Program Energia Plus – zwolnienie z akcyzy, ujednolicony VAT, ulgi w podatku od nieruchomości

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii ma już konkretne propozycje dotyczące programu Energia Plus. Zmiany dotyczą ułatwień w rozwijaniu energetyki prosumenckiej na dużo większą skalę niż dotychczas.

Prosument, zgodnie z aktualną definicją ustawową, wytwarza w mikroinstalacji OZE energię elektryczną w celu jej zużycia na potrzeby własne, niezwiązane z wykonywaną działalnością̨ gospodarczą. Ewentualna sprzedaż dotyczy wyłącznie wygenerowanych nadwyżek tej energii ponad konsumowaną ilość.

Przygotowane rozwiązania umożliwiają rozszerzenie tej definicji na wszystkie kategorie odbiorców końcowych. Skorzysta nie tylko sektor mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, ale również gospodarstwa domowe, samorządy, instytucje publiczne – szkoły, szpitale, urzędy itp. Prosument OZE, choć może być np. przedsiębiorcą, to nie powinien jednak zawodowo zajmować się wytwarzaniem energii eklektycznej w celu jej dalszej odsprzedaży.

Kluczowym założeniem jest minimalizacja środków publicznych przekazywanych na poczet wspierania działalności prosumenckiej. Chodziło o to, aby zachęcić odbiorców końcowych do wytwarzania energii elektrycznej na własne potrzeby w inny sposób. Ma to się stać poprzez maksymalne uproszczenie procesu inwestycyjno-budowlanego, związanego z postawieniem mikro i małych instalacji OZE. Jednocześnie powinno się odchodzić od pomocy o charakterze operacyjnym w postaci różnego rodzaju dopłat czy subsydiów, które zachęcają do maksymalnej autokonsumpcji wytworzonej energii elektrycznej. Rozwiązania w dużej mierze prowadzą do coraz większego urynkowienia prosumenckich instalacji wykorzystujących OZE, co uwidaczniają też zachodnioeuropejskie trendy.

Zasadnicza część proponowanych rozwiązań, choć dotyczy małych i mikroinstalacji niezależnie od rodzaju OZE, w zasadzie dedykowana jest fotowoltaice. Ta kategoria OZE jest najmniej społecznie kontrowersyjna. Jest też najprostsza do zintegrowanego wykorzystania w różnych obiektach, niezależnie od odbiorców końcowych.

Program Energia Plus zakłada eliminację części kosztów dystrybucyjnych doliczanych do rachunków za energię elektryczną po stronie prosumenta. Do ustawy o OZE wprowadzony będzie, wymaganego Dyrektywą RED II, alternatywny instrument sprzedaży nadwyżek energii do dowolnego podmiotu koncesjonowanego, niekoniecznie do sprzedawcy zobowiązanego, po cenie wolnorynkowej. W tym zakresie utrzymano również obowiązek sprzedawcy zobowiązanego, gdyby nie udało się sprzedać energii na zasadach wolnorynkowych.

– Istotną zachętą dla firm będzie przyspieszona amortyzacja, zwolnienie z akcyzy sprzedanej energii i ujednolicenie stawki VAT do 8 proc na panele fotowoltaiczne. Teraz wyższy VAT płaci się przy instalacjach innych niż na dachach domów. Planowana jest też ulga w podatku od nieruchomości. Od podstawy opodatkowania byłaby odliczana część wartości instalacji – mówi w rozmowie z MarketNews24 Magdalena Skłodowska z WysokieNapiecie.pl.

Branża spodziewa się, że program Energia Plus wejdzie w życie przed wakacjami.

Rozbudowa Okęcia czy CPK: czy warto inwestować w oba lotniska?

Planowana budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego, który ma powstać między Warszawą i Łodzią, kładła się cieniem na niezbędnych renowacjach Lotniska im. Fryderyka Chopina na warszawskim Okęciu. Rozbudowa lotniska jednak ruszyła. Ministerstwo Obrony Narodowej przekazało 8500 metrów kwadratowych działki, która posłuży do rozbudowania płyty odpraw lotów poza strefę Schengen – na przykład do Stanów Zjednoczonych lub Azji. To właśnie one są aktualnie główną przyczyną opóźnień i kolejek na lotnisku, gdyż obsługują je duże samoloty, a pasażerowie wymagają dokładnej kontroli. Oprócz tego zmodernizowane zostaną płyty postojowe i płyty kołowania, a odprawa pasażerów zostanie wyposażona w biometryczne bramki. Skrócą one czas odprawy z kilku minut do 15 sekund. Te innowacje kosztują. Dzisiaj widzimy, że koszt wybranych w przetargu ofert sięga około pół miliarda. Jednak są niezbędne – a nawet, według ekspertów, spóźnione.

– Bardzo się cieszę, że ruszyła rozbudowa Okęcia, choć tak naprawdę powinniśmy już kończyć tę rozbudowę. Niestety zmarnowaliśmy ponad trzy lata na biadolenie, że Okęcie się zapycha, mimo że istnieje możliwość rozbudowy – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR – To, czy CPK powstanie, czy nie, nie zmienia faktu, że Okęcie musi być rozbudowane. Za chwilę straciłoby możliwość zdrowego funkcjonowania. Odpowiednio rozbudowane lotnisko na Okęciu – połączone szybką linią kolejową z lotniskiem w Modlinie, może konkurować z CPK przepustowością. Proponuję, by rząd policzył, czy nie jest to korzystniejsze rozwiązanie. Szczególnie, że przyszłość finansowa planowanego Centralnego Portu Komunikacyjnego nie jest pewna. Po co w nowym miejscu budować taki gigantyczny port, który może mieć problemy, by była tam odpowiednia liczba pasażerów – a w związku z tym odpowiednie przychody? – wskazuje Furgalski.

Inflacja w Polsce przyśpieszyła

W minionym tygodniu nie odnotowano zbyt wielu znaczących publikacji danych w polskiej gospodarce. Za najważniejszą informację można uznać wynik inflacji za marzec wg indeksu CPI. Międzyroczny jej wzrost przyśpieszył w porównaniu z lutym – z 1,2% na 1,7%. Chociaż jest to stosunkowo duże przyśpieszenie, wzrost poziomu cen utrzymuje się jest znacznie poniżej celu NBP. Złoty po opublikowaniu tych danych zaczął się szybko osłabiać, jednak fundamentalna sytuacja złotówki znacząco się przez to nie zmieniła. Zmiany postrzegania polskiej waluty nie przyniósł też wynik indeksu IFO w Niemczech, który, choć w marcu wykazał wzrost na 99,6 pkt., to nadal utrzymuje się poniżej granicy 100 pkt. Gospodarka niemiecka nie osiągnęła więc jeszcze satysfakcjonującej kondycji. Na jej rozwój będzie miał wpływ oczywiście handel z Wielką Brytanią. Jego warunku po Brexicie nadal nie są wiadome. Negocjacje w tej sprawie wciąż trwają. W czwartek odbyło się głosowanie, podczas którego brytyjscy posłowie odrzucili wszystkie osiem propozycji formy Brexitu i warunków współpracy między Wielką Brytanią i UE. Chaos wydaje się nie mieć końca, a sytuacja zaczyna się robić krytyczna.

Kurs złotego w ubiegłym tygodniu nie uległ większym zmianom i w piątek był na poziomie 4,30 EUR/PLN. Eurodolar na koniec zeszłego tygodnia notował poziom 1,122 USD/EUR.

Komentarz walutowo-makroekonomiczny Malwiny Krakus, analityczki AKCENTY, instytucji płatniczej rozliczającej i zabezpieczającej transakcje walutowe eksporterów i importerów z Europy Środkowej.

Upadek przewoźnika pogrąży cały kraj? Islandia uzależniona od przylatujących turystów

Marcin Lipka
Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Trzyprocentowa recesja, drastyczny spadek przychodów z turystyki i olbrzymi wzrost bezrobocia. Czy taki scenariusz czeka Islandię po tym, jak WOW Air nagle zakończył działalność w ubiegłym tygodniu? pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Bankructwo linii lotniczej nie jest szczególnie zaskakującą informacją w obecnych czasach. Rynek lotniczych przewozów pasażerskich jest niezwykle konkurencyjny, a gwałtownie zmieniające się koszty paliwa czy wojny cenowe powodują wysokie ryzyko prowadzenia takiej działalności.

Stosunkowo często można więc usłyszeć, że tysiące pasażerów zostały pozostawione na lodzie, gdy ten czy inny przewoźnik ogłosił upadłość. Do wyjątków można natomiast zaliczyć scenariusz, kiedy bankructwo linii lotniczej staje się wyzwaniem dla całego kraju. W przypadku Islandii mamy niestety do czynienia z tym drugim przypadkiem. Dlaczego koniec lotów WOW Air może popchnąć ten kraj nawet w recesję?Wow Air 2

Turystyczny sukces Islandii

Jeszcze w 2010 r. Islandię odwiedzało rocznie blisko 500 tys. turystów. To i tak był dobry wynik, biorąc pod uwagę, że na wyspie mieszka niespełna 350 tys. osób. Po siedmiu latach liczba turystów zwiększyła się prawie pięciokrotnie – według danych Islandzkiej Rady Turystyki (ITB) i wynosiła ok. 2,3 mln.

ITB szacuje także, że w 2017 r. 42 proc. przychodów islandzkiego eksportu dóbr i usług pochodziło właśnie od turystów. Stanowiło to ok. 500 mld koron islandzkich. czyli ok. 4,2 mld dolarów. Ponieważ prawie wszyscy odwiedzający wyspę korzystają z usług przewoźników lotniczych, boom turystyczny stanowił dla nich łakomy kąsek.

Problemy linii były znane od miesięcy

Islandzki Wow Air na dobre rozpoczął działalność w 2012 r. Wtedy przewiózł ok. 100 tys. pasażerów, jak wynika z raportu firmy dla inwestorów z 2018 r. Rok temu miał przewieźć już 3,6 mln pasażerów (część z nich leciała przez kraj tylko transferem).

Według danych przewoźnika odpowiadał on za 37 proc. ruchu lotniczego na stołecznym lotnisku. Mimo olbrzymiego sukcesu linii lotniczej w kontekście udziału w rynku firma borykała się z problemami finansowymi już od połowy ubiegłego roku. Przyczyniły się do tego m.in. wojna cenowa. MFW w analizie dotyczącej Islandii (Article IV Consultation) zwracał uwagę, że ceny biletów lotniczych na Islandii spadły o 25 proc. w porównaniu do 2015 r., a ropa podrożała w tym czasie o 50 proc.

WOW Air miał się także połączyć z innych przewoźnikiem z Islandii, ale do transakcji nie doszło. Jesienią ub.r., według doniesień lokalnych mediów, ministerstwo finansów oraz bank centralny przeprowadzili symulację, że upadek WOW Air mógłby spowodować znaczne turbulencje gospodarcze. Lokalny tygodnik gospodarczy „Rynek” („Markaðurinn”) informował, że według analiz ekspertów zakończenie działalności linii lotniczej spowodowałoby recesję w przedziale 2-3 proc.,13-procentowe osłabienie się korony islandzkiej w 2019 r oraz poważny wzrost bezrobocia.

Sam raport banku centralnego oraz ministerstwa nie został opublikowany, ale w innych publikacjach władze monetarne odnosiły się do analiz bankructwa linii lotniczej. Istnieje jednak szansa, że do tak dramatycznego załamania gospodarczego, jak sądzono jesienią, na szczęście nie dojdzie.

Będzie źle, ale nie tragicznie

W grudniu S&P Global Ratings opublikował cykliczny przegląd dotyczący wiarygodności kredytowej Islandii. Rating został utrzymany na poziomie „A” z perspektywą stabilną, a agencja sporo miejsca poświęciła kwestii WOW Air, przyjmując raczej spokojny ton.

Przede wszystkim S&P zwracał uwagę, że znaczna część kierunków (tych, które dowożą turystów, a nie tranzytowych) jest pokrywana również przez Icelandair, więc ten ruch może być przejęty przez konkurenta. Zmniejszyłoby to negatywne skutki ubytku turystów dla całego kraju. Również, jeśli upadek WOW Air nastąpi poza sezonem (co zresztą się stało), to będzie czas, by wypełnić lukę po WOW Air, gdy nadejdzie szczyt ruchu, czyli okres letni informował S&P.

Do upadku linii Wow Air odniósł się również sam prezes banku centralnego podczas corocznego wystąpienia. Már Gudmundsson 28 marca wspominał o jesiennej analizie dotyczącej scenariuszy dla Islandii po upadku WOW Air, ale zwracał uwagę, że bazowała ona na informacjach z 2017 r. W minionych miesiącach liczba przelotów taniego przewoźnika była o połowę mniejsza od szacunków, stąd i wpływ także powinien być mniejszy.

Gudmundsson podkreślał, że „upadek WOW będzie miał negatywny wpływ na wzrost PKB w 2019 r. Jest jednak mało prawdopodobne, by samo to wydarzenie popchnęło Islandię w recesję”.

Dopiero, jak zaakcentował szef banku centralnego, nałożenie się na bankructwo WOW Air chaotycznego brexitu oraz zbyt wysokich żądań płacowych pracowników przełożyłoby się na ryzyko wystąpienia przejściowej recesji.

Dobre zakończenie doskonałego kwartału na rynkach akcyjnych

Ubiegły tydzień był dobrym zakończeniem doskonałego kwartału na rynkach akcyjnych. Najważniejsze indeksy mają za sobą trzy miesiące wzrostów, które w większości przypadków wyniosły kilkanaście procent. Dla przykładu, dla najważniejszego amerykańskiego indeksu był to najlepszy kwartał od 2009 roku – indeks S&P zyskał 13,07%. Ostatni tydzień był tylko przysłowiową „kropką nad i”. W skali tygodnia za oceanem S&P 500 zyskał 1,20%, DJIA 1,67%, a indeks giełdy Nasdaq 1,13%. Również w Europie rynki zakończyły tydzień w kolorze zielonym. Niemiecki DAX wzrósł o 1,42%, francuski CAC40 o 1,53%, a brytyjski FTSE 100 o 0,99%. W tym przypadku cały kwartał był również wyjątkowo udany.

Kwestią, która od dłuższego czasu nie schodzi z zainteresowania inwestorów jest Brexit. Izba Gmin po raz trzeci odrzuciła proponowaną umowę z Unią Europejską, a także wszystkie pozostałe rozwiązania zaproponowane w brytyjskim parlamencie. Jeśli do 12 kwietnia Brytyjczycy nie zdecydują się na któreś z rozwiązań rynki czeka wyjście Wielkiej Brytanii z UE bez umowy.

W porównaniu z rynkami zachodnimi polski parkiet wypadł dość blado. W skali całego kwartału indeks WIG wzrósł o 3,43%. Dużo lepiej poradziły sobie małe spółki, które zyskały w przeciągu pierwszego kwartału 12,55%. Wyniki pogorszył nieznacznie ostatni tydzień, w którym dominował kolor czerwony na wszystkich indeksach. Warto również wspomnieć o podtrzymaniu ratingu Polski przez agencję Fitch na poziomie A- z perspektywą stabilną, a także o wyższym od prognoz odczycie inflacji CPI, który pokazał wzrost do 1,7% rdr. przy 1,2% rdr. w lutym.

W tym tygodniu w Polsce odbędzie się posiedzenie RPP, które nie powinno przynieść zmian zarówno w wysokości stóp procentowych, jak i retoryki Rady. Na rynkach globalnych istotne będą odczyty indeksów PMI w usługach z Europy oraz USA, a także piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Branża motoryzacyjna musi nadgonić z cyfryzacją. Metody sprzedaży i kontaktu z klientem są przestarzałe

Branża motoryzacyjna musi nadgonić z cyfryzacją. Metody sprzedaży i kontaktu z klientem są przestarzałe 1

Wymogi środowiskowe i pojazdy autonomiczne to nie są jedyne wyzwanie, przez jakim stoi branża motoryzacyjna. Według badań KPMG 80 proc. menadżerów uważa, że cyfrowa rewolucja spowoduje zmianę modelu biznesowego tego sektora. Dziś jest to wciąż tradycyjna gałąź przemysłu, a kanały sprzedaży i kontaktu z klientem są przestarzałe, oparte na sieci punktów stacjonarnych. – Te procesy muszą zostać poddane cyfryzacji, bo klienci przyzwyczaili się do kanałów internetowych i mobilnych – podkreśla Szymon Włochowicz z firmy Hicron. Jeżeli przemysł motoryzacyjny nie pójdzie w tym kierunku, zostanie w tyle.

W świecie technologii informacyjnej przewidujemy w tym roku kontynuację najważniejszych trendów z lat poprzednich. Oczekujemy, że wszystkie procesy, które nie zostały jeszcze dotknięte cyfryzacją, w tym roku znajdą się pod jej wpływem. To oznacza, że technologia i systemy informacyjne przyniosą zmiany w nawet najbardziej tradycyjnych przedsiębiorstwach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Szymon Włochowicz, dyrektor działu realizacji usług, członek zarządu Hicron

Jak ocenia, dobrym tego przykładem jest branża motoryzacyjna, bardzo tradycyjny przemysł, ukierunkowany na produkcję samochodów i maszyn, oparty głównie na ogromnych ilościach stali i licznej kadrze.

Obecnie cała ta branża przechodzi cyfrową rewolucję, a w tym roku będzie to bardzo wyraźne – mówi Szymon Włochowicz.

Przemysł motoryzacyjny ma głównie braki w zakresie sprzedaży i dystrybucji. Metody kontaktu z klientem są przestarzałe i opierają się na sieci stacjonarnych punktów sprzedaży, do których trzeba się udać, żeby kupić samochód. Wiele marek motoryzacyjnych w dalszym ciągu inwestuje znaczne sumy w ten kanał sprzedaży, tymczasem rynek i potrzeby klientów rozwijają się już w zupełnie innym kierunku.

– Uruchamiane są cyfrowe kanały sprzedaży, obejmujące internet i urządzenia mobilne. Technologie cyfrowe wpłyną na sposób wprowadzania samochodów na rynek, ich sprzedaży, dystrybucji, a także serwisowania. Szeroki zakres procesów biznesowych – obejmujących kontakt firm przemysłu motoryzacyjnego z klientami – musi zostać poddany cyfryzacji. Klienci przywykli już do korzystania z cyfrowych technologii. Internet i urządzenia mobilne są obecnie w powszechnym użyciu, więc jeżeli przemysł motoryzacyjny nie pójdzie w tym kierunku, zostanie w tyle – podkreśla Szymon Włochowicz.

Jak podkreśla, decyzje zakupowe bez względu na branżę podejmowane są zazwyczaj w świecie wirtualnym. Klienci mają online dostęp do wielu informacji i opinii na temat produktów i usług, które są zamieszczane przez innych użytkowników. Dlatego często decyzje zapadają jeszcze przed wizytą w sklepie.

W branży motoryzacyjnej sprzedaż w dużym stopniu opiera się na jazdach próbnych, które są podstawą decyzji o zakupie samochodu. Obserwujemy, że ludzie coraz bardziej polegają na jazdach próbnych przeprowadzanych przez internetowych influencerów. Przemysł motoryzacyjny musi w jakiś sposób dostosować się do tego trendu, bo może się okazać tak ważny jak jazdy próbne w punktach sprzedaży – mówi Szymon Włochowicz.

Kolejnym trendem jest to, że coraz więcej konsumentów wybiera model biznesowy oparty na gospodarce współdzielenia (ang. sharing economy), decydując się na wynajem samochodów, zarówno krótko-, jak i długoterminowy albo carsharing. Decyzje o długoterminowym najmie pojazdu podejmowane są często wyłącznie na podstawie informacji zamieszczonych w internecie.

Przedsiębiorstwa motoryzacyjne i dystrybutorzy będą musieli zmienić swój model biznesowy w odpowiedzi na rewolucję cyfrową i fakt, że konsumenci mogą zamówić online samochód z dostawą do domu, wykonując zaledwie kilka kliknięć. Kilka lat temu nie było to możliwe. Cyfryzacja dotrze do wszystkich branż, nawet te najbardziej tradycyjne będą musiały podążyć za tym trendem i wprowadzić zmiany, bo w innym wypadku start-upy wypełnią tę niszę – mówi Szymon Włochowicz.

Im więcej działań marki podejmują online, tym bardziej zwiększają swoją szansę na faktyczną sprzedaż. Dotyczy to także samochodów. Firmy motoryzacyjne muszą się ukierunkować na sprzedaż w sieci, ale równie ważne są procesy obejmujące obsługę posprzedażową, bo w branży motoryzacyjnej znaczna część kontaktu z klientem odbywa się już po zakupie.

Auto trzeba regularnie serwisować, następnie przychodzi moment jego wymiany na nowsze. Należy obserwować uważnie rozwój sytuacji w kontekście tych procesów i przedsiębiorstw prowadzących działalność online. Dlaczego? Ponieważ klienci mają możliwość porównywania cen i łatwy dostęp do opinii zamieszczanych w sieci. Jest zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu, kiedy klient zawsze udawał się do konkretnego warsztatu, ponieważ był zadowolony z usług mechanika – mówi Szymon Włochowicz.

W efekcie firmy muszą się skoncentrować na konkurowaniu w sieci, a jest to bardzo trudne, ponieważ konkurują nie tylko między sobą, lecz także z niezależnymi warsztatami i punktami sprzedaży.

– Brak wysiłków podejmowanych w celu odpowiedniej ekspozycji punktu sprzedaży w internecie, wyeksponowania zalet danej firmy motoryzacyjnej i sieci autoryzowanych punktów sprzedaży, sprawi, że niezależne punkty sprzedaży i warsztaty z łatwością wygrają tę bitwę – mówi dyrektor operacyjny Hicron.

Jak podkreśla, firmy i branże, które nie korzystają z nowych technologii, mogą wkrótce zniknąć z rynku. Przestaną się liczyć zwłaszcza dla młodego pokolenia konsumentów, przyzwyczajonych do cyfryzacji, którzy nie będą wkrótce zainteresowani usługami firm dostępnych tylko offline.

– Google, Amazon czy Facebook zmieniają zachowania ludzi, ucząc ich korzystania z cyfrowych urządzeń i kanałów komunikacji. Dlatego firmy należące do „starej gospodarki” nie mają wyboru. Muszą podążać tą drogą albo zastąpią je nowe podmioty. Amazon uruchomił już sprzedaż samochodów i jeżeli koncerny motoryzacyjne nie zareagują, stracą swoją część rynku na rzecz Amazona. Muszą podjąć działania i nie jest to kwestia upodobań, tylko przetrwania w realiach nowej gospodarki – mówi Szymon Włochowicz.

Jak wynika z badania „Global Executive Survey 2017” przeprowadzonego przez KPMG International, ponad 80 proc. menadżerów z firm motoryzacyjnych uważa, że w niedalekiej przyszłości nastąpi znacząca zmiana modelu biznesowego tego sektora. Cyfrowa rewolucja spowoduje, że do 2025 roku 50 proc. indywidualnych właścicieli samochodów nie będzie chciało korzystać z auta jako właściciel. Natomiast 85 proc. menadżerów jest przekonanych, że w przyszłości większy zysk będzie można uzyskać z rozwijania cyfrowych ekosystemów.

Scenariusz bezumownego brexitu coraz bardziej prawdopodobny. Rząd deklaruje pomoc dla eksporterów

Scenariusz bezumownego brexitu coraz bardziej prawdopodobny. Rząd deklaruje pomoc dla eksporterów 2

Po kolejnym odrzuceniu porozumienia z UE przez brytyjski parlament, coraz bardziej prawdopodobny staje się twardy brexit. Wyjście Wielkiej Brytanii bez żadnej umowy może oznaczać duży chaos, który może być odczuwalny m.in. dla polskich eksporterów. Dziś na wyspy trafia 6,6 proc. ogółu wysyłanych tam produktów. Euler Hermes szacuje, że od 2016 roku niepewność związana z brexitem już kosztowała polski eksport 3,2 mld euro. Rząd deklaruje, że przedsiębiorcy mogą liczyć na wsparcie państwa, gdyby czarny scenariusz się ziścił.

