Propozycje układowe w restrukturyzacji. Co może zaproponować dłużnik?

Restrukturyzacja wynikająca z przepisów ustawy prawo restrukturyzacyjne opiera się na wypracowaniu swoistego kompromisu pomiędzy zadłużonym przedsiębiorcą a jego wierzycielami w celu uniknięcia ogłoszenia upadłości dłużnika. W przeważającej większości przypadków wierzyciele przed podjęciem decyzji o podaniu ręki dłużnikowi zainteresowani są poznaniem konkretnych propozycji ze strony dłużnika co do możliwości i sposobu zapłaty długów. Do tego służą propozycje układowe, za pomocą których dłużnik informuje wierzycieli o planowanym trybie restrukturyzacji zobowiązań.

Jeszcze przed formalnym rozpoczęciem restrukturyzacji dłużnik powinien rozważyć, w ramach którego z postępowań będzie próbował uzyskać porozumienie z wierzycielami. Decyzja o wyborze postępowania sprowadza się do weryfikacji spełnienia przesłanek postępowania o zatwierdzenie układu, przyspieszonego postępowania układowego, postępowania układowego lub postępowania sanacyjnego. Przede wszystkim sprawdza się więc liczbę wierzytelności spornych i ich udział w wierzytelnościach uprawniających do głosowania nad układem. Gdy wartość wierzytelności spornych nie przekracza 15%, wówczas istnieje możliwość skorzystania z postępowania o zatwierdzenie układu lub przyspieszonego postępowania układowego, które w założeniu zmierzają do jak najszybszego przeprowadzenia restrukturyzacji.

Po zweryfikowaniu przez zadłużonego przedsiębiorcę, które z postępowań restrukturyzacyjnych będzie najkorzystniejsze, nadchodzi czas na wypracowanie propozycji układowych. Zgodnie z art. 155 ust. 3 prawa restrukturyzacyjnego propozycje układowe określają sposób restrukturyzacji zobowiązań. Stanowią one wstęp do rozmów z wierzycielami na temat sposobu oddłużenia. Z perspektywy dalszych czynności podejmowanych w toku restrukturyzacji określenie propozycji układowych jest bardzo istotne, zakreśla bowiem ramy negocjowanego kompromisu z wierzycielami.

Propozycje układowe – co można wskazać?

Propozycje układowe zasadniczo formułowane są przez zadłużonego przedsiębiorcę. Z punktu widzenia dłużnika jest to rozwiązanie korzystne i pożądane – eliminuje sytuacje, w których to wierzyciel miałby narzucać dłużnikowi sposób restrukturyzacji jego zobowiązań. W myśl art. 155 ust. 3 prawa restrukturyzacyjnego „propozycje układowe może również złożyć rada wierzycieli, nadzorca sądowy albo zarządca, albo wierzyciel lub wierzyciele mający łącznie więcej niż 30% sumy wierzytelności, z wyłączeniem określonych grup wierzycieli”.

Dłużnik powinien pamiętać, że w perspektywie całego postępowania restrukturyzacyjnego przygotowanie propozycji układowych jest bardzo ważną czynnością. Co prawda propozycje sformułowane na etapie wniosku o wszczęcie postępowania restrukturyzacyjnego nie muszą być ostateczne (w trakcie postępowania mogą być korygowane odpowiednio przez nadzorcę układu, nadzorcę sądowego lub zarządcę), jednak w interesie dłużnika leży przygotowanie takich propozycji układowych, które spotkają się z aprobatą przynajmniej tej części wierzycieli, których głosy niezbędne są do podjęcia ważnej uchwały w przedmiocie zatwierdzenia układu.

Art. 156 prawa restrukturyzacyjnego zawiera katalog przykładowych propozycji układowych, przy czym warto pamiętać, że jest to katalog otwarty. Treść tego przepisu może być zatem odczytywana jako wskazówka przy tworzeniu własnych propozycji układowych. W art. 156 ust. 1 prawa restrukturyzacyjnego wskazano, iż propozycje układowe mogą obejmować w szczególności odroczenie terminu wykonania, rozłożenie spłaty na raty, zmniejszenie wysokości, konwersję wierzytelności na udziały lub akcje, zmianę, zamianę lub uchylenie prawa zabezpieczającego określoną wierzytelność. Innymi przykładami propozycji układowych mogą być określenie części zysku przedsiębiorstwa do spłaty układu (art. 157 prawa restrukturyzacyjnego) lub zaspokojenie wierzycieli poprzez likwidację majątku dłużnika (art. 159 prawa restrukturyzacyjnego).

Czy restrukturyzacja zobowiązań dłużnika może być korzystna również dla wierzyciela?

W trakcie rozmów dłużnika z wierzycielami nad złożonymi propozycjami układowymi obydwu stronom powinna przyświecać myśl, iż umożliwienie dłużnikowi restrukturyzacji zobowiązań może okazać się korzystne także z punktu widzenia wierzyciela. Wierzyciele często tego nie dostrzegają i z góry zakładają, że nie ma sensu iść dłużnikowi na ustępstwa. Odpowiednie przygotowanie propozycji układowych z pewnością przybliży dłużnika i wierzyciela do wypracowania kompromisu. Z perspektywy wierzyciela korzystne może być chociażby wyrażenie zgody na umorzenie części swojej wierzytelności, jeżeli jednocześnie uzyska on gwarancję terminowej zapłaty reszty wierzytelności.

Wskazana korzyść stwarza szansę odzyskania części należności, a uniemożliwienie dłużnikowi przeprowadzenia restrukturyzacji może spowodować ogłoszenie upadłości dłużnika i brak zaspokojenia wierzycieli. Wierzyciele powinni pamiętać, że brak ich inicjatywy i woli umożliwienia dłużnikowi restrukturyzacji może doprowadzić do ogłoszenia jego upadłości.

Dla kogo korzystniejsze warunki restrukturyzacji?

Inaczej niż w przypadku zaspokojenia z funduszy masy upadłości, w restrukturyzacji wprowadzono zasadę, że jej warunki „są jednakowe dla wszystkich wierzycieli, a jeżeli głosowanie nad układem przeprowadza się w grupach wierzycieli, jednakowe dla wierzycieli zaliczonych do tej samej grupy, chyba że wierzyciel wyraźnie zgodzi się na warunki mniej korzystne” (art. 162 ust. 1 prawa restrukturyzacyjnego). Przeprowadzenie głosowania nad układem w grupach ma odzwierciedlać różnicę interesów poszczególnych wierzycieli.

Zgodnie z art. 161 ust. 1 prawa restrukturyzacyjnego wyróżniono następujące grupy wierzycieli:

„1)       wierzyciele, którym przysługują wierzytelności ze stosunku pracy i którzy wyrazili zgodę na objęcie ich układem;

2)         rolnicy, którym przysługują wierzytelności z tytułu umów o dostarczenie produktów z własnego gospodarstwa rolnego;

3)         wierzyciele, których wierzytelności są zabezpieczone na składnikach majątku dłużnika hipoteką, zastawem, zastawem rejestrowym, zastawem skarbowym lub hipoteką morską, a także przez przeniesienie na wierzyciela własności rzeczy, wierzytelności lub innego prawa, i którzy wyrazili zgodę na objęcie ich układem;

4)         wierzyciele będący wspólnikami lub akcjonariuszami dłużnika będącego spółką kapitałową, posiadający udziały lub akcje spółki zapewniające co najmniej 5% głosów na zgromadzeniu wspólników albo walnym zgromadzeniu akcjonariuszy, chociażby przysługiwały im wierzytelności wymienione w pkt 1–3.”

Podział wierzycieli na grupy ma takie znaczenie, że głosowanie nad układem odbywa się w ramach poszczególnych grup. Wyjątkiem jest uprzywilejowanie niektórych wierzycieli, np. przyznanie pracownikom wynagrodzenia w wysokości obejmującej co najmniej minimalne wynagrodzenie za pracę (art. 163 ust. 1 prawa restrukturyzacyjnego), czy dopuszczalność przyznania korzystniejszych warunków restrukturyzacji zobowiązań dłużnika wobec wierzyciela, który po otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego udzielił lub ma udzielić finansowania w postaci kredytu, obligacji, gwarancji bankowych lub innego instrumentu finansowego, niezbędnego do wykonania układu (art. 162 ust. 2 prawa restrukturyzacyjnego).

Propozycje układowe – argument do porozumienia z wierzycielami

Treść propozycji układowych może stanowić istotny argument przy wypracowywaniu porozumienia z wierzycielami w procesie oddłużania. Sama restrukturyzacja może zaś okazać się korzystna zarówno z punktu widzenia dłużnika, jak i wierzyciela. Niemniej jednak trzeba pamiętać, że nie jest ona procesem, który sam się zadzieje, tylko wymaga aktywnego zaangażowania dłużnika. Zadłużone przedsiębiorstwo można porównać do organizmu potrzebującego transfuzji krwi. Zabiegiem wtłaczającym „nową krew” może być złożenie propozycji układowych. Tak jak w przypadku zabiegów medycznych, propozycje układowe powinny zostać obmyślone z najwyższą starannością.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Przedsiębiorca vs fiskus: 10 najbardziej kontrowersyjnych wyroków sądów administracyjnych w sprawach podatkowych

W ubiegłym roku wydano ponad 27 tysięcy wyroków w sprawach podatkowych, a prawie co czwarty wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego uchylał rozstrzygnięcie organu podatkowego. Świadczy to o istotnej roli sądów administracyjnych w procesie kontroli stosowania prawa podatkowego. I choć większość rozstrzygnięć jest zasadna, to w dalszym ciągu zdarzają się wyroki budzące poważne wątpliwości przedsiębiorców i doradców. Firma doradcza ALTO opublikowała ranking przedstawiający najbardziej kontrowersyjne wyroki wydane przez sądy administracyjne w sprawach podatkowych.

W rankingu, obejmującym wyroki wydane w 2017 r., znajdują się orzeczenia, które mają istotny wpływ na sytuację finansową podatnika. Sądy administracyjne w ubiegłym roku orzekały m.in. o:

  • braku możliwości zaliczenia do kosztów podatkowych wydatków na karę umowną, której zapłata chroni przed poniesieniem jeszcze większej straty,
  • braku możliwości rozliczenia kosztów podatkowych w związku z atakiem hakerów,
  • uznaniu zawarcia umowy najmu pojazdu za czynność sztuczną, która nie uprawnia do odliczenia 100% VAT od wydatków na samochód firmowy,
  • niemożności odliczenia VAT od paliwa przy płatności kartą paliwową,
  • uzyskaniu przez pracownika przychodu w związku z otrzymaniem od pracodawcy posiłku w trakcie podróży służbowej.

Przepisy podatkowe mają zapewnić realne wpływy do budżetu państwa. Jednakże realizacja tego celu nie może następować z pogwałceniem przepisów do łamania zasady pewności prawa i obrotu gospodarczego, gdyż taki stan negatywnie wpływa na warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Jak wskazuje Paweł Fałkowski, partner w ALTO, powyższe przykłady pokazują, że  nie zawsze interpretacja przepisów dokonywana jest ze zrozumieniem zasad towarzyszących prowadzeniu działalności gospodarczej. Przedsiębiorca, który w przepisach podatkowych stara się odnaleźć logikę i zdrowy rozsądek, może się czasami bardzo rozczarować – dodaje Paweł Fałkowski.

W wielu wypadkach przedsiębiorca będzie przekonany, że dany wydatek stanowi koszt uzyskania przychodu albo jest możliwość odliczenia VAT od poniesionego wydatku. I tutaj okazuje się, że sądy nie zgadzają się z danym stanowiskiem, a swój pogląd uzasadniają w sposób pomijający realia gospodarcze. Brak wiedzy w tym zakresie może przedsiębiorcę sporo kosztować.

Nie oznacza to, że podatnik jest obowiązany interpretować przepisy na swoją niekorzyść – podkreśla Kamil Lewandowski, partner w ALTO – w przypadku wątpliwości co do interpretacji przepisów, zastosowanie powinna znajdować interpretacja na korzyść podatnika. Od 1 stycznia 2016 r. wynika to wprost z przepisów, niestety w praktyce regulacja jest bardzo rzadko stosowana – wskazuje Kamil Lewandowski.

Co zatem robić? Przepisy podatkowe są jak pole minowe – by nie popełnić kosztownego błędu, przedsiębiorcy muszą wykazać się dużą czujnością – zwraca uwagę Paweł Fałkowski. Gdy już dojdzie do sporu z fiskusem, nie stoimy na straconej pozycji. Jeżeli mamy mocne argumenty, warto walczyć o swoje racje przed sądem.

Chcemy, aby przygotowywany regularnie przez doradców ALTO Ranking kontrowersyjnych wyroków stanowił przyczynek do dyskusji nad zmianą przepisów podatkowych oraz sposobem ich wykładni – z uwzględnieniem realiów gospodarczych oraz takich podstawowych zasad, jak ta nakazująca interpretować niedające się rozstrzygnąć wątpliwości na korzyść podatnika – podkreśla Paweł Fałkowski.

Przygotowując pierwszą edycję Rankingu kontrowersyjnych wyroków skupiliśmy się na roku 2017 i wybraliśmy poniższe orzeczenia:

  1. CIT: Kara umowna zmniejszająca stratę firmy nie jest kosztem
  2. VAT: E-book dyskryminowany – wyższa stawka niż dla tradycyjnej książki
  3. CIT: Kosztów ataku hakerskiego nie odliczysz od przychodu
  4. VAT: Wynajem pracownikowi samochodu jako czynność sztuczna
  5. CIT: Konwersja długu na kapitał to przychód
  6. SiD: Zagraniczny spadek opodatkowany dwa razy
  7. PIT: Posiłek od pracodawcy też może być przychodem do opodatkowania
  8. VAT: Nie odliczysz VAT od paliwa, gdy płacisz kartą
  9. CIT: Brak kosztów przy sprzedaży przedawnionych wierzytelności
  10. Procedura: Można ominąć pełnomocnika w postępowaniu

Złoty rozpoczął tydzień lekkim umocnieniem

Polski złoty zakończył wczorajszy dzień nieco zyskując w relacji do głównych walut. Złotemu sprzyjało m.in. osłabienie amerykańskiej waluty – kurs USD/PLN obniżył się do najniższego poziomu od końcówki marca.

W kontekście wczorajszego dnia warto wspomnieć o rosyjskim rublu, który podobnie jak inne rosyjskie aktywa doświadczył ostrej wyprzedaży po informacji o kolejnych amerykańskich sankcjach nałożonych na grupę rosyjskich biznesmenów i powiązane z nimi firmy.

Wyprzedaż widoczna była szczególnie na rynku akcji, gdzie niektóre spółki w krótkim czasie straciły nawet połowę swojej wartości. Indeks RTS (denominowany w USD) doświadczył spadku dochodzącego do ponad 11%, indeks MOEX (denominowany w RUB) tracił niemal 8%. Inwestorzy pozbywali się również obligacji – w konsekwencji rentowności rosyjskich papierów 10-letnich skoczyły z poziomu 7,05% do 7,30%. Rosyjski rubel w efekcie wyprzedaży aktywów stracił ok. 4% w relacji do głównych walut i polskiego złotego, doświadczając największego jednodniowego spadku wartości od kilku lat.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,19 – 4,20. Euro nie było jednak słabe – wspólna waluta zyskiwała w relacji do głównych walut.

Wczorajsze wypowiedzi członków EBC były stosunkowo gołębie. Peter Praet stwierdził, że stymulacja monetarna w strefie euro nadal jest potrzebna, a rozwój inflacji pozostaje ograniczony. Benoit Coeure z kolei nieco uspokoił dziennikarzy. Odnosząc się do obaw dotyczących wyhamowywania europejskich gospodarek Coeure stwierdził, iż nie sądzi, że wzrost gospodarczy w strefie euro spowalnia.

Na europejskim froncie makro było nieciekawie. Najpierw negatywnie zaskoczyły dane o niemieckim bilansie handlowym w lutym – nasi sąsiedzi zanotowali wyraźnie niższą nadwyżkę eksportu niż oczekiwano. “Miękkie” dane ze strefy euro również nie wspierały optymizmu – indeks Sentix, opisujący nastroje inwestorów w strefie euro w kwietniu kontynuował spadek. Obniżył się z poziomu 24 do 19,6 wobec oczekiwanego odczytu na poziomie 21,2. Wspólną walutę tym razem wspierała przede wszystkim słabość dolara amerykańskiego, która pozwoliła parze EUR/USD zakończyć dzień na plusie.

GBP

Kurs GBP/PLN  w poniedziałek osłabił się o 0,2%, wahając się w widełkach 4,81 – 4,83. Funt brytyjski w ujęciu ogólnym kontynuował umocnienie, tracąc jedynie nieco wobec mocniejszego PLN. Ważony indeks GBP zakończył dzień na plusie, dziś również kieruje się na północ. Brytyjskiej walucie sprzyjały dane o silniejszym od oczekiwanego wzroście cen nieruchomości. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami wzrosło prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Wielkiej Brytanii podczas spotkania w maju, co wzmocniło brytyjską walutę. Obecnie rynek szacuje, że szanse na to, że stopy pójdą w górę o 25 pb. to mniej więcej 9-1.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,6%, wahając się w widełkach 3,40 – 3,42. Głównym tematem na rynkach finansowych i w amerykańskich mediach pozostaje kwestia konfliktu na linii USA-Chiny. We wczorajszej wypowiedzi Larry Kudlow, doradca ekonomiczny prezydenta Stanów Zjednoczonych stwierdził, że Trump jest gotów zabiegać o międzynarodową koalicję, która stawiłaby czoło Chinom w kontekście wymiany handlowej i ceł. Sam Trump stwierdził z kolei, że jeśli Chiny nałożą planowane cła na produkty rolne, USA wesprą amerykańskich rolników. Co jednak bardziej istotne – ostro skrytykował Chiny na Twitterze, zwracając uwagę świata na niebywale wysokie taryfy celne na amerykańskie samochody wysyłane do Chin.

Przemawiając podczas azjatyckiego forum ekonomicznego w Boao, prezydent Xi Jinping uniknął konfrontacji. Poinformował za to o planowanym, większym otwarciu się Chin na zagranicę. Powtórzył stare deklaracje o zwiększeniu dostępu do chińskich rynków finansowych dla zagranicznych inwestorów, zapowiedział obniżenie części ceł importowych (na samochody) oraz wzmocnienie praw dotyczących własności intelektualnej. Jego pojednawczy ton potwierdza, że Xi cały czas stara się budować wizerunek Chin jako państwa, któremu zależy na wolnym handlu i które sprzeciwia się protekcjonizmowi i patrzeniu na stosunki handlowe jak na grę o sumie zerowej (w której jeden kraj wygrywa, a inny traci).

KLUCZOWE PUBLIKACJE

14:30 – inflacja PPI w USA w marcu

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Do 2028 r. 40% przesyłek będzie dostarczane w ciągu 2 godzin od zamówienia

Firma Zebra Technologies Corporation (NASDAQ: ZBRA), lider na rynku komputerów mobilnych, skanerów oraz drukarek kodów kreskowych, oferujący również oprogramowanie i usługi zapewniające widoczność zasobów firmy w czasie rzeczywistym, ogłosiła wyniki badania „Future of Fulfillment Vision Study” – globalnej analizy sposobu w jaki producenci, firmy transportowe i logistyczne oraz przedsiębiorstwa z sektora handlu detalicznego przygotowują się do zaspokojenia rosnących potrzeb tzw. ekonomii na żądanie. Badanie wykazało, że w odpowiedzi na oczekiwania współczesnych konsumentów – dokonujących zakupów on-line, korzystających ze smartfonów i oczekujących bezproblemowej i szybszej realizacji zakupów – 78 proc. firm logistycznych planuje do 2023 r. zaoferować dostawy tego samego dnia, zaś 40 proc. planuje do 2028 r. zaoferować dostawy w ciągu dwóch godzin. Ponadto 87 proc. ankietowanych spodziewa się, że do 2028 r. zacznie realizować dostawy crowdsourcingowe lub korzystać z sieci kierowców, którzy zgłaszać się będą do realizacji konkretnego zamówienia.

Wyniki badania

  • Zaledwie 39 proc. respondentów z sektora łańcucha dostaw zadeklarowało działalność na poziomie wielokanałowym. Badanie wykazało, że dla jednej trzeciej respondentów największe wyzwanie na drodze do realizacji sprzedaży wielokanałowej stanowić będzie ograniczenie liczby zaległych zamówień; tuż za nim uplasowały się alokacja zasobów i koszty transportu.
  • 76 proc. ankietowanych detalistów wykorzystuje zapasy sklepowe do realizacji zamówień on-line, a 86 proc. planuje w przyszłym roku wprowadzić opcję zakupów internetowych z odbiorem zamówienia w sklepie. Przedsiębiorstwa handlu detalicznego inwestują w modernizację sklepów (aby dwukrotnie zwiększyć ich rolę jako centrów realizacji zamówień on-line) oraz w zmniejszenie powierzchni sprzedaży (aby zwiększyć obszar przeznaczony do obsługi odbioru i zwrotu zamówień on-line).
  • W skali globalnej 87 proc. respondentów zgodziło się, że przyjmowanie zwrotów produktów i zarządzanie nimi stanowi wyzwanie. Wzrost liczby bezpłatnych i szybkich dostaw produktów oznacza wzrost ilości zwrotów produktów – przedsiębiorstwa handlu detalicznego zmagają się z efektywnym zarządzaniem tą kosztowną kwestią w wielu rozmaitych modelach zakupowych. Siedmiu na dziesięciu ankietowanych członków kadry kierowniczej jest zdania, że więcej detalistów przekształci swoje sklepy w centra realizacji zamówień obsługujące zwroty produktów. Ponad 60 proc. przedsiębiorstw handlu detalicznego, które obecnie nie oferują bezpłatnej wysyłki, darmowych zwrotów ani dostawy w dniu zamówienia, planuje zaoferować takie usługi w przyszłości, natomiast 44 proc. zamierza zlecić zarządzanie zwrotami podmiotowi zewnętrznemu.
  • Chociaż obecnie 72 proc. organizacji korzysta z kodów kreskowych, to 55 proc. nadal stosuje nieefektywne, ręczne procesy oparte na dokumentacji papierowej w obsłudze logistyki wielokanałowej. Do 2021 r. 94 proc. respondentów z sektora logistyki wielokanałowej planuje zacząć stosować ręcznych komputerów mobilnych ze skanerami kodów kreskowych. Przejście z ręcznie wypełnianych arkuszy papierowych do komputerów wyposażonych w skanery kodów kreskowych lub do tabletów usprawni logistykę wielokanałową poprzez umożliwienie dostępu niemal w czasie rzeczywistym do systemów zarządzania magazynami.
  • W najbliższych latach spodziewany jest 49-procentowy rozwój technologii identyfikacji radiowej (RFID) oraz platform zarządzania stanami magazynowymi. Oprogramowanie oparte na technologii RFID, sprzęt i rozwiązania w zakresie znakowania towarów to możliwość nowoczesnego przeszukiwania stanów magazynowych na poziomie pojedynczych artykułów, zwiększenie dokładności inwentaryzacji i zadowolenia kupujących, przy jednoczesnym ograniczeniu braku zatowarowania, nadwyżek i błędów w uzupełnianiu zapasów.
  • Zorientowani na przyszłość decydenci ujawnili, że nowej generacji łańcuchy dostaw będą odzwierciedlać połączone z siecią, czerpiące z analityki biznesowej i zautomatyzowane rozwiązania, które nadadzą transportowi i pracy zupełnie nowego tempa, precyzji i opłacalnego charakteru. Ankietowani przedstawiciele kadry kierowniczej spodziewają się, że największy przełom dokona się za sprawą dronów (39 proc.), pojazdów bezzałogowych/autonomicznych (38 proc.), technologii ubieralnych i mobilnych (37 proc.) oraz robotyki (37 proc.).

