Projekt przepisów wprowadzających e-faktury

Ministerstwo Finansów w ostatnich latach pracuje coraz intensywniej nad wdrażaniem nowoczesnych narzędzi analitycznych, umożliwiających bieżącą kontrolę rozliczeń podatkowych. Postępującej cyfryzacji służyło wprowadzenie nowego sposobu rozliczeń VAT, gdzie podatnik wraz z deklaracją podatkową przesyła rozszerzone ewidencje w formie pliku elektronicznego (JPK V7). Także w innych ustawach wdrażane są nowe rozwiązania, takie jak np. rozszerzone raportowanie w zakresie cen transferowych TPR-C, elektroniczna rejestracja podmiotów akcyzowych i konieczność wdrażania elektronicznych ewidencji oraz rozliczeń etc. Kolejnym pomysłem w tym zakresie, którego plany pojawiły się już kilka lat temu, jest wdrożenie e-faktur, czyli faktur elektronicznych wysyłanych i odbieranych na ustandaryzowanym formularzu poprzez system elektroniczny Ministerstwa Finansów.

Na jakim etapie są nowe przepisy?

Ministerstwo Finansów rozpoczęło w dniu 5 lutego 2021 r. konsultacje publiczne projektu ustawy nowelizującej przepisy ustawy o VAT, które wprowadzać będą e-faktury. Nowe przepisy planuje się wdrożyć w życie z dniem 1 października 2021 r. Równocześnie z przekazaniem do konsultacji publicznych projektu e-faktur przygotowano propozycję struktury logicznej e-faktury. Ewentualne uwagi można było zgłaszać do 23 lutego 2021 r. Obecnie czekamy na analizę zgłoszonych uwag i komentarzy oraz ewentualne uwagi do projektu ustawy z dnia 1 lutego 2021 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw.

Cel wdrożenia e-faktury

Cele wdrożenia e-faktur można podzielić na dwie kategorie: profiskalne i progospodarcze. Dzięki e-fakturom fiskus będzie miał wcześniej dane odnośnie do dokonywanych transakcji, przez co będzie mógł szybciej reagować na oszustwa i wyłudzenia podatkowe, a także lepiej monitorować transakcje, które co prawda są zgodne z ustawą, ale generują straty budżetowe. Podobne mechanizmy obowiązują już w innych krajach Unii Europejskiej. Przykładowo we Włoszech usługa taka została udostępniona w 2017 r. (dobrowolnie), a od 1 stycznia 2019 r. stała się obowiązkiem.

Ponadto Ministerstwo wskazuje, że e-faktury powinny ułatwić i przyspieszyć rozliczenia pomiędzy kontrahentami. Dodatkowo dzięki archiwizacji faktury w bazie Ministerstwa zwiększy się bezpieczeństwo obrotu, a standaryzacja rozliczeń poprawi komfort podatników. Brak będzie konieczności wydawania duplikatów. Podatnik zyska też pewność, że faktura zawsze trafi do kontrahenta.

Zasady działania

W swoich założeniach rozwiązanie oparte jest na modelu poświadczeń, tj. wymagana jest autoryzacja danej osoby w systemie. Dane mają być przesyłane do systemu finansowo-księgowego poprzez API. Po uwierzytelnieniu się w systemie Ministerstwa podatnik będzie mógł przeglądać wystawione i otrzymane faktury ustandaryzowane. Co ciekawe, zgodnie z projektem faktury uznaje się za otrzymane i wystawione w dniu przydzielenia numeru identyfikującego tę fakturę.

W celu rejestracji podmiotów uprawnionych do dostępu do Krajowego Systemu e-faktur będzie trzeba złożyć specjalne zawiadomienie w urzędzie skarbowym. Wprowadzona ma być również możliwość udzielania autoryzacji dla osób odpowiedzialnych za wystawianie faktur. Ponadto planowane jest umożliwienie podatnikom tworzenia faktur we własnych systemach, a następnie przesyłania ich do centralnego systemu. Faktury ustrukturyzowane będą mogły być korygowane w formie faktury ustrukturyzowanej, jak również w formie tradycyjnie wystawionej faktury.

Czy e-faktury będą obowiązkowe?

Projekt zmian przewiduje dobrowolność w zakresie zastosowania tego rozwiązania. E-faktury będą jedną z form dokumentowania sprzedaży obok występujących w obrocie faktur papierowych oraz faktur elektronicznych. Jednakże Ministerstwo Finansów przygotowało wiele zachęt dla podatników chcących skorzystać z e-faktur. Przykładowo przewiduje się możliwość otrzymania o 1/3 szybciej zwrotu VAT, tj. skrócenie czasu oczekiwania na zwrot z 60 do 40 dni. Stosowanie e-faktur będzie wymagało zgody odbiorcy takiej faktury, np. przez zaakceptowanie komunikatu w aplikacji e-Mikofirma albo przez sam pobór faktury z systemu. MF planuje wdrożenie obligatoryjnych e-faktur w 2023 r.

Komentarz

Skutkami postępującej cyfryzacji rozliczeń podatkowych są kolejne kroki Ministerstwa Finansów, w tym wprowadzenie e-faktur. Na chwilę obecną znane są ogólne założenia projektu spisane w formie nowelizacji ustawy. Niemniej nie sposób oprzeć się wrażeniu, że e-faktury będą kolejnym narzędziem Ministerstwa Finansów służącym do zwiększenia kontroli nad rozliczaniem podatków. Organy podatkowe dostaną dokładniejsze dane o obiegu faktur w gospodarce. Z perspektywy podatnika zmiana ta niesie za sobą wiele niewiadomych, takich jak chociażby sposób transferu danych pomiędzy centralnym Krajowym systemem e-faktur a systemami rozliczeniowymi podatników, odpowiedzialność za archiwizację dokumentów i ewentualną ich utratę, odpowiedzialność za problemy techniczne systemu czy też za błędy osób wystawiających faktury, sposób korygowania faktur, a także aktualizacja uprawnień do dostępu do danych spółki. Dodatkowo przedsiębiorcy będą korzystali z systemu informatycznego, nad którym nie mają kontroli, tj. nie mogą go w żaden sposób zabezpieczyć. Całkowicie uzasadnione mogą więc okazać się obawy o wyciek danych, ponieważ podatnik nie będzie w stanie ich zabezpieczyć, a dane o kontrahentach, z którymi się współpracuje, wolumenie transakcji ich wartości są danymi bardzo wrażliwymi w gospodarce. Ponadto zdarzyć się mogą ataki hakerskie, za które nie wiadomo kto ponosi odpowiedzialność.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Eesti Energia osiągnęła w I kw. zysk netto w wysokości 26,5 mln EUR

W pierwszym kwartale 2021 roku przychody ze sprzedaży Grupy Eesti Energia, do której należy działający w Polsce Enefit, wzrosły o jedną trzecią rok do roku do 297,3 mln EUR, a spółka wypracowała zysk netto w wysokości 26,5 mln EUR.

Zysk EBITDA spadł o 46% do 72,4 mln EUR w ciągu roku. O ile pierwszy kwartał ubiegłego roku przyniósł firmie stratę w wysokości 2 mln euro, to w tym roku zysk netto wyniósł 26,5 mln euro.

Jak podkreślił Andri Avila, członek zarządu i dyrektor finansowy Eesti Energia, za dobry wynik odpowiadają wzrost produkcji i wolumenu sprzedaży, wyższe ceny energii oraz niższe niż w roku ubiegłym koszty stałe.

W porównaniu z rokiem 2020 temperatury w pierwszych trzech miesiącach roku były średnio o prawie sześć stopni niższe. Doprowadziło to do wzrostu zużycia energii elektrycznej o 10%. Zwiększone zapotrzebowanie na energię elektryczną podniosło ceny rynkowe oraz zwiększyło wykorzystanie naszych elektrociepłownizaznaczył Avila.

Sprzedaż energii elektrycznej przez Grupę na rynkach macierzystych – od Finlandii po Polskę – wzrosła w ciągu roku o 13% do 2,5 TWh. Najszybciej rosła sprzedaż na Litwie, gdzie Eesti Energia stała się drugim największym sprzedawcą energii elektrycznej w warunkach stopniowego otwierania tamtejszego rynku energii elektrycznej. Ceny energii elektrycznej na rynku Nord Pool były średnio dwukrotnie wyższe niż w ubiegłym roku, co jest główną przyczyną wzrostu przychodów ze sprzedaży.

    I kw. I kw. Zmiana
2021 r. 2020 r.
Sprzedaż energii elektrycznej GWh 2.519 2.199 12,70%
Sprzedaż usług sieciowych GWh 2.092 1.911 9,50%
Sprzedaż paliw płynnych tys. ton 112 102 10,90%
Sprzedaż energii cieplnej GWh 356 291 8,70%
Sprzedaż gazu GWh 974 581 67,60%
         
Produkcja energii elektrycznej GWh 1.279 957 33,60%
Produkcja paliw płynnych tys. ton 125 122 1,60%
Produkcja energii cieplnej GWh 437 384 13,80%
         
Przychody ze sprzedaży mln EUR 297,3 226,8 31,10%
EBITDA mln EUR 72,4 49,7 45,50%
Inwestycje mln EUR 32,1 68,7 -53,20%
Zysk z działalności operacyjnej mln EUR 30,4 5,5 457,80%
Zysk netto mln EUR 26,5 -2 1426,40%

Produkcja energii elektrycznej wzrosła o jedną trzecią rok do roku do 1,3 TWh. Do wzrostu produkcji przyczyniły się wyższe ceny rynkowe energii elektrycznej oraz zapotrzebowanie na produkcję sterowalną w okresie niskich temperatur i braku wiatru.

Elektrociepłownie Eesti Energia w czasie szczytowego zużycia pracowały z mocą do 1 200 MW. W ten sposób firma spełniła oczekiwania dotyczące utrzymania produkcji na poziomie średniego zużycia energii elektrycznej w Estonii.

Produkcja paliw płynnych na poziomie 125 tys. ton utrzymała się na ubiegłorocznym poziomie. Od czasu wybuchu pandemii COVID-19 rok temu, globalny popyt na paliwa płynne oraz ceny produktów na rynkach ropy naftowej wzrosły kwartał do kwartału, zbliżając się do poziomów sprzed kryzysu.

W pierwszym kwartale Eesti Energia podjęła kilka ważnych z handlowego punktu widzenia decyzji, między innymi dotyczących budowy farmy wiatrowej Purtse w prowincji Virumaa Wschodnia do 2023 roku czy przejęcia spółki Imatra, świadczącej usługi sieciowe w prowincji Läänemaa i Viimsi.

Patrząc w przyszłość, jeszcze większego znaczenia nabiera nasza nowa linia biznesowa, zakładająca zawieranie długoterminowych, nawet dziesięcioletnich umów sprzedaży energii wiatrowej z estońskimi, łotewskimi i litewskimi klientami biznesowymi, którzy chcą zmniejszyć swój wpływ na środowisko i zyskać stabilność cen w długim terminie. Wolumen umów zawartych w ciągu trzech miesięcy sięgnął 2 TWh, czyli około jednej czwartej rocznego zużycia energii elektrycznej w Estonii – zaznaczył Avila.

Naszej spółce Enefit Green zajmującej się energią ze źródeł odnawialnych, będącej wiodącym producentem energii wiatrowej i deweloperem na tym rynku w krajach bałtyckich, zapewnia to lepsze warunki do realizacji obecnych i nowych inwestycji w zakresie energetyki wiatrowej, przy czym inwestycje na rynku energii odnawialnej realizujemy również wspólnie z innymi deweloperami – dodał Avila.

Eesti Energia jest obecna poza granicami Estonii za pośrednictwem spółki zależnej Enefit, działającej na polskim rynku od 2017 roku. Oferta Enefit w Polsce jest skierowana do klientów biznesowych i obejmuje zakup energii, a także rozwiązania oraz usługi energetyczne. Spółka operuje także na Łotwie, Litwie i w Finlandii.

Vercom z sukcesem debiutuje na GPW

Akcje Vercom zadebiutowały na głównym parkiecie GPW w Warszawie. W kwietniu Spółka przeprowadziła Ofertę Publiczną o łącznej wartości 225 mln zł. Kurs akcji na debiucie wyniósł 53,99 zł, co oznacza wzrost o blisko 20 proc. względem ceny z Oferty.

Jesteśmy zadowoleni z udanego debiutu i pierwszych notowań naszych akcji. Dla nas jest to przełomowy moment i kolejny etap rozwoju Vercom. Dzięki środkom pozyskanym z IPO będziemy mogli jeszcze dynamiczniej rosnąć i zyskać miano lidera rozwiązań CPaaS w regionie CEE. Jeszcze raz dziękujemy wszystkim akcjonariuszom za zaufanie, wierzymy, że wspólnie będziemy budować dalszą wartość Vercom. – komentuje Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.

Wartość całej Oferty Vercom wyniosła 225 mln zł, a Spółka pozyskała kwotę 180 mln zł, którą przeznaczy w całości na akwizycje. Celem są jednokanałowe podmioty z regionu CEE, wyróżniające się znaczną bazą klientów i umiędzynarodowieniem. W transzy detalicznej inwestorzy złożyli łącznie około 5,9 tys. zapisów na 7,9 mln akcji, w wyniku czego średnia stopa redukcji wyniosła około 92,4 proc.

Od dzisiaj jesteśmy pierwszą spółką działającą w modelu CPaaS, która notowana jest na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Dla nas jest to szczególny moment i zarazem zobowiązanie wobec nowych akcjonariuszy. Oczywiście nie chcemy ich zawieść, dlatego będziemy kontynuować nasze starania budowy lidera na rynku CPaaS w regionie CEE. Środki pozyskane z Oferty z pewnością ułatwią i przyśpieszą nam ten proces. – dodaje Tomasz Pakulski, członek zarządu Vercom.

W Ofercie Vercom Pekao Investment Banking S.A. pełnił rolę Globalnego Koordynatora oraz Współprowadzącego Księgę Popytu, mBank pełnił rolę Współkoordynatora oraz Współprowadzącego Księgę Popytu, Kancelaria GESSEL pełniła rolę doradcy prawnego, KPMG było audytorem Spółki, a InnerValue odpowiadało za komunikację Oferty.

Już ponad 30% wyroków w e-arbitrażu ULTIMA RATIO dotyczy sporów z branży budowlanej

Z opublikowanych właśnie danych wynika, że przez lata 2011 – 2020 średni czas trwania postępowań w sądach państwowych wydłużył się kolejne o 3 miesiące. Aktualnie sprawy trwają średnio 6,9 miesiąca w sądach rejonowych oraz 10 miesięcy w sądach okręgowych. Mowa tu oczywiście o uśrednionym wskaźniku. Jeżeli więc w danej sprawie pojawiają się kwestie sporne albo pozwany celowo przedłuża postępowanie, proces trwa całymi latami. Sytuacja taka z dużą siłą uderza w branżę budowlaną. Brak płatności nawet jednej faktury może tu bowiem zagrozić wypłacalności wykonawcy. W poszukiwaniu wyjścia z tej pułapki, coraz więcej firm budowlanych zwraca się w kierunku e-arbitrażu. Ponad 30% w Ultima Ratio to wyroki dotyczące sporów w sprawach budowlanych.

Sekret szybkich sądów online

Arbitraż to inaczej sąd prywatny, który z woli stron zastępuje sąd państwowy w rozpoznaniu danego sporu. Po zawarciu umowy z zapisem arbitrażowym, żadna ze stron nie może się już z arbitrażu wycofać, zaś wyrok arbitrażowy po nadaniu klauzuli wykonalności ma moc wyroku sądu powszechnego. Dlaczego e-arbitraż jest taki atrakcyjny dla firm wykonawczych?

Postępowanie arbitrażowe przed Ultima Ratio toczy się bardzo szybko, gdyż jest w maksymalnym stopniu uproszczone. Sprawy prowadzone są online, na platformie IT sądu. Procedurę zaczyna powód – w sprawach budowlanych najczęściej wykonawca – wnosząc pozew drogą elektroniczną. Dołącza dowody: umowę, faktury, protokoły odbiorów, kopie dziennika budowy, zdjęcia czy filmy z terenu robót. Potwierdza, że materiały te są prawdziwe i autentyczne. Zaraz po złożeniu pozwu, system automatycznie doręcza go pozwanemu, losuje arbitra i przygotowuje e-akta sprawy. Druga strona ma 7 dni na ewentualną odpowiedź. – komentuje Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio.

W Ultima Ratio postępowanie jest odpłatne dla obydwu stron co oznacza, że jeżeli pozwany chce wnieść odpowiedź na pozew, również musi uiścić opłatę arbitrażową. W przeciwnym razie, arbiter nie bierze odpowiedzi pod uwagę. Do odpowiedzi pozwany może dołączyć „swoje” dowody – pisma, zdjęcia czy inne tego typu materiały. Musi jednak potwierdzić ich prawdziwość i autentyczność. Później, w toku sprawy, strony wymieniają się stanowiskami, a kiedy arbiter uzna sprawę za dostatecznie wyjaśnioną – zamyka postępowanie i wydaje wyrok.

Sąd jako usługa a nie budynek a dowody multimedialne przesyłane w profilu sprawy

„Nie trzeba dodawać, że system „działa” 24 godziny na dobę, przez 7 dni w tygodniu. Zdarza się, że zapalczywi pełnomocnicy wymieniają pisma procesowe o 5 rano, a jeden z arbitrów wydał wyrok w sobotę o 22.20! Wszystko to wydaje się mało prawdopodobne, ale jest możliwe, bo ani arbiter, ani strony nie są już przywiązane do jakiegoś konkretnego budynku, w którym toczy się sprawa.  W efekcie, średni czas trwania postępowania gospodarczego udało się skrócić do zaledwie 19 dni, a najdłuższa sprawa budowlana trwała niespełna dwa miesiące.”- dodaje Robert Szczepanek.

Tym jednak, co najbardziej przyśpiesza rozpoznawanie spraw budowlanych, jest możliwość dodawania przez strony dowodów w formie multimedialnej. Na czym to polega? Najlepiej pokazać to na przykładzie jednej ze spraw. Inwestor odmówił zapłaty pełnej kwoty za wykonaną kostkę brukową twierdząc, że to nie ta, którą zamawiał. Zaradny wykonawca wziął jednak postępowanie dowodowe „w swoje ręce”. Nakręcił telefonem komórkowym film obrazujący plac wyłożony kostką. Następnie udał się do składu budowlanego i nagrał w nim kostkę, którą inwestor zakupił kilka tygodni wcześniej (nazywała się „Pastelowa harmonia”). Oznaczenia się zgadzały, a odcień był identyczny! Ponieważ wszystko to było na filmie doskonale widoczne, arbiter nie potrzebował żadnych dalszych dowodów, by zasądzić wykonawcy należne wynagrodzenie. Sprawa zakończyła się w niespełna miesiąc.

Zeznania świadków i opinie biegłych online

Oczywiście, to nie jest tak, że w Ultima Ratio postępowanie toczy się wyłącznie w sieci. Sąd może na przykład przesłuchiwać świadków. Aby przesłuchanie mogło odbyć się możliwie szybko i bez problemów, odbywa się w drodze telekonferencji. Sąd może też prowadzić dowód z opinii biegłych sądowych, w tym biegłych z zakresu budownictwa. Biegłych zapewnia sądowi Polskie Stowarzyszenie Rzeczoznawców i Biegłych Sądowych w Warszawie, z którym Sąd posiada stosowną umowę. Pomimo, że w sprawach budowlanych biegli muszą z reguły udawać się na teren robót, i tak udaje im się przygotowywać opinie w terminie około 3 tygodni. Jak to możliwe?

Otóż, wynagrodzenie biegłych ma u nas charakter ryczałtowy. Dla kontrastu, w sądach powszechnych biegli rozliczani są „na godziny”, zaś bazowa stawka ich wynagrodzenia wynosi… 22,90 PLN/h. Nie trzeba zbyt długo zastanawiać się nad sensem tych słów, by zrozumieć jedną z przyczyn, dla których sprawy budowlane w sądach państwowych trwają tak długo. No bo, ile godzin biegli muszą w tych warunkach pisać swoje opinie, by ich honoraria zbliżyły się do wartości rynkowych?”- komentuje Robert Szczepanek.

Dla wykonawców robót budowlanych, e-arbitraż jest więc bardzo atrakcyjny. Gwarantuje sprawne załatwienie ewentualnych problemów wynikających ze zrealizowanego kontraktu oraz – jeżeli coś pójdzie nie tak – szybki wyrok w sprawie o zaległe wynagrodzenie. Postępowanie arbitrażowe jest jednoinstancyjne. Po uzyskaniu klauzuli wykonalności, wyrok arbitrażowy można oddać do komornika.

73% Polaków nie zrezygnowałoby z pracy, gdyby wprowadzono Bezwarunkowy Dochód Podstawowy

Bezwarunkowy dochód podstawowy popiera 51% rodaków, jednak poziom akceptacji spada, kiedy poruszana jest kwestia podnoszenia podatków czy wzrostu zadłużenia Polski. Trudno się dziwić – Państwowy Instytut Ekonomiczny wycenił ten program na 376 mld zł rocznie. 

Chociaż 57% Polaków nigdy nie słyszało o bezwarunkowym dochodzie podstawowym (BDP), to temat ten budzi ogromne emocje nie tylko w naszym kraju. W uproszczeniu w ramach takiego programu państwo wypłaca każdemu obywatelowi miesięczne wynagrodzenie bez konieczności spełniania jakichkolwiek warunków. Bezwarunkowy Dochód Podstawowy często wskazywany jest jako jeden ze sposobów zagwarantowania każdemu człowiekowi życia wolnego od ubóstwa.

U podstaw burzliwych dyskusji nad BDP leży prosta zasada – żeby komuś coś dać, trzeba wcześniej komuś to zabrać. Zakładając, że miesięczna wysokość świadczenia wynosiłaby 1.200 zł dla osób wieku produkcyjnym i 600 zł dla osób w wieku przedprodukcyjnym, otrzymujemy roczny koszt BDP na poziomie 376 mld zł. Wystarczy wspomnieć, że prognoza dochodów budżetu państwa na 2021 r. zakłada wpływy na poziomie 404,5 mld zł. Dlatego eksperci rankomat.pl przeanalizowali raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) „Bezwarunkowy Dochód Podstawowy. Nowy pomysł na państwo opiekuńcze?” aby sprawdzić, jak Polacy oceniają ideę BDP.

BDP popiera 51% Polaków, chociaż 57% nigdy nie słyszała o takim rozwiązaniu

Ponad połowa Polaków w wieku od 18 do 64 lat poparłaby powszechne wprowadzenie bezwarunkowego dochodu podstawowego. Na pierwszy rzut oka rozwiązanie to spotkałoby się z naszą aprobatą, jednak sytuacja zmienia się, kiedy trzeba porozmawiać o kosztach takiego programu. I tak poparcie spadłoby do 30% gdyby sfinansowanie BDP wymagało znacznego podniesienia podatków, do 28% gdyby wymagało rezygnacji z części świadczeń
i usług socjalnych i do 24% jeśli konieczny byłby wzrost zadłużenia Polski.Popracie dla BDPJeszcze ciekawiej robi się, kiedy sprawdzi się wiedzę Polaków na temat BDP. Zaledwie 13%
z nas słyszało o takim programie i śledzi dyskusje związane z tym tematem. Niemal jedna trzecia Polaków (30%) słyszała o takim rozwiązaniu, ale nie interesuje się tym zagadnieniem. Do największej grupy (57%) należą osoby, które nigdy nie słyszały o BDP.Wiedza na temat BDP

Wśród osób popierających Bezwarunkowy Dochód Gwarantowany bez względu na to czy słyszały wcześniej o tym programie, 24% pytanych zdecydowanie popiera to rozwiązanie. Warto odnotować, że taki sam odsetek ankietowanych jest zdecydowanie przeciwny wprowadzeniu BDP.Popracie dla BDP a wiedza

Wiedza na temat BDP i wysokość świadczenia wpływają na poparcie programu

Kolejnym elementem wpływającym na poparcie BDP, w połączeniu z wiedzą na temat tego rozwiązania, jest wysokość samego świadczenia. W badaniu przyjęto dwa progi:

  • 800 zł – odpowiadający kwocie świadczenia na poziomie relatywnej granicy ubóstwa,
  • 200 zł – odpowiadający wartości minimum socjalnego z 2019 roku.

Największe poparcie (78%) otrzymałby Bezwarunkowy Dochód Podstawowy w niższej kwocie w grupie osób mających wiedzę na temat takiego rozwiązania. Wyższa kwota spowodowałaby spadek akceptacji w badanej grupie do 56%. BDP w wysokości 1.200 zł cechowałoby się najniższym poparciem w grupie osób, które nigdy nie słyszały o takim rozwiązaniu.Poparcie dla wprowadzenia BDP

91% pracujących Polaków byłoby prawdopodobnie aktywnych zawodowo po otrzymaniu BDP

Dyskusja na temat Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego często krąży wokół zagadnień związanych z wpływem takiego świadczenia na rynek i podaż pracy. Przeprowadzone do tej pory badania pilotażowe nie mogły dać jasnej odpowiedzi na to pytanie, gdyż po pierwsze nie były one powszechne (program kierowano do wybranej grupy odbiorców), a po drugie obowiązywały w ściśle wyznaczonym terminie. Trudno jest zatem ocenić, czy badani tak samo podeszliby do swojej dotychczasowej pracy, gdyby mieli świadomość, że świadczenie będzie wypłacane dożywotnio.Kontynuowanie pracy przy BDP

Z badania przeprowadzonego przez PIE wyłania się dosyć intrygujący obraz. Po wprowadzeniu w Polsce BDP, 73% Polaków zadeklarowało, że jest bardzo prawdopodobne, że pozostaną aktywni zawodowo. Z kolei 18% ocenia, że jest to raczej prawdopodobne. Odpowiedzi są niemal takie same bez względu na wysokość oferowanego świadczenia – 800 lub 1.200 zł.

Z drugiej strony tylko 22% badanych uznało, że inne osoby po otrzymaniu takiego świadczenia będą kontynuować swoją pracę zarobkową. Tak duża dysproporcja wynika z faktu, że w Polsce poziom zaufania do innych osób jest niski. Rozkład ten niemal pokrywa się z badaniami CBOS, z których wynika, że 22% ankietowanych uważa, że większości ludzi można ufać, a 76% deklaruje, że w stosunku do innych trzeba być bardzo ostrożnym (Komunikat z badań CBOS, Zaufanie społeczne).

Mniejszy lęk przed ubóstwem głównym argumentem za wprowadzeniem BDP

Wśród ankietowanych Polaków głównym argumentem za wprowadzeniem BDP jest zmniejszenie lęku przed zaspokojeniem podstawowych potrzeb (28%), co przekłada się także na większe szanse osób uboższych w społeczeństwie (27%), które nie będą musiały skupiać całej swojej energii na walkę o godny byt. BDP jest także przesłanką przemawiającą za zmniejszeniem biurokracji (24%), gdyż nie wymaga weryfikacji dochodów i innych warunków uprawniających do wypłaty świadczeń na dotychczasowych warunkach.   Argumenty za BDP

Ten program jest za drogi – kluczowy argument przeciwko BDP

Głównym argumentem przemawiającym przeciwko wprowadzeniu Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego jest brak możliwości sfinansowania takiego programu (40%). Wspominaliśmy, że roczny koszt BDP szacowany jest na poziomie 376 mld zł. Wprowadzenie takiego programu nie jest możliwe bez konieczności likwidacji dotychczasowych świadczeń socjalnych i istotnej podwyżki podatków, która mogłaby zdławić potencjalny wzrost gospodarczy.