W piątek 29 marca Izba Gmin po raz kolejny odrzuciła wynegocjowane przez rząd Theresy May warunki wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Na 10 kwietnia zaplanowano specjalny szczyt Rady Unii Europejskiej, na którym zapadną decyzję o twardym brexicie jeszcze w kwietniu bądź odroczeniu jego terminu. Bezumowny brexit mógłby spowodować problemy polskich eksporterów.

Ponad 6 proc. naszego eksportu trafia do Wielkiej Brytanii. Nie są to tylko produkty, które są częścią łańcucha dostaw dużych korporacji międzynarodowych, lecz także w 50 proc. dotyczy to małych i średnich krajowych firm, które eksportują bezpośrednio produkty konsumpcyjne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Porażyński, dyrektor Departamentu Współpracy Międzynarodowej w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii. – Szczególnie mówimy o kwestii żywności. Bezumowny brexit oznacza nie tylko cła, lecz także problemy fitosanitarne, czyli jest kwestia tego, w jaki sposób dostarczyć szybko dobra, które mogą się zepsuć.

Wielka Brytania jest ważnym odbiorcą polskich produktów, już chociażby ze względu na dużą liczbę mieszkających na Wyspach Polaków. W styczniu 2019 roku była drugim po Niemczech krajem eksportowym dla Polski. Trafiły tam towary za 5,1 mld zł, co oznacza wzrost o 8,4 proc. rok do roku. To 6,6 proc. całego polskiego eksportu.

– Staramy się firmom pomóc w razie, gdyby wystąpił taki problem tymczasowy, bo uznajemy, że on będzie tymczasowy. On w końcu zostanie rozwiązany, bo Wielka Brytania nie pozwoli sobie na taką sytuację, że nie będzie miała żywności – przekonuje Łukasz Porażyński. – Natomiast przez ten okres przejściowy na pewno będziemy mediować z Wielką Brytanią, żeby wprowadziła tzw. okresy przejściowe czy żeby łagodniej traktowała naszych przedsiębiorców.

Jak szacuje Euler Hermes, tylko w latach 2016–2018 niepewność towarzysząca brexitowi i związane z tym czynniki wpłynęły na zmniejszenie polskiego eksportu o 3,2 mld euro. To ponad 4,5 raza więcej niż zakładano zaraz po referendum w czerwcu 2016 roku, gdy sądzono, że obniży się tylko o 700 mln euro. W ciągu tych niespełna trzech lat polski eksport na Wyspy wprawdzie wzrósł, ale tylko o 0,9 mld euro. Branże, które odczuły spowolnienie wzrostu wymiany handlowej z Wielką Brytanią, to m.in. sektor spożywczy i motoryzacyjny. Niepewność sprzyja wzrostowi liczby wyłudzeń oraz przekłada się na większą skalę problemów brytyjskich firm. Eksperci Euler Hermes podkreślają, że liczba ich niewypłacalności tylko w 2018 roku zwiększyła się o 10 proc., a w 2019 roku ma wzrosnąć o kolejne 9 proc. Gdyby doszło do brexitu bez umowy poziom ten uległby pogorszeniu do 20 proc.

– Z drugiej strony pomagamy też firmom. Jeżeli nie da się wprowadzić ich produktów do Wielkiej Brytanii z powodów taryfowych czy pozataryfowych, będziemy starali się szukać dla nich innych rynków zbytu – podkreśla Łukasz Porażyński.

To stopniowo staje się coraz łatwiejsze, bo rośnie rozpoznawalność polskich produktów i są one postrzegane jako wysokojakościowe.

Coraz bardziej na rynku międzynarodowym widać, że polskie produkty są wysoko konkurencyjne, mają coraz większy wkład innowacyjności. Przede wszystkim są utożsamiane z produktami z Unii Europejskiej – przekonuje Łukasz Porażyński. – Szczególnie na rynkach dalekich, takich jak Azja, Afryka czy Ameryka Południowa, gdzie dotychczas naszych produktów nie było. Czyli „made in Poland” nie stanowiło dla nich żadnej wartości, a dzisiaj, kiedy jesteśmy częścią Unii, jesteśmy coraz bardziej rozpoznawalni i stanowi to wartość dodaną.

Tymczasem na razie, mimo prowadzonych i przez poprzedni, i przez obecny rząd działań promujących nowe kierunki eksportu, wśród dziesięciu najważniejszych krajów odbiorców są tylko dwa państwa spoza Unii Europejskiej – Stany Zjednoczone na miejscu ósmym i Rosja na dziesiątym – oba z niespełna 3-proc. udziałem. Poszukiwanie nowych rynków zbytu wydaje się więc koniecznością, wiąże się jednak z trudem poznania nowych kultur, nawiązania relacji biznesowych i ubezpieczeniem eksportu.

Nasi przedsiębiorcy dotychczas koncentrowali się głównie na rynku polskim, natomiast dzisiaj jest on dla nich po pierwsze za mały, po drugie pojawia się na nim coraz większa konkurencja ze świata. Po trzecie, firmy mają kapitał na to, żeby inwestować na rynkach poza Polską, nawet pozaunijne – mówi przedstawiciel Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii. – Jesteśmy bardzo mocno rozpoznawalni w IT, ICT, przede wszystkim w branży gier i oprogramowania. Jesteśmy też bardzo mocno widoczni jako poddostawcy komponentów w przemyśle automotive, w przemyśle elektromaszynowym, wydobywczym. To są nasze perełki. Historycznie jesteśmy mocni w segmencie żywnościowym.

Ostatni miesiąc na rozliczenie z fiskusem. Podatnicy mogą się posłużyć PIT-em wypełnionym przez urząd, ale powinni sprawdzić ulgi i 1 proc.

Ostatni miesiąc na rozliczenie z fiskusem. Podatnicy mogą się posłużyć PIT-em wypełnionym przez urząd, ale powinni sprawdzić ulgi i 1 proc. 3

W tym roku po raz pierwszy podatnicy nie muszą składać zeznania podatkowego. Urząd skarbowy przygotował je samodzielnie, uwzględniając formularze PIT-11 otrzymane od pracodawców. Jeśli do końca kwietnia podatnik nie wprowadzi w nich zmian, fiskus uzna zeznanie za prawidłowe. Warto jednak sprawdzić, czy urzędnicy wzięli pod uwagę wszystkie źródła przychodów, uwzględnili przysługujące im ulgi i przekazali 1 proc. podatku na cel, jaki podatnik wybrał.

– Musimy zwrócić uwagę na to, czy zeznanie uwzględnia wszystkie dochody, które mogliśmy osiągnąć w trakcie roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Konrad Turzyński, doradca podatkowy, partner w kancelarii KNDP. – Przygotowane przez urząd rozliczenie uwzględnia tylko te dochody, co do których wiedzę ma fiskus, czyli głównie dochody z pracy czy zlecenia. Fiskus nie będzie wiedział o dochodach z tytułu sprzedaży samochodu czy o dochodach osiągniętych za granicą. Musimy mu taką wiedzę przekazać. Inaczej nasze zeznanie będzie niekompletne i będziemy mieli nadal zaległość podatkową, mimo że zeznanie zostanie uznane za złożone.

Jeśli liczba dzieci w rodzinie nie zmieniła się w ubiegłym roku, skarbówka powinna uwzględnić ulgę na dzieci według danych za 2017 rok. Jeśli jednak któreś z dzieci dorosło bądź się urodziło, podatnik musi już deklarację zmodyfikować. Podobnie rzecz ma się z innymi ulgami: na internet, którą można odpisać tylko za pierwszym razem, więc fiskus o niej wiedzieć nie może; za oddaną krew, darowizny na cele kultu religijnego czy wpłaty na indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego. Z tytułu tej ostatniej odliczyć można było za ubiegły rok maksymalnie 5 331,60 zł.

To samo dotyczy przekazania 1 proc. podatku – jeśli chcemy zmienić obdarowywaną organizację pożytku publicznego, musimy to zrobić za pośrednictwem portalu.

– W tym wstępnie wypełnionym zeznaniu przygotowanym przez organy podatkowe 1 proc. podatku powinien być uwzględniony na podstawie naszego zeszłorocznego zeznania. Niemniej, jeśli byśmy chcieli złożyć PIT z wykazaniem 1 proc. dla innej organizacji, to musimy to samodzielnie wypełnić – mówi Konrad Turzyński. – Przestrzegałbym przed pokładaniem nadmiernej wiary w fiskusa, bowiem zdarzają się i zdarzały się błędy w tych wstępnie wypełnionych zeznaniach. Lepiej zajrzeć na portal podatkowy, zweryfikować, czy one zostały prawidłowo wypełnione i zaakceptować wtedy to złożone zeznanie.

Także osoby, które chciałyby się rozliczyć razem z małżonkiem, mogą dokonać zmian poprzez portal. Wówczas deklarację wysyła tylko jedno z małżonków, wpisując dane drugiej osoby. Daje to realną oszczędność w sytuacji, gdy jedno z małżonków nie pracuje zawodowo lub zarabia wyraźnie mniej od partnera, a drugie przekroczyło próg podatkowy.

– Jeśli nie mamy innych dochodów niż te, o których fiskus wie i które są wykazywane w PIT-11 czy w PIT-8c, to fiskus nasz PIT potraktuje automatycznie jako złożony, mimo że nie podjęliśmy absolutnie żadnych działań, nie odrzuciliśmy, nie zaakceptowaliśmy tej deklaracji, nawet się z nią nie zapoznaliśmy –mówi doradca podatkowy w kancelarii KNDP. – W przypadku, kiedy mamy inne dochody, tak czy owak, musimy sami przedsięwziąć kroki i albo skorygować tę deklarację wstępnie wypełnioną przez fiskusa, albo złożyć ją samodzielnie od zera.

Kobiet w polskiej polityce przybywa powoli. Pomóc może mechanizm suwaka i zwiększenie liczby pań w zarządach partii

0

Kobiet w polskiej polityce przybywa powoli. Pomóc może mechanizm suwaka i zwiększenie liczby pań w zarządach partii 4

Jeśli kobiet kandydatek będzie przybywać w takim tempie jak dotychczas, to prawdziwą równość płci w wyborach na prezydentów miast osiągniemy w 2081 roku – wynika z raportu Instytutu Spraw Publicznych „Kobiety w polityce lokalnej”. Dzięki kwotom płci zwiększył się odsetek kandydatek na listach. W ostatnich wyborach samorządowych w 2018 roku wszystkie partie zarezerwowały dla pań ok. 45 proc. miejsc. Żeby kobiet w polityce było więcej, trzeba uzupełnić regulację kwotową metodą suwakową i zwiększyć udział pań w zarządach partii – przekonuje Małgorzata Druciarek z ISP.

 Wybory samorządowe w 2018 roku były szczególne, ponieważ zbiegły się ze 100-leciem praw wyborczych kobiet. Było oczekiwanie, że przełoży się to na kampanie wyborcze i udział kobiet na listach wyborczych. Stało się to w pewnym stopniu – jedna partia i koalicja uwzględniły temat kobiet jako element swojej kampanii wyborczej, czyli PSL i Koalicja Obywatelska. Niemniej, jeśli chodzi o listy i odsetek kandydatek na listach i wybranych kobiet, to ta zmiana nie jest tak spektakularna, jak można by było oczekiwać – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Małgorzata Druciarek, kierowniczka Obserwatorium Równości Płci w Instytucie Spraw Publicznych.

Z raportu „Kobiety w polityce lokalnej – strategie partii politycznych w wyborach samorządowych w 2018 roku” Instytutu Spraw Publicznych wynika, że od 2011 roku, kiedy wprowadzono kwoty płci (przynajmniej 35 proc. udział kobiet i mężczyzn), czynny udział kobiet w wyborach jest coraz większy. W ostatnich wyborach na listach do rad powiatu i miast na prawach powiatu odsetek kobiet wynosił ok. 46 proc. Dla porównania w 2010 roku, kiedy kwoty jeszcze nie obowiązywały, było to 30 proc. Choć udział kobiet we władzach lokalnych nieco się zwiększa, to nadal nie został osiągnięty poziom 30 proc. Wyliczenia są bezlitosne – jeśli kandydatek będzie przybywać w takim tempie jak obecnie, to parytet w wyborach na burmistrzów zostanie osiągnięty w 2070 roku, na wójtów – w 2076 roku i na prezydentów – w 2081 roku.

 Dzięki kwotom płci rozpoczęła się debata publiczną na temat obecności kobiet w polityce. Ewidentnie widać po tych 8 latach ogromny skok, jeśli chodzi o poparcie tej regulacji. Większość naszych respondentek polityczek tak partii liberalnych, jak i konserwatywnych mówiło, że to rozwiązanie było i jest potrzebne i że wiele z nich na tych listach się znalazło właśnie dzięki tej regulacji – ocenia Małgorzata Druciarek.

W ostatnich wyborach samorządowych odsetek kobiet na listach wyborczych sięgał od 43 proc. (listy Prawa i Sprawiedliwości) do blisko połowy (na listach Partii Zielonych i Partii Razem, które zastosowały na swoich listach parytet). Dla porównania w 1998 roku co piąta osoba startująca w wyborach była kobietą, w 2002 roku – blisko 25 proc., 2006 roku – 29 proc., w 2010 roku było to już blisko 30 proc., a w 2016 – 38 proc.

 Widać duży postęp w PSL. Partia zainwestowała w kandydatki, zarezerwowała im dość dobre miejsca na listach, bo to nie same kwoty rozwiązują problem, tylko również miejsce na liście, czyli ważne jest to, ile kobiet było na jedynkach albo na pierwszych trzech miejscach – przekonuje kierowniczka Obserwatorium Równości Płci w ISP.

W 2018 roku spośród wszystkich osób startujących w wyborach na szczeblu wojewódzkim, które dostały miejsca od pierwszego do trzeciego, kobiety stanowiły 36,3 proc. (w 2010 roku – 28,6 proc., w 2014 roku – 33,8 proc.). Jeśli wziąć pod uwagę jedynie pierwsze miejsce na liście, to statystyki są jeszcze gorsze – 26,3 proc. w ostatnich wyborach samorządowych (w 2010 roku – ok. 21 proc. i w 2014 – 20,3 proc.). Tam, gdzie kobiet na pierwszej pozycji na liście jest najwięcej, tam też panie zdobywają najwięcej głosów. Przykładem może być województwo wielkopolskie – w ostatnich wyborach kobiety stanowiły 50 proc. osób na liście, w 34 proc. przypadków otwierały listę, więc w efekcie odsetek kobiet wśród wybranych radnych wyniósł 38 proc.

Choć sytuacja stopniowo się poprawia, wciąż widać wyraźnie, że w wyborach kobiety rzadziej trafiają na najlepsze miejsca. Dlatego, jak przekonuje ekspertka ISP, regulację kwotową należałoby uzupełnić suwakiem, czyli naprzemiennym plasowaniem kobiet i mężczyzn na listach.

Partie polityczne są bardzo sprawne w omijaniu regulacji kwotowych i takim plasowaniu kobiet, żeby one w wielu okręgach nie zostały wybrane. Suwak jest podstawową rekomendacją. Druga rekomendacja to zwiększenie udziału kobiet w zarządach partii, bo od tych organów zależy cała polityka partii, wszystkie decyzje, również to, jak wyglądają listy wyborcze – podkreśla Małgorzata Druciarek.

Wielkanoc w tropikach. Coraz więcej osób spędzi święta za granicą

0

Wielkanoc w tropikach. Coraz więcej osób spędzi święta za granicą 5

Chociaż Polacy lubią spędzać Wielkanoc w gronie rodzinnym, to rośnie liczba osób decydujących się na świąteczny wyjazd. W tym roku najwięcej turystów poleci na wypoczynek do Egiptu i Hiszpanii. Nieco mniej wybierze Grecję – wynika z danych Biura Podróży Itaka. Hitem tegorocznego lata może się okazać Turcja, a także Tunezja i Egipt. Zdecydowanym faworytem, jeśli chodzi o rodzaj wypoczynku, są tzw. pakiety, czyli w pełni zorganizowane wyjazdy z przelotem, zakwaterowaniem w wybranym hotelu, najczęściej z pełną opcją wyżywienia.

– Podczas tegorocznej Wielkanocy największa liczba naszych klientów będzie korzystała z wyjazdu typu wypoczynek. Najwięcej osób poleci z nami do Egiptu, do takich kurortów nadmorskich, jak Taba, Marsa Alam czy Hurghada. Kolejnym krajem, w którym będą wypoczywali Polacy, jest Hiszpania. Zainteresowanie skupia się na Wyspach Kanaryjskich: Teneryfie, Lanzarote, Gran Canarii czy Fuerteventurze. Trochę mniejsza liczba klientów będzie korzystała z wypoczynku w części kontynentalnej Hiszpanii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Milena Liu-Panfil, kierownik regionalny wewnętrznej sieci sprzedaży w biurze podróży Itaka.

Ubiegłoroczny Barometr Providenta wskazywał, że większość Polaków chce spędzić Wielkanoc w tradycyjny sposób – w domu z najbliższymi lub odwiedzić rodzinę i znajomych. Tylko 2 proc. planuje w tym czasie wyjazd wypoczynkowy. Liczba tych, którzy podczas Wielkanocy decydują się na wakacje, jest jednak z roku na rok coraz większa, dlatego biura turystyczne poszerzają ofertę wyjazdów wiosennych. Z danych Travelplanet wynika, że w 2018 roku biura podróży zanotowały ok. 50-proc. wzrost zainteresowania wyjazdami w tym okresie.

– Silnym i dominującym trendem w tym sezonie wakacyjnym jest powrót naszych klientów do krajów muzułmańskich. Myślę tutaj o takich krajach, jak Turcja, Egipt czy Tunezja – wymienia Milena Liu-Panfil.  

Raport Travelplanet „Zagraniczne wakacje Polaków” wskazuje, że w Turcji korzystne cenowo oferty hoteli 4- i 5-gwiazdkowych po słabszych latach 2016–2017 znów zyskiwały na popularności. W 2018 roku dynamika wzrostu sięgnęła 168 proc. Zdecydowanie najbardziej wzrosła jednak liczba turystów wybierających Tunezję – wzrost o blisko 500 proc. Egipt z 76 proc. wzrostem przegrywał choćby z Albanią i Cyprem, ale notuje już blisko 8 proc. udział w rynku.

– Zdecydowanym faworytem, jeśli chodzi o rodzaj wypoczynku, są pakiety, czyli w pełni zorganizowane wyjazdy z przelotem, zakwaterowaniem w wybranym hotelu, najczęściej z pełną opcją wyżywienia, czyli all inclusive – wymienia przedstawicielka Itaki. – Wśród kierunków w sezonie letnim dominuje basen Morza Śródziemnego. Tutaj znowu pojawia się jako numer jeden Turcja, i to zarówno wybrzeże Riwiery Tureckiej, jak i Riwiery Egejskiej. Drugim co do popularności kierunkiem jest Grecja.

Raport Travelplanet wskazuje, że częściej decydujemy się na wakacje w pełnym komforcie. W 2018 roku blisko połowa turystów wybierała hotele 4-gwiazdkowe, a blisko 77 proc. – opcję all inclusive.

– Wszystko wskazuje na to, że hitem tegorocznych wakacji będzie Turcja, która oferuje najlepszy stosunek jakości do ceny, jeśli chodzi o wyjazdy pakietowe rodzinne. Mamy szeroki wybór bardzo ekskluzywnych hoteli, które dają mnóstwo możliwości spędzania czasu na swoim terenie, które oferują szereg atrakcji, zarówno dla osób dorosłych, jak i dzieci w bardzo przystępnej cenie – ocenia Milena Liu-Panfil.

Polacy coraz częściej odchodzą od tradycyjnie popularnych kierunków i decydują się na dalsze, egzotyczne podróże. Biura podróży rozszerzają ofertę o wyjazdy nie tylko zimą, lecz także polską wiosną i latem.

– Hitem w biurze podróży Itaka będą w tym roku Malediwy – zapowiada Milena Liu-Panfil.

Ze sztuczną inteligencją eksperymentuje coraz więcej firm. 2019 rok może być przełomowym dla rozwoju SI w Polsce, powstaną też pierwsi cyfrowi pracownicy

Ze sztuczną inteligencją eksperymentuje coraz więcej firm. 2019 rok może być przełomowym dla rozwoju SI w Polsce, powstaną też pierwsi cyfrowi pracownicy 6

Blisko 70 proc. światowych firm zaczęło eksperymentować ze sztuczną inteligencją lub ma to w planach. W Polsce decyduje się na to 2025 proc., przede wszystkim firmy działające w e-commerce, finansach czy ubezpieczeniach. Jeszcze w tym roku nawet 40 proc. firm na świecie połączy siły sztucznej inteligencji i zrobotyzowaną automatyzację procesów, aby stworzyć pracowników cyfrowych. Polska wprowadza nowe rozwiązania z opóźnieniem, ale dostrzega potencjał SI, zwłaszcza  automatyce procesów.

– W Polsce sztuczna inteligencja rozwija się dosyć dynamicznie, natomiast oczywiście główny problem, który napotyka, to kwestia doświadczonych ludzi, którzy są w stanie w tym obszarze realizować swoje koncepty i pomysły. Dzisiaj jeszcze napotykamy cały czas na problem związany z absorpcją tej technologii przez różnego rodzaju firmy ze względu na to, że data science czy sztuczna inteligencja to jeszcze novum – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Michał Grams, prezes TogetherData.

Deloitte wskazuje, że blisko połowa firm już zaczęła wdrażać automatyzację procesów przy wykorzystaniu robotów. Jak z kolei wynika z badania SAS, Accenture Applied Intelligence, Intel i Forbes Insights, już ponad 70 proc. organizacji na świecie prowadzi projekty związane z SI. Także w Polsce firmy coraz częściej przekonują się do konieczności szerszego wykorzystania rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji, zdecydowanie rzadziej jednak niż na Zachodzie.

O ile według raportu Forrester „Predictions 2018: The Honeymoon For AI Is Over” 70 proc. przedsiębiorstw mogło w 2018 roku na świecie rozpocząć prace polegające na wdrożeniu sztucznej inteligencji, o tyle w Polsce było to jedynie 20–25 proc.

– Do tej pory o sztucznej inteligencji, machine learning czy type learning jedynie głośno się mówi, ale mało było przykładów praktycznego użycia w typowo biznesowym przypadku. Jako TogetherData staramy się patrzeć na to bardzo praktycznie, więc gdy rozmawiamy z firmami, raczej patrzymy na to, co ta sztuczna inteligencja może w firmie zmienić i jaką jej dać wartość. Na końcu to się musi przełożyć na wyniki biznesowe – przekonuje Michał Grams.

Z badania KPMG International „Going beyond the data. Turning data from insights into value” wynika, że ponad 80 proc. przedsiębiorstw uważa, że dzięki zrozumieniu mechanizmów analityki wielkich zbiorów danych (big data), udało im się lepiej zrozumieć potrzeby klientów. Forrester w zapowiedziach na 2019 rok prognozuje, że w najbliższym czasie w 40 proc. firm sztuczna inteligencja i zrobotyzowana automatyzacja procesów połączą siły, by stworzyć cyfrowego pracownika.

Europa pod względem zaawansowania prac nad sztuczną inteligencją wciąż musi gonić USA i Chiny. Sytuacja powoli się jednak zmienia. Unia Europejska zapowiada, że co roku na sztuczną inteligencję będzie trafiać 20 mld euro. Dla porównania Chiny już w 2017 roku wydawały na ten cel 28 mld dol. rocznie. Istotne jest jednak dostrzeżenie wagi SI, a inwestycje państwa przełożą się także na politykę samych firm.

– Polska w zakresie sztucznej inteligencji jest jak zwykle w tyle europejskiej stawki. Życzyłbym sobie, żeby 2019 rok był rokiem przełomowym, w którym ludzie i przede wszystkim firmy zaczną postrzegać SI jako wartość dodaną i element związany z przewagą konkurencyjną dla siebie – mówi ekspert.

Polska jest w ogonie Europy jeśli chodzi o wykorzystywanie narzędzi z zakresu analityki danych (20 proc.). Podobny odsetek wdraża rozwiązania SI – zwłaszcza firmy z e-commerce, finansów, ubezpieczeń, windykacji czy branży rekrutacyjnej.