Wyniki badania

  • W Ameryce Północnej nadal będzie rosnąć potrzeba dokładności inwentaryzacji. Producenci, firmy logistyczne i sprzedawcy ocenili aktualną dokładność inwentaryzacji na 74 proc., stwierdzając, że powinna ona wynieść 83 proc., aby mogli oni sprostać wzrostowi znaczenia logistyki wielokanałowej.
  • Przedsiębiorstwa handlu detalicznego w Europie i na Bliskim Wschodzie realizują zamówienia elektroniczne bezpośrednio ze sklepów stacjonarnych. Detaliści oraz liderzy operacyjni wyliczają, że sieć sklepów może realizować zamówienia elektroniczne szybciej i skuteczniej niż garstka scentralizowanych magazynów. Ponad 80 proc. sklepów wykorzystuje swoje stany magazynowe do realizacji zamówień, a 29 proc. spodziewa się w ciągu najbliższych pięciu lat wzrostu takiego wykorzystania zapasów o ponad 10 proc.
  • 95 proc. respondentów z regionu Azji i Pacyfiku uważa, że handel elektroniczny przyczynia się do zapotrzebowania na szybsze dostawy. Przewiduje się, że w tym regionie dostawy w dniu zamówienia będą realizowane szybciej niż w jakimkolwiek innym regionie; 42 proc. ankietowanych uznało drony za jedną z najważniejszych technologii stanowiących o przełomie w branży.
  • W Ameryce Łacińskiej zachodzą zmiany w zakresie kosztów wysyłki i zwrotów. Około 40 proc. respondentów planuje zaprzestać bezpłatnej wysyłki, 55 proc. zamierza zaprzestać oferowania bezpłatnych zwrotów, a 61 proc. przewiduje zlikwidowanie odrębnych, obsługujących zwroty placówek zarządzanych przez podmioty zewnętrzne.

Metodologia Badania

  • W badaniu „Future of Fulfillment Vision Study” firmy Zebra wzięło udział ponad 2700 profesjonalistów z sektora transportowego i logistycznego, handlu detalicznego i przemysłu wytwórczego. Odpowiadali oni na pytania dotyczące planów, poziomów wdrażania, historii i podejść do logistyki wielokanałowej.
  • Badania przeprowadzono w 2017 r. we współpracy z partnerską firmą badawczą Qualtrics w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Brazylii, Meksyku, Kolumbii, Chile, Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Rosji, Hiszpanii, Chinach, Indiach, Australii i Nowej Zelandii.

Jim Hilton, Manufacturing and Transportation and Logistics Global Principal, Zebra Technologies komentuje:

„Kierując się potrzebami doświadczonego w kwestiach związanych z technologiami klienta będącego nieustannie on-line, detaliści, producenci i firmy logistyczne współpracują ze sobą i zamieniają się rolami na niestandardowe sposoby, aby spełnić oczekiwania kupujących w zakresie wielokanałowej realizacji i dostawy zamówień. Badanie „Future of Fulfillment Vision Study” firmy Zebra wykazało, że 89 proc. respondentów jest zdania, że handel elektroniczny napędza potrzebę szybszych dostaw. Dlatego też firmy zwracają się ku cyfrowej technologii i analityce, aby zwiększyć automatyzację, widoczność towarów oraz inteligencję biznesową w kontekście łańcucha dostaw. Ma to pomóc im w konkurowaniu na prokonsumenckim rynku ekonomii na żądanie.”

Chiny uspokajają rynki. Obligacje USA w Azji

Prezydent Chińskiej Republiki Ludowej uspokoił rynki. Inflacja w Europie Środkowowschodniej bez niespodzianek. Osłabienie dolara szkodzi amerykańskim obligacjom.

Tonowanie wojny handlowej

Wystąpienie Prezydenta CHRL na otwarciu Azjatyckiego forum gospodarczego uspokoiło rynki. Zamiast zaagniania dotychczasowej sytuacji była mowa o tym czego Chiny już dokonały oraz o tym co jest planowane w nadchodzącym czasie. Analitycy szczególną uwagę zwracają na liberalizację w podejściu do usług finansowych dla zagranicznych podmiotów. Pojawił się również fragment o prawach autorskich i własności intelektualnej zagranicznych firm w Chinach. W kontekście ostatnich oskarżeń o kradzież know how jest to ważna deklaracja. Co nie zmienia faktu, że wielu analityków nie traktuje jej poważnie. To co istotne to odbiór na rynkach finansowych. Wystąpienie zostało dobrze przyjęte co spowodowało odbicia w górę na wielu indeksach. Zobaczymy czy jest to dłuższy trend czy tylko ograniczenie ostatniego strachu.

Dane z Europy

Dzisiaj od rana poznaliśmy odczyty inflacji z Węgier i Czech. Na Węgrzech zgodnie z oczekiwaniami inflacja przyspieszyła do 2% w skali roku. Nie miało to jednak większego wpływu na notowania forinta. W Czechach z kolei zgodnie z oczekiwaniami doszło do spowolnienia inflacji z 1,8% do 1,7%. Tutaj podobnie jak na Węgrzech dane pokrywające się z analizami nie miały większego wpływu na zachowanie się kursów walut.

Słabnący dolar podniesie koszt długu?

Prezydentura Donalda TRumpa to ciężki okres dla dolara. Po pierwszej fali euforii inwestorzy wyraźnie odwrócili się od amerykańskiej waluty. Im bardziej osłabia się waluta tym mocniej słabnie entuzjazm nabywców obligacji. Relatywnie dobre oprocentowanie przegrywa bowiem z utratą wartości waluty. Widać to wyraźnie po tym jak kraje azjatyckie będące dotychczas największymi posiadaczami obligacji USA powoli zwiększają zaangażowanie w Europie. Jaki ma to wpływ na kursy walut? Jeżeli pojawi się problem z popytem na obligacje ich rentowność wzrośnie. Jak rentowność wzrośnie powinien zwiększyć się popyt co powinno hamować osłabienie się dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

76% Polaków nie boi się automatyzacji w swoich miejscach pracy

 

  • 76% Polaków nie boi się automatyzacji w swoich miejscach pracy
  • Zaledwie 10% wykazało obawy, że może to nastąpić w ciągu kolejnych 6 – 10 lat
  • Najbardziej martwią się o to pracownicy sektora finansowego – automatyzacji obawia się 19% z nich

Nowym trendem na dynamicznie zmieniającym się rynku pracy jest automatyzacja. Pracownicy w Polsce nie wykazują jednak obaw o swoje stanowiska pracy – aż 76% z nich uważa, że nigdy nie zostaną one zastąpione przez maszyny. Poziom optymizmu pracowników z Polski w kontekście automatyzacji jest najwyższy w Europie. Ogółem, niemalże 1/3 europejskich pracowników odczuwa niepokój związany z nowymi technologiami, które mogą zastąpić ich w pracy.

Na tle badanych krajów europejskich Polska wypada bardzo dobrze – 46% osób uważa, że ich pracodawcy dbają i odpowiednio przygotowują zespół do procesu automatyzacji. W Europie jest to 37%. W perspektywie kolejnych 6 – 10 lat automatyzacji najbardziej obawiają się Włosi (18%), Francuzi (14%), Brytyjczycy (po 13%) oraz Hiszpanie (13%).

W Polsce automatyzacja stanowi obawę jedynie 10% zatrudnionych. Najbardziej nieufni do rozwoju technologii są osoby w wieku 35 – 44 lata. Ponadto, niektóre branże czują się bardziej zagrożone zastąpieniem przez maszyny: w sektorze finansowym jest to 19%, transportowym i budowlanym po 13%. Z drugiej jednak strony to pracownicy sektora transportowego uważają, że ich pracodawcy już teraz przygotowują ich do automatyzacji (56%), a co ciekawe zaraz za nimi pozytywnie swoich pracodawców ocenili pracownicy z działów sprzedaży, mediów i marketingu (50%).

– „Automatyzacja może wydawać się problemem dla przyszłych pokoleń, jednak wyniki naszego badania „Okiem europejskiej pracowników 2018” pokazują, że maszyny, boty i rozwiązania oparte na AI mogłyby zastąpić tysiące pracowników już w ciągu następnych pięciu lat. Sztuczna inteligencja i robotyka postępują w takim tempie, że już wkrótce maszyny będą mogły wykonywać prace będące dotychczas domeną ludzi w zakresie niektórych zawodów i branż. Pomimo korzystnego wpływu na wydajność i produktywność mogłoby to sprawić, że niektórzy będą musieli zmierzyć się z wizją zmiany jakościowej w swojej pracy. Więcej robotów w miejscu pracy nie będzie jednak jednoznaczne z tym, że człowiek stanie się zbędny; powstaną nowe zawody, a niektóre ulegną głębokim zmianom. Rozpoczynając doszkalanie i przekwalifikowywanie personelu teraz, pracodawcy mogą zapewnić sobie i swoim pracownikom gotowość do pracy ramię w ramię z maszynami” mówi Magdalena Dacka, HR Business Partner, ADP Polska.

O badaniach

Raport „The Workforce View in Europe 2018” („Okiem europejskich pracowników 2018”) bada postawy pracowników wobec przyszłości pracy. Badanie dla ADP zostało przeprowadzone przez niezależną agencję badań rynku Opinion Matters w sierpniu 2017 roku. Próba badawcza składała się z 9 908 pracujących dorosłych w ośmiu krajach w Europie: we Francji, Niemczech, Włoszech, Holandii, Polsce, Hiszpanii, Szwajcarii i Zjednoczonym Królestwie.

Rubel krwawi po sankcjach: kurs spadł o 10 proc.

Nowe sankcje nałożone na Rosję wywołują panikę inwestorów. Rubel przez nieco ponad dobę stracił 10 proc. Jeszcze większe spadki dotykają rosyjską giełdę. Przedstawiciele banku centralnego oraz ministerstwa gospodarki Rosji starają się uspokajać sytuację, ale to nie musi pomóc – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Minione kwartały były pozytywne dla gospodarki Rosji. Waluta stabilizowała się, inflacja spadła w okolice dwóch procent, rosła cena ropy naftowej, a agencje ratingowe podwyższały wiarygodność kredytową Federacji Rosyjskiej. Wszystko zmieniło się jednak w ostatnich godzinach, gdy rynek zaczął wyceniać nałożone przez amerykański Departament Skarbu sankcje.

Knockout rubla

Piątkowy komunikat amerykańskich władz objął nowymi sankcjami 7 rosyjskich oligarchów, 12 przedsiębiorstw, których są właścicielami, oraz 17 przedstawicieli rządu. Departamentu Skarbu zaznaczał, że „wszystkie aktywa podlegające amerykańskiej jurysdykcji wyznaczonych osób i podmiotów oraz wszelkie inne podmioty zablokowane przez prawo w wyniku ich własności przez stronę objętą sankcjami są zamrożone”.

Rusal – spółka objęta sankcjami oraz jeden z wiodących producentów aluminium na świecie, notowany na giełdzie w Hongkongu – spadł w ciągu dwóch sesji o 55 proc. Reperkusje amerykańskich działań są jednak widoczne nie tylko na pojedynczych firmach. Indeks MSCI Russia denominowany w dolarze, który obejmuje dziesięć wiodących rosyjskich przedsiębiorstw, momentami tracił 20 proc. wartości w porównaniu z piątkowym zamknięciem.

Jeszcze w poniedziałek rano za dolara trzeba było płacić ok. 58 rubli. Dziś kurs wzrósł do poziomu 64, co oznacza, że amerykańska waluta w nieco ponad dobę zdrożała o ponad 10 proc. Podobna skala spadków rubla była także widoczna w relacji do innych walut. W piątek złoty  był wyceniany na niespełna 17 rubli, a dziś kurs przetestował poziom 18,7. Rosyjska waluta w relacji do polskiej także była najsłabsza do marca 2016 r., czyli od momentu, kiedy ceny ropy szorowały po dnie (ok. 35 USD za baryłkę), a wiarygodność finansowa Federacji Rosyjskiej była, według agencji ratingowych, na poziomie śmieciowym.

Poważne ryzyka mogą się utrzymywać

Rosyjskie władze starają się uspokajać sytuację. Elvira Nabiullina, szefowa banku centralnego i ceniona na świecie ekonomistka, mówiła dziś w Moskwie, że władze monetarne są gotowe, by „redukować efekt [osłabienia – przyp. aut.] rubla na inflację” np. poprzez podniesienie stóp procentowych. Z kolei minister gospodarki Maxim Oreshkin stwierdził, według doniesień agencji Bloomberg, że „sankcje są dobrym testem dla rosyjskiej polityki makroekonomicznej”.

Ten test jednak Rosja może w najbliższym czasie oblać. Stabilna sytuacja gospodarki oraz podwyżki ratingu przyciągały na lokalny rynek zagraniczny kapitał portfelowy, który korzystał z wysokich stóp procentowych i atrakcyjnych wycen na giełdzie. Nowe sankcje wyraźne zaburzają ten spokój, co może spowodować, że ten sam kapitał zacznie uciekać. Negatywnie na rubla może wpływać także zachowanie lokalnych importerów, którzy w panice będą kupować zagraniczną walutę i utrudniać powrót rubla do poprzednich, stabilnych poziomów.

RODO coraz bliżej – uważaj na oszustów!

RODO to ostatnio gorący temat. Zostało już bardzo mało czasu na odpowiednie przygotowanie do nowego unijnego rozporządzenia. Niestety na niewiedzy i wkradających się emocjach przedsiębiorców żerują oszuści. Co zrobić, żeby nie dać się zastraszyć?

Zostało mało czasu

RODO przyniesie zmiany zarówno dla osób, których dane są przetwarzane jak i dla administratorów informacji, czyli przedsiębiorców, banków, organizacji czy innych instytucji zarządzających danymi. Wiele firm nie zdążyło zadbać o odpowiednie przygotowanie się na nadchodzącą ewolucję prawną. Niestety jest to idealna okazja dla oszustów, którzy mogą wykorzystać pośpiech oraz strach przedsiębiorców przed negatywnymi konsekwencjami. Naruszenie unijnego rozporządzenia wiąże się z wysokimi karami sięgającymi maksymalnie nawet 4 proc. obrotów rocznych firmy lub 20 mln euro. Ponadto, za niestosowanie nowego prawa grozi również utrata dobrego wizerunku organizacji. Przykładem takich nielegalnych działań może być sytuacja, która spotkała firmę ODO 24.

Tomasz Ochocki, ODO 24
Tomasz Ochocki, ekspert ds. ochrony danych, ODO 24

Na przestrzeni ostatnich dni dotarły do nas niepokojące informacje dotyczące nieuprawnionego wykorzystywania nazwy naszej firmy przez osoby trzecie. Działania tych osób skupiają się na rozsyłaniu nieprawdziwych wiadomości e-mail, w których oferują swoje usługi związane z dostosowaniem do europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (tzw. RODO) oraz grożą „skierowaniem sprawy do GIODO, sądu i prokuratury”, w przypadku nie skorzystania z ich usług  – mówi Tomasz Ochocki, kierownik zespołu merytorycznego, ODO 24. Niestety sami byliśmy tego ofiarą i ktoś próbował wykorzystać nazwę ODO 24. Nasza firma odcina się całkowicie od działań tego typu podmiotów i nie jest w żaden sposób powiązana z oferowanymi usługami oraz z nieprawdziwymi i bezpodstawnymi groźbami pojawiającymi się we wskazanej wiadomości – dodaje.

Reaguj!

Istotne jest, aby wszelkie takie próby zastraszenia lub wyłudzenia pieniędzy spotykały się z reakcją społeczeństwa. Rozsyłanie jakichkolwiek ofert podszywając się pod innego przedsiębiorcę jest niezgodne z prawem i stanowi czyn nieuczciwej konkurencji.

Nasza firma podjęła już działania zmierzające do zaprzestania bezprawnego używania nazwy firmy, na której renomę pracowaliśmy przez wiele lat. Rozważamy również dochodzenie swoich praw na drodze postępowania sądowego. Chcielibyśmy jednocześnie przestrzec Państwa przed oszustwami ze strony tego jak i podobnych podmiotów oraz prosić o rozwagę przy wyborze usług – wskazuje Tomasz Ochocki, kierownik zespołu merytorycznego, ODO 24. Zapewniamy, iż spółka ODO 24 Sp. z o.o. nigdy nie prowadziła i nie prowadzi żadnych podobnych działań, w których zmuszałaby kogokolwiek do korzystania z naszych usług, grożąc przy tym pociągnięciem do odpowiedzialności. Działania takie pozostają sprzeczne z polityką firmy i są bardzo dalekie od sposobu, w jaki nawiązujemy współpracę ze swoimi klientami – dodaje.

Najważniejsze jest jednak to, że zdrowy rozsądek stanowi nasze jedyne zabezpieczenie przed takimi sytuacjami. Nie dajmy się zastraszać. Jeśli ktoś grozi nam prokuraturą lub windykacją bądźmy czujni, zazwyczaj są to jedynie puste słowa. Firmy nie powinny się nigdy decydować na współpracę z takimi podmiotami.

Przedsiębiorcy w Wielkopolsce optymistyczni

W mikro i małych firmach po raz pierwszy od ośmiu lat dominują optymiści – takie wyniki przynosi ósmy już raport o sytuacji mikro i małych firm przygotowywany przez Bank Pekao S.A. Równie dobrze oceniają swoją sytuację przedsiębiorcy w Wielkopolsce.

Właściciele małego biznesu w Polsce od lat nie byli takim optymistami, zarówno jeśli chodzi o ich biznes i perspektywy jego rozwoju, jak i sytuację gospodarczą w kraju. Także w Wielkopolsce wskaźnik koniunktury w tym segmencie osiągnął rekordowe 100,8 pkt. Jest to identyczny, jak średnia dla całego kraju.  Zadowolenie ma jednak nieco inne przyczyny – firmy w Wielkopolsce wyżej od średniej krajowej oceniły swoje przychody, ale są nieco bardziej ostrożne jeśli chodzi o ocenę sytuacji gospodarczej. Właściciele firm w Wielkopolsce ocenili lepiej od średniej ubiegły rok, ale są nieco mniej optymistyczni niż ogólnopolska średnia jeśli chodzi o prognozy na rok 2018.

Ogólny Wskaźnik Koniunktury w 2017 r. – główny miernik nastroju przedsiębiorców będący wynikiem raportu – nie tylko zwiększył się̨ w stosunku do roku 2016, ale był najwyższy w historii badań. Po raz pierwszy wskaźnik ten przekroczył barierę̨ 100 punktów, czyli poziomu neutralnego (ani lepiej, ani gorzej). Oznacza to, że statystycznie po raz pierwszy od ośmiu lat dominowali w badaniu optymiści (w całym badaniu wskaźniki mogą przyjmować wartości od 50 do 150, gdzie 50 oznacza „dużo gorzej”, 75 – „gorzej”, 100 – „ani lepiej, ani gorzej”, 125 – „lepiej”, 150 – „dużo lepiej”).

Co interesujące, najmniej optymistyczni w regionie są przedsiębiorcy z Poznania. Badacze, którzy analizując wyniki podzielili województwo na 6 rejonów: miasto Poznań i rejony poznański, kaliski, koniński, leszczyński i pilski, najlepsze oceny odnotowali w rejonach leszczyńskim i konińskim, gdzie wyniki są powyżej średniej krajowej.

 Nastroje właścicieli firm w województwie wielkopolskim są najwyższe w ciągu 8 lat badań. Wyniki te jednak, w porównaniu do średniej dla całego kraju, są w większym stopniu pochodną rosnących przychodów firm i planów związanych ze zwiększeniem zatrudnienia, a nieco w mniejszym stopniu oceny sytuacji gospodarczej. Relatywnie wskaźnik koniunktury był najniższy w Poznaniu, choć jest tam bardzo wysoki odsetek firm inwestujących, wdrażających innowacje oraz eksportujących – powiedział Jakub Fulara, dyrektor Biura Funduszy UE i Programów Publicznych Banku Pekao.

Mali przedsiębiorcy z Wielkopolski znacznie lepiej niż w 2016 roku oceniają sytuację gospodarczą. Mimo, że wskaźnik dla województwa wyniósł 98,6 punktu, podczas gdy dla całego kraju 100,1, to przyrównując te dane do ocen zebranych rok wcześniej, to właśnie ocena sytuacji gospodarczej poprawiła się najbardziej, a odnotowany wzrost wyniósł niemal 9 pkt (z 90 pkt w roku 2016 do 98,6 pkt w 2017). Generalnie, przedsiębiorcy z województwa ocenili lepiej niż przed rokiem każde z ośmiu zagadnień będących przedmiotem badania nastrojów.

Lepiej od średniej krajowej firmy oceniają swoje przychody, planują też częściej szukać nowych pracowników. Ponadto w Wielkopolsce jest wyższy odsetek firm inwestujących – wyniósł on 56 proc. i był wyższy aż o 7 p.p. od średniej ogólnopolskiej. Najczęściej firmy inwestowały w Poznaniu oraz powiatach wokół niego. Więcej niż średnio w Polsce jest też eksporterów – 17 proc.

Jak Wielkopolska wypadła na tle innych regionów? W tegorocznej edycji najlepiej sytuację swoich firm oraz otoczenia gospodarczego ocenili przedsiębiorcy z województwa podlaskiego. Wynik 104 punkty to najwyższy wynik wojewódzki w historii badań. W sumie aż dla 11 województw wskaźnik koniunktury przekroczył „psychologiczną” granicę 100 punktów, czyli poziom neutralny badania. W przypadku 14 województw tegoroczne wyniki są̨ najwyższe w historii badań. Wyższą od Wielkopolski ogólną ocenę w badaniu dotyczącą perspektyw na najbliższy rok wystawili przedsiębiorcy z aż 9 województw.

Wielkopolska w badaniu „Raport o sytuacji mikro i małych firm w roku 2017”:

  • najwyższy wskaźnik w badaniu regionu dotyczył oceny sytuacji firmy – wyniósł prawie 103 punkty,
  • najniższą notę w badaniu w Wielkopolsce uzyskało pytanie „ocena sytuacji polskiej gospodarki w najbliższych 12 miesiącach” – 97,1 pkt; tylko w trzech województwach oceny były niższe (to opolskie, lubuskie i zachodniopomorskie),
  • najniżej spośród wszystkich województw przedsiębiorcy ocenili prognozowaną długość oczekiwania na zapłatę za sprzedane towary i usługi w najbliższych 12 miesiącach – 98,2pkt ,
  • spośród badanych kategorii, wielkopolskie mikro i małe firmy najwyższą notę wystawiły w kategorii „ocena przychodów z eksportu w najbliższych 12 miesiącach – 112 pkt.,

Wg danych GUS (2015) w Wielkopolsce działa 194 117 aktywnych mikro i małych firm (więcej tylko na Mazowszu i Śląsku). 55,9 – tyle wynosi w Wielkopolsce liczba aktywnych mikro i małych firm w przeliczeniu na 1000 mieszkańców. To drugi po Mazowszu wynik w kraju.

„Raport o sytuacji mikro i małych firm w roku 2017” to badanie przeprowadzane wśród przedsiębiorstw w których pracuje nie więcej niż 49 osób (99% wszystkich aktywnych firm w Polsce). Raport jest rezultatem wywiadów telefonicznych z właścicielami 6900 mikro i małych przedsiębiorstw z całej Polski. Ankietowanych poproszono o odpowiedzi na 71 pytań, które dotyczyły m.in. oceny sytuacji gospodarczej, sytuacji finansowej firmy, zatrudnienia, a także obszarów takich jak inwestycje, eksport czy innowacyjność. Z raportu wyłania się obraz oceny gospodarki i sytuacji mikro i małych przedsiębiorstw, które zatrudniają w sumie prawie 5 mln osób. Reprezentatywne wyniki badania są prezentowane na poziomie krajowym, regionalnym (16 województw) oraz sub-regionalnym (66 grup powiatów), w podziale na sektory (produkcja, usługi, handel i budownictwo) oraz wielkość firm (mikro i małe firmy).

Galerie handlowe inaczej

Coraz bardziej wymagający klienci, rosnąca konkurencja, a ostatnio również wolne od handlu niedziele wymuszają na centrach handlowych zmiany, które wpływają na zwyczaje zakupowe i sposób spędzania wolnego czasu Polaków.  

