Luksus się sprzedaje – ponad trzy czwarte producentów dóbr luksusowych zwiększyło swoją sprzedaż

Branża dóbr luksusowych nie ma powodu do narzekań. Wyniki sprzedaży 100 największych firm z sektora dóbr luksusowych wyniosły w minionym roku obrotowym (zakończonym najpóźniej 30 czerwca 2018 roku) 247 mld dolarów, o blisko 11 proc. więcej niż rok wcześniej. Jak wynika z raportu Deloitte „Global Powers of Luxury Goods 2019. Bridging the gap between the old and the new” marki luksusowe, by sprostać wymaganiom młodych klientów z pokolenia Y i Z, muszą na nowo zbudować swoją tożsamość, opartą do tej pory na długoletniej historii i tradycji. Branża ta otwiera się na nową grupę konsumentów. Są to tzw. HENRY, czyli klienci osiągający wysokie zarobki, ale jeszcze nie zaliczający się do najbardziej zamożnych.

Wzrost sprzedaży w minionym roku obrotowym w branży dóbr luksusowych wyniósł 10,8 proc. To ogromny skok w porównaniu do 1 proc. osiągniętego rok wcześniej. Wartość zysku netto TOP100 wzrosła o 9,8 proc. Średnia wartość przychodów przypadająca na spółkę wynosiła 2,47 mld dolarów. Aby znaleźć się w zestawieniu wystarczyło osiągnąć minimum 218 mln dolarów. W tym roku na liście pojawiło się osiem nowych firm.

Pomimo spowolnienia gospodarczego na głównych rynkach, w tym USA, Chinach i strefie euro, sytuacja sektora dóbr luksusowych jest naprawdę bardzo korzystna . Aż 76 spółek spośród 100 obecnych w rankingu zwiększyło sprzedaż, z czego blisko połowa zanotowała dwucyfrowy wzrost – mówi Michał Pieprzny, Partner, Lider zespołu ds. sektora dóbr konsumenckich, Deloitte.

Jak zyskać nowych klientów i nie stracić starych?

Eksperci Deloitte dostrzegli, że w ostatnich latach producenci dóbr luksusowych zaczęli elastycznie podchodzić do zmieniających się trendów konsumenckich. Jednym z przejawów tej ewolucji jest otwarcie się na nowe grupy klientów. Są to tzw. HENRY (High Earners Not Rich Yet), których roczne zarobki mieszczą się w przedziale pomiędzy 100 a 250 tys. dolarów. Statystyczny Henry ma 43 lata i majątek mniejszy niż milion dolarów. Wydaje dużo, uwielbia zakupy online i korzysta z mediów społecznościowych.

Klienci ci są pod silnym wpływem nowoczesnych technologii i oczekują kontaktów z markami niezależnie od czasu i miejsca, w którym się znajdują. Zmusza to sprzedawców produktów luksusowych do inwestycji w rynek cyfrowy – mówi Kamil Kucharczyk, Dyrektor w dziale doradztwa finansowego Deloitte.

Obecnie niemal wszystkie firmy z tego segmentu w swej strategii mają wpisany rozwój mediów społecznościowych. Niektóre, takie jak Chanel czy Gucci, rozpoczęły współpracę z blogerami i influencerami, by dotrzeć do nowych grup konsumentów. Inne, takie jak Louis Vuitton, Burberry, Tommy Hilfiger, Dior i Estée Lauder, zainwestowały w technologie, takie jak: sztuczna inteligencja, Big Data i analityka predykcyjna, które wspierają je w obsłudze i analityce zachowań konsumentów.

Liderzy umacniają swoją pozycję

W minionym roku obrotowym pierwsze miejsce wśród 100 największych producentów dóbr luksusowych ponownie zajął francuski koncern LVMH, w którego portfolio znajdują się m.in. Louis Vuitton czy Marc Jacobs. Na podium, podobnie jak rok temu, znalazł się także koncern kosmetyczny Estée Lauder oraz producent, m.in. biżuterii i zegarków Compagnie Financiere Richemont. W TOP 10 zadebiutowała firma Chanel Limited, a z kolei wypadł z niej Ralph Lauren Corporation. Pierwsza dziesiątka zanotowała wzrost na poziomie 14,2 proc., a więc większy niż wzrost przychodów TOP 100. Producenci z TOP 10 wygenerowali w sumie 48,2 proc. sprzedaży całej pierwszej setki.

W raporcie znalazło się również podsumowanie TOP 20, przedstawiające najszybciej rozwijające się firmy w tej branży. W tym roku miejsce lidera ponownie zajęła firma Canada Goose Holdings Inc., której przychody w ciągu roku wzrosły o 46,4 proc., a w latach 2015-2017 o 42,6 proc. Drugie miejsce zajął amerykański koncern Coty Luxury ze wzrostem na poziomie 25,1 proc.

Najwięcej spółek w zestawieniu to tradycyjnie producenci ubrań i butów (38 firm), ale największy wzrost sprzedaży zanotowali producenci kosmetyków i perfum (o 16,1 proc.). Z kolei najwyższą rentowność sprzedaży tradycyjnie osiągnęły firmy oferujące różnorodny asortyment dóbr luksusowych (13,3 proc.).

Najliczniejszą reprezentację stanowią firmy z Włoch (24 ), USA (14) oraz Wielkiej Brytanii (10). Producenci z Włoch odpowiadają jednak za zaledwie 14 proc. przychodów ze sprzedaży dóbr luksusowych, gdyż są to przede wszystkim dużo mniejsze firmy rodzinne, w których średnia wartość sprzedaży dóbr luksusowych wynosi 1,4 mld dolarów. Największy udział w sprzedaży mają firmy francuskie (23,5 proc.), które zanotowały także największy wzrost rok do roku (o 18,7 proc.)

Transakcje M&A na rynku dóbr luksusowych

Podobnie jak w poprzednich latach sektor dóbr luksusowych może się pochwalić dużą aktywnością na rynku fuzji i przejęć. Jednym z najbardziej aktywnych graczy był już tradycyjnie koncern LMVH, który przejął 100 proc. udziałów w firmie Christian Dior za 6 mld euro. Z kolei firma Kate Spade trafiła do koncernu Tapestry (wartość transakcji wyniosła 2,4 mld dolarów), a marka Jimmy Choo została przejęta przez Michaela Korsa za 1,2 mld dolarów.

W tym sektorze bardzo aktywni są inwestorzy branżowi. W ostatnich latach można mówić o trendzie polegającym na budowaniu imperiów, skupiających kilka lub kilkanaście firm oraz kilkadziesiąt marek. Takim przykładem jest niewątpliwie koncern LVMH zarządzany przez rodzinę Arnault – wyjaśnia Kamil Kucharczyk.

TOP 10 rankingu „Global Powers of Luxury Goods”

Miejsce w rankingu Nazwa firmy Wybrane marki Kraj pochodzenia Przychody ze sprzedaży netto (mln dolarów) Wzrost przychodów ze sprzedaży netto rok do roku (w proc.)
1 LVMH Moët Hennessy Louis Vuitton SA Louis Vuitton, Fendi,
Kenzo
Francja 27 995 17,2
2 Estée Lauder Companies Inc. Estée Lauder, Tom Ford, Jo Malone USA 13 683 15,7
3 Compagnie Financiere Richemont SA Cartier, Montblanc Szwajcaria 12 819 3,1
4 Kering S.A.  Gucci, Yves Saint Laurent Francja 12 168 27,5
5 Luxottica Group SpA Ray-Ban, Oakley Włochy 10 322 0,8
6 Chanel Limited Chanel Wielka Brytania 9 623 11,5
7 L’Oréal Luxe Biotherm, Lancôme Francja 9 549 10,6
8 Swatch Group Ltd. Longines, Omega,
Rado
Szwajcaria 7 819 5,4
9 Chow Tai Fook Jewellery Group Limited Hearts on Fire Hong Kong 7 575 15,4
10 PVH Corp. Tommy Hilfiger, Calvin Klein USA

O raporcie „Global Powers of Luxury Goods 2019. Bridging the gap between the old and the new”.
Raport skupia się na czterech szeroko pojmowanych kategoriach dóbr luksusowych: ekskluzywnej odzieży, torebkach i akcesoriach, biżuterii i zegarkach oraz kosmetykach i perfumach. W raporcie nie uwzględnia się luksusowych samochodów, podróży i obsługi turystycznej, łodzi i jachtów, sztuki i kolekcjonerstwa oraz luksusowych win, wódek i koniaków.

Compliance – kontrowersje i wyzwania stojące przed polskimi przedsiębiorcami

Treść nowej ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych rodzi więcej pytań niż odpowiedzi. Perspektywa ogromnych odszkodowań za niewystarczające dopilnowanie wymaganych procedur wzbudza emocje wśród opinii publicznej. Czy nowe przepisy związane z compliance odświeżą dyskusję o rozszerzeniu zakresu interwencji organów publicznych w działalność zakładów pracy? I co tak naprawdę czeka polskich przedsiębiorców?

„Jednym z najważniejszych aspektów planowanej ustawy jest wyraźne podkreślenie odpowiedzialności członków zarządu za wprowadzenie odpowiednich procedur zapobiegania nieprawidłowościom. Ryzyko naruszenia prawa może pojawić się bez wiedzy osób zarządzających, jednak to właśnie one poniosą odpowiedzialność za wywołane szkody wobec spółki, jeśli nie dołożyły należytej staranności w zabezpieczeniu organizacji. Zaniedbanie procesów bezpieczeństwa skutkować może konsekwencjami prawnymi, jak i ekonomicznymi i wizerunkowymi. Od członków zarządu wymaga się nie tylko sumienności w wykonywaniu zadań, ale także określnego poziomu fachowości i znajomości regulacji prawnych i mechanizmów zarządzania, w tym krytycznej weryfikacji rezultatu prac zleconych profesjonalnym doradcom.” – zauważa mecenas Jeremiasz Kuśmierz z kancelarii Magnusson. Dla przedsiębiorców i członków spółek ważna jest świadomość w zakresie wymaganych procedur i ewentualnych konsekwencji w przypadku niewywiązania się z ich wdrożenia.

Zmiany wprowadzane przez nową ustawę

W przypadku średnich i dużych przedsiębiorstw wymogiem stanie się powołanie osoby lub komórki organizacyjnej nadzorującej przestrzeganie przepisów i zasad regulujących działalność spółki. W obecnym kształcie ustawy unikną tego jedynie mikroprzedsiębiorstwa. Ponadto zdecydowanie większą ochroną objęci zostaną sygnaliści (tzw. whistleblowers), czyli osoby decydujące się na zgłaszanie nieprawidłowości w funkcjonowaniu zakładu. To od nich rozpoczyna się proces odnotowywania, reagowania i późniejszego zapobiegania takim zjawiskom jak mobbing, dyskryminacja czy korupcja. Rozbieżności w regulacjach dotyczących ochrony sygnalistów w różnych krajach członkowskich zostały zauważone przez Parlament Europejski, który w kwietniu bieżącego roku przyjął projekt dyrektywy o ochronie osób zgłaszających przypadki naruszenia prawa Unii.

Ważną kwestią poruszaną w ustawie jest odpowiedzialność spółki za czyny popełnione przez powiązane z nią osoby trzecie – pracowników, podwykonawców spółki i osoby uprawnione do jej reprezentowania. Odpowiedzialność wynikać będzie w tym przypadku z niewystarczającej dokładności w nadzorowaniu prac prowadzonych przez osoby popełniające czyn zabroniony. „Może to rodzić w przedsiębiorcach obawy związane z szerszym niż dotychczas zakresem odpowiedzialności za osoby trzecie i koniecznością wdrożenia dodatkowych programów zapobiegjących nadużyciom. Dlatego ważne jest nie tylko zareagowanie na ustawę po jej wejściu w życie, ale przyjrzenie się, w którym miejscu znajdujemy się jako organizacja obecnie, jakie praktyki będą wymagały długofalowych zmian, a które procedury możemy wprowadzić od zaraz.” – dodaje Kuśmierz.

Aby skutecznie chronić organizację przed nieprawidłowościami, niezbędne jest działanie nie tylko na szczeblu menadżerskim i zarządzającym, ale zaangażowanie wszystkich pracowników. To oni często jako pierwsi zauważają niewłaściwe procedery, takie jak prześladowanie współpracowników czy korupcja. Dzięki zapewnianiu im bezstronnego, bezpiecznego i ogólnodostępnego systemu raportowania nieprawidłowości, zarząd zdobywa wiedzę o negatywnych praktykach panujących wśród podwładnych i zyskuje możliwość szybkiego reagowania na sytuację.

Czy konieczna jest nowa treść ustawy?

Zmiany w międzynarodowych regulacjach w prawie przekładają się na codzienność polskiego przedsiębiorcy, nadzorującego spółkę z segmentu MSP. Prawodawstwo unijne dotychczas nadzorowało zarządzanie ryzykiem wystąpienia nadużyć w sposób wybiórczy, skupiając się na konkretnych sytuacjach i wrażliwych sektorach – instytucjach finansowych, bankowych i ubezpieczeniowych. Ma to jednak zmienić nowa forma ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych. „Ustawa w jej aktualnym brzmieniu zmierza w stronę rozwoju dobrych praktyk w przedsiębiorstwie i zbliża polskie ustawodawstwo do powszechnie akceptowanych międzynarodowych standardów, obecnych już w innych krajach Unii Europejskiej. Jednak zmiany docierają do nas również za sprawą aktywności samych przedsiębiorców i korporacji, które prowadząc działalność na szczeblu międzynarodowym, same wdrażają nowe modele zarządzania w podległych im polskich spółkach.” – wyjaśnia Kuśmierz.

Przedsiębiorców do nowej treści ustawy może przekonać postulowana możliwość zwolnienia z odpowiedzialności, gdy nieprawidłowości wystąpią pomimo wdrożenia odpowiednich mechanizmów zabezpieczających. W wielu przypadkach wykluczy to również odpowiedzialność członków zarządu wobec samej spółki.  Podstawowym zabezpieczeniem członków zarządu przez zbyt daleko posuniętą odpowiedzialnością jest miernik zachowania należytej staranności w zarządzaniu organizacją – narzędzie nieprecyzyjne i interpretowane w kontekście charakteru działalności, zmiennych regulacji i standardów rynkowych. Interpretacja należytej staranności członków organów spółek w kontekście obowiązujących standardów zarządzania zgodnością w firmie pozwoli zbliżyć Polskę do nowych trendów i zintegrować z ustawodawstwem stosowanym w innych krajach.

Zainteresowanie inwestorów warszawskim Służewcem nie słabnie

Najemcy nadal chętnie wybierają stołeczny Służewiec jako siedzibę dla swoich biur, intensywnie rozwija się tam również sektor mieszkaniowy. To wszystko będzie sprzyjać postrzeganiu tej dzielnicy jako atrakcyjnego miejsca do życia.

Blisko 35 000 mkw. wynajętych biur w I kw. 2019 roku, 3 900 mieszkań oddanych do użytku w ostatnich trzech latach i ponad 600 milionów euro w transakcjach na rynku biurowym od 2015 roku – międzynarodowa agencja doradcza JLL przeanalizowała aktywność inwestorów na warszawskim Służewcu Przemysłowym.

Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL
Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Warszawski Służewiec to jeden z najważniejszych hubów biurowych w stolicy i Polsce. Świadczą o tym liczby – od 2013 roku wynajęto tam ponad 1 mln mkw. biur, a w samym pierwszym kwartale prawie 35 000 mkw., co było najwyższym wynikiem spośród wszystkich stołecznych dzielnic biurowych. W ostatnich latach największe umowy w tej części stolicy podpisały globalne marki takie jak AstraZeneca, Ringier Axel Springer Polska, Nestle, Nokia czy Schneider. Jeśli wysokiej aktywności najemców będą towarzyszyć działania mające na celu kreowanie większej liczby zielonych skwerów i projektów miastotwórczych oraz dalsze usprawnienia infrastrukturalne, Służewiec nadal będzie zyskiwał w oczach inwestorów i mieszkańców. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań i Doradztwa, JLL

Również na ryku mieszkaniowym popyt w tej części Warszawy jest duży. W ostatnich trzech latach deweloperzy oddali tam do użytku 3 900 mieszkań (z tego 44% stanowiły lokale o podwyższonym standardzie), czyli o blisko 1 000 więcej niż w latach 2010-2015. Dzielnica ta jest też często rozważana przez inwestorów planujących zakup „pod wynajem” ze względu na dużą liczbę miejsc pracy tworzonych przez lokalnych pracodawców. W kolejnych latach będziemy obserwować dalszy intensywny rozwój budownictwa mieszkaniowego w tej części miasta – w latach 2019 – 2021 deweloperzy zamierzają wybudować tam blisko 4 000 mieszkań.

Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych w JLL
Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych w JLL

Warto jednak podkreślić, że dostępność niezabudowanych gruntów w stolicy jest coraz mniejsza, co w przyszłości będzie generować konieczność zmiany funkcji wielu nieruchomości, również tych, które zostały już zrealizowane na Służewcu. W cenie będą zwłaszcza wielofunkcyjne kompleksy z budynkami biurowymi, mieszkalnymi i szeroką ofertą gastronomiczno-handlową, które stworzą atrakcyjne miejsce do życia. Doskonałym przykładem stołecznej dzielnicy, która pełni funkcję samowystarczalnego osiedla jest Miasteczko Wilanów. Służewiec ma jednak tę przewagę, że zadomowiło się tam wiele międzynarodowych pracodawców. Jego mieszkańcy mogą więc tutaj zarówno mieszkać, jak i pracować. – Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych, JLL

Wszystko wskazuje na to, że inwestorzy doskonale rozumieją, co musi się wydarzyć, aby rozwój tej dzielnicy nie stracił swojej dynamiki. Świadczą o tym niektóre z transakcji inwestycyjnych na Służewcu, które są dokonywane z myślą o rozbudowie czy zmianie funkcji budynków. Przykładem jest niedawny zakup dwóch biurowców przy ul. Cybernetyki 7 i 7a przez firmę White Stone. Nowy właściciel planuje gruntowną modernizację budynków, tak aby spełniały aktualne wymagania rynku.

Niewątpliwie w tym momencie potencjał tej części stolicy nie jest wystarczająco dobrze wykorzystany. Jeśli jednak za działaniami deweloperów i inwestorów pójdą również konkretne strategie celujące w dalsze usprawnianie transportu publicznego oraz infrastruktury parkingowej, Służewiec zyska dodatkowe możliwości rozwoju. – Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych, JLL

Jantoń zmienia nazwę na JNT Group

Zarząd firmy Jantoń, jednego z największych na polskim rynku producentów i dystrybutorów win oraz wyrobów winiarskich, podjął decyzję o zmianie nazwy spółki na JNT Group S.A. Sp.K. Przyjęcie nowej nazwy związane jest z dynamicznym rozwojem firmy oraz jej ekspansją na rynki międzynarodowe. Zmiana wejdzie w życie z dniem 1 lipca br.

Po licznych akwizycjach dokonanych przez firmę Jantoń, w skład przedsiębiorstwa obecnie wchodzi również spółka Platinum Wines oraz marka Wino Makłowicz czy Makłowicz Poleca. Nowa nazwa podkreśla więc rozbudowaną strukturę grupy. Jednocześnie ułatwi ona komunikację i ekspansję na rynkach międzynarodowych.

Firma Jantoń od dwóch lat bardzo dynamicznie rozwija się nie tylko na rynku polskim, ale także rozbudowuje sieć sprzedaży eksportowej, wchodząc na kolejne rynki zagraniczne. W 2018 roku podwoiliśmy wartość eksportu, co więcej, nasza strategia zakłada ponowne jej podwojenie w roku bieżącym – mówi Jakub Nowak, Prezes Zarządu Jantoń S.A. Sp.K. – Nowa nazwa odzwierciedla więc nasze potrzeby i kierunek, w którym zmierza spółka a jej międzynarodowe brzmienie znacząco ułatwi nam budowanie naszej marki na rynkach zagranicznych.

W związku z tą zmianą od 1 lipca br. modyfikacji ulegnie również logo firmy.jnt group

Grupa Eesti Energia rusza z produkcją paliwa ze zużytych opon

Grupa Eesti Energia rusza z produkcją paliwa ze zużytych opon

Eesti Energia, spółka macierzysta operującego na polskim rynku Enefitu, rozpoczęła produkcję paliwa płynnego i energii elektrycznej ze zużytych opon, których w Estonii przybywa 12 tys. ton rocznie. Między innymi w ten sposób firma chce przyczyniać się do promowania gospodarki o obiegu zamkniętym oraz do ochrony środowiska.

Grupa Eesti Energia dysponuje kogeneracyjną technologią, która umożliwia jednoczesne wytwarzanie paliwa płynnego i energii elektrycznej. Technologia ta jest unikalna na skalę światową oraz stanowi najbardziej efektywną i przyjazną dla środowiska metodę wzbogacania łupków bitumicznych. Dodatkowo, pozwala między innymi na wytworzenie paliwa poprzez zastąpienie do 10% łupków zużytymi oponami.

Eesti Energia jest jednym z największych wydobywców i przetwórców łupków bitumicznych na świecie oraz największym producentem energii elektrycznej w krajach bałtyckich. Przy tak dużej skali produkcji Grupy, technologia Enefit w znaczny sposób przyczynia się nie tylko do zagospodarowania powstałych odpadów w postaci zużytych opon, ale również do ograniczenia wykorzystania zasobów naturalnych, jakimi są łupki.

Jak zauważa Hando Sutter, prezes zarządu Grupy, produkcja paliwa z opon jest bardzo ważna dla rozwoju przemysłu opartego na łupkach bitumicznych, ponieważ pokazuje, jak przemysł energetyczny może uczestniczyć we wdrażaniu rozwiązań z zakresu gospodarki obiegu zamkniętego i wspomagać ochronę środowiska.

Hando Sutter, CEO, Eesti Energia
Hando Sutter, CEO, Eesti Energia

Pomagamy ponownie wykorzystać cenne zasoby, a tym samym produkujemy energię i jednocześnie redukujemy ślad środowiskowy oraz przyczyniamy się do rozwiązania problemu ekologicznego mówi Hando Sutter, prezes zarządu Grupy Eesti Energia.

Jak pokazuje przykład Grupy, wdrożenie elementów gospodarki obiegu zamkniętego jest możliwe także w przypadku bardzo dużych koncernów – również tych energetycznych – operujących na szeroką skalę. Technologia Enefit pozwala na poddanie recyklingowi do 260 000 ton zużytych opon rocznie. Początkowo spółka skupi się na przetwarzaniu odpadów zebranych na terenie Estonii. Wydajność elektrowni umożliwia rozważenie pozyskania opon także z innych krajów.

Rozwiązanie wspiera także Ministerstwo Środowiska w Estonii, które zaapelowało do Unii Europejskiej o pozwolenie na wykorzystanie opon w powyższy sposób. Minister Środowiska, Rene Kokk, podkreśla, że wykorzystanie zużytych opon, które dotychczas nie znajdowały zastosowania, jest bardzo ważnym elementem recyklingu odpadów.

Nowy Kantor Internetowy TMS Brokers

Dom Maklerski TMS Brokers poszerzył właśnie swoją ofertę o możliwość wymiany walut online. TMS Kantor jest narzędziem przeznaczonym przede wszystkim dla firm. Intuicyjna platforma pozwala na skorzystanie z jednych z najkorzystniejszych kursów na rynku przy zachowaniu maksymalnego bezpieczeństwa i szybkości przeprowadzanych transakcji.

TMS Kantor powstał w odpowiedzi na potrzeby klientów TMS Brokers, poszukujących zaufanego partnera biznesowego do wymiany walutowej, płatności międzynarodowych oraz doradztwa w zakresie zarządzania ryzykiem finansowym w firmie.

– Mając na uwadze sygnały dochodzące z rynku, jak i bezpośrednio od naszych klientów, postanowiliśmy stworzyć rozwiązanie, które maksymalnie upraszcza procesy wymiany walut. Dodatkowo, otwiera możliwości nawiązania współpracy także na płaszczyźnie zarządzania ryzykiem finansowym w przedsiębiorstwie. To właśnie głównie dla firm stworzyliśmy darmową, intuicyjną i prostą w obsłudze internetową platformę – mówi Tomasz Stosio, Dyrektor Departamentu Klienta Korporacyjnego w TMS Brokers.

Prostota i personalizacja

Wyróżnikiem TMS Kantor jest indywidualne podejście. Każda osoba fizyczna bądź firma, która dołączy do platformy online może liczyć na wsparcie dedykowanego opiekuna, niezależnie od wymienianych wolumenów. Choć oferowane kursy walutowe są jednymi z najniższych na rynku, klient dodatkowo może negocjować je ze swoim dealerem.

Ponadto, rejestracja na platformie nie wymaga podpisywania dodatkowych dokumentów i trwa zaledwie kilka minut, podobnie jak samo przesłanie środków. Bezpieczeństwo zapewnia TMS Brokers, podlegające nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego. Transakcje są raportowane do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej, a pieniądze klientów nie opuszczają polskiego systemu bankowego. Dzięki współpracy z największymi polskimi instytucjami finansowymi, istnieje możliwość rozliczenia transakcji pomiędzy rachunkami w różnych bankach, co często okazuje się przydatnym narzędziem do zarządzania płynnością.

Usługi szyte na miarę

Kantor TMS oferuje możliwość realizacji transakcji kupna i sprzedaży waluty w trzech możliwych datach rozliczenia: dziś (D+0), jutro (D+1), bądź pojutrze (D+2). Umożliwia to zarezerwowanie kursu walutowego już dziś, a rozliczenia transakcji w przeciągu następnych dwóch dni roboczych. Klient może skorzystać także ze zlecenia oczekującego, określając satysfakcjonujący kurs wymiany waluty w przyszłości.

Dodatkowymi usługami są rozliczenia NETTO i SWAP. W pierwszym przypadku klient otrzymuje możliwość otrzymania różnicy pomiędzy kursem zawartej transakcji a obecną ceną, bez wykonywania przelewu do TMS Brokers. Druga usługa pozwala na otrzymanie dodatkowych 2 dni roboczych na przesłanie środków pod zrealizowanie danej transakcji.

Prawidłowe umocowanie pełnomocnika przez spółkę kapitałową przy umowach i sporach z członkami zarządu

Sąd Najwyższy przedstawił uzasadnienie do uchwały z dnia 30 stycznia 2019 r., która rozstrzygnęła wątpliwości interpretacyjne odnośnie do zagadnienia zakresu pełnomocnictwa przy reprezentacji spółek kapitałowych w relacjach z członkami zarządu. Orzeczenie potwierdziło, że pełnomocnik powołany przez walne zgromadzenie spółki może legitymować się również pełnomocnictwem rodzajowym, które pozwala na podejmowanie działań prawnych bez obowiązku uzyskiwania zgody wspólników odrębnie dla każdej z czynności.

Wątpliwości interpretacyjne Sądu Okręgowego w Poznaniu odnosiły się do odpowiedzi na pytanie prawne: Czy pełnomocnik powołany w trybie art. 210 § 1 ustawy z dnia 15 września 2000 r. – Kodeks spółek handlowych (Dz.U. z 2019 r., poz. 505, dalej jako: „k.s.h.”) może podejmować w stosunku do członka zarządu ściśle określone czynności, czy jego umocowanie ma charakter szerszy i dotyczy wskazanej kategorii działań? Kluczowa pozostawała również kwestia, czy przedmiotowe pełnomocnictwo może zostać udzielone na czas nieoznaczony?

Dopuszczalny zakres pełnomocnictwa – praktyczne wątpliwości Sądu Okręgowego w Poznaniu

Istota zagadnienia prawnego, które zostało przedłożone przez Sąd Okręgowy w Poznaniu do rozstrzygnięcia Sądowi Najwyższemu, dotyczyła konieczności wyjaśnienia prawidłowego stosowania art. 210 § 1 k.s.h. w aspekcie dopuszczalnego zakresu pełnomocnictwa, który to przepis w dotychczasowej praktyce rodził wiele trudności interpretacyjnych. Pomimo że przedmiotowa regulacja Kodeksu spółek handlowych stanowi jednoznacznie, że w umowie między spółką a członkiem zarządu oraz w sporze z nim spółkę reprezentuje rada nadzorcza lub pełnomocnik powołany uchwałą zgromadzenia wspólników, w obrocie gospodarczym zjawiskiem dość nierzadkim było naruszanie przez spółki dyspozycji art. 210 k.s.h., co stanowiło bezpośrednią przyczynę występowania bezwzględnej nieważności czynności prawnych.

Na gruncie analizowanej sprawy, rozbieżności prawne powstały w związku ze złożonym do Sądu Okręgowego w Poznaniu zażaleniem na odmowę podjęcia czynności notarialnej (sygn. akt II Cz 1834/17). Notariusz uznał, iż niezgodne z regulacją art. 210 k.s.h. byłoby powołanie pełnomocnika do reprezentowania spółki w umowach, które będą zawierane w przyszłości pomiędzy spółką a prezesem jej zarządu oraz do dokonywania wszystkich czynności faktycznych i prawnych, które okażą się niezbędne do wykonania pełnomocnictwa, również podczas zgromadzeń wspólników. Ponadto notariusz wskazał, że udzielenie pełnomocnictwa w sposób określony przez spółkę miałoby charakter blankietowy, natomiast przedmiotowy przepis dotyczy reprezentowania spółki w sprawie konkretnej umowy oraz w ściśle określonym sporze między członkiem zarządu a spółką. Z takim stanowiskiem nie zgodziła się spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, która złożyła zażalenie.

Rozpoznający sprawę sąd pierwszej instancji powziął poważne wątpliwości interpretacyjne w zakresie prawidłowej wykładni przepisu art. 210 k.s.h., podejmując decyzję o przedłożeniu Sądowi Najwyższemu do rozpoznania zagadnienia prawnego, mającego bardzo istotne znaczenie z punktu widzenia aktualnego obrotu prawnego i gospodarczego.

Decyzję odnośnie do pełnomocnictwa podejmuje zgromadzenie wspólników

W pierwszej kolejności Sąd Najwyższy zdecydował się przeprowadzić analizę prawną i rozstrzygnąć kwestię tożsamości pełnomocnictwa regulowanego w Kodeksie spółek handlowych (art. 210 § 1 k.s.h.), jak również na gruncie art. 98 i następne ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny (Dz.U. z 2018 r., poz. 1025 ze zm., dalej jako: „k.c.”). Sąd Najwyższy w tym zakresie trafnie powołał się na regulację art. 2 k.s.h. nakazującego odpowiednie stosowanie przepisów Kodeksu cywilnego w sprawach nieuregulowanych. Skład orzekający podkreślił, iż z uwagi na brak kompleksowości Kodeksu spółek handlowych, zwłaszcza w zakresie instytucji pełnomocnictwa, prawidłowym jest odwoływanie się do regulacji statuowanych na gruncie cywilistycznym, w celu właściwej wykładni obowiązujących przepisów. Sąd Najwyższy nie podzielił zatem stanowiska wyrażającego przekonanie o autonomiczności konstrukcji prawnej pełnomocnictwa z art. 210 § 1 k.s.h. wobec pełnomocnictwa regulowanego przez Kodeks cywilny.

Przedstawiając powyższą argumentację, Sąd Najwyższy w dalszej kolejności rozstrzygnął najważniejszą kwestię związaną z zagadnieniem prawnym przedstawionym przez Sąd Okręgowy w Poznaniu, wskazując, że przy zawieraniu umowy w sporze z członkiem zarządu spółki kapitałowej spółkę tę może reprezentować pełnomocnik umocowany rodzajowo albo do określonej umowy lub określonego sporu. Decyzja o wyborze zakresu pełnomocnictwa pozostawiona została zatem wspólnikom spółek kapitałowych podejmujących stosowną uchwałę na zwołanym zgromadzeniu. Dokonując przeglądu stanowisk, jak również ważąc podnoszone argumenty, Sąd Najwyższy uznał, że praktyczne aspekty działalności spółek, sposób funkcjonowania zgromadzenia wspólników, a w szczególności trudności i koszty częstego jego zwoływania przemawiają za dopuszczalnością podejmowania czynności na gruncie art. 210 § 1 k.s.h. w oparciu o pełnomocnictwo rodzajowe. W przeciwnym wypadku każdorazowe powoływanie pełnomocnika przez zgromadzenie wspólników byłoby nieopłacalne i trudne do zrealizowania przez spółki kapitałowe.

Sąd Najwyższy wskazał również, że nie ma przeszkód prawnych, aby wspólnicy spółki mogli określać umocowanie pełnomocników w ten sposób, iż jedna z osób będzie upoważniona do ich reprezentacji w umowach z członkiem zarządu, a druga lub jeszcze kolejne do prowadzenia sporów spółki z członkami jej zarządu. Niezbędne jest również podkreślenie, iż uzasadnienie Sądu Najwyższego w sposób szczególny zwraca uwagę na możliwość udzielenia osobie wskazanej przez zgromadzenie wspólników bezterminowego pełnomocnictwa rodzajowego na podstawie art. 210 § 1 k.s.h. Uchwała wspólników spółki może zatem wskazywać na konkretny termin wygaśnięcia umocowania pełnomocnika lub w ogóle go nie określać. W przypadku pominięcia w uchwale zgromadzenia wspólników zagadnienia terminu, na jaki udzielone zostało pełnomocnictwo, należy je uznać za bezterminowe z uwzględnieniem ogólnych reguł jego odwołania. Tym samym, do samodzielnej decyzji wspólników spółki kapitałowej Sąd Najwyższy pozostawił kwestię, czy uchwała odnośnie do pełnomocnictwa powinna wskazać termin wygaśnięcia przedmiotowego upoważnienia.

Sąd Najwyższy z proprzedsiębiorczą wykładnią przepisów

Uzasadnienie uchwały Sądu Najwyższego z dnia 30 stycznia 2019 r. (sygn. akt III CZP 71/18) potwierdza, że zgromadzenie wspólników spółki kapitałowej może udzielić pełnomocnictwa rodzajowego, a więc do reprezentowania spółki w zakresie określonej kategorii umów lub sporach z członkiem zarządu. W ten sposób skład orzekający jednoznacznie opowiedział się za rodzajowym i możliwym bezterminowym umocowaniem pełnomocnika na podstawie art. 210 § 1 k.s.h. Tym samym zgromadzenie wspólników nie będzie zobowiązane do powoływania pełnomocnika na gruncie przedmiotowego przepisu osobno dla każdej z czynności. Uznać należy, że jest to trafna wykładnia przepisów, a przede wszystkim jest to przejaw interpretacji dostrzegającej oraz rozstrzygającej występujące problemy prowadzonej działalności gospodarczej. Przedstawienie przez Sąd Najwyższy istoty dopuszczalnego zakresu pełnomocnictwa, który w dotychczasowej praktyce powodował wiele wątpliwości interpretacyjnych, z całą pewnością doprowadzi do zmniejszenia liczby przypadków występowania bezwzględnej nieważności czynności prawnych podjętych z naruszeniem art. 210 k.s.h.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wszystkie oczy zwrócone na środowe spotkanie Rezerwy Federalnej

W połowie tygodnia inwestorzy skupią się na spotkaniu amerykańskiego Fed-u. Retoryka banku centralnego powie nam, czy rynek ma rację spodziewając się nawet kilku obniżek stóp procentowych w tym roku.

Jedną z najlepiej radzących sobie walut świata w minionym tygodniu było meksykańskie peso. Waluta zyskała po tym, jak Donald Trump zapowiedział, że deklaracja ze strony Meksyku o współpracy w kwestii kontroli na granicy USA i Meksyku jest wystraczająca, żeby USA nie nakładały ceł na meksykański eksport. W minionym tygodniu dobrze radził sobie również sam dolar amerykański, który był najlepszy z grupy walut G10.

Uwaga rynku w nadchodzącym tygodniu skupi się na środowym spotkaniu Rezerwy Federalnej. Konsensus nie oczekuje wprawdzie cięcia stóp procentowych, aczkolwiek inwestorzy z pewnością będą analizować każde słowo z komunikatów FOMC w poszukiwaniu jakichkolwiek wskazówek co do prawdopodobieństwa i skali przyszłych zmian w poziomie stóp procentowych.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień umocnieniem w relacji do euro do najwyższego poziomu od sierpnia 2018 r., a to pomimo umocnienia dolara amerykańskiego. Wśród informacji z Polski z minionego tygodnia warto wspomnieć o danych o inflacji CPI w maju, które pokazały kontynuację ostatniego odbicia dynamiki cen. W ostatnim miesiącu pomiarów indeks CPI wzrósł do poziomu 2,4% w ujęciu rocznym. W istotnym stopniu było to związane ze wzrostem cen żywności. Jednak uwzględniając ostatnie zmiany indeksu bazowego, warto będzie jeszcze uważniej obserwować, jak na wspomniane zmiany zapatruje się Rada Polityki Pieniężnej.

Bieżący tydzień przyniesie wyjątkowo dużo informacji opisujących sytuację w polskiej gospodarce w maju. Zaczniemy od poniedziałkowych danych o inflacji bazowej, w środę poznamy dane o płacach i zatrudnieniu w przedsiębiorstwach, w piątek z kolei dane o produkcji przemysłowej i „minutki” z ostatniego spotkania RPP.

GBP

W zeszłym tygodniu dane makroekonomiczne z Wielkiej Brytanii po raz kolejny wysyłały sprzeczne sygnały. Z jednej strony rozczarowały słabe odczyty dynamiki PKB w kwietniu oraz produkcja przemysłowa, z drugiej jednak do optymizmu skłaniały dane z rynku pracy (zarówno wysoka dynamika wynagrodzeń, jak i dobry poziom kreacji miejsc pracy). Wspomniane odczyty nie wpływały jednak w istotnym stopniu na rynki finansowe. Na ten moment wszystkie oczy zwrócone są bowiem na kwestię wyboru lidera Partii Konserwatywnej i to jak to wpłynie na dalszy przebieg negocjacji w sprawie Brexitu. Na ten moment rynki wyceniają niemalże pewną wygraną Borisa Johnsona, stąd w nadchodzącym tygodniu ich uwaga powinna koncentrować się na spotkaniu decyzyjnym Banku Anglii. Konsensus nie oczekuje istotnych zmian w polityce monetarnej w Wielkiej Brytanii, aczkolwiek większość ekonomistów uważa, że oczekiwania banku centralnego względem perspektyw brytyjskiej gospodarki zostaną obniżone. Jeżeli jednak nie dojdzie do realizacji takiego scenariusza, naszym zdaniem kurs GBP/PLN w krótkim okresie powinien kierować się na północ.

EUR

W zeszłym tygodniu w kalendarzu ekonomicznym dla strefy euro jedynym istotnym odczytem były słabe dane o produkcji przemysłowej w kwietniu, która w ujęciu rocznym spadła o 0,5%. Wspomniane dane są odczytami stosunkowo zmiennymi i najpewniej zostaną jeszcze zrewidowane, niemniej brak jednak sygnałów sugerujących poprawę w europejskim przemyśle. Poza piątkowymi, wstępnymi danymi PMI w czerwcu, również nadchodzący tydzień nie obfituje w zbyt wiele publikacji. Warto jednak zwrócić uwagę na forum Europejskiego Banku Centralnego o bankowości centralnej w portugalskiej Sintrze. Liczymy, że podczas tego wydarzenia decydenci EBC rzucą nieco więcej światła na swoje oczekiwania dotyczące kształtowania się polityki monetarnej w strefie euro w przyszłości.

USD

W związku z tym, że kwestia wyższych opłat celnych, które miały zostać nałożone na Meksyk przez USA, została odsunięta na boczny tor, Donald Trump ma zdecydowanie więcej czasu na to, żeby – za pomocą Twittera – nawoływać Rezerwę Federalną do cięcia stóp procentowych.

W środę dowiemy się, jak FOMC poradzi sobie ze wspomnianą presją polityczną na obniżkę stóp procentowych. Konsensus nie oczekuje jakichkolwiek natychmiastowych zmian w polityce monetarnej po środowym spotkaniu Rezerwy Federalnej. Dużo ważniejszą rolę odegrają tutaj komunikaty FOMC po samym spotkaniu, dotyczące planów banku centralnego na najbliższą przyszłość. Jesteśmy zdania, że rynkowa wycena trzech obniżek stóp procentowych przed końcem 2019 roku jest zdecydowanie przesadzona, a tym samym może ulec zmianie w konsekwencji mniej gołębiej od oczekiwanej retoryki Fedu. Jeżeli oczekiwania rynków się nie zrealizują, z pewnością warto będzie obserwować, do jakiego stopnia w krótkim okresie umocni się dolar amerykański.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

R22 inwestuje w Blugento – narzędzie SaaS do prowadzenia e-sklepów

R22 konsekwentnie rozszerza portfolio usług i narzędzi wspierających firmy w obecności w Internecie oraz automatyzacji procesów komunikacji, marketingu i sprzedaży. Grupa R22 zainwestuje w Blugento – rozwiązanie e-commerce do budowy sklepów internetowych. Dzięki wsparciu finansowemu oraz know-how Grupy R22, Blugento przyśpieszy międzynarodową ekspansję.

17 czerwca 2019 r. Grupa R22 podpisała umowę inwestycyjną na mocy której zainwestuje 1 mln euro w spółkę Blugento. To rumuński start-up oferujący stworzenie oraz utrzymanie sklepów internetowych w oparciu o platformę Magento. Blugento oferuje rozwiązanie, które posiada wszystkie zalety indywidualnego rozwiązania zbudowanego przez agencję, w przystępnym cenowo modelu subskrypcji, który obejmuje hosting, monitoring i wsparcie.

Jakub Dwernicki, prezes R22
Jakub Dwernicki, prezes R22

– Rozwijamy się zarówno w zakresie nowych rynków, jak i kolejnych produktów. Zbudowaliśmy kompleksowe portfolio usług i narzędzi, które umożliwiają przedsiębiorcom rozwój działalności online i wspierają ich w automatyzacji procesów biznesowych. Blugento to unikalne narzędzie pozwalające szybko i tanio stworzyć profesjonalny sklep internetowy, które sprawdziło się na rynku rumuńskim i jest gotowe do międzynarodowej ekspansji. – mówi Jakub Dwernicki, prezes R22.

Blugento działa w modelu SaaS, spółka ma ponad 350 klientów w Rumunii i zagranicą. Jeszcze w 2019 r. spółka chce wejść na kilka zagranicznych rynków, w tym polski.

– Cieszymy się, że dołączamy do Grupy R22, która pomoże nam osiągnąć nasz cel – budowy najlepszego rozwiązania e-commerce dla małych i średnich firm oraz międzynarodowej ekspansji. Wsparcie R22 obejmuje nie tylko finansowanie rozwoju, ale przede wszystkim dostęp do know-how oraz bazy ponad 250 tys. klientów. – mówi Sandu Băbășan, prezes i założycieli Blugento. – W Rumunii jesteśmy już jednym z domyślnych rozwiązań, które każdy sprzedawca bierze pod uwagę przy tworzeniu nowego sklepu internetowego. Nasz rozwój napędzany jest przede wszystkim przez polecenia od klientów.

W wyniku transakcji R22 wykupi akcje dotychczasowych inwestorów finansowych oraz dokapitalizuje spółkę. R22 będzie posiadać 31 proc. udziału w kapitale zakładowym. Strony przewidziały kolejne rundy dokapitalizowania oraz zakupu akcji, w wyniku których R22 obejmie większościowy pakiet akcji w Blugento.

Setanta S.A. ma list intencyjny w sprawie połączenia z ALL IN! GAMES

Setanta S.A., Spółka notowana na Głównym Rynku GPW w Warszawie, podpisała list intencyjny z ALL IN! GAMES Sp. z o.o. w sprawie połączenia obu podmiotów. ALL IN! GAMES prowadzi działalność wydawniczą na rynku gier komputerowych.

Setanta S.A. oraz ALL IN! GAMES Sp. z o.o. dostrzegają korzyści płynące z zacieśnienia współpracy i chcąc wykorzystać efekty synergii, wynikające z posiadanego doświadczenia oraz potencjału obu spółek zdecydowały się podpisać list intencyjny w sprawie połączenia. Planowane połączenie ma nastąpić poprzez przeniesienie całego majątku spółki ALL IN! GAMES Sp. z o.o. (spółka przejmowana) na spółkę Setanta S.A. (spółka przejmująca) w zamian za wydanie dotychczasowym udziałowcom spółki ALL IN! GAMES Sp. z o.o. akcji Setanta S.A. Obecnie oba podmioty będą prowadziły proces due diligence oraz przygotowywały Term Sheet, którego podpisanie zostało przewidziane do dnia 30.06.2019 r. Niezależnie od kwoty wyceny wartości Emitenta, która zostanie dokonana przez niezależnego biegłego rewidenta wybranego przez obie strony transakcji, dotychczasowi Akcjonariusze Setanta S.A. będą posiadali udział nie mniejszy niż 9% akcji w kapitale zakładowym Spółki po połączeniu. Zarząd Setanta S.A. jest przekonany, że połączenie spółek przyniesie im korzyści dzięki wykorzystaniu ich obustronnego potencjału oraz doświadczenia.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z podpisania listu intencyjnego w sprawie połączenia z ALL IN! GAMES Sp. z o.o., które prowadzi działalność wydawniczą na rynku gier komputerowych. Rozpoczęcie działalności w tym segmencie biznesowym pozwoli nam skutecznie wykorzystać nasz status spółki publicznej notowanej na rynku głównym GPW w Warszawie do budowy silnego podmiotu w branży wydawniczej na rynku gier komputerowych. Warto dodać, że obecni Akcjonariusze Setanta S.A. niezależnie od wyceny biegłego rewidenta będą mieli co najmniej 9% udział w kapitale zakładowym połączonej Spółki. Naszym nadrzędnym celem jest stworzenie silnego wydawnictwa w branży gier komputerowych, które wykorzysta potencjał rynku kapitałowego i obecności na GPW w Warszawie.” – komentuje January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki Setanta S.A.

Połączenie obu Spółek nastąpi po ustaleniu parytetu wymiany akcji i pod warunkiem wyrażenia zgody przez Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Setanta S.A. oraz Zgromadzenie Wspólników ALL IN! GAMES Sp. z o.o. Główną przesłanką podjętej decyzji o przygotowaniu procesu połączenia jest przekonanie Zarządów obu Spółek, iż po połączeniu powstanie podmiot o mocnej pozycji konkurencyjnej na rynku gier komputerowych, który będzie w stanie wykorzystać efekty synergii wynikające m.in. z wykorzystania i wzajemnego uzupełnienia potencjałów, optymalizacji i zwiększenia skali działania, a także redukcji kosztów działalności.

ALL IN! GAMES Sp. z o.o. to wydawnictwo różnorodnych gier przeznaczonych na konsole oraz komputery osobiste. Dotychczas pozyskało ono aż 16 tytułów tworzonych przez znanych polskich oraz zagranicznych deweloperów, m.in. Destructive Creations, PolyAmorous czy The Knights of Unity, w tym także zagraniczne produkcje, takie jak Fort Triumph tworzony przez zespół deweloperski z Izraela. W 2019 r. ALL IN! GAMES planuje aż 6 premier gier, a w 2020 r. będzie ich co najmniej 10. Tytuły te pojawiają się na wszystkich ważnych imprezach międzynarodowych, a obecność na eventach rangi GDC, PAX, Gamescom, Tokyo Game Show czy EGX jest na stałe wpisana w politykę budowania rozpoznawalności marki ALL IN! GAMES.

„W portfolio wydawnictwa ALL IN! GAMES znajduje się wiele zróżnicowanych i perspektywicznych gier typu Indie AAA przeznaczonych na konsole oraz komputery osobiste. Wydawnictwo konsekwentnie pracuje również nad pozyskiwaniem kolejnych tytułów. Ze strony ALL IN! GAMES studia produkcyjne otrzymują niezbędne finansowanie dalszej produkcji gier, profesjonalną kampanię marketingową, obecność na najważniejszych wydarzeniach branżowych na świecie oraz premierę na wszystkich największych rynkach jednocześnie. Uważamy, że taki model biznesowy pozwoli osiągnąć sukces rynkowy i zbudować silną pozycję w branży gier komputerowych.” – podsumowuje Prezes Ciszewski.

Setanta S.A. zadebiutowała na Głównym Rynku GPW w styczniu 2017 r., przechodząc na niego z rynku NewConnect, na którym była notowana od stycznia 2013 r.

W ciągu ośmiu lat średnie wynagrodzenie wzrosło o 42%

Przeciętne wynagrodzenie w 2018 r. wyniosło 4585 zł – podał dziś GUS, publikując wstępne dane. To wzrost o 7% r/r i aż 42% więcej, niż w 2010 r. Największy skok r/r odnotowano w górnictwie i wydobywaniu oraz opiece zdrowotnej i pomocy społecznej. Liczba osób pracujących w gospodarce narodowej wzrosła o 2% r/r i wynosi obecnie 16 mln.[1] Zdaniem ekspertów Personnel Service w 2019 r. wzrosną i pensje, i zatrudnienie. Pracownicy z Ukrainy nadal rozwiązują bieżące problemy polskiego rynku pracy, ale jeśli nie wprowadzimy ułatwień dla ich zatrudniania, 2020 r. może wyglądać zdecydowanie mniej optymistycznie.

Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy
Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy

Wzrost wynagrodzeń stymuluje nie tylko wyższa płaca minimalna, ale przede wszystkim pogłębiające się deficyty rąk do pracy. Przewidujemy, że w latach 2019 i 2020 te niedobory jeszcze się zwiększą – będzie brakować szczególnie wykwalifikowanych pracowników. Cały czas obserwujemy falę inwestycji, dzięki której powstają nowe miejsca pracy. Na szczęście dla polskich firm na bieżące problemy rynku pracy wciąż odpowiadają Ukraińcy, ale jeśli nie wprowadzimy zmian w prawie ułatwiających ich zatrudnianie, to na 2020 rok powinniśmy spojrzeć zdecydowanie mniej optymistycznie – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service, ekspert rynku pracy.

Górnicy i opiekunowie z wyższymi pensjami

Największy wzrost przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w porównaniu do zeszłego roku widać w branżach „Górnictwo i wydobywanie” (10,7%), „Opieka zdrowotna i pomoc społeczna” (10,3%) oraz „Administrowanie i działalność wspierająca” (8,3%) a najmniejszy w obszarach „Pozostała działalność usługowa” (2,6%) i „Administracja publiczna i obrona narodowa; obowiązkowe zabezpieczenia społeczne” (4,7%).

Od 2012 r. pracuje nas coraz więcej

Przeciętna liczba osób zatrudnionych w 2018 r. wyniosła 16 mln osób, co oznacza wzrost o 2,0% w stosunku do ubiegłego roku. Jak wskazuje GUS, liczba osób pracujących rośnie systematycznie od 2012 r. Najwyższy wzrost liczby osób pracujących zanotowano w sekcjach „Transport i gospodarka magazynowa” (5,2%), „Informacja i komunikacja” (4,8%) i „Działalność profesjonalna, naukowa i techniczna” (4,5%). Mniej osób, niż przed rokiem, pracowało w branżach „Rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybactwo” (0,3%) oraz „Administrowanie i działalność wspierająca” (2,2%).

Mniej osób z wynagrodzeniem minimalnym

Płaca minimalna w 2018 r. wzrosła o 100 zł r/r i wynosiła 2100 zł brutto. Liczba osób zarabiających nie więcej niż minimalne wynagrodzenie spadła o ponad 15% r/r i wyniosła 423 tys. Jak wskazują eksperci Personnel Service, niedobory na rynku pracy wymuszają na pracodawcach zdecydowanie wyższe podwyżki, niż ustanawiane odgórnie wzrosty płacy minimalnej.

[1] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/pracujacy-zatrudnieni-wynagrodzenia-koszty-pracy/pracujacy-i-wynagrodzenia-w-gospodarce-narodowej-w-2018-r-dane-wstepne,18,1.html

Droższe grunty, to droższe mieszkania zarówno dla dewelopera, jak i kupującego

Rosnące ceny gruntów pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną to jeden z głównych czynników napędzających wzrost cen mieszkań w Polsce. W 2018 r. w najatrakcyjniejszych dzielnicach Warszawy i Wrocławia, podrożały one nawet o 20% w skali roku, odnotowali eksperci Emmerson Evaluation w swoim najnowszym raporcie. Przy rosnących jednocześnie kosztach budowy, deweloperom coraz trudniej osiągnąć opłacalną marże na inwestycjach. To realny problem, w ubiegłym roku z tego powodu część transakcji gruntami nie zostało sfinalizowanych.

W raporcie dotyczącym gruntów inwestycyjnych przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną Emmerson Evaluation przeanalizował rynki największych polskich miast z najbardziej rozwiniętymi rynkami deweloperskimi. W opracowaniu przyjęto faktyczne ceny sprzedaży gruntów dla transakcji dokonanych w 2018 roku, zebranych w autorskiej bazie Evaluer i przedstawiono je w przeliczeniu na cenę 1 mkw. powierzchni użytkowej mieszkalnej (PUM). To wskaźnik, który odnosi się do potencjalnej zabudowy możliwej do zrealizowania na danym gruncie. Analiza wykazała, że w większości ujętych w raporcie miast ceny gruntów wzrosły.

Największe podwyżki Emmerson Evaluation odnotował na rynku warszawskim i wrocławskim. Najbardziej stabilne ceny utrzymał Kraków i Szczecin. Najdrożej grunty sprzedały się w Warszawie, Krakowie i Trójmieście. Według raportu średnie ceny 1 mkw. PUM w tych miastach w 2018 r. wynosiły odpowiednio 2100 zł, 1650 zł i 1500 zł. Z analizowanych w raporcie rynków najniższą cenę za grunt inwestycyjny należało zapłacić w Łodzi, gdzie średnio kształtowała się ona na poziomie 650 zł/mkw. PUM. Najmniejszą ofertą gruntów dostępnych na sprzedaż charakteryzował się Kraków i Sopot. Natomiast największą dostępność gruntów inwestycyjnych można było zaobserwować w Szczecinie i Łodzi.Droższe grunty

Mimo przeszkód deweloperzy budują

Wysokie wyniki sprzedaży mieszkań skłaniały i nadal zachęcają deweloperów do realizacji nowych inwestycji i tym samym do zakupu nowych terenów na ten cel. Nie wszystkie ich plany i projekty dochodzą jednak do skutku. Dynamika wzrostu kosztów budowy spowodowała, że wiele transakcji gruntami w 2018 roku nie zostało sfinalizowanych. Przy ich wysokich cenach oraz rosnących kosztach budowy deweloperzy muszą też podnosić ceny mieszkań, aby realizować marże na zadowalającym poziomie. – W najlepszej sytuacji są inwestorzy, którzy posiadają duże banki ziemi. Mniejsi deweloperzy kupując obecnie grunt są skazani na duże ryzyko nieosiągnięcia zakładanej rentowności inwestycji – zauważa Robert Korczyński, członek zarządu Emmerson Evaluation.

Na skutek braku możliwości zakupu atrakcyjnych gruntów inwestycyjnych w zadowalających cenach, deweloperzy coraz śmielej inwestują w grunty poindustrialne, wymagające np. remediacji, czy w nieruchomości zabudowane obiektami objętymi ochroną konserwatorską czy nawet w nieruchomości z problemami prawnymi, wskazują eksperci Emmerson Evaluation. Tego typu grunty, z uwagi na ryzyko inwestycyjne, miały niskie ceny. Jednak obecnie także one drożeją.

Według danych zebranych w raporcie „Grunty pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną”, średni udział ceny gruntu w wartości całkowitej inwestycji w miastach takich jak Warszawa, Trójmiasto, Kraków nieznacznie przekracza poziom 20%, natomiast w najdroższych lokalizacjach może osiągnąć nawet 37%. We Wrocławiu czy Poznaniu udział ceny gruntu w wartości całkowitej inwestycji wynosił średnio 16%. Najniższy poziom analitycy firmy odnotowali w Łodzi i Szczecinie – średnio 13% i 14%.ceny grunty

Grunty pozostaną w cenie

Emmerson Evaluation prognozuje, że do końca 2020 roku ceny gruntów pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną będą jeszcze rosły, jednak ich tempo będzie znacznie niższe niż dotychczas. Kluczowa dla cen gruntów będzie sytuacja na rynku budowlanym oraz skłonność do akceptacji podwyżek cen mieszkań ze strony kupujących, wskazują analitycy firmy. – Spodziewamy się również, że na rynku coraz częściej będą pojawiać się transakcje gruntami, na których deweloperzy będą realizować inwestycje typu „brownfield”. Wśród mniejszych deweloperów spodziewamy się natomiast większego niż dotychczas zainteresowania terenami położonymi w sąsiedztwie dużych miast. To z kolei spowoduje wzrost cen na tych obszarach. Najwięksi gracze pozostaną zainteresowani dużymi terenami inwestycyjnymi, gdzie może powstać nawet kilkaset mieszkań. Z uwagi na skalę inwestycji daje im to możliwość uzyskania zysku na wysokim poziomie – podsumowuje Robert Korczyński z Emmerson Evaluation.

Erik Drukker mianowany na stanowisko Prezesa Zarządu BNP Paribas Real Estate Poland i na region Europy Środkowo-Wschodniej

Erik Drukker przejął z dniem 31 maja 2019 roku dowodzenie jako nowy Prezes Zarządu – Dyrektor Generalny na Europę Środkową i Wschodnią w BNP Paribas Real Estate.

Z punktu widzenia obecnej strategii BNP Paribas Real Estate zmierzającej do wdrożenia nowych usług w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, stały wzrost gospodarczy i rozwój rynków w tym regionie stanowią idealne tło dla realizacji naszych planów. Erik Drukker, dzięki swojej dogłębnej znajomości specyfiki krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej – Lauric Leclerc, Zastępca Dyrektora Generalnego BNP Paribas Real Estate odpowiedzialny za międzynarodowe doradztwo i zarządzanie nieruchomościami

Erik Drukker piastował stanowisko Dyrektora Zarządzającego w BNP Paribas Real Estate Poland od 6 lat, a pod koniec roku 2018 objął również pozycję Dyrektora Generalnego na Czechy oraz Członka Zarządu polskiego i czeskiego oddziału BNP Paribas Real Estate.

Przez cały okres jego dotychczasowej pracy dla BNP Paribas Real Estate, Erik sprawował nadzór nad działami Wynajmu i Wycen w Polsce, Czechach i Rumunii.
Wraz z objęciem przez Erika stanowiska Prezesa Zarządu na Europę Środkowo-Wschodnią do pełnionych przez niego obowiązków dojdzie nadzór nad działami Rynków Kapitałowych, Zarządzania Nieruchomościami, Badań i Analiz Rynkowych oraz Doradztwa i Zarządzania Projektowego. Ponadto będzie on odpowiedzialny za opracowywanie i wdrażanie nowych inicjatyw na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej.

Erik Drukker, Prezes Zarządu, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland
Erik Drukker, Prezes Zarządu, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Okazane mi zaufanie, jakim jest powierzenie mi tego stanowiska, jest dla mnie ogromnym zaszczytem. Przyjęta przeze mnie nowa rola oznacza pracę nad nowymi rozwiązaniami i ofertą usług spełniających rosnące oczekiwania rynku i naszych klientów. Branża nieruchomości odchodzi teraz od tradycji, obecnie inwestujemy w innowacyjność – czy to z perspektywy stosowanych narzędzi czy też przyjmowanego podejścia. Dlatego też ogromnie cieszy mnie możliwość pracy z tak utalentowanym zespołem, którego członkowie tak jak i ja są pasjonatami rynku nieruchomości. Jestem pewien, iż wspólnie uda nam się zrealizować nasze coraz ambitniejsze cele dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej. – Erik Drukker, Prezes Zarządu, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Erik jest specjalistą o bogatym doświadczeniu, znanym i rozpoznawalnym na rynku nieruchomości na terenie całej Europy. Przez większość trwającej 23 lata kariery na rynku polskim pracował głównie dla firmy DTZ, gdzie piastował stanowisko Zastępcy Dyrektora Generalnego i Członka Zarządu. Jego rozległa wiedza na temat dynamicznie zmieniających się realiów rynku nieruchomości pozwoliła na opracowanie szeregu innowacyjnych narzędzi wykorzystywanych przy wdrażaniu i świadczeniu nowych usług na rzecz klientów BNP Paribas Real Estate na terenie Europy Środkowo-Wschodniej.

Trzy top trendy na rynku handlowym

Gastronomia zawłaszcza przestrzenie zewnętrzne obiektów, do wewnątrz wchodzą coworkingi, a klienci chcą mieć dostęp do szerszej oferty nie tylko przez internet – to trzy główne nurty dominujące obecnie na polskim rynku centrów handlowych, na które wskazują eksperci CBRE. Rynek stabilnie rośnie i nie przestanie – z raportu CBRE „Poland Market Outlook 2019” wynika, że na koniec marca br. całkowita przestrzeń obiektów handlowych w Polsce wynosiła 12 mln mkw., a do końca 2019 ma wzrosnąć o około 370 tys.

Magdalena Frątczak, Szef Działu Powierzchni Handlowych w CBRE
Magdalena Frątczak, Szef Działu Powierzchni Handlowych w CBRE

Większość centrów handlowych w ostatnim czasie zdecydowała się na odnowienie swojej części restauracyjnej, dzięki czemu dotychczas duże i bezosobowe, usiane głównie stolikami i krzesłami przestrzenie nabrały bardziej relaksującego i intymnego charakteru. Potrzebą chwili jest również nowa przestrzeń na coworkingi – to kolejna funkcja, która uzupełnia szeroką ofertę obiektów zakupowo-rozrywkowych o aspekt biznesowy. Z kolei ogromna oferta e-commerce wywiera na sklepy stacjonarne presję rozszerzania listy produktów – klient widząc rzecz w internecie chce ją sprawdzić na żywo, co nie zawsze jest możliwe i może wywoływać frustrację – mówi Magdalena Frątczak, szefowa sektora handlowego w CBRE.

W galerii i relaks, i praca

Obszar gastronomiczny w galeriach handlowych nie tylko zmienia swoje oblicze, ale często również zajmuje coraz więcej przestrzeni. Nie dzieje się to jednak kosztem sklepów – w tym celu wykorzystywane są np. zewnętrzne tarasy jak w Vivo! Lublin czy w Galerii Młociny – w której wyciszona jest nawet część fastfoodowa, czy powierzchnia tuż za drzwiami centrów, obejmująca odnowiony plac miejski – jak w przypadku Galerii Kazimierz. To zmiany, które miały na celu podarować klientom więcej komfortu i prywatności po wizytach w głośnych sklepach. Są również nakierowane na osoby, które ciężko znoszą takie hałaśliwe i zmieniające się szybko otoczenie, np. osoby starsze i bardzo małe dzieci. Dzięki tym modyfikacjom mogą spędzić więcej czasu w obiektach handlowych i wyjść zrelaksowanymi.

Kolejnym przykładem rozszerzania funkcji galerii jest pojawianie się coworkingów. Przykładem jest bardzo dobrze zaaranżowana powierzchnia w nowej Galerii Młociny w Warszawie, czy w Vivo! Lublin. Przestrzenie do pracy są zazwyczaj tworzone w tych częściach centrów, które z obiektywnych przyczyn nie mogą być przeznaczone na handel czy rozrywkę. Centra stają się nie tylko handlowo-rozrywkowe, ale również biznesowe. Dzięki temu są w stanie zatrzymać klientów na jeszcze więcej godzin.

Nie ma to jak zobaczyć na żywo

Jak wskazują eksperci CBRE, obiekty handlowe zdecydowanie dominują nad e-commerce pod względem konwersji zakupowej – wynosi ona między 12-20% w zależności od kategorii obiektu, w outletach nawet 75%, a w internecie jedynie 1-2%. E-commerce stoi w służbie sprzedaży stacjonarnej, wpływając na postrzeganie marek i implikując zakupy w realu. Widząc szeroką ofertę w internecie klienci chcą mieć taki sam wybór w sklepach stacjonarnych, co często nie jest możliwe i powoduje dyskomfort zakupowy.

Galerie w rozkwicie

Rynek tradycyjnych powierzchni handlowych w Polsce jest dojrzały, lecz wciąż stabilnie rośnie. Odzwierciedlają to coraz wyższe wskaźniki nasycenia powierzchnią handlową. Jak wskazuje raport CBRE „Poland Market Outlook 2019” za I kwartał br., całkowita przestrzeń obiektów zakupowych wynosi ponad 12 mln mkw. Składało się na nią 438 centrów handlowych, 77 parków handlowych i 16 centrów wyprzedażowych. W 2019 r. wzrost nowoczesnej powierzchni handlowej szacuje się na około 370 tys. mkw. Aktywność deweloperów koncentruje się obecnie głównie w mniejszych miastach. Zdecydowana większość nowych projektów (ok. 80%) powstaje w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców.

Tik tak, tik tak

Zaczyna się odliczanie do środowej decyzji FOMC, która może zdefiniować, jakie dla rynków będą kolejne miesiące. Rynek liczy na dużą dawkę gołębiości, ale mocno wykrystalizowane oczekiwania często stają się przeszkodą do jednoznacznej interpretacji przekazu. W odwodzie rusza konferencja EBC w Sintrze i prezes Draghi będzie miał kilka okazji, by „uzupełnić” stanowisko banku.

Aktualnie rynek daje 12 proc. szans na obniżkę stóp procentowych Fed o 25 pb w tym tygodniu, 90 proc. dla posiedzenia w lipcu, cięcia o 43 pb do września i o 65 pb do końca roku (czyli prawie trzy obniżki). To dość bogata wycena gołębiego zwrotu Fed oparta o oczekiwania schłodzenia aktywności gospodarczej USA w obliczu eskalacji wojen handlowych i ich negatywnego wpływu na perspektywy wzrostu i inflację. Oczekiwania te były jeszcze silniejsze, ale osłabły w piątek, kiedy dane o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej pokazały lepsze odczyty za maj i pozytywne rewizje wcześniejszych odczytów za kwiecień, tym samym argumentując za silniejszą postawą konsumentów i biznesu. Ale raport Uniwersytetu Michigan zmącił wcześniejszy entuzjazm, wskazując na najsłabsze oczekiwania inflacyjne od 40 lat (2,2 proc. dla okresu 5-10 lat). Fed bez wątpienia ma o czym myśleć i środowa decyzja nie będzie łatwa. Zagrożenia dla inflacji, niespokojne otoczenie polityczne i presja ze strony rynków (ważny element polityki Fed) przemawiają za tym, by zasygnalizować gotowość do działania w przyszłości. Gołębi Fed jest zły dla dolara, ale przy tak wysokich oczekiwaniach posiedzenie FOMC jest naszpikowane jastrzębimi pułapkami. Fed wcale nie musi zapewnić rynku, że lipcowe cięcie jest pewne, może starać się nakierować oczekiwania na wrzesień, albo w projekcji wcale nie zasugerować aż trzech obniżek w tym roku. Jeśli Fed nie da czegoś mocnego za dalszą sprzedażą USD, rozczarowanie może przynieść odbicie, nawet jeśli ogólny przekaz będzie wskazywał na nasilenie gołębiego nastawienia. Bo punktem odniesienia nie jest środek osi między gołębi/jastrzębi, ale oczekiwania rynkowe i ocena, czy wydźwięk był słabszy/silniejszy.

Zjazd EUR/USD w piątek dobitnie pokazuje, jak krucha jest pewność siebie inwestorów lub jak duże jest zagrożenie, że Fed nie przebije się ponad wyśrubowane oczekiwania rynku. Jakkolwiek EUR/USD jest wskazywany jako barometr sentymentu i miejsce pierwszego wyboru do dyskontowania czynników ryzyka wokół dolara, to też oznacza, że lawinowy efekt bywa mocniejszy. Jakby tego było mało, handel na EUR/USD może być w tym tygodniu obciążony przez czynniki związane z euro. Dziś w portugalskiego Sintrze startuje doroczna konferencja Europejskiego Banku Centralnego, gdzie prezes Draghi będzie miał kilka okazji, by dodać więcej do przekazu sprzed dwóch tygodni, który przez wielu jest oceniany za zbyt optymistyczny względem panujących warunków. Podobnie, jak w USA, w strefie euro oczekiwania inflacyjne drenują dno. Jeśli teraz Draghi zbuduje przekonanie, że EBC ma narzędzia, by bardziej łagodzić politykę monetarną, EUR będzie cierpieć z tego powodu.

Złoty ma za sobą dobrą passę, ale w obliczu ryzyk z „pierwszej ligi” (powyżej) możemy być u kresu umocnienia. Pozytywna reakcja dolara na decyzję Fed nigdy nie jest dobrą wiadomością dla walut rynków wschodzących, a przy innych hamulcach dla apetytu na ryzyko (wojny handlowe, konflikt USA-Iran) może być łatwiej o słabszą postawę aktywów emerging markets. Dla złotego dodatkowym ryzykiem jest nieobecność polskich banków w czwartek, co pogorszy płynność.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wzrost cen mieszkań wyhamował. Czas na spadki?

Wzrost cen mieszkań w skali roku jest dwukrotnie niższy w porównaniu do ostatnich kilku lat. Dynamika cen będzie nadal spadać. To powinno osłabić presję, aby szybko kupować mieszkania.

– Powróciliśmy do 5-6 proc. wzrostu cen mieszkań w skali roku, gdy jeszcze niedawno były to wzrosty 9-10 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Jacek Furga, prezes AMRON.

I kwartał 2019 roku przyniósł kolejne niewielkie podwyżki cen mieszkań. Spadek średniej transakcyjnej ceny 1 m2 powierzchni użytkowej lokalu mieszkalnego zanotowano jedynie w aglomeracji katowickiej – do poziomu 3 172 zł/m2, czyli o 70 zł (2,15%) w porównaniu do wartości zanotowanej w IV kwartale 2018 roku. Można uznać, że w Gdańsku przeciętnie za mieszkanie w I kwartale bieżącego roku płacono tyle samo co kwartał wcześniej – 6 821 zł/m2. W pozostałych badanych miastach średnie ceny mieszkań były wyższe w porównaniu do poprzedniego kwartału. Największy wzrost zanotowano we Wrocławiu, gdzie nabywcy płacili średnio 6 275 zł/m2, czyli więcej o 125 zł (2,04%) w ujęciu kwartalnym. W stolicy przeciętna cena mieszkania w I kwartale 2019 roku wyniosła 8 247 zł/m2, co oznacza wzrost o 130 zł, czyli 1,60% w odniesieniu do IV kwartału ubiegłego roku.

W odniesieniu do analogicznego kwartału 2018 roku we wszystkich badanych lokalizacjach za- notowano wzrost średniej ceny zakupu 1 m2 powierzchni mieszkania. Najbardziej podrożały lokale w Poznaniu (o 441 zł/m2, czyli 7,78%), w Krakowie (o 493 zł/m2, czyli 7,67%) oraz w Gdańsku (o 606 zł/m2, czyli 9,75%).

– Oceniamy, że dynamika wzrostu cen będzie malejąca – mówi J.Furga.

Jak wynika z najnowszego raportu AMRON, dotyczącego I kw. br. w porównaniu do IV kwartału 2018 roku wzrosła liczba mieszkań oddanych do użytkowania i liczba rozpoczętych budów – odpowiednio o 11,54% i 8,63%, natomiast liczba pozwoleń na budowę mieszkań uzyskanych przez deweloperów spadła o 20,60%.

Jakóbik: W przyszłym roku czekają nas wysokie podwyżki cen energii

90 procent odbiorców końcowych nie płaci ceny za energię wyższej niż w 2018 r. W Sejmie zakończyła się burzliwa dyskusja na temat nowelizacji ustawy o cenach energii.

Nowelizacji było kilka: – Nawet najtrudniejsze regulacje na rynku energii są do przeżycia, jeżeli są przewidywalne, są przyjmowane w sposób przejrzysty i klarowny, tego przy cenach energii niestety zabrakło – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik, red.nacz. BiznesAlert.pl.

Do końca roku nie będzie podwyżek dla odbiorców indywidualnych i samorządów.

– Jednak w przyszłym roku podwyżki będą wysokie, nawet kilkudziesięcioprocentowe, tego nie da się uniknąć bo ceny energii rosną w całej Europie – wyjaśnia W.Jakóbik.

USA odgrywają coraz większą rolę w obronności i gospodarce Polski

Prezydent Polski Andrzej Duda odwiedził ostatnio Donalda Trumpa w Białym Domu, prezydenckim pałacu Stanów Zjednoczonych. Przy okazji wizyty podkreślił, że polski rząd poważnie podchodzi do relacji gospodarczych i strategicznych z USA oraz że jest dumny z tego, jak ta współpraca dzisiaj wygląda. Warto przy tej okazji wspomnieć, jaki wpływ na polskie bezpieczeństwo mają  Stany Zjednoczone. Jednym z sojuszy, które gwarantują nam wsparcie militarne i strategiczne, jest bowiem Sojusz Północnoatlantycki (NATO), w którym USA odgrywa dominującą rolę. Obecnie zauważyć można, że działania militarne Stanów Zjednoczonych mają dla Polski szczególnie dużą wartość. Przejawia się to we wzmożonej, fizycznej obecności amerykańskich żołnierzy w regionie wschodnio-europejskim oraz w umożliwieniu Polsce zakupu amerykańskiego uzbrojenia, niedostępnego dla wszystkich członków NATO. Jednak we współpracy z Ameryką warto pamiętać, że równie ważny jest dla nas drugi sojusz – będący podstawą naszego bezpieczeństwa i rozwoju gospodarczego.

– Ważne jest, by Stany Zjednoczone ze zrozumieniem podeszły do drugiego filaru naszego bezpieczeństwa, którym jest współpraca gospodarcza w ramach Unii Europejskiej. Te dwa elementy w różnych przestrzeniach niestety ze sobą rywalizują – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Widać to bardzo dobrze w przestrzeni energetycznej, gdzie Stany Zjednoczone próbują zablokować inwestycję w Nordstream II – która zmierza do zwiększenia ilości rosyjskiego gazu w Europie. Widać jednak, że Polski rząd zdecydował się na pewne rozwiązania, zbliżające nas do amerykańskiej strony tego konfliktu. Stawiamy nie tylko na większą współpracę militarną ze Stanami, ale też  na dywersyfikację źródeł dostaw surowców energetycznych, w tym gazu naturalnego – właśnie w kierunku amerykańskim – podsumowuje Roszkowski.

Nie pytaj, czy w Twojej firmie nadejdzie kryzys, ale kiedy

Kryzys w firmie nastąpi. Tak to już jest, że ludzie lubią zarówno kryzysy wywoływać czy potęgować, jak i o nich słuchać. Zamiast więc zastanawiać się, jak nie dopuścić do powstania sytuacji kryzysowej w przedsiębiorstwie, lepiej opracować i wdrożyć mechanizmy, które pozwolą zdusić ją w zarodku oraz zminimalizować jej negatywne skutki.

„Do kryzysu przede wszystkim należy się przygotować, bo kryzys nadejdzie. Żyjemy w takich czasach, które są bardzo kryzysogenne i »kryzysochłonne«, biorąc pod uwagę oczywiście zainteresowanie mediów – to wszystko, co złego dzieje się w otoczeniu, nadaje się do publikacji. W związku z tym, jeżeli w pewnym momencie nie podejmiemy działań, które ten kryzys »uśpią« już w zalążku, to wtedy może być duża eskalacja” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Katarzyna Wilczewska, kierownik ds. komunikacji korporacyjnej w PEPCO.

Z kryzysami często bywa tak, że pojawiają się ni stąd, ni zowąd. Z drugiej strony są też sytuacje, o których od razu da się powiedzieć, że łatwo mogą stać się tykającą bombą. Firma musi przewidywać, co może jej zaszkodzić, a co raczej nie, i być wyczulona na punkcie potencjalnych zagrożeń. Trzeba cały czas trzymać rękę na pulsie i odpowiednio wcześnie reagować.

Bardzo dobrze jest, jeśli w organizacji są przyjęte określone procedury na wypadek sytuacji kryzysowej – obowiązuje specjalna instrukcja postępowania, do której stosują się pracownicy. Rzecz jasna nie sposób trzymać się jej sztywno, ponieważ każdy kryzys jest inny. Ważne jednak, aby mieć pewne ogólne wytyczne, bazę (stale uaktualnianą), do której można się odwołać. Wówczas, choć opanowywanie kryzysu za każdym razem będzie przebiegało nieco inaczej, schemat postępowania pozostanie ten sam. Dzięki temu łatwiej będzie zachować zimną głowę i nie działać pod wpływem emocji, które zwykle kryzysom towarzyszą.

Oczywiście sama instrukcja to za mało, aby poradzić sobie z kryzysem. Potrzebna jest jeszcze wiedza – wynikająca głównie z doświadczenia, swojego i innych – pozwalająca stwierdzić, które działanie będzie w danym momencie najlepsze, a które tylko pogorszy sytuację. Nie wolno stosować metody prób i błędów. Należy być pewnym swoich decyzji i brać za nie odpowiedzialność. „Nie można się bać. Nie można starać się interpretować pewnych rzeczy. Tutaj szalenie istotna jest akuratność, precyzja. Trzeba wiedzieć, co mamy zrobić i jak możemy zrobić” – uważa Olaf Krynicki, dyrektor komunikacji w Samsung Polska.

PKN ORLEN wypłaci dywidendę w wysokości 3,5 zł na akcję

Zwyczajne Walne Zgromadzenie PKN ORLEN zatwierdziło wypłatę dywidendy w wysokości 3,5 zł na akcję, zarekomendowaną przez Zarząd PKN ORLEN pod kierownictwem Prezesa Daniela Obajtka. Termin jej wypłaty ustalono na 5 sierpnia 2019 roku.

PKN ORLEN od sześciu lat realizuje politykę dywidendową przy zachowaniu strategicznego celu bezpiecznych fundamentów finansowych GK ORLEN i prognoz dotyczących sytuacji makroekonomicznej. Zarekomendowany przez Zarząd rekordowy poziom dywidendy odzwierciedla stabilną sytuację finansową i efekty wdrożonych planów rozwojowych. Pozytywna decyzja ZWZ oznacza, że do Akcjonariuszy spółki trafi 1,5 mld zł.

Ponadto decyzją Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia absolutorium otrzymali wszyscy Członkowie Zarządu i Rady Nadzorczej PKN ORLEN pełniący swoje funkcje w 2018 roku. Akcjonariusze zaakceptowali również sprawozdanie Zarządu z działalności Spółki i Grupy Kapitałowej oraz sprawozdanie finansowe jednostkowe i skonsolidowane.

Zwyczajne Walne Zgromadzenie PKN ORLEN – na wniosek akcjonariusza Skarbu Państwa – ustaliło skład Rady Nadzorczej w maksymalnej liczbie wynikającej ze Statutu Spółki, która po zarejestrowaniu uchwalonych dzisiaj zmian do Statutu będzie mogła wynieść od 6-10 osób razem z Przewodniczącym Rady Nadzorczej.

Rada Nadzorcza obecnie pracuje w składzie:
• Izabela Felczak-Poturnicka – Przewodnicząca Rady Nadzorczej Spółki
• Barbara Jarzembowska – Członek Rady Nadzorczej Spółki
• Andrzej Kapała – Członek Rady Nadzorczej Spółki
• Michał Klimaszewski – Członek Rady Nadzorczej Spółki
• Jadwiga Lesisz – Członek Rady Nadzorczej Spółki
• Małgorzata Niezgoda – Członek Rady Nadzorczej Spółki
• Anna Sakowicz-Kacz – Członek Rady Nadzorczej Spółki
• Andrzej Szumański – Członek Rady Nadzorczej Spółki
• Anna Wójcik – Członek Rady Nadzorczej Spółki.

Co nas czeka w tym tygodniu? Przegląd wydarzeń tygodnia

Rynki finansowe zatrzymały się w poszukiwaniu kierunku. Z jednej strony oczekiwania luzowania polityki głównych banków centralnych łagodzą obawy o globalnym spowolnieniu. Z drugiej – niepewność wokół skutków wojen handlowych i rosnące napięcia geopolityczne nie pozwalają na wzrost apetytu na ryzyko. W przyszłym tygodniu przełomu może dostarczyć decyzja Fed, jeśli przybliży nas do obniżki stóp procentowych. Interesująca będzie też opinia bankierów centralnych Japonii, Norwegii i Wielkiej Brytanii.

FOMC, ZEW, PMI z Eurolandu, BoE, Norges Bank, BoJ, PKB z NZ, CPI/sprzedaż z Kanady

USA

Wydarzeniem tygodnia będzie posiedzenie FOMC (wt-śr). Uważamy, że Fed powstrzyma się od obniżki stóp procentowych już teraz, ale zasygnalizuje gotować do działania, nie osłabiając przy tym wysokich rynkowych oczekiwań na ruch w lipcu. Dodatkowe 6 tygodni pozwoli poznać więcej danych z gospodarki oraz poczekać na rozwój wypadków w sporze handlowych USA-Chiny, w tym na spotkanie Trump-Xi na szczycie G20. Biorąc pod uwagę, że rynek ma wyśrubowane gołębie oczekiwania ryzyka wokół decyzji przeważają po jastrzębiej stronie, m.in. w formie bardziej optymistycznych prognoz wzrostu lub projekcji ścieżki stopy procentowej sugerujące wyraźnie mniej niż trzy cięcia w 2019 r. (jak aktualnie dyskontuje rynek).

Strefa euro

W strefie euro wstępne szacunki PMI (pt) będą uproszczonym obrazem stanu gospodarki, ale uważnie będzie przyglądał się tym danym. Przy rozbudzeniu sporu handlowego USA-Chiny i przywróceniu wątpliwości do globalnych perspektywy wzrostu indeksy PMI prawdopodobnie czeka negatywna rewizja. Podobne obciążenie dotyczy też niemieckiego indeksu ZEW (wt). Dane będą testem dla długich pozycji w EUR.

Wielka Brytania

Po Banku Anglii (czw) nie spodziewamy się zmian w polityce. Uważamy, że bank nie dokona podwyżki, dopóki nie zobaczy pozytywnych rozstrzygnięć w temacie brexitu. W tym kontekście pierwszy możliwy termin podwyżki to listopad i to pod warunkiem, że dojdzie do porozumienia z UE przed aktualnym deadlinem na porozumienie wyznaczone na 31 października. Wcześniej w tygodniu reakcje na CPI (śr) i sprzedaż detaliczną (czw) będą stłumione wyczekiwaniem na BoE, ale i bez tego dane pozostają w cieniu polityki. W przyszłym tygodniu powinno się wyjaśnić, których dwóch kandydatów na przywództwo w Partii Konserwatywnej będzie przez kolejny miesiąc walczyć o głosy w terenie. Wysokie notowania Borisa Johnsona, który chce iść na twarde negocjacje z UE, nie są czymś, co pomoże funtowi.

Norwegia

W Norwegii Norges Bank dokona zapowiedzianej podwyżki stopy procentowej (czw) i prawdopodobnie zasygnalizuje kolejny ruch przed końcem roku. Badania koniunktury wskazują na przyspieszenie ożywienia i wzmacnianie rynku pracy, które pomoże utrwalić presję inflacyjną. Projekcja ścieżki stóp procentowych powinna wskazywać na prawdopodobieństwo dwóch kolejnych podwyżek w 2020 r. Sporo tego jest już zdyskontowane w NOK i do czas decyzji kurs powinien być stabilny z ryzykiem sprzedaży faktów w czwartek.

Polska

W Polsce dane o inflacji bazowej (pon), z rynku pracy (wt) i o produkcji przemysłowej powinny mieć drugorzędne znaczenie dla złotego. Największym ryzykiem dla waluty jest wolny dzień w czwartek, kiedy rynek będzie trawił środową decyzję FOMC. Niższa płynność w przypadku zaskakującej decyzji, może dostarczyć dodatkowej zmienności na parach złotowych. Mimo wszystko sądzimy, że pole do umocnienia złotego jest ograniczone, a czynniki globalne mogą łatwo wzniecić awersję do ryzyka. Preferujemy ostrożne podejście.

Japonia

Oczekujemy, że Bank Japonii (śr-czw) pozostawi parametry polityki pieniężnej bez zmian. Chociaż eskalacja ryzyka w globalnym handlu podnosi negatywne ryzyka dla gospodarki Japonii, zagrożenia są na razie zbyt niewielkie, by bardziej nadwyrężać ultra-ekspansywne nastawienie banku. Mio to podtrzymanie dotychczasowego (gołębiego) przekazu może przez rynek być odebrane jako relatywnie jastrzębia na tle działań innych banków centralnych i być pretekstem do przejściowego umocnienia JPY.

Australia i Nowa Zelandia

Przed nami spokojny tydzień w Australii jedynie z protokołem z posiedzenia RBA (wt), który rzuci więcej światła na uzasadnienie obniżki stopy kasowej. Po negatywnym wydźwięku raportu z rynku pracy rynek wzmocnił oczekiwania na kolejne cięcie w lipcu, co wywiera presję na AUD. Wydaje nam się jednak, że RBA nie zamierza być tak agresywny i poczeka przynajmniej do sierpnia na skutki dotychczasowego luzowania polityki. Widzimy podwyższone ryzyko, że sprzedaż AUD zaszła za daleko. W Nowej Zelandii PKB za I kw. (czw) ma wskazać wzrost na poziomie 0,6 proc. k/k, tyle samo co w IV kw. ’18 r. i o 0,2 pp. powyżej prognoz RBNZ. Stąd odczyt musiałby być naprawdę zaskakująco niski, aby wpłynąć na wzrost oczekiwań dotyczących kolejnego cięcia stopy OCR. Sądzimy, że NZD jest niedowartościowany, gdyż rynek zbyt sceptycznie podchodzi do perspektyw polityki RBNZ, dyskontując więcej niż jedną obniżkę do końca roku.

Kanada

W Kanadzie tydzień przynosi ważne dane o produkcji przemysłowej (wt), inflacji CPI (śr) i sprzedaży detalicznej (pt). Będą to stadnie kluczowe odczyty przed lipcowym posiedzenie BoC (10 VII), więc silne dane mogą podkręcić oczekiwania na większy optymizm w przekazie BoC. Rynek w dalszym ciągu wycenia CAD z nastawieniem, że BoC pójdzie w gołębią stronę śladem innych banków centralnych, ale w naszej ocenie BoC ma większe pole manewru. Rozdźwięk z sytuacją USD powinien dalej napędzać spadki USD/CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jak w 2018 roku radziła sobie europejska „mieszkaniówka”?

Krajowe media w ramach swoich doniesień dotyczących rynku mieszkaniowego, rzadko informują o sytuacji z innych państw Starego Kontynentu. Uwaga dziennikarzy oraz analityków skupia się głównie na danych z Polski, co raczej nie powinno dziwić. Czas na podsumowanie ubiegłorocznych wyników polskiej „mieszkaniówki” już minął. Właśnie dlatego eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, jak miniony rok pod względem sytuacji branży mieszkaniowej przebiegał w pozostałych państwach Europy. Ta ciekawa analiza pokazuje, że nie tylko w Polsce był widoczny boom na rynku mieszkaniowym.

Wigor odzyskali inwestorzy z Portugalii oraz Grecji …

Eksperci RynekPierwotny.pl najpierw postanowili przyjrzeć się rocznym zmianom liczby pozwoleń na budowę mieszkań (lokali i domów), które wszyscy inwestorzy w 2018 r. uzyskiwali na terenie różnych krajów Starego Kontynentu oraz Turcji. Obecność Turcji w poniższym zestawieniu wynika z dwóch względów. Po pierwsze, ten kraj częściowo leży w Europie. Po drugie, załamanie tureckiej „mieszkaniówki” (spowodowane kryzysem gospodarczym i niestabilnością polityczną) z całą pewnością zasługuje na uwagę. Dane Eurostatu wskazują, że w 2018 r. liczba pozwoleń na budowę tureckich domów i lokali skurczyła się o prawie 53% (względem 2017 r.). Trudno o lepszy przykład mieszkaniowego krachu.

Sytuacja dotycząca liczby pozwoleń na budowę zupełnie inaczej wyglądała w przypadku krajów, które jeszcze niedawno borykały się z poważnym kryzysem na rynku mieszkaniowym. Mowa o Bułgarii (roczny wzrost liczby pozwoleń o 42,3%), Grecji (+42,0%), Irlandii (+40,7%) oraz Portugalii (+42,5%). Dobra mieszkaniowa passa trwała również na hiszpańskim rynku (wynik: +24,2%), który przez kolejny rok z rzędu odrabiał czasy kryzysu.

Ciekawy wydaje się także przykład Niemiec, czyli kraju borykającego się ze społecznymi skutkami długookresowego wzrostu cen mieszkań. W minionym roku niemieccy inwestorzy uzyskali tylko o 2,0% więcej pozwoleń na budowę niż poprzednio (2017 r.). Oczekiwania i potrzeby w tym względem były o wiele większe. Opisywana sytuacja będzie wywierać wpływ na ceny niemieckich mieszkań oraz inne kwestie (również polityczne).Jak europejska „mieszkaniówka” wyglądała w 2018 roku

Nowe lokale szybko drożały np. w Holandii i Czechach

Europejski Urząd Statystyczny (Eurostat) oprócz danych o liczbie pozwoleń na budowę publikuje również ciekawe informacje na temat ubiegłorocznych zmian cen mieszkań. Poniższy wykres przedstawia właśnie takie zmiany z podziałem na rynek pierwotny oraz rynek wtórny. Wg portalu RynekPierwotny.pl już na pierwszy rzut oka można stwierdzić, jakie trendy cenowe w 2018 r. przeważały na europejskich rynkach mieszkaniowych. Okazuje się bowiem, że spadki lub niewielkie wzrosty stanowiły rzadkość. Cenowa stagnacja po raz kolejny była widoczna na terenie Włoch, czyli kraju zmagającego się z zadłużeniem, kryzysem demograficznym, wysokim bezrobociem wśród młodych mieszkańców i niską konkurencyjnością gospodarki.

Pod względem cenowym, zupełnie inna sytuacja w 2018 r. miała miejsce na terenie Czech, Holandii, Irlandii, Portugalii oraz Węgier. Trzy ostatnie kraje wcześniej doświadczyły poważnego kryzysu na rynku mieszkaniowym, co wpłynęło również na skalę późniejszego „odbicia” cenowego. W przypadku Węgier, dodatkowe znaczenie ma polityka państwa przewidująca hojne dopłaty dla nabywców nieruchomości mieszkaniowych. Natomiast jeżeli chodzi o naszych południowych sąsiadów, to wydaje się, że kluczową rolę odgrywają trzy czynniki. Mowa o dobrej koniunkturze gospodarczej, rekordowo niskim bezrobociu oraz napływie kapitału inwestycyjnego.

Zagraniczni inwestorzy szczególnie chętnie kupują nieruchomości mieszkaniowe na terenie Pragi. Sytuacja z Pragi pod względem statystycznym i realnym mocno wpływa na cały rynek mieszkaniowy Czech. W tym kontekście warto pamiętać, że czeska „mieszkaniówka” jest skupiona na terenie stolicy o wiele bardziej niż polska. roczne zmiany cen mieszkańAutor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Zamienniki innowacyjnych leków dają wielomilionowe oszczędności w systemie służby zdrowia. Stanowią w Polsce 2/3 wszystkich sprzedawanych farmaceutyków

Zamienniki innowacyjnych leków dają wielomilionowe oszczędności w systemie służby zdrowia. Stanowią w Polsce 2/3 wszystkich sprzedawanych farmaceutyków 1

Zarówno w Polsce, jak i na całym europejskim rynku leki generyczne stanowią ponad 60 proc. wszystkich sprzedawanych farmaceutyków. Dzięki temu, że są nawet o połowę tańsze, zamienniki leków innowacyjnych są dostępne dla szerszego grona pacjentów i zapewniają wielomilionowe oszczędności w systemie służby zdrowia. Branża leków generycznych i biopodobnych – podobnie jak cały polski przemysł farmaceutyczny – wymaga jednak przejrzystych i stabilnych warunków oraz wsparcia legislacyjnego, które umożliwią jej zrównoważony rozwój i konkurowanie na rynku globalnym.

– Branża leków generycznych w Europie zmaga się w tej chwili z silnymi naciskami ze strony rządów na ograniczenie kosztów, co jest zrozumiałe. Z drugiej strony mamy rosnące koszty produkcji. Musimy więc wypracować równowagę między presją cenową po stronie rządów krajowych a potrzebami producentów w zakresie rosnących inwestycji ukierunkowanych na zwiększenie zdolności produkcyjnych. W przeciwnym razie narazimy się na ryzyko niedoborów i problemów z zaopatrzeniem. Potrzebujemy trwałych modeli, żeby osiągnąć cel, jakim jest zapewnienie pacjentom lepszego dostępu do leków – mówi Adrian van den Hoven, dyrektor generalny Medicines for Europe.

Leki generyczne to zamienniki oryginałów, opracowywane po wygaśnięciu ochrony patentowej i wprowadzane na rynek pod inną nazwą handlową. Zawierają taką samą ilość substancji czynnej i mają niemal identyczną skuteczność. Zamienniki leków innowacyjnych są nawet o 50–80 proc. tańsze – przez co dostępne dla szerszej grupy pacjentów. W Polsce, gdzie stanowią 2/3 wszystkich sprzedawanych leków, są podstawą bezpieczeństwa lekowego pacjentów.

Podobnie jest w całej Europie – szacuje się, że generyki stanowią 67 proc. wszystkich leków wydawanych na europejskim rynku i podwoiły dostęp do leczenia dla pacjentów z cukrzycą i chorobami serca. Leki generyczne, będące podstawą funkcjonowania sektora off patent, przynoszą też wielomilionowe oszczędności w budżecie refundacyjnym NFZ. Innym rodzajem leków zamiennych są leki biopodobne.

– Leki biopodobne są to leki biologiczne, których potrzebuje naprawdę wielu pacjentów. W Europie funkcjonują pewne ograniczenia w dostępie do drogich leków biologicznych, natomiast leki biopodobne można zaoferować pacjentom po cenach dużo niższych. Dzięki temu znacząco zwiększa się liczba chorych, którzy mogą z nich skorzystać. Są wśród nich pacjenci zmagający się m.in. z nowotworami, reumatoidalnym zapaleniem stawów, łuszczycą czy chorobą Leśniowskiego-Crohna – wskazuje Adrian van den Hoven.

Jak podkreśla, branża leków generycznych i biopodobnych konkuruje cenowo z lekami referencyjnymi po wygaśnięciu ich ochrony patentowej – co pozwala obniżyć koszty funkcjonowania systemów ochrony zdrowia i zapewnić leczenie większej liczbie pacjentów. Konieczna jest jednak odpowiednia polityka i regulacje ukierunkowane na zwiększanie dostępności terapii i wsparcie branży off patent.

– Konieczne jest wdrażanie przez rządy takiej polityki, która umożliwi konkurencję na rynku. To wiąże się z dużymi korzyściami dla samych pacjentów – w Europie w ciągu ostatniej dekady leki generyczne zwiększyły dostęp pacjentów do leczenia o 100 proc. W tym czasie leki biopodobne poprawiły go o połowę – mówi Adrian van den Hoven – Wierzymy, że przy odpowiednim wsparciu politycznym będziemy w stanie znacząco zwiększyć liczbę pacjentów mających dostęp do odpowiednich leków – również w Polsce, gdzie dostęp do drogich leków jest obwarowany wieloma ograniczeniami – dodaje.

W Polsce cały sektor farmaceutyczny ma strategiczne znaczenie dla krajowej gospodarki. Jak wynika z danych Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, zapewnia bezpośrednio i pośrednio ponad 100 tys. miejsc pracy i przyczynia się do wytworzenia PKB o wartości ponad 15 mld zł (ok. 1,3 proc.). Branża generuje też 2,4 mld zł bezpośrednich wpływów do budżetu państwa i ma istotny – sięgający blisko 2 proc. – udział w polskim eksporcie. Charakteryzuje się też wysoką innowacyjnością.

– Sektor farmaceutyczny w Polsce dynamicznie się rozwija. Działają tu firmy takie jak Polpharma czy Adamed, które realizują inwestycje w badania i rozwój; są także dużymi eksporterami produktów wytwarzanych w Polsce. Z drugiej strony mamy nowoczesne technologie, jak np. leki biopodobne i bardziej zaawansowane produkty. Jest to także rynek, na którym krajowe, innowacyjne firmy inwestują i tworzą nowe miejsca pracy w zakresie zaawansowanych technologii – podkreśla Markus Sieger, prezes zarządu Polpharma SA.

Produkcja leków w Polsce wzmacnia gospodarkę i pozwala się uniezależniać od dostaw z zagranicy. Jak wynika z szacunków DeLAB Uniwersytetu Warszawskiego („Makroekonomiczne aspekty znaczenia sektora farmaceutycznego dla polskiej gospodarki”) – z każdej złotówki wydanej na zakup leku krajowych producentów 78 groszy trafia do Skarbu Państwa, wspierając krajowe PKB. Co drugi sprzedawany w Polsce farmaceutyk jest w tej chwili produktem krajowych firm. Te uniezależniają polski rynek od leków importowanych i są gwarantem bezpieczeństwa lekowego kraju, a jak wynika z badań PZPPF dla Polaków ma ono istotne znaczenie – braku leków w aptekach obawia się coraz więcej pacjentów, a 74 proc. doświadczyło już takiej sytuacji.

– Polpharma jest obecnie dużym graczem w regionie – 45 proc. naszych produktów sprzedajemy poza Polską. Jesteśmy największą firmą farmaceutyczną w Kazachstanie i szóstą pod względem wielkości firmą na rynku rosyjskim. Uważam, że polskie firmy mają ogromny potencjał, którego źródłem są ludzie – pracownicy i know-how oraz nadal atrakcyjne koszty produkcji. Dzięki temu mogą zwiększać swój zasięg i z pewnością mają możliwość stać się graczem o znaczeniu regionalnym – twierdzi Markus Sieger.

Niezbędne jest jednak wsparcie, które zagwarantuje branży farmaceutycznej zrównoważony rozwój i możliwość konkurowania w globalnej skali.

– Przejrzyste i stabilne warunki są kluczowe dla funkcjonowania i rozwoju przemysłu farmaceutycznego w Polsce. Takie warunki powinny być zapewnione przez odpowiednie przepisy. Największym wyzwaniem jest dla nas w tej chwili wykorzystanie środków refundacyjnych tak, żeby stymulować do rozwoju polski przemysł farmaceutyczny – dodaje Krzysztof Kopeć, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego.

Jak podkreśla, branża nie wymaga większych nakładów finansowych, ale racjonalnego wykorzystania tych, które już są wydawane w systemie refundacyjnym w kwocie ok. 8 mld zł rocznie. Pozytywnie ocenia też mechanizm Refundacyjnego Trybu Rozwojowego – zakłada on specjalne preferencje w refundacji dla firm, które wytwarzają leki w Polsce bądź zamierzają uruchomić tu produkcję.

Polityka lekowa oparta na zdrowej konkurencji i spójnych przepisach, wsparcie dla branży leków generycznych i biopodobnych oraz zapewnienie dostępności leków dla starzejącego się społeczeństwa to główne tematy poruszane w trakcie tegorocznej Konferencji Medicines for Europe oraz International Generic and Biosimilar Medicines Association (Europejskie i międzynarodowe stowarzyszenia producentów leków generycznych i biologicznych równoważnych).

– Organizowana w Warszawie konferencja Medicines for Europe sprowadza do Polski przedstawicieli branży leków generycznych i biopodobnych z całego świata, którzy dyskutują na temat wyzwań i szans w zakresie poprawy dostępu pacjentów do leków – podsumowuje Adrian van den Hoven, dyrektor generalny Medicines for Europe.

Małe i średnie firmy inwestują w benefity dla pracowników. Dzięki temu łatwiej im konkurować o talenty z dużymi korporacjami

Małe i średnie firmy inwestują w benefity dla pracowników. Dzięki temu łatwiej im konkurować o talenty z dużymi korporacjami 2

Coraz większa rywalizacja o talenty na rynku pracy powoduje presję nie tylko na podnoszenie wynagrodzeń, lecz także na oferowanie pozapłacowych benefitów. Te stały się już koniecznością na rynku. Dodatkowe świadczenia mogą być czynnikiem umożliwiającym skuteczne pozyskiwanie najlepszych pracowników małym i średnim firmom, które muszą o nie konkurować z dużymi korporacjami. MŚP nie mają jednak swoich działów HR czy osób do obsługi programów świadczeń pozapłacowych, dlatego w ich przypadku ważna jest elastyczność, prostota i wygoda w korzystaniu z dodatkowych usług.

W Polsce działa ponad 2 mln przedsiębiorstw, z których ok. 99 proc. to firmy mikro-, małe i średnie. Te są bardzo istotnym segmentem gospodarki, ponieważ ok. 70 proc. wszystkich zatrudnionych w przedsiębiorstwach pracuje w sektorze MŚP, który generuje też połowę polskiego PKB. Z punktu widzenia dostawcy usług medycznych jest to dla nas bardzo ważny segment i stale rosnący – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Świetlik, dyrektor ds. sprzedaży w Medicover Polska.

Najniższe od 28 lat bezrobocie w połączeniu z wysokim wzrostem gospodarczym powoduje coraz większą konkurencję między pracodawcami i presję zarówno na podnoszenie płac, jak i oferowanie pozapłacowych benefitów. Z raportu „Świadczenia dodatkowe w oczach pracowników” Sedlak & Sedlak wynika, że w ubiegłym roku dodatkowe świadczenia funkcjonowały w 71 proc. ankietowanych firm, a korzystało z nich 90 proc. pracowników.

Firmy dość powszechnie zapewniają karnety na siłownie i do klubów fitness (46,5 proc.) czy ubezpieczenia na życie (38,3 proc.). Trzecim najpopularniejszym benefitem jest prywatna opieka medyczna. W ubiegłym roku taki podstawowy pakiet medyczny zapewniało pracownikom 36,5 proc. firm ankietowanych przez Sedlak & Sedlak. Co istotne, to świadczenie jest też najbardziej pożądane przez samych pracowników – prawie połowa (48,4 proc.) uznała je za najatrakcyjniejsze. Na drugim miejscu znalazł się samochód służbowy wskazany przez 20,3 proc.

– Benefity to dziś rzeczywiście must have na rynku. Warto traktować je jako czynnik, który ułatwia codzienne życie naszym pracownikom, dzięki czemu mogą się bardziej skupić na swoich zadaniach. Zamiast załatwiać mnóstwo rzeczy i poświęcać czas na ich zorganizowanie, mają to już przez firmę zapewnione – dodaje Anna Ałaszkiewicz, partner zarządzający agencji Whites.

Jak podkreśla, na przestrzeni ostatnich lat bardzo zmienił się zarówno rynek pracy, jak i podejście firm do pracowników. Przedsiębiorstwa coraz rzadziej postrzegają benefity jako dodatkowy koszt, ale bardziej jako inwestycję w zdrowie i dobrą kondycję swoich pracowników.

Nie można myśleć o pakiecie sportowym tylko jako o dodatkowym koszcie, dlatego że osoby, które uprawiają sport, są bardziej efektywne, wydajne i zdrowsze. To z kolei przekłada się na mniejszą liczbę zwolnień lekarskich – mówi Aleksandra Tokarewicz, prezes OK System Polska SA.

Również z badań Medicover wynika, że pozapłacowe świadczenia dla pracowników mogą być zwyczajnie opłacalne dla firmy. Raportu „Praca. Zdrowie. Ekonomia” wskazuje, że koszt choroby pracownika ponoszony przez firmę jest zależny od takich czynników, jak częstotliwość i rodzaj dolegliwości, ryzyko powikłań, dostęp do diagnostyki i możliwość szybkiego skorzystania z konsultacji lekarskiej. Badanie pokazało, że w firmach, w których pracownicy byli objęci opieką medyczną Medicover, oszczędności wyniosły średnio 623 zł rocznie w przeliczeniu na pojedynczego pracownika.

Młodsze pokolenia – milenialsi czy generacja Z – są bardziej wymagające w stosunku do pracodawców, oczekują czegoś więcej niż samo wynagrodzenie. Pakiet benefitów w ich przypadku może nawet przesądzić o wyborze tego, a nie innego pracodawcy.

Widać też różnicę pomiędzy osobami, które mają już rodziny, dla których dużo większe znaczenie mają benefity związane np. z opieką medyczną, a osobami bardzo młodymi, dla których z kolei ważniejsza jest organizacja wolnego czasu, możliwość aktywności sportowej czy hobbystycznej – mówi Anna Ałaszkiewicz.

Atrakcyjne benefity pomagają małym i średnim firmom konkurować o pracowników z największymi korporacjami. Mniejsze podmioty często nie mają działów HR czy osób do obsługi programów świadczeń pozapłacowych, dlatego zwracają uwagę na ich elastyczność, prostota i wygodę w korzystaniu z dodatkowych usług.

– Badania pokazują, że biurokracja i trudności z zatrudnieniem pracowników są dziś największymi barierami wzrostu firm MŚP. Dlatego aby odpowiedzieć na potrzeby pracodawców, oferta musi być maksymalnie elastyczna, procesy obsługowe skrócone, a dokumentacja ograniczona do niezbędnego minimum. Przygotowaliśmy dla sektora MŚP siedem pakietów opieki medycznej, oferujemy też możliwość zawierania umów zdalnie. Dodatkowo udostępniamy bezpłatne narzędzia online zwane e-Member, w którym pracodawca może zarówno dopisać nowego pracownika, jak i pobrać na zakończenie miesiąca elektroniczną fakturę – mówi dyrektor ds. sprzedaży w Medicover Polska.

Nie mamy fizycznych kart, więc pracodawca nie musi ich zamawiać i dystrybuować wśród pracowników – mówi prezes OK System Polska SA. – Z myślą o małych firmach przygotowaliśmy też platformę Medicover Box, która daje pracownikom dostęp do pozapłacowych świadczeń, takich jak rabaty czy bilety do kin i teatrów. Ważne jest to, że pracodawca samodzielnie może ją wdrożyć i zasilić środkami przeznaczonymi na bonusy, a pracownik sam zdecyduje, na jaki cel chce wydać swoje środki.

Z raportu Sedlak & Sedlak „Świadczenia dodatkowe w oczach pracowników w 2018 roku” wynika, że coraz więcej pracowników jest skłonnych dopłacać do benefitów w zamian za poszerzenie ich oferty. W ubiegłym roku ten odsetek wyniósł 76,6 proc., a 2/3 pracowników zadeklarowało, że mogą przeznaczać na ten cel 100 zł miesięcznie. Taka opcja to dodatkowa korzyść, bo pracownicy są usatysfakcjonowani i mają możliwość wyboru, a pracodawca może obniżyć skalę wydatków na świadczenia pozapłacowe.

Mamy elastyczny system płacenia za opiekę medyczną – zarówno w całości płatnej przez pracodawcę, jak i w podziale między pracownika a pracodawcę. Oferujemy też mechanizm współpłacenia za niektóre usługi w trakcie korzystania z nich, co pozwala obniżyć miesięczną składkę nawet do 30 proc. – mówi Krzysztof Świetlik.

Branża fitness jedną z najdynamiczniej rozwijających się w Polsce. Rośnie zapotrzebowanie na trenerów personalnych

Branża fitness jedną z najdynamiczniej rozwijających się w Polsce. Rośnie zapotrzebowanie na trenerów personalnych 3

Na koniec ubiegłego roku na polskim rynku działało już ponad 2,5 tys. klubów fitness, z których usług korzystało prawie 3 mln osób. To zaledwie 8 proc. Polaków, co oznacza że potencjał do rozwoju branży wciąż jest bardzo duży. Moda na bycie fit powoduje, że branża fitness w Polsce błyskawicznie się rozwija, a to pociąga ze sobą rosnące zapotrzebowanie na trenerów personalnych. Jak podkreśla Magda Foeller, trener personalny, wykładowca toruńskiej Wyższej Szkoły Bankowej – w tym zawodzie wymagana jest nie tylko wiedza i technika, lecz także umiejętność pracy z ludźmi i chęć ciągłego dokształcania się, żeby nadążyć za zmianami na rynku.

– Trener personalny to zawód, który polega na ukierunkowywaniu ludzi mający problemy ze zdrowiem, nieprawidłową masą ciała, otyłością czy niezadowoleniem ze swojej sylwetki. Dąży do rozwiązania problemu, czyli do poprawy stanu zdrowia, kondycji, komfortu życia, poprawy samopoczucia przez polepszenie sylwetki i wymodelowanie jej. Trener personalny to osoba profesjonalna, która pomaga człowiekowi zmienić jego styl życia na zdrowszy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magda Foeller, trener personalny, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu.

Jak podkreśla, zawód trenera personalnego jest odpowiedzią na jedne z głównych problemów cywilizacyjnych współczesnego świata, jak permanentny brak czasu, stres i zabieganie, a z drugiej strony – otyłość i nadwaga, które stały się epidemią XXI wieku. Według danych WHO problem otyłości dotyczy ok. 400 mln, a nadwagi – ponad 1,6 mld osób na całym świecie. Natomiast w Polsce – jak wynika ze statystyk Narodowego Funduszu Zdrowia – z otyłością boryka się 25 proc. dorosłych mężczyzn i 23 proc. kobiet. W przypadku nadwagi statystyki są dużo wyższe – nadmierną masę ciała ma 68 proc. Polaków i 53 proc. Polek.

– Zainteresowanie tym zawodem stale wzrasta, ponieważ żyjemy w dobie kultury obrazkowej, więc chcemy wyglądać coraz lepiej, a w tym właśnie pomaga trener personalny. Z drugiej strony jesteśmy cały czas uświadamiani przez media o tym, że musimy prowadzić zdrowy styl życia, aby pozostać w pełni sił witalnych. Mamy więc świadomość konieczności ruchu, ale z racji tego pędu życiowego często nie możemy się po prostu za to zabrać – mówi Magda Foeller.

Trener personalny pełni rolę zewnętrznego doradcy, który pomoże ułożyć kompleksowy plan żywieniowo-treningowy i w nim wytrwać. Z kolei w trakcie treningów – mając wiedzę, doświadczenie i odpowiednie narzędzia – będzie służyć radą i wsparciem motywacyjnym.

– Nie wystarczy uświadomić sobie, że nie chce się ćwiczyć i wykonać treningu, ale trzeba jeszcze do tego przekonać tę drugą osobę, czyli trenera, którego najczęściej lubimy. Dlatego trener jest dobrym motywatorem – mówi Magda Foeller.

Jak podkreśla, trenerem personalnym może zostać każdy, kto lubi pracę z ludźmi i ma odpowiednią wiedzę i kompetencje, aby ten zawód wykonywać. Wymagana jest pasja do sportu i aktywności fizycznej, a z drugiej strony chęć dzielenia się tą pasją z innymi i zarażania sportowym bakcylem. Trener personalny powinien też mieć rozwinięte kompetencje interpersonalne, umieć nawiązywać relacje z ludźmi – bo w swojej pracy niejednokrotnie musi postawić się w roli laika i spojrzeć na plan treningowy nie okiem profesjonalisty, ale początkującego. Bardzo ważna jest również wiedza i odpowiednie doświadczenie, bo ćwiczenia muszą być wykonywane w odpowiedniej technice, z odpowiednią dozą bezpieczeństwa, które musi zapewnić właśnie trener.

– Tej techniki, metodyki ćwiczeń trener musi się najpierw sam nauczyć. Jednak, aby być dobrym trenerem, nie wystarczy tylko powziąć wiedzy z zakresu tego jak przeprowadzić trening, jak wyglądają ćwiczenia i jak tych ćwiczeń człowieka nauczyć. Trenerzy personalni dokształcają się m.in. w ramach studiów podyplomowych, żeby mieć również wiedzę z zakresu prowadzenia dietetycznego i suplementacyjnego klienta, z zakresu kompetencji motywacyjnych, menadżerskich czy marketingowych, żeby dobrze ugruntować swoją pozycję na rynku fitness – mówi Magda Foeller, trener personalny, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu.

Jak ocenia, perspektywy pracy dla trenerów personalnych są naprawdę ogromne. Polski rynek fitness cały czas się rozwija, powstają nowe kluby i sieci klubów fitness, które chłoną nowych pracowników, a z drugiej strony są również bardziej kameralne miejsca, jak studia treningu personalnego, studia treningu EMS, które również potrzebują trenerów.

– Można również rozwijać własną markę trenerską, prowadzić własną działalność i samemu tworzyć takie miejsce, jak studio treningowe czy nawet obsługiwać klientów w domu – mówi Magda Foeller – Branża fitness cały czas idzie do przodu. Każdego roku organizowane są ogromne targi fitness, np. FIWE, które pokazują nowe możliwości do wykorzystania w treningu personalnym. Dla przykładu, od kilku lat rozwija się trening z elektrostymulacją mięśni EMS, polegający na wykorzystaniu nowoczesnej technologii w treningu, co dodatkowo przekłada się jeszcze na oszczędność czasu dla klienta. Cały czas powstają też nowe urządzenia, które pomagają trenerowi, usprawniają, maksymalizują efekty jego pracy. Trzeba jednak pamiętać, że zawsze ten czynnik ludzki, czyli wiedza i osobowość trenera, pełni w całym programie treningowo-żywieniowym najważniejszą rolę.

Jak wynika z opublikowanego w tym roku raportu „The European Health & Fitness Market 2019” firmy Deloitte i EuropeActive, w Polsce i całej Europie trwa moda na bycie fit, co przekłada się na doskonałą kondycję branży fitness. Na koniec ubiegłego roku na polskim rynku działało ponad 2,5 tys. klubów fitness, z których usług korzystało prawie 3 mln Polaków.

Blisko 90 proc. Polaków uważa się za dobrych ojców. Współczesny tata przejmuje w rodzinie coraz więcej ról

Blisko 90 proc. Polaków uważa się za dobrych ojców. Współczesny tata przejmuje w rodzinie coraz więcej ról 4

Blisko dziewięciu na dziesięciu Polaków, którzy mają dzieci, uważa się za dobrych ojców. 80 proc. chciałoby spędzać ze swoimi dziećmi więcej czasu i w większym stopniu angażować się w opiekę nad nimi – wynika z najnowszych badań Nationale-Nederlanden. Co ciekawe, matki bardziej sceptycznie oceniają wkład ojców na przykład w rutynowe badania i szczepienia dzieci, choć 62 proc. mężczyzn zapewnia, że zajmuje się tym zawsze lub często. Domeną panów jest za to edukacja finansowa i uczenie dzieci, jak rozsądnie gospodarować finansami.

– Współcześni ojcowie bardzo dobrze radzą sobie w roli rodzica. Chociaż sami oceniają się dosyć krytycznie, bo 71 proc. ojców stwierdza, że są raczej dobrymi ojcami, to aż 49 proc. kobiet uważa, że są w tej roli bardzo dobrzy. Ta pozytywna opinia wynika głównie z tego, że angażują się oni w wiele aktywności domowych. Angażują się w opiekę nad dzieckiem, w jego wychowanie, prowadzą z dziećmi rozmowy na temat spraw finansowych, co właśnie pozytywnie odbija się na opinii matek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Diana Rychter, menadżer ds. badań i analiz rynkowych w Nationale-Nederlanden.

Jak wynika z najnowszego raportu „Powrót taty. Polskie ojcostwo: pełen etat czy praca dorywcza?”, opracowanego na zlecenie Nationale-Nederlanden – współczesny ojciec uczestniczy i chce być obecny we wszystkich obszarach życia swoich dzieci. 2/3 ojców zapewnia, że poświęca swoim dzieciom średnio 3 do 8 godzin dziennie, a z drugiej strony ponad 80 proc. chciałoby spędzać ze swoimi dziećmi więcej czasu i bardziej się angażować w ich wychowanie. Co trzeci po założeniu rodziny ogranicza życie zawodowe. Na pytanie: Czy jesteś dobrym ojcem?, blisko trzy czwarte odpowiada, że raczej tak.

– Największym wyzwaniem współczesnego ojca jest przede wszystkim bycie wsparciem dla swojego dziecka na każdym etapie jego rozwoju – wskazuje na to co trzeci mężczyzna. Podobnie duża grupa mówi też o potrzebie bycia dla swojego dziecka autorytetem, to sprawia panom spore kłopoty. Trzecim największym wyzwaniem jest partnerstwo, bycie dla swojego dziecka partnerem, na które wskazuje 27 proc. ojców – mówi Diana Rychter.

Blisko połowa mężczyzn deklaruje, że po narodzeniu dziecka na równi dzielą się z partnerką obowiązkami domowymi. Nieco odmienne zdanie na ten temat mają same kobiety, z których taką sytuację dostrzegła mniej niż co trzecia (29 proc.). Natomiast 39 proc. ankietowanych przyznaje, że obowiązki domowe w większej części spoczywają na partnerce. Zaledwie 7 proc. kobiet dostrzega, że druga strona przejęła w tym zakresie większą odpowiedzialność.

– W kwestii podziału obowiązków domowych w rodzinie jest bez wątpienia dużo lepiej niż było, ale jeszcze sporo musi się zmienić, żebyśmy mogli nazwać funkcjonowanie ojca i matki naprawdę partnerskim. Ojcowie włączają się w prace domowe, ale i kobiety, i mężczyźni zgadzają się co do tego, że to jednak jest głównie kwestia pań. Panowie pomagają – ocenia dr Aleksandra Piotrowska z Uniwersytetu Warszawskiego.

Jak podkreśla, dzisiejszy ojciec w porównaniu z tym sprzed kilku dziesięcioleci jest w znacznie większym stopniu obecny w rodzinie na co dzień. Nie ogranicza się do dostarczania środków finansowych na utrzymanie rodziny, ale włącza się również z takie czynności, jak np. wywiadówki syna lub córki w szkole (69 proc. deklaruje, że bierze aktywny udział w życiu szkolnym dzieci i ma kontakt z wychowawcą), rozmowy z nauczycielami. Również ojciec udający się z chorym dzieckiem na wizytę lekarską albo szczepienie nie jest już dzisiaj takim wyjątkiem. Innymi słowy: od funkcji stricte ekonomiczno-socjalnych współcześni ojcowie przeszli do spełniania także ról emocjonalnych, opiekuńczych czy wychowawczych.

– Współcześni ojcowie funkcjonują zupełnie inaczej w porównaniu z tym, co było jeszcze 50 czy 100 lat temu w takich tradycyjnych rodzinach. Dzisiaj ojciec pełni już nie tylko funkcję źródła domowej władzy i autorytetu, lecz także w międzyczasie stał się wychowawcą, opiekunem i powiernikiem swoich dzieci. Wykonuje bardzo wiele takich czynności, jakie jeszcze do niedawna były zarezerwowane w rodzinach dla kobiet. Odrabia z dziećmi lekcje, ba, nawet szykuje im drugie śniadanie do szkoły – mówi dr Aleksandra Piotrowska.

Z badań Nationale-Nederlanden wynika, że niektóre deklaracje mijają się z prawdą. Dla przykładu, matki nie zauważają zbyt dużego wkładu mężczyzn w rutynowe badania i szczepienia dzieci, choć 62 proc. z nich zapewnia, że zajmuje się tym zawsze lub często. Natomiast z drugiej strony – tego zdania jest tylko 37 proc. mam.

– Model polskiej rodziny się zmienił, ale są to zmiany zachodzące również na całym świecie. Zmienił się model funkcjonowania ojców – m.in. dlatego, że dzisiaj kobiety mają względem nich inne oczekiwania. Już nie wystarczy, że mężczyzna nie pije i nie bije, żeby kobieta uważała, że świetnie układają się jej losy z mężczyzną życia. Chce mieć koło siebie partnera – nie tylko współgospodarza organizacji zwanej rodziną – w którym ma psychologiczne wsparcie, z którym wiąże ją głębokie emocjonalne porozumienie – dodaje dr Aleksandra Piotrowska z Uniwersytetu Warszawskiego.

Jak pokazuje raport, ojciec w rodzinie wciąż pełni jednak rolę doradcy i mentora. 89 proc. mężczyzn uważa, że pozwala dzieciom na swobodne rozwijanie talentów. Jednocześnie blisko trzy czwarte ankietowanych przyznaje, że buduje ich zainteresowania z myślą o przyszłym zawodzie. Z kolei aż 82 proc. panów utrzymuje, że pozwala im uczyć się na własnych błędach. Ojcowie dbają też o przyszłość i finansowe kompetencje dzieci – blisko ¾ rozmawia z nimi na ten temat, a 80 proc. uczy rozsądnego wydawania pieniędzy. Co ciekawe, prawie 75 proc. ojców zachęca dzieci do samodzielnego zarabiania.

– Ojcowie poświęcają dużo czasu na rozmowy dotyczące kwestii finansowych. Przede wszystkim uczą dzieci, jak gospodarować swoimi finansami, tłumaczą, że należy oszczędzać, że pieniądze powinny być wydawane rozsądnie. Jednocześnie angażują w życie domowe – wyjaśniają dzieciom na przykładach sprawy związane z wydatkami, uczą, w jaki sposób gospodarować domowym budżetem, w jaki sposób planować i dysponować swoimi środkami – mówi Diana Rychter, Menadżer ds. Badań i Analiz Rynkowych w Nationale-Nederlanden.

75 proc. ojców zadeklarowało, że wraz z przyjściem na świat potomstwa wydaje mniej na własne przyjemności i ogranicza wydatki. Natomiast ponad 60 proc. Polaków deklaruje oszczędzanie z myślą o własnej przyszłości, a połowa gromadzi pieniądze na lepsze jutro dzieci. Blisko jedna czwarta ojców i matek deklaruje, że to właśnie narodziny dziecka są momentem, w którym zaczynają się zastanawiać nad zabezpieczeniem finansowym nowego członka rodziny.

– Współcześni ojcowie zabezpieczają przyszłość swoich dzieci na kilka sposobów. Podstawowym sposobem jest oczywiście oszczędzanie na przyszłość, tutaj aż 60 proc. rodziców ma oszczędności. Połowa z nich oszczędza już z myślą o przyszłości dzieci. Ojcowie chronią także swoje dzieci głównie przez polisy NNW – aż 73 proc. rodziców wykupuje je dla swoich dzieci. Niemal 60 proc. stanowią tzw. ubezpieczenie szkolne, ale już 22 proc. sięga po produkty indywidualne. Drugim ważnym elementem, ważniejszym niż dobra materialne, jest dobre wykształcenie, jest to podstawa dobrego startu dzieci w dorosłość – podsumowuje Diana Rychter.

Ponad 25 tys. uczestników i 200 szkół wzięło udział w projekcie Drużyna Energii. Gwiazdy sportu promowały aktywność fizyczną wśród dzieci

Ponad 25 tys. uczestników i 200 szkół wzięło udział w projekcie Drużyna Energii. Gwiazdy sportu promowały aktywność fizyczną wśród dzieci 5

Jak wynika ze statystyk Instytutu Matki i Dziecka, już co trzecie dziecko w Polsce zmaga się z nadwagą lub otyłością. Aktywizowanie dzieci i nastolatków, zachęcanie ich do ruchu i zdrowego odżywania ma ogromne znaczenie dla ich zdrowia. Taki cel przyświecał Drużynie Energii – jednemu z największych ogólnopolskich programów sportowo-edukacyjnych ostatnich lat, w którym uczniowie szkół podstawowych trenowali ramię w ramię z gwiazdami sportu. Właśnie zakończyła się jego II edycja, która objęła ponad 25 tys. uczniów i 200 podstawówek w całej Polsce.

– Dzieci dzisiaj stają się coraz bardziej otyłe, coraz mniej się ruszają, a wszystko to przez nowe technologie. Każdy odciągnięty od telewizora, tabletu czy smartfona młody człowiek jest niezmiernie ważny. My chcemy im pokazać, że jedno z drugim da się połączyć, i pozwolić im rozwijać się w ten sposób sportowo, również intelektualnie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Bałkowiec, zastępca dyrektora Departamentu Komunikacji i Marketingu Energa SA.

Według statystyk Instytutu Matki i Dziecka już prawie co trzeci (31,2 proc.) ośmiolatek w Polsce ma zbyt dużą masę ciała. W tej grupie 18,5 proc. zmaga się z nadwagą, a 12,7 proc. – z otyłością. Dlatego aktywizowanie dzieci i nastolatków, zachęcanie ich do ruchu i zdrowego odżywania ma kolosalne znaczenie dla ich zdrowia.

– Dzieciaki często wolą wybrać grę na konsoli czy na tablecie niż grę zespołową, jaką jest siatkówka, koszykówka czy piłka nożna. Najlepiej im pokazywać, że warto, dając przykład. Takim przykładem jesteśmy my, czyli ambasadorzy, którzy osiągnęli już jakieś sukcesy w swoich dyscyplinach sportu – mówi Rafał „Lipek” Lipiński, ambasador Drużyny Energii.

Znani i lubiani wśród młodzieży sportowcy: piłkarz Marek Citko, siatkarz Krzysztof Ignaczak, dziennikarz sportowy Bartosz Ignacik, piłkarski freestyler Krzysztof Golonka, mistrzyni Europy w siatkówce Izabela Bełcik oraz najlepszy dunker świata Rafał Lipiński to ambasadorzy ogólnopolskiego programu sportowo-edukacyjnego Drużyna Energii, którego mecenasem jest Grupa Energa, a partnerem technicznym – New Balance. Program jest skierowany do uczniów klas VI–VIII szkół podstawowych. Jego główny cel to przekonanie młodzieży do większej aktywności fizycznej i zmiany nawyków żywieniowych za pośrednictwem social mediów i nowoczesnych kanałów komunikacji: Facebooka, Instagrama, YouTube’a czy TikToka. Właśnie zakończyła się jego II edycja, w której wzięło udział 200 podstawówek z całej Polski.

– Jestem naprawdę zaskoczony, że dzieciakom się chciało i taki był zamysł tej akcji – żeby odciągnąć je sprzed komputerów, żeby się trochę poruszały. To okazało się sukcesem i na zdrowie im to wyjdzie – mówi Rafał Lipiński.

– Szkoły się dobrze przygotowały, młodzież w tej 2. edycji jeszcze bardziej się przyłożyła, więcej trenowali, emocje były duże. W niektórych szkołach przeważała piłka nożna, w innych siatkówka czy koszykówka, ale mnie zaskoczyła jedna, w której dziewczyny bardzo dobrze odbijały piłkę. Piłka nożna otwiera się na dziewczęta, na kobiety, więc zobaczymy – być może niedługo też będziemy mieli silną reprezentację, która będzie zdobywała mistrzostwa świata i Europy – dodaje Marek Citko.

Druga edycja Drużyny Energii objęła w tym roku ponad 25 tys. uczniów klas 6–8. Sportowcy z Drużyny Energii wyznaczali im sportowe zadania, które należało nie tylko powtórzyć, lecz także udokumentować i przesłać w formie filmów za pośrednictwem strony konkursowej. Najlepsza szkoła w każdym z pięciu miesięcy rywalizacji wygrywała sprzęt sportowy, wizytę ambasadorów w swojej szkole oraz awans do Wielkiego Finału.

W sumie aktywne dzieciaki z 200 szkół nagrały ponad 20 tys. plików wideo z ćwiczeniami, a ambasadorzy przejechali w sumie ponad 2,4 kilometrów, odwiedzając najaktywniejsze szkoły z Dywit, Mroczna, Kamienicy i Żelkowa.

– Ta 2. edycja wzbudziła naprawdę super zainteresowanie, nie tylko samych nauczycieli i szkół, lecz przede wszystkim uczniów, którzy zachęcali nauczycieli do tego, aby zgłaszali szkoły. To przełożyło się na liczbę nadesłanych filmów, tych ćwiczeń jest już łącznie ponad 40 tys., co uważam za największy sukces projektu. On nie ogranicza się do wydarzenia zamkniętego w ramy jednego czy dwóch dni, ale jest to ciągły projekt, który wydłuża aktywność dzieciaków przez wiele, wiele miesięcy – mówi Robert Leszczyński, dyrektor ds. marketingu sportowego w New Balance.

– Najważniejsze liczby to 25 tys. ludzi młodych zaangażowanych w całe wydarzenie, 200 szkół, 4 tys. rozdanych koszulek i 20 tys. nadesłanych filmów. Same te cyfry pokazują, jak wielki kawał dobrej, fajnej roboty został wykonany – dodaje Robert Kwiatek z Grupy Energa.

Podsumowaniem wielomiesięcznej sportowej zabawy był Wielki Finał, który odbył się w tym tygodniu na gdańskim Stadionie Energa.

– Główna nagroda trafiła do Szkoły Podstawowej nr 1 im. Bohaterów Warszawy w Kamienicy, a jest nią czek do wykorzystania na sprzęt sportowy o wartości 10 tys. zł oraz przepiękny posrebrzany puchar, który zostaje w szkole – mówi Robert Leszczyński.

W ramach Wielkiego Finału, który podsumował 2. edycję programu Drużyna Energii, doszło do spotkania wszystkich najbardziej aktywnych szkół z ambasadorami i gwiazdami, które przyłączyły się do promowania aktywności fizycznej wśród dzieci. Na uczniów czekał szereg niespodzianek, m.in. zdrowe koktajle zwyciężczyni MasterChef Junior Julki Cymbaluk, inspirująca przemowa Szymona Radzimierskiego, konferencja prasowa prowadzona przez Adama Zdrójkowskiego, nagrody od mecenasa programu Grupy Energa, koncert niespodzianka Ani Dąbrowskiej, a wreszcie wspólny trening z gwiazdami sportu.

– Drużyna Energii jest czymś, czego brakowało, kiedy byłem w tym wieku. Dobrze, że jesteśmy w stanie połączyć nowe środowisko mediów i internet – bo to jest w tej chwili już nieodłączny element dzieciaków i ich funkcjonowania ze sportową aktywnością. Wierzę, że właśnie w ten sposób, zachęcając, puszczając fajne zajawki w internecie, jesteśmy w stanie skłonić je do wysiłku, a ten wysiłek zamieni się potem w upór, który procentuje. Miejmy nadzieję, że za kilka lat uda się jeszcze o tych zawodnikach usłyszeć – mówi Krzysztof Golonka, youtuber i mistrz świata trików piłkarskich, jeden z ambasadorów Drużyny Energii.

Urzeczywistnia się idea cyfrowych billboardów komunikujących się z przechodniem. Mogą dopasowywać przekaz reklamowy do wieku, płci czy orientacji seksualnej

Urzeczywistnia się idea cyfrowych billboardów komunikujących się z przechodniem. Mogą dopasowywać przekaz reklamowy do wieku, płci czy orientacji seksualnej 6

Reklamy cyfrowe zbiorą dane o przechodniach z ich smartfonów oraz na podstawie analizy wizualnej umożliwią reklamodawcom precyzyjne dotarcie z ofertą do potencjalnych klientów. Reklama coraz chętniej korzysta z rozwiązań takich jak sztuczna inteligencja czy rozszerzona rzeczywistość, a także z technologii blockchain, dzięki której może przejść rewolucję. W planach jest stworzenie zdecentralizowanego systemu łączącego bezpośrednio reklamodawców z posiadaczami nośników reklamy. Choć personalizacja reklam w oparciu o dane zapisywane w aplikacjach na smartfonie budzi wiele kontrowersji, to jej rozwój wydaje się być nieunikniony.

– Reklama Digital Out of Home to wszechobecna forma reklamy cyfrowej opartej na nośnikach zlokalizowanych w przestrzeni miejskiej. Z jednej strony w znacznie większym stopniu przyciąga uwagę niż tradycyjne formy drukowane, a z drugiej oferuje możliwości znane dotychczas z filmów science fiction. Może się łączyć z dowolnymi bazami danych i wchodzić w interakcje z konsumentem znajdującym się po drugiej stronie ekranu – tłumaczy agencji informacyjnej Newseria Innowacje Damian Rezner, dyrektor ds. innowacji w firmie Screen Network.

Reklamy DOOH mogą być bardzo precyzyjnie spersonalizowane, co może się okazać kluczowe dla reklamodawców. Dla firm liczy się już nie tylko dotarcie do jak największego grona odbiorców, lecz przede wszystkim do tych, których komunikat reklamowy powinien zainteresować. Wysoki poziom personalizacji współczesnych reklam udaje się osiągnąć dzięki analizie danych o odbiorcach zbieranych przez czujniki montowane przy nośnikach reklamy i analizowanych przez algorytmy. Bramą otwierającą możliwość ich gromadzenia są najczęściej smartfony.

– Nasz telefon komórkowy to skarbnica wiedzy o tym, gdzie przebywamy, jakie mamy zainteresowania czy planujemy dziecko, a nawet jakiej jesteśmy orientacji seksualnej. To wszystko może być przekładane na przekaz reklamowy, w ramach którego główną rolę pełni ekran. Jest on drzwiami przyjmującymi dane, dobierającymi odpowiednią reklamę, dzięki której możemy trafić do konsumenta z przekazem reklamowym, który przełoży się na jego zakup – przekonuje Damian Rezner.

Wykorzystywanie w celach marketingowych danych zbieranych przez telefony z jednej strony budzi powszechny sprzeciw, z drugiej zaś sami użytkownicy godzą się na gromadzenie tych danych, głównie dlatego, że nie czytają treści zgód zatwierdzanych przy instalacji aplikacji. Według raportu KPMG ledwie co siódma osoba nie wyraża zgody na przetwarzanie danych w celach marketingowych. To zaś, jak te informacje zostaną wykorzystane, zależy w dużej mierze od polityki i etyki firm. Przykładowo Google kładzie nacisk na ochronę danych osobowych. Nie oferuje więc spersonalizowanych reklam w oparciu o numer karty kredytowej, rachunek bankowy czy dane z dowodu osobistego. Nie godzi się ponadto na personalizację w oparciu o dane dotyczące orientacji seksualnej, wyznania czy sytuacji zdrowotnej. Brakuje natomiast sztywnych reguł prawnych dotyczących zasad personalizacji reklamy DOOH

Tymczasem upowszechnienie spersonalizowanej reklamy typu Digital Out of Home będzie następowało coraz szybciej, a to za sprawą upowszechnienia dostępu do szybkiego internetu. To za jego pośrednictwem następuje wymiana danych między nośnikiem, a telefonem, a co za tym idzie – odbiorcą. Z technicznego punktu widzenia za całym rozwiązaniem stoi szereg technologii już dziś stosowanych w personalizacji reklam, która odbywa się głównie poprzez przekazanie i obróbkę przez algorytmy sztucznej inteligencji informacji dotyczących zainstalowanych na smartfonie aplikacji i tego, jakie dane te aplikacje zbiorą. Może to być na przykład dzienna aktywność fizyczna, zmiany lokalizacji, a także parametry życiowe. Kolejnym źródłem pozyskania danych niezbędnych do opracowania profilu reklamowego są odwiedzane witryny czy historia wyszukiwania.

– To bardzo elastyczne medium. Możemy je łączyć z dowolnymi bazami danych, z nowymi urządzeniami. Technologia beaconów polega na instalowaniu przy półkach z produktami urządzenia, które skanuje użytkowników aplikacji mobilnych w pobliżu danej półki. Jeżeli będziemy w danym momencie w sklepie, będziemy przechodzić obok takiej półki, nasz telefon komórkowy zareaguje, zainteresuje nas danym produktem, a jednocześnie tę samą reklamę zobaczymy na ekranie w sklepie – wskazuje ekspert.

Reklama DOOH stwarza również możliwości do wdrożeń technologii blockchain. Szwajcarska sieć reklamowa HYGH pracująca w modelu peer-to-peer opracowała platformę łączącą właścicieli wyświetlaczy publicznych z reklamodawcami. Dzięki niej każdy może się stać reklamodawcą i docierać do sprofilowanej grupy klientów, niezależnie od wielkości firmy. Poprzez wykorzystanie technologii STO (Security Token Offering) i stworzenie tokena podobnego do kryptowaluty HYGH chce zbudować zdecentralizowany system, który umożliwi firmom różnej wielkości dotarcie do reklamy zewnętrznej w czasie rzeczywistym, niezależnie od budżetu.

W Londynie z kolei do kampanii reklamowej promującej krwiodawstwo została użyta technologia rozszerzonej rzeczywistości. Gdy przechodnie umieścili swojego iPhone’a przed cyfrowym billboardem, na ekranie pojawiała się naklejka, którą należało nakierować w miejsce wkłucia igły. Wówczas symulacja w rozszerzonej rzeczywistości pokazywała wkłucie w rękę użytkownika. Możliwości zastosowania jest jednak znacznie więcej.

– Mocno rozwijają się rozwiązania oparte na type learning i na sztucznej inteligencji, w tym m.in. na technologii rozpoznawania obrazu. W tym momencie te ekrany są w stanie rozpoznawać płeć, wiek, to, czy mamy zarost, to, czy się uśmiechamy, i przekładać to na przekaz reklamowy adekwatny do naszej płci czy naszego nastroju – dodaje Damian Rezner.

Według analityków z Allied Market Research światowy rynek reklamy DOOH osiągnie w 2023 roku wycenę na poziomie niemal 8,4 mld dol. To ponad dwukrotny wzrost w stosunku do wartości tego rynku w 2016 roku.

Powstają systemy mierzące skuteczności odkurzaczy oraz roboty, potrafiące sprzątać zabawki. Innowacyjne technologie zadbają o czystość w domu

Powstają systemy mierzące skuteczności odkurzaczy oraz roboty, potrafiące sprzątać zabawki. Innowacyjne technologie zadbają o czystość w domu 7

Branża urządzeń sprzątających przeznaczonych na rynek konsumencki znacząco ewoluowała na przestrzeni ostatnich lat. Unia Europejska odgórnie ograniczyła maksymalną moc silników klasycznych odkurzaczy, a na rynku pojawiły się roboty sprzątające, które zautomatyzowały proces odkurzania. Naukowcy prowadzą także prace nad zautomatyzowanymi systemami do usuwania z podłóg dużych obiektów oraz przyrządami, które w miarodajny sposób ocenią moc ssącą odkurzaczy.

Wprowadzenie przez Unię Europejską ograniczeń dotyczących maksymalnej mocy odkurzaczy mogło się wydawać decyzją kontrowersyjną, ale miała ona uzasadnienie. Moc silnika zamontowanego w urządzeniu nie ma bezpośredniego wpływu na moc ssącą, a co za tym idzie – na skuteczność odkurzania. Wraz z redukcją mocy odkurzaczy sprzedawanych na terenie Unii Europejskiej wprowadzono nowy wyznacznik ich jakości – Wskaźnik Zbierania Kurzu (DPU). Informuje on, jaki odsetek kurzu urządzenie usunęło w laboratoryjnych warunkach we wskazanym czasie z dywanów oraz podłóg twardych.

– Technicy badali odkurzacze poprzez przyłożenie ręki do otworów odkurzaczy i próby jego uniesienia. Jest to badanie niemiarodajne oraz nieobiektywne. Anemometr służy do miarodajnego i poglądowego odczytu mocy ssącej odkurzacza, co dla każdego użytkownika jest najważniejszą rzeczą w odkurzaczu, ponieważ to ona odpowiada właśnie za to, w jakim czasie posprzątamy pokój – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sebastian Nowak, twórca anemometru do badania przepływu ciągu odkurzaczy.

Anemometr podaje wartość podciśnienia w kilopaskalach. Dzięki temu miarodajnie informuje konsumenta o rzeczywistej efektywności danego odkurzacza oraz tym, jak szybko mógłby oczyścić pomieszczenie o konkretnym metrażu.

Coraz częściej jednak tradycyjne odkurzacze zastępowane są przez te autonomiczne. Najnowsze urządzenia sprzątające firmy iRobot nie tylko mapują powierzchnię mieszkania, aby precyzyjnie zaplanować trasę sprzątania, lecz także są wyposażane w stacje bazowe z systemem opróżniania zbiornika na brud. Dzięki temu kiedy robot zapcha się, nie zaprzestanie czyszczenia podłogi – zjedzie do bazy, opróżni pojemnik i wznowi sprzątanie, w pełni automatyzując proces odkurzania.

Robot sprzątający MIJIA Handheld Vacuum od firmy Xiaomi wyposażono z kolei w pięciowarstwowe filtry antypyłowe, które w trakcie odkurzania oczyszczają powietrze z pyłu zagarniętego przez cztery szczotki czyszczące. Ikea pracuje aktualnie nad zasłonami filtrującymi zanieczyszczone powietrze. Z kolei inżynierowie z Preferred Networks eksperymentują z robotem wyspecjalizowanym w sprzątaniu dużych przedmiotów rozrzuconych po podłodze. Prototypowe modele Human Service Robot wykorzystują system sztucznej inteligencji do rozpoznawania obiektów i odkładania przedmiotów na półki.

Zaawansowane systemy automatycznego sprzątania sprawdzą się jednak wyłącznie w jednopoziomowych mieszkaniach, gdyż roboty sprzątające nie potrafią się jeszcze przemieszczać po schodach. Dlatego z punktu widzenia klienta to systemy analizujące moc ssącą mogą się okazać najlepszym sposobem na przyspieszenie i usprawnienie procesu sprzątania. Pierwsze prototypy anemometrów do odkurzaczy są już w fazie testów, a ich prosta konstrukcja pozwoli szybko i sprawnie zbadać rzeczywistą moc urządzeń sprzątających.

– Wystarczy włożyć rurę od odkurzacza do otworu w urządzeniu i włączyć odkurzacz. Po chwili wynik pokaże się na wyświetlaczu, który jest zainstalowany na górze urządzenia. Wynik jest wyrażony w kilopaskalach i jeśli się mieści od 20 do 22 kilopaskali, to uznajemy, że odkurzacz ma dobrą siłę ssącą. Grupą docelową tego rozwiązania są serwisy, punkty napraw sprzętów AGD oraz salony, w których są sprzedawane odkurzacze. Dzięki niemu konsumenci będą mogli w bardzo szybki sposób sprawdzić, który odkurzacz pasuje do ich preferencji – przekonuje Sebastian Nowak.

Według firmy badawczej Transparency Market Research wartość globalnego rynku domowych urządzeń sprzątających do 2026 roku wzrośnie do blisko 19 mld dol. W najbliższych latach rynek ten ma się rozwijać w tempie blisko 4,7 proc. w skali roku.

Tomasz Dąbrowski w zarządzie Banku Pocztowego S.A. XI kadencji

Rada Nadzorcza podczas posiedzenia w dniu 14 czerwca br. powołała Zarząd Banku Pocztowego S.A. XI kadencji.  Obecna, X kadencja Zarządu, upływa w dniu odbycia Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Banku Pocztowego S.A. zatwierdzającego sprawozdanie finansowe za rok 2018, które zaplanowane jest na 28 czerwca br.

Zgodnie z podjętą przez Radę Nadzorczą Uchwałą, od XI kadencji dotychczasowy skład Zarządu Banku Pocztowego uzupełni Tomasz Dąbrowski, któremu powierzono funkcję Członka Zarządu Banku Pocztowego S.A.

Skład Zarządu Banku Pocztowego S.A. XI kadencji, od następnego dnia po odbyciu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Banku Pocztowego S.A., zaplanowanego na 28 czerwca 2019 r., będzie przedstawiał się następująco:

  • Robert Kuraszkiewicz – Wiceprezes Zarządu,
  • Paweł Kopeć – Członek Zarządu,
  • Tomasz Jodłowski – Członek Zarządu,
  • Tomasz Dąbrowski – Członek Zarządu.

Tomasz Dąbrowski – jest obecnie członkiem Zarządu Poczty Polskiej S.A. Od blisko 20 lat związany jest z instytucjami rynku finansowego. Posiada doświadczenie m.in. w obszarach: bankowości, rynku kapitałowego, zarządzania przedsiębiorstwem, zarządzania projektami, corporate finance, rachunkowości, controlingu, planowania finansowego, analizy i prowadzenia projektów inwestycyjnych, nadzoru właścicielskiego,  zarządzania ryzykiem.

W 1995 roku rozpoczął pracę w Kredyt Banku SA. Następnie przez 11 lat związany był z grupą Raiffeisen. W latach 1996 – 2000 pracował w domu maklerskim Raiffeisen Capital and Investment Polska SA, kolejno w Departamencie Rynku Pierwotnego, a następnie jako Zastępca Dyrektora Departamentu Corporate Finance. Od 2000 roku związany był z Raiffeisen Bank Polska SA, zajmując m.in. stanowiska Zastępcy Dyrektora w Departamencie Rynków Finansowych oraz Dyrektora Departamentu Bankowości Prywatnej, był także przedstawicielem funduszy Raiffeisen Capital Management AG w Polsce.

W latach 2007 – 2012 był Wiceprezesem Zarządu oraz Dyrektorem Finansowym Pentegy S.A. Następnie przez ponad rok związany był z Kancelarią Finansową Matczuk i Wojciechowski Sp. z o.o. Od początku 2013 roku do końca maja 2016 roku był Wiceprezesem i CFO domu maklerskiego Q Securities S.A., którego jest jednym z założycieli.

Tomasz Dąbrowski był współzałożycielem i Wiceprezesem Stowarzyszenia Dyrektorów Finansowych FINEXA. Pełnił ponadto funkcję członka i przewodniczącego licznych rad nadzorczych, zarówno spółek publicznych, jak i niepublicznych.

Jest ekonomistą, absolwentem Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego (kierunek Finanse i Bankowość).

Orliki w coraz gorszej kondycji. Blisko połowa boisk nie nadaje się do użytku

orliki piłka nożnaWedług najnowszej analizy Instytutu Badawczego ABR SESTA i Akademii Piłkarskiej EsKadra, przez ostatni rok spadł odsetek boisk, które zupełnie nie nadają się do użytku. Jest też więcej obiektów częściowo niefunkcjonalnych. Tych, które prawie lub w pełni klasyfikują się do eksploatacji, jest tyle samo co w zeszłym roku. Eksperci alarmują, że jest pilnie potrzebny plan naprawczy. Inaczej na boiskach będzie coraz gorzej. Nie pomogą też doraźne naprawy, które obecnie są stosowane. One jedynie tymczasowo rozwiązują problem. W gminach również zbyt mało pojawia się przetargów na remonty. Choć obiektów z wadami przybywa, to w ciągu roku do Ministerstwa Sportu i Turystyki wpłynęła zaledwie jedna prośba o pomoc w tej kwestii.

Stan Orlików

– Badanie wykazało, że liczba Orlików, które całkowicie nie nadają się do użytku, znacząco się zmniejszyła – z 33% w ub. roku do 13% w br. Jednak z zebranego materiału wynika, że w większości przypadków zastosowano doraźne zabiegi, polegające na wymianie fragmentów nawierzchni w najbardziej uszkodzonych miejscach. To oczywiście daje tylko chwilowe efekty – mówi Olaf Ćwierzyński, szef zespołu oceniającego stan Orlików z warszawskiej Akademii Piłkarskiej EsKadra.

Dr Paweł Jurowczyk z Instytutu Badawczego ABR SESTA zauważa, że zwiększyła się liczba boisk, które częściowo nie nadają się do użytku, tj. z 6 do 26%. Olaf Ćwierzyński wyjaśnia, że wynika to z ich eksploatacji i zużycia przez ostatni rok. Chociaż sztuczna nawierzchnia jest zdecydowanie łatwiejsza w utrzymaniu od naturalnej, to nadal wymaga zabiegów pielęgnacyjnych i stałego nadzoru. Gdy tego brakuje, stan obiektu sukcesywnie się pogarsza.

– Prace konserwacyjne polegają głównie na czesaniu sztucznej trawy, uzupełnianiu i rozprowadzaniu granulatu tuż po okresie zimowym. Jeżeli jednak zostały one zaniedbane w pierwszych 2-3 latach użytkowania, to trwałość nawierzchni jest już mocno osłabiona, a jej żywotność skrócona. W mojej ocenie, jest sporo takich przypadków na terenie całej Polski – zaznacza Robert Złotnicki, przedstawiciel jednego z największych producentów sztucznej trawy na świecie.

W sumie negatywnych ocen jest dokładnie tyle samo co w zeszłym roku, czyli 39%. Michał Kleszczewski, prezes zarządu AP EsKadra, ekspert z zakresu napraw i użytkowania naturalnych oraz sztucznych boisk, przewiduje, że w kolejnych latach przybędzie obiektów niespełniających wymogów bezpieczeństwa. Zużycie i niedostateczna pielęgnacja będą obniżały noty przyznawane w następnych edycjach badania. Myślenie, że jeszcze przez jakiś czas Orliki będą nadawały się do użytku, jest złudne. Do tego Robert Złotnicki dodaje, że ich walory użytkowe już teraz są prawie żadne.

– Łącznie pozytywnych ocen jest tyle samo, co w zeszłym roku, tj. 61%. Można zauważyć, że przybyło boisk częściowo nadających się do użytku – z 15 do 48%. Różnica wynosi 33 p.p. Dokładnie o tyle samo zmalała liczba obiektów w pełni kwalifikujących się do gry. W 2018 roku takich miejsc było 46%. A teraz jest ich tylko 13%. Jeżeli nie zostaną podjęte stanowcze kroki, to za kilka lat Orliki spełniające w pełni wymogi bezpieczeństwa będzie można policzyć na palcach jednej ręki – alarmuje prezes Kleszczewski.

Tło problemu

Orlik zwykle jest pod opieką szkoły lub gminy, która z reguły nie ma odpowiednich środków ani personelu w pełni kompetentnego do zarządzania takim obiektem. Gospodarowanie nim wymaga specjalistycznej wiedzy oraz przyrządów. Problemem jest też brak wykwalifikowanych osób nadzorujących boisko. Sytuacja nie jest przegrana, bo przecież można ubiegać się o wsparcie resortu. Jednak na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy spośród wniosków inwestycyjnych złożonych do Ministerstwa Sportu i Turystyki tylko jeden dotyczył modernizacji obiektu typu Orlik.

– Decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła. Nasz samorząd zgłosił się do programu „Sportowa Polska – Program rozwoju lokalnej infrastruktury sportowej” i czeka na rozstrzygnięcie konkursu. Ewentualnie przyznane środki zainwestujemy w Orlik, który został wybudowany w 2008 roku i stanowczo wymaga renowacji. Jeżeli nie uzyskamy wsparcia resortu, będziemy aktywnie szukali innych źródeł finansowania modernizacji naszego boiska – zapowiada Marek Klasa, zastępca wójta gminy Lipusz w województwie pomorskim.

Jak komentuje Olaf Ćwierzyński, w praktyce bezpieczeństwo dzieci na boisku zależy od zaangażowania przedstawicieli władz lokalnych. Poza jedną gminą w całej Polsce, brakuje takich postaw, co jest dość niepokojące. Potrzebny jest więc ogólnokrajowy program naprawczy z góry narzucający odpowiednie działania i normy. Oczywiście ustanowienie go i wprowadzenie w życie to byłaby kosztowna inwestycja dla państwa, ale bez tego raczej nic „samo” się nie zmieni. Innym wyjściem jest zlikwidowanie niebezpiecznych obiektów, co oczywiście również wymagałoby funduszy. I przede wszystkim byłoby niekorzystne społecznie.

– Boiska były budowane w latach 2008-2012. Gwarancja na sztuczną trawę wynosiła 60 miesięcy, czyli 5 lat. Ten czas już dawno minął. W pierwszej kolejności należy wymieniać najstarsze nawierzchnie i te najbardziej zużyte. A to kosztuje minimum 300 tys. zł netto. Do tego dochodzą koszty utylizacji starych elementów. Przetargi na wymianę Orlików w różnych regionach kraju są stopniowo ogłaszane, na razie w małej skali – średnio 1-2 razy w miesiącu. Decyzje o wymianie trawy zależą od dyrektorów szkół, lokalnych władz i ogólnej świadomości, że obiekty są w katastrofalnym stanie – tłumaczy Robert Złotnicki.

Analiza wykazała, że najczęściej dochodzi do mechanicznego wytarcia źdźbeł sztucznej trawy i nagromadzenia gumowego granulatu. Ubytki w nawierzchni powodują niebezpieczne dziury oraz nierówności. Olaf Ćwierzyński podsumowuje, że każdy tego typu obiekt wymaga osobnej ekspertyzy. Raz w roku powinny odbywać się samodzielne audyty we wszystkich gminach, ale raczej trudno ich oczekiwać. Niektórzy przedstawiciele władz lokalnych reagują dość nerwowo na negatywne oceny, uzyskane w badaniu. Czasem nieudolnie próbują tłumaczyć, że u nich wszystko jest w porządku. Twierdzą, że np. granulat jest wymieniany co tydzień, czego nigdzie się nie stosuje.

W tym roku zbadano blisko 150 obiektów w okresie od 5 kwietnia do 12 maja. W zeszłym roku było ich 100. Eksperci porównali też 50 losowo wybranych boisk spośród tych, które były analizowane w ub. roku. Celem tego było ustalenie, jakie konkretnie zaszły zmiany na danym terenie. Szczegółowej analizie poddana była długość trawy syntetycznej, ilość granulatu, z którego zbudowana jest nawierzchnia, a także liczba ubytków na boisku.

Odbiór przesyłek kurierskich. Optymalizacja i wyzwania ostatniej mili

Instalacje do odbioru przesyłek kurierskich to dynamicznie kształtujący się trend nie tylko na rynku polskim, ale również z perspektywy globalnej. Sam sektor cechuje bardzo duża zmienność, będąca efektem chęci sprostania oczekiwaniom nowoczesnych konsumentów. Tego typu usługi mają przede wszystkim za zadanie zwiększyć ich komfort oraz wygodę. Jest to także rozwiązanie zdecydowanie bardziej przyjazne dla środowiska oraz realnie optymalizujące proces dostarczenia przesyłek w ujęciu biznesowym.

Michał Czechowski, prezes zarządu SwipBox Polska
Michał Czechowski, prezes zarządu SwipBox Polska

Wystarczy wspomnieć, że sam kanał dostawy do punktów odbioru rośnie obecnie zdecydowanie szybciej niż tradycyjna dostawa produktów do domu. Konsumenci zyskują na czasie, odbioru mogą dokonać w dogodnym dla siebie momencie, a przy okazji połączyć przyjemne z pożytecznym w przypadku, gdy automaty są zlokalizowane na przykład w sklepie blisko domu.

Rynki są na tyle chłonne, że starają się sukcesywnie wychodzić naprzeciw potrzebom nowoczesnych konsumentów. Deutsche Post w Niemczech, który wymyślił automaty na przesyłki, obecnie może pochwalić się liczbą ponad 3500 takich urządzeń. W Danii natomiast jest realizowany pilotażowy projekt na testowych 200 automatach, zakładający uruchomienie agnostycznej sieci dla wszystkich firm kurierskich. Punkty odbioru są zlokalizowane bardzo blisko siebie, a ich odpowiednie zagęszczenie ma być kluczem do satysfakcji użytkowników. Prognoza dla tego projektu zakłada implementację 10 000 automatów do końca 2020 r., a mówimy przecież o kraju zdecydowanie mniejszym niż Polska.

Prognozy rozwoju e-commerce

Nowe technologie bezpośrednio wpływają na rozwój całego sektora e-commerce. Konsumenci są już przyzwyczajeni do rozwiązań mobilnych w oparciu o sztuczną inteligencję, chcą optymalizować swój czas, zależy im na tym, że usprawniać procesy, wymagające ich zaangażowania. Kolejnym krokiem będzie inwestycja w budowę sieci urządzeń zewnętrznych, które nie ograniczają się wyłącznie do automatów zlokalizowanych wewnątrz sklepów czy dedykowanych placówek, dostępnych w godzinach ich funkcjonowania. Naturalnym miejscem wydają się parkingi przed marketami, a eliminacja konieczności komunikacji GSM sprawia, że urządzenia mogą być instalowane w miejscach do tej pory zupełnie niedostępnych, na przykład w garażach. Wszystko to składa się na skuteczną realizację potrzeb w zakresie wygodnego odbioru przesyłek przez konsumentów. Usługi stanowią nie tylko alternatywę dla tradycyjnego modelu dostaw kurierskich, ale w głównej mierze są jego doskonałym uzupełnieniem. Naturalnym wyborem są sklepy typu convenience, centra handlowe, supermarkety czy dyskonty, które cieszą się największą popularnością wśród konsumentów. Oczywiście, nie można zapominać o dodatkowej infrastrukturze, wpływającej na atrakcyjność danej lokalizacji. Ważne, aby były to miejsca najbardziej dogodne z perspektywy odbiorców przesyłek.

Rynek nadal będzie rozwijać się bardzo szybko, ponieważ ciągle mamy do czynienia z wyzwaniami ostatniej mili, czyli finalną fazą dostawy realizowanej przez kuriera. Ponadto, rynek przesyłek do domu rośnie równie szybko, mimo że konsumenci coraz więcej czasu spędzają poza nim. W dedykowanych punktach odbioru obecnie jest odbierana co piąta przesyłka.

Kluczem do sukcesu jest zaspokojenie potrzeb wszystkich odbiorców przesyłek bez względu na lokalizacje. Konsument w jednym miejscu może nie tylko zrobić zakupy, ale również odebrać przesyłkę w dogodnym dla siebie terminie. Cały proces obsługi przebiega dokładnie w ten sam sposób jak dostarczenie tradycyjnej przesyłki. Różni się jedynie miejsce dostawy.

Michał Czechowski, prezes zarządu SwipBox Polska

Niemiecka produkcja przemysłowa ciągnie przemysł europejski w dół

W tym tygodniu zostały opublikowane kwietniowe wyniki produkcji przemysłowej w strefie euro. Dane wykazały, że spadła ona 0,4% w ujęciu rok do roku. Wyniki te nie były zaskoczeniem, a to przede wszystkim ze względu na wcześniej opublikowane dane dla przemysłu niemieckiego. Produkcja przemysłowa w Niemczech w kwietniu spadła o 0,8% r/r. Niemcy jako główny gracz przemysłowy strefy euro ciągną cały sektor produkcyjny w dół. Spośród znaczących gospodarek przeciwwagą były lepsze wyniki we Francji, gdzie przemysł wzrósł o 1,1% rok do roku i Hiszpania, która poprawiła swój wynik o 1,7%. Interesujące jest, że dobrze wiedzie się państwom, które nie mają waluty euro. Przykładowo, w Polsce zanotowano wzrost produkcji przemysłowej o 6,5% r/r, na Słowacji o 6,3% r/r, a w Czechach o 3,3% r/r. Problemy niemieckiego przemysłu na razie nie rzutują na sytuację w tych państwach, ale istnieje ryzyko, że ten stan się zmieni. Oprócz spowolnienia przemysłu najpotężniejszej europejskiej gospodarki aktualne pozostają inne zagrożenia, w tym wojny handlowe USA, a przede wszystkim ryzyko wprowadzenia cła dla europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. Co więcej, Mario Draghi w swoim przemówieniu wspomniał, że wg niego wprowadzenie ceł na samochody i wojny handlowe zagrażają całej Europie, a przede wszystkim Czechom, Słowacji, Polsce i Rumunii.

Złoty w tym tygodniu się umocnił i jego kurs w piątek rano był na poziomie 4,26 EUR/PLN. Eurodolar w tym tygodniu trochę się osłabił i jego kurs na koniec tygodnia znajdował się poniżej poziomu 1,13 EUR/USD.

AKCENTA CZ a.s.

Uproszczone APA – wady i zalety

Ministerstwo Finansów pracuje nad projektem ustawy o rozstrzyganiu sporów dotyczących podwójnego opodatkowania oraz zawieraniu uprzednich porozumień cenowych. Wstępna wersja ustawy została opublikowana 22 marca 2019 r. Projektowane przepisy przewidują m.in. zapewnienie przejrzystości i dostępności procedur, uporządkowanie procedur dotyczących podwójnego opodatkowania, wprowadzenie nowego mechanizmu rozwiązywania sporów w zakresie unikania podwójnego opodatkowania, przeniesienie do projektowanej ustawy regulacji dotyczącej uprzednich porozumień cenowych (APA) oraz wprowadzenie zmian i ujednolicenie terminologii. Dodatkowo projekt przewiduje długo wyczekiwane przez przedsiębiorców przepisy dotyczące uproszczonej procedury zawierania jednostronnych uprzednich porozumień cenowych. Projektowane przepisy wejdą w życie 1 lipca 2019 r. Nowe regulacje mają sprawić, że procedura ta będzie bardziej dostępna dla podatników, ale czy w rzeczywistości tak się stanie?

Co to jest APA?

APA jest pewnego rodzaju „umową” zawieraną pomiędzy podatnikiem a Ministerstwem Finansów, na podstawie której podatnik otrzymuje potwierdzenie, że ceny stosowane w ramach transakcji zawieranych z jednostkami powiązanymi odpowiadają cenom rynkowym. Podatnik zyskuje zatem pewność, że stosowane ceny nie ulegną zmianom w przyszłości np. na skutek kontroli podatkowej. W chwili obecnej procedura uzyskiwania APA jest bardzo skomplikowana, kosztowna i czasochłonna. Dodatkowo wymagane jest przedstawienie dużej liczby dokumentów oraz nieustanna komunikacja z urzędem. Nie dziwi zatem, że wielu podatników decyduje się na wsparcie profesjonalnych doradców podatkowych.

Otrzymanie decyzji APA (także uproszczonej) wyłącza stosowanie ograniczenia wynikającego z art. 15e ustawy o CIT – limitowanie kosztów w podatku dochodowym. Dodatkowo APA potwierdza prawidłowość wyboru i stosowania metody kalkulacji ceny transferowej. Zatem APA daje podatnikom, zwłaszcza tym, którzy w dużym stopniu współpracują z podmiotami powiązanymi, duże korzyści podatkowe.

Uproszczona APA – zalety

W celu uproszczenia procedury występowania o uprzednie porozumienie cenowe Ministerstwo Finansów chce zmniejszyć wymogi dokumentacyjne w stosunku do wybranych rodzajów transakcji. Dużą zaletą uproszczonego APA ma być zakres informacji wymaganych we wniosku o wydanie uproszczonego APA, który będzie ograniczony i co do zasady dostosowany do specyfiki transakcji. Ułatwieniem będzie umożliwienie składania oświadczeń zamiast przedstawiania dużej liczby dokumentów, tak jak to jest obecnie z APA.

Kolejną cechą uproszczonego APA jest charakterystyczny okres ważności, który nie może być dłuższy niż 3 lata podatkowe, z możliwością jego odnawiania na kolejne okresy, każdorazowo nie dłuższe niż 3 lata podatkowe. Oczywiście, jeżeli elementy uproszczonego porozumienia cenowego nie uległy istotnej zmianie. Co do zasady uproszczone APA daje podatnikom ochronę na okres praktycznie 6 lat. Po tym czasie zakłada się konieczność złożenia nowego wniosku, co jest uzasadnione także zmieniającymi się uregulowaniami biznesowymi i otoczeniem gospodarczym.

Dużym ułatwieniem jest skrócenie okresu, w jakim fiskus powinien wydać APA. Postępowanie w sprawie uproszczonej APA ma trwać maksymalnie 3 miesiące. Dotychczas postępowanie nierzadko trwało dłużej niż 6 miesięcy, co w dynamicznie rozwijającym się biznesie stanowiło bardzo długi okres.

Zgodnie z treścią projektu w przeciwieństwie do uprzednich porozumień cenowych, na możliwość złożenia wniosku o zawarcie uproszczonego APA nie będą miały wpływu toczące się postępowania podatkowe, kontrole podatkowe, kontrole celno-skarbowe i postępowania przed sądem administracyjnym.

Zgodnie z projektowanymi przepisami toczące się obecnie postępowania o wydanie APA będą mogły zostać na wniosek zmienione w tryb uproszczony.

Uproszczona APA – wady

Jedną z głównych wad jest ograniczenie katalogu transakcji, dla których będzie można ubiegać się o uproszczone APA, do zdarzeń, które cechują się ograniczonym poziomem ryzyka zmniejszenia dochodu podatkowego. Możliwość wystąpienia o uproszczone APA będzie dotyczyła jedynie zakupu usług o niskiej wartości dodanej oraz opłat za korzystanie lub prawo do korzystania ze znaku towarowego lub wiedzy (informacji) związanej ze zdobytym doświadczeniem, nadającej się do wykorzystania w działalności przemysłowej, handlowej, naukowej lub organizacyjnej (know-how). Regulacja ta jest mało korzystna, ponieważ, decydując się na APA, podatnicy chcą często potwierdzać sposób ustanowienia ceny w trudniejszych transakcjach niż usługi o niskiej wartości dodanej.

Uproszczone APA nie będą wydawane dla transakcji zakończonych przed dniem złożenia wniosku oraz w przypadku, gdy określony udział dochodów wnioskodawcy w przychodach nie zostanie utrzymany w kolejnych latach. Niedotrzymanie tego warunku spowoduje, że uproszczone APA nie obowiązuje. Wprowadzenie tego wymogu ma na celu ograniczenie możliwości występowania o uproszczone APA przez podmioty, które ponoszą stratę lub wykazują niewielki udział dochodów w przychodach.

Podsumowanie

Pomimo pewnych wad procedurę uproszczonego APA należy uznać za korzystną dla podatników. Niemniej są to nowe regulacje i dopiero praktyka pokaże, jak będą one funkcjonowały w przyszłości. Wydaje się jednak, że w dalszym ciągu potrzebna będzie asysta i wsparcie doradców podatkowych. Zewnętrzny doradca powinien być zaangażowany przede wszystkim na etapie decyzji, czy w przypadku określonej transakcji wystąpić o wydanie uproszczonego APA. Następnie asysta zewnętrznego doradcy pozwoli na przygotowanie w odpowiedni sposób wniosku i dokumentacji, przez co podatnik uniknie nieporozumień w komunikacji z urzędem oraz ograniczy pracę administracyjną.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Raport Banku Pekao: Dlaczego wartość rynku fuzji i przejęć w Polsce będzie rosła?

  • Polska pozostaje liderem na rynku transakcji typu M&A w regionie
  • Średnia wartość realizowanych transakcji rośnie
  • Wzrasta rola funduszy Private Equity jako stron transakcji
  • Polska gospodarka dysponuje potencjałem do ponadprzeciętnego wzrostu w obszarze transakcji M&A

Rosnąca aktywność funduszy Private Equity będzie kluczowym elementem w rozwoju rynku fuzji i przejęć (M&A) w Polsce. Polskie firmy czeka era integracji z innymi podmiotami w Polsce i regionie. Wiele firm będzie przedmiotem sukcesji lub sprzedaży, a inne będą aktywnie poszukiwały celów przejęć w całej Europie. To tylko niektóre z wniosków z raportu Banku Pekao „Nowe otwarcie: Wyzwania polskiego sektora przedsiębiorstw motorem rozwojowym rynku M&A”. Wartość tego rynku za ostatnie trzy lata to aż 22 mld euro i prawdopodobnie nadal będzie rosła.

Polska liderem M&A w regionie

Jednym z wyznaczników kondycji gospodarki jest ilość zawieranych transakcji fuzji i przejęć – właśnie ten aspekt został poddany analizie przez Grupę Pekao i firmę doradczą Lazard w najnowszym raporcie „Nowe otwarcie: Wyzwania polskiego sektora przedsiębiorstw motorem rozwojowym rynku M&A”.

Michał Krupiński
Michał Krupiński

– Żyjemy w czasach rewolucji przemysłowej 4.0, a polskie firmy mogą być jej beneficjentami. Na ich korzyść przemawia kapitał intelektualny, ale również procesy konsolidacji wielu branż. Rodzime przedsiębiorstwa w najbliższych latach będą przejmowały firmy za granicą nie tylko w regionie, ale także w Europie Zachodniej. Większa aktywność w zakresie fuzji i przejęć jest zjawiskiem pożądanym i korzystnym dla całej polskiej gospodarki – powiedział Michał Krupiński, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

Ten trend widać już dzisiaj. To w Polsce zawierana jest co trzecia transakcja M&A w regionie. W ostatnich trzech latach było ich ponad 400 o łącznej wartości 22 mld euro. Spośród 30 największych transakcji w tym okresie niemal połowa dotyczyła podmiotów z Polski. Łączna wartość polskiego rynku wzrosła o ponad 20 proc. (w porównaniu do lat 2013–15), gdy w innych krajach regionu odnotowano około 10-proc. spadek.

Co ciekawe, obserwujemy wyraźną dysproporcję między liczbą transakcji, w których uczestniczą podmioty zagraniczne na rynkach Europy Środkowej i Wschodniej, a Polską. W naszym kraju znaczna część fuzji i przejęć odbywa się pomiędzy podmiotami z polskim kapitałem lub polskimi korzeniami. Eksperci Pekao uważają, że ten trend ulegnie zmianie i polskie firmy będą częściej zarówno podmiotem przejęć, jak i przedsiębiorstwami kupującymi firmy za granicą.

Właśnie ze względu na coraz większe znaczenie wymiaru międzynarodowego transakcji, Grupa Pekao zdecydowała się na strategiczny sojusz z jednym z globalnych liderów w doradztwie transakcyjnym – firmą Lazard.

Oprócz doświadczenia i posiadanych relacji, Grupę Pekao wyróżnia też rozpoznawalność na międzynarodowym rynku finansowym. Uważamy, że globalna skala działania Lazard połączona ze znajomością regionu po stronie Pekao pozwoli wygenerować szereg pozytywnych efektów dla obu stron – stwierdził Bozidar Djelic, Dyrektor Zarządzający odpowiedzialny za Europę Środkowo-Wschodnią w Lazard.

Średnia wartość transakcji rośnie

W latach 2016-18 średnia wartość jednej transakcji M&A w Polsce wyniosła 121 mln euro (wzrost o 31 proc. w stosunku do okresu 2013-15). Raport wskazuje jednak, że polski rynek charakteryzuje przesunięcie w kierunku mniejszych transakcji (ponad połowa z nich o wartości poniżej 25 mln euro). Łączna wartość rynku podlega istotnemu wpływowi pojedynczych, dużych transakcji (powyżej 1 mld euro), jednak w całym regionie Europy Środkowej i Wschodniej zdarzają się one stosunkowo rzadko.

Rola funduszy Private Equity

Eksperci dostrzegają rosnącą rolę funduszy Private Equity zarówno w Polsce, jak i w całym regionie Europy Środkowej i Wschodniej. W badanym okresie fundusze tego typu odpowiadały za około 30 proc. transakcji M&A. Wzrasta wartość topowych transakcji, na znaczeniu zyskują transakcje cross-border, a przy jednoczesnym rozdrobnieniu wielu sektorów w Polsce i w regionie, utrzymanie tego kierunku wydaje się bardzo prawdopodobne również w najbliższych latach. Fundusze PE mogą pełnić rolę integratorów rozdrobnionych rynków.

Ciekawą obserwacją płynącą z raportu jest również dysproporcja pomiędzy transakcjami inwestycyjnymi funduszy Private Equity, a transakcjami wyjścia z inwestycji tych funduszy. Znaczna przewaga „wejść” oznacza – zdaniem ekspertów banku – dodatkowy bodziec dla rozwoju rynku M&A, ze względu na konieczność wyjścia funduszy z posiadanych udziałów w firmach w perspektywie kilku najbliższych lat.

Polska jest kluczowym krajem w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w strategii globalnych i regionalnych funduszy Private Equity. To największy rynek w tej części świata, z dużymi firmami oraz „duchem przedsiębiorczości”, który charakteryzuje polską transformację. Widzimy rosnące zainteresowanie polskimi firmami wśród funduszy, które są, albo dopiero planują być w Polsce. Obserwujemy także zainteresowanie przedsiębiorstwami z regionu Europy Środkowo-Wschodniej wśród tych podmiotów, które mają zespoły transakcyjne w naszym kraju – powiedział Maciej Jacenko, Prezes Pekao Investment Banking.

Szybszy rozwój mid-marketu

Jednym z motorów wzrostu polskiego rynku M&A w najbliższych latach może stać się szybszy rozwój segmentu średnich transakcji (tzw. mid-marketu).

W ostatnich latach polskie średnie firmy znacząco rozwinęły swoją działalność, stając się atrakcyjnymi celami przejęć, ale też są coraz bardziej predestynowane do roli aktywnego przejmującego w Europie Środkowo-Wschodniej i Zachodniej.

W najbliższych latach polski rynek fuzji i przejęć powinna cechować nie tylko rosnąca aktywność, ale również jego coraz większa złożoność. Przyszłe transakcje na lokalnym rynku coraz częściej zawierać będą elementy międzynarodowe, udział zawodowego inwestora w postaci funduszy Private Equity, czy też bardziej skomplikowanego finansowania, a ponadto perspektywę dalszego inwestowania środków „emerytowanego” właściciela.

Polski rynek fuzji i przejęć – ponadprzeciętny potencjał wzrostu

Zdaniem autorów raportu, rynek M&A może być jednym z czynników rozwoju polskiej gospodarki. Wskazują, że model rozwoju przedsiębiorstw, polegający na wzroście produkcji poprzez zwiększenie zatrudnienia, prawdopodobnie uległ wyczerpaniu m.in. z powodów demograficznych. Nadchodzi era poszukiwania wzrostu przychodów i efektywności przedsiębiorstw poprzez zdobywanie nowych rynków zbytu czy konsolidację branżową. W obu wypadkach to właśnie fuzje i przejęcia mogą być bardzo ważnym czynnikiem sprzyjającym rozwojowi gospodarki.

W najbliższych latach możemy oczekiwać utrzymania wysokiej aktywności na rynku M&A, a silnym bodźcem do jego rozwoju może okazać się wzrost dynamiki w segmencie średnich transakcji. Słabsza koniunktura gospodarcza i niepewność geopolityczna powinny być bowiem neutralizowane przez nasilenie tendencji konsolidacyjnych, wzrost liczby spółek wystawianych na sprzedaż oraz poprawę ich wycen. Główne branże, które generują potencjał powyżej przeciętnego dla transakcji M&A w Polsce, to przemysł i produkcja żywności, branże technologiczne i sektor finansowy.

Wpływ sukcesji

Jeden z istotnych trendów, który będzie kształtował polski rynek M&A, to sukcesja. Zachodząca zmiana pokoleniowa w polskich firmach jest nieunikniona. Może oznaczać dojście do kontroli nad firmami młodych, dynamicznych managerów (sukcesorów), ale równocześnie – w przypadku braku ich zainteresowania zarządzaniem rodzinnym biznesem – decyzję o sprzedaży firmy.

Raport przewiduje utrzymanie się liczby transakcji na poziomie co najmniej zbliżonym do średniej z ostatnich lat (130-140 transakcji o wartości jednostkowej powyżej 5 mln dol.). Wartość rynku może pozostawać silnie zmienna pod wpływem prawdopodobnych dużych transakcji realizowanych w poszczególnych latach. Choć w centrum aktywności raczej pozostaną transakcje o stosunkowo niskiej wartości jednostkowej (do 25 mln euro), można spodziewać się dalszego rozwoju i wzrostu znaczenia tzw. mid-marketu.

Raport „Nowe otwarcie: Wyzwania polskiego sektora przedsiębiorstw motorem rozwojowym rynku M&A” został przygotowany przez analityków Grupy Pekao (Bank Pekao S.A. i Pekao Investment Banking) we współpracy z amerykańskim bankiem inwestycyjnym Lazard (jedna z najbardziej znanych firm doradczych z obszaru M&A, bankowości inwestycyjnej i asset management).

Na postawione w tytule pytanie, autorzy odpowiadają na podstawie danych z serwisu Mergermarket, dotyczących transakcji o jednostkowej wartości powyżej 5 mln dol., których przedmiotem była spółka mająca główną siedzibę w jednym z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, ogłoszone i zamknięte (2013-17) lub ogłoszone i nieanulowane do połowy maja 2019 (transakcje z 2018), z wyłączeniem transakcji zakupu spółek SPV na rynku nieruchomości komercyjnych.

Najczęstsze kredyty: na mieszkanie, AGD lub samochód

Tylko połowa Polaków uważa kredyty bankowe za bezpieczne – wynika z II edycji Indeksu Bezpieczeństwa Finansowego Nest Banku. Okazuje się, że najczęściej bierzemy kredyty na nieruchomości, sprzęty AGD oraz samochody. Najmniej chętnie natomiast na święta oraz dentystę.

Indeks Bezpieczeństwa Finansowego* realizowany jest cyklicznie na zlecenie Nest Banku przez agencję badawczą SW Research. Celem badania jest śledzenie postaw i przekonań Polaków w zakresie ich bezpieczeństwa finansowego. Indeks bada, czy Polacy czują się bezpiecznie ze swoimi finansami, czy mają obawy o przyszłość oraz jak rozumieją bezpieczeństwo finansowe.

Tylko połowa Polaków ma zaufanie do kredytów

Z tegorocznej edycji Indeksu Bezpieczeństwa Finansowego Nest Banku wynika, że niespełna 51% Polaków uważa kredyty za bezpieczne – to o 18% więcej niż w ubiegłym roku. Zaufanie do kredytów rośnie, co nie oznacza, że znikają obawy związane z całym procesem kredytowym. Badani obawiają się głównie ukrytych kosztów, wysokiej marży i oprocentowania oraz negatywnego wpływu kredytu na poziom życia ich rodziny. Co ciekawe ponad 27% badanych stwierdziło, że gdyby ich bezpieczeństwo finansowe zostało zachwiane to pomocy szukaliby właśnie w banku.

Kredyt tak, ale tylko na konkretny cel

Polacy najczęściej biorą kredyty na nieruchomości, sprzęt gospodarstwa domowego i samochody. Najmniej skłonni są zaciągać pożyczkę na święta oraz usługi dentystyczne. Aż 78% badanych zadeklarowało, że nigdy nie wzięli ani nie rozważaliby pożyczki na organizację świąt. Co ciekawe prawie 48% nigdy nie skorzystałoby z kredytu na wydatki związane z pójściem dzieci do szkoły, a 55% na organizację rodzinnych uroczystości (ślub, chrzest, komunia itp.).

Kredyt online? Zdania Polaków są podzielone

Kredyt online
Okazuje się, że z kredytu udzielanego online skorzystała prawie jedna trzecia badanych (34%), a 22% rozważa taką możliwość w najbliższym czasie. Co ciekawe aż 16% Polaków wzięło kredyt online kilkukrotnie. Jednak 30% badanach zadeklarowało, że nie skorzystało i nigdy nie skorzysta z takiego rozwiązania. Czynniki sprzyjające braniu kredytu online są zróżnicowane. Dwa najważniejsze związane są z ofertą, która powinna być atrakcyjna (34%) i na preferencyjnych warunkach (29%).

Agnieszka Porębska-Kość - Nest Banku
Agnieszka Porębska-Kość – Nest Banku

Według danych Związku Banków Polskich pod koniec 2018 roku z aplikacji mobilnych na telefonie aktywnie korzystało już prawie 8,8 mln Polaków, a sam dostęp do bankowości elektronicznej posiada ponad 17 mln. Oznacza to, że co drugi aktywny użytkownik bankuje za pomocą telefonu. Polacy stają się coraz bardziej mobilni i chcą korzystać niemal ze wszystkich usług bankowych online. Z tego wynika właśnie rosnąca popularność kredytów przez Internet. W Nest Banku podjęliśmy współpracę z największymi platformami kredytowymi takimi jak FinAI, Comperia czy Lendo. Dzięki temu klient ma naprawdę szeroki dostęp do oferty kredytowej online Nest Banku. – Agnieszka Porębska-Kość, Członek Zarządu Nest Banku, odpowiedzialna za Pion Rozwoju Produktów

* Badanie zostało zrealizowane w dniach 09.04-15.04.2019 przez agencję SW RESEARCH metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel na próbie 1094 Polaków.

Napięcia na linii Waszyngton-Teheran trzęsą rynkami

Wczorajsze wydarzenia niedaleko cieśniny Ormuz zachwiały rynkiem i to nie tylko sektorem ropy. Nie chodzi nawet o sam atak na dwa tankowce, ale o potencjalny brak dostaw z tego kierunku (Zatoki Perskiej) oraz dalszą eskalację napięć na linii Waszyngton-Teheran.

Gwałtowny koniec minimów ropy

Co musi się wydarzyć, aby ceny ropy poszły gwałtownie w górę? Są dwie możliwości: przyspieszenie wzrostu gospodarczego skutkujące wzrostem globalnego popytu oraz niepokojące (często nagłe i nieprzewidywalne) wydarzenia mogące ograniczyć produkcję lub dostawy. O ile z reguły ciężko sobie wyobrazić nagły, skokowy wzrost zapotrzebowania na ten surowiec, o tyle ograniczenia w dostawach nie są czymś nieprawdopodobnym. Nie inaczej było w przypadku ataku na dwa tankowce w cieśninie Ormuz. Już sama ropa przewożona w ich zbiornikach to istotna wartość dla rynku w krótkim horyzoncie czasowym. Warto jednak spojrzeć na temat z szerszej perspektywy. Jeśli z powodów bezpieczeństwa trzeba by było zrezygnować z tej trasy transportu, oznaczałoby to, że 19% światowego eksportu ropy musi znaleźć inny sposób dotarcia do kontrahentów. Nie jest to możliwe do osiągnięcia w krótkim czasie i stąd gwałtowny wzrost cen czarnego złota. W końcu nic tak nie zmienia cen na giełdach, jak strach. Ropa podrożała wczoraj o niemal 3 dolary na baryłce, w szczytowym momencie rosnąc niemal 5%. USA o zamach oskarżyło Iran, który z powodu amerykańskich sankcji jest obecnie odcięty od legalnego eksportu własnego surowca. Jeżeli konflikt będzie eskalował, to ropa powinna dalej drożeć.

Pierwsza runda głosowania u Konserwatystów

Wczoraj odbyła się pierwsza runda głosowań na następcę Theresy May. Zgodnie z oczekiwaniami obserwatorów i bukmacherów wygrał ją Boris Johnson. Płacą oni zaledwie 1,15 funta za każdego funta postawionego na jego zwycięstwo. Warto pamiętać, że mechanizm tych wewnętrznych wyborów przewiduje kolejne tury głosowania i po każdej odpadać będzie najsłabszy kandydat. Na szczęście (z perspektywy czasu, który może zająć cała procedura) w pierwszej z nich odpadali wszyscy, którzy nie zdobyli minimum 17 głosów spośród puli 313 głosujących posłów. Obecnie w grze jest 7 osób, ale były burmistrz Londynu miał 71 głosów przewagi nad kolejnym kandydatem. Co ciekawe, pomimo tak dużej pewności rynków co do wyniku, funt i tak tracił na wartości.

Amerykańska giełda w górę

Parkiety za oceanem są sterowane przez kilka sprzecznych czynników. Najważniejszym z nich jest konflikt pomiędzy chęcią sprzedaży (powodowaną konfliktem handlowym z Chinami i spodziewanym spowolnieniem) a zapowiadaną obniżką stóp procentowych. Ten drugi element spowoduje, że koszt kapitału będzie niższy, ale spadną również zyski z inwestycji o niskim poziomie ryzyka. Nie bez znaczenia dla nastrojów była też sytuacja w Azji i ruchy na rynku ropy. Pomimo tego wczorajsze notowania udało się zamknąć zyskiem. Jest to o tyle ważne, że znajdujemy się zaledwie 1,5% poniżej ostatnich historycznych maksimów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 10:00 – Polska – inflacja konsumencka,
  • 15:15 – USA – produkcja przemysłowa,
  • 16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Wirtualna teczka HR ułatwia życie zarówno pracodawcy, jak i pracownikowi

Po osiągnięciu wieku emerytalnego pracownik może zadecydować o kontynuowaniu pracy zawodowej lub o jej przerwaniu – przejściu na emeryturę. Jednak już na etapie kompletowania dokumentów, potrzebnych do uzyskania tego świadczenia, może on napotkać liczne utrudnienia – jak chociażby problem z uzyskaniem ERP-7 lub zaświadczenia o dochodach, z uwagi na zlikwidowanie dawnego miejsca pracy. Gdzie wtedy szukać pomocy i jak pracodawcy mogą, a w obliczu zmieniającego się prawa, powinni wręcz zadbać o dokumentację kadrową? Na te pytania odpowiadają eksperci firmy Iron Mountain.

Dokumenty potrzebne do złożenia wniosku o emeryturę wiele osób musi uzyskać z różnych miejsc pracy. Zdarza się, że niektóre z nich już od lat nie istnieją. A brak pełnego obrazu historii zawodowej, powoduje problemy przy wyliczeniu odpowiedniej wysokości świadczenia. Do pracodawcy należy więc odpowiednie zabezpieczenie dokumentacji kadrowej, aby byli pracownicy, nawet po likwidacji firmy, mogli zdobyć wszelkie niezbędne informacje.

Co jest niezbędne?

Chcąc otrzymać emeryturę, pracownik musi złożyć wniosek wraz z dokumentami poświadczającymi okresy składkowe i nieskładkowe, a także zaświadczenia z obecnego miejsca zatrudnienia. Dobrze jest załączyć wszystko, co może potwierdzić staż pracy. Niezwykle ważne jest również pozyskanie dokumentów potwierdzających wysokość wynagrodzeń w poszczególnych latach kariery zawodowej. W tym celu należy złożyć druk ZUS ERP-7, który wystawiany jest na podstawie listy płac czy karty wynagrodzeń. Należy pamiętać, że jego sporządzenie jest obowiązkiem pracodawcy. Kwota zamieszczona na ERP-7 pomaga określić Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych wysokość świadczeń emerytalno-rentowych, co przyczynia się do uzyskania odpowiedniej emerytury. Niestety, jeśli firma, w której pracowaliśmy, od wielu lat nie istnieje, możemy mieć problem z uzyskaniem tego najważniejszego dokumentu.

Gdzie szukać danych?

Na stronie ZUS znajduje się baza zlikwidowanych lub przekształconych zakładów pracy, w której znajdziemy także informacje o tym, gdzie przechowywana jest ich zarchiwizowana dokumentacja kadrowa. Jednym z takich miejsc może być magazyn Iron Mountain – lidera rynku zajmującego się zarządzaniem informacją, archiwizacją i digitalizacją dokumentów dla wielu instytucji i podmiotów z różnych branż. Firma ta pomaga także osobom indywidualnym w odnalezieniu potrzebnych dokumentów i na ich podstawie wystawia druk ERP-7.

Miesięcznie zwraca się do nas średnio 175 osób, które poszukują danych ze swoich byłych zakładów pracy. Od początku roku złożono u nas prawie 1000 wniosków o wydanie ERP-7, z których udało nam się zrealizować blisko 800. Na wydanie druku ERP-7 mamy ustawowo 8 tygodni, jednak średnio wydajemy takie zaświadczenie w 14 dni. Z naszych szacunków wynika, że czas realizacji może ulec skróceniu do 60% w przypadku pracy na danych zdigitalizowanych, przy założeniu, że nasza firma posiada dostęp zarówno do teczek HR, jak i dokumentacji płacowej w wersji elektronicznej. To istotne, w związku ze zmianami w prawie dotyczącymi możliwości przechowywania danych pracowniczych.- Sylwia Pyśkiewicz, Prezes Iron Mountain Polska.

Jak zadbać o dokumenty i pracownika?

Nowa regulacja, która weszła w życie z dniem 1 stycznia 2019 r., daje pracodawcom możliwość prowadzenia akt osobowych pracowników wyłącznie w formie elektronicznej (tzw. e-teczki, e-akta). Takie rozwiązanie zdecydowanie ułatwia nie tylko sam proces zarządzania dokumentacją w firmie, ale też późniejszej archiwizacji w momencie ustania stosunku pracy. Iron Mountain od lat pomaga firmom z różnych branż w porządkowaniu dokumentacji. Jedną z możliwości jakie oferuje jest tzw. outsourcing teczki personalnej. To mniej dokumentów w siedzibie firmy, oszczędność czasu dla działów HR, a także bezpieczeństwo i zgodność z RODO. To także łatwy dostęp do dokumentacji online. Firma oferuje szereg rozwiązań, które umożliwiają klientom stałe monitorowanie posiadanych zasobów – przekazanych do magazynu Iron Mountain. Poza podstawową usługą, jaką jest przygotowanie baz zawartości, Iron Mountain oferuje również autorską e-platformę e-Vault.
e-Vault pozwala kontrolować firmie swoje zasoby dokumentów. Zarówno teczki nieaktywnych pracowników, jak i tych obecnych są w każdym momencie dostępne dla pracodawcy. Dodatkowo system powiadamia o przedawnionych dokumentach czy takich, które ze względu na ustawę o RODO, muszą zostać usunięte. Wtedy, po dyspozycji ze strony klienta, takie dane zostają w bezpieczny sposób zniszczone. – Sylwia Pyśkiewicz, Prezes Iron Mountain Polska

Do tej pory pracodawca miał obowiązek przechowywać informacje o pracowniku przez 50 lat. Nowelizacja ustawy ze stycznia 2019 r. skraca ten czas do jednej dekady. Ciężko już teraz mówić o tym jak wpłynie to na funkcjonowanie firm i z jakimi problemami mogą za jakiś czas borykać się byli pracownicy. Na szczęście, zgodnie z prawem, firma może zatrudnić do obsługi dokumentacji i archiwum podmiot zewnętrzny. Takie rozwiązanie, połączone z digitalizacją teczek personalnych, nie tylko pomoże w odpowiedni sposób zabezpieczyć dokumentację pracowników, ale również pozwoli zaoszczędzić czas Działom Kadr i HR.

Nowelizacja Prawa Farmaceutycznego może ograniczyć dostępność leków

Rozpoczęte na początku roku prace nad nowelizacją Prawa Farmaceutycznego miały polegać, zgodnie z uzasadnieniem, na określeniu szczegółowych zasad dotyczących zabezpieczeń umieszczanych na opakowaniach produktów leczniczych stosowanych do ludzi, jako konsekwencja implementacji przepisów Unii Europejskiej. Niestety zaproponowane zapisy mogą ograniczyć płynność obrotu produktami leczniczymi, a tym samym dostępność leków na polskim rynku.

Wynika to z faktu, iż zaproponowane w nowelizacji brzmienie art. 77a może prowadzić do interpretacji tego przepisu w sposób ograniczający możliwość zawierania umów o przechowywanie lub dostarczanie produktów leczniczych wyłącznie do relacji podmiot odpowiedzialny – podmiot prowadzący hurtownię farmaceutyczną.

Ponadto w ustępie 4 art. 77a wprowadzono zakaz podzlecania czynności objętych w/w umową innym hurtownikom (hurtownik, który zawrze umowę z podmiotem odpowiedzialnym o przechowywanie lub dostarczanie produktów leczniczych nie będzie mógł podzlecić tych usług innym podmiotom). Zaproponowane rozwiązanie stoi w sprzeczności z samą ustawą – Prawo Farmaceutyczne, w tym z zakresem czynności mieszczących się w definicji obrotu hurtowego, a także z rozporządzeniem w sprawie wymagań Dobrej Praktyki Dystrybucyjnej.

W świetle obowiązujących przepisów, zlecanie czynności z zakresu obrotu hurtowego jest w pełni dopuszczalne, i nie powinno być w żaden sposób ograniczane. Apelujemy więc, aby w procedowanej ustawie dokonać stosownych korekt poprzez wskazanie w treści art. 77a, że dotyczy on wyłącznie zawierania umów przez podmioty odpowiedzialne (w celu umożliwienia przechowywania i dostarczania leków w ich imieniu przez podmioty prowadzące hurtownie farmaceutyczne) i nie narusza on obecnie obowiązujących przepisów i wytycznych o obrocie hurtowym, w świetle których outsourcing czynności z zakresu obrotu hurtowego jest w pełni dopuszczalny. Ponadto apelujemy o odejście od zakazu ograniczania podzlecania innym hurtownikom czynności objętych umową o przechowywanie lub dostarczanie produktów leczniczych, zawieraną pomiędzy podmiotem odpowiedzialnym a podmiotem prowadzącym hurtownię farmaceutyczną.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Ucieczka od ryzyka

Ryzyka geopolityczne wychodzą na powierzchnię przy napięciach między USA i Iranem w związku z incydentem w Zatoce Perskiej. Ucieczka od ryzyka w towarzystwie rosnących oczekiwań na globalne luzowanie polityki pieniężnej jest idealnym paliwem dla rajdu cen złota. Czerwone otwarcie giełd w Europie wspiera też JPY i CHF. Reszta rynku FX jest uśpiona w oczekiwaniu na ważne dane z USA.

W czwartek najwięcej emocji towarzyszyło handlowi na rynku ropy naftowej, gdzie chwilami wzrosty sięgały prawie 5 proc., choć z biegiem czasu impet osłabł. Dwa tankowce należące do Norwegii i Japonii zostały zaatakowane w Zatoce Omańskiej. Nie do końca wiadomo, co faktycznie się stało (spekulacje dotycząc bomby lud torpedy) i kto stoi za atakiem, ale zagrożenia dla dostaw surowca to zawsze dobry pretekst, by podbić notowania. Z czasem ryzyko dla równowagi popytu i podaży przerodziło się w ryzyko geopolityczne, gdyż administracja USA otwarcie wini za atak Iran, który jednak stanowczo zaprzecza. To przebudza obawy o rozwinięcie się konfliktu między USA i Iranem, a rynki odpowiednio reagują. Jak na razie nie wiadomo, o jak poważnej eskalacji można mówić, ale nie zmienia to faktu, że to kolejny powód do podtrzymania awersji do ryzyka.

Razem z wojnami handlowymi i zagrożeniami dla globalnego ożywienia najzwyczajniej bardziej racjonalne jest trzymanie się „bezpiecznych przystani”. Dziś rano cena złota poprawia tegoroczne szczyty i powyżej 1350 USD/oz jest najwyżej do 14 miesięcy. Psychologiczne znacznie okrągłego poziomu połączone z przełamaniem poprzednich szczytów pozwala oczekiwać nasilenia presji wzrostowej. W złocie jest duży zapas do zdyskontowania napięć rynkowych. Wcześniej było o to ciężko, gdyż wzrosty kruszcu były blokowane przez silną postawę USD, który był równie istotną „bezpieczną przystanią”. Jednak teraz, kiedy dolar utracił swój urok wraz z ożywieniem dyskusji o obniżkach stóp procentowych Fed, złoto eksplodowało. Za to na FX zabezpieczeniem przed awersją do ryzyka pozostają JPY i CHF.

A co z USD? Poza wahnięciami związanymi z ryzykami geopolitycznymi, większość pozycji rozważanych w kontekście przyszłotygodniowego posiedzenia FOMC jest już zawartych i teraz ewentualnie dochodzi do kosmetycznych dostosowań. Dziś poznamy ostatnią paczkę ważnych danych, które mogą być istotnym wsadem dla decydentów z Fed. Po danych o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej oczekuje się odreagowania słabych figur z poprzedniego miesiąca. Przy zwiększonej uwadze na aktywności gospodarczej dziś nawet odczyt produkcji przemysłowej może być katalizatorem zmienności. Dodatkowo otrzymamy wyniki badań Uniwersytetu Michigan nt. nastrojów konsumentów, gdzie prognozy mówią o powrocie poniżej 100 pkt. Przyszłe oczekiwania Amerykanów będą interesujące w obliczu ostatnich wydarzeń.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.