– Dzisiaj sztuczną inteligencję w biznesie wykorzystujemy przede wszystkim w automatyzacji procesów. Budujemy różnego rodzaju modele, które na podstawie historycznych danych są w stanie przewidywać najbliższą przyszłość i w tym aspekcie lepiej wykorzystywać różnego rodzaju informacje, w lepszy sposób podejmować decyzje, przede wszystkim szybciej podejmować te decyzje. Każdy z nas korzysta z Gmaila i widzi, że wszystkie niechciane wiadomości spadają do spamu, to jest sztuczna inteligencja – wskazuje Michał Grams.

Europa oraz największe światowe mocarstwa pracują nad samolotami szóstej generacji. To odpowiedź na radary kwantowe i broń elektromagnetyczną

Europa oraz największe światowe mocarstwa pracują nad samolotami szóstej generacji. To odpowiedź na radary kwantowe i broń elektromagnetyczną 7

Powietrzne pole walki coraz mocniej opiera się na nowych technologiach. Spodziewane wprowadzenie broni elektromagnetycznej, radarów kwantowych czy pilotowania opcjonalnego, to tylko przykłady, które wskazują na konieczność dostosowywania samolotów do nowych wymogów. Dlatego największe światowe mocarstwa, w tym Europa, pracują nad opracowaniem konstrukcji samolotu bojowego 6. generacji. Europejski niszczyciel ma dysponować technologią obniżonej widoczności radarowej, szybkiego transferu danych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji czy bronią laserową.

– Samoloty wojskowe nowej generacji nie będą odosobnionymi jednostkami, a raczej układami różnych systemów. Każdy statek powietrzny musi mieć połączenie ze swoim otoczeniem, z powietrznymi i lądowymi jednostkami bezzałogowymi, z tankowcem, a także z systemem AWACS, aby wiedzieć, co dzieje się na obszarze działań oraz bezpośrednio komunikować się z centrum na ziemi oraz satelitami – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Didier Vernet z Airbus Defense and Space.

Powietrzne pole walki staje się coraz bardziej nowoczesne, a opracowywane przez największe kraje systemy obrony koncentrują się właśnie na tym obszarze. Coraz bardziej zaawansowane są prace nad bronią elektromagnetyczną, przoduje w tym USA. O ile w tradycyjnych działach źródłem energii jest wybuchający proch, to w dziale elektromagnetycznym to prąd wytwarza silne pole magnetyczne, które wypycha pocisk. Tym samym pocisk zyskuje znacznie większą prędkość. W Chinach zaprezentowano z kolei radar kwantowy nowej generacji, który pozwala obejść najnowocześniejsze systemy maskowania samolotów, wykrywa też obiekty kosmiczne.

Zbudowanie nowych myśliwców jest koniecznością, a prace nad nimi prowadzą światowe mocarstwa, w tym także kraje europejskie.

– Opracowujemy Future Combat Air System – system przesyłania danych o wysokiej prędkości oparty na satelitach, tak aby w przyszłości pilot znajdujący się w samolocie miał podgląd w czasie rzeczywistym do danych z obserwacji satelitarnej i mógł się komunikować z całym otoczeniem. Mowa tu więc nie tyle o samolotach, ile o całych układach zróżnicowanych systemów. Airbus nie opracowuje tej technologii sam. Współpracujemy z różnymi firmami w Europie – mówi Didier Vernet.

Myśliwce nowej generacji ma charakteryzować niska wykrywalność, zdolność do korzystania z broni laserowej, pilotowania opcjonalnego czy możliwość kierowania z pokładu bezzałogowych statków powietrznych. Konsorcjum złożone z firm Dassualut Aviation, Airbus, Safran i MTU Aero Engines ma w ciągu dwóch lat opracować koncepcję nowego samolotu. Są też pomysły zastosowania całkowicie wirtualnego kokpitu na wyświetlaczu nahełmowym pilota, gdzie ruchy gałek ocznych miałyby być swoistym kursorem. Nowoczesne samoloty będą mieć także dostęp do map w czasie rzeczywistym, prosto z danych satelity.

– System jest już opracowywany. Jesteśmy w trakcie prowadzenia badań, które określą, jak będzie wyglądać przyszłość. Badamy kontekst, potrzeby, wymagania i nadchodzące technologie. Nad tym systemem pracujemy w perspektywie roku 2030, czyli dajemy sobie dziesięć, może piętnaście lat – zapowiada Didier Vernet.

Według Forecast International globalny rynek myśliwców bojowych osiągnie w 2027 r. wartość blisko 250 mld dol. W ciągu najbliższych ośmiu lat na świecie ma powstać ponad 3 200 nowych samolotów tego typu.

Daimler i Geely Holding ustanawiają globalną spółkę joint venture w celu rozwoju marki smart

  • Spółka joint venture pomiędzy Daimlerem a chińską spółką Geely w stosunku udziałów 50/50 w celu rozwoju i globalnej obsługi marki smart jako producenta wyłącznie samochodów elektrycznych
  • smart zyska wiedzę obydwu grup dotyczącą produkcji i projektowania.
  • Marka smart rozwinie się, aby sprostać zapotrzebowaniu na samochody elektryczne, których produkcja odbywać się będzie w Chinach
  • Nowe modele samochodów smart planowane od 2022 r. w ramach nowego w pełni elektrycznego produktu
Daimler und Geely Holding gründen ein globales Joint Venture zur Weiterentwicklung von smart Daimler and Geely Holding form global joint venture to develop smart
Vertragsunterzeichnung zur strategischen Kooperation für smart zwischen Daimler und Geely. Von links nach rechts: An Conghui, President der Geely Holding und President und CEO der Geely Auto Group, Li Shufu, Chairman der Geely Holding, Dieter Zetsche, Vorsitzender des Vorstands der Daimler AG und Leiter des Geschäftsfeldes Mercedes-Benz Cars, Ola Källenius, Mitglied des Vorstandes der Daimler AG verantwortlich für Konzernforschung & Mercedes-Benz Cars Entwicklung
Signing ceremony of Strategic Cooperation for smart between Daimler and Geely. From left to right: An Conghiu, Geely Holding President and Geely Auto Group President and CEO, Li Shufu, Geely Holding Chairman, Dieter Zetsche, Chairman of the Board of Management of Daimler AG and Head of Mercedes-Benz Cars, Ola Källenius, Board of Management Member responsible for Group Research and Mercedes-Benz Cars Development.

28 marca 2019 r., Stuttgart (Niemcy); Hangzhou (Chiny). Daimler AG (Daimler) oraz Grupa Zhejiang Geely Holding (Geely Holding), będące niemiecką i chińską grupą motoryzacyjną, ogłosiły dziś utworzenie spółki joint venture o zasięgu światowym i proporcji udziałów 50/50,

która stanie się właścicielem, operatorem, a także będzie odpowiadać za dalszy rozwój marki smart – pioniera wśród małych samochodów miejskich, jako lidera samochodów elektrycznych klasy premium.

Zgodnie z umową spółki joint venture, modele samochodu smart nowej generacji będą montowane w nowym specjalnie zbudowanym w tym celu zakładzie produkcyjnym samochodów elektrycznych w Chinach, a ich ogólnoświatowa sprzedaż rozpocznie się w 2022 r.

Dieter Zetsche, Prezes Zarządu Daimler AG i Mercedes-Benz Cars, stwierdził: „Dla ponad 2,2 mln klientów, smart oznacza pioniera w domenie mobilności w mieście. W oparciu o ten sukces chcemy jeszcze bardziej ulepszyć tę markę wraz z Holdingiem Geely, który jest poważnym partnerem w segmencie samochodów elektrycznych. Wspólnie zaprojektujemy i opracujemy samochody elektryczne smart nowej generacji, łączące w sobie wysoką jakość produkcji oraz znane standardy bezpieczeństwa, w celu ich sprzedaży w Chinach i na całym świecie. W przyszłości chcemy współpracować z wszystkimi partnerami w celu utrzymania naszego sukcesu w Chinach i na całym świecie”. Mercedes-Benz oddzielnie wyprodukuje kompaktowy samochód elektryczny w zakładzie w Hambach, zachowując obecny poziom zatrudnienia i dokonując dalszych inwestycji w zakład.

Li Shufu, Prezes Geely Holding, dodał: „W pełni szanujemy wartość marki smart. Cieszy się ona wyjątkową popularnością i ma poważną wartość handlową. Geely Holding i Daimler cieszą się na wyzwanie związane z tym nowym ekscytującym projektem, dzięki któremu będziemy coraz bardziej naciskać na wprowadzenie produktów elektrycznych klasy premium, aby zapewnić naszym klientom lepsze doświadczenia związane z mobilnością. Jako równorzędni partnerzy będziemy promować markę smart na całym świecie; wykorzystamy nasze doświadczenie i kompetencje globalne w zarządzaniu marką, w aspekcie badań i rozwoju, produkcji, zarządzania łańcuchem dostaw, jak i w innych obszarach. Synergie wynikające z tej współpracy będą prowadzić do wspólnych korzyści, a jednocześnie rozwiniemy technologie dla smarta, w tym dotyczące łączności, aby marka ta nadal była liderem branżowym podczas swojej poważnej transformacji”.

Zarząd nowej spółki odpowiedzialnej za markę smart będzie obejmować sześciu członków równorzędnie reprezentujących obydwie strony. Wśród przedstawicieli Daimler AG znajdą się Hubertus Troska, członek Zarządu Daimler AG ds. Wielkich Chin, Britta Seeger, członek Zarządu Daimler AG odpowiedzialna za Marketing i Sprzedaż Mercedes-Benz Cars, a także Markus Schafer, członek Zarządu Dywizji Mercedes-Benz Cars ds. Produkcji i Łańcucha Dostaw, a także wyznaczony członek Zarządu odpowiedzialny za Badania Grupy i Rozwój Mercedes-Benz Cars. Wśród przedstawicieli Grupy Geely w Zarządzie znajdą się Li Shufu, Prezes Zarządu Holdingu Geely, Prezes Geely Auto Group, An Conghui, a także Wiceprezes i Dyrektor Finansowy Holdingu Geely, Daniel Donghui Li.

Partnerzy uzgodnili, że styl samochodów smart nowej generacji zostanie opracowany przez światową sieć Mercedes-Benz Design, a od strony inżynierskiej pracować and nim będą światowe ośrodki inżynierskie Holdingu Geely. Produkcja ma być zlokalizowana w Chinach. W ramach programu opracowania samochodu planuje się również rozszerzenie portfela produktów smart na szybkorosnący segment B.

Przed uruchomieniem nowych modeli od roku 2022, Daimler będzie nadal produkować samochody smart obecnej generacji w swoim zakładzie w Hambach we Francji (smart EQ fortwo – dla dwojga) oraz w miejscowości Novo Mesto w Słowenii (smart EQ forfour- dla czworga).

Jednocześnie zakład w Hambach podejmie się dodatkowo nowych obowiązków w ramach sieci produkcyjnej Mercedes-Benz Cars i będzie w przyszłości wytwarzać kompaktowy samochód elektryczny Mercedes-Benz pod nową marką produktową i technologiczną EQ. Mercedes-Benz inwestuje kwotę 500 mln EUR w zakład w Hambach, przy czym będzie korzystać z fachowej wiedzy swoich doświadczonych i zmotywowanych pracowników.

Spółka joint venture ma zostać sfinalizowana pod koniec 2019 r. Warunków finansowych spółki joint venture nie ujawniono.

Spółka joint venture jest drugim przedsięwzięciem po oddzielnej, ogłoszonej w zeszłym roku umowie pomiędzy Daimler Mobility Services a Geely Technology Group, w ramach której spółki uzgodniły współpracę nad nową usługą zamawiania usług transportu samochodowego w Chinach.

Sprawy frankowiczów zatkały sądy

W 2018 roku sprawy dotyczące kredytobiorców frankowych stanowiły zaledwie promil wszystkich pozwów, jakie wpłynęły do wydziałów cywilnych Sądów Okręgowych w całej Polsce. Z tego wynika, że postępowania nie powinny być dla urzędników dużym obciążeniem. I to dotyczy nie tylko małych, ale też części wojewódzkich miast. Do wyjątków należy Gdańsk, Łódź czy Wrocław, gdzie odnotowuje się setki takich spraw. W samej Warszawie jest ich blisko 3 tys. Według ekspertów, najwięcej sporów toczy się w miastach, w których są siedziby banków. Trzeba też zaznaczyć, że nie wszystkie sądy są w stanie ustalić liczby tego typu postępowań, choć powinny je kategoryzować, zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Sprawiedliwości.

Nierówna liczba spraw

Analitycy serwisu agencyjnego MondayNews, przy współpracy ekspertów z Polskiego Instytutu Pomocy Konsumentom, skontaktowali się z 45 Sądami Okręgowymi w całej Polsce. Sprawdzono, ile spraw dot. frankowiczów wpłynęło do ich wydziałów cywilnych w całym 2018 roku. I tak np. w Legnicy wskazano ich 16, czyli tylko 0,7% ogólnego rocznego wpływu. Z kolei w Siedlcach odnotowano 9 tego typu postępowań, stanowiących zaledwie 0,0057% ogółu spraw w tzw. repertorium C.

– W 2018 roku wpłynęły 2 sprawy do I Wydziału Cywilnego w naszym Sądzie. Jedna była z powództwa banku, a drugą założył fundusz sekurytyzacyjny. Liczba tych postępowań nie stanowi dużego obciążenia dla urzędników i nie opóźnia innych działań – zapewnia sędzia Sądu Okręgowego Iwona Wiśniewska-Bartoszewska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Płocku.

Nikły odsetek ww. postępowań występuje nie tylko w większości mniejszych ośrodków, ale również w miastach wojewódzkich. Dla przykładu, w ub. roku do I Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Krakowie wpłynęło 37 spraw z umów bankowych dotyczących franków. I stanowiły one tylko 0,8% ogółu. Z kolei w wydziałach cywilnych w Kielcach odnotowano 14 takich przypadków, tj. 0,17%.

– Większość pozwów trafia do sądów właściwych dla siedzib instytucji finansowych. Jest to zgodne z art. 30 kodeksu postępowania cywilnego. Tylko w kilku miastach w Polsce znajdują się centrale banków, które zadłużały konsumentów we frankach szwajcarskich. Dlatego też rozłożenie tych spraw nie jest proporcjonalne na terenie całego kraju – wyjaśnia adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office.

Z kolei jak podkreśla Arkadiusz Szcześniak, prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu, każdy poszkodowany konsument może złożyć pozew w mieście, w którym zawarł umowę kredytową. Jednak to sąd ostatecznie decyduje, gdzie sprawa będzie rozpatrywana i zazwyczaj kieruje się miejscem siedziby banku. Dla kredytobiorców frankowych nie ma to większego znaczenia. Istotną kwestią jest tylko to, aby sąd stosował prawo UE oraz wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Najwięcej sporów

– W ubiegłym roku wpłynęło do nas ponad 2600 spraw tzw. frankowiczów. Stanowiły one ok. 25% w tzw. repertorium C, w którym rejestrowane są łącznie sprawy cywilne i rodzinne. Gdyby pominąć pozwy rozwodowe, to ww. postępowania miałyby udział na poziomie ponad 30% – mówi Sylwia Urbańska, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

Do ww. liczby trzeba dodać 147 spraw dot. frankowiczów, które w 2018 roku wpłynęły do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga. Pozwy klientów z całej Polski są rozpoznawane głównie w stolicy, gdzie mieszczą się siedziby banków, które udzieliły najwięcej kredytów walutowych. Ekspert z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office przypomina, że chodzi o mBank, czyli dawny Multibank, Bank Millennium i Getin Noble Bank.

– Do I Wydziału Cywilnego naszego Sądu wpłynęły łącznie 193 pozwy wniesione przez frankowiczów przeciwko bankom. Stanowiły one aż 12% wszystkich spraw, jakie pojawiły się tam w całym 2018 roku. Natomiast w XV Wydziale Cywilnym odnotowano 102 sprawy, które wynosiły 7% ogółu. W analizowanym okresie pozwy wnosiły też banki. Jednak nie można wskazać liczby tych postępowań, w których kredytobiorcy frankowi kwestionowali ważność umowy kredytowej lub jej postanowień, z uwagi na brak prowadzenia tego rodzaju statystyk – stwierdza Łukasz Zioła, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Jak wyjaśnia mecenas Bartosiak, w aglomeracji gdańskiej pozwy są liczone w setkach, bo tam ma swoją siedzibę dawny GE Money Bank, który w 2009 roku przeszedł fuzję z BPH. Patrząc na dane z całej Polski, wyjątkowo dużo sporów toczy się też we Wrocławiu, gdzie znajdują się centrale Eurobanku i BZ WBK. Do tamtejszych wydziałów cywilnych w ub. roku wpłynęły aż 504 sprawy tzw. frankowiczów, które stanowiły 11,5% ogółu. Nieco mniej postępowań jest w Łodzi. W tym mieście ma kierownictwo BRE Bank (dzisiejszy mBank) oraz Dom Bank (Getin Noble Bank).

– W I Wydziale Cywilnym banki udzielające kredytów denominowanych w walucie szwajcarskiej skierowały 72 pozwy i dokładnie tyle samo wnieśli kredytobiorcy frankowi. Łączny wpływ we wszystkich kategoriach wynosił ponad 3 tysiące. Natomiast w II Wydziale Cywilnym było 21 spraw z powództwa banków i funduszy sekurytyzacyjnych, a także 64 wniesionych przez frankowiczów. Ogólna liczba pozwów osiągnęła prawie 2,5 tysiąca – wskazuje Monika Pawłowska-Radzimierska, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Łodzi.

Na tle całej Polski wyróżniają się też Katowice, gdzie miał swoją siedzibę Metrobank, czyli Oddział Getin Noble Banku. Do wydziałów cywilnych Sądu Okręgowego wpłynęło w zeszłym roku 108 spraw dotyczących frankowiczów. Wszystkich, jakie tam odnotowano, było 4605.

Brak danych

– Nie możemy ustalić liczby spraw dot. frankowiczów. Wymagałoby to analizy przedmiotu żądań wszystkich pozwów, które wpłynęły do I Wydziału, a to byłoby zbyt pracochłonnym zadaniem dla urzędników sądowych – tłumaczy Agnieszka Leżańska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim.

Do Sądu Okręgowego w Gorzowie Wielkopolskim wpłynęły w ubiegłym roku tylko 2 pozwy od tzw. frankowiczów. Jednak nie można ustalić dokładnej liczby spraw, w których występują oni jako pozwani. Urządzenia ewidencyjne nie odnotowują treści umów, będących zazwyczaj w złotówkach, na których oparte jest żądanie pozwu. Gdy sędzia ma 2-3 sprawy określonego rodzaju, to je pamięta, ale przy większej liczbie już nie bardzo.

– W mniejszych sądach rzecznicy prasowi mogą bezpośrednio zapytać sędziów, ile takich postępowań prowadzą. W większych ośrodkach, w których jest kilka wydziałów cywilnych, potrzebny jest sprawny system. W formularzach statystycznych za 2018 rok znajduje się kategoria spraw dot. kredytów walutowych z podziałem na franki szwajcarskie i inne waluty – odpowiednio pozycje 49c i 49cf. Sądy, które sporządziły raporty za ub. rok, powinny zatem posiadać takie informacje – zaznacza mecenas Jakub Bartosiak.

Problemy techniczne ze wskazaniem liczby spraw tzw. frankowiczów wynikają z tego, że nie jest to osobna kategoria wykazywana w danych statystycznych. Sławomir Przykucki, Sędzia Sądu Okręgowego w Koszalinie, zwraca uwagę na to, że w takim przypadku należy ręcznie policzyć pozwy i wówczas łatwo o pewne nieścisłości. Przewodniczący tamtejszego I Wydziału Cywilnego oszacował, że obecnie jest u nich około 15 tego typu spraw. Wiadomo też, że łącznie w 2018 roku wpłynęło tam 678 pozwów, a ok. 60 z nich dotyczyło różnego rodzaju bankowych tytułów wykonawczych.

– Niestety, mimo Zarządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 29 czerwca 2018 roku, w dalszym ciągu nie wprowadzono w niektórych sądach właściwej kategoryzacji tych spraw. Inną jeszcze kwestią jest sposób ich oznaczania. Nie mamy wiedzy czy osoby odpowiedzialne za tę czynność potrafią odróżnić kredyt waloryzowany, indeksowany czy denominowany – podsumowuje prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu.

Vienna Life stawia krok w przyszłość w sektorze ubezpieczeń życiowych

Jak wynika z raportu Gemius PBI „E-commerce w Polsce 2018” już ponad połowa Polaków robi zakupy przez Internet. Pomimo dużego zainteresowania klientów produktami i usługami dostępnymi bez wychodzenia z domu, w zakresie ubezpieczeń na życie, sprzedaż on line nie jest powszechna. Duży formalizm związany z procesem zawarcia umowy, konieczność złożenia wielu oświadczeń i zapoznania się z obszerną dokumentacją – to okoliczności, które dotychczas skutecznie powstrzymywały towarzystwa ubezpieczeń przed oferowaniem ubezpieczeń na życie przez Internet. Vienna Life jako pierwsza na rynku ubezpieczeń życiowych, zdecydowała się wprowadzić e-podpis – nowatorskie rozwiązanie, w systemie do zawierania umów eWniosek.

Rozwiązanie to, będące efektem współpracy Vienna Life z firmą Autenti, pozwala zawrzeć umowę ubezpieczenia na życie z wykorzystaniem zaawansowanego podpisu elektronicznego przez Internet. Jest to możliwe poprzez platformę do podpisywania dokumentów online stworzoną przez Autenti.

Równocześnie eWniosek zyskał nowoczesny wygląd i funkcjonalną strukturę.

– Wprowadziliśmy szereg zmian na naszej platformie eWniosek, umożliwiającej wybór ubezpieczenia oraz wypełnienie wniosku w sposób wygodny i intuicyjny. Nowością jest zaawansowany podpis elektroniczny, dzięki któremu proces zawarcia umowy ubezpieczenia na życie może odbywać się na odległość, bez konieczności wysyłania oryginalnych dokumentów pocztą lub kurierem. To kolejne innowacje w Vienna Life, odpowiadające na potrzeby naszych klientów, którzy oczekują nowoczesnych i bezpiecznych sposobów korzystania z oferowanych przez nas ubezpieczeń. Działania te wpisują się jednocześnie w filozofię ‘paperless’ grupy VIG, która polega na zastępowaniu papierowych dokumentów elektronicznymimówi Jarosław Krasowski, Dyrektor Sprzedaży Vienna Life.

Jak wygląda zawarcie takiej umowy?

Cały proces można przejść teraz w trzech, prostych krokach. Z dowolnego miejsca, w domu, w pracy, a nawet w podróży. W pierwszej kolejności badane są potrzeby i oczekiwania klienta, co do charakteru umowy ubezpieczenia i jej warunków. Po doborze odpowiedniego dla danego klienta produktu następuje wypełnienie i rejestracja wniosku. Następnie klient otrzymuje elektronicznie komplet dokumentów niezbędnych do zawarcia wybranej umowy. Ostatni krok to podpisanie dokumentów, które może nastąpić za pomocą zaawansowanego podpisu elektronicznego. Co ważne i wygodne dla klienta, aby skorzystać z e-podpisu nie trzeba posiadać konta na platformie Autenti, wystarczy do tego jedynie komputer, tablet lub smartfon. Ten sposób zatwierdzenia dokumentów jest prawnie wiążący, a także spełnia wymogi w zakresie bezpieczeństwa danych.

– To innowacyjne rozwiązanie, dzięki któremu klienci mogą w szybki i bezpieczny sposób zawrzeć umowę ubezpieczenia, bez wychodzenia z domu. Autenti występuje tu w roli tzw. „zaufanej strony trzeciej” podpisywanej umowy, oferując wygodny interfejs oraz gromadząc dokumenty. Klient zyskuje do nich łatwy dostęp, a dodatkowo dokumenty są bezpiecznie archiwizowane – podkreśla Grzegorz Wójcik, Prezes Zarządu Autenti. – Z dużym entuzjazmem zaangażowaliśmy się w projekt z naszym Partnerem, mając na uwadze, że oferowane przez Vienna Life rozwiązanie będzie przełomowym na tym rynku – dodaje Wójcik.

Cyfrowa przyszłość obiegu dokumentów

Coraz więcej spraw związanych z codziennym życiem realizujemy w sieci. W Internecie szukamy informacji, robimy zakupy i utrzymujemy kontakt ze znajomymi. Teraz, dzięki możliwości wygodnego zawarcia umowy, możemy także ubezpieczyć się na życie. Szybko, wygodnie, bez zbierania segregatorów, archiwizowania umów, a tym samym, oszczędzając papier zgodnie z filozofią „paperless”.

Zobacz animację „Stawiamy na innowacje”:

https://youtu.be/BmCfHOSFv2M

Rynek soczewek w Polsce z dwucyfrowym wzrostem

Rynek soczewek kontaktowych w Polsce w 2018 r. wzrósł o 11,3 proc. i jest wart ponad 300 mln zł. Prawie milion Polaków zdecydowało się już na taki sposób korekcji wady wzroku. Na każdego obecnego użytkownika soczewek przypada aż sześciu rozważających taką możliwość – podaje GFK.

Ponad połowa Polaków ma wadę wzroku. Problem będzie się pogłębiał, bo jak podkreślają specjaliści branży optycznej, to choroba naszych czasów spowodowana między innymi coraz dłuższym wpatrywaniem się w ekrany telefonów, komputerów czy laptopów. To nie lada wyzwanie dla okulistów i pole do rozwoju dla branży optycznej. – Dane pokazują, ze nasz rynek wciąż ma bardzo duży potencjał do wzrostu. To ponad sześć milionów obecnych i potencjalnych użytkowników soczewek kontaktowych, którzy potrzebują kompleksowej obsługi i my taką właśnie obsługę zapewniamy  – mówi Karol Wilczko, dyrektor zarządzający sklepu Szkla.com.

Omnichannel coraz bardziej popularny

Od kilku lat jednym z najgorętszych trendów w branży e-commerce jest omnichannel, czyli przenikanie się tradycyjnych i internetowych oraz mobilnych kanałów sprzedaży. Coraz częściej firmy działające głównie online decydują się na otwieranie stacjonarnych, nowoczesnych placówek, np. showroomów czy punktów odbioru produktów. Sprzedażą stacjonarną interesuje się chociażby Amazon, który w 2017 roku dokonał swojego największego przejęcia, kupując za 13.7 mld dolarów sieć supermarketów Whole Foods Market. Ciekawym przykładem jest też Warby Parker eyewear – amerykański producent i sprzedawca okularów korekcyjnych i przeciwsłonecznych, który na podstawie danych swoich klientów zebranych w sklepie online z sukcesem dobrał miejsca otwarcia salonów stacjonarnych.

Na polskim rynku optycznym połowa sprzedaży soczewek odbywa się za pośrednictwem sklepów internetowych, reszta należy do salonów i drogerii. Alternatywą, zarówno dla sklepów online, jak i tradycyjnych są Soczewkomaty. – Od 15 lat z powodzeniem funkcjonujemy w internecie, mamy swoje salony optyczne, wyspy w centrach handlowych teraz rozwijamy także sieć Soczewkomatów. To rozwiązanie, które pozwala nam na pełną dywersyfikację oferty. Dajemy klientom możliwość wyboru kanału dystrybucji. Soczewkomaty to urządzenia dla tych kupujących, którzy wiedzą czego potrzebują, jakiego konkretnie produktu szukają i chcą go kupić od ręki – tłumaczy Wilczko.

Dynamiczny rozwój branży soczewek

Wartość rynku soczewek w Polsce to obecnie 300 mln zł i wciąż rośnie w tempie dwucyfrowym. Do noszenia soczewek przekonało się prawie milion Polaków, czyli około 2,5 proc. z nas. Na przestrzeni ostatnich lat wyraźnie widać tendencję wzrostu tego odsetka, na co na pewno mają wpływ zachodnie tendencje. W Stanach Zjednoczonych czy krajach skandynawskich soczewek używa nawet 15 proc. osób z wadą wzroku. Mimo, że Polacy wciąż najchętniej korzystają z soczewek miesięcznych i dwutygodniowych, to podążając za trendem zza oceanu, coraz częściej sięgają po produkty jednodniowe. Odpowiadają one obecnie na naszym rynku za około 25 proc. sprzedaży. Soczewki jednorazowe są co prawda droższe, ale zdecydowanie prostsze w użytkowaniu – nie wymagają  tylu dodatkowych akcesoriów (płynów czy pojemników do przechowywania), co soczewki długookresowe.

Bridgestone Europe finalizuje przejęcie TomTom Telematics

  • Proces ten przyspiesza cyfrową transformację Bridgestone i nadaje firmie status preferowanego partnera w ramach rozwiązań mobilnych
  • Transakcja umacnia pozycję TomTom Telematics jako numeru jeden w Europie i światowego dostawcy rozwiązań w zarządzaniu flotą
  • Zakończenie procesu poprzedzało uzyskanie zgody właściwych organów regulacyjnych, akcjonariuszy TomTom oraz poparcie ze strony rady pracowników TomTom

Bridgestone Europe NV/SA („Bridgestone”), spółka zależna Bridgestone w regionie EMEA, największego na świecie producenta opon i wyrobów z gumy, ogłosiła dzisiaj, że sfinalizowała proces przejęcia TomTom Telematics (”Telematics”), wiodącego dostawcy rozwiązań cyfrowych dla flot w Europie, za kwotę 910 milionów euro.

W ramach ogłoszonego po raz pierwszy 22 stycznia 2019 r. procesu przejęcia ukończono odpowiednie etapy regulacyjne, uzyskano pełną aprobatę akcjonariuszy TomTom, a także poparcie rady pracowników TomTom.

Przejęcie wynika z wcześniejszych działaniach Bridgestone mających na celu wzmocnienie kompetencji firmy w dziedzinie rozwiązań cyfrowych. Telematics jest liderem w europejskiej branży o dwucyfrowej stopie wzrostu. Firma wpisuje się w strategię Bridgestone i dostarcza większe możliwości w zakresie rozwiązań mobilnych, które sprawiają, że operacje flotowe są bardziej efektywne i skuteczne.

Telematics będzie działać w strukturach Bridgestone jako samodzielna jednostka biznesowa, korzystając jednocześnie z silnego kapitału marki, dużej bazy klientów, globalnego zasięgu i sieci detalicznej Bridgestone. Zespół zarządzający Telematics pozostaje niezmieniony. Będzie on korzystał z inwestycji i możliwości Bridgestone w celu przyspieszenia obecnych planów rozwoju w Europie i innych regionach na świecie, w których działa Telematics.

Ambicją spółki jest utrzymanie pozycji niekwestionowanego numeru jeden w Europie i umocnienie pozycji na świecie w obszarze usług zarządzania flotą. Połączenie oferty obu spółek zapewni nowe, rentowne możliwości i przyniesie wartość dodaną dla klientów.

Paolo Ferrari, CEO i Prezes Bridgestone EMEA
Paolo Ferrari, CEO i Prezes Bridgestone EMEA

Paolo Ferrari, CEO i Prezes Bridgestone EMEA, powiedział: „Zakończenie tej transakcji jest kamieniem milowym na drodze Bridgestone od producenta opon do lidera w obszarze rozwiązań mobilnych”.

„Wraz z rosnącym z roku na rok zapotrzebowaniem na mobilność opartą na flotach pojazdów, ich managerowie potrzebują niezawodnego i innowacyjnego partnera, który pomoże im efektywnie zwiększyć wydajność i ograniczyć koszty eksploatacji. Bridgestone i TomTom Telematics obecnie dysponują wspólnymi narzędziami, wiedzą i doświadczeniem, aby spełnić te wymagania. Tworzone przez nas rozwiązania dla flot stanowią potężny instrument, który wprowadzi naszą branżę w świat nowoczesnej mobilności”.

Harold Goddijn, dyrektor generalny TomTom, powiedział: „Cieszymy się, że Bridgestone dostrzega talent i umiejętności pracowników TomTom Telematics i zamierza w pełni wykorzystać potencjał firmy. Chciałbym życzyć wszystkim naszym kolegom z Telematics pomyślnej przyszłości z Bridgestone”.

Funt słabnie w obliczu powracającej niepewności

Najgorzej radzącą sobie walutą G10 w ubiegłym tygodniu był funt brytyjski, który tracił nawet w parze z względnie słabym złotym.

Odrzucenie przez brytyjski parlament wszystkich alternatywnych scenariuszy Brexitu podczas tzw. głosowania orientacyjnego, jak i późniejsza, trzecia już odmowa przyjęcia Withdrawal Agreement doprowadziła w zeszłym tygodniu do znacznej deprecjacji funta. Szterling w relacji do dolara amerykańskiego osłabił się o ok. 1,5%. Tym samym funt brytyjski okazał się najgorzej radzącą sobie walutą G10 ubiegłego tygodnia.

Tymczasem ożywienia doświadczyła lira turecka. Prezydent Turcji, Recep Erdogan, zdołał wpłynąć na rynek offshore liry, co pozwoliło na ustabilizowanie kursu waluty Turcji akurat na czas wyborów samorządowych. Dalsze losy TRY są trudne do przewidzenia, aczkolwiek dramatyczny spadek poziomu rezerw walutowych banku centralnego nie wróży walucie szczególnie dobrze.

Kalendarz ekonomiczny w nadchodzącym tygodniu rozpoczął się od silnej noty – indeksy aktywności biznesowej PMI w Chinach zdecydowanie przebiły oczekiwania konsensusu. Po dzisiejszych rozczarowujących danych o inflacji w strefie euro, w czwartek zainteresują nas „minutki” z ostatniego spotkania decyzyjnego EBC. Z kolei w piątek szykujemy się na publikację danych z amerykańskiego rynku pracy. Jeżeli raport pokaże silne tempo wzrostu wynagrodzeń, w USA może dojść do odwrócenia dotychczasowego wzrostu cen obligacji skarbowych, który obserwowaliśmy od czasu ostatniego spotkania Rezerwy Federalnej.

PLN

W ubiegłym tygodniu polski złoty reagował głównie na zmiany na głównych parach.

Co tyczy się informacji z Polski: w ostatnim czasie są one raczej pozytywne. W ubiegłym tygodniu na plus zaskoczyła inflacja CPI w marcu. Na początku bieżącego z kolei niespodziewanie wzrósł indeks PMI dla przemysłu Polski – pomimo bardzo wyraźnego pogorszenia sytuacji w Niemczech – rzucając raczej dobre światło na sytuację w kraju, nawet pomimo tego, że indeks znajduje się poniżej poziomu wyznaczającego ekspansję sektora. W kontekście ubiegłego tygodnia warto również zwrócić uwagę na decyzję agencji Fitch, która podtrzymała ocenę i perspektywę ratingu Polski na niezmienionym poziomie prezentując również dość wyważony komunikat.

W tym tygodniu uwagę warto zwrócić przede wszystkim na środowe spotkanie Rady Polityki Pieniężnej. Oczywiście nikt nie oczekuje zmiany stóp procentowych. Jednak istotne jest to, jak Rada zapatruje się na perspektywy inflacji w kontekście jej ostatniego wzrostu.

GBP

W minionym tygodniu brytyjski parlament nie był w stanie dojść do porozumienia co do jakiegokolwiek alternatywnego scenariusza dotyczącego Brexitu. Co do jednej rzeczy Izba Gmin jest jednak zgodna – sprzeciwia się porozumieniu Theresy May, które w minionym tygodniu zostało po raz trzeci odrzucone w głosowaniu Izby Gmin. Jeśli nic się nie zmieni, 12 kwietnia dojdzie do Brexitu bez umowy. Naszym zdaniem jest to jednak mało prawdopodobny obrót zdarzeń. Podtrzymujemy stanowisko, że najpewniej dojdzie do zdecydowanego wydłużenia okresu poprzedzającego Brexit. Długie wydłużenie powinno pozwolić na przygotowanie rozwiązania, które będzie w stanie otrzymać zdecydowane poparcie polityczne w Wielkiej Brytanii – być może będzie to wymagało przeprowadzenia kolejnych wyborów parlamentarnych.

Jednym z kluczowych wydarzeń nadchodzącego tygodnia jest tzw. głosowanie orientacyjne w Izbie Gmin, podczas którego po raz kolejny posłowie rozważą alternatywne scenariusze Brexitu. Celem procedury jest znalezienie choćby jednego scenariusza, który nie zostanie odrzucony znaczną większością głosów niższej izby parlamentu. Niemniej, należy spodziewać się zwiększonej zmienności funta do momentu, kiedy wniosek o kolejne wydłużenie wejścia w życie artykułu 50 nie zostanie wystosowany przez Wielką Brytanię i zaakceptowany przez pozostałe kraje UE.

EUR

Odczyty danych makro ze strefy euro z ubiegłego tygodnia były nieco bardziej optymistyczne w porównaniu z poprzedzającym tygodniem, kiedy to zdecydowanie rozczarowały dane o aktywności w przemyśle. Dobrze radziła sobie sprzedaż detaliczna w Niemczech, w górę poszły też szacunki dynamiki poprzedzających okresów. Niemniej, „gołębia” retoryka Europejskiego Banku Centralnego ograniczyła szanse na aprecjację wspólnej europejskiej waluty. Tym samym euro znajdowało się w dolnej części dotychczasowego korytarza wahań w relacji do dolara amerykańskiego. Na początku tego tygodnia mocno rozczarowały dane o inflacji, bazowa dynamika cen spadła do poziomu 0,8% w ujęciu rocznym. Oprócz nich, w tym tygodniu warto będzie obserwować czwartkowe „minutki” z ostatniego spotkania EBC, które doprowadziło do wyprzedaży wspólnej waluty.

USD

Publikowane w ubiegłym tygodniu dane makroekonomiczne z USA w ujęciu ogólnym okazały się nieco słabsze niż oczekiwał konsensus. Było to jednak zbyt mało, żeby w jakikolwiek istotny sposób zmienić perspektywy gospodarcze Stanów Zjednoczonych. Oczekujemy, że piątkowa publikacja danych z amerykańskiego rynku pracy ponownie zyska na znaczeniu jako najważniejsza publikacja makro miesiąca. Zwłaszcza kontynuacja dotychczasowego trendu wzrostowego w wynagrodzeniach, w połączeniu z wysokim wskaźnikiem kreacji miejsc pracy, mogłaby wreszcie zakończyć wyraźny wzrost cen globalnych obligacji rządowych.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Ministerstwo Finansów chce opracować „test przedsiębiorcy”, a polscy przedsiębiorcy wybierają inne kraje

„Test przedsiębiorcy”, który zamierza wprowadzić Ministerstwo Finansów, będzie miał za zadanie oddzielić faktycznych przedsiębiorców od osób, które tak naprawdę pracują na etacie, ale założyły działalność gospodarczą, aby płacić mniejsze podatki. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że taki ruch tylko zniechęci Polaków do zakładania firm w Polsce i o wiele chętniej będą oni zakładać własną działalność za granicą. Już teraz wielu freelancerów wybiera Wielką Brytanię czy Irlandię.

Według sporządzonego niedawno raportu przez Europejskie Perspektywy Przedsiębiorczości procedura założenia firmy w Polsce jest jedną z najdłuższych – nasz kraj plasuje się na 23. miejscu w rankingu, podczas gdy – dla porównania – Wielka Brytania, Szwecja czy Dania najbardziej idą na rękę przedsiębiorcom. Kolejną problematyczną kwestią na naszym rodzimym rynku są wysokie podatki, składki ZUS regularnie rosną i nie należą do niskich – w tym roku mają się zwiększyć o prawie 100 zł.

Z kolei Ministerstwo Finansów niedawno zapowiedziało opracowanie tzw. testu przedsiębiorcy, którego zadaniem będzie oddzielenie faktycznych przedsiębiorców od osób pracujących de facto na etacie, które jednak założyły firmę, aby móc płacić niższe podatki.

Działalność zamiast etatu

Poprzez założenie firmy pracownik opłaca minimalne, zryczałtowane składki na ubezpieczenia społeczne, a także rozlicza się podatkiem liniowym, w wyniku czego osoby otrzymujące wysokie zarobki płacą 19 proc. podatku zamiast 32 proc. Każdego miesiąca wystawiają tylko jedną fakturę jednemu kontrahentowi i tym się różnią od osób, które prowadzą własną firmę otrzymując wiele zleceń.

Według Ministerstwa Finansów osoby wystawiające jedną fakturę powinny mieć status samozatrudnionych, a działalność gospodarczą prowadzą tylko pozornie, aby płacić niższy podatek.

Niestety tzw. tekst przedsiębiorcy może mieć odwrotny skutek do zamierzonego. Polscy przedsiębiorcy z sektora B2B, aby uniknąć kłopotów, już teraz zaczynają zapobiegawczo wybierać inne kraje do prowadzenia swojego biznesu. Najpopularniejsze kierunki to wymieniona wyżej Wielka Brytania, która słynie z pozytywnego podejścia do przedsiębiorców oraz Irlandia, gdzie siedzibę mają giganci światowego IT, które podatków płacić nie lubią.

Wielka Brytania przyciąga firmy

Obserwujemy trend, zgodnie z którym polscy przedsiębiorcy wybierają właśnie Wielką Brytanię lub Irlandię do prowadzenia swoich biznesów. W krajach tych prowadzenia firm jest niezwykle łatwe, a biurokracja należy do najmniejszych w Europie.

Ponadto, Wielka Brytania nie ustaje w tym, aby zwiększyć swoją atrakcyjność w oczach przedsiębiorców. Niedawno brytyjski kanclerz skarbu zapowiedział, że od tego roku podatkowego kwota wolna od podatku na Wyspach wzrośnie do 12.5 tys. funtów, co w przeliczeniu na polską walutę daje 60 tys. złotych. Dla porównania wystarczy dodać, że w Polsce kwota wolna od podatku wynosi jedynie 3091 zł.

Kolejną pozytywną zapowiedzią dla przedsiębiorców na Wyspach są cięcia podatków dla większości małych przedsiębiorstw do 30 proc., wzrost Annual Investment Allowance, czy zmniejszenia do 5 proc. kosztów przyuczania do zawodu dla małych biznesów.

Te wszystkie ułatwienia dla właścicieli firm, które wprowadza Wielka Brytania zgodnie ze swoją wieloletnią polityką mającą na celu przyciąganie do kraju przedsiębiorców i uczynienie z Wysp raju podatkowego, sprawiają, że coraz więcej Polaków decyduje się na założenie swoich biznesów właśnie tam. Wśród największych atutów prowadzenia firmy w Wielkiej Brytanii wymieniają oni nieskomplikowaną biurokrację.

Optymalizacja podatkowa, czyli oszczędność czasu

Odwołując się do wyników przeprowadzonego przez Admiral Tax raportu, aż 57,8 proc. Polaków jako powód założenia firmy poza Polską podało niższy poziom biurokracji i przejrzyste prawodawstwo. Praktyka więc pokazuje, że nie zawsze to podatki są powodem optymalizacji….podatkowej, jak zwykło się mawiać przeniesieniu firmy za granicę. Optymalizujemy nasz czas, jaki zajmuje prowadzenie firmy zgodnie z zasadą “time is the new money”. Kwestie realnych oszczędności finansowych to czynnik dodatkowy. Świadczy to o tym, że świadomość małych przedsiębiorców w Polsce bardzo wzrosła w ostatnim czasie.

Agnieszka Moryc, Dyrektor Zarządzająca Admiral Tax

Słaba koniunktura Europy. Niskie bezrobocie w Polsce

Kolejne dobre sygnały z polskiego rynku pracy – jesteśmy w czołówce europejskiej. Indeksy koniunktury przemysłowej potwierdzają nadchodzące spowolnienie. Wybory w Turcji osłabiają pozycję partii rządzącej.

Bezrobocie w Polsce

Stopa bezrobocia mierzona metodą BAEL stawia nas w czołówce europejskiej. Zaledwie 3,5% Polaków nie posiada pracy i aktywnie jej poszukuje. Niższe wartości pokazują tylko Czesi, Niemcy i Holendrzy. Tyle samo co Polska wskazują Węgrzy i Malta. Największe bezrobocie odnotowują kraje południa kontynentu – Włosi, Hiszpanie i Grecy. Już obecny wynik jest najniższym jaki osiągnęła Polska a w kolejnych miesiącach przez prace sezonowe powinno być tylko lepiej.

Indeksy PMI z Europy

Dane z indeksów PMI to wyniki ankiet wśród menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. Im wyższy wynik tym bardziej optymistycznie patrzą oni w przyszłość. 50 pkt symbolicznie oddziela rozwój od recesji. Strefa Euro osiągnęła niepokojący wynik 47,5 punktu. Był on o 0,1 punktu gorszy od oczekiwań. Za spadki odpowiadają głównie Niemcy, którzy spadli do 44,1 punktu wyraźnie odstając od europejskiej czołówki. Miły akcent pojawił się w danych z Polski. 48,7 punktu to teoretycznie dalej zapowiedź recesji, ale to aż 1,1 punktu powyżej oczekiwań analityków.

Wybory w Turcji

Wynik wyborów samorządowych w Turcji zgodnie z oczekiwaniami spowodował kilka sukcesów zjednoczonej opozycji. To na co zwraca uwagę wielu komentatorów to diagnoza problemu autorstwa Erdogana – gospodarka. Jest to z jednej strony dobry sygnał, że rządzący skupią się na ekonomii. Problemem jest jednak to, że prezydent dał się już poznać chociażby w przypadku stóp procentowych z wieloma twierdzeniami, które są niezgodne z obecnym stanem wiedzy z zakresu makroekonomii. Pytanie czy teraz również będzie ingerował, bo to może mocno utrudnić reformy. Z jakimi problemami mierzy się Turcja? Jest to przede wszystkim osłabiająca się i niestabilna waluta, spadek PKB, inflacja około 20% i rosnące bezrobocie. Nie są to warunki, w których rządzącym z łatwością wygrywa się wybory.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
  • 16:00 – USA – raport ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kapitał azjatycki napływa do CEE

Napływ kapitału z Azji Wschodniej do regionu CEE rozpoczął się w latach 2016-2017 głównie za sprawą dużych transakcji portfelowych w sektorze przemysłowym. Sektor ten przyciągnął najwięcej kapitału także w roku 2018. Eksperci Colliers dostrzegają jednak początek procesu dywersyfikacji w postaci większych transakcji dotyczących pojedynczych aktywów. Wygląda na to, że azjatyccy inwestorzy poszukują płynności, a patrząc na grupę sześciu krajów Europy Środkowej i Wschodniej (CEE-6), najbardziej zainteresowani są Polską.

Największą transakcją zawartą przez inwestora z Azji w 2018 roku był zakup przez Mapletree Singapore portfela nieruchomości przemysłowych Prologis zlokalizowanych w Polsce i na Węgrzech. Transakcja opiewała na kwotę 335 mln euro.

W poniższej tabeli przedstawiono największe transakcje* zawarte przez inwestorów z Azji Wschodniej w regionie CEE-6 w latach 2016-2018.

Kapitał azjatycki napływa do CEE

Dorota Wysokińska-Kuzdra, partner, dyrektor działu Corporate Finance CEE w Colliers International
Dorota Wysokińska-Kuzdra, partner, dyrektor działu Corporate Finance CEE w Colliers International

— Jak pokazują powyższe dane niemal wszystkie największe transakcje z udziałem kapitału azjatyckiego dotyczyły nieruchomości znajdujących się na terenie Polski. Szczególnym zainteresowaniem inwestorów, ze względu na skalę transakcji, cieszy się sektor magazynowy, nie tylko w odniesieniu do Polski, ale całego regionu CEE-6, który oferuje wysokiej jakości nieruchomości oraz niezwykle korzystne stopy zwrotu z inwestycji. Przewidujemy, że kapitał azjatycki zaznaczy swoją obecność na polskim rynku także w tym roku, nie tylko w sektorze magazynowym, ale także w biurowym — wyjaśnia Dorota Wysokińska-Kuzdra, partner, dyrektor działu Corporate Finance CEE w Colliers International.

9% z Azji

W ubiegłym roku kapitał napływający do regionu CEE-6 z Azji Wschodniej stanowił 9% całości zainwestowanych środków. Głównym źródłem kapitału napływającego do regionu jest nadal Singapur, prawdopodobnie za sprawą wysokiego PKB per capita w tym państwie-mieście oraz wysokiej wyceny lokalnych nieruchomości per capita. Nowymi nabywcami nieruchomości w regionie byli inwestorzy z Malezji, Korei Południowej i Filipin. Zmniejszył się natomiast strumień kapitału z Chin – do zaledwie 60 mln euro, czego powodem były ograniczenia w przepływie kapitału. Według raportu opublikowanego przez RC Analytics, wartość inwestycji w nieruchomości komercyjne zainwestowane przez chiński kapitał na całym świecie obniżyła się o 60% w 2018 r.