Centra handlowe mimo rynkowego sukcesu nie spoczywają na laurach. Aby odróżnić się od konkurencji, ale przede wszystkim zaspokoić zmieniające się potrzeby i gusta klientów wciąż się zmieniają. Starają się pozyskiwać do grona najemców atrakcyjne marki, urozmaicać ofertę gastronomiczną i rozrywkową tak, aby stworzyć najbardziej dopasowaną do dzisiejszych potrzeb klientów ścieżkę ich zwiedzania.

Zainteresować, przyciągnąć, zatrzymać

Wśród klientów galerii są osoby, które lubią spędzać w nich czas, spacerować, oglądać, ale przede wszystkim kupować. Mniej zaangażowani shopperzy przychodzą do centrów okazjonalnie z określonym planem działania. W ostatnich latach wyrosła jeszcze jedna grupa klientów, młodzi ludzie, którzy przede wszystkim korzystają z coraz szerszej oferty gastronomiczno – rozrywkowej. To ich zwyczaje zakupowe związane z rozwojem internetowych kanałów sprzedaży starają się zmieniać galerie handlowe kusząc nie tylko wyprzedażami, rozprzedażami, akcjami typu „black friday” czy specjalnymi happeningami zniżkowymi. Centra handlowe od kilku lat  zmieniają swój charakter z obiektów jedynie handlowych w miejsca spędzania wolnego czasu i starają się przyciągać zwłaszcza ludzi młodych oraz rodziny coraz bardziej rozbudowaną infrastrukturą rekreacyjno-wypoczynkową oraz ofertą gastronomiczną  (tak zwane „Food and Beverage”).

– Już dziś w naszym centrum działają unikalne formaty rozrywkowe. W naszej ofercie mamy minigolfa, mini boisko piłkarskie, tor dla aut zdalnie sterowanych oraz szkołę tańca. Wkrótce otworzymy kino, nowy plac zabaw dla dzieci, dwa nowe koncepty rozrywkowe oraz największy klub fitness w kraju. W ubiegłym roku zorganizowaliśmy blisko 50 wydarzeń specjalnych – począwszy od cyklicznych jarmarków, poprzez imprezy edukacyjne, po spotkania dla najmłodszych. Dzięki temu udaje nam się skutecznie zwiększać odwiedzalność centrum – mówi Krzysztof Sajnóg, Dyrektor Marketingu  w Blue City.

Karuzela co niedziela

Wyzwaniem dla centrów handlowych jest wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę. Z badań TNS Polska wynika, że 74 proc. Polaków robi zakupy w niedziele, a 54 proc. odwiedza sklepy w niedziele przynajmniej raz w miesiącu, co wynika nie tylko z dostępności sklepów, ale również ze stylu życia Polaków.

– Nowe regulacje wprowadzające zakaz handlu w niedziele z pewnością spowodują zmiany zwyczajów zakupowych Polaków, w tym m.in. wzrost wizyt w sklepach i sprzedaży w soboty i poniedziałki w tygodniach, w których obowiązuje zakaz. Jednocześnie centra handlowe, aby przyciągnąć klientów w dni wolne od handlu, będą starały się zwiększyć ofertę gastronomiczną oraz rozrywkową  – mówi Piotr Karpiński, Senior Director, Head of Asset Services Poland, CBRE.

Zdaniem Anny Wysockiej, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych JLL kluczowa jest bliska współpraca właścicieli, zarządców i najemców nad tzw. shopping experience – miękkimi aspektami, które sprawiają, że klient wraca do danego centrum handlowego, a przebywając w nim spędza więcej czasu i dokonuje większych zakupów. 

Centrum już nie tylko handlowe

Z analiz firmy badawczej Inquiry wynika, że to właśnie oferta kulturalno – rozrywkowa może stanowić o wyborze konkretnego centrum.

– Ani supermarkety, ani oferta modowa, która w wielu miejscach jest podobna, nie przyciągają do konkretnych  handlowych tak jak rozrywka, wypoczynek, sport, kultura i edukacja. Klienci cenią sobie  atrakcje przygotowywane przez galerie handlowe, co wyraźnie widać w Blue City. Oferta ta jest szczególnie ważna dla rodzin, które mogą z nich korzystać za darmo. A ponieważ ustawa nie nakłada ograniczeń na organizację w niedziele różnego rodzaju imprez, dlatego możemy się spodziewać wzmożenia tego typu akcji – podkreśla Agnieszka Górnicka, prezes agencji badawczej Inquiry.

Nowoczesne centra jak widać pełnią obecnie nie tylko funkcję handlową. Oznacza to, że po wprowadzeniu ograniczeń w handlu w niedziele, rodziny w dalszym ciągu będą mogły spędzać czas w centrach handlowych. Wychodząc naprzeciw potrzebom konsumentów stają się również ośrodkami życia społecznego. Zdaniem ekspertów proces ten będzie się pogłębiał, na co wpływ ma obecny styl i tempo życia.

Niemal co siódma firma odczuła skutki zmian w emeryturach. Będzie ich więcej?

W 2017 roku przyznano ponad 313 tys. świadczeń związanych z wejściem w życie nowych regulacji emerytalnych. Pomimo to, ponad 85% badanych pracodawców przyznaje, że zmiany emerytalnie nie wpłynęły negatywnie na ich funkcjonowanie. Taki wynik jest związany z niskim poziomem zatrudnienia w tej grupie wiekowej, a także niewielką liczbą odejść pracowników i częstym pozostawaniem w zatrudnieniu – wynika z najnowszych badań Kantar Millward Brown dla Work Service S.A. Jednak problemy dla rynku pracy mogą dopiero nadejść. Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że w tym roku na przejście na emerytury częściej decydują się osoby aktywne zawodowo i pracujące na etacie.

Od 1 października 2017 roku obowiązują nowe przepisy związane w wiekem emerytalnym. W myśl obowiązującej reformy kobiety mają prawo do przejścia na emeryturę w wieku 60 lat, a mężczyźni od 65 roku życia. Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że tylko w ostatnim kwartale 2017 roku przyznano 313 tysięcy nowych świadczeń emerytalnych. Warto podkreślić, że 53% osób wnioskujących było nieaktywnych zawodowo. To oznacza, że przed podjęciem decyzji nie byli zatrudnieni i przebywali poza rynkiem pracy.

W pierwszej fazie wdrażania reformy emerytalnej jej wpływ na rynek pracy był ograniczony. Z naszych badań wynika, że w 2017 roku tylko 13,4% firm odczuło skutki nowych regulacji. W największym stopniu dotknęło to przedsiębiorstw z branży produkcyjnej (22,5%), a w najmniejszym podmioty z sektora publicznego (6,6%). Jednak, w  zdecydowanej większości pracodawcy nie odczuli masowych odejść pracowników, co potwierdzałoby interpretację danych ZUS, mówiącą o przechodzeniu na emeryturę głównie tych osób, które nie były zatrudnione – mówi Maciej Witucki Prezes Zarządu Work Service S.A.

Niemal co siódma firma odczuła skutki zmian w emeryturachZe styczniowych analiz przygotowanych przez ekonomistów Banku Zachodniego WBK na podstawie danych ZUS wynikało, że wśród aplikujących o emeryturę w 2017 roku około 186 tys. osób było aktywnych zawodowo. W tej grupie 54 tys. wypłat zawieszono z uwagi na kontynuację pracy, ale co istotniejsze, zdaniem ekonomistów 90 tys. nowych emerytów wróciło do pracy, po uzyskaniu świadczeń. Wnioski z tej analizy są zgodne z wynikami najnowszych badań Work Service. Ponad 85% pracodawców nie odczuło skutków wprowadzenia niższego wieku emerytalnego między innymi dlatego, że odejścia były nieliczne (35%), a w przypadku przeszło 20% firm osoby otrzymujące świadczenia dalej pracują w zakładzie lub wręcz nie złożyły wniosków o przejście na emerytury. Co istotne, niemal 42% przedsiębiorstw nie zatrudniało osób w wieku uprawniającym do otrzymania świadczeń.Niemal co siódma firma odczuła skutki zmian w emeryturach 2

Problemy dopiero nadejdą?

Pierwsze dane za 2018 rok mogą sugerować zmianę dotychczasowych trendów. W rozmowie z Polską Agencją Prasową, Gertruda Uścińska, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych podkreślała: W ostatnim kwartale minionego roku duża grupa osób, która przeszła na emeryturę, skorzystała na obniżeniu wieku, nie pracując i nie mając środków na utrzymanie. Teraz coraz więcej przechodzących to osoby kontynuujące zatrudnienie. Co więcej, statystyki ZUS z marca pokazują, że od początku bieżącego roku wnioski emerytalne, związane z reformą, złożyło ponad 92 tys. osób, a przy tym odnotowano wzrost przejść na emeryturę po pracy na etacie z 27 proc. do około 32 proc.

W kolejnych latach w wiek emerytalny będą wchodziły liczne roczniki wyżu powojennego. W latach 50-tych rodziło się niemal 800 tys. dzieci rocznie, a teraz te osoby będą opuszczać rynek pracy. Co więcej dane GUS pokazują, że osoby w wieku przedemerytalnym są aktywne zawodowo w ponad 72%, stąd ich ubytek będzie ogromnym wyzwaniem, bo już dziś w gospodarce w lawinowym stopniu rośnie liczba nieobsadzonych miejsc pracy. Pula osób młodych, które wchodzą na rynek pracy jest niewystarczająca, aby poradzić sobie z tą luką, dlatego długoterminowym rozwiązaniem jest zwiększenie aktywności zawodowej Polaków w wieku produkcyjnym przy jednoczesnym postawieniu na dalekowzroczną politykę migracyjną – podsumowuje Andrzej Kubisiak, Dyrektor ds. Analiz Work Service S.A.

Grupa Ubezpieczeniowa Europa zebrała w 2017 roku blisko 1,6 mld zł składki przypisanej brutto, czyli o 8 proc. więcej niż rok wcześniej

Grupa Europa ma za sobą rok zakończony wzrostami sprzedaży. W 2017 roku dwa towarzystwa wchodzące w jej skład wypracowały łącznie prawie 1,6 mld zł składki przypisanej brutto (według PSR). To o blisko 8 proc. więcej w porównaniu z wynikami osiągniętymi w 2016 roku. Wyższą sprzedażą może pochwalić się zarówno spółka majątkowa, jak i życiowa.

383 mln zł składki przypisanej brutto – taki wynik osiągnęło w 2017 roku Towarzystwo Ubezpieczeń Europa. To o 29 proc. więcej niż w 2016 roku. Ten wzrost to zasługa wszystkich kluczowych linii biznesowych: bancassurance, affinity, ubezpieczeń turystycznych oraz produktów sprzedawanych za pośrednictwem firm leasingowych. Tym samym spółka znalazła się w gronie najdynamiczniej rozwijających się towarzystw majątkowym, rosnąc zdecydowanie szybciej niż rynek.

Natomiast Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie Europa zamknęło ubiegły rok ponad 1,2 mld zł przypisu składki brutto (+2,3 proc. r/r). To wynik zbliżony do wzrostu, który odnotował rynek życiowy w 2017 roku. Rosnąca sprzedaż produktów życiowych to głównie zasługa linii biznesowych, związanych z klasycznymi produktami bancassurance.

Marat Nevretdinov
Marat Nevretdinov

Na trudnym rynku po raz kolejny udowodniliśmy, że jesteśmy liderem segmentu bancassurance i najlepszym specjalistą od ubezpieczeń w bankach. Dowiedliśmy, że nasza strategia, zakładająca budowę nowych kompetencji i aktywizację nowych kanałów sprzedaży przynosi efekty – mówi Marat Nevretdinov, prezes Grupy Europa.

W segmencie bancassurance ubezpieczyciel postawił na rozwój ubezpieczeń stand-alone, czyli polis niepowiązanych z innymi produktami finansowymi. Grupa Europa z powodzeniem wdraża tę linię produktową we współpracy z podmiotami z rynku finansowego. W tym roku zamierza uruchomić ich sprzedaż w kolejnych kilku bankach jak również pozyskać nowych partnerów na rynku leasingowym i pożyczkowym.

W ubiegłym roku Grupa Europa kontynuowała działania zmierzające do transformacji i dywersyfikacji biznesu, z czym jest związana otwartość na nowe kanały sprzedaży. W tym celu m.in. rozpoczęła sprzedaż ubezpieczeń wspólnie z siecią sklepów Lidl (w ramach projektu „Lidl Podróże”) oraz programem lojalnościowym Payback. Produkty ubezpieczyciela są także dostępne w aplikacji mobilnej Skycash czy w ponad 7 tys. bankomatów sieci Euronet i Planet Cash.

Nadal widzimy niewykorzystany potencjał w cyfrowych i alternatywnych kanałach sprzedaży. To kierunek, w którym zamierzamy dalej rozwijać się, stawiając na cyfryzację oraz najwyższą jakość produktów i poziom obsługi klientów – mówi Marat Nevretdinov.

Ten rok Europa rozpoczęła od wprowadzenia na rynek Screenity – aplikacji mobilnej, która wyznaczyła nowy standard rynkowy w ubezpieczeniu telefonów komórkowych. Natomiast w planach na najbliższe miesiące jest uruchomienie platformy e-commerce, która zaoferuje nowe podejście do sprzedaży ubezpieczeń w internecie. Jej start będzie powiązany z odświeżeniem wizerunku Europy. Nowe logo, nad którym trwają pracę, ma łączyć w sobie innowacyjność z otwartością na klientów.

Ten rok będzie dla nas stał pod znakiem zbierania pierwszych owoców naszej dotychczasowej pracy nad rozwojem kanałów cyfrowych i alternatywnych. Liczę, że sprzedaż w nich będzie rosła, dzięki czemu będzie coraz mocniej widoczna w wynikach Grupy Europa – podkreśla Marat Nevretdinov.

Niepewność strategii energetycznej – czy powstanie polska elektrownia atomowa?

Polski program energetyki jądrowej nadal obowiązuje i zakłada budowę elektrowni jądrowej w Polsce. Rząd mówi o aktualizacji strategii energetycznej, która jednak nie może nadejść. Decyzja, która ostatecznie przesądzi o budowie, odwleka się. Z tego powodu istnieje niepewność wśród inwestorów. Potęgują ją wypowiedzi Ministerstwa Energii. Czasami potwierdza ono chęć rozwoju energetyki atomowej, ale też sygnalizuje niepokój o koszty. Mówi także o współfinansowaniu projektu np. przez PKN Orlen po fuzji z grupą LOTOS.

– Fakt, że taka publicystyka na temat polskiej elektrowni jądrowej toczy się w świetle kamer powoduje pogłębioną niepewność na rynku. Obecnie w Polsce i na świecie nikt nie może stwierdzić, czy nasz kraj buduje atom czy nie – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny Biznes Alert oraz ekspert Instytutu Jagiellońskiego – Należałoby zakończyć te spekulacje, przedstawić stosowne dokumenty. Warto rozstrzygnąć też kwestię finansowania tego przedsięwzięcia. Taka pewność umożliwi rozmowy z Komisją Europejską, np. na temat wsparcia polskiej energetyki. To także ułatwi dialog z uczestnikami dyskusji w Polsce, którzy czekają na informacje o budowie atomu – ocenił Jakóbik.

10 rzeczy, które powinieneś wiedzieć o legalnych bukmacherach

„Ustawa hazardowa” – tak potocznie nazywana jest nowelizacja ustawy, która wprowadziła bardzo istotne zmiany w sytuacji prawnej hazardu w Polsce, w tym między innymi w kwestii zakładów bukmacherskich. O zmianach jakie zaszły w 2017 roku słyszało już wiele osób, także te które nigdy nie miały do czynienia z żadną formą hazardu, w tym także z obstawianiem wyników sportowych u bukmacherów. Szczegółowe zapisy przeprowadzonej nowelizacji ustawy nie są jednak powszechnie znane, dlatego postaramy się nieco przybliżyć zmiany prawne poczynione w dziedzinie zakładów bukmacherskich.

Legalni bukmacherzy – 10 rzeczy, które powinieneś wiedzieć:

1. Legalny bukmacher tylko z licencją.

Ustawa hazardowa nakłada na wszystkich bukmacherów chcących rozpocząć działalność w Polsce obowiązek otrzymania licencji. Aby ją zdobyć, należy złożyć wniosek do Ministerstwa Finansów, spełniając przy tym szereg warunków formalnych. Funkcjonowanie firmy bukmacherskiej bez tego zezwolenia jest obecnie w zasadzie niemożliwe nie tylko w teorii, ale również praktycznie za sprawą specjalnych blokad, o czym piszemy w punkcie nr 2.

2. Blokady dla nielegalnych bukmacherów.

Na świecie istnieją setki, jeśli nie tysiące firm bukmacherskich. Każda z nich posiada własną stronę www, ale – co oczywiste – nie każda dysponuje licencją wydaną przez polskie Ministerstwo Finansów. Jak wiadomo, w Internecie nie ma granic, dlatego żeby uniemożliwić polskim graczom korzystanie z nielegalnych w Polsce firm bukmacherskich, zgodnie z nowelizacją ustawy, nałożono blokady na ich witryny internetowe. W efekcie obstawianie wyników przez Internet jest możliwe wyłącznie na stronach www kilku bukmacherów, którzy posiadają licencję uzyskaną od Ministerstwa Finansów. Aktualnie lista legalnych bukmacherów nie jest jeszcze zbyt imponująca, jednak w przyszłości powinno to ulegać zmianie, gdyż kolejne firmy czynią starania w celu wydania im wymaganej licencji.

3. Strona www w języku polskim.

Nowelizacja ustawy hazardowej kładzie duży nacisk na bezpieczeństwo graczy, którzy muszą dokładnie wiedzieć, gdzie i w jaki sposób obstawiają wyniki. Co oczywiste, żeby zrozumieć regulamin i zasady zakładów bukmacherskich, trzeba je przedstawić w języku polskim, co wprost wymusza ustawa, nakładając na firmy organizujące zakłady obowiązek posiadania strony internetowej po polsku.

4. Ograniczenia reklamowe.

Ponieważ ustawodawca przyjął założenie, że obstawianie wyników za pieniądze może skończyć się uzależnieniem, mocno ograniczył bukmacherom możliwość reklamowania się w mediach i miejscach publicznych. Wiele form promocji jest całkowicie zakazanych, a te, które są dozwolone, wiążą się z obowiązkiem przestrzegania licznych warunków, jak np. zakaz wywoływania skojarzeń z sukcesem finansowym czy zawodowym jako efektem obstawiania wyników. Ustawodawca przewidział natomiast dużą swobodę w sponsoringu, z czego zresztą firmy bukmacherskie czerpią pełnymi garściami. Wystarczy tylko przypomnieć, że niemal wszystkie kluby piłkarskiej Ekstraklasy są sponsorowane przez legalnie działających w Polsce bukmacherów, żeby uzmysłowić sobie skalę tego zjawiska.

5. Obowiązki informacyjne.

Bukmacherzy, którzy chcą przestrzegać polskiego prawa i działać legalnie bez ryzyka odebrania licencji przyznanej przez Ministerstwo Finansów, są zobowiązani do udzielania graczom stosownych informacji. Chodzi, m.in. o widoczne dla każdego ostrzeżenie o tym, że obstawianie wyników za pieniądze może być niebezpieczne dla osobistych finansów i potencjalnie uzależniające. Ponadto, legalny bukmacher musi powiadamiać użytkowników, że korzystanie z jego usług jest dozwolone wyłącznie dla osób, które skończyły 18 lat.

6. Tylko dla dorosłych.

Jak już wspomnieliśmy przed chwilą, w świetle obowiązujących przepisów, obowiązkiem legalnie działających firm oferujących możliwość obstawiania wyników jest zweryfikowanie, czy gracz ma ukończone 18 lat.

7. Kasyno nie może być dostępne w ofercie.

Firmy posiadające w swojej ofercie coś więcej niż tylko zakłady bukmacherskie (np. kasyno lub poker) nie otrzymają licencji i nie będą mogły działać w Polsce w legalny sposób. Legalni bukmacherzy mogą oferować bowiem tylko zakłady bukmacherskie.

8. Rejestr domen legalnych i nielegalnych bukmacherów.

Najnowsza nowelizacja ustawy hazardowej wprowadziła także możliwość tworzenia rejestrów uwzględniających bukmacherów zarówno legalnych, którzy posiadają licencję wydaną przez Ministerstwo Finansów, jak i nielegalnych, którzy nią nie dysponują i w związku z tym nie mają prawa do świadczenia usług w Polsce. Obie listy znajdują się na stronach internetowych Ministerstwa Finansów i umożliwiają graczom upewnienie się, czy dana firma funkcjonuje w oparciu o obowiązujące przepisy.

9. Podatki trzeba płacić.

Bezpieczeństwo nie tylko graczy, ale również budżetu państwa, przyświecało twórcom ostatniej nowelizacji ustawy hazardowej. W związku z tym, zachowali oni obowiązek odprowadzania podatku w wysokości 12% od stawki każdego zakładu (tzw. „podatek obrotowy”). Ponadto, kolejne 10% podatku należy się w przypadku wszystkich wygranych powyżej kwoty 2.280 zł. Ustawa nakłada na bukmacherów również obowiązek ewidencjonowania wygranych przewyższających tę kwotę.

10. Wysokie kary dla nielegalnych bukmacherów i graczy.

W celu odstraszenia potencjalnych bukmacherów, którzy chcieliby wejść na polski rynek bez uzyskania licencji i spełnienia ustawowych warunków, wprowadzono nie tylko możliwość blokowania ich stron internetowych, ale również horrendalnie wysokie kary. Trzeba pamiętać również, że karami zagrożeni są także gracze, którzy zdecydują się obstawiać zakłady u bukmacherów bez licencji.

Powyższe 10 punktów to minimalna wiedza, którą powinien dysponować każdy, kto chciałby rozpocząć obstawianie w sposób legalny. Jednak jeśli chciałbyś zapoznać się z pełną treścią obowiązującej ustawy, możesz to zrobić bezpośrednio na oficjalnej stronie Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej.

Warto pamiętać, że wprowadzone w 2017 roku zmiany prawne dotyczyły nie tylko zakładów bukmacherskich, ale także innych gier hazardowych, w szczególności tzw. „automatów do gier”, które można było zobaczyć w licznych punktach na ulicach miast, a co po wejściu w życie nowelizacji ustawy radykalnie się zmieniło. Jednak to temat na osobną, dłuższą analizę.

Pamiętaj, że zakłady bukmacherskie nie są niewinną zabawą, a jedną z gier hazardowych, a tym samym skutki uzależnienia od obstawiania zakładów mogą być bardzo poważne. Graj odpowiedzialnie i pamiętaj że obstawianie dozwolone jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Prezes Aviva Investors TFI: mieszkanie jako lokata ma słabe fundamenty

Ceny mieszkań galopują, ale kolejnych chętnych nie brakuje. Kupujemy nie tylko po to, aby mieć gdzie mieszkać – traktujemy mieszkanie, dom czy działkę jak lokatę oszczędności. Polskę ogarnęła moda na inwestycje w mieszkania na wynajem. Wciąż panuje opinia, że na nieruchomościach nie można stracić. Ma ona jednak słabe fundamenty…

Mamy krótką pamięć i nie wyciągamy wniosków z przeszłości. Od niemal 10 lat jesteśmy przyzwyczajeni, że mieszkania, domy czy działki drożeją i myślimy, że tak będzie zawsze. Zapomnieliśmy już, że podobna sytuacja miała miejsce przed 2007 rokiem. Wówczas również panował boom budowlany. Deweloperzy sprzedawali „dziury w ziemi”, a zainteresowani mieszkaniami ustawiali się w kolejkach. Aż przyszedł światowy kryzys finansowy, a wraz z nim załamał się również polski rynek. Mieszkania zaczęły tanieć, a osoby, które ulokowały w nich swoje oszczędności – zamiast zarabiać – liczyły stracone pieniądze.

