Przedsiębiorcy zaniepokojeni sytuacją epidemiczną: Mamy do czynienia z pełzającym lockdownem

Lockdown obowiązywać będzie już w czterech województwach, czyli: warmińsko-mazurskim, pomorskim, lubuskim i mazowieckim. W tych regionach nieczynne będą galerie handlowe, hotele, instytucje kul;turalne i sportowe. Co więcej, Minister Zdrowia zapewnił, że nie jest wykluczone, że kolejne regiony będą obejmowane obostrzeniami, bo trzecia fala pandemii postępuje. – Przedsiębiorcom funduje się suspens, którego finałem nie będzie to czy gospodarka w kolejnych regionach będzie zamknięta, a kiedy – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk. – Mamy do czynienia z pełzającym lockdownem, który zakończy się tym, że przed Wielkanocą nastąpi trzecie zamknięcie gospodarki. Jesteśmy temu stanowczo przeciwni i kolejny raz apelujemy: przedsiębiorcy muszą pracować, muszą mieć warunki do tego aby przetrwać  – mówi Prezes Hanna Mojsiuk.

 „Czarno widzę naszą przyszłość jeżeli lekarstwem na koronawirusa będą wieczne restrykcje i następne  lockdowny”

Pandemia koronawirusa i system restrykcji wprowadzanych przez Rząd wystawia cierpliwość przedsiębiorców na gigantyczną próbę. Statystyki pokazują, że w ujęciu makroekonomicznym sytuacja gospodarki jest dobra, ale gdy porozmawiamy z przedstawicielami poszczególnych branż widać dramat długów, upadłości i konieczności zwalniania pracowników. Wiadomości o tym, że kolejne województwa będą objęte lockdownem potwierdzają obawy, że jeszcze w marcu możliwe jest już trzecie zamknięcie gospodarki.

– Nie mam wątpliwości, że trzecia fala koronawirusa to poważne wyzwanie dla służby zdrowia i należy szybko reagować na to, co się dzieje żeby służba zdrowia mogła sobie z napływem chorych poradzić. Jestem jednak pewna, że wybrany jest sposób, który zupełnie nie bierze pod uwagę, że gospodarka może trzeciego lockdownu po prostu nie przetrwać – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk. – Kilka tygodni temu Izba wystosowała apel do Rządu, by nie cofać luzowania gospodarki w postaci otwarcia hoteli czy instytucji kultury w reżimie sanitarnym. Dzisiaj zdanie „ani kroku wstecz” jest jeszcze bardziej aktualne i jeszcze mocniej zyskuje na sile. Nie możemy pozwolić sobie na to, by trzeci raz zamykać hotele i galerie handlowe. Pamiętajmy, że w uśpieniu od ponad 20 tygodni są takie branże jak gastronomia czy branża kreatywna. Czarno widzę naszą przyszłość jeżeli lekarstwem na koronawirusa będą wieczne restrykcje i kolejne  lockdowny, które jednocześnie nie niosą ze sobą pełnego wsparcia dla zamkniętych branż. Jeśli chcemy zamykać to musimy też stosownie do tego wspierać  finansowo tych przedsiębiorców, którzy są poszkodowani  – mówi Prezes Hanna Mojsiuk.

 

Otwarcie, a nie zamknięcie. Izba otrzymuje dziesiątki sygnałów od zaniepokojonych przedsiębiorców

Północna Izba Gospodarcza stoi na stanowisku, że należy podtrzymać otwieranie gospodarki w reżimie sanitarnym, z mocnym uwzględnieniem przestrzegania zasad dystansu społecznego, maseczek oraz dezynfekcji. – Mamy wzrost zachorowań co jest faktem, ale co jest jego powodem? Nie mamy informacji, by reżim sanitarny był nieprzestrzegany w hotelach czy instytucjach kultury. Gastronomia od momentu drugiej fali jest nieczynna, podobnie jak branża fitness. Może to więc nie ta działalność sprzyja rozprzestrzenianiu się pandemii? Przedsiębiorcy zadają sobie mnóstwo pytań tracąc ogromne pieniądze, popadając w długi i stając przed dylematami o przyszłości swoich firm i zatrudnianiu pracowników. Sytuacja jest bardzo trudna, a niepokój gigantyczny – komentuje dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Odbieramy mnóstwo telefonów od przedstawicieli branży turystycznej oraz hotelarstwa. Wiele głosów mówi jasno: musimy zacząć działać z większą mocą od Wielkanocy, zaczyna się szczyt naszego sezonu. To czas na otwarcie i nadrabianie strat, a nie na zamknięcie – dodaje dyrektor Wolny.

Przypomnijmy: Północna Izba Gospodarcza w Szczecnie napisała w ciągu ostatniego roku ponad 50 pism skierowanych do Premiera oraz Ministrów Rządu RP. To głos zachodniopomorskich przedsiębiorców w najważniejszych dla nich tematach dotyczących np. tarcz finansowych czy wsparcia dla zachodniopomorskiej gospodarki . Przede wszystkim  jest to  jedna z głównych misji  Północnej Izby Gospodarczej – obrona interesów przedsiębiorców .

Ulotny apetyt na ryzyko

Zmierzając ku weekendowi apetyt na ryzyko na rynkach jest tonowany. Spadają indeksy w Europie i futures na indeksy w USA, a na FX widać umiarkowane odbicie USD. Kolejna aukcja obligacji w USA przebiegła gładko, ale rentowności 10-latek ponownie podchodzą do 1,60 proc., co psuje nastroje. Podpisanie pakietu fiskalnego przez prezydenta Bidena i gołębi wydźwięk EBC stworzyły pozytywne tło, ale dziś zdaje się wygrywać realizacja zysków.

Marcowa decyzja EBC spełniła pokładane w niej oczekiwania. Kluczową zmianą jest zapowiedź „znaczącego przyspieszenia” zakupów obligacji w ramach programu PEPP, aby przeciwdziałać niepożądanemu zacieśnianiu warunków finansowych, głównie wzrostowi rentowności obligacji. W odróżnieniu od Fed, EBC nie zamierza biernie przyglądać się zmianom na rynku długu, co wynika z gorszej sytuacji ekonomicznej strefy euro, wolniejszego tempa zaszczepień oraz zdecydowanie mniejszej pomocy fiskalnej. Stąd EBC musi dbać o utrzymanie niskich stóp procentowych dłużej, nawet jeśli perspektywy dla odbicia ożywienia pozostają optymistyczne. Nowe prognozy wzrostu pozostały praktycznie niezmienione (w tym 4 proc. w 2021 r.), a projekcja inflacji został podniesiona do 1,5 proc. w tym roku (z 1 proc). Prezes Lagarde zwróciła uwagę, że skok inflacji wynika z czynników nadzwyczajnych i szybszego wzrost cen ropy naftowej i większość efektów wygaśnie z początkiem nowego roku. (CPI 1,2 proc. w 2022 r.). To razem pokazuje, że decyzja o przyspieszeniu skupu obligacji wynika z chęci okiełznania rynku długu, a nie jest podyktowana pogorszeniem perspektyw gospodarczych. Decyzja jest pozytywna dla apetytu na ryzyko w dłuższym horyzoncie, co pośrednio powinno też pozytywnie wpływać na EUR.

Wczoraj po południu zawiązał się umiarkowany rajd ryzyka, choć dziś rynki są w odwrocie. Wytłumaczenia szukałabym w chęci realizacji zysków przed weekendem, ale też próbami budowania pozycji z myślą o kolejnym dużym wydarzeniu, jakim jest przyszłotygodniowe posiedzenie FOMC. Biorąc pod uwagę brak werbalnych interwencji w kierunku wzrostu rentowności w ostatnich komentarzach członków Fed, uczestnicy rynku mogą mieć obawy, że w komunikacie FOMC nastawianie zostanie utrzymane, co może stać się katalizatorem dla dalszej wyprzedaży obligacji. Po wczoraj wiemy jednak, że przynajmniej w strefie euro będą podejmowane próby okiełznania rynku długu, więc możliwe, że korelacja ryzykownych aktywów z wahaniami rentowności obligacji zostanie osłabiona.

EUR/PLN wraca pod 4,59, a złoty nie skorzystał wiele na czwartkowym wzroście apetytu na ryzyko. Przeszkodą stała się decyzja Ministerstwa Zdrowia o wprowadzeniu dodatkowych obostrzeń w kolejnych dwóch województwach – mazowieckim i lubuskim – oraz ostrzeżenie, że w najbliższych tygodniach niewykluczone jest przywrócenie tych obostrzeń w całym kraju. Powrót restrykcji jest ciosem dla perspektyw ożywienia, nawet jeśli szkody każdej kolejnej fali zachorowań są mniejsze. Nie zmienia to faktu, że do złotego doczepiony został kolejny czynnik ryzyka, co przynajmniej w krótkim terminie utrudni odreagowanie i odejście od 4,60.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Badanie: Prawie 70% Polaków nie obawia się utraty pracy. Eksperci: Ludzie nie zdają sobie sprawy z kryzysu

Niemal co piąty dorosły Polak obawia się, że w najbliższym czasie straci pracę. Częściej niepokój o swoją dalszą karierę zawodową odczuwają kobiety niż mężczyźni. Problem dotyczy prawie co czwartej osoby z grupy wiekowej 23-35 lat. Niepewność widoczna jest przede wszystkim wśród rodaków z wykształceniem zawodowym. Zjawisko to występuje głównie w miejscowościach liczących od 20 tys. do 49 tys. mieszkańców.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland, 17,7% Polaków boi się, że w najbliższym czasie straci pracę. Natomiast 68% rodaków jest przeciwnego zdania, a 14,4% nie zajmuje stanowiska w tej sprawie.

– Nie ma powszechnego lęku o utratę pracy. Wynika to z faktu, że przedsiębiorstwa dostały w zeszłym roku ogromne środki na utrzymanie zatrudnienia. Nie grozi nam masowy wzrost bezrobocia, bo jesteśmy starzejącym się społeczeństwem. Co roku o ok. 150 tys. osób więcej przechodzi na emeryturę, niż wchodzi na rynek pracy. Ponadto poziom aktywności zawodowej niestety nie rośnie w Polsce, a nawet ostatnio spadł – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Z kolei prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, podejrzewa, że w ciągu roku znacznie przybyło osób, które obawiają się utraty pracy. Zdaniem eksperta, niespełna 18% to niewiele. Część Polaków nie zdaje sobie sprawy z tego, jak ciężka jest sytuacja na rynku. Nie wiemy, jak długo potrwa recesja i jak duże będą zwolnienia. Wprawdzie rząd dofinansowywał pensje oraz utrzymanie miejsc pracy, ale ta polityka ma swoje granice. Znacznie więcej osób powinno się obawiać ryzyka. Oczywiście to nie oznacza, że wszyscy zagrożeni pracownicy stracą pracę.

– Pracodawcy przywykli już do tego, że pozyskanie dobrego pracownika jest trudne i bardzo kosztowne. A skoro tak, to i gotowość do zwalniania jest stosunkowo mała. Tylko w ostateczności przedsiębiorcy decydują się na ten krok. Owszem, mogło się tak zdarzyć, że np. zamknięte restauracje czy hotele musiały zredukować zatrudnienie. Natomiast w wielu dziedzinach gospodarki aż tak źle nie było – dodaje ekspert z Konfederacji Lewiatan.

18,9% kobiet i 16,2% mężczyzn ma obawy o utratę pracy w najbliższym czasie. Z kolei analizując wiek respondentów, można zauważyć, że najczęściej o tym problemie mówią osoby w wieku 23-35 lat – 22,7%, a także 18-22 lata – 20,5%. Natomiast na drugim końcu zestawienia widzimy rodaków mających 56-80 lat – 9,1%.

– Ta ostatnia grupa to Polacy w wieku przedemerytalnym i emerytalnym. Oni wychodzą z założenia, że nawet gdyby coś się stało, to mają źródło utrzymania. Pandemia nie odebrała im środków do życia. Natomiast część młodszego pokolenia straciła pracę, a jednocześnie wypłacamy 13. emeryturę i jeszcze teraz zapadła decyzja o 14. To trochę nieuczciwe wobec młodych ludzi i mówię to jako 69-latek. Natomiast największe obawy mogą być wytłumaczone brakiem pewności siebie i niewielkim doświadczeniem zawodowym – podkreśla Jeremi Mordasewicz.

Analizując wykształcenie respondentów, można dostrzec, że utraty pracy najbardziej obawiają się osoby z zawodowym zasadniczym – 19,2%. Dalej widzimy średnie oraz wyższe – po 17,7%. Natomiast na końcu zestawienia jest podstawowe i gimnazjalne – 12,5%.

– Wykształcenie zawodowe zasadnicze obejmuje przedstawicieli różnych branż. Dla przykładu, na budowach cały czas jest zapotrzebowanie na pracowników. Natomiast pandemia uderzyła w młode osoby, które kończyły np. kierunki kosmetyczne i gastronomiczne. Teraz mamy trochę nietypową sytuację, ale ona unormuje się pod koniec roku. Wówczas nadal będzie brakować pracowników po szkołach zawodowych, którzy coś potrafią – mówi doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Obawy o utratę pracy w najbliższym czasie dotyczą przede wszystkim Polaków z miast liczących od 20 do 49 tys. mieszkańców – 20,3%, jak również od 200 do 499 tysięcy – 19,6%. Natomiast na drugim końcu zestawienia są wsie i miejscowości do 5 tys. osób, a także mające od 100 do 199 tys. ludności – po 15%.

– Ludzie mają powody obawiać się o przetrwanie i kondycję niedużych firm w mniejszych miejscowościach. Duże czy wielkie przedsiębiorstwa pewnie sobie poradzą z tą sytuacją. Na wsi ogromną rolę spełnia rolnictwo czy samozatrudnienie, gdzie nie ma aż tak ciężkiego kryzysu, jak w różnego typu działalności usługowej. Tam ryzyko bankructw jest zdecydowanie mniejsze – podsumowuje prof. Orłowski.

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na reprezentatywnej próbie 1017 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

easyCALL.pl S.A. chce się połączyć z SatRevolution S.A.

easyCALL.pl S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2011 r., zawarła list intencyjny z SatRevolution S.A. w sprawie rozpoczęcia negocjacji w zakresie przeprowadzenia procesu fuzji lub przejęcia. SatRevolution działa w branży kosmicznej i jako jedna z niewielu firm na świecie zajmuje się kompleksowo projektowaniem, produkcją i umieszczaniem na orbitach okołoziemskich nanosatelitów obserwacyjnych oraz jako pierwsza w Polsce umieściła swoje satelity na orbicie okołoziemskiej, które stanowią część planowanej konstelacji satelitów.

easyCALL.pl S.A. podpisała z SatRevolution S.A. list intencyjny, rozpoczynający proces negocjacji w sprawie fuzji lub przejęcia, w wyniku którego może dojść do przejęcia przez Spółkę działalności SatRevolution w uzgodnionej przez Strony formule prawnej. Spółki przewidują, że po zrealizowaniu transakcji powstanie podmiot posiadający perspektywę rozwoju i osiągnięcia w ciągu 5 lat pozycji międzynarodowego lidera w swojej branży. Zgodnie z listem intencyjnym, Spółki planują podpisać do 30 kwietnia 2021 r. porozumienie o podstawowych warunkach transakcji (Term Sheet), które będzie regulowało najistotniejsze warunki i terminy transakcji. Zarząd easyCALL.pl S.A. dostrzega ogromne możliwości rozwoju połączonych spółek.

„Bardzo się cieszymy z możliwości rozpoczęcia negocjacji z SatRevolution S.A. Podmiot ten działa w bardzo perspektywicznej branży, w której osiąga już spore sukcesy i to w skali światowej, więc potencjalna fuzja pozwoli odnieść korzyści obu spółkom. Wykorzystanie statusu spółki publicznej do rozwoju biznesu w branży kosmicznej to z pewnością bardzo dobry kierunek i chcemy go realizować. Jestem przekonany, że Spółki mają szanse wypracować wspólnie najlepszy model transakcji, aby ją przeprowadzić.” komentuje Łukasz Górski, Prezes Zarządu Spółki easyCALL.pl S.A.

„Budujemy największą konstelację do obserwacji Ziemi, która daje możliwość dostarczania nowych perspektyw dla ludzkości. Przesuwamy granice niemożliwego. Dokonany rozwój technologii pozwala SatRevolution na osiągnięcie tego, co było niemożliwe do osiągnięcia w przeszłości. Aby tego dokonać, potrzebujemy wartościowych inwestorów, których zamierzamy pozyskać poprzez wejście na rynek publiczny NewConnect.” – dodaje Grzegorz Zwoliński CEO SatRevolution S.A.

Opodatkowanie suszu tytoniowego

Opodatkowanie suszu tytoniowego podatkiem akcyzowym nastąpiło w związku z rozwojem szarej strefy w tym zakresie. Susz tytoniowy, będąc wcześniej wyrobem nieobjętym akcyzą, stanowił tańszą alternatywę dla palaczy niż tradycyjne papierosy. Konsumenci nabywali wysuszone liście, cieli je i nabijali w gilzy papierosowe. Dopiero pod koniec 2012 r. wprowadzono przepisy opodatkowujące akcyzą susz tytoniowy. Pomimo że przepisy w tym zakresie obowiązują już przeszło 8 lat, w dalszym ciągu pojawiają się liczne wątpliwości.

Definicja suszu tytoniowego

W art. 99a ust. 1 ustawy o podatku akcyzowym zostało zdefiniowane, co należy rozumieć przez pojęcie „suszu tytoniowego”. Jest to tytoń, bez względu na wilgotność, który nie jest już połączony z żywą rośliną i jednocześnie nie jest jeszcze wyrobem tytoniowym. Definicja suszu tytoniowego jest bardzo szeroka. Warto wskazać, że ustawodawca nie różnicuje kwalifikacji odłączonych od rośliny żywej liści tytoniu, w zależności od stopnia przetworzenia. Innymi słowy, zamiarem ustawodawcy było objęcie podatkiem akcyzowym wszelkich sytuacji, gdzie liść tytoniu został odłączony od rośliny żywej i jednocześnie nie jest wyrobem tytoniowym. Zatem poddanie lub nie liści tytoniu procesowi przetwórczemu polegającemu na suszeniu, sortowaniu czy fermentacji nie ma znaczenia z perspektywy przedmiotu opodatkowania akcyzą (Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 7 listopada 2019 r., sygn. akt I GSK 392/17).

Przedmiot opodatkowania

Przedmiot opodatkowania w przypadku suszu tytoniowego został określony w art. 9b ustawy o podatku akcyzowym. Opodatkowaniu akcyzą podlega:

  • nabycie wewnątrzwspólnotowe lub import suszu tytoniowego przez inny podmiot niż prowadzący skład podatkowy, który zużywa susz do produkcji wyrobów tytoniowych lub wyrobów nowatorskich tudzież pośredniczący podmiot tytoniowy (PPT);
  • sprzedaż suszu tytoniowego innemu podmiotowi niż prowadzącemu skład podatkowy lub PPT. Sprzedawca jest zatem zobowiązany do ustalenia, na rzecz jakiego podmiotu sprzedaje susz tytoniowy, w szczególności, jeżeli jest to skład podatkowy lub PPT. Sprzedawca może także zażądać zezwolenia na prowadzenie składu lub decyzji o dokonaniu spisu;
  • zużycie suszu tytoniowego przez PPT;
  • zużycie suszu tytoniowego przez podmiot prowadzący skład podatkowy do celów innych niż produkcja wyrobów tytoniowych lub wyrobów nowatorskich;
  • nabycie lub posiadanie suszu, od którego akcyza nie została zapłacona w należnej wysokości i nie można ustalić podmiotu, który dokonał sprzedaży.

Należy zaznaczyć, że w przypadku podatku akcyzowego nie występuje instytucja dobrej wiary lub należytej staranności. Innymi słowy, sprzedawca powinien posiadać dowody weryfikacji statusu odbiorcy, ewentualnie sam posiadać określony status, aby nie opodatkowywać akcyzą suszu tytoniowego. W innych przypadkach może narazić się na duże ryzyko podatkowe (Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego siedziba w Łodzi, z dnia 30 grudnia 2019 r., sygn. akt III SA/Łd 634/19).

Stawka opodatkowania i płatność

Zgodnie z art. 99a ust. 3 ustawy o podatku akcyzowym susz tytoniowy podlega opodatkowaniu według stawki 252,25 zł za każdy kilogram. Stawka ulega podwojeniu w sytuacji, gdy susz tytoniowy nie jest oznaczony znakami akcyzowymi w przypadku nabycia wewnątrzwspólnotowego lub importu przez inny podmiot niż podmiot prowadzący skład podatkowy lub pośredniczący podmiot tytoniowy albo też w przypadku sprzedaży suszu tytoniowego innemu podmiotowi niż podmiot prowadzący skład podatkowy lub pośredniczący podmiot tytoniowy (art. 99a ust. 4 ustawy o podatku akcyzowym).

Podstawą opodatkowania jest więc ilość kilogramów suszu tytoniowego. Zapłata podatku powinna nastąpić co do zasady do 25 dnia kolejnego miesiąca. W przypadku deklaracji uproszczonych dotyczących wewnątrzwspólnotowego nabycia deklaracja oraz zapłata podatku powinny nastąpić w terminie 10 dni od dnia powstania obowiązku podatkowego.

Pośredniczący podmiot tytoniowy

Niezwykle istotnym podmiotem w procesie obrotu suszem tytoniowym są pośredniczące podmioty tytoniowe, które co do zasady mogą nie płacić podatku akcyzowego. Konieczne jest spełnienie kilku warunków, takich jak niekaralność, niezaleganie z podatkami i cłem, brak zakazu wykonywania działalności w zakresie obrotu wyrobami akcyzowymi w ciągu ostatnich 3 lat oraz niecofnięcie koncesji lub zezwolenia na działalność w zakresie wyrobów akcyzowych także w okresie 3 lat. Istotne jest, aby podmiot był wpisany do specjalnego rejestru pośredniczących podmiotów tytoniowych.

Dodatkowo pośredniczące podmioty tytoniowe składają tzw. generalne zabezpieczenie akcyzowe, którego wartość to minimum 2 mln zł. Istnieje jednak możliwość wystąpienia z wnioskiem o zapłatę zryczałtowanego zabezpieczenia w kwocie 30% kwoty zabezpieczenia generalnego. Zabezpieczenie można złożyć w formie hipoteki na nieruchomości, weksla własnego, czeku, gwarancji bankowej, depozytu w gotówce lub innej formie mającej wartość płatniczą.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rekordowe przychody i zysk EBITDA GK GPW w 2020 r.

  • Rekordowe przychody ze sprzedaży 403,8 mln zł
  • Rekordowy wynik EBITDA w wysokości 224,6 mln zł
  • Zysk netto na poziomie 151,4 mln zł
  • Wzrost kosztów operacyjnych o 15,1% do 208,5 mln zł
  • Wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) na poziomie 51,6% w skali roku
  • Wypłata dywidendy w wysokości 100,7 mln zł (tj. 2,40 zł dywidendy na akcję)

W wymiarze wyników finansowych Grupa Kapitałowa GPW (GK GPW) może zaliczyć 2020 rok do jednego z najlepszych w swojej 30-letniej historii. GK GPW wypracowała rekordowe przychody ze sprzedaży w wysokości 403,8 mln zł, rekordowy zysk EBITDA 224,6 mln zł oraz jeden z najwyższych w historii zysków netto na poziomie 151,4 mln zł. Koszty operacyjne w 2020 r. wyniosły 208,5 mln zł, a wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) ukształtował się na poziomie 51,6%.

W samym IV kw. 2020 r. GK GPW wypracowała przychody ze sprzedaży na poziomie 115,9 mln zł, zysk EBITDA wyniósł 64,4 mln zł, a zysk netto ukształtował się na poziomie 46,7 mln zł. Koszty operacyjne wyniosły 57,6 mln zł, a wskaźnik C/I wyniósł 49,7%.

– Po raz czwarty mam okazję przedstawiać wyniki roczne GK GPW i po raz trzeci z radością informuję, że zysk netto przekroczył 150 milionów złotych. Tej magicznej bariery nie udawało się wcześniej pokonać. Ten rok był również wyjątkowy pod względem rozwoju biznesu. Pierwszy raz w historii udało nam się wypracować ponad 400 mln przychodów. Szczególnie duże przyrosty przychodów odnotowaliśmy w obszarach, które stanowią elementy strategii #GPW2022 – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Rok 2020 przejdzie do historii jako okres pełen turbulencji gospodarczych i społecznych wywołanych pandemią COVID-19. Pomimo tego, ubiegły rok był okresem dynamicznego rozwoju GK GPW. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na GPW wzrosła o 55,3% rdr do rekordowego poziomu 297,3 mld zł. Najwyższą w historii wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń, odnotowano także na rynku NewConnect – wzrost o 925,3% rdr do 14,7 mld zł.

W 2020 roku na Głównym Rynku akcji zadebiutowało 7 spółek (w tym dwa przeniesienia notowań z NewConnect), oraz 14 spółek na rynku NewConnect. Warszawa umocniła pozycję regionalnego hubu dla spółek branży gamingowej, ale wydarzeniem roku było rekordowe w historii giełdy IPO Allegro o wartości 10,6 mld zł (uwzględniając zrealizowaną opcję dodatkowego przydziału 15% akcji). Rok 2020 upłynął także pod znakiem napływu na rynek inwestorów indywidualnych. Na koniec 2020 r.  liczba rachunków inwestycyjnych prowadzonych przez KDPW zwiększyła się o blisko 85 tys. względem końca 2019 r., co oznacza wzrost o 6,8% rdr. To najwyższe – nominalne i procentowe – przyrosty rachunków od 2010 r.

W 2020 r. odnotowano wzrost obrotu giełdowego zarówno energią elektryczną, jak i gazem ziemnym, co oznacza zarazem historycznie najwyższe obroty roczne dla obu tych rynków.
Wzrost był wyższy na rynku energii elektrycznej i wyniósł 6,2% – z 228,9 do 243,2 TWh. Na rynku gazu było to 3,4% – ze 146,1 do 151,1 TWh.

O potencjale GK GPW świadczy również wypłacana rokrocznie, od momentu debiutu spółki na giełdzie, dywidenda dla akcjonariuszy. Od 2010 r. spółka wypłaciła akcjonariuszom łącznie blisko 895 mln zł. W sierpniu 2020 r. wypłacono 100,7 mln zł dywidendy, co daje 2,40 zł na akcję i stanowi 93,2% skonsolidowanego zysku netto za 2019 r. (skorygowanego o udział
w jednostkach stowarzyszonych). Ubiegłoroczna stopa dywidendy na poziomie 5,53% była jedną z najwyższych wśród giełd europejskich.

Realizacja strategii #GPW2022

Rok 2020 był okresem intensywnych prac związanych z realizacją inicjatyw w ramach Strategii #GPW2022. Dążąc do dywersyfikacji źródeł przychodów i poszerzenia łańcucha wartości, zdecydowano o uruchomieniu Rynku Towarów Rolno-Spożywczych (RTRS), na którym odbywa się handel pszenicą, żytem i kukurydzą.

Spółka GPW Ventures i KOWR podpisały list intencyjny w sprawie powołania Funduszu KOWR Ventures. Celem projektu jest rozwój rolnictwa, przemysłu rolno-spożywczego oraz obszarów wiejskich w Polsce za pomocą innowacyjnych rozwiązań.

W minionym roku KNF wydała decyzję o udzieleniu GPW Benchmark zezwolenia na prowadzenie działalności administratora wskaźników referencyjnych stopy procentowej, w tym kluczowego wskaźnika referencyjnego WIBOR. Decyzja KNF zamyka proces administracyjny dotyczący Stawek Referencyjnych WIBID i WIBOR, opracowywanych przez GPW Benchmark.

Dzięki zezwoleniu GPW Benchmark będzie mogła rozszerzać ofertę wskaźników referencyjnych stopy procentowej.

Rok 2020 to również okres intensywnego rozwoju technologicznego ramienia warszawskiej giełdy, czyli spółki GPW Tech. Rozpoczęto przygotowania do komercjalizacji dwóch produktów informatycznych – systemu GRC (Governance, Risk, Compliance), który pozwala w zautomatyzowany sposób zarządzać m.in. zgodnością z wymaganiami wewnętrznymi i zewnętrznymi (compliance), oraz TCA Tool, który jest aplikacją umożliwiającą analizę mikro i makrostruktury rynku, a także jakości wykonania zleceń giełdowych. W 2020 r. ukończono prace nad architekturą nowego Systemu Transakcyjnego, będącego największym projektem informatycznym prowadzonym w strukturach GK GPW. Docelowo nowy System Transakcyjny zastąpi aktualne systemy wykorzystywane przez spółki wchodzące w skład GK GPW. Do kluczowych osiągnięć 2020 r. w obszarze technologicznym należy zaliczyć także zaawansowane prace nad projektem GPW Data, którego celem jest stworzenie innowacyjnego systemu wykorzystującego techniki sztucznej inteligencji (AI), oraz prace nad platformą Private Market.

W 2020 r. kontynuowano skierowany do biur maklerskich Program Wsparcia Rozwoju Technologii. W lipcu zatwierdzono dopuszczenie kolejnych spółek do Programu Wsparcia Pokrycia Analitycznego („PWPA”) – do dotychczasowych 39 uczestników Programu dołączyło kolejnych 12 spółek. Pomysł uruchomienia PWPA był szeroko konsultowany z instytucjami rynku kapitałowego.

Pomimo pandemii, w 2020 r. działalność kontynuowała Akademia GPW Growth, której celem jest wsparcie rozwoju małych i średnich firm oraz popularyzacja narzędzi rynku kapitałowego. Ważnym elementem ubiegłorocznych działań rozwojowych, było rozpoczęcie prac związanych z rozwojem kompetencji z obszaru ESG. Efektem prac będzie m.in. przygotowanie ujednoliconych wytycznych dotyczących raportowania czynników ESG przez spółki giełdowe.W ramach inicjatyw międzynarodowych mających na celu pogłębienie współpracy regionalnej, GPW zorganizowała Konferencję Giełd Trójmorza, w której uczestniczyli prezesi giełd z Europy Środkowo-Wschodniej.

– Wprowadzenie nowych produktów i usług w warunkach pandemii jest dużym wyzwaniem. Chciałbym podziękować całemu zespołowi Grupy Kapitałowej GPW za wytrwałość w realizacji strategii #GPW2022. Mimo bardzo dużego zaangażowania zespołu wdrożenie niektórych inicjatyw strategicznych jest opóźniona. Niezależnie od trudnych okoliczności nie rezygnujemy z ich realizacji i systematycznie wdrażamy kolejne etapy ambitnych projektów. Szczególnie ważne jest wprowadzenie do sprzedaży pierwszych własnych rozwiązań technologicznych przez GPW Tech – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za IV kw. 2020 r. i cały 2020 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w IV kw. 2020 r. wyniósł 46,7 mln zł, w porównaniu do 11,2 mln zł w IV kw. 2019 r. i 32,0 mln zł w III kw. 2020 r. W całym 2020 r. Grupa wypracowała zysk netto na poziomie 151,4 mln zł vs. 119,3 mln zł w 2019 r. Na wzrost całorocznego zysku netto, złożył się efekt wyższych przychodów na rynku finansowym (+38,4% rdr), przy jednoczesnym spadku przychodów na rynku towarowym (-3,7%) oraz wzrost kosztów operacyjnych (+15,1% rdr). Należy przypomnieć, że zysk netto za 2019 r. był obciążony rezerwą z tytułu potencjalnego zobowiązania wynikającego z podatku VAT w spółce zależnej IRGiT w kwocie 15,5 mln zł (rezerwa została utworzona w ciężar kosztów finansowych). Z kolei zysk netto za 2020 r. został obciążony analogiczną rezerwą z tytułu potencjalnego zobowiązania IRGiT w kwocie 11,4 mln zł.

RYNEK FINANSOWY

Przychody z rynku finansowego

W IV kw. 2020 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 78,6 mln zł, względem 43,6 mln zł w IV kw. 2019 r. oraz 58,0 mln zł w III kw. 2020 r. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 67,8% całkowitych przychodów Grupy GPW, w porównaniu do 54,4% w IV kw. 2019 r. oraz 64,7% w III kw. 2020 r.

W całym 2020 r. przychody z rynku finansowego wyniosły 256,0 mln zł, w porównaniu do 185,0 mln zł w 2019 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW stanowił 63,4%,
wobec 55,0% rok wcześniej.

Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, obsługi emitentów i sprzedaży informacji. W 2020 r. skonsolidowane przychody GK GPW sięgnęły 403,8 mln zł vs. 336,1 mln zł w 2019 r.

  • Obsługa obrotu na rynku finansowym

W IV kw. 2020 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 59,6 mln zł, w porównaniu do 27,1 mln zł w IV kw. 2019 r. oraz 40,2 mln zł w III kw. 2020 r.

W całym 2020 r. przychody z obsługi obrotu w segmencie finansowym wyniosły 185,3 mln zł, wobec 117,5 mln zł w 2019 r. Wzrost przychodów z obsługi obrotu na rynku finansowym w ujęciu rocznym, jest w znacznym stopniu wynikiem wzrostu obrotów w ramach arkusza zleceń na Głównym Rynku oraz na NewConnect – odpowiednio o 55,3% rdr oraz o 925,3% rdr. Przychody wspierał również wzrost obrotów instrumentami pochodnymi – łączny wolumen obrotów (arkusz zleceń + transakcje pakietowe) w 2020 r. był większy o 64,6% rdr.

  • Obsługa emitentów

W IV kw. 2020 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 5,2 mln zł, w porównaniu do 4,3 mln zł w IV kw. 2019 r. i 5,0 mln zł w III kw. 2020 r. W całym 2020 r. przychody z obsługi emitentów stanowiły 4,8% całkowitych przychodów GK GPW i wyniosły 19,3 mln zł, wobec 19,6 mln rok wcześniej. Na wysokość przychodów
z   tej linii biznesowej składają się: opłaty roczne za notowanie i opłaty za wprowadzenie oraz inne opłaty. Przychody są więc w głównej mierze wypadkową aktywności na rynku IPO/SPO, liczby emitentów oraz kapitalizacji spółek.

W 2020 r. łącznie na obu rynkach akcji GPW odbyło się 21 debiuty giełdowe (z uwzględnieniem dwóch spółek, które przeniosły notowania z NewConnect na Główny Rynek), wobec 22 debiutów w roku poprzednim. Łączna wartość ofert IPO na obu rynkach akcji wyniosła w 2020 r. 9,6 mld zł (vs. 76 mln zł w 2019 r.), a wartość SPO to 4,7 mld zł (vs. 8,1 mld zł w 2019 r.). Łączna kapitalizacja spółek krajowych i zagranicznych na obu rynkach akcji GPW wyniosła na koniec 2020 r. 1 089 mld zł vs. 1 114 mld zł na koniec
2019 r.

  • Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji w IV kw. 2020 r. osiągnęły najwyższy w historii poziom 13,8 mln zł, względem 12,2 mln zł w IV kw. 2019 r. oraz 12,9 mln w III kw. 2020 r.
W całym 2020 r. przychody z tego segmentu biznesowego, kolejny rok z rzędu, ukształtowały się na rekordowym poziomie – tym razem 51,4 mln zł, wobec 47,9 mln zł w 2019 r. i stanowiły 12,7% skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży GK GPW.

W 2020 r. GK GPW pozyskała 4 dystrybutorów danych rynkowych (w tym na dane GPW, BondSpot oraz WIBOR), a także 4 nowych odbiorców danych przetworzonych (zawierających dane GPW i WIBOR). W 2020 r. odnotowano dynamiczny wzrost liczby abonentów we wszystkich kategoriach inwestorów.

RYNEK TOWAROWY

Przychody z rynku towarowego

W ostatnim kw. 2020 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 36,6 mln zł, o 1,7% więcej niż rok wcześniej i o 23,9% więcej niż w III kw. 2020 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy w IV kw. 2020 r. wyniósł 31,5%. W całym 2020 r. przychody z rynku towarowego wyniosły 144,3 mln zł, co oznacza spadek o 3,7% w stosunku do roku 2019 i przekłada się na 35,8% udziału w całkowitych przychodach Grupy. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

  • Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w IV kw. 2020 r. wyniosły 18,1 mln zł, co oznacza spadek o 1,2% rdr oraz wzrost o 13,9% kdk. W całym 2020 r. przychody
z obrotu na rynku towarowym wyniosły 72,3 mln zł odnotowując spadek o 3,8%. Przychody z obrotu energią wyniosły 5,3 mln zł w ostatnim kw. 2020 r., co oznacza wzrost o 8,0% rdr i o 26,9% kdk. W całym 2020 r. przychody z tego tytułu wyniosły 18,9 mln zł, o 15,9% więcej niż rok wcześniej. Przychody z obrotu gazem sięgnęły 12,7 mln zł w 2020 r., co oznacza wzrost w stosunku do roku ubiegłego o 4,3%. Natomiast w IV kw. przychody z obrotu gazem odnotowały wzrost o 0,6% rdr, rosnąc tym samym o 18,6% w stosunku
do III kw. i kształtując się na poziomie 3,4 mln zł. Przychody z tytułu obrotu prawami majątkowi do świadectw pochodzenia spadły w 2020 r. o 20,5% rdr i wyniosły 27,2 mln zł. W IV kw. 2020 r. przychody z tego obszaru wyniosły 6,1 mln zł, co oznacza spadek o 9,7% rdr i jednocześnie wzrost o 9,5% kdk. Spadek przychodów z obrotu prawami majątkowymi związany jest z wygaśnięciem certyfikatów kogeneracyjnych z końcem 2018 r. i całkowitym ich umorzeniem do 30 czerwca 2019 r. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w 2020 r. wyniosły 13,5 mln zł, w porównaniu do 12,5 mln zł w 2019 r., co oznacza wzrost o 8,2% rdr. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od aktywności członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji. Na koniec 2020 r. status członka RTG (Rynek Towarów Giełdowych) miało 79 spółek, 7 spółek posiadało status Członka Giełdy na RIF (Rynek Instrumentów Finansowych), a 49 spółek posiadało status Członka OTF (Zorganizowana Platforma Obrotu).

 

  • Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W IV kw. 2020 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 5,5 mln zł, o 8,7% więcej niż rok wcześniej i 43,5% więcej niż w III kw. 2020 r. W całym 2020 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 24,3 mln zł, o 12,5% mniej niż rok wcześniej. Spadek przychodów z tytułu prowadzenia RŚP wynika w głównej mierze ze spadku przychodów z kogeneracji w związku z zakończeniem systemu 30 czerwca 2019 r.

  • Rozliczenie transakcji

Przychody z rozliczenia transakcji w IV kw. 2020 r. wyniosły 12,7 mln zł o 2,6% więcej niż rok wcześniej i o 31,6% więcej niż w III kw. 2020 r. W całym 2020 r. rozliczanie transakcji przyniosło Grupie 46,8 mln zł przychodów, czyli o 1,1% więcej niż rok wcześniej. Przychody z tego tytułu są pochodną wolumenów obrotu na rynkach prowadzonych
przez TGE.

Koszty działalności operacyjnej

W IV kw. 2020 r. koszty działalności operacyjnej GK GPW wyniosły 57,6 mln zł, wobec 47,4 mln zł w analogicznym okresie przed rokiem, co oznacza wzrost o 21,5% rdr i o 15,6% kdk. W 2020 r. koszty operacyjne wyniosły 208,5 mln zł, wobec 181,1 mln zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 15,1% rdr. W 2020 r. wskaźnik C/I spadł do 51,6% z 53,9% w 2019 r.

  • Wzrost kosztów operacyjnych w 2020 r. był przede wszystkim efektem wzrostu opłaty na KNF o 7,1 mln zł, czyli o 105,5%,
  • Grupa odnotowała także wzrost kosztów osobowych i innych kosztów osobowych łącznie o 22,9% rdr, tj. o 17,8 mln zł do poziomu 95,6 mln zł,
  • Koszty usług obcych wzrosły o 7,1% rdr, tj. o 3,5 mln zł i wyniosły 51,9 mln zł.

Udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności

W IV kw. 2020 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności, wyniósł 4,8 mln zł, w porównaniu do 1,9 mln zł przed rokiem. W 2020 r. zysk z tego tytułu wyniósł 15,7 mln zł, wobec 11,3 mln zł w roku wcześniejszym, co oznacza wzrost rdr o 39,8%. Na wartość tej pozycji w głównej mierze wpływa wynik finansowy uzyskany przez Grupę KDPW. Zysk KDPW przypadający na GPW wyniósł 15,3 mln zł w porównaniu do 11,4 mln zł rok wcześniej.

Spadek nerwowości na rynkach finansowych

Po wzroście nerwowości na rynkach finansowych w ubiegłym tygodniu, w ostatnich dniach obserwowaliśmy uspokojenie. Wpłynęło na to m.in. potwierdzenie pakietu fiskalnego USA na wsparcie gospodarki. Jest to największy tego typu pakiet w historii USA, który z jednej strony przyczyni się do szybszego ożywienia gospodarki amerykańskiej, ale jednocześnie zwiększy dług publiczny, rosnący w USA w alarmującym tempie w ostatnich latach.

Z kolei kraje UE zadłużają się wolniej, lecz skutki koronakryzysu są w ich przypadku mocniej odczuwalne. Pomimo obecnej niezbyt dobrej sytuacji w gospodarkach krajów strefy euro, w drugiej połowie tego roku można się spodziewać powrotu do względnej normalności. Według prognozy EBC, PKB strefy euro w tym roku powinien wzrosnąć o 4%, a w przyszłym o 4,1%. Europejski Bank Centralny spodziewa się też wzrostu poziomu cen o 1,5% w tym roku, a w 2022 roku jego spowolnienia do 1,2%.

W tym tygodniu kurs złotego nie zmienił się mocno, głównie z powodu NBP, który nie pozwala na umocnienie polskiej waluty. NBP nadal nie odwołał planów ewentualnej interwencji w przypadku, gdy kurs złotego spadnie poniżej poziomu 4,50 PLN/EUR. Ponadto prezes Adam Glapiński zaznaczył, że wzrost inflacji w 2021 r. będzie napędzany głównie czynnikami zewnętrznymi. W praktyce oznacza to małe prawdopodobieństwo, że NBP będzie reagował na wzrost cen podwyżką stóp procentowych. Złoty nie skorzystał w tym tygodniu na spadku awersji do ryzyka na rynkach i w piątek rano jego kurs był nieco powyżej poziomu 4,59 PLN/EUR. Kurs eurodolara lekko wzrósł i na koniec tygodnia był na poziomie 1,194 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

FPP – Należy wprowadzić pożyczki dla MSP na samochody elektryczne

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) proponuje, by w związku z zapotrzebowaniem małych i średnich firm na niskoemisyjną flotę transportową utworzyć fundusz dedykowanych pożyczek na zakup samochodów elektrycznych, samochodów hybrydowych Plug In, samochodów hybrydowych, samochodów wodorowych. Głównymi odbiorcami byliby taksówkarze, małe i średnie firmy transportowe oraz firmy wykorzystujące środki transportu do bieżącej działalności (cukiernie, kwiaciarnie, sklepy spożywcze, apteki, itd.).

Proponowane parametry:

  • Oprocentowanie pożyczki 0% na hybrydę lub auto elektryczne
  • Maksymalna kwota do 200 tys. złotych
  • Okres finansowania do 6 lat
  • W przypadku prawidłowej obsługi pożyczki umorzenie ostatnich 10% kapitału
  • Prosty i szybki proces ubiegania się o pożyczkę

„Według badania sondażowego przeprowadzonego przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych wśród uczestników rynku zeroemisyjnego transportu w Polsce wynika, że 81% podmiotów z branży e-mobilty stanęło w obliczu potężnych wyzwań związanych z ograniczeniem popytu, zaś 47,6% z nich odczuło również skutki pandemii w obrębie swojego łańcucha dostaw. Spadek przychodów dotknął aż 95,2% przedsiębiorstw. 76% respondentów przewiduje ryzyko zawieszenia działalności, zwolnień lub poważnych problemów z płynnością w przypadku braku dodatkowego wsparcia. Elektromobilność, jako młody i rozwijający się sektor, szczególnie mocno odczuła kryzys branży motoryzacyjnej. Wdrożenie pożyczek 0% na zakup samochódów elektrycznych byłoby dobrym elementem wspierając powrót branży do wyników z przed pandemii” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Potencjał rynkowy:

Pod koniec lipca 2020 r. po polskich drogach jeździło 13 057 elektrycznych samochodów osobowych, z których 55% stanowiły pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) – 7 231 szt., a pozostałą część hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 5 826 szt. Wszystkich samochodów w Polsce było około 23,5 mln szt.* Mając na uwadze stale rosnącą ilość nowych pojazdów na polskich drogach oraz wzrost  rynku usług przewozu osób, który wzrósł w Polsce r/r o 30% należy założyć, że potencjał wzrostu rynku jest na poziomie min 2300%.

Udział inwestorów w obrotach instrumentami finansowymi na GPW w 2020 r.

  • W 2020 r. inwestorzy indywidualni odpowiadali już za ¼ obrotów na Głównym Rynku akcji GPW (+13 pp. rdr), co jest najlepszym wynikiem od 2009 r. Inwestorzy zagraniczni odpowiadali za 56 proc. obrotów (-7 pp. rdr), a instytucjonalni – za 19 proc. (-6 pp. rdr)
  • Na rynku NewConnect prym nadal wiodą inwestorzy indywidualni, których udział w obrotach wzrósł o 6 pp. rdr do poziomu aż 92 proc. Spadł udział inwestorów instytucjonalnych do 4 proc. (-7 pp. rdr). Udział inwestorów zagranicznych wzrósł w stosunku do 2019 r. o 1 pp. i wyniósł 4 proc.
  • Na rynku kontraktów terminowych w 2020 r. inwestorzy indywidualni z udziałem 41 proc. w obrotach (-6 pp. rdr) odgrywali największą rolę. Udział inwestorów instytucjonalnych wzrósł o 1 pp. rdr i wyniósł 36 proc., a inwestorów zagranicznych wzrósł o 5 pp. rdr do 23 proc.

Główny Rynek GPW

W 2020 r. na Głównym Rynku akcji GPW inwestorzy zagraniczni utrzymali największy udział w obrocie. Wyniósł on 56 proc., o 7 pp. mniej w porównaniu z poprzednim rokiem. W II półroczu 2020 r. inwestorzy zagraniczni odpowiadali za 55 proc. obrotów, o 3 pp. mniej niż w pierwszej połowie 2020 r. Udział krajowych inwestorów instytucjonalnych w II półroczu 2020 r. wyniósł 18 proc., o 2 pp. mniej niż w I połowie roku. Udział inwestorów indywidualnych w obrotach na Głównym Rynku GPW wzrósł w drugiej połowie 2020 r. nawet do 27 proc., co jest najlepszym wynikiem od ponad dekady oraz ponad dwukrotnie więcej (+16 pp.) w stosunku do analogicznego okresu w 2019 r.

W II półroczu 2020 r. wśród krajowych instytucji na pierwszym miejscu znalazły się animatorzy (udział na poziomie 31 proc.), na drugim TFI (27 proc.), na trzecim OFE i firmy (po 12 proc.).

Tabela 1. Struktura inwestorów na Głównym Rynku akcji (w proc.)Struktura inwestorów na Głównym Rynku akcji

NewConnect

Na rynku NewConnect największy udział w obrocie stanowią inwestorzy indywidualni. W ubiegłym roku wyniósł on nawet 92 proc., co oznacza wzrost o 6 pp. wobec 2019 r. Inwestorzy zagraniczni wygenerowali 4 proc. obrotów, o 1 pp. więcej niż w 2019 r., a udział inwestorów instytucjonalnych spadł o 7 pp. rdr, do 4 proc. W II półroczu 2020 r. na podium wśród instytucji krajowych na NewConnect uplasowali się animatorzy, którzy odpowiadali za 29 proc. obrotów akcjami (+13 pp. rdr), firmy – 28 proc. (+13 pp. rdr) oraz TFI – 27 proc. (-25 pp. rdr).

Tabela 2. Struktura inwestorów na rynku NewConnect (w proc.)Struktura inwestorów na rynku NewConnect

Rynek Instrumentów Pochodnych

Krajowi inwestorzy indywidualni odegrali wiodącą rolę na rynku derywatów w 2020 r. Ich udział w wolumenie obrotów kontraktami terminowymi kształtował się na poziomie 41 proc., a opcjami – 44 proc. Udział inwestorów zagranicznych wzrósł o 5 pp. rdr do 23 proc. na kontraktach i o 8 pp. na opcjach – do 36 proc. Inwestorzy instytucjonalni zwiększyli udział w obrotach kontraktami terminowymi o 1 pp. rdr do 36 proc., a na opcjach zmniejszyli o 9 pp. rdr do 20 proc. W II półroczu 2020 r. animatorzy odpowiadali za 27 proc. obrotów kontraktami, a na opcjach za 45 proc. wśród wszystkich instytucji krajowych. Udział inwestorów zagranicznych i indywidualnych na rynku produktów strukturyzowanych wyniósł odpowiednio: 49 proc. i 50 proc.

Tabela 3. Struktura inwestorów na rynku kontraktów terminowych (w proc.)Struktura inwestorów na rynku kontraktów terminowych

Tabela 4. Struktura inwestorów na rynku opcji (w proc.)

Struktura inwestorów na rynku kontraktów terminowych

Tabela 5. Struktura inwestorów na rynku produktów strukturyzowanych (w proc.)Struktura inwestorów na rynku produktów strukturyzowanych

Catalyst

Na rynku Catalyst główną rolę w obrotach obligacjami odgrywają instytucje krajowe (63 proc. w 2020 r. wobec 62 proc. w 2019 r.). Inwestorzy indywidualni w 2020 r. utrzymali udział w obrotach na poziomie 37 proc.

Struktura inwestorów na rynku obligacji
Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Tabela 6. Struktura inwestorów na rynku obligacji (w proc.)

Kolejni hakerzy wykorzystują luki w MS Exchange

Ogłoszone niedawno luki w Microsoft Exchange Server mają realny wpływ na bezpieczeństwo firm na całym świecie – informują eksperci z Check Point Research. W ciągu zaledwie 24 godzin analitycy zaobserwowali lawinowy wzrost ataków wykorzystujących niedawno wykryte podatności. Najczęściej atakowanym sektorami była administracja, resort obrony oraz przemysł wytwórczy, w szczególności w Turcji oraz Stanach Zjednoczonych.

Kilka dni temu firma Microsoft potwierdziła, że cyberprzestępcy pracujący na rzecz chińskiego rządu wykorzystali nieznane wcześniej exploity w celu włamania się do Exchange Server. W tym momencie, pomimo opracowanych poprawek, rozpoczął się globalny wyścig pomiędzy hakerami, chcącymi pójść w ślady chińskich cyberprzestępców, a specjalistami ds. bezpieczeństwa. Z analiz Check Point Research wynika, że w kolejnych dwóch dniach od ogłoszenia luk, nastąpił drastyczny wzrost ataków wykorzystujących wspomniane exploity.

Głównymi celami były organizacje z Turcji (19% odnotowanych ataków), Stanów Zjednoczonych (18%) oraz Włoch (10%). Hakerzy próbowali wykorzystać luki kierując swoje działania przeciwko sektorowi rządowemu i wojskowemu (17% przypadków), produkcyjnemu (14%) i Bankowemu (11%).

Kolejni hakerzy wykorzystują luki w MS Exchange 2 Kolejni hakerzy wykorzystują luki w MS Exchange

Exchange Server, będący najpopularniejszym serwerem pocztowym na świecie otrzymał poprawkę bezpieczeństwa już 3 marca 2021, po tym jak Orange Tsai z tajwańskiej firmy Devcore zgłosił dwie luki w zabezpieczeniach. Dalsze dochodzenie Microsoftu ujawniło aż pięć krytycznych luk bezpieczeństwa. Wykorzystując część z nich hakerzy mogli odczytywać wiadomości e-mail z serwera Exchange bez uwierzytelniania lub uzyskiwania dostępu do konta e-mail osoby.

Dalsze tworzenie łańcuchów luk umożliwiało atakującym całkowite przejęcie kontroli nad samym serwerem poczty. W momencie przejęcia Exchange Server, hakerzy mogli „otworzyć” sieć organizacji i uzyskać do niej zdalny dostęp. Eksperci Check Pointa zwracają uwagę, że każda organizacja, która nie wdrożyła poprawek lub nie posiada zaawansowanych systemów ochronnych może być poważnie narażona na ataki. W takim wypadku nie tylko należy podjąć działania zapobiegawcze, ale również dokładnie przeskanować swoje sieci w celu wykrycia ewentualnych zagrożeń i wycieków danych.

Czy nowoczesne nauczanie to koniec podręczników?

Nowoczesne nauczanie to termin odnoszący się nie tylko do wykorzystania nowoczesnych narzędzi. To coś więcej niż klasy online, cyfrowa praca domowa i internetowy system oceniania. To nauczanie dostosowane do realiów nowoczesnego świata – łączące w sobie naukę kompetencji i rozwój umiejętności niezbędnych do funkcjonowania na współczesnym rynku pracy oraz w nowoczesnym społeczeństwie. W tym wszystkim nie można jednak zapomnieć o wiedzy, którą uczniowie powinni opanować. Jak takie nauczanie prowadzić skutecznie?

– Po to, żeby skutecznie uczyć, warto opierać się na badaniach naukowych. Jest cały szereg badań, które mówią, jakie metody nauczania budują u uczniów motywację. W jaki sposób sprawdzać wiedzę, żeby była jak najgłębiej zakorzeniona w umyśle ucznia. Żeby odnieść sukces w dzisiejszym świecie, umieć stworzyć innowacyjną gospodarkę i otwarte, innowacyjne społeczeństwo, potrzebujemy nie samych kompetencji, ale również wiedzy – powiedział serwisowi eNewsroom Ignacy Święcicki, kierownik zespołu gospodarki cyfrowej w PIE. – W okresie pandemii można wpaść w taką pułapkę myślenia, że teraz będziemy prowadzić nauczanie tylko przez internet. Będziemy korzystali tylko z nowoczesnych narzędzi, sztucznej inteligencji i różnych aplikacji. Badania pokazują jednak, że skuteczność tych narzędzi nie jest taka duża. Należy więc dobrze zrozumieć, jak one wpływają na proces nauki – zanim będziemy wykorzystywać je do pracy z uczniami. Jeżeli w przyszłości chcemy mieć społeczeństwo, które będzie tworzyło nowe rozwiązania – ludzi, którzy będą sobie radzili na rynku pracy – nie wystarczą im same kompetencje miękkie. Potrzebują także wiedzy – by tworzyć nowe budowle, nowe algorytmy, czy funkcjonować w nowoczesnej gospodarce. Do tego potrzebna jest głęboko osadzona i rzetelna wiedza – analizuje Święcicki.

Kondycja MŚP po roku pandemii. Narasta zniecierpliwienie, choć z kondycją nie jest najgorzej

W rok od ogłoszenia przez WHO stanu pandemii i wprowadzenia przez polski rząd pierwszego lockdownu przedsiębiorcy są już mocno zniecierpliwieni sytuacją. Choć mniejszość firm, bo 15 proc. deklaruje, że znajduje się w złej kondycji finansowej to aż 70 proc. przedsiębiorców  popiera otwierających swoje biznesy wbrew zakazom. Poparcie jest tym wyższe, im więcej osób zatrudnia firma, którą reprezentuje badany. W styczniu tego roku zaległości podmiotów wobec dostawców i banków notowane w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK wzrosły o prawie 168 mln zł do 33,69 mld zł. W największym stopniu, o jedną piątą, podwyższyły się w sektorze kultura, rozrywka i rekreacja. W całej gospodarce przybyło też ponad 1,5 tys. niesolidnych płatniczo firm.

W I kwartale tego roku na 500 mikro, małych i średnich firm niemal połowa (47 proc.) zadeklarowała, że obecna sytuacja finansowa ich biznesów „nie jest ani dobra, ani zła”, 35 proc. mówi, że firma jest w dobrej kondycji, a niecałe 15 proc., że w złej lub bardzo złej. Jednocześnie przedsiębiorcy są umiarkowanymi optymistami co do prognoz na przyszły kwartał. Przeważają oczekujący, że kondycja się poprawi, na co liczy co czwarty ankietowany.Po roku pandemii narasta zniecierpliwienie firm, choć z kondycją nie jest najgorzej

Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitorCo do najbliższej nawet przyszłości spora niepewność panuje jednak wśród mikro firm zatrudniających nie więcej niż 9 osób. Nastawienie do jutra różni się też w zależności od branży – wynika z badania Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. – Optymiści przeważają wśród przedsiębiorców budownictwa i handlu, ale już w przemyśle i usługach, pomiędzy oczekującymi poprawy i pogorszenia się widać równowagę. W transporcie dominują natomiast pesymiści – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

kondycja mśp 2 kw 2021
Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

Wysokie poparcie w biznesie dla łamania lockdownu przez firmy

Mimo nienajgorszej samooceny własnej kondycji finansowej przedsiębiorcy są w stanie zrozumieć tych, którzy nie dają rady utrzymać reżimu pandemicznego i otwierają biznesy mimo zakazu. Działania takie popiera 70 proc. ankietowanych. Przyzwolenie na łamanie prawa wzrasta wraz z liczbą osób zatrudnianych przez firmę, z której pochodzi ankietowany. O ile w firmach mikro, zatrudniających do 9 osób, na przeciwstawianie się ograniczeniom przyzwala dwie trzecie ankietowanych, to wśród średnich firm, z załogą od 50 do 249 osób, już ponad trzy czwarte. Przedsiębiorców, którzy nie popierają takich zachowań jest 15 proc. Tyle samo nie ma zdania w tej sprawie.

Należy zaznaczyć, że wśród udzielających odpowiedzi zdecydowana większość, ponad 78 proc. badanych biznesów nie miała narzuconych ograniczeń prowadzenia działalności gospodarczej. W sytuacji częściowego lub całkowitego zakazu działania znajdowało się 7 proc. z 500 ankietowanych firm. Ponad 14 proc., czyli co siódma choć teoretycznie nie jest objęta obostrzeniami to jednak nie zarabia, bo zamknięte są branże dla których pracuje, częściej jest to problem firm usługowych (22 proc.) i średnich (17 proc.).

otwieranie wbrew zakazom
Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

Prawie 28 mln zł nowych zaległości kultury, rozrywki i rekreacji

– Z danych pochodzących z prowadzonego przez BIG InfoMonitor rejestru dłużników oraz z bazy BIK wynika, że w styczniu tego roku zaległości przedsiębiorstw wobec dostawców i banków wzrosły o blisko 168 mln zł. W zeszłym roku średnia miesięczna zmiana wynosiła niecałe 110 mln zł. Pierwszy miesiąc 2021 r. nie rokuje więc najlepiej, ale należy pamiętać, że problemy wynikające z pandemii zaczęły się przekładać na zaległości podmiotów gospodarczych w okolicach maja zeszłego roku – mówi Sławomir Grzelczak.

Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK na koniec stycznia zaległości firm sięgnęły 33,69 mld zł. Łączna liczba przedsiębiorstw z problemami w spłacie bieżących zobowiązań wobec dostawców oraz rat kredytowych przekroczyła 322,1 tys. Przez miesiąc przybyło 1558 podmiotów opóźniających o co najmniej 30 dni płatności faktur i rat kredytowych na kwotę min. 500 zł.

Sektorami, którym w styczniu przeterminowane zobowiązania podwyższyły się w największym stopniu są kultura, rozrywka i rekreacja (21 proc.), rolnictwo (5 proc.) oraz przemysł (ponad 1 proc.). W pierwszym przypadku przełożyło się to na niemal 28 mln zł nowych zaległości i wzrost do 161,8 mln zł, jeśli chodzi o rolnictwo przybyło ponad 28 mln zł i aktualnie ma ono 614 mln zł przeterminowanych zobowiązań. W przemyśle do kwoty 5,17 mld zł nieopłaconych na czas rachunków i rat kredytów doszło dodatkowych 60 mln zł.

Badanie zrealizowane przez Instytut Keralla Research, w ramach projektu „Skaner MŚP”, prowadzonego co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: styczeń – luty 2021 r.

III Igrzyska Europejskie w 2023 roku to duża szansa na przyciągnięcie inwestycji zagranicznych. Będą pierwszą dużą imprezą sportową w Polsce po pandemii

0

Igrzyska europejskie w Polsce to będzie czas wzmacniania polskiej marki w Europie – uważa Tomasz Poręba, wiceprezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Impreza ma się odbyć w 2023 roku m.in. w Krakowie i będzie to pierwsze tak duże wydarzenie sportowe w naszym kraju po pandemii. Dla wielu Polaków może więc mieć ogromne znaczenie społeczne. PKOl liczy, że poza sukcesami sportowymi igrzyska będą się wiązać ze wzmacnianiem polskiej marki na arenie europejskiej, co powinno stanowić bodziec dla rozwoju krajowej turystyki i inwestycji zagranicznych.

 Jestem przekonany, że igrzyska europejskie to będzie kapitalny czas dla Polski, budowy polskiej marki i jej wzmacniania w Europie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Poręba, wiceprezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego i pełnomocnik PKOl ds. organizacji III Igrzysk Europejskich Kraków-Małopolska 2023. – Jestem pewien, że marka Polski w Unii Europejskiej dzięki tym igrzyskom będzie bardzo mocno widoczna.

III Igrzyska Europejskie Kraków-Małopolska 2023 będą pierwszą w Polsce tak dużą i znaczącą imprezą sportową po pandemii COVID-19. Dlatego mogą stanowić dla polskiej gospodarki dodatkowy bodziec do odbudowy po koronakryzysie, wspomóc krajową turystykę i wzmocnić wizerunek Polski jako kraju atrakcyjnego dla inwestycji zagranicznych.

 Dzięki organizacji igrzysk możemy zyskać nie tylko wizerunek sprawnego, dobrze funkcjonującego państwa, którego sportowcy odnoszą sukcesy, ale też mamy szansę na to, żeby pokazać najpiękniejsze zakątki Polski. Dzięki temu w różnych krajach na świecie będziemy mogli zaprezentować Polskę, naszą kulturę, zabytki, sport, a to wszystko przełoży się na wzrost zainteresowania Polską i na inwestycje zagraniczne – wskazuje wiceprezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Igrzyska europejskie to sztandarowa, największa multidyscyplinarna impreza sportowa w Europie. Ich pierwsza edycja odbyła się w Baku. Polskę reprezentowało na niej  218 zawodników, którzy zdobyli 20 medali: dwa złote, osiem srebrnych i 10 brązowych. Druga edycja miała miejsce w Mińsku. Polskę reprezentowało tam 151 zawodników, którzy wrócili z 14 medalami: trzema złotymi, jednym srebrnym i 10 brązowymi. Wielu zawodników, którzy wzięli udział w tych wydarzeniach, osiąga znaczące sukcesy na arenach międzynarodowych i będzie reprezentować Polskę na igrzyskach w Tokio.

– To ma bardzo duże znaczenie również dla samej Unii Europejskiej. To będzie dobry moment, żeby pokazać się jako miejsce do fajnego życia, miejsce, gdzie budowane i rozwijane są wartości europejskie – podkreśla Tomasz Poręba.

Organizatorami imprezy są miasto Kraków i region Małopolska, ale ostatnio chęć współorganizacji igrzysk wyraził też Śląsk, który dysponuje rozwiniętą infrastrukturą sportową zwłaszcza dla lekkoatletyki. W tym tygodniu w Centrum Olimpijskim PKOl odbyło się spotkanie dotyczące najważniejszych kwestii związanych z organizacją igrzysk. Uczestniczyli w nim m.in. prezes Stowarzyszenia Europejskich Komitetów Olimpijskich (EOC) Niels Nygaard, prezes PKOl Andrzej Kraśnicki oraz wicepremierzy Jacek Sasin i prof. Piotr Gliński. Na ten moment we wstępnym programie igrzysk jest już 26 dyscyplin sportowych, a ich pełna lista będzie znana po zakończeniu rozmów ze wszystkimi europejskimi federacjami, najprawdopodobniej w kwietniu.

Pełnomocnik PKOl ds. organizacji III Igrzysk Europejskich Kraków-Małopolska 2023 podkreśla, że impreza będzie ważna nie tylko ze względów czysto sportowych czy gospodarczych, lecz także społecznych.

– Zależy nam na tym, żeby te igrzyska były czasem powrotu do normalności, do korzystania z życia poprzez sport, budowania swoich marzeń, realizacji planów w kontekście różnego rodzaju przedsięwzięć sportowych zarówno dla Polaków, jak również dla całej olimpijskiej rodziny sportowej na świecie i w Europie – mówi Tomasz Poręba.

Rozwój pandemii pociągnął za sobą lawinę fake newsów. Na sile przybiera też walka mediów z nieprawdziwymi informacjami

0

Pandemia koronawirusa stworzyła podatny grunt do rozprzestrzeniania się fałszywych informacji, ale jednocześnie przybrała na sile medialna dyskusja o nich. Według danych Instytutu Monitorowania Mediów liczba publikacji w mediach na temat fake newsów w całym 2020 roku wzrosła aż o 177 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. – Szczyt liczby materiałów nawiązujących do tematu dezinformacji przypada na marzec 2020 roku, kiedy odnotowano w Polsce pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem – mówi Sylwia Dobkowska z IMM. Najczęściej postprawdę demaskowano na Twitterze, czyli w serwisie najchętniej wykorzystywanym przez polityków, dyplomatów i dziennikarzy. Kampanię informacyjną dotyczącą fake newsów na temat szczepionek na koronawirusa uruchomił właśnie Facebook.

Jak wynika z raportu „Problem fake news w Polsce” przygotowanego przez Stowarzyszenie Demagog we współpracy z Funduszem Inicjatyw Obywatelskich, w okresie pandemii ludzie są bardziej podatni na fałszywe informacje z uwagi na towarzyszący im strach. Aż 66 proc. badanych nastolatków (osoby w wieku 15–19 lat) zgodziło się ze stwierdzeniem, że edukacja społeczeństwa może się przyczynić do zmniejszenia liczby fałszywych informacji.

Przeanalizowane treści wskazują, że w wielu mediach toczyła się dyskusja między innymi o podważaniu prawdziwości zgonów z powodu COVID-19. Inne fake newsy związane z pandemią koronawirusa to m.in.: informacja o rzekomej szkodliwości ibuprofenu dla osób zakażonych, o wstrzymywaniu oddechu na 10 sekund jako metodzie na wykrycie zakażenia koronawirusem czy wzmacnianiu ochrony poprzez częste picie wody mineralnej.

– Firmy i media zaczynają coraz intensywniej przeciwdziałać fake newsom. Niektóre serwisy dostrzegły już ten problem i wdrożyły swoje systemy zapobiegania ich rozprzestrzenianiu – mówi w rozmowie z agencją Newseria Biznes Sylwia Dobkowska, kierownik działu PR i Marketingu w Instytucie Monitorowania Mediów.

Facebook, we współpracy z WHO i europejskimi partnerami fact-checkingowymi, uruchomił właśnie kampanię informacyjną „Razem przeciwko dezinformacji na temat szczepionki Covid-19”. Chce w ten sposób wesprzeć internautów w weryfikacji informacji dostępnych w internecie. W ramach akcji na Facebooku i Instagramie będą się pojawiać grafiki, także w języku polskim, zawierające praktyczne wskazówki pomocne w rozpoznawaniu fałszywych treści.

– Rozpoznawanie fałszywych informacji jest zdecydowanie łatwiejsze, o ile korzysta się z profesjonalnego monitoringu wszystkich rodzajów mediów, dlatego jako IMM również pracujemy nad takim rozwiązaniem, które pozwoli nam i naszym klientom skutecznie zmierzyć się z tym problemem – zapowiada ekspertka.

Pierwsze dni po tym, jak koronawirus dotarł do Polski, media społecznościowe i portale internetowe zalała fala publikacji na temat fake newsów. Tylko w marcu 2020 roku monitoring IMM wychwycił ich prawie 120 tys., czyli aż 6,5 razy częściej w stosunku do marca 2019 roku. Po 20 marca nastąpiła stagnacja – liczba wzmianek z takimi wyrażeniami jak „fake news”, „fałszywa prawda”, „postprawda”, „dezinformacja” czy „deepfake” utrzymuje się mniej więcej na podobnym poziomie. Nadal jednak średnia miesięczna liczba takich publikacji jest wyższa w porównaniu z 2019 rokiem aż o 28 tys.

IMM podkreśla, że w ubiegłym roku dyskusje o fake newsach uzyskały ponad 2,5 mld potencjalnych kontaktów z przekazem, co oznacza, że w porównaniu z 2019 rokiem wartość dotarcia wzrosła o 35 proc. W ostatnich dwóch latach najwięcej o dezinformacji pisano na Twitterze (76 proc.) oraz na Facebooku (21 proc.). Tak znaczną przewagę Twittera można tłumaczyć profilem użytkowników, dla których problem fake newsów jest szczególnie bulwersujący.

– Badania potwierdzają, że Twitter to medium najchętniej wykorzystywane przez polityków, dyplomatów i dziennikarzy. Nasze dane z kolei wskazują, że tam też najczęściej demaskowano nieprawdziwe informacje – dodaje Sylwia Dobkowska.

Informacje o szerzących się na dużą skalę fake newsach w latach 2019–2020 najczęściej pojawiały się w social mediach (60 proc.), w portalach internetowych (38 proc) i w prasie (2 proc.). W 2020 roku w mediach społecznościowych o dezinformacji mówiono 2,4 razy częściej niż rok wcześniej, w portalach internetowych natomiast aż 3,7 razy. Jedynie w prasie zanotowano w tym okresie tylko 1,2 razy więcej materiałów na ten temat w stosunku do 2019 roku.

– Znikomy udział prasy wynika ze specyfiki tego medium. W internecie łatwiej jest coś opublikować i może to zrobić każdy. W prasie natomiast ukazują się materiały przygotowywane przez profesjonalistów. W naszej analizie nie uwzględnialiśmy jakości publikowanych treści, a jedynie ich skalę na przestrzeni czasu. Udział prasy jest niewielki, ale wzrost liczby materiałów prasowych wyniósł 27 proc. w stosunku rocznym, a to stosunkowo wysoki skok – uzupełnia kierownik działu PR i Marketingu IMM.

Czwarta szczepionka zatwierdzona do użycia w UE. Firmy farmaceutyczne nie nadążają jednak z produkcją

– W procesie szczepień przeciwko COVID-19 problemem pozostaje wydajność fabryk. Firmy farmaceutyczne były zbyt zachłanne na zaszczyty, żeby realnie oceniać swoje możliwości. Cudów na liniach produkcyjnych nie ma – mówi dr n. farm. Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny ze Szpitala Wolskiego w Warszawie. Ekspert podkreśla, że zatwierdzona właśnie przez Europejską Agencję Leków szczepionka Johnson & Johnson ma wiele zalet, bo jest jednodawkowa i nie wymaga przechowywania w skrajnie niskich temperaturach. To może przyspieszyć proces szczepień, jednak wciąż nie wiadomo, ile dawek i w jakim terminie dostarczy producent.

– Każda nowa szczepionka, która jest dopuszczona do obrotu, jest kolejną nadzieją. Borykamy się z problemem ograniczonego dostępu do szczepionek, które są już zarejestrowane w Unii Europejskiej, więc im więcej ich będzie na rynku, tym lepiej – komentuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr n. farm. Leszek Borkowski.

Koncern Johnson & Johnson w lutym wystąpił do Europejskiej Agencji Leków (EMA) z wnioskiem o pozwolenie na warunkowe dopuszczenie do obrotu w Unii Europejskiej szczepionki Janssen przeciwko COVID-19. Pozytywna decyzja zapadła w czwartek 11 marca.

Szczepionka Janssen jest szczepionką wektorową, w której został zastosowany adenowirus Ad26. Jest to ten sam adenowirus, który wykorzystano w szczepionce rosyjskiej Sputnik. Z tą różnicą, że Sputnik ma dwa adenowirusy: jeden podawany jest w pierwszej dawce, a drugi w drugiej. Prawdopodobnie uznano, że efektywność terapeutyczna będzie wyższa – dodaje farmakolog.

Jak podkreśla, dużym plusem nowej szczepionki jest fakt, że jest jednodawkowa i nie ma restrykcyjnych wymogów dotyczących jej przechowywania, co powinno znacznie ułatwić proces dostaw i dystrybucji.

– Pozostaje natomiast pytanie, czy firma Janssen dotrzyma swojego zobowiązania i będzie dostarczać takie ilości szczepionek, jakie zadeklarowała – podkreśla dr n. farm. Leszek Borkowski.

Johnson & Johnson chce wyprodukować w tym roku miliard dawek. Produkcja ma się odbywać w USA, Europie, RPA i Indiach. Stany Zjednoczone zapewniły sobie 100 mln dawek za 1 mld dol., z opcją rozszerzenia umowy do 200 mln. Unia Europejska ma otrzymać do 400 mln dawek. Koncern zobowiązał się dostarczyć do krajów Unii połowę zamówionych dawek szczepionki do końca roku, a z tego 55 mln do końca drugiego kwartału. Stella Kyriakides, komisarz ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności, podkreśliła wczoraj, że zatwierdzenie czwartej szczepionki oznacza dostęp do nawet 1,8 mld dawek. Komisja Europejska chce, by do końca lata zaszczepionych zostało 70 proc. dorosłej populacji. Według wcześniejszych zapowiedzi Agencji Rezerw Materiałowych do Polski pierwsze dawki mogłyby dotrzeć w połowie kwietnia. Johnson & Johnson poinformował jednak niedawno UE, że może mieć kłopoty z wywiązaniem się z dostaw.

Problemem wszystkich firm jest wydajność fabryk. Transport i logistyka nie stanowią problemu, mimo że na początku wydawało się, że będą głównymi wyzwaniami blokującymi dostęp do szczepionki. Być może firmy farmaceutyczne były zbyt zachłanne i nie mówię tylko o zachłanności finansowej, ale również na zaszczyty i uznanie w oczach innych, i nie oceniły realnie swoich możliwości. Jeden z członków zarządu znakomitej firmy farmaceutycznej stwierdził właśnie, że byli zbyt zachłanni i liczyli na cud na liniach produkcyjnych. Cudów jednak nie ma – stwierdza farmakolog ze Szpitala Wolskiego.

Od postępu w szczepieniach zależy sukces w walce z pandemią. Aby uzyskać odporność stadną, trzeba zaszczepić 80 proc. społeczeństwa. Polska dysponuje szczepionkami, które dają duży procent efektywności terapeutycznej, ale ich brakuje.

– Dylemat, który ma minister zdrowia, polega na tym, że można zwiększyć odstęp czasu między dawkami albo zrezygnować z drugiej dawki, aby zaszczepić więcej osób w krótszym czasie. Myślę, że to jest jakaś koncepcja. Powstaje pytanie, czy lepiej zaszczepić szczepionką, która daje 90 proc. odporności, jedną trzecią populacji, czy też zaszczepić połowę ludności jedną dawką w taki sposób, że odporność osiągnie poziom 60 proc. Uważam, że chyba lepiej zaszczepić większą część populacji przy mniejszej efektywności terapeutycznej, czyli albo zmniejszyć dawki w stosunku do tych już stosowanych, albo wprowadzić jedną dawkę – tłumaczy dr n. farm. Leszek Borkowski.

Pocieszający jest fakt, że zdaniem ekspertów szczepionki można bez większych problemów przezbroić na nowe mutacje koronawirusa.

– Takie przezbrojenie jest możliwe zarówno w szczepionkach opartych na platformie mRNA, jak również w szczepionkach wektorowych, wszystko jednak wymaga czasu – zastrzega farmakolog.

Do 10 marca w Polsce wykonano 4 086 863 szczepień na COVID-19, w tym 2 641 693 pierwszą i 1 445 170 szczepień drugą dawką. Minister zdrowia ocenia, że istnieje szansa na uzyskanie odporności stadnej przez Polaków jeszcze w tym roku.

Trwają prace nad nowymi planami zarządzania ryzykiem powodziowym dla Polski. Jednym z priorytetów jest budowa zbiorników retencyjnych w Dolinie Górnej Wisły

Powodzie stanowią 40–50 proc. wszystkich katastrof naturalnych. Tylko w latach 2000–2014 w Europie zginęło przez nie ponad 2 tys. osób, a prawie 9 mln było narażonych na ich skutki. Plany zarządzania ryzykiem powodziowym, które są właśnie po raz pierwszy aktualizowane, mają zapobiegać tym negatywnym konsekwencjom. Jeszcze do czerwca potrwają regionalne konsultacje społeczne tych planów, które pozwolą wskazać najpilniejsze inwestycje przeciwpowodziowe, m.in. budowę zbiorników retencyjnych i wałów przeciwpowodziowych.

Dane przytaczane w raporcie HEAL i Koalicji Klimatycznej „Wpływ zmiany klimatu na zdrowie” wskazują, że w latach 1997–2012 powódź w Polsce wystąpiła dziewięć razy, oddziałując na blisko 370 tys. ludzi i powodując śmierć 113 osób. Najbardziej dotkliwa była powódź z 1997 roku, podczas której zginęło 55 osób, a straty sięgnęły prawie 13 mln zł. W wyniku powodzi z 2010 roku zginęło 20 osób, a straty oszacowano na ponad 10 mln zł. Duże i dotkliwe powodzie zdarzają się coraz częściej, a powodem są m.in. wybetonowane miasta czy zagospodarowanie terenów zagrożonych zalewaniem na cele mieszkaniowe i przemysłowe. Ryzyko zwiększają także gwałtowne opady deszczu po okresie długotrwałej suszy, ponieważ mocno wysuszona ziemia nie przyjmuje wody i większość z opadów szybko spływa do rzek.

Przegląd i aktualizacja planów zarządzania ryzykiem powodziowym są podyktowane obowiązkiem ustawowym. Polska jako kraj unijny jest zobligowana do cyklicznej aktualizacji dokumentów, które wynikają bezpośrednio z tzw. dyrektywy powodziowej. Tymi dokumentami są: wstępna ocena ryzyka powodziowego, mapy zagrożenia powodziowego i mapy ryzyka powodziowego oraz plany zarządzania ryzykiem powodziowym. Taka cykliczna aktualizacja dokumentów pozwala na bieżąco monitorować postępy w realizacji zaplanowanych działań oraz planować nowe inwestycje – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Renata Supryk, kierownik Zespołu Wodnego firmy Arcadis, która jest liderem konsorcjum wykonawcy wybranego do opracowania aktualizacji planów.

Jak dodaje, nie wszystkie działania, które zostały ujęte w pierwszym cyklu planowania, czyli w latach 2016–2022, udało się zrealizować i one muszą być kontynuowane w następnych latach. Aktualizacja jest konieczna ze względu na wciąż powstające nowe inwestycje i modernizację już istniejących. Przykładem niedawno uruchomionego projektu jest zbiornik na Odrze w Raciborzu, który może zredukować falę powodziową o rozmiarach tej z 1997 roku i ochronić przed powodzią mieszkańców części Dolnego Śląska.

Plany zarządzania ryzykiem powodziowym to lista inwestycji przeciwpowodziowych stworzona dla całej Polski. Ich zadaniem jest osiągnięcie trzech głównych celów zarządzania ryzykiem powodziowym – zahamowanie wzrostu ryzyka powodziowego, obniżenie aktualnego ryzyka oraz poprawa systemu zarządzania ryzykiem powodziowym. Podczas analiz oceniamy także skuteczność dotychczasowych działań, czyli budowy wałów, zbiorników i polderów, wykorzystując do tego modelowanie hydrauliczne – tłumaczy Renata Supryk.

W grudniu 2020 roku Ministerstwo Infrastruktury i Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie rozpoczęły proces konsultacji społecznych, poprzedzających sporządzenie planów. Odbywają się one w trybie spotkań online w 28 miastach w całym kraju i potrwają do 22 czerwca br. W efekcie powstaną plany zarządzania ryzykiem powodziowym dla dorzeczy Odry, Wisły, Pregoły, Dunaju, Niemna i Łaby, zawierające warianty działań ograniczających ryzyko powodziowe.

Katalog przedsięwzięć ujętych w planach zawiera zarówno działania techniczne, takie jak budowa wałów, polderów czy zbiorników retencyjnych, jak i nietechniczne, np. wdrożenie lokalnego systemu prognozowania i ostrzegania przed powodzią, analizę możliwości zwiększenia retencji na terenach rolniczych, leśnych i zurbanizowanych, a także prace utrzymaniowe w korytach i w międzywale rzek.

Nie ma szans na to, aby wszystkie ujęte w planach działania zostały zrealizowane w ciągu najbliższych sześciu lat, dlatego nadaje się im priorytet realizacji. Założenie jest takie, żeby działania, które mają najwyższy priorytet, zostały wykonane bądź przynajmniej rozpoczęte w ciągu najbliższych sześciu lat – uściśla ekspertka Arcadis.

Działania z najwyższym priorytetem realizacji to przede wszystkim budowa zbiorników retencyjnych oraz budowa i modernizacja wałów przeciwpowodziowych, głównie w Dolinie Górnej Wisły, gdzie zagrożenie powodziowe jest największe. W regionie Górnej-Zachodniej Wisły od 2016 roku zrealizowano w sumie ponad tysiąc różnorodnych działań, a kilkadziesiąt z nich będzie kontynuowanych w latach 2022–2027. Zaplanowano także blisko 380 działań, a prawie połowa z nich dotyczy bezpośrednio Krakowa i najbliższych okolic.

Polscy naukowcy tworzą Genomiczną Mapę Polski z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Pozwoli sprawdzić m.in. podatność konkretnych regionów na ciężki przebieg COVID-19

Naukowcy z Politechniki Poznańskiej tworzą inteligentną bazę danych dotyczących genomów reprezentatywnych dla Polski. Umożliwi ona m.in. zbadanie podatności regionalnej na przebieg choroby COVID-19. Jej opracowanie będzie też stanowiło punkt wyjścia do stworzenia całogenowych testów w kierunku ryzyka wystąpienia chorób takich jak nowotwory. Pomóc ma w tym także sztuczna inteligencja. Genomiczna Mapa Polski będzie jedną z zaledwie kilku tego typu baz, jakie powstały na całym świecie.

– Projekt Genomicznej Mapy Polski jest przełomowym wydarzeniem naukowym w dziedzinie genomiki, bioinformatyki, a nawet zdrowia społecznego, bo pozwala scharakteryzować od strony genetyki populację Polski. Jest to inteligentna baza danych genomów reprezentatywnych dla populacji polskiego społeczeństwa – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. dr hab. inż. Jacek Błażewicz, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, dyrektor Instytutu Informatyki Politechniki Poznańskiej.

Podstawą stworzenia bazy mają być próbki krwi pobrane od 5 tys. osób i poddane badaniu całogenomowemu. Na tej podstawie powstanie referencyjny genom stanowiący wzorzec wykorzystywany np. w badaniach naukowych. Co ważne, próba ma być zróżnicowana. 3 tys. próbek będzie pochodziło od osób wybranych zupełnie losowo. Kolejnych 1,1 tys. ma stanowić mniejszości narodowe, a reszta zostanie pobrana od osób charakteryzujących się wybranymi cechami zewnętrznymi, np. cierpiących na określone choroby.

– Inteligentna baza danych będzie pokazywała zmienność genetyczną na obszarze Polski. To jedna z ważniejszych populacyjnych cech, którą interesują się biolodzy, ale także medycy. Pozwala ona np. przewidywać przebieg jakiejś choroby czy pandemii. Mamy nadzieję, że wyodrębnienie specyficznego charakteru genomów w Polsce pozwoli nam odpowiedzieć na pytanie, czy my rzeczywiście jesteśmy bardziej, czy też mniej uodpornieni na atak wirusa COVID-19 – wyjaśnia prof. Jacek Błażewicz.

Wzorzec genomu środkowoeuropejskiego będzie jednym z niewielu, jakie udało się do tej pory opracować. Pionierami w tej dziedzinie byli Brytyjczycy, jednak ich mapa została stworzona na podstawie grupy tylko 2 tys. osób. Ze względu na fakt, że populacja Wielkiej Brytanii jest prawie dwukrotnie większa niż Polski, próba ta jest dużo skromniejsza.

Poznańska uczelnia na prowadzenie badań nad swoim rozwiązaniem uzyskała dwa granty z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Jeden z nich umożliwi przeprowadzanie z wykorzystaniem sztucznej inteligencji pogłębionej analizy całego genomu w kierunku wykrywania raka i chorób kardiologicznych. Stanowić to może punkt wyjścia do dalszych prac nad medycyną spersonalizowaną. Dotychczas wykonywane badania genetyczne umożliwiały wskazanie predyspozycji chorobowych opartych na analizie nieprawidłowości tylko w pojedynczych genach.

– Wyizolowane próbki trafiają do sekwenatora. To urządzenie, które na podstawie analizy DNA wyrzuca miliardy krótkich sekwencji. Algorytmy bioinformatyczne pozwalają złożyć genom. Przygotowanie genomu dla każdego człowieka byłoby jednak utrudnione. Do tego właśnie jest potrzebny genom referencyjny. Występujące różnice świadczą o tym, czy jesteśmy zdrowi, czy mamy podatność na daną chorobę – tłumaczy naukowiec.

Z raportu opublikowanego przez Precedence Research wynika, że światowy rynek genomiki osiągnął w 2020 roku wartość ponad 20 mld dol. Do 2030 roku jego obroty przekroczą 72 mld dol.

Polskie miasta inwestują w nowe technologie i innowacyjne rozwiązania smart city. O zmianach w dużej mierze decydują sami mieszkańcy

Polskie miasta stają się coraz bardziej inteligentne. Choć do takich metropolii jak Singapur, Nowy Jork czy Londyn pod względem wprowadzanych innowacji sporo nam brakuje, Polska szybko nadrabia zaległości. Kraków inwestuje np. w rozwiązania dotyczące zrównoważonej mobilności czy te dotyczące gospodarki o obiegu zamkniętym. To także inwestycje w proekologiczne rozwiązania i wykorzystanie potencjału start-upów.

– Polska generalnie jako kraj nie występuje w górnych rejestrach wszystkich rankingów dotyczących innowacyjności. Natomiast faktycznie, jeżeli chodzi o Kraków czy inne duże polskie miasta, trudno odmówić im starań w tym kierunku. Inwestujemy w rozwiązania dotyczące zrównoważonej mobilności czy gospodarki w obiegu zamkniętym. To elementy, które faktycznie budują przestrzeń przyjazną mieszkańcom – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Katarzyna Wysocka, dyrektor Wydziału ds. Przedsiębiorczości i Innowacji w Urzędzie Miasta Krakowa.

Polskie miasta przechodzą technologiczną i ekologiczną metamorfozę. Inwestują w innowacyjne rozwiązania, angażując w te procesy także mieszkańców. Wzorują się przy tym na najlepszych rozwiązaniach stosowanych na świecie. Singapur, jedno z najbardziej nowoczesnych miast, zastosował inteligentne, połączone rozwiązania ruchu drogowego, jak stopniowanie sygnalizacji świetlnej. Do tego prowadzi też politykę ograniczającą posiadanie samochodów. Miasto opracowało również oprogramowanie Wirtualny Singapur, dynamiczny model trójwymiarowy, który umożliwia urbanistom przeprowadzanie wirtualnych testów.

W Chinach projekt City Brain zarządza sygnalizacją świetlną na 128 skrzyżowaniach, śledzi karetki i oczyszcza ich drogi do szpitali bez ryzyka kolizji. Wykrywa wypadki w ciągu sekund i umożliwia policji dotarcie na miejsce w ciągu 5 minut. Wykorzystuje również czujniki i sztuczną inteligencję do monitorowania tłumów i analizowania ruchu ludzi.

Londyn, Paryż czy Amsterdam inwestują w miejskie połączenia autobusowe i pociągi, stawiając na ekologiczny transport, a także w infrastrukturę energetyczną i wodno-kanalizacyjną. Podobną drogę obrał też Kraków.

– Całe nasze miasto, jak wskazuje Strategia Rozwoju Krakowa 2030 „Tu chcę żyć”, pokazuje, że liczymy na bardzo szerokie innowacje, ale też nie pod kątem wyłącznie technicznym. Rozwijamy się przede wszystkim pod kątem mieszkańca. Wykorzystujemy więc takie narzędzia, które pozwolą mieszkańcom lepiej funkcjonować w Krakowie i rozwijać się. To jest główny punkt wszystkich naszych zamierzeń – przekonuje Katarzyna Wysocka.

Kraków zakłada wykorzystanie w pełni potencjału, jaki drzemie w mieszkańcach. Stawia też na zarządzanie komunikacją publiczną i ekologiczne rozwiązania. Efekty już widać. Od 2019 roku w mieście obowiązuje zakaz palenia węglem i drewnem, dzięki czemu znacząco zmniejszyła się emisja CO2. Kraków ponownie ubiega się o tytuł Zielonej Stolicy Europy. W poprzedniej edycji zajął piąte miejsce.

Miasto planuje wzmocnić współpracę pomiędzy środowiskami nauki, biznesu i samorządu, włączając przedstawicieli biznesu i nauki w strategiczne zarządzanie miastem. Chce pomóc przedsiębiorcom i młodym firmom.

– Mamy start-upy, które oferują różnego rodzaju rozwiązania, z których chcemy korzystać we współpracy z Krakowskim Ośrodkiem Naukowo-Akademickim. Liczymy, że dzięki innowacyjności tych młodych ludzi będziemy w stanie zaproponować takie rozwiązania naszym mieszkańcom, które będą im odpowiadały, ale które też będą uwzględniały kwestię wykluczenia cyfrowego pewnych grup mieszkańców – mówi przedstawicielka UM w Krakowie.

Kraków rozwija przyjazny, ekologiczny i efektywny system transportowy, z uprzywilejowaniem transportu zbiorowego. Zgodnie ze swoją strategią chce też ograniczyć emisję pól elektromagnetycznych (PEM) do środowiska poprzez preferowanie niekonfliktowych lokalizacji ich źródeł emisji. Zakłada też obniżenie emisji hałasu poprzez wprowadzanie wyciszonych torowisk tramwajowych, zakup nowoczesnego taboru tramwajowego i autobusowego. To właśnie w Krakowie stanie pierwszy w Polsce uliczny decybelomierz, który będzie mierzył poziom hałasu co sekundę.

– Każdemu włodarzowi miasta zależy na tym, żeby jego mieszkańcom dobrze się żyło, żeby przestrzeń, którą dostają do dyspozycji, odpowiadała ich potrzebom, żeby wspomagała ich rozwój. Oczywiście inwestycje, rozwiązania informatyczne to są ważne kwestie, ale to są tylko narzędzia. Tutaj w środku tych wszystkich procesów związanych z innowacjami powinien być mieszkaniec – podkreśla Katarzyna Wysocka.

W lutym 2021 r. Giełdowy Indeks Produkcji wzrósł o 3,20%

Nowy Ład ma wejść w życie, a polskie spółki produkcyjne nie otrząsnęły się jeszcze w pełni z Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (tzw. Planu Morawieckego) – ich wartość rynkowa to obecnie niecałe 90% wartości ze stycznia 2016 r. Jednak Luty 2021 r. był udanym miesiącem dla polskich spółek produkcyjnych notowanych na GPW. Giełdowy Indeks Produkcji wzrósł o 3,20% do poziomu 898,31 punktów i powrócił tym samym na ścieżkę wzrostu po słabszym styczniu. Mimo wielu miesięcy wzrostowych GIP60 ciągle znajduje się znacznie poniżej poziomu ustalonego na początku 2016 roku, w momencie uruchomienia planu dla polskiego przemysłu.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc luty. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

„Od początku roku wartość Giełdowego Indeksu Produkcji wzrosła o 1,81%, z początkowych 882,34 pkt. do 898,31 pkt. osiągniętych na koniec lutego. Po słabszym styczniu (-1,35% m/m), ceny akcji polskich producentów ożywiły się i w samym lutym GIP60 wzrósł o 3,20% wracając nad kreskę w bieżącym roku.  W tym czasie kurs GIP60 dwa razy zbliżył się do wartości obserwowanych na GIP60 ostatnio w maju 2019 roku. Pierwszy raz 7 stycznia po mocnej sesji GIP60 osiągnął wartość 926,4 pkt, a 16 lutego poprawił się wynikiem 927,56 pkt. W obu przypadkach kolejne sesje następujące po rekordowych przyniosły powrót kursu poniżej granicy 900 pkt.

Zmienne nastroje na GPW

Aktywność GIP60 można powiązać z ogólnymi warunkami panującymi w tym czasie na GPW. Na wykresach głównych indeksów WIG można również zauważyć dwie fale ze szczytami wypadającymi mniej więcej w połowie stycznia i lutego. W pierwszej fali rósł praktycznie cały rynek, co widać zarówno na wykresie indeksu WIG, który przekroczył barierę 60000 pkt, WIG20, który wzrósł powyżej poziomu 2080 pkt, ale także na wykresach MWIG40 i SWIG80 zbliżających się w tym czasie odpowiednio do 430 i 17200 pkt.

Po mocnym początku roku optymizm na rynku osłabł, co szczególnie widoczne było na akcjach największych spółek z rynku – wartość WIG20 do końca lutego stoczyła się w okolice poziomu 1900 pkt, notując po drodze krótkotrwałe wybicie w górę w połowie lutego, pozwalające na chwilę wrócić powyżej poziomu 2000 pkt. O wiele lepiej spadek nastroju inwestorów z drugiej połowy stycznia zniosły małe i średnie spółki, dla których korekta była płytsza,a powrót na ścieżkę wzrostu stosunkowo szybki. Pozwoliło to mniejszym spółkom z GPW wykorzystać drugą falę wzrostów do poprawienia tegorocznych maksimów – w połowie lutego indeks MWIG40 znajdował się już powyżej 4400 pkt, a SWIG80 powyżej 18000 pkt.

Polscy producenci mimo wszystko rosną w siłę

W takich warunkach dwie na trzy spółki z GIP60 wypracowały w lutym dodatnią stopę zwrotu, w co drugim przypadku zwrot ten przekroczył 5%, a w co czwartym był nawet dwucyfrowy. Największymi beneficjentami byli producenci z branży motoryzacyjnej, wśród których wartość rynkowa wzrosła średnio o ponad jedną czwartą, oraz producenci z branży spożywczej, którzy zyskali średnio 21,7%. Ale wzrosty dotknęły niemalże wszystkich branż: farmaceutycznej (średnio 10,1% m/m), elektromaszynowej (7,4%), projektantów i dystrybutorów odzieży (5,3%), metalurgicznej (4,1%), chemicznej (3,3%), producentów z przemysłu lekkiego (3,2%), materiałów budowlanych (3,0%), jak i tych z branży meblarskiej (2,8%). Ujemną średnią miesięczną stopę zwrotu zaobserwowano w minionym miesiącu jedynie w branży produkcji tworzyw sztucznych.

Najwyższa miesięczna stopa zwrotu i pierwsze miejsce w klasyfikacji GIP60 w lutym przypadły firmie URSUS S.A., której kurs wzrósł z 69 gr do 1,118 zł (+62,03%). Ubiegły miesiąc dla kursu akcji tej spółki był bardzo burzliwy, a jego zmienność została wzmocniona przez dwie informacje o potencjalnych partnerstwach biznesowych. Pierwsza pojawiła się już na początku miesiąca i dotyczyła podpisania Memorandum of Understanding z chińskim Donfeng Motor Industry, co wywołało wzrost kursu akcji w krótkim okresie o około 50%. Niestety kilka dni później Donfeng Motor Industry wypowiedziało memorandum za przekazanie przez Ursus informacji o nawiązanej współpracy, do czego zobowiązują ich giełdowe obowiązki informacyjne. Zarząd Ursusa na początku utrzymywał, że będzie dążył do wyjaśnienia sprawy i wznowienia współpracy, ale w połowie miesiąca poinformował o zamianie partnera na koreański BLF Corporation, co po raz drugi w miesiącu zwiększyło popyt na akcje spółki, windując jej kurs z poziomu 80 gr do prawie 1,50 zł.

Wzrost kursu akcji z 1,19 zł do 1,73 zł (+45,38%) pozwolił spółce Energoinstal S.A. uplasować się na drugim miejscu lutowej klasyfikacji GIP60. Co ciekawe spółka nie publikowała w tym czasie istotnych informacji, a mimo to wzbudziła spore zainteresowanie inwestorów szczególnie na początku miesiąca kiedy kurs akcji wzrósł z okolic 1,20 zł do 1,80 zł przy wysokim wolumenie.

Na trzecim stopniu podium GIP60 znalazła się spółka Mabion S.A. za wzrost ceny akcji o 32,87%, z 21,75 zł do 28,90 zł. Pod koniec stycznia zarząd spółki informował, że w ramach nowej, długoterminowej strategii finansowania działalności, planuje pozyskać inwestora strategicznego i przeprowadzić dwie emisje akcji. W połowie lutego poinformowano, że środki z emisji serii V przeznaczone zostaną m.in. na badanie kliniczne pomostowe leku MabionCD20 oraz kontynuację badań pozwalających na rejestrację leku w skali komercyjnej. Czyli także na „rozwój projektów stanowiących odpowiedź na pandemię COVID-19, w tym między innymi projekty w obszarze rozwoju szczepionek”. Na początku marca do publicznej wiadomości trafiła wiadomość o nawiązaniu współpracy z Novavax w zakresie produkcji szczepionek oraz z Państwowym Funduszem Rozwoju zakresie finansowania rozbudowy mocy produkcyjnych spółki. Wszystkie powyższe informacje –  szczególnie ta związana z produkcją szczepionki – odpowiednio pobudzały popyt na akcje spółki, dzięki czemu wartość rynkowa spółki w tym roku się już potroiła.

Otoczenie gospodarcze ciągle korzystne…

Jak podaje GUS,  w styczniu wartość produkcji sprzedanej przemysłu była o 0,9% wyższa w porównaniu ze styczniem 2020 roku, ale jednocześnie o 5,1% niższa niż w grudniu. Jednak po odsezonowaniu tych danych otrzymujemy zgoła odmienny obraz sytuacji, dynamika produkcji przemysłowej w styczniu wyniosła 5,7% r/r i 1,7% m/m. Mimo wszystko można więc przyjąć, że otoczenie ciągle sprzyja polskim spółkom produkcyjnym, choć zauważalne jest nieznaczne spowolnienie dynamiki ich wzrostu.

Wśród działów przemysłu, dla których wzrost produkcji w na początku roku był największy znalazły się m.in. produkcja urządzeń elektrycznych (31,3% r/r), gospodarka odpadami i odzysk surowców (12,5%), produkcja komputerów, wyrobów elektronicznych i optycznych (8,6%) i produkcja wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych (5,9%). Ogółem wzrost zaobserwowano w 15 działach, a spadek w 19, w tym m.in. w produkcji koksu i produktów rafinacji ropy naftowej (-20,4% r/r), napojów (-11,3%) i produkcji wyrobów farmaceutycznych (-6,1%).

…a perspektywy obiecujące

Dobrą koniunkturę w przemyśle potwierdzają badania ankietowe nastrojów wśród pracowników i kadry zarządzającej z tej branży. Wysokie odczyty wskaźników nastrojów w naszym kraju, oraz u największych partnerów zagranicznych potwierdzają, że przemysł okazał się stosunkowo odporny na zawirowania związane z globalną pandemią COVID-19 i można spodziewać się szybszego niż w innych sektorach powrotu do normalności gospodarczej, w czym niewątpliwie pomagają mniej dokuczliwe niż w innych branżach ograniczenia działalności gospodarczej. W najbliższych tygodniach pojawią się wyniki roczne większości spółek z GIP60, które powinny potwierdzić pozytywne informacje płynące z branży, oraz dodatkowo wzmocnić popyt na akcje polskich producentów. Warto pamiętać, że GIP60 znajduje się ciągle poniżej wartości 1000 punktów ustalonej na początku 2016 roku, co może wskazywać na ciągłe niedowartościowanie tej grupy spółek na GPW.”

Kolejna dziurawa Tarcza Antykryzysowa, będzie konieczna zmiana przepisów

Od 28 lutego obowiązuje kolejna już rządowa Tarcza Antykryzysowa. Wprowadza ona możliwość aż trzykrotnego skorzystania z mikropożyczki dla niektórych firm o określonym wiodącym PKD oraz wydłuża termin składania wniosków do 31 maja 2021 roku.

Rząd wprowadził świadczenie postojowe dla firm założonych do 30 listopada 2020 roku. Jednak dodatkowym warunkiem dla nich jest skorzystanie wcześniej przynajmniej raz z podstawowego świadczenia, a więc wiosennego, wprowadzonego na mocy Tarczy 1.0 i kolejnych. W efekcie ze świadczenia postojowego nie mogą skorzystać firmy założone 1 kwietnia 2020 roku i później. Moim zdaniem jest to absurdalne rozwiązanie i należy jak najszybciej wprowadzić przepisy, które zniosą ten warunek.

Pozostałe regulacje wprowadzone na mocy nowej Tarczy to kontynuacja znanych już form wsparcia, takich jak dotacja, dofinansowanie do pensji pracowników czy zwolnienie ze składek ZUS.

W przypadku dotacji poszerzono zakres klasyfikacji PKD, które mogą ubiegać się o wsparcie. Niektóre z nich są uprawnione do otrzymania jej dwukrotnie, niektóre – trzykrotnie. Wnioskować o nią można do 31 maja. Do limitu zaliczane są wyłącznie dotacje przyznane na mocy rozporządzeń z 22 stycznia i 26 lutego 2021 roku. Dodatkowym warunkiem jest uzyskanie, w miesiącu poprzedzającym złożenie wniosku, przychodu z działalności przynajmniej o 40% niższego niż w jednym z trzech możliwych okresów:

  • miesiąc wcześniej;
  • w analogicznym miesiącu roku poprzedniego;
  • we wrześniu 2020 roku.

Wniosek o zwolnienie ze składek ZUS za luty br. trzeba złożyć do 30 kwietnia, a o dofinansowanie do pensji pracowników – do 31 marca. Warto przy tym podkreślić, że to ostatnie świadczenie znów zostanie przyznane na 3 miesiące. Moim zdaniem powinno ono obowiązywać przez cały czas ograniczenia funkcjonowania przedsiębiorstw.

Analizując powyższe rozwiązania, można się zastanawiać, czy na pewno mamy do czynienia z Tarczą 8.0, czy po prostu nie jest to przedłużenie poprzedniej, siódmej wersji Tarczy. Przepisy te są oczywiście odpowiedzią na trwające już kolejny miesiąc obostrzenia. Jednak o ile dla samozatrudnionego taka pomoc może okazać się wystarczająca, tak mam duże wątpliwości, czy realnie pomoże mikro czy małej firmie. Dotacja w kwocie 5 000 zł czy częściowe dofinansowanie do miejsc pracy na 3 miesiące to kropla w morzu potrzeb takiego przedsiębiorcy.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

Google ogłasza szkolenia oraz stypendia dla pracowników

Obecna sytuacja znacznie zmieniła sposób pracy wielu osób, a także przyspieszyła zmiany na rynku pracy ze względu na rozwój niektórych sektorów, a niestabilną kondycję innych. Jakie umiejętności będą niezbędne pracownikom w niedalekiej przyszłości? Google już teraz chce pomóc tym, którzy myślą o rozwoju kompetencji zawodowych i przekwalifikowaniu w celu znalezienia satysfakcjonującej pracy. Dlatego ogłasza nowe szkolenia oraz Google Career Certificates, a także 100 000 stypendiów w regionie Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu. 

Zgodnie z badaniami Google i McKinsey[1], jeszcze sprzed wybuchu pandemii, ponad 90 milionów europejskich pracowników będzie musiało udoskonalić swoje aktualne umiejętności zawodowe, a 21 milionów może być zmuszonych do odejścia od wykonywanego zawodu w związku ze spadkiem zapotrzebowania na pracowników w sektorach takich jak rolnictwo czy sprzedaż detaliczna. Światowy kryzys wywołany pandemią przyspieszył wiele z tych zmian: obecnie Instytut McKinsey w raporcie “The Future of work after COVID-19”[2] szacuje, że w Europie po pandemii do zmiany pracy może być zmuszone o 25% osób więcej. Warto zauważyć, że natomiast przewidywany wzrost popytu na pracowników będzie dotyczył głównie stanowisk wymagających wyższych kwalifikacji. Dlatego rozwój zawodowy jest niezbędny.

IT, zarządzanie projektami, UX i analiza danych – nowe certyfikaty Google

W minionym roku znacząco wzrosło zainteresowanie nauką online, także w kontekście podnoszenia umiejętności związanych ze swoim zawodem. Przyczyniła się do tego z jednej strony utrata zatrudnienia przez niektórych pracowników, z drugiej – chęć zdobycia nowych umiejętności, pożądanych na rynku pracy. Dlatego Google wprowadza trzy nowe Google Career Certificates, dostępne na platformie Coursera. Kursy z zarządzania projektami, projektowania UX, analizy danych lub wsparcia IT można ukończyć w mniej niż sześć miesięcy, nie wymagają odpowiedniego doświadczenia ani posiadania dyplomów oraz są uznawane przez pracodawców w Europie. To szczególna szansa dla tych, którzy lubią uczyć się online we własnym tempie lub nie mogą pozwolić sobie na zdobycie wiedzy w ramach kursów stacjonarnych lub studiów. Posiadacze certyfikatów mogą także ubiegać się o udział w  programach praktyk zawodowych.

100 000 stypendiów

Wiele osób, które szukają pracy, może napotkać barierę ekonomiczną, pomimo chęci zdobycia nowych umiejętności. Dlatego Google zapewni dodatkowo stypendia na certyfikaty dla 100 000 osób w regionie Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu. Stypendia będą dystrybuowane w Polsce przy pomocy programu Sektor 3.0 poprzez wypełnienie prostego formularza zgłoszeniowego.

– Od lat aktywnie wspieramy podnoszenie kompetencji cyfrowych wśród osób, które są zainteresowane dalszym rozwojem. Obszary takie, jak praca przyszłości, wspólne uczenie i zwinne zarządzanie przenikają się mocno w ramach naszych działań i oferty. Tym bardziej cieszymy się z zaangażowania w nową inicjatywę Google – mówi Dawid Szarański, dyrektor programu Sektor 3.0.

Równe szanse na rynku pracy

Ze względu na to, że niedostatecznie reprezentowane grupy, pracownicy o niskich dochodach i kobiety są częściej zatrudnieni w sektorach dotkniętych kryzysem, takich jak gastronomia czy hotelarstwo, przez to są bardziej narażeni na utratę pracy. Pandemia pogłębiła nierówności płci oraz nierówności ekonomiczne, a problem dotyczy także starszych osób, które nie mogą znaleźć zajęcia bez doświadczenia w pracy przy komputerze. Aby wyrównać szanse, Google.org przeznaczy 50 000 stypendiów dla osób z tych grup.

Dodatkowe 5 milionów euro trafi do organizacji INCO (globalna organizacja non-profit), która będzie współpracowała z ponad 50 lokalnymi organizacjami pożytku publicznego, świadcząc usługi takie jak doradztwo zawodowe, przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej oraz oferując bony na opiekę nad dziećmi i pomoc językową.

Certyfikaty Google Career oraz stypendia są częścią odpowiedzi ze strony Google na pogłębiające się nierówności w zakresie edukacji i wyrównywania szans zawodowych. W ramach wieloletniego programu Grow with Google, od 2015 roku Google w Polsce przeszkolił już ponad 350 tysięcy osób. Najnowsza edycja – Firmy Jutra skierowana jest do małych i średnich przedsiębiorców. Do końca 2021 roku Google planuje pomóc 15 tysiącom polskich firm w rozwoju obecności w internecie.

[1] https://www.blog.google/around-the-globe/google-europe/protecting-europes-workers-the-urgent-need-for-skills/

[2] https://www.mckinsey.com/featured-insights/future-of-work/the-future-of-work-after-covid-19

Powstała pierwsza Polska Sieć Badań Klinicznych (PSBK)

Prezes Agencji Badań Medycznych dr n. med. Radosław Sierpiński podpisał porozumienie w sprawie utworzenia pierwszej Polskiej Sieci Badań Klinicznych (PSBK). Uruchomienie Sieci przyczyni się do powstania rozpoznawalnej na arenie międzynarodowej marki, stanowiącej silne centrum badań klinicznych w kraju.

Ten przełomowy moment dla Polski, jako międzynarodowego partnera w badaniach klinicznych, pozwoli na działanie wielu ośrodków pod jedną wspólną polską marką. Sieć będzie zmierzała do standaryzacji jakości w badaniach klinicznych, do opracowania wspólnych procesów i zwiększenia dostępności do innowacyjnych terapii dla pacjentów.

Pierwszymi sygnatariuszami sieci są: Uniwersytet Medyczny w Białymstoku, Uniwersytet Medyczny w Łodzi, Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, Wojskowy Instytut Medyczny, Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej Curie – Państwowy Instytut Badawczy, Gdański Uniwersytet Medyczny, Narodowy Instytut Kardiologii Stefana kardynała Wyszyńskiego – Państwowy Instytut Badawczy, Instytut „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”, Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu oraz Narodowy Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji im. prof. dr hab. med. Eleonory Reicher.

Prezes Radosław Sierpiński inaugurując podpisanie porozumienia o utworzeniu sieci zapowiada: Jednym z celów utworzenia Polskiej Sieci Badań Klinicznych jest zbudowanie relacji pomiędzy ośrodkami, która umożliwi wymianę doświadczeń i wiedzy, efektywne prowadzenie wieloośrodkowych badań klinicznych oraz wzrost ich liczby w poszczególnych ośrodkach. Chcemy, aby PSBK stała się rozpoznawalną na arenie międzynarodowej marką kojarzoną z doskonałością w badaniach klinicznych. Sieć pomoże nam poprawić dostępność leczenia Pacjentów najbardziej innowacyjnymi lekami na świecie, ale również znacząco wpłynie na rozwój polskiej biotechnologii.

Podobnego zdania jest prof. dr hab. Piotr Ponikowski, Rektor Uniwersytetu Medycznego
we Wrocławiu, który podkreśla, że Ogólnopolska sieć badań klinicznych to nie tylko krok
we właściwym kierunku, to krok niezbędny dla dalszego rozwoju polskiej nauki. Jesteśmy
we Wrocławiu gotowi do prowadzenia badań klinicznych na dużą skalę – możliwość współpracy z wieloma, co kluczowe ustandaryzowanymi ośrodkami w całym kraju znacząco zwiększa nasze możliwości działania.

Dla mnie jako Dyrektora Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji, ale przede wszystkim jako lekarza z doświadczeniem klinicznym, to wielkie wyróżnienie otrzymać zaproszenia do sieci, w której upatruję ogromny potencjał prowadzonych wspólnie badań klinicznych, wdrożenie jednolitych systemowych rozwiązań jakościowych i procesowych w podmiotach realizujących badania kliniczne w Polsce. Intensyfikacja i rozszerzenie badań w ramach sieci oraz wymiana doświadczeń miedzy ośrodkami pozwolą szybko i skutecznie leczyć pacjentów, wdrażając nowe terapie, szczególnie u chorych przewlekle, dla których obecnie poszukujemy nowych metod leczenia – podkreślał dr n. med. Marek Tombarkiewicz, podczas  ceremonii podpisania porozumienia.

Powstanie Polskiej Sieci Badań Klinicznych ma także istotny wpływ na krajową gospodarkę, poprzez wypływy z realizacji badań klinicznych do budżetu państwa, oszczędności alternatywne dla systemu opieki zdrowotnej, dodatkowe źródło wynagrodzeń dla badaczy, lekarzy i ośrodków badawczych oraz wzrost zatrudnienia i popyt na usługi w innych sektorach.

Podpisanie Porozumienia Polskiej Sieci Badań Klinicznych jest kolejnym ważnym etapem
w udoskonalaniu polskich ośrodków badań klinicznych i ich promocji na arenie krajowej oraz międzynarodowej. Kolejnym kluczowym krokiem jest opracowanie szczegółowego kierunku rozwoju i rozpoczęcie czynnego funkcjonowania Sieci.

Po wirtualizacji nadszedł czas na konteneryzację – media w przyszłości nie będą już takie same

Przedsiębiorcy z różnych branż stale inwestują w najnowsze technologie, które mogą usprawnić funkcjonowanie ich biznesu i zwiększyć kapitał. Branża medialna wcale nie odbiega od reszty. Począwszy od przejścia TV z sygnału analogowego na pliki cyfrowe po wirtualizację mediów zmiana jest cały czas obecna.

Rosnąca konkurencja na rynku mediów, jak również wzrost oglądalności serwisów VOD, powoduje, że gracze na rynku muszą szukać sposobów na zwiększenie wydajności operacyjnej i wzmocnienie swojej pozycji. Współczesne media odchodzą już od tradycyjnych kanałów dystrybucji, które w przeciągu ostatnich lat znacznie straciły na znaczeniu i przenoszą się do Internetu. Dzięki temu, osiągają większe zasięgi oglądalności, jednak co za tym idzie potrzebują również narzędzi, które będą mogły dostarczać treści jak najwyższej jakości, użytkownikom na całym świecie, w tym samym czasie – a to jest zdecydowanie trudniejsze.

Sposobem na spełnienie powyższych wymogów rynku jest wykorzystanie nowoczesnych technologii, które będą mogły zapewnić najwyższą jakość transmitowanych treści, jednocześnie oszczędzając koszty i zwiększając zyski.

Wirtualizacja mediów

Jednym z rozwiązań, po które współczesny rynek mediowy sięga już od pewnego czasu jest wirtualizacja. Jej głównym celem jest zarządzanie nakładem pracy poprzez transformację tradycyjnego przetwarzania, aby aplikacje mogły być bardziej skalowalne. Wirtualizacja to technologia, która pozwala na tworzenie wielu symulowanych środowisk lub dedykowanych zasobów z jednego, fizycznego systemu sprzętowego. Oprogramowanie zwane hiperwizorem łączy się bezpośrednio z tym sprzętem i pozwala na podzielenie jednego systemu na kilka innych, odrębnych i bezpiecznych środowisk znanych jako maszyny wirtualne (VM). VM polegają na zdolności hiperwizora do oddzielenia zasobów maszyny od sprzętu i odpowiedniej ich dystrybucji.

Z czasem jednak pojawiło się kilka pytań o efektywność rozwiązań VM. Konieczność kompletnej skalowalności, szybkiego i łatwego dostępu oraz prędkość wdrażania spowodowały potrzebę skorzystania z nowej technologii – konteneryzacji.

Po wirtualizacji nadszedł czas na konteneryzację

Czym właściwie są kontenery? Kontenery są jednostkami oprogramowania, które pakują aplikacje i ich komponenty w odizolowaniu od swojego środowiska. Są one niezależnymi wykonywalnymi fragmentami kodu, które zawierają biblioteki wymagane przez aplikację. Współdzielą jądro hosta z innymi kontenerami i aplikacjami działającymi na hoście. Oznacza to, że zamiast każdego kontenera potrzebującego własnego systemu operacyjnego, kontenery te wykorzystują system operacyjny hosta bazowego.

Pomiędzy maszynami wirtualnymi a kontenerami istnieją pewne podobieństwa, jednak to co je znacząco odróżnia to fakt, iż maszyny wirtualne są bardziej obciążone nakładem pracy przez co wolniej się uruchamiają. Kontenery z racji tego, że są otwierane na podbudowie systemu operacyjnego, nie wymagają uruchomienia OS za każdym razem, tak jak to się dzieje w przypadku maszyn wirtualnych. Różnica jest kolosalna. Mówimy tutaj o skróceniu czasu uruchamiania środowiska z minut do sekund.

Zapotrzebowanie na szybki, zorganizowany i multiplatformowy przesył informacji spowodował, że media coraz częściej zwracają się ku technologii kontenerowej, która może sprostać wymaganiom szybkiego dostarczania materiałów bez utraty ich jakości. Tempo w jakim rozwija się biznes jest bardzo intensywne, a według ekspertów gwarantem na jego niezawodność są właśnie kontenery. Istotą ich niezawodności jest możliwość funkcjonowania mechanizmu nawet, gdy jeden z jego składowych ulegnie uszkodzeniu.

 

Według badań[1] rynek konteneryzacji do 2022 roku wzrośnie aż do 4,3 mld USD. Ten sam trend potwierdzają badania przeprowadzone przez Forrester dla Red Hat[2] – w ankiecie, w której wzięło udział 200 specjalistów IT z całego świata, potwierdzono, że wymagania biznesowe napędzają wprowadzanie rozwiązań kontenerowych – 71 procent respondentów już ich używa lub przewiduje wdrożenie kontenerów do aplikacji w chmurze.

Kontenery mogą być niezwykle bezpieczne, jeśli są dobrze skonfigurowane i odpowiednio zarządzane. Z tej potrzeby powstała platforma open source Kubernetes. Ułatwia on zarządzanie i aranżację aplikacji kontenerowych, nawet w wielu klastrach, jak również pomaga w organizowaniu kontenerów i automatyzowaniu wdrożeń. Oprogramowanie znalazło zastosowanie w wielu branżach, również na rynku mediów. Szczególnie dużym zainteresowaniem cieszy się w branży gier online.

Kontenery na rynku mediów

Kontenery powoli stają się normą, przez co coraz więcej firm po nie sięga. Obecne potrzeby biznesu medialnego oscylują wokół przechodzenia z monolitycznego modelu tworzenia aplikacji do mikrousług. Taka tendencja umożliwia szybsze dostarczanie aplikacji bez obaw o utratę jakości. Dzięki tym rozwiązaniom stacje telewizyjne osiągną możliwość dystrybucji tego samego pakietu informacji, w tym samym czasie, bez zbędnych opóźnień i do szerszej grupy odbiorców.

Coraz więcej medialnych korporacji dołącza do grona korzystających ze środowisk opartych na kontenerach, ponieważ dzięki nim mogą działać bez awarii, stale się rozwijając. Wśród nich możemy wymienić choćby Netflixa. Wykorzystanie skonteneryzowanych technologii pozwala oszczędzić koszty, przy jednoczesnym zwiększeniu skalowalności aplikacji.

Autor: Adam Wojtkowski, Dyrektor Generalny Red Hat w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

[1] https://451research.com/451-research-says-application-containers-market-will-grow-to-reach-4-3bn-by-2022

[2] https://www.redhat.com/en/blog/container-technology-age-customer?source=searchresultlisting&page=1&f%5B0%5D=hybrid_type%3ABlog

Inwestorzy chętnie wybierają aktywa alternatywne. Perspektywy dla polskiego segmentu PRS

Rynek mieszkań na wynajem wciąż jest dość nowym sektorem w Polsce, ale regularnie się rozwija. Z roku na rok jego aktywa i zainteresowanie kolejnych inwestorów rosną. Chociaż Polska nadal plasuje się znacznie poniżej średniej europejskiej pod względem przewagi najmu nad własnością w strukturze rynku mieszkaniowego, to zmiany w podejściu do życia ze strony pokolenia Y i Z przemawiają nad zmianą tego trendu.

Polacy wolą na swoim

Według danych Eurostat średnio 1/3 mieszkańców Unii Europejskiej wynajmuje mieszkanie, a blisko 70% jest właścicielem zamieszkiwanych lokali. Polskie wyniki znacznie różnią się od tej średniej, bo aż 84,2% naszych rodaków jest w posiadaniu mieszkania na własność, a zaledwie 15,8% decyduje się na najem. Pod kątem przewagi w strukturze własności nad najmem wyprzedzają nas tylko trzy kraje: Chorwacja, Słowacja i Rumunia, ale jedynym krajem, w którym proporcja najmu nad własnością jest większa jest Szwajcaria (58,4% dla najmu i 41,6% dla własności).

„Silnie zaznaczona w strukturze własność jest uwarunkowana historycznie. Przywiązanie do pracy i jednego miejsca zamieszkania w Polsce wywodzi się jeszcze z poprzedniego ustroju, ale należy tutaj jednocześnie zaznaczyć, że to się systematycznie zmienia. Jak pokazują dane Eurostatu, od 2010 roku w UE obserwowany jest wzrost liczby wynajmujących mieszkania, co może wskazywać na powoli rosnącą otwartość społeczeństwa na najem,” – komentuje Magdalena Czempińska, Dyrektor w Dziale Badań Rynku w Knight Frank.

Młodzi stawiają na niezależność

Zmiany demograficzne w polskim społeczeństwie, głównie za sprawą przedstawicieli pokolenia Y i Z, mogą mieć istotny wpływ na rozwój rynku PRS. Młodzi ludzie pragną dzisiaj większej niezależności, stawiają na mobilność i unikają długoterminowych zobowiązań, jednak transformacja stylu życia odbywa się na płaszczyźnie wszystkich pokoleń.

„Jak pokazują dane GUS z roku na rok wzrasta poziom wykształcenia Polaków, a to przekłada się na lepsze wynagrodzenie. W konsekwencji tego rośnie poziom dochodu rozporządzalnego, co pozwala na zaspokojenie podstawowych potrzeb i skierowanie uwagi konsumentów na wzrost jakości życia. Daje to możliwości poprawy warunków mieszkaniowych, np. zmiany lokalu na większy bądź lepiej zlokalizowany. Jak pokazują dane NBP, relacja wysokości przeciętnego jednomiesięcznego czynszu za najem do raty kredytu hipotecznego wskazuje, że aktualnie są to kwoty obciążające budżet gospodarstwa domowego na porównywalnym poziomie. W rezultacie, decyzja o zakupie lub najmie coraz częściej nie jest podejmowana na podstawie wyłącznie czynników ekonomicznych, lecz zgodnie z indywidualnymi preferencjami konsumentów,” – wyjaśnia Magdalena Czempińska.

Rynek PRS w Polsce

Sektor mieszkań na wynajem w Polsce skoncentrowany jest głównie w największych ośrodkach miejskich, w których na koniec 2020 roku 15 podmiotów operowało lub zabezpieczyło grunty pod budowę takich obiektów. Najwięksi gracze obecni lub wchodzący na polski rynek to: TAG Immobilien, Resi4Rent, Heimstaden, Golub GetHouse, Catella, Aurec Capital, Fundusz Mieszkań na Wynajem oraz Zeitgeist Asset Management. Aktualnie istnieje w Polsce niemal 30 inwestycji mieszkaniowych, oferujących łącznie ponad 4 500 mieszkań na wynajem, których właścicielami są podmioty instytucjonalne. Niemal połowa z nich (ponad 2 100) znajduje się w Warszawie, ale miasta regionalne również przyciągają uwagę inwestorów. Jak pokazują dane, w budowie jest już około 3 700 mieszkań, z których większość ma termin oddania w 2021 i 2022 roku. Najwięcej buduje się w Warszawie (około 50%), a spośród miast regionalnych liderem jest Wrocław, gdzie powstaje 600 lokali. Co ważne, inwestorzy informują o kolejnych działkach zabezpieczanych pod inwestycje mieszkaniowe, na których do końca 2025 roku planują oddać do użytku około 15 000 nowych mieszkań przeznaczonych na wynajem.

„Chociaż zainteresowanie sektorem PRS w Polsce rośnie od kilku lat, to ostatnie miesiące charakteryzowały się szczególnie dynamiczną aktywnością inwestorów wynikającą z negatywnego wpływu pandemii na sektor handlowy i hotelowy. Zagraniczne fundusze doskonale zdają sobie sprawę z potencjału jaki posiada sektor najmu instytucjonalnego, a atrakcyjne stopy zwrotu zachęcają inwestorów do wejścia w właśnie ten sektor,” – dodaje Krzysztof Cipiur, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych w Knight Frank.

Inwestycja w nieruchomości pod wynajem – co dalej?

Inwestowanie w mieszkania jest w Polsce nawet dwukrotnie bardziej opłacalne niż na Zachodzie. Natomiast wydatki na utrzymanie to niewiele ponad 6 proc. dochodów rodzin, gdy średnia dla UE wynosiła 9,6 proc.

– Atutem polskiego rynku są przede wszystkim atrakcyjne stopy zwrotu, 1,5-2 razy wyższe niż w krajach Europy Zachodniej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Dariusz Węglicki, dyrektor zarządzający funduszem Catella Polska. – Nawet przy większym ryzyku inwestycyjnym wywołujemy rosnące zainteresowanie.

Jeżeli w Polsce oczekiwana stopa zwrotu wynosi 5,5 proc., to w największych i atrakcyjnych miastach Europy oceniana jest na 2,5-3 proc.

Inne atuty Polski, to wielkość rynku i deficyt liczby mieszkań w przeliczeniu na 100 tys. obywateli.

Według danych Eurostatu w 2018 r. w Polsce współczynnik przeludnienia wynosił ogółem 39,2 proc. Gorzej było jednak w przypadku mieszkań najmowanych, w tym przypadku zjawisko przeludnienia dotyczyło aż 65 procent mieszkań.

To znaczy, że przeciętna powierzchnia użytkowa mieszkania na jedną osobę w Polsce wynosiła jedynie 27,4 m kw., przy średniej europejskiej 42,56 m kw. Za mała jest nie tylko powierzchnia lokali, lecz także ich liczba. Ministerstwo Rozwoju szacowało, że na koniec 2019 r. deficyt na rynku nieruchomości wynosił 641 tys. mieszkań. W Polsce na 1 000 mieszkańców przypada 386 mieszkań. Słabiej w EU wypada jedynie Słowacja – 369 mieszkań.

W 2018 r. większość ludności w każdym z państw członkowskich UE-27 mieszkała we własnych mieszkaniach: od 51,4 proc. w Niemczech do 96,4 proc. w Rumunii; średnia dla UE-27 wynosiła 70,0 proc. W przeludnionych mieszkaniach żyło około 17,1 % ludności UE-27. Najwyższy wskaźnik wśród państw członkowskich UE-27 odnotowano w Rumunii (46,3 proc.). Natomiast najwyższy wskaźnik przeciążenia wydatkami mieszkaniowymi odnotowano w Grecji, gdzie 83,1 proc. najemców przeznaczało na mieszkanie ponad 40 proc. swoich dochodów. To może być zaskakujące, ale dla Polski wskaźnik ten wynosił 6,2 proc., przy średniej dla całej UE 9,6 proc.

– Z tych powodów dużo można jeszcze w Polsce wybudować, wiele mieszkań można dość łatwo wynająć, a pandemia nie wyhamowała wzrostu rynku nieruchomości, na którym w 2020 r. pojawiło się kilku inwestorów zagranicznych – komentuje D.Węglicki. – Podobna jest sytuacja na tej części rynku, jaką są domy studenckie. Natomiast rynek mieszkań luksusowych na wynajem rządzi się w dużym stopniu innymi prawami, w Warszawie, na Złotej 44 najistotniejsza okazuje się liczba cudzoziemców.

Wiele mieszkań jest szybko kupowanych przez inwestorów i coraz częściej są to także zagraniczne fundusze inwestycyjne. To czasami nawet 70 procent wszystkich dostarczonych lokali w danej inwestycji.

– Udział inwestorów zagranicznych w polskim rynku nieruchomości będzie się zwiększał, przy jednoczesnym ograniczaniu udziału inwestorów indywidualnych, a to ze względu na stabilność warunków najmu – ocenia dyr. D.Węglicki.

Co dalej z kursem franka?

Złoty należy do tych walut, które nie zyskują na dobrych nastrojach giełdowych inwestorów. Zapowiadane na 25 marca decyzje Sądu Najwyższego, dotyczące frankowiczów, wpłyną na kurs złotego wobec franka?

Okazuje się, że wypłata bonów dla Amerykanów, po 1 400 dolarów, dla osób indywidualnych, które zarabiają do 75 tys. USD rocznie, w ramach programu wsparcia gospodarki przyczyni się do wsparcia rynku giełdowego. Inwestorzy czekają na wypłatę tzw. czeków Baidena, spodziewając się, że indeksy giełdowe znów pobiją kolejne historyczne rekordy.

– Na rynku walutowym widać wpływ nastrojów inwestorów giełdowych, którzy omijają waluty dobrze radzące sobie w czasach nerwowości i dekoniunktury, takie jak choćby japoński jen, frank szwajcarski czy dolar amerykański – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Natomiast dobrze radzą sobie waluty, które związane są z cenami surowców, a przykładem dolar australijski i dolar nowozelandzki.

Dobrze radzą sobie także waluty rynków wschodzących, choć nie wszystkie, a przykładem polski złoty. Złoty ostatnio był stabilny, jeśli zyskiwał – to wobec franka szwajcarskiego.

Kurs franka szwajcarskiego w ciągu ostatnich 30 dni wahał się pomiędzy 4,08-4,17 zł. Czy na kurs franka będzie miała wpływ uchwała Sądu Najwyższego, który 25 marca ma wypowiedzieć się w kwestiach bardzo istotnych dla frankowiczów? Co stałoby się, gdyby banki zostały zmuszone do przewalutowania kredytów? Gdy banki udzielały kredytów we frankach musiały kupić walutę, którą później wymieniały na złote (to dlatego, że klientom wypłacały kredyty w złotych) odsprzedając franki NBP. Teraz frankowicze spłacają bankom raty w złotych, ale banki muszą oddać pożyczone wtedy franki. I „dostawy” franków mają zabezpieczone w różnych instrumentach finansowych na rożne terminy. Ale gdyby operacja przewalutowania przebiegła w stosunkowo krótkim czasie, banki musiałyby zerwać obecne kontrakty, a franków potrzebowałyby równie szybko. Dlatego już zwróciły się do NBP, żeby w takiej sytuacji dostarczył im walutę.

Jednak obawy, że z tego powodu frank znacząco podrożeje są mocno przesadzone:
– Mieliśmy już wcześniej wyroki TSUE, na które rynek zareagował łagodnie. Frank obecnie jest dość tani, choć mówimy o kursie zbliżonym do poziomu 4,10 zł – wyjaśnia ekspert XTB. – I nie spodziewałbym się, żeby był dużo tańszy, bo Szwajcaria dobrze poradziła sobie z okresem mocnej własnej waluty.

Co będzie działo się z kursem franka w najbliższych miesiącach? Obniżenie kursu franka do poziomu 4,00 zł byłoby wyjątkowo dobrą wiadomością dla frankowiczów.

Faktoring ma szansę zapewnić stabilne zyski w długim czasie

Lokaty zysku nie dają. Jak ochronić nasz kapitał przed inflacją? Rynek długu firm faktoringowych pozwoli na stabilne zyski w długim czasie.

Tradycyjna forma oszczędności w postaci lokat traci bardzo mocno na znaczeniu. Dziś oferty z oprocentowaniem powyżej 1% stanowią wyjątki, a na rynku szaleje inflacja zjadająca nasze oszczędności. Odpowiedzią na tę sytuację może być m.in. fundusz z oferty IPOPEMA TFI – IPOPEMA Benefit 3 FIZAN, którego portfelem zarządza CVI Dom Maklerski.

Od początku roku, Polska jest krajem o najwyższej inflacji w Unii Europejskiej. Jak wynika z danych Eurostatu, dynamika cen sięgała w styczniu 3,6%. Jednocześnie ekonomiści ostrzegają, że inflacja może okazać się niedoszacowana. – Inflacja stanowi jedynie część problemu. Wzrostowi cen na rynku towarzyszą ujemne realne stopy procentowe, wprowadzane przez rządy państw UE. Mają one służyć europejskim rządom w łatwiejszej obsłudze długu powstałego w czasie pandemii. Dodatkowo mają stymulować gospodarkę, poprzez zniechęcanie do oszczędzania – Rafał Lis, Partner Zarządzający CVI Dom Maklerski.

Polacy w ostatnich latach trzymają coraz więcej pieniędzy w bankach.  W depozytach bieżących zgromadziliśmy na koniec II kw. 2020 roku ok. 710 mld PLN i tak jak w przypadku gotówki, tak i tu mamy do czynienia z rekordowo wysoką wartością. W porównaniu do II kw. 2019 r. wartość depozytów wzrosła o ponad 27%.

Rekordowo niskie stopy procentowe przekładają się na bardzo niskie oprocentowanie lokat, zbliżające się w głównych bankach komercyjnych prawie do zera.  Dodatkowo wprowadzane opłaty mogą powodować straty na zdeponowanych środkach. Tym samym ta tradycyjna forma oszczędzania okazuje się całkowicie nieefektywna, a niechęć rządów do walki z obecną inflacją może doprowadzić do całkiem poważnego skurczenia się zaoszczędzonego kapitału.

IPOPEMA TFI wraz z CVI Dom Maklerski odpowiadają na potrzeby Klientów

Dla oczekujących wyższych stóp zwrotu od oprocentowania lokat terminowych pojawia się alternatywa o stabilnych zyskach w czasie i niskiej kwocie wejścia. Największe pod względem aktywów polskie Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych – IPOPEMA TFI wraz z liderem pozabankowego finansowania przedsiębiorstw w Polsce – CVI Dom Maklerski, przygotowały ofertę w postaci funduszu opartego o dług firm faktoringowych i pożyczkowych przedsiębiorstw.

Inwestorzy na rynku funduszy inwestycyjnych są nadal ostrożni w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, wybierają tzw. fundusze o niskim lub średnim poziomie ryzyka, o możliwie stabilnych oczekiwanych stopach zwrotu oraz uwzględniających zastosowanie mechanizmów zabezpieczających. Mając na uwadze taką sytuację i stabilne wyniki funduszu w okresie ostatnich 24 miesięcy, podjęliśmy kolejny raz decyzję o otwarciu oferty funduszu IPOPEMA Benefit 3 FIZAN dla szerokiego grona Klientów, którzy poszukują ciekawych alternatywnych rozwiązań do swoich portfeli inwestycyjnych na ten produkt. – mówi Jarosław Wikaliński, Prezes Zarządu IPOPEMA TFI.

IPOPEMA Benefit 3 FIZAN skupia się na strategii inwestycyjnej, w której głównymi aktywami są zabezpieczone obligacje wyemitowane przez spółki, których przeważającym przedmiotem działalności jest świadczenie usług faktoringu lub udzielanie pożyczek dla przedsiębiorców. Towarzystwo chce tym samym skorzystać w ramach funduszu z możliwości jakie daje rynek faktoringu, z którego skorzystało według danych Polskiego Związku Faktorów na koniec 2020 roku przeszło 18 tys. podmiotów, a wartość wykupionych wierzytelności przekroczyła 290 mld zł.

Faktoring – to dla przedsiębiorców wygodny sposób pozyskiwania środków na finansowanie działalności. W praktyce usługa polega na zamianie należności na gotówkę. Jest przy tym doskonałą formą zabezpieczenia przed ryzykiem braku zapłaty ze strony kontrahentów. Oferta jest łatwo dostępna, ponieważ uzyskanie finansowania opiera się w niej wyłącznie na wystawionych fakturach. Dzięki swej przystępności faktoring zyskuje na popularności wśród przedsiębiorców i stał się najszybciej rozwijającą się usługą finansową. (źródło: faktoring.pl)

Co ważne, fundusz będzie udzielał finansowania wyłącznie tym podmiotom, których model biznesowy i zakres usług będzie właściwie zabezpieczał interes Uczestników. Jednocześnie podmioty te muszą przejść pozytywnie audyt prawny i finansowy prowadzony przez doświadczony zespół ekspertów.

Eksperci IPOPEMA TFI podkreślają, że głównymi cechami oferty są stabilne wyniki, znacznie przekraczające inflację, szybka możliwość reagowania oraz odpowiednie zabezpieczenie na głównych aktywach emitentów obligacji pozwalające na ograniczenie ryzyka inwestycyjnego.faktoring

Celem zarządzających funduszem jest uzyskiwanie stabilnej stopy zwrotu w okresie długoterminowym na poziomie 4%-6%. rocznie. Fundusz IPOPEMA Benefit 3 FIZAN ma obecnie ponad 25 mln zł aktywów w zarządzaniu, a dzięki kolejnym emisjom Towarzystwo liczy na dynamiczny wzrost aktywów do ok. 100 mln zł do końca bieżącego roku. Fundusz kierowany jest do osób, które – podobnie jak w przypadku obligacji – zakładają dłuższy horyzont inwestycyjny i akceptują ograniczoną płynność inwestycji. Fundusz charakteryzuje się relatywnie niską kwotą wejścia, która dla serii M będącej obecnie w ofercie wynosi 2.961,75 zł (25CI).

W pierwszej publicznej emisji przeprowadzonej na podstawie zatwierdzonego w grudniu prospektu emisyjnego fundusz przydzielił 63,4 tys. certyfikatów inwestycyjnych o wartości ponad 7,4 mln PLN.


Faktoring to usługa bardzo perspektywiczna, która niesie szereg korzyści dla firm. Jednak ze względu na wiele jego odmian i dużo firm świadczących usługę faktoringu jego wybór nie jest prosty. Serwis FAKTORINGoferty.pl sygnalizuje, aby przy wyborze rodzaju faktoringu oraz faktora poza kosztami poznać inne aspekty, jakie będą decydowały o jego przydatności dla firmy.

Czekając na posiedzenie EBC

Dolar stabilizuje się tuż poniżej poziomu dolara i dwudziestu centów za euro. Z tego miejsca może go jednak wyrzucić dzisiejsze posiedzenie EBC, jeżeli nie ono, to w podobnym czasie mamy dane o bezrobotnych w USA.

Inflacja w USA bez niespodzianek

Wzrost cen za oceanem zgodnie z oczekiwaniami analityków wyniósł 1,7% w skali roku. Jest to wartość blisko optymalnej. Zbyt niska inflacja sugeruje spowolnienie w gospodarce, z drugiej strony za wysoka również nie jest dobrze widziana. Po danych dolar delikatnie tracił względem euro, ale było to raczej pokłosie korekty po ostatnim gwałtownym umocnieniu amerykańskiej waluty.

Kanada utrzymuje stopy procentowe

Bank Kanady poinformował o pozostawienie stóp procentowych na niezmienionym poziomie 0,25%. Znajdują się na nim od marca 2020 roku kiedy to szokowo zostały zredukowane od razu o 1,5%. Była to reakcja na ruchy USA, które w tamtym okresie również silnie cięły stopy procentowe. Decyzja była zgodna z oczekiwaniami analityków, którzy w większości przewidywali pozostawienia ich na tym samym poziomie. Po decyzji dolar kanadyjski zyskiwał, zatem była jakaś część inwestorów, którzy wierzyli w możliwość obniżki i po decyzji odwracali pozycję inwestycyjną.

Posiedzenie EBC

Dzisiaj wydarzeniem dnia będzie najprawdopodobniej posiedzenie EBC. Nawet jeżeli nie dojdzie do żadnych zmian stóp procentowych, na co się nie zanosi, sam komunikat zarządu może okazać się przełomowy. Nie bez znaczenia jest też prezentacja najnowszych prognoz makroekonomicznych. Analitycy spodziewają się presji werbalnej na rosnącą rentowność obligacji. Wątpliwe, by bank miał jakieś pole do manewru, ale zawsze może straszyć. Miękki język wypowiedzi może zresztą wspomóc ostatni ruch dolara względem euro. Zbyt słaby dolar amerykański jest bowiem sporym problemem dla handlu zagranicznego. Rezultatem była bowiem zarówno mniejsza atrakcyjność towarów unijnych za oceanem oraz większa amerykańskich w Europie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA -wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Znaczny wzrost Grupy LEGO w 2020 roku

Silny popyt wśród konsumentów zaowocował dwucyfrowym wzrostem sprzedaży konsumenckiej, przychodów i zysku operacyjnego Grupy LEGO oraz znacznym wzrostem udziału w rynku. W 2020 roku kontynuowane były inwestycje strategiczne, których celem jest zapewnienie zrównoważonego wzrostu w dłuższej perspektywie.

  • Sprzedaż konsumencka wzrosła o 21 proc. w całym roku w porównaniu z rokiem 2019.
  • Przychody wzrosły o 13 proc. do 43,7 mld DKK w porównaniu z rokiem 2019.
  • Zysk operacyjny wzrósł o 19 proc. do 12,9 mld DKK, a zysk netto zwiększył się o 19 proc. i osiągnął 9,9 mld DKK. Znaczące wzrosty odnotowano przy równoczesnych inwestycjach w przyszłe inicjatywy rozwojowe.
  • Wolne przepływy pieniężne wyniosły 11,5 mld DKK.
  • Zwiększył się udział w rynku globalnym.

Grupa LEGO przedstawiła wyniki finansowe za rok 2020. Przychody wzrosły o 13 proc. w porównaniu z rokiem 2019 do 43,7 mld DKK, a sprzedaż konsumencka o 21 proc. w tym samym okresie. Zysk operacyjny wyniósł 12,9 mld DKK, co oznacza wzrost o 19 proc. w porównaniu do ubiegłego roku. Udział marki w rynku wzrósł zarówno globalnie, jak i w 12 największych krajach, w których działa Grupa LEGO.

Niels B Christiansen, CEO Grupy LEGO, przyznał, że jest bardzo zadowolony z osiągniętych wyników. Świadczą one o ponadczasowym znaczeniu klocków LEGO i naszej koncepcji nauki poprzez zabawę. Tak dobre osiągnięcia wynikają z pasji, kreatywności i wytrwałości naszych pracowników, którzy pomimo wyzwań związanych z pandemią pracowali bez wytchnienia, aby ludzie nadal mogli się bawić klockami – stwierdził.

Sprzedaż konsumencka na wszystkich rynkach wzrosła dwucyfrowo, a szczególnie wysokie wskaźniki odnotowano w Chinach, obu Amerykach, Europie Zachodniej oraz w regionie Azji i Pacyfiku.

Wzrost zysku operacyjnego wynika z wysokiej sprzedaży i kompensacji strategicznych inwestycji oraz zwiększonych kosztów dystrybucji związanych z globalnym transportem produktów po tymczasowym przymusowym zamknięciu zakładów produkcyjnych w Meksyku i Chinach. Zysk netto wzrósł o 19 proc. do 9,9 mld DKK, a wolne przepływy pieniężne osiągnęły poziom 11,5 mld DKK.

Jak mówi Christiansen, Grupa LEGO przez ostatnie dwa lata dokonywała dużych inwestycji w inicjatywy mające na celu wspieranie długoterminowego wzrostu. – W 2020 roku zaczęliśmy dostrzegać korzyści płynące z poczynionych inwestycji, zwłaszcza tych w e-commerce i innowacje produktowe. W nadchodzącym roku będziemy dalej inwestować, nadal koncentrując się na innowacyjnej zabawie, naszej marce, cyfryzacji i rozwoju wielokanałowości.

Silne portfolio o szerokim zasięgu

W 2020 roku coraz więcej osób, niezależnie od wieku, budowało z klocków LEGO, co przełożyło się na wysoką sprzedaż. Inspiracją było bogate portfolio marki, w którym zachętę do kreatywnej zabawy odnajdują fani w każdej grupie wiekowej i o różnych zainteresowaniach. Do najczęściej wybieranych serii w ubiegłym roku należały (kolejność losowa): LEGO® CITY, LEGO® Technic, LEGO® Star WarsTM, LEGO® Friends i LEGO® Classic.

Klocki LEGO Super MarioTM, które w unikalny sposób łączą zabawę cyfrową i fizyczną, zostały wprowadzone na rynek w sierpniu 2020 roku i stały się jedną z najbardziej udanych premier tematycznych firmy. Inwestycje w tego rodzaju produkty będą nadal realizowane. Przykładem kolejnej nowości jest seria LEGO VIDIYOTM, która trafiła do sprzedaży w tym miesiącu.

Niels B Christiansen podkreśla, że uwielbiane przez dzieci i dorosłych klocki LEGO zawsze będą stanowiły podstawę biznesu. – Obecnie dzieci wychowują się w cyfrowym świecie i bez trudu łączą go z zabawą fizyczną. Cieszymy się, że możemy zaproponować im bezpieczne, ekscytujące możliwości zabawy, które oferują nowe sposoby nauki i kreatywności – dodaje.

W minionym roku Grupa LEGO kontynuowała również działania na rzecz swojej marki poprzez globalną kampanię „Rebuild the World” oraz została uznana za najbardziej lubianą markę na świecie[1].

Innowacyjna sprzedaż wielokanałowa

Wcześniejsze inwestycje firmy w zintegrowany system wielokanałowej sprzedaży detalicznej znacząco wpłynęły na wzrost sprzedaży w kanałach partnerskich i własnych, pomimo zamknięcia sklepów stacjonarnych w związku z COVID-19. Liczba wizyt na stronie LEGO.com podwoiła się w stosunku do poprzedniego roku, a firma kontynuowała globalny program rozwoju sieci sklepów. W 2020 roku otworzyła 134 nowe sklepy detaliczne, w tym 91 w Chinach. Tym samym na koniec 2020 roku całkowita liczba punktów sprzedaży marki LEGO na świecie wyniosła 678. Firma planuje otwarcie kolejnych 120 w 2021 roku, z czego 80 zlokalizowanych będzie w Chinach.

Jak twierdzi Christiansen, ludzie wciąż szukają bezpośredniego kontaktu z marką. – Planujemy inwestować i rozszerzać sieć sprzedaży detalicznej, a także podnosić poziom doświadczeń zakupowych w sklepach stacjonarnych. Takie podejście wzmacnia markę i pozytywnie wpływa na wszystkie kanały. Będziemy również dalej rozwijać nasze zaplecze w zakresie e-commerce, aby wspierać zakupy online na platformach naszych i naszych partnerów – deklaruje.

Ambitna transformacja cyfrowa

W 2021 roku Grupa LEGO planuje przyśpieszyć inwestycje w digitalizację biznesu. Jej ambicją jest opracowanie światowej klasy rozwiązań cyfrowych dla każdego, kto wchodzi w interakcję z marką – od konsumentów i partnerów detalicznych po dostawców i pracowników. W tym celu firma zamierza powiększyć zespoły zajmujące się digitalizacją i technologią.

Jak mówi Christiansen, Grupa LEGO ma solidne fundamenty digitalowe, ale musi działać szybciej. –Miniony rok pokazał, jak ważne jest posiadanie zwinnej, szybko reagującej firmy zbudowanej na silnych cyfrowych fundamentach. Będziemy dalej rozwijać nasze możliwości w tym obszarze, abyśmy byli dobrze przygotowani do zaspokajania zmieniających się potrzeb naszych partnerów detalicznych i konsumentów zarówno teraz, jak i w dłuższej perspektywie – dodaje.

Inwestowanie w pozytywne zmiany dla przyszłych pokoleń

W 2020 r. Grupa LEGO ogłosiła, że w ciągu trzech lat zainwestuje do 400 mln USD (2,6 mld DKK) w inicjatywy związane ze zrównoważonym rozwojem. Będą one skupiały się wokół umożliwienia nauki poprzez zabawę większej liczbie dzieci, zmniejszenia wpływu na środowisko i zapewnienia przyjaznych miejsc pracy dla wszystkich osób zaangażowanych w tworzenie nowych rozwiązań dla zabawy.

W ramach tych działań firma dotarła do 3,2 miliona dzieci, w tym wielu potrzebujących, poprzez programy edukacyjne oparte na zabawie. Firma rozpoczęła również testy papierowych opakowań, którymi zastąpione zostaną jednorazowe plastikowe opakowania w zestawach. Dodatkowo zadeklarowano zamiar zmniejszenia całkowitej emisji dwutlenku węgla o 37 proc. do 2032 roku. Cel ten został przyjęty w ramach inicjatywy Science Based Target i jest zgodny z poziomami wymaganymi do utrzymania globalnego ocieplenia na poziomie poniżej 1,5°C. LEGO 2020

W ubiegłym roku Grupa LEGO ogłosiła współpracę z wieloma organizacjami, w celu wsparcia swoich wysiłków w zakresie wywierania pozytywnego wpływu na społeczeństwo i planetę. Grupa będzie współpracować m.in. z UN Women (Jednostka Narodów Zjednoczonych ds. Równości Płci i Uwłasnowolnienia Kobiet), aby wzmocnić pozycję kobiet we wszystkich miejscach pracy i dziewcząt w społeczeństwie, oraz z Fundacją Ellen MacArthur, aby badać modele biznesowe oparte na obiegu zamkniętym.

Obecne pokolenie dzieci stoi przed poważnymi i skomplikowanymi wyzwaniami. Jak stwierdza Christiansen, ich rozwiązanie musi nastąpić poprzez zbiorowy wysiłek firm, rządów i ekspertów. – Z niecierpliwością czekamy na połączenie sił z dziećmi, rodzicami, pracownikami i partnerami, aby pomóc w kształtowaniu świetlanej przyszłości dla przyszłych pokoleń – dodaje.

[1] Talkwalker, The Brand Love Story 2020

Zarząd BioMaxima SA zdecydował w sprawie wypłaty dywidendy za 2020 r.

Zarząd BioMaxima SA zarekomenduje Walnemu Zgromadzeniu sposób podziału zysku za rok 2020, który wyniósł rekordowe 7,78 mln zł. Propozycja zakłada wypłacenie dywidendy w kwocie 0,25 zł (dwadzieścia pięć groszy) na jedną akcję oraz przekazanie pozostałej części zysku na kapitał zapasowy. Uchwała w tej sprawie została podjęta 10 marca br. Jako dzień ustalenia prawa do dywidendy, Zarząd Spółki zaproponował 31 maja, natomiast jako dzień wypłacenia dywidendy – 15 czerwca 2021 roku.

Rekordowy w historii spółki zysk, zarówno na poziomie jednostkowym, jak
i skonsolidowanym, powoduje zrozumiałe oczekiwanie akcjonariuszy co do podzielenia się przez spółkę tym zyskiem. Kwota dywidendy, którą zarekomenduje zarząd, jest również najwyższa w historii naszej działalności. Jednocześnie kwota która zostanie przekazana na kapitał zapasowy, pozostawi w spółce środki umożliwiające kontynuację dalszego szybkiego rozwoju
komentuje Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima SA.

Ambitne plany inwestycyjne

Na decyzję w sprawie wypłaty dywidendy oraz określenie jej poziomu na 0,25 zł na jedną akcję – oprócz wyników finansowych – wpłynęła również potrzeba zrównoważonego finansowania wzrostu majątku obrotowego Spółki i zwiększenie sumy bilansowej wynikające z rosnącej wielkości sprzedaży Spółki. Zarząd wziął również po uwagę potrzeby związane z finansowaniem inwestycji spółki w nadchodzących miesiącach. Wynikają one zarówno z podjętych już decyzji, dotyczących m.in. zakupu nieruchomości i budowy na niej nowego zakładu produkcyjnego. Dzięki niemu, zdolności produkcyjne spółki w obszarze produkcji szybkich testów, testów do oznaczania lekowrażliwości, a także produkcji odczynników do diagnostyki molekularnej (takich jak testy PCR), ulegną zwiększeniu. Pod uwagę wzięto również potrzeby inwestycyjne związane z planowanym zwiększeniem zdolności produkcyjnych poprzez modernizację dotychczasowych budynków produkcyjnych i magazynowych spółki, rozważane działania M&A oraz potrzebę zachowania zdolności uczestniczenia przez spółkę w innych przedsięwzięciach inwestycyjnych i rozwojowych, które są obecnie rozpatrywane przez Zarząd.

Biorąc pod uwagę duży wzrost skali operacji spółki w 2020 roku, kluczowe jest zachowanie zrównoważonego finansowania jej majątku, poprzez odpowiedni udział kapitałów własnych w tym finansowaniu, aby zapewnić długotrwały sukces spółki
i wzrost wartości dla akcjonariuszy
mówi Łukasz Urban. – Spółka działa
w segmencie biotechnologii, rozwijając produkty własne, w uznanych i dojrzałych technologiach, co zmniejsza ryzyko nieprawidłowej alokacji kapitału. Celem realizowanych przez nas projektów rozwojowych jest uzyskanie zdolności dostarczania produktów, na które istnieje sprawdzone zapotrzebowanie na rynku – zarówno polskim, jak i międzynarodowym. Tak więc, finansowanie projektów rozwojowych spółki wymaga uczestniczenia w nich środkami własnymi
– dodaje.

Zarząd BioMaxima S.A. uznaje, że dla zapewnienia wysokiego całkowitego zwrotu na inwestycji (ROI) dla wszystkich obecnych akcjonariuszy oraz bezpieczeństwa ich inwestycji w akcje spółki, wysokość proponowanej przez Zarząd dywidendy jest optymalna w dłuższym horyzoncie inwestycyjnym. Umożliwia ona dalszy, zrównoważony rozwój spółki w świecie zmienionym przez wpływ pandemii, związany z rozprzestrzenieniem się różnych mutacji wirusa SARS-COV-2.

Co 5. Polak skorzystałby z fałszywej oferty inwestycyjnej

Oszustwo na wnuczka, na policjanta, na pracownika ZUS czy na leczenie Clinta Eastwooda – choć wielu osobom wydaje się, że oni sami nie nabraliby się na tego typu przekręt, to jednak w praktyce okazuje się zgoła inaczej. Z badania Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego wynika, że już co 5. Polak jest skłonny zainwestować w kryptowaluty 10 tys. złotych, jeśli ktoś obieca mu wysokie zyski. Nawet, jeśli oferta pochodzi z nieznajomego źródła. Co zaskakujące, najmniej ostrożne są osoby, które już raz padły ofiarą finansowego oszustwa.

Problem internetowych oszustw finansowych w ostatnim czasie mocno przybiera na sile. Oszuści wykorzystują fakt, że w związku z niskim oprocentowaniem lokat bankowych, Polacy szukają bardziej zyskownych sposobów pomnażania oszczędności. Ostatnio dość modnym przestępstwem jest tzw. fraud inwestycyjny. Na czym polega?

Oszuści publikują w sieci reklamy z wizerunkiem zwykłego Kowalskiego lub celebryty, który „poświadcza”, że dzięki inwestycji zarobił dużo pieniędzy. Reklamy są oczywiście nieprawdziwe, a wizerunki przedstawione na reklamach są wykorzystane bezprawnie. Osoba, która kliknie w reklamę przenosi się na portal, gdzie znajduje się już więcej informacji o inwestycji, a niekiedy także duży zegar odliczający czas do zakończenia niepowtarzalnej promocji. Organizatorzy zachęcają do założenia konta na specjalnej platformie do zakupu i sprzedaży kryptowalut. Klient po rejestracji konta i przelaniu odpowiedniej kwoty na poczet inwestycji jest następnie proszony o zainstalowanie specjalnej aplikacji na komputer lub telefon. Wszystko odbywa się pod pretekstem, że dzięki aplikacji pracownik firmy inwestycyjnej będzie mógł „pomagać” klientowi w zakupie i sprzedaży bitcoinów po najkorzystniejszej cenie. Gdy klient ulegnie i zainstaluje oprogramowanie, oszust otrzyma dostęp do urządzeń klienta i chociaż klient widzi, jakie operacje są dokonywane na jego koncie, to w zasadzie nie ma już nad tym żadnej kontroli. Środkami operuje tylko oszust. Ale to nie koniec.

Klient kuszony coraz większymi zyskami z czasem jest proszony o przelanie kolejnej sumy oszczędności, aż wreszcie jest namawiany do zaciągania kredytów i pożyczek z myślą o zainwestowaniu ich na platformie. Niestety po zaciągnięciu pożyczki, firma inwestycyjna znika. Klient zostaje bez oszczędności, a na dodatek z pożyczką na głowie.

Patrzymy na wysokie zyski, a nie na wiarygodność inwestycji

Słysząc historie poszkodowanych osób, większość z nas ignoruje problem i traktuje go tak, jakby nas nie dotyczył. Tymczasem z Barometru Providenta przeprowadzonego wspólnie z Fundacją Rozwoju Rynku Finansowego, wynika, że już co 5. Polak jest skłonny zaufać oszustowi, jeśli ten będzie nas kusił wysokimi zyskami. Ponad 1100 osób zostało zapytanych, czy gdyby otrzymali na maila propozycję zainwestowania 10 tys. zł w kryptowaluty od nieznanej firmy, ale oferującej wysokie zyski, to czy skorzystaliby z takiej oferty? Okazuje się, że choć 45 proc. respondentów nie skorzystałaby z tego rodzaju oferty, a kolejne 35 proc. badanych w ogóle odrzuca możliwość inwestowania w kryptowaluty, to 1/5 Polaków zaufałaby ofercie. Co 20. Polak zdecydowałby się na ofertę, gdyby oferowane zyski roczne z inwestycji wynosiły 20 proc. zainwestowanego kapitału, a już 1 na 5 osób skorzystałaby z oferty, gdyby obiecywano zysk na poziomie 5 tys. złotych rocznie lub więcej. Oszuści mogą zatem napisać cokolwiek w kontekście zysku z inwestycji, bo i tak co piąty Polak jest potencjalną ofiarą takich przestępców.

Dr Katarzyna Sekścińska z Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizująca się w psychologii finansów tłumaczy, co skłania konsumentów do zaufania tego typu ofertom „Niezależnie od tego, jaki jest nasz status, bez trudu umiemy sobie wyobrazić, jak wyglądałoby nasze życie, gdyby do naszego salda na rachunku bankowym dopisać 2-3 zera. Zatem, gdy otrzymujemy taką propozycję, od razu wyobrażamy sobie, co zrobilibyśmy z zyskami. Budzą się w nas pozytywne emocje, a to sprawia, że oferta wydaje się bezpieczniejsza, lepsza, bardziej opłacalna. Jak dodaje ekspertka: Dodatkowym motywatorem do podjęcia decyzji o inwestowaniu jest ekskluzywność oferty, którą, jak często piszą oszuści, wysłano tylko do wybranej grupy osób. Czujemy się wtedy szczęściarzami, co wzmaga gotowość przyjęcia oferty.

Oszuści wykorzystują jeszcze jedną silną socjotechnikę – wskazują ograniczony czas dostępu do proponowanej oferty. „To wywołuje w nas obawę przed tym, że nie zdążymy z niej skorzystać, jeśli się nie pospieszymy. A jeśli nie zdążymy to nasze marzenia znów będą poza naszym zasięgiem. Więc podejmujemy decyzję w pośpiechu, a ten jest naszym wrogiem, bo sprawia, że stajemy się mało uważni i nie zauważamy wskazówek, że właśnie wpadamy w sidła oszusta” – komentuje Sekścińska.

Polak (nie) mądry po szkodzie

Co może być zaskakujące, z przeprowadzonego badania wynika, że Polacy nie uczą się na błędach. Osoby, które już raz padły ofiarą internetowego oszustwa finansowego są zdecydowanie bardziej skłonne zaufać ofercie inwestycyjnej z nieznanego źródła niż osoby, które takich przykrych doświadczeń za sobą nie mają. A im wyższe zyski, tym skłonność do ponownego ryzyka jest jeszcze większa.

W przypadku osób, które do tej pory jeszcze nigdy nie dały się zwieść przestępcom tylko 2 proc. badanych byłoby skłonnych zainwestować w bitocoiny, jeśli ktoś obiecałby im zysk na poziomie 10 proc. rocznie (w tym przypadku 1 tys. zł), z kolei w przypadku osób, które same lub ktoś z ich bliskich doświadczył oszustwa na własnej skórze, ta skłonność jest już 5-krotnie wyższa. A gdyby nieznana firma oferowała zyski na poziomie 30 proc. rocznie, to 10-krotnie chętniej skorzystałyby z oferty osoby, które przyznają, że już kiedyś dali się nabrać oszustowi.

Jak nie dać się oszukać?

W dobie niskich stóp procentowych oszczędzanie w formie tradycyjnej – na lokatach i rachunkach oszczędnościowych – stało się mało atrakcyjne. Przez to klienci podejmują często pochopną decyzję o wypłacie wszystkich środków ulokowanych w banku, szukając innych możliwości inwestowania. Niestety dość często zapominają przy tym o ryzyku.

Pamiętajmy, że każda inwestycja wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości przekazanych przez nas środków, dlatego nie podejmujmy pochopnych decyzji. Jeśli nie mamy pełnej wiedzy o danym produkcie inwestycyjnym, czym się charakteryzuje i jakie wiąże się z nim ryzyko, zasięgnijmy porady u specjalisty” – radzi Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego. Jak dodaje ekspertka: „Szczególnie uważajmy na oferty, w której ktoś obiecuje nam wysokie zyski w krótkim czasie. Nakłania do rejestracji w nieznanym systemie i żąda wpłacenia określonej kwoty bądź prosi o dostęp do naszego komputera lub telefonu. To może być oszustwo”.

Kilka ważnych rad:

  • Zawsze sprawdzaj, na czym dokładnie polega dana inwestycja. Pamiętaj, że inwestowanie w kryptowaluty może wiązać się z ryzykiem utraty kapitału.
  • Sprawdź wiarygodność firmy, której chcesz powierzyć swoje środki. Zweryfikuj o niej opinie w Internecie, np. w połączeniu z terminami „oszustwo” lub „scam”.
  • Nigdy nie udostępniaj nikomu swoich loginów i haseł do bankowości elektronicznej i mobilnej, a także kodu PIN i innych danych Twojej karty płatniczej.
  • Nie przesyłaj nieznanym podmiotom i innym osobom skanów swojego dowodu osobistego.
  • Nie instaluj na komputerze lub telefonie nieznanych aplikacji, szczególnie tych, które chcą uzyskać dostęp do Twojej karty płatniczej lub bankowości elektronicznej bądź zdalny dostęp do komputera lub telefonu.
  • Nie podawaj osobom trzecim kodów autoryzacji otrzymanych SMS-em lub e-mailem.
  • Pod żadnym pozorem nie przekazuj pieniędzy obcym osobom lub firmom. Nie daj się namówić na zaciągnięcie pożyczki pod pretekstem zainwestowania i szybkiego pomnożenia środków, nawet gdy ktoś będzie Cię kusić dużymi zyskami.
  • Sprawdź, czy podmiot, który zwraca się do Ciebie z ofertą inwestycyjną nie znajduje się na liście ostrzeżeń KNF.

Odpadają argumenty za wzrostem rentowności

EUR/USD podchodzi wyżej, na rynkach akcji dominuje zielony kolor, a rentowności obligacji skarbowych ustabilizowały się z pomocą nieco niższej inflacji i bezproblemowego przebiegu aukcji długu w USA. Obawy o szkodliwość zmian na rynku długu na inne klasy aktywów osłabła i wracamy do polowania na okazje. Dziś wszystko kręci się wokół decyzji EBC.

Brak sygnałów alarmowych z amerykańskiego rynku długu od wczoraj pomaga w odbudowie apetytu na ryzyko. Popyt zgłoszony na aukcji 10-letnich obligacji na poziomie 2,38-krotności oferty był zbliżony do tego z poprzedniej aukcji sprzedaży, sugerując stabilność zainteresowania papierami po bieżącej cenie, a nie wyczekiwanie na większą przecenę (i dalszy wzrost rentowności). To kolejna oznaka stabilizacji po udanej aukcji 3-letnich obligacji dzień wcześniej. Obawy przed wzrostem inflacji, który zmusi Fed do reakcji, zostały też osłabione nieco niższym od oczekiwań odczytem inflacji z USA – w lutym inflacja bazowa obniżyła się do 1,3 proc. r/r z 1,4 proc. Razem przyniosło to spadek dochodowości 10-latek z 1,56 proc. do 1,50-1,53 proc. dziś rano. Dziś jeszcze jedna aukcja papierów 30-letnich, gdzie ewentualna słabość popytu może być katalizatorem dla ponownego skoku rentowności, ale argumenty dla niedźwiedzi na rynku długu powoli się wyczerpują. Korekta tamże otworzyłaby drogę dla wzmocnienia rajdu ryzykownych aktywów, m.in. giełd i walut ryzykownych. Pierwsze takty przesiadki już widzimy – wczoraj Dow Jones zanotował najwyższe w historii zamknięcie – 32 297,02.

Dziś jednak najpierw uwaga skupi się na EBC. Wyższe rentowności obligacji skarbowych zapewne będą głównym tematem na czwartkowym posiedzeniu banku. Parametry polityki pieniężnej nie powinny ulec zmianie, ale oczekujemy, że EBC zasygnalizuje niezadowolenie z niepożądanego zacieśniania warunków finansowych i zamierza temu przeciwdziałać. Jednym z pomysłów, jest zwiększenie tempa skupu aktywów w ramach programu PEPP (Pandemic Emergency Purchases Program). Program nie ma ustalonego miesięcznego limitu, a jedynie całkowity wolumen w wysokości 1,85 bln EUR, z którego pozostało do wykorzystania jeszcze prawie 1 bln EUR. Inwestorów interesować będzie także rewizja ścieżki inflacji, biorąc pod uwagę spekulacje o wyższej inflacji, która będzie wywierać presję na banki centralne. Ale EBC już zaczął tonować oczekiwania i wczoraj na rynek trafił (kontrolowany) przeciek od źródeł w banku, że nowe prognozy zakładają jedynie chwilowy skok inflacji, a w założeniach oszczędności nie wywołają silnego skoku wydatków. Innymi słowy EBC zamierza wysłać przekaz, że presja inflacyjna nie stanowi kłopotu, wzrost rentowności jest nieuzasadniony i będzie przez bank hamowany.

Nie sądzimy, aby EBC miał być gotowy do podjęcia bardziej stanowczych działań, w tym – sugerować chęć do obniżek stóp procentowych. Stąd EBC wybrzmi tylko umiarkowanie gołębio i jedynie wyróżniać się będzie kontrast wobec stanowiska Fed i zeszłotygodniowej wypowiedzi prezesa Powella (brak zaniepokojenia wzrostem rentowności). W takim przekazie jest przestrzeń do negatywnej presji na EUR/USD, ale sądzimy, że duża jej część już została w ostatnich dniach zdyskontowana. Bez istotnych gołębich niespodzianek (np. sugestii cieć stóp procentowych, werbalnych interwencji względem siły waluty), nie wykluczalibyśmy „sprzedaży faktów” i odbicia EUR/USD. Warunkiem koniecznym tutaj jest jednak brak pro-dolarowych impulsów ze strony obligacji skarbowych USA, które pozostają główną siłą aktualnie kształtującą nastroje.

Spadek EUR/PLN pod 4,57 za poprawą nastrojów na rynkach globalnych jest na razie skromnym odreagowaniem wcześniejszej słabości, choć tłumaczenia można szukać we wciąż relatywnie niskich poziomach EUR/USD oraz tradycyjnemu opóźnieniu reakcji walut regionu na zmiany klimatu inwestycyjnego. Ponadto niepewność wokół rozstrzygnięć wokół umów frankowych będzie ciążyć nad polskimi aktywami w tym miesiącu, co z pewnością ustawia złotego na końcu kolejki walut rozpatrywanych pod kątem powrotu kapitału inwestycyjnego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Ile domów sprzedaje się w Polsce?

Główny Urząd Statystyczny publikuje dane na temat obrotu nieruchomościami. Można z nich dowiedzieć się nie tylko, ile lokali mieszkalnych co roku kupują Polacy, ale również jak wyglądają statystyki dotyczące sprzedawanych domów.

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl dość często posługują się danymi GUS na temat sprzedaży lokali mieszkalnych. Te transakcyjne informacje pozwalają np. sprawdzić, ile lokali jest sprzedawanych w każdym powiecie naszego kraju. Warto wiedzieć, że Główny Urząd Statystyczny publikuje również bardziej ogólne informacje dotyczące obrotu działkami z budynkiem mieszkalnym. Warto przyjrzeć się tym danym, aby dowiedzieć się ile domów sprzedaje się co roku w Polsce.

Na wstępie warto zaznaczyć, że informacje GUS na temat obrotu nieruchomościami są podawane ze sporym opóźnieniem, ponieważ wymagają podsumowania danych pochodzących z aktów notarialnych. Dlatego obecnie dysponujemy statystykami dla 2019 r. oraz dwóch poprzednich lat. Wskazują one, że sprzedaż działek zabudowanych nieruchomościami mieszkaniowymi wyglądała następująco:Tabela – Sprzedaż działek zabudowanych nieruchomościami mieszkaniowymi w latach 2017 – 2019

Podane powyżej średnie ceny wydają się niskie, ale trzeba pamiętać, że uwzględniają one również wiejskie domy znajdujące się w gorszych lokalizacjach (często dość stare), a także drugie domy o charakterze rekreacyjnym. Dane GUS z 2019 r. potwierdzają, że lokalizacja miała spory wpływ na ceny. Działka z budynkiem mieszkalnym na terenie miast pełniących funkcję powiatu kosztowała bowiem średnio 410 000 zł. Analogiczny wynik dotyczący terenów wiejskich wynosił zaledwie 282 500 zł. Jeżeli zaś chodzi o województwa, to średnia cena działki z budynkiem mieszkalnym (najczęściej domem jednorodzinnym) wahała się od 228 300 zł (woj. świętokrzyskie) do 451 800 zł (woj. mazowieckie).

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Ograniczenie ulgi abolicyjnej – zmiana przepisów od 2021 r.

Ulga abolicyjna została wprowadzona do polskiej ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych dnia 1 stycznia 2018 r. i co do zasady ograniczała negatywne skutki podwójnego opodatkowania dla podatników, którzy osiągali dochody z określonych źródeł za granicą. Ustawodawca zdecydował się na ograniczenie tej ulgi poprzez wprowadzenie limitów, przez co w praktyce od 1 stycznia 2021 r. przepisy o uldze abolicyjnej są praktycznie martwe. Jest to kolejna nowelizacja ustaw podatkowych wprowadzająca zasadniczo wyższe opodatkowanie oraz zmuszająca część podatników do zmiany sposobu rozliczeń. Pomimo zapewnień Wiceministra Finansów ulga dotyczyć będzie nie tylko podatników pracujących dorywczo (krócej niż 6 miesięcy) za granicą, którzy w jego ocenie nie płacą podatków w Polsce ani za granicą. Podatnicy powinni więc odpowiednio się przygotować, a w niektórych przypadkach zmienić sposób prowadzenia biznesu czy realizacji transakcji biznesowych.

Podstawy ulgi abolicyjnej

Ulga abolicyjna została opisana w przepisie art. 27g ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Jej istotą jest zniesienie negatywnych skutków jednej z metod unikania podwójnego opodatkowania, tj. proporcjonalnego odliczenia. Przepisy przewidują, że polscy rezydenci opodatkują zagraniczne dochody metodą wyłączenia z progresją, niezależnie od tego, jak metoda unikania podwójnego opodatkowania została przewidziana w umowie międzynarodowej.

Jej celem jest możliwość umorzenia określonej części bądź nawet całości podatku dochodowego od osiąganych dochodów w innym niż Polska kraju. Ulga abolicyjna dotyczy polskich rezydentów (nieograniczony obowiązek podatkowy) uzyskujących dochody wyłącznie za granicą. Dzięki tej konstrukcji prawnej podatnik może uniknąć podwójnego opodatkowania, a podatek dochodowy jest płacony w kraju, w którym podatnik uzyskiwał dochód.

Ulga abolicyjna ma zastosowanie do szeroko określonych źródeł przychodów z tytułu umów o pracę, spółdzielczego stosunku pracy, pracy nakładczej, stosunku służbowego, działalności wykonywanej osobiście, działalności gospodarczej, majątkowych praw autorskich i pokrewnych, a także działalności artystycznej, literackiej, naukowej, oświatowej i publicystycznej. Ulgą nie są objęte przychody z tytułu emerytur, rent, najmu, dzierżawy, kapitałów pieniężnych czy też odpłatnego zbycia nieruchomości lub ich części.

Warto też zaznaczyć, że z ulgi abolicyjnej można skorzystać niezależnie od faktu uiszczenia podatku za granicą (interpretacja ogólna z 31 października 2016 r. nr DD10.8201.1.2016.GOJ).

 

Ograniczenie ulgi abolicyjnej

Ustawodawca ustawą z dnia 28 listopada 2020 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2020 r. poz. 2123) zdecydował się na ograniczenie ulgi abolicyjnej poprzez wprowadzenie limitu odliczenia dla tej ulgi. Jak czytamy w uzasadnieniu projektu ustawy, zmiana była podyktowana wzrostem świadomości podatników oraz agresywną optymalizacją podatkową w zakresie tej ulgi, a także oszczędnościami budżetowymi.

Zmiana została dokonana poprzez odniesienie się w art. 27g ust. 2 do art. 27 ust. 1a pkt 1 ustawy o PIT, tj. zapisu, zgodnie z którym dla podstawy obliczenia podatku nieprzekraczającej kwoty 8 000 zł kwota zmniejszająca podatek wynosi 1 360 zł. Innymi słowy, podatnicy w dalszym ciągu będą mogli korzystać z ulgi abolicyjnej, jednak po przekroczeniu kwoty wolnej od podatku, czyli powyżej 8 000 zł zapłacą większy PIT. Podatnicy będą zobowiązani do dopłacenia różnicy wynikającej z zapłaconego za granicą podatku, a jego wartości w Polsce – po przekroczeniu 1 360 zł. Po przekroczeniu tej kwoty zastosowanie znajdą stawki 17% oraz 32%.

Powyżej wskazany limit nie dotyczy przypadku dochodów osiąganych poza terytorium Polski z tytułu pracy lub usług wykonywanych poza terytorium lądowym państw (w art. 12 ust. 1 i art. 13 pkt 8 lit. a i pkt 9 ustawy o PIT).

Praktyczne konsekwencje

Wprowadzenie limitów ograniczy planowanie podatkowe polegające przykładowo na prowadzeniu działalności gospodarczej przez polskiego rezydenta za pomocą spółki osobowej położonej w państwie, w którym jest ona traktowana jako spółka transparentna podatkowo, czyli przychód opodatkowany jest na poziomie wspólników. Dochody będą zatem podlegały opodatkowaniu w państwie położenia spółki osobowej, przy czym mogą one podlegać także zwolnieniu. Jednocześnie nie byłoby możliwe zastosowanie metody proporcjonalnego odliczenia z uwagi na ulgę abolicyjną.

Ponadto zmianie ulegną zasady rozliczeń podatkowych w szczególności dla podmiotów, w przypadku których głównym miejscem osiągania przychodów (np. ze stosunku o pracę czy z działalności gospodarczej) była np. Holandia, ale także Wielka Brytania, Irlandia czy Stany Zjednoczone. Kraj ten przoduje w statystykach Ministerstwa w zakresie korzystania z ulgi abolicyjnej. Na zmianach nie stracą zarabiający np. w Niemczech.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wzrost przychodów Miraculum w lutym o 62 proc. r/r

Notowana na rynku głównym GPW firma kosmetyczna Miraculum w lutym 2021 roku osiągnęła 2,7 mln zł przychodów, co oznacza wzrost względem analogicznego okresu 2020 roku o 62 proc. Na wyniki w minionym miesiącu miał wpływ organiczny wzrost sprzedaży we wszystkich kanałach oraz współpraca z sieciami Lidl oraz Aldi.

W lutym Miraculum przeprowadziło akcję marketingową z siecią Lidl (765 sklepów w Polsce). W związku ze zbliżającym się Dniem Kobiet do sprzedaży trafiły kosmetyki marki JOKO. W promocję włączyli się influencerzy na czele z ambasadorką marki – Joanną Jabłczyńską.  W minionym miesiącu spółka podjęła również współpracę z siecią Aldi (190 sklepów), gdzie dostępne były kosmetyki marki Pani Walewska. Obie akcje zostały bardzo dobrze odebrane przez klientów, co znacząco przełożyło się na wyniki sprzedaży.

– Sprzedaż kosmetyków z portfolio marek Miraculum wzrasta. Jest to efekt konsekwentnie realizowanej strategii spółki. Pracujemy nad poszerzeniem kanałów dystrybucji, jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów współpracy z siecią Lidl i Aldi. Tego typu akcje realnie przekładają się na wyniki sprzedaży, ale także zwiększają rozpoznawalność naszych brandów. Już planujemy kolejne wdrożenia – komentuje Sławomir Ziemski, członek zarządu Miraculum.

Narastająco, w okresie styczeń-luty 2021 roku przychody ze sprzedaży wyniosły 5,4 mln zł, co oznacza wzrost w stosunku do dwóch pierwszych miesięcy 2020 roku o 13 proc.

Miraculum to polska firma kosmetyczna z prawie 100-letnią tradycją. Kosmetyki Miraculum powstają w oparciu o własne, oryginalne receptury, bazujące na nowoczesnych składnikach pochodzenia naturalnego. Spółka skupia w swoim portfolio 11 marek, w tym m.in. Pani Walewska, Joko, Chopin i Tanita. Cały proces produkcyjny odbywa się z dbałością o  środowisko naturalne.

Haitong Securities z wyższym zyskiem w 2020 r.

Haitong Securities wypracował w 2020 r. zysk netto na poziomie 1,4 mld EUR, co oznacza wzrost wyniku o ponad 14 proc. r/r. Poprawie uległy również przychody, które wyniosły 4,7 mld EUR (+9,5 proc. r/r) oraz EBIT na poziomie 2 mld EUR (+14,6 proc. r/r). Pomimo epidemii koronawirusa, właściciel Haitong Banku opublikował lepsze wyniki finansowe dzięki wzrostom na głównych rynkach finansowych na świecie oraz większym wolumenom transakcji.

Haitong Securities w 2020 r. pozostał stabilny operacyjnie we wszystkich segmentach biznesu. Instytucja zachowała silną strukturę kapitałową i wysoki poziom płynności. Świadczy o tym fakt, że na koniec ubiegłego roku aktywa Haitong Securities osiągnęły wartość 86,5 mld EUR, co oznacza wzrost o 8,9 proc. r/r.

Wyniki Haitong Securities za 2020 r. dobitnie pokazują, że zawirowania rynkowe, które w pierwszych tygodniach wybuchu pandemii koronawirusa wydawały się kryzysem, w kolejnych miesiącach stały się katalizatorem wzrostów dla rynków finansowych. Zarówno Haitong Securities, jak i Haitong Bank dzięki obecności na kluczowych rynkach na świecie, stali się beneficjentami nowej sytuacji, mogąc w nieprzerwany sposób świadczyć usługi swoim obecnym klientom i pozyskując nowych kontrahentów – mówi Ryszard Hermanowski, Head of Investment Banking Haitong Bank w Polsce.

Wzrost przychodów Haitong Securities jest efektem dobrych wyników na głównych rynkach finansowych na świecie, a także wyższych wolumenów obrotu papierami wartościowymi i liczby transakcji. Pomimo pandemii COVID-19, rynki kapitałowe w Szanghaju i Shenzen osiągnęły w 2020 r. trend wzrostowy i zwiększyły wartość obrotów w ujęciu r/r. Shanghai Stock Exchange Composite Index, który obejmuje wszystkie spółki notowane na giełdzie w Szanghaju wzrósł w minionym roku o 14 proc., a indeks Shenzhen Stock Exchange Component o 39 proc.

Powołano Komitet Transformacji Cyfrowej w Związku Cyfrowa Polska

Związek Cyfrowa Polska powołał nowy komitet zadaniowy ds. Transformacji Cyfrowej. Jego członkowie będą zajmować się kwestiami związanymi z wykorzystywaniem nowoczesnych rozwiązań technologicznych w biznesie i administracji, m.in. szerzenia idei paperless.

Do Komitetu Transformacji Cyfrowej weszły cztery firmy członkowskie: Asseco, Samsung, HPE i Amazon. – Komitet ma na celu promowania cyfrowych narzędzi, które pomogą przedsiębiorcom oraz administracji publicznej cyfryzować procesy w organizacjach. Chcemy również pokazywać, jakie korzyści wynikają z cyfryzacji biznesu i administracji oraz doradzać, jak rozpocząć cyfrową transformację – mówi prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik. I dodaje: – Jeżeli chodzi o wdrażanie transformacji cyfrowej czy to w biznesie, czy w administracji, nie da się tego skutecznie zrobić bez konkretnych regulacji prawnych. Nowy komitet będzie mieć więc również za zadanie pokazywanie, gdzie i jak powinno zadziałać prawo, by cyfryzacja mogła odbywać się nie tylko na papierze, ale w realnym życiu.

Wśród legislacyjnych wyzwań, którymi zamierza zająć się komitet są m.in.: uregulowanie prawne pozwalające zaakceptować metodę wideoweryfikacji realizowaną w trybie automatycznym czy uznanie dokumentów opatrzonych podpisem własnoręcznym utrwalonym elektronicznie na równi z podpisanymi dokumentami papierowymi.

Komitet ds. Transformacji Cyfrowej chce się również zająć promowaniem idei paperless, budowaniem świadomości bezpieczeństwa procesów cyfrowych, podejmowaniem działań mających na celu edukowanie biznesu oraz młodych ludzi w zakresie rozwiązań cyfrowych.

Pierwszą aktywnością nowego komitetu jest trwająca już kampania #BiznesBezPapieru. Więcej o kampanii można przeczytać na stronie: www.biznesbezpapieru.pl.

Vivid Games zaprezentował wstępne wyniki za luty

Spółka postawiła na dużą inwestycję w pozyskanie użytkowników, zachowując stabilne przychody i spodziewa się w najbliższych miesiącach przełożenia wydatków inwestycyjnych na zysk.

„W lutym postawiliśmy na mocne inwestycje w płatne pozyskanie użytkowników. Był to duży wydatek, jednak niezbędny, by w najbliższych miesiącach znacząco poprawić wynik spółki. Systematycznie realizujemy założenia naszej strategii, utrzymujemy przychody na stabilnym poziomie i panujemy nad kosztami. W tym roku poszerzymy nasze portfolio o kilka mocnych pozycji, które przewidujemy w planie wydawniczym. Dodatkowo jesteśmy we wstępnej fazie oceny kolejnych gier i wiemy już, że wkrótce przedstawimy nowe, ekscytujące propozycje. Spodziewamy się, że kolejne premiery i poczynione inwestycje w UA przełożą się wymiernie na wyniki netto spółki w krótkiej perspektywie czasu. – podkreśla Jarosław Wojczakowski prezes Vivid Games, nawiązując do opublikowanych wczoraj wstępnych wyników za luty. Spółka narastająco wygenerowała w tym roku już 3,5 mln zł przychodów

W ostatnich dniach lutego rozpoczął się kolejny już soft launch zapowiedzianego na II kwartał 2021 Right Swipes. „Feedback, który otrzymaliśmy od użytkowników jest bardzo pozytywny i daje podstawy, by wierzyć w komercyjny sukces tytułu. Kupujemy użytkowników i prowadzimy różnego rodzaju AB testy, tak by finalny produkt zadziałał jak najlepiej.” – zdradza Patryk Batko Product Owner tytułu.

Poza wspomnianą wyżej premierą Right Swipes, spółka potwierdziła, że Mythical Showdown zadebiutuje na iOS i Android na przełomie II i III kwartału, a dzięki współpracy z QubicGames kilka tytułów z portfolio spółki trafi w najbliższych miesiącach na Nintendo Switch.

Połowa restauracji, klubów i hoteli zawiesiła działalność lub została zlikwidowana

Rok po wybuchu pandemii Covid-19 w Polsce i wprowadzeniu pierwszego lockdownu prawie połowa lokali z szeroko rozumianej branży gastronomicznej i eventowej zawiesiła działalność lub została zlikwidowana.

Obecnie, na początku marca 2021, widoczny jest wyraźny podział na trzy segmenty w ramach szeroko pojętej branży horeca i eventowej:

  • Restauracje i kawiarnie – większość (60%) działa na wynos
  • Kluby i przestrzenie eventowe – większość (70%) zawiesiło działalność
  • Hotele – większość (84%) działa zgodnie z reżimem sanitarnym
  • W czym zatem upatrywać nadziei?

– Polacy są spragnieni wyjścia z domów i ponownego otwarcia lokali rozrywkowych. W ciągu minionych 12 miesięcy restauracje i kluby opublikowały najpopularniejsze posty w mediach społecznościowych w maju 2020 roku, gdy informowały o otwarciu po pierwszym lockdownie. Lokale otrzymują pozytywne sygnały od klientów i bardzo liczą na „popyt odroczony” – komentuje Tomasz Szczęśniak współzałożyciel i prezes portalu Briefly.gastro i hotele pandemia

Załamanie branży – kłopoty restauracji, klubów i przestrzeni eventowych

Równie smutny fakt co skala likwidacji i tymczasowych zamknięć jest ta dana: jedynie 5% lokali zdołało całkowicie zmienić profil działalności, by móc dalej funkcjonować w epidemicznej rzeczywistości. Zazwyczaj polegało to na rozpoczęciu oferowania cateringu w dostawie lub zamiast organizowania przyjęć okolicznościowych, to wynajmowanie przestrzeni do pracy biurowej (szkolenia, warsztaty).

Ewa Urbańska z klubu Czerwony Fortepian z Kielc wskazuje, które momenty w minionym roku były najtrudniejsze: – Pierwsze zamknięcie, które wywołało totalny szok (lockdown był wówczas całkowity) oraz drugie, październikowe zamknięcie, gdy zostaliśmy z towarem dopiero co kupionym. Zamknięcie było w piątek, a towary na weekend przywozimy w czwartek. To było nie tylko nieprzyjemne, ale też dla nas bardzo kosztowne.

W podobnym tonie wypowiada się Maciej Marks, współwłaściciel Klubokawiarni Jaś i Małgosia z Warszawy: – Ostatnie 12 miesięcy przyniosły spadek obrotów o 40-80% i zysków o 50-90%. Psychicznie najtrudniejsze były ostatnie dni przed pierwszym zamknięciem – wówczas nastąpił gwałtowny spadek sprzedaży bez perspektyw na polepszenie sytuacji.kłopoty restauracji, klubów i przestrzeni eventowych

Rynek dostaw jedzenia

Przed pierwszym zamknięciem branży gastronomicznej w marcu 2020 restauracje (z wyjątkiem np. pizzerii) nie inwestowały w promowanie ofert na wynos. Nie był to segment działalności, który przynosił zyski porównywalne z serwowaniem jedzenia na miejscu.

Epidemia Covid-19 i zamrożenie gospodarki wymusiły skokowy wzrost liczby lokali gastro, które oferują dania na wynos i z dostawą.

Rynek dostaw jedzenia jest z pewnością największym (i raczej jedynym) zwycięzcą okresu pandemii. Ale wobec wysokich prowizji największych platform, restauratorzy próbują zachęcić klientów do odbiorów osobistych: oferują zniżki przy odbiorze osobistym (zamiast w dostawie), a czasem po prostu wprost proszą klientów o zamawianie bezpośrednio, a nie przez pośredników typu Pyszne, Uber Eats, czy Wolt.na wynos

Formy pomocy dla restauracji, klubów, sal bankietowych

Dla branży gastronomicznej i ratunkiem były i są: 

  • sprzedaż na wynos i z dostawą
  • pomoc publiczna i samorządowa (zwolnienia pracowników z ZUS, dotacje do pensji w ramach tarcz antykryzysowych, obniżki czynszów i opłat)
  • współpraca z instytucjami finansowymi (odroczenie spłat kredytów, niskooprocentowane kredyty pomostowe)

Branża eventowa praktycznie polega wyłącznie na dotacjach i ulgach państwowych.

Wsród przedstawicieli lokali opinie nt. pomocy ze strony państwa są podzielone:

  • Wartość pomocy państwowej, obok uruchomienia sprzedaży na wynos i w dostawie, pozwoliła utrzymać działanie lokalu bez konieczności czasowego zamknięcia (Maciej Marks, Jaś i Małgosia z Warszawy).
  • Skorzystaliśmy ze zwolnień ZUS i wypłat tzw tarczy antykryzysowej. Zamierzamy z tego korzystać do końca zamknięcia branży. Pomoc ze strony Państwa w skali makro brzmi imponująco, ale w skali małych firm i realnego pomagania ta „pomoc” to śmieszna sprawa. (Ewa Urbańska, Czerwony Fortepian z Kielc)
  • Lokal funkcjonował na 25% swoich możliwości. Gości było zdecydowanie mniej i rzadziej decydowali się na usługi. Najtrudniejszy moment nastąpił, gdy rząd zakazał wynajmu lokali na imprezy – od tamtego momentu nie możemy pracować. Nie otrzymaliśmy też żadnej pomocy państwowej. (Piotr, współwłaściciel Grindhouse Warsaw).

Wszelkie inne formy pomocy (zbiórki wśród klientów, sprzedaż voucherów, akcje w serwisach społecznościowych) miały raczej marketingowy charakter i jedynie sporadycznie gwarantowały realne wsparcie dla lokali. W naszym raporcie przyjrzeliśmy się szczegółowo poszczególnym akcjom wspierającym lokale.

Medicover przejmuje kolejną sieć klubów fitness

Z początkiem marca Medicover stał się właścicielem sieci ekskluzywnych klubów fitness – Holmes Place. Inwestor zapowiada dalszy rozwój placówek z zachowaniem dotychczasowego standardu, brandingu oraz know-how marki Holmes Place. Transakcja ma związek ze strategią firmy Medicover, który od kilku lat skutecznie realizuje intensywny rozwój swojej działalności nie tylko w zakresie usług zdrowotnych, ale i wellbeingu, sportu oraz rekreacji.

Znana sieć klubów fitness – Holmes Place – z początkiem marca dołącza do portfolio Medicover, które nabyło 100% udziałów firmy. To już kolejna akwizycja Medicover w branży fitness. W ub. roku Medicover stał się właścicielem sieci klubów Fitness World w Polsce, a w 2018 r. przejął operatora pakietów sportowych dla pracowników – OK System (dziś: Medicover Sport). Ambicją firmy jest dalszy rozwój i wzmocnienie swojej pozycji w świecie sportu.

Konsekwentnie rozszerzamy nasze udziały na rynku usług fitness, włączając do naszego portfolio markę Holmes Place, która od 15 lat jest synonimem klasy premium w kategorii klubów sportowych. Ta inwestycja to kolejny przykład naszego zaangażowania w promocję zdrowego trybu życia, wellbeingu, sportu i rekreacji – mówi Artur Białkowski, Dyrektor Zarządzający Business Services, Medicover Polska.

Bardzo cieszymy się , że możemy mieć tak mocną markę w swoim portfolio. Chcemy kontynuować rozwój Holmes Place w Polsce i wspólnie wypracowywać przyszłą ofertę, jak również zależy nam na współpracy z obecnymi pracownikami – dodaje.

Misją Holmes Place od samego początku istnienia jest inspirowanie ludzi do zdrowego, aktywnego i zbalansowanego stylu życia. Dziś wiemy, że podobne wartości wyznaje Medicover. Dlatego wierzymy, że włączenie marki Holmes Place w Polsce do Medicover to przemyślany krok rozwoju dla naszej sieci, a także naszych pracowników. Dziś Medicover ma mocną pozycję na rynku usług medycznych, ale także coraz bardziej rozwija się w obszarze sportu i rekreacji. To gwarantuje nam lepszy rozwój i wzmocnienie obecnej pozycji
– komentuje Anna Bogucka, COO Holmes Place.

Bardzo się cieszę, że firma Medicover jest nowym właścicielem klubów Holmes Place Poland, a tym samym rozszerza swoją działalność w sektorze fitness. W Holmes Place od wielu lat wierzymy, że aktywność fizyczna jest najlepszym sposobem dbania o zdrowie fizyczne i psychiczne. Cieszy nas również, że dostawcy usług medycznych w coraz większym stopniu kierują się w stronę profilaktyk i promocji zdrowego stylu życia. Firma Medicover dysponuje wysokiej jakości ofertą usług medycznych, solidnymi zasobami finansowymi i wnikliwą znajomością polskiego rynku, więc jest to zapowiedź bardzo dobrej i ekscytującej współpracy – dodaje Jonathan Fisher, CEO Holmes Place Brands.

Szczerze dziękuję całemu zespołowi Holmes Place w Polsce za lojalność, oddanie wizji i wartościom Holmes Place – podsumowuje Jonathan Fisher.

Holmes Place to międzynarodowa sieć klubów fitness z ponad 40-letnią tradycją. Pierwszy klub pod marką Holmes Place został otwarty w 1980 roku Chelsea w Londynie, natomiast pierwszy klub Holmes Place w Polsce w 2006 roku. Kluby Holmes Place to miejsce idealne dla każdego, kto szuka różnorodnych form aktywności i wypoczynku. W ofercie znajdują się wszystkie usługi, udogodnienia i atrakcje, jakie powinien zawierać klub sportowy dla wymagających klientów, pasjonatów aktywnego stylu życia.

Wykwalifikowani trenerzy ustalają indywidualny program treningowy, zajęcia grupowe fitness aż po najnowsze formy treningów. Oferowane usługi fizjoterapeutyczne, pomogą zregenerować się szybciej, jednocześnie redukując stres. Ponadto Holmes Place wprowadził na polski rynek pionierską usługę profesjonalnego Treningu Personalnego dla swoich klubowiczów, a pierwszym i honorowym członkiem klubu została dziennikarka i podróżniczka Martyna Wojciechowska.

Na ten moment usługi Holmes Place będą nadal dostępne dla posiadaczy członkostw Holmes Place.
Obecnie w Warszawie są trzy kluby: Holmes Place Premium Hotel Hilton, Holmes Place Premium Hotel Marriott oraz Holmes Place Fitness C.H. Skorosze. Jeden klub działa we Wrocławiu w znanym futurystycznym kompleksie OVO.

Holmes Place posiada swoje kluby w 8 krajach, łącznie jest to 95 klubów. Aktualnie kluby Holmes Place w Polsce pozostają zamknięte ze względu na obowiązujące obostrzenia związane z pandemią koronawirusa.