 

Źródła kapitału w przyszłości

Japonia, Tajwan i Korea Południowa – to kraje, które pod względem poziomu PKB przypominają kraje Europy Zachodniej, z których inwestorzy lokują swój kapitał w regionie CEE. Sama wielkość ich gospodarek oraz duża wartość nieruchomości komercyjnych wskazuje, że istnieje tam lokalna baza inwestorów z wieloletnim doświadczeniem w zakresie inwestowania w szybko rozwijające się rynki.

 

Wyższy zwrot z inwestycji w CEE

Stopy kapitllizacji niercuomosci komercyjnych w regionie CEE są wyższe niż w Azji Wschodniej. Niższe zwroty z inwestycji w takie nieruchomości w Azji Wschodniej, w szczególności w przypadku sektora biurowego, powinien zachęcać tamtejszych inwestorów do poszukiwania regionów oferujących wyższy zwrot z inwestycji, np. rynków z regionu CEE. Zdaniem ekspertów Colliers w 2019 roku euro nadal będzie w umiarkowany sposób umacniać się wobec walut azjatyckich, co będzie mieć dodatkowy pozytywny wpływ na zwrot z inwestycji.

PPK mogą trwale zmienić zachowania ekonomiczne Polaków – skorzysta na tym nie tylko giełda

Robert Juszczak, Regionalny Menedżer ds. Wdrażania i Rozwoju Planów Emerytalnych w Esaliens TFI
Robert Juszczak, Regionalny Menedżer ds. Wdrażania
i Rozwoju Planów Emerytalnych w Esaliens TFI

W tym roku firmy dokonają pierwszych wpłat na konta pracowników w ramach startu Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK). Status środków będzie prywatny, co z jednej strony oznacza, że nie spotka ich to co się stało z OFE. Z drugiej strony jest to gwarancja, że oszczędzający będzie miał stały dostęp do swojego rejestru PPK, mogąc na bieżąco monitorować stan kapitału, a w razie potrzeby po prostu dokonać zwrotu. Wielu ekspertów podkreśla, że nowe rozwiązanie może pomóc rodzimemu rynkowi kapitałowemu.

Polski rynek kapitałowy skorzysta na PPK na wielu płaszczyznach. W sposób bezpośredni staną się one z czasem coraz wyraźniejszym czynnikiem popytowym. Pozwolą również zbliżyć uczestników i beneficjentów z giełdą, a tym samym oswoić sam proces inwestowania. Dodatkowo skrócony zostanie dystans między rzeszą nowych odbiorców usług finansowych, a instytucjami finansowymi takimi jak np. TFI, pozwalając zapoznać się bardziej szczegółowo z szerokim wachlarzem rozwiązań inwestycyjnych czy produktów oszczędnościowych.

Zmiana nastawienia i nawyków w zakresie gromadzenia środków przeznaczonych na zabezpieczenie naszej przyszłości to jeden z kluczowych czynników mogących wpłynąć na jakość życia na emeryturze. Do tej pory Polacy robili to w niewielkim stopniu, mimo iż dodatkowe środki mogą znacznie podnieść tzw. stopę zastąpienia. Według różnych szacunków, w tym np. OECD, jej wysokość w Polsce może być jedną z najniższych w Europie i nie przekroczyć 40% ostatniej pensji. Oznacza to, że jeśli chcemy doganiać naszych zachodnich sąsiadów i osiągnąć ich poziom życia, musimy zacząć stosować narzędzia finansowe z bardziej rozwiniętych rynków. Pośród możliwości, jakie polskiemu obywatelowi oferuje rynek, jest już sporo rozwiązań dedykowanych prywatnemu oszczędzaniu, które może nas zbliżyć do komfortu życia na emeryturze jaki mają Niemcy, Francuzi czy Brytyjczycy. Teraz jednak ich grono rozszerzy powszechny program PPK, adresowany do blisko 11,5 mln zatrudnionych.

Warte odnotowania w kontekście prywatnego oszczędzania na emeryturę (IKE, IKZE, PPE oraz PPK) są ułatwienia związane z dziedziczeniem środków i możliwością wskazania osób uposażonych. Kapitał zgromadzony w PPK – jako środki prywatne – nie przepada w momencie śmierci uczestnika. Łatwość dziedziczenia może pozytywnie wpłynąć na sytuację ekonomiczną przyszłych pokoleń, tworząc swoistą bazę kapitałową i oswajając z rozwiązaniami trzeciofilarowymi.

Co ważne jako zachęta, wpłaty na PPK nie obciążają tylko kieszeni pracowników – swoją część będzie dokładało Państwo (w postaci środków z Funduszu Pracy) oraz pracodawca. Pod tym względem dobrze skonstruowane i prowadzone PPK może stanowić czynnik, który z racji konkurencyjnego rynku pracy, może być benefitem i przedmiotem rywalizacji o pracownika pomiędzy pracodawcami danej branży. Dla przykładu, aby ściągnąć najlepszą kadrę trzeba będzie zadeklarować jak najlepsze warunki – w tym zaoferować najbardziej optymalne rozwiązania oszczędzania na emeryturę w ramach PPK. Świadomi pracownicy mogą też w o wiele większym stopniu niż to ma miejsce teraz, być zainteresowani tym, na ile firma pomaga im w konstrukcji ich własnej, bezpiecznej przyszłości. Zważywszy, że jest to kapitał budowany wspólnym wysiłkiem, ale mający status prywatnych oszczędności – może to zdecydować o sukcesie programu. Zwiększone zainteresowanie zakładaniem Pracowniczych Programów Emerytalnych (PPE) w ostatnich miesiącach (które zwalnia z obowiązku prowadzenia PPK) świadczy o tym, że w samym programie jest zarówno potencjał do zmiany zachowań indywidualnych, jak i grupowych. W przypadku firm, może to je skłaniać do głębszej refleksji nad polityką benefitową i podejściem do pracownika.

Spółka ukarana za oszustwo Skarbu Państwa, mimo że Skarb nie został oszukany

Zgodnie z podstawową zasadą prawa wspólnotowego – zasadą proporcjonalności – państwa członkowskie nie mogą nakładać na swoich podatników dodatkowych ciężarów, jeśli byłyby one nieproporcjonalne do celów, dla których ciężary zostały ustanowione. Orzekając o niedostosowaniu się do tej zasady przez polskie organy podatkowe, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie w wyroku z 21 lutego 2019 r. stwierdził: „Sam fakt, że strona złożyła korektę deklaracji podatkowej po wszczęciu kontroli podatkowej w sytuacji, gdy Skarb Państwa nie doznał żadnego uszczuplenia oraz gdy spółka sporządziła przedmiotową deklarację i jej korektę nie może, w ocenie Sądu, być podstawą do nałożenia na skarżącą sankcji z art. 112b ust. 2 pkt 1 u.p.t.u.” (sygn. akt I SA/Sz 873/18).

Jeśli w złożonej deklaracji VAT podatnik wykaże kwotę zwrotu różnicy podatku lub kwotę zwrotu podatku naliczonego wyższą od kwoty należnej, wówczas naczelnik urzędu skarbowego lub urzędu celno-skarbowego, obok określenia prawidłowych wartości tych kwot, ustala wobec podatnika dodatkowe zobowiązanie podatkowe w wysokości 30% kwoty zaniżenia zobowiązania podatkowego lub kwoty zawyżenia zwrotu różnicy podatku, zwrotu podatku naliczonego lub różnicy podatku do obniżenia podatku należnego za następne okresy rozliczeniowe (art. 112b ust. 1 pkt 1 lit. b ustawy o podatku od towarów i usług [Dz.U. 2004 nr 54 poz. 535, ze zm.], dalej: ustawa o VAT). Gdy po zakończeniu kontroli podatkowej podatnik złoży korektę deklaracji uwzględniającą stwierdzone nieprawidłowości i wpłaci kwotę zobowiązania podatkowego, wówczas stawka tego sankcyjnego, dodatkowego zobowiązania wynosi 20% (art. 112b ust. 2 pkt 1).

Dodatkowe zobowiązanie podatkowe za zawyżenie kwoty zwrotu VAT

Fakturą z 27 marca 2017 r., dokumentującą zakup od banku zabudowanej działki gruntu, jedna ze spółek z o.o. dokonała obniżenia podatku należnego za ten miesiąc. W kwietniu 2017 r. spółka złożyła w urzędzie skarbowym deklarację VAT-7 za marzec 2017 r., wykazując w niej nadwyżkę podatku naliczonego uprawniającą do uzyskania zwrotu VAT.

Urząd skarbowy przeprowadził kontrolę prawidłowości dokonanych przez podatniczkę rozliczeń VAT, a tym samym kontrolę zasadności zwrotu. W jej wyniku urzędnicy stwierdzili, że faktura dokumentująca nabycie działki nie mogła służyć spółce, jako podstawa obniżenia podatku należnego. Bank, który sprzedał spółce działkę, nabył grunt w 2014 r. ze stawką podatku od towarów i usług w wysokości 23%, i to jemu przysługiwało z tytułu nabycia tej działki prawo do obniżenia kwoty podatku należnego nad naliczonym, z którego nie zrezygnował. W okresie do dnia sprzedaży gruntu spółce nie poniósł także wydatków na jego ulepszenie, a pomiędzy jego nabyciem przez bank a sprzedażą upłynęło więcej niż dwa lata. 14 czerwca 2017 r. urząd skarbowy przedłużył termin przedmiotowego zwrotu VAT do 29 września 2017 r.

28 czerwca 2017 r. bank wystawił fakturę korygującą fakturę sprzedaży z 27 marca 2017 r. Tego samego dnia skorygowano również treść aktu notarialnego m.in. poprzez zawarcie deklaracji banku, iż w zakresie podatku od towarów i usług skorzystał on ze zwolnienia z VAT na podstawie art. 43 ust. 10 ustawy o VAT. 16 sierpnia 2017 r. spółka złożyła w urzędzie skarbowym korektę deklaracji VAT-7, w całości uwzględniając stwierdzone przez organ nieprawidłowości i wskazując kwotę zwrotu niższą, zgodnie z ustaleniami urzędników. Dodatkowo 30 października 2017 r. złożyła kolejną korektę, tym razem w zakresie dostaw i nabyć, niemającą jednak już wpływu na wysokość, wskazanego w poprzedniej korekcie zwrotu VAT.

Postanowieniem z 28 grudnia 2017 r. urząd wszczął wobec spółki postępowanie podatkowe, mające na celu ustalenie dodatkowego zobowiązania podatkowego w VAT za marzec 2017 r. Zakończył je 9 lutego 2018 r. wydaniem na podstawie art. 112b ustawy o VAT decyzji o ustaleniu dodatkowego zobowiązania w wysokości 20% zawyżonej kwoty zwrotu VAT wykazanej w pierwotnej deklaracji.

Dla obłożenia karą dobra wiara nie ma żadnego znaczenia

Spółka złożyła od tej decyzji odwołanie, wskazując na swoją dobrą wiarę w przedmiotowej sprawie, jak i zaufanie, jakie mogła pokładać w banku, jako instytucji godnej zaufania, przy nabywaniu od niej nieruchomości. Dyrektor Izby Administracji Skarbowej decyzją z 17 września 2018 r. poparł stanowisko naczelnika urzędu skarbowego, utrzymując jego rozstrzygnięcie w mocy. Zdaniem Dyrektora IAS organ ma obligatoryjny obowiązek ustalenia dodatkowego zobowiązania podatkowego przy stwierdzeniu nieprawidłowości zgodnie z art. 112b ust. 2 pkt 1 ustawy o VAT. Przepisy tej ustawy nie uprawniają organu do odstąpienia od zastosowania wskazanej sankcji, a jedynie do jej obniżenia z 30% do 20%, czego w niniejszej sprawie dokonał organ. Nie uzależniają również zastosowania tej sankcji od wyniku badania świadomości podatnika co do udziału w oszustwie podatkowym. Tym samym organ odwoławczy odniósł się do istnienia po stronie spółki podnoszonej przez nią dobrej wiary. Również art. 112b ust. 3 ustawy o VAT zawierający katalog przesłanek stanowiących podstawę do odstąpienia od ustalenia dodatkowego zobowiązania podatkowego nie wymienia jako jednej z nich dobrej wiary podatnika. Brak dobrej wiary, co mogłoby się równać ze stwierdzeniem celowego popełnienia oszustwa podatkowego, stanowiłby przesłankę do ustalenia na podstawie innych przepisów ustawy o VAT stawki sankcyjnej w wysokości 100%.

Dyrektor IAS przywołał wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 15 stycznia 2009 r., sygn. akt C-502/07, zgodnie z którym zasada wspólnego systemu podatku VAT nie stoi na przeszkodzie stosowania przez państwa członkowskie sankcji za stwierdzone w zadeklarowanych kwotach należnego podatku VAT nieprawidłowości.

Sankcje podatkowe muszą być proporcjonalne do wagi naruszeń

Rozpatrujący wniesioną przez spółkę skargę WSA w Szczecinie przytoczył uzasadnienie projektu ustawy wprowadzającej w życie przepis art. 112b ustawy o VAT (druk 965). Ustawodawca wskazał w nim, że celem powołania dodatkowego zobowiązania podatkowego jest zapobieganie popełnianiu przestępstw i wykroczeń skarbowych. W przypadku spółki trudno mówić o chęci popełnienia oszustwa skarbowego, skoro dopełniła ona wszelkich wymaganych prawem formalności, a do tego działała w zaufaniu do banku. Wystawioną przez bank, a stanowiącą źródło dodatkowego zobowiązania podatkowego spółki fakturę, spółka musiała rozliczyć zgodnie z przepisami ustawy o VAT, podobnie jak musiała to uczynić z wystawioną przez bank fakturą korygującą. Trudno zatem doszukać się w nałożonej na spółce karze wypełnienia się roli prewencyjnej, jaką ustawodawca wskazał za cel ustanowienia tej kary, skoro w działaniu spółki nie można dostrzec zamiaru popełnienia przestępstwa. Kolejnym argumentem sądu podważającym celowość orzeczenia wobec spółki dodatkowego zobowiązania podatkowego był fakt, że rozliczyła ona sporny podatek od towarów i usług, a następnie dokonała korekty deklaracji. Zapłaciła bankowi wskazaną na fakturze cenę wraz z tym podatkiem, który został wpłacony Skarbowi Państwa przez bank. Skarb Państwa nie poniósł więc żadnej straty.

Sąd przychylił się do skargi spółki i uchylił zaskarżoną decyzję Dyrektora Krajowej Izby Administracji Skarbowej oraz poprzedzającą ją decyzję naczelnika urzędu skarbowego, wskazując na naruszenie przez organy podatkowe zasady proporcjonalności, zgodnie z którą dodatkowe zobowiązania mogą być nakładane na podatnika tylko wówczas, gdy nie będą one wykraczać poza granice celów, dla jakich zostały ustanowione.

„(…) państwa członkowskie mają kompetencję do dokonania wyboru sankcji, które uznają za odpowiednie (…) są jednak zobowiązane do wykonywania tej kompetencji z poszanowaniem prawa Unii i jego ogólnych zasad, a w konsekwencji z poszanowaniem zasady proporcjonalności (…) Sam fakt, że strona złożyła korektę deklaracji podatkowej po wszczęciu kontroli podatkowej w sytuacji, gdy Skarb Państwa nie doznał żadnego uszczuplenia oraz gdy spółka sporządziła przedmiotową deklarację i jej korektę nie może, w ocenie Sądu, być podstawą do nałożenia na skarżącą sankcji z art. 112b ust.2 pkt 1 u.p.t.u.” (wyrok WSA w Szczecinie, z 21.02.2019 r., sygn. akt I SA/Sz 873/18).

Dodatkowe zobowiązanie podatkowe = dodatkowe pieniądze

Możliwość nałożenia na podatnika dodatkowych obowiązków musi być oceniana przez pryzmat zasady proporcjonalności, zawartej m.in. w art. 273 Dyrektywy Rady 2006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz.U. UE z 11.12.2006, L 347/1). Zgodnie z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE z 26 czerwca 1990 r.: „(…) zasada proporcjonalności (…) jest uznawana przez Trybunał za jedną z ogólnych zasad prawa wspólnotowego, na mocy tej zasady legalność środków nakładających obciążenia finansowe na przedsiębiorców jest uzależniona od tego, czy środki te są właściwe i konieczne do realizacji celów, jakie mają osiągnąć, pod warunkiem jednak, że gdy istnieje możliwość wyboru spośród większej liczby środków, należy stosować środek najmniej uciążliwy i jednocześnie czuwać nad tym, by nałożone opłaty nie były nieproporcjonalne do zamierzonych celów” (sprawa Zardi nr C-8/89, Rec. 1990 I-02515).

Patrząc na ilość propozycji zmian w prawie, rozmach rządowych programów socjalnych, których źródłem finansowania mają być zwiększone wpływy z podatków, politykę uszczelniania systemu podatkowego, trudno przypuszczać, że wobec przedsiębiorców w sprawach dotyczących podatków, a więc środków gwarantujących realizację tych programów, organy fiskusa metodę proporcjonalności stosowały z urzędu.

5 marca 2019 r. Kancelaria Premiera przedstawiła prezentację nowego pakietu programów socjalnych. Zgodnie z relacją Kancelarii: „Szef rządu wskazał, że cały pakiet programu będzie kosztował około 40 mld zł. Zapewnił również, że rząd ma środki na wszystkie ważne projekty społeczne, rozwojowe, cywilizacyjne i gospodarcze, które będą pochodzić z dodatkowych dochodów z podatku VAT i CIT oraz redukcji szarej strefy” (www.premier.gov).

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rynek Smart Home eksploduje – w 2019 roku na rynek trafi ponad 800 mln urządzeń

Według najnowszych szacunków IDC, światowy rynek systemów do inteligentnych domów w porównaniu do poprzedniego roku wzrośnie o 26,9% w 2019 r.. Tym samym do konsumentów trafi ponad 832 mln sztuk asortymentu z segmentu smart home. Oczekuje się, że skumulowana stopa wzrostu w latach 2019 – 2023 wyniesie 16,9%, co daje prawie 1,6 mld urządzeń w 2023 r. Koszt technologii maleje, ceny spadają, a to pozytywnie wpływa na zaangażowanie konsumentów.

Rok 2018 był czasem zdominowanym przez tanie, inteligentne głośniki produkcji Amazon i Google. Łatwo podbiły one rynek urządzeń dla inteligentnych domów i dzięki temu wielu użytkowników skutecznie przekonało się do nowej technologii. – “Z kolei 2019 położy mocniejszy akcent na budowanie lepszych doświadczeń związanych z łączeniem różnych urządzeń w celu stworzenia bardziej spójnego doświadczenia.” – twierdzi Jitesh Ubrani research manager IDC.

– “Nowy raport IDC wycenia segment Smart Home na miliardy dolarów. A przecież to zaledwie początek. Według prognoz do 2023 roku rynek inteligentnej automatyki domowej osiągnie wielkość prawie 1,6 mld urządzeń.” – analizuje Marcin Kotarski, Product Manager z Rettig Heating, największego na świecie producenta emiterów ciepła oraz dodaje: – „Te rozwiązania krok po kroku zmieniają na lepsze sposób, w jaki ludzie żyją. Na przykład możemy włączyć klimatyzację w domu przed wejściem do środka bądź uruchomić zraszacze w upalny dzień, będąc jeszcze w pracy. Automatyka domowa może naprawdę zrobić więcej i uprościć nasze życie. Nic dziwnego, że stała się przyszłością.”.

Chociaż rynek inteligentnych domów będzie zdominowany przez gigantów Doliny Krzemowej –  Amazon i Google, oczekuje się, że na znaczeniu zyska trzeci z Wielkiej Trójcy potentatów IT – Apple. Niesłabnąca popularność urządzeń wyposażonych w systemy iOS (iPhone) i MacOS (komputery stacjonarne i przenośne) pomoże firmie w rynkowej ekspansji. Równocześnie faktem jest, że marka Apple intensywnie wprowadza kolejne usługi do swojego portfolio, zmieniając strategię produktową, która dotychczas była skoncentrowana na produkcji i dystrybucji urządzeń,  obecnie zmierza w kierunku wdrażania kolejnych usług.

Poza złotym dzieckiem amerykańskiej gospodarki, które zadomowiło się w Cupertino, kolejną firmą, która mocno zyska w najbliższym czasie jest koreański Samsung. Głównie za sprawą bardzo szerokiego asortymentu oraz inwestycji w zaplecze programowe, systemy Bixby i Tizen, które zaprzęgnięte są do obsługi wielu urządzeń z przedrostkiem “smart” – zegarki, bransoletki, a także lodówki czy telewizory.

Inteligentne, sprzężone ze sobą technologie, rozwijają się w imponującym tempie, dzięki efektowi synergii – jedna innowacja wspomaga drugą i razem sprawiają, że chociaż z podstaw matematyki doskonale wiadomo, że 1 + 1 = 2, to w tym określonym przypadku 1 + 1 = 3. Jak to możliwe?

„Jest to oczywiście daleko idące uproszczenie, ale smart home nie powstałby, gdyby nie zaangażowanie rozbudowanego AI, które z kolei opracowano poprzez wykorzystanie technologii uczenia maszynowego, ukierunkowanego na pracę na środowisku wielkich zbiorów danych. Według Microsoftu do 2020 roku będzie już 30 miliardów podłączonych urządzeń, a inteligentny dom będzie generował 50 GB danych każdego dnia.” – analizuje Marcin Kotarski z Rettig Heating i dodaje: – „Te innowacje są jak cyfrowe suplementy, które są niezbędne do rozwoju całego rynku inteligentnych rozwiązań dla domu. Bez nich i wiedzy jak je ze sobą połączyć żadna firma nie odniesie sukcesu.”

Ankieta, zrealizowana przez TraQline pod koniec ubiegłego roku, miała za zadanie zweryfikować, jak duże jest zainteresowanie rozwiązaniami z zakresu Smart Home i jakie są odczucia konsumentów, odbiorców tej technologii. Najważniejszy wnioskiem płynącym z badania było to, że 40% konsumentów używa swoich smart urządzeń dla domu minimum dwa razy dziennie. Ta częstotliwość może dowodzić, że wspomniane rozwiązania są nie tylko praktyczne i przydatne, ale również lubiane przez użytkowników.

A co wpływa na decyzję o zakupie? Według ankietowanych na pierwszym miejscu jest cena (68%), ale nie tylko ona jest ważna. Na kolejnej pozycji plasuje się łatwość użycia, czyli intuicyjność (50%), a tuż za nią kwestie bezpieczeństwa (37%). Co ciekawe osoby, które posiadają smart home, chcą poszerzać system o kolejne funkcje i elementy. Takie deklaracje składa aż 61% zapytanych. Argumenty? Oferowane możliwości i wygoda użytkowania. To pokazuje, że łatwo przywyknąć do korzystania z inteligentnych rozwiązań do domu. To branża niemal skazana na sukces, a w najbliższym czasie z uwagą będą przyglądać się jej specjaliści IoT z całego świata, szukając szansy na rozwój swojego biznesu.

Grupa Selena szacuje wzrost przychodów do poziomu 1,2 mld zł

Grupa Selena – jeden z czołowych producentów i dystrybutorów chemii budowlanej oraz właściciel marki TYTAN – ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe za 2018 rok. Skonsolidowane przychody osiągną 1,23 mld zł, co oznacza wzrost o 4,2% rok do roku. EBIT wyniesie 52,3 mln zł – czyli o 20,4% więcej rok do roku, a zysk netto 26,66 mln zł – czyli blisko trzykrotnie więcej wobec 2017 roku. Tym samym szacunkowy zysk na akcję EPS osiągnie 1,17 zł.

