Capgemini transformuje swój biznes w Krakowie

Jak wskazuje Capgemini, automatyzacja pracy za wszelką cenę to trend w fazie schyłkowej. Wykorzystanie robotów i sztucznej inteligencji przechodzi obecnie w humanoizację – czyli integrację zaawansowanych maszyn i algorytmów z ludzką tkanką organizacji. Na fali tych zmian powstają superinteligentne (hyperintelligent) przedsiębiorstwa, które łączą w sobie potencjał ludzi pracujących ramię w ramię z robotami.

Eksperci Capgemini wskazują, że stworzone na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat roboty nie doszły jeszcze do momentu, w którym mogą działać w pełni autonomicznie. Procesy uczenia maszynowego nie pozwalają na razie sztucznej inteligencji na dokonywanie wielu abstrakcyjnych analiz czy radzenie sobie z danymi wymagającymi interpretacji, a tym bardziej – na inteligencję emocjonalną.

Na fali doniesień o sztucznej inteligencji pokonującej człowieka wiele firm wyobraziło sobie, że jesteśmy w stanie tworzyć roboty na poziomie C-3PO z „Gwiezdnych Wojen”. Nic bardziej mylnego. To wciąż tylko w dużej ilości algorytmy, które tylko dobrze zintegrowane z organizacją i współpracujące z przygotowanymi do takiej współpracy ludźmi mogą zapewnić oczekiwane efekty. Przestaliśmy więc mówić o automatyzacji oderwanej od działań ludzkich, którą firmy chciały masowo i często na siłę, wprowadzać, a weszliśmy w fazę humanoizacji. Tworzymy roboty, które chcemy jak najbardziej upodobnić do ludzi, ale za którymi wciąż stoją i będą stali ludzie. – Wojciech Cichoń, Dyrektor Zarządzający Capgemini Business Services Europe

Według danych Capgemini, jednymi z najczęściej sięgających po automatyzację działów firm są obszary finansowo-kadrowe. Powstają więc wirtualne roboty do emulowania i automatyzowania ręcznych czynności związanych np. z tworzeniem i księgowaniem faktur, kopiowaniem i wklejaniem danych oraz ich uzgadnianiem, jak też wykonywaniem prostych i powtarzalnych obliczeń i manipulowaniem ciągiem tekstowym. Tworzone są również knowledge boty zajmujące się gromadzeniem wiedzy oraz voice boty, które już mogą przeprowadzić prawdziwą, prostą konwersację telefoniczną. Takie boty są wykorzystywane na przykład do wykonywania telefonów związanych z windykacją faktur. Zdejmują więc z ludzi nieprzyjemny i stresujący obowiązek, pozwalając na poświęcenie uwagi zadaniom o większej wadze.

Poprzez powierzenie prostych, ale czasochłonnych elementów procesów biznesowych robotom i połączenie ich z wyższą inteligencją ludzką osiągamy efekt superinteligencji, czy też hiperinteligencji przedsiębiorstw. Uwalniamy zasoby umysłu człowieka, które do tej pory były marnowane na powtarzalne czynności. Superinteligencja w rozumieniu science-fiction jest kojarzona raczej z formą sztuczną, ale przewyższającą ludzki umysł. Zapomnieliśmy jednak, że potencjał ludzkiego mózgu jest na razie niemożliwy do skopiowania i tylko połączenie człowiek-maszyna ma rację bytu. W biznesie mówimy o tym jako o zintegrowanej automatyzacji – Piotr Grzywacz, Vice President w Zespole Transformacji Biznesowej

biuro capgeminiEksperci Capgemini wskazują, że wprowadzenie zintegrowanych, zhumanoizowanych rozwiazań automatyzacyjych wymaga dobrego przygotowania samej organizacji.

Nie dopasowujemy procesów do robotów, ale roboty do zespołów ludzkich funkcjonujących w ramach organizacji. Musimy przy tym sprawić, żeby pracownicy nie bali się bota i chcieli się z nim zaprzyjaźnić. Każdemu robotowi nadajemy więc imię, pokazujemy czym się dokładnie zajmuje i jakie są jego możliwości. Trzeba jednak pamiętać, że roboty sprawdzą się głównie w dojrzałych przedsiębiorstwach z dobrze wypracowaną kulturą organizacyjną. Żeby je wdrożyć, trzeba się więc najpierw przyjrzeć jak funkcjonuje obecnie dana firma, co można poprawić w jej już istniejących strukturach i i procesach i odpowiednio je zaprojektować. – Danuta Lipowska, Director w Zespole Transformacji Biznesowej

Biorąc pod uwagę pędzący wręcz postęp technologiczny oraz chęć zmian w samych przedsiębiorstwach, zdaniem Capgemini, wschodzący właśnie trend humanoizacji wejdzie wkrótce w kolejną fazę. Roboty prawdopodobnie zaczną wówczas dojrzałość, kiedy to faktycznie one będą proponowały rozwiązania ludziom. Ciągle jednak to człowiek będzie decydował o właściwej ich interpretacji.

Deweloperzy, jak i najemcy poszukujący magazynów zwracają się w stronę Górnego Śląska

Po okresie wzmożonej aktywności w Polsce Centralnej, zarówno deweloperzy, jak i najemcy poszukujący magazynów ponownie zwracają się w stronę Górnego Śląska. Na drugim największym rynku pod kątem dostępnej powierzchni przemysłowo-logistycznej w Polsce popyt wciąż utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie, sięgając 160 tys. mkw. Jak wynika z oceny CBRE, działki inwestycyjne oraz przestrzenie magazynowe na tym terenie są jednymi z atrakcyjniejszych w kraju.

Górny Śląsk to region, który nie może narzekać na brak zainteresowania inwestorów. Jego niewątpliwym atutem jest strategiczna lokalizacja. Polska Południowa to obszar technologiczny Europy Środkowo-Wschodniej, który może pochwalić się bardzo dobrze rozwiniętą infrastrukturą drogową – zarówno już istniejącą, jak i tą w planach. Region skorzystał także na ustanowieniu Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej – obecnie działa w niej ponad 350 przedsiębiorstw, które łącznie zainwestowały około 34 mld złotych i stworzyły 76 tys. miejsc pracy[1].

Z kopalni do produkcji

Do niedawna Górny Śląsk kojarzył się głównie z górnictwem i hutnictwem, które były dominującymi gałęziami przemysłu w tym regionie. Obecnie można go nazwać polskim hubem motoryzacyjnym – to tutaj występuje największa koncentracja firm produkujących części dla branży automotive. Poza motoryzacją, rozwijają się tu także inne sektory przemysłu, takie jak energetyczny, informatyczny i spożywczy.

Górny Śląsk wciąż dysponuje dużymi zasobami terenów inwestycyjnych, zwłaszcza dzięki rewitalizacji gruntów pogórniczych i poprzemysłowych, ukierunkowanej na tworzenie atrakcyjnych i nowoczesnych przestrzeni. Nadal obszary położone poza Aglomeracją Górnośląską są gorzej doinwestowane, ale szybko może zmienić to rosnące zainteresowanie deweloperów i najemców wynikające z ciągle udoskonalanej infrastruktury drogowej ułatwiającej transport do innych części kraju i Europy, oraz niezmiennie wysokiej dostępności pracowników w obszarach poza głównymi ośrodkami – komentuje Mikołaj Walkowski, Ekspert ds. Nieruchomości Magazynowych i Przemysłowych w regionie Śląska.

Szansa czy wyzwanie

Eksperci CBRE dostrzegają ogromny potencjał do rozwoju sektora magazynowo-logistycznego na Górnym Śląsku w najbliższych latach. Region dysponuje obecnie ponad 3 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, a zainteresowanie inwestorów potwierdza popyt przekraczający w 2018 r. 730 tys. mkw. Na jego terenie już teraz działa kilkadziesiąt parków przemysłowych i logistycznych, m.in. Prologis Park Chorzów, Panattoni Park Sosnowiec, Panattoni Park Gliwice, czy Segro Logistics Park Gliwice, a 568 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej jest obecnie w budowie. Największy powstający w regionie obiekt logistyczny to projekt w formule BTS firmy Panattoni w Gliwicach, którego powierzchnia po oddaniu do użytku będzie wynosiła 210 tys. mkw.

Ważny dla przyszłości Górnego Śląska jest także rozwój lotniska w Pyrzowicach, który ma szansę stworzyć alternatywę dla stołecznego portu. Istotny wpływ na ten region ma także rosnąca rola sektora automotive w Tychach i okolicy, co obrazuje wzmożone zainteresowanie dostawców z branży oraz ciągle zwiększająca się podaż – obecnie 70 tys. mkw. znajduje się w budowie, a kolejne 170 tys. mkw. oczekuje na pozwolenie na budowę. Oprócz pozytywnych prognoz na przyszłość, Górny Śląsk ma też  przed sobą wiele wyzwań – przede wszystkim musi poradzić sobie z konkurencją ze strony zarówno sąsiednich państw – Czech i Słowacji, jak i sąsiednich regionów, takich jak Wrocław czy Centralna Polska.

[1] http://www.ksse.com.pl/o-ksse-1

Kurs funta spada po rezygnacji Theresy May

Polski złoty cały czas pozostaje względnie stabilny. Z kolei wyraźnej wyprzedaży doświadcza funt brytyjski, któremu cały czas ciążą obawy związane z Brexitem.

Zeszłotygodniowa deklaracja Theresy May o rezygnacji ze stanowiska premier Wielkiej Brytanii stanowiła dla rynku walutowego ekwiwalent trzęsienia ziemi. Konsekwencją tej decyzji jest wewnętrzna rywalizacja o przewodnictwo w Partii Konserwatywnej i związany z tym ponowny wzrost niepewności w kontekście Brexitu. Dlatego funt brytyjski doświadczył wyraźnej wyprzedaży, będąc najgorzej radzącą sobie główną walutą w zeszłym tygodniu.

W przypadku zachowania reszty walut ciężko mówić o ogólnym trendzie. Dolar amerykański osłabił się względem większości walut, aczkolwiek deprecjacja waluty USA nie była zbyt dramatyczna. Wybory do europarlamentu ostatecznie nie zaszkodziły euro. Wynik wyborczy partii populistycznych był niższy od oczekiwań, za to wyraźnie wzrosła liczba mandatów proeuropejskich liberałów z ALDE oraz Zielonych.

Kalendarz ekonomiczny w nadchodzącym tygodniu nie obfituje w istotne publikacje makroekonomiczne, czy też decyzje najważniejszych banków centralnych. Oczekujemy zatem, że rynek walutowy będzie reagował głównie na zmiany sentymentu w kontekście Brexitu oraz na rozwój wydarzeń w kwestii konfliktu handlowego na linii USA-Chiny.

PLN

Zmienność na polskim złotym cały czas pozostaje niska. W ubiegłym tygodniu polska waluta odnotowała jedynie nieznaczne umocnienie w relacji do głównych walut. Na złotego cały czas największy wpływ mają czynniki zewnętrzne, jednak w minionym tygodniu otrzymaliśmy tak dużo danych z polskiej gospodarki, że nie można o nich nie wspomnieć.

Całkiem niezłe dane z rynku pracy i bardzo dobre – szczególnie w kontekście sytuacji w strefie euro – odczyty o produkcji przemysłowej w Polsce to nic przy zaskoczeniu dynamiką sprzedaży detalicznej. W kwietniu odnotowała ona dwucyfrowy wzrost, w ujęciu realnym wzrastając najszybciej od 2011 roku. Jeszcze mocniej zaskoczyły inwestycje firm w pierwszym kwartale roku, które po trzyletnim marazmie ostatecznie mocno odbiły. Wszystkie wspomniane odczyty wskazują na bardzo dobrą sytuację w polskiej gospodarce.

Ten tydzień rozpoczęliśmy od poniedziałkowego odczytu stopy bezrobocia w kwietniu, który pokazał naturalny i dość wyraźny spadek wskaźnika do najniższego poziomu od blisko 30 lat. Następnie w czwartek opublikowane zostaną „minutki” z ostatniego posiedzenia RPP. Makroekonomiczny tydzień zakończy publikacja rewizji szacunku dynamiki PKB w I kwartale, która powie nam, w jakim stopniu poszczególne składowe wzrostu ciągnęły w górę gospodarkę Polski na początku roku. Tak jak w minionym tygodniu, na polską walutę nadal w największym stopniu wpływać powinny jednak czynniki zewnętrzne.

GBP

Dane makroekonomiczne napływające z Wielkiej Brytanii w zeszłym tygodniu były całkiem dobre, co jednak nie miało dla rynków większego znaczenia w obliczu znacznie istotniejszej informacji o rezygnacji Theresy May ze stanowiska premier Wielkiej Brytanii. Dane o sprzedaży detalicznej w Zjednoczonym Królestwie utrzymały dobrą dynamikę, a inflacja bazowa niezmiennie utrzymuje się na poziomie niższym niż 2%. Pod względem publikacji ekonomicznych, najbliższy tydzień będzie dość spokojny. Rynek skupi uwagę na politycznym boju o stanowisko lidera Partii Konserwatywnej, jak i na konsekwencjach wyborów do Parlamentu Europejskiego, w których zarówno Laburzyści, jak i Torysi, poradzili sobie bardzo słabo. Coraz bardziej skłaniamy się w stronę poglądu, że impas w kwestii Brexitu nie zostanie rozstrzygnięty bez przeprowadzenia kolejnych wyborów parlamentarnych.

EUR

Zeszły tydzień przyniósł umiarkowanie dobre wieści dla wspólnej europejskiej waluty – poczynając od nieznacznej poprawy w danych o aktywności biznesowej PMI, a kończąc na wyborach do Parlamentu Europejskiego. Wynik wyborczy eurosceptyków i populistów okazał się poniekąd słabszy od oczekiwanego. Za to wyraźny wzrost odnotowała grupa zdecydowanie proeuropejskich Liberałów oraz Zielonych. Tym samym z horyzontu znika ryzyko polityczne związane z wyborami. Zważywszy na to, jak i na fakt, że w kontekście Brexitu nie należy oczekiwać jakichkolwiek natychmiastowych rozstrzygnięć, oczekujemy, że euro powinno powrócić do środka korytarza wahań w parze z dolarem amerykańskim.

USD

W kontraście do informacji ze strefy euro, zeszłotygodniowe dane ze Stanów Zjednoczonych – mimo, że były to głównie publikacje drugorzędne – były stosunkowo słabe. Dotyczy to zwłaszcza wyników ankiet aktywności biznesowej PMI.

„Minutki” z ostatniego spotkania Rezerwy Federalnej potwierdzają, że Fed nie widzi w najbliższym czasie konieczności podwyżek stóp procentowych. Z kolei rynki finansowe spodziewają się, że w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy FOMC zdecyduje się obciąć stopy procentowe.  Jesteśmy zdania, że znajdujemy się jeszcze daleko od punktu, w którym Rezerwa Federalna zdecyduje się na poluzowanie polityki monetarnej. Stąd oczekujemy, że w najbliższym czasie stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych pozostaną na niezmienionym poziomie. Kalendarz ekonomiczny na ten tydzień nie obfituje w istotne publikacje – wyjątkiem są piątkowe dane o inflacji PCE w USA. Dane są istotne z uwagi na to, jak dużą uwagę do braku presji inflacyjnej do tej pory przywiązywali członkowie Fed.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Budując biznes zacznij od wartości – Krzysztof Ornowski, prezes ORiSTO

Warmińska firma jest w trójce największych polskich producentów mebli łazienkowych. Jej przychód w 2018 roku wyniósł 71 mln zł i co roku powiększa się o 15 procent. Złożyło się na to m.in. 280 000 wyprodukowanych brył meblowych.

Krzysztof Ornowski, prezes ORiSTO
Krzysztof Ornowski, prezes ORiSTO

Meble łazienkowe produkowane w Montowie koło Grodziczna na Ziemi Lubawskiej znają już ludzie w 24 krajach świata. Produkty OEM (Original Equipment Manufacture) firmy ORiSTO najpopularniejsze są w Skandynawii (szczególnie w Szwecji) oraz w Niemczech. – Ale wraz ze zmianami organizacyjnymi u naszych Partnerów otwierają się przed nami nowe perspektywy – od Bałkanów aż po Republikę Południowej Afryki – podkreśla Krzysztof Ornowski, prezes ORiSTO.

Firma systematycznie powiększa również sprzedaż produktów własnej marki – i to nie tylko na rynku polskim, ale także u naszych sąsiadów: w Rosji, w Niemczech czy na Litwie. I wcale nie zamierza na tym poprzestawać. – Mamy też swoich odbiorców w Szwecji, Rumunii i w Wielkiej Brytanii, z którą wiązaliśmy duże nadzieje, ale na razie wizja Brexitu hamuje część inicjatyw – wylicza prezes firmy. – Prowadzimy też rozmowy we Francji, Norwegii, Danii i w Holandii – dodaje.

Żelazne zasady dążenia do sukcesu

Przychód ORiSTO od sześciu lat systematycznie rośnie o 15 procent. W roku 2018 roku osiągnął 71 mln zł. Taki wynik zapewniło wyprodukowanie 280 000 brył meblowych. Jak się udało to osiągnąć? Prezes Krzysztof Ornowski jednym tchem wylicza składowe tego sukcesu. Jak mówi, najważniejszą z nich są rodzinne tradycje rzemieślnicze, sięgające 1933 roku. Wtedy jego dziadek założył niewielki warsztat stolarski. W nim produkował konne wozy i koła do nich.

Kolejny z dynastii, czyli ojciec dzisiejszego prezesa, dostosował produkcję firmy do potrzeb swoich czasów: zaoferował klientom solidne, trwałe drzwi, okna i meble. Nie narzekał na brak zainteresowania…

Jak widać, nie mogłem wybrać innej drogi, jak tylko kontynuować rodzinne tradycje. Choć dzisiaj ORiSTO to nie mały zakład, ale firma zatrudniająca około 300 osób, to nadal przyświecają nam w pracy wartości zaszczepione mi przez od moich przodków, czyli wysoka jakość połączona z trwałością oraz z szacunkiem należnym naszym klientom, kontrahentom i pracownikom – tłumaczy spadkobierca rzemieślniczej tradycji.

Według niego szalenie istotnym czynnikiem jest również zakorzenienie w ziemi, z którą jego rodzina jest związana od pokoleń. Jak twierdzi, to miejsce zawsze skupiało ludzi przedsiębiorczych, którzy kiedyś rozwijali tu handel i drobną wytwórczość, a w czasach dzisiejszych biznes na wielką skalę (rzecz jasna jak na tak niewielką miejscowość). Słysząc, że Polacy z innych stron kraju nazywają mieszkańców Ziemi Lubawskiej „ludźmi specyficznymi” uśmiecha się tylko, nie protestując.

– Faktycznie, jesteśmy specyficzni: mamy swoją gwarę (która niestety zanika…), jesteśmy szczerzy i gościnni. Potrafimy sobie wzajemnie pomagać. Lubawscy rzemieślnicy i przedsiębiorcy są ludźmi otwartymi na potrzeby innych, wspierają się wzajemnie i szanują. Te relacje każdy z nas przenosi na grunt zawodowy – zaznacza pan prezes.

Jakość nade wszystko

Jakość – to słowo szef ORiSTO odmienia przed wszystkie przypadki, opowiadając o produkcji mebli. Nie jest to, bynajmniej, jedynie rodzaj zaklęcia marketingowego, ale – jak mówi – podstawa wszystkiego. – Materiały wykorzystywane w produkcji są przez nas starannie testowane. Nie posługujemy się jednak tylko i wyłącznie wymaganiami stawianymi przez ogólnodostępne normy. Wewnętrzne testy opieramy na doświadczeniach i rzeczywistych wymaganiach ich użytkowników – wyjaśnia Krzysztof Ornowski.

Co intrygujące, do testowania lakierów używanych w produkcji w ORiSTO wykorzystywane są środki chemiczne powszechnie dostępne w sklepach osiedlowych i marketach. Czemu ma to służyć? Przede wszystkim klientom i ich realnym potrzebom – chodzi o to, by udało się precyzyjnie odwzorowywać sytuacje, w jakich meble są użytkowane na co dzień. Żeby tak się stało, trzeba sprawdzić, jak się zachowują w zetknięciu z wszystkim tym, czym ich właściciele posługują się w swoich domach.

Nie tracić zaufania ludzi!

Strategiczne cele ORiSTO są starannie zdefiniowane na pięć najbliższych lat. Obejmują m.in. ugruntowanie pozycji firmy na rynku meblarskim, w tym znaczące zwiększenie udziału marki własnej w obrotach. Są, rzecz jasna, również inne, ważne założenia. jakie? – Proszę wybaczyć, ale nie wszystkie plany chcemy udostępniać na zewnątrz – zastrzega. – Na pewno pragniemy, by ORiSTO było postrzegane przez Kontrahentów (zarówno odbiorców, jak i dostawców), jako najlepszy i godny zaufania partner w biznesie. Ponadto chcemy oddawać klientom produkt najwyższej jakości, który spełni wszelkie ich oczekiwania stylistyczne, jakościowe i ergonomiczne – dodaje.

Nie mniej ważne jest zdaniem przedsiębiorcy z Montowa to, żeby ORiSTO było najlepszym pracodawcą w całym regionie. Dlatego, oprócz pewności zatrudnienia, musi zapewniać pracownikom solidne pakiety socjalne i zdrowotne oraz liczne, wartościowe atrakcje sportowo-kulturalne. – Zasady szacunku dla pracowników, ich pracy i przekonań są stawiane zawsze na pierwszym miejscu – nie pozostawia wątpliwości Krzysztof Ornowski.

„U mnie słowo droższe pieniędzy”

Krzysztof Ornowski cieszy się z tego, że polskie meblarstwo stało się europejskim liderem branży. Ale, jak przestrzega, nie można popadać w samozachwyt – trzeba nieustannie, pracowicie umacniać pozycję. Problemów, rzecz jasna, nie brakuje: często pojawiają się trudności z dostępem do odpowiedniego surowca, ze znalezieniem nowych, wykwalifikowanych specjalistów, a koszty produkcji szybko rosną. To utrudnia rozwój. Dlatego niezbędne są działania „góry”.

O dalsze perspektywy tego ważnego globalnie sektora powinni zadbać rządzący Polską. W przeciwnym razie klienci mogą znaleźć sobie partnerów w krajach, w których koszty są relatywnie niższe – mówi Krzysztof Ornowski.

Jednak wszelki biznesowe meandry, jak podkreśla szef ORiSTO, nie mogą powstrzymywać rozwoju. W pokonywaniu takich przeszkód pomaga mu ważna cecha, którą odziedziczył po przodkach: danego słowa trzeba bezwzględnie dotrzymywać.

Jak mawiał bohater naszej narodowej komedii, Kazimierz Pawlak: „U mnie słowo droższe pieniędzy!”. Dla mnie stanowi ono taką samą wartość, jak umowa pisemna. Oczywiście, w dzisiejszych czasach lepiej zabezpieczyć umowę w formie pisemnej, ale wiem na pewno, że mając przed sobą dziadka i ojca, a teraz także dzieci pracujące z nami w firmie, niewiele rzeczy mogłoby nas pokonać – podsumowuje prezes Krzysztof Ornowski.

Podróże służbowe 2019. Raport SW Research na zlecenie Hotailors

Aż trzy godziny zajmuje przeciętnie pracownikami zorganizowanie każdego wyjazdu służbowego. Dla polskich firm oznacza to straty czasu, dla podróżujących – dodatkowy stres. Właśnie został opublikowany pierwszy dokładny raport na temat podróży służbowych polskich pracowników. Na zlecenie firmy Hotailors przygotowała go agencja SW Research.

Hotailors ułatwia  przedsiębiorstwom organizowanie  i rozliczanie podróży służbowych. Partnerami biznesowymi start-upu są m.in. Vodafone, Google, Amadeus, Kiwi i EY.

Autor: Filip Błoch, prezes i współzałożyciel Hotailors
Autor: Filip Błoch, prezes i współzałożyciel Hotailors

Hotailors opracowało dokładny raport o polskim rynku podróży służbowych, zawierający analizę błędów oraz rekomendacje dla firm, które chcą efektywniej organizować delegacje swoich pracowników. – Mam nadzieję, że ten raport pozwoli pracodawcom lepiej zrozumieć potrzeby osób podróżujących. Efektem może być wprowadzenie zmian, które zwiększą zadowolenie pracowników i efektywność delegacji oraz przyniosą wymierne korzyści biznesowe – mówi Filip Błoch, prezes i współzałożyciel Hotailors.

Z raportu wynika m.in.:

  • najbardziej niezadowoleni z wyjazdów służbowych są pracownicy firm zatrudniających ponad 150 osób,
  • organizacja formalności związanych z podróżą zajmuje przeciętnie ponad 1/3 dnia roboczego,
  • ponad połowa pracowników nie wie lub nie zna polityki podróży w swojej firmie – zasad organizacji wyjazdów służbowych,
  • z tego powodu ich delegacje są droższe, a organizacja wyjazdów zajmuje 20 proc. czasu więcej.

Skala straconych godzin i droższych wyjazdów jest ogromna. Ponad połowa pracowników podróżuje po Polsce, Europie i świecie. Wyjazd poza granice naszego kontynentu zazwyczaj kosztuje firmę 16 702 zł. Pracownik leci samolotem i jedzie do hotelu, gdzie zazwyczaj spędza sześć nocy. Podróże po Europie są tańsze (średnio 4 109 zł za trzy noce w hotelu i przelot) nie tylko dlatego, że podróż jest krótsza, ale też dlatego, że firmy wybierają zazwyczaj niższy standard hotelu i przelotu. Najtańsze i najkrótsze są delegacje w granicach naszego kraju. Firmy płacą średnio 619 zł za przejazd pracownika pociągiem i opłacają mu pobyt w hotelu na jedną noc.

Raport dla Hotailors analizuje bolączki, z którymi borykają się pracownicy i firmy podczas podróży służbowych. Pracownicy zazwyczaj lubią wyjazdy w delegacje, a nawet są one dla nich elementem podnoszącym atrakcyjność miejsca pracy. Jednak kiedy przychodzi do organizacji podróży, pojawiają się problemy. Największe z nich to właśnie planowanie wyjazdu, potrzeba pokrywania wydatków w całości z własnej kieszeni, a także rozliczanie ich po powrocie. Z punktu widzenia pracodawców to również poważny problem, bo cały proces planowania i rozliczania delegacji wyłącza pracownika ma trzy godziny z jego codziennych zadań. To mniej więcej jedna trzecia dnia pracy! Organizacja wyjazdów służbowych to problem, który będzie narastał. Bo zdaniem tylko 12 proc. respondentów będą oni podróżować mniej niż dotychczas. – W momencie zwiększania skali działania podróże służbowe stają się obszarem, który bez optymalizacji powoduje nie tylko ogromne obciążenia, ale jest również nieefektywny finansowo – zauważa Michał Szeksztełło, dyrektor operacyjny i współzałożyciel Hotailors.

Pracownicy zwracają uwagę, że zależałoby im na poprawie jakości bazy hotelowej oraz zniesieniu konieczności pokrywania całości wydatków. Bywa, że kiedy intensywność podróży wzrasta, stają się one dla pracowników źródłem stresu. – Można wówczas zauważyć u niektórych pracowników coś w rodzaju syndromu „zmęczenia podróżami służbowymi”, który przejawia się m.in. szukaniem zastępstw lub nawet braniem zwolnień lekarskich – mówi psychiatra dr Dawid Wiener z firmy Cogision.

– Rozwiązaniem wielu problemów polskich firm jest wykorzystanie nowych technologii w planowaniu i rozliczaniu podróży służbowych – mówi Filip Błoch.

Laureatki tytułu „Kobieta w Logistyce 2018”

Tytuł „Kobieta w Logistyce roku” przyznawany jest co roku od 8 lat podczas Forum Kobiet w Logistyce, konferencji dedykowanej menedżerkom, które pracują zarówno po stronie dostawcy, jak i odbiorcy usług logistycznych. Celem wyróżnienia jest promowanie kobiet pracujących w szeroko rozumianej logistyce, prezentacja ich dorobku zawodowego oraz zaangażowania w rozwój branży logistycznej, a przede wszystkim uhonorowanie ich sukcesów i działalności za rok poprzedni. Autorką i organizatorką Forum Kobiet w Logistyce oraz wyróżnienia „Kobieta w Logistyce roku” jest Beata Trochymiak, wydawca i redaktor naczelna portalu Pracujwlogistyce.pl.

Kobieta_w_Logistyce 2018_laureatki20 maja 2019 roku, w trakcie 8. Forum Kobiet w Logistyce, które odbyło się w Janowie Podlaskim, ogłoszono laureatki tytułu „Kobieta w Logistyce 2018”. Tytuły i statuetki zostały wręczone w dwóch kategoriach Paniom:

Katarzynie Kędzierskiej, dyrektor obsługi klienta, łańcucha dostaw i logistyki w Europie Centralnej, BASF Polska – „Kobieta w Logistyce 2018 – odbiorca usług TSL”

oraz

Lidii Dziewierskiej, prezes zarządu Loconi Intermodal – „Kobieta w Logistyce 2018 – dostawca usług TSL”

Katarzyna Kędzierska – dyrektor obsługi klienta, łańcucha dostaw i logistyki w Europie Centralnej, BASF Polska

– z logistyką związana od ponad 10 lat. Samodzielnie reorganizowała i optymalizowała pracę działu logistyki i customer service w BASF Polska. Jak napisał jej zespół w zgłoszeniu do statuetki – to osoba na której wsparcie zawsze można liczyć i to zarówno w kwestiach operacyjnych jak i prawnych. Katarzyna Kędzierska inicjuje i znakomicie koordynuje wprowadzane zmiany dzięki szerokiemu spojrzeniu na problem i kompleksowemu podejściu do współpracy z innymi działami w BASF. Nigdy nie poddaje się atmosferze chaosu i nieustających problemów płynących z rynku usług logistycznych.

Chłodnym okiem błyskawicznie analizuje sytuację, układa i wdraża plan naprawczy albo usprawniający, licząc się przy tym z opiniami i sugestiami podwładnych oraz współpracowników, jednocześnie pokonując pewną bezwładność decyzyjną ogromnej korporacji. Wolne chwile Pani Kasia spędza z rodziną albo podróżuje poznając świat.

Lidia Dziewierska – prezes zarządu Loconi Intermodal

– z branżą logistyki kontenerowej związana od 2010 roku. To jedna z nielicznych kobiet, o ile nie jedyna w Polsce, na stanowisku prezesa zarządu firmy zajmującej się spedycją i transportem intermodalnym. Przeszła całą ścieżkę kariery od specjalisty ds. administracji i relacji inwestorskich aż po prezesa zarządu. Pani Lidia jest niesamowicie charyzmatyczną kobietą. To osoba nieustannie rozwijająca swoje kompetencje. Uczestniczyła w ponad 60 szkoleniach i kursach z zakresu zarządzania, finansów i relacji inwestorskich. W ciągu kilku lat pod jej kierownictwem firma Loconi Intermodal osiągnęła pozycję lidera na rynku operatorów intermodalnych w Polsce. Między innymi zawarła strategiczne porozumienie o współpracy z największym konkurentem polegające na wymianie strategicznych zasobów (terminali, wagonów, rozkładów jazdy). Dzięki niej powstało też kilka nowych terminali intermodalnych w Polsce, uzupełniających ogólnopolską sieć kontenerowych punktów przeładunkowych z torów na drogi. Wewnątrz firmy uruchomiła autorską platformę edukacyjną – Akademię Liderów Loconi, skierowaną do początkujących menedżerów Loconi oraz aspirujących do roli menedżerów młodych pracowników. Poza pracą zaangażowana jest w prowadzenie założonej przez siebie fundacji – Równe Szanse dla Dzieci i Rodzin, którą stworzyła w celu udzielania długoterminowego wsparcia dla wyrównywania szans kobietom, dzieciom i rodzinom poprzez np. podnoszenie kwalifikacji, uzyskiwanie niezależności, uzyskanie dostępu do edukacji, których wiele kobiet nie ma ze względu na środowisko lub złą sytuację materialną. Dla niej ważny jest człowiek, a w biznesie stawia na relacje. Prywatnie interesuje się historią, literaturą biograficzną i podróżniczą.

Brak specjalistów ds. bezpieczeństwa sieciowego bolączka wielu państw, w tym Polski

Świat ogarnia fala ataków hakerskich w sieci. Według firmy Check Point na całym świecie codziennie dochodzi do 50 mln ataków, choć większość z nich jest udaremniona dzięki rozwiązaniom systemowym i pracy działów bezpieczeństwa IT. Analitycy Cybersecurity Ventures oszacowali z kolei, że straty wynikające z działań hakerskich na świecie wzrosną z 3 mld USD w 2015 roku do 6 mld USD w 2021.

Wojciech Głażewski, Country Manager firmy Check Point Software Technologies w Polsce
Wojciech Głażewski, Country Manager firmy Check Point Software Technologies w Polsce

– Strach przed kolejnymi atakami rośnie, a na rynku nadal brakuje specjalistów. W Europie Środkowej, w tym w Polsce – to ponad 140 tys. osób – podkreśla Wojciech Głażewski, Country Manager firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

– Cyberbezpieczeństwo to obecnie jeden z najważniejszych obszarów IT, gdzie jednocześnie wciąż widać brak wystarczającej liczby specjalistów. Wiele firm prowadzi swoje własne „akademie” oferujące międzynarodowe programy certyfikacyjne. Podnoszenie kwalifikacji jest jednak kosztowne. Stąd możliwy brak odpowiedniej liczby osób na rynku – przedstawiciele firmy Executive Search. 

W opinii firmy Infosecurity (ISC) obecnie na całym świecie brakuje ok 2,9 mln wykwalifikowanych specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa. Badania prowadzone przez instytut pokazały, że do końca 2022 roku niedobór ten powiększy się o kolejne 1,8 mln ekspertów! Na największe braki cierpieć będą rynki azjatyckie (zapotrzebowanie na 2,14 mln specjalistów bezpieczeństwa IT), Północna Ameryka (498.000), rejon Europy Środkowej z Polską (142.000) oraz Ameryka Łacińska (136.000).

Szacuje się, że w całej Unii Europejskiej deficyt ten może sięgać nawet 900 tys. ekspertów. Z kolei jak podaje dziennik Rzeczpospolita, w Polsce brakuje ich około 50 tys.

Ciekawostką jest wydłużający się czas poświęcany przez pracowników działów IT – zarówno w dużych jak i małych firmach – na zabezpieczanie firmowych sieci przed atakami cybernetycznymi. W ciągu ostatnich lat aż 25 proc. czasu przeznaczone było na sprawy związane z rozwiązywaniem skutków ataków zewnętrznych.

Badania Infosecurity pokazały dodatkowo, że prawie 2/3 firm na świecie (63 proc.) przyznaje się do problemów wynikających z braku specjalistów na rynku. To oznacza, że co najmniej połowa (według Infosecurity 59 proc.) firm jest podatna na skuteczne ataki ze strony cyberprzestępców. Stąd deklaracja 48 proc. badanych firm o potrzebie zwiększenia liczby specjalistów IT w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

Kobiety coraz liczniejsze w gronie specjalistów IT

Badania pokazują dodatkowo ciekawy trend – rosnącą liczbą kobiet wśród ekspertów IT na rynku. Z badań wynika, że stanowią one już prawie ¼ pracowników branży na świecie (24 proc), co oznacza dwukrotny wzrost w ciągu zaledwie 4 lat (11 proc. w 2015).

Wraz z rosnącym zagrożeniem rosną wydatki firm na zabezpieczenia, w tym zatrudnienie doświadczonych pracowników w działach bezpieczeństwa IT. Według szacunków firmy Check Point wydatki firm na zabezpieczenia przed cyberterroryzmem przekroczyły już barierę 130 mld USD.

Źródła:

https://www.isc2.org/

https://threatmap.checkpoint.com/ThreatPortal/livemap.html

Co po wyborach z PPK? Co dla Kowalskiego?

Dokładnie 700 000 zł od każdej instytucji ujętej w ewidencji PPK oraz dodatkowe 0,05% od jej aktywów tworzy koszty uruchomienia i funkcjonowania portalu Pracowniczych Planów Kapitałowych[1]. Doliczając do tego wydatki pracodawców na każdego uczestnika programu (pracownika), można spodziewać się, że w najbliższym czasie wzrosną różne koszty ponoszone przez przedsiębiorców i zatrudnionych w Polsce. Czy PPK to dobry pomysł? Czy wyniki wyborów coś zmienią?

Pracownicze Plany Kapitałowe zaczną obowiązywać od 1 lipca 2019r. Na początku program wystartuje u największych pracodawców (np. korporacji, uczelni wyższych z ponad 250 pracownikami).

Co dla pracodawcy?

Trudno przewidzieć prawdziwe koszty PPK dla pracodawcy. Uzależnione jest to od różnych czynników (w tym liczby osób, które przystąpią do programu) – podkreśla Marta Tomaszewska, Kierownik Działu Wsparcia Kadry i Płace w firmie Kalasoft Sp. z o.o. Zwraca ona również uwagę na fakt, część składek na PPK płacona przez Skarb Państwa finansowana jest z Funduszu Pracy, czyli środków odprowadzanych przez pracodawcę: – Wdrożenie PPK oznacza też inne obowiązki po stronie pracodawcy. Takie rozwiązanie zwiększy koszty zatrudnienia w naszym kraju podkreśla Marta Tomaszewska.

Pracodawca musi np. wybrać instytucję finansową, która będzie zarządzać PPK i zawrzeć z nią stosowną umowę. Porównanie ofert i dokonanie decyzji ma ułatwić m.in. wspomniany wcześniej portal internetowy.

Jak odczuje to pracownik?

W najbliższym czasie płace powinny utrzymać się na obecnym poziomie – prognozuje Marta Tomaszewska z Kalasoft. Pracownicy już teraz powinni zainteresować się PPK. Automatyczne przypisanie do programu będzie odbywało się co 4 lata. To ważna informacja dla osób w wieku od 18 do 54 lat, które będą chciały wybrać inną formę oszczędzania. Warto zwrócić też uwagę na inne kwestie.

– Dopiero po min. 3 latach od wprowadzenia PPK skala oszczędności pracowników będzie możliwa do zauważenia. Wtedy pojawi się też czas na pytanie o sens całego programu. O przyszłości PPK zadecyduje także układ sił politycznych w Polsce – podsumowuje Marta Tomaszewska, Kierownik Działu Wsparcia Kadry i Płace w firmie Kalasoft Sp. z o.o. Ocenia ona, że program długoterminowego oszczędzania na przyszłe emerytury jest potrzebny, choć nie powinien on zastępować państwa, jako podmiotu zapewniającego wypłatę emerytur (a tym samym godną starość).

Na chwilę obecną ciężko ocenić całkowity zakres zmian, które odczują pracodawcy i pracownicy (po wejściu w życie PPK). O przyszłości systemu oraz innych rozwiązań emerytalnych zadecyduje wiele różnych czynników. Ważne, by program zachęcił (a nie zniechęcił) Polaków do poszukiwania sposobów oszczędzania na przyszłość.

[1] Rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 22 lutego 2019r. w sprawie wysokości opłaty za utworzenie i prowadzenie portalu PPK oraz wysokości stawki opłaty za udział w tym portalu: http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20190000416/O/D20190416.pdf

Obligatariusze serii G i H GetBacku odzyskują 100% pieniędzy

Wczoraj, 27 maja 2019 r., Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych, po otrzymaniu przelewu od spółki GetBack wpłacił na rachunki uczestników środki za zakupione obligacje serii G i H zabezpieczone zastawem rejestrowym. Administratorem zastawu w przypadku obu grup była Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy.

Rok temu na żądanie Komisji Nadzoru Finansowego Giełda Papierów Wartościowych zawiesiła obrót akcjami i obligacjami GetBacku. Przyczyniło się to do trwającego obecnie procesu restrukturyzacji firmy.

Pod koniec kwietnia br. GetBack zapowiedział, że chce przedterminowo spłacić 8,58 mln zł z wartych 14,8 mln zł obligacji serii G oraz wykupić 1,74 mln zł z serii H o łącznej wartości 5,28 mln zł. Było to możliwe dzięki porozumieniu ze szwedzkim inwestorem Hoist Finance, który z końcem kwietnia sfinansował przejęcia aktywów GetBacku. Zgodnie z porozumieniem spółka przejęła portfele określone w umowie transakcji, w tym te stanowiące zabezpieczenie obligacji serii G i H.

Cieszymy się, że nasi klienci jako jedyni odzyskują 100% środków kapitału utraconego w wyniku inwestycji w obligacje spółki windykacyjnej GetBack – mówi mec. Jarosław Chałas z Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Obligacje GetBacku różnych serii posiada ponad 9 tys. osób fizycznych i 178 instytucji finansowych – wynika z ustaleń KNF.

Zmiany w Daimlerze: w centrum uwagi zrównoważony rozwój, wydajność i mobilność jutra

  • Coroczne spotkanie w Berlinie: udziałowcy głosują w sprawie nowej struktury grupy
  • Zrównoważony rozwój jeszcze silniej wpisany w strategię firmy
  • dr Dieter Zetsche, przewodniczący zarządu Daimler AG i szef Mercedes-Benz Cars: – Wypracowaliśmy sobie silną pozycję lidera w procesie całkowitej transformacji branży motoryzacyjnej. W tym celu zapoczątkowaliśmy w naszej spółce zmiany historycznego kalibru. Transformacja trwa, a obejmuje ona zarówno nasze produkty i technologie, jak i model biznesowy i kulturę korporacyjną.
  • Zmiany na szczycie: Oli Kallenius następcą Dietera Zetsche
  • Manfred Bischoff, przewodniczący Rady Nadzorczej Daimler AG, dziękuje odchodzącemu prezesowi zarządu: – W osobie Dietera Zetsche opuszcza nas wyjątkowy lider. To on zaprowadził Daimler AG na szczyt, często pokonując niemałe przeszkody. Wraz z pracownikami stał się kołem napędowym fundamentalnej przemiany firmy. Pod jego wodzą Daimler położył fundamenty pod swoją przyszłość. Za to należy mu się nasza bezwarunkowa wdzięczność.
  • Udziałowcy głosują nad dywidendą 3,25 euro za akcję – drugiej najwyższej w historii firmy
  • Daimler potwierdza prognozy na rok 2019
Hauptversammlung der Daimler AG am 5. April 2018 in Berlin. Annual General Meeting of Daimler AG on April 5, 2018 in Berlin.
Hauptversammlung der Daimler AG am 5. April 2018 in Berlin. Dr. Dieter Zetsche, Vorstandsvorsitzender der Daimler AG und Leiter Mercedes-Benz Cars und Dr. Manfred Bischoff, Vorsitzender des Aufsichtsrats der Daimler AG
Annual General Meeting of Daimler AG on April 5, 2018 in Berlin. Dr Dieter Zetsche, Chairman of the Board of Management and Head of Mercedes-Benz Cars and Dr Manfred Bischoff, Chairman of the Supervisory Board of Daimler AG

Berlin – Podczas dorocznego spotkania udziałowców Daimler AG w Berlin Expo Center zapadły kluczowe decyzje strategiczne: Udziałowcy głosowali nad nową strukturą grupy, w której Daimler stanie się spółką-matką, a dywizje motoryzacyjne zyskają prawną niezależność. W czasie spotkania omówiono również dalsze kroki w transformacji firmy z producenta samochodów w dostawcę usług z zakresu mobilności oraz znaczenie zrównoważonego rozwoju dla zachowania skutecznego modelu biznesowego. Na koniec dr Dieter Zetsche, wieloletni prezes zarządu, przekazał ster grupy swemu następcy: Ola Kallenius będzie kontynuował prace nad nowym kształtem koncernu. Na dorocznym spotkaniu udziałowców, podobnie jak w roku minionym, pojawiło się ok. 6000 akcjonariuszy.

  • Sukces Daimlera opiera się na doświadczeniu w branży motoryzacyjnej i strategicznej dalekowzroczności. Ekologiczne rozwiązania z zakresu mobilności umożliwi klientom decyzje dołożenie własnej cegiełki na rzecz ochrony klimatu – powiedział Manfred Bischoff, przewodniczący Rady Nadzorczej Daimler AG. Najważniejsze jest pytanie o przyszłość indywidualnej mobilności. To jedno z głównych wyzwań, przed którymi stoi obecnie branża motoryzacyjna. Niezwykłe pojazdy z coraz nowocześniejszymi układami napędowymi to już za mało. Producenci samochodów muszą zaoferować zupełnie nowe rozwiązania z zakresu mobilności w środowisku miejskim.

W 2018 r., pomimo ogólnie trudnych warunków rynkowych, sprzedaż i przychód Daimler AG rosły. EBIT i zysk netto grupy osiągnęły dobry poziom. Dzięki wsparciu 298 683 pracowników (w 2017 r.: 289 321) sprzedaż pojazdów wzrosła o 2,4%, osiągając 3,4 mln (w 2017 r.: 3,3 mln), a cel wzrostu został osiągnięty. Przychód wyniósł 167,4 mld euro (w 2017 r.: 164,2 mld), EBIT uplasował się na poziomie 11,1 mld euro, znacznie niżej niż rok wcześniej (w 2017 r.: 14,3 mld). Zysk netto spadł do 7,6 mld euro (w 2017 r.: 10,6 mld), a zysk na akcję do 6,78 euro (w 2017 r.: 9,61).

Podczas dorocznego spotkania udziałowców zarząd i rada nadzorcza zaproponowały dywidendę w wysokości 3,25 euro za akcję (rok wcześniej: 3,65 euro). Całkowita wartość wypłaconych dywidend wyniesie 3,5 mld euro (rok wcześniej: 3,9 mld). Będzie to druga najwyższa dywidenda w historii firmy. Dywidendy zostaną wypłacone trzeciego dnia roboczego po zakończeniu corocznego spotkania, czyli 27 maja 2019 r., a obejmą wszystkich udziałowców na dzień 22 maja 2019 r.

  • W ostatnich latach Daimler wiele osiągnął, mimo iż wyniki z minionego kwartału i obecna cena akcji nas nie satysfakcjonują – powiedział w czasie spotkania Dieter Zetsche, prezes zarządu Daimler AG i szef Mercedes-Benz Cars. W retrospekcji widać, że firma przechodziła przez różne fazy. – Przez pewien czas aktywnie rozwiązywaliśmy problemy i ponownie skupiliśmy się na tym, w czym jesteśmy najlepsi: na samochodach, które są racjonalnie przekonujące i emocjonalnie inspirujące. Później przeszliśmy do ofensywy. Chcieliśmy, aby do 2020 r. Mercedes-Benz stał się liderem na rynku samochodów klasy premium. Byliśmy numerem jeden od 2016 r. W sektorze pojazdów komercyjnych mogliśmy wykorzystać wiodącą pozycję do dalszego rozwoju. Ofensywa nie była jednak celem samym w sobie. Dzięki niej zebraliśmy dość sił, aby stać się liderem w o wiele większym przedsięwzięciu: całkowitej transformacji branży motoryzacyjnej. W tym celu zapoczątkowaliśmy w naszej spółce zmiany historycznego

kalibru. Transformacja trwa, a obejmuje ona zarówno nasze produkty i technologie, jak i model biznesowy i kulturę korporacyjną.

PROJEKT PRZYSZŁOŚĆ do zatwierdzenia

Podczas dorocznego spotkania udziałowcy głosowali nad zmianami w strukturze korporacji (Project Future): połączenie działów samochodów osobowych i dostawczych oraz samochodów ciężarowych i autobusów, w dwa prawnie niezależne podmioty. Projekt wejdzie w życie, gdy reorganizacja zostanie wpisana do rejestru handlowego przez sąd okręgowy w Stuttgarcie.

W takim wypadku nowa struktura zaczęłaby obowiązywać od 1 listopada 2019 r. Od tego dnia Mercedes-Benz AG ma przejąć kontrolę nad dywizjami Mercedes-Benz Cars i Mercedes-Benz Vans, podczas gdy Daimler Trucks i Daimler Buses zostaną podporządkowane Daimler Truck AG. Z kolei Daimler Financial Services AG, która już funkcjonuje jako prawnie niezależna spółka, od 24 lipca 2019 r. zmieni nazwę na Daimler Mobility AG. Dwie nowe firmy, podobnie jak obecny Daimler AG czy przyszły Daimler Mobility AG, bedę spółkami akcyjnymi z partycypacją pracowniczą, z oficjalnymi siedzibami w Stuttgarcie.

Daimler AG jako notowana na giełdzie spółka-matka będzie odpowiadał za zarządzanie, strategię i nadzór, a także dostarczał usługi dla całej grupy. Z trzema silnymi podmiotami pod wspólnym dachem grupa stanie się jednocześnie bardziej elastyczna i skoncentrowana. Wprowadzając nową strukturę organizacyjną, Daimler chce dać poszczególnym dywizjom większą swobodę biznesową, wzmocnić nastawienie na rynek i konsumenta oraz ułatwić i przyspieszyć współpracę. Dzięki temu, że każda z nowych firm skupi się na własnych klientach, rynkach i podstawowych kompetencjach, możliwe stanie się wykorzystanie nowego potencjału wzrostu i poprawy zarobków. Ponadto wzmocnienie struktury dywizyjnej na dłuższą metę pomoże zachować obecnych inwestorów, a także pozyskać nowych inwestorów i partnerów.

Project Future ma szansę stać się najbardziej kompleksową reorganizacją w 130-letniej historii korporacji Daimler. Poza jednostkami niemieckimi obejmie też około 800 filii w przeszło 60 krajach. Biorąc pod uwagę przychody i całkowitą liczbę pracowników Daimler AG, będzie to przy okazji jedna z największych operacji reorganizacyjnych, jakie miały miejsce w Niemczech w ostatnich latach. Tylko w tym kraju do dwóch nowych firm zostanie przeniesione około

130 000 osób – oczywiście po udzieleniu pełnej i terminowej informacji, w zgodzie z regulacjami prawnymi dotyczącymi transferu pracowników.

– Daimler pragnie stać się liderem w nowej erze mobilności. Aby to osiągnąć, potrzebne są innowacyjność i elastyczność, które pozwolą szybko reagować na zmiany, wykorzystywać pojawiające się możliwości wzrostu i dalej odnosić sukcesy w przyszłości. Dzięki PROJEKTOWI PRZYSZŁOŚĆ grupa zyska strukturę organizacyjną dostosowaną do jej strategicznego kursu – powiedział Bischoff. Silne, zorientowane na klienta dywizje znacząco poprawią elastyczność i szybkość działania Daimlera w obliczu technicznych i finansowych wyzwań, przed jakimi stanęła obecnie branża.

Idea zrównoważonego rozwoju w strategii i systemie wynagrodzeń

Mając na uwadze przyszłe wyzwania i potrzebę społecznej akceptacji, Daimler postanowił jeszcze wyraźniej wpisać zrównoważony rozwój w swą strategię biznesową. – Nasz cel to odpowiedzialność w każdym obszarze działań, od oszczędzania zasobów naturalnych i spełniania wymogów środowiskowych po ochronę danych osobowych i praw człowieka. W tej chwili skupiamy się jednak na pojazdach niskoemisyjnych. Jest to sprawa priorytetowa, gdyż w wyniku globalnego popytu liczba samochodów na ulicach będzie ciągle rosnąć. W związku z tym należy jak najszybciej obniżyć emisję spalin. Nie tylko podporządkowujemy się paryskiemu porozumieniu klimatycznemu, ale wierzymy w nie całym sercem – powiedział Zetsche.

W ramach projektu „Ambicja 2039” dywizja Mercedes-Benz Cars postawiła sobie trudne, a jednocześnie osiągalne cele. Mercedes uważa, że idea zrównoważonego rozwoju powinna być wpisana w cały łańcuch wartości. Plan jest taki, by do roku 2039 wszystkie nowe samochody osobowe w ofercie były ekologiczne. Koncepcja ta uwzględnia też zagadnienia takie jak surowce i łańcuch dostaw, produkcja, użytkowanie oraz potencjał recyklingowy. W przygotowaniu są już podobne plany dla pojazdów użytkowych.

Aby stworzyć odpowiednie zachęty dla kadry kierowniczej do promowania zrównoważonego rozwoju, a jednocześnie jeszcze silniej popchnąć firmę w kierunku usług z zakresu mobilności,

model wynagrodzeń dla członków zarządu zostanie zmodyfikowany. – Najbardziej zależy nam na tym, aby powiązać zachęty, zwłaszcza roczne premie, z implementacją nowej strategii, transformacją mającą na celu zabezpieczenie przyszłości firmy i odpowiedzialnym rozwojem: Daimler AG chce pozostać czołowym producentem samochodów, a jednocześnie dążyć do bycia liderem w zakresie mobilności. Ponadto pragniemy, aby nasze kolektywne pozafinansowe cele i kryteria stały się jeszcze jaśniejsze. Planujemy też uprościć metodologię i osiągnąć większą przejrzystość – powiedział Bischoff. Za zgodą udziałowców rosnące znaczenie usług z zakresu mobilności zyska oddźwięk w akcie założycielskim spółki, do którego – jako nowy cel – zostaną wpisane „usługi oraz idee dotyczące mobilności i transportu”.

Zmiany w radzie nadzorczej

Dobiegły końca kadencje dwóch członków RN: Joe Kaeser i Bernd Pischetsrieder ustępują jako przedstawiciele udziałowców. Rada zaproponowała, aby obaj zostali ponownie wybrani na swoje stanowisko na okres kolejnych pięciu lat. Wolfgang Nieke, przedstawiciel pracowników i przewodniczący rady pracowniczej zakładu w Unterturkheim, na koniec minionego roku zrezygnował z miejsca w radzie nadzorczej. Zastąpił go Michael Haberle, który jest obecnie przewodniczącym rady pracowniczej zakładu w Unterturkheim.

Daimler spodziewa się dalszego wzrostu sprzedaży jednostkowej, przychodu i EBIT w 2019 r.

Daimler przewiduje, że w bieżącym roku zdoła nieco poprawić sprzedaż (w 2018 r.: 3,4 mln pojazdów) dzięki atrakcyjnej ofercie modeli we wszystkich dywizjach i utrzymującym się pozytywnym zmianom na rynkach motoryzacyjnych. W oparciu o prognozowany rozwój sprzedaży spodziewany jest dalszy wzrost przychodu. Pomimo zmiennych warunków, firma szacuje, że łączny EBIT całej grupy będzie dalej powoli szedł w górę.

Poszczególne dywizje spodziewają się następującego zysku ze sprzedaży:

  • Mercedes-Benz Cars: 6 do 8 procent,
  • Daimler Trucks: 7 do 9 procent,
  • Mercedes-Benz Vans: 0 do 2 procent,
  • Daimler Buses: 5 do 7 procent,
  • Daimler Financial Services: zwrot z kapitału własnego 17 do 19 procent.
  • Rok 2019 zaczęliśmy z umiarkowanym powodzeniem. Spodziewaliśmy się tego, co nie znaczy, że jesteśmy zadowoleni. Przede wszystkim nie satysfakcjonuje nas obecny poziom rentowności. Ogólnie rzecz ujmując, warunki nie staną się łatwiejsze. Obok czynników zewnętrznych odczuwamy też finansowe skutki zmian w firmie – powiedział Zetsche. W przeciągu ostatnich pięciu lat roczna wysokość naszych inwestycji wzrosła o przeszło 50 procent. W Mercedes-Benz Cars wydatki na badania i rozwój wręcz się podwoiły. Zadaniem grupy jest ograniczenie kosztu nowych technologii w oferowanym klientowi samochodzie. Aby to osiągnąć, musimy ciąć koszty i zwiększać wydajność w całej firmie.
  • Wszystko jest pod obserwacją: koszty stałe i zmienne, koszty materiałowe i kadrowe, projekty inwestycyjne, integracja wertykalna, a także oferta produktowa – powiedział Zetsche. Działania te mają sprawić, że do 2021 r. Mercedes-Benz Cars i Mercedes-Benz Vans ponownie wskoczą w widełki rentowności na poziomie 8-10 procent. Zaś co do Daimler Trucks i Daimler Busses cel to osiągnięcie stabilnych zwrotów w wysokości 8% i odblokowanie istniejącego potencjału.

Zmiany w zarządzie

Hauptversammlung der Daimler AG am 22. Mai 2019 in Berlin Annual General Meeting of Daimler AG on May 22, 2019 in Berlin
Hauptversammlung der Daimler AG am 22. Mai 2019 in Berlin. Dr. Manfred Bischoff, Vorsitzender des Aufsichtsrats der Daimler AG (rechts), und Michael Brecht, Stellvertretender Vorsitzender des Aufsichtsrats und Gesamtbetriebsratsvorsitzender der Daimler AG.;EQC 400 4MATIC: Stromverbrauch kombiniert: 20,8 kWh/100 km; CO2-Emissionen kombiniert: 0 g/km. Stromverbrauch und Reichweite wurden auf der Grundlage der VO 692/2008/EG ermittelt. Stromverbrauch und Reichweite sind abhängig von der Fahrzeugkonfiguration. Weitere Informationen zum offiziellen Kraftstoffverbrauch und den offiziellen spezifischen CO₂-Emissionen neuer Personenkraftwagen können dem „Leitfaden über den Kraftstoffverbrauch, die CO₂-Emissionen und den Stromverbrauch” neuer Personenkraftwagen entnommen werden, der an allen Verkaufsstellen und bei der Deutschen Automobil Treuhand GmbH unter www.dat.de unentgeltlich erhältlich ist.
Annual General Meeting of Daimler AG on May 22, 2019 in Berlin. Dr Manfred Bischoff, Chairman of the Supervisory Board of Daimler AG (on the right), with Michael Brecht, Deputy Chairman of the Supervisory Board and Chairman of the General Works Council of Daimler AG.;Annual Shareholder’s Meeting of Daimler AG on May 22, 2019 in Berlin EQC 400 4MATIC: Combined electric energy consumption: 20.8 – 19.7 kWh/100 km; combined CO2 emissions: 0 g/km*; *Electric energy consumption and range have been Determined on the basis of Regulation (EC) No. 692/2008. Electric energy consumption and range depend on the vehicle configuration

Podczas dorocznego spotkania udziałowców Dieter Zetsche, prezes zarządu Daimler AG i szef Mercedes-Benz Cars przez ponad 13 lat, ustąpił ze stanowiska. Na spotkaniu zaplanowanym na 2021, po dwuletniej przerwie (cooling-off period), rada nadzorcza zamierza zaproponować przyjęcie go w swe szeregi.

  • W osobie Dietera Zetschego opuszcza nas wyjątkowy lider. Jako wieloletni członek, a później prezes zarządu odegrał wyjątkową rolę w kształtowaniu losów Daimler AG, czy to w czasie niezbędnego rozłączenia z Chryslerem, czy to podczas walki z kryzysem z lat 2008-2009, czy przy przebudowywaniu oferty i designu naszych produktów. Potrafił nie tylko zmotywować całą firmę swoim hasłem „Chcemy znów stać się numerem 1 w segmencie samochodów premium”, ale także zdołał osiągnąć ten cel, wyznaczony na rok 2020, już w roku 2016 – powiedział Bischoff. Pewien niemiecki magazyn biznesowy słusznie nazwał Zetschego „jedynym światowej klasy przywódcą w branży motoryzacyjnej”. – To on zaprowadził Daimlera na szczyt, nieraz pokonując niemałe przeszkody. Wraz pracownikami stał się kołem napędowym transformacji firmy. Pod jego wodzą Daimler położył fundamenty pod lepszą przyszłość. Za to należy mu się nasza wdzięczność – podsumował Bischoff.

Zetsche rozpoczął karierę w Daimlerze w 1976 r. Z powodzeniem sprawował kolejne funkcje kierownicze. Obroniwszy doktorat z inżynierii elektrycznej, zajmował wysokie stanowiska w jednostkach zajmujących się pojazdami użytkowymi w Brazylii, Argentynie i Stanach Zjednoczonych, aż wreszcie, w 1995 r., dołączył do zarządu Mercedes-Benz AG jako szef działu sprzedaży, a później do zarządu dywizji pojazdów użytkowych. W 2000 przejął odpowiedzialność za Chryslera, obejmując stanowiska dyrektora generalnego i prezesa. Funkcje te sprawował do 2005 r., kiedy został szefem grupy Mercedes-Benz Car. W 2006 r. otrzymał stanowisko dyrektora generalnego Daimler AG.

Nowym prezesem zarządu Daimler AG i szefem Mercedes-Benz Cars na okres pięciu lat od zakończenia dorocznego spotkania udziałowców został wybrany Ola Kallenius. Na stanowisko prezesa zarządu i szefa Mercedes-Benz Cars mianujemy Olę Kalleniusa, który jako top manager zdobył już uznanie i międzynarodowe doświadczenie, osiągnął też niemałe sukcesy i pokazał, że potrafi stać się dla ludzi inspiracją. Przy okazji liczymy na to, że po raz kolejny sprawdzi się złożenie w jednych rękach odpowiedzialności za przewodzenie zarządowi i kierowanie największą dywizją Daimlera – powiedział Bischoff.

Kallenius dołączył do grupy w 1995 r., a od stycznia 2015 r., sprawdziwszy się wcześniej w wysokich funkcjach krajowych i międzynarodowych, został członkiem zarządu Daimler AG sprawującym pieczę nad sprzedażą i marketingiem w Mercedes-Benz Cars. W styczniu 2017 r. przejął też odpowiedzialność za wspólny dział badań grupy i dział rozwoju w Mercedes-Benz Cars.

Jego dotychczasowe miejsce w zarządzie zajmie Markus Schafer. Przez najbliższe pięć lat będzie on odpowiadał za wspólny dział badań grupy i dział rozwoju w Mercedes-Benz Cars. W zakres obowiązków Schafera wejdzie również dbanie o zaopatrzenie i jakość dostawców w Mercedes-Benz Cars. – Markus Schafer wykazał się znakomitymi umiejętnościami przywódczymi i wyczuciem strategicznym na różnych technicznych stanowiskach kierowniczych w dywizji Mercedes-Benz Cars – stwierdził Bischoff.

Bodo Uebber, wieloletni dyrektor finansowy grupy, opuści zarząd. – Bodo Uebber dołączył do grupy Daimler w 1989 r., a od 2004 r. z powodzeniem dbał o finanse Daimler AG. Przez lata mogliśmy na nim polegać jako na ekonomicznym sumieniu firmy. Przeprowadził też wiele cennych inicjatyw zarówno na własnym polu, jak i w całej grupie. Chcielibyśmy podziękować Bodo za ciężką i solidną pracę, a także życzyć mu wszystkiego najlepszego w przyszłości – powiedział Bischoff.

Następcą Uebbera został Harald Wilhelm, który do zarządu Daimler AG dołączył 1 kwietnia 2019 r., pierwotnie bez przydzielenia stałego zakresu obowiązków. Po dorocznym spotkaniu udziałowców Wilhelm obejmie pieczę nad działem finansów i kontroli finansowej, a także nad dywizją Daimler Financial Services. Kadencji udzielono mu na trzy lata. Harald Wilhelm był wcześniej dyrektorem finansowym oraz członkiem komitetu wykonawczego Airbusa. – Dzięki wieloletniemu międzynarodowemu doświadczeniu Harald Wilhelm zapewni Daimlerowi ogromne wsparcie podczas transformacji w dostawcę usług z zakresu mobilności, a także będzie dalej napędzał takie podejście strategiczne. Powierzając mu to odpowiedzialne stanowisko, mieliśmy na uwadze rosnące znaczenie rynków kapitałowych i inwestorów. Jednocześnie pragnęliśmy kontynuować pokoleniową zmianę warty w strukturach zarządu – stwierdził Bischoff.

W lutym 2019 r. rada nadzorcza ponownie mianowała Brittę Seeger członkinią zarządu odpowiedzialną za marketing i sprzedaż w Mercedes-Benz Cars. Jej kadencja potrwa pięć lat, zaczynając od 1 stycznia 2020 r.

– Jeżeli Daimler pod wieloma względami osiąga dziś więcej niż kiedykolwiek, to stało się to możliwe dzięki ciężkiej pracy całych pokoleń oddanych pracowników. To oni od 130 lat budują i rozwijają tę firmę, zarówno w dobrych czasach, jak i tych nie najlepszych. Przez przeszło cztery dekady miałem zaszczyt uczestniczyć, a potem przewodzić w tym chlubnym przedsięwzięciu. Wraz z wynalezieniem pierwszego automobilu ojcowie założyciele Daimlera poruszyli coś więcej niż ludzi i towary. Jeśli chcemy ponownie zmienić świat, i to na lepsze, Daimler musi również dalej się zmieniać. Z tego powodu mocno wierzę w obecną transformację – powiedział Zetsche.

Bloger może zaliczyć do kosztów podatkowych wydatki na ubrania czy kosmetyki

Zgodnie z prawem, prowadząc bloga podróżniczego, modowego czy urodowego, można odpowiednio wrzucić w koszty cenę nabycia biletów lotniczych, ubrań, torebek czy kosmetyków. Dotyczy to też aktywności zawodowej w tzw. social mediach. Według niektórych doradców podatkowych, suma wydatków może nawet przekraczać uzyskiwane przychody. Znaczenie ma jedynie cel poniesienia kosztu, a nie faktyczna dochodowość biznesu. Jednak niektórzy eksperci uprzedzają, że w przypadku kontroli podatkowej liczy się realny pomysł na generowanie zysków z tego typu pracy. Czasem urzędnikom trudno jest zrozumieć koncepcję biznesu opartego na prowadzeniu bloga. I w tym tkwi cały problem. Warto wcześniej złożyć wniosek o indywidualną interpretację do Krajowej Informacji Skarbowej.

Jak zapewnia Barbara Filemonowicz, radca prawny i doradca podatkowy z Kancelarii ADN Podatki, wszystkie wydatki zawodowego blogera, ponoszone w związku z prowadzeniem bloga, są jak najbardziej kosztami podatkowymi. Podstawą odliczenia jest art. 15 ust. 1 ustawy o CIT, jeśli twórca ma działalność w formie spółki kapitałowej. W pozostałych przypadkach, np. jednoosobowej działalności gospodarczej, jest to art. 22 ust. 1 ustawy o PIT. Natomiast Radosław Maćkowski z Kancelarii Doradztwa Podatkowego MVP TAX wskazuje, że art. 86 ustawy o VAT pozwala blogerowi odliczyć podatek naliczony wraz z zakupem towarów i usług pod warunkiem, że są one związane z czynnościami opodatkowanymi VAT. Ma on więc co do zasady takie same uprawnienia jak inni właściciele firm w Polsce.

– Mając bloga lifestylowego, podróżniczego, modowego czy urodowego, można wrzucić w koszty cenę nabycia kosmetyków, biletów lotniczych, noclegów w hotelach, ubrań, butów czy torebek. Dotyczy to też aktywności zawodowej w social mediach, np. prowadzenia konta na Instagramie. Co istotne, nie trzeba nawet generować z tego dochodu. Oznacza to, że suma wydatków może przekraczać uzyskiwane przychody, co jest często spotykane na początku działalności. Istotny jest jedynie cel poniesienia kosztu, a nie faktyczna dochodowość biznesu – mówi Barbara Filemonowicz.

Z kolei Radosław Maćkowski, doradca podatkowy i autor bloga „Podatki na zdrowie”, podkreśla, że brak związku tego typu działalności z przychodami może stanowić podstawę do zakwestionowania rozliczeń w zakresie podatków dochodowych. Dobrym pomysłem jest, aby twórca, który dopiero zaczyna działać jako przedsiębiorca, posiadał profesjonalnie skonstruowany biznesplan. Może w nim wskazać, na czym zamierza zarabiać i jak ma mu w tym pomóc blog. W przypadku kontroli podatkowej będzie mógł przedstawić swoje cele biznesowe i uzasadnić związek wydatków z przyszłymi lub faktycznymi zyskami. Powinien również umieć scharakteryzować swoich klientów oraz czytelników, czyli grupę docelową.

– Szerokie możliwości zaliczenia wydatków do kosztów oraz cienka granica między prywatnym a związanym z blogiem wydatkowaniem pieniędzy oczywiście nie podobają się fiskusowi. W mojej ocenie, stanowisko organów skarbowych jest w tym zakresie bezpodstawne i nadmiernie formalne. Wrzucając wydatki do kosztów, bloger ryzykuje, że do 6 lat później kontrola może zakwestionować jego rozliczenia i zażądać zaległego podatku wraz z odsetkami. A to zawsze jest bardzo bolesne – dodaje ekspert z Kancelarii ADN Podatki.

Według Radosława Maćkowskiego, bywa, że urzędnikom skarbowym trudno jest zrozumieć koncepcję biznesu opartego na prowadzeniu bloga. W tym tkwi cały problem. Barbara Filemonowicz uważa, że sądy wykazują w tej kwestii więcej rozsądku. I tak np. w wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach z dnia 10 lipca 2017 roku, o sygnaturze akt SA/Gl 287/17, uznano za nieprawidłowe stanowisko fiskusa, odmawiające blogerce urodowej prawa odliczenia m.in. wydatków na kosmetyki.

– Chociaż przepisy wprost nie zabraniają zaliczania wydatków związanych z tego typu działalnością w koszty, to jednak bloger musi umieć je dobrze uzasadnić. W przypadku kontroli podatkowej czy celno-skarbowej warto też, aby wykazał się współpracą z firmami, których produkty promuje na swojej stronie internetowej. Oczywiście w razie negatywnej decyzji będzie mógł złożyć odwołanie. Jednak lepiej zawczasu zminimalizować takie ryzyko – zaleca ekspert z Kancelarii Doradztwa Podatkowego MVP TAX.

Barbara Filemonowicz przypomina, że prawo wymaga jedynie, aby wydatek był poniesiony w celu uzyskania przychodów i należycie udokumentowany, np. fakturą. Warto więc gromadzić wszelkiego rodzaju dokumenty, które udowodnią zawodową aktywność. Korzystanie z odpłatnych usług związanych z hostingiem stron, profesjonalne sesje zdjęciowe czy zamieszczanie reklam – to wszystko może pomóc przekonać fiskusa do tego, że nasze blogowanie to faktycznie działalność gospodarcza.

– W mojej opinii, najlepszym zabezpieczeniem jest złożenie wniosku o indywidualną interpretację do Krajowej Informacji Skarbowej. Należy w nim dokładnie opisać zarówno dotychczasowe działania, jak i plany biznesowe. Warto zrobić to w sposób jak najbardziej wyczerpujący, tj. niedający podstaw do wezwań o uzupełnienie pisma czy też pozostawienie go bez rozpatrzenia. Opłata za analizę jednego stanu faktycznego lub przyszłego zdarzenia wynosi 40 zł. Koszt przygotowania wniosku przez doradcę podatkowego może sięgać kilku tys. zł. To zależy od indywidualnego cennika i rodzaju sprawy – informuje Radosław Maćkowski.

Trzeba też zaakceptować to, że każda działalność gospodarcza, w tym blogerska, wiąże się z pewnym ryzykiem, również podatkowym. Jak podsumowuje Barbara Filemonowicz, granica między wydatkiem prywatnym a związanym z działalnością jest płynna, a opiera się na obiektywnie ocenianej możliwości przyczynienia się wydatku do osiągnięcia przychodu. Pomocny może okazać się więc publicznie widoczny efekt. Fiskusowi trudno będzie zakwestionować wrzucenie do kosztów np. biletów lotniczych, jeśli twórca internetowy opublikuje post z podróży i podpisze kontrakt z siecią hoteli, obejmujący ich promocję.

Złe wieści dla kierowców przed wakacjami. Paliwo będzie jeszcze droższe

Przeciętna cena benzyny bezołowiowej Pb-95 pod koniec maja to 5,27 zł/l. Tak drogiej benzyny nie widzieliśmy od niemal pięciu lat. Gdy zaczną się wakacje benzyna nie będzie tańsza.

Przez ostatnie trzy miesiące paliwo to podrożało o ponad 50 groszy na litrze. Natomiast na światowych rynkach cena ropy brent wzrosła do 69 USD za baryłkę. Powodem jest narastający konflikt pomiędzy USA i Iranem.

– Przez przypadek może dojść nawet do jakiegoś incydentu militarnego, co doprowadzi do zablokowania transportu ropy przez cieśninę Ormuz, to powoduje, że ropa jest droga, gdy dolar jest mocny – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Co najmniej na start wakacji paliwa na polskich stacjach będą drogie.

6 produktów finansowych, których może potrzebować twoja firma

  • Z Barometru EFL za I kw. 2019 r. wynika, że najchętniej wybieranym przez MSP finansowaniem zewnętrznym jest leasing oraz kredyt.
  • Na znaczeniu zyskuje także faktoring, o czym świadczą dane finansowe firm zrzeszonych w Polskim Związku Faktorów – ich obroty w 2018 r. wzrosły o 26,7 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim.
  • Każdy przedsiębiorca w ofercie instytucji finansowych może znaleźć odpowiedni dla swojej firmy produkt, warto wiedzieć, które mogą być przydatne na różnych etapach jej funkcjonowania.

W 2018 r. powstało w Polsce ponad 377 tys. firm. Wśród spółek prowadzących działalność w Polsce aż 99 proc. stanowią małe i średnie przedsiębiorstwa. Podmioty te wytwarzają ponad 60 proc. krajowego PKB i zatrudniają 70 proc. spośród ogólnej liczby pracujących. Nie dziwi więc fakt, że instytucje finansowe tworzą coraz więcej produktów przeznaczonych właśnie dla MSP. Przedsiębiorca powinien wiedzieć, z jakich opcji może skorzystać na każdym etapie funkcjonowania firmy.

  1. Pożyczki unijne na start lub rozwój działalności

W każdym województwie funkcjonują fundusze pożyczkowe zajmujące się udzielaniem firmom finansowania ze środków z Unii Europejskiej. Jeszcze kilka lat temu fundusze miały do dyspozycji jeden produkt, na jednym poziomie oprocentowania, a oferta skierowana była do jednej grupy odbiorców. Dziś ta oferta jest znacznie bardziej rozbudowana i mogą z niej skorzystać zarówno startupy, jak i funkcjonujące na rynku mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa.

Z tego typu pożyczki mogą skorzystać firmy na każdym etapie rozwoju, jednak ze względu na możliwe do pożyczenia sumy, jest to finansowanie przeznaczone przede wszystkim dla małych firm i startupów. Kwoty zaczynają się zwykle od 25 tys. zł, a kończą nawet na 2 mln. Oprocentowanie pożyczki w niektórych województwach może wynieść nawet zaledwie 1 proc. Zaletą pożyczek unijnych jest także indywidualne podejście do sytuacji firmy i co szczególnie istotne w przypadku startupów, możliwość udzielenia finansowania na podstawie prognoz, a nie wyników – mówi Paweł Mazur z ANG Biznes.

  1. Leasing vs. kredyt

Z Barometru EFL za I kw. 2019 r. wynika, że najchętniej wybieranym przez MSP finansowaniem zewnętrznym jest leasing oraz kredyt. Każdy z tych produktów może być dla przedsiębiorcy korzystnym rozwiązaniem, a wybór jednego z nich powinien zależeć od kilku czynników. Chcąc kupić samochód czy maszynę na kredyt, musimy przedstawić w banku dodatkowe zabezpieczenie, np. nieruchomość. Firmy leasingowe, ze względu na wyspecjalizowanie właśnie w tej dziedzinie, potrafią ocenić rynek wtórny i płynność, a co za tym idzie – taki przedmiot wystarczy jako jedyne zabezpieczenie. Dzięki temu formalności nie są aż tak uciążliwe dla klienta. Kredyt jest natomiast bardziej elastyczny w kwestii czasu umowy – można ją zawrzeć na 10 czy nawet 15 lat. W leasingu, okres umowy często determinowany jest stawką amortyzacji i jest ściśle związany z ustawą o rachunkowości. Inaczej wygląda natomiast kwestia cesji – jest to łatwiejsze w leasingu, gdzie zmiany korzystającego są zresztą bardzo popularne. Wybór finansowania powinien więc być poprzedzonym analizą potrzeb danej firmy.

  1. Wynajem długoterminowy

Wynajem długoterminowy jest szczególnie atrakcyjny dla firm, w których samochody są bardzo eksploatowane. W branżach, takich jak catering, firma musi mieć stały dostęp do sprawnych samochodów. Przy wynajmie, w razie kłopotów z autem, to na firmie udostępniającej samochody ciąży obowiązek jego naprawy i zorganizowanie pojazdu zastępczego. Jednak to stałe miesięczne koszty są najczęściej podawaną przez przedsiębiorców zaletą najmu. Od początku obowiązywania umowy aż do jej zakończenia, przedsiębiorca płaci stałą sumę, którą wynegocjował z firmą.  Najemca nie musi się martwić o nieprzewidziane wydatki, związane z naprawami czy o wysokie koszty ubezpieczenia. Istotną przewagą wynajmu nad leasingiem, szczególnie dla początkujących przedsiębiorców, jest brak konieczności wpłacania wkładu własnego, który wynosi zwykle 20 proc. wartości samochodu.

  1. Faktoring

Ze względu na powszechne w Polsce zatory płatnicze, coraz większą popularnością wśród przedsiębiorców cieszy się także faktoring, o czym świadczą dane finansowe firm zrzeszonych w Polskim Związku Faktorów – ich obroty w 2018 r. wzrosły o 26,7 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim.

Firma, która wystawia fakturę z odroczonym terminem płatności (np. 90 dni), może czekać na płatność, a może też taką fakturę, a dokładnie wierzytelność z niej wynikającą – sprzedać. Jeżeli te faktury wystawia cyklicznie i handluje np. meblami, to musi kupić surowiec ze swoich pieniędzy, wyprodukować meble, sprzedać je często z odroczonym terminem płatności. Przez to tworzą się zatory płatnicze. Wyjściem w takiej sytuacji jest właśnie faktoring. Przedsiębiorca może przekazać fakturę do faktora, który najczęściej następnego dnia (lub czasem nawet tego samego) wypłaci tzw. zaliczkę faktoringową. Standard rynkowy to wypłacanie 80 proc. wartości faktury. Kontrahent w terminie wskazanym na fakturze opłaca ją, a faktor kompensuje wypłaconą zaliczkę z tą wpłatą, a resztę środków przelewa na konto firmy – dodaje Paweł Mazur.

  1. Ubezpieczenia

Świadomość zalet posiadania ubezpieczenia wśród przedsiębiorców rośnie. Dotyczy to zarówno ubezpieczenia posiadanego majątku, jak też ubezpieczenia OC związanego z możliwością wyrządzenia szkody osobom trzecim. Coraz częściej przedsiębiorcy decydują się również na Cyberochronę – ubezpieczenie od skutków ataku hakerskiego, którego efektem może być długotrwała destabilizacja działalności przedsiębiorstwa lub utrata danych stanowiących tajemnicę handlową czy patentową, a także wyciek danych osobowych klientów. Ubezpieczenie od cyberataku pokrywa m.in. koszty dodatkowe prowadzenia działalności związane z zastosowaniem rozwiązań prowizorycznych, w tym koszty przeniesienia danych na inne serwery, przywrócenia reputacji lub wizerunku, porady prawnej, usunięcia skutków utraty danych. Co równie ważne, ubezpieczeniem można objąć także odpowiedzialność cywilną z tytułu wyrządzenia szkody osobom trzecim w wyniku ataku hakerskiego.

Źródło: ANG Biznes

Skuteczna egzekucja z nieruchomości, czyli jak przebiega proces licytacji

W trakcie pierwszego terminu komorniczych licytacji nieruchomość cena wywołania wynosi 3/4 wartości oszacowanej przez biegłego sądowego, natomiast przy drugim terminie to już tylko 2/3 wartości. Wtedy traci i dłużnik, i wierzyciel.

Skuteczna egzekucja z nieruchomości jest w wielu przypadkach jedyną szansą na odzyskanie należnych wierzycielowi pieniędzy. Sam proces egzekucji z takiego składnika majątku dłużnika nie jest przy tym ani prosty ani krótkotrwały, dlatego też tak ważne jest aby wspomóc organy egzekucyjne w skutecznej sprzedaży nieruchomości.

Co jest przyczyną relatywnie niewielkiej skuteczności przeprowadzonych licytacji? – Bez wątpienia potencjalni nabywcy obawiają się długotrwałej procedury załatwienia sprawy i doprowadzenia do szczęśliwego finału, który zakończy się wpisem nowego nabywcy do księgi wieczystej. Dodatkowo zniechęca ich także obawa przed ewentualnymi działaniami  dłużników, którzy mogą próbować za wszelką cenę ten proces wydłużyć. Jednakże największym problemem jest sposób informowania przez komornika sądowego o sprzedaży takiej nieruchomości w toku egzekucji – mówi w rozmowie z MarketNews24 Szymon Suchcicki, prawnik, adwokat w kancelarii Zięba&Partners .

Wskazane przez ustawodawcę sposoby poinformowania nabywców o zaplanowanej licytacji są mało efektywne, przez co krąg odbiorców takiego ogłoszenia jest nieduży. Zgodnie z nimi termin należy ogłosić co najmniej dwa tygodnie przed jej dniem na stronie internetowej i na tablicy ogłoszeń sądu sprawującego nadzór nad egzekucją z nieruchomości, w lokalu organu gminy właściwym ze względu na miejsce położenia nieruchomości oraz na stronie internetowej Krajowej Rady Komorniczej.

Strony mogą wnioskować o ogłoszenie sprzedaży nieruchomości w inny wskazany przez nie sposób. Pomocną organowi egzekucyjnemu może okazać się dyspozycja wyrażona w art. 955 § 2 k.p.c., która stanowi, że na wniosek i koszt strony, komornik może zarządzić ogłoszenie również w inny wskazany przez nią sposób, w szczególności w dzienniku poczytnym w danej miejscowości. O ile ogłoszenie w dzienniku poczytnym w danej miejscowości nie przyniesie raczej oczekiwanego rezultatu, o tyle ogłoszenie opublikowane na wniosek strony np. na ogłoszeniowych portalach internetowych może pozwolić na dotarcie do większej grupy potencjalnych nabywców. Co najważniejsze, z omawianego uprawnienia może skorzystać zarówno wierzyciel jak i dłużnik. Jednemu i drugiemu powinno przecież zależeć na jak najwyższej kwocie uzyskanej ze sprzedaży nieruchomości.

Kolejnym problemem samego ogłoszenia o sprzedaży jest jego treść. Zgodnie z przepisami prawa w ogłoszeniu w dzienniku wystarczy oznaczenie nieruchomości, czasu i miejsca licytacji, sumy oszacowania i ceny wywołania oraz wysokości rękojmi, jaką licytant powinien złożyć. Nie budzi chyba większych wątpliwości, że przy tak ważnej decyzji jaką jest zakup nieruchomości są to dane niewystarczające do zachęcenia potencjalnego nabywcy.

Jednak nic nie stoi na przeszkodzie by w treści ogłoszenia dokonywać bardziej szczegółowego opisu nieruchomości, zawierającego informacje o jej cechach, takich jak metraż czy rozkład oraz dodatkowych zaletach. Ważnym elementem takiego ogłoszenia niewątpliwie są również zdjęcia sprzedawanej nieruchomości.

– To wszystko pokazuje jak ważna jest aktywność stron przy tego typu egzekucji w celu zwiększenia jej efektywności – komentuje prawnik z Zięba&Partners.

Trans Polonia po I kwartale 2019 r.

Trans Polonia S.A., wiodący operator oferujący przewozy cysternowe paliw, płynnych surowców chemicznych i spożywczych oraz mas bitumicznych, w okresie styczeń-marzec 2019 roku wypracował 55,5 mln zł przychodów (+11,1 proc. r/r). Firma w I kwartale osiągnęła wyższe operacyjne przepływy pieniężne i rozpoczęła realizację dużego kontraktu transportowego dla LOTOS Paliwa. Na wyniki Grupy i bilans wpłynęły zmiany związane z wdrożeniem MSSF 16 w postaci wzrostu zysku EBITDA oraz zadłużenia leasingowego.

W I kwartale 2019 roku Trans Polonia odnotowała wzrost sprzedaży w każdym segmencie. Segment przewozów płynnych chemikaliów, asfaltów i produktów spożywczych wzrósł o 22,1 proc. i osiągnął przychody rzędu 19,8 mln zł, a transport paliw wypracował 34,4 mln zł (+5 proc. r/r). Skala przychodów z usług logistyki asfaltów wzrosła ponad trzykrotnie do 2,5 mln zł (vs. 0,7 mln zł r/r). Pozytywne dynamiki TPG osiągnęła także w przewozach produktów spożywczych (+19,9 proc. do 3,9 mln zł) i paliw silnikowych (+13,8 proc. r/r do 31 mln zł). Grupa zwiększyła skalę działalności zarówno w kraju (wzrost przychodów +5,8 proc. do 39,2 mln zł) oraz za granicą (+26,6 proc. do 16,3 mln zł).

Dariusz Cegielski, Prezes Zarządu Trans Polonia Zgodnie z założeniami strategicznymi zwiększamy pozycję rynkową TPG zobrazowaną w wyższej skali przychodów w poszczególnych grupach asortymentowych. W głównych obszarach jak przewozy paliw i płynnej chemii odnotowaliśmy istotne wzrosły będące skutkiem podjęcia współpracy z nowymi klientami i jej rozszerzeniem z obecnymi. Cieszą wysokie wzrosty w obszarze logistyki asfaltów w sezonowo słabszym  I kwartale. Decyzja o nabywaniu w dużej skali nowych jednostek cysternowych do przewozów asfaltów okazała się słuszna i pozwoliła nam dobrze wykorzystać zaistniałą koniunkturę
mówi Dariusz Cegielski, Prezes Zarządu Trans Polonia S.A.

W okresie styczeń-marzec 2019 roku TPG osiągnęła 7,5 mln zł zysku EBITDA (+131 proc. r/r) i 4 tys. zł zysku netto (vs. 984 zł straty netto r/r). Na wynik EBITDA wpłynęła wyższa skala przychodów, niższe koszty ogólnego zarządu oraz implementacja przepisów MSSF 16. Dynamika wzrost zobowiązań finansowych (ujęcie długu pozabilansowego) wynikających z ww. regulacji była niższa wobec wzrostu zysku EBITDA i wyniosła 38,4 proc (dług odsetkowy wzrósł do 130,7 mln zł, wobec 94,4 mln zł r/r). MSSF 16 oznacza m.in. ujęcie w bilansie leasingów operacyjnych, spadek kosztów wynajmu w usługach obcych i wzrost amortyzacji prawa do użytkowania aktywa (nowa pozycja w bilansie). Na zysk netto dodatkowy wpływ miały wyższe przychody odsetkowe i niższa nadwyżka ujemnych różnic kursowych.

Wzrost przepływów operacyjnych i kapitału obrotowego netto oraz stabilny stan środków pieniężnych w otoczeniu realizacji inwestycji flotowych to czynniki pozwalające korzystnie oceniać sytuację fundamentalną i bilansową Grupy. W ujęciu wynikowym i sprzedażowym liczymy na pozytywne odczyty w II i III kwartale, czyli zwyczajowo najlepszych okresach w branży cysternowych przewozów płynnych surowców i produktów – dodaje Dariusz Cegielski.

Przepływy z działalności operacyjnej wzrosły w I kwartale 2019 roku o 30,2 proc. do 2,5 mln zł. Na 30 marca br. Grupa dysponowała 44,1 mln zł środków pieniężnych, a aktywa obrotowe były o 64,6 proc.  wyższe niż zobowiązania krótkoterminowe i wyniosły 111,9 mln zł.

Kiedy skończą się pieniądze na politykę socjalną? Eksperci przewidują podwyższenie podatków

Aktualnie duża ilość środków publicznych w Polsce jest przeznaczana na programy socjalne. Rząd kieruje do obywateli dużo propozycji pomocowych w formie dodatków i ulg oraz w formie finansowania działań przekładających się pośrednio na dobrobyt Polaków. Takie działania sprawiają, że w zakresie polityki socjalnej zaczynamy iść w kierunku rozwiązań stosowanych w bogatszych i bardziej rozwiniętych krajach Unii Europejskiej. Jednak trzeba pamiętać, że zwiększenie wydatków musi iść w parze z zabezpieczeniem wpływów. To może zaskoczyć polskiego podatnika.

– W tej chwili mamy dosyć dobrą sytuację gospodarczą. Gdy jednak koniunktura będzie niższa i zmniejszy się kwota podatków spływających z gospodarki, trzeba będzie zabezpieczyć dodatkowe środki na politykę socjalną. Wtedy będziemy potrzebowali albo podniesienia podatków, albo znalezienia dodatkowych źródeł zapłaty – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Obywatele mają prawo zakładać, że środki socjalne, na przykład zasiłki na dzieci, będą elementem trwałym w gospodarce. Dodatki, które pojawią się teraz, będą w naszej rzeczywistości gospodarczo-społecznej obecne przez wiele lat. I trzeba będzie znaleźć na nie pieniądze – zapowiada Soroczyński.

W sektorze IT wciąż brakuje programistów

Silna pozycja zagranicznych firm wdrażających innowacyjne rozwiązania, rosnące koszty pracy i walka o marże, to wciąż największe problemy polskich firm informatycznych. Największe wyzwania stoją przed małymi przedsiębiorstwami, które ze względu na zatory płatnicze nie są w stanie konkurować wysokimi pensjami z międzynarodowymi korporacjami. Względy finansowe również wstrzymują możliwość prowadzenia szeroko zakrojonych działań marketingowych, które pozwoliłyby na umacnianie ich pozycji na rynku.

Walka o najlepszych

Rosnąca konkurencja ze strony dużych korporacji, prowadzi do podkupowania wykwalifikowanych pracowników, a wzrost zleceń spoza Polski do przyspieszania terminów realizacji. Stawia to małych przedsiębiorców, którzy pomimo, iż stanowią 95 proc. polskiego rynku IT, w trudnej sytuacji ponieważ nie są w stanie sprostać presji płacowej ze strony zagranicznych konkurentów, a co za tym idzie  – utrzymać odpowiednio wykwalifikowane zespoły.

Polscy programiści od lat cieszą się bardzo dużym uznaniem na całym świecie, a biorąc pod uwagę koszt polskiego programisty na tle światowych stawek, rodzime firmy są nadal konkurencyjne.

Młodych programistów ciągnie do dużych koncernów, ponieważ szukają wyzwań, chcą zdobywać doświadczenie i się rozwijać, aby później założyć własny biznes lub wyjechać za granicę. Kusi też wyższa pensja. Tym bardziej, że brak specjalistów jest coraz bardziej odczuwalny. Mniejsze firmy nie mają szans na konkurowanie z międzynarodowymi stawkami. Nie stać też ich na działania związane z umacnianiem marki, co jest niezbędne o skalowania biznesu, mówi Alexander Beresford, CMO Finiata.pl.

Wyścig płac

Brak wyspecjalizowanych pracowników ogranicza realizację nowych projektów i zaostrza konkurencję. Z danych wynika, że aż 80 proc. rekruterów IT najbardziej narzeka na trudności ze znalezieniem kandydatów z odpowiednimi kwalifikacjami[1]. Najbardziej poszukiwani są specjaliści obsługujący JavęScript i Javę. Pracodawcy muszą oferować coraz lepsze warunki płacowe. W ubiegłym roku wzrost wynagrodzeń wyniósł 9 proc., ale niektóre podwyżki mogły być znacznie wyższe.[2]

–  Na rynku utrzymuje się niedobór doświadczonych programistów, a firmy, które nie są w stanie zaoferować znaczących podwyżek, muszą liczyć się z ryzykiem odejścia pracowników. Dotyczy to głównie małych firm IT, które mają problem z płynnością finansową, utrudniającą im oferowanie wyższych płac, dodaje Alexander Beresford, CMO Finiata.pl.

Programiści, testerzy i administratorzy nie wahają się przy możliwością zmiany pracy. Z danych wynika, że bardzo duże zainteresowanie zmianą pracy wskazuje 10 proc. badanych sektora, a w skali 1-10 pkt., na zainteresowanie zmianą pracy powyżej 5 pkt. wskazuje aż 45 proc. badanych, w tym 23 proc. respondentów określa swoją dyspozycyjność na 8-10 pkt[3].

Wyzwania dla działu HR

Rekruterzy mają problemy ze znalezieniem specjalistów z doświadczeniem, a z drugiej strony pracownicy IT, narzekają na brak wiedzy osób zajmujących się rekrutacją. Dla wielu firm oznacza to konieczność restrukturyzacji działu HR, co może być kolejnym wyzwaniem, również finansowym. Na niekompetencje rekruterów wskazuje aż jedna czwarta respondentów. Ankietowani zwracają też uwagę na różnice pomiędzy oczekiwaniami zamieszczonymi w ofercie a wymienionymi podczas rozmowy oraz na niezasadne pytania, niedociągnięcia lub brak konkretnej informacji o wynagrodzeniu[4].

[1] Raport serwisu społecznościowego StackOverflow

[2] Raport „Rynek pracy IT w 2018 roku” firmy No Fluff Jobs

[3] Raport „Badanie społeczności IT 2019” portalu Bulldogjob.pl

[4] Raport „Rynek pracy IT w 2018 roku” firmy No Fluff Jobs

Jak szybko oszacować wartość miesięcznego wynajmu nieruchomości?

Co roku w Polsce dochodzi nawet do miliona transakcji wynajmu nieruchomości. Ich właściciele, jak i przyszli lokatorzy stają przed trudnym zadaniem – jak w sposób rzetelny i wiarygodny oszacować wartość miesięcznego najmu? Zadanie komplikuje m.in. fakt, że dotychczas brakowało rzetelnego źródła wiedzy na temat zarówno aktualnych cen, nie licząc portali z ogłoszeniami, jak i historycznych. Za ile zatem wynająć mieszkanie lub dom?

Niezależnie od tego czy przyszły właściciel nieruchomości kupuje ją pod wynajem, czy na przykład otrzymał ją w spadku i zamierza wynająć, wielu z nich nurtuje pytanie – za ile takie lokum można wynająć? Z jednej strony każdy posiadacz mieszkania lub domu chciałby zarobić jak najwięcej, jednak z drugiej strony obowiązują realia rynkowe i najemcy nie lubią przepłacać. Zadanie to zatem nie należy do łatwych, a biorąc pod uwagę, że co roku do transakcji wynajmu dochodzi milion razy, należy uznać, że to duży problem i o sporym zasięgu. Brak rzetelnego źródła wiedzy na temat aktualnych i historycznych cen dla określonego typu nieruchomości w poszukiwanych lokalizacjach, dodatkowo komplikował sprawę. Jak zatem rzetelnie i błyskawicznie estymować wartość czynszu?

Dwa źródła

W przypadku wyceny mieszkania przed sprzedażą lub zakupem inwestor lub przyszły właściciel może skorzystać z pomocy specjalistów – rzeczoznawców, którzy przygotują tzw. operat szacunkowy. Jest on przygotowywany m.in. na podstawie danych nt. realnych cen transakcyjnych nieruchomości, zlokalizowanych w pobliżu danej nieruchomości, pochodzących z aktów notarialnych. Jednak w sytuacji wynajmu nieruchomości nie istnieje żadna, kompleksowa baza danych cen historycznych i aktualnych.

Właściciel lokum może skorzystać z dwóch źródeł informacji. Po pierwsze może szukać wsparcia wśród znajomych, którzy sami wynajmują mieszkania. Jednak szanse, że przyjaciele posiadają lokal o tych samych lub bardzo zbliżonych parametrach, tj. lokalizacja, metraż, liczba pokoi, piętro, standard wnętrza czy rok budowy jest praktycznie znikoma. A że wymienione powyżej elementy maja kluczowy wpływ na wiarygodną wycenę metodą porównawczą, zatem możliwości uzyskania rzetelnych kalkulacji  w ten sposób jest dość ograniczona.

Drugim i najczęściej stosowanym źródłem wiedzy są internetowe portale ogłoszeniowe. Dzięki nim, właściciele nieruchomości mogą wyszukać zbliżone do własnych mieszkania i na tej podstawie kalkulować cenę najmu. Jednak zadanie to zazwyczaj jest pracochłonne, a także zabiera sporo czasu. Co więcej, może się także okazać, że w danej chwili na rynku nikt nie oferuje podobnego typu nieruchomości i ciężko jest uzyskać wiarygodne dane porównawcze. A bazy z danymi historycznymi dotychczas nie było.

Takie proste rozwiązanie

Aktualnie z pomocą w rozwiązaniu problemu z szybkim oszacowaniem czynszu przychodzi innowacyjna technologia. Wśród internetowych narzędzi, które pomagają właścicielom oszacować w sposób wiarygodny, szybki i z największą dozą prawdopodobieństwa, są platformy do automatycznego szacowania cen wynajmu nieruchomości.

– Rekomendowana cena wynajmu wyliczana jest na podstawie ofert podobnych nieruchomości w określonej okolicy. Algorytmy wyszukują lokale mieszkalne o zbliżonych parametrach zamieszczonych w aktualnych i historycznych ogłoszeniach prezentowanych na portalach ogłoszeniowych. – mówi Anton Bubiel, prezes zarządu Rentier.io. – Dodatkowo, na podstawie wprowadzonych indywidualnych parametrów dotyczących danego lokum, nasze narzędzie do automatycznej wyceny estymuje i określa przeciętną cenę najmu dla tego typu nieruchomości w podanej lokalizacji. Dzięki temu, znacznie przyspieszony i ułatwiony zostaje proces zbierania ofert podobnych nieruchomości z okolicy i wyciągania na tej podstawie wniosków co do właściwej i najbardziej realnej ceny wynajmu lokum. – dodaje Bubiel z Rentier.io.

Kto oferuje?

Za granicą, na przykład w Stanach Zjednoczonych, na rynku działa wiele firm, które oferują takie funkcjonalności. W związku z tym, że tego typu usługa stała się tam już bardzo popularna, korzystanie z takich narzędzi jest już praktycznie standardem. Na polskim rynku dopiero od niedawna można skorzystać z takich rozwiązań. Niektóre z nich są dostępne odpłatnie – np. Urban.One oraz Szybko.pl. Od kilku tygodniu możliwość automatycznego szacowania ceny najmu całkowicie za darmo oferuje także portal Rentier.io.

– Dane są często dostępne, ale ich zebranie i analiza zajmuje dużo czasu stąd wiele osób opiera swoje decyzje dotyczące rynku najmu na opiniach znajomych lub na podstawie pobieżnej analizy cząstkowych danych rynkowych. Dzięki użyciu zaawansowanych rozwiązań technologicznych chcemy by ten proces był szybki i łatwy, tak aby wynajmujący, jak i najemcy mogli podejmować lepsze decyzje w oparciu o wiarygodne dane. – mówi Anton Bubiel z Rentier.io.

Automatyczne oszacowanie ceny najmu to przydatne narzędzie zarówno dla przyszłych lokatorów, jak i dla właścicieli mieszkań. Potencjalni najemcy mogą na podstawie automatycznej kalkulacji ustalić czy cena, którą proponuje właściciel jest powyżej czy poniżej cen podobnych nieruchomości w okolicy. Zaś, właściciele planujący wynajem nieruchomości mogą sprawdzić z jakimi cenami i ofertami na rynku będą konkurować. W efekcie końcowym, zarówno pierwsi, jak i drudzy zyskują informacje na temat właściwych cen, dodatkową wiedzę o lokalnym rynku nieruchomości oraz potencjalne argumenty negocjacyjne.

Powrót na znane wody

Krótkoterminowy wpływ wyniku wyborów do PE na euro powinien być lekko pozytywny. Ze względu na wczorajsze święto w Londynie i Nowym Jorku redukcja premii za ryzyko dobrego wyniku populistycznych ugrupowań eurosceptycznych może potrwać nieco dłużej. Nie jest to jednak tendencja o długofalowym potencjale.

Powoli mogą zacząć zapadać jednak także rozstrzygnięcia istotne w szerszym horyzoncie. Na nieformalnym szczycie UE rozpoczną się dziś rozmowy nad nominacjami m.in. na stanowisko szefa Komisji Europejskiej. Jeśli ta pozycja przypadnie Niemcowi (pod uwagę brany jest Manfred Weber), niemiecka kandydatura odpadnie z walki o fotel prezesa Europejskiego Banku Centralnego. Przypomnijmy, że z końcem października upływa kadencja Mario Draghiego. Jeśli osoba z innego kraju niż Niemcy stanie na czele Komisji Europejskiej, z dużą dozą prawdopodobieństwa szefujący od 2011 roku Bundesbankowi Jens Weidmann może liczyć na przyjęcie kontroli w EBC. Weidmann znany jest z tzw. jastrzębich poglądów, czyli jest orędownikiem bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej. Przejawia się to np. niską tolerancją dla zagrożenia wyższą od celu inflacją, większą niechęcią do wspierania koniunktury za pomocą nieortodoksyjnych narzędzi takich jak utrzymywane od kilku lat ujemne stopy procentowe, czy skup aktywów. Nawet proste modele pozwalające obliczyć optymalną stopę procentową na podstawie kondycji rynku pracy i siły inflacji bazowej (tzw. reguła Taylora) sugerują, że obecnie, przy rekordowo niskim bezrobociu cykl podnoszenia stóp powinien być już zaawansowany a dla niemieckiej gospodarki zalecana w ostatnich latach byłaby zdecydowanie mniej akomodacyjna polityka. Z tego względu dalsze luzowanie przy obecnej kondycji gospodarki właściwie nie wchodziłoby w grę. Dla euro oznaczałoby osłabienie premii za ryzyko głębszego luzowania polityki monetarnej i byłoby długofalowo pozytywnym czynnikiem. Oczywiście, rynek nie będzie skory, żeby dyskontować ten czynnik już teraz, ale należy mieć go na uwadze.

W kontekście najbliższych tygodni największą szansą dla euro jest osłabienie danych w Stanach Zjednoczonych. Jego pierwsze jaskółki pozwoliły w ubiegłym tygodniu zawrócić kurowi EUR/USD z długoterminowych dołków tuz ponad 1,11 i odbić do 1,12. Pułap ten nie został jednak utrzymany. Z punktu widzeniu układu notowań definitywne ogłoszenie uformowania lokalnego dołka będzie możliwe dopiero po wyjściu notowań ponad 1,1260. Przy obecnej, niskiej zmienności droga do tego jest bardzo odległa… W środowisku sączącej się awersji do ryzyka i nierozstrzygniętego sporu handlowego pozostajemy negatywnie nastawieni do walut Antypodów. Ostatnie odbicia NZD/USD i AUD/USD postrzegamy w kategoriach korekty w ramach trendów spadkowych, które będą trudne do utrzymania w kontekście zbliżających się odczytów PMI z Chin (piątek) oraz danych o wydatkach przedsiębiorstw na inwestycje (CAPEX). Obniżająca się krzywa dochodowości długu USA sprawia, że widzimy także pole do umocnienia jena.

Brak postępów w ciągu kolejnych tygodni przed szczytem G20 będzie nasilał awersję do ryzyka i kierował kapitał w kierunku bezpiecznych aktywów. Z perspektywy rynku walutowego, ostatnia relatywna stabilność rynku akcji działa korzystniej dla USD względem JPY. Jednak pogorszenie danych makro z USA powoduje, że zaplecze fundamentalne staje się elementem, przez który teraz USD jest bardziej wrażliwy na rozczarowania w danych. W ubiegłym tygodniu szokiem dla rynków stały się publikacje przypominające o słabości rynku nieruchomości czy obniżenie się indeksów PMI do pułapów najniższych od 9 lat. W drugiej połowie maja indeks zaskoczeń w danych makro z USA przerwał trwającą od końca kwietnia serię lepszych od prognoz odczytów (indeks rośnie, gdy dane są lepsze od oczekiwań). To powinno tworzyć asymetrię reakcji USD/JPY z większym potencjałem do ruchu w dół. Jeszcze większą przestrzeń do zniżki mają zatem crossy takie jak AUD/JPY.

Na krajowym rynku złoty rano pozostaje stabilny blisko 4,29 za euro. Wynik niedzielnego głosowania jest delikatnie pozytywny dla złotego i rodzimych obligacji. Po pierwsze, zmniejsza polityczną niepewność przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi. Po drugie, wygrana PiS w wyborach do PE powinna umniejszyć ryzyko zwiększenia ekspansji fiskalnej w przygotowaniach do jesiennych wyborów parlamentarnych. Nie istnieje zatem groźba jeszcze znaczniejszego zwiększenia się potrzeb pożyczkowych w przyszłości. Rozstrzygnięcie nie jest zaskoczeniem, więc złotego nie powinno tyczyć odreagowanie premii za ryzyko. Mimo to przepływy typowe dla końca miesiąca mogą mieć większe znaczenie dla zmienności i jeśli sentyment rynkowy nie ulegnie istotnemu pogorszeniu, możemy zobaczyć skromne umocnienie złotego po bezowocnych próbach jego osłabienia w połowie maja.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Zmniejsza się udział osób długotrwale bezrobotnych, spada również przeciętny czas poszukiwania pracy

Opublikowane przez GUS dane dotyczące rynku pracy wskazują na dalszy spadek bezrobocia rejestrowanego do 5,6% w kwietniu. Najwyższe bezrobocie utrzymuje się w województwie warmińsko – mazurskim 9,7%) i kujawsko – pomorskim (8,4%), choć te same województwa odnotowują największe spadki stopy bezrobocia w ciągu ostatniego roku (odpowiednio -1,3 pkt proc. i – 1 pkt proc., dla Polski wskaźnik ten spadł o – 0,7 pkt proc.). Najmniejszy odsetek bezrobotnych jest w województwach wielkopolskim (3,0%) oraz opolskim (4,2%). Zróżnicowania na poziomie powiatów są zdecydowanie wyższe, co zresztą jest cechą charakterystyczną polskiego rynku pracy.

Wśród przyczyn wyrejestrowania osób bezrobotnych z powiatowych urzędów pracy najczęstszą przyczyną w kwietniu 2019 było podjęcie pracy (dotyczyło 37,1% wyrejestrowań). Inne przyczyny to rozpoczęcie szkolenia lub stażu (11,95%) czy podjęcie pracy subsydiowanej, czyli takiej w której dopłaca się ze środków publicznych do wynagrodzenia pracownika (10,9%). Co ciekawe, że 18,4% wyrejestrowań było efektem niepotwierdzenia gotowości do pracy, co może oznaczać w praktyce bierność zawodową, pracę nierejestrowaną lub czasową emigrację.

Jak podaje GUS „mniej niż przed rokiem było zarówno osób, które podjęły pracę niesubsydiowaną (o 16,2%), jak i tych, które podjęły pracę subsydiowaną (o 2,8%)”. O ile w przypadku pracy subsydiowanej jest to m.in. pochodną wysokości środków Funduszu Pracy przeznaczanych na tą formę aktywizacji osób bezrobotnych, o tyle spadek liczby osób podejmujących pracę niesubsydiowaną wskazuje, że zasoby pracy w powiatowych urzędach pracy są na wyczerpaniu.

Liczba ofert pracy, które wpłynęły do powiatowych urzędów pracy w kwietniu wynosiła 118,8 tys. i była mniejsza zarówno w stosunku do marca, jak i do kwietnia roku ubiegłego. Nie należy traktować spadku liczby ofert jako wskaźnika spadku zapotrzebowania na pracę, gdyż to nadal utrzymuje się na wysokim poziomie. Wydaje się, że pracodawcy wykorzystują inne sposoby pozyskiwania pracowników, tym bardziej, że zasoby powiatowych urzędów pracy nie zawsze odpowiadają pod względem kompetencji zapotrzebowaniu pracodawców.

Widać wyraźnie, że w wyniku dużego zapotrzebowania na pracę coraz łatwiej jest znaleźć zatrudnienie – dane GUS wskazują, iż systematycznie zmniejsza się udział osób długotrwale bezrobotnych, spada również przeciętny czas poszukiwania pracy – dla osób zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy wyniósł on 9,3 miesiąca. Inne badania pokazują, że dla osób pracujących czas potrzebny na znalezienie nowego zatrudnienia jest znacząco krótszy.

Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności wskazuje, że liczba osób aktywnych zawodowo w I kwartale br. wyniosła 16 940 tys. osób i była niższa o 0,7% niż przed rokiem. Jest to wynikiem spadku zarówno liczby pracujących, jak i bezrobotnych. Według wyników badania – zmniejszyła się liczba pracujących kobiet (o 1,0%), przy niewielkim wzroście pracujących mężczyzn (wzrost o 0,1%). Wskaźnik zatrudnienia osób w wieku produkcyjnym (18 – 59/64 lata) wyniósł 73,3%, czyli o 0,3 pkt proc. mniej niż w poprzednim kwartale i o 0,6 pkt proc. więcej niż rok wcześniej. Spadek liczby pracujących kobiet może mieć związek zarówno z zapowiadanymi zmianami w kryteriach przyznawania świadczeń rodzicielskich, jak i ze wzrostem przeciętnych płac otrzymywanych przez partnerów, które – w niektórych okolicznościach – stają się wystarczające do utrzymania rodziny.

Komentarz Moniki Fedorczuk, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Polscy naukowcy są wysoko w światowych rankingach. Mimo że pod względem finansowania nauki jesteśmy dopiero na 25. miejscu na świecie

Polscy naukowcy są wysoko w światowych rankingach. Mimo że pod względem finansowania nauki jesteśmy dopiero na 25. miejscu na świecie 1

Pod względem finansowania nauki Polska jest dopiero 25. na świecie – podkreśla prof. Maciej Żylicz, prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Mimo to są dziedziny, w których polscy naukowcy należą do światowej czołówki. To ich osiągnięcia stoją za większością zaawansowanych technologii, problem jednak w tym, żeby pozyskać na badania i komercjalizację środki oraz partnerów biznesowych. Jednym ze sposobów wsparcia młodych naukowców są stypendia programu START Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Łącznie w ciągu 27 lat realizacji programu wsparcie otrzymało ponad 3 tys. badaczy, do których trafiło w sumie ponad 81,5 mln zł.

– Wszystkie badania i  nowe produkty wysokiej technologii to osiągnięcia nauki. Zapotrzebowanie na badania naukowe jest bardzo duże, problem tylko polega na tym, żeby znaleźć wspólny język z firmami. Polscy naukowcy nie są najlepsi w przekonywaniu, że zrobili coś wielkiego i że to się może komuś przydać – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Maciej Żylicz, prezes zarządu Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.

Raport Technology Vision 2019 wskazuje, że w erze postcyfrowej innowacyjność firmy zależy od jej wpływu na świat i tego, czy jest w stanie w odpowiednim momencie dotrzeć ze swoimi produktami i usługami do klientów. Nowoczesne technologie są obecnie największą siłą napędową gospodarki, jednak ich wdrożenie zależy w dużej mierze od zdobyczy nauki i współpracy z biznesem. Zapotrzebowanie firm jest ogromne, więc wiele z tych technologii praktycznie sprzedaje się same. Jednak te nieco mniej medialne zdobycze nauki często przechodzą niezauważone. Kluczowy jest odpowiedni marketing, w dużej mierze ze strony samych naukowców. Ci zaś, choć są ekspertami w swojej dziedzinie, nie są przygotowani do myślenia w kategoriach biznesowych.

U nas przez wiele lat pokutowało podejście, że my – naukowcy – jesteśmy tak mądrzy, że i tak nikt nie zrozumie, co mówimy. To jest absolutnie błąd. Po drugie, najpierw staraliśmy się przekonać polityków, że jesteśmy mądrzy i zrobiliśmy coś ciekawego. W Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych naukowcy na początku przekonują społeczeństwo, a później społeczeństwo przekonuje polityków, że należy dać pieniądze, i to jest właściwa droga – mówi prof. Maciej Żylicz.

Z badania przeprowadzonego przez instytut Millward Brown na zlecenie firmy Bayer wynika, że Polacy doceniają znaczenie badań naukowych. 77 proc. osób twierdzi, że dzięki nauce poprawia się komfort codziennego życia. Wpływ technologii informatycznych i komputerów na podniesienie jakości życia dostrzega 72 proc. osób, niewiele mniej badanych docenia wpływ nowoczesnych form komunikacji i dostęp do nowoczesnych leków oraz terapii. Wskazują też na konieczność finansowania badań, które pozwalają podnieść poziom innowacyjności. Taką funkcję mogą pełnić stypendia. Program START Fundacji na rzecz Nauki Polskiej jest największym w Polsce programem stypendialnym dla młodych naukowców.

Stypendiami START honorujemy badaczy, którzy, mimo młodego wieku, mają już na swoim koncie imponujące osiągnięcia naukowe. Są to jedni z najbardziej obiecujących młodych naukowców w Polsce – zapewnia prof. Żylicz. – Ważne jest to, co naukowcy osiągnęli, jakie jest osiągnięcie, czy jest dobrze opisywane i udokumentowane. To może być patent, prototyp jakiegoś urządzenia. Nie zamykamy się tylko w publikacjach, tylko patrzymy dużo szerzej.

Laureaci programu START otrzymują roczne stypendium w wysokości 28 tys. zł.  W 27. edycji konkursu wybrano 100 badaczy z grona 899 kandydatów.

Wykorzystałam rezonans magnetyczny do badania różnic w strukturze mózgu pomiędzy osobami intensywnie grającymi i niegrającymi w gry komputerowe. Gracze mają inną strukturę mózgu, szczególnie rozbudowane obszary, które są odpowiedzialne za zdolności wzrokowo-przestrzenne, pamięć wyobrażeniową czy spostrzegawczość. Otrzymane stypendium pozwoli mi dalej rozwijać ten temat w bardziej już zaawansowanych badaniach – podkreśla dr Natalia Kowalczyk z Uniwersytetu SWPS, jedna za laureatek programu START.

Z kolei dr inż. Rafał Szabla z Instytutu Fizyki PAN w Warszawie został nagrodzony za badania nad wpływem światła na DNA. Agata Perlińska z Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego otrzymała stypendium za badania nad bakteriami opornymi na antybiotyki.

W ramach programu START przyznawane jest również Stypendium im. Barbary Skargi. Otrzymują je osoby, których badania przekraczają granice między różnymi dziedzinami nauki i otwierają nowe perspektywy badawcze. W tym roku otrzymała je dr Joanna Rak z Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu za badania nad przemocą polityczną. Pomogą one w zarządzaniu kryzysowym, kiedy niepokoje społeczne przeradzają się w walki uliczne.

Otrzymałam stypendium za prowadzenie badań na temat ruchów protestu, które działały w państwach Strefy Euro, i wykorzystywały przemoc polityczną po to, aby realizować znaczące cele, tzn. zniesienie polityk surowości, które zostały nałożone i które spowodowały znaczące zubożenie społeczeństw – wskazuje dr Joanna Rak z Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. – Program START mobilizuje do podejmowania kolejnych konkretnych, coraz to bardziej ambitnych zadań.

Uroczystość wręczenia dyplomów laureatom odbyła się 25 maja br. na Zamku Królewskim w Warszawie. Nabór wniosków do kolejnego konkursu START rozpocznie się jesienią br. Łącznie w ciągu 27 lat realizacji programu START wsparcie od Fundacji na rzecz Nauki Polskiej otrzymało ponad 3 tys. badaczy, do których trafiło w sumie ponad 81,5 mln zł.

Sztuczna inteligencja pomoże w ocenie zdolności kredytowej. Dzięki analizie nowych danych na kredyt będzie mogło liczyć więcej osób

Sztuczna inteligencja pomoże w ocenie zdolności kredytowej. Dzięki analizie nowych danych na kredyt będzie mogło liczyć więcej osób 2

Do oceny ryzyka kredytowego służą głównie dane o historii kredytowej, m.in. o zobowiązaniach i terminowej ich spłacie. Osoby, które wcześniej nie zaciągały kredytu, mają trudności z jego uzyskaniem. Żeby to zmienić, Biuro Informacji Kredytowej pracuje nad pozyskiwaniem i analizą innych danych, również ze źródeł zewnętrznych, takich jak media społecznościowe, przy ocenie zdolności kredytowej. Pomoże w tym sztuczna inteligencja.

– Poszukujemy sposobu na wzmocnienie naszych zasobów danych poprzez połączenie ich z innymi, zewnętrznymi źródłami informacji. Sztuczna inteligencja daje ogromne możliwości w szybkiej analizie i korelacji różnych źródeł danych i pozwala ocenić, czy dany zbiór jest dla nas interesujący, albo w drugą stronę – czy nasz zbiór danych jest interesujący dla naszego partnera. Oczywiście projekty badawcze prowadzimy na danych zanonimizowanych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Żurek, dyrektor Biura Architektury i Nowych Rozwiązań Biura Informacji Kredytowej.

Na świecie mamy już przykłady powszechnego zastosowania danych o historii kredytowej w innych obszarach. W sektorze finansowym już od kilku lat trwają badania  nowych metod oceny zdolności kredytowej klientów. W połowie ubiegłego roku amerykański Kongres przyjął ustawę (The Credit Access and Inclusion Act), na mocy której, np. dostawcy mediów, operatorzy komórkowi czy wynajmujący nieruchomości mogą przesyłać do biur kredytowych informacje o tym, czy ich klienci regulują płatności w terminie i w jakiej wysokości mają zobowiązania. To znacznie poszerza zakres danych, które służą do wyliczania zdolności kredytowej. Co istotne, mogą na tym skorzystać osoby, które w ogóle nie mają historii kredytowej albo dane na ich temat są niewystarczające, przez co mają trudności z zaciągnięciem kredytu.

 Sztuczna inteligencja może wesprzeć i usprawnić procesy biznesowe. Zwłaszcza w naszym biznesie, który zajmuje się przede wszystkim danymi, możemy poszukiwać nowych korelacji, nowych związków, szukać nowych wskaźników, które pozwolą nam lepiej przewidywać różne zachowania – wyjaśnia dyrektor w Biurze Informacji Kredytowej.

Sztuczna inteligencja pomoże wesprzeć i usprawnić procesy bezpośrednio związane z obsługą klientów, z którymi współpracuje BIK – zarówno instytucjonalnych, jak i detalicznych.

Stosujemy mechanizmy data miningu już od ponad 10 lat do oceny ryzyka kredytowego. Można więc powiedzieć, że ze sztuczną inteligencją mamy do czynienia od zawsze. Natomiast teraz chcemy rozszerzyć to na inne zastosowania, np. w obsłudze klienta, abyśmy mogli odpowiadać naszym klientom 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu, żeby te procesy były automatyczne i szybkie – mówi Paweł Żurek. – Sztuczną inteligencję zamierzamy także wykorzystać do wzmocnienia Platformy Antyfraudowej BIK, wyposażyć ją w rozwiązania związane z analizą zachowań użytkowników i identyfikacją urządzeń, maksymalizować jej efektywność.

Platforma Antyfraudowa jest narzędziem udostępnionym bankom, SKOK-om i  firmom pożyczkowym, skutecznie wspiera w wykrywaniu i przeciwdziałaniu wyłudzeniom oraz zabezpiecza systemowo procesy kredytowe klientów.

Jak wskazuje PwC, branża finansowa jest jedną z tych, która najbardziej skorzysta na komercyjnym wykorzystaniu sztucznej inteligencji. Autonomous Research prognozuje, że wdrożenia AI obniżą koszty funkcjonowania firm z branży finansowej o 20 proc.

Sztuczna inteligencja jest również tą technologią, która w nadchodzących latach będzie najczęściej wykorzystywana w projektach cyfrowej transformacji biznesu. W tym roku zamierza w nią inwestować 63 proc. firm globalnie i 60 proc. polskich przedsiębiorstw – wynika z ostatniego raportu Accenture Technology Vision 2019.

– Potrzebujemy praktycznych przykładów zastosowania, żeby przyśpieszyć wprowadzenie sztucznej inteligencji w biznesie. Już teraz nawet w codziennym życiu korzystamy z Google Translator, Spotify czy Google Assistant, czyli aplikacji, za którymi stoi sztuczna inteligencja. Dzięki konkretnym zastosowaniom jesteśmy w stanie wspierać rozwój AI. Uważam, że firmy powinny odważnie eksperymentować ze sztuczną inteligencją – podkreśla Paweł Żurek.

Młodzi ludzie wybierają studia pod kątem swoich pasji. Przyszła praca i zarobki są dla nich drugorzędne

Młodzi ludzie wybierają studia pod kątem swoich pasji. Przyszła praca i zarobki są dla nich drugorzędne 3

Jak wynika z badań Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie, większość młodych osób wybiera studia, kierując się przede wszystkim swoimi zainteresowaniami. Perspektywa atrakcyjnej pracy znalazła się na kolejnym miejscu. Ponad połowa studentów w swojej pierwszej pracy w zawodzie zadowoliłaby się wypłatą do 3 tys. zł netto. Choć nie mają bardzo wygórowanych oczekiwań finansowych, to jednak dużą wagę przywiązują do formy zatrudnienia. Niemal 90 proc. wskazuje, że umowa o pracę jest dla nich bardzo ważnym czynnikiem przy wyborze pracodawcy.

– Zapytaliśmy młodych ludzi o powody, którymi kierują się przy podejmowaniu decyzji o wyborze kierunku studiów. Większość z nich jako główny motyw wskazuje zainteresowania, które chcą na studiach rozwijać. Nieco mniej wskazuje na możliwość znalezienia atrakcyjnej pracy i dopiero na trzecim miejscu jako główny powód znalazło się przyszłe wysokie wynagrodzenie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karol Cyrulik, kanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

Na realizację swoich pasji częściej stawiali studenci kierunków humanistycznych i artystycznych, społecznych oraz pedagogicznych.

– Studenci, którzy wybierają kierunki humanistyczne czy społeczne, bardziej koncentrują się na rozwijaniu swoich pasji. Natomiast ci, którzy wybierają kierunki techniczne, prawnicze czy ekonomiczne, mówią: „Dla mnie istotniejsze jest spojrzenie na moje perspektywy zawodowe” – stwierdza Karol Cyrulik.

Na kolejnych miejscach uplasowały się też czynniki takie jak prestiż uczelni oraz opinia rodziców i znajomych. Stawkę zamykają natomiast tradycje rodzinne (3,5 proc.) i moda (2,9 proc.), które miały dla studentów najmniejsze znaczenie. Z badania zrealizowanego przez WSB w Warszawie wynika również, że ponad połowa studentów (54,1 proc.) między 18 a 30 rokiem życia w swojej pierwszej pracy w zawodzie zadowoliłaby się wypłatą nieprzekraczającą 3 tys. zł netto.

– Tylko 6 proc. studentów wskazało 5 tys. zł netto jako oczekiwane pierwsze wynagrodzenie. Ale widzimy też taką zasadę, że im bliżej końca studiów, tym oczekiwania finansowe studentów są wyższe niż na początku – mówi Karol Cyrulik.

Studenci kierunków technicznych i prawniczych mają nieco wyższe oczekiwania dotyczące swojej pierwszej pensji, które mieszczą się w przedziale 3,5–4 tys. netto. Na taki pułap wskazało 30 proc. badanych.

– Wydaje się, że studenci dość realistycznie widzą swoją sytuację na rynku pracy, ponieważ większość z nich wskazuje właśnie 3 tys. zł netto jako oczekiwaną pierwszą pensję. To pokazuje, że dość twardo stąpają po ziemi i rozumieją, że wartość, jaką wniosą do przyszłego pracodawcy, będzie mieć kluczowe znaczenie. Tą wartością jest doświadczenie zdobywane już na etapie studiów, dlatego 9 na 10 studentów naszej uczelni pracuje w trakcie nauki – mówi Karol Cyrulik.

Studenci dużą wagę przywiązują do formy zatrudnienia. Niemal 90 proc. wskazuje, że umowa o pracę ma dla nich duże znaczenie i jest czynnikiem decydującym przy wyborze pracodawcy. Dla zdecydowanej większości ta forma zatrudnienia jest najbardziej pożądana.

– Tylko 10 proc. badanych wybiera wariant, w którym będą zarabiać nieco więcej, ale nie będą związani z pracodawcą umową o pracę. Bardzo nas to zastanawia, chcemy to zbadać w naszym kolejnym badaniu – mówi Karol Cyrulik.

Jeszcze mniej (3,3 proc.) zadeklarowało, że umowa o pracę nie ma dla nich żadnego znaczenia.

Kanclerz WSB w Warszawie ocenia również, że między obecną generacją studentów a wcześniejszymi pokoleniami widać kilka zasadniczych różnic.

– W mojej generacji obserwowałem coś takiego jak owczy pęd, tzn. robimy coś, bo wszyscy to robią, wybieramy studia, bo aktualnie są modne. Natomiast dla dzisiejszych nastolatków moda jest ostatnim kryterium wyboru. To pokazuje, że oni w większym stopniu kierują się własnymi przekonaniami – mówi Karol Cyrulik. – Dzisiejsi 40-latkowie nasłuchali się, że każdy z nas może być kim tylko zechce, jeśli będzie pracował dostatecznie ciężko. Tu zmiana pokoleniowa polega na tym, że dziś młodzi ludzie szukają rozwoju raczej w tym obszarze, w którym już są dobrzy, którym się interesują i w którym mają swoje mocne strony.

Sportowcy zachęcają dzieci do aktywności fizycznej. W ogólnopolskiej akcji bierze udział 200 podstawówek

Sportowcy zachęcają dzieci do aktywności fizycznej. W ogólnopolskiej akcji bierze udział 200 podstawówek 4

Zbliża się finał II edycji Drużyny Energii – ogólnopolskiego programu, który ma zachęcić uczniów polskich podstawówek do uprawiania sportu i zdrowego odżywiania. Wielki finał z udziałem gwiazd sportu odbędzie się 12 czerwca na gdańskim Stadionie Energa, gdzie trzy najlepsze w Polsce podstawówki odbiorą czeki na wyposażenie sal gimnastycznych i sprzęt sportowy.

Projekt Drużyny Energii był skazany na sukces. Trzeba było po prostu dobrać odpowiednich ludzi. Tutaj wszyscy tworzymy fajną paczkę, zgraną, uśmiechniętą, która ma przede wszystkim dobry kontakt z dziećmi. Tak naprawdę chodzi o to, żeby z nimi rozmawiać, zachęcać je do wyrzucenia na chwilę telefonów, komputerów i innych iPadów i poświęcenia chwili na to, żeby wyjść z domu i uprawiać sport – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes ambasador akcji Bartosz Ignacik, dziennikarz sportowy Canal+.

Drużyna Energii to ogólnopolski program sportowo-edukacyjny skierowany do uczniów klas VI–VIII szkoły podstawowej, którego partnerami są Grupa Energa i New Balance. Jego głównym celem jest przekonanie młodzieży do większej aktywności fizycznej i zmiany nawyków żywieniowych.

Trwa druga edycja. W obu nadesłano łącznie kilkadziesiąt tysięcy filmików z ćwiczeniami wykonywanymi przez dzieci. Staraliśmy się stworzyć program, który będzie trwał nie kilka dni czy tygodni, ale cały rok szkolny. Po drugie, jest to program, który mocno angażuje dzieciaki poprzez urządzenia, z których na co dzień korzystają, czyli telefony komórkowe i tablety. Jesteśmy obecni w tym kanale, pokazujemy, dlaczego warto ćwiczyć i jak to robić, a dodatkowo wplatamy w tę komunikację ważne tematy związane ze zdrowym żywieniem – mówi Robert Leszczyński, dyrektor marketingu sportowego New Balance w Polsce.

Do angażowania młodzieży Drużyna Energii wykorzystuje internet i media społecznościowe. Program wspierają też znani i lubiani przez młode pokolenie ambasadorzy: piłkarz Marek Citko, siatkarz Krzysztof Ignaczak, dziennikarz sportowy Bartosz Ignacik, piłkarski freestyler Krzysztof Golonka, mistrzyni Europy w siatkówce Izabela Bełcik oraz najlepszy dunker świata Rafał Lipiński.

Cechą naszych czasów jest wykorzystanie odpowiednich środków przekazu. Dzieciaki spędzają w większości wolny czas, śledząc poczynania internetowych celebrytów czy ulubionych sportowców. Dzięki temu jesteśmy w stanie dotrzeć do nich również z wartościową treścią, przekazać sportowe emocje – mówi Krzysztof Golonka, mistrz świata trików piłkarskich.

Raz w miesiącu na stronie internetowej projektu ambasadorzy publikują cztery filmy z ćwiczeniami, które uczniowie muszą powtórzyć. Za każde wideo, w którym powtórzą trening mistrzów, szkoła otrzymuje punkty. Najlepsza podstawówka zyskuje miano zwycięzcy miesiąca i wygrywa wizytę ambasadorów, a także ma szansę na udział w wielkim finale.

W tym miesiącu zwycięską podstawówką, którą odwiedzili ambasadorzy Drużyny Energii, okazała się Szkoła Podstawowa nr 1 im. Bohaterów Warszawy w Kamienicy, 3-tysięcznej miejscowości w województwie małopolskim. O zwycięstwo w maju nie było łatwo, bo maksymalną liczbę filmów z ćwiczeniami przesłało aż 6 szkół. Ambasadorzy uznali, że uczniowie z Kamienicy wykazali się największą kreatywnością i starannością, dzięki czemu wygrała właśnie ta placówka. Nagrodą był wspólny trening z mistrzami sportu, połączony m.in. z konkursem i pokazem piłkarskich trików.

Sukces zawdzięczamy temu, że w naszej pracy nie ograniczamy się tylko do lekcji. Zapraszamy dzieci w czasie przerw, jedni grają w piłkę nożną, inni rzucają do kosza, jeszcze inni grają w siatkówkę, więc oni tutaj cały czas są w ruchu. Nie pozwalamy im siedzieć na korytarzach – mówi Janusz Piotrowski, nauczyciel wychowania fizycznego w Szkole Podstawowej nr 1 w Kamienicy.

Dzieci w naszej szkole generalnie chętnie uprawiają sport. Działa u nas klub sportowy, gdzie sekcją główną jest piłka nożna i piłka siatkowa. Często bierzemy udział w akcjach podobnych do tej i propagujemy sport na co dzień, czyli na placach sportowych, boiskach, dzieci wyjeżdżają na zawody sportowe. To zaraża całą szkolną społeczność, buduje sportową atmosferę – dodaje Danuta Kalicińska, nauczyciel wychowania fizycznego.

Ostatni miesiąc sportowej rywalizacji w II edycji Drużyny Energii potrwa do 2 czerwca. Uczniowie mierzą się w nim z zadaniami od ambasadorów, m.in. dwutaktem od Rafała Lipińskiego i żonglerką głową w parach od Marka Citki. Dla uczniów z całej Polski to już ostatnia szansa, żeby ambasadorzy odwiedzili właśnie ich szkołę. 12 czerwca na Stadionie Energa w Gdańsku spotkają się wszyscy zwycięzcy etapów. Trzy podstawówki z najlepszymi wynikami w rywalizacji sportowej odbiorą tam czeki na wyposażenie sal gimnastycznych w sprzęt sportowy, a najlepsza z nich otrzyma dodatkowo okazały Puchar Drużyny Energii.

Druga edycja Drużyny Energii powoli zbliża się do końca. Zostały nam do odwiedzenia jeszcze dwie szkoły, więc na horyzoncie widać już finał, który odbędzie się 12 czerwca w Gdańsku – mówi Bartek Ignacik.

Szykujemy dużą fetę na Stadionie Energa w Gdańsku. Poza częścią sportową będą niespodzianki w postaci występów artystycznych oraz wspaniałych, lubianych przez dzieciaki gości ze świata sportu i show-biznesu – zapowiada Robert Leszczyński.

Polacy boją się kleszczy i przenoszonych przez nie chorób. To ostatni moment, aby zaszczepić się przed wakacjami

Polacy boją się kleszczy i przenoszonych przez nie chorób. To ostatni moment, aby zaszczepić się przed wakacjami 5

Co trzeci Polak boi się kleszczy, a 25 proc. z tego powodu rezygnuje ze spacerów po lesie czy parku. Łagodniejszy klimat i wyższe temperatury sprawiają, że kleszcze pojawiają się w nowych miejscach, występują praktycznie na każdym terenie zielonym. Wraz ze wzrostem przypadków ukłuć przez kleszcze rośnie także liczba zachorowań na boreliozę czy bardzo niebezpieczne kleszczowe zapalenie mózgu. To dobry moment, żeby przed wakacyjnymi wyjazdami zaszczepić się przeciwko tej chorobie.

– U części Polaków strach przed kleszczami powoduje rzadsze wychodzenie na powietrze, niekorzystanie ze spacerów w lesie czy z parków. Czasami ten strach przybiera takie formy, że dzieci, które przyjeżdżają na zajęcia do lasu, nie chcą wyjść z autobusu. 1/4 badanych tak bardzo boi się kleszczy i chorób odkleszczowych, że nie wychodzi z dziećmi na dwór – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr inż. Anna Wierzbicka, zoolog, biolog, leśnik z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Kleszcze są aktywne od temperatury ok. +5 st. C, czyli mogą nas zaatakować od wczesnej wiosny aż do późnej jesieni. Jednak szczególnie narażeni na ukłucie przez te pajęczaki jesteśmy latem, kiedy podczas wakacyjnego wypoczynku spędzamy dużo czasu na świeżym powietrzu.

– Kleszcze czekają na swoje ofiary w trawach, paprociach czy niskich krzakach i drzewach. Nie wchodzą na wysokości wyższe niż półtora metra. Czekają, aż obok nich przejdzie coś, co ich zdaniem pachnie smakowicie i jest wystarczająco ciepłe. Wówczas przechodzą na swoje ofiary – tłumaczy Anna Wierzbicka.

– Te krwiożercze pasożyty coraz liczniej zamieszkują wszystkie tereny zielone, czyli łąki, krzaki, parki, lasy, a zwłaszcza pogranicza, czyli np. tereny między lasem a łąką. Tam kleszczy jest najwięcej. Czają się pod źdźbłami traw – wyjaśnia dr hab. n. med. Ernest Kuchar, kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Kleszcze są czułe na bodźce cieplne oraz zapachowe, głównie zapach kwasu mlekowego obecnego w pocie człowieka. W ich ślinie znajdują się środki znieczulające, ukłucie jest więc bezbolesne, a samego kleszcza łatwo nie zauważyć.

Kleszcze doskonale radzą sobie nie tylko poza miastami. Żyją w dużych śródmiejskich lasach, ale też parkach czy przydomowych ogródkach. Ryzyko dotyczy więc wszystkich osób, które spędzają czas na łonie natury. Jest to szczególnie ważne w kontekście planowanych wyjazdów wakacyjnych.

 Nigdy nie mamy gwarancji, że kleszczy w danym miejscu nie ma. Nawet jeżeli parki poddawane są opryskom, to po jakimś czasie kleszcze przenoszone przez myszy, ptaki, gady wracają do nich z powrotem. W zasadzie każda aktywność na terenie zielonym wiąże się z ryzykiem narażenia na kleszcze –przekonuje dr hab. n. med. Ernest Kuchar.

Przed ukłuciem kleszcza nie można się skutecznie ochronić. W przypadku aktywności na terenach zielonych wskazane jest odpowiednie ubranie, zakrywające całe ciało i w jasnych kolorach, a także stosowanie repelentów, czyli środków odstraszających kleszcze. Jednak nie daje to 100-proc. ochrony.

Większa populacja kleszczy oznacza wzrost liczby zachorowań na boreliozę i przede wszystkim na groźne kleszczowe zapalenie mózgu. Obecnie nawet 15 proc. kleszczy może być nosicielami wirusa, który prowadzi do kleszczowego zapalenia mózgu.

 Wirus KZM jest wprowadzany już w momencie ukłucia przez kleszcza, bo znajduje się w jego ślinie. Przerwana zostaje pierwsza ochrona w postaci ciągłości skóry. Na tym etapie zakażenie może być wyeliminowane, jeżeli mamy dobrą odporność. Jeżeli jednak nasz organizm sobie z tym nie poradzi, może dojść do zachorowania w postaci objawów grypopodobnych – wskazuje prof. dr hab. n. med. Joanna Zajkowska z Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

U ponad połowy zakażonych (58 proc.) przebycie choroby wiąże się jednak z poważnymi powikłaniami – zapalenie mózgu i rdzenia kręgowego, porażeniem czy niedowładem. Mogą się też pojawić zaburzenia natury psychicznej.

Jeżeli wirus dostanie się do ośrodkowego układu nerwowego, zaczynają się najcięższe postaci choroby. Może to być zapalenie opon mózgowych, zapalenie mózgu i rdzenia, zapalenie korzeni nerwowych. Wariantów jest wiele, a część z nich stanowi zagrożenie dla życia – tłumaczy prof. Joanna Zajkowska.

Współczesna medycyna nie znalazła jeszcze leku na KZM, a stosowane leczenie jest tylko objawowe. Można się jednak chronić przed zakażeniem poprzez szczepienia. Ich wykonanie zaleca się wiosną, kiedy kleszcze zaczynają żerować, ale można to również zrobić później. Odporność nabywa się po mniej więcej dwóch tygodniach od ich przyjęcia. Przełom maja i czerwca jest więc ostatnim momentem na zaszczepienie się przed sezonem urlopowym.

W 2017 roku zachorowania odnotowano w 12 województwach, najwięcej w południowej i północno-wschodniej części kraju. Co roku zgłasza się od 200 do 300 przypadków zachorowań na KZM, jednak zdaniem ekspertów ich liczba jest znacznie niedoszacowana.

– W Polsce monitorowanie chorób odkleszczowych ma charakter bierny, czyli wiemy o chorobie dopiero wtedy, kiedy ktoś ją zgłosi. W takiej sytuacji zgłaszany jest tylko niewielki odsetek – około 10 proc. spośród wszystkich – mówi dr hab. n. med. Ernest Kuchar.

Zakażeń jest więcej. To zjawisko obserwowane nie tylko w Polsce, lecz także w krajach, gdzie kleszczowe zapalenie mózgu występuje z dużą intensywnością. To kraje nadbałtyckie, Niemcy, Austria, Słowacja i Czechy – wymienia prof. Joanna Zajkowska.

W Polsce świadomość na temat KZM wciąż nie jest wystarczająca. Z badania przeprowadzonego w ramach kampanii „Nie igraj z kleszczem” wynika, że co trzecia osoba nigdy nie słyszała o KZM. Wśród badanych, którzy mają wiedzę na temat tej choroby, co trzeci błędnie twierdzi, że można się przed nią ochronić antybiotykoterapią. Dwie trzecie wie, że skuteczne są tylko szczepienia ochronne.

Przystanki autobusowe wdrażane są do systemu inteligentnego miasta. Powstają wirtualne rozkłady jazdy i systemy śledzenia pozycji pojazdów

Przystanki autobusowe wdrażane są do systemu inteligentnego miasta. Powstają wirtualne rozkłady jazdy i systemy śledzenia pozycji pojazdów 6

Upowszechnienie się technologii GPS oraz rozwiązań z zakresu internetu rzeczy pozwoliło zerwać z przestarzałymi rozkładami jazdy. Miasta z całego świata zwracają się w stronę systemów inteligentnych, które pozwalają tworzyć dynamiczne, cyfrowe rozkłady jazdy bazujące na rzeczywistej pozycji poszczególnych pojazdów. Powstają także multimedialne przystanki ze zintegrowanymi biletomatami oraz systemami informacji publicznej.

– W Polsce dostępne są wyświetlacze dynamicznej informacji pasażerskiej SmartInfo, na których możemy wyświetlać linie, które będą odjeżdżały w danym momencie z przystanku, za ile minut odjedzie najbliższy tramwaj czy autobus. Dodatkowo, jeżeli miasta mają jakieś inne kryteria, możemy wyświetlić informację, czy przyjedzie pojazd np. niskopodłogowy lub czy jest możliwość płatności kartą – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Mikołaj Kwiatkowski z Trapeze Poland.

Wyświetlacze SmartInfo opracowane przez inżynierów Trapeze wyróżniają się na tle klasycznych cyfrowych rozkładów jazdy technologią wyświetlania obrazu. W miejscu tradycyjnego ekranu zamontowano panel wykonany w technologii papieru elektronicznego, którzy charakteryzuje się skrajnie niskim zapotrzebowaniem na energię elektryczną. Pobiera ją wyłącznie wtedy, kiedy system odświeża obraz. Dzięki temu nadaje się do wykorzystania na tych przystankach, które nie mają dostępu do sieci elektrycznej i może być zasilany za pośrednictwem paneli słonecznych. Jeśli w trakcie pracy dojdzie do awarii zasilania – obraz nie zniknie, urządzenie zapamięta to, co ostatnio wyświetlało się na ekranie.

– Najnowsze urządzenie z serii SmartInfo to wyświetlacz w technologii e-papier. Pozwala on nam na zupełnie inne spojrzenie na urządzenia wyświetlające na przystankach. Jedno urządzenie może bowiem zastąpić zarówno wyświetlacz dynamicznej informacji pasażerskiej, jak i papierowe rozkłady jazdy, dzięki czemu wszelkie zmiany w rozkładach jazdy mogą być dokonywane online. Zaoszczędzimy w ten sposób i czas, i pieniądze na służbach, które tych zmian dokonują – mówi Mikołaj Kwiatkowski.

Podpięcie energooszczędnych paneli do systemu informacji pasażerskiej umożliwi wdrożenie dodatkowych funkcji, niespotykanych w tradycyjnych przystankach. E-papierowe rozkłady jazdy mogą być aktualizowane w czasie rzeczywistym, pasażer może być także informowany o nagłych zmianach trasy pojazdu, cenach biletów, możliwych przesiadkach czy okolicznych atrakcjach turystycznych.

– Niewielki panel solarny wystarczy do naładowania akumulatora, z którego wyświetlacz będzie czerpał energię w momencie, kiedy nie jest dostępne słońce. Jeżeli nie ma dostępu do bieżącej energii, wyświetlacz będzie wyświetlał ekran statyczny, np. rozkładu jazdy. W ten sposób pasażerowie zawsze będą poinformowani, a w momencie, kiedy jest dostępny prąd, możemy informować o dynamicznej informacji pasażerskiej – wyjaśnia ekspert.

O krok dalej poszli projektanci prototypowych inteligentnych przystanków Smart Bus Shelter zainstalowanych na Santa Monica Boulevard w Hollywood. Wyposażono je w wielofunkcyjne, samoobsługowe kioski, które wyświetlą informacje o rzeczywistym planowanym czasie przybycia autobusów i dadzą dostęp do informacji głosowej, która ułatwi planowanie podróży osobom niedowidzącym. Zainstalowano w nich także porty USB do ładowania urządzeń mobilnych, moduł Wi-Fi do komunikowania się z internetem oraz energooszczędne oświetlenie LED.

Na podobnej zasadzie będą działać przystanki opracowane przez francuską firmę JCDecaux, które staną się integralnym elementem systemu inteligentnego miasta w Sart City. Tu również zainstalowano kioski oferujące dostęp do darmowego, bezprzewodowego internetu, które sprawdzą się w roli interaktywnego rozkładu jazdy. Na ekranie będziemy można prześledzić położenie poszczególnych pojazdów komunikacji miejskich, wyświetlą się na nich także informacje dostarczane przez urząd miejski oraz przedstawicieli transportu publicznego.

– Wdrożenia SmartInfo możemy się spodziewać jeszcze w tym roku. Rozmawialiśmy już z wieloma miastami na temat zastosowania tej technologii. Najpierw chcemy jednak przeprowadzić pilotażowe wdrożenie w celu weryfikacji, jak one sprawdzają się w polskich warunkach. Do tej pory urządzenia były sprawdzane w szwajcarskim Neuhausen, gdzie taki wyświetlacz jest stosowany na linii autonomicznego autobusu oraz w Helsinkach. Tam przetrwały zimę, ciekawi jesteśmy, jak zniosą warunki polskie – mówi Mikołaj Kwiatkowski.

Inwestycje tego typu realizowane są już także w Polsce. Warto wspomnieć m.in. o inteligentnych przystankach montowanych w Świebodzinie, które zostaną wyposażone w biletomat, infokiosk oraz tablice informacji pasażerskiej. Te ostatnie będą w czasie rzeczywistym pobierały informacje o położeniu autobusów w oparciu o wskazania zamontowanych w nich modułów GPS. Dzięki temu operator będzie mógł na bieżąco uaktualniać rozkład jazdy. Dopełnieniem inwestycji będzie system monitoringu miejskiego, który zadba o bezpieczeństwo podróżnych.

Według firmy badawczej Grand View Research wartość globalnego rynku inteligentnych systemów komunikacyjnych do 2024 roku wzrośnie do 285 mld dol. W najbliższych latach ma on się rozwijać w tempie blisko 22,5 proc. w skali roku.

Oparta na mikrochipach spersonalizowana terapia da szansę wielu pacjentom na wyleczenie. Pozwoli opracowywać nowe leki bez wykorzystywania do badań zwierząt

Oparta na mikrochipach spersonalizowana terapia da szansę wielu pacjentom na wyleczenie. Pozwoli opracowywać nowe leki bez wykorzystywania do badań zwierząt 7

Terapia personalizowana oparta na mikrochipach umożliwi wyhodowanie tkanek zgodnych z organizmem chorego i przeprowadzenie na nich testu z podaniem leku. Polscy naukowcy opracowali innowacyjny model wytwarzania tkanek, dzięki czemu są one dużo bardziej zbliżone do rzeczywistych. Terapie personalizowane z użyciem mikrosystemów są ogromną szansą dla pacjentów onkologicznych. Mikrochipy usprawnią też wdrażanie nowych leków i pozwolą odejść od wykorzystywania zwierząt w tym procesie.

– Zaletą mikrosystemów w medycynie personalizowanej jest to, że możemy pobrać komórki od pacjenta i wyprowadzić hodowlę tkankową w mikroobjętościach wewnątrz takiego mikrosystemu, a następnie możemy przeprowadzić testy leków i wybrać najlepszą metodę leczenia – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr inż. Roman Szafran z Politechniki Wrocławskiej.

W medycynie personalizowanej dostosowuje się strukturę leku do organizmu konkretnego pacjenta, co stanowić może ogromną szansę zwłaszcza dla chorych na raka. Precyzyjna onkologia często polega na leczeniu pacjentów pojedynczą, molekularnie dopasowaną terapią, ukierunkowaną na jedną mutację w guzie. W raporcie opublikowanym w kwietniu w „Nature Magazine” naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego ogłosili, że leczenie spersonalizowanymi terapiami skojarzonymi poprawiło wyniki u pacjentów z nowotworami opornymi na leczenie.

Wykorzystanie mikrochipów pozwoli jeszcze bardziej dopracować terapie personalizowane, tak by nie stanowiły ryzyka wynikającego z prób na organizmie, a zarazem nie wiązały się ze zużyciem dużej ilości substancji czynnych podczas testów. Hodowla tkankowa jest w nich prowadzona w mikroskopijnych komorach. Dzięki temu przeprowadzana jest z niewielkiej liczby pobranych od pacjenta komórek. Mikrochipy pozwolą także usprawnić opracowywanie zupełnie nowych leków.

– Mogą one w pewnym stopniu zastąpić modele zwierzęce. Wyobraźmy sobie, że taki mikrosystem po przygotowaniu takiego modelu, po przeprowadzeniu hodowli, możemy zamrozić w ciekłym azocie i potem wykorzystywać jako narzędzie. Możemy niejako wyciągnąć sobie go z lodówki i przeprowadzić testy. Jest to układ powtarzalny, co zdecydowanie przyspieszy nam całą procedurę badań nad nowymi lekami – twierdzi dr inż. Roman Szafran.

Tymczasem zespół naukowców kierowany przez Takanori Takebe z Centrum Medycznego Szpitala Dziecięcego w Cincinnati wszczepił układy RFID w organoidy, czyli wyhodowane z komórek macierzystych tkanki naśladujące narządy. Zespół przetestował swoją technikę na organoidach wątroby zawierających dostępne w handlu chipy RFID o wielkości 0,4 mm. Technologia ta może się przyczynić m.in. do poprawy monitorowania pacjentów po przeszczepach.

Pomysłów na zastosowanie mikrosystemów w medycynie personalizowanej jest wiele. Tym, co wyróżnia polskich naukowców, jest opracowanie odwrotnego modelu niż ten powszechnie stosowany.

– Nasze rozwiązanie jest oryginalne i opatentowane. Trochę inaczej podeszliśmy do tego zagadnienia. Zazwyczaj modele mikrofluidalne wytworzone są w ten sposób, że powierzchnia mikrokanałów powlekana jest od wewnątrz warstwą komórek, my natomiast hodujemy tkankę, w której wytwarzamy mikrokanały, a więc jest to taki odwrócony model. Jest on bliższy rzeczywistości, bliższy tkance organizmu żywego – zapewnia naukowiec.

Zgodnie z wynikami raportu BIS Research światowy rynek medycyny precyzyjnej osiągnął w minionym roku wartość niemal 79 mld dol. Do 2028 roku ma wzrosnąć do niemal 217 mld dol., czyli prawie trzykrotnie.

Nastała moda na jedzenie. Co to oznacza dla branży handlowej?

Tradycyjnie rozumiana sprzedaż detaliczna odchodzi do historii. Na rynku amerykańskim wyraźnie widać tendencję do kurczenia się ilości obiektów handlowych – wg wyliczeń Credit Suisse Group tylko w 2017 roku zamknięto tam 8640 sklepów stacjonarnych. Zmiany te częściowo wynikają z nowego stylu spędzania czasu przez konsumentów, którzy w centrach handlowych i mniejszych sklepach coraz częściej poszukują interesującej oferty gastronomicznej.

Na posiłki jedzone poza domem konsumenci wydają coraz więcej. Jak podaje raport „What’s on the Menu?” w Europie było to 700 milardów dolarów w 2006 roku i 900 w 2016. Szacuje się, że do roku 2026 ta kwota wzrośnie do 1200 miliardów dolarów.

Rynek gastronomiczny stale się rozwija, co powinno stanowić istotną wskazówkę dla retailerów. Nastała moda na jedzenie. Potwierdzają to nie tylko wyniki finansowe sektora, ale także wszechobecność tematyki kulinarnej w mediach tradycyjnych i społecznościowych – od programów telewizyjnych i specjalistycznych vlogów dotyczących zdrowej żywności, po efektowne zdjęcia posiłków na Instagramie.

Bogdan Łukasik, Prezes Zarządu Modern-Expo SA
Bogdan Łukasik, Prezes Zarządu Modern-Expo SA

Wykorzystując ten trend, detaliści powinni stawiać na rozbudowę stref kawiarnianych, wprowadzanie dedykowanych stoisk gastronomicznych, modernizację przestrzeni pod kątem tworzenia miejsc wypoczynku i spotkań. Takie rozwiązania wdrożyło już wielu zarządców centrów handlowych, a nawet sieci convenience store – doradza Bogdan Łukasik, Prezes Zarządu Modern-Expo SA.

W jednym z niemieckich punktów REWE, zaprojektowanych przez Modern Expo, wielofunkcyjna i dobrze zorganizowana przestrzeń łączy strefę handlową z miejscem na towarzyskie spotkanie przy stole. Nowego podejścia do przestrzeni handlowej nie boi się też znana w Polsce sieć sklepów odzieżowych H&M. Oprócz modnych ubrań i dodatków H&M oferuje chwilę wytchnienia po zakupach w Cafe „It’s Pleat”. Pierwsza kawiarnia powstała w Sztokholmie jeszcze w 2017 roku, kolejna zaś w Londynie rok później.

Nowa rola sklepów, które oprócz pełnienia podstawowej funkcji, jaką jest sprzedaż towarów, tworzą przestrzeń do nawiązywania kontaktów społecznych, daje detalistom kolejną okazję do zysku. Ostatnie badania przeprowadzone dla JLL z USA dowodzą, że konsumenci wydają nawet o 25% więcej podczas zakupów, gdy podczas pobytu w centrum handlowym spożywają posiłki. Inwestycja w atrakcyjny foodcourt lub foodcorner może wpłynąć na zwiększenie obrotów sklepu. Oferta gastronomiczna dostępna dla klientów sklepu zapewnia lepsze wrażenia z odwiedzin, wydłuża czas zakupów i w efekcie prowadzi do zwiększenia przychodów z handlu dla właściciela obiektu.Żeby efektywnie inwestować w rozwój stref gastronomicznych w przestrzeni handlowej warto skorzystać z fachowej wiedzy i pomocy ekspertów. Podczas tegorocznej edycji Kongresu Rynku FMCG, gdzie pod patronatem Modern-Expo wystąpią wybitni prelegenci z całego świata. Doświadczeni eksperci opowiedzą m.in. o wzajemnym przenikaniu się konceptów handlowych i gastronomicznych.

Bogdan Łukasik zachęca do wzięcia udziału w wydarzeniu – Jako współorganizator tegorocznej edycji, chcemy wzbogacić merytoryczną część Kongresu o tematy, które najbardziej interesują uczestników. Dlatego na nasz panel zaprosiliśmy polskich i zagranicznych gości, specjalizujących się w różnych dziedzinach, powiązanych z branżą handlową. Jesteśmy przekonani, że nasze doświadczenie na rynku oraz świeże spojrzenie zaproszonych prelegentów pomogą uczestnikom panelu „Droga do sklepu przyszłości” w jeszcze lepszym zarządzaniu swoim biznesem i przygotowaniu się na zmiany, które niesie przyszłość.

Kongres Rynku FMCG 2019, organizowany przez Wydawnictwo Gospodarcze (Wiadomości Handlowe, Wiadomości Kosmetyczne), odbędzie się w dniach 28-29 maja, w Warszawie w hotelu Double Tree by Hilton Warsaw, przy ul. Skalnicowej 21. Na panel Modern-Expo zapraszamy pierwszego dnia Kongresu do sali tematycznej nr 1. Prelekcje potrwają od godziny 14:30.

U tłumaczy przysięgłych bez zmian. Przynajmniej w kwestii wynagrodzeń

Od 14 lat stawki za wykonywanie tłumaczeń przysięgłych stoją w miejscu. Mimo interpelacji poselskich oraz zapowiedzi protestów, Ministerstwo Sprawiedliwości, któremu podlegają tłumacze przysięgli, nie pali się, by zająć się tą kwestią. Doprecyzowania wymaga także kwestia czasu uregulowania płatności oraz zapłaty za czas dojazdu na miejsce wykonania tłumaczenia.

tłumaczenia przysięgłeZ czym wiąże się zawód tłumacza przysięgłego

Czym różni się tłumacz przysięgły od „zwykłego” tłumacza? Ten pierwszy zajmuje się przekładami ważnych, oficjalnych dokumentów prawnych czy urzędowych, wystawionych przez instytucje. Aby móc to robić, musi mieć odpowiednie uprawnienia – a te uzyskuje, zdając egzamin przed resortem sprawiedliwości. Tłumacz przysięgły swoje przekłady poświadcza specjalną pieczęcią, otrzymywaną po pozytywnym wyniku egzaminu i zaprzysiężeniu. W ramach pracy może wykonywać tłumaczenia pisemne lub ustne. Te pierwsze dotyczą m.in. przekładów aktów sądowych, notarialnych, pełnomocnictw czy paszportów. Ustne tłumaczenia przysięgłe mają miejsce np. podczas rozpraw sądowych, przesłuchań czy zawierania związków małżeńskich. Co ważne, w ramach egzaminu przed komisją przy MS, osoba ubiegająca się o status tłumacza przysięgłego musi wykonać przekłady w obu tych formach. Każdy przedstawiciel tego zawodu widnieje w rejestrze resortu, a wszystkie jego prace muszą być odnotowane w repertorium czynności tłumacza przysięgłego.

Praca przy urzędowych czy sądowych dokumentach wiąże się z większą odpowiedzialnością niż w przypadku tradycyjnego tłumacza. Przysięgli wykonują bowiem pracę nie tylko na rzecz osób prywatnych, lecz także organów państwowych, jak sądy, policja czy prokuratura. Od ich właściwego przekładu zależy więc np. ważność postanowień czy treść wyroku sądowego. Tłumacze przysięgli ponoszą odpowiedzialność zawodową za niewykonanie lub nienależyte wykonanie obowiązków, które określa ustawa. Wówczas toczy się postępowanie przed Komisją Odpowiedzialności Zawodowej działającej przy MS. Może się ono zakończyć upomnieniem, naganą, karą pieniężną, a nawet zawieszeniem lub pozbawieniem prawa do wykonywania zawodu.

Zamrożone stawki

Stawki za pracę tłumaczy przysięgłych reguluje Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 24 stycznia 2005 r. w sprawie wynagrodzenia za czynności tłumacza przysięgłego (Dziennik Ustaw Nr 15 z 2005 r., poz. 131). Obowiązuje ono do dziś, co oznacza, że obowiązuje ono od 14 lat. W tym czasie rozporządzenie doczekało się kilku interpelacji i zapytań poselskich. Najnowsza została skierowana w czerwcu 2018 roku przez Stanisława Tyszkę. – Stawki wynagrodzeń dla tłumaczy przysięgłych nie uległy zmianie, niezależnie od średniego wskaźnika wynagrodzeń w gospodarce narodowej, wzrostu gospodarczego, inflacji, waloryzacji rent i emerytur itd. – uzasadnia Tyszka, i dodaje – Zgodnie z art. 15 ustawy z dnia 25 listopada 2004 r. o zawodzie tłumacza przysięgłego (Dz. U. z 2016 poz. 487, ze zm.): „Tłumacz przysięgły nie może odmówić wykonania tłumaczenia w postępowaniu prowadzonym na podstawie ustawy, na żądanie sądu, prokuratora, Policji oraz organów administracji publicznej, chyba że zachodzą szczególnie ważne przyczyny uzasadniające odmowę”. Opisana sytuacja powoduje w praktyce, że tłumacze przysięgli muszą przez znaczną część czasu pracy wykonywać zlecenia opłacane zdecydowanie poniżej stawek rynkowych.

Z takim podejściem zgadza się Katarzyna Tkaczenko – ekspert biura tłumaczeń 123tlumacz.pl, który uważa, że stawki urzędowe powinny ulec zmianie.

– To niesprawiedliwe, że przy zmieniających się warunkach gospodarczych i ekonomicznych nie bierze się pod uwagę dostosowania kwot obowiązujących przysięgłych. Urzędowe stawki są nierzadko o połowę niższe niż rynkowe. Szczególnie dotyka to przysięgłych z małych miejscowości, gdzie organy sądownicze czy urzędy są jedynymi zleceniodawcami. Skandaliczny jest też fakt, że niekiedy tłumacze muszą czekać na zapłatę 6 miesięcy, mimo że na zawołanie sądu, prokuratury czy policji trzeba stawiać się często niezwłocznie – mówi.

Tłumacze zabierają głos

W lutym 2018 zespół do przeglądu i oceny funkcjonowania ustawy o zawodzie tłumacza przysięgłego skierował pismo do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, w którym apelują o nowelizację rozporządzenia. Uzasadniają to faktem, że są jedyną grupą zawodową świadcząca usługi na rzecz organów ustawowych, której stawki pozostają niezmienione przez tak długi czas. – Sytuację tę środowisko tłumaczy przysięgłych jednoznacznie interpretuje jako dyskryminację członków naszego zawodu nieuchronnie prowadzącą do postępującej pauperyzacji tej grupy zawodowej. Dalsze niepodnoszenie stawek stanowiłoby również czynnik zachęcający tłumaczy do nieetycznego postępowania w postaci unikania realizacji ustawowego obowiązku współpracy z sądami i innymi organami administracji publicznej z uwagi na głodowe stawki – czytamy w liście do szefa MS.

Stawki proponowane za stronę tłumaczenia pisemnego (1125 znaków) przez przedstawicieli związków prezentują się następująco:

  • z j. angielskiego, niemieckiego lub francuskiego – 44 zł (zamiast dotychczasowych 23 zł),
  • z j. rosyjskiego, łaciny lub innego języka europejskiego – 48 zł (w przypadku j. rosyjskiego obecna stawka wynosi 23 zł, zaś pozostałych – 24,77 zł),
  • z języka pozaeuropejskiego posługującego się alfabetem łacińskim – 58 zł (zamiast 30,07 zł),
  • z języka pozaeuropejskiego posługującego się alfabetem niełacińskim lub ideogramami – 65 zł (zamiast 33,61 zł),
  • z j. polskiego na angielski, niemiecki lub francuski – 58 zł (zamiast 30,07 zł),
  • na inny język europejski i łacinę – 68 zł (zamiast 35,38 zł),
  • na język pozaeuropejski posługujący się alfabetem łacińskim – 79 zł (zamiast 40,69 zł),
  • na język pozaeuropejski posługujący się alfabetem niełacińskim lub ideogramami – 96 zł (zamiast 49,54 zł).

Obecnie za sporządzenie tłumaczenia w dniu zlecenia oraz w postępowaniu przyspieszonym wyżej wymienione stawki podwyższa się o 100 proc. Tłumacze chcą, aby zasada ta obowiązywała także przy zlecaniu przekładu na kolejny dzień roboczy. Przysięgli postulują zachowanie stawki za tłumaczenie tekstów zawierających frazeologię i terminologię specjalistyczną, sporządzonych pismem ręcznym oraz trudnych do odczytania ze względu na stopień zniszczenia tekstu lub ich kopii w złej jakości – wynosi ona 125 proc. Prace zawierające formularze, tabele arkusze kalkulacyjne oraz teksty wymagające zachowania określonej formy graficznej – nieujęte w rozporządzeniu z 2005 r. – mają być płatne w 130 proc., zaś teksty pisane żargonem, dialektem lub językiem archaicznym – 150 proc.

W przypadku tłumaczeń ustnych, stawka za każdą rozpoczętą godzinę obecności tłumacza powinna według związków wynosić 200 proc. kwoty obowiązującej za stronę tekstu, a nie, jak dotychczas – 130 proc. Z kolei w postępowaniu przyspieszonym oraz za wykonanie pracy w dniu zlecenia tłumacze proponują podwojenie wspomnianej wcześniej stawki.

W sugestiach związków zawodowych pojawiło się także doprecyzowanie czasu pracy tłumacza. Postulują oni, aby obejmował on także badanie dokumentów w celu zapoznania się ze sprawą lub ustalenia zakresu tłumaczenia. Wynagrodzenia ma wynieść wtedy 50 proc. stawki godzinowej za tłumaczenie ustne, jednak nie mniej niż za dwie godziny. Tłumacze ustni chcą również, by ich czas pracy nie przekraczał czterech godzin dziennie oraz by mieli prawo do co najmniej jednej przerwy.

Od wysłania listu do ministra minął ponad rok. Poprzednia odezwa do szefa MS spotkała się z odmową i brakiem żadnego uzasadnienia. Działania resortu sprawiedliwości, niezależnie od rządzącej opcji politycznej – podobnie jak stawki za tłumaczenia przysięgłe – pozostają wciąż zamrożone.

Sklep zarabiał podejrzanie mało. Urząd Skarbowy zrobił własne wyliczenia

Gdy organ podatkowy nie dysponuje danymi niezbędnymi do określenia podstawy opodatkowania, może ją określić w drodze oszacowania. Nie posiada jednak w tej kwestii dowolności. Powinien stosować metody oszacowania, które wskazuje mu Ordynacja podatkowa, a nie metodę opartą na fragmentarycznych wyliczeniach. „…oparcie wyliczeń tylko na wybranych dokumentach oznacza brak wszechstronnego i wyczerpującego rozpatrzenia materiału dowodowego” (Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Łodzi z 29 marca 2019 r., sygn. akt I SA/Łd 124/19).

Art. 23 § 3 Ordynacji podatkowej wskazuje sześć metod oszacowania, jakie organy podatkowe winny stosować w sytuacji braku ksiąg podatkowych albo innych danych, lub gdy wynikające z tych ksiąg, lub inne dane nie pozwalają na określenie podstawy opodatkowania, jak również, gdy podatnik naruszył warunki uprawniające do korzystania ze zryczałtowanej formy opodatkowania. Są to metody: porównawcza wewnętrzna, porównawcza zewnętrzna, remanentowa, produkcyjna, kosztowa oraz metoda udziału dochodu w obrocie.

Jak stanowi art. 23 § 5: „Określenie podstawy opodatkowania w drodze oszacowania powinno zmierzać do określenia jej w wysokości zbliżonej do rzeczywistej podstawy opodatkowania. Organ podatkowy, określając podstawę opodatkowania w drodze oszacowania, uzasadnia wybór metody oszacowania” (Dz.U. 1997 nr 137, poz. 926, ze zm.).

Sklep zarabiał podejrzanie za mało

Prowadząca sklep spożywczo-monopolowy podatniczka zadeklarowała osiągnięty w 2010 r. dochód z tytułu dokonanej za pośrednictwem tego sklepu sprzedaży w wysokości 11 315 zł. W opinii organów podatkowych wykazany dochód był zbyt niski, jak na tego typu działalność handlową, stąd zakwestionowały rzetelność prowadzonej księgi przychodów i rozchodów.

Na podstawie paragonów fiskalnych z listopada i grudnia 2010 r. fiskus sporządził zestawienie uwzględniające ilości i ceny sprzedaży brutto w odniesieniu do wybranych grup asortymentu towarów i wyliczył średnią cenę sprzedaży brutto w tych miesiącach. Zestawił to z dokonanymi przez podatniczkę zakupami towaru w całym 2010 r., co pozwoliło organom obliczyć osobno marżę dla poszczególnych kategorii asortymentu: piwa, wina, wódki, papierosów, napojów i soków. W końcowym rozrachunku organy oszacowały wartość dokonanej w 2010 r. sprzedaży netto na kwotę o ponad 140 000 zł wyższą od tej zadeklarowanej przez podatniczkę.

Organy nie kontrolowały, więc nie miały do czego porównać

Dokonane przez organy podatkowe ustalenia legły u podstaw uznania za nierzetelną prowadzoną przez podatniczkę księgę podatkową. Organ poinformował więc o konieczności zastosowania metody szacunkowej do określenia podstawy opodatkowania w podatku dochodowym od osób fizycznych. Wyjaśnił jednak, że z uwagi na nieprzeprowadzenie kontroli i nieustalenie wysokości obrotów za wcześniejsze okresy nie jest możliwe porównanie tych okresów do okresu objętego badaniem. Dlatego też organ zadecydował o braku możliwości zastosowania którejś z metod szacowania, ustanowionych w art. 23 § 3 Ordynacji podatkowej.

Kontrolerzy wybrali sobie tylko kilka dni do skontrolowania

Reprezentujący podatniczkę doradca podatkowy zaskarżył takie rozstrzygnięcie organów, podnosząc, że w sposób nieuzasadniony odrzuciły one możliwość zastosowania najwłaściwszej dla oszacowania obrotu wyrobami alkoholowymi metody porównawczej wewnętrznej, opierając takie stanowisko na fakcie nieprzeprowadzenia kontroli i określenia obrotów we wcześniejszych okresach.

Zdaniem strony skarżącej dokonane przez organy wyliczenia marży były nieprawidłowe, bo organy oparły je na zaewidencjonowanej za pośrednictwem kasy fiskalnej sprzedaży jedynie z ośmiu dni listopada i ośmiu dni grudnia 2010 r., podczas gdy podatniczka przekazała kontrolującym wydruki z kasy, dokumentujące sprzedaż za całe te miesiące. Skarżąca zarzuciła fiskusowi także błędy przy ustaleniu średniej ceny sprzedaży wyrobów alkoholowych, poprzez nieuwzględnienie tzw. wielopaków. W ich ramach bowiem paragon uwzględniał jedynie cenę 1 sztuki towaru danego asortymentu, podczas gdy faktycznie sprzedawanych było kilka towarów. To zniekształcało wyliczoną w zakresie tego towaru marżę.

Sąd pierwszej instancji przyznał rację organom

WSA w Łodzi wyrokiem z 22 marca 2016 r. odrzucił skargę (sygn. akt I SA/Łd 1114/15). Przyznał rację poczynionym przez organy ustaleniom i uznał za właściwie uzasadnione wyjaśnienia co do konieczności odrzucenia metody porównawczej wewnętrznej do oszacowania podstawy opodatkowania. Nie przychylił się również do drugiego z zarzutów skarżącej, stwierdzając, że nie przedstawiła ona argumentów, dlaczego obliczenie średniej ceny sprzedaży na podstawie paragonów z większej liczby dni dałoby inny wynik. Uznał też za niewiarygodne i sprzeczne z rozporządzeniem Ministra Finansów w sprawie kryteriów i warunków technicznych, którym muszą odpowiadać kasy rejestrujące, oraz warunków ich stosowania, ujmowania na paragonie fiskalnym sprzedaży jednej sztuki towaru, podczas gdy sprzedawano kilka.

Organowi znany był obrót we wcześniejszych okresach, nie podważał bowiem wcześniejszych deklaracji podatniczki

Podatniczka wniosła skargę kasacyjną, którą 28 listopada 2018 r. NSA uznał za zasadną. Przychylił się do zarzutu błędnego przyjęcia przez organy braku podstaw do dokonania oszacowania wg metod wskazanych w art. 23 § 3 Ordynacji podatkowej, z tego tylko powodu, że nie przeprowadzono wcześniej kontroli i nie określono wysokości obrotów za wcześniejsze okresy u tej podatniczki. NSA, przywołując głos orzecznictwa, stwierdził, iż: „…brak kontroli za poprzednie okresy rozliczeniowe nie jest wystarczający, aby stwierdzić, że obroty uzyskane przez podatnika w poprzednich okresach rozliczeniowych nie są znane, jeżeli obroty te zostały zadeklarowane, a organ podatkowy nie podważył opartego na nich rozliczenia podatkowego. Z art. 23 § 3 pkt 1) o.p. nie wynika, że obroty „znane” to obroty, których wysokość została zweryfikowana przez organy podatkowe” (sygn. akt II FSK 3326/16).

Lekcja prawa podatkowego

NSA w swoim wyroku zwrócił uwagę, że w czasie wydawania decyzji przez organy obowiązywał art. 23 § 4 O.p., który wyraźnie stanowił, iż organ podatkowy może stosować inne metody oszacowania niż wskazane w § 3, tylko w szczególnie uzasadnionych przypadkach. Ustawodawca nałożył więc na organy obowiązek bardzo starannego wyboru metody szacowania podstawy opodatkowania. Niedopełnienie tego obowiązku nie pozwoli zrealizować celu szacowania, o którym stanowi § 5 tego artykułu, czyli określenia podstawy opodatkowania w wysokości zbliżonej do rzeczywistej podstawy opodatkowania.

Naruszenie zasady prawdy obiektywnej

Związany wykładnią sądu kasacyjnego Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi uchylił decyzje organów, przyznając, że rację miała skarżąca, zarzucając im odrzucenie możliwości zastosowania priorytetowej – w świetle Ordynacji podatkowej – metody szacowania, bez należytego uzasadnienia. Niedokonanie kontroli w poprzednich okresach rozliczeniowych nie oznacza, że obroty dokonane przez podatniczkę w tych okresach nie są organom znane, skoro nie podważyły one złożonych przez nią za te wcześniejsze okresy rozliczeń.

WSA przywołał w swoim wyroku wszystkie wskazane przez NSA błędy organów, dotyczące wybiórczej oceny materiału dowodowego czy uśredniania cen grup asortymentowych, zamiast poszczególnych towarów. W zakończeniu uzasadnienia swojego wyroku powtórzył również pouczenie sądu wyższej instancji, że brak jest uzasadnionych przyczyn, dla których organy nie zastosowały drugiej ze wskazanych w art. 23 § 3 O.p. metod – metody porównawczej zewnętrznej. Polega ona na porównaniu wysokości obrotów w innych przedsiębiorstwach prowadzących działalność w podobnych warunkach i o podobnym zakresie.

„W ocenie sądu, oparcie wyliczeń tylko na wybranych dokumentach oznacza brak wszechstronnego i wyczerpującego rozpatrzenia materiału dowodowego. Skutkuje to ustaleniem, że organy podatkowe naruszyły zasadę prawdy obiektywnej, określoną w art. 122 O.p., której realizacji służy ustanowiony w art. 187 § 1 O.p. obowiązek organów podatkowych zebrania i w sposób wyczerpujący rozpatrzenia całego materiału dowodowego. (…) Odstąpienie od zastosowania tej metody (porównawczej – przyp.) może uzasadniać ustalenie, iż brak jest podmiotów, z których obrotami można wiarygodnie porównać obroty podatnika, nie zaś okoliczność, że nie zebrano danych w tym zakresie. Trudno zaś przyjąć, że w dużym mieście w okolicy, gdzie skarżąca prowadzi działalność gospodarczą, nie ma innych sklepów, w których sprzedawane są artykuły spożywcze, napoje, alkohole i papierosy” (sygn. akt I SA/Łd 124/19).

Licencja na zarabianie

Dlaczego organy nie stosują się do wskazań ustawy, która im właśnie powinna być najlepiej znana, i dokonują samodzielnego wyboru sposobu określenia podstawy opodatkowania? Bo „mogą”, przynajmniej do czasu poddania takiego postępowania organów kontroli sądu. Poza tym, gdyby podatniczka nie skorzystała z pomocy doradcy podatkowego, prawdopodobnie zgodziłaby się z wolą organu. Trzeba pamiętać, że podatki stanowią źródło dochodów Skarbu Państwa, na którego straży organy podatkowe stoją. A swoboda oszacowania pozwala na większą swobodę w wymiarze opodatkowania.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

50-proc. wzrost sektora elastycznej powierzchni biurowej w CEE do 2022 roku

– Według firmy Colliers do 2022 r. 750 tys. pracowników biurowych z regionu EMEA będzie pracowało w elastycznych powierzchniach biurowych –

W najbliższych latach fenomenalny wzrost sektora „flex” nie powinien zwolnić tempa. W regionie EMEA do 2022 roku przybędzie 50% elastycznej powierzchni biurowej, a liczba zajmujących ją pracowników wzrośnie do 750 tys. – wynika z danych Colliers International oraz opracowanego przez firmę raportu „Flexible Workspace Outlook Report 2019”.

Liczba operatorów elastycznych powierzchni biurowych w całej Europie wzrosła przez ostatnie cztery lata o 135%, natomiast liczba elastycznych centrów coworkingowych aż o 205%. Z uwagi na niesłabnące zapotrzebowanie na elastyczne powierzchnie ze strony najemców, badania Colliers wskazują, że popyt może ponownie podwoić się w ciągu najbliższych trzech lat w głównych miastach Europy. Spośród 22 głównych miast europejskich przeanalizowanych przez Colliers International, w ośmiu podaż elastycznej powierzchni biurowej podwoi się. Największy wzrost spodziewany jest między innymi w Berlinie, Bukareszcie, Monachium i Pradze.

— Rozwój sektora flex może mieć ogromny wpływ na wszystkie rynki regionu EMEA, gdzie obecnie stanowi on średnio 1,5 procenta całkowitego rynku powierzchni biurowych — mówi Tom Sleigh, dyrektor ds. doradztwa w zakresie elastycznych powierzchni biurowych i usług dla najemców w regionie EMEA. — Przewidujemy na przykład, że podaż elastycznej powierzchni biurowej w Londynie będzie się szybko zwiększała przez kolejne lata, by w 2022 roku stanowić już 10 procent rynku. To oznacza, że za trzy lata około 300 tys. pracowników biurowych w tym mieście może pracować w nowych, elastycznych przestarzeniach biurowych.

Raport firmy Colliers pokazuje jak właściciele nieruchomości odpowiadają na zmiany zachodzące na rynku. Część z nich, zwłaszcza w Londynie, tworzy własne elastyczne biura, jak na przykład L&G ze swoim Capsule, LandSec uruchamiający Myo czy British Land z ofertą Storey Club. Jednocześnie coraz więcej wynajmujących decyduje się na współdzielenie ryzyka i korzyści, realizując przedsięwzięcia typu joint venture z operatorami z większym doświadczeniem i sukcesami, szczególnie tymi, którzy mogą skusić najemców dodatkowymi udogodnieniami i atmosferą.

— Pomimo małej ilości niewynajętych powierzchni na londyńskim rynku biurowym, najemcy oczekują większej elastyczności i udogodnień. To sprawia, że wynajmujący zmieniają strategię, wprowadzając własne marki coworkingowe, albo wchodzą we współpracę z profesjonalnymi operatorami. Pojawiają się zatem dodatkowe możliwości dla poszukujących elastyczności najemców. Rosnąca oferta i różnorodność elastycznych powierzchni biurowych oznaczają większy wybór dla najemców, co powinno przekładać się na większe obłożenie, zwłaszcza w przypadku dużych korporacji, które aktywnie korzystają z zalet płynących z elastycznych rozwiązań — wyjaśnia Tom Sleigh.

— Coraz bardziej popularne podejście do powierzchni biurowej jako usługi, a nie produktu, jest chyba najważniejszym czynnikiem napędzającym popyt na elastyczne powierzchnie. U źródła tego podejścia znajduje się orientacja na klienta, dzięki której elastyczne przestrzenie biurowe jeszcze przez długi czas będą zmieniały krajobraz rynku.

Głośno mówi się jednak także o obawach związanych z nadmiernym wzrostem sektora flex. Najemcy z niektórych branż z niechęcią podchodzą do forsowania idei coworkingu, szczególnie w obliczu możliwego spowolnienia gospodarczego i malejącego wzrostu zatrudnienia.

Damian Harrington, dyrektor działu badań w regionie EMEA w Colliers podsumowuje: — Wyraźnie widać dynamiczny wzrost niszy elastycznych powierzchni biurowych od 2001 roku pod względem liczby lokalizacji, oferowanej powierzchni czy liczby operatorów działających w Europie. Jednak nawet w górnej części skali całkowity udział tych powierzchni w rynku biurowym ogółem jest znikomy, co sugeruje, że sektor ten nie rozwinął się jeszcze ponad miarę i nadal istnieją dla niego perspektywy wzrostu.

— Polski rynek elastycznych powierzchni biurowych rośnie w ogromnym tempie. W Warszawie sektor ten stanowił około 13% popytu w 2018 roku. Warszawa oferuje niemal 195 tys. m kw. powierzchni coworkingowej. Liderem warszawskiego rynku jest WeWork. Firma posiada pięć lokalizacji liczących w sumie prawie 40 tys. m kw. i zapowiada otwarcie pięciu nowych w ciągu półtora roku. Regus działa na polskim rynku od ponad dekady i aktualnie dysponuje 24 tys. m kw. w 17 miejscach w Warszawie. Są również obecni w innych dużych miastach w kraju — mówi Michał Mierzwa, ekspert w Dziale Powierzchni Biurowych Colliers International w Polsce.

— Elastyczne przestrzenie biurowe stanowią alternatywę dla najmu długoterminowego zarówno dla młodych przedsiębiorców, startupów i freelancerów, a coraz częściej także dla korporacji. W samej Warszawie operatorzy elastycznych powierzchni wynajęli 107 tys. m kw., z czego większość (75%) powierzchni znajduje się w okolicach centrum, gdzie obecnie najemcom trudno jest znaleźć lokale biurowe. Współczynnik niewynajętych powierzchni w Warszawie jest obecnie najniższy od III kw. 2012 roku. Powstała luka podażowa, sprzyjająca wynajmującym, utrzyma się do 2020 lub 2021 roku. Wynajem elastycznych powierzchni biurowych jest obecnie jednym z najlepszych sposobów na znalezienie biura w centrum Warszawy, dopóki na rynek nie dotrze nowa fala podaży — dodaje Michał Mierzwa.

Wyborcza Europa i polscy bezrobotni

W cieniu wyników wyborów do Parlamentu Europejskiego ujrzeliśmy dane na temat stopy bezrobocia w Polsce. Po raz kolejny oglądamy najniższy wynik od czasu przemian ustrojowych i końca fikcji pełnego zatrudnienia. Wszystko wskazuje, że nie będzie to ostatni raz w tym roku.

Polski pejzaż powyborczy

Obecnie w mediach najczęściej komentowanym wydarzeniem jest wynik wczorajszych wyborów. Jednak na rynkach walutowych rezultat głosowania na razie nie odbił się szerokim echem. Zwycięstwo partii rządzącej było przewidywalne i widoczne w przedwyborczych sondażach, które zwyczajowo były delikatnie odchylone na korzyść liberałów (w porównaniu do ostatecznego osiągnięcia). Na kursie złotego właściwie nie widać reakcji. Na uwagę i status największego zaskoczenia zasługuje bardzo wysoka (jak na wybory do europarlamentu) frekwencja, która pokazuje, że coraz bardziej interesujemy się polityką i jej wpływem na życie zwykłego obywatela.

Wybory w Europie

Pewną niespodzianką są wysokie wyniki formacji skrajnie antyeuropejskich. Jednak jeśli przyjrzeć się bliżej lokalnym scenom politycznym, nie było to czymś wcześniej zupełnie nieprzewidywalnym. Ruchy te od dawna rosły w siłę, a europejskie głosowanie tylko potwierdziło kierunek zmian. Prawdziwym testem dla tych ugrupowań okażą się krajowe wybory parlamentarne. W Wielkiej Brytanii Partia Brexitu z wygraną na poziomie 31,7% jest dobrym przykładem i pokazuje jasno, że emocje mogą być dopiero przed nami, a obecny spadkowy ruch funta prawdopodobnie będzie kontynuowany. Z drugiej strony, pomimo tak dobrego wyniku, politycy są świadomi, że za partiami pro-Brexitowymi wcale nie stoi większość wyborców. Należy pamiętać, że formacje te dodatkowo różnią się wizją opuszczenia UE.

Pozytywny rekord bezrobocia

Zgodnie z oczekiwaniami poziom braku zatrudnienia w Polsce spadł do 5,6%, ustanawiając kolejny najniższy rezultat od początku transformacji. W ciągu roku stopa bezrobocia obniżyła się o 0,7%. Biorąc pod uwagę czynniki sezonowe, najprawdopodobniej jeszcze w tym roku zobaczymy następne rekordy. Spadki nie są co prawda tak szybkie, jak w ostatnich latach, ale należy zwrócić uwagę, że 5 lat temu, kiedy bezrobocie wynosiło 14%, było zwyczajnie łatwiej obniżać je w szybszym tempie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Marki własne w dużej mierze decydują o sukcesie sklepów dyskontowych

Porównując udziały wydatków nabywców na zakupy produktów  sprzedawanych pod markami własnymi zauważalne są duże dysproporcje pomiędzy poszczególnymi sieciami handlowymi. Biorąc pod uwagę dwie podstawowe kategorie towarów, czyli produkty spożywcze i chemiczno-kosmetyczne, największy udział wydatków na private labels osiągany jest w sklepach dyskontowych.

Dyskonty wiodą prym w markach własnych

Największe udziały wydatków na marki własne FMCG osiągają sklepy Lidl i Aldi, choć Biedronka ustępuje im tylko w niewielkim stopniu. W przypadku dwóch pierwszych sieci udziały te stanowią ponad 50 proc. Na taki stan rzeczy mają wpływ nie tylko znaczące udziały wydatków na private labels w kategorii art. spożywczych, ale także w kategorii produktów chemiczno-kosmetycznych szczególnie w sieci Aldi. Nieco niższe w porównaniu z sieciami Lidl i Aldi udziały w całości oferty FMCG mają marki własne w Biedronce. W kategoriach chemiczno-kosmetycznej i spożywczej stanowią niemal 45 proc. wydatków.

Dla porównania warto zaznaczyć, iż w innej liczącej się sieci, która również  jest właścicielem marek własnych, czyli Tesco, odsetek wydatków na artykuły sprzedawane pod marką własną wynosi od 11 proc. w przypadku kategorii chemiczno-kosmetycznej do 17 proc. w kategorii spożywczej.

75% nabywców przegląda gazetki reklamowe

Kolejnym ważnym narzędziem marketingowym w walce o klienta są gazetki reklamowe. Ponad ¾ nabywców przegląda gazetki reklamowe sieci sklepów detalicznych. Wśród tych osób zdecydowanie najpopularniejszą gazetką reklamową jest gazetka sieci Biedronka czytana przez 72 proc. nabywców. Po wydawnictwo Rossmanna sięga już zdecydowanie mniej osób, bo 31 proc., a Lidla 29 proc. – Zdecydowanie najważniejszym źródłem informacji o promocjach są gazetki reklamowe sieci sklepów, niemal 60 proc. nabywców deklaruje, że robi według nich zakupy przynajmniej od czasu do czasu. Wciąż szeroko rozumiana promocja cenowa odgrywa dla polskich nabywców ogromną rolę i na tego rodzaju promocje są najbardziej podatni. Dlatego dalsza inwestycja w gazetki promocyjne może mieć największy wpływ na zwiększenie świadomości oferty produktowej i promocyjnej sieci sklepów – komentuje Renata Twardowska, ekspertka GfK w dziale Consumer Panels & Services.

Rossmann liderem w kontekście aplikacji mobilnej

Innym ważnym narzędziem, które będzie zyskiwało na znaczeniu w komunikacji z konsumentami, jest aplikacja mobilna. Z aplikacji mobilnych korzysta obecnie 13 proc. ogółu nabywców, a zdecydowanym liderem w docieraniu z własnymi treściami jest Rossmann, którego aplikacja jest zainstalowana i wykorzystywana przez 90 proc. osób deklarujących korzystanie z aplikacji sieci handlowych.

Synerise otwiera biuro regionalne w Madrycie, celem rozwój w Hiszpanii i Ameryce Łacińskiej

Synerise, dostawca platformy AI Growth Cloud, wspomagającej rozwój firm przez analizę i interpretację danych o klientach z pomocą sztucznej inteligencji, rozpoczął pierwsze wdrożenia dla klientów w Hiszpanii oraz planuje ekspansję w kierunku Ameryki Łacińskiej.

Synerise otwiera biuro regionalne w MadrycieOrange España, drugi największy dostawca usług telekomunikacyjnych na rynku regionalnym, został jedną z pierwszych hiszpańskich marek, które zdecydowały się zastosować Synerise AI Growth Cloud. Nastąpiło to po udanym wdrożeniu na innych rynkach, w tym w Polsce. Synerise wspomoże hiszpański oddział Orange w transformacji cyfrowej, m.in. umożliwiając personalizację oferty dla klientów w czasie rzeczywistym, dzięki technologii opartej na sztucznej inteligencji i zaawansowanej analityce.

Uczestnictwo Synerise w DES2019, jednym z największych na świecie wydarzeń technologicznych, połączone zostało z otwarciem biura regionalnego w Madrycie. Będzie nim kierować Tomasz Smardzewski, manager ds. transformacji cyfrowej z długoletnim doświadczeniem w pracy nad innowacyjnymi technologiami personalizacji dla światowych marek.

„Współczesne marki muszą dopasować się do trendów technologicznych by przetrwać, dlatego też wykorzystanie sztucznej inteligencji w działaniach zwiększających lojalność klienta będzie priorytetem na najbliższe lata. Pracując na wielu rynkach zauważyliśmy, że Hiszpania, a dalej Ameryka Łacińska, szybko dopasowuje się do nowego paradygmatu w biznesie – hiper-personalizacji, czyli budowania spersonalizowanego doświadczenia klienta w wielu obszarach, wielu kanałach, a przede wszystkim w czasie rzeczywistym”, mówi Tomasz Smardzewki, który koordynuje również zaawansowany kurs zarządzania w obszarze sprzedaży cyfrowej (Senior Management Program in Digital Sales) w ESIC Business & Marketing School przy instytucie ICEMD.

Jestem pełen optymizmu w związku z ostatnimi wydarzeniami na arenie międzynarodowej ekspansji Synerise. Długo oczekiwane otwarcie biura w Madrycie i utworzenie zespołu regionalnego nie tylko skonsoliduje naszą obecność na rynku hiszpańskim, z dużymi wdrożeniami dla liderów handlu detalicznego, e-commerce i telekomunikacji, ale także wzmocni lokalne partnerstwo strategiczne z Nae w Hiszpanii i całym regionem Ameryki Łacińskiej. Nasze zespoły sprzedażowe pracują równocześnie w Kolumbii, Meksyku, Kostaryce i Brazylii” – komentuje Krzysztof Blusz, Global Expansion Director Synerise.

Kraje hiszpańskojęzyczne rozwijają się dynamicznie zarówno w obszarze automatyzacji marketingu, jak i zaawansowanej analityki biznesowej. Rynek sztucznej inteligencji w Hiszpanii i Ameryce Łacińskiej przeżywa szybki wzrost. Prognozuje się, że tylko w Hiszpanii do 2035 r. przyniesie on 189 miliardów dolarów zysku (wartość dodana brutto). W Brazylii wartość ta przekroczy 350 miliardów dolarów.

Partnerstwo strategiczne Nae i Synerise idealnie zgrywa się z naszymi ambicjami, aby wpłynąć na rynki i obszary biznesu zarówno w krajach, w których już jesteśmy mocno obecni, jak i w nowych regionach, czego przykładem może być ostatnie wdrożenie w Brazylii. Odpowiadając na wszystkie wyzwania każdej nowoczesnej marki i firmy poprzez unikalną kombinację najnowszych technologii AI i przełomowego doradztwa sprawia, że oferta Synerise jest tak atrakcyjna” – dodaje Cristóbal Escoda, CEO Nae.

Biuro Synerise w Madrycie jest drugą siedzibą zagraniczną otwartą w tym roku, zaraz po Dubaju (Zjednoczone Emiraty Arabskie).

Przedsiębiorstwa produkcyjne Nowoczesnej Gospodarki zatrudniają więcej niż sektor usługowy

W I kw. 2019 r. po raz pierwszy od III kw. 2017 r. dynamika wzrostu zatrudnienia w firmach produkcyjnych Nowoczesnej Gospodarki była większa niż w usługowych. Głównie za sprawą dużych przedsiębiorstw, które w porównaniu do analogicznego okresu 2018 r. przyjęły do pracy o 6,16 proc. więcej osób.

Raport ADP Polska: „Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce w Q1 2019”, uwzględniający „Informację o sytuacji społeczno-gospodarczej kraju w I kwartale 2019 r.” Głównego Urzędu Statystycznego.

Przedsiębiorstwa Nowoczesnej Gospodarki wciąż zatrudniają więcej niż ogół rynku. Z danych ADP Polska, wiodącego dostawcy rozwiązań do zarządzania kapitałem ludzkim, wynika, że innowacyjne firmy korzystające z nowoczesnych rozwiązań i outsourcingu w I kw. 2019 r. zatrudniły o 5,77 proc. więcej pracowników niż w analogicznym okresie 2018 r. Ogół rynku natomiast zwiększył zatrudnienie o 3,1 proc. w porównaniu do I kw. 2018 r. (wg Głównego Urzędu Statystycznego).

Koniec ubiegłego roku wskazywał na wyhamowanie dynamiki wzrostu zatrudnienia zarówno ogółu rynku, jak i w firmach Nowoczesnej Gospodarki. Po raz kolejny jednak potwierdziło się, że początek roku to czas wdrażania nowych strategii kadrowych, a co za tym idzie dodatkowych budżetów na działania rekrutacyjne. Niemniej jednak w obliczu niskiej stopy bezrobocia, która w marcu osiągnęła poziom 5,9 proc., pracodawcy mają coraz większą trudność nie tylko z pozyskaniem nowych pracowników, ale również z ich utrzymaniem. Z kwartału na kwartał rosną oczekiwania pracowników, którzy coraz aktywniej poszukują dla siebie nowych, lepszych rozwiązań, np. licytując warunki pracy. W wyniku tego pracodawcy muszą dynamicznie odpowiadać na potrzeby kadr, kładąc większy nacisk na przestrzegania work-life balance, czy zwiększając pakiet benefitów – ocenia Anna Barbachowska, Szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Produkcja zatrudnia więcej niż usługi

Co ciekawe, wyniki raportu wyraźnie wskazują, że za dobry wynik odpowiadają głównie produkcyjne firmy Nowoczesnej Gospodarki. W I kw. 2019 r., pierwszy raz od półtora roku, dynamika wzrostu zatrudnienia w firmach usługowych była mniejsza niż w produkcyjnych. W okresie styczeń-marzec 2019 r. sektor usługowy zatrudnił o 5,68 proc. więcej pracowników niż w I kw. 2018 r. Wyższą o 0,27 pproc. dynamikę wzrostu zatrudnienia odnotowano natomiast w przedsiębiorstwach produkcyjnych (+5,95 proc. vs I kw. 2018 r.). Istotny udział w wzroście zatrudnienia w sektorze produkcyjnym miały firmy zatrudniające ponad 500 pracowników (+6,16 proc. vs I kw. 2018 r.), które niezmiennie od III kw. 2018 r. utrzymują tendencję wzrostową.

– Na przewagę sektora produkcyjnego Nowoczesnej Gospodarki nad usługowym, obserwowaną w I kw. 2019 r., mogły wpłynąć dwa czynniki. Z jednej strony, duże firmy usługowe w obliczu niedoboru pracowników stawiają na innowacyjne rozwiązania z zakresu automatyzacji i robotyzacji pracy, ograniczając tym samym zapotrzebowanie na nowych pracowników. Z drugiej natomiast, obserwujemy dynamiczny wzrost zatrudnienia w dużych przedsiębiorstwach produkcyjnych, które znacznie lepiej niż małe firmy produkcyjne radzą sobie z odpływem na Zachód pracowników z Ukrainy. Wynika to przede wszystkim z możliwości operacyjnych większych przedsiębiorstw, mogących w obliczu trudnej sytuacji na rynku przyciągać pracowników atrakcyjniejszą ofertą płacową i bogatszym pakietem benefitów – ocenia Anna Barbachowska, Szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki

Firma ADP Polska, wiodący dostawca rozwiązań do zarządzania kapitałem ludzkim, aby obiektywnie ocenić kondycję firm Nowoczesnej Gospodarki, wprowadził do swojego raportu Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki. Bazuje on na analizie różnicy w poziomie zatrudnienia w przedsiębiorstwach Nowoczesnej Gospodarki i ogółu rynku. Dane do obliczenia wskaźnika otrzymywane są w wyniku analizy ADP oraz Głównego Urzędu Statystycznego. Wartość bazowa wskaźnika, wynosząca 100 przypadła na 1. stycznia 2019. Różnica w pierwszym kwartale roku wyniosła 2,67 pkt, co oznacza, że Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki na I kw. 2019 osiągnął poziom 102,67 pkt.

Dlaczego warto pracować z doradcą kredytowym?

Dlaczego warto pracować z doradcą kredytowymPodjęcie decyzji o wzięciu kredytu hipotecznego jest decyzją na wiele lat. Nie można jej zatem pozostawiać przypadkowi. Zanim zdecydujemy się na konkretną ofertę, warto przemyśleć to kilka razy. Wybór nieodpowiedniego banku może nas kosztować nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych, które moglibyśmy zaoszczędzić w innej placówce. Co zrobić, by wybrać najlepszy kredyt?

Prawda jest taka, że większość z nas jest zapracowana. Nie mamy zbyt wiele wolnego czasu, jednak w przypadku wyboru kredytu hipotecznego to właśnie czas jest kluczowy. Sprawdzenie wszystkich ofert wymaga cierpliwości i skrupulatności, a także sporej wiedzy na temat kredytów hipotecznych. Nie musimy tego jednak robić samodzielnie. Możemy sobie z tym poradzić znacznie szybciej, podejmując współpracę z doradcą kredytowym.

Wybór kredytu hipotecznego

Przy wyborze banku oraz kredytu hipotecznego pomoc doradcy kredytowego niekiedy okazuje się niezbędna. Z pewnością wielu z nas będzie w stanie samodzielnie odszukać najlepszą ofertę, jednak wymaga to poświęcenia ogromnej uwagi. Konieczne będzie sprawdzenie wszystkich ofert i porównanie ich ze sobą. Wymaga to wizyty w każdym banku, sprawdzenia tam swojej zdolności kredytowej i uzyskanie oferty dopasowanej do swoich potrzeb. Bez wątpienia zajmuje to wiele czasu. Mamy także drugą opcję. Możemy podjąć współpracę z doradcą kredytowym, który zrobi to za nas. Przygotuje kilka najlepszych ofert, a co najważniejsze – spotkanie będzie bezpłatne, ponieważ doradca kredytowy otrzymuje wynagrodzenie od banku, kiedy już pomoże nam uzyskać kredyt hipoteczny.

By poznać więcej szczegółów dotyczących współpracy z doradcą kredytowym, zajrzyj na: https://malychabusinessfinance.com/.

Formalności dotyczące kredytu hipotecznego

Formalności, które musimy dopełnić w procesie starania się o kredyt hipoteczny są naprawdę ogromne. Jednak podejmując współpracę z doradcą kredytowym możemy liczyć także na wsparcie w zakresie wypełniania wszelkich dokumentów. Zachęci nas on do złożenia więcej niż jednego wniosku. Dzięki temu zostaniemy zabezpieczeni, a ekspert kredytowy będzie miał większe pole do popisu podczas negocjacji.

Po złożeniu wniosków przychodzi czas na analizę kredytową. Zazwyczaj składa się z czterech kroków. Pierwszym z nich jest sprawdzenie dokumentów pod względem ich kompletności, ważności oraz poprawności wypełnienia. Następnie wykonywana jest analiza finansowo-osobista, w czasie której weryfikowana jest zdolność kredytowa. Następnie przychodzi czas na aspekty prawne, czyli akceptację wniosku pod względem regulacji obowiązujących w wybranym banku. Na końcu następuje wycena nieruchomości, gdzie bank określa stan techniczny oraz wartość nieruchomości.

Jak wybrać doradcę kredytowego?

Wybór profesjonalnego doradcy kredytowego nie jest łatwy, jednak warto poświęcić nieco czasu i uwagi, by znaleźć osobę godną zaufania. Najlepszym źródłem opinii na ten temat są z pewnością znajomi lub informacje w Internecie. Warto pamiętać, że dzisiaj doradcą kredytowym nie może zostać każdy. Musi to być osoba posiadająca zezwolenie od Komisji Nadzoru Finansowego, która została wpisana do rejestru doradców. Więcej informacji na ten temat dostępnych jest na: https://malychabusinessfinance.com/kredyt-hipoteczny-krok-kroku/.

Usługi opieki domowej – przyszłość starzejącego się społeczeństwa?

W Polsce rośnie odsetek ludzi w podeszłym wieku, w tym takich, którzy wymagają stałej opieki. Równocześnie nasze społeczeństwo staje się coraz bardziej majętne, przez co popularność zyskuje zlecanie firmom z zewnątrz nie tylko samego prowadzenia domu, ale również kompleksowej opieki nad starszymi i schorowanymi. Na czym polegają tak zwane usługi opieki domowej? Na to pytanie odpowiada Mariusz Hoszowski, prezes firmy Smart Work.

Mariusz Hoszowski -  Prezes firmy Smart Work
Mariusz Hoszowski –  Prezes firmy Smart Work

Polska posiada jedno z najszybciej bogacących się, lecz również i starzejących społeczeństw w Europie. W konsekwencji, z roku na rok rośnie liczba osób starszych i schorowanych, potrzebujących stałej opieki. Jak mówi Mariusz Hoszowski, prezes firmy Smart Work, z racji niewystarczających pokładów czasowych oraz trudności fizycznych, jak i psychologicznych, często tego typu pomoc staje się zadaniem ponad siły krewnych, co powoduje wzrost popytu na usługi specjalistycznej opieki nad osobami starszymi: „Ze względu na zachodzące procesy ekonomiczne i społeczne w Polsce, zauważalny jest bardzo dynamiczny rozwój usług opieki domowej. Dzięki nim klienci odciążani są od obowiązków związanych z pełnoetatową troską o osoby starsze lub z samym utrzymywaniem domu. Co więcej osoby starsze, kwalifikujące się do umieszczenia w domu opieki społecznej, nie muszą spędzać tam reszty życia. Opiekunowie zapewniają im kompleksową pomoc w ich własnych czterech ścianach, unikając przy tym stresu związanego ze zmianą miejsca zamieszkania.”

Alternatywa dla samotności

Opieka domowa jest doskonałą alternatywą dla ośrodków opiekuńczych dzięki możliwości dopasowania harmonogramu oraz warunków współpracy do wymagań seniora lub chorego. Dostarczani opiekunowie mogą wykonywać indywidualnie dopasowane zadania, bez potrzeby stałego zakwaterowania – choć takie rozwiązanie jest również możliwe. Ale czy powyższe usługi wykonywane w Polsce polegają na tym samym, co w Niemczech? „Usługi opieki domowej wykonywane z powodzeniem od wielu lat na Zachodzie nie odbiegają praktycznie od tych, które oferowane są aktualnie w Polsce. Jako, że jesteśmy jednym z państw z najniższym wskaźnikiem dzietności na świecie, obserwowane zmiany demograficzne wskazują na drastyczny wzrost ilości osób u progu starości, co w połączeniu z bogaceniem się naszego społeczeństwa daje podstawy do zwiększenia intensywności rozwoju rynku produktów oraz komercyjnych usług skierowanych do starszych osób.” – wyjaśnia Mariusz Hoszowski.

Opieka domowa – zakres obowiązków

Co konkretnie wchodzi w zakres opieki domowej? „Temat jest bardzo szeroki, ponieważ zależy od indywidualnych potrzeb lub schorzeń podopiecznego. Najczęściej wykonywanymi usługami w ramach opieki domowej jest pomoc w gospodarstwie domowym, czyli na przykład robienie zakupów, sprzątanie mieszkania, przygotowywanie posiłków, pranie, prasowanie lub po prostu umilanie czasu podopiecznemu w formie rozmów, czytania gazet lub wychodzenia na spacery. Rozwiązywane są także problemy z codziennymi formalnościami, takimi jak odbieranie dokumentów lub wysyłanie poczty. W przypadkach wymagających większego doświadczenia i zaangażowania, obowiązkiem opiekuna jest kontrolowanie zawartości apteczki, podawanie leków, pomoc w utrzymywaniu higieny osobistej oraz pomoc doraźna w formie dyżurów nocnych lub w nagłych przypadkach takich jak powrót chorego ze szpitala.” – mówi Mariusz Hoszowski.

Usługi opieki domowej świadczone są przez kadrę opiekuńczą, którą najczęściej stanowią kobiety w przedziale wiekowym od 40 do 60 lat. Jak wyjaśnia prezes firmy Smart Work, jest to związane przede wszystkim z dotychczasowym doświadczeniem życiowym takich kobiet, kwalifikacjami, umiejętnościami oraz gotowością do podjęcia określonych działań, pozwalających na pracę z osobami wymagającymi fachowej opieki oraz na zaangażowanie w ich codzienne funkcjonowanie – „Opieka domowa wymaga dużej odpowiedzialności oraz ciągłego kontaktu z podopiecznym, co wiąże się z trudnościami zarówno fizycznymi, jak i psychicznymi – i często sama pracowitość i empatia nie są tu wystarczające. Dlatego też więcej młodych osób jest chętnych do podjęcia się opieki tylko nad domem, niż nad osobą starszą.”

Rosnąca dysproporcja między grupą osób starszych a młodych w Polsce zdaje się wskazywać na perspektywy rozwoju dla nowego, popularnego zawodu – opiekuna osób starszych. Potwierdza to również Prezes firmy Smart Work: „Patrząc na sytuację na zachodzie Europy (zwłaszcza w Niemczech) i ogromny deficyt siły roboczej w branży opieki domowej w tamtych rejonach można śmiało twierdzić, iż popyt na usługi będzie bardzo dynamiczne rósł. Dzięki świadomości prawidłowego wykonywania zadań przez opiekuna, ale również zwiększającej się zamożności społeczeństwa przy jednoczesnym codziennym zapracowaniu i zabieganiu, rodziny będą coraz częściej sięgać po zewnętrzną, fachową pomoc do opieki nad seniorami.”

Czy branża telekomunikacyjna jest gotowa na wdrożenie technologii 5G?

Vertiv oraz firma analityczna 451 Research zaprezentowali raport na temat obecnej sytuacji dotyczącej wdrażania technologii komunikacji mobilnej w standardzie 5G. Uczestnicy badania, w tym firmy telekomunikacyjne działające w Polsce, byli bardzo optymistycznie nastawieni do perspektyw biznesowych niesionych przez technologię 5G i konsekwentnie realizują przyjęte wcześniej plany jej wdrożenia: 12% operatorów spodziewa się wdrożyć usługi 5G w 2019 r., a kolejne 86% zakłada, że stanie się to do 2021 r.

Według ankietowanych pierwsze usługi 5G będą naturalnym rozwinięciem i rozszerzeniem istniejących usług transmisji danych (96%) oraz umożliwią świadczenie nowych usług konsumenckich (36%). Około jedna trzecia respondentów (32%) spodziewa się, że utrzymana zostanie obsługa istniejących usług dla przedsiębiorstw, a 18% twierdzi, że spodziewa się pojawienia nowych tego typu usług.

Wraz z rozwojem sieci 5G i zwiększaniem jej zasięgu stanie się ona kluczowym czynnikiem dla zastosowań technologii przetwarzania na krawędzi sieci (edge computing), które wymagają transmisji danych o wysokiej przepustowości i niskiej latencji. Znajdą one zastosowanie w takich dziedzinach jak wirtualna i rozszerzona rzeczywistość, przesyłanie materiałów wideo o wysokiej rozdzielczości ultra HD i HD, cyfrowa opieka zdrowotna oraz inteligentne domy, budynki, fabryki i miasta.

Jednak, aby zilustrować skalę wyzwania, większość respondentów (68%) nie spodziewa się osiągnięcia całkowitego pokrycia zasięgiem sieci 5G do 2028 r. lub nawet później. 28% twierdzi, że stanie się to do 2027 r., a tylko 4% – do 2025 r.

Przygotowując się do wdrożenia usług 5G, operatorzy telekomunikacyjni zwiększają liczbę wdrażanych stanowisk MEC (Multi-Access Edge Computing), dzięki którym możliwe będzie połączenie środowisk chmury obliczeniowej z urządzeniami komunikującymi się wyłącznie z wykorzystaniem technologii radiowej. 37% respondentów twierdzi, że już wdraża infrastrukturę MEC, jeszcze przed wdrożeniem sieci 5G, a kolejne 47% zamierza wdrożyć MEC wkrótce.

Wraz z rosnącą liczbą lokalizacji MEC i planami połączenia ich siecią 5G, do zapewnienia opłacalności całego projektu konieczne staje się umożliwienie zdalnego monitorowania sieci, której gęstość cały czas rośnie. W kontekście zdalnego zarządzania za najważniejszy element (55%) zostało uznane zarządzanie infrastrukturą centrum danych (Data Center Infrastructure Management, DCIM), zaś na kolejnym miejscu pojawiło się zarządzanie energią (49%). Znaczącą rolę będzie miało zdalne zarządzanie – raport sugeruje, że spowodowane przez 5G zagęszczenie sieci może wymagać od operatorów podwojenia w ciągu najbliższych 10-15 lat liczby lokalizacji zapewniających dostęp radiowy na całym świecie.

W ankiecie poproszono również respondentów, aby określili swoje plany dotyczące wyzwań związanych z energetyką – dziś i za pięć lat. Dziedzina ta będzie miała duże znaczenie, gdy sprawdzą się zapowiedzi, że 94% firm zwiększy pobór energii elektrycznej w wyniku korzystania z technologii 5G. Wśród najważniejszych ustaleń znalazły się:

  • Zmniejszenie konwersji napięcia przemiennego (AC) do stałego (DC) będzie nadal obszarem szczególnego zainteresowania, przy czym 79% respondentów twierdzi, że zagadnienie to ważne jest już dziś, zaś według 85% osób stanie się tak w ciągu najbliższych 5 lat.
  • W ciągu najbliższych pięciu lat powszechnie zaczną być stosowane nowe techniki chłodzenia. Nowatorskie metody są obecnie wykorzystywane przez 43% operatorów telekomunikacyjnych na całym świecie, a liczba ta ma wzrosnąć do 73% w ciągu 5 lat.
  • Postępuje wymiana akumulatorów kwasowo-ołowiowch (VRLA) na litowo-jonowe. Obecnie modernizacji dokonuje już 66% firm telekomunikacyjnych, a za 5 lat liczba ta ma wzrosnąć do 81%.

Wdrożenie technologii 5G będzie najtrudniejszym i wywierającym największy wpływ procesem usprawniania infrastruktury sieciowej, jakiego kiedykolwiek doświadczyła branża telekomunikacyjna – powiedział Brian Partridge, wiceprezes ds. badań w firmie 451 Research. – Skala tego wyzwania jest już powszechnie zauważana, podobnie jak potrzeba zapewnienia technologii i usług, których rentowność będzie zagwarantowana dzięki wydajnemu zarządzaniu coraz bardziej rozproszonymi sieciami i łagodzeniu skutków związanych ze zwiększonymi kosztami energii elektrycznej.

Dokument „Operatorzy dzielą się nadziejami i obawami branży: od kosztów energii po transformację związaną z przetwarzaniem brzegowym” zawiera wyniki szczegółowego badania przeprowadzonego wśród ponad 100 decydentów pracujących u globalnych operatorów telekomunikacyjnych, dotyczącego ich planów związanych z wdrożeniem technologii 5G. Przedstawiono także informacje o pierwszych usługach, które będą wykorzystywały sieć 5G oraz najważniejsze techniczne czynniki zapewniające sukces tej technologii.

Z treścią raportu można zapoznać się na stronie Vertiv.com/5Greport.

Czy wyniki eurowyborów wpłyną na rynki finansowe?

Czołowe partie proeuropejskie utrzymały wyraźną przewagę w europarlamencie (ok. 2/3 miejsc). Mieszanka eurosceptycznych i populistycznych ugrupowań może liczyć na ok. 28 proc. miejsc. To nieco mniej od obecnego stanu posiadania. Wynik wyborów może zatem delikatnie wesprzeć wycenę euro do innych walut.

Chociaż centroprawicowe i centrolewicowe koalicje utraciły kontrolę nad parlamentem (spadek do 44 proc. z 56 proc. w 2014 r.), to razem Liberałami (14 proc.) i Zielonymi (9 proc.) będą w stanie utrzymać politykę europejską na dotychczasowych torach. Stopniowa integracja strefy euro, kontynuacja polityki imigracyjnej, twarde stanowisko w sprawie brexitu, sprzeciw wobec protekcjonistycznej polityce handlowej USA oraz gotowość do nakładania sankcji na Rosję – paradygmaty w kwestiach gospodarczych powinny pozostać bez zmian. Oczywiście wzrost znaczenia sił liberalnych i Zielonych będzie utrudniał poszukiwanie konsensusu, ale nie doszło do radykalnego przetasowania układu sił.

Wyniki są zbliżone do oczekiwań, ale na przestrzeni tygodnia mogą być marginalnie pozytywne dla wspólnej waluty i europejskich rynków akcji. Nie powinien to być długotrwały impuls. To typowy rajd ulgi i okazja do korekty wyceny premii za ryzyko. Poza wyjątkowymi sytuacjami (Francja, Wielka Brytania) obserwowane jest bowiem zwycięstwo partii mainstreamowych i proeuropejskich. Przy najwyższej w historii frekwencji (51 proc.) pokazuje to, że eurosceptycyzm jest postawą pozostającą w mniejszości.

Gra o EBC

Dodatkowym elementem układanki, mającym długofalowe konsekwencje dla rynków finansowych, może okazać się dyskusja nad podziałem kluczowych stanowisk w Brukseli. Już jutro rozpoczną się rozmowy nad nominacjami m.in. na stanowisko szefa Komisji Europejskiej. Jeśli ta pozycja przypadnie Niemcowi (pod uwagę brany jest Manfred Weber), niemiecka kandydatura odpadnie z walki o fotel prezesa Europejskiego Banku Centralnego. Przypomnijmy, że z końcem października upływa kadencja Mario Draghiego.

Jeśli osoba z innego kraju niż Niemcy stanie na czele Komisji Europejskiej, z dużą dozą prawdopodobieństwa szefujący od 2011 roku Bundesbankowi Jens Weidmann może liczyć na przyjęcie kontroli w EBC. Weidmann znany jest z tzw. jastrzębich poglądów, czyli jest orędownikiem bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej. Przejawia się to np. niską tolerancją dla zagrożenia wyższą od celu inflacją, większą niechęcią do wspierania koniunktury za pomocą nieortodoksyjnych narzędzi takich jak utrzymywane od kilku lat ujemne stopy procentowe, czy skup aktywów. Warto zaznaczyć, że w erze Draghiego bilans banku osiągnął równowartość ponad 41 proc. PKB Eurolandu.

W przypadku objęcia sterów w EBC przez Weidmanna można oczekiwać dążenia do możliwie jak najszybszej normalizacji parametrów polityki. Szef Bundesbanku niewątpliwie widzi neutralny poziom kosztu pieniądza na wyższym pułapie niż obecnie urzędujący prezes.

Licytacja na obietnice mniej prawdopodobna

Na krajowym rynku złoty rano pozostaje stabilny blisko 4,29 za euro. Wynik jest delikatnie pozytywny dla złotego i rodzimych obligacji. Po pierwsze, zmniejsza polityczną niepewność przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi. Po drugie, wygrana PiS w wyborach do europarlamentu powinna umniejszyć ryzyko zwiększenia ekspansji fiskalnej w przygotowaniach do jesiennych wyborów parlamentarnych. Nie istnieje zatem groźba jeszcze znaczniejszego zwiększenia się potrzeb pożyczkowych w przyszłości. Wynik nie jest zaskoczeniem, więc złotego nie powinno tyczyć odreagowanie premii za ryzyko. Mimo to rozliczenia na koniec miesiąca mogą mieć większe znaczenie dla zmienności i jeśli sentyment rynkowy nie ulegnie istotnemu pogorszeniu, możemy zobaczyć umocnienie złotego po bezowocnych próbach jego osłabienia w połowie maja.

Autor: Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz w TMS Brokers

Sklepy coraz więcej promują i sprzedają napoje energetyczne

W tym roku sieci handlowe zwiększyły promocję napojów energetycznych o ponad 40%. Największy przyrost odnotowano w sklepach typu convenience – o blisko 80%. Nieco mniejszy wzrost zauważono w hipermarketach – ponad 77%. W dyskontach był on na poziomie prawie 67%. Spadek nastąpił tylko w supermarketach – o przeszło 14%. Tak wykazała analiza międzynarodowej firmy Hiper-Com Poland. Z danych rynkowych wynika, że sklepy nie tylko dużo promują, ale też coraz więcej sprzedają tego typu artykułów. Centrum Monitorowania Rynku (CMR) informuje, że energetyki są jednym z najczęściej kupowanych produktów w małoformatowych placówkach, mających do 300 m2. W całym ub. roku wystąpiły tam na prawie 4% paragonów. Na niemal co czwartym z nich nie było innych produktów.

napoje energetycznePorównując wyniki z I kwartału 2018 i 2019 roku, widać, że sieci handlowe zwiększyły promocję napojów energetycznych o 40,35%. Dla Marcina Lenkiewicza, wiceprezesa Grupy Mobilnej Qpony-Blix, tak duży wzrost nie jest zaskoczeniem. Ta kategoria produktowa wyraźnie się powiększyła o nowe warianty artykułów. Pojawiły się nieznane wcześniej smaki i opakowania, w tym m.in. limitowane edycje kultowych już napojów. Ponadto na rynek weszli kolejni producenci.

– Największy przyrost promocji zaobserwowaliśmy w sieciach typu convenience, bo aż na poziomie 79,66%. To jest najczęściej odwiedzany format przez głównych konsumentów napojów energetycznych. Wiele osób sięga po nie w drodze do pracy lub szkoły czy też w przerwie między zajęciami na uczelni – mówi Bartłomiej Domański, Data Analyst Manager z Hiper-Com Poland.

Zdaniem Marcina Lenkiewicza, sieć typu convenience to wręcz idealne miejsce dla producentów do prezentowania nowych wariantów smakowych przed roll-outem na cały rynek. Klienci odwiedzający takie sklepy mogą być bardziej zainteresowani napojami energetycznymi niż konsumenci korzystający z większych placówek.

– Sklepy nie tylko dużo promują, ale też coraz więcej sprzedają tego typu artykułów. Według naszych danych, energetyki są jednym z najczęściej kupowanych produktów w sklepach małoformatowych, mających do 300 m2. W całym ub. roku wystąpiły tam na prawie 4% paragonów. Na niemal co czwartym z nich nie było innych produktów. Nierzadko więc stanowiły jedyny powód wizyty w placówce – informuje Elżbieta Szarejko, analityk z Centrum Monitorowania Rynku (CMR).

Raport Hiper-Com Poland wykazał również, że hipermarkety i dyskonty zwiększyły zakres promocji o odpowiednio 77,20% i 66,67%. Jak podkreśla Bartłomiej Domański, do jednych i drugich sklepów klienci udają się na zaplanowane wcześniej zakupy. Mogą wkładać do koszyków całe zgrzewki energetyków, by mieć zapasy w domu lub w biurze. Niemniej tego typu artykuł raczej jest kupowany pod wpływem impulsu. Dlatego hipermarkety i dyskonty są w zestawieniu za kanałem convenience.

– Aktywność promocyjna zmniejszyła się jedynie w supermarketach, tj. o 14,39%. Trzeba wyraźnie jednak zaznaczyć, że to nie jest najbardziej typowy produkt dla tego formatu. A spadek wcale nie jest taki duży – z 396 do 339 promocji. Patrząc na same liczby, napoje te wciąż mają spory udział w gazetkach supermarketów – przekonuje Marcin Lenkiewicz.

Co ciekawe, w tym roku w styczniu i w lutym było ogółem zdecydowanie więcej promocji na rynku niż marcu. Według Bartłomieja Domańskiego, wyjaśnienie tego zjawiska jest proste. W samym środku zimy konsumenci częściej odczuwają brak energii, zwłaszcza o porankach, gdy jadą do pracy, a na dworze jest jeszcze ciemno. Chętnie sięgają wtedy po energetyki. Im bliżej wiosny, tym lepiej się czują i mniej myślą o napojach energetycznych. Sieci mogły dostrzec tę zależność i wykorzystać ją w br.

– Z danych wynika również, że od energetyków konsumenci nie oczekują już tylko pobudzającego działania, ale coraz częściej poszukują ciekawych smaków. W 2018 roku warianty smakowe odpowiadały za 19% wartości sprzedaży tej kategorii. Klienci chętnie sięgają też po napoje energetyzujące w wersji light, w której zredukowano zawartość cukru lub zastąpiono go inną substancją słodzącą – dodaje Elżbieta Szarejko.

Patrząc na pierwsze strony gazetek, widzimy, że w obu badanych okresach tylko sieci typu convenience promowały taki asortyment. I odnotowały przyrost na poziome blisko 52%. Z kolei supermarkety podniosły zerową liczbę promocji o prawie 10%. W opinii eksperta z Hiper-Com Poland, to naturalne, że format corner store zadziałał bardziej agresywnie, skoro produkt przyciąga klientów jak magnes do małoformatowych placówek.

– W zakresie pozostałych stron gazetek widać, że swoją aktywność promocyjną zwiększyły sieci typu convenience – o 10,04%, hipermarkety – o 8,24%, a także dyskonty – o 0,94%. W supermarketach odnotowano spadek o 2,43%. Mogło to być efektem przeniesienia części ofert z dalszych miejsc na front publikacji. Niewykluczone jest to, że format szuka najlepszej strategii na promowanie dynamicznie rozwijającej się kategorii – podsumowuje Marcin Lenkiewicz.