Dziś również ceny nieruchomości są wysokie i warto zadać sobie pytanie, czy to dobry moment na inwestycje? Raczej nie… i to z kilku powodów.

Po pierwsze, mieszkania w Polsce są drogie. W dobrych lokalizacjach na zakup musimy wydać często więcej niż Niemcy, którzy zarabiają znacznie lepiej od nas. Nasz kraj wciąż dysponuje dużym zapasem gruntów, na których mogą powstawać nowe osiedla. Wysokie ceny mieszkań nie mają twardego uzasadnienia ekonomicznego. Prędzej czy później mieszkania zaczną tanieć.

Po drugie, kupując nieruchomość na wynajem trzeba pamiętać, że inwestycja zwróci się za ok. 15 lat i to pod warunkiem, że będzie cały czas wynajmowana. Nie jest to jednak takie pewne. W Polsce od dłuższego czasu rodzi się znacznie mniej dzieci niż w poprzednich pokoleniach. Wielu z nas pracuje za granicą i tam właściwie mieszka. GUS szacuje, że do 2050 r. liczba ludności kraju zmniejszy się o ponad 3 miliony. Czy za kilkanaście lat będzie miał kto wynajmować nasze mieszkanie? I jakie będą czynsze? Owszem, do Polski przyjeżdżają do pracy cudzoziemcy, głównie Ukraińcy. Czy będzie ich jednak na tyle, aby wynająć wszystkie dostępne mieszkania? Przecież deweloperzy budują kolejne osiedla… Logika rynkowa podpowiada, że czynsze spadną. W efekcie czas zwrotu z inwestycji w mieszkanie będzie jeszcze dłuższy niż zakładamy obecnie.

Po trzecie, posiadanie nieruchomości to koszty. Czynsz, podatki, naprawy oraz remonty to wydatki, które musimy ponosić, niezależnie od tego, czy uda się nam wynająć mieszkanie, czy nie…

Nieruchomości nie są „żyłą złota”, na której nie można stracić. Mogą być atrakcyjną lokatą oszczędności, ale zawsze wiążącą się z ryzykiem. Wymagają zaangażowania znacznych środków własnych, zwykle uzupełnianych kredytem. Nie jest łatwo z tej inwestycji wyjść. Decyzję o wydaniu oszczędności życia na zakup mieszkania na wynajem trzeba więc szczególnie starannie przemyśleć i porównać z innymi możliwościami.

Z uwagi na krótki staż w świecie kapitalizmu wciąż łatwo ulegamy inwestycyjnym mitom. Potem tracimy i zniechęcamy się do oszczędzania. Potrzebujemy więc dużej dawki zdrowego rozsądku, bo stawką są przecież nasze oszczędności i nasza przyszłość.

Marek Przybylski, prezes Aviva Investors TFI

Firmy bankrutują bo źle inwestują, a odbiorcy płacą z opóźnieniem

Co może doprowadzić do upadłości firmy? Przede wszystkim nietrafione inwestycje, ale także długotrwałe zatory płatnicze i upadłość kontrahenta – wynika z badania zrealizowanego dla BIG InfoMonitor. Ostrożność w relacjach biznesowych jest wskazana, bo mimo poprawiającej się sytuacji ekonomicznej liczba upadłości firm w Polsce rośnie. W ubiegłym roku sądy gospodarcze ogłosiły bankructwo 889 przedsiębiorstw. Według wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska, w tym roku liczba ta może zwiększyć się o kilkanaście procent.

Z badania Keralla Research wykonanego na zlecenie BIG InfoMonitor wynika, że zdaniem ankietowanych menedżerów sektora MŚP zatory płatnicze są drugą, po nietrafionych inwestycjach przyczyną bankructw przedsiębiorstw. Wielu przedsiębiorców dostrzega także ryzyko jakie niesie współpraca z bankrutem, który nie płacąc może pociągnąć za sobą swoich dostawców. Dopiero na kolejnych miejscach jako powód upadłości wymieniana jest zaniżająca ceny, nieuczciwa konkurencja oraz błędy osób zarządzających.

Firmy bankrutują bo źle inwestują, a odbiorcy płacą z opóźnieniem

Źródło: Banie wykonane na zlecenie BIG InfoMonitor przez Keralla Research

 Z naszych analiz wynika, że problemy z płatnościami opóźnianymi o co najmniej 60 dni, cały czas zgłasza połowa firm. Jednocześnie, przedsiębiorcy często nie zdają sobie sprawy, że do upadłości mogą doprowadzić nieuregulowane należności wynoszące 20-30 procent rocznego przychodu – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Nawet ci kontrahenci, którzy wydają się wiarygodni i wypłacalni, w rzeczywistości mogą mieć kłopoty finansowe i od dawna widnieć w rejestrach dłużników – dodaje.

Okazuje się, że przedsiębiorstwom, które mają problemy z zatorami płatniczymi znacznie częściej zdarzało się współpracować z partnerami biznesowymi, którzy ogłosili upadłość. Z badania BIG InfoMonitor wynika, że dotyczyło to 65 proc. firm. Tymczasem w grupie firm, które nie mają problemów z zatorami, relacje z bankrutami ma za sobą 38 proc. Zjawisko współpracy z podmiotami ogłaszającymi upadłość znane jest szczególnie w sektorze budowlanym (72 proc.) i produkcyjnym (70 proc.).

Najbardziej ryzykowne branże

W bazach BIG InfoMonitor i BIK liczba firm nieregulujących terminowo zobowiązań wobec kontrahentów i banków przekracza obecnie 264 tys. Ich łączne zaległości wynoszą prawie 25,2 mld zł. Ryzyko współpracy z poszczególnymi przedsiębiorstwami w dużym stopniu zależy od sektora i branży w jakich działa przedsiębiorstwo. Z danych BIG InfoMonitor oraz BIK wynika, że jeśli chodzi o wartość największe zaległości mają firmy handlowe, budowlane i przetwórcze, dalej jest HoReCa (hotele, restauracje, catering) i obsługa rynku nieruchomości. Pod względem odsetka firm z problemami w terminowym regulowaniu zobowiązań najgorzej wypadają natomiast: górnictwo, transport, HoReCa i budownictwo. Udział przedsiębiorstw zajmujących się daną działalnością waha się tu od 5,1 do 7,5 proc. Odsetek firm płacących z opóźnieniem lub wcale wśród ogółu przedsiębiorstw wynosi 5,4 proc. – wynika z danych BIK i BIG InfoMonitor.

Firmy bankrutują bo źle inwestują, a odbiorcy płacą z opóźnieniem 2

O ile jednak w całym sektorze przetwórstwa odsetek firm z opóźnieniami w płatnościach wynosi 4,9 proc. to są tam też branże jak produkcja napojów, wyrobów tytoniowych czy gospodarka odpadami, gdzie co najmniej co dziesiąta firma jest niesolidnym płatnikiem.

Liczba upadłości firm rośnie

Z danych wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska wynika, że w ubiegłym roku sądy ogłosiły upadłość 889 firm. Co oznacza wzrost o 15 proc. w porównaniu do 2016 r. W ubiegłym roku, najwięcej upadłości odnotowano w sektorze produkcyjnym, gdzie zbankrutowało blisko 250 firm (wzrost o 9 proc. r/r), czyli niemal 30 proc. wszystkich zeszłorocznych upadłości. W liczbie bankructw przodują w tej kategorii firmy z branży obróbki metalu i części metalowych oraz producenci artykułów spożywczych. Jednocześnie, w tym samym czasie odnotowano 220 upadłości firm handlowych, 136 upadłości firm z branży budowlanej i 42 bankructwa firm transportowych.

Analizując dane z pierwszych dwóch miesięcy bieżącego roku można prognozować, że liczba upadłości w tym roku będzie jeszcze wyższa. Z wyliczeń Bisnode wynika, że prawdopodobnie przekroczy tysiąc, co oznacza wzrost o co najmniej 12 proc.

Dłużnicy nie są bezkarni

Wielu z tych bankructw można by uniknąć, gdyby firmy dokładniej przyglądały się swoim kontrahentom. – Przedsiębiorcy powinni weryfikować dosłownie każdy podmiot, z którym współpracują lub zamierzają współpracować. Tym bardziej, że narzędzia do tego są i proste, i tanie. W biurach informacji gospodarczej znajduje się sporo danych o aktualnym stanie finansowym wielu potencjalnych partnerów biznesowych – mówi Sławomir Grzelczak. – Sprawdzać trzeba, bo żadne przedsiębiorstwo, które ma kłopoty finansowe, nie będzie się tym chwalić. Tymczasem monitorując firmę w BIG InfoMonitor, widać od razu jakie zaległości i jakie kwoty ją obciążają – dodaje.

Odpływ pracowników ze Wschodu nam nie grozi. Aż 62% Ukraińców chce wrócić do Polski

Emigrację zarobkową najczęściej rozpatruje się z punktu widzenia korzyści ekonomicznych. Jednak dla pracowników z Ukrainy najważniejszym powodem przyjazdu do Polski jest bliskość geograficzna, która pozwala na częste odwiedziny rodziny (54% wskazań). Atrakcyjne wynagrodzenie zostało wskazane na drugim miejscu przez 44% respondentów, a podium domyka niska bariera językowa (34% wskazań). Tak wynika z raportu Personnel Service „Barometr Imigracji Zarobkowej – I półrocze 2018”. Co więcej, przedsiębiorców powinien uspokoić fakt, że 2/3 ukraińskich pracowników planuje przyjechać do Polski ponownie.

– Finanse są jednym z najważniejszych powodów emigracji. Wyższe zarobki czy możliwość rozwoju zawodowego przyciągają pracowników. Kiedy jednak wybieramy docelowe miejsce wyjazdu dochodzą argumenty emocjonalne. Zostawiając swoją rodzinę i znajomych, zastanawiamy się m.in. nad tym, jak łatwo będzie nam do nich wrócić w razie potrzeby. Widać to wyraźnie w naszym badaniu. Pracownicy z Ukrainy decydują się na pracę w Polsce, bo mają do nas blisko. To właśnie na tym nasz kraj wygrywa z innymi rynkami w walce o pracowników ze Wschodu. Oczywiście zarobki też są ważne. W Polsce Ukrainiec zarobi nawet czterokrotność ukraińskiej pensji – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

Dlaczego Ukraińcy wybierają Polskę?

Aż 62% ankietowanych Ukraińców deklaruje, że w najbliższym czasie zamierza ponownie odwiedzić Polskę w celach zarobkowych. Chęć powrotu pokazuje, że pracownicy zza wschodniej granicy dobrze się u nas czują. Wybór Polski jako miejsca emigracji zarobkowej podyktowany jest przede wszystkim bliskością geograficzną obu państw (54% wskazań). Na drugim miejscu znalazła się wysokość zarobków (44%), a na trzecim niska bariera językowa (34%). Ta ostatnia jest również ważna dla pracodawców, ponieważ pozwala na szybkie wdrożenie pracownika. Dla 3 na 10 obywateli Ukrainy ważna jest obecność w Polsce ich rodziny lub znajomych, zaś co piąty badany docenia możliwość wyboru spośród dużej liczby ofert pracy.

Niestabilna sytuacja na Ukrainie powoduje, że 7% osób zwraca uwagę na stabilną sytuację polityczno-gospodarczą Polski. Również 7% docenia bliskość kulturowo-społeczną naszych narodów. Warto zauważyć, że jedynie 5% ankietowanych jako powód wyboru Polski wskazało brak możliwości wyjazdu do innego kraju europejskiego.

Po pracę i pracownika do znajomych oraz rodziny

Dwóch na trzech Ukraińców poszukując pracy w Polsce wykorzystuje doświadczenie i kontakty swojej rodziny oraz znajomych z Ukrainy. Co piąty respondent zgłasza się do rodziny lub znajomych przebywających w Polsce. Jedynie 10% zainteresowanych pracą w naszym kraju korzysta z usług polskich agencji zatrudnienia działających na Ukrainie. Jeszcze mniej osób szuka pracy poprzez przeglądanie ogłoszeń polskich pracodawców oraz social mediów (odpowiednio 6% i 5%). Do urzędów pracy w Polsce i na Ukrainie zgłasza się w sumie tylko 0,4% osób.

Siatka Ukraińców pracujących w Polsce jest już na tyle rozległa, że chętnie wykorzystują ją pracodawcy. W celu znalezienia nowych kandydatów do pracy, 36% firm prosi o pomoc Ukraińców, którzy aktualnie są w Polsce. 35% przedsiębiorstw szuka pracowników przy pomocy agencji zatrudnienia, a odpowiednio 15% i 14% stara się znaleźć osoby do pracy przy pomocy ukraińskich serwisów internetowych i social mediów. Analogicznie jak w przypadku pracowników, najmniej pracodawców korzysta z usług urzędów pracy. 13% firm poszukuje kandydatów przy pomocy polskich urzędów pracy, a jedynie 5% ich ukraińskich odpowiedników.

Cieszmy się z tego, co mamy

Zapowiedź większej otwartości chińskiej gospodarki jest miłą niespodzianką na tle ostatnich obaw wokół wojny handlowej. Apetyt na ryzyko ma się dziś dobrze na rynku FX, akcyjnym i towarowym. Kalendarz oferuje tylko drugo- i trzeciorzędne publikacje, więc w następnych godzinach dalej będziemy żyć polityką.

Podczas przemówienia na forum ekonomicznym Boao (takie chińskie Davos) prezydent Xi zapowiedział dalsze otwieranie chińskiej gospodarki i obniżenie niektórych ceł importowych z wyszczególnieniem samochodów. Xi dodał, że Chiny nie dążą do utrzymania nadwyżki handlowej, ale bardziej zależy im na dostarczeniu konkurencyjnych produktów dla chińskiej ludności. Prezydent zadeklarował otwarcie niektórych sektorów dla kapitału zagranicznego. Przemówienie jest przyjemnym zwrotem akcji w trwającej dyspucie handlowej z USA, a dodatkowo pojawia się kilka godzin po tym, jak prezydent Trump na Twitterze wyraził niezadowolenie z wysokich ceł na importowane do Chin samochody. Wydaje się zatem, że dziś ryzyko wojny walutowej zmalało, co rynki przyjmują z zadowoleniem. Na FX rajd AUD i NZD oraz przecena JPY są książkową odpowiedzią. Pytanie tylko, czy ruch ze strony Chin z miejsca odmieni protekcjonistyczne i antyglobalizacyjne zapędy Trumpa? I czy Trump odbierze przemówienie Xi jako swój sukces, czy jako utratę kontroli nad polem gry – prezydent Xi pokazał się jako rozsądny gracz, który (jak na razie pustymi) deklaracjami wytrąca karty z ręki Trumpa. Na razie jednak cieszmy się z tego, co mamy.

Przynajmniej do czasu, aż Trump nie włączy Twittera, rynki finansowe powinny kontynuować pro-ryzykowny sentyment. Dane dziś nie będą przeszkadzać, gdyż brakuje pierwszorzędnych publikacji. Za nami już rozczarowujący odczyt CPI z Norwegii (-0,3 proc. m/m), który uderzył w NOK, gdyż ostudził trochę oczekiwania na podwyżkę stóp procentowych w Norwegii. EUR też nie ma powodów do zadowolenia po spadku produkcji wytwórczej we Francji (-0,6 proc. m/m). To po danych z Niemczech z piątku drugi zły znak z europejskiego przemysłu, a przed nami jeszcze figura z Włoch. Po południu PPI z USA oraz dane z rynku budowlanego Kanady nie powinny wywołać większej reakcji. USD czeka na jutrzejsze dane o CPI, a CAD większą uwagę przewiązuje nastrojom globalnym, wzrostom cen ropy naftowej i dobrym wynikom opublikowanej wczoraj ankiety nastrojów biznesu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Standard PCI Express w ciągu kilku lat również w kartach pamięci. Zapewni nawet dziewięciokrotnie większą prędkość zapisu

Standard PCI Express w ciągu kilku lat również w kartach pamięci. Zapewni nawet dziewięciokrotnie większą prędkość zapisu 1

Standard PCI Express pozwala na przesyłanie danych z dużą prędkością. Obecnie ma on zastosowanie przede wszystkim w dyskach SSD. W ciągu kilku lat będzie także dostępny również na kartach SD i microSD. Nowy standard może zapewnić prędkość zapisu nawet 9-krotnie większą, od obecnych rozwiązań. Coraz większa szybkość przesyłu danych oraz stale rosnąca pojemność, pozwolą na bezproblemowe stosowanie funkcji, takich jak super slow motion w smartfonach.

– Wdrożyliśmy technologię PCI Express w kartach pamięci. Dzięki nowemu interfejsowi, nasza karta SD osiąga prędkość prawie 900 MB/s. Na razie to prototyp i koncepcja, wprowadzenie na rynek tej karty to perspektywa kilku lat, ale chcemy pokazać, w którym kierunku idą prace w tej dziedzinie – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje JongHyun Lee z Western Digital Group.

Magistrala PCI Express pojawiła się w 2004 roku. Od tego czasu powstało już 5 jej generacji. Standard PCI-E zastąpił w komputerach wolniejsze magistrale typu PCI oraz AGP. Najważniejszą jego zaletą jest wysoka przepustowość, sięgająca potencjalnie nawet 4000 MB/s. Złącza PCI-E stosowane są do montowania na płycie głównej komputera kart rozszerzeń, takich jak karty graficzne, dźwiękowe czy sieciowe oraz dysków SSD. Zastosowanie magistrali PCI Express pozwala na optymalne wykorzystanie możliwości zapisu i odczytu danych.

– Dzięki nowemu interfejsowi PCI-E, nasza karta SD osiąga prędkość prawie 900 MB/s. Już niedługo karty pamięci mogą osiągać prędkości i pojemności obecnych dysków SSD. Z perspektywy specyfikacji widzimy, że producenci chcą wykorzystywać technologię PCI-E m.in. w smartfonach. Chcemy być na to przygotowani, chcemy pokazać, że PCI-E potrafi osiągnąć prędkość, której ludzie potrzebują – przekonuje ekspert.

Obecnie karty microSD cechują się maksymalną pojemnością 400 GB (kartę o takiej pojemności zaprezentowano na Mobile World Congress 2018, na rynek trafi za kilka miesięcy) oraz prędkością zapisu i odczytu na poziomie 100 MB/s. Dostosowanie ich do standardu PCI-E oznaczałoby więc dziewięciokrotne zwiększenie prędkości zapisu. Zanim nowy standard pojawi się na rynku kart pamięci, ich rozwój dotyczyć będzie przede wszystkich ich pojemności. Już niebawem na rynek ma trafić karta pamięci o pojemności 1 terabajta.

– Widzimy wzrosty w zakresie pojemności kart pamięci. Dziś karta microSD mieści już 400 gigabajtów, a w ofercie mamy także kartę SD o pojemności 512 gigabajtów. Zapowiedzieliśmy także stworzenie terabajtowej karty SD – przypomina JongHyun Lee.

Opracowywanie coraz bardziej pojemnych kart pamięci jest wymuszana zwłaszcza przez postępujący rozwój możliwości cyfrowego zapisu obrazu. Najnowsze flagowe smartfony oferują już zapis w technologii super slow motion czy 4K. Korzystanie z nich skutkuje jednak bardzo szybkim zapełnianiem wewnętrznej pamięci urządzeń.

Przyszłość kart pamięci to również implementacja niestandardowych rozwiązań wspomagających nagrywanie filmów. Na targach Maker Faire Tokyo 2016 został zaprezentowany wynalazek VirtualGimbal będący połączeniem adaptera microSD do SD i żyroskopu. Takie rozwiązanie sprawia, że na karcie zapisywany jest, oprócz nagrania, dodatkowy plik rejestrujący chwilowe przemieszczenia się adaptera, a więc i całego aparatu. Mając taki plik użytkownik może go poddać obróbce przez algorytm stabilizacji obrazu i tym samym udoskonalić nagranie.

Prognozy Persistence Market Research zakładają, że światowy rynek kart pamięci w 2022 roku będzie wyceniany na niemal 21 mld dol. 90-proc. udział stanowią w nim karty microSD.

Nowe technologie pozwolą zważyć każdy pojazd w czasie przejazdu i ukarać kierowców przeciążonych pojazdów. Nawet co trzecia ciężarówka w Polsce jest przeciążona

Nowe technologie pozwolą zważyć każdy pojazd w czasie przejazdu i ukarać kierowców przeciążonych pojazdów. Nawet co trzecia ciężarówka w Polsce jest przeciążona 2

Szacuje się, że nawet co trzecia ciężarówka, która porusza się po polskich drogach jest przeciążona. Inspektorzy transportu drogowego są w stanie skontrolować w ciągu roku niewiele ponad 20 tys. pojazdów ciężarowych. Dzięki nowoczesnym narzędziom można jednak automatycznie wykrywać i identyfikować pojazdy przeciążone lub zbyt wysokie bez ich zatrzymywania. Nowa technologia pozwala ocenić nacisk osi pojazdu na nawierzchnię drogi w czasie jego przejazdu przez pole pomiarowe, czyli czujniki i pętle indukcyjne umieszczone w pasie ruchu. Docelowo system ma również estymować warunki panujące na drodze i wokół drogi.

– Neurocar to system nie tylko drogowy, który m.in. rozpoznaje pojazdy i całą otoczkę wokół pojazdów. Samochody są identyfikowane poprzez rozpoznawanie tablic rejestracyjnych pojazdów, markę, model, a w ciągu dnia także kolor oraz poprzez sygnaturę magnetyczną oraz jego wagę. Są też systemy, w których rozpoznajemy bok pojazdu, czy liczbę osi na podstawie zdjęć – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jakub Truszczyński, dyrektor działu elektroniki w Neurosoft.

System NeuroCar działa na zasadzie technologii przetwarzania obrazów cyfrowych na bazie strumienia wideo z kamery zamontowanej w pasie drogowym. Pojazd można zidentyfikować dzięki rozpoznaniu tablicy rejestracyjnej, producenta samochodu, modelu czy koloru. Dzięki dodaniu funkcjonalności , m.in. ważenia dynamicznego oraz klasyfikacji pętlowej pojazdów, system może aktywnie wspierać kontrolę drogową i znacznie ją przyspieszyć.

– W systemie ważenia dynamicznego, najczęściej wykorzystywane są pętle indukcyjne do rozpoznawania, jaki to jest typ pojazdu oraz czujniki ważenia, które podobnie jak pętle, są zainstalowane w drodze. Oprócz tego mamy kamery, które mogą być nad drogą albo obok drogi, co w jakiejś formie usprawnia instalację lub poprawia jakość rozpoznawania – tłumaczy Jakub Truszczyński.

Głównym elementem systemu NeuroCar Weigh-in-Motion są wagi dynamiczne, system identyfikacji pojazdów oraz terminal obliczeniowy, który nadzoruje cały proces pomiaru i transmisji danych. Czujniki i pętle indukcyjne umieszczone są w pasie ruchu, co umożliwia zważenie pojazdu w czasie przejazdu przez pole pomiaru. Zebrane dane są przetwarzane przez odpowiedni algorytm i na tej podstawie można wskazać te pojazdy, których gabaryty przekraczają dozwolone normy. Każdy przejazd jest dodatkowo monitorowany przez kamerę poglądową.

– Nasz system docelowo ma nie tylko ważyć pojazd i rozpoznawać jego charakterystykę magnetyczną, ale będzie też estymował warunki panujące na drodze i wokół drogi, m.in. warunki pogodowe i temperaturowe, po to aby robić automatyczną kalibrację, adjustację, czy poprawę wyników, które daje nam waga. Dotychczas mieliśmy systemy, które dają wynik ważenia na podstawie danych z sensora umieszczonego w drodze – podkreśla przedstawiciel Neurosoft.

Przeciążone ciężarówki to na polskich drogach duży problem. Z danych Instytutu Badawczego Dróg i Mostów wynika, że co trzecia ciężarówka poruszająca się po naszych drogach jest przeciążona. Przejazd jednego samochodu ciężarowego o nacisku 20 ton na oś zużywa nawierzchnię w takim samym stopniu, co przejazd 2,5-miliona samochodów osobowych. Inspektorzy transportu drogowego są w stanie skontrolować w ciągu roku niewiele ponad 20 tys. pojazdów ciężarowych – przez 10 miesięcy 2017 roku przeprowadzili 21,7 tys. kontroli masy pojazdów, ukarano ponad 10 tys. kierowców, nałożono też 1,4 tys. kar administracyjnych. Takie kontrole pozwalają jednak sprawdzić niewielki odsetek ciężarówek.

Tylko na dwóch odcinkach autostrad, na niepełnym odcinku autostrady A2 Konin-Stryków i A4, na odcinku Gliwice-Wrocław, w ciągu doby porusza się 23 tys. pojazdów ciężarowych. Dzięki systemowi NeuroCar Weigh-in-Motion będzie można skontrolować wagę wszystkich poruszających się po drogach pojazdów.

Obecnie w Polsce jest 36 pasów ruchu z zaimplementowanym systemem Neurocar Weigh-in-Motion. Średnia liczba pojazdów przeciążonych w miesiącu z jednej lokalizacji sięga 1,2 tys. W ciągu kilku lat system może zostać wdrożony już w całym kraju.

– Potrzebujemy jeszcze 1-2 lata na przeprowadzenie badań. Jesteśmy we współpracy z Głównym Urzędem Miar w Polsce. Będziemy się wymieniać doświadczeniami i współpracować przy tworzeniu prawa. Realnie patrząc, sprawne funkcjonowanie systemu i państwa w tym zakresie nastąpi nie wcześniej, niż za 3 lata – zapowiada Jakub Truszczyński.

Spokojny początek tygodnia w oczekiwaniu na minutes Fed i dane inflacyjne z Polski

Osłabienie nastrojów wśród inwestorów ogranicza pole do wzrostu rentowności obligacji w Europie. Złoty stabilny. Kurs EURPLN utrzymuje okolice minimów ostatnich dni, pozostając lekko powyżej 4,191.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Podczas poniedziałkowej sesji EURPLN stabilizował się powyżej ostatnich minimów na 4,191. Większej zmienności nie sprzyjał pozbawiony ważnych publikacji kalendarz gospodarczy. Z kolei na rynku głównej pary walutowej euro umacniało się wobec dolara, a kurs EURUSD powrócił powyżej 1,23. Wspólna waluta wsparcie znalazła w wypowiedzi prezesa EBC podczas prezentacji rocznego raportu banku centralnego. W ocenie M Draghi’ego obecne zawirowania na rynkach akcji nie będą miały wpływu na sytuację finansową strefy euro. Inflacja powinna dalej rosnąć w kierunku celu banku wynoszącego blisko 2%. Niemniej, nadal niepewna pozostaje skala spowolnienia gospodarki europejskiej.

W tym tygodniu rynki nadal uwagę kierować będą na informacje dot. amerykańskiej polityki handlowej. Niemniej równie ważna dla decyzyjności inwestorów będzie też publikacja protokołu z ostatniego posiedzenia Fed-u. Mając w pamięci, że w marcu brakowało tylko jednego głosu, aby przesunąć średnie oczekiwania na cztery podwyżki w tym roku, można spodziewać się bardzo jastrzębiego wydźwięku, umacniającego dolara do euro i innych głównych walut. W ub. tygodniu szef Fed J. Powell potwierdził zamiar dalszej normalizacji polityki pieniężnej podkreślając, że relatywnie niska dynamika płac wskazuje, że amerykański rynek pracy nie jest przegrzany. Obok mocnego minutes wsparciem dla waluty amerykańskiej mogą okazać się też środowe dane inflacyjne z USA, które będą zapewne wspierać oczekiwania na kolejne podwyżki stóp przez Fed. Rynek prognozuje, że bazowy CPI przyspieszy do 2,1% r/r. Silniejszy dolar może zaś oznaczać słabszego złotego, szczególnie, że zaplanowane na ten tydzień, oczekiwane mocno gołębie posiedzenie decyzyjne RPP nie będzie wspierało naszej waluty, podobnie jak piątkowa publikacja ostatecznych danych inflacyjnych za marzec. Tak więc, w perspektywie tygodnia złoty powinien się osłabić.

Na rynku stopy procentowej początek nowego tygodnia przyniósł dalsze spadki rentowności obligacji skarbowych. Polska krzywa dochodowości przesunęła się o blisko 5pb na swoim środku oraz dłuższym końcu. Przy braku publikacji ważniejszych danych, w poniedziałek kontynuowany był trend wspierający wyceny obligacji po niższej od oczekiwań wstępnej inflacji oraz umiarkowanej podaży na rynku pierwotnym w ubiegłym tygodniu. Piątkowy odczyt finalnego CPI dla Polski powinien mieć dla instrumentów dłużnych mniejsze znaczenie od flasha, jednak pokaże on źródła zmiany CPI. W tym kontekście, wtorkowe dane z Węgier oraz Czech mogą wskazać, czy rzeczywiście w regionie CEE doszło do spowolnienia inflacji bazowej.

Za utrzymaniem się rentowności obligacji skarbowych na relatywnie niskich poziomach w najbliższym czasie przemawia również sytuacja w strefie euro. Niemieckie 10-letnie Bundy notowane są obecnie w okolicy 0,50%, blisko 30pb niżej od tegorocznego szczytu. Gorsze nastroje dotyczące wzrostu gospodarczego w strefie euro, reprezentowane przez ostatnie odczyty indeksów PMI znajdują również swoje potwierdzenie w indeksie zaufania inwestorów Sentix, który w kwietniu zanotował spory spadek w stosunku do marca. Umiarkowany optymizm inwestorów w połączeniu z obawami o rozpoczęcie wojen handlowych wzmaga popyt na bezpieczne aktywa, wspierając wyceny obligacji skarbowych.

Spokojny początek tygodnia w oczekiwaniu na minutes Fed i dane inflacyjne z PolskiAutorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Czy dolar amerykański straci pozycję króla?

Prawdziwa dominacja dolara amerykańskiego rozpoczęła się 22 lipca 1944 roku, tuż po zakończeniu konferencji z Bretton Woods. W trakcie konferencji zapadły bardzo ważne decyzje, dolar amerykański został oparty o parytet złota. Parytet został ustalony na 35 dolarów amerykańskich. Warto również wspomnieć, że była to wyższa cena złota wyrażona w dolarach niż wcześniej ustalono, ponieważ w 1900 roku został ustalony na 20,67 USD.

O co chodziło? W skrócie każda waluta mogła być wymieniona na złoto, które Stany Zjednoczone pozyskały przez wielki eksport towarów do Europy. Na samym początku np. walutę X wymieniano na USD, po to aby walutę amerykańską wymienić na złoto. Jako, że każdy był przekonany, że dolar amerykański nie jest wydmuszką, tylko walutą zbudowaną na złocie, to musiał też być najbezpieczniejszą walutą na świecie. Dzięki temu waluta zyskała prawdziwy status waluty rezerwowej.

Parytet złota został porzucony w 1971 roku. Dlaczego? Stany Zjednoczone przez wszystkie lata wydrukowały zbyt dużo dolarów, które nie miały pokrycia w złocie. Dolary popłynęły do Europy, gdzie ludzie zdali sobie sprawę, co się dzieje. Duże państwa jak np. Francja zaczęła masowo wymieniać dolary na złoto, w długim terminie system nie mógł się utrzymać. USD stał się walutą płynną.

Jednak idąc dalej, Stany Zjednoczone musiały zabezpieczyć przyszłość waluty rezerwowej. W taki sposób został stworzony petrodolar. Pod pojęciem petrodolar kryje się wielka moc, jest to system, w którym handel na praktycznie wszystkich surowcach odbywa się za pomocą dolara amerykańskiego. Dlatego każdy go potrzebuje i w ten sposób popyt na USD jest zagwarantowany. Jednak teraz po raz kolejny Stany Zjednoczone staną przed wyzwaniem.

Chiny – tykająca bomba dla USD?

Jak ostatnio poinformowała agencja informacyjna Bloomberg Chiny stały się największym importerem ropy naftowej na świecie. Dzienny import wynosi powyżej 8 milionów baryłek dziennie.

Crude-Buying Kings

Nic takiego by się nie stało, gdyby Chiny dalej wykorzystywały USD w zakupie ropy naftowej. Aczkolwiek władze chińskie postanowiły wprowadzić do obrotu PetroYuana, czyli kontrakty terminowe na ropę naftową denominowaną w Yuanie.

PetroYuan

Źródło: Bloomberg

Łącząc powyższe informacje jest to prawdziwy cios dla USD. Historia już nieraz pokazała, że nic nie trwa wiecznie i być może po raz kolejny na świecie nadejście przetasowanie kart. Być może, jednak jest to długoterminowe zjawisko, poniżej zamieszczono również globalne waluty rezerwowe od 1450 roku.

reserve currency since

Źródło: Business Insider

Jak widać nic nie trwa wiecznie i każda waluta wcześniej czy później traciła status globalnej waluty rezerwowej. Czy w przypadku USD będzie tak samo?

Jeżeli tak, to do Stanów Zjednoczonych zacznie napływać bardzo dużo USD, co wywołałoby inflację. Strata statusu waluty rezerwowej byłaby także jednoznaczna z wyprzedażą większości USD przez państwa utrzymujące rezerwy w walucie amerykańskiej, dolar amerykański straciłby na wartości prawdopodobnie 30-40 procent. Należy pamiętać, że tak duże zmiany nie następują z dnia na dzień.

Dział Analiz Admiral Markets

Coraz tańsze OC dla kierowców

Według rankomat.pl w I kwartale 2018 r. średnia cena OC komunikacyjnego wynosiła w Polsce 738 zł i była o mniej więcej 4% niższa niż w kwartale poprzednim, w którym zresztą również mieliśmy do czynienia ze spadkiem. Czy ta korzystna dla kierowców tendencja ma szanse się utrzymać?

W ubiegłym kwartale najwięcej za OC płacili tradycyjnie mieszkańcy woj. dolnośląskiego, pomorskiego i mazowieckiego. Najniższe ceny były z kolei w woj. podkarpackim, opolskim oraz świętokrzyskim.

„Ubezpieczyciele biorą pod uwagę bardzo wiele elementów, ustalając ceny OC. Każdy robi to w trochę inny sposób. Jednym z ważniejszych czynników jest liczba szkód występujących w danym województwie. Składają się na nią gęstość zaludnienia, liczba samochodów na tysiąc mieszkańców, a nawet jakość dróg” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Tomasz Masajło, dyrektor marketingu i e-commerce w rankomat.pl.

Wydaje się, że obecne spadki cen OC są pochodną gwałtownych podwyżek z lat 2016–2017. Czy jest szansa, że podobne obniżki będziemy obserwować także w najbliższych miesiącach? Trudno powiedzieć. Dwa kwartały to na pewno zbyt krótko, by mówić o jakiejś trwałej tendencji spadkowej.

Rośnie pozycja polskich portów na przeładunkowej mapie Europy. Gdańsk inwestuje w infrastrukturę i liczy na przejęcie części klientów portów niemieckich

Rośnie pozycja polskich portów na przeładunkowej mapie Europy. Gdańsk inwestuje w infrastrukturę i liczy na przejęcie części klientów portów niemieckich 3

600 mln zł zainwestuje Port w Gdańsku w dwa wielkie projekty, realizowane przy pomocy środków z Unii Europejskiej. Pomogą one przyciągnąć nowych kontrahentów w akwenie Morza Bałtyckiego, który jest najszybciej rozwijającym się obszarem morskim na Starym Kontynencie. Przeładunki w polskich portach rosną m.in. dzięki dobrej koniunkturze gospodarczej.

Pierwszy kwartał 2018 roku w przeładunkach był bardzo dobry. W styczniu przeładowaliśmy ponad 4 mln ton towarów i był to kolejny miesiąc z takim wynikiem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Osowski, wiceprezes zarządu ds. infrastruktury Zarządu Morskiego Portu Gdańsk. – Najszybciej w porcie w Gdańsku rozwijają się przeładunki drobnicy skonteneryzowanej, paliw, węgla oraz nowych grup ładunkowych, których dawno nie było w Gdańsku, a mianowicie drewna.

W 2017 roku przez port w Gdańsku przewinęło się ponad 40,6 mln ton ładunków. To ponad dwa razy więcej niż dziesięć lat wcześniej. Rośnie też znaczenie Portu Gdańsk dla polskich przeładunków morskich. W latach 2015–2016 udział wynosił już 46 proc. zarówno pod względem ilościowym, jak i wartościowym. W styczniu w porcie przeładowano 4,19 mln ton, dobrze ponad jedną dziesiątą tego, co przez cały ubiegły rok.

Liczymy, że do końca 2018 roku przeładunki będą rosły. Być może będzie to zakłócone minimalnie przez rozkręcający się program inwestycji i pewne zakłócenia występujące na nabrzeżach, niemniej jednak wierzymy, że będzie to kolejny doskonały rok dla gdańskiego portu – przekonuje Marcin Osowski. – W Polsce perspektywy [dla transportu morskiego – red.] są naprawdę dobre. Modernizując nieustannie infrastrukturę, właściwie gonimy rosnący popyt. W Europę moim zdaniem takiej dużej dynamiki nie będzie, natomiast pozytywny trend wzrostowy powinien zostać utrzymany w najbliższych latach.

Morze Bałtyckie jest najszybciej rozwijającym się akwenem w Europie. W porównaniu z rokiem 2001 jego obroty morskie w 2015 roku wzrosły o ponad 55 proc., podczas gdy w wypadku Morza Północnego było to niespełna 30 proc., Atlantyku – mniej niż 20 proc., a Morza Śródziemnego – nieco ponad 15 proc.

Z kolei w rankingu portów na Bałtyku Gdańsk zajmuje szóste miejsce, wyprzedzając Rygę, Rostock, Szczecin-Świnoujście i Lubekę. Dominują trzy porty rosyjskie, a stolicę województwa pomorskiego wyprzedzają jeszcze Göteborg oraz Kłajpeda. Najwyższą, drugą pozycję miał Gdańsk w zakresie przewozów kontenerowych, ustępując tylko Sankt Petersburgowi (dane za 2016 rok).

Pod koniec marca port podpisał umowy w ramach dotacji unijnych na dwa duże projekty inwestycyjne. Pierwszy z nich to pogłębienie toru wodnego z przebudową nabrzeży w Porcie Wewnętrznym, a drugi to modernizacja sieci drogowo-kolejowej w Porcie Zewnętrznym. Łączna wartość tych inwestycji to ok. 600 mln zł, z czego 85 proc. zostało dofinansowane z UE.

Pozycja polskich portów rośnie. Jest to wynikiem dobrej koniunktury gospodarczej i inwestycji w infrastrukturę, natomiast ten potencjał jeszcze nie jest do końca wykorzystany. Liczymy na to, że odbierzemy – głównie portom niemieckim – to, co należy do naszego naturalnego zaplecza, czyli transport do Polski i krajów Europy Środkowej – zakłada wiceprezes portu. – Jeżeli chodzi o kierunki eksportowe, to oczywiście jest to nasz kraj, jak i kraje naszego bezpośredniego zaplecza, czyli Białoruś, północna Ukraina, Słowacja, Czechy, nawet część Węgier, a jeżeli chodzi o import, to głównie daleka Azja, Singapur, Chiny, Korea Płd. i być może nowe kierunki, jak np. USA.

Największym partnerem handlowym Portu Gdańsk w 2015 roku spoza Unii była Rosja (49 proc.), drugie miejsce zajmowały Norwegia i Chiny bez Hongkongu (po 8 proc.), a potem Izrael (7 proc.) oraz Singapur, Maroko i Korea Południowa (po 4 proc.)

DS chce konkurować z największymi graczami na rynku SUV-ów. Swój nowy model w tym segmencie będzie sprzedawać w specjalnej sieci salonów

DS chce konkurować z największymi graczami na rynku SUV-ów. Swój nowy model w tym segmencie będzie sprzedawać w specjalnej sieci salonów 4

Bez wielkich kampanii reklamowych, za to ze specjalnie zaprojektowaną siecią sprzedaży, która wykorzystuje najnowsze technologie – marka DS wprowadza na polski rynek DS 7 Crossback, swojego flagowego SUV-a z kategorii premium, który ma konkurować z BMW X1 czy Audi Q3. Model ma dwa wyróżniki – oryginalny design w wersji francuskiej i wnętrze naszpikowane multimediami oraz wszystkimi technologicznymi nowinkami, jakie są obecnie dostępne w segmencie premium.

– Rynek SUV-ów, w którym plasujemy nasz model DS 7 Crossback, jest tym segmentem, który rozwija się najprężniej. Widzimy masową tendencję przesiadania się klientów z sedanów klasy premium właśnie na samochody SUV, które zapewniają zupełnie inne doznania. Jest to w tej chwili moda, która przychodzi do nas z rynków zagranicznych. Dziś liczy się przede wszystkim ten segment – u wielu producentów to są główne sprzedające się modele – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Gacek, brand manager marki DS Automobiles.

Moda na crossovery i SUV-y ma się w najlepsze już kolejny rok z rzędu. W 2015 roku stały się najchętniej kupowanymi samochodami w Europie i obecnie blisko co czwarte auto, które opuszczają fabryki, należy do tego segmentu. Sprzedaż SUV-ów napędza europejski rynek motoryzacyjny (w listopadzie ub.r. osiągnęły w nim rekordowy udział sięgający 31,9 proc.). Według szacunków Automotive News Europe w 2020 roku poziom sprzedaży takich aut sięgnie już 2 mln sztuk (wzrost z 1,8 mln w 2017 roku). Luksusowe SUV-y również w Polsce cieszą się rosnącą popularnością.

W rynkowy trend chce mocniej wpisać się DS Automobiles, marka premium Grupy PSA, najmłodsza w jej portfolio. Na targach Motor Show w Poznaniu – najważniejszej wystawie motoryzacyjnej w Polsce – brand zaprezentował swój flagowy model DS 7 Crossback.

– Bezpośrednią konkurencją samochodu marki DS 7 Crossback są samochody z segmentu C premium, czyli takie auta jak BMW X 1, Audi Q3, Lexus NX i pozostałe modele producentów, którzy produkują tego rodzaju samochody. Pozycjonujemy ten samochód w klasie premium, o czym świadczą chociażby jakość wykonania, technologie użyte w naszym modelu, a także szereg elementów wyposażenia – mówi Krzysztof Gacek.

DS 7 Crossback ma umocnić pozycję marki w segmencie premium i jednocześnie wyznaczać kierunek i styl dla kolejnych, produkowanych przez nią samochodów. Flagowy SUV DS ma dwa wyróżniki – pierwszym jest oryginalny design, à la française. Samochód ma być uosobieniem luksusu, stąd wnętrze zaprojektowane tak, żeby przypominało minisalon, oraz ekskluzywne detale.

Drugi wyróżnik to technologie – model jest naszpikowany innowacjami, multimediami i wszystkimi technologicznymi nowinkami, jakie są obecnie dostępne w segmencie premium. Szereg aplikacji zapewnia dostęp do internetu, nawigacji satelitarnej, która w czasie rzeczywistym informuje o pogodzie czy korkach na trasie, oraz obsługi smartfona za pośrednictwem Apple CarPlay czy MirrorLink.

– Ten samochód może być w pełni połączony ze wszystkimi systemami komórkowymi, które dzisiaj występują na rynku – mówi Krzysztof Gacek.

Wnętrze samochodu wyposażono m.in. w wysokiej jakości system hi-fi, który umożliwia podłączenie nawet czternastu głośników. System DS active scan skanuje drogę przed samochodem, przekazuje informacje do komputera głównego, a następnie automatycznie dostosowuje zawieszenie do warunków drogowych.

– To powoduje to, że kierowcy odczuwają właściwy komfort w danych warunkach drogowych – jednocześnie czują podłoże, ale i komfort z jazdy. Dodatkowo, z nowinek technologicznych mamy dwa bardzo duże,12-calowe ekrany, z których jeden jest umieszczony w miejscu zegarów, do dyspozycji kierującego samochodem. Na dużym wyświetlaczu znajdą się wszystkie informacje, np. płynące z systemu Night Vision o pojawiających się zagrożeniach na drodze, także z systemu nawigacji. Można go konfigurować w dowolny sposób – wylicza Krzysztof Gacek.

Flagowy DS 7 Crossback będzie sprzedawany poprzez specjalnie zaprojektowaną i stworzoną od podstaw sieć sprzedaży. W tym roku pojawią się w Polsce cztery butikowe salony DS Store i DS Salon – w Warszawie, Krakowie, Katowicach oraz Łodzi. W przyszłym roku dołączą Poznań, Trójmiasto, Szczecin i Wrocław. Sprzedaż będzie prowadzona wielokanałowo – co oznacza, że auto będzie można wybrać online i dokończyć proces zakupu w salonie. Nowością na miarę XXI wieku jest możliwość personalizacji i skonfigurowania swojego samochodu w wirtualnej rzeczywistości – w technologii DS Virtual Vision.

– W tej chwili model jest wprowadzany na rynek. Nie robiliśmy wielkich kampanii. Bardziej skupiamy się na konstrukcji sieci sprzedaży, otwieraniu nowych salonów, przeszkoleniem sprzedawców, czyli nad przygotowaniem sprzedaży samochodu we właściwy sposób, we wszystkich lokalizacjach, w których będą otwarte DS Store’y. Czeka nas duża praca w tym roku. Co miesiąc będziemy dorzucali nowe punkty dystrybucji. Opinie i informacje, które płyną z tych już funkcjonujących, pokazują że zainteresowanie klientów jest duże – mówi brand manager DS.

W domowych finansach rządzą kobiety. To one lepiej planują wydatki i zarządzają domowym budżetem

W domowych finansach rządzą kobiety. To one lepiej planują wydatki i zarządzają domowym budżetem 5

Lepsza znajomość cen produktów sprawia, że większa odpowiedzialność za zakupy codzienne spoczywa na kobietach – wynika z raportu „Polka – strażniczka domowego budżetu” przygotowanego przez platformę MAM. W postawach Polaków widać jednak łagodną wojnę płci na polu finansowego rozsądku i planowania budżetu. Więcej pieniędzy do domu zazwyczaj przynoszą panowie – to efekt tego, że wciąż istnieją jeszcze duże różnice w zarobkach kobiet i mężczyzn.

– Z badań przeprowadzonych przez platformę MAM wynika, że kobieta rządzi w polskim domu i budżecie. 60 proc. kobiet wskazało na siebie, wśród mężczyzn 35 proc. wskazało na siebie i odebrali tę rolę paniom. W naszym badaniu zadaliśmy te same pytania i kobietom, i mężczyznom. Dlatego widzimy w tym temacie wojnę płci pod względem tego, jak postrzegają to obie strony – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Monika Kamińska, manager ds. PR platformy MAM.

Z raportu „Polka – strażniczka domowego budżetu” przygotowanego przez platformę MAM wynika, że delikatną wojnę płci widać też w ocenie rozsądnego zarządzania budżetem. Ponad połowa kobiet twierdzi, że to ich domena, tylko 7 proc. wskazuje mężczyzn. Panowie oceniają to jednak nieco inaczej – 32 proc. wskazuje na samych siebie, jedynie 17 proc. – na kobiety. Jednocześnie 39 proc. pań i 47 proc. mężczyzn ocenia, że płeć nie ma w tym zakresie większego znaczenia.

– O finansach w polskim domu decydują w zasadzie małżonkowie i partnerzy wspólnie, dlatego że zarówno kobiety i mężczyźni wskazują w 47 proc. na współdecydowalność o wydatkach domowych. Co ciekawe, do 300 zł partnerzy nie pytają się o zasadność wydatków. Te pytania i wspólne podejmowanie decyzji pojawia się powyżej tej kwoty, najczęściej w okolicy 1 tys. zł – wskazuje Monika Kamińska.

Przy mniejszych kwotach to panowie są przekonani o własnej decyzyjności (40 proc.). Jednocześnie jednak nieco ponad 36 proc. pań wskazuje na siebie. Gdy w grę wchodzą większe wydatki, do ok. 1 tys. zł, nieco częściej samodzielną decyzję podejmują kobiety. Większość pokłada też wiarę we własną płeć w zakresie konsekwencji w realizacji założonych planów budżetowych (połowa kobiet i co trzeci mężczyzna) lub w równość płci (odpowiednio 28 i 37 proc.).

– W kluczowych pytaniach o odpowiedzialność i planowanie panie wskazują na siebie, obniżając tutaj wartość swoich partnerów. Mężczyźni podobnie – wskazują na siebie jako na bardziej odpowiedzialnych i zaradnych, obniżając wartość pań. Bardzo dobrą tendencją jest to, że coraz więcej osób bez względu na zamieszkanie, liczbę dzieci, stan majątkowy wskazuje na wspólne decyzje w zakresie odpowiedzialności, planowania i zarządzania budżetem – zauważa Kamińska.

To panie wykazują zaś większy rozsądek w zakresie wydatków. Mężczyźni częściej sięgają po produkty impulsywnie, bez zastanowienia, paniom zdarza się to zdecydowanie rzadziej, choć jednocześnie są wobec siebie bardziej krytyczne. To panów częściej niż kobiet dotyczy problem zadłużania się.

– Zapytaliśmy kobiety i mężczyzn o znajomość cen produktów w danych kategoriach oraz o to, kto tak naprawdę je kupuje. Okazało się, że to kobiety kupują produkty i znają ich ceny w takich kategoriach, jak chemia, odzież, obuwie, żywność, leki, produkty dla dzieci, produkty dla zwierząt czy opłaty comiesięcznych rachunków. Panowie świetnie znają ceny samochodów, używek, produktów z kategorii turystyka, hobby, ale już nie do końca tych wydatków bieżących – mówi Kamińska.

Jak wskazuje ekspertka, pod względem zarządzania budżetem polski dom odbiega od zachodniego. W dużej mierze to kwestia różnicy w zarobkach. Luka płacowa w zarobkach kobiet i mężczyzn sięga w Polsce blisko 20 proc., a dysproporcje w wynagrodzeniach są widoczne na wszystkich szczeblach kariery, niezależne od wielkości przedsiębiorstwa i stażu pracy – wynika z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń na zlecenie Sedlak & Sedlak. Co trzecia kobieta wskazuje mężczyznę jako główną osobę utrzymującą gospodarstwo domowe, przy ponad połowie mężczyzn. Tyle samo panów przyznaje, że zdarzało im się utrzymywać partnerkę, przy 30 proc. kobiet, które deklarowały, że utrzymywały partnera.

– W większości domów europejskich wszystkie decyzje związane z budżetem domowym zapadają wspólnie, a to dlatego, że zarobki obu płci są dość wyrównane. Natomiast w Polsce widzimy różnicę między zarobkami mężczyzny a kobiety i sami nasi ankietowani w badaniu wskazywali na to, że to mężczyźni przynoszą więcej pieniędzy do domu, czyli jednak jest ten podział dość mocno widoczny w zarobkach. W Europie już takiego podziału i takiej przepaści nie ma – podkreśla Monika Kamińska.

Branża eventowa rośnie w siłę. Polska ma coraz lepszą infrastrukturę, a polskie agencje renomę za granicą

Branża eventowa rośnie w siłę. Polska ma coraz lepszą infrastrukturę, a polskie agencje renomę za granicą 6

Branża eventowa w Polsce jest coraz bardziej profesjonalna i coraz częściej doceniana za granicą. Rośnie też jej przełożenie na krajową gospodarkę. Do 2021 roku w Polsce zaplanowanych jest już 150 dużych konferencji o międzynarodowej randze. Bolączką event marketingu są jednak standardy, które odbiegają od zagranicznych, oraz  procedury dotyczące organizacji przetargów na takie usługi.

Branża eventowa w Polsce mocno się rozwija. Jeszcze 5–7 lat temu mówiliśmy, że raczkujemy. Teraz ta branża dojrzewa, dynamizuje się. Dbamy – w ramach stowarzyszeń i organizacji – żeby była ona dobrze postrzegana także po drugiej stronie, przez naszych klientów. Chcemy, żeby docenili fakt, że event marketing jest bardzo ważnym narzędziem w całej strategii marketingowej. Bardzo wiele badań pokazuje, jak ważny jest dla naszej gospodarki i ile ona z niego czerpie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marta Dunin-Michałowska, prezes Stowarzyszenia Branży Eventowej.

Przemysł spotkań w Polsce z jednej strony się rozwija, z drugiej – profesjonalizuje. Świadczą o tym zarówno duże, spektakularne realizacje eventowe, jak i międzynarodowe wyróżnienia (np. ubiegłoroczna prestiżowa nagroda Global Eventex Awards 2017 dla projektu Verva Street Racing). Event marketing – narzędzie promocji i budowania wizerunku marki – jest coraz bardziej doceniany jako profesjonalne narzędzie biznesowe, a na rynku obok profesjonalnych agencji eventowych działają też instytucje, stowarzyszenia, konkursy i media dedykowane tej branży.

Coraz większe jest też jej przełożenie na gospodarkę. Według raportu „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce 2016”, opracowanego przez Poland Convention Bureau Polskiej Organizacji Turystycznej – przemysł spotkań przynosi polskiej gospodarce ponad 1,57 mld zł i tworzy ponad 30 tys. miejsc pracy w skali całego kraju. W 2015 roku odbyło się blisko 34 tys. wydarzeń biznesowych, w których wzięło udział prawie 7 mln gości. Najwięcej w Warszawie, Krakowie i w Gdańsku. Przełożenie branży MICE na gospodarkę to też 13,9 mln noclegów w hotelach, 122 mln zł wydatków na usługi kulturalno-rekreacyjne i koszty związane z transportem oraz ponad 1 mld zł wydany na usługi gastronomiczne w 2015 roku. Branża eventowa pociąga też za sobą rozwój turystyki i rynku nieruchomości komercyjnych (inwestycje w powierzchnie konferencyjno-hotelowe).

– Jest dużo firm, które niczym nie odstają od firm i agencji międzynarodowych. Dbamy o to, żeby nasz kraj był rozpoznawalny, pokazujemy, że mamy odpowiednią infrastrukturę. Promujemy naszą branżę w Polsce i za granicą, żeby przyciągać do kraju eventy międzynarodowe. Polski rynek jest do tego przystosowany – mamy coraz więcej lokalizacji, w ostatnim okresie powstało przecież bardzo dużo pięknych, dużych miejsc, w których można organizować eventy. Jest bardzo duży potencjał – mówi Marta Dunin-Michałowska.

Z ubiegłorocznego raportu POT wynika, że do 2021 roku w Polsce zaplanowanych jest już 150 dużych konferencji o międzynarodowej randze. Prezes Stowarzyszenia Branży Eventowej ocenia również, że koncepcyjnie, kreatywnie i digitalowo nie ma dużej różnicy pomiędzy tym, co organizują agencje w Polsce, a duże agencje międzynarodowe.

Nie jesteśmy wcale ani gorsi, ani słabsi niż branża eventowa poza Polską i nie mamy się czego wstydzić. Wręcz przeciwnie. Są jednak pewne standardy, które chcielibyśmy wprowadzić w Polsce i edukujemy rynek w tym kierunku. Chodzi m.in. o współpracę pomiędzy klientem a agencjami oraz pomiędzy podwykonawcami. Za granicą mamy też o wiele więcej czasu na montaż. Montaż na jakiś duży event trwa nawet tydzień, a w Polsce mamy zawsze bardzo mało czasu, co wiąże się na przykład z tym, że musimy pracować po nocach – mówi Marta Dunin-Michałowska.

Kluczową różnicą między polskim a międzynarodowym rynkiem są jednak standardy dotyczące przetargów. W 2016 roku na polskim rynku rozpisano ponad 650 przetargów, z których 20 proc. w ogóle nie zostało rozstrzygniętych. Na ich przygotowanie agencje przeznaczyły ponad 130 mln zł. Koszty przygotowania przetargów – zwłaszcza tych nierozstrzygniętych – obciążają agencje, a ostatecznie przekładają się również na ceny dla klientów. Dlatego w listopadzie branża stworzyła Białą Księgę Komunikacji Marketingowej, która ma ustandaryzować dotychczasowe praktyki.

Walczymy, żeby za naszą kreację, za przygotowanie konceptu, było wynagrodzenie uwzględniane w przejrzystych kosztorysach. To podstawy, których nie ma w Polsce. Jeśli nasza praca będzie opłacana, to mniej agencji będzie startowało w przetargach, bo klient będzie musiał cenić naszą pracę. W tym momencie zdarzają się jeszcze przetargi, do których zapraszanych jest po 10–11 agencji, ale jeśli klient będzie wiedział, że on za ofertę będzie musiał zapłacić, wtedy wybierze tylko trzy – mówi prezes Stowarzyszenia Branży Eventowej.

Dobre wino – fakty i mity

Co to znaczy „dobre wino”? Czy „dobre wino” musi być drogie? Czy coraz bardziej popularne nakrętki oznaczają gorsze jakościowo trunki? W końcu, czy wina butelkowane w Polsce to alkohol gorszej jakości? I co z nie cieszącą się dobrą sławą siarką? Fakty potwierdzają, a z mitami dotyczącymi napojów winiarskich rozprawiają się eksperci ze Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa.

Definicja

Mówiąc najkrócej, dobre wino to taki trunek, który przede wszystkim smakuje konsumentowi. – Tylko zadowoleni klienci  wracają na półkę w poszukiwaniu tego, co wzbudziło ich  emocje i pozytywne doznania podczas degustacji – mówi Grzegorz Bartol, prezes firmy Bartex.-  Aby to osiągnąć,  trzeba konsumenta  pierwszy raz  przyciągnąć atrakcyjnym opakowaniem, finezyjną butelką czy nowatorskim zamknięciem – dodaje.

Swoją definicję dobrego wina ma także Jakub Nowak, prezes firmy Jantoń:  – to takie, które otrzymane jest z najwyższej jakości surowców i z przestrzeganiem najlepszych praktyk produkcyjnych/enologicznych, ale przede wszystkim dopasowane do potrzeb konsumenta bo to on dokonuje wyboru.

– O tym, że wino jest słabe może świadczyć jego płaskość, brak struktury, słaby aromat i niewyraźny smak. Czasami  wino ma tylko jedną wyraźną cechę np. ma tylko wysoką kwasowość, lub przeciwnie, jest tylko słodkie. Wtedy mówimy o braku równowagi, co źle o nim świadczy – uszczegóławia Witosław Stępień, Dyrektor Marketingu i PR Domu Wina.

Cena a jakość

Cena trunku to wypadkowa kilku czynników. Posadzenie i utrzymanie winnicy, koszty transportu, ceł, akcyzy, magazynów, reklamy, dystrybucji, marż handlowych –  wszystko to wpływa na finalną cenę produktu. – Dobre wino uzyskuje się z krzewów, które dają niski plon – tłumaczy Witosław Stępień z Domu Wina. – Dojrzewanie wina wymaga czasu, co oznacza zamrożenie środków, czasami na kilka lat. Oczywiście ten proces można uprościć, winogrona wziąć z winnic stawiających na dużą wydajność, a samo wino wysyłać do krajowych dystrybutorów w cysternach, tak aby obniżyć koszt transportu w butelkach.

Ale – jak zaznacza Jakub Nowak z firmy Jantoń – nie oznacza to, że wina ze „średniej półki” nie mogą być bardzo dobre. – Dla przykładu, wina z nowego świata cechuje świetny stosunek jakości do ceny ze względu na stabilny i powtarzalny klimat, gdzie w innych regionach świata pogoda w danym roku ma ogromny wpływ na jakość i cenę – mówi Jakub Nowak.W szerokiej ofercie  win w cenach  do 25 zł  na półce sklepowej znajdziemy dużo dobrych win w różnych kategoriach smakowych – dodaje Grzegorz Bartol.

Mity

Związek Pracodawców Polska Rada Winiarstwa od lat walczy z mitem dotyczącym gorszej jakości win butelkowanych w Polsce. Wiele osób wciąż uważa, że butelkujący są nieuczciwi, np. rozcieńczają trunki.  – Zakłady zrzeszone w ZP PRW dysponują najnowocześniejszym sprzętem, nadzorowanym przez świetnie wyposażone laboratoria. To wszystko znajduje potwierdzenie w międzynarodowych certyfikatach  typu HACCP, BRC, IFS. Polskie rozlewnie nierzadko wygrywają też międzynarodowe przetargi na usługę rozlewu dla dużych sieci handlowych. Ostatnio obserwowany rozwój winiarstwa gronowego w Polsce wpisuje się w tę tendencję. Nie wyobrażam sobie, abyśmy wozili polskie wina gronowe do rozlewu w innym kraju, tylko dlatego aby walczyć z mitem – komentuje Grzegorz Bartol, prezes firmy Bartex.

Warto dodać, że blisko połowa win na świecie jest już butelkowana poza miejscem wytworzenia, a bliżej miejsca sprzedaży. Takie wina kupowane są przez odbiorców w Anglii, Francji czy Skandynawii. Nie dość, że tendencja ta nie ma wpływu na jakość wina, to jeszcze niesie korzyści dla konsumenta. Bo dzięki obniżeniu kosztów transportu, polskie firmy mogą pozwolić sobie na import  trunków z całego świata, a konsument może je nabyć w niewygórowanej cenie.

Kolejnym mitem dotyczącym win jest ten związany z siarką. Pokutuje bowiem przeświadczenie, iż posiadają ją napoje winiarskie wątpliwej jakości. – Od ponad dekady na butelkach obligatoryjnie zamieszcza się informację o obecności  siarczynów i uważny konsument może przekonać się , że adnotacja taka znajduje się na winach niezależnie od ich ceny – zauważa Magdalena Zielińska, Prezes Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa. – Siarkowanie wina jest zabiegiem koniecznym do prawidłowego przeprowadzenia fermentacji, dojrzewania, rozlewu i zapewnienia stabilności wina w butelce. Dopuszczalne ilości S02 precyzyjnie regulują  przepisy  i  są to dawki bezpieczne, wielokrotnie niższe od poziomu, który może działać na organizm toksycznie. Warto zauważyć, że nawet na etykietach win organicznych znajdziemy adnotację o obecności siarczynów. Przed laty, zupełnie niesłusznie, wina owocowe były posądzane o  zawartość niebezpiecznych ilości związków siarkowych, mimo że dopuszczalny w Polsce dodatek był znacznie niższy niż przypadku niektórych wysokojakościowych win gronowych .

Sporo wątpliwości budzą także bardzo popularne ostatnio nakrętki. Czy dobre wino zawsze musi mieć korek? Sprawę wyjaśnia Witosław Stępień z Domu Wina: – Obydwa zamknięcia, tj. korek naturalny i zakrętka nadają się do zastosowania w wysokiej jakości winach. Współczesne zakrętki są w stanie także dopuszczać minimalne ilości tlenu do butelki, pozwalając winu dojrzewać, są przy tym bezpieczniejsze, bo ryzyko zarażenia TCA jest w ich przypadku bliskie zeru (choć i korki są o wiele lepsze niż przed laty). Najgorszym jakościowo rodzajem zamknięcia wina jest korek silikonowy – jego stosowanie ma sens jedynie przy bardzo prostych i tanich winach przeznaczonych do bardzo szybkiego spożycia (maks. 1 rok). Wśród korków syntetycznych istnieją wszakże wyjątki (np. Nomacork) – najlepsze i najdroższe z nich stosowane są wysokojakościowych win z powodzeniem.

Peugeot rozszerza ofertę w segmencie D i kombivanów. W tym roku zapowiada kolejne dwie nowości

Peugeot rozszerza ofertę w segmencie D i kombivanów. W tym roku zapowiada kolejne dwie nowości 7

Nowy Peugeot 508, prezentowany podczas poznańskich Motor Show, ma pozwolić francuskiemu koncernowi umocnić swoją pozycję w segmencie D, czyli aut klasy średniej. To segment, który odpowiada mniej więcej za 10 proc. sprzedaży w Europie, a za 20 proc. w Polsce. Drugą tegoroczną nowością Peugeot jest Rifter, czyli kombivan, następca Partnera Tepee. Ofensywa produktowa marki nie zatrzymuje się. W 2019 roku zaprezentujemy co najmniej dwie nowe pozycje w naszej gamie – zapowiada Jacek Trojanowski, dyrektor marki Peugeot w Polsce.

 Na targach Motor Show w Poznaniu prezentujemy dwie nowości w naszej gamie. Pierwszą z nich jest Peugeot 508, samochód, który miał swoją premierę miesiąc temu w Genewie, gdzie został uznany za wydarzenie i rewelację targów. To samochód z segmentu samochodów klasycznych, ale łamie całkowicie te schematy, ponieważ jest mieszanką różnych stylów: sedana, hatchback, coupé – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Trojanowski, Dyrektor Marki Peugeot w Polsce.

Po tym, jak marka pojawiła się z nowym modelem na targach w Genewie, Peugeot 508 już był określany jako jeden z najładniejszych samochodów segmentu D. Model ma zupełnie nową konstrukcję i sylwetkę. Zastosowano w nim też szereg nowych rozwiązań technologicznych, m.in. system Night Vision, wcześniej dostępny tylko w samochodach luksusowych, który w gorszym oświetleniu czy ciemności jest w stanie dostrzec przeszkodę na drodze, np. pieszych czy zwierzęta.

W Polsce jest już dostępna limitowana wersja nowego Peugeot 508 – First Edition.

– Ten model występuje w dwóch wersjach – z silnikiem benzynowym o mocy 225 koni i dieslem o mocy 180 koni mechanicznych. Obydwa silniki pracują z automatyczną, 8-biegową skrzynią biegów – wymienia Trojanowski. – Na wersję First Edition przyjęliśmy już 20 zamówień, jeszcze zanim klienci mieli możliwość obejrzenia samochodu.

Przód nowego Peugeot 508 z pionowymi, opalizującymi światłami LED o charakterystycznym układzie jest zainspirowany samochodem koncepcyjnym Peugeot Instinct. Tył wyróżnia się lśniącą, czarną, poziomą listwą, która łączy tylne światła z diodami LED 3D o ostrej, charakterystycznej dla najnowszych modeli marki linii. Zastosowanie drzwi bez obramowania podkreśla charakter coupé, a pomysłowo rozwiązana klapa ułatwia dostęp do bagażnika.

Wnętrze kabiny z deską rozdzielczą zapożyczoną z samochodu koncepcyjnego Exalt. Peugeot i-Cockpit składa się z kompaktowej kierownicy z podwójnym spłaszczeniem, wysokiej rozdzielczości ekranu dotykowego 10” z siedmioma przełącznikami typu Toggle Switch oraz zegarów w polu widzenia drogi z cyfrowym ekranem o przekątnej 12,3”. Kierowca może wybrać tryb jazdy (Eco, Sport, Comfort lub Normal). System Peugeot i-Cockpit dostarcza na co dzień stymulujących wrażeń z jazdy i jest niezwykle intuicyjny w obsłudze.

W Peugeot 508 zastosowano technologie najnowszej generacji. Większość silników benzynowych Puretech 180, 225 KM i wysokoprężnych BlueHDi 130, 160 i 180 KM jest oferowanych z automatyczną 8-stopniową skrzynią biegów EAT8. Zawieszenie o zmiennej i sterowanej elektronicznie sile amortyzacji (dostępne w zależności od wersji) i wielowahaczowa oś tylna zapewniają równowagę pomiędzy dynamiką, komfortem i bezpieczeństwem.

Pakiet Peugeot Connect obejmuje nawigację 3D online z TomTom Traffic i rozszerza możliwości nawigacji, bezpieczeństwa i serwisu.

– Drugą z naszych nowości jest Peugeot Rifter, czyli następca Partnera Tepee. Peugeot miał zawsze dobrą pozycję w tym segmencie. Ten samochód nie jest nową generacją, a zupełnie nowym samochodem. Został zbudowany na nowej płycie podłogowej, aby zmienić podejście do tego typu samochodów. Jest samochodem, który dołącza stylistycznie i koncepcyjnie do naszej gamy SUV-ów i również po raz pierwszy w tym segmencie pojawia się rozwiązanie Peugeot i-Cockpit – wskazuje Dyrektor Marki Peugeot w Polsce.

Nowy Peugeot Rifter wpisuje się w stylistykę najnowszych modeli marki i zwraca uwagę sylwetką przypominającą SUV-y. Te zaś w Polsce cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. Z raportu PZPM i KPMG wynika, że w 2017 roku sprzedaż małych SUV-ów i crossoverów przekroczyła 125,7 tys. sztuk, przy 98,4 tys. rok wcześniej. Od ponad dwóch lat SUV-y są najchętniej wybieranymi samochodami w Europie. Jak podkreśla Jacek Trojanowski, na rynku jest miejsce zarówno dla SUV-ów, jak i dla nowoczesnych modeli z segmentu D, których sprzedaż w Polsce w ubiegłym roku sięgnęła 48 tys.

– SUV-y to zarówno w Polsce, jak w Europie najbardziej dynamicznie rozwijający się segment. Nie zmienia to faktu, że segment D jest stabilny, w Europie stanowi 10–13 proc. rynku, a w Polsce 20 proc. Zależy, czy weźmiemy pod uwagę tylko samochody tzw. popularne, czy również te z klasy premium. Jest miejsce dla tego typu nowości i Peugeot 508 jest pomiędzy tymi samochodami popularnymi i premium – ocenia Jacek Trojanowski.

SUV-y Peugeot 2008, 3008 oraz 5008 pojawiły się w na poznańskich targach w serii specjalnej Crossway. Jak podkreśla Jacek Trojanowski, Peugeot w swojej strategii stawia na jakość technologii i wykończenia pojazdów, dynamiczny styl i bezpieczeństwo. Marka zapowiada dalszą ofensywę produktową na rynku.

– W 2019 roku czekają nas znów co najmniej dwie nowe pozycje w naszej gamie. Jeden z modeli będzie rozszerzeniem gamy modelu Peugeot 508, drugi pojawi się w segmencie, który jest jednym z największych segmentów na rynku, nie tylko polskim – mówi Jacek Trojanowski.

Pracodawcy chcą ustawy imigracyjnej. Miałaby ona ułatwić zatrudnianie cudzoziemców nie tylko ze Wschodu, lecz także z krajów arabskich

Pracodawcy chcą ustawy imigracyjnej. Miałaby ona ułatwić zatrudnianie cudzoziemców nie tylko ze Wschodu, lecz także z krajów arabskich 8

Od początku 2018 roku w Polsce obowiązuje nowa ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Ma ona ułatwiać zatrudnienie cudzoziemców spoza UE i Europejskiego Obszaru Gospodarczego i kontrolować przyjeżdżające do Polski osoby. Tymczasem pracodawcy postulują wprowadzenie ustawy imigracyjnej i ściąganie pracowników nie tylko z Ukrainy, lecz także z krajów arabskich. Bez tego trudno będzie zaspokoić zapotrzebowanie firm na nowe kadry. Już teraz niektóre z nich rezygnują z kontraktów, ponieważ ze względu na brak rąk do pracy nie będą w stanie ich realizować.

– Od 1 stycznia mamy zmiany w ustawie dotyczące zatrudnienia cudzoziemców z państw trzecich, nową formułę zezwolenia na pracę sezonową, wynikającą z dyrektywy sezonowej, mamy też w dalszym ciągu ten system uproszczeń, tzw. oświadczeniowy, dla obywateli sześciu państw, czyli Ukrainy, Rosji, Gruzji, Armenii, Mołdawii i Białorusi – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Stanisław Szwed, sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. – Te zmiany z jednej strony mają ułatwiać zatrudnienie, z drugiej strony mają ten system uszczelnić, żebyśmy wiedzieli, że osoby, które do nas wjeżdżają, nie są dla nas zagrożeniem.

Oprócz tego, że przy zatrudnianiu cudzoziemców zmieniają się formularze pozwoleń i oświadczeń, weszły w życie zmiany dotyczące pracowników sezonowych. Teraz nie mogą oni być zatrudniani do prac np. rolnych czy budowlanych na oświadczenie, lecz za pozwoleniem powiatowego urzędu pracy, nieco innym niż to na pracę niesezonową. Zezwolenie takie będzie wydawane na pracę przez dziewięć miesięcy w ciągu kolejnych dwunastu miesięcy. Jego warunkiem będzie wynagrodzenie takie samo jak minimalne dla polskiego obywatela na analogicznym stanowisku oraz zaświadczenie od starosty o braku bezrobotnych z Polski o odpowiednich kwalifikacjach na lokalnym rynku pracy. Natomiast na oświadczenie będzie można nadal zatrudnić obywateli wymienionych sześciu państw do sześciu miesięcy w ciągu następnego roku.

– Potrzeba nam do tych prac szczególnie pracowników niewykwalifikowanych. W ubiegłym roku w tzw. krótkoterminowej czy oświadczeniowej procedurze pracodawcy zgłosili zapotrzebowanie na ponad 1,8 miliona osób, a wjechało do naszego kraju 1,1 miliona osób. Do tego są również kwestie związane z zezwoleniami na pracę, pobyty stałe, które są wydawane przez urzędy wojewódzkie – było ich ponad 250 tys. w ubiegłym roku – podkreśla wiceminister pracy. – Szacujemy, że około 1,5 miliona obywateli z państw trzecich jest dzisiaj na naszym rynku pracy.

W 2017 roku wydano 235,6 tys. pozwoleń na pracę obcokrajowców, na oświadczenie natomiast przyjechało pracować 1,8 mln osób. Najwięcej w obydwu grupach było Ukraińców – odpowiednio 192,5 tys. oraz 1,7 mln. Spośród osób, które otrzymały pozwolenia na pracę, najwięcej, bo ponad 72 tys., dotyczyło robotników przemysłowych i rzemieślników, 66,6 tys. było pracowników wykonujących proste prace, a ponad 50,7 tys. – operatorów i monterów maszyn i urządzeń. W przypadku zarejestrowanych oświadczeń do prac prostych zatrudniono niemal milion osób.

– Dzisiaj brakuje pracowników. To rezultat wielu zjawisk zachodzących na rynku polskim i europejskim – mówi Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club. – W wielu regionach kraju różne firmy sygnalizują, że muszą rezygnować z nowych kontraktów, ponieważ nie mogą ich realizować ze względu na brak ludzi do pracy. Trzeba stworzyć lepsze warunki dla imigrantów, zwłaszcza tych wykwalifikowanych, którzy przyjechaliby na dłuższy czas i podjęli pracę.

Podkreśla, że bardzo istotna jest rola państwa i wprowadzenie takiego systemu, który pozwalałby na szybkie załatwienie zezwolenia na pracę. Według nowych przepisów o pracy sezonowej ma to być siedem dni roboczych. Tak samo ważne jest rozmawianie na forum unijnym, by niektóre kraje nie blokowały dostępu do swojego rynku Polakom, zgodnie z obowiązującym w UE swobodnym przepływem ludzi. Nasi politycy powinni również zdaniem szefa BCC przejawiać inicjatywę na forum międzynarodowym, by wprowadzane zmiany pomagały w pozyskaniu pracowników.

– Demograficzne zmiany, które dziś zachodzą i które przyniosą niezbyt korzystne skutki, muszą być zmianami, które kontrolujemy. Zmniejszy się liczba pracowników i ludzi przygotowanych do wykonywania pracy, zwiększy się liczba emerytów i rencistów, których państwo de facto utrzymuje – przekonuje Marek Goliszewski. – Musimy przyjąć ustawę migracyjną, która otworzy drzwi dla imigrantów. Nie tylko dla Ukraińców, bo oni przyjeżdżają tylko na krótki czas, lecz także dla imigrantów z innych państw, nawet z krajów arabskich, bo można tam znaleźć wykwalifikowanych ludzi, którzy nie są terrorystami. Musimy bardzo szeroko spojrzeć na problem zatrudnienia w Polsce pod kątem migracji, ale nie tylko ze Wschodu, lecz także z Południa.

Polska jednym z największych rynków e-sportu. Tegoroczne finały Intel Extreme Masters przyciągnęły do Katowic prawie 170 tys. fanów

Polska jednym z największych rynków e-sportu. Tegoroczne finały Intel Extreme Masters przyciągnęły do Katowic prawie 170 tys. fanów 9

E-sport przestał być niszą – obecnie to jeden z najszybciej rosnących segmentów rozrywki. W Polsce jest już ok. 2,8 mln entuzjastów wirtualnych rozgrywek, a grono fanów zawodowych graczy niejednokrotnie bywa większe niż w przypadku gwiazd piłki nożnej czy siatkówki. W naszym kraju odbywa się również jedna z najważniejszych imprez e-sportowych na świecie. Tegoroczne finały Intel Extreme Masters w katowickim Spodku przyciągnęły w sumie blisko 170 tys. fanów.

 E-sport, podobnie jak tradycyjny sport, to bardzo poważny biznes. Chodzi przede wszystkim o widzów. Powołajmy się na przykład piłki nożnej. Ludzie uwielbiają oglądać rozgrywki na murawie. W e-sporcie jest dokładnie tak samo. Wiele osób gra i rywalizuje ze sobą, ale jest też wielu ludzi, którzy kibicują, którzy uwielbiają oglądać mecze. Ta grupa odbiorców rośnie bardzo szybko – mówi agencji Newseria Biznes Maurits Tichelman z Intela.

Wirtualny sport jest jednym z najszybciej rosnących segmentów rynku rozrywki. Z raportu opublikowanego w grudniu przez Newzoo i Esports Bar wynika, że w Polsce jest ponad 1086 zawodników i aż 2,8 mln fanów e-sportu, co generuje roczne obroty w wysokości około 2,5 mld zł. W ubiegłym roku polscy e-sportowcy zarobili ponad 23 mln zł. Polska jest jednym z najważniejszych rynków dla sportów elektronicznych, obok Niemiec, Hiszpanii i Szwecji. E-sport i gaming przestały być niszowe już kilka lat temu, a – jak prognozują autorzy raportu – do 2020 roku ten rynek osiągnie pełną dojrzałość.

– Ostatnie szacunki mówią o tym, że rynek e-sportu będzie wart 900 mln dol. w 2018 roku. To są duże kwoty,  rynek rośnie rok do roku w szybkim tempie. Intel mocno inwestuje w tę branżę i blisko współpracuje ze społecznością graczy, by zaoferować im najlepsze możliwe rozwiązania – mówi Maurits Tichelman.

Jak podkreśla, wbrew stereotypowi wirtualny sport nie jest domeną młodszego pokolenia i nastolatków zamkniętych w cyfrowym świecie. Według Newzoo 42 proc. mężczyzn i 36 proc. kobiet grających w gry to osoby w wieku powyżej 21 lat. Natomiast widzowie e-sportu to najczęściej osoby w wieku 21–35, zatrudnione na stałe i dobrze zarabiające.

Polska to istotny rynek na światowej mapie esportu i gamingu. Według Newzoo 16 mln Polaków gra w gry na różnych platformach. To szczególnie duży rynek jeśli chodzi o gry PC – w regionie EMEA Polska jest jednym z największych jeśli chodzi o sprzedaż sprzętu komputerowego przeznaczonego do grania. Niemal 3 mln Polaków śledzi rozgrywki e-sportowe, a w Katowicach od kilku lat rozgrywane są finały jednego z najważniejszych e-sportowych turniejów na świecie – Intel Extreme Masters. W trakcie tegorocznego IEM katowicki Spodek odwiedziło 169 tys. fanów gier komputerowych. Podczas pierwszego weekendu IEM 2018, w szczytowym momencie, rozgrywki w grze DOTA 2 śledziło aż 2,2 mln widzów online.

– Katowice są dziś globalną stolicą e-sportu. Intel Extreme Masters są bardzo popularne w Polsce, a kraj ten jest czwartym pod względem wielkości rynkiem w regionie EMEA jeżeli chodzi o komputery dla graczy. Wiele lokalnych firm tworzy nowatorskie rozwiązania dla branży gamingowej. Organizowane od sześciu lat IEM przynosi nie tylko satysfakcję nam i firmie ESL, lecz także stanowi istotny bodziec dla rozwoju lokalnych firm związanych z branżą i lokalnej gospodarki – mówi Maurits Tichelman.

Maurits Tichelman obecne stanowisko w Intelu zajmuje od początku grudnia, ale z Intelem związany jest od przeszło 28 lat. Obecnie odpowiada za sprzedaż i marketing na obszarze od Islandii na północy do Madagaskaru i RPA na południu (z wyłączeniem Wielkiej Brytanii, Niemiec i Rosji).

– Region ten jest bardzo zróżnicowany, więc praca tu jest bardzo ekscytująca. Każdy z tych krajów ma własną specyfikę. Z jednej strony mamy Polskę, Europę Wschodnią, z drugiej Hiszpanię czy Włochy, a jeszcze dalej Bliski Wschód i Afrykę. To jest wielka mieszanka kultur, różnych klientów i różnych możliwości dla Intela – mówi Maurits Tichelman.

Różnica pokoleń w miejscu pracy – szansa na rozwój i duże wyzwanie dla pracodawcy

Znalezienie i przyciąganie talentów to wielkie wyzwanie dla rekruterów w organizacji. Coraz częściej specjaliści od HR muszą tworzyć zespoły, w skład których wchodzą zarówno osoby na dorobku, jak i bardziej doświadczeni pracownicy. Połączenie młodzieńczej fantazji z rozwagą i doświadczeniem, może uwolnić w firmie dodatkowy potencjał. Przykładem może być branża IT.

Infografika_roznica_pokolen_w_miejscu_pracyWspółpraca pomiędzy przedstawicielami różnych generacji stanie się dla działów HR przedsiębiorstw jednym z najważniejszych wyzwań w najbliższych latach. Wszystko spowodowane jest wszechobecną cyfrową transformacją, która sprawia, że przedstawiciele poszczególnych pokoleń zupełnie inaczej postrzegają wybór pracodawcy oraz swoje obowiązki. Według danych PwC, 69 proc. firm w Europie Środkowo-Wschodniej jest w trakcie zmiany strategii działów HR, co ma docelowo poprawić skuteczność przyciągania talentów do organizacji. Jedną z branż, gdzie już obserwuje się integrację różnych grup wiekowych, jest sektor IT.

Cyfrowa transformacja wymaga, aby zdobywać nowe umiejętności i poszerzać swoje kwalifikacje. Doskonale sprawdzić może się tu wymiana doświadczeń. Młodsze pokolenie często oczekuje od swoich starszych koleżanek i kolegów pomocy oraz przekazywania wiedzy, która pozwoli na poszerzanie kompetencji. Poza tym każdy wnosi do projektu coś „ekstra”, co może przesądzić o jego sukcesie – mówi Katarzyna Szydłowska, Business HR Director w intive.

Wielopokoleniowość jako szansa na rozwój organizacji

Zatrudnienie pracowników w różnym przedziale wiekowym tworzy doskonałą mieszankę zainteresowań, osobowości oraz umiejętności, dając firmie szansę na dynamiczny rozwój. Siła takiego wielopokoleniowego zespołu tkwi w otwartej komunikacji i konstruktywnym dialogu. Coraz częściej natomiast odchodzi się od tradycyjnego podziału na linii „mistrz-uczeń”.

Ważne jest, aby różnorodność pokoleniowa była postrzegana jako możliwość wzrostu kreatywności i efektywności pracy całego zespołu projektowego. Zaletą takiego  podejścia jest lepsza atmosfera w miejscu pracy oraz wzmocnienie zaufania w zespole. Kiedy zespół wie, że może na sobie polegać i dobrze się rozumie, jest zdolny do tworzenia coraz lepszych projektów. To z kolei przekłada się na realizację ambitnych celów i korzystniejszy wizerunek firmy na rynku.

– Kluczem do sukcesu okazać może się skuteczna organizacja i niestandardowe działania prowadzone przez pracodawcę. Czasami najprostsze pomysły, takie jak cykliczne spotkania integracyjne mogą sprawić, że atmosfera w firmie sprzyjać będzie współpracy. Na bazie naszych doświadczeń możemy powiedzieć, że wszystkie pokolenia chętnie prowadzą ze sobą dialog. Osoby z większym stażem dzielą się wiedzą z młodszymi pracownikami. Jednocześnie młodzi pracownicy dostają dużo swobody w pracy projektowej co zwiększa ich poczucie odpowiedzialności przed resztą zespołu – argumentuje Katarzyna Szydłowska.

Młodość i doświadczenie – mieszanka wybuchowa

Wbrew pierwszemu wrażeniu, zarówno młodych pracowników, jak i tych doświadczonych bardzo wiele cech łączy i często mają oni podobne oczekiwania wobec pracodawcy. Wspomniana już przyjazna atmosfera w miejscu pracy, możliwość zdobycia doświadczeń od innych, czas na zaadoptowanie się do nowej sytuacji, elastyczność czasu pracy, to rzeczy, które sprawiają, że pracownik będzie czuł się w firmie potrzeby i dowartościowany.

Potwierdza to Adam Książek, Junior QA Engineer w intive. – Dzięki współpracy ze starszym pokoleniem mam możliwość nauki praktycznej oraz teoretycznej od osób, które mają doświadczenie w niejednym projekcie. Takie osoby chętnie pomagają nowym pracownikom, dzięki czemu łatwiej jest się zaklimatyzować i czerpać przyjemność z tworzenia nowych projektów.  

Coraz rzadziej młodsze pokolenia angażują się wyłączenie w zwykłe „naśladownictwo” i bierne przyswajanie informacji. Widzą to również menadżerowie, którzy coraz częściej dają pracownikom większe możliwości kreatywne i decyzyjne, co wpływa na zmianę ich podejścia do obowiązków i zwiększa ich poczucie odpowiedzialności za powierzone zadania. A wszystko zaczyna się już na etapie rekrutacji.

W jaki sposób firmy IT rekrutują pracowników z różnych pokoleń?

Rynek rekrutacji zmienia się w ostatnich miesiącach niezwykle dynamicznie. Obecnie mamy do czynienia z sytuacją, którą można nazwać „rynkiem pracownika”. Wpływ na taki stan rzeczy ma rosnące PKB, spadające bezrobocie oraz rosnące wynagrodzenia i zapotrzebowanie na pracowników. Działy HR muszą więc szukać coraz to nowych form dotarcia do potencjalnych pracowników, co dotyczy również branży IT.

Wyłonienie odpowiedniego kandydata w branży IT wymaga m.in. optymalizacji działań w mediach społecznościowych. Ogłoszenie zamieszczane na portalach pracy są coraz mniej efektywne, zwłaszcza w przypadku rekrutacji młodszych pracowników. Dzisiaj liczą się ogłoszenia profilowane pod konkretne grupy wiekowe i niestandardowe kampanie – mówi Katarzyna Szydłowska.

Pamiętać należy również o tym, że całość przekazywanych wartości oraz celów, stawianych przed przyszłymi pracownikami, powinna być dostosowana do każdego pokolenia, zmienić może się jedynie kanał dotarcia. Wyzwań przed jakimi stają przedsiębiorstwa w związku z różnicą pokoleń w miejscu pracy, będzie cały czas przybywać, stąd wypracowanie odpowiedniej formy komunikacji i współpracy w zespole, może okazać się kluczowe dla sukcesu organizacji.

Napięcia na linii USA – Chiny kierują rynkami

Ubiegły tydzień upłynął pod dyktando kontynuacji napięć na linii USA-Chiny. Państwa prześcigają się w ogłaszaniu coraz większych wzajemnych restrykcji handlowych. W czwartek Donald Trump zapowiedział rozważenie nałożenia kolejnych ceł o wartości 100 mld dolarów. Razem z poprzednio ogłoszonymi ograniczeniami przeważająca część chińskich produktów eksportowanych do USA byłaby obłożona cłami. Państwo Środka zapewne nie pozostanie dłużne i dojdzie do kolejnych ruchów. Wszystkie te informacje wpływają na notowania największych globalnych indeksów. Amerykańskie indeksy znalazły się pod kreską. S&P500 stracił w przeciągu tygodnia -1,38%, DJIA -0,71%, a indeks giełdy Nasdaq skurczył się aż o -2,10%. W Europie notowania zostały zakończone przed największymi spadkami giełd amerykańskich w piątek, stąd indeksy osiągnęły lepsze wyniki. Niemiecki DAX zyskał w skali tygodnia 1,19%, francuski CAC40 wzrósł o 1,76%, a brytyjski FTSE100 osiągnął 1,80% stopy zwrotu.

W minionym tygodniu na polskim parkiecie zagościły wzrosty. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał 2,01%, indeks największych spółek WIG20 2,19%, a indeksy mniejszych i średnich spółek sWIG80 i mWIG40 wzrosły o odpowiednio 0,39% i 2,21%.

W tym tygodniu w Polsce w środę decyzję w sprawie wysokości stóp procentowych podejmie Rada Polityki Pieniężnej. W czwartek poznamy finalny odczyt inflacji CPI, a w piątek opublikowane zostaną dane o bilansie handlowym oraz inflacji bazowej. Na globalnych rynkach również zapowiada się ciekawy tydzień. Z najważniejszych publikacji we wtorek poznamy odczyt inflacji PPI z USA, w środę inflacji CPI i PPI z Chin, inflację CPI ze Stanów Zjednoczonych oraz opublikowane zostaną zapiski z posiedzenie FOMC. W czwartek najistotniejszym odczytem będzie produkcja przemysłowa ze strefy euro.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

Połączenie Orlenu z Lotosem nadal wywołuje niepokój wśród inwestorów

Nie wiadomo w jaki sposób rząd chce połączyć Orlen z Lotosem, to niepokoi inwestorów. To widać w codziennych zmianach na GPW kursu akcji obu spółek.

Pierwsza reakcja była taka, że wzrósł kursu Lotosu. To dość typowa sytuacja przy transakcjach M&A rośnie kurs firmy mniejszej, czyli przejmowanej.

Jednak, gdy okazało się, że to nie będzie transakcja wykupywania jednej firmy przez inną, kursy akcji obu firm zmieniał się w sposób raczej spekulacyjny.

– Nie wiadomo jaki jest plan co do sposobu połączenia obu firm. To niepokoi inwestorów i mści się na kursach akcji obu spółek – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

W 2018 r. polskie lotniska obsłużą nawet do 45 mln pasażerów

W minionym roku liczba pasażerów obsłużonych przez polskie porty lotnicze wzrosła aż o ok. 18% r/r, co było drugim najlepszych wynikiem na świecie. W 2018 r. wzrost będzie na poziomie ok. 12% – oznacza to, że lotniska w Polsce odprawią ok. 45 mln podróżnych – wynika z analizy ekspertów PwC „Dalszy wzrost na polskim niebie. Prognozy dla rynku lotniczego 2018”.

Zdaniem ekspertów PwC polska branża lotnicza wykazuje jeden z największych potencjałów wzrostu spośród wszystkich europejskich rynków. Potwierdzeniem tego są liczby – w 2015 r. polskie porty lotnicze obsłużyły ponad 30 mln pasażerów, w 2016 r. było ich już ponad 34 mln, a rok temu ok. 40 mln. Wzrost w 2017 r. wyniósł aż 18%, co jest drugim najlepszym wynikiem na świecie (po Rumunii). Skalę rozwoju wyraźnie pokazuje liczba odprawionych podróżnych w Polsce w 2004 r., która wynosiła niecałe 9 mln.

Niekwestionowanym liderem pod względem liczby pasażerów w poprzednim roku było lotnisko Chopina w Warszawie, które zanotowało 23% wzrost (15,7 mln osób). Dobrze radziły sobie także inne porty regionalne: Katowice (+21%; 3,89 mln), Wrocław (+18%; 2,86 mln) oraz Kraków (+17%; 5,84 mln).

Według naszych prognoz w tym roku liczba pasażerów na polskich lotniskach znacząco się zwiększy, bijąc zeszłoroczny rekord. Mówimy tu o ok. 12% wzroście, co oznacza ok. 45 mln podróżnych. – Michał Mazur, partner w PwC, lider zespołu ds. transportu i logistyki oraz Drone Powered Solutions

Z danych zebranych w raporcie PwC wynika, że ruch pasażerski na świecie przez najbliższe 20 lat będzie rozwijał się szybciej niż gospodarka światowa, osiągając wzrost na poziomie 4,4% średniorocznie. Liderami wzrostu będą rynki rozwijające się, głównie azjatyckie, gdzie średnioroczny wzrost do 2036 roku wyniesie 6,7% dla Bliskiego Wschodu oraz 5,6% dla Azji i Pacyfiku. Rynek europejski w tym samym okresie będzie rozwijał się nieco wolniej niż rynek światowy, ze względu na dynamikę europejskiego PKB, która wyniesie 1,7% średniorocznie względem światowego wzrostu na poziomie 2,8%.

Nowe modele biznesowe linii lotniczych

Dzięki utrzymującym się niskim cenom paliwa oraz zmianom w modelach biznesowych sytuacja finansowa większości przewoźników w Europie stale się poprawia. Podstawą modeli biznesowych w coraz większym stopniu jest dywersyfikacja przychodów, co istotnie wpływa na poprawę marży wpływami z tzw. działalności dodatkowej. Ich średni udział w ogólnej strukturze przychodów przewoźników lotniczych na świecie osiągnął w 2017 roku ponad 10%. Najważniejszymi źródłami dodatkowych przychodów są opłaty za nadbagaż, sprzedaż pokładowa, czy sprzedaż innych usług związanych z podróżą (m.in. opłaty za rezerwacje hoteli). Przewoźnikami o największym udziale tej kategorii przychodów są tak zwane tanie linie lotnicze, gdzie podstawowa taryfa jest często relatywnie niska, natomiast duży strumień przychodów generowany jest poprzez oferowanie dodatkowych usług. Wysoki udział dodatkowych przychodów posiada m.in. obecny na polskim rynku Wizz Air – ponad 30%.

Autorzy raportu PwC podkreślają, że udział przewoźników niskokosztowych w Europie stale rośnie i wynosi obecnie 43%. Co istotne, oprócz zwiększenia udziału tanich linii w ruchu wewnątrzeuropejskim, wzrasta też liczba tanich połączeń na trasach długodystansowych. Na przykład udział tanich połączeń ze strony przewoźników takich jak m.in. Norwegian, Eurowings czy Wow Air, na trasie Europa – Ameryka Północna w minionym roku zanotował istotny wzrost i zwiększył swój udział z ok. 7% do poziomu 9,5% wszystkich połączeń na tym kierunku.

Dobra sytuacja finansowa, w tym wzrost marż przewoźników lotniczych, przekłada się na zwiększenie aktywności w obszarze fuzji i przejęć. Obserwujemy coraz większą aktywność inwestorów finansowych, co jest bardzo pozytywnym sygnałem jeśli chodzi o ocenę perspektyw branży, w tym dalszy rozwój naszego narodowego przewoźnika. Dodatkowo, rozdrobnienie na rynku przewozów lotniczych Europy Środkowo-Wschodniej stwarza okazję do większej konsolidacji w regionie, a to oznacza dodatkowe szanse dla takich graczy jak LOT. – Michał Szyk, wicedyrektor w dziale doradztwa biznesowego PwC

Koncepcja Centralnego Portu Komunikacyjnego

Eksperci PwC zwracają uwagę, że spośród dużych unijnych krajów, tylko Polska i Rumunia nie posiadają dużego hubu lotniczego. Ich zdaniem czynniki takie jak wielkość aglomeracji warszawskiej, dogodne położenie geograficzne oraz fakt pełnienia funkcji stołecznej jasno wskazują na konieczność dalszego zwiększenia przepustowości portów obsługujących Warszawę.

Wybrana lokalizacja CPK w Baranowie spełnia parametry sprawdzone w innych europejskich miastach i nie przekracza dystansu 50 km od miasta, co jest graniczną odległością dla tego typu inwestycji. Dodatkowo, na korzyść tej lokalizacji przemawia to, że lotnisko będzie znajdowało się w bezpośredniej bliskości A2 oraz  północnego końca centralnej magistrali kolejowej.

W Europie Środkowo-Wschodniej jest rynkowa przestrzeń na powstanie dużego portu lotniczego pełniącego rolę międzynarodowego hubu. Dobre skomunikowanie samochodowe, a w szczególności kolejowe Centralnego Portu Komunikacyjnego uwolni dalszy potencjał ruchu lotniczego, zarówno krajowego, jak i z całego regionu. Liczne przykłady zagraniczne oraz zainteresowanie CPK przez potencjalnych inwestorów i operatorów wskazują na możliwość pozyskania środków na inwestycje z wielu źródeł – z uwzględnieniem instytucji międzynarodowych i prywatnych inwestorów. – Agnieszka Gajewska, partner w PwC, lider zespołu ds. finansowania projektów inwestycyjnych oraz sektora publicznego w Europie Środkowo-Wschodniej

W tym roku przychody z esportu przekroczą po raz pierwszy miliard dolarów

Czy esport to wciąż jedynie rozrywka dla pasjonatów gier komputerowych czy już poważna część biznesu sportowego? Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte dynamiki rozwoju sportu elektronicznego nie można lekceważyć, co zauważają również koncerny z branży TMT inwestujące w ten segment. W 2018 roku przychody z tytułu wydarzeń i relacji na żywo związanych z esportem przekroczą w skali globalnej po raz pierwszy miliard dolarów. Najszybciej rynek ten rozwija się w Chinach i Ameryce Północnej.

Miliard dolarów to wciąż niewielki odsetek przychodów, które wygenerują wydarzenia i transmisje sportowe dyscyplin tradycyjnych. Według najnowszego raportu Deloitte „TMT Predictions” w 2018 roku będą to 33 mld dolarów. Najwyższe przychody spodziewane są w związku z zakończonymi niedawno Igrzyskami Olimpijskimi w Korei Południowej i odbywającymi się w czerwcu Mistrzostwami Świata w piłce nożnej w Rosji. Jak wyliczają eksperci Deloitte najpopularniejsze dyscypliny sportowe na świecie, a tym samym przyciągające największe zainteresowanie kibiców i sponsorów, to piłka nożna, rugby i baseball.

Popularność esportu rośnie

– W dalszym ciągu niewiele osób wie, o co chodzi w esporcie. Nie rozumieją, że rywalizacja graczy komputerowych może przyciągać fanów i pieniądze, ale to już stało się faktem. Jednocześnie kibice przeceniają obecny rozmiar rynku, wierząc, że roczne przychody liczone są już w miliardach dolarów i porównując go do sportów tradycyjnych. Do tego jeszcze daleka droga – mówi Marcin Diakonowicz, Partner, Lider Sports Business Group, Deloitte. Dziś duże wydarzenie esportowe może przyciągnąć 40 tys. osób oglądających na żywo i dziesiątki milionów oglądających go w sieci. – Esport będzie się sukcesywnie rozwijał, a wraz z tym będzie również rosła ranga imprez – dodaje.

W tym roku nie zabraknie jednak imprez, które przyciągną kibiców esportu. Na początku marca zakończył się Intel Extreme Masters World Championship Katowice 2018, który po raz kolejny przyciągnął sporą grupę kibiców. Przed nami jeszcze chociażby rozgrywki Dota 2 International, które odbędą się w sierpniu. Pula nagród zeszłorocznej edycji to prawie 25 mln dolarów. Również w obszarze gier sportowych szykują się ciekawe wydarzenia w tym nowa odsłona FIFA Interactive World Cup pod nową nazwą FIFA eWorld Cup. Dla klubów sportowych jest to nie tylko okazja do wygenerowania dodatkowych przychodów, ale też wzmocnienia swojej globalnej marki. Co ważne rozgrywki esportowe zostały włączone do programu odbywających się w Chinach w 2022 roku Igrzysk Azjatyckich.

Przychody z reklam i treści premium

Dynamika wzrostu esportu w ostatnich latach jest imponująca. Jeszcze w 2015 roku przychody w skali globalnej z tego tytułu wynosiły 325 mln dolarów, w tym roku ma być już miliard dolarów. Tylko w Niemczech szacuje się, że przychody z esportu w 2018 roku wyniosą 90 mln euro, w 2019 roku będzie to 110 mln, a w kolejnym 130 mln euro. Struktura przychodów w esporcie jest bardzo podobna jak w sporcie tradycyjnym. Są to przede wszystkim najszybciej rozwijające się sponsoring i wpływy komercyjne, a także wpływy z biletów oraz zawartości premium. Zgodnie z badaniem Deloitte pt. „Continue to Play” w Niemczech 16 proc. kibiców w wieku od 25 do 34 lat jest w stanie zapłacić za dodatkowe treści wysokiej jakości.

W 2016 roku kibice komputerowych rozgrywek spędzili łącznie sześć miliardów godzin, śledząc wydarzenia z tym związane. Było to pięć razy więcej niż w 2010 roku. Połowę tego czasu przed komputerami spędzili widzowie z Chin. Jednocześnie należy pamiętać, że liczba sześciu mld godzin odpowiada jedynie 5,33 dniom transmisji na żywo w USA. W ESL (Electronic Sports League), czyli największej lidze esportowej na świecie, zrzeszonych jest ponad 6 mln zawodników, którzy tworzą ponad pół miliona drużyn. W 2015 roku liga ta została kupiona przez szwedzki koncern medialny Modern Times za 87 mln dolarów.

Opłacalna inwestycja

Już w 2014 roku w esport zainwestował Amazon, który za niemal miliard dolarów kupił największą na świecie platformę do rozgrywek esportowych Twitch. Oficjalne statystyki opublikowane przez Twitch za 2017 rok prezentują dobrą sytuację platformy. Użytkownicy w 2017 roku obejrzeli ponad 355 mld minut transmisji, co oznacza wzrost o 21 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Z kolei dziennie w 2017 roku serwis odwiedzało ponad 15 mln widzów. Niemniej konkurencja ze strony YouTube Gaming, czy nowych rozwiązań, jak chociażby niedawno powstała platforma Caffeine, która już rozpoczęła współpracę z firmą ESL, pokazuje, że nadal pozostaje miejsce dla nowych graczy w tym sektorze – Firmy technologiczne i medialne zwracają baczną uwagę na esport, zarówno pod względem możliwości rozwoju i dywersyfikacji przychodów, ale również dlatego, że trafiają w ten sposób do wąskiej i pożądanej grupy demograficznej – mówi Radosław Kubaś, Partner w dziale Konsultingu, Deloitte.

Aż 75 proc. kibiców esportu to osoby w wieku od 18 do 34 lat. W większości są to mężczyźni (raport Deloitte „TMT Predictions 2016. E-Sport: bigger and smaller than you think”). Z kolei z badania Deloitte przeprowadzonego na rynku niemieckim wynika, że świadomość co do tego, czym jest esport maleje wraz z wiekiem. W grupie osób od 14 do 18 lat termin ten i jego znaczenie zna 45 proc. ankietowanych. W grupie respondentów powyżej 65 lat odsetek ten maleje do 7 proc.

Esport w Polsce

Tempo wzrostu odbiorców esportu w Polsce jest imponujące. Według prognoz przedstawionych w raporcie firmy PayPal i SuperData, w 2018 roku liczba unikalnych widzów będzie bliska 850 tys. i wzrośnie o 29 proc. rok do roku. Co więcej, to najlepszy wynik spośród ośmiu krajów przedstawionych w raporcie. Jesteśmy w momencie bardzo dynamicznego rozwoju. W dużej mierze wynika to z wykorzystania twórczości youtuberów i streamerów do promowania turniejów, drużyn i eventów. Na dodatek atrakcyjność medialna esportu jest skumulowana tylko w komunikacji digitalowej – mówi Wojciech Jeznach, członek zarządu Fantasy Expo. PGL Major w Krakowie w momencie szczytowej oglądalności na Twitchu obserwowało 105,9 tys. widzów, średni kontakt widza z transmisją wyniósł 2 godziny i 43 minuty, a pula nagród sięgnęła miliona dolarów. – Po wejściu do ramówek telewizyjnych przekroczymy kolejny próg zainteresowania oraz możliwości generowania wzrostu dochodów – dodaje.

Columbus Energy S.A. kontynuuje przeniesienie notowań na GPW i przekłada plany oferty publicznej

Columbus Energy S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, będąca liderem rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce, złożyła do KNF aktualizację Prospektu emisyjnego sporządzonego w celu ubiegania się o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie wszystkich akcji Spółki. Jednocześnie Spółka przekłada plany przeprowadzenia oferty publicznej akcji emisji serii G.

Emitent poinformował o złożeniu Prospektu emisyjnego wyłącznie w celu ubiegania się o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu akcji wszystkich serii na rynek regulowany GPW. Zarząd Spółki oczekuje, że zmiana rynku notowań zwiększy zainteresowanie inwestorów Spółką i pomoże w szybszym rozwoju oraz budowie wartości.

Jednocześnie Zarząd Spółki zamierza rekomendować Walnemu Zgromadzeniu Akcjonariuszy uchylenie podjętej Uchwały w sprawie przeprowadzenia oferty publicznej emisji akcji serii G.

„Podjęcie decyzji o przełożeniu nowej emisji akcji było możliwe dzięki ważnej zmianie w sposobie finansowania produktu Abonament na Słońce, gdzie Spółka wdrożyła model pełnego finansowania klientów bezpośrednio z finansowania zewnętrznego. Model ten pozwala na utrzymanie obecnej dynamiki wzrostu przychodów bez potrzeby angażowania środków własnych jak odbywało się to wcześniej.” – komentuje Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Spółki Columbus Energy S.A.

Columbus Energy S.A. osiągnęła w 2017 r. przychody na poziomie skonsolidowanym w wysokości 30,66 mln zł i miała 2,59 mln zł zysku na działalności operacyjnej, notując wyraźny wzrost wyników finansowych w ujęciu rok do roku. Spółka prowadzi działania prorozwojowe, których celem jest utrzymanie pozycji lidera w branży mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce. Emitent wprowadził do swojej oferty panele fotowoltaiczne monokrystaliczne „full black” w standardowej ofercie o podwyższonej mocy, które są mocnym przeskokiem technologicznym na rynku polskim.

Columbus Energy S.A. przeprowadziła w 2017 r. 4 emisje obligacji, pozyskując z nich łącznie ponad 11 mln zł. Środki te zostały przeznaczone na realizację montaży instalacji fotowoltaicznych. Wszystkie serie wyemitowanych obligacji zostały już wprowadzone do obrotu na rynku Catalyst.

W marcu br. Spółka wprowadziła do swojej oferty kolejne innowacje – Abonament Elastyczny. Nowe rozwiązanie pozwoli klientom indywidualnym oraz biznesowym na dopasowywanie instalacji do własnych potrzeb przy zachowaniu bardzo atrakcyjnego finansowania.

Łatwiej o pracę, wynagrodzenia dalej będą rosły

Średnio 2,5 miesiąca zajmuje obecnie Polakom znalezienie nowej pracy – tak wynika analizy Instytutu Badawczego Randstad.

Obecnie rynek pracy odczuwa brak pracowników Wzrost popytu na pracę wynika z wyraźnego przyspieszania wzrostu gospodarczego w 2017 roku. Z analiz NBP wynika, że mamy rekordowo wysoką liczbę wakatów, co oznacza, że zmiana pracy, szczególnie dla osób posiadających poszukiwane na rynku pracy kompetencje, jest stosunkowo łatwa. Tę tezę potwierdzają również wyniki badania. Osoby, które bez przeszkód znalazły nową pracę zdecydowanie przeważają liczebnie na tymi, dla których zmiana pracodawcy wiązała się z problemami (choć i tak finalnie znaleźli nowe zajęcie).

Coraz większe trudności z pozyskaniem pracowników powodują, że pracodawcy częściej oferują bardziej stabilne warunki zatrudnienia w ramach umów o pracę. Dla części pracujących w oparciu o kontrakty o charakterze krótkoterminowym, w tym umowy cywilnoprawne, możliwość uzyskania lepszych warunków zatrudnienia jest istotnym czynnikiem wpływającym na decyzję o zmianie pracodawcy.

Jak wynika z przeprowadzonych badań, wśród osób, które planują zmienić pracę w najbliższym czasie najczęściej wyrażanym oczekiwaniem jest wzrost wynagrodzeń i odpowiednia forma zatrudnienia. Dodatkowo, wiele osób, które zmieniły pracę uzyskało zatrudnienie spełniające wszystkie ich oczekiwania. To oznacza, że o ile tendencje na rynku pracy się utrzymają, to należy spodziewać się dalszego wzrostu wynagrodzeń, gdyż pracodawcy będą próbowali konkurować o najbardziej potrzebnych pracowników, skłonnych do zmiany pracy.

Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacji Lewiatan

Czekając na kolejne tweety Trumpa

Inwestorzy liczą po cichu na uspokojenie sytuacji związanej z wojną handlową między USA a Chinami. Piątkowe 2% spadki na giełdzie nie przełożyły się na ucieczkę kapitału do bezpiecznych przystani walutowych, czyli franka szwajcarskiego i jena. Zaskakująco dobra postawa złotego w obliczu zawirowań na rynkach. EUR/PLN w ważnym miejscu. USD/PLN i GBP/PLN poruszają się w kwietniu w wąskim paśmie wahań. Czynnik ryzyka dla złotego środowe posiedzenie RPP. W obliczu słabszej inflacji CPI musi ona zabrzmieć gołębio, co jest czynnikiem podażowym dla krajowej waluty.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 02.02.2017-26.03.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1651 3,5541 3,3690 4,6770
Maksimum 4,2380 3,6550 3,4550 4,8530

euro 09.04.2018W ostatnim czasie na rynkach tematem numer jeden zdecydowanie są starcia w wojnie handlowej między Chinami i USA. Tak naprawdę tylko od tego zależy sentyment na rynkach. Po piątkowych perturbacjach i kolejnej deklaracji Trumpa o możliwym zwiększeniu wprowadzanych ceł na towary o wartości nawet 100 mld USD na rynkach znów apetyt na ryzyko znacznie się zmniejszył. Trzeba jednak przyznać zawirowania związane z wojną handlową wywierają wpływ głównie na giełdy. Dlatego też patrząc na wykres EUR/PLN można by powiedzieć, że apetyt na ryzyko ma się dobrze. Kurs od końcówki marca kiedy to osiągnięty został poziom nieco powyżej 4,23 systematycznie spada. Dzisiaj zeszliśmy nawet poniżej 4,20. Owszem nadal ryzyko w postaci kolejnych wyprowadzanych ciosów, czy ze strony Trumpa, czy Państwa Środka istnieje. Pekin cały czas może udowadniać, że jest gotowy na twardą grę, a Trump liczy, że Chiny w końcu się ugną. Taka gra oczywiście nie prowadzi donikąd. Niemniej jednak póki co na rynkach widać oczekiwanie inwestorów na pozytywne zakończenie negocjacji, stąd waluty krajów wschodzących mają pole do popisu. A w dodatku widać, że analitycy nie widzą dużego wpływu wojny handlowej na polską gospodarkę. A trzeba przyznać, że złoty radzi sobie nadzwyczaj dobrze w otoczeniu wewnętrznym, które sugeruje dopiero podwyżkę stóp w Polsce nawet w 2020 roku. To oczywiście czynnik podażowy, który jak widać został pominięty przez inwestorów. Technicznie EUR/PLN jest w ciekawym miejscu wyjście powyżej 4,20 wygenerowałoby sygnał kupna, z drugiej strony jeśli otoczenie zewnętrzne będzie sprzyjać możliwe jest zejście nawet w okolice ostatniego minimum. Czynnikiem ryzyka bez wątpienia jest posiedzenie RPP w tym tygodniu, która wręcz musi zabrzmieć gołębio w obliczu słabego odczytu CPI i spadku do poziomu 1,3% r/r.

frank 09.04.2018CHF/PLN porusza się w ramach kanału spadkowego. W zasadzie jesteśmy blisko wsparcia w postaci dolnego ograniczenia. Tak jak i na EUR/PLN i tutaj nie widać efektu zawirowań na rynkach spowodowanych wojną handlową między Chinami a USA. Patrząc szerzej skorelowana para EUR/CHF również jest wysoko w pobliżu 1,18 także większe osłabienie złotego w tym momencie nie powinno się zdarzyć. Inwestorzy kompletnie nie zabezpieczali swoich aktywów w bezpiecznych przystaniach przed wyborami na Węgrzech. Ale też wynik czyli zdecydowane zwycięstwo Orbana było przesądzone. Jego partia Fidesz prawdopodobnie zachowa ponad 60% głosów w parlamencie. Oczywiście to może się przełożyć na wzrost wartości węgierskiego forinta i pośrednio uderzyć w złotego. Póki co jednak przy nieco słabszej wrażliwości inwestorów na efekty działań Trumpa i Chin w wojnie handlowej złotówka ma szansę zyskać. Niewykluczone jest przetestowanie dolnego ograniczenia kanału spadkowego jeszcze raz i zejście poniżej 3,55.

dolar 09.04.2018Bez wątpienia temat przewodni na rynkach, a więc konflikt w relacjach handlowych USA i Chin nie działa niekorzystnie na dolara amerykańskiego. Fakt chwilowo amerykańska waluta straciła po piątkowych danych ale szybko wróciła do punktu wyjścia. Dane poddały wątpliwość 4 podwyżki stóp w 2018 roku. Stąd złotówka w relacji do dolara zyskała, i w efekcie jest poniżej 3,45 czyli ostatniego maxa. Ogólnie rzecz biorąc już od dwóch tygodnia USD/PLN porusza się w ramach bardzo wąskiego pasma wahań w przedziale 3,40-3,43. Jest to efekt braku rozstrzygnięcia na głównej parze walutowej świata. I trzeba przyznać sytuacja może tak jeszcze potrwać gdyż ani USD ani EUR nie mają argumentów za wzrostem wartości. Dolar będzie pod wpływem wojny handlowej, a więc trudno zawierać długie pozycje gdyż trudno wyrokować jakie jeszcze działa wytoczą zwaśnione strony. Tym bardziej, że dzisiaj pojawiła się informacja, że Chiny rozważają nawet dewaluację juana jako narzędzia w sporze z USA. Po krótkiej chwili jednak doniesienia Bloomberga zdementowali przedstawiciele Ludowego Banku Chin twierdząc, że nie chcą dodatkowo wojny walutowej. Z kolei w strefie euro mamy całą serię fatalnych danych z gospodarek. Również wskaźników wyprzedzających, które skutkują tym, że długie pozycje w euro są redukowane. Tydzień pod względem danych nie wygląda obiecująco więc oczekujemy dalszej stabilizacji USD/PLN.

funt 09.04.2018Bez wątpienia po burzliwym czasie na funcie sytuacja się uspokoiła. Brytyjska waluta miała zdecydowanie swój moment wtedy też w zasadzie każda informacja i dane działały na korzyść i skutkowały umocnieniem. W marcu więc złotówka straciła do funta w szczycie 18 groszy. Po osiągnięciu szczytu na poziomie 4,85 zł, trend wzrostowy znacznie wyhamował. Złożyło się to z lepszym czasem złotówki ale też realizacją zysków na brytyjskiej walucie na szerokim rynku. Bo też nic niekorzystnego dla funta z Wysp na rynki nie dotarło. I taki stan się utrzymuje tak naprawdę z Wielkiej Brytanii nie ma żadnych ważnych informacji, które mogłyby ruszyć notowaniami. Od początku więc GBP/PLN dryfuje w bardzo wąskim paśmie wahań między 4,7850 zł a 4,8250 zł. W środę pojawią się dane o produkcji przemysłowej na Wyspach i być może to nieco wyrwie notowania z tego impasu. Oczywiście w tle należy wspomnieć o wojnie handlowej w przypadku kolejnych ostrych zagrań, może się pojawić na rynkach awersja do ryzyka, która spowoduje wzrost notowań GBP/PLN.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Jak odzyskać dług od firmy w upadłości

Nie jest żadną nowością nieuczciwy obraz dłużnika, który na wszelkie możliwe sposoby stara się nie ponieść prawnej odpowiedzialności w stosunku do swoich zobowiązań. Raport przychodzi nam z pomocą w jaki sposób wyegzekwować takie długi, jak chociażby w przypadku ogłoszenia przez naszego dłużnika upadłości.

Skuteczne przeprowadzenie windykacji długów?

Każdy przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarczą obarczony jest ryzykiem napotkania na swojej drodze kontrahenta, który nie będzie płacił należności w terminie, nieustannie go odkładając coraz mniej wiarygodnymi wytłumaczeniami.

W takim wypadku wierzyciel powinien zastanowić się czy:

  • Podjąć samodzielną próbę wyegzekwowania należnych mu wierzytelności.  Na przykład poprzez wstąpienie na drogę sądową wraz z pozwem o zapłatę, a następnie przy pomocy komornika kontynuować postępowanie egzekucyjne.
  • Wynająć firmę windykacyjną która zajmie się za niego egzekucją należności,
  • Sprzedać dług

Warto podczas zawierania umowy bacznie przyglądać się kontrahentowi, już wtedy możemy zauważyć u niego zachowania, które mogą wzbudzić nasz niepokój.  Zachowanie bezpieczeństwa może pozwolić wstrzymać dostawy lub ograniczyć je w stosunku do zadłużonej firmy, jeszcze zanim nie zapłaci nam w terminie.

Najczęstszymi zachowaniami dłużnika które powinny wzbudzić nasze podejrzenia to:

  • występują problemy przy próbach kontaktu – jego komórka nie odpowiada bądź jej nie odbiera, w firmie wiecznie jest zajęty i nie może podejść do telefonu. Czasem dłużnik nie odbiera telefonu ponieważ wyświetla mu się na nim nasz numer, można spróbować go zaskoczyć z innego numeru telefonu. Jeśli i to nie poskutkuje warto podjąć próbę kontaktu poprzez mail, fax czy też tradycyjną pocztę.
  • Korespondencja zaadresowana do dłużnika powraca z adnotacją „ adresat nieznany” może oznaczać że dłużnik się wyprowadził i należy zacząć poszukiwania jego aktualnego adresu. Można to zrobić w Ewidencji Działalności Gospodarczej, Ewidencji Ludności, Krajowym Rejestrze Sądowym, Centralnym Biurze Adresowym. Zależnie od tego czy dłużnik jest osoba prawną czy też fizyczną. W celu uzyskania adresu przedstawiamy się oficjalnie jako wierzyciel dłużnika którego poszukujemy.
  • W przypadku gdy list polecony do dłużnika nie wrócił, a sam dłużnik nie reaguje na wezwania do zapłaty możemy założyć, że otrzymał wezwanie jednocześnie wykazując złą wolę nie podejmując prób negocjacji ustalenia nowego terminu zapłaty.
  • Gdy list polecony powraca wraz z adnotacją „nieodebrany w terminie”, nie koniecznie musi oznaczać że dłużnika nie było i nie mógł odebrać awiza. Istnieje również możliwość, że sprawdził adres nadawcy jeszcze zanim go odebrał i podjął świadomą decyzję, aby go nie odbierać.
  • Wydłużający terminy w płatnościach zamawia większą dostawę. W takim przypadku warto zbadać czy jest z wiązane z powiększeniem firmy dłużnika, który pozyskał nowych klientów . Bowiem może zdarzyć się sytuacja, że zamierza przyjąć większą partię towaru, za który nie zamierza nam zapłacić.
  • Kontrahent zalegający z terminami zapłaty zmniejsza zamówienia. Zachodzi bowiem obawa , że wkrótce przestanie w ogóle składać kolejne zamówienia i nie zapłaci nam zaległych należności. Mogą to być sygnały, że nosi się z zamiarem zaprzestania spłacania należności, a wyegzekwowanie ich drogą komorniczą stanie się niemożliwe.

A więc, w przypadku takiego dłużnika należy jak najszybciej wystąpić na drogę sądową składając pozew o zapłatę oraz wnioskować o zabezpieczenie w postaci majątku dłużnika.