„W 2018 roku pracowaliśmy nad jak najlepszym dostosowaniem do sytuacji rynkowej – zwłaszcza do rosnących cen surowców. Wdrażaliśmy także nowe, innowacyjne rozwiązania, które zapewnią Grupie wzrost marź w długim terminie. Oczekujemy zwiększenia popytu głównie na produkty zwiększające efektywność pracy na budowie – czyli takie, które niwelują braki siły roboczej m.in. przez szybszą aplikację oraz wszechstronne zastosowanie. Mają one jednocześnie wymierny wpływ na przyspieszenie realizacji inwestycji. Zwiększyliśmy zapasy produktów najbardziej rotujących w magazynie centralnym o blisko 25%, renegocjowaliśmy umowy z naszymi partnerami – dzięki czemu zwiększyliśmy dostępność towarów. Jednocześnie przygotowaliśmy wdrożenie innowacyjnych technologii mających wpływ zarówno na trwałość i jakość wykonywanych prac, jak i na jedną z najbardziej pożądanych przez profesjonalistów cech, czyli szybkość. Głownie dotyczy to nowego szybkiego standardu montażu stolarki budowlanej oraz szybkiego montażu suchej zabudowy” – mówi Elżbieta Korczyńska, członek zarządu Seleny FM SA.

Grupa Selena konsekwentnie rozwija ofertę produktów na bazie polimerów hybrydowych i systematycznie zwiększa udział tych produktów w sprzedaży. Zastosowanie hybryd umożliwia zwiększenie tempa pracy i zachowanie wysokiej jakości, bardzo dobrych parametrów proekologicznych w odpowiedzi na rosnące wymagania profesjonalnych wykonawców wobec stosowanych materiałów.

Grupa Selena istnieje na rynku od 25 lat, posiada ponad 30 spółek w 17 krajach i 17 zakładów produkcyjnych. Na jej sukces pracuje prawie 1800 osób, w tym ponad 700 zatrudnionych w Polsce. Jest jedyną polską marką z branży chemii budowlanej, która sprzedaje produkty w 70 krajach, na czterech kontynentach. W zależności od grupy produktowej, udział Seleny w rynku waha się od kilkunastu do niemal czterdziestu procent. Jest to obecnie jeden z trzech największych producentów piany poliuretanowej na świecie.

Działki rolne poniżej 1 ha nie tylko dla rolników

Projektowana ustawa z pewnością przyczyni się do pobudzenia rynku nieruchomości rolnych, zwłaszcza gruntów o powierzchni do 1 ha oraz położonych w granicach administracyjnych miast.

Po prawie trzech latach obowiązywania ustawy z dnia 14 kwietnia 2016 r. o wstrzymaniu sprzedaży nieruchomości Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa oraz o zmianie niektórych ustaw, mającej na celu ochronę gruntów rolnych przed ich spekulacyjnym wykupem nadszedł czas na zmiany.

Dnia 12 marca 2019 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego oraz niektórych innych ustaw (dalej jako: „ustawa”, „projekt ustawy”), której celem jest liberalizacja ograniczeń w zakresie nabywania gruntów rolnych, w szczególności o powierzchni nie przekraczającej 1 ha oraz położonych w graniach administracyjnych miast.

W projektowanej ustawie rozszerzono katalog przypadków, w których nie znajdą zastosowania przepisy o kształtowaniu ustroju rolnego. Przepisów ustawy, zgodnie z brzemieniem projektu ustawy, nie stosuje się również do nieruchomości rolnych nabytych z Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa, jako tzw. „ogródki przydomowe”, położonych w granicach administracyjnych miast oraz nieruchomości rolnych, w których grunty oznaczone w ewidencji gruntów i budynków jako grunty pod stawami stanowią co najmniej 70% powierzchni nieruchomości.

Jak wskazuje mecenas Konrad Młynkiewicz Dyrektor Działu Prawa Administracyjnego Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy, zapisy projektowanej ustawy odpowiadają oczekiwaniom rynku. Dotychczasowe ograniczenia, zwłaszcza w zakresie możliwości nabywania nieruchomości rolnych w granicach administracyjnych miast budziły olbrzymie wątpliwości. Nieruchomości takie, co do zasady nie leżą bowiem w kręgu zainteresowań rolników, a ich wartość rynkowa nie daje podstaw do uznania, że mogą być one chociażby potencjalnie wykorzystywane jako działki rolne. Prowadziło to do sytuacji w której olbrzymia liczba działek, która nie jest obecnie wykorzystywana do celów produkcji rolnej , nie mogła być przedmiotem obrotu, a właściciele takich nieruchomości nie mogli swobodnie dysponować takimi działkami, co prowadziło do znacznej utraty ich wartości. Równie pozytywnie należy ocenić projektowaną zmianę dopuszczającą możliwość nabycia nieruchomości rolnej przez „nierolnika” jeżeli wielkość działki nie przekracza 1 ha. Dotychczas osoby takie mogły nabyć działkę rolną nie większa niż 0,3 ha. – dodaje mecenas Młynkiewicz.

Kolejną istotną zmianą jest skrócenie o połowę okresu, przez który nabywca nieruchomości rolnej musi prowadzić gospodarstwo rolne, w skład którego weszła nabywana nieruchomość oraz czasu, przez który nabywana nieruchomość nie może być sprzeda (ani oddana w posiadanie innym podmiotom) z 10 do 5 lat. Co istotne, osoby nieposiadające statusu rolnika indywidualnego uzyskają możliwość nabycia nieruchomości rolnej: w postępowaniu egzekucyjnym i upadłościowym; w wyniku zasiedzenia współwłasności, podziału majątku wspólnego po ustaniu małżeństwa oraz działu spadku a także w wyniku podziału, przekształcenia bądź połączenia się spółek prawa handlowego. W tych przypadkach nie będzie już potrzebna zgoda Dyrektora Generalnego KOWR na nabycie nieruchomości rolnej – wskazuje r. pr. Konrad Młynkiewicz Dyrektor Działu Prawa Administracyjnego Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy

Ustawodawca zaproponował także szersze rozumienie określenia „osoba bliska” na gruncie ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego, zaliczając do tego grona również rodzeństwo rodziców oraz pasierbów rolnika. Jest to z pewnością krok w dobrym kierunku, warto jednak rozważyć rozszerzenie tego katalogu również o wszystkich zstępnych rodzeństwa rolnika. Rozwiązanie to umożliwiłoby nabycie nieruchomości rolnej także przez wnuka lub prawnuka rodzeństwa rolnika.proponuje r. pr. Konrad Młynkiewicz Dyrektor Działu Prawa Administracyjnego Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy

Projektowana ustawa z pewnością przyczyni się do pobudzenia rynku nieruchomości rolnych, zwłaszcza gruntów o powierzchni do 1 ha oraz położonych w granicach administracyjnych miast  – podkreśla r. pr. Konrad Młynkiewicz Dyrektor Działu Prawa Administracyjnego Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy

Omawiane zmiany wejdą w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia.

Nowy kwartał, nowe otwarcie

Zaczynamy nowy kwartał i rynki na początek są w dobrych nastrojach dzięki lepszym danym o aktywności gospodarczej z Chin. Jednak, czy pozytywny klimat uda się podtrzymać, będzie zależeć od potwierdzenia poprawy w danych z Europy i USA. Poza tym brexitowy szum nie daje o sobie zapomnieć.

Najnowsze odczyty indeksów PMI dla chińskiego sektora przemysłowego przyniosły pozytywną niespodziankę i są pierwszymi oznakami stabilizacji i szansy na oczekiwane przez nas stopniowe wyjście z dołka po przejściowym spowolnieniu. W niedzielę oficjalny wskaźnik PMI skoczył do 50,5, dużo wyżej od spodziewanych 49,6. Jest to pierwszy dowód wzrostu sektora (odczyt powyżej 50) od czterech miesięcy i mocne odbicie od trzyletniego dołka (49,2). Dziś rano równie optymistycznie wybrzmiał prywatny Caixin PMI, rosnąc do 50,8 z 49,9 (prog. 50). Naturalnie nikt nie ma wątpliwości, że poprawa nie miałaby miejsca bez pomocy ze strony ekspansji fiskalnej. Jednocześnie jest to jednak ważny znak, że hamowanie w sektorze zostało odwrócone, a przy podtrzymaniu wsparcia w rządowych inwestycjach infrastrukturalnych, uda się wypracować pęd, do którego z czasem dołączą prywatne projekty. Da to też firmom kroplówkę na przeczekanie do okresu, aż zakończą się negocjacje handlowe z USA. A tutaj, choć finiszu nie widać, każdy tydzień negocjacji jest przez strony określanymi jako postęp. To wystarczy, by nie zaszkodzić odbudowie apetytu na ryzyko na rynkach.

Theresa May zapewne chciałaby się zapisać w historii brytyjskiej polityki, ale jak na razie słynie tylko z rekordowej liczby przegranych głosowań za tą samą sprawą. W piątek jej plan umowy rozwodowej z UE znowu został odrzucony, co oznacza, że technicznym terminem brexitu staje się 12 kwietnia (gdyby May wygrała byłby to 22 maja). Teraz parlament spędzi dzisiejszą sesję nad indykatywnymi głosowaniami w poszukiwaniu większości za jednym z alternatywnych rozwiązań i jeśli takie się znajdą, w środę będą głosowane jako wiążąca prawnie ustawa. Zatem dostaniemy głosowanie za głosowaniem, ale wątpię, abyśmy w środę wiedzieli więcej. Ironicznie stwierdzam, że skoro parlamentarzyści mają czas do 12 kwietnia, to po co się spieszyć? Konstruktywny konsensus w tym tygodniu będzie dla mnie (i chyba też dla innych uczestników rynku) sporą niespodzianką. Spekulacje o wizji łagodniejszej wersji brexitu (np. permanentna unia celna) w pierwszej części tygodnia mogą podbijać notowania funta, zanim przed weekendem gorzka prawda ostudzi zapał optymistów.

Pierwszy dzień miesiąca zawsze przynosi bogaty kalendarz ze względu na wysyp odczyt PMI dla przemysłu. Szczególnie będziemy obserwować odczyty z Polski, Eurolandu, Wielkiej Brytanii i USA (ISM). W strefie euro pod lupę będą wzięte wskaźniki inflacji, a w USA – sprzedaż detaliczna. Szczególnie dane z USA mogą pobudzać zmienność, gdyż każda oznaka słabości będzie nie tyle ciosem w USD, co przygasi generalny optymizm na rynkach i przywróci obawy o kondycję globalnej gospodarki.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Brexit i Trump wprowadzają niepewność do światowej polityki

Sprawy Brexitu i amerykańskiej prezydentury Donalda Trumpa wciąż zajmują dużo miejsca w politycznej debacie międzynarodowej. Obie te rzeczy skupiają na sobie największą uwagę globalnych obserwatorów i angażują siły polityczne wielu krajów europejskich. Zarówno ciągnący się Brexit, jak i pełna kontrowersji prezydentura Trumpa, wprowadzają na arenę międzynarodowej polityki poczucie niepewności. Negocjacje brexitowe wciąż trwają – nie wiadomo, jak ostatecznie wyglądać będzie wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Jednak niezależnie od tego, jak finalnie wyglądać będzie Brexit, dla Wielkiej Brytanii, Unii i wszystkich państw członkowskich najlepsze byłoby, by już się zakończył.

– Unia Europejska ma dużo innych tematów dotyczących przyszłości projektu europejskiego. Chcielibyśmy już przestać interesować się Brexitem – powiedział serwisowi eNewsroom Michał Kobosko, szef polskiego oddziału Atlantic Counsil – Niepewność i nerwowość na międzynarodową arenę polityczną wnosi także trwająca od 2016 roku prezydentura Donalda Trumpa. Śledztwo dotyczące powiązań Trumpa z Rosją i wpływu rosyjskich służb na przebieg wyborów zakończyło się fiaskiem. Nie znaleziono dowodów na to, by amerykański prezydent współpracował z Putinem podczas swojej kampanii. Trump pozostanie więc w Białym Domu co najmniej do końca swojej kadencji, a razem z nim pozostaną kłopoty. Z prezydentem Trumpem się bardzo trudno współpracuje. To będzie czas niepewności – wskazuje Kobosko.

Rada Giełdy akceptuje uruchomienie kolejnej inicjatywy strategicznej Grupy Kapitałowej GPW

  • Rada Giełdy zaakceptowała uruchomienie GPW Tech – kolejnej inicjatywy strategicznej Grupy Kapitałowej GPW (GK GPW)
  • Projekt GPW Tech zakłada rozwój samodzielnej spółki technologicznej specjalizującej się w rozwiązaniach IT dla rynku kapitałowego

29 marca b.r. Rada Giełdy wyraziła zgodę na realizację inicjatywy strategicznej GPW Tech – projektu zakładającego rozwój dedykowanej spółki technologicznej specjalizującej się w rozwiązaniach IT dla rynku kapitałowego. Będąc samodzielną spółką GK GPW, GPW Tech skupi się na budowie biznesu technologicznego w obszarze działania GPW, bazując na autorskich rozwiązaniach.

Marek Dietl, prezes Zarządu GPW
Marek Dietl, prezes Zarządu GPW

– Rozwój technologiczny GK GPW stanowi jeden z naszych priorytetów, które przedstawiliśmy rynkowi przy okazji prezentacji strategii #GPW2022. Powołanie spółki GPW Tech jest kluczowym elementem tego procesu. Firma ma aktywnie reagować na pojawiające się trendy rynkowe poprzez prowadzenie własnych prac B+R, współpracę z firmami trzecimi w formie wspólnego opracowania rozwiązań technologicznych, joint venture i akwizycje. Projekt ma na celu nie tylko wygenerowanie dodatkowych przychodów, ale również zdynamizowanie procesu postępu technicznego rynku kapitałowego, również poprzez pozyskanie przez GPW Tech młodych talentów chcących rozwijać się w spółce skoncentrowanej na nowych technologiach – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Wśród priorytetowych strumieni produktowych adresujących obszary biznesowe dla GPW Tech znajduje się m.in. kreacja rozwiązań opartych o blockchain czy wsparcie technologiczne dla inicjatywy strategicznej GPW TCA TOOLS, która zakłada budowę zestawu innowacyjnych narzędzi do identyfikacji i analizy kosztów transakcyjnych.

Stworzenie nowych produktów technologicznych przez GPW Tech będzie odpowiedzią na potrzeby zgłoszone podczas konsultacji projektu przez Członków Giełdy. Rozwiązania te będą oferowane rynkowi na zasadach komercyjnych.

Powołanie spółki GPW Tech planowane jest na III kwartał 2019 roku.

GPW aktualizuje cele finansowe i zwiększa poziom dywidendy na akcję

  • GPW dokonała przeglądu celów finansowych w ramach Strategii #GPW2022
  • Założeniem jest uzyskanie 470 mln zł przychodów GK GPW w 2022 r., przy wartości EBITDA na poziomie równym 250 mln zł
  • Pozytywna opinia Rady Giełdy w sprawie wypłaty 3,18 zł dywidendy na akcję z zysku za 2018 r.
  • Zarząd GPW zdecydował o określeniu wartości dywidendy w wysokości nie mniejszej niż 2,4 zł na akcję, wypłaconej z zysku za rok 2019 r. oraz o podniesieniu dywidendy o nie mniej niż o 0,1 zł na akcję corocznie z zysku za lata 2020-2022
  • Wskaźnik wypłaty dywidendy zostaje utrzymany na poziomie nie mniejszym niż 60% przypadającego akcjonariuszom GPW skonsolidowanego zysku netto Grupy Kapitałowej GPW za dany rok obrotowy, skorygowanego o udział w zyskach jednostek stowarzyszonych

W ramach bieżącego przeglądu założeń strategicznych, w tym przede wszystkim doprecyzowaniu harmonogramów realizacji i finansowych założeń inicjatyw strategicznych, Zarząd GPW zdecydował o przeprowadzeniu analizy aktualności celów finansowych. W jej wyniku, w roku 2022, nominalna wartość przychodów GK GPW wyniesie 470 mln zł, przy 250 mln zł EBITDA. Za cztery lata wskaźnik ROE zakładamy, że wyniesie 19 proc., a C/I po 2022 r. wyniesie poniżej 50 proc.

Marek Dietl, prezes Zarządu GPW
Marek Dietl, prezes Zarządu GPW

– Strategia #GPW2022 jest procesem ciągłym i długofalowym, który jest na bieżąco monitorowany i uaktualniany. Trzeba pamiętać, że strategię wdrażamy w niezwykle dynamicznie zmieniającym się otoczeniu rynkowym, na które wpływają także często zjawiska od nas niezależne. Chcemy aktywnie reagować na wszelkie zmiany dotykające polski rynek. Dlatego zdecydowaliśmy o uaktualnieniu naszych założeń strategicznych w pespektywie najbliższych czterech lat przy jednoczesnym utrzymaniu kilkunastu kluczowych inicjatyw strategicznych, tj. GPW Growth, Systemu Pożyczek Papierów Wartościowych, GPW Private Market, GPW Ventures czy Platformy Żywnościowej – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Realizacja inicjatyw strategicznych pozwoli GK GPW umocnić pozycję rynkową i zróżnicować źródła przychodów grupy w najbliższych latach.

– Choć w naszych planach postawiliśmy na dynamiczny rozwój Grupy, co wiąże się z większymi nakładami inwestycyjnymi, Zarząd GPW zdecydował o tym, aby utrzymać politykę dywidendową na poziomie co najmniej 60 proc. skonsolidowanego zysku netto przypadającego akcjonariuszom GPW (skorygowanego o udział w jednostkach stowarzyszonych). Dla zabezpieczenia interesów inwestorów, corocznie dywidenda wzrośnie nie mniej niż o 0,1 zł na akcję po 2019 r. do 2022 r. Rosnącej dywidendzie będzie towarzyszyć wdrażanie inicjatyw strategicznych, które w nadchodzących latach pozytywnie wpłyną na wyniki finansowe Grupy. Zdefiniowanie przejrzystych warunków polityki dywidendowej, w tym wartości dywidendy przypadającej na akcję, zagwarantuje naszym inwestorom stabilnie rosnące wypłaty. Zawsze podkreślamy, że nasi akcjonariusze są dla nas priorytetowi i dlatego zdecydowaliśmy się na taki krok – dodaje Marek Dietl.

Rada Giełdy pozytywnie zaopiniowała propozycję Zarządu Giełdy w sprawie podziału zysku Spółki za 2018 rok w wysokości 3,18 zł na akcję. Organem wyłącznie uprawnionym do podejmowania decyzji w sprawie podziału zysku, w tym o wypłacie dywidendy, jest Walne Zgromadzenie.

Aktualizacja strategii #GPW2022 została opublikowana 27 czerwca 2018 r. i zakłada realizację w sumie ponad 20 inicjatyw. W roku 2019 ma być uruchomionych kilka wybranych projektów strategicznych m.in. GPW Growth (kompleksowy program edukacyjny, wspierający rozwój przedsiębiorców z sektora Małych i Średnich Przedsiębiorstw) oraz GPW Tech (rozwój samodzielnej spółki technologicznej specjalizującej się w rozwiązaniach IT dla rynku kapitałowego).

Mercedes-Benz wprowadza na rynek pierwszego elektryka. Do 2023 roku co piąte sprzedawane auto koncernu będzie mieć napęd elektryczny

Mercedes-Benz wprowadza na rynek pierwszego elektryka. Do 2023 roku co piąte sprzedawane auto koncernu będzie mieć napęd elektryczny 8

Koncern kładzie mocny nacisk na elektromobilność i zapowiada ofensywę w tym obszarze. Do 2023 roku auta z napędem elektrycznym mają już stanowić 1/5 całej sprzedaży koncernu. Na targach MotorShow w Poznaniu Mercedes-Benz prezentował swojego pierwszego elektryka – model EQC, który zapoczątkuje nową gamę. W kolejnych latach marka zamierza wprowadzić na rynek sześć kolejnych modeli samochodów elektrycznych. Od przyszłego roku wyłącznie z takim napędem oferowane będą smarty. ​

Założenie jest takie, żeby do 2023 roku auta elektryczne stanowiły około 20 proc. całej sprzedaży samochodów Mercedes Benz, bez rozgraniczenia na rynki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Sekuna, product manager Mercedes-Benz Polska.

Koncern planuje w nadchodzących latach ofensywę w segmencie elektryków. Ma już na tym polu doświadczenia, bo w ramach grupy Daimler od ubiegłego roku na rynku dostępny jest model smart w wersji elektrycznej. Natomiast od początku przyszłego roku smarty będą w sprzedaży już wyłącznie z takim silnikiem, napęd spalinowy zostanie całkiem wycofany z oferty.

Od pewnego czasu obserwujemy dużo większe zainteresowanie samochodami elektrycznymi, zwłaszcza w rozwiązaniach carsharingowych – mówi Tomasz Mucha, product PR Mercedes-Benz Polska. – Zbieramy doświadczenia dotyczące tego, jak faktycznie wygląda zapotrzebowanie rynkowe, jak polscy klienci odnoszą się do tego typu napędu. Przed markami motoryzacyjnymi w Polsce stoi teraz duże wyzwanie formowania świadomości społecznej, budowania zaufania do samochodów elektrycznych jako alternatywy, która daje taką samą wolność i niezależność przemieszczania się.

Na targach Poznań MotorShow Mercedes-Benz prezentował premierowo swój najnowszy model EQC z napędem na prąd. Elektryczny SUV dysponuje napędem 4×4 z dwoma silnikami o łącznej mocy 408 KM. Zasięg samochodu według wstępnych danych z testowania to ponad 400 kilometrów na jednym ładowaniu akumulatora.

Tym modelem zaczynamy ofensywę w segmencie elektryków. Nie jest to natomiast jedyny model, ale pierwszy samochód. Na przestrzeni kolejnych 2–3 lat chcemy wprowadzić sześć modeli aut elektrycznych spod gwiazdy Mercedes-Benz – zapowiada Mariusz Sekuna.

– Model EQC wygląda konwencjonalnie, ma kabinę pasażerską, komorę silnikową, przedział bagażowy. Tym, co go wyróżnia, to napęd XXI wieku, który nie pozostawia śladu węglowego. Poza tym postawiliśmy na tradycyjne wartości marki Mercedes, czyli moc, wygląd i solidność – dodaje Tomasz Mucha.

W marcu Mercedes-Benz EQC przechodził ostateczne testy w zaśnieżonych okolicach Arjeplog w północnej Szwecji. To ostatnie próby na krótko przed wprowadzeniem modelu na rynek. Wcześniej na przestrzeni trzech sezonów zimowych i letnich 200 prototypów oraz przedprodukcyjnych egzemplarzy EQC wyjechało na drogi czterech kontynentów: Europy, Ameryki Północnej, Azji i Afryki, pokonując w ramach testów kilka milionów kilometrów.

EQC to pierwszy model oferowany pod nową marką produktowo-technologiczną EQ. Jednocześnie EQC ma być symbolem nowej ery mobilności w historii koncernu Daimler.

EQ jest to cały brand, na który składają się trzy filary. Pierwszy to samochody z technologią EQ Boost, czyli np. GLE 53. Jest to silnik spalinowy połączony z małym silnikiem elektrycznym, czyli tzw. miękka hybryda. Drugi filar to samochody plug-in hybrid, czyli pojazdy z silnikiem benzynowym bądź dieslem połączone z silnikiem elektrycznym, z zasięgiem pozwalającym na przejechanie kilkudziesięciu kilometrów. Trzeci filar to samochody stuprocentowo elektryczne. Pierwszym z nich jest nowy EQC, po którym przyjdzie czas na kolejne modele – mówi Mariusz Sekuna.

Jak podkreśla, nabywcy elektryków to grupa klientów ceniących sobie zarówno ekologię i niższą emisję dwutlenku węgla, jak i wysokie osiągi i komfort jazdy, ponieważ samochody elektryczne charakteryzują się tym, że ich moment obrotowy jest dostępny od samego początku. Elektryczny EQC przyspiesza od 0 do 100 km/godz. w 5,1 sekundy i rozpędza się maksymalnie do 180 km/godz.

Jest kilka aspektów wzrostu popularności samochodów elektrycznych w Polsce. Pierwszy z nich to na pewno dostępność. Producenci dopiero zaczynają proponować tego typu auta. Będziemy więc uczyć klientów, że jest to ciekawa alternatywa. Nie bez znaczenia będzie też cena. Samochody elektryczne są na razie autami mniej popularnymi produkcyjnie, ale oczekuje się, że ok. 2035 roku ich ceny zrównają się z konwencjonalnymi. Także zachęty ze strony ustawodawcy będą elementem, który w kolejnych latach rozwinie motoryzację elektryczną i zachęci do świadomych wyborów ekologicznych – ocenia Tomasz Mucha.

Jak podkreśla, w Polsce ogromną popularnością cieszą się SUV-y. Spośród 32 modeli w ofercie Mercedesa siedem to właśnie samochody tego typu, które odpowiadają za 46 proc. sprzedaży. Stąd – poza motoryzacją elektryczną – główny nacisk marka kładzie właśnie na nadwozia typu SUV.

Firmy w przekazach reklamowych często świadomie wprowadzają konsumentów w błąd. Takie działania niszczą zaufanie do całej branży

Firmy w przekazach reklamowych często świadomie wprowadzają konsumentów w błąd. Takie działania niszczą zaufanie do całej branży 9

Co roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydaje kilkadziesiąt decyzji dotyczących wprowadzania konsumentów w błąd poprzez podanie nieprawdy czy brak dostatecznej informacji o produkcie. Takie przypadki nierzetelnej komunikacji marketingowej spotykają się z krytyką konsumentów. Jak wynika z badań Kantar Polska, blisko 90 proc. z nich uważa, że powinny być nagłaśniane w mediach. Nierzetelna informacja wpływa na obniżanie jakości usług i produktów, a także na kryzys zaufania klientów. Coraz częściej przypomina to wojnę między przedsiębiorcami a konsumentami – podkreślali eksperci podczas debaty zorganizowanej przez Komitet Dialogu Społecznego KIG. 

– Mam czasami wrażenie, że jesteśmy na wojnie między klientami a przedsiębiorcami. Przedsiębiorcy niestety bardzo często kierują się wyłącznie zyskiem, ich głównym celem jest zwiększanie sprzedaży i nie patrzą na to, że po drugiej stronie jest człowiek, który ma swoje potrzeby, uczucia i wrażliwość. Z drugiej strony mamy konsumenta, który nie rozumie większości rzeczy, komunikatów marketingowych i regulaminów – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Artur Nowak-Gocławski, prezes zarządu ANG Spółdzielni i prezes zarządu Fundacji „Nienieodpowiedzialni”.

UOKiK co roku wydaje kilkadziesiąt decyzji i nakłada kary na przedsiębiorców, którzy wprowadzają konsumentów w błąd. Często to reklamy zachwalające cechę produktu, której ten nie ma, nie zawierające dostatecznych informacji czy podające nieprawdę. Dotyczy to wszystkich grup produktów i usług: począwszy od produktów spożywczych, suplementów diety, po oferty firm pożyczkowych czy telekomunikacyjnych. Nieuczciwa komunikacja niesie ze sobą szereg negatywnych konsekwencji.

– Nierzetelne komunikowanie prowadzi do obniżenia jakości usług i produktów, bo skoro można oferować coś gorszej jakości, niż się mówi, to jest to sygnał dla innych uczestników rynku. Wpływa bezpośrednio na skłonność do inwestycji, bo skoro można oferować usługi czy produkty gorszej jakości, to po co inwestować. To z kolei powoduje kryzys zaufania do branży – tłumaczy Witold Drożdż, członek zarządu Orange Polska.

Jak podkreślają eksperci, w przypadku usług telekomunikacyjnych może się to zakończyć zahamowaniem inwestycji np. w szybki internet nowej generacji. W dobie intensywnych prac nad wprowadzeniem technologii 5G może oznaczać poważne opóźnienia w tym zakresie.

Z raportu Kantar Polska „Rzetelność informacji zawartych w materiałach reklamowych” wynika, że 90 proc. osób chce, by w mediach nagłaśniać sytuacje związanie z nieuczciwymi zabiegami marketingowymi. Jednocześnie jednak ok. 25 proc. nie interesuje się nieuczciwą strategią komunikacyjną firm, dopóki sam jej nie doświadczy. Taki sam odsetek osób nie uważa za normalne, że w reklamie nie podaje się wszystkich informacji.

– Samo piętnowanie w mediach nieprawdziwych informacji na temat oferowanych produktów i usług oczywiście jest ważne, ale nie załatwia sprawy. Kluczowa dla zagwarantowania klientom wystarczającej wiedzy na ich temat jest edukacja konsumencka – ocenia Witold Drożdż.

Brak odpowiedniej edukacji konsumentów widać choćby przy podpisywaniu umów. Z Barometru Providenta wynika, że blisko połowa osób, która otrzymała umowę budzącą wątpliwości, zdecydowała się ją podpisać. Co piąty Polak nie rozumie treści umów, które podpisuje lub wcale ich nie czyta.

– Im bardziej skomplikowany produkt, np. finansowy, telekomunikacyjny, tym ta asymetria informacji będzie się pogłębiała – przekonuje Artur Nowak-Gocławski.

Oprócz edukacji ważne jest również działanie różnych instytucji państwowych, m.in. UOKIK.

Do tego dochodzą różnego rodzaju instrumenty o charakterze legislacyjnym, regulacyjnym. Dopiero  konglomerat wszystkich działań – od czysto komunikacyjno-medialnych przez edukacyjne, informacyjne, a skończywszy na regulacyjnych, to właściwa odpowiedź na niewłaściwe praktyki – mówi Witold Drożdż.

Konieczna jest zmiana podejścia przedsiębiorców – od skierowanego tylko na zysk do przyjęcia odpowiedzialności za konsumenta. W Afryce np. istnieją sklepy, w których nie ma nic wystawionego na sprzedaż. Kupujący musi powiedzieć, co jest mu potrzebne, a sprzedawca uważałby siebie za nieuczciwego, gdyby zaproponował kupno czegoś, co nie było zamierzone. W Europie brzmi to jak przypowieść i wydaje się sytuacją nie do powtórzenia w zachodnich realiach.

Potrzeba edukacji, zaczynając od przedszkola, jest fundamentalną rolą. Myślę, że znaczenie mediów też ma ogromny wpływ, ale niestety może być rozczarowujące, dlatego że nie ma etosu przedsiębiorcy, który służy ludziom. Ogromna jest rola mediów w tym, żeby budować takie wyobrażenia o przedsiębiorcy, który nie tylko zarabia pieniądze, nie tylko kieruje się jak największym wynikiem finansowym, lecz przede wszystkim służy ludziom – wskazuje Artur Nowak-Gocławski.

8 na 10 Polaków deklaruje znajomość języka obcego. Ponad połowa ma jednak kłopot ze swobodną komunikacją

8 na 10 Polaków deklaruje znajomość języka obcego. Ponad połowa ma jednak kłopot ze swobodną komunikacją 10

80 proc. Polaków twierdzi, że zna przynajmniej jeden język obcy. Jednak 56 proc., choć rozumie, co się do nich mówi w innym języku, ma duże trudności z udzieleniem odpowiedzi. To wskazuje na niską efektywność nauki języków obcych w Polsce – wynika z badania SW Research przeprowadzonego na zlecenie firmy Babbel. Zdaniem Polaków w popularnych i stosowanych powszechnie metodach nauczania brakuje interakcji, nauki wymowy i akcentu. Za to zbyt dużo jest ćwiczeń gramatycznych, niepotrzebnych słówek i uczenia na pamięć dialogów z odgrywaniem scenek. Efektem tego jest bariera w mówieniu i swobodnej komunikacji w obcym języku.

– Poziom znajomości języków obcych wśród Polaków rośnie i to znacząco, wraz z wejściem na rynek nowych technologii, rozpowszechnieniem się internetu i różnego rodzaju platform, zarówno anglojęzycznych, jak i służących do nauki języka angielskiego. Ten język coraz większej liczbie Polaków jest potrzebny do takiego zwykłego, codziennego funkcjonowania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Piątkowski, wykładowca Wyższej Szkoły Filologicznej we Wrocławiu.

Jak ocenia, coraz lepsza znajomość języków obcych wśród Polaków wynika też z potrzeb biznesowych. Polskie firmy są coraz bardziej umiędzynarodowione, utrzymują kontakty handlowe z zagranicą, odbywają spotkania biznesowe w języku angielskim. Kolejną przyczyną jest rozwój turystyki – Polacy coraz częściej wyjeżdżają na zagraniczne wycieczki, korzystając przy tym nie tylko z pomocy biur podróży. Wielu samodzielnie organizuje sobie wyjazdy, rezerwując loty i zagraniczne hotele, co również wymaga znajomości języka.

– Statystycznie około 50 proc. Polaków może się pochwalić znajomością języka angielskiego, ale inną kwestią pozostaje to, na ile dobra jest ta znajomość. Natomiast co do innych języków obcych – w zachodniej części Polski popularny jest niemiecki, we wschodniej – rosyjski. Dużo zależy też od wieku. Starsze pokolenie jest bardziej ukierunkowane na rosyjski, młodsze – raczej na niemiecki, francuski czy hiszpański, który również jest bardzo popularny – mówi Grzegorz Piątkowski.

Jak wynika z badania SW Research przeprowadzonego na zlecenie firmy Babbel, twórcy aplikacji mobilnej do nauki języków obcych, 8 na 10 Polaków deklaruje, że zna na dowolnym poziomie jeden lub więcej języków obcych. Jednak 56 proc. z nich, choć rozumie, co się do nich mówi w innym języku, ma trudności z udzieleniem w nim odpowiedzi. To wskazuje na niską efektywność nauki języków obcych w Polsce.

– Dużym wyzwaniem jest pisanie i mówienie w języku obcym. Może to być związane z wymową, płynnością wypowiadania się. Polacy wciąż mają wizję uczenia się języka na zasadzie raczej receptywnej, odbiorczej. Spodziewają się, że będzie się do nich mówić, uczyć ich, a nie że oni sami będą brać czynny udział w zajęciach. To się oczywiście zmienia wraz z potrzebami – mówi Grzegorz Piątkowski.

Znajomość jednego języka obcego deklaruje 42,5 proc. Polaków. Co trzeci umie się komunikować w dwóch, a 7,4 proc. – w trzech językach obcych. Polacy raczej nie mogą się pochwalić mianem narodu poliglotów, jednak blisko 40 proc. twierdzi, że w znanym sobie języku obcym komunikuje się płynnie, zarówno w mowie, jak i piśmie. Co ciekawe, co czwarty badany odczuwa barierę językową w mówieniu, mimo że potrafi w nim pisać. Przez to sam nie rozpocznie rozmowy z obcokrajowcem i nie spróbuje rozwiązać swojego problemu za granicą, chociaż prawdopodobnie udałoby mu się zrozumieć odpowiedź na swoje pytanie.

– Coraz więcej ludzi chce mówić w języku obcym. Starają się uczyć poprzez kontakt z tym językiem obcym, oglądając seriale, telewizję, filmy. W Polsce niestety przeszkadza w tym lektor, ale i tak jesteśmy w lepszej sytuacji niż np. Niemcy, Włosi czy Hiszpanie, którzy w telewizji prawie wszystko mają dubbingowane. Z kolei Skandynawowie w większości programów telewizyjnych mają tylko napisy – mówi Grzegorz Piątkowski.

Polacy uczą się języków obcych nie tylko w ramach obowiązkowej edukacji, lecz także we własnym zakresie, po lekcjach albo po pracy. Korzystają przy tym z korepetycji, zorganizowanych zajęć w szkołach językowych albo materiałów pomocniczych – książek, programów, aplikacji. Ważne jest to, na ile taka nauka jest efektywna. Jak wynika z badania SW Research dla Babbel, prawie 50 proc. Polaków uważa, że w popularnych i stosowanych powszechnie metodach nauczania brakuje możliwości interakcji i spontaniczności. 20 proc. sądzi też, że zbyt mało uwagi poświęca się obecnie na naukę wymowy i akcentu. Tymczasem w trakcie nauki języka obcego bardzo ważne jest osłuchanie się z tym, w jaki sposób mówi obcokrajowiec.

Z drugiej strony zdaniem Polaków zbyt dużo uwagi poświęca się nauce teorii. 31,4 proc. respondentów wskazało na ćwiczenia gramatyczne, a 28,6 proc. – naukę słownictwa bez przykładów ich użycia w praktyce. Bolączką w trakcie nauki języka obcego jest też uczenie się dialogów na pamięć i odgrywanie scenek (22,3 proc.) oraz czytanie nieprzydatnych artykułów (21,2 proc.).

– Wiele osób nadal wyobraża sobie naukę języka w bardzo tradycyjnej formie, czyli w szkole językowej albo z prywatnym korepetytorem. Natomiast tych form nauki jest coraz więcej i też coraz więcej osób te możliwości dostrzega. To wiąże się ze zmianą pokoleniową. Są platformy internetowe, wyjazdy językowe połączone z mieszkaniem u rodziny z danego kraju, istnieje możliwość nawiązywania konwersacji i kontaktów z osobami z całego świata – mówi wykładowca Wyższej Szkoły Filologicznej we Wrocławiu.

Ponad 50 proc. Polaków ocenia, że skuteczność nauki języka obcego podnosi interaktywność, czyli wzajemne oddziaływanie na siebie strony uczącej się i uczonej oraz sygnalizowanie postępów lub ich braku. Kolejny element to zastosowanie rozwiązań multimedialnych, czyli połączenia obrazu, dźwięku i wideo (40,3 proc.) oraz skupienie się na ćwiczeniu prawidłowej wymowy (38,6 proc.).

Nowe SUV-y napędzają sprzedaż Seata. Marka zapowiada nowe modele elektryczne

Nowe SUV-y napędzają sprzedaż Seata. Marka zapowiada nowe modele elektryczne 11

Ponad 517 tys. sprzedanych samochodów, w tym ok. 12,5 tys. rejestracji w Polsce – taki był ubiegły rok dla Seata. Na rekordowe wyniki wpłynęło przede wszystkim nowe portfolio koncernu. Ofertę SUV-ów uzupełnił nowy Tarraco, który dołączył do modeli Arona i Ateca. – W najbliższym czasie stawiamy na trzy obszary rozwoju: elektromobilność, nowe rodzaje napędów i mikromobilność – zapowiadają przedstawiciele koncernu w trakcie targów Poznań Motor Show. Nowa strategia marki zakłada wprowadzenie 6 modeli samochodów o alternatywnym napędzie. Grupa Volkswagen powierzyła Seatowi przygotowanie konceptu platformy podłogowej dla miejskich pojazdów elektrycznych. 

– 2018 rok był najlepszym rokiem w historii Seata i to nie tylko w Polsce, lecz także globalnie. W Polsce nasi klienci zarejestrowali ponad 12,5 tys. nowych samochodów, globalnie Seat zarobił ponad 30 proc. więcej i dodatkowo zapowiadamy ekspansję na inne rynki. Jesteśmy więc w pozycji, która zapewnia nam bardzo dobry wzrost również w kolejnych latach – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Zygmanowski, dyrektor marketingu marek Seat i Cupra.

Z danych hiszpańskiej marki wynika, że w 2018 roku globalna sprzedaż samochodów wzrosła o ponad 10 proc. do 517 tys. To najlepszy wynik w historii – dotychczasowy rekord z 2000 roku wynosił nieco ponad 514 tys. sztuk. W Polsce Seat zanotował jeszcze większy wzrost – o 21 proc. Liderem sprzedaży był Leon, popularnością cieszyła się również Ibiza oraz Ateca. Mniejszy crossover – Arona – znalazł się na czwartym miejscu.

 W 2019 wszystkie nasze SUV-y są już na drogach. Zainteresowanie tym typem nadwozia jest bardzo duże, a my jesteśmy jedną z pierwszych marek, która proponuje SUV-y we wszystkich segmentach. Wprowadziliśmy komplet trzech SUV-ów: mały crossover miejski Arona, kompaktowa Ateca oraz bardzo duży SUV i najnowszy Tarraco i one już są wszystkie dostępne w salonach – wymienia Michał Zygmanowski.

Z Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców wynika, że pojazdy z nadwoziem typu SUV z roku na rok notują dwucyfrowe wzrosty sprzedaży. W 2018 roku był to ponad 26-proc. wzrost, a liczba rejestracji przekroczyła 171 tys. egzemplarzy.

Jak jednak zapowiada Zygmanowski, marka nie poprzestaje na rozwijaniu tylko oferty SUV-ów.

– Trzy obszary rozwoju to: elektromobilność, nowe rodzaje napędów i mikromobilność. Jeśli chodzi o elektromobilność, to pokazaliśmy samochód koncepcyjny el-Born, który jest samochodem w pełni elektrycznym, zbudowanym na płycie MEB, z zasięgiem według normy WLTP do 420 km. Jeśli chodzi o nowe napędy, mamy konkretny plan wprowadzenia napędów hybrydowych typu plug-in do modeli Leon i Tarraco. Pod względem mikromobilności Seat jest liderem – tłumaczy dyrektor marketingu marek Seat i Cupra.

Na Salonie Samochodowym w Genewie Seat zaprezentował Minimó, pojazd elektryczny stworzony specjalnie do poruszania się po mieście, łączący cechy samochodu i motocykla. Zasięg mikrosamochodu to średnio ponad 100 km jazdy na jednej baterii. Można ją łatwo wymienić, tym samym Minimó może być wykorzystywany przez firmy carsharingowe.

– Seat zaprojektuje też nowy koncept platformy podłogowej. Będzie to mniejsza wersja istniejącej platformy podłogowej MEB, która jest stworzona z myślą o autach elektrycznych. Na tej platformie będą konstruowane samochody miejskie do długości około 4 metrów – mówi Michał Zygmanowski.

Jak podkreśla, marka Seat jest często wybierana przez młodych ludzi, którzy najchętniej kupują właśnie SUV-y i crossovery, a do tego stawiają na personalizację pojazdów. Taką możliwość dają m.in. samochody marki Cupra, wcześniej jednej z linii Seata, która została wydzielona rok temu.

 Celujemy w młodszą grupę, zorientowaną na duże osiągi i wielkie emocje motoryzacji. Jednak już po sprzedawanych Cuprach w Polsce widzimy, że to mogą być również samochody, które spełniają funkcje rodzinne. Przykładem może być Cupra Ateca – mówi Michał Szaniecki, dyrektor marek Seat i Cupra.

Pierwszym modelem Cupra jest SUV Ateca z silnikiem 2.0 TSI o mocy 300 KM, napędem na cztery koła oraz 7-biegową skrzynią DSG. Wyposażony m.in. system trakcji 4Drive, dotykowy ekran multimedialny i kamerę 360, co ma zwiększać komfort i bezpieczeństwo jazdy.

– Ambitnie rozwijamy portfel Cupra, również w nowych napędach. Cupra Formentor od przyszłego roku będzie produkowany jako hybryda typu plug-in z 50-km zasięgiem – zapowiada Michał Szaniecki. – Cupra to marka, na której Barcelona koncentruje bardzo dużo swojej uwagi.

Powstaje nowoczesne centrum kosmiczne na Śląsku. Polscy naukowcy chcą zbudować unikatowego w skali światowej satelitę, zdolnego do przetwarzania zdjęć jeszcze na orbicie

Powstaje Śląskie Centrum Badawczo-Rozwojowe Technik Kosmicznych, w którym będą opracowywane projekty misji kosmicznych wykorzystujących małe satelity. Firmy z polskiego sektora kosmicznego coraz częściej wysyłają na orbitę satelity badawcze, a polscy naukowcy coraz częściej angażują się w międzynarodowe misje kosmiczne. Centrum Badań Kosmicznych PAN zaangażowało się w misję kosmiczną NASA IMAP i we współpracy z niemieckimi inżynierami zbuduje fotometr, który umieści na satelicie, by  zbadać heliosfery.

– Powstanie laboratorium planowania, analizy i kontroli misji oraz laboratorium optyki, laboratorium sztucznej inteligencji oraz analizy zdjęć satelitarnych. Głównym celem powstania Śląskiego Centrum Badawczo-Rozwojowego Technik Kosmicznych jest to, aby KP LABS umocniło się na polskim rynku space. Mamy już ogromne kompetencje, bardzo dużą wiedzę, a teraz dzięki tej infrastrukturze będziemy mogli jeszcze bardziej wykorzystać swój potencjał – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Rafał Żogała, kierownik projektu w KP LABS.

Śląskie Centrum Badawczo-Rozwojowe Technik Kosmicznych jest już w trakcie budowy. Budynek będzie oddany do użytku pod koniec 2020 roku. Do prac nad powołaniem centrum zaproszono inżynierów z firmy KP Labs, którzy wygrali konkurs Copernicus Hackaton, organizowany przez Komisję Europejską. W jego ramach opracowano oprogramowanie wykorzystujące sztuczną inteligencję do przetwarzania oraz analizowania zdjęć satelitarnych.

Pierwszym projektem realizowanym w nowo powstałym centrum będzie konstrukcja satelity Intuition-1, zaprojektowanego z myślą o przeprowadzaniu obserwacji z wykorzystaniem instrumentu hiperspektralnego. Satelita zostanie wyposażony w najwydajniejszy komputer pokładowy na świecie, który będzie zdolny do analizowania obrazów już na orbicie okołoziemskiej. Systemy przetwarzania danych wykorzystają głębokie sieci neuronowe. Informacje zebrane przez satelitę zostaną wykorzystane do analizy terenu na potrzeby rolnictwa, leśnictwa czy w projektach dotyczących ochrony środowiska.

– Naszym kluczowym założeniem jest zbudowanie satelity unikatowego na skalę światową w danej chwili, ponieważ będzie nam dawał możliwości wykonywania zdjęć hiperspektralnych. Dzięki wysoce wydajnemu komputerowi pokładowemu będziemy mogli również te zdjęcia obrabiać już na orbicie, dzięki czemu zaoszczędzimy bardzo wiele środków finansowych i czasowych przy przesyłaniu danych zebranych na orbicie na Ziemię – tłumaczy ekspert.

Zakres prac gliwickiego centrum badawczo-rozwojowego nie ograniczy się jedynie do budowy małych satelitów. W ramach kompleksu powstanie także obserwatorium naukowe przystosowane do prowadzenia komunikacji optycznej z satelitami oraz laboratoria badawcze wyspecjalizowane w analizie zdjęć satelitarnych i opracowywaniu algorytmów sztucznej inteligencji, nowych układów nawigacyjnych czy innowacyjnych systemów komunikacji. Kompleks ma prowadzić komplementarne badania w zakresie technologii kosmicznych.

– Ważnym pomieszczeniem w naszym centrum będzie cleanroom, pomieszczenie o kontrolowanych warunkach środowiskowych, w którym integrowane będą elementy lotne, które w późniejszym czasie będą implementowane w satelicie – mówi Rafał Żogała.

Nad własnym satelitą pracują także naukowcy z Centrum Badań Kosmicznych PAN, którzy podjęli ścisłą współpracę z organizatorami programu NASA IMAP. Na pokładzie satelity IMAP, którego celem będzie badanie promieniowania kosmicznego oraz oddziaływania heliosfery na otoczenia galaktyczne Słońca, znajdzie się fotometr dwukanałowy GLOWS. Przyrząd opracowany we współpracy z naukowcami z Uniwersytetu w Bonn oraz Uniwersytetu w Bochum posłuży do obserwacji fluorescencyjnej poświaty heliosferycznej.

Polskie satelity trafią wkrótce również na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, gdzie zostaną przygotowane do samodzielnych misji. Nanosatelity Światowid i KRAKsat stworzono do prowadzenia obserwacji Ziemi oraz zórz polarnych. Obie jednostki zostały opracowane przez inżynierów z  wrocławskiej firmy SatRevolution w ramach platformy NanoBus. Służy ona do projektowania zminiaturyzowanych, budżetowych satelitów zbudowanych w oparciu o moduły o objętości jednego litra. Światowid i KRAKsat zostaną wyniesione w przestrzeń kosmiczną już 17 kwietnia tego roku.

Polscy naukowcy coraz częściej angażują się w rozwój międzynarodowych projektów kosmicznych. Inżynierowie Polskiej Agencji Kosmicznej chcą uczestniczyć w projekcie budowy międzynarodowej stacji księżycowej Gateway m.in. przy przygotowaniu lądowników kosmicznych na potrzeby tej misji czy w procesie opracowywania narzędzi z branży robotyki kosmicznej.

Według analityków z firmy Research and Markets wartość globalnego rynku technologii kosmicznych w 2018 roku wyniosła 360 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie ona do 558 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 5,6 proc.

Diagnoza lekarska będzie możliwa po trzech kliknięciach. Medyczne aplikacje mobilne coraz skuteczniej wspierają pracę lekarzy

Diagnoza lekarska będzie możliwa po trzech kliknięciach. Medyczne aplikacje mobilne coraz skuteczniej wspierają pracę lekarzy 12

Medyczne aplikacje mobilne pomagają lekarzom w diagnozowaniu i prowadzeniu elektronicznej dokumentacji mobilnej oraz systemu rejestracji wizyt. Rozwiązania mobilne wspomagają jednak również pacjentów, także tych cierpiących na rzadkie lub trudne do prowadzenia choroby. Rynek medycznych aplikacji mobilnych wzrośnie w ciągu najbliższych kilku lat niemal dziesięciokrotnie. Polacy tymczasem opracowali aplikację mobilną, dzięki której diagnozę będzie można postawić po zaledwie trzech kliknięciach.

– Tworzymy aplikacje mobilne, które wspomagają proces diagnostyczno-terapeutyczny lekarzy, pomagając im w miejscu pracy. W ten sposób skracamy czas do uzyskania prawidłowej diagnozy, a jednocześnie zmniejszamy niepewność lekarza w momencie podejmowania decyzji – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr n. med. Sławek Chomik, prezes 3Clicks.

Stworzone przez polską firmę aplikacje mobilne dla lekarzy wspomagają ich w diagnozowaniu i leczeniu chorób układu moczowego i reumatologicznych, a także cukrzycy, infekcji, przewlekłego obturacyjnego zapalenia płuc i problemów z układem krzepliwości krwi. Aplikacje 3Clicks są zaprojektowane w taki sposób, by odpowiadać na najczęściej zadawane pytania. To np. wątpliwości lekarza co do skali diagnostycznych, wskazań do stosowania czy potrzeba szybkiego uzyskania szczegółowych informacji o produkcie leczniczym. Ideą twórców jest to, by odpowiedź na pytanie lekarza pojawiła się po trzech kliknięciach.

– Są to proste rozwiązania, które są dostępne na smartfonie w odstępie dosłownie trzech kliknięć. Pomogą one lekarzowi np. szybko zidentyfikować algorytm, który musi zastosować, czy wprowadzić i ocenić pacjenta, stosując pewną skalę diagnostyczną, czy znaleźć zwykłą dawkę leku, którą powinien użyć u pacjenta – wyjaśnia dr n. med. Sławek Chomik.

Narzędzia mobilne wspomagające pracę lekarzy tworzy już katowicka firma Kamsoft, będąca jednym z największych w Polsce dostawców oprogramowania dla służby zdrowia. Dostarczana przez nią aplikacja Wizyta Lekarska pozwala na przeprowadzanie domowych wizyt lekarskich i prowadzenie podczas nich elektronicznej dokumentacji pacjenta. Aplikacja jest w pełni zintegrowana z systemem OSOZ (Ogólnopolski System Ochrony Zdrowia), dzięki czemu lekarz nie tylko nie musi wypełniać żadnych dodatkowych dokumentów, lecz także może już podczas wizyty wystawić zwolnienie lekarskie czy elektroniczną receptę.

Medyczne aplikacje mobilne wspierają jednak nie tylko lekarzy, lecz także pacjentów. Funkcjonalność rozwiązań jest coraz bardziej zaawansowana i nie obejmuje już tylko wsparcia w utrzymywaniu sprawności fizycznej czy doborze diety. Na pomoc mogą liczyć również pacjenci cierpiący na rzadkie lub wymagające szczególnego podejścia choroby.

Na początku roku 3Clicks wypuściła do fazy testowej aplikację CU Later dedykowaną dla pacjentów z nieswoistymi zapaleniami jelit (choroba Leśniowskiego-Crohna i wrzodziejące zapalenie jelita grubego). Pacjenci korzystający z aplikacji mają dzięki niej dostęp do informacji o spotkaniach stowarzyszenia pacjentów w okolicy i bazy wiedzy z artykułami na temat choroby. Z uwagi na specyficzny charakter dotykających ich schorzeń, bardzo przydatny dla chorych jest jednak przede wszystkim moduł „Znajdź WC”. Aplikacja przypomina ponadto o konieczności przyjęcia leku oraz daje możliwość dzielenia się z innymi chorymi swoimi doświadczeniami.

– Chcemy tworzyć produkty, które na rynku polskim najlepiej jakby były dostępne dla lekarzy bez dodatkowych kosztów, taka jest charakterystyka rynku. Ubiegamy się o fundusze europejskie, które pomogą nam zwiększyć konkurencyjność na rynku, ale również wyjść poza granice kraju – wskazuje ekspert.

Z badań przeprowadzonych przez BIS Research wynika, że światowy rynek medycznych aplikacji mobilnych do 2025 roku ma osiągnąć wartość na poziomie ponad 11 mld dol. Z danych OSOZ Polska wynika, że w 2017 roku w Google Play i App Store było dostępnych w sumie 325 tys. aplikacji zdrowotnych. W porównaniu z rokiem poprzednim oznacza to wzrost o 32 proc. W poprzednim roku wzrost był jeszcze większy i sięgnął aż 57 proc. W aplikacje zdrowotne – według danych OSOZ – zainwestowano w samym tylko 2016 r. 5,4 mld dol. Jednocześnie – według twórców raportu – większość osób wciąż nie korzysta jeszcze z usług wirtualnej ochrony zdrowia. Penetracja rynku w skali globalnej wyniosła w 2018 roku zaledwie 18 proc.

Producenci aut potrzebują innowacyjnych opon. Wymuszają to coraz ostrzejsze normy środowiskowe oraz rozwój pojazdów elektrycznych i autonomicznych

Producenci aut potrzebują innowacyjnych opon. Wymuszają to coraz ostrzejsze normy środowiskowe oraz rozwój pojazdów elektrycznych i autonomicznych 13

Rosnące wymogi środowiskowe mają coraz większe przełożenie na branżę motoryzacyjną i oponiarską. Dlatego producenci ogumienia muszą opracowywać bardziej zaawansowane technologicznie opony, które zapewnią jak najniższy opór toczenia, a – co za tym idzie – obniżą zużycie paliwa oraz emisję spalin. – Rynek opon idzie w kierunku opon o bardzo wysokich parametrach jezdnych i większych rozmiarach. Coraz powszechniejsze stają się także opony klasy premium, ponieważ klienci skupiają się na wysokiej jakości – mówi prof. dr Burkhard Wies z firmy Continental. Niemiecka marka wprowadziła właśnie na rynek innowację, która odpowiada zarówno na surowe wymagania w zakresie bezpieczeństwa, jak i coraz ostrzejsze normy środowiskowe.

Największy wpływ na rynek opon – podobnie jak w przypadku branży motoryzacyjnej – mają w tej chwili regulacje dotyczące emisji dwutlenku węgla, wprowadzanie na rynek samochodów elektrycznych oraz rozwój pojazdów autonomicznych. Opracowując pojazdy nowej generacji, producenci potrzebują też nowych opon o specyficznych parametrach.

– Pojazdy autonomiczne wymagają zastosowania opon z pewną dozą „inteligencji”, abyśmy mogli wiedzieć, w jakim stanie znajduje się opona. Muszą też być wyposażone w technologię umożliwiającą jazdę po przebiciu i mieć solidną konstrukcję. Po drugie, opony w samochodach autonomicznych będą mniejsze, zdolne do przenoszenia większych ciężarów, więc występuje tu trend w kierunku wyższych i węższych opon – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr Burkhard Wies, Vice President R&D PLT Replacement worldwide w Continental.

Również zwrot w kierunku ekologii i coraz bardziej rygorystyczne wymagania środowiskowe mają wpływ na całą branżę, ponieważ w przypadku przekroczenia ustalonych poziomów emisji dwutlenku węgla producenci samochodów muszą płacić kary. Przy tym wpływ opon na opór toczenia wciąż jest istotny i wynosi 20 proc. dla silników spalinowych i 30 proc. dla elektrycznych. Dlatego producenci ogumienia opracowują coraz bardziej zaawansowane technologicznie opony, które zapewnią jak najniższy opór toczenia, a co za tym idzie – obniżą zużycie paliwa oraz emisję spalin.

– Jeśli uda nam się poprawić ten parametr, to producenci samochodów będą mogli łatwiej spełniać nałożone na nich wymagania – podkreśla prof. dr Burkhard Wies. – Generalnie przyszłość branży oponiarskiej rysuje się w jasnych barwach. Samochody na razie nie będą latać, więc – niezależnie od tego, jakie pojawią się pojazdy i na jakiej koncepcji będą oparte: czy będzie to pojazd autonomiczny, elektryczny czy mikropojazd, potrzebne będą do niego opony. Naszym wyzwaniem jest dostarczanie doskonałej jakości opon powstałych zgodnie z bieżącą wiedzą technologiczną. 

Jak ocenia prof. dr Burkhard Wies, polski rynek nie różni się zbytnio od niemieckiego czy innych rynków zachodnioeuropejskich.

 Rynek opon idzie w kierunku opon UHP, o bardzo wysokich parametrach jezdnych i większych rozmiarach. Coraz powszechniejsze stają się także opony klasy premium, ponieważ klienci skupiają się na wysokiej jakości – mówi prof. dr Burkhard Wies.

 W całym rynku opon sprzedawanych w Polsce ok. 20 proc. stanowią w tej chwili opony z segmentu UHP, czyli 17 cali i więcej – dodaje Dariusz Wójcik, dyrektor generalny Continental Opony Polska. – Wśród nowych aut sprzedawanych w Polsce blisko 40 proc. stanowią te, które opuszczają salony samochodowe na oponach 17, 18 cali i więcej. Wymaga to od nas zapewnienia ich dostępności i dostosowywania do tego wszystkich procesów logistycznych. Wprowadziliśmy na rynek pierwszą oponę, która jest oznaczona etykietą A/A. Jesteśmy dumni z tego produktu, dlatego że wyznacza on zupełnie nowe standardy jakości.

EcoContact™ 6 to nowa opona letnia przeznaczona dla samochodów osobowych. Model zapewnia o 20 proc. większy przebieg i o 15 proc. niższy opór toczenia w porównaniu do poprzedniczki (co przekłada się na niższe zużycie paliwa i emisję spalin), a przy tym lepszą precyzję prowadzenia oraz krótszą drogę hamowania na mokrych i suchych nawierzchniach. Oceny A/A na etykiecie UE dla opony EcoContact™ 6  oznaczają, że model osiąga najwyższą klasę pod względem efektywności paliwowej oraz hamowania na mokrej nawierzchni.

– EcoContact™​ 6 to tzw. ekoopona. Kiedyś tego rodzaju opony miały dobre parametry tylko w zakresie oporu toczenia. Podjęliśmy więc wyzwanie stworzenia opony o odpowiednio niskim oporze toczenia, klasy A, czyli 6 kg na tonę, która spełniałaby również wymogi w zakresie przyczepności na mokrej nawierzchni i oferowałaby doskonałą żywotność w przejechanych kilometrach – mówi prof. dr Burkhard Wies.

Nowy produkt jest odpowiedzią zarówno na surowe wymagania w zakresie bezpieczeństwa, jak i coraz ostrzejsze normy środowiskowe. Aby poprawić osiągi, inżynierowe marki opracowali zaawansowaną technologicznie mieszankę GreenChili 2.0, która bardziej równomiernie rozprowadza składniki chemiczne w oponie. Efektem są silniejsze wiązania między polimerami, co pozwala zapobiegać deformacji opony podczas jazdy i zmniejsza jej opór toczenia. Specjalnie zaprojektowany został również wzór bieżnika, który jest uzależniony od rozmiaru opony. Jego środkowa część składa się z trzech, czterech lub pięciu rowków obwodowych, co przekłada się na optymalną przyczepność i większe bezpieczeństwo.

– Nowy model z jednej strony utrzymuje wszystkie parametry bezpieczeństwa, które opona powinna spełniać, tzn. hamowanie na mokrej nawierzchni, a z drugiej poprawia parametry z oporem toczenia i przebiegiem. Udało nam się to, co teoretycznie wydawało się niemożliwe, tzn. wydłużyć przebieg o ponad 20 proc. przy jednoczesnym ograniczeniu oporów toczenia. Dzięki temu samochody, które zużywają tradycyjne paliwo, będą mogły to spalanie ograniczyć, a te, które używają elektrycznego napędu, będą mogły wydłużyć zasięg – dodaje Dariusz Wójcik.

Jak zauważa, sytuacja branży oponiarskiej jest uzależniona od sprzedaży nowych samochodów, a w Polsce rynek wygląda pod tym względem bardzo dobrze. W ubiegłym roku na polskim rynku zarejestrowano ponad 600 tys. nowych samochodów.

 To przekłada się na wzrost sprzedaży opon zarówno w kategorii aut osobowych, jak i aut dostawczych. Sprzedaż nowych samochodów, a wśród nich klasa premium, rośnie szybciej, bo jest to wzrost powyżej 12 proc. i przekłada się to również na strukturę rynku opon sprzedawanych w Polsce – mówi Dariusz Wójcik.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Na starcie nowego kwartału nie będzie brakować niepewności o siłę globalnego wzrostu, ale z gołębimi stanowiskami czołowych banków centralnych nie gasną nadzieje na wyjście z dołka. Sentyment jednak nie ulegnie wyraźnej poprawie, jeśli dane będą podsycać obawy. W przyszłym tygodniu pod lupą będą przede wszystkim PMI z Chin, ISM i sprzedaż detaliczna z USA i dane z niemieckiego przemysłu, a tydzień zwieńczy raport NFP. Swoją ocenę sytuacji przedstawią banki centralne z Australii i Polski.

Przyszły tydzień: NFP/ISM z USA, HICP z Eurolandu, produkcja przemysłowa z Niemiec, RP, PMI z Polski, PMI z Chin, raport Tankan z Japonii, RBA, sprzedaż detaliczna z Australii, rynek pracy z Kanady

USA

W USA toczy się dyskusja, jak słabe mogą być jeszcze dane, by uzasadniać gołębi zwrot Fed? Przyszły tydzień przyniesie sporo ważnych danych na czele z raportem z rynku pracy (pt). Lutowy wzrost zatrudnienia tylko o 20 tys. był szokiem, choć należy go odbierać przez pryzmat imponujących 311 tys. w styczniu. Marzec powinien przynieść wygładzenie danych (175 tys.), podkreślając pozytywny trend rynku pracy. Większa wrażliwość USD może towarzyszyć odczytom indeksów ISM (pon, śr), które dotychczas utrzymywały względnie wysokie wartości. Jednak słabość w wynikach może być większym ciosem w ryzyko niż w dolara (USD zyskuje przy pogorszeniu nastrojów ogólnorynkowych). Ponadto otrzymamy zaległe (przez government shutdown) lutowe odczyty sprzedaży detalicznej (pon) i zamówień na dobra trwałe (wt).

Strefa euro

Ze strefy euro otrzymamy wstepny szacunek inflacji HICP (pon). Wyższe ceny ropy będą głównym motorem przyspieszenia inflacji do 1,6 proc. r/r z 1,5 proc. Silniejsza dynamika cen mogłaby oznaczać przenikanie presji płacowej, ale przy spowolniającej gospodarce efekt ten wydaje się mało realny. Ważne będą odczyty zamówień i produkcji przemysłowej z Niemiec (czw i pt). Po silnym rozczarowaniu w odczytach PMI oczekiwania słabości są już zdyskontowane, więc zagrożenia dla EUR wydają się ograniczone.

Wielka Brytania

Wątpimy, aby odczyty PMI z Wielkiej Brytanii (pon-śr) skupiały na sobie uwagę przy całym trwającym zamieszaniu wokół brexitu. Dalej uważamy, że wyższe prawdopodobieństwo należy przypisywać przyjęciu planu May lub łagodniejszej wizji brexitu niż bezumownego wyjściu z UE, co w dłuższym horyzoncie każe nam pozytywnie patrzeć na perspektywy funta. Ale w międzyczasie (tj. przynajmniej do 12 kwietnia) wszystko może być pretekstem do huśtawki kursu.

Polska

W Polsce początek miesiąca tradycyjnie przynosi raport PMI dla przemysłu (pon) i decyzję RPP (śr). Zakładamy utrzymanie niskich poziomów przez indeks PMI w korelacji z fatalnymi wynikami niemieckiego przemysłu, ale też nie popadamy w pesymizm w ocenie sytuacji w gospodarce, gdyż inne dane z przemysłu malują nieco lepszy obraz. Taka też powinna też być ocena sytuacji przez Radę, która pozostaje w trybie „wait-nas-see”. Złoty pozostaje uśpiony z minimalnym śledzeniem wahań nastrojów na rynkach zewnętrznych i EUR/PLN doklejonym do 4,30.

Japonia

Kondycja przemysłu jest tematem nr 1 w każdej większej gospodarce, stąd kwartalny raport Tankan (pon) może dostarczyć ważnych wniosków o sile japońskiej gospodarki. Biorąc pod uwagę, że punktem odniesienia jest poprzednie badanie z grudnia, wskaźniki warunków biznesowych prawdopodobnie ulegną pogorszeniu. Rynek ma dość nisko ustawione oczekiwania, co ustawia wysoko poprzeczkę dla negatywnej reakcji. Poza tym JPY pozostaje w silnej korelacji ze zmiennością rynku długu USA – zatrzymanie spadku rentowności pozwoli wypchnąć USD/JPY ponad 111.

Chiny

W Chinach na pierwszym planie będą indeksy aktywności w przemyśle (pon) i usługach (śr). Rynek czeka na oznaki stabilizacji, głównie w przemyśle, zatem te dane będą kluczowe dla podniesienia nastrojów.

Australia

Tydzień jest obfity w publikacje z Australii z dodatkiem w postaci decyzji RBA. Oznaki słabości popytu (widoczne w indeksach nastrojów i danych kredytowych) stanowią zagrożenie dla odczytów pozwoleń na budowę domów (wt) i sprzedaży detalicznej (czw). Po RBA (wt) nie spodziewamy się istotnych zmian w komunikacie. Bank dalej będzie szukał przebłysków optymizmu w silnej postawie rynku pracy, jednak zachowa ostrożne nastawienie w obliczu ryzyka rynku nieruchomości i kredytowego. Nie widzimy, aby tydzień przyniósł okazję do umocnienia AUD. W Nowej Zelandii kalendarz jest pusty i NZD powinien śledzić sentyment zewnętrzny.

Kanada

Lutowy raport z kanadyjskiego rynku pracy sprawił sporą pozytywną niespodziankę i biorąc pod uwagę, że dane te mają tendencję do odreagowania w cyklach comiesięcznych, ryzyka przed marcowym raportem (pt) przeważają po negatywnej stronie. W niepewnym otoczeniu rynek jest bardziej skłonny do sprzedaż CAD i rozczarowujące dane mogą być idealnym pretekstem.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Najnowsze dane o sprzedaży pożyczek pozabankowych w Polsce

W lutym 2019 r. firmy pożyczkowe udzieliły 206,7 tys. szt. pożyczek na kwotę 554 mln zł. Średnia wartość udzielonej w lutym pożyczki pozabankowej wyniosła 2 681 zł i była wyższa od średniej wartości udzielonej pożyczki w lutym 2018 r. o (7%). W lutym 2019 r., w porównaniu do lutego 2018 r., firmy pożyczkowe udzieliły pożyczek na wyższą kwotę (+5,3%), a w ujęciu liczbowym, odnotowały spadek o (-1,2%).

Pożyczki pozabankowe

Obserwując dwa pierwsze miesiące br. w ujęciu liczbowym, firmy pożyczkowe udzieliły o (-0,9%) mniej pożyczek, a w ujęciu wartościowym o (+4,5%) więcej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Łącznie w okresie styczeń – luty 2019 r. firmy pożyczkowe udzieliły 435,7 tys. pożyczek na łączną kwotę 1,158 mld zł. W tym samym okresie banki i SKOK-i udzieliły 1,078 mln kredytów gotówkowych na kwotę 13,55 mld zł.

prof. Waldemar Rogowski, główny analityk kredytowy BIK– Średnia wartość udzielonej w lutym pożyczki pozabankowej wyniosła 2 681 zł i była wyższa od średniej wartości udzielonej pożyczki w lutym 2018 r. o 7%. W lutym 2019 r. 43% wartości udzielonych pożyczek było na kwoty pow. 5 000 zł. W ujęciu liczbowym stanowiły one 11% lutowej sprzedaży. 40% liczby udzielonych w lutym 2019 r. pożyczek była udzielona poniżej 1 000 zł. Dodatnia dynamika liczby udzielanych pożyczek w lutym 2019 r. dotyczyła jedynie pożyczek niskokwotowych (< 1 tys. zł) i wynosiła (+9,7%) oraz wysokokwotowych (>5 tys. zł), w przypadku których wyniosła ona (+13,6%) – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Analizując sprzedaż w okresie styczeń – luty 2019 r. firmy pożyczkowe udzieliły 265,92 tys. pożyczek do 2 tys. zł na kwotę 248,97 mln zł, a dla porównania, banki i SKOK-i w segmencie do 2 tys. zł. udzieliły 90,93 tys. kredytów gotówkowych na kwotę 107,65 mln zł. W niskokwotowym (do 2 tys. zł) segmencie finansowania udział firm pożyczkowych raportujących sprzedaż do BIK-u wynosi w ujęciu liczbowym 74,5% a w wartościowym 69,8% – zaznacza prof. Rogowski.

* Omawiane dane dotyczą firm pożyczkowych współpracujących z BIK.

Co biznes będzie miał z 5G? Plaster sieci dla każdego

W technologii 5G telekomy uzyskują możliwość segmentowania sieci szkieletowej w oparciu o lokalnie skonfigurowane wytyczne. Mogą więc kontrolować, jak poszczególne sesje abonenckie są dystrybuowane przez główne elementy sieci szkieletowej. Operatorzy będą też w stanie przesłuchiwać status sieci w celu decydowania o tym, kiedy będzie wymagana nowa sesja danych i błyskawicznie reagować na podstawie informacji niesionych przez protokół GTP (o subskrybencie, usługach czy lokalizacji).  Mogą dobrać dla potrzeby biznesowej klientów najbardziej wydajny plaster sieci. Jest to szczególnie przydatne w zarządzaniu IoT i biznesowymi rozwiązaniami dla operatorów wirtualnych.

Wykorzystując krojenie sieci dostawcy usług mają możliwość rozdzielenia obsługi urządzeń związanych z Internetem Rzeczy od innych urządzeń czy usług. Jest to także świetne rozwiązanie w sytuacji, gdy operatorzy potrzebują oddzielić zasoby dla poszczególnych usług oferowanych specyficznym przedsiębiorstwom lub grupom klientów, np. operatorom wirtualnym czy administracji centralnej. Telekomy mają możliwość wykorzystania informacji z bazy danych o tym, czy abonent (identyfikowany za pomocą IMSI – International Mobile Subscriber Identity) jest przypisany do konkretnego przedsiębiorstwa, czy należy do danej grupy klientów. Na ich podstawie wybierany jest najbardziej odpowiedni dla konkretnego przypadku użycia plaster sieci. Elastyczna technologia umożliwia wsparcie w obszarze wyboru specyficznych ustawień sieciowych. Różne usługi mogą wymagać zupełnie innego wsparcia, związanego z przepustowością. Krojenie pozwala zapewniać je w efektywny sposób.

Krojenie dla biznesu

Wyodrębnione plastry sieci, mogą zostać zoptymalizowane tak, by dostarczać odpowiednie zasoby i topologię sieci do specyficznej usługi, a także ruchu, który się z nią wiąże. Do indywidualnej potrzeby biznesowej przypisywane są funkcje pojemności, przepustowości połączenia, zasięgu czy prędkości – w jednym wydzielonym plastrze. Tym sposobem dostawcy usług mogą zapewnić biznesowi dedykowane zasoby. Główną korzyścią dla firm jest wtedy pozyskanie bardzo stabilnego i szybkiego łącza.

Krojenie sieci, może wpływać również na zwiększenie bezpieczeństwa biznesu. Rozdzielone zasoby są „dostępne” dla hakerów tylko w obrębie konkretnego segmentu, przez co pozostałe plastry sieci nie są zagrożone. Nad atakiem, który dotknie jedynie jeden wydzielony segment łatwiej zapanować.

Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland