłownie mają być otwarte. Pojawiają się także zgłoszenia od np. trenerów personalnych, że ich siłownie wypowiedziały im umowę, ale proponują dalszą współpracę na zasadzie freelancera albo trenera na godziny. Sytuacja branży jest dramatyczna. Ogromne długi, brak możliwości funkcjonowania przez wiele miesięcy i fakt ominięcia szczytowego sezonu, kiedy ta branża zarabia. Odmrożenie w czerwcu to pozwolenie na działanie w czasie, gdy klientów i tak standardowo jest mniej. Ludzie na siłownię chodzą zimą i wiosną, gdy szykują swoją sylwetkę na wakacje. W sezonie letnim chętniej ćwiczą na dworze i generalnie ruch na salach treningowych jest zdecydowanie mniejszy – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

Prezes Marczulewska zauważa, że zawieszenie karnetów sportowych na wiele miesięcy może powodować, że kluby będą musiały zaproponować swoim klientom rekompensaty, a to może spowodować, że wiele klubów realne wpływy zauważy w swoich portfelach… za kilka miesięcy. – To jedna z najbardziej zadłużonych branż. Brak wpływów, brak możliwości alternatywnego zarabiania, a do tego konieczność opłat leasingów czy innych zobowiązań. Nie mam wątpliwości, że branża fitness jest bardzo mocno dotknięta pandemią. Czy jej zamknięcie na tyle miesięcy to była konieczność? Mam wątpliwości – dodaje Prezes Marczulewska. – Wiele osób straciło pracę, szczególnie młodych. Odrodzenie tego sektora nie nadejdzie szybko niestety – dodaje.

Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom apeluje o objęcie pracowników tego sektora dodatkowym wsparciem oraz o możliwe przyspieszenie otwarcia klubów fitness i siłowni. Naszym zdaniem mogłoby to nastąpić od 14 maja.

Od połowy maja walka frankowiczów z bankami będzie jeszcze prostsza niż do tej pory

W dniu 29 kwietnia TSUE zdecydował, że o  konsekwencjach niedozwolonych zapisów w umowach kredytowych mają decydować sądy krajowe. Sukces ogłosili zarówno frankowicze jak i banki. Według adwokat Sandry Sobańskiej-Drexler z kancelarii Sandra Sobańska-Drexler  prowadzącej sprawy frankowczów przeciwko bankom orzeczenie TSUE oznacza, że od połowy maja walka z bankami będzie jeszcze prostsza niż do tej pory.

Sandra Sobańska-Drexler
Sandra Sobańska-Drexler

–  Wyrokiem TSUE mogą być zawiedzeni wszyscy, którzy  oczekiwali jasnych wytycznych – komentuje Sandra Sobańska-Drexler. Trybunał odpowiedział na pytania zadane przez Sąd Okręgowy w Gdańsku powstałe na tle sporu dotyczącego postanowień umowy kredytu powiązanego z walutą wg wzorca dawnego GE Money Banku. Trzeba podkreślić, że wyrok w tej sprawie  będzie miał bezpośrednie  przełożenie na całe orzecznictwo dotyczące kredytów frankowych i będzie obowiązywał w stosunku do wszystkich spraw, które będą się toczyły.  – dodaje prawniczka.

Pomimo, że wyrok Trybunału wskazuje kierunek, a nie daje jasnych odpowiedzi, to według Sandry Sobańskiej-Drexler w spójny sposób kontynuuje dotychczasową linię orzeczniczą, która jest korzystna dla frankowiczów. Jak w takim razie należy odczytać postanowienia Trybunału? Poniżej przedstawiamy interpretację

Sąd musi unieważniać umowę według treści z daty jej zawarcia, a nie zmienionej aneksem

Podpisanie przez kredytobiorcę aneksu lub porozumienia już po zawarciu umowy kredytowej, w tym także dotyczącego spłaty rat kredytowych  w walucie CHF, który nie był świadomy  nieuczciwych warunków zawartych w jego umowie kredytowej i nie został przy zawarciu aneksu  o nich pouczony i poinformowany  przez bank,  nie blokuje i nie przeszkadza w  stwierdzeniu nieuczciwych warunków zawartych w jego pierwotnej umowie kredytowej. Wprowadzenie nowych elementów np. z ustawy antyspreadowej poprzez zawarcie przez kredytobiorcę aneksu antyspreadowego, nie może osłabić pierwotnej pozycji konsumenta. Wynika z tego, że kredytobiorca ma prawo dochodzić stwierdzenia nieuczciwych warunków zawartych w jego pierwotnej umowie kredytowej.

Nie można redukować treści klauzul przeliczeniowych o wadliwą treść

Nie jest możliwe częściowe modyfikowanie klauzul niedozwolonych zawartych w umowach kredytowych a jedynie ich całkowita eliminacja. Częściowa eliminacja klauzul niedozwolonych zawartych w umowie kredytowej zmienia istotę klauzul w ich  pierwotnym brzmieniu a to jest niedopuszczalne. W ten sposób TSUE odniósł się do specyficznych zapisów w umowach banku GE Money, które w zakresie zasad określania kursów walut odwołują się do założeń: „kurs średni NBP + marża banku”. Trybunał podkreślił, że wyeliminowanie elementu w postaci „marży banku” prowadzi do tego, że upada cała klauzula, a za nią w całości indeksacja. Z uzasadnienia wyroku wynika, iż kolejny  raz TSUE potwierdził, iż nie ma możliwości uzupełninia umowy i zmiany jej treści na podstawie przepisów dyspozytywnych. Przykładowo nie można zastąpić nieuczciwych warunków zawartych w umowie kredytowej dotyczących kursu kupna i sprzedaży waluty CHF jakimś innym, umownym kursem czy średnim kursem NBP. Oznacza to również, że ustawa antyspreadowa z 2011r. nie ma znaczenia dla oceny roszczeń kredytobiorców. Nie sanuje ona wadliwych postanowień tkwiących w umowach.

Sąd powinien informować konsumenta o skutkach nieważności umowy

Po wyeliminowaniu całej klauzuli niedozwolonej z umowy kredytowej to sąd krajowy ma zdecydować o jej dalszym  losie. Prawo unijne i dyrektywa nie regulują kwestii nieważności umowy i co do zasady nie przewidują tej sankcji. To sąd krajowy ma  zdecydować czy umowa w danym kształcie po wyeliminowaniu z niej niedozwolonych klauzul jest nieważna czy też da się ją wykonywać dalej ale  bez tych klauzul niedozwolonych jako kredyt złotowy +LiBOR + marża banku – czyli odfrankowić. Jeżeli sąd krajowy uważa że taką umowę kredytową  należy  unieważnić i służy to ochronie konsumenta, który też tego chce, to dyrektywa 93/13 nie sprzeciwia się nieważności umowy. Sąd krajowy ma obiektywnie ocenić czy taką umowę należy unieważnić czy odfrankowić.  Sąd w każdym wypadku musi poinformować konsumentach o skutkach prawnych nieważności, nawet jeśli konsument jest reprezentowany przez profesjonalnego pełnomocnika. O skutkach nieważności  umowy zdecyduje sąd krajowy. Sad Najwyższy w swojej uchwale  w dniu   11 maja bieżącego roku  może jasno wskazać jakie są skutki nieważności umowy kredytowej w świetle prawa krajowego.

Wynagrodzenie za korzystanie z kapitału

Podkreślić należy, że TSUE nie odniósł się w sposób bezpośredni do kwestii wynagrodzenia za korzystanie z  kapitału po unieważnieniu  umowy ponieważ nie tego dotyczyło pytanie Sądu Okręgowego w Gdańsku. Zgodnie z dotychczasowym orzecznictwem TSUE nie można uznać, że banki mają prawo do dochodzenia wynagrodzenia za korzystanie z kapitału po unieważnieniu   umowy z winy banku, który wprowadził do umowy nieuczciwe klauzule. TSUE w swym uzasadnieniu podkreślił, że stwierdzenie nieważności umowy kredytowej po wyeliminowaniu z niej niedozwolonych klauzul zgodnie z wolą konsumenta nie może być w następstwie  karą dla  konsumenta i musi przywracać stan faktyczny i prawny taki, jakby w umowie od początku nie było postanowień nieuczciwych. Z tego pośrednio wynika, iż bankom nie będzie przysługiwało wynagrodzenie za korzystanie z kapitału od konsumenta.

– To jest kolejny dobry wyrok dla frankowiczów, nie odpowiada w sposób szczegółowy na zadane pytania, raczej zakreśla ramy dla sądu krajowego, ale  potwierdza dotychczasową linię orzeczniczą. Orzecznictwo, pomimo pojawiających się czasem rozbieżności w zakresie orzekania,jest już co do zasady ugruntowane, ponieważ obecnie frankowicze wygrywają w sądach w ponad 90 proc.  – podsumowuje Sandra Sobańska-Drexler.

Już niemal co trzeci inwestor w Polsce uwzględnia ryzyka ESG w swojej strategii inwestycyjnej

Kwestie związane z miernikami ESG, czyli dotyczącymi ładu środowiskowego, społecznego i korporacyjnego coraz częściej wpływają na wycenę spółek na polskim rynku. Z badania PwC wynika, że połowa inwestorów dostrzega kwestie ESG, choć nie uznaje ich za krytyczne, ale już blisko 30% badanych jest skłonna obniżyć swoją wycenę lub wycofać się z inwestycji jeśli ryzyka ESG są zbyt wysokie. Tymczasem jedynie 43% spółek giełdowych posiada zintegrowaną strategię biznesową i zrównoważonego rozwoju, a 36% ankietowanych firm nie posiada żadnej strategii niefinansowej. Ponad 60% inwestorów uważa, że spółki nie są gotowe do dostarczenia wymaganych informacji w zakresie ESG.

Raport „ESG – miecz Damoklesa czy szansa na strategiczną zmianę?” przedstawia wyniki badania przeprowadzonego w lutym i marcu tego roku wśród inwestorów, przedstawicieli spółek giełdowych i rad nadzorczych w Polsce. Analiza została przygotowana przez PwC przy współpracy z CFA Society Poland, Stowarzyszeniem Niezależnych Członków Rad Nadzorczych oraz Forum Rad Nadzorczych.

Z badania wynika, że 43% inwestorów ocenia poziom przygotowania do wdrożenia rozporządzenia SFDR jako średni lub niski. Głównymi obszarami ich działalności, na jakie unijna regulacja będzie miała wpływ są: uwzględnienie ryzyk ESG w polityce inwestycyjnej, przejrzystość w tym zakresie względem klientów oraz informowanie o tym jak decyzje inwestycyjne będą wpływały na zrównoważony rozwój. 62% ankietowanych inwestorów twierdzi, że spółki na polskim rynku są średnio lub słabo przygotowane do dostarczania inwestorom wymaganych rozporządzeniem 2019/2088 informacji w zakresie ESG.

Autorzy raportu podają, że obecnie jedynie 31% inwestorów sporządza politykę dotyczącą zaangażowania w zakresie monitorowania spółek pod kątem ryzyk ESG, a tylko 11% ją publikuje. Co więcej, 20% inwestorów nie uwzględnia elementów niefinansowych w swoich portfelach. Ma się to zmienić w ciągu dwóch lat – wskaźnik ten ma wówczas zmaleć do 3%.

Już dziś kwestie ESG wpływają na wycenę spółek na polskim rynku. Połowa inwestorów je dostrzega, choć nie uznaje za krytyczne, ale już blisko 30% badanych jest skłonna obniżyć swoją wycenę lub wycofać się z inwestycji jeśli ryzyka ESG są zbyt wysokie. Analitycy biur maklerskich nie włączają kwestii ESG do rekomendacji analitycznych. 18% badanych w swoim podejściu do ESG koncentruje się na kwestiach ładu korporacyjnego. – Krzysztof Szułdrzyński, partner PwC, współtwórca Forum Rad Nadzorczych

Według inwestorów, którzy wzięli udział w badaniu, najtrudniej przełożyć na wskaźniki niefinansowe kwestie związane z prawami człowieka, społeczeństwem oraz środowiskiem.

Odpowiedzi inwestorów wskazujące na zmianę w podejściu do włączania kryteriów ESG do podejmowanych decyzji powinny być ważną wskazówką dla spółek zarówno tych, których papiery wartościowe są przedmiotem notowań, jak i dla spółek prywatnych. Inwestorów instytucjonalnych obowiązuje tzw. fiduciary duty, czyli działanie w interesie klienta. W tym celu potrzebują oni jakościowych i porównywalnych między spółkami danych z zakresu środowiska i przeciwdziałania zmianom klimatu, kwestii społecznych, pracowniczych i związanych z przestrzeganiem praw człowieka, jak również przeciwdziałaniu korupcji i łapownictwu. – Milena Olszewska-Miszuris z CFA Society Poland i Stowarzyszenia Niezależnych Członków Rad Nadzorczych

Spółki giełdowe a kwestie ESG i raportowanie niefinansowe

Jak wynika z raportu jedynie 43% spółek giełdowych w Polsce posiada zintegrowaną strategię biznesową i zrównoważonego rozwoju. Natomiast 36% ankietowanych nie posiada żadnej strategii niefinansowej. W tym kontekście nie jest zaskoczeniem, że rady nadzorcze bardzo nisko oceniają stopień powiązania celów biznesowych spółek z celami ESG.

Dla połowy spółek, które wzięły udział w badaniu, przygotowanie raportu niefinansowego jest działaniem compliance. Tylko 43% widzi w tym szansę na pokazanie swojej strategii w obszarze zrównoważonego rozwoju i tego, jak wpływa na budowanie wartości firmy w długim terminie. 20% ankietowanych ma opracowany plan realizacji strategii, a u 15% wyznaczony jest członek zarządu odpowiedzialny za jego realizację.

Wśród kwestii niefinansowych uwzględnianych w procesie zarządzania ryzykiem w spółce, członkowie rad nadzorczych i emitenci wskazywali na klimat i środowisko, kwestie pracownicze, ład korporacyjny oraz związany z nim obszar przeciwdziałania korupcji. Do tej listy zarządy spółek dodają jeszcze kwestie społeczne, prawa człowieka i cyberbezpieczeństwo.

ESG to tylko z pozoru kolejny wymóg regulacyjny. Chociaż jesteśmy dopiero na początku długiej drogi, to klienci instytucjonalni banków już dziś przekonują się, że czynniki jakościowe będą istotne z punktu widzenia kosztu i dostępności finansowania. Sektor bankowy, będący w Polsce kluczowym źródłem finansowania dla przedsiębiorstw, już teraz pośrednio uwzględnia aspekty ESG w polityce kredytowej. Wprawdzie dziś nie ma jeszcze twardych limitów regulacyjnych to banki wzięły sprawy w swoje ręce. Część z nich dobrowolnie wprowadza ograniczenia dla finansowania części branż gospodarki stawiając na wsparcie transformacji ekologicznej. Skala zaangażowania banków w projekty o zrównoważonym ratingu ESG będzie wpływać na popyt wśród inwestorów posiadających akcje banków, a w konsekwencji na giełdowe wyceny walorów sektora bankowego. – Przemysław Paprotny, partner PwC, lider usług dla sektora finansowego

Dlaczego spółki zdecydowały się na przygotowanie raportów uwzględniających dane niefinansowe? Dla 50% badanych emitentów to wymogi regulacyjne były głównym powodem rozpoczęcia przygotowywania raportów niefinansowych. Dlatego połowa respondentów rozpoczęła ten proces 3-5 lat temu, w związku z wejściem w życie rozporządzenia o raportowaniu niefinansowym (NFRD).

Dominującym podejściem w raportowaniu niefinansowym wśród polskich emitentów jest międzynarodowy standard raportowania GRI (35%). Spółki stosują też własne podejście (20%) lub Standard Informacji Niefinansowej (15%), którego opracowanie było koordynowane przez Fundację Standardów Raportowania oraz Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych. Działem wskazanym najczęściej jako odpowiedzialny za przygotowanie informacji niefinansowej jest dział PR/komunikacji (36%). Na drugim miejscu znalazł się dział kontrolingu/finansowy (23%). Jedynie 36% badanych poddaje raport niefinansowy ocenie zewnętrznych audytorów.

Zarówno inwestorzy, jak i członkowie rad nadzorczych, oceniają swój obecny poziom wiedzy na temat raportowania niefinansowego jako średniozaawansowany. Istnieje potrzeba szerokiej edukacji i podnoszenia świadomości rynku w zakresie zrównoważonego rozwoju, ryzyk niefinansowych oraz raportowania. Na dostosowanie się do realizacji wymogów w zakresie raportowania niefinansowego spółki będą miały czas do 2023 roku. Najbliższe dwa lata powinny być okresem intensywnej pracy i zmian nie tylko z poziomu compliance, ale przede wszystkim w zakresie strategii i transformacji. – Piotr Rówiński, partner PwC

Złoto znów drożeje, sprzyja temu zamieszanie na rynku kryptowalut

Ostatnie miesiące były fatalne dla złota. Przez ostatnich sześć miesięcy potaniało o ponad 8 proc. Jednak od połowy kwietnia złoto znów drożeje. Sprzyja temu zamieszanie na rynku kryptowalut.

Po pierwszym tygodniu maja cena złota była bliska poziomu 1 790 USD za uncję. Złoto podrożało nieznacznie, bo z końcem kwietnia za uncje trzeba było płacić 1 770 USD.

Choć gospodarka światowa znajduje się w kryzysie, a jednocześnie indeksy giełdowe biją rekordy, złoto przestało być traktowane jako bezpieczna i jednocześnie atrakcyjna inwestycja. Przez ostatnich 12 miesięcy jego cena wprawdzie wzrosła o 4,23 proc., jednak w ostatnich sześciu miesiącach spadła aż o 8,42 proc.

W ostatnich sześciu miesiącach ten spadek był już mniej dynamiczny i wynosił 1,57 proc. W ostatnich tygodniach cena odbiła, w kwietniu o 2 proc., a w ostatnich 30 dniach o 3,33 proc.

– Jesteśmy po I kwartale, który był fatalny dla rynku złota, a działo się to w czasie, gdy drożała większość surowców – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Złoto było wyprzedawane, ale również inne metale szlachetne nie radziły sobie dobrze, a było to związane z bardzo mocnym wzrostem rentowności długu w USA.

Akcjonariusze Medinice podjęli decyzje o emisji akcji wspierającej rozwój nowych projektów

Medinice S.A. – spółka notowana na głównym rynku GPW rozwijająca innowacyjne i małoinwazyjne technologie medyczne w obszarze kardiologii i kardiochirurgii – ma zamiar rozszerzyć portfolio kluczowych projektów. Podczas walnego zgromadzenia, które odbyło się 6 maja, akcjonariusze zdecydowali o emisji akcji serii J do 1,07 mln szt., stanowiących 16,7 proc. w podwyższonym kapitale. Spółka planuje w ten sposób pozyskać środki na przyspieszenie prac badawczych na projektach własnych oraz pozyskanie nowych, innowacyjnych rozwiązań pojawiających się na rynku. W planach Medinice jest rozszerzenie portfolio m.in. o projekt SMI, czyli dwa wynalazki, nad którymi spółka chce pracować wspólnie ze światowej renomy ośrodkiem badawczym – Utrecht Medical Centre.

6 maja podczas walnego zgromadzenia akcjonariusze spółki Medinice zajmującej się tworzeniem, rozwijaniem oraz komercjalizacją innowacyjnych, bezpiecznych i małoinwazyjnych rozwiązań z obszaru kardiologii i kardiochirurgii zdecydowali o przeprowadzeniu emisji akcji serii J do 1,07 mln szt. stanowiących 16,7 proc. w podwyższonym kapitale. Cena emisyjna akcji określona przez Zarząd Spółki będzie nie mniejsza niż 30 zł. Planowana emisja ma nastąpić w trybie subskrypcji prywatnej z wyłączeniem prawa poboru przeprowadzanej w drodze oferty publicznej wyłączonej z obowiązku opublikowania dokumentu informacyjnego (ofertowego).

– Zainteresowanie ze strony inwestorów instytucjonalnych oraz pozytywna decyzja akcjonariuszy dotycząca planów emisyjnych umożliwia nam dalszą realizację strategii biznesowej Medinice. Od dłuższego czasu dostrzegamy atrakcyjne perspektywy na rynku rozwiązań kardiologicznych i kardiochirurgicznych. Nasze dotychczasowe trzy kluczowe projekty, czyli PacePress, CoolCryo i Minimax są na zaawansowanym etapie
i jesteśmy przekonani, że to idealny moment na intensyfikację rozwoju Medinice i rozszerzenie naszego portfolio. Osiągnięte już kamienie milowe w obecnie realizowanych projektach, pozwalają nam wejść w nowe inicjatywy o zbliżonej wartości do dotychczasowych, dlatego przeprowadzona emisja pozwoli nam realizację tych planów – mówi Sanjeev Choudhary, Prezes Zarządu Medinice S.A.

Środki finansowe pozyskane z emisji spółka planuje przeznaczyć na przyspieszenie prac badawczych na projektach własnych, pozyskanie nowych, innowacyjnych rozwiązań z obszaru kardiologii oraz kardiochirurgii, wzmocnienie współpracy z ośrodkiem badawczym należącym do światowej czołówki innowacji kardiochirurgicznych – Utrecht Medical Centre, a także akwizycję technologii innowacyjnego zacisku do zamykania uszka lewego przedsionka. W najbliższych tygodniach mają zakończyć się negocjacje dot. przejęcia spółki posiadającej patent do ww. urządzenia.

– Uzyskane środki pozwolą nam przede wszystkim rozszerzyć portfolio m.in. o rozwiązania wspólne z Utrecht Medical Centre, o które staramy się od początku współpracy z prof. Paulem Grundemannem. Chodzi o SMI, a konkretnie o dwa narzędzia, czyli SpaceMaker i Suction Knife, które zostały zaprojektowane po to, aby ułatwić i zwiększyć bezpieczeństwo w minimalnie inwazyjnych zabiegach kardiochirurgicznych poprzez umożliwienie precyzyjnego dostępu do miejsca interwencji chirurgicznej. Jesteśmy w trakcie rozmów z partnerami z Holandii i wierzymy, że bycie oficjalnym partnerem finansowym Utrecht Medical Centre bardzo wzmacnia naszą renomę w oczach międzynarodowej społeczności kardiochirurgicznej. Dodatkowo, możliwości zastosowania wynalazku wykraczają poza obszar chorób serca, a to automatycznie przekłada się na wyższy potencjał rynkowy – wyjaśnia Sanjeev Choudhary.

Space Maker to wielofunkcyjne nadmuchiwane urządzenie, które poprawi dostęp do klatki piersiowej i ułatwi dostęp i manewrowanie instrumentami endoskopowymi w zabiegach małoinwazyjnych, natomiast Suction Knife to nóż do precyzyjnego nacinania tkanek w czasie minimalnym bez ryzyka uszkodzenia okolicznych tkanek. Oba wynalazki to narzędzia wspierające operacje chirurgiczne, a więc mogą być stosowane w szeregu różnych interwencji na sercu z minimalnego dostępu tzw. „key hole”. Oba narzędzia, wchodzące w skład projektu SMI mogą mieć także szerokie zastosowanie w rozmaitych zabiegach laparoskopowych poza kardiochirurgią np. w ginekologii. Całkowita wartość europejskiego rynku urządzeń wykorzystywanych w chirurgii małoinwazyjnej wyniosła w 2020 r. 9,1 mld USD ze średniorocznym wzrostem wynoszącym 5,5%.

Spółka będzie również ubiegała się na podstawie prospektu o dopuszczenie akcji serii J oraz praw do akcji serii J do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Emisja akcji serii J skierowana zostanie do inwestorów uprawnionych do udziału w ofercie publicznej. Zarząd zaoferuje objęcie akcji wybranym przez siebie inwestorom.

Prezes Medinice dodaje, iż planowana emisja pozwoli na poszerzenie portfolio trzech najbardziej intensywnie rozwijanych produktów (CoolCryo, MiniMax i PacePress) o dodatkowe projekty zwiększające efekty realizowanej przez Medinice strategii biznesowej. Medinice planuje także intensyfikować prace nad EP Bioptom – opatentowanym wynalazkiem, łączącym w pojedynczym cewniku mapowanie 3D EAM z przezskórną, endomiokardialną biopsją mięśnia sercowego oraz dodatkowo rozpocząć prace nad dwoma nowymi projektami, w tym nad innowacyjnym systemem kardioneuroablacji.

– Obecna sytuacja, czyli poziom zaawansowania naszych kluczowych projektów tj. MiniMax, CoolCryo i PacePress oraz perspektywy ich komercjalizacji, pozwalają nam rozszerzyć portfolio o kolejne rozwiązania własne, czego doskonałym przykładem jest EP Bioptom. Urządzenie posiada już amerykański patent, a na przełomie roku otrzymaliśmy decyzję o dofinansowaniu z NCBiR. Aktualnie trwają prace nad prototypem elektrody. Natomiast, kolejnym projektem będzie urządzenie do innowacyjnej metody kardioneuroablacji czyli CNL (CardioNeuroLab) – mówi Sanjeev Choudhary, Prezes Zarządu Medinice S.A.

PGE i Ørsted sfinalizowały umowę joint venture dla wspólnych projektów offshore w Polsce

Po sfinalizowaniu ogłoszonej 10 lutego br. umowy, PGE i Ørsted posiadają obecnie po 50 proc. udziałów w projektach Baltica 2 i Baltica 3, składających się na Morską Farmę Wiatrową Baltica – największą inwestycję offshore w polskiej części Bałtyku. Partnerzy wspólnie wybudują i będą eksploatować morskie elektrownie wiatrowe o łącznej mocy zainstalowanej wynoszącej do 2,5 GW.

W połowie marca Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał zgodę na realizację umowy joint venture. Następnie partnerzy złożyli wniosek o rejestrację w Krajowym Rejestrze Sądowym i sfinalizowali transakcję, co oznacza, że Ørsted objął 50 proc. udziałów w obu spółkach projektowych.

PGE, jako największy producent energii elektrycznej w Polsce, posiadający bogate doświadczenie w krajowym sektorze energetycznym, zaprosił jednego z liderów światowego rynku morskiej energetyki wiatrowej do wspólnego rozwoju, budowy i eksploatacji morskich projektów wiatrowych. Połączenie wiedzy i doświadczenia Ørsted i PGE stanowi solidny fundament dla realizacji tak ważnej inwestycji dla krajowej gospodarki, jaką jest budowa dwóch morskich farm wiatrowych w Polskiej Wyłącznej Strefie Ekonomicznej Morza Bałtyckiego – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Cieszę się, że udało nam się nawiązać silne partnerstwo w obszarze morskiej energetyki wiatrowej z wiodącym polskim przedsiębiorstwem energetycznym. Wniesiemy nasze wieloletnie doświadczenie na ten nowy rynek, aby dostarczać zieloną energię, rozwijać  przemysł, tworzyć nowe miejsca pracy i wspierać Polskę w drodze do objęcia roli lidera branży offshore – mówi Rasmus Errboe, Senior Vice President Ørsted Offshore, odpowiedzialny za Europę kontynentalną.

Baltica 2 i Baltica 3 znacząco przyczynią się do transformacji Polski w kierunku zielonej energii, przyspieszą rozwój lokalnego łańcucha dostaw i pobudzą aktywność gospodarczą na wiele lat. Obydwa etapy otrzymały już pozwolenia środowiskowe i podpisały umowy przyłączeniowe do sieci, a 7 kwietnia 2021 r. uzyskały ze strony Urzędu Regulacji Energetyki kontrakty różnicowe. W zależności od ostatecznych decyzji inwestycyjnych Ørsted i Grupa Kapitałowa PGE, Baltica 3 (1 GW) może zostać uruchomiona w 2026 roku, a Baltica 2 (1,5 GW) przed 2030 rokiem.

Pandemia obcięła zarobki studentów

Studenci biednieją przez pandemię. Ich portfele stały się znacznie chudsze niż rok temu. Ostatnie badanie „Student w pracy” Polskiej Rady Biznesu wskazuje na wyraźny spadek zarobków w tej grupie.  

Pandemia mocno uderzyła w pracujących studentów. Nie dość, że branże, w których zazwyczaj znajdują zatrudnienie, takie jak gastronomia czy turystyka, od zeszłego roku funkcjonują z ogromnymi problemami, to na dodatek w pozostałych gałęziach gospodarki najmłodsi stażem pracownicy byli pierwsi do zwolnienia.

Kolejna edycja badania „Student w pracy”, zrealizowana w ramach Programu Kariera Polskiej Rady Biznesu, pokazuje znaczny spadek żaków zarabiających pomiędzy 2 tys. a 3 tys. zł w porównaniu do 2020 r.

Rozpoczynanie kariery zawodowej w obecnym czasie jest trudniejsze niż jeszcze kilka lat temu. Choć oficjalne bezrobocie cały czas jest najniższe w Unii Europejskiej, to wśród młodych ludzi panuje dużo większą niepewność co do zatrudnienia – wskazuje Marian Owerko, twórca i szef Programu Kariera, największego w Polsce niezależnego programu płatnych staży dla studentów i absolwentów organizowanego przez Polską Radę Biznesu, której jest wiceprezesem.

Praca studenta – mniej stała i z niższym wynagrodzeniem

Z badania przeprowadzonego w ramach Programu Kariera Polskiej Rady Biznesu przez pracownię SW Research wynika, że prawie 30 proc. obecnie pracujących studentów zarabia na rękę pomiędzy 2 tys. a 3 tys. zł. To spadek o 10 punktów procentowych w porównaniu do 2020 r. – wówczas takie osoby stanowiły blisko 40 proc. Jednocześnie ponad 11 proc. studentów otrzymuje więcej niż 5tys. zł netto – to prawie 3 razy więcej niż rok temu.

Widać, że pewna grupa studentów została częściowo wypchnięta z rynku pracy. Jednak ci, którzy stanowią wartość dla firm mogą liczyć na solidne uposażenie – komentuje Marian Owerko.Student w pracy 2021

Dane ogólnopolskie pokazują, że 13 proc. studentów otrzymuje wynagrodzenie poniżej 1 tys. Najwięcej osób z takimi zarobkami jest w Krakowie (20 proc.). Na drugim miejscu znalazły się Warszawa i Poznań (18 proc.). Z kolei najwyższe pensje, w wysokości ponad 5tys. zł na rękę, najwięcej studentów otrzymuje we Wrocławiu (17 proc.). Dalej w kolejności są: Trójmiasto (16 proc.), Bydgoszcz i Toruń (14 proc.), Łódź (13 proc.), Poznań (10 proc.) i Szczecin (8 proc.). Na samym końcu jest w Warszawie (6 proc.) i Krakowie (5 proc.).Student w pracy 2021 zarobki

Marian Owerko wskazuje, że zróżnicowaniu płac towarzyszy zwiększenie tymczasowości zatrudnienia. Obecnie znacznie więcej studentów niż w 2020 r. określa swoją pracę jako dorywcza nieregularna – 36 proc. wobec 27 proc. rok temu. Prawie 55 proc. związane jest z pracodawcą poprzez umowy cywilno-prawne (w zeszłym roku 41 proc.).

Mimo pandemii marzą o pensji ponad 10 tys.

Słabsza sytuacja na rynku pracy wcale nie odbiera młodym ludziom marzeń. Za 10 lat prawie co trzeci student chciałby zarabiać powyżej 10 tys. złotych na rękę. W ciągu roku liczba ta wzrosła o 8 punktów procentowych. Za rok prawie połowa chciałaby dostać ponad 5 tys. zł netto.Student w pracy 2021 oczekiwania

Studenci szukają pracy

W tegorocznej edycji badania „Student pracy” organizatorzy Programu Kariera zadali pytanie o poszukiwanie pracy w trakcie pandemii. Blisko 2/3 studentów rozglądało się za nowym źródłem utrzymania. Czemu nie więcej? 27 proc. z tych, którzy nie szukali, jako odpowiedź podało trudności w znalezieniu pracy, stażu lub praktyki w dobie koronawirusa. Prawie 16 proc. uznało, że w czasie pandemii nie ma ofert w branży, którą są zainteresowani. Porównywalnie tyle samo bało się podejmować zarobkowania, a 12 proc. nie wiedziało, gdzie szukać ofert w czasie pandemii.

Tym bardziej zapraszamy do aplikowania na staże w Programie Kariera. Wszyscy uczestnicy otrzymują wynagrodzenie w wysokości 3,5 tys. zł za miesiąc stażu, a niektórzy 4 tys. lub nawet 5 tys. złotych. Warto, bo staże odbywają się w największych polskich firmach a u nas nikt nie parzy kawy. Staże w Programie Kariera to solidna nauka fachu, która procentuje w przyszłości – co 4. stażysta otrzymuje ofertę pracy po odbyciu praktyk– zachęca Marian Owerko.

Stopy zwrotu z wynajmu mieszkań zrównują się z inflacją

W ostatnich latach popyt na rynku mieszkaniowym istotnie napędzały osoby, które chciały zainwestować w wynajem. Stopy zwrotu z takiego zakupu były znacznie wyższe niż oprocentowanie lokat, a rosnące dynamicznie ceny mieszkań zachęcały do inwestycji. Pandemia zmieniła jednak sytuację na rynku. Odpłynęli z niego studenci i pracownicy z zagranicy, zanikł najem krótkoterminowy, a ceny wynajmu poszły w dół. W miastach takich jak Warszawa czy Kraków w 2020 r. spadki sięgały niemal 10% r/r, wskazują eksperci Emmerson Evaluation.

W swoim najnowszym raporcie „Evaluer Index 2021” specjaliści od wycen nieruchomości z Emmerson Evaluation przeanalizowali rynki mieszkaniowe największych polskich aglomeracji. W swojej analizie wskazują, że pandemia zmieniła rynek najmu w Polsce na wielu poziomach. Ograniczenia w przemieszczaniu się skutkowały brakiem najemców biznesowych oraz zanikiem turystyki krajowej i zagranicznej, co przyczyniło się do ograniczenia rynku najmu krótkoterminowego. Skutki tego były szczególnie zauważalne w centralnych dzielnicach największych aglomeracji, które dotychczas ukierunkowane były głównie na turystów oraz najemców biznesowych. Miastem, które najbardziej ucierpiało na skutek braku turystów chętnych na wynajem krótkoterminowy był Kraków.

Z mniejszą liczbą chętnych musiał zmierzyć się także rynek najmu długoterminowego. Popyt spadł ze względu na odpływ studentów oraz osób, które planowały przenieść się do większego miastach w celach pracowniczych. Wiele osób wstrzymało się z decyzją o przeprowadzce i zostało w domu rodzinnym lub do niego wróciło, gdyż pracuje w trybie home office. Wśród chętnych na wynajem ubyło także cudzoziemców, głównie pracowników z zagranicy, np. Ukrainy. Wzrost dostępnej oferty mieszkań na wynajem, przy równoczesnym spadku popytu odbił się negatywnie na stawkach czynszów najmu.

Na początku pandemii wielu właścicieli mieszkań nie decydowało się na obniżki czynszów najmu obserwując dalszy rozwój sytuacji. Dopiero po kilku miesiącach wzrostu liczby pustostanów, nastąpiła reakcja rynku w postaci obniżenia stawek. W analizowanych przez nas miastach największe spadki odnotowaliśmy na rynku krakowskim – średnio o 9,6% oraz w Warszawie i Łodzi, gdzie obniżki sięgały 9,5% rok do roku. Najmniejszym wahaniom uległy stawki w Poznaniu, gdzie w ciągu 2020 roku ceny wynajmu spadły średnio o 5,7% – zauważa Robert Korczyński, członek zarządu Emmerson Evaluation.czynsz wynajem mieszkań w polsce

Warszawa, Trójmiasto i Wrocław z najdroższym wynajmem

Według raportu „Evaluer Index 2021” w rankingu najwyższych stawek czynszów w Polsce króluje stolica. W Warszawie najwięcej ofert autorzy raportu odnotowali na Śródmieściu, Mokotowie i Woli. Od lat najdroższą dzielnicą pozostaje Śródmieście z medianami stawek czynszów od 1 750 zł/m-c dla mieszkań 1-pokojowych do 3300 zł/m-c dla mieszkań 3-pokojowych.

Trójmiejski rynek cenami mieszkań na wynajem dorównuje stolicy. Najdrożej w 2020 r. było w Sopocie, gdzie mediany stawek czynszów wyniosły od 1 700 zł/m-c dla mieszkań 1-pokojowych do 2 700 zł/m-c dla mieszkań 3-pokojowych. W Gdańsku były nieco niższe. W przypadku lokali 1-pokojowych mediany stawek czynszu wynosiły 1400 zł/m-c netto, 2-pokojowych 1 900 zł/m-c, a 3-pokojowych 2 300 zł/m-c. Najtańsza pozostała Gdynia z medianą stawki czynszu od 1 100 zł/m-c w przypadku kawalerek do 2 000 zł/m-c w przypadku 3-pokojowych lokali.

Podium najwyższych stawek czynszów zamyka Wrocław. W stolicy Dolnego Śląska najdroższe mieszkania na wynajem można było znaleźć na Starym Mieście – z medianą od 1 600 zł/m-c dla 1-pokojowych do 2400 zł/m-c dla 3-pokojowych. Wysokie stawki analitycy Emmerson Evaluation zaobserwowali także w dzielnicy Krzyki, szczególnie w rejonie Przedmieścia Oławskiego oraz w zachodniej części rejonu Południe.

Stopy zwrotu zrównują się z inflacją

W ubiegłym roku średnie stopy zwrotu z inwestycji w mieszkanie na wynajem kształtowały się w przedziale 3%-4,8%. Jej wysokość eksperci Emmerson Evaluation wyliczyli jako relację rocznego dochodu możliwego do uzyskania z wynajmu do ceny transakcyjnej mieszkania oraz jego wykończenia bądź remontu. Przyjęty model uwzględnia zryczałtowany podatek od przychodów z wynajmu w wysokości 8,5% oraz straty w dochodach związane z 2-miesięcznym okresem przeznaczonym na poszukiwanie najemcy.

Najwyższą rentowność uzyskiwano z wynajmu mieszkań w Łodzi i we Wrocławiu. Było to odpowiednio 4,8% i 4,7% w przypadku mieszkań 1-pokojowych oraz 4,6% i 4% dla 2-pokojowych.  Najmniej rentowne okazały się największe, 3-pokojowe mieszkania (4% dla Łodzi i 3,8% dla Wrocławia). Na rynku trójmiejskim jedne z najwyższych stóp zwrotu osiągały mieszkania położone w Sopocie (od 4,1% dla mieszkań 3-pokojowych do 4,5% dla kawalerek), a najniższe w Gdyni (od 3,6% do 4,4%).

Najniższy wskaźnik rentowności wynajmu spośród największych miast odnotowano w Warszawie i Krakowie. W stolicy mieścił się w przedziale od 3,4% (dla mieszkań 3-pokojowych) do 4% (dla mieszkań 1-pokojowych). Wskaźniki dla Krakowa były nieco niższe i wynosiły odpowiednio 3,3% i 4%. Zdaniem ekspertów Emmerson Evaluation, spadek rentowności w wymienionych miastach spowodowany był przede wszystkim zwiększeniem podaży, która została zasilona mieszkaniami przeznaczonymi wcześniej na wynajem krótkoterminowy.Stopy zwrotu z wynajmu mieszkań

W czasie pandemii wynajmujący musieli stawić czoła nie tylko mniejszemu popytowi ze strony lokatorów i związanymi z tym spadkami czynszów, ale także najwyższej od ośmiu lat inflacji. Na koniec 2020 roku sięgała ona 3,4%, a w 2021 przyśpieszyła jeszcze mocniej, w marcu przekraczając poziom 4%. Z drugiej strony inwestycja w mieszkanie na wynajem wciąż daje możliwość niwelowania jej wpływu, czego nie mogą zapewnić już niezwykle nisko oprocentowane lokaty bankowe. To przyciąga osoby chcące chronić swoje oszczędności, szczególnie że ceny mieszkań ciągle rosną, a niskie stopy procentowe dają dostęp do taniego kredytu. Niemniej jednak pandemia zostawi po sobie ślad na tym rynku. Sądzimy, że w 2021 r. zdecydowanie mniej nabywców będzie kupowało mieszkania w celu najmu krótkoterminowego. Wzrośnie natomiast właśnie udział nabywców mieszkań w celu ochrony kapitału oraz na własne potrzeby – prognozuje ekspert Emmerson Evaluation.

Nowi gracze na rynku

Analitycy Emmerson Evaluation zwracają również uwagę na wzmożoną aktywność na rynku najmu instytucjonalnego (PRS – Private Rented Sector). W 2020 r. inwestorzy zawarli kilka znaczących transakcji i nabyli obiekty w fazie przed rozpoczęciem budowy lub w trakcie budowy. Powstałe mieszkania zostaną przeznaczone na wynajem, a procesem będzie zarządzać firma, a nie indywidualny inwestor. Przy czym lokale te będą miały jednolity standard i zasady wynajmu, co również odróżnia je od oferty prywatnych właścicieli. To stosunkowo nowy segment na rynku najmu w Polsce, mający bardzo niski udział w jego całości. Obecnie funkcjonujące mieszkania w systemie najmu instytucjonalnego stanowią zaledwie 2% wszystkich mieszkań oddanych do użytkowania w 2020 r.

Przewidujemy, że najem instytucjonalny będzie rósł dynamicznie, ale startuje z bardzo niskiej bazy i potrzeba będzie lat, aby stanowił konkurencję dla obecnie dominującego wynajmu indywidualnego. Przyczyni się natomiast do wzmocnienia popytu i będzie kolejnym czynnikiem napędzającym koniunkturę na rynku. Z uwagi na rosnący rynek PRS, można oczekiwać, że część deweloperów poza dotychczasową tradycyjną sprzedażą mieszkań, będzie realizowała więcej obiektów przeznaczonych na wynajem na potrzeby funduszy inwestycyjnych – podsumowuje Robert Korczyński.

Największe wyzwanie MŚP: utrzymać płynność

Pandemia miała destabilizujący wpływ na sytuację finansową wielu firm, doprowadzając do problemów z płynnością. O ile we wszystkich branżach widać już lekką poprawę nastrojów, to właśnie utrzymanie płynności staje się największym wyzwaniem stojącym przed sektorem MŚP (37 proc. wskazań) – wynika z najnowszego badania Bibby MSP Index, przeprowadzonego na zlecenie Bibby Financial Services na reprezentatywnej, ogólnopolskiej próbie małych i średnich firm.

– Firmy po okresach lockdown’u, spadku sprzedaży i popytu w niektórych branżach, kłopotach z łańcuchami dostaw powoli patrzą coraz bardziej optymistycznie w przyszłość. Z rosnącą falą szczepień zaczynają też myśleć o zwiększeniu sprzedaży, produkcji i zatrudnienia czy nowych inwestycjach. Do tego potrzebują pieniędzy. Stąd właśnie kluczowym wyzwaniem pozostaje teraz dla nich utrzymanie płynności finansowej. Bez niej trudno będzie wrócić do poziomów działalności sprzed epidemii. – mówi Ewa Gawrońska–Micuń, Dyrektor Zarządzający, Członek Zarządu Bibby Financial Services, firmy faktoringowej, która od dekady bada nastroje polskich przedsiębiorców w ramach Bibby MSP Index.

Kurs na płynność

Jedynie w branży produkcyjnej i handlu większy odsetek respondentów spodziewa się wzrostu płynności (po 14 proc.) niż jej spadku (odpowiednio 10 proc. i 13 proc. ) w kolejnych sześciu miesiącach. W pozostałych zdecydowanie większy odsetek przewiduje pogorszenie płynności w tym okresie. Największe obawy odnośnie płynności finansowej i zadłużenia mają transportowcy – aż 20 proc. spodziewa się pogorszenia sytuacji, a tylko 2 proc. poprawy. Gorzej jest też w budownictwie, gdzie pogorszenia sytuacji z płynnością spodziewa się co piąty respondent. Co więcej, mniej firm budowlanych liczy też teraz na poprawę lub stabilność płynności niż w poprzednim pomiarze (10,9 pkt wobec 12,1 pkt). Także usługodawcy wyrażają nieco większe obawy niż we wcześniejszym badaniu w odniesieniu do poziomu zadłużenia i płynności.

Producenci i firmy sklasyfikowane jako pozostała działalność – czyli przede wszystkim niszowa lub rozproszona na kilka różnych aktywności – to jedyne branże, które pozytywnie prognozują zarówno w obszarze swojej płynności finansowej jak i liczą na zmniejszenie zadłużenia w nadchodzących miesiącach.

Kontrahenci płacą gorzej

Skąd problemy z płynnością? Oczywiście jednym z powodów są zatory płatnicze i opóźnienia w płatnościach wywołane kryzysem. Aż 34 proc. przedsiębiorców uważa, że ich kontrahenci w ostatnim półroczu płacili gorzej i nieregularnie. Przy czym reprezentanci firm transportowych istotnie częściej niż inni podają, że w ostatnim półroczu opóźnienia w płatnościach nasiliły się – wskazało tak aż 60 proc. respondentów. Na opóźnienia w płatnościach skarżyli się jednak wszyscy – w przypadku handlu (39 proc.), budownictwa (37 proc.), a w branży produkcyjnej, usługowej i pozostałej działalności – po ok. jednej czwartej respondentów.

Jak firmy wspierały płynność?

Z badania wynika, że MŚP intensywnie korzystały w ostatnim półroczu z wielu rozwiązań wspierających płynność ich biznesu. Ogółem różnych form wsparcia szukało 45 proc. respondentów. Niemal co czwarty przedsiębiorca w ostatnim półroczu wspomógł płynność finansową swojej firmy korzystając z dotacji i subwencji w ramach rządowej tarczy. Niektórzy kierowali się w stronę kredytu bieżącego (8 proc.) czy faktoringu (4 proc.), a 4,2 proc. przeznaczyło też własne oszczędności i zasoby, aby zasilić firmowe konta. Przy tym przedstawiciele firm małych, zatrudniających 10-49 pracowników, istotnie częściej deklarowali, że w ostatnich 6 miesiącach w ramach wsparcia płynności finansowej zwiększyli limit w koncie firmowym.

Z kolei reprezentanci działalności sklasyfikowanych jako pozostałe oraz handel deklarują, że w ostatnim półroczu nie sięgnęli po żadne z rozwiązań wspierających płynność finansową firmy.

Zmiany w dostępie do finansowania

9 proc. ogółu badanych potwierdza, że uzyskanie dostępu do zewnętrznego finansowania jest teraz trudniejsze. Większe trudności z pozyskaniem finansowania widzi przede wszystkim branża budowlana (17 proc. badanych) oraz usługowa (11 proc.). Niemal żadnych zmian w tym zakresie nie obserwują natomiast producenci oraz handel. Nie bez znaczenia jest wielkość firmy. Głównie to zdaniem małych firm (10-49) dostęp do kredytów czy leasingu jest trudniejszy i ciężej o uzyskanie finansowania.

– Bez wątpienia branże, które były bardziej narażone na straty z powodu pandemii, będą miały większe trudności z pozyskaniem zewnętrznego finansowania. To m.in. efekt pogorszenia ich kondycji finansowej jak i zaostrzenia warunków kredytowych w samych bankach. Do tego znaczenie tarcz i programów rządowych maleje. W tej sytuacji ratunkiem dla wielu firm może okazać się faktoring, który uwalnia środki z zamrożonych wierzytelności. Przy tym faktoring pełny, w którym ryzyko niewypłacalności odbiorcy przejmuje faktor, pomoże ochronić firmę przed niespodziewanym zaprzestaniem regulowania zobowiązań przez jej klienta. – wyjaśnia Ewa Gawrońska–Micuń z Bibby Financial Services.

W kontekście badań Bibby MSP Index nie dziwi to, że aż ponad jedna trzecia respondentów za największe wyzwanie uznała właśnie utrzymanie płynności w firmie. Bez niej trudno będzie firmom przetrwać, wrócić do poziomów działalności sprzed pandemii i dalej się rozwijać.

ANALIZA: Na rynku widać wysyp ofert pracy dla informatyków. Rosną też oczekiwania kandydatów

W I kwartale br. na Pracuj.pl zamieszczono ponad 37 tys. ofert dla specjalistów z branży IT. Oznacza to wzrost o 80% w porównaniu z początkiem ub.r. W portalu Praca.pl liczba takich ogłoszeń urosła z niecałych 9 tys. do 27,5 tys. Z kolei w serwisie OLX propozycji było ponad 2,7 tys. I tu nastąpił spadek o prawie 50. Gratka opublikowała niespełna 500 ofert, tj. o około 50 więcej niż od stycznia do marca 2020 roku. Zatem firmy wznawiają działania, które wcześniej zostały wstrzymane w związku z pandemią. Propozycje skierowane są m.in. do front-end developerów i programistów Java. Do tego widać wyraźnie, że oczekiwania finansowe kandydatów stale rosną.

37 244 oferty dla specjalistów IT zostały opublikowane w serwisie Pracuj.pl w I kwartale br. To wzrost o 80% w porównaniu z analogicznym okresem 2020 roku. Te ogłoszenia stanowiły 19% wszystkich. Tym samym propozycje dla informatyków po raz pierwszy znalazły się na drugim miejscu w zestawieniu uwzględniającym wszystkie branże. Więcej kierowanych było tylko dla specjalistów ds. handlu i sprzedaży – 31%.

– Od stycznia do marca 2021 roku w portalu Praca.pl opublikowano 27 512 ogłoszeń w obszarach informatyka i administracja oraz informatyka i programowanie. To 24% zamieszczonych ofert, a zarazem najwięcej spośród wszystkich kategorii. Rok wcześniej kandydaci mieli do wyboru 8 717 propozycji, co stanowiło ok. 7% – informuje Aleksandra Wesołowska, PR Manager Praca.pl.

Na początku br. 2667 nowych i przedłużonych ogłoszeń było w serwisie OLX w obszarze IT i telekomunikacji. Widać więc nieznaczny spadek. Według eksperta z branży IT i programisty  Sergiusza Diundyka, to może być efektem cenowej polityki portalu ogłoszeniowego. W 2020 roku liczba takich propozycji wyniosła 2714. Jak zaznacza Paulina Rezmer, PR specialist w OLX, oferty w kategorii pracy dodawane są przede wszystkim przez pracodawców z sektora blue i gray collar. W serwisie jest średnio 100 tys. aktywnych ogłoszeń o pracę ogółem. Branża IT stanowi z tego mniej niż 1%, a blisko połowa propozycji jest kierowana do pracowników wsparcia technicznego. Natomiast Gratka.pl, ukierunkowana na rekrutacje tzw. niebieskich kołnierzyków, odnotowała wzrost liczby ofert dla branży IT i programistycznej etc. Ostatnio takich propozycji było 476, a od stycznia do marca 2020 roku – 430.

– Obecnie na rynku IT obserwujemy wzrost zapotrzebowania na specjalistów. Wiele firm uzupełnia wakaty oraz poszukuje nowych zasobów do realizacji projektów zaplanowanych na 2021 rok. Część przedsiębiorców chce również wznowić działania, które wcześniej zostały wstrzymane w związku z pandemią COVID-19 – komentuje Agnieszka Grzybowska, menedżer ds. rekrutacji IT w Experis.

Od listopada 2020 roku widać wzrost zapotrzebowania na specjalistów IT. Ma to również odzwierciedlenie w liczbie ofert pracy, co podkreśla Małgorzata Krupnik, Sales, Delivery & Operations Manager IT Services w The Adecco Group. I dodaje, że przed pandemią pracodawcy mierzyli się z silnym rynkiem kandydata IT. Wówczas odzew na ogłoszenia był bardzo niski, wpływały jedna lub dwie aplikacje na stanowiska w obszarze software development. Do tego Sergiusz Diundyk dodaje, że faktycznie na rynku widać odmrożenie wakatów. I co ważniejsze, pracodawcy są skłonni lepiej opłacać swoich przyszłych pracowników.

– Specjaliści IT, posiadający ponad 2-letnie doświadczenie, codziennie otrzymują nowe propozycje zawodowe z Polski oraz z innych krajów. Praca zdalna umożliwia zatrudnienie w dowolnej firmie na świecie, bez względu na granice terytorialne. Większość rekrutacji w tej branży odbywa się z wykorzystaniem serwisów z ofertami pracy w IT lub metodą direct search. Doświadczeni kandydaci rzadko decydują się na aplikowanie na ogłoszenia z ogólnych serwisów rekrutacyjnych – mówi Agnieszka Grzybowska.

Potwierdza to Sergiusz Diundyk. I dodaje, że fachowcy częściej są łowieni w social mediach, szczególnie na LinkedIn, a niektóre firmy skłonne są nawet płacić pracownikom prowizje za zachęcanie znajomych do przyjęcia ich ofert. Natomiast w serwisie Praca.pl pracodawcy zamieszczają ogłoszenia głównie dla front-end developerów i programistów Java, a także inżynierów, specjalistów ds. analizy danych i bezpieczeństwa. Jak podkreśla Aleksandra Wesołowska, przekrój poszukiwanych stanowisk jest bardzo duży. Podobnie sytuacja wyglądała w ubiegłym roku. Ekspert dodaje, że ogłoszenia są publikowane zarówno przez duże korporacje, jak i startupy. Praktycznie każda gałąź gospodarki potrzebuje specjalistów IT.

– Od kilku lat widzimy systematyczny wzrost liczby rekrutacji na stanowiska frontend. Pandemia to wzmocniła. Obecnie większość spraw załatwiamy online, a liczba aplikacji, z których korzystamy, stale rośnie. Wpływa to na wzmożone zapotrzebowanie na specjalistów z obszaru frontend, backend czy odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Trend ten prawdopodobnie utrzyma się w najbliższych miesiącach – analizuje menedżer ds. rekrutacji IT w Experis.

Jak zaznacza Małgorzata Krupnik, rynek pracy dla specjalistów IT ma się bardzo dobrze, a nawet lepiej niż przed pandemią. Należy jednak zaznaczyć, że dotyczy to specjalistów z min. 3-letnim doświadczeniem. Ekspert podkreśla, że w przypadku stanowisk juniorskich blisko 60% kandydatów ma problem ze znalezieniem swojego pierwszego zatrudnienia. Z taką opinią jednak nie do końca zgadza się Sergiusz Diundyk, który twierdzi, że właśnie teraz dla początkujących jest dobry okres. Wystarczy na portalu z ogłoszeniami wpisać „Programista Junior”. Wiąże się to m.in. z tym, że pracodawcy mocno patrzą w przyszłość. Już teraz szukają zdolnego narybku, żeby za kilka lat nie mieć dodatkowych problemów z wyszkoloną kadrą.

– Znalezienie pierwszej pracy w tej branży może być jednak wyzwaniem, szczególnie dla osób, które w ramach przebranżowienia ukończyły jedynie kursy z obszarów IT. Problem ten nie dotyczy jednak absolwentów uczelni technicznych, którzy szybko znajdują zatrudnienie w branży – dodaje Agnieszka Grzybowska.

Z kolei według Małgorzaty Krupnik, jednym z zauważalnych trendów są stale rosnące oczekiwania finansowe kandydatów. Wynika to z faktu, że na rynku jest więcej ofert pracy niż osób otwartych na zmiany. Ponadto firmy, które chcą zatrudnić specjalistów IT, mierzą się ze wzmożoną liczbą kontrofert od obecnych pracodawców. Podwyżki oscylują między 10 a nawet 30% miesięcznego wynagrodzenia. Natomiast Aleksandra Wesołowska zaznacza, że kandydaci zwracają uwagę głównie na możliwość pracy zdalnej. Oferty bez tej opcji cieszą się mniejszym zainteresowaniem wśród aplikujących.

– Obecna sytuacja z pewnością napawa optymizmem kandydatów, ale rodzi duże wyzwania dla pracodawców. Z naszych analiz wynika, że firmy muszą się liczyć z tym, że bieżące widełki finansowe nie pokrywają się z oczekiwaniami rynku i są średnio o 15-20% niższe. Pojawiają się zatem trudności w zaoferowaniu konkurencyjnej oferty kandydatowi i zachęceniu go do zmiany – podsumowuje ekspert z The Adecco Group.

RPP z dużym spokojem. Stopy procentowe bez zmian

RPP po raz kolejny nie zmienia stóp, ale nastroje na rynku wyraźnie zmieniają się z “jednak nie obniżyli”, na “jednak nie podnieśli”. Co ciekawe, mimo braku wzrostu rynki coraz bardziej go oczekują. Ciekawe, jak duży wpływ na zmiany komunikatu miała presja czasu i czy w tę stronę miał być modyfikowany.

Zatrudnienie w USA

Raport ADP na temat zatrudnienia zaskoczył negatywnie i to pomimo tego, że to trzeci najlepszy wynik od początku pandemii. W ciągu miesiąca przybyło w USA 742 tysiące miejsc pracy. To niemal 0,5% wszystkich, co oczywiście będzie miało wpływ na odczyt bezrobocia, który powinien po raz kolejny spaść. Problem w tym, że analitycy oczekiwali, że wzrost liczby miejsc pracy będzie jeszcze większy. Tym samym mocniej wówczas powinien spaść wskaźnik bezrobocia. Rynek pracy za oceanem wydaje się mieć większe znaczenie w przypadku wpływu na kursy walut niż w Europie. Spowodowane jest to między innymi znacznie większą jego elastycznością. Rezultatem wczorajszych danych była przecena dolara amerykańskiego.

Ropa znów pnie się w górę

Wczoraj baryłka londyńskiej ropy sięgnęła niemal 70 dolarów. Tak drogie czarne złoto od początku pandemii było tylko przez krótki czas w marcu tego roku. Warto również zwrócić uwagę, że przed pandemią surowiec ten znajdował się na zbliżonych poziomach. Może to świadczyć o tym, że inwestorzy wierzą w powrót gospodarki na stare tory. Świadczy o tym, chociażby wczorajszy stan zapasów w USA, gdzie niespodziewanie pokazano redukcję o niemal 8 milionów baryłek w ciągu tygodnia. Wraz z cenami ropy w górę pnie się również rosyjski rubel.

RPP z dużym spokojem

Wczorajsze posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej musiało być mocno burzliwe, skoro decyzja zakomunikowana rynkom została dopiero o 17:30. Zwyczajowo publikacja ta miała miejsce około 13:30, ale ten zwyczaj od wielu miesięcy już nie obowiązuje. Zwyczajowa konferencja prasowa planowana była zawsze na 16:00, by na spokojnie skomentować posiedzenie, patrząc na ostatnie czasówki nie wykluczone, że ten punkt programu straci rację bytu. Co ciekawe, pomimo tak długich rozmów w sumie niewiele się zmieniło. Analitycy zwracają uwagę na zmiany w komunikacie, aczkolwiek patrząc na jego nową treść, spodziewanie się podwyżek stóp procentowych może być przedwczesne. Wskazywane jest usunięcie fragmentu o inflacji, nie został on jednak w pełni usunięty a zaledwie bardzo mocno skrócony i osłabiony. Złoty przyjął te dane lekkim umocnieniem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl