Ukraiński producent stali otwiera biuro w Katowicach. Polski rynek perspektywiczny dla branży

CEO Magazyn Polska

12,2 mln ton rocznie – tyle wynosi zużycie jawne stali w Polsce. W ubiegłym roku wzrosło ono o 17 proc. per capita. Dobre perspektywy dla rynku zachęcają kolejnych graczy. Biuro handlowe w Katowicach otwiera ukraiński producent grupa Metinvest. To nieczęsty w ostatnich miesiącach przykład ukraińskiej inwestycji w Polsce.

Ta inwestycja świadczy o tym, że Metinvest, globalnie działająca firma, posiadająca cztery zakłady produkcyjne metalurgiczne w Europie docenia polski rynek i perspektywy jego rozwoju – mówi agencji Newseria Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

Jak podkreśla, ostatnie miesiące są dla relacji gospodarczych między Polską a Ukrainą bardzo trudne. Z jednej strony ze względu na dewaluację hrywny polskie produkty stały się mało atrakcyjne da ukraińskich konsumentów. Z drugiej strony potencjał eksportowy Ukrainy jest osłabiony konfliktem i kryzysem gospodarczym. Jego zdaniem tym bardziej cieszy decyzja Metinvestu.

Obecność globalnej firmy na polskim rynku w znacznie szerszym zakresie to dobra wizytówka ukraińskiej gospodarki. Świadczy to o tym, że mamy nie tylko problemy, nie tylko dramatyczną sytuację na wschodzie Ukrainy, lecz także rozwijające się, prężnie działające na rynku światowym firmy – mówi Piechota.

Polska jest za Włochami największym odbiorcą w UE produktów firmy. Rozwój gospodarczy powoduje, że zapotrzebowanie na stal rośnie – w ubiegłym roku zużycie jawne wyniosło 12,2 mln ton, a per capita wzrosło o 17 proc. w ujęciu rocznym.

Polski rynek jest bardzo perspektywiczny. Dobrze się rozwija. Rynek charakteryzuje się importem dużej liczby produktów, a więc stwarza możliwości dla wielu różnych dostawców – mówi Dmitriy Nikolayenko, dyrektor ds. sprzedaży Metinvest Holding.

Jak podkreśla, Polska prowadzi aktywną wymianę handlową w tej branży. Importuje ok. 70 proc. zużywanej przez siebie stali, natomiast na eksport trafia połowa wyprodukowanych wyrobów stalowych.

Dobre perspektywy polskiego rynku i rosnąca liczba klientów spowodowały, że Metinvest zadecydował o otwarciu przedstawicielstwa handlowego w Katowicach. Ma ono wzmacniać relacje z klientami i podnosić jakość obsługi.

Rynek charakteryzuje się wysokim poziomem konkurencji – mówię zarówno o rynku europejskim, jak i polskim. Działają na nim liczni konkurenci, m.in. z Chin. W związku tym naszym celem nie jest zwiększanie udziałów w rynku, ale raczej jego utrzymanie na obecnym poziomie – mówi Nikolayenko.

Metinvest współpracuje z polskimi producentami z sektora budowlanego, maszynowego czy producentami rur.

W następnym roku chcemy utrzymać się na tym poziomie, jaki będziemy mieć w tym roku. Dziś to 590 tys. ton wyrobów hutniczych eksportowanych do Polski – podkreśla Vladimir Zadolinnyi, dyrektor generalny Metinvest Polska. – Dla nas wszyscy klienci są ważni. Pracujemy z firmami, które są traderami na rynku, mają swoją sieć dystrybucji, takimi np. jak ThyssenKrupp, Salzgitter czy ArcelorMittal.

To już kolejne biuro handlowe Metinvestu w Europie. Grupa posiada łącznie 20 przedstawicielstw handlowych i magazynów. Rynek europejski jest dla niej bardzo istotny. Grupa sprzedaje tu 4,4 mln ton wyrobów stalowych, czyli jedną trzecią produkcji.

Jesteśmy globalnym producentem stali, a przy tym firmą o integracji pionowej. Mamy huty na Ukrainie i cztery jednostki produkcyjne na terenie Unii Europejskiej – mówi Nikolayenko.

Zakład w Bułgarii może rocznie wyprodukować 500 tys. ton stali. Włoskie spółki mają zdolność produkcyjną na poziomie 1,2 mln ton, a brytyjska – 200 tys. ton stali.

Co roku numer komórkowy przenosi do innego operatora 1,2 mln abonentów. Nowa platforma ułatwi ten proces

CEO Magazyn Polska

Operatorzy komórkowi będą korzystać z jednej platformy przy przenoszeniu numerów konsumentów. Corocznie na taki krok decyduje się ok. 1,2 mln abonentów. Dzięki przeniesieniu obsługi wniosków o przeniesienie numeru do nowego scyfryzowanego środowiska PLI CBD (Platformy Lokalizacyjno-Informacyjnej z Centralną Bazą Danych) proces ten ma być bardziej przejrzysty. W październiku platforma obsłuży też wnioski o przeniesienie numeru stacjonarnego.

Od 26 czerwca wymiana informacji pomiędzy operatorami przy obsłudze wniosków o przeniesienie numeru komórkowego odbywa się za pośrednictwem Platformy Lokalizacyjno-Informacyjnej z Centralną Bazą Danych.

Naszym celem było, by konsumenci usług telekomunikacyjnych w ogóle nie zauważyli tego, że zmienia się system, na którym pracują operatorzy i ich uprawnienia do przeniesienia numeru już dzień po dniu określonym umową z operatorem było zachowane. Tak też się stało. Dziś można już mówić o sukcesie przeniesienia środowiska obsługi wniosków o Mobile Number Portability na system PLI CBD – mówi agencji Newseria Biznes Dawid Piekarz, rzecznik prasowy Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

PLI CBD to zarządzany przez prezesa UKE system informatyczny, który pozwala na przenoszenie między operatorami numeru abonenta. Jak podkreśla Piekarz, w pierwszym tygodniu działania nowego systemu obsłużono ok. 7,5 tys. wniosków o przeniesienie numeru. Doświadczenia z tego okresu pokazują, że system jest stabilny, ale cały czas prowadzony jest monitoring procesów.

Do tej pory istniało kilka systemów przenoszenia numerów między operatorami. W tej chwili jest on ujednolicony, wszystko odbywa się według tych samych procedur. Dzięki nowemu systemowi możemy dokładnie policzyć, ilu konsumentów przenosi się od jednego do drugiego operatora. Ten proces staje się bardzo przejrzysty – wyjaśnia Dawid Piekarz.

Co roku na zmianę dostawcy usług z zachowaniem numeru decyduje się ok. 1,2 mln abonentów. PLI CBD umożliwi dokładne statystyki. Wyliczy, ilu konsumentów, jak często i w jakim okresie zmienia numer, z podziałem na poszczególnych operatorów.

Proces, który zakończyliśmy w ostatnim czasie, dotyczył telefonii mobilnej. To nie jest nasze ostatnie słowo w sprawie platformy PLI CBD. W październiku zrealizujemy drugi etap – na nowej platformie będą również obsługiwane wnioski o przenoszenie numerów stacjonarnych – zapowiada rzecznik UKE.

Zgodnie z przepisami przeniesienie numeru powinno nastąpić w ciągu jednego dnia od daty wskazanej w umowie z nowym dostawcą usług.

Inwestycja w naukę litewskiego, węgierskiego i czeskiego może zagwarantować wyższe zarobki

CEO Magazyn Polska

Eksperci nie mają wątpliwości. Znajomość niszowych języków obcych poprawia sytuację pracowników na rynku. Nie tylko możliwości zatrudnienia są większe, lecz także potencjalne zarobki. Języki państw zachodniej Europy pozostają najpopularniejsze, ale warto zainteresować się również kierunkami wschodnimi. Perspektywiczne pozostają języki węgierski, czeski, litewski i rosyjski.

Znajomość języka angielskiego traktowana jest dziś przez pracodawców jak znajomość obsługi komputera, czyli obowiązujący pracowników standard. Na rynku pracy wyróżnić można się więc znajomością drugiego języka. Najpopularniejsze pozostają zachodnioeuropejskie, czyli niemiecki, francuski, włoski czy hiszpański.

Warto pokusić się jednak o znajomość języków bardziej nietypowych, niszowych. Mówię tutaj o językach środkowo- i wschodnioeuropejskich, przede wszystkim językach naszych krajów ościennych, z którymi prowadzimy wymianę handlową – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Magdalena Marcinkowska, ekspertka z firmy Skrivanek.

Jak podkreśla, na tych rynkach swobodnie można porozumieć się w języku angielskim, jednak znajomość danego języka ułatwia komunikację. Firmy są dzięki temu lepiej postrzegane przez kontrahentów, cieszą się większym zaufaniem.

Wielojęzyczność otwiera drogę do nowych rynków, stwarza nowe możliwości dla biznesu, są to wymierne korzyści dla firm. A to przekłada się na rynek pracy – mówi Marcinkowska. – Trudno się więc dziwić się temu, że pracodawcy chętnie szukają pracowników, którzy takie języki znają i mogą ułatwić im nawiązywanie relacji z partnerami zagranicznymi.

W ofertach pracy częściej pojawia się wymóg znajomości takich języków, jak rosyjski, litewski, czeski, słowacki i węgierski, tym bardziej że kierunki te są coraz popularniejsze wśród polskich przedsiębiorców.

Są popularniejsze niż modny ostatnio chiński – przekonuje Magdalena Marcinkowska.

Przykładowo, Litwa jest największym partnerem handlowym w Polsce wśród krajów bałtyckich. W 2014 r. udział Polski w eksporcie Litwy wyniósł 8,3 proc., a w imporcie – 9,4 proc. Według danych Ambasady RP w Wilnie między 1993 a 2013 rokiem obrót handlowy wzrósł dwudziestotrzykrotnie. W 2013 roku wart był 3,4 mld euro, a w 2014 roku już 4,6 mld euro.

Warto też rozważyć naukę języka czeskiego. Tamtejszy rynek dynamicznie się rozwija i staje się coraz bardziej interesujący dla polskich przedsiębiorców – radzi Marcinkowska.

Według danych Ambasady RP w Pradze czesko-polskie obroty handlowe w 2014 roku były o 7,1 proc. większe w porównaniu z rokiem poprzednim i wyniosły 16,6 mld euro. Czeski eksport do Polski wzrósł o 6,1 proc. i wart był 7,8 mld euro, a wartość importu wzrosła o 7,9 proc i wyniosła 8,8 mld euro.

Im język, który znamy, jest bardziej niszowy, tym bardziej jesteśmy atrakcyjni dla potencjalnego pracodawcy. Według badań przeprowadzonych przez Sedlak & Sedlak w 2013 roku co druga osoba znająca nietypowy język mogła liczyć na zarobki powyżej 4,4 tys. zł brutto.

Na atrakcyjne zarobki mogą liczyć też osoby ze znajomością języka węgierskiego – twierdzi specjalistka. – Według badań Sedlak & Sedlak mediana wynagrodzeń dla tych pracowników wynosi około 6 tys. zł brutto miesięcznie.

Osoby ze znajomością niszowych języków poszukiwane są przede wszystkim do pracy w branży transportowo-logistycznej, handlowej, produkcyjnej oraz w centrach usług wspólnych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 07.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 07.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Hipoteka odwrócona w Polsce i na świecie. Polski rynek rośnie wolno ale sukcesywnie

Ilu Seniorów podpisało w Polsce umowę o rencie dożywotniej? Z danych KPF wynika, że w 2014 roku było ich kilkuset. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych, które są liderem rynku hipoteki odwróconej na świecie, już kilka lat temu liczba klientów oscylowała wokół miliona. Dlaczego Polska nie nadąża za światem i gdzie są największe bariery rozwoju rodzimego rynku? Kiedy dotrzemy do miejsca, w którym jest zagranica i dlaczego siedem lat istnienia hipoteki odwróconej nad Wisłą to wciąż mało?

Hipoteka odwrócona, która w Polsce wciąż jest uznawana za rozwiązanie nowe i nieuregulowane prawnie, za granicą jest znana od lat i zdobywa coraz większą popularność. W zależności od uwarunkowań prawnych danego kraju oferowana jest jako produkt stricte finansowy albo ubezpieczeniowy. Międzynarodowe badanie „Equity Release Schemes in the EU” wykazało, że różne formy odwróconej hipoteki istnieją w ponad połowie krajów Unii Europejskiej, a wartość całego rynku już w 2009 roku była szacowana na 4,7 mld euro. Już 6 lat temu wartość wyżej wymienionych kontraktów – typu kredytowego – oscylowała wokół 3,3 mld euro (ok. 50 tys. podpisanych umów). Pozostałe 1,4 mld stanowiły umowy o rentę dożywotnią i było ich 20 tys. Niewiele jest nowszych danych, które podsumowywałyby rynek europejski, ale dzięki staraniom Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce pojawiają się liczby, które podsumowują siedem lat istnienia hipoteki odwróconej (w modelu sprzedażowym) w Polsce.

USA wciąż na pozycji lidera

Potrzeba jest matką wynalazku – tak można podsumować genezę powstania hipoteki odwróconej. Wymyśł ją w 1961 roku kalifornijski bankowiec, Nelson Haynese, by znaleźć rozwiązanie na problemy finansowe koleżanki. Według danych „National Reverse Mortgage Lenders Association (NRMLA)” oraz „Reverse Market Insight Inc” w 2010 udział żyjących w USA seniorów korzystających zarówno z hipoteki odwróconej w modelu kredytowym jak i sprzedażowym przekroczył 2 proc. – mowa tu oczywiście o populacji, która osiągnęła pewien wiek i jest uprawniona do skorzystania z produktu. Jeśli przeanalizujemy powyższe liczby okaże się, że już 5 lat temu liczba klientów hipoteki odwróconej zbliżała się w USA do 1 mln. Tylko w 2014 roku w Stanach podpisano ponad 51,6 tysiąca umów, do maja 2015 zawarto kolejne 37,3 tys. umów regulowanej hipoteki odwróconej (tzw. HECM, Home Equity Conversion Mortgage) Są oczywiście stany, w których udział w wyniku oscylował wokół 8 proc. W niektórych jednak miejscach, np. na Florydzie, udział osób korzystających z tego rozwiązania przekracza aż 16 proc. i wciąż rośnie. Warto nadmienić, że jeszcze 25 lat temu liczba rocznie zawieranych umów HECM wynosiła 159 sztuk.

Renta dożywotnia króluje w Wielkiej Brytanii

Anglia jest z kolei największym rynkiem rent dożywotnich w Europie. Kilka lat temu wartość pożyczek szacowano tam na ponad 205 miliardów funtów . – Rocznie w Wielkiej Brytanii podpisuje się ok. 20-30 tys. nowych umów dożywocia, a od 1991 roku do 2010 roku zawarto tu ponad 270 tys. umów hipoteki odwróconej w obu modelach, co stanowi 2,8% populacji seniorów – wylicza Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. W całym roku 2014 zawarto w Wielkiej Brytanii ponad 21 tys. umów, a w 2015 rynek oczekuje przekroczenia 30 tys. nowych klientów.
Drugim dużym rynkiem hipoteki odwróconej jest w Unii Europejskiej Hiszpania. Oferowane są tu zarówno produkty typu kredytowego, jak i sprzedażowego. Trzeci co do wielkości rynek w UE stanowi Irlandia. Renta dożywotnia jest mniej popularna we Francji oraz w Niemczech. W tym drugim kraju, podobnie jak u nas, umowy dożywocia regulowane są przepisami kodeksu cywilnego.

Polska z ambicjami

Według danych Eurostatu, polscy seniorzy w wieku 65 plus są właścicielami 2,5 mln mieszkań i domów. To stwarza duży potencjał dla rynku hipoteki odwróconej w kraju, ale tylko teoretycznie. W grudniu 2014 weszła w życie ustawa o odwróconym kredycie hipotecznym, który mogłyby zaoferować banki. Mimo tego sam produkt istnieje jedynie na papierze, ponieważ żaden bank nie wprowadził go do swojej oferty. Z kolei funkcjonujący od 7 lat rynek renty dożywotniej (czyli hipoteki odwróconej w modelu sprzedażowym) wciąż regulowany jest przepisami kodeksu cywilnego i nie doczekał się stosownej ustawy rządowej, mimo że prace trwają. Czy mimo braku ustawy w Polsce wciąż jest potencjał? Według Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych na koniec 2013 roku czołowe fundusze hipoteczne udzielające rent dożywotnich w naszym kraju zarządzały nieruchomościami o wartości 67,6 mln zł. Z kolei liczba zawartych umów renty dożywotniej w 2014 r. wyniosła blisko pół tysiąca. – Biorąc pod uwagę dane z GUS, które wskazują na coraz szybsze starzenie się społeczeństwa oraz niewydolność polskiego systemu emerytalnego rozwiązanie, jakim jest renta dożywotnia może wciąż zyskiwać na popularności – podkreśla Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM, który jest największą i najstarszą instytucją na Polskim rynku. Dodatkowo, jak podaje Eurostat , Polska należy do krajów o względnie wysokim odsetku gospodarstw domowych posiadających własne mieszkanie. Wynosi on blisko 84 proc., przy czym w Niemczech jest to niespełna 53 proc. Czy ten potencjał rynku, przełoży się na realne zainteresowanie hipoteką odwróconą w naszym kraju?

– Renta dożywotnia czy odwrócony kredyt hipoteczny, zarówno w Polsce, jak i za granicą, na razie nie będą produktami masowymi. Dodatkowo, w polskiej rzeczywistości niewielu jest seniorów, którzy nie chcą przekazać swojej nieruchomości dzieciom lub innym spadkobiercom – zastrzega Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Faktem jest jednak, że renta dożywotnia będzie coraz popularniejsza. Przyczyni się do tego starzenie się społeczeństwa, wzrost liczby rodzin z ograniczoną liczbą spadkobierców i duży udział mieszkań własnościowych – dodaje.

W ciągu najbliższych lat będziemy świadkami metamorfozy warszawskiej Pragi

Druga linia metra i zapowiadana przez ratusz gruntowna restrukturyzacja dzielnicy przyniosą Pradze w najbliższym czasie poważne zmiany. Już dziś na jej terenie realizowane są duże projekty inwestycyjne, a kolejne mają ruszyć niebawem. Najszybciej przeobrażać się będą rejony w pobliżu stacji drugiej linii metra. Najnowsze plany ratusza mówią o powstaniu trzech kolejnych odcinków z przystankami – Szwedzka, Targówek 1 i Targówek 2 – do 2019 roku i zakończeniu budowy ostatnich stacji na prawym brzegu Wisły – Zacisze, Kondratowicza i Bródno – do 2022 roku. Największy potencjał i szanse na rozbudowę mają tereny wokół Dworca Wschodniego, błonia Stadionu Narodowego oraz Port Praski.