Inny argument przeciwko wprowadzeniu BDP opiera się na przesłance niesprawiedliwości społecznej (28%), ponieważ wszyscy otrzymywaliby tę samą kwotę, a realne potrzeby poszczególnych jednostek często są różne. Wypłata świadczenia budzi też lęk przed napływem cudzoziemców, zachęconych możliwością łatwego zwiększenia swoich dochodów (25%).Argumenty przeciwko BDP

Zmniejszenie ubóstwa, przywrócenie godności i większej kontroli nad własnym życiem powoduje, że Bezwarunkowy Dochód Podstawowy ma swoich zagorzałych zwolenników. Przeciwnicy zwracają uwagę na olbrzymie koszty fiskalne i ryzyko ograniczenia podaży pracy, co mogłoby skutkować wytworzeniem się nowej klasy społecznej, trwale uzależnionej od państwowego transferu. Dotychczasowe eksperymenty nie dają jasnej odpowiedzi na pytania o długofalowe skutki związane z wprowadzeniem BDP, co może tłumaczyć, dlaczego żaden kraj nie wprowadził tego programu na pełną skalę – komentuje Bartłomiej Borucki, ekspert rankomat.pl.

Bezwarunkowy dochód podstawowy w masowej wyobraźni

Temperaturę dyskusji na temat BDP podnosi stanowisko osób mających realny wpływ na masową opinię. Do zwolenników tego rozwiązania należą m.in. Mark Zuckerberg (Facebook) , Elon Musk (SpaceX, Tesla, The Boring Company, Open AI, Neuralink) czy Richards Branson (Virgin Group). Ten pierwszy uważa, że „Powinniśmy mieć społeczeństwo, które mierzy postęp nie za pomocą wskaźników ekonomicznych, jak PKB, ale według tego ilu z nas pełni rolę, którą uznamy za znaczącą”.

Według Zuckerberga każdy powinien mieć zabezpieczony dochód podstawowy, który zachęci do tworzenia nowych pomysłów, co może być podwaliną pod stworzenie prawdziwej kultury przedsiębiorczości. Wtóruje mu brytyjski ekonomista w książce “Dochód podstawowy: i jak możemy to osiągnąć” przekonując, że „Bez wolności popełniania błędów ludzie nie mogą nauczyć się skutecznie kontrolować swojego życia”.

Z drugiej strony mamy sceptyków BDI, jak Neera Tanden – obecnie dyrektor Biura
i Zarządzania Budżetem w administracji prezydenta Bidena. W jej opinii wyrażonej w 2017 r. na Twitterze Bezwarunkowy Dochód Podstawowy jest zgubny. Uważa również, że „Praca za 40 tysięcy jest dla ludzi bardziej satysfakcjonująca niż czek na 25 tysięcy, chociaż ekonomiści twierdzą, że to równe”. Z wizją właściciela Facebooka nie zgadza się Lawrence Mishel, prezes Instytutu Polityki Gospodarczej w Waszyngtonie, nazywając BDI chybioną misją – „To spojrzenie dyrektora technicznego na świat, które moim zdaniem jest zniekształcone”.

Dane i analizy wykorzystują wyniki badania sondażowego przeprowadzonego na zlecenie Polskiego Instytutu Ekonomicznego (2020) w październiku 2020 r. Badanie zostało zrealizowane na próbie 1200 osób w wieku 18-64 lata przy zastosowaniu metodologii CAWI. 

RPP nie będzie gorączkowo reagować na skoki inflacji

Pomimo bardzo później godziny decyzji Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła parametrów polityki. Skromne zmiany w komunikacie sugerują, że Rada nie będzie gorączkowo reagować na skoki inflacji z przyczyn będących poza jej kontrolą. Dziś swoje zdanie wyrażą Norges Bank i Bank Anglii.

Do 17:30 trzeba było czekać wczoraj na decyzję o poziomie stóp procentowych w Polsce (referencyjna: 0,1 proc.) i kolejne 15 minut na komunikat. I to chyba najbardziej ekscytujący (czyt. frustrujący) element majowego posiedzenia RPP. Wszyscy czekali na odniesienie się do silnego skoku inflacji w kwietniu (4,3 proc. r/r po 3,2 proc. w marcu), jednak Rada podtrzymuje zdanie, że inflacja jest podwyższana przez czynniki niezależne od krajowej polityki pieniężnej, tj. wyższe ceny ropy naftowej, wzrost cen energii elektrycznej i opłat za wywóz śmieci. Bank centralny zakłada, że w przyszłym roku efekty te wygasną i inflacja obniży się, choć trajektoria będzie zależna od trwałości ożywienia koniunktury i sytuacji na rynku pracy po zakończeniu programów pomocowych.

Niektórzy doszukują się dodatkowego przesłania w usunięciu ostatniego akapitu, który podkreślał pozytywny wpływ polityki NBP na gospodarkę w czasie pandemii i jej rolę w stabilizacji inflacji na poziomie zgodnym z celem inflacyjnym NBP w średnim terminie. Jego usunięcie ma rzekomo oznaczać, że Rada porzuciła przekonanie o zdolności utrzymania inflacji w celu i otwiera się na zmianę nastawienia. Osobiście uważam, że akapit został po prostu skasowany, bo inflacja nie jest już w celu i nie wróci do niego jeszcze przez dobre kilka miesięcy. Ale w 2022 r. już może być niższa, co by dawało Radzie możliwość do niespieszenia się z podwyżką stóp procentowych. Dotychczasowa historia komunikacji obecnej Rady z rynkiem kłóci się z tezą, że nagle komunikat po posiedzeniu zaczyna zawierać głęboko ukryty przekaz. Może w piątek prezes NBP Glapiński na konferencji rozwieje wątpliwości.

Dziś pod lupą przekaz z kolejnych dwóch banków centralnych. Norges Bank ostatnim razem w marcu zasygnalizował gotowość do podwyżki w drugiej połowie 2021 r., prawdopodobnie jeszcze we wrześniu. Komentarze odnośnie inflacji, cen nieruchomości i tempa szczepień będą analizowane pod kątem oceny, czy możliwa jest nie jedna, a dwie podwyżki w tym roku, co by dało NOK sporą przewagę odsetkową nad resztą walut G10.

W Wielkiej Brytanii lepsze perspektywy gospodarcze zamykają temat potrzeby dalszego luzowania polityki pieniężnej, a przerzucają ciężar dyskusji ku redukcji wsparcia monetarnego. BoE raczej nie pozwoli na ostre zatrzymanie skupu, ale może zmniejszyć tempo. Jakkolwiek jest ryzyko takiej decyzji w tym miesiącu, wpierw spodziewalibyśmy się werbalnego przygotowania pod „tapering” z faktyczną decyzją odłożoną co najmniej do czerwca, a start redukcji tempa QE wyznaczony na jesień. Zbyt wczesne sygnalizowanie zmiany nastawienia w polityce otwiera drogę do ostrych, wyprzedzających ruchów na rynkach finansowych prowadzących na niechcianego zaostrzenia warunków finansowych (silniejszy GBP, wzrost rynkowych stóp procentowych).

Jeśli BoE zasugeruje gotowość do redukcji QE, GBP może zyskiwać, jednak rynek może szybko przejść do realizacji zysków, gdyż decyzja BoE to nie jedyne wydarzenie na Wyspach w tym tygodniu. Dziś w Szkocji odbędą się wybory do parlamentu, gdzie uzyskanie większości przez Szkocką Partię Narodową (SNP) prawdopodobnie otworzy drogę do starań o drugie referendum o niepodległość Szkocji. Ogólnie jednak ryzyka związane z niepodległością nie są duże, a przynajmniej obecnie nieistotne dla GBP. Poprzednim razem SNP po wyborach w 2011 r. potrzebowała trzech lat na doprowadzenie do głosowania. Jest mało realne, aby rząd Borisa Johnsona tym razem miał szybciej przystać na referendum. W konsekwencji ewentualne osłabienie funta w ramach wstępnej reakcji na wygraną SNP może być wykorzystywane jako lepszy punkt wejścia w długie pozycje w oparciu o pozytywną korelację funta z trendami reflacyjnymi i globalnym ożywieniem gospodarczym.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Prognoza dla zbiorów owoców na 2021 – czy kapryśna wiosna zagraża uprawom w krajach UE?

Zaledwie kilka dni temu zmagaliśmy się z załamaniem pogody. Europejskie kraje zalała fala chłodu, co miało destrukcyjny wpływ na tereny sadownicze. Przymrozki dotknęły m.in. Włochy, Chorwację, Węgry, Francję, Austrię, ale także naszego sąsiada – Niemcy. Sadownicy już teraz obserwują znaczne uszkodzenia w sadach. Czy europejskie mrozy będą miały wpływ na uprawy jabłoni w Polsce?

Już na początku roku, fale mrozów pozostawiły ślad w sadach. Wahania temperatur co roku wpływają na ilość i jakość urodzaju drzew i krzewów owocowych. W zimę sadownicy zmagają się z przymrozkami, a w cieplejszych porach roku z suszą. W Polsce, w styczniu i w lutym brakowało opadów atmosferycznych, jednak obecnie, ze względu na deszczowy początek wiosny, gleba nabrała wilgoci, co napawa rolników nadzieją na mniejszą suszę niż w poprzednich latach. Jednak nie wszyscy europejscy sadownicy mogą odetchnąć z ulgą. Trudne warunki pogodowe, minusowe temperatury oraz deszcz i intensywny śnieg dotknęły wielu naszych sąsiadów i kluczowe dla uprawy jabłoni kraje.

Francuscy rolnicy mierzą się obecnie z jedną z największych katastrof pogodowych. Eksperci już teraz zapowiadają niedobory lokalnych owoców i konieczność zwiększonego importu, co może stanowić szansę dla polskich producentów jabłek. W niektórych rejonach straty w plonach wynoszą aż 100%. Nie pomogły też działania chorwackich sadowników, którzy próbowali uchronić swoje sady przed niekorzystnymi warunkami pogodowymi. Mimo usilnych starań i wykorzystywania nowoczesnych metod ochrony przed mrozem, wielu roślin nie udało się uratować. Przez minusowe temperatury, ucierpiał również sektor owoców we Włoszech. Właściciele, aby uchronić swoje drzewa od przymrozków i podnieść temperaturę w sadach, rozpalali nawet ogniska, jednak włoscy sadownicy są zgodni – szkody były i są nieuniknione. Przez przymrozki zostały dotknięte także drzewa owocowe w Hiszpanii, jednak tam najbardziej ucierpiały migdały i winorośle.

Szkody spowodowane mrozami objawiają się m.in. uszkodzonymi pąkami, a później także gorszą jakością jabłek. To właśnie na samym początku wiosny, jabłonie są najbardziej narażone na uszkodzenia mrozowe z powodu rozpoczęcia okresu wegetacyjnego. Skutkiem takich przymrozków są mniej jędrne owoce o liczniejszych wadach.

Według ekspertów, nie grozi nam klęska urodzaju, jednak niektóre gatunki jabłoni mogły szczególnie ucierpieć. Do wrażliwych na mrozy odmian zaliczamy m.in. Golden Delicious, Galę i Red Delicious. Sadownicy stosują różne metody mające na celu ochronę jabłoni przed przymrozkami, takie jak zraszanie drzew, czy sztuczne ocieplanie sadów.

Zapowiada się szczególny rok, patrząc na to, co zadziało się w ostatnich dniach w zachodniej Europie i na południu. Szacunki strat są przerażające natomiast optymistyczne pod kątem polskiej produkcji. Oby tylko nasza produkcja nie została zmrożona w maju to będzie dobrze.– wyjaśnia Emilia Lewandowska z Fruit-Group, członek Unii Owocowej

– „W niektórych europejskich krajach zaczęto już szacować straty. Niektóre sady będą musiały zmierzyć się ze znacznie mniejszymi zbiorami. Liczymy na to, że ryzyko wiosennych przymrozków w Polsce szybko minie, a nasi sadownicy nie będą musieli martwić się o swoje plony” – komentuje Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Prognozy pogody wskazują na zwiększone opady atmosferyczne przez najbliższe dni, a co za tym idzie, więcej wilgoci w powietrzu i w glebie. W związku z tym, sadownicy powinni przygotować się również na możliwe zagrożenie ze strony szkodników jabłoni. W wilgotnym środowisku łatwiej
o rozwój parcha jabłoni – najbardziej znanej i zarazem najgroźniejszej choroby w sadach. Sadownicy, w swoich działaniach mających na celu ochronić jabłonie przed infekcjami, powinni pamiętać
o stosowaniu metod pozwalających na zachowanie równowagi biologicznej, które oprócz swojego charakteru przyjaznemu środowisku, pozwala także osiągnąć stabilność ekonomiczną działalności rolniczej na dłuższy czas.

– „Po pierwszych zabiegach preparatami miedziowymi, które działają zapobiegawczo zarówno na parcha jabłoni jak i na choroby kory i drewna, przyszedł czas na włączenie w ochronę sadów jabłoniowych preparatów zawierających dithianon. Stosowanie tej grupy środków zgodnie z etykietą w mniejszych dawkach, daje możliwość skutecznej ochrony zapobiegawczej przeciwko parchowi jabłoni do czasu kwitnienia. Należy pamiętać, że najważniejszym elementem skutecznej ochrony przeciwko temu patogenowi jabłoni jest ochrona zapobiegawcza. Środki interwencyjne, są ostatecznością i nie należy ich nadużywać ze względu na ryzyko uodpornienia” – mówi Mateusz Woźniak z FreshMazovia, członek Unii Owocowej

W ciągu kilku najbliższych dni, większość gatunków drzew i krzewów owocowych rozpocznie wegetację. Jest to optymalny moment na wykonanie pierwszych zabiegów ochronnych, w których warto postawić na rozwiązania ekologiczne. Według idei zrównoważonego rolnictwa, najlepsze rezultaty ochrony przy najniższych kosztach daje równoczesne stosowanie różnych metod ochrony roślin: mechanicznych, fizycznych, biologicznych oraz dopiero alternatywnie chemicznych. Chwasty są zwalczane mechanicznie lub poprzez ściółkowanie gleby. Zabiegi mechaniczne należy wykonywać w miarę potrzeby, mając na uwadze, aby nie spowodować nadmiernego przesuszenia i pogorszenia struktury ziemi. Według raportu „Trendy na polskim rynku sadowniczym 2020” skutecznym sposobem, na ochronę sadu przed gradem, ale też innymi opadami atmosferycznymi, zwierzętami oraz szkodnikami, jest instalacja systemu siatek przeciwgradowych.

Nieodzownym elementem nie chemicznej ochrony sadów przed chorobami, są zabiegi fitosanitarne polegające na usuwaniu porażonych pędów przez mączniaka jabłoni lub inne grzyby. Początek wiosny to również czas, kiedy pod drzewka umieszcza się płachty i wytrząsa na nie szkodniki, co pozwala na zmniejszenie liczebności m.in. kwieciaka jabłkowca. Warto też obserwować drzewka pod kątem obecności zwójek i wydłubki oczateczki. Gąsienice tych szkodników rozpoczynają żerowanie wczesną wiosną, szkodząc drzewom owocowym. Skutecznym sposobem przeciwdziałania rozmnażaniu się szkodników z rodziny motyli, jest feromonowa technika dezorientacji samców szkodników jabłoni.

Należy pamiętać, że najważniejsza jest stała obserwacja swoich sadów i najbliższych prognoz pogodowych oraz działanie prewencyjne, zapobiegawcze, które ochroni sadowników przed potencjalnymi szkodami. Dzięki podejściu diagnostyczno-prewencyjnemu, producent może podjąć szybkie i skuteczne działania, a tym samym wybrać najlepsze rozwiązania interwencyjne. Producenci powinni także pamiętać, że odpowiednio przeprowadzone zabiegi agrotechniczne są gwarancją uzyskania owoców o wysokiej jakości oraz znalezienia odbiorców w kraju i za granicą.

COVID-19 ostudził zapał cudzoziemców do kupowania mieszkań w Polsce. Mniej kupili ich nawet Ukraińcy

W 2020 r. w ręce cudzoziemców trafiło ponad 7,4 tys. mieszkań. Pod względem metrażu obywatele Ukrainy kupili ich więcej, niż łącznie obywatele kolejnych 10 krajów, w tym m.in. Niemiec, Białorusi, Wielkiej Brytanii, Włoch, Francji i Rosji! Coraz większą grupę cudzoziemców kupujących mieszkania w Polsce stanowią obywateleIndii. GetHome.pl dotarł do najnowszych danych MSWiA na ten temat.

Od przeszło 20 lat nasz rynek mieszkaniowy jest dla cudzoziemców niemal całkowicie otwarty. Zezwolenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) wymaga jedynie zakup nieruchomości w strefie nadgranicznej. Ograniczenie obejmuje więc m.in. Trójmiasto, Szczecin, Świnoujście oraz Zakopane. Oczywiście takiego zezwolenia nie potrzebują obywatele UE.

– Raporty MSWiA przyzwyczaiły nas więc do tego, że transakcji mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców jest z roku na rok coraz więcej. A jednak, pandemia COVID-19 przełamała ten trend – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo, który dotarł do najnowszych statystyk MSWiA.

Jak podaje resort, w 2020 r. osoby z zagranicznym paszportem kupiły w naszym kraju 7434 mieszkania oraz 2002 lokale użytkowe. Tych pierwszych było aż o ponad 12% mniej niż rok wcześniej.MSWiA-cudzoziemcy-nieruchomości-2020

Dodajmy, że poprzedni spadek tego typu transakcji miał miejsce w 2012 r. i był skutkiem światowego kryzysu finansowego. Wówczas wymiótł on z Polski inwestorów spekulacyjnych m.in. z Wielkiej Brytanii, Irlandii, Włoch i Hiszpanii, którzy liczyli na zarobek będący efektem szybko rosnących cen mieszkań. Wygląda na to, że tym razem to kryzys gospodarczy wywołany pandemią COVID-19 zniechęcił cudzoziemców.

Marek Wielgo jest przekonany, że w dużej mierze przyczyniły się do tego także problemy natury administracyjnej, np. wydłużył się czas wydawania karty stałego pobytu, bez której cudzoziemiec nie dostanie w banku kredytu mieszkaniowego. Pod koniec grudnia 2020 r. rzecznik praw obywatelskich alarmował w piśmie do premiera, że procedury trwają nawet 2 lata, choć według przepisów, załatwienie karty stałego pobytu powinno trwać miesiąc, a w przypadkach szczególnie skomplikowanych – dwa miesiące.

– Jedno wydaje się pewne, z zakupu mieszkań nie zamierzają rezygnować pracujący w naszym kraju obywatele Ukrainy. Wskazuje na to m.in. badanie agencji zatrudnienia Gremi Personal, z którego wynika, że aż 55,5% ukraińskich imigrantów zarobkowych planuje w najbliższym czasie zakup nieruchomości w Polsce. Przed rokiem tego typu deklarację złożyło 34% badanych – mówi ekspert GetHome.pl.

Od sześciu lat to obywatele Ukrainy są największą grupą kupujących z obcym paszportem. W 2020 r. sfinalizowali transakcje dotyczące przeszło 2,9 tys. mieszkań. Kupują oni nie tylko mieszkania, ale także grunty, na co wciąż muszą mieć zezwolenie MSWiA. Resort podał, że w 2020 r. wydał im 447 takich zezwoleń na zakup 31,6 hektarów gruntów. Jako główny cel nabycia działek wnioskodawcy wskazywali zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych.MSWiA-cudzoziemcy-nieruchomości-2020-1

Duży odsetek wśród cudzoziemców kupujących u nas mieszkania stanowią obywatele Białorusi i Rosji, co powinno cieszyć w sytuacji kryzysu demograficznego. Łącznie nasi wschodni sąsiedzi kupili w 2020 r. – głównie w największych miastach – przeszło 3,6 tys. mieszkań o łącznej powierzchni przeszło 192,3 tys. kw. Gdyby przyjąć, że średnia cena metra kwadratowego wynosi 9 tys. zł, to oznaczałoby, że w ubiegłym roku wydali oni na mieszkania w naszym kraju łącznie ponad 1,7 mld zł.

Raport MSWiA pokazał też rosnącą aktywność na rynku mieszkaniowym obywateli Indii. Zaczęli oni kupować u nas mieszkania w 2005 r., czyli po przystąpieniu naszego kraju do UE. Jednak od trzech lat robią to coraz odważniej, np. w 2020 r. kupili więcej mieszkań niż obywatele Izraela i Szwecji.

MSWiA-cudzoziemcy-nieruchomości-2020-2

Widać też wyraźnie, że cudzoziemcy najchętniej kupują mieszkania tam, gdzie najłatwiej jest o pracę, czyli w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Łodzi. Co ciekawe, w ostatnich trzech latach rośnie liczba transakcji zawieranych w Łodzi. W 2020 r. było ich więcej niż w Poznaniu i Gdańsku.MSWiA-cudzoziemcy-nieruchomości-2020-3

Dodajmy, że dane MSWiA nie w pełni odzwierciedlały skalę transakcji, bo niektórzy notariusze przesyłają informacje o nich z dużym opóźnieniem, albo zapominają o tym obowiązku. W 2020 r. konsekwencje dyscyplinarne poniosło sześciu notariuszy.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Odzież robocza z hurtowni BHP. Jak sprawdzić stan rękawic ochronnych ze sklepu BHP?

Zweryfikuj stan rękawic ochronnych. Dowiedz się, jak sprawdzać odzież roboczą i artykuły BHP do ochrony indywidualnej ze sklepu internetowego i hurtowni BHP.

Kupujesz rękawice w sklepie lub hurtowni BHP? Zobacz, co warto sprawdzić, gdy paczka z zamówieniem trafi już w Twoje ręce. Poniższe wskazówki przydadzą się również, jeśli zastanawiasz się nad odzieżą ochronną, której używasz obecnie. Za kilka minut będziesz wiedzieć, czy nadaje się ona do użytku, czy jednak sygnały ostrzegawcze, które widzisz, trzeba potraktować bardzo poważnie.

Szwy w odzieży roboczej ze sklepu BHP.

Najpierw wykonaj prosty test wytrzymałościowy. Chwyć materiał po obu stronach szwu i naciągnij go, by sprawdzić jego wytrzymałość. Jeśli zauważasz, że szew się rozchodzi, jest to podstawą do reklamacji. W innym przypadku zamówiony artykuł BHP nie będzie chronił Cię z przewidywaną przez producenta mocą.

Warto przetestować w ten sposób wszystkie szwy, a nie tylko losowe miejsca. Zajmie to chwilę, a może uchronić Cię przed szkodliwymi czynnikami.

Struktura materiału rękawic ochronnych i roboczych.

Grubość materiału powinna być jednolita. Wszelkie przetarcia, pęknięcia czy przekłucia również nie rokują dobrze. Mogłoby się zdawać, że ma to znaczenie tylko przy rękawicach przeznaczonych do kontaktu z chemią. Niestety także rękawice remontowe i inne artykuły do ochrony rąk z hurtowni BHP powinny mieć stabilną strukturę, by posłużyły Ci przez dłuższy czas.

Powleczenie artykułów BHP.

Artykuły BHP przeznaczone do ochrony rąk mogą być powlekane w różnych celach. Czasem chodzi o proste nakropkowanie gumowe po wewnętrznej stronie dłoni, które zwiększa przyczepność. W innym przypadku celem jest uzyskanie wodoodporności, ochrony przed czynnikami chemicznymi czy biologicznymi albo mechanicznymi uszkodzeniami. Jeśli powleczenie odkleja się od materiału lub jego struktura jest naruszona, rękawica nie spełni pokładanych w niej nadziei.Odzież robocza BHP

Sztywność rękawic z hurtowni odzieży roboczej.

Dotyczy to nie tylko zużytych artykułów ochronnych. Jeśli hurtownia BHP źle przechowuje rękawice, możesz mieć problem ze zginaniem palców. Co za tym idzie, Twoje ruchy nie będą tak precyzyjne, jak mogłyby być. Nie trzeba mówić, że może to stwarzać zagrożenie dla Ciebie i osób w Twoim otoczeniu. Zesztywniałą rękawiczkę trudniej też włożyć lub jest to całkowicie niemożliwe.

Zmiany barwy w rękawicach ze sklepu internetowego.

Jest to szczególnie niebezpieczne przy odzieży ochronnej, która ma zabezpieczać przed działaniem światła UV lub chemią. W pierwszym przypadku przebarwieniu ulegać będzie większa powierzchnia poddawana promieniowaniu. W drugim – zmiana barwy może być nieregularna. Mogą też towarzyszyć jej bardzo charakterystyczne pofałdowania.

Wymień środki ochrony indywidualnej, jeśli zauważysz którekolwiek z omówionych tu zjawisk.

Wyściółka rękawic z hurtowni BHP.

W Twojej rękawicy jest wyściółka? Chcesz, by spełniała ona swoje zadanie? Więc musi być kompletna. Jeśli jest to możliwe, wywiń rękawicę na lewą stronę. Konstrukcja rękawicy na to nie pozwala? W takim przypadku zajrzyj do środka.

Sprawdź solidność szwów i materiału. Dziury nie tylko obniżają właściwości ochronne, ale i sprawią, że będzie Ci mniej wygodnie podczas pracy.

Czy brud może wpływać na właściwości rękawicy?

Nowe rękawice powinny oczywiście dotrzeć do Ciebie w nienagannym stanie. Później należy je oczyszczać w sposób wskazany przez producenta. Jeśli sprawdzasz odzież, której obecnie używasz, zrób mały rachunek sumienia. Nieprawidłowe oczyszczanie zmienia właściwości rękawicy. Brud może zaś pozostać na przedmiotach, których dotykasz lub zmienić przepuszczalność powietrza.

Potrzebujesz nowych rękawic lub obuwia roboczego?

Zajrzyj do naszej hurtowni BHP BHPonline-24.pl. W naszym asortymencie znajdziesz nie tylko odzież roboczą i obuwie ochronne. Oferujemy również kamizelki ostrzegawcze, gogle chroniące przed pyłem, środki do ochrony słuchu, szelki do prac wysokościowych czy fartuchy przydatne w zakładach chemicznych. Masz pytania na temat BHP? Chętnie na nie odpowiemy i pomożemy Ci wybrać najlepszy sposób zabezpieczenia przy pracy, którą wykonujesz Ty lub Twoi pracownicy.

BADANIE: Ponad 20% przedsiębiorców z branży beauty zapowiada zwolnienia pracownicze

Z badania UCE RESEARCH i SYNO Poland wynika, że w związku z pandemią i jej skutkami 24% pracodawców z branży beauty zamierza zwolnić część swoich pracowników. Blisko 49% nie zakłada tego. Natomiast ponad 27% ankietowanych jeszcze waha się w tej kwestii. Planowane redukcje najczęściej mają obejmować ponad 60% kadr. Komentujący to eksperci alarmują, że zwolnione osoby będą miały poważne problemy ze znalezieniem nowej pracy. Do tego przewidują lawinę upadłości.

Jedna czwarta firm z branży beauty będzie zwalniać pracowników

Jak wykazało badanie, przeprowadzone wśród blisko 900 przedsiębiorców działających w branży beauty, 24% z nich planuje obecnie zwolnić cześć swoich pracowników. 48,7% nie zamierza tego zrobić, a 27,3% jest jeszcze niezdecydowanych. Firmy są prowadzone w poczuciu skrajnej niepewności, co podkreśla Michał Łenczyński, lider grupy wsparcia Beauty Razem. I dodaje, że okres pomiędzy lockdownami wcale nie był łatwy dla branży. W najlepszych miesiącach obrót był niższy o 30% od tego sprzed pandemii. Gdy w marcu br. nastąpiła już pewna poprawa, przedsiębiorców zaskoczyło drugie zamknięcie.

– Jeżeli dojdzie do przewidywanych redukcji kadr, to duża ilość zwolnionych osób będzie miała poważne problemy ze znalezieniem pracy przynajmniej do końca roku. Przecież cała branża przeżywa teraz stagnację – komentuje Krzysztof Zych, główny analityk UCE RESEARCH.

Dodatkowo z badania wynika, że pracodawcy, którzy deklarują redukcje, najczęściej planują zwolnić ponad 60% kadr – 26,8%. W drugiej kolejności wskazują zakres do 10% zespołu. Tak zapowiada 20,1% ankietowanych. Na trzecim miejscu jest przedział 50-60%, który podaje 18,2% przedsiębiorców.

– To dramatyczne statystyki nie tylko dla pracowników. Stanowią również zapowiedź upadłości wielu firm. W wypadku redukcji zatrudnienia przedsiębiorcy będą musieli zwrócić środki pomocowe, które spożytkowali na walkę o przetrwanie, gdy jeszcze nie spodziewali się drugiego lockdownu. To oczywiste, że część salonów wycofa się z rynku. Cała branża poniosła dotkliwą stratę. Szacujemy, że w samym kwietniu br. wyniosła 4 mld zł – alarmuje lider grupy wsparcia Beauty Razem.

W ocenie analityków z UCE RESEARCH, zapowiadane przez firmy redukcje na poziomie większym niż 60% najdobitniej świadczą o tym, jak duże straty poniosła branża. Do niedawna każdy kolejny tydzień lockdownu pogłębiał zapaść. Zdaniem Krzysztofa Zycha, rząd powinien przygotować dodatkowy plan pomocowy dla tych przedsiębiorców, którzy muszą zwalniać pracowników.

– Warto zliberalizować obecną Tarczę 9.0 o zniesienie wymogu identyfikacji PKD przez REGON. Powinna przecież liczyć się realnie prowadzona działalność. Trzeba włączyć PKD dostawców hurtowych. Jak najszybciej konieczna jest aktualizacja regulaminu umorzenia PFR 1.0 o obiecane zamknięte PKD. W najbliższej przyszłości powinny rozpocząć się prace nad PFR 3.0 – wylicza Michał Łenczyński.

Badanie zostało przeprowadzone w 3. i 4. tyg. kwietnia br. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na ogólnopolskiej próbie 870 przedsiębiorców, pochodzących z grupy wsparcia Beauty Razem, do której obecnie należy blisko 57 tys. członków.

Centrum Medyczne ENEL-MED rozważa emisję akcji

  • Spółka Enel-med zwołała na 7 czerwca 2021 roku walne zgromadzenie akcjonariuszy. Wśród projektów uchwał znajduje się emisja publiczna w trybie subskrypcji prywatnej nie więcej niż 4.713.380 akcji, czyli do 20 proc. kapitału spółki.
  • Pozyskany w drodze emisji akcji kapitał enel-med zamierza przeznaczyć na rozwój sieci (m.in. stomatologia, przychodnie abonamentowe, diagnostyka obrazowa, medycyna estetyczna, przychodnie specjalistyczne) oraz cyfryzację usług, ze szczególnym uwzględnieniem rozwoju telemedycyny oraz
    e-commerce.

– Popyt na wysokospecjalistyczne usługi stomatologiczne w sektorze prywatnym jest bardzo wysoki, a marże atrakcyjne. Enel-med od prawie 30 lat jest ekspertem w tej dziedzinie, dlatego inwestowanie w ten rynek jest dla nas kluczowe. Znaczne środki planujemy również przeznaczyć na nowe przychodnie ogólnomedyczne tak, by stale podnosić jakość oferty dla klientów abonamentowych. Spółka zamierza nadal inwestować w aglomeracje o największym potencjale sprzedażowym. Nie zapomnimy też o rozwoju obszaru medycyny estetycznej. Marka ESTELL powinna doczekać się kilku nowych lokalizacji – komentuje Jacek Rozwadowski, prezes enel-med.

Spółka zakłada, że digitalizacja usług medycznych będzie jednym z motorów jej wzrostu
w kolejnych latach. W tym obszarze enel-med wskazuje przede wszystkim na: telemedycynę, aplikację mobilną oraz e-sklep. Jak podkreśla spółka, pandemia znacząco przyspieszyła proces dostosowywania się społeczeństwa do rozwiązań cyfrowych.

Do ewentualnego przeprowadzenia emisji akcji nie będzie konieczne sporządzenie prospektu emisyjnego. Potencjalna emisja publiczna będzie mogła odbyć się z wyłączeniem w całości prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy. Projekty uchwał przewidują natomiast prawo pierwszeństwa dla akcjonariuszy posiadających w dniu rejestracji uczestnictwa na walne zgromadzenie akcje uprawniające do wykonywania co najmniej 0,4 proc. ogólnej liczby głosów w spółce. W przypadku przegłosowania podwyższenia kapitału przez akcjonariuszy spółki, w procesie budowy księgi popytu będzie mogła wziąć udział każda z następujących grup: (i) inwestorzy kwalifikowani lub (ii) inwestorzy, którzy obejmą akcje o łącznej wartości – liczonej według ceny emisyjnej z dnia jej ustalenia – wynoszącej co najmniej 100 tys. euro lub (iii) osoby wskazane przez zarząd enel-med w liczbie mniejszej niż 150, w tym pracownicy spółki.

Zgodnie z przedłożonymi projektami uchwał cena emisyjna akcji serii E nie będzie mogła być niższa od pomniejszonej o 10 proc. średniej ceny arytmetycznej ze średnich dziennych cen akcji spółki ważonych wolumenem obrotu, z wyłączeniem transakcji pakietowych z okresu miesiąca poprzedzającego podjęcie uchwały.

Enel-med w 2020 roku wypracował 399,8 mln zł przychodów ze sprzedaży, wobec 417,7 mln zł w 2019 roku. EBITDA bez uwzględnienia MSSF 16 w analizowanym okresie wyniosła
33,7 mln zł, co oznacza wzrost rok do roku o 36,3 proc. Zysk netto bez uwzględnienia
MSSF 16 wzrósł w 2020 roku do 8,0 mln zł, z 0,02 mln zł w 2019 roku. Na koniec grudnia 2020 roku grupa dysponowała środkami pieniężnymi w kwocie 17,8 mln zł w porównaniu z 8,3 mln zł na koniec 2019 roku.

Klabater: The Amazing American Circus – trafi na PC i konsole w nowym terminie, premierę przesunięto na 12 sierpnia br.

The Amazing American Circus z nową datą premiery! Gra zadebiutuje 12 sierpnia na PC i konsolach.  Jutro rozpoczną się zamknięte beta testy gry, 20 maja Spółka planuje przeprowadzić otwarte testy bety z użyciem funkcjonalności Steam Playtest. Pełna wersja gry łączącej karciankę z elementami strategii i zarządzania, będzie dostępna w podstawowej edycji w cenie 19,99 USD/EUR oraz w wersji “Ringmaster’s Edition” zawierającej m.in soundtrack z gry oraz zestaw ekskluzywnych dodatków cyfrowych w cenie 29,99 USD.

The Amazing American Circus jest przygodową grą karcianą, w której gracz wciela się w rolę właściciela podupadłego cyrku, akcja gry umiejscowiona jest w XIX-wiecznej Ameryce, a gracz podczas swojej wędrówki po USA spotka wiele postaci historycznych, jak również stworzenia z amerykańskich legend i podań.

Tytuł będzie dostępny na wszystkie stacjonarne platformy sprzętowe: PC, PlayStation 4 i 5, Nintendo Switch, Xbox One, oraz Xbox Series X.

– The Amazing American Circus to gra, którą rozwijamy już od ponad 1,5 roku. Decyzja o przesunięciu premiery z maja na sierpień spowodowana jest przede wszystkim dbałością o finalną jakość produkcji i przyjemność płynącą z rozgrywki. Gry korzystające z mechanik karcianych, o tak dużym stopniu złożoności jak nasz “Cyrk” wymagają bardzo dokładnych i długotrwałych testów funkcjonalnych i uważnego wyważenia wszystkich elementów rozgrywki.

Po zakończeniu wewnętrznych testów i zaprojektowaniu wyjściowego poziomu balansu rozgrywki, chcemy w pierwszej kolejności sprawdzić nasze założenia na małej zamkniętej grupie graczy.  Po przeanalizowaniu uwag oddamy tytuł w ręce większej grupy odbiorców korzystając z mechaniki Steam Playtest. Potrzebujemy też dodatkowego czasu na zakończenie procesu certyfikacji konsolowej, tak aby doprowadzić do jednoczesnej premiery na wszystkich platformach – mówi Michał Gembicki, Joint-CEO w Klabaterze. Dodatkowe miesiące do premiery w sierpniu przeznaczymy na uruchomienie pre-orderów w serwisie Gog.com oraz na platformach konsolowych. Na dzisiaj tempo przyrostu wishlist w serwisie Steam wynosi 60 wishlist dziennie, trwa również intensywna kampania reklamowa w mediach społecznościowych – kończy.

The Amazing American Circus to złożona gra oferuje graczom ponad 12 godzin rozgrywki, 2 alternatywne ścieżki ukończenia gry, ponad 200 kart do użycia i cały amerykański kontynent do przemierzenia i odkrycia. Coś dla siebie w naszej grze znajdą zarówno pasjonaci karcianek, gier historycznych, produkcji RPG jak i prostych tycoonów.

Klabater podzielił się również planami rozwojowymi The Amazing American Circus. Gra będzie dostępna już jutro (07.05, ok. godziny 15:00) dla fanów, którzy wsparli grę w serwisie Kickstarter. Pozostali będą musieli poczekać do czwartku, 20.05. Spółka już teraz ogłosiła, że na przełomie 2021/2022 gracze mogą się spodziewać wersji mobilnej gry oraz ufundowanego na platformie Kickstarter dodatku Alaska.

Gry indie, a taką grą jest The Amazing American Circus, rządzą się specyficznymi prawami. Tu mniej liczą się obietnice, a bardziej konkrety, czyli możliwość zobaczenia tytułu w akcji. The Amazing American Circus to produkcja oferująca szeroki wachlarz mechanik i rozwiązań charakterystycznych dla miksu gatunków. Jakość stawiamy na pierwszym miejscu. Teraz nadszedł czas podzielić się efektami tej pracy i stąd pomysł na szeroko zakrojone beta testy, porządną fazę preview, a w połowie lipca również wysyłkę kodów do recenzji – komentuje Łukasz Mach, CMO w Klabaterze

Transformacja energetyczna okiem przedsiębiorców

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) powołała Komitet Energii i Środowiska, który ma wypracowywać rozwiązania dotyczące transformacji energetycznej korzystne dla przedsiębiorców, konsumentów i środowiska. Zmiana w miksie energetycznym, rozwój OZE i odchodzenie od węgla – to wyzwania, na które w najbliższych latach będą musieli odpowiedzieć przedsiębiorcy w politykach energetycznych swoich firm. FPP chce być pośrednikiem między nimi a rządzącymi, by zadbać o interesy pierwszych – a drugim dać poszerzoną perspektywę polskich firm, które muszą odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

– Kwestie związane reformacją energetyczną to obszar, w którym FPP zaprezentuje swoje stanowisko. Będzie to silny, jasny głos do decydentów, ale także propozycja zmiany przepisów – powiedział serwisowi eNewsroom Arkadiusz Pączka, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Pierwsze posiedzenie Komitetu Energii i Środowiska pokaże, jakie obszary są najbardziej kluczowe z punktu widzenia regulacji prawnych. Takie, które już dzisiaj wymagają pewnych zmian w kontekście przekształcenia się firm w zakresie zielonej energii, czy wyzwań w obszarze polityki środowiskowej. Te dwa elementy są bardzo istotne dla prowadzenia działalności gospodarczej. Transformacja energetyczna nie oznacza dla firm tylko zmiany cen energii. To kwestia związana z przemianą w obszarze ochrony środowiska i wpływu na środowisko. Dzisiaj każda firma o tym myśli – już nie w perspektywie najbliższego roku, ale w perspektywie kolejnych 5-10 lat. Z inicjatywy FPP – a także dzięki zaangażowaniu naszych członków – działa silne ciało, które będzie formułować mocne postulaty. Liczymy na to, że wpłyną one na politykę decydentów w tym zakresie. Pokażemy w jaki sposób można transformować gospodarkę z korzyścią dla konsumenta – ale także z korzyścią dla środowiska – podkreśla Pączka.

Satis Group zainwestuje w medtechowy Myneviskin wspierający zdrowie skóry

Satis Group S.A., notowana na GPW grupa technologiczna poinformowała o zawarciu umowy inwestycyjnej z firmą Myneviskin Sp. z o.o., którego założycielem jest znana modelka Yulianna Yussef. W ramach umowy Spółka nabędzie 25 procent udziałów w medyczno-kosmetycznym biznesie za łączną kwotę 1,25 mln zł, które obejmie do 31 września br. Dzięki umowie Myneviskin otrzyma również dostęp do linii kredytowej oferowanej przez Satis Group w wysokości 500 tys. zł oraz do wsparcia marketingowego.  

Myneviskin sp. z o.o. realizuje projekt badawczo-rozwojowy, którego celem jest prowadzenie działań R&D nad opracowaniem funkcjonalnej aplikacji połączonej ze skanerem wraz ze zbiorem materiałów edukacyjnych i instruktażowych, która pozwoli na kontakt pacjenta z lekarzem, a także umożliwi wstępną diagnostykę różnych form i odmian złośliwych nowotworów, a także zmian skórnych na podstawie charakterystycznych cech znamion (w tym pigmentacji, kształtu, struktury itp.).

Inwestycja w spółkę Myneviskin jest kolejnym etapem wejścia na rynek MedTech. Widzimy bardzo duży potencjał w biznesie założonym przez p. Yuliannę Yussef, która z niebezpiecznymi znamionami skóry zmaga się na co dzień. Technologia Myneviskin zwiększy świadomość na temat zagrożeń wynikających z chorób skóry. Cieszymy się, że możemy wspierać takie ambitne projekty powstające z inicjatywy tak utalentowanych osób – komentuje Andrzej Wrona, Prezes Zarządu Satis Group S.A.

Pomysłodawcą skanera oraz założycielem spółki Myneviskin jest Yulianna Yussef, blogerka oraz influencerka znana na całym świecie poprzez dziesiątki artykułów opisujących jej życie ze znamionami na skórze. Posiada życiowe doświadczenie w postepowaniu ze znamionami, liczne kontakty wśród dermatologów, a także rozległą wiedzę w dziedzinie dbania i pielęgnacji skóry. Yulianna Yussef jest również autorką linii naturalnych kremów z filtrem przeciwsłonecznym.

Widzimy duży potencjał również w kremach pielęgnacyjnych autorstwa Pani Yulianny. W związku z tym Myneviskin w ramach umowy inwestycyjnej zobowiązał się do objęcia 100 procent udziałów w podmiocie, który zajmuje się jego produkcją – dodaje Andrzej Wrona.

Umowa inwestycyjna podpisana z firmą Myneviskin jest kolejnym etapem poszerzania działalności przez Satis Group na perspektywicznym rynku MedTech. 30 kwietnia br. Spółka nabyła pakiet akcji medycznej firmy INVO BioScience Inc., notowanej na NASDAQ. Satis Group i INVO Bioscience Inc negocjują warunki strategicznej współpracy, mającej na celu rozwój działalności INVO BioScience na rynkach Europy Środkowej i Wschodniej.

Wejście na rynek medyczny zostanie wsparte zmianami w kadrze zarządzającej. 29 kwietnia br. Rada Nadzorcza Satis Group powołała do Zarządu Spółki Marcina Hańczaruka, doświadczonego managera w obszarze ochrony zdrowia. W swojej dotychczasowej karierze prowadził on różnorodne zespoły, a także całe organizacje w wiodących międzynarodowych firmach i koncernach: Bristol-Myers Squibb (USA); Schering Plough (USA); Ferring (Szwajcaria), Amgen (USA.

Wyniki finansowe Banku Pekao S.A. za I kw. 2021

W wynikach Banku Pekao za I kw. widać pierwsze efekty nadchodzącego ożywienia gospodarczego. Rośnie sprzedaż pożyczek gotówkowych i produktów inwestycyjnych, bank nie zwalnia tempa cyfryzacji i transformacji.

W pierwszym kwartale 2021 roku Bank Pekao poprawił zysk netto o prawie jedną trzecią, dzięki niższym kosztom działania (w tym obciążeniom regulacyjnym), niższym kosztom ryzyka i pierwszym efektom finansowym nadchodzącego ożywienia gospodarczego. Dynamicznie zwiększa się sprzedaż produktów inwestycyjnych i pożyczek gotówkowych, do poziomów nienotowanych od rozpoczęcia pandemii. Na uwagę zasługuje również wyraźny wzrost marży odsetkowej banku i utrzymanie wysokiego tempa rozwoju w bankowości cyfrowej.

– Pierwszy kwartał jest dla Banku Pekao zapowiedzią roku odbudowy dynamiki portfela kredytowego, a zarazem pierwszego roku realizacji naszej nowej strategii w horyzoncie do 2024 roku. Przez cały okres pandemii dbaliśmy o efektywność kosztową, ostrożnie podchodziliśmy do ryzyka kredytowego w zakresie nowej produkcji kredytowej i tworzenia rezerw ostrożnościowych na istniejący już portfel. Wraz z luzowaniem pandemicznych obostrzeń będziemy mogli na silnej pozycji bilansowej odbudowywać działalność komercyjną, a w konsekwencji również rentowność, nie zwalniając przy tym tempa cyfryzacji. Pierwsze oznaki ożywienia gospodarczego i postęp strategiczny w zakresie cyfryzacji są już widoczne w naszych wynikach za miniony kwartał – powiedział Leszek Skiba, prezes zarządu Banku Pekao S.A.

WZROST zysku i skali biznesu, koniec pandemii na horyzoncie

  • Skonsolidowany zysk netto Banku Pekao w pierwszym kwartale 2021 r. wyniósł 246 mln zł wobec 187 mln zł rok wcześniej. To oznacza wzrost w ujęciu rok do roku o 31,4 proc. Ankietowani przez PAP analitycy spodziewali się 194 mln zł zysku netto. Wysoka dynamika zysku r/r to efekt mniejszych obciążeń regulacyjnych oraz spadku kosztów ryzyka i stopniowej odbudowy wyniku odsetkowego, wspartego konsolidacją portfela ex-Idea Banku – osiągnięta pomimo zawiązania rezerwy restrukturyzacyjnej.
  • Pierwszy kwartał był kolejnym z rzędu, w którym pomimo pandemii bank konsekwentnie zwiększał skalę swojej działalności. Suma bilansowa na koniec ubiegłego kwartału wyniosła 247 mld zł wobec 233 mld zł oraz 217 mld zł, odpowiednio kwartał i rok wcześniej.
  • Oczekiwana poprawa koniunktury, odbudowujący się popyt oraz proaktywne działania sprzedażowe banku spowodowały, że sprzedaż pożyczek gotówkowych wzrosła w okresie styczeń-marzec o ponad jedną czwartą wobec poprzedniego kwartału. Niskie stopy procentowe sprzyjały sprzedaży produktów inwestycyjnych. Wartość aktywów zarządzanych przez Pekao TFI była na koniec marca o 25 proc. wyższa niż rok wcześniej.

EFEKTYWNOŚĆ priorytetem dla zwiększenia rentowności

  • Działania komercyjne w połączeniu z realizacją synergii w zakresie portfela ex-Idea Banku pozwoliły Pekao wyraźnie zwiększyć marżę odsetkową. Wzrosła ona kwartał do kwartału o 14 punktów bazowych do 2,3 proc.
  • Działania nastawione na wzrost efektywności kosztowej przyniosły skutek w postaci spadku łącznych kosztów operacyjnych w warunkach porównywalnych w ujęciu rok do roku.
  • Wskaźnik koszty/dochody, po wyłączeniu zdarzeń jednorazowych, znalazł się na poziomie 46,2 proc.

KLIENCI docenili ofertę Pekao

  • Klienci Pekao coraz chętniej korzystają ze zdalnej bankowości. Liczba aktywnie korzystających z bankowości mobilnej Pekao wzrosła tylko w ciągu pierwszego kwartału o kolejne prawie 100 tys. osób do 2,1 miliona. 54 proc. pożyczek gotówkowych została
    w I kw. sprzedana zdalnie, a wartość transakcji przy użyciu aplikacji PeoPay była 1,5 razy wyższa niż w pierwszym kwartale 2020 roku.
  • Wartość portfela kredytowego dla firm z obszaru MID urosła w pierwszym kwartale w ujęciu rok do roku o 6 proc. A w przypadku klientów obszaru MŚP wzrost wyniósł 9 proc.
  • Piąty raz z rzędu Bank Pekao został uznany za najlepszy bank inwestycyjny w Polsce przez magazyn Global Finance. To m.in. dzięki aktywnemu udziałowi w największych na rynku transakcjach – jak giełdowy debiut InPostu czy warte 2 mld zł finansowanie dla spółki Ciech.

 

ODPOWIEDZIALNOŚĆ w działaniu

  • W I kw. 2021 bank zakończył okres zawiązywania rezerw ostrożnościowych związanych
    z COVID-19. Odpowiedzialna i konsekwentna polityka kredytowa oraz widoczne oznaki poprawy otoczenia makro pozwoliły na znaczące obniżenie kosztów ryzyka w I kw. 2021 do poziomu 41 punktów bazowych.
  • Bank coraz więcej wagi przykłada do zagadnień ESG, również w zakresie działań komercyjnych, takich jak wyłączna obsługa emisji powiązanych z ratingiem MSCI-ESG 10-letnich obligacji dla PKN Orlen czy umowa finansowania z PAK PCE Fotowoltaika na budowę największej w Polsce farmy fotowoltaicznej.
  • Bank Pekao przystąpił również do Partnerstwa „Razem dla Środowiska” we współpracy z Narodową Fundacją Ochrony Środowiska i zamierza aktywnie wspierać i wdrażać projekty na rzecz realizacji środowiskowych Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ. Wspólnie z fundacją realizował już działania edukacyjne oraz wolontariackie skierowane do pracowników banku Pekao już od dłuższego czasu zwiększa zakres swojej działalności komercyjnej i operacyjnej w oparciu o czynniki zrównoważonego rozwoju, a więcej szczegółów przedstawi w strategii ESG, którą opublikuje jeszcze w drugim kwartale.

Inwestorzy i najemcy uważni. Na boom na rynku biurowym jeszcze poczekamy

Oczekiwany przez wielu ekspertów powrót do normalności na rynku biurowym w Warszawie nie miał jeszcze miejsca. W pierwszych miesiącach 2021 r. na rynku stołecznym wynajęto 109 tys. m kw. powierzchni biurowej, czyli ok. 20% mniej niż w analogicznym okresie 2020 r. Skutki trwającej już rok pandemii są zauważalne i przejawiają się choćby niższą aktywnością deweloperów, którzy wstrzymują się z rozpoczęciem nowych projektów. Dla większości najemców kluczowym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji o najmie powierzchni pozostaje elastyczność (zarówno w kontekście okresu najmu, podnajmu w trakcie obowiązywania umowy, jak i możliwości rezygnacji z części powierzchni lub jej powiększenia w przypadku zaistnienia takiej potrzeby).

W I kwartale 2021 roku na stołeczny rynek dostarczono około 167 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej w ośmiu nowych projektach. W rezultacie całkowita podaż nowoczesnych zasobów biurowych w stolicy przekroczyła poziom 6 mln m kw. Do największych inwestycji dostarczonych na rynek w tym okresie były: Skyliner, zrealizowany przez Karimpol (48,5 tys. m kw.) oraz kolejny etap Generation Park Y – wieża (44,2 tys. mkw.), zrealizowany przez Skanska Property Poland. Obie inwestycje powiększyły istniejące zasoby biurowe strefy Centrum. Ponadto pozwolenie na użytkowanie otrzymały: Forest Kampus (19,7 tys. mkw., w strefie Centrum), kolejne dwa budynki (M oraz N) kompleksu Koneser (17,7 tys. mkw., w strefie Wschód), II etap kompleksu Moje Miejsce (15,2 tys. mkw., w strefie Mokotów), X20 (13,7 tys. mkw., w strefie Mokotów) oraz pierwszy budynek kompleksu Baletowa Business Park (8 tys. mkw.,
w korytarzu Puławskiej).

Boom deweloperski w sektorze biurowym obserwowany od kilku lat w czasie pandemii zwolnił. Sytuacja w I kwartale charakteryzowała się zachowawczą aktywnością zarówno deweloperów, jak i najemców. Ci pierwsi ponownie analizowali decyzję o rozpoczęciu nowych inwestycji lub analizują nadal scenariusz oddalenia w czasie ich rozpoczęcia – w okresie od stycznia do końca marca 2021 r. nie rozpoczęto budowy żadnego projektu biurowego w stolicy. Wolumen powierzchni w budowie jest obecnie najniższy od dekady – 430 tys. m kw., z czego około połowa zasobów ma zostać dostarczona na rynek do końca tego roku. Najemcy natomiast uważnie obserwowali rynek oraz sytuację we własnych organizacjach. Analizowane były aspekty wdrożenia modelu pracy hybrydowej. Każda z firm podejmuje indywidualne decyzje po przeprowadzeniu własnych wnikliwych analiz bieżącej oraz przyszłej sytuacji organizacji. Dziś praca ta przynosi efekt, widzimy coraz więcej konkretnych rozwiązań planowanych przez najemców, a tym samym idące za tym decyzje co do przyszłości własnych powierzchni biurowych. – Mikołaj Laskowski, Head of Office Agency, BNP Paribas Real Estate Poland

Wzrost podaży w I kwartale idzie w parze z mniejszą aktywnością najemców, którzy wynajęli 109 tys. m kw. powierzchni. W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku oznacza to spadek o 21% i jest to najniższa kwartalna wartość na przestrzeni ostatnich lat. Największym zainteresowaniem najemców w I kwartale 2021 roku cieszyły się strefy Mokotów oraz Centrum. W strukturze popytu w okresie od stycznia do końca marca 2021 roku najwyższy udział przypadł nowym umowom – 66% (włączając 11%, które stanowiły umowy przednajmu). Renegocjacje i przedłużenia obowiązujących kontraktów odpowiadały za 32% zarejestrowanego popytu, a ekspansje – 2%. Do największych transakcji najmu w tym kwartale należały: umowa przednajmu Zarządu Transportu Miejskiego w Fabryce PZO na 9800 m kw., renegocjacja umowy na 7500 m kw. przez Credit Suisse w Atrium 2 oraz odnowienie umowy przez Royal Bank of Scotland na 5700 m kw. w Wiśniowy Business Park. Najbardziej aktywne sektory w Warszawie to usługi finansowe, produkcja oraz usługi konsumenckie.

Absorpcja powierzchni biurowej w I kwartale 2021 r. spadła o ponad 60% w porównaniu z poprzednim kwartałem i wynosi obecnie 22 600 m kw., co potwierdza mocną pozycję warszawskiego rynku. Jednocześnie możemy zauważyć mniejszą dynamikę przyrostu ofert podnajmu, których aktualnie w Warszawie jest około 120 tys. m kw. – Klaudia Okoń, Konsultant, BNP Paribas Real Estate Poland

W I kwartale tego roku poziom pustostanów wzrósł do 11,4% (12,2% w strefach centralnych i 10,9% poza centrum). W ciągu kwartału współczynnik pustostanów w Warszawie wzrósł o 1,5 p.p., natomiast w ciągu roku, czyli w okresie trwania pandemii, aż o 3,9 p.p. Największy wzrost współczynnika odnotowano w strefach centralnych, co bezpośrednio skorelowane jest z wysokim wolumenem nowej podaży w tym obszarze. W sumie w stolicy dostępnych jest ponad 691 tys. m kw. biur.

Stawki czynszów w Warszawie wahają się od 16,75 do 22 EUR m kw. na miesiąc. W lokalizacjach poza centrum ten koszt spada do 12,5-14,5 EUR m kw. miesięcznie, natomiast w najlepszych centralnych lokalizacjach czynsz waha się od 22,5 do 24,5 EUR m kw. za miesiąc. W centralnych lokalizacjach można zauważyć niewielkie korekty czynszu, sięgające 0,5 EUR, porównując z poprzednim kwartałem.
Bieżący rok będzie stał pod znakiem powrotu pracowników do biur. Przed branżą biurową stoi wyzwanie polegające na ponownym rozpoczęciu pracy w przestrzeniach biurowych. To co było oczywiste przez ostatnie 25 lat, czyli praca w biurze, dziś zyskuje nowy wymiar. Hybrydowy model pracy, który zapowiada wiele firm, umożliwi rozgęszczenie stanowisk pracy w biurach. Dzięki temu pracownik zyska przestrzeń do bardziej komfortowej i cichej pracy, dostosowanej do jego zadań, zapewniając jednocześnie bezpieczny dystans. Praca w biurze stworzy również nowe warunki do współpracy zespołowej i pracy kreatywnej oraz do mniej formalnych interakcji między pracownikami jakich nam wszystkim tak bardzo brakuje. – Agnieszka Żygieło, Senior Consultant, BNP Paribas Real Estate Poland

Obsługa prawna firmy – komu jest potrzebna?

W dzisiejszych czasach prawo nieodzownie łączy się z prowadzeniem jakiejkolwiek działalności gospodarczej, czy firmy. Często przedsiębiorcy z obawy przed dużymi karami finansowymi, czy też z uwagi na rosnącą świadomość prawną przed podjęciem wielu kroków w prowadzeniu swojego biznesu chcą skonsultować to z doświadczonym prawnikiem w prawie korporacyjnym. Poza tym dość częste zmiany przepisów prawnych mogą powodować problemy przedsiębiorców, którzy jako osoby niedoświadczone nie posiadają odpowiednich narzędzi i wiedzy, aby te zmiany śledzić. W niniejszym artykule przybliżono i wyjaśniono kwestie związane z obsługą prawną firm, jakie działania i czynności wchodzą w zakres takich usług oraz jakie koszty mogą się z tym wiązać dla przedsiębiorcy. 

Czym jest obsługa prawna firmy? 

Nie da się niestety odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie, bowiem pod hasłem ‘obsługa prawna’ kryje się szeroki wachlarz usług prawnych przy jednoczesnym dostosowaniu ich do profilu klienta biznesowego, by w maksymalnym stopniu zapewnić efektywność i bezpieczeństwo danemu klientowi. Co istotne, pomoc prawna może być świadczona zarówno klientom, którzy prowadzą mniejsze firmy, ale także bardzo dużym przedsiębiorstwom zatrudniającym setki pracowników. Najważniejsze jest to, by znaleźć prawników, którzy będą znali specyfikę danej branży, co z kolei pozwoli im zastosować rozwiązania uwzględniających określone cele i potrzeby.

Zatem mówiąc krótko, obsługa prawna przedsiębiorstw polega na bieżącym rozwiązywaniu problemów prawnych klienta biznesowego, co może mieć wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorstwa. Mowa tu więc zarówno o prawie pracy np. w przypadku problemów z pracownikami, czy z koniecznością sporządzenia regulaminu pracy, wypowiedzenia albo samej umowy o pracę itp., jak i już na etapie przed założeniem biznesu – pomoc w zakresie wybrania odpowiedniej formy prowadzenia działalności i złożenie wszelkiej niezbędnej dokumentacji, zwłaszcza jeśli chodzi o spółki handlowe może to być trudne i wymagające wiedzy prawniczej. Poza tym klienci korzystający z obsługi prawnej mogą zlecać kancelariom adwokackim czy radcowskim opiniowanie umów, reprezentację w sądach, czy w innych organach administracyjnych, a także – w razie zaistnienia takiej potrzeby – w windykacji nieopłaconych faktur czy innych należności

Czego można oczekiwać w razie zatrudnienia kancelarii do obsługi prawnej?

Przede wszystkim obsługa prawna firmy będzie obejmowała udzielanie porad prawnych dotyczących wszelakich problemów, które pojawią się w toku prowadzenia działalności. Łączy się to także z prowadzeniem postępowań sądowych, gdy sprawy te trafią już do sądu (razem ze sporządzaniem odpowiednich pism procesowych), ale także z reprezentacją klientów przed sądami, czy innymi organami w tych sprawach. Dla klientów, którzy wykonują swoje usługi przez zawieranie umów, prawnicy będą opiniować i negocjować warunki tych umów – także w ramach spotkań negocjacyjnych.

W branżach które wymagają uzyskania koncesji, pozwoleń itp., obsługa prawna będzie też polegała na pomocy w procesie uzyskiwania tych dokumentów. Pomoc prawna w obsłudze firm będzie też z pewnością obejmowała rozwiązywanie spraw wynikających z prawa pracy, zwłaszcza gdy klient zatrudnia pracowników zarówno na podstawie umowy o pracę, jak i na podstawie innych umów cywilnoprawnych. Oprócz tego klient decydujący się na stałą obsługę prawną, powinien otrzymywać informacje o zmianach w przepisach prawa, które dotyczą jego działalności wraz z ewentualnymi opiniami prawnymi w tym temacie.

Kiedy warto rozważyć stałą obsługę prawną? 

Mimo wzrastającej świadomości prawnej zarówno przedsiębiorców, jak i osób fizycznych, często klienci zgłaszają się po pomoc do adwokatów, czy radców prawnych dopiero wtedy, gdy sprawa już jest na takim etapie rozwoju, że trudno mówić o rozwiązywaniu problemu, a jedynie o ratowaniu sytuacji i minimalizowaniu strat, a czasem nawet to nie jest już możliwe. Niestety często nieznajomość prawa szkodzi, nie tylko w sprawach rodzinnych, czy karnych, ale także w sprawach związanych z prowadzeniem biznesu. Nieprzemyślanie zawarta umowa, czy podpisanie kontraktu bez weryfikacji prawnej może mieć katastrofalne skutki dla kondycji biznesu.

Zatem na pytanie “kiedy warto rozważyć stałą obsługę prawną?, odpowiedzieć można, że zawsze wtedy, gdy nie jesteśmy w stu procentach pewni, czy rozumiemy wszystkie przepisy danej umowy, czy wszystkie aspekty danej sytuacji prawnej. Nie należy zwlekać z wizytą u prawnika, bowiem może być tak, że będzie już za późno na ratowanie sytuacji. – radzi adwokat Agata Koschel-Sturzbecher z kancelarii adwokackiej adwokaci-ks.pl.

Koszty i forma prowadzenia obsługi prawnej

Oczywiście nie ma żadnych norm, czy przepisów, które regulowałyby jak powinna wyglądać forma prowadzenia obsługi prawnej, a tym bardziej jakie są jej koszty. Jest to zupełnie indywidualna kwestia i zależy od umowy adwokata i klienta. Przy czym, należy pamiętać, że obsługa prawna to nie tylko stała współpraca, ale może polegać również na udzielaniu konsultacji doraźnych w razie pojawienia się problemów. Głównie skupić się należy tu na charakterze danej branży klienta i ustaleniu jak ma wyglądać ta współpraca oraz jaka będzie jej częstotliwość. Poza tym, może to być świadczenie pomocy prawnej zarówno w siedzibie kancelarii, jak i zdalnie- e-mailowo lub telefonicznie.

Jeśli chodzi o formy opłacania obsługi prawnej firmy, to także kwestia indywidualna i może odbywać się na różnych zasadach. Najczęściej jednak jest to rozliczenie godzinowe, ryczałtowe lub tzw. łączone (abonamentowe), czyli przykładowo za kwotę x klient ma zapewnione 10 godzin pracy adwokata lub radcy prawnego w miesiącu (lub w tygodniu), a ponad ten czas klient będzie rozliczany godzinowo, ze stawką x/godzinę. Takie hybrydowe rozliczenie sprawdzi się przede wszystkim u małych i średnich przedsiębiorców, którzy wiedzą, że będą potrzebować stałej obsługi prawnej, jednak nie są pewni jak dużo tego czasu w ciągu okresu rozliczeniowego ich problemy będą wymagać.

Niektóre firmy, zwłaszcza duże korporacyjne stosują tzw. dyżury prawne adwokata lub radcy prawnego, czy to w siedzibie swojej firmy, czy w siedzibie Kancelarii, w której prawnik np. w ciągu 8 h pozostaje do dyspozycji klienta, w tym także jego pracowników i w tym czasie dokonuje analiz, udziela porad, sporządza opinie itp.

Podsumowanie

Przede wszystkim, przed podjęciem decyzji o stałej obsłudze prawnej naszej firmy, należy porozmawiać z adwokatem i radcą prawnym, dokładnie opisać mu jakie są potrzeby danej branży, w jakich sprawach będzie potrzebna pomoc prawna, należy bowiem pamiętać, że przeważnie każda kancelaria specjalizuje się w innych dziedzinach prawa. Niezaprzeczalną zaletą zatrudnienia Kancelarii do obsługi prawnej jest pewność, że w razie jakichkolwiek problemów prawnych, pomoże nam doświadczony adwokat lub radca prawny, który zapewni bezpieczeństwo przeprowadzanych transakcji i podejmowanych działań, a także pomoże przy rozwiązaniu ewentualnych problemów.

W I kwartale 2021 r. sprzedaż samochodów osobowych wzrosła o 9,5% r/r.

W pierwszym kwartale br. po raz pierwszy od początku 2020 roku udało się przerwać spadki rejestracji pojazdów w Polsce. W tym okresie nad Wisłą zarejestrowano 117,9 tys. nowych samochodów osobowych – o 9,5% więcej w porównaniu z analogicznym okresem 2020 roku. Wzrost sprzedaży zanotowały również segmenty samochodów dostawczych (+35,1%), samochodów ciężarowych (+58,6%), przyczep i naczep (+73,1%) oraz motocykli, których zarejestrowano o 12,8% więcej rok do roku. Ponownie bardzo wysokie tempo wzrostu zanotował segment samochodów osobowych z napędami alternatywnymi – w pierwszym kwartale tego roku w Polsce zarejestrowano 35,6 tys. tego typu pojazdów, aż o 129,5% więcej niż rok wcześniej. Złe dane płyną natomiast na temat produkcji pojazdów. W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2021 roku w Polsce wyprodukowano 126,5 tys. pojazdów – co oznacza spadek o 15,1% rok do roku.

Od stycznia do marca 2021 roku w Polsce zarejestrowano 117,9 tys. samochodów osobowych, o 9,5% więcej w porównaniu z rezultatem pierwszego kwartału 2020 roku. Osiągnięty wzrost był możliwy dzięki dużemu popytowi wśród klientów instytucjonalnych, którzy w tym czasie kupili 84,2 tys. nowych pojazdów – co oznacza poziom wyższy o 16,2% rok do roku. Natomiast klienci indywidualni w pierwszym kwartale zarejestrowali 33,6 tys. nowych pojazdów osobowych, czyli mniej o 4,2% niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Najczęściej wybierane w Polsce w pierwszym kwartale były średnie SUVy i crossovery, których zarejestrowano 32 tys. – o 25% więcej niż w pierwszym kwartale 2020 roku.

Biorąc pod uwagę bieżącą sytuację ogólnie we wszystkich pojazdach, wyniki pierwszego kwartału br. są dobre, chociaż nie we wszystkich kategoriach. W analogicznym okresie ub. roku pandemia panowała zaledwie parę tygodni ale już wcześniej we wszystkich segmentach pojazdów poza jednośladami zaznaczyły się głębokie spadki w porównaniu z rokiem 2019. W związku z tym teraz mimo imponujących nominalnie wzrostów w grupie pojazdów użytkowych poza autobusami, jedynie w grupie samochodów dostawczych i ciężarowych udało się nieznacznie przekroczyć lub tylko wyrównać poziom z pierwszego kwartału 2019. W przypadku samochodów osobowych ostatni kwartał zamknął się umiarkowaną poprawą o 9,5%, co nie zagwarantowało wyrównania poziomu osiągniętego w analogicznym okresie w roku sprzed pandemii i jest on ciągle niższy niż wtedy o ok. 1/6. Zdecydowana większość rejestracji w Polsce to zakupy firmowe, można zatem przyjąć, że mimo pandemii, część gospodarki ma się dobrze. Nie dziwią utrzymujące się wzrosty rejestracji pojazdów niskoemisyjnych, bo jest to segment, który w ostatnim czasie rozwija się najbardziej dynamicznie, jednak szczególnie budujące są skoki rejestracji samochodów dostawczych i ciężarowych, bo jak wiadomo to one są uznawane za swoisty papierek lakmusowy najbliższych miesięcy w gospodarce – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Segment aut popularnych w pierwszym kwartale 2021 wzrósł o 5,8% rok do roku. W tym okresie Polacy zarejestrowali 93,6 tys. pojazdów z tego segmentu. Dużo większy – 26,4% wzrost odnotował z kolei segment marek premium+. W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2021 roku Polacy zarejestrowali 24,2 tys. tego typu aut. Zwiększony popyt na auta tej klasy można zaobserwować zarówno w przypadku klientów indywidualnych, którzy zakupili 2,7 tys. pojazdów (+15,5%) oraz klientów instytucjonalnych, którzy zarejestrowali 21,5 tys. tego typu pojazdów, co przełożyło się na wzrost o 27,9% w stosunku do pierwszego kwartału 2020 roku.

Segment pojazdów z napędami alternatywnymi wzrósł aż o 129,5% r/r

Pierwsze trzy miesiące 2021 roku były trzecim z rzędu rekordowym kwartałem pod względem liczby rejestracji samochodów osobowych z napędami alternatywnymi w Polsce. W okresie od stycznia do marca br. Polacy zarejestrowali ponad 35,6 tys. tego typu aut, czyli o 129,5% więcej w porównaniu z tym samym okresem 2020 roku. Na rynku dominują klienci instytucjonalni, którzy w omawianym okresie zarejestrowali ponad 26,3 tys. aut z napędami alternatywnymi – o 117% więcej rok do roku. Większą dynamikę wzrostu wynoszącą 174,5% można zaobserwować w przypadku klientów indywidualnych, którzy w ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku zarejestrowali 9,3 tys. pojazdów z napędami alternatywnymi.

Rynek aut z napędami alternatywnymi zachowuje dużą dynamikę wzrostu. Tylko przez trzy miesiące w Polsce zarejestrowano ponad 35,6 tys. tego typu pojazdów, co przełożyło się na wzrost wynoszący 129,5% względem analogicznego okresu ubiegłego roku. Na rynku pojazdów z napędami alternatywnymi dominują samochody hybrydowe, warto jednak zwrócić uwagę na prawie trzykrotny wzrost liczby rejestracji samochodów hybrydowych plug-in oraz ponad pięciokrotny wzrost liczby nowych pojazdów napędzanych gazem. Rośnie również, chociaż nieco wolniej, rynek pojazdów w pełni elektrycznych w Polsce. W I kwartale br. nabywców nad Wisłą znalazło 940 pojazdów elektrycznych, co przełożyło się na 60,1% wzrost w stosunku do poprzedniego roku – mówi Mirosław Michna, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider zespołu doradców dla branży motoryzacyjnej KPMG.

Rośnie sprzedaż pojazdów dostawczych i ciężarowych

Segment samochodów dostawczych rozpoczął rok 2021 dobrym wynikiem, nie tylko w porównaniu z poprzednim rokiem, ale również względem lat poprzednich. W pierwszym kwartale br. zarejestrowano w Polsce 18 tys. pojazdów dostawczych, czyli o 35,1% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Więcej samochodów dostawczych kupili zarówno klienci indywidualni (+54,8%) oraz instytucjonalni (+32,3%). Dużą dynamikę wzrostu można zauważyć również w segmencie samochodów ciężarowych. W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2021 roku zarejestrowano blisko 7,5 tys. tego typu pojazdów, co przełożyło się na 58,6% wzrost rok do roku. Wzrost wolumenu rejestracji odnotowano wśród wszystkich typów pojazdów ciężarowych, największy wśród ciągników samochodowych – o 66% w stosunku do analogicznego okresu 2020 roku. Z kolei o 73,1% do 7 tys. sztuk wzrosła liczba rejestracji nowych przyczep i naczep.

Nie udało się przerwać tendencji malejącej liczby rejestracji w Polsce nowych autobusów, która była zauważalna jeszcze przed wybuchem pandemii COVID-19. W pierwszym kwartale br. zarejestrowano 307 autobusów, co przełożyło się na spadek 21,7% r/r. Spadki rejestracji dotyczą wszystkich typów autobusów, z czego najgłębszy – wynoszący 87% miał miejsce w segmencie autobusów międzymiastowych.
rejestracja nowych pojazdów w polsce 2021

Rynek motocykli utrzymuje dynamikę wzrostu

Sytuacja spowodowana pandemią COVID-19 nie zmieniła dynamiki rozwoju, jaki polski rynek motocykli obrał jeszcze w 2019 roku. W pierwszym kwartale 2021 roku zarejestrowano ponad 3,5 tys. motocykli, czyli o 12,8% więcej niż przed rokiem. Rejestracje wzrosły we wszystkich typach motocykli za wyjątkiem big scooter, których rejestracje były niższe o 9% rok do roku.

Gorzej niż motocykle poradził sobie segment motorowerów. Przez pierwsze trzy miesiące 2021 roku liczba ich rejestracji wyniosła 1,6 tys. sztuk i była aż o 30,8% niższa w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Produkcja pojazdów samochodowych w Polsce niższa o 15,1% r/r

126,5 tys. pojazdów samochodowych wyprodukowano w Polsce w ciągu pierwszego kwartału 2021 roku. Przełożyło się to na 15,1% spadek względem analogicznego okresu poprzedniego roku. Zmniejszyła się liczba wyprodukowanych nad Wisłą samochodów osobowych (-26,9%) oraz autobusów (-7,7%), natomiast zwiększyła się o 9,5% liczba wyprodukowanych samochodów dostawczych i ciężarowych, która wyniosła 52,2 tys. sztuk.

Stanowisko ZPP ws. projektu ustawy o zmianie ustawy o obowiązkach przedsiębiorców w zakresie gospodarowania niektórymi odpadami oraz o opłacie produktowej

Należy podkreślić, że ZPP jest świadome znaczenia pro środowiskowych działań, mających na celu dążenie do neutralności klimatycznej. Ambitne koncepcje, które pozwolą na osiągnięcie tego ważnego celu, muszą być jednak dostosowane do aktualnych uwarunkowań ekonomiczno-społecznych, i brać pod uwagę w szczególności obecne możliwości ponoszenia dodatkowych świadczeń i obciążeń przez przedsiębiorców.

Mając na uwadze powyższe, przedstawiony projekt ustawy uważamy za dalece niedoskonały. Wykracza on poza minimalne wymogi stawiane przez implementowaną dyrektywę, co samo w sobie jest sprzeczne z jednym z podstawowych postulatów ZPP, tj. zasadą transponowania prawa UE wg reguły „UE + 0”. Uważamy, że nadgorliwość w realizowaniu celów dyrektywy, osiągana kosztem przedsiębiorców i konsumentów, jest absolutnie niewskazana. Co więcej, projekt wydaje się zupełnie nie uwzględniać faktu, że obejmować będzie m.in. branże najsilniej poszkodowane epidemią koronawirusa, w tym np. branżę gastronomiczną.

Osobnej krytyce należy poddać tryb konsultowania przedmiotowego projektu. Zaskoczenie budzi fakt, że w rozdzielniku pisma kierującego projekt ustawy do konsultacji społecznych nie znalazły się organizacje partnerów społecznych, w tym zdecydowana większość reprezentatywnych związków zawodowych i organizacji pracodawców. Sam projekt nie został również pierwotnie przedłożony Radzie Dialogu Społecznego. Wpisuje się to w szerszy schemat postępowania w sprawie istotnych dla wielu branż (i dla konsumentów) projektów związanych z implementowaniem do polskiego porządku prawnego nowych reguł w zakresie gospodarowania odpadami, w ramach którego udział partnerów społecznych jest wybiórczy i niepełny. Zwracamy zatem uwagę na fakt, że rzetelne konsultacje poszczególnych projektów ustaw (jak i generalnego podejścia systemowego) pozytywnie wpływają na jakość końcowych produktów. W tym kontekście zdumienie budzi również kolejność publikowania poszczególnych aktów prawnych z tego katalogu. Wydaje się, że pierwszeństwo powinno przysługiwać projektowi implementującemu nowe zasady rozszerzonej odpowiedzialności producentów, jako projektowi systemowemu i kluczowemu dla reguł gospodarowania odpadami w Polsce. Dyrektywa SUP i jej implementacja adresują jedynie fragment tego systemu, stąd też zasadne wydaje się pytanie, dlaczego to projekt wprowadzający do polskiego porządku prawnego regulacje z tego aktu unijnego pojawił się jako pierwszy. Zaburzenie chronologii wprowadzania kolejnych elementów reformy modelu gospodarowania odpadami w Polsce rodzi ryzyko jego głębokiej niespójności.

Poza powyższymi uwagami o charakterze generalnym, poniżej przedstawiamy szereg komentarzy odnoszących się do poszczególnych elementów przedstawionej regulacji.

1. Zasadność i wysokość wprowadzanych opłat

W pierwszej kolejności należy zaznaczyć, że projekt ustawy wprowadza de facto trzy opłaty – tzw. opłatę produktową, systemową oraz edukacyjną. Opłata produktowa wynosić ma maksymalnie 1 zł za sztukę opakowania jednorazowego użytku z tworzywa sztucznego i być obliczana jako iloczyn obowiązującej stawki oraz wolumenu produktów wprowadzonych do obrotu w roku kalendarzowym. Opłata systemowa ma wynosić do 5 groszy od każdego wprowadzonego produktu, a wpływy z jej tytułu mają zostać przeznaczone na pokrycie kosztów zagospodarowania odpadów powstałych z powodu wprowadzenia do obrotu wskazanych produktów jednorazowego użytku z tworzywa sztucznego, oraz na stworzenie i utrzymanie publicznych systemów zbierania. Opłata edukacyjna tymczasem wynosić ma 0,1% przychodu netto ze sprzedaży określonych produktów jednorazowego użytku z tworzywa sztucznego.

Dużą wątpliwość wzbudza fakt, iż obowiązkiem pobierania opłaty produktowej mają być nie tylko punkty wydające opakowania jednorazowego użytku konsumentom końcowym, lecz również jednostki handlu hurtowego. W rezultacie powstaje ryzyko wielokrotnego naliczania opłaty za wprowadzenie do środowiska produktu jednorazowego użytku – na różnych etapach handlu hurtowego, a na końcu przy finalnej transakcji, której stroną będzie konsument końcowy. Byłoby to rozwiązanie oczywiście niesprawiedliwe, stąd też w projekcie powinno być wprost wskazane, że obowiązek uiszczenia opłaty ograniczony jest wyłącznie do wydania produktów z tworzyw sztucznych finalnym użytkownikom.

Uwagę zwraca fakt, że faktyczne stawki opłaty produktowej i systemowej zostaną określone w drodze rozporządzenia. W pierwszej kolejności należy zaznaczyć, że zgodnie z konstytucją nakładanie podatków i innych danin publicznych, a także określanie ich konstrukcji następować powinno w drodze ustawy. W niektórych przypadkach, jak wynika z orzecznictwa TK, dopuszczalne jest określenie pewnej matrycy stawek w rozporządzeniu, przy wskazaniu stawki maksymalnej w ustawie – taki mechanizm zastosowano w przypadku omawianego projektu. W tej jednak sytuacji, przepisy ustawy powinny zawierać precyzyjne i obiektywne kryteria obliczeń stanowiących podstawę dla wskazania konkretnych stawek w rozporządzeniu. Tymczasem, projektodawca w żaden sposób nie wskazał podstaw do obliczenia wysokości opłaty systemowej, co stoi w sprzeczności z odpowiednimi regulacjami dyrektywy wskazującymi na konieczność zagwarantowania przejrzystości i proporcjonalności wdrażanych mechanizmów. Budzi to obawę, że opłata wnoszona przez obowiązane podmioty będzie mieć charakter stricte para-podatkowy, zasilający budżet państwa bez związku z obowiązkami zapisanymi w Dyrektywie. Natomiast Dyrektywa wymaga, aby wysokość opłat nie przekraczała kosztów niezbędnych do gospodarnego świadczenia stosownych usług i aby były one ustalane z zachowaniem przejrzystości między zainteresowanymi podmiotami. Aktualnie zaproponowane w Projekcie rozwiązania nie odpowiadają wyżej wymienionym wymogom, ponieważ ani w projekcie, ani w towarzyszącym mu uzasadnieniu nie ujawniono podstaw, jakimi kierowali się projektodawcy przy ustalaniu zasad obliczania stawek opłaty, a w szczególności nie odniesiono się do chociażby szacunkowych kosztów świadczenia usług zbierania, sprzątania, transportu i przetwarzania odpadów pochodzących z produktów danej kategorii. Postulujemy zatem, aby mechanizm ustalania stawek opłaty powiązany został z wspomnianymi wyżej kosztami, co zapewni zgodność projektowanych rozwiązań z Dyrektywą.

2. Vacatio legis

Zdecydowanej krytyce należy poddać termin wejścia w życie ustawy, zaplanowany na 3 lipca 2021 r. (z dwoma wyjątkami przewidzianymi w art. 8 ust. 1 i 2 projektu ustawy). W uzasadnieniu do projektu ustawy napisano, że „przepisy UE wymagają transpozycji do polskiego prawa do dnia 3 lipca 2021 r.”, co nie pozostaje w pełnej zgodzie z prawdą. Art. 17 Dyrektywy przewiduje rozróżnienie terminów transpozycji przepisów, przy czym niektóre z nich mogą zostać zaimplementowane przez kraje członkowskie do 2023 roku, a nawet do roku 2024.

Rekomendujemy zatem stopniowe wprowadzanie regulacji, w ramach możliwości czasowych, jakie daje niniejsza Dyrektywa. Dzięki temu, możliwe byłoby stabilne rozłożenie obciążeń adresowanych do przedsiębiorców na dłuższy okres czasu, dając im stosowny czas na przygotowanie się do istotnie angażujących obowiązków. Byłoby to działanie wysoce uzasadnione ze strony projektodawcy, gdyż w obecnej sytuacji trwającego lockdownu, a zatem przedłużających się trudności finansowo-operacyjnych po stronie biznesu – przedsiębiorcy nie mają odpowiednich zasobów i możliwości do rzetelnego wywiązywania się z nałożonych na nich obciążeń. Natomiast nagłe wprowadzenie całości regulacji oznaczałoby konieczność zastosowania tymczasowych, doraźnych i nieoptymalnych rozwiązań biznesowych.

3. Obowiązek sprawozdawczy

Kwestia raportowania kwartalnego w przypadku opłaty produktowej, przewidziana w art. 3d ustawy będzie nieuzasadnionym i nieproporcjonalnie dolegliwym obciążeniem, w szczególności dla małych i średnich przedsiębiorców. Powyżej wskazany obowiązek sprawozdawczy jeszcze bardziej zwiększy koszty prowadzenia małych i średnich przedsiębiorstw w sektorze gastronomicznym.

Ponadto, przewidziana kara w stawce 50% wysokości należnej opłaty (art. 3e ust. 3 ustawy) za opóźnienie uiszczenia opłaty powyżej 14 dni jest nieuzasadniona w swojej surowości, szczególnie przy tak rygorystycznym raportowaniu. W przypadku najmniejszych przedsiębiorstw, poniesienie przewidzianych w projekcie sankcji może spowodować znaczące osłabienie ich konkurencyjności, a w niektórych przypadkach skutkować może nawet likwidacją firmy. Z uwagi na powyższy fakt uważamy, że proponowane rozwiązania prawne powinny uwzględniać zarówno troskę o środowisko, jak i dobro przedsiębiorcy poprzez umożliwienie funkcjonującym na rynku firmom utrzymanie stabilności ekonomicznej.

4. Obowiązek alternatywy

Obowiązek, wprowadzony w art. 3b ust. 2 ustawy w postaci oferowania opakowania zastępczego z materiałów innych niż tworzywa sztuczne, jest kolejnym obciążeniem nieuwzględniającym realiów biznesowych. Znalezienie w ciągu niecałych 3 miesięcy bezpiecznej alternatywy dla opakowań, które są stosowane od dziesiątek lat jest niemożliwe do zrealizowania. Dodatkowo, ogromny i skumulowany w krótkim czasie popyt na tego typu alternatywne wyroby spowoduje wystrzał cen tychże produktów, co dodatkowo zwiększy koszty prowadzonych działalności. Powyższe stanowi istotny argument, odnoszący się do zbyt krótkiego vacatio legis dla niektórych elementów ustawy.

5. Definicje ustawowe

W celu klaryfikacji następujących niejasności legislacyjnych, apelujemy o rozważenie poprawy następujących definicji lub zagadnień odnoszących się do projektu ustawy:

A. Przychód netto

Przychód netto nie został zdefiniowany w projekcie, co pozwala na domniemanie, że chodzi o cenę sprzedaży produktów netto – bez podatku VAT, ale z podatkiem akcyzowym, który stanowi największy element fiskalny na przykład w wyrobach tytoniowych.

W rezultacie, proponowane w projekcie rozwiązanie prowadziłoby do nakładania dodatkowej opłaty od podatku akcyzowego, co w przypadku wspomnianej już branży tytoniowej byłoby skrajnie negatywnym rozwiązaniem. Pozostawienie przepisów w obecnej formie skutkowałoby znacznie wyższymi opłatami niż ma to miejsce w przypadku innych kategorii produktów objętych Dyrektywą.

B. Autoryzowany przedstawiciel

Proponowana ustawa posługuje się w art. 4a oraz 4c dwoma różnymi zwrotami – „autoryzowany przedstawiciel” oraz „przedstawiciel”. Należy doprecyzować pojęcie „przedstawiciela”, który obecnie nie posiada definicji lub dokonać korekty, jeżeli chodzi o autoryzowanego przedstawiciela.

C. Produkt jednorazowego użytku z tworzywa sztucznego i narzędzia połowowe zawierające tworzywa sztuczne

Projekt ustanawia definicję produktu jednorazowego użytku z tworzywa sztucznego i narzędzi połowowych zawierających tworzywa sztuczne stanowiąc, że jest to „produkt, w tym opakowanie, który jest w całości lub częściowo wykonany z tworzywa sztucznego i który nie został przeznaczony, zaprojektowany ani wprowadzony do obrotu tak, aby osiągnąć w ramach jego cyklu życia wielokrotne użycie przez zwrócenie go do producenta w celu powtórnego napełnienia lub ponownego użycia do tego samego celu, do którego był pierwotnie przeznaczony”.

Powstaje tu wątpliwość interpretacyjna w stosunku do niektórych produktów objętych zakresem projektu, na przykład chusteczek nawilżanych czy wyrobów tytoniowych. Nie jest jasne, czy projektodawca przez pojęcie produktu rozumie jedną chusteczkę i jeden papieros z filtrem, czy też jedną paczkę chusteczek i jedną paczkę papierosów. Powyższą wątpliwość należy rozstrzygnąć w ten sposób, aby odniesienia do chusteczek czy papierosów dotyczyły opakowań tych wyrobów, a nie pojedynczych sztuk w opakowaniu.

D. Tworzywo sztuczne

Wiele kubków papierowych zawiera w sobie cienką warstwę polimeru dającą mu właściwości uszczelniające. W obecnym brzmieniu, ustawa stawia takie opakowania na równi z kubkami w całości plastikowymi i nakłada na nie jednakową opłatę. Nie zachęca to przedsiębiorców do zmiany kubków plastikowych na papierowe, które są powlekane cienką warstwą polimeru.

Dyrektywa wzywa do stosowania zasady proporcjonalności, a dodatkowo podkreśla możliwość zdywersyfikowania podjętych środków w zależności od wpływu takich opakowań na środowisko (art. 4 ust. 1 Dyrektywy). Postulujemy o wprowadzenie granicy procentowej dopuszczalnej zawartości polimerów w kubkach papierowych bądź procentowego zmniejszenia wysokości opłaty przewidzianej w projektowanych art. 3b oraz 3k ustawy o obowiązkach przedsiębiorców w zakresie gospodarowania niektórymi odpadami oraz o opłacie produktowej w zależności od zawartości polimerów.

E. Wprowadzenie do obrotu

Duże wątpliwości praktyczne związane są z zaproponowaną formułą definicji pojęcia „wprowadzenia do obrotu”. Zrzeszeni w ZPP przedstawiciele przemysłu wskazują, że proponowana regulacja nie uwzględnia m.in. specyfiki wytarzania produktów na zlecenie innych podmiotów na potrzeby sprzedaży pod private label. Przedstawione przepisy sprowadzają moment wprowadzenia do obrotu do chwili wyjścia produktu z magazynu, bez konkretnego wskazania, czy chodzi o magazyn wytwórcy samego produktu, czy też o magazyn podmiotu zamawiającego tenże produkt. Wydaje się wobec tego, że konieczne jest w tym zakresie pewne doprecyzowanie.

Co więcej, wyżej wspominane przepisy mają kluczowe znaczenie dla obowiązku opatrywania niektórych produktów odpowiednimi oznaczeniami ostrzegającymi o zawartości plastiku od 03.07.21. Definicja wprowadzenia do obrotu zaproponowana przez ustawodawcę znacząco odbiega od regulacji zawartych w Dyrektywie, która skupia się wyłącznie na „udostepnieniu” towaru, czyli na zmianie stanu właścicielskiego. Bardziej rygorystyczna definicja zawarta w ustawie, skupiająca się na fizycznym dostarczeniu, może skutkować milionowymi stratami dla producentów. W obecnym brzmieniu produkt, aby mógł być wykorzystany bez oznaczeń musi zostać fizycznie przekazany do 03.07.2021. Nie odpowiada to faktycznemu stanowi rzeczy, gdzie często producenci magazynują po wyprodukowaniu duże ilości produktu dla zamawiających. W obecnym brzmieniu, produkt, który nie opuści magazynu przed 03.07.21 bez oznaczenia będzie musiał zostać zutylizowany – na szkodę producenta i środowiska.

Wskazać należy również, że przepisy implementowanej dyrektywy rozróżniają „wprowadzenie do obrotu” od „udostępnienia na rynku”, wskazując że regulacje krajowe w zakresie objętym dyrektywą dotyczyć powinny wyłącznie produktów udostępnionych na rynku państwa w celu ich konsumpcji bądź używania. Tymczasem, definicja zaproponowana w projekcie może prowadzić do objęcia opłatami również tych produktów, które są przeznaczone na eksport oraz do dostaw wewnątrzwspólnotowych do innych państw UE. Takie podejście, jako wykraczające poza cele zakreślone w dyrektywie, należy ocenić krytycznie. Uważamy wobec tego, że zasadne byłoby wykluczenie wspomnianego obciążenia w odniesienia do produktów przeznaczonych na eksport i do dostaw wewnątrzwspólnotowych.

Podsumowanie

Reasumując, ZPP wskazuje na szereg niedostatków przedstawionego do konsultacji projektu ustawy. Zaproponowany model opłat stwarza przestrzeń do wprowadzenia modelu de facto podatkowego, w ramach którego wprowadzający do obrotu produkty jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych będą obciążeni daninami, których wysokość jest ustalona w sposób arbitralny i w żaden sposób nie pozostaje powiązana z rzeczywistymi kosztami zadań, na realizację których powinny zostać przeznaczone wpływy z ich tytułu. Rezultatem byłoby w takim scenariuszu dodatkowe obciążenie firm, w wyjątkowo już trudnym i wymagającym okresie pandemii COVID-19, przy jednoczesnym braku gwarancji skutecznej realizacji celów określonych w dyrektywie.

Niezrozumiała jest również chęć implementowania wszystkich przepisów dyrektywy jednocześnie w sytuacji, w której z aktu tego wprost wynika możliwość rozłożenia tego procesu w czasie, tak by przedsiębiorcy i instytucje zaangażowane mogły dostosować się do nowych warunków regulacyjnych.

Ponadto, część pojęć wykorzystywanych w projekcie ustawy jest niedostatecznie precyzyjna, a w przypadku niektórych zaproponowane definicje nie przystają do warunków rynkowych.

Podsumowując powyższe zastrzeżenia, liczymy na dalszy dialog z projektodawcą w celu udoskonalenia przedstawionych przepisów, a w sensie szerszym – stworzenia efektywnego i wydajnego modelu gospodarowania odpadami w Polsce, realizującego cele stawiane nam przez odpowiednie akty prawa unijnego.

Raport Marsh: 18% wzrost cen ubezpieczeń na świecie w pierwszym kwartale 2021 roku

Ceny ubezpieczeń wzrosły globalnie o 18% w pierwszym kwartale 2021 r., wynika z opublikowanego przez Marsh, raportu Global Insurance Market Index. Jest to pierwszy kwartał, w którym nastąpił spadek średniego tempa wzrostu od czasu, gdy odnotowano pierwszy średni wzrost cen ubezpieczeń na świecie w czwartym kwartale 2017 roku.

Wzrosty cen w różnych regionach były umiarkowane – wynika to z wolniejszego tempa wzrostu cen ubezpieczeń majątkowych oraz linii finansowych i profesjonalnych. Wielka Brytania, z łącznym wzrostem cen o 35% (spadek z 44% w czwartym kwartale 2020 r.) oraz region Pacyfiku, z 29% wzrostem (spadek z 35% w czwartym kwartale 2020 r.) wpłynęły na stawki oferowane globalnie. Tempo wzrostu w USA wyniosło 14% (z 17%), w Azji 8% (z 11%), a w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach 5% (spadek od 9%).

Kluczowe wnioski:

  • Ceny globalnych ubezpieczeń majątkowych wzrosły średnio o 15%, w porównaniu z 20% wzrostem w czwartym kwartale 2020 roku. Stawki ubezpieczeń OC wzrosły średnio o 6%, w porównaniu do 7% wzrostu w poprzednim kwartale.
  • Stawki w liniach finansowych i profesjonalnych osiągnęły najwyższe wzrosty w głównych produktach, wynoszące 40% (w porównaniu do 45% w poprzednim kwartale).
  • Ceny ubezpieczeń cybernetycznych odbiegały od trendu globalnego, pierwszym kwartale wzrosły o 35% w USA i o 29% w Wielkiej Brytanii, co wynika ze wzrostu liczby szkód i ich wartości. W poprzednim kwartale wzrosty wyniosły 17% w USA i 26% w Wielkiej Brytanii.

Lucy Clarke, President, Marsh Specialty and Marsh Global Placement, podkreśla “Pomimo, iż wciąż będziemy obserwować wzrost cen w niektórych liniach i ogólnie rynek pozostanie trudny dla naszych Klientów, spodziewamy się, że wzrosty będą na umiarkowanym poziomie przez resztę tego roku”.

Blanka Kuzdro-Chodor, Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego w Marsh Polska dodaje: „Jeżeli chodzi o polski rynek i ubezpieczenia majątkowe, to wzrost stawek w dalszym ciągu utrzymuje się na dotychczasowych poziomach – średnio 20-30%, a w przypadku branż trudnych jak branża chemiczna, drzewna czy też słabo zabezpieczonego ryzyka te wzrosty bywają większe. Nie zaobserwowaliśmy wyhamowania wzrostu stawek w odniesieniu do ostatniego kwartału.”

Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO (ubezpieczenia finansowe i profesjonalne) i PEMA (Fuzje i Przejęcia) w Marsh Polska podsumowuje: „Nieustannie obserwujemy wzrosty stawek ubezpieczeń finansowych i profesjonalnych naszych lokalnych Klientów, a wzrosty stawek notowane przez rynki UK, czy Europy Kontynentalnej są coraz silniej widoczne w stawkach oferowanych przez polskich ubezpieczycieli. O ile nowy raport Marsh informuje o delikatnym wyhamowaniu wzrostów (71% wzrostu w Q1 2021 vs. 90% w Q4 2020 dla polis londyńskich i 23% wzrostu w Q1 2021 vs. 22% w Q4 2020 dla polis europejskich), to w Polsce wzrosty notowaliśmy w Q1 2021 rekordowe. Ostatnio udało nam się zgromadzić dane z kilkudziesięciu naszych największych odnowień programów D&O (OC członków władz spółki) i średnia zwyżka była na poziomie ponad 100%.

Kontynuując wątek ubezpieczenia D&O, a więc produktu, który podbija stawki dla całego obszaru linii finansowych, najtrudniejsze odnowienia i najwyższe wzrosty cen ubezpieczeń obserwujemy aktualnie dla spółek, na których wyniki wpłynęła pandemia Covid-19, tych z sektora finansowego i energetycznego oraz tych, których dotyczy ekspozycja na ryzyko roszczeń z USA.

Biorąc pod uwagę potencjalne rozliczanie zarządów spółek Skarbu Państwa z decyzji podejmowanych w trakcie pandemii, tego rodzaju klienci również odczuli mocny trend wzrostowy w cenach odnawianych w Q1 2021 programów D&O. W dość komfortowej sytuacji są natomiast wciąż ci klienci, których działalność dynamicznie wzrosła w trakcie pandemii – należy jednak pamiętać o tym, że obiecujący wzrost takich spółek to dla ubezpieczycieli D&O również czynnik ryzyka. Średnio ceny ubezpieczeń D&O takich klientów rosły o 20-30% vs. koszt ich programów w 2020.

Coraz wyższe wzrosty stawek obserwujemy w odnowieniach Q1 2021 w ubezpieczeniu od cyber ryzyk. Na rynkach zagranicznych na wzrosty wpłynął przede wszystkim silny trend wzrostowy w notowanych szkodach –zarówno wartość szkód, jak i ich liczba znacząco wzrosła w porównaniu do poprzednich kwartałów. Większość notowanych aktualnie przez ubezpieczycieli cyber szkód dotyczy konsekwencji ataków ransomware, których wzrost był nieunikniony w związku z przejściem firm na tryb pracy home office. Wzrost cen to nie jedyny problem, ponieważ bardzo uważne badanie ekspozycji klientów na ryzyko ataków ransomware niejednokrotnie wpływa również na ograniczanie zakresu oferowanej ochrony ubezpieczeniowej.

Wysokie wzrosty stawek notowane są również w ubezpieczeniu od sprzeniewierzeń (crime), do czego przyczyniło się ostatnio wyjście kilku ubezpieczycieli z oferowania tego produktu. Poskutkowało to nie tylko wzrostami stawek na poziomie 50-60%, ale również podwyższeniem o ok. 2-3 razy proponowanych udziałów własnych”.

Nie masz kontaktu z dłużnikiem? Sprawdź, co możesz zrobić

Często zdarza się, że po otrzymaniu faktury nierzetelny płatnik „zapada się pod ziemię” – nie odpisuje na e-maile, nie odbiera telefonu, ignoruje korespondencję listową. Jeśli doskonale znasz taki scenariusz, nie bądź obojętny. W artykule wyjaśnimy, co możesz zrobić, aby zwiększyć szanse na odzyskanie pieniędzy.

W marcu Magda, 40-letnia graficzka, zrealizowała projekt dla swojego klienta. Po oddaniu prac i wystawieniu faktury kontakt z mężczyzną nagle się urwał. Zleceniodawca nie odpisywał na e-maile, jego telefon komórkowy był wyłączony, a wiadomości w mediach społecznościowych nawet nie odczytywał. Dlaczego kobieta nie sprawdziła wcześniej jego wiarygodności? Kilka lat temu współpracowała z firmą, która zatrudniała mężczyznę, a ich współpraca odbywała się wzorcowo. „Stara znajomość” zupełnie przyćmiła jej czujność. Choć takie okoliczności nie napawają optymizmem, brak kontaktu z dłużnikiem nie oznacza wcale, że pieniędzy nie da się odzyskać. Co możesz zrobić?

Jak odzyskać pieniądze od dłużnika, z którym nie masz kontaktu?

Skuteczne odzyskiwanie długów powinno być procesem przemyślanym. Zwłaszcza jeśli zaistniałe okoliczności wzbudzają w wierzycielu żywe emocje (co, jak nietrudno zgadnąć, zdarza się niezwykle często), a z dłużnikiem nie ma kontaktu. Zdecydowanie lepszym sposobem niż wysłanie kolejnego e-maila z groźbą lub prośbą jest sięgnięcie po profesjonalne wsparcie ze strony Biura Informacji Gospodarczej, np. BIG InfoMonitor.

Czym jest BIG InfoMonitor?

BIG InfoMonitor to instytucja, która zgodnie z Ustawą o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych zbiera, gromadzi i udostępnia informacje gospodarcze. Są to zarówno informacje o przeterminowanym zadłużeniu osób i firm (informacje negatywne), jak i te o zobowiązaniach płaconych w terminie (informacje pozytywne). Spis informacji negatywnych, czyli lista długów, to nic innego jak Rejestr Dłużników. Obecność w rejestrze to czarny scenariusz dłużników. Dlaczego?

Dane nieterminowego kontrahenta znajdujące się w rejestrze mogą być przeszkodą do otrzymania kredytu, pożyczki i leasingu. Weryfikacja baz BIG jest bowiem jednym z najważniejszych elementów badania przez banki zdolności kredytowej wnioskującego obok sprawdzania BIK-u. To jednak nie wszystko. Do rejestru dłużników zaglądają także ubezpieczyciele, firmy telekomunikacyjne, wspólnoty mieszkaniowe, dostawcy gazu i energii. Z jego zasobów regularnie korzystają także przedsiębiorcy planujący rozpocząć współpracę z nowym kontrahentem. Sprawdzając jego dane w BIG-u, znacząco ograniczają ryzyko biznesowe towarzyszące podpisaniu kontraktu z niewypłacalnym podmiotem.

Właśnie dlatego dla wielu spóźnialskich płatników widmo wpisania na czarną listę jest skuteczną motywacją do spłaty zadłużenia. Niekorzystny wpis jest bowiem w stanie skomplikować codzienność, utrudnić realizację biznesowych planów, zablokować dostęp do źródeł finansowania i zatrzymać rozwój firmy.

Dokładnie tak samo wydarzyło się w przytoczonej wcześniej historii. Choć kwota na fakturze nie była wysoka, pani Magda zdecydowała się utrzeć nosa dłużnikowi. Nawiązała współpracę z BIG InfoMonitor, za pośrednictwem którego zleciła wysyłkę nieterminowemu płatnikowi wezwania do zapłaty z informacją o planowanym wpisie do rejestru BIG. Już kilka dni po otrzymaniu korespondencji przez dłużnika, środki znalazły się na firmowym koncie naszej bohaterki.

Chcesz wpisać dane dłużnika na czarną listę? Sprawdź, jak to zrobić

Wpisanie danych dłużnika do rejestru BIG nie jest skomplikowane ani kosztowne. Zanim zaczniesz działać, sprawdź jednak, czy zgodnie z prawem możesz dokonać wpisu.

Wpisanie dłużnika do bazy BIG jest możliwe, jeśli:

  • kwota zadłużenia jest nie niższa niż 200 zł (w przypadku osób fizycznych) i 500 zł (w przypadku firm);
  • od dnia doręczenia dłużnikowi wezwania do zapłaty, zawierającego ostrzeżenie o zamiarze przekazania danych do BIG-u, minął co najmniej miesiąc.

Aby wpisać dane dłużnika do rejestru:

  • wejdź na stronę BIG InfoMonitor www.big.pl i zarejestruj się, zakładając BIGKonto;
  • prześlij skany dokumentów rejestrowych firmy (CEIDG, KRS itp.) oraz skan bądź zdjęcie dokumentu tożsamości osoby upoważnionej do reprezentowania firmy;
  • poczekaj na weryfikację. Jeśli przebiegnie pomyślnie — wygeneruj, wydrukuj i podpisz umowę, a następnie wyślij ją pocztą do BIG-u;
  • po pozytywnej weryfikacji
  • będziesz mógł dopisać dane dłużnika do listy. Będziesz mógł także zamówić w BIG-u wysłanie do dłużnika wezwania do zapłaty z informacją o planowanym wpisie.

Co ważne, dłużnik nie może usunąć wpisu samodzielnie. Może zrobić to jedynie wierzyciel. Tak długo, jak nieterminowy płatnik nie spłaci swojego zobowiązania, wpis będzie obciążał jego konto, komplikując mu życie.

Awanse w zarządzie Avivy

Katarzyna Laurenza obejmie funkcję prezesa Aviva Towarzystwa Ubezpieczeń Ogólnych pod warunkiem uzyskania zgody KNF. Krzysztof Lipski został powołany na członka zarządu Aviva Towarzystwa Ubezpieczeń Ogólnych oraz Aviva Sp. z o. o. i został dyrektorem finansowym (CFO) grupy Aviva w Polsce. Obydwoje raportują do Adama Uszpolewicza, prezesa grupy Aviva w Polsce.

– Gratuluję nominacji na nowe stanowiska i życzę dalszych sukcesów – mówi Adam Uszpolewicz.

Katarzyna Laurenza 1
Katarzyna Laurenza – Aviva w Polsce

Katarzyna Laurenza (Bem) dołączyła do zarządu Aviva TUO w kwietniu 2020 roku i od tego czasu odpowiada za ubezpieczenia majątkowe. Absolwentka Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego oraz IESE Business School w Barcelonie. Od 1992 roku związana z polskim rynkiem ubezpieczeniowym. Jest ekspertem w zakresie ubezpieczeń majątkowych, zarządzania produktem, underwritingu oraz reasekuracji. Zajmowała szereg kluczowych stanowisk w polskich i międzynarodowych firmach ubezpieczeniowych oraz brokerskich (między innymi w PZU, Generali, Zurich, AON). W latach 2005-2017 była związana z grupą PZU, gdzie jako Dyrektor Biura Zarządzania Produktami odpowiadała za zarządzanie segmentem klientów indywidualnych i MSP, nadzorując w szczególności obszary produktu i underwritingu.

Krzysztof Lipski
Krzysztof Lipski – Aviva w Polsce

Krzysztof Lipski jest związany z branżą ubezpieczeniową od ponad 20 lat. W latach 1998-2011 pracował w polskich i brytyjskich spółkach firmy doradczej KPMG (od 2005 r. na stanowiskach menedżerskich), gdzie specjalizował się w badaniu sprawozdań finansowych, doradztwie księgowym, regulacyjnym i transakcyjnym na rzecz zakładów ubezpieczeń, towarzystw funduszy inwestycyjnych i powszechnych towarzystw emerytalnych. Od 2011 r. związany z grupą Aviva, w latach 2011-2013 jako dyrektor kontrolingu, a od 2013 r. jako dyrektor ds. sprawozdawczości finansowej. Od 2018 r. jest też członkiem zarządu Santander Aviva. Absolwent Szkoły Głównej Handlowej oraz członek Association of Chartered Certified Accountants.

Savills: sklepy spożywcze wśród najbardziej atrakcyjnych aktywów inwestycyjnych w sektorze nieruchomości handlowych

Według międzynarodowej firmy doradczej Savills, sklepy spożywcze dołączają do grona najbardziej pożądanych aktywów inwestycyjnych w sektorze nieruchomości handlowych. W ubiegłym roku udział transakcji inwestycyjnych w segmencie supermarketów, hipermarketów i dyskontów spożywczych w całkowitym wolumenie inwestycji na europejskim rynku nieruchomości handlowych osiągnął rekordowy poziom 21% w porównaniu ze średnią pięcioletnią wynoszącą 7%.

Pomimo spowolnienia tempa wzrostu sprzedaży detalicznej w Europie z 3,9% w 2019 roku do 1,7% w 2020 roku, wartość sprzedaży produktów spożywczych wzrosła o 7,5% i w najbliższych pięciu latach będzie rosła o 2,2% rocznie.

W ubiegłym roku największym rynkiem pod względem inwestycji w segmencie nieruchomości handlowych przeznaczonych dla sektora spożywczego były Niemcy, gdzie wartość transakcji wyniosła 3,1 mld euro. Na kolejnych miejscach znalazły się Wielka Brytania i Hiszpania, gdzie inwestorzy zainwestowali odpowiednio 1,7 mld euro oraz 675 mln euro. Największe wzrosty w porównaniu ze średnią pięcioletnią odnotowano w Niemczech (217%) i Hiszpanii (145%). Jak podaje Savills, konkurencja wśród inwestorów przyczyniła się do kompresji stóp kapitalizacji, które dla najbardziej atrakcyjnych supermarketów w Europie obniżyły się z 5,7% do 5,4% w pierwszym kwartale 2021 roku.

„Ze względu na swój defensywny charakter i odporność operacyjną sektor spożywczy będzie przyciągał kolejnych inwestorów. Na rynku mogą co prawda pojawić się produkty inwestycyjne w formie sprzedaży i najmu zwrotnego, ale ogólna podaż może być niewystarczająca w stosunku do popytu. Przewidujemy, że stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów ulegną dalszej kompresji w tym roku, czemu towarzyszyć będzie jeszcze ostrzejsza licytacja wśród inwestorów” – mówi George Coleman, Associate, dział doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA, Savills.

Według danych firmy Forrester, tempo wzrostu sektora spożywczego w kanale online w Europie Zachodniej przyspieszyło z 19,5% w 2019 roku do 56,1% w roku 2020. Udział sprzedaży żywności i napojów przez internet wzrósł średnio z 3,4% do 5,3% w skali całego regionu i według prognoz może osiągnąć poziom 12,6% w roku 2025.

„W odróżnieniu od dużej części handlu detalicznego, zamówienia internetowe artykułów spożywczych są zazwyczaj realizowane przez same sklepy, co sprawia, że prawdziwa wartość sklepu jest znacznie większa, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. W czasie pandemii duże sieci spożywcze były w stanie sprostać gwałtownemu wzrostowi popytu w kanale online jedynie dzięki swoim sieciom sklepów. W trakcie pandemii również duże firmy działające wyłącznie w internecie odnotowały wzrost. Pojawiły się też nowe rodzaje e-sklepów spożywczych, które wyróżniają się rodzajem oferowanych produktów i usług oraz metodą realizacji dostaw lub sposobem składania zamówień. Firmy te nie potrzebują sklepów fizycznych, ale muszą zapewniać niemal natychmiastowe dostawy, stąd niemal niezbędne jest dla nich oparcie swojej logistyki o sieć magazynów miejskich” – mówi Eri Mitsostergiou, dyrektor w dziale badań rynków europejskich w Savills.

„Również w Polsce obserwujemy rosnące zainteresowanie inwestorów nieruchomościami handlowymi dedykowanymi sektorowi spożywczemu. W ostatnim czasie byliśmy świadkami zmian właścicielskich powstałych w wyniku wycofywania się z naszego rynku sieci Tesco, ale niezależnie od tych transakcji tego rodzaju nieruchomości to zdecydowanie najbardziej pożądana obecnie klasa obiektów w segmencie handlowym, zwłaszcza wobec ograniczeń w funkcjonowaniu galerii i relatywnie atrakcyjnych stóp zwrotu. Inwestorzy instytucjonalni jak również prywatni poszukują zarówno dużych wolnostojących hipermarketów i dyskontów spożywczych, jak i mniejszych sklepów typu convenience. Wiemy o kilku toczących się transakcjach w tym segmencie, w tym o jednej portfelowej o wartości blisko 100 mln euro. Przesunięcie się sentymentu inwestorów w kierunku tego rodzaju aktywów sprawia, że wyzwaniem staje się powoli ich ograniczona dostępność”  – Marek Paczuski, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego, Savills.

Kolejne przejęcia na horyzoncie. Top Market wśród 10 największych polskich sieci

Polskie sieci spożywcze za wszelką ceną próbują umocnić swoją pozycję na rodzimym rynku, walcząc z zagranicznymi potentatami. Choć rywalizacja jest niełatwa, to polscy przedsiębiorcy wierzą, że w najbliższych latach dogonią zachodnią konkurencję. W tym roku Polska Grupa Supermarketów kontynuuje remodeling swoich sklepów, jednocześnie myśląc o poszerzeniu swoich wpływów w kolejnych województwach.

W kwietniu br. Polska Grupa Supermarketów pozyskała sześć nowych, dużych placówek znajdujących się w województwie mazowieckim, dolnośląskim, warmińsko-mazurskim i małopolskim. To efekt realizacji strategii rozbudowy organicznej Grupy. Od kilku tygodni prowadzone są bowiem rozmowy z potencjalnymi partnerami, mającymi wprowadzić markę Top Market m.in. na rynek wielkopolski.

PGS w Top 10 polskich sieci. Potężne przyrosty nie są priorytetem.

Na początku maja tygodnik Forbes zaprezentował najnowszy ranking polskich sieci spożywczych w oparciu o liczbę sklepów. Liderem okazała się sieć ABC, natomiast Polska Grupa Supermarketów – skupiająca niezależnych detalistów, sklasyfikowana została na 10 miejscu. Grupa posiada obecnie ponad 600 sklepów i zakłada, że do końca roku uda się poszerzyć ich liczbę o około 10 procent. Jednak maksymalizacja przyrostu nie jest głównym celem Grupy.

Staramy się sukcesywnie poszerzać zasięgi naszych sklepów, przede wszystkim z uwzględnieniem oczekiwań członków PGS. Nie zamierzamy doprowadzać do sytuacji, w której placówki Top Market będą ze sobą mocno konkurować na lokalnym rynku. Moglibyśmy pozyskać w krótkim czasie około 100 sklepów, a następnie optymistycznie budować logistykę, jednak preferujemy stopniowy i rozwój z zachowaniem odpowiedniej płynności finansowej – mówi Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów, który jednocześnie zauważa, że prowadzona przez niego sieć pod względem obrotu znajdowałaby się na znacznie wyższej pozycji wśród polskich formatów.

Top Market wśród 10 największych polskich sieci

Rok 2021 okaże się decydujący dla większości polskich przedsiębiorców, również tych z sektora handlu. Ten rok to okres również poważnych zmian dla właściciela marki Top Market, który przeniósł swoją siedzibę z centrum Warszawy do podwarszawskich Jawczyc, gdzie znajduje się również magazyn centralny Grupy. Ten z resztą, w związku z ekspansją, ma zostać poszerzony o kolejne moduły.

Priorytetem PGS w dobie pandemii COVID-19 jest optymalizacja kosztów prowadzenia biznesu i utrzymanie dobrego cash-flow. Jak wskazuje Michał Sadecki, Grupa nie chce podążać drogą największych graczy, których sukcesy rynkowe wsparte są o mocne kredytowanie. Nie mniej, rozważane jest otwarcie kolejnych lokalnych centrów dystrybucyjnych, a jedno z nich może znaleźć w północno-wschodniej Polsce, gdzie w ostatnich latach dynamicznie rozwijała się siatka sklepów.

Grupa celuje również w dalszy rozwój marek własnych. Podczas, gdy w dyskontach oraz hipermarketach trwają wojny cenowe na towary popularnych marek, Top Market chce konkurować dzięki niskim cenom własnych wyrobów. Przełom 2020 i 2021 roku to okres poszerzania portfolio alkoholi, natomiast dalsza część roku ma przynieść kolejne nowości. Obecnie marki własne – O… Dobre. Pewne. Twoje! Spiżarnia Dworska oraz Włącz BIO liczą około 400 indeksów. Docelowo, dzięki współpracy z polskimi i zagranicznymi dostawcami oraz producentami, ich liczebność wzrośnie do ponad 500.

Kontynuowany jest także proces rebrandingu i remodelingu sklepów. Zaprezentowany w zeszłym roku, odświeżony logotyp Top Market został wdrożony jak na razie w zaledwie 30 proc. placówek w Polsce. Klienci, partnerzy oraz członkowie Grupy są, zdaniem przedstawicieli PGS, mocno związani ze starszą identyfikacją graficzną, jednak dalsze zmiany – komunikujące modernizację firmy – są konieczne i powinny w tym roku przyspieszyć.

Chcemy przyspieszyć z procesem modernizacji naszych sklepów. Naszym partnerom oferujemy nie tylko wsparcie marketingowe, ale również dostęp do technologii wspierających sprzedaż i zaplecze techniczne – dodaje Michał Sadecki.

Vercom zadebiutuje na GPW 6 maja

Vercom, dynamicznie rosnąca spółka technologiczna, dostarczająca chmurowe rozwiązania w modelu CPaaS (Communication Platform-as-a-Service), zadebiutuje na Rynku Głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie w najbliższy czwartek 6 maja. Spółka pod koniec kwietnia z sukcesem zakończyła IPO, z którego pozyskała zakładaną kwotę 180 mln zł.

Debiut giełdowy to dla nas zwieńczenie zakończonej z sukcesem Oferty Publicznej Akcji, która cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem zarówno inwestorów instytucjonalnych, jak i detalicznych. Jeszcze raz chciałbym podziękować wszystkim inwestorom za zainteresowanie i docenienie naszego biznesu. Słowa podziękowania kieruję także dla naszych doradców, dzięki którym mogliśmy z powodzeniem przeprowadzić naszą Ofertę. Głęboko wierzymy, że środki pozyskane z IPO będą miały istotny wpływ na dalszą budowę wartości Vercom oraz pozycji lidera rynku CPaaS w regionie CEE. Czeka nas teraz okres intensywnej pracy związany z analizą i selekcją celów akwizycyjnych. Pierwszych transakcji spodziewamy się w ciągu najbliższych miesięcy. – komentuje Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.

Debiut Vercom na GPW odbędzie się 6 maja o godzinie 9:00. Uroczystość będzie transmitowana w kanałach społecznościowych Giełdy Papierów Wartościowych. Vercom będzie pierwszą spółką na GPW działającą w modelu CPaaS.

Agencja Badań Medycznych ogłasza konkurs na niekomercyjne badania kliniczne w obszarze psychiatrii i neurologii

W ostatnich latach na świecie można zaobserwować wybuch prawdziwej epidemii zaburzeń psychicznych i problemów neurologicznych, które pogarszają jakość życia osób nimi dotkniętych oraz ich najbliższych. Biorąc pod uwagę tempo starzenia się naszej populacji oraz rozpowszechnienie czynników ryzyka, choroby neurologiczne i psychiczne stają się poważnym problemem medycznym i społecznym.

Wsparcie reformy zdrowia psychicznego jest programem długo wyczekiwanym przez środowisko. W związku z potrzebą pilnych zmian w tym zakresie, Ministerstwo Zdrowia zajmuje się obecnie wdrożeniem reformy, której celem jest stworzenie ogólnokrajowego, kompleksowego systemu zapewniającego wsparcie pacjentom doświadczającym zaburzeń psychicznych. Realizacja konkursu Agencji Badań Medycznych dedykowanego zdrowiu psychicznemu i neurologii ma na celu uzupełnienie działań sektorowych i zmianę oblicza polskiej psychiatrii.

Badania z obszaru psychiatrii i neurologii nabierają dziś także szczególnego znaczenia w kontekście trwającej pandemii COVID-19. Jak wskazują obserwacje badaczy, opublikowane w Lancet Psychiatry, u jednej trzeciej pacjentów, którzy przechorowali COVID-19, w ciągu sześciu miesięcy od infekcji diagnozuje się zaburzenia neurologiczne lub psychiczne. To sugeruje, że pandemia może doprowadzić do fali problemów psychicznych i neurologicznych w niedalekiej przyszłości.

Głównym celem konkursu Agencji Badań Medycznych jest opracowanie nowych procedur diagnostycznych i terapeutycznych w obszarze psychiatrii i neurologii w ramach niekomercyjnych badań klinicznych. Inwestycja w badania i poprawę opieki nad chorymi z chorobami neurologicznymi ma na celu nie tylko wydłużenie oczekiwanej długość życia i zmniejszenie cierpienia, ale również zapewnienie oszczędności w zakresie systemów ochrony zdrowia i opieki socjalnej. Uruchomienie konkursu w zakresie niekomercyjnych badań klinicznych w obszarze psychiatrii i neurologii jest wynikową potrzeb dla powyższych obszarów.

Konkurs Agencji Badań Medycznych stanowić będzie wsparcie dla Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego. Obszar ten był przez wiele lat dziedziną dyskryminowaną. Równolegle, gdy przyglądaliśmy się rozwojowi neurochirurgii, temat zdrowia psychicznego był zaniedbywany. Obserwujemy obecnie bardzo szybki rozwój technologii w medycynie, ale tez coraz większe potrzeby w tym zakresie. W związku z tym zdecydowaliśmy się przekazać 100 mln zł dedykowanych właśnie tym obszarom. – podkreśla Prezes Agencji Badań Medycznych dr n. med. Radosław Sierpiński.

Program ABM przyczyni się do poprawy sytuacji pacjentów z chorobami psychicznymi i neurologicznymi, przede wszystkim poprzez zwiększenie dostępności do nowoczesnych metod diagnostyki i leczenia. Konkurs realizowany jest  zgodnie z Planem Rozwoju Badań Klinicznych na lata 2020-2025.

Nabór wniosków trwa od dnia 5 maja 2021 r. od godziny 12:00 do dnia 30 czerwca 2021 r.  do godziny 12:00, wyłącznie w formie dokumentu elektronicznego za pośrednictwem Systemu teleinformatycznego, dostępnego na stronie Agencji https://konkurs.abm.gov.pl/#/

Analiza globalnego rynku złota w I kwartale 2021 roku

Wzrost popytu konsumenckiego, odpływ złota z funduszów ETF oraz duże zakupy banków centralnych – analiza globalnego rynku złota w I kwartale 2021 roku (raport Gold Demands Trends 1Q 2021).

Stopniowe otwieranie się kolejnych gospodarek po lockdownie, spowodowane tym ożywienie gospodarcze oraz spadek cen złota w porównaniu z ostatnim kwartałem 2020 roku wyraźnie pobudziły światowy popyt konsumencki na złoty kruszec w I kwartale 2021 roku, który wyniósł 815,7 ton – wynika z raportu Gold Demands Trends 1Q 2021. Ponadto, mocne odbicie zaobserwowano na rynku biżuterii (wzrost o 52% rok do roku). Na spore zakupy zdecydowały się również banki centralne, które zwiększyły swoje rezerwy aż o 95,5 ton.

Popyt konsumencki i odpływ z funduszów ETF

Wyniki raportu Gold Demands Trends 1Q 2021 opublikowane przez Światową Radę Złota wskazują, że popyt na złoto w I kwartale 2021 roku ukształtował się na poziomie 815,7 ton, co oznacza, że w porównaniu z poprzednim kwartałem wzrósł (783,4 tony). Jednakże zestawiając ten wynik z I kwartałem 2020 roku obserwujemy spadek popytu o 23%.

Coraz większy procent zaszczepionych osób w wielu krajach, otwieranie kolejnych sektorów gospodarek oraz spadek cen złota – te czynniki sprawiły, że wyraźnie wzrósł popyt konsumencki na złoto. To zjawisko miało duży wpływ na złagodzenie skutków odpływu ilości złota z funduszy ETF opartych na tym kruszcu – globalne zasoby tych funduszy spadły o 177,9 ton złota (9,5 miliarda USD).

W analizowanym okresie zmniejszyła się także cena złota o 4%, w ujęciu kwartał do kwartału. Ten trend spadkowy był częściowo zależny od odpływów z funduszy ETF oraz zmniejszonej liczby zawieranych kontraktów terminowych na giełdzie. Jednak silny popyt wśród konsumentów zapewnił odpowiednie wsparcie.

Wzrost zainteresowania złotymi inwestycjami

W I kwartale 2021 roku wysokim zainteresowaniem cieszyły się sztabki i monety bulionowe, na które popyt wyniósł 339,5 ton (wzrost o 36% w ujęciu rok do roku), co oznacza najlepszy kwartalny rezultat od IV kwartału 2016 roku. Wpływ na taki wynik miała również presja inflacyjna, która popchnęła inwestorów do przechowywania większych kwot w złocie.

Niesłabnące zainteresowanie lokowaniem kapitału w złotym kruszcu – nawet podczas powolnego wychodzenia z lockdownu – sprawiło, że kiedy tylko jego cena spadła, od razu pojawiło się wielu chętnych na zakup. To tłumaczy wzrost ilości kruszcu nabytego przez inwestorów – tłumaczy Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. Wyniki raportu Światowej Rady Złota pokazują także, że globalny popyt na złoto cały czas rośnie, nawet pomimo wzrostów stóp procentowych i umocnieniu się dolara amerykańskiego, co przełożyło się na odpływ zasobów z funduszy ETF. W Polsce również obserwujemy zwiększające się zainteresowanie królewskim kruszcem. Jak wynika z naszych badań, Polacy postrzegają złoto (36,1%) i nieruchomości (56,3%) jako najbardziej interesujące aktywa do inwestowania – dodaje.

Polacy widzą w „królu metali” bardzo ciekawą możliwość na bezpieczne przechowywanie i powiększanie swoich oszczędności. Uzyskane wyniki jednoznacznie wskazują na wyrównane zainteresowanie kruszcem we wszystkich grupach wiekowych – do 24 roku życia to 26,3% inwestorów, a w przedziale 25-34 lat aż 34,1%. Starsi entuzjaści złota, w grupie od 35 do 49 lat, osiągnęli wynik 38,1%, natomiast osoby powyżej 50 roku życia – 38,6%.

Spore zakupy banków centralnych

Informacja o potrojeniu swoich rezerw złota przez Narodowy Bank Węgier oraz wyniki raportu Gold Demands Trends 1Q 2021 potwierdzają trend polegający na zwiększaniu zasobów kruszcu w bankach centralnych. W I kwartale 2021 roku powiększyły się one o 95,5 tony. Największy wpływ na globalny wynik, oprócz zakupów węgierskiego banku centralnego, miała decyzja nabycia tego aktywa przez Turcję (31,5 tony). Globalne rezerwy w skarbcach tych instytucji były niższe o 23% w ujęciu rok do roku, jednak o 20% wyższe w ujęciu kwartał do kwartału.

Trend zabezpieczania finansów publicznych złotem jest widoczny na całym świecie. W marcu br. Narodowy Bank Polski również informował o możliwości wprowadzenia strategii, która zakłada dokupienie 100 ton złota do krajowych rezerw, w ciągu najbliższych kilku lat – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. Działania te pokazują, że banki centralne postrzegają obecne ceny jako niezwykle atrakcyjne. Warto wiedzieć, że tak duże transakcje gwarantują utrzymanie się cen powyżej 1.700 USD i zachęcają inwestorów do wejścia na rynek – tłumaczy Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Biżuteria na fali wznoszącej

Poprawa nastrojów względem otwarcia gospodarek utrzymała rosnącą falę popytu na biżuterię, który wyniósł 477,4 tony i był aż o 52% wyższy w porównaniu do I kwartału 2020 roku. Wartość wydatków na te dobra osiągnęła poziom 27,5 miliarda USD i była najwyższa od I kwartału 2013 roku. Co ciekawe, biorąc pod uwagę dłuższy okres to popyt na złotą biżuterię plasuje się na niskim poziomie – wyniósł o 6% mniej niż średnia kwartalna z ostatnich pięciu lat.

Dolar pokazuje siłę. Spada optymizm w Polsce

Ostatnie tygodnie pokazują, że inwestorzy przenoszą swoje zainteresowanie pomiędzy rynkami obu stron oceanu w pewnych dłuższych cyklach. Najwyraźniej obecnie mamy taki cykl korzystniejszy dla dolara, bo wyraźnie zyskuje on mimo braku wybitnie dobrych danych.

Deficyt handlowy USA nadal rośnie

Wczoraj poznaliśmy dane na temat wymiany handlowej USA. Po raz kolejny import rósł szybciej od eksportu, co powodowało kolejne rekordowe poziomy deficytu handlowego. Jak widać wskaźnik ten, pomimo wyraźnych starań poprzedniego prezydenta, nadal nie znajduje się pod kontrolą. Z drugiej strony patrząc na jego charakter i to, że jest to wskaźnik odnoszący się tylko do dóbr, a nie usług, co powoduje, że oprócz wartości PR-owej jest pewnym przekłamaniem. Rynki przyjęły te dane w miarę neutralnie i nie przerwały one umacniania się dolara względem euro. To z kolei przekłada się na wzrost ceny dolara względem złotego.

Zamówienia na dobra

Oprócz bilansu handlowego poznaliśmy wczoraj również dane na temat zamówień w USA. Lepiej wyszły zamówienia na dobra zarówno te z uwzględnieniem środków transportu, jak i te bez niego. Słabiej z kolei wypadły zamówienia w przemyśle. Analitycy odebrali to jednak jako dobre dane. Najwyraźniej uznano, że zamówienia konsumentów powinny z czasem pociągnąć za sobą przemysł, a nie odwrotnie. Był to zatem kolejny bodziec wpływający na dobrą passę dolara amerykańskiego.

Spada optymizm w Polsce

Ponieważ 3 maja był w Polsce dniem wolnym, publikacja indeksu PMI dla przemysłu odbyła się dzień później niż w innych krajach. Wynik 53,7 punktu to z jednej strony bardzo dobry rezultat, wyraźnie przekraczający pułap 50 pkt, oddzielający rozwój od recesji. Z drugiej strony analitycy oczekiwali 55 pkt, co tłumaczy wczorajsze osłabienie złotego względem głównych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,
16:00 – Polska – komunikat po posiedzeniu RPP.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Fundusze hipoteczne w Polsce zarządzają nieruchomościami o wartości 110 mln zł

Z najnowszego raportu Związku Przedsiębiorstw Finansowych, dotyczącego rynku hipoteki odwróconej w modelu sprzedażowym, wynika że fundusze hipoteczne zrzeszone w tej organizacji zarządzają nieruchomościami o wartości 110,6 mln zł.[1] Od 2010 roku fundusze wypłaciły klientom 22,7 mln zł z tytułu renty dożywotniej, a liczba administrowanych umów wzrosła kilkudziesięciokrotnie. Rynek, po wyhamowaniu w 2014 roku, znów zaczyna notować wzrosty, choć z niższą dynamiką niż ta, którą obserwowano przed 2014 rokiem. Najwięksi przedstawiciele branży oraz ZPF wciąż postulują o przepisy dedykowane tej usłudze i to w nich upatrują szansy na dynamiczny rozwój rynku.

Związek Przedsiębiorstw Finansowych podsumował dane obejmujące 10 lat działalności największych funduszy hipotecznych w Polsce. W raporcie można znaleźć informacje na temat liczby aktywnych umów, wartości aktywów, średniego metrażu zarządzanych nieruchomości, średniego wieku klientów i geograficznego rozkładu mieszkań.

Łączna wartość zarządzanych nieruchomości przekroczyła w 2020 roku 110 mln zł. Od 2010 do 2013 roku obserwowano dynamiczny przyrost w tym obszarze z 4,2 do 67,6 mln zł.[2] W tych latach dynamicznie rosła też liczba podpisywanych umów. W kolejnych latach wartość zarządzanych nieruchomości rosła znacznie wolniej i przyspieszyła dopiero w 2017 rosnąc do 75 mln, poprzez 83 mln w 2018, 91 mln w 2019 aż do 101,6 mln zł w 2020. Szacuje się, że w badanym okresie (od 2010 do 2020) średnie roczne tempo zmian wartości nieruchomości utrzymywało się na poziomie +20,6 proc. Większość zarządzanych przez fundusze nieruchomości (ok. 30 proc.) znajduje się w województwie mazowieckim. Drugim w kolejności jest województwo pomorskie. Na kolejnych miejscach znajdują się kolejno: województwo śląskie, dolnośląskie, małopolskie i wielkopolskie.

– Rynek hipoteki odwróconej w modelu sprzedażowym charakteryzuje się dużym potencjałem wzrostu, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat widać wahania dotyczące liczby zarządzanych nieruchomości, czy liczby podpisywanych umów. Warto jednak podkreślić, że obecna sytuacja gospodarcza w kraju, niskie świadczenia emerytalne, coraz bardziej niewydolny system emerytalny oraz rosnąca inflacja będą wpływały na większe zainteresowanie usługą, która może poprawić jakość życia seniorów na emeryturze – mówi Marcin Czugan, Prezes Zarządu Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

Jak zmienił się rynek? Jak zmienili się konsumenci?

Od 2010 roku rynek zmienił się i ewoluował. Powstały Zasady Dobrych Praktyk, czyli zbiór norm etycznych stosowanych przez podmioty zrzeszone w ZPF. Coraz większa liczba osób, ale również decydentów, dostrzega, że hipoteka odwrócona powinna być częścią długofalowej polityki senioralnej realizowanej przez państwo. Sami seniorzy widzą w tej usłudze szansę na poprawienie swojej sytuacji finansowej na emeryturze.

– Przez te lata konsumenci stali się bardziej świadomi i wyedukowani, a my zaczęliśmy oferować rentę dożywotnią nawet osobom 55+. Dziś myślimy o poszerzeniu oferty i profilowaniu jej pod kątem konkretnych potrzeb. Na zagranicznych rynkach, seniorzy mają dostęp do wielu różnych narzędzi w ramach hipoteki odwróconej i naszym zdaniem jest dobry moment, by zaadaptować to rozwiązanie w Polsce – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Jedyna rzecz, która nie zmieniła się przez te wszystkie lata to przepisy prawne regulujące ten rynek i dedykowane tej usłudze. Wciąż posiłkujemy się przepisami Kodeksu Cywilnego przy konstruowaniu umów. Wciąż czytamy o tym, że nieprofesjonalne podmioty oraz osoby indywidualne dopuszczają się wyłudzeń i oszustw. Wciąż jesteśmy bezsilni, że ktoś niszczy dobrą reputację całego rynku i profesjonalnych podmiotów, które działają na nim od ponad dekady – dodaje Robert Majkowski.

Prace nad ustawą trwają od lat, ale końca nie widać

Jak wynika z raportu ZPF fundusze hipoteczne, w latach 2010-2020, wypłaciły seniorom blisko 23 mln zł. W samym 2020 roku wypłacono niewiele ponad 2 mln zł.[3] Rynek rośnie powoli, ale sukcesywnie. Mógłby znacznie szybciej, gdyby istniały odpowiednie przepisy dedykowane tej usłudze. Tymczasem od lat, zarówno fundusze hipoteczne, jak i osoby prywatne podpisując umowę renty dożywotniej opierają się na zapisach Kodeksu Cywilnego. Jak zauważa Ministerstwo Sprawiedliwości, w artykule opublikowanym 15.04.2021 r. na łamach Dziennika Gazety Prawnej: „Wykorzystywanie kodeksowej umowy dożywocia, która co do zasady powinna regulować stosunki osobiste między osobami bliskim, jako podstawy prawnej zawierania umów w ramach prowadzonej działalności gospodarczej, rodzi zastrzeżenia z punktu widzenia należytego zabezpieczenia interesów osób, które pozbywają się nierzadko całego dorobku życia w postaci nieruchomości. Umowy zawierane z przedsiębiorcami pozbawione są istotnych cech prawa dożywocia”.[4] Warto tu przypomnieć, że umowy zawierane z przedsiębiorcami, które wspomina MS stanowią mniej niż 1 proc. wszystkich umów dożywocia zawieranych w Polsce. Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że tylko w 2020 roku podpisano łącznie 13 tys. umów dożywocia, a  w ciągu ostatnich 10 lat ponad 170 tys. umów. Tymczasem fundusze hipoteczne podpisały w tym czasie mniej niż 1000 takich kontraktów.

– Skala naszej działalności, w porównaniu z umowami zawieranymi przez osoby indywidualne, to mikroskala. Rozmawiając o nowych przepisach trudno zatem mówić, że to właśnie umowy z przedsiębiorcami stanowią problem. Moim zdaniem jest wręcz przeciwnie. Profesjonalny rynek zapewnia wsparcie prawne seniorom, stosuje Zasady Dobrych Praktyk ZPF, ale to właśnie umowy prywatne stanowią większość, to one są często podważane, unieważniane, to one są najczęściej źródłem wyłudzeń. Osoby prywatne nie mają wiedzy i doświadczenia by podpisywać takie kontrakty i nie zawsze są w stanie wziąć na siebie ciężar wypłacania dożywotnich świadczeń przez 20, czy 30 lat – podkreśla Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Kiedy finał prac nad ustawą?

Ministerstwo Sprawiedliwości przyznaje, że „prowadzone są obecnie prace legislacyjne dotyczące uregulowań kodeksowych, których celem jest dopełnienie rozwiązań służących ograniczeniu niepożądanych zjawisk w obrocie nieruchomościami, a w szczególności ograniczenie możliwości wyłudzenia nieruchomości od osób starszych”.[5] – Profesjonalna branża bardzo czeka na te przepisy i postuluje ich wprowadzenie od lat. Pamiętajmy, że celem takiej regulacji powinna być nie tylko poprawa jakości oferowanych usług i zwiększenie bezpieczeństwa seniorów, ale również ograniczenie działalności nieuczciwych podmiotów. W przeszłości byliśmy już bardzo blisko uchwalenia takiej regulacji, w postaci ustawy o dożywotnim świadczeniu pieniężnym – mówi Marcin Czugan, Prezes Zarządu Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

Warto przypomnieć, że branża w 2012 roku stworzyła Zasady Dobrych Praktyk wyznaczające najwyższe standardy etyczne dla instytucji finansowych, brała udział w pracach nad przyjętą w 2014 roku Ustawą o odwróconym kredycie hipotecznym, od roku 2013 aktywnie uczestniczyła w pracach nad projektem Ustawy o dożywotnim świadczeniu pieniężnym (wycofanym z procesu legislacyjnego). W roku  2015 po raz pierwszy opublikowała list otwarty do polityków, decydentów, ekspertów rynkowych i mediów z postulatami dotyczącymi uregulowania rynku i wznowienia prac nad Ustawą. W roku 2018 podczas posiedzenia Sejmowej Komisji Polityki Senioralnej fundusze hipoteczne wystosowały postulat i opublikowały list otwarty nawołując do regulacji branży. Jak wygląda rzeczywistość sześć lat później? Tak samo. Żadne przepisy nie powstały mimo zapewnień kolejnych resortów.

[1] Dane na koniec 2020 roku. Raport „Rynek hipoteki odwróconej w modelu sprzedażowym 2010-2020”,
Związek Przedsiębiorstw Finansowych

[2] Tamże.

[3] Tamże.

[4] Dziennik Gazeta Prawna, artykuł „Dożywocie jest w cenie”, 15.04.2021, autor Patryk Słowik

[5] Dziennik Gazeta Prawna, artykuł „Dożywocie jest w cenie”, 15.04.2021, autor Patryk Słowik

Awans Polski o dwa miejsca w zestawieniu krajów UE pod kątem łącznych obciążeń PIT i ZUS

Przeciętnie zarabiający singiel w Polsce w 2020 r. otrzymywał 72% swojego pełnego wynagrodzenia (po odjęciu podatku PIT i obowiązkowych składek na ZUS i NFZ), zaś przeciętnie zarabiająca rodzina mogła liczyć na 77% wynagrodzenia netto. Chociaż w obu przypadkach znajdujemy się poniżej średniej unijnej (odpowiednio 73% i 79%) w ogólnym zestawieniu wszystkich państw UE Polska awansowała o 2 miejsca – w przypadku singli na 14., w przypadku rodzin na 17. pozycję – wynika z raportu PwC „Praca w UE – podatki i składki. Wpływ COVID-19 na podatki pracownicze”.

Polska na 14. miejscu w zakresie łącznych obciążeń PIT i ZUS w UE

W 2020 r. Polska znalazła się na 14. miejscu w zakresie łącznych obciążeń PIT i ZUS na tle państw UE w rankingu dla osób bez rodziny zarabiających przeciętne wynagrodzenie. Jest to wzrost o 2 miejsca w porównaniu do 2019 r. (a o 3 w porównaniu do 2018 r.). Wynika to głównie z obniżki najniższej stawki PIT w Polsce do 17%, a także podwyższenia kosztów uzyskania przychodu (z 1335 do 3000 zł rocznie). Zmiany te miały zastosowanie częściowo w 2019 r. i w całości w 2020 r. Wyprzedziliśmy tym samym Holandię, Portugalię i Francję w porównaniu do 2019 r.

Z kolei w przypadku rodziny z przeciętnym wynagrodzeniem pozycja Polski to miejsce 17. (także wzrost o 2 miejsca w porównaniu do poprzedniego roku). Wynika to z podobnych powodów jak powyżej. Wyprzedziliśmy tym samym Włochy i Węgry w porównaniu do 2019 r.

Obniżka stawki podatkowej z 18 do 17% to krok w dobrym kierunku. Dzięki temu więcej pieniędzy zostaje w kieszeniach podatników i sytuacja Polski w porównaniu do innych państw UE pod tym względem poprawia się. Atrakcyjność naszego kraju pod kątem opodatkowania osób fizycznych mogłaby dodatkowo wzrosnąć, gdyby np. znacznie podwyższono kwotę wolną od podatku. – Joanna Narkiewicz-Tarłowska, dyrektor w dziale prawno-podatkowym PwC

Wpływ COVID-19 na podatki pracownicze w UE

W celu przeciwdziałania negatywnym skutkom pandemii COVID-19 wszystkie kraje UE wprowadziły liczne zmiany w zakresie podatków pracowniczych. Większość państw, aby odciążyć przedsiębiorców i pracowników, odroczyła terminy składania zeznań podatkowych oraz pobierania zaliczek PIT. Wśród proponowanych rozwiązań znalazły się także: wstrzymanie płatności składek na ZUS; dodatkowe świadczenia, takie jak: dofinansowania do pensji pracowników, świadczenia pieniężne na rzecz samozatrudnionych, wydłużanie urlopów i okresów zasiłkowych; dodatkowe ulgi w PIT i ZUS.

Wiele państw kontynuuje pomoc przedsiębiorcom, której celem jest przede wszystkim utrzymanie jak największej liczby miejsc pracy. W Hiszpanii do maja 2021 r. przedłużono obowiązywanie programu ERTE – program ten ma na celu uniknięcie masowych zwolnień w firmach, które zostały dotknięte pandemią. ERTE zapewnia pracownikom na urlopie 70% ich podstawowego wynagrodzenia przez pierwsze sześć miesięcy jego trwania, a następnie świadczenie zostaje zmniejszone do 50%. Firmom, które biorą udział w programie, nie wolno dokonywać zwolnień w ciągu sześciu miesięcy po jego zakończeniu.

Z kolei w Bułgarii wydłużono obowiązywanie „60/40 wage subsidy”. Na mocy tego programu bułgarski rząd finansuje w 60% wynagrodzenia pracowników (dotyczy to pracowników przedsiębiorstw, które z powodu pandemii zmuszone byłyby zredukować ich liczbę).

Większość środków zaproponowanych osobom fizycznym przez państwa członkowskie UE obowiązywało do końca 2020 r. Liczba rozwiązań wprowadzonych w 2021 r. jest jednak mniejsza, co zapewne wiązało się z nadzieją na szybkie zażegnanie pandemii. Pomoc COVID-owa w Polsce jest skoncentrowana głównie na wsparciu przedsiębiorstw, mniej na osobach, które utraciły pracę. Wsparcie dla płatników polegało głównie na przesunięciu terminu przekazania do urzędu skarbowego zaliczek na PIT i zryczałtowanego podatku PIT. W zakresie ZUS były to głównie świadczenia postojowe i zwolnienia z opłacania składek ZUS. – Grzegorz Ogórek, starszy menedżer w dziale prawno-podatkowym PwC

Coraz więcej pracy zdalnej i nowe wyzwania podatkowe

Jak wynika z raportu PwC Upskilling Hopes & Fears aż 77% Polaków oczekuje, że w przyszłości ich praca będzie odbywała się w modelu hybrydowym. Dla pracodawców to bardzo cenna wskazówka, jak powinni kształtować przyszły model pracy w swoich organizacjach. A skoro pandemia przyspieszyła trend związany z wykonywaniem pracy z dowolnego miejsca, w tym z innych krajów, firmy muszą być świadome wyzwań podatkowych, które się z tym wiążą. – Katarzyna Komorowska, partner w PwC

Eksperci PwC zwracają uwagę, że jeśli praca jest wykonywana poza terytorium Polski, nie ma obowiązku PIT i składek ZUS w Polsce – w tym przypadku zastosowanie mają przepisy podatkowe kraju wykonywania pracy. Jednak w sytuacji częściowej pracy na terytorium Polski może powstać obowiązek podatkowy w Polsce, jak również obowiązek opłacania składek ZUS (zależnie od faktu, czy Polska ma podpisaną umowę o zabezpieczeniu społecznym z danym krajem lub czy ten kraj należy do UE/EOG).

Dlatego ważne jest, aby pracodawcy – zanim podejmą decyzję o zatrudnieniu pracownika, który miałby pracować zdalnie z zagranicy – przeanalizowali możliwe konsekwencje prawno-podatkowe takiego modelu. W tym celu należy zestawić przepisy polskie z regulacjami kraju, w którym praca będzie wykonywana, oraz międzynarodowe.

Pandemia kołem zamachowym rynku mieszkaniowego

Takiego obrotu sprawy nikt się nie spodziewał. Według raportu Barometr Metrohouse i Gold Finance oraz portalu RynekPierwotny.pl ceny transakcyjne mieszkań osiągają rekordowe wartości. Jedynym dużym miastem, gdzie trend wzrostowy nieco zwolnił jest Warszawa.

Minęła pierwsza rocznica ogłoszenia pandemii – wydarzenia, którego nikt nie zdołał uwzględnić w żadnym ze scenariuszy rozwoju rynku nieruchomości. Tym bardziej nikt też nie potrafił przewidzieć krótko i długoterminowych konsekwencji ekonomicznych towarzyszących turbulencjom na rynku mieszkań i kredytów hipotecznych. – Większość prognoz, o ile ktokolwiek próbował w tym czasie oceniać możliwe następstwa tej sytuacji, dotyczyła możliwego osłabienia koniunktury, a wręcz zapaści na rynku mieszkaniowym. Rzeczywiście marzec i kwiecień 2020 r. upłynął pod znakiem spadków w sprzedaży i oczekiwania na rozwój sytuacji. Jednak już kolejne miesiące to gwałtowne nasilenie popytu, które urzeczywistniło się pojawieniem na rynku nowych grup inwestorów lokujących swój kapitał na rynku nieruchomości, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse, współautor kwartalnego raportu Barometr Metrohouse i Gold Finance. Wzmożone zainteresowanie rynkiem widoczne jest do dziś. Deweloperzy odnotowują rekordową sprzedaż, a rynek wtórny cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem klientów i to nie tylko w segmencie mieszkań oddanych do użytkowania w ostatniej dekadzie, ale co ciekawe także w relatywnie tańszej wielkiej płycie, czy wybudowanych w innych starszych technologiach.

Poza stolicą wszędzie wzrosty cen

W stolicy na rynku wtórnym średnia cena m kw. spadła do poziomu 10662 zł i jest niższa o 2,3 proc. niż w IV kw. 2020 r. Liderami wzrostów są Gdańsk i Wrocław, gdzie średnie wzrosty kw./kw. wyniosły odpowiednio 6,8 i 6,2 proc. W porównaniu do sytuacji sprzed 12-stu miesięcy, w więc jeszcze sprzed pandemii, najwyższe, bo ponad 13 proc. wzrosty widoczne są w Łodzi i Gdańsku, zaś najniższe (7,2-7,3 proc.) w Warszawie i Krakowie. Interesującą kwestią dla przyszłych nabywców mieszkań jest poziom negocjacji cen. – W raporcie Barometr, mierzymy ten wskaźnik w dwóch rożnych kontekstach. Pierwszy z nich to różnica pomiędzy pierwszą a ostatnią ceną ofertową, która obecnie wynosi od 2 do 4 proc. Drugi kontekst to klasyczne negocjacje stron transakcji, gdzie można dodatkowo osiągnąć od 0,9 do 2,6 proc. ostatniej ceny ofertowej, mówi Marcin Jańczuk  z Metrohouse. Wśród nabywanych mieszkań na rynku wtórnym nadal przeważa segment lokali o popularnych metrażach. Są to mieszkania między 35 a 50 m kw. W Warszawie sprzedaż takich lokali na rynku wtórnym to aż 38 proc. wszystkich transakcji, a w innych największych miastach 36 proc. Warto jednak podkreślić, że ostatnie transakcje przynoszą nam coraz więcej sprzedaży w grupach powyżej 80 m kw.Tabela 1

Podobnie jak przed kwartałem, największy odsetek zakupów został przeprowadzony w celach inwestycyjnych. Wprawdzie odnotowujemy nieco niższy udział takich transakcji (34 proc. vs. 35 proc. w IV kw. 2020 r.), ale jednak cały czas Polacy bardzo chętnie lokują swoje nadwyżki finansowe na rynku nieruchomości. Wśród nabywców cały czas przeważają osoby w wieku 30-40 lat stanowiący 41 proc. wszystkich kupujących mieszkania.

W Łodzi za metr nowego mieszkania już prawie 7000 zł

Tymczasem na rynku pierwotnym w ostatnim kwartale portal RynekPierwotny.pl odnotował kolejne wzrosty średnich cen ofertowych za 1 m kw. Najmniejsza zmiana, bo jedynie o 0,3 proc. dotyczy Poznania. W stolicy za 1 m kw. płaciliśmy średnio 10602 zł (o 1 proc. więcej niż przed kwartałem) i była to kwota niemal identyczna jak na rynku wtórnym. Najwięcej, bo o 3,5 proc. więcej płaciliśmy za zakupy mieszkaniowe w Łodzi, gdzie średnia cena zbliża się do 7000 zł. – Uwagę zwracają duże kwartalne zmiany dotyczące Łodzi, Krakowa oraz Wrocławia. Na terenie Stolicy Małopolski trudno jest już znaleźć nowe mieszkania z ceną ofertową poniżej 7000 zł za m kw., które stanowią jedynie 4 proc. rynku. Analogiczny wynik z Warszawy okazuje się dwukrotnie mniejszy. Najtańsze lokale są o wiele bardziej popularne we Wrocławiu (udział rynkowy: 13 proc.), Gdańsku (9 proc.) i Poznaniu (26 proc.). Analizowane mieszkania stanowią niemal dwie trzecie oferty łódzkich deweloperów, ale warto podkreślić, że chodzi przede wszystkim o „M” z ceną od 6000 zł do 7000 zł za 1 m kw., mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.Tabela 2

Rośnie popyt na kredyty mieszkaniowe

W marcu 2021 Polacy złożyli najwięcej zapytań kredytowych od 10 lat. – Wyraźnie widać to po ilości wniosków kredytów, jakie nasi eksperci procesują aktualnie w bankach oraz po coraz bardziej wydłużającym się czasie, w którym musimy czekać na decyzje kredytowe, mówi Andrzej Łukaszewski, ekspert finansowy Gold Finance. Mimo wciąż trwającej pandemii, Polacy cały czas chętnie kupują mieszkania i nie boją się zaciągać nowych zobowiązań kredytowych. Nic nie wskazuje, żeby ten trend miałby się zatrzymać. Pomogły też powracające do oferty kredyty na 90 proc. LTV.

Początek roku to utrzymanie ofert kredytów hipotecznych na podobnym poziomie jak to było w IV kwartale 2020, jednak koniec I kwartału 2021 to w większości banków początek podwyżek marż. W tym momencie przy kredycie z 20 proc. wkładem własnym będziemy musieli się liczyć z marżami na poziomie 2,0-2,2 proc. a przy kredycie z 10 proc. wkładem własnym będzie to poziom nawet powyżej 3,0 proc.

Wyniki banków udzielających kredyty hipoteczne w I kw. 2021 r. mogą być więc nawet nieco lepsze niż z IV kw. 2020 r. Autorzy raportu Barometr Metrohouse i Gold Finance szacują, że wolumen udzielonych w pierwszych trzech miesiącach 2021 r. kredytów mieszkaniowych może wynieść ok. 17,5 mld zł.

Kobiety czytają więcej, mężczyźni coraz mniej

Trend jest wyraźny – kobiety dużo częściej czytają książki niż mężczyźni. Z raportów publikowanych przez Bibliotekę Narodową wynika, że w ostatnich latach różnica tylko się pogłębiła. Ale jest ona widoczna nie tylko w Polsce, ale także innych europejskich krajach.  – Napawa to niepokojem. W wielu krajach wdrożone są już programy, których celem jest zachęcanie chłopców do czytania – w trosce o zrównoważony rozwój społeczny – mówi Maria Deskur, szefowa wydawnictwa Słowne (dawniej Burda Książki).

Najnowszy raport „Stan czytelnictwa w Polsce w 2020 roku”, opublikowany pod koniec kwietnia przez Bibliotekę Narodową, napawa „ostrożnym optymizmem”, jak wyraził się dyrektor tej instytucji Tomasz Makowski. Wynika z niego, że w ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie 42 proc. respondentów przeczytało co najmniej fragment jednej książki. Taki wynik nie jest oczywiście powodem do dumy, ale w porównaniu z poprzednim rokiem nastąpił wzrost o 3 punkty procentowe, z 2018 r. – o pięć. Jednak autorzy raportu zwracają uwagę na bardzo ważną rzecz: lektura książek jest domeną kobiet.

Lepiej wykształcone, chętniej czytające

Jak to przekłada się na liczby? Kobiety czytają częściej niż mężczyźni (odpowiednio 51 proc. i 33 proc.). To nie wszystko. Wśród pań liczniejsza jest również grupa osób czytających najintensywniej. Co najmniej siedem książek w ciągu roku przeczytało 15 proc. z nich. A mężczyźni? W ich przypadku chodzi tylko o 7 proc. Autorzy raportu zwracają uwagę: nie bez znaczenia jest fakt, że kobiety są lepiej wykształcone.

W raporcie Biblioteki Narodowej można także wyczytać, że 52 proc. kobiet bardzo lubi czytać książki (taką postawę deklaruje tylko 32 proc. mężczyzn). Z kolei nie lubi lub bardzo nie lubi tego robić 23 proc. respondentek (w przypadku panów aż 44 proc.).

Analizując wydawane co roku raporty Biblioteki Narodowej, widać wyraźnie, że różnica pomiędzy czytającymi kobietami i mężczyznami się pogłębia – zauważa Maria Deskur, szefowa wydawnictwa Słowne (dawniej Burda Książki). – Jeszcze w 2017 r. co najmniej jedną książkę przeczytało 47 proc. pań i 34 proc. panów. Po trzech latach kobiety czytają więcej, a mężczyźni mniej.

Polska nie jest wyjątkiem

Czy lektura książek jest domeną kobiet tylko w Polsce? Zdecydowanie nie. Świadczą o tym badania prowadzone w innych europejskich krajach, np. Francji. Z raportu, który na zlecenie Stowarzyszenia Francuskich Wydawców przeprowadził Instytut Odoxa, wynika, że jeszcze przed pandemią koronawirusa przeciętny mieszkaniec kraju nad Sekwaną przeczytał 8,4 książki rocznie. Jednak Francuzka – 10, a Francuz – tylko 6,6.

Podobny trend wyłania się raportu opracowanego na zlecenie Federacji Gildii Hiszpańskich Wydawców  przez firmę Conecta Research & Consulting, który został opublikowany w lutym. W zeszłym roku  59 proc. Hiszpanek czytało książki przynajmniej raz w tygodniu. Hiszpanie robi to rzadziej. Różnica wynosi 13 punktów procentowych.

Zachęcać chłopców do czytania? Chyba trzeba zacząć!

W świetle najróżniejszych badań prowadzonych od lat wokół roli czytania w rozwoju człowieka indywidualnie i społeczeństw jako całości, powiększająca się różnica między czytelnictwem kobiet i mężczyzn realnie napawa niepokojem – komentuje Maria Deskur. – Czytanie podnosi nasze kompetencje w najróżniejszych obszarach. Sprawia, że lepiej rozumiemy innych ludzi, trafniej oceniamy sens i prawdziwość narracji, które są nam serwowane. To są umiejętności absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania w świecie współczesnym – zarówno analiza krytyczna, jak empatia i umiejętność pracy zespołowej to podstawowe kompetencje przyszłości. Oczywiście temat jest bardzo złożony. Istnieją osoby nieczytające, a empatyczne, co więcej – znaczenie ma też jakość literatury, którą czytamy. Ale mimo wszystko, patrząc na sprawę od strony badań i statystyki, wyłania się obraz niepokojący. Na świecie wdrażane są już programy, których celem jest zachęcanie chłopców do czytania – w trosce o zrównoważony rozwój społeczny. Pomysły są niestandardowe. Od programu polegającego na pracy z fryzjerami (są oni liderami lokalnych społeczności), przez akcje, w których sportowcy – piłkarze i koszykarze – zachęcają do czytania, po tworzenie specjalnych książek o glutach (!) i innych równie atrakcyjnych tematach dla tej grupy docelowej.

Skarbówka wciąż zapomina, że mniejsze dochody firmy to mniejsze wpływy do budżetu państwa

Przez 7 lat przedsiębiorca toczył spór z organami skarbowymi o pieniądze w ramach rozliczeń podatkowych prowadzonej w 2013 r. działalności. Dlaczego tak długo? Jak stwierdził w wyroku z 4 lutego 2021 r. sąd, uchylając decyzję fiskusa, m.in. dlatego, że zarzucając celowe zaniżanie podstawy opodatkowania, nie słuchał on w ogóle składanych przez przedsiębiorcę wyjaśnień.

Koszty niemające związku z przychodem spółki

Naczelnik urzędu celno-skarbowego podwyższył spółce kwotę zobowiązania w podatku dochodowym od osób prawnych, które dotyczyło rozliczeń podatkowych spółki za 2013 r. W opinii organu spółka zaniżyła swoje zobowiązanie w CIT wskutek zawyżenia kosztów uzyskania przychodów m.in. poprzez zaliczenie do nich wydatków poniesionych z tytułu kar umownych za opóźnienia w realizowanych dostawach, w opinii organu niemających związku z przychodem spółki.

Jak podnosił Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Katowicach jako organ odwoławczy, płacenie kary jest negatywnym zjawiskiem w obrocie gospodarczym, bo oznacza, że przedsiębiorca nie wywiązał się z warunków kontraktu. A w rozpoznawanej sprawie spółka tak skonstruowała umowę ze swoim kontrahentem, że nie może ona, lub nie chce, takich kar uniknąć. Potwierdza to stałe nieterminowe wykonywanie zawartej umowy, wbrew logice nakazującej unikać takich sytuacji. W tych okolicznościach wydatków ponoszonych przez spółkę nie można uznać za spełniające przesłanki art. 15 ust. 1 ustawy o CIT, pozwalające zakwalifikować je do kosztów uzyskania przychodu, jako poniesionych w celu osiągnięcia przychodu albo zachowania, albo zabezpieczenia jego źródła.

Organ stwierdził celowe obniżanie podstawy opodatkowania

Zdaniem organu spółka nie stara się, nie podejmuje żadnych uzasadnionych ekonomicznie kroków zapobiegających ponoszeniu kar umownych. To działanie firmy nadaje przedmiotowym karom charakter stały, stanowiąc dodatkowy dochód kontrahenta spółki, jak i powodując obniżenie faktycznego kosztu nabycia dostarczanego przez nią towaru. Dla samej spółki natomiast jest stałym elementem podwyższającym koszt dokonywanych dostaw. Podsumowując, DIAS uznał, że ponoszone przez spółkę kary umowne, nie spełniając przesłanek art. 15 ust. 1 ustawy o CIT, jednocześnie znajdują się w katalogu wydatków wyłączonych wprost przez ustawodawcę z kosztów uzyskania przychodu. Zgodnie bowiem z art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT nie uważa się za takie koszty kar umownych i odszkodowań z tytułu wad dostarczonych towarów, wykonanych robót i usług oraz zwłoki w dostarczeniu towaru wolnego od wad albo zwłoki w usunięciu wad towarów albo wykonanych robót i usług. Jak podkreślił organ, opóźnienie w wykonaniu dostawy, nawet niezawinione przez dłużnika, stanowi wadę wykonywanych robót czy usług.

Koszty kar były niższe niż przeprogramowania produkcji

Ale spółka broniła się, że wbrew twierdzeniom organu ponoszenie wydatków na pokrycie kar umownych nie służyło jedynie zaniżaniu podstawy opodatkowania. Zapłata kar była ekonomicznie uzasadniona, przyczyniając się do zabezpieczenia źródła przychodu w postaci zwiększonej wydajności i rentowności produkcyjnej.

Spółka wskazała bowiem, że w opisanych przez nią okolicznościach, „tańszym” dla niej rozwiązaniem było poniesienie kary za opóźnienie, niż wstrzymywanie bieżącej produkcji i przeprogramowywanie maszyn i procesu produkcyjnego. Spółka wyjaśniła, że produkuje ok. 14 tysięcy typów złączek, stąd w sytuacji zamówienia określonego ich typu, a nie wytwarzanego przez spółkę w określonym cyklu produkcyjnym, musi ona zatrzymać ten cykl i przezbroić maszyny. Proces ten może trwać nawet 16 godzin. W konsekwencji przeprogramowanie produkcji, by zdążyć z zamówieniem na czas, może okazać się dla przedsiębiorstwa droższe niż wartość kar umownych. A to byłoby niekorzystne zarówno dla dochodowości firmy, jak i Skarbu Państwa, z uwagi na niższe wpływy z tytułu CIT.

Organ musi też umieć słuchać podatnika

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach w wydanym 4 lutego 2021 r. wyroku przyznał rację przedsiębiorcy. Stwierdził, że organ podatkowy nie przeprowadził rzetelnej, merytorycznej analizy zebranego materiału dowodowego, przedstawionych przez spółkę wyciągów bankowych i zestawień oraz pominął składane przez nią wyjaśnienia o ekonomicznym uzasadnieniu oszacowania przez nią, że we wskazanych okolicznościach bardziej rentownym było dla niej poniesienie kar umownych niż przeprogramowanie procesu produkcyjnego.

„…organ odwoławczy pominął ponoszoną przez skarżącą okoliczność naliczania kar umownych za opóźnienie w produkcji i dostawie (…) Organ nie odniósł się do wyjaśnień skarżącej i ich nie rozważył na tle zebranego w sprawie materiału dowodowego (…) Przy ocenie dopuszczalności kwalifikowania do kosztów uzyskania przychodów wydatków z tytułu kar umownych należy każdorazowo odnosić je do prawidłowo ustalonego stanu faktycznego sprawy. Nie można przy tym pomijać wyjaśnień spółki…” (sygn. akt I SA/Gl 1403/20).

Podsumowanie

Jak widać, czasem dwa plus dwa wcale nie musi się równać cztery – zwłaszcza jeśli fiskus toczy spór z przedsiębiorcą o podatki. W swej zapalczywości w tym sporze trudno o logikę urzędników, nawet w sytuacji, gdy nie chodzi tylko o ekonomiczną korzyść przedsiębiorcy w postaci zachowania większych dochodów przy poniesieniu kar umownych, niż by to miało miejsce, gdyby przeprogramował produkcję, aby kar tych nie ponieść. W całej sprawie fiskus nie dostrzegał, że gdyby spółka prowadziła swoją działalność tak, jak tego chciał organ, wpływy do budżetu państwa z CIT od spółki byłyby mniejsze.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

BADANIE: Boom na środki do dezynfekcji trwa. Blisko 70% konsumentów deklaruje ich zakup

Jak pokazuje najnowsze badanie, blisko 70% konsumentów kupuje obecnie środki do dezynfekcji. Niespełna 30% shopperów nie praktykuje tego zwyczaju, a tylko 6% sięga po te produkty czasami. Osoby, które stawiają na taką ochronę, głównie wybierają żele oraz płyny. Zdecydowanie najmniej popularną formą pozostają spreje. Jednak komentujący badanie eksperci przewidują, że po zakończeniu pandemii Polacy częściowo zrezygnują z tych produktów. Ich użycie będzie na poziomie wyraźnie niższym od notowanego przeciętnie w czasie pandemii.

Z ogólnopolskiego badania „FMCG Brands We Shop by Blix & Kantar” wynika, że 67% shopperów kupuje środki do dezynfekcji. 27% konsumentów twierdzi, że ich nie stosuje. Natomiast 6% sięga po nie tylko czasami. Jak stwierdza dr Maria Andrzej Faliński ze Stowarzyszenia „Forum Dialogu Gospodarczego”, odsetek osób nabywających tego typu środki jest bardzo wysoki, zważywszy na uciążliwość trwającej już od ponad roku pandemii. To zarówno efekt przyzwyczajenia do sytuacji, jak i ugruntowania przekonania o potrzebie ochrony siebie oraz otoczenia.

– Oznacza to, że jedna czwarta osób może nie nabywać ich, lecz korzystać z darmowych dystrybutorów, znajdujących się m.in. w sklepach i na stacjach benzynowych. Oczywiście wyniki badania są pokłosiem tego, że od dłuższego czasu mamy pandemię. Trudno jest jednak mówić o konkretnym wzroście sprzedaży tego typu produktów, gdyż zaczęliśmy śledzić tę kategorię dopiero podczas trwania lockdownu – wyjaśnia Krzysztof Domeradzki z Kantar Polska.

Z kolei dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego przewiduje, że wraz ze spadkiem liczby zachorowań może zmniejszyć się zainteresowanie zakupem środków dezynfekcyjnych. Ich użycie prawdopodobnie pozostanie na poziomie oscylującym poniżej przeciętnego odnotowanego w czasie pandemii.

– Konsumenci nie porzucą niektórych zachowań wyuczonych w czasie pandemii, nawet po jej zakończeniu. Zdecydowanie częściej niż przed 2020 rokiem będą dezynfekować ręce i powierzchnie użytkowe w domach oraz biurach. Takie działania będą nasilały się szczególnie w okresach grypowych – uważa Marcin Lenkiewicz z Grupy BLIX.

Do tego z badania wynika, że shopperzy najczęściej używają do dezynfekcji żeli – 69,9%, a także płynów – 61,7%. Na trzecim miejscu wskazują chusteczki – 36,2%. Zestawienie zamykają spreje – 32,5%. Krzysztof Domeradzki tłumaczy, że są one ostatnie w rankingu ze względu na sposób rozprowadzania na dłoniach. Niektórzy użytkownicy uważają, że pozostaje ich mniej na skórze niż płynów pobieranych z tradycyjnych dozowników.

– Żele i płyny są dostępne niemal we wszystkich punktach sprzedaży przy kasach, w różnych cenach i opakowaniach. Dzięki szerokiej ofercie można dobierać tego typu produkty do indywidualnych potrzeb, m.in. w wersji kieszonkowej. Sprej raczej jest wykorzystywany do dezynfekcji powierzchni, np. paczek dostarczanych przez kurierów. Taki produkt jest rzadziej stosowany również w trakcie sprzątania całego domu – komentuje Marcin Lenkiewicz.

Dr Kłosiewicz-Górecka zaznacza, że postać żelu jest chętniej akceptowanym rozwiązaniem niż płyn, ponieważ praktycznie nie daje poczucia wysuszenia i podrażnienia skóry. Żele różnią się jednak między sobą bardziej lub mniej odczuwaną kleistością, co przy częstym stosowaniu wywołuje poczucie brudnych rąk i wymaga częstszego mycia. Płyny odkażające nie dają takiego wrażenia. Dlatego przez wiele osób są chętnie stosowane. Natomiast sprej jest zazwyczaj od nich droższy. W tym przypadku oferta jest mniej rozbudowana, chociaż wersje w postaci pianki dają poczucie komfortu używania.

Wyniki pochodzą z kwietniowego raportu „FMCG Brands We Shop by Blix & Kantar 2021” i przedstawiają wybory Polaków podczas codziennych zakupów. Badanie zostało przeprowadzone na ogólnopolskiej próbie blisko 4 tys. dorosłych konsumentów.

1,4 mln pracowników w Polsce otrzymuje część wynagrodzenia pod stołem

6 proc. wynagrodzeń w Polsce jest wypłacanych „pod stołem”. Zjawisko to dotyczy niemal co trzeciej (31 proc.) osoby zatrudnionej w mikrofirmach. W 2018 r., suma tak realizowanych wypłat sięgnęła 34 mld PLN, co stanowiło równowartość 1,6 proc. PKB. Z tego powodu sektor finansów publicznych traci aż 17 mld PLN rocznie. To wnioski płynące z przygotowanego przez Polski Instytut Ekonomiczny raportu „Skala płacenia pod stołem w Polsce”.

Płacenie pod stołem – występujące w Polsce w ogromnej skali – ma poważne konsekwencje gospodarcze. Zaburza konkurencję na rynku sprawiając, że uczciwe przedsiębiorstwa mają gorszą pozycję niż firmy stosujące nieuczciwe praktyki. Skutkuje także znaczącym ubytkiem dochodów sektora finansów publicznych, którego straty wynoszą ponad 17 mld PLN rocznie – to wartość porównywalna z luką VAT (19 mld PLN) albo luką CIT (22 mld PLN) w Polsce. Z punktu widzenia pracowników, płacenie pod stołem zmniejsza ich bezpieczeństwo socjalne. Od nieoficjalnej części wynagrodzenia nie są bowiem odprowadzane składki. W rezultacie zaniżone są niektóre świadczenia, takie jak zasiłek chorobowy czy macierzyński, oraz przyszłe emerytury pracowników – mówi Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Kogo najczęściej dotyka zjawisko płacenia pod stołem?

Z obliczeń PIE wynika, że ok. 6 proc. wszystkich wynagrodzeń w Polsce jest wypłacanych poza oficjalną ewidencją. Szczególnie często płacenie pod stołem występuje wśród pracowników mikrofirm, gdzie odsetek osób otrzymujących część wynagrodzenia pod stołem wynosi 31 proc., wobec 11 proc. w przedsiębiorstwach o liczbie pracowników 10
i więcej. Ogółem liczba osób otrzymujących część wynagrodzenia pod stołem wynosi ponad 1,4 mln. Co istotne, wypłaty części wynagrodzenia pod stołem dotyczą przede wszystkim pracowników, którzy formalnie uzyskują niskie dochody, zjawisko to koncentruje się bowiem w części rozkładu wynagrodzeń równych lub bliskich płacy minimalnej. Płacenie pod stołem sprawia także, że oficjalna wysokość przeciętnego wynagrodzenia podawana przez GUS jest zaniżona o około 5 proc. (240 zł w 2018 r.).

Płacenie pod stołem jest najbardziej powszechne w branżach świadczących drobne usługi, związane m.in. z zakwaterowaniem, gastronomią, urodą, rozrywką i rekreacją. 35 proc. przedsiębiorców z tych branż uważa, że co najmniej 20 proc. wynagrodzeń jest wypłacanych pod stołem, a łącznie ponad połowa wskazuje na występowanie zjawiska płacenia pod stołem w jakiejkolwiek skali. Kolejne branże, w których płacenie pod stołem jest stosunkowo częste, to handel i budownictwo. Zjawisko to zauważa mniej więcej co drugi przedsiębiorca z tych sektorów.wynagrodzenia pod stołem 2 wynagrodzenia pod stołem

Z czego wynika powszechność płacenia pod stołem?

Do istotnych przyczyn występowania zjawiska płacenia pod stołem należy zaliczyć wysokie opodatkowanie niskich wynagrodzeń. O ile klin podatkowy dla średnich i wysokich wynagrodzeń jest w Polsce umiarkowany na tle innych państw, o tyle dla osób zarabiających połowę przeciętnego wynagrodzenia wynosi blisko 40 proc., co jest szóstym najwyższym wynikiem wśród 36 państw OECD. To mechanizm zachęcający do przekazywania części wynagrodzenia nieoficjalnie w celu uniknięcia kosztów związanych z opodatkowaniem – mówi Jakub Sawulski.

W zwalczaniu zjawiska nie pomaga słabość instytucji kontrolnych. Pomimo stosunkowo łatwej identyfikacji branż, w których płacenie pod stołem przybiera największą skalę, organy podatkowe oraz instytucje takie jak ZUS i PIP nie radzą sobie z opanowaniem tego procederu. Nie bez znaczenia jest także przyzwolenie społeczne. Według badania sondażowego CBOS z 2016 r., niemal co piąty z nas (19 proc.) uznaje, że uchylanie się od płacenia podatków jest wyrazem zaradności.

Jeżeli chodzi o mikrofirmy, w których zjawisko płacenie pod stołem jest najczęstsze, to może ono wynikać w dużej mierze z mniej formalnych relacji między pracownikiem
i pracodawcą w tego typu organizacjach. W większych podmiotach proces zatrudniania
i wynagradzania pracowników jest bardziej ustrukturyzowany. Ponadto, działalność mikrofirm jest bardziej pracochłonna niż większych przedsiębiorstw, w związku z czym potencjalne oszczędności wynikające z płacenia pod stołem mają większe znaczenie dla wyniku finansowego małych podmiotów.

PayU: Wydatki online na modę i urodę w Polsce rosną szybciej niż w Czechach i w Rosji

Rynki szybko rozwijające się, wśród nich Polska, odnotowują bezprecedensowy wzrost wydatków konsumenckich w internecie – wynika z najnowszego raportu PayU o e-handlu na świecie. Uroda i kosmetyki, treści cyfrowe, moda i akcesoria oraz edukacja – to kategorie zakupowe, w których upatruje się największego potencjału wzrostu w nadchodzących latach. Coraz większe umiejętności cyfrowe społeczeństwa oraz szybki rozwój technologii mobilnych sprawiły, że już 20 mln Polaków kupuje przez internet, a ponad połowa transakcji jest dokonywana z poziomu telefonu komórkowego.

Systematycznie rosnący dochód rozporządzalny Polaków, wynikający m.in. z rozwoju gospodarczego kraju, w połączeniu z rosnącym dostępem do szerokopasmowego internetu oraz rozpowszechnieniem technologii mobilnych i rosnącym poziomem wiedzy technologicznej konsumentów, doprowadził do przełomowego momentu w branży
e-commerce. Jesteśmy świadkami bezprecedensowego wzrostu wydatków konsumenckich
w internecie, a Polska należy do najbardziej obiecujących rynków dla wschodzących liderów handlu elektronicznego, działających w sektorach takich jak: uroda i kosmetyki, treści cyfrowe, moda i akcesoria oraz edukacja, wynika z raportu The Next Frontier, opracowanego przez PayU.

Uroda i kosmetyki

​​Polscy internauci wydają coraz więcej na produkty oferowane przez e-sklepy z branży beauty & cosmetics – oczekuje się, że do końca 2021 r. wydatki na kosmetyki i inne produkty związane z dbałością o urodę sięgną 720 mln dolarów, co stanowi wzrost o 34%
w porównaniu do wyników za rok 2019 oraz o 13% w porównaniu do 2020 r. Prognozowany wzrost wydatków online w Polsce w analizowanej kategorii zakupowej w latach 2019-2021 jest wyższy niż w Rosji (32%) i Czechach (23%), ustępując w regionie jedynie Rumunii (47%).

the_next_frontier_uroda_i_kosmetyki_rynkithe_next_frontier_uroda_i_kosmetyki

Moda i akcesoria

Polski rynek odzieżowy należy do najatrakcyjniejszych i największych w Europie Środkowo-Wschodniej. Dynamiczne zmiany związane z transformacją cyfrową całej branży, jak i samych konsumentów sprawiają, że wydatki na modę i akcesoria w kanale online nieustannie rosną – szacuje się, że w 2020 roku przekroczyły one 5,7 mld dolarów (zaledwie o 300 mln dolarów mniej niż w Rosji).

Prognozowany wzrost wydatków online w kategorii moda i akcesoria w latach 2019-2021 plasuje Polskę w środku zestawienia dla regionu i wynosi 41%. Jest to większy wzrost niż w Rosji (34%) czy w Czechach (17%), jednak mniejszy niż na Węgrzech (57%) i w Rumunii (75%). Rumunia zdecydowanie wyróżnia się pod względem tempa wzrostu w tym segmencie i najprawdopodobniej w tym roku wydatki konsumentów na ubrania, obuwie i akcesoria kupowane online przekroczą po raz pierwszy w historii 1 mld dolarów.the_next_frontier_moda_i_akcesoria_rynkithe_next_frontier_moda_i_akcesoria

Treści cyfrowe

Liczne ograniczenia i zatrzymanie Polaków w domach wpłynęło nie tylko na zwyczaje konsumenckie w korzystaniu z treści cyfrowych, ale także na wyraźny wzrost wydatków w tej kategorii zakupowej.  Szacuje się, że do końca 2021 r. konsumenci w Polsce wydadzą na nie 615 mln dolarów, co stanowi wzrost o 39% w porównaniu do wyników za rok 2019 oraz o 14% w porównaniu do 2020 r. Prognozowane wzrosty wydatków na treści cyfrowe w Polsce w latach 2019-2021 są jednakowe jak w Rosji (39%), pomimo znacznych różnic w wielkości rynków konsumenckich obu krajów. 63 miliony kupujących przez internet w Rosji,
w porównaniu do 20 milionów w Polsce, może wydać na treści cyfrowe 1,41 mld dolarów do końca bieżącego roku – wynika z analiz. Największych wzrostów w regionie oczekuje się natomiast w Rumunii (54%).the_next_frontier_tresci_cyfrowe

Edukacja

Raport PayU potwierdza, że konsumenci na całym świecie, w tym także w Polsce, aktywnie wykorzystują okres pandemii i izolacji społecznej, aby pracować nad rozwojem osobistym
i podnosić kwalifikacje zawodowe, które będą szczególnie cenne w post-covidowym krajobrazie rynku. Na przestrzeni ostatnich miesięcy konsumenci częściej i chętniej inwestowali w kursy i szkolenia samodoskonalące oraz zdobywanie nowych umiejętności
– wydatki na produkty i usługi oferowane przez sektor edukacji wzrosły w 2020 roku o 39%
w porównaniu do roku 2019.

Wydaje się, że nigdy wcześniej nie było lepszego czasu dla branży e-commerce. Wydatki konsumentów w internecie w analizowanych kategoriach zakupowych regularnie rosną, zarówno na świecie, jak i w Polsce. Wybuch pandemii COVID-19 przyspieszył naturalnie zachodzące zmiany na rynku e-commerce, jednak z naszej perspektywy dla stałego rozkwitu tej branży kluczowe są przede wszystkim wciąż rosnące umiejętności cyfrowe społeczeństwa, stymulowane m.in. poprzez szybki rozwój technologii mobilnych
– podsumowuje Joanna Pieńkowska-Olczak, Prezes PayU S.A.
payu edukacja

O raporcie

„The Next Frontier” to nowy raport dotyczący e-handlu na świecie przygotowany przez PayU. Jest to analiza wydatków konsumenckich online w 19 krajach na pięciu kontynentach. Publikacja opisuje najbardziej obiecujące rynki dla wschodzących liderów handlu elektronicznego i podkreśla bezprecedensowy wzrost wydatków internetowych wśród konsumentów na tychże rynkach. W raporcie przeanalizowano cztery najszybciej rozwijające się sektory konsumenckie, w których PayU widzi największy potencjał wzrostu w nadchodzących latach: uroda i kosmetyki, treści cyfrowe, moda i akcesoria oraz edukacja. Pełna treść raportu jest dostępna do pobrania na stronie PayU.

===

Metodologia

W celu odkrycia możliwości rozwoju dla wschodzących liderów handlu elektronicznego, PayU przeprowadziło analizę danych zewnętrznych oraz danych z własnych platform płatniczych w 19 krajach na pięciu kontynentach w czterech szybko rozwijających się sektorach dóbr konsumenckich: uroda i kosmetyki (pielęgnacja włosów, perfumy, higiena osobista, pielęgnacja skóry, makijaż), treści cyfrowe (platformy służące do cyfrowej dystrybucji muzyki, platformy wideo na żądanie (VOD), platformy do transmisji strumieniowej, platformy wideokonferencyjne i audio, publikacje cyfrowe, np. e-booki, e-magazyny), moda i akcesoria (odzież, obuwie, torby i akcesoria) oraz edukacja (kursy online, profesjonalne usługi edukacyjne, wydawnictwa szkolne i naukowe, opłaty za czesne szkół i uczelni wyższych).

ŻEGNAMY PANDEMIĘ. Północna Izba Gospodarcza inauguruję niezwykłą kampanię społeczną zachęcającą do szczepień

Pod hasłem #ZegnamyPandemie Północna Izba Gospodarcza w środę inauguruję kampanię społeczną, której celem jest zachęcanie pracodawców i pracowników do szczepień przeciwko COVID-19. Statystyki pokazują, że grupa wątpiących w skuteczność szczepień i mających wątpliwości natury zdrowotnej i ideologicznej jest wciąż duża. Inicjując kampanię chcemy, by gospodarcze autorytety regionu zaapelowały do przedsiębiorców o promocję szczepień wśród pracowników, a do pracowników o to, by słuchać lekarzy i mądrych ludzi, a nie teorii spiskowych mnożących się w Internecie.

Kampania polegać będzie na tym, że od środy (5.05.2021) przez blisko dwa tygodnie w mediach społecznościowych Północnej Izby Gospodarczej oraz firm zrzeszonych w Izbie publikowane będą filmy przedstawiające zachodniopomorskie osobowości świata biznesu zachęcające do szczepienia się. W kampanii bierze udział siedemnastu ambasadorów – w tym członkowie Prezydium Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. Pomysł spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem i właściwie żaden przedsiębiorca, którego poprosiliśmy o wypowiedź nie odmówił.

– Zaprosiliśmy wspaniałe osobowości świata biznesu, autorytety w swoich sektorach gospodarczych, wspaniałe osoby, które tak jak Północną Izbę Gospodarczą – łączy przeświadczenie, że szczepienia pomogą nam szybko wrócić do normalności. Mamy dość pandemii, mamy dość lockdownów i dość promocji teorii spiskowych, które sprawiają, że posuwamy się do przodu z procesem szczepień wolniej niż powinniśmy. Jestem dumna i bardzo dziękuje wszystkim przedsiębiorcom za udział w kampanii i mądre słowa, jakie wypowiadają podczas filmów. Żegnamy pandemię. Mam nadzieje, że na zawsze – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Północna Izba Gospodarcza organizując kampanię „#ZegnamyPandemie” zachęca przedsiębiorców do szczepienia się, promocji szczepień wśród pracowników oraz – jeżeli to możliwe – do organizowania punktów szczepień w zakładach pracy.

Osoby, które przyjęły zaproszenie do naszej kampanii:

Lesław Siemaszko (Prezes firmy deweloperskiej SIEMASZKO), Laura Hołowacz (Prezes Grupy CSL),  Paweł Fornalski (CEO, założyciel firmy IAI), Andrzej Wróblewski (Prezes Polskiej Żeglugi Morskiej),Katarzyna Opiekulska (Prezes Zarządu firmy LSJ HR Group), Marcin Pawłowski (Prezes Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości), Mec. Bożena Licht (prawnik, właścicielka kawiarni Między Wierszami), Mec. Waldemar Juszczak (prawnik, Konsul Honorowy Wielkiego Księstwa Luksemburga), Anna Tarnowska (Dyrektor Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia im. Tadeusza Szeligowskiego), Mariusz Siwak (Współwłaściciel Baru Turysta), Marzena Bednarczyk (dyrektor hotelu Dana), Magdalena Kiełbasa (Prokurent w firmie TTS Technologie Tworzyw Sztucznych), Daria Nowak (Prezenterka), Małgorzata Marczulewska (Prezes Grupy AVERTO i stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom)

Twarzami kampanii jest także zarząd Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie:

Prezes Hanna Mojsiuk oraz wiceprezesi: Jarosław Tarczyński oraz Mirosław Sobczyk.

RPP najprawdopodobniej podtrzyma gołębie nastawienie

Oczekujemy, że pomimo skoku inflacji w kwietniu do 4,3 proc. r/r z 3,2 proc. w marcu, dziś Rada Polityki Pieniężnej najprawdopodobniej podtrzyma gołębie nastawienie, pozostając przy tłumaczeniu wzrostów cen wpływem czynników przejściowych będących poza kontrolą polityki monetarnej. Po komunikacie nie oczekujemy szczegółowego uzasadnienia dla forward guidance, a nurtujące pytania być może znajdą odpowiedź podczas piątkowej konferencji prezesa Glapińskiego. Złoty powinien pozostać neutralny wobec decyzji NBP, gdyż nie sądzimy, aby rynek naiwnie liczył na jastrzębie wzmianki w komunikacie.

Od poprzedniego posiedzenia dane o aktywności gospodarczej były bardzo dobre. Dynamika produkcji przemysłowej w marcu była nie tylko silna dzięki efektom bazy (18,9 proc.), ale wyszła wyraźnie powyżej mediany prognoz (13,1 proc.) i jest dowodem silnej sytuacji w sektorze, który jest napędzany zamówieniami eksportowymi. Dane z rynku pracy, a dokładniej wzrost wynagrodzeń o 8 proc. r/r (prog. 5,3 proc.) wskazuje na istotny udział przepracowanych nadgodzin. Rozgrzana gospodarka może w kolejnych miesiącach zgłaszać zapotrzebowanie na nowych pracowników, co będzie solidnym wsparciem dla konsumpcji. Już teraz sprzedaż detaliczna zaskakuje in plus (17,1 proc. r/r, prog. 12,5 proc), dowodząc, że kolejne rundy restrykcji mają coraz mniejszy wpływ na konsumpcję.

Drugą stroną medalu jest silna presja kosztowa (wysoki popyt zgłaszany na towary przy braku dostępności u źródła, niedobory surowców, zakłócenia w dostawach), co przenika do inflacji konsumenckiej. W kwietniu inflacja CPI podskoczyła do 4,3 proc. r/r z 3,2 proc. Duża w tym zasługa paliw (3,6 proc. m/m) i żywności (1 proc.), ale nawet po odrzuceniu składników niebazowych presja pozostaje wysoka (w kwietniu prognozujemy 3,7 proc. r/r) i na poziomach 3,5 proc. lub trochę wyżej utrzyma się przynajmniej do końca tego roku.

I ten ostatni aspekt powinien skłaniać RPP do dyskusji. Perspektywa pozostawania inflacji CPI na ok. 4,5 proc. i bazowej powyżej dopuszczalnego zakresu wahań inflacji od celu jest przesłanką do zmiany nastawienia. Sądzimy jednak, że w komunikacie po kwietniowym posiedzeniu Rady zwycięży gołębi ton bagatelizujący ryzyka podwyższonej inflacji i podkreślający wpływ czynników przejściowych, na które polityka monetarna nie może oddziaływać. Prezes NBP A. Glapiński pozostaje nieugięty w deklarowaniu stabilności stóp do końca obecnej kadencji, tj. około połowy 2022 r. Dopiero gdyby RPP otrzymała wyraźne ostrzeżenie, że inflacja wymyka się spod kontroli, można liczyć na zwrot w polityce. Takim sygnałem może być nowa projekcja ścieżki inflacji od NBP, której jednak nie zobaczymy wcześniej, jak w lipcu. Do tego czasu nie warto oczekiwać od Rady czegoś innego, niż głosi prezes Glapiński, który ponad wszystko stawia wsparcie ożywienia gospodarczego i zagwarantowanie niskiego oprocentowania obligacji skarbowych. I głównie z tego powodu nie spodziewamy się podwyżki stóp procentowych przed drugą połową przyszłego 2022 r.

Na globalnych rynkach zamieszanie wprowadziły komentarze sekretarz skarbu USA i byłej prezes Fed J. Yellen, która powiedziała, że w przyszłości może się zdarzyć, że stopy procentowe będą musiały nieco wzrosnąć, aby gospodarka się nie przegrzała. Później Yellen sprostowała, że nie przewiduje ani nie rekomenduje podwyżki stóp procentowych, ale rynkowi jastrzębie zaczęli szukać punktu zaczepienia dla wzrostu rentowności i kupowania USD. Ale tutaj także nie można zapominać, kto ma decydujące słowo w banku centralnym. Bardziej niż polegać na opinii Yellen, która już nie przewodzi Fed, wolę ufać stanowisku prezentowanemu przez aktualnego szefa Rezerwy Federalnej J. Powella, który obecnie nie chce nawet dyskutować o zwrocie w polityce monetarnej. Ponadto założę się, że Yellen krzywi się na samą myśl, aby miała ingerować w niezależność banku centralnego. Fundamentalnie od wczoraj nic się nie zmieniło i USD prędko nie dostanie wsparcia ze strony Fed.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dlaczego nie inwestujemy w Modlin?

Polskie lotniska wystąpiły z apelem do rządu i do Komisji Europejskiej, by w kolejnych planach wydatkowania środków unijnych wziąć pod uwagę środki na inwestycje w lotnictwo. Pieniądze miałyby posłużyć przede wszystkim do zwiększenia przepustowości lotnisk, które po wyjściu z pandemii najpewniej bardzo się zakorkują. Lotniska chcą też zainwestować w rozwiązania ekologiczne oraz podnoszące bezpieczeństwo lotów i pasażerów. Wszystko wskazuje na to, że pieniądze na te cele rzeczywiście będą potrzebne. W 2019 roku latało bowiem z naszych lotnisk prawie 50 milionów pasażerów. Mimo tego, że w czasie pandemii liczba ta spadła do 15 milionów, co cofnęło nas do wyników z 2006 roku, najpewniej po zniesieniu obostrzeń szybko wyprzedzimy wynik przedpandemiczny. Lotniska dostały już trochę pieniędzy od państwa, ale ich straty wciąż są duże. Niektóre z nich, tak jak Modlin, zmagają się także z innymi problemami.

– Nie daję Modlinowi dużych szans, bo został niestety wplątany w walki polityczne. PPL, które jest udziałowcem Modlina, zainwestowało wszystkie swoje emocje, sympatie i prawie miliard złotych w budowę dużego lotniska widmo w Radomiu – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – To małe lotnisko widmo w Radomiu, które tam funkcjonowało, i z którego nikt nie chciał korzystać dzisiaj też nie ma specjalnie wielu chętnych na latanie. Ale sympatie PPL idą po linii polityki państwa. Niechęć do Modlina widać także na innym przykładzie. Pojawił się nowy inwestor, zainteresowany tym lotniskiem. To francuska firma, mająca udziały w 17 portach regionalnych, które przeprawiały przed pandemią około 30 milionów pasażerów rocznie. Ta firma chce kupić do 25% akcji Modlina. Na tyle pozwala polskie prawo. Chce też wyłożyć 10 milionów euro na inwestycje. Ale od polskich władz usłyszała “nie”. 

– Polska zasłania się tym, że inwestycja w Modlin będzie niezgodna z zasadami udzielania pomocy publicznej. UE potwierdziła już, że nie jest to prawda. Kolejną nieprawdą jest to, że Modlin przynosi straty. Wynik bieżącej działalności operacyjnej, przed odjęciem nakładów inwestycyjnych, amortyzacji i opodatkowania, od lat jest pozytywny. Jeżeli jakiś inwestor mówi, że to lotnisko ma potencjał do rozwoju, to PPL powinno się wycofać i dać się innym udziałowcom rozwijać. Jestem tu jednak nastawiony pesymistycznie. Mamy do czynienia z czymś więcej, niż racjonalne powody. To polityczna rywalizacja czynnego lotniska, które dobrze sobie radziło przed pandemią, z lotniskiem widmo w Radomiu – wskazuje Furgalski.

Inflacja znów przewyższa prognozy

Według wstępnych danych podanych w piątek przez GUS ceny towarów i usług konsumpcyjnych w kwietniu wzrosły o 4,3% w ujęciu rocznym i o 0,7 % w skali miesiąca. Konsensus rynkowy zakładał, że wskaźnik CPI wyniesie odpowiednio – 4,0% oraz 0,6%. Najnowszy odczyt oznacza wyjście wskaźnika inflacji poza górną granicę przedziału polityki pieniężnej NBP opartej o cel inflacyjny, który wynosi 2,5% z możliwością odchylenia o 1 pkt. proc. w górę lub w dół.

Z kolei na GPW panował znacznie bardziej optymistyczny sentyment. Decyzja TSUE o pozostawieniu kwestii kredytów frankowych polskim sądom spowodowała, że dla części inwestorów instrumenty sektora bankowego stały się bardziej atrakcyjne, co doprowadziło do kolejnego wzrostu indeksu WIG-BANKI oraz w konsekwencji WIG20. Wpłynęło to również na umocnienie złotego względem głównych walut.

Mimo dynamicznej poprawy koniunktury w amerykańskiej gospodarce oraz zwiększającej się presji inflacyjnej, rezerwa federalna potwierdziła zgodnie z oczekiwaniami inwestorów i analityków, że nie zamierza zmieniać swej łagodnej polityki pieniężnej. Prezes FED Jerome Powell potwierdził, że ożywienie gospodarcze jest mocniejsze niż się spodziewano, zaś wzrost inflacji spowodowany jest między innymi efektami niskiej bazy porównawczej. Zapowiedział również, że działań związanych z zacieśnieniem polityki monetarnej można spodziewać się dopiero w 2023 r.

Na środę 5 maja zaplanowane jest posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, po którym zostanie ogłoszona decyzja w sprawie stóp procentowych. Ponadto w piątek 7 maja opublikowane zostaną dane z amerykańskiego rynku pracy.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.