Premier M. Morawiecki w środę z wizytą w Paryżu. Energetyka jądrowa będzie jednym z kluczowych tematów spotkania z Emmanuelem Macronem

Istnieje szansa, żeby Trójkąt Weimarski zaistniał na nowo. Francja potrzebuje nowej dynamiki w Europie, a Polska poszukuje nowych partnerstw po zmianie w Białym Domu i wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej – mówi Monika Constant, dyrektor generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej. Jak wskazuje, środowa wizyta premiera Mateusza Morawieckiego w Paryżu ma zacieśnić polsko-francuskie relacje gospodarcze, a obaj politycy będą rozmawiać m.in. o transformacji energetycznej i budowie pierwszej w Polsce elektrowni jądrowej, której Francuzi mogliby partnerować.

Celem wizyty premiera Morawieckiego w Paryżu jest zbliżenie tych dwóch krajów, przede wszystkim w obszarze gospodarczym. To jest kontynuacja rozmów, które w zeszłym roku rozpoczął Emmanuel Macron, odwiedzając Polskę, i które kontynuował m.in. wicepremier Gowin w zeszłym tygodniu. Płaszczyzn do współpracy pomiędzy Polską i Francją jest wiele, ale żeby one mogły zafunkcjonować, potrzebne są właśnie tego typu spotkania – mówi Monika Constant.

W środę, 17 marca premier Mateusz Morawiecki leci do Paryża, gdzie spotka się z prezydentem Emmanuelem Macronem. Szef polskiego rządu, podczas piątkowej konferencji prasowej w Lublinie, poinformował, że agenda spotkania będzie dotyczyć m.in. zagadnień kluczowych dla Europy oraz współpracy gospodarczej w najbardziej strategicznych sektorach po zakończeniu pandemii COVID-19.

Tematy, które premier Morawiecki będzie poruszał w Paryżu, nie są proste ani krótkie – mówi dyrektor generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej. – Rozmawiamy przecież m.in. o współpracy w obszarze szeroko rozumianej energetyki, projektach infrastrukturalnych, bieżącej wymianie handlowej, jak i wszystkich tych tematach, które w tym momencie są bardzo ważne dla Europy, czyli np. nowy Zielony Ład. To już pokazuje, jak wiele jest obszarów, o których premier Morawiecki będzie mógł rozmawiać w środę.

Jednym z kluczowych tematów omawianych przez obu polityków ma być energetyka jądrowa. Polska podpisała już co prawda ze Stanami Zjednoczonymi umowę na projekt i wykonanie elektrowni atomowej (pierwszy blok ma być gotowy w 2033 roku), ale Francja przedstawiła własną kontrofertę. O możliwościach współpracy i sfinansowania polskiego atomu mówił już m.in. ambasador Francji w Polsce Frédéric Billet. Z kolei w lutym br. w Warszawie gościł Jean Bernard Lévy, CEO największego francuskiego koncernu energetycznego EDF, który spotkał się z pełnomocnikiem rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, Piotrem Naimskim. Ten zaś już wcześniej deklarował, że rząd będzie rozmawiać z każdym, kto przedstawi warunki zgodne z założeniami polskiego programu energetyki jądrowej.

Oczywiście Francja, dysponując energią atomową, chciałaby zaproponować Polsce współpracę w tym obszarze. Francja jest największym operatorem cywilnych elektrowni jądrowych, więc naturalnie ma bardzo ciekawą, kompleksową ofertę dla Polski, zaadaptowaną już do potrzeb europejskich – mówi Monika Constant.

Francuzi są w Europie postrzegani jako eksperci od energetyki jądrowej. Ogłoszony w latach 70. tzw. Plan Messmera zaowocował budową 58 reaktorów, a francuski miks energetyczny jest oparty na atomie w blisko 75 proc. W skali całej Europy Francja jest liderem pod względem poziomu pozyskiwania energii z reaktorów atomowych.

Polsce zależy na partnerze, który jest w stanie przygotować potencjalne elektrownie jądrowe zarówno od strony koncepcyjnej, jak i w aspekcie budowy, utrzymania tych reaktorów i przede wszystkim sfinansowania tego projektu. Wydaje się, że Francja będzie przygotowywać właśnie taką, kompleksową ofertę, dostosowaną do potrzeb Polski – mówi dyrektor generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej.

Jak wskazuje, w obszarze transformacji energetycznej tematem polsko-francuskich rozmów może też być np. wykorzystanie wodoru. Lista potencjalnych obszarów współpracy jest bowiem dużo dłuższa i są na niej także inwestycje zagraniczne i duże projekty infrastrukturalne.

Francja jest jednym z największych inwestorów zagranicznych w Polsce, zainwestowała tutaj prawie 100 mld zł i stworzyła ponad 200 tys. miejsc pracy. My doliczyliśmy się ponad 1,1 tys. firm z francuskim kapitałem obecnych w Polsce, więc mamy już solidną podstawę do stwierdzenia, że ta współpraca jest bardzo mocna – mówi Monika Constant. – Mówiliśmy o atomie, o wykorzystaniu wodoru, stworzeniu wspólnego czempiona w produkcji baterii dla elektromobilności i chcielibyśmy, żeby te tematy były zgłębiane. Wiemy też, że Polska będzie rozwijała swoją infrastrukturę m.in. poprzez budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego. Francja jest bardzo zainteresowana wzięciem udziału w tym projekcie, dysponuje olbrzymim doświadczeniem w projektowaniu, wykonawstwie i utrzymaniu infrastruktury kolejowej, drogowej czy turystycznej. Okazuje się więc, że tych obszarów, w których Francja może wspierać Polskę w jej rozwoju, jest bardzo wiele.

Według wstępnych danych GUS za 2020 rok Francja pozostaje czwartym największym partnerem handlowym Polski pod względem wartości obrotów towarowych. To również czwarty największy rynek eksportowy (5,6 proc. udziału w polskim eksporcie ogółem) i szósty kierunek polskiego importu (3,4 proc. udziału). Polska zajmuje natomiast 10. pozycję na liście największych odbiorców francuskich towarów, plasując się równocześnie na 10. miejscu wśród głównych dostawców towarów do Francji.

Co istotne, dwustronna wymiana handlowa między Polską i Francją rośnie z każdym rokiem. Co prawda w ubiegłym roku – ze względu na pandemię COVID-19 – polski eksport do Francji zmniejszył się o 4,5 proc. w porównaniu z 2019 rokiem (do poziomu 13,320 mld euro), jednak równocześnie nastąpił wzrost eksportu artykułów rolno-spożywczych (ok. 8 proc.) oraz wyrobów przemysłu wysokiej techniki (o 3 proc.). Z kolei polski import z Francji w ubiegłym roku zmniejszył się o ok. 10,2 proc. i wyniósł ponad 7,7 mld euro. Ogółem obustronne obroty towarowe zmniejszyły się o 6,7 proc. (z poziomu ok. 22,6 mld euro do ok. 21 mld euro), jednak Polska – mimo kryzysu związanego z pandemią – zachowała dodatnie saldo obrotów towarowych z Francją (5,5 mld euro).

Francuskie firmy reinwestują w Polsce, chcą tutaj zostać na dłużej i to jest miarą tych obustronnych relacji. Ale na poziomie politycznym konieczne są wizyty i rozmowy, żeby dalej wzmacniać tę współpracę, żeby pojawiały się kolejne jej obszary. Bez dialogu nie ma dobrej współpracy, dlatego chcemy, żeby był  on kontynuowany. Ta środowa wizyta będzie kolejnym przykładem rozwijania tego dialogu pomiędzy Polską a Francją – mówi dyrektor generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej.

Środowa wizyta premiera Mateusza Morawieckiego we Francji będzie pierwszą od ponad trzech lat. Wcześniej, w lutym 2020 roku do Warszawy przyleciał prezydent Emmanuel Macron, ale obustronny dialog chwilowo przerwała pandemia COVID-19. Dopiero w ubiegłym tygodniu wicepremier Jarosław Gowin poleciał do Paryża, gdzie spotkał się z ministrem gospodarki, finansów i odbudowy Republiki Francuskiej Bruno Le Maire’em oraz z przewodniczącym Senatu Republiki Francuskiej Gérardem Larcherem. Politycy rozmawiali m.in. o perspektywach współpracy polskiego i francuskiego przemysłu, eliminacji barier na jednolitym rynku oraz wzmocnieniu współpracy gospodarczej w ramach Trójkąta Weimarskiego.

Istnieje szansa, żeby Trójkąt Weimarski zaistniał na nowo. Francja potrzebuje nowej dynamiki w Europie, a Polska poszukuje nowych partnerstw po zmianie w Białym Domu i wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Wydaje się, że Trójkąt Weimarski jest idealnym miejscem ku temu, żeby odnaleźć swoje miejsce, żeby nadać nową dynamikę tej europejskiej gospodarce. Francja, Niemcy i Polska to wielkie kraje, które współpracując, rozmawiając i działając są w stanie znowu popchnąć Unię Europejską do tego, aby miała ofertę konkurującą z innymi mocarstwami – mówi Monika Constant.

Wpływ pandemii na gospodarkę będzie widoczny przez kolejne pięć lat. To zmiany klimatyczne i cyberataki pozostają jednak największym zagrożeniem dla biznesu

Ryzyka środowiskowe i brak konkretnych działań wymierzonych w zmiany klimatu pozostają największym zagrożeniem społeczno-gospodarczym – wynika z nowej edycji Global Risks Report 2021, opracowywanego przez Marsh we współpracy ze Światowym Forum Ekonomicznym. Na tegorocznej liście zagrożeń wysoko uplasowała się też pandemia, która zwiększyła z kolei ekspozycję firm na cyberataki i ryzyka technologiczne. Według prognoz ekspertów wpływ COVID-19 na gospodarkę będzie widoczny jeszcze przez następne trzy–pięć lat. Będzie również widoczny w wielu sektorach ubezpieczeń, m.in. cyberpolisach i ubezpieczeniach należności.

– Każdego roku wydajemy Global Risks Report, w którym przedstawiamy główne – zdaniem ponad 100 tys. respondentów – zagrożenia i ryzyka. W tegorocznej edycji możemy wyróżnić trzy grupy ryzyk. Są to ryzyka środowiskowe, technologiczne i społeczne, wśród których znalazły się też zagrożenia związane z chorobami zakaźnymi i zjawiskami pandemicznymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Grześkowiak, prezes zarządu Marsh Polska.

Zmiany klimatu i ryzyka związane z degradacją środowiska wciąż znajdują się na szczycie listy największych globalnych zagrożeń, zarówno pod względem prawdopodobieństwa wystąpienia, jak i dotkliwości wywołanych przez nie szkód – wynika z Global Risks Report 2021, opracowywanego przez Marsh we współpracy ze Światowym Forum Ekonomicznym, przedstawicielami biznesu i autorytetami akademickimi, m.in. Uniwersytetu Oksfordzkiego i Uniwersytetu Pensylwanii. Eksperci prognozują, że podziały społeczne, niepewność i niepokój – spotęgowane pandemią COVID-19 – dodatkowo utrudnią międzynarodową współpracę w celu przeciwdziałania zmianom klimatu i degradacji środowiska.

– W ubiegłym roku na 10 najbardziej prawdopodobnych zagrożeń i najbardziej dotkliwych pod względem skali zniszczeń i strat aż osiem było związanych właśnie ze środowiskiem. W tym roku jest podobnie. Ryzyka nagłych zmian pogodowych, katastrofy ekologicznej i niepowodzenia polityki związanej z poprawą klimatu nadal są wiodące – wyjaśnia Artur Grześkowiak. – Widoczne są jednak też inne zagrożenia, m.in. te o charakterze technologicznym, związane z zagadnieniami regulacyjnymi na rynku cybernetycznym, awariami systemów cybernetycznych i nierównowagą w świecie cyfrowym.

Większe znaczenie ryzyka technologicznego w tegorocznej edycji raportu może wynikać z faktu, że pandemia na wielu firmach wymusiła zmianę modelu biznesowego, migrację do online’u i wdrożenie pracy zdalnej na masową skalę. To zwiększyło ich ekspozycję na ataki cybernetyczne. Firmy w miarę wdrażania nowych narzędzi cyfrowych odkrywają nowe luki w zabezpieczeniach, a home office spowodował utratę kontroli pracodawców nad przestrzeganiem procedur bezpieczeństwa.

– Obserwujemy w związku z tym zwiększone zainteresowanie cyberpolisami. Klienci, którzy do tej pory nie zdecydowali się na ich zakup, w ostatnim roku podjęli taką decyzję. Natomiast ci, którzy mieli je już wcześniej, zdecydowali się na zakup polis nadwyżkowych. Dotyczy to głównie grupy klientów, których operacje znacznie urosły w wyniku pandemii albo ich biznes jest mocno internetowy. Niemniej jednak wszyscy deklarują, że w związku z przejściem na tryb pracy zdalnej obawiają się ryzyk związanych z obszarem cyber. Dane od ubezpieczycieli pokazują zresztą, że aż 80 proc. wszystkich ataków ransomware dotyczyło pracowników pracujących właśnie w trybie home office – tłumaczy Małgorzata Splett, dyrektor Działu Ubezpieczeń Finansowych i Transakcyjnych w Marsh Polska.

Raport Global Risks, wydawany przy okazji Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, od 15 lat ostrzegał przed ryzykiem wybuchu globalnej pandemii. Te ostrzeżenia ziściły się w 2020 roku, a eksperci prognozują, że wpływ COVID-19 na gospodarkę będzie widoczny jeszcze przez następne trzy–pięć lat.

– W horyzoncie trzech–pięciu lat tegoroczny raport wskazuje głównie na ryzyka o charakterze ekonomicznym, m.in. kryzys fiskalny, zadłużeniowy czy związany z wyceną aktywów przedsiębiorstw. W tym kontekście naszą uwagę zwraca raport Międzynarodowego Funduszu Walutowego dotyczący firm zombie, czyli takich, które nie są w stanie obsługiwać swojego zadłużenia w ramach bieżącej działalności. Ich odsetek na rozwiniętych rynkach mieści się w przedziale 20–30 proc. Dekadę temu było ich mniej niż 10 proc. To pozwala postawić tezę, że wraz z nasilającymi się skutkami pandemii ekonomiczne kłopoty przedsiębiorstw mogą narastać i prowadzić do kryzysów – mówi prezes Marsh Polska.

Problemy gospodarcze wywołane pandemią i lockdownami mają przełożenie na wiele segmentów rynku ubezpieczeń. Efekty widać m.in. w polisach D&O, czyli ubezpieczeniach odpowiedzialności cywilnej przeznaczonych np. dla członków zarządów, prokurentów i członków rad nadzorczych. COVID-19 pogorszył już i tak ciężką sytuację na tym rynku.

– Mierzymy się ze wzrostami kosztów takich polis, ale i problemem z dostępnością sum ubezpieczenia na rynku. Ubezpieczyciele obawiają się kryzysu i spowolnienia gospodarczego, które zawsze przynoszą trend wzrostowy w szkodach z polis D&O. Tak było w latach 2008–2011 – wskazuje Małgorzata Splett. – Menedżerowie firm, którzy podejmują decyzje w trakcie pandemii, być może będą z nich rozliczani przez nowych właścicieli i nowe zarządy. Dlatego myślę, że z uruchamianiem polis D&O będziemy mieć do czynienia może jeszcze nie teraz, ale za kilka miesięcy, a nawet lat.

Kolejnym segmentem rynku ubezpieczeń, który zyskuje na znaczeniu w obliczu kryzysu gospodarczego, są ubezpieczenia należności handlowych. Jak wskazują eksperci Marsh Polska, nawet 80 proc. obrotu gospodarczego odbywa się w kredycie kupieckim, który wymaga ubezpieczenia. Ponadto firmy, które szukają kontrahentów za granicą, muszą oferować im konkurencyjne warunki współpracy, a jednym z nich jest odroczony termin płatności. Tego typu transakcje też wymagają zabezpieczenia. W sytuacji zawirowań gospodarczych i rosnącego ryzyka ubezpieczyciele mogą obniżyć limity ubezpieczeń lub nawet wycofać oferty dla niektórych branż czy rynków. Taka decyzja może oznaczać, że firmy nie będą miały odpowiednio zabezpieczonej płynności finansowej.

Dlatego w połowie ubiegłego roku rząd przygotował program wsparcia dla rynku ubezpieczeń należności handlowych. Nowy instrument wsparcia miał umożliwić zakładom ubezpieczeń scedowanie części ryzyka na Skarb Państwa w zamian za przekazanie części składki ubezpieczeniowej.

– ​W Polsce tego typu program wsparcia rządowego w 2020 roku nie wszedł w życie. Rozmowy z rządem koordynowane przez PIU były rozpoczęte już w kwietniu, natomiast nie zakończyły się sukcesem z uwagi na to, że sytuacja w polskiej gospodarce, a także globalnie nie była aż tak zła, jak na to prognoza pierwotnie wskazywała. Sam fakt rozpoczęcia rozmów pozwolił na uniknięcie masowych redukcji limitów, do których część ubezpieczycieli się przygotowywała już w maju. Od stycznia 2021 roku rozmowy są ponownie prowadzone. Nie wiemy, czy zakończą się sukcesem w pierwszym półroczu tego roku, wszystko zależy od tego, jakie będą prognozy co do rozwoju sytuacji gospodarczej w Polsce – mówi Marcin Olczak, dyrektor Departamentu Ryzyk Kredytowych i Politycznych w Marsh Polska.

W uzasadnieniu do ustawy, która wprowadziła program wsparcia, rząd podał, że w 2019 roku wartość ubezpieczonych transakcji handlowych polskich firm wyniosła 534 mld zł. W zależności od rozwoju sytuacji pandemicznej istniało ryzyko, że ubezpieczyciele – w obawie przed wzrostem niewypłacalności przedsiębiorstw – zredukują swoją ekspozycję o 20–50 proc., co mogłoby oznaczać pomniejszenie dostępnego finansowania w postaci linii kredytowych o 80 mld zł.

Małopolska szykuje się na wielkie inwestycje związane z organizacją igrzysk europejskich. Do 2023 roku planowane są nowe drogi, połączenia kolejowe i modernizacja infrastruktury sportowej

Kraków i Małopolska liczą, że igrzyska europejskie w 2023 roku dadzą impuls do rozwoju turystyki, która mocno ucierpiała w wyniku pandemii COVID-19, i branż powiązanych. Władze samorządów podkreślają, że będzie to koło zamachowe dla całej lokalnej gospodarki. Tym bardziej że organizacja imprezy pociągnie za sobą duże inwestycje w infrastrukturę drogową i kolejową. Również niektóre obiekty sportowe będą musiały przejść modernizację.

Kraków i region Małopolska będą gospodarzami igrzysk europejskich, które po raz trzeci odbędą się w 2023 roku. Pierwsza edycja tej imprezy odbyła się w 2015 roku w Baku, stolicy Azerbejdżanu, a druga w 2019 roku w białoruskim Mińsku. Wtedy też, na walnym zgromadzeniu Stowarzyszenia Europejskich Komitetów Olimpijskich (EOC), zapadła jednomyślna decyzja o powierzeniu organizacji kolejnych igrzysk Krakowowi i Małopolsce.

– Wpływ igrzysk w 2023 roku na Kraków i Małopolskę będzie znaczny, ponieważ będzie to jedna z pierwszych – o ile nie pierwsza – impreza po zakończeniu pandemii na tak dużą skalę. To oznacza wielu przyjezdnych, którzy pomogą rozkręcać hotele, przemysł gastronomiczny, komunikację i całą przedsiębiorczość w regionie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa.

– Jeżeli w tej chwili mamy do czynienia z recesją gospodarczą, która jest skutkiem epidemii, to niewątpliwie igrzyska europejskie w 2023 roku mogą być bardzo dużym kołem zamachowym, które pozwoli nam w sposób przyspieszony wyjść z tej recesji – ocenia Witold Kozłowski, marszałek województwa małopolskiego.

Samorządy zaangażowane w organizację imprezy liczą na promocję i impuls rozwojowy dla turystyki. Tysiące polskich i zagranicznych turystów, którzy przyjadą na igrzyska, mają pomóc przewoźnikom, touroperatorom, właścicielom hoteli i obiektów noclegowych stanąć na nogi po zapaści związanej z COVID-19. W 2019 roku Kraków odwiedziło 14,5 mln turystów, a w ubiegłym roku przez pandemię, lockdown i zastój rynku lotniczego ich liczba spadła o połowę i byli to głównie goście z kraju.

– Igrzyska spowodują rozhulanie przedsiębiorczości turystycznej w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu – mówi Jacek Majchrowski. – Wiadomo, że będą one też pewnego rodzaju kosztem, będą wymagały wyłożenia funduszy, nie tylko na promocję, lecz także na infrastrukturę. Jedna sprawa to infrastruktura sportowa, która większości mieszkańców może mniej dotyczy, ale też jest potrzebna. Te igrzyska mają być inne niż w Baku, bez wielkiego zadęcia. Generalnie mają się odbywać na już istniejących obiektach, które trzeba jednak przystosować i to też wymaga wkładu finansowego.

We wstępnym programie imprezy jest 26 dyscyplin, w tym m.in. łucznictwo, kajakarstwo, kolarstwo, szermierka, strzelectwo sportowe, tenis stołowy, triathlon, siatkówka i zapasy. Pełna lista będzie znana najprawdopodobniej w kwietniu, kiedy EOC zakończy rozmowy ze wszystkimi europejskimi federacjami. Organizatorzy wybierają dyscypliny ze względu na istniejącą bazę sportową. Ma to zminimalizować koszty, bo – jak zauważa Polska Organizacja Turystyczna – nie będzie potrzeby budowania nowych aren sportowych.

– Siłą rzeczy wiele aren sportowych będzie musiało przejść pewien lifting, ale część obiektów jest nowa. Przykładem jest chociażby hala sportowa Jaskółka w Tarnowie, oddana do użytku w ubiegłym roku. Oczywiście każdy obiekt trzeba przystosować do rozgrywania igrzysk i konkretnych dyscyplin, ale to nie będą duże prace ani wydatki – wyjaśnia Witold Kozłowski. – To będą igrzyska o specjalnym charakterze na zasadzie elastyczności i oszczędności. Nie szuka się dyscyplin tylko po to, żeby powstawały nowe obiekty.

Według wstępnych ustaleń sportowe zmagania w ramach III IE w 2023 roku będą się odbywać w Krakowie i głównych miastach Małopolski, m.in. w Zakopanem, Tarnowie i Krynicy. Chęć współorganizacji igrzysk wyraził też przy rządowym wsparciu Śląsk, który dysponuje rozwiniętą infrastrukturą sportową dla lekkoatletyki (Stadion Śląski w Chorzowie, w ubiegłym roku przemianowany na Narodowy Stadion Lekkoatletyczny).

Organizacja igrzysk oznacza jednak inwestycje nie tylko w bazę sportową, lecz także infrastrukturę transportową (np. połączenie lotniska Balice z Krakowem).

– Aby kibice mogli się dostać do Zakopanego, Tarnowa, Bochni czy Krynicy, musi istnieć sieć połączeń drogowych i kolejowych – podkreśla prezydent Krakowa.

Te inwestycje mogą się okazać dużo droższe. Większość z nich ma jednak zostać sfinansowana z budżetu centralnego. Oprócz Krakowa i Małopolski w organizację IE jest bowiem zaangażowany także polski rząd. Pod koniec ubiegłego roku w Ministerstwie Aktywów Państwowych zostało utworzone specjalne Biuro Koordynacji Igrzysk Europejskich Kraków-Małopolska 2023, nadzorowane przez wicepremiera Jacka Sasina.

Wiele nowych słów i militarne porównania. Pandemia zmieniła także polszczyznę

Nowa sytuacja wymaga nowych określeń i tak też się stało w przypadku pandemii. Przez koronawirusa w języku polskim pojawiło się wiele nowych wyrazów, inne – do tej pory używane tylko przez specjalistów – weszły do codziennego użycia, popularna stała się także militarna retoryka. Nie zabrakło także memów i reakcji prześmiewczych, które pozwalają oswoić nieznaną, a przez to budzącą lęk rzeczywistość. Zdaniem Michała Rusinka, byłego sekretarza Wisławy Szymborskiej, a teraz prezesa fundacji jej imienia, ludzie dobrze poradzili sobie z tym zadaniem dzięki poczuciu humoru.

– Generalnie takie sytuacje jak pandemia to są sytuacje lękowe. Nagle cały świat się zmienia, nie wiemy, co będzie dalej, więc musimy sobie jakoś radzić. Myślę, że poradziliśmy sobie z tym całkiem nieźle i to w dużej mierze dzięki różnym zabiegom językowym. Możemy zakląć rzeczywistość i język właśnie do tego służy – mówi agencji Newseria Biznes Michał Rusinek. – Do naszego języka weszły różne określenia związane z koronawirusem, COVID-em, trochę określeń medycznych, np. tajemniczy szpital jednoimienny. Pojawiły się też kwarantanna i lockdown, z którym sobie nie poradziliśmy językowo, musieliśmy go zachować w wersji angielskiej.

Namnożyło się także określeń związanych z utrudnieniami okazji towarzyskich, których zostaliśmy pozbawieni podczas lockdownu – koronaparty, koronalia, koronaferie, powstały także koronakryzys, samoizolacja (dobrowolna kwarantanna), prześmiewczy „koronaświrus” czy nauczanie zdalne, hybrydowe i stacjonarne. Do codziennego użycia weszło też słowo „maseczka”, do tej pory popularne wśród lekarzy i przedstawicieli innych zawodów, którzy stosowali takie zabezpieczenie jeszcze przed pandemią.

W języku polskich polityków dominowała metaforyka militarna: mówiono o ataku koronawirusa, tarczach antykryzysowych i finansowych czy o pracownikach medycznych jako znajdujących się na pierwszej linii frontu walki z pandemią. Michał Rusinek zwraca uwagę, że w języku angielskim takie określenie nie funkcjonowało, zamiast tego używano słowa „key”, czyli „kluczowi”.

 Kiedy zostaliśmy zamknięci w domu i zmuszeni do rozmów przez różnego rodzaju programy online, pojawiło się też sporo określeń związanych z ich nazwami – zwraca uwagę prezes Fundacji Wisławy Szymborskiej. – Akurat w Polsce Zoom nie jest bardzo popularny, ale w innych krajach, gdzie tak jest, bardzo mi się podoba określenie zoombie na kogoś, kto zbyt długo siedzi przed Zoomem i jest już trochę jak zombie. Właściwie wszyscy my, prowadzący zajęcia ze studentami, tak jak ja, jesteśmy takimi zoombie. Bardzo mi się podoba też mem przedstawiający Kartezjusza, który nie mówi: „Cogito ergo sum”, tylko: „Covido ergo Zoom”.

Przytacza też sytuację, z którą zetknął się osobiście podczas spotkania z dziećmi, również prowadzonego zdalnie za pomocą jednej z platform. Gdy zaczął mówić, jedno z dzieci krzyknęło: proszę pana, jest pan zmutowany. Chodziło o wyciszony mikrofon od angielskiego słowa „mute”, ale po polsku znakomicie kojarzy się ono ze sferą związaną z wirusem.

Wydaje mi się, że w innych językach kreatywność była nawet większa. Przykładowo w języku rosyjskim pojawiła się nowa kategoria „sididomcy”, czyli ci, którzy siedzą w domu z powodu koronawirusa, albo „pogulyancy”, czyli ci, którzy mimo wszystko chodzą na spacery w tym okresie – wymienia Michał Rusinek.

Komory hiperbaryczne pomagają pozbyć się powikłań po przejściu COVID-19. Polski start-up opracował ich tańszą alternatywę

Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że samo zapalenie płuc jest przyczyną 800 tys. zgonów rocznie. Szacuje się, że nawet 40 proc. z nich można by zapobiec dzięki dostępności tlenoterapii. Tlenoterapia hiperbaryczna poprawia zaś stan chorych na COVID-19, wspiera też rekonwalescencję ozdrowieńców. Badania izraelskich naukowców udowodniły, że terapie tlenem hiperbarycznym opóźniają efekty starzenia mózgu. Dlatego popularność komór hiperbarycznych będzie rosnąć. Polska firma Omnioxy opracowała tzw. łagodne komory, o niższym ciśnieniu niż te stosowane w placówkach medycznych.

– Komory hiperbaryczne są coraz częściej wykorzystywane do wspomagania regeneracji osób po COVID-zie, które system w zasadzie pozostawia samym sobie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Adam Cegielski, prezes Omnioxy. – Zdarza się, że mają one powikłania, trudności z wydolnością organizmu, z oddychaniem, mają różnego rodzaju schorzenia pocovidowe, a system o nich zapomina. Trafiają do gabinetów tlenoterapii hiperbarycznej, żeby przyspieszyć regenerację organizmu.

Tlen jest podstawowym lekiem stosowanym w opiece nad pacjentami na wszystkich poziomach systemu opieki zdrowotnej, w tym w chirurgii, urazach, niewydolności serca, astmie, zapaleniu płuc oraz opiece nad matką i dzieckiem. Według Światowej Organizacji Zdrowia samo zapalenie płuc jest przyczyną 800 tys. zgonów rocznie. Nawet 40 proc. z nich można by uniknąć dzięki dostępności tlenoterapii. Pandemia koronawirusa nie tylko zwiększyła zapotrzebowanie na sam tlen. Wzrosła również popularność komór hiperbarycznych.

Już w kilka miesięcy po wybuchu pandemii badania dr. Zhong Yanglinga, dyrektora Wydziału Tlenów Hiperbarycznych w szpitalu w Wuhan, wykazały, że terapia tlenem hiperbarycznym zmniejsza objawy u chorych, znacząco wspomaga też rekonwalescencję ozdrowieńców.

– Odkąd mamy problem z koronawirusem, zauważyliśmy wzrost sprzedaży komór hiperbarycznych, które zakupują najczęściej gabinety czy jednostki sanatoryjne do tego, żeby pomagać ludziom wrócić do zdrowia po przejściu COVID-a. Obecnie około 20 proc. naszej sprzedaży jest tam skierowana – ocenia Adam Cegielski.

Tlen hiperbaryczny ma zdolność dostarczania znacznej ilości dodatkowego tlenu do krwiobiegu i może pomóc w okresach niedotlenienia. Wyższe ciśnienie umożliwia przenikanie większych ilości tlenu przez zagęszczoną i objętą stanem zapalnym tkankę płuc do krwiobiegu. Komory hiperbaryczne były popularne już od dawna, na tyle że kilka lat temu amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków wyjaśniała, że terapia jest zatwierdzona tylko do kilkunastu rodzajów leczenia, od oparzeń po głębokie rany i zatrucia tlenkiem węgla, zaś nie pomaga przy raku czy autyzmie. Komory okazały się jednak niezbędne przy koronawirusie.

– Bardzo często po przejściu COVID-a osoby mają problemy z wydolnością organizmu, z oddychaniem i komora hiperbaryczna może być świetnym sposobem na to, żeby takich powikłań się pozbyć. Trzeba to robić w konsultacji z lekarzem, ale jest to jeden z niewielu bardzo naturalnych, nieinwazyjnych sposobów na to, żeby zwiększyć regenerację organizmu i przyspieszyć powrót do zdrowia – wskazuje prezes Omnioxy.

Polski start-up stworzył tańszą alternatywę dla zwykłych komór hiperbarycznych. Omnioxy mają niższe ciśnienie niż komory w placówkach medycznych, ale nadają się dla sportowców, rehabilitacji po udarze czy w walce z koronawirusem.

– Mamy dwóch sportowców amatorów, którzy uprawiali triathlon i przeszli COVID, a teraz nie mogą wejść wyżej po schodach, bo mają zadyszkę. Przechodzą właśnie serię kilkudziesięciu zabiegów, jesteśmy na razie po około dwóch tygodniach, ale już po pierwszych zabiegach mieli większą wydolność – mówi Adam Cegielski.

Polski rynek komór hiperbarycznych jest stosunkowo niewielki. W USA dostępnych jest 12 tys. komór, w Polsce ok. 300. Sytuacja może się jednak zmienić, właśnie dzięki polskiemu start-upowi. Omnioxy są równie skuteczne co komory stosowane w sanatoriach, ale znacznie tańsze i łatwiej dostępne.

– Żebyśmy osiągnęli takie nasycenie rynku, jakie jest w Stanach Zjednoczonych, to w Polsce, przeliczając liczbę mieszkańców, powinno tych komór być około 1,1 tys. A w USA cały czas ich sprzedaż rośnie, więc rynek jest bardzo wzrostowy. Moim marzeniem jest, żeby każda osoba, którą stać na luksusowy samochód, miała też w domu komorę hiperbaryczną – podkreśla prezes Omnioxy.

Komunikacja w czasie rzeczywistym wchodzi na wyższy poziom. Sztuczna inteligencja pomoże w komunikowaniu się m.in. rekruterom

Komunikacja online w czasie rzeczywistym jest już wykorzystywana niemal wszędzie. Zarówno firmy, które przeniosły swoje konferencje prasowe czy eventy do internetu, jak również szkoły czy administracja państwowa masowo korzystają z narzędzi online. Tych na rynku pojawia się coraz więcej, a w wyścigu z takimi platformami jak Zoom, Microsot Teams czy Google Meet stanął także start-up z Gdańska. Jego platforma do komunikacji w czasie rzeczywistym pozwala na dołączenie do spotkania za pomocą jednego kliknięcia, ale przy tym optymalizuje jakość do ruchu i połączenia internetowego. W przyszłości to sztuczna inteligencja może przejąć rynek komunikacji internetowej, zwłaszcza na rynku pracy zdalnej.

– W trudnym czasie pandemii komunikacja online’owa jest wykorzystywana praktycznie wszędzie. Począwszy od naszych dzieci w szkole po duże spółki czy korporacje – na każdym z tych etapów wykorzystujemy komunikację online zarówno do tworzenia eventów hybrydowych, jak i w pełni online’owych. Niezależnie od tego, czy chcemy spotkać się z kimś jeden na jeden, omówić jakieś ciekawe, trudne zagadnienie, czy chcemy zakomunikować coś do szerokiego gremium naszych odbiorców – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Filip Rau, dyrektor ds. sprzedaży w RTCLab.

Z badań Koalicji Bezpieczni w Pracy z 2020 roku wynika, że przed pandemią koronawirusa tylko 16 proc. pracodawców oferowało możliwość pracy zdalnej. W czasie pandemii odsetek firm, w których wprowadzono pracę zdalną, urósł do 95 proc., a aż 57 proc. pracodawców chce utrzymania pracy zdalnej także po pandemii. Co ciekawe, odsetek pracowników, którzy także chcieliby pracować zdalnie, jest niższy (47 proc.).

Wraz z boomem na pracę czy naukę zdalną nastąpił także wysyp rozwiązań do komunikacji online. Można je podzielić na te wymagające zainstalowania aplikacji, jak również te bazujące tylko na przeglądarkach, czyli tzw. Web Browser Basic. Start-up z Gdańska poszedł jeszcze o krok dalej.

– Internet został przeciążony w czasie pandemii. Każdy obecnie chciałby wrzucać content 4K z szerokim pasmem, ale rzeczywiście do tego też trzeba się przygotować. Przeglądarki mają swoje ograniczenia i tutaj właśnie pojawia się nasza innowacyjność, nasz kod, który jest w stanie się dostosować do przeglądarki, do komputera, który ma użytkownik, uczestnik danego wydarzenia, czy do pasma internetowego, jakie ma zagwarantowane i na jakim może pracować – podkreśla Filip Rau.

Platforma LiveWebinar od RTCLab jest konfigurowalna i umożliwia dostosowanie do preferencji i potrzeb użytkownika. Można np. spersonalizować platformę, dodając własne logo czy integrując z domeną. Od strony technicznej rozwiązanie nie wymaga żadnej ingerencji uczestnika. Wystarczy tylko kliknięcie w link i użytkownik może korzystać z narzędzia. Całość komunikacji odbywa się bezpośrednio w przeglądarce. Start-up wykorzystuje inteligentne algorytmy, żeby zoptymalizować ruch, połączenie internetowe i jakość komunikacji.

– Ludzie się utożsamiają już ze spotkaniami i komunikacją online. Ten rynek w tę stronę pójdzie – przekonuje dyrektor ds. sprzedaży w RTCLab. – Sztuczna inteligencja może nam pozwolić na zautomatyzowanie pewnych procesów związanych z komunikacją.

Bezpośrednia analiza rozmów prowadzonych w czasie rzeczywistym za pomocą algorytmów sztucznej inteligencji może być krokiem milowym dla komunikacji wideo. Już dziś polskie start-upy stosują rozwiązania do inteligentnych transkrypcji rozmów konferencyjnych. Aplikacja Kristalic analizuje zapis rozmowy i tworzy odpowiednio spersonalizowane notatki, wskazując  na ważne momenty i informacje podczas spotkania. Kolejnym etapem może być analiza rozmówcy na podstawie jego głosu, twarzy czy gestykulacji, co ma już miejsce w niektórych aplikacjach dla rekruterów w USA.

– Biorąc pod uwagę procesy rekrutacyjne, które na dzisiaj bardzo mocno zostały uzależnione od pandemii i w całości przeniosły się do internetu, możemy cały taki proces zautomatyzować i to już od momentu, gdy automatycznie wykonujemy telefon, rozpoznajemy intencję rozmówcy. Gdy dostajemy informację, że ten użytkownik może zostać zaproszony na spotkanie, automatycznie zostaje utworzony link do takiego spotkania na naszej platformie i przesłany uczestnikowi. Skracamy czas, jaki rekruter potrzebuje na rozpoznanie kandydatów. Robiąc to w sposób automatyczny, planuje wyłącznie te spotkania, które są dla niego najistotniejsze, najbardziej wartościowe – wskazuje Filip Rau.

Trzecia fala pandemii blokuje umocnienie złotego

Inwestorzy zwracają coraz większą uwagę na rosnącą zmienność rynkowych stóp procentowych. Jednocześnie waluty emerging markets zyskują, wspierane przez wyższe ceny surowców i wzrost apetytu na ryzyko. Polskiemu złotemu w umocnieniu przeszkadza jednak pogarszająca się sytuacja epidemiczna w kraju.

Co warto zauważyć, historyczna korelacja między wyższymi rentownościami amerykańskich obligacji i silniejszym dolarem aktualnie nie znajduje odzwierciedlenia w cenie waluty. Euro nie osłabiło się w parze z dolarem amerykańskim, choć rentowności obligacji europejskich spadły w ujęciu tygodniowym, ściągnięte w dół przez gołębie posiedzenie EBC. Zwycięzcami minionego tygodnia były surowcowe waluty G10 (korona norweska oraz dolary australijski i kanadyjski) i waluty krajów Ameryki Łacińskiej, wspierane przez wyższe ceny ropy naftowej.

Najważniejszym wydarzeniem tego tygodnia będzie marcowe posiedzenie Rezerwy Federalnej. Mimo że zmiana w polityce pieniężnej nie jest oczekiwana, to rynki będą skupione na reakcji decydentów na znaczny wzrost rentowności długoterminowych papierów skarbowych i na wyraźny skok rynkowych oczekiwań podwyżek stóp procentowych w 2023 roku, które stoją w opozycji do prognozy Fedu. Tydzień dla walut G10 zamkną czwartkowe wieści po posiedzeniu Banku Anglii.

PLN

Miniony tydzień był dla złotego znacznie spokojniejszy niż dwa poprzednie. Spadek rentowności amerykańskich obligacji w pierwszej części tygodnia i słabość dolara amerykańskiego sprzyjały złotemu, niemniej pogorszenie sytuacji epidemicznej oraz nowe restrykcje nie pozwoliły walucie na wyraźne odbicie. Większe obostrzenia objęły teraz m.in. województwo mazowieckie, generujące niemal 1/4 PKB Polski.

Sytuacja epidemiczna w regionie zróżnicowała się. Patrząc na kraje, którym poświęcamy szczególną uwagę, pogorszenie sytuacji obserwujemy na Węgrzech i w Polsce, z kolei lepiej radzą sobie Czechy. Różnice w zachowaniu walut zdają się odzwierciedlać tę sytuację. Sugeruje nam to, że złoty powinien otrzymać wewnętrzny impuls do aprecjacji, jeśli krajowe restrykcje nie będą zaostrzane, a sytuacja epidemiczna w perspektywie kolejnych tygodni ulegnie poprawie.

W tym tygodniu codziennie czekają nas istotne publikacje makroekonomiczne z Polski, dotyczące w większości lutego. Nie powinny mieć one jednak istotnego znaczenia dla złotego. Wśród informacji krajowych znacznie ważniejsze będą wieści z frontu walki z COVID-19.

EUR

EBC dał jasno do zrozumienia, że w przeciwieństwie do Fedu obawia się wzrostu rentowności obligacji i jego potencjalnego wpływu na ożywienie gospodarki. Bank centralny ogłosił, że w ramach nadzwyczajnego programu zakupów w czasie pandemii (pandemic emergency purchase programme – PEPP) będzie szybciej skupował obligacje skarbowe, by przeciwdziałać wzrostowi rentowności. Ku naszemu pewnemu zaskoczeniu, prognoza PKB na ten rok pozostała niemal niezmieniona pomimo powolnego tempa szczepień w krajach strefy euro. Inflacja w tym roku zgodnie z projekcją EBC ma natomiast tymczasowo przyspieszyć.

Co ciekawe, ani istotna informacja o zmianach w tempie skupu obligacji, ani niskie tempo szczepień w krajach europejskich i utrzymywanie się dość wysokiej liczby nowych zakażeń nie wpłynęły znacząco na euro. Porównując z podobnymi, głównymi walutami, euro zakończyło tydzień gdzieś w połowie stawki. Uważamy, że ta odporność jest znacząca i widzimy potencjał do umocnienia euro, jeśli i kiedy kraje europejskie przyspieszą ze szczepieniami.

USD

Amerykańskie obligacje skarbowe w minionym tygodniu po krótkotrwałym wzroście ostatecznie ponowiły wyprzedaż. Amplituda ruchów była jednak stosunkowo niewielka, a duże aukcje obligacji skarbowych nie zaburzyły sytuacji na rynku. Podczas gdy inflacja w lutym ukształtowała się mniej więcej tak, jak się spodziewano, inne dane o wysokiej częstotliwości (takie jak te o liczbie składanych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych) generalnie okazują się lepsze od oczekiwań.

Jak wspomnieliśmy wyżej, w tym tygodniu kluczowe dla dolara będzie posiedzenie Rezerwy Federalnej. Będziemy uważnie przyglądać się aktualizacji prognoz gospodarczych FOMC i wszelkim potencjalnym próbom powstrzymania wzrostu rentowności obligacji. Podczas konferencji prasowej z pewnością zostanie poruszony szczególnie temat rozbieżności między prognozami decydentów dotyczącymi braku podwyżek stóp procentowych do 2023 roku a rynkiem, który zaczął wyceniać pełną podwyżkę na początku owego roku.

GBP

Trudno obecnie ocenić rzeczywisty stan brytyjskiej gospodarki. Na dane rzutują bowiem nie tylko lockdowny, ale też potencjalnie przejściowy kryzys handlu z UE spowodowany brexitem. Bardzo dobre wyniki Wielkiej Brytanii w zakresie szczepień wspierały funta, szczególnie w stosunku do euro, ale prawdopodobnie jest to już zawarte w cenie waluty, która obecnie bez przekonania porusza się w wąskim kanale tak w parze z euro, jak i dolarem amerykańskim.

Posiedzenie Banku Anglii w tym tygodniu może stanowić wsparcie dla funta. Oczekuje się, że retoryka tamtejszych decydentów będzie bardziej optymistyczna ze względu na sukces dotyczący szczepień i stosunkowo silne wsparcie fiskalne ogłoszone przez rząd Johnsona.

CHF

Spadek rentowności długoterminowych papierów skarbowych w USA w pierwszej połowie tygodnia dał frankowi odetchnąć i sprawił, że para EUR/CHF zakończyła tydzień jedynie nieznacznie wyżej. To istotna zmiana po kilku tygodniach silnej wyprzedaży szwajcarskiej waluty. Niemniej z racji wciąż pozytywnego sentymentu do ryzyka frank pozostał w zeszłym tygodniu jedną z najgorzej radzących sobie walut G10, podobnie jak inne safe haven.

Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) powinien z zadowoleniem przyjąć słabość franka. Ostatnie dane sugerują, że bank nie był bardzo aktywny na rynku w ostatnich miesiącach. Dane dotyczące depozytów na żądanie, które służą jako wskaźnik zastępczy obrazujący skalę interwencji SNB, pokazały, że ich stan pozostał praktycznie niezmieniony od września ub.r.

Biorąc pod uwagę ograniczoną skalę interwencji SNB i bardzo ograniczoną liczbę publikacji ekonomicznych ze Szwajcarii w tym tygodniu, wahania rynkowego sentymentu i wieści z zewnątrz powinny okazać się dla franka kluczowe w najbliższych dniach.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Coraz więcej złota w rezerwach Narodowego Banku Polskiego

Narodowy Bank Polski w ciągu kilku lat chce dokupić dodatkowe 100 ton złota w ramach zwiększenia rezerwy ­– wskazywał Adam Glapiński, Prezes NBP. Czy to dobra strategia? Czemu ma służyć takie działanie? Wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Banki centralne na całym świecie znów traktują złoto jako istotny składnik rezerw. Co więcej, od dłuższego czasu obserwuje się wzrost znaczenia tego kruszcu na rynkach kapitałowych. Zainteresowanie nim tłumaczone jest także niepewną i zmieniającą się sytuacją polityczną.

Warto wiedzieć, że królewski kruszec jest aktywem rezerwowym, które dywersyfikuje ryzyko geopolityczne w czasie kryzysów oraz w okresie napięć w sferze politycznej. Złoto jest bezpieczną przystanią. Zazwyczaj – w niespokojnych czasach – jego wartość rośnie, dzięki czemu może ono zabezpieczać siłę finansową Polski. Daje ono również pewnego rodzaju niezależność, ponieważ nie jest związane z nim ryzyko kredytowe, a także bezpośrednio polityka gospodarcza konkretnego kraju. Dlatego państwo posiadające duże rezerwy złota jest bardziej wiarygodne w oczach inwestorów i pożyczkodawców.

Według danych NBP, Polska posiada już prawie 230 ton złota. Pod tym względem Narodowy Bank Polski zajmuje 22. miejsce wśród banków centralnych na świecie. Ponadto w ciągu kilku lat planuje dokupić dodatkowe 100 ton złota. Warto wiedzieć, że NBP wykorzystuje korektę ceny kruszcu do powiększenia zapasów w lepszej cenie. Jest to przemyślana i dobra strategia, ponieważ w długoterminowych analizach trend nadal jest wzrostowy, więc możemy się spodziewać, że pomimo stosunkowo spokojnych kilku miesięcy, ceny złota nadal będą się zwiększać.

Według raportu Światowej Rady Złota podsumowującego 2020 rok, w ub.r. banki centralne zasiliły globalne rezerwy złota o 273 tony kruszcu. Zmiana kierunku w 3. kwartale zachwiała jednak dotychczasowym wizerunkiem banków centralnych jako nabywców złota. Z drugiej strony liczba banków centralnych nabywających złoto ponownie przewyższyła liczbę sprzedających, przy czym za większość zakupów odpowiadały rynki wschodzące, które w dużej mierze mają niższy udział w całkowych rezerwach złota. Jedno jest pewne – warto w najbliższym czasie obserwować ruchy banków centralnych w tym zakresie.

Ceny rosną

Na koniunkturę gospodarczą polskie firmy patrzą z największą nadzieją od ponad półtora roku. Jednak ten powiew optymizmu zbudowany jest na przewidywaniach, że inflacja będzie wysoka.

PMI w lutym wypadł bardzo dobrze. Indeks wzrósł z 51,9 pkt do 53,4 pkt. To najlepszy wynik od czerwca 2018 r. Rosnąć powinny zamówienia, produkcja i zatrudnienie.

Wskaźniki PMI pokazują, czy koniunktura w przemyśle wygląda dobrze, czy niedobrze, ale tym razem w przypadku wskaźnika dla Polski zdecydowanie na pierwsze miejsce wychodzi inflacja.

Inflacja jest już mocno wpisana w finansową strategię firm. Polskie przedsiębiorstwa raportują największy wzrost cen wyrobów gotowych od ponad siedemnastu lat. Przyczyną jest najszybszy wzrost kosztów produkcji od dekady, spowodowany niedoborem materiałów na światowych rynkach, problemami logistycznymi na granicach państw, a także osłabieniem złotego.

– Polski przemysł radzi sobie dobrze, dostosował się do warunków, które spowodowała pandemia, ale istotne jest też, że przy ograniczeniach dotyczących korzystania z usług jako konsumenci chętniej wydajemy swoje dochody na dobra przemysłowe – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Przemysłowi sprzyjają też wyniki w handlu zagranicznym, polski eksport bronił się dobrze.

Natomiast największym powodem do niepokoju staja się rosnące koszty. Nie jest przecież pewne, że tymi kosztami uda się obciążyć klientów. Zwłaszcza, że wzrost cen wyrobów gotowych miałby okazać się najwyższy od 17 lat.

– Ważne jest jak należy czytać wyprzedzające wskaźniki koniunktury PMI, bo tu akurat pokazują z jaką presją cenową spotykają się obecnie przedsiębiorstwa, a to nie oznacza jeszcze, że koszty te uda im się przenieść na finalnego konsumenta – wyjaśnia ekspert XTB. – I właśnie na rynku toczy się gra o to, w jakim stopniu uda się to zrealizować.

Istotne jest, że ostatnie tygodnie przyniosły bardzo duży wzrost cen surowców na światowych giełdach towarowych. Może to być efekt gier spekulacyjnych, jednak to byłoby optymistyczne założenie przy prognozowaniu inflacji. Ta jednak wydaje się nadciągać z różnych stron, wywołując tzw. spiralę inflacyjną. O wiele więcej będziemy wiedzieć dopiero wówczas, gdy skończą się lockdowny i poznamy jaki jest popyt po pandemii.

Raport Ericsson: jak 5G może napędzać inteligentny rozwój obszarów wiejskich

Polska może stać się liderem technologii 5G w Europie. Nasz kraj dzięki wprowadzeniu technologii 5G może zyskać około 15 mld euro, zajmując czwarte miejsce na trzydzieści krajów europejskich badanych w raporcie Analysys Mason. Inteligentne rolnictwo i szerokopasmowe łącza mobilne na terenach wiejskich mogą przynieść Polsce korzyści rzędu 5 mld euro.  Po produkcji i logistyce, to właśnie rolnictwo jest drugim najbardziej perspektywicznie rozwijającym się sektorem gospodarki w kontekście wykorzystania technologii 5G.

Technologia 5G przyczyni się do rozwoju bardziej zrównoważonego rolnictwa oraz wzmocnienia integracji gospodarczej na obszarach wiejskich. 5G jako technologia łączności mobilnej, która charakteryzuje się bardzo dużą przepustowością łączy oraz minimalnym opóźnieniem, stanowi platformę dla setek a nawet tysięcy połączonych ze sobą czujników w ramach Internetu Rzeczy. Mogą być one wykorzystywane do monitorowania zwierząt hodowlanych czy gromadzenia danych w czasie rzeczywistym na temat warunków gleby, upraw i powietrza.

Dane pozyskiwane z czujników pozwolą określić na przykład gdzie gleba wymaga nawodnienia, co pomoże ograniczyć zużycie wody na potrzeby upraw. Dzięki stałej analizie składu gleby nawozy będą mogły być stosowane praktycznie miejscowo, a ich skład będzie ograniczony do minimum. Będzie to skutkować również zmniejszeniem śladu węglowego. Sektor rolniczy odpowiada za ok. 10% wszystkich gazów cieplarnianych emitowanych do atmosfery.

Droga do odnowy

Jak podkreśla przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, nie da się zbudować Europy równych szans, jeśli 40% Europejczyków mieszkających na obszarach wiejskich nadal nie będzie miało dostępu do szybkich łączy szerokopasmowych. Taką opinię podzielają uczestnicy międzynarodowej konferencji „Droga do odnowy: jak 5G może napędzać inteligentny rozwój obszarów wiejskich?”, podczas której przeanalizowano wpływ 5G na poprawę łączności na europejskich obszarach wiejskich i możliwości cyfryzacji rolnictwa. Podczas wydarzenia głos zabrali m.in. Marie Hogan, szefowa działu Mobile Broadband and IoT w firmie Ericsson, Pekka Pesonen, sekretarz generalny Copa Cogeca, europejskiej organizacji zrzeszającej krajowe i lokalne związki rolnicze, Franc Bogovič, poseł Parlamentu Europejskiego, który przewodzi inicjatywie „Smart Villages” w PE oraz Juan Manuel Velasco Leon z Dyrekcji Generalnej ds. Rolnictwa i Rozwoju Wsi Komisji Europejskiej.

Problemem najbliższych dekad będzie zaspokojenie zapotrzebowania świata na żywność. Do 2050 roku liczba mieszkańców Ziemi wzrośnie do ponad 9 mld, co oznacza, że będziemy musieli wyprodukować około 70% więcej żywności[1]. Sytuację komplikują zmiany klimatyczne, bo z każdym 1°C wzrostu średniej temperatury zbiory kukurydzy zmniejszą się o 7,4%, a pszenicy o 6%[2]. Dlatego wiele osób upatruje nadzieje w nowych technologiach, które wprowadzą rolnictwo na wyższy poziom. Wykorzystanie autonomicznych maszyn rolniczych, monitoring upraw w czasie rzeczywistym, sztuczna inteligencja oraz aplikacje wspomagające zarządzanie gospodarstwem – to wszystko przy wsparciu technologii 5G może pomóc rolnikom zwielokrotnić zbiory, zaspokajając potrzeby świata w żywność.

Mobilny internet szerokopasmowy jako jedyny efektywny sposób łączności

Kryzys związany z pandemią Covid-19 pokazał, jak ważna jest łączność. Tymczasem mniej więcej połowa obywateli Europy mieszka na obszarach wiejskich i potrzebuje szybkich, bezpiecznych i niezawodnych łączy do pracy, nauki i zdalnego dostępu do usług publicznych, takich jak np. opieka zdrowotna. Kryzys ujawnił również wielką przepaść cyfrową jaka powstała w ostatnich latach między obszarami miejskimi i wiejskimi.

Oprócz zwiększenia wydajności i zrównoważonego rozwoju w rolnictwie, prelegenci omówili także rolę 5G i łączności bezprzewodowej w poprawie standardów życia na obszarach wiejskich. Marie Hogan podkreśliła, że technologia 5G może zapewnić dostęp do szerokopasmowego łącza w modelu bezprzewodowym (FWA) na obszarach, gdzie dostarczenie tego typu łączności za pomocą kabli czy innych rozwiązań jest niepraktyczne i nieekonomiczne. To z kolei przełoży się bezpośrednio na połączenie przedsiębiorstw wiejskich z szerszą gospodarką oraz wsparcie tworzenia nowych biznesów i miejsc pracy. Z kolei Pekka Pesonen podkreślił również to, że zapewnienie szybkich łączy internetowych na obszarach wiejskich może wpłynąć pozytywnie na kiełkujący w Europie trend migracji mieszkańców miast na wieś i przyczynić się do istnego „renasansu obszarów wiejskich”.

Pesonen przekonywał także, że samo rolnictwo nie pozostaje w tyle, dzięki ciągłym inwestycjom rolników w nowoczesne technologie. Jednak sektor ten jest hamowany przez nieodpowiednią infrastrukturę cyfrową na obszarach wiejskich. Zauważył, że choć europejskie rolnictwo wyprzedza obecnie światowych konkurentów pod względem zastosowania technologii cyfrowych, nie ma gwarancji, że za dekadę nadal będzie liderem. Pesonen podkreślił, że sukces Europejskiego Zielonego Ładu zależy w dużej mierze od zapewnienia łączności szerokopasmowej.

Polska u progu 5G

W Polsce jesteśmy już na drodze do upowszechnienia komunikacji w sieciach 5G, które dzięki dużej przepustowości łącza i praktycznie zerowym opóźnieniom otworzą przed rolnictwem nowe możliwości. Sprzęt firmy Ericsson jest gotowy do pracy w sieci 5G już od 2015 roku. Jest to możliwe dzięki aktualizacji do 5G za pomocą zdalnej instalacji oprogramowania. Do tej pory do operatorów na całym świecie wysłanych zostało ponad 5 milionów anten 5G. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G.

Ericsson jest aktywnym promotorem rozwiązań 5G w Polsce – wdrożył pierwszą komercyjną sieć 5G w Polsce z firmą Polkomtel, 5G w sieci Play, sieć testową w Warszawie z Orange oraz kampus 5G na Politechnice Łódzkiej. Firma współpracuje z operatorami, ośrodkami badawczo-rozwojowymi, środowiskiem akademickim oraz ze start-upami i przemysłem.

Ericsson posiada obecnie ponad 127 komercyjnych umów 5G, z których
79 to aktywne sieci działające w 40 krajach. Ericsson jest również liderem w standaryzacji 5G, z większością udziałów dla 4G i 5G. Biorąc pod uwagę deklaracje zgłoszone do Europejskiego Instytutu Norm Telekomunikacyjnych (ETSI), stosując filtr niezbędności, Ericsson jest na szczycie wyścigu patentowego 5G. Według analizy firmy prawnej Bird & Bird, Ericsson posiada największą liczbę znaczących patentów SEP (standard-essential patent) związanych z 5G na świecie (15,8%).

[1]http://www.fao.org/fileadmin/templates/wsfs/docs/expert_paper/How_to_Feed_the_World_in_2050.pdf

[2]https://www.pnas.org/content/114/35/9326

Pandemia zaostrza apetyt na modernizację aplikacji – w grze sztuczna inteligencja i przetwarzanie na krawędzi

Raport F5 State of Application Strategy 2021[1] podkreśla wpływ pandemii na przyśpieszenie transformacji cyfrowej na całym świecie, ze szczególnym naciskiem na wykorzystanie sztucznej inteligencji, telemetrii i wdrożeń w środowiskach wielochmurowych. Wysiłki organizacji podejmowane dla transformacji pogłębiają się i nabierają tempa – znajdziemy w analizie.

Wynika to z potrzeby poprawy łączności, zredukowania opóźnień, zapewnienia ochrony i zwiększenia zasięgu analityki opartej o dane. Analiza F5 wskazuje także zwiększone zainteresowanie chmurą, rozwiązaniami w formie usług (SaaS), przetwarzaniem na krawędzi sieci i technologiami ochrony oraz dostarczania aplikacji.

COVID znacznie przyśpieszył globalną transformację. Postęp, który w normalnych warunkach mógłby zająć dekadę, prześlizgnął się dosłownie w rok. Więcej organizacji niż kiedykolwiek dotąd zmodernizowało i wdrożyło aplikacje (oraz technologie wspierające ich ochronę i dostarczanie) bliżej użytkowników. Dodajmy do tego wykorzystanie przetwarzania brzegowego i mamy nieprawdopodobną przestrzeń biznesową dla aplikacji adaptacyjnych. Takich, które mogą się samodzielnie rozwijać, chronić i naprawiać bez względu na środowisko, w którym są dostarczane czy sposób ich użycia – mówi Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland.

Trzykrotny wzrost dla adaptacji SI, dwukrotny dla modernizacji

Wskaźnik przyjęcia sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, które są wyznacznikiem późnego etapu transformacji cyfrowej, wzrósł r/r ponad trzykrotnie, do 56%. Co więcej, 57% respondentów przyśpieszyło ekspansję cyfrową – to 31% wzrost od zeszłego roku. Wskaźnik pokazuje, jak mocno skupiono się na automatyzacji procesów biznesowych, orkiestracji i digital workflow – poprzez łączenie różnych aplikacji (usług) celem tworzenia płynnych doświadczeń cyfrowych dla użytkowników. Ten sam cel jest także osiągany dzięki łączeniu interfejsów API.

Wzrok przykuwa także 133% wzrost r/r respondentów, którzy przyznają, że modernizują aplikacje wewnętrzne czy klienckie – obecnie jest to praktyka stosowana przez 77% przebadanego audytorium. Dwie-trzecie respondentów korzystało z co najmniej dwóch metod tworzenia nowoczesnych obciążeń (kombinacja tradycyjnych i nowoczesnych komponentów aplikacji, które powstały w wyniku modernizacji).

Inne, wybiegające w przyszłość spostrzeżenia raportu wskazują, że ponad połowa respondentów traktuje infrastrukturę jako kod. Organizacje wykorzystujące podobne podejście są dwa razy bardziej skłonne do częstszego wdrażania aplikacji, nawet gdy korzystają z automatyzacji. Są także cztery razy bardziej skłonne do pełnej automatyzacji pipeline’ów aplikacji oraz dwa razy bardziej prawdopodobne jest, że ponad połowa ich aplikacyjnego portfolio została wdrożona przy użyciu w pełni zautomatyzowanych potoków.

Trendy i zmiany w architekturze. 87% przebadanych będzie wykorzystywała aplikacje oraz architektury nowoczesne obok tradycyjnych (11% wzrost w stosunku do 2020 r) . Niemal połowa wszystkich organizacji, a 30% więcej r/r, twierdzi, że zarządza przynajmniej pięcioma różnymi architekturami. Prawie 50% przebadanych zgadza się, że pandemia była kluczowym czynnikiem w przyśpieszeniu ruchu do chmury i SaaS. Aż 68% hostuje w chmurze przynajmniej część ochrony aplikacyjnej i technologii dostarczania, które pełnią (wg. 80% badanych)  krytyczne role wspomagające obsługę klienta (doświadczenie użytkownika) i umowy SLA. Ochrona w modelu SaaS została określona jako główny cel strategiczny organizacji w ciągu najbliższych dwóch do pięciu lat. Jednocześnie organizacje przygotowują się do rozwiązania złożoności architektonicznej wynikającej z dodawania SaaS, rozwiązań brzegowych, utrzymania on-premises i środowisk wielochmurowych oraz modernizacji aplikacji. 

Przetwarzanie brzegowe będzie bardzo istotne w 2021 roku. 76% przebadanych zaimplementowało albo planuje właśnie wdrożenia na krawędzi. Jako główne czynniki implementacji wskazywane są poprawiona wydajność aplikacji i zbieranie danych analitycznych. Ponadto, 39% uważa, że przetwarzanie brzegowe będzie strategicznie ważne w nadchodzących latach, a 15% z nich już hostuje ochronę i dostarczanie aplikacji na brzegu sieci.

Ciekawym przypadkiem wykorzystania krawędzi są także kwestie zarządzania współczesnymi zasobami ludzkimi: 42% respondentów raportu będzie w pełni wspierać zdalną pracę w możliwej do przewidzenia przyszłości. Tylko 15% planuje powrót pracowników do biur.

Dane są, brakuje wiedzy i kompetencji w obszarze ich wykorzystania

Ponad 50% respondentów deklaruje, że już dysponuje narzędziami potrzebnymi do raportowania prawidłowego działania aplikacji krytycznych dla biznesu. Niemniej, alarmująco dużo – 95% z nich twierdzi, że brakuje im wiedzy, którą można czerpać z funkcjonujących u nich rozwiązań do monitorowania i analityki. Dane zbierane przez narzędzia organizacji są wykorzystywane głównie w rozwiązywaniu problemów, następnie do wstępnego ostrzegania przed problemami z wydajnością. Niepokojące jest, że jedynie 12% ankietowanych przekazuje te dane do jednostek biznesowych, a mniej niż 24% organizacji wykorzystuje dane i wiedzę do kontrolowania, znajdowania potencjalnych degradacji wydajności.

W przypadku monitorowania komponentów modernizujących aplikacje, 62% uczestników badania mierzy wydajność tylko w kategoriach czasu odpowiedzi.

Ponad 80% ankietowanych, świadomych konieczności poprawy, twierdzi, że dane i telemetria są „bardzo istotne” dla ich planów ochrony, a ponad 50% spodziewa się korzystnego wpływu sztucznej inteligencji na ten obszar.

Niedaleka przyszłość

Tylko organizacje posiadające odpowiednią kombinację wiedzy pochodzącej z danych i automatyzacji będą w stanie sortować przytłaczającą ilość danych, rozpoznawać zbliżające się problemy z dostępnością i wydajnością oraz działać wystarczająco szybko, aby im zapobiec. Do tego czasu, wiele z organizacji nie będzie w stanie w pełni wykorzystać swoich postępów w cyfrowej transformacji czy wygenerować niezbędnej prędkości dla biznesu napędzanego sztuczną inteligencją. Będzie to wymagało strategii aplikacyjnej, która zawiera ochronę aplikacyjną i rozwiązania technologii dostarczania, które podążają za aplikacjami, nawet gdy wdrożenia będą dokonywane w wielu środowiskach, coraz bliżej użytkownika i na krawędzi sieci – podsumowuje Ireneusz Wiśniewski.

[1] www.f5.com/state-of-application-strategy-report  Raport reprezentuje ponad 1500 respondentów z całego świata z różnych branż, rozmiarów organizacji i ról zawodowych. Badanie skupiło się na decydentach IT, aby jak najlepiej podkreślić priorytety, obawy i oczekiwania osób najbardziej odpowiedzialnych za sprostanie najtrudniejszym wyzwaniom współczesnej gospodarki cyfrowej. Ich odpowiedzi razem tworzą obraz tego, jak organizacje rozwijają strategie aplikacji, żeby lepiej służyć potrzebom klientów. Tegoroczny raport został zmieniony na Raport o stanie strategii aplikacji (wcześniej nosił nazwę Raport o stanie usług aplikacji).

Rekordowe wyniki GPW za 2020 r.

  • W 2020 r. Grupa Kapitałowa GPW wypracowała rekordowe przychody ze sprzedaży w wysokości 403,8 mln zł.
  • Może pochwalić się też rekordowym zyskiem EBITDA – 224,6 mln zł.
  • GPW osiągnęła też jeden z najwyższych w swojej historii zysk netto, który przekroczył 151 mln zł.
  • Obroty sesyjne na Głównym Rynku GPW wzrosły w 2020 r. o ponad 50%, natomiast handel akcjami na rynku NewConnect zwiększył się o przeszło 900%.
  • W ubiegłym roku giełda wypłaciła swoim akcjonariuszom dywidendę w wysokości ponad 100 mln zł.

Mieliśmy rekordowe przychody, rekordowy wynik EBITDA w historii Giełdy, a także jeden z najwyższych poziomów zysku netto, który przekroczył 151 mln złotych – powiedział Piotr Borowski, członek zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie w cotygodniowym Wideokomentarzu GPW zamieszczonym na oficjalnym profilu GPW w mediach społecznościowych.

Ubiegłoroczne przychody ze sprzedaży GK GPW wyniosły 403,8 mln zł, zysk EBITDA sięgnął 224,6 mln zł, czyli o 31,4 mln zł więcej niż w 2019 r. Zysk netto Grupy Kapitałowej GPW po raz trzeci w ciągu ostatnich czterech lat przekroczył 150 mln zł i wyniósł w 2020 r. 151,4 mln zł. Obroty sesyjne na Głównym Rynku GPW wzrosły w minionym roku o ponad połowę, natomiast handel akcjami na rynku NewConnect zwiększył się przeszło dziewięciokrotnie.

W ubiegłym roku zadebiutowało 6 spółek na Głównym Rynku Giełdy Papierów Wartościowych, w tym mieliśmy debiut wszechczasów, czyli spółki Allegro. Natomiast na rynku NewConnect zadebiutowało 14 spółek. Wartość debiutów wyniosła 9,6 mld zł – podsumował Piotr Borowski. Dodał, że spółki giełdowe wyemitowały też dodatkowe akcje w ramach tzw. emisji wtórnych o wartości prawie 2 mld zł.

Pomimo turbulencji społecznych i gospodarczych spowodowanych pandemią koronawirusa 2020 r. był dla warszawskiej giełdy okresem dynamicznego rozwoju. GPW stała się liderem w Europie pod względem  wzrostu obrotów na rynku, który wyniósł +56,1% rdr. Drugi w zestawieniu rynek Nasdaq krajów nordyckich i bałtyckich wzrósł o 37,7%. W ubiegłym roku giełda wypłaciła swoim akcjonariuszom dywidendę w wysokości ponad 100 mln zł.

Warszawska giełda nie była obojętna wobec problemów spowodowanych pandemią i w ubiegłym roku wielokrotnie okazywała wsparcie dla spółek oraz solidarność społeczną. – GPW wspierała walkę z COVID-19. Obniżyliśmy opłaty za notowanie akcji dla małych i średnich spółek. Przeznaczyliśmy także prawie 1 mln 700 tys. zł na wyposażenie placówek medycznych w sprzęt potrzebny do walki z pandemią  – podkreśla Piotr Borowski.

Miniony rok był też czasem intensywnej realizacji kolejnych elementów strategii #GPW2022. Uruchomiony został Giełdowy Rynek Rolny, na którym odbywa się dziś handel pszenicą, żytem i kukurydzą. Spółka GPW Benchmark uzyskała zezwolenie na prowadzenie działalności administratora m.in. kluczowego wskaźnika referencyjnego WIBOR, a GPW Tech rozpoczął przygotowania do komercjalizacji pierwszych rozwiązań technologicznych.

Pandemia napędziła sprzedaż sprzętu IT

Ostatni rok to wzmożona i można powiedzieć, niekiedy błyskawiczna rewolucja, jeśli chodzi o sprzęt komputerowy i wszelkie wdrożenia umożliwiające pracę, naukę i zabawę bez wychodzenia z domu. W większości zmiany dotyczyły zakupu nowego sprzętu. Praktycznie każdy dostawca oferujący rozwiązania mobilne takie jak laptopy, notebooki, tablety lub inne urządzenia peryferyjne odczuł duży wzrost sprzedaży w ostatnich miesiącach. Te często dwucyfrowe dynamiki, sięgające nawet 40-60%. Drugi element to wdrożenie rozwiązań pozwalających na pracę i naukę zdalną. Jest to cały szereg rozwiązań obejmujących obsługę pracy zdalnej, zarządzanie i raportowanie, transmisje spotkań online czy współdzielenie plików w pracy biurowej. Pandemia przyspieszyła także decyzje o uruchomieniu procedur i rozpoczęciu większych inwestycji w firmach. Widzimy więcej zapytań czy rozstrzygnięć przetargów w obszarze bardziej złożonych implementacji IT opartych o technologie czołowych dostawców, jak i te robione na zamówienie. Jeśli chodzi o rozrywkę i spędzanie wolnego czasu, wiele osób zrozumiało ze można doskonale spędzić wolny czas nie wychodząc z domu. Dużą popularnością cieszył się nie tylko sprzęt komputerowy umożliwiający pracę naukę, ale też wszelkie gadżety dostarczające rozrywki. Gaming niewątpliwie okazał się jedną z branż, która w czasie pandemii zyskała. Czy ten przez utrzyma się przez kolejne miesiące i lata? 2021 widzimy niesłabnące zapotrzebowanie na sprzęt, natomiast zauważamy problem z dostępnością towaru zarówno w Europie jaki i w Chinach. W kolejnych latach nie spodziewałbym się rekordów w słupkach sprzedaży. Ciekawym zjawiskiem jest również moda, albo nawet trend na produkty refabrykowane. Mowa tutaj nie tylko o sprzęcie w postaci telefonów komórkowych popularnych marek – choć od nich wszystko się zaczyna. Sądzę, że refabrykacji będą poddawane coraz ciekawsze segmenty rynku IT.

Piotr Kawecki, Prezes Zarządu ITBoom Sp. z o.o.

Bariery do kariery, czyli z jakimi wyzwaniami mierzą się kobiety na kierowniczych stanowiskach?

Jedna czwarta kobiet na menedżerskich stanowiskach czuje się niedoceniana w miejscu pracy. Mimo wysokiego stanowiska i pełnienia odpowiedzialnej funkcji, 61% badanych kobiet postrzega swoją rolę w firmie jako wspierającą a nie przywódczą, a 40% uważa swoje osiągnięcia za przeciętne. Jakie wnioski płyną z najnowszego badania Clue PR pt. Bariery do kariery? Z jakimi przeszkodami na drodze do rozwoju zawodowego kobiety muszą się mierzyć najczęściej? 

Ogólnopolskie badanie przeprowadzone w styczniu br. na zlecenie Clue PR[1] na panelu Ariadna na wyselekcjonowanej grupie ponad 450 kobiet na kierowniczych stanowiskach ukazuje różne aspekty wyzwań i przeszkód, z jakimi stykają się kobiety na swojej drodze zawodowej. Autorki badania dr Marta Bierca (SWPS) i Alicja Wysocka Świtała, partnerka zarządzająca Clue PR, zapytały kobiety zarówno o systemowe ograniczenia, jak i stereotypy, z którymi muszą walczyć na co dzień. Celem badania było zmapowanie całej siatki ograniczeń, jaka sprawia, że kobiety, mimo równościowych haseł zawartych w regulaminach i statutach firm mają utrudnioną drogę do awansów. Autorki badania wzięły również pod lupę całe spectrum opresyjnych sposobów zachowania podczas spotkań czy zebrań – ironicznych uśmiechów, pomijania wypowiedzi kobiet, wykluczających rozmów z innymi mężczyznami bez dopuszczania kobiet, jak również nagminnego przerywania kobietom ich wypowiedzi. Z jakimi przeszkodami muszą się mierzyć na co dzień kobiety, które zajmują stanowiska kierownicze i jak wiele sufitów na co dzień muszą przebić, żeby móc zajmować stanowiska równie eksponowane, co ich koledzy?

Opiekunka, nie liderka

Po pierwsze, kobiety dostrzegają różnice w traktowaniu płci przy decydowaniu przez zarządy firm o awansach i podwyżkach – 1 na 5 kobiet uważa, że płeć ma znaczenie przy decyzji o awansie pracownika i również 1 na 5 kobiet uważa, że zarobki na tych samych stanowiskach różnią się pomiędzy płciami, co zresztą zostało udowodnione w wielu badaniach o różnicach płacowych. Najbardziej zaskakujące i niepokojące różnice leżą jednak w postrzeganiu samych siebie i swojej roli przez kobiety na kierowniczych stanowiskach. 61% kobiet uważa swoją funkcję w organizacji za wspierającą – a przecież badane były kobiety, które pełnią role zarządcze w firmie, czyli wynika z tego, że kobiety nie postrzegają samych siebie jako przywódczyń. 37% badanych kobiet postrzega siebie jako „pomocnicę”, a 25% jako „opiekunkę”. Jako liderkę – mimo, że w rzeczywistości są to właśnie liderki w swoich środowiskach pracy – widzi siebie jedynie 27% badanych kobiet.

Kobiety chcą się rozwijać i zdobywać nowe kompetencje – 53% badanych kobiet deklaruje, że chce zajść dalej i wyżej, a 59% jest pewne siebie i uważa, że podejmowanie decyzji nie przychodzi im z trudnością. Zarazem jednak aż 40% kobiet uważa swoje osiągnięcia za przeciętne, czyli tym samym je pomniejsza. Otoczenie niestety przyczynia się do tego – 25% kobiet czuje się w pracy niedoceniana, a mniej niż połowa badanych kobiet (45%) uważa, że firma wspiera ich rozwój zawodowy. Ważna jest dana, która pokazuje, że kobiety są nieustająco porównywane z mężczyznami – 29% kobiet uważa, że musi się starać bardziej niż ich koledzy, żeby osiągnąć to samo, co mężczyźni.

Cicho o osiągnięciach, półgłosem o awansach

Pomimo iż wiele kobiet deklaruje chęć zwiększania zakresu odpowiedzialności w pracy, na co dzień bardzo dyskretnie komunikuje swoją siłę i osiągnięcia. Podobnie jest z reakcjami otoczenia, które często deprecjonuje i wręcz dosłownie ucisza kobiety, również te zajmujące eksponowane stanowiska w firmach i zarządach. 34% badanych kobiet deklaruje, że zabieranie głosu przychodzi im z trudnością. Co ciekawe staranie się o awans jest zawsze wyzwaniem dla niemal połowy respondentek, niezależnie od tego, czy przełożonym jest kobieta czy mężczyzna – dla 44% staranie się o awans u kobiety dyrektorki, a dla 48% u mężczyzny-dyrektora jest określane jako trudne. Ponad 30% kobiet nie lubi się sprzeciwiać przełożonemu, nawet gdy to one mają rację; 34% nie chce się sprzeciwiać przełożonej kobiecie, a 31% mężczyźnie.

Niebagatelny wpływ na samoocenę kobiet i ich przebojowość mają wszystkie sposoby zachowania, które systematycznie – chociaż często w ukrytej i niejawnej formie – wtłaczają kobiety w role posłusznych i cichych pracownic na pozycjach wspierających – a nie menedżerek decyzyjnych w kluczowych obszarach. Co ciekawe, opresyjne zachowania są również udziałem kobiet wobec kobiet. Nagminne wobec badanych kobiet są pytania o ich życie prywatne (23% kobiet doświadcza tego ze strony mężczyzn, 26% ze strony innych kobiet), komentowanie wyglądu (21% ze strony mężczyzn, 22% ze stron kobiet), przerywanie wypowiedzi (19% ze strony mężczyzn i aż 23% ze strony kobiet), traktowanie z góry, z wyższością (19% vs. 20%). 14% badanych kobiet ma wrażenie, że mężczyźni podważają ich kompetencje, a 16%, że robią to inne kobiety. Jednym słowem, kobiety realizujące się w strukturach firm mają do czynienia z całym arsenałem opresyjnych sposobów zachowania. Jedynie jedna na cztery badane kobiety wskazuje, że nie doświadczyła żadnego z powyższych opresyjnych zachowań w środowisku pracy.

Kolejnym czynnikiem wpływającym na ograniczanie rozwoju i potencjału zawodowego kobiet jest ich zaangażowanie w sprawy domowe. Tylko 17% kobiet zdecydowanie się zgadza ze stwierdzeniem, że aby osiągnąć obecny sukces nie musiało poświęcić życia osobistego, a zarazem 39% uważa, że aby osiągnąć większy sukces musiałoby poświęcić życie rodzinne i skupić się na pracy. Źródło obciążeń kobiet leży również w podziale obowiązków w domu, którego fundamentem od lat jest wyraźna dysproporcja. 61% deklaruje, że ma więcej obowiązków domowych niż partnerzy, a prawie jedna czwarta kobiet (23%) ma wyrzuty sumienia, że zaniedbuje życie osobiste kosztem kariery. Wynika z tego, że do umożliwienia rozwoju zawodowego kobiet potrzebne są zarówno zmiany systemowe, jak i w świadomości społecznej.

[1] N=458 kobiet na stanowiskach decyzyjnych lub kierowniczych; wiek 18+, próba ogólnopolska, 60% pracuje ponad 5 lat w obecnym miejscu pracy; panel Ariadna, styczeń 2021, metoda CAWI

Stabilizacja na walutach i szaleństwo na kryptowalutach

Koniec tygodnia przyniósł stabilizację na rynkach walutowych. Dużo jednak działo się na kryptowalutach, gdzie przez niskie stopy procentowe i brak alternatyw inwestycyjnych płynie bardzo szeroki strumień pieniędzy.

Lepsze dane z Europy

W piątek poznaliśmy pakiet lepszych od oczekiwań danych ze strefy euro. Produkcja przemysłowa rośnie szybciej, niż oczekiwali analitycy, co pozwalało się w piątek odbić euro względem dolara. Nie przeszkodziły w tym nawet lepsze dane z USA. Po południu poznaliśmy Raport Uniwersytetu Michigan, pomimo wyraźnego przekroczenia oczekiwań nie odwrócił on ogólnej tendencji na rynku. Pomimo tego umocnienie poniedziałek rozpoczął się korektą tego ruchu bez wyraźnych powodów w danych makroekonomicznych.

Dane z Chin

W Państwie Środka wskaźniki makroekonomiczne z racji tego, że odnoszą się do pandemicznych odczytów sprzed roku, wyglądają niesamowicie. Wzrost inwestycji w aglomeracjach wyniósł 35% względem zeszłego roku. Produkcja przemysłowa wzrosła o 35,1%, a sprzedaż detaliczna o 33,8%. Patrząc na te dane widać, że gospodarka nadrobiła sporą część z zeszłorocznych spadków. Podobna sytuacja szykuje się zresztą w Europie, gdzie pomimo bardzo słabego roku państwa wracają na ścieżkę wzrostów.

Weekendowe kryptoszaleństwo

W weekend najpopularniejsza kryptowaluta świata, czyli bitcoin po raz pierwszy w historii przebiła 60 000 dolarów. Ostatni szczyt wynosił niecałe 57 500 dolarów, teraz po niecałym miesiącu znaleźliśmy się niemal 4 tysiące wyżej. Coraz częściej wskazuje się na bitcoina jako alternatywę dla złota. Wielu analityków ma z tym duże problemy, nie zmienia to faktu, że patrząc na kapitalizację tej kryptowaluty widać, że wyższą ma zaledwie 5 korporacji na świecie, co pokazuje skalę zjawiska. Na razie wszystko idzie w górę, nie wiadomo jednak, co się stanie, gdy ktoś postanowi sprzedać.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Fiskus musi udowodnić, że warunki ustalone z podmiotem powiązanym nie miały uzasadnienia gospodarczego

Samo ustalenie cen między spółkami powiązanymi w sposób inny niż wobec podmiotów niezależnych nie stanowi przesłanki do objęcia opodatkowaniem potencjalnych dochodów spółki. Organy podatkowe, chcąc zyskać uprawnienie do zanegowania warunków transakcji uzgodnionych przez podmioty powiązane i dokonując w zamian na własną rękę doszacowania ustalonych przez przedsiębiorców cen i marż, muszą udowodnić, że owe uzgodnienia nie miały uzasadnienia gospodarczego dla tych podmiotów, a ich celem było jedynie uchylanie się od opodatkowania – orzekł w wyroku z 2 grudnia 2020 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie (sygn. akt I SA/Sz 604/20).

Zgodnie z art. 11c ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (dawny art. 11 w nieco zmienionej treści) podmioty powiązane są obowiązane ustalać ceny transferowe na warunkach, które ustaliłyby między sobą podmioty niepowiązane. Natomiast jeśli wskutek istniejących powiązań zostaną ustalone lub narzucone warunki różniące się od warunków, które ustaliłyby między sobą podmioty niepowiązane, i w wyniku tego podatnik wykazuje dochód niższy (stratę wyższą) od tego, jakiego należałoby oczekiwać, gdyby wymienione powiązania nie istniały, organ podatkowy określa dochód (stratę) podatnika bez uwzględnienia warunków wynikających z tych powiązań.

Grupa kapitałowa i umowa dystrybucji

Spółka z o.o. należy do międzynarodowej grupy kapitałowej, która produkuje i sprzedaje swoje produkty w Ameryce Północnej, Ameryce Południowej, Europie, Azji i Afryce. Jest notowana na nowojorskiej giełdzie. O kluczowych kwestiach decyduje pełniąca rolę pryncypała szwajcarska spółka GmbH. Poszczególni producenci i dystrybutorzy na Europę są odpowiedzialni za tę produkcję i dystrybucję zgodnie z wytycznymi i zaleceniami pryncypała. Polska spółka z o.o., pełniąca rolę dystrybutora, nabywa je od szwajcarskiej firmy i odpowiada za ich sprzedaż na swojej wydzielonej części rynku. Warunki tej dwustronnej współpracy określa zawarte między obiema spółkami porozumienie i umowa dystrybucji z ograniczonym ryzykiem z lipca 2013 r. Wynika z nich, że zysk polskiego dystrybutora ustalono na poziomie 1% od sprzedanych produktów.

Analiza rynkowa stosowanych cen

W dokumentacji cen transferowych sporządzonej z uwagi na zawarcie transakcji z podmiotem powiązanym spółka z o.o. przedstawiła dokonane w jej ramach ustalenia z przeprowadzonej analizy porównawczej, opartej o metodę marży transakcyjnej netto, stosowanej przez podmioty dystrybuujące podobne produkty na rynku europejskim i o podobnym profilu działalności do dystrybutorów z grupy kapitałowej. Spółka w oparciu o wskaźnik EBIT (wskaźnik zysku brutto przed odliczeniem podatków i odsetek) ustaliła, że średnia ważona marża operacyjna stosowana przez 8 podmiotów porównywalnych do dystrybutorów z grupy, a będących dystrybutorami na rynku europejskim, mieści się w widełkach od 0,9% do 3,4% z medianą 1,4%. Stąd w opinii spółki ustalony między nią a szwajcarskim podmiotem powiązanym 1% wynagrodzenia odpowiada normom rynkowym.

Fiskus przyjął inny poziom marży

Naczelnik urzędu celno-skarbowego uznał poczynione ustalenia spółki za błędne. W opinii organu wybrane przez nią do porównania podmioty nie są reprezentatywne z uwagi na inne rynki działalności, na których funkcjonują, jak i odmienny rodzaj dystrybuowanych produktów, zakres świadczonych usług i działalności oraz powiązania. Dlatego też fiskus przeprowadził własną analizę i stwierdził, że sytuacja na polskim rynku obrotu opakowaniami jest stosunkowo dobra w porównaniu do innych państw. Stosując ten sam wskaźnik EBIT, ale wyłącznie dla badania dystrybutorów opakowań działających na polskim rynku, organ ustalił, że marża sprzedażowa powinna mieścić się w granicach 2,06% a 8,20%. Dodatkowo przeprowadził porównanie marży operacyjnej stosowanej przez cztery inne grupy podmiotów, z których wybrał jeden polski podmiot – również spółkę z o.o., a który w porównywanym okresie osiągnął EBIT 2,34%.

W opinii organu spółka zaniżyła dochód

W oparciu o powyższe ustalenia naczelnik urzędu celno-skarbowego stwierdził, że właściwa wartość marży spółki, należnej z tytułu dystrybucji na polskim rynku produktów nabywanych od szwajcarskiego podmiotu powiązanego, powinna mieścić się w granicach 2% a 2,34%. Uwzględniając dodatkowe czynniki jak np. koszty transportu, powinna ona wynosić 2,10%. Organ uznał więc wykazaną przez spółkę w dokumentacji cen transferowych 1-procentową marżę za zaniżoną, stąd miał prawo do samodzielnego oszacowania jej dochodu i określenia zobowiązania w podatku dochodowym za 2014 r. w wyższej kwocie.

W wyniku wniesionego przez spółkę odwołania organ podatkowy II instancji uchylił skarżoną decyzję. Stwierdził bowiem, że ustalenie dla spółki wskaźnika EBIT w granicach 2% a 2,34%, jak i uzgodnienie, że z uwagi na ciążące na niej ryzyka transakcyjne powinna ona przyjąć marżę na poziomie 2,10%, nie znajduje poparcia w zgromadzonym materiale dowodowym. Organ odwoławczy stwierdził, że z uwagi na te uchybienia, jak i fakt, iż polska firma jest dystrybutorem o ograniczonych zadaniach, a tym samym ryzykach, wskaźnik marży należało dla niej przyjąć na minimalnym rynkowym poziomie 2,06%, a więc poziomie minimalnej marży stosowanej przez porównywalnych dystrybutorów, ale będących podmiotami niepowiązanymi, działającymi na polskim rynku. Organ II instancji powtórzył więc za organem I instancji, że spółka zaniżyła dochody wykazane w deklaracji podatkowej, ale w nieco niższym stopniu, bo swoją marżę powinna ustalić na poziomie 2,06%.

Trzy przesłanki szacowania

W czerwcu 2020 r. spółka zaskarżyła tę decyzję do sądu. WSA w Szczecinie, analizując przepisy ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, jak i Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 10 września 2009 r. w sprawie sposobu i trybu określania dochodów osób prawnych w drodze oszacowania oraz sposobu i trybu eliminowania podwójnego opodatkowania osób prawnych w przypadku korekty zysków podmiotów powiązanych (Dz.U. 2009 nr 160, poz. 1268, ze zm.), stwierdził, że organy mają prawo ustalać dochody przedsiębiorcy w drodze oszacowania wyłącznie, gdy ziszczą się trzy przesłanki: a) istnienie powiązania kapitałowego przedsiębiorcy z innym podmiotem, b) realizacja świadczenia przez przedsiębiorcę na korzystniejszych warunkach dzięki temu powiązaniu, a warunki te odbiegają od wolnorynkowych, c) brak wykazania przez przedsiębiorcę dochodów, jakich należałoby oczekiwać w sytuacji, gdyby warunki tego świadczenia nie odbiegały od warunków wynikających z tych powiązań.

Dozwolona optymalizacja gospodarcza

Sąd podkreślił przy tym, że należy rozgraniczyć działania przedsiębiorców mające na celu jedynie osiągnięcie korzyści podatkowej od działań dążących do zmniejszenia kosztów finansowania bieżącej działalności. Taka dozwolona optymalizacja gospodarcza nie może bowiem prowadzić do negatywnych konsekwencji dla przedsiębiorcy w sferze podatkowej. Przywołując wyrok NSA z 10 października 2013 r., powtórzył za jego sentencją, że dokonując oceny, czy powiązane ze sobą podmioty zawarły transakcję na warunkach odbiegających od tych, jakie ustaliłyby między sobą podmioty niepowiązane, należy to robić przez pryzmat różnych porównywalnych zdarzeń, jakie występują w obrocie gospodarczym w tym samym czasie. Należy przy tym wziąć pod uwagę, że niektóre porozumienia mogą być zawierane dla bardziej efektywnej polityki zarządzania przedsiębiorstwem (sygn. akt II FSK 2297/11).

Gospodarcze uzasadnienie przyjętych warunków

WSA zwrócił uwagę, że warunki transakcji zawieranych pomiędzy podmiotami powiązanymi a podmiotami od siebie niezależnymi mogą się od siebie różnić, a na różnice te może mieć wpływ ich odmienna specyfika ekonomiczna przejawiająca się np. innym rozkładem funkcji, ryzyka czy kosztów. A w tej sprawie organy podatkowe obu instancji nie zbadały, czy zakwestionowane transakcje miały dla spółki gospodarczo uzasadnione walory. Organy analizowały jedynie warunki transakcji ustalane przez podmioty podobne ze względu na zbliżony poziom osiąganych obrotów, branżę, segment rynku, nie badając przy tym specyfiki konkretnych transakcji, na co każe zwracać uwagę § 6 ww. rozporządzenia Ministra Finansów.

Sąd uznał za nieuprawnione ocenianie przez organy podatkowe racjonalności dokonanej przez spółkę transakcji przez pryzmat ogólnych wskaźników finansowych porównywanych przedsiębiorstw, obejmujących całość ich działalności w danym roku. Tylko zbadanie i porównanie konkretnych transakcji mogłoby pozwolić na wysnucie oceny, czy przyjęta przez spółkę w transakcji z podmiotem powiązanym marża odbiega od warunków rynkowych, czy też nie. Ocena ta musi uwzględniać pełnione przez porównywane przedsiębiorstwa funkcje i realizowane strategie gospodarcze, a nie jedynie opierać się na prostym zestawieniu cen stosowanych przez podmioty powiązane z tymi stosowanymi przez podmioty niepowiązane.

Organy chciały opodatkować potencjalne, a nie realne dochody spółki bez udowodnienia złej woli

Sąd, uchylając decyzje organów podatkowych, wskazał, że nie udowodniły one, jakoby warunki umowy zawartej między skarżącą spółką a jej podmiotem powiązanym odbiegały od tych, jakie w swoich umowach ustaliłyby, gdyby tych powiązań nie było. Sam fakt istnienia między dwoma podmiotami powiązań nie jest wystarczającą przesłanką uprawniającą do oszacowania dochodów spółki przez organy podatkowe.

„…samo zróżnicowanie cen pomiędzy podmiotami powiązanymi, w porównaniu do cen przyjętych wobec innych podmiotów (niepowiązanych), nie stanowi przesłanki zastosowania rozpatrywanego przepisu i objęcia przedmiotem opodatkowania potencjalnych, a nie rzeczywistych dochodów podatnika. Jak długo bowiem organ podatkowy nie udowodni, że zróżnicowanie warunków cenowych miało jedynie na celu uchylanie się od opodatkowania i nie wynikało z przesłanek gospodarczych, ww. art. 11 nie może mieć zastosowania” (wyrok z 2 grudnia 2020 r., sygn. akt I SA/Sz 604/20).

Podsumowanie

To oczywiste, że wpływ na ustalenie niższej wysokości marży czy wynagrodzenia mogą mieć takie czynniki jak ograniczone ryzyko w transporcie czy też gwarancja pewnych odbiorców dystrybuowanego towaru. Przykład niniejszej sprawy pokazuje jednak, że w obecnej rzeczywistości przedsiębiorcy muszą walczyć nie tylko z urzędniczym bezprawiem, ale także z ignorancją i niewiedzą o regułach prowadzenia biznesu urzędników skarbowych, potrafiących chronić jedynie interes fiskusa kosztem podatnika.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rok przełomowych zmian z perspektywy sektora usług biznesowych

Cyfrowe przyspieszenie, hybrydowa rzeczywistość, open talent economy i rewolucja w korzystaniu z powierzchni biurowych – to niektóre z przełomowych zmian, które z perspektywy sektora nowoczesnych usług biznesowych przekształcają na stałe szeroko rozumiany rynek pracy oraz wymuszają wprowadzenie zmian w zakresie regulacji. ABSL – Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych, we współpracy z partnerami – The Adecco Group i firmą Colliers, przygotował raport „Rok przełomowych zmian z perspektywy sektora usług biznesowych. Sektor usług biznesowych wsparciem przy wychodzeniu z kryzysu”, identyfikując najważniejsze kierunki rozwoju gospodarczego.

Jak wynika z analiz prowadzonych przez ABSL, organizację zrzeszającą w Polsce ponad 220 firm, w ujęciu długoterminowym kluczowe będą planowane zmiany regulacji prawnych, które powinny wspierać trendy zarysowujące się w odbudowywanej gospodarce. Sektor nowoczesnych usług w Polsce to prawie 350 000 osób zatrudnionych w centrach obsługi procesów biznesowych (BPO), centrach usług wspólnych (SSC/GBS), IT oraz centrach badawczo-rozwojowych (R&D). Firmy z sektora każdego miesiąca tworzą ponad 2500 miejsc pracy, przy stałym wzroście zatrudnienia na poziomie 10 proc r/r. Zdecydowana większość podmiotów świadczy usługi dla klientów działających w skali globalnej. Doświadczenia z różnych rynków i rozbudowana infrastruktura teleinformatyczna pozwoliły szybko przestawić się na tryb pracy zdalnej. Po roku sektor jest mocno zaangażowany w wypracowywanie rozwiązań prawnych dostosowanych do nowych realiów, niezbędnych do funkcjonowania w nowej rzeczywistości.

Bardzo dobrze poradziliśmy sobie jako sektor w okresie pandemii. Szybko identyfikowaliśmy rodzące się wyzwania oraz powiązane z nimi nowe trendy, przekładając je na poziom operacyjny i wdrażając skuteczne rozwiązania. Pozwoliło nam to efektywnie wykorzystywać pojawiające się szanse, bo doskonale wiemy, że nowe modele pracy stwarzają dodatkowe możliwości dla firm zlokalizowanych w Polsce. Nagłe, masowe przejście na pracę zdalną dla wszystkich było wielkim eksperymentem, po który stosunkowo szybko nadszedł czas na decyzje wymagające wdrożenia docelowych rozwiązań, w tym prawnych – zwraca uwagę Paweł Panczyj, Dyrektor ds. Strategii i Rozwoju, ABSL. Dobre rozwiązania wymagają gruntownej wiedzy popartej doświadczeniem i my, jako sektor istniejący od 20 lat, dysponujemy taką wiedzą i danymi – podkreśla Panczyj.

Nowa koncepcja miejsca pracy

Nowe modele pracy, szczególnie w sektorze usług dla biznesu, znacznie wpłynęły na nieruchomości biurowe, z których korzystają korporacje.  Uelastyczniane są długoterminowe umowy najmu, redefiniuje się kultura organizacyjna i modele zarządcze, świat fizyczny przeplata się z wirtualnym – tworzy się nowy ekosystem wysokiej jakości miejsc pracy. Według danych Colliers (2020) przed pandemią tylko 34% pracowników deklarowało regularną pracę zdalną (jeden lub więcej dni w tygodniu). Po roku trwania pandemii prawie 67% pracowników stwierdza, iż chciałoby pracować z domu więcej niż 2 dni w tygodniu. To dwa razy więcej osób niż na początku lockdownu (tylko 37%).

– Zmiana stała się nieuchronną częścią naszej codziennej rzeczywistości i jedynym sposobem, aby podejść do niej konstruktywnie, jest jej przyjęcie. Kiedy myślimy o przyszłości miejsca pracy, cyfryzacja jest często pierwszą rzeczą, która przychodzi nam do głowy – i choć będziemy w dużej mierze polegać na technologii, w centrum naszej uwagi wciąż pozostają ludzie – ich bezpieczeństwo, dobre samopoczucie, umiejętności i kompetencje – podkreśla Monika RajskaWolińska, szefowa polskiego oddziału Colliers.

Nowe modele pracy

Praca zdalna wdrożona na szeroką skalę pociąga za sobą powstanie obowiązków wynikających z nowych regulacji prawnych w zakresie infrastruktury, kontraktowania pracy zdalnej czy też mobilności i umiejętności pracowników. Przyspieszenie rozwoju technologii już spowodowało zmiany w organizacji pracy i realizacji zadań na różnych stanowiskach. Trendem staje się otwarta gospodarka talentów (open talent economy) oznaczająca odejście od tradycyjnych struktur organizacyjnych na rzecz dynamicznych sieci. Pracodawcy, menadżerowie i pracownicy muszą odnaleźć osi w tym nowym środowisku, w którym elastyczność i zdolność adaptacji mają pierwszeństwo przed ustrukturyzowanym otoczeniem i standardowymi rolami.  

– Liderzy, podobnie jak pracownicy, którymi zarządzają, muszą zdobywać nowe umiejętności. Cechy nowego lidera wyraźnie różnią się od tych, które uznawane były za skuteczne w przeszłości. Nowe przywództwo to empatia, umiejętność jasnej komunikacji, uwzględnianie holistycznych potrzeb pracowników, umiejętne budowanie relacji na wzajemnym zaufaniu, a nie hierarchicznym zarządzaniu – podkreśla Daniel Wocial, CEO The Adecco Group w Polsce, Czechach i Słowacji.

Nowe kompetencje

W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy ludzie na całym świecie zrewidowali hierarchię swoich wartości. Z badań i analiz wynika, że jakość przywództwa stała się kluczowa zarówno w obliczu problemów, których doświadczamy jako całe społeczeństwo, jak i przy zdalnym zarządzaniu rozproszonymi zespołami. Nowe pokolenie, które weszło na rynek pracy będzie formowane przez pierwsze doświadczenia zawodowe. Międzynarodowa Organizacja Pracy (ILO) w sierpniu 2020 roku sformułowała pojęcie pokolenia lockdown, określając nim grupę młodzieży i młodych dorosłych (18-29 lat), która w czasie pandemii COVID-19 stawia pierwsze zawodowe kroki. Jednocześnie m. in. przyspieszona cyfryzacja wymusza pozyskiwanie nowych kompetencji. Z danych The Adecco Group wynika, że 54 proc. firm planuje wdrażać upskilling i reskilling przynajmniej dla części pracowników, a 32 proc. firm już zdefiniowało kompetencje, jakich firma będzie potrzebowała w przyszłości, i w tym kierunku planuje rozwój pracowników.

Kluczowym elementem rynku pracy w perspektywie długoterminowej jest dostępność pracowników posiadających odpowiednie kompetencje. Uwzględniając nasze potrzeby jako sektora usług wiedzochłonnych musimy zadbać, aby już dziś położony został zdecydowanie większy nacisk na rozwój kompetencji cyfrowych, naukę języków obcych oraz programy nauczania współtworzone z myślą o kompetencjach przyszłości – zaznacza Paweł Panczyj.

InPost publikuje wstępne wyniki za 2020 r. i ogłasza plan akwizycji Mondial Relay

InPost planuje akwizycję Mondial Relay, wiodącej francuskiej platformy dostaw przesyłek e-commerce, za ok. 565 milionów euro (ok. 2,6 mld zł). Tym samym InPost znacząco rozszerzy zakres działalności, przyspieszając rozwój międzynarodowy oraz umocni swoją pozycję jako wiodącego gracza na europejskim rynku dostaw dla e-commerce. Transakcja zostanie sfinalizowana po uzyskaniu opinii Rady Pracowniczej Mondial Relay oraz pod warunkiem uzyskania zgody organów regulacyjnych. Finansowanie pomostowe transakcji w okresie 365 dni zapewni konsorcjum siedmiu banków. Spółka zakłada, że zamknięcie transakcji nastąpi do końca drugiego kwartału 2021 roku. W okresie 12 miesięcy 2020 Mondial Relay uzyskał przychody ze sprzedaży w wysokości 437 mln euro oraz wypracował około 60 mln euro EBITDA.

Wstępne, niezaudytowane wyniki finansowe Integer.pl[1] za 2020 rok:

  • wzrost przychodów o 104% r/r do 2,532 mld zł
  • wzrost EBITDA o 184% r/r do 994 mln zł – marża EBITDA na poziomie 39,3%
  • wzrost wolumenu przesyłek w 2021 roku wyższy od oczekiwań

„Planowana akwizycja Mondial Relay we Francji to realizacja strategii zapowiedzianej podczas IPO na EURONEXT Amsterdam i jedna z największych zagranicznych inwestycji polskiej firmy w historii. Ekspansja międzynarodowa jest kluczowym elementem rozwoju InPost, a Mondial Relay zapewni nam obecność na jednym z największych rynków e-commerce w Europie. To skokowe przyspieszenie naszego wzrostu i zwiększenie wartości spółki. Zamknęliśmy znakomity dla InPost rok 2020, w którym dostarczyliśmy 310 milionów przesyłek i zwiększyliśmy sieć Paczkomatów® o prawie 50%. Ten niesamowity wzrost operacyjny przełożył się na bardzo dobre wyniki finansowe. W 2020 roku podwoiliśmy nasze przychody, zwiększyliśmy EBITDA o 184% i poprawiliśmy konwersję przepływów pieniężnych do 38%. Taka dynamika utrzymuje się w 2021 roku, a wolumeny paczek w pierwszych dwóch miesiącach roku wzrosły ponad dwukrotnie w porównaniu z tym samym okresem roku poprzedniego. Przed nami perspektywa długoterminowego wzrostu – jesteśmy pionierem rozwiązań ostatniej mili dla e-commerce” – podkreśla Rafał Brzoska, prezes InPost.

„Rozległa sieć Mondial Relay, obejmująca ponad 15.800 punktów odbioru i nadania, doskonale pasuje do naszej innowacyjnej sieci Paczkomatów®. Widzimy w tym połączeniu okazję do odblokowania niewykorzystanego popytu i przedefiniowania dostaw na ostatniej mili. Dzięki tej transakcji InPost może stać się wiodącym, ogólnoeuropejskim operatorem rozwiązań dostaw dla e-commerce, znacznie przyspieszając dostęp do wygody korzystania z Paczkomatów® dla konsumentów, e-sprzedawców, partnerów biznesowych i środowiska” – dodaje Michael Rouse, dyrektor zarządzający odpowiedzialny za rynki międzynarodowe w InPost.

Firma Mondial Relay – założona w 1997 roku, jest wiodącym dostawcą przesyłek dla e-commerce na rynku europejskim. Posiada około 15.800 punktów odbioru i nadania („PUDO”) we Francji, krajach Beneluksu i na Półwyspie Iberyjskim (stan na luty 2021). We Francji jest drugą co wielkości siecią, obejmującą 11.000 punktów oraz 4 centra dystrybucyjne. W 2020 roku obsłużyła 131 mln przesyłek – co czyni ją największym niezależnym graczem we Francji pod względem wolumenu. Mondial Relay obsługuje wiele największych platform handlu elektronicznego we Francji, a także indywidualnych sprzedawców detalicznych. W 2020 roku Mondial Relay osiągnął przychody w wysokości 437 mln euro oraz EBITDA na poziomie 60 mln euro.

Zakładane strategiczne efekty akwizycji

  • Znaczące przyspieszenie międzynarodowej ekspansji InPost
    • umocnienie pozycji wiodącego dostawcy przesyłek dla e-commerce w Europie
    • zwiększenie wolumenów obsługiwanych przesyłek – w 2020 roku łącznie 440 mln sztuk
    • zwiększenie zasięgu geograficznego i sieci obsługi do 28.000 punktów
    • wejście na jeden z największych i najbardziej atrakcyjnych rynków e-commerce, trzeci co do wielkości w Europie, wraz z pozyskaniem w pełni zintegrowanej platformy dostaw dla e-commerce
    • przy wartości szacowanej na ~56 mld euro, francuski rynek e-commerce jest około 5 razy większy niż polski, osiąga również jeden z najwyższych w Europie wskaźników penetracji usługami doręczeń poza adresem odbiorcy, szacowany na około 40%
  • Dostęp do rozbudowanej sieci logistycznej Mondial Relay, ogólnoeuropejskich relacji handlowych i korzyści wynikających z rozpoznawalności wśród klientów
    • możliwość odblokowania niewykorzystanego popytu i przedefiniowania dostaw detalicznych na ostatniej mili
    • wykorzystanie potencjału wzrostu e-commerce w wyniku pandemii COVID-19
    • szansa na zwiększenie wydajności, szybkości i wygody dotychczasowych usług firmy Mondial Relay, przede wszystkim dzięki wdrożeniu technologicznie zaawansowanej sieci Paczkomatów® oraz wykorzystaniu innowacji i doświadczenia InPost
  • Wzmocnienie „efektu koła zamachowego” i więcej ekologicznych rozwiązań dla dostaw z e-commerce
    • połączenie wiodącej pozycji rynkowej Mondial Relay i oferty InPost z w pełni skalowalną, opartą na technologii i wydajną siecią Paczkomatów® stworzy atrakcyjną, nową ofertę dla konsumentów, e-sprzedawców, partnerów biznesowych i miast na rynkach docelowych
    • dostawy do Paczkomatów® oznaczają znaczące korzyści dla środowiska, zmniejszając zanieczyszczenie i korki, a także wspierają e-sprzedawców w zakresie polityki zrównoważonego rozwoju
    • w porównaniu z tradycyjnymi dostawami pod adres odbiorcy, Paczkomaty® redukują emisję CO2 o około 2/3 na obszarach miejskich i o około 90% na obszarach wiejskich
    • uzupełniające się i zróżnicowane portfolio obu firm zapewni ogólnoeuropejskie możliwości sprzedaży krzyżowej

Zakładane finansowe efekty akwizycji

  • Zmiana międzynarodowej skali, oferty i możliwości rynkowych InPost
    • w 2020 roku Mondial Relay osiągnął przychody w wysokości 437 mln euro. Po sfinalizowaniu akwizycji udział międzynarodowych przychodów i EBITDA InPost wzrósłby do odpowiednio około 44% i 18%
    • wzrost EBITDA Mondial Relay o około 100-150 mln euro w perspektywie średniookresowej w stosunku do roku 2020
    • przyspieszenie rozwoju Mondial Relay i zwiększenie jego wartości przez:
      • lepsze wykorzystanie sieci – wprowadzenie Paczkomatów® w punktach obsługi, które zbliżają się do poziomu nasycenia oraz integracja partnerów handlowych pomiędzy wieloma rynkami w Europie
      • poszerzenie sieci – wykorzystanie BIG DATA do wdrażania Paczkomatów® w nowych lokalizacjach, zwiększenie wygody konsumentów
      • usprawnienia operacyjne – wzrost utylizacji i automatyzacji centrów logistycznych oraz wdrożenie rozwiązań sprawdzonych przez InPost w Polsce
    • skokowy wzrost wyników finansowych InPost, zwiększenie przepływów pieniężnych i szybkie zmniejszanie poziomu zadłużenia. Na bazie pro-forma współczynnik zadłużenia netto do EBITDA osiągnie około 3,5x bezpośrednio po transakcji
    • priorytetem będzie zmniejszenie zadłużenia do poziomu dźwigni netto wynoszącej około 2,0 – 2,5x EBITDA w ciągu 24 miesięcy po transakcji w efekcie zwiększenia poziomu EBITDA oraz wypracowywaniu dodatnich przepływów pieniężnych, przy jednoczesnym dalszym inwestowaniu w celu wspierania rozwoju na obecnych i nowych kluczowych rynkach – przede wszystkim w Polsce, Wielkiej Brytanii i Francji
  • Perspektywy rozwoju w segmencie międzynarodowym InPost
    • Wzrost liczby Paczkomatów do 2.000-3.000 w krótkim okresie i do 18.000-21.000 w perspektywie średnioterminowej, podczas gdy liczba punktów obsługi pozostanie stabilna
    • wolumen przesyłek na rynku międzynarodowym wzrośnie do 455-555 milionów w perspektywie średnioterminowej, dzięki wdrożeniu Paczkomatów® w Wielkiej Brytanii, Francji i innych regionach
    • przychody międzynarodowe osiągną w perspektywie średnioterminowej 4,8–5,9 md zł, podczas gdy marża EBITDA wzrośnie z kilkunastu do ponad dwudziestu procent, dzięki usprawnieniom operacyjnym i zwiększonej dźwigni operacyjnej
    • przyspieszenie wzrostu w segmencie międzynarodowym będzie generowane dzięki nakładom inwestycyjnym (CAPEX) w wysokości 10-15% przychodów międzynarodowych w perspektywie średniookresowej

Perspektywy spółki dotyczące segmentu krajowego pozostają niezmienione, zgodnie z prospektem emisyjnym z 20 stycznia 2021 r.

Podsumowanie perspektyw
pro forma dla segmentu
międzynarodowego
w perspektywie krótkookresowej w perspektywie średniookresowej
Liczba Paczkomatów #) 2,000-3,000 18,000-21,000
Liczba punktów obsługi (#) Utrzymanie stabilnej sieci punktów obsługi
Wolumen paczek (mln) 180-195 455-555
Przychody (mld zł) 2,26-2,38 4,80-5,90
Marża EBITDA (%) Kilkanaście Dwadzieścia kilka
CAPEX (mln zł) 250-320 10-15% przychodów

 

Wstępne nieaudytowane dane finansowe za rok 2020[2]

  • Przychody ogółem i EBITDA wzrosły o 104% i 184% r/r do odpowiednio 2,532 mld zł i 994 mln zł (marża EBITDA 39,3%). Marża EBITDA wzrosła o 11 pp. głównie dzięki dźwigni operacyjnej zwiększeniu efektywności.
  • W Polsce wolumen przesyłek wzrósł o 114% r/r do 308 mln paczek, czemu sprzyjał wzrost liczby wdrożonych Paczkomatów o 50% r/r – do 10.776.
  • Wolumeny przesyłek na rynku międzynarodowym wzrosły o 340% r/r – do 2,2 mln paczek, przy 27% .wzroście liczby wdrożonych Paczkomatów – do 1.478.
  • Nakłady inwestycyjne za rok 2020 wyniosły 537 mln zł, czyli 21% przychodów – co stanowi wzrost o 68% r/r.
  • Przepływy pieniężne w wysokości 380 mln zł, konwersja gotówkowa EBITDA (przed opodatkowaniem i bez rat leasingowych): 38%.

 

Rok finansowy 2019 Rok finansowy 2020 Wzrost rok do roku
Liczba Paczkomatów (#) 8352 12254 +47%
w tym: Polska 7186 10776 +50%
w tym: międzynarodowe 1166 1478 +27%
Wolumen paczek w Polsce (mln) 144 308 + 114%
w tym: Paczkomaty 103 247 +140%
w tym: dostawy do domu 40 61 +53%
Wolumeny przesyłek na rynku międzynarodowym (mln)[3] 0,5 2,2 +340%
Podsumowanie wyników finansowych
mln zł, chyba że określono inaczej Rok finansowy 2019 Rok finansowy 2020 Wzrost rok do roku
Przychody 1243 2532 + 104%
w tym: Polska 1236 2514 +103%
w tym: międzynarodowe 7 18 +153%
EBITDA 350 994 + 184%
w tym: Polska 376 1038
w tym: międzynarodowe (26) (44)
Marża EBITDA 28% 39%
Capex (320) (537) +68%
% revenue 26% 21%
Przepływy gotówkowe (FCF) 35 380 +988%
Konwersja[4] 10% 38%
Dźwignia finansowa netto[5] 2.2x 2.4x

Wyniki finansowe Grupy InPost za rok 2020 zostaną opublikowane 30 marca 2021 roku.

[1]Przedstawione wyniki dotyczą Integer.pl, spółki w 100% zależnej od InPost SA, która obejmuje wszystkie podmioty operacyjne grupy InPost w Polsce i innych obszarach geograficznych.

[2]  Przedstawione wyniki są wynikami Integer.pl, spółki w 100% zależnej od InPost SA, która obejmuje wszystkie jednostki operacyjne grupy InPost w Polsce i innych obszarach geograficznych, a zadłużenie netto jest prezentowane pro-forma w związku z reorganizacją opisaną w prospekcie Spółki z dnia 20 stycznia 2021

[3] Obejmuje Wielką Brytanię i Włochy. Liczba Paczkomatów we Włoszech pozostała niezmienna we wszystkich rozpatrywanych okresach, na poziomie 344

[4]  (operacyjny EBITDA – zmiana kapitału obrotowego netto – CAPEX) / operacyjny EBITDA.

[5] Dług netto / operacyjny EBITDA.

Startuje projekt Fundacji Impact i Mastercard wspierający polskich przedsiębiorców w ich cyfrowym rozwoju

„E-business vs. lockdown” to program akceleracyjny oraz projekt edukacyjny realizowane w ramach grantu przyznanego Fundacji Impact przez Mastercard Center For Inclusive Growth.

Fundacja Impact rozpoczęła działania w ramach „E-business vs. lockdown” – projektu realizowanego z grantu przyznanego przez Mastercard Center for Inclusive Growth, który ma pomóc polskim MŚP w ich cyfrowej transformacji w obliczu trwającej pandemii koronawirusa. „Sercem” projektu jest portal Impactebusiness.com, za pośrednictwem którego przedsiębiorcy mogą wziąć udział w rekrutacji do programu akceleracyjnego, jak również mają dostęp do części edukacyjnej – webinariów oraz artykułów poradnikowych.

Trwająca pandemia wymusiła na wielu biznesach zmianę modelu funkcjonowania, a sprzedaż stacjonarna w przypadku niektórych branż została mocno ograniczona. Ratunkiem dla polskich firm MŚP jest rozpoczęcie sprzedaży w internecie. Projekt Fundacji Impact przy wsparciu Mastercard Center for Inclusive Growth ma pomóc małym i średnim przedsiębiorcom postawić swoje pierwsze kroki w internetowym biznesie.
Trzy sposoby na cyfrowe przyspieszenie

W ramach projektu przedsiębiorcy potrzebujący wsparcia w cyfrowej transformacji mogą wziąć udział w programie akceleracyjnym. Rekrutacja do niego jest dostępna na stronie Impactebusiness.com, a zgłoszenia można przesyłać za pośrednictwem internetowego formularza. 20 najciekawszych pomysłów otrzyma pomoc ekspercką w prowadzeniu e-biznesu. Wsparcie dla poszczególnych MŚP będzie dobierane indywidualnie, w zależności od stopnia zaawansowania rozwoju danego biznesu. Każda z wybranych ostatecznie do programu firm może liczyć na wsparcie dedykowanego eksperta. Ten biznesowy konsulting będzie dotyczył przede wszystkim narzędzi pomocnych w budowie i rozwoju e-sklepu, a także skutecznej promocji w internecie – to dwa obszary szczególnie ważne dla przedsiębiorcy stawiającego swoje pierwsze kroki w e-commerce.

Portal Impactebusiness.com dostarcza też cennej, praktycznej wiedzy, przydatnej w rozwoju internetowego biznesu. Przedsiębiorcy mogą brać udział w webinariach, organizowanych cyklicznie raz w tygodniu, a każde webinarium dotyczy innego obszaru związanego z e-commerce. W czasie najbliższych spotkań przedsiębiorcy dowiedzą się m.in. o tym, jak krok po kroku założyć sklep internetowy, zapoznają się z tematyką e-marketingu, kwestii prawnych w prowadzeniu biznesu (w tym RODO) czy internetowej reklamy. O wysoką atrakcyjność spotkań zadbają ich prowadzący – eksperci z wieloletnim doświadczeniem w branży internetowej sprzedaży.

Udział w webinariach jest bezpłatny, aczkolwiek liczba miejsc jest ograniczona. Wszystkie webinaria będą także możliwe do odtworzenia na stronie Impactebusiness.com.

Na portalu znajduje się też duża dawka wiedzy nt. e-commerce. Z artykułów autorstwa m.in. praktyków branży można dowiedzieć się m.in. o potencjale tego rynku, aktualnych trendach, pozyskiwaniu finansowania, prowadzeniu działań marketingowych, budowie skutecznych modeli biznesowych i wielu innych.

„Digitalizacja małych i średnich firm to ogromna szansa dla całej gospodarki w obliczu kryzysu spowodowanego pandemią. Program wsparcia i edukacji przedsiębiorstw z sektora MŚP na drodze do cyfrowej transformacji to nasza odpowiedź na wyzwania związane z Covid-19, a także realna pomoc dla tych biznesów, które mają odpowiednie warunki, żeby szybko absorbować innowacje. Wierzymy, że nasze wsparcie przyniesie wymierne korzyści, a nasi beneficjenci wzmocnią swoją pozycję na konkurencyjnym, a jednocześnie niezwykle dynamicznie rozwijającym się rynku” – mówi Urszula Hasiec, Prezes Fundacji Impact.

E-commerce szczepionką na kryzys

Projekt „E-business vs. lockdown” jest realizowany w ramach grantu w wysokości 200 tys. USD (ok. 750 tys. zł) przyznanego Fundacji Impact przez Mastercard Center for Inclusive Growth. Instytucja ta wspiera zrównoważony wzrost gospodarczy i walczącej z wykluczeniem społecznym na całym świecie. Centrum wykorzystuje zasoby i kompetencje Mastercard, w tym analizę danych, fachową wiedzę i technologie, zarządzając jednocześnie funduszami na niezależne badania naukowe, skalowanie globalnych programów filantropijnych, a także aktywizację liderów, innowatorów i działaczy społecznych.

„W Mastercard rozumiemy, jak ogromny wpływ na funkcjonowanie gospodarki mają małe i średnie przedsiębiorstwa. Pandemia koronawirusa wyhamowała rozwój wielu takich firm, ale obok nowych wyzwań pojawiły się także możliwości. Konsumentów jeszcze łatwiej niż wcześniej można znaleźć w internecie, dlatego polskim MŚP, wspólnie z Fundacją Impact pomagamy w cyfrowej transformacji ich biznesów” – mówi Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny na Polskę, Czechy i Słowację w Mastercard Europe.

Znaczenie sektora e-commerce w polskim handlu systematycznie wzrasta. Według szacunków firmy badawczej PMR, w 2020 r. wartość polskiego rynku e-commerce wzrosła do 77 mld zł z 61 mld w 2019 r., co daje przeszło 30 proc. wzrost r/r. Obserwuje się duży wzrost dynamiki otwierania nowych sklepów internetowych, zaś prognozowana wartość sprzedaży internetowej w całości sprzedaży detalicznej w 2025 r. ma wynosić już 19% .

To już rok pandemicznych zakupów w sieci. Co się zmieniło w e-commerce?

Dokładnie rok temu sklepowe półki z makaronem i środkami higieny błyskawicznie pustoszały, a popularność frazy “zakupy online” w Google szybowała w górę. Co prawda panika zakupowa okazała się krótkotrwała, ale kolejne miesiące stały się dla polskiego e-handlu najciekawszym czasem od jego powstania. Oto jak pandemia zmieniła świat sprzedających i kupujących.

1. Zakupy internetowe barometrem nastrojów.

Pierwsze oznaki, że koronawirus z zagranicznej ciekawostki staje się częścią naszej codzienności widoczne były właśnie w zakupach internetowych. Zanim jeszcze w Polsce pojawił się pacjent zero, w internetowych sklepach z asortymentem medycznym wyprzedane zostały maseczki. Podobny los spotkał rękawiczki jednorazowe i płyny do dezynfekcji. To był dowód, że Polacy szykowali się na zaostrzony reżim sanitarny.
– Od kilkunastu miesięcy słupki sprzedaży rozmaitych produktów podpowiadają nam, co się właściwie dzieje w kraju. Na początku lockdownu na naszej platformie mocno rosła sprzedaż zabawek i gier planszowych. Później nadzwyczajnie duże wzrosty sprzedaży odnotowały sklepy z kategorii Dom i ogród, zaś pod koniec wiosny rosła sprzedaż akcesoriów sportowych, co pokazywało, że już wychodzimy z domów. Artykuły szkolne zaczęto kupować w sieci zanim jeszcze ogłoszony został powrót uczniów do szkół, a prezenty świąteczne kupowaliśmy online już w listopadzie, nie czekając na oficjalne decyzje w sprawie otwarcia galerii handlowych. Statystyki platform e-commerce i marketplace to obecnie bardzo ciekawy wskaźnik postaw polskich konsumentów – zauważa Oliwia Tomalik, Marketing Manager Shoper.

2. Kurierzy dali radę

Pierwszym tygodniom domowej izolacji towarzyszyły obawy konsumentów, czy branża logistyczna udźwignie dodatkowe ciężary, które niespodziewanie nałożył na nią rok 2020. Kurierzy, jako osoby często kontaktujące się z wieloma różnymi ludźmi, mieli być bardziej narażeni na zakażenie, a podejmowane środki ostrożności miały ograniczać wydajność ich pracy. Przy szybko rosnącej liczbie paczek spodziewano się, że e-commerce szybko “zablokuje się” od strony logistycznej. Tak jednak się nie stało. Domowy tryb życia kupujących okazał się ułatwieniem dla kurierów i choć terminy dostaw niektórych sklepów wydłużyły się przejściowo o ponad tydzień, to sytuacja szybko wróciła do normy

3. Imponujące wzrosty zakupów – zwłaszcza w kwietniu

Statystyki Google Trends pokazują, że szczyt popularności hasła “zakupy online” przypadł na przełom marca i kwietnia. To w tym czasie miliony osób, które dotąd nie kupowały w sieci, postanowiły spróbować. Nauka najwyraźniej nie była trudna – w kwietniu 2020 r. kupujących w sklepach Shoper było o 122 proc. więcej w porównaniu z kwietniem 2019 r. W kolejnych miesiącach wzrost sprzedaży nie był tak spektakularny, ale sporo osób, które przekonało się do kupowania online tamtej wiosny, robi to do dziś.

4. Płacimy szybciej i wygodniej

Obawom co do negatywnych konsekwencji dla zdrowia płynących ze spotkań kupujących z kurierami towarzyszyły zmiany w sposobie dostarczania paczek. Praktycznie zniknęła konieczność potwierdzania odbioru odręcznym podpisem. W zaniku jest również opłacenie zamówienia za pobraniem. Ten trend był widoczny już od kilku lat, a pandemia dodatkowo go przyspieszyła. W miejsce pobrania i przelewu szybko wchodzą wygodne płatności online. Według ubiegłorocznego raportu Shoper. “Płatności w sklepach internetowych 2015-2020” aż 62 proc. zamówień internetowych opłacanych jest tą metodą.

5. Dużo nowych sklepów internetowych

Opublikowany w połowie 2020 r. raport Bisnode na temat e-commerce wskazywał, że od początku roku powstało w Polsce 5,5 tys. sklepów internetowych. Szacunki ekspertów z końca roku wskazują, że ten trend się utrzymał i w sieci działało o 10 tys. lub nawet 12 tys. więcej polskich sprzedawców niż rok wcześniej.

– Nasze statystyki wskazują, że pandemicznym hitem, jeśli chodzi o nowe sklepy internetowe, jest kategoria Delikatesy. W pierwszej połowie ubiegłego roku niemal co piąty sprzedawca, który otwierał sklep na naszej platformie, sprzedawał artykuły spożywcze. To bardzo dobry wynik zważywszy na to, że wcześniej ta branża pozostawała w cieniu wnętrzarskiej czy odzieżowej. Choć wróżono jej ciekawą przyszłość – ze względu na dotychczasowe przyzwyczajenia klientów – pandemia nauczyła nas, że zakupy spożywcze można robić też w internecie. Zupełnie tak, jak zakupy kosmetyków czy ubrań – zauważa Oliwia Tomalik.

Nowością, która pojawiła się w firmie Shoper w czasie pandemii, był voice bot wykonujący połączenia telefoniczne do nowych sprzedawców, aby pomóc im skonfigurować sklep. Wsparcie wirtualnej asystentki okazało się nieodzowne wiosną, czyli w czasie, gdy lawinowo przybywało nowych klientów wymagających profesjonalnej obsługi.

6. Silniejsza promocja e-zakupów

To nie tylko subiektywne wrażenie użytkowników internetu, że przeglądając sieć, częściej widzą komunikaty zachęcające do kupowania online niż miało to miejsce przed pandemią. W maju ubiegłego roku Shoper policzył, że wydatki sprzedawców na reklamy Facebook Ads, wzrosły w porównaniu ze styczniem aż o 142 proc.! Ewidentnie właściciele e-sklepów postanowili kuć żelazo, póki gorące. Szybko dołączyli do nich duzi gracze, którzy w 2020 r. zamienili udział w branżowych targach na tańsze eventy online i ograniczyli reklamę outdoorową. Mogli więc przesunąć wydatki na promocję, w stronę działań które w obecnej sytuacji biznesowo rokują najlepiej, czyli sprzedaży online.

7. Fala inwestycji i zainteresowania mediów

Lepsza rentowność e-commerce’owych biznesów nie umknęła uwadze inwestorów. Duzi gracze zauważyli też, że rozwiązania usprawniające logistykę, UX czy relacje partnerskie właśnie w tym wyjątkowym czasie, mogą budować przewagę konkurencyjną na lata. Stąd w kilka miesięcy od początku pandemii ruszyła fala inwestycji i debiutów giełdowych w sektorze e-handlu – zarówno w Polsce jak i za granicą. Największym echem odbiło się wrześniowe wejście Allegro na warszawską giełdę, media szeroko komentowały też debiut InPostu na parkiecie w Amsterdamie jak również ujawnione niedawno plany giełdowe Shopera.

8. Klienci zostają przy zakupach w internecie

Część analityków prognozowała, że napływ nowych kupujących do sklepów internetowych będzie czasowy i z chwilą, gdy galerie handlowe zostaną odmrożone, wszystko wróci do stanu sprzed pierwszych doniesień o koronawirusie. Nie do końca mieli rację. Choć po wiosennym szczycie intensywność zakupów online zmalała, wciąż jest dużo większa niż przed pandemią. Dojście do takiego poziomu rozwoju we wcześniejszym tempie zajęłoby branży e-commerce ok. 3-5 lat. Na platformie Shoper Black Friday 2020 był rekordowy, choć jeszcze ciekawszym zjawiskiem było rozciągnięcie zakupowego święta na cały miesiąc.
– Już w pierwszy weekend listopada sprzedaż naszych sklepów poszła mocno w górę i ten poziom utrzymywał się praktycznie do końca miesiąca. Black Week również wyróżnia się na plus w naszych statystykach, choć widać jednocześnie, że czas intensywnego kupowania rozciągnął się na cały miesiąc, dzięki czemu sprzedawcy poprawili rekordowy wynik sprzedażowy z kwietnia – mówi Oliwia Tomalik z Shoper.

9. Kupowanie ubrań, kosmetyków i książek najszybciej przenosi się do sieci

W niektórych grupach produktów przejście na zakupy online było niemal rewolucyjne. Ostatni raport firm Shoper i SMSAPI “Komunikacja sklepów internetowych” pokazuje, że aż co trzeci Polak w czasie pandemii przerzucił się na kupowanie odzieży, kosmetyków i książek w sieci. Największym wzrostem sprzedaży za pośrednictwem internetu cieszyły się produkty z kategorii Zdrowie i uroda. Ponad 34 proc. badanych zadeklarowało, że w czasie pandemii zaczęło częściej kupować te produkty w sklepach internetowych.

10. Więcej innowacji i zatrudnionych w e-handlu

Pandemia stała się czasem przełamywania starych schematów – również w obszarze e-handlu. Jednym z ciekawszych zjawisk była popularyzacja systemu curbside pickup, czyli dosłownie “odbioru z krawężnika”. Zrywa on z przekonaniem, że zakupy online muszą dotrzeć do domu klienta lub paczkomatu. Jest inaczej – kupujący sam po nie jedzie do punktu odbioru, bo tak jest dla niego szybciej i wygodniej. W sferze opłacania zamówień interesującą nowością stały się płatności odroczone – na platformie Shoper uruchomione w styczniu we współpracy z PayPo.

Rośnie popyt na pracowników w firmach z sektora e-commerce. Jak podawała w sierpniu Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, liczba ofert pracy w tej branży zwiększyła się w ciągu roku aż o 40 proc.

Konsultacja merytoryczna artykułu: Agencja E-commerce PROWESO.

Polacy na wielkanocne zakupy spożywcze wydadzą średnio 300-400 zł

W tym roku konsumenci przeważnie wydadzą na wielkanocne zakupy spożywcze 300-400 zł. W zeszłym roku była to wartość 200-300 zł. Do tego widać, że przybyło 5% osób, które chcą kupować głównie w promocjach. Z badania również wynika, że obecnie dla Polaków będzie liczyć się przede wszystkim cena, jakość oraz promocja. Znaczenie tych kwestii wzrosło odpowiednio o 6%, 5% i 9%. Ponadto o niecałe 4% więcej klientów ruszy do sklepów z gotowymi listami zakupów.

Jak wykazało badanie „INTENCJE ZAKUPOWE POLAKÓW – Wielkanoc 2020 vs 2021”, zrealizowane przez UCE RESEARCH dla Grupy BLIX, Polacy najczęściej planują zainwestować w świąteczne zakupy  spożywcze 300-400 zł – 24% (rok wcześniej – 23%). Kwotę 200-300 zł chce wydać 22% konsumentów (poprzednio – 29%), a 400-500 zł – 18% (w 2020 roku – 13%). Do 200 zł przeznaczy 8% (rok temu – 15%). 500-600 zł deklaruje 8% badanych (wcześniej  – 5%), a powyżej 600 zł – 6% (poprzednio – 3%). 11% ankietowanych jeszcze nie podjęło decyzji (wynik r/r bez zmian). Z kolei dla 4% nie ma to znaczenia (poprzednio – 3%).

– Konsumenci przeznaczą na wielkanocne potrawy nieco więcej pieniędzy niż rok temu. Te deklaracje wpisują się w zmiany struktury koszyka zakupowego, jakie nastąpiły pod wpływem pandemii. Jedną z nich jest rosnący udział wydatków na żywność. Mniejsze kwoty wydawane na towary nieżywnościowe i usługi, brak możliwości konsumpcji w restauracjach, a także wzrost cen niektórych produktów to czynniki sprzyjające podnoszeniu wartości zakupów – tłumaczy Mariusz Dziwulski z Zespołu Analiz Sektorowych Banku PKO BP.

Z kolei ekonomista Marek Zuber przekonuje, że nastroje konsumentów są naprawdę złe. Polacy mają świadomość tego, że wszystko drożeje, a tarcze antykryzysowe wkrótce będą się kończyły. Jednak przy okazji świąt ludzie chcą odreagować pandemiczne stresy, m.in. konsumując bardziej wyszukane potrawy, zwłaszcza że poprzednia Wielkanoc i ostatnie Boże Narodzenie w większości obchodzili wyjątkowo skromnie.

– Obecnie wyniki badania trzeba przyjmować z dużą rezerwą. Jeśli przed świętami pogorszy się sytuacja pandemiczna i zostaną wprowadzone nowe restrykcje gospodarcze lub ograniczenia w przemieszczeniu się, to konsumenci mogą jednak zmniejszyć swoje wydatki. Jeżeli nic negatywnego się nie wydarzy, to faktycznie będą chcieli wynagrodzić sobie poprzednie skromne święta i wtedy zrobią większe zakupy. Jednak już  teraz widać, że raczej trzeba się nastawić na ten pierwszy scenariusz – przewiduje Krzysztof Zych, główny analityk UCE RESEARCH.

Podobnie jak przed poprzednią Wielkanocą, Polacy chcą zrobić zakupy w promocjach. Raczej tak planuje 43% badanych, a jest o tym przekonanych 45% ankietowanych (w zeszłym roku – odpowiednio 46% i 37%). Oznacza to, że nieznacznie przybyło osób stawiających na rabaty. W ocenie Marcina Lenkiewicza, wiceprezesa Grupy BLIX, z roku na rok konsumenci stają się coraz bardziej rozważni i pragmatyczni. I to badanie wyraźnie to pokazuje.

– Sklepy przyzwyczaiły ludzi do promocji, odbudowując kolejne okresy ograniczeń. A konsumenci pilnują swoich wydatków, bo czasy są niepewne. Jeśli tylko mogą oszczędzać, robią to. Natomiast zwiększony o 5% odsetek Polaków korzystających z promocji jest niewielki – uważa dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia „Forum Dialogu Gospodarczego”.

Polacy, podobnie jak w zeszłym roku, będą szukać promocji głównie w gazetkach online. Dopiero na drugim miejscu zostały wskazane półki sklepowe, na trzecim – gazetki papierowe, a dalej – strony internetowe samych sklepów. To ewidentnie pokazuje, że publikacje gazetkowe wciąż są najważniejsze w kwestii poszukiwania rabatów.

– Gazetki prezentują najlepsze okazje i nowości produktowe. A w czasach pandemii nowe technologie zaczęły ten proces bardziej wspierać. Dają jednocześnie dostęp w czasie rzeczywistym do wszystkich aktualnych możliwości. Konsument ma poczucie, że dzięki tego typu publikacjom kontroluje swoje decyzje zakupowe. Wzrost zainteresowania tego typu publikacjami można zauważyć również na większości rynków europejskich – mówi ekspert z Grupy BLIX.

Badani zapewniają, że najbardziej liczy się dla nich cena, jakość i promocja. Mniej ważne są takie kwestie, jak dostępność i marka oraz opinie rodziny czy znajomych. Zestawienie zamyka reklama. Do tego widać, że cena, jakość i promocja wzrosły r/r na znaczeniu – odpowiednio o 6%, 5% i 9%. Z kolei dostępność spadła r/r o 16%. Marka i reklama jest na tym samym poziomie.

– Cena, jakość i promocja to klasyka. Te kwestie zawsze się liczą, a przed świętami szczególnie, bo kupuje się więcej. Pozostałe czynniki to formy swoistej gwarancji dla głównych kryteriów, np. marka – dla jakości, w tym dla prestiżu. Reklama zaś to wskazówka i sprawa wstępnej oceny nabytku z danej kategorii świątecznej – stwierdza dr Faliński.

Ponadto z badania wychodzi, że w tym roku Polacy znowu ruszą do sklepów z wcześniej przygotowanymi listami zakupów. Zdecydowanie tak zamierza 67,9% respondentów (w 2020 roku – 59,4%), a raczej w ten sposób planuje 26% ankietowanych (rok wcześniej – 30,7%). Zatem różnica rok do roku jest na niewielkim poziomie.

– Pomimo mniejszej obawy związanej z przebywaniem w sklepie w czasie pandemii, zakupy FMCG stały się bardziej planowane. Sporządzenie listy pomaga zarządzać wydatkami. Dla przykładu warto powiedzieć, że aplikacje, na podstawie których z poziomu gazetki można ją przygotować, biją rekordy popularności. Pozwalają bowiem np. na dzielenie się celami zakupowymi z członkami rodziny i to wiele ułatwia – podsumowuje Marcin Lenkiewicz.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 26.02-01.03.2021 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH dla Grupy BLIX na reprezentatywnej próbie 1118 dorosłych Polaków.

Najem przyszłością rynku mieszkaniowego?

15% całkowitych zasobów mieszkaniowych w Polsce to mieszkania przeznaczone na wynajem. Silne fundamenty ekonomiczne, luka mieszkaniowa oraz niski wskaźnik dostępności mieszkań na tysiąc mieszkańców w Polsce przyciągają inwestorów, którzy coraz chętniej deklarują chęć stworzenia portfeli liczących setki, a nawet tysiące nowych mieszkań na wynajem.

Obecnie w Polsce 2,3 mln mieszkań to mieszkania przeznaczone na wynajem, znajdujące się w rękach prywatnych lub gmin. W wyniku pandemii, a co za tym idzie, zawieszenia zajęć na uczelniach wyższych, wyjazdu studentów do rodzinnych miejscowości lub krajów, spadku ruchu turystycznego i wprowadzenia pracy zdalnej w wielu firmach, czynsze najmu w siedmiu głównych miastach Polski spadły w ujęciu rocznym średnio od 1% (Gdańsk) do 10% (Kraków).

miesięczne stawki czynszuPomimo spadków średnich stawek czynszu, rośnie liczba inwestorów instytucjonalnych PRS deklarujących chęć wejścia do Polski i stworzenia portfeli liczących setki, a nawet tysiące mieszkań na wynajem. Najbardziej aktywna grupa inwestorów to specjalistyczne fundusze niemieckie, fundusze private equity z USA i Wielkiej Brytanii oraz inne specjalistyczne instytucje inwestycyjne z regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

W chwili obecnej na rynek najmu instytucjonalnego w Polsce składa się 30 inwestycji, w ramach których oferowanych jest ok. 5 500 mieszkań.

Liczba mieszkań planowanych lub będących w budowie z przeznaczeniem na wynajem, szacowana jest na 35 000, z czego ok. 10-15% zostanie oddanych do użytku na przestrzeni najbliższych 12-18 miesięcy.

W najbliższych 3-5 latach sektor PRS będzie się rozwijał poprzez zakupy bezpośrednie projektów deweloperskich, głównie na zasadzie forward purchase i forward funding oraz większych przedsięwzięć typu joint venture dotyczących portfeli projektów mieszkaniowych lub platform deweloperskich. Poziom cen będzie uzależniony od sukcesu pierwszych transakcji, jakości operatora, konkurencji ze strony rynku mieszkań kupowanych na własność, kosztów operacyjnych i zabezpieczeń przed ryzykiem kursowym, a także od możliwości pozyskania finansowania bankowego – mówi Mira Kantor-Pikus, Partner, Doradztwo Dłużne, Kapitałowe i Alternatywne Inwestycje, Rynki Kapitałowe, Cushman & Wakefield Polska.

Cały raport dostępny jest pod linkiem: https://info.cushmanwakefield.com/l/263412/2021-03-03/3jfsmr

Hakerzy manipulowali rządami wybranych państw w sprawie zamówień szczepionek na COVID-19

ze zdwojoną siłą łańcuchy dostaw chcąc opóźnić dostęp do szczepionek, ukraść cenne dane i osiągnąć ogromne zyski. W konsekwencji dezinformacji o procesie zatwierdzania szczepionek przez Europejską Agencję Leków (EMA), niektóre państwa zaczęły poszukiwania alternatywnych źródeł. W ostatnich tygodniach Węgry i Słowacja podjęły decyzję o złamaniu europejskiego porozumienia w sprawie wspólnych zamówień. Teraz o pozaeuropejskich dostawcach szczepionek głośno zaczynają mówić rządy Czech i Polski.

Ataki dezinformacyjne hakerów na łańcuchy dostaw szczepionek przeciwko COVID-19 mogły zmusić rządy niektórych państw do poszukiwania alternatywnych dostawców. Check Point już pod koniec zeszłego roku ostrzegał o atakach cyberprzestępców na sektor zdrowia i producentów szczepionekujawnia Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point w Polsce.

 

EMA poinformowała niedawno o ​​trwającym śledztwie dotyczącym setek zainfekowanych e-maili i ‘’zmanipulowanych’’ opinii o wybranych szczepionkach, otrzymywanych przez pracowników tej instytucji od hakerów. Cyberprzestępcy chcieli wykraść poufne dane dotyczące wybranych szczepionek na COVID-19, będące w posiadaniu tej organizacji. Sprawą natychmiast zajął się Interpol i ostrzegł rządy 194 krajów przed atakami związanymi ze szczepionkami.

Celem ataku był dostęp do poufnym dokumentów o szczepionkach firm Pfizer i BioNTech. Przypuszcza się, że wrogie państwa próbowały ukraść tajemnice szczepionek, w celu manipulacji informacjami o ich skuteczności. Ostatnie ataki mogły prowadzić do podważenia zaufania do wybranych szczepionek i zaburzyć proces oceny i dopuszczenia kolejnych leków przez EMA dokonywany w oparciu o wiarygodne dowody naukowe dotyczące bezpieczeństwa, jakości i skuteczności danej szczepionki – informowała niemiecka agencja Deutsche Welle– Oprócz poszukiwania danych o nowych szczepionkach i korzyści finansowych, coraz częściej dochodzi do prób zakłócenia łańcucha dystrybucji szczepionek i spowolnienia dostarczania szczepionki tym krajom, które jej potrzebują – ostrzegają eksperci firmy Check Point. W opinii ekspertów działania hakerów mają na celu wywołanie niepokoju wśród państw oczekujących na kolejne partie dostaw szczepionki od dostawców. Dodatkowo może wywoływać obawy wśród obywateli, co do skuteczności leków wybranych producentów.

Pomimo, iż Europejska Agencja Leków poinformowała o podjęciu „niezbędnych działań” w odpowiedzi na włamanie, a dochodzenie jest w toku, działania EMA spotkały z ostrą krytyką ze strony Niemiec i innych krajów członkowskich UE za to, że proces zatwierdzania szczepionek przeciwko wirusowi odbywa się zbyt długo. Rządy Węgier i Słowacji nie chciały już czekać dłużej na decyzje EMA czy innych organów UE w zakresie negocjacji i zapewnienia oczekiwanych ilości szczepionek i złożyły zamówienia u producentów w Rosji (Sputnik V) i Chinach (Sinopharm). Wkrótce po tym okazało się, że w ślad za tymi krajami podążają Czechy. – Po konsultacji z premierem wysłałem list do prezydenta Rosji z prośbą o dostawę szczepionki Sputnik – powiedział w telewizji Prima prezydent Czech Milos Zeman. Czesi nie zamierzają czekać, aż EMA da zielone światło dla szczepionek rosyjskiej i chińskiej. Temat alternatywnych dostaw szczepionek zaczyna być dyskutowany w Polsce.

Być może właśnie takich reakcji oczekują cyberprzestępcy kierując kolejne ataki na łańcuchy dostaw szczepionek przeciw COVID-19 – oceniają eksperci. 

Chłodniczy łańcuch dostaw szczepionek to sieć logistyczna, która umożliwia transport szczepionek z miejsca ich produkcji do klinik podstawowej opieki zdrowotnej na całym świecie w niskich temperaturach wymaganych dla ich skuteczności.

– Analizując cyberzagrożenia, przed którymi stoi łańcuch dostaw szczepionek Covid-19, należy wyodrębnić dwie grupy: osoby tworzące, dystrybuujące i śledzące szczepionkę oraz osoby otrzymujące ją – podkreślają eksperci ds. cyberbezpieczeństwa. Z danych firmy Check Point wynika, że zainteresowanie i handel szczepionkami w darknecie rośnie w zatrważającym tempie. Jednocześnie skokowo wzrosła cena szczepionki z takiego źródła – z 250 USD do ponad 1.250 USD. Zazwyczaj płatności są pobierane w Bitcoinach, co pozwala sprzedawcom chronić swoją tożsamość i utrudnia śledzenie płatności

Ogromne zainteresowanie szczepionkami widać również po ilości domen i ogłoszeń oferujących szczepionki na COVID-19. W ciągu zaledwie kilku miesięcy ich ilość wzrosła o 300 proc. Wśród nich, blisko 300 domen zostało oznaczonych przez Check Point jako potencjalnie groźne dla użytkowników.

Nie jest tajemnicą, że koronawirus zmienił sposób, w jaki żyjemy, ale niewielu w pełni rozumie, jak doświadczenie pandemii zmieniło zachowania hakerów. Napływ pacjentów z koronawirusem całkowicie zmienił tryb pracy szpitali, wpływając również na pracę administracji. Dostrzegają to niektórzy hakerzy, dokonujący ataku w sytuacji kryzysowej i próbując wykorzystać swoją okazję. Zakładamy, że w tym roku ten trend się utrzyma, dlatego szpitale oraz inne placówki medyczne powinny informować swoich pracowników o zagrożeniach płynących m.in. ze złośliwych wiadomości e-mail – mówi Wojciech Głażewski, Country Manager firmy Check Point w Polsce.

Krajobraz zagrożeń wydaje się ponury, ale stanie się ofiarą tych przestępstw nie musi być nieuniknione dla pracowników służby zdrowia.

– Najskuteczniejszym sposobem walki z takimi atakami jest edukacja i ostrzeganie ludności o legalnym procesie otrzymywania szczepionki. Jak w każdym łańcuchu dostaw, napastnicy polują na najsłabsze ogniwo – czynnik ludzki. Przestępcy próbują zidentyfikować technologię używaną przez ich cel, w tym sprzęt i oprogramowanie. W związku z tym upewnienie się, że wszystkie urządzenia są zabezpieczone, ma kluczowe znaczenie – podsumowuje Wojciech Głażewski z Check Point.

Huśtawka rentowności obligacji USA

Huśtawka rentowności obligacji USA nadaje kierunek dla pozostałych klas aktywów. W piątek nagłe przerwanie stabilizacji wyciąga dochodowość 10-latek do 1,63 proc., co przeradza się w umocnienie USD. Zmiany na rynku długu czynią posiedzenie FOMC w tym tygodniu jeszcze bardziej istotnym, choć dominują oczekiwania kolejnego rozczarowania brakiem reakcji na wzrost rentowności.

Jeszcze w ostatnich godzinach przed weekendem USD zyskiwał do głównych walut w ślad za wzrostami rentowności obligacji skarbowych USA (10-latki: 1,63 proc.). Nie było bezpośredniego katalizatora dla ruchów, choć można domniemywać, że krótki okres między decyzją EBC a posiedzeniem FOMC, gdzie ta pierwsza była nakierowana na zatrzymanie wzrostu rentowności, podnosi nerwowość wśród inwestorów i może prowadzić do nagłych zwrotów cen aktywów. Ekscytacja z tytułu przyspieszania globalnego ożywienia schodzi na dalszy plan, szczególnie gdy szum informacyjny wokół tematu walki z pandemią jest mieszany – z jednej strony wysokie tempo zaszczepień w USA i Wielkiej Brytanii; z drugiej strony przywracany lockdown we Włoszech czy trzecia fala zachorowań w Europie Środkowo-Wschodniej.

Szerszy kontekst i długoterminowe perspektywy mogą przejściowo zginąć w blasku krótkoterminowych czynników ryzyka, z posiedzeniem FOMC na czele. Szczególnie, że konsensus zakłada jastrzębi wydźwięk (czyt. pozytywny dla USD i wzrostu rentowności) i podtrzymanie dotychczasowej narracji Fed, tj. niewyrażania większego zaniepokojenia wyższymi rentownościami. Jakkolwiek jest bardzo prawdopodobne, że prezes Powell na konferencji będzie starał się tonować oczekiwania szybkiego wycofywania bodźca monetarnego, to nie mam pewności, czy to wystarczy, by doprowadzić to do tąpnięcia rentowności i osłabienia USD. Niuanse mogą zaważyć o końcowej interpretacji. Fed jest wciąż daleko od osiągnięcia swoich celów (inflacji, stopy bezrobocia) i zamierza pozostać akomodacyjny. Jednocześnie w obliczu zatwierdzenia nowego pakietu fiskalnego i postępującego procesu szczepień Fed optymistyczniej będzie patrzył na perspektywy ożywienia. Nawet jeśli nowa projekcja ścieżki stopy procentowej sugeruje wcześniejszy termin podwyżki (jedna w 2023 r.), wciąż będzie to poniżej rynkowej wyceny trzech podwyżek do tego momentu, ale sam fakt, że Fed rewiduje swoje oczekiwania, może być odczytany jako pierwsze oznaki ulegania Fed presji rynku. Niewykluczone, że Fed nie zostanie odczytany tak, jakby tego chciał.

Złoty pozostaje stabilny z EUR/PLN przy 4,58. Złoty przy 4,60 za euro jest tani, ale nagromadzenie czynników ryzyka opóźnia odreagowanie. Fundamenty gospodarki są dla złotego drugorzędnym czynnikiem przy większej wpływie nastrojów zewnętrznych (wahania rentowności USA i wartości USD), trzeciej fali zachorowań na COVID-19 i niepewności przed wyrokiem SN ws. kredytów frankowych. Do tego w piątek doszedł komunikat NBP, według którego bank rozważa zwiększenie elastyczności i częstotliwości skupu aktywów, aby przeciwdziałać wzrostowi rentowności obligacji skarbowych. Decyzja wygląda na kalkę czwartkowej decyzji EBC, aby dorównać gołębiości europejskiego banku i uniknąć powstania presji na umocnienie złotego względem euro.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Inwestycje w centra danych: Polska jednym z największych beneficjentów

Europejski rynek centrów danych zostanie zasilony nakładami inwestycyjnymi w wysokości 9 miliardów dolarów do końca 2022 roku, donosi ostatnia, lutowa analiza Data Centre Developments in Europe – 2021, autorstwa DataCentrePricing.com.

Co jednak jest kluczowe w opracowaniu uwzględniającym 70 zaplanowanych projektów budowy i modernizacji centrów danych w 12 europejskich państwach to fakt, że środki nie zostaną ulokowane głównie na największych rynkach – czyli w regionie FLAP (Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż) a w państwach klasyfikowanych w kategorii TIER 2, w tym również w Polsce.

Inwestycje w centra danych Polska jednym z największych beneficjentów
Źródło: DataCenterDynamics.com (https://www.datacenterdynamics.com/en/news/report-dublin-replaces-paris-top-four-european-hubs-accelerate)

Zmiana priorytetów

Rynki dotąd traktowane mniej priorytetowo niż wspominane czołowe, europejskie huby centrów danych stoją przed wielką szansą na odrobienie dystansu do peletonu. Mowa tutaj o Irlandii, Włochach, Austrii, Hiszpanii, Szwajcarii oraz Polsce. Zdaniem ekspertów DataCentrePricing.com to właśnie tam „wyrośnie” lwia część z planowanej, liczącej 850 tys. metrów kwadratowych łącznej europejskiej powierzchni serwerowej o mocy, która wynieść ma finalnie 1500 MW.

Nie jest to jedyne rynkowe doniesienie potwierdzające znaczny wzrost zainteresowania inwestycjami w centra danych w wymienionych powyżej krajach. Do bardzo podobnych wniosków doszli analitycy Knight Frank oraz DC Byte, którzy przygotowali prognozę wzrostu centrów danych w poszczególnych europejskich państwach, posługując się parametrem ich mocy. Pośród centrodanowych hubów spoza klasyfikacji FLAP, przed którymi bardzo widoczne przyrosty względem stanu na październik minionego roku, wskazać należy szczególnie na Madryt, Mediolan, Berlin oraz Warszawę.

Oczywiście, biorąc pod uwagę ogół mocy obliczeniowej, dotychczas dominujące huby pozostawiają widoczny dystans względem tych „wschodzących”, niemniej bardzo dobrą informacją jest fakt, iż te będą dość szybko podnosiły swoją zdolność do obsługi środowisk IT wielu europejskich przedsiębiorstw. To także dobrze prognozujący sygnał dla powodzenia projektu GAIA-X, czyli koncepcji stworzenia lokalnej, niezależnej infrastruktury chmurowej, która z pewnością będzie wymagać bardzo dużej mocy obliczeniowej. W Polsce, powierzchnia serwerowa powinna wzrosnąć minimum dwukrotnie do końca 2022 roku – tłumaczy Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud.

Spotęgowane finansowanie

Generalnie, zgodnie z analizą Kinght Frank oraz DC Byte skala inwestycji w europejskie centra danych tylko w pierwszej połowie 2020 roku wyniosła aż czterokrotność dotąd notowanej średniej rocznej. Ma to oczywiście również związek z popytem na usługi świadczone przez kampusy DC, który w tym samym okresie wzrósł o połowę względem pierwszego półrocza 2019r.

Kwarantanna a praca zdalna – nowa ustawa COVID-owa

Przedłużająca się sytuacja pandemiczna wymaga od ustawodawców nowych rozwiązań prawnych, które pomogą nam funkcjonować w rzeczywistości koronawirusa. Regulacje wprowadzone w zeszłym roku nie wystarczają, gdyż nie odpowiadają na wszystkie pytania i wątpliwości – dotyczące między innymi pracy zdalnej. Jedną z kwestii, która wzbudza wciąż kontrowersje, jest możliwość pracy zdalnej podczas kwarantanny i izolacji – czyli wtedy, gdy u pracownika potwierdzone zostało zakażenie wirusem. Nie wiadomo, czy dodatni test powinien automatycznie oznaczać L4 i zasiłek, czy pracownik może dalej wypełniać swoje obowiązki zawodowe – korzystając z technologii cyfrowej. Nowe regulacje dają na to rozwiązanie zielone światło.

– Zmiany wprowadzone w tak zwanej “ustawie o COVID” wskazują, że pracownicy w czasie kwarantanny i izolacji – czyli mający dodatni wynik testu – mogą wykonywać pracę w warunkach domowych. Oczywiście, jeżeli pozwala im na to stan zdrowia – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Bocianowski, adwokat, mediator i specjalista z zakresu prawa pracy. – Ma to na celu rozwiązanie problemu deficytu pracowników. Coraz więcej osób objętych jest kwarantanną i izolacją. Wielu z nich zgłasza wnioski i postulaty do pracodawców, że chcą jednak pracować i zarabiać. Ich wynagrodzenie za pracę zdalną będzie bowiem wyższe niż zasiłek chorobowy. Ustawodawca wyszedł więc temu naprzeciw. Jeżeli stan zdrowia im na to pozwala, mogą wykonywać swoją pracę. W szczególności dotyczy to osób przechodzących chorobę bezobjawowo lub z lekkim przebiegiem – wyjaśnia Bocianowski.

Bank Pekao S.A. zwiększa zaangażowanie w OZE finansując budowę największej w Polsce farmy fotowoltaicznej

Konsorcjum trzech banków, w składzie Bank Pekao S.A., PKO BP i mBank, podpisało umowę kredytową z PAK PCE Fotowoltaika Sp. z o.o. na finansowanie największej w Polsce farmy fotowoltaicznej o mocy 70 MWp. Kwota umowy wynosi 175 mln zł i obejmuje kredyt długoterminowy oraz kredyt VAT. Inwestycja zlokalizowana będzie w gminie Brudzew w województwie wielkopolskim. Budowa ma zakończyć się w październiku tego roku.

W ramach umów finansowania podpisana została również Umowa Wsparcia, w której gwarantem będzie Zespół Elektrowni Pątnów – Adamów – Konin SA (ZE PAK SA). Energię z nowej farmy fotowoltaicznej rozdystrybuuje Polkomtel Sp. o .o. Udział Pekao w tej inwestycji to kolejne działanie sukcesywnie zwiększające zaangażowanie banku w strategiczny obszar finansowania OZE, wpisujący się w zrównoważony rozwój Banku Pekao w oparciu o czynniki ESG.

Udział Pekao w inwestycji ZE PAK SA zwiększa nasze zaangażowanie w projekty wspierające proces transformacji energetycznej w Polsce, realizację inicjatyw ekologicznych oraz finansowanie Odnawialnych Źródeł Energii. Posiadamy znaczącą ekspozycję na zielone inwestycje, dlatego tym bardziej cieszę się, że do naszego portfolio dołącza projekt o tak dużej skali. Jesteśmy odpowiednio przygotowani aby w przyszłości finansować kolejne tego typu projekty – mówi Jerzy Kwieciński, wiceprezes Banku Pekao S.A., nadzorujący Pion Bankowości Korporacyjnej, Rynków i Bankowości Inwestycyjnej.

Inwestycja ZE PAK SA wpisuje się w transformację terenów pogórniczych w Polsce. Obszar inwestycji stanowi zrekultywowany teren po odkrywkowej eksploatacji węgla brunatnego, gdzie jeszcze w lutym tego roku wydobyta została jego ostatnia tona.

Bank Pekao angażując się w projekty ekologiczne finansuje m.in. farmy wiatrowe, instalacje fotowoltaiczne czy niskoemisyjny transport miejski. W ubiegłym roku Pekao uczestniczył w emisji obligacji o charakterze zrównoważonym największych polskich spółek energetycznych Orlen i Tauron. Grupa Pekao wypracowała również strukturę programu emisji obligacji Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania w Warszawie o wartości 2,5 mld zł. Ma to zapewnić pozyskanie finansowania na modernizację i rozbudowę spalarni odpadów komunalnych oraz budowę sortowni odpadów. W swojej ofercie bank posiada także pożyczkę ekspresową na cele ekologiczne w ramach akcji „Zadbaj o dobry klimat”. W sumie wartość zielonego i zrównoważonego finansowania w Pekao przekroczyła 8 mld zł w 2020 roku.

Czy potrzebujesz audytu UX dla swojej strony internetowej?

Nie ma dziś chyba lepszego sposobu na szybką poprawę działania strony internetowej, aplikacji mobilnej niż audyt UX. Co za tym enigmatycznym pojęciem się kryje? Czym jest audyt User Experience? Jakie korzyści daje audyt UX? Zaraz wyjaśnimy.

Co to jest User Experience (UX)?

User Experience, z angielskiego na polski, tłumaczy się jako doświadczenie użytkownika. Pojęcie odnosi się do emocji, ocen, nastawień, oczekiwań, satysfakcji, jakie pojawiają się w kontakcie z firmą, jej produktem. Dowolna interakcja powinna być źródłem pozytywnych doświadczeń. Niestety, nie zawsze jest.

User Experience zajmuje się z jednej strony diagnozowaniem, wskazywaniem źródłem problemów. Z drugiej zaś dostarcza badań, analiz, wzorców, rozwiązań, wskazówek mających na celu poprawę doświadczeń. Termin najczęściej spotkamy, gdy mowa jest o produktach cyfrowych (np. aplikacjach mobilnych, aplikacjach webowych).

W tym przypadku UX najczęściej oznacza optymalizację interfejsu, użyteczności, architektury informacji, designu aplikacji, estetyki. Ale odnosi się także do kwestii bardziej technicznych. Choćby szybkości ładowania, działania aplikacji, czy zgodności technologii, w jakich została wykonana, ze standardami sieciowymi.

User Experience to nie tylko wzorce, ale także całkiem zaawansowane metody badań, dzięki którym problemy są trafnie zdiagnozowane i rozwiązywane. Wszystkie te działania właściwie mają jeden cel – sprawić, by kontakt z aplikacją był dla jej użytkownika jak najbardziej bezproblemowy, intuicyjny, korzystny.

User Experience to dziś jedna z kluczowych strategii konkurowania. Wykorzystana w sklepie internetowym, podniesie wyniki sprzedaży. Zastosowana na stronie firmowej, zwiększy współczynnik konwersji. Uwzględniona w procesie projektowania aplikacji mobilnej, zwiększy lojalność klientów. I tak dalej.

Od czego zacząć poprawę aplikacji, strony internetowej? Od audytu UX! Nie inaczej.

Co to jest audyt UX?podpis elektroniczny

Audyty stały się w ostatnich latach bardzo popularnymi usługami. W branży UX nie mogło zatem zabraknąć oferty audytowania stron internetowych, aplikacji mobilnych lub webowych.

Audyt UX jest formą przeglądu, diagnozowania, testowania, analizowania produktu cyfrowego w celu poznania błędów w interfejsie, które wpływają na konwersję i realizację celów użytkowników. W szczególności chodzi o odnalezienie miejsc, punktów, elementów interfejsu nie spełniających oczekiwań użytkowników lub utrudniających korzystanie z aplikacji.

Audyty pozwalają wskazać błędy oraz ich rozwiązania. Konkretne wytyczne optymalizacyjne, jakie są wynikiem audytu pozwalają podjąć planowo, racjonalnie działania naprawcze. A dzięki nim biznesowa użyteczność strony, aplikacji znacząco wzrasta. Nie tylko w teorii, ale i w praktyce.

Jak długo trwa audyt UX?

Jedną z kluczowych zalet audytu UX jest szybkość jego wykonania. Audyty są metodą diagnostyczną stosunkowo przystępną finansowo i zdecydowanie opłacalną. Zwrot z inwestycji, w przypadku audytu i wprowadzonych na jego podstawie zmian, to często kwestia kilku dni od wdrożenia pierwszych rekomendacji. Różnica jest odczuwalna bardzo szybko.

Ile zazwyczaj trwa audyt UX? Od kilku do kilkunastu dni. Czas na jego wykonanie jest zależny od złożoności strony internetowej, aplikacji webowej, czy mobilnej. Siłą rzeczy diagnozowanie sklepu internetowego będzie o wiele bardziej czasochłonne niż analizowanie, badanie prostej strony internetowej.

Audyt UX jest działaniem ukierunkowanym i może dotyczyć bardzo różnych aspektów. Od zupełnie ogólnych, po bardzo szczegółowe (np. design koszyka w sklepie internetowym). W tym ostatnim przypadku celem audytu UX może być na przykład znalezienie przyczyny porzucania koszyka, przerwania finalizowania zamówienia.

Ile kosztuje audyt UX?

W Polsce ceny na usługę Audytu UX wahają się pomiędzy kilkoma a kilkunastoma tysiącami złotych. Na cenę ma wpływ doświadczenie i kwalifikacje wykonawcy oraz zakres audytu. Punktem wyjścia dla oceny zakresu jest ustalenie, czy przedmiotem audytu jest serwis internetowy, czy interfejsu aplikacji. Kolejną zmienną, którą bierze pod uwagę agencja UX, jest wymóg przeprowadzenia audytu z udziałem użytkowników lub bez – wyłącznie w drodze analizy eksperckiej.

Wykonanie podstawowego audytu UX serwisu sprzedającego usługi B2B można wykonać już w cenie 1900 zł netto.

W jaki sposób przeprowadza się audyt UX?

Cele audytów UX mogą być różne, to już wiemy. Metody badawcze, wykorzystywane do przeprowadzenia audytów, także są bardzo różne i obejmują kilkanaście rodzajów badań. Dobór metody zależny jest oczywiście od problemu badawczego, celów audytu, pytań, na jakie chcemy znaleźć odpowiedź.

Podstawową metodą audytowania serwisu lub interfejsu są 10 Heurystyk Nielsena. Ta metoda pozwala na przeprowadzenie audytu bez obserwowania użytkowników. Wyłącznie opierając się na sprawdzeniu zgodności badanego interfejsu z 10 heurystykami. Badanie przeprowadza ekspert. Czasem badacze rozszerzają swój zakres o metodę Wędrówki poznawczej. Dzięki temu możliwe jest odkrycie większości błędów, które utrudniają interakcję z interfejsem.

Analizy heurystyczne w UX to temat na osobny artykuł. Powszechnie stosowanych i rekomendowanych zbiorów heurystyk jest kilka. Przy czym 10 heurystyk użyteczności Jakoba Nielsena i „8 złotych zasad Bena Shneidermana” należą do najważniejszych.

Heurystyki to zbiory zasad, rekomendacji, wzorów projektowych, które w syntetycznej formie stanowią narzędzie diagnostyczne. Pozwalają skonfrontować konkretny projekt z wytycznymi. Pozwalają sprawdzić, na ile jest on w stanie sprostać oczekiwaniom użytkowników.

Sposób nawigowania, poznawania, uczenia się nowego serwisu, aplikacji także może być przedmiotem badań. Do tego celu służy wspomniana powyżej metoda nazywana Wędrówką poznawczą (Cognitive Walkthrough). Polega na poznaniu produktu cyfrowego z perspektywy jego użytkownika. Użytkownicy poznając aplikację, jednocześnie ją w naturalny sposób testują. Poddają funkcjonalności sprawdzeniu i ocenie.

Audyt można rozszerzyć o badania zachowań użytkowników. Eye-trackingowe (analiza ruchu gałek ocznych za pomocą specjalnego oprogramowania i urządzeń) oraz nagrania z sesji użytkowników (za pomocą Yandex.Metrica, czy Hotjar) pozwalają uchwycić zachowania użytkownika na stronie. Dzięki tym metodom wiemy, która część strony przykuwa uwagę, która jest ignorowana, jakie elementy stanowią dla użytkowników wyzwanie, problem, które są źródłem frustracji.

Co ciekawe, audyt UX może być przeprowadzony jeszcze w fazie koncepcyjnej lub na wczesnym etapie powstawania produktu cyfrowego. Niekoniecznie musimy posiadać gotową, działającą stronę lub aplikację.

Bardzo popularną metodą są badania przeprowadzane na papierowych prototypach lub klikalnych makietach. Obie metody polegają na tworzeniu prototypów interfejsów przyszłych aplikacji i omawianiu ich działania, użyteczności z uczestnikami badania.

To oczywiście bardzo skrócona lista. Generalnie, badania przeprowadzane w czasie audytu UX powinny uwzględniać kwestie interfejsu, nawigacji, layoutu, zrozumiałości informacji, przystępności formularzy kontaktowych, silników wyszukiwania. Także użyteczności aplikacji, czyli skuteczności z jaką pozwala ona użytkownikom wykonywać zadania i osiągać cele.

No dobrze, wiemy „co” i „jak” można zbadać, ale nie wiemy wciąż „po co” mielibyśmy to robić. Zatem…

Jakie są korzyści audytu UX?

Audyt UX strony internetowej, aplikacji mobilnej to przede wszystkim inwestycja, która przynosi szybkie i realne korzyści. Wymierne, mierzalne, odczuwalne. Audyt UX jest działaniem strategicznym, mającym na celu zwiększenie konkurencyjności.

Pozwala przede wszystkim dostrzec problemy, błędy, wskazać mocne i słabe strony oraz sposoby ich rozwiązania. Zbiór rekomendacji optymalizacyjnych pozwala wyeliminować wszelkie krytyczne problemy. Mogą one dotyczyć w równym stopniu kwestii estetycznych, co procesów.

Warto także pamiętać, że audyt UX pozwala rangować problemy. Błędy odkryte w toku audytu są przyporządkowywane do jednej z trzech grup. Błędów krytycznych, średnich lub podstawowych.

Błędy krytyczne wymagają naprawy niezwłocznej. Naprawa średnich może być wykonana w drugiej kolejności, natomiast błędy najniższego rzędu mogą być eliminowane w dłuższej perspektywie czasowej.

Podsumowując. Audyt UX jest usługą diagnostyczną, która pozwala naprawiać błędy występujące na stronie internetowej lub aplikacji mobilnej. W szybki sposób poprawia konkurencyjność i podnosi tym samym wolumen sprzedaży, wysokość współczynnika konwersji lub innej metryki świadczącej o sukcesie.

Urządzamy domowe biuro. Jakie rozwiązania się z nim sprawdzą?

Ostatnie miesiące wszystkim nam pokazały, jak ważne jest posiadanie choćby najmniejszego, lecz własnego kącika do pracy zdalnej. Trudny czas zweryfikował nasze potrzeby i gust. Jeżeli stoisz przed wyborem mebli do domowego biura, poniższy tekst na pewno Ci w tym pomoże. Zaczynamy!

Ergonomia przede wszystkim, czyli jakie meble biurowe wybrać do domowego minigabinetu?

W domowym gabinecie przydadzą się na pewno takie meble biurowe, które cechuje wysoki komfort użytkowania. Producenci dbają o to, aby charakteryzowała je coraz lepsza ergonomia. Na liście absolutnych biurowych niezbędników na pewno znajdują się fotele gabinetowe. Odpowiednio wyprofilowane oparcie, dodatkowo regulowane pod kątem nachylenia, usprawnia codzienną pracę przed ekranem komputera. Istotna jest również możliwość zmiany wysokości i głębokości podparcia na wysokości odcinka lędźwiowego kręgosłupa, aby zapobiec dotkliwym bólom pleców. Stosowane w dobrych fotelach biurowych regulowane dwupłaszczyznowo zagłówki ograniczają bóle i napięcie mięśni na odcinku szyjnym. Jeśli chodzi o inne meble biurowe, na pewno nie może zabraknąć blatu roboczego. W wielu firmach niezbędne są stoły konferencyjne, które pomieszczą dużą liczbę pracowników. W warunkach home office jednak zdecydowanie wystarczą ergonomiczne biurka. Ciekawym rozwiązaniem są zwłaszcza te z możliwością płynnej regulacji blatu – z pozycji siedzącej aż do stojącej.

Jak wydzielić kącik do pracy zdalnej, gdy w mieszkaniu nie ma dodatkowego pokoju?

Nie każdy dysponuje tak dużą przestrzenią, aby w swoim mieszkaniu mógł wydzielić dodatkową przestrzeń na domowe biuro. Ten problem również da się rozwiązać. W części dziennej, czyli w salonie, można wygospodarować sobie niewielki kącik. Jak tego dokonać bez kosztownego dostawiania ścianek działowych? Można wykorzystać do tego meble biurowe – ich odpowiednie ustawienie stworzy niewielką niszę, w której będzie można odciąć się od bodźców płynących z zewnątrz. Drugim sposobem jest wykorzystanie silnego trendu – biofilii, oscylującego wokół zamiłowania do roślin doniczkowych i ogromnej potrzeby bycia blisko natury. Aby odgrodzić się od bodźców, można zastosować wysokie monstery o okazałych liściach oraz kwietniki. Ta zielona przegroda świetnie się prezentuje i tworzy odpowiedni mikroklimat we wnętrzu. Biofilia to trend, który bez wątpienia odnajdzie się w domowym biurze. Zwłaszcza, że przebywanie w otoczeniu roślin i patrzenie na ich zielone liście, zdaniem naukowców, pozytywnie wpływa na niwelowanie napięć i stresów, których w pracy biurowej zdecydowanie nie brakuje.

Podsumowując, trendy w wyposażeniu domowego biura oscylują zwłaszcza wokół ergonomii i komfortu pracy. Wiele badań pokazuje, że wygodna przestrzeń do realizacji zadań sprzyja utrzymaniu produktywności i skupienia przez dłuższy czas, zatem przekłada się na efektywność pracownika.

E-sport zyskuje w pandemii i przyciąga inwestorów. Wyzwaniem pozostaje brak adekwatnych regulacji prawnych

E-sport mocno zyskuje na popularności, a COVID-19 dodatkowo przyspieszył ten trend. Większość rozgrywek e-sportowych w formie stacjonarnej została co prawda odwołana, ale na znaczeniu zyskuje streaming, a w Polsce od początku pandemii znaczące wzrosty notuje cała branża gier. Co istotne, e-sport trafił też do kręgu zainteresowania spółek gamingowych i koncernów, którym stwarza szerokie możliwości product placementu, oraz inwestorów takich jak fundusze private equity. Z drugiej strony wraz z rosnącą popularnością e-sportu wzrasta też liczba związanych z nim sporów prawnych, bo obecne regulacje często nie obejmują specyfiki sportów elektronicznych.

– Mimo pandemii e-sport rozwija się bardzo dobrze. Być może ta branża nieświadomie stała się beneficjentem obecnej sytuacji. Zeszły rok był dla niej udany, chociaż nie można tego powiedzieć o wszystkich uczestnikach rynku, bo niewątpliwie jego część eventowa okazała się wielkim przegranym. Natomiast w organizowaniu rozgrywek i transmisji widać duży postęp – mówi agencji Newseria Biznes adwokat Xawery Konarski, partner w Kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy, która specjalizuje się m.in. w cyberbezpieczeństwie, e-sporcie i branży gamingowej.

E-sport już od kilku lat przebija się do głównego nurtu rozrywki. Turnieje e-sportowe – w formule wzorowanej na tradycyjnych rozgrywkach – zyskują na popularności, a rywalizacja w tytułach takich jak Counter-Strike: Global Offensive, Leaque of Legends, Dota 2 czy FIFA dla wielu profesjonalnych graczy stała się podstawowym źródłem utrzymania.

Globalna wartość rynku e-sportu – według danych Newzoo – w 2019 roku po raz pierwszy przekroczyła 1 mld dol. Szacuje się, że do 2022 roku globalna wartość e-sportowego rynku może już sięgnąć od ok. 1,8 mld do nawet 3,2 mld dol., co wynika z faktu, że w branżę inwestują coraz większe firmy, takie jak Amazon czy Google (raport CDV „E-sport 2020. Biznes – rynek pracy – edukacja”). W ubiegłym roku globalna publiczność e-sportowa była szacowana na 495 mln osób (wobec 454 mln rok wcześniej), z których około 223 mln to entuzjaści tej formy rozrywki, a reszta widzowie okazjonalni. Grono fanów poszczególnych rozgrywek niejednokrotnie bywa większe niż w przypadku piłki nożnej czy siatkówki.

Polski rynek e-sportu jest – według ubiegłorocznego raportu PARP („The game industry of Poland”) – wart ok. 11,5 mln dol., a liczba entuzjastów wirtualnych rozgrywek sięga ok. 3 mln (w 2019 roku same finały ESL Mistrzostw Polski w Counter Strike: Global Offensive zanotowały prawie 3,5 mln wyświetleń przy średniej oglądających na poziomie 90 tys. osób). Polski rynek ma też mocne podstawy dla rozwoju, bo w gry komputerowe gra ok. 16 mln Polaków, a rodzimi gracze to trzecia największa grupa klientów GOG.com pod względem udziałów w sprzedaży. Dane Epic Games Store wskazują z kolei polskich graczy jako siódmą największą społeczność na tej platformie.

– Ocenia się, że rynek e-sportu na świecie jest już wart miliard dolarów, z czego ok. 30 proc. przypada na Europę. Mówimy więc o kilkuset milionach. Polski rynek to ok. 5 proc. w tym europejskim torcie, więc nie są to powalające kwoty, ale dynamika jest bardzo duża i przykuwająca uwagę, także inwestorów – mówi Xawery Konarski.

Jeszcze przed wybuchem pandemii COVID-19 analitycy Deloitte’a prognozowali („Let’s play!”), że w latach 2020–2023 e-sport będzie się wiązał ze znaczącym wzrostem przychodów dla graczy, organizacji e-sportowych, sponsorów i partnerów rozgrywek. Jednak koronawirus zachwiał branżą, powodując m.in. odwoływanie konwentów tematycznych, targów, rozgrywek e-sportowych etc.

W Polsce jaskrawym tego przykładem było odwołanie tuż przed startem udziału publiczności w Intel Extreme Master, jednej z największych tego typu imprez na świecie. Finały IEM w ostatnich latach rozrosły się do rekordowych rozmiarów. W 2019 roku na żywo w Spodku oglądało je ponad 174 tys. osób z 60 krajów, a transmisje z wydarzenia dotarły do 230 mln unikalnych odbiorców. Z powodu pandemii odwołana lub przełożona została jednak zdecydowana większość rozgrywek e-sportowych w formie stacjonarnej, czego efektem było też wstrzymanie sponsoringu firm partnerskich. Długofalowo COVID-19 może mieć jednak pozytywny wpływ na rozwój e-sportu, w którym rozgrywki mogą się odbywać niemal wyłącznie online.

– Eventy były jednym z trzech filarów przychodowych branży e-sportowej w Polsce – podkreśla partner w Kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy. – Szansą jest jednak content wideo. E-sport nie wypiera, ale zaczyna uzupełniać content z tradycyjnych rozgrywek sportowych. Polska jest pod tym względem jednym z „forwarderów” w Europie i idzie w ślad za tym, co się od dawna dzieje w USA. Tam rozgrywki e-sportowe osiągają w tej chwili wyższy poziom oglądalności niż np. liga NBA. Być może część osób już zauważyła, że w mainstreamowych mediach, np. w Eurosporcie, coraz częściej zaczęły się pojawiać transmisje z rozgrywek e-sportowych. Ten content przebił się już do masowej świadomości. Co za tym idzie, w tej branży zaczęły pojawiać się też coraz większe środki pieniężne.

Oglądalność największych eventów przekracza widownię konwencjonalnej telewizji, a tradycyjne media dostrzegły ten potencjał. Dowodem jest m.in. start kanału Polsat Games, poświęconego m.in. rozgrywkom w League of Legends, czy podpisanie przez TVP Sport umowy na transmisję z międzynarodową ligą gier ESL. Do branży e-sportu wciąż dołączają nowe firmy, sponsorzy, producenci sprzętu, deweloperzy gier i – co ciekawe – także tradycyjne kluby i ligi sportowe. W Polsce przykładem jest turniej Ekstraklasa Games, organizowany przez piłkarską Ekstraklasę m.in. we współpracy z wydawcą Fify, czyli EA Sports.

Raport CDV „E-sport 2020. Biznes – rynek pracy – edukacja” pokazuje, że zyskujący z każdym rokiem e-sport stał się potencjalnym źródłem dochodów dla wielu firm. Branża stwarza szerokie możliwości product placementu, stąd aktywność takich marek jak Mercedes-Benz, który partnerował serii turniejów ESL One Dota 2, Red Bull czy T-Mobile, które sponsorują turnieje i profesjonalnych zawodników. Jak wynika z danych Newzoo, w 2019 roku udział sponsoringu w łącznych przychodach w e-sporcie wyniósł 456,7 mln dol.

E-sportowa branża coraz częściej znajduje się też w kręgu zainteresowań spółek gamingowych, które chcą w niej zaistnieć, oraz inwestorów takich jak fundusze private equity. Według danych Deloitte’a liczba fuzji, przejęć i globalnych inwestycji w branży e-sportu sukcesywnie rosła w ostatnich latach z poziomu zaledwie 20 takich transakcji w 2015 roku do 68 zaledwie trzy lata później.

 Wiele funduszy traktuje branżę e-sportową jako najciekawszy obecnie segment sektora entertainment – mówi adwokat kancelarii TKP. – W powszechnej opinii inwestycje w e-sport są jednymi z najbardziej opłacalnych, dość szybko zwracalne i niewymagające dużych nakładów. E-sport bywa czasem mylony z branżą gamingu, którego stanowi część, ale w przypadku gamingu trzeba ponosić ogromne, wieloletnie nakłady na tworzenie gier. W przypadku e-sportu nie ma tego ryzyka, co czyni inwestycję bardziej opłacalną. Co ciekawe, w wiele gier można grać za darmo, bo ich producenci traktują to jako formę promocji, więc czasem odpadają nawet opłaty licencyjne. Największym wydatkiem jest wypromowanie drużyn i rozgrywek, czyli nakłady marketingowe.

Wraz z rosnącą popularnością gamingu i e-sportu wzrasta też liczba związanych z nimi sporów prawnych, dotyczących np. takich kwestii jak znaki towarowe czy własność intelektualna. Obecne regulacje prawne często tych kwestii nie obejmują, co może stanowić wyzwanie dla ustawodawcy, jak i prawników próbujących dostosować aktualne przepisy do specyfiki sportów elektronicznych.

– W tym momencie nie widzę barier dla e-sportu, które należałoby usuwać, a raczej ułatwienia, choćby w zakresie statusu zawodników, rozgrywek czy tworzenia lig profesjonalnych – mówi Xawery Konarski. – E-sport być może dobrze się rozwija dlatego, że nie jest za bardzo regulowany prawnie. Tendencją jest podążanie śladem tradycyjnych rozwiązań prawa sportowego, dotyczących np. sposobu funkcjonowania drużyn czy standardów umów z zawodnikami. Do e-sportu dotarł nawet doping. W Korei Południowej od lat są prowadzone procesy o elektroniczny doping. Wiele schematów z branży sportowej zaczyna przenikać do e-sportu. Wydaje się więc, że e-sportowcy będą mieli takie same uprawnienia jak zwykli sportowcy, np. w zakresie świadczeń socjalnych, ZUS-u, podatku od nagród. 

Unia Europejska może stanąć przed poważnym kryzysem migracyjnym. Potrzebne większe nakłady na pomoc humanitarną i nowe podejście do migrantów

Pandemia ograniczyła napływ imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu do Europy zaledwie o jedną piątą. Brak perspektyw w krajach afrykańskich czy na Bliskim Wschodzie, potęgowany skutkami kryzysu gospodarczego oraz konfliktów zbrojnych, może się stać już za kilka miesięcy źródłem wielomilionowej fali migracji w kierunku Starego Kontynentu. Według prezesa Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej można temu zapobiec, inwestując w opiekę medyczną, edukację i pomoc żywieniową w tych krajach oraz umożliwienie legalnej emigracji, co pozwoli ją kontrolować.

– W roku 2020 ruch migracyjny do Europy spadł o około 20 proc., co jest dość niewielkim spadkiem, zważywszy na potężny wpływ pandemii na wszystkie kraje na szlakach migracyjnych, takich jak np. Libia. Ubóstwo, brak perspektyw, brak możliwości normalnego życia będą potężnym motorem wzrostu migracji w roku 2021 – przewiduje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Wojciech Wilk, prezes Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej. – Ruchy migracyjne będą rosnąć nie tylko z terytorium Libii i południowego wybrzeża Morza Śródziemnego do Europy, ale także najprawdopodobniej z Libanu, Syrii oraz Turcji.

Fundacja pracuje w Libanie od 2012 roku i obserwuje, że ktokolwiek ma możliwość wyjazdu i środki na ten cel, stara się go opuścić. Dotyczy to głównie osób wykształconych: lekarzy, inżynierów, specjalistów, którzy nie widzą dla siebie perspektyw nie tylko rozwoju, ale i normalnego życia. W Libanie mieszka jednak zaledwie 5 mln osób, podczas gdy w kolejnym zagrożonym falą emigracji regionie – pasie krajów na południe od Sahary, takich jak Mali, Burkina Faso, Niger, przez Sudan i Sudan Południowy, po Erytreę i Etiopię – łącznie pół miliarda ludzi.

– To ogromna liczba osób dotknięta skutkami zmian klimatycznych, brakiem żywności i kryzysem gospodarczym spowodowanym COVID-em. To kilka tysięcy kilometrów od granicy Unii Europejskiej, ale przez Saharę biegną szlaki migracyjne i naprawdę nie dziwmy się, jeżeli za pół roku do roku na wybrzeżach Libii czy Mauretanii w kierunku Wysp Kanaryjskich będą dziesiątki tysięcy migrantów próbujących się dostać do Unii Europejskiej ­– podkreśla dr Wojciech Wilk. – Drugim zalążkiem niestabilności i kryzysów jest obszar Bliskiego Wschodu. W Syrii, kiedy myślimy, że w danym roku pomoc humanitarna osiągnęła już najgorszy punkt, w kolejnym roku jest jeszcze gorzej. Ludzie stoją w kilometrowych kolejkach po chleb, bo nie stać ich na zakup czegokolwiek innego, więc może działa w Syrii przycichły, ale nie skończył się kryzys humanitarny.

Niewiele lepiej jest w Iraku, Libii czy Jemenie. Szczególnie groźna jest sytuacja między Etiopią a Sudanem, gdzie napięcia polityczne są tak silne, że zachodzi obawa o wybuch konfliktu zbrojnego. Licząca 105 mln obywateli Etiopia rozdarta jest też zbrojnymi konfliktami wewnętrznymi.

– Wskutek tego prawie 1,5 mln ludzi musiało uciekać z domu. Gdyby sytuacja w Etiopii dalej rozwijała się w złym kierunku, to nawet jeżeli 10 proc. ludności tego kraju uciekłoby za granicę, to mówimy tutaj o fali 10 mln uchodźców – mówi prezes PCPM.

Według fundacji, jeśli bogate kraje Zachodu nie chcą ponosić zdrowotnych, społecznych i gospodarczych skutków fali nielegalnych imigrantów, powinny szybko podjąć działania pomocowe, które w sumie będą kosztować znacznie mniej. Dotyczy to nie tylko Europy, ale także Stanów Zjednoczonych, do których z Meksyku próbują się przedzierać nie tylko obywatele tego kraju, ale też np. Gwatemali.

– Konieczne jest wsparcie w zakresie szczepionek na COVID-19 w pierwszej kolejności krajów sąsiednich, ale w dalszej kolejności krajów dalej położonych. Jest to w naszym własnym interesie, żeby zapewnić bezpieczeństwo również naszych obywateli – precyzuje prezes Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej. – Po drugie, konieczne jest wsparcie w zakresie pomocy humanitarnej i wsparcia dla gospodarek praktycznie wszystkich krajów na świecie. Oczywiście Unia Europejska nie jest w stanie sfinansować i pokryć wszystkich potrzeb, ale konieczne jest radykalne zwiększenie nakładów UE na ten cel dlatego, że to leży w jej długofalowym interesie.

Dziś Unia Europejska i państwa członkowskie odpowiadają za udzielanie ok. 36 proc. globalnej pomocy humanitarnej i są pod tym względem światowym liderem. W ubiegłym tygodniu Komisja Europejska zapowiedziała jednak zwiększenie zaangażowania i działania na rzecz większej skuteczności operacji humanitarnych. UE chce stworzyć nowy potencjał europejskich działań, aby interweniować bezpośrednio w sytuacji, gdy tradycyjne mechanizmy – np. za pośrednictwem partnerów UE – okażą się niewystarczające. Ten nowy potencjał ma ułatwiać logistykę i transport, gromadzenie zapasów i ich rozdzielanie. To może się okazać przydatne m.in. w kontekście dystrybucji szczepionek.

Jak wykazała ankieta przeprowadzona w 27 państwach członkowskich, 91 proc. respondentów pozytywnie ocenia działania humanitarne finansowane przez UE. Prawie połowa opowiada się za utrzymaniem nakładów na dotychczasowym poziomie, a 40 proc. – za ich zwiększeniem.

Jak podkreśla dr Wojciech Wilk, nawet niewielkie z punktu widzenia krajów UE środki mogą znacząco poprawić byt ludności w krajach biednych, ustabilizować sytuację polityczną, podnieść poziom edukacji i opieki medycznej, zapewnić wodę i posiłki.

– Po trzecie, umożliwienie legalnej, nawet czasowej migracji pracowników do Unii Europejskiej zahamowałoby nielegalną migrację, a także dałoby ogromną motywację osobom, które chcą szukać lepszego wykształcenia czy kwalifikacji zawodowych w krajach afrykańskich. Jest to kluczowy element, bardzo niepopularny politycznie. Mało kto wie, że Polska jest krajem, który w zeszłym roku wydał najwięcej pozwoleń na pracę dla obcokrajowców spośród wszystkich państw UE – mówi prezes PCPM.

Z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że ważne zezwolenia na pobyt w Polsce posiadało po 2020 roku 457,2 tys. cudzoziemców. W ubiegłym roku liczba ta wzrosła o nieco ponad 34 tys. osób. Największe grupy stanowili obywatele Ukrainy – 244,2 tys. osób, Białorusi – 28,8 tys., Niemiec – 20,5 tys., Rosji – 12,7 tys., Wietnamu – 10,9 tys., Indii – 9,9 tys., Włoch – 8,5 tys., Gruzji – 7,9 tys., Chin – 7,1 tys. oraz Wielkiej Brytanii – 6,6 tys. Z kolei według ZUS-u na koniec 2020 roku do ubezpieczeń społecznych zgłoszonych było 725 tys. obcokrajowców, o prawie 67,5 tys. więcej niż rok wcześniej.

 Jeżeli Polska może w ten sposób regulować swój rynek pracy i otwierać go dla obcokrajowców, oczywiście mówimy tutaj głównie o obywatelach Europy Wschodniej, to w podobnym kierunku powinny pójść kraje Europy Zachodniej. One z innych powodów cały czas liczą na to, że nielegalna migracja, bardzo często dominowana przez organizacje przestępcze, sama z siebie się ureguluje – wskazuje dr Wojciech Wilk. – Możemy jej nie zauważać, ale jeżeli ta migracja napędzana przez kryzysy gospodarcze wzrośnie o kilkadziesiąt procent, to Unia Europejska stanie przed ogromnym kryzysem.

ONZ szacuje, że w tym roku jedna na 33 osoby na świecie będzie potrzebowała pomocy humanitarnej. W stosunku do 2020 roku to wzrost o 40 proc., a względem 2014 roku – niemal trzykrotny. Jednocześnie – jak wskazuje KE – pogłębia się luka między dostępnymi środkami a zapotrzebowaniem. W ubiegłym roku ONZ apelowała o pomoc humanitarną w rekordowej wysokości 32,5 mld euro, a wartość udzielonej pomocy sięgnęła 15 mld euro. Ta luka może w tym roku być jeszcze większa. W UE tylko cztery państwa członkowskie i Komisja Europejska zapewniają około 90 proc. środków na finansowanie unijnej pomocy humanitarnej.

Trzecia fala pandemii dotarła do Warszawy. W wielu szpitalach brakuje łóżek, ale też kadry medycznej

W piątek na SOR w Szpitalu Bródnowskim brakowało 22 łóżek dla pacjentów, a w Szpitalu Bielańskim – 61, które trzeba było uzupełnić dostawkami. Dane z Systemu Informacji o Szpitalach pokazują trudną sytuację warszawskich placówek, które borykają się z trzecią falą pandemii. Przepełnione szpitale miała odciążyć otwarta w lutym placówka na Ursynowie, ale brakuje lekarzy i pielęgniarek, żeby ją zapełnić. W efekcie Szpital Południowy na 300 dostępnych łóżek może w tej chwili przyjąć raptem kilkudziesięciu pacjentów. Ratusz we współpracy z wojewodą mazowieckim prowadzą poszukiwania kadr medycznych, ale tych brakuje już w skali całego kraju.

– Mamy do czynienia z trzecią, dosyć mocną falą epidemii COVID-19, na którą nałożyły się dodatkowe czynniki. Po pierwsze, wielu pacjentów niecovidowych po prostu musiało wrócić do szpitali na różnego rodzaju zabiegi, operacje odłożone w czasie. Ten rok był dość trudny, ponieważ wielu pacjentów przymuszonych sytuacją albo z własnej woli rezygnowało z diagnostyki i leczenia. Dzisiaj to wraca ze zdwojoną siłą. W tej chwili mamy szpitale pełne pacjentów niecovidowych, a do tego dochodzi jeszcze potrzeba kolejnych łóżek dla pacjentów z COVID-19, których intensywnie przybywa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Renata Kaznowska, wiceprezydent m.st. Warszawy odpowiedzialna m.in. za obszar miejskiej polityki zdrowotnej.

W ostatnich dniach Ministerstwo Zdrowia informuje o rekordowych liczbach nowych zakażeń SARS-CoV-2 od początku roku. Aktualna liczba pacjentów przebywających w szpitalach (19 102) i pod respiratorami (1982) jest najwyższa od początku grudnia i rośnie. Zwłaszcza na Mazowszu, które jest w tej chwili największym ogniskiem COVID-19 i które notuje najwięcej zakażeń od początku pandemii w Polsce. Trzecia fala pandemii dotarła też do Warszawy.

W wielu miejskich szpitalach nie ma już miejsc dla zakażonych, SOR-y są przepełnione, a karetki czekają godzinami na wolne łóżko albo wożą pacjentów od jednej placówki do drugiej. Ciężką sytuację obrazują dane z Systemu Informacji o Szpitalach, według których w piątek po południu na oddziale ratunkowym w Szpitalu Praskim i na Solcu było zero wolnych miejsc, w Szpitalu Bródnowskim minus 22, a w Bielańskim minus 61. Minus określa liczbę dostawek ponad liczbę regularnych miejsc dla pacjentów. To oznacza, że np. w Szpitalu Bielańskim, który dysponuje 23 łóżkami na SOR, w piątek było aż 84 pacjentów. W miejskich szpitalach trwa też ekspresowe przekształcanie oddziałów internistycznych w covidowe.

– Wojewoda podjął decyzję, żeby w naszych szpitalach przekształcać łóżka niecovidowe w covidowe i tych przekształceń jest sporo. Szpital Bielański, który dotychczas miał 31 łóżek covidowych, docelowo ma mieć ich aż 98. Jednak ta decyzja została podjęta 9 marca z realizacją od 10 marca, co jest absolutnie niemożliwe, ponieważ te wszystkie łóżka są zajęte przez pacjentów. Musimy ich najpierw wyleczyć i wypisać albo przekierować do innych szpitali. Dlatego dyrektor szpitala odwołała się od tego terminu – mówi Renata Kaznowska. – Ale oczywiście przygotowujemy się do tego, żeby jak najszybciej i jak najwięcej łóżek przeznaczyć na potrzeby walki z COVID-19, choć ten proces trwa.

Jak podkreśla, dostępność łóżek dla pacjentów z COVID-19 to w tej chwili niejedyny problem, z jakim borykają się przepełnione, warszawskie szpitale. Kolejnym jest brak wystarczającej liczby kadry medycznej.

– Budowane są szpitale tymczasowe, ale szpitale i łóżka nie leczą. Potrzebni są lekarze i pielęgniarki, a z tym jest olbrzymi problem. Widać to na przykładzie naszego szpitala tymczasowego, który został zorganizowany w Szpitalu Południowym. On działa, przyjmuje pacjentów wyłącznie covidowych, w najcięższych stanach. Mamy jednak olbrzymi problem z kadrą medyczną. W tej chwili znalezienie pielęgniarki czy lekarza szczególnie internisty, anestezjologa jest rzeczą niezwykle trudną. Między innymi dlatego, że otwierają się kolejne placówki tymczasowe. W Warszawie jest olbrzymi szpital tymczasowy na Stadionie Narodowym, nasz tymczasowy Szpital Południowy, szpital wojskowy na Okęciu i inne, budowane w całej Polsce, które borykają się z tym samym problemem braku kadry – mówi wiceprezydent Warszawy.

Szpital Południowy na Ursynowie przyjmuje pierwszych pacjentów od 15 lutego, co oznacza, że jego oddanie do użytku zostało przyspieszone aż o pół roku. Było to możliwe m.in. dzięki dodatkowym 22 mln zł przekazanym przez wojewodę na doposażenie placówki. Na razie tymczasowy Szpital Południowy leczy tylko pacjentów zakażonych COVID-19. W odróżnieniu od podobnej placówki na Stadionie Narodowym przyjmuje też pacjentów w cięższym stanie, wymagających intensywnej opieki.

– Do tego szpitala trafiają najtrudniejsze przypadki z miasta. Staramy się zwiększać liczbę łóżek, ale największy problem to właśnie dostępność kadry medycznej. Mamy w tym szpitalu podpisanych 170 umów, ale to są bardzo często kontrakty i zlecenia cząstkowe. Brakuje nam lekarzy i pielęgniarek na dyżury w ciągu dnia, poszukujemy ich – mówi Renata Kaznowska.

Jak wskazuje, w tym tygodniu ratusz podpisał ponad 20 nowych umów z medykami, którzy będą pracować w Szpitalu Południowym. Dzięki temu placówka będzie w stanie zwiększyć liczbę łóżek dla pacjentów do 60, a w perspektywie kolejnego tygodnia przekroczyć 100.

Szpital Południowy to jeden z ośmiu szpitali tymczasowych na Mazowszu utworzonych w ramach planu zabezpieczenia łóżek covidowych. Przy komplecie lekarzy, pielęgniarek i kadry medycznej jest w stanie przyjąć ok. 300 pacjentów, w tym 80 na intensywnej terapii.

– Lekarzy i medyków do obsługi tego szpitala szukamy zarówno my, jak i wojewoda. Jeżeli są chętni i wolni medycy, to my oczywiście zachęcamy, dajemy ogłoszenia i szukamy. Mam nadzieję, że ten szpital będziemy mogli sukcesywnie zapełniać pacjentami – mówi wiceprezydent Warszawy.

Stołeczny ratusz zarządza 10 szpitalami na terenie Warszawy, które w ostatnich latach zostały w większości wyremontowane i doinwestowane. Miejskie szpitale samorządowe mają sprzęt i aparaturę o wartości 380 mln zł, z czego ponad 70 proc. zostało sfinansowane właśnie z budżetu stolicy. Sam koszt rozpoczętej w 2016 roku budowy Szpitala Południowego przekroczył 370 mln zł. Po zakończeniu pandemii koronawirusa nowy miejski szpital zacznie służyć mieszkańcom południowych dzielnic Warszawy.

Tylko 2 proc. Polaków uwzględnia w testamencie stowarzyszenia lub fundacje. Taki trend funkcjonuje już w wielu krajach na całym świecie

Tylko 8 proc. Polaków po 45. roku życia pisze testament. Blisko połowa nie zastanawia się nad tym, a 24 proc. uważa, że nie ma nic cennego, co mogłaby po sobie zostawić. Osoby, które mają już gotowy testament, uwzględniają w nim przede wszystkim członków rodziny. Tylko 2 proc. zapisuje środki charytatywnym instytucjom pozarządowym. Tymczasem samo sporządzenie testamentu u notariusza zajmuje mniej niż godzinę, a do przekazania środków instytucjom wystarczy wskazać numer KRS. 15 marca rusza kampania społeczna „Zapisz Dobro”, zachęcająca Polaków do uwzględniania w testamentach stowarzyszeń i fundacji.

– Celem kampanii „Zapisz Dobro” jest zachęcenie Polaków, aby sporządzali testamenty i w tych testamentach zapisywali dobro, czyli uwzględniali dobre i uczciwe fundacje oraz stowarzyszenia. Taki trend funkcjonuje na całym świecie. W wielu krajach, nie tylko na zachodzie Europy, normalne jest, że sporządzamy testamenty i pamiętamy w nich, poza rodziną i przyjaciółmi, o fundacjach i stowarzyszeniach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewelina Szeratics, manager kampanii społecznej „Zapisz Dobro”.

Raport Kantar Polska „Sporządzanie testamentu w opinii i doświadczeniach Polaków” wskazuje, że jedynie 8 proc. osób po 45. roku życia przygotowuje testament. Większość albo się nad tym nie zastanawia, albo uważa, że nie ma nic cennego do zapisania. Osoby, które już sporządziły testament, uwzględniają w nim przede wszystkim najbliższe osoby. Jedynie 2 proc. wskazuje na zaprzyjaźnioną instytucję, taką jak szpital, dom dziecka czy biblioteka.

– Patrząc na działania innych krajów, wiemy, że działania edukacyjne przynoszą plon, dlatego liczymy się z tym, że przez najbliższych kilka lat będziemy opowiadać o testamentach i będziemy tłumaczyć, jak ważne jest dla organizacji pozarządowych funkcjonowanie właśnie dzięki temu, że ktoś pamięta o nich nie tylko tu i teraz, ale również zostawia cząstkę siebie dla przyszłych pokoleń, uwzględniając je właśnie w testamentach – wskazuje Ewelina Szeratics.

Sytuacja powoli się jednak zmienia, zwłaszcza że zgodnie z sondażem Stowarzyszenia Klon/Jawor i Grupy 4P 56 proc. Polaków ufa organizacjom społecznym. Wśród osób, które miały osobisty kontakt z działaniami NGO-sów, poziom zaufania wzrasta do 74 proc. W czołówce instytucji znajdują się Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy (84 proc.), Fundacja Ewy Błaszczyk „Akogo?”, Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko” i Szlachetna Paczka – Stowarzyszenie Wiosna (po ok. 81 proc.) oraz Polski Czerwony Krzyż (74 proc.).

– Ludzie zaczynają częściej do nas dzwonić, kontaktują się coraz częściej z organizacjami pozarządowymi, zadając im pytanie, czy jest w ogóle taka możliwość, że można im coś zostawić w testamencie. Chcą wiedzieć, ponieważ coraz więcej osób pamięta o fundacjach i stowarzyszeniach poprzez darowizny. Naturalną rzeczą jest, że kiedy pamiętamy o organizacjach, dając im coś na co dzień, mamy potrzebę, żeby zostawić im coś w przyszłości – zauważa ekspertka.

Samo sporządzenie testamentu jest bardzo proste, podobnie jak zapisanie części majątku fundacji lub stowarzyszeniu.

– Jeśli mamy ten plan przemyślany, trwa to nie dłużej niż godzinę u notariusza. Samo przekazanie organizacji pieniędzy czy określonego składnika majątku następuje poprzez jedno proste zdanie ze wskazaniem tej organizacji, jej numeru KRS, albo ze wskazaniem kategorii organizacji, której chcemy przekazać część swojego majątku, by czynić dobro – podkreśla Aldona Leszczyńska, radca prawny, wspólnik w Kancelarii GWW.

Warto pamiętać, że w testamencie nie można wskazać konkretnego celu, na jaki mają przeznaczyć środki wybrane organizacje. Najczęściej wykorzystują je one do prowadzenia bieżącej działalności.

– Jeżeli jest to hospicjum, może to być np. budowa świetlicy środowiskowej albo szpitala. Jeżeli są to organizacje, które zajmują się dziećmi lub zwierzętami, to na pewno to są pieniądze, które pomagają rozbudować schroniska czy wspierać dzieci. Niemniej, gdyby więcej osób uwzględniało organizacje w testamencie, wszystkie organizacje mówią: dzięki temu będziemy mogli działać nie tylko tu i teraz, ale również w przyszłości – podkreśla Ewelina Szeratics.

Jak wskazuje, o instytucjach najczęściej pamiętają kobiety i osoby samotne, które mają świadomość, że jeśli nie spiszą testamentu, wszystko przejdzie na rzecz gminy. Wciąż jednak część Polaków nie ma świadomości, że istnieje możliwość, by takie organizacje umieścić w testamencie. Stąd kampania „Zapisz Dobro”, której organizatorem jest Fundacja Otwarte Forum. Od 15 do 26 marca można zadzwonić na infolinię testamentową i porozmawiać z prawnikami specjalizującymi się w prawie spadkowym. Szczegóły można znaleźć na stronie www.zapiszdobro.pl.

Polska w pierwszej dziesiątce rankingu cyfryzacji administracji na świecie. Przegoniliśmy już Francję i jesteśmy coraz bliżej Estonii oraz Stanów Zjednoczonych

– Polska awansowała w rankingu e-partycypacji ONZ z 31. na 9. miejsce. Organizacje międzynarodowe dostrzegają prace, które są toczone od wielu lat, a których efekty są teraz coraz bardziej widoczne – mówi Konrad Taperek z S&T Poland. Wskaźnik e-partycypacji określa poziom dostępu obywateli do informacji i usług publicznych za pośrednictwem technologii cyfrowych i telekomunikacyjnych. Polska wyprzedza w nim już m.in. Francję czy inne wysokorozwinięte kraje. Motorem napędowym do cyfryzacji, zwłaszcza ochrony zdrowia, była m.in. pandemia koronawirusa.

W światowym rankingu e-partycypacji ONZ pierwsze trzy miejsca zajmują Estonia, Korea Południowa i Stany Zjednoczone. Gigantyczny awans w ciągu dwóch ostatnich lat zanotowała jednak Polska, przesuwając się w rankingu z 31. na 9. miejsce. Wskaźnik e-partycypacji określa poziom dostępu obywateli do informacji i usług publicznych za pośrednictwem technologii cyfrowych i telekomunikacyjnych. Polska wyprzedza w nim m.in. Francję czy inne wysokorozwinięte kraje. To jednak nie koniec, a jedynie początek cyfryzacji polskiej administracji, bowiem w najbliższym czasie planowany jest rozwój kolejnych usług.

– Widzimy znaczny skok w usługach udostępnianych dla obywateli, widzimy chęć obywateli do korzystania z usług e-administracji. Wiemy, że niektóre usługi, m.in. w obszarze służby zdrowia, np. e-recepta czy e-skierowania, znacząco poprawiają dostępność i jakość życia ludzi. Widzimy, że w czasach pandemii, która była bardzo dużym akceleratorem, zarówno dla usług e-administracji, jak i w ogóle dla prac w obszarze pracy zdalnej czy prac biurowych, nastąpiła znaczna poprawa i znaczny skok pracy w tych obszarach – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Konrad Taperek, architekt rozwiązań biznesowych w firmie S&T Poland.

W dobie pandemii koronawirusa kluczowym efektem zainteresowania Polaków e-usługami były rozwiązania przeznaczone dla ochrony zdrowia. Według oficjalnych danych rządu już niemal 5 mln Polaków korzysta z Internetowego Konta Pacjenta. Z kolei ok. 25 mln obywateli wystawiono e-receptę. Kolejnym impulsem dla rozwoju usług e-zdrowia ma być e-skierowanie. Niemal 12 proc. użytkowników IKP założyło konto tylko dla tej usługi. Tylko w pierwszym miesiącu obowiązywania skierowań w postaci elektronicznej lekarze wystawili ich blisko 2,5 mln. Średnio dziennie wystawia się niemal 150 tys. tych elektronicznych dokumentów.

– E-administracja będzie rozwijać się w szerokim spektrum, natomiast tematy związane ze służbą zdrowia będą podlegać szczególnemu rozwojowi. W projektach, w których uczestniczy też nasza firma, w szczególności prowadzonych przez centrum e-zdrowia, tylko na ten rok zaplanowane są prace związane z kontynuacją elektronicznej dokumentacji medycznej, wymiany między podmiotami, a także centralnej e-rejestracji. To system, który będzie umożliwiać rejestrację centralną na określony koszyk świadczeń medycznych tak, aby można było dopasować termin bądź konkretnego usługodawcę – tłumaczy architekt rozwiązań biznesowych w firmie S&T Poland.

Kolejnym etapem rozwoju w obszarze e-zdrowia może być połączenie aktualnie działających systemów państwowych z zasobami firm i szpitali prywatnych, ubezpieczycieli czy innych podmiotów działających w obszarze zdrowia. Dodatkowym aspektem digitalizacji usług e-zdrowotnych w przyszłości może być wsparcie, jakim będą dane z urządzeń internetu rzeczy, coraz częściej wykorzystywanych w ramach telemedycyny.

– Aby e-administracja się rozwijała, potrzebne jest cały czas zwiększanie nakładów na cyberbezpieczeństwo. To jest dziedzina, na którą trzeba cały czas pracować. Niezbędne jest także zapewnienie równego dostępu do infrastruktury, do internetu – wskazuje Konrad Taperek.

Pandemia przyspieszyła rozwój biotechnologii. Nowoczesna diagnostyka molekularna pozwoli łatwiej opracować szczepionki na nowe wirusy

Pandemia przyspieszyła rozwój biotechnologii, także w Polsce. Biotechnologia odgrywa kluczową rolę w walce z koronawirusem. Pracując z ludzkimi komórkami i mechanizmami genów, biotechnolodzy pogłębiają wiedzę na temat mechanizmów wirusowych, co może mieć ogromne znaczenie w przypadku przyszłych epidemii. – W wyniku pandemii powstanie wiele nowych produktów i firm związanych stricte z koronawirusem, ale również z detekcją wirusów jako takich – ocenia Piotr Barski, dyrektor Działu Badań i Rozwoju A&A Biotechnology.

– Koronawirus na pewno przyczynił się do lawinowego wzrostu zainteresowania biotechnologią, do wielkiego wzrostu świadomości społecznej na temat nowoczesnej diagnostyki molekularnej, jak również zwiększonej świadomości obecności wirusów w naszym życiu. I pod tym kątem na pewno przyczyni się do tego, że powstanie wiele nowych produktów, jak również firm związanych stricte z sytuacją pandemiczną, ale również w przyszłości w ogóle z detekcją wirusów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Barski, dyrektor Działu Badań i Rozwoju A&A Biotechnology.

Pandemia przyspieszyła wyścig biotechnologiczny. Raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Biotechnologiczny skok w przyszłość czy dryft” wskazuje, że biotechnologia – obok sektora ICT – jest obecnie obszarem, z którym wiążą się największe oczekiwania. Zwłaszcza w sytuacji pandemicznej daje ona nadzieję na rozwiązanie kluczowych wyzwań ludzkości – skuteczniejsze produkty lecznicze lub leki i terapie radzące sobie z nieuleczalnymi dotychczas schorzeniami.

Pokazała to m.in. pandemia świńskiej grypy. W ciągu kilku miesięcy dostępnych było już kilka miliardów dawek szczepionki przeciwko H1N1. Była gotowa tak szybko, ponieważ naukowcy wiedzieli, w jaki sposób wyprodukować odpowiednią szczepionkę. Badania kliniczne były szybkie, a producenci mieli już doświadczenie w pracy z takimi wirusami. Szczepionki przeciwko SARS-COV-2 były gotowe również w rekordowo szybkim czasie – w rok od wybuchu pandemii.

– Pandemia jako sytuacja krytyczna, wyjątkowa, przyczyniła się do gwałtownego wzrostu rynku biotechnologicznego w Polsce, ale to dotyczy całego świata z racji zagrożeń i rynku, który dotyczy wszystkich mieszkańców planety. Dlatego ja bym szacował, że ten wzrost to przynajmniej dwa rzędy wielkości, jeśli chodzi o możliwości polskich firm i polskiej branży właśnie z tych powodów – wskazuje dyrektor Działu Badań i Rozwoju A&A Biotechnology.

Polskie firmy biotechnologiczne włączyły się w prace nad opracowaniem szczepionki przeciwko koronawirusowi. W połowie marca 2020 roku Celon Pharma poinformowało, że zamierza rozpocząć prace nad stworzeniem leku na COVID-19. Badania kliniczne mają ruszyć w trzecim kwartale 2021 roku. Spółka OncoArendi i jej projekt OATD-01 w obszarze włóknienia płuc może znaleźć zastosowanie w leczeniu komplikacji po przebytym koronawirusie. Biomed Lublin Wytwórnia Surowic i Szczepionek pod koniec kwietnia podjął współpracę z Samodzielnym Publicznym Szpitalem Klinicznym nr 1 w Lublinie w zakresie produkcji immunoglobuliny z osocza ozdrowieńców.

Zwiększyły się również inwestycje w firmy poszukujące nowych leków. Korzystają na tym nie tylko te firmy, które skupiły się na badaniu SARS-CoV-2. To o tyle istotne, że mniejsze polskie przedsiębiorstwa mają mniejsze szanse, by konkurować ze światowymi gigantami, mogą jednak znaleźć niszę i w ten sposób wejść na zagraniczne rynki. Według ostrożnych szacunków w ciągu najbliższych lat fazę badań klinicznych w Polsce może rozpocząć kilkanaście nowych projektów. Wkrótce może być ich więcej, bo na rynku pojawiają się kolejne firmy biotech.

–  Rozwój sektora biotechnologicznego zostanie przynajmniej utrzymany, może nie na najwyższym poziomie z okresów pandemii, ale na pewno nie wróci do swojego pierwotnego stanu sprzed pandemii, ponieważ zainteresowanie tymi produktami będzie znacząco wyższe. Koronawirus nie jest jedynym organizmem, który jest wysoce zaraźliwy. Mamy szereg innych czynników etiologicznych, które zachowują się podobnie albo wymagają diagnostyki, również przesiewowej, więc zainteresowanie tymi produktami lekko zmaleje, ale będzie na znacznie wyższym poziomie niż do tej pory – ocenia dyrektor Działu Badań i Rozwoju A&A Biotechnology.

Grand View Research szacuje, że światowy rynek badań biotechnologicznych w 2025 roku może być wart 730 mld dol.

PGE i Ørsted uzyskały zgodę UOKiK na koncentrację

PGE Polska Grupa Energetyczna wraz z Ørsted otrzymały zgodę Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na dokonanie koncentracji. Ma ona na celu utworzenie joint venture w formule 50 na 50 udziałów w Elektrowni Wiatrowej Baltica-2 i Elektrowni Wiatrowej Baltica-3, należących do Grupy PGE. Uzyskanie zgody Prezesa UOKiK jest kolejnym krokiem do finalizacji zawartej w lutym 2021 roku umowy inwestycyjnej, zakładającej wspólną budowę i eksploatację morskich farm wiatrowych o łącznej mocy do 2,5 GW, realizowanych w dwóch etapach.

Zgoda na koncentrację oznacza dla PGE i Ørsted zielone światło ze strony organu antymonopolowego dla realizacji umowy inwestycyjnej określającej warunki utworzenia joint venture. Jej zadaniem będzie rozwój, budowa i eksploatacja morskiej farmy Baltica 2 o łącznej mocy zainstalowanej do 1498 MW oraz Baltica 3 o mocy 1045 MW, które są częścią przedsięwzięcia inwestycyjnego pod nazwą Morska Farma Wiatrowa Baltica o łącznej mocy około 2,5 GW. W najbliższym czasie PGE spodziewa się spełnienia pozostałych warunków zawieszających transakcji.

Zgoda wydana przez prezesa UOKiK to pierwszy z warunków zrealizowania umowy inwestycyjnej, dotyczącej budowy morskich farm wiatrowych na Bałtyku przez PGE i Ørsted. Wspólnie ustanowione warunki współpracy umożliwią skuteczne wykorzystanie mocnych stron i wiedzy obu partnerów. Wynegocjowana przez nas umowa z Ørsted w pełni zabezpiecza nasze interesy i pozwoli sprawnie przeprowadzić inwestycję z korzyścią dla polskiej gospodarki – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Morska Farm Wiatrowa Baltica realizowana w dwóch etapach – Baltica 2 i Baltica 3 to najbardziej zaawansowane projekty w ramach Programu Offshore Grupy PGE. Baltica 2 i Baltica 3 posiadają już wspólnie wydaną decyzję środowiskową oraz umowy przyłączeniowe do sieci przesyłowej, kwalifikują się również do uczestnictwa w pierwszej fazie działania systemu wsparcia dla morskiej energetyki wiatrowej w Polsce.

BioMaxima rejestruje test do wykrywania przeciwciał neutralizujących przeciwko SARS-CoV-2

BioMaxima SA, wiodący polski producent i eksporter diagnostyki laboratoryjnej, zakończył prace walidacyjne oraz złożył wniosek o rejestrację testu do wykrywania przeciwciał neutralizujących przeciwko SARS-CoV-2. Badanie pozwala na ocenę poziomu odporności zarówno w przypadku ozdrowieńców, jak i osób zaszczepionych przeciwko COVID-19 i tym samym daje służbie zdrowia możliwość bardziej efektywnego planowania szczepień.

BioMaxima jako wytwórca złożyła dziś w Urzędzie Rejestracji Wyrobów Medycznych wniosek o rejestrację testu nowego, szybkiego testu jakościowego SARS-CoV-2 Neutralization Antibody Rapid Test. Po 14 dniach od daty złożenia wniosku spółka uzyska prawo do sprzedaży testu na terenie RP oraz do otrzymania świadectwa wolnej sprzedaży na rynki, gdzie takowe jest wymagane.

SARS-CoV-2 Neutralization Antibody Rapid Test to szybki test jakościowy, umożliwiający wstępną przesiewową diagnostykę obecności przeciwciał neutralizujących koronawirusa. Badanie może być wykonane w próbkach surowicy, osocza, jak również krwi pełnej, pobranej z palca, a  uzyskanie wyniku następuje po 10-15 minutach. Jest to skuteczne i ekonomiczne narzędzie dające służbie zdrowia opcję na bardziej efektywne programowanie szczepień komentuje Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima.

Użyteczność testów szczególnie istotna w czasie ograniczonej dostępności  szczepionki

Przeciwciała neutralizujące odgrywają najważniejszą rolę w walce z rozwojem choroby COVID-19 u osób zarażonych. Tym samym badanie obecności przeciwciał neutralizujących może być wykorzystane:

  • Przy ustalaniu kolejności szczepień w kierunku SARS-CoV-2: umożliwia szczepienie w pierwszej kolejności osób najbardziej narażonych na zakażenie SARS-CoV-2, nie posiadających przeciwciał neutralizujących oraz ew. przesunięcie terminu szczepień u osób, które posiadają przeciwciała i są mniej narażone na zakażenie – dzięki temu można szybciej zwiększyć liczbę osób uodpornionych w populacji.
  • Do monitorowania odporności osób, które już zostały zaszczepione przeciwko SARS-CoV-2 w celu weryfikacji skuteczności szczepionki i określenia czasu trwałości ochrony po szczepieniu.
  • Do identyfikacji potencjalnych dawców osocza spośród osób, które przebyły zakażenie SARS-CoV-2.

Wysoka skuteczność i specyficzność testu

SARS-CoV-2 Neutralization Antibody Rapid Test BioMaxima SA wykrywa wyłącznie przeciwciała które mają właściwości neutralizujące, czyli tylko takie, które wiążąc się z białkiem (S) kolca SARS-CoV-2 skutecznie go neutralizują uniemożliwiając jego połączenie z receptorem ACE2 komórki ludzkiej, który jest bramą wejścia wirusa do wnętrza komórki.

W teście BioMaxima SA zastosowano komponenty, które umożliwiają symulację interakcji przeciwciał neutralizujących z domeną wiążącą receptor (ang. receptor binding domain, RBD) białka kolca (S) wirusa SARS-CoV-2 a następnie z receptorem ACE2 komórki ludzkiej. Brak lub obecność tej interakcji informuje o braku lub obecności przeciwciał neutralizujących w badanej próbce, czyli mogących „zablokować” infekcję wirusową i pomóc w jej zwalczaniu.

Skuteczność i czułość testu BioMaxima SA została skorelowana z testem PRNT (Plaque Reduction Neutralization Test), który jest uważany za „złoty standard” pomiaru skuteczności przeciwciał w neutralizacji wirusów. W badaniach porównawczych potwierdzono bardzo wysoką czułość na poziomie 95,74 proc., a specyficzność na poziomie 99,15 proc.

Ugoda czy regulacja – możliwe rozwiązania problemu kredytów walutowych w Polsce

Od 2005 r. polskie banki sprzedały ponad 600 tys. kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich. Dotychczas nie został jednak zażegnany spór pomiędzy klientami a bankami. Sprawa rozstrzygnąć się może już 25 marca br. za sprawą decyzji Sądu Najwyższego. Swoje rekomendacje wydała również Komisja Nadzoru Finansowego, która zachęca instytucje finansowe do zawierania ugód. Uczestnicy konferencji „Zarządzanie ryzykiem i kapitałem w bankach”, która odbyła się w miniony piątek w ramach Europejskiego Kongresu Finansowego, zgodzili się, że należy wypracować porozumienie korzystne dla obu stron, ale sektor bankowy odczuje jego skutki, bez względu na rezultat. Eksperci firmy doradczej Deloitte zaznaczają, że Polska to nie jedyny europejski kraj, który nie wypracował dotychczas zasad dotyczących rozwiązania kwestii frankowych hipotek. Podobna sytuacja ma miejsce w Rumunii, Słowenii, Grecji i na Cyprze.

Pierwszy i najważniejszy element, który wpływa obecnie na postrzeganie relacji między instytucją finansową a konsumentami to sprawa kredytów frankowych, a tak naprawdę stojące za nimi stawki referencyjne i tabele kursowe, które zostały uznane za klauzule abuzywne. Na horyzoncie pojawia się jednak kilka innych obszarów, które wymagają jednak uregulowania, mówi Paweł Spławski, lider programu CFO, partner w zespole ryzyka finansowego, Deloitte.

Chodzi przede wszystkim o indeksy stóp procentowych i Reformę IBOR. Od 1 lipca 2021 r. na rynek, zgodnie z rekomendacjami grup roboczych działających na poszczególnych rynkach objętych Reformą, wprowadzane będą produkty oparte nie na indeksach stóp procentowych bazujących na LIBOR, tylko stawkach zreformowanych. Administrator wskaźników LIBOR potwierdził natomiast w ostatnich dniach zamiar zaprzestania udostępniania takich indeksów jak LIBOR dla GBP, EUR oraz CHF.

Dodatkowo, od 2020 roku polska gospodarka działa w otoczeniu praktycznie zerowych stóp procentowych. Pojawiają się w związku z tym zasadne pytania o możliwość ujemnego oprocentowania kredytów i zjawiska dotychczas niespotykanego, czyli ujemnego oprocentowania dla depozytów lub prowadzonych rachunków, w tym również depozytów i rachunków konsumentów.

W czasie debaty „Konsument świadomy ryzyka czy zbłąkana owieczka w świecie finansów – pytania o model ochrony klienta na rynku finansowym” Paweł Spławski – ekspert Deloitte – przypomniał, że sprzedaż kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich rozpoczęła się w 2004 roku i zbiegła się w czasie z dynamicznym rozwojem rynku mieszkaniowego. Wzrost w tym segmencie był w dużej mierze finansowany właśnie przez kredyty frankowe. Od 2005 do 2016 roku sprzedano ich ponad 600 tys.

Próba wypracowania kompromisu

Komisja Nadzoru Finansowego od końca 2020 roku aktywnie działa na rzecz wypracowania kompromisu pomiędzy klientami a bankami, przypominając propozycję zgłaszaną wcześniej przez ekspertów Prezydenta RP oraz cześć organizacji zrzeszających klientów tego typu produktów. Zgodnie z propozycją, banki powinny oferować ugody na takich warunkach, jak gdyby kredyt od początku był złotowy, oprocentowany według odpowiedniej stopy WIBOR powiększonej o stosowaną historycznie dla takich kredytów marżę.

Propozycja przewodniczącego KNF jest bardzo konkretna i spójna. To jedyne realne rozwiązanie, które obecnie funkcjonuje w debacie publicznej. Jest ono bardzo kosztowne dla sektora bankowego, bo pokryje pełen skutek zmiany kursu franka od daty udzielenia tych kredytów. Łączny koszt tej propozycji jest szacowany na około 35 mld zł. Przez lata zgromadziliśmy jednak na tyle duże bufory kapitałowe, że dzisiaj – inaczej niż 5-6 lat temu – możemy sobie na to pozwolić. W mojej ocenie rozwiązanie KNF jako jedyne może doprowadzić do konsensusu społecznego w sprawie kredytów frankowych. Jest to propozycja, która godzi interesy kredytobiorców frankowych, kredytobiorców złotowych oraz banków, ale także deponentów. Musimy pamiętać, że kredyty frankowe pochodzą ze środków właśnie tej ostatniej grupy mówi Rafał Kozłowski, Wiceprezes Zarządu, PKO Bank Polski.

Nad tym rozwiązaniem pracuje obecnie 9 banków, które uważnie przyglądają się możliwościom przebiegu konwersji walutowej. Również kredytobiorcy zaczynają optymistycznie podchodzić do tego pomysłu. Wśród klientów banku PKO BP przeprowadzono ankietę, w której zapytano ich, czy byliby gotowi przewalutować swoje kredyty. 70 proc. z nich odpowiedziało, że tak lub raczej tak, 5 proc. nie zgodziło się na taki wariant, a 25 proc. wskazało, że zdecyduje, gdy otrzyma szczegóły dopasowane do ich sytuacji kredytowej.

Jak podkreślili uczestnicy debaty, krajobraz w sektorze bankowym na najbliższe miesiące wyznaczy rozstrzygnięcie dotyczące kredytów frankowych Izby Cywilnej Sądu Najwyższego zaplanowane na 25 marca br. Największe konsekwencje dla sektora może przynieść decyzja nazywana „darmowym mieszkaniem”. W przypadku stwierdzenia występowania klauzuli abuzywnej ogranicza ona jednocześnie możliwość dochodzenia roszczeń banku wobec kredytobiorcy ze względu na okres przedawnienia i zobowiązuje bank do zwrotu na rzecz klienta wszystkich rat kapitałowo-odsetkowych. Takie rozwiązanie może kosztować sektor 234 mld zł. Banki, które posiadają kredyty frankowe, zgromadziły fundusze własne na kwotę około 200 mld zł.

Różne pomysły na rozwiązanie problemu

W Europie opracowano dwa główne modele, które zostały wprowadzone, żeby rozwiązać problem kredytów frankowych – ustawowy i ugodowy. Pierwszy wdrożono m.in. na Węgrzech, gdzie w 2015 roku przewalutowano na forinty kredyty hipoteczne zaciągnięte we frankach szwajcarskich. Stało się to na mocy ustawy przyjętej przez parlament węgierski w 2014 roku. Kredyty zostały przewalutowane po kursie rynkowym na dzień 7 listopada 2014 roku z uwzględnieniem odchylenia nie przekraczającego 10 proc. kursu rynkowego, liczonego jako średnia z półrocza poprzedzającego przewalutowanie.

– Drugi przykład to rynek serbski, gdzie w 2019 roku uchwalono ustawę umożliwiającą dłużnikom przewalutowanie kredytów hipotecznych zaciągniętych we frankach szwajcarskich na euro, według kursu z dnia zawarcia umowy. Wprowadzone zostało odniesienie oprocentowania kredytów do analogicznych produktów tego samego rodzaju i o takim samym czasie trwania w euro. To rozwiązanie zbliżone jest więc do rozważanej obecnie propozycji – mówi Paweł Spławski.

Model ugodowy przyjęto m.in. w Austrii, gdzie poszczególne instytucje proponowały klientom opcje przejścia z kredytów we frankach szwajcarskich na euro, a także w Chorwacji. Natomiast państwa takie jak Grecja, Słowenia, Rumunia czy Cypr, pomimo podejmowanych prób wypracowania rozwiązania nadal nie były w stanie przygotować rozwiązań, które zyskałoby powszechną aprobatę.

Szaleństwo na funcie. Kurs funta powyżej 5,35 zł

Brytyjska waluta ponownie przebiła poziom 5,35 zł i wciąż nie widać, gdzie zatrzyma się ten ruch. Korekta po nadmiernie negatywnych oczekiwaniach jest zrozumiała, ale wszystkich interesuje, gdzie kończy się ten ruch.

Po konferencji EBC

Europejski Bank Centralny wypowiedział się wczoraj na wiele tematów, ale nie pominął chyba najbardziej interesującego, czyli kwestii zmian cen. Analitycy z jednej strony wskazują, że wchodzimy w czas trwałego wzrostu cen na świecie, co przy bardzo niskich stopach procentowych może spowodować ich jeszcze większy wzrost. EBC jednak podchodzi do tematu bardzo spokojnie. Według prognoz tej organizacji jest to przejściowa tendencja, a w Europie większym problemem będzie zbyt niska niż zbyt wysoka inflacja. Po posiedzeniu inwestorzy uwierzyli w lepsze perspektywy gospodarcze i euro ponownie umacniało się względem dolara i to pomimo dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy.

Dane z Wysp

Dzisiaj nad ranem poznaliśmy dane z brytyjskiej gospodarki. Obiektywnie rzecz biorąc, nie są to dobre wskaźniki. Spadek PKB o 9,2% i spadek produkcji przemysłowej o 4,9% w większości państw byłyby poważnym problemem dla waluty. Tutaj jednak należy pamiętać, że oczekiwania analityków, jak zachowa się gospodarka po wyjściu z Unii Europejskiej, były wyjątkowo niskie.

Szaleństwo na funcie

Od wyjścia z Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię funt ma się bardzo dobrze. Ostatni raz brytyjska waluta była tak silna względem euro tuż przed pandemią. Względem euro od początku stycznia podrożała o imponujące 5%. Względem złotego po ostatnich ruchach w górę funt jest najdroższy od 2016 roku, kiedy to funt spadał po przegłosowaniu brexitu. Za siłę funta odpowiadają przede wszystkim przeszacowane negatywne skutki wyjścia ze struktur unijnych. Skoro miało być tak źle, to dlaczego nie jest? Dlatego właśnie inwestorzy chętnie wracają na Wyspy, a funt rośnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Szczepionka Johnson & Johnson przeciwko Covid-19 otrzymała od KE warunkowe pozwolenie na dopuszczenie do obrotu

Dane wykazały, że szczepionka chroni przed hospitalizacją i zgonami związanymi
z COVID-19 w różnych regionach oraz przed nowymi wariantami SARS-CoV-2
[i]

Decyzja jest zgodna z zaleceniami Europejskiej Agencji Leków dotyczącymi szczepionki J&J przeciwko COVID-19[ii]

Dostawa szczepionki ma rozpocząć się w drugiej połowie kwietnia – Spółka spodziewa się, że w 2021 roku dostarczy 200 milionów dawek do państw członkowskich UE[iii]

Johnson & Johnson (NYSE: JNJ) (Spółka) ogłosiła dzisiaj, że Komisja Europejska (KE) przyznała warunkowe pozwolenie na dopuszczenie do obrotu szczepionki przeciwko COVID-19 podawanej w pojedynczej dawce, opracowanej przez Janssen, aby zapobiec infekcji COVID-19 u osób w wieku 18 lat
i starszych.

Warunkowe dopuszczenie do obrotu jest zgodne z pozytywną opinią Komitetu ds. Produktów Leczniczych Stosowanych u Ludzi Europejskiej Agencji Leków2  i obowiązuje we wszystkich 27 państwach członkowskich Unii Europejskiej oraz w Norwegii, Islandii i Liechtensteinie.[iv]

Dane uzyskane w czasie Fazy 3 badania ENSEMBLE wykazały, że szczepionka jest dobrze tolerowana i wykazuje 67-procentową skuteczność u uczestników, którzy otrzymali szczepionkę w porównaniu z uczestnikami, którym podano placebo. 1 Początek ochrony obserwowano od 14 dnia i utrzymywał się 28 dni po szczepieniu. Dane wykazały również, że szczepionka była skuteczna w 85% w zapobieganiu ciężkiej chorobie we wszystkich badanych regionach i wykazywała ochronę przed hospitalizacją i śmiercią związaną z COVID-19 począwszy od 28 dnia po szczepieniu. 1

„Od ponad roku pracujemy przez całą dobę wykorzystując umysły naukowców, skalę działania i zasoby naszej globalnej organizacji, aby stworzyć szczepionkę przeciwko COVID-19” – powiedział Alex Gorsky, prezes i dyrektor generalny Johnson & Johnson. „Cieszymy się z dzisiejszego warunkowego pozwolenia na dopuszczenie do obrotu, wydanego przez Komisję Europejską – które umożliwia naszej jednodawkowej szczepionce dotarcie do wielu potrzebujących społeczności – jako że nadal robimy wszystko, co w naszej mocy, aby pomóc zakończyć pandemię.”

Johnson & Johnson zobowiązuje się do udostępnienia swojej szczepionki przeciwko COVID-19 do użytku na zasadach not-for-profit w nagłych przypadkach wywołanych przez pandemię.
W drugiej połowie kwietnia firma planuje rozpocząć dostawy swojej jednodawkowej szczepionki przeciwko COVID-19 do państw członkowskich UE oraz dostarczyć w 2021 roku 200 mln dawek do państw członkowskich UE oraz Norwegii, Islandii i Liechtensteinu.

„Ta szczepionka jest wynikiem ponad dziesięciu lat inwestycji w badania i rozwój oraz głębokiego zaangażowania naszych naukowców. Doceniamy współpracę i wsparcie Komisji Europejskiej w tym ogromnym wysiłku” – powiedział dr Paul Stoffels, wiceprzewodniczący komitetu wykonawczego i dyrektor naukowy w Johnson & Johnson. „Jesteśmy dumni, że dzięki warunkowemu zezwoleniu na dopuszczenie do obrotu, nasza jednodawkowa szczepionka pomoże w ciągu kilku miesięcy ochronić miliony ludzi w państwach członkowskich UE.”

W grudniu 2020 r. Spółka ogłosiła złożenie przez firmę Janssen wniosku w trybie przyspieszonym do Europejskiej Agencji Leków w sprawie kandydata na jednodawkową szczepionkę przeciwko COVID-19, co umożliwiło przyspieszoną procedurę w Europejskiej Agencji Leków.[v] Kandydat na szczepionkę przeciwko COVID-19 został także zgłoszony do listy produktów dopuszczonych do zastosowania w sytuacjach wyjątkowych (Emergency Use Listing – EUL) w Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).[vi] Wnioski w trybie przyspieszonym dotyczące naszego kandydata na szczepionkę zostały również złożone w kilku innych krajach na całym świecie.

„Ten krok milowy nie byłby możliwy bez ciężkiej pracy i poświęcenia wszystkich osób zaangażowanych w nasz program badań klinicznych nad szczepionkami przeciwko COVID-19, w tym zespół J&J, naszych partnerów i uczestników badań” – powiedział dr Mathai Mammen, Wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego i Dyrektor ds. Badań
w Johnson & Johnson. „Jesteśmy bardzo zadowoleni z dzisiejszego obwieszczenia i będziemy z pełnym zaangażowaniem kontynuować badania kliniczne nad szczepioną przeciwko COVID-19, ponieważ staramy się zapewnić ludziom na całym świecie jednodawkową szczepionkę.”

W dniu 27 lutego[vii] spółka otrzymała zezwolenie na użycie w sytuacjach wyjątkowych
w Stanach Zjednoczonych po jednogłośnym głosowaniu Komitetu Doradczego ds. Szczepionek i Pokrewnych Produktów Biologicznych amerykańskiej Agencji ds. Żywności
i Leków dnia 26 lutego 2021 r.[viii] Jednodawkowa szczepionka przeciwko COVID-19 firmy Johnson & Johnson została również tymczasowo dopuszczona do obrotu w procedurze „Interim Order” w Kanadzie.[ix]

[i] Janssen. Johnson & Johnson Announces Single-Shot Janssen COVID-19 Vaccine Candidate Met Primary Endpoints in Interim Analysis of its Phase 3 ENSEMBLE Trial. Dostępne pod adresem: https://www.janssen.com/emea/sites/www_janssen_com_emea/files/johnson_johnson_announces_single-shot_janssen_covid19_vaccine_candidate_met_primary_endpoints_in_interim_analysis_of_its_phase_3_ensemble_trial.pdf. Ostatni dostęp: marzec 2021.

 

2 European Medicines Agency. EMA recommends COVID-19 Vaccine Janssen for authorisation in the EU. Available at: https://www.ema.europa.eu/en/news/ema-recommends-covid-19-vaccine-janssen-authorisation-eu. Last accessed: March 2021.

 

[iii] Janssen. Johnson & Johnson Announces European Commission Approval of Agreement to Supply 200 Million Doses of Janssen’s COVID-19 Vaccine Candidate. Available at: https://www.janssen.com/emea/sites/www_janssen_com_emea/files/johnson_johnson_announces_european_commission_approval_of_agreement_to_supply_200_million_doses_of_janssens_covid-19_vaccine_candidate.pdf. Last accessed: March 2021.

4 Janssen. Johnson & Johnson Announces Initiation of Rolling Submission for its Single-dose Janssen COVID-19 Vaccine Candidate with the European Medicines. Available at: http://www.janssen.com/sites/www_janssen_com_emea/files/jj_announces_initiation_of_rolling_submission_for_its_single_dose_janssen_covid19_vaccine_candidate_with_the_ema.pdf. Last accessed: March 2021.

5 Janssen. Johnson & Johnson Announces Submission to World Health Organization for Emergency Use Listing of Investigational Single-Shot Janssen COVID-19 Vaccine Candidate. Available at: https://www.janssen.com/emea/sites/www_janssen_com_emea/files/jj_announces_submission_to_who_for_eul_of_investigational_single-shot_janssen_covid-19_vaccine_candidate_.pdf. Last accessed: March 2021.

6 Johnson & Johnson. Johnson & Johnson COVID-19 Vaccine Authorized by U.S. FDA For Emergency Use – First Single-Shot Vaccine in Fight Against Global Pandemic. Available at: https://www.jnj.com/johnson-johnson-covid-19-vaccine-authorized-by-u-s-fda-for-emergency-usefirst-single-shot-vaccine-in-fight-against-global-pandemic. Last accessed: March 2021.

[vii] Johnson & Johnson. Johnson & Johnson Single-Shot COVID-19 Vaccine Candidate Unanimously Recommended for Emergency Use Authorization by U.S. FDA Advisory Committee. Available at: https://www.jnj.com/johnson-johnson-single-shot-covid-19-vaccine-candidate-unanimously-recommended-for-emergency-use-authorization-by-u-s-fda-advisory-committee. Last accessed: March 2021.

8 Johnson & Johnson. Johnson & Johnson COVID-19 Vaccine Granted Authorization under Interim Order by Health Canada For Emergency Use. Available at: https://www.jnj.com/johnson-johnson-covid-19-vaccine-granted-authorization-under-interim-order-by-health-canada-for-emergency-use. Last accessed: March 2021.

9 Summary of Product Characteristics. COVID-19 Vaccine Janssen suspension for injection. March 2021.

10 Custers, J., Kim, D., et al. Vaccines based on replication incompetent Ad26 viral vectors: Standardized template with key considerations for a risk/benefit assessment. Vaccine. 2020.