Przypomnijmy, że Praga to jedna z najstarszych warszawskich dzielnic. Już w 1648 roku król Władysław IV nadał jej prawa miejskie. W czasie wojny szczęśliwym trafem uniknęła dużych zniszczeń i to właśnie zachowana autentyczna tkanka miejska nadaje temu miejscu swoisty klimat. Nowe projekty, które powstają na terenie Pragi w mniejszym lub większym stopniu nawiązują swoim charakterem do istniejącej architektury. Najciekawsze inwestycje praskie, jak Koneser, Bohema, czy Soho Factory mają charakter industrialny, a ich bazą jest zrewitalizowana zabudowa dawnych fabryk.

Restrukturyzacja za miliard

Rewitalizacja Pragi nie jest tematem nowym, ale jak dotąd niewiele zostało w tym zakresie zrobione. Teraz ma to się zmienić. Urząd m.st. Warszawy przeznaczył spory budżet na ten cel. Do 2022 roku na modernizację prawobrzeżnej części miasta ma zostać wydane 1,4 miliarda złotych, w tym na samą Pragę okrągły miliard.

Inwestycyjne plany ratusza są szeroko zakrojone. To nie tylko rewitalizacja budynków, na którą przeznaczone zostało 200 mln zł. Założenia restrukturyzacyjne obejmują wiele różnych działań, m.in. z zakresu polityki społecznej, lokalowej, przestrzennej, transportowej i kształtowania zieleni. Dzięki temu Praga ma nie tylko przeobrazić się wizualnie, ale także zmienić swój profil społeczny i zbudować zaplecze kulturalne i turystyczne. Pieniądze na realizację tych zamierzeń pochodzić mają z miejskiego budżetu i ze środków unijnych. Najwięcej środków pójdzie na modernizację starych i budowę nowych budynków mieszkalnych. To stworzy szansę na zmianę postrzegania Pragi przez biznes, dla którego kluczowe są gruntowne zmiany lokalowe w dzielnicy i dalsza rozbudowa infrastruktury drogowej.

Metro i Stadion Narodowy dały Pradze najwięcej

Według powszechnej opinii, metro ma przywrócić Pragę Warszawie i ściągnąć inwestorów. Należy jednak podkreślić, że komunikacja wykorzystująca wszystkie możliwe środki transportu miejskiego stanowi już dziś mocną stronę dzielnicy.

Zmiany, jakie już teraz dokonują się na Pradze dostrzegają analitycy firmy doradczej Walter Herz. – Niewątpliwie dużym impulsem do rozwoju tej części miasta było powstanie Stadionu Narodowego. Obiekt zaktywizował okolicę, nie tylko kulturalnie ale i biznesowo. Stadion oferuje ponad 15 000 m kw. powierzchni biurowej klasy A, której wynajmem zajmujemy się na zasadach wyłączności. Biura zapewniają ciekawe udogodnienia, dlatego zainteresowanie nimi było spore i proces komercjalizacji zakończył się sukcesem. Należy również wspomnieć, że w odpowiedzi na propozycję ze strony delegacji ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, władze Warszawy planują zaoferować tamtejszym inwestorom m.in. zagospodarowanie terenu w okolicy Dworca Wschodniego i Dworca Stadion, w tym błoni Stadionu Narodowego – informuje Mateusz Strzelecki z firmy Walter Herz.

Na ożywienie aktywności firm, poszukujących powierzchni biurowych na terenie Pragi zwraca uwagę Katarzyna Malewska, Senior Leasing Consultant w Walter Herz. – Biura w tej części miasta stają się coraz bardziej atrakcyjne dla pewnej grupy firm. Tym bardziej, im szybciej rozwija się otaczająca biurowce infrastruktura. Przykładem może być tu budynek biurowy przy ulicy Owsianej 12, którego Walter Herz jest wyłącznym agentem komercjalizacji. Jeszcze nie tak dawno nic się wokół niego nie działo. Teraz ten obszar intensywnie się rozwija. W sąsiedztwie rozbudowuje się nowoczesny kampus SWPS, a w ramach restrukturyzacji dzielnicy wkrótce ma rozpocząć się generalny remont Sinfonia Varsovia, a wcześniej na sąsiedniej parceli stanął budynek sądu. W okolicy ulic Terespolskiej, Mińskiej i Gocławskiej powstaje zaś wiele osiedli mieszkaniowych – wymienia Katarzyna Malewska. I dodaje, że takie zmiany w otoczeniu biurowców przekładają się na wzrost zainteresowania firm najmem i lokowaniem swoich siedzib w tej dzielnicy.

W tej chwili Praga nie może się jeszcze pochwalić wysokiej klasy obiektami hotelowymi, ani biurowcami, oferującymi powierzchnie w najwyższym standardzie. Za to mieszkania, które powstają w takich projektach jak Port Praski, Koneser, czy Manufaktura Praska adresowane są do zamożnych klientów. Metr kwadratowy jest w nich często wyceniony powyżej 10 000 zł.

Biuro w zabytkowym lofcie

Praska oferta biurowa nie jest duża. Po wschodniej stronie Wisły dostępne jest jedynie kilka procent powierzchni biurowej z całej podaży, jaką dysponuje obecnie Warszawa. Na najbliższe lata zostały jednak zaplanowane duże projekty, które na ogół mają charakter mieszany: biurowo, usługowo, mieszkaniowy. Niektóre z nich weszły już w fazę realizacji.

Jednym z największych przedsięwzięć, jakie mają powstać na Pradze jest Bohema. Przy ulicy Szwedzkiej w industrialnych budynkach XIX-wiecznej fabryki kosmetyków Pollena powstanie kompleks z lokalami handlowo – usługowymi, restauracjami i dużym food marketem o powierzchni 2 000 m kw. W ramach tej inwestycji wybudowane zostanie także 900 mieszkań. Ideą projektu jest stworzenie ogólnodostępnej publicznej przestrzeni otwartej dla lokalnej społeczności. Jak deklaruje inwestor, pierwszy etap projektu zostanie oddany do użytku w 2018 roku.

Google na starej Pradze

W bardziej zaawansowanej fazie realizacji jest Centrum Praskie Koneser przy ulicy Ząbkowskiej. Projekt łączy funkcje mieszkaniową, biurową, usługową i kulturalną. Deweloper podjął się tu modernizacji zabudowań dawnej fabryki wódek. Dotąd udało się wyremontować historyczny budynek administracji wytwórni pochodzący z 1895 roku wraz z kordegardą. Gotowe są także dwa inne budynki, w których dostępne są lofty mieszkalne. Zabytkowa Mennica oferuje lofty, a w nowoczesnym budynku Wytwórni, która w harmonijny sposób wpisuje się w historyczną zabudowę całego kompleksu można kupić soft-lofty.

Inwestor ma już pozwolenia na budowę i przebudowę kolejnych budynków: zabytkowej Strażnicy, która będzie miała funkcję usługową i Skarbnicy – budynku mieszkalnego, gdzie powstaną soft-lofty. Na starcie realizacji są też następne dwa zabytkowe budynki, które będą obiektami handlowymi i jeden o charakterze usługowym. Dodatkowo w zabytkowych wnętrzach Rektyfikacji powstanie Muzeum Polskiej Wódki, które ma zostać otwarte w 2017 roku.

Koneser już od dawna jest dla warszawiaków punktem rozpoznawczym i ikoną miasta. Walory kompleksu zauważył także jeden z największych graczy światowego rynku i ulokował na terenie obiektu swój kampus – inkubator przedsiębiorczości. Warszawski Google Campus, który zajmował będzie w zabytkowym budynku na terenie Konesera 1600 m kw., będzie trzecim na świecie, po Londynie i Tel Awiwie, centrum dla startupów Googla. Amerykańska firma planuje otworzyć go jeszcze w tym roku.

Kulturalne Soho

Innym realizowanym na Pradze projektem przy ulicy Mińskiej w miejscu dawnej fabryki FZO jest Soho Factory. Inwestycja obejmuje rewitalizację kilku budynków fabrycznych, z których niektóre zostały już zmodernizowane na potrzeby firm, które umieściły w nich swoje siedziby. W nowych budynkach Soho oferuje mieszkania, a w fazie realizacji są budynki biurowe. Poza tym, obiekt jest wyjątkowo aktywny w sferze kultury. Podobnie jak Koneser, funkcjonuje od dawna w świadomości mieszkańców Warszawy. Postrzegany jest jako miejsce, gdzie prowadzane są liczne imprezy artystyczne, modowe i lifestylowe.

Najbardziej jednak spektakularnym projektem i wizytówką, nie tylko Warszawy, ale i kraju, jak podkreślają realizatorzy projektu, ma stać się Port Praski. Inwestycja powstanie na powierzchni 38 ha, pomiędzy ulicami Jagiellońską, Zamoyskiego, Okrzei i Wybrzeże Szczecińskie. W tej chwili w kilku budynkach dostępne są już mieszkania, ale przedsięwzięcie zakrojone jest na znacznie większą skalę. Inwestor chce stworzyć mini miasto nad wodą, gdzie poza budynkami przypominającymi kamienice, mają powstać kawiarnie, place, wyłożone drewnem bulwary z atrakcyjnymi usługami, otwarcia widokowe projektowanych ulic na nabrzeża portu i w stronę Wisły oraz pirs rzeczny z dostępem do funkcji towarzyszących nabrzeżu. Będzie marina dla kilkudziesięciu jachtów i łodzi oraz zwodzony most, a także przystań dla tramwaju wodnego.

Biurowe wieże przy Narodowym

Inwestor zapowiada, że w części biznesowej Portu Praskiego, w sąsiedztwie Stadionu Narodowego dominować będzie zabudowa wysokościowa, 100 –160 metrowe wieżowce o przeznaczeniu biurowo – hotelowo – usługowym. Poza biurami powstaną także galerie handlowe, hotel, szkoła i obiekty sportowe, a nawet szpital. Będzie amfiteatr oraz multimedialna galeria, plaża i boiska Na terenie Portu odbywać się mają imprezy targowe, wystawiennicze i rekreacyjne. Deweloper planuje też wybudowanie kolejki linowej nad Wisłą, połączonej z Centrum Nauki Kopernik.

Na realizację całego projektu będzie trzeba poczekać około 10 lat, ale po jego ukończeniu Praga będzie się miała czym pochwalić. Przed autorami metamorfozy Pragi jeszcze dużo pracy, a przed dzielnicą szansa na to, żeby stała się zintegrowanym ze Śródmieściem centrum kulturalnym i biznesowym Warszawy.

Autor: Walter Herz

Projekt polskiej firmy może być przełomem na globalnym rynku

Większość wypadków morskich jest wynikiem błędu ludzkiego, a średni koszt kolizji to ponad milion dolarów. Ograniczenie tej liczby tylko o 1% może dać oszczędności w wysokości aż 20 milionów dolarów rocznie. Polska firma Sup4Nav przygotowała innowacyjne rozwiązanie minimalizujące ryzyko wystąpienia błędu ludzkiego. Opracowała oprogramowanie, które na bazie informacji z urządzeń i systemów nawigacyjnych, przeprowadza analizę sytuacji i wyznacza bezpieczną trasę statku. W sytuacji zagrożenia kolizją, system sugeruje jaki manewr należy wykonać, aby jej uniknąć. Projekt został doceniony przez Komisję Europejską i otrzymał 50 tys. euro dotacji w ramach prestiżowego programu Instrument dla MŚP (H2020).

NAVDEC (Navigation Decision Support System) to oprogramowanie komputerowe, które wspiera nawigatora w podejmowaniu decyzji. Narzędzie gromadzi informacje pobrane z urządzeń i systemów nawigacyjnych znajdujących się na statkach (m.in. GPS, AIS, ARPA), analizuje je i przedstawia w czytelnej formie użytkownikowi. Na podstawie zgromadzonych danych system prowadzi statek bezpiecznymi trasami minimalizując ryzyko kolizji, a w przypadku spotkań statków podpowiada, który z nich ma pierwszeństwo. W sytuacji zagrożenia kolizją, program wyświetla informację na ekranie komputera pokazując manewr, który nawigator powinien wykonać. Zaproponowane rozwiązanie uwzględnia Międzynarodowe Przepisy o Zapobieganiu Zderzeniom na Morzu. System sam nie steruje statkiem.

Błąd ludzki główną przyczyną kolizji

„The European Quality Shipping Information System database wylicza, że na świecie jest ponad 77 tys. statków handlowych, z czego 2.5% ulega kolizji każdego roku. Średnia roczna wysokość odszkodowań z tego tytułu to blisko 2 miliardy dolarów.” – mówi Kapitan Piotr Wołejsza, Prezes Zarządu Sup4Nav. – „Będąc w sytuacji stresowej sterujący statkiem, często podejmuje błędne decyzje. Według statystyk ubezpieczeń morskich błąd ludzki jest główną przyczyną aż 60% wypadków na morzu . Dzięki systemowi NAVDEC, który analizuje i przetwarza dane w czasie rzeczywistym, a następnie proponuje rozwiązania, możemy zmniejszyć ryzyko jego występowania.”

Żeby zapewnić prawidłową pracę systemu, musi on zostać zintegrowany ze sprzętem i systemem zainstalowanym na statku. Firma planuje wdrożenie NAVDEC również na urządzenia mobilne.

50 tys. euro na zwiększenie bezpieczeństwa

Aby przyspieszyć proces wdrożenia urządzenia na rynek, Sup4Nav aplikował o dotację z Instrumentu dla MŚP (H2020). „Po raz pierwszy NAVDEC został zgłoszony do Instrumentu w grudniu 2014 i nie otrzymał dotacji. Pomysł był świetny, bardzo innowacyjny. Kiedy firma zwróciła się do nas o wsparcie, przeanalizowaliśmy, w czym tkwi problem. Dostrzegliśmy braki we wniosku i wspólnie z firmą Sup4Nav i Regionalnym Centrum Innowacji i Transferu Technologii w Szczecinie (lokalny ośrodek Enterprise Europe Network) napisaliśmy projekt od nowa. W rezultacie, ten sam pomysł, ale z innym wnioskiem przekonał Komisję Europejską do przyznania grantu.” – mówi Alicja Grzegorzek Dyrektor Regionalny na Polskę w firmie Ateknea Solutions Poland.

Sup4Nav znalazła się wśród 20 firm, których projekty zostały sfinansowane w marcowym rozdaniu w fazie 1 w temacie transport, pokonując 115 pozostałych wnioskodawców .

50 tys. euro Sup4Nav przeznaczy na kontynuację badań nad swoją technologią. W Fazie 1 środki unijne pozwalają przeprowadzić analizę mocnych i słabych stron projektu, pod kątem technicznym i biznesowym, żeby na tej podstawie dopracować biznes plan.

„Cieszymy się, że Komisja doceniła nasz projekt. Otrzymana dotacja pozwoli na szybsze wdrożenie naszej technologii, która zwiększy poziom bezpieczeństwa żeglugi morskiej i ograniczy koszty wynikające z kolizji.” – mówi Kapitan Piotr Wołejsza.

Wdrożenie systemu zmniejszy ryzyko kolizji na morzu, liczbę ofiar i katastrof ekologicznych, zredukuje straty ładunków, zniszczeń statków oraz zużycie paliwa. Dzięki systemowi NAVDEC praca na statkach stanie się bezpieczniejsza, a ogólne koszty transportu spadną.

Wiatr w żagle – kierunek: 2 faza

Faza 1 to dobry początek do rozpoczęcia starań o kolejne dotacje. Raz doceniona innowacja ma dużą szansę na kolejny sukces. W drugiej fazie Instrumentu firma może starać się nawet o 2.5 mln euro, które będzie mogła przeznaczyć na dopracowanie technologiczne rozwiązania jak i związane z tym akcje demonstracyjne.

„Oceniamy, że innowacja Navdec ma dużą szansę na pozyskanie dotacji w fazie 2. Grant pozwoli przyspieszyć prace nad projektem i zwiększyć szanse na globalny sukces.” – dodaje Joanna Niemcewicz dyrektor RCIiTT.

Bezrobocie najniższe od 6 lat. Kiedy prosić o podwyżkę?

W czerwcu stopa bezrobocia spadła o 0,4 p. proc. i wyniosła 10,4%. To najniższy odczyt od stycznia 2009 roku. W ciągu miesiąca liczba bezrobotnych spadła o 77 tys. osób – to mniej więcej tyle, ile liczy populacja Konina. Zdaniem ministra pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza, w ciągu dwóch miesięcy stopa bezrobocia oficjalnie spadnie poniżej 10%.

– Czerwiec, to tradycyjnie dobry miesiąc na polskim rynku pracy. W ostatnich 15 latach wartość stopy bezrobocia w tym miesiącu wzrosła tylko dwukrotnie: w 2001 r. i 2002 r. Dane z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej przeważnie, choć nie zawsze, pokrywają się z tymi publikowanymi w GUS. Na potwierdzenie dobrego wyniku musimy poczekać do drugiej połowy lipca. Na koniec czerwca w urzędach pracy było 1 624 tys. zarejestrowanych bezrobotnych. To o 290 tys. mniej niż w analogicznym okresie rok temu – komentuje Michał Żuławiński, analityk Bankier.pl.

W ciągu ostatnich dwóch lat liczba zarejestrowanych bezrobotnych spadła o blisko pół miliona. Eksperci z MPiPS przekonują, że to zasługa dobrej koniunktury w gospodarce. Dodają także, że już prawdopodobnie w sierpniu oficjalna stopa bezrobocia spadnie poniżej 10%. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w grudniu 2009 roku.

– Bezrobocie rejestrowe spada i dynamika tych spadków jest bardzo wysoka. Prognozy resortu pracy raczej powinny się spełnić. Stopa bezrobocia to jeden z najważniejszych wskaźników makroekonomicznych, który doskonale oddaje kondycję gospodarki danego kraju. U nas koniunktura jest coraz lepsza, PKB w 2015 roku wzrośnie prawdopodobnie o 4%, a stopa bezrobocia na koniec września powinna wynosić ok. 9,3%. Co to oznacza dla przeciętnego obywatela? Po pierwsze łatwiej będzie mu znaleźć zatrudnienie za lepszą płacę. Przy wzroście popytu na pracowników powinny rosnąć też wynagrodzenia. Niestety, zwykle z opóźnieniem, więc o podwyżkę powinniśmy prosić najwcześniej za kilka miesięcy – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Żaneta Berus wyróżniona tytułem „Businesswoman Roku 2014”

Żaneta Berus, Prezes EXPO XXI Warszawa i Członek Zarządu Sapphire Group Poland, została wyróżniona nagrodą „Businesswoman Roku 2014” w konkursie dla kobiet biznesu, organizowanym przez miesięcznik „Businesswoman & Life”.

EXPO XXI Warszawa Żaneta Berus
EXPO XXI Warszawa Żaneta Berus

Ogólnopolski plebiscyt „Businesswoman Roku” został zorganizowany przez magazyn „Businesswoman & Life” już po raz czwarty. Co roku prestiżowe nagrody trafiają do rąk uczestniczek, których firmy lub działalność zawodowa około biznesowa stanowią punkt odniesienia dla innych. Tegoroczne wyróżnienia dla liderek biznesu przyznane zostały podczas uroczystej gali, która odbyła się 17 czerwca br. w Centrum Olimpijskim w Warszawie. Gośćmi specjalnymi wydarzenia byli Anna Korcz, Joanna Kurowska, Magda Waligórska i Robert Kochanek.

W tegorocznej edycji konkursu udział wzięło kilkadziesiąt kobiet sukcesu z całej Polski. O tym, kto został wyróżniony, zadecydowały głosy czytelników magazynu oraz sześcioosobowa kapituła konkursu, złożona z przedsiębiorców, trenerów biznesu, laureatów poprzednich edycji konkursu oraz Elżbiety Jeznach – redaktor naczelnej magazynu „Businesswoman & Life”. Jury, oceniając zgłoszenia kandydatek, zwracało szczególną uwagę na zakres, sposób i innowacyjność prowadzenia działalności, oryginalność pomysłu, osiągnięte rezultaty oraz plany dalszego rozwoju kandydatki i jej firmy. W prestiżowym gronie nagrodzonych znalazła się także Żaneta Berus, która za swój wkład w rozwój polskiego przemysłu spotkań otrzymała nagrodę w kategorii „Lider branży MICE”.

2015 rok rozpoczął się dla mnie wyjątkowo szczęśliwie, jest to bowiem już drugie wyróżnienie, które trafiło w moje ręce. Z jednej strony to personalny sukces, ponieważ w konkursie wzięło udział kilkadziesiąt utalentowanych, charyzmatycznych, zdolnych kobiet. Już pojawienie się w tym gronie jest dużym wyróżnieniem, a zdobycie jednej z głównych nagród – prawdziwym powodem do dumy. Ale nie ukrywam, że cieszy mnie także kategoria, w której otrzymałam nagrodę – Lider branży MICE. Mam bowiem poczucie, że jest to ukoronowanie wszystkich inicjatyw i przedsięwzięć wspierających rozwój przemysłu spotkań w Polsce, zrealizowanych przez mnie w trakcie prawie dwudziestu lat pracy. I najlepsza możliwa motywacja do podejmowania kolejnych wyzwań, zarówno w ramach EXPO XXI Warszawa, jak i całej branży, w której staram się aktywnie działać realizując autorskie pomysły, reprezentując Polskę za granicą oraz wspierając organizacje branżowe – skomentowała wyróżnienie Żaneta Berus, Prezes EXPO XXI Warszawa.

Jak skutecznie motywować pracowników?

Wielu pracodawców chciałoby znaleźć jeden uniwersalny sposób na skuteczne motywowanie pracowników. Ba, niektórym wydaje się, że taki sposób znają i starają się go stosować wobec wszystkich zatrudnionych. Problem w tym, że to, co motywuje Kowalskiego, nie zadziała wobec Malinowskiego…
Prawdopodobnie każdy menedżer ma własne przekonania dotyczące tego, w jaki sposób można skłonić pracowników do bardziej zaangażowanej pracy.

Nagrody i kary w pracy

Wielu z nich twierdzi, że zaangażowanie można kupić, a więc że pracownik będzie wykonywał swoje obowiązki lepiej, jeśli otrzyma wyższe wynagrodzenie, dostanie premię, ewentualnie jego starania zostaną docenione karnetem na siłownię lub pakietem medycznym. Inni, uchodzący przeważnie za surowych szefów, pożądane zachowanie pracowników starają się wymusić poprzez tzw. przykręcanie śruby, stosowanie różnego rodzaju kar, podczas gdy każda nagroda (choćby miała nią być pochwała) jest ściśle reglamentowana.

Bez względu jednak na to, jakie nagrody i jakie kary przewidzi pracodawca, kluczowe będzie pytanie o to, co właściwie obydwa te pojęcia oznaczają.

– Psychologia definiuje nagrodę jako coś, co umożliwia lub ułatwia zaspokojenie danej potrzeby. Kara zaś to wszystko to, co utrudnia albo uniemożliwia zrealizowanie potrzeby – mówi Adrianna Filiks – trenerka w firmie szkoleniowej Effect Group. – I tu dotykamy sedna sprawy. Nagroda i kara to kwestie indywidualne, powiązane z potrzebami poszczególnych osób. Jeśli więc chcemy wynagrodzić lub ukarać pracownika, to aby takie działanie było skuteczne, wcześniej musimy poznać jego potrzeby – dodaje.

Osobowość ma znaczenie

W tym miejscu wyobrażenia menedżerów zderzają się z rzeczywistością. Nieustannie okazuje się, że wymyślane przez nich systemy motywowania pracowników w praktyce przynoszą bardzo mizerne efekty. Mimo ich starań, pracownicy pozostają bierni, pozbawieni inicjatywy, nastawieni na bezrefleksyjne wykonywanie poleceń albo przeciwnie – wykazują się tak dużą niezależnością, że wszelkie próby ich zdyscyplinowania okazują się nieskuteczne.

Wiele można wyjaśnić różnicami osobowościowymi. W grupie pracowników z powodzeniem można wydzielić podgrupy osób, dla których odpowiednie byłyby różne rodzaje motywacji. Na jednych faktycznie najkorzystniej zadziała perspektywa szybkiej gratyfikacji w postaci premii za wyniki, ktoś inny może poczuć się zmotywowany, jeśli będzie miał świadomość, że dzięki jego staraniom zapewnione będzie bezpieczeństwo jego rodziny (np. dzięki ubezpieczeniom na życie lub pakietowi medycznemu). Jeszcze inne osoby wykażą się inicjatywą tylko wtedy, gdy będą czuły się doceniane – dla nich awans, a nawet pochwały wyrażane przez przełożonego będą znaczyły więcej niż premia lub jakikolwiek karnet.

Z pewnością nie bez znaczenia będzie również fakt, czy pracownik jest ekstrawertykiem – wówczas bardzo ważne będą dla niego nagrody społeczne (uznanie innych, możliwość pracy w grupie), czy też introwertykiem, dla którego doskonałym motywatorem może się okazać np. otrzymanie samodzielnego miejsca do pracy.

Motywacja to sprawa pokoleniowa

Na różnice osobowościowe nakładają się jeszcze różnice pokoleniowe. Dla pracowników, którzy aktualnie wchodzą na rynek pracy (pokolenie Y) oraz tych, którzy dopiero będą zasilać szeregi pracowników w najbliższym czasie (generacja Z), ważne są inne sprawy niż dla pokolenia X.

O ile starsi pracownicy są bardziej podatni na korzyści wynikające z rozwoju kariery (awans, wyższe wynagrodzenie) i gotowi są wiele poświęcić, by zwiększyć skalę swoich osiągnięć, o tyle dla młodszych większe znaczenie ma możliwość osiągania równowagi pomiędzy życiem zawodowym a osobistym.

Jeśli więc pracodawca pozwoli im na osiągnięcie tzw. „work life balance”, np. poprzez zapewnienie elastycznego czasu pracy, umożliwienie wykonywania części zadań zdalnie lub przyznanie w nagrodę dodatkowych kilku dni urlopu, dla młodych pracowników może to stanowić większą motywację niż perspektywa karnetu na zajęcia sportowe.

Z pracownikami trzeba rozmawiać

W codziennej praktyce nie należy jednak kierować się ani uogólnieniami sprowadzającymi zarządzanie pracownikami do zbioru uniwersalnych reguł, ani wynikami badań, które uśredniają indywidualne preferencje badanych osób. Jedynym sposobem, aby dowiedzieć się, co faktycznie motywuje konkretnych (a nie statystycznych! ) pracowników, jest rozmawianie z nimi o ich potrzebach.

– Wielu szefów z protekcjonalnym uśmiechem mawia: znam moich ludzi, wiem, co na nich działa. Gdy proszę, by powiedzieli coś o potrzebach charakteryzujących ich podwładnych – milkną i sprawiają wrażenie zdziwionych. Są jeszcze bardziej zakłopotani, gdy proszę, by sięgnęli pamięcią, jak dawno rozmawiali ze swoimi pracownikami o tym, co dla nich jest w życiu ważne – mówi Adrianna Filiks.

Sprawę komplikuje fakt, że potrzeby ludzi zmieniają się w ciągu życia. Dlatego to, co motywowało Kowalskiego 10 lat temu, dziś może nie być aktualne. Dobry menedżer powinien na bieżąco badać oczekiwania zatrudnionych osób i sprawdzać, w jaki sposób mógłby zachęcić ich do bardziej zaangażowanej pracy. Dopiero na tej podstawie powinien dobierać odpowiednie narzędzia.

Lepsza motywacja = niższe koszty

Istotna jest w tym wszystkim zbieżność celów pracownika oraz firmy, w której jest zatrudniony. Właściwa motywacja to taka, która sprawia, że pracownik osiągając kolejne cele czuje się spełniony w pracy, a jednocześnie to, co robi, przekłada się na korzyści dla przedsiębiorstwa. Ta zbieżność będzie jednak możliwa tylko wtedy, gdy pracownik będzie rozumiał sens swojej pracy oraz jej znaczenie dla całej organizacji. A trudno to znaczenie wyjaśnić, nie rozmawiając.

– Ktoś może stwierdzić, że szkoda czasu na rozmowy z pracownikami o ich potrzebach. Na miejsce jednego wypalonego zaraz znajdzie się dziesięciu następnych, którzy gotowi są zająć jego miejsce – mówi trenerka Effect Group. – Zauważmy jednak, jakie koszty musi ponieść firma, zanim nowy pracownik osiągnie pożądane kompetencje i doświadczenie. Znacznie tańszym rozwiązaniem będzie zweryfikowanie podejścia szefa do motywowania pracowników, choć nie jest to zadanie łatwe – dodaje.

Jeśli osoby zatrudnione w firmie nie mają motywacji do pracy, dla przedsiębiorstwa może to oznaczać ogromne koszty. Często są one lekceważone, ponieważ nie widać ich „gołym okiem”. Najczęściej ukrywają się pod postacią złej organizacji pracy, nieefektywnych działań, czy też złej atmosfery w pracy – a wszystko to powoduje, że firma nie wykorzystuje w pełni swoich możliwości. Koszty wynikać też będą ze wzmożonej rotacji pracowników – każdą nową osobę należy wdrożyć do pracy, a więc czas, który mógłby być przeznaczony na zwiększanie zysków firmy, trzeba poświęcić na przyuczanie nowej osoby do jej obowiązków.

Dlatego właśnie znacznie bardziej opłaca się znaleźć czas na rozmowy o potrzebach pracowników, a następnie na dopasowanie do nich systemu motywacyjnego w firmie, niż na siłę poszukiwać osób, które wpiszą się w obowiązujący w przedsiębiorstwie, niereformowalny system zarządzania.

Popołudniowy komentarz walutowy z 06.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 06.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Grupa Waryński w ciągu 5 lat chce przeprowadzić ok. 10 etapów inwestycji mieszkaniowych. Planuje też nowe projekty, przede wszystkim w Warszawie

CEO Magazyn Polska

Dobre perspektywy przed rynkiem deweloperskim – na wysokim poziomie utrzymuje się popyt na mieszkania, rosną też ceny. Grupa Waryński w ciągu najbliższych kilku lat chce zrealizować ok. 10 etapów inwestycji mieszkaniowych na warszawskiej Woli. Jeszcze w tym roku zapadną pierwsze decyzje w sprawie nowych przedsięwzięć na terenie Warszawy, m.in. na Bemowie i Mokotowie. Ich budowa powinna rozpocząć się w 2016 roku.

Myślę, że po kryzysie w latach 2008-2009 branża jest dzisiaj silniejsza i dotyczy to zarówno deweloperów, jak i firm zajmujących się generalnym wykonawstwem. Rynek jest stabilny, dobry jest również popyt na mieszkania – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Jarosław Jankowski, prezes Grupy Waryński.

Z raportu firmy REAS wynika, że w ubiegłym roku w 6 największych miastach w Polsce (Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Trójmieście i Łodzi) na rynek trafiło 47,5 tys. mieszkań. To dwukrotnie więcej niż w 2013 roku. Rośnie też popyt na mieszkania. Od kwietnia 2014 roku sprzedano 43,5 tys. lokali, czyli o 20 proc. więcej niż w rekordowych dla branży latach 2007 i 2013 (ok. 36 tys.).

– Pierwsza faza naszej inwestycji Stacja Kazimierz liczy 179 mieszkań, a mamy sprzedanych już ponad 150 lokali. Jesienią planujemy rozpoczęcie kolejnego etapu sprzedaży. W drugiej inwestycji, Mieście Wola, w pierwszym etapie zostały nam dwa wolne mieszkania. To projekt nieco mniejszy – liczy 112 mieszkań. Drugi etap na 113 lokali rozpoczął się niespełna pół roku temu, a obecnie mamy sprzedanych już około 50 proc. mieszkań – mówi Jankowski.

Grupa Waryński chce zagospodarować dwie działki przy ul. Jana Kazimierza w Warszawie o łącznej powierzchni około 7 ha. Ma na nich powstać ok. 100 tys. mkw. powierzchni użytkowej. Budowa wszystkich etapów mieszkaniowych w obu inwestycjach miała planowo trwać 7 lat. Jednak ze względu na wysokie tempo sprzedaży, czas ten może się skrócić nawet do 4-5 lat.

– W tym czasie na pewno chcemy rozpocząć także nowe projekty. Dzisiaj prowadzimy rozmowy dotyczące przede wszystkim Warszawy i takich dzielnic, jak Wola, Bemowo czy Mokotów – zapowiada prezes Grupy Waryński.

Zdaniem Jankowskiego duże perspektywy ma przede wszystkim Wola. Tradycyjnie dzielnica przemysłowa od kilkunastu lat obrasta w biurowce, a od kilku – w nowe osiedla mieszkaniowe. Biznesowe centrum stolicy przesuwa się na zachód, dlatego na Woli będzie przybywać inwestycji, również mieszkaniowych.

– Zachodnia część Warszawy rozwija się dynamicznie, zarówno pod kątem biurowym – co widać w okolicy Ronda Daszyńskiego i ulicy Prostej, jak i mieszkaniowym. Ulica Jana Kazimierza jest dzisiaj poligonem dla wszystkich liczących się w Warszawie deweloperów – przekonuje prezes Grupy Waryński.

Grupa Waryński stawia przede wszystkim na inwestycje mieszkaniowe. Rynek biurowy, zwłaszcza że w Warszawie jest trudny. Dlatego spółka nie wyklucza, że na osiedlach Stacja Kazimierz i Miasto Wola, gdzie planowo w ostatnich etapach, że powstanie również część biurowa, będą jedynie lokale mieszkalne.

– Widzimy po naszych inwestycjach, że ceny stopniowo rosną i taka tendencja jeszcze przez jakiś czas powinna się utrzymywać. Wszystkim, którzy chcą kupić mieszkanie, rekomenduję przyspieszyć ewentualną decyzję, gdyż jej odłożenie w czasie może skutkować wyższą ceną  – zaznacza ekspert.

Średnio za metr mieszkania na rynku pierwotnym trzeba zapłacić 7,750 zł. Choć cena utrzymuje się na stabilnym poziomie, to w maju ceny były o ok. 3 proc. wyższe niż miesiąc wcześniej.

Preferencje mieszkaniowe Polaków od kilku lat utrzymują się na zbliżonym poziomie. Największym zainteresowaniem cieszą się niewielkie (45-50 mkw.) mieszkania, przeważnie 2-pokojowe. Coraz częściej kupowane są jednak lokale nieco większe, o powierzchni do 60 metrów.

Dzisiaj jest spora grupa klientów, i  zaczyna być powoli dominująca, chętnych na większe mieszkania. Mówimy o pierwszym mieszkaniu dla rodziny, lokalach 3-pokojowych, które są dzisiaj najchętniej poszukiwane. Uwzględniamy je w naszej ofercie i w kolejnych planowanych etapach inwestycji – podkreśla Jarosław Jankowski.

Spółka Braster 39 mln zł z nowej emisji akcji przeznaczy na budowę linii produkcyjnej i rozpoczęcie sprzedaży. Pierwsze przychody pod koniec 2016 r.

CEO Magazyn Polska

W ramach przejścia Braster SA z rynku NewConnect na główny parkiet Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, spółka przeprowadziła nową emisję akcji o wartości 39 milionów złotych. Środki przeznaczone zostaną m.in. na budowę linii technologicznej oraz opracowanie komercyjnej wersji urządzenia Braster Tester, służącego do samodzielnej diagnostyki raka piersi. Sprzedaż ma ruszyć w drugiej połowie 2016 roku.

W listopadzie 2015 roku powinna zakończyć się budowa linii produkcyjnej matryc ciekłokrystalicznych, które posłużą do produkcji urządzenia diagnostycznego Braster Tester. Koszt wykonania linii szacowany jest na około 11,7 miliona złotych, z czego większość pochodzić będzie ze środków uzyskanych z ostatniej emisji akcji spółki.

– Zgodnie z umową i kontraktem linia produkcyjna ma powstać do końca listopada tego roku i nie przewidujemy tutaj żadnych odchyleń. Wszystko idzie zgodnie z planem, harmonogram jest realizowany tak, jak został ustalony, więc spodziewam się, że na początku grudnia będziemy świętować zakończenie budowy – informuje Marcin Halicki, prezes zarządu spółki Braster.

W opinii zarządu środki pozyskane z emisji akcji mają wystarczyć do tego, aby już jesienią przyszłego roku rozpocząć sprzedaż na terenie Polski. Choć spółka istnieje od 2008 roku, na razie nie osiąga jeszcze żadnych przychodów. Mimo to zainteresowanie ostatnią ofertą było bardzo duże. Oferującym udało się uplasować całą emisję akcji. Wśród wiodących akcjonariuszy znajdują się obecnie takie podmioty, jak Dom Maklerski BOŚ (5,8 proc. akcji) czy Ipopema TFI SA (5,7 proc.).

– Ku naszemu zaskoczeniu wszystkie rodzaje funduszy były nami zainteresowane. Uważam to za duży sukces, że w naszym akcjonariacie znajduje się obecnie kilkunastu inwestorów instytucjonalnych –  głównie to TFI, ale również kilka OFE mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marcin Halicki.

Prezes Braster SA zwraca uwagę na bardzo stabilny akcjonariat spółki. Obecni udziałowcy ulokowali swój kapitał z pełną świadomością tego, że pierwsze przychody spodziewane są dopiero pod koniec 2016 roku, a spółka znajduje się dopiero w początkowej fazie rozwoju.

– Jeżeli są zdecydowani, żeby w nas zainwestować teraz i towarzyszyć nam przez ten okres rozwoju do rozpoczęcia sprzedaży, kiedy te wyniki finansowe wreszcie się pojawią, robią to z pełną świadomością, że inwestycja ta wymaga cierpliwości – tłumaczy przedstawiciel spółki Braster.

Branża telemedyczna charakteryzuje się bardzo wysokimi marżami handlowymi. Na podstawie innych biznesów osiągających przychody oparte na usługach dostarczanych abonamentowo lub w formie pakietów medycznych ich wysokość można szacować nawet na 70 proc.

– Zakładamy między 60 a 70 proc. marży, po tym jak nasz model biznesowy się ustabilizuje – prognozuje Halicki.

Spółka Braster zadebiutowała na rynku alternatywnym NewConnect w grudniu 2012 roku. Pod koniec czerwca bieżącego roku przeniosła notowania na główny parkiet GPW.

P. Bielski (BZ WBK): mimo sytuacji w Grecji Polska wciąż atrakcyjnym miejscem dla inwestorów długoterminowych

CEO Magazyn Polska

Ponad 60 proc. obywateli Grecji w niedzielnym referendum zagłosowało przeciwko korzystaniu z dalszej pomocy finansowej od międzynarodowych instytucji na ich warunkach. Wynik głosowania nie przesądza jeszcze o opuszczeniu przez Ateny Unii Europejskiej, jednak ryzyko takiego scenariusza wyraźnie wzrosło. Choć eskalacja kryzysu może mieć znaczny wypływ na rynki finansowe, to jednak w dłuższej perspektywie Polska pozostaje bezpiecznym miejscem do inwestowania.

– Jeżeli mówimy o inwestorach portfelowych, krótkoterminowych, to oni w tej chwili głównie patrzą na sytuację w Grecji, czyli kierują się emocjami, kierują się nastrojami. I nawet gdybyśmy mieli najlepsze dane makroekonomiczne z kraju, to w sytuacji grexitu, jakichś większych perturbacji z tym związanych, to będziemy mieli do czynienia z ucieczką kapitału z Polski, tego portfelowego kapitału – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

Ekspert zaznacza jednak, że dla inwestorów długoterminowych Polska w dalszym ciągu pozostaje bardzo atrakcyjnym miejscem. Krótkoterminowa panika rynkowa paradoksalnie sprzyja inwestowaniu w naszym kraju. Przecena pozwala bowiem na wejście na rynek przy atrakcyjniejszych poziomach cenowych. Indeks giełdowy WIG20 znajduje się obecnie najniżej od połowy stycznia.

– Bo klimat inwestycyjny czy ogólnie perspektywy polskiej gospodarki aż tak bardzo się nie zmieniają pod wpływem zmian nastroju związanych z Grecją. Natomiast złoty jest tańszy, co powoduje, że inwestowanie u nas jest bardziej atrakcyjne – wyjaśnia Bielski.

Niepewność inwestorów co do przyszłości strefy euro przekłada się na notowania zarówno wspólnej waluty europejskiej, jak i polskiego złotego. Obecnie za jednego dolara należy zapłacić ponad 3,80 zł. Ostatni raz tak wysokie poziomy notowano w drugiej połowie maja.

– Myślę, że dla Polski najważniejsza będzie kwestia, czy w konsekwencji grexitu nastąpi jakiś niekontrolowany rozwój kryzysu na rynkach finansowych i być może kolejny kryzys zadłużeniowy, kolejna fala recesji w krajach Unii Europejskiej, czy jednak ten kryzys jest do opanowania – ocenia ekonomista BZ WBK.

W opinii Piotra Bielskiego pozostałe państwa strefy euro powinny być w stanie zahamować ekonomiczne skutki ewentualnego grexitu. Problem stanowi jednak niepewność, co do faktycznego wpływu takiego scenariusza na rynki finansowe. Kluczowa w tym przypadku może okazać się kondycja Niemiec, jak i pozostałych gospodarek europejskich.

– Najważniejsze będzie właśnie to, czy  jesteśmy w stanie zahamować to rozprzestrzenianie się kryzysu i recesji w Europie. Oczywiście też ważną kwestią będzie np. to, co z polityką Fedu. Bo wyjście Grecji ze strefy euro też może wpłynąć na decyzję amerykańskiego banku centralnego o terminie podwyżki stóp – wyjaśnia ekonomista.

Finansowanie najbliższego programu unijnego z powodu grexitu może być realnie zagrożone. Według Piotra Bielskiego ziszczenie najgorszego scenariusza będzie równoważne z początkiem końca Unii Europejskiej.

– Gdyby rzeczywiście tak było, że w następstwie wyjścia Grecji mamy to rozprzestrzenianie się paniki, rozprzestrzenianie się recesji, w efekcie też kryzysu zadłużeniowego i np. te populistyczne ruchy w innych krajach południa Europy nabierają znaczenia i rozsadzają od środka Unię Europejską, to to by oznaczało w ogóle koniec Unii Europejskiej i finansowania z tego tytułu – ostrzega ekspert Banku BZ WBK.

Piotr Bielski zaznacza jednak, że jest to scenariusz ekstremalny, którego ziszczenie się jest bardzo mało prawdopodobne.

Mimo negatywnego wyniku referendum oraz dymisji ministra finansów Janisa Varoufakisa rozmowy między Grecją a wierzycielami będą kontynuowane. Ateny mają jednak mało czasu. Na 20 lipca przypada bowiem termin wykupu obligacji o wartości 3,5 miliarda euro, będących w posiadaniu Europejskiego Banku Centralnego. Brak terminowego rozliczenia zobowiązań będzie skutkować dalszą eskalacją kryzysu.

A. Halicki: Niebawem na poczcie zapłacimy kartą. Będzie również więcej e-usług administracyjnych

CEO Magazyn Polska

Niebawem klienci Poczty Polskiej powinni mieć możliwość płacenia kartą – zapowiada minister administracji i cyfryzacji Andrzej Halicki. Zyskają oni również możliwość załatwiania w placówce pocztowej wielu spraw administracyjnych. Rozwijanie i unowocześnianie oferty umożliwiają Poczcie Polskiej osiągnięte wyniki – 2014 rok był piątym rokiem z rzędu  zyskiem.

Na poczcie powinniśmy móc płacić kartą. Oczekuje się tego od dawna i myślę, że niebawem uda się to spełnić – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Halicki, minister administracji i cyfryzacji. – Powinniśmy także otrzymać możliwość załatwienia spraw administracyjnych i to jest kolejny etap rozwoju Poczty Polskiej i współpracy z Ministerstwem Administracji i Cyfryzacji.

2014 był piątym rokiem z rzędu z zyskiem. Tym razem wyniósł on 142 mln zł i był o 52 proc. wyższy niż rok wcześniej. Zysk udało się zwiększyć mimo coraz silniejszej konkurencji na rynku i dalszych spadków w segmencie papierowej korespondencji (o 10 proc.).

Dobry wynik w bardzo trudnym roku oznacza jedno – dzisiaj można z dużo większym optymizmem planować rozwój, inwestycje, a także wydatki związane z zatrudnianiem, innowacyjnością, bo myślimy o punktach, które powinny także serwować nowoczesne usługi,  oraz o rozwoju firm, które związane są z tymi usługami w ramach Grupy. Poczta Polska jako narodowy operator, jako operator wyznaczony ma przed sobą lata dynamicznego rozwoju – mówi Andrzej Halicki.

To był rok, kiedy po raz pierwszy utraciliśmy obsługę sądów i prokuratur, więc 290 mln zł uciekło nam z przychodów. Musieliśmy to nadrobić i poszukać inicjatyw nowych, przychodowych i oszczędnościowych. Cała Poczta była w to zaangażowana – mówi Jerzy Jóźkowiak, prezes Poczty Polskiej.

Podkreśla, że dobre wyniki to m.in. zasługa skutecznej restrukturyzacji. Spółce udało się utrzymać dyscyplinę kosztową – w ubiegłym roku koszty były o 300 mln zł niższe niż przed rokiem.

Motorem wzrostu był za to rynek usług paczkowo-kurierskich. Wzrost Poczty Polskiej w tym segmencie był dwukrotnie szybszy niż na całym rynku. Usługi kurierskie stanowią połowę wolumenu na tym rynku i w ubiegłym roku wzrosły o 50 proc. Tak dobre wyniki powodują, że ten segment znalazł się w centrum strategii Poczty Polskiej. Spółka chce w tym segmencie osiągnąć 1,5 mld zł przychodów do 2020 roku (100-proc. wzrost).

Usługi e-commerce są dla nas najważniejsze z perspektywy przyszłości. Zakładamy, że będziemy potrzebować ok. 0,5 mld zł na inwestycje w samo e-commerce, a w perspektywie 2020 roku inwestycje Poczty sięgną 1,5 mld zł – podkreśla Jóźkowiak. – Myślimy też o zautomatyzowanych liniach do sortowania paczek, czyli dostosowaniu się do potrzeb klienta.

Poza ofertą usług logistycznych spółka chce rozwijać także usługi bankowe i ubezpieczeniowe.

Poczta Polska będzie inwestować także w ludzi – na przestrzeni ostatnich lat wydatki na ten cel sięgnęły 600 mln zł (w 2014 roku 240 mln zł). Inwestycje objęły projekty rozwojowe wspierające m.in. aktywizację sprzedaży, obsługę klienta i jakość świadczenia usług.

Drugim priorytetem jest usprawnianie procesów, co oznacza duże inwestycje w nowoczesne systemy informatyczne

Poczta dotąd jeszcze nie ma scentralizowanego systemu księgowego, co jest już domeną wszystkich dużych spółek Skarbu Państwa. Poza tym system okienkowy, który usprawni i ułatwi obsługę klientów, i wszystkie inne rzeczy wspomagające obsługę klienta – podkreśla prezes Poczty Polskiej.

Świadczenie emerytalne warto przeliczyć. Większe korzyści dla absolwentów i przebywających na urlopach wychowawczych przed 1999 r.

CEO Magazyn Polska

Nowe zasady ustalania kapitału początkowego mogą pomóc zwiększyć emeryturę. Na wyższe świadczenie mogą liczyć matki, które przebywały na urlopie wychowawczym, można też liczyć na większe korzyści za okres studiów. Przepisy pozwalają też na wybór tej tablicy dalszego trwania życia, która jest korzystniejsza dla emeryta. Wniosek o przeliczenie można złożyć w dowolnym momencie – ZUS ma 60 dni na jego rozpatrzenie.

Nowa regulacja daje osobom, które mają zreformowane emerytury lub ubiegają się o nie, możliwość wybrania tablicy średniego dalszego trwania życia, albo tej z momentu ubiegania się o emeryturę, albo wówczas, gdy osiągały wiek emerytalny. To praktyczna korzyść dla emerytów – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ewa Bednarczyk, dyrektor Departamentu Świadczeń Emerytalno-Rentowych w Centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Z tablic dalszego trwania życia ogłaszanych przez GUS w ostatnich latach wynika, że średni wskaźnik dalszego trwania życia ulega stopniowemu wydłużeniu. Dotychczas nawet mimo wyższych składek wzrosty emerytur nie były odczuwalne, bo wydłużał się również wiek życia na emeryturze. Teraz dla osób, które po przekroczeniu wieku emerytalnego pracowały lub pracują, świadczenia po nowych zasadach przeliczania mogą okazać się wyraźnie wyższe.

Osoba, która ma wiek emerytalny np. 60 lat i 8 miesięcy, składa wniosek o emeryturę w wieku 64 lat. Zgodnie z dotychczasowymi przepisami bierze się tablicę średniego dalszego trwania życia z tego roku, w którym wniosek jest składany. A jeśli popatrzymy na tablicę z 2015 roku i tablicę sprzed 4 lat, to oczywiście dla osoby 64-letniej zauważymy istotną różnicę – tłumaczy ekspertka.

Dla osób 64-letnich urodzonych w styczniu jeszcze w 2012 roku GUS prognozował średnio 220,2 miesiąca życia, w 2014 już 221,7 a w 2015 roku – 226,2 miesiąca. Teraz będzie można wybrać do wyliczenia emerytury tę tablicę, która jest korzystniejsza.

Dzięki zmianie ustawy na wyższe emerytury mogą liczyć matki, które urodziły dziecko i przebywały na urlopie wychowawczym przed 1999 rokiem. Za każdy rok tego okresu uwzględnia się po 1,3 proc. podstawy wymiaru kapitału początkowego, a nie jak dotychczas po 0,7 proc. podstawy wymiaru. Na zmianie mogą skorzystać również te osoby, które studiowały przed 1999 rokiem, bo uwzględniony może zostać dłuższy wymiar okresu studiów wyższych.

Aby skorzystać z przepisów zmienionych od maja, osoba, która pobiera już emeryturę, powinna złożyć wniosek o przeliczenie. Nie ma żadnego określonego terminu. Wniosek można złożyć w każdym momencie. Działa on na pierwszy dzień miesiąca, w którym został złożony. Nie ma więc obawy, że niezłożenie wniosku w ciągu kilku miesięcy spowoduje, że utraci się ewentualne korzyści – przypomina Bednarczyk.

Na wydanie decyzji trzeba czekać do 60 dni od daty ustalenia ostatniej okoliczności. Ekspertka zaznacza jednak, że jest to czas maksymalny, a ZUS stara się załatwiać sprawy w miarę ich wpływu. Przeciętny czas oczekiwania na decyzję może wynosić ok. 30 dni. Co więcej, nie ma obowiązku składania wniosku na określonym druku, choć taki został przygotowany.

Wniosek złożony nawet na zwykłej kartce będzie przyjęty, jeśli tylko wynika z niego, o co dana osoba się ubiega, czy o przeliczenie kapitału początkowego, czy o emeryturę. Wniosek można złożyć w każdej placówce ZUS. Nawet jeśli trafi do niewłaściwego organu, na pewno zostanie przekazany właściwemu i tam też będzie rozpatrzony – podkreśla Ewa Bednarczyk.

Stock Polska z nowym centrum logistycznym w Lublinie. Większe możliwości magazynowania i dystrybucji

0

CEO Magazyn Polska

Producent alkoholi Stock Polska otworzył w Lublinie nowe centrum logistyczne. Obiekt ma zrewolucjonizować łańcuch dostaw w firmie, począwszy od zamówień butelek czy etykiet, poprzez możliwości magazynowania, aż po dystrybucję na rynki zbytu. To kolejna już inwestycja Stock Polska w regionie – pół roku temu zakończyła się budowa nowych instalacji produkcyjnych.

Bardzo się cieszę, że możemy otworzyć nowe centrum logistyczne Stock Polska w Lublinie. Jest to dopełnienie wieloletnich inwestycji w produkcję. Teraz mamy obiekt logistyczny, dzięki któremu możemy tę produkcję obsługiwać na światowym poziomie – mówi agencji Newseria Allan Jagger, dyrektor logistyki i systemów operacyjnych Stock Polska.

Praca w nowym obiekcie ruszy w ciągu kolejnych tygodni. Będą go obsługiwać pracownicy obecnego centrum logistycznego w Niemcach koło Lubartowa.

Teraz, po oficjalnym otwarciu inwestycji, naszym priorytetem jest wprowadzenie się do nowego budynku i uczynienie go w pełni operacyjnym, tak byśmy mogli oferować wszystkie usługi, których potrzebują nasi klienci – mówi Jagger.

Jak podkreśla, nowe centrum ma znacznie zwiększyć łańcuch dostaw w Stock Polska. Nowy obiekt to nie tylko większa elastyczność i możliwości magazynowania, lecz także integracja procesów planowania całej produkcji i dystrybucji w łańcuchu dostaw.

Centrum znajduje się znacznie bliżej naszej fabryki, więc cały łańcuch dostaw korzysta na tej inwestycji. Ważnym aspektem jest większa elastyczność – od zamówień do wyrobów gotowych – podkreśla Allan Jagger. – Dzięki temu skupiamy całą naszą aktywność logistyczną w jednym miejscu. Oznacza to, że mamy możliwość przechowywania całej produkcji z zakładu w Lublinie i możemy prowadzić dystrybucję na wszystkie nasze rynki, nie tylko w Polsce.

Nowe centrum logistyki o powierzchni 33,5 tys. mkw. będzie dzierżawione od firmy Goodman, która buduje parki logistyczne i nimi zarządza. Przedstawiciele spółki zapowiadają, że to początek ich obecności we wschodniej części Polski.

To miejsce jest naturalne zarówno dla Goodmana, jak i dla Stocka. Stock ma swoją fabrykę oddaloną zaledwie kilka kilometrów stąd, w centrum Lublina. Goodman jest bardzo aktywnym deweloperem w całej Europie, również w Polsce, ale do tej pory nie byliśmy obecni w tym rejonie – mówi Jarosław Czechowicz, portfolio menadżer odpowiedzialny za Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Goodman. – Ta lokalizacja jest świetna, gdyż jest doskonale połączona z resztą kraju oraz z Lublinem. W związku z tym zarówno Stock, jak i my wiążemy z nią bardzo duże nadzieje.

W grudniu 2014 roku Stock Polska zakończyła inwestycję w nowe zaawansowane technologicznie instalacje, które są wykorzystywane w produkcji wódek czystych i alkoholi smakowych. W lubelskiej fabryce produkowanych jest ponad 40 różnych alkoholi wysokoprocentowych, mi.in. Żołądkowa de Luxe i Lubelskie.

Wakacje to okres żniw dla cyberprzestępców. Celem coraz częściej są urządzenia mobilne

CEO Magazyn Polska

Urządzenia mobilne, z których korzystamy podczas wyjazdów, są szczególnie narażone na ataki cyberprzestępców. Eksperci radzą, żeby nie logować się do niezabezpieczonych sieci, a jeśli już jest konieczność skorzystania z nich, to lepiej unikać transakcji bankowych. Ryzyko jest większe, bo wciąż niewielu użytkowników smartfonów chroni swój sprzęt odpowiednim oprogramowaniem. Na rynku jest wiele narzędzi gwarantujących ochronę, a ich koszt nie musi przekraczać 10 zł miesięcznie.

Podczas wakacji częściej myślimy o tym, jak wypocząć, jak się cieszyć słońcem. Jednocześnie musimy raz na jakiś czas skorzystać z internetu, nawet niekoniecznie w celu sprawdzenia służbowej poczty, ale chociażby po to, aby wykonać przelew, spłacić kartę albo upewnić się, że na koncie znajduje się właściwa ilość środków finansowych. Zainteresowani głównie realizacją celu bardzo często nie zwracamy szczególnej uwagi na to, w jakich okolicznościach i w jakich miejscach łączymy się z siecią. Hakerzy starają się to bardzo sprytnie i szybko wykorzystać – mówi agencji Newseria Biznes Michał Iwan, dyrektor zarządzający F-Secure Polska.

Główne zagrożenie wynikają z korzystania z niezabezpieczonych sieci internetowych. Logujemy się w pubach, restauracjach, hotelach czy na lotniskach, nie zwracając uwagi na to, czy jest to sieć zabezpieczona hasłem i jak silne jest to hasło. Ekspert przekonuje, że podczas korzystania z takich sieci, powinniśmy unikać wykonywania transakcji bankowych i finansowych.

Jeżeli już to musimy zrobić, to zwracajmy uwagę na to, czy urządzenie jest chronione. Nikt za nas nie pomyśli o bezpieczeństwie, nie oczekujmy tego tylko od udostępniającego połączenie z internetem czy od samej platformy do płatności, gdyż wiele zagrożeń czyha na nas jeszcze zanim wylądujemy na szyfrowanej stronie banku. Pamiętajmy, że inne zabezpieczenia mamy na komputerach osobistych, a inne na telefonach komórkowych. Niezależnie od tego, czy korzystamy z urządzenia z systemem Windows, czy z systemem Android, może ono stać się celem ataku hakera – mówi Michał Iwan.

Jednym z zabezpieczeń jest system antywirusowy na urządzenia mobilne. Iwan przekonuje jednak, że jeszcze bardziej skuteczną ochronę daje VPN, czyli aplikacja, która zabezpiecza połączenia odpowiednim kluczem.

Jeżeli nawet haker będzie próbował przechwycić nasz ruch, nie będzie go w stanie odczytać, bo będzie on zabezpieczony odpowiednim algorytmem szyfrującym – wyjaśnia Michał Iwan.

Wciąż jednak niewielu użytkowników urządzeń mobilnych ma świadomość zagrożeń i stara się przed nimi chronić. Eksperci przekonują, że na rynku jest wiele produktów, które mogą zabezpieczyć smartfony i tablety, trzeba tylko wybrać odpowiednie. Również koszt nie jest dużym problemem, bo skuteczne oprogramowanie można kupić za mniej niż 10 złotych miesięcznie. Producenci tacy jak F-Secure i inni umożliwiają wykupienie licencji na określoną liczbę miesięcy, tak więc koszt nie musi równać się rocznej subskrypcji.

Na rynku jest wiele różnych rozwiązań. W sklepach internetowych zdarzają się jednak oprogramowania, które podają się za program antywirusowy, wcale nimi nie będąc. De facto mogą wyrządzić więcej szkód niż pożytku. Dlatego spędźmy trochę czasu na tym, żeby wybrać odpowiednie rozwiązanie, albo zaufajmy komuś, kto taką wiedzę już ma – doradza Iwan.

Wyjaśnia, że niektóre dostępne na rynku narzędzia chronią tylko przed wirusami, a niektóre także przed innymi zagrożeniami. Ekspert zwraca uwagę na konieczność ochrony przed tzw. trackingiem, czyli śledzeniem naszych ruchów w sieci. Dzięki niemu usługodawcy wiedzą, co lubimy, gdzie przebywamy i jakie mamy preferencje zakupowe.

Na przykład F-Secure Freedome chroni ruch między użytkownikiem a punktem, z którym chce się on połączyć, ale zapobiega też trackingowi – mówi Michał Iwan. – Warto stosować rozwiązania, które sprawią, że będziemy w internecie anonimowi. Nie jest tajemnicą, że w momencie kiedy usługodawca zda sobie sprawę z tego, że jesteśmy czymś bardziej zainteresowani niż inny użytkownik, może za pośrednictwem wszelkiego rodzaju dostępnych na rynku mechanizmów wystawiać w sklepach wyższą cenę dla nas niż dla pozostałych użytkowników – dodaje.

Podkreśla, że ewentualne straty poniesione w wyniku cyberataku znacznie przekraczają koszt zakupu zabezpieczenia.

Polska Ekstraklasa coraz bezpieczniejsza. Tylko jeden poważny incydent w minionym sezonie

0

CEO Magazyn Polska

Bezpieczeństwo na stadionach coraz większe. Tylko jeden incydent z użyciem przemocy fizycznej i dwa na tle rasistowskim  to bilans minionego sezonu polskiej Ekstraklasy. Dwa razy dla publiczności został także zamknięty stadion. Problemem nadal pozostaje jednak używanie materiałów pirotechnicznych przez kibiców.

Polska Ekstraklasa staje się coraz bezpieczniejsza. W zakończonym na początku czerwca sezonie doszło do znacznie mniejszej liczby przypadków naruszenia porządku niż w latach ubiegłych. Z raportu „Bezpieczeństwo na meczach Ekstraklasy w sezonie 2014/2015” wynika, że podczas wszystkich 296 meczów Ekstraklasy miał miejsce tylko jeden incydent z użyciem przemocy. Oznacza to, że liczba poważnych zakłóceń porządku zmniejszyła się o ponad 83 proc. w stosunku do sezonu 2013/2014.

– Na stadionach Ekstraklasy nie mamy incydentów związanych z rasizmem w dużej liczbie – były tylko dwa takie przypadki, ten spadek nas cieszy. Spadły znacząco także statystyki dotyczące pirotechniki, aż o kilkanaście procent – mówi agencji informacyjnej Newseria Marcin Animucki, wiceprezes Ekstraklasa SA.

W minionym sezonie zanotowano 54 przypadki użycia materiałów pirotechnicznych podczas meczów. To o 14 mniej w stosunku do sezonu poprzedniego, nadal jednak dość dużo. W okresie od 18 lipca 2014 do 7 czerwca 2015 tylko dwa razy zostały ponadto podjęte decyzje o zamknięciu stadionu lub trybun. W sezonie poprzednim decyzje takie zapadły aż 19 razy. Zdaniem przedstawicieli Ekstraklasy poprawa bezpieczeństwa na stadionach to w dużej mierze efekt wdrożonego dwa lata temu projektu „Bezpieczne stadiony Ekstraklasy”.

– To jest proces długotrwały. Różnego rodzaju incydenty na stadionach Bundesligi, Premier League czy ligi hiszpańskiej pokazują, że nie wszystko jest tak, jak byśmy sobie życzyli. W porównaniu do głównych lig jesteśmy jednak naprawdę na bardzo dobrym poziomie. Chwalą nas nawet przedstawiciele lig zagranicznych czy zachodni eksperci – mówi Marcin Animucki.

Wiceprezes Ekstraklasa SA twierdzi, że poprawa bezpieczeństwa na stadionach była możliwa dzięki współpracy różnych podmiotów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, a więc środowiska piłkarskiego, policji, administracji publicznej (głównie samorządów lokalnych) oraz organizacji kibicowskich. W następnych latach Ekstraklasa zamierza kontynuować tę politykę. Planuje też odchodzić od zamykania stadionów i trybun, co okazało się mało efektywnym sposobem walki z zagrożeniami bezpieczeństwa podczas meczów.

– Wsparcie przez samorządy czy administrację publiczną budowy nowoczesnych stadionów pozwoliło na stworzenie bazy, na której kluby dzisiaj budują kwestię związaną z bezpieczeństwem. Nowoczesne stadiony są tak zaprojektowane, aby były bezpieczne. Kluby przeznaczają także wiele pieniędzy na zabezpieczenie imprez masowych, chodzi tutaj o bardzo wysoki poziom stewardingu czy ochrony meczu mówi Marcin Animucki.

Nowy sezon Ekstraklasy rozpocznie się 17 lipca, a zakończy 21 maja 2016.

Po zamachach w Tunezji polscy turyści wybierają inne kraje basenu Morza Śródziemnego. Więcej osób decyduje się na wypoczynek w Polsce

CEO Magazyn Polska

Zagrożenie terroryzmem sprawiło, że turyści rezygnują z wyjazdu do Tunezji, dotychczas będącej jedną z najpopularniejszych wakacyjnych destynacji. Zyskają na tym inne kraje basenu Morza Śródziemnego – Hiszpania, Turcja, Egipt i kraje bałkańskie. W tym roku najchętniej wybieramy Grecję, mimo zawirowań politycznych i ekonomicznych. Ceny wyjazdów utrzymują się na zbliżonym poziomie, ze względu na ataki terrorystyczne niższy jest koszt wyjazdu do Tunezji.

W związku z wydarzeniami w Tunezji inne kraje mogą zyskać na popularności. To tradycyjnie rejon basenu Morza Śródziemnego, czyli Grecja, Turcja, Egipt, Hiszpania, również Bułgaria, Chorwacja i inne kraje bałkańskie – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Niewiadomski, prezes Polskiej Izby Turystyki (PIT).

W ubiegłym roku Tunezja była jednym z najpopularniejszych wakacyjnych kierunków. Wyjechało tam ponad 100 tys. polskich turystów. W tym roku już po marcowych zamachach biura podróży notowały spadek zainteresowania tym krajem. Z danych generowanych przez systemy rezerwacyjne wynika, że sprzedaż spadła o blisko 30 proc. Po czerwcowych zamachach część biur podróży wycofała Tunezję ze swojej oferty.

Jest też grupa turystów, którzy nie chcą słyszeć o odwołaniu wyjazdu. Trzeba do tego podchodzić indywidualnie. Zalecenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych jest takie, aby powstrzymywać się od wyjazdów do tego kraju. W Polsce turyści reagują zawsze tak samo  kierunek, w którym coś się wydarzyło, jest ponownie popularny po około 2 miesiącach – wskazuje ekspert.

Więcej osób może zdecydować się na wypoczynek w Polsce. W tym roku ma być to blisko 10 mln osób, o 1 mln więcej niż w roku ubiegłym. Z badań firmy Nielsen Polska, zleconych przez Mondial Assistance, wynika, że najpopularniejszym zagranicznym kierunkiem, podobnie jak rok temu, jest Grecja. W 2014 roku wybrał ją co czwarty polski turysta. W tym roku, niezależnie od sytuacji ekonomicznej Grecji, wciąż wybierze ją wielu turystów, zwłaszcza że w ofercie biur podróży pojawiły się mniejsze wyspy, gdzie dotychczas wyjazdów nie było.

Grecja jako kierunek wyjazdów zorganizowanych w tym roku bije rekordy popularności. Nie obserwujemy żadnych zmian po tym okresie, kiedy pojawiły się informacje medialne dotyczące możliwości wystąpienia różnych problemów, np. z podejmowaniem gotówki z bankomatów – zaznacza Niewiadomski.

Ekspert przypomina, że podczas wyjazdu do Grecji należy zabrać więcej gotówki, bo wypłata pieniędzy z bankomatu może być utrudniona. W przypadku turystów, którzy podróżują na własną rękę, warto oprócz wyrobienia karty EKUZ wykupić dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne. Pojawiają się sygnały o możliwych problemach w funkcjonowaniu publicznej służby zdrowia.

Klienci, którzy wyjeżdżają za pośrednictwem biur podróży i korzystają z zorganizowanego wypoczynku, mają takie ubezpieczenie w pakiecie. Komercyjne ubezpieczenie kosztów leczenia i następstw nieszczęśliwych wypadków to obowiązek ustawowy biur podróży – przypomina prezes PIT.

Mniejsze zainteresowanie turystów Tunezją raczej nie wpłynie na wzrost cen wycieczek do innych krajów.

Ceny wycieczek do Tunezji minimalnie spadły. Tutaj decydują prawa popytu i podaży, ale dopiero pod koniec sezonu turystycznego będziemy mogli przeanalizować dokładnie, jaki efekt spowodowały ostatnie wydarzenia – ocenia Niewiadomski.

W tym roku średni szacowany koszt wyjazdu wakacyjnego na jedną osobę jest tylko nieznacznie wyższy, to wzrost z 1,6 tys. zł w 2014 roku do blisko 1,8 tys. zł. Wybierając zagraniczny wypoczynek, należy liczyć się z kosztem 2,6 tys. zł. Połowę tego zapłacimy za wypoczynek w Polsce.

Ile zapłacimy za miejsce postojowe w garażu podziemnym?

W jakiej cenie deweloperzy oferują miejsca postojowe w powstających osiedlach? Analitycy portalu nieruchomości Dompress.pl przeprowadzili sondę wśród firm by sprawdzić, w których inwestycjach nabywcy mieszkań są zobligowani do ich zakupu.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp

Ceny miejsc postojowych różnią się w zależności od miasta i charakterystyki projektu. W inwestycjach realizowanych przez LC Corp ceny miejsc postojowych wynoszą od 15 tys. zł do 40 tys. zł, a ich zakup nie jest obligatoryjny.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

W ofercie każdej z naszych inwestycji znajdują się miejsca garażowe. W zależności od projektu koszt ich zakupu wynosi od 29 tys. do 45 tys. zł. Miejsca postojowe są na ogół przyporządkowane do zakupu lokalu, jednak nie zawsze ich nabycie jest konieczne. Wszystko zależy od uwarunkowań konkretnego budynku.

Karolina Guzik, koordynator sprzedaży Skanska Residential Development Poland

Na położonym na pograniczu Żoliborza i Bielan Osiedlu Mickiewicza klienci mogą nabyć miejsce garażowe w parkingu podziemnym nieobligatoryjnie w cenie 39 900 zł. Natomiast w Parku Ostrobramska na warszawskiej Pradze-Południe zakup ten jest obligatoryjny, a jego koszt to 24 900 zł. Parkingi, wyposażone w odpowiednią wentylację i czujniki, przystosowane są również do samochodów z instalacją LPG. W Parku Ostrobramska mieszkańcy mają także do dyspozycji ładowarkę do samochodów elektrycznych.

Tomasz Sznajder, wiceprezes zarządu Polnord

Garaże w naszych projektach kosztują średnio 25 tys. zł, a ich zakup do niektórych mieszkań nie jest konieczny.

Magdalena Rurarz, dyrektor działu sprzedaży i marketingu Victoria Dom

Zakup miejsc garażowych w naszych inwestycjach jest obowiązkowy. Ceny miejsc garażowych kształtują się od 25 tys. zł za miejsce standardowe do 36 tys. zł za miejsce podwójne . Ceny są zależne od rodzaju i wielkości miejsca postojowego.
Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

W większości naszych inwestycji w podziemiach zaaranżowany jest garaż przynależny do nieruchomości. Średni koszt wykupu miejsca parkingowego wynosi 27 000 zł. Zakup miejsca garażowego we wszystkich inwestycjach Wawel Service jest dobrowolny.

Michał Witkowski, dyrektor sprzedaży i marketingu w Atlas Estates

Z zasady w naszych inwestycjach zakup miejsca parkingowego w podziemnym garażu jest obowiązkowy. Wyjątkiem jest nasza aktualna oferta w budynku ConceptHouse Mokotów, gdzie klient sam może podjąć decyzję, czy chce zdecydować się również na zakup miejsca garażowego. W tej inwestycji w ramach promocji – Ostateczna wyprzedaż – obniżyliśmy koszt miejsca postojowego do 26 tys. zł.

Miejsca postojowe w naszych inwestycjach zazwyczaj kosztują ok. 40 tys. zł, w zależności od projektu i kondygnacji garażu. Im niższy poziom, tym cena jest niższa.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.
Ceny miejsc garażowych rozpoczynają się w naszych inwestycjach od 10 tys. zł. W takiej cenie można je nabyć w Oazie Piątkowo w Poznaniu. W większości inwestycji cena wynosi ok. 20 tys. zł. Miejsce garażowe zapewnia wygodę i bezpieczeństwo pojazdów mieszkańców. Można je także potraktować jako inwestycję i przeznaczyć pod wynajem.

Katarzyna Żarska z firmy Marvipol

Miejsce parkingowe w garażu podziemnym w naszych inwestycjach kosztuje od 24 900 do 39 000 zł. Zakup miejsc postojowych nie jest z zasady obowiązkowy, są jednak wyjątki. W inwestycji Central Park Ursynów przy ul. Kłobuckiej w Warszawie na obszarze ponad 10 hektarów, w 24 budynkach powstanie ponad 2 500 mieszkań, a cały ruch kołowy po osiedlu będzie zlokalizowany w garażu podziemnym. W tym przypadku zakup miejsca parkingowego w garażu jest warunkiem koniecznym, aby zapewnić przyszłym mieszkańcom wygodne parkowanie. Cena nie jest jednak wysoka, wynosi 24 900 zł.

Urszula Hofman, reprezentująca Grupę Inwest

W zależności od inwestycji dysponujemy miejscami parkingowymi w garażu podziemnym, miejscami naziemnymi, które zlokalizowane są na parterze budynku , miejscami na platformach parkingowych oraz tzw. miejscami rodzinnymi, umożliwiających zaparkowanie dwóch samochodów. Rodzaje miejsc determinują ceny, które kształtują się w przedziale 20-30 tys. zł.
W organizowanych często promocjach w cenie jednego miejsca można otrzymać dwa lub też miejsce parkingowe może być wliczone w cenę mieszkania. Obecnie w cenie mieszkania w budynku przy ul. Strąkowej na warszawskim Bemowie klienci otrzymują jedno miejsce parkingowe, a dodatkowe mogą dokupić w cenie 5 tys. zł. Z założenia do każdego mieszkania należy zakupić miejsce parkingowe, ale istnieją od tej reguły wyjątki.

Wojciech Stisz z firmy Barc Warszawa

W warszawskiej Białołęce w osiedlu Tarasy Dionizosa zakup garażu jest obowiązkowy. Miejsce postojowe w garażu podziemnym kosztuje 24 300 zł. Do rodzinnego, podwójnego miejsca garażowego trzeba dopłacić dodatkowo 10 tys. zł.

Anna Sitnik, dyrektor sprzedaży Dolcan

Zakup miejsca garażowego w zależności od inwestycji jest z reguły obligatoryjny. Oprócz miejsc podziemnych, oferujemy naszym klientom również miejsca postojowe naziemne. Ceny miejsc mieszczą się w przedziałach od 10 tys. do 29 tys. zł. Niektóre z projektów, w tym mieszkania bezczynszowe, mają przewidziane jedno, a czasem dwa miejsca postojowe w cenie lokalu.

Monika Kudełko z firmy Activ Investment

W zależności od lokalizacji inwestycji ceny miejsc parkingowych kształtują się na poziomie od 20 tys. do 25 tys. zł. We wrocławskiej inwestycji Skarbowców etap II miejsca postojowe są już wliczone w cenę mieszkania, która wynosi od 4750 zł /m kw. Zakup miejsc parkingowych w naszych projektach nie jest obligatoryjny.

Zuzanna Kordzi dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic

Cena miejsca garażowego zależy od lokalizacji, co jest również związane z kosztami realizacji poszczególnych inwestycji, w tym m.in. budowy, czy zakupu działki. Najwięcej kosztują miejsca w projektach warszawskich. W 17 piętrowym budynku TRIO Apartamenty cena miejsca w garażu podziemnym wynosi 42 tys. zł, a w inwestycji Hubertus 34 tys. zł. Miejsce garażowe w gdańskim osiedlu Wolne Miasto kosztuje niespełna 20 tys. zł. W tej inwestycji oferujemy również miejsca naziemne w cenie 7 tys. zł. Szczególnie w Warszawie klienci chętnie kupują miejsca garażowe z uwagi na niedostateczną ilość miejsca do parkowania, które zapewnia miasto.

Jarosław Jankowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Realizowane przez Grupę Waryński kompleksy mieszkaniowe oferują rozbudowaną infrastrukturę osiedli, na którą składają się m.in. komfortowe miejsca parkingowe. W każdym z etapów naszych projektów zaplanowaliśmy miejsca parkingowe, zlokalizowane zarówno w garażach podziemnych, jak i wokół inwestycji. W żadnej z inwestycji zakup miejsca parkingowego nie jest obligatoryjny, jednak należy zaznaczyć, że cieszą się one bardzo dużym zainteresowaniem nabywców.
W przypadku Stacji Kazimierz pojedyncze miejsce parkingowe w garażu podziemnym to koszt ofertowy w wysokości 29 tys. zł. W Mieście Wola cena kształtuje się na poziomie 30 tys. zł. Przygotowaliśmy również atrakcyjne pakiety rodzinne na dwa samochody, w których cena w rozbiciu na pojedyncze miejsce jest zdecydowanie niższa.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w firmie Home Invest

Zakup miejsca postojowego w przypadku inwestycji realizowanych przez Home Invest jest obowiązkowy. Nie stanowi to jednak bariery w procesie zakupu nieruchomości, bowiem zazwyczaj klienci są zainteresowani wykupieniem miejsca, czy w garażu podziemnym, czy zewnętrznego miejsca postojowego. Ceny miejsc postojowych różnią się w zależności od inwestycji. Obecnie oferujemy 50 proc. rabat na miejsca postojowe w warszawskiej inwestycji Na Sokratesa na Bielanach i 10 tys. zł zniżki na miejsca garażowe w osiedlu Krasińskiego 58 na Żoliborzu.

Autor: Kamil Niedźwiedzki

Suma środków zainwestowanych w nieruchomości komercyjne sięgnęła w 2014 r. rekordowego poziomu 13,6 bln USD

Według najnowszej, 41. edycji raportu firmy DTZ Money into Property ogólna suma środków ulokowanych w nieruchomości komercyjne wzrosła w 2014 r. o 5% i osiągnęła rekordowy poziom 13,6 bln USD.

Największy wzrost kapitału zanotowano w regionie Azji i Pacyfiku, tj. o 10% do 5,1 bln USD. W Ameryce Północnej nastąpił przyrost o 5% do 4,2 bln USD. Z kolei wartość zainwestowanego kapitału w nieruchomości w Europie utrzymała się na poziomie 4,4 bln USD, choć w ujęciu w walucie euro nastąpił wzrost o 2% do 3,4 mld EUR, co oznacza przebicie szczytowego poziomu z 2007 r. na poziomie 3,3 mld EUR.

Największy wzrost kapitału zainwestowanego na rynku nieruchomości komercyjnych miał miejsce w Turcji (wzrost o ok. 30%), a największy odpływ nastąpił w Rosji (spadek o, blisko 20%), co jest efektem sankcji nałożonych przez Unię Europejską i konfliktu na Ukrainie.

Odnotowano wzrost zaangażowania kapitału własnego w inwestycje w nieruchomości kosztem finansowania dłużnego. W konsekwencji stosunek wysokości długu do wartości nieruchomości spadł w ubiegłym roku do 55% wobec 56% w 2013 r.

Wolumen transakcji inwestycyjnych w ujęciu globalnym wyniósł na koniec 2014 r. 633 mld USD, co stanowi wzrost o 20% w stosunku do 2013 r. Największy, 32-procentowy wzrost wartości transakcji inwestycyjnych odnotowano w Europie. Eksperci firmy DTZ szacują, że globalny wolumen inwestycji w nieruchomości może wynieść w bieżącym roku 771 mld USD.

Analitycy firmy DTZ przewidują również, że w 2015 r. inwestorzy na całym świecie mogą przeznaczyć rekordowy poziom nowych środków na inwestycje w nieruchomości komercyjne o wartości 429 mld USD.

– Europejski rynek nieruchomości komercyjnych jest narażony na ryzyko wzrostu stóp procentowych. To może wywołać spadek aktywności inwestycyjnej i odwrócenie przepływu kapitału, co wpłynęłoby na wycenę. Niemniej jednak rynek nieruchomości wygląda obecnie atrakcyjnie na tle innych klas aktywów. Przewidujemy, że wolumen transakcji w Europie wzrośnie w tym roku o 10% do 280 mld USD, a apetyt inwestycyjny utrzyma się do 2016 r. – mówi Craig Maguire, Dyrektor Zespołu Rynków Kapitałowych, DTZ.

Aviva nabyła udziały w Expanderze. Zmiany w zarządzie i kontynuacja strategii

Liczba IPO na świecie w pierwszej połowie 2015 roku wzrosła o 6% w porównaniu z 2014 rokiem, ale ich łączna wartość była mniejsza

W sumie przeprowadzono 631 pierwszych ofert publicznych akcji, a ich wartość wyniosła 103,7 mld USD. Generalnie jednak – wynika z raportu EY„Globalne trendy IPO” – widać spowolnienie na rynkach kapitałowych. Wyjątkiem są Chiny.

Pierwsze oferty publiczne przestają być głównym źródłem zdobywania kapitału. Coraz szersze możliwości finansowania, np. poprzez fuzje i przejęcia, fundusze typu private equity lub venture capital, powodują, że wiele firm nie decyduje się na wejście na giełdę.

– Spowolnienie IPO w 2015 roku nie oznacza powszechnego braku pewności ze strony potencjalnych emitentów  – mówi Artur Żwak, Partner w Dziale Audytu EY. – To ochłodzenie rynku odzwierciedla czas, którego przedsiębiorcy i prezesi firm potrzebują na rozważenie wszystkich dostępnych źródeł finansowania– dodaje.

Europa wypada najsłabiej

W sumie w Europie było 122 pierwszych ofert akcji, o 27% mniej niż w analogicznym okresie 2014 r. Wartość wszystkich wyniosła 31,5 mld USD. Głównymi powodami spowolnienia, wskazywanymi w raporcie EY były: niepewna sytuacja gospodarcza na kontynencie, wybory w aż 7 krajach, napięta sytuacja związana z Ukrainą i Rosją oraz wciąż nierozwiązany kryzys grecki.

Londyn nadal jest wiodącą, europejską giełdą, chociaż IPO o największej wartości miały miejsce w Madrycie, który stał się czwartą giełdą na świecie. Generalnie w Europie na giełdę wchodziły przede wszystkim firmy z sektora przemysłowego, dóbr konsumenckich oraz ochrony zdrowia.

Polska nieco lepsza od reszty kontynentu

W pierwszej połowie 2015 roku na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych zadebiutowało 7 spółek, zaledwie o 1 mniej niż w tym samym okresie 2014 roku. Dodatkowo 3 spółki przeniosły się z NewConnect na główny parkiet. Całościowa wartość IPO w Warszawie to około 1,3 mld PLN.

– Pod względem wartości ofert publicznych ten rok jest dla warszawskiej giełdy o wiele lepszy. W pierwszej połowie 2014 r. debiuty były w sumie warte nieco ponad 440 mln PLN – mówi Artur Żwak. Trzy największe, tegoroczne debiuty, czyli Uniwheels, Wirtualna Polska oraz Idea Bank były warte więcej niż wszystkie debiuty z pierwszej połowy 2014 roku, przy czym statystykę zawyża debiut Uniwheels – dodaje.

Polskie IPO to przede wszystkim sektor budownictwa, motoryzacyjny, nowoczesnych technologii, finansowy oraz private equity.

Chiny królują

Ponad połowa wszystkich światowych IPO (57%) przypada na szybko rozwijające się kraje, w tym głównie na Chiny. W tym roku w Państwie Środka było o 132% więcej pierwszych ofert publicznych – aż 239 transakcji, o wartości 40 mld USD, czyli 141% więcej niż w analogicznym okresie 2014 r. Poza tym czterech chińskich emitentów zadebiutowało w USA i dwóch w Londynie. Główne sektory chińskich IPO to przemysł, surowce naturalne, nowoczesne technologie, ochrona zdrowia i produkty konsumenckie.

Pozostałe kraje Azji oraz kraje Pacyfiku także zanotowały wzrost zarówno liczby jak i wartości IPO. Odpowiednio było to 355 ofert wartych 48,4 mld USD.

Stany Zjednoczone odrabiają straty

2014 rok był w Stanach Zjednoczonych rekordowy (od 14 lat) pod względem liczby pierwszych ofert publicznych akcji, więc trudno będzie osiągnąć lepszy wynik. Zwłaszcza że amerykańska gospodarka dopiero teraz odżywa po ciężkiej zimie, która miała poważny wpływ na cały biznes. W sumie w USA było 101 IPO, czyli o 36% mniej niż w pierwszej połowie 2014. Łączna wartość ofert to 19,4 mld USD. Najczęściej emitentami były firmy związane z ochroną zdrowia, nowoczesnymi technologiami (chociaż było ich zdecydowanie mniej niż rok temu) oraz sektorem finansowym.

Które giełdy najlepsze?

Największe pod względem wartości IPO miały miejsce w Szanghaju, Hongkongu, Nowym Jorku, Madrycie, Shenzhen oraz na NASDAQ. Poza Chinami najbardziej wartościowe oferty przeprowadzono w USA, Japonii, Wielkiej Brytanii, Australii i Francji.

– Zarówno niesłabnąca wiara inwestorów w rynki kapitałowe jak i szerokie plany dotyczące IPO w najbardziej kluczowych krajach – to czynniki, które pozwalają optymistycznie patrzeć na perspektywy ofert publicznych w drugiej połowie roku – mówi Artur Żwak. – W dodatku widać zdrową dywersyfikację emitentów z punktu widzenia zarówno sektorów gospodarki, jak i rynków, z których pochodzą.

O raporcie:

EY bada rynek IPO co kwartał na podstawie wszystkich pierwszych ofert publicznych, jakie są na całym świecie, opierając się na danych własnych oraz Dealogic. Ten raport został przygotowany na podstawie danych od stycznia do 16 czerwca 2015, przy czym uwzględniono także oferty zapowiedziane na drugą połowę czerwca.

Polski rynek świeżych warzyw i owoców wart rocznie prawie 10,9 mld zł

Z danych Panelu Gospodarstw Domowych GfK wynika, że w okresie ostatnich 12 miesięcy polskie gospodarstwa domowe przeznaczyły na zakup świeżych warzyw i owoców prawie 10,9 mld zł. W porównaniu do poprzedniego analogicznego okresu wartość tego rynku spadła o 2,1 proc.

W ujęciu wartościowym w ostatnich 12 miesiącach największy udział w rynku świeżych warzyw w miały pomidory oraz ziemniaki (40,5 proc.), z kolei największy udział w rynku świeżych owoców miały jabłka i truskawki (24,3 proc.).

W ujęciu ilościowym w ostatnich 12 miesiącach polskie gospodarstwa domowe kupowały przede wszystkim: ziemniaki (38,8 proc.), pomidory (15,0 proc.), a wśród świeżych owoców kupowały głównie jabłka (29,1 proc.). Procentowa zmiana wartości zakupów dla ziemniaków oraz pomidorów wyniosła odpowiednio: -27,4 i +4,3, natomiast w ujęciu wolumenowym wspomniane kategorie świeżych warzyw zmieniły się odpowiednio o: +5,9 proc. oraz -0,9 proc. W ramach kategorii warzyw wartym zauważenia jest ilościowy wzrost zakupów jarmużu. Na rynku owoców zakupy jabłek spadły wartościowo o 15,1 proc., ale wzrosły ilościowo – o 9,5 proc. W ramach kategorii świeżych owoców znacząco wzrosły wolumenowo oraz wartościowo zakupy granatów oraz owoców sharon/kaki.

Biorąc pod uwagę miejsca zakupu i kanały sprzedaży, największy udział w zakupach świeżych warzyw i owoców miały dyskonty (30,3 proc.), supermarkety (16,4 proc.), hipermarkety (13,5 proc.). Jednak, obok kanałów nowoczesnej dystrybucji, nadal ważną rolę spełniają sklepy wieloasortymentowe oraz uliczni sprzedawcy, których udziały w dystrybucji omawianej kategorii produktów wyniosły odpowiednio 11,6 i 14,0 proc.

O badaniu
Powyższe analizy powstały na podstawie danych pochodzących z prowadzonego od 20 lat Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia. Jego próbę stanowi 8 tys. polskich gospodarstw domowych, zbierających dane za pomocą skanerów i raportujących o dokonywanych przez siebie zakupach produktów FMCG.

PMPG odwołuje się do premier Ewy Kopacz od decyzji KNF

Zmiany w Zarządzie MPM

Z dniem 22.06.2015 r. Grzegorz Skibiński objął stanowisko Prezesa Zarządu MPM. Założyciel firmy i pełniący do tej pory tę funkcję, Piotr Płochocki zostaje przewodniczącym Rady Nadzorczej.

Grzegorz Skibiński od początku swojej kariery zawodowej jest związany z branżą AGD. W strukturach firmy MPM, pracuje już ponad 26 lat. W tym czasie m.in. rozwijał sieć sprzedaży produktów, odpowiadał za strategię i ewaluację działań handlowych oraz współpracę z dystrybutorami sieci detalicznych.

Po prawie 30 latach zarządzania firmą, podjąłem decyzję o powierzeniu stanowiska Prezesa Zarządu mojemu wieloletniemu współpracownikowi Grzegorzowi Skibińskiemu. Do tej pory pełnił strategiczne stanowisko Dyrektora Handlowego i w dużej mierze przyczynił się do sukcesu biznesowego Spółki. Dlatego, ze spokojnym sumieniem oddaję stanowisko osobie, która doskonale zna firmę i będzie kontynuować wypracowaną do tej pory strategię zarządzania. Natomiast, ja zyskam czas na realizację nowych przedsięwzięć i wyzwań w ramach marek MPM. Poza nadzorowaniem działalności, zamierzam zająć się wprowadzaniem innowacyjnych, niestandardowych rozwiązań biznesowych, zarówno w branży AGD, jak i hotelarskiej. W niedalekiej przyszłości będę także rozwijać zaplecze logistyczne firmy MPM agd S.A. oraz chcę zaangażować się w nowy projekt z branży medycznej. powiedział Piotr Płochocki.

Do nowego zarządu MPM dołączy także Wiesław Łakomski (ponad 30-letnie doświadczenie w branży AGD, w MPM od 2008 roku; Dyrektor ds. Rozwoju; odpowiedzialny za wdrożenie projektu poszerzenia oferty MPM o segment dużego sprzętu AGD; obecnie zajmuje się rozwojem tego segmentu oraz strategią eksportową firmy) oraz Grzegorz Nawrocki (z branżą AGD związany od 1995 roku, w MPM od roku 1998; Dyrektor ds. Kluczowych Klientów, odpowiedzialny za relację z partnerami handlowymi sektora specjalistów oraz sieci międzynarodowych, zarządzanie zespołem handlowym).

Z Piotrem Płochockim ściśle współpracuję od 26 lat. Zawsze byliśmy zgodni w kwestii wizji rozwoju oferty produktowej i przyjętej strategii handlowej. Cenię pracę dotychczasowego Prezesa i zamierzam kontynuować wypracowany model zarządzania Spółką. Objęcie nowego stanowiska pozwoli zarówno mi, jak i Panu Płochockiemu zrealizować plany i cele związane z dalszym rozwojem MPM. – powiedział Grzegorz Skibiński.

Piotr Płochocki stał na czele swojej firmy przez 27 lat. Przed wszystkim, skupił się na rozwoju oferty MPM, która obecnie obejmuje wyposażenie kuchni, domu, AGD wolnostojące, do zabudowy i nieelektryczne, sprzęt do pielęgnacji oraz klimatyzację. W 2001 uruchomił zakład produkcyjny w Szczytnie, w Mazurskiej Strefie Ekonomicznej. W tym samym czasie zadebiutował w branży hotelarskiej, uruchamiając dwa obiekty o charakterze medical spa: Villa Park Resort&Spa w Ciechocinku oraz Głęboczek Vine Resort&Spa. W 2011 roku przekształcił MPM Product w MPM agd S.A. i wydzielił spółkę MPM Hotele. Jednocześnie zapoczątkował i rozwinął działalność na rynkach zagranicznych – obecnie MPM eksportuje sprzęt do 12 krajów (m.in. Litwa, Łotwa, Czechy, Słowacja, Węgry). W 2014 roku zajął się także budowaniem nowej marki Smile, która obejmuje nowoczesne akcesoria kuchenne. Prywatnie Piotr Płochocki jest pasjonatem motocykli Harley Davidson. Jak mówi: Na pierwszych targach Domexpo w Poznaniu był tylko jeden czajnik i Harley, dzisiaj oferta MPM liczy 400 produktów i jest ten sam Harley.

 

21-procentowy wzrost kontraktacji usługi faktoringu po I półroczu

6 lipca 2015 r. Pragma Faktoring opublikowała dane sprzedażowe po I półroczu. Można zaobserwować 21-procentowy wzrost kontraktacji usługi faktoringu oraz wysoki wzrost liczby nowych Klientów.

W  I półroczu łączna wartość kontraktacji Pragma Faktoring SA wyniosła 263,2 mln zł, co stanowi wzrost o 16% w stosunku do I półrocza 2014 r. Zgodnie z realizowaną strategią widoczne jest zwiększenie kontraktacji w ramach usługi faktoringu o 21% r/r oraz zmniejszenie wartości kontraktacji usług pożyczkowych o 10% r/r. Usługa faktoringu stanowi 89% kontraktacji ogółem.

W I półroczu Pragma Faktoring SA podpisała umowy łącznie ze 100 nowymi klientami.

WARTOŚĆ KONTRAKTACJI W I PÓŁROCZU 2015 ROKU (w tys. zł)
  I półrocze 2015 I półrocze 2014 r/r
Faktoring z regresem 105 347 119 232 88%
Faktoring ubezpieczony
z regresem
85 403 61 120 140%
Faktoring eksportowy * 19 397 12 190 159%
FAKTORING RAZEM 233 012 192 551 121%
POŻYCZKI 30 238 33 533 90%
RAZEM 263 250 226 084 116%

* faktoring nominowany w walucie obcej, należności z regresem, w większości przypadków także ubezpieczone

„Jestem zadowolony z osiągniętych w I półroczu 2015 r. wyników dotyczących sprzedaży usług. W I półroczu 2015 r. podpisaliśmy 100 nowych umów faktoringowych. Pragma Faktoring będzie w kolejnych kwartałach regularnie zwiększać przychody i zyski, co w powiązaniu z bardzo dobrą sytuacją finansową Spółki, pozwoli na  systematyczny wzrost jej wartości.” – komentuje Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Faktoring SA.

Pragma Faktoring S.A. na dzień 30.06.2015 r. posiadała wierzytelności o łącznej wartości 101,5 mln zł, co stanowi 9-cio procentowy wzrost r/r. Portfel faktoringowy zwiększył się o 16% r/r, a pożyczkowy uległ zmniejszeniu o 15% w stosunku r/r osiągając wartość 18,7 mln zł. Portfel faktoringowy stanowi 82% całości portfela.

 „Chciałbym podkreślić również istotny wzrost dywersyfikacji portfela faktoringowego poprzez wzrost ilości Klientów, Odbiorców i ilości sfinansowanych faktur. Do systematycznego wzrostu dywersyfikacji portfela przywiązuję ogromną wagę, ponieważ w istotny sposób sprzyja to jego bezpieczeństwu i niskiej szkodliwości.”– dodaje Tomasz Boduszek.

 

DYWERSYFIKACJA PORTFELA FAKTORINGOWEGO
Okres Obrót faktoringowy -należności sfinansowane
(tys. zł)
Liczba klientów Liczba odbiorców (płatników) Ilość faktur sfinansowanych przez Spółkę Obrót
(tys. zł)/ Odbiorca
1 półrocze 2015 233 012 283 1 156 17 387 202
1 półrocze 2014 192 550 179 950 17 148 203
1 półrocze 2013 148 034 149 462 9 917 320
1 półrocze 2012 124 034 143 306 7 447 405

 

Toyota Mirai ze zwiększonym zasięgiem

Toyota Mirai zwiększyła zasięg na jednym tankowaniu do 502 km. To najlepszy wynik wśród wszystkich produkcyjnych samochodów nieemitujących spalin. Auto zadebiutuje w Stanach Zjednoczonych we wrześniu tego roku.

Toyota Mirai
Po kolejnych udoskonaleniach Toyota Mirai zużywa na 100 km energię odpowiadającą 4,2 l benzyny w cyklu miejskim oraz poza miastem. To oznacza, że jej zasięg na jednym tankowaniu wynosi aż 502 km. Dla porównania, flagowy samochód Tesli, Model S, ma zasięg 434 km na jednym ładowaniu. Jim Lentz, CEO Toyota North America, ogłosił to podczas Aspen Ideas Festival w Kolorado.

„Już w latach ’90. Toyota zdała sobie sprawę, że elektryfikacja jest kluczem do rozwoju motoryzacji” — powiedział Lentz. — „W ciągu prawie dwóch dekad Prius przekonał miliony kierowców do samochodów elektryczno-spalinowych. Teraz Mirai rozpoczyna nową erę wydajnego transportu wodorowego”.

Mirai wejdzie na rynek amerykański we wrześniu tego roku. Auto będzie kosztowało w Ameryce 57500 USD. W wielu stanach, m.in. w Kalifornii, jej nabywcy będą mogli liczyć na rządowe dopłaty. Aby jeszcze bardziej obniżyć koszty posiadania i użytkowania samochodu, Toyota przygotowała dla nich specjalną ofertę. Przez trzy lata właściciele Mirai będą mogli liczyć na kompleksową darmową obsługę obejmującą paliwo (do 15 tys. USD), serwis (do 35 tys. mil), assistance wraz ze zwrotem kosztów przerwy w podróży (do 500 USD dziennie przez maks. 5 dni), całodobowe wsparcie telefonicznego centrum technicznego oraz system komunikacji multimedialnej, wraz z aplikacją do lokalizacji stacji tankowania wodoru. Gwarancja na kluczowe elementy układu napędowego będzie trwała 8 lat (do 100 tys. mil).

Obecnie w Kalifornii znajduje się 10 stacji tankowania wodoru, jednak władze stanu systematycznie rozbudowują infrastrukturę. Wyliczono, że wystarczy 85 strategicznie rozlokowanych stacji, by zapewnić kierowcom możliwość dotarcia do nich w 6 minut z dowolnego miejsca Kalifornii. Stacje powstają we współpracy z Toyotą oraz innymi producentami samochodów inwestującymi w FCV, a także z przedsiębiorstwami produkującymi gazy przemysłowe.

Podstawowym celem producentów samochodów nieemitujących spalin jest stworzenie masy krytycznej, która przełamałaby dominację pojazdów spalinowych. Toyota najwyraźniej wyciągnęła właściwe wnioski z trudności Tesli, która do 2014 roku chroniła swoje technologie patentami, by po 10 latach działalności wciąż borykać się z problemem niszowości samochodów elektrycznych i z brakiem rentowności. Elon Musk, CEO Tesli, sam przyznał, że był to błąd, który przyczynił się do niezadowalającej popularyzacji aut zasilanych energią elektryczną. Dlatego Toyota stawia na szeroką współpracę z innymi producentami na rzecz popularyzacji FCV. Świadczy o tym upublicznienie patentów związanych z technologią ogniw paliwowych oraz merytoryczne wsparcie dla BMW, dzięki któremu bawarski producent opracował dwa prototypowe samochody napędzane wodorem, oparte na modelach i8 i 5 GT. Toyota podjęła także wspólne działania z Nissanem i Hondą w zakresie wspierania budowy stacji tankowania wodoru w Japonii.

Grecja skończy jak Argentyna? Nie, będzie jeszcze gorzej

Grecja nie jest pierwszym krajem, który stoi na skraju finansowej przepaści. Kilkanaście lat temu zbankrutowała Argentyna. Dlaczego tym razem trudniej będzie podnieść się z upadku? Odpowiada Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl.

Niektórzy chcieliby wierzyć, że Grecję czeka podobny los, jaki spotkał Argentynę, która zbankrutowała 14 lat temu. Gdy zobaczymy statystki tego drugiego co do wielkości kraju Ameryki Południowej, to sytuacja rzeczywiście wyglądała znacznie lepiej już po kliku kwartałach od ogłoszenia niewypłacalności. Bezrobocie stosunkowo szybko spadało, wzrost gospodarczy wręcz galopował, a Buenos Aires zaczęło spłacać długi zaciągnięte w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Stymulatorem tego procesu, według wielu obserwatorów było uwolnienie kursu peso, które od początku lat 90. było na stałe powiązane z dolarem amerykańskim. Tym samym konkurencyjność kraju poprawiła się bardzo szybko, chociaż lokalna waluta straciła w ciągu czterech miesięcy aż 70 proc. swojej wartości.

To jednak tylko połowa prawdy. Drugim powodem gospodarczego odbicia była rozpoczynająca się akurat hossa na rynku surowców rolnych, a zwłaszcza soi, której wartość w ciągu trzech lat (licząc od 2001 r.) potroiła się. Nałożenie specjalnych podatków na eksport żywności pozwoliło na ustabilizowanie się sytuacji fiskalnej kraju i wychodzenie z zapaści gospodarczej. Niebagatelną kwestią była również stosunkowo dobra koniunktura na świecie. Zapobiegła ona rozprzestrzenieniu się kryzysu na kraje ościenne oraz stymulowała popyt na produkty rolne, na rynku których Argentyna jest globalnym liderem.

„Jestem ci winien”

Takiego efektu trudno jednak szukać dziś w Grecji. Gospodarki krajów strefy euro bardzo powoli wychodzą z najgorszej od 70 lat recesji. Ateny nie mają także żadnych przewag konkurencyjnych, a bilansowanie gospodarki przebiega bardzo powoli, czego dowodem jest utrzymujący się deficyt na rachunku obrotów towarowych przekraczający 6 proc. PKB.

Sytuacja w Grecji przynajmniej na początku powinna być zbieżna z tym, co działo się w Argentynie. Wprowadzona kontrola przepływu kapitału prawdopodobnie będzie dalej utrzymywana mimo zapewnień rządu Syrizy, że w ciągu najbliższych godzin Grecy uzyskają dostęp do gotówki. Kolejnym problemem będzie wypłata wynagrodzeń w sektorze publicznym.

Ze względów technicznych oraz prawnych bardzo trudno będzie Grecji zrezygnować z euro. Z tego powodu w ciągu najbliższych kilku tygodni konieczne stanie się wprowadzenie równoległej waluty. Najprawdopodobniej pracownicy dostaną pensje w postaci IOU („I owe you”, z angielskiego „jestem ci winien”). Będzie to zobowiązanie państwa do wypłaty w przyszłości równowartości wynagrodzenia w euro. Najpewniej jednak IOU zostanie wyceniane jako instrument o mniejszej wartości niż nominalna.

Cały ten proces byłby zalążkiem do powolnego przechodzenia na własną walutę, której realna wartość do euro straciłaby w pierwszych tygodniach przynajmniej 50 proc. Dodatkowo populistyczny rząd prawdopodobnie zacząłby stymulować gospodarkę poprzez intensyfikację wydatków. To w konsekwencji może doprowadzić do wzrostu inflacji i dalszego spadku wartości waluty.

Stosunkowo szybko należałoby przywrócić funkcjonowanie systemu bankowego. Zarówno depozyty, jak i kredyty denominowane w euro zostałyby zamienione na nową walutę, której wartość byłaby pochodną IOU. Dzięki temu grecki bank centralny uniezależniłby się od europejskich władz monetarnych i mógłby prowadzić własną politykę pieniężną. To zakończyłoby problemy z płynnością instytucji finansowych i pozwoliłoby na ponowne otwarcie banków.

Powrót do konkurencyjności

Biorąc pod uwagę, jak do kwestii zmian gospodarczych podchodzi większość Greków oraz przez kogo są reprezentowani w parlamencie, konkurencyjne dostosowanie gospodarki będzie bardzo bolesne, a życzeniowe podejście obywateli przez długi czas zwiąże ręce władzy do przeprowadzania reform.
W scenariuszu optymistycznym poziom życia w Grecji spadnie do takiego, który obserwowany jest w Rumunii czy Bułgarii. Jeżeli władze do tej pory nie przeprowodzną odważnych zmian poprawiających wydajność państwa, wtedy kraj może dołączyć do najbiedniejszych regionów Europy ze średnim wynagrodzeniem brutto na poziomie 300-400 euro. To oznacza mniej więcej spadek płacy realnej o 70 proc.

Kiedy zapłacisz swojemu ubezpieczycielowi za wypadek?

Ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej powinno zwalniać kierowcę od finansowych konsekwencji spowodowanego wypadku. Komunikacyjna polisa OC zwykle działa w taki sposób. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że istnieją wyjątki od generalnej zasady. Zgodnie z przepisami, ubezpieczyciel może domagać się zwrotu wypłaconego odszkodowania od klienta, który umyślnie spowodował wypadek lub złamał oczywiste zasady ruchu drogowego. W takiej sytuacji kierowca jest narażony na wysokie koszty.  

Nie tylko jazda „po kieliszku” będzie podstawą do regresu …

W przypadku polis OC dla kierowców, kluczowe znaczenie mają przepisy ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (dalej: ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych). „Wspomniany akt prawny w pewnych sytuacjach przyznaje ubezpieczycielowi prawo do tzw. regresu nietypowego” – mówi Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Nina Kuczyńska wyjaśnia, że regres to rozwiązanie często stosowane w ubezpieczeniach. Polega ono na tym, że towarzystwo oferujące polisy majątkowe, po wypłaceniu odszkodowania może domagać się zwrotu kosztów od osoby trzeciej, która spowodowała szkodę (patrz art. 828 kodeksu cywilnego). W przypadku ubezpieczeń OC dla kierowców, mamy do czynienia ze szczególną formą regresu. W ramach tzw. regresu nietypowego, roszczenie ubezpieczyciela jest skierowane do klienta (ubezpieczonego). Osoba poszkodowana nie odczuje konsekwencji zastosowania regresu niewłaściwego. Ubezpieczyciel najpierw zlikwiduje szkodę, a później będzie domagał się rekompensaty od swojego klienta. Takie roszczenie nie może być kierowane do spadkobiorców osoby ubezpieczonej, jeśli wypłata odszkodowania nastąpiła już po jej śmierci (zobacz uchwała Sądu Najwyższego z dnia 16 listopada 2012 r. – sygn. III CZP 61/12).

Ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych dokładnie określa zasady działania regresu nietypowego. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, ubezpieczyciel może dochodzić roszczeń od kierującego pojazdem jeśli ta osoba:

  1. wyrządziła szkodę umyślnie
  2. uczestniczyła w wypadku, znajdując się pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających (np. narkotyków)
  3. weszła w posiadanie pojazdu na wskutek popełnienia przestępstwa (przykład: kradzież samochodu)
  4. zbiegła z miejsca wypadku
  5. nie posiadała wymaganych uprawnień do kierowania pojazdem (uwaga: ta zasada nie obowiązuje w sytuacjach związanych z ratowaniem życia ludzkiego lub mienia, a także podczas pościgu za sprawcą przestępstwa)

Nina Kuczyńska z porównywarki Ubea.pl zwraca uwagę, że ustawodawca poprzez wprowadzenie regresu niewłaściwego, chciał napiętnować zachowania szczególnie niepożądane na drodze.

Ubezpieczyciel, który chce dochodzić roszczeń wobec klienta, powinien udowodnić wystąpienie jednej z wymienionych przesłanek. Warto zwrócić uwagę, że tylko w pierwszym przypadku (patrz punkt 1), konieczne jest wykazanie związku przyczynowego pomiędzy nierozsądnym działaniem kierowcy i późniejszą szkodą.

Uzasadnienie regresu nie będzie stwarzało trudności na przykład wtedy, gdy sprawca zaraz po wypadku znajdował się stanie nietrzeźwości, a policja sprawdziła i odnotowała ten fakt. Inne sytuacje mogą wzbudzać znacznie większe wątpliwości. Dlatego spory związane z regresem niewłaściwym dość często trafiają na wokandę. Niekiedy w sprawie regresów wypowiada się nawet Sąd Najwyższy (SN). Jego orzeczenia mają duże znaczenie w późniejszej ocenie wielu spraw. Dobrym przykładem może być uchwała SN z 25 sierpnia 1994 r. (sygn. akt III CZP 107/94). W uzasadnieniu do tej uchwały Sąd Najwyższy stwierdził, że „o zbiegnięciu kierowcy można z reguły mówić wówczas, gdy oddala się on z miejsca wypadku wbrew obowiązującym przepisom, czy też by uniemożliwić zidentyfikowanie go i pociągnięcie do odpowiedzialności”.

Sąd Najwyższy musiał się również wypowiedzieć w sprawie przedawnienia roszczeń z regresu nietypowego. Ta kwestia nadal wywołuje spory wśród teoretyków prawa. Ważnym argumentem w dyskusji jest uchwała SN z 10 listopada 2005 r. (sygn. III CZP 83/05). Zgodnie ze wspomnianym orzeczeniem Sądu Najwyższego, roszczenie zakładu ubezpieczeń w stosunku do swojego klienta przedawni się po upływie trzech lat. Trzeba jednak pamiętać, że bieg trzyletniego terminu będzie przerywany przez kolejne działania wierzyciela (np. wystąpienie do komornika sądowego).

Nieubezpieczeni sprawcy wypadku mają do czynienia z UFG

Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl przypomina, że konsekwencji związanych z regresem nie unikną również nieubezpieczeni sprawcy wypadku drogowego. Szkody wyrządzone przez takie osoby, naprawia Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. Po wypłaceniu odszkodowania, UFG powinien skorzystać z regresu  skierowanego do sprawcy wypadku (patrz artykuł 110 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych). Prawo Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego do roszczenia regresowego nie jest uzależnione od tego, czy kierujący popełnił dodatkowe wykroczenia (np. prowadził samochód bez uprawnień). Warto wspomnieć, że regres UFG zostanie skierowany zarówno do sprawcy wypadku (kierującego), jak i do osoby będącej właścicielem nieubezpieczonego pojazdu. „Częściowe lub całkowite umorzenie roszczeń regresowych z UFG może być uzasadnione wyjątkowo trudną sytuacją życiową albo materialną dłużników” – informuje Nina Kuczyńska.

Podobnie jak w przypadku kar za brak polisy OC, Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny cierpliwie windykuje każdego dłużnika. Często konieczna jest interwencja komornika sądowego. Konsekwentne działania UFG przynoszą skutek w postaci wzrostu kwoty uzyskanej dzięki regresom. Według danych Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, od stycznia do grudnia 2014 r. ta instytucja z tytułu regresów uzyskała 37 507 497,58 zł (o 12,22% więcej niż rok wcześniej). „W ramach przestrogi warto wspomnieć, że jeden z nieubezpieczonych kierowców, który spowodował śmiertelny wypadek, teraz musi wpłacić do UFG aż 1,60 mln zł” – ostrzega Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl

Nowożeńcy pod lupą fiskusa

Sezon ślubny w pełni. A jak ślub, to masa prezentów i białych kopert. To właśnie przez te podarunki nowożeńców czeka nie tylko podróż poślubna, ale też rozliczenie z fiskusem. Czy można uniknąć podatków od upominków? Jakie prezenty i od kogo podlegają opodatkowaniu?

– Podatek od darowizn nie obejmuje drobnych prezentów, czyli kwiatów, książek czy naczyń kuchennych. Można go uniknąć także w przypadku droższych podarunków, o ile zostały wręczone przez bliską rodzinę, a nowożeńcy poinformują o tym fiskusa – mówi Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie. Czy to jednak naprawdę konieczne? Wydawać by się mogło, że urząd nie zajrzy nam przecież do kopert, ani nie wyśle urzędnika na ślub w celu kontroli. – Urząd skarbowy ma też inne metody. Na pewno nie umknie jego uwadze spory wydatek na zakup mieszkania czy samochodu, który nie znajdzie pokrycia w dochodach małżeństwa. A od takiego nieujawnionego przychodu możemy zapłacić nawet 75 proc. podatek – dodaje ekspert z Tax Care.

Ile i od kogo?

W świetle przepisów prezent ślubny to darowizna, która podlega opodatkowaniu. Jednak to, czy zostanie on naliczony zależy od wartości otrzymanego prezentu oraz stopnia naszego pokrewieństwa z darczyńcą. I tak, drobne prezenty, bez względu czy są w formie gotówki czy rzeczowej, są zwolnione z podatku. Jeśli jednak ich wartość podarowana od jednej osoby w ciągu 5 lat przekroczy ustawowy limit, na nowożeńcach spoczywa obowiązek zgłoszenia się do urzędu skarbowego wraz ze stosowną deklaracją (SD-3 lub SD-Z2). Musimy tego dokonać w ciągu miesiąca począwszy od dnia powstania obowiązku podatkowego.

Darczyńca, czyli osoba, od której otrzymaliśmy prezent Informacja dla fiskusa o darowiźnie ponad limit Opodatkowana nadwyżka ponad ustawowy limit [zł]*:
I grupa podatkowa

Małżonek, wstępni (rodzice, dziadkowie, pradziadkowie), zstępni (dzieci, wnuki, prawnuki), pasierb, rodzeństwo, ojczym oraz macocha.

SD-3 lub SD-Z2 9 637
II grupa podatkowa

Zstępnych rodzeństwa, rodzeństwo rodziców, zstępnych i małżonków pasierbów, małżonków rodzeństwa i rodzeństwo małżonków, małżonków rodzeństwa małżonków, małżonków innych wstępnych.

SD-3 7 276
III grupa podatkowa

Pozostałe osoby np. pracodawca, niespokrewniona matka chrzestna.

SD-3 4 092

*przy obliczaniu limitu bierze się pod uwagę darowizny otrzymane od jednej osoby w ciągu 5 lat przed otrzymaniem ostatniego prezentu. Ponieważ stanowią one zwykle wspólną własność nowożeńców, podane w tabeli kwoty należy podwoić.

Jak uniknąć podatku?

Jeśli przekroczymy ustawowe limity, wysokość podatku ustalona zostanie na podstawie stopnia pokrewieństwa pary młodej z darczyńcą. – Co ważne, w świetle ustawy o podatku od spadku i darowizn, prezent od najbliższej rodziny, określanej przez ustawodawcę I grupą podatkową, bez względu na jego wartość, nie podlega opodatkowaniu. Zwolnienie to wymaga jednak spełniania kilku warunków. Pierwszy to zgłoszenie otrzymanej darowizny właściwemu urzędowi skarbowemu. Mamy na to pół roku, począwszy od momentu powstania obowiązku podatkowego. Kolejny warunek, to przedłożenie fiskusowi dokumentów potwierdzających otrzymanie darowizny pieniężnej (np. dowód wpłaty na rachunek bankowy). Oczywiście jest to konieczne tylko wówczas, gdy w ciągu 5 lat od jednej osoby otrzymaliśmy więcej niż 9 637 zł – tłumaczy Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

Dlatego biorąc pod uwagę stopień pokrewieństwa, lepiej dawać prezent wyłącznie na rzecz swojego dziecka. Przykładowo, wyobraźmy sobie, że ojciec naszej żony przekazuje darowiznę na rzecz zarówno córki, jak i zięcia. W tej sytuacji połowa wartości prezentu będzie, po spełnieniu określonych ustawowo warunków, zwolniona z podatku. Z kolei część przekazana zięciowi podlegała będzie opodatkowaniu w przypadku przekroczenia limitu 9 637 zł. Dlatego lepszym rozwiązaniem jest przekazanie darowizny przez rodziców na rzecz córki, która to następnie będzie mogła dokonać darowizny dla męża, który w tej sytuacji podlegać będzie pełnemu zwolnieniu z obowiązku podatkowego.

Co więcej, jeśli rodzice czy rodzeństwo przekazują młodej parze pokaźną sumkę, to lepiej jak zrobią to w formie przelewu, którego potwierdzenie spakują do koperty. Pomoże to nowożeńcom udowodnić fiskusowi, że darowiznę otrzymali od najbliższej rodziny i podlega ona tym samym zwolnieniu z podatku.

Prezent od szefa

Często też pracodawca ma wobec cennego pracownika gest i zechce obdarować go wartościowym prezentem. Aby uniknąć wysokiej stawki, związanej z przynależnością do III grupy podatkowej, lepiej przekazać pracownikowi upominek np. w formie premii, która powiększy jego wypłatę. Będzie to nic innego jak przychód ze stosunku pracy, który jest już opodatkowany i oskładkowany.

A po ślubie na dywanik do fiskusa…

Jeśli po zawarciu małżeństwa dane podatnika zmienią się, jest on zobowiązany zgłosić ten fakt do swojego Urzędu Skarbowego składając formularz ZAP-3. Ma na to czas do końca rocznego okresu rozliczeniowego.

W gorszej sytuacji są przedsiębiorcy, którzy na aktualizację danych mają zaledwie 7 dni, od  momentu zaistnienia zmiany. Przedsiębiorcy wpisani do rejestru Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) uaktualnienia danych powinni dokonać  za pośrednictwem wniosku CEIDG-1. Niedopełnienie formalności grozi karą pieniężną.

Poniższa tabela obrazuje wysokość należnego podatku od spadków i darowizn:

Kwota nadwyżki [zł] Podatek wynosi
I grupa podatkowa II grupa podatkowa III grupa podatkowa
do 10 278 3% 7% 12%
od 10 278 do 20 556 308,30zł + 5% od nadwyżki ponad 10 278 719,50zł + 9% od nadwyżki ponad 10 278 1 233zł+ 16% od nadwyżki ponad 10 278
od 20 556 822,20zł + 7% od nadwyżki ponad 20 556 1644,50zł + 12% od nadwyżki ponad 20 556 2 877,90zł + 20% od nadwyżki ponad 20 556

 

8 tys. zł wolne od podatku?

Wysokość kwoty wolnej od podatku stała się w ostatnich miesiącach jednym z najczęściej poruszanych zagadnień w polskim dyskursie publicznym. Jest to zrozumiałe, biorąc pod uwagę fakt, iż już od 6 lat utrzymywana jest ona na stałym poziomie. Zakończenie przez polski rząd działań oszczędnościowych związanych z nałożoną na Polskę procedurą nadmiernego deficytu stwarza przestrzeń do dyskusji na temat jej ewentualnego podniesienia.

Jednym z najdalej idących postulatów jest propozycja podniesienia kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł, która padła już w okresie kampanii związanej z wyborami prezydenckimi. Jej ewentualne wprowadzenie w życie obniżyłoby dochody budżetowe z PIT maksymalnie o 20,4 mld zł. W ostatecznym rozrachunku ten koszt byłby niższy ze względu na to, że nie wszyscy podatnicy osiągają dochód w wysokości co najmniej 1538 zł brutto miesięcznie (w przypadku pracowników). Z drugiej strony należy też pamiętać, że z tego samego powodu korzyści najuboższych osób będą najmniejsze. Na przykład świadczeniobiorcy otrzymujący najniższą emeryturę zyskają każdego miesiąca jedynie 44 zł, a nie – jak w przypadku osób osiągających wyższe dochody – 74 zł miesięcznie.

To nie jedyna propozycja. Pozostałe warianty zakładają wzrost  podniesienia kwoty wolnej od podatku do odpowiednio 3575 zł, 4550 zł, 6530 zł oraz 8000 zł. Który jest najbardziej realny wyjaśnia Łukasz Kozłowski, ekspert ekonomiczny Pracodawców RP.

Komu Grecy powiedzieli „nie”?

W weekend doszło do referendum. Grecy odrzucili propozycję oszczędnościową. Nie odpowiedzieli niestety na pytanie co dalej. Wynik głosowania to oczywiście wotum zaufania dla rządu populistów z Syrizy, ale wcale nie przekona Europy by nagle anulowała dobrodusznie długi.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Grecja powiedziała “NIE” w referendum. Wedle wstępnych wyników zwolennicy odrzucenia pakietu uzyskali 61,3% wyraźnie wygrywając głosowanie. Problem polega na tym, że spłacanie długów nie zależy od demokratycznych decyzji, ale od umów wzajemnych. Sam fakt, że w glosowaniu padło sławne już “OXI” nie znaczy, że to nagle Grecy ustalą nowe warunki porozumienia. To wciąż rząd w Atenach musi się mierzyć z brakiem środków na wypłaty emerytur, obywatelami chcącymi wypłacić co tylko się da z banków oraz wieloma innymi mniejszymi i większymi problemami. A to wszystko w tym momencie w roku, kiedy Grecja powinna do siebie ściągać ludzi a nie ich straszyć.

Jak zareagowały waluty? Podobnie jak tydzień temu. Na otwarciu notowań w niedzielny wieczór złoty gwałtownie stracił względem głównych walut. Z czasem, gdy okazało się, że żadnej apokalipsy nie ma i na rynku nie zapanowała panika, rozpoczął się ruch powrotny. Euro podrożało, przez moment w okolice 4,21-4,22zł, jednakże już z rana oglądamy je znów poniżej 4,20zł. Najmocniej stracił oczywiście złoty do dolara, ale to wynik osłabiania się euro wobec amerykańskiej waluty.

Do dymisji podał się minister finansów Grecji. Powodem jest niechęć jaką jest on darzony na europejskich salonach. We wpisie na prywatnym blogu przedstawione to zostało jako zaleta. Prawda jest taka, że Grecy potrzebują nowego otwarcia, a prywatne animozje, które pojawiły się podczas ostatnich 4 miesięcy z pewnością w tym nie pomogą. Janis Warufakis ma w dalszym ciągu wspierać Syrizę, nie zajmując jednak funkcji publicznej.

W Unii Europejskiej coraz popularniejszy staje się pogląd mówiący o tym, że utrzymywanie Grecji bez negatywnych konsekwencji w swoich strukturach będzie działać bardzo negatywnie na kraje, które dużym wysiłkiem uporządkowały swoje sprawy. Greków jest 11 milionów i Unię stać na umorzenie tych długów do akceptowalnego poziomu. Hiszpanów i Włochów jest razem prawie 10-krotnie więcej. Gdyby całe Południe wybrało życie na koszt reszty struktur unijnych sytuacja byłaby niesamowicie skomplikowana.

Pozostaje pytanie co dalej? Grecy w referendum na pytanie: Czy chcecie pomoc pod pewnymi warunkami? – powiedzieli nie. Są dwie możliwości, udzielenie im tej pomocy na lżejszych warunkach lub bez warunków, albo poczekanie co się stanie. Kraj, który stracił płynność finansową z pewnością wybierze chociaż okrojone finansowanie własnych potrzeb niż spłaty kolejnych rat. W sytuacji gdy na rynkach zagości niepewność, a to się stanie, gdy nie dojdzie do porozumienia, rykoszetem dostaną inne waluty. Straty euro wobec dolara to jedno, ale w takich sytuacjach przeważnie tracą również słabe waluty ościenne. Widać to dobrze po dzisiejszym i zeszłotygodniowym weekendzie. W nocy zyskiwały franki i funty, a traciły waluty naszej części Europy.

EUR/PLNKomentarz walutowy 06.07.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 06.04.2015 do 06.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2000. Poziom ten został co prawda przebity w nocy po referendum jednakże kurs szybko wrócił poniżej. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1800.

CHF/PLNKomentarz walutowy 06.07.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 06.04.2015 do 06.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Oporem dla dalszych wzrostów jest górne ograniczenie kanału przebiegające w okolicach 4,1000. Poziom ten spędza sen z powiek kredytobiorcom frankowym. Wsparciem jest dolne ograniczenie formacji na poziomie 3,9850.

USD/PLNKomentarz walutowy 06.07.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 06.04.2015 do 06.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie majowe maksimum na poziomie 3,8200. W przypadku ruchu w dół wsparciem będzie dotychczasowa linia oporu przebiegająca w okolicach 3,7900 a następnie minima ostatnich tygodni na 3,6500.

GBP/PLNKomentarz walutowy 06.07.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 06.04.2015 do 06.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. Wewnątrz tej formacji utworzył się krótkoterminowy bardziej stromy trend wzrostowy z którego doszło do wybicia górą. Paliwem dla tego ruchu były wydarzenia polityczne i można mieć nadzieję, że w razie uspokojenia nastrojów kurs powróci przynajmniej do wspomnianej formacji. W przypadku ruchu w dół wsparciem jest dolne ostatnie minimum lokalne na 5,8600. Dla ruchu w górę oporem jest wczorajsze maksimum na 5,9400 a następnie psychologiczna bariera 6,0000.

Maciej Przygórzewski – główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Geberit Polska: dzięki fuzji z koncernem Sanitec nasz udział w polskim rynku stelaży i spłuczek podtynkowych wynosi niemal 50 proc.

0

Przemysław Powalacz, prezes zarządu Geberit Polska

Grupa Geberit dzięki przejęciu firmy Sanitec realizuje strategię zwiększenia udziałów w polskim rynku urządzeń sanitarnych. Obecny udział rynkowy marek Koło (dawniej należącej do fińskiego koncernu Sanitec) oraz Geberit wynosi 48-49 proc. Dzięki fuzji znacząco wzmocni się pozycja Grupy nie tylko w Polsce, lecz także w całej Europie. 

Grupa Geberit osiągnęła w 2014 roku przychody na poziomie ponad 2,4 miliardów franków szwajcarskich. Stanowi to wzrost o prawie 5 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Znacząco zwiększył się również wypracowany zysk netto – 499 milionów franków, to o 14,4 proc. więcej, niż w 2013 roku. Fuzja z koncernem Sanitec powinna jeszcze bardziej wzmocnić pozycję spółki w Europie.

– Wzmocni nas to w sposób zdecydowany, ponieważ stajemy się w tej chwili, z orientacyjnymi łącznymi obrotami na poziomie ok. 3 mld CHF, graczem numer jeden na rynku europejskim. Przodujemy w Europie Centralnej, ale również w innych krajach pozostajemy w czołówce – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Przemysław Powalacz, prezes zarządu Geberit Polska.

W Polsce Grupa odnotowała w 2014 roku znaczący, dwucyfrowy wzrost sprzedaży. Pod względem dynamiki znacznie przewyższyło to europejską średnią, gdzie odnotowano niespełna 6-proc. wzrostu.

– Na rynku produktów łazienkowych ta dynamika jest trochę mniejsza niż na rynku instalacyjnych produktów sanitarnych. W tej chwili mamy jednak do czynienia z bardzo dynamicznym rozwojem rynku budowlanego. Wciąż jeszcze korzystamy z tego, że wiele inwestycji jest dopiero w fazie realizacji, dzięki czemu rynek zbytu produktów instalacyjnych jest bardzo duży. W kolejnych fazach przyjdzie czas na rozwój kategorii produktów łazienkowych – tłumaczy Przemysław Powalacz.

Większość, bo ponad 55 proc., przychodów Grupy Geberit pochodzi ze sprzedaży systemów sanitarnych. Wypracowana kwota na poziomie 1,36 mld franków była wyższa w stosunku do poprzedniego roku o 6,7 proc. Dynamika sprzedaży instalacji rurociągowych była nieco niższa i sięgnęła 6 proc. Prezes Powalacz zaznacza, że osiągnięte wyniki są zgodne z przyjętymi założeniami.

Fakt, że konsumenci wydają pieniądze na wyposażenie swoich domów, łazienek oraz na remonty instalacji, jest na pewno probierzem tego, że mają zakumulowane oszczędności i czują się na tyle bezpiecznie w kontekście zatrudnienia oraz swojej sytuacji finansowej, żeby się na takie wydatki zdecydować. Poza tym rekordowo niskie oprocentowanie depozytów zachęca do alternatywnych inwestycji, w tym budowlanych – wyjaśnia prezes Geberit Polska.

CI Games stawia na rynek amerykański. „Sniper Ghost Warrior 3” będzie dystrybuowany przez spółkę samodzielnie

3

Marek Tymiński, prezes zarządu spółki CI Games

Nadchodząca produkcja „Sniper Ghost Warrior 3” będzie wydana przez spółkę CI Games samodzielnie. Strategią marketingową tytułu zajmuje się firma Petrol Advertising, która pracowała przy takich produkcjach, jak „Call of Duty – Advanced Warfare” (Activision Blizzard), czy „Thief” (Square Enix). Dla CI Games kluczowy pozostaje największy na świecie rynek gier wideo w Stanach Zjednoczonych, gdzie spółka planuje samodzielnie zająć się dystrybucją tytułu.

Najważniejszym rynkiem zbytu dla naszych produktów już od wielu lat są Stany Zjednoczone – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Tymiński, prezes zarządu spółki CI Games. – Jest to także największy rynek gier wideo w ogóle. Mamy tam reprezentację oraz biuro.

Ostatni tytuł spółki „Lords of the Fallen” na tamtejszym rynku dystrybuowała Bandai Namco. Nadchodząca gra „Sniper Ghost Warrior 3”, bardzo wyczekiwana przez fanów, zostanie wydana, jak informuje Marek Tymiński, samodzielnie. Spółka zadba także o dystrybucję w USA, która w dużej mierze będzie oparta o sprzedaż do sieci handlowych i partnerów dystrybucyjno-logistycznych.

To też powinno dość istotnie przyczynić się do poprawy marży i większej kontroli tego, co ma miejsce na amerykańskim rynku – tłumaczy Marek Tymiński. – Ponieważ Stany Zjednoczone są dla nas najważniejsze, zarówno strategia marketingowa, jak i później kreacja i egzekucja w dużej mierze będą realizowane przez tamtejszą agencję.

Ze spółką w tym zakresie kooperuje specjalizująca się w projektach branży gier wideo amerykańska firma Petrol Advertising, która wcześniej pracowała na rzecz takich bestsellerowych tytułów, jak „Call Of Duty – Advanced Warfare”, „Destiny“ (Activision Blizzard) czy „Thief” (Square Enix).

Po tych kilku miesiącach mogę już powiedzieć, że mamy bliską, partnerską współpracę, klimat bardzo dobrze już się poznaliśmy i rozumiemy – chwali Tymiński. – Myślę, że powinno to być także ważnym czynnikiem sukcesu, bo ci ludzie wiedzą, co robią. Skoro rynek amerykański jest największy, to stamtąd chcieliśmy też wziąć agencję. Kreacja i strategia, które zostaną tam stworzone, będą następnie wdrażane, oczywiście z pewnymi modyfikacjami, przez naszych partnerów w Europie